Oferta dla Przyjaciół

Czytaj teksty współczesnych autorek i autorów wcześniej niż inni. Ty decydujesz, ile płacisz!

Zadeklaruj stałą wpłatę i dołącz do Towarzystwa Przyjaciół Wolnych Lektur.

TAK, chcę dołączyć!
Nie, rezygnuję z tej oferty
Znajdź nas na YouTube

Audiobooki Wolnych Lektur znajdziesz na naszym kanale na YouTube.
Kliknij, by przejść do audiobooków i włączyć subskrypcję.

x
Okropna przygoda Zosi, co się zapałkami bawiła → ← O panu Kręcickim i o smutnym jego wypadku

Spis treści

      Artur OppmanO Józiu Gapicielu

      Dobre serce, miła buzia,
      Śliczny chłopczyk byłby z Józia,
      Gdyby mówiąc między nami,
      Nie zagapiał się czasami.
      Zamiast patrzeć wprost przed siebie
      Ciągle szuka coś po niebie,
      Wznosi oczy hen do góry.
      Czy on szuka w niebie dziury?
      To też i wygląda ładnie!
      To z pagórka nadół spadnie.
      To odbije się od ściany,
      Wiecznie chodzi podrapany.
      Codzień ma przygodę nową:
      Raz o drzwi się wyciął głową,
      Raz do rowu wpadł po szyję,
      Dziwy, że się nie zabije!
      Patrząc gdzieś tam w górę het,
      Raz z książeczką gapuś szedł.
      Idzie sobie, aż ci tu
      Pędzi Azor, co ma tchu.
      Azor, pies łakomy dość,
      Porwał z kuchni dużą kość,
      I uciekał, wielce rad,
      Że tak suto będzie jadł.
      Mama woła: chłopcze! zbocz!
      Siostra: Józiu! W stronę skocz!
      Wprost na ciebie Azor mknie.
      Prędzej! bo przewróci cię.
      Lecz nie słyszy mały gap!…
      Wtem, jak padnie nagle: klap!
      Obaj leżą! Patrzcie jak!…
      Jęczy Józio, stęka psiak.
      Potłukli się gapie dwaj,
      Oba wrzeszczą: „Aj! aj! aj!”
      Z wielkim wstydem Józio wstał,
      Podrapane ręce miał,
      I kolana starł do krwi.
      Poprawił się… na trzy dni…
      W jeden piękny dzień maju,
      Chciał pójść Józio do gaju,
      Więc z ciekawą książeczką,
      Idzie polem, nad rzeczką.
      Już wypadek z psem owy,
      Dawno wyszedł mu z głowy,
      I z zadartą znów buzią,
      Idzie sobie pan Józio,
      Gdzieś do góry wzniósł oczki
      I ogląda obłoczki.
      Patrzy w błękit wysoki,
      A do brzegu… dwa kroki.
      Dał krok jeden, dał drugi…
      Rymnął w wodę jak długi!
      Pluszczą nogi i dłonie
      Hej! ratunku! ktoś tonie!
      Uciekają na stronę
      Małe rybki strwożone,
      W strachu każda z nich pyta:
      „A skądże ta wizyta?”
      Gdy wypadek spostrzegli,
      Robotnicy nadbiegli,
      I za krótkich chwil parę
      Wyciągnęli niezdarę.
      Oj, ten gapuś nad gapie!
      Z włosów woda mu kapie,
      Kapie z kurtki, jak z rynny.
      Józiu! kiedyż będziesz ty inny?
      Kapelusz z książeczką
      Popłynęły gdzieś rzeczką.
      O! już nikt ich nie schwyta,
      Zatonęły i kwita.
      Co tam działo się w domu,
      Niechcę mówić nikomu.
      Lecz sam Józio niech doda:
      „Niema czasem, jak woda!”
      Close
      Please wait...
      x