Wolne Lektury potrzebują pomocy...



Wolne Lektury są za darmo i bez reklam, bo utrzymują się z dobrowolnych darowizn i dotacji.

Na stałe wspiera nas 381 czytelników i czytelniczek.

Niestety, minimalną stabilność działania uzyskamy dopiero przy 1000 regularnych darczyńców. Potrzebujemy Twojej pomocy!

Tak, dorzucę się do Wolnych Lektur!
Tym razem nie pomogę, przechodzę prosto do biblioteki
Znajdź nas na YouTube

Audiobooki Wolnych Lektur znajdziesz na naszym kanale na YouTube.
Kliknij, by przejść do audiobooków.

x
Wieczory → ← Pantera

Spis treści

      Bolesław LeśmianPoematy zazdrosneSidi-Numan

      Słynny w całym Bagdadzie z rycerskiej ogłady
      I z płomiennej miłości dla białej Aminy,
      Sidi-Numan przeklina szczęk owej godziny,
      Kiedy nazwał małżonką — ciało, pełne zdrady!
      Śniąc zemstę w głębi alej, wśród róż i motyli,
      Wahał się, by nie była czcza i bylejaka, —
      Aż zaklęciem, w odwetów wyszeptanem chwili,
      Przeobraził niewierną w białego rumaka!
      Stanął rumak, nieświadom cudu nagłych wcieleń,
      Oczy, we łbie obrzmiałe, natężył, jak pięście,
      Dziwiąc się i dąsając, że soczysta zieleń
      Nęci go w smakowitym wietrzyka pochrzęście…
      Pełen żądz niespodzianych i nagłych rozjuszeń
      Krwi szkarłatnej, co w żyłach samochcąc szeleści,
      Próbował nowych skoków, pląsów i poruszeń,
      Jawiąc w skokach i pląsach dawny czar niewieści…
      Sidi-Numan go przybrał w uprząż złotowzorą,
      Zlewał na wrzące ciało balsamy i nardy —
      I poglądał z uśmiechem zwycięskiej pogardy
      Na ogon zbyt opędny i na kopyt czworo.
      Badał grzywę —
      twór zaklęć i tajemnych przyczyn, —
      I zęby — zgodne perły na dziąseł purpurze, —
      I, karmiąc zwierzę miodem dojrzałych koniczyn,
      Czasem,
      w tkliwej zadumie podawał mu — róże…
      Gdy słońce, roztopione w południa bezszumy,
      Cisnęło na pierś ziemi cały żar wszechświata,
      Sidi-Numan podeptał resztki swej zadumy,
      Zaśmiał się, krzyknął: »Allach!«
      i — dosiadł bachmata!
      Widział go cały Bagdad, jak, ziejąc zniszczeniem,
      Pędził pełen tygrysich złości i rozścierwień, —
      Jak zatapiał ostrogi w ran chrapliwą czerwień
      I zgrozę chłost oślepłych podwajał — milczeniem!
      W oczach, lotem obłędnych, schwytane przedmioty,
      Jak w lustrze wirującem, mąciły odbicie:
      Drzewa, ptaki, jeziora — i miłość i życie —
      Wszystko w nic się zemgliło,
      w kurz zaledwo złoty!
      W tym kurzu,
      gdzie się wspomnień złociła czereda,
      Ryczał zwierz, nowym bytom na pastwę oddany!
      A jeździec chłonął rozkosz zemsty dokonanej
      I doznawał upojeń, jakich miłość nie da!
      Close
      Please wait...