Wolne Lektury potrzebują pomocy...


Potrzebujemy Twojej pomocy!

Na stałe wspiera nas 376 czytelników i czytelniczek.

Niestety, minimalną stabilność działania uzyskamy dopiero przy 1000 regularnych darczyńców. Dorzucisz się?

Tak, dorzucę się do Wolnych Lektur!
Tym razem nie pomogę, przechodzę prosto do biblioteki
Oferta dla Przyjaciół

Przyjaciele Wolnych Lektur otrzymują dostęp do specjalnych publikacji wcześniej niż inni. Zadeklaruj stałą wpłatę i dołącz do Towarzystwa Przyjaciół Wolnych Lektur. Kliknij, by przejść do strony płatności!

x

Spis treści

    1. Król: 1 2
    2. Niebezpieczeństwo: 1
    3. Odwaga: 1
    4. Potwór: 1
    5. Strach: 1
    6. Śmierć bohaterska: 1

    Fryderyk SchillerNurektłum. Jan Nepomucen Kamiński

    Król«Rycerz lub giermek, kto z męskiej ochoty
    W tej się otchłani zanurzyć ośmieli?
    Oto w nią rzucam puchar szczerozłoty,
    Już go połknęła czarna paszcz[1] topieli.
    Kto mi ten puchar wydobędzie z wody,
    Weźmie go w darze, jako znak nagrody!»
    Król tak ogłasza i w tej samej porze
    Ze szczytu skośnej, chropowatej skały,
    Co się w otwarte wychyliła morze,
    Ciska w głąb puchar, między wściekłe wały[2].
    «Któż się odważy, powtarzam pytanie,
    Poznać i zgłębić te wodne otchłanie?»
    Słyszy to orszak giermków i rycerzy
    I wszyscy milczą bojaźnią przejęci,
    Bezdenność morza każdy okiem mierzy,
    Lecz puchar zyskać żaden nie ma chęci[3].
    A król się pyta po trzeci raz znowu:
    «Nie masz[4] nikt serca do tego połowu?»
    Strach, OdwagaWszyscy zostają w milczeniu głębokiem:
    Wtem stąd, gdzie giermków strwożonych drużyna,
    Skromny młodzieniec śmiałym idzie krokiem,
    Zrzuca pas z siebie, żywo[5] płaszcz odpina;
    A ta odwaga wkoło przestrach szerzy,
    Zdziwia niewiasty i mężnych rycerzy.
    Młodzieniec staje na pochyłej skale,
    W otwartą przepaść mocno wlepia oczy,
    Wtem wir te same, które połknął, fale
    Z okropnym rykiem na powierzchnię toczy
    I jakby gromem bijąc zawierucha,
    Z czarnej zatoki straszny wał wybucha.
    I wre, i kipi, i huczy, i pryska
    Właśnie jak woda, gdy się z ogniem zetrze,
    Aż pod obłoki szumną pianą ciska,
    Dmą się bez końca bałwany w powietrze,
    Niewyczerpany miecie wał przestworze,
    Jak gdyby z morza miało powstać morze.
    Wszelako wściekłość skromić się poczyna,
    A z białej piany, razem, niespodzianie,
    Rozziewa paszczę czarna rozpadlina
    Bezdenna, jakby szła w piekieł otchłanie:
    Kręcą się fale i warczą w zatopie,
    Wir je w głąb ciągnie i skwapliwie[6] żłopie.
    Tu się, nim wybuch znowu wrócić zdoła,
    Młodzieniec boskiej poleca obronie
    I… przeraźliwy słychać krzyk dokoła.
    Już się zanurzył, już w odmęcie tonie:
    Pełna tajemnic paszcza się zamyka,
    Odważny nurek z oczu nagle znika.
    Wraz[7] na powierzchni panuje milczenie,
    Pod wodą tylko stęka huk daleki,
    Dokoła słychać głębokie westchnienie:
    «Dzielny młodzieńcze, zginąłeś na wieki!»
    Wir coraz niżej wyje po głębinie,
    Każdy drżąc czeka, czy nurek wypłynie.
    KrólGdybyś koronę chciał rzucić w te tonie
    I rzekł: kto zdoła wydobyć ją z wody,
    Zostanie królem, osiędzie na tronie,
    Ja bym tak drogiej wyrzekł się nagrody,
    Bo co ta przepaść w swej głębi ukrywa,
    Tego nie powie żadna dusza żywa.
    Nieraz od wiru pochwycona nawa[8]
    Skryje się nagle w tej strasznej głębiźnie,
    Lecz grób żarłoczny łupu nie oddawa,
    Ledwie się czasem jaki szczęt[9] wyśliźnie.
    Tu coraz bliżej odzywa się burza
    I mocniej ryczy, i już się wynurza.
    I wre, i kipi, i huczy, i pryska
    Właśnie jak woda, gdy z ogniem się zetrze,
    Aż pod obłoki szumną pianą ciska,
    Dmą się bez końca bałwany w powietrze
    I jakby gromem bijąc zawierucha,
    Z czarnej zatoki straszny wał wybucha.
    I oto z ciemnych nurtów topieliska
    Coś się wybija bielszego od śniegu,
    Wywija ramię, jasnym grzbietem łyska
    I co ma siły porze[10] się do brzegu.
    Aż to on! Puchar trzyma w lewej dłoni,
    Już nim wywija, wyskakuje z toni.
    Oddycha długo, oddycha głęboko,
    Światło dnia wita i modły zasyła.
    Krzyk się radośny rozlega szeroko:
    «Żyje, ach żyje! Otchłań go wróciła!
    Z mokrego grobu, z przepaścistej wody
    Wydobył duszę, powrócił bez szkody!»
    On się przez natłok przebija do króla
    I śród okrzyków pada na kolana:
    «Oto jest puchar, spełniona twa wola!»
    A król znak daje: córa ukochana
    Aż pod wierzch w puchar nalewa mu wina;
    Tu dzielny młodzian tak mówić zaczyna:
    «NiebezpieczeństwoŻyj długo, królu! Niech szczęścia używa,
    Kto tu oddycha i widzi dzień miły!
    Lecz tam pod wodą mieszka śmierć straszliwa.
    Bogów doświadczać jest zamiar nad siły!
    Próżno chce człowiek odkryć to przemocą,
    Co oni grozą pokryli i nocą.
    Gdy mnie wir chwycił, piorunem leciałem,
    Wtem rwący strumień spod wodnej opoki
    Wściekłym na poprzecz buchnął na mnie wałem,
    Wraz mnie ujęły podwójne potoki
    I bystrym pędem, wylękłego strachem,
    Kręciły w koło potężnym zamachem.
    Tu Bóg, któremu me usta zdrętwiałe
    W tej strasznej trwodze zasyłały śluby,
    Wskazał mi z głębi w bok sterczącą skałę,
    Jąłem[11] się chyżo[12] i uszedłem zguby.
    Tu się i puchar zaplątał w koralach
    I tak w bezdennych nie zaginął falach.
    PotwórBo jeszcze bardzo głębokie przestrzenie
    Kryła pode mną szkarłatna powłoka[13],
    A choć tu wieczne mieszkało uśpienie,
    Przecież widziałem z wstrętem mego oka,
    Że smoki, żmije i różne poczwary
    W piekielnej paszczy snuły się jak mary.
    W najszkaradniejsze pozwijane kłęby,
    Rojem kipiały okropne straszydła:
    To roch kolczasty, to tracz ostrozęby,
    To młot, potwora straszna i obrzydła;
    Kły wyszczerzając, już się ku mnie wlekła
    Morska hiena, haj, poczwara wściekła.
    Tam ja wisiałem, okropnością drżący[14],
    Ludzkiej pomocy całkiem pozbawiony,
    Między potwory jeden czuciem tchnący,
    W strasznej samocie[15], śmiercią otoczony,
    W głębokiej puszczy, śród gadu łożyska,
    Gdzie ludzkiej mowy odgłos się nie wciska.
    Tak zostawałem w okropnej obawie.
    Aż tu coś pełznie, sto pomyka członków,
    Chce mnie pochwycić; ja, bez zmysłów prawie,
    Puszczam się jętych korala korzonków!
    Wnet mnie z wściekłością chwyta woda wrząca,
    Ale, na szczęście, do góry wytrąca».
    Król go wysłuchał z wielkim podziwieniem,
    A potem rzecze: «Weź ten puchar złoty!
    I tym cię jeszcze obdarzę pierścieniem,
    W którym, jak widzisz, są drogie klejnoty,
    Gdy znowu wskoczysz i powiesz dokładnie,
    Co tam w tym wirze ukrywa się na dnie».
    Słyszy to córka nadobna i tkliwa:
    «Ach! Drogi ojcze — rzecze rozczulona —
    Niech ci się srogich igrzysk[16] nie zachciwa!
    Co on wykonał, żaden nie wykona,
    A gdy większego męstwa chcesz w ofierze,
    Rozkaż, niech giermka zawstydzą rycerze».
    Ale tej prośby król nie ma na względzie,
    Porywa puchar, w przepaść wiru ciska:
    «Jeśli go śmiałość twoja wydobędzie,
    Staniesz się godnym rycerza nazwiska
    I z tą, co teraz mej litości wzywa,
    Dziś jeszcze ślubne złączą cię ogniwa».
    To go przenika, jakby błyskawica,
    Z ócz mu się iskrzy, odwagą goreje,
    Spojrzy na przedmiot, bardziej się zachwyca,
    Widzi, jak płonie[17], mieni się i mdleje!
    Piękność nagrody wzmaga w nim żądanie,
    Po śmierć lub życie rzuca się w otchłanie!
    Śmierć bohaterskaŻe wybuch wraca, słychać to z daleka,
    Ogromnym hukiem ogłasza się wprzody,
    Królewna z łzami schyla się i czeka:
    Wszystkie a wszystkie powracają wody,
    Toczą się w górę, toczą w głąb powodzie,
    Ale młodzieniec zostaje na spodzie.

    Przekład Jana Nepomucena Kamińskiego[18]

    Przypisy

    [1]

    paszcz — dziś popr. forma M.lp: paszcza. [przypis edytorski]

    [2]

    wał (daw.) — fala. [przypis edytorski]

    [3]

    puchar zyskać żaden nie ma chęci — dziś popr.: żaden nie ma chęci zyskać pucharu. [przypis edytorski]

    [4]

    masz — bezosobowa forma czasownika. [przypis edytorski]

    [5]

    żywo (daw.) — szybko. [przypis edytorski]

    [6]

    skwapliwie (daw.) — chętnie. [przypis edytorski]

    [7]

    wraz (daw.) — zaraz. [przypis edytorski]

    [8]

    nawa (daw.) — okręt. [przypis edytorski]

    [9]

    szczęt — dziś: szczątek. [przypis edytorski]

    [10]

    porze się — przedziera się. [przypis redakcyjny]

    [11]

    jąć (daw.) — chwycić. [przypis edytorski]

    [12]

    chyżo (daw.) — szybko. [przypis edytorski]

    [13]

    szkarłatna powłoka — tu: rafy. [przypis redakcyjny]

    [14]

    okropnością drżący — drżący z powodu okropności. [przypis edytorski]

    [15]

    samota — samotność. [przypis redakcyjny]

    [16]

    igrzysko (daw.) — zabawa. [przypis edytorski]

    [17]

    płonąć — tu: czerwienić się. [przypis edytorski]

    [18]

    Kamiński, Jan Nepomucen (1777–1855) — założyciel, dyrektor i reżyser pierwszego teatru stałego we Lwowie; autor wielu przekładów i utworów oryginalnych; najważniejszy z nich to dramat Zabobon, czyli Krakowiacy i górale — pomyślany jako druga część Krakowiaków i górali Wojciecha Bogusławskiego). [przypis redakcyjny]

    Close
    Please wait...