Wolne Lektury potrzebują pomocy...

Wspólnie budujemy najpopularniejszą bibliotekę internetową w Polsce.

Dzięki Twojej wpłacie uwolnimy kolejną książkę. Przeczytają ją tysiące dzieciaków!


Dorzucisz się?

Jasne, dorzucam się!
Tym razem nie, chcę przejść do biblioteki
Znajdź nas na YouTube

Audiobooki Wolnych Lektur znajdziesz na naszym kanale na YouTube.
Kliknij, by przejść do audiobooków.

x
Opuszczony okop → ← Medytacje

Spis treści

      Poprawiono błąd źrółda: ogrodze — > ogrodzie

      Józef BirkenmajerWycieczkaMeorum Prime Sodalium

      Pamięci porucz. Jana Surzyckiego poległego w obronie Śląska w maju 1921 roku

      Kwiaty — i kwiaty wokoło,
      jak w czernichowskim ogrodzie…
      Idę za tłumem — i pochylam czoło
      przed tą trumienką tła przodzie.
      Słońce na rosy kroplach połyska tęczowo,
      precz rozgania ostatki porannej omroczy.
      Idę, idę z opuszczoną głową —
      i w ziemię utkwiłem oczy.
      Planty, odziane barwą zieloną i krasną,
      szelestem wiatru gwarzą i ptaszęcą pieśnią…
      Czyliż tym ludziom, co na wieki zasną,
      dawne sny szczęścia się odeśnią?
      Skrwawiona szabla na trumnie
      i białych kwiatów wiązka…
      Przywieźli, przywieźli ku mnie
      Jasia mojego ze Śląska!
      Przywieźli — by we mnie rozpalić
      tę jego śmiertelną ranę,
      by w mojej duszy utrwalić
      te rysy, tak dobrze mi znane!
      Przywieźli — do wspólnych szeregów
      raz jeszcze — ostatni — powołać
      dwóch druhów-przyjaciół, najpierwszych kolegów,
      co razem przez życia szli połać;
      dwóch druhów-kolegów, związanych przyjaźnią
      jut od lat dwudziestu — czy więcej…
      Bośmy przyjaźń zawarli — braterstwo broni —
      już w dobie życia dziecięcej.
      Pamiętasz, Jasiu, czas ten piękny, czas młody,
      gdyśmy śnili o bitwach-piorunach,
      gdy z mym koniem drewnianym biegł chyżo w zawody
      twój siwy koń na biegunach?
      Pamiętasz o mej strzelbie, o twej lancy kończastej,
      o tych naszych rycerskich zapędach,
      gdyśmy szablą rąbali pokrzywy i chwasty,
      co tłumiły nam kwiecie na grzędach?
      Wszelki chwast był nam wrogiem — więc zaciekłym atakiem
      myśmy nań nacierali — zwalczali — tępili.
      Bośmy wiernie i święcie służyli pod znakiem
      wonnej Róży i przeczystej Lilji.
      A gdy wiedliśmy długie przyjacielskie rozmowy,
      nieraz jeden przed drugim to wyznał,
      że tak samo za Polskę kiedyś walczyć będziemy,
      gdy do czynu nas wezwie ojczyzna.
      Obietnica spełniona już… W porę-ż
      sen się ziścił, w dzieciństwie wyśniony!
      Danem było nam chwycić za oręż
      w świętej sprawie, dla kraju obrony.
      A po wielkiej, po zwycięskiej wojnie,
      ty, co-ś dług żołnierskiego spłacił obowiązku,
      poszedłeś znowu krwią szafować hojnie
      za naszych braci na Śląsku.
      W czystem cię polu znaleźli —
      przy tobie — krwi kałuża grząska — —
      I tu cię do mnie przywieźli —
      Jasia mojego ze Śląska!…
      Przed ludzi rzeszą idziesz przodem —
      twa szabla odbłyska się w słońcu — —
      Za twoim dziś, Jasiu, przewodem
      idę — na szarym gdzieś końcu…
      Na lawecie cię wiozą armatniej —
      dziś, choć młody, od wszystkich tyś starszym!
      Dzisiaj, Jasiu, już po raz ostatni
      żołnierskim z tobą kroczę marszem!
      O, na wieki będziesz mi żywy,
      choć zabrany śmiercią nielitosną.
      Nie zgłuszą twej mogiły chwasty i pokrzywy,
      lecz na nie wonne róże i lilje wyrosną.
      Kwiaty — i kwiaty wokoło,
      jak w czernichowskim ogrodzie…
      Idę za tłumem — i pochylam czoło
      przed tą trumienką na przodzie…

      1931

      Close
      Please wait...