Wolne Lektury potrzebują pomocy...


Potrzebujemy Twojej pomocy!

Na stałe wspiera nas 428 czytelników i czytelniczek.

Niestety, minimalną stabilność działania uzyskamy dopiero przy 1000 regularnych darczyńców. Dorzucisz się?

Tak, dorzucę się do Wolnych Lektur!
Tym razem nie pomogę, przechodzę prosto do biblioteki
Ufunduj e-książki dla dzieciaków

Lektury szkolne za darmo dla każdego dzieciaka? To możliwe dzięki wsparciu darczyńców takich jak Ty! Kliknij i dorzuć się >>>

x
jazda → ← Spać

Spis treści

      Jarosław LipszycRozwodzić

      1
      preludium:
      rano porani nas brzytwą brzasku
      potop który po nas niechybnie przyjdzie

      1

      brodząc w zdaniach stanowczo zbyt prostych powtarzaliśmy
      5
      że odpowiedzi wyuczone na pamięć i pytania o tożsamość tylko w okolicach świtu a ty to naprawdę jesteś moim ojcem?
      niektóre z odpowiedzi nie dają się zapamiętać zrzucam talerz i zbieram resztki potulnie jedzonego (potrzeba kontaktu)
      wrzucam do gardła i ciągle nie wiem co ci powiedzieć naprawdę specjalnie dla ciebie zrezygnowałem z uroku konsonansów i analogii
      ciągle nie trawię (twarda kulka strachu rośnie) jesteś jak —
      pytanie które zawsze mnie zjadało wypluwam — czy stoisz i czekasz aż opowiem ci o tej całej rekwizytorni i moim mózgu i może wtedy obejrzę się w twojej nagle rozszerzonej źrenicy

      2

      10
      potop dopadł nas w okolicach świtu razem z kojącą rezygnacją jak obrus przykrywający kolumnady porcelanowych filiżanek
      stosy pacierzowe talerzy i całą resztę wielkiej rekwizytorni głodu na swoją obronę mieliśmy długie godziny przemyślane w łóżku zaskakujące nas od tyłu poranne gwiazdki na ramieniu i
      modlitwy w obcych językach
      tak naprawdę nigdy nie walczyliśmy z genami i nie ganialiśmy za weltschmertzem
      na prawdę nałożyliśmy tabu potulnie wypełnialiśmy ankiety
      15
      kupowaliśmy groszek w puszkach graliśmy w brydża oszukując i
      dobrze rozumiejąc słowa nielegalny i egalitaryzm
      skromną schedę po ciotce rewolucji
      a ku kubeł wazeliny stał za drzwiami
      na swoją obronę mieliśmy cienutkie wafle powiek
      20
      cieniutkie

      3

      i z twardą wolą napisania czegoś pewnego (jak tory kolejowe jak tora) sięgnąłem po białą farbę
      coś jak jebać skurwysynów stylizowaną zaciśniętą zdecydowaną na nic pięść powszechnie zrozumiały symbol
      dobra byłaby historia życia kilka zwięzłych praw fizyki nazwisko jednego czy dwóch filozofów oszustów malarzy
      prostą drogą do mojego nazwiska imienia pseudonimu ale urodziłem się dzisiaj i żadne genetyczne uwarunkowania żadne tłumaczenia
      25
      choćby odwróconą metaforą nie oddadzą melodii zdań w obcym
      języku który zastałem
      (wraca wraca)
      namalowałem twarz i powiesiłem na firance
      kilka kolejnych żałośnie małych gestów tkaniny zlepiające się
      30
      płacz rozmazujący szminki pudry cienie
      ciemne cienie pod oczyma i cienkie smużki znaczące dość dużo
      drogę kropli do morza
      niżej niżej martwego mojego (po zamknięciu oczu płód w pełnym słońcu!)

      4

      uwaga dużo krwi wyrzuconych spojrzeń i wyrzutych[1] żółcią ostrzegawczą zębów
      35
      zupy w proszku szok pourazowy kroplówka
      w gardle garb
      barak postawiony prowizorycznie przewiewne wizerunki
      ścian
      cienkie pręty nerwów
      40
      beton uzbrojony w cierpliwość
      garb przyczajony pod niskimi sufitami
      przyzwyczajony w czekanie jak kleszcz
      zaklaszcze każdemu
      worek bez dna z wygarbowanej skóry
      45
      skurczone ciało bagaż dniejącej kory horyzontu
      we włosowatych naczyniach wygładzone na głód uśmiechy
      gdyby ich wata nasiąkła pożywnym bulionem krwi może
      zaostrzyłyby się na noże i widelce
      garb jest pusty

      epilog:

      50
      salwujący się świstem twarzy w ścisk matek mam
      zawsze ten sam senny śmiechu arsenał łask
      arszenik zamkniętych oczu
      refleksy białych nocy na szkle rżniętym w doskonałą
      przezroczystość
      55
      jeszcze tysiąc innych maszyn obronnych
      robaków wielkich i majestatycznych jak obraza majestatu
      jak rak prostaty

      Przypisy

      [1]

      wyrzutych — zgodnie z ortografią powinno być „wyżutych”, tu jednak następuje kontaminacja ze słowem „wyrzut”. [przypis edytorski]

      Zamknij
      Proszę czekać…
      x