Wolne Lektury potrzebują pomocy...


Potrzebujemy Twojej pomocy!

Na stałe wspiera nas 381 czytelników i czytelniczek.

Niestety, minimalną stabilność działania uzyskamy dopiero przy 1000 regularnych darczyńców. Dorzucisz się?

Tak, dorzucę się do Wolnych Lektur!
Tym razem nie pomogę, przechodzę prosto do biblioteki
Oferta dla Przyjaciół

Przyjaciele Wolnych Lektur otrzymują dostęp do specjalnych publikacji wcześniej niż inni. Zadeklaruj stałą wpłatę i dołącz do Towarzystwa Przyjaciół Wolnych Lektur. Kliknij, by przejść do strony płatności!

x
Sidi-Numan → ← Ballada o dumnym rycerzu

Spis treści

      Bolesław LeśmianPoematy zazdrosnePantera

      Ani mię zgnębią zórz krwawe zawiście,
      Ni złote groźby słonecznej potęgi!
      Grzbiet mój w złość słońcu czerni się plamiście
      W przeciwsłoneczne, przeciwzłote pręgi!…
      Gotowam słońce rozszarpać na ćwierci!
      Na ziemi — ryk mój, milczenie me — w niebie…
      Z nieznanych światów czaję się na ciebie
      Ja — rozpląsana dookoła śmierci!
      Przeciwzłocącą się — porwij w ramiona,
      Bym z ciebie życia wyżarła niemoce,
      Bym czuła nozdrzem ten szał, że ktoś kona
      W chwili, gdy ja się słońcu przeciwzłocę!
      W róże mię uwieńcz, w zmierzch winnicy prowadź,
      W pałaców głębie — na marmur i kwiaty,
      Gdzie win purpura i śmiechu szkarłaty
      Chcą falę życia od dna rozfalować!
      Wśród dziewcząt — jedna jest tylko w żałobie,
      Niepewna losu… zapatrzona w cienie…
      Jej ciało — biały sen o samej sobie,
      Tym snem objęta — czeka na skinienie.
      Rzuć ją w mą żądzę, w puchy mego łona,
      Na okamgnienie — nie na długie noce,
      Bym nozdrzem czuła szał, że miłość kona
      W chwili, gdy ja się słońcu przeciwzłocę!…
      Ten, kto mię stworzył dla krwi i pieszczoty,
      Dał mi skok zwinny, co w śmierć mię przerzuca,
      Kły moje wygiął w kształt własnej tęsknoty
      I własnym rykiem natężył me płuca!
      On we mnie ryczy, szaleje zbłąkany
      W moich żył sieci i kości gęstwinie!
      Raniąc mię, sobie zadaje te rany,
      Które mi w gniewu przeznaczył godzinie!
      On razem ze mną hen — w dzikim ostępie
      Z wiecznym się głodem w zapasach szamoce,
      A ja z nim wspólnie zmorę życia tępię,
      I z nim się wspólnie słońcu przeciwzłocę!
      Kimkolwiek jesteś — czy Lwem niewidzialnym,
      Czy wszechobecnym raczej Jaguarem, —
      Węszę twe tropy w błękicie upalnym
      I kuszę ciała wonnego wyparem!…
      Wyjdź na swe żery z jaskini lazurów!
      Otom — gotowa!… śnij uczty weselne!
      Chcę być radością dla twoich pazurów,
      Chcę krwią upoić twe kły nieśmiertelne —
      I chcę cię zdradzić, gdy przywrzesz do łona,
      Pokąsać w strzępy twą wieczność, twe moce,
      By chłonąć nozdrzem ten szał, że Bóg kona
      W chwili, gdy ja się słońcu przeciwzłocę!
      Close
      Please wait...