Wolne Lektury potrzebują pomocy...


Potrzebujemy Twojej pomocy!

Na stałe wspiera nas 374 czytelników i czytelniczek.

Niestety, minimalną stabilność działania uzyskamy dopiero przy 1000 regularnych darczyńców. Dorzucisz się?

Tak, dorzucę się do Wolnych Lektur!
Tym razem nie pomogę, przechodzę prosto do biblioteki
Oferta dla Przyjaciół

Przyjaciele Wolnych Lektur otrzymują dostęp do specjalnych publikacji współczesnych autorek i autorów wcześniej niż inni.
Kliknij, by przejść do strony płatności. Zadeklaruj stałą wpłatę i dołącz do Towarzystwa Przyjaciół Wolnych Lektur.

x
  1. Ambicja: 1
  2. Anioł: 1 2 3 4 5 6
  3. Bieda: 1
  4. Bóg: 1 2 3 4 5 6 7 8
  5. Broń: 1 2 3 4
  6. Burza: 1 2
  7. Carpe diem: 1
  8. Chrzest: 1
  9. Ciało: 1 2 3 4 5 6
  10. Ciemność: 1
  11. Cierpienie: 1 2
  12. Cud: 1 2 3 4
  13. Czarownica: 1 2 3 4
  14. Czary: 1 2 3 4
  15. Czyn: 1
  16. Deszcz: 1 2
  17. Diabeł: 1 2 3 4 5 6 7 8 9
  18. Drzewo: 1 2
  19. Duch: 1
  20. Dziecko: 1
  21. Dźwięk: 1 2 3
  22. Fałsz: 1 2
  23. Flirt: 1 2
  24. Gniew: 1 2 3 4 5 6
  25. Gotycyzm: 1 2
  26. Grób: 1 2
  27. Grzech: 1 2
  28. Historia: 1
  29. Interes: 1
  30. Jedzenie: 1 2
  31. Kara: 1 2
  32. Klejnot: 1
  33. Kłótnia: 1 2
  34. Kobieta: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24
  35. Kobieta demoniczna: 1 2 3
  36. Kochanek: 1
  37. Kondycja ludzka: 1 2 3 4
  38. Konflikt wewnętrzny: 1
  39. Koń: 1 2
  40. Krew: 1 2
  41. Król: 1
  42. Kuszenie: 1 2 3
  43. Kwiaty: 1
  44. Labirynt: 1
  45. Lato: 1
  46. List: 1
  47. Los: 1 2
  48. Lustro: 1 2
  49. Łzy: 1 2 3
  50. Małżeństwo: 1 2 3 4
  51. Mężczyzna: 1 2 3 4 5 6 7 8 9
  52. Miasto: 1 2 3 4
  53. Miłość: 1 2 3 4 5 6 7 8 9
  54. Miłość silniejsza niż śmierć: 1
  55. Mizoginia: 1
  56. Młodość: 1
  57. Modlitwa: 1 2 3
  58. Nacjonalizm: 1 2
  59. Nadzieja: 1
  60. Natura: 1 2 3 4 5 6
  61. Niewola: 1 2 3
  62. Noc: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10
  63. Obcy: 1
  64. Obowiązek: 1
  65. Obraz świata: 1 2
  66. Obyczaje: 1 2 3 4 5 6
  67. Odrodzenie: 1
  68. Odwaga: 1 2 3 4
  69. Ofiara: 1
  70. Ogień: 1
  71. Ojciec: 1
  72. Opieka: 1 2 3 4 5 6
  73. Pamięć: 1
  74. Państwo: 1 2
  75. Piekło: 1 2
  76. Plotka: 1 2
  77. Pobożność: 1
  78. Pocałunek: 1
  79. Podstęp: 1 2
  80. Pogarda: 1 2 3
  81. Pogrzeb: 1 2 3
  82. Pojedynek: 1 2 3 4 5 6 7 8
  83. Pokora: 1
  84. Pokusa: 1 2 3
  85. Poświęcenie: 1
  86. Potwór: 1
  87. Pozycja społeczna: 1
  88. Pożądanie: 1
  89. Praca: 1 2
  90. Przemiana: 1 2
  91. Przemijanie: 1 2
  92. Przywódca: 1 2
  93. Ptak: 1 2
  94. Pycha: 1
  95. Religia: 1 2 3 4
  96. Rycerz: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28
  97. Rzeka: 1
  98. Samobójstwo: 1
  99. Samolubstwo: 1
  100. Sen: 1 2 3
  101. Serce: 1
  102. Sielanka: 1
  103. Siła: 1
  104. Sława: 1 2
  105. Słońce: 1
  106. Słowo: 1 2 3 4
  107. Spotkanie: 1
  108. Sprawiedliwość: 1
  109. Strach: 1 2 3
  110. Strój: 1 2 3
  111. Syn: 1
  112. Szaleństwo: 1
  113. Szatan: 1 2 3 4 5
  114. Szczęście: 1 2
  115. Sztuka: 1
  116. Śmiech: 1
  117. Śmierć: 1 2 3
  118. Śmierć bohaterska: 1 2 3 4
  119. Świt: 1 2 3
  120. Trucizna: 1 2
  121. Trup: 1 2 3
  122. Upadek: 1
  123. Uroda: 1 2 3 4 5 6 7 8
  124. Vanitas: 1
  125. Walka: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24
  126. Wiatr: 1 2 3
  127. Wiedza: 1
  128. Wierzenia: 1
  129. Wieś: 1
  130. Wina: 1 2
  131. Wizja: 1 2 3 4
  132. Władza: 1 2 3 4
  133. Woda: 1 2 3 4 5 6 7 8 9
  134. Wojna: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10
  135. Wróg: 1 2
  136. Współczucie: 1
  137. Wygnanie: 1
  138. Wyrzuty sumienia: 1
  139. Wzrok: 1
  140. Zabawa: 1 2
  141. Zamek: 1
  142. Zaświaty: 1 2 3 4 5 6
  143. Zazdrość: 1 2 3
  144. Zdrada: 1
  145. Zemsta: 1 2 3 4 5
  146. Złodziej: 1
  147. Zwierzęta: 1 2
  148. Zwycięstwo: 1
  149. Żałoba: 1 2 3
  150. Żołnierz: 1
  151. Żona: 1
  152. Żywioły: 1 2 3 4

Uwspółcześnieniu poddano jedynie teksty wstępów oraz przypisów źródła.

Wstęp redaktora wydania (Lucjana Rydla) uwspółcześniono w zakresie:

* pisowni wielką/małą literą (Krzyżowcami > krzyżowcami; Proroka > proroka; Aniołowie > aniołowie; Święci > święci; Kardynał > kardynał; Jubileuszu > Jubileuszu; Inkwizycyą > inkwizycją itp.);

* pisowni joty (Porcyi > Porcji, poezyi > poezji, Wenecyi > Wenecji, Studyuje > Studiuje, Lucyan > Lucjan itp.);

* pisowni łącznej/rozdzielnej (przytem > przy tym, to też > toteż; itp.);

* fleksji (wszystkiem > wszystkim, niemi > nimi, rodzinnem> rodzinnym, swem > swym, czem > czym; najciekawszem > najciekawszym, niepospolitem > niepospolitym itp. oraz: grób Chrystusów > grób Chrystusowy);

* ortografii niektórych wyrazów (ośmnastoletni > osiemnastoletni; karolingskich > karolińskich; rękopism > rękopis; Tłomaczenie > Tłumaczenie, tłomacz > tłumacz itp.).

Ponadto rozwinięto zapisy skrótowe lub zastosowano współczesny ich zapis (X. > książę, księcia itp.; W. > Wielkim, Dr. > Dr).

Poprawiono błąd źródła: jak Molino. Veniero, Ruscelli, Atangi > jak Molino, Veniero (…).

Poprawiono błędy źródła: obran (V 82) > obrany; beła w boiu (VI 80) > beła w boiu. (dodano brakującą kropkę); zdrowia pozbędę (VI 104) > zdrowia pozbędę. (dodano brakującą kropkę); samey postrzeżono (VI 112) > samey postrzeżono. (dodano brakującą kropkę); [podobnie dodano brakujące kropki na końcu strof w innych miejscach utworu]

We Wstępie tłumacza (Piotra Kochanowskiego) uwspółcześniono pisownię wielką/małą literą (Włoskiego > włoskiego, Heroika > heroika) oraz fleksję (polskiem > polskim, nieprzywykłem > nieprzywykłym; szczęśliwszem > szczęśliwszym).

W tekście głównym:

Zrezygnowano z uwspółcześnień na rzecz przypisów wyjaśniających staropolskie słownictwo oraz struktury zdaniowe. Włączono również w postaci przypisów zawartość „Słowniczka” przygotowanego przez prof. Jana Czubka, a opublikowanego w źródle osobno, na końcu II tomu (nie uwzględniono jedynie niewielkiej liczby haseł, które nie pełniły roli objaśnień, lecz inwentaryzacji słownictwa).

Pozostawiono nieuwspółcześnioną interpunkcję, jedynie w niektórych miejscach zwracając uwagę w przypisach na odmienność zapisu od współcześnie obowiązującego.

Pozostawiono, zgodnie z intencjami redaktorów źródła, niespójności zapisu poszczególnych słów i ich form, jako dokument historycznego kształtowania się języka. Na ujednolicenie zapisu zdecydowano się tylko w kilku przypadkach: nieba-ć > niebać (konstrukcja z partykułą); Między-ziemnem Morzu > Międzyziemnem Morzu (tj. Morzu Śródziemnym).

Dokonano zamiany nawiasów kwadratowych [] na okrągłe (), z uwagi na szczególną, odmienną rolę, jaką pełnią obecnie.

Skorygowano pomyłki w druku wykazane w erratach do obu tomów oraz poprawiono pozostałe błędy źródła: Na nasze zgubę > Na naszę zgubę; przyiażliwy > przyiaźliwy; Widząc iego żal y srogie tęsknicę > (…) tęsknice.

Uwspółcześnienia. Wstęp:

Tłomaczenie > Tłumaczenie, tłomacz > tłumacz itp.;

wszystkiem > wszystkim, niemi > nimi, własnemi > własnymi, rodzinnem> rodzinnym, swem > swym, czem > czym; najciekawszem > najciekawszym, szczęśliwem > szczęśliwym, niepospolitem > niepospolitym itp.;

Porcyi > Porcji, poezyi > poezji, Wenecyi > Wenecji, Studyuje > Studiuje itp.; Lucyan > Lucjan

X. > książę, księcia itp.; W. > Wielkim, Dr. > Dr;

przytem > przy tym, to też > toteż; itp.;

ośmnastoletni > osiemnastoletni; karolingskich > karolińskich; rękopism > rękopis

grób Chrystusów > grób Chrystusowy;

Krzyżowcami > krzyżowcami; Proroka > proroka; Aniołowie > aniołowie; Święci > święci; Kardynał > kardynał; Jubileuszu > Jubileuszu; Inkwizycyą > inkwizycją

błędy źródła: jak Molino. Veniero, Ruscelli, Atangi > jak Molino, Veniero (…); w tekście głównym: Na nasze zgubę > Na naszę zgubę; przyiażliwy > przyiaźliwy [do rymu]

wstęp tłumacza: Włoskiego > włoskiego, Heroika > heroika; polskiem > polskim, nieprzywykłem > nieprzywykłym; szczęśliwszem > szczęśliwszym;

Torquato TassoJerozolima wyzwolonatłum. Piotr Kochanowski

Tom I

[Wstęp]

1

Pierwszy tom Goffreda abo[1] Jerozolimy Wyzwolonej, który obecnie w świat puszczamy, jest początkiem całkowitego wydania spuścizny po Piotrze Kochanowskim. Z własnych utworów, jakie po tym bratańcu Czarnoleskiego Jana pozostać mogły, nie przechowało się wprawdzie nic zgoła, wszelako dwa przekłady z Tassa i Ariosta stawiają Kochanowskiego w rzędzie największych mistrzów polskiej mowy.

2

Tłumaczenie Ariostowego Orlanda Szalonego jest niemal nieznane, bo wyszła tylko pierwsza jego połowa i to z wadliwego rękopismu drukowana, druga zaś dotąd czeka w manuskryptach.

3

Przekład Goffreda, ogłoszony po raz pierwszy jeszcze za życia tłumacza w roku 1618, ukazywał się następnie w licznych wydaniach, podziwiany przez całe pokolenia poetów, które się na nim kształciły. Mickiewicz i Słowacki zawdzięczali mu wiele i uznawali w nim arcydzieło polskiego stylu, języka i wiersza.

4

Przedruki pierwszego wydania, obecnie już wyczerpane, nie we wszystkim są wierne: wkradły się do nich mimowolne myłki[2], a nie brak i świadomych zmian, poczynionych ręką wydawców.

5

Wobec tego należało w niniejszym, zbiorowym wydaniu powrócić do pierwotnego tekstu, zachowując wszelkie, choćby najdrobniejsze szczegóły językowe.

6

Nasuwało się przy tym pytanie, jak postąpić z pisownią? Biblioteka Pisarzów Polskich trzyma się stale pisowni nowożytnej, ale z drugiej strony Piotr Kochanowski przeprowadza w pierwszym wydaniu swoją pisownię, związaną ściśle z formami poetyckimi i gramatycznymi przekładu, tak iż nieraz rytmika, częściej rymy, a także i język byłyby na szwank narażone lub nawet wprost zepsute wskutek niezachowania starej pisowni. Droga pośrednia, polegająca na częściowej zmianie pisowni, wydawała się zrazu najwłaściwszą, lecz doprowadzała — jak zresztą wszelka połowiczność — do sprzeczności i zamieszania. Nie pozostawało przeto nic innego, jak dla Piotra Kochanowskiego uczynić wyjątek i pozostać wiernie przy pisowni pierwodruku.

7

Co prawda, nie jest i ona zupełnie jednolitą, przynajmniej w drobnych szczegółach. Zboczenia te jednak, acz nieznaczne, charakteryzują epokę powstania dzieła, zachowaliśmy tedy w pisowni owe małe sprzeczności, które wskazują właśnie na przeradzanie się i przetwarzanie języka XVI w. na późniejszy siedemnastowieczny. Jedynie co do znaków pisarskich, dzielenia wyrazów i używania wielkich liter odstąpiliśmy świadomie od edycji z r. 1618. Wydanie obecne obejmie siedem tomów: dwa Goffreda, pięć zaś Orlanda Szalonego. Dopełnieniem całości będzie tom ósmy poświęcony monografii Piotra Kochanowskiego. Słowniki wyrazów i zwrotów staropolskich, dla dzisiejszego czytelnika mniej zrozumiałych, dodane będą na końcu każdego poematu z osobna. Objaśnienia nazwisk osób i miejscowości, wykład zawilszych ustępów, jednym słowem przypisy odnoszące się do poszczególnych miejsc, podajemy na końcu każdego tomu[3].

*

8

Torquato Tasso, urodzony 11 marca 1544 r. w Sorrento, był synem Bernarda i Porcji de Rossi. Rodzina jego pochodziła z Bergamo, lecz ojciec, wstąpiwszy w służbę księcia Ferranta San-Sevirino, osiadł był pod Neapolem. Wygnała go niebawem stamtąd burza polityczna: książę, związany z Franciszkiem I, naraził się na zatarg z Karolem V, skutkiem czego książę Alba zajął Neapol, a Bernardo Tasso, jako zaufany domu San-Sevirino, unosić musiał głowę do Rzymu, zostawiając żonę i córkę. Torquato, zaledwie jedenastoletni, towarzyszył ojcu. Gdy Alba opanował Ostię, Bernardo z synem uchodzi do rodzinnego Bergamo, potem czas jakiś żyje na dworze książąt Urbino w Pesaro.

9

Miał Bernardo skłonność do poezji, a nawet i trochę talentu, który się objawił w Amadisie, rycerskim poemacie. Wydanie tej książki ściągnęło go do Wenecji, dokąd wraz z synem piętnastoletnim udał się w roku 1559. Tu Torquato wchodzi w osobistą styczność z uczonymi weneckimi, jak Molino, Veniero, Ruscelli[4], Atangi, i pomimo młodego wieku zwraca na siebie ich uwagę. Studiuje w tym czasie z całym zapałem Danta[5]. Ojciec jednak woli poświęcić go prawu i w tym celu wysyła go do Padwy, gdzie Torquato słucha wykładów znakomitego jurysty Pancirole. Nie zaniedbuje przy tym i literacko-filozoficznych nauk; Sygonius, Sperone Speroni[6], Federigo Pendasio[7] są jego mistrzami na tym polu.

10

Twórczy talent objawia się w nim już wtedy: w Wenecji wychodzi w r. 1562 poemat jego Rinaldo. Młodziuchny, bo dopiero osiemnastoletni autor przeniósł się tymczasem do Bolonii, gdzie właśnie przyszło do zreorganizowania uniwersytetu, a równocześnie wstąpił do „Etherei”, literackiego towarzystwa młodzieży bolońskiej.

11

W tej atmosferze powstaje pierwszy pomysł, a nawet podobno i pierwszy rzut[8] Jerozolimy Wyzwolonej.

12

Minęło było[9] właśnie trzydzieści lat od zgonu Ariosta; jego fantastyczno-romantyczny poemat, Orland Szalony czarował całe Włochy przepychem wyobraźni, świetnością kolorytu i misterną plątaniną tysiąca bajecznych przygód rycerskich. W tej olbrzymiej baśni występowali wszyscy bohaterowie średniowiecznych podań i legend z frankońskich cyklów karolińskich, a nici fantastycznego opowiadania snuły się na kształt kunsztownie powikłanych arabesek, zaplatały się i krzyżowały kapryśnie, urywając się w najciekawszym miejscu, nawiązując się najniespodziewaniej. Autor, uśmiechnięty na pół tęsknie, na pół ironicznie, mistrzowską ręką zbierał ową plątaninę stubarwnych nitek i, niby igrając nimi, wiązał je w mieniącą się, tęczową osnowę swego poematu.

13

Nic dziwnego, że średniowieczny świat rycerski zaprzątał również wyobraźnię młodego Tassa. Umiał on jednak w ten świat wpatrzyć się własnymi oczyma i z innej zgoła przedstawić go strony. Nie przygody błędnych rycerzy, ale świadome swego świętego celu czyny bohaterów krzyżowych uczynił on przedmiotem swej epopei; nie kapryśna gra olśniewających fantastycznych obrazów, ale wielki dziejowy moment zdobycia Jerozolimy przez Gotfreda z Bouillonu[10] — poruszył jego twórczość. Nie wyrzekał on się wszelako żywiołu fantastycznego, ale kiedy w Orlandzie cuda i dziwy, potwory i czarnoksiężnicy są tylko poetyckim ornamentem, to w Goffredzie świat nadprzyrodzony dzieli się na dwa przeciwne sobie obozy: niebieski i piekielny, a z walką pomiędzy nimi wiążą się ściśle ludzkie boje o grób Chrystusowy staczane między krzyżowcami a wyznawcami proroka[11].

14

Pod tym względem zbliżał się Tasso — a zbliżał się umyślnie i świadomie — do Homera: wszak w Iliadzie w zupełnie podobny sposób do walk ludzkich miesza się Olimp i niejednokrotnie sami bogowie po obu stronach biorą w bitwach bezpośredni udział. W przeciwieństwie do Ariosta, a wzorem Homera, obraca się cały poemat Tassa około jednej sprawy: zdobycia Jerozolimy, a jeśli epizody zbaczają od jednolitego toku opowiadania, to jednak ostatecznie zmierzają one zawsze do wspólnego celu. Podobieństwo z Iliadą i w tym nawet, że jak tam rozgniewany Achilles, tak tu dotknięty do żywego Rynald opuszcza obóz oblężników i dopiero powrót jego umożliwia zdobycie miasta; mało na tym: pojedynek śmiertelny Tankreda z Argantem jest w Jerozolimie Wyzwolonej mniej więcej tym, czym ostateczny bój Achillesa z Hektorem.

15

Nie bez poprzedników w swoim romantycznym kierunku epopei był Ariost: poniekąd wytknęli mu drogę Pulci[12] swoim Morganie Maggiore[13] i Bojardo[14] Orlandem Zakochanym[15]; miał też i Tasso poprzednika w osobie Giambattisty Trissina[16], który historyczne epos, Italię wyzwoloną od Gotów usiłował wzorować na Homerze i zastosować do klasycznych przepisów poetyki Arystotelesa. Nie zdobył się jednak Trissino na zerwanie z mitologią klasyczną i zastąpienie jej nadprzyrodzonym światem chrześcijańskim — jak Tasso — toteż Italia Liberata jest płodem poronionym, przedstawiającym cudaczną maskaradę: Bóg, aniołowie i święci występują tam poprzestrajani za starożytne bóstwa.

16

Natomiast Goffred jest niezmiernie szczęśliwym połączeniem obu przeciwnych sobie prądów, które charakteryzują późne Odrodzenie włoskie: klasycznego humanizmu (forma epopei) i reakcji katolickiej (duch poematu). Na obu tych pierwiastkach wyrósł umysł Tassa, talent zaś jego umiał je organicznie połączyć w żywą i świetną całość poetyczną.

17

Z rozpoczętą Jerozolimą posuwają się równolegle bardzo poważne studia literackie, których owocem były Discorsi Poetici, świadczące o niepospolitym wykształceniu. Toteż kardynał d'Este zajął się młodym człowiekiem o tak pięknej przyszłości i powołał go na dwór ferrarski. Przy jego boku Tasso w charakterze sekretarza odbywa podróż do Francji, a za powrotem w r. 1572 przechodzi, jako dworzanin, w służbę Alfonsa II, księcia Esteńskiego. Dwór książęcy w Ferrarze odgrywa w roku następnym pasterski dramat Tassa, zatytułowany Aminta. Zajęty pisaniem Goffreda lekce sobie ważył poeta ten drobny utwór, bo nawet nie kwapił się z jego ogłoszeniem. Ukazał się Amintas dopiero znacznie później (w r. 1581), dzięki znakomitemu humaniście Aldusowi Manucyusowi, który przypadkowo dostawszy rękopis, podał go do druku, zdjęty podziwem dla talentu poety.

18

W r. 1575 Tasso wykończył Goffreda i przed wydrukowaniem rozsyła w rękopisie największym ówczesnym powagom naukowym i literackim, aby według ich uwag dzieło jeszcze raz wygładzić.

19

W tymże samym roku widzimy go w Rzymie, gdzie bierze on całą duszą udział w odbywającym się właśnie jubileuszu[17]. Ale już w parę miesięcy później objawia się początek rozstroju nerwowego, który później miał przybrać tak groźne rozmiary.

20

Tasso cierpi na rodzaj manii prześladowczej: trapią go nieustanne skrupuły religijne i zasnąć mu nie daje obawa przed inkwizycją. W końcu opuszcza Ferrarę i dobrowolnie stawia się w Rzymie przed Wielkim Inkwizytorem, pragnąc i sumienie swoje uspokoić, i o religijnej prawowierności swojej się przekonać. Ani odbyta spowiedź powszechna, ani zapewnienia Inkwizytora na nic się nie zdały. Trawiony ciągłym niepokojem poeta przez lat kilka tuła się po całych Włoszech: widocznie ustawiczna zmiana miejsca staje się dlań jakąś nieodbitą moralną potrzebą. Kolejno przebywa w rodzinnym swym Sorrento, w Ferrarze, w Piemoncie, w Padwie, w Wenecji, w Pesaro, w Turynie, skąd znowu do Ferrary powraca w r. 1579. Chorobliwe rozdrażnienie jego dochodzi do tego stopnia, że na pokojach książęcych rzuca on się na jednego z dworzan. Z rozkazu Alfonsa II, jako szaleniec dostaje się Tasso do szpitala św. Anny, gdzie spędza w zamknięciu z górą lat siedem. Podanie, przypisujące rozstrój umysłowy i uwięzienie Tassa jego nieszczęśliwej miłości ku siostrze księcia Alfonsa, Eleonorze, zdaje się być późniejszym, romantycznym wymysłem, a to choćby tylko ze względu na lata księżniczki, która w tym czasie była już na dobre przekwitającą osobą.

21

Obłąkanym chyba nigdy Tasso nie był: zeznania współczesnych i zupełnie wiarogodnych świadków stwierdzają u niego tylko silne rozdrażnienie i chorobliwy niepokój; umysł jego zachował jednak przez cały czas zupełną świadomość i jasność, a talent całą dawną siłę, czego dowodzą liryczne utwory pisane w szpitalu.

22

Rozdrażnienie zaś potęgować się mogło poniekąd i wypadkami zewnętrznymi: dręczył poetę zerwany stosunek z domem Esteńskim[18], trapiło go to, że nie może zająć się drukiem swego arcydzieła, a już wprost do rozpaczy doprowadzać musiała go wiadomość o bezecnym postępku Celia Malaspiny, który poważył się wydać Jerozolimę (w Wenecji 1580) pod swoim nazwiskiem i to jeszcze z poprzekręcanego i wadliwego rękopisu. Na szczęście jeden z przyjaciół poety, Angelo Ingegneri zdołał złe naprawić, postarał się bowiem o poprawny rękopis i wydał Goffreda — kładąc na czele nazwisko prawdziwego autora. Powodzenie poematu było tak niesłychane, że Ingegneri musiał zaraz przystąpić do drugiego wydania, a Tasso niebawem puścił z swej celi szpitalnej trzy nowe wydania: tak chciwie rozkupywano książkę. Ogółem w ciągu 6 miesięcy pięć wydań Jerozolimy nastarczyło ledwo pokupowi[19].

23

Począwszy od papieża Grzegorza XIII mnóstwo dostojnych osób wstawiało się do Alfonsa d'Este o uwolnienie Tassa: kardynał Albano, księżna Toskany, księstwo d'Urbino i Mantuy, lecz wszystkie te orędownictwa nie odniosły skutku. Dopiero Vincenzio Gonzaga, szwagier Alfonsa, zdołał wpływami swoimi uzyskać uwolnienie poety (5 listopada 1586 r.). Jak gdyby dla powetowania sobie długich lat więzienia, Tasso przerzuca się odtąd z miejsca na miejsce, dając folgę swej chorobliwej skłonności do ciągłych zmian pobytu. W Mantui, w Bergamo, w Lorecie, w Rzymie, w Neapolu, w Sorrento, wszędzie próbuje on się osiedlić i nigdzie nie znajduje ukojenia. Wyczerpało się w nim źródło natchnień, osłabła twórcza potęga; wprawdzie nie porzuca on pióra, ale nie stać go już na dzieło szerszego zakroju, wszelkie wysiłki w tej mierze nie mogą wytrzymać najmniejszego porównania z Goffredem, jeszcze tylko na polu liryki zdobywa się Tasso na prawdziwą, szczerą twórczość.

24

A ciężar życia przygniatał go coraz bardziej. Strawiony pracą, wstrząśniony[20] tyloma przykrymi przejściami, stargany wewnętrzną rozterką, udręczony przez pedantyzm drobiazgowej a bezdusznej krytyki, gnębiony niedostatkiem, miał Tasso gorzkie i twarde ostatnie lata. Dopiero przed samą śmiercią odwróciło się szczęście: papież wyznaczył mu roczną pensję i postanowił uwieńczyć go na Kapitolu. Było już jednak za późno. Podczas przygotowań do tej poetyckiej koronacji zgasł twórca Jerozolimy w klasztorze San Onofrio w r. 1595. Zwłoki jego w purpurowy płaszcz uwinione[21], z wieńcem na skroniach, po całym Rzymie obnoszono na odkrytych marach, lecz hołd stokroć większy od tego pośmiertnego tryumfu, oddała mu potomność: Göthe w dramacie Torquato Tasso, Byron w Żalach Tassa — opromienili jego postać aureolą najczystszej poezji.

Dr Lucjan Rydel

Goffred abo Ieruzalem wyzwolona, Torquata Tassa. Przekładania Piotra Kochanowskiego, sekretarza Iego K. M.

Wielmożnemu a mnie wielce
Miłościwemu Panu
IEGO MCI P. IANOWI
GRABI NA TĘCZYNIE,
Podczaszemu Iey Król. Mci
etc. etc.
Komuż słuszniey oddane moie[22] nowe rymy
O wyzwoleniu maią bydź[23] Jerozolimy?
Ieno[24] tobie, Toporów starożytny synie[25],
Moia czci y ozdobo, Grabio na Tęczynie[26].
Tyś tak o nich rozumiał, takeś ie poważał,
Żeś mi się z niemi[27] światu ukazać roskazał[28];
Jednak ony[29] nie miały przedsię[30] zto[31] śmiałości,
Świadome dobrze swoich niedoskonałości.
Ale skoro od ciebie poprawy dostały,
Y iuż się w kosztownieyszy stróy poubierały:
Nie mogąc ze mną wytrwać, gwałtem się wydarły,
Iam ich też nie chciał trzymać, kiedy się naparły.
Czas odkryie, ieśli ich nie włożą do braku[32],
Ale zdarzyli się iem[33], że będą do smaku
Y że iakiey pochwały u ludzi dostaną,
Tobie za to, cny Grabio, powinny zostaną[34].
25

Do Czytelnika

26

Masz czytelniku łaskawy, partum ocii non omnino ociosi[35], poema przednieyszego włoskiego poety Torquata Tassa przeplatanem ośmiorakiem[36] rymem — iakiem ie on sam pisał y iakiem Włoszy, Hiszpani y insze narody polerowańsze swoie heroika[37] piszą — po polsku przełożone. Wiersz w naszym ięzyku przytrudnieyszy y podamno uszom polskiem, iako nieprzywykłem — zwłaszcza póki się weń kto nie wczyta — niesmaczny; iednak aby się pokazało, że ięzyk nasz nie iest nad insze uboższy y aby się szczęśliwszem dowcipom do ubogacenia go dalsza podała droga, atoć go posyłam, abyś osądził ieśli uydzie. Zdrów bądź, a najdzieszli[38] co do smaku, z łaską[39] przymi[40].

GOFFREDA ALBO IEROZOLIMY WYZWOLONEY

Pieśń pierwsza

Argument

Do Tortozy się Anyoł wyprawuie,
Goffred w tem zbiera chrześciańskie pany:
Ich iednostayna[41] zgoda to sprawuie,
Że iest naywyższym Hetmanem obrany.
Woysko się w polu pierwey popisuie,
Potem pod Syon idzie zawołany;
Ierozolimski król się barzo trwoży,
Słysząc, że bliskie nadchodzą obozy.

1.

Woynę pobożną śpiewam y Hetmana,
Który święty Grób Pański wyswobodził;
O, iako wiele dla Chrystusa Pana
Rozumem czynił y ręką dowodził.
Darmo miał sobie przeciwnym Szatana,
Co nań Libią[42] y Azyą zwodził:
Dał mu Bóg, że swe ludzie rozprószone
Zwiódł pod chorągwie święte rościągnione.

2.

Panno, nie ty co laury nietrwałemi
Zdobisz w zmyślonem czoło Helikonie[43],
Lecz mieszkasz między chóry niebieskiemi
Z gwiazd nieśmiertelnych w uwitey koronie[44]
Ty sama władni[45] piersiami moiemi,
Ty day głos pieśni; a ieśli przy stronie
Prawdzie gdzie iakiey ozdoby przydawam,
Niech twey niełaski za to nie uznawam.

3.

Wiesz, że za światem wszyscy tam bieżemy[46],
Gdzie więcey Parnas leie swey słodkości,
Y prawdę pręcey[47] w ludzie więc wmówiemy,
Kiedy rym miękki doda iey wdzięczności.
Tak zchorzałemu dziecięciu kładziemy
Na brzeg u kubka różne łagodności:
To gorzki napóy pije oszukane,
Żywot y zdrowie biorąc pożądane.

4.

Ty cny Alfonsie[48], coś do bezpiecznego
Portu w złą chwilę łódź mą nakierował
Y tylko co iuż[49] niepogrążonego[50]
Sameś wydźwignął y sameś ratował[51]:
Nie broń tym kartom czoła wesołego,
Którem ci iako ślub iaki zgotował[52].
Z czasem cię głosić będzie ponno[53] ieszcze,
Co cię ledwie tknie teraz, pióro wieszcze.

5.

Słuszna, ieśli się kiedy Chrześciaństwo[54],
Uspokoiwszy wnętrzne[55] nienawiści,
Wodą y lądem ruszy na pogaństwo,
Niesprawiedliwe odiąć mu korzyści —
Aby cię sobie wzięło na hetmaństwo.
Ziemią, lub morzem: czegoć życzym wszyscy.
Tym czasem słuchay, o naśladowniku
Goffreda, a wczas gotuy się do szyku.

6.

Szósty rok mijał iako[56] ku wschodowi
Chrześciańskie się woysko wyprawiło.
Nicea zdzierżeć[57] nie mogła szturmowi,
Antyochijey fortelem dobyło,
Którą przeciwko możnemu Persowi
Wygraną w polu bitwą obroniło.
Potym[58] Tortozę[59] wziąwszy, mieysce dało
Zimie y roku nowego czekało.

7.

Iuż też y zima, w którą odpoczywa
Miecz woyny chciwy, prędko schodzić miała,
Kiedy Bóg wieczny z nieba, gdzie przebywa,
Co iaśnieyszego (co od gwiazd[60] bez mała
Iest tak wysokie, y podobno zbywa,
Iako się nisko ziemia na dół dała),
Spuścił wzrok z góry, y we mgnieniu oka,
Wszytko, co świat ma, obeyźrzał[61] z wysoka.

8.

Obeyźrzał wszytko[62] y w Syryey święte
Na chrześciańskie oko skłonił Pany
Y wzrokiem — którem myśli niepoięte
Bada y umysł[63] ludzki niezmacany[64]
Widzi Goffreda, że by rad przeklęte
Z miasta świętego wyrzucił pogany,
To iego wszytka myśl y to staranie,
Nad świecką sławę y nad panowanie.

9.

Zasię w Baldwinie[65] widzi umysł chciwy
Szerokiey władzey y ziemskiey wielkości;
Widzi Tankreda[66], że żywot troskliwy
Wzgardził[67] dla próżney y marney miłości.
A zaś Boemund[68] zwłoki niecierpliwy[69]
W Antyochijey[70] zakłada w radości
Nowe królestwo, prawa ustawuie[71],
Wierze prawdziwey kościoły buduie;

10.

Y tak wszytkę myśl w tem utopił swoię,
Że inszem sprawom trudno iuż ma sprostać;
Widzi w Rynaldzie[72] chęć wielką do zbroie,
Że złotem gardzi, królem nie chce zostać.
Woyny mu się chce, krwawe lubi boie,
Sławy chce szukać, sławy pragnie dostać —
A Gwelff[73] mu dzieła dawne wielkich ludzi
Czyta y chęć w nim ieszcze więtszą[74] budzi.

11.

A skoro wieczny Stworzyciel do końca
Do serca skryte ich wnętrzności zbadał,
Wnet Gabryela iaśnieyszego słońca[75]
(Co nad inszemi Anyołami władał —
Tego za posła, tego miał za gońca,
Przezeń z duszami pobożnemi gadał,
On ich modlitwy do nieba odnosił,
Y wolę Boską ludziom na świat nosił)

12.

Przyzwał y rzekł mu: «Powiedz Goffredowi,
Czemu próżnuie? czemu tak leniwy?
Niech Ieruzalem nieprzyjacielowi
Wydrze, a to ia chcę mu bydź[76] życzliwy.
Niech rady zwoła, niech rząd postanowi.
Niech będzie wodzem; to móy niewątpliwy[77]
Wyrok, na ziemi będzie także drugi,
Bo z towarzyszów iuż będzie miał sługi».

13.

To rzekł, a Aniołnic się Gabryel nie bawił[78],
Ale posłuszny był Stworzycielowi:
Swą niewidomą postawę zostawił,
A podłożył ią ludzkiemu zmysłowi.
Członki człowiecze y twarz sobie sprawił,
A wziął wiek na się równy młodzieńcowi,
Który się z laty ztyka[79] dziecinnemi —
A włosy okrył promieńmi iasnemi.

14.

Skrzydła[80] wziął białe, malowane złotem,
Niespracowane y niepoścignione;
Temi nad ziemią bieży rączem lotem,
Obłok y wiatry rwie nieokrócone.
Gdy tak był w drogę gotów, zaraz potem
Na dół obrócił pióra rościągnione[81],
Kęs nad libańską górą[82] wytchnął sobie,
Y w iedney mierze trzymał skrzydła obie[83].

15.

Potym[84] się spuścił na dół ku Tortozie,
Prosto iak strzała puszczona z cięciwy.
Iuż też y Phebus[85] na złoconym wozie
Z morza wydawał swóy promień życzliwy:
A Goffred, iako zwykł był, w swym obozie
Odprawował swe modlitwy troskliwy[86];
Gdy równo z słońcem — iaśnieyszego słońca,
Uyźrzał[87] na wschodzie niebieskiego gońca.

16.

Który mu tak rzekł: «Czem się więcey bawisz?
Zima precz poszła, pogoda nastaie;
Czemu świętego miasta nie wybawisz
Z ciężkiey niewoley? czegoć niedostaie[88]?
Czemu na leże zaraz nie wyprawisz,
Y woysk nie zwiedziesz w kupę? Bóg wydaie
Wyrok, że masz być wodzem y Hetmanem,
A wszyscy radzi przyznaią cię Panem.

17.

Bóg ci swą przez mię wolą opowiada[89],
O! iakoś pilne winien mieć staranie,
Abyś urząd ten, który na cię wkłada,
Dobrze sprawował a miał w Niem ufanie».
To rzekłszy Anyoł, daley nie odkłada
Swey drogi nazad w niebo, a w Hetmanie —
Zniknąwszy, w sercu wielki zostawuie
Strach: zmartwiał wszytek y ledwie się czuie[90].

18.

Lecz skoro k' sobie przyszedł, a rozbierać
Począł poselstwo y kto ie sprawował,
Zaraz iść w pole y lud myśli zbierać,
Aby do końca pogaństwo zwoiował.
Nie żeby przeto, że go Bóg obierać
Chce przed inszemi, tym się popisował,
Lecz, że wie wolą Bożą[91] wyrażoną,
Wszytką swoią myśl ma w niey utopioną.

19.

Zacne panięta, swoie towarzysze
Zwoływa[92], którzy po leżach mieszkali;
Gęste śle posły, listy częste pisze,
Prosi y radzi, aby się zieżdżali:
SłowoSzlachetne serca znienagła[93] kołysze,
Wszytko przekłada, czymby się wzbudzali,
A takie słowa wynayduje na nie,
Że ich przymusza chętnych na swe zdanie.

20.

Co przednieyszy[94] się wodzowie ziechali.
Lecz Boemunda samego nie było;
Iedni w namieciech y polu zostali,
Wiele ich w mieście Tortozie stanęło.
Potym w dzień święty w radę się zwołali,
(A czoło to tam pierwszych panów było)
Tam Goffred, y w twarz poważny, y w mowę[95],
Takową do nich uczynił przemowę:

21.

«Zacni Rycerze, od Boga obrani,
Abyście wiarę świętą rozmnożyli,
Którzyście łaską Iego warowani,
Tak wiele ziemie y morza przebyli.
Nieprzyiaciele mieczem zwoiowani,
Za czas tak krótki karki nam skłonili.
Iuż skróconemi między narodami
Gramy bezpiecznie swemi chorągwiami.

22.

Nie dlategośmy miłey odbieżeli
Oyczyzny y swe domy opuszczali,
Morzuśmy zdrowia swego wierzyć śmieli[96],
Na tak daleką woynęśmy iechali[97]
Abyśmy ten głos tylko lichy mieli,
Żeśmy pogańską ziemię zwoiowali:
Bobyśmy słabey dostali nagrody,
Za krew przelaną, za tak wielkie szkody.

23.

To nasz cel pierwszy, to było staranie,
Abyśmy murów Syońskich[98] dobyli,
Ciężką niewolą[99] — którą Chrześcianie
Cierpią — precz znieśli, potym założyli
Tu w Palestynie nowe panowanie,
Y w niey prawdziwą wiarę rozmnożyli,
Tak żeby pielgrzym iuż bezpiecznie Bogu
Ślub swóy mógł oddać u świętego progu.

24.

Dotąd się wiele trudów ucierpiało,
Ale na sławie małośmy wskurali[100]
I przedsięwzięciu nie dośćby się stało,
Gdziebyśmy indziey siły obracali;
Na co się woysko tak wielkie zebrało?
Nacośmy mieczem Azyą[101] zmieszali?
Ieśli królestwa tylko będziem psować,
A na to mieysce inszych nie budować.

25.

Na słabym gruncie pewnie ten buduie
Wielkie królestwa y godzien przygany,
Co iedney wiary węzłem nie związuie
Nieżyczliwemi swych między pogany[102]
Darmo posiłkow[103] greckich upatruie,
Darmo się spuszcza na zachodnie pany.
Prawda, że państwa y królestwa wali,
Ale się y sam na koniec obali.

26.

Antyochia, kraie zwoiowane
Tureckie, Perskie[104] — wątpić nie potrzeba:
Wielkie są rzeczy, ale niedostane
Przez nasze siły, bo ie mamy z nieba,
A teraz, ieśli będą obracane
Indziey, niż Bóg chce, obawiać się trzeba,
Że naostatek póydą w pośmiewisko
Wszytkim narodom, czego barzo[105] blisko.

27.

Dla Boga, lepiey ważmy Iego dary.
A iakośmy tą pracą[106] roscząć[107] śmieli —
Tak o to niechay nie mamy przywary[108],
Żebyśmy iey zaś dorobić niechcieli.
Czasy pogodne, rok ustąpił stary,
Gościniec wolny wszędzie będziem mieli.
Niech Ieruzalem zaraz dobywamy,
To cel nasz, w który wszyscy mierzyć mamy.

28.

Ia się oświadczam — a będzie to wiedzieć
Wiek teraźnieyszy y ten, co nastanie,
Y będą o tem umieli powiedzieć
Po wszytkim prawie świecie Chrześcianie —
Że wczas[109] przestrzegam, że nie trzeba siedzieć
Dłużey na mieyscu, że prętko[110] poganie
Dadzą z Aegyptu pomoc Palestynie,
Jeśli nam pierwsza pogoda[111] upłynie».

29.

Skoro tak skończył, szemranie powstało,
W tym[112] Piotr pustelnik[113] — co tę woynę radził,
A w tenczas[114] w radzie prywatny był — mało
Co pomyśliwszy, taką rzecz prowadził:
«To wszytko co się Goffredowi zdało,
To co wywodził y na czem się sadził[115],
Y ia pochwalam; na przestrogę tylko
Tego dołożę y słów rzekę kilko:

30.

Kiedy sam w sobie myślę y rachuię,
Skąd spólne waśni rostą[116] między wami,
Y kiedy pilnem okiem upatruię,
Skąd to, że z sobą różnicie się sami —
Przyczynę własną[117] tego być nayduję,
Że wszyscy chcecie być rówiennikami
Y wszyscy rządzić iednakowo chcecie,
A wzaiem sobie nie ustępuiecie.

31.

Gdzie wszyscy władną, gdzie ieden nie rządzi,
Który ma w mocy kaźni[118] y nagrody,
Tam rządu nie masz, tam każdy pobłądzi,
Tam rozerwanie y nastąpią szkody.
Niech ieden władnie, niech was ieden sądzi.
Tak staną[119] waśni y spólne niezgody;
A wy mu złote sceptrum[120] w rękę daycie,
Y za pana go y wodza przyznaycie».

32.

Tu przestał starzec, a wnet nieużyte[121]
Serca Duch Święty rozgrzał swym płomieniem:
Iuż pustelnicze słowa w sercu wryte
Niosą przednieyszy za iego natchnieniem.
Myśli — czci y mieysc wysokich nie syte[122],
Ustępuią w nich z wielkiem podziwieniem.
Tak że Gwelf, Gwilelm pierwszymi się stali,
Co Gotyfreda za pana witali.

33.

A wszyscy inszy[123] zaś poszli za temi,
Dali mu władzą[124], aby rozkazował[125],
Aby narody, miasty[126] dobytemi,
Wojną, pokoiem, jako chce, szafował.
A co dopiero równo chodził z niemi,
Posłuszeństwo mu każdy obiecował.
O czem zarazem prędko wieści poszły
Y między ludzie na świat głosy[127] niosły.

34.

On się żołnierzom swoiem ukazuie.
Którzy go sądzą mieysca tego godnem[128],
Które mu dali — y od nich przyimuie
Życzliwe krzyki weyźrzeniem[129] łagodnem.
Wszytkich przyiemną mową odprawuie;
Co mu winszuią[130] szczęścia głosem zgodnem.
Na dzień iutrzeyszy po tem wszytkiem kazał,
Aby się żołnierz pisał[131] i ukazał[132].

35.

Iaśnieysze w on[133] czas nadzwyczay rumiany
Słońce dzień miało, kiedy z promieniami
Nowego światła równo lud wybrany
Pod rozwitemi wyszedł chorągwiami.
Każdy, iako mógł, naystrojniey ubrany
Ukazował się tam, gdzie nad łąkami
Stał w mieyscu Hetman, przed którym ochotne
Mijały roty iezne[134] y piechotne.

36.

PamięćMyśli, łakomych lat nieprzyiaciółki,
Wierne wszytkich spraw stróże y szafarki,
Zdarzcie, abym mógł rotmistrze y półki[135]
Wszytkie przypomnieć; od was te podarki.
Niech z nieśmiertelną sławą maią spółki.
Niech im nie szkodzą zazdrościwe Parki.
Ozdóbcie ięzyk móy z skarbu waszego
Tem, coby trwało do wieku późnego.

37.

Francuzowie się wprzód okazowali,
Ugon królewski brat był wódz nad niemi;
Których na wyspie rotmistrze zbierali
Między czterema rzekami możnemi.
Skoro zszedł[136] Ugon, starszego obrali
Klotareusza[137], głosami zgodnemi,
Któremu tylko na tem samem schodzi:
Królestwa nie ma, choć się na nie godzi[138].

38.

Tysiąc ich było, wszyscy kiryśnicy[139].
Za niemi hufce prowadzili swoie
W takieyże liczbie mężni Normandczycy[140],
Którzy iednakie z Francuzami zbroie,
Iednakie — iak to bywa przy granicy —
Mieli ćwiczenie y iednakie stroie;
Robert ie, ich pan przyrodzony, wiedzie,
Za niemi Gwilelm y Ademar[141] iedzie.

39.

Do duchowieństwa mieli się zarazem
Ci z młodu, potem biskupy zostali:
A teraz, twardem okryci żelazem,
Na świętą woynę miecze przypasali.
Gwilelm z Uranges[142] wywiódł pięćset razem,
Ów także pięćset z Podździu[143]; a tak trwali
Y tak ćwiczeni byli Gwilelmowi
Na woynach, iako y Ademarowi.

40.

Baldowin zatem wielką część zastąpił
Pola z swoiemi Bonończyki[144] po niem.
Bratni to był pułk, co mu go ustąpił.
Bywszy Hetmanem; za niem — dzielnem koniem
Obracając — Groff z Karnutu[145] nastąpił,
Chłop to był czysty; tak trzymano o niem.
Cztery sta ieznych[146] ten pod swoią sprawą —
Dwanaście set miał Baldwin pod buławą.

41.

Za niemi iedzie w zupełnej zbroicy
Gwelf od fortuny bogacie[147] nadany.
Ten po Latynie[148] oycu sobie liczy
Krewne Esteńskie[149] starożytne pany.
German, brat iego, co z nim spółdziedziczy,
W dom Gwelfonowy wstąpił zawołany;
Trzyma Horwaty[150] y to, co Rhetowie[151]
Y dawni mieli przy Rhenie Szwabowie.

42.

Ten do dziedzictwa swoiego z macierze[152],
Nazdobywał państw y miast możnych wiele,
Z których wiódł lud, co ku swem panom w wierze
Nieporównany, na śmierć idzie śmiele.
Ieden drugiego na ucztę rad bierze,
A zimie[153] łoża w ciepłych izbach ściele.
Pięć ich tysięcy spełna z domu wyszło,
A z perskiey woyny ledwie tysiąc przyszło.

43.

Za temi szedł lud biały y żółtawy,
Co z Francuzami y Niemcy graniczy,
Nad morzem mieszka tam, gdzie gęste stawy
Y Rhen y Moza czynią w okoliczy.
A na ocean groble y zastawy
Sypie, któremi trzyma go w granicy;
Który się gwałtem y przez tamy wdziera,
Z wsi y miasta y państwa pożera.

44.

Tysiąc był spełna tych Niderlandczyków,
Ruperta mieli nad sobą starszego;
Ale zaś było iuż więcey Anglików
Gwilma[154], młodszego syna królewskiego,
Który wiódł przytem siła Irlandczyków,
Y lud co bliższy Tryona[155] zimnego:
Naród kosmaty, wychowany w lesie,
A każdy saydak y łuk cięgły[156] niesie.

45.

Za temi idzie Tankred, co dzielnością
Oprócz Rynalda samego, przodkuie[157].
Sercem, urodą, dworstwem y ludzkością,
We wszytkiem woysku nikt go nie celuie[158].
Ale tak wielkiem przymiotom — miłością
Siła[159] ozdoby y chwały uymuie:
Miłością w boiu nagle urodzoną,
Troskliwą[160], silną y niewymówioną.

46.

Tak słychać[161]: w ten czas, kiedy bitwę nasi
Z Persem wygrali — który porażony
Rozsypką w góry uchodził y lasy —
Poszedł wciąż za niem Tankred zagoniony;
A iż gorące zbytnie[162] były czasy,
Po pracey[163] oney srodze upragniony,
W polu przy piękney łące dla ochłody
Zsiadł z konia, kędy był zdróy zimney wody.

47.

Tam niespodzianie mu się ukazała
Dziewica wszytka zbroyna okrom[164] głowy:
Poganka była y wody szukała
Także z pragnienia, w on[165] znóy południowy.
Twarz gładką, oczy dziwnie piękne miała,
Zaraz Tankreda uiął ogień nowy.
Iaki cud! Miłość, co się ledwie zrodzi,
Iuż w łykach[166] wielkie bohatyry wodzi.

48.

Widząc go, szyszak na głowę włożyła,
Y koniecznie się z nim kosztować[167] chciała,
Lecz, że za sobą drugich obaczyła,
Nic się nie bawiąc, tył nazad podała[168].
Ale twarz, której z hełmu uchyliła,
Tak w Tankredowem sercu wykowała[169],
Że nic nie myśli nigdy, tylko o niey;
Tak schnie nieborak, y tak tęskni po niey.

49.

Iego żołnierze tak się domyślali,
Widząc iego żal y srogie tęsknice.
Y między sobą w głos o tem gadali,
Że to dla iakiey cierpiał miłośnice.
Ośm set miał konnych, którzy go słuchali,
Wszytkich od piękney kampańskiey granice,
Z kraiu na świecie co naobfitszego,
Tuż niedaleko morza tyrrheńskiego[170].

50.

Po Tankredowych ludziach się pisało[171]
Przed Gotyfredem dwieście mężnych Greków.
Ci zbroie[172] żadney nie kładą na ciało,
Łuk przez się, szable wieszają u łęków.
Ich pracowite konie iedzą mało,
A rohatyny[173] z twardych noszą sęków.
Za przednieysze ich naiezdniki maią:
Naywięcey biją, kiedy uciekaią.

51.

Latyna[174] starszem ta ich rota miała,
Co z greckich krajów sam był na tey woynie.
Azaś[175] tey woyny tak blisko nie miała,
O ziemi grecka? a przedsię spokoynie
Siedząc, o hańbo! tylkoś wyglądała
Końca wielkich dzieł, źle y nieprzystoynie.
Przeto nie skarż się y niech cię nie boli:
Dobrze tak na cię[176], żeś teraz w niewoli.

52.

Ostatni po tey rocie się pisali,
Lecz w urodzeniu pierwszy y w zacności:
Co na swą szkodę y szczęście iechali,
Pierwszy y w męstwie, pierwszy y w dzielności.
O Argonautach błędnych nabaiali
Siła Grekowie, lecz bez wątpliwości
Nigdy nie mogą iść zarówno z temi;
Zgadnicież, który starszym iest nad niemi?

53.

Cny Dudon[177] z Konse[178], ten ich hufiec wodził.
A iż rozsądek[179] trudny w tym baczyli:
Który zacnością y męstwem wprzód chodził?
Zgodnie mu władzę nad sobą zlecili,
Zwłaszcza, że inszych y laty przechodził,
Y więcey czynił, niż inszy czynili,
Na rożnych woynach, na których się schował[180]
Y ran uczciwych blizny ukazował.

54.

Między pierwszymi położyć też przydzie[181]
Eustacyusa[182], hetmańskiego brata:
Po nim Gernanda, którego ród idzie
Z norweyskich królów od dawnego lata[183].
Rugiera mi też pewnie się nie zeydzie[184]
Kłaść na ostatku, także Engerlata;
Gentoni, Rambald[185] niechay idą za tem,
A po Rambaldzie Gierard z swoim bratem.

55.

Wielką ma sławę Ubald na wsze strony,
Y Rosmund, który w Linkastrze[186] dziedziczy:
Palamed, Sforca y trzeci rodzony
Achilles także, wszyscy Lombardczycy.
Obidzy[187] po tych boiu doświadczony[188],
Więc mężny Otton zarazem się liczy.
Który ma za herb węża, a on w gębie
Ma dziecię nagie y trzyma ie w zębie.

56.

Gwaszek[189] y Rydolf są też pewnie wzięci
Y z Gernierem oba Gwidonowie
Y Eberarda będą mieć w pamięci
Potomne wieki y późni wnukowie.
Nierozerwanym związkiem małżonkowie,
Y wy na wieki pewnie się wsławicie,
Bo y po śmierci się nie rozdzielicie.

57.

Patrzcie, co umie miłość przeraźliwa[191],
Ona iey władać bronią ukazała:
W nasroższey bitwie zawsze nielękliwa
Męża miłego nie odstępowała.
A ieśli kiedy (iako to więc bywa)
Rana lub iego, lub onę potkała,
Oboie cierpią, y oboie mdleie,
Ieśli iedno z nich ranne y krew leie.

58.

Ale nie tylko te, com ich mianował[192],
Lecz y tych wszytkich, którzy się pisali.
Młodzieńczyk Rynald urodą celował;
Tak mu to wszyscy zgodnie przyznawali,
Y pierwey owoc niż kwiat ukazował,
A wszyscy mu się barzo dziwowali:
Mars własny[193] z niego, kiedy zbroyny bije,
Kupido — kiedy piękną twarz odkryie.

59.

Piękna Zophia z Bertoldem go miała,
A pierwey ieszcze, niźli go odięto
Mamce od piersi, co go piastowała —
Do Matyldy go na chowanie wzięto.
Ta mu królewskie wychowanie dała
Y mieszkał przy niey dotąd, aż poczęto
W ogromny bęben bić na wschodzie słońca,
Ten w niem chętną myśl przeraził[194] do końca.

60.

Ieszcze w piętnastem spełna nie był lecie,
Gdy uciekł z domu y szedł do przewozu
Morz' Egeyskiego[195] y błądził po świecie,
Aż naostatek[196] trafił do obozu.
Czemu go zacni nie naśladuiecie
Wnukowie? nie chciał długo w miękkiem łożu
Gnuśnieć y nie miał nic na gębie prawie[197],
A iuż trzeci rok na rycerskiey sprawie.

61.

A kiedy się iuż iezda[198] popisała[199],
Rajmund z Tolozy[200] następował, który
Gdzie się Garona[201] w ocean wmieszała[202],
Zbierał piechotę z pireneyskiej góry.
Cztery tysiące było ich bez mała;
Na niepogody twarde noszą skóry,
Nazchwał[203] są duży[204] y zbyt[205] pracowici,
Wszyscy świetnemi zbroiami okryci.

62.

Pięć zaś tysięcy było Stephanowych,
Którzy się w Blessie[206] y w Turzie[207] zbierali;
A chociaż wszyscy w zbroiach byli nowych,
Na niewczas[208] nie są, y na pracą[209], trwali.
Doświadczona to[210], że w rozkosznych owych
Krajach ludzie też rozkoszni[211] bywali.
Iużci się oni naprzód potkać śmieią:
Ale cóż potem? prętko osłabieią.

63.

Alkastus zatem w ogromnej postawie
Z nienagła[212] sobie z swemi Szwaycarami —
Których miał pod[213] sześć tysięcy — szedł w sprawie,
Co siedząc między krzywemi Alpami,
Skuli ku lepszey y godnieyszey sprawie
Na ostre miecze pługi z lemięzami[214].
Tak że, co przed tem[215] pastuchowie beli[216],
Iuż się z wielkimi królmi[217] ścierać ięli[218].

64.

Pod siedm[219] tysięcy wyborney piechoty
Za Szwaycarami poszło prawą stroną.
Proporzec miała wszytek[220] szczerozłoty.
W nim złote klucze z papieską koroną.
Kamillus[221] ich wódz, wielki z swoiey cnoty
Y z dawnych dziadów: dzielność zapomnioną
Myśli odnowić we włoskim narodzie
A chciwość sławy niezmierna go bodzie.

65.

A skoro było po okazowaniu
Y wszyscy się iuż byli odprawili,
Hetman o dalszem woyny dokonaniu
Z starszemi radzi, którzy przy nim byli.
Y rozkazuie, aby na świtaniu
W drogę się zaraz z obozu ruszyli
A pod Syońskie miasto[222] w ten czas przyszli,
Gdy nieprzyiaciel namniey[223] o nich myśli:

66.

Więc żeby byli do bitwy gotowi,
Żeby zwycięstwa pewnego czekali.
Y pułkownicy, y starszy woyskowi
Za temi iego słowy serce brali.
Y niecierpliwi, nierychłemu dniowi
Łaiąc, rannego świtu wyglądali.
Lecz opatrznego Hetmana troskliwa[224]
Myśl trapi, choć to na twarzy pokrywa.

67.

Bowiem szpiegowie, których wszędzie chował,
Z różnych mieysc wszyscy iednoż mu pisali:
Że król egipski woyska wyprawował,
Y iuż się ludzie ku Gazie[225] ruszali.
Tak sobie myślił[226], tak sobie rachował,
Że mąż wojenny — iako powiadali,
W te czasy pewnie nie miał darmo leżeć;
W tym zaraz kazał po Henryka bieżeć[227].

68.

Temu roskażał, aby się nie bawił[228],
Wsiadł w lekki okręt y nieobciążony
A conapręcey[229] aby się przeprawił
Przez morze y szedł zaraz w greckie strony,
«Iużem się, prawi, o tem dobrze sprawił,
Że towarzyszem chce nam być liczony
Królewicz szwedzki y że do nas iedzie,
Y wielki orszak ludzi z sobą wiedzie,

69.

A iż mię nie raz grecki cesarz zdradził,
Y teraz mi się obawiać przychodzi,
Aby mu drogi do nas nie rozradził[230],
(Jako on zawsze na złe nasze godzi[231])
Przeto cię tam ślę, abyś mu się radził
Spieszyć co pręcey[232]; widzi, że czas schodzi,
Bo gdzieby[233] z pierwszey spuścił co ochoty[234],
Pewnieby[235] wielkiey nie uszedł sromoty[236].

70.

Nie wracay się z nim, ale zaś poiedziesz
Wciąż do cesarza zarazem greckiego:
Aza[237] go iako do tego przywiedziesz,
Aby posiłku nam obiecanego
Nie zwłóczył[238] daley. A niźli wyiedziesz,
Nie zapominay listu wierzącego[239]».
W tym Henryk żegnał, a Goffred kłopoty
Złożył na chwilę y spał pod namioty[240].

70.

Nazaiutrz, kiedy pochodnie zażegał
Y światło Phebus[241] miotał z swego wozu,
Dźwięk trąb krzykliwych, który się rozlegał,
Y głośnych bębnów — poszedł do obozu.
Nie tak rad grzmieniu, skąd nadzieją sięgał
Dżdża[242] nędzny oracz zgorzałomu zbożu:
Jako ci byli radzi y weseli,
Kiedy woienne muzyki słyszeli.

72.

Wszyscy tem więtszą[243] chęcią pobudzeni,
Iako napręcey[244] się poubierali
Y do rotmistrzów swoich zgromadzeni,
Zbroyno przed nimi się ukazowali.
Potem w piękny szyk od wodzów sprawieni,
Proporce piękne na wiatr rozwiiali[245],
Wielką hetmańską chorągiew wnet potem
Rozwito[246], krzyżem przetykaną złotem.

73.

Słońce, RycerzWtym[247] słońce wyżey coraz postępuiąc,
Promienie na świat rozciągało swoie
Y oczy blaskiem uraźliwym psuiąc,
Płomień od świetney wyciągało zbroie,
A ogniem iasnym powietrze farbuiąc,
Swietnieysze się bydź[248] zdało tyle troie[249];
Chrzęst lśniących się zbróy, krzyk wesołych koni
Ogłusza pola y wiatr lekki goni.

74.

Ostrożny Hetman nigdy nie próżnował:
Chcąc znieść zasadki[250] y różne zawady,
Co lżeysze ludzie iezne[251] wyprawował
Przed woyskiem, w pola przestrone[252] na zwiady.
Iuż też lud pieszy był ponaprawował[253]
Drogi, co woyska zwykły trudnić rady[254],
Y gdzie ku miastu wiódł gościniec prosty,
Doły porównał y porobił mosty.

75.

Nie hamuią ich w koło opasane
Miasta mocnemi ze wszytkich stron mury,
Rzeki y woyska pogańskie zebrane,
Y ieśli się las gęsty trafi który:
Rzeka, Siła, NaturaRównie tak Wisła, gdy niehamowane
Wody rozpuści od góry do góry —
Wszytko to, co iey kolwiek zastępuie,
Rwie wielkim gwałtem y wali y psuie.

76.

Sam król trypolski[255], który lud zebrany
Y skarby w mieściech[256] obronnych zawierał[257],
Mógłby był pono wstrącić[258] Chrześciany,
Ale ich drażnić zgoła nie nacierał;
Y owszem dary pierwsze uiął pany[259]
A dobrowolnie miasta swe otwierał
Y przyiął pokój y spiski[260] podane,
Iakie mu były od naszych posłane.

77.

Ci Chrześcianie, co w górach mieszkali
Blisko od miasta, zaraz na dół zeszli,
Swoie dostatki hoynie rozdawali,
Y różną żywność do obozu nieśli;
Niewidanem[261] się stroiom dziwowali
Dzieci, niewiasty, młódź y ludzie zeszli,
Od których Hetman wziął wodze świadome
Y dróg y kraiów tamtecznych wiadome.

78.

To bowiem zawżdy[262] Goffred upatrował[263],
Y ta w nim wola nieodmienna trwała,
Aby przy morzu zawżdy postępował,
Na którem można armata[264] pływała;
Tak swych żywnością snadnie[265] opatrywał,
Którey mu ona hoynie dodawała:
Owsy, ięczmiony y chleby z Grecyey,
A wina z Chio[266] wiozła y z Kandyey[267].

79.

Pod okrętami wielkiemi stękaią
Wody, a morze nad zwyczay się pieni,
Na Międzyziemnem Morzu[268] iuż nie maią
Bespiecznych[269] pławów[270] więcey Saraceni;
Bo okrom[271] tych, co Ligurowie[272] daią
Y Wenetowie w tem dziele ćwiczeni,
Insze Sycylczyk, insze Francuzowie,
Insze śle Anglik, insze Olandrowie[273].

80.

Ci wszyscy spięci sercami zgodnemi,
Iednostayną się wolą powiązali;
Żywnością dla woysk, które szły po ziemi,
Y rynsztunkami nawy ładowali,
A wiedząc, że iuż tamci byli w ziemi.
Y do Solimy[274] iuż się przybliżali,
Niechcąc omieszkać y oni też nagle
Do Palestyny obrócili żagle.

81.

PlotkaAle ta, która płonne[275] y prawdziwe
Wieści roznosi, wszytkich uprzedzała;
Ta — że iuż idą woyska ukwapliwe[276]
Y że iuż blisko były — powiadała,
Pułki, rotmistrze, wodze nielękliwe,
Y co mężnieysze wszytkie mianowała[277],
Ich dzielność y ich zwycięstwa sławiła,
A swoią twarzą straszliwą groziła.

82.

A chocia ieszcze nie tak blisko maią
Nieprzyiaciela, samo rozbieranie[278]
Przyszłych plag, które z woyną przychadzaią[279],
Strach y niezmierne czyni w nich lękanie;
Myśli y uszy wszyscy nadstawiaią
Na lada wieści y ciche szemranie
Wszędzie powstaie, sam król potrwożony,
Błędną[280] obraca myśl na różne strony.

83.

Władza, ReligiaAladyn się zwał, co w ten czas panował,
Tyran okrutny y wielkiey srogości,
Ale wiek zeszły trochę go hamował,
Że z pierwszey nieco spuścił okrutności.
Ten wiedząc, że iuż Goffred następował,
Y że pod miasto szedł bez wątpliwości,
Dawny strach z nowem podeyźrzeniem[281] dwoi,
Y nieprzyiaciół, y swoich się boi.

84.

Różną miał wiarę w mieście: bo obrzędy[282]
Mnieysza i słabsza miała Chrystusowe,
Ale więtsza[283] część zachowała błędy
Y Bogu zmierzłe[284] sny[285] Machometowe[286].
Zostawszy królem po wszem[287] państwie wszędy
Dań y pobory ustawował[288] nowe,
Ale z nich swoie wyzwolił pogany,
A na biedne ie włożył chrześciany.

85.

Ta myśl — okrutność iego przyrodzoną,
Którą iuż była oziębła za laty[289]
Teraz ożywia y nienasyconą
Krwie[290] chciwość wznawia: tak wąż, kiedy szaty
Pierwsze y skórę złoży pochodzoną[291],
Srożeie barziey[292]; tak y lew kudłaty,
Chowany w domu, kiedy go uderzy,
Do przyrodzoney swey srogości mierzy.

85.

«Widzę — pry[293] — w tym złym, niewiernym narodzie
Niezwykłą radość y takich iest wiele,
Co w spólnym płaczu y wspólney przygodzie
Śmiech sobie czynią y nowe wesele.
A ku naszemu zginieniu y szkodzie
Wszyscy podobno[294] sprzysięgli się śmiele,
Myśląc, aby mię żywota zbawili,
A chrześcianom bramy otworzyli.

87.

Ale ia fortel na nieprzyiacioły
Y na zamysły naydę niecnotliwe:
Wszytkich, co ich iest[295], puszczę na miecz goły[296],
Pospołu z dziećmi, bo i te są krzywe[297];
Spalę ich domy, spalę y kościoły,
Do szczętu plemię wytracę złośliwe.
U ich sławnego Grobu pełne mary
Pobitey księżey[298] dam miasto[299] ofiary».

88.

Na to się iuż był srogi tyran puścił,
Ale nie przywiódł do skutku swey złości;
A że niewinnym okrutnik przepuścił,
Szło to z boiaźni, nie z iakiey litości.
Bo się bał, aby sobie nie upuścił[300]
Drogi do zgody, dla[301] tey okrutności.
A iako pokóy miał zawrzeć z naszemi,
Uczyniwszy mord ten nad niewinnemi?

89.

Przeto z tey miary w sobie uhamował
Tyrański zamysł, ale z drugiey strony
Ieszcze okrutniey sobie postępował,
Niemiłosiernem gniewem zaiuszony.
Wsi wkoło palił, żywność wszelką psował,
Pyszne pałace nie miały ochrony,
W studnie y w źródła, y w rzeki przeyźrzyste[302],
Mieszał trucizny y iady nieczyste.

Koniec pieśni pierwszey.

Pieśń wtóra

Argument

Izmen czaruie, ale nadaremnie;
Król chce wytracić wszystkie chrześciany[303],
Tam Zoffronia y Olind wzaiemnie
Chcą umrzeć, aby król był ubłagany,
Klorynda, szczęściem przybywszy foremnie[304],
Wolne ie czyni — Argant zagniewany,
Iż Goffred na to, co Alet powiada,
Niedba[305] — woyną mu srogą odpowiada.

1.

Gdy się takiemi król mocnił sposoby,
Izmen[306] do niego przyszedł dnia iednego,
Izmen, co zimne trwoży często groby.
Y kiedy zechce, wzbudza umarłego,
Izmen, którego rymów[307] i osoby
Boią się państwa Pluta[308] podziemnego:
On czarty wiąże, on ie rozwięzuie,
On im, iako pan sługom, roskazuie[309].

2.

Był przedtym[310] zrazu Chrystusowej wiary,
Ale zaś potym[311] został poturczony[312],
Y do swey sprosney[313] y brzydkiey ofiary,
Miesza pospołu obadwa Zakony[314].
A teraz z iaskiń, w których zdrayca stary
Odprawował swe zwykłe zabobony,
Szedł w spólney trwodze do pana swoiego,
Y niósł złą radę do tyranna[315] złego.

3.

«Iuż — prawi — królu, nieomylnie wiemy,
Że na nas woyska możne następuią,
Ale my czyńmy, co czynić możemy,
Mężnym fortunę nieba obiecuią.
W tobie ostrożność y czułość[316] widziemy,
Iakiey woienne czasy potrzebuią,
Stanieli[317] tak w swey każdy powinności —
Grób sobie sprawi u nas ten lud gości.

4.

Cokolwiek rady ma w sobie wiek stary,
Co iedno umiem y co iedno mogę,
Co czarnoksięstwo, co umieią czary,
Tam ci rad wszytkiem, o królu, pomogę.
Moią nauką piekielne maszkary
Wdam w tę robotę, wyprawię w tę drogę;
Ale skądby się to rozpocząć miało,
Powiem ci krótko, a ty słuchay mało[318]:

5.

Iest w chrześciańskim kościele zakryty
Ołtarz pod ziemią, gdzie ksiądz ustawiony
Matki ich Boga obraz chowa ryty,
W iedwabny, ciężki rąbek uwiniony,
Przed nim kaganiec wisi złotem lity,
Który na wszytkie światło miece[319] strony.
W około[320] rzędem ślubów[321] nawieszali,
Które nabożni pielgrzymowie dali.

6.

Ten obraz, który chowaią tak skrycie,
Z niepobożnego gwałtem weź kościoła
Y własną ręką podstaw w twey meszkicie[322],
A ia tak sprawię czarnoksięskie koła,
Że póki u nas będzie to zawicie[323],
Nie pożyie cię[324] nieprzyiaeiel zgoła.
Y owszem wiecznie, przez tę taiemnicę,
Utwierdzisz swoię[325] królewską stolicę».

7.

Posłuchał tyran niepobożney rady
Y do kościoła pobiegł ukwapliwy[326],
Zaraz uczynek wykonał szkarady[327]:
Wydarł kapłanom obraz świętobliwy[328]
Y wniósł go do swey bożnice[329], z porady
Izmena, który zwłoki niecierpliwy[330],
Tamże zarazem nad nim z czarnoksięstwa
Niezrozumiane zaczynał bluźnierstwa.

8.

Ale kiedy świt rany[331] następował,
Niewiedzieć[332], iako zginął obraz święty,
O czem ten, co go za swym kluczem chował,
Królowi dał znać; który gniewem zięty[333],
Pomstę y męki okrutne gotował,
Tak tusząc[334], że był od[335] chrześcian wzięty,
Y że go oni z meszkity[336] wykradli,
Za co pod ogień y pod miecz podpadli.

9.

Albo to ręka ludzka wykonała,
Albo to boska wszechmocność sprawiła,
Że świętey Panny obrazu niechciała[337]
Mieć na tem mieyscu, którem się brzydziła.
Bo y teraz w tym wątpliwość została,
Boskali sprawa, ludzkali to była[338].
Lecz dobrze, iż w tem pewności nie maią,
Że to nabożnie na Boga składaią.

10.

Z wielką pilnością zatem król roskazał[339],
Aby, co ich iest, kościoły trzęsiono[340];
Ktoby[341] złodzieia lub obraz ukazał,
Kaźni y wielkie nagrody kładziono.
Sam czarnoksiężnik na swe wróżki kazał,
Ale nic zgoła naleść[342] nie możono[343].
Nie chciał koniecznie Bóg tego obiawić
Y iego czary nie mogły nic sprawić.

11.

A kiedy iuż tak między Chrześciany
Nie naleziono, choć szukano wszędy,
Dobrze się nie wściekł[344] tyran rozgniewany,
Chce się mścić srodze, zrzuca wszytkie względy;
Niech będzie, co chce, zaraz lud wybrany
Roskazał tracić przez swoie urzędy:
«Wina, KaraKiedy miecz — prawi — żadnego nie minie,
Y niewiadomy złodziey pewnie zginie.

12.

By tylko winny wziął swoie karanie,
Niechay się żaden niewinny nie żywi!
Ale co mówię, wszyscy chrześcianie
Winni y wszyscy iednakowo krzywi[345].
A choć tę kradzież źle[346] wkładaią na nie,
Za to niech giną, że nam nie życzliwi[347].
Przeto y ogniem, y ostrem żelazem,
Do szczętu wszytkich niech wygładzą razem».

13.

Te iadowite tyrańskie powieści
Rozniosły się wnet między lud ubogi,
Wszędzie płacz męski, wszędzie krzyk niewieści,
Wszytkich przeiął strach bliskiey śmierci srogi.
Zapomnieli się prawie na te wieści.
Uciekać nie masz nigdzie żadney drogi,
Ale skąd się mniey nędzni spodziewali,
Ztąd[348] utrapieni ratunku dostali.

14.

Panna się iedna u nich wychowała,
Która iuż była lat słusznych dorosła,
Dziwney gładkości, o którą niedbała[349],
Lub tyle dbała, ile cnota niosła[350].
W ciasnem się barzo mieyscu uchowała
Tak wielka piękność y nigdy nie poszła
Z domu, kradnąc się — zaniedbana — chciwem
Wzrokom młodzieńców y chwałom[351] życzliwem.

15.

Uroda, Miłość, WzrokAle żadna straż zakryć tey gładkości[352]
Nie mogła, choć iey barzo[353] pilnowała.
Y tyś tego znieść nie chciała, miłości,
Boś ią młodemu chłopcu ukazała.
Miłości ślepa, teraześ[354] ciemności
Zbyła, a wzrokuś[355] bystrego dostała,
Tyś przez sto straży czystey dziewki doszła,
Y wzrokeś[356] chciwy cudzy do niey niosła.

16.

Imie[357] mu Olind[358], Zoffronia[359] oney[360],
Iako ta gładka, tak on urodziwy,
Skromny, wstydliwy; miłości szaloney
Nie śmie, nie umie odkryć nieszczęśliwy.
A ta im[361] gardzi albo zapaloney
Żądze[362] nie widzi; tak Olind troskliwy[363],
Dotąd iey służył albo pogardzony,
Albo nieznany y nie upatrzony[364].

17.

W tem usłyszawszy, że iuż lud wybrany
Po wszytkiem mieście kazano mordować,
Poczęła myślić[365], aby chrześciany
Mogła od śmierci gotowey[366] zachować;
Męstwo ią y wstyd ruszał na przemiany:
To podbudzało, ten ią chciał hamować.
Wygrało męstwo, owszem szło zgodliwe,
Bo wstyd był mężny, a męstwo wstydliwe.

18.

Sama pobiegła, a swey nie zakryła
Gładkości, ani iey też wystawiała:
Płaszczem się wszystka[367] do ziemie okryła,
Oczy wstydliwe sama w się zebrała,
Niewiedzieć, ieśli[368] chcąc[369] się ustroiła,
Ieśli umyślnie stroiów zaniedbała.
Lecz zaniedbaną gładkość y postawę
Stroiła miłość y niebo łaskawe.

19.

Wszyscy w nię patrzą, wszyscy utopieni
W iey twarzy, a ta ani ruszy okiem,
Przed królem stanie y twarzy nie zmieni,
Chocia[370] ią trwoży zagniewanem wzrokiem.
«Nie sroż się — prawi[371] — prosiem[372] utrapieni,
A z twym się zadzierż[373], o królu, wyrokiem,
A ia winnego oddam ci do ręki,
Którego wyday na iakie chcesz męki».

20.

Na męstwo śmiałe, na niespodziewany
Piorun cudowney y świetney gładkości,
Zmiękczył się zaraz tyran rozgniewany,
Wziął[374] wzrok łaskawszy, złożył[375] z okrutności.
Wpadłby był w miłość, by był nie trzymany
Od swey srogości y od iey twardości;
Lecz płocha gładkość y nieokrócone[376]
Serce ponęty mają podrzucone.

21.

Ieśli tyrana miłość nie ruszyła,
Poruszyło go pewnie spodobanie:
«Chcę — prawi — abyś winnego odkryła,
Niech będą wolni twoi chrześcianie».
Ona tem śmieley przedeń wystąpiła:
«Nic nie zataię na twe roskazanie[377],
Iam winna, królu, iam obraz ukradła,
Karz mię, iako chcesz, bom śmierci podpadła».

22.

Tak pospolitey śmierci[378] swą osobą
Zabiegła y kaźń sama wzięła na się.
O piękne kłamstwo, która prawda z tobą
Może porównać? Niewie[379] w onym czasie,
Co czynić tyran; sam się biedzi z sobą.
Łagodniey nad swóy zwyczay pyta zasię[380],
Aby mu prawdę własną[381] powiedziała,
Kto z nią był y zkąd[382] radę na to miała?

23.

A ona na to: «Nikogom niechciała[383]
Wziąć w towarzystwo do tak piękney chwały,
Nikt inszy, samam tylko to wiedziała,
Rękęm[384] y umysł niosła na to stały».
«Więc sama będziesz — król rzecze — cierpiała,
Według wyroku y moiey uchwały».
«Słuszna — odpowie — y rzecz sprawiedliwa.
Niech sama cierpię, kiedym sama krzywa».

24.

Począł się srożyć tyran urażony,
Dowiaduie się, gdzie obraz podziała?
Że obraz w ogień zaraz był wrzucony,
Y że go spalić niźli skryć wolała,
Aby iuż więcey nie mógł bydź[385] zgwałcony[386]
Niewierną ręką — tę sprawę dawała.
«Złodziey przed tobą, a ty czyń, co raczysz,
Obrazu pewnie wiecznie nie obaczysz.

25.

Ale złodzieyką niech mię nikt nie zowie:
Wzięłam to, co nam odięto gwałtownie[387]
Słysząc to, tyran srogo iey odpowie,
Wściekłem zażarty gniewem niewymownie:
«Dasz gardło wnetże, wnet położysz zdrowie[388]!
Zwiążcie ią zaraz y wiedźcie warownie[389]».
Próżno ią tarczą zasłania gładkości —
Miłość od złego króla okrutności.

26.

Wzięto ią zaraz, ręce iey związano,
A prętko[390] potem miała być spalona,
Płaszcz z niey y z głowy podwikę[391] zerwano
Y tak została nędzna obnażona.
Nie wylękła się, tylko, że na ono[392]
Szarpanie nieco była poruszona.
Wprawdzie swą własną barwę odmieniła,
Y to nie bladą, ale białą była.

27.

Zbiegał się tam lud, acz niewiedział[393] o tem,
Co się za panna na to ośmieliła;
Troskliwy Olind biegł tam także potem,
Domyślaiąc się, że to ona była.
Zięty[394] okrutnem żalem y kłopotem,
Wiedząc iuż, że to ona uczyniła
Y że ią na śmierć srogą osądzono,
Trącał lud bieżąc, gdzie ią prowadzono.

28.

Zawoła głosem, co iedno[395] miał mocy:
«Nie wierz iey królu, plotkić powiedziała!
Panna y sama y okrom pomocy,
Nigdyby[396] tego uczynić nie śmiała.
Ieśli z meszkity[397] obraz wzięła w nocy,
Niech powie, iako stróże oszukała?
Iam winien, ia sam będę pokutował».
Tak twardo dziewkę nieborak miłował.

29.

Y daley mówił: «Dałem sobie długi
Powróz urobić z wysoką drabiną,
Potemem[398] w nocy, przez krzywe frambugi[399],
Oknem wlazł w kościół y związawszy liną
Obrazem[400] spuścił; niechayże mi drugi
Sławy nie bierze, niech inszy nie giną
Niewinnie dla mnie, mnie pal postawiono,
Y mnie samemu ogień napalono».

30.

To Zoffronia[401] skoro usłyszała,
Użali się go y wzrok k' niemu skłoni:
«Co cię za rada do tego przygnała,
Że chcesz być w tak złey dobrowolnie toni?
Y taklim[402] się to boiaźliwą zdała,
Że mi ktoś śmierci pożądaney broni?
Mam ia toż serce[403], ognia się nie boię,
O towarzysza do śmierci nie stoię[404]».

31.

Takiemi mu śmierć mowami rozwodzi[405],
Lecz on zostawa[406] z pierwszą statecznością[407].
Iest na co patrzyć, gdy zapasy chodzi[408]
Czci chciwe męstwo z gorącą miłością.
Tamta chce umrzeć y śmierć sobie słodzi,
Ten, że żyć będzie, zostawa z żałością.
Król patrząc na to, sroższy tyle troie[409].
Że się bydź[410] winnem powiada oboie[411].

32.

Mówi, że lekce od nich poważony[412]
Y że się na złość śmierci napieraią:
Wierzyć im trzeba, maią swe obrony,
Niechże oboie śmierć, iako chcą, maią.
Skoro to wyrzekł gniewem zapalony,
Zaraz Olinda katom w ręce daią,
Y tak do pala nędznych przywiązano,
A do siebie ich tyłem zobracano.

33.

Iuż kat, iuż ogień wielki był gotowy,
Iuż go dwuiętne miechy[413] rozdymały,
Kiedy iął Olind żałosnemi słowy[414]
Narzekać, które kamienie ruszały:
«Tenli to łańcuch, teli to okowy,
Które mię z tobą wiecznie związać miały?
Tenli to ogień[415], który nas płomieniem
Równym miał palić y ziąć[416] ożenieniem?

34.

Nie ten nam węzeł miłość ślubowała,
Nie te płomienie, które będziem mieli!
A to, bezecna, słowa nie strzymała,
Lecz to nic, kiedy śmiercią nas nie dzieli.
A iż nam łoża spólnego nie dała,
A tobie tę śmierć bogowie przeyźrzeli[417],
Ciebie żałuię, nie samego siebie,
Dosyć mam, kiedy umrę podle[418] ciebie.

35.

O iako tę śmierć będę znał szczęśliwą[419],
Ieśli uproszę, że ty umieraiąc
We mnie wyleiesz duszę świętobliwą,
Pospołu zemną[420] z światem się rozstaiąc.
Y z chęcią moie ostatnie życzliwą,
Tchnienie w się weźmiesz…» Chciał tak narzekaiąc
Ieszcze coś mówić — ale mu przerwała,
Y łagodnie mu tak odpowiedziała:

36.

«Inszych iuż myśli, przyjacielu, trzeba,
Inszych lamentów czas ten potrzebuie:
Pływałeś dotąd, czas się mieć do brzega[421],
Szczęśliwy, który za grzech pokutuie.
Cierp w Imię Boże, zapłata cię z nieba
Potka[422], którą On swym wiernym gotuie.
Samo nas niebo nad zwyczay pogodne
Cieszy y siebie rozumie bydź godne[423]».

37.

Na te iey słowa poganie płakali,
Płakał też, ale skrycie, lud wybrany,
Sam się król zmiękczył, iako powiadali,
Lecz niechciał[424] dać znać, że był ubłagany.
Y żeby tego z twarzy nie poznali,
Oczy umyślnie obrócił do ściany.
Ty Zoffronia sama łez nie leiesz,
Y w płaczu wszystkich ledwie się nie śmieiesz[425].

38.

Iuż ich tylko co[426] w ogień nie włożyli,
W tem[427] iakiś rycerz iedzie niepoznany,
Bo go za tego wszyscy osądzili,
Y za mężczyznę od wszytkich był miany[428].
Tygrys na hełmie na dół mu się chyli,
A z cudzoziemska wszytek był ubrany,
Że to Klorynda[429], tak się domyślali,
Bo u niey ten znak na woynie widali[430].

39.

Ta z młodu swey płci dziełom odwykała[431],
Nad które więtszey[432] mieć nie mogła męki,
A ieśli kiedy haftować musiała,
Szło iey to z musu y prawie przez dzięki[433].
Do igły y do wrzeciona niechciała[434]
Nigdy obrócić swoiey pyszney ręki.
Miękką twarz y stróy pieszczony[435] złożyła,
A męską na się postawę włożyła.

40.

Ieszcze z dziewczyny była nie wyrosła[436],
A iuż szalone konie obiezdżała,
Kopiią w ręku, miecz u boku niosła,
Łuk tęgi dziewczą ręką wyciągała.
A ieśli w lasy na łów kiedy poszła,
Nie raz się ze lwy mężnie uganiała
Y kiedy w lesiech[437] głuchych mieszkiwała[438],
Mężem się zwierzom, ludziom zwierzem zdała.

41.

Teraz z Persyey, gdzie była na woynie,
Do Palestyny szła na chrześciany,
Których krew nie raz wylewała hoynie,
Nie raz im srogie zadawala rany.
Wiechawszy w miasto — iako zwykła — zbroynie,
Uyźrzała wielki ogień zgotowany,
Zdziwi się barzo y natrze tam koniem,
Pyta, na kogo y co było po niem?

42.

Ustępuią się wszyscy y popycha
Ieden drugiego, aby mieysce miała,
Obaczy więźnie[439], ieden wszystko[440] wzdycha,
Druga wzrok w niebo wlepiwszy milczała.
Ów od litości, nie od bólu, zdycha,
Więtsze[441] mdła[442] serce płeć pokazowała:
Oczy nabożnie w niebo obróciła,
Y przed śmiercią się z światem iuż dzieliła[443].

43.

Zdięta Klorynda żalem zapłakała
Na tak żałosne y smutne weyźrzenie[444],
Nie tak się płaczem owego ruszała,
Iako ią ówtey[445] ruszało milczenie.
Zatym[446] iednego starca zawołała,
Który się iey zdał mieć dobre baczenie,
«Powiedz mi — prawi[447] — z iakiey ci przyczyny
Iść maią na śmierć y dla iakiey winy?»

44.

Krótkiemi starzec dawał sprawę[448] słowy[449]
Na wszytko, o co Klorynda pytała,
Domyślała się zaraz z iego mowy,
Że on y ona winy w tem nie miała.
Gdzieby[450] królewski on wyrok surowy
Nie był zniesiony, o co prosić chciała —
Tak tuszy, że ich odbić gwałtem zdoła,
Przymknie się bliżey y na katy[451] woła:

45.

«To wam powiadam, abyście z więźniami
Temi poczynać nic daley nie śmieli,
Aż króla uyźrzę, a uznacie sami,
Że stąd kłopotu nie będziecie mieli».
Ostremi słowy zięci[452] y groźbami,
Tak, iako chciała, uczynić musieli.
To opatrzywszy daley poiechała,
Y króla, w drodze do siebie, potkała[453].

46.

«Jam — pry[454] — Klorynda, ieśli kiedy moie
Imię, o królu, słyszałeś mianować[455];
Przyiechałam tu, aby państwo twoie
Y spólna wiara mogła się ratować.
Miła mi woyna y surowe[456] boie,
Chceszli[457] mię w mieście y w murzech[458] spróbować,
Chceszli y w polu, na wszytkom gotowa».
A król iey na te odpowiedział słowa:

47.

«Mężna dziewico y niezwyciężona,
Żaden kray od nas nie iest tak daleki,
Gdzieby twa dzielność nie była sławiona;
O czem y późne wiedzieć będą wieki,
Będzieli[459] z moią szablą twa złączona
Y twey to miasto dostanie opieki;
W naywiększem woysku nie ma tey dufności,
Którą mam w męstwie y w twoiey dzielności.

48.

Iuż niechay Goffred swoie woyska wiedzie,
Niechay nie mieszka[460], a ia mu ślubuię,
Że pole stawię[461], ieśli bitwę zwiedzie,
Y że mu strzymam, co mu obiecuię.
Żołnierz, co w mieście y co ieszcze iedzie,
Niech pod twą sprawą[462] będzie — roskazuię[463].
Ty nad wszytkiemi będziesz hetmaniła».
Za co Klorynda dzięki mu czyniła,

49.

Mówiąc tak daley: «Usłyszysz rzecz nową,
Że nie służywszy, o nagrodę proszę;
Lecz, iż ci służyć mam wolą[464] gotową[465],
Bespiecznie[466] prośbę swą do ciebie niosę:
Niech owych na śmierć skazanych ogniową
Za upominek od ciebie odniosę[467].
Zamilczę tego, że mam swe przyczyny,
Dla których żadney w nich nie widzę winy.

50.

To tylko powiem: wszyscy rozumiecie[468],
Że chrześcianie obraz ten ukradli.
Ale ia trzymam swoie przedsięwzięcie,
Że nie wiecie kto y żeście nie zgadli.
Ia niewiem[469], iako Zakon gwałcić śmiecie[470].
Y po coście[471] go do meszkity[472] kładli:
Nie godzi się nam mieć swoich bałwanów[473],
Tem więcey[474] tych, co są, u chrześcianów.

51.

Niechay to każdy za cud pewny liczy,
Który Machomet[475] bez wątpienia sprawił,
Niechcąc[476], aby kto nowemi w świątniey[477]
Ołtarzów iego obrzędy plugawił.
Niechay swe czary maią czarownicy,
Niechby się Izmen iemi[478] także bawił;
W te bałamuctwa my się nie wdawaymy,
Szabla rzecz nasza y tey się trzymaymy».

52.

Król na to, lubo[479] nie rad y z trudnością
Miał do litości myśl gniewliwą skłonić,
Lecz trudno było nieludzkie[480] się z gością[481]
Obyść[482] y owych dwoyga ludzi bronić.
«Daruię ich — pry[483] — zdrowiem[484] y wolnością
Y chcę ich na twą przyczynę[485] ochronić.
Lubo to dekret, lubo łaska — krzywi,
Albo nie krzywi: niech zostaną żywi».

53.

Rozwiązano ich. Wprawdzie Olindowy
Los był szczęśliwy y mało słychany[486],
Bo miłość w sercu twardey białeygłowy
Miłością wzbudził y z nagłey odmiany:
Od ognia na ślub oblubieniec nowy
Idzie, od swoiey miłey miłowany,
Która pozwala, aby z nią żył wiecznie,
Kiedy y umrzeć chciał z nią tak statecznie[487].

54.

Ale dzielności takiey król ostrożny
Nie dufał y miał tego swą przyczynę,
Zaczem, iako chciał tyran niepobożny,
Opuścili swą miłą Palestynę.
Iednych precz z państwa wyganiał niezbożny,
Drugich odsyłał aż na ukrainę[488].
O iako ciężko było małe syny
Porzucać oycom — y miłe rodziny.

55.

A czyniąc dosyć przedsięwziętey radzie,
Dorosłe tylko y młódź urodziwą
Wygnał, a dzieci (iakoby w zakładzie),
Y płeć niewieścią zostawił lękliwą.
Siła[489] ich, myśląc o nowey osadzie,
Błądzili różnie[490], siła, pomsty chciwą
Myśl w sobie maiąc, do naszych iechali[491],
Y z Goffredem się w Emaus potkali[492].

56.

Emaus miasto tak daleko kładą
Od Ieruzalem: kiedy wyieżdżaią
Ze wschodem słońca — choć nie spieśnie[493] iadą —
Gdy biie dziewięć, właśnie przyieżdżaią.
Naszy[494] się cieszą, że swych nie odiadą,
Wszyscy się kwapią[495], wszyscy pospieszaią,
Ale południe iż iuż było blisko,
Kazał tam Goffred obrać stanowisko.

57.

Zaczem namioty świetne rozbiiali,
A wieczór też iuż prawie następował,
Kiedy dway iacyś w obóz przyiachali[496];
Że cudzoziemcy — stróy sam pokazował[497],
Że przyiaźń niosą — tak się domyślali,
Tak sobie o nich każdy obiecował.
Króla z Egyptu byli to posłowie,
Wprzód szły osoby, a pozad[498] giermkowie.

58.

Ten, co wprzód idzie, Aletem[499] go zową:
Z barzo[500] podłego[501] oyca urodzony,
Ale dowcipem[502] y słodką wymową
Urósł u dworu y był podwyższony;
Co chciał, to wszytko przewiódł swoią głową,
Chytry, obrotny, fortelny, ćwiczony.
A tak potwarzy swoie udać umiał,
Że drugi skargę za chwałę rozumiał[503].

59.

Drugi był Argant[504], Argant urodziwy,
Który w dalekich Cyrkasiech[505] się rodził;
Ten z cudzoziemca (patrzcie iakie dziwy)
W Egyptcie równo z satrapami chodził.
Wściekły, okrutny, hardy, niecierpliwy,
Uporny y co z nikim się nie zgodził,
Bogu samemu ledwieby co złożył[506],
A wszystkę[507] słuszność w szabli swey położył.

60.

A skoro przystęp uprosili sobie,
Posłano po nich przednieysze dworzany.
Goffred w ubierze[508] prostym w oney dobie[509],
Na niskim stołku siedział między pany,
Lecz wielką dzielność znać było w osobie,
Choć nisko siedział, choć nie był ubrany.
Argant się hardy — wszedszy[510] — nie ukłonił,
Tylko co[511] trochę na dół głowy skłonił.

61.

Ale wzrok Alet na dół obróciwszy,
Do samey prawie ziemie schylił głowę,
Y rękę prawą na piersi włożywszy,
Nisko bił czołem, niźli[512] począł mowę.
Potym[513] łagodne usta otworzywszy,
Wypuścił słodszą niżli miód wymowę.
A niemal wszystko naszy[514] rozumieli,
Bo po syriysku[515] iuż nieźle umieli.

62.

«O ieden tylko godny naleziony[516]
Bohatyrami władać tak mężnemi,
Twoie są dzieła: dostane korony
Y możne państwa, z tryumphy wielkiemi.
Dźwięk twoiey sławy niezastanowiony[517],
Między słupami Herkulesowemi[518]
Nie został, ale y my o niey wiemy
Y o twem męstwem w Egypcie słyszemy.

63.

Między tak wielą[519] nie naydzie żadnego,
Coby się twoiem dziełom nie dziwował;
Te w podziwieniu u pana moiego
Nie tylko były, lecz się z nich radował.
Twych spraw słucha rad, a co u drugiego
Iest w nienawiści, to on umiłował.
A iż nie może wiarą, więc przymierzem
Chce z tobą związku y z twoiem żołnierzem.

64.

Y z tem posłani do ciebie iedziemy,
Toż mu radziła iego mądra rada.
Statecznąć[520] przyiaźń od niego niesiemy,
Milszy mu z tobą pokóy niźli zwada.
A iż usłyszał — iako to widziemy[521]
Że wygnać z państwa chcesz iego sąsiada,
Chciał, abyć się to od niego odniosło
Pierwey, niżby co złego ztąd[522] urosło.

65.

Ieśli chcesz na tem, coś dotąd wziął woyną,
Przestać y rzeczy mieć uspokoione
A Palestynę zachować spokoyną
Y kraie, które wziął pod swą obronę —
Chceć ubespieczyć[523] swoią ręką zbroyną
Państwo, do końca niepostanowione[524].
A kiedy się dway tak wielcy panowie
Złączycie — siedli[525] Turcy i Persowie.

66.

Wieleś uczynił za tak małe czasy[526],
Czego nie zniosą[527] nigdy lata biegłe[528];
Świadczą przebyte złe drogi y lasy,
Dobyte miasta y woyska poległe.
Na co nie tylko zdumieli się naszy[529],
Ale y kraie daleko odległe.
Państwać przyczynić ponno łatwie[530] sprostać,
Ale nie możesz więtszey[531] sławy dostać.

67.

Przyszła twa sława do kresu słusznego,
Przeto wątpliwey woyny strzeż się wszędzie,
Bo ieśli wygrasz — granic państwa twego
Pomkniesz[532], lecz sławy nic ci nie przybędzie.
A ieśli zaś co przyidzie przeciwnego,
Hańba y strata pewna z tego będzie.
Kłaść na niepewne — pewne (rzekę śmiele)
Głupstwo iest wielkie: y na trochę — wiele.

68.

Ale podobno fortuna życzliwa,
Którać się dotąd łaskawie stawiła,
Więc y ta — która w wielkich sercach bywa
Y z przyrodzenia w nie się wkorzeniła —
Myśl władze wielkiey y szerokiey chciwa
Tak cię do woyny chętnem uczyniła,
Że barziey[533] pragniesz wątpliwego boiu,
A niżli[534] drugi pewnego pokoiu.

69.

Będąć powiadać, abyś się gotował
Iść za pogodą, którąć sam Bóg daie,
A żebyś szable swey nie odpasował[535].
Którać się dotąd szczęśliwie nadaie,
Ażbyś Azyą do końca zwoiował,
Y ażbyś wiarę y dawne zwyczaie
Z niey wykorzenił — piękne to są mowy,
Zkąd[536] potem roście[537] upadek gotowy.

70.

Ale ieśli się rozumu poradzisz,
A zbytnia dufność wzrokuć[538] nie odbierze,
Y ze wszytkiemi zaraz[539] się powadzisz[540]
Wierzże[541] mi, żeć się na wielkie złe bierze.
Więc y na szczęściu niesłusznie się sadzisz[542],
Bo to nie stoi nigdy w iedney mierze;
Y ci, co nazbyt w górę wylataią,
Szwankuią radzi y na dół spadaią.

71.

Powiedz mi, ieśli będzie przeciw tobie
Egypt y w złoto możny, y w lud mężny,
A Turczyn y Pers w teyże właśnie dobie,
Y syn Kassanów[543] ruszy się potężny —
Sam przeciw wielom, iako poczniesz sobie,
Słaby (y że tak rzekę) niedołężny?
Czy na posiłki cesarza greckiego
Spuścić się, z tobą, chcesz — zprzymierzonego[544]?

72.

Cóż? azaś[545] greckiey wiary nieświadomy?
Z postępku tylko miarkuy ią iednego:
O iako często ten naród łakomy,
Zły, chytry, pragnął zginienia waszego!
Pomnisz to dobrze y dobrześ wiadomy[546],
Iakoć niechciał[547] dać prześcia[548] bespiecznego[549],
Bronił ci drogi y chciał cię hamować,
A teraz ci ma krew swoię darować?

73.

Lecz ufasz ponno[550] żołnierzowi twemu
Y masz nadzieię w rotmistrzach ćwiczonych?
A żeś to kilku skukłał[551] po iednemu —
Masz zwalczyć wespół wszytkich ziednoczonych?
Choć siła[552] woysku ubyło twoiemu,
Choć masz rot wiele niewczasem[553] zmnieyszonych
Y długą woyną — choć razem Turkowie
Uderzą na cię, Egypt y Persowie.

74.

Ale niech będzie, iakoś uprządł w głowie:
Żeć żaden w polu równy bydź[554] nie może;
Niech taki wyrok uczynią bogowie,
Iaki chcesz — przedsię[555] małoć to pomoże.
Bo (iedno[556] mieysce day prawdziwey mowie)
Głód cię zwoiuie, głód cię pewnie zmoże:
Ten — kiedy przypnie[557], wiesz dobrze, co broi,
Żadnych się kopiy y mieczów nie boi.

75.

Przedtem, niźliście z woyskiem nastąpili,
Zboża z pól do miast obronnych zwieziono,
Miasta żywnością tylko opatrzyli,
Wsi w okolicy wszytkie[558] popalono,
Iakoż się — pytam — będziecie żywili,
Kiedy wszytek kray w około ogłodzono?
Ale swey morskiey ufacie armacie,
Takli[559] to z lekkich żywot[560] wiatrów macie?

76.

Podobno ony[561] na twe roskazanie
Póydą, gdzie każesz — y morze gniewliwe,
Głuche na prośby y na narzekanie,
Będzieć posłuszne y będzieć życzliwe.
Cóż? aza[562] Turczyn, Pers, Egypt — Hetmanie!
Złączywszy na cię siły przyiaźliwe[563],
Nie mogą wysłać na morze okrętów,
Przeciwko tobie, dla potężnych wstrętów[564]?

77.

Dwa razyćby[565] nas potrzeba porazić,
Y tu na ziemi, y ówdzie na wodzie;
Ieśli raz przegrasz, pierwszą sławę skazić,
Y hańbę przydać musiałbyś ku szkodzie.
Gdzieby[566] nam przyszło twych na morzu zrazić,
Lud twóy na ziemi zginąłby o głodzie.
A ieślibyście polem[567] zaś przegrali,
Tamci na morzu małoby wskórali.

78.

Przeto ieśli w twych rzeczach tak wątpliwych,
Gardzisz przyjaźnią króla tak wielkiego —
O twych przymiotach wszyscy osobliwych,
Mniey trzymać będą z postępku takiego.
Uymi[568], radzimy, myśli woyny chciwych,
A do pokoiu nakłoń się świętego,
Niech wżdy co wytchnie Azya po woynie,
A ty coś dostał, trzymay to spokoynie.

79.

Y ciebie, mądra rado, dzielna młodzi,
Któraś się na tę woynę z nim udała,
Niech tak omylne szczęście nie uwodzi,
Abyś chcąc nowych woien szukać miała,
Lecz — iako żeglarz czyni swoiey łodzi —
Do bespiecznego[569] portu doiechała,
Iużbyście słusznie mieli żagle zbierać,
A więcey na złe morze nie nacierać».

80.

Tu przestał Alet, a mężni żołnierze
Cicho się sami z sobą zszeptywali,
A że się pokóy y ono przymierze
Wszytkim nie zdało — twarzą znać dawali.
Groffred poyźrzawszy[570] na swoie rycerze,
Co w koło stali y tego czekali,
Iaką odprawę mieli mieć posłowie,
Tak Aletowey odpowiedział mowie:

81.

«Raz dosyć gładko, drugi raz groźbami
Poselstwo swego pana sprawuiecie;
Ieśli nas chwali y w przyiaźni z nami
Chce mieszkać — za to mu podziękuiecie.
A że grozicie iakiemiś spiskami[571],
W które y inszych do siebie wziąć chcecie,
Abyście wszyscy przeciwko nam byli,
Y wszyscy razem na nas uderzyli —

82.

Tak macie wiedzieć: cokolwiek na ziemi
Y na morzuśmy dotąd ucierpieli,
Wszytko dla tego, abyśmy, z Pańskiemi
Mury, Grób Iego święty wolny mieli.
Więc y lud wierny szablami naszemi
Z ciężkiey niewoley wyiąćbychmy[572] chcieli,
Natośmy[573] miłe domy opuścili,
Natośmy żywot y wszystko ważyli.

83.

To przedsięwzięcie y ten umysł[574] stały
Nie żadna chciwość świecka w nas sprawiła,
Ty sam tę iędzę, Panie wieczney chwały,
Wykorzeń z serca, ieśliby w kim była.
Boday w nas takie myśli nie postały!
Sama to ręka boska uczyniła,
Ta, kiedy zechce, twarde serce ruszy,
Ta skamieniałe piersi łatwie[575] kruszy.

84.

Ta nas od przygód różnych zachowuie,
Ta z niebespieczeństw[576] wszelakich wywodzi[577],
Znóy latu, zimie mrozy odeymuie,
Błaga[578] y wiatry, y morskie powodzi,
Góry nam równa, drogi naprawuie[579],
Żadna moc ludzka przez nię nam nie szkodzi,
Tąśmy[580] mocnych miast i zamków dobyli,
Tąśmy potężne woyska porazili.

85.

Ta nam nadzieie[581], ta nam y śmiałości
Dodaie, a nie żadne nasze siły:
W armacie[582] żadney nie mamy dufności,
Greckie posiłki małoby sprawiły.
Byleśmy byli w Iego opatrzności —
By[583] się naywiętsze[584] woyska zgromadziły
Na naszę[585] zgubę — namniey[586] się nie boiem,
Kiedy pod Iego mocną ręką stoiem.

86.

Lecz, ieśliby nas chciał za nasze złości
Skarać y z swoiey wypuścić obrony —
Któżby z nas nie rad tam położył kości,
Gdzie Bóg y Pan nasz leży pogrzebiony?
Pomrzemy radzi w takiey stateczności,
Szczęśliwszy[587] niżli żywi, z każdey strony.
Ale śmierć nasza będzie sławna wszędzie,
Azya się z niey pewnie śmiać nie będzie.

87.

Prawda, że sobie pokoiu życzemy
Z królem egypskiem y przyimiem go radzi,
Y z nim się pewnie radzi ziednoczemy,
Ieśli się z nami umyślnie nie zwadzi.
Ale, ieśli nic nie ma — iako wiemy —
Do Palestyny, a cóż mu to wadzi,
Że przeciw inszym woynę podniesiemy,
Kiedy z nim samym przyiaźń chować chcemy?»

88.

Barzo beł oną mową Goffredową,
Iako pies wściekły, Argant urażony
Y nie krył się z tem, ale trzęsąc głową
Pomknął się daley na plac zapędzony.
«Nie będziem się — pry[588] — więcey ścierać mową,
Krótko ia powiem, iako niećwiczony:
Kto niechce[589] zgody, kto niechce pokoiu,
Niechay ma woynę, niech się ma do boiu[590]

89.

Potem u szaty, którą miał na sobie,
U obu przodków[591] wziął obiedwie stronie[592]
Y podniózszy[593] ie wzgórę[594] w oney dobie[595],
(A twarz mu gniewem i pałały skronie)
«Te upominki — prawi — niosę tobie:
W lewem masz pokóy, woynę w prawem łonie.
Obierzże[596] sobie, na które pozwolisz,
A zaraz powiedz, co chcesz y co wolisz».

90.

Na postępek tak hardy Argantowy
Y tak zuchwały, wszyscy się gniewali
Y nie czekaiąc Goffredowey mowy,
Wszyscy, na woynę, głosem zawołali.
On szatę wytrząsł y rzekł temi słowy:
«Czegoście chcieli, toście otrzymali».
Zdało się — na te słowa wymówione —
Że Ianus[597] wrota otworzył zamknione[598]

91.

Y że z onego rzuconego łona,
Wypadł gniew wściekły y zwada krwie[599] chciwa.
W oczy mu płomień kładła Tyzyphona[600],
Y swą pochodnią Megera[601] złośliwa.
Taki był Nemrot[602], kiedy wieża ona[603]
Szła przezeń[604] wzgórę[605] y tak popędliwa
Twarz iego beła, kiedy ią budował,
Y z niey swą pychę niebu pokazował[606].

92.

Potem rzekł Goffred: «Powiedzcie królowi:
Kiedy niechciał[607] żyć w swem państwie spokoynie,
Niech się nam stawi, albo ku Nilowi
My póydziem, tam się skosztuiem[608] na woynie».
Przedsię[609] się zdało cnemu Goffredowi,
Uczęstować ich y darować hoynie.
Hełm Aletowi dziwnie piękny dano,
Którego, wziąwszy Niceą[610], dostano[611].

93.

Argantowi zaś szabla się dostała,
Wszytka[612] perłami y złotem sadzona[613]:
Robota się w niey drożey szacowała,
Bo barzo stucznie[614] była urobiona.
Z żelaza mu się barziey podobała,
Y ztąd[615], że była dobrze wyostrzona.
Rzekł do Goffreda: «Nie długo[616] pokażę,
Iako sobie twóy upominek ważę».

94.

Zatem uderzył czołem Aletowi:
«Ieszcze dziś nocą wyiechać — pry[617] — mogę
Ku Ieruzalem; ty ku Egyptowi
Iutro, skoro dzień, wyprawisz się w drogę.
Wszak tam na ten czas nic po mnie królowi.
Ty odnieś wszytko, ia tam nie pomogę.
Potrzebnieyszym tu[618], gdzie słyszę o boiu,
A ty się pręcey[619] zeydziesz do pokoiu».

95.

Nieprzyjaciel się zaraz z posła staie;
Lub[620] źle, lub dobrze — nie słucha wywodów,
Nie myśli, nie dba, ieśli w tem zwyczaie,
Y prawo wszytkich urazi narodów.
Spiesznie[621] poiezdża[622], ciemney nocy łaie[623],
Ierozolimskich kwapiąc się do grodów[624],
Srodze mu przykre namnieysze mieszkanie[625],
Ale y Alet iuż się skarży na nie.

96.

Noc była cicha, wiatry ubłagane
Nie ruszały się y odpoczywały;
Zwierzęta wszytkie[626] za dnia spracowane,
W iamach y w lesiech[627] sen odprawowały[628];
Ptastwa złotemi pióry malowane,
Po swoich gniazdach sobie wytychały[629],
Y pod cichego milczenia zasłoną
Trzymały pamięć we śnie utopioną.

97.

Ale y Goffred, y mnieyszy[630] wodzowie,
A zgoła wszyscy prawie nic nie spali,
A Ieruzalem tylko maiąc w głowie,
Ranego[631] świtu z ochotą czekali.
A kto wymówi, a kto to wypowie,
Iakoby radzi miasta doiechali?
Coraz iutrzenki złotey wyglądaią,
A leniwemu dniowi wszyscy łaią.

Koniec pieśni wtórey.

Pieśń trzecia

Argument

Pod Syon woysko przyszło, które srodze
Klorynda, z ludźmi swoiemi, witała;
W Erminiey się płomienie niebodze
Zaymuią, skoro Tankreda uyźrzała[632];
Lecz y on nie mniey zagrzał się, gdy w drodze
Klorynda mu twarz gładką ukazała;
Dudon zabity, swoi go chowaią,
Cieśle dla drzewa w lasy wysyłaią.

1.

Iuż wiatrek[633] cichy, wieiąc na świt rany[634],
Znać dawał, że się iutrzenka ruszała,
Która, tym czasem[635], w różą przeplatany
Wieniec swą złotą głowę ubierała.
Każdy ochotnie, we zbroię ubrany,
Ruszał się, kiedy ogromna zabrzmiała
Trąba y w głośne bębny uderzano.
Zaczem się woysku ruszyć roskazano[636].

2.

Roztropny Hetman umie ich sprawować,
Słodkie wędzidło ochocie obiera:
Łatwiey szaloną Wisłę[637] nakierować,
Kiedy swe wszytkie[638] wody w kupę zbiera;
Łatwiey wiatr wstrącić[639], łatwiey go hamować,
Gdy Krępak[640] z lasów wysokich odziera.
Kto za kim iść ma w drodze — ukazuie,
Sam wszystkich w hufce dzieli y szykuie.

3.

Tak spiesznie iadą, że się im tak zdało,
Iakoby sobie skrzydła przyprawili;
Iuż się też słońce do południa miało,
W którey więc bywa naygorętszey chwili,
Kiedy się Święte Miasto pokazało,
Mało co[641] daley, niźli w równey mili.
Wszyscy wesołe krzyki wypuszczaią,
A Ieruzalem pożądne[642] witaią.

4.

Tak pospolicie żeglarze bywali,
Którzy czas długi, przez morskie bałwany,
Pod cudzem niebem, tam y sam[643], pływali
Przez różne wiatrów szalonych odmiany —
Kiedy nakoniec[644], nędzni, oglądali
Miłą oyczyznę y dom pożądany,
Wzaiem go sobie palcem ukazuią,
Y przeszłych więcey niewczasów[645] nie czuią.

5.

Kiedy się tak w nich serdeczna krzewiła
Radość y szczęścia dalszego otucha,
Po niey w nabożne myśli nastąpiła
— Pełna pokory Bogu miłey — skrucha.
A bez wątpienia sama to sprawiła
Łaska Świętego w twardych serca Ducha:
Nie śmie wzrok śmiele patrzyć[646] upłakany[647],
Tam, kędy[648] odniósł Bóg śmiertelne rany.

6.

Ciche wzdychanie, słowa przerywane,
Łzy a łykanie[649] tylko słyszeć[650] było;
Iako więc czynią, którzy zfrasowane[651]
Serca swe maią — y zaraz im miło.
Taki dźwięk czynią lasy rozdymane
Od[652] wolnych wiatrów y kiedy ruszyło
Z nienagła[653] morze ciche wałów[654] słonych,
O skałę albo o brzeg odtrąconych.

7.

PokoraPierwszy wodzowie idą nogą bosą,
Co widząc drudzy, także też czynili;
Y kit, y pierza u czapek nie niosą,
Iedwab y świetne stroie porzucili.
O odpuszczenie grzechów Boga proszą,
Serca y myśli górne poniżyli,
A ieśli z płaczu które słowo gwałtem
Mógą przemówić — mówią takim kształtem[655]:

8.

«Tuś na tem mieyscu raczył, Wieczny Panie,
Krew swą przelewać, tuś raczył omdlewać,
A ia, o grzeszny, teraz patrząc na nie
Niegodnem okiem, nie mam łez wylewać?
O wielka złości, o zapamiętanie!
Czegóż się więcey po tobie spodziewać,
Kamienne serce, ieśli się nie ruszysz,
Ieśli się teraz od żalu nie kruszysz?»

9.

Na ten czas w mieście, co z naywyższey wieże[656],
Co wszytkie strony z góry odkrywała,
Ieden kurzawy z daleka postrzeże,
Która się, iako chmura iaka, zdała;
Właśnie tak, gdy się na deszcz wielki bierze,
Błyskawica się po niey przebiegała.
Lecz blask, który z zbróy świetnych wyskakował[657],
Konie y ludzie[658] potem ukazował[659].

10.

Ten pocznie wołać: «O iaki z kurzawy,
O iaki z prochu obłok widzę z góry!
Iako naypręcey[660] mieycie się do sprawy[661],
Straży zawodźcie, opatruycie mury,
Iuż teraz inszey nie trzeba zabawy;
Podnoście wałów, zaprawuycie dziury,
Patrzcie, jaki tam proch idzie do nieba,
Nieprzyjaciel to, do zbróy się mieć trzeba[662]

11.

Niespodziewaną wszyscy zięci[663] trwogą,
Lękliwa biała płeć[664], ludzie podeszli[665],
Bogom oddaiąc oyczyznę ubogą,
Do swoich meszkit[666] małe dzieci nieśli.
A ci, co duży[667] y co się bić mogą,
Pod chorągiew się y do bębnów zeszli.
Co żywo — do bram bieży, mosty wzwodzi,
A król sam wszystkich z pilnością obchodzi.

12.

To sporządziwszy, nic się tam nie bawił[668].
Ale na wieżę szedł, którą uczony
Tak budowniczy przy bramie postawił,
Że z niey na wszytkie[669] widać było strony.
Po Erminią[670] ztąd[671] zaraz wyprawił,
Którą był przyiął litością ruszony
Do siebie na dwór, kiedy iey dobyto[672]
Antyochiey y oyca zabito.

13.

W tem[673] iuż Klorynda była wyiechała,
A za nią hufiec iazdy szedł nie mały[674],
A żeby nazad[675] łacny[676] odwrót miała,
Argant iey czekał w bramie między wały[677].
Wszystkiem ochoty swoiem dodawała,
Ukazuiąc twarz y swóy wzrok zuchwały.
«Dziś się nam — prawi[678] — trzeba dobrze stawić,
Y na początku co dobrego sprawić».

14.

Ledwie te słowa do nich wymówiła,
Kiedy się stroną[679] rota ukazała,
Co stado owiec y bydła pędziła
Y do obozu nazad się wracała.
Na rączem koniu zaraz poskoczyła,
Y z rotmistrzem się — co w przód szedł — potkała[680]:
Gard był rotmistrzem, człowiek wielkiey siły,
Lecz iego siły małe ku niey były.

15.

Zbiła go z konia na pierwszem potkaniu,
Co y poganie y naszy[681] widzieli;
Że się im w onem[682] pierwszem harcowaniu
Zdarzyło dobrze — za szczęście to mieli.
Tak mężnie naszych w onem uganianiu
Gromiła, że się oprzeć ani śmieli,
Co raz[683] to barziey z swemi nacierała,
Y może[684] tak rzec, że na nich iechała.

16.

Tak nasi korzyść zdobytą stracili,
Co im sromoty więcey przyczyniło.
Toli[685] na wzgórek sprawą[686] ustąpili,
Gdzie iakokolwiek[687] mieysce ich broniło.
Goffred w tym[688] kinie[689]: niechay ich posili
Tankred — co iemu słyszeć było miło,
Iako więc piorun wypada z obłoku,
Tak na nich natarł y przyskoczył z boku.

17.

Drzewo[690] tak złożył y tak potem toczył
Swem dzielnem koniem Tankred pomieniony[691],
Że król rozumiał[692], gdy go z wieże[693] zoczył[694],
Że to był rycerz iakiś doświadczony.
Y Erminiey pytał — kiedy skoczył —
Co z nim patrzała na utarczki ony[695]:
«Tyś chrześciany[696] często widywała,
Y podobnobyś y tego poznała».

18.

Nic Erminia nie odpowiedziała
Na to, o co iey na ten czas[697] pytano,
Ale westchnęła y tylko płakała,
Miasto[698] słów, których od niey wyglądano[699].
Wprawdzie płacz w sobie potężnie trzymała,
Lecz nie tak przedsię[700], aby nie doyźrzano[701],
Kiedy niepełne westchnienie puściła
Y bawełnicę[702] łzami omoczyła[703].

19.

Potem tak rzecze, skrytą pokrywaiąc
Miłość zmyśloney płaszczem nienawiści:
«Miałabym go znać, kiedy podieżdżaiąc
Pod mury — choć nań nacierali wszyscy —
Mordował moich, w przykop[704] przyganiaiąc,
Więźnie y wielkie często brał korzyści.
Ach iako bije! Iego rany zgoła
Nie zleczą czary, ani żadne zioła.

20.

Tankred mu dzieją[705]; gdzieżbym to tak była
Szczęśliwa kiedy, żebym go dostała.
Ale — żebym się nad nim napastwiła —
Żywegobym[706] go raczey rada miała».
Taką iey mowę obracało siła[707]
Inaczey, niźli ona rozumiała.
Z płaczem zmieszała te ostatnie słowa,
Srogiem zagrzana ogniem białagłowa[708].

21.

A w tem[709] Klorynda, widząc przeciw sobie
We wszytkim biegu rzeźwiego ionaka[710],
Skoczyła także z drzewem[711] w oney dobie[712],
Chcąc go ugodzić w gębę nieboraka.
Trafili się w łeb y skruszyli obie
Drzewa[713]; iey się sznur zerwał u szyszaka
Y spadł iey z głowy na ziemię, że potem[714]
Błysnęła twarzą y warkoczem złotem.

22.

Oczy się, iako słońce, rozświeciły
Wdzięczne, chocia się była rozgniwała:
Cóż? kiedyby[715] się do śmiechu skłoniły,
Cóż? kiedyby w nich łaskę ukazała.
Nie stóy Tankredzie: onci[716] to wzrok miły,
Ona[717] twarz piękna, coć się podobała[718],
Kiedyś ią znalazł z trafunku[719] u zdroiu,
Po zbyt gorącem upragniony znoiu.

23.

Tankred — co przedtym[720] nie był na to dbały,
Iaką tarcz miała, w iakiey była zbroi —
Poznawszy ią w twarz teraz, skamieniały
Y iako martwy, w ziemię wryty stoi.
Ona naciera, on — na inszych śmiały[721]
Iey się obrazić, iey się ranić boi.
Na inszych siecze, na nię żadnym kształtem[722]
Niechce[723], chocia go ona goni gwałtem.

24.

Nie bije wzaiem rycerz uderzony,
Y nie tak się iey ostrey szable[724] chroni,
Iako, śmiertelnym grotem przerażony,
Iey piękney twarzy pilnuie w pogoni.
Mówi sam z sobą: «Otom nie raniony[725],
Chocia mam ciężkie razy od iey broni,
Ale te cięcia, które wypadaią
Z iey piękney twarzy, w serce ugadzaią[726]».

25.

Nakoniec[727] na to skłonił myśl wątpliwą,
Aby nie umarł miłośnik nieznany;
Chce prosić, żeby nie była tak mściwą
Nad tym, co iey iest więzień y poddany.
«Ty — prawi[728] — któraś tak nielutościwą[729],
Że mnie samemu tylko daiesz rany,
Wyiedź kęs[730] od swych, tam się skosztuiemy,
Tam się — który z nas mężnieyszy — dowiemy».

26.

Skoro Klorynda tych słów wysłuchała,
Na to podanie iego pozwoliła,
A że bez hełmu była, nic niedbała[731].
Y tak go z głową odkrytą goniła.
Uciekał Tankred, ale go dognała,
Y doganiaiąc trochę go raniła.
«Stóy — rzecze do niey — pierwey zawrzeć mamy
Pewne umowy, niźli się potkamy[732]».

27.

Stanęła zaraz na tę iego mowę,
Iemu też miłość dodała śmiałości:
«Tę — prawi — ze mną zachoway umowę,
Nim dobrowolnie umrę od żałości:
Wydrzy mi serce albo utni[733] głowę,
Kiedy mieć nie chcesz nademną[734] litości.
Twoie to serce, a ieśli go żywo
Nie chcesz mieć — niechay umrze, kiedy krzywo[735].

28.

To serce winno y te piersi krzywy[736],
Przebiy ie mieczem, a toć ich nie bronię;
Chceszli[737] też z prętkiey[738] strzelić w nie cięciwy?
Y zbroię zdyimę[739] y paisz[740] odsłonię».
Chciał ieszcze daley Tankred nieszczęśliwy
Skarżyć się, od swych daleko, na stronie;
Lecz onę skargę, ono narzekanie
Przerwali ludzie, co przypadli na nie.

29.

Bo nieprzyjaciel od naszych pędzony,
Lub chytrze, lubo[741] do prawdy[742] uchodził;
Nasz ieden — widząc włos iey rozpleciony,
Który po wietrze y tam y sam[743] chodził —
Skradł się y przypadł w tył, niepostrzeżony,
Aby ią w głowę odkrytą ugodził.
Krzyknie nań Tankred srodze wylękniony,
Kiedy na nię miecz uyrzał wyniesiony.

30.

Przedsię[744] iey trochę drasnął w koniec głowy,
Bo raz[745] był słaby, iako to kwapiony[746];
Iey warkocz złoty taki miał blask nowy,
Kilką[747] kropli krwie[748] rumianey zmoczony,
Iaki więc miewa kamień rubinowy,
Misterną ręką w złoto oprawiony.
Roziadł się[749] Tankred y z dobytą bronią
Za tym, który ią ranił, szedł w pogonią[750].

31.

Tamten uciekał, ledwie więc[751] z cięciwy
Puszczona strzała tak prędko bieżała.
Ta się zdumiała, widząc one dziwy,
Lecz daley bieżeć za niemi nie chciała,
Ale skoczywszy, swóy lud boiaźliwy
Y uchodzących nazad nawracała.
Czasem naciera, tył podaie[752] czasem
Y tym fortelem barziey[753] szkodzi naszem[754]:

32.

Równie tak szczwany na puszczy zubr[755] srogi,
Kiedy ucieka, wszyscy go psi[756] gonią,
A ieśli stanie y obróci rogi,
Nie nacieraią y daleko stronią.
Dzielna Klorynda broni strzałom drogi,
Tarczą[757] za sobą trzymaiąc w pogonią[758]:
Od wyciśnionych[759] tak się zasłaniaią
Trzcin[760] Murzynowie, kiedy uciekaią.

33.

Kiedy tak długo, oni uciekaiąc,
A nasi goniąc, pod mur podieżdżali:
Nieprzyiaciele, swe fortele maiąc,
Nazad się zasię zprętka[761] obracali.
Y iako znowu, śmiele[762] nacieraiąc
Na naszych z tyłu y z boku strzelali.
A wtem też Argant — na co dawno godził —
Naszem[763] na czoło z swoiemi zachodził.

34.

Daleko od swych Argant się wysadził,
Chcą się sam potkać naprzód przed wszystkiemi,
Pierwszy, w którego kopiią[764] zawadził,
Został y z koniem obalon na ziemi.
Nikt mu nie zdołał, żaden mu nie radził[765],
Nikt nie porównał z nim między naszemi,
A gdzie się z mieczem ogromnem zawinął,
Kilka ich razem, rzadko ieden zginął.

35.

Klorynda także mężnie się stawiła,
Ardeliona rotmistrza starego
Na obie stronie[766] sztychem przepędziła,
Dwu tuż przy sobie synów maiącego;
Barzo[767] szkodliwie przez piersi raniła
Alkaliandra, syna co starszego.
Polfernus młodszy ledwie uszedł zdrowy,
Od ostrey szable[768] mężney białeygłowy[769].

36.

A kiedy nie mógł Tankred zapędzony
Dognać owego, bo miał koń leniwszy[770]:
Że się daleko uniósł zagoniony
Lud iego — uyźrzał[771] wzad[772] się obróciwszy.
A widząc, że był zewsząd okrążony,
Biegł mu na pomoc konia rozpuściwszy.
Za nim poskoczył pułk niezwyciężony,
W naygorszych raziech[773] zawsze doświadczony.

37.

O pułku mówię sławnym Dudonowem,
(Będzie go Muza często wspominała)
Przed nim w przód[774] Rynald szedł w kirysie[775] nowem,
A uroda go sama wydawała.
Po białym orle w polu lazurowem
Erminia go zarazem poznała.
Rzecze królowi, co nań patrzył pilnie:
«O tem ci, co wiem, powiem nieomylnie».

38.

Z tem żaden w dziełach nie zrówna Marsowych,
Choć mu szesnaście dopiero lat liczą;
Kiedyby[776] sześci[777] Goffred miał takowych,
Iużby Syrya była niewolniczą,
Łatwieby[778] przez miecz państw dostał wschodowych[779],
Y królestw, które z południem graniczą,
Sam Nil, choć głowę tak dalego[780] kryie,
Pewnieby musiał mieć łańcuch u szyie[781].

39.

Rynald mu imię. Iego rozgniewaney
Ręki się srodze nieprzyjaciel boi;
Ten zasię drugi w zbroi smalcowaney[782],
Co się po prostu y statecznie stroi,
Dudo iest z Konse, który tey wybraney
Roty iest wodzem, co to za nim stoi:
Rycerz to wielki, choć ma zeszłe[783] lata,
Siła[784] ten widział, siła zwiedził świata.

40.

To zasię drugi w czarnym złotogłowie[785]
Gernand, rodzony króla norweyskiego;
Ten taką pychę uprządł sobie w głowie,
Że w świecie nie masz nadeń[786] zacnieyszego.
Z tych dwu zaś tamten, Odoard się zowie,
Ta Gildylippa, z dzieła rycerskiego
Sławni, lecz ieszcze sławnieyszy[787] z miłości,
Y z zobopólney[788] ku sobie szczerości».

41.

Słuchaiąc król tey Erminiey[789] mowy,
Widział, że iego ludzie iuż przegrali,
Bo mężny Rynald y Tankred surowy[790]
Iuż ich z obustron[791] byli rozerwali.
Gdy zaś potem pułk natarł Dudonowy,
Nikt się nie oparł, wszyscy uciekali.
Sam od Rynalda koniem potrącony,
Ledwie wstał z ziemie[792] Argant obalony.

42.

Y nie wstałby był[793] po tem uderzeniu,
By[794] Rynaldowi koń był nie szwankował[795];
Zaczem[796] mu noga uwięzła w strzemieniu
Y zmieszkał[797] trochę, niżli[798] iey ratował[799].
Nieprzyiaciel też po tem pogromieniu,
Do miasta pod mur rączo ustępował.
Sama Klorynda tylko w swey osobie,
Z Argantem, wszystkich trzymała w złey dobie[800].

43.

Y on, y ona mężnie y statecznie,
Postawaiąc wraz, tak naszych wspierali[801],
Że iako tako mogli uść[802] bespiecznie[803]
Ci, co do miasta naprzód uciekali.
Dudon zaś chciwy, chce szczęścia koniecznie
Pierwszego zażyć, siecze, bije, wali,
Raz tylko w łeb ciął mężnego Tygrana,
A zdechł zarazem[804], taka była rana.

44.

Nic nie pomogła zbroia Korbanowi.
Ani Halemu szyszak znamienity:
Obu od szyie[805] tak ciął ku brzuchowi,
Że dusza zaraz wypadła z ielity[806].
Z zawoiem łeb zdiął Alimansorowi,
Machomet[807] poległ na wylot przebity.
Nakoniec[808] y sam Cyrkaszczyk się boi,
Gdzie poyźrzy[809], widzi iako Dudon broi[810].

45.

Zgrzyta zębami Argant rozgniewany,
Zastanawiał się[811], lecz czasem uchodził;
W tem[812] iakoś przypadł mało spodziewany,
Y pod zbroię go koncerzem[813] ugodził;
Utopił go w niem, a od oney rany
Dudon iuż więcey po świecie nie chodził.
Ległeś, niestetyż! rycerzu wybrany
Y uiął cię sen twardy, nieprzespany[814].

46.

Trzykroć się wspierał y podnosił oczy,
Chcąc co słonecznych zachwycić[815] promieni,
Trzykroć upadał; pierwszey zbywa mocy,
Polega, blednie y wszystek[816] się mieni[817].
Nakoniec[818] oczy, ciężkiey pełne nocy,
Zawarł[819] y poszedł do podziemnych cieni.
A Argant, skoro tę robotę sprawił,
Biegł wciąż y nic się nad trupem nie bawił[820].

47.

A chocia[821] zlekka[822] do swych ustępował,
Czasem się wracał y naszych wyzywał:
«On to miecz, co mi Hetman wasz darował,
Daycież mu sprawę[823], iakom go używał,
Y odnieście[824] mu, że go będę chował
Y lada iako nie będę go zbywał;
Mniemam, że mu to słyszeć będzie miło,
Że mi się iem[825], tak szczęśliwie zdarzyło.

48.

A powiedzcie mu, że y sam skosztuie,
Iako iest dobry, iako doświadczony.
Y że go prętko[826] sam w boku poczuie,
Kiedy w niem także będzie utopiony».
Słysząc to nasi, iako ich szkaluie[827],
Skoczyli za niem śmiele[828] przez zagony.
Ale on iuż był ustąpił[829] pod mury,
Pod pewną basztę, z którey bito z góry.

49.

Tem, którzy murów wysokich bronili,
Drudzy kamienie gęste z dołu nieśli
Y naszych z łuków wiele poszkodzili,
Co byli blisko pod mury podeśli[830].
Tak, nie bez szkody, nazad[831] się wrócili,
A Saraceni do swych w miasto weśli[832];
Iuż też y Rynald, próżen oney trwogi,
Wstawszy, z pod[833] konia dobył sobie nogi.

50.

Biegł wielkiem pędem, chcąc na Cyrkaszczyku
Zemścić się srogiey śmierci Dudonowey;
Krzyknie na swoich, co po pułkowniku
W oney przygodzie smętnie stali nowey:
«Takli[834] stać tylko darmo macie w szyku
A nic nie czynić w żałości takowey?
Czemu się wodza naszego nie mściemy?
Czemu do murów zaraz nie bieżemy[835]?

51.

Niechay z żelaza, niechay będą z stali,
Z basztami iako nawarownieyszemi[836],
By[837] wszyscy, co ich[838], na nich także stali —
Nie będzie Argant bespieczny[839] za niemi.
Będą się y tam Saraceni bali;
Ia wprzód do szturmu póydę przed wszystkiemi».
To rzekszy, skoczy ku wysokiej ścienie[840],
Niedba[841] na strzały, ognie y kamienie..

52.

Ogromną głowę y oczy gniewliwe
Y straszliwą twarz tam y sam[842] obraca:
W nieprzyiaciołach trwożą się lękliwe
Serca, mniemaią, że iuż mur wywraca.
Kiedy tak Rynald swoie szturmu chciwe
Prowadził pod mur, Sygier ie odwraca
Przez którego więc[843] zawsze odprawował[844],
Gdy co ważnego Goffred roskazował[845].

53.

Ten pocznie wołać: «Barzoście to śmieli[846].
Wrócić się nazad Goffred rozkazuie;
Będziecie inszy czas do szturmu mieli,
Którego teraz Hetman nie nayduie[847]».
Skoro te iego słowa usłyszeli,
Stanęli wszyscy, Rynald się hamuie,
Lecz gniewu twarzą nie barzo[848] pokrywa,
Hetmana nazbyt ostrożnem nazywa.

54.

Tak nasi nazad ustąpili cało,
Bo Saraceni na nich nie wypadli.
Potem umarłe Dudonowe ciało,
Cni towarzysze na ramiona kładli,
Y do obozu — tak się wszystkiem zdało[849]
Prowadzili ie smętni y pobladli;
Temczasem[850] Goffred oględował z góry
Mieyskie przykopy y wysokie mury.

55.

Ierozolima na dwu górach leży,
Które usiadły właśnie przeciw sobie:
Iedna z nich wyższa, środkiem wielka bieży
Dolina, która dzieli góry obie.
Ze trzech stron — na czem niemało należy,
Tak ku obronie, iako ku ozdobie —
Zbyt przykry przystęp, ale bok północny,
Kędy równina, ma mur barzo[851] mocny.

56.

W mieście y krynic, y studzien iest wiele,
Y lochów ziemnych na deszczowe wody;
W polu wód niemasz, trawa ani ziele
Nie roście[852], rzadko gdzie widać ogrody.
Wszystko wygore[853], tak iako w popiele,
Drzew niemasz[854] w polu, które czynią chłody,
Las tylko ieden widać na półtory[855]
Mile od miasta y gęsty, y spory.

57.

Na wschód, zkąd[856] ranne wychadzaią[857] zorze,
Ma iordanowe wody przeźrzoczyste[858],
Na zachód słońca Międzyziemne Morze[859]
Zdaleka[860] widać y brzegi piaszczyste.
Przeciw północy Samarya orze
Y płodna Bethel[861] pola rozłożyste.
Ku południowi Betleem zaległa[862],
W której Dziewica niezmazana zległa[863].

58.

Kiedy tak Hetman mury oględował[864],
Y syońskiego miasta położenie,
A z ćwiczonemi ludźmi upatrował[865],
Zkądby[866] łatwieysze było oblężenie —
Królowi, który na wieży pilnował,
Erminia go, na pierwsze weyźrzenie[867]
Poznawszy, palcem ukazała potem:
«Onoż się Goffred świeci w płaszczu złotem.

59.

Ten do królestwa właśnie się urodził,
Y roskazować[868] y być umie panem;
A iest — w co rzadko kto kiedy ugodził[869]
Dobrym żołnierzem y dobrym hetmanem.
Nie wiem, ktoby go w tey kupie przechodził[870]
Y któryby z niem miał być porównanem:
Tankred z Rynaldem równo się z nim kładzie
W dzielności, ale Raymund tylko w radzie».

60.

Wtem król na piękną weyźrzał[871] Erminią
Y rzekł: «Pomnię[872] go na francuzkim[873] dworze,
Kiedy w Paryżu goniwał[874] z kopiją,
A nie był ieszcze w słuszney swoiey porze,
Iam w ten czas[875] posłem nawiedził Francyą,
Gdy król egipski słał mię tam przez morze:
Młodzieńczykiem był, a iuż głos[876] był taki,
Że z niego miał być wielki człowiek iaki.

61.

Prawdęć[877] mówili! — To kto? co ozdobny
Płaszcz ma na sobie, złotem przetykany,
Twarzą y wzrostem barzo[878] mu podobny:
Pewnie ktoś zacny między chrześciany?»
Ta mu odpowie: «Y to rycerz godny,
Baldowin własnem imieniem nazwany.
Brat iego własny, co y twarz wydaie,
Lecz barziey sprawy y cne obyczaie.

62.

Ten zasię starzec, co to z siwą głową,
A zda się, że coś na palcach rachuie,
Mądry, ostrożny, Raymundem go zową,
W sztukach woiennych nikt go nie celuie[879].
Równego radą y słodką wymowę
W woysku mu wszystkiem Hetman nie nayduie
To zaś iest, z kitą u hełmu złotego,
Gwilhelm, syn młodszy króla angielskiego.

63.

Gwelf podle niego stoi, urodzony
Z starożytney krwie[880] włoskiego narodu,
Z męstwa, z zacności daleko wsławiony,
Znam go z postawy y z samego chodu.
Ale na wszytkie[881] pilnie patrząc strony,
Nie mogę naleść[882] skaźce[883] mego rodu:
O Boemundzie mówię okrutniku,
Moiey królewskiey krwie prześladowniku[884]».

64.

Tak Erminia z królem rozmawiała,
Który się barzo iey powieścią trwożył:
A widząc Goffred, że gdzie przykra skała,
Trudnoby szturmem Ieruzalem pożył[885]
W równinie, która północney sięgała
Bramy, namioty y obóz położył
Y aż do wieże narożney zaymował,
Y kto gdzie miał mieć stanie[886], ukazował[887].

65.

Trzecią część miasta ledwie obegnało[888],
Y to nie spełna[889], woysko Goffredowe,
Bo niepodobna, aby było miało[890]
Wszystko okrążyć koło obozowe.
Ale na drogi, któremi czekało
Posiłków iakich, słał ludzie gotowe[891],
Któremi wszystkie gościńce osadził,
Gdzieby[892] kto żywność albo lud prowadził.

66.

W tem[893] kazał, aby obóz umocnili
Wielkiem przykopem, aby tak beł[894] cało,
Ieśliby z miasta wycieczkę czynili,
Albo też z pola chciał kto natrzeć śmiało.
A skoro przykop przy nim wymierzyli,
Gdzie zastał pierwszych towarzyszów czoło,
Którzy płakali, stoiąc nad nim w koło[895].

67.

Ci go na mary wysokie włożyli,
Goffred, widząc go, żałość swą pokrywał:
Twarz niewesołą — tem, co nań patrzyli —
Y nie barzo[896] też smętną ukazywał.
Tak powiadali, co tam w ten czas byli,
Że się nań patrząc długo zamyśliwał[897];
Myśliwszy[898] długo, potem podniósł głowę,
Y taką nad niem uczynił przemowę:

68.

«Coć po łzach naszych? rycerzu wybrany!
Ten iest nas wszystkich koniec ostateczny;
Tuś umarł, tam wiek żyiesz nieprzetrwany[899],
Z chytrego[900] morza wszedszy[901] w port bespieczny[902].
Iakoś żył, takeś umarł bez przygany[903],
Ty teraz w niebie odpoczynek wieczny
Y za pobożność y za twoie cnoty,
Za śmierć o wiarę, wieniec bierzesz złoty.

69.

Tam żywiesz[904] wiecznie, a my tu płaczemy,
Nie twego, ale nieszczęścia naszego:
Y samych siebie lepszą część niesiemy
Za tobą, z ześcia[905] żałośni[906] twoiego.
Ale ieśli nas ta, którą zowiemy[907]
Śmiercią, pozbawi ratunku ziemskiego:
Na to mieysce nam, na płacz y frasunek
Uprosisz w niebie niebieski ratunek.

70.

A iakoś, będąc w tem śmiertelnem ciele,
Śmiertelney broni nam gwoli[908] dobywał —
Tak teraz będziesz na nieprzyiaciele,
Nie ziemskiey, ale niebieskiey używał.
Y iuż cię odtąd twóy będzie w kościele
Lud o ratunek, w złych przygodach, wzywał
Y ślubyć[909] odda, pełen nabożeństwa,
Za zdarzone z twey przyczyny zwycięstwa».

71.

Pogrzeb, Noc, Rycerz, GróbTak mówił; zatem[910] noc następowała
Y iuż wszytek[911] świat pod swe skrzydła kryła,
A narzekanie y łzy hamowała,
Y w niepamięci słodki żal topiła.
Ale Hetmana troska nie puszczała
Y snu mu mało albo nic życzyła:
Myśli, skąd tramów[912] na tarany zdobyć,
Któremi by mógł Ieruzalem dobyć.

72.

Wstał równo ze dniem, chciał sam iść za ciałem,
Które przednieysi wszyscy prowadzili,
Gdzie mu z cyprysów przy pagórku małem
Grób towarzysze iego postawili
Tuż przy obozie; nad niem z okazałem
Liściem gałęzie wielka palma chyli —
Tam go włożyli, tem czasem[913] śpiewali
Kapłani zołtarz[914] y Boga błagali.

73.

Świetne chorągwie między gałęziami
Porozwiiali, dostane w Syryey,
Z różnem rynsztunkiem, z różnemi łupami,
Których szczęśliwie zdobywał w Persyey;
We śrzodku zbroia y z nakolankami,
Y z hełmem złotem tkwiała[915] na kopiey,
A napis taki na wierzch był włożony:
«Tu wielki Dudon leży położony».

74.

A skoro Goffred pogrzeb ten odprawił,
Radził, iakie miał porobić tarany:
Cieśle woyskowe do lasa[916] wyprawił,
(Przydawszy im lud lekki y przebrany)
Który — w dolinach skryty — był obiawił
Naszem Syryiczyk ieden poimany;
A ci iechali drzewo wyprawować[917],
Z którego mieli tarany budować.

75.

Ieden drugiego wzaiem napomina,
Aby robotę wskok[918] odprawowali:
Zaraz się walić głuchy las poczyna,
Cedry, cyprysy, topole rąbali.
Ten buki twarde y iesiony ścina,
Ten wielkie sośnie[919] y iedliny wali;
Drudzy[920] wysokie ciosali modrzewie,
Drudzy gałęzie ścinali na drzewie.

76.

Świerki y dęby ogromne spadały,
Pod same prawie niebo wyniesione,
Co się piorunom nie raz[921] opierały
Y nic nie dbały[922] na wiatry szalone.
Leśne Dryady[923] w pole uciekały,
Gwałtem z oyczyzny miłey wypędzone,
Ptastwa powietrzne y zwierzęta samy[924]
Poopuszczały y gniazda, y iamy.

Koniec pieśni trzeciey.

Pieśń czwarta

Argument

Wszystkiey piekielney zwoływa[925] czeladzi
Do iedney kupy Pluton[926] zagniewany,
Którą najwięcey dla tego[927] gromadzi,
Aby szkodzili[928] zewsząd chrześciany.
Za ich powodem Hidraot się radzi
Z swoją Armidą y chce, aby pany
Co naprzednieysze[929] swą gładkością bodła
Y uwikłane miłością uwiodła.

1.

Kiedy tak pilnie y tak ukwapliwie
Robili cieśle do lasa[930] posłani,
Diabeł, Gniew, ZazdrośćNa chrześciany poyźrzał[931] nieżyczliwie
Straszliwy tyran piekielney odchłani.
A widząc, że się im wiodło szczęśliwie
Y że od Boga byli miłowani —
Z iadu się kąsał y iako byk ryknął,
Tak mu ból serce przeiął y przeniknął.

2.

Chce wszystką[932] mocą trapić chrześciany[933],
Według swoiego dawnego nałogu;
Na to złych duchów zbór sobie poddany
Zbiera do swego królewskiego progu.
Mniema tak, sprosny[934] głupiec opętany,
Że to rzecz łatwa, przeciwić[935] się Bogu
Y nie chce pomnieć szaleniec przezdzięki[936],
Iaki z gniewliwey piorun Iego ręki[937].

3.

Piekło, DiabełOgromną trąbą[938] Lucyper zuchwały
Kupi[939] do siebie mieszkańce[940] podziemne,
Którey się straszne dźwięki rozlegały,
Przechodząc piekła y przepaści ciemne.
Nigdy tak nieba ogromnie nie grzmiały,
Gdy miecą[941] gromy na doliny ziemne,
Nie tak ziemia drży y trzęsie się na dnie,
Gdy wiatr chce wypaść, co się w nię[942] zakradnie.

4.

Zbiegli się zaraz piekielni duchowie,
Na pałac, w którym mieszka Pluton srogi,
W różnych postaciach: a kto ie wypowie?
Strach y wspominać! Iedni kurze nogi,
Drudzy wielbłądzie, trzeci maią krowie;
Są y ci, którzy na łbie niosą rogi,
Inszy zaś warkocz z wężów upleciony
Y smocze niosą za sobą ogony.

5.

Widziałbyś tam był[943] Arpiie[944] nieczyste,
Centaury, Sphingi[945], wybladłe Gorgony[946],
Y szczekaiące Scylle[947] zawiesiste[948],
Gwiżdżące Hydry, świszczące Pitony[949],
Chimery[950] sadze pluiące ogniste,
Straszne Cyklopy, srogie Geryony[951]
Y wiele dziwów nigdy niewidzianych,
Z różnych postaci w iedne pomieszanych.

6.

Starsze po prawey posadzono stronie,
Po lewey młodsze y nie tak wspaniałe,
SzatanWe śrzodku Pluton straszliwy, na łonie
Trzyma żelazne sceptrum[952] zardzewiałe;
Tak był sam w sobie, tak wielki w ogonie,
Że się y Alpy przy nim zdały małe,
Y Atlas[953], chocia sięga pod obłoki,
Nie iest tak wielki ani tak wysoki.

7.

Oczy miał wściekłe, wzrok by[954] u komety,
Powagę mu twarz surową czyniła,
Wszytek był czarny od głowy do pięty,
Kosmate piersi gęsta broda kryła,
Miąższy[955] u gęby wąs wisiał pomięty,
W czele[956] miał ieden, we łbie rogów siła[957],
A ukrwawiona gęba była taka,
Iako głęboka straszna przepaść iaka.

8.

Iako Mongibel[958] zaraźliwe pary
Y smród wypuszcza, tak y iemu z gęby
Śmierdziało właśnie, a z nosa bez miary
Puszczał, aż brzydko, plugawe otręby.
Gdy począł mówić, umilkł Cerber stary,
Hydra ścisnąła[959] wylękniona zęby.
Cofnął się Kocyt[960], Abissy[961] zadrżały,
Kiedy iego słów straszliwych słuchały:

9.

«Zacne książęta, godnieyszy[962] na niebie
Mieszkać nad słońcem, skąd ród prowadzicie,
Których niesłusznie Bóg wypchnął od siebie,
Z państw, do których z Nim równo należycie:
Bał się nas pewnie, widział nas w potrzebie[963]
Y miał nas z kaszel[964], co dobrze pomnicie[965];
Teraz On nieby[966] y gwiazdami rządzi,
A nas za swoie przeciwniki sądzi[967].

10.

Y miasto[968] światła y dnia pogodnego,
Zamknął nas w kluzie[969] y w wieczney ciemności,
Zayrząc[970] nam nieba y słońca iasnego
Y oney pierwszey naszey szczęśliwości.
Zazdrość, Pogarda, Diabeł, Kondycja ludzkaA co mię gryzie, co mi do dawnego
Bólu przydaie męki y żałości:
Woła do nieba człowieka lichego,
Z błota y z podłey gliny zlepionego.

11.

Mało miał na tem[971]: Syna na śmierć srogą,
Nam na złe[972], skazał y na świat wyprawił,
Który, pomnicie, z iaką naszą trwogą
Piekielne bramy wyparł y wystawił[973];
Wydarł nam gwałtem korzyść naszą drogą,
Dusze zdobyte z więzienia wybawił.
Na żal nasz[974] wytknął chorągwie rozwite[975]
Y tryumphuie, że piekło dobyte[976].

12.

Ale puśćmy precz krzywdy starodawne
Y szkody, które nam wyrządzał z wieku[977];
Te były zawsze y teraz są sławne,
Iako przeciw nam pomagał człowieku;
Lecz tylko świeże y weźmy niedawne,
Iak nas chce w niwecz obrócić od wieku.
Cóż? nie widzicie, na co teraz godzi[978]?
Wszystkie nam ludzie do siebie odwodzi.

13.

Bóg, Szatan, Interes, WalkaA my co na to? czy tylko przez spary[979]
Poglądać mamy? a On tak naciera!
Widzicie, iako ten lud Iego wiary
Tak się w Azyey barzo rospościera[980].
Nam weźmie wszystkę[981] chwałę y ofiary,
Iuż w Palestynie kościoły otwiera.
W ięzykach Iego uyźrzycie[982] wnet nowych.
W miedzi y w słupach Imię marmorowych.

14.

A nasze będą bóżnice próżnować[983],
Nasze bałwany pewney doydą zguby;
Iemu Samemu będą ofiarować
Złoto y mirrę, Iemu wieszać śluby[984];
Do swych nam nie da kościołów wstępować,
A z czegośmy swe dotąd mieli chluby:
Iuż z dusz nie będą poddanych grzechowi
Trybutu więcey płacić Plutonowi[985].

15.

Oy! nie będzieć to[986]. Będziem o się dbali[987],
Ieszcze w nas dawne nie wygasło męstwo,
Kiedyśmy ognie na niebo ciskali
Y mieczem siekli na niebieskie księstwo;
Myśmy tam przedsię[988] sławę otrzymali
Z śmiałego serca, a oni zwycięstwo.
Trudno tego przeć[989], że oni wygrali,
Ale nam przedsię dzielność przyznawali.

16.

Idźcież, a wzaiem siły swoie znoście[990]
Na ich zginienie, o rycerze mężni!
Dokąd w Azyey nieznaiomi goście
Nie będą mocni y barziey potężni.
Gdzie ieden słaby, drudzy mu pomożcie,
Naprowadźcie mi co naywięcey więźni[991],
Lub mocą, lubo[992] dowcipem y radą,
Szkodźcie im wszędzie y bądźcie zawadą.

17.

Kuszenie, Grzech, DiabełTen niech po świecie błądzi obłąkany,
Ci niech w roskoszach[993] — iako wieprze — tyią,
Ten zaś w miłości sprosney[994] opętany
Niechay gnuśnieie, tego niech zabiią;
Niech się buntuią na swoie hetmany,
Niechay się sami między sobą biią,
Niech woysko ginie, niech mu się to stanie,
Że go pamiątka żadna nie zostanie[995]».

18.

Daley królowi dać mówić nie chcieli,
Tak się gniewały piekielne pokusy[996],
Diabeł, Dźwięk, WiatrAle na ten świat zaraz polecieli
Nieprzyiaciele wieczni ludzkiey duszy.
A z takim szumem szli ciemni Anyeli,
Iako gdy wicher zawieruchy ruszy,
Świata nie widać, chmury czarne wstaią,
Które y ziemię, y morze mieszaią.

19.

Wnet się po wszytkiem świecie[997] rozprószyli[998],
Na różne strony — pokusy przeklęte;
Sidła na ludzie[999] skryte poczynili
Y rady chytre, nowe, niepoięte.
Ale iako ich naprzód poszkodzili,
Y z którey strony, wy! o Panny święte
Powiedzcie — wy to wiecie; a człowieka
Ledwie głos tych spraw dochodzi z daleka.

20.

W Damaszku w ten czas bogatym panował
Hidraot[1000], sławny czarnoksiężnik stary,
Który się w czarach z młodych lat uchował
Y dyabłom zawżdy oddawał ofiary,
Ale daremnie. Nie wypraktykował[1001],
Nie zgadły końca oney woyny czary:
Omylili go y dyabli zaklęci,
Y w charaktery[1002] poryte pieczęci.

21.

Ten tak rozumiał (ale ludzkie zdanie
Nie raz[1003] błądziło y nie raz chybiało)
Że mieli bitwę przegrać chrześcianie,
Iako mu niebo przyobiecywało.
Y że egypskie możne woysko na nie
Przyść[1004] y na głowę porazić[1005] ich miało;
Radby[1006], z obietnic swego czarnoksięstwa,
Był uczestnikiem onego zwycięstwa.

22.

Lecz, iż o męstwie naszych trzymał siła[1007],
Bał się w swych ludziach iakiey wielkiey szkody[1008],
Chciałby, żeby się ich potężna siła
Przez wnętrzne pierwey zmnieyszyła niezgody:
Takby się potym[1009] snadniey[1010] obaliła
Przez iego y przez egypskie narody.
Tey myśli[1011] szatan postrzegł nieżyczliwy
Y barziey[1012] umysł podżegał złośliwy.

23.

I ukazał mu iednę taiemnicę.
Co nienagorzey[1013] do tego służyła:
Miał z rodzonego brata synowicę,
Która zbyt[1014] chytra y dowcipna była,
Wielką y barzo[1015] sławną czarownicę;
A tak się gładka[1016] była[1017] urodziła,
Że w kraiach wschodnich gładszey nie widziano,
Y udatnieyszey[1018]: tak to powiadano.

24.

Do tey tak mówił: «O, która w postawie
Mdłey białogłowskiey[1019] z męskiem sercem chodzisz!
Y iuż mię w trudnem czarnoksięstwem prawie
Y w czarowniczey nauce przechodzisz —
Chciałbym cię użyć w iedney pilney sprawie;
A ty iedno[1020] chciey, we wszystko ugodzisz[1021],
Przywiedź do skutku[1022] starca ostrożnego
Tę radę, podług dowcipu[1023] zwykłego.

25.

Kobieta, Uroda, Kobieta demoniczna, PodstępIdź do obozu, a swoią gładkością
Serc nieużytych y twardych dobyway[1024].
Gdzie czas ukaże, nie droż się z miłością,
Wzdychania y słów łagodnych używay.
Płacz kiedy trzeba, narabiay śmiałością,
A śmiałość wstydem panieńskim pokryway,
Wzaiem ich łzami y śmiechem zagrzeway,
A kłamstwo płaszczem prawdy przyodzieway.

26.

Ieśli bydź[1025] może[1026], Hetmana samego
Łaskawym wzrokiem wpraw w napięte wniki[1027],
Niech sobie wzmierzi[1028] Marsa surowego,
Niechay się imie[1029] biesiad y podwiki[1030].
Nie możeli być[1031] — więc kogo inszego[1032],
Co naprzednieysze zwłaszcza pułkowniki;
Dla wiary wszytko uczynić się godzi,
Y dla oyczyzny, bo to społem chodzi[1033]».

27.

Piękna Armida[1034] zaraz się gotuie,
Pobrawszy z sobą zwykłe swoie stroie,
Wieczór[1035] się w drogę cicho wyprawuie
Y zostawuie[1036] oyczyste podwoie.
Tuszy[1037], że piękną twarzą powoiuie[1038]
Wielkie rycerze, bez miecza, bez zbroie[1039].
Różnie zmyślając, potym[1040] udawano[1041]
Ludziom iey odiazd, gdy o nię[1042] pytano.

28.

Mały czas wyszedł[1043], kiedy przyiechała,
Gdzie chrześcianie rozbili namioty,
Uroda, KobietaA skoro swóy wzrok y twarz ukazała,
Y chód, y swoie cudowne przymioty,
Iako gdy iaka kometa nastała
Y na niebieskie weszła kołowroty —
Bieży, co żywo[1044]; drudzy posyłaią,
Zkąd[1045] cudzoziemka tak piękna? pytaią.

29.

Bogini z morskich zrodzona powodzi[1046]
Nie iest tak stroyna, nie tak urodziwa:
Warkocz ma złoty, co czasem przechodzi
Blaskiem przez rąbek, czasem się odkrywa —
Tak więc, kiedy się niebo wypogodzi
To się z obłoku potrosze[1047] dobywa,
To z niego — wszystko wyszedszy[1048] — możnieyszy
Słońce ma promień y dzień śle iaśnieyszy.

30.

Włos z przyrodzenia ukędzierzawiony,
Puszczony na wiatr, w pierścienie się wiie,
Wzrok sam w swe oczy wszytek[1049] zgromadzony,
Y skarb miłości, y swóy własny kryie.
Twarz miała, iako kiedy kto gładzony
Rumianą różą słoniowy ząb zmyie
Ust — iako godne — nigdy nie pochwalem[1050]:
Przechodzą piękne rubiny z koralem.

31.

Śnieg biały z piersi y z szyie wynika,
Gdzie ma swe gniazdo miłość przeraźliwa[1051],
Mnieysza część piersi na wierzch się wymyka,
Większą część kryie szata zazdrościwa[1052];
Pożądanie, WizjaAle chocia ie przed okiem zamyka,
Przechodzi rąbek y szatę myśl chciwa:
Ta nie ma dosyć na zwierzchney piękności,
Wdziera się gwałtem w taiemne skrytości.

32.

Jako przez wody y iasne kryształy
Bez szkody promień słoneczny przechodzi,
Tak y myśl, kiedy co widzi do chwały[1053],
Przeydzie na wylot, a szacie nie szkodzi
Y swey rozkoszy owoc niedostały[1054],
Powoley[1055] sobie dopiero rozwodzi;
Potem z nią żądzey[1056] y chciwego sięga
Serca[1057], w którem swe płomienie zażega.

33.

Wszyscy cudowną gładkość wychwalaią,
A ona tego wrzekomo[1058] nie widzi,
Baczy, że śmiele na sieć nacierają,
Śmieie się w sercu y cicho z nich szydzi.
Chce do Goffreda, tych co zabiegaią
Prosić o wodza: lecz się wrzekomo wstydzi.
A w tem[1059] Eustacy przybiegł zapędzony[1060],
Zayźrzawszy[1061] iey kęs, Goffredów rodzony.

34.

Gdy tak Armida o wodzu się pyta[1062],
Idąc przez obóz w gładkość[1063] uzbroiona —
Przystąpiwszy się, Eustacy ią wita.
Ukłoni mu się, wrzkomo zawstydzona.
Zachwycił[1064] zaraz ognia, iako chwyta
Płomienia słoma blisko położona.
Y rzecze do niey (śmiałem go czyniła
Młodość y miłość, która go paliła):

35.

«Panno — ieślić to należy nazwisko,
Boginią raczey zwaćbyśmy cię mieli[1065]
Nie pochlebuię y prawdy to blisko,
Żeśmy tak gładkiey nigdy nie widzieli;
Co cię zagnało w nasze stanowisko,
Radzibyśmy się tego dowiedzieli:
Ktoś iest y skądeś, niechay cię poznamy,
Że będziem wiedzieć, iako cię czcić mamy».

36.

Armida na to: «Barzo mię chwalicie,
Czegom wam nigdy nie zasługowała[1066],
Y nie tylko mię śmiertelną widzicie,
Ale umarłą, a tylkom została
Żywą na żałość, iako usłyszycie:
W nieszczęściu, w krzywdzie, która mię potkała,
Do waszego się Hetmana uciekam,
Od niego rady y ratunku czekam.

37.

Przeto ieśli masz w sobie co litości,
Ziednay mi przystęp coprędzey[1067] u niego».
— «Słuszna, o panno, że w twey doległości,
Iego tu brata używasz do tego.
Nie zawiedziesz się na iego ludzkości[1068],
Y ia pomogę, że buława iego
Będzieć[1069] pomocna y ta szabla moia,
Czego uroda y twarz godna twoia».

38.

Tamże do niego przezeń wprowadzona,
Do samey ziemie[1070] nisko się skłoniła,
Potem na piękney twarzy zawstydzona,
Stoiąc na mieyscu, słowa nie mówiła,
Ale cieszona[1071] y ubespieczona[1072]
Od Eustacego, z boiaźni spuściła[1073],
Co iey dodawał serca y śmiałości;
Zaczem[1074] tak swoie zaczęła chytrości:

39.

«Wielki Hetmanie y niezwyciężony!
O twey dzielności świadectwo dawaią,
Dobyte miasta, dostane korony,
A żeś ie posiadł, chluby ztąd[1075] szukaią:
Y takeś twoią dobrocią wsławiony
Y męstwem, które wszyscy wychwalaią,
Że o ratunek w swych potrzebach śmiele[1076]
Idą do ciebie y nieprzyiaciele.

40.

Pewnam — chociam się w pogaństwie rodziła,
Które ty mieczem swoim chcesz okrócić[1077]
Że mię twa dobroć y twa można siła[1078]
Może do miłey oyczyzny przywrócić.
A coby[1079] drugi, co ma krewnych siła[1080],
Miał się o pomoc do swoich obrócić —
Ia przeciwko krwi[1081] mey pomocy muszę
U obcych szukać, ieśli kogo ruszę[1082].

41.

Ty mię sam tylko możesz poratować,
Y posadzić mię[1083] w państwach utraconych,
A iakoś hardych zwykł mieczem woiować[1084].
Tak masz być[1085] łaskaw na upokorzonych
Y tak ztąd[1086] sobie możesz obiecywać
Tryumph, iako z woysk wielkich porażonych[1087].
Wielką masz sławę, wiele państw zdobywszy,
Równo będziesz miał, moie mi wróciwszy.

42.

Dla różney wiary — tak się domyśliwam[1088]
Nie będziesz ponno[1089] w moię krzywdę wglądał,
Ale na dufność[1090], z którąć[1091] się odkrywam,
Słuszna[1092] żebyś się cokolwiek oglądał[1093].
Spólnego Boga na świadectwo wzywam,
Że nikt od ciebie słusznieyszey nie żądał;
Lecz żebyś wiedział, co mi się dostało[1094]
Od moich krewnych: słuchay — proszę — mało[1095].

43.

Iam oyca króla Arbilana miała,
Który był w równem szczęściu urodzony,
Ale mu matka Karyklia dała
Damaszek, murem mocnym otoczony.
Ta niemal pierwey z światem się rozstała,
Niźlim[1096] ia, z każdey nieszczęśliwa strony,
Wyszła nań: iedney iam się urodziła
Godziny, ona żywota położyła.

44.

Ale podobno nikt tego nie rzecze
Y nikt tak łatwie[1097] temu nie uwierzy,
Iako są rzeczy odmienne człowiecze.
Umarł mi ociec, w pięć lat po macierzy,
Zostawiwszy mię stryiowi w opiece;
Patrz, gdy się komu kto czego powierzy[1098],
Rzadko mu się to od niego oddaie,
Zginęły z cnotą dobre obyczaie.

45.

Ten mię w mym stanie[1099] zrazu pięknie chował,
Moie królestwo dosyć dobrze rządził[1100]
Y oycowską mi miłość pokazował[1101].
Każdy go dobrem opiekunem sądził[1102].
Lecz kto się dobrze rzeczom przypatrywał,
Nie tak, iako gmin pospolity, błądził,
Łatwie[1103] mógł widzieć chciwość iego onę[1104],
Kiedy mię chciał dać synowi za żonę.

46.

Oboieśwa iuż beła[1105] w słusznem lecie[1106],
On był nikczemny, sprosny[1107] y plugawy,
Nigdzie iako żyw, nie postał na świecie,
Doma[1108] się chował, rycerskiey zabawy
Żadney nie umiał; czasem prości kmiecie
Do każdey będą sposobnieyszy[1109] sprawy.
Co ieszcze więtsza[1110], przy tey nikczemności,
Był y łakomy, y pełen hardości.

47.

Za takiego mię chciał wydać szpetnika
Dobry opiekun, chcąc, żebym go była
Wzięła za łoża mego uczestnika
Y do królestwa mego przypuściła.
Ruszał rozumu, używał ięzyka,
Abym mu była na to pozwoliła,
Alem mu nigdy nie obiecowała[1111],
Albom milczała, albom odmawiała.

48.

Odszedł nakoniec[1112] z twarzą rozgniewaną
O to, żem mu tak odmawiała śmiele[1113],
Żem historyą[1114] mogła napisaną
Mego nieszczęścia czytać mu na czele[1115].
Odtądem[1116] była zawżdy[1117] zfrasowaną,
Snym[1118] miała dziwne, nie sypiałam wiele;
A strach ustawny[1119], który mię[1120] przeymował,
Źle mi coś tuszył[1121], źle mi obiecował[1122].

49.

Iednego mi się czasu ukazała
Postać nieboszki[1123] matki mey kochaney:
Smętna, wybladła y barzo[1124] się zdała
Daleko różną od wymalowaney.
Iam się wylękła, a ona wołała:
»Strzeż się, o córko, śmierci zgotowaney,
Uciekay rychło[1125], uciekay z oyczyzny,
Gotuyą na cię miecze y trucizny«.

50.

Cóż to pomogło? choć mi przyszłe trwogi,
Przyszłe nieszczęście serce przekładało —
Bo przez wiek młody, w on[1126] frasunek srogi,
Poradzić sobie ieszcze nie umiało:
Wszystkiego odbiec[1127] y oyczyste progi
Zostawić wiecznie — ciężko się widziało[1128],
Żem raczey umrzeć nieboga wolała,
A niżbym[1129] tego kiedy doczekała.

51.

Śmiercim[1130] się bała, prawda; ale zasię[1131]
Przed niąm[1132] uciekać strapiona nie śmiała.
Trudno powiedzieć swóy strach było na się,
Z tem, żem się bała, kryćem[1133] się musiała:
Tak w ustawicznych mękach w onem czasie,
Żywotem[1134] przykrszy[1135] a niźli[1136] śmierć miała,
Iako złoczyńca na plac wywiedziony,
Kiedy miecz na się widzi wyniesiony.

52.

W tem — lub to był los iaki przyiaźliwy,
Lub coś gorszego ma mię potkać ieszcze —
Dawny oycowski sługa mnie życzliwy,
Upatrzywszy czas pogodny[1137] y mieysce,
Powiedział mi to, że tyran złośliwy
Żywić mię dłużey żadną miarą nie chce
Y że mu przysiąc musiał na to wczora,
Że mię onegoż miał otruć wieczora.

53.

Dołożył tego: ponieważ nie była
Podobna[1138] zdrowia inaczey zachować,
Abym uciekła y dom opuściła,
W czem mię obiecał z swey strony ratować.
To słysząc, iam się prętko[1139] namyśliła,
W drogęm[1140] się zaraz poczęła gotować,
Chcąc z niem pospołu z złego stryia mocy
Uciec, zakryta płaszczem ciemney nocy.

54.

Iuż noc swoiemi czarnemi skrzydłami,
Wszystek świat y mnie razem nakrywała,
Gdym sama, tylko ze dwiema pannami,
Taiemnie z mego zamku wychadzała[1141],
A corazem[1142] się zalewaiąc łzami,
Na móy Damaszek nazad oglądała
Y żałość serce zbolałe kraiała,
Kiedym się z miłą oyczyzną żegnała.

55.

Przezdzięki[1143] prawie[1144] kray swoy ukochany
Zostawowały[1145] y oczy, y nogi,
Tak zostawuie[1146] brzeg umiłowany
Łódź, gdy ma wyniść[1147] na iaki szturm srogi.
Całą noc y dzień, niosąc skryte rany
W żałosnem sercu, mieliśmy tey drogi.
Przyszliśmy potem do zamku iednego,
Tuż przy granicy królestwa moiego.

56.

A ten zamek był własny Arontowy,
Co mię z okrutney ręki wyswobodził;
A skoro tyran obaczył surowy,
Że mię y przestrzegł y że mię uwodził[1148],
Potwarz y fałsz kładł na oboie[1149] nowy,
Y na to chytrze niecnotliwy godził[1150]:
Aby to, co sam chciał ze mną uczynić,
Mógł na nas złożyć y w tem nas obwinić.

57.

Tak to udawał, żem ia przenaięła[1151]
Tego Aronta na taką robotę,
Że go miał otruć; żebym na kieł wzięła
Y udała się zatem na niecnotę,
A sprosnego[1152] się wszeteczeństwa ięła,
Nie maiąc względu na żadną sromotę[1153].
Ieśli to prawda, bodaybym umarła,
Y ziemia żywo[1154] niechby mię pożarła.

58.

Znośna[1155] to była y nie wielkie dziwy,
Że krwie[1156] y moyey pragnął namiętności,
Ale że szczypał żywot moy uczciwy,
To była ciężka, to były żałości.
Potem się boiąc, aby moy życzliwy
Lud się nie uiął o me doległości,
Za nierządnicę mię do nich udawał[1157]
Y co mógł na mię zmyślał y dostawał.

59.

Mało miał na tem[1158], że na wierzch swey głowy
Włożył koronę, co mnie należała[1159];
Mało, że takie mówił o mnie mowy,
Na iakiem nigdy ia nie zarabiała[1160];
Teraz chce spalić zamek Arontowy,
Gdziebym[1161] mu się z niem zaraz nie poddała.
Nie tylko woyną, ale y mękami,
Ale srogiemi grożąc nam śmierciami.

60.

Y tę udawa, y tę ukazuie
Przyczynę tego postępku swoiego,
Że dobrey sławy wesprze y ratuie —
Zelżoney przez mię — stanu królewskiego.
Ale to plotki: strach to w nim sprawuie[1162],
Żeby nie pozbył[1163] państwa, do którego
On przyść[1164] nie może, tylko przez zgładzenie
Własney dziedziczki y moie zginienie[1165].

61.

Niewątpliwa[1166] to, że ten swóy zawzięty,
Zły zamysł łatwie[1167] nademną[1168] wykona,
Bo, co ma na płacz tyran dbać[1169] przeklęty?
Tem go nie zwalczę nędzna utrapiona,
Ieśli ty ku mnie litością nie zdięty,
Nie ratuiesz mię; proszę uciśniona,
Nędzna sierota, niech darmo nie leię
Łez, bo pewnie krew nie długo[1170] wyleię.

62.

Przez tę twą rękę, przez buławę złotą,
Którąś[1171] zwoiował swe nieprzyiacioły[1172],
Przez one[1173], które z taką chcesz ochotą,
Wyrwać z niewoley[1174] syońskie kościoły —
Miey miłosierdzie nad lichą sierotą,
Zkrzywdzoną[1175], nędzną, umarłą napoły[1176].
A ieśli nie chcesz pomóc mi z litości,
Więc y z słuszności, y z sprawiedliwości.

63.

O! którego Bóg obrał na hetmaństwo,
Mężnego woyska y dzielnych rycerzów —
Ia żywot, a ty możesz mieć me państwo,
Twoie iuż będzie sprawą twych żołnierzów.
Ratuy niewinney, wykorzeń tyraństwo,
Day mi dziesiąci[1177] z przednieyszych harcerzów[1178];
Tuszę[1179], że dziesięć temu wydołaią[1180].
Siła[1181] mam takich, co ze mną trzymaią.

64.

Owszem, z nich ieden, co ma w swoyey mocy
Zamkową bramę y klucz od niey nosi,
Otworzyć mi ią obiecuie w nocy,
Sam upomina, sam mię o to prosi,
Każe mi szukać u ciebie pomocy,
Y tak daie znać: skoro się ogłosi,
Że mi co ludzi chrześcianie dadzą,
Bramy otworzą, tyranna[1182] wygładzą[1183]».

65.

To rzekłszy, zmilkła, a swóy wzrok wstydliwy
Na dół ku ziemi, smętna, obracała,
W Goffredzie umysł zostawa[1184] wątpliwy[1185],
Boi się, by go w czem nie oszukała,
Wiadom[1186], co umie poganin zdradliwy;
Z drugiey go strony — że krzywdę cierpiała[1187]
Y dobroć iego rusza przyrodzona,
W szlachetnych sercach zawsze wkorzeniona.

66.

Widzi, że słuszna[1188] ratować niebogę,
Lecz y to myślił[1189] swoią mądrą głową,
Żeby[1190] w te państwa wstawił dobrze nogę:
Kiedyby[1191] przezeń została królową
Y otworzyłby sobie łatwie[1192] drogę
Do rzeczy dalszych y na Egyptową
Siłę z Damaszku rynsztunki y złoto,
Y ludzie mógł mieć, bo tam łatwie o to.

67.

Gdy się tak Goffred długo namyśliwał[1193],
Pilnie na niego Armida patrzała:
Lubo[1194] się ruszył, lubo co postawał,
Twarzy y wzroku iego pilnowała.
A że iey długo odprawy nie dawał,
Frasowała[1195] się y często wzdychała;
Nie chciał nakoniec[1196] przypaść na tę sprawę[1197],
Lecz iey dał przedsię[1198] łaskawą odprawę:

68.

«Byśmy się byli nie ięli[1199] statecznie
O Bożą krzywdę y nie obrócili
Sił naszych indziey[1200] — mogłabyś bespiecznie[1201]
Mieć z nich ratunek w teraźnieyszey chwili;
Ale, iżeśmy[1202] lud Pański koniecznie
Z ciężkiey niewoley wyrwać umyślili,
Nie godzi się nam teraz sił rozrywać
Y rozpoczętych rzeczy omieszkiwać[1203].

69.

Lecz zdarzyli[1204] Bóg, że wyswobodziemy[1205]
Lud nasz z niewoley[1206] y tych murów świętych
Za łaską Iego wrychle[1207] dostaniemy
Y dokończemy rzeczy iuż rosczętych[1208]
Przyrzekamyć[1209] to y obiecuiemy,
Że cię przywróciem[1210] do twych państw odiętych[1211].
Y twoię[1212] krzywdę mieć będziem na pieczy[1213]
Teraz mi woysko rozrywać nie grzeczy[1214]».

70.

Na tę odpowiedź krótką Goffredowę[1215],
Armida oczy ku ziemi trzymała,
Potem podniosła ociężałą głowę,
Y twarz gęstemi łzami polewała.
A zdobywszy się zaledwie na mowę,
Takiemi słowy smętna narzekała:
«Nikomu, ach, złe, nigdy nieżyczliwsze
Nie były nieba y nieprzyiaźliwsze[1216]!

71.

Próżno sobie mam co dobrego tuszyć[1217],
Wszystkie na móy[1218] płacz serca skamieniały:
A iako złego tyranna[1219] mam ruszyć?
Kiedyś[1220] ty sam nań został zatwardziały.
Tyś nic nie winien, że cię moia wzruszyć
Krzywda nie może, żeś na nię niedbały.
Nieba mi winny[1221], nieba to sprawiły,
Nieba cię twardem ku mnie uczyniły.

72.

Czemuż mię raczey źle[1222] nie zabiiecie
Wieczne wyroki? na co mię chowacie?
(Na cię nie skarżę: wiadoma na świecie
Iest twoia dobroć) mało na tym macie[1223]:
Że mię w dziecinnem pozbawiwszy lecie
Miłych rodziców, wytchnąć mi nie dacie.
Chcecie mię ieszcze z królestwa wyzutą,
Albo zabitą, albo mieć otrutą.

73.

A iż panieńskiey prawo uczciwości
Dłużey mi się tu nie dopuści bawić;
Gdzież się mam podzieć? któż mię z okrutności
Srogiego stryia będzie śmiał wybawić?
Żaden nademną[1224] nie chce mieć litości:
Nikt się o krzywdy me nie chce zastawić[1225].
SamobójstwoWidzę przed sobą śmierć y srogie męki:
Niechayże umrę raczey od swey ręki».

74.

To powiedziawszy, więcey nie mówiła,
Wspaniałem gniewem na twarzy zagrzana.
Y dawała znać, że iuż odchodziła
Smętna, żałosna y ukłopotana.
Łzy, UrodaA ustawicznem płaczem twarz kropiła,
Iaki ma żałość z gniewem pomieszana,
A łzy iey były — kiedy ku słońcowi —
Podobne perłom albo kryształowi.

75.

Iagody[1226] piękne, łzami pokropione,
Które od twarzy na łono spadały,
Zdały się kwiecie białe y czerwone[1227],
Które się z sobą wespół pomieszały,
Kiedy swe głowy na dół pochylone
Niebieską rosą wdzięczną opłókały[1228],
A iutrzenka z nich, wydaiąc świt rany[1229],
Na głowę kłaść ma wieniec przeplatany.

76.

A mokre perły, które na iagody,
Iedna po drugiey kroplami spadaią,
Tysiąc serc twardych — nie bez wielkiey szkody
Nieugaszonem ogniem zapalaią.
O! iakie cuda: ogień idzie z wody,
Ogniste z mokrych łez skry wylataią.
Miłość, NaturaNiech to nie będzie u was z podziwieniem,
Ma miłość zawsze moc nad przyrodzeniem[1230].

77.

Ten płacz zmyślony prawdziwe wywodził
Łzy y kamienne serca się zmiękczały.
Y o Goffredzie, co iey nie dogodził,
Szły mowy różne, które go szczypały:
«Aboć się — prawi[1231] — z tygrysa urodził,
Albo ze lwice, albo z twardey skały,
Że się takowey gładkości da psować[1232]
Y nie chce nędzney sieroty ratować».

78.

Tak ci szeptali; lecz Eustacy młody,
Pełen ognistey płomienia miłości,
Nie szeptał; ale — niż drudzy — swobody
Zażywał więtszey, a więtszey śmiałości.
«Wżdy się do spólney przychyl — prawi — zgody,
A spuść co, panie, z tey twey surowości,
Day też co woyska wszystkiego przyczynie[1233],
Day spólney prośbie, a pomóż chudzinie[1234].

79.

Nie mówię, aby pułkownicy, ani
Iść z nią rotmistrze co przednieyszy[1235] mieli:
Nie iesteśmy tak w baczenie obrani[1236],
Abyśmyć[1237] kiedy na to radzić[1238] śmieli;
Ale z tych, co są mniey obowiązani
Y na swą szkodę[1239] na woynę iść chcieli,
Dziesiąci obrać, albo y mniey, możesz,
Tak sił nie zmnieyszysz y oney[1240] pomożesz.

80.

Rycerz, Kobieta, Obowiązek, Bóg, OfiaraTen, co ratuie ukrzywdzoney panny,
Niewinney panny, Bogu się nie bierze:
Milsza iest Bogu ofiara, tyranny[1241]
Niebożne niszczyć, niż długie pacierze,
Iam tą iey krzywdą do żywego ranny
Y swą powinność zachowam w tey mierze,
Która należy cnemu rycerzowi:
Pomagać tey płci y temu stanowi.

81.

Przebóg, niechay tey niesławy nie mamy
Y tak zelżywey[1242] y tak sromotliwey[1243],
Że niebespieczeństw[1244] y pracey[1245] znikamy[1246],
Dla rzeczy słuszney y tak sprawiedliwey.
Ach niegodniśmy, że na koń wsiadamy,
Że broń nosiemy[1247]; ia iuż szable krzywey
Nosić y zwać się nie będę rycerzem:
Składam ten szyszak y zbroię z pancerzem».

82.

Tak tam Eustacy mówił zapalony,
A wszyscy insi[1248] na toż przypadali[1249]
Że prośbą wszytkich[1250] Hetman przyciśniony[1251]
Pozwolić musiał, tak go nalegali[1252].
«Niech — pry[1253] — tak będzie, a tom zwyciężony!
Lecz chcę, abyście nie zapominali,
Że na to nigdy wola ma nie była,
Wasza to prośba uporna[1254] sprawiła.

83.

Iednak wam daię rękę z tą przestrogą,
Abyście żądze swoje hamowali».
Daley nie mówił y puścił swą drogą
Upór; więcey też nie potrzebowali.
Kobieta, Łzy, Rycerz, Serce, Słowo, NiewolaPatrzaycież, co łzy białogłowskie mogą:
Miękczeią na nie rycerze zuchwali,
A złoty łańcuch z pięknych ust wychodzi,
Co twarde serca, kędy zechce, wodzi.

84.

Zatym[1255] Eustacy pobiegł ku Armidzie,
Która na stronie narzekaiąc stała:
«Nie trwóż się, panno, nasz lud z tobą idzie,
Słuszna[1256], abyś się iuż więcey nie bała».
Iako, gdy słońce z obłoku wynidzie[1257],
Tak się na ten czas, Armida rozśmiała,
Że nieba do swey miłości wzbudzała,
A zapłakane oczy ucierała[1258].

85.

Za tę ich łaskę y za one chęci,
Wszystkiem przez krótkie dziękowała słowa,
Y obiecała chować ie w pamięci
Y wdzięcznością ie płacić bydź[1259] gotowa.
A czego nie mógł ięzyk, to wymowa
Niema milczeniem lepiey wyrażała
Y nikt nie postrzegł, że wszystko zmyślała.

86.

A widząc, że iey one chytre sztuki
Na początku się tak dobrze zdarzyły,
Okiem y twarzą proste zwieść nieuki,
Y czynić więcey chce, niźli czyniły
Cyrce[1261] z Medeą[1262], mocą swey nauki.
Co ludzi w różne postaci mieniły —
Y na kształt Syren, chce słodkiemi słowy[1263]
Włożyć na zmysły człowiecze okowy[1264].

87.

A żeby ich w sieć naywięcey wprawiła[1265],
Różnych sposobów z niemi używała,
Nie iednę wszystkiem postawę czyniła,
Ale ią według czasu odmieniała:
Czasem wstydliwie w ziemię oczy kryła,
Czasem ie chciwie na nich obracała,
Iako kto rączy, albo był leniwy,
Wzrok iey niechętny, albo był życzliwy.

88.

Bo ieśli widzi, że kto boiaźliwy,
Nie dufa w sobie albo osłabieie —
Ukazuie mu swóy wzrok przyiaźliwy[1266]
Albo z niem mówi, albo się nań śmieie.
Tak przychęcony[1267] y nie tak wątpliwy[1268],
Sam w sobie zimne ożywia nadzieie
Y przyszedszy iuż zatem do śmiałości,
Otuchę[1269] sobie czyni w iey miłości.

89.

Gdzie też postrzeże, że kto zapalony,
Nazbyt bespiecznie[1270] chwyta się miłości —
Y wzrok, y ięzyk trzyma odwrócony,
Y tak zostaie w swoiey poważności[1271],
Lecz nie tak przedsię[1272], aby z iakiey strony
Nie dawała znać po sobie litości,
Że chocia[1273] wątpią — nie tracą nadzieie[1274],
Y im iest twardsza — tem ich więcey grzeie.

90.

Czasem się sama na stronie uczyła
Y w różną postać swą twarz ubierała:
Płacz sobie, kiedy chciała uczyniła,
Y kiedy chciała, wzad[1275] go hamowała.
Tak nieostrożnych y prostych serc siła[1276]
Do prawdziwego płaczu przymuszała,
Ogniem litości hartuiąc swe strzały,
Z których śmiertelne szły w serca postrzały.

91.

Czego niewieścia chytrość nie wymyśli?
Nagle w wesele smutek odmieniała:
Śmiała się z niemi, kiedy do niey przyśli[1277],
Y swe w pogodę czoło ubierała;
A wzrokiem iasnym, z nagłey dobrey myśli,
Na smutnych sercach chmury rozbiiała,
Tak, że co się wprzód żalem zachmurzyły —
Na niebieski się śmiech wypogodziły.

92.

Śmiechem y mową wdzięczną smak dawała
Zmysłom dwoiaką roskoszą opitem[1278].
Że iakby serca z piersi wydzierała —
Wprzód nieprzywykłe wdziękom tak obfitem.
A miłość, iako zwykła, zabiiała
Tak miodem, iako piołunem zakrytem,
W którey śmiertelne równo, każdey doby,
Tak są lekarstwa, iako i choroby.

93.

Śmiechy wesołe, ze łzami smętnemi,
Boiaźń, nadzieie, lód z ogniem złożyła:
Rzeczy przeciwne — y tak sobie z niemi
Igrzysko własne nędznemi czyniła.
A ieśli iey kto, słowy przerwanemi
Śmie miłość odkryć, która go paliła —
Tak, iakoby w tem nigdy nie bywała,
Że nie wiedziała — złośnica zmyślała.

94.

Albo się nagle wrzkomo zawstydziła
Y uraziła na bespieczne słowa[1279],
Że świeże śrzony[1280] różami nakryła,
Na piękney twarzy gładka białogłowa.
Taka więc, kiedy twarz urumieniła,
Na świat wychodzi żona Tytonowa.
A ta rumianość, którą w niey gniew rodzi,
Z ową, którą wstyd — miesza się y schodzi.

95.

Lecz, ieśli iey kto swoie zapalony
Żądze chce odkryć, w rzecz się z niem nie wdawa[1281];
A czasem sama nagle naleziony
Sposób mu do mów umyślnie podawa[1282]
Y zaś go bierze tak, że z każdey strony
Próżny nadzieie[1283] nakoniec[1284] zostawa[1285].
Iako myśliwiec, co cały ieżdżęcy[1286]
Dzień, samem zmierzkiem[1287] traci ślad zwierzęcy[1288].

96.

Teć były sztuki, te były chytrości,
Któremi ona tysiąc serc pożyła[1289],
Y owszem[1290], miecze cudowney gładkości,
Któremi mężne rycerze gromiła.
Cóż tedy za dziw, że uwiązł w miłości
Herkules[1291], Tezeus, inszych także siła[1292],
Ieśli się y ci iey nie wybiegali[1293].
Co dla Chrystusa miecze przypasali.

Koniec pieśni czwartey.

Pieśń piąta

Argument

Gniewa się Gernand, że się zawołany
Iednagoż mieysca Rynald z nim napiera,
Czyni z niem zwadę y od srogiey rany,
Którą mu zadał, w obozie umiera.
Rynald uieżdża, z woyska wywołany[1294];
Armida chytra w drogę się wybiera,
Sprawiwszy wszystko. Oneyże[1295] godziny
Goffred od morza gorzkie ma nowiny.

1.

Gdy tak rycerzów wiele przychęconych
Swoią gładkością Armida łudziła
Y nie tylko tych dziesięć pozwolonych[1296],
Lecz inszych siła mieć sobie tuszyła[1297]
Ktoby[1298] był wodzem tych, z nią wyprawionych?
W Goffredzie ta rzecz wątpliwość czyniła;
Tych, co z niem na swą szkodę[1299] szli, staranie
Wielkie — wielkie w niem czyni rozerwanie[1300].

2.

Tey ostrożności użył w onym czasie,
Że kazał, aby iednego obrali,
Coby na mieysce Dudonowe[1301] zasię[1302]
Wstąpił, którego wszyscyby[1303] słuchali.
A ten ono wziął obieranie na się,
Bo takby mu to wszyscy iuż przyznali,
Że ich poważał y gdzieby się chcieli
Skarżyć nań, iużby przyczyny nie mieli.

3.

Przeto ich zwołał do siebie y mowy
Tey do nich użył: «Iużeście słyszeli,
Żem ia ratować chciał tey białeygłowy,
Kiedybyśmy wprzód miasto w ręku mieli.
Tożem y teraz uczynić gotowy,
Gdziebyście[1304] y wy przypaść na to chcieli.
Ten iest na mylnem świecie bez wątpienia
Stateczny, co myśl częstokroć odmienia.

4.

Lecz mniemacieli[1305], że się wam nie godzi
Odiąć tey pracey y nie iść w tę drogę,
Y wielka chciwość sławy was uwodzi,
Że porzucacie ostrożną przestogę,
Com raz dał — mieycie: na mnie nic nie szkodzi[1306].
Nad wolą waszą wściągać was nie mogę[1307],
Wiem ia — co ponno[1308] przyznacie mi sami —
Iako mam władzey używać nad wami.

5.

Wolno iść, wolno niechodzić[1309] każdemu,
Iuż to na waszey woley[1310] niechay będzie,
Ale wprzód macie Dudonowi cnemu
Dać namiestnika, który po niem siędzie;
Ten niech dziesiąci[1311] z was, którzy się iemu
Podobać będą — wybierze w tym rzędzie;
Bo się wam z tem w czas opowiedzieć wolę,
Że mu dziesiąci — więcey nie pozwolę».

6.

Tak mówił Groffred; któremu dziękować
Wszyscy kazali Eustacyuszowi:
«Żołnierz, PrzywódcaIako z daleka rzeczy upatrować,
Y bydź[1312] ostrożnem trzeba Hetmanowi —
Tak zaś należy ręką dokazować[1313],
Y niestrwożonem sercem żołnierzowi;
Insza iest twoia, insza nasza cnota,
Tobie ostrożność, nam służy ochota.

7.

A iż na wagę pożytek włożony,
Niebespieczeństwo y szkodę przechodzi,
Tak iako ty chcesz, dziesięć dla obrony
Sieroty póydzie, dziesięć iey dogodzi».
Tak Gotyffredów na ten czas rodzony
Miłość taiemną chytrze pokryć godzi[1314],
Ale i drudzy także powiadaią,
Że się dla sławy iść z nią napieraią.

8.

A iż Eustacy nie rad widział syna
Bertoldowego, dla iego dzielności
Y dla urody — ta była przyczyna,
Że przeciw niemu zawżdy był w zazdrości
Y że go nie chciał (iak to nie nowina)
Mieć w towarzystwie oney swey miłości;
Przeto na stronie, kiedy wszyscy wyśli[1315],
Mówi z niem y tak oszukać go myśli:

9.

«Z rodziców zacnych synu zawołany,
Ale zacnieyszy wielkiemi dziełami;
Co ty rozumiesz? kto będzie obrany,
Po cnem Dudonie pułkownik nad nami?
Ia, którym tylko dla wieku poddany
Był Dudonowi — iako wiecie sami —
Nie mam iuż teraz, komubym w tey dobie
Tego ustąpił, tak wiedz, tylko tobie.

10.

Ciebie, co z każdem zrównasz urodzeniem,
A mnie przechodzisz sławą y dzielnością,
(A co niech będzie z iego odpuszczeniem)
Y przed Hetmanem masz[1316] umieiętnością —
Chciałbym mieć starszem, z twoiem pozwoleniem,
Ieślibyś niechciał[1317] w drogę iść z tą gością
Bo to wiem, że ty ukradkiem nabytey,
Y nocą sławy nie pragniesz nakrytey.

11.

Będziesz tu miał czas y lepszą pogodę
Ukazać swoie serce nielękliwe,
A ia w tem inszych do tego przywiodę.
Że na cię dadzą swe głosy życzliwe
Y upewniam cię, że tego dowiodę.
A iż ia dotąd myśli mam wątpliwe,
Niechay mi będzie — gdzie do tego przydzie[1318]
Wolno tu zostać, albo przy Armidzie».

12.

Ostatnich tych słów swoich domawiaiąc,
Tak się zapłonął barzo w oney chwili,
Że sobie insi[1319] z niego przeszydzaiąc,
Łatwie się, o co mu szło, domyślili.
Lecz, iż Rynalda — skórę tylko kraiąc —
Miłość raniła y nie tak się sili
W niem, iako w inszych ta żądza ognista,
W drodze z Armidą mało co korzysta.

13.

Dudonowey mu żal niewymówiony
Śmierci ustawnie pamięć w sercu ryie,
Y że do tego czasu niezemszczony,
Ma za sromotę y że Argant żyie.
Lecz Eustacego przedsię mowy ony[1320]
Przyimuie y swey radości nie kryie,
Którą ma z chwały prawdziwey u ludzi
Y chęć do sławy więtszą w sobie budzi.

14.

Y rzekł: «Żem godzien tego mieysca, na tem
Mam dosyć, ale sam na nie niegodzę[1321];
Y kiedym w sławę y cnotę bogatem,
Niedbam[1322] nic, chociaż w koronie nie chodzę.
Iednak się z niego nie wymawiam, za tem
Staraniem twoiem, gdzie[1323] się na nie zgodzę;
Y tym mię samem do tego wzbudzacie,
Że wszyscy o mnie tak dobrze trzymacie.

15.

Między dziesiącią ty będziesz obrany.
Ieśli się zdarzy, że starszem zostanę».
Zatem Eustacy obszedł pierwsze pany,
Y sposabiał ie na przyszłą odmianę.
Lecz na toż godził Gernand zawołany
Y choć Armida zadała mu ranę,
Więcey w nim chciwość wysokiego miesca,
Niż ostre mogą miłości żeleśca[1324].

16.

Z królów norweyskich Gernand był zrodzony,
Szerokiey władzey[1325] y wielkiey możności
Oyca y dziadów, sceptra[1326] y korony
Do niezmierney go przywodzą hardości.
Ten zaś z swey własney dzielności wsławiony,
Swey — nie swych przodków trzyma — się zacności;
Acz y przodkowie słynęli, tak w boiu
Od piąciuset[1327] lat, iako y w pokoiu.

17.

Ale Norweyczyk, co tylko wielkiemi
Tytuły zacność y państwy miarkuie,
Y wszystkich kładzie przy sobie podłemi[1328],
W których królewskich ozdób nie nayduie —
Nie może zcierpieć[1329], że się z nierównemi
Sciera[1330] y że mu Rynald zastępuie;
Y tak się iął tey swey nadętey dumy,
Że wszystkie z głowy wypędził rozumy.

18.

Postrzegł z Awernu[1331] ieden duch przeklęty,
Co królewica hardego dolega[1332];
Wlazł mu w zanadrze y ogień zaięty
Ieszcze tem barziey wzdyma y zażega;
Nienawiść i gniew szerzy w niem zawzięty
Y serca prawie samego dosięga
Y taki mu głos posyła do słuchu,
Który mu dzwoni ustawicznie w uchu:

19.

«Sciera[1333] się z tobą Rynald y tak śmiele
Sławi swe iakieś przodki znamienite;
Chcećli[1334] bydź rówien, nie trzeba tu wiele,
Niech ci ukaże narody podbite.
Niech okrócone da nieprzyjaciele,
Sceptra, korony, królestwa obfite.
Patrz tego Włocha! radby[1335] równo chodził
Z królmi, a on się w niewoley[1336] urodził.

20.

Wygra lub przegra — acz iuż do tey doby
Wygrał, kiedy się z tobą śmiał pocierać —
Co rzeką wszyscy ludzie? Ten to, coby
Chciał się z Gernandem o to mieysce spierać.
Mógł ci ten stopień przydać co ozdoby,
Nie mniey ią też mógł od ciebie odbierać;
Ale tem spodlał, y tem się znieważył,
Że się ten o nie starać na się ważył.

21.

Y ieśli prawda, że maią na pieczy
Umarli żywych y cokolwiek czuią —
Co mniemasz? iako na niebie te rzeczy
Dobrego starca Dudona frasuią.
Ieśli to słuszna y ieśli to grzeczy[1337],
Że się takowi bez wstydu nayduią
I że ten młodzik, niedorosły ieszcze,
Śmie po niem prosić o tak zacne mieysce.

22.

A nie tylko śmie y nie tylko prosi
Y towarzystwo na się praktykuie[1338],
Ale pochwałę od ludzi odnosi
Y tem się chlubi, tem się popisuie.
Lecz ieśli Goffred to zuchwalstwo znosi,
Albo go y sam na to forytuie[1339],
Obaczyszli to[1340], y z niego zrozumiesz:
Pokaż mu, ktoś iest, co możesz, co umiesz».

23.

Gniew się w Gernandzie żarzy zapalczywy;
Znieść go nie może serce zaiątrzone,
Śle go przez oczy y ięzyk dotkliwy[1341].
Potwarzy[1342] szczere[1343] rozsiewa zmyślone:
Pysznem go czyni człowiek zazdrościwy,
Męstwa nie zowie[1344] śmiałością y męstwem,
Desperacyą raczey y szaleństwem.

24.

Rycerską iego dzielność, obyczaie,
Umysł wspaniały y insze przymioty
Gani y opak[1345] do ludzi udaie[1346]
Y krzci[1347] nie swemi nazwiskami — cnoty
Y — choć to iuż wie Rynald — nie przestaie
Tych mów, wszystkie iuż pełne ich namioty:
Y wszystko woysko, ani się hamuie,
Lży go, gdzie może, y nań następuie.

25.

Bo chytry szatan, co mu na ięzyku
Usiadł y wszystkie tworzył iego mowy:
Co raz w gniewliwem sposób Norweyczyku
Słów uszczypliwych wynaydował nowy.
Co wiedzieć? czego o swem przeciwniku
Uraźliwemi nie powiadał słowy?
Był plac nie mały, gdzie się więc zieżdżało
Y do pierścienia rycerstwo ganiało.

26.

Tam, w towarzystwa nie małej[1348] gromadzie
Źle go wspominał Gernand popędliwy
Y nań w piekielnem omoczony iadzie,
Wszystek obracał ięzyk uszczypliwy.
Usłyszy Rynald, że nań potwarz kładzie,
Nie może wytrwać, ale niecierpliwy,
Dobywszy broni, głosem mu to zada:
Że łże, iako pies, y że fałsz powiada.

27.

Tak mieczem błysnął, iako więc błyskaią
Pełne swych gromów y piorunów nieba;
Zlękł[1349] się Norweyczyk, bo go doieżdżaią,
Widzi, że doydzie koniecznie potrzeba[1350].
Jednak, iż wszyscy na to patrzyć[1351] maią,
Stawił się przedsię[1352] mężnie, iako trzeba:
Dobywszy broni, którą miał u boku,
Nieprzyiaciela czekał, stoiąc w kroku.

28.

Przez[1353] pięć tysięcy (podobnom rzekł mało)
Dobytych szabel w ten czas widać było,
Bo co raz ludzi więcey przybiegało,
Y na tamten plac gwałtem się kupiło.
Powietrze z głosów pomieszanych drżało,
Krzyk się y wielkie wołanie szerzyło:
Jako nad morzem, kiedy w niepogody
Szum się spół miesza y z wiatru y z wody.

29.

Ale nic niedba[1354] na straszliwe ony[1355]
Okrzyki Rynald, ani się hamuie;
Pnie się do niego gniewem zapalony,
Ogień mu szczery z oczu wyskakuie;
Na obie strony kręci miecz stalony[1356],
Y coraz to się bliżej przystępuie,
Tak, że nakoniec[1357] przebił się do niego,
Posiekszy[1358] sługi y żołnierze iego.

30.

Y ręką dobrze, choć w gniewie, ćwiczoną,
Podaie razy cięte y sztychowe:
Raz nań tnie lewą, drugi prawą stroną,
Raz w piersi mierzy, a drugi raz w głowę
Y ostrą bronią, okiem nie ścignioną[1359],
Na rany drogi wynayduie nowe:
Y niespodzianą szablą razy miecze
Y — kędy się mniey strzegą — kole, siecze.

31.

Tak długo nań siekł mieczem w obie stronie[1360],
Że go przez piersi dwakroć przebił srodze:
Upadł na ziemię Gernand obalony
Y duszę ze krwią wylał przez dwie drodze[1361].
On też miecz w pochwy włożył ukrwawiony,
A niechcąc[1362] więcey ludzi trzymać w trwodze,
Złożył gniew, skoro zuchwalca okrócił[1363],
Y do swego się namiotu obrócił.

32.

W tem[1364] Goffred, słysząc ono[1365] zamieszanie
Y zgiełk tak wielki w ludzie pospolitem,
Przypadł na on[1366] plac y niespodziewanie
Uyźrzał[1367] Gernanda przez piersi przebitem.
A przyiaciele płacz y narzekanie
Y słudzy smętni czynią nad zabitem;
Zdziwi się, pyta, kto się tego ważył,
Kto srogi zakaz woyskowy znieważył.

33.

Arnald, zmarłego książęcia kochany,
Przydawał wagi złemu uczynkowi:
Y że go z lekkich przyczyn rozgniewany
Niewinnie zabił — skarżył Goffredowi.
Y, dla Chrystusa tylko przypasany,
Miecz przeciw Iego podniósł rycerzowi:
Przeciwko władzey y hetmańskiey grozie,
W głos obwołaney po wszystkiem obozie.

34.

Y że trąbiono, że ktoby[1368] się zwadził
W woysku, śmierć srogą przez to zasługował[1369]
A on nie tylko niewinnego zgładził.
Lecz y to mieysce tak nie uszanował[1370];
Bo ieśliby kto kiedy na to radził,
Aby nikt za swóy grzech nie pokutował —
Wszyscyby[1371] ludzie krzywd się swoich mścili,
Niechcąc[1372], aby ich sędziowie sądzili.

35.

Y żeby zwady dla tego samego
Urosły, między różnemi stronami;
Przypomniał potem służby umarłego
Y budził w nim gniew płaczem y prośbami.
Nie zniósł Arnalda Tankred skarżącego
Y przed Hetmanem y przed rotmistrzami
Bronił Rynalda. Lecz gdy dawał sprawę,
Surową Goffred czynił mu postawę.

36.

Wspomni[1373] na zacne iego urodzenie,
Na rodowitość y na zawołanie,
Na przednich domów spowinowacenie,
Na stryia Gwelfa; nie iedno karanie
Wszystkim należy[1374], miey na to baczenie,
Że iedenże grzech, różny w różnych bywa,
W iednem iest więtszy, w drugiem go ubywa».

37.

A Goffred na to: «Y wielcy y mali,
Wszyscy iednako niech prawa słuchaią.
Cóż będzie za rząd, ieśli źli, zuchwali,
Grzeszyć bespiecznie[1375] bez karania maią?
Nie na toście mi tę buławę dali[1376],
Niechay iey równo wszyscy podlegaią,
Bo ieśli tylko małych karać chcecie,
Wolę daleko, że mi ią weźmiecie.

38.

Tak wiedz Tankredzie, nie trzebać w tem błądzić,
Malowanem być niechcę[1377] na urzędzie,
Ja tu Hetmanem, ia tu sam chcę rządzić,
Rad uyźrzę[1378], kto mi rozkazować będzie?!
Umiem ia, iako, kiedy kogo sądzić[1379],
Możnem y chudszem[1380] iednoż prawo wszędzie».
Nie odpowiedział Tankred nic na ony[1381]
Słowa, powagą iego zwyciężony.

39.

Raymund pochwalał te hetmańskie mowy,
Przy starożytney stoiąc surowości:
«Dobrze tak — prawi — na te harde głowy,
Nie może być rząd bez sprawiedliwości.
Iuż tam upadek prętki y gotowy,
Gdzie grzeszyć wolno, gdzie nie karzą złości.
Y namożnieysze państwa upadaią,
Tem, że występki winnem odpuszczaią».

40.

Tak on tam mówił, a Tankred to sobie
Brał w rozum, ani więcey tam się bawił,
Koniowi włożył w bok ostrogi obie,
Y do obozu ztamtąd[1382] się wyprawił.
Rynald w namiecie[1383] siedział w oney dobie[1384],
Skoro Gernanda żywota pozbawił;
Tamże mu Tankred wszystko wypowiedział,
Co mówił Hetman, co Raymund powiedział.

41.

Dołożył tego: «Acz to moie zdanie,
Że twarz nie zawżdy umysłu odkrywa
Y częstokroć to bywa nad mniemanie,
Że zwierzchnia postać ludzi oszukywa[1385]
Iednak, ile ia widzę po Hetmanie,
Y z tych słów, których w tey sprawie używa
Mniemam, ieśli się nie mylę w mem zdaniu,
Żeby cię ponno[1386] chciał mieć w zatrzymaniu[1387]».

42.

Rynald się rozśmiał na te iego mowy,
Lecz z onem[1388] śmiechem gniew był pomieszany:
«Na niewolnika niech kładą okowy,
Iuż też to siła, Tankredzie, na pany.
Wolnym był zawsze, umrzećem[1389] gotowy
Pierwey, niźlibych miał bydź poimany;
Ieszcze te ręce mogą władać bronią,
Pęta się pewnie y powrozów chronią.

43.

Ale ieśli mam w nagrodę otrzymać
Za me zasługi takie obelżenie[1390]
Y chce mię ponno w łańcuchu dotrzymać,
Iako hultaia, y dać na więzienie —
Niechże mię przyidzie albo pośle imać,
Ieszcze się Rynald tą szablą ożenie[1391]
Y doczeka go, iedno niech się śpieszy,
Wszak dobrze uyźrzy, iako się ucieszy».

44.

To rzekłszy, zbroię na się kładł zarazem,
A gniew mu pałał z twarzy y ze wzroku;
Paisz[1392] na ramię przywiązał y razem
Szablę śmiertelną[1393] przypasał do boku.
Tak wszystek iasnem okrytym żelazem,
Stał bardzo straszny y ogromny w kroku:
Marsowi rówien[1394], gdy na srogie rany
Idzie, żelazem y strachem odziany.

45.

Ale rostropny Tankred, w oney dobie[1395],
Błagał y miękczył serce zagniewane:
«Wszyscy to — prawi — trzymnaią o tobie,
Że twoie męstwo iest nieporównane,
Y takąś sławę wszędzie ziednał sobie,
Że twoie siły niewypowiedziane;
Lecz nie day Boże, abyś się miał z niemi
Tu popisować[1396] nad swemi własnemi.

46.

Pytam cię, ieśli męstwa dokazować[1397]
Masz nad swoią krwią y nad chrześciany,
Y Zbawiciela znowu chcesz krzyżować,
Do dawnych — nowe przydaiąc mu rany,
Y świecką chwałę bardziey chcesz miłować,
Doczesną, krótką y godną przygany,
Niźli nagrody, które nas czekaią,
W niebie, a wiecznie, nieodmiennie trwaią.

47.

Boże cię takich myśli racz, uchować,
Zwycięż sam siebie, skróć wodze gniewowi;
Nie boiaźni to będą przypisować,
Lecz pobożnemu twemu postępkowi.
A ieślim godzien, że mię naśladować
Y mieysce memu chcesz dać przykładowi:
Y iam miał krzywdę, alem sobie radzić
Umiał y z swemi niechciałem[1398] się wadzić.

48.

Gdym z Cylicyey[1399] pogaństwo wyrzucił
Y rozwinąłem w niey chorągwie swoie:
Nadszedł Baldowin, y na nię się rzucił
Y wziął niesłusznie to, co było moie;
Tak dla łakomstwa przyiaźń ze mną zrzucił,
(Niech za to cierpi, Boże, sądy Twoie!)
Niechciałem[1400] ia z niem obyść się tym kształtem,
Chociam mu to zaś mógł odebrać gwałtem.

49.

Ale ieśli się swem uczciwem[1401] bronisz,
Y koniecznie być nie chcesz zatrzymanem:
Y iako ten, co na hańbę nie gonisz,
Nie chcesz być więźniem, ani poimanem —
U Boemunda, lepiey że się schronisz
W Antyochiey, na czas przed Hetmanem,
Bo tak bespiecznie być możesz na stronie,
Aż w nim gorącość po woley[1402] opłonie.

50.

Bo ieśli prawda — iako powiadaią —
Że Egypt na nas woyska zbiera wszędzie,
W ten czas dopiero męstwo twe poznaią
Y twoię dzielność, kiedy cię nie będzie,
Y że bez ciebie woysko, które maią,
Iest, iako ciało, co ręki pozbędzie».
W tem[1403] Gwelf, przyszedszy — co Tankred powiadał —
Chwalił y radził, aby zaraz wsiadał.

51.

Na te wywody, które mu czynili,
Na tak gorące y długie namowy,
Przypadł na koniec — iako mu radzili —
Ustąpić na czas młodzieniec surowy.
W tem się do niego domowi kupili,
Każdy z nim w drogę iachać był gotowy;
Nikogo nie chce, a wszystkiem dziękuie
Y z parą się sług tylko wyprawuie.

52.

Iedzie, a iadąc wielką niesie w sobie
Do sławy chciwość, która się w nim nieci:
Chce co wielkiego sprawić w oney dobie[1404],
Do tego wszystkie swe obraca chęci.
O nowem iakiem zamyśla sposobie,
Dostania sławy y wieczney pamięci,
Chce y wzdłusz[1405] y wszerz Egypt wielki zwiedzić,
Y skryte źrzódła[1406] nilowe nawiedzić.

53.

A Gwelf, skoro go z Tankredem wyprawił
Y widział, że iuż w swoię drogę iedzie —
Na onem mieyscu więcey się nie bawił,
Ale się iachał pytać o Goffredzie.
Aby się zaraz obmówił[1407] y sprawił.
Goffred widząc go, w stronę go odwiedzie
Y poważnemi y mądremi słowy,
Cicho do niego użył takiey mowy:

54.

«Niebliżu[1408] Arnald[1409] po obozie chodzi,
Iuż dawno po cię odemnie[1410] posłany:
Zaprawdę, Gwelfie, chwalić się nie godzi,
Co twóy synowiec zbroił wyuzdany[1411].
Niechay, iako chce z tego się wywodzi,
Winien y godzien, aby był karany.
Rad będę widział, iako mi się sprawi,
Bo wszystkiem Goffred iednako się stawi.

55.

Y pokaże to każda iego sprawa,
Że stoi zawsze przy sprawiedliwości
Y nie odstąpi słuszności y prawa,
Dla żadnych względów y rodowitości.
Ale ieśli zaś woyskowa ustawa,
Z przyczyny cudzey, nie z iego winności
Zgwałcona przezeń — iako powiadacie —
Do sądu niego stawić mi go macie.

56.

Niech będzie wolnem ślubem[1412] zawiązany,
Tę łaskę niech ma y to pozwolenie;
Ale, ieśli się nie stawi pozwany,
Y wszystko w lekkie puści poważenie[1413]
Przydzie[1414] mi, widzę, do takiey odmiany,
Że — com miał miękkie zawżdy przyrodzenie —
Muszę, rad nie rad, przy sprawiedliwości,
Nad niem, podług praw, użyć surowości».

57.

Gwelf odpowiedział na to Hetmanowi:
«Człowiek w uczciwe swoie urażony[1415],
Nie mógł wycierpieć złemu ięzykowi,
Co nań szczery fałsz rozsiewał zmyślony.
Ieśli go zabił — iakoż kres gniewowi
Sprawiedliwemu ma bydź[1416] zamierzony?
Któż w gniewie liczy, albo w zwadzie — razy?
Kto w ten czas mierzy krzywdy y urazy?

58.

A, iż mi każesz przed sobą go stawić,
Żal mi, że tego uczynić nie mogę:
Możesz się o tem i od inszych[1417] sprawić.
Że zaraz iechał, nie wiem, dokąd w drogę.
Gotowem tego i ręką poprawić,
Ieśli się ozwie, każdemu pomogę[1418]
Y ieśli go kto udawa, że winien —
Wszędzie swoyey czci bronić był powinien.

59.

Słusznie hardego zuchwalca ukrócił.
Norweyczykowi słusznie utarł rogi;
Tego nie chwalę, że prawo wywrócił
Woyskowe, że twóy zakaz wzgardził srogi».
A Hetman na to: «Boday się nie wrócił
Więcey do woyska z tamtey swoyey drogi!
Niechay gdzie indziey zwady takie sieie,
Lepiey, że indziey — nie tu — wyszaleie».

60.

Tem czasem, chytra, pilnie popierała
Przyobiecaney Armida pomocy:
Około tego cały dzień biegała —
Co dowcip y co gładkość miała mocy.
A kiedy zorza w morze zapadała,
Y mrok z czarnawey występował nocy —
W namiot odległy z dwiema ochmistrzami
Wchodziła, z dwiema staremi paniami.

61.

Ale, choć się tak dobrze wyćwiczyła,
Choć tak umiała użyć swey chytrości,
Choć żadna takiey, na świecie nie była
Y potem ponno[1419] nie będzie — gładkości.
Y chocia wielkiem rycerzom włożyła
Powróz na szyię, mocą swey miłości:
Nie może słodkich roskoszy[1420] ponętą,
Przywieść Goffreda pod swą sieć napiętą.

62.

Darmo mu swoie chęci pokazuie,
Darmo go piękną twarzą swą uwodzi:
Iako ptak, gdy się nakarmionem czuie,
Na wyrzuconą pszenicę nie godzi[1421].
Tak on, syt świata, świecką zostawuie
Roskosz, a niebo tylko sobie słodzi;
Wszystkie postrzały, które nań wychodzą
Z oczu y z twarzy, namniey mu nie szkodzą.

63.

Y choć fortelów wszystkich używała,
Nie mogła nigdy miłości weń włudzić[1422]:
Coraz się, iako Proteus[1423], odmieniała,
Chcąc iakokolwiek do niey go pobudzić,
Wszystkie swe skutki na to obracała,
Że naospalszą[1424] mogłaby obudzić
Y nazimnyeyszą[1425] miłość swą gładkością,
Lecz został cały Boską opatrznością[1426].

64.

Udatna dziewka, co sobie tuszyła[1427],
Dobyć nayczystszych serc samem weyźrzeniem,
Siła z powagi y z pychy spuściła,
Widząc, że Goffred stawił się kamieniem.
Nakoniec[1428] słabszych w on czas[1429] umyśliła
Y powolnieyszych[1430] sięgać swem płomieniem:
Tak, niedobyte miasto zostawuie
Hetman, a indziey[1431] z woyskiem się gotuie.

65.

Lecz niemniey mężne na one iey zdrady
Pokazało się serce Tankredowe,
Bo dla dawnieyszey miłości zawady
Nie miały mieysca w nim płomienie nowe.
Iako ieden iad drugie psuie iady,
Tak iedna miłość, kiedy wlezie w głowę,
Nie puści drugiey; tych dwu nie pożyła[1432],
Lecz wszystkich inszych Armida paliła.

66.

Barzo ią boli, że nic nie sprawiła
Swoią gładkością w Goffredzie, w Tankredzie;
Po wielkiey części iednak się cieszyła,
Że co przednieyszych z woyska z sobą wiedzie.
Pierwey, niżby się zdrada iey odkryła,
Myśli, iako ich w bespieczne[1433] uwiedzie
Mieysce, gdzie insze[1434] y różne powrozy
Od teraźnieyszych, w rychle[1435] na nich włoży.

67.

A kiedy iuż czas przyszedł zamierzony.
Którego iey dać pomoc obiecano,
Szła do Hetmana: «Dzień iuż naznaczony
Minął, którego odprawić mię miano.
A ieśli tyran będzie przestrzeżony,
Że mi część woyska na pomoc posłano —
Będzie gotowszy y o to mi idzie,
Że nie tak łatwo pożyć[1436] go zaś[1437] przydzie[1438].

68.

Przeto — nim mu to odniosą szpiegowie,
Co na to wszędzie po stronach pilnuią —
Niech obiecani od ciebie wodzowie
Teraz się ze mną zaraz wyprawuią.
Bo — ieśli krzywdy nie lubią bogowie,
Ieśli niewinność y prawdę miłuią —
Pewnam, że w rychle w oyczyźnie usiędę[1439],
Z którey ci trybut zawżdy płacić będę».

69.

Musiał to Hetman pozwolić[1440] stroskany,
Coby bez niego była otrzymała;
Widział to wprawdzie, że on miał te pany
Obierać, gdzieby[1441] prętko[1442] wyiechała.
Ale cóż? każdy pragnął bydź[1443] obrany,
Y bydź w dziesiątku[1444], który poiąć miała.
Wszyscy go wielkiem gwałtem nalegali[1445],
Prosząc go o to, aby z nią iachali.

70.

Ona widząc to, że się w nich odkrywa
Serce tak łatwe — nowe sieci miecze[1446]:
Bicza z zawisney boiaźni używa,
Tem ich po bokach pogania y siecze.
Wie, że bez tego miłość słabsza bywa,
Wie, iako zawsze leniwo się wlecze:
Tak zawodnika widziem leniwszego,
Gdy wprzód[1447] — iednego, wzad[1448] nie ma drugiego.

71.

Y tak, swoiego weyźrzenia każdemu
Y łagodnego śmiechu udzielała,
Że ieden zayźrzał[1449] iey łaski drugiemu,
Nadzieia się w nich z boiaźnią mieszała.
Tak, nędzni, w on czas wzrokowi zdradnemu,
(Którem do siebie chytrze przywabiała)
Dawszy się uwieść, biegli wyuzdani[1450],
Darmo ich Hetman strofuie[1451] y gani.

72.

Choćby był równo wszystkiem rad dogodził,
Bo iednakowo wszytkiem był przychylny,
(Acz go nieieden do gniewu przywodził,
Pokazuiąc mu on[1452] upór, tak silny)
Lecz widząc, że iem darmo to rozwodził,
Wolał to na los puścić nieomylny:
«Spiszcie — pry[1453] — wasze imiona y na dno
Włóżcie w co, a los rozsądzi was snadno[1454]».

73.

Zatem przezwiska wszystkich popisano
Y popisawszy, mieszać ie poczęto
W pewnem naczyniu y po iednem brano;
Grabię[1455] z Pembrozy[1456] napierwszego wzięto
Artemidora, po grabi czytano
Gerharda, po nim Wacława wyięto:
Ten iuż miał lata y słynął z mądrości,
A teraz się iął na starość miłości.

74.

Iako się ci trzey z tego radowali,
Y iako byli na on czas weseli —
Trudno powiedzieć, bo tego dostali
Wprzód przed inszemi, czego wszyscy chcieli.
A ci, co ieszcze na spodku zostali,
Niewymówioną boiaźń w sercu mieli:
Każdy z niezmierną chciwością pilnuie
Tego, co kartki z naczynia wyimuie.

75.

Gwaszek był czwarty. Rydolf po Gwaszkonie,
Po Rydolfie zaś Henryk z Oldorykiem,
Więc Gwilelm książę na Roncylionie[1457],
Szedł z Eberardem, z rodu Bawarczykiem;
Rambald wychodził na ostatniem zgonie[1458],
Co potem Bożem został przeciwnikiem,
Poturczywszy się — o sromoto wieczna! —
A czego miłość nie czyni bezecna?

76.

Inszy[1459], których los minął w obieraniu,
Złą, nieżyczliwą fortunę winili,
Łaiąc miłości, że w swem panowaniu
Dopuszczała iey sądzić w oney chwili.
Ale iż ludzka żądza w zakazaniu
Zawżdy przeciwna y na to się sili,
Czego iey bronią y każą zaniechać:
Siła[1460] ich, szczęściu na złość, z nią chce iechać.

77.

Chcą z nią bydź[1461] zawsze y we dnie y w nocy
Y żywot za nię położyć gotowi;
Ona wesołe miecąc[1462] na nich oczy,
Mową y słodkiem westchnieniem ich łowi.
Ieśli gdzie kupę zacnych paniąt zoczy[1463],
Żegna ich, życząc, aby byli zdrowi.
W tem[1464] się też ona dziesięć[1465] wybierała
Y Gotyffreda w namiecie[1466] żegnała.

78.

On im przestrogi dawał y nauki,
Aby pogańskiey nie dufali wierze.
Żeby fortelne znać umieli sztuki,
Żeby, ostrożni, w pewney stali mierze.
Lecz miłość nie dba na prośby, na fuki,
Wiatr one iego słowa z sobą bierze;
W tem ich odprawił. Ona też iechała
W nocy z obozu, ani dnia czekała[1467].

79.

Iadąc, onych swych dziesięć hołdowników —
By[1468] na tryumfie więźnie — prowadziła!
Co gorsza, drugich wiele miłośników
Na wielką szkodę w woysku zostawiła,
Że rzadko który uchybił iey wników[1469].
A skoro ziemię ciemna noc okryła,
Potayemnie się z woyska wykradali
Y za nią cicho w też tropy iachali[1470].

80.

Wprzód szedł Eustacy za nią zapędzony
Y ledwie mroku doczekał ciemnego:
Bieży, co koń ma mocy, prowadzony
Przez ślepe cienie od boga ślepego.
Całą noc prawie onę[1471], obłądzony,
Tam y sam[1472] ieździł do świtu samego;
Skoro odniało, tam gdzie nocowała
Przypadł, gdy się iuż z noclegu ruszała.

81.

Po zwykłem zaraz poznawszy go znaku,
Pocznie nań wołać Rambald iadowity:
(Bo iego przyiazd nie był mu do smaku)
«A ty tu po co? masz tu rok zawity[1473]
Eustacy na to: «Wiem, że nie ma braku[1474]
Armida; chcę iey służyć iako y ty».
«Kto cię iey oddał? nie służą tu tacy».
«Miłość uprzeyma» — odpowie Eustacy.

82.

«Iam od miłości — tyś szczęściem obrany.
Któż się iey sługą słuszniey ma nazywać?»
Odpowie Rambald srodze rozgniewany:
«Nie możesz tego tytułu używać
Y nie godzieneś być między dworzany
Y z iey własnemi sługami przebywać;
A co gorszego, chcesz ukradkiem ieszcze
Dostać tey służby y mieć takie mieysce».

83.

Nie mógł mu wytrwać Eustacy tey mowy,
Ale do niego wielkim pędem skoczy;
Nie złożył[1475] mu nic — y gorszemi słowy
Łaiąc — śmiele mu Rambald poszedł w oczy.
Wyciągnie rękę królewna, gotowy
Chcąc poiedynek rozwieść. (Patrzcie mocy
Gładkości) «Ze mnie przybywa czeladzi,
A towarzystwa tobie, coć[1476] — pry[1477] — wadzi?

84.

Y ieśliś łaskaw co na moie zdrowie,
Przecz mię ratunku zbawiasz potrzebnego?…
— Wcześnieś mi przybył (drugiemu zaś powie)
Obrońco sławy y zdrowia moiego.
Nie da Bóg, abym zostać miała w słowie[1478]
Y nie być wdzięczna[1479] sługi tak zacnego».
Tak im mówiła, a co raz[1480] niemało
W drodze iey inszych z woyska przybywało.

85.

Tego zdaleka[1481], tego zbliska[1482] miała,
A nic o sobie wszyscy nie wiedzieli;
Ona każdego wdzięcznie przyimowała
Y wzrok łaskawy między wszystkie dzieli.
A skoro też noc dniowi mieysce dała,
Goffred y inszy ich odiazd uyźrzeli:
Któremu serce iuż prorokowało,
Że ich co złego w rychle[1483] potkać miało.

86.

Kiedy to sobie Hetman utrapiony
Rozbierał[1484], smutek maiąc niepoięty,
Uyźrzy[1485]: a ono ieden ukurzony
Bieży do niego, żalem wielkiem zdięty:
«Król — pry[1486] — z Egyptu iuż na wszystkie strony
Z możnemi pływa po morzu okręty[1487].
Gwilelm, admirał genueńskich łodzi
Do wiadomości wczas[1488] ci to przywodzi.

87.

Do tego, kiedy ięczmiony y żyto
Od morza woyska lądem prowadzono,
Wszystkie wielbłądy y konie rozbito,
Które żywnością beło naiuczono[1489]
Y na głowę ich wszystkich prawie zbito,
Część ich w niewolą[1490] daleką wiedziono.
Zasadzili się byli po krzewinie
Zbóycy arabscy na nie[1491] przy dolinie.

88.

Którzy do takiey śmiałości iuż przyśli
Y takie czynią w tamtem kraiu trwogi,
Że naostatek[1492] to łotrostwo myśli
Wszystkie zastąpić gościńce y drogi.
Przeto potrzeba, aby ludzie wyśli[1493]
Z woyska, ten rozbóy pohamować srogi
Y ubespieczyć[1494] drogi, z tey przyczyny,
Co tu od morza idą Palestyny».

89.

Pełen był obóz y wszystkie namioty
Nowin y wieści niepociesznych[1495] onych;
Żołnierz — dla głodu — rozczętey roboty
Odbiec[1496] y murów myśli odbieżonych.
Hetman w nich zwykłey nie znaiąc ochoty
Y wszystkich barzo[1497] widząc potrwożonych,
Twarzą wesołą y pięknemi słowy,
Ciesząc ich, takiey użył do nich mowy:

90.

«Wy! coście ze mną, przez różne przygody,
Tak wiele świata bespiecznie przebyli;
Wy, coście mieczem potężne narody,
Pod Chrystusowe chorągwie podbili;
Wy, coście wiatry, morza, niepogody,
Głody, pragnienie, zimna zwyciężyli —
Czego się teraz tak barzo boicie?
Cóż? opatrzności Boskiey nie wierzycie?

91.

Bóg, który w gorszem razie was ratował
Y dotąd ieszcze cało was prowadzi —
Iako was zawsze w swey opiece chował,
Tak w tych trudnościach teraz o was radzi.
Każdy z was w rychle[1498] będzie Mu dziękował
Za łaski, które czyni Swey czeladzi;
Przeto cierpliwie znoście te niewczasy[1499],
A na szczęśliwsze chowaycie się czasy».

92.

Wiele inszych słów takowych używał,
Ciesząc[1500] żołnierze swoie skłopotane,
A wielkie twarzą wesołą pokrywał
Troski y serce swoie zfrasowane[1501].
Myślił[1502] sam sobie y rady zdobywał,
Iako miał woysko pożywić zebrane,
Iako egipską armatę[1503] odwrócić,
A iako zbóyce Araby okrócić[1504].

Koniec pieśni piątey.

Pieśń szósta

Argument

Argant chrześcian[1505] na rękę wyzywa[1506],
Otton się porwie, choć nienaznaczony,
Ale wypadszy z siodła, konia zbywa[1507]
Y do miasta beł za więźnia wiedziony[1508].
Tankred się biye, lecz go noc pokrywa,
Y poyedynek tem beł rozwiedziony.
Erminia chce zleczyć swego pana
I idzie z miasta nocą przyodziana.

1.

Lecz z drugiey strony, w mieście oblężonych
Daleko lepsza nadzieya cieszyła:
Bo, krom dostatków dawno nawiezionych,
Nocą żywności wprowadzili siła.
Koło murów też słabych y zwątlonych
Wielka moc ludzi ustawnie robiła;
Zbyt miąższe[1509] barzo y wysokie stoyą,
I naytęższych się taranów nie boyą.

2.

Król sam, skończywszy mury od pułnocy[1510],
Potem zaś baszty narożne warował[1511]
Dla bespieczeństwa[1512] y dla więtszey[1513] mocy,
Ziemią ye z gnoyem napoły[1514] — fasował[1515].
Płatnerzom[1516] zbroye y we dnie y w nocy,
Z wielką pilnością robić rozkazował[1517].
Kiedy się tem król utroskany bawił[1518],
Argant się przedeń w oney dobie[1519] stawił.

3.

«Długoż — pry[1520] — nas chcesz trzymać w tem więzieniu
Y między temi zawierać[1521] murami?
Widzęć ia pilność w rynsztunków robieniu,
Słyszę, że młoty brzmią z nakowalniami[1522].
Na cóż to? kiedy, nam ku obelżeniu[1523],
Nieprzyjaciel się wrywa[1524] przedmieściami.
Nikt się iem oprzeć nie śmie z naszych ludzi,
Y nasza trąba[1525] ze snu ich nie budzi.

4.

Tak swe obiady y sny nieprzerwane,
Właśnie, iako w swych domach — odprawuią
Wieczerze u nich rzadko nie piiane[1526],
Wysypiaią się, wycieczek nie czuią.
Y tak nas wrychle tu pozamykane,
Głodem y samem niewczasem[1527] zwoiuią
Y umrzeć musiem[1528] nikczemnie po chwili,
Ieśli nas pomoc z Egyptu omyli[1529].

5.

Ia sie z mey strony, królu, opowiadam,
Że końca nie chcę tak obelżywego
Y tak sromotney śmierci; zaraz wsiadam,
Ani tu dnia chce[1530] czekać iutrzeyszego.
Wyrokówci[1531] ia niebieskich nie badam,
Niech będzie, co chce, z przeyźrzenia[1532] wiecznego:
To wiem, że umrę szablę w ręku maiąc,
Sławy y śmierci poczciwey szukaiąc.

6.

Ale ieśli co w sercach naszych żywie
Chęci do sławy nieoszacowaney —
Nie tylko umrzeć mężnie i uczciwie,
Alebym się też spodziewał wygraney.
Wsiadaymy na koń, iedźmy nie leniwie[1533],
Sprobuymy[1534] szable dawno zapomnianey!
OdwagaW naygorszych raziech[1535] — tak to powiadaią —
Nayśmielsze rady naylepsze bywaią.

7.

A ieśliście też nie tak barzo śmieli
Y nie tak wiele siłom swym ufacie,
Abyście z woyskiem wszystkiem wyniść mieli —
Na dwu rycerzów, lepiey, że to dacie[1536].
Niech chrześcianie, ieśli będą chcieli,
(Bo tego słusznie pozwolić iem macie)
Broń obieraią, niech mieysce wydadzą
Y te sposoby, które się iem zdadzą.

8.

Bo nieprzyiaciel, ieśli iednę duszę
Y dwie ma tylko ręce, iako drugi —
Ia nieomylnie swey wygraney tuszę[1537],
Ieśli mię do tey użyiesz posługi.
Przeto cię proszę, niech kopiją[1538] kruszę,
Tak się ten zaciąg[1539] — skończy prędzey — długi.
Nie zawiodę cię, daiąc rękę na to,
Y przyrzekam ci y ślubuięć[1540] za to».

9.

Król mu krótkiemi odpowiedział słowy:
«Choć mnie tak widzisz starem y szedziwem[1541],
Nie takem słaby[1542], nie tak niegotowy,
Nie takem — iako mniemasz — boiaźliwem,
Abych[1543], tak barzo[1544] miał chronić tey głowy
Y chciał sposobem umrzeć obelżywem.
Kiedybym się bał iakiey znaczney szkody,
Albo przyść na mię miały iakie głody.

10.

Lecz, żebyś wiedział, dla którey przyczyny
Myślę się z woyskiem do czasu zawierać[1545]:
Soliman[1546] (o czem pewne mam nowiny)
Z Niceey[1547] do mnie począł się wybierać
Y kazał aż od libiyskiey krainy
Hufce Arabów rozproszone zbierać,
Na chrześciany[1548] chcąc uderzyć w nocy,
Wprowadzić żywność y dać nam pomocy.

11.

Że nieprzyjaciel trzyma zamki małe
Y drobne miasta w okoliczy[1549] szkodzi[1550],
By tylko było Ieruzalem całe,
Y ta stolica — niech cię nie obchodzi.
Przeto skróć na czas[1551] zamysły wspaniałe;
Nie tak głęboko w rzeczy patrzą młodzi,
Schoway swe na czas pogodnieyszy męstwo
Sobie na sławę, a mnie na zwycięstwo».

12.

Gniewał się ponno[1552] Argant w oney dobie,
Nie barzo tam rad beł Solimanowi,
Nieprzyjaciółmi zawżdy byli sobie;
Zaperzywszy się, odpowie królowi:
«Mnie milczeć o tem należy, a tobie
Uczynić, co chcesz — lecz to rozumowi
Przeciwna, aby ten, co państwa swego
Nie mógł obronić, obronił cudzego.

13.

Niech przydzie, iako wyprawiony z nieba,
Wyswobodzić was z tego obleżenia;
Niech wam wprowadzi żywności y chleba,
Niechay was z tego wyzwoli więzienia.
Mnie niczyjego ratunku nie trzeba,
Iuż wy tu siedźcie, a ia pozwolenia
Proszę: niech w polę iadę, nie od ciebie
Kruszyć kopiją, ale sam od siebie».

14.

A król mu na to: «Rycerzu cnotliwy,
Wolałbym cię był na inszy[1553] czas chować,
Ale, iżeś tak boiu barzo chciwy[1554],
Pozwalam na to, niechcę[1555] cię hamować».
Za temi słowy Argant ukwapliwy,
Na poiedynek pocznie się gotować
Y przyzwanemu rzecze trębaczowi:
«Iedź, a przy wszystkich powiedz Goffredowi:

15.

Że ieden rycerz, którego to boli,
Że go za temi trzymają murami —
W przestronem[1556] polu — a nie w mieście — woli
Popisować się[1557] z swoiemi siłami
Y że go uyźrzy, gdzie na to pozwoli,
W równi, pod swemi zaraz obozami;
A że wyzywa na rękę, którego
Ma w swoiem woysku co namężnieyszego[1558].

16.

Y tak powiada, że tego dowiedzie:
Nierzkąc[1559] się z iednem y dwiema probować,
Niech po trzech, czwarty y piąty wyiedzie,
A po iednemu maią następować.
Tego, co przegra, niech zwyciężca[1560] wiedzie:
Ieśli go też chce wolnością darować —
Wolno mu będzie». Tak mu roskazował[1561],
A trębacz się też zaraz wyprawował.

17.

Przyjechawszy tam, kędy przy Hetmanie
Co nayprzednieysi siedzieli wodzowie:
Beł prowadzony y począł: «O panie!
Pytam, dacieli[1562] mieysce wolney mowie?»
Odpowie Goffred: «Nic ci się nie stanie,
Wszędzie bespieczni bywaią posłowie» —
«Więc powiem — prawi — cierpliwie słuchaycie
A na pana się, nie na mię — gniewaycie».

18.

Potem poselstwo tak hardzie sprawował
Y tak zuchwale, że ci co słuchali —
By ich beł samże Hetman nie hamował —
Podobnoby mu byli nie wytrwali.
Goffred po sobie sam niepokazował[1563]
Gniewu, rzekł tylko: «Barzoście zuchwali,
Powiedz, że piąty pewnie się nie stawi —
Kto wie? ieśli go pierwszy nie odprawi.

19.

Niechże nie mieszka[1564], a Goffred ślubuie,
Że bez zasadek da mu wolne pole
Y iednego z swych stawić obiecuie
Przeciwko niemu, w rozmierzonem kole» —
Trębacz się zatem nazad[1565] wyprawuie,
A ostrogami konia w boki kole;
Wiechawszy w miasto, poszedł ukwapliwy
Tam, gdzie go czekał Argant boiu chciwy.

20.

«Gotowi się bić — prawi — chrześcianie[1566],
Nie baw się[1567] więcey, a odziey się zbroią.
Nie tylko ci, co blisko przy Hetmanie,
Ale y mnieyszy, znać, że się nie boią.
Zuchwałe iem się zdało twe wskazanie,
Wszyscy się pychą urazili twoią;
Wierzyć iem strony bespieczeństwa — możem,
Plac między miastem, a między obozem».

21.

Wziął na się zbroię Argant nie mieszkaiąc[1568],
A pałasz przez się zawiesił na bindzie[1569];
Król, chrześcianom nie bardzo dufaiąc,
Kazał go przedsię prowadzić Kloryndzie:
«Dla bespieczeństwa, pilne oko maiąc,
Niechay — pry[1570] — z tobą tysiąc iazdy wyńdzie,
A kiedy mu się bić przydzie samemu,
Zdaleka[1571] stanąć każ ludowi swemu».

22.

A w tem[1572] ci, co go z miasta prowadzili
Na plac, który beł na to naznaczony,
Wszyscy we zbroiach z bramy wychodzili,
A wprzód szedł Argant świetno[1573] ustroiony.
Plac ten od miasta w ćwierci[1574] leżał mili,
Wszystek odkryty y nie zasłoniony[1575],
W równi[1576], która się do tego tak zdała,
Iakoby się też umyślnie szukała[1577].

23.

Na oczu woyska[1578] — sam ieden — wszytkiego[1579]
Stanął tam Argant, Argant urodziwy,
Z serca mężnego, z wzroku ogromnego,
Z szerokich plecu[1580], srogi y straszliwy;
Do Encelada[1581] y philistyńskiego
Męża podobny, a wzrok niósł gniewliwy,
Ale się z niem bić przedsię wszyscy chcieli,
Bo iego siły ieszcze nie widzieli.

24.

Ieszcze był w ten czas Goffred nie mianował,
Kogo miał na to obrać między swemi —
Tankreda iednak każdy upatrował,
Przyznawaiąc mu męstwo przed inszemi,
Y w rycerskiem mu dziele ustępował,
Kładąc go między co nadzielnieyszemi[1582];
Y w głos iuż o tem y wielcy y mali,
Po wszystkiem[1583] prawie obozie szemrali.

25.

To beło wszystkich zdanie o Tankredzie,
Poiedynki mu były nie nowina,
Toż rozumienie beło y w Goffredzie.
«Iedź — prawi — okróć[1584] tego poganina» —
Tankred wesoły zaraz w pole iedzie,
Szczęścia mu dobra winszuie drużyna,
Która go piękney pełnego ochoty
Wyprowadziła w pole za namioty.

26.

Od tego placu daleko był ieszcze,
Na którem z sobą w on czas[1585] czynić[1586] mieli —
Gdy iuż pociechę swoię serce wieszcze
Czuło, bo piękna bohatyrka w bieli
Nagle się na to podemknęła miesce;
Nigdyście śniegów bielszych nie widzieli,
Iako ta szata, co na zbroi miała,
A z szyszaka twarz wszystkę ukazała.

27.

Obaczywszy ią więcey nie pilnuie,
Gdzie go na placu czeka Argant śmiały;
Ale po mału[1587] za nią następuie,
Aż się nakoniec[1588] stawa[1589] skamieniały.
Mróz z wierzchu, wewnątrz srogi ogień czuie,
Stoi na mieyscu podobien[1590] do skały,
Wlepiwszy w nię[1591] wzrok i czyni postawę,
Że z Cyrkaszczykiem niedba[1592] o rosprawę[1593].

28.

On też uyźrzawszy[1594], że nikt przeciw niemu
Nie idzie w szranki y nie chce się ruszyć,
Woła: «Cóż to iest? wżdy[1595] każcie któremu
Stawić się na plac y kopiją kruszyć!»
Tankred nie słyszy y oku chciwemu
Woli dać obrok[1596] y wnątrz serce suszyć;
W tem[1597] Otton wodze wypuścił koniowi
Y skoczył na plac przeciw Argantowi.

29.

Otton beł ieden, który się napierał
Czynić z Argantem, z inszemi zacnemi;
Z Tankredem potem o to się nie spierał
Y prowadził go z obozu z drugiemi.
A teraz słysząc, że Argant wywierał[1598]
Y słowy[1599] nasze lżył uszczypliwemi,
A że się Tankred zapomniał bez mała —
Porwał pogodę[1600], która się podała.

30.

Nie tak lew młody, kiedy byka zoczył[1601],
Bieży do niego, głodem przemorzony —
Iako na ten czas Otton rączo skoczył;
Argant do niego także z drugiey strony.
Dopiero Tankred nazad koniem toczył,
Iako z twardego spania obudzony —
Woła nań: «Postóy, mnie się bić należy!»
Nie słyszy Otton y potkać[1602] się bieży[1603].

31.

Zastanowił[1604] się, a oczy mu obie[1605]
Pałały, bo był srodze rozgniewany:
Że go uprzedził — za hańbę ma sobie;
Widzi, że wielkiey nie uydzie przygany.
Wtem Cyrkaszczyka Otton w oney dobie
Uderzył drzewem w szyszak hecowany[1606],
A on mu paiż[1607] wprzód, a zbroię potem,
Za iednem razem ostrem przebił grotem.

32.

Barzo[1608] się Otton nieborak omylił,
Bo wypadł z siodła, nad mniemanie swoie;
Ale poganin ani się nachylił,
Bo był mocnieyszy pewnie tyle troie[1609].
Potem się z konia do Ottona schylił,
Mówiąc mu hardzie: «Day się w ręce moye,
Dosyć masz sławy y możesz się chlubić,
Żeś się bił ze mną y żeś mię chciał ubić».

33.

«Nie tak się prętko[1610] naszy poddawaią,
Iako rozumiesz[1611] — Otton mu odpowie —
Niech mię z nieszczęścia drudzy wymawiaią,
Ia się chcę pomścić, albo stracić zdrowie».
W Argancie oczy płomieniem pałaią —
Roziadł[1612] się, iak pies — y słów kilka powie:
«Poznayże — prawi — iaka moia siła,
Kiedyć y dobroć y ludzkość nie miła[1613]».

34.

Ledwie się Otton na nogi postawił,
On konia zwarwszy[1614] natrze na pieszego;
Uskoczył Otton y zaś się poprawił
Y bronią boku dosiągł mu lewego.
Prawda to, że miecz dobrze w niem ukrwawił,
Lecz bez pożytku y skutku żadnego;
Bo nie osłabiał namniey z oney rany,
Ale był duższy[1615] — Argant rozgniewany.

35.

Zatrzymał konia y nazad go wrócił
Y na Ottona, iako ptak, przypadnie,
Że się nie postrzegł, kiedy się obrócił
Y tak mu przyszło potrącić go snadnie[1616].
Tem potrąceniem zaraz go ukrócił:
Drżą mu kolana, twarz mu wszystka[1617] bladnie,
Leci do ziemie[1618], zatem[1619] się powalił;
Tak twardy był raz[1620], który go obalił[1621].

36.

Sroży się Argant, piersi leżącemu
Podeptał, zwarwszy konia ostrogami,
«Tak będzie — woła — każdemu hardemu,
Iak temu, co mi leży pod nogami».
Dopiero Tankred koniowi swoiemu
Nie da stać, ale popuści wodzami;
Żal mu Ottona, widzi, że źle sprawił,
Radby[1622] się po swem występku poprawił.

37.

Z wielkiem ku niemu poskoczy okrzykiem,
Na rączem koniu, głosem nań wołając:
«Ty, psie pogański, co się okrutnikiem
Czynisz nad więźniem, w ręku go trzymaiąc.
Znać to po tobie, żeś był rozbóynikiem,
Nawykłeś tego z Araby zbiiaiąc[1623];
Nie godzieneś tey słoneczney światłości,
Dla[1624] swoiey dzikiey, zwierzęcey srogości».

38.

Ostatek Tankred Marsowi poruczy,
Cyrkaszczyk zgrzyta, ściska z gniewu zęby,
Chce odpowiedzieć, ale tylko mruczy,
Niezrozumiany dźwięk mu pada z gęby.
Iako więc obłok w niepogodę huczy,
Z którego piorun wypada trozęby[1625]
Tak każde słowo Argantowe było.
Zdało się, że grzmi — kiedy wychodziło.

39.

A kiedy oba z onego łaiania[1626]
Wzaiemnego, gniew w sobie pobudzili,
Tak ten, iako ów, rączo do potkania
Szli y obadwa[1627] do siebie skoczyli.
Wy mi, o Panny, daycie do śpiewania
Głos tey woienney równy krotofili[1628]
Wy samy[1629] rymy prowadźcie niegodne,
Niech będą z dzieły[1630] tak wielkiemi zgodne!

40.

Wielkie w rzemiennem drzewa niosąc toku[1631],
Poszli do siebie oni[1632] dway rycerze;
Takiego biegu, albo raczey skoku
Nie było nigdy w żadnym bohaterze:
Bo, bez wątpienia, niedościgłe oku,
Ledwie tak leci wystrzelone pierze[1633];
Drzewa się obie[1634] o zbroie złamały,
Skry szły, a trzaski pod niebo leciały.

41.

Dźwięki z tych razów po różney się stronie
Y po przyległych górach rozlegały,
A samem[1635] głowy, ani pyszne skronie,
Ani wyniosłe czoła nie zadrżały;
A tak się oba uderzyły konie,
Że, iako zdechłe, na pował[1636] leżały —
Których skoro tak obadwa pozbyli,
Od boków mieczów ogromnych dobyli.

42.

Ostrożnie niosą rękę, oko, nogę,
A wzaiem sobie obadwa[1637] nie wierzą;
Co raz[1638] nayduią do ran nową drogę,
To w łep[1639], to w piersi, to do brzucha mierzą;
A podawaiąc[1640] omylną przestrogę,
Nie tam, gdzie mierzą, lecz indziey[1641] uderzą —
To wprzód, to pozad kroków pomykaią,
A czasem się, chcąc, sobie odkrywaią.

43.

Ukazał Tankred bok tarczą odkryty,
Znać beło, że był ćwiczonem szermierzem —
Wyniósł się z mieczem Argant iadowity,
W tem bok swóy lewy odsłonił puklerzem;
Tankred miecz odbił tak, że raz odbity
Szedł wniwecz — y wraz dosiągł go koncerzem
Y wskok się cofnął y stanął zaś w kroku,
A temu pluszczy krew z rannego boku.

44.

Poczuwszy Argant, że iuż beł[1642] raniony,
Y namacawszy znaczną w boku dziurę,
Zrże się sam w sobie y iako szalony
Miece się, czuiąc zdziurawioną skurę
Y wściekłem, iak pies, gniewem zapalony,
Wyniózwszy y głos y miecz wielki wzgurę,
Z obu rącz nań tnie; on w tem ranę nową
Zadał mu w ramię, drugi raz sztychową.

45.

Iako, na Tatrach, wieprz dziki poszczwany,
Widząc na sobie zsiadłe ze krwie lepy[1643],
Krzywemi kłami — wielkie tocząc piany —
Gwałtem się miece y drze na oszczepy,
Tak Argant ranę odniózwszy[1644] do rany,
W niebespieczeństwo[1645] idzie, iako ślepy;
Y tak na pomstę biegł nieokrócony[1646],
Że swoiey własney zapomniał obrony.

46.

Co iedno[1647] miał sił w sobie w oney dobie,
Wszystkie gromadzi y w kupę ie ściska;
A mieczem, który beł na ręce obie,
Iako piorunem po powietrzu błyska.
Drugi iuż wytchnąć nie ma iako sobie,
Bo nań śmiertelne raz w raz razy ciska,
Tak wielkiey mocy żadne strzymać sztuki,
Żadne szermierskie nie mogą nauki.

47.

Walka, Rycerz, PojedynekDługo iuż czeka Tankred nademdlony,
Aza[1648] się kiedy poganin zmorduie;
Czasem się składa, czasem przez zagony
Na koło mu się rączo ustępuie.
A widząc, że ów trwa nieprzełomiony
Y co raz barziey siekąc, następuie —
Z obu rącz[1649] mieczem, także nie przestaiąc,
Siekł, iako y on, nie odpoczywaiąc.

48.

Iuż umieiętność za nic prawie[1650] stoi,
Na siłach zgoła należało wiele,
Za każdem cięciem blachy miecz ukroi:
Albo w niey dziura, albo rana w ciele;
Pot płynie z czoła, krew ciekąc po zbroi
Miesza się w piasku y suchem popiele;
Miecze się, iako pioruny błyskały,
Zbroie od razów, iako nieba grzmiały.

49.

Bohatyrowi swoyemu życzliwi,
Patrzą z niezmierną boiaźnią poganie;
Z niemnieyszem strachem y nie mniey wątpliwi[1651]
Czekaią także końca chrześcianie.
Y ci y owi, równo boiaźliwi,
Nikt nie rozdziewi[1652] gęby, patrząc na nie.
Żaden nie trunie[1653], żaden się nie ruszy,
Tylko, że się kęs rusza serce w duszy.

50.

Iuż się obadwa byli zmordowali
Y podobnoby koniec beli mieli,
Ale noc zaszła, że ci co patrzali[1654],
Nic albo mało — choć zbliska[1655] — widzieli.
W tem[1656] araldowie[1657] dway na plac wiechali,
Którzy ie[1658] rozwieść y rozwadzić chcieli;
Co z tamtey strony, Pindorem go zwano,
Chrześciańskiemu Arydeus dziano[1659].

51.

Obyczaje, Pojedynek, NocTych taka wolność, taka iest ustawa.
Że laski swoie kładą miedzy[1660] miecze;
Taki z zwyczaiu i dawnego prawa,
Bóy nagorętszy rozwiedzie y zwlecze.
«Równiście sobie, zła w pociemku[1661] sprawa,
Przestańcie się bić — Pindor pierwszy rzecze —
Widzicie, że mrok ciemny następuye,
Niech odpoczynek swóy noc zachowuye:

52.

Wszystkie zwierzęta pokóy w nocy maią,
A dnia się do prac iasnego używa;
Wspaniałe serca o dzieła nie dbaią,
Które ciemnością swoią noc pokrywa».
Odpowie Argant: «Mnie y w nocy znaią,
Niech kiedy kto chce sobie odpoczywa,
Ia ztąd[1662] nie ziadę y bić się z niem będę
Tak długo, aż mu na gardle usiędę;

53.

Chybaby przysiągł, że tu zaś przyiedzie».
A Tankred na to: «Ia też nie odiadę,
Aż mi przysięże, że więźnia przywiedzie,
A na rozczętą stawi się biesiadę».
Przysiągł Cyrkaszczyk zaraz po Tankredzie
Tak araldowie odłożyli zwadę,
A żeby one rany wyleczyli,
Szósty do bitwy dzień im naznaczyli.

54.

Tak straszny y tak poiedynek srogi
Został pamiętny u oboiey strony[1663]:
Nie bez wielkiey go wspominaią trwogi
Y nie tak rychło będzie zapomniony[1664];
Pełne takich mów y domy y drogi,
Iako ten y ów beł w boiu ćwiczony;
Lecz komu więcey przyznawać się miało —
Różnie pospólstwo sobie rozbierało.

55.

Wszyscy czekali y o tem mówili,
Co się za koniec naostatek[1665] stanie;
Ieśli gniew wściekły y szaleństwo, czyli
Męstwo y dzielność na placu zostanie.
Ale naywięcey trapi w oney chwili
Erminią[1666] to przyszłe ich potkanie;
Bo samey siebie część lepszą widziała,
Że tam na Marsie wątpliwem wisiała.

56.

Kassana[1667] oyca Erminia miała,
W Antyochiey co przedtem panował;
Potem się w łupie zwyciężczy dostała.
Kiedy królestwo ono opanował;
Wszelaką ludzkość po Tankredzie znała,
Wielką iey łaskę zawżdy[1668] pokazował:
Pańskie — w upadku oyczystey stolice[1669]
Miała chowanie[1670], a nie niewolnice.

57.

Czcił ią, ważył ią, iako się godziło
Ważyć w królewskiem stanie urodzoną;
Perły y złoto y co skarbów było,
Dał iey y wolność nawet utraconą;
Co ią tem bardziey ieszcze pobudziło,
Że wpadła w miłość dla niego szaloną —
A taką miłość, że podobno więtszey[1671]
Y nigdy w nikiem nie było gorętszey.

58.

Tak, chocia ciało darował wolnością,
Serce y dusza w niewoley[1672] została.
Z gęstemi łzami, z okrutną żałością,
Swoiego pana, nędzna, zostawiała.
Ale choć taką pałała miłością,
Na swe uczciwe[1673] tak się oglądała,
Że matkę, w leciech[1674] podeszłą niebogę,
Poiąwszy z sobą, puściła się w drogę.

59.

Do Ieruzalem naprzód się trafiła,
Gdzie ią król przyiął y chował przy sobie.
Prętko iey potem matka ustąpiła[1675]
Y po niey tamże chodziła w żałobie.
Ale ani żal, że matki pozbyła,
Ani wygnanie mogło w oney dobie
Onę iey miłość z serca wykorzenić,
Albo iey ulżyć, albo iey uplenić.

60.

Gore nieboga, okrutnie miłuie,
A żadney nie ma nadzieie[1676] w miłości;
Coraz się więtszy[1677] ogień w niey zaymuie,
Dosiągł iuż wszędzie wysuszonych kości;
Ztąd[1678], że go taić w sobie usiłuie.
Barźiey[1679] się żarzy y szerzy w skrytości;
Ale w niey martwe nadzieie ożyły,
Gdy z woyskiem przyszedł pod miasto iey miły.

61.

Gdy chrześciańska moc następowała
Y szły chorągwie pod miasto rozwite,
Wszystkich okrutna trwoga zdeymowała,
Widząc narody obce rozmaite.
Ona się sama tylko radowała
Y z chciwem — między namioty rozbite
Y między zbroyne hufce — okiem lazła,
Tak długo, aż gdzie Tankreda nalazła.

62.

Podle pałacu była królewskiego
Wysoka wieża, tuż przy samem murze.
Z którey mógł przeyźrzeć[1680] do chrześciańskiego
Obozu prosto tak, iako po sznurze.
Tam Erminia od świtu ranego[1681]
Do samey nocy siadała na gurze[1682],
Tam chciwe myśli y oczy karmiła,
Tam sama z sobą rozmowy czyniła.

63.

Kiedy miał bydź[1683] on[1684] poiedynek srogi;
A od boiaźni, która ią trapiła,
Lękliwe serce drżało u niebogi
Y Mars wątpliwy, na który patrzyła,
Czynił, że mdlała z oney wielkiey trwogi:
Zawsze, kiedy się Cyrkaszczyk zamierzył —
Czuła, iakby ią miecz w serce uderzył.

64.

Potem, kiedy się tego dowiedziała,
Że mieli znowu wrócić się do boiu;
Łzy bez przestanku smętna wylewała,
Z frasunku, z strachu, z żalu, z niepokoiu.
Nakoniec iuż łez tak wiele nie miała,
Ale na zimnem wsparwszy się podwoiu[1685],
Wzdychała, mdlała, czasem z mdłości padła,
A wszystka srodze wyschła y wybladła.

65.

Ieśli też kiedy oczy wypłakane
Zawarła, albo iaki kęs usnęła,
Widziała przez sen larwy, że w zamianę
Radaby[1686] beła śmierć za on[1687] sen wzięła.
Czasem miłemu swoiemu zadane
Rany uyźrzawszy[1688], nagle się ocknęła,
Co raz się przed nią ukrwawiony stawi —
Tak nędzna płacze we śnie y na iawi.

66.

Nie tylko serce y umysł niewieści
Przyszłego boiu kłół[1689] strach niewytrwany[1690],
Ale ią różne trwożyły powieści[1691]
Y Tankredowe niebespieczne[1692] rany.
Po wszystkiem[1693] mieście beły[1694] takie wieści,
Między chciwemi tych nowin pogany[1695],
Że niebespiecznie w onych ranach leżał
Y nie tuszyli[1696], aby się wyleżał[1697].

67.

A iż od matki wzięła i wiedziała
Iaką moc w sobie wszystkie zioła maią
Y słowa pewne y rymy[1698] umiała,
Które naiwiętsze[1699] bóle uśmierzaią —
(Która nauka tam się więc chowała
W samych królewnach — iako powiadaią)
Myśli, by iako pospołu bydź[1700] z chorem
Y uleczyć go y bydź mu doktorem.

68.

Zleczyćby sobie miłego życzyła,
Y dać mu zdrowie, iako inszem wielem;
A musząc leczyć Arganta, myśliła
Otruć go iakiem iadowitem zielem.
Ale się ręka panieńska chroniła
Złych nauk, chocia nad nieprzyjacielem,
Y chce z tey miary, aby nie ważyły
Rymy — i zioła wszystkę[1701] moc straciły.

69.

Nie bałaby się iść miedzy[1702] namioty
Do nieprzyjaciół, bo iuż nie raz woyny
Widziała, niewczas i różne kłopoty
Cierpiała, żywot wiodła niespokoyny.
Miała y serca i dosyć ochoty
Y umysł śmiały, tey płci nieprzystojny[1703],
Nie wylękła się na strach ladaiaki[1704]
Y na przypadek zmężniała wszelaki.

70.

Y tak iey w on czas dodawała tyle
Zła miłość — serca y męskiey śmiałości,
Że afrykańskie między krokodyle[1705]
Poszłaby była okrom[1706] wątpliwości.
Konflikt wewnętrznyO żywot namniey[1707] nic nie dbała, byle
Uczciwe[1708] całe miała przy czystości;
Cnota y miłość, dway rycerze mężni,
Spieraią się w niey, a oba potężni.

71.

Ieden tak mówi: «O któraś me prawa
Przez ten czas wszystek y zakon chowała,
Moia to praca y moia to sprawa,
Żeś swe panieństwo wcale[1709] zachowała.
Miałaś w niewoley dobrego przystawa[1710],
U nieprzyiaciól iam cię pilnowała —
A ty ustrzegszy czystości w niewoley[1711],
Teraz ią stracić chcesz, będąc na woley[1712]?

72.

Y tak rozumiesz, że to tytuł goły,
Y cnotliwą być y dobrą rzeczoną[1713];
Chcesz między harde iść nieprzyiacioły,
Lekkości[1714] szukać y bydź[1715] obelżoną.
Potka cię tem[1716] kto: (a prawda na poły)
Straciłaś cnotę pospołu z koroną,
Ia nie dbam o cię; tak cię wypchnie z domu
Y da wzgardzoną zdobycz lada komu».

73.

Drugi tak mówi y wstyd ieszcze cały
Chce iey wyrazić[1717] słowy łagodnemi:
«Nie z twardeieś się urodziła skały,
Nie miedzyś[1718] źwierzmi[1719] urosła dzikiemi,
Aby cię ruszyć miłości nie miały
Y żebyś miała uciekać przed niemi —
Chybabyś[1720] serce z żelaza ukować[1721]
Dać sobie chciała; co za grzech miłować?

74.

Nie mieszkay, a idź, gdzie cię chęć zawodzi[1722],
A nie wierz, aby miał bydź tak surowy;
Coć to zawadzi albo coć zaszkodzi —
Do zobopólnej że z niem przyidziesz mowy?
O sroga dziewko, takli się to godzi?
Niechcesz[1723] koniecznie, aby mógł bydź[1724] zdrowy?
Tylko nie skona ten, co[1725] go miłuiesz,
A ty inszego leczysz y pilnuiesz!

75.

Leczysz Arganta przedsię po staremu,
Żeby go potem srodze zamordował;
Takąż to masz dać wybawcy twoiemu
Nagrodę? co cię wolnością darował,
Iakoć się służyć nie przykrzy tamtemu,
A tego odbiec, coć się zasługował?
Do któregobyś[1726] w lot ztąd bieżeć miała,
Abyś go we złem zdrowiu ratowała.

76.

Dobrzebyś była więtszey godna dzięki,
Y prętkobyś się z tego ucieszyła,
Kiedybyś mu ty sama z własney ręki
Lekarskiey, rany iego pogoiła.
Y zbawiwszy go y bólu y męki —
Do zdrowiabyś go pierwszego wróciła,
A w twarzybyś się iego przeglądała,
Y w tey piękności, którąbyś mu dała.

77.

Do tego ieszcze miałabyś niemałą
Część między iego wielkiemi dziełami.
Y tak miłością zięci[1727] doskonałą.
Zostalibyście sobie małżonkami.
Y chodziłabyś, palcem ukazała[1728]
Między pierwszemi wielkiemi paniami
We włoskiei ziemi, kędy starożytnie
Prawdziwa wiara z piękną cnotą kwitnie».

78.

Tak długo iey zła miłość pochlebiała,
Że na iey radzie nakoniec[1729] poległa[1730];
Ale w tem trudność wątpliwą widziała,
Iakoby ztamtąd[1731] uszła y ubiegła.
Straż się na koło[1732] wszędzie przechadzała,
Która y murów y pałacu strzegła
Y bramy wszystkie ustawnie[1733] zawarte[1734],
Bez wielkich przyczyn[1735] nie beły[1736] otwarte.

79.

Pospolicie się z Kloryndą bawiła,
Barzo się w sobie obiedwie kochały
Y kiedy zorza z morza wychodziła
Y kiedy gasła — pospołu bywały.
Czasem, kiedy noc mrokiem świat okryła,
Na iedney z sobą pościeli sypiały,
Iedna się drugiey wszystkiego zwierzała,
Okrom miłości, tę w sobie trzymała.

80.

Tę Erminia tylko pokrywała,
A maiąc często zapłakane oczy,
Gdy o przyczynę Klorynda pytała,
Wszystko na swóy stan składała sierocy.
Z nią w towarzystwie ustawnie bywała.
Wolno iey beło y we dnie y w nocy
Do iey łożnice y do yey pokoiu,
Lub z królem w radzie, lubo beła w boiu.

81.

Y przyszła tam raz y siedziała sobie
Chwilę, swe myśli sobie rozbieraiąc
Y o swoiego skrytego sposobie
Wyszcia[1737] za miasto w pole — rozmyślaiąc.
Kiedy tak długo stała w oney dobie,
Umysł wątpliwy[1738] różnie obracaiąc,
Kobieta, Strój, Niewola, Rycerz, MężczyznaZ trafunku oczy rzuci na stół bliski
Y uyźrzy zbroię swoiey towarzyszki.

82.

Westchnąwszy, rzecze: «O błogosławiony
Stan cney dziewice w takiey szczęśliwości,
Zayźrzeć[1739] iey muszę, nędzna z każdey strony,
Nie płci panieńskiey chwały, nie gładkości —
Ale, że iey nóg nie trudnią ogony,
Gmach iey zawarty nie bierze wolności[1740],
Wychodzi, gdzie chce y chodzi we zbroi,
A sromoty[1741] się żadney ztąd[1742] nie boi.

83.

Czemu mię niebo, albo przyrodzenie
Tak nie stworzyło, iako tę dziewicę,
Żebym te rąbki i miękkie odzienie
Mogła, odmienić w pancerz i przyłbicę,
Pewniebym — maiąc na to pozwolenie —
Wolała zbroię, niż tę iedwabnicę[1743];
W polubym[1744] zawsze pod niebem mieszkała,
Znóy, deszcz, wiatr, zimno, wszytkobym wytrwała[1745].

84.

Pewnie, żebyś się pierwey był[1746] przedemną[1747]
Nie bił z mem miłem, hardy Cyrkaszczyku!
Pierweyby mu się przyszło potkać zemną[1748]
Y podobnoby iuż był u mnie w łyku[1749]
Lekkąbyś beł miał, słodką y przyiemną
Niewolą[1750] u mnie, ty móy okrutniku;
Y z twych powrozów y z twoiego węzła,
Lżeyszyby beł móy, w któremem[1751] uwięzła.

85.

Albobyś mię też w serce trafił grotem
Y umarłabym z tey rany zarazem,
A dopierobym ozdrowiała potem,
Zleczywszy miłość życzliwem żelazem;
Y iużbym więcey nie myśliła[1752] o tem,
Miałoby pokóy ciało z duszą razem
Y — a co wiedzieć — ieśliby mych kości
Niepogrzebł[1753], albo nie płakał z litości.

86.

Lecz niepodobnych[1754] napieram się rzeczy
Y myśl, niestetysz[1755], oszukiwam[1756] swoię[1757],
Iakosz to ma bydź[1758] y iako to grzeczy[1759]?
Ladaczego[1760] się licha dziewka boię,
A choć mi rozum pochlebia człowieczy,
Mieczem nie władnę, nie udźwignę zbroie[1761],
Lękliwe serce, słaba moia siła…
— Owszem udźwignę, by[1762] naycięższa była!

87.

Gdzieby iey też me siły nie zdołały,
Miłość ią na mię dźwignie y poniesie;
Za iey zdarzeniem ieleń bywa śmiały
Y mężnie rogiem w gęstem kole lesie.
Iać się bić nie chcę, ale ieden mały
Fortel mi pono[1763] ta zbroia przyniesie:
Chcę się Kloryndą udać[1764] y w postawie
Iey wyniść[1765] z miasta y pomóc tey sprawie.

88.

Stróże y którzy bramy zamykaią,
Puszczą ią zaraz — ile baczyć mogę —
Wszystkie mię insze sposoby miiaią,
Tę samę iednę widzę na to drogę;
Miłość, fortuna, niech mi pomagaią
Niewinney zdrady[1766] y wiodą niebogę,
Lecz to wykonać próżno przy Kloryndzie,
Lepiey iść teraz, niż[1767] od króla wyńdzie[1768]».

89.

Naostatek[1769] iuż tak się namyśliła,
(Miłość ią gwałtem wiodła niecierpliwa)
Y Kloryndzinę zbroię[1770] wynosiła
Cicho do swego gmachu ukwapliwa[1771];
Łatwie się iey to zdarzyło: nie była
Z nią tam na ten czas żadna dusza żywa.
Noc, Kochanek, ZłodziejNoc też nadszedszy, dała pomoc snadną[1772],
Życzliwa tem, co miłuią y kradną.

90.

A kiedy tylko małe światło daiąc,
Gwiazdy świeciły, a noc pociemniała —
W iedney się dawney słudze swey kochaiąc,
Do pokoiu iey sobie zawołała;
Z iednem lokaiem, któremu ufaiąc,
Oboygu część swych myśli odkrywała:
Że uciec musi — na to tylko składa,
Ale dlaczego — tego nie powiada.

91.

Lokay, kiedy się miała iuż wybierać,
Wszystkie zgotował potrzeby ku drodze;
Ona też zatem ięła się rozbierać
Z szaty, która szła do ziemie[1773] po nodze.
Potem się w kawtan[1774] przeszyty ubierać
Poczęła[1775], w którem przystało iey srodze;
A tak się ubrać zarazem umiała,
Że iey mało co sługa pomagała.

92.

Strój, Ciało, Kobieta, RycerzPiersi y szyię śniegowi podobną
Okryła w ten czas y swóy warkocz złoty,
Nie szatą iaką miękką y ozdobną,
Ale twardemi urobioną młoty;
Rękę pieszczoną y przedtem swobodną
Przyniewoliła do męskiey roboty:
Dźwiga tarcz. Miłość śmieie się, na ono
Herkulesowe wspomniawszy wrzeciono[1776].

93.

Ledwie nieboga zrazu[1777] stąpić[1778] mogła,
Kiedy on[1779] ciężar tak wielki dźwigała,
Ale iey panna służebna pomogła:
Iakokolwiek się na niey podpierała.
Potem, kiedy się spracowana zmogła,
Miłość z nadzieią sił iey dodawała,
Tak, że tam obie skwapliwie przypadły,
Gdzie lokay czekał y na konie wsiadły.

94.

Tak przebrawszy się zaraz poiechały,
Naustronnieyszey trzymaiąc się drogi,
Ale się z wielą[1780] przedsię[1781] potykały,
A blask się w nocy z zbroie świecił srogi;
Każdy zstępował, którego miiały,
Nie bez boiaźni, nie bez wielkiey trwogi;
Bo znak Kloryndzin[1782] straszny, chocia w cieniu
Y zbroyę znali przy białem odzieniu.

95.

Acz się iey nie źle z początku powiodło,
Przedsię się iakiey przeszkody boiała[1783],
Coś ią straszyło, coś ią w serce bodło,
Że ią przygoda iaka potkać miała;
Iednak do bramy śmiele szła y godło[1784]
Dawszy, wrotnego[1785] łatwie[1786] oszukała:
«Król mię śle w pole, co pręcey mię puszczay!
Iam — pry[1787] — Klorynda, wzwód[1788] mi zaraz spuszczay».

96.

Głos białogłowski, podobny onemu
Głosowi, którem Klorynda mówiła,
Zdał sią bydź własny Kloryndzin wrotnemu[1789],
Tak go udała y dobrze zmyśliła.
Więc, ktoby beł rzekł, ktoby wierzył[1790] temu,
Żeby ta mdła płeć we zbroi ieździła?!
Tak wypuszczeni poiechali sami,
Zakryci chrósty[1791], albo dolinami.

97.

A kiedy beli w dobrey ćwierci mili,
Dopiero konia wodzą zawściągnęła.
Mniemali, że iuż złe razy przebyli
Y że co więtsze zawady minęła;
Ale dopiero myślić w oney chwili —
Co iey wprzód na myśl nie przyszło — poczęła:
Coraz to więtszą[1792] trudność naydowała,
Którey, kwapiąc się[1793], nie upatrowała[1794].

98.

Wielkie szaleństwo y głupstwo widziała,
Tak po żołniersku iachać tam ubraną;
To przedsięwzięcie y tę wolą miała
Nieznacznie w obóz przyiechać nieznaną,
A swemu tylko miłemu się chciała
Dać znać, z czystością cało zachowaną;
Przeto stanąwszy, lokaia przyzwała:
Wrzkomo to iuż bydź ostroźnieyszą[1795] miała.

99.

«Idź wprzód przedemną do chrześciańskiego
Obozu, ale spiesz się y bież sporo[1796],
Tam się dopytay do Tankredowego
Namiotu zaraz, kędy leży choro[1797];
Powiedz, że yedna dla niebezpiecznego
Zdrowia iego chce przybyć tu, a skoro
On będzie przez nię[1798] zdrowy, za nagrodę
Ma iey dać pokóy, wolność y swobodę;

100.

A że mu dufa, że ią w mocy maiąc,
Nie uczyni iey żadney zelżywości.
Będzieli więcey chciał wiedzieć, pytaiąc —
Mów, że ni o czem[1799] nie masz wiadomości;
A ia tu sobie tak odpoczywaiąc,
Będę cię czekać nie bez teskliwości[1800]».
Tak go uczyła, a on się nie bawił[1801],
Biegł, iakoby mu skrzydła kto przyprawił.

101.

Do obozu go zarazem[1802] puszczono,
Bo ten lokay beł sprawny y bywały;
Tankredowe mu także ukazano
To stanowisko, gdzie leżał zchorzały[1803].
Odniósł[1804] mu wszystko, co mu rozkazano
Y wracał się wzad[1805] — gdzie obie czekały —
Z tem, że ią wdzięcznie chciał przyiąć i miała
Bydź zataioną inszem[1806], iako chciała.

102.

A w tem tak małey znieść nie mogła zwłoki,
Frasowała się, że się długo bawił:
Liczyła cudze sama w sobie kroki.
«Iuż — prawi — doszedł, iuż poselstwo sprawił».
Potem na wzgórek wiechała wysoki,
Tusząc, że idzie y że się odprawił;
A kiedy go tak pilno wyglądała,
Nieprzyiacielskie namioty uyźrzała.

103.

Noc na się była rąbek z gwiazd włożyła,
A niebo iasne świeciło pogodnie —
Iuż y Cynthya[1807] pełna prowadziła
Swe złote wozy między mnieysze ognie;
Erminia też swoie rozłożyła
Pospołu z niebem, gorące pochodnie.
Czyniąc ich świadkiem życzliwe milczenie
Y nieme pola y miesięczne[1808] cienie.

104.

Patrzy na obóz, cieszy się nadzieią
Y mówi z sobą: «O! piękne namioty,
O! iako miłe wiatry od was wieią
Y niezwykłey mi dodaią ochoty;
Niechay mię wierzchy wasze przyodzieją,
Niech ze mnie zdeymą te ciężkie kłopoty,
Bo pewnie, ieśli pod niemi nie będę,
Żywot położę y zdrowia pozbędę.

105.

Przyimcie mię! a niech doznam tey litości,
Którą mi miłość po was obiecała,
Y doświadczoney przedtem łaskawości,
Którąm[1809] w niewoley[1810] po swem panie[1811] znała.
Nie chcę straconey od was maiętności
Y abym znowu królową została —
Wielką mi łaskę, wielką pokażecie,
Kiedy mi służyć u siebie każecie».

106.

Tak do nich mówi, a nie myśli o tem,
Iako Fortunę miała iadowitą.
Miesiąc[1812] pogodny swem promieniem złotem
Bił z nieba z góry w zbroyę niezakrytą
Y odtrącony zasię od niey potem.
Światłość daleką posyłał odbitą;
Więc po poświecie[1813] szata się bielała,
A na szyszaku tygrys[1814] się błyszczała.

107.

Iako zły los chciał, rotmistrze ćwiczeni
Straży tam beli w tych mieyscach zawiedli;
Polifern, Alkandr, bracia dwa rodzeni
Starszemi beli y te ludzie wiedli;
Pilnuiąc tego, aby Saraceni
Z pola do miasta bydła nie nawiedli.
Że lokay z strażą pominął się oną —
Musiał daleko obbieżeć[1815] gdzie stroną.

108.

Polifern młodszy, któremu zabiła
Oyca Klorynda czasu niedawnego,
Rozumiał, że to ona sama była,
Zayrzawszy stroiu zwykłego białego
Y ztąd[1816], gdzie się straż była zasadziła,
Konia w tą stronę obracał rączego
Y krzycząc głosem, biegł na Erminią,
Prętkiey[1817] chciw pomsty[1818] z złożoną kopiją.

109.

Iako więc ieleń na puszczy pierzchliwy,
Kiedy z pragnienia szuka swey ochłody,
Tam, gdzie przy skale strumień widzi żywy,
Znienagła[1819] idzie bespieczny do wody;
A ieśli na psy wpadnie, gdy leniwy
Między leśnemi napić się chce chłody —
Skoczy y nazad bieży wylękniony
Y zapomina, że beł upragniony[1820]:

110.

Tak y ta będąc srodze upragniona
Z skrytego ognia gorącey miłości,
Y tusząc zgasić pragnienie — strapiona —
W swego miłego przyszłey obecności;
Teraz, nieboga, będąc omylona
Y słysząc groźby niespodzianych gości —
Siebie y pierwszey zapomina chęci
Y uciekaiąc, bieży bez pamięci.

111.

Ucieka nędzna, a swoiego kole
Ze wszytkiey[1821] mocy konia ostrogami;
Panna służebna tuż za nią przez pole,
A Polifern ie goni z żołnierzami.
W tem[1822] się skradaiąc niziną przy dole,
Z późnemi lokay wracał nowinami;
Widzi pogonią wielką za swą panią
Y ucieka też, w różną stronę, za nią.

112.

Alkander mędrszy[1823], Polfernów[1824] rodzony,
Za Kloryndę ią własną[1825] także maiąc,
Nie chciał iey gonić, ale utaiony
W chróście[1826] się na nię zasadził, czekaiąc;
A z iego ludzi ieden wyprawiony,
Biegł do obozu zarazem znać daiąc,
Że stad do miasta żadnych nie pędzono,
Ale Kloryndy samey postrzeżono[1827]

113.

Y że tam sobie wszyscy tak mówili,
Że ona maiąc hetmańską buławę,
Nie darmo z miasta wyszła w oney chwili
Y wzięła na się sama tę wyprawę;
Przeto, niechayby ostrożnemi byli,
A pilne oko na tę mieli sprawę.
Iako to skoro do obozu doszło,
Po wszystkiem woysku zaraz się rozniosło.

114.

Tankred nowiną pierwszą przerażony,
Kiedy do iego przyszła wiadomości
Świeża wieść ona, myślił[1828] utrapiony,
Że się dla niego wdała w te trudności
Y w pancerz tylko lekki obleczony,
Troski y wielkiey pełen wątpliwości,
Wsiadszy na swóy koń, wodze mu wypuścił
Y we wszystkiem[1829] się biegu za nią puścił.

Koniec pieśni szóstey.

Pieśń siódma

Argument

Tu Erminią do siebie przyimuie
Pasterz, Tankred wpadł w Armidzine sidła;
Raymund się pychę okrócić gotuie
Cyrkaszczykowę, co Bogu obrzydła
Y z niem, sam a sam w polu się kosztuie,
Od anyelskiego obroniony skrzydła;
Belzebub widząc, że Argant słabieie,
Pioruny ciska, wichry dmie, dżdże leie.

1.

W tem Erminia, nieboga, zmartwiała,
Y bez pamięci biegła w onem czesie[1830],
Wodzę puściwszy, za łęk się trzymała,
A koń ią, gdzie chce po krzewinie niesie.
Y to tam, to sam, nędzna uciekała
Po różnych drogach i po gęstem lesie,
Że naostatek[1831] z oczu ią stracili
Ci, co się za nią w pogonią[1832] puścili.

2.

Iako po długiey pracey[1833] zmordowani,
Charci[1834] się nazad do smyczy wracaią,
Kiedy iem zbędzie[1835] z pola prętka[1836] łani,
Którą ogonić w chróście[1837] trudno maią —
Tak ci daremno oną[1838] spracowani
Pogonią, w ten czas barzo[1839] się sromaią.
A ona przedsię[1840] co nadaley[1841] stroni[1842].
Ani wzad[1843] weyźrzy[1844], ieśli[1845] ią kto goni.

3.

Całą noc y dzień cały uciekała
Po różnych ścieżkach y po różney stronie
Y nic, okrom[1846] swych wrzasków nie słyszała,
W straszliwey lasu głuchego zasłonie;
A kiedy ciemna noc ustępowała
Y dzień wyprzągał[1847] z wozu swoie konie,
Nad Iordanową wodą z konia zsiadła
Y poszła na brzeg y tam się układła[1848].

4.

Ieść nie pomyśli, ale kłopotami
Y swem nieszczęściem utrapiona żyie:
Płaczem nieboga y gęstemi łzami
Karmi się tylko y łzy same piie;
W tem ią sen swemi obłapił skrzydłami,
Pod które troski y frasunki kryie,
A miłość przedsię[1849], iako y na iawi
We śnie ią trapi y we śnie ią bawi.

5.

Sielanka, Bieda, WojnaNie ocknęła się, aż kiedy[1850] słyszała
Drobnego ptastwa wesołe śpiewanie
Y wody, która cicho się ruszała,
Ku dniowi z wiatry lekkiemi igranie;
Podniózwszy[1851] oczy, przy stronie uyźrzała[1852]
Domki, ubogich pasterzów mieszkanie,
A między wodą y lasem się zdało,
Że ią coś znowu do płaczu wołało.

6.

Ale on[1853] iey płacz nieuhamowany
Zastanowił[1854] się od dźwięku nowego,
Który się zdał bydź[1855] z piszczałki zmieszany
Y z pasterskiego śpiewania prostego;
Postąpi daley do chróścianey[1856] ściany
Y uyźrzy w cieniu pasterza starego:
On plótł koszyki, stado pasąc swoie,
A przed niem śpiewa chłopiąt małych troie.

7.

Uyźrzawszy zbroię, poczęły przez płoty
Uciekać w gęstwę dzieci wylęknione;
Erminia iem[1857] włos ukaże złoty
Z hełmu y oczy do śmiechu skłonione.
— «Nie przerywaycie — prawi — swey roboty,
Skończcie śpiewanie y rymy uczone,
Szczęśliwi ludzie! a wiedzcie, że moia —
Woyny nie niesie waszey pieśni — zbroia.

8.

Ale to u mnie, oycze, wielkie dziwy,
Iako po wszytkiey kiedy Palestynie,
Żołnierz tam y sam biega drapieżliwy —
Ty tak bespiecznie mieszkasz w tey krainie».
Na to iey pasterz powiedział szedziwy[1858]:
— «Minął mię dotąd y da Bóg, mię minie
Żołnierz w tych lesiech[1859], ani tu o woynie
Słychać y dotąd mieszkam tu spokoynie.

9.

Lubo[1860] to nieba sprawuią życzliwe,
Że tu pasterza niewinnego bronią,
Lubo — iako więc pioruny straszliwe
Wysokie wieże pospolicie gonią —
Tak y łakomych żołnierzów krwie chciwe
Szable przed nędzą y ubóstwem stronią,
A na królewskie tylko ważą głowy
Y gdzie łup wiedzą bogaty gotowy.

10.

Łatwiey się w swoiey chudobie ukryię,
Skarbów y żadnych nie chcę maiętności —
Wolno bez troski y kłopotu żyię,
W sercu niezbędney[1861] nie noszę chciwości;
Z przeźroczystego zdroiu wodę piię,
To moie skarby, to me szczęśliwości!
Z tego ogródka mam swe wyżywienie
Y z tego bydła moye dobre mienie.

11.

Małą się rzeczą ludzkie przyrodzenie
Obeydzie zawżdy y człowiecze zdrowie;
Czeladzi nie mam, ci tylko przy żenie
Pilnuią bydła moyego — synowie;
Mam swe uciechy: tu dzikie ielenie,
Tu wyskakuią przedemną kozłowie,
Ptacy bespieczni przedemną śpiewaią,
Ryby bespieczne po wierzchu pływaią.

12.

Beły te czasy, ieszcze w młodem lecie[1862],
Kiedy baczenia[1863] u człowieka mało,
Żem też umyślił wędrować po świecie:
Paść mi się bydła w oyczyźnie nie chciało;
Chwilem żył w Memphim[1864] y w tam tem powiecie
Służyć mi się też królowi dostało[1865]
Y chociam tylko ogroda pilnował,
Wiem, co dwór umie, bom go też skosztował.

13.

Długom był śmiałą nadzieią bogaty,
O iakom wytrwał y wycierpiał siła[1866]!
Ale z młodszemi iako skoro[1867] laty,
Próżna nadzieia ze mnie ustąpiła;
Płakałem długo, wspominaiąc na ty[1868]
Oyczyste mieysca y to moia była
Ostatnia wola, żem dwory opuścił,
A na ten żywot spokoynym się puścił!»

14.

Gdy Erminia oney słodkiey mowy
Y słów starego pasterza słuchała,
Swoich trosk wielkich y kłopotów z głowy
Część iakąkolwiek sobie wybiiała
Y w swem nieszczęściu ratunek gotowy
Wziąć w onych skrytych lesiech[1869] zamyślała,
Chcąc w nich tak długo mieć swoię zabawę[1870],
Ażby się szczęście wróciło łaskawe.

15.

Y pocznie mówić onemu starcowi:
— «Szczęśliwyś trzykroć y błogosławiony!
Żeś poznał, co złe y twemu stanowi
Spokoyneś mieysce obrał z każdey strony;
Skłopotanemu memu żywotowi
Życz też pokoiu — proszę — y obrony:
Prziym[1871] mię do siebie! niech tu miedzy[1872] lasy[1873]
Złożę na chwilę troski y niewczasy[1874].

16.

Y ieśliby cię miała chęć uwodzić
Do złota, pereł — mam ich część przy sobie
Y gotowamci[1875] zarazem nagrodzić
Twą dobrą wolą[1876] przeciw mey osobie!»
W tem iey łzy z smętnych poczęły uchodzić
— Iedna po drugiey — oczu w oney dobie,
Gdy powiadała swoie doległości,
A on słuchaiąc, płakał iey[1877] z litości.

17.

Cieszył[1878] ią długo starzec, ale ona
Pocichu[1879] sama w sobie narzekała;
Potem ią zawiódł, kędy iego żona,
Podeszła w leciech[1880], krosien pilnowała.
Tak z oney twardey zbroie zewleczona,
Wieś, Praca, KobietaW gzło[1881] się y w tkankę taśmianą[1882] przybrała,
Lecz okiem, stanem, postawą ozdobną
Nie bardzo beła[1883] pasterce podobną.

18.

Podły on ubiór pańskiey nie zakrywa
Powagi, ale ma iey w sobie wiele:
Ta potłumiona gwałtem się dobywa —
Lub[1884] owce pasie, lubo ogród piele,
Lub z lasu bydło do domu zwoływa[1885],
Lub krosien, albo pilnuie kądziele;
Lubo z motowidł[1886] na kłębki prządziona
Zwiia, lub krowom wyciska wymiona.

19.

Częstokroć, kiedy owce w południowe
Gorąco, w cienie y w chłody wegnała,
W bukowe albo w drzewo iaworowe
Kochane imię nożem wkarbowała[1887].
Y swe miłości y przypadki nowe
Na skórach różnych drzew powyrzynała
Y czytaiąc zaś one obiecadła,
Łzy wylewała, wzdychała y bladła.

20.

Z drzewy[1888] zaś potem mówiła niememi:
— «Chowaycie w sobie, drzewa przyiaźliwe,
Nieszczęsną miłość z kłopotami memi,
W które mię wdały nieba nieżyczliwe!
Odpocznieli[1889] kto pod chłody waszemi,
Ukażcie mu łzy moie nieszczęśliwe —
Że rzecze, moie czytaiąc przygody:
Ach, złe za miłość tak wierną nagrody!

21.

Może być, ieśli bogowie łaskawi
Niewinnych prośby maią na swey pieczy —
Że się tu kiedy móy niewdzięcznik stawi
(Choć się to zdadzą niepodobne rzeczy)
Y nad moiem się grobem co zabawi,
W którem ten zewłok położę człowieczy —
Y późnych nad niem łez wyleie kilko,
Albo — ieśli to siła — westchnie tylko.

22.

Tak, ieśli dusza nie była szczęśliwa
Żyiąc, szczęśliwsza po śmierci zostanie!
Y czegom będąc nie dostała żywa,
Móy zimny popiół pod ziemią dostanie!»
Tak z niemem drzewem rozmawia troskliwa[1890],
A płacz iey częste przerywa wzdychanie.
Temczasem Tankred, długo obłądzony,
Daleko od niey w różne ieździ strony.

23.

Zaraz z obozu biegł do przyległego
Lasu przez pole za nią prosto w tropy,
Lecz od gałęzia y liścia gęstego,
Żadney na ziemi nie znać było stopy;
A gdy iuż śladu nie widział bitego,
Ani chałupy, ani żadney szopy —
Nakłada ucha, ieśli w oney ciszy
Dźwięk albo tentent iaki gdzie usłyszy;

24.

Ieśli się kędy suche liście[1891] kruszy,
Albo na dębie, albo na sośninie;
Ieśli się także albo zaiąc ruszy,
Albo ptak iaki po gęstey krzewinie.
Bieży tam wzawód nadstawiaiąc uszy,
Aż naostatek, tam koń rączy kinie[1892],
Gdzie dźwięk usłyszy iakiś, na to mieysce
Przybiegł, a iasny miesiąc świecił ieszcze.

25.

Przybiegł tam, kędy w gęstem leśnem cieniu
Z skały przeyźrzysta woda wypadała
Y daley bieżąc po drobnem kamieniu,
Między pięknemi brzegami spadała.
Tam począł wołać, ale przy strumieniu
Echo[1893] się tylko głosem ozywała[1894],
A w tem[1895] iutrzenka swoye złote włosy
Ukazowała, raney pełne rosy.

26.

Wzdycha żałośnie a nieba winuie[1896],
Że tak z niem sobie czyniły igrzyska
Y nad swą panią zemścić się ślubuie
— Gdzieby[1897] tam przyszła — tego pośmiewiska[1898];
Naostatek[1899] się powrócić gotuie,
By mógł wybłądzić wzad do stanowiska[1900],
Wspomniawszy na dzień blisko naznaczony,
Bić się z rycerzem od przeciwney strony.

27.

Iuż noc iasnemu uchodziła dniowi,
Poiechał daley y poyźrzy po oku:
Aż w górę z dołu ktoś, kuryerowi
Podobny, bieży ze wszystkiego skoku;
Bicz trzymał w ręku na dół ku koniowi,
Trąbka na sznurze wisiała u boku.
Zastanowi[1901] go Tankred y przywita
Y o drogę go do obozu pyta.

28.

«Tam — prawi — prosto iadę, wyprawiony
Od Boemunda» — Tak oba iachali,
Bo mniemał Tankred, że go stryi w te strony
Wysłał do woyska. Potem przyiechali,
Kędy ieziorem wielkim otoczony
Był mocny zamek y tam się udali
O tey godzinie, kiedy się zmierzkało
Y słońce iasne w morze zapadało.

29.

Zatrąbił w trąbę kuryer przed mosty,
Zaczem spuszczono na dół wzwód[1902] drzewiany.
«Do obozu — pry[1903] — ztąd gościniec prosty,
Dziś się tu prześpiem, aż świt przydzie rany[1904].
Grabia z Kosence, dzień dopiero szósty,
Wziął tu ten zamek szturmem pod pogany».
Tankred się murom wysokiem dziwuie
Y obronie się wielkiey przypatruie.

30.

Nie dufa[1905] przedsię[1906] y zdaleka[1907] stoi,
Myśląc o iakiey zdradzie w oney dobie[1908],
Lecz, iako ten, co śmierci się nie boi.
Namniey tego znać nie daie po sobie;
Dufa swey ręce, dufa mocney zbroi,
Która iuż nieraz wytrwała na próbie,
O poiedynku iednak wiedząc bliskiem,
Nie radby się bił w onem czasie z ni-skiem[1909].

31.

Tak, naprzeciwko onemu zamkowi,
Z którego był most do łąki przytkniony[1910],
Zatrzymał się kęs[1911], zdradnemu wodzowi
Niedowierzaiąc — łagodnie wabiony.
W tem czasie na most przeciw Tankredowi
W zupełną[1912] wszystek zbroię obleczony
Wyszedł ktoś srogi, który iadowitą
Mową nań wołał, a broń miał dobytą:

32.

«Lubo umyślnie, luboś tu trafunkiem
Przyszedł w Armidy zawołaney kraie,
Iuż ztąd[1913] nie wyńdziesz[1914]: złóż zbroię z rynstunkiem[1915],
Każdy tu wolne w pęto ręce daie;
Wnidź do iey zamku, ale z tem warunkiem,
Abyś iey prawa chował y zwyczaye,
Ani sobie tusz więcey widzieć świata,
Ale tu musisz bydź[1916] na wieczne lata.

33.

Chybabyś przysiągł, że będziesz woiował
Każdego, co się od Chrystusa zowie!»
Tankred, gdy mu się pilnie przypatrował,
Poznał go zaraz po herbie, po mowie:
Gaskończyk to był, Rambald się mianował,
Który z Armidą iechal, białeygłowie
Dawszy się uwieść, iey być dworzaninem
Chciał y iey gwoli[1917] został poganinem.

34.

Święty Tankreda zdiął gniew w oney dobie:
«Iam — prawi — Tankred, o zdrayco bezecny!
Iam dla Chrystusa miecz przypasał sobie,
Iegom iest rycerz i ten twóy wszeteczny
Ięzyk chcę skarać; pokażę ia tobie,
Żeć dzień dzisieiszy będzie ostateczny
Y że mię niebo na to naznaczyło,
Aby się przez mię twych niecnót zemściło[1918]

35.

Zbladł, słysząc imie sławne, wylękniony
Rambald, lecz przedsię zdał się śmiały z mowy:
«Po coś tu przyszedł, nędzniku w te strony?
Dasz gardło wnetże y pozbędziesz głowy[1919].
Tem moiem mieczem będziesz okrócony[1920];
A rzeczą to chce pokazać, nie słowy
Y ten twóy poślę łeb ucięty w dary
Twem towarzyszom Chrystusowey wiary!»

36.

Tak mówił Rambald. — A iż iuż czarnemi
Skrzydłami gęste noc siała ciemności —
Lampy się z światły[1921] odkryły gęstemi,
Że ledwie mógł bydź[1922] dzień więtszey iasności;
Zamek się świecił, iak między nocnemi
Pompami scena. Nieznacznie, w skrytości
Na wierzchu siedzi Armida ubrana,
Gdzie wszystko widzi, sama niewidziana.

37.

Tem czasem[1923] Pojedynek, Rycerzwielki rycerz się gotował
Do poiedynku y broni dobywał,
Lecz iż poganin pieszo następował
Y on, widząc to, konia nie używał;
Pieszo szedł także, głowę obwarował
Hełmem, a piersi paiżą[1924] zakrywał,
Miecz goły trzymał w ręku. Tak z okrzykiem
Skoczywszy, starł się śmiele z Gaskończykiem.

38.

Gaskończyk kołem w wielkiem chodzi kroku
Y zmyślone nań razy wynayduie,
Ten zaś, choć sobie nadpracował boku,
Iako nabliżey[1925] podeń się szańcuie;
Y ieśli ów wzad ustąpi — ten oku
Ledwie dościgły, rączo następuje
Y miecz nań wkoło ciska piorunowy,
Nieustrzeżoney chcąc gdzie dosiąc[1926] głowy.

39.

Gdzie przyrodzenie naywięcey zchowało[1927]
Żywota, tam się naybarziey napiera;
A przy śmiertelnych razach — tak, że grzmiało,
Ogromnem głosem, na niego naciera;
Kręci się Rambald — nieborak — y ciało
Prędkością kradnie y tarczą zawiera[1928],
To mieczem, to mu puklerzem odbiia,
Że go cięty raz y sztych ieszcze miia.

40.

Lecz nie tak iest ten prętki[1929] do obrony,
Iako ów drugi prętki do obrazy[1930]:
Posiekł na niem tarcz y szyszak stalony[1931]
Iuż podziurawił, nie bez wielkiey skazy;
Iuż ten skrwawiony, a ów niedraśniony
Aż dotąd wszystkie wytrzymywa razy;
Trwoży się Rambald, razem go sromota[1932],
Gniew, miłość gryzie, zdrada y niecnota.

41.

A zwątpiwszy iuż po części o sobie,
Ostatniego z niem szczęścia chce skosztować:
Porzucił paiż, miecz wziął w ręce obie
Y siekł nań, więcey nie chcąc ustępować,
Y zwarł się cieśniey y miecz w oney dobie
Wyniózszy — ciął tak, że żadna hamować
Blacha nie mogła razu tak tęgiego…
Y żebra trochę dosiągł mu lewego.

42.

Potem go w głowę kilkakroć wymierzył,
Że dźwięk szedł taki, iaki daią dzwony,
Hełmuć[1933] nie przeciął, ale tak uderzył,
Że nieprzyiaciel przyklękł pochylony;
Żadenby[1934] temu podobno[1935] nie wierzył,
Iako beł[1936] potem Tankred zapalony:
Oczy mu szczerem płomieniem pałaią,
Gniewliwe zęby straszliwie zgrzytaią.

43.

Tak srogi beł wzrok w ten czas[1937] Tankredowy,
Że go znieść nie mógł Rainbald wielozmienny;
Słyszy, że mu miecz świszczy koło głowy,
Mniema, że mu iuż brzuch przeciął bezdenny,
Uskoczy w stronę, a miecz piorunowy
Uderzył w filar przy moście kamienny,
Skry y kamienie poszły pod obłoki.
A zdraycę zimny mróz uiął za boki.

44.

Ucieka przez most, tak w niem trwoga tęga,
Żeby go same nogi ratowały;
Ów go za kołnierz tylko co nie sięga
I iuż od niego tylko przez krok mały;
W tem wszystko światło obudwu odbiega:
Lampy pogasły, gwiazdy pociemniały,
Iasności nocy namniey nie zostało,
Miesiąca wszystko światło odbieżało.

45.

W cieniu od nocy y czarów sprawionem
Iuż go nie goni zwyciężca[1938] w mrok srogi,
Ani go widzi — tylko w mieyscu onem,
Omacnie[1939] stawia niebespieczne nogi;
Y wszedł we wrota krokiem obłądzonem,
A nie postrzegł się, że przestąpił progi,
Lecz słyszał potem, że drzwi za niem trzasły,
Kiedy za progi błędne[1940] nogi zaszły.

46.

Równie tak ryba na wielkiem iezierze,
W które swą słoną morze wchodzi wodą,
Gdy się na pokóy y na ciszą wzbierze
Y przed morską się chroni niepogodą —
Zawrze się sama, wzad się darmo bierze
Y z utraconą żegna się swobodą;
Bo przyrodzenie te wrota — otwarte
Weszciu[1941], lecz wyszciu[1942] sprawiło zawarte.

47.

Tak nieszczczęśliwy Tankred w one czasy,
Wpadł w niewidomą ciemnicę bespiecznie[1943]
Y wszedł, zkąd[1944] nigdy — uwiązany pasy[1945]
Ciemnego mroku — nie mógł wyniść[1946] wiecznie;
Wprawdzie drzwi ruszył y mocne zawiasy
Silił się urwać rękoma koniecznie,
Lecz próżno, tylko głos słyszał: «Iuż w łyku
Wiecznie — Armidzin[1947] będziesz niewolniku!

48.

Tuć naznaczone na wieki mieszkanie.
Śmierci się nie bóy iednak z żadney strony!»
Nie odpowiada nic na to wołanie,
Lecz wzdycha tylko rycerz obłądzony;
Nieszczęściu łaye[1948] y narzeka na nie,
Głupstwo y miłość winuie[1949] strapiony:
Czasem sam z sobą rozmawia w milczeniu:
«Mnieysza — zbyć słońca, mnieysza — być w więzieniu;

49.

Więtsza[1950] — zbyć słońca dobrze iaśnieyszego,
Którego, ato, na wieki pozbędę
Y iuż z iey wzroku — nędzny — wesołego,
Nigdy podobno cieszyć się nie będę».
Wtem na Arganta wspomni zuchwałego,
Dopiero westchnie: «Gdzie — pry[1951] — kolwiek siędę,
Gdzie się obrócę, wszyscy będą szydzić
Y tak, o hańbo, wiecznie się mam wstydzić!?»

50.

Tak cześć y miłość niewidomie psuie
Y gryzie serce w wielkiem bohaterze;
A gdy się ten tak nieborak frasuie,
Arganta dawno miękkie mierzi pierze.
Tak go chciwość krwie y sławy morduye
Y gniew na pokóy y długie przymierze:
Że choć ma ieszcze niezgoione rany,
Pragnie, żeby niósł dzień szósty świt rany.

51.

Nocy tey, która on dzień uprzedzała,
Ledwie się trochę położył do spania,
A wstał tak rano, że ieszcze bez mała
Pod kilka godzin było do śniadania;
Mówi o zbroię, co w głowach leżała,
A giermek mu ią dał bez omieszkania,
Nie iego zwykłą, ale darowaną
Od króla, wszystkę złotem nabiianą.

52.

Weźmie ią zaraz y na się oblecze
Y bynaymniey ią[1952] nie beł obciążony,
A miecz ogromny, co z obu stron siecze,
Do boku sobie z lewey przypiął strony.
Iako się świeci kometa, gdy miece[1953]
Krwawem ogonem promień rościągniony[1954],
Co państwa mieni[1955] y wiedzie choroby,
A króle straszy y wielkie osoby —

53.

Tak się on w ten czas świecił w lśniącey zbroi,
A oczy krwią niósł y gniewem piiane;
W twarzy surowey strach mu szczery stoi
Y śmierć w niey sroga gniazdo ma usłane;
Śmiałe to serce, które się nie boi,
Kiedy — gdzie oczy rzuci zagniewane —
Macha ogromnem po powietrzu mieczem,
A głosem woła więtszem[1956], niż człowieczem:

54.

«Niedługo zdraycy y rozbóynikowi
Chrześciańskiemu moc ukażę swoię;
Oduczę się go równać Argantowi,
Pozna wnet siłę, pozna rękę moię!
Na więtszą wzgardę iego Chrystusowi,
Utnę mu głowę y złupię mu zbroię,
A potem takiem ozdobiony łupem,
Nakarmię kruki y psy iego trupem».

55.

Gniew, Dźwięk, Zwierzęta, WalkaTak w rozdrażnionem właśnie widziem byku,
Którego miłość bodzie zazdrościwa,
Ogromnie ryczy y z onego ryku
Na więtszy się gniew i siłę zdobywa
Y gdy o bliskiem wie spółmiłośniku,
Rogi o twarde dęby wyostrzywa[1957],
Piasek nogami miece[1958] niespokoyny,
Z przeciwnikiem swem prędkiey chciwy woyny.

56.

Taką wściekłością pobudzony, wkłada
Harde poselstwo z gniewem trębaczowi:
«Iedź do obozu, a skoroć się nada[1959],
Chrystusowemu powiedz rycerzowi,
Żem ia iuż gotów!» Za tem słowem wsiada,
A iść przed sobą każe Ottonowi;
Tak spiesznie z miasta wypuszczony iedzie,
A więźnia swego przy strzemieniu wiedzie.

57.

Wtem w róg zatrąbił, a na wszystkie strony
Przez stanowiska dźwięk szedł niecierpliwe,
Bo po obozie wszytkiem rozgłoszony,
Uszy y serca uraził gniewliwe.
Iuż też w naywiętszem senat zgromadzony
Namiecie[1960] — czekał, gdzie wszedszy dotkliwe
Trębacz poselstwo sprawił. Wprzód mianował[1961]
Tankreda; inszych iednak nie wyimował[1962].

58.

Wątpliwą myślą y leniwem wzrokiem,
Między swoiemi Goffred upatruie,
Lecz długo myśląc, długo miecąc[1963] okiem
Godnego w swoich na to nie nayduie:
Przednieyszych nie masz, nie wie o niokiem[1964],
Coby z niem zrównał; Tankred gdzieś próżnuie,
Do Boemunda daleko, Rynalda
Nie masz, co zabił hardego Gernanda.

59.

Nad dziesięć, losem co byli wybrani,
Iechało inszych — co mężnieyszych — siła,
Które Damaszku bogatego pani
Swoią chytrością z woyska wywabiła;
A drudzy tylko milczą zasromani,
U których słabsze y serce y siła:
Każdy się sławy niebespieczney boi,
Wstyd od[1965] boiaźni zwyciężony stoi.

60.

Z milczenia Hetman y poznał z postawy,
Że ich strach wielki wszystkich opanował —
Wstał zaraz z mieysca y porwał się z ławy,
(Co w niem żal y gniew pobożny sprawował).
«Byłbych — pry[1966] — nie mąż, lecz niewieściuch prawy[1967],
Gdziebych[1968] żywota dziś nie odżałował
Y gdziebym[1969] sławę memu narodowi
Zdeptać — dopuścić miał poganinowi.

61.

Niechayby woysko y moi żołnierze,
Na stronie na me potkanie patrzali;
Daycie mi zbroię, przynieście pancerze!»
Skoczyli słudzy y zaraz ie dali —
Lecz ty Raymundzie, stary bohaterze,
Któremu z męstwem rozum przyznawali,
Nie dałeś takiey wolności wodzowi
Y takeś w ten czas mówił Goffredowi:

62.

«Uchoway tego, o wszechmocny panie!
Aby w twey głowie[1970] wszystko[1971] woysko miało
Iść na szańc. Tyś wódz, nie żołnierz — Hetmanie!
Wszystkiemby[1972] się nam przy tobie dostało.
Ciebie na wiary świętey zachowanie,
Na skazę niebo pogaństwa obrało;
Ty rządź rozumem, ty władni[1973] buławą,
Inszy niech dzieła pod twą czynią sprawą[1974].

63.

Ia, chociam się to skrzywił od starości
Y iużem zgrzybiał, jako mię widzicie —
Będę się z niem bił, kiedy powinności
Rycerzów dobrych wszyscy nie pomniecie.
Gdzieżbych[1975] to teraz w takiey był młodości,
W iakiey was widzę, co tylko stoicie
Y nie rusza was y gniew y sromota,
Słuchaiąc, iako bluźni ten niecnota.

64.

Iakim beł wtenczas, kiedy seymowała
Ziemia niemiecka, kiedym ogromnego
Zbił Leopolda, co wszystka[1976] widziała
Rzesza na dworze Konrada Wtórego;
A więtsza się to rzecz na on czas zdała,
Pożyć[1977] rycerza tak doświadczonego,
Niźli[1978], kiedyby teraz ieden tylko,
Tego motłochu gnał przed sobą kilko[1979].

65.

By[1980] mi się ona[1981] pierwsza krew[1982] wróciła,
Iużby beł Argant nie żyw[1983] o tey dobie,
Lecz y starość mi nie tak dokoczyła[1984],
Abym żywego serca nie czuł w sobie.
Ieśli mi też śmierć Parka naznaczyła,
Pozna poganin, że mam ręce obie;
Ia wsiadam. Dzień ten moie przeszłe lata
Lepiey ozdobi u wszystkiego[1985] świata».

66.

Tak mówił starzec, a ta iego mowa
Stoi[1986] za dobre do męstwa ostrogi.
Ci, co dopiero rzec nie śmieli słowa,
Śmiałość y ostre pokazuią rogi;
Każdemu teraz siła Argantowa
Słaba się widzi, każdy teraz srogi:
Chce z niem Baldowin czynić[1987], chce z Rugierem
Gwelf, Gwidowie dwa, Stephan z Giernierem.

67.

Y Pirrus, który dał naszem na zmowie
(Którą miał skrytą z mężnem Boemudem)
Antyochią – y dway Anglikowie:
Eberard wielki zapaśnik z Rosmundem;
Za niemi potem zaraz się ozowie[1988]
Rydolf Irlandczyk z Szotem Rotermundem,
Gildyppa także z swoiem Odoardem —
Chcą się probować z poganinem hardem.

68.

Lecz nadewszystkie[1989] Raymund serce chciwe
Y pokazował wzór piękney ochoty:
Iuż, okrom[1990] głowy, członki nieleniwe
Oblókł we zbroię zbyt[1991] piękney roboty.
Goffred mu rzecze: «O zwierciadło żywe
Dawnego męstwa! niech na twoie cnoty
Naród nasz patrzy, niechay za twem wzorem
Dzielności wyknie[1992] y idzie twem torem.

69.

Kiedybym[1993] dziesięć miał między młodemi,
Którzyby[1994] beli tey, co ty dzielności —
Iść pod Babilon z krzyżami złotemi,
Miałbych[1995] zto[1996] serca, miałbych zto dufności;
Teraz schoway się za prośbami memi
Do przystoynieyszych spraw twoiey starości;
W naczynie karty włóż który w tem rzędzie,
A niechay sędzią szczęście y los będzie.

70.

Owszem Bóg sędzią, nie te będą karty!
Iemu są losy y szczęście poddane».
Lecz Reymund tak był twardy y uparty,
Że chciał imię swe podać napisane.
Wtem Goffred w szyszak nazwiska zawarty,
Włożywszy, wtrząsnął społem[1997] pomieszane.
Tam w pierwszey kartce, którą rozwiniono,
Grabie z Tolozy imię naleziono.

71.

Krzyknęli wszyscy wesoło, przygany
Żaden nie może przyczytać losowi;
Sam w ochotnieyszą grabia twarz ubrany,
Młodszem się widzi, podobny wężowi,
Gdy nową skórą na wiosnę odziany,
Połyskuie się przeciwko słońcowi.
Hetman mu szczęścia wesoły winszuie[1998]
Y zwycięstwo mu pewne obiecuie.

72.

W tem[1999] miecz od boku sobie odpasywał
Y podał mu go, mówiąc temi słowy:
«To iest miecz własny, którego używał
Saski odstępca swoiey zwierzchniey głowy;
Tenem[2000] mu odiął, kiedym mu dobywał
Serca z złośliwych piersi. A ty zdrowy
Bierz go ode mnie, a iako mnie służył,
Day Boże, byś go tak szczęśliwie użył».

73.

A w tem tak długiey zwłoki niecierpliwy[2001]
Cyrkaszczyk woła, sromoci i łaye:
«O iako mężny, iako urodziwy,
Iako rycerski lud Europa daie!
Niech wyńdzie[2002] Tankred, ieśli boiu chciwy,
Ieśli mu serca y siły dostaie[2003];
Czy leżąc w pierzu podomno[2004] do nocy,
Iako y pierwey, chce od niey pomocy?

74.

Ieśli się boi, niech idą rotami,
Iedna po drugiey, iezda y piechota,
Kiedy nikt zemną[2005] czynić[2006] między wami
Sam a sam[2007] nie chce — o iaka sromota!
Grób swego Boga macie pod murami,
Niech wżdy was ruszy do niego ochota!
Prostą do niego tędy drogę macie,
Na cóż więtszego miecze swe chowacie?»

75.

Tak, iako biczem Saracen zuchwały
Siecze po sercu naszych tem łaianiem,
Ale naybarziey uraża się śmiały
Grabia z Tolozy y chce pomsty na niem;
Słowo, OdwagaDzielność się — iako żelazo od skały —
Ostrzy sromotnem[2008] iego urąganiem,
Koń, WiatrWsiada na swego Aquilina[2009], który
Z prętkiemi niemal równo biega pióry[2010].

76.

Ten się tam rodził, kędy nieprzebrniona[2011]
Woda Tagowa[2012] wiedzie swe strumienie;
Gdzie woiennych stad matka przychęcona
Ogniem, który w niey budzi przyrodzenie,
Przeciw wiatrowi gębą obrócona,
Płodne od niego przyimuie nasienie
Y tak bez konia rodzi się — o dziwy! —
Z ciepłego wiatru źrzebiec urodziwy.

77.

Rzekłbyś y o tem, że Aquilin zgoła
Z co nayprętszego wiatru urodzony.
Kiedybyś widział, kiedy ciasne koła
To na te czyni, to na owe strony;
Albo, kiedy wciąż — podgrzawszy kęs[2013] czoła —
Bieży, iako ptak prętki, przez zagony.
Na takiem grabia w ten czas siedział koniu
Y tak się modlił, będąc iuż na błoniu:

78.

«Ty, któryś pomógł przeciw olbrzymowi
Na Terebincie ubogiey dziecinie,
Że ten, co wszemu był Izraelowi
Straszny, dał gardło małey chłopięcinie[2014]
Hardemu przepych[2015] skrusz poganinowi,
A zdarz, o Panie! że tem mieczem zginie:
Niech starzec pychę zetrze iuż przerdzały[2016],
Iako ią w on czas starł młodzieńczyk mały».

79.

Modlitwa, Anioł, Zaświaty, Broń, OpiekaTak prosił Raymund, a prośby gorące
Z pewną ufnością do Boga posłane,
Tak, iako ogień górolotny rące[2017],
Przeszły niebieskie sfery malowane;
Przyiął ie Twórca y weyźrzawszy[2018] w lśniące
Woyska anyołów y ćmy nieprzebrane;
Iednemu go z nich roskazał[2019] pilnować
Y w niebespiecznych złych raziech[2020] ratować.

80.

Anyoł, który mu stróż beł naznaczony,
Z wieczney niebieskiey Boskiey opatrzności,
Od tego czasu iako urodzony
Na świat, słoneczney zachwycił[2021] iasności —
Teraz słuchaiąc, że Bóg nieskończony
Około niego więtszey chce miłości,
Szedł na wysoki zamek, kędy stały
Niebieskich broni pełne arsenały.

81.

Tam oszczep, którem ogromnego smoku
Przebito[2022], wisi u iedney komory,
Tam strzały, które strzelaią z obłoku
Płaczliwe[2023] woyny y śmiertelne mory;
Tam y pioruny niewidome oku,
Tam y chowaią tróząb[2024] wielki spory,
Którem z samego gruntu ziemie maca
Y wielkie miasta Stworzyciel wywraca.

82.

Między inszemi — puklerz — niebieskiemi
Rynsztunkami się lśniał dyamentowy,
A był tak wielki, że zaiął na ziemi
Od Kaukazu[2025] po wierzch Atlantowy,
Co świętych panów y z sprawiedliwemi
Miasty[2026] pobożnych królów strzeże głowy;
Ten niewidomy[2027] anyoł na się włoży
Y stanie blisko przy grabi z Tolozy.

83.

Tem czasem[2028] ludzi, co się dziwowali,
Wieże y mieyskie pełne beły mury —
Iuż też z Kloryndą ludzie wyiezdżali,
Nie przeiezdżali iednak wierzchu góry;
Chrześcianie też osobno czekali,
Sprawieni w półki[2029]. W środku był plac, który
Zostawał wolny y niezastąpiony[2030]
Między woyskami — gońcom naznaczony.

84.

Hardy Cyrkaszczyk pyta o Tankredzie[2031],
Nowego kogoś, nowe widząc stroie;
Przymknie się grabia y podeń podiedzie:
«Gdzieindziey — prawi — iest na szczęście twoie.
Nim się on wróci y niźli przyiedzie,
Atom ia gotów odprawić te boie
Y bić się z tobą za niego, a ktemu[2032]
Wolno to ma bydź[2033]: iako to trzeciemu».

85.

Rozśmiał się Argant: «A Tankred co? żyie
Czy umarł? gdzie iest? cóż się — pry[2034] — z niem dzieie?
Dopiero groził, a teraz się kryie
Y w nogach tylko pokłada nadzieie;
Ale niechay się y pod ziemię wryie,
Niech naostatek[2035] dzwonem się odzieie —
Namacam go ia!». Iuż więcey nie czekał
Raymund, ale rzekł: «Łżesz, by on uciekał!»

86.

Zgrzytnął gniewliwy Cyrkaszczyk zębami
Y surowemi odpowiedział słowy[2036]:
«Więc się ty zań biy! A z bohaterami
Ukażęć[2037], iakiey używaią mowy».
Pojedynek, RycerzSkoczyli zatem rączo z kopijami,
A oba sobie mierzyli do głowy,
Grabia tak, iako wymierzył — nie zmylił,
Ale cóż potem[2038]? ani go nachylił.

87.

Argant zaś chybił ponno[2039] z wielkiey chęci,
Co wielka była u niego nowina;
Albo też anyoł grabię na pamięci
Miał y zepsował[2040] raz[2041] u poganina.
Gniew się okrutny w Cyrkaszczyku nieci[2042],
Porzucił drzewo[2043], na chrześcianina
Chce inszey broni y pewnieyszey użyć,
Kiedy mu pierwsza nie chciała posłużyć.

88.

Na rączem koniu przeciw niemu w oczy
Bieży — iako ptak — a miecz ma dobyty,
Ale mu Raymund w prawy bok uskoczy
Y zaś przypadszy, tnie go w łeb zakryty;
Znowu nań zewrze, co ma w koniu mocy,
Znowu on w lewo skoczywszy, w hełm lity
Tnie, ale darmo ciął, bo oba razy
Nie bał się żadney twardy szyszak skazy.

89.

Chce się z niem Argant cieśniey związać zgoła,
Żeby go iako na dół z konia zwalił,
Lecz uskakuiąc grabia chroni czoła,
Boiąc się, by go z koniem nie obalił;
Y to tam, to sam, wielkie czyniąc koła,
To natarł, to się od niego oddalił;
Aquilin żartki[2044], gdzie pan wodzą kinie[2045],
Wyprawuie się, to natrze, to minie.

90.

Iako, gdy dzielny hetman mocney wieże[2046],
Albo wysokiey dobywa gdzie góry,
Wszystkich przystępów kusi[2047]: tak odzieże
Stalone[2048] siekąc y on szuka dziury;
Ale, iż piersi mocna zbroia strzeże,
Pilnuiąc dobrze powierzoney skóry —
W blach[2049] godzi słabszy y gdzie cienkie nity,
Chce gwałtem swóy miecz wrazić iadowity.

91.

Anioł, Rycerz, Pojedynek, Cud, OpiekaIuż mu blach w kilku mieyscach podziurawił,
Tak, że mu ciekła krew między żelazy,
A sam nie tylko, że się nie ukrwawił,
Ale y w zbroi znaczney nie miał skazy;
A Argant dotąd ieszcze nic nie sprawił
Y na wiatr tylko próżne ciskał razy,
Niespracowany, iednak pełen pychy,
Siecze, a czasem srogie czyni sztychy.

92.

Nakoniec[2050] z góry Saracen raz[2051] cięty
Uczynił — bo się grabia beł nadstawił —
Że, chocia tak beł swą żartkością[2052] wzięty,
Aquilin by go iuż beł nie wybawił;
Ale zdaleka[2053] uyźrzał anyoł święty
Y z niewidomą pomocą się stawił,
Wyciągnął rękę y dyamentowy
Puklerz podstawił pod miecz Argantowy.

93.

Miecz poszedł w sztuki, bo od rzemieślnika
Broń śmiertelnego z ziemie[2054] uczyniona,
Nie mogła zdzierżeć[2055] tey, co od kuźnika[2056]
Nieśmiertelnego była urobiona;
Cud się to wielki zda u Cyrkaszczyka,
Że mu zostawa[2057] ręka obnażona,
Myśli zdumiały, widzi, że nie żarty,
Że tarcz grabina[2058] ma tak twarde harty.

94.

Bo mniemał Argant y tak mu się zdało,
Że o tarcz iego on[2059] miecz beł stłuczony;
Toż y w Raymundzie mniemanie zostało,
Nie wiedząc, że beł z nieba zasłoniony.
Nie wiedząc, że się żelazo spadało
Y że beł z miecza Argant obnażony —
Stał w mieyscu, niechcąc[2060] zwycięstwa podłego,
Z nieprzyjaciela swego bezbronnego.

95.

Chciał iuż rzec, aby miecza kędy dostał,
Lecz zasię potem rozmyślał to sobie,
Że gdzieby[2061] przegrał y na placu został,
Wszystkoby woysko zelżył w swey osobie:
Niechciał[2062] niegodnie wygrać, choćby sprostał,
O pospolitey myśli też ozdobie…
A w tem mu (patrzcie foremnego strzelca!)
Puścił w twarz Argant ułomione ielca[2063].

96.

Y zaraz boyce[2064] dawsze w bok koniowi,
Chce go w pas porwać. Wtem ielca z głowicą
Dosięgły twarzy y Tolozanowi[2065]
Nadtłukły nosa dobrze pod przyłbicą;
Nie zlękł się y w bok skoczył Argantowi,
Niechcąc[2066] z niem sztuką czynić zapaśnicą[2067]
Y kiedy go chciał porwać w rękę prawą,
Zadał mu iednę małą ranę krwawą.

97.

Potem, iak piorun, niedościgły oku,
To ztąd[2068], to z owąd, rączy koń[2069] obraca
Y zawsze go tnie po piersiach, po boku,
Kiedy odskoczy y kiedy się wraca;
Co w sobie mocy, co w koniu ma skoku,
Wszystkiego kusi[2070] y wszystkiego maca;
Nayskrytszey siły na niego dosięga,
A szczęście z sobą z niebem poprzysięga.

98.

Walka, NadziejaOn w dobrą zbroię y sam w się ubrany,
Odpiera przed się y nic się nie boi
Y iako okręt, co ma sztyr[2071] urwany,
Stargany żagiel — ieszcze cało stoi,
A choć iuż ieden bok ma zgruchotany,
Y morze iuż go słoną wodą poi,
Chocia się iuż weń ze wszystkich stron leie,
Ieszcze ostatniey nie traci nadzieie.

99.

Diabeł, Opieka, KuszenieTakieś na ten czas miał niebespieczeństwo
Argancie, gdy cię Belzebub ratował!
Ten, cień w zmyślone oblókł człowieczeństwo
Y z obłoku mu członki posprawował,
A Kloryndzine[2072] wziąwszy podobieństwo,
Iey mu postawę y mowę darował:
Dał chód, dał mu głos, dał iey zwykłe stroie,
Dał y zwykły blask od iey świetney zbroie.

100.

Do Oradyna strzelca szła sławnego
Mara y rzekła: «Sławny Oradynie!
Ciebie słuchaią strzały y każdego
Celu — kiedy chcesz — żadna z nich nie minie;
Iaka to będzie narodu naszego
Szkoda, ieśli ten wielki rycerz zginie
Y iaka hańba, ieśli do swych cały
Uydzie z zwycięstwem nieprzyjaciel śmiały!

101.

Pokaż y teraz, co umiesz: a w ciele
Tego psa utop twóy belt[2073] iadowity,
A my u króla, twoi przyjaciele,
Ziednamyć[2074] łaskę y dar znamienity».
W tem się Oradyn nie rozmyślał wiele.
Obietnicami onemi upity —
Strzałę do prętkiey przyłożył cięciwy
Y wymierzywszy, łuk wyciągnął krzywy.

102.

Anioł, OpiekaŚwiszczy y wiatry siecze rozerwane
Strzała prętkiemi[2075] przyprawiona pióry[2076]
Y trafi w pasy przęczką pospinane
Y między nity uczyni kęs dziury;
Ostre żeleśce, krwią zafarbowane,
Zwierzchniey dosięgło trochę tylko skóry.
Bo anyoł strzale odiął lotu siła[2077]
Y uczynił tak, że się wysiliła.

103.

Ciągnie raniony strzałę grabia stary
Y widzi, że mu krew po zbroi ciecze
Y z niestrzymaney poganina wiary
Strofuiąc, z oczu ogień szczyry miece.
Hetman umowę spólną z oney miary
Zgwałconą widzi, a że strzałę wlecze
Raymund od niego zawsze pilnowany,
Barzo się boi iakiey wielkiey rany.

104.

Y swych do pomsty ręką y ięzykiem
Budzi y chciwey dodawa ochoty,
A ci za wielkiem swoiem woiownikiem
Drzewa w tok kładą y składaią groty,
Walka, WojnaY tak obiedwie[2078] stronie szły z okrzykiem
Do straszney Marsa wściekłego roboty.
Iuż pola nie znać, a iako rozwlokły
Dym, kurzawy się aż pod niebo wlokły.

105.

Złamane drzewa[2079] trzeszczą, tu koń zdycha,
Tu drugi bieży samopas, tu zbity
Rycerz od koni podeptany — wzdycha,
Ten ręki nie ma, ten w poły przebity.
Ten iuż umarły, a ten ieszcze dycha,
Ten świeci srogą przez ranę ielity[2080],
A im się barziey y cieśniey[2081] mieszaią —
Krew między sobą hoyniey rozlewaią.

106.

Dostał buławy Argant zapędzony
Y gdzie naywiętsza bitwa beła — skoczył,
Tą sobie wszędzie czynił plac przestrony,
Rozrywał hufce y we krwi ią moczył,
A na Raymunda wszystek obrócony
Gniew niósł, pilnuiąc, żeby go gdzie zoczył:
Właśnie iako wilk, który głodne zęby
Krwią chce napoić — swey łakomey gęby.

107.

Ale go wielcy wtrącili mężowie
Y na sobie go trochę zabawili:
Ormin, Gwid ieden y dway Gerardowie,
Rugier y zacny grof na Balnawili[2082];
Lecz im go barziey cni bohaterowie
Ściskali, tem beł sroższy w oney chwili,
Tak, iako ogień, co gwałtem zamkniony
Wychodzi y mur niesie wywalony.

108.

Zabił Ormina, w łeb ranił Gwidona,
Z Rugiera się też dusza gotowała,
W tem koło niego wielka zgromadzona
Kupa zewsząd go oszczepy sięgała;
Kiedy tak — iego siłą — bitwa ona
Z oboiey strony w równey wadze trwała.
Skoczywszy Hetman, rzekł Baldowinowi:
«Następuy z rotą swą ku posiłkowi.

109.

A z prawego się uderz o nie boku,
Gdzie się naywięcey biią y mieszaią».
Ledwie to wyrzekł — ze wszystkiego skoku
Bieżą y z boku śmiele się potkaią.
Za tem natarciem ustępuią kroku
Y wciąż poganie hurmem uciekaią;
Iuż się szyk zmieszał, hufce rozerwane,
Chorągwie zbite y w ziemię wdeptane.

110.

Iuż prawe skrzydło także ustępuie,
Iuż niewidomey wszędzie pełno trwogi
Y wszyscy zgoła (tak ich strach zdeymuie)
Okrom[2083] Arganta, w prętkie pośli[2084] nogi;
Ten tyłu[2085] tylko sam nie ukazuie,
Ten twarz, ten y wzrok tylko trzyma srogi:
Ktoby sto mieczów, sto rąk miał przy ciele.
Nie uczyniłby — iako on — tak wiele.

111.

Trzyma na sobie miecze, groty, konie,
A przedsię[2086] za tak wielkiem nacieraniem,
Czasem to tego, to owego żonie[2087]
Y pełno trupów y przed niem y za niem;
Iuż zbroię, iuż ma potłuczone skronie,
Iuż krwią ściekł, a wżdy[2088] nie znać tego na niem,
Ale nakoniec[2089] gęsty w onem czesie
Lud go obraca y z sobą go niesie.

112.

Musiał tył podać za onemi wały[2090],
Które go wielkiem gwałtem zabieraią.
Lecz iego kroki nie owych się zdały
Y serce także — którzy uciekaią:
Z oczu mu szczyre skry wyskakowały
Y postaremu[2091] zwykły gniew chowaią;
Zaiezdża swoich, żeby się wracali,
Nic nie pomogło — wszyscy uciekali.

113.

Chciałby przenamniey[2092] ono[2093] uciekanie
Rządne[2094] mieć, żeby sprawą uchodzili,
Ale strach nie dba na żadne łaianie,
Darmo się groźba y proźba nań sili.
A widząc Hetman, że słabsi poganie
Y że ich iego ludzie przełomili,
Ieden posiłek posyła za drugiem.

114.

Y iedno[2095], że to nie beł[2096] naznaczony
Dzień, co od Boga z wieku beł przeyźrzany[2097]
Iużby beł zastęp on niezwyciężony
Miał oney woyny koniec pożądany.
Diabeł, Walka, Natura, ŻywiołyLecz widząc szatan, żeby beł zniesiony
Za tem zwycięstwem rząd iego z bałwany[2098]
Za dopuszczeniem Pańskiem w mgnieniu oka,
Chmury y wiatry wypuścił z obłoka.

115.

Żywioły, BurzaDzień się y słońce przed chmurami ściska,
Które wychodzą z piekielney ciemnice;
Świata nie widać, ze wszech stron się błyska,
Z gromów straszliwe idą trzaskawice[2099],
Niebo pioruny bez przestanku ciska;
Grad ścina trawy y piękne pszenice,
Pola zalewa; wicher z gruntu maca
Y góry trzęsie i dęby wywraca.

116.

W iednem czasie deszcz, grad, wiatr, zimna woda
Lękliwe biią chrześciany w oczy
Y ona sroga zbytnia niepogoda
Stanowi[2100] roty — równa czarney nocy;
Chorągwi nie znać, w ludziach wielka szkoda,
Którzy sobie dać nie mogą pomocy,
Bo tey Klorynda pogody zażyła
Y koniowi w bok ostrogi włożyła.

117.

Wołała na swych: «Za nami życzliwe
Niebo pomaga[2101] y za nas woiuie!
Patrzcie, iako nam samem przyiaźliwe
Twarzy y ręce wolne zostawuie,
A ich y w oczy y w czoła lękliwe
Biie y gniew swóy na nich ukazuie,
Światło im bierze, a nam drogę ściele
Dziś do zwycięstwa, następuymy śmiele».

118.

To rzekłszy, z ludźmi swoiemi natarła,
Tył niepogodzie tylko podawaiąc,
Y z chrześciany tak się mężnie zwarła,
Że poszła przez nie, mało wstrętu[2102] maiąc;
A co dopiero mało nie dał garła[2103]
Walka, WojnaArgant — bił naszych, srodze nacieraiąc;
Zaczem iuż wszyscy gwałtem uciekali,
A tyły mieczom y dżdżom podawali.

119.

Gniew nieśmiertelnych y śmiertelnych miecze
Uciekaiące grzbiety prześladuią,
Krew strumieniami wytoczona ciecze,
Którą się wody y drogi farbuią.
Tu trupy końskie, tu leżą człowiecze,
Pyrrus y Rudolph iuż więcey nie czuią:
Tamtemu Argant srogi ściął wierzch głowy,
Ten legł od szable[2104] mężney białeygłowy.

120.

Tak uciekali bici chrześcianie,
A piekielnie ie goniły pokusy[2105];
Hetman sam tylko na grad, na łyskanie
Nie dba[2106], grom go nic y piorun nie ruszy;
Na swych surowe groźby y łaianie
Obraca, a iż iuż przegraney tuszy[2107],
Na koniu stoiąc, w obóz otworzony
Przed bramą zbiera lud swóy rozprószony.

121.

Dwa razy konia na on czas[2108] rozpuścił,
Chcąc swych ratować przeciw Argantowi,
Dwakroć się okrył[2109] y nic nie opuścił,
Co należało cnemu Hetmanowi;
Potem z inszemi[2110] ustąpił y puścił
Wolny zwyciężcy plac poganinowi.
Zatem się oni do miasta wracali,
A ci strapieni w obozie zostali.

122.

Ale przed wielką y tam niepogodą
Y wściekłem wiatrem pokoiu nie maią,
Ognie pogasły, obóz spłynął wodą,
Powrozy się rwą, koły się padaią
Y — ze wszystkiego[2111] woyska wielką szkodą —
Szalone wichry namioty targaią;
Gromy, dżdże, wiatry społem[2112] się mieszały
Z ludzkiemi głosy y świat ogłuszały.

Koniec pieśni siódmey.

Pieśń ósma

Argument

O królewicza szwedzkiego słuchaią
Śmierci y iako iego lud był zbity:
Z podobieństw płonnych Włoszy tak mniemaią,
Że ich Rynald beł okrutnie zabity.
Alekto[2113] broi, wszyscy się mieszaią,
Na Goffreda gniew roście iadowity —
Każdy mu grozi y każdy nań zmierza,
On słowy tylko tę wrzawę uśmierza.

1.

Iuż beły wiatry ucichły szalone
Y niepogoda iuż się spokoiła[2114],
Iuż y na ziemię y na morze słone,
Złote iutrzenka świty prowadziła;
Lecz podziemna ćma, która wichry one
Wzbudziła, przedsię[2115] sztuki swe robiła;
Astragor[2116] chytry tusząc, że co zyszce,
Tak Alekcie[2117], swey mówi towarzyszce:

2.

«Patrzay Alekto, że się tu iuż stawił
Y do Goffreda idzie ten, którego
Sam Bóg bez chyby[2118] nam na złość wybawił
Żywo od miecza Solimanowego;
Ten chrześcianom[2119] będzie wszystko prawił
O królewicza porażce szwedzkiego,
Odkryie wszystko, zaczem[2120] ponno[2121] oni
Słać po Rynalda muszą w tak złey toni.

3.

Początkom trzeba zabiegać[2122], bo z trochy[2123]
Skry skrytey często ognie wielkie były,
Idź do chrześcian, zmieszay ich — niech płochy
Żołnierz sam na się użyie swey siły:
Między Angliki, Szwaycary y Włochy
Wrzuć ogień, a iad puść im w krew y w żyły,
Niechay się wściekłe gniewy w nie wprowadzą,
Niechay się sami między sobą wadzą.

4.

Godna ta sprawa rąk y twey roboty,
Masz plac[2124] panu się naszemu przysłużyć!»
Tak rzekł Astragor[2125], a ona ochoty
Pełna, chce zaraz w oney sprawie służyć;
W tem w obóz, między ozdobne namioty
Wiechał on[2126] rycerz, myśląc kogo użyć,
Aby mu przystęp ziednał u Hetmana,
Chcąc mu oznaymić śmierć swoiego pana.

5.

Kiedy się pilnie o Hetmanie pytał[2127],
Każdy mu namiot iego ukazował;
Tam wprowadzony, z ukłonem go witał
Y rękę iego uczciwie całował,
Potem tak począł: «Kto twe dzieła czytał
Y wie, iakoś te kraie powoiował —
Zdziwi się, bo twa sława, iako trzeba,
Od oceana sięga aż do nieba.

6.

Radbym ci beł niósł[2128] weselsze nowiny,»
(Tu srodze westchnie y westchnąwszy rzecze:)
«Sweno[2129], szwedzkiego króla syn iedyny,
(Ach iako rzeczy omylne człowiecze!)
Chciał być ieden z tych, co do Palestyny
Szli, dla Chrystusa przypasawszy miecze;
Niebezpieczeństwa y ociec ubogi,
Iuż zeszły[2130] — nie mógł rozwieść mu tey drogi.

7.

Chciał spraw pod tobą nawyknąć marsowych[2131],
Tak dobrem mistrzem — y z wielkiey chciwości[2132],
Gniewał się na się, że dotąd w domowych
Schowany państwach, gnuśniał w nikczemności;
Słyszał o wielkich dziełach Rynaldowych
Y sławie ieszcze w niedoszłey młodości;
Ta go chęć święta do tey drogi wiodła,
Lecz miłość Boża naybarziey[2133] go bodła.

8.

Przeto, iako się iedno nagotował,
Z przebranem[2134] ludem z domu wyszedł w pole
Y na Tracyą[2135] drogę swą kierował
Y szedł na wielkie Konstantynopole[2136].
Tam cesarz grecki hoynie go częstował,
Tam mu poseł twóy powiadał przy stole,
Antyochiiey[2137] iakoście dostali
Y iakoście iey potem dotrzymali.

9.

Iako was beli oblegli[2138] Persowie.
W mieście z swoiemi woyski tak wielkiemi,
Że się tak zdało, że wszystko pogłowie[2139]
Wyszło y ledwie został który w ziemi.
Ciebie też w swoiey nie zapomniał mowie
Y inszych kilku, ale przed inszemi
Rynalda, iako wykradł się rodzinie,
Co potem zrobił y iako dziś słynie.

10.

Powiedział y to, żeście iuż myślili[2140]
Szturmem się kusić o[2141] syońskie grody,
Radząc, abyśmy z niem nie opuścili
Tey do zwycięstwa tak piękney pogody[2142].
Taką zagrzany mową w oney chwili
Tak posła twego beł[2143] królewic młody,
Że sobie z serca przybydź[2144] na czas życzył
Y nie tylko dni, lecz godziny liczył.

11.

Tak mu się zdało, że mu wymawiano
Iego nikczemność w cudzem zalecaniu[2145],
Y kiedy mu się zatrzymać kazano,
Niechciał[2146] przestawać[2147] na niczyiem zdaniu.
Niebespieczeństwo[2148], które przekładano,
Za nic sobie ma; a to na świtaniu,
To utęskniony w nocy zawsze myśli,
Abyśmy na czas do potrzeby[2149] przyśli[2150].

12.

Sam się na swą śmierć ukwapliwy[2151] bierze
Y w nieszczęście nas wielkiem gwałtem ciągnie,
Noc mu się zdała bydź[2152] nie w swoiey mierze,
Nad zwyczay dłuższa y ledwie go wściągnie[2153].
Co krótszą drogę sam sobie obierze
Y tak skoro się lud do kupy ściągnie,
Ruszy się z mieysca, myśląc złe przechody
Y niebespieczne przebyć bez swey szkody.

13.

Siłaśmy[2154] nędze na drodze użyli.
Ale y głody y zasadzki skryte,
Y niewczasyśmy[2155] wszystkie zwyciężyli,
Pogaństwo uszło, albo beło[2156] bite.
Iużeśmy nazbyt bespiecznemi byli
Dla szczęścia, które beło znamienite —
Kiedyśmy gęste pospinali wozy[2157],
— Przy palestyńskiey granicy — w obozy.

14.

Tam ci, co naprzód chodzili — przybiegli,
Daiąc znać, że zbróy srogi chrzęst słyszeli,
Y że chorągwi nie mało[2158] postrzegli
Y ztąd[2159] — że lud beł wielki — rozumieli[2160].
Wiele ich beło, co srodze pobledli
Na te nowiny y uciekać chcieli;
Postaremu[2161] się królewic rumieni
Y ani twarzy, ani głosu mieni[2162].

15.

«Dwie — prawi[2163] — mamy przed sobą koronie[2164],
Iednę zwycięstwa, drugą męczennictwa:
W tamtey nie wątpię, tę włożyć na skronie
Pragnę, z świętemi pewien uczesnictwa[2165];
Y tu nas późny wiek niezapomionie[2166]
Y tam dostąpiem wiecznego dziedzictwa.
Tu na tem polu świat nasze ozdoby
Y nasze będzie ukazował[2167] groby».

16.

W tem straży zawiódł[2168] y obóz obbieżał[2169].
Dzieląc urzędy z pracą między swoie
Y kazał, aby każdy zbroyno leżał,
Sam także z siebie nie zdeymował zbroie[2170].
Nocy był ten czas, gdy naybarziey bieżał
Sen na troskliwe[2171] ludzkie niepokoie —
Kiedy pogańskie okrzyki i głosy
Wstały, które szły pod same niebiosy.

17.

Uderzą w larmę[2172]; on zaraz wesoło
W przód[2173] przed inszemi[2174] w świetney stanie zbroi
Y z pięknem okiem okazałe czoło
W barwę śmiałości pospolitą stroi.
Wnet nas pogaństwo otoczy. Iuż koło
Obozu woysko niezliczone stoi,
Las gęstych kopiy przeciwko nam stanie,
Chmurę strzał na nas wypuszczą poganie.

18.

W nierówney bitwie — bo przeciw iednemu,
Ieśli nie więcey, do dwudziestu było —
Siła ich legło, siła po nocnemu
Cieniu z okrutnych ran z świata schodziło.
Oko zakryte pobitych żadnemu
Uyrzeć nie dało y nie dopuściło,
Bo razem szkody y nasze dzielności
Noc okrywała płaszczem swey ciemności.

19.

Iednak królewic tak się ukazował,
Że go znać było dobrze, chocia[2175] w nocy,
Ieśli mu się kto z bliska przypatrował
Y iego siłom y sercu y mocy.
Gdzie iedno[2176] bystry swóy koń nakierował[2177],
Gdzie mieczem kinie[2178] y gdziekolwiek skoczy —
Krew wielka płynie wszędzie w onem czesie[2179],
Strach srogi w oczu[2180], a śmierć w ręku niesie.

20.

Aż dotąd, kiedy na świat wychodziła
Złota jutrzenka — ona bitwa trwała;
Ale skoro noc dniowi ustąpiła,
Która strach gęstych śmierci zakrywała —
Dopiero światłość niebieska odkryła
Y oku woysko zbite ukazała:
Po polu gęsty trup leży y mało
Rycerstwa co iuż naszego zostało.

21.

Sto nas zostało ode[2181] dwu tysięcy.
Kiedy królewic uyrzał zbite szyki,
Ia niewiem[2182], ieśli strwożył się widzęcy[2183]
Pobite pierwsze swoie woiowniki —
Nie dał tego znać, tak do swych mówięcy[2184]:
»Mamy, o bracia, dobre przewodniki
Y my za niemi w niebo ich przykładem
Idźmy, krwią od nich[2185] naznaczonem śladem«.

22.

Y wesół z śmierci, że iuż beła[2186] bliska,
Niósł piersi pełne niebieskiey[2187] ochoty;
Nieprzyjaciel nań zewsząd gęste ciska
Miecze, kopiie, strzały, ostre groty.
Że nie tylko ta z stali zbroia śliska,
Lecz Wulkanowey[2188] podobno roboty
Nie wytrwałaby — tak że iego ciało
Skłóte[2189], iedną się tylko raną zdało.

23.

Nie żywot trzyma, ale niepożyty[2190]
Węzeł dzielności członki iuż zemdlałe:
Kole — sam skłóty y biie — sam zbity
Y w skłótem ciele serce ieszcze śmiałe.
W tem wzrostem wielki, wzrokiem iadowity
Mąż, maiąc oczy groźne i zuchwałe,
Siekł nań tak długo z drugiemi swoiemi,
Że naostatek[2191] Sweno beł na ziemi.

24.

Poległ, niestetysz[2192]! kwiat piękney młodości
Y nie beł żaden, ktoby go ratował[2193].
Wami, droga krwi y szlachetne kości!
Świadczę, iakom się na ten czas sprawował:
Wzgardziłem żywot y z wielkiey żałości
Szedłem na miecze, piersim[2194] nadstawował
Y by[2195] to beło wiecznych losów zdanie,
Żem śmierć miał podiąć[2196] — zarabiałem na nię[2197].

25.

Iam tylko ieden sam między trupami
Żyw leżał y to tylko też co[2198] żywy,
Y niewiem[2199], co się potem działo z nami,
Tak mi był odiął zmysł mrok nieżyczliwy.
Lecz skorom mdłemi[2200] przeyrzał kęs[2201] oczami,
Które był zaćmił[2202] cień niepamiętliwy[2203]
Noc mi się zdała y że w onem mroku
Płomień się błyszczał zemdlonemu oku.

26.

Nie miał wzrok w ten czas w sobie takiey mocy,
Aby beł[2204] rzeczy rozeznał widziane;
Lecz beł, iak gdy kto raz otworzy oczy,
Raz zawrze — w poły czułe[2205], w pół ospane[2206].
Osurowiałe[2207] rany w zimney nocy,
Dopiero bóle czuły niesłychane:
Bólu to ieszcze więcey przydawało,
Że się na wietrze pod niebem leżało.

27.

W tem[2208], gdy się ona światłość przemykała,
Usłyszę iakąś cichą dwu rozmowę
Y przymknąwszy[2209] się podle[2210] mnie została,
Iam podniósł z strachu ociężałą głowę;
Aż w szacie, która do ziemie sięgała,
Uyźrzę[2211] dwu z ogniem y usłyszę mowę:
»Dufay[2212], o synu, Boskiey opatrzności,
Ten cię ratuie w twoiey doległości«.

28.

Potem przystąpił y tknąwszy mi głowy,
Żegnał mię, w wielką pokorę ubrany
Y patrząc w niebo, nabożnemi słowy
Mówił nademną[2213] rym[2214] niezrozumiany.
Y rzekł: »Wstań!« A ia wstawam zaraz zdrowy,
Bólu nie czuię, ani żadney rany,
Owszemem[2215] się zdał sam w sobie czerstwieyszy[2216]
Y (o cud wielki!) dobrze ochotnieyszy.

29.

Zadziwiłem się y myśli lękliwe
Wierzyć nie chciały onemu cudowi,
Aż mi ieden z nich: »Czemu — pry[2217] — wątpliwe
Małowiernemu[2218] zmysły rozumowi
Poddawasz[2219]? Uwierz, my ciało prawdziwe
Nosiem y słudzy sąśmy[2220] Iezusowi,
Którzyśmy światem wzgardzili obłudnem
Y tu na mieyscu mieszkamy bezludnem.

80.

Mnie Twórca świata, Miłośnik człowieczy
Kazał o tobie pilne mieć staranie[2221],
Któremu nie dziw wielkie czynić rzeczy
Przez podłe środki, nad ludzkie mniemanie.
Ten y to ciało ma na swoiey pieczy,
W którem cna dusza miała swe mieszkanie
Y chce, żeby z nią w iasność obleczone
Y w nieśmiertelność beło ziednoczone.

31.

Y żeby mu był grób taki sprawiony,
Iaki należy ciału tak zacnemu;
Który u świata będzie poważony
Y oznaymiony wiekowi późnemu.
Poyrzy[2222] po gwiazdach, a patrz z prawey strony
Na iednę[2223], słońcu podobną iasnemu:
Tać przewodnikiem będzie y pobieży[2224]
Żywem promieniem, tam gdzie twóy pan leży«.

32.

Śmierć bohaterska, Trup, RycerzW temem[2225] obaczył z wielkiem podziwieniem,
Że z oney gwiazdy światłość wychodziła
Y rościągnionem[2226] do ziemie promieniem,
Gdzie ciało beło — prosto wymierzyła.
Y królewica swem iasnem płomieniem
Y wszystkie iego rany oświeciła,
A potem nagle ode mnie bieżała
Y tak, iako krew, wszystka szczerwieniała[2227].

33.

Nie na nos leżał; ale iako żywy
Miewał do nieba umysł obrócony:
Tak y na on czas — choć martwy — wzrok chciwy
Do gwiazd obrócił, na wznak położony;
Miecz w iedney pięści ściskaiąc pierzchliwy[2228]
— Iakoby chciał bić — trzymał wyniesiony,
Drugą do piersi nabożnie przykładał,
Tak iakoby się za grzechy spowiadał.

34.

Zemsta, Bóg, BrońKiedym tak łzami święte kropił rany,
Nie bez żałości, nie bez wielkiey męki —
Królewicowi miecz mocno trzymany,
Z pięści pustelnik wyimował przez dzięki[2229]
Y rzekł mi zatem: »Ten miecz krwią rumiany,
Którem dopiero wyiął z mężney ręki,
Iest tak hartowny y tak doskonały,
Że dawne wieki takiego nie miały.

35.

Bóg w dyamencie wyrok ten wykował:
Ponieważ pana utracił pierwszego,
Aby w tey stronie darmo nie próżnował,
Lecz aby prędko poszedł do drugiego,
Któryby w równey sile niem woiował,
Ale szczęśliwiey i czasu dłuższego
Y niem się pomścił: iego to robota,
Nad tem, co Swena pozbawił żywota.

36.

Soliman Swena zabił, w Solimanie
Ten miecz ma zostać y być utopiony.
Przeto zanieś go tam, gdzie chrześcianie
Pod miastem maią obóz zatoczony.
Nie bóy się, abyć w drodze wstręt poganie
Mieli uczynić z iakieykolwiek strony;
Ten, który cię śle, tak cię poprowadzi,
Żeć nic przygoda żadna nie zawadzi.

37.

Ten każe, aby od ciebie wiedzieli,
Iakoście mężnie z pogany[2230] czynili[2231],
Iakoście pana pobożnego mieli,
Iako dzielnego, iakoście go zbyli[2232]
Aby drudzy bydź[2233] ochotnieysi chcieli
Y chętniey zbroye krzyżami znaczyli,
A wielkie serca tem ogniem zagrzane,
Mnożyły wiarę y krzyże rumiane.

38.

A żebyś wiedział, kto mieczowi temu
Ma tak dobremu własnem[2234] zostać panem:
Ten iest Bertoldow mężny syn, któremu
Nikt nie może bydź[2235] w męstwie porównanem.
Temu go odday a mów mu, że iemu
Pomsta należy y że iest obranem
Od Boga na to«. Cud, GróbZa onemi słowy[2236]
Do siebie mię zaś obrócił cud nowy.

39.

Tam, kędy beło[2237] Swenowowe ciało,
Uyrzałem wielki grób wybudowany,
Które weń weszło. Iako się to stało —
Y oko y zmysł nie wie obłąkany.
Ktoś tylko na niem (iako mi się zdało)
Z iego wielkich dzieł rym pisał zebrany,
A iam wzrok chciwy obrócił do góry,
Patrząc na napis y gładkie marmury.

40.

»Tu — mówi starzec — między przyiacioły
Ma twego pana ciało odpoczywać,
A iego drogi — na niebie z anyoły
Wiecznego dobra — duch będzie zażywać.
Ale ty przestań płakać y wesoły
Chciey się na lepszą teraz myśl zdobywać,
A zostań zemną[2238] dzisia[2239] w tey gościnie,
Dokąd z gwiazdami ciemna noc nie minie«.

41.

Tu starzec zmilknie y potem mię wiedzie
Po przykrych górach, co mię spracowały;
Ażeśmy weśli po zwierzęcem śledzie[2240]
W straszną iaskinią iedney ostrey skały,
Gdzie srodzy wilcy y dzicy niedźwiedzie[2241]
Y lwice z swemi szczenięty[2242] mieszkały.
Tu z uczniem mieszkał: święta go broniła
Niewinność lepiey, niźli mieczów siła.

42.

Iabłkami tylko, które z lasu bierze,
A twardem łożem starzec mię częstował.
W tem świt rumiany we złotem ubierze[2243]
Ogniem pleciony warkocz ukazował.
Pustelnicy też wstali na pacierze,
Iam też modlitwy swoie odprawował;
A potemem[2244] ich pożegnał y w drogę
Powróciłem tu ukwapliwą[2245] nogę».

43.

Skoro Szwed skończył, Goffred zasmucony
Tak mu na iego odpowiedział mowę:
«Y ia y wszystek żołnierz — utrapiony
Musi być na tę żałosną ponowę[2246]:
Ponieważ lud wasz mężny i ćwiczony
Od nieprzyiaciół pobity na głowę
Y wasz pan, iako błyskawica, razem
Y kazał się y poległ żelazem[2247].

44.

Ale szczęśliwsza to śmierć, niż dostane
Wielkie królestwa y bogate księstwa
Y dawnych wieków dzieie opisane,
Większego nad to nie ukażą męstwa.
Iuż oni w złote wieńce opasane
Ubrali głowy dla swego męczeństwa;
Ia wierzę, że tam każdy ukazuie
Swe drogie rany y z nich tryumphuie.

45.

A ty, którego Bóg na tey dolinie
Nędznego świata ieszcze chciał zostawić,
Miałbyś — oddawszy troski złey godzinie —
Lepszey się myśli y weselszey stawić.
A co się pytasz o Bertolda synie[2248]
Błąka się, ale gdzieby się miał bawić,
Niewiem[2249] — a ty się strzeż drogi wątpliwey[2250],
Aż o niem rzeczy dowiesz się prawdziwey».

46.

Gdy taka była o Rynaldzie mowa,
Wszyscy go barzo w on czas[2251] żałowali
Y ozwał się ktoś, który rzekł te słowa:
«Ato go z woyska niewinnie wygnali».
Wszyscy, iakoby na to beła zmowa,
Szwedowi iego dzieła powiadali:
Iaki mąż z niego, iako się sprawował
W różnych potrzebach — a Szwed się dziwował.

47.

Gdy tak na ono wszyscy wspominanie
Miłość ku niemu w sobie pobudzili —
Ci, którzy byli szli na picowanie[2252],
Do obozu się z pól nazad wrócili;
Pędzili woły y stada baranie
Y różną żywność z sobą prowadzili,
Słomy y owsy y bydła dostatek,
Tamto dla koni, a to zaś dla iatek.

48.

Ci tę nowinę nieśli nieszczęśliwą,
Którą za pewną wszystkim udawali,
Że Rynaldowy puklerz y cierpliwą[2253]
Zbroię, krwią świeżą spluskaną — poznali.
Zewsząd (bo ktoby rzecz tak żałościwą
Mógł zakryć) ludzie do nich się zbiegali;:
Co żywo, o śmierć pyta Rynaldowę[2254]
Y zbroyę widzieć chce bohaterowę.

49.

Poznali blachę y u miąższey[2255] zbroie
Znak zwykły y herb na iego puklerzu,
Na którem beł ptak ten, co dzieci swoie
Doświadcza słońcem y nie wierzy pierzu[2256].
Ten, ilekowiek znaczne były boie,
Zawsze widali[2257] na wielkiem rycerzu.
A teraz z żalem, z gniewem pomieszanem,
Widzą go bydź[2258] krwią srodze popluskanem.

50.

Kiedy tak różnie po woysku szemrano
Y tę rzecz sobie rozbierali[2259] sami,
Roskazał[2260] Goffred, aby zawołano
Alpranda, co był nad picownikami[2261].
Człek to był dobry — iako powiadano —
Prosty, prawdziwy między rotmistrzami.
Ten od Hetmana o zbroię pytany,
Tak odpowiedział, cnotą zawiązany[2262]:

51.

«Ztąd mil dwunastu, przy gościńcu, który
Idzie do Gazy, tuż blisko granice[2263],
Równina mała leży, wszedszy[2264] w góry,
Które obeszły tamte okolice.
Srzodkiem[2265] nie wielka[2266] rzeczka spada z góry,
Stoki[2267] w niey gęste y żywe krynice,
Mieyscami gęstwa y drzewa ozdobne,
Zakrytem barzo zasadkom[2268] sposobne.

52.

Myśmy tam stada szukali iakiego,
Zwłaszcza, że kray beł w pastwiska obfity.
A w tem uyrzemy kogoś umarłego,
Który tam leżał przy wodzie zabity.
Biegli tam wszyscy, bo z herbu zwykłego
Zbroię poznali, trup sam beł nakryty;
Gdym go chciał odkryć, kiedy go podięto,
Tułów beł[2269] tylko, a głowę ucięto.

53.

Ręki nie beło prawey, ran miał wiele,
Na obie stronie[2270] wszystek przebodziony;
Przy niem hełm próżny[2271] — co orła na czele
Białego niesie — leżał położony.
Radbym beł komu, coby o tem ciele
Sprawę dać umiał. A w tem z iedney strony
Obaczę chłopa niedaleko, który
Zayrzawszy nas, chciał spiesznie uciec w góry.

54.

Lecz dościgniony y od naszych wzięty
Tę samę tylko powiadał nowinę,
Że wczora, kiedy pasł bydło z chłopięty[2272].
Zayrzawszy konnych, skrył się w rokicinę.
Ieden z nich trzymał w ręce łep[2273] ucięty;
A kiedy pilnie patrzał przez krzewinę,
Tak mu się zdało, że to był ktoś młody
Y nie zarosły[2274] y ieszcze bez brody.

55.

Y że go w torbę zaraz potem włożył,
Którą do łęku sobie przywięzował.
A naostatku[2275] y tego dołożył,
Że stróy — że nasi beli — ukazował.
Iam zatem zbroię onę z niego złożył
Y serdeczniem go, Bóg widzi, żałował.
Zbroię tę z sobą przywiozłem, a ono
Ciało — kazałem, aby pogrzebiono.

56.

Lecz, ieśli to iest Rynaldowe ciało,
Inszego pewnie godne było grobu».
A iż Aliprand nadto wiedział mało,
Odszedł zarazem z hetmańskiego progu.
Goffredowi się przedsię iednak zdało
Pytać się pilniey. Ma nadzieię w Bogu,
Że się z pewnego znaku o tem sprawi
Y mężobóyca[2276] wrychle się obiawi.

57.

Noc, Sen, ZemstaA w tem ciemna noc pod płaszcz rościągniony
Świat, iako wielki, wszytek zasłoniła,
A zmysł człowieczy słodkiem opoiony
Snem, odpoczywał y troska się kryła.
Ty, Argillanie[2277], ostrą przerażony
Strzałą, sam nie spisz[2278], ale myślisz siła[2279],
Oczyć[2280] przezdzięki[2281] snu nie przypuszczaią,
Złośliwe myśli pokoiu nie maią.

58.

Ten zły, zuchwały, nieuhamowany
Prętki, porywczy ręką y ięzykiem,
Na brzegu Trentu[2282] zrodzony, zchowany[2283]
W zwadach, beł nocnem domów naieźnikiem,
Potem banitem y z ziemie wygnany,
Łupił po drogach y beł rozbóynikiem
Dotąd, aż woyna w Azyey urosła,
Która mu sławę iuż lepszą przyniosła.

59.

Kęs[2284] tylko usnął dopiero ku dniowi[2285]
Y to w niem nie beł przyiemnny y miły.
Ale podobny sen — paraliżowi,
Bo mu iad lała brzydka iędza w żyły
Y wnętrznemu coś czyniła zmysłowi,
Że mu się myśli snem niespokoiły
Y sama mu się wnet potem stawiła
W straszliwey larwie[2286], która go straszyła.

60.

Tułów mu wielki y straszny stawiła
Y w oczy kładła — wrzkomo Rynaldowy,
W lewey ucięty łep[2287] ręce trzymała,
Straszny, wybladły, krwawy y surowy —
Mowę[2288] mu od krwie ochrapiałą dała,
A takie słowa wychodziły z głowy:
«Uciekay — prawi — iuż dzień, Argillanie,
Cóż? nie widzisz zdrad w niezbożnem Hetmanie?

61.

Mnie zabił — ale choć na to niedbacie[2289]
Strzeżcie, abyście do tegoż nie przyśli[2290].
Zazdrość go gryzie a wy mu ufacie,
Wiedzcie, że y was pozabiiać myśli;
Lecz — ieśli chęci co do sławy macie
Y mężną rękę przy wysokiey myśli[2291]
Zostańcie raczey y nie uciekaycie,
A krwią tyrańską duszę mą błagaycie[2292].

62.

Ia z tobą będę y we dnie y w nocy,
Siłyć[2293] y serca będę dodawała».
Tą mową więtszey dodała mu mocy
Y gniew mu srogiem iadem hartowała.
Sen wylękniony iadowite oczy
Opuścił, z których wściekłość wynikała[2294];
Zbroię oblókszy zaraz się prowadzi
Y Włochy naprzód do kupy gromadzi.

63.

Prowadzi ich tam, kędy[2295] beł ogromny
Szyszak Rynaldów[2296] z zbroią zawieszony —
Nacjonalizm, KłótniaY w przedsięwzięciu onem nie przełomny[2297],
Gniew y głos przedtem wymiata myślony:
«Takli nam ten zły naród wiarołomny,
Łakomy, pyszny, pychą wyniesiony,
Zawsze kłaść będzie — by na niewolniki —
Iarzmo na karki, munsztuk[2298] na języki?

64.

Takeśmy siedm lat wycierpieli wiele
Wzgardy, która nas od nich potykała,
Że przez tysiąc lat będzie (rzekę śmiele)
Gniewać się o co włoska ziemia miała.
A to y Tankred zbił nieprzyjaciele
Y ziemia mu się cylicka dostała,
A Francuzowie pod niem iey dostali
Y cudzą zdobycz zdradą otrzymali.

65.

A kiedy się bić, kiedy wyciągaią
Czasy przewagę albo męstwo iakie —
Nami naygorszą dziurę zatykaią
Y na złe razy idziemy wszelakie;
Kiedy zaś zdobycz y łup dzielić maią,
Myśmy na stronie y niegodni. Takie
Nasze korzyści: krew tylko y szkody,
A ich tryumphy, sława y nagrody.

66.

Był czas, kiedy nas od nich potykały
Nieznośne krzywdy y lekkości[2299] siła,
Ale — chocia się barzo wielkie zdały —
Teraźnieysza ie małe uczyniła:
Zabity Rynald, zgwałcone zostały
Prawa, sława się włoska znieważyła,
A przedsię[2300] niebo piorunem nie biie?
Ziemia ich nie źrze[2301] y pod się nie kryie?!

67.

Rynald, obrońca zabit świętey wiary,
A dotąd ieszcze został nie zemszczony[2302];
Na gołey ziemi — takie iego mary! —
Leży zrąbany y niepogrzebiony.
Kto sprawcą takiey niezbożney ofiary?
A iako ma być (proszę) zataiony?
Z włoskiey dzielności urosła przyczyna,
Która Goffreda trapi y Baldwina.

68.

Dziwną wam powiem, a powiem prawdziwą[2303],
Przysięgam na to żywemu Bogowi[2304]:
Widziałem iego duszę nieszczęśliwą,
Kiedy iuż było ku samemu dniowi.
Ach! iaką radę hetmańską zdradliwą
Przeciw naszemu odkrył narodowi!
Nie sen powiadam albo iaką marę…
Y teraz go mam w oczach — na mą wiarę!

69.

A my co? Czy być pod iego buławą
Y miłey przedsię[2305] zbyć chcemy swobody?
Czy przed ręką, krwią niewinną plugawą[2306],
Uydziem do piękney Eufratowey wody?
Gdziebyśmy[2307] rządem dobrem, dobrą sprawą
Wygnali tamte nikczemne narody
Y w kraiach beli obfitych panami,
Nie mieszaiąc się więcey z Francuzami.

70.

Idźmyż, niechby krew bez pomsty została,
(Ieśli tak chcecie) tak wielkiey osoby;
Acz — gdzieby[2308] dzielność napierwsze[2309] wspomniała
Sprawy swey ręki y dawne ozdoby —
Nie długoby[2310] się ta złość pokarała
Y nie trudnoby o takie sposoby,
Że krwie[2311] niewinney rozlewca — przykładem
Bełby[2312] śmiercią swą tyranom szkaradem[2313].

71.

Ieśli tak będą wasze siły śmiałe,
Iako potężne, iako wiele mogą,
Ia mu sam wrażę miecz w serce zuchwałe;
Wiem, że mi tego y drudzy pomogą”.
To skoro wyrzekł, zaraz pułki całe
Za Argillanem iedną idą drogą:
Wściekła młódź bieży, wszyscy się mieszaią,
Do mieczów wszyscy y do zbróy wołaią.

72.

Miecz między niemi — wzgórę[2314] wyniesioną
Ręką — Alekto trzyma, którem siecze;
A gniewy wściekłe y nienasyconą
Krwie chciwość między gęste roty miecze[2315].
Coraz pomyka chmurę niewściągnioną
Iędza y ostre wszędzie ciska miecze;
Z włoskich stanowisk do Szwaycarów poszła
Y do Anglików potem się przeniosła.

73.

Nacjonalizm, Kłótnia, Gniew, WodaInsze narody, nie tylko wzbudzone
Pospolitą się szkodą urażaią,
Ale y dawne gniewy umorzone
Teraz się znowu w sercach odnawiaią.
Francuzy: harde y niepowściągnione,
Chełpliwe, pyszne, chciwe — nazywaią;
Nienawiść, która przedtem beła skryta,
Teraz wychodzi na wierzch, iadowita.

74.

Tak bywa w garcu[2316], kiedy woda wrząca
Wewnątrz bełkoce u zawartey dziury
Y nie mogąc się w sobie zmieścić, rąca[2317]
Wylewa na brzeg y drze się do góry.
Nie da się tłuszcza zawściągnąć[2318] gorąca,
Ieśli ią baczny[2319] chce hamować który;
Tankred z Kamillem y Gwilelm nie byli
Y insi starsi, co niemi rządzili.

75.

W kupy zmieszane pospólstwa odmienne[2320]
Bieżą y wszyscy na larmę[2321] wołaią,
Trąby y bębny y insze[2322] woienne
Muzyki — na krew serca pobudzaią.
Gotyfredowi nie barzo przyiemne
Nowiny to ten, to ów — posyłaią;
Baldowin pierwszy przybieży we zbroi
Y podle[2323] niego niestrwożony stoi.

76.

On słysząc na się szczyrą[2324] potwarz onę,
Do nieba umysł obraca troskliwy[2325]:
«Ty mię sam, Panie, weźmi[2326] w swą obronę,
Wiesz, żem na swych krew nie beł nigdy chciwy
Zdyim[2327] iem z błędnego rozumu zasłonę
Y uśmierz sam w nich gniew tak popędliwy,
A iakoś świadom moiey niewinności,
Tak ią iem[2328] odkryi z twey dobrotliwości».

77.

Poczuł, że go duch niebieskiey roboty
Niezwykły zagrzał y wnątrz go przeymował;
Pełen nadzieie[2329] y piękney ochoty
Swą twarz wesołą śmiałością farbował.
Na ostre miecze, na wytknione groty
Niewylękniony śmiele następował
Y chocia słyszy przegróżki zuchwałe,
Idzie y czoło niesie okazałe.

78.

Zbroię zupełną[2330] y płaszcz miał na sobie
Drogiem iedwabiem wszystek przeszywany,
Twarz miał odkrytą y tak szedł w ozdobie
Niebieskiey, w straszną powagę ubrany.
Kinie[2331] buławą y tą w oney dobie[2332]
Tuszy[2333] uśmierzyć woysko zagniewane —
Tak do nich wyszedł y te mówił słowa,
Lecz nie człowiecza zda się iego mowa:

78.

«Zkąd się wziął ten zgiełk? kto go śmie prowadzić?
W takiememli[2334] to u was poważeniu,
Że się na płonnych[2335] plotkach chcecie sadzić[2336],
Po częstem y tak długiem doświadczeniu?
Udawa snadź[2337] ktoś, że Goffred chce zdradzić
Y są ci, co mię maią w podeyrzeniu.
Czekacie ponno, abym się sprawował,
Albo dowody iakie ukazował?!

80.

Nie da Bóg, aby od takiey sprosności[2338]
Miało być imię moie pomazane:
Z przeszłem mem życiem broni niewinności
Sumienie czyste y niezasromane[2339].
A teraz — miasto[2340] słuszney surowości —
Miłosierdzie wam będzie pokazane,
Dla przeszłych zasług, odpuszczam błędowi
Y waszemu was daię Rynaldowi.

81.

Argillanową krwią będzie omyty
Grzech spólny: on sam będzie pokutował,
Że was w kupę zwiódł y lud pospolity
Przeciw zwierzchności swoiey pobuntował».
Kiedy to mówił, piorun mu zakryty
Straszney powagi z oczu wyskakował[2341],
Tak, że Argillan wylękniony stoi
Y gniewliwey się iedney[2342] twarzy boi.

82.

A drudzy, którzy dopiero zuchwali
Wstydu y względu żadnego nie mieli,
Ale grozili y srodze łaiali,
A miecze we krwi ostre topić chcieli —
Teraz słów groźnych z pokorą słuchali
Y podnieść oczu ku górze nie śmieli;
A Argillana — zaraz po tey mowie —
Woyskowi od nich wiedli profosowie[2343].

83.

Taki lew bywa, kiedy naieżoną
Grzywą potrząsa y kiedy się sroży;
Ieśli ten przydzie[2344], co mu przyrodzoną
Srogość okrócił[2345] — ogon pod się włoży
Y pod mistrzową ręką wyniesioną
Cierpi karanie y surowe grozy;
Iuż y paznokci y straszliwey gęby
Z wyostrzonemi zapomina zęby[2346].

84.

Tak powiadaią, że w ten czas widziany
Beł przy Goffredzie bohater skrzydlaty,
Co przedeń[2347] puklerz wystawiał miedziany
(Cud przed dawnemi niesłychany laty!)
W ręce miecz goły krwią trzymał spluskany,
Która kroplami ściekała na szaty:
Podobno to krew z miast y królestw ciekła,
Które gniewliwa ręka iego siekła.

85.

Skoro zgiełk ucichł, wszyscy kładli miecze
Y z mieczmi[2348] zaraz zmiękczone niechęci.
Goffred odszedszy, to tam, to sam — miecze[2349]
Myśli wątpliwe[2350] y pilnie się kręci
Kilku dni więcey szturmu nie odwlecze
Y potrzeby ma wszystkie na pamięci;
Czasem sam idzie, czasem kogo ześle
Tam, gdzie tarany gotowali cieśle.

Koniec pieśni ósmey.

Pieśń dziewiąta

Argument

Brzydka Alekto radzi Sułtanowi,
Na chrześciany uderzyć w pułnocy[2351],
Ale świętemu kazał Michałowi
Stworzyciel — wygnać piekielne pomocy;
A te iak skoro poszły ku domowi
Y ci, co wyszli z Armidziney[2352] mocy,
Pomogli naszem. Iuż więcey nie czeka,
Ale zwątpiwszy, Soliman ucieka.

1.

A kiedy brzydka iędza obaczyła,
Że on[2353] zgiełk srogi beł[2354] uspokoiony
Y że nie mógł być — iakoby życzyła[2355]
Przedwieczney Myśli wyrok odmieniony:
Leciała stamtąd, a gdzie przechodziła,
Słońce się ćmiło, rodne schły zagony[2356];
A ukwapliwa[2357] do nowey roboty,
Prętkiemi[2358] biegła po powietrzu loty[2359].

2.

Od towarzyszów swoich to wiedziała,
Że Rynald w woysku nie beł w onem czesie[2360],
To o Tankredzie y inszych[2361] słyszała
Co namężnieyszych[2362], że gdzieś beli[2363] w lesie.
«Y długoż — rzecze — będę próżnowała?
Niechay Soliman woynę zaraz niesie,
Pewnam[2364], że woysko poraziem[2365] zmnieyszone,
Rostyrków[2366] pełne y źle ziednoczone».

3.

To rzekszy — poszła, gdzie między błędnemi[2367]
Rotami mieszkał Soliman zuchwały,
Po wszystkiey prawie nad którego ziemi
Sroższego wieki tamteczne nie miały[2368]
Y ledwie między olbrzymy dawnemi
Nalazł się który tak wściekły, tak śmiały;
W Turczech[2369] królował, mieszkać się był złożył
W Niceey, w którey stolicę założył.

4.

Miał po brzeg, który trzymaią Grekowie,
Od meandrowey[2370] do sangrowey[2371] wody,
Gdzie przedtem dawni mieszkali Mizowie[2372],
Lidowie[2373], pontskie[2374], bytińskie narody[2375];
Lecz chrześciańscy iak skoro panowie
Na woynę poszli azyiską[2376] w zawody,
Państwa mu iego y miasta pobrali
Y bitwę na niem dwa razy wygrali.

5.

Próbował nie raz[2377] szczęścia y odmiany,
Lecz o tem inszy[2378] wyrok beł na niebie
Y do Egiptu udał się wygnany,
Gdzie mu król beł rad[2379] y wziął go do siebie.
Ważył[2380] go równo z przednieyszemi pany,
Aby go potem w swey użył potrzebie,
Myśląc się nie dać więcey rozpościerać
Y chrześciany w Palestynie wspierać.

6.

Lecz pierwey, niż im woyną odpowiedział
Y niż się ruszyć miał do Palestyny,
Za iego wolą służbę przypowiedział[2381]
Soliman zbóycom arabskiey krainy.
A w tem kiedy król w swem Egipcie siedział
Y lud azyiski y zbierał Murzyny —
Soliman łatwie[2382] uiął chciwe żądze
Łakomych zbóyców, za iego pieniądze.

7.

Tak będąc wodzem u nich, tyran srogi
Po ziemi iudzskiey wielkie czynił szkody
Y wszystkie w koło[2383] opanował drogi,
Które z obozu szły do morskiey wody.
A maiąc w sercu boyce[2384] y ostrogi
Do pomsty: pamięć swoiey świeżey szkody —
Więtsze iuż rzeczy myśli na czas przyszły,
Ale ieszcze ma wątpliwe zamysły[2385].

8.

A w tem Alekto przedeń się stawiła
W zawoiu[2386], w męża starego osobie,
Twarz chudą y skroń zmarskami[2387] okryła,
Do kostek miała delią[2388] na sobie.
Wąsa nic, tylko brodę ogoliła,
Z wypustów[2389] ręce ukazała obie;
U boku saydak z krzywą szablą miała,
A w prawey ręce łuk cięgły[2390] trzymała.

9.

«My — prawi — tylko przebiegać będziemy
Te suche piaski y pola niepłodne,
Gdzie sławy żadney dostać nie możemy,
Ani zdobyczy, coby chwały godne.
A Goffred miasto tłucze — iako wiemy —
Dziurę iuż wybił, czasy ma pogodne[2391];
Wrychle[2392] o szturmie mieć będziem nowiny
Y ztąd[2393] uyrzemy ognie y perzyny.

10.

Takli zwycięstwa są[2394] Solimanowe:
Wsi popalone, zaięte barany?
Wspomni[2395] na swoie dawne krzywdy owe,
Wspomni na państwo, z któregoś wygnany.
Odważ się, a zbiy woysko Goffredowe,
Uderz na obóz w nocy niespodziany,
Wierz Araspowi, któregoś spróbował
Y w tem wygnaniu y kiedyś królował.

11.

On teraz o tem nic nie myśli, aby
Ludzie tak nadzy[2396] y tak boiaźliwi
Mieli się o to kusić; zna Araby,
Że tylko na łup y na zdobycz chciwi.
Teraz masz nań czas, obóz bardzo słaby
Y twoi póydą z tobą nie leniwi».
To mówiąc iad mu w zanadrze[2397] miotała,
Potem się sama między wiatr wmieszała.

12.

Woła Soliman, pochutnywa sobie[2398],
«Ty, co mi grzeiesz oziębione żyły,
Nie człowiekiemeś[2399], ale cię w osobie
Człowieczey widząc, oczy pobłądziły.
Prowadź, gdzie raczysz — ia idę przy tobie
Y na krew wszystkę[2400] ofiaruię siły;
Ty mi bądź tylko życzliwa, a oczy
Y szablę moię[2401] sprawuy w ciemney nocy!»

13.

To rzekszy[2402], wszystkie roty w kupę zwodzi
Y pięknemi w nich serca budzi słowy[2403];
Ochoty pełen kwiat arabskiey młodzi,
Grzeie się z głosu swoiey starszey głowy.
Alekto naprzód przed woyskami chodzi,
Sama proporzec wielki niesie nowy,
A woysko idzie tak spiesznie, że wieści
Y wszystkie ludzkie uprzedza powieści.

14.

Potem precz bieży[2404] y twarz swoię[2405] kryie
W owego postać, co niesie nowinę
Y w Ieruzalem wchodzi, kiedy biie
Po zeszciu[2406] słońca ostatnią godzinę.
Idzie, a wszyscy wyciągaią szyie,
Ona królowi nocnego przyczynę
Naścia na obóz, więc y czas powiada,
Znaki y hasła arabskie wykłada.

15.

Noc, DiabełIuż noc czarnawe rozwiiała włosy,
Czerwieniało się niebo niełaskawe,
A ziemia smętna, miasto[2407] chłodney rosy,
Puszczała pary straszliwe y krwawe;
Z szumem y z wichrem poszły na niebiosy
Podziemne dziwy y larwy[2408] plugawe,
Wypuścił Pluton wszystkie ćmy y mało
Duchów piekielnych w Abissach[2409] zostało.

16.

Przez tak straszną noc, srogiey pełną grozy,
Arabowie swe woysko prowadzili,
A gdy w pół biegu noc swe lotne wozy
Tam postawiła, skąd się nadół[2410] chyli —
Pod chrześciańskie podeszli obozy,
Mniey ieszcze ponno[2411], niźli w ćwierci mili,
Gdzie pokarmiwszy, zwycięstwa bespieczny[2412],
Tak do nich mówił Soliman waleczny:

17.

«Widzicie woysko zbóyców niecnotliwe,
Które złodzieyskie[2413] tak wiele państw zdarło
Y iako morze łakome y chciwe,
Wszystkie Azyey bogactwa pożarło;
A teraz oto szczęście wam życzliwe
Na rzeź ie wszystko w ten obóz zawarło;
W złoto ubrane y zbroye y konie
Wam będą na łup, nie im ku obronie.

18.

Więc nie ci to są, którzy zwyciężyli
Persy y Turki, co byli tak mężni,
Po różnych woynach; dawno tych stracili,
Sami zostawszy słabi, niedołężni.
Ale, choćby też spełna wszyscy byli
Tak śpią — iako drwa — nadzy[2414], niepotężni,
Łatwie[2415] bezzbroyne y pobić ospałe,
Od snu do śmierci przeszcie[2416] barzo małe.

19.

Puśćcie to na mię[2417], moie to staranie.
Że przez przekopy wszyscy przeydziem snadnie[2418],
A wy przy wodzu i swoiem hetmanie
Biycie psi naród, co te kraie kradnie!
Dzisia[2419] Azya swobody dostanie,
Dziś Chrystusowe królestwo upadnie!»
Tak ich zagrzewał, tak im tyran tuszył[2420],
Potem się daley z woyskiem cicho ruszył.

20.

A w tem się w cieniu ludzie ukazali,
Ci, którzy byli wyszli[2421] na posłuchy[2422],
Zkąd[2423] łatwie poznał, że nie wszyscy spali
Tak, iako o tem miał swoie otuchy[2424].
Oni wołaiąc, wzad[2425] ustępowali,
Wołaniem wielkiem budząc obóz głuchy,
Tak, że pierwsza straż rozruch usłyszała
Y do sprawy[2426] się y do broni miała.

21.

Wraz[2427] Arabowie we wszystkie muzyki
Uderzą: trąby, surmy głośnie[2428] graią.
Ogromne końskie y człowiecze krzyki,
Idą pod niebo y wiatry mieszają.
Ryczą przepaści y góry, lecz ryki
Straszliwsze dobrze — piekła wypuszczają;
A z Flegetontu[2429] pochodnią trzymała
Alekto, którą znak miastu dawała.

22.

Soliman pędem na straży[2430] przypadnie,
Ieszcze do końca nie dobrze[2431] sprawione[2432]:
Żywioły, WalkaNigdy tak rączo wicher nie wypadnie
Z ziemie — y wiatry nie tak są szalone;
Grom, kiedy z ogniem y z piorunem spadnie;
Rzeka, co niesie domy wywalone —
Na iego wściekłość y na serce śmiałe,
Tylko iest iakieś podobieństwo małe.

23.

Nigdy się darmo mieczem nie zamierzy,
Ledwie go spuści, wielkie widać rany,
A kogo zaymie y kogo uderzy —
Leci od dusze zaraz odbieżany;
A sam nie czuie, choć weń każdy mierzy,
Każdy nań siecze, choć hełm porąbany
Brzmi tak, iako dzwon, choć skry wylatuią
Od częstych razów, które mu doymuią.

24.

A kiedy wszyscy przed niem[2433] uciekali
Y pierwsze roty rozgromione gonił —
Arabowie też w obozy wpadali
Y przez przykopy przeszcia[2434] nikt nie bronił.
Iuż się zwycięzcy z temi pomieszali
Co uciekali; iuż się każdy chronił;
Iuż nieprzyjaciel wpadał y w namioty
Y krwią płócienne pofarbował płoty.

25.

Soliman niesie skrzydlatego smoku
Z ogromną szyią — na hełmie stalonem[2435]
Który się wspina wzgórę[2436], a po boku
Biie z obu stron dwoistem ogonem,
Pianę ma w gębie, a iad brzydki w oku,
Świszczy ięzykiem wielkiem roztroionem,
A z panem równo okrutnie się burzy
Y dymem z gęby y płomieniem kurzy.

26.

Tak się straszliwy zdał między woyskami
Na Solimanie wielki smok ognisty,
Iako więc w ciemną noc z błyskawicami
Zda się żeglarzom ocean pienisty.
Strach, NocIedni się biią, a drudzy kupami
Wciąż uciekaią, a mrok nieprzeyrzysty
Y noc w rozruchu wszystko pomieszała
Y kryiąc trwogę — trwogi przyczyniała.

27.

W tem z iedney roty, która nastąpiła,
Skoczył Włoch ieden przy Tybrze zrodzony,
Którego siły ani okróciła[2437]
Praca, ani wiek laty[2438] nachylony.
Piąci[2439] miał synów, któremi — gdzie była
Naysroższa bitwa — chodził otoczony,
A z młodu ieszcze wyknęli[2440] do zbroie,
Wczas[2441] się na przyszłe zaprawuiąc boie.

28.

Za oycowskiemi y teraz przykłady[2442],
Ostrzyli na krew y serca y broni:
«Pospieszmy dzieci, tam kędy[2443] szkarady[2444]
Pastwi się tyran y lud płochy goni!
Żaden się nie trwóż, żaden nie bądź blady,
Że naszych biią, że są we złey toni;
Mała to sława — moia droga młodzi —
Która bez żadney przewagi przychodzi».

29.

Tak lwica sroga libiyskiey pustyniey
Dzieci — u których ieszcze zęby małe,
Małe paznokcie — wywodzi z iaskiniey
Y wprawuie ie w zwierze okazałe.
A one[2445] matki posłuszne mistrzyniey[2446],
W co urodziwszych tylko zęby śmiałe
— Biorąc z macierze[2447] przykład — utapiaią,
A zwierz co mnieyszy imo[2448] się puszczaią.

30.

Szedł za młodemi dobry ociec syny[2449]
Y Solimana wszystka sześć[2450] opadli,
Chcąc go wraz wszyscy wziąć na rohatyny[2451].
Które mu w boki z obie stronie[2452] kładli;
Ale syn starszy uprzedził rodziny
Y kiedy bracia z oycem na niem padli,
On rzucił oszczep y z tasakiem[2453] spodniem,
Skoczywszy podeń[2454], chciał konia skłóć pod niem.

31.

Walka, Wojna, Ojciec, Syn, Śmierć bohaterskaLecz, iako kamień niepożytey skały
— Co do pół boków w morzu wielkiem stoi,
Odpiera deszcze, wiatry, gromy, wały
Y Iowiszowych gniewów się nie boi:
Tak na oszczepy, na miecze niedbały,
Bespieczny stoi poganin w swey zbroi
Y temu, co chciał dosiąc[2455] sztychem brzucha
Iego koniowi — przeciął łep[2456] do ucha.

32.

Aramant widząc, że brat iego miły
Iuż beł na ziemi tak srodze raniony,
Chciał go wznieść, ale próżne prace były,
Bo y sam na niem poległ obalony:
Podciął mu wszystkie u ramienia żyły
Y tak upadał koniem potrącony;
Ieden na drugiem obadwa konaią,
Oba krew y dech ostatni mięszaią[2457].

33.

Przeciął we środku oszczep u Sabina,
Którem go sięgał z daleka po oku,
Lecz y ten ranę wziął od poganina,
Cięty w słabiznę u lewego boku.
Długo się męczył y nie chciał chudzina
Wielkiem oporem do wiecznego mroku;
Dusza przez dzięki[2458] ciała odbiegała
Y przez gwałt prawie świat zostawowała[2459].

34.

Lorenc z Bonfinem, ci beli zostali;
Oba bliźnięta, a tak iednakowi,
Że się rodzicy sami omylali
Y często swemu śmiali się błędowi[2460].
Ale się teraz barzo różni stali,
Bo łep[2461] do czysta uciął Lorencowi —
Tobie (o twarda różnico) Bonifinie,
Z piersi rościętych[2462] krew strumieniem płynie!

35.

Ociec — nie więcey ociec[2463] — (o żałości!)
Straciwszy wszystkie syny, nieszczęśliwy,
Patrzy na trupy, a żal mu przez kości
Przeymuie serce wielki, przeraźliwy.
Żaden tak mocney nie widział starości:
Że żywy został — u mnie wielkie dziwy!
Y bił się przedsię[2464], ponno[2465] z tey przyczyny.
Że konaiące nie patrzył na syny[2466].

36.

Więc y życzliwe ciemności tak chciały,
Że mu część żalu zakryły onego;
Nie chce w niem umysł zwycięstwa wspaniały,
Gdzieby[2467] nie zgubił sam siebie samego.
Żywotem wzgardził, o swą krew niedbały,
Nieprzyiaciela krwie[2468] pragnie swoiego
Y nie rozeznać, co chce y co woli:
Umrzeć, czy zabić — tak go serca boli.

37.

Zawoła potem: «Takli[2469] to wzgardzona
Ta moia ręka y takiey słabości,
Że wszystką siłą na cię usadzona,
Nie może na mię wzbudzić twey srogości?!»
W tem ią wyniesie, ona — wyniesiona,
Spadaiąc z góry, przecięła do kości
Lewego boku — tak, że mu krew z ciała
Polerowaną zbroię popluskała.

38.

Za oną raną, za onem[2470] wołaniem,
Obróci się nań tyran iadowity:
Przeciął mu zbroię, przeciął puklerz na niem,
Choć siedmioraką skórą beł[2471] okryty;
Y w brzuchu mu miecz utopił, że za niem
Wypadła dusza pospołu z ielity:
Mdleye nieborak, a krew na przemiany
To z gęby leie, to z otfartey[2472] rany.

39.

Iako na Tatrach[2473] dąb nieprzełomiony,
Na gniew Iowiszów[2474] długi wiek niedbały,
Gdy go nakoniec[2475] wściekłe Aquilony[2476]
Wywrócą — wali za sobą las mały:
Tak y ten poległ; a z oboiey strony[2477]
Kupami trupy na koło leżały.
Z taką cny rycerz umierał ozdobą,
Ciągnąc na on świat tak wielu za sobą.

40.

Kiedy tak serca przykładem y krzykiem
Dodawał swoiem Sułtan niebłagany[2478]
Arabowie też za swem przewodnikiem
Uciekaiące bili chrześciany.
Henryk Angielczyk z Witem Bawarczykiem
Legli od srogiey Dragutowey rany,
Tenże Gilberta y Aryodena
Y Frąca zabił[2479] — wszystkich trzech od Rhena.

41.

Mechmet — Ernesta, Albadzar — Ottona
Zabił: ten mieczem, ów pierzystą[2480] trzciną;
Murat na wylot przebił Andrapona
Pod lewą pachę perską rohatyną[2481].
Ale kto może pamiętać imiona
Tych, co ginęli oną[2482] mieszaniną[2483]?
Goffred w tem[2484] bieżał, krzykiem obudzony,
Zbieraiąc w kupę swóy lud rosproszony[2485].

42.

Skoro naypierwsze usłyszał rozruchy,
Których w obozie co raz[2486] przybywało —
Tak się domyślał y tey beł[2487] otuchy[2488]
Że to arabskie łotrostwo być miało,
Bo często o niem przychodziły słuchy,
Że go po drodze siła rozbiiało;
Lecz mniemał, że tak być nie mogli śmieli,
Aby uderzyć na obozy mieli.

43.

Bieżąc na on zgiełk, słyszy z drugiey strony,
Że w larmę[2489], w larmę biią y wołaią,
A krzyk ogromny w górę wyniesiony
Y gęste głosy — obłoki mieszaią.
Z Kloryndą to szedł z miasta wyprawiony
Argant; ci także srodze nacieraią.
Trochę się tylko Hetman zastanowi[2490]
Y tak mężnemu mowi Guelfonowi:

44.

«Słyszysz ten okrzyk y tę nową trwogę,
Która od miasta y gór następuie?
Idź przeciwko niem y zaydzi[2491] im drogę,
Niech nieprzyjaciel wstręt[2492] tam iaki czuie;
A ia tem czasem[2493] lud arabski mogę
Trzymać na sobie, że się zahamuie.
Ci z tobą póydą, a idź spiesznie z niemi,
Ia w inszą stronę, nastąpię z moiemi».

45.

Iednakie szczęście, iednaki los wiedzie
Obydwu w on czas[2494], różnemi drogami:
Guelf przeciw górom y ku miastu iedzie,
Hetman się idzie potkać[2495] z Arabami.
Ale ten co krok, co dziesięć uiedzie,
Ludzi mu zewsząd przybywa kupami,
Tak, że iuż możny y dosyć potężny
Szedł tam, kędy krew lał Soliman mężny.

46.

Tak gdy z oyczystych gór wody wywodzi
Głęboka Wisła[2496] — nie zakrywa brzegu,
Ale im daley swych źrzódeł odchodzi,
Tem hardsza bieży z gwałtownego biegu;
Wsi[2497], pola, lasy, bystre rwą powodzi[2498],
Mosty łamią kry z umarzłego śniegu[2499],
A sama morze kilką rogów[2500] bodzie
Y woynę — nie dań[2501] — śle baltyckiey wodzie[2502].

47.

Goffred, tam gdzie się nabarziey mieszaią,
Bieży y daley uchodzić swem broni
Y zawraca tych, którzy uciekaią:
«Wiedzcie przynamniey kto was — prawi[2503] — goni!
Ci rany tylko w tył biorą y dayą,
A w samey tylko ufaią pogoni,
Ale skoro im twarzy ukażecie,
Zaraz ucieką y bić ie będziecie[2504]».

48.

Tam się obraca y tam ostrogami
Rączego konia w oba boki kole,
Kędy Soliman z swemi Arabami
Gnał płoche roty przez szerokie pole.
Między gęstemi mieczmi[2505] y śmierciami
Bieży przez mokre y krwią ściekłe role[2506],
Rwie mocne hufce, a gdzie wodze skłoni[2507]
Z obu stron lecą Arabowie z koni.

49.

Przez kupy trupów czasem przeskakuie,
Tak iako piorun ciśniony z obłoka;
Soliman — wielki następ na się czuie,
Lecz się nie trwoży y nie mruży oka —
Y owszem, blisko podeń[2508] się szańcuie[2509]
Y miecz wynosi chcąc go ciąć z wysoka;
O iako wielcy dway bohaterowie,
Zeszli się czynić[2510] o krew y o zdrowie!

50.

Stanęła wściekłość przeciwko dzielności,
O państwo wielkie bić się w placu małem.
Ten poiedynek, okrom[2511] wątpliwości,
Musiał być wielkiem y srogiem y śmiałem,
Lecz, iż go nocne zakryły ciemności —
Y ia go piórem minę zapomniałem[2512];
Był iednak godzien, aby iasne słońce
Odkryło było światu takie gońce[2513].

51.

Iuż wziąwszy serce[2514] ludzie Chrystusowi,
Nieprzyjaciołom mężnie odpierali[2515],
Przy swoiem wodzu y Solimanowi
Co natarciwszy w koło dogrzewali.
Nie więcey tamci mogli, niźli[2516] owi,
Nie więcey tamci, niż ci — przemagali[2517];
Iako na wadze strony się równaią:
Tak zabiiaią, iako umieraią.

52.

Iako, gdy Auster[2518] na powietrznem dworze
Z gniewliwem stoi Aquilonem[2519] w zwadzie,
Nie złożą[2520] sobie, a niebo y morze,
Obłok na obłok y wał[2521] na wał kładzie —
Tak y tam żadna strona w oney porze[2522]
Nie przemagała[2523] w Marsowem zakładzie:
Miecze na miecze y konie na konie,
Obiedwie[2524] równo zastawuią stronie.

53.

Lecz nie mnieysza się bitwa zaczynała
Y niemniey krwawa daley, w drugiey stronie:
Ćma niezliczona w chmurach się wieszała
Duchów piekielnych, swoiem ku obronie.
Ta serc pogaństwu y sił dodawała,
Które iuż beło[2525] w obozowey bronie[2526];
Ale kto ogniem swem Arganta sięga,
Choć iego własny dosyć go użega.

54.

On, iako wściekły, srogi y surowy,
Na straży poszedł y przez przykop skoczył
Y drugiem przezeń przeyazd dał gotowy
Y gęstemi go trupami natłoczył.
Szańce poznosił, powypełniał rowy
Y krwią swych panów namioty pomoczył[2527];
Klorynda z niem wraz, albo trochę za niem
Szła, urażona onem uprzedzaniem.

55.

Iuż chrześcianie wszędzie uciekali,
Kiedy Gwelf przypadł z posiłki świeżemi[2528],
Za iego przyściem[2529] twarzy obracali,
Y mężnie znowu potkali[2530] się z niemi.
A kiedy się tak z sobą pomięszali,
A krew z obu stron płynęła po ziemi —
BógStworzyciel świata święte oczy swoie
Obrócił w on czas na surowe boie.

56.

Płaszczem odziany chwały y wieczności,
Maiąc wszystkie swe stworzenia na pieczy[2531],
Siedział na tronie swoiey wielmożności,
Kędy zmysł nigdy nie doydzie człowieczy.
Trzy światła w iedney świeciły światłości,
O niepoięte rozumowi rzeczy!
Natura, Wróg, Czas beli[2532] pod nogami
Y wieczne Rucho[2533] z inszemi[2534] sługami.

57.

Los, Obraz świataPod Maiestatem bogini siedziała[2535],
Która bogactwo y złoto ma w mocy
Y świecką chwałę; a iako kazała
Wieczna Myśl, tak swem kołowrotem toczy.
Taka Go chwała y iasność odziała,
Że y godnieyszych blaskiem się ćmią oczy;
Ćmy nieśmiertelne okryte iasnością
Nierównie — równą cieszą się radością.

58.

Muzyka wdzięczna świętych pieśni brzmiała,
Którą mistrz y dźwięk niepoięty stroi.
Ztamtąd[2536] Świętego zawołał Michała,
Który stał przed Niem w płomienistey zbroi.
«Nie widzisz — prawi[2537] — co to podziałała
Piekło, Diabeł, Szatan, WygnanieY co y teraz ćma piekielna broi;
Móy lud wybrany trapi y swe siły
Wszystkie nań prawie piekła obróciły.

59.

Idźże, a mów iey, że nie iey należy
Woyny prowadzić, od tego hetmani,
Niechże mi więcey na świecie nie leży,
Niech tu nie rządzi, niech tu nie hetmani;
Niech nie zaraża powietrza, niech bieży
Do swych Abissów[2538], do swoich otchłani
Na wieczne męki y wieczne karanie —
Tak chcę y to iest moie rozkazanie!»

60.

AniołSkłonił się nisko Anyoł y ochoty
Pełen, tak rączo niósł pióra pierzchliwe[2539],
Że myśli ludzkiey niedościgłe loty
Z niem porównane, zwać może[2540] leniwe[2541].
ZaświatyWprzód empireyski przeszedł pałac złoty,
Tam, kędy dusze mieszkaią szczęśliwe;
Więc kryształowe, więc, gdzie iasne koło,
Gwiazdami wite, obraca się w koło.

61.

Potem przechodził spherami różnemi
Wprzód Suturnową, potem Iowiszową,
Które Anyeli rękami własnemi
Sprawuią, choć ie ludzie — błędne zową
Ztamtąd się puścił pólmi przestronemi,
Gdzie się grom rodzi y śnieg z wodą dżdżową,
Gdzie świat sam siebie żywi y pożera
Y w swey się zwadzie rodzi y umiera.

62.

Odganiał Anyoł złotemi skrzydłami
Plugawe chmury y czarne ciemności,
A noc swóy warkocz pleciony gwiazdami
Iuż odkrywała, z anyelskiey światłości.
W takiey więc słońce między obłokami
Po niepogodzie wychodzi iasności,
Tak piękna gwiazda po długiem ogonie
Upada wielkiey macierzy na łonie.

63.

A kiedy przyszedł, gdzie piekielne ony[2542]
Larwy, z pogaństwem mieszały lud Boży —
Na wyciągnionych skrzydłach zawieszony,
Taką ie mową y oszczepem trwoży:
«To wiecie dobrze, iakie Nieskończony
Pan gromy ciska, iakie Iego grozy,
O! źli, uporni — chocia[2543] w męce wieczney,
O! hardzi — chocia w nędzy ostateczney.

64.

To wyrok Iego, że krzyż święty stanie
W Ierozolimie z Iego możney ręki!
Cóż po tych burzach? w kiem macie ufanie,
Że mu się chcecie przeciwić przezdzięki[2544]?
Idźcie — przeklęci — na wieczne karanie,
Na wieczny ogień y na wieczne męki;
Tam w Acheroncie[2545] swych woien pilnuycie
Y iako chcecie, tam z nich tryumphuycie;

65.

Tam się wy srożcie y tam swoich — wściekli —
Sił dokazuycie, pod ognistem sklepem;
Tam złe będziecie dusze biczmi[2546] siekli;
Tam ogień palić w swem więzieniu ślepem!»
Mało co dbaiąc, leniwo się wlekli,
Aż na nie Anyoł uderzył oszczepem,
Dopiero pędem wielkiem uciekały
Piekielne larwy y świat opuszczały.

66.

Y do Abissów prosto polecieli
Nieprzyiaciele wieczni ludzkiey duszy;
W takiey gromadzie nigdy nie lecieli,
Ptacy za morze, iako te pokusy;
Nigdyście liścia tyle nie widzieli,
Kiedy ie iesień y pierwszy mróz ruszy.
A skoro poszły one[2547] szpetne larwy,
Świat się wyiaśnił y beł piękney barwy.

67.

Ale nie przeto Cyrkaszczyk słabieie,
Albo mnieyszego serca być poczyna,
Choć go pochodnią Alekto nie grzeie,
Choć go piekielnem biczem nie zacina.
W naygęstsze hufce wpada y krew leie,
Kto się nawinie — siecze, wali, ścina;
Chude pachołki z bogatemi pany
Porównywaiąc[2548] — tyran niebłagany[2549].

68.

Lecz y Klorynda w ten czas Argantowi
Męstwem y sercem na przód nic nie dała[2550]:
Trafiła mieczem Berlingierowi
Właśnie w puł[2551] serca, gdzie dusza mieszkała;
A tak go pchnęła, że nieborakowi
Koniec broń wściekła tyłem ukazała.
Albin przez szyszak uderzony w kręgi,
Spadł z konia, tak raz od niey bywał tęgi.

69.

Ciało, Gotycyzm, WalkaCiągnął łuk Rykard y chciał ią oślepić.
Lecz mu ucięła rękę; ta na ziemi
Wpół żywa, chce się nieboga pokrzepić
Y trzyma przedsię łuk palcy drżącemi.
Tak więc wąż ogon ucięty chce zlepić —
— Ale daremnie — z członkami inszemi;
Nie czyniła nic więcey Rykardowi,
Ale skoczyła ku Gernierowi.

70.

Tego zaś w szyię miecz nielitościwy,
Miecz nieuchronny[2552] Kloryndzin[2553] ugodził,
Spadł mu łeb — z krtaniem[2554] przeciętem — nieżywy
Y w piasku ze krwią pomieszanem brodził,
A tułów martwy długo, (iakie dziwy!)
Siodła się trzymał y koń pod niem chodził
Y nierychło go z siebie zbył wierzganiem,
Czuiąc, że słaby ieździec siedział na niem.

71.

Kiedy tak mężna bohaterka biła
Swem ostrem mieczem płoche chrześciany,
Nie mniey po długiem obozie gromiła
Cna Gildylippa y siekła pogany[2555];
Iednaż płeć w obu, iednaż była siła,
Iednakie serce y małey odmiany,
Lecz się nie zeszły z sobą w tey potrzebie,
Inaczey o nich przeyrzano[2556] na niebie.

72.

Ta z tey, a owa z drugiey także strony
Gwałtem przełomić hufiec gęsty chciała;
A w tem Gwelf przypadł, gdzie iuż nachylony
Mężna Klorynda lud przed sobą gnała
Y z góry na nię ciął niepostrzeżony
Y kęs z pięknego krwi wytoczył ciała;
Ale mu sztychem oddała zarazem,
Między żebrami pod świetnem żelazem.

73.

Wyniósł się znowu, lecz niespodziewaną
Przygodą podpadł Ośmid[2557] z Palestyny
Y tak nie sobie należącą raną
Zabity, z gęby plwał zkrwawione[2558] śliny.
A w tem do Gwelfa gromadą zebraną
Iego lud bieżał z oney mieszaniny —
Kloryndzie także ludzie przybywali,
Zaczem się z sobą znowu pomieszali.

74.

Iuż na świat niosła iutrzenka świt rany[2559]
Y noc iasnemu dniowi uchodziła,
Kiedy Argillan wyszedł, rozwiązany
Z woley[2560] hetmańskiey, która na to była;
Y z prętka[2561] w zbroię niepewną ubrany,
Lub złą, lub dobrą[2562] — iaka się trafiła,
Bieżał zelżony żywot na szańc stawić
Y błędów przeszłych przewagą poprawić.

75.

Iako koń, w pańskiey stayniey urodziwy,
Którego tylko do woyny chowaią —
Kiedy się urwie, bieży niewściągliwy
Na łąki, albo gdzie stada pasaią,
Wyniosłem karkiem trzęsie, a u grzywy
Plecione kosy[2563] z wiatrami igraią,
Piasek kopyty[2564] w prętkiem[2565] biegu ciska
Y rże[2566] ogromnie y nozdrzami pryska —

76.

Tak szedł Argillan, tak miecz ostry toczył,
A twarz mu gniewem y oczy pałały,
A tak biegł rączo, że stopy nie tłoczył
Y piaski śladu żadnego nie miały.
Między naygęstszy huf arabski skoczył,
Wołaiąc głosem — odważony, śmiały:
«O! rozbóynicy, skąd wam tey dostaie
Teraz śmiałości y kto ią wam daie?

77.

Nie wasze dzieło, ubierać we zbroię
Zupełne — ciała, bo ich nie wytrwacie;
Wy nadzy, marni, wiatrom tylko swoie
Strzały, a żywot nogom polecacie.
Nie są po waszem plecu[2567] dzienne boie,
Bo wy tylko w noc y w cienie ufacie;
Ale, iakoto teraz świat odkryły[2568],
Trzeba zdolnieyszey y zbroie[2569] y siły».

78.

Ciało, Walka, GotycyzmTo mówiąc ieszcze, dał Algadzelowi
Taki ciężki raz y ranę takową,
Że w ten czas właśnie, gdy Argillanowi
Chciał odpowiedzieć — uciął mu krtań z mową.
Zaraz wieczny mróz wpadł Arabinowi
W serce — y w piersi biie martwą głową
Y czołem w ziemię, a u zbladłey gęby,
Kąsaią piasek potrętwiałe[2570] zęby.

79.

Po Algadzelu zabił Saladyna,
Muleaszowi zadał ranę srogą,
Ściął Agrykalta y Aryadyna
Wyprawił iednąż za inszemi[2571] drogą.
Kiedy rannego obalił Gradyna,
Przeganiał z niego[2572] y deptał go nogą.
Podniesie Gradyn oczu y mdłey głowy,
Do Argillana mówiąc temi słowy[2573]:

80.

«Y ty nie długo[2574] z śmierci y mey męki
Cieszyć się będziesz y tobie przeyźrzały[2575]
Nieba śmierć prętką od mężnieyszey ręki,
Coś to teraz tak dufny y zuchwały».
On zaś: «Ty umrzy[2576] tem czasem przezdzięki[2577],
Co to wiesz[2578], co mi nieba obiecały
Y karm swem ścierwem głodne psy y kruki!»
W tem weń miecz wraził za one nauki.

81.

Uroda, Młodość, MężczyznaMiędzy strzelcami Solimanowemi,
Iego kochany był piękney urody
Ieden młodzieńczyk; a ieszcze ostremi
Włosami gładkiey nie okrywał brody
Y ledwie kwiaty dopiero pierwszemi,
Y mchem mu beły porosły iagody,
Włos zaniedbany przydawał wdzięczności
Y twarz przy męskiey piękna surowości.

82.

Koń miał pod sobą podobny[2579] do śniegu,
Który dopiero spadł na dół z obłoku,
A tak beł żartki, że takiego biegu
Wiatry nie miały y takiego skoku;
Trzcinę wpół trzymał złocistą po brzegu,
Szablę oprawną zawiesił u boku,
Z cienkiey bawełny zawóy miał na głowie,
Sam beł — w miesiące tkanem złotogłowie[2580].

83.

Gdy tak młodzieńczyk sławą uwiedziony,
W srogiego Marsa dzieło się wprawował
Y gęste roty y lud potrwożony
Mieszał y śmiele wszędzie następował —
Chytry Argillan zachodząc go z strony[2581],
Nieostrożnego iakoś upilnował:
Konia pod niem skłół[2582], że ledwie na nogi
Wstał, a on iuż miecz nad niem trzymał srogi.

84.

W samey miał tylko nadzieię litości,
Ręce do niego złożone obrócił,
Lecz w okrutniku kwiat piękney młodości,
Zatwardziałego serca nie okrócił.
Ciął nań, ale miecz więtszey był ludzkości
Y żałuiąc go — płazą się wywrócił;
Cóż potem[2583]? znowu zadał mu sztych srogi
Y miecz przezdzięki[2584] musiał iść w swe drogi.

85.

Soliman, z którem pobliżu straszliwy
On poiedynek Goffred odprawował,
Widząc, że iego Lezbin nieszczęśliwy
Beł we złem razie — on plac zostawował
Y z wielkiem pędem bieżał zapalczywy,
Lecz tylko pomstę — nie pomoc — gotował,
Śmierć, KwiatyBo iuż na ziemi, iako kwiat rozwity,
Podcięty pługiem, Lezbin beł zabity.

86.

Oczy zemdlone znienagła[2585] konały,
Szyia się na grzbiet wywrócona kładła,
Ale choć w śmierci wdzięczność wydawały
Y twarz mu piękną iakąś barwą bladła.
Piersi kamienne w Sułtanie zmiękczały,
Nie iedna mu łza w puł[2586] gniewu wypadła.
Ty, Solimanie, płaczesz? coś swoiego
Państwa nie płakał, wszcząt[2587] zepsowanego[2588]!

87.

A widząc, że krwią świeżą Lezbinową
Nieprzyjacielskie żelazo kurzyło,
Płacz ścisnął w piersiach; a serce surową
Wygnawszy żałość, gniewem się burzyło.
Ciął Argillana tak barzo, że z głową
Żelazo, szyszak y tarcz przepędziło:
On[2589] tak wielki raz y tak wielka rana,
Mężnego beła godna Solimana.

88.

Mało miał na tem[2590], ale między kości
Pcha nieżywego mieczem pomsty chciwem,
Iako pies wściekły od nieznanych gości
Ciśniony kamień — kłem kąsa gniewliwem.
O! niepotrzebna pociecho w żałości,
Mścić się nad ziemią y trupem nieżywem!
Ale tem czasem[2591] Goffred nie próżnował
Y na Araby śmiele następował.

89.

Pod tysiąc Turków beło z paiżami[2592],
Wszyscy we zbroiach y wszyscy ćwiczeni:
Serdeczni, mężni, różnemi woynami,
W różnych potrzebach nie raz[2593] doświadczeni.
Między staremi beli żołnierzami,
U Solimana z dawnych lat liczeni
Y za niem w iego nieszczęściu szli wszędy,
W arabskie pola y w cierpliwe[2594] błędy[2595].

90.

Ci się rozerwać swoiemu nie dali
Hufcowi, pewni nie ustąpić kroku;
Wpadł Goffred na nie y wprzód Korkutowi
Po ielca[2596] w lewem miecz utopił boku.
W łeb Rossanowi — ale Selimowi
Zadał raz cięty tuż przy samem oku;
Zabił Murata, który iem hetmanił,
Inszych moc zabił y srodze poranił.

91.

Kiedy tak długo mieszanina ona
Między pogany y naszemi trwała
Y ieszcze namniey[2597] saraceńska strona
Nienachylona mocno się trzymała —
Zdaleka chmura z gęstego złożona
Prochu, nagle się stroną ukazała;
Potem z niey zbroye y miecze błysnęły
Y serca Turkom dopiero odięły[2598].

92.

Pięćdziesiąt mężnych, wielkich naieźników[2599]
Z chorągwią białą z krzyżem złotem biegło.
Chociabym sto gąb y sto miał ięzyków,
By[2600] się sto głosów do nich także zbiegło —
Niewyliczyłbych[2601] — od[2602] tych woiowników
Pobitych pogan: tak ich wiele legło:
Zbity Arabin y niezwyciężony
Turczyn po części iuż był przełomiony.

93.

ŚmierćStrach, smętek, boiaźń, trwoga żałościwa,
Co raz to[2603] więtsza wszędzie się szerzyła,
A śmierć okrótna[2604] y nielutościwa[2605]
We krwi śmiertelną kosę swą moczyła.
Król też czuiąc iuż, że się ukwapliwa[2606]
Ona wycieczka[2607] niedobrze zdarzyła —
Z ludem przed miasto wyszedł y pod mury
Na wątpliwy bóy z swemi patrzał z gury[2608].

94.

A skoro uyrzał, że się Arabowie
Pospołu[2609] z Turki[2610] bardzo nachylili,
Gęste słał posły, aby lud wodzowie
Argant z Kloryndą zaraz uwodzili.
Ale choć do nich wskazował surowie[2611]
Krwią opoieni długo się bawili[2612],
Acz naostatek[2613] ustąpić musieli
Y ludzie sprawą swe uwodzić chcieli[2614].

95.

Ale kto prawa na boiaźń stanowi?
Kto strach przywiedzie do dobrego końca?
Tarcze y zbroię miecą, chcąc być zdrowi;
Miecz teraz wadzi, co wprzód był obrońca.
Pod miastem wielka przeciw południowi
Dolina leży od zachodu słońca:
Przez tę pogaństwo nazad uciekało,
A proch przed sobą gęstą chmurą gnało.

96.

Kiedy pochyło na dół uciekali,
Srodze ie nasi siekli y pędzili,
Lecz kiedy z dołu w gurę[2615] się udali,
Gdzie świeży ludzie na posiłku byli —
Nie chciał Gwelf, aby w górę nacierali
Y kazał, aby daley nie gonili.
Tak swe stanowił hufce zagonione,
A król też swoie zbierał rozproszone.

97.

Tem czasem[2616] Sułtan czynił, co człowiecze
Y co te ziemskie czynić mogły siły;
Więcey nie może, pot z krwią z niego ciecze,
Bokami robi y tchnie[2617] w oney chwili;
Iuż ręką słabo y leniwo siecze,
Tarczy mu dźwignąć mdłe[2618] nie mogą żyły,
Miecz nie tnie, ale tłucze — iako stępy[2619],
Tak ostrze stracił y tak został tępy.

98.

A widząc iuż swą przegraną, na obie
Stronie[2620] rozbierał[2621] swóy umysł wątpliwy[2622]:
Ieśli[2623] swą ręką śmierć miał zadać sobie,
Żeby go ięzyk nie szczypał dotkliwy[2624]?
Czyli[2625] — straciwszy woysko w oney dobie —
Zachować cało żywot nieszczęśliwy?
Nakoniec[2626] rzecze: «Niech nieba wygraią,
Niech swe tryumphy z mey sromoty[2627] maią.

99.

Niechay móy widzą tył[2628] nieprzyiaciele,
Niech znowu patrzą na moie wygnanie,
Byle widzieli, kiedy znowu śmiele[2629]
Będę ich słabe mieszał panowanie;
Nie ustąpię iem póki dusza w ciele,
Pamięć moich krzywd wiecznie nie ustanie
Y nieprzyiaciel sroższy się iem wrócę[2630],
Chocia się w popiół y w ziemię obrócę».

Koniec pieśni dziewiątey.

Pieśń dziesiąta

Argument

Ukazuie się Izmen Sułtanowi,
Od[2631] którego beł[2632] w miasto wprowadzony;
Ten znowu serca dodaie królowi,
Co iuż o sobie wątpił z każdey strony.
Swe powiadaią błędy[2633] Goffredowi
Iego rycerze: Rynald umorzony,
Z ich się powieści żyw y zdrów nayduie,
A Piotr o iego dziełach prorokuie.

1.

To mówiąc ieszcze, blisko siebie zoczył[2634],
Że koń ku niemu bieżał obłąkany;
Poimawszy go, zarazem nań wskoczył,
Chocia y ranny y beł spracowany.
Hełm na niem pierzem ogromnem nie toczył
Y kity pozbeł, wszystek porąbany,
Zwierzchnią dołomę[2635], którą miał na zbroi,
Pokłóto[2636] na niem, że za nic nie stoi[2637].

2.

Iako uchodzi szczwany od obory
Y kryie się wilk z okrzykiem pędzony,
A choć w brzuch głodny włożył obrok spory
Y choć się ledwie wlecze obkarmiony,
Przedsię na gębie znać dawne przemory[2638]:
Ssie krew y ięzyk trzyma wywieszony —
Tak y on w ten czas[2639] szedł po onem[2640] boiu,
Od głodów krwawych nie maiąc pokoiu.

3.

Przez gęste hufce, przez nieprzyiaciele
Szczęście go iego bespiecznie[2641] uwodzi:
Leci strzał, mieczów y grotów tak wiele,
On przedsię[2642] zdrowy na koniec przechodzi.
Y tak nieznany w drogę idzie śmiele[2643],
Gościniec miia, ścieszkami[2644] uchodzi;
A rozbieraiąc[2645] swe przygody sobie,
Różny brał przed się rozmysł w oney dobie.

4.

Y namyślił się potem ku końcowi,
Do Egiptu się udać bogatego
Y przyszłey woyny pomagać królowi
Y znowu skusić[2646] Marsa surowego.
Tak umyśliwszy, prosto ku Nilowi
Puścił się, wodza nie maiąc żadnego;
Wiadom dróg y sam trafi do piaszczystych
Pól starodawney Gazy nieprzeyrzystych[2647].

5.

A choć się w bitwie bardzo beł zmordował,
Chocia go rany okrutnie bolały —
Zbroye[2648] y hełmu z siebie nie zdeymował,
Ale w niey iechał wszystek[2649] on dzień cały.
A kiedy Phebus[2650] iasny ustępował
Y chmury nocne światło wyganiały —
Rany powiązał y potem po kęsie
Owocu z palmy ręką chorą trzęsie.

6.

Tam nakarmiony daktyły[2651] onemi,
Radby[2652] się przespał, radby się położył
Y tak na trawie y na gołey ziemi
Układł[2653] się, a tarcz w głowy[2654] sobie włożył;
Lecz za ranami osurowiałemi[2655]
Ból mu doymował[2656], ból się barzo srożył
Do tego wnętrzni[2657] gryźli go sępowie:
Żal y gniew w sercu y w strapioney głowie.

7.

A gdy iuż beło cicho z każdey strony
Y noc się beła dobrze nachyliła,
Przykre kłopoty — trudem zwyciężony —
Y troskę uśpił, która go trapiła.
Mdły[2658] iednak beł sen, którego zasłony
Y oko y myśl błędna przechodziła,
Atoli usnął y usnąwszy — nowy
Dźwięk mu taki brzmiał głośny koło głowy:

8.

«Śpisz Solimanie twardo y nie czuiesz!
Naspisz[2659] się czasu inszego[2660] do woley[2661],
O tem nie myślisz, ani się frasuiesz[2662],
Że twoia dotąd oyczyzna w niewoley[2663]
Y bez pogrzebu swego zostawuiesz
Ciała rycerstwa, leżące po roley[2664]
Y czekasz tu dnia, gdzie tak gęste szlaki
Y tak świeże są twey sromoty[2665] znaki».

9.

Ocknął się ze snu Soliman słabego
Y przebudzony mdłe otworzył oczy
Y uyźrzał[2666] kogoś przed sobą starego,
Który o lasce, nie o swey stał mocy.
Y z gniewem rzecze do starca onego:
«A tyś kto? czemu ludzie budzisz w nocy.
Skąd to, że mię masz na tak pilney pieczy?
Coć do sromoty y do moich rzeczy[2667]?!»

10.

Odpowie starzec na ono łaianie:
«Mnie twoie myśli dały wiedzieć nieba,
A iż o tobie dawno mam staranie[2668]
Twa mię tu własna zagnała potrzeba.
A nie gnieway się na mię o to, panie,
Żem ci przymówił: czasem tego trzeba,
Bo się tem często w sercach wielkich ludzi
Chciwość[2669] do męstwa y do sławy budzi.

11.

A wiedząc, że chcesz do Egiptu iechać —
Miey nieomylną przestrogę ode mnie,
Żeć lepiey teraz drogi tey zaniechać,
Bobyś się tylko zatłukł tam daremnie:
Bo król egipski wrychle[2670] chce wyiechać,
Albo iuż w drodze — a tybyś nikczemnie
Czas strawił y nam twoieby się siły
Przy niem pod ten czas mało przygodziły[2671].

12.

Ale ieśli chcesz, ia temu poradzę,
Że cię w dzień biały bez wszelkiey trudności,
Do Ieruzalem bespiecznie wprowadzę,
Na więtszą sławę, okrom[2672] wątpliwości.
Na którem mieyscu skoro cię posadzę,
Iuż miasto będzie w twoiey opatrzności
Obrony pewne, dokąd naszych rzeczy
Króla Egiptu nie wesprą odsieczy».

13.

Kiedy tak oney pilnie słuchał mowy
Hardy Soliman, barzo się dziwował
Y zaraz z twarzy złożył gniew surowy,
A starcowi się pilnie przypatrował.
Potem mu tak rzekł: «Iam oycze gotowy!
Wiedź, gdzie chcesz; ia cię będę naśladował[2673].
Mnie się ta rada zawżdy[2674] uda[2675] pręcey[2676],
Gdzie niebespieczeństw y trudów iest więcey».

14.

Chwali go starzec, a iż naziębione
Z wiatru — ból wielki rany mu czyniły,
Wódką od niego pewną zakropione,
Skórą zakryte, zaraz się goiły.
ŚwitIuż też Apollo swe wozy złocone
Na świat gotował y zorze schodziły.
«Czas — prawi — iechać, iuż drogi odkrywa
Słońce y ludzi do zwykłych prac wzywa».

15.

CudY na wóz, który czekał go przy stronie,
Wziął podle[2677] siebie Solimana potem
Y długie lece[2678] trzymaiąc na łonie,
Poganiał biczem zawodniki[2679] złotem.
Tak rączo biegły nieścignione konie,
Że mogły zrównać z prętkich orłów lotem;
Tchnęły[2680] od biegu y dymem kurzyły,
A posrebrzone wędzidła pieniły.

16.

Słuchaycież cudu: wiatr lekki, skupiony
Obłokiem stanął, z wielkiem podziwieniem
Y wóz z oboiey okrył w koło strony,
Że go nie mogło oko prześć[2681] promieniem
I tak beł mocno y gęsto ściśniony,
Żeby go z proce nie przebił kamieniem,
Tylko sami dway obłok — iako trzeba —
Widzieli w koło y pogodne nieba.

17.

Skrzywi brwi Sułtan y namarszczy czoła
Y wozowi się pilnie przypatruie;
Że po powietrzu nieścignione koła
Lecą w obłoku — barzo się dziwuie.
Starzec uyrzawszy, że Soliman zgoła
Z onego dziwu ledwie się co czuie —
Trącił go y słów kilka mu powiedział,
Wezdrgnął się Sułtan y tak odpowiedział:

18.

«O który, gdzie chcesz, przyrodzenie wodzisz
Y cuda czynisz nieznane od wieka —
Y iako widzę, w skrytych się przechodzisz
Gmachach taiemnych myśli u człowieka,
Proszę cię (ieśli rozumem dochodzisz
Y przyszłe rzeczy przeglądasz zdaleka[2682])
Powiedz, co nieba Azyey przeyrzały?
Iaki te woyny koniec będą miały?

19.

Ale, niech pierwey wiem, iako cię zową[2683]
Y iako cuda czynisz tak foremnie[2684].
Bo iako się mam sprawić twoią mową,
Ieśli nie wyńdzie[2685] ta zstrętwiałość[2686] zemnie[2687]
Rozśmiał się starzec y zatrzasnął głową:
«Iedney wszak rzeczy dowiesz się odemnie[2688]:
Iam Izmen, magiem swoiem mię ięzykiem
Syrowie[2689] zowią, wy — czarnoksiężnikiem.

20.

Los, Szczęście, Kondycja ludzka, Wiedza, CzynAle, żebym miał odkryć to, co będzie
Y tak rozumiesz, że to wiedzieć snadnie[2690]
Nie chciey być w takiem Solimanie błędzie,
Bo tego człowiek śmiertelny nie zgadnie;
Żaden tem swoich kłopotów nie zbędzie.
Ratuy się każdy, ieśli co przypadnie,
Bo często człowiek swego na tey próbie
Szczęścia iest mistrzem y robi ie sobie.

21.

A ty na ognie y miecze prawicę
Niezwyciężoną teraz chciey zachować,
Którey nie tylko obronić stolicę,
(Do którey myśli[2691] srogi lud szturmować)
Ale nietrudno, przeszedszy granicę,
Trząsnąć Europą y onę[2692] zwoyować;
Ia dobrze tuszę[2693], ty śmiey; a ia co wiem
Y co, iakoby przez mgłę widzę — powiem.

22.

Nim stokroć koły[2694] rok zbieży lotnemi,
Będzie mąż ieden w Azyey panował,
Który ią dzieły ozdobi wielkiemi
Y w płodnem będzie Egipcie królował
Y w pokoiu rząd uczyni w swey ziemi,
Kiedy się zdarzy, że będzie próżnował
Y kiedy wytchnie od woienney chwile[2695];
Ten chrześciańskiey cięszki[2696] będzie sile.

23.

Y źle nabyte państwo y kradziony
Łup gwałtem wydrze mocą swoiey broni
Tak, że ostatków — wodą otoczony
Wysep y morze ledwie mu obroni.
Ten ze krwie twoiey ma być urodzony!»
Soliman na to wzrok wesoły skłoni:
«Szczęśliwy — prawi — że mu to gotuie
Niebo!» Część zayrzy[2697], a część[2698] się raduie.

24.

Dołożył tego: «Niech się szczęście stawi,
Lub źle, lub dobrze, na mnie nie utyie!
Moie mię serce y ta ręka sprawi
Niezwyciężonem, póki dusza żyie.
Pierwey swóy zwykły miesiąc bieg zostawi,
Pierwey go chybi, niźli mię pożyie[2699]
To mówiąc, wszystek aż do samych kości,
Płomieniem spłonął ognistey śmiałości.

25.

Tak rozmawiaiąc, przyśli[2700] lotnem wozem
Wojna, Trup, ObyczajeNad chrześciańskie[2701] prawie stanowiska,
Gdzie pełne trupów pod samem obozem
Pola widzieli y poboiowiska.
Zmartwiał od żalu, ciężkiem tkniony mrozem,
Na gęste trupy Sułtan patrząc z bliska
Y na leżące swoie między niemi,
Przedtem — tak straszne — chorągwie po ziemi.

26.

A twarz y piersi zwycięzce[2702] deptali,
Iego rycerzów, którzy w bitwie legli
Y nieszczęśliwe trupy odzierali,
A różni na łup zewsząd ludzie biegli;
Drudzy znaiomych przyiaciół chowali
Y ciała miłych towarzyszów grzebli;
Drudzy na kupy Araby włóczyli
I iednem ogniem z Turki ie palili.

27.

Westchnął Soliman y miecz, iak szalony,
Porwał y z wozu skoczyć się gotował,
Ale nań krzyknął czarownik uczony,
Y wielkiem gwałtem[2703] ledwie go hamował.
A skoro usiadł, wóz niedościgniony
Izmen do góry, co wyżey, kierował;
Y tak szli chwilę kołami lotnemi,
Aż chrześciański[2704] obóz beł[2705] za niemi.

28.

Potem wysiedli oba[2706] z wozu, który
— Nie wiedzieć iako — zniknął ich wzrokowi;
Okryci płaszczem niewidomey chmury,
Szli ku wielkiemu pieszo Syonowi;
A kiedy przyszli do schodzistey[2707] gury[2708],
Tam gdzie obraca tył ku zachodowi —
Iuż nie szedł więcey czarnoksiężnik, ale
Zastanowił[2709] się przy niewstępney[2710] skale.

29.

Tam miał iaskinią[2711] wielką, kamień żywy,
Którą wykował[2712] król ieden bogaty,
Weszcie[2713] w nie gęste zakryły pokrzywy,
Bo tam dawnemi nie chodzono laty.
Odrzuci zielsko Izmen ukwapliwy
Y ukasaney[2714] zatknie za pas szaty
Y iedną ręką maca, gdzie co wadzi[2715],
A drugą — króla mężnego prowadzi.

30.

Rzecze mu Sułtan: «A to co za drogi?
Kraść mię gdzieś wiedziesz tem podziemnem piecem[2716]?
Byś beł dopuścił — inszą bez tey trwogi,
Mogłem ią sobie uczynić tem mieczem».
On na to: «Godna ta droga twey nogi,
Z dawnych lat śladem nie bita człowieczem,
Którą król Herod chodził z swemi pany,
On[2717] król tak wielki y tak zawołany.

31.

Ten ią wykował, gdy mu wszystkie zgoła
Wierzgnęły[2718] beły co przednieysze domy
Y aż od wieże — którą od sokoła,
Sokolą zwano — przez ten dół kryiomy[2719]
Do zbyt[2720] dawnego iednego kościoła,
Często, kiedy chciał, chodził niewidomy[2721];
Tędy lud zbroyny do miasta przywodził,
Tędy sam z niego za mury wychodził.

32.

Ale na świecie żaden człowiek żywy
Niewie[2722] tey drogi, okrom[2723] mnie samego;
Tędy doydziemy tam, kędy wątpliwy[2724]
Król rady zbiera do pałacu swego.
Który, niż trzeba, więcey boiaźliwy[2725],
Trwoży się barzo[2726] z nieszczęścia przeszłego.
Tyś na czas przyszedł, ale wytrway mało[2727]
Y milcz, aż kiedy mnie się będzie zdało».

33.

Skoro to wyrzekł, pierwszy zamysł niemi[2728]
Y w ciemną iamę wielki Sułtan wchodzi;
On go omacnie[2729], mrokiem gęstych cieni,
Wziąwszy za rękę po świadomu[2730] wodzi.
Pierwey zgarbieni i szli pochyleni,
Ale iaskinia co raz[2731] się rozwodzi[2732],
Że potem łatwie[2733] doszli połowice
— Y wolno idąc — podziemney ciemnice[2734].

34.

W tem drzwi uchylił odiąwszy zapory
Y wiódł go Izmen po niezwykłem wschodzie[2735],
Gdzie świecił promień mały y niespory,
Spadaiąc z góry sparą[2736] w cienkiem schodzie[2737].
Tam z końca iamy wyszedł Sułtan skory
Y z przewodnikiem na wysokiem grodzie
Stanął na sali, gdzie na świetnem tronie
Siedział król w złotem płaszczu y w koronie.

35.

Z obłoku patrzą oni dway mężowie,
A ich (iaki cud) wszyscy nie widzieli,
Oni zaś wszystko — y słowo po słowie
Tak iako trzeba, obadwa[2738] słyszeli.
Król naprzód począł: «Zaprawdę, synowie,
Dzienieśmy[2739] wczora[2740] nieszczęśliwy mieli,
Ten nam powątlił[2741] y pomieszał rzeczy,
Sama[2742] nadzieia w egipskiey odsieczy.

36.

Ale widzicie, co się z nami dzieie
W tak niebespiecznem[2743] y w tak krótkiem czesie[2744],
Egipskie barzo daleko nadzieie,
Przeto niech każdy radę na to niesie».
W tem szmer cichy wstał, iako kiedy wieie
Wolny wiatr y szum w gęstem czyni lesie,
Ale szmer ucichł, kiedy wstawszy z ławy
Cyrkaszczyk począł mówić do tey sprawy:

37.

«Zawżdy[2745], o królu, są odmienne[2746] nieba
Y szczęcie[2747] różnie koło swe prowadzi,
Lecz o to pytasz, na co nie potrzeba
Naszego zdania: żaden tu nie radzi.
W samych nam sobie mieć nadzieię trzeba,
Bo się na sobie samo męstwo sadzi[2748];
W to się ubierzmy, zdrowia odżałuymy
Y nie więcey ie, niż trzeba, miłuymy.

38.

Nie mówię, aby wątpliwa bydź[2749] miała
Pomoc z Egiptu w czasy teraźnieysze,
Bo obietnica, która się wam dała
Y te posiłki będą napewnieysze[2750];
Alebym zaś rad, żeby się obrała[2751]
W niektórych y myśl y serce mężnieysze,
Żeby z ręku[2752] swych zwycięstwa czekali,
A na cudzą się pomoc nie spuszczali[2753]».

39.

Więcey nie mówił Argant pomieniony[2754],
Iako ten, który pewny beł[2755] wygraney —
Wstał, urodzony ze krwie[2756] zawołaney.
Mąż to beł wielki, ale zniewolony[2757]
Miłością dzieci y żony kochaney:
Znikczemniał barzo, barzo się odmienił,
Iakoby nie on — skoro się ożenił.

40.

Ten tak wotował[2758]: «Tey gorącey mowy,
O wielki królu, ia nie mogę ganić,
Bo śmiałe serce śmiałemi się słowy
Znać dawa[2759] y z swych występuie granic.
A iż — iako zwykł — zagrzał się surowy
Y niebespieczeństw[2760] Argant nie ma za nic,
To iemu wolno, bo iako wotuie,
Tak rzeczą samą śmiałość ukazuie.

41.

Lecz ty, któremu dawny wiek przynosi
Wiadomość rzeczy, masz to upatrować[2761],
Że ieśli się gdzie Cyrkaszczyk unosi,
Trzeba go mądrem rozumem hamować
Y te pomocy, które Egipt głosi,
Z niebespieczeństwem równać y zrachować:
Ieśli[2762] twe — królu — mury wydołaią
Tem siłom, które chrześcianie maią.

42.

Mówią (bo na to trzeba odpowiedzieć)
Że miasto dobrze opatrzone mamy;
Ale zaś u nich, musi[2763] to powiedzieć,
Gotowość wielka y szturmu czekamy.
Tego, co ma bydź — nikt nie może wiedzieć,
Ale się słusznie wątpliwych lękamy
Marsowych sądów y bać się potrzeba,
Że nam nie stanie naostatek[2764] chleba.

43.

Wczora, kiedy się nasi w polu bili,
Z wielką trudnością — iako się widziało —
Bydłaśmy[2765] trochę w miasto wprowadzili
Y za wielkie się to zdarzenie miało;
Ale ieśliby dłużey nas trapili[2766],
Na tak wielki głód barzoby[2767] to mało,
A nie odstąpią pewnie, choć posłany
Posiłek przydzie na dzień obiecany.

44.

Cóż — kiedy chybi[2768]? ale niech się dzieie,
Tak iako sobie wy obiecuiecie,
Niech obietnice y staną nadzieie,
Niechay odsieczy[2769] przyidą, iako chcecie.
Kto was w zwycięstwie upewnia — szaleie;
Z tem się Hetmanem — Królu — bić będziecie
Y z temże woyskiem, które pogromiło
Turki, Araby y Persy[2770] pobiło.

45.

Sameś, o mężny Argancie, spróbował,
Iako są bitni, iako natarczywi[2771]
Y nie raześ[2772] iem tył swóy ukazował[2773]
Y ci z Kloryndą rycerze cnotliwi
Y ia sam — acz ia nie będę winował
Nikogo, bo w tem nie iesteście krzywi[2774]
Y mężnieście się z niemi zawżdy[2775] bili
Y coście mogli, wszystkoście czynili.

46.

A choć mi Argant krzywem[2776] grozi okiem,
Iam winien zawżdy prawdę mówić wszędzie:
Widzę, że lud ten za Boskiem wyrokiem
W bogatey panem Palestynie będzie —
Y ani woyskiem, ani tem wysokiem
Wstrąciem[2777] go murem, aż miasto osiędzie[2778];
To mówię — Bóg wie — z samey powinności
Y ku oyczyźnie y panu miłości.

47.

Lepiey trypolski król postąpił sobie,
Uprosił pokóy y nie ma tey trwogi,
A hardy Sułtan albo dotąd w grobie,
Albo mu pęto włożono na nogi,
Albo ucieka y błądzi w tey dobie,
Wszędzie się kryiąc — wygnaniec ubogi!
A mógł część[2779] puścić, część cale[2780] zachować
Y za trybutem[2781] spokoynie panować».

48.

Tak tam na on czas wątpliwemi[2782] słowy[2783]
Nieznacznie Orkan swoię rzecz prowadził,
Bo iawnie trybut postąpić gotowy
Y słać o pokóy — dla strachu[2784] nie radził.
Nie mógł znieść dłużey Soliman tey mowy
Y chciał się porwać, iedno obłok wadził —
Kiedy rzekł Izmen: «Każesz iuż mgłę spuścić?
Czy mu chcesz dłużey wotować[2785] dopuścić?»

49.

On na to: «Iam tu gwałtem[2786] otoczony
Od twoiey chmury, która mię okryła!»
Skoro to wyrzekł, zniknęły zasłony
Y mgła się w poły zaraz rozstąpiła
Y wyszedł na dzień iasny y przestrony[2787],
Kędy[2788] się była[2789] rada zgromadziła;
Tam w straszney twarzy stanął rozgniewany
Na wielkiey sali, nic niespodziewany.

50.

«Iam — pry[2790] — iest Sułtan, a kto mu to zadał,
Żeby uciekał, ma się tego sprawić
Y łże, iako pies, ten kto to powiadał!
A gotów tego y ręką poprawić:
Góry w równinie z gęstych trupów składał,
Ze krwie wylaney mógł rzeki zastawić!
W nieprzyiacielskiem obozie się biie,
Tak to ucieka? y tak się to kryie?

51.

Ieśli się taki naydzie między wami
Zdrayca oyczyzny y z tem się odkryie,
Że chce odkupić pokóy trybutami —
(Odpuść, o królu) wnet pozbędzie szyie!
Pierwey się wilcy pogodzą z owcami
Y z gołębiami w iednem gniaździe[2791] źmiie,
Niż chrześciańskie przemierzłe[2792] narody
Do iakiey kiedy z nami przydą[2793] zgody».

52.

Kiedy to mówił — trzymał się za krzywą
Szablę, a groził iadowitem wzrokiem.
Wszyscy umilkli na mowę straszliwą
Y z wylęknionem na dół pośli okiem[2794].
Potem z łaskawszą y nie tak gniewliwą
Twarzą — do króla kwapionem[2795] szedł krokiem:
«Nie trwóż — pry[2796] — więcey, wielki królu, sobą,
Wielki posiłek, gdy Soliman z tobą».

53.

Aladyn[2797] na to powstawszy ku niemu:
«O iakom ci rad, przyiacielu miły!
Iuż teraz lepiey (ufam męstwu twemu)
Póydą me rzeczy, choć się nachyliły;
Ty swe z niewoley — a nie długo temu —
Państwo wyzwolisz y stolec[2798] pochyły
Móy, da Bóg, wesprzesz». Zatem się pokwapił
Y obiema go rękami obłapił[2799].

54.

Po przywitaniu, między gęstem gminem
Król na swóy stołek Sułtana prowadził
Y dał mu mieysce pod swem baldekinem[2800],
A podle[2801] siebie Izmena posadził.
A skoro chwilę posiedział z Turczynem
Y Izmen cicho z niemi się naradził —
Klorynda go wprzód witała, więc drudzy
Panowie, więc dwór y królewscy słudzy.

55.

Między inszemi[2802] witał go też pany
Ormus arabski zacny rotmistrz, który —
Kiedy się drudzy bili z chrześciany —
On przyodziany płaszczem nocney chmury,
Niezwykłą drogą lud lekki przebrany
Zdrowo wprowadził między mieyskie mury
Y głodne miasto posilił żywnością,
Za swą przewagą y za swą dzielnością.

56.

Sam go nie witał Argant y gniewliwy
Stał nienawiścią dawną przerażony[2803]:
Iako lew kiedy leży, a straszliwy
Wzrok miece[2804] na te y na owe strony;
Orkan też nie śmiał weyrzeć nań lękliwy,
Ale wzrok w ziemię wlepił zamyślony.
Tak tam na on czas obadwa[2805] królowie
Y oni w radzie zostali panowie.

57.

Goffred tem czasem kończył swe zwycięstwo,
Goniąc pogaństwo, które uciekało;
To odprawiwszy, swoie grzebł żołnierstwo,
Które na placu pobite zostało.
Potem obwołał, aby się rycerstwo
Do iutrzeyszego szturmu gotowało.
O mury swoie boią się poganie,
Widząc przyprawy, które czynią na nie.

58.

A iż znał rotę onę niezwalczoną,
Co go na on czas w bitwie ratowała,
Z miłych przyjaciół swoich zgromadzoną,
Które mu była[2806] Armida pobrała;
Gdzie był y Tankred, którego za broną[2807]
Mocnego zamku w więzieniu chowała —
Sam z pustelnikiem y co z bacznieyszemi
Zostawszy tylko, tak rozmawiał z niemi:

59.

«Radbym, żebyście teraz powiedzieli,
Od tego czasu, iakoście ztąd[2808] wyszli[2809],
O waszych błędach[2810]; iakoście wiedzieli
O bitwie, żeście prawie na czas przyszli».
Bespiecznie[2811] w oczy poyrzeć mu nie śmieli
Y wstyd przenikał niewidome myśli,
Ale nakoniec[2812] angielski powiedział
Królewic wszystko, gdzie był y co wiedział:

60.

«My wszyscy, cośmy na on czas losami
Nie byli w drogę z Armidą obrani,
Miłością gładkiey (bo tego przed wami
Próżno przeć[2813] mamy) twarzy uwiązani;
Szliśmy — niezgodni między sobą sami —
Tam gdzie nas chytra prowadziła pani,
Miłość y gniewy mnożył w nas niezgodne
Iey wzrok łaskawy y słowa łagodne.

61.

Przyszliśmy daley, pozbywszy swobody,
Tam kędy ognie z nieba spadły żywe,
Które sodomskie karały narody
Za wszeteczeństwa y grzechy brzydliwe.
Przedtem kray piękny, teraz ciepłe wody,
Kliiowatemi[2814] błoty[2815] zaraźliwe:
Ryba w nich żadna — tak mówią — nie żyie,
Śmierdzą z niey pary y siarczyste kliie[2816].

62.

Tam iest iezioro, w którem — w gęstey wodzie
Kamień, żelazo y ołów nie tonie,
A co dziwnieysza, bez promu, bez łodzie[2817],
Znosi po wierzchu y ludzie y konie
W środku iest zamek, na który po wzwodzie[2818]
Wchodzą, kiedy kto przydzie ku tey stronie:
Tam nas nieszczęsnych z sobą prowadziła,
Gdzie beła[2819] ogród pyszny uczyniła.

63.

Tam zawżdy nieba świeciły pogodne,
Przez cały się rok łąki zieleniały,
Między mirtami wesołemi chłodne
— Gdzieśkolwiek stąpił — wiatry powiewały.
Szum z drzew pachnących sny czynił łagodne,
Fontany wody przeyrzyste strzelały,
Ptastwo śpiewało, a we śrzodku[2820] nowy
Stał dziwnie piękny pałac marmurowy.

64.

Tu w chłodzie między ziołami wonnemi,
Przy ciekącem nas zdroiu posadziła,
Gdzie z potrawami wielki stół drogiemi
Y służbę złotą beła[2821] postawiła.
Co się nayduie w morzu, co na ziemi,
Co na powietrzu y co wymyśliła
Uczona kuchnia — to wszystka tam było,
A sto nam panien do stołu służyło.

65.

Czarownica, Czary, Natura, WładzaSama przysmaków do swych dodawała
Potraw, to śmiechem, to mową łaskawą,
A niepamięcią długą napawała
Błędne rozmowy, za każdą potrawą.
Potem się wrócić obiecawszy, wstała
Y wnet zaś przyszła z gniewliwą postawą
Y w iedney rózgę, w drugiey ręce księgi
Maiąc, czytała klątwy y przysięgi.

66.

Czytała; mnie w tem nowa myśl napadła:
PrzemianaNa inszy żywot dziwnie się zdobywam,
Twarz mi y postać człowieczą ukradła,
Wskoczę do rzeki y po wodzie pływam,
Oboia ręka y noga[2822] w mię wpadła;
Niewiedzieć iako łuską grzbiet okrywam,
Daley też więcey nie pamiętam — chyba,
Że bywszy człowiek, beła ze mnie ryba.

67.

Y insze także w ryby obróciła[2823]
Y także ze mną pływali po stawie;
Po małey chwili zaś nas postawiła
W człowieczem ciele y w pierwszey postawie.
Ale z boiaźni, która w sercu była
Y z dziwu w oney niepodobney[2824] sprawie —
Y iednogośmy słowa nie mówili,
Aż sama do nas rzekła w oney chwili:

68.

«Mniemam, że iuż moc podobno[2825] czuiecie
Moię nad sobą y nad przyrodzeniem[2826]
Y ieśli zechcę, na wieki będziecie
W niewoley[2827], wiecznem trapieni więzieniem.
Słońca żaden z was nie uyrzy na świecie,
Ten będzie drzewem, ten będzie kamieniem,
Ten koniem, ten psem, temu przydam skrzydła,
A tych zaś w nieme poobracam[2828] bydła.

69.

Ci iednak uydą moiemu gniewowi,
Którzy mą wiarę y moie obrzędy
Przyimą — y stanąć przeciw Goffredowi
Y chrześcianom będą winni[2829] wszędy».
Każdy się wezdrgnął[2830], tylko Rambaldowi
Poszło to w posłuch[2831], który na iey błędy
Przystał[2832]; ale nas zamknęła w ciemnicy
Skrytey — na żywot wieczny… niewolnicy!

70.

Wrychle[2833] zaś potem Tankreda dostała,
Co beł[2834] z trafunku[2835] przyszedł w tamte strony,
Ale nas krótko w więzieniu trzymała
— Bo ieślim dobrze o tem beł sprawiony[2836]
Króla z Damaszku posłowi nas dała,
Który beł po to do niey wyprawiony;
Ten nas królowi w pętach y bez broni
Wiódł egipskiemu w dary, we stu koni.

71.

A iako Bóg chciał, na tey drodze z nami
Bohater Rynald potkał[2837] się z przygody[2838];
Który wielkiemi nowemi dziełami
Między różnemi wsławił się narody[2839]
Y bił się mężnie z naszemi stróżami,
Aż ie pogromił. Takeśmy swobody
Miłey — za iego dzielnością[2840] — dostali,
A w zbroieśmy się ich poubierali[2841].

72.

Y ia sam y ci wszyscy go widzieli:
Znać go po samem złożeniu kopiey[2842],
Plotki to, co tu o niem powiedzieli!
W tey mierze mowie nie wierzcie niczyiey.
Zdrów dobrze y szedł — iakośmy słyszeli —
Trzeci dzień temu do Antyochiey
Y swoię tu gdzieś zbroię ukrwawioną,
Od nieprzyiaciół zrzucił posieczoną».

73.

Tak mówił, a w tem w niebo oczy obie[2843]
Podniósł pustelnik nabożeństwem tkniony[2844],
Nie iednę barwę y twarz miał na sobie:
Ieden raz blady, drugi beł czerwony.
O, iako się zdał poważny w osobie,
Gdy pełny Boga umysł zachwycony
Między Anyoły niósł, gdzie przyszłe rzeczy
Y wiek potomny poymował człowieczy!

74.

Y głośnieyszemi nad swóy zwyczay słowy[2845]
Począł odkrywać przyszłe taiemnice;
Wszyscy weń patrzą, uważaiąc nowy
Głos y niezwykłe mowy pustelnice[2846]:
«Żyw — prawi — Rynald! Niewieściey to głowy
Y Bogu zmierzłey[2847] wymysł czarownice[2848]:
Żywie y niebo iego młode lata
Chowa dla sławy dostalszey[2849] u świata.

75.

Dziecinne to są dopiero roboty,
Którym się teraz Azya dziwuie:
Widzę go, a on rwie się przez namioty
Y niezbożnego cesarza woiuie —
Y pod swe skrzydła orzeł iego złoty
Rzym z Apostolską stolicą przyimuie,
Na którą srogi zwierz wyostrzył głodne
Zęby… A syny ma mieć sobie godne.

76.

Syny po syniech[2850] y po wnukach wnuki,
Ci bronić będą od[2851] cesarzów chciwych
Pasterzów świętych — z przodków swych nauki,
Ratuiąc zawżdy[2852] krzywdą obciążliwych[2853].
Pomoc niewinnem — te ich będą sztuki,
A hardych niszczyć y niesprawiedliwych!
Takie maią być ze krwie zacney dzieci,
Tak w słońce orzeł esteński wyleci.

77.

Y ieśli wieczne — tak iako potrzeba —
Światło Piotrowi otworzyło oczy,
Gdzie o Chrystusa bić się będzie trzeba,
Tam tryumfalne pióra swe roztoczy;
Bo mu to za dar ieden dały nieba
Y stanie mu zto[2854] y serca y mocy…
Y Bóg tak chce mieć[2855], aby poń posłano,
Y na tak sławną woynę go wezwano».

78.

Tu zmilkł prorockiem duchem obciążony
Mąż święty, ale serce z swych wnętrzności
— Choć iuż beł ięzyk niemy y zemdlony —
Kładło mu na twarz esteńskie dzielności.
NocIuż też noc zaszła y płaszcz rościągniony[2856]
Rozwiła[2857] na świat — uszyty z ciemności:
Wszyscy spać na swe odchodzili wczasy[2858],
Ale pustelnik nie śpi w one czasy.

Koniec pieśni dziesiątey.

Tom II

Pieśń iedenasta

Argument

Woysko w nabożne idzie processye,
Mszą[2859] duchowieństwo świętą odprawuie;
Tak Boga błaga[2860]; potem miasto biie,
Y wielką siłą do niego szturmuje.
Klorynda z łuku bez przestanku szyie[2861],
Od którey rany Hetman odstępuie,
Lecz od[2862] Anyoła wraca się zleczony,
Ale iuż noc swe rozwiła zasłony.

1.

Iuż chrześciański Hetman w oney dobie[2863]
Do szturmu się miał[2864] wszystkiemi siłami
Y o woiennych taranów sposobie
Ciągnienia pod mur — rozmawiał z mistrzami,
Kiedy pustelnik odwiódszy go sobie
Mówił mu, gdzie dway tylko beli sami:
«Iuż masz Hetmanie wszystko, co potrzeba,
Lecz nie poczynasz, skąd poczynać trzeba.

2.

Od Boga poczni[2865]: pierwey obwołane
Wczas pospolite[2866] modlitwy być maią;
Niech do niebieskich zastępów zebrane
Rothy[2867], o prośbę za sobą wołaią.
Wprzód Duchowieństwo niech idzie ubrane,
Niech processye nabożnie śpiewaią,
A wy za niemi wodzowie przednieyszy[2868],
Żeby z was przykład drudzy brali mnieyszy[2869]».

3.

Ruszył Hetmana pustelnik surowy,
Skrucha weń zaraz poczęła wstępować:
«O sługo Boży, święte twoie mowy,
Chcę — prawi — twoyey rady naśladować[2870].
Iuż ia obmyślę porządek woyskowy,
A ty się też każ biskupom gotować:
Niech kto zarazem[2871] do Guilelma bieży
Y Ademara, onem[2872] to należy».

4.

Nazaiutrz wszyscy księża y plebani
Do biskupów się poranu[2873] zebrali
W przestrony[2874] namiot, w którem kapellani[2875]
Hetmańscy święte msze odprawowali.
W białe się mnieyszy[2876] ubiory kapłani,
W złotogłowowe biskupi ubrali
Spięte na piersiach na białe koszule,
A głowy nieśli w poważnej infule.

5.

Wprzód sam Piotr[2877] idzie y wielki rozwiia
Krzyż na chorągwi, złotem malowaniem,
A duchowieństwa długa processya
Dwiema[2878] rzędami postępuie za niem.
Y zlekka rothy y namioty miia,
A na przemiany dzieli się śpiewaniem.
Gruilm z Ademarem, co beli biskupy,
Szli naostatku[2879] wzdłuż puszczoney kupy.

6.

Potem sam tylko wielki Hetman w tropy,
Bez towarzysza szedł za biskupami,
A zaś panowie radni w iego stopy,
Y pułkownicy pierwszy szli parami.
Tak idąc daley wyśli[2880] za okopy,
A dla obrony woysko szło stronami[2881].
Trąby nie słychać, ani ogromnego
Bębnu, tylko dźwięk głosu nabożnego.

7.

Ciebie, o Twórco wszelakiego czyna[2882],
Ciebie o Synu z Duchem Świętem, Ciebie
Czysta Dziewico, Matko Boga Syna
Proszą o łaskę y pomoc w potrzebie;
Y was wodzowie skrzydlatego gmina[2883],
Z lotnemi woyski[2884] na wysokiem niebie;
Y z tem, z którego ręki przeźroczyste
Wody omyły człowieczeństwo czyste[2885].

8.

Proszą y twardey równego opoce,
Która się gruntem Kościołowi staie.
Grdzie iego godny Namiestnik — owoce
Łaski niebieskiey y teraz rozdaie;
Y was, którzyście roznieśli szeroce[2886]
Ziawioną[2887] Prawdę na świat w różne kraie;
Y tych, którzy ią śmiercią oświadczyli[2888],
Y zdrowie dla niey chętnie położyli[2889].

9.

Więc którzy z Pisma Świętego krynice[2890]
Błąd potępili piórem i kazaniem;
Y Chrystusowey miłey służebnice[2891],
Wsławioney części — co lepszey — obraniem
Y was, o Panny, y Oblubienice
Wiecznego Króla, któreście szły za Niem;
Y tych co na miecz, na ogień niedbały[2892],
Y srogie męki dla Niego wytrwały.

10.

Tak Świętych wzywał lud nabożny, który
Maiąc za sobą swoie stanowiska,
Do Oliwetu prosto ciągnął góry,
Co od oliwy dostała przezwiska:
Góry na świecie sławney, co na mury
Mieyskie od wschodu słońca patrzy z bliska,
A między nią się a miastem przestrona[2893]
Dolina ciągnie, Jozaphat rzeczona[2894].

11.

Tam szły na on czas y tam kierowały
Woyska śpiewaiąc, a za raney[2895] rosy
Góry się z lasy[2896] zewsząd odzywały,
A Echo gęste dawała odgłosy.
Y tak się zdało, że się przeciwiały[2897]
Inszego[2898] chóru insze w lesie głosy.
Raz Chrystusowe imię, raz Maryey[2899]
Rozlegało się w głośney armoniey[2900].

12.

Pogaństwo z murów wysokich patrzało
Na niewidane[2901] porządki y szyki,
Y cicho zrazu z pilnością słuchało
Nowey y uszom niezwykłey muzyki.
Ale kiedy się dziwować przestało,
W niebo straszliwe wypuściło krzyki
Pełne brzydliwych bluźnierstw, a głębokie
Doły się trzęsły y góry wysokie.

13.

Ale bezpiecznie przedsię[2902] swe śpiewanie
Y litanie zaczęte kończyli,
Y na pogańskie niedbaiąc[2903] wołanie,
Ani się nawet ku niem obrócili;
Strzały też, które z murów lecą na nie,
Nic iem nie szkodzą, bo w puł[2904] ćwierci mili,
Y tak daleko szły od muru roty,
Że mogły kończyć bez wstrętu[2905] swe noty[2906].

14.

Potem na wzgórku wielki postawiony
Dla świętych Ofiar ołtarz ubierali,
A białe na niem z tey y z owey strony
W złotych lichtarzach świece zapalali.
Wtem Guilm z pierwszego ubioru zwleczony,
Inszy wziął na się, który mu podali.
Tam chwilę myśląc, rozmyślał y zasię
Głosem dziękował y skarżył sam na się.

15.

Dalszy[2907] patrzali tylko, ale dźwięki
Bliższych kapłańskiey dochodziły mowy;
A skoro skończył y odprawił dzięki
Świętey Ofiary, temi mówił słowy:
«Idźcie!» A wtem kładł z wyciągnioney ręki
Błogosławieństwo na schylone głowy.
Tak nabożeństwo skoro odprawili,
Pierwszą[2908] się nazad drogą obrócili.

16.

W obóz wiechawszy, półki się wracały
Do swych stanowisk. Hetman też do swego
Namiotu iechał; którego niemały
Hufiec prowadził do progu samego.
Insze się zatem rothy[2909] roziezdżały;
Przednieyszych tylko i grabie starego
Z Tolozy z sobą do stołu prowadził,
Tego naywyższey[2910] po sobie posadził.

17.

A skoro ieno[2911] beło[2912] po obiedzie
Y urzędnicy odeśli[2913] stołowi,
Goffred przednieyszych na stronę odwiedzie:
«Iutrzeyszym[2914] — pry[2915] — dzień naznaczył szturmowi;
Każdy do swego namiotu niech iedzie,
A swego czasu będziecie gotowi.
Dziś lud obwieśćcie[2916], dziś odpoczywaycie,
A iutro w sprawie skoro dzień — czekaycie».

18.

Odeszli zaraz, a trębacze potem
Po wszystkiem woysku tam y sam trąbili,
Aby — skoro świat swem iutrzenka złotem
Oświeci ogniem — po gotowiu[2917] byli.
Tak onego dnia, częścią[2918] myśląc o tem
Część się gotuiąc — ostatek strawili.
NocAż noc nadeszła y ziemię okryła,
Y pokóy na czas[2919] z troską uczyniła.

19.

Jeszcze wątpliwe do ludzkiey posługi
Iutrzenka światło y dzień słała mały
Y malowane ptastwa swóy sen długi
Kończyły ieszcze y odpoczywały;
Ieszcze zagonów nie orały pługi,
Ieszcze się stada do łąk nie wracały —
Kiedy na larmę[2920] trąby uderzyły,
Trzęsły się nieba i larmę głosiły.

20.

Na larmę wszystko[2921] woysko w iedney mierze
Zgodliwe głosy wypuszczało swoie;
Wstanie wtem Goffred, y na się nie bierze
Swoiey zwyczayney na zchwał[2922] mocney zbroie[2923],
Ale w co lżeyszem woiennem ubierze[2924],
Iako się pieszy[2925] ubieraią w boie;
Gotowy między swoie szedł obozy,
A wtem do niego przyszedł grof z Tolozy.

21.

Ten widząc on[2926] stróy na Hetmanie nowy,
Zrozumiał iego umysł w oney dobie
Y przystąpiwszy rzekł mu temi słowy:
«Przecz zbroie nie masz zwyczayney na sobie?
Czemu w hełm zwykły nie ubierzesz głowy?
Tę nieopatrzność muszę ganić w tobie,
Że tak odkryty do szturmu wychodzisz;
Znać, że na sławę barzo[2927] podłą godzisz[2928].

22.

Chcesz podobno[2929] leść[2930] na mur, iako tuszę[2931].
Nie chcemy takiey śmiałości od ciebie:
Prości żołnierze, mniey potrzebne dusze,
Powinni w takiey odważać potrzebie.
Ty iżeś Hetman (prawdę mówić muszę)
Szanuy się dla nas, ieśli nie dla siebie;
Twem zdrowiem prawie wszystko[2932] woysko stoi,
Przeto mu odpuść, że się o nie[2933] boi».

23.

On na to: «Gdy mi miecz Namiestnik Pański
Na Jasney Gurze[2934] — Urban[2935] przypasował,
Żebym niem kraie y naród pogański
Stawszy się Bożem rycerzem — woiował:
W tenczasem[2936] Bogu nie tylko hetmański
Urząd sprawować taiemnie ślubował,
Ale y ręki tey na woynie użyć,
Y ieśli trzeba krwią Mu w szturmie służyć.

24.

Przeto kiedy iuż wszystko rozporządzę
Y lud do szturmu — iako ma iść — sprawię,
Nie wiele ieszcze (moiem zdaniem) zbłądzę,
Że się podemknę y pod mury stawię.
Bo się sumnieniem sam w tey mierze sądzę,
Na którem Bogu długu nie zostawię;
Uiszczę się rad y ślub obiecany
Będzie Mu przez mię cale zachowany[2937]».

25.

To rzekł, a zaraz dway Bulionowie
Y inszy[2938] drudzy przykład z niego brali;
Niektórzy także przednieyszy[2939] panowie,
Tak iako pieszy — lekko się ubrali.
Wtem się na murze pogańscy wodzowie,
Czuiąc o bliskim szturmie[2940] — ukazali,
Gdzie się na zachód od pułnocy[2941] chyli,
Skąd z pola przystęp łatwieyszy baczyli;

26.

Bo miasto na szturm z każdey inszey strony
Mało co dbało y beło bespieczne.
Tam beł nietylko[2942] żołnierz obrócony
Y co mężnieysze pospólstwo tameczne[2943],
Ale y starych z dziećmi do obrony
Ostatniey słało szczęście ostateczne[2944],
Przy których duższem[2945] słabszy[2946] y podeśli[2947]
Siarki przyprawne y kamienie nieśli.

27.

Mur od równiny różnemi broniami
Obwarowany dobrze, mniey się boi.
Tu z ogromnemi Sułtana piersiami
Po pas z daleka w świetney widać zbroi;
Tu Argant między mocnemi basztami,
Wielkiemu równy olbrzymowi, stoi —
Tam co naywyższey w temże mieyscu wieże
Narożney, mężna bohatyrka[2948] strzeże.

28.

Saydak z niey wisi, a na bok cierpliwy[2949]
Złotem oprawną szablę przypasała
Y widać beło — kiedy swóy łuk krzywy
Zdaleka[2950] dziewczą[2951] ręką wyciągała
Y przyłożywszy strzałę do cięciwy,
Nieprzyiacielskich wodzów pilnowała.
Tak więc swe strzały niedościgłe oku
Królewna z Delu posyła z obłoku.

29.

Sam król pod mury[2952] — laty obciążony —
Pieszo od bramy do bramy przebiega
Y śle rynsztunki na mur osadzony
Y świeżych coraz obrońców dosięga
Y lud — miłością miłey przerażony[2953]
Oyczyzny — słowy[2954] tem więcey podżega.
Religia, Modlitwa, Bóg, Szatan, FałszA utrapione do kościelnych progów
Matki szły wzywać swych omylnych[2955] bogów:

30.

«Ty sam, o Panie, Panie sprawiedliwy
Skrusz francuskiego oszczep rozbóynika.
Skłoń ku ludowi Twemu wzrok życzliwy,
Obal pod mury Twego przeciwnika».
Tak się modliły, lecz w piekle fałszywy
Bóg tego nie chciał rozumieć języka.
Gdy się tak miało miasto do obrony[2956],
Goffred też z drugiey następował strony.

31.

Z wielkiem — porządkiem szykował przebrane
W przestronem polu woysko przed namioty,
A we dwa rzędy iuż uszykowane
Przeciw murowi obrócił piechoty;
We śrzodku kusze y pobudowane
Straszne woienne postawił roboty,
Z których kamienie ogromne ciskaią,
Y wież y murów oszczepy sięgaią.

32.

Za piechotą iuż ieznych[2957] postawiono,
Żeby ią we złem razie posilali;
Potem w krzykliwe trąby uderzono,
A strzelcy zatem wraz następowali.
Z woiennych także strzelby[2958] wież puszczono,
A z muru gęsto poganie spadali:
Ten zdechł, ten ranny na dół leci z gury[2959],
Coraz mniey maią swych obrońców mury.

33.

Wprzód Francuzowie pod mury skoczyli
Z wielką ochotą z swemi chorągwiami;
Y tarcze wszystkie do kupy złożyli
Y tak ie sobie nieśli nad głowami.
Drudzy, aby się kamieniom bronili,
Za dębowemi idąc zasłonami,
Pod przekopy się coraz podmykali[2960],
Aby ie równo z ziemią wyrównali.

34.

Przekopy mieyskie wód w sobie nie miały
Y — iako trzeba — suche beły na dnie,
A choć się zbytnie[2961] głębokie bydź[2962] zdały,
Ziemia, chrust, kamień wyrównał je snadnie[2963],
Napierwszy głowę odkrył Adrast śmiały
Y pod mur z długą drabiną przypadnie,
Po którey z wielką przewagą wstępował,
Ani go srogi, twardy grad hamował.

35.

Iuż niemal większą szwaycar[2964] odważony[2965]
Połowicę swey drabiny przechodził,
Y choć nań zewsząd bito — niestrwożony,
Oślep zaczętej odwagi dowodził;
Aż iednem razem w łeb go obalony
Zbyt cięszki[2966] kamień przez szyszak ugodził,
Który go na dół z drabiną obalił:
Ten kamień Argant swą ręką nań zwalił.

36.

Nie beł śmiertelny on[2967] iego raz[2968] cale[2969],
Lecz cięszki, k'temu[2970] z wysoka spadł z góry;
Argant wtem począł wykrzykać[2971] zuchwale:
«Iuż ieden zleciał, kto polezie wtóry[2972]?
Nie kryicie się tak za tarcice, ale
Wyleźcie na świat, wychylcie się z dziury.
Przecz[2973] z tych drzewianych iam nie wychodzicie?
Bo y tam pewnie się nie wysiedzicie!»

37.

Tak wołał Argant, ale na te mowy
Namniey nakryci rycerze nie dbali
Y pod skupione tarcze kryiąc głowy,
Strzały y cięszkie kamienie trzymali.
Y wielkie tramy[2974] z tarany[2975] przez rowy
Iuż wypełnione — bliżey pomykali[2976],
Które na mury, nie bez wielkiey trwogi,
Niosą żelazem okowane[2977] nogi.

38.

Poganie na te zgromadzone siły
Drzewa z kamieniem cięszkiem powiązane
Puścili na dół, które przywaliły
Tarczami kryte piechoty przebrane.
Te wielką w ludziach szkodę poczyniły,
Bo tarcze w trzaski poszły zgruchotane.
Y nieiednemu przepadły przez czoło;
Krew, WalkaZiemia krwią, mózgiem skropiła się w koło[2978].

39.

Iuż Chrześeianie za swemi twierdzami
Więcey nie stali, ani iem dufali[2979],
Ale wypadszy śmiele[2980] gromadami,
W przestrzeni męstwo swe ukazowali[2981].
Iedni do gury[2982] pośli[2983] drabinami[2984],
Drudzy ze spodu mury wywracali,
Który iuż y wierzch stłuczony wysoki
Y powątlone ukazował boki.

40.

Y upadłby beł, bo rozkołysany
Tram wielki raz[2985] mu zadawał śmiertelny,
Ale go mężnie lud niespracowany.
Bronił, miłości swey oyczyzny pełny.
Y gdzie go biły rogate tarany,
W tem mieyscu z wierzchu miękkie spuszczał wełny,
Które gwałtowne bicie przyimowały
Y ustępuiąc — razy[2986] hamowały.

41.

Gdy się tak na mur lud piął natarczywy
Y tamta strona mężnie się broniła —
Siedmkroć[2987] Klorynda wyciągnęła krzywy
Łuk swóy i siedmkroć także go spuściła.
A ile swych strzał wypchnęła z cięciwy,
Tyle ich we krwi w on czas omoczyła
Przednieyszych wodzów, nie gminu podłego,
Strzegąc się — harda — celu niegodnego.

42.

Tyś, o angielski młodszy królewice[2988],
Pierwszy beł, któryś dostał od niej rany;
Iednoś co[2989] głowy z dębowey tarcice
Wychylił trochę, którąś beł odziany.
Przez pancerzowey nity rękawice
Przebił ci rękę prawą bełt pierzany[2990],
Tak, żeś ustąpić z placu musiał pręcey[2991],
Mniey bólu czuiąc, ale gniewu więcey.

43.

Klotareusa[2992], gdy lazł po drabinie,
Pod murem — grabię trafiła z Ambozy[2993];
Obiema z piersi przebitych krew płynie,
Obu umarłych niesiono w obozy.
Kiedy wielkiego tarana na linie
Rupert wyciągał y spuszczał powrozy —
Odniósł w ramieniu strzałę, którey z ciała
Część wyrwał, a część z żeleścem[2994] została.

44.

Ademarowi, który na te dziła
Z daleka patrzał, trefna[2995] się rzecz stała:
Właśnie go w czoło z łuku wymierzyła,
Y twarz mu hoyną krwią zafarbowała
Y rękę, co bełt z rany wywłóczyła,
Nowem postrzałem przytknęła do ciała;
Tak zacny biskup na woynie z pogany[2996]
Żywot położył od niewieściey rany.

45.

Palamed nazbyt do sławy się kwapił
Y szedł po szczeblach z odwagą na mury,
Y iuż wierzch muru rękami obłapił
Y nogi dźwignął za sobą do gury[2997];
Lecz właśnie wtenczas, gdy się go ułapił,
W oko mu siódmy bełt wpadł prętkopióry[2998]
Y tyłem wyszedł. Tak nieborak leży,
Przy poimaney umieraiąc wieży.

46.

Tak ta strzelała. Ale inszą[2999] stroną
Z nowemi czyny[3000] Goffred następował,
Y co naywyższy przed wysoką broną[3001]
Ieden postawił y z niego szturmował.
Wieża to beła, którą — z drzew złożoną
Co namocnieyszych[3002] — tak był pobudował,
Że szła na kołach y zbroyne[3003] dźwigała
Y wierzchem z murem wysokiem równała[3004].

47.

Co raz to bliżey, niosąc lud w się wzięty,
Woienna wieża pomykała[3005] koła
Y chciała — iako okręty z okręty
Na morskiey woynie — spiąć się z murem zgoła.
Lecz obleżeńcy[3006] różne czyniąc wstręty[3007].
Sięgaiąc boków y twardego czoła —
Oszczepami ią nazad odpychaią,
Y koła tłuką y na wierzch ciskaią.

48.

Strzały z obu stron tak gęste leciały,
Że nieba beło[3008] nie widać przed niemi
Y trafiało się, że się zaś wracały
— Wzad[3009] odtrącone — drogami pierwszemi.
Iako gdy owoc biie niedordzały[3010]
Grad niepogodny — pełno go na ziemi:
Tak gęsto w ten czas z muru Saraceni
Spadali od strzał, oszczepów, kamieni.

49.

Barziey[3011] tam naszy[3012] pogany[3013] szkodzili,
Bo rzadko który u nich w dobrey zbroi;
Iuż niemal wszyscy mury opuścili,
Każdy się oney srogiey wieże[3014] boi.
Sam tylko mężny Sułtan w oney chwili
Na murze z kilką[3015] co mężnieyszych stoi,
Do których Argant z wielkiem tramem bieży
Odpierać gwałtem przystawioney wieży.

50.

Y tak daleko, iako beł tram długi,
Trzymał od muru wieżę ludzi pełną;
Iuż się Klorynda do teyże posługi
Zbiegała, w zbroię ubrana zupełną.
Wtem lud nasz świeży następuiąc drugi,
Ścinał powrozy, co wisiały z wełną,
Aby tak mury nagie i odkryte
Łatwiey mogły bydź[3016] taranami bite.

51.

Wielka ie wieża srodze biła z góry,
A odespodku[3017] rogate tarany,
Że naostatek[3018] poczynały mury
Przeyrzyste w sobie ukazować rany.
Hetman też iuż beł[3019] niedaleko dziury
Y następował do stłuczoney ściany,
A wszystek wielką tarczą się nakrywał,
Którey więc[3020] rzadko w inszy czas używał.

52.

Y widział dziurą, kiedy dla obrony
Soliman złaził y na dół zstępował,
Gdzie niebezpieczną — tramy rozwalony —
Mur Chrześcianom drogę ukazował.
Y że na górze Argant zostawiony,
Z Kloryndą przeszcia[3021] bronić się gotował.
To widząc poczuł serce mężne w sobie,
Skacząc z radości wielkiey w oney dobie[3022].

53.

Y do Sygiera mowę obracaiąc,
Co za niem inszą[3023] tarcz[3024] niósł na rzemieniu:
«Poday mi — prawi — puklerz, nie mieszkaiąc[3025],
Lżeyszy y memu znośnieyszy ramieniu.
Chciałbym wpaść pierwszy — ciężko nie dźwigaiąc —
Po rozwalonem do miasta kamieniu;
Czas iuż, żeby wżdy[3026] kiedy co wielkiego
Świat widział po mnie y co przeważnego[3027]».

54.

Ledwie to wyrzekł, strzała przyleciała
Y nad kolanem nogę mu przebiła
Y ostrem żyły żeleźcem porwała,
Gdzie ból nawiętszy[3028], y krwią się poiła.
Żeś mu, Kloryndo, ranę tę zadała —
Tak ich powiada, tak ich twierdzi siła;
Y ieśli w ten dzień miasto się nie wzięło,
Twoia to sprawa y twoie to dzieło.

55.

Ale iakoby nie czuł oney rany.
Nie chce zaniechać rozpoczętey drogi
Y po kamieniu do dziurawey ściany
Bieży y chromey[3029] nie szanuie nogi.
Lecz prętko[3030] potem poczuł, zmordowany,
Że nie mógł stąpić y ból cierpiał srogi,
Tak że rad nierad musiał ku końcowi
Przedsięwziętemu dać pokóy szturmowi.

56.

Zaczem Guelfowi w on czas rozkazował.
(Który do oney[3031] także dziury godził[3032]),
Aby na iego mieysce następował,
Aby hetmanił y ludzie[3033] przywodził.
A sam się zaraz wrócić obiecował[3034],
Y że na krótki tylko czas odchodził.
Tak na koń lekki odiezdżał[3035] wsadzony.
Lecz nie tak, aby nie beł obaczony[3036].

57.

Skoro ustąpił Hetman pod namioty,
Zarazem woysko znacznie osłabiało;
Ale pogaństwu serca y ochoty
Y siły coraz więcey przybywało.
Sam Mars y Szczęście[3037] odmiennemi wroty
Do przeciwney wóz strony kierowało:
Iuż chrześciańskie miecze iakoś mdleią,
Nakoniec[3038] dźwięki trąb samych słabieią.

58.

Zgraia pogańska dopiero spędzona,
Znowu ochotnie na mury bieżała.
Płeć białogłowska — przykładem wzbudzona
Cney bohatyrki, na który patrzała —
Z ukasanego gęsty kamień[3039] łona,
Na chrześciańskie rycerze ciskała.
Y śmiele ostrey — gołych piersi — broni[3040]
Dla lubych murów oyczystych nie chroni.

59.

A czem się nasi nabarziey strwożyli,
A serce wziął lud w mieście oblężony:
Y z tey y z tamtey strony obaczyli,
Kiedy na ziemię Gwelf padł uderzony.
Między tysiącem inszych w oney chwili
Nalazł go kamień z muru wyciśniony[3041].
W tenże czas właśnie trafiony pociskiem
Padł Rynald y beł śmierci barzo bliskiem.

60.

Y Eustacemu także się dostało:
Mięso mu w nodze od kości odbito
Y takie szczęście woysko w ten czas miało,
Że kiedy z muru kamieniami bito,
Żadne ciśnienie[3042] darmo nie leciało,
Lubo raniono, lub kogo zabito.
Argant srożeie y szczęściem piiany
Na uchodzące woła Chrześciany:

61.

«Ieruzalem to, nie Antyochiia!
Nie noc na wasze złodzieystwa łaskawa,
Słońce tu teraz iasny dzień rozwiia;
Insza tu woyna, insza teraz sprawa.
Tak was to prętko[3043] chęć do sławy miia?
Czynicie sobie do państw cudzych prawa,
A terazeście[3044] tak rychło[3045] ustali.
Niewieściuchowie na sławę niedbali!»

62.

Tak mówił y tak gniewem zapalony
Grzał się sam w sobie Cyrkaszczyk zuchwały,
Że mu się zdało, że plac otoczony
Murami, iego śmiałości beł[3046] mały.
Y uczyniwszy z góry krok szalony,
(Gdzie obalone — przeszcia[3047] pozwalały
Mury) wypadał y tak wypadaiąc,
Solimanowi przymawiał, wołaiąc:

63.

«Y czas y mieysce Solimanie mamy,
Skutkiem — nie słowy — męstwa dokazować[3048]
Sam wynidź za mur, sam się sądzić damy,
Komu z nas dzielność będą przypisować[3049]».
Tak rzekł y zaraz niedaleko bramy
Wypadszy dziurą, ięli następować:
Ow gniewem, a ten sromotą[3050] wzbudzony
Y od Arganta w uczciwe[3051] ruszony.

64.

Niespodziewanie na nieprzyjaciele
Wypadszy, oba mężnie się stawili:
Tarczy, szyszaków, taranów tak wiele,
Drabin nasiekli y ludzi nabili,
Że w onem mieyscu (może[3052] tak rzec śmiele)
Z trupów, zbróy, z drzewa górę uczynili.
Którą wysoko podnieśli u dziury,
Czyniąc bezpieczne — powątlone mury[3053].

65.

A Chrześcianie, co się ubiegali
Przez gwałt do piękney murowey korony,
Teraz nietylko, żeby o nię dbali,
Ale y do swey słabieią obrony.
Iuż y woiennych czynów odbiegali,
A nieprzyiaciel na lud potrwożony
Śmiele naciera y tłucze tarany,
Że się nie zeydą drugi raz do ściany.

66.

Kiedy tak nasi uciekali sprośnie[3054],
Y poganie ie przez pole pędzili,
Sułtan z Argantein na mieszczany[3055] głośnie[3056]
O prętki ogień wołał w oney chwili.
Oba potem dwie zapalone sośnie[3057]
Nieśli do wieże, aby ią palili:
Tak więc piekielne siostry z pochodniami
Na świat wychodzą y trzęsą wężami[3058].

67.

Tem czasem Tankred, który z swemi Włochy[3059]
Zdaleka mieyskich wycieczek pilnował,
Widząc dwie wielkie zapalone sochy[3060],
Y że poganin wieżę opanował —
Zawracał nazad na czoło lud płochy,
Y z swoiem pułkiem śmiele następował
Y tak się potkał, że ci co wygrali,
Podawszy tyły[3061] znowu uciekali.

68.

Tak Mars odmienne czyniąc dotąd próby,
Kierował dyszel u lotnego wozu.
Iuż też beł ranny Hetman do tey doby
Przyprowadzony do swego obozu.
Sygier, Baldowin y insze osoby
Przednieysze stały na koło[3062] przy łożu.
On sam sobie chcąc — imo wszystkich zdanie:
Strzałę wyciągnąć — przyłomił ją w ranie.

69.

Ból wielki cierpiał y rozkazał, żeby
Około strzały radę uczynili,
Aby głęboko y według potrzeby,
Wyrżnąwszy mięso, ranę otworzyli.
«Wróćcie mię — prawi — rychło do potrzeby,
Co mayą czynić niechayby czynili».
To mówiąc, nogę wystawił zarazem
Y kazał ią rżnąć barwierzom[3063] żelazem.

70.

Erotym stary — który się gdzie brody
Erydan[3064] swoie prowadzi — uchował
Y wszystkie źródła y ciepliczne wody[3065]
Znał y rozumiał; ten go opatrował.
Beł pisorymem wielkiem będąc młody.
Lecz potem tylko Galena[3066] pilnował
Y porzuciwszy zabawę z Muzami,
Leczył choroby śmiertelne z ranami.

71.

Między wszystkiemi płacz beł wielki pany[3067],
Którzy widzieli ból i iego męki;
On się nie trwoży, a wtem ukasany
Doktor doświadcza swey uczoney ręki.
Ale uporney strzały koniec z rany
Nie chce się na wierzch ukazać przezdzięki[3068].
Czasem kleszczami maca, czasem zioła
Kładzie, ale nic nie pomogą zgoła.

72.

Nie zna w swey pracey[3069] szczęścia mistrz uczony
Y umieiętność iakoś mu nie idzie;
Wszyscy on iego ból nieuśmierzony
Widząc, mniemaią, że mu umrzeć przydzie;
Ale Stróż Anyoł żalem poruszony
Urwał dyptamu[3070] na wysokiey Idzie[3071],
Ziela z czerwonem kwiatem dziwney mocy,
Y napewnieyszey na rany pomocy.

73.

Przyrodzenie to samo tak sprawiło,
Że iest znaiome każdey dzikiey kozie,
Kiedy którey w bok żeleźce trafiło
Od rozbóynika strzelca w gęstey łozie.
Z tem — chocia sto mil y coś więcey było —
We mgnieniu oka Anyoł beł w obozie
Y wyciśniony sok wlał niewidziany
W kubek z lekarską wodą zgotowany.

74.

Y kęs oleyku z lidyiskiego stoku
Y wmieszał wonney panaceey[3072] ziele;
A skoro w ranę starzec wkropił soku,
Z swey dobrey woley[3073] — co widziało wiele —
Wyszło żelazo, że wolnego kroku
Mógł użyć, bólu nic nie czuiąc w ciele.
Krzyknie Erotym, y głosem tak powie:
«Nie od mey ręki Hetmanie masz zdrowie!

75.

Nie te cię proste uzdrowiły zioła,
Cud ia tu iawnie widzę niewątpliwy
Y wierzę, że Bóg zesłał tu Anyoła.
Któryć dał zdrowie y sprawił te dziwy.
Wróć się do szturmu». Goffred strętwiał zgoła,
Ale czuiąc się czerstwem — boiu chciwy,
Szyszak na głowę, tarcz na ramię włożył,
Którą raniony niedawno beł złożył.

76.

Przypadł z obozu pod wysokie mury,
Pod tysiąc[3074] koni iazdy z niem iechało;
Ziemia się trzęsie, a od wielkiey chmury,
Wielkiey kurzawy, nieba widać mało.
Co raz to lepiey widzieć było z gury[3075],
Kiedy się świeże woysko przybliżało.
Z strachu lękliwi pobiegli poganie,
On wielkiem głosem trzykroć krzyknie na nie[3076].

77.

Swego — po wielkiey części nachyleni[3077]
Głos Chrześcianie Hetmana poznali
Y wziąwszy serce[3078], znowu poprawieni,
Daleko płoche pogaństwo pognali.
Sułtan y Argant tylko niestrwożeni,
Jeden drugiego lepiey odpierali
Y od[3079] Tankreda strzegli pilnie dziury,
Który szedł gwałtem między zbite mury[3080].

78.

O tych się naprzód cny Hetman uderzył,
Wszystek we zbroję złocistą ubrany
Y wielkiem drzewem[3081] Arganta wymierzył[3082],
Który stał, broniąc rozwaloney ściany.
Żadenby[3083] temu podobno[3084] nie wierzył,
Jako był tęgi raz[3085] niewytrzymany[3086]:
Brzmi wielki oszczep, Argant się nie boi,
Y śmiele[3087] tarczą zasłoniony stoi.

79.

Tarcz[3088] się na on gwałt wielki otworzyła,
Ale y zbroia razu[3089] nie strzymała,
Bo rohatyna[3090] obiedwie[3091] przebiła
Y krew łakomie z Cyrkaszczyka ssała.
Nie czuie Argant (tak w niem wielka siła)
Y ukrwawiony wyrwie oszczep z ciała
Y uderzył niem znowu na Hetmana:
«Niech się — pry[3092] — wróci do swoiego pana».

80.

Oszczep się z pomstą wzad wracał zarazem
Y przez powietrze szedł wiadomą drogą,
Lecz chybił celu, bo przed onem razem
Umknął się Goffred y krok stąpił nogą.
A miasto niego, krwie chciwem żelazem
Ranę dał w gardło Sygierowi srogą.
On — że umiera — namniey[3093] nie żałuie,
Kiedy swoiego pana zastępuie.

81.

Sułtan kamieniem dał w łeb Normandowi[3094],
Właśnie na ten czas, kiedy Sygier zginął;
Nie mógł wytrzymać[3095] tęgiemu razowi,
Zatoczywszy się, na ziemię się zwinął.
Już też przycięższem beło Goffredowi,
Rzadko go który z góry kamień minął,
Atoli przedsię[3096], choć z niemałem trudem,
Na rozwalinach iuż beł z swoiem ludem

82.

Y zrobiłby beł pewnie co wielkiego
Y krwieby[3097] beło rozlało się siła[3098],
Noc, GniewAle noc z progu wyszła podziemnego
Y świat czarnemi skrzydłami okryła.
Y na śmiertelne narodu ludzkiego
Gniewy, swych cieniów wędzidło włożyła.
Tak, że odstąpić musiał od tej sprawy:
Taki miał w on czas koniec on dzień krwawy.

83.

Lecz niż[3099] odstąpił (co wielka[3100] w hetmanie)
Kazał nieść nazad w szturmie obrażonych[3101],
A potem pilne uczynił staranie
Koło woiennych czynów potłuczonych:
Wieżę — którey się najbardziey poganie
Bali, od[3102] mistrzów zrobioną uczonych —
Nazad[3103] prowadzi, chocia[3104] naruszoną
Y w wielu mieyscach barzo[3105] powątloną.

84.

Ze złego razu zaraz ią uwodzi
W bezpieczne mieysce okrom[3106] żadney zwłoki;
Ale iako łódź na morskiey powodzi,
Co pełnem żaglem nurt siecze głęboki,
Kiedy bezpieczna do portu przychodzi,
O skałę łamie roztrącone boki;
Abo więc iako zawodnik ćwiczony
Przed samem kresem padnie powalony:

85.

Tak właśnie w on czas[3107] wieża szwankowała,
Gęstem kamieniem barzo potłuczona
Y obie[3108] zadnie koła połamała,
Y iść nie mogła daley — powalona.
Ale piechota pod nię stęplowała[3109]
Tramy, na których legła zawieszona,
Aż nauczeni mistrzowie przybyli,
Którzy koło niey z pilnością robili.

86.

Surowie cieślom Goffred rozkazował,
Aby przededniem[3110] koła zgotowali;
Potem po drogach straży zostawował[3111]
Y ludzie[3112], którzy wieże pilnowali.
Tem czasem król mur zbity oprawował,
Y słyszeć beło, iako się mieszali,
Bo w mieście tysiąc pochodni świeciło,
Od których niemal wszystko widzieć było.

Koniec pieśni iedenastey.

Pieśń dwanasta

Argument

Klorynda słucha o swem urodzeniu,
Potem wyszedszy wieżę zapaliła;
Tam się z Tankredem w nocnem zszedszy cieniu,
Na poiedynku żywota pozbyła.
Ale przed śmiercią, przy ostatniem tchnieniu
Nawróciła się i krztem się omyła.
Tankrod zabitey od[3113] siebie żałuie,
Cyrkaszczyk się mścić iey śmierci ślubuie.

1.

Noc beła, ale ludzie zmordowani
Z oboiey strony, do tych dob[3114] nie spali:
Tu od[3115] Hetmana żołnierze przebrani[3116]
Około wieże straż odprawowali[3117];
Tam zaś poganie swe — niespracowani —
Zwątlone mury pilnie oprawiali[3118];
A gdzie beł który ranny albo chory,
Słano barwierze[3119] y mądre doktory.

2.

Iuż beło[3120] chorem opatrzono rany,
Iuż się y dziura była zaprawiła,
Iuż y co słabszey poprawiono ściany,
A noc głęboka na spanie radziła.
Ale Klorynda na sen pożądany
Pozwolić nie chce y wielkie myśliła
Dzieła — gdy wszyscy poszli na swe wczasy[3121]
Y tak do siebie mówi w one czasy:

3.

«Ey toć się wżdy[3122] dziś dobrze popisali
Z mężnem Sułtanem, Argant natarczywy.
Kiedy oni dway tylko wypadali
Na wszystko woysko y robili dziwy.
A o mnie co też będą powiadali?
Użyła — prawi — z daleka cięciwy
Dosyć szczęśliwie. To te będą mowy,
Cóż, czy nie mogą więcey białogłowy?

4.

Toć beło lepiey gdzie między lasami
Strzelać ielenie abo dzikie świnie,
Niźli się mieszać między rycerzami
Wielkiemi, mdłey płci y lichey dziewczynie.
Białogłowskiemi nie gardzę szatami,
Słusznie ich godna ta, która tak słynie».
To mówiąc, na rzecz wielką się udała
Y Argantowi o niey powiadała:

5.

«Serce mię na coś wielkiego podwodzi;
Że to Bóg czyni, tak sobie rachuię,
Lub też za własną człowiek wolą chodzi.
Coś niezwykłego sobie obiecuię.
Widzisz tę wieżę, co tak miastu szkodzi,
Na tę się z ogniem y mieczem gotuię.
Tak myślę, tak chcę y tego potrzeba,
Niech o ostatku pieczą maią nieba!

6.

Abo ią spalę, abo ią posiekę,
A ieśli się też nazad nie ukażę,
Tobie swe panny oddaię w opiekę
Z starcem, którego iako oyca ważę.
Pomni to, proszę, coć dopiero rzekę,
Że do Egyptu odesłać ie każę.
Ta płeć y ten wiek nie ma żadney mocy,
Y godzien wszelkiey, Argancie, pomocy».

7.

Zdziwił się Argant przeważney dziewicy[3123],
Y poczuł w sercu chęć na wielkie czyny:
«Ty sama póydziesz, a my nikczemnicy
Między podłemi mamy zostać gminy[3124]?!
Y tak ma Argant tylko na ulicy
Patrzeć na dymy y twoie perzyny?!
Nic z tego. Iako beł z tobą w potrzebie[3125],
Tak go weź na śmierć y sławę do siebie.

8.

Y ia frymarczę za sławę żywotem[3126].
Y dla niey zdrowie rad położę wszędzie».
Ona zaś: «Świadczy twa dzisieysza o tem
Wycieczka, która wiecznie słynąć będzie,
Iam białogłowa, y zginęli[3127] potem,
Mną mało miastu, albo nic ubędzie.
Ale gdziebyś[3128] ty miał polec (strzeż Boże)
Kto murów zbroni? Kto miastu pomoże?»

9.

Argant iey na to krótko odpowiedział:
«Nie może to być, próżne twoie mowy,
Y bez ciebie tam drogę będę wiedział,
Chceszli[3129] mię[3130] też wziąć z sobą — iam gotowy».
Wtem zgodnie poszli, gdzie król w radzie siedział,
Gdzie z niem radziły starsze, mądre głowy
Klorynda pocznie: «Słuchay co myślemy
Y przyimi[3131] z łaską[3132], królu, coć powiemy.

10.

Argant tę wieżę spalić chce y na tem
Mieyscu czyni-ć tę obietnicę głośną.
Ia przy niem będę; czeka tylko zatem,
Że się pokładą y że ludzie posną».
Król płakał — długiem obciążony latem[3133],
Y mowę do nich uczynił żałosną:
«leszcze chcesz Boże sług swoich ratować,
Ieszcze to w cale[3134] królestwo zachować!

11.

Y potrwa pewnie, kiedy ludzie takie,
Takiego serca y takiey mam ręki.
A ty, o zacna paro ludzi, iakie
Masz mieć odemnie nagrody y dzięki?
Będą te wasze dzielności iednakie
Podawać światu wieczney sławy dźwięki.
To samo wielka nagroda na świecie,
Lecz y odemnie część państwa weźmiecie».

12.

To mówiąc starzec zalewał się łzami,
Y z płaczem w głowę oboie całował;
Ale Soliman, co siedział z radami,
Wielką z tey sprawy zazdrość pokazował:
«Y ia nie darmo miecz noszę y z wami
Póydę y tu też nie będę próżnował11.
Klorynda na to: «O Królu, o Panie,
Póydziemli[3135] wszyscy, kto z tobą zostanie?»

13.

Iuż się chciał ozwać Argant niecierpliwy,
Że nie chciał z niem bydź[3136] na tę drogę zgodny,
Ale uprzedził y wzrok Król szedziwy
Do Solimana obrócił łagodny:
«Na każdem mieyscu, rycerzu cnotliwy
Pokazowałeś, żeś sobie podobny
Y na naygorsze razy zawsze śmiele<