Wolne Lektury potrzebują pomocy...


Potrzebujemy Twojej pomocy!

Na stałe wspiera nas 376 czytelników i czytelniczek.

Niestety, minimalną stabilność działania uzyskamy dopiero przy 1000 regularnych darczyńców. Dorzucisz się?

Tak, dorzucę się do Wolnych Lektur!
Tym razem nie pomogę, przechodzę prosto do biblioteki
Oferta dla Przyjaciół

Przyjaciele Wolnych Lektur otrzymują dostęp do specjalnych publikacji wcześniej niż inni. Zadeklaruj stałą wpłatę i dołącz do Towarzystwa Przyjaciół Wolnych Lektur. Kliknij, by przejść do strony płatności!

x
Orland szalony, tom II →

    Uwspółcześnienia wstępu:

    1) pisownia dźwięcznych / bezdźwięcznych spółgłosek: blizko > blisko

    2) pisownia joty: Aryosta > Ariosta, Grecyi > Grecji, elegij > elegii

    3) zapis wieków: 16 w. > XVI w.

    4) uwspółcześnienia w zakresie fleksji - końcówki w Msc. i N. lp i lm.: naturalnem > naturalnym, starannem > starannym, takiem > takim, jednę > jedną

    5) pisownia łączna / rozdzielna: wogóle > w ogóle; nawskróś > na wskroś; nadewszystko > nade wszystko; to też > toteż; jestto > jest to; niema > nie ma; któryby > który by; W koło -> Wkoło

    6) zmiana nieortograficznej dziś pisowni: tłómacz > tłumacz; dowódzca > dowódca; mistrzowstwo > mistrzostwo; Jakób > Jakub

    7) usunięcie kropek po cyfrach rzymskich: po śmierci Leona X. > Leona X usunięcie kropek po roku: w 1474. r. > w 1474 r. dnia 6. lipca 1620. r. -> dnia 6 lipca 1620 r.

    8) pisownia małych i wielkich liter: uniwersytetu Warszawskiego > Uniwersytetu Warszawskiego;

    9) zapis skrótów: i t. d. > itd.; t. j. > tj.; ś. > św.; ś. p. > śp.

    10) rozwinięto skróty, np. Al. -> Aleksandra; p. -> pan, pana (itd.); d. -> dnia; rkpsów -> rękopisów; p. -> pieśń, pieśni, pieśniami (itd.); 2 redakcji -> dwóch redakcji; h. -> herb; opr. -> oprawiony; wyd. -> — wydawca (ujednolicenie); (s) -> (sic!)

    11) inne zmiany: »…« -> „…”; Mickiewiczowska -> mickiewiczowska; Machiawelli -> Machiavelli;

    Uzupełnienia redakcyjne w tekście głównym i przypisach źródła, służące poprawie czytelności zapisów wpisano w nawiasach kwadratowych.

    Poprawiono również błędy źródła: arcydzieła literatury włoskiej, który miał (…) -> arcydzieła literatury włoskiej, które miał (…).

    Wstawione do tekstu głównego objaśnienia redaktorski i słownikowe (językoznawcze) prof. J. Czubka również uwspółcześniono zgodnie z powyższymi zasadami.

    Tekst główny pozostawiono nieuwspółcześniony jako świetny zabytek staropolszczyzny.

    Ludovico AriostoOrland szalony[1]tłum. Piotr Kochanowski

    Tom I

    Wstęp

    1

    Takich świetnych i szczęśliwych epok, jaką była epoka wypełniona sześćdziesięcioletnim blisko żywotem Ariosta (1474–1533), znają dzieje ludzkości tylko niewiele. Wiek Peryklesa w Grecji, Augusta w Rzymie, Ludwika XIV we Francji, Schillera i Goethego w Niemczech, epoka mickiewiczowska u nas przypominają tę nadzwyczajną bujność i płodność, która w owym czasie wydała tyle znakomitych talentów literackich i artystycznych we Włoszech. Wkoło takich tytanów, jak Leonardo da Vinci, Michał Anioł, Rafael, Machiavelli, Guicciardini i Ariost — żeby tylko wymienić gwiazdy pierwszej wielkości — grupuje się u wstępu XVI w. cały legion mniejszych, acz niepoślednich duchów, gwiazd drugiej i trzeciej wielkości, samych w sobie wielkich i własnym światłem świecących; słońce Odrodzenia stanęło u swego zenitu, ażeby nieznacznie zstępować ku szarym, acz błyskotliwym mrokom Baroku. Co poprzedzało tę świetność, a więc całe trzy ćwierci XV wieku, było mozolną pracą nad badaniem i poznawaniem klasycyzmu i starannym przygotowaniem gruntu pod kiełkujący już w umysłach renesans tzw. czysty, którego naturalnym następstwem były znowu czasy poariostowe, ale już innym owiane duchem — duchem katolickiej reakcji i gorliwości.

    2

    Co stanowi właściwą treść i istotę zjawiska dziejowego, znanego powszechnie pod mianem Odrodzenia? Czy powrót i wtargnięcie pogaństwa, jak chcą jedni, czy rozpętanie i wypłynięcie na wierzch przytłumionych mrokami średniowiecza pierwiastków czysto ludzkich, a więc humanizm w najlepszym tego słowa znaczeniu, czy wreszcie usiłowanie pogodzenia i zjednoczenia ducha chrześcijańskiego z świeżo poznanym klasycyzmem w sztuce, w literaturze i w ogóle we wszystkich objawach życia? Istotnej i zasadniczej różnicy w tych trzech określeniach dopatrzyć się trudno; wszystkie mówią właściwie jedno, a różnią się między sobą, jeżeli już koniecznie różnicy szukać trzeba, jedynie w tym, że gdy dwa pierwsze podkreślają wyraźniej jedną tylko, niewątpliwie rzeczywistą stronę zjawiska, trzecie, dalekie od jednostronności, godzi szczęśliwie oba i obejmuje cały ogół objawów tej od wprowadzenia chrześcijaństwa najważniejszej może chwili dziejowej: chrześcijaństwo ucieleśnione i obleczone w klasycznie piękne formy świata starożytnego — oto ideał, który przyświecał twórcom Odrodzenia. Taka Wieczerza, Systyna, Loggie i Stanze — nie mówiąc o plastyce i architekturze, jeszcze bardziej od starożytnych zależnej — wszystkie te arcydzieła o treści szczerze chrześcijańskiej stworzyła fantazja przepojona na wskroś formami klasycznymi. Nie inaczej ma się rzecz i w literaturze; tu nawet poeci piszący po łacinie odlewali w formach klasycznych myśl chrześcijańską: Sannazaro opiewa w heksametrach „połóg dziewicy” (De partu virginis), Vida układa Chrystyadę, Frakastoro wielbi swego Józefa również w miarach epickich, a Flaminio w pięknych jambach parafrazuje psalmy. Pod tą tedy powierzchnią klasyczną, powiedzmy nawet, pogańską, która tak uderzyła oczy niektórych badaczy, kryła się przecież utajona w głębi szczera religijność, a nawet prawowierność, i tym sobie też tłumaczymy dziwne na pozór zjawisko, że u tych niby pogańskich humanistów włoskich reformacja jednak nie doznała gościnnego przyjęcia, lecz przeciwnie reakcja katolicka przeciw północnemu „barbarzyństwu”, burzącemu stare ołtarze, znalazła tu właśnie najgorliwszych zwolenników i dawnej wiary obrońców. Nie o przewrót chodziło tym zwolennikom odgrzebanego „pogaństwa”, lecz o rzucenie pomostu między średniowieczem a starożytnością, o skojarzenie myśli chrześcijańskiej z klasycznością, o pogodzenie dwu na pozór sprzecznych światów: starej chrześcijańskiej prawdy z świeżo poznaną, a wiecznie młodą ideą starożytnego piękna.

    3

    Jednym z najgorętszych, a zarazem najznakomitszych zwolenników i przedstawicieli tego kierunku jest nieśmiertelny autor Orlanda Szalonego, Ludwik Ariost.

    4

    Potomek znakomitej rodziny, spokrewnionej (od lewej ręki) z panującym domem ferarskim, urodził się dnia 8 września 1474 r. w Reggio nad Padem, z ojca Mikołaja, który był tam wówczas dowódcą cytadeli, i matki Darii z Malagucych, rodziny do dziś dnia w Reggio kwitnącej. Tam też spędził przyszły poeta swe lata dziecięce, następnie w Rowigo, dokąd ojciec został przeniesiony. Otrzymawszy początkowe nauki w domu rodzicielskim, kształcił się dalej w Ferrarze i tam już odziedziczony widać po dziadku macierzystym talent literacki Ariosta tworzył krótkie dialogi, przedstawiane dorywczo pod nieobecność rodziców przez młodsze rodzeństwo, przy czym młodziutki autor pełnił obowiązki dyrektora i reżysera; pierwszą z tych próbek miał być dialog Piramus i Tysbe. Ale błogie te chwile niezamąconej swobody i szczęścia miały się skończyć niebawem: ojciec, mając dziesięcioro potomstwa w domu, a średnią tylko fortunę, pragnął gorąco, ażeby najstarszy z rodzeństwa, Ludwik, jak najrychlej zajął jakie popłatne stanowisko i w tym celu przeznaczył mu zawód prawnika, co znowuż nie szło w smak młodemu poecie.

    Do glos i tekstów ojciec pchał mię dbały,
    Mało rzec, bodźcem: ościeniem i dzidą;
    Pięć lat mi drogich te bzdurstwa zabrały…

    (Satyra VI)

    5

    Na szczęście ojciec był na tyle rozumny, że widząc u syna stałą niechęć, a nawet i wstręt do studiów prawniczych, owych „bzdurstw” (ciance), jak je poeta nazywa, zaniechał z Muzami wojny. Dwudziestoletni już teraz Ariost, otrzymawszy wreszcie swobodę i wolność pokierowania sobą wedle własnego upodobania i wyboru, rzuca się z zapałem do studiów klasycznych, mianowicie do języka i literatury łacińskiej, i po czteroletniej nauce pod słynnym Grzegorzem z Spoletu doprowadza do takiej biegłości i znawstwa, że później, za dni Leona X, zadziwiał uczony dwór papieski swą klasyczną uczonością i bystrością, z jaką objaśniał najtrudniejsze ustępy, z Horacego zwłaszcza, który obok Katulla był ulubionym poetą Ariosta.

    6

    Były to może najszczęśliwsze chwile w życiu naszego poety — owe cztery czy pięć lat nauki pod mistrzem Grzegorzem. Czas dzielony między umiłowane zajęcie naukowe a obcowanie z miłymi druhami młodości, zwłaszcza z kuzynem Pandolfem Ariostem, młodzieńcem wielkich nadziei, upływał niepostrzeżenie, szybko. Wrażenia swe i chwilowe uczucia tłumaczył nasz młodzieniec już wtenczas, jak to przystało poecie, na mowę bogów, oczywiście klasycznych. Pokazuje się z tych łacińskich elegii, że młody poeta obok przyjaźni i pięknej natury, uwielbiał też szczerze i gorąco bóstwo, ludźmi i bogami władnące, co wiecznie uśmiechem zwycięża.

    Zdala od miejskich gwarów wzgórza, pola, niwy
    Obejmą cię niebawem, młodzieńcze szczęśliwy:
    Mnie jarzmo mej tyranki nie puszcza w tę drogę
    I z druhem miejsc uroczych odwiedzić nie mogę;
    Długim włosem nadobnej dziewki oplątany,
    Dźwigam, biedak, różane Amora kajdany.
    7

    Tak żegnał Pandolfa, wyjeżdżającego na wieś młody poeta w łacińskiej elegii, pochodzącej właśnie z owych szczęśliwych lat młodzieńczych zapałów i uniesień. W innej elegii, oskarżając się dobrodusznie sam o ciągłą nieustawiczność i zmienność, w jednym przecież przyznaje sobie nasz poeta stałość niezmienną:

    Nieustawiczny, zmienny, li w tem jednakowy,
    Że brząkam ustawicznie słodkiemi okowy.
    8

    Dla rozwoju umysłowego Ariosta była niemałej wagi okoliczność, że Ferrara obfitowała podówczas w mężów uczonych i poetów, jak Leoniceno, Bembo, dwu Strozzów (ojciec i syn), Tebaldeo, Grek Michał Marullo i inni. W gronie tych pokrewnych sobie duchów dojrzewał nasz poeta szybko, próbując w małych utworach łacińskich poetyckiego lotu, gdy wtem ciosy zawistnej fortuny zaczęły spadać na głowę 24-letniego młodzieńca: stracił naprzód ulubionego mistrza Grzegorza, który w r. 1499 przeniósł się do Francji jako wychowawca młodego Franciszka Sforzy i tam umarł.

    Ta strata wszystkich mych nieszczęść początek;
    Wnet pożegnałem, acz w sercu rozdarty,
    Talię z Euterpą, cały Muz dziewiątek:
    Rodzic mi umarł; więc już w obraz Marty
    Musiałem z Maryi przenieść wzrok utkwiony,
    Homer zamienion za wydatków karty.
    O siostry kłopot, aby z mianem żony
    Starsza szła z domu, bo następna czeka,
    Tak, by majątek nie był uszczuplony;
    Braćmi młodszymi — bo na mnie opieka
    Spadła po ojcu — kieruję jak mogę,
    By każdy z czasem wyszedł na człowieka,
    Temu dwór, naukę, rycerską ostrogę
    Rając innemu, z ustawnem baczeniem,
    By młody umysł na złą nie wszedł drogę.

    (Satyra VI)

    9

    Nie dość domowych kłopotów: z grona serdecznych ubyła dusza jego duszy, krewniak Pandolfo, ubył dzielny żołnierz i poeta Marullo; a wszystkie te ciosy przypadły na chwilę bardzo ciężką dla Italii, czasy powtórnego wtargnięcia Francuzów pod Ludwikiem XII. Poeta był bliski rozpaczy.

    Żrący mi duszę rój frasunków brzydki
    Zrodził pragnienie, by wreszcie już Parka
    Węzeł śmiertelny zadziergła u nitki.

    (Satyra VI)

    10

    Szczęściem do tego nie przyszło, ale nauka języka i literatury greckiej przepadła, gdyż już potem ani czasu, ani sposobności nie było.

    11

    Majątek, pozostawiony dzieciom przez Mikołaja Ariosta, był dość znaczny, ale podzielony na 10 części (5 synów i 5 córek) musiał się rozdrobnić i spadek każdego z dzieci okazał się skromnym. Na domiar młody Ludwik, nieodrodny syn Apollina, u Merkurego jakoś nigdy nie posiadał łaski. Trzeba było pomyśleć o przyszłości. Mając wybór między służbą u „gminu”, a dworstwem, wybrał bez wahania to, czym się zajmowali przodkowie.

    Jeśli cudzego mam już szukać chleba,
    Toć lepiej, że mię książę żywić raczy,
    Niźli do gminu pukać, gdy potrzeba,
    By kęs mieć chleba nieomal żebraczy;
    Od tłumów różny w tem o całe nieba,
    Dla których dworstwo wielką pańskość znaczy;
    U mnie przeciwnie, jest, czem jest — niewolą.

    (Satyra III)

    12

    Łacińskie epitalamium na wesele Alfonsa z osławioną Lukrecją Borgią (w r. 1502) i pochwalny epigram na księcia Hipolita, obejmującego w następnym roku (1503) biskupstwo ferarskie, były niejako zaleceniem się i wstępem do służby kardynała, którą też niedługo potem rozpoczął. Trudno sobie pomyśleć dwa większe przeciwieństwa: kardynał — zimny polityk i matematyk, dumny i opryskliwy samolub, hulaka, rozpustnik, raczej do szabli niż do infuły zrodzony, i marzycielski, skromny, trzeźwy, na małym przestający i niezależność nade wszystko ceniący poeta! Dwie te natury, rzecz prosta, ani się zbliżyć do siebie ani zrozumieć nie mogły, i kardynał, dumny ze swego poety, używał go najczęściej do licznych wyjazdów i poselstw, dając mu niezbyt pochlebną nazwę poeta cavallaro. W przerwach między jednym wyjazdem a drugim miał nasz poeta obowiązek płodami swej Muzy uświetniać uroczystości dworskie, do czego zapewne więcej okazywał ochoty i powołania niż do ustawicznych rozjazdów. Mały, lecz przepych lubiący dworek ferarski przepadał za przedstawieniami teatralnymi, a do obowiązków dworskiego poety należało pisać komedie, doglądać prób i wykonania na scenie, a nawet wygłaszać prologi. Tej to okoliczności zawdzięcza literatura włoska pięć komedii Ariosta, pisanych podług wzorów klasycznych, z których pierwsza, Cassaria, wystawiona w r. 1506, należy do najwcześniejszych, jakie się w ogóle pojawiły we Włoszech, walcząc pod tym względem o pierwszeństwo jedynie z Kalandryą Bibienny.

    13

    Ważniejsze nierównie i lepsze od komedii, po Orlandzie najlepsze utwory Ariosta, są jego satyry w liczbie 7, z których pierwsza pochodzi z r. 1517, ostatnia z 1531. Są to więc, podobnie jak ich prototyp, satyry Horacego, płody umysłu dojrzałego, nie tyle satyry w właściwym tego słowa znaczeniu, ile raczej swobodne pogadanki spokojnego mędrca, umysłu pod każdym względem zrównoważonego, wolnego od małostek i młodzieńczej stronności. Z tych tercyn, pogodnych i uśmiechniętych, a rzadko tylko poważnych lub surowych, wyłania się całkowity i wyrazisty obraz samegoż poety: nie jest to charakter nieugięty — o ciągłą zmienność oskarża się sam w elegii Ad se ipsum — lub wcielona energia, lecz natura na wskróś uczciwa i prawa, pociągająca swoją serdecznością i skromnością, a nade wszystko nieporównaną dobrocią, która też stanowi najwybitniejszy rys charakteru Ariosta.

    Niechaj ma naukę i dobroć — lecz raczej
    Dobroć, niż naukę: gdzie dobroci niema,
    Nauka niewiele mojem zdaniem znaczy.

    (Satyra VI)

    14

    Tymi słowy polecał przyjacielowi, Piotrowi Bembo, swego naturalnego syna[2], Virginio, posyłając go na nauki do Padwy.

    15

    Charakterystycznym rysem Ariosta, jako człowieka, była, jak to już wiemy, ustawiczna zmienność. Od prawa przerzuca się do poezji.

    Już też książąt przewagi, Marsowe zapasy
    Myślę w pieśni podawać na potomne czasy,
    Gdy w tem zmienna myśl szepnie: «Marnujesz wiek młody:
    Nie dla wieszczów dziś laury, nie dla nich nagrody».
    Więc na dwór — i fortunę, ile siły zdolą,
    Błagam, władczynię, pracą i ciężką niewolą.
    16

    Nie był to jednak właściwie charakter zmienny i niestały: w tej ciągłej nieustawiczności[3] widnieje jedna myśl i stałe dążenie do niezależności i swobody. Owo przerzucanie się od prawa do poezji, od poezji do służby dworskiej, a nawet rzemiosła rycerskiego — wszystko to jest gonitwa za szczęściem; po zawodzie i rozczarowaniu w jednym kierunku puszcza się nasz poeta drogą, co go ma doprowadzić do upragnionego celu:

    Mem marzeniem pagóry, chłodek ciemnej groty
    I murawa, zwilżana ponikiem[4] w spiekoty:
    Gdzie z dziewczą rzeszą Dryad Satyr stroi harce,
    Niech palcem trącam lutnię lub gram na fujarce.
    17

    O takim życiu, sielskim i niepodległym, marzył zawsze Ariost. Tymczasem jednak trzeba było cierpliwie dźwigać „jarzmo kardynalskie”. Lata niewdzięcznej służby nie były przecież zmarnowane: wypełniła je w znacznej części praca twórcza nad najlepszym dziełem poety, najlepszym ze wszystkiego, co w ogóle wydało Odrodzenie — nad Orlandem Szalonym.

    18

    Już od najmłodszych lat rozczytywał się Ariost namiętnie w starych romansach rycerskich, których niezliczona ilość krążyła po Włoszech, Francji i Hiszpanii. Jeżeli wierzyć jednemu z biografów (Pignia), to poeta nasz nawet tłumaczył niektóre z tych powieści z języka hiszpańskiego i francuskiego; tłumaczenie to jednak nie doszło naszych czasów. W r. 1481 ukazał się romans rycerski Pulciego Morgante, a 1495 r. drukuje się po raz wtóry Orland Zakochany Bojarda, powiększony o trzecią część objętości, ale mimo to niedokończony z powodu zaszłej tymczasem śmierci autora. Można sobie wystawić, jak oba te utwory, a zwłaszcza Orland Bojarda podziałały na zapalną, cudownym światem rycerskim przepojoną fantazję Ariosta! Laury Pulciego i Bojarda długo odbierały sen młodemu poecie, aż wreszcie w r. 1506, po niejakim wahaniu i próbach, których ślad dochował się w Rime, zabrał się nasz Ariost do pracy nad wielkim poematem, która trwała z nieuniknionymi przerwami wskutek dyplomatycznych wyjazdów całych lat dziesięć. Jak wszyscy niemal wielcy poeci, nie ubiegał się i śpiewak Szalonego Orlanda o zupełną oryginalność; co go jednak odróżnia w tej mierze od wszystkich innych poetów, to osobliwość, że zamiast czerpać wprost z przebogatej skarbnicy podań średniowiecznych, wolał, jak to mówią, przyjść do gotowego i posługiwać się żywymi płodami, jakie zrodziła jedna z najbujniejszych fantazji świata. Podjął on wątek poetyckiego zmyślania tam, gdzie go był z omdlałej ręki wypuścił Bojardo, i snuł dalej w tym samym duchu, jeno z nieporównanie większym mistrzostwem i wdziękiem, nie przypuszczając może, że jego ciąg dalszy zaćmi i poda w zapomnienie głośny w swoim czasie poemat Bojarda. Wziąwszy w ten sposób „po Bekwarku lutnią”, zyskiwał nasz poeta od razu wiele, bo cały legion plastycznych, wybornymi nazwami oznaczonych bohaterów i bohaterek, ograniczając własną twórczość do zmyślania postaci epizodycznych, bohaterów i bohaterek wplatanych w opowiadanie nowo wymyślonych przez siebie ustępów i nowel. Takie wspaniałe postacie, jak Orland, Rynald, Brandymart, Bradamanta, Izabella, Fiordylizi i in. po stronie chrześcijańskiej, a z pogan Rodomont, Gradas, Sakrypant, Mandrykard, Angelika, Marfiza, Doralika itd. — wszystko to dobrzy nasi znajomi z epopei Bojarda. Wrażenie przy czytaniu musiało być podobne temu, jakie odbiera czytelnik Potopu po poprzednim przeczytaniu Ogniem i mieczem, tylko że w Ariostowym poemacie nie zaszło w stosunku do utworu Bojarda takie przesunięcie ról głównych, jak w drugiej części Sienkiewiczowskiej trylogii w stosunku do pierwszej. Orland Szalony był w r. 1515 gotów, a w następnym wyszedł z druku, przypisany kardynałowi Hipolitowi d'Este, z bardzo pochlebnym dla autora przywilejem Leona X na czele. Nie brak w Ariostowym poemacie pochwał, a nawet pochlebstw dla kardynała i całego domu esteńskiego, z czego wysnuwano niejednokrotnie ubliżający poecie zarzut niskiego służalstwa. Chyba niesłusznie: była to, podobnie jak u nas odpowiednie zwyczaje towarzyskie wszelkiego rodzaju, zdawkowa moneta owych czasów, którą jakby za powszechnym porozumieniem z uśmiechem przyjmowano. Sam okadzony do przesytu kardynał nie przywiązywał do owych zmyśleń, sławiących rodzinę Este, jakiejś osobliwszej wagi. „Ależ, mistrzu Ludwiku, skąd żeście u licha wytrzaśli wszystkie te brednie?” miał zapytać autora Orlanda, lekceważąc widocznie, a raczej oceniając, jak należało, pochlebstwa poety.

    19

    Powodzenie Orlanda było ogromne; Ariost stał się od razu ulubionym wieszczem narodu — ale w stosunku jego do kardynała, w położeniu materialnym nie zaszła zmiana na lepsze. Zawiedziony w swych nadziejach poeta czekał tylko sposobności, ażeby mógł bez obrazy niewdzięcznego mecenasa opuścić. Z myślą rozstania nosił się Ariost od dawna. I tak w r. 1513 pośpieszył on umyślnie do Rzymu, ażeby znanemu sobie jeszcze z czasów kardynalstwa, teraz świeżo obranemu papieżowi Leonowi X złożyć swoje życzenia i zapukać do jego szczodrobliwości. Oto jak z humorem opisuje poeta swoje przyjęcie:

    Z tronu się święta pochyla osoba,
    Bierze za rękę, szczypnie w oba lica,
    I pocałunek święty dawszy w oba,
    Bulli — połówką bez taksy zaszczyca
    (Trudniejsza sprawa z Bibieną[5] kochanym:
    Nadszarpła mieszek druga połowica);
    A ja z podołkiem, nadzieją wypchanym,
    Ba, deszczem, chlapą i błotem szkaradnem,
    Jeść i nocować idę pod Baranem.

    (Satyra IV)

    20

    Nie obliczył marzyciel, ile to żarłocznych, a bliższych gąb czekało nasycenia z papieskiej śpiżarni, nie pomyślał, że Leon X odziedziczył po Juliuszu II głęboką nienawiść do domu esteńskiego, którego poeta był wiernym sługą i chwalcą. Z rzadką miną wraca i tu zawiedziony Ariost do dawnego jarzma i dźwiga je jeszcze do r. 1517, kiedy już następuje stanowczy rozbrat. W tym roku kardynał, wybierając się na objęcie swego nowego biskupstwa na Węgrzech, składał liczny dwór, ażeby tak zewnętrzną świetnością i przepychem, jako też doborem znakomitości naddunajskich „barbarzyńców” wprawić w podziw i olśnić. Mecenas liczył przy tym przede wszystkim na swego nadwornego poetę, wsławionego już wówczas twórcę Orlanda i — doznał zupełnego zawodu: Ariost oświadczył grzecznie, ale stanowczo, że w daleką krainę, „w pobliże gór Ryfejskich” nie pozwala mu jechać — katar. Była to oczywiście wymówka, rzeczywistą zaś przyczyną obojętność kardynała i brak namacalnego uznania, a nadto, jak się zdaje, słabość równie uporczywa, jeżeli nie uporczywsza, jak katar. Oto wracając w r. 1513 ze Rzymu, zabawił nasz poeta dłużej, wedle świadectwa Fornarego 6 miesięcy, u przyjaciela we Florencji, gdzie poznał i pokochał — tym razem szczerze i stale — piękną Florentynkę, Aleksandrę Benucci, wdowę po Tytusie Strozzi. Obraz tej ostatniej miłości Ariosta mamy uwieczniony w Orlandzie (XLII).

    Widać twarz najpiękniejszą, twarz bardzo nadobną
    Serdecznej białej głowy z marmuru białego,
    Kształtnych nad podziw członków, oka poważnego;
    Bieluchne alabastry czarną okrywała
    Szatą, pereł, kamieni, złota nic nie miała.
    Nie tak Wenus przechodzi gwiazdy swą jasnością,
    Jako ta piękna pani niebieską gładkością
    itd.
    21

    Dodajmy, że „anielska osoba” Aleksandry umieszczona tu w dobranym towarzystwie, bo pomiędzy pięcioma księżniczkami z domu Este i dwiema Gonzagami: miejsce wcale stosowne dla przyszłej małżonki księcia poetów. Mówię „przyszłej”, gdyż poślubić ją natychmiast nie pozwalało probostwo św. Agaty, z którego Ariost, lubo człowiek świecki, ale nieżonaty, obyczajem ówczesnym jako niby to przyszły proboszcz pobierał dochody. Było to po tylu przelotnych miłostkach uczucie głębokie i trwałe, i ani czas, ani starość nie potrafiły nic ująć z młodzieńczego zapału i uwielbienia, jakie poeta, prześladowany o to żartami przyjaciół, okazywał zawsze umiłowanej Aleksandrze. Teraz poświęcił dla niej kardynała, który wymówki nie przyjął i poetę w niełasce odprawił. Krzywdę naprawił poniekąd brat kardynała, panujący książę Alfons, zaliczając Ariosta w poczet swych dworzan i wyznaczając skromny jurgielcik. Ponieważ książę rzadko z Ferrary wyjeżdżał, więc też i poeta miał więcej swobody i wolnego czasu, przy tym stosunek do tego księcia humanisty i wybrednego znawcy poezji był dla Ariosta o wiele znośniejszy i lepszy, aniżeli do wojowniczego kardynała. Ostatecznie była to jednak zależność, którą poeta, marzący wciąż o czymś wręcz przeciwnym, boleśnie odczuwać musiał.

    Chcesz wiedzieć, druhu, jaki mój stosunek
    Dziś do książęcia i czy grzbiet cierpliwy
    Mniej teraz czuje zmieniony ładunek,
    Czy jeszcze, chmurny, narzekam, i krzywy?
    Wiem, że odsednion, powiesz, i bez rzazu
    I szkapa ze mnie z natury leniwy;
    Lecz ja nie myśląc, powiem ci odrazu:
    Jedno jak drugie — jarzmo, a wiec wstrętne;
    Ostatnia słuchać czyjego rozkazu!

    (Satyra III)

    22

    Ideałem poety była zupełna swoboda i niezależność, życie skromne, spokojne, ciche, ale wygodne, a przede wszystkim wolne od męczących podróży i wyjazdów. Oto własne słowa poety:

    Smaczniejsza rzepa w własnej chałupinie,
    Co ją, opiekłszy, na końcu patyka
    Czyszczę, zakrapiam octem, maczam w winie,
    Niż cudzy kwiczoł, kurka, pieczeń z dzika;
    I lepsza licha kołdrzyna na spanie,
    Niż jedwab, co go nić złota przetyka.
    Wolę też błogie w domu próżnowanie,
    Niźli objeżdżać trząskiem Etyopy;
    Co mię obchodzą Scyci, Indyanie?
    . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
    Znam Rzym, Toskanię, lombardzkie równiny,
    Górę, co Italią na poły rozkłada,
    Morza, co płóczą[6] italskie dziedziny —
    To mi wystarcza: resztę oko zbada
    Łatwo, bez kosztów, Ptolomeja śladem
    Jeżdżąc wokoło, czy pokój, czy zwada.

    (Satyra III)

    23

    Ale zachowanie się księcia, lubo[7] bardzo dla poety życzliwe, nie zapowiadało tak rychło ziszczenia Ariostowych marzeń o „własnej chałupinie”. Toteż w trzecim roku służby zdobył się nasz poeta na krok stanowczy, ażeby poprosić księcia albo o poprawienie losu, albo — o łaskawą odprawę. Prośba odniosła pomyślny, lubo nie bardzo przez poetę pożądany skutek: Alfons powierzył mu połączony z znacznymi dochodami zarząd małego górskiego kraiku, Garfagnana, który teraz właśnie, po śmierci Leona X odpadł od państwa kościelnego i przyłączył się na nowo do księstwa ferarskiego, dokąd z dawna należał. Na tym stanowisku, w tym zapadłym kącie górskim między Modeną, Lukką, a Massą, wśród na pół dzikich górali, nieznających innego prawa nad wendettę, wytrwał nasz poeta całe trzy lata, nie przyjmując nawet ofiarowanej mu w r. 1523 posady książęcego posła na dworze nowego papieża, Klemensa VII.

    Pan, chceli[8] łaskę dać mi wielkiej ceny,
    Niech mię odwoła i jeździć nie każe,
    Jak do Argenty albo do Bondeny.

    (Satyra VII)

    24

    Tak pisał poeta do swego przyjaciela, sekretarza królewskiego, Pustofila, odpowiadając na zaszczytne pytanie co do owej dyplomatycznej posady w Rzymie.

    25

    Wyzwolenie przyszło w r. 1525. Ariost, złożywszy za przyzwoleniem księcia swój kłopotliwy (chociaż dochodny[9]) urząd, opuszcza z wielkim żalem mieszkańców Garfagnanę i przenosi się na stałe do Ferrary, gdzie już bez przerwy aż do śmierci przebywa. Z gubernatora zostaje teraz nadwornym poetą, intendentem teatralnym i budowniczym w jednej osobie, gdyż wedle jego to wskazówek i planów zbudowano w pałacu książęcym wspaniałą salę teatralną, w której pod nadzorem i kierownictwem poety odgrywano tłumaczone umyślnie przezeń komedie Plauta i Terencjusza lub jego własne, na wzór tamtych dla książęcego teatru pisane. Doczekał się wreszcie nasz Ariost tak długo, a daremnie dotąd pożądanej niezależności i swobody, gdyż właściwie służby i krępujących go zobowiązań na dworze nie miał żadnych. Za pieniądze, zaoszczędzone w latach gubernatorstwa, zakupił obszerny plac przy ulicy Mirasole i zbudował sobie dom, który z dumą mógł nazwać własnym.

    Mały domek, lecz czysty, wygodny choć ciasny,
    Pańska moja siedziba, bo za grosz mój własny.
    26

    Taki napis w języku łacińskim umieścił na tej swojej nowej siedzibie; określa on może lepiej niż długie wywody charakter i usposobienie naszego poety. Tu się mógł swobodnie oddawać drugiemu obok poezji ulubionemu zajęciu, ogrodnictwu, chociaż o hodowaniu jarzyn najmniejszego nie miał pojęcia, tak, że np. posadziwszy kaparki i ciesząc się już naprzód spodziewanym plonem, doczekał się — pospolitego bzu. Tu przeżywał poeta szczęśliwy i pogodny wieczór żywota; uwielbiany przez naród, szanowany i zaszczycany przez wielkich tego świata — Karol V miał go według rozpowszechnionego podania uroczyście uwieńczyć wawrzynem — pracował dalej nad ostatecznym wygładzeniem i dodatkowym rozszerzeniem swego wielkiego poematu. W pierwszym wydaniu z r. 1516 liczył Orland Szalony pieśni 40, tyleż w drugim (1526 r.); teraz przygotował poeta trzecie, w którym obok drobnych zmian stylistycznych, znalazło się sześć pieśni nowych, tak, że poemat zyskał objętość 46 pieśni. Nowe dodatki stanowią: nowela o Olimpii, pieśni X i XI; przygoda Bradamanty w Trystanowym zamku z tym wszystkim, co się z nią łączy, a więc pieśni XXXII 50 – XXXIII 76 i cała pieśń XXXVI, wreszcie historia przeszkody odwlekającej Rugierowe małżeństwo i jego wyprawy na wschód, pieśni XLIV 36 – XLVI 66. Jeszcze przed wsunięciem tego ostatniego epizodu zabrał się nasz poeta do pracy nad dalszym ciągiem Orlanda, lecz później zamiar porzucił: są to owe Cinque canti, powtarzane zwykle w zupełnych wydaniach Ariosta.

    27

    Powiększony i doprowadzony do 46 pieśni Orland wyszedł z druku 1532 r. Odtąd, jakby już w zupełności spełnił swoje zadanie, począł przedwcześnie zestarzały poeta coraz częściej zapadać na zdrowiu. Na domiar utworzył mu się na szyi wrzód, który skutkiem niewłaściwego leczenia zepsuł żołądek i sprowadził wycieńczenie sił; Ariost umarł, nie przeżywszy spełna lat 60, 6 czerwca 1533 r.

    28

    Orland Szalony doczekał się przeszło stu wydań i został wcześnie przełożony na główniejsze języki europejskie. Najwcześniejsze tłumaczenie jest francuskie z r. 1542, po nim następują: hiszpańskie z r. 1549, angielskie r. 1591, polskie sprzed r. 1620, wreszcie niemieckie z lat 1632–1634. Nie byliśmy więc i pod tym względem ostatni, tylko że w literaturze europejskiej zajmujemy dotąd miejsce po Niemcach, bo przekład polski spoczywał długo w rękopisie i pojawił się (niecały, bo tylko pierwszych 25 pieśni) dopiero na samym schyłku XVIII w., w r. 1799. Autorem tego pierwszego i aż do ostatnich czasów jedynego tłumaczenia Orlanda[10] jest synowiec[11] czarnoleskiego Jana, Piotr Kochanowski.

    29

    Dziwnie po macoszemu obeszła się potomność, nie mówiąc już nic o współczesnych, z tłumaczem Tassa i Ariosta: ci, co mogli coś o nim jeszcze z żywej tradycji wiedzieć, nie podali prawie żadnych wiadomości; najbliższy czasem Starowolski pominął go milczeniem, choć nagrobek w Monumentach obok innych umieścił, Niesiecki poświęcił mu zaledwie króciuchną wzmiankę. Już samo pochodzenie naszego Piotra zmieniało się[12] w ciągu trzech wieków niespełna trzykrotnie: naprzód kazano mu być bratem czarnoleskiego Jana, potem synowcem z Mikołaja, nareszcie, w naszych już czasach, synowcem z innego brata, Piotra. Pierwszy domysł, niepoparty niczym, upadł już dawno, zbity gruntownie naprzód przez Aleksandra Krasickiego[13], Przyborowskiego[14], po nich przez ks. Gackiego[15] i Plenkiewicza[16]. Powodem ostatniego twierdzenia był ogłoszony przez Wierzbowskiego akt prawny, w którym dnia 12. grudnia 1605 występuje nob. Petrus Kochanowski miles ordinis S. Iohannis Hierosolymitani, olim gen. Petri Kochanowski, vexilliferi terrae sandomiriensis, filius[17]. Byłby to więc dowód niezbity, że Piotr Kochanowski był synem Piotra, oczywiście z Konar, a więc również synowiec poety Jana, tylko z innego brata, aniżeli dotąd na podstawie zupełnie pewnych dokumentów przypuszczano. Tak by było, gdyby ów Piotr, syn Piotra, był istotnie naszym Piotrem, tłumaczem Goffreda i Orlanda. Ale przeczą temu dwie ważne okoliczności: naprzód to, że tłumacz, będąc już w r. 1604 dowodnie sekretarzem królewskim, w następnym roku tego tytułu obok maltaństwa nie położył, mimo że we wszystkich znanych nam aktach (nie wyjmując tytułowej karty Goffreda) podpisuje się zawsze sekretarzem J. K. Mci; druga, nie mniej ważna, że sekretarz J. K. Mci, tj. tłumacz Goffreda, ani w jednym znanym nam akcie obok sekretarstwa nie przyznaje sobie godności kawalera maltańskiego. Stąd wniosek, zda mi się, pewny, że Piotr, syn Piotra, kawaler maltański, a Piotr, sekretarz J. K. Mci, tłumacz Goffreda, są to dwie całkiem różne osoby; jakoż genealogia Plenkiewicza, na urzędowych aktach oparta, wymienia istotnie dwu Piotrów Kochanowskich, braci pomiędzy sobą stryjecznych, jednego, syna Piotra z Konar, drugiego, syna Mikołaja z Sycyny. Że tłumacz Goffreda jest właśnie owym Piotrem, synem Mikołaja z Sycyny, dowodzi choćby tylko ta jedna okoliczność, że Piotr Kochanowski, sekretarz królewski — a tak się właśnie tytułuje tłumacz Jerozolimy Wyzwolonej — wznosi około r. 1615 razem z bratem Adamem pomnik matce, Katarzynie z Jasieńca, Mikołaja z Sycyny małżonce[18]. Twierdzenie o maltaństwie Piotra tłumacz (którego mu Niesiecki nie przypisuje) puścił w świat niebaczny Krasicki[19], złudzony dopiskiem w liście Próchnickiego: „Koluczkiego że à Malta nie masz, posylam otho W. M. list I. pana Kochanowskiego o thym[20]”. Obecnie domysł ten, na kruchej podstawie oparty, należy, mówiąc językiem tegoż Krasickiego, „między bajki włożyć”.

    30

    Ojciec naszego Piotra, Mikołaj, autor Rotuł, był trzecim z kolei synem Piotra, sędziego sandomierskiego. Przy ogólnych działach w r. 1559 przypadła mu wspólnie z najmłodszym Jakubem wielka wieś Sycyna z dopłatą 1050 zł. W cztery lata później, czy że Jakub doszedł do pełnoletniości, czy też Mikołaj myślał o swym postanowieniu, nastąpił podział Sycyny między obu dotąd „niedzielnych” braci, przy czym część południowa dostała się Jakubowi, północną otrzymał Mikołaj[21]. Jakoż niedługo potem, bo w r. 1565, pojmuje, nie szukając żony, jak każe przysłowie, daleko, 30-kilkoletni Mikołaj 15-letnią Katarzynę, dziedzica wsi sąsiedniej, Jasieńca, Adama Tymińskiego córkę. Ile ze wszystkiego widać, małżeństwo było szczęśliwe i Katarzyna w ciągu 17-letniego pożycia obdarzyła małżonka dziesięciorgiem potomstwa; najstarszy był Adam, późniejszy sędzia lubelski, drugi nasz Piotr, (ur. 1566 r.) trzeci Mikołaj, czwarty Jan, późniejszy kanonik krakowski i gnieźnieński i również sekretarz J.K.M. († 1613), piąty Hieremiasz († 1603), szósty Wszebor. Ponieważ nagrobek Katarzyny mówi o decem liberi, akta zaś wymieniają tylko sześciu synów, więc przypuścić się godzi, że reszta rodzeństwa były córki. Dziatek więc, jak widzimy, było dużo, a dziedzictwo, połowa wioski wprawdzie dość dużej, niewielkie. Trzeba było pomyśleć o jakimś dorobku; to też widzimy pana Mikołaja przez lat 13 (od r. 1569 do śmierci[22]) na skromnym, lecz dochodnym urzędzie podstarościego radomskiego. Pod względem charakteru i usposobienia jest pan podstarości wiernym odbiciem starszego brata, Jana: to samo zamiłowanie wsi i spokojnego żywota ziemiańskiego, ta sama skromność w życiu, przestawanie na małym, serce otwarte dla bliźnich, dla przyjaciół zwłaszcza, a wreszcie ten sam pociąg do rozrywek umysłowych, do ksiąg i ciągłego czytania.

    Niech mi ogień wielki gore
    I ksiąg mam pełną komorę.

    (Napominanie II)

    . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
    Towarzystwo z umarłemi
    Wolałem mieć, niż z żywemi,
    Którzy mię w cnocie ćwiczyli[23].

    (Napominanie VI)

    31

    Talent poetycki posiadał Mikołaj niewątpliwie, choć znacznie mniejszy niż brat starszy, i uprawiał go też, jak się zdaje, mało. Przynajmniej o większych utworach jego Muzy nie wiemy nic, a Rotuły, ten wierszowany testament dla dzieci, które wkrótce miał osierocić, pochodzą z ostatnich lat (może z ostatniego roku) życia, kiedy to, złożony chorobą, stracił wszelką nadzieję wyzdrowienia.

    I moje też chore ciało
    O ten żywot już dba mało.
    . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
    Już w domu mój rząd mały,
    Bom na wszystko już niedbały.

    (Napomienie XII)

    32

    Ideał ekonomiczny pana podstarościego jest niezmiernie skromny:

    Mając, dziatki, wyżywienie,
    Macie wielkie dobre mienie.
    . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
    Niech mi brożek do nowego
    Wedle staniku mojego
    Doda zboża i żywności
    Dla czeladzi i dla gości.

    (Napomnienie II)

    33

    Koniec z końcem związać — oto szczyt marzeń pana Mikołaja. W latach gorszych ucieczka do „skrzynki”, pochodzącej zapewne z żoninego posagu; skąd wziąć na wiano dla córek, jeżeli ich jest więcej, nie wspomina: kłopot to zapewne braci-dziedziców. Bo że o synach, których w rodzinach szlacheckich bywała niezwyczajna dziś mnogość, nie myślano wcale, zrozumieć łatwo wobec niezliczonych źródeł nie tylko „wyżywienia”, ale i dostatków, z których młodzież szlachecka owych czasów pełną garścią czerpać mogła. Służba królewska, dwory panów świeckich i duchownych, wojskowość, starostwa, dzierżawy królewszczyzn, urzędy świeckie i godności duchowne, wszystkie te stoły, mniej lub więcej obficie zastawione, nie tylko żywiły tłumy szlacheckie, ale dawały najczęściej dostatki. W najgorszym razie brał młodzieniec szlachecki za spłaconą w gotówce część ojcowizny tzw. arendę, tj. dzierżawę i miał przy ówczesnym ustroju społecznym nie tylko dostateczne „wyżywienie”, ale mógł nawet, żyjąc skromnie i oszczędnie, czerwieńcami napełnić „skrzynkę” i zostać zamożnym posesjonatem. Nieodzownym jednak warunkiem wszelkiej „krescytywy” było nie zasklepiać się w ciasnym dla licznego potomstwa domu, nie klepać biedy na szczupłym spłachciu ojczystym, lecz puszczać się śmiało w świat przestronny i szukać szczęścia u ludzi. Odrażający przykład zasiedziałego i na pół schłopiałego szlachcica kreśli pan Mikołaj ku przestrodze swym dzieciom w Napominaniu III:

    Dziatki, toć wam prorokuję
    I za pewne obiecuję,
    Który z was dom zamiłuje,
    Że prędko nędzę uczuje.
    . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
    Musi mieszkać w ciemnym chyzie[24],
    Lada się go co nagryzie.
    . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
    Nie potka go z wianem żona,
    Ani w przypadku obrona,
    Do szczęścia drogę zagrodzi,
    Które za pługiem nie chodzi.
    34

    W Napominaniu V mamy przeciwieństwo owego prostaka „w dymnym chyzie”, konterfekt, jak się zdaje, samegoż pana Mikołaja:

    Ale kto ma świat przestrony,
    Ten dostanie z wianem żony.
    . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
    Będą go wszyscy ważyli,
    Za czym dostanie po chwili
    Dla swej cnoty i godności
    I chleba i majętności.
    35

    Że autor Rotuł, był na szerokim świecie, przemawia za tym jego późne ożenienie, a dowodzą ubocznie własne słowa w Napominaniu XI:

    Mogłem być znaczny na świecie
    I bogatszy w swym powiecie;
    Dostałoby się też było,
    By się było tym bawiło,
    Albo urzędu jakiego,
    Albo chleba kapłańskiego,
    Albo wioski od klasztoru,
    Albo jurgieltu od dworu.
    36

    Oczywiście nie mógłby tego wszystkiego dostać, siedząc, jak to mówią, w domu za piecem. Rozum jednak i religijne zasady wskazały mu inną drogę życia:

    Widziałem ludzkie starania,
    Prozną pracą[25], frasowania,
    Nietrwałej władze tytuły,
    Wsi, korony i infuły;
    O które nigdy nie dbali,
    Którzy Boga miłowali,
    I ci, którzy mądrzy byli,
    Takiemi rzeczy gardzili.
    37

    Umarł Mikołaj Kochanowski w r. 1582, osieracając 30-letnią wdowę z dziesięciorgiem dzieci. Majątku im wielkiego nie przekazał, lecz zostawił rzecz daleko ważniejszą — dobre imię i przykład.

    Matki swej, dziatki, pytajcie
    I u niej się dowiadajcie,
    Jakom się rządził na świecie,
    A od niej sprawę weźmiecie.
    38

    Szczęśliwe dzieci, do których ojciec tak o sobie odzywać się może. A i owa Katarzyna z Tymińskich musiała być również niepospolita kobieta, kiedy pan podstarości z taką ufnością na jej świadectwo się powołuje, nie wyrażając nigdzie najmniejszej obawy o wychowanie i przyszłość swych dziatek. Jakoż usprawiedliwia wdowa to dobre o niej mniemanie: z sześciu synów, czterech wyszło na ludzi, dwóch, jak się zdaje, umarło młodo. Umarła w r. 1603; najlepszej matce (optimae matri) wystawili w kaplicy Kochanowskich w Zwoleniu około r. 1615 pomnik dwaj już tylko wtedy żyjący synowie, Adam i Piotr.

    39

    Jak owdowiała matka pokierowała synami, a przede wszystkim, gdzie i jakie im dała wykształcenie, czy w kolonii akademickiej w pobliskim Opatowie, czy też — co podobniejsza — trzymała do nich osobnego bakałarza (może na spółkę z Piotrem z Konar) — co było dość zagęszczonym u ówczesnej szlachty zwyczajem, a na co już Gliczner powstawał — w braku jakichkolwiek w tej mierze wiadomości, powiedzieć nie umiemy. To pewno, że w Akademii Krakowskiej żaden z synów Mikołaja nie był, gdyż w Album studiosorum, dość zresztą ubogie w nazwiska szlacheckie, żaden wpisany nie został. Nie wiemy również, gdzie nasi podstarościce odbyli praktyczną szkołę życia. Szerokie znajomości Kochanowskich, a zwłaszcza stryja poety, otwierają domysłom przestronne pole. Za pobytem na dworze Zamojskiego przemawiałyby ścisłe i zażyłe stosunki z wielkim hetmanem dwu stryjów, Jana i Andrzeja; jakoż istotnie jeden z synów tłumacza Eneidy przebywał jakiś czas w otoczeniu Zamojskiego[26]. Przejście zwłaszcza dwu synów Mikołaja, naszego Piotra i Jana, do kancelarii królewskiej, kazałoby się domyśleć, że przyszły tłumacz kształcił się pierwej praktycznie i zaprawiał do pióra na dworze kanclerza, zanim, polecony przez Zamojskiego, został sekretarzem J. K. Mci.

    40

    Ale z śliskiego pola domysłów przenieśmy się raczej na pewny grunt dokumentów i wiadomości. Są one, niestety, nader skąpe i na domiar dotyczą samych tylko zewnętrznych okoliczności; natomiast takich, coby nam pozwoliły wejrzeć w głąb tej bądź co bądź niepowszedniej duszy, dokumentów choćby takich, jak Rotuły ojca, brak dotkliwy, zupełny. Toteż nie piszemy właściwie życia naszego tłumacza, lecz podajemy jedynie suchą kronikę luźnych wydarzeń i faktów, jakie nam przekazały urzędowe przeważnie akta i dokumenty. Dowiadujemy się tedy pod r. 1598, że wtedy nastąpił pomiędzy 6 braci podział ojcowizny, połowy Sycyny, przy czym Jan, widocznie już o stanie duchownym myślący, ustąpił, jak się wyraża dokument, (zapewne sprzedał) swoją część starszym braciom, Adamowi i naszemu Piotrowi[27]. Z natury rzeczy wynika, że Piotr, jak i inni bracia, są przy tym akcie obecni. W następnym roku (1599) widzimy przyszłego tłumacza w Padwie, gdzie do kasy nacji polskiej złożył sex libras[28]. Gdyby z wysokości datku można wyciągać jakikolwiek wniosek co do stanu majątkowego dawcy, to Piotr Kochanowski należałby do ludzi średnio zamożnych, a nawet dostatnich, gdyż są tacy, co w tymże czasie dali od niego mniej, bo 5, 4, 3 a nawet jedną librę; między innymi dał Stanislaus comes a Tarnow tylko trzy libry, coby oczywiście przeciw naszemu wnioskowi poniekąd przemawiało. Ważniejsza byłaby odpowiedź na pytanie, dokąd i po co nasz Kochanowski przez Padwę przejeżdżał; bo że człowiek 33-letni chyba na naukę tam nie przyjechał, wydaje się rzeczą pewną. Żeby na własny koszt i dla własnej przyjemności lub nawet na jubileusz do Rzymu podążał, trudno przypuścić, zważywszy z jednej strony kosztowność takiej podróży w owych czasach, a z drugiej szczupłość dziedzicznej fortuny i kupno części Janowej w roku poprzednim. Nasuwałby się domysł, że może znalazł się w Padwie w orszaku jakiegoś wielkiego pana, dążącego czy to w jakiej sprawie dyplomatycznej czy na jubileusz do Rzymu. Otóż między dawcami na rzecz polskiej instytucji w Padwie znajdujemy jednocześnie z naszym Piotrem rzeczywiście dwie osoby, z którymi nasz Kochanowski mógł tę podróż odbywać jako dworzanin czyli sługa, jak się w owe czasy wyrażano, tj. kardynał Jerzy Radziwiłł i Stanisław Lubomirski, hrabia na Wiśniczu, starosta podówczas sandecki, późniejszy podczaszy koronny i zwycięzca pod Chocimiem. Większe prawdopodobieństwo, jeżeli tu tego słowa w ogóle użyć wolno, przemawiałoby za kardynałem, a to głównie z powodu ścisłych stosunków, jakie łączyły stryja Jana z rodziną Radziwiłłów. To by nam tłumaczyło, dlaczego nasz Piotr tak późno stosunkowo wszedł do kancelarii królewskiej jako sekretarz; widocznie nie od razu dostał się na dwór kanclerza, lecz musiał pierwej „sługować” gdzie indziej. Bądź jak bądź, nasz Kochanowski był w r. 1599 we Włoszech, a pobyt ten miał dla niego i dla literatury polskiej ogromne znaczenie: tam to zapewne poduczył się języka i poznał dwa arcydzieła literatury włoskiej, które miał następnie przyswoić ojczystej literaturze. Pobyt jednak nie musiał być — i nie był też, jak wiemy na pewno, długi, gdyż znajomość języka włoskiego, przynajmniej w czasie tłumaczenia Orlanda, jest u Kochanowskiego jeszcze nader skromna, czego dowodzą liczne nieporozumienia i jaskrawe niezgodności z oryginałem.

    41

    W następnym roku (1600) spotykamy się z naszym Piotrem, a raczej z przedstawicielami wszystkich czterech linii licznie rozrodzonych potomków Piotra, sędziego sandomierskiego — piąty syn, poeta Jan, nie zostawił, jak wiadomo, męskiego potomstwa — w Czarnolesie, gdzie pod dość wysokim zakładem 2000 zł staje dnia 8 lutego wspólny układ, oblatowany następnie — bez podania treści, jak zwykle — w czwartek przed niedzielą środopostną w Warszawie podczas sejmu przez naszego Piotra i Jana, syna Andrzeja z Baryczy, tłumacza Eneidy. Co było powodem owej tajemniczej intercyzy? — Zagadkę rozwiązuje skarga Jana Gniewosza, wuja i opiekuna trzech sióstr: Krystyny, Elżbiety i Heleny Kochanowskich po Mikołaju Kochanowskim z Czarnolasu, stryju (lubo nierodzonym) zawierających układ Kochanowskich, wniesiona na Kochanowskich z Policzny, Sycyny i Baryczy (oraz innych wspólników) o to, że nocą zbrojnie napadli na dwór w Strykowicach, gdzie u swej siostry, Doroty Boguszowej (żony skarżącego) przebywały za jego wolą i wiedzą owe trzy panny Kochanowskie, tam rzeczone panny przemocą porwali i „nieprzystojnie do miasta Markuszowic, do dworu Jana Firleja uprowadzili i tam jedną z nich, nieletnią Helenę, bez jej woli i bez przyzwolenia opiekuna, do tego z pominięciem sióstr starszych, sprawcy porwania, Bartłomiejowi Kazanowskiemu w małżeństwo oddali[29]. Sprawa jasna: o pannę starał się ów sprawca napadu, Kazanowski, a że opiekun ze strony macierzystej był mu przeciwny, więc dopiął swego przy pomocy krewnych ze strony ojczystej, tj. Kochanowskich. Czy skarga odniosła skutek, nie wiadomo i mało nas to obchodzi; małżeństwa oczywiście rozerwać się nie dało i w r. 1608 występuje też Helena jako pani Kazanowska w pewnym akcie. Dla nas daleko ważniejsza okoliczność, że linia sycyńska po Mikołaju, lubo układ w Czarnolesie podpisała, w owym jednak napadzie na dwór w Strykowicach żadnego nie brała udziału i dlatego w skardze ani Piotr, ani inny brat wymieniony nie jest. Czy nasz Piotr zostawał podówczas w takim obowiązku, że się na wyprawę wyrwać nie mógł, czy też może nie zgadzał się na takie zakończenie sprawy, wobec braku jakichkolwiek wiadomości rozstrzygnąć niepodobna.

    42

    Rok 1602 zaznaczył się, jak się zdaje, w życiu naszego tłumacza tym, że został nareszcie, 36-letni, sekretarzem królewskim, gdyż w maju następnego roku (1603) jedzie już jako sekretarz do Rawy, ażeby stamtąd odwieźć zupełną kwartę do Lwowa „na popłacenie zasłużonego żołnierzom inflanckim[30]”. W tym też roku, może nawet jeszcze w czasie pobytu we Lwowie umarła 15 czerwca „najlepsza matka”, Katarzyna z Tymińskich. Pochowali ją zapewne w podziemiach kościoła zwoleńskiego; starszy brat jednak, Adam, powziął myśl wzniesienia osobnej kaplicy przy tymże kościele z przeznaczeniem, aby w jej sklepach spoczęły zwłoki rodziny Kochanowskich; tam też przeniósł między 1610–1615, gdy kaplica była gotowa, ze zwłokami dziadków i stryja, poety Jana, czcigodne szczątki rodziców. Kaplicę wyposażył nasz Piotr Kochanowski sprzętem srebrnym (argentea supellectili), zapewne lichtarzami i przyborami do mszy, oraz licznymi ornatami (multa veste sacra), i przyozdobił gobelinami (acu pictis tabellis) przywiezionymi z zagranicy, a nadto zapisał, zapewne testamentem, wieczysty fundusz. W tym też czasie wystawili obaj bracia, Adam i Piotr, w tejże kaplicy pomnik przekazujący potomności pamięć tej dobrej matki[31]. Obok żałoby przyniósł ten rok rodzinie Mikołaja i pociechę, której jednak matka już nie doczekała: w kilka miesięcy po jej śmierci (27 października 1603) zostaje trzeci z kolei brat Jan, choć dopiero „minorum ordinum clericus” kanonikiem krakowskim[32]; nosi on później także tytuł sekretarza królewskiego, a do kanonii krakowskiej przyłączył jeszcze gnieźnieńską. Aliści w rok potem znowu żałoba: umiera jeden z młodszych braci Eremian czy też Hieremiasz, jak w dokumentach, (13 października 1604) w Lublinie[33], dokąd się udał zapewne na popieranie jakiejś sprawy. O Piotrze posiadamy z tego roku dwie wiadomości, jedną, że jako sekretarz królewski miał „zatrzymanego zasłużonego” 609 zł, z czego połowę (w skarbie zawsze pustki!) miał mu za przechowaną do naszych czasów asygnatą królewską (z dnia 9 listopada 1604 r.) wypłacić z arendy starostwa samborskiego i żup ruskich Jerzy Mniszek[34]; drugą, że na samym końcu tego roku lub początku następnego (1605) jeździł nasz sekretarz z polecenia królewskiego do Łomży na odebranie tamtejszego starostwa od wdowy po nieboszczyku staroście, Helżbiety z Dembińskich Modliszewskiej. Jakoż pod dniem 30 marca 1605 poświadcza nasz Kochanowski, jako administrator starostwa łomżyńskiego, że starostwo razem z przeszłoroczną krescencją od pani starościny odebrał[35]. Jak długo administrował nasz sekretarz w Łomży? — Oczywiście do zamianowania nowego starosty, co długo trwać nie mogło. Widzimy też w następnym roku (1607) pana sekretarza na innej administracji, w Wielkopolsce, gdzie czasowo zarządzał starostwem ujskim. Wyraźny ślad tej administracji dochował się w rekognicji Jana Izdbickiego, sędziego kaliskiego, w której pan sędzia zeznaje, (2 lutego 1607), jako „od IMP. Piotra Kochanowskiego, sekretarza JKMci, administratora natenczas Usczkiego… złp. pięćset na swój jurgielt odebrał[36]. Alić niedługo widocznie popasał i na tej administracji nasz Kochanowski, kiedy konstytucja majowa sejmu tego samego roku wyznacza go lustratorem z ramienia królewskiego „do rewidowania dóbr stołu naszego po zmarłej ręce i tych, któreby dotąd nie były rewidowane, abo na których summy stare są extenuowane wedle konstytucji Anni 1601”. Kochanowski razem z Stanisławem Bykowskim, kasztelanem łęczyckim, od senatu i Pawłem Chocimowskim od rycerstwa był przeznaczony do rewizji królewszczyzn na Rusi i na Wołyniu[37].

    43

    Czy jednak rewizja w tym burzliwym roku przyszła do skutku, nie wiemy. Pod następnym rokiem (1608) znajdujemy w cennym dziełku ks. Gackiego O rodzinie Jana Kochanowskiego (s. 52)[38] ciekawą o naszym Kochanowskim wiadomość, że razem z bratem Adamem, jako dziedzice Sycyny, z jednej, a Marcin, syn Jakuba z Sycyny, z drugiej strony, Kochanowscy potwierdzają ów układ względem podziału Sycyny z r. 1563, zdziałany przez ojców. Pomijamy prawniczą stronę sprawy, dlaczego by synowie mieli jeszcze potwierdzać umowę ojców, gdyż nie znając aktu w całej rozciągłości, nie podobna nam jakiegokolwiek o nim sądu wydać; zaznaczamy tylko tę dla naszego Piotra charakterystyczną okoliczność, że spłaciwszy do spółki z Adamem innych braci, o ile jeszcze żyli, jak to uczynił z Janem jeszcze w r. 1598, występuje w tym roku (1608) jako współwłaściciel Sycyny, tj. tej połowy, która w r. 1563 przypadła ojcu Mikołajowi. Widocznie marzył nasz pan sekretarz, podobnie jak Ariost, o spokojnym, ziemiańskim życiu na starość, a wszystkie te jazdy na usługach dworskich, owe kłopotliwe administracje miały służyć do tego, ażeby zdobyć jaki taki dostatek, zapewniający mu na resztę życia niezależność i dobrobyt. Do tego celu, wskazanego Rotułami, zbliżał się nasz Kochanowski z każdym rokiem, tak, że w r. 1610 mógł wziąć w połowie zastawem, w połowie arendą obszerne tuż pod Krakowem dobra od Jana Firleja, widocznie przyjaciela Kochanowskich, gdyż on to przed 10 laty użyczył swego dworu w Markuszowicach na czasowe umieszczenie porwanych przemocą córek śp. Mikołaja Kochanowskiego z Czarnolasu. Znajomość więc, jeżeli nie przyjaźń, była dobra i dawna. Teraz tenże Firlej, starosta lubelski, czy to potrzebując gotówki, czy też nie chcąc dla słabego zdrowia — umarł w cztery lata potem — trudnić się sam osobiście gospodarstwem, wypuszcza naszemu tłumaczowi dobra swe Balice, Burów, Szczeglice i Niegoszowice w ten sposób, że połowę ma trzymać Kochanowski prawem zastawu za pożyczonych 12 000 zł, a z drugiej połowy płacić czynsz dzierżawny; bliższe szczegóły znajdowały się zapewne oznaczone w nieznanej nam intercyzie, ze znanej do akt grodu lubelskiego, na którą się relacja intromisyjna woźnego powołuje[39]. Zaledwie jednak objął nasz Kochanowski wymienione dobra, wprowadzony przez woźnego dnia 30 kwietnia 1610 r., gdy niebawem znów rusza w drogę, tym razem już nie na administrację starostwa, ani do króla pod Smoleńsk, lecz do słonecznej Italii, o której zapewne marzył od czasu pierwszego (w r. 1599) w niej pobytu. Powód wyjazdu znamy w tym wypadku dokładnie, gdyż go sam Kochanowski podaje; oto, co czytamy w księdze nacji polskiej pod rokiem 1609: Petrus de Sycyna Kochanowski, secr. reg. Patavium valetudinis recuperandae causa 6. Junii a. 1610 veniens dedit ungarum unum[40]. A więc celem odzyskania zdrowia przybył nasz Kochanowski, jak wielu innych rodaków, zapisujących się z darami do tejże księgi, oczywiście nie do samej Padwy, która uzdrowiskiem nie była i nie jest, lecz do odległych tylko o 10 km słynnych podówczas aquae lub thermae Patavinae, a w szczególności do znanego już starożytnym fons Aponi, dzisiejszego Abano[41]. Razem z Piotrem bawi tym razem brat młodszy Jan, kanonik, teraz już nie tylko krakowski, ale i gnieźnieński, a nadto tak samo jak brat sekretarz J. K. M.; czy jedynie choremu bratu towarzyszył, czy też jechał od króla w jakiejś sprawie do Rzymu, nie wiadomo. Stan majątkowy Piotra jest teraz widocznie znacznie pomyślniejszy niż 11 lat temu, gdyż zamiast 6 liber, jak wtedy, składa w ofierze na potrzeby rodaków ungarum unum, całego czerwieńca, a więc tyle, co np. w tym samym roku po nim zapisany Krzysztof z Tęczyna Ossoliński, kasztelanic podlaski. Jak długo bawił nasz Kochanowski we Włoszech, nie wiemy. To tylko pewna, że w sierpniu następnego roku (1611) jest w kraju i to w Krakowie, gdzie widocznie na stałe osiada. Dnia bowiem 23 sierpnia t.r. staje przed aktami ławniczymi krakowskimi ur. Marcin z Chrząstowa Chrząstowski, właściciel kamienicy przy ul. Brackiej, Eforynowską zwanej, i zeznaje na rzecz Piotra Kochanowskiego, sekretarza J. K. M., dług 650 zł; w długu tym wypuszcza temuż wierzycielowi swemu pewne pokoje w tylnej części kamienicy, wychodzącej na Psi Rynek naprzeciw kościoła św. Franciszka, a wymienione w inwentarzu, sporządzonym 22 sierpnia tegoż roku i podpisanym własnoręcznie tak przez ur. dłużnika jak i ur. wierzyciela, bez żadnego czynszu lub też potrącania z pożyczonego kapitału, naprzód na trzy lata, a potem na tak długo, aż wierzytelność będzie w całości spłacona[42]. Dla objaśnienia dodamy, że kamienica, zwana wówczas Eforynowską, miała dwa fronty, jeden główny od ulicy Brackiej (dziś l.p. 10 przy ul. Brackiej) i drugi, tylny, posticum w dokumencie zwany, wychodzący na Psi Rynek (dziś plac Wszystkich Świętych). Jest to obecnie osobna kamienica pod l.p. 7 przy placu Wszystkich Świętych, odłączona w r. 1615 od swej siostrzycy przy ulicy Brackiej. W tym bowiem roku (16 maja 1615) sprzedali odłączoną już kamienicę przy Psim Rynku Piotr, Przecław i Jan, synowie śp. Marcina, Chrząstowscy obciążoną długiem Kochanowskiego za 2500 złotych panu Melchiorowi Michałowskiemu[43], a ten odprzedał ją we wtorek przed św. Wawrzyńcem (8 sierpnia) 1617 r. Piotrowi Kochanowskiemu[44]. Poprzednio arenda Balickiego klucza, następnie wynajęcie stałego mieszkania na czas nieograniczony, wreszcie kupno kamienicy — wszystko to dowodzi, że nasz Kochanowski porzuca w tym czasie służbę dworską i osiada na stałe w Krakowie, ażeby wykończyć rozpoczęte może dawniej prace literackie, z których jedna, Jerozolima Wyzwolona Tassa, wyszła w r. 1618 u Cezarego w Krakowie. Osiągnięta po wielu latach wysługi niezależność i dobrobyt czyniły jesień tłumacza nader podobną do ostatnich lat Ariosta, podobnie jak służba dworska przypomina „jarzmo kardynalskie” i „ciężką niewolę” Orlandowego śpiewaka.

    44

    Spokojne te i szczęśliwe lata bywały jednak popieprzane małymi przykrościami. Kamienica, której pan sekretarz był początkowo opiekunem, a później właścicielem, nabawiła go po dwakroć kłopotu. Oto w r. 1612. jeden z sąsiadów, Muty, w ścianę kamienicy, którą się opiekował Kochanowski „włamał trąmów ośm”; zbudował też u siebie obdach, „którym to obdachem, jako nam (tj. wiertelnikom) IMć (Kochanowski) sprawę zdał, że mu do tej kamienice światła siełę ujął, bo pierwszy obdach nie beł tak wysoki, jako ten teraz, którego IMć cierpieć nie chce, jedno żeby beł taki, jako pierwszy”. „Widzieliśmy też — zeznają dalej wiertelnicy — w tejże kamienicy IMci p. Chrząstowskiego komin w izbie na pierwszym piętrze przeciwko drzwiom, który IMć p. sekretarz nowo dał zmurować i włamać w tęż ścianę, który jest na półtrzeci ćwierci w głąb włąmany; a iż się właśnie trafiło na trąmy Mutego, które są z tego komina, obawia się IMć, gdy się będzie w tym kominie palić, jakiego niebezpieczeństwa[45]”. Koniec sprawy niewiadomy: Muty zapewne owe tramy wyjął. Innym razem znowu — a było to w cztery lata później (1616 r.) — sprowadzeni przez Kochanowskiego wiertelnicy opowiadają nam o nowej psocie drugiego sąsiada: „Widzieliśmy na tyle (kamienicy, teraz już Michałowskiego) mur z kamienice panów Łyskowiców (która miała front do ulicy Grodzkiej) idący nad dach p. Silnickiego i nad dach Imci p. Kochanowskiego, nowo wywiedziony, w którym murze widzieliśmy okien cztery, nowo w tymże murze nowym zmurowanych… a ty okna są przeciwko latarniej IMci p. Kochanowskiego. Są też dwie dziurze albo okienka maluśkie, uczynione w tym murze; których okien IMć pan Kochanowski cierpieć nie chce[46]”. Obie sprawy załatwiono zapewne po myśli pana sekretarza, gdyż w dokumentach dalszego o nich śladu nie ma.

    45

    I zdrowie też nie dopisywało, jak się zdaje, w tych czasach, naszemu Kochanowskiemu, gdyż w r. 1613 widzimy go po raz trzeci we Włoszech, jak świadczy księga nacji polskiej, do której się wpisał, podobnie jak trzy lata przedtem, z datkiem jednego dukata węgierskiego[47]. Tym razem pobyt we Włoszech trwał, jak się zdaje, dłużej; przynajmniej nie znamy żadnego aktu, który by stwierdzał obecność Kochanowskiego w kraju. Nawet pozew (z 9 marca 1615 r.) Andrzeja i Henryka Firlejów, synów i spadkobierców zmarłego tymczasem Jana, kasztelana wojnickiego, żądający od pana sekretarza odebrania złożonej w sądzie sumy zastawnej i ustąpienia z dzierżawy, położył woźny i ogłosił czeladzi (familiae) w Balicach, a nie osobiście Kochanowskiemu w Krakowie[48]. Może też nieobecnością Kochanowskiego w kraju należy tłumaczyć okoliczność, że 15 maja tegoż roku (1615) kamienicę Eforynowską (tj. połowę przy Psim Rynku) kupuje nie Kochanowski, choć widocznie miał już ten zamiar, czyniąc znaczne w nią wkłady, lecz w nieobecności jego dobry zapewne znajomy, Melchior Michałowski, może za pieniądze Kochanowskiego, ażeby ją w dwa lata później ustąpić panu sekretarzowi aktem formalnym, który też jest cesją, a nie aktem sprzedaży. To by nam też tłumaczyło, dlaczego wiertelnicy już w r. 1616 uważają tęż kamienicę za własność Kochanowskiego: „(…) wyszliśmy za żądaniem IM. pana Piotra Kochanowskiego, sekretarza J. K. Mci, na rewizyą do kamienice IMci”, gdy tymczasem za pierwszym razem nazywają Kochanowskiego tejże kamienicy tylko opiekunem. Ta też dopiero data (21 czerwca 1616) stwierdza dowodnie, że nasz Kochanowski znajdował się wtedy w Krakowie. Tymczasem pod nieobecność, jak ze wszystkiego widać, Kochanowskiego w kraju spadł nań bolesny cios: w r. 1613, 16 lipca umiera młodszy brat, towarzysz poprzedniej (w r. 1610) wycieczki do Włoch, Jan, kanonik krakowski i gnieźnieński, oraz sekretarz J. K. Mci. Jakaś nagła choroba zmogła w krótkim czasie wątły z natury organizm w Lublinie, gdzie nasz kanonik, wysłany przez kapitułę na trybunał, „z wielką pilnością swój urząd (zapewne delegata) spełniał[49]”. Pozostali już tylko dwaj bracia, Adam i Piotr, uczcili go w Lublinie nagrobkiem, w którym umieścili też wzmiankę o innym bracie, Eremianie, zmarłym przed 9 laty również w Lublinie.

    46

    Od powrotu z trzeciej podróży do Włoch już się nasz Kochanowski nie ruszył z Krakowa; w spokoju i jakim takim dostatku dożywa resztę dni, czas dzieląc pomiędzy grono przyjaciół a Muzę. Przyjaciół tych, niestety, imiennie nazwać nie umiemy z wyjątkiem może jednego lub dwóch. Że się znał z ówczesnym biskupem krakowskim, Marcinem Szyszkowskim, wypada z listu, pisanego z Krakowa (z 1 lipca 1608) do Szyszkowskiego, gdy ten był jeszcze biskupem płockim. Pismo obejmuje cokolwiek nad 9 stron rękopisu in folio, lecz śladu jakichś ściślejszych stosunków piszącego z biskupem płockim nie widać; jest to relacja polityczna, przesłana do Płocka wskutek żądania Szyszkowskiego, ażeby mu Kochanowski „wypisał praesentem statum w Czechach i jako się skończyła dyssenzya przeszła cesarza IMci z arcyksiążęciem IMścią Matyasem”. Cała relacja pisana inną ręką, tylko dopisek jest pióra pana sekretarza. Za to o innym współcześniku możemy z niejakim podobieństwem do prawdy twierdzić, że go łączyły z naszym Kochanowskim związki nie tylko dobrej znajomości, ale i szczerej przyjaźni: był nim Jan Tęczyński, podczaszy królowej, późniejszy wojewoda krakowski. Poznał się z nim nasz tłumacz zapewne na dworze, gdzie sekretarz królewski i podczaszy królowej stykać się ze sobą musieli często. Podobieństwo usposobień i wspólne obu dworzanom zamiłowanie poezji zbliżyło ich do siebie i zadziergnęło ścisły węzeł przyjaźni, której owocem było wydanie w r. 1618 Goffreda, przypisanego podczaszemu. Jeżeliby wierzyć słowom dedykacji — a są one zbyt wyraźne i jasne, iżby je inaczej tłumaczyć można — to w ostatecznym gładzeniu i polerowaniu tego poematu ostatni z Tęczyńskich brał udział wybitny[50].

    Ale skoro od ciebie (moje rymy) poprawy dostały
    I już się w kosztowniejszy strój poubierały
    itd.
    47

    To chyba nie pusty frazes i czcza gadanina bez treści. W jakiż inny sposób mogłyby rymy Kochanowskiego „dostać poprawy”, jeżeli nie przez czynne przyłożenie ręki i współpracownictwo Tęczyńskiego? Całe zresztą rozumowanie drugiej i trzeciej strofy dedykacji stanowczo za tym przemawia. „Tyś mi się z niemi światu ukazać rozkazał”, tj. wydać Goffreda; „ony jednak (rymy, Goffred) nie miały przedsię z to (na tyle) śmiałości, świadome dobrze swej niedoskonałości. Ale skoro od ciebie dostały poprawy” itd., ośmielił się Kochanowski na wydanie. Mówić o „poprawianiu” tam, gdzie go nie było wcale, byłoby nie szczytem grzeczności, lecz nadużyciem słowa, które przechodzi nasze pojęcie i którego też naszemu Kochanowskiemu przypisywać nie śmiemy. Wierzymy raczej, że Goffred ostateczną swą postać, w jakiej go posiadamy, zawdzięcza w pewnej części współpracownictwu, czyli, jak się tłumacz wyraża, poprawie Tęczyńskiego.

    48

    Goffred wyszedł w Krakowie u Cezarego w r. 1618. Już jednak arkusze do poprawy otrzymywał nasz tłumacz na łożu, do którego go przykuła uporczywa słabość niewyleczona widać gruntownie we Włoszech; z tej choroby już się nasz tłumacz podnieść nie miał[51]. Sam Kochanowski nie łudził się widocznie zbyt nadzieją wyzdrowienia, kiedy w dniu 29 grudnia tego roku „zelo pietatis ductus et saluti animae suae consulere cupiens”, jak się dokument wyraża, uczynił formalny zapis czyli tzw. wyderkaf na rzecz sąsiednich oo. Franciszkanów w kwocie 30 zł, płatnych w dwu ratach: na Trzech Króli i na św. Jana Chrzciciela. Za to obowiązują się zakonnicy „tak za życia dobrodzieja, jak i po jego śmierci za grzechy i na zbawienie duszy jego” co tydzień odprawiać w swoim kościele przed ołtarzem Poczęcia N. M. P., przy grobie fundatora mszę św., a w dniu zejścia aniwersarz cum officio pro defunctis[52]. Jak zatem widzimy, obrał sobie Kochanowski już za życia miejsce wiecznego spoczynku w kościele Franciszkanów i zapewne też i grób zmurować kazał. Zostawała jeszcze kamienica, którą w jakiś sposób rozporządzić należało. Sprzedał ją wraz z obciążającym ją wyderkafem dnia 6 lipca 1620 r. małżonkom Krzysztofowi i Zofii Zygmuntowicom za 6000 zł. Urząd ławniczy, podobnie jak przed 1 ½ rokiem przybył osobiście do kamienicy urodzonego pana Piotra Kochanowskiego, IKM. sekretarza, a pan sekretarz „osobiście, na łożu niemocy spoczywając, lubo na ciele niedomagający nieco (licet corpore aliquantalum languidus), lecz na umyśle zupełnie zdrów” zeznał odpowiednią rekognicję[53]. Owo wyrażenie jednak corpore aliquantulum languidus było widocznie wypływem jedynie ludzkich względów dla chorego; w rzeczywistości był nasz Kochanowski już śmiertelnie chory, gdyż w niecały miesiąc potem (2 sierpnia) wedle napisu na nagrobku już nie żył[54]. Napis na pomniku u oo. Franciszkanów w Krakowie, krótki, bez żadnych pochwał dla zmarłego i wymienienia fundatora, przemawiałby za tym, że cały pomnik, a zwłaszcza słowa na nim wyryte, są wypływem ostatniej woli Kochanowskiego.

    49

    Skromny napis nie wspomina wcale o zasługach nieboszczyka, nie podaje nawet najmniejszej wzmianki o zajęciach i pracach literackich Kochanowskiego, a jednak tłumacz nasz ze swoją Jerozolimą, a poniekąd i z Orlandem ze względu na wpływ, jaki wywarł na całą późniejszą literaturę — Mickiewicza i Słowackiego nie wyjmując — zajął zaszczytne miejsce też przy swym wielkim stryju, a pod pewnym przynajmniej względem nawet zostawił go za sobą w tyle. Piotr Kochanowski jest, śmiemy to twierdzić, większym mistrzem języka, nie żeby język Goffreda i Orlanda był gładszy lub więcej harmonijny, lecz że śmielszy, jędrniejszy, bogatszy, więcej wyrobiony i więcej też posiada rozmaitości niż klasycznie piękny i posągowy język czarnoleskiego Jana. Nie przesadził też Załuski, nazywając Goffreda rex polonorum poematum, gdyż nie tylko dla języka i nowej formy wiersza, lecz także i treści, tak doskonale odpowiadającej rycerskim pociągom i porywom narodowego ducha, była ta skromna z natury rzeczy praca tłumacza ożywczym źródłem, z którego długie czasy mniej lub więcej obficie czerpali potomni. Skromniejsze zapewne miejsce w literaturze wypadnie wyznaczyć Orlandowi, gdyż w całości dotąd drukowany nie był, a ogłoszenie pierwszych 25 pieśni przez Jacka Przybylskiego przypada na sam koniec XVIII wieku (1799); okoliczność jednak, że pomimo tylu klęsk i zawieruch politycznych a małego poszanowania u nas „starych szpargałów”, dochowało się przecie, o ile wiemy, do pierwszej części rękopisów sześć, a do drugiej cztery, przemawiałaby wyraźnie za tym, że Orland był dość rozpowszechniony i pilnie czytany. Jest też nasz Orland duchowym ojcem wszystkich owych Paszkwalin, Argenid, Syloretów i innych „banialuk”, zalegających razem z Orlandem przeważnie w rękopisach półki biblioteczne; roi się od nich po prostu nasza literatura XVII i XVIII wieku. Ale to rzecz osobnego studium, które teraz dopiero, po wydaniu całego Orlanda będzie możliwe. Nas tu bardziej obchodzą inne sprawy, a raczej pytania, które się ściślej wiążą i z poematem, i z osobą tłumacza i które dlatego nieodwłocznej[55] wymagają odpowiedzi.

    50

    A naprzód autorstwo Kochanowskiego. Odzywają się w literaturze niekiedy głosy, wyrażające pewną wątpliwość co do autorstwa Kochanowskiego: „W literaturze naszej istnieje przekład dwudziestu pięciu pieśni, przypisywany Piotrowi Kochanowskiemu, na co jednak dowodu stanowczego nie ma. Przeciwnie owszem robota owa niezbyt się nadaje do podobnego przypuszczenia[56]. Zewnętrznym powodem tych wątpliwości jest okoliczność, że w żadnym rękopisie nie jest na tytule wymieniony tłumacz, a w rkp. cieszyńskim podpisał się na samym końcu nawet niejaki „Andreas Ogłodowski”. Żeby się z panem Andrzejem naprzód rozprawić, powiem krótko, że Ogłodowski jest częściowym przepisywaczem Orlanda (ręka piąta, zob. niżej) i że pismo jego pochodzi z końca XVII, jeżeli nie z początku XVIII w., że więc już z tego powodu tłumaczem być nie może, gdyż język Orlanda, jak to z pewnych archaizmów się pokazuje, należy do końca XVI lub początku XVII w. Natomiast za autorstwem Kochanowskiego przemawia przede wszystkim język przekładu: jest on tak co do słownictwa, jak i stylu w Goffredzie i Orlandzie ten sam, o czym każdy nieuprzedzony czytelnik po przeczytaniu jakich kilkunastu strof z łatwością przekonać się może; napotykane częściej może w Orlandzie archaizmy tłumaczą się całkiem naturalnie wcześniejszym powstaniem Orlanda, a więcej może jeszcze okolicznością, że do ostatecznego wygładzania Goffreda dołożył ręki Tęczyński, który widocznie owe archaizmy tępił. Autorstwo Kochanowskiego poświadcza też, lubo[57] ogólnikowo, Olbrycht Karmanowski w wierszu poświęconym Piotrowi Kochanowskiemu:

    (…) nauczone zdroje,
    Z których codzień wdzięczniejsze płyną rymy twoje,
    Rymy, acz gdzieś są insze, lecz ja mówię o tych,
    Którymiś nie przepomniał kawalerów złotych,
    Co Pański grób z rąk pogan srogich wyzwolili[58].
    51

    Z tych słów wynika, zda mi się, na pewno, naprzód, że Karmanowski czytał Goffreda, zanim jeszcze został skończony i wyszedł z druku, gdyż o drukowanych rymach nie mógłby się wyrazić, że „codzień wdzięczniejsze płyną”; następnie, że podczas pracy nad Goffredem były już „insze rymy” Kochanowskiego, których Karmanowski wyraźnie nie wymienia, może dlatego, że ich nie czytał, a znał tylko ze słuchu. Owe „insze rymy” — to zdaniem naszym właśnie Orland; chybabyśmy przypuścili, że te inne utwory, znacznych rozmiarów, jeżeli je Karmanowski obok Goffreda wymienia, tak z kretesem przepadły, że się ich żaden, choćby najmniejszy ślad, ani w współczesnej ani w późniejszej literaturze nie dochował. Tak jednak nie jest. Posiadamy bowiem wyraźne i niepodejrzane, bo współczesne świadectwo nieznanej ręki, która pismem pierwszej połowy XVII w. dopisała na rękopisie biblioteki Jagiellońskiej: Scito, generose lector, huc usque poëma fuisse nobilissimi viri, Petri Kochanowii, qui morte immatura praeventus pulcherrimo non imposuit colophonem operi etc. Słowa te, tak wyraźne i jasne, jak z jednej strony rozstrzygają sprawę autorstwa przekładu Orlanda stanowczo i ponad wszelką wątpliwość, tak z drugiej mogą nasuwać mniemanie, że pracę nad Orlandem rozpoczął nasz Kochanowski dopiero po wydaniu Goffreda, gdyż przedwczesna śmierć wedle tego świadectwa nie dozwoliła przekładu zupełnie wykończyć. Przeciw temu przypuszczeniu przemawia jednak naprzód niezbyt szczęśliwy wybór zwykłego wiersza 13-zgłoskowego, nieukładającego się nadto w stance oryginału, następnie uderzająco słabsza znajomość języka włoskiego i większa stosunkowo archaiczność języka w tłumaczeniu Orlanda. Jak tę sprzeczność z owym świadectwem pogodzić? Przede wszystkim nieznany świadek nie twierdzi wcale, iżby Kochanowski do przekładu Orlanda zabrał się dopiero w ostatnich latach życia, tylko że przedwczesna śmierć nie pozwoliła mu rzeczy ostatecznie wygładzić (colophonem imponere); ubocznie tedy przyznaje, że przekład z grubsza już był dawno gotowy. Jedno więc z dwojga: albo Kochanowski nosił się w ostatnich latach z myślą poprawienia i wydania Orlanda, lecz śmierć nie pozwoliła mu na wykonanie zamiaru, albo też może, jak przypuszczamy, podczas ostatniej choroby (1618–1620) w chwilach, kiedy uspokojony chwilowo ból podagryczny czy reumatyczny na to pozwalał, skracał sobie nudy, nieodłączne z leżeniem w łóżku, to czytaniem, to poprawianiem dawno z grubsza wykonanej roboty. Nasuwałoby się pytanie, czy w dochowanych rękopisach znajduje się jaki ślad tych ostatecznych poprawek Kochanowskiego i w którym miejscu śmierć wytrąciła pióro tłumaczowi z ręki. Posiadamy nader ważny pod tym względem rękopis Z2[59], który nam na tę sprawę pożądane rzuci światło. Zawiera on 23 pieśni części drugiej, tj. pieśni XXIV–XLVI; dwie pieśni zatem tego rękopisu, XXIV i XXV schodzą się z tymiż pieśniami, przechowanymi w rkpsie J. Owóż porównanie obu odpisów tych pieśni prowadzi do ciekawego odkrycia, że pieśni XXIV i XXV posiadamy w dwu odmiennych redakcjach, jednej, gorszej (Z), i drugiej, lepszej (J). Byłaby to kłopotliwa zagadka, mogąca naprowadzić wydawców i badaczy na mniej lub więcej śmiałe przypuszczenia i domysły, gdyby nie ów, w części już przytoczony dopisek w J, który nam tę trudność wyjaśnia po prostu tym, że jakaś nieznana ręka zajęła się poprawą i ostatecznym wygładzeniem poematu: ne igitur magnificus labor sua corrueret imperfectione… sumpsi redigendi provinciam. Że zaś dopisek umieszczony w J, stąd wniosek, że ten rękopis daje nam tekst w poprawnej redakcji anonima, gdy tymczasem Z2 wykazujący znaczne różnice, jest owym brulionem (a raczej odpisem jego), którego Kochanowski, zaskoczony przedwczesną śmiercią, nie zdołał jeszcze poprawić[60]. Wygładzająca praca tłumacza urwałaby się tedy na pieśni XXIII, co też z niejakim podobieństwem do prawdy potwierdza tegoż rękopisu część I (Z1). Obejmuje ona pieśni I–XXIII, stanowiłaby więc z Z2 (p. XXIV–XLVI) całość, gdyby nie to, że pismo tej części (Z1) jest znacznie późniejsze, bo pochodzi z 2. połowy, a może nawet z końca XVII w. Że jednak wszystkie inne rękopisy części I dociągają do pieśni XXV, a tylko Z1 urywa na pieśni XXIII, można tedy prawie na pewne twierdzić, że Z1 jest późniejszym odpisem zaginionej części I, względem której Z2 stanowił ciąg dalszy, że więc Z1 i Z2, co do czasu wprawdzie różne, treścią swą jednak i pochodzeniem do siebie należą i tworzą razem pewną całość. Domysł ten staje się niemal pewnikiem, jeżeli zważymy, że podobnie jak Z2 w pieśniach XXIII i XXIV różni się stanowczo od wszystkich innych rękopisów, tak samo i Z1 w I–XXIII stanowi względem P, J, C, D, S typ zupełnie odrębny. Mamy więc dla pierwszej części Orlanda (pieśni I–XXV) dwie osobne grupy rękopisów; do pierwszej należą P, J, C, D, S, do drugiej Z1, Z2 i jego odpis W. Przypatrzmy się naprzód bliżej rękopisowi Z2. Uderzają nas w nim mimo bardzo starannego pisma dość liczne poprawki, a już niestosunkowo wielka ich liczba w pieśniach XXIV i XXV w porównaniu do pieśni następnych; jest ich bowiem, licząc wszystkie poprawki w jednym wierszu za jedność, w pieśni XXIV 36, w XXV 42, podczas gdy w następnej (XXVI) spadają nagle do 4, w XXVII podnoszą się nieco, bo dochodzą 11, ale w XXVIII znowu schodzą do 3 i w tym stosunku mniej więcej utrzymują się już stale. Do jeszcze ciekawszego wyniku dochodzimy, jeżeli tekst mylny, tj. wyrazy przekreślone przez przepisywacza porównamy z odpowiednimi miejscami innych rękopisów np. odpisu P. W tym celu wypisuję charakterystyczne poprawki pieśni XXIV z Z2, przy czym ze względu na druk wyraz przekreślony wypadnie umieścić w nawiasie, a poprawkę zamiast nad przekreślonym wyrazem, jak w rękopisie, tuż obok po skreślonym wyrazie.

    XXIV. Argument, w. 4 (króla) cara tatarskiego.
    11, w. 2. Chłopstwo (Gburowie)… (było zabiło )umorzyli.
    12, w. 5. (Tam) On…
    14, w. 4. Była (pod mostem rzeka) a pod nią rzeka.
    17, w. 7. …gdy (onego) wieznia onego.
    25, w. 3. (Na sczescie był) w miescie cyrulik (w mieście) mieszkał przedni doświadczony.
    25, w. 4. Przes ktorego (był prędko potem) do zdrowia przyszedł…
    27, w. 2. (Prowadzę) W lanczuchu dyszy…
    28, w. 2. Isabellę (niewiem) co wiedzieć…
    31, w. 3. (A iabych go) bez gwałtu bez szturmu proznemu strachowi
    31, w. 4. (Proznemu) gwoli z rąk swych (dał) dałbym go nieprzyjacielowi.
    31, w. 5. (Miałbyś mie) Słusznie bym tu był…
    41, w. 3. Po Francyej (tam i sam) wszerz i wzdłuż…
    45, w. 1. (Którego nie mianuję) Nie po tem mianować go…
    80, w. 5. …(miły) wierz to umarłego.
    114, w. 5. Bryliador (co) który się pasł…
    52

    Owóż jeżeli te wszystkie miejsca porównamy z odpowiednimi miejscami P, to się pokaże, że wszystkie przekreślone, a zatem za mylne uważane wyrazy rękopisu Z2, znajdują się, lecz bez piętna mylności, a więc nieprzekreślone w P (i zgodnych z nim J, C, D, S), i słusznie, gdyż niemal zawsze są pod każdym względem lepsze i stosowniejsze. Czegóż to dowodzi? — Nie czego innego, sądzę, tylko, że przepisywacz Z2 miał przed sobą brulion Kochanowskiego z poprawkami anonima. Był to, widać, przepisywacz sumienny, lecz jak wszyscy przepisywacze na rzeczy się nie rozumiał; znając więc pismo Kochanowskiego, postanowił odpisywać własnoręczny tekst Kochanowskiego, nie troszcząc się wcale o jakieś poprawki innej ręki. Łatwiej było jednak postanowić niż wykonać i nasz skrupulatny kopista co chwila niechcący zamiast słów Kochanowskiego zapędzał się pisać poprawki anonima; lecz złapawszy się na tym występku, ze zgrozą mazał niepożądane mu wtręty, wpisując u góry sumiennie pierwotny tekst tłumacza. W ten sposób zyskujemy nowy dowód na potwierdzenie słów anonima w J, że istotnie pewna część Orlanda doznała z innej ręki poprawy. Że poprawki anonima nie przekraczają pieśni XXV, przemawiają za tym naprzód ów dopisek, umieszczony w J po XXV pieśni, a następnie okoliczność, że w Z2, począwszy od pieśni XXVI owe zapędy pisarskie i przekreślania słów zgodnych z tekstem innych rękopisów zupełnie ustają. Z powyższych uwag wynika, że pieśni XXIV i XXV posiadamy niewątpliwie w dwu odrębnych redakcjach: pierwotnej Kochanowskiego (Z2 i W) i poprawionej przez anonima (P, J, C, D, S). Inaczej się nieco ma rzecz z pieśniami I–XXIII. Wprawdzie i tu dwóch redakcji zaprzeczyć się nie da, z jednej strony Z1, z drugiej P, J, C, D, S, ale liczba odmianek między oboma tekstami jest nieporównanie mniejsza i różnice dotyczą przeważnie samych tylko wyrazów, a nadto Z1 schodzi się jeszcze niekiedy z innymi rękopisami i wykazuje, zwłaszcza z D, tu i ówdzie pewną zgodność. Jakiż stąd wniosek? Oto, że anonim miał w tych pieśniach (I–XXIII) mniej do poprawiania, gdyż już sam tłumacz tę pracę w znacznej części wykonał. Co do części drugiej (pieśni XXVI–XLVI), to posiadamy ją w jednej tylko redakcji, a więc odpis brulionu Kochanowskiego. Co najwięcej dałyby się wykonać niejakie ślady poprawek w pieśni XXVI, przechowanych w rękopisach S, B. Można by sobie to wytłumaczyć w ten sposób, że anonim, oddawszy poprawiony przez siebie rękopis pierwszych 25 pieśni Cezaremu, poprawiał w dalszym ciągu brulion Kochanowskiego; dowiedziawszy się jednak — zapewne niedługo — o „niecenzuralności” części pierwszej (o czym niżej) przerwał na XXVI pieśni swą pracę, która by już teraz nie miała żadnego celu. O tych czterech rękopisach części drugiej (Z2, W, S, B) da się zresztą to samo powiedzieć, co o rękopisach części pierwszej, tj. że stanowią dwie grupy; do pierwszej należą Z2 ze swoim odpisem W, do drugiej S, B. Każda z nich wypłynęła z jednego wspólnego źródła; oba jednak pierwopisy wykazują tak nieliczne i drobne (najczęściej wyrazowe) różnice, że je śmiało na karb dowolności lub nieuwagi przepisywaczy położyć można.

    53

    Wbrew skromności, z jaką nieznany pisarz otwarcie mówi o swej nieudolności, musimy jednak przyznać, że tekst pochodzący z redakcji anonima jest w tych właśnie miejscach, w których się różni od Z, prawie zawsze nie tylko gładszy i poprawniejszy, ale i pod względem poetyckim lepszy. Kto był owym ostatecznym, a powiedzmy, wcale fortunnym redaktorem tej „wspaniałej” Kochanowskiego pracy? Sądzimy, że nie kto inny, tylko ten sam przyjaciel poety i wybredny znawca poezji, którego poprawki sam tłumacz poprzednio był przyjął (do Goffreda) i któremu też swego Goffreda z pominięciem innych wielkich panów poświęcił. Krótko mówiąc, przypuszczamy, że to Jan Tęczyński, podówczas podczaszy Jej K. M., późniejszy wojewoda krakowski († 1638), powodując się nie tylko podziwem dla talentu Kochanowskiego (jak się sam przyznaje), ale i uczuciem przyjaźni oraz wdzięczności za dedykację Goffreda, podjął się zadania, o którego trudności i niebezpieczeństwach należyte miał wyobrażenie. Wobec tych dwu odmiennych poniekąd redakcji znalazł się wydawca w nader trudnym i niewygodnym położeniu. Doszedłszy bowiem do przekonania, że jedynie Z daje pieśni I–XXV (a może i XXVI) w tłumaczeniu Kochanowskiego bez żadnych poprawek obcej ręki, powinien był może dać w swym wydaniu tekst będący niewątpliwie własnością wymienionego na tytule tłumacza. Przeciw temu przemawiały jednak liczne i ważne względy i okoliczności. Przede wszystkim przypuścić należy, że sam tłumacz nie byłby w świat puścił swego przekładu w tej postaci, w jakiej nam go podaje Z, gdyż przecież mając czas i środki, zamiast wcześniejszego Orlanda ogłosił drukiem późniejszego Goffreda. Przypuścić dalej należy, że nasz Kochanowski, godząc się na poprawę Goffreda, nie byłby zapewne odrzucił obcego współpracownictwa i co do Orlanda, jeżeli zwłaszcza, jak wszystko za tym przemawia, owym współpracownikiem, może nawet na wyraźną prośbę tłumacza, był Tęczyński. Współcześni też i najbliższa potomność przyznawała widocznie pierwszeństwo redakcji anonima przed brulionem Kochanowskiego, gdy przeważnie, bo z jednym tylko wyjątkiem, sporządzali sobie odpisy z poprawionego przez anonima rękopisu.

    54

    Z tych tedy powodów postanowił wydawca ostatecznie, po długim namyśle, postąpić w myśl samegoż tłumacza i dać rzecz lepszą zamiast gorszej i — co też coś waży — ogłosić tekst taki, jaki byśmy dziś zapewne jedynie znali, gdyby zamierzone w roku 1622 wydanie było rzeczywiście przyszło do skutku; bo że anonim nie dla własnej tylko przyjemności robił poprawki, lecz w celu ogłoszenia Orlanda drukiem, może uchodzić za rzecz pewną. Sądząc po wydaniu Goffreda, można na pewne przypuścić, że Orlanda miało być dwa tomy tj. tom I — pieśni I–XXV i tom II — pieśni XXVI–XLVI. Otóż anonim ukończywszy swą pracę nad tomem I, oddał rękopis wydawcy Goffreda, Cezaremu; istotnie posiadamy też taki rękopis pierwszych 25 pieśni (P) z podpisem Cezarego i datą r. 1622. Do wydania jednak ani wtedy, ani później nie przyszło; dlaczego? — tylko domyślać się możemy. Wydawca, mąż uczony i znawca poezji, a nawet sam kawałek poety, ale człowiek ściśle katolickich zasad, jak tego dowodzi choćby jego przyjaźń z biskupami: Jędrzejem Lipskim, Jakubem Zadzikiem i Pawłem Piaseckim[61], nie miał zapewne nic pilniejszego, jak poemat dać do cenzury duchownej. Oryginał był, jak wiemy, zaszczycony osobnym przywilejem papieskim; ale od dni Leona X nie darmo upłynął wiek cały, „pogaństwo” XVI w. pogrzebano już dawno, a reakcja „chrześcijańska” i katolicka święciła już wtedy wszędzie, a osobliwie u nas, swoje najświetniejsze tryumfy. Rękopis wrócił z cenzury bez „imprimatur”. Może się nie pomylimy, utrzymując, że to już owe „złe niewiasty” pieśni XIX do spółki z piękną Fiordyspiną pieśni XXV (nie mówiąc nic o chytrej Fiamecie, występującej dopiero w pieśni XXVIII) pogrzebały polskiego Orlanda na całe niemal dwa wieki. Wobec tego dalsza praca nad drugą połową poematu okazała się zupełnie zbyteczną i tym też tłumaczymy sobie tę dziwną na pozór okoliczność, że redaktorska czynność anonima zatrzymała się na pieśni XXV (czy też XXVI), nie tykając dalszych, które by, niestety, gładzącej ręki przyjaciela może jeszcze bardziej potrzebowały. W tej tedy poprawionej częścią przez tłumacza, częścią zaś przez bezimiennego pisarza postaci dajemy pierwszych 25 pieśni wedle rękopisu Cezarego (dziś P) i zgodnych z nim rękopisów J, C, D, S, zaznaczając osobno obok pomyłek lub drobnych zmian przepisywaczy także znaczniejsze różnice, jakie w wykazuje rękopis Z; w ten sposób mogą badacze literatury dla swoich celów z łatwością przywrócić i odbudować pierwotny tekst Kochanowskiego. Część druga (pieśni XXVI–XLVI) opiera się już cała na rękopisie Z (i jego późniejszym odpisie W), względem którego B i S służyły jedynie za probierz. Przyjmując jednak za podstawę dla części pierwszej rękopis P, dla drugiej Z2, nie krępował się wydawca niewolniczo tekstem obu rękopisów, lecz porównywując[62] ciągle wszystkie rękopisy pomiędzy sobą, poprawiał widoczne błędy i pomyłki P i Z2, a nadto przyjmował niekiedy do niniejszego wydania wyrazy i całe zwroty także z innych rękopisów, o czym niżej (w Odmianach rękopisów) szczegółową zdaje sprawę.

    55

    Co do wartości naszego przekładu, to nie uprzedzając ostatecznego sądu, który dopiero teraz, po wydaniu całości na podstawie szczegółowego studium będzie możliwy, tyle już dziś powiedzieć można, że tłumaczenie Orlanda, dokonane zwykłym wierszem 13-zgłoskowym (zamiast 11-zgłoskowego), nie układającym się w stance oryginału, lecz jedynie w strofy ośmiowierszowe, artyzmem i wiernością (o ile tego wyrazu o tłumaczu XVI w. używać można) stanowczo nie dorównywa Goffredowi. Jeżeli jednak za miarę wartości przyjmiemy nie ścisłą i niewolniczą wierność tak treści, jak i formy, lecz piękność języka, swobodę i naturalność opowiadania obok plastycznej wypukłości obrazów, czyli krótko mówiąc, jeżeli w ocenianiu zważymy na wrażenie, jakie przekład sprawia na czytelniku — a o co innego i oryginalnemu poecie nie chodzi — to wypadnie pracę Kochanowskiego postawić bardzo wysoko, wyżej nawet nad oba (jedno zupełne, drugie częściowe) tłumaczenia czasów najnowszych. Jedno z nich (częściowe) ogłoszono w „Bibliotece dzieł wyborowych” (Nr 181); oto dwie pierwsze strofy:

    Panie, Rycerze, broń, miłosne strzały,
    Dworskie i grzmiące sprawy, śpiewać życzę.
    Przez morza wtedy z Afryki zleciały
    Na szkodę Francyi Maury najezdnicze.
    Agramant był im wodzem, król zuchwały!
    Ten szedł drapieżne czynić tam zdobycze
    Mszcząc ojca, w starciu poległego wrażem
    Pod władcą, który Rzymskim był Cesarzem.
    Chcę też wyśpiewać rymowaniem śmiałem
    W Orlanda głowie dziwnych wzruszeń zmiany.
    Bo on z miłości zmarniał, tknięty szałem,
    Mąż ważny między Rycerskimi pany —
    Byle ta, której duszę mą oddałem
    I przez nią jestem, jak i on narwany,
    Skinieniem rączki swej nad wyraz miłem
    Dała mi spełnić to, co zamierzyłem.
    56

    Chciałbym się bardzo mylić, lecz przekład pana Felicjana nie wydaje mi się ani dość wiernym, ani swobodnym, ani poetyckim. Proszę przeczytać choćby tylko te dwie strofy w tłumaczeniu naszego Kochanowskiego: z wyjątkiem rymów, które już tłumaczowi XVI w. darować trzeba, wszystko u Kochanowskiego lepsze i piękniejsze. Ja przynajmniej wolę Kochanowskiego „płeć białą, bohatyry, wojny i miłości i godne pamięci dzielności”, niż Felicjana „panie, rycerze, broń (!) miłosne strzały (!), dworskie i grzmiące (!) sprawy”. Zapowiedź u tłumacza XVI w. „śpiewać będę” o ileż stosowniejsza i zgodniejsza z oryginałem niż wygniecione dla rymu „śpiewać życzę” nowoczesnego tłumacza. Wolę ja, że u Kochanowskiego „morskie brody przebyli Maurowie na francuskie szkody”, niż że u Felicjana „przez morza wtedy z Afryki zleciały (!) na szkodę Francyi Maury najezdnicze”. Albo trzy ostatnie wiersze tej strofy! „Drapieżnych (!) zdobyczy” w oryginale ani śladu; „wraży” chyba nie dowodzi, zda mi się, dobrego smaku, a zwrot „ojca, poległego pod władcą” też do zalet językowych policzyć trudno. Jakże po prostu wspaniale brzmią u Kochanowskiego te trzy wiersze, w dodatku prawie dosłownie wiernie oddane! A tak samo i strofa druga. Nie chcę bynajmniej twierdzić, że wszystkie strofy u Felicjana są takie złe, a u Kochanowskiego wszystkie takie dobre, jak te dwie pierwsze; to śmiem utrzymywać, że przekład Kochanowskiego obok pięknego i prawdziwie poetyckiego języka odznacza się nieporównaną swobodą i naturalnością i dlatego w czytaniu taki gładki, podczas gdy tłumaczenie Felicjana pod wszystkimi tymi względami niedomaga znacznie, że więc i wrażenie mimo „długi wieków przedział” sprawia Kochanowski dziś jeszcze daleko większe, aniżeli nowoczesny jego współzawodnik.

    57

    Obok niezupełnego przekładu Felicjana istnieje jeszcze drugie, zupełne tłumaczenie Orlanda, dokonane w ostatnich latach przez ks. Stefana Dembińskiego we Florencji. Dla porównania podajemy dwie pierwsze stance pieśni I:

    I
    Dziewic, rycerstwa, czyny wam opowie
    Pieśń ma, ich męstwo, gruchanie i żale,
    Za onych czasów, kiedy to Maurowie
    Do Francyi wpadli, przepłynąwszy fale,
    Agramantowi ich powstało w głowie,
    By w pierwszym gniewu, młodzieńczym zapale
    Śmierci Trojana, pomścić serca bolu
    Na onym wielkim cesarzu Karolu.
    II
    Chcę, by Orlanda pieśń ma to wsławiła,
    Czego nie zrobił jeszcze nikt z pieśniarzy,
    Jak go rozumu miłość pozbawiła,
    Choć był ceniony — jak się rzadko zdarzy;
    jeśli też owa, co mi (sic!) zachęciła,
    I słów potęga, którą przedtem darzy
    Mnie nie zawiedzie i dozwoli snadnie,
    Bym się z obietnic wywiązał dokładnie.
    58

    Jak widzimy, „mierzono tu siły na zamiary” i niedojrzały ten owoc wytrwałej pracy nie wyjdzie zapewne na świat z pyłów bibliotecznych Zakładu Ossolińskich, gdzie się obecnie (pod Nr 4374–4381) przechowuje. Tak tedy praca księcia naszych tłumaczów wytrzymuje śmiało porównanie z istniejącymi tłumaczeniami Orlanda i zapewne wiele jeszcze wody upłynie, zanim się znajdzie jaki pokrewny duchem Ariostowi tłumacz-poeta, który by nas obdarzył prawdziwie dobrym, nowoczesnym przekładem.

    59

    Przekład Kochanowskiego w ścisłym znaczeniu słowa zupełny nie jest: brak mu w ogóle 115 strof i o tę też liczbę zwrotek jest od oryginału krótszy. Ale i pod tym względem część I (pieśni I–XXV) wyróżnia się korzystnie od części II (pieśni XXVI–XLVI); podczas gdy bowiem w części I opuszczono jedną jedyną strofę, cała reszta opuszczeń, tj. 90 przypada na część II. Oto szczegółowy wykaz. Od pieśni I do XXIV liczba strof przekładu i oryginału jest w każdej pieśni ta sama; dopiero pieśń XXV okazuje w tłumaczeniu w porównaniu z oryginałem brak jednej strofy, mianowicie 59 oryginału. Następne pieśni są całe aż do XXXIII, w której znowu brak naprzód strofy 2 i 26, a 27 i 28 (oryginału) są zbite w jedną (25 tłumaczenia); brak wreszcie strofy 80, tak, że ta pieśń liczy w przekładzie o 4 strofy mniej (124 przekładu, 128 oryginału). Pieśń XXXIV cała; w XXXV pieśni brak strofy 9 oryginału. Pieśń XXXVI cała; w pieśni XXXVII brak strof 22, 23 i 114. Pieśni XXXVIII i XXXIX całe; dopiero w pieśni XL brak jednej strofy, 42 oryginału. Odtąd pieśni w tłumaczeniu są już wszystkie krótsze od oryginału. I tak w pieśni XLI brak 2 strof: 2 i 65, której ostatnie dwa wiersze pomieszczono w strofie 63 tłumaczenia; w pieśni XLII brak 5 strof: 20–22 opuszczone, a strofy 32 i 33 oraz 75 i 76 ściągnięto w obu wypadkach w jedną tj. 29 i 71 tłumaczenia. Największa jednak luka przypada na pieśń XLIII; brak tu aż 83 strof, bo naprzód całej, zresztą nieosobliwej w pomyśle, noweli o Argii i Anzelmie (strofy 64–144 oryginału), a nadto strof 173 i 174 oryginału. W następnej pieśni brak 17, 50 i 62 strofy oryginału, przez co pieśń ta [jest] w tłumaczeniu o 3 strofy krótsza (101–104). Pieśń XLV liczy w tłumaczeniu 112 pieśni, a więc o 5 mniej niż oryginał (117); pochodzi to stąd, że tłumacz dwa razy po dwie strofy oryginału (65+66=64 i 100+101=96) ściągnął w jedną, a opuścił zupełnie trzy: 30, 71, i 88. Wreszcie w pieśni ostatniej nie przełożył tłumacz 7 strof oryginału: 13, 14, 43, 50, 51, 92 i 103, przez co pierwotna liczba strof 140 zmalała do 133.

    60

    W końcu jeszcze słów parę o sposobie niniejszego wydania. Weszło już niemal w zwyczaj — zły czy dobry, nie rozstrzygam — spowiadać się we wstępie przed czytelnikiem z tajemnic czy grzechów wydawniczych, gdyż sprawa sama, z różnych względów dość zawiła, nie doczekała się dotąd zgodnego a stanowczego załatwienia. Nie pora i nie miejsce w ciasnych ramach wstępu roztaczać rzecz całą; ograniczymy się do kilku niezbędnych uwag. Wydawać Orlanda wiernie według pisowni rękopisów już z tego względu było rzeczą niepodobną, że jedyny rękopis, zawierający całość, tj. wszystkie 46 pieśni pochodzi z drugiej połowy XVII w.; pisany nadto aż 5 rękami, przeważnie prostaków, używających nawet niekiedy form gwarowych (np. gmła zam. mgła), za podstawę do wydania nie nadaje się wcale. Pominąwszy już bowiem tę okoliczność, iż mielibyśmy właściwie pięć różnych ortografii, to nawet w razie ujednostajnienia, gdyby było możliwe, dostalibyśmy jakąś pisownię z końca XVII w., a nie tę, której się trzymał i używał Kochanowski. Rzecz przedstawia się jeszcze gorzej, jeżeli zważymy, jak różnymi drogami chodzą nasze rękopisy a rzeczywista mowa narodu. Dość powiedzieć, że pominąwszy inne dziwactwa, wszelkie kreski i kropki nad głoskami uważali nasi przepisywacze dawnych wieków za rzecz zbyteczną, co w połączeniu z najfatalniejszym przecinkowaniem utrudnia nie tylko czytanie, ale i zrozumienie treści rękopisu. Z tym niedbalstwem, z tym złym zwyczajem, inaczej pisać a inaczej mówić, zerwaliśmy na szczęście już dawno i dziś wracać do niego, byłoby, najlżej się wyrażając, dziwactwem. Pozostawałaby jeszcze pisownia Goffreda, o której słusznie przypuścić można, że albo się jej trzymał Kochanowski, albo przynajmniej na nią się zgadzał, gdyż druk odbywał się zapewne pod ścisłym jego nadzorem. Ale i tu powtarza się, lubo może w stopniu niższym, to samo, co stanowi ujemną stronę rękopisów: drukom Cezarego daleko do tego, żeby oddawały należycie dźwięki i brzmienia żywego języka, a przy tym grzeszą, jak w ogóle wszystkie druki XVII w. ciągłą i wytrwałą nieustawicznością i niejednostajnością, która nas, przyzwyczajonych do czegoś wręcz przeciwnego, dotkliwie razić musi. Gdyby się więc nawet udało wydawcy rozumowaniem ustalić pewne zasady ortografii XVII-wiecznej, której pierwszą zasadą dowolność, i według tych zasad wydać z rękopisów Orlanda, to cała ta robota byłaby obciążona piętnem podmiotowości, a przez to pozbawiona owego tak słusznie przez gramatyków wymaganego przymiotu autentyczności i wierności. Odsyłając więc badaczy naszej głosowni i pisowni do pierwodruków, które znowuż dla XVII w. do rzadkości bynajmniej nie należą, a raczej do wydań Łazarzowych, gdyż jedynie sumienne i staranne druki tej firmy nadają się do tego rodzaju badań, podaje wydawca niniejszego Orlanda w szacie ortograficznej tegoczesnej z zachowaniem brzmień i form gramatycznych w pierwotnej postaci XVII w. Drukować bowiem angyoł lub anyoł, y, iednostayny, iakiey, napoy, piie, poymać, rozmaity, Bog, grob, pioro… a kazać czytać anioł, i, jednostajny, jakiej, napój, pije, poimać (tak zawsze u Kochanowskiego), rozmajty (tak zawsze u Kochanowskiego), Bóg, grób, pióro… byłoby to moim zdaniem, jeżeli już nie prostą niedorzecznością, to przynajmniej niepotrzebnym utrudnianiem czytania i zrozumienia. Tu by można zarzucić: „A przecie przodkom naszym w XVII w. dawano do czytania takie właśnie niedbałe druki (nie mówiąc o rękopisach), i ta niedołężna pisownia nie raziła ich wcale ani im nie przeszkadzała w czytaniu”. Mógłbym się powołać na owego Pińczuka, któremu było dobrze w błocie, bo przywyknął; wolę jednak powyższy zarzut odeprzeć uwagą, że kto nie zna rzeczy lepszej, ten mniej dobrą ma za doskonałość, i przeciwnie, kto zna lepszą, nie spojrzy na gorszą, i dlatego dziś każdy woli jechać pociągiem pośpiesznym niż zwykłym, choć różnica w czasie niewielka. To są rzeczy tak proste, a jednak wymagały uzasadnienia, skoro odzywają się głosy — przeważnie wśród nie-wydawców — żądające w wydaniach pisarzy, nawet XVII w. powrotu do nieudolnej pisowni (szkoda, że nie do szwabachy: to by dopiero była wierność!) wydań pierwotnych.

    61

    Ale zasada, [by] oddawać pierwotne brzmienia wyrazów pisownią dzisiejszą, na pozór tak prosta i naturalna, nastręcza przecież w wykonaniu, jak to zwykle bywa, trudności nie lada. Powodów jest dwa, naprzód brak umiejętnej, wyczerpującej historycznej głosowni, która by wydawcy mogła służyć za przewodniczkę, po wtóre taka zmiana niektórych brzmień w języku, że dzisiejszy czytelnik, nawet gramatycznie wykształcony, już ich w wymowie odtworzyć nie zdoła. Do takich przebrzmiałych głosek należy a tzw. pochylone. Pytam każdego nieuprzedzonego: po co kreskować (raczej wzorem XVI i XVII w. nie kreskować) a, kiedy ono dla wszystkich bez wyjątku czytelników (nie-badaczów języka) jest nieuchwytną marą elizejską, gdyż nawet ci, którzy, jak podpisany, mają jeszcze żywe poczucie tego a, w czytaniu go jednak wymawiać nie będą? Tak samo ma się rzecz i z e kreskowanym. W ostatnich znowuż czasach wygłoszono zasadę, żeby, posługując się zresztą pisownią dzisiejszą, nie kreskować o, gdyż w drukach XVII i XVIII, a po części i XVI w. owego kreskowania nie ma; w jednym wypadku zastosowano już nawet tę „historyczną” zasadę. Teoria ta ma dwie słabe strony. Naprzód, jeżeli ó nie jest historycznym, toć i j również nim nie jest, a przecież owego niehistorycznego j z wydań nie wyklucza się wcale, i słusznie, tylko ó. Po wtóre o używaniu pewnej głoski rozstrzygać powinna nie historyczność litery, lecz brzmienia: gdyby w XVII w. nie pochylano w wymowie o, w takim razie o niekreskowane (zam. ó) byłoby jako tako usprawiedliwione. Mówię jako tako, tj. w teorii, gdyż dzisiejszy czytelnik i tak by nie wymawiał Bog, grob, pioro… lecz Bóg, grób, pióro… Ale tak nie jest, bo pierwszy lepszy druk Łazarzowy przekonywa nas ponad wszelką wątpliwość o istnieniu owego ó w XVI w. i to w daleko szerszym zakresie niż dziś, a nikt chyba nie przypuści, żeby pochylanie miało następnie ustać, ażeby znowuż po półtorawiecznej przerwie drugim nawrotem pojawić się w języku. Z tych powodów zachowując ó (w dzisiejszym zakresie), zaniechano kreskowania a, tym bardziej, że wobec braku kresek w rękopisach rozróżnianie dwojakiego a w druku przedstawiałoby niepokonane niemal trudności, a byłoby i tak jedynie wynikiem podmiotowego zapatrywania wydawcy. Natomiast starano się usilnie o dokładne zachowanie brzmień i postaci gramatycznych, a za wzór służyły — z jednym wyjątkiem — nie rękopisy, niezgodne między sobą i zabarwione najczęściej właściwościami językowymi przepisywaczy, lecz język niewątpliwie Kochanowskiego, tj. ten, jaki mamy przed sobą w pierwszym wydaniu Goffreda z r. 1618; odtworzyć w Orlandzie pisownią dzisiejszą język Goffreda — to był ideał, który przyświecał wydawcy. Zadanie wobec bałamutnej niejednostajności i ciągłej dowolności pierwodruku niełatwe: trzeba było, choć z ciężkim sercem, odważyć się nieraz na wybranie jednej formy, głównie dlatego, że uwzględniając wszystkie odmianki, nie podobna ich było przecież w tym samym stosunku rozmieścić w Orlandzie, jak je spotykamy w Goffredzie. Oto kilka przykładów. Od gorący czytamy w Goffredzie goręczszy raz (XIII 65), najgoręcszy również raz (XVI 48), wreszcie najgorętszy cztery razy (III 3; VI 51, 57; XV 36); wybrano dla Orlanda, nie oglądając się na rękopisy, formę -tszy. A oto przykład przeciwny. Dzisiejszą końcówkę 2. stopnia -ższy (od ciężki, ubogi…) oddaje pierwodruk Goffreda zwyczajnie przez -zszy; w czterech wypadkach (VI 34; XIX 89, 105, 128) czytamy jednak -ższy — i tę właśnie formę przyjęto dla Orlanda z uwagi, że w pierwszym wydaniu zapewne tylko przez niedbalstwo nie dawano kropki nad z. Może największy kłopot sprawiały końcówki przymiotnikowe i zaimkowe przypadków 6. [Miejscownik] i 7. [Wołacz], obu liczb i 3. [Celownik] liczby mnogiej, gdyż brzmienie ich waha się w pierwodruku Goffreda między -em, -emi a -ymy -ymi. Język Kochanowskiego, sądząc z Goffreda, przechyla się jednak stanowczo ku formom z e; i tak -em l. poj. napotykamy w pierwszej pieśni 58 razy, gdy tymczasem -ym tylko 13 razy; co zaś do przypadków lm., to czytamy je zwykle w formie -em i -emi, a tylko wyjątkowo -ym, -ymi. Przyjęto jednostajną formę z e, z wyjątkiem im (więcej, lepiej…), który i w pierwodruku Jerozolimy zawsze w tej formie się pojawia. Inaczej ma się rzecz z podwójnymi formami był, była, było i beł, beła, beło, które obok siebie, niekiedy w jednym wierszu Goffreda czytamy. Posiadamy na szczęście rękopis z r. 1622 (P), który owe formy w podobny sposób, jak pierwodruk, oddaje, z czego oczywiście pochopnie skorzystano; w pieśniach XXVI–XLVI w braku odpowiedniego rękopisu — P zawiera tylko pierwszych 25 pieśni — trzeba się było znowuż uciec do ujednostajniania i stosując się do większości wypadków w Goffredzie i w P, pisać wszędzie beł (e zamknięte), gdy tymczasem samogłoska otwarta (była, było…) pozostała niezmieniona. Zresztą starano się, ile można, zachować wiernie właściwości Goffredowego języka nawet w takich drobiazgach, jak podomno, ponno, ścieszka (bo 2. [Dopełniacz] lm. ścieszek), zwyciężca, śkło, garło, i formy podwójne, jak wszytek obok wszystek, prędki obok prętki (bo prędzej i pręcej), przymować obok przyjmować, nalepszy obok najlepszy, miedzy i między, mieszkać i mięszkać, mieszać i mięszać, jechać i jachać, powiedać i powiadać, pojźrzeć, poźrzeć, pojrzeć, a nawet pojźreć itd.

    62

    Rękopisy. Do całego Orlanda posiadamy właściwie tylko jeden rękopis, i to dość późny, gdyż pochodzi z drugiej połowy lub nawet z końca XVII w. Jest nim kodeks cieszyńskiej tzw. Szersznikowskiej miejskiej biblioteki, który w skróceniu oznaczam literą S. Zresztą istnieją rękopisy, zawierające tylko jedną, pierwszą lub drugą, część poematu; nawet dwa rękopisy biblioteki Zamoyskich, obejmujące całego Orlanda, nie pochodzą z jednego czasu i znalazły się w jednej bibliotece tylko przypadkiem. Że zaś trudno przypuścić, ażeby przepisywano jednocześnie tylko część jedną, a opuszczano zupełnie część drugą, więc domysł nie będzie może zbyt śmiały, że każdemu obecnie istniejącemu odpisowi jednej części musiał pierwotnie odpowiadać zaginiony już dziś odpis części drugiej. W ten sposób otrzymalibyśmy ślad istnienia co najmniej dziewięciu odpisów całego Orlanda, co stanowi, jak na nasze stosunki, liczbę wcale pokaźną i dowodziłoby wielkiej poczytności krążącego w odpisach poematu.

    63

    1. Zaczynamy od rękopisu Szersznikowskiego (S), znajdującego się w miejskiej bibliotece w Cieszynie. Są to dwa folianty z 2. połowy XVII w. 30 x 19 cm, oznaczone D.D. IV 6 a i D.D. IV 6 b oprawione, jak się zdaje, współcześnie w tekturę z grzbietem pergaminowym. Na grzbiecie obu rękopisów przylepiona kartka z napisem (ręką XIX w.): „Andr. Ogłodowski Poemata polonico sermone”. Na pierwszej (niezapisanej) karcie tomu II czytamy następujące wiersze, napisane ręką XVIII w. (może pierwszej połowy):

    In nomine Domini. Amen.
    Były niebiosa Wypolerowane
    Były nad krzystał Swietnieisze Obłoki
    Mymusnął (sic!) Czoło Phebus moglowane (sic!)
    Blask grzbiet Olimpu Ogarnuł (sic!) Wysoki
    I Aquilony Aeolus Vzdane
    Zataraszował W Iaskini głęboki
    Wesoły Był dzin (sic!) ptaszęta śpiewaly
    Slicnym Zephiri smerem przygrawały.
    64

    Na stronie pierwszej (zapisanej) u dołu w obu tomach podpis właściciela jedną ręką (znacznie późniejszą): „Leopoldi Scherschnicii”, z tą tylko różnicą, że w tomie I ów podpis znajduje się pod strofą 37 (pieśń I); bo też tom ten zaczyna się dopiero od [pieśni] I 33, w. 4: widać, że podpisany właściciel nabył ten tom już niezupełny. Cztery ostatnie karty mocno u dołu nadpsute. Tom I (pieśni I–XXV) liczy stron 572, tom II (pieśni XXVI–XLVI) kart 261. W tomie I można odróżnić trzy odmienne pisma, w II nawet pięć. Szczegółowo przedstawia się rzecz tak:

    65

    Ręka A pisała pieśni: I, IV, V, VI, VII, IX, XII, XIII, XIV, XVI, XVII 51, 6–74, w. 3; 80–132; XVIII, XIX, XX, XXII, XXIII 1–129, w. 5; 132–136, XXIV, XXV.

    66

    Ręka B: II, III, VIII, X, XI, XV, XVII od 133 do końca; XXI, XXIII 129, w. 6–131.

    67

    Ręka C: XVII 1–51, 5; 74, 4–79.

    68

    W tomie II ręka A pisała: XXVI 46–53; 66 do końca; XXVII 1–121; XXVIII, XXIX, XXX, 1–23; 66.

    69

    Ręka B: XXVI 38 i 39; XXXIX 63–66, 78 do końca; XL 16, 3–19, w. 5; 80 do końca; XLVI 14–63.

    70

    Ręka C: XXVI 1–37, 40–45, 54–65; XXXII 1–94, w. 4; XXXVIII 9–14; XXXIX 19; XLI 59 [do] 65, w. 1; XLII 81, w. 3 [do] 83, w. 4.

    71

    Ręka D: XXVII od 122 do końca; XXX 24–65 [i od] 67 do końca; XXXI 78–85; XXXII 94, w. 6 do końca.

    72

    Ręka E: XXXI 1–77 [i od] 86 do końca; XXXIII; XXXIV; XXXV; XXXVI; XXXVII; XXXVIII 1–8 [i od] 15 do końca; XXXIX 1–18, 20–62, 67–77; XL 1–16, w. 2; 19, 6–79; XLI 1–58 [i od] 65, w. 2 do końca; XLII 1–81, w. 2 [i od] 83, w. 5 do końca; XLIII; XLIV; XLV; XLVI 1–13 [i od] 64 do końca. Z tej właśnie ręki pochodzi podpis pod ostatnią strofą poematu: „Andreas Ogłodowski”.

    73

    Nieosobliwi to pisarze. Nie podobna mi ich tu wszystkich charakteryzować szczegółowo; powiem tylko, że opuszczają niekiedy wiersze, a nawet całe strofy, to znowu przerzucają wiersze i strofy, ba, całe ustępy na niewłaściwe miejsce, a pisownia, nawet na koniec XVII w., wprost ohydna: dobre im nawet takie gwarowe formy, jak wzięni i gmła.

    74

    2. Rękopis biblioteki hr. Zamoyskich, Nr 1051 (Z), zawierający całego Orlanda, nie jest jednolity. Z1 pochodzi, jak z pisma widać, z 2. połowy XVII w., oprawa (obu tomów) świeża z herbem Zamoyskich; jest to folium 29,2 x 17 cm, liczące stron 608, z których dwie ostatnie doklejone i dopisane ręką XIX w. (XXIII, 130–136); zawiera pierwszych 23 pieśni, pisanych (z małymi bardzo wyjątkami) jedną ręką; tylko ustępy I 35–36; XX 34–37 i 130–135; XXII 98 pochodzą z innej ręki (B), a XVIII 80, w. 1–2 i połowę 3 wpisała ręka C. Poprawek prawie że nie ma; co najwięcej dopisany wiersz na boku (II 50, w. 4; XVII 29, w. 5–6) lub wpisany w środek między inne wiersze (VI 74, w. 6). W pieśni V 67 jest tylko początek w. 1: „Niewiem jeśliś…” i w. 2 „I ostre…”.

    75

    Rękopis Z2; [wymiary] 28 x 17,5; kart 312; jest znacznie starszy, pochodzi bowiem, jak można wnosić ze sposobu pisania dużego A na podobieństwo małej greckiej alfy, z pierwszej połowy XVII w.; autografem jednak nie jest, gdyż pismo Kochanowskiego, znane z podobizny u Wierzbowskiego w Materyałach i przekalkowanego przez Dra A. M. Kurpiela podpisu na liście z r. 1608 (do Szyszkowskiego), jest znacznie odmienne. Zawiera pieśni XXIV–XLVI, pisane nader starannie jedną ręką; taż sama ręka czyniła poprawki z wyjątkiem pieśni XXVI, w której (obok poprawek pisarza XVII w.) jakiś pseudoklasyk z początku XIX w. zaczął wygładzać chropawe, jak mu się zdawało, wiersze Kochanowskiego; na szczęście nie ma tych poprawek dużo (w strofie 2 dwa wiersze, w 7 dwa, w 10 dwa, w 29 cztery, w 20 dwa) i nie zasłaniają wcale pierwopisu. Rękopis Z2 odznacza się także wśród innych tym, że brak w nim tylko 2 wierszy (XLI 29, w. 7–8). Formę Ludowik (Ariost) przejęliśmy z tytułu tego właśnie (może najstarszego) rękopisu: Druga cześć Ludowika Ariosta.

    76

    3. Rękopis 4 1/39 biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego (W); [wymiary] 29,3 x 17,8; kart 317 z drugiej połowy XVII w. jest odpisem, przeważnie dość wiernym Z2 i zawiera, jak jego prototyp, pieśni XXIV–XLVI. Jak świadczą dopiski po pieśni XXV (karta 34) i XXXI (karta 120) „natrafił na to rękopismo przypadkiem” Kajetan Kwiatkowski (od którego właśnie oba dopiski pochodzą) i nabył je do swej biblioteki w r. 1821. Rękopis przeszedł naprzód darem, jak świadczy dopisek tegoż Kwiatkowskiego na karcie 1, do biblioteki Towarzystwa Przyjaciół Nauk, a następnie dostał się razem z innymi zbiorami do biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego. Kwiatkowski przypisuje ten przekład któremuś z Morsztynów, „w czym podobieństwo z toku wiersza, smaku i używania wyrazów wnosi”.

    77

    4. Rękopis Biblioteki Poturzyckiej (P) hr. Dzieduszyckich we Lwowie; [wymiary] 33,5 x 20,5; kart 141. Oprawa (może z początku XVIII w.) w brunatną skórę z wyciskami srebrnymi, na środku w ozdobach jakby owalny medalion, w nim figura Chrystusa na krzyżu i dwie niewiasty obok, wszystko wyciśnięte w złocie. Na ostatniej karcie (141, niezapisanej) u góry dopisek, w znacznej części albo wygryziony przez mole albo zalany atramentem, odczytać jednak można jeszcze: „a° 1622 Franciscus… Caesarius tipo[graph]us regius”. Na karcie 1 (niezapisanej) napis pismem końca XVII w. lub początku XVIII w.: Xiega Manuscriptorum Wierszow Polskich; niżej „Dono accepi a Perillustri et Admodum Rndo Domino Mathia Augustino Wolski Canonico Camenecensi Custode Gnali Miechoviensi et Praeposito S. Hedvigis ad Cracoviam Stradomiensi”. Cały rękopis pisany jedną ręką bardzo starannie w dwie kolumny (z wyjątkiem początku, a niekiedy końca pieśni) bez poprawek, co najwięcej wpisany wiersz, przez pomyłkę opuszczony (XII 54, w. 6). XVIII 143, w. 6 napisany tylko początek wiersza: „Ten żagle” z dodatkiem „etc.”, w pieśni XX na strofy 23–29 zostawiono puste miejsce, które jednak pomieścić może tylko 5 strof.

    78

    5. Rękopis Biblioteki Jagiellońskiej Nr 11 (J) z pierwszej połowy XVII w., [wymiary] 28,5 x 18,5; kart 316, oprawiony w białą skórę (może w XVIII w.), zawiera pierwszych 25 pieśni, pisanych starannie dwiema rękami ([ręka] A [pieśni] I–XIV 42; [ręka] B [pieśni] XIV 43 do końca) bez poprawek; niekiedy brak całych wierszy i — rzecz dziwna — całej XIX pieśni. A oto druga zagadka: w pieśni XXV zamiast strof 55–63 innych rękopisów (P, C, D, S, Z2, W), zgodnych z oryginałem, podaje ten rękopis przeróbkę słabszą, którą tu dla dokładności przytaczam.

    55
    Co ja z dziwną ochotą zaraz uczyniłem,
    Bom się też już był na to śmiele odważyłem,
    Nimem jednak ostatek poskładał odzienia,
    Prosiłem, by usiadła trochę, a leżenia
    Poniechała, mając jej dziwną rzecz powiedzieć,
    O której sama tylko miała ona wiedzieć.
    Na co ona z radością wielką pozwoliła,
    I abym nic nie taił, usilnie prosiła.
    56
    Siadszy tedy oboje, rzekłem słowy temi
    Do niej: «Gdym stąd onegdaj jechała sporemi
    Kłusami (myśląc prędko w domu się przywitać
    Z swą bracią i siostrami), przyszło mi się pytać,
    We wsi jednej, którąbym jak najprodszą (sic!) drogą
    W Jasnej Górze stanęła swoją własną nogą?
    A gdy mi pokazano jednę ścieszkę krzywą,
    Udałam się nią, jadąc imo wodę żywą
    57
    Rzeki bystro płynącej, kędy się kąpała
    Nimfa jedna, która jak skoro mnie ujźrała,
    Mile mnie pozdrowiwszy, dokądbym tak śpiesznie
    Jechała, zopyta mnie, i gdziem wczora wcześnie
    Nocowała. Na co ja bardzo się zdziwiwszy,
    Zastanowię się trochę i nic nie myśliwszy,
    Wszystkom jej powiedziała, jakoś mnie strudzoną,
    U zdroju między lasy znalazła uśpioną,
    58
    I w towarzystwo z sobą wzięła, obudziwszy,
    Potym w osobnym miejscu inszych zostawiwszy,
    Serceś swoje zranione przedemną odkryła,
    Które omylna postać męska zniewoliła,
    A potym obaczywszy błąd mniemania swego,
    W wielkim żalu zostałaś smutku serdecznego,
    Gdyś nie mogła ugasić chęci rozpalonych,
    Samym niepodobieństwem bardziej rozżarzonych;
    59
    I jakeś bogów swoich usilnie prosiła,
    Żeby ich moc jednę rzecz w przeciwną zmieniła;
    Na ostatek, jakoś mię z zamku prowadziła,
    Udarowawszy, potym mile obłapiła.
    Którą to powieść moję pilnie wysłuchawszy,
    Ona bogini rzecze, nieco się zdumiawszy:
    »Nigdyby[m] temu przedtym była nie wierzyła,
    Żeby jeszcze ta prawda między ludźmi była,
    60
    Ta prawda, mówię, która dawno wypędzona,
    W świecie się nie znajduje, sromotnie zelżona
    Od wszystkich, lecz się w tobie wielce popisuje,
    Bo mi przez twoje usta siebie znamionuje,
    A mianowicie skrytość dwóch serc znamienitych,
    Od zawisnej fortuny i Park nieużytych
    Zmyśloną urodziwej płci męskiej zasłoną
    Ułowionych, gładkością zbytnią ozdobioną.
    61
    Które serca zwyczajną posilić słodkością
    Mogłabym w skutku samym, by więtszą miłością
    Pałały, tym wzruszona, iż wszystko prawdziwie
    Powiedziałaś przedemną, strzegąc się kłamliwie
    Czego wyrzec; i mądrze, bowiem nic nie tajno
    Przed nami, boginiami, i owszem zwyczajno
    U nas to jest ludzkim się sprawom przypatrywać,
    Złemi bardzo się brzydzić, dobrym się dziwować.
    62
    I lubobyś cokolwiek była zataiła,
    Wielkimbyś się przedemną wstydem zapaliła;
    Nie dla czegom cię bowiem inszego pytała,
    Tylko, żebym szczerości twojej spróbowała.
    W nagrodę której, w tym cię upewniam bezpiecznie,
    Że każdy twojej prośby otrzymasz koniecznie
    Skutek«. Co ja z weselem wielkim usłyszawszy,
    Za taką dobroczynność jej podziękowawszy».
    79

    Z ręki B pochodzi na karcie 316 dopisek, ogłoszony już przez Przybylskiego i Wisłockiego (Kat. rkpsów uniw. Jag.); mimo to powtarzam go dla jego ważności: Scito Generose Lector huc vsque Poema fuisse Nobilissimi Viri Petri Kochanouii, qui morte immatura praeuentus pulcherrimo non imposuit Colophonem operi; ne igitur magnificus labor sua corrueret imperfectione (bona fide testor, non ea animi ductus arrogantia, vt me sublimi acerrimoque comparem ingenio, e squilla si quidem rosam nasci impossibile duco, lunaeque radiis non maturescere botrum haud sum ignarus) sumpsi redigendi provinciam meae minus conuenientem tenuitati, nisi humanissimus fauore supplebis defectum. Aue, faue Caetera carmen habet, si lubeat.

    80

    6. Rękopis biblioteki XX Czartoryskich (C) z połowy XVII w.; [wymiary] 29,5 x 18,5; stron 665; oprawiony w zielony pergamin z linijkami wkoło złotymi; pisany jedną ręką bez poprawek, zawiera pieśni I–XXV. Na 1 stronie ręką początku XIX w. „W Warszawie Zł. 4”, nieco niżej tąż samą ręką: „Orland Szalony od 1 do 25 xięgi”. Na stronie 2 i 3 pięć strof ośmiowierszowych inną ręką, które tu podajemy:

    NA DZIEŃ UROCZYSTY
    S. IAGNIESZKI PANNY Y MECZENNICZKI
    IEYMOSCI PANI IAGNIESZCE BESTICI.
    Anioła w ciele ułomnym wystawia,
    Kościoł nam święty dorocznią ponawia,
    Gdy dziś pamiątkę cnej oblubienice
    I ukochanej Bogu gołembice.
    Ta Barankowi wiecznie poślubiona,
    Iego iest świętym imieniem rzeczona,
    Sam ią Baranek gdy sobie rękuje,
    Agnieszką to iest Owieczką mianuie.
    Godność to wielka, kogo przedwieczny Bog
    Nietylko liczy w liczbie swych wiecznych sług,
    Ale tesz własnym imieniem ozdabia,
    Kogo do trzody swoiey przysposabia,
    Pasterz Niebieski, który co rzecz dziwna,
    Rzecz niesłychana, y światu przeciwna
    Sam iest Pasterzem, sam iest y Barankiem,
    Oraz y Oycem, oraz y kochankiem.
    Niebu Owieczkę świat isz był powinien,
    Oddał ią przez miecz, a ktosz temu winien?
    Miłość zaprawdę, miłość Christusowa,
    Miłość odważna, miłość Nektarowa.
    Ta świętey Pannie męki osłodziła,
    Ta czyste pierśi męstwem uzbroiła,
    Przez ogień, przez miecz do Baranka swego
    Poszła Owieczka z wieku dziecinnego.
    Ey toć iusz pono Baranka nikomu
    Nie da Owieczka z Niebieskiego domu?
    Da: bowiem w niebie zazdrość nie panuje:
    Otoć Baranka dzisia ofiaruie
    Zacna Matrono, za iedno wiązanie,
    I święta twego na powinszowanie.
    Czyli Baranek, nie wiem czy iagniątko,
    To wiem, ze ciche, ze nieme bydlątko.
    Szczyrey dobroci zywy to iest abrys,
    Nad którym Muza pisze taki napis:
    Iako Baranek wzór iest niewinności;
    Takeś ty wszelkiey wzorem przystoyności
    Zacna Matrono y cnot znamienitych
    Żywym obrazem, y darów obfitych.
    Tak wysokiemi uczczona przymioty,
    Zyi, Cna Matrono, zyi długo wiek złoty.
    81

    Tytuł i niektóre wyrazy, jak Bóg, Agnieszka, Christusowa, oraz pierwsza litera każdej strofy powleczone złotem. Pismo nie Kochanowskiego, znacznie późniejsze, wiersz nieudolny wykluczają wszelką myśl, jakoby nasz tłumacz miał ten rękopis ofiarować Agnieszce Bestici. Dodam, że mąż Agnieszki, Oktawian Bestici, był kupcem krakowskim i umarł w r. 1665, gdyż tę datę nosi inwentarz, po jego śmierci spisany, a dochowany w zbiorach Akademii.

    82

    7. Rękopis biblioteki Dzikowskiej (D) hr. Tarnowskich z XVII (około połowy) w.; [wymiary] 29,5 x 19; stron 584; oprawiony w żółtą skórę współcześnie. Zawiera pieśni I–XXV 1–96, w. 3; brak [od pieśni] XII 87, w. 6 [do] XIII 1–12, w. 2; karta ze stronicami 193–194 (pieśń X 60, w. 3–69) wyrwana; alegorii nie ma. Na stronie 1 wyciśnięto: „I. Stokowski R. G. W. K.”. Pismo jednej ręki z bardzo nielicznymi poprawkami innej ręki, która też brak tu i ówdzie wiersza zaznaczyła na boku: „NB, defectum”.

    83

    8. Rękopis biblioteki hr. Baworowskich (B) we Lwowie z XVII w.; [wymiary] 24,5 x 18; oprawiony w skórę brunatną z złotymi wyciskami na grzbiecie (jak się zdaje, w w. XVIII); liczy stron 758, z czego 719–730, 739–758 niezapisane. Na wewnętrznej stronie tylnej okładki litografowane ex libris z herbem Jelita i „L. Dembowski”. Na czele tytuł ręką XIX w.: Orland Szalony, poema heroi-komiczne w XLVI pieśniach przez Ludwika Ariosta po włosku napisane, a przez Piotra Kochanowskiego, Kawalera Maltańskiego, sekretarza Królewskiego na Polskie przełożone. Roku 1618. Na drugiej stronie 1 karty jest naprzód umieszczona „Wiadomość o tłumaczu Rolanda (sic!) Szalonego” (same znane ogólniki) z podpisem „I. C. R. 1 12/28 Pułtusk”. Taż sama ręka dopisała jeszcze poniżej: „Ostatni właściciel tej książki JP. Józef Glaubicz Rokossowski utrzymywał to za pewne podanie, że w większej części jest zapisane własną ręką Kochanowskiego. Nabyłem ten rękopism w r. 1818 w Kaliszu”. Wreszcie na stronie 3 dopisała inna ręka: „Rękopism ten (vide Bendkowskiego Literatura) ma się znajdować w bibliotece po X-ciu Albercie Sasko Cieszyńskim. Ja go nabyłem za zł. 100 od pułkownika Regulskiego w r. 1835. Leon Dembowski”. Rękopis zawiera pieśni XXVI–XLVI 1–57, pisanych przeważnie jedną ręką; tylko ustępy XLI 43–64 i XLII 46–51 pochodzą z innej ręki (z końca XVII lub pocz. XVIII w.), a pismem XIX wieku dopisano XXVI 1–9 i 70–82 (wszystko wedle liczenia przestrzeganego w rękopisie).

    Ważniejsze odmianki rękopisów[63]

    Pieśń I

    84

    Allegorye. „Zawady” [w rękopisach:] P, J, C, D; Zwady” [w rękopisie:] Z.

    85

    3, w. 8. „Ten, co daje, co może i na co go staje” [w rękopisach:] P, J, D; „Ten to daje…” [w rękopisie:] C; „Ten to daje, co może, i na to go staje” [w rękopisie:] Z.

    86

    13, w. 2. „wczas” [w rękopisie:] Z; „wciąsz” [w rękopisach:] P, J, C, D.

    87

    15, w. 7. „A też” — wydawca; „A że” [w rękopisach:] P, J, C, D, Z.

    88

    23, w. 1 „(…) kiedy nie wiedzieli” [w rękopisie:] Z; „kędy (…)” [w rękopisach:] P, J, C, D.

    89

    26, w. 5. „I z jadowitą mową” [w rękopisach:] P, J, C; „I jadowitą” [w rękopisach:] D, Z.

    90

    33, w. 2 „(…) okropne lasy” [w rękopisach:] P, J, C, D; „okrutne (…)” [w rękopisie:] Z.

    91

    4. „drzewa” [w rękopisach:] P, D, Z, S; „drzewo” [w rękopisach:] J, C.

    92

    37, w. 6. „Na wczesne” [w rękopisach:] P, J, C, S; „Na wdzięczne” [w rękopisie:] Z; „Na wietrze” [w rękopisie:] D.

    93

    7. „pomieszało” [w rękopisach:] P, C, D, Z, S; „pomieszały” [w rękopisie:] J.

    94

    38, w. 3. „Tam sobie” [w rękopisach:] P, C, S; „Tam w sobie” [w rękopisach:] J, Z, D.

    95

    39, w. 3. „Biją wątpliwe” [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „wątpliwe” [w rękopisie:] Z.

    96

    40, w. 6. „tygrzycę” [w rękopisach:] P, C, S; „tygrysę” [w rękopisach:] J, Z; „tygrydę” [w rękopisie:] D.

    97

    69, w. 2. „z konia” [w rękopisach:] P, J, D, S; „z siodła” [w rękopisach:] C, Z.

    Pieśń II

    98

    18, w. 6. „A wzdychaniem” [w rękopisach:] C, D, Z, S; „A z wzdychaniem” [w rękopisach:] P, J.

    99

    27, w. 7. „przypadł” [w rękopisach:] P, C, Z, S; „przepadł” [w rękopisach:] J, D.

    100

    63, w. 7. „I że go z tem i teraz do niej (…)” [w rękopisie:] D; „I że z tem do niego” [w rękopisach:] P, J, C, Z, S.

    101

    70, w. 4. „odjechał” [w rękopisach:] C, D; „ujechał” [w rękopisach:] P, J, S, (w [rękopisie:] Z1 tego wiersza brak).

    102

    76, w. 3, 4, 6. [w rękopisach:] P, J, C, D, S.

    103

    w. 3. „Bo się osęka długa u spodku podniosła”;

    104

    w. 4. „Kiedy w gront uderzyło, jak do ziemie doszła”;

    105

    w. 6. „Bo się za rozczośnieniem powoli łamała” [w rękopisie:] Z.

    Pieśń III

    106

    3, w. 6 „(…) to ja na tym czynie” — wydawca; „bo ja” [w rękopisach:] P, J, C, D, Z, S.

    107

    8, w. 2. [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „Nabożeństwem, skruchami” [w rękopisie:] Z.

    108

    16, w. 8. „Co wszytek świat” [w rękopisach:] C, D, S; „I wszytek” [w rękopisie:] J; „Wszytek” [w rękopisie:] P; Które ten świat ozdobi? [w rękopisie:] Z.

    109

    21, w. 8; 22, w. 1. „z karty” [w rękopisach:] C, Z; „z czarty” [w rękopisach:] P, J, D; „z czartem” [w rękopisie:] S.

    110

    35, w. 6. [w rękopisie:] D; „I Piceny i Umbry wnet opanowało” [w rękopisach:] P, C; „I Picenów i Umbrów moc opanowało” [w rękopisie:] Z; „I w Picenach i Umbrach wnetby panowało” [w rękopisach:] J, S.

    111

    46, w. 2. „(…) i swoje stanowi” [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „jako mu stanowi” [w rękopisie:] Z.

    112

    55, w. 3. „(…) los Marsa odmienny” [w rękopisie:] Z; „z losem Mars odmienny” [w rękopisach:] P, D; „złotem Mars odmienny” [w rękopisach:] J, C, S.

    113

    4. „obfitej Rawenny” [w rękopisie:] Z; „żyznej Nowterenny” [w rękopisach:] P, J, C, D, S.

    114

    68, w. 4. „Jako kiedy nań przyciąć” [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „I jako kiedy nań sieć” [w rękopisie:] Z.

    115

    74, w. 5. „w wtórem pomyśleniu” [w rękopisach:] P, J, C, S; „w twojem pomyśleniu” [w rękopisach:] D, Z.

    116

    76, w. 7. „o płci, o rodzinie” [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „o inszej rodzinie” [w rękopisie:] Z.

    Pieśń IV

    117

    1, w. 8. „mało doznawamy” [w rękopisach:] P, J, C, S; „nadto” [w rękopisie:] D; „często” [w rękopisie:] Z.

    118

    19, w. 2. „siodłu” [w rękopisach:] P, J, C, S; „siodła” [w rękopisach:] D, Z.

    119

    20, w. 7. „to nim wkoło kręci” [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „to nim zaś w bok kręci” [w rękopisie:] Z.

    120

    31, w. 8. „i miał swe zabawy” [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „i wziął się zabawy” [w rękopisie:] Z.

    121

    39, w. 2. „nicianemi” [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „siecianemi” [w rękopisie:] Z.

    122

    42, w. 8. „włożony” [w rękopisach:] P, C, D, S, Z; „złożony” [w rękopisie:] J.

    123

    51, w. 8. „Dźwięki wojennych żelaz” [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „Dźwięk w się tłukących żelaz” [w rękopisie:] Z.

    124

    53, w. 5. „siła wiodła” [w rękopisach:] P, J, C, S; „zwiodła” [w rękopisie:] D; „podła” [w rękopisie:] Z.

    125

    58, w. 8. „Dowód” [w rękopisach:] P, J, C, S; „Powód” [w rękopisach:] Z, D.

    126

    62, w. I. „Więc i posag” [w rękopisach:] P, D, Z; „Więcej” [w rękopisach:] J, C, S.

    127

    65, w. 3. „z tej miary” [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „tej kary” [w rękopisie:] Z.

    128

    4. „żadnej kary” [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „z żadnej miary” [w rękopisie:] Z.

    Pieśń V

    129

    4, w. 4. „w lasy i niemieszkaną puszczą wprowadzoną” [w rękopisie:] D, „Daleko, chcąc ją zabić, w las zaprowadzoną” [w rękopisie:] Z, „Daleko, zamordować chcąc, w las wprowadzoną” [w rękopisach:] J, C, S, „Daleko, zamordować chcąc, zaprowadzoną” [w rękopisie:] P.

    130

    8, w. 6. „ucześnikiemem siebie” [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „sobie” [w rękopisie:] Z.

    131

    13, w. 7. „Ponieważ w Szkocyej nikt nad niego” [w rękopisie:] Z, „Ponieważ i w Szkocyej nikt nadeń” [w rękopisach:] P, J, C, D, S.

    132

    29, w. 3. „Dawniej, niżliś ty począł; zaczem ci być tajne” [w rękopisie:] Z, „Dawniej, aniżliś ją ty poznał, i być tajne” [w rękopisach:] P, J, C, D, S.

    133

    4. „Nie mogą te miłości nasze” [w rękopisie:] Z; „Już nie mogą te nasze chęci” [w rękopisach:] P, J, C, D, S.

    134

    5. „jest zapał” [w rękopisie:] Z; „miłość” [w rękopisach:] P, J, C, D, S.

    135

    32, w. 1. „Jeżeli chcesz, jam przysiądz” [w rękopisie:] Z; „Jeśli chcesz, jam ci przysiądz” [w rękopisie:] D; „I jeśli chcesz, jam przysiądz” [w rękopisach:] P, J, C, S.

    136

    34, w. 2. „w różnych potrzebach” [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „potyczkach” [w rękopisie:] Z.

    137

    5. „zasług jego” [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „zasług godnych” [w rękopisie:] Z.

    138

    40, w. 2. [w rękopisach:] P, J, C D, S; „Jawne ludzie więc zwykli zwodzić” [w rękopisie:] Z.

    139

    46, w. 6. „osławić i wydrzeć” [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „ułowić, pomazać” [w rękopisie:] Z.

    140

    7. ,Ja, com” [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „któram” [w rękopisie:] Z.

    141

    53, w. 4. „do piersi” [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „do boku” [w rękopisie:] Z.

    142

    55, w. 8. „o zdrowie” [w rękopisach:] P, J, C, S, Z; „na zdrowie” [w rękopisie:] D.

    143

    56, w. 5. [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „Żaden, żaden przyczyny odjazdu” [w rękopisie:] Z.

    144

    60, w. 6. „przypominając” [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „na myśl przywodząc” [w rękopisie:] Z.

    145

    66, w. 4. „i zbytnie się zdumiał” [w rękopisie:] Z; „zbytecznie się zdumiał” [w rękopisach:] P, J, C, D, S.

    146

    82, w. 7. [w rękopisach:] P, C, J, D, S; „wtem przed królem wnet stanie, a lud biegł, chcąc wiedzieć” [w rękopisie:] Z.

    Pieśń VI

    147

    12, w. 4. „ten ogień” [w rękopisie:] Z; „te gniewy” [w rękopisach:] P, J, C, D, S.

    148

    19, w. 8. „i morze brodziła” [w rękopisach:] J, C, S; „i w morze wchodziła” [w rękopisach:] P, Z, D.

    149

    37, w. 6. „mniemali” [w rękopisie:] Z; „widzieli” [w rękopisach:] P, J, C, S, D, (w [rękopisie] D, druga ręka dopisała u góry: „patrzali”).

    150

    50, w. 3. „I niestatku” [w rękopisie:] Z; „Niestałości” [w rękopisach:] P, J, C, D, S.

    151

    59, w. 8. „za złoto właściwe” [w rękopisie:] Z; „za złoto własne jest” [w rękopisach:] P, I. C, S; „że złoto własne jest” [w rękopisie:] D.

    152

    65, w. 5. „wziąwszy” [w rękopisie:] Z, P; „wdziawszy” [w rękopisie:] D; „zdjąwszy” [w rękopisach:] J, C; (w [rękopisie] S tego wiersza brak).

    153

    67, w. 4. „I pamięć ćmił” [w rękopisie:] D; „I pamięci i zmysły” [w rękopisie:] Z; „I pamięć jem i zmysły” [w rękopisach:] P, C, S.

    154

    74, w. 8. [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „Miłosne odkrywają spólne sobie skargi” [w rękopisie:] Z.

    Pieśń VII

    155

    Arg. 5. „chytra” [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „chciwa” [w rękopisie:] Z.

    156

    1, w. 7. „nigdzie nie” [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „niewiele” [w rękopisie:] Z.

    157

    5, w. 4. „palcem ukazały” [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „palcem wnet skazały” [w rękopisie:] Z.

    158

    15. 8. „wykłada” [w rękopisach:] P, J, C, Z, S; „wydawa” [w rękopisie:] D.

    159

    21, w. 8. [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „Że mieli o tej nocy” [w rękopisie:] Z.

    160

    23, w. 6. „Arachny” [w rękopisie:] P, J, C, D, S; „mistrzyniej” [w rękopisie:] Z.

    161

    27, w. 3. „zażęta” [w rękopisie:] Z; „zajęta” [w rękopisach:] P, J, C, D, S.

    162

    43. 4. „W czem się z czarnoksiężnikiem” [w rękopisach:] D, Z; „I z czarnoksiężnikiem się” [w rękopisach:] P, J, C, S.

    163

    50, w. 6. „przekazy” [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „przeszkody” [w rękopisie:] Z.

    164

    51, w. 6. „I który go” [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „I w boju go” [w rękopisie:] Z.

    165

    54, w. 2. „były” [w rękopisie:] P, J, C, S, D; „było” [w rękopisie:] Z.

    166

    8. „Jakich (…) nie miały” [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „Jakie (…) miewały” [w rękopisie:] Z.

    167

    55, w. 2. „piżmami” [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „i piżmy” [w rękopisie:] Z.

    168

    56, w. 7. „Takąm” — wydawca; „Taką” [w rękopisie:] D; „Jakom” [w rękopisach:] J, C, S; „Jako” [w rękopisie:] P; „Tęż ja” [w rękopisie:] Z.

    169

    58, w. 5. „badania (…) źwierzęcych” [w rękopisie:] Z; „zbadania (…) źwierzęce” [w rękopisach:] P, J, C, S; „zbadane (…) źwierzęce” [w rękopisie:] D.

    170

    59, w. 1. „Zaprawdęś tego dobre założył początki”.

    171

    w. 2. „Gdy tu mężnych dzieł pierwsze ukazujesz wziątki” (sic!) Z, „I zasługiś pokazał tej mojej pamiątki” [w rękopisach:] C, S; w [w rękopisach:] P, J, D brak.

    172

    61, w. 5. „któremi” — wydawca; „które cni” [w rękopisach:] P, J, C, D, S, Z.

    173

    62, w. 7. „wzbudzeni” [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „ruszeni” [w rękopisie:] Z.

    174

    63, w. 8. „Tak wielcy (…) twojej” [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „Tak serdeczni (…) twej” [w rękopisie:] Z.

    175

    65, w. 4. „wszytkie go czary zaraz odbieżały” [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „wszytkie od niego czary uciekały” [w rękopisie:] Z.

    176

    75, w. 1. „w tej postawie” [w rękopisach:] P, J, C, S; „w tym sposobie” [w rękopisach:] D, Z.

    177

    w. 2. „znać na jawie” [w rękopisach:] P, J, C, S; „znać po sobie” [w rękopisach:] D, Z.

    178

    77, w. 5. „I znała go” [w rękopisach:] P, C, D, S; „I zwała go” [w rękopisach:] J, Z.

    Pieśń VIII

    179

    2, w. 6. „oni szpetnemi” [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „zaraz” [w rękopisie:] Z.

    180

    4, w. 4. „Lub na błota” [w rękopisie:] Z; „Lub na pustych” [w rękopisach:] P, J, C, D, S.

    181

    7, w. 4. [w rękopisie:] D; „Jeśli stanie i jeśli tam się zastanowi” [w rękopisach:] P, J, C, S, Z.

    182

    11, w. 4. [w rękopisie:] Z; „Blask, skoro się rozświecił, uderzył go w oczy” [w rękopisach:] P, J, C, D, S.

    183

    5. „Bo myśliwca” [w rękopisie:] Z; „A myśliwca” [w rękopisach:] P, J, C, D, S.

    184

    35, w. 6. „że rad nierad pływał” [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „chocia nierad pływał” [w rękopisie:] Z.

    185

    37, w. 4. „mniejsze wszytkie” [w rękopisie:] Z; „mniejsze potem” [w rękopisach:] P, J, C, D, S.

    186

    41, w. 2. „coś mi zaszkodziła, szkodzić” [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „coś już szkodziła, zaszkodzić” [w rękopisie:] Z.

    187

    44, w. 3. „ześli” [w rękopisie:] Z; „wyśli” [w rękopisach:] P, C, S, D; „myśli” [w rękopisie:] J.

    188

    61, w. 2. „bez lądu” [w rękopisie:] Z; „nad lądem” [w rękopisie:] P, J, C, S, D.

    189

    73, w. 7. „na mowy” [w rękopisie:] J; „nawowy” [w rękopisie:] Z; „z namowy” [w rękopisach:] P, C, D, S.

    190

    81, w. 2. „nigdy żaden z tych, co służą” [w rękopisie:] Z; „nikt nadeń z tych, co hołdują” [w rękopisach:] P, C, S, D; „nikt żaden z tych, co hołdują” [w rękopisie:] J.

    191

    84, w. 2. „które z strachu” [w rękopisie:] Z; „jako z strachu” [w rękopisach:] P, C, D, S.

    192

    85, w. 8. „Almontowi” [w rękopisach:] P, J, C, D, S, Z; powinno być „Amostantowi” (tak w oryg.). Ponieważ jednak po wstawieniu, „Amostantowi” byłoby za dużo zgłosek, a wszystkie rękopisy mają „Almontowi był”, więc błąd zdaje się pochodzić od tłumacza, a nie od przepisywaczy, zwłaszcza że „tamtę” (w. 7) [w rękopisach:] J, C, S może się odnosić tylko do „szachownicy”, którą Orland zabrał Almontowi; [rękopisy] Z, D mają „tamten”, co tu zgoła niestosowne. [Rękopis] P, ma „tamte”, lecz wyraz ten na „czarne znaki” (w. 5) ściągać się nie może, gdyż w przeciwieństwie do dalszej, tj. „tamtej” szachownicy byłyby znaki „te”, a nie „tamte”; zapewne należy czytać „tamtę”.

    193

    91, w. 5. „zaraz mu bramę otworzono” [w rękopisie:] Z; „zawsze mu bramę otwarzano” [w rękopisach:] P, J, C, D, S.

    Pieśń IX

    194

    1, w. 2. „opanuje” [w rękopisie:] Z; „opatruje” [w rękopisach:] P, J, C, D, S.

    195

    4, w. 6. „strój” [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „stan” [w rękopisie:] Z.

    196

    5, w. 1, 2. [w rękopisach:] P, J, C, D, S; te dwa wiersze znajdują się w [rękopisie] Z na końcu strofy i mają kształt taki:

    „A to czynił, gdy na swem już wyjechał wozie
    Febus i po murzyńskiem trząsł światło obozie”.
    197

    6, w. 6. „zwiedził” [w rękopisie:] D; „zjeździł” [w rękopisach:] P, J, C, S, Z.

    198

    9, w. 8. „przystawić” [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „przypuścić” [w rękopisie:] Z.

    199

    15, w. 3. „I umyślił” — wydawca; „Umyśliwszy” [w rękopisach:] P, J, C, D, S, Z.

    200

    7, w. 8. „mijała Piąta noc” [w rękopisie:] Z; „bić (być [w rękopisie] P) miała Piąta w noc” [w rękopisach:] P, J, C, D, S.

    201

    23, w. 5. „zaraz mu” [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „(…) mi” [w rękopisie:] Z.

    202

    25, w. 8. „jego” [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „mego” [w rękopisie:] Z.

    203

    26, w. 5, 7, 8. [w rękopisach:] P, J, C, D, S; = w. 7, 8, 5, 6 [w rękopisie:] Z.

    204

    31, w. 2. „mu ten” [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „mu się” [w rękopisie:] Z.

    205

    44, w. 7. „przybędzie” [w rękopisach:] P, J, C, S; „przyjedzie” [w rękopisach:] D, Z.

    206

    46, w. 3. „spozywał” [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „strwożywał” [w rękopisie:] Z.

    207

    66, w. 4. „i tak (…) wynidzie” [w rękopisach:] P, J, C, S; „(…) ujdzie” [w rękopisie:] D; „bo tak (…) już nie ujdzie” [w rękopisie:] Z.

    208

    74, w. 1. „swe krzywe” [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „straszliwe” [w rękopisie:] Z.

    209

    w. 2. „straszliwe” [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „gniewliwe” [w rękopisie:] Z.

    210

    75, w. 1. „Ona się w zad rozwlecze” [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „A ta bez omieszkania” [w rękopisie:] Z.

    211

    82, w. 5. [w rękopisie:] Z; „Zgodnie i białą kartę i hełmy podnoszą” [w rękopisach:] P, J, C, D, S.

    212

    85, w. 5. „jej” [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „ją” [w rękopisie:] Z.

    213

    87, w. 1. „Gotując się” [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „Gotuje się” [w rękopisie:] Z.

    214

    94, w. 3. [w rękopisach:] P, J, D; „Kosztowniejszebyście mieć w Zelandyej chcieli” [w rękopisie:] Z „Kosztowniejszeby snać być w Zelandyej miało”

    215

    4. „Ale wątpię, aby się na nie jechać chciało” [w rękopisach:] C, S.

    Pieśń X

    216

    Allegorya. „Niewypowiedziane” [w rękopisach:] P, J, C, S; „Niewymowne” [w rękopisie:] Z.

    217

    6, w. 4. [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „Którem były zagrzane żądze, umorzyli” [w rękopisie:] Z.

    218

    7, w. 7. „uszczują” [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „uszczwają” [w rękopisie:] Z.

    219

    9, w. 7. „A owoce” [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „Źle owoce” [w rękopisie:] Z.

    220

    18, w. 7. „uśpiło” [w rękopisie:] Z; „uśpiły” [w rękopisach:] P, J, C, D, S.

    221

    22, w. 2. „przyszłej” [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „przykrej” [w rękopisie:] Z.

    222

    27, w. 8. „pomocy” [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „z pomocą” [w rękopisie:] Z.

    223

    35, w. 6. Z; „Promienie z spodku suche, drobne piaski grzały” [w rękopisach:] P, J, C, D, S.

    224

    40, w. 7. „a te” [w rękopisie:] Z; „a iż” [w rękopisie:] P, J, C, D, S.

    225

    66, w. 1. [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „Ona na to: Wiedz o tem, iż to wkrótce sprawię” [w rękopisie:] Z.

    226

    w. 2. [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „I nadalej za dwa dni stąd obu wyprawię” [w rękopisie:] Z.

    227

    71, w. 1. P, J, C, D, S; „Gdy w tej drodze nad wielkiem już był Kwirydzajem” [w rękopisie:] Z.

    228

    72, w. 3. „zwiedzieć” [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „widzieć” [w rękopisie:] Z.

    229

    75, w. 6. „możnej” [w rękopisach:] P, J, C, S; „mężnej” [w rękopisie:] D; „zacnej” [w rękopisie:] Z.

    230

    84, w. 8. „które” — wydawca; „którą” [w rękopisach:] P, J, C, D, S, Z.

    231

    78, w. 5. „książęcia się z Glocestru czerwieni” [w rękopisie:] Z („Del duca di Glocestra”); „glocerskiego grabie się czerwieni” [w rękopisach:] P, J, C, D, S.

    232

    89, w. 2. „z ziemnych jam” [w rękopisie:] Z; „z swoich jam” [w rękopisach:] P, J, C, D, S.

    233

    97, w. 1. „oczy w jej oczy” [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „oczy w niej chciwe” [w rękopisie:] Z.

    234

    101, w. 4. [w rękopisach:] P, S, D; „przerwała i tłucze” [w rękopisie:] J; „co wszytko przerwawszy się tłucze” [w rękopisie:] Z.

    Pieśń XI

    235

    13, w. 4. „iść” [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „ujść” [w rękopisie:] Z.

    236

    14, w. 7. „nadany” [w rękopisie:] Z; „oddany” [w rękopisach:] P, J, C, D S.

    237

    25, w. 4. [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „Stal tłucze, mury kruszy, rozwala i pruje” [w rękopisie:] Z.

    238

    31, w. 1. „namiąższą” [w rękopisach:] C, S; „namieższą” [w rękopisie:] P; „namniejszą” [w rękopisach:] J, D, Z.

    239

    67, w. 2. „Jakiej” [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „Jakie” [w rękopisie:] Z.

    240

    75, w. 3–4. [w rękopisach:] P, J, C, D, S;

    241

    w. 3. „Nad którą którą swych dowcipów długo” [w rękopisie:] Z.

    242

    w. 4. „Lubo inszy silili przedni” [w rękopisie:] Z.

    Pieśń XII

    243

    6, w. 1. „nie mówię” — wydawca; „nie mówić” [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „tak mówić” [w rękopisie:] Z.

    244

    31, w. 2. [w rękopisie:] Z; „Który go także Orland wziął był Almontowi” [w rękopisach:] P, J, C, D, S.

    245

    35, w. 6. [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „I onę pierwszą swoję żądzą odmieniła” [w rękopisie:] Z.

    246

    36, w. 4. „co go poimać” [w rękopisie:] Z; „którego porwać” [w rękopisach:] P, J, C, D, S.

    247

    37, w. 8. [w rękopisie:] Z; „lecz nie mniej skwapliwa” [w rękopisach:] P, J, C, D, S.

    248

    38, w. 1. „przybieżeli” [w rękopisach:] C, D; „przebieżeli” [w rękopisach:] P, J, S, Z.

    249

    41, w. 6. „słuszneć” [w rękopisie:] D; „słusznieć” [w rękopisach:] P, J, C, S; „Słusznie się widzi, gdy mię” [w rękopisie:] Z.

    250

    48, w. 8. „Z wypławnego” [w rękopisach:] D, Z, S; „Z wyprawnego” [w rękopisach:] P, J, C.

    251

    50, w. 4. „skąpych cięcia nie czyni” [w rękopisach:] P, J, C, D, S, Z. Por. XV 70, w. 3; XXX 25, w. 6; Zebrania przypowieści i przysłowia polskich Wacław Potocki (Rps. Ossolineum Nr 2076); „Prziczia z siebie szkodliwich nie daię”; „Rzeczposp. polska chromiąc tuła się” (Rocznik filarecki 1886, s. 588), Zdaje się, że „cięcie” odczuwano jako imię zbiorowe ([jak:] prącie, kłósie, węgle, kamienie, grzybienie, liście, gałęzie… r.n.); „skąpych cięcia” byłaby więc tzw. constructio ad intellectum.

    252

    55, w. 7. „przybiegli” [w rękopisach:] D, S, Z; „przebiegli” [w rękopisach:] P, J, C.

    253

    61, w. 4. [w rękopisie:] Z; „I jako błyskawica nagle mu znikała” [w rękopisach:] P, J, C, D, S.

    254

    63, w. 6. [w rękopisach:] J, D, Z; „co mi należy” [w rękopisach:] P, C; „co mi należało” [w rękopisie:] S.

    255

    66, w. 8. „nieokreszonej” [w rękopisach:] P, J, C; „nieokreślonej” [w rękopisie:] Z; „nieokrzesonej” [w rękopisie:] D, S.

    256

    83, w. 5. „Tak jego szczęście” [w rękopisie:] Z; „Tak je szczęście” [w rękopisach:] J, C, S; „Ta ze szczęście” [w rękopisie:] P; „Tak to tam szczęście” [w rękopisie:] D.

    257

    84, w. 4. „potrwożonych” [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „potrwożałych” [w rękopisie:] Z.

    Pieśń XIII

    258

    Allegorya. „Niewierność” — wydawca; „Niewinność” [w rękopisach:] P, J, C, S, Z.

    259

    1, w. 8. „doskonałej” — wydawca; „doskonały” [w rękopisach:] P, J, C, S, Z.

    260

    3, w. 2. „mowę” [w rękopisach:] P, C, S, Z; „minę” [w rękopisie:] J.

    261

    7, w. 7. [w rękopisie:] C; „Żem serce swe skłoniła, ale do takiego” [w rękopisie:] Z; „Żem serce swoje obróciła do takiego” [w rękopisie:] P; „Żem serce swoje dała, swoje do takiego” [w rękopisie:] J; „Żem serce swoje wdała do takiego” [w rękopisie:] S.

    262

    15, w. 6. „wielkiego” [w rękopisach:] P, C, D, S, Z; „wszytkiego” [w rękopisie:] J.

    263

    22, w. 8. „do jazdy” [w rękopisach:] P, C, D, S; „dla jazdy” [w rękopisach:] J, Z.

    264

    27, w. 7–8. [w rękopisie:] Z;

    265

    w. 7. „Wyrzucała, jako mu tam dufał i wierzył”,

    266

    w 8. „Że mu się mnie mój Zerbin kochany powierzył” [w rękopisach:] P, J, C, D, S.

    267

    42, w. 6. [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „Bieżąc bojaźnią zdjęta zawieszonem” [w rękopisie:] Z.

    268

    53, w. 7. „nie siedziesz” [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „usiędziesz” [w rękopisie:] Z.

    269

    54, w. 2. „szkojcę” [w rękopisach:] P, J, C, S; „zbójcę” [w rękopisach:] D, Z.

    270

    6. „kwapiąc się” [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „bez zwłoki” [w rękopisie:] Z.

    271

    55, w. 8. [w rękopisach:] C, D, S, Z; „I co miał robotny wiek przyść” [w rękopisie:] P; „I co miało na późny wiek przyść, powiadała” [w rękopisie:] J.

    272

    60, w. 2. „w wielkiej sporze” [w rękopisie:] J; „w wielkiej sforze” [w rękopisie:] Z; „w wielkiem sporze” [w rękopisach:] P, C, D, S.

    273

    61, w. 4. „doktorką” [w rękopisach:] J, C, D, S; „doktora” [w rękopisie:] P; „doktorem” [w rękopisie:] Z.

    274

    64, w. 6. „będzie” [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „siędzie” [w rękopisie:] Z.

    275

    71, w. 1–2. [w rękopisach:] Z; w. 1. „Ale nad insze chwały mieć będzie oto ta” [w rękopisie:] J; ,Ale nad insze chwały mieć oto ta” [w rękopisach:] P, C, D, S.

    276

    w. 2. „Pobożna pani jeszcze za swego żywota” [w rękopisie:] J.

    277

    73, w. 1. — wydawca; „Bych miała Aldę książęcia” [w rękopisie:] Z; „Bych miał Aldę książęcia” [w rękopisach:] P, J, C, D, S. Może by należało czytać z wyrzutnią: „Bych miał Aldę, książęcia”, jak „Morz Egiejskiego” w Goffredzie (I 60, w. 3)?

    278

    6. „będą” [w rękopisie:] Z; „były” [w rękopisach:] P, J, C, D, S.

    279

    74, w. 7. „podjeżdżać” [w rękopisach:] Z, P; „odjeżdżać” [w rękopisach:] J, C, D, S.

    280

    76. 8. „nad niem” [w rękopisach:] P, J, C, S, Z; „na niem” [w rękopisie:] D.

    281

    80, w. 6. „dla waszej” [w rękopisach:] P, S; „do waszej” [w rękopisie:] C; „dla naszej” [w rękopisach:] J, D, Z.

    282

    81, w. 8. „spół wszyscy” [w rękopisie:] Z; „źle wszyscy” [w rękopisach:] P, J, C, S; „ile wszyscy” [w rękopisie:] D.

    283

    83, w. 4. „wyprawili” [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „rozprawili” [w rękopisie:] Z.

    Pieśń XIV

    284

    2, w. 7. „Za twą sprawą zwycięstwo mało wielkiej ceny” — wydawca; „mają wielkiej ceny” [w rękopisie:] Z; „Za twą sprawą jako chciał (…)” (reszty wiersza brak) [w rękopisach:] P, J, C, D, „Za twą sprawą jako chciał Sarreny” [w rękopisie:] S.

    285

    3, w. 3, „je wsparł” [w rękopisach:] Z, D; „się wsparł” [w rękopisach:] P, J, C, S.

    286

    4. „już, już zwyciężcami” [w rękopisie:] Z; „nigdy zwyciężcami” [w rękopisach:] P, D, S; „niegdy” [w rękopisach:] J, C.

    287

    4, w. 1. „Z temiś” [w rękopisie:] Z; „Z tycheś” [w rękopisach:] P, J, C, D, S.

    288

    4, w. 1. „złamał” [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „Złamawszy” [w rękopisie:] Z.

    289

    6. „całe swoje” [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „białe” [w rękopisie:] Z.

    290

    9, w. 4. [w rękopisie:] Z; „Niż się jem Ryminowi (…)” (reszty brak) [w rękopisach:] P, J, C, D, S.

    291

    35, w. 4. „zabitej” [w rękopisie:] Z; „zabitych” [w rękopisach:] P, J, C, D, S.

    292

    44, w. 8. „ogromne złamało” [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „okrutne spadało” [w rękopisie:] Z.

    293

    47, w. 1. [w rękopisach:] P, J, C, S, D; „siła doświadczyło” [w rękopisie:] Z.

    294

    w. 2. „Że śmierć jakakolwiek każdemu niemiła” [w rękopisach:] P, J, C, S; „jakakolwiek jest każdemu” [w rękopisie:] D; „Że umrzeć jakąkolwiek śmiercią jest niemiło” [w rękopisie:] Z.

    295

    59, w. 7. „Że cierpliwiej” [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „Już cierpliwiej” [w rękopisie:] Z.

    296

    62, w. 6. „albo w pałacach” [w rękopisie:] D; „ale” [w rękopisach:] P, J, C, S, Z.

    297

    66. 8. „Były skoroby” [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „Byłyby skoro przyjdą” [w rękopisie:] Z.

    298

    72, w. 1. [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „nie są dobre tak nasze” [w rękopisie:] Z.

    299

    85, w. 3. [w rękopisie:] Z; „zaraz” brak w [rękopisach:] P, J, C, S; „Żeby go płomieniem swojem zapaliła” [w rękopisie:] D.

    300

    90, w. 7. „kędy sen przebywa” [w rękopisie:] D; „w którem” [w rękopisie:] Z; „yze miewa” [w rękopisie:] J; w [rękopisach:] C, S brak.

    301

    8. „Bo bez” [w rękopisie:] Z; „I bez” [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „kiedy odp.” [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „i źle odp.” [w rękopisie:] Z.

    302

    109, w. 8. „skoczyli” [w rękopisie:] Z; „spuścili” [w rękopisie:] J, C, D,. S; „puścili” [w rękopisie:] P.

    303

    112, w. 2. „toż” [w rękopisie:] Z; „to” [w rękopisie:] D; „co” [w rękopisach:] P, J, C, S.

    304

    133, w. 8. „Grzmieniu” [w rękopisie:] Z; „Brzmieniu” [w rękopisach:] P, J, C, D, S.

    Pieśń XV

    305

    1, w. 8. [w rękopisie:] Z; „A swoi zaś w tem znacznej szkody nie popadną” [w rękopisie:] D; „A swojej znacznej szkody nie popadną” [w rękopisach:] P, J, C, S.

    306

    4, w. 5. „ogniem” [w rękopisie:] D; „światłem” [w rękopisach:] P, J, C, S, Z.

    307

    12, w. 1–3. [w rękopisach:] P, J, C, D, S, „(…) że woli Choć to daleko z drogi i w onej zakoli Nawrócić się do Persów” [w rękopisie:] Z.

    308

    15, w. 3. „dobre” [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „duże” [w rękopisie:] Z.

    309

    6. „straszliwe grzmienia” [w rękopisie:] Z; „żadnego grzmienia” [w rękopisach:] P, J, C, D, S.

    310

    19, w. 4. „bądź kędy” [w rękopisie:] Z; „bądź gdzie się” [w rękopisach:] P, J, C, D, S.

    311

    23, w. 8. „niosące” [w rękopisach:] P, C, S; „noszące” [w rękopisach:] J, D; „mające” [w rękopisie:] Z.

    312

    26, w. 7. „I już pod tem” [w rękopisie:] D;, Tak iż pod tem” [w rękopisie:] Z; „Już pod tem” [w rękopisach:] P, J, C, S.

    313

    31, w. 2. [w rękopisach:] P, J, C, D, S, Z. Może by więc należało czytać Pompeius(4 zgłosek).

    314

    6. „uprzątnie” [w rękopisie:] Z; „uprzątnął” [w rękopisach:] J, C, D, S; „uprzątną” [w rękopisie:] P.

    315

    45, w. 7. „co ich żywo poodziera” [w rękopisie:] D; „co je srogi żywo zdziera” [w rękopisie:] Z; „co je i żywo odziera” [w rękopisach:] P, J, C, S.

    316

    47, w. 6. „zostawi” [w rękopisach:] P, D, Z; „wybawi” [w rękopisach:] J, C, S.

    317

    52, w. 8. „przyciągniony” [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „przywiedziony” [w rękopisie:] Z.

    318

    54, w. 6. „Że aby swoich sideł” — wydawca; „Żeby aby swoich sideł” [w rękopisie:] P; „Żeby aby swych sideł” [w rękopisach:] J, C, D, S, Z.

    319

    56, w. 2. „wypławnego” [w rękopisie:] Z; „wybranego” [w rękopisach:] P, J, C, D, S.

    320

    4. „w najsłabszej” [w rękopisach:] P, D, Z; „nalepszej” [w rękopisach:] J, C, S.

    321

    64, w. 1. „Że” [w rękopisie:] P; „Za” [w rękopisach:] J, C, D, S, Z.

    322

    67, w. 2. [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „Orylem bój okrutny zastał” [w rękopisie:] Z.

    323

    69, w. 5. „zdrapali” [w rękopisach:] J, C, D; „zszarpali” [w rękopisie:] S; „trąpili” [w rękopisie:] P;, zrąbali” [w rękopisie:] Z.

    324

    w. 7. [w rękopisach:] P, J, C, D, S, (w [rękopisach] P, J, C, S, zam. „nogę”, „ręką”); „lub głowę, on zdrową” [w rękopisie:] Z.

    325

    93, w. 6. „dni” [w rękopisie:] D; „mil” [w rękopisach:] P, J, C, S, Z.

    326

    96, w. 1. „miał na czoło” [w rękopisie:] D; „miał czoło” [w rękopisach:] P, J, C, S.

    327

    w. 1. „Zastali go: on zamku chce mocnego czoło”
    w. 2. „Kalifowi odnowić i murami wkoło”
    w. 3. „Kalwaryjską ma górę okrążyć mocnemi”
    w. 4. „I na równe pół mile obwieść ją długiemi” [w rękopisie:] Z,
    328

    101, w. 5. „Ale zaś tak obłudną” — wydawca; „obłudnej” [w rękopisach:] J, C, D, S, Z; „w tak obłudnej” [w rękopisie:] P.

    Pieśń XVI

    329

    1, w. 7. [w rękopisach:] D, Z; „Że jedno jest nie lżejsze” [w rękopisie:] C; „Że jedno jest me lżejsze” [w rękopisach:] J, S; „Że jedno jest lżejsze, niż srogie mojemu” [w rękopisie:] P.

    330

    2, w. 4. „doznawa” [w rękopisach:] D, Z; „dostawa” [w rękopisach:] P, J, C, S.

    331

    7. „miejsce sercu” [w rękopisach:] D, Z; „miejsca serce” [w rękopisach:] P, J, C, S.

    332

    12, w. 7. „bo by kęs” — wydawca; „bo bym kęs” [w rękopisie:] Z; „bo by też” [w rękopisach:] J, C, D, S; „bo bym też” [w rękopisie:] P.

    333

    13, w. 4. „obróciła” [w rękopisie:] D; „obaliła” [w rękopisie:] Z; „obaczyła” [w rękopisach:] P, J, C, S.

    334

    18, w. 2. „chcą” [w rękopisach:] P, C, D, S; „Chcąc” [w rękopisach:] J, Z.

    335

    22, w. 4. [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „Tu głowa przy pniu leży z karków swoich zdjęta” [w rękopisie:] Z.

    336

    26, w. 2. [w rękopisie:] Z; „Gniew i wściekłość nie wściąga” [w rękopisie:] D; „I gniew i wściekłość wściąga” [w rękopisach:] P, J, C, S.

    337

    4. „ogniami pożercami” [w rękopisach:] C, D, S; „pożarami” [w rękopisie:] J; „pożerającemi” [w rękopisie:] P; „og. łakomemi” [w rękopisie:] Z.

    338

    30, w. 1. „przeprawił” [w rękopisie:] D; „wyprawił” [w rękopisach:] P, J, C, S, Z.

    339

    41, w. 2. „nad rzeką” [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „przy rzece” [w rękopisie:] Z.

    340

    55, w. 4. „miał bliżej” [w rękopisach:] P, J, C, D; „blizko” [w rękopisie:] S; „miał okrzet” [w rękopisie:] Z.

    341

    70, w. 3. „lękliwe tyły” — wydawca (Por. 77, w. 6); „siły” [w rękopisach:] P, J, C, D, S, Z.

    342

    8. „w tamtej stronie” [w rękopisie:] Z; „z tamtej strony” [w rękopisach:] J, D; „tamtej strony” [w rękopisach:] P, C, S.

    343

    72, w. 4. „wdzięczności” [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „słodkości” [w rękopisie:] Z.

    344

    77, w. 2. [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „Bez omieszkania obóz jużby był stracony” [w rękopisie:] Z.

    345

    83, w. 6. „skrwawiony” [w rękopisach:] P, J, C, S; „stalony” [w rękopisach:] D, Z.

    346

    84, w. 2. [w rękopisie:] Z; „Że na co najmniejsze broni swej używał” [w rękopisach:] P, J, C, S, „Że na to najzacniejszej broni swej używał” [w rękopisie:] D.

    347

    85, w. 8. [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „Z pułkami, które mu słał” [w rękopisie:] Z.

    Pieśń XVII

    348

    Allegorya. [w rękopisach:] P, J, C, S; „serca nizkiego im podlejszy i nikczemniejszy bywają, tem więcej o sobie rozumieją” [w rękopisie:] Z.

    349

    11, w. 6. „rzeźwości” [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „czerstwości” [w rękopisie:] Z.

    350

    12, w. 7. „napełnionych” [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „nakarmionych” [w rękopisie:] Z.

    351

    46, w. 6. „lezie” [w rękopisie:] Z; „idzie” [w rękopisach:] P, J, C, D, S.

    352

    54, w. 7–8. „zostawiały — wychadzały” [w rękopisie:] D; „zostawiły — wychodziły” [w rękopisach:] P, J, C, S, Z.

    353

    61, w. 4. [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „Do jaskiniej zaś na noc z stadem pomieszany” [w rękopisie:] Z.

    354

    w. 5. [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „Ta twarzą żałościwą” [w rękopisie:] Z.

    355

    68, w. 5. [w rękopisie:] C; „będzie chciał powiadać” [w rękopisie:] Z; „wam powiadać” [w rękopisach:] P, J, D, S.

    356

    75, w. 1. [w rękopisach:] P, J, C, S; „najchrześcijańszemi” [w rękopisie:] D;
    w. 1. „Bo jeżeli królmi być chrześcijańskiemi
    w. 2. „Pragniecie i wy drudzy także powszechnemi” [w rękopisie:] Z,
    357

    76, w. 1. [w rękopisach:] D, Z; „więtszych urazów” [w rękopisach:] P, J, C, S.

    358

    79, w. 7. „rozciągał” [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „wyciągał” [w rękopisie:] Z.

    359

    85, w. 1. „wstępowali” [w rękopisach:] D, Z; „wjezdzywali” [w rękopisach:] P, C, S; „wyjeżdżali” [w rękopisie:] J.

    360

    92, w. 3. „dzieła wykładali” [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „być go wykładali” [w rękopisie:] Z.

    361

    99, w. 8. „podrąbił” [w rękopisach:] P, J, D, S, Z; „podrąbał” [w rękopisie:] D.

    362

    104, w. 4. [w rękopisach:] J, C, D, S; „I wszyscy się i król sam ludzie dziwowali” [w rękopisie:] P, „Twarzy zarumieniwszy, dziwnie się wstydali” [w rękopisie:] Z.

    363

    w. 5. [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „I po jednemu milczkiem zjechali od dworu” [w rękopisie:] Z.

    364

    w. 6. [w rękopisie:] D; „Na gonitwy” itd. [w rękopisach:] P, J, C, S; „Nie chcąc dalszego w srogich bojach czynić sporu” [w rękopisie:] Z.

    365

    112, w. 3. „był z czcią wprowadzony” [w rękopisie:] Z; „z pompą wprowadzony” [w rękopisach:] J, C, S; „był przyprowadzony” [w rękopisie:] P.

    366

    118, w. 6. „która była” [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „raczej było” [w rękopisie:] Z.

    367

    134, w. 6–8. [w rękopisach:] P, J, C, D, S;

    w. 6. „Od gminu, od którego stamtąd wypędzony
    w. 7. Miał być dalej samem ich wrzaskiem i gwizdaniem
    w. 8. Bo nie znając, ktoby był, wyli wrzeszcząc za niem” [w rękopisie:] Z,
    w. 6. I pod szybienice (sic!) bel przyprowadzony
    w. 7. Na tamto miejsce z wrzaskiem ich i gwizdaniem
    w. 8. Którzy nie znając, kto beł, przecie wyli za niem” [w rękopisie:] P,
    368

    135, w. 3. „Jak tarcz” [w rękopisie:] P; „Tak” [w rękopisach:] J, C, D, S, Z.

    Pieśń XVIII

    369

    2, w. 4. „przynajmniej ucho” [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „z ochotą ucho” [w rękopisie:] Z.

    370

    6, w. 6. „wśród miasta” [w rękopisie:] P; „śród miasta” [w rękopisie:] D; „wśród miasto” [w rękopisach:] J, C, S, Z.

    371

    28, w. 5. „A ona” [w rękopisie:] P; „Aż ona” [w rękopisach:] J, C, D, S; „I ona” [w rękopisie:] Z.

    372

    30, w. 8. „co czynić miała” [w rękopisie:] Z; „co się udała” [w rękopisach:] J, C, S; „co się etc.” (sic!) [w rękopisie:] P; „w tej sprawie ją siła” [w rękopisie:] D.

    373

    35,6. „gore” [w rękopisie:] P; przez pomyłkę „gorą” [w rękopisach:] J, C, D, S; „pała” [w rękopisie:] Z.

    374

    36, w. 4. [w rękopisie:] Z; („twojemu” widoczna pomyłka zam. „swojemu”) „O swojem przedsięwzięciu nie powiem nikomu” (inną ręką) [w rękopisie:] C; „mojemu” [w rękopisie:] D;

    „O swojem przedsięwzięciu nie da znać nikomu” [w rękopisie:] S,
    „I swój mu nie chce wierzać choć przyjaźliwemu” [w rękopisie:] J,
    „O swojem przedsięwzięciu etc.” (sic!) [w rękopisie:] P.
    375

    53, w. 7. „obiecał żenie” [w rękopisach:] D, S, Z; „odbieżał żony” [w rękopisach:] J, C; „odbieżał żonę” [w rękopisie:] P; „jadęcy” [w rękopisie:] Z; „jadący” [w rękopisach:] P, J, C, D, S.

    376

    58, w. 3. „Bo niosło” [w rękopisie:] Z; „Co niosło” [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „mężniejszej” [w rękopisie:] D; „możniejszej” [w rękopisach:] P, C, S, Z; „nieznośniejszej” [w rękopisie:] J.

    377

    70, w. 4. „Którzy” — wydawca; „Który” [w rękopisach:] P, J, C, D, S, Z.

    378

    84, w. 2. — wydawca; „Chytry, bo by mu beł dał Gryfon (!) całą wiarę” [w rękopisach:] P, J, C, D, S, Z.

    379

    104, w. 2. „oświeciło” [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „rozświeciło” [w rękopisie:] Z.

    380

    107, w. 3. „Której” — wydawca; „Który” [w rękopisach:] P, J, C, D, S, Z.

    381

    113,5. „wodze” [w rękopisach:] J, C, D, S; „wodza” [w rękopisie:] Z; „wodzą” [w rękopisie:] P.

    382

    115, w. 8. „ustoją” [w rękopisach:] P, J, C, S, Z; „ukoją” [w rękopisie:] D.

    383

    117, w. 4. „rozczął” [w rękopisach:] P, Z, S; „rozcał” [w rękopisie:] D; „rozciął” [w rękopisie:] C; „rozłączył” [w rękopisie:] J.

    384

    122, w. 4. „polerowną” [w rękopisie:] Z; „dość hartowną” [w rękopisie:] S; „sczarowaną” [w rękopisie:] C; „ i takowąż” [w rękopisie:] J; „ukochaną” [w rękopisie:] P (w [rękopisie] D, ½ wiersza brak).

    385

    124, w. 8. „co byli” [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „co było” [w rękopisie:] Z.

    386

    132, w. 4. „Podkrólemu” [w rękopisie:] Z; „podkrólowi” [w rękopisach:] P, J, C, D, S.

    387

    133, w. 8. „Męstwem” [w rękopisie:] Z; „sławą” [w rękopisach:] P, J, C, D, S.

    388

    142, w. 5. „dżdżami zimnemi” [w rękopisie:] Z; „odziane (!) zimnemi” [w rękopisie:] P; „grady zimnemi” [w rękopisach:] J, C, S; „zdrady (!) zim.” [w rękopisie:] S.

    389

    6. „I mrozem niewytrwanem” [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „Z mrozem niewytrzymanem” [w rękopisie:] Z.

    390

    143, w. 2. „sztuki” [w rękopisach:] J, D; „skutki” [w rękopisach:] P, C, S, Z.

    391

    w. 6. [w rękopisie:] J; „Ten żagle i poprzeczne (…)” (reszty brak) [w rękopisach:] P, C, D, S;
    „Tem czasem jasne z gromem lecą błyskawice” [w rękopisie:] Z,
    392

    161, w. 6. [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „Kiedy szczęście kazało, zażywać pogody” [w rękopisie:] Z.

    393

    165, w. 4. „Prawdziwej” [w rękopisach:] P, J, C, S; „Prawdziwą” [w rękopisach:] D, Z.

    394

    179, w. 8. „w swe miejsca” [w rękopisie:] Z; „na miejsca” [w rękopisach:] P, J, C, D, S.

    395

    184, w. 4. „srogie źwierze” [w rękopisach:] P, J, D, S, Z; „srogie twarzy” [w rękopisie:] C.

    Pieśń XIX

    396

    10, w. 8. [w rękopisach:] P, C, D; „zdrowo go darował” [w rękopisie:] S; „zdrowiem go darował” [w rękopisie:] Z.

    397

    11, w. 3. „Mój cnotliwy” [w rękopisach:] P, C, D, S; „O serdeczny” [w rękopisie:] Z.

    398

    19, w. 7. „na scieszce” [w rękopisie:] D; „na sczęscze” [w rękopisie:] P; „na szczęście” [w rękopisach:] C, S, Z.

    399

    23, w. 4. „obłądzonej” [w rękopisach:] P, D, S, Z; „odłączonej” [w rękopisie:] C.

    400

    51, w. 7. „poprzeczny” [w rękopisach:] P, C, S, Z; „przeciwny” [w rękopisie:] D.

    401

    55, w. 4. „dziwnie” [w rękopisie:] Z; „srogo” [w rękopisach:] P, C, S; „srodze” [w rękopisie:] D.

    402

    56, w. 1. [w rękopisie:] D; „Kiedy powątpliwością oną rozrywali” [w rękopisach:] P, C, S; „Więc jeśliby też w miejscu dłużej tam czekali” [w rękopisie:] Z.

    403

    72, w. 3. „tczą” [w rękopisach:] P, C; „tkcą” [w rękopisie:] D; „tką” [w rękopisach:] Z, S.

    404

    73, w. 2. „przez losy” [w rękopisach:] P, C, D, S; „przed czasem” [w rękopisie:] Z.

    405

    74, w. 6. „wikłaniny” [w rękopisach:] P, C, D, S; „uwikłania” [w rękopisie:] Z.

    406

    80, w. 1–2. „skoczyło — złożyło” [w rękopisach:] P, C; przez pomyłkę „zginęło” [w rękopisach:] D, S; „skoczyli — złożyli” [w rękopisie:] Z.

    407

    81, w. 6. „Obrała” [w rękopisie:] Z; „Obrali” [w rękopisach:] P, C, D, S.

    408

    86, w. 2. [w rękopisach:] P, C, D, S; „Gdzie granica z lędźwiami i ziebrami była” [w rękopisie:] Z.

    409

    7. „otrzymanie” [w rękopisach:] P, C, S, Z; „otrzymane” [w rękopisie:] D.

    410

    8. „Ustrzeżenie” [w rękopisie:] Z; „ustrzeżone” [w rękopisach:] P, C, U. S.

    411

    97, w. 4. „pożyczają” [w rękopisach:] P, C, D, S; „powierzają” [w rękopisie:] Z.

    412

    101, w. 4. „już dnia” [w rękopisie:] D; „ognia” [w rękopisach:] P, C, S, Z.

    413

    106, w. 8. „jedli” [w rękopisach:] P, C, S, Z; „legli” [w rękopisie:] D.

    414

    107, w. 7. „barziej” [w rękopisie:] Z; „więcej” [w rękopisie:] P, C, D, S.

    415

    108, w. 3. „zdumiony” [w rękopisie:] D; „zdumiący” [w rękopisach:] P, C, S; „zdumnacy” [w rękopisie:] Z.

    Pieśń XX

    416

    10, w. 8. [w rękopisach:] P, C, D, S, Z; „aby na zimnie dobrze obłapiały” [w rękopisie:] J.

    417

    31, w. 4. „rządów i łask” [w rękopisach:] J, C, D,. S; „łóż” [w rękopisie:] P; „Towarzyszami swoich rządów uczyniły” [w rękopisie:] Z.

    418

    32, w. 1. „mięższeć brzemiony” [w rękopisach:] C, D, S; „nosić brzemiony” [w rękopisie:] P; „miesieć i rodzić” [w rękopisie:] J; „nosić brzemienia” [w rękopisie:] Z.

    419

    38, w. 5. „kuźnic” [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „łożnic” [w rękopisie:] Z.

    420

    43, w. 7. [w rękopisie:] D; „Kiedybym na twoje” (brak 1 zgłoski) [w rękopisach:] P, J, C, S; „Kiedybym się na twoje słowa nie zmiękczyła” (rym w. 8. „miała”!) [w rękopisie:] Z.

    421

    47, w. 6. [w rękopisie:] P, J, C, D, S; „Tych wszystkich, którzy niemi będą zawiadować” [w rękopisie:] Z.

    422

    52, w. 8. „mocniejszemu” [w rękopisach:] P, J, C, S; „mężniejszemu” [w rękopisach:] D, Z.

    423

    61, w. 1. [w rękopisach:] J, C, D, S; „Trafia się, że niektórzy” [w rękopisie:] P; „Trafiać się niektórem, iż tak postępują” (brak 1 zgłoski) [w rękopisie:] Z.

    424

    w. 2. [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „Ale tak rzadcy” [w rękopisie:] Z.

    425

    65, w. 3. „W którem” — wydawca; „W której” [w rękopisie:] Z; „Który” [w rękopisach:] P, J, C, D, S.

    426

    w. 4. „i tam” [w rękopisach:] P, J, C, D, S; ,sam tam” [w rękopisie:] Z.

    427

    w. 6. [w rękopisach:] J, C, D, S; „Ażby był z wielu znaków pewnych upewniony” [w rękopisach:] Z, P.

    428

    79, w. 5. [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „Iże z pamiętnem znakiem swoich sił bez wieści” [w rękopisie:] Z.

    429

    80, w. 8. „na zdobyczy” [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „dla zdobyczy” [w rękopisie:] Z.

    430

    85, w. 5. [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „Bo tuszyły widząc” [w rękopisie:] Z.

    431

    94, w. 5. „rozbiegszy się” [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „rozwiódszy się” [w rękopisie:] Z.

    432

    110, w. 7. „wzrzedna” [w rękopisach:] P, J; „wrzedna” [w rękopisach:] C, S; „zrzedna” [w rękopisach:] D, Z.

    433

    113, w. 3. „sarnę” [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „babę” [w rękopisie:] Z; „szpetną” [w rękopisach:] P, J, C, S, D; „siedząc” [w rękopisie:] Z.

    434

    4. „babę” [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „ją wnet” [w rękopisie:] Z.

    435

    114, w. 8. „bieży” [w rękopisach:] D, Z; „zewrze” [w rękopisach:] J, C, „gore” [w rękopisie:] P.

    436

    120, w. 8. „Jako” [w rękopisie:] D; „Jedno” [w rękopisach:] P, J, C, S, Z.

    437

    123, w. 4. [w rękopisach:] D, Z; „Już ją sama sobie miej” [w rękopisach:] P, J, C, S.

    438

    124, w. 8. „na siła” [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „na mało” [w rękopisie:] Z.

    439

    126, w. 4–5. „Marfizę — w paiżę” — wydawca; „Marfizie — paizę” [w rękopisach:] P, D, S; „Marfizie — paizie” [w rękopisach:] J, C, S.

    440

    133, w. 7. „Dwadzieścia” [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „Na dziesięć” [w rękopisie:] Z.

    441

    143, w. 2. „pożyć” [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „użyć” [w rękopisie:] Z.

    Pieśń XXI

    442

    1, w. 6. „świętej” [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „szczerej” [w rękopisie:] Z.

    443

    6, w. 1. „w głowę” [w rękopisach:] P, J, C, S, Z; „głównej” [w rękopisie:] D.

    444

    w. 3. „Powiedziała” („wy” przemazane) [w rękopisie:] D; „wypowiedział” [w rękopisach:] P, J, C, S, Z.

    445

    w. 5. „na to się udał” [w rękopisie:] D; „jako” [w rękopisach:] P, J, C, S, Z.

    446

    w. 6. „zgubił i zagładził” [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „wybił i wygładził” [w rękopisie:] Z.

    447

    10, w. 8. „z siodła” [w rękopisach:] P, J, C, S; „z konia” [w rękopisach:] D, Z.

    448

    15, w. 2. „Powienniejsza” [w rękopisie:] Z; „Powinniejsza” [w rękopisach:] P, J, C, S; „Powczenniejsza” [w rękopisie:] D.

    449

    21, w. 1. „Twarz upłakaną, włosy roztargane” [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „Twarz wybladłą, włosy rozczochrane” (1 zgłoski brak) [w rękopisie:] Z.

    450

    29, w. 8. „złośnica” [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „złościwa” [w rękopisie:] Z.

    451

    45, w. 4. [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „będę mu jednaki” [w rękopisie:] Z.

    452

    53, w. 7. „społem” [w rękopisach:] J, C, D, S, Z; „razem” [w rękopisie:] P.

    453

    63, w. 6. „kiedy” [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „kędy” [w rękopisie:] Z.

    454

    64, w. 2. „iść” [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „uść” [w rękopisie:] Z.

    Pieśń XXII

    455

    14, w. 4. „orężem” [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „żelazem” [w rękopisie:] Z.

    456

    19, w. 4. „Zbrojny” [w rękopisie:] Z; „zbójca” [w rękopisach:] P, J, C, D, S.

    457

    25, w. 2. „z uzdy” [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „z wodzy” [w rękopisie:] Z.

    458

    53, w. 5–6. „tęgą — przysięgą” [w rękopisach:] P, C, D, Z; „tego — do tego” [w rękopisie:] J; „tego — u niego” [w rękopisie:] S.

    459

    55, w. 8. „przydzie czynić” [w rękopisie:] D; „będzie czynić” [w rękopisach:] P, J, C, S, Z.

    460

    73, w. 4. [w rękopisach:] P, D, Z; „I pilniej z blizka w oczy po twarzy wejźrzała” [w rękopisach:] J, C, S.

    461

    84, w. 5. „w pośrzodek paiża” [w rękopisie:] D; „paiżem” [w rękopisach:] J, C, S; „kopią” [w rękopisie:] Z.

    Pieśń XXIII

    462

    1, w. 8. „zostawają” [w rękopisie:] Z; „w miejscu swem zostają” [w rękopisie:] D; „w miejscu potykają” [w rękopisach:] P, J, C; „z górami schadzają” [w rękopisie:] S.

    463

    3, w. 6. — wydawca; „Że pieniędzy tak wielą zamków swoich najduje” [w rękopisach:] P, J, C, D, S, „Że pieniędzy tak wiele w zamkach swych najduje” [w rękopisie:] Z.

    464

    11, w. 1. [w rękopisie:] Z; „Nie mógł jako naleźć A już tak wierzył” [w rękopisach:] P, J, C, S, „Nie mógł był lepiej naleźć i sam wierzył” [w rękopisie:] D.

    465

    13, w. 6. „głowę i szyję” [w rękopisie:] D; „oczy i szyję” [w rękopisach:] P, J, C, S, Z.

    466

    14, w. 3. „wodzą” [w rękopisach:] P, C, D, S, Z; „wodzem” [w rękopisie:] J.

    467

    19, w. 8. „Walumbrosa” [w rękopisie:] Z; „w Walumbrozie” [w rękopisach:] P, J, C, D, S.

    468

    23, w. 8. [w rękopisach:] D, Z; „A to o tem toż oba o owem gadali” [w rękopisach:] P, J, C, S.

    469

    31, w. 6. [w rękopisie:] D; „czyj beł koń opowiedziała” [w rękopisach:] P, J, C, S, Z.

    470

    38, w. 6. [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „Który rad z drogi prostej w stronę ustępuje” [w rękopisie:] Z.

    471

    51, w. 8. — „Bacząc tylo, że tak pan” [w rękopisie:] Z.

    472

    56, w. 4. — „Orland jego mowę” [w rękopisie:] Z.

    473

    60, w. 6. [w rękopisie:] Z; „A temu tułów na pół” [w rękopisach:] P, J, C, D, S.

    474

    70, w. 4. „w blizkiem lesie” [w rękopisach:] P, Z; „w onem lesie” [w rękopisach:] J, C, D, S.

    475

    75, w. 6. „zewnątrz” [w rękopisie:] J; „wewnątrz” [w rękopisach:] P, C, D, S, Z.

    476

    79, w. 8. „srodze zabitego” [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „zdradą” [w rękopisie:] Z.

    477

    85, w. 4. Z; „Czasu ten nie chce tracić, który z każdej strony” [w rękopisach:] J, D, S; „kiedy” [w rękopisie:] P; „kędy” [w rękopisie:] C.

    478

    91, w. 4. „za włosy u grzywy” [w rękopisach:] D, Z; „za włosy za grzywy” [w rękopisach:] J, C; „za włosy i grzywę” [w rękopisie:] S; „za włosy ze grzywy” [w rękopisie:] P.

    479

    101, w. 3. „beł chłodzony” [w rękopisie:] Z; „zmorzony” [w rękopisach:] J, C, D, S; „i godziny onej”(!) [w rękopisie:] P.

    480

    105, w. 2. [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „tem je barziej odżywia i puszcza płomienie” [w rękopisie:] Z.

    481

    109, w. 1. „skusili” [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „służyli” [w rękopisie:] Z.

    482

    116, w. 4. „Chędoży” [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „odpina” [w rękopisie:] Z.

    483

    117, w. 2. „ma niepokój” [w rękopisie:] D; „na niepokój” [w rękopisach:] P, J, C, S; „swój niepokój” [w rękopisie:] Z.

    484

    132, w. 8. „już obrony” [w rękopisach:] J, C, D, S; „rozebrany” [w rękopisie:] P.

    485

    135, w. 6. „przy wąkopie” [w rękopisach:] P, C, D, S; „przy okopie” [w rękopisie:] J.

    Pieśń XXIV

    486

    Argument, w. 1. „Odorykowi złemu” [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „Odorykowi dobry” [w rękopisach:] Z, W.

    487

    w. 3. „Orlanda mężnego” [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „grabie serdecznego” [w rękopisach:] Z, W.

    488

    w. 4. „króla” [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „cara” [w rękopisach:] Z, W.

    489

    w. 5. „Izabella go płacze” [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „Izabella narzeka” [w rękopisach:] Z, W.

    490

    w. 6. „i Rodomont potem się rozchodzą” [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „z Rodomontem i zaś się rozchodzą” [w rękopisach:] Z, W.

    491

    w. 7. „prędko” [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „prędką” [w rękopisach:] Z, W.

    492

    1, w. 4. „jawnie wyraźne” [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „jakby wyraźne” [w rękopisach:] Z, W.

    493

    w. 6. „musi mieć” [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „ma przecię” [w rękopisach:] Z, W.

    494

    w. 7. „Aza to” [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „Bo zaź to” [w rękopisach:] Z, W.

    495

    2, w. 1. „jednoż jest” [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „równe z tem” [w rękopisach:] Z, W.

    496

    w. 2. „skutki” [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „środki” [w rękopisach:] Z, W.

    497

    w. 3. „tak, jak las” [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „jakby las” [w rękopisach:] Z, W.

    498

    3, w. 1–2. [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „Lecz mi rzecze ktokolwiek: Czemu tak strofujesz
    Z tego grzechu, a sam wprost do niego wędrujesz” [w rękopisach:] Z, W,
    499

    w. 3. [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „Odpowiedam” [w rękopisach:] Z, W.

    500

    w. 8. — „Już się przecię do samych kości popsowało” [w rękopisach:] Z, W.

    501

    4, w. 2. — „srogie czynił” [w rękopisach:] Z, W.

    502

    7, w. 6. „częścią woły” [w rękopisach:] D, Z, W; „wali” [w rękopisie:] J; „woli” [w rękopisie:] C, S; „woła” [w rękopisie:] P.

    503

    w. 7. „Konie tłucze” [w rękopisach:] Z, W; „kole” [w rękopisach:] P, J, C, D, S.

    504

    8, w. 4. „głos dzwonów” [w rękopisach:] Z, W; „dźwięk” [w rękopisach:] P, J, C, D, S.

    505

    w. 5. [w rękopisie:] P, J, C, D, S; „W tysiącznych kupach jedni na dół” [w rękopisie:] Z, W.

    506

    w. 6. — „Z siekierami, z łuczywem, kosami, z różnami” [w rękopisach:] Z, W.

    507

    w. 7. — „Drudzy ku gorze biegli gwałtem w onej chwili” [w rękopisach:] Z, W.

    508

    9, 2. [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „podległą szturmom strasznem wodę” [w rękopisach:] Z, W.

    509

    w. 4. — „Lecz zaś druga dobrze się więtsza ukazuje” [w rękopisach:] Z, W.

    510

    w. 5. [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „Trzecia już najstraszniejsza i dalej” [w rękopisach:] Z, W.

    511

    w. 6. — „I szerzej się” [w rękopisach:] Z, W.

    512

    w. 7. — „Tak właśnie tłuszcza chłopska w on czas przypadała” [w rękopisach:] Z, W.

    513

    w. 8. [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „i z dołu bieżała” [w rękopisach:] Z, W.

    514

    10, w. 2. — „gdy mu w ręce wpadli” [w rękopisach:] Z, W.

    w. 3–4. — „I dał próbę tem jawną, że lepiej z daleka
    Od szalonego chłopstwa stać i być człowieka” [w rękopisach:] Z, W,
    515

    w. 5–7. [w rękopisach:] P, J, C, D, S; w. 5. „Oni mu namniej szkodzić nie mogą, bo (…)” [w rękopisach:] Z, W.

    516

    w. 6. „Najsroższych od żelaza razów się nie bało” [w rękopisach:] Z, W.

    517

    w. 7. „Tę łaskę sam mu Pan Bóg dał, a to z tej miary” [w rękopisach:] Z, W.

    518

    11, w. 1. [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „umrzeć, co się zgiomadzili” [w rękopisach:] Z, W.

    519

    w. 2. — „Gburowie pewnieby go tam już umorzyli” [w rękopisach:] Z, W.

    520

    w. 3. — „wieczne niebo tem udarowało” [w rękopisach:] Z, W.

    521

    w. 4. — „Że bez zbroje, bez szable zawsze mógł być cało” [w rękopisach:] Z, W.

    522

    w. 6. [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „Że mu i cięty raz i sztych nie szkodził” [w rękopisach:] Z, W.

    523

    w. 8. — „nawrócił” [w rękopisach:] Z, W.

    524

    12, w. 2. — „zbytniem strachem” [w rękopisach:] Z, W.

    525

    w. 5. — „On żołędzia” [w rękopisach:] Z, W.

    526

    w. 6. — „Żołądek zwłaszcza dawno” [w rękopisach:] Z, W.

    527

    13, w. 7. — „Potem ich krwią i mięsem z siercią brzuch zgłodniały” [w rękopisach:] Z, W.

    528

    w. 8. [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „Posilał i żołądek natkał zapróżniały”. Z, W.

    529

    16, w. 2. — „Izabella, co obok z niem wespół jechała” [w rękopisach:] Z, W.

    530

    w. 3. — „Odoryk to beł zdrajca na koniu (…)” [w rękopisach:] Z, W.

    531

    w. 6. — „Z niem cudzych krajów siła zjeździł i pomierzył”

    532

    w. 7. — „Jego swą dziewkę oddał szczerej życzliwości”

    533

    w. 8. „Gdy z pewnych przyczyn wprzód zbiegł z galicyjskiej włości” [w rękopisach:] Z, W.

    534

    17, w. 2. [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „Powiedała, bo o niej nie wiedział, miłemu” [w rękopisach:] Z, W.

    535

    w. 4. — „niżli się z niemi” [w rękopisach:] Z, W.

    536

    w. 7–8. [w rękopisach:] Z, W; w. 7. „gdy onego” (brak 2 zgłosek) [w rękopisach:] J, C, S, P; „beła, gdy onego” [w rękopisie:] D.

    537

    w. 8. „Więźnia ujźrzeli mocno pokrępowanego” [w rękopisie:] J, C, S.

    538

    18, w. 2. [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „Poznawszy” [w rękopisie:] Z, W.

    539

    w. 5. — „Iż zacnego rodu miał” [w rękopisach:] Z, W.

    540

    20, w. 1. — „gdy już widzę z tobą” [w rękopisach:] Z, W.

    541

    w. 4. — „używać nie trzeba” [w rękopisach:] Z, W.

    542

    w. 8. — „Już to wszytko do uszu twych dawno doniosła” [w rękopisach:] Z, W.

    543

    22, w. 4. „dla niej” [w rękopisach:] Z, W; „dla nich” [w rękopisach:] J, C, S, D, P.

    544

    w. 5. [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „I bieżałem” [w rękopisach:] Z, W.

    545

    w. 7. — „Potem, dowiedziawszy się wszytkiego skutecznie” [w rękopisach:] Z, W.

    546

    w. 8. [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „Biegłem w las, chcąc ich naleźć gdziekolwiek koniecznie” [w rękopisach:] Z, W.

    547

    24, w. 2. [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „Szukam śladu” [w rękopisach:] Z, W.

    548

    w. 4. — „Który około” [w rękopisach:] Z, W.

    549

    w. 8. — „Do ziemie, niż doktorów, coby uzdrowili” [w rękopisach:] Z, W.

    550

    25, w. 2–8. [w rękopisach:] P, J, C, D, S; w. 2. „Gospodarzam zostawił ledwie w pół żywego” [w rękopisach:] Z, W.

    551

    w. 3. [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „przedni doświadczony” [w rękopisach:] Z, W.

    552

    w. 4. — „Przez którego do zdrowia przyszedł, uleczony” [w rękopisach:] Z, W.

    553

    w. 5. — „Na konieśmy się potem, na zbroje” [w rękopisach:] Z, W.

    554

    w. 6. — „złem szukać” [w rękopisach:] Z, W.

    555

    w. 7. „Wziąwszy wieść, iż na dworze królewskiem się chował”
    „W Biskaliej, gdziem srogi bój z niem odprawował” [w rękopisach:] Z, W,
    556

    26, w. 2. [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „Rzecz wszystkę usłyszawszy” [w rękopisach:] Z, W.

    557

    w. 5. — „Bo… pokonany” [w rękopisach:] Z, W.

    558

    w. 6. — „Kiedy mi się poddawał” [w rękopisach:] Z, W.

    559

    w. 8. — „Abym go lub to zabił lub w pęcie niewolił” [w rękopisach:] Z, W.

    560

    27, w. 2. — „Teraz w łańcuchu dyszy, a ty” [w rękopisach:] Z, W.

    561

    w. 3. — „Osądź go według wolej, wziąwszy” [w rękopisach:] Z, W.

    562

    w. 4. — „Jeśli ma na prostą śmierć” [w rękopisach:] Z, W.

    563

    w. 5. — „Bo słysząc, żeś do wojska” [w rękopisach:] Z, W.

    564

    w. 6. — „abych cię mógł gdzie” [w rękopisach:] Z, W.

    565

    28, w. 2. — „Izabellę, co wiedzieć (…)” [w rękopisach:] Z, W.

    566

    29, w. 1. — „milczał królewic” [w rękopisach:] Z, W.

    567

    30, w. 1. —„(…) zawsze się najdował” [w rękopisie:] Z, W.

    568

    w. 2. „Grzech na świecie: sameś stem sposobów próbował” [w rękopisach:] Z, W.

    569

    w. 3. [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „(…) zły od cnotliwego” [w rękopisach:] Z, W.

    570

    w. 6. — „Zaraz bez obron w moc się” [w rękopisach:] Z, W.

    571

    w. 7, 8. — „staje — poddaje” [w rękopisach:] Z, W.

    572

    31, w. 2–8. — w. 2. zamku, we wszytko co jest opatrzony” [w rękopisach:] Z, W.

    573

    w. 3. „A bez gwałtu, bez szturmu, próżnemu strachowi” [w rękopisach:] Z, W.

    574

    w. 4. „Gwoli z rąk swych dałbym go nieprzyjacielowi” [w rękopisach:] Z, W.

    575

    w. 5. „Słuszniebym tu beł zdrajcą” [w rękopisach:] Z, W.

    576

    w. 7. „Żem się upsnął, nie czyniąc wedle twego zdania” [w rękopisach:] Z, W.

    577

    w. 8. „Mniejszą stąd mam sromotę, mniejsze urągania” [w rękopisach:] Z, W.

    578

    32, w. 1–8. [w rękopisach:] P, J, C, D, S; w. 1. „Bo gdzie jest nad moc naszę dobrze potężniejszy” [w rękopisach:] Z, W.

    579

    w. 2. „Nieprzyjaciel, tameśmy wymówki godniejszy” [w rękopisach:] Z, W.

    580

    w. 4. „Bo zamku, który mojej podany beł wierze” [w rękopisach:] Z, W.

    581

    w. 5. „Broniłem póty (…)” [w rękopisach:] Z, W.

    582

    w. 6. „Poniewoli, Bóg widzi, zgrzeszyć się musiało” [w rękopisach:] Z, W.

    583

    w. 7. „Gwałt wielki, przykry, tęgi, gwałt na mnie (…)” [w rękopisach:] Z, W.

    584

    w. 8. „Cóż za dziw, żem nie strzymał, przysięgę przestąpił” [w rękopisach:] Z, W.

    585

    33, w. 4. [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „I dziwnie niechcącego” [w rękopisach:] Z, W.

    586

    34, w. 3 — „Kiedy uważa jego (…)” [w rękopisach:] Z, W.

    587

    w. 6. — „Kiedy dawno ścisłą z niem (…)” [w rękopisach:] Z, W.

    588

    35, w. 6. „Dopiero zerwał” [w rękopisach:] Z, W; „Dopiero mu zdjął” [w rękopisach:] P, J, C, S, D.

    589

    36, w. 5. „Bez skutku, bo żadnego” [w rękopisach:] Z, W; „I bez skutku żadnego” [w rękopisach:] J, C, S, D, P.

    590

    w. 6. „bez żadnej prace” [w rękopisach:] Z, W; „bez wielkiej prace” [w rękopisach:] J, C, S, D, P.

    591

    37, w. 1. [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „i zawściągnąć kazał” [w rękopisach:] Z, W.

    592

    38, w. 2. — „A tom zdrajcę namyślił” [w rękopisach:] Z, W.

    593

    w. 6. „uczynił z miłości” [w rękopisach:] C, S, D; „z mylności” [w rękopisie:] J; „z omylności” [w rękopisie:] P; „z lekkości” [w rękopisach:] Z, W.

    594

    39, w. 2–6. [w rękopisach:] P, J, C, D, S; w. 2. „O czemsiła historyka” [w rękopisach:] Z, W.

    595

    w. 3. „Miłość zdrajczyna z miejsca przysięgi ruszyła” [w rękopisach:] Z, W.

    596

    w. 4. „I do sprośniejszych, cięższych” [w rękopisach:] Z, W.

    597

    w. 6. „Zaraz będzie, ja słusznie sam mam być karany” [w rękopisach:] Z, W.

    598

    40, w. 6–7. [w rękopisach:] P, J, C, D, S; w. 6. „i z wiernej pomocy” [w rękopisach:] Z, W.

    599

    w. 7. „Czyniąc jako o krzywdę własną o nię w boju” [w rękopisach:] Z, W.

    600

    41, w. 2–8. [w rękopisach:] P, J, C, D, S; w. 2. „wszak to termin mały” [w rękopisach:] Z, W.

    601

    w. 3. „Po Francyej wszerz i wdłuż” [w rękopisach:] Z, W.

    602

    w. 7. „Dla złamanej przysięgi i widomej zdrady” [w rękopisach:] Z, W.

    603

    w. 8. „Rzadkiej między dawnemi pismy i przykłady” [w rękopisach:] Z, W.

    604

    42, w. 1–5. [w rękopisach:] P, J, C, D, S; 1. „A tak beła baba” [w rękopisach:] Z, W (1 zgłoski brak).

    605

    w. 4. „(…) kłopotów nie zbędzie” [w rękopisach:] Z, W.

    606

    w. 5. „Tak oboje zostało na złe pokaranie” [w rękopisach:] Z, W, (rym: „podziałane”!).

    607

    44, w. 3. [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „(…) na niem, jako umyślili” [w rękopisach:] Z, W.

    608

    w. 5. — „Pojachał dalej” [w rękopisach:] Z, W.

    609

    45, w. 1. — „Nie po tem mianować go” [w rękopisach:] Z, W.

    610

    w. 3. — „(…) nic nie dbał na swoję przysięgę” [w rękopisach:] Z, W.

    611

    w. 6. — „Tuż przy samiuchnej drodze” [w rękopisach:] Z, W.

    612

    w. 7. — „Almont zaś toż jemu” [w rękopisach:] Z, W.

    613

    46, w. 3–4. — w. 3. „Którzy nie wiedząc, gdzie beł, trapić się musieli” [w rękopisach:] Z, W.

    614

    w. 4. „Zwłaszcza, że nie tak długo” [w rękopisach:] Z, W.

    615

    47, w. 3. [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „Że oboje wiedzieć chcą” [w rękopisach:] Z, W.

    616

    48, w. 8. — „Które z jaskinią nalazł” [w rękopisach:] Z, W.

    617

    49, w. 1. „w gęstwinę” — wydawca; „w gęstwinie” [w rękopisach:] J, C, S, D, P, Z, W.

    618

    w. 2. „poznawa grabinę” [w rękopisach:] J, C, D, P; „w grabinie” [w rękopisach:] Z, W; „poznawa grabinie” [w rękopisie:] S.

    619

    52, w. 2. [w rękopisach:] P, J, C, D, S; , Co się niefortunnemu” [w rękopisach:] Z, W.

    620

    53, w. 4. — „i ocz się frasuje” [w rękopisach:] Z, W.

    621

    w. 5. — „jest i wzrok się jej psuje” [w rękopisach:] Z, W.

    622

    54, w. 5. — „Od morza się do morza drugiego” [w rękopisach:] Z, W.

    623

    w. 6. — „I wysokie Pireny” [w rękopisach:] Z, W.

    624

    56, w. 2. — „Zerbina, Izabellę” [w rękopisach:] Z, W.

    625

    59, w. 6. — „ I ostremi broniami” [w rękopisach:] Z, W.

    626

    60, w. 2, 4. — w. 2. „dużemu królowi” [w rękopisach:] Z, W.

    627

    w. 4. „I gdzie spada, w bok koniem chyżo uskakuje” [w rękopisach:] Z, W.

    628

    65, w. 2. „ z moją wielką męką” [w rękopisach:] Z, W; „moją wielką męką” [w rękopisach:] P, J, C, S, D.

    629

    w. 5. [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „Coś niewiele” [w rękopisach:] Z, W.

    630

    w. 6. — „męstwo i serce” [w rękopisach:] Z, W.

    631

    68, w. 7. — „Więc i łokcia i uda” [w rękopisach:] Z, W.

    632

    69, w. 2. — „co z najduższej mocy” [w rękopisach:] Z, W.

    633

    w. 4. — „i znaku nie miała” [w rękopisach:] Z, W.

    634

    70, w. 5, 6. — „pozbywa — przybywa” [w rękopisach:] Z, W.

    635

    73, w. 1. — „jeździ, szuka” [w rękopisach:] Z, W.

    636

    w. 4. „A on” [w rękopisach:] Z, W; „Bo on” [w rękopisach:] P, J, C, S, D.

    637

    6. P, J, C, D, S; „temi czasy” [w rękopisach:] Z, W.

    638

    80, w. 5. — „ujrzę, wiede to umarłego” [w rękopisach:] Z, W.

    639

    83, w. 3. — „gdy cnego wyprawił” [w rękopisie:] D; „jego” [w rękopisie:] C; „gdy onego wyprawił” [w rękopisach:] P, J, S; „gdy w jaskinią wprawił” [w rękopisach:] Z, W.

    640

    84, w. 6. [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „Mdłej dziewki, kto i wrzaski” [w rękopisach:] Z, W.

    641

    86, w. 4. — „w sobie utopiła” [w rękopisach:] Z, W.

    642

    w. 7. — „gwałtu śmiałej ręki” [w rękopisach:] Z, W.

    643

    87, w. 5. — „z nią słowy” [w rękopisach:] Z, W.

    644

    w. 8. „które zakon nowy” [w rękopisach:] J, C, S, P, Z, W; „jako zakon” [w rękopisie:] D.

    645

    95, w. 2. „obaczy inszego” [w rękopisach:] Z, W; „jakiego” [w rękopisach:] P, J, C, S, D.

    646

    w. 4. [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „A w sobie” [w rękopisach:] Z, W.

    647

    97, w. 2. — „tą swą próżną mową” [w rękopisach:] Z, W.

    648

    w. 4. — „co to bój” [w rękopisach:] Z, W.

    649

    101, w. 4–6. — w. 4. „Jakby się przed niem sto lamp wielkich zapaliło” [w rękopisach:] Z, W.

    650

    w. 5. „Rodomont ledwie wszytkiej już nie zbywa siły” [w rękopisach:] Z, W.

    651

    w. 6. „Bije głową w zad konia” [w rękopisach:] Z, W.

    652

    102, w. 6. [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „idzie, z cięciwy” [w rękopisach:] Z, W.

    653

    107, w. 8. „i jawny upadek” [w rękopisach:] Z, W, D; „jawnie” [w rękopisach:] P, J, C, S.

    654

    109, w. 7. „Aby ich” [w rękopisach:] Z, W; „ją” [w rękopisach:] P, J, C, S, D.

    Pieśń XXV

    655

    1, w. 3. [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „co się w nich cięższego najduje” [w rękopisach:] Z, W.

    656

    2, w. 4. — „Do szczerego się na czas rzuciwszy jednania” [w rękopisach:] Z, W.

    657

    w. 6. — „Od nich, gdy go cesarskie obegnały mocy” [w rękopisach:] Z, W.

    658

    4, w. 5 — „Co zacz byli?Będziecie w krótkim czasie wiedzieć” [w rękopisach:] Z, W.

    659

    w. 6. [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „Bo mi” [w rękopisach:] Z, W.

    660

    w. 8. — „w polu nalezioną” [w rękopisach:] Z, W.

    661

    5, w. 3–7 [w rękopisach:] P, J, C, D, S; w. 3. „Z tych jeden, co umyślnie rozesłani byli” [w rękopisach:] Z, W.

    662

    w. 4. „Aby jego rycerze w obóz zgromadzili” [w rękopisach:] Z, W.

    663

    w. 5. „Ten poznawszy go, mówi zaraz Rugierowi” [w rękopisach:] Z, W.

    664

    w. 6. „Jako duszno i ciężko ich Agramantowi” [w rękopisach:] Z, W.

    665

    w. 7. „I jeśli” [w rękopisach:] Z, W.

    666

    7, w. 8. [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „żołnierstwa spół się przechadzało” [w rękopisach:] Z, W.

    667

    8, w. 1. — „Bo znano” [w rękopisach:] Z, W.

    668

    9, w. 5. — „im mu się barziej” [w rękopisach:] Z, W.

    669

    10, w. 1–6. — w. 1. „O zaprawdę, ona jest: na to się puściła” [w rękopisach:] Z, W.

    670

    w. 2. „Aby biednego więźnia prędko wyzwoliła” [w rękopisach:] Z, W.

    671

    w. 3. „Lecz iż się jej ta sprawa źle ponno nadała” [w rękopisach:] Z, W.

    672

    w. 5. „czemu mnie nie chciała” [w rękopisach:] Z, W.

    673

    w. 6. „Mieć z sobą, żeby jaką pomoc ze mnie miała” [w rękopisach:] Z, W.

    674

    11, w. 1. [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „Tak myśląc, zajątrzony broni swej dobywa” [w rękopisach:] Z, W.

    675

    w. 4. — „Krawe dzieło” [w rękopisach:] Z, W.

    676

    12, w. 1. — „Jako więc stado szpaków mdłych, gdy jezior blizko” [w rękopisach:] Z, W.

    677

    w. 2. [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „Najadszy się czynią swe szczebiecąc igrzysko” [w rękopisach:] Z, W.

    678

    w. 4. — „I jednego połapi z nich” [w rękopisach:] Z, W.

    679

    w. 8. — „swą wpadł Rugier śmiały” [w rękopisach:] Z, W.

    680

    13, w. 1. — „Sześciom czyli dziesięciom zdjął z ich karków głowy” [w rękopisach:] Z, W.

    681

    w. 3. [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „siedmiom je porozczepiał” [w rękopisach:] Z, W.

    682

    w. 5–8. [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „nie nakryli głów swoich hełmami” [w rękopisach:] Z, W.

    683

    w. 7. „Lecz i hełmy małoby, to pewna, pomogły” [w rękopisach:] Z, W.

    684

    w. 8. „Boby tak niewymownych strzymać” [w rękopisach:] Z, W.

    685

    14, w. 1. [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „Taka moc jego była” [w rękopisach:] Z, W.

    686

    w. 5. — „Ledwoby…porównało” [w rękopisach:] Z, W.

    687

    w. 6. — „Dużością albo jakie nagłówniejsze działo” [w rękopisach:] Z, W.

    688

    w. 8. — „Niebo drży, ziemia huczy, morze” [w rękopisach:] Z, W.

    689

    15, w. 2. — „Dwa, choć raz szablą machnął” [w rękopisach:] Z, \V.

    690

    w. 5. — „Bo takie Balizarda szabla” [w rękopisach:] Z, W.

    691

    16, w. 1. — „Ale swojej roboty prędko” [w rękopisach:] Z, W.

    692

    w. 6. „widziana kiedy” [w rękopisach:] Z, W; „kiedy” brak P, J, C, S; „Jego widziana i moc barzo wielka była” [w rękopisie:] D, ,.

    693

    17, w. 8. [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „Na ramię i bronią” [w rękopisach:] Z, W.

    694

    18, w. 1. — „wielką dziwnie krzywdą” [w rękopisach:] Z, W.

    695

    19, w. 3. — „Słowy, jakie namędrsze w głowie wynajdował” [w rękopisach:] Z, W.

    696

    w. 8. [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „wiele powinien jest, wiedział” [w rękopisach:] Z, W.

    697

    20, w. 4–8. [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „Nie słyszę z uciesznemi i pięknemi słowy” [w rękopisach:] Z, W.

    698

    w. 5. „Więc cóż to jest wżdy, że mi tak dziękuje” [w rękopisach:] Z, W.

    699

    w. 7. „Cóż to wżdy jest dla Boga; czemuż, czemu, mego” [w rękopisach:] Z, W.

    700

    w. 8. „imienia własnego” [w rękopisach:] Z, W.

    701

    21, w. 5. [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „I powiedz mi, jeśliś się kędy widział ze mną” [w rękopisach:] Z, W.

    702

    w. 6. — „A nie taj, proszę, swego imienia” [w rękopisach:] Z, W.

    703

    22, w. 5. — „gdzieś widział raczej siostrę” [w rękopisach:] Z, W.

    704

    w. 7. — „Bo mi” [w rękopisach:] Z, W.

    705

    24, w. 2. — „O czemby trzeba wiele mówić” [w rękopisach:] Z, W.

    706

    25, w. 2. — „której się słusznie zadziwicie” [w rękopisach:] Z, W.

    707

    w. 3. — „I ta mi się stąd, żem jej jest” [w rękopisach:] Z, W.

    708

    26, w. 8. — „Tak w drogę… dalej się puściła” Z, W.

    709

    27, w. 4. — „przy gaju zielonem” [w rękopisach:] Z, W.

    710

    28, w. 2. — „I w żelazo krom twarzy” [w rękopisach:] Z, W.

    711

    29, w. 2. — „Gdzie, iż jej przeszkodzić nikt” [w rękopisach:] Z, W.

    712

    30, w. 4. — „biedna najdowała” [w rękopisach:] Z, W.

    713

    w. 8. — „Niż darmo piękną dziewkę swem wzrokiem urażać” [w rękopisach:] Z, W.

    714

    31, w. 1. [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „A prawdę ona szczerą bez chyby mówiła” [w rękopisach:] Z, W.

    715

    w. 2. — „Bo to nikczemność” [w rękopisach:] Z, W.

    716

    w. 4. — „Drewnu przystojna, gdyby ten młodzian, któremu” [w rękopisach:] Z, W.

    717

    w. 7. [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „Tak po lekku do rzeczy samej przystępuje” [w rękopisach:] Z, W.

    718

    w. 8. — „I z nienagła, iż jest płcią białą, ukazuje” [w rękopisach:] Z, W.

    719

    33, w. 1. —„Bo ona…kochać nie przestawa” [w rękopisach:] Z, W.

    720

    w. 2. — „Dlatego, ale się w moc po staremu dawa” [w rękopisach:] Z, W.

    721

    w. 3. — „Miłości, ani serca może zwabić swego” [w rękopisach:] Z, W.

    722

    w. 4. — „Które do oka siostry mej zbiegło wdzięcznego” [w rękopisach:] Z, W.

    723

    w. 7. [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „Bo gdy pomyśli, że” [w rękopisach:] Z, W.

    724

    34, w. 1. — „słyszał jej wzdychanie” [w rękopisach:] Z, W.

    725

    w. 2. — „Ktoby beł widział gorzki płacz” [w rękopisach:] Z, W.

    726

    w. 3. [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „samby pewnie z nią płakał” [w rękopisach:] Z, W.

    727

    w. 6. — „I pomyślnegobym się” [w rękopisach:] Z, W.

    728

    w. 7. — „Sama tylko me żądze, którym nie pomogą” [w rękopisie:] D.

    729

    w. 7. — „Lubby to dobra była lub zła; teraz moje” [w rękopisach:] Z, W.

    730

    w. 8. „końca swego mieć nie mogą” — wydawca; brak „swego” [w rękopisach:] P, J, C, S.

    731

    w. 8. „Żadne dowcipy, bo w nich końca mieć nie mogą” [w rękopisie:] D.

    732

    w. 8. „Nagrody mieć nie mogą przeraźliwe znoje” [w rękopisach:] Z, W.

    733

    35, w. 2. [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „Gdyż mi już” [w rękopisach:] Z, W.

    734

    w. 3. — „Przestać było na męce jakiej ob.” [w rękopisach:] Z, W.

    735

    w. 5. — „Bom ja w ludziach” [w rękopisach:] Z, W.

    736

    w. 6. — „(…) z serca miłowała” [w rękopisach:] Z, W.

    737

    w. 8. — „Owca w owcy się kocha abo w łaniej łani” [w rękopisach:] Z, W.

    738

    37, w. 1–7. — „Zawsze biała płeć żądze swe do mężczyzn miała” [w rękopisach:] Z, W.

    739

    w. 2. „Zawsze też pożądany skutek w tem doznała” [w rękopisach:] Z, W.

    740

    w. 3. „Prócz tej, która umyślnie w krowę z drzewa wlazła” [w rękopisach:] Z, W.

    741

    w. 4. „Na miłość nową sposób nowy wynalazła” [w rękopisach:] Z, W.

    742

    w. 6. „swem najostrszem rozumem” [w rękopisach:] Z, W.

    743

    w. 7. „A ten mi zawiązało” [w rękopisach:] Z, W.

    744

    38, w. 4. [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „czyni włosowi w kędzierze złotemu” [w rękopisach:] Z, W.

    745

    w. 6. — „żądzom i próżnej chciwości” [w rękopisach:] Z, W.

    746

    w. 7. — „Chce jej frasunek wybić, żal wytrącić z głowy” [w rękopisach:] Z, W.

    747

    39, w. 1. [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „Bo ta, która” [w rękopisach:] Z, W.

    748

    w. 2. — „ciężej utyskuje” [w rękopisach:] Z, W.

    749

    w. 3. — „Już też wieczorną gwiazdę słońce nachylało” [w rękopisach:] Z, W.

    750

    w. 5. — „do dom nawracają” [w rękopisach:] Z, W.

    751

    w. 7. — „Pędzi ich precz królewna, siostrę nalegała” [w rękopisach:] Z, W.

    752

    40, w. 1. — „Trudno było odmówić” [w rękopisach:] Z, W.

    753

    41, w. 1–8. — w. 1. „Bo widząc” [w rękopisach:] Z, W.

    754

    w. 3. „Raczej jakiego z takich postępków z tej miary” [w rękopisach:] Z, W.

    755

    w. 4. „Bała się obmowiska i znacznej przywary” [w rękopisach:] Z, W.

    756

    w. 5. „Aby ci, co ją w męskich wielekroć widzieli” [w rękopisach:] Z, W.

    757

    w. 6. „Szaciech, źle o niej w sposób ten nie rozumieli” [w rękopisach:] Z, W.

    758

    w. 7. „Dlatego swej płci wdziewa przystojne odzienie” [w rękopisach:] Z, W.

    759

    w. 8. „Tusząc, że tak złe o niej zginie rozumienie” [w rękopisach:] Z, W.

    760

    42, w. 6. [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „przypadło na oczy” [w rękopisach:] Z, W.

    761

    w. 7. — „Zda się, a ona sobie”…

    762

    43, w. 1–7 — w. 1. „Jako w chorobie nagłej gorączką spalony” [w rękopisach:] Z, W.

    763

    w. 2. „Jeśli uśnie, pragnieniem ciężkiem nademdlony” [w rękopisach:] Z, W.

    764

    w. 4. „Śni mu się to o wodzie, to inszem napoju” [w rękopisach:] Z, W.

    765

    w. 5. „Tak na jej żądzą, na jej gorące pragnienie” [w rękopisach:] Z, W.

    766

    w. 7. „Ocknąwszy, ręką maca, na jawi probuje” [w rękopisach:] Z, W.

    767

    45, w. 3. [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „Której, gdy o odjeździe” [w rękopisach:] Z, W.

    768

    w. 5. — „Królewna jej przy pięknem od złota siedzeniu” [w rękopisach:] Z, W.

    769

    w. 6. — „Hiszpańskiego wieść każe konia na żegnaniu” [w rękopisach:] Z, W.

    770

    w. 7. [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „Kosztowny niemniej zwierzchny nasuwień” [w rękopisach:] Z, W.

    771

    46, w. 3. — „Sióstra zaś tak” [w rękopisach:] Z, W.

    772

    49, w. 4. [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „Więc oczy podobały, rumiana jagoda” [w rękopisach:] Z, W.

    773

    w. 5. — „Alem nie śmiał miłości odkryć, bo” [w rękopisach:] Z, W.

    774

    w. 6. — „Ten, co serce pozwala ranić bez nadzieje” [w rękopisach:] Z, W.

    775

    w. 7. — „Z onej jednak powieści” [w rękopisach:] Z, W.

    776

    w. 8. — „w sercu memZ, W.

    777

    50, w. 2. — „Miłość rozcząwszy mojem zamysłom pomogła” [w rękopisach:] Z, W.

    778

    w. 3. [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „Rady zdrowej dodała” [w rękopisach:] Z, W.

    779

    w. 5. — „rzecz skutek swój wziąć miała” [w rękopisach:] Z, W.

    780

    w. 7. — „tem raźniej” [w rękopisach:] Z, W, j

    781

    w. 8. — „Omylić” [w rękopisach:] Z, W.

    782

    51, w. 3. — „Nikomu przed się wziętych rzeczy nie odkrywam” [w rękopisach:] Z, W.

    783

    w. 5. [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „Idę zaraz tam” [w rękopisach:] Z, W.

    784

    52, w. 8. — „Skoroby się od niego o mnie” [w rękopisach:] Z, W.

    785

    53, w. 5. — „Chętna z pokojów swoich idzie Fiordyspina” [w rękopisach:] Z, W.

    786

    w. 7. — „Twarz ma dziwnie wesołą, zbytnie się raduje” [w rękopisach:] Z, W.

    787

    w. 8. [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „(…) łaski pokazuje” [w rękopisach:] Z, W.

    788

    55, w. 4. [w rękopisach:] P, C, D, S; „zbiera mi włos w świetniejsze pleciony klejnoty” [w rękopisach:] Z, W.

    789

    w. 8. [w rękopisach:] P, C, D, S; „Tak cienki, że tej zdrady nikt się nie domyślił” [w rękopisach:] Z, W.

    790

    56, w. 5. „O jakom z wielu szydził” — wydawca;
    „O jakom z wielu szydziła” [w rękopisach:] C, S, P, (1 zgłoska za wiele);
    „Jakom z wielu szydziła” [w rękopisach:] Z, W, D,
    791

    57, w. 4. [w rękopisach:] P, C, D, S; „(…) wszytek obciążony” [w rękopisach:] Z, W.

    792

    w. 8. „Ażebym z nią nocował” [w rękopisie:] D; „Abym sam z nią nocował” [w rękopisach:] Z, W;
    „Abym z nią nocował” [w rękopisach:] C, P, S, (1 zgłoski brak).
    793

    58, w. 7. [w rękopisach:] P, C, D, S; „jakoś rozumiała” [w rękopisach:] Z, W.

    794

    59, w. 1. — „Powiem wprzód, dlaczegom się” [w rękopisach:] Z, W.

    795

    w. 4. — „Piękna dziewko, kiedyćby” [w rękopisach:] Z, W.

    796

    w. 8. — „mogła preczem odjechała” [w rękopisach:] Z, W.

    797

    60, w. 1. [w rękopisach:] P, C, D, S; „Lecz w drodze z gościńca mię życzliwe bitego” [w rękopisach:] Z, W.

    798

    w. 2. [w rękopisach:] P, C, D, S; „Szczęście zaprowadziło” [w rękopisach:] Z, W.

    799

    61, w. 1–8. — w. 1. „Skoczę chyżo, abym jej w nieszczęściu pomogła” [w rękopisach:] Z, W.

    800

    w. 2. „I szablą, bom inaczej ratować nie mogła” [w rękopisach:] Z, W.

    801

    w. 3. „Wnet rybitwa przebijam najokrutniejszego” [w rękopisach:] Z, W.

    802

    w. 4. „Ona wtem z brzegu do dna skoczyła samego” [w rękopisach:] Z, W.

    803

    w. 6. „Nie będziesz za to, wierz mi bez nagrody” [w rękopisach:] Z, W.

    804

    w. 8. „I w tej z dawnych lat rzece” [w rękopisach:] Z, W.

    805

    62, w. 1. [w rękopisach:] P, C, D, S; „Siłą mogę, wiedz pewnie” [w rękopisach:] Z, W.

    806

    w. 7. — „(…) gdym je wymówiła” [w rękopisach:] Z, W.

    807

    63, w. 1. [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „Ja nie proszę na ono” [w rękopisach:] Z, W.

    808

    w. 4. — „Albo w każdej potrzebie zwycieżcą” [w rękopisach:] Z, W.

    809

    w. 5. — „Ale, aby lub ciebie jako” [w rękopisach:] Z, W.

    810

    w. 6. — „Lub niewieścią moję płeć” [w rękopisach:] Z, W.

    811

    64, w. 2. — „w wodę ponurzyła” [w rękopisach:] Z, W.

    812

    w. 6. [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „Która moję płeć, nie wiem jako, odmieniła” [w rękopisach:] Z, W.

    813

    65, w. 1. — „wiary, tak mniemam, nie dała” [w rękopisach:] Z, W.

    814

    w. 7. — „rzekł, a ona też ręką” [w rękopisach:] Z, W.

    815

    66, w. 2–6. — w. 2. „Co wszytkie o tej rzeczy wraz stracił nadzieje” [w rękopisach:] Z, W.

    816

    w. 3. „Której pragnął od żalu” [w rękopisach:] Z, W.

    817

    w. 4. „schnie, wzdycha, że jej” [w rękopisach:] Z, W.

    818

    w. 5. „Jeśli ją potem z jakiej przygody” [w rękopisach:] Z, W.

    819

    w. 6. „szczęściu onemu raduje” [w rękopisach:] Z, W.

    820

    67, w. 1–8. [w rękopisach:] P, J, C, D, S; w. 1. „Tak Fiordyspina, chociaż ręką sprobowała” [w rękopisach:] Z, W.

    821

    w. 2. „Prawdy tej, nad którą nic milszego nie miała” [w rękopisach:] Z, W.

    822

    w. 3. „Nie wierzy przecię ręce” [w rękopisach:] Z, W.

    823

    w. 4. „Mniema, że to jest mara senna w ciemnem mroku” [w rękopisach:] Z, W.

    824

    w. 5. „wątpliwa, żeby dotąd spała” [w rękopisach:] Z, W.

    825

    w. 6. „Zaczem próbę pewniejszą w tej mierze mieć chciałaZ, W.

    826

    w. 7. „Mówiąc: Jeśli to jest sen” [w rękopisach:] Z, W.

    827

    w. 8. „Życzę, o życzę, abym się” [w rękopisach:] Z, W.

    828

    68, w. 2–8. [w rękopisach:] P, J, C, D, S; 2. „miłości słodki rozczynali” [w rękopisach:] Z, W.

    829

    w. 5. „W tem szturmie szabel, mieczów, aział nie zażywamy” [w rękopisach:] Z, W.

    830

    w. 6. „Oszczepów, strzał, kusz, łuków, dard, śpisów nie mamy” [w rękopisach:] Z, W.

    831

    w. 7. „Bez drabin wlazłem” [w rękopisach:] Z, W.

    832

    w. 8. „Wytknąwszy” [w rękopisach:] Z, W.

    833

    69, w. 4. [w rękopisach:] P, J, C, S; „pociech i słodkości” [w rękopisach:] Z, W, D.

    834

    70, w. 4. [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „srogiemu zaraz odniesiono” [w rękopisach:] Z, W.

    835

    w. 7 — „tej snadniusieńko wiedzieć” [w rękopisach:] Z, W.

    836

    w. 8. — „Z której jakom żałosny” [w rękopisach:] Z, W.

    837

    71, w. 1. — „Tam w on czas Rugierowi samę rzecz odkrywał” [w rękopisach:] Z, W.

    838

    w. 5. „A do niej ścieszka” [w rękopisach:] Z, W; „A do niego ścieszka” [w rękopisach:] P, J, C, S, D.

    839

    72, w. 6. [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „Aldygierej i mądry, dobry, mężny, śmiały” [w rękopisach:] Z, W.

    840

    73, w. 7. „miał jednę” [w rękopisach:] Z, W; „miał we dnie” [w rękopisach:] P, J, C, S, D.

    841

    74, w. 4. [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „Że najniecnotliwszy nasz Bertoladź z Bajony” [w rękopisach:] Z, W.

    842

    75, w. 6. — „Godzinę, miedzy jednem” [w rękopisach:] Z, W.

    843

    w. 7 — „Jutro stawić chce pewnie a sam” [w rękopisach:] Z, W.

    844

    76, w. 3. — „Lecz iż droga” [w rękopisach:] Z, W.

    845

    w. 6. — „Chocia ich są ochotne wole” [w rękopisach:] Z, W.

    846

    80, w. 6. — „panowie zamrużali oczy” [w rękopisach:] Z, W.

    847

    w. 7. — „Rugiera śpią; tego troskliwa” [w rękopisach:] Z, W.

    848

    81, w. 1–3. — w. 1. „o którem przez posła” [w rękopisach:] Z, W.

    849

    w. 2. „Agramantowego wieść niesmaczna go doszła” [w rękopisach:] Z, W.

    850

    w. 3. „Tkwi mu w sercu głęboko i widzi” [w rękopisach:] Z, W.

    851

    82, w. 4. [w rękopisach:] P, J, C, D, S; „pomocy i prętkiej obrony” [w rękopisach:] Z, W.

    852

    w. 5 — „opacznego nie ujdzie” [w rękopisach:] Z, W.

    853

    87, w. 4. — „A obelgi mu z miary takiej nie życzyła” [w rękopisach:] Z, W

    854

    88, w. 4. — „Aby jej nie opuścił” [w rękopisach:] Z, W.

    855

    w. 7 — „Skoro mu własną żoną zostać” [w rękopisach:] Z, W.

    856

    92, w. 3. — „Lecz się i w tem” [w rękopisach:] Z, W.

    857

    w. 8. — „Zaniesie tajemnicę tę do Białej Góry” [w rękopisach:] Z, W.

    858

    97, w. 5. — „A miał” [w rękopisach:] Z, W.

    Pieśń XXVI

    859

    Argument. w. 1. [w rękopisie:] S; „Malagiz z alabastru figurę” [w rękopisach:] Z, W.

    860

    w. 4. [w rękopisie:] S; „O Marfizę, króla zaś z Sarce R….” [w rękopisach:] Z, W.

    861

    w. 5. [w rękopisie:] S; „Straszny bój” [w rękopisach:] Z, W.

    862

    w. 6. [w rękopisie:] S; „Z obiema, w dzieło krwawe z młodu zaprawiony” [w rękopisach:] Z, W.

    863

    5, w. 1. „wnet tobie” [w rękopisie:] S; „w tem” [w rękopisach:] Z, W, B.

    864

    7, w. 2. „przodkować” [w rękopisach:] Z, W, B„ „sermować” [w rękopisie:] S.

    865

    11, w. 7. „najuczone” [w rękopisach:] Z, W, B; „nałożone” [w rękopisie:] S.

    866

    13, w. 2. [w rękopisach:] S, B; „Synowie, którzy bracią swą odbić golowi” [w rękopisach:] Z, W.

    867

    w. 4. „Obadwa wraz” [w rękopisach:] Z, W, B; „wnet” [w rękopisie:] S.

    868

    w. 8. [w rękopisach:] S, B; „czynić z szalbierstwa umieli” [w rękopisach:] Z, W.

    869

    14, w. 6. „Leci martwy” [w rękopisach:] S, B; „leci, jak snop” [w rękopisach:] Z, W.

    870

    17, w. 7. „połknie, tę zabije” [w rękopisach:] S, B; „udusi” [w rękopisach:] Z, W.

    871

    19, w. 4. [w rękopisach:] S, B; „Z Marfizą, co jest męstwa wzór piękny dziwnego” [w rękopisach:] Z, W.

    872

    24, w. 1. „pilna się dziwuje” [w rękopisach:] S, B; „z strachem się” [w rękopisach:] Z, W.

    873

    25, w. 8. „żartkiego” [w rękopisach:] S, B; „rączego” [w rękopisach:] Z, W.

    874

    27, w. 1. „wielkich sztuk od srebra” [w rękopisach:] S, B; „dziwnych sztuk od złota” [w rękopisach:] Z, W.

    875

    29, w. 2. „złoty włos” [w rękopisach:] S, B; „śliczny” [w rękopisach:] Z, W.

    876

    31, w. 5. „własna postać” [w rękopisach:] S, B; „wszytka” [w rękopisach:] Z, W.

    877

    41, w. 6. „okrutna była” [w rękopisach:] S, B; „ogromna” [w rękopisach:] Z, W.

    878

    44, w. 4. „podłabi, pokruszy” [w rękopisach:] B, Z, W; „podławi” [w rękopisie:] S.

    879

    67, w. 1. „rozpiera” [w rękopisach:] Z, W; „rozbiera” [w rękopisach:] S, B.

    880

    78, w. 2. „z niem chciał” [w rękopisie:] S; „śmiał” [w rękopisach:] Z, W.

    881

    79, w. 5. „zraził” [w rękopisie:] S; „zsadził” [w rękopisach:] Z, W.

    882

    81, w. 1. „się strzaskały” [w rękopisach:] Z, W, B; „się spadały” [w rękopisie:] S.

    883

    111, w. 6. „bieży” [w rękopisach:] S, B; „leci” [w rękopisach:] Z, W.

    884

    w. 7. „hamuje” [w rękopisach:] S, B; „tamuje” [w rękopisach:] Z, W.

    885

    112, w. 8. „nie pojedna” [w rękopisach:] S, B; „nie porówna” [w rękopisach:] Z, W.

    886

    117, w. 4. „zostawuje” [w rękopisach:] Z, W; „pokazuje” [w rękopisach:] S, B.

    887

    119, w. 1. „zapalczywy” [w rękopisach:] S, B; „jadowity” [w rękopisach:] Z, W.

    888

    w. 2. „co biegł” — wydawca; „w bieg chciwy” [w rękopisie:] S; „w bieg obfity” [w rękopisach:] Z, W, B.

    Pieśń XXVII

    889

    4, w. 5. „wypędzona” [w rękopisach:] Z, W; „rozpuszczona” [w rękopisach:] S, B.

    890

    6, w. 6. „nauczyli” [w rękopisach:] S, B; „nałożyli” [w rękopisach:] Z, W.

    891

    13, w. 8. „niezleczone rany” [w rękopisach:] Z, W; „niezliczone rany” [w rękopisach:] S, B.

    892

    14, w. 3. „podał” [w rękopisach:] Z, W; „dodał” [w rękopisach:] S, B.

    893

    17, w. 4. „sobie wiją” [w rękopisach:] B, W; „sobą wiją” [w rękopisach:] S, Z.

    894

    28, w. 7. [w rękopisach:] S, B; „(…) to postanowili” [w rękopisach:] Z, W.

    895

    w. 8. [w rękopisach:] S, B; „(…) naszych aby w szcząt zgładzili” [w rękopisach:] Z, W.

    896

    33, w. 4. „Z porazu” [w rękopisie:] B; „Z porażki” [w rękopisie:] S; „Z pożaru” [w rękopisach:] Z, W.

    897

    35, w. 6. „zazdrość i hardości” [w rękopisach:] Z, W; „hardość i śmiałości” [w rękopisach:] S, B.

    898

    36, w. 8. „poruczył” [w rękopisach:] Z, W; „rozkazał” [w rękopisach:] S, B.

    899

    39, w. 3. „gorszego” [w rękopisach:] Z, W; „inszego” [w rękopisach:] S, B.

    900

    6. „pogańskiemi” [w rękopisach:] Z, W; „statecznemi” [w rękopisach:] S, B.

    901

    87, w. 4. „brzydliwy” [w rękopisach:] Z, W; „złośliwy” [w rękopisach:] S, B.

    902

    96, w. 3. „stanowi twojemu” [w rękopisach:] S, B; „honorowi twemu” [w rękopisach:] Z, W.

    903

    97, w. 4. „niech ma swojej zapłatę roboty” [w rękopisach:] Z, W; „niech wykrętne ustaną roboty” [w rękopisie:] S; „niech na swoje ustaną roboty” [w rękopisie:] B.

    904

    98, w. 8. — wydawca; „Obiesić, co szubieńce wysokiej godnego” [w rękopisach:] B, Z, W; „Obiesić na szubieńcy wysokiej drugiego” [w rękopisie:] S.

    905

    102, w. 5. „niechcąc rozwięzuje” [w rękopisach:] Z, W, B; „widząc rozwięzuje” [w rękopisie:] S.

    906

    106, w. 7. „uciechy” [w rękopisach:] Z, W; „zabawy” [w rękopisie:] S; „ochoty” [w rękopisie:] B.

    907

    116, w. 6. „zelżywości” — wydawca; „znieważywszy” [w rękopisach:] S, B; „z nienawiści” [w rękopisach:] Z, W.

    908

    121, w. 8. „zesłane” [w rękopisach:] Z, W; „wydane” [w rękopisach:] S, B.

    909

    133, w. 4, „odbiegły” [w rękopisach:] Z, W; „odeszły” [w rękopisach:] S, B.

    910

    139, w. 8. [w rękopisie:] S; „zarazem z tem mogę opowiedzieć” [w rękopisach:] Z, W (1 zgłoska za wiele); „Na złość żonom ja zarazem mogę opowiedzieć” [w rękopisie:] B.

    Pieśń XXVIII

    911

    3, w. 1. „albo cztery” [w rękopisach:] Z, W, B; „albo więcej” [w rękopisie:] S.

    912

    5, w. 2. „zbytniego” [w rękopisach:] Z, W; „wielkiego” [w rękopisach:] S, B.

    913

    5. „ładnego” [w rękopisach:] Z, W; „wielkiego” [w rękopisach:] S, B.

    914

    9, w. 1. „wielkiego” [w rękopisach:] Z, W; „jednego” [w rękopisach:] S, B.

    915

    15, w. 4. „zwiedził” [w rękopisach:] S, B; „obszedł” [w rękopisach:] Z, W.

    916

    29, w. 2. „by nie baczył” [w rękopisach:] S, B; „boby mniemał” [w rękopisach:] Z, W.

    917

    49, w. 8. „(…) co wielkie stąd widzieli” [w rękopisach:] Z, W; „które stąd widzieli” [w rękopisach:] S, B.

    918

    50, w. 8. „na mężczyźnie jednem” [w rękopisach:] Z, W; „na mężczyźnie jednej” [w rękopisach:] S, B.

    919

    53, w. 5. „nalegali” [w rękopisach:] Z, W; „nakuczali” [w rękopisach:] S, B.

    920

    54, w. 3. „jednaki” [w rękopisach:] Z, W; „miechy obadwa” [w rękopisach:] S, B.

    921

    w. 8. „W Zatcie” [w rękopisach:] Z, W; „W karczmie” [w rękopisach:] S, B.

    922

    63, w. 8. „cicho cofnął” [w rękopisach:] S, B; „chyżo cofnął” [w rękopisach:] Z, W.

    923

    67, w. 6. „takiego” [w rękopisach:] Z, W; „żadnego” [w rękopisach:] S, B.

    924

    76, w. 3. „dłużej” [w rękopisach:] Z, W; „więcej” [w rękopisach:] S, B.

    925

    88, w. 2. „z niego” [w rękopisach:] Z, W; „jego” [w rękopisach:] S, B.

    926

    89, w. 3. „tkwiała” [w rękopisie:] W; „tchwiała” [w rękopisie:] Z; „kwiała” [w rękopisie:] B; „trwała” [w rękopisie:] S.

    927

    95, w. 7. „dosuży” [w rękopisie:] Z; „dosuszy” [w rękopisie:] W; „doszuszy” [w rękopisie:] S; „dosiedzis” [w rękopisie:] B.

    928

    97, w. 6. [w rękopisach:] S, Z, W; „Strumień bieży zodyak gwiazd jaśniejszych ćmiąc śliczny” [w rękopisie:] B.

    929

    8. „I razy” [w rękopisach:] Z, W; „I żary” [w rękopisie:] S; „Pożary” [w rękopisie:] B.

    930

    99, w. 8. [w rękopisach:] Z, W; „(…) nie zna, jej powieść bajką” [w rękopisie:] S (w [rękopisie] B, wiersz niezupełny).

    931

    101, w. 2. „tak świętego” [w rękopisach:] Z, W; „tak swojego” [w rękopisach:] S, B.

    Pieśń XXIX

    932

    Argument. w. 5. „z końców” [w rękopisach:] Z, W, B; „z krajów” [w rękopisie:] S.

    933

    7, w. 1. „wysokiem” [w rękopisach:] Z, W; „szerokiem” [w rękopisach:] S, B.

    934

    10, w. 5. „jak szczurek” — wydawca; „tak szczurek” [w rękopisach:] S, B, Z, W.

    935

    18, w. 5. [w rękopisach:] Z, W; „Do końca jednak nie ma dotrzymać przysięgi” [w rękopisach:] S, B.

    936

    32, w. 6. „zostawuje” [w rękopisach:] Z, W; „ukazuje” [w rękopisach:] S, B.

    937

    35, w. 7. „I w skok” [w rękopisach:] S, B; „I w róg” [w rękopisach:] Z, W.

    938

    48, w. 8. „z rzeki, zanurzony” [w rękopisach:] Z, W; „z wody, pogrążony” [w rękopisach:] S, B.

    939

    52, w. 8. — wydawca; „Jeśli chce w przepaść, jeśli w on wąwóz tak srogi” [w rękopisie:] Z, W, „Jeśli chce, w przepaść, w on wąwóz głęboki” [w rękopisach:] S, B.

    940

    53, w. 8. „wyniosłego” [w rękopisach:] Z, W; „wysokiego” [w rękopisach:] S, B.

    941

    64, w. 5. „dużych” [w rękopisach:] Z, W; „dzikich” [w rękopisach:] S, B.

    942

    67, w. 8. „wsiada” [w rękopisach:] Z, W; „wpada” [w rękopisach:] S, B.

    943

    70, w. 5. „cu!” [w rękopisach:] B, Z, W; „czo” [w rękopisie:] S.

    Pieśń XXX

    944

    5, w. 2. „na drugą” [w rękopisach:] Z, W; „na inszą” [w rękopisach:] S, B.

    945

    6. „w miejscu onem” [w rękopisach:] S, W, Z; „w jednem” [w rękopisie:] B.

    946

    7, w. 6. „zuchwałą” [w rękopisach:] S, B; „zuważną” [w rękopisach:] Z, W.

    947

    9, w. 5. „niebezpieczny” [w rękopisach:] Z, W; „nierozumny” [w rękopisach:] S, B.

    948

    9, w. 5. „wynidzie” [w rękopisach:] Z, W; „przenidzie” [w rękopisach:] S, B.

    949

    11, w. 8. „spycha” [w rękopisach:] Z, W; „wpycha” [w rękopisach:] S, B,.

    950

    25, w. 4. „upatruje” [w rękopisach:] Z, W; „ukazuje” [w rękopisach:] S, B.

    951

    39, w. 4. [w rękopisach:] S, B; „Od kopiej, a przecię niejednemu szyja” [w rękopisach:] Z, W.

    952

    51, w. 7. „siecze” [w rękopisach:] Z, W; „tłucze” [w rękopisach:] S, B.

    953

    52, w. 1. „srogiego” [w rękopisach:] Z, W; „mocnego” [w rękopisach:] S, B.

    954

    59, w. 6. „nic nie wadzi” [w rękopisach:] S, B; „nic nie radzi” [w rękopisach:] Z, W.

    955

    60, w. 2. „lunęła” [w rękopisie:] W; „linęła” [w rękopisach:] S, Z; „płynęła” [w rękopisie:] B.

    956

    66, w. 6. „przesiekszy” [w rękopisach:] S, B; „przeszedszy” [w rękopisach:] Z, W.

    957

    69, w. 4. „usty” [w rękopisach:] Z, W; „mową” [w rękopisach:] S, B.

    958

    77, w. 4. „do niego” [w rękopisach:] Z, W; „do tego” [w rękopisach:] S, B.

    959

    88, w. 1. „śliczną urodę” [w rękopisach:] Z, W; „świeżą” [w rękopisach:] S, B.

    960

    89, w. 7. „(…) bladła i wzdychała” [w rękopisach:] Z, W; „mdlała i myślała” [w rękopisach:] S, B.

    Pieśń XXXI

    961

    2. 7. „ugrzanemu” [w rękopisach:] Z, W; „zagrzanemu” [w rękopisach:] S, B.

    962

    3, w. 8. [w rękopisach:] Z, W; „I myśl z trosk rozmaitych ustawnie wywodzi” [w rękopisach:] S, B.

    963

    10, w. 8. „(…) rozczepił” [w rękopisach:] Z, W; „rozpędził” [w rękopisach:] S, B.

    964

    15, w. 5. [w rękopisach:] Z, W; „W kochaniu u mnie zacnem był, zawszem go ważył” [w rękopisach:] S, B.

    965

    21, w. 8. „straszne” [w rękopisach:] Z, W; „znaczne” [w rękopisach:] S, B.

    966

    25, w. 2. „o zmazę” [w rękopisach:] Z, W; „o sławę” [w rękopisach:] S, W.

    967

    38, w. 7. „dojrzeli” [w rękopisach:] S, W; „zajrzeli” [w rękopisach:] Z, W.

    968

    39, w. 6. „(…) swemi siłami” [w rękopisie:] S; „Sarracenami” [w rękopisach:] Z, W, B.

    969

    53, w. 8. „(…) z niego farbuje” [w rękopisach:] Z, W; „jego smaruje” [w rękopisach:] S, B.

    970

    58, w. 6. „jak wiec”… wyd; „tak więc” [w rękopisach:] S, B, Z, W.

    971

    w. 7. „jak tygrys” — wydawca; „tak tygrys” [w rękopisach:] S, B, Z, W.

    972

    61, w. 8. „odmieniły” [w rękopisach:] Z, W; „obróciły” [w rękopisach:] S, B.

    973

    67, w. 4. „z nię śmiałości” [w rękopisach:] Z, W; „swe śmiałości” [w rękopisach:] S, B.

    974

    70, w. 8. „za sobą” [w rękopisach:] Z, W; „po sobie” [w rękopisach:] S, B.

    975

    71, w. 7. [w rękopisach:] Z, W; „(…) swojem własnem ciałem” [w rękopisie:] S; „swojem własnem koniem” [w rękopisie:] B.

    976

    73, w. [w rękopisie:] S; „(…) nie zgubiły” [w rękopisach:] Z, W; „nie utopiły” [w rękopisach:] S, B.

    977

    81, w. 8. „(…) ujedziesz” [w rękopisach:] Z, W; „unidziesz” [w rękopisach:] S, B.

    978

    86, w. 2. „(…) pracą pomagał dwojaką” [w rękopisach:] Z, W; „braciom pomagał dwojako” [w rękopisach:] S, B.

    979

    98, w. 4. „przykremi słowy” [w rękopisach:] Z, W; „głupiemi słowy” [w rękopisach:] S, B.

    980

    107, w. 2. „frasują” [w rękopisach:] Z, W; „dziwują” [w rękopisach:] S, B.

    Pieśń XXXII

    981

    40, w. 2. „psuje” [w rękopisach:] Z, W; „truje” [w rękopisach:] S, B.

    982

    45, w. 6. „Szatę (…) trefną” [w rękopisach:] Z, W; „sztuczną” [w rękopisach:] S, B.

    Pieśń XXXIII

    983

    3, w. 3. „mocna to” [w rękopisach:] Z, W; „aawna to” [w rękopisach:] S, B.

    984

    6, w. 1. „prędcy” [w rękopisach:] Z, W; „możni” [w rękopisie:] B; „mocni” [w rękopisie:] S.

    985

    7, w. 5. „przybrać” [w rękopisach:] Z, W; „przebrać” [w rękopisach:] S, B.

    986

    11, w. 3. „(…) mieć mogą” [w rękopisach:] S, B; „wziąć mogą” [w rękopisach:] Z, W.

    987

    32, w. 3, 4. [w rękopisach:] B, Z, W; w. 3. „sztuką rów rozbiera”.

    988

    w. 4. „tak ich dobrze zwiera” [w rękopisie:] S.

    989

    39, w. 1. „wypędzony” [w rękopisach:] Z, W; „wyrzucony” [w rękopisach:] S, B.

    990

    79, w. 8. „żmie” [w rękopisach:] Z, W; „rwie” [w rękopisach:] S, B.

    991

    83, w. 1. „wodza” [w rękopisach:] Z, W, B; „wodze” [w rękopisie:] S.

    992

    86, w. 8. „wielkiem krokom” [w rękopisach:] Z, W, B; „biegiem krokom” [w rękopisie:] S.

    993

    112, w. 5. „Z najprzedniejszego” — wydawca; „Najprzedniejszego” [w rękopisach:] Z, W, B, S.

    Pieśń XXXIV

    994

    2, w. 6. „żytło” [w rękopisach:] S, Z, W; „żywot” [w rękopisie:] B.

    995

    4, w. 6. „żałośliwy” [w rękopisach:] Z, W; „przeraźliwy” [w rękopisach:] S, B.

    996

    22, w. 3. „sporo” [w rękopisach:] Z, W, B; „skoro” [w rękopisie:] S.

    997

    28, w. 5. „swem zwykłem” [w rękopisie:] B; „swem zwykle” [w rękopisach:] S, Z, W.

    998

    34, w. 2. „bleszczy” [w rękopisach:] Z, W; „błyszczy” [w rękopisach:] S, B.

    999

    35, w. 1. „tu, jako” — wydawca; „jako tu” [w rękopisach:] Z, W, B; „jako to” [w rękopisie:] S.

    1000

    68, w. 1. „płomiennej” [w rękopisach:] Z, W; „ognistej” [w rękopisach:] S, B.

    1001

    71, w. 5. „luna” — wydawca; „ziemia” [w rękopisach:] S, B, Z, W.

    1002

    80, w. 1. „lepia” — wydawca; „lepiu dostatek” [w rękopisie:] Z; „lepui” [w rękopisach:] W, S; „lepu dostatek” [w rękopisie:] B; por. XLV 17, w. 3 „lepiem osidlony” [w rękopisach:] Z, W.

    1003

    88, w. 4. „ustrzyga” [w rękopisach:] Z, W; „ucina” [w rękopisach:] S, B.

    Pieśń XXXV

    1004

    3, w. 8. „z orlentalskiej strony” [w rękopisach:] Z, W; „z orbentańskiej” [w rękopisach:] S, B.

    1005

    41, w. 8. „twoje brzydkie” [w rękopisach:] S, B, Z; „ciało brzydkie” [w rękopisie:] W (ciało poprawione z twoje).

    Pieśń XXXVI

    1006

    3, w. 1. „okrucieństwa” [w rękopisie:] B; „srogie czyny” [w rękopisie:] S; „obyczaje” [w rękopisach:] Z, W.

    1007

    4, w. 7. „swą osobą” [w rękopisie:] S; „z swą” [w rękopisach:] B, Z, W.

    1008

    6, w. 1. „z Eneą” (tak w oryg.) — wydawca; „z Troilem” [w rękopisach:] Z, W, B; „z Achillem” [w rękopisie:] S.

    1009

    38, w. 7. „najgęstsza potrzeba” [w rękopisach:] Z, W; „najwiętsza” [w rękopisach:] S, B.

    1010

    39, w. 7. „Serdeczna dziewko” [w rękopisach:] Z, W; „Nasrozsza” [w rękopisach:] S, B.

    1011

    10, w. 6. „Mniej ważył” [w rękopisach:] Z, W; „Nie ważył” [w rękopisach:] S, B.

    1012

    63, w. 4. „gotowiono” [w rękopisach:] S, B; „gotowano” [w rękopisach:] Z, W.

    1013

    96, w. 2. „z wielu kamieni” [w rękopisie:] Z; „z wielu kamienic” [w rękopisie:] W; „z kilku kamienic” [w rękopisie:] B; „z kilku kamiesc” (!) S.

    Pieśń XL

    1014

    71, w. 2. „plon” [w rękopisie:] W; „płon” [w rękopisach:] Z, B, S.

    1015

    77, w. 8. „lecieli” [w rękopisach:] Z, W; „się mieli” S, B.

    Pieśń XLI

    1016

    21, w. 2. „ramionmi” [w rękopisach:] Z, W; „ramiony” [w rękopisach:] S, B.

    1017

    29, w. 7,8. dopisane w [rękopisie] B, inną ręką (XVII w.); inne rękopisy tych dwu wierszy nie mają.

    1018

    77, w. 3 — wydawca; „I którego beł panem Rugier zawołany” [w rękopisach:] S, B, Z, W.

    Pieśń XLII

    1019

    1, w. 6. „W sercu twem, potykają” [w rękopisach:] Z, W; „twem, a on bierze” [w rękopisach:] S, B.

    1020

    11, w. 7. „Co nadeń nie beł” — wydawca; „Tego, co nie był” [w rękopisach:] S, B, Z, W.

    1021

    16, w. 4. „zdrewniały” [w rękopisach:] Z, W; „sdrętwiały” [w rękopisie:] S; „strętwiały” [w rękopisie:] B.

    1022

    65, w. 6. „Italia” — wydawca; „Apulia” [w rękopisach:] S, B, Z, W.

    1023

    74, w. 2. „rozumu bystrego” [w rękopisach:] Z, W; „umysłu bystrego” [w rękopisach:] S, B.

    Pieśń XLIII

    1024

    21, w. 4. „sztuki” [w rękopisie:] B, (popr. inną ręką z skutki) „skutki” [w rękopisach:] Z, W, S.

    1025

    78, w. 7. „ostydła” [w rękopisach:] Z, W; „ostygła” [w rękopisach:] S, B.

    1026

    110, w. 6.„światłość” [w rękopisach:] B; „śmiałość” [w rękopisach:] S, Z, W.

    1027

    112, w. 2. [w rękopisach:] S, Z, W; „Nigdziej sie od staruszka nie [ruszył] świętego” [w rękopisie:] B (popr. inną ręką XVII w.).

    Pieśń XLIV

    1028

    39, w. 5. „(…) upłakana” [w rękopisach:] S, B; „niebłagana” [w rękopisach:] Z, W.

    1029

    75, w. 7. „Istru” — wydawca (tak w oryg.); „Dniestru” [w rękopisach:] S, B, Z, W.

    Pieśń XLV

    1030

    33, w. 2. „w zbiorach” [w rękopisach:] Z, W; „w skrobiach” [w rękopisie:] S; „w dołach” [w rękopisie:] B.

    1031

    37, w. 1. „uprzykrzone” [w rękopisie:] B (wskutek poprawki innej ręki); „niewesołe” [w rękopisach:] S, Z, W.

    1032

    38, w. 3. „znieś” [w rękopisach:] W, B (wskutek poprawki innej ręki); „zniść” [w rękopisie:] Z; „zniszcz” [w rękopisie:] S.

    1033

    69, w. 2. „rozsiepywa” [w rękopisach:] Z, W, S; „rozczepywa” [w rękopisie:] B.

    1034

    92, w. 6. „uniknąć” [w rękopisach:] Z, W; „umknąć się” [w rękopisach:] S, B.

    Pieśń XLVI

    1035

    24, w. 6. „Zatopił” [w rękopisach:] Z, W; „zakropił” [w rękopisach:] S, B.

    1036

    27, w. 1. „co raz to bliżej” [w rękopisach:] S, B; „co raz to dalej” [w rękopisach:] Z, W.

    1037

    31, w. 1. „naciągał” [w rękopisach:] Z, W; „wymagał” [w rękopisach:] S, B.

    1038

    51, w. 2. „zasromaną” [w rękopisach:] Z, W; „niezrównaną” [w rękopisach:] S, B.

    1039

    83, w. 3,4. — wydawca; w. 3. „Strygońskiem, a on radę lub krew leje w boju”.

    1040

    w. 4. „Zdrową królowi daje lub wesół w pokoju” [w rękopisach:] Z, W, S.

    1041

    103, w. 3. „wyprawnego” [w rękopisach:] Z, W; „wybornego” [w rękopisach:] S, B.

    I. Pieśń pierwsza

    Argument

    Angelika przez pola, przez lasy ucieka
    Sama jedna; Rynalda koń jego nie czeka,
    On za niem pełny gniewu i miłości chodzi,
    Potem straszny z Feratem pojedynek zwodzi.
    Ferat czyni przysięgę, że z strony przyłbice
    Strzyma lepiej, niż pierwej, swoje obietnice.
    Sakrypant swą najduje pannę miedzy lasy;
    Ale mu dobry Rynald przerwał jego wczasy.

    Alegorye

    1042

    W tej pierwszej pieśni w Orlandzie, Rynaldzie, Feracie i Sakrypancie widziemy, jako więtsza moc jest miłości, niźli każda insza na świecie; w Angelice przeciwnem obyczajem znać się daje, jako w bacznej i roztropnej białej głowie więtsza się stateczność, niż w mężczyźnie, najduje, która tyle się tylko powolną pokazuje, ile jej uczciwe[64] pozwala. Zawady potem, które się trafiają tem rycerzom, którzy na jej uczciwem gwałt chcieli uczynić, znać nam dają, jako nieba niemal zawżdy życzliwe się pokazują tem, którzy się w niem kochają.

    1. Skład pierwszy

    Płeć białą, bohatyry, wojny i miłości
    Śpiewać będę i godne pamięci dzielności,
    Które się działy w on czas, kiedy morskie brody
    Przebyli Murzynowie[65] na francuskie szkody,
    Idąc za króla swego nieutrzymanemi,
    Agramanta[66] młodego, gniewami wściekłemi,
    Który się przysiągł zemścić na cesarzu Karle[67]
    Śmierci króla Trojana[68] i sieść[69] mu na garle.

    2

    W tejże pieśni odemnie będziecie wiedzieli,
    Czegoście dotąd w prozie i w rymie nie mieli
    O Orlandzie,[70] co z wielkiej oszalał miłości,
    Bywszy przedtem tak sławny i wzięty z mądrości,
    Jeśli ta, co mi ostrzy dowcip i wymowę
    I dla której zachodzę, jako i on, w głowę,
    Dozwoli mi, żebym mógł, jako sobie życzę,
    Uiścić wam swe słowo i swą obietnicę.

    3

    O zacna Herkulesa[71] krwi zawołanego
    Ozdobo i jedyna czci wieku naszego,
    Hipolicie[72]! przym[73] z łaską i wdzięcznością, proszę,
    Co przed cię z pokłonami, sługa twój, przynoszę:
    To, com twemu domowi powinien, po którem
    Znam takie łaski, mogę część zapłacić piórem;
    A nie mniemaj, żeć mały upominek daje
    Ten, co daje, co może, i na co go staje.

    4

    Dowiesz się bohatyrmi między przedniejszemi,
    Które sławić zamyślam rymami mojemi,
    O Rugierze[74], który beł obfitego płodu
    Początkiem zacnych dziadów i twojego rodu.
    Jego dzieła i jego nieśmiertelne sprawy
    Usłyszysz, jeśli insze opuścisz zabawy;
    Przeto poważne myśli odkładaj na stronę,
    A słuchaj, coć z historyj dawnych przypomionę.

    5

    Orland, który się dawno gładkiej rozmiłował
    Angeliki[75] i kwoli jej pozostawował
    Niezliczone pamiątki zwycięstwa w Indyej
    I w dalekiej tatarskiej ziemi i w Medyej,
    Wrócił się z nią, wsławiony dziełami wielkiemi,
    Na zachód słońca, kędy pod Pirenejskiemi
    Górami cesarz Karzeł z swemi Francuzami
    I z niemieckiemi wojski leżał obozami,

    6

    Aby dał tak śmiałemu odpór przepychowi
    Przeciwko Marsylemu[76] i Agramantowi;
    Z których jeden z gorącej Afryki wywodził,
    Kto się jeno do szable i kopie godził;
    Drugi wszytkę na głowę ruszył Hiszpanią,
    Aby zgubił i zniszczył do szczętu Francyą.
    Właśnie tam w ten czas trafił Orland[77] pomieniony;
    Ale prędko żałował, że przybeł w te strony,

    7

    Bo stracił swoję miłą. O nieszczęście silne!
    O jako ludzkie sądy często są omylne!
    Tę, którą z takiem trudem, z służbą tak stateczną
    Od Hesperyjskich brzegów[78] wojną niebezpieczną
    Do Eojskich[79] obronił, wzięto mu w swej ziemi,
    Nie dobywając miecza, i między swojemi.
    Mądry cesarz mu ją wziął, chcąc mieć ugaszony
    Wielki ogień, co się już szerzył, zapalony.

    8

    Kilka dni się był przedtem z stryjecznem swem bratem,
    Rynaldem, Orland zwadził i już beli na tem
    Bić się z sobą obadwa, okrutną miłością
    Zagrzani i cudowną ujęci gładkością;
    A widząc cesarz, że ich nie mógł dla tej zwady
    Użyć tak, jako trzeba, w boju, te zawady
    Znosił i Angelikę, przyczynę onego
    Ich gniewu, do książęcia oddał bawarskiego[80],

    9

    Obiecawszy, że ją miał dać temu w nagrodę,
    Któryby tam był więtszą z nich uczynił szkodę
    W nieprzyjacielu w on czas i któryby sobie
    Mężniej w bitwie z pogany począł w onej dobie.
    Lecz się inaczej stało, niż się spodziewali,
    Bo chrześcijanie, jako zły los chciał, przegrali;
    Tamże został bawarskie książę poimany
    I w stanowisku jego namiot odbieżany.

    10

    W którem skoro udatna królewna została,
    Co w nagrodę i korzyść zwycięzcy iść miała,
    Nim się bitwa skończyła, konia wskok dopadła
    I kiedy było trzeba, z obozu wypadła,
    Czując, że onego dnia życzliwe pogaństwu,
    A przeciwne miało być szczęście chrześcijaństwu;
    I wjechała do lasu jednego gęstego,
    Gdzie w ciasnej drodze kogoś potkała pieszego.

    11

    Wszytek beł w karacenie[81], paiż[82] na ramieniu,
    Hełm na głowie, u boku miecz miał na rzemieniu, .
    A tak rączo biegł, jako ledwie więc biegają
    Zawodnicy[83], gdzie drogie zakłady czekają.
    Nie tak prędko powraca pasterka swe nogi,
    Kiedy gdzie blizko węża obaczy u drogi,
    Jako prędko, gdy tego rycerza zoczyła,
    Lękliwa Angelika wodza[84] powróciła.

    12

    Beł to wielki bohatyr, pan z Albańskiej Góry[85],
    Syn Amonów[86], z przedniej szych we Francyej, który
    Dziwnem trafunkiem stracił beł świeżo dzielnego
    Bajarda[87], konia swego co nakochańszego.
    Ten, jedno jej co zajźrzał, poznał warkocz złoty,
    Choć z daleka, i one anielskie przymioty
    I piękną twarz, dla której srodze skłopotany,
    W krętej sieci miłości został uwikłany.

    13

    Wzad wylękniona dziewka konia nawróciła
    I wczas wypuściwszy mu wodze[88], poskoczyła
    I jeśli lepsza była ścieszka na gęstwinie,
    Jeśli na rządkiem lesie, w onej złej godzinie
    Nie patrzyła, ani dróg lepszych obierała;
    Upuściwszy z rąk wodze, tak się zapomniała,
    To w tę, to w owę stronę bieżąc w pełnem biegu
    Tak długo, aż trafiła do jednego brzegu,

    14

    Do brzegu, gdzie stał Ferat[89] wszytek ukurzony,
    Który na tamto miejsce przyszedł upragniony,
    Spracowany po bitwie i po długiem boju,
    Chcąc się napić i wytchnąć po gorącem znoju;
    Potem się tam zabawił niechcąc, bo z przygody,
    Kiedy pił, spadł mu szyszak z głowy między wody,
    Tak że tam musiał chwilę poniewoli zostać,
    Bo go zaś nie mógł nazad żadną miarą dostać.

    15

    Co jeno mocy miała i co głosu w sobie,
    Wrzeszczała bojaźliwa dziewka w onej dobie.
    Na nagły wrzask Sarracen na brzeg prędko skoczy
    I przypatruje się jej i trzyma w niej oczy
    I poznał ją, gdy blizko do niego przypadła.
    Chocia beła zmartwiała, choć beła pobladła,
    A też o niej nie słyszał dotąd nic w swe uszy,
    Że to jest Angelika gładka, pewnie tuszy.

    16

    A iż beł zawżdy ludzki i jako waleczni
    Dwaj bracia, jakom wam już powiedział, stryjeczni,
    Podomno[90] niemniej kochał, niemniej ją miłował,
    Chocia sobie był głowy w hełm nie obwarował,
    Chcąc jej ratować, miecza dobywał od boku
    I na Rynalda bieżał w zapędzonem skoku;
    A nie tylko się z sobą oba przedtem znali,
    Ale się i w potrzebie z sobą kosztowali[91].

    17

    Zatem będąc już pieszo, jęli z sobą męskie[92]
    Czynić, zadając sobie wzajem razy ciężkie,
    Którem nie tylko ten blach[93] i cienki i mały,
    Ale i nakowalnie[94] ledwieby wytrwały.
    Tem czasem, kiedy oni okrutnie się bili
    I siekli na się, widząc, że się zabawili,
    Angelika konia w bok ostrogami kole
    I precz od nich ucieka do łasa przez pole.

    18

    A ci, kiedy się długo bez skutku silili,
    Aby się byli jako obadwa pożyli,
    Bo tak ten, jako i ów był mąż doświadczony
    I w takowem rzemieśle jednako ćwiczony,
    Pierwszy beł pan z Montalby[95], który Hiszpanowi
    Kilka słów w one czasy rzekł bohatyrowi,
    Jako ten, w którem sroższe płomienie gorają
    I barziej mu podomno[96] serca dosięgają:

    19

    »Mniemasz, że mi źle czynisz? Ale uwierz temu,
    »Że przy mnie czynisz razem źle sobie samemu;
    »Jeśli dla tego, że cię, jako i mnie strzały
    »I śmiertelne z jej oczu trafiły postrzały,
    »Co za korzyść stąd weźmiesz, że mię tu tak trzymasz?
    »Bo chocia mię zabijesz, albo i poimasz,
    »Przecię tem nic nie wskórasz, bo ona, o którą
    »Traciwa czas, bijąc się, już dotąd za górą.

    20

    »Daleko lepiej, jeśli i ty ją miłujesz,
    »Że jej drogę przebieżysz i że ją zszlakujesz
    »Zaraz, zaraz — najmniejsze omieszkanie wadzi —
    »Póki się od nas jeszcze dalej nie odsądzi.
    »A skoro będzie w ręku, nad którem dostanie
    »Który zwycięstwa, ten niech przy niej się zostanie;
    »Bo inakszem sposobem, czego barzo blizko,
    »Szkodę i tylko będziem mieli pośmiewisko«.

    21

    Podobało się w on czas to poganinowi;
    I dali pokój zwadzie i pojedynkowi
    I gniewy umorzyli zaraz w niepamięci
    I tak do siebie zgodne obrócili chęci,
    Że kiedy pieszo Rynald odchodził od wody,
    Nie dopuścił mu Ferat onej niedogody[97]
    I prosił, aby zań wsiadł; i tak oba w tropy
    Biegli na cwał, pilnując Angeliki stopy.

    22

    O wielka onych dawnych rycerzów dobroci,
    Niesłychana tych wieków! To różnej oto ci
    Wiary beli, obydwa w jednej się kochali,
    Dopiero sobie srogie razy zadawali:
    A teraz przez gęsty las z sobą tylko sami
    Bez podejzrzenia jadą krzywemi ścieszkami.
    Koń, którego w bok bodą dwakroć dwie ostrodze,
    Stawił ich na rozstaniu i dwoistej drodze.

    23

    Na tej stojąc wątpliwi, kiedy nie wiedzieli,
    Którą się w one czasy za nią puścić mieli
    I którą się katajska królewna udała,
    Bo oboja jednako ślad pokazowała,
    Na ostatek obadwa tak się namyślili,
    Że się na szczęście ten tą, ów ową puścili.
    Ferat po lesie błądził tak długo, aż przyszedł
    Znowu na ono miejsce, skąd beł pierwej wyszedł,

    24

    Skąd beł wyszedł do rzeki i do onej wody,
    W którą mu hełm, kiedy pił, spadł z głowy z przygody;
    A iż się gładkiej naleźć nie spodziewał więcej
    Angeliki, szyszaka chciał szukać co pręcej
    I właśnie na tem miejscu, kędy go upuścił,
    Wlazł do rzeki głębokiej i na dół się spuścił;
    Ale on beł piaskami tak zasuty na dnie,
    Że go pewnie nie będzie mógł dobyć tak snadnie.

    25

    Potem uciąwszy brzozę sękowatą sobie
    Ostrem mieczem z blizkiego lasu w onej dobie,
    Okrzesał ją i mniejsze gałęzie z niej obił
    I wszędzie ją po rzece między piaskiem robił;
    Ale kiedy tak długo tam się bawił z gniewem
    I bez żadnego skutku wodę mącił drzewem,
    Ukazał mu się po pas jakiś rycerz z wody[98]
    Barzo straszny i barzo ogromnej urody.

    26

    Wszytek beł, jako trzeba, zbrojny okrom głowy,
    A w ręce prawej trzymał szyszak Feratowy,
    Onże własny, którego bez żadnego skutku
    Tak długo szukał, pełny i gniewu i smutku;
    I z jadowitą mową, gdy go ukazował,
    Sarracena nie uczcił i nie uszanował.
    »Zdrajco — prawi — Maranie brzydki[99]! com ci winien,
    »Że hełm chcesz wziąć, któryś mi wrócić był powinien?

    27

    »Pomnisz, gdyś Angeliki brata zamordował —
    »Tenem ja jest, pohańcze! — żeś mi obiecował,
    »Zbroję i jego insze oręże z tem nowem
    »Szyszakiem w rzekę zaraz wrzucić, dobrem słowem;
    »A jeśli mi go teraz przeciw twojej wolej
    »Szczęście dało, nie gryź się i darmo nie bolej —
    »Albo się gryź dla tego, żeć to z każdej miary
    »Zadam, żeś mi nie strzymał obiecanej wiary.

    28

    »Ale jeśliś tak chciwy na hełm doskonały,
    »Możesz go mieć, a z więtszą sławą: taki śmiały
    »Orland nosi, a drugi i lepszy i trwalszy
    »I podomno[100] ma Rynald jeszcze doskonalszy;
    »Ten, w którem grabia Orland chodzi, Almontowy[101],
    »Ten, w którem pan z Montalby, bywał Mambrynowy[102].
    »Z tych któregokolwiek chcesz, możesz męstwem dostać,
    »A mnie się dopuść przy tem, jakoś przyrzekł, zostać«.

    29

    Na dziw niespodziewany poganin się zmienił,
    Wszytek pobladł i pierwszą swą barwę odmienił;
    Włosy mu najeżone wszytkie na łbie wstały,
    Chciał przemówić, ale go słowa odbieżały.
    A słysząc od Argale[103], co go zamordował
    Dobrze przedtem — tak się zwał, tak mu się mianował —
    Że mu złamaną wiarę wymiatał na oczy,
    Z hańby, z gniewu nie stoi w miejscu o swej mocy.

    30

    A nie mogąc tak prędko na to, co mu zadał,
    Zdobyć się na wymówkę, bo prawdę powiadał,
    Prawdę szczerą powiadał, zżymał się i zęby
    Ściskał, nie chcąc otworzyć zasromanej gęby;
    Ale go wstyd tak trapił i przejmował tęgi,
    Że na żywot Lanfuzy[104] swej czynił przysięgi!
    Nie chodzić w inszem hełmie krom, co w Aspramoncie
    Otrzymał, zabiwszy go, Orland na Almoncie.

    31

    I strzymał tę przysięgę i ślub obiecany
    Lepiej, niżli on pierwszy, i tak sfrasowany
    Z onego miejsca poszedł, że wiele dni potem
    Trapił się i gryzł w sobie, tylko myśląc o tem,
    Gdzie się bawił na on czas Orland pomieniony,
    Chcąc go iść szukać, by też i w najdalsze strony.
    Ale insza przygoda Rynalda potkała,
    Co mu się różna droga od tego dostała.

    32

    Nie wiele ubiegł, kiedy trafił się[105] z swem koniem,
    A on przed niem wskok bieżał; i puścił się po niem,
    Woła nań wielkiem głosem i gromi go hardzie:
    »Zastanów się, zastanów, psia strawo, Bajardzie!
    »Źle mi barzo bez ciebie: postój, postój, zbiegu!«
    Ale Bajard uciekał jeszcze w prętszem biegu.
    Gniewa się Rynald — ale teraz o niem skrócę,
    A do gładkiej się znowu Angeliki wrócę.

    33

    Przez niemieszkane miejsca biegła w one czasy,
    Przez chrósty, błota, bagna, przez okropne lasy;
    Jeśli słyszy, że się gdzie suche liście[106] kruszy
    I że wiatr albo trawy albo drzewa ruszy,
    Dobrze w ziemię nie wpadnie, a na strachy próżne
    Dziwne ścieszki i drogi wynajduje różne
    I lada cień ujrzawszy, nagle się lękała,
    Mniemając, że Rynalda tuż za sobą miała.

    34

    Jako licha sarneczka w ojczystej dąbrowie,
    Kiedy ujźrzy, że cicho skradłszy się, w parowie
    Głodny lampart ostrem kłem ubogiej macierzy
    Lubo lwie szczenię w piersi albo w bok uderzy,
    Z jednego chróstu bieży do drugiego z strachu
    I drży nędzna i mniema nieboga z przestrachu,
    Gdy się jej lada ziółko dotknie, że już w zębie
    I że już jest u zwierza okrutnego w gębie:

    35

    Tak właśnie Angelika na on czas bieżała,
    A gdzie i w którą stronę, sama nie wiedziała;
    I półtora dnia całe, noc jednę błądziła,
    Aż do jednego lasu pięknego trafiła,
    W którem wiatrek powiewał, a dwie rzeczki małe
    Szły śrzodkiem, odżywiając trawy zagorzałe;
    A woda rozerwana po drobnem kamieniu
    Wypychała wdzięczny dźwięk, co się krył w strumieniu.

    36

    Przyjechawszy tam na to miejsce, rozumiała,
    Że już niebezpieczeństwa żadnego nie miała
    I że Rynald od niej beł w on czas w mil tysiącu;
    I zemdlona po trudzie i wielkiem gorącu,
    Odpoczynąć tam sobie i wytchnąć myśliła
    I konia, zdjąwszy uzdę, na trawę puściła,
    A koń przy onej pięknej wodzie w onem czasie
    Samopas się nad brzegiem to tam, to sam pasie.

    37

    Niedaleko ujrzała murawę zieloną,
    Cierniem i różą polną wokoło otoczoną,
    Której wody zwierciadłem beły, między drzewy
    Czyniąc mniej przykre słońca gorącego gniewy.
    We śrzodku plac sprawiło równy przyrodzenie
    Na wczesne[107] miedzy chłody miłemi siedzenie;
    A tak się z gałęziami pomieszało liście[108],
    Że słońcu, nie rzkąc oku, hamowało przyście.

    38

    Wewnątrz, gdzieś pojrzał, trawy i rozkoszne ziele
    Stało za mchy natkane i miękkie pościele.
    Tam sobie piękna dziewka dopiero wytchnęła
    I tam się położyła i trochę usnęła;
    Ale niedługo spała i odpoczywała,
    Bo jakiś tenten[109] i chrzęst nagle usłyszała.
    Porwie się i barzo się, utrapiona, boi:
    W tem ujźrzy, że ktoś przyszedł na brzeg w świetnej zbroi.

    39

    Jeśli przyjaciel, jeśli nieprzyjaciel będzie,
    Domyślić się nie może i zostawa w błędzie;
    Biją wątpliwe serce strachy i nadzieje,
    A wzdychaniem powietrze ustawicznem grzeje.
    I ujrzy, że zemdlony rycerz z wielkiej części
    Na brzegu stanął, głowę podparwszy na pięści,
    Tak barzo zamyślony, że się zdał być taki,
    Jako słup marmurowy albo kamień jaki.

    40

    Więcej, niżli godzinę, głową nachylony
    Ku ziemi stał bohatyr w miejscu, zamyślony.
    Potem począł żałośnie z tak ciężkiem wzdychaniem,
    Z takiem płaczem narzekać i z takiem stękaniem,
    Żeby beł mógł i kamień nawiętszej twardości
    I najsroższą tygrzycę[110] wzbudzić do litości;
    A tak gęste łzy puszczał, że oczy strumieniem,
    A piersi się zdaleka zdały być kamieniem.

    41

    »Czemu mi — pry[111] — złe myśli, serce tak psujecie?
    »Przecz mi co raz, to więcej żalu przydajecie,
    »Kiedym nie zażył, kiedym omieszkał pogody,
    »Kiedy inszy dostałe oberwał jagody?
    »Jam ledwie słowa, ledwiem wzroki miał użyte,
    »A kto inszy korzyści otrzymał obfite.
    »Kwiat mię i owoc minął: na cóż się frasować?
    »Na co sobie myśleniem dla niej serce psować?

    42

    »Panna jest właśnie, jako kwiat piękny różany,
    »Ubezpieczony płotem i obwarowany,
    »Że go pasterz i trzoda mija, zioła chciwa;
    »Słońce mu jest łaskawe, pogoda życzliwa,
    »Miłemi i wolnemi gładzi się wiatrami,
    »Odżywia go wczesny deszcz z mokremi rosami,
    »Dziewki krasne i pięknej urody młodzieńcy
    »Radzi z niego skroń zdobią pachniącemi wieńcy.

    43

    »Ale skoro zostawi macierzyńskie pręty,
    »Już więcej dziewkom ani młodzieńcom jest wzięty;
    »Nieba mu pierwsze swoje dary tak odbiorą,
    »Że i na dobre myśli[112] i wieńce nie biorą.
    »l panna, skoro straci te swe pierwsze kwiaty,
    »Które więcej, niż złoto, niżli skarb bogaty,
    »Niżli oko i żywot, ważyć sobie miała,
    »Mało co młódź odmienna będzie o nię dbała.

    44

    »Niech nie dba, niechaj tylko temu będzie miła,
    »Któremu swojej łaski tak hojnie życzyła.
    »0 srogi, o przeciwny, o losie niegodny!
    »Już się inszy objedli, a jam jeszcze głodny.
    »Możeż to być, żeby mi miłą być nie miała?
    »Mogęż o własny żywot nie dbać? Pierwej ciała
    »Dusza mego odbieży: chcę to stale chować,
    »Że żyć nie chcę, jeśli jej mam przestać miłować«.

    45

    Domyślam się, że mię kto spyta między wami,
    Kto to płacząc, z takiemi narzeka żalami?
    Nie zataję i powiem: Jest to zawołany
    Król cyrkaski[113], imieniem Sakrypant[114] nazwany.
    I tego wam dołożę, że jego żałości
    Przyczyna z samej tylko pochodzi miłości
    I że też beł jeden z tych, którzy jej służyli;
    Dla tego go poznała zaraz w onej chwili.

    46

    Dla niej tu teraz prawie od samego końca
    Wschodnich krajów dalekich zbiegł na zachód słońca
    I dowiedział się, kiedy przez Indyą jechał,
    Jako z nią grabia Orland na zachód ujechał.
    We Francy ej się także od wielu nauczył,
    Jako ją cesarz w sekwestr książęciu poruczył
    I jako ją w nagrodę temu obiecował,
    Coby beł lepiej złotej liliej[115] ratował.

    47

    Był w obozie i widział, kiedy zwyciężony
    Cesarz wziął wielką klęskę i beł porażony;
    Szukał wszędzie swej miłej, srodze tęskniąc po niej,
    Ale nie mógł nic dotąd dowiedzieć się o niej.
    I ta beła przyczyna, że ból tak nieznośny
    Cierpiał w sercu i że tak narzekał żałosny,
    Tak płakał, tak sam siebie niewidomie psował,
    Że ledwie biegu słońcu żalem nie hamował.

    48

    Kiedy tam tak Sakrypant łzami się rozpływał
    I na różne się skargi i żale zdobywał
    I temi i inszemi narzekał słowami,
    Których łatwie możecie domyślić się sami,
    Tak fortuna życzliwa jego w on czas chciała,
    Że je gładka katajska królewna[116] słyszała;
    Słyszała, jako trzeba: tak w jednej godzinie
    Przyjdzie do rąk to, co nas przez lat wiele minie!

    49

    Barzo pilnie słuchała piękna Angelika
    Płaczu, słów, narzekania swego miłośnika;
    A choć dawno o jego szczerości wiedziała,
    Przedsię się namniej nad niem użalić nie chciała,
    Ani mu ulżyć bolu z ran Kupidynowych,
    Twardsza kruszca, zimniejsza słupów marmurowych,
    Jako ta, co tak o swej trzymała gładkości,
    Że nikt na świecie nie beł godzien jej miłości.

    50

    Jednak widząc, że sama tylko w wielkiem lesie,
    Wziąć go sobie za wodza myśli w onem czesie;
    Bo uporny być musi, kto po szyję w wodzie
    Stoi, a o ratunek nie woła w przygodzie.
    Gdzieby sobie pogodę[117] onę upuściła,
    Jużby na taką drugą nie rychło trafiła.
    Bo doświadczyła nieraz, że miedzy inszemi
    Ten król beł jej naszczerszy z sługami wszystkiemi.

    51

    Ale nie przeto go chce tego utrapienia
    Zbawić albo jakiego dodać mu ulżenia
    I za tak długie służby i za przeszłe szkody
    Pocieszyć go i słusznej życzyć mu nagrody;
    Ale najduje sztuki, wymyśla chytrości
    Zatrzymać go w nadziei swojej życzliwości
    Dotąd, ażby potrzebie swojej dogodziła,
    A potem się do zwykłej twardości wróciła.

    52

    I tam, gdzie sobie swój żal król z Cyrkas[118] rozwodzi,
    Nagle z cienia i z onej gęstwy tak wychodzi,
    Jako się trafia wyniść z lasu lub z jaskiniej
    Na scenę lubo z Delu[119], lub z Cypru boginiej[120],
    I rzecze: »Sakrypancie! bądź mi pozdrowiony!
    »Broń, jakoś zwykł, mej dobrej sławy z każdej strony,
    »A nie daj tego Boże, abym w podejźrzeniu
    »I w tak złem być u ciebie miała rozumieniu!«

    53

    Nigdy z taką radością na miłego syna,
    O którem nieszczęśliwa przyszła ta nowina,
    Że zginął i rota się bez niego wracała
    Z potrzeby, utrapiona matka nie wejźrzała,
    Jaka była na on czas tam w cyrkaskiem panie,
    Kiedy nagle i kiedy tak niespodziewanie
    Wspaniały chód, powagę z niebieską ozdobą
    I anielskie piękności obaczył przed sobą.

    54

    Pełen skrytego ognia, do niej się pokwapi,
    Pełen ognistej żądzej; ona go obłapi,
    Ściskając go za szyję, czegoby mu była
    Podobno tak w Kataju[121] swem nie uczyniła.
    Zaraz sobie tuszyła, zaraz serce wzięła,
    Że kiedy go tą chęcią swoją tak ujęła,
    Mając go z sobą, do swej wróci się ojczyzny
    I wrychle ujźrzy państwa i swój Kataj żyzny.

    55

    O wszytkiem dostateczną sprawę mu dawała
    I to, co się z nią działo, wszytko powiedała
    Odtąd, jako beł od niej o pomoc posłany
    Na wschód do nabatejskiej[122] króla Serykany[123],
    Jako jej czci i sławy Orland beł obrońca,
    Jako ją przeprowadził aż na zachód słońca,
    Jako swój kwiat panieński wcale zachowała
    Tak, jak go, wyszedszy na świat, z matki miała.

    56

    Podobno beła prawda, ale z każdej miary
    Według rozumu temu nie da każdy wiary;
    Atoli on na on czas uwierzył wszystkiemu,
    A snaćby beł uwierzył i czemu więtszemu,
    Bo miłość tak wzrok bierze i tak go przydaje,
    Że za rzecz niewidomą widzianą udaje,
    Niewidzianą przeciwnie za widzianą liczy:
    Każdy temu rad wierzy, czego sobie życzy.

    57

    Mówi z sobą po cichu: »Jeśli tej pogody[124]
    »Nie umiał Orland zażyć, nie będzie bez szkody.
    »Nieżyczliwej fortuny niechaj nie winuje,
    »Niech to raczej swojemu głupstwu przypisuje.
    »Ja pewnie z niego nie chcę przykładu i jako
    »On, ja szczęścia upuścić nie chcę ladajako:
    »Błaznembych był, kiedybym go miał naśladować,
    »A potem narzekając, sam siebie winować.

    58

    »Urwę ja świeżą różą, kiedy się dostała,
    »Któraby mogła zwiędnąć, gdzieby się przestała;
    »A urwę ją za pory, urwę ją za rosy.
    »Wiem też, że to są tej płci najwiętsze rozkoszy,
    »I chocia się gniewają, chocia narzekają,
    »Chocia płaczą — nie z serca i pewnie zmyślają.
    »Ale ja do zmyślonych łez, gniewu, odmowy,
    »Nie uczynić, co myślę, nie jestem gotowy«.

    59

    To mówiąc, do lubego boju się gotował;
    Ale mu przeszkodzono, bo dźwięk następował
    I bił go w uszy jakiś grzmot z gęstego lasu,
    Że to musiał odłożyć do inszego czasu.
    Szyszak na głowę tylko w one czasy włożył,
    Bo się beł zbroje nigdy nie zwłóczyć przyłożył;
    I tak porwawszy wodze[125], konia dosiadł w skoku
    I czekał pogotowiu, mając drzewo w toku.

    60

    A wtem mu się ukazał, gdzie beł wąwóz ciasny,
    Ile mógł znać z postawy, jakiś rycerz straszny;
    Szata na niem białością mogła zrównać z śniegiem,
    Kita także u hełmu, a biegł wielkiem biegiem.
    Sakrypant, że tamtędy tak nie na czas jechał,
    Że dla niego rad nierad swych rzeczy zaniechał
    I że mu przerwał onę przedsięwziętą sprawę,
    Krzywo patrzy i srogą czyni mu postawę.

    61

    Wyzywa go, gdy bliżej nadjechał, i woła,
    Rozumiejąc, że jego sile ów nie zdoła
    I że go z konia zbije. Tamten też rozumie,
    Że tak wiele w tem dziele, jako i ów umie,
    I jego one fuki[126] w poły ucinając,
    Kopią w tok[127] włożywszy i już ją składając,
    Zwarł konia ostrogami; i tak w onej dobie
    Biegli z wielkiem zapędem oba przeciw sobie.

    62

    Nigdy z więtszą srogością rozgniewani bycy
    Przy pięknej, ulubionej swojej jałowicy
    Nie tłuką się, wzajem się nie bodą rogami.
    Oba sobie paiże[128] przebili grotami;
    Z tak srogiego potkania góry i doliny
    I lasy gęste drżały, pola i niziny.
    Jeszcze dobrze, że zbroje mieli doskonałe,
    Że wżdy piersi za niemi zostały jem całe.

    63

    Nie krzywo oba konie bieżały pod niemi:
    Uderzyli się we łby razami ciężkiemi;
    Sakrypantow żywotni[129], chocia trzymał o tem,
    Że nie miał w swojej stajniej lepszego, zdechł potem.
    Padł i drugi, ale był godniejszy obroku,
    Bo powstał, skoro poczuł ostrogi u boku;
    A tamten rozciągniony, przywaliwszy pana,
    Został zdechły bez dusze i ściągnął kolana.

    64

    Nieznany rycerz, który na koniu się został,
    Rozumiejąc, że dosyć sławy wziął i dostał,
    Gdy jego nieprzyjaciel na ziemi już leżał,
    Zbitego bohatyra zarazem odbieżał;
    I nie chcąc już dalej z niem nic poczynać więcej,
    Nie zastanawiając się, biegł w długą[130] co pręcej,
    I nim przyjdzie do siebie poganin po chwili,
    Tem on będzie albo wpół, albo w dobrej mili.

    65

    Jako więc pracowity oracz wylękniony,
    W niepogodę piorunem srogiem ogłuszony,
    Kiedy już trzaskawica[131] i on grom ustawa,
    Podle wołów zabitych z wielkiem żalem wstawa,
    Dąb, który się wysokiem swem gałęziem[132] zdobił,
    Widzi bez pierwszej krasy, grom je z niego obił:
    Taki beł król cyrkaski i tak pełen trwogi,
    Kiedy przy Angelice powstawał na nogi.

    66

    Stęka ciężko nie z bolu kości nadtłuczonej,
    Albo nogi lub ręki której nawinionej,
    Ale ze wstydu, bo się barziej — wiedzcie o tem —
    Nie wstydził przez wszytek wiek i przedtem i potem;
    Bo krom, że na to, kiedy konia zbył, patrzała,
    Z pod niego go kochana jego ratowała.
    Trudnoby się był na nim kto dopytał słowa,
    By była nie łagodna królewnina mowa:

    67

    »Nie masz się czego wstydzić: nie twoja to wina,
    »Cny królu! Z konia złego wszytka jest przyczyna,
    »Którego lepiej było wprządz w wóz, niż go chować
    »Do boju, kiedy tak miał w gonitwie szwankować.
    »Aleć i on może się nie chlubić z wygranej,
    »I owszem go rozumiem bliższem być przegranej;
    »Bliższy pewnie przegranej on jest mojem zdaniem,
    »Bo placu nie dotrzymał, a tyś dotąd na niem«.

    68

    Tak Angelika w on czas Sakrypanta cieszy:
    A w tem kogoś obaczą, widzą, że się śpieszy,
    Bo koniowi wypuszczał[133], co jedno miał skoku;
    Twarz miał smętną, bicz w ręku, a trąbkę u boku.
    Kiedy nadjechał, pytał Sakrypanta: »Bracie!
    »Proszę, powiedz mi, jeśliś potkał w białej szacie
    »Z białą tarczą i z białą u szyszaka kitą
    »Bohatyra jakiego, jadąc[134] drogą bitą?«

    69

    Nie zataił Sakrypant i tak odpowiedział:
    »Dopiero mię zbił z konia; ale abym wiedział,
    »Kto mię z siodła wysadził, żem bił ziemię głową,
    »Powiedz mi, kto to taki i jako go zową?
    »Gościńcem prosto jedzie w tę stronę: mam za to,
    »Że go prętko pościgniesz«. — On mu zasię na to:
    »Powiem, lecz nie wiem, jakoć taka będzie miła
    »Nowina: dziewica cię z konia wysadziła,

    70

    »Dziewica, na wszytek świat wsławiona z gładkości,
    »Ale jeszcze daleko sławniejsza z dzielności,
    »Z śmiałego serca. Ale azaż takich mało,
    »Co ich toż od niej także, co ciebie potkało?
    »Imię jej, jeśli wiedzieć pragniesz, Bradamanta[135]«.
    Co rzekłszy, żałosnego odbiegł Sakrypanta.
    Nie wie, co mówić, co ma czynić, zawstydzony,
    Stroskany i na twarzy sromem zapalony.

    71

    Rozmyślając tam chwilę on przypadek sobie,
    Bez skutku się frasował barzo w onej dobie;
    A widząc, że go z konia zbiła białagłowa,
    Przesiadł się na inszy koń, nie mówiąc i słowa,
    A nowe go nieszczęście przecię srodze bodło.
    W tem królewnę katajską wziął za się, za siodło,
    Odłożywszy swe wczasy i swe krotofile
    Na spokojniejsze miejsce i weselsze chwile.

    72

    Nie ujechali beli spełna dwu mil jeszcze,
    Kiedy w lesie na jedno natrafili miejsce,
    Gdzie wielki jakiś tenten[136] i grzmot usłyszeli;
    Ktoby beł, co go czynił, poznać nie umieli,
    Ale stanąwszy trochę, obaczyli potem
    Konia z bogatem rzędem i czapragiem złotem;
    Skacze, jak sarn[137], przez wody, przez błota, przez głogi,
    Drzewa wali, uprząta to, co trudni drogi.

    73

    »Jeśli dobrze przed liściem i przed gałęziami
    »Widzę — mówi królewna — Bajard to przed nami,
    »Co z takiem pędem bieży i co sobie drogę
    »Gwałtem przez lasy czyni; mylić się nie mogę:
    »Ten jest pewnie, już ten jest, jużem go poznała.
    »Wielką z niego dogodę[138] wnet będziewa miała,
    »Aboć mu kto powiedział o naszej potrzebie;
    »Bo trudno ma jeden koń znieść i mnie i ciebie.

    74

    Zsiadł Sakrypant z swojego konia nie leniwy,
    Zamyślając mu dopaść wodze albo grzywy;
    Ale tak prętko Bajard nogami nań ciska,
    Obróciwszy zad, że grom ledwie pręcej błyska.
    Zabiłby go beł pewnie, by go beł uderzył
    I dosiągł w ono miejsce, jako beł wymierzył;
    Bo tak mocne kopyta, tak duże miał krzyże,
    Żeby beł stłukł i górę, by z najtwardszej spiże[139].

    75

    Potem do Angeliki sam, nie przymuszony,
    Przystępuje łaskawy i upokorzony,
    I jako pies, koło niej skoki wyprawuje,
    Co się panu, kiedy się wraca skąd, raduje;
    Znał ją Bajardi pomniał, kiedy go karmiła,
    W Albrace[140] i swą ręką obrok mu nosiła
    W ten czas, kiedy się srodze w Rynaldzie kochała,
    Którego zasię teraz tak nienawidziała.

    76

    Lewą ręką wodze[141] mu królewna ujęła,
    A prawą szyję głaskać i grzywę poczęła:
    On się pod moc jej daje, że wszytko, co chciała,
    Z niem tak, jako z barankiem sobie poczynała;
    A wtem mężny Sakrypant, swój czas upatrzywszy,
    Osiadł go i obrócił, żartko nań wskoczywszy.
    Angelika też zatem zaraz się przesiadła
    I nie za siodłem, ale w siedle już usiadła.

    77

    Potem obróciwszy się, z trafunku pieszego
    Obaczyła, we zbroi następującego,
    I spłonęła, niezmiernem ogniem przerażona,
    Poznawszy, że to beł syn książęcia Amona.
    Ten ją srodze miłuje, ta go nienawidzi,
    Jako kaczka sokoła, tak go rada widzi;
    Beł ten czas, kiedy się ją[142] on brzydził, a ona
    Srogiem ogniem dla niego była rozpalona.

    78

    Tego przyczyną były dwie pewne krynice
    Od siebie niedaleko, przez wązkie granice,
    U Ardenny[143], co skutki w sobie miały dziwne,
    Skutki różne i sobie we wszytkiem przeciwne:
    Kto z jednej, gore srogą miłością, kto z wody
    Drugiej pije, odmienia ognie w zimne lody.
    Z jednej Rynald, z drugiej się królewna napiła:
    Ten miłuje okrutnie, ta się jem[144] brzydziła.

    79

    On dziwny napój, z jadem skrytem pomieszany,
    Co w nienawiść obraca ogień pożądany,
    Czyni, że Angelika, skoro obaczyła
    Rynalda, pogodną twarz chmurą zasłoniła
    I Sakrypanta prosi dla Boga żywego
    Z smętną mową i twarzą, aby tam onego
    Rycerza w tamtem miejscu tak długo nie czekał,
    Ale aby z nią w stronę nadalej uciekał.

    80

    »I tak to słabo o mnie — mówi jej — trzymacie?
    »Tak mię za nikczemnego i za tchórza macie,
    »Że tak łatwie od tego macie mi być wzięci
    »I że was nie obronię? Tak wam to z pamięci
    »Już wyszło to, com czynił w Albrace[145] odkrycie[146]?
    »Już podobno i onej nocy nie pomnicie,
    »Kiedym dla was sam a sam, a niedawno temu,
    »Stanął przeciwko wojsku Agrykanowemu[147]? «

    81

    Nie mówi nic i nie wie, co czynić: niebogi
    Już bardzo blizko Rynald, który okrzyk srogi
    Czyni na Sakrypanta i grozi mu hardzie,
    Obaczywszy, że jedzie na jego Bajardzie
    I że z niem w towarzystwie królewna jechała,
    Która mu taką mękę i ból zadawała —
    Ale, co ci dwaj dalej między sobą mieli,
    W drugiej pieśni odemnie będziecie wiedzieli.

    Koniec pieśni pierwszej.

    II. Pieśń wtóra

    Argument

    Pustelnik zmyślonemi rozdziela larwami
    Między dwiema srogi bój spółmiłośnikami.
    Rynald się tam obraca, gdzie go miłość wiedzie,
    Ale indziej, tam, gdzie mu cesarz każe, jedzie.
    Bradamanta, szukając Rugiera swojego,
    Pinabella[148] najduje niesprawiedliwego,
    Pinabella z Magance, od którego ręku
    Mało nie ginie, ale wiesza się na sęku.

    Alegorye

    1043

    Przez wiarę, którą Rynald i Sakrypant dał zaraz fałszywem namowom ducha, od pustelnika posłanego, takie przez rozboje i tarcz uczarowaną starego Atlanta znaczy się w tej wtórej pieśni, jako i gdzieindziej w tej księdze, gwałt i oszukanie, których używają żądze te cielesne przeciwko rozumowi i cnocie człowieczej. W Pinabellu, który chce stracić białogłowę, która dla jego dobrego jedzie, znaczy się, te złe i niewdzięczne przyrodzenie nie zwycięży się żadnem dobrodziejstwem.

    1. Skład pierwszy

    O zła, niesprawiedliwa, bezecna miłości!
    Przecz nasze żądze trzymasz tak rzadko w sforności?
    Co masz stąd za pociechę, że się nie zgadzają
    Dwie serca i że wole przeciwne miewają?
    Nie każesz iść przez miałkie i przez jasne brody,
    Ale mię pchasz w głąb na dno w pomącone wody;
    Ciągniesz mię gwałtem od tej, co mię rada widzi,
    A tę każesz miłować, co mię nienawidzi!

    2

    Twa to sprawa, że Rynald tak sobie smakuje
    Angelikę i tak ją okrutnie miłuje,
    Gdy się jem[149] ona brzydzi; a gdy się kochała
    Ona w niem, chęci po niem namniejszej nie znała.
    Brzydził się ją[150], jak wężem; atoli mu ona
    Wzgarda jest nienagorzej od niej nagrodzona,
    Bo go sobie tak barzo teraz obmierziła,
    Żeby na śmierć, niżli nań, prędzej zezwoliła.

    3

    Rynald na Sakrypanta krzyknie w onej dobie:
    »Zsiądź mi z konia, złodzieju! Nic ja darmo sobie
    »Nie dam wziąć; weźmieli kto, na kupi[151] utraci
    »I dobrze mi to pewnie i drogo zapłaci.
    »A nietylko chcę konia od ciebie własnego,
    »Ale i tej tak pięknej panny, boś takiego
    »Towarzystwa nie godzien; taki też łotrowi
    »Koń się nigdy nie zejdzie, ani złodziejowi«.

    4

    »Łżesz, jako pies, abym ja miał być złodziej jaki
    »Albo łotr, jako mówisz; sameś raczej taki,
    »Jako od ludzi słyszę, jakom się dowiedział«.
    — Z niemniejszem mu Sakrypant fukiem[152] odpowiedział —
    »Wnetże się to da widzieć, który z nas mocniejszy
    »I który i tej panny i konia godniejszy.
    »Co do panny, w tem z tobą nie rozumiem różno,
    »Że tak pięknej na świecie drugiej szukać próżno«.

    5

    Jako więc pospolicie dwaj psi na przestrzeni,
    Z różnych przyczyn wzajemnie z sobą powadzeni,
    Pierwej na się z daleka warczą i szczekają,
    A oczy się jem świecą i ogniem gorają,
    Potem z najeżonemi na grzbietach sierciami
    Ostremi, jako wściekli, sieką się zębami:
    Tak w ten czas od słów i od uszczypliwej mowy
    Szli do szabel Sakrypant i syn Amonowy,

    6

    Ten pieszo, ów na koniu. — Ale wy mniemacie,
    Że miał konny przed pieszem? — I owszem tak macie,
    Że nie mia! nic; trudniej daleko jeznemu
    Przyszło czynić w tem boju, aniźli pieszemu.
    Wiecież, czemu? — Ten koń miał dowcip przyrodzony
    I nie chciał, aby jego pan bel obrażony.
    Ani ręką, ani go może zbić ostrogą,
    Aby jeden krok stąpił, gdzie chce jeździec, nogą.

    7

    Kiedy chciał w skok i w zawód, to mu się zasadził,
    Choć mu ostrogi dobrze o boki zawadził;
    Kiedy zaś lekkiem cwałem albo myślił kłusać,
    Rozpierał się na miejscu i nie chciał się ruszać
    I między nogi głowę kładł sobie z wierzganiem;
    A nie mogąc mu odjąć uporu karaniem,
    Prawą ręką na przedniem łęku wyniesiony,
    Skoczył z niego Sakrypant żartko z lewej strony.

    8

    Kiedy już zbył król z Cyrkas konia w snadnem skoku
    Tak dziwnego, było co widzieć, kiedy w kroku
    Przeciw sobie rycerze tak wielcy stanęli
    I strasznemi razami sięgać się poczęli,
    Mieczmi gołemi siekąc jeden na drugiego
    To z wierzchu, to ze spodu; u Wulkanowego
    Ogniska Cyklopowie ognistemi młoty
    Ledwie tak Jowiszowej pilnują roboty.

    9

    To pełne, to zmyślone i skąpe[153] czynili
    Sztychy; znać, że się oba szermować uczyli.
    To wyciągnieni, to w się ściśnieni i zbici,
    Raz za tarczą, drugi raz potrosze odkryci,
    Czasem wprzód, czasem nazad kroków pomykają,
    To miejsce cięciom dają, to je odbijają,
    Nakoło idąc; a gdzie jeden ustępuje,
    Na to miejsce zarazem drugi następuje.

    10

    Wtem jakoś barzo blizko Rynald zapędzony
    Pod Sakrypanta wszytek podpadł, podsadzony,
    Który mu przecię zbytniej wystawił miąższości
    Puklerz, z stali i twardej urobiony kości.
    Ciął nań Rynald fusbertą tak barzo, że lasy
    Zadrżały, uderzone dźwiękiem w one czasy,
    I że się przyszło padać stali i żelazu,
    A temu ramię ścierpło od tęgiego razu.

    11

    Jako skoro lękliwa dziewka obaczyła,
    Że fusbertą żelazo i kość przepędziła
    I że jej rycerz mocno tak beł uderzony,
    Zbladła, jako złoczyńca, na śmierć wywiedziony.
    Tak się jej zda, że dłużej nie trzeba tam czekać,
    I myśli przed Rynaldem co prędzej uciekać,
    Którego ona sobie tak barzo zbrzydziła,
    Jako jemu przeciwnem kształtem była miła.

    12

    I w inszą stronę zaraz rzuciwszy wodzami,
    Uciekała ciasnemi w gęstwie drożyskami,
    Ustawicznie bladą twarz nazad obracając
    I, że za sobą miała Rynalda, mniemając.
    Jeszcze była nie barzo wiele ujechała,
    Gdy pustelnika w pewnej dolinie potkała;
    Brodę miał aż do pasa, sam beł na wejźrzeniu
    Nabożny, w zakonniczem i podłem odzieniu.

    13

    Laty, a jeszcze barziej posty wycieńczony,
    Na leniwem osiełku jechał pochylony.
    Zdało się, że tych świeckich, doczesnych, odmiennych
    Zaniechawszy, myśl w rzeczach utopił zbawiennych.
    Ten, kiedy go na onej nadjachała drodze
    Panna z anielską twarzą i widział, że srodze
    Pobladła i że z troski i z trudu zemdlała,
    Żal go ujął, widząc, co nędznica cierpiała.

    14

    Prosiła, aby się jej użalił, niebogi,
    I naprostszej z onych miejsc nauczył jej drogi,
    Którąby do morskiego portu dojechała,
    Chcąc, żeby o Rynaldzie więcej nie słyszała,
    Jechać z Francyej. Mnich, co czarnoksięstwo umiał,
    Cieszył ją tak, jako mógł i jako rozumiał,
    Obiecując, że wkrótce snadno miał być zdjęty
    Z niej on kłopot; a zatem sięgnął do kalety

    15

    I foremnej z niej dobył z pargaminu księgi;
    Którą skoro otworzył, rozwiązawszy wstęgi,
    Ledwo co jednę kartę przeczytał u kraja,
    Wyszedł szatan w postaci lekkiego lokaja,
    A ten mu rozkazuje. Klątwą przymuszony,
    Pobiegł duch zły z zapędem, gdzie bel wyprawiony,
    Gdzie się mieczmi gromili oni dwaj rycerze,
    I skoczywszy między nie, stanowi przymierze.

    16

    »Powiedzcie mi — mówi jem — cobyście wskórali,
    »Choćbyście na ostatek się pozabijali?
    »I co za korzyść za te trudy swe weźmiecie,
    »Skoro skończycie, skoro bić się przestaniecie,
    »Jeśli grabia z Anglantu[154] — podobno go znacie? —
    »Nadobną Angelikę, o którą wy macie
    »Taki spór między sobą i taki bój srogi,
    »Ma bez zwady, bez prącej i bez żadnej trwogi?

    17

    »Potkałem ich stąd w mili: do Paryża jadą
    »Szydząc z was, że się z taką jadowitą zwadą,
    »Z takiem zażarciem na się — tak im zły duch plecie —
    »Bez pożytku żadnego tak długo bijecie.
    »Lepiejby się podomno śladem puścić za niem:
    »Doścignęlibyście go jeszcze mojem zdaniem;
    »Bo jeśli do Paryża wjedzie z nią bezpiecznie,
    »Jużeż po niej, jużeście stracili ją wiecznie«.

    18

    Widzielibyście byli, jaką postać mieli
    I jako się obadwa byli zapomnieli
    Na tę nowinę smętni i ukłopotani,
    Że od spółmiłośnika beli oszukani.
    Amonów syn do swego Bajarda odchodził,
    A wzdychaniem swą żałość sam sobie rozwodził;
    Na ostatek Orlanda, rozgniewany srodze,
    Przysiągł zabić, jeśli go doścignie gdzie w drodze.

    19

    Przyszedłszy, gdzie stał Bajard, zaraz go dosiada
    I bieży na niem na cwał i stamtąd wypada;
    Odjeżdżając: »Bądź łaskaw!« temu nie powiadał,
    Nie rzkąc, aby go prosił, aby beł zań wsiadał.
    Koń kłóty ostrogami, wali, łamie, psuje,
    Cokolwiek mu zawadza i co go hamuje;
    Ani go rzeki, ani błota, ani głogi,
    Ani skały żadne zbić mogą z prostej drogi.

    20

    Ale się dziwujecie, widzę, Bajardowi,
    Że się teraz tak łatwie[155] dał wziąć Rynaldowi,
    Co przedtem niejeden dzień musiał biegać za niem,
    Goniąc go to tam, to sam z gniewem, narzekaniem.
    Wiedzcie, że miał człowieczy zmysł i nie ze złości,
    Nie z narowu to czynił, nie z niepowolności[156],
    Ale aby prowadził pana tam, gdzie była
    Angelika, bo wiedział, jako go paliła.

    21

    Widział, kiedy z namiotu w pole wypadała,
    I wszędzie jej pilnował, gdzie się obracała;
    Wszędzie za nią biegł w tropy, wszędzie o niej wiedział,
    To dlatego, że w on czas pan na niem nie siedział.
    Bo pojedynek z wielkiem jednem w onej dobie
    Rycerzem pieszo czynić rzekli beli sobie.
    Potem z daleka za nią ustawicznie chodził,
    Bo ją wprowadzić w ręce panu swemu godził.

    22

    Myślił go na nię nawieść i dlatego lasem
    Napierwej się wprzód przed nią puścił onem czasem;
    Nie chciał jej jednak na się dać wsieść, żeby była
    W inszą się stronę na niem gdzie nie obróciła.
    On to sprawił, że się z niem potkała dwa razy,
    Chocia okrom pożytku dwie stąd wziął przekazy[157]:
    Pierwszą, jeśli pomnicie, miał od hiszpańskiego
    Rycerza, a od króla drugą cyrkaskiego.

    23

    A teraz piekielnemu onemu duchowi,
    Który katajskiej dziewki stopy Rynaldowi
    Omylne pokazował i ślad nieprawdziwy,
    Uwierzył także Bajard i czekał cierpliwy.
    Rynald we wszystkiem biegu bieży i kieruje
    Do Paryża, a coraz bojcem go zajmuje.
    Gniew go i miłość grzeje, a biegł tak teskliwy,
    Że nie rzkąc koń, ale wiatr zdał mu się leniwy.

    24

    Prawie do samej nocy i kiedy już mroki
    Wstają, co wszytkie biorą wzrokowi widoki,
    Gonił grabię Orlanda Rynald rozgniewany:
    Tak barzo beł od ducha złego oszukany!
    Potem tak długo jeździł rano i wieczorem,
    Wszytko wielkiem gościńcem, wszytko bitem torem.
    Aż ujźrzał miasto, w którem cesarz się zawierał
    I ostatki swoich wojsk pogromionych zbierał.

    25

    Bo, że od Agramanta króla oblężenia
    Spodziewał się, potrzeby to do pożywienia,
    To do obrony z wielką pilnością gotował,
    Wałów i zaniedbanych murów poprawował.
    Przykopu wgłąb podbiera, który miasta strzeże,
    Baszty strzelbą i mocne opatruje wieże;
    Pomyślą do Angliej dla ludzi wyprawić
    I znowu świeże ludzie, świeże wojsko sprawić.

    26

    Chce znowu wyniść w pole z swojemi wojskami,
    Znowu zamyśla skusić Marsa z Murzynami.
    Rynalda wyprawuje zaraz w drogę nową
    Do Brytanów, które dziś Anglikami zową;
    On się gryzie, nie przeto, żeby tamtych krajów
    I tamtej ziemie nie rad widział obyczajów,
    Ale stąd, że mu zaraz wsiadać rozkazano,
    Że mu dnia na ostatek wytchnąć tam nie dano.

    27

    Nic barziej nie po myśli było Rynaldowi
    Nad to, że nie mógł dosyć swemu zamysłowi
    Uczynić i szukać tej, co mu zadawała
    Taki ból i serce mu z piersi wydzierała;
    Ale nie mógł inaczej, musiał biedź przez dzięki,
    Posłuszny cesarzowi: mus ma swe osęki.
    Do Kales[158] w kilka godzin przypadł w onej dobie
    I zarazem wsiadł w okręt, nie wytchnąwszy sobie.

    28

    Prawie nad wolą wszytkich ćwiczonych żeglarzów
    I mimo doświadczonych radę marynarzów
    Wsiadł, chcąc się prędko wrócić; morze się burzyło
    I wielką niepogodą i chmurą groziło.
    Z swych lekce poważonych sił wiatry gniewliwe
    Poczęły wody mięszać i wały straszliwe
    Miotać z takiem zapędem i z taką wściekłością,
    Że się w okręt wdzierały z wielką nawałnością.

    29

    Co więtsze żagle biegli żeglarze spuścili,
    Radziby zaś, by jako nazad się wrócili
    Do tychże portów, z których wyszli dla przyczyny
    Skwapliwego rycerza onej złej godziny.
    Wiatr, że bez pozwolenia jego tej śmiałości
    Użyli, pełen gniewu i zapalczywości,
    Dmie okrutnie i grozi, że ich na dno wpędzi,
    Jeśli chcą iść gdzieindziej, nie tam, gdzie ich pędzi.

    30

    Raz go z prawej, drugi raz z lewej mają ławy,
    A co raz więtszy wstaje. Ćwiczeni w te sprawy
    Żeglarze nizkie tylko żagle wyciągają
    I nakoło głębokie morze przebiegają —
    Ale iż różnych postaw i nici mi trzeba,
    A wszystkie jednem razem rozpocząć potrzeba,
    Rynalda miotanego po morzu zapomnię,
    A o cnej Bradamancie teraz co przypomnię.

    31

    Nieporównanej siły dziewica to była,
    Która niedawno z konia Sakrypanta zbiła.
    Godna takiego brata, Rynalda rodzona,
    Z Amona i Beaty[159] księżny urodzona,
    Po wszytkiej się Francyej męstwem i śmiałością
    I na cesarskiem dworze wsławiła dzielnością.
    Jeśli miał wielką sławę Rynald, jej rodzony,
    Ona pewnie niemniejszą miała z każdej strony.

    32

    Miłował ją bohatyr daleko wsławiony[160],
    Co z Afryki chciwością sławy uwiedziony,
    W ten kraj beł przyszedł z wojskiem króla Agramanta.
    Spłodził go Rugier z pięknej córki Agolanta[161],
    A ta, co się nie ze lwa dzikiego zrodziła
    I nie z niedźwiedzia, takiem sługą nie gardziła;
    Acz nieprawie[162] łaskawe szczęście na się mieli,
    Bo się raz tylko zeszli i z sobą widzieli.

    33

    Odtąd szukała swego miłego, którego
    Zwano tak, jako ojca; a nigdy żadnego
    Towarzystwa więc z sobą miewać nie chciewała
    I sama tylko w drogę nadalszą jeżdżała,
    Tak bezpieczna, jakby jej sto koni jeździło.
    A kiedy się jej dobrze na on czas zdarzyło
    Z Sakrypantem, wprzód przez las, więc przez górę długą
    Przejechawszy, stanęła nad wesołą strugą,

    34

    Co pośrzodkiem zielonej łąki szła cieniami
    I wysokiemi zewsząd okryta drzewami,
    Upragnione pielgrzymy często napawając
    I na wczasy po przykrem trudzie namawiając;
    Pagórek ją uprawny od gorących bronił
    Południowych promieni i sobą zasłonił.
    Tam skoro bystrem okiem z trafunku pojźrzała
    Bradamanta, rycerza jakiegoś ujźrzała,

    35

    Rycerza, który w miłem i przyjemnem chłodzie
    Przy pięknej, przejźrzoczystej, kryształowej wodzie
    Na brzegu zamyślony siedział miedzy drzewy
    W cieniu, które Febowe hamowały gniewy.
    Hełm niedaleko niego wisiał hecowany[163]
    U wysokiego dębu, koń stał uwiązany;
    Głowę miał pochyloną ku ziemi, wzrok smutny:
    Znać, że go jakiś trapił srogi żal, okrutny.

    36

    Żądza ta, którą wszyscy z przyrodzenia mamy,
    Że się o cudzych rzeczach radzi więc pytamy[164],
    Sprawiła, że dziewica o jego żałości
    I o przyczynę pyta wielkiej doległości.
    Nie trzymał jej na słowie, namniej nie odkładał
    I zaraz jej, o co się frasował, powiadał.
    Bo imo[165] ludzkość, której ku niemu użyła,
    Znał z postaci, że mężnem bohatyrem była.

    37

    »Prowadziłem — powieda — jezdy i piechoty
    »Do obozu tam, kędy cesarz pod namioty
    »Marsylego nad górą Pireny[166] pilnował,
    »Aby mu wstręty czynił i przeście hamował;
    »I miałem z sobą pannę cudownej gładkości,
    »Dla której dotąd serce gore mi z miłości;
    »Niedaleko Rodanu[167] ujźrzę wtem przy błoniu
    »Zbrojnego, siedzącego na skrzydlatem koniu.

    38

    »Ten, lubo był w śmiertelne ciało obleczony
    »Człowiek, lubo piekielny duch zły potępiony,
    »Skoro obaczył dziewkę moję ukochaną
    »I onę jej niebieską gładkość niezrównaną,
    »Jako sokół, gdy na dół dla obłowu leci,
    »Porwie ją, spadszy żartko, i precz z nią odleci;
    »Ledwiem się postrzegł, skoro przypadł ten dziw srogi,
    »A jużem na powietrzu wrzask słyszał niebogi.

    39

    »Tak więc ukrada kania kurczę odłączone
    »Kokoszy i paznogciem unosi ściśnione,
    »A ta na swą niepilność narzeka po dworze
    »I na swą zgubę gdacze i darmo krokorze.
    »Myślę sobie, co czynić? Na powietrzną drogę
    »Nie zejdę się bez skrzydeł, a latać nie mogę.
    »On się zawarł na skale; koń mam zmordowany
    »Z twardej, skalistej drogi, samem spracowany!

    40

    »Ale jako ten, cobym radniej był otwarte
    »Piersi u siebie widział i serce wydarte,
    »Bez rządu i bez wodza ludziem wprzód wyprawił,
    »A samem się tu szukać straty swej zabawił.
    »Gdzie był przystęp snadniejszy, gdzie mniej przykra skała,
    »Jeździłem to tam, to sam, jak miłość kazała,
    »I gdziem mniemał, żem naleść miał rozbójcę, który
    »Uniósł mój skarb lotnemi po powietrzu pióry.

    41

    »Tydzieniem cały jeździł rano i wieczorem,
    »Nie drogą, ani ścieszką, ani bitem torem,
    »Ale po górach, skałach, kamieniach, gdzie znaku
    »Stopy ludzkiej nie było i żadnego szlaku,
    »Ażem trafił dolinę do przebycia trudną,
    »Straszną z jaskini gęstych, pustą i nieludną,
    »Gdzie we śrzodku na skale pięknie położony
    »Stał zamek, mocnem murem wkoło otoczony.

    42

    »Świecił się, jako ogień, i błyszczał z daleka,
    »Nie od śmiertelnej ręki, ani od człowieka,
    »Nie z cegły urobiony, nie z jakich kamieni,
    »Ale, jakom sprawę wziął, czarci nauczeni,
    »Kadzeniem i mocnemi przyzwani klątwami
    »I przymuszeni gwałtem mądremi rymami,
    »Z samej go tylko szczerej stali zbudowali,
    »Którą z ogniem stygijską wodą hartowali[168].

    43

    »Ona stal tak jest świetna, tak gładka, że skazy
    »Ani rdze, ani żadnej mieć nie może zmazy.
    »W nocy, we dnie po wszytkiej okolicy krąży,
    »Tu się wraca, kiedy się zdobyczą obciąży.
    »Nic od niego bezpieczno nie jest: tylko łają,
    »Tylko klną, tylko za niem z daleka patrzają.
    »Tam moję dziewkę zawarł, a ja z żalu mdleję,
    »Bo, abym jej wzad dostał, straciłem nadzieję.

    44

    »I tak teraz, niestetyż, tylko się dziwuję,
    »Tylko niedostępnego zamku tu pilnuję;
    »Radzić sobie nie mogę, tak, jako lisica,
    »Kiedy słysząc, że głodna na gniaździe orlica
    »Łupi miłego syna, kręci się strapiona
    »I na pomoc nie może iść, z piór obnażona;
    »Tak nikomu przystępu nie da przykra skała,
    »Krom ptaków, które w skrzydła natura ubrała.

    45

    »Gdym tak u zamku czekał i u onej skały,
    »Przywiódł tam dwu rycerzów jakiś karzeł mały,
    »Którzy mi do dawnych żądz nadzieje przydali,
    »Ale próżno, bo i ci niewiele wskórali.
    »Obadwa byli sławni i wielcy mężowie:
    »Ten się Gradasem, królem serykańskiem, zowie,
    »Ten zaś Rugier, bohatyr młody, w samej porze,
    »Sławny na afrykańskiem z męstwa swego dworze.

    46

    »»Przyszli ci — mówi do mnie karzeł — chcą spróbować
    »»Swego szczęścia i męstwa, chcą się pokosztować[169]
    »»Z tem panem tego zamku, z tem rozbójcą srogiem,
    »»Co we zbroi na ptaku jeździ czworonogiem««.
    »Jam ich zasię tak prosił: Prze Bóg się zmiłujcie,
    »A w mojem utrapieniu ciężkiem mię ratujcie!
    »Jeśli się wam zdarzy ten straszny dziw okrócić,
    »Chciejcie mi nazad pannę, którą mi wziął, wrócić.

    47

    »Potem, gęstemi łzami żal mój potwierdzając,
    »Powiadałem, jakom ją stracił, nic nie tając.
    »Oni mnie — Bóg jem zapłać — łagodnie cieszyli,
    »Potem z góry wysokiej na równią schodzili.
    »Z dalekam patrzał na nich, kiedy się potkali,
    »Prosząc Boga za niemi, aby bój wygrali.
    »Podle zamku równiny beło na opoce
    »Tak wiele, jako człowiek ciśnie dwakroć z proce.

    48

    »Beło pod samem zamkiem niemałe spieranie
    »Między niemi na on czas o pierwsze potkanie;
    »Atoli się przecię wprzód potkał Gradas śmiały,
    »Lub mu Rugier ustąpił, lub tak losy chciały.
    »A skoro ducha dodał mocnego rogowi,
    »Dawając znać brzydkiemu czarnoksiężnikowi,
    »Skoro on dźwięk usłyszał, wyjechał ochotny,
    »Wszytek w zupełnej zbroi, a pod niem koń lotny.

    49

    »Naprzód wzgórę lekkiemi uważony pióry,
    »Pomału się podnosi, jako żóraw, który
    »Napierwej się zapuszcza nogami prędkiemi,
    »Potem nizko podlata tuż przy samej ziemi;
    »Ale kiedy już skrzydła rozciągnie szeroko,
    »Niedościgłemi pióry wzbija się wysoko:
    »Tak czarownik na on czas w górę beł wyleciał,
    »Że ledwie ptak Jowiszów[170] wyszszej kiedy wzleciał.

    50

    »A kiedy zaś zrozumiał, kiedy beło trzeba,
    »Spadł, jako szyb[171], ścisnąwszy skrzydłami, od nieba
    »Tak, jako prędki sokół po gołębia spada,
    »Albo po kaczkę, co dzień albo dwa nie jada;
    »Z wielkiem, złożonem drzewem i on spadł z wysoka
    »Podobno jeszcze prędzej, niżli w mgnieniu oka.
    »Gradas ledwie postrzeże, że spada, a ono
    »Albo tuż nad niem, albo już go uderzono.

    51

    »Barzo go czarnoksiężnik na on czas pogromił
    »I na pierwszem starciu oń kopią ułomił.
    »A Gradas tylko wiatr siekł i machał po wietrze
    »Bez skutku, bo mu zaraz ubiegł na powietrze.
    »Od tak ciężkiego razu i od tak mocnego
    »Uderzenia onego rycerza lotnego
    »Alfana[172], Gradasowa klacz, paść musiała,
    »Chocia równia urodą i dziełem nie miała.

    52

    »Wszytkie gwiazdy od nieba czarnoksiężnik zmierzył
    »I na nieostrożnego Rugiera uderzył;
    »Na Rugiera uderzył, kiedy nań nie patrzył,
    »Bo się beł na Gradasa, kiedy padł, zapatrzył.
    »Poznał Rugier, że siły namniej nie żałował
    »I że dobrze przyłożył, koń pod niem szwankował,
    »A kiedy się obrócił i chciał go ciąć mieczem,
    »Szedł wzgórę, ledwie okiem dościgły[173] człowieczem.

    53

    »To króla z Serykany, to Rugiera bije,
    »To w łeb, to w piersi, to w grzbiet: a kto go pożyje?
    »Oni darmo wiatr sieką i darmo machają,
    »Szkodzić mu nic nie mogą, kiedy piór nie mają.
    »Czasem przestrone czyni po powietrzu koło,
    »W tamtego wrzkomo mierzy, a temu da w czoło.
    »Obiema kładzie dziwne na oczy zasłony,
    »Że nie widzą, od której ich załata strony.

    54

    »Między dwiema na ziemi, a trzeciem od nieba
    »Trwała ona potyczka i ona potrzeba
    »Dotąd, aż noc i ciemne mroki nastąpiły,
    »Które swemi cieniami wszytek świat okryły.
    »Nic nie przydawam nad to, co było: oto tem
    »Okiemem na to patrzał, ale przedsię o tem
    »Nie każdemu powiadam; bo tak wielkie dziwy
    »Barziej na bajki poszły[174], niż na czyn prawdziwy.

    55

    »Puklerz wielki, ogromny, na którem pokrowiec
    »Był piękny, atłasowy, uskrzydlony łowiec
    »Zawiesił beł na sobie, na lewem ramieniu;
    »Że go tak długo nie zdjął, to mi w podziwieniu.
    »Każdemu, co nań wejźrzał bez pokrowca, oczy
    »Zaćmił we mgnieniu oka — tak beł dziwnej mocy —
    »Że upadał na ziemię podobny trupowi
    »I dostawał się więźniem czarnoksiężnikowi.

    56

    »Niemasz na świecie drugiej tak świetnej światłości,
    »Jako się on lśniał puklerz, jakiej beł jasności,
    »Na którą paść obadwa rycerze musieli,
    »Kiedy wzrok utracili i mało widzieli.
    »I jam zmysł, choć z daleka, stracił był, lecz zasię
    »Przyszedłem wżdy do siebie po niemałem czasie.
    »Więcejem ich nie widział i karła w równinie,
    »Tylko plac próżny, a mrok w górze i w dolinie.

    57

    »I dlategom rozumiał o lotnem rycerzu,
    »Że mocą tego blasku, który miał w puklerzu,
    »Mnie nadzieje, a onych pozbawił wolności,
    »I tak zostawam w pierwszej nieszczęsnej żałości.
    »Potemem żegnał zamek czarnoksiężnikowy,
    »Gdzie był mój skarb zawarty, ostatniemi słowy.
    »Teraz mi powiedz, jeśli mąk, które pochodzą
    »Z miłości, wszytkich inszych moje nie przechodzą?«

    58

    Tak powiedając swoje żałości i szkody,
    Do swych się smutków wrócił. Beł to grabia młody,
    Pinabel, syn Andzelma starego — kto słyszał —
    Z Magance[175], co się z Brzegu Wysokiego[176] pisał,
    Który nie chciał, aby się sam tylko najdował
    Dobry w swem złem narodzie, i tak się sprawował
    Że nie tylko z swojemi drugiemi porównał
    W sprosnych, obrzydłych grzechach, ale je przerównał[177].

    59

    Z różną twarzą nadobna Bradamanta wieści
    I tej Magańczykowej[178] słuchała powieści.
    Bo skoro o Rugierze zrazu usłyszała,
    Na twarzy się wesołą być pokazowała;
    Ale skoro przypomniał, że w okowy wzięty,
    Ujął ją żal i smętek wielki, niepojęty.
    I nie raz, nie dwa mówił Pinabel z początku,
    Bo się chciała wszytkiego dowiedzieć do szczątku.

    60

    A gdy się wypytała o wszytkiem statecznie:
    »Śpi na oboje ucho — powiada — bezpiecznie
    »I możesz ten dzień sobie poczytać szczęśliwy,
    »Żem cię tu natrafiła. Nie bądź nic wątpliwy:
    »Wiedź mię zaraz na zamek, gdzie w pierze ubrany
    »Jest ten koń z swojem panem i twój skarb kochany;
    »Tuszę, że twoja praca nie będzie daremną,
    »Jeśli szczęście łaskawie obejdzie się ze mną«.

    61

    »Mnieć o to nic — powiada — ukażę ja drogę
    »I kroki darmo tracić tobie kwoli mogę,
    »Straciwszy co więtszego, albo wszytko raczej,
    »Kiedy tak chcesz, kiedy być nie może inaczej.
    »Ale namyśl się dobrze: Coć po tej śmiałości?
    »Szukać śmierci lub miłej zbawić się wolności?
    »Bo jeśli cię zabije, albo da okować,
    »Jako inszych, to mnie zaś będziesz chciał winować«.

    62

    To rzekszy, szedł do konia i wsiadszy nań, jedzie,
    A mężną Bradamantę prowadzi i wiedzie,
    Która koniecznie myśli kwoli Rugierowi
    Zginąć albo łeb uciąć czarnoksiężnikowi.
    Wtem za niemi posłaniec spiesznie pojeżdżając,
    Biegł: »Postójcie! postójcie!« zdaleka wołając,
    Co Sakrypantowi dał sprawę, że to była
    Ta, która go na drodze z konia drzewem zbiła,

    63

    A teraz od Narbony[179] niósł jej rzeczy nowe
    I od Monpolieru[180], że Agramantowe
    Chorągwie[181] mniejsze zamki z jednostajnej zgody
    Podnosiły ze wszytkiem brzegiem martwej wody[182]
    I to, że w Marsyliej nie dobrze szły rzeczy
    I że w niebezpieczeństwie będzie bez odsieczy
    I że go z tem i teraz do niej wyprawiła
    Prosząc, jako powinna, aby jej broniła.

    64

    Marsylią ze wszytkiem żyznem jej powiatem
    I to, cokolwiek między Rodanem bogatem
    I między Warem[183] leży, cesarz był darował
    Amonownie, bo ją czcił i barzo miłował.
    Widywał ją więc często na dworze w gonitwach
    I wiedział, jako sobie poczynała w bitwach.
    Teraz, jakom powiedział, beł ten wyprawiony
    Do niej od Marsyliej posłaniec w te strony.

    65

    Długo tam Bradamanta myśliła, wątpliwa,
    Co czynić: tam ją i cześć i powinność wzywa,
    Tu jej zasię radziła i rozkazowała
    Miłość silna, która jej serce zagrzewała.
    Ale się naostatek namyśla i woli
    Iść, gdzie tuszy, że swego Rugiera wyzwoli.
    Chce, jeśliby nie mogła skrzydlatemu sprostać
    Rycerzowi, w pęcie z niem i w więzieniu zostać.

    66

    Atoli przecię dała odkaź tak łaskawy
    Posłańcowi, że się zdał być wesół z odprawy,
    I zaczętą kończyła drogę z Magańczykiem
    Pinabelem, na ten czas swojem przewodnikiem;
    Który postawę zmienił, z mów onego posła
    Wiedząc, że z tego domu i rodziny poszła,
    Który tak nienawidzi: wie, coby działała,
    Gdzieby, że z maganckiego domu beł, wiedziała.

    67

    Między domem z Magance, a domem tej córy
    Była sroga nieprzyjaźń[184] i wielki spór, który
    Trwał dotąd od dawnych lat. Często się bijali
    Między sobą, często krew wzajem rozlewali;
    Dlatego teraz nad nią uczynek złośliwy,
    Zdradziecki chce wykonać grof niesprawiedliwy,
    Albo, czas upatrzywszy, samę ją zostawić,
    A sam się w inszą drogę ukradkiem wyprawić.

    68

    I tak mu wszystkie zmysły w on czas opanował,
    Tak go strach wielkooki za serce ujmował,
    Tak wrodzona nienawiść, tak go bodły trwogi,
    Że ustąpił w jeden las z zamyślonej drogi.
    Śrzodkiem lasu szła góra, w której końcu skała
    Ostra z żywych kamieni przykro się wydała;
    A książęcia z Dordony[185] córka za niem jedzie
    Wszędzie, gdzie się obróci i gdzie konia wiedzie.

    69

    Myślił sobie po cichu chytry w onem czesie
    Pinabel, żeby jej zbył jako w onem lesie.
    »Trzeba się nam — powiada — śpieszyć za pogody[186],
    »I póki noc nie zajdzie, do jakiej gospody;
    »Za tą górą, zda mi się, ma być przy dolinie
    »Jeden piękny zameczek w przestronej równinie.
    »Lepiej wiedzieć, niż mniemać: ja na skałę wjadę
    »I dowiem się; ty czekaj, a ja wnet przyjadę«.

    70

    To rzekszy, konia zaciął i od niej poskoczył
    I na stronę do góry skwapliwy wyboczył,
    Upatrując, jeśliby drogi nie najechał,
    Którąby jej jako zbył i cicho odjechał.
    Skoro wjechał na skałę przykrą i wysoką,
    Nalazł jaskinią, łokci trzydzieści głęboką,
    Od oskard[187] wykowaną i twardego młota;
    Sama szła w głąb, a miała jedne wielkie wrota;

    71

    Wielkie, szerokie wrota nizko w dole miała,
    Któremi przystęp w dalszą, wielką sień dawała;
    Do wierzchu ode spodku światłość wychodziła,
    Jakoby się na dole pochodnia paliła.
    Kiedy tam stał wątpliwy, córka Amonowa,
    Co z daleka jechała za niem, nie gotowa
    Czekać, jako jej kazał, bo się błędu strzegła,
    U onej go jaskiniej, gdzie czekał, nadbiegła.

    72

    Kiedy mu sztuka nie szła, którą chciał wyprawić
    Nad nią, kiedy jej nie mógł samej tam zostawić,
    Żeby beł od niej wolny, wymyślił niecnota
    Nowy fortel zbawić ją zdrowia i żywota.
    Puścił się przeciwko niej i kazał jej w górę
    Jechać i ukazał jej w onej skale dziurę,
    Powiedając, że widział na dole w jaskiniej
    Jednę pannę, gładkością podobną boginiej,

    73

    I że znać po postaci i po drogiej szacie,
    Bo się beła ubrała strojno i bogacie,
    Że była z wysokiego stanu i od ręki,
    Nie wie, czyjej była tam trzymana przez dzięki,
    I że już się beł począł na dół spuszczać po niej,
    Aby się był dowiedzieć mógł wszystkiego o niej;
    Ale ktoś nieznajomy bronił tego pilnie
    I ciągnął ją do głębszej jaskiniej usilnie.

    74

    Jako śmiała, tak zasię nieostrożna była
    Bradamanta: wszytkiemu zaraz uwierzyła.
    Myśli panny ratować i puścić się sama
    W dziurę, którą przestrona miała w sobie jama.
    Upatrując sposobu, ujźrzy dąb zdaleka
    Z rozłożystem gałęziem[188], sadzony od wieka,
    I dobywszy ostrego miecza, jednę utnie
    I wraca się i w jamę popuszcza ją chutnie.

    75

    Ucięty koniec grabi dała trzymać w ręce,
    A sama się spuszczała na dół po osęce.
    Pierwej nogi przed sobą w jaskinią puściła,
    Potem się na ramionach za niemi ważyła.
    Rozśmieje się Pinabel zatem, bo rozumie,
    Że tam zginie, i pyta, jeśli skakać umie?
    »Duszkoż[189] — prawi — mieć cię tu ze wszystkiem plemieniem
    »I zgładzić je do szczęta zaraz i z nasieniem!«

    76

    Wtem ją zdrajca upuścił. Fortuna tak chciała,
    Że tam śmierci niewinnej dziewki uchowała,
    Bo się osęka długa u spodku złamała,
    Kiedy w grunt uderzywszy, ziemie doleciała.
    Przepadłać się, ale ją przecie utrzymała,
    Gdy się w cieśniejszem miejscu powoli łamała.
    Nim wstała, długą chwilę leżała tam potem —
    Ale wam w drugiej pieśni wolę śpiewać o tem.

    Koniec pieśni wtórej.

    III. Pieśń trzecia

    Argument

    Nadobna Bradamanta, przyszedszy ku sobie
    Po wysokiem spadnieniu w ciemnej onej dobie,
    W jaskiniej prorokinią Melissę[190] najduje,
    Która jej zacnych wnuków postać ukazuje,
    A potem jej przestrogi dawa i nauki,
    Jako w niwecz obrócić Atlantowe[191] sztuki,
    Jako pierścień chytremu odjąć Brunellowi,
    Jako wolność z inszemi wrócić Rugierowi.

    Alegorye

    1044

    W tej trzeciej pieśni, w której poeta przepowiada i ukazuje potomki zacnego domu esteńskiego pierwej, niźli się urodzili, Bóg chce, aby osoby zacne beły światu znajome przedtem, niż wynijdą na świat, i żyjąc i po śmierci. Przeciwnem obyczajem ludzie nikczemni i marni, ledwie może rzec, że żyją, póki tu są na świecie, ale tylko cień i liczbę czynią.

    1. Skład pierwszy

    Kto mi głos, kto tak słowa wyborne daruje,
    Jakiej tak zawołana sprawa potrzebuje;
    Kto przytknie lekkie skrzydła do wiersza mojego,
    Żeby doleciał mego zmysłu wysokiego?
    Trzeba, żeby mię ogień zagrzewał obfity,
    Dobrze gorętszy, niż ten zwykły, pospolity,
    Bo ta część właśnie panu mojemu należy,
    Co śpiewa jego dziady, skąd jego ród bieży;

    2

    Nad który między rody wszytkiemi zacnemi,
    Których niebo obrało rząd czynić na ziemi,
    O Febie, co przenikasz wszytko okiem swojem,
    Nie widzisz zacniejszego bojem i pokojem,
    I któryby swą zacność w dłuższy wiek zachował,
    I zachowa, jeśli ten, któryś mi darował,
    Duch wieszczy mię nie myli, dokąd swą obręczą
    Nieba około polów[192] kołem się pokręcą.

    3

    A chcąc śpiewać jego czci godne, jako trzeba,
    Nie mojej by mi lutni, ale twej potrzeba,
    Którąś ty bogi cieszył i czynił wesele
    Jowiszowi, gdy wściekłe pobił dziewięsiele[193].
    Jeśli będę miał lepsze od ciebie naczynie
    Rzezać tak godny kamień, to ja na tem czynie
    Chcę pokazać, co umiem, i że rzeczy skrócę,
    Na to wszytek mój dowcip i siłę obrócę.

    4

    Teraz lada naczyniem robotę poczynać
    I co z mięższego tylko kamień chcę obcinać,
    Nad którem inszem czasem dłużej się zabawię
    I piękniej go wygładzę i lepiej wyprawię.
    Ale idę do tego teraz z pieśnią swoją,
    Co nie będzie bezpieczny za tarczą, za zbroją,
    Do Pinabella, mówię, grabie na Magancie,
    Co się spodziewał żywot odjąć Bradamancie.

    5

    Mniemał zdrajca, że się tam koniecznie zabiła
    I że szyję w głębokiej jaskini złomiła,
    I odchodził zarazem dołu i wrot onych,
    Swoją zdradą zmazanych i poplugawionych,
    I wsiadszy na koń, jechał dalej ukwapliwy;
    A jako ten, co beł zły i niesprawiedliwy,
    Przydając grzech do grzechu, złość do złości nowej,
    Pojął za sobą konia córki Amonowej.

    6

    Ale dajmy mu pokój: co komu inszemu
    Żywot chciał wziąć, przydzie go dać jemu samemu;
    A wróćmy się do panny, co zaraz u obu
    Progów była w jeden czas i śmierci i grobu.
    Skoro wstała po długiej chwili, ogłuszona,
    Ciężkiem onem spadnieniem na bok uderzona,
    Wchodziła w przestrone drzwi, które jej do drugiej
    Sieni przystęp dawały, szerokiej i długiej.

    7

    W kwadrat ją wykowali mądrzy rzemieśnicy,
    Podobną jakiej wielkiej, nabożnej kaplicy;
    Z drogiego ją marmuru trzymały filary,
    Dwoistem rzędem w równe postawione pary.
    W pośrzodku jej stał ołtarz misternej roboty,
    Przed niem kaganiec wisiał wszytek szczerozłoty,
    Który w obudwu sieniach mocą swej światłości
    Tam i sam niewesołe wyganiał ciemności.

    8

    Przyszedszy Bradamanta na to miejsce święte,
    Nabożeństwem i skruchą wnętrzną swe ujęte
    Serce niosąc, upadła nizko na kolana,
    Poruczając się w ręce na wyższego Pana;
    A w tem u małej furty skrzypnęły zawiasy,
    Która beła przeciw niej, a z niej w one czasy
    Bez pasa, bez zawicia[194], bosa wychodziła
    Jedna i imieniem ją własnem pozdrowiła:

    9

    »O Bradamanto! któraś tu teraz w tej dobie
    »Za wolą Bożą przyszła, dawno mi o tobie
    »Duch proroka Merlina[195] wieszczy przepowiedał
    »I widzę, że nie chybił i prawdę powiedał,
    »Żeś miała wniść w jaskinią i w ten dół głęboki
    »Nawiedzić jego święte kości i zewłoki,
    »I dlategom tu przyszła, żebym ci odkryła,
    »Co o tobie łaskawa gwiazda uradziła.

    10

    »Merlin, uczony wieszczek, te skały wykował
    »I ten grób, który widzisz, dla siebie zbudował.
    »Który chciał mieć głęboko w ziemi, niewidziany,
    »Kiedy od dziewki z Lagu[196] został oszukany.
    »Tu są ostatki jego śmiertelnego ciała,
    »Tu, jeśliś kiedy o tem od kogo słyszała,
    »Chcąc się jej przypodobać, żywo się położył,
    »Ale został umarły i więcej nie ożył.

    11

    »Mieszka jego duch żywy przy umarłem ciele
    »Dotąd, aż mu na męki albo na wesele
    »Każą, gdy go anielskiej trąby głos obudzi,
    »Jako albo zbieleje albo się ubrudzi.
    »Głos jego w tem podziemnem grobie także żywię,
    »Jako wnetże usłyszysz, który niewątpliwie
    »Przeszłe rzeczy powiada, przyszłe prorokuje,
    »Kiedy się kto u niego czego dowiaduje.

    12

    »Kilka to dni minęło, jakom tu z krainy
    »Barzo dalekiej przyszła[197], to dla tej przyczyny,
    »Żeby mię Merlin jednej zbyt tajemnej sprawy
    »Nauczył, należącej do mojej zabawy.
    »Potemem tu zupełny miesiąc wymieszkała,
    »Pragnąc się z tobą widzieć i na cięm czekała;
    »A Merlin, co nie chybi nigdy w powiadaniu,
    »Ten dzień właśnie naznaczył twemu przyjechaniu«.

    13

    Zdumiała Bradamanta stoi na te mowy
    Obcej i niewidzianej nigdy białejgłowy.
    Barzo się onej rzeczy dziwować poczęła
    I nie wie, jeśli spała, jeśli się ocknęła.
    Jednak się przecie potem wrychle ośmieliła:
    »Gdzieżem się ja tak Bogu — prawi — zasłużyła,
    »Żeby mieli co o mnie prorocy powiadać
    »I mój tu przyjazd dobrze przedtem przepowiadać?«

    14

    Potem z wesołą twarzą dalej szła, onemu
    Rada szczęściu swojemu niespodziewanemu.
    Patrząc po wszytkich stronach, tam się obróciła
    Kędy ją nauczona wiedma prowadziła,
    Gdzie duch Merlinów mieszkał podle swoich kości
    W trunnie[198] z kamienia wielkiej ceny i drogości,
    Który tak świetny, tak beł wypolerowany,
    Że bez słońca oświecał wszystkie tamte ściany.

    15

    Lub to marmury drugie mają przyrodzenie,
    Że jako małe świece poruszają cienie,
    Lub to klątwy czyniły i rymy uczone
    I z gwiazd upilnowanych znaki wyciśnione —
    Jakoż to podobniejsza u mnie — światłość ona,
    Ze wszystkich stron po wielkiem sklepie rozdzielona,
    Wszytko, czem się zdobiło miejsce, malowania
    I farby odkrywała i sztuczne rzezania.

    16

    Ledwie co Bradamanta, od wiedmy mistrzynie
    Prowadzona, do głębszej wstąpiła jaskinie,
    Gdzie właśnie ona była trunna Merlinowa,
    Ozwał się duch i takie do niej mówił słowa:
    »O zacna krwi! o piękna dziewko, urodziwa!
    »Niechaj ci zawsze będzie fortuna życzliwa,
    »Z której wyniść czystego żywota ma plemię,
    »Co wszytek świat ozdobi i cną włoską ziemię.

    17

    »Krew, która z Troje idzie, z dawna zawołana,
    »W tobie przez dwie co lepsze zrzódła pomieszana[199],
    »Poda na świat ozdobę i kwiat wszytkich rodów,
    »Poważony z swej sławy u różnych narodów;
    »Nad który pod zachodem, wschodem i arktykiem[200]
    »Zacniejszego nie będzie i pod antarktykiem[201];
    »Z tego wyniść cesarze mają zawołani,
    »Książęta, margrabiowie i wielcy hetmani,

    18

    »Zacni bohatyrowie i mężni rycerze,
    »Którzy tak czasu wojny, jako i w przymierze,
    »Sławni będą na świecie i dzieły wielkiemi
    »Pierwsze ozdoby wrócą swojej włoskiej ziemi,
    »Gdzie będą trzymać sceptra pobożni panowie.
    »Którzy, jako Numowie i Augustusowie,
    »Pilnując powierzonej od Boga opieki,
    »Sprawiedliwemi rządy złote wrócą wieki.

    19

    »Przeto, aby się wszytko skutkiem wypełniło,
    »Co o tobie łaskawe niebo uradziło,
    »Które cię przeznaczyło z wieka rycerzowi
    »Wielkiemu za małżonkę, cnemu Rugierowi,
    »Puść się śmiele za swoją rozpoczętą drogą,
    »A puść z dobrą otuchą; bo żadne nie mogą
    »Przekazy sprawić, abyś na pierwszem potkaniu
    »Nie zbiła tego, co go trzyma w poimaniu«.

    20

    Rzekszy to, Merlin umilkł, aby swój czas miała
    Czarownica, która się w on czas gotowała
    Objawić Bradamancie skryte tajemnice
    I ukazać jej wszytkie jej przyszłe dziedzice;
    Nieprzeliczoną liczbę duchów obierała,
    Których podobno z piekła była zawołała,
    Albo też i skądinąd do kupy zebranych,
    W różne stroje i w różną twarz poubieranych.

    21

    Potem ją do kaplice za sobą wwabiła,
    W której beła tak wielkie koło zakreśliła,
    Że się w niem zmieścić mogła, wszytka rozciągniona
    I ze dwie piędzi nad to, wiedma nauczona;
    A żeby jej duchowie źli nie obrazili,
    Nakryła ją zasłoną z wierzchu w onej chwili
    I mówi, aby milcząc pilnie w nią patrzyła,
    Potem księgi dobyła i z karty mówiła;

    22

    Z karty mówiła, a wtem z głębokiej jaskinie
    Wychodzili duchowie w niezliczonem gminie;
    Ale do skreślonego jako przyszli koła,
    Jako murem wstrąceni, odwracali czoła;
    Do tego sklepu, w którem śmiertelna zewłoka
    Leżała w drogiej trunnie wielkiego proroka,
    Od dawnych wieków mało słychanemi cudy,
    Obszedszy ją trzy razy, wchodziły obłudy[202].

    23

    »Kiedybym ci postawy, imiona i sprawy —
    Mówi do Bradamanty wiedma — i zabawy
    »Miała wszystkich wyliczać, którem ci tu zwiodła
    »Pierwej, niż na świat wyszli, i przed cię przywiodła,
    »Co wiedzieć, dokądbym cię musiała zabawić,
    »Bobym się jednej nocy nie mogła odprawić;
    »Przeto niektóre tylko ukazać mi trzeba,
    »Jako czas zniesie, jako ukaże potrzeba.

    24

    »Patrzaj naprzód na tego, co to sam osobny
    »Stoi daleko inszych, a barzoć podobny
    »Zostawa, a ktoby go nie poznał z wejźrzenia?
    »Ten będzie twego płodu początkiem, z nasienia
    »Poczęty w tobie twego małżonka Rugiera,
    »Który mężnie zabije złego Pontyera[203]
    »I nad temi się pomści słusznie, sprawiedliwie,
    »Którzy mu ojca jego zabili zdradliwie.

    25

    »Możny Dezyderyus jego sprawą będzie
    »Zbity, król longobardzki, a za to osiędzie
    »Piękny powiat esteński i gród Kalaony[204]
    »Od najwyszszej w nagrodę otrzyma korony.
    »Ten za niem zaś wnuk jego, Ubertus imieniem,
    »Ozdoba hesperyjskich krajów; z podziwieniem
    »Wielkiej sławy dostanie i dzielnością wzięty,
    »Nie jeden raz od pogan zbroni kościół święty.

    26

    »Tu Olbrychta, wielkiego widzisz kapitana;
    »Ugon za niem, jego syn, co Medyolana
    »Dobędzie i wyrzuci z niego ślizkie węże[205],
    »A sławą swą do nieba i do gwiazd dosięże.
    »Ten drugi jest Akcyus, który po swem bracie
    »Insubry[206] trzymać będzie; ten zaś w długiej szacie
    »Jest Olbrychcik, który swą radą potężnego
    »Wyrzuci z jego synem z Włoch Berengarego;

    27

    »Któremu od wielkiego cesarza Ottona
    »Cna Alda, jego dziewka, będzie poślubiona.
    »To zaś jest drugi Ugon, co idąc, postawa,
    »Syn jego, który ojca męstwem nie zostawa;
    »Ten dla słusznej przyczyny siły swe obróci
    »Na Rzymiany i w krótkiem czasie je okróci,
    »I trzeciego Ottona z papieżem wybawi
    »Z oblężenia i znowu na wolności stawi.

    28

    »Patrz na Fulka, co państwy darował swojemi
    »Rodzonego, które miał w żyznej włoskiej ziemi,
    »A sam się na bogate księstwo wyprawo wał
    »Do Niemiec, na którem zaś długi czas panował
    »I podawał swą rękę domowi wielkiemu,
    »Który już z jednej strony upadał, Saskiemu,
    »I po prostej liniej dziedziczki macierze
    »Zatrzyma go z swem rodem w zwykłej jego mierze.

    29

    »Ten, co to idzie do nas, jest Akcyus wtóry,
    »Do pokoju skłonniejszy, niż do boju, który
    »Ma dwu synów — ano są za niem — Olbrychcika
    »1 Bertolda; jeden z nich wtórego Henryka
    »Swą dzielnością i męstwem, siłami małemi
    »Pod parmeńskiemi mury porazi mocnemi,
    »Niemieckie możne wojsko zetrze i zagubi;
    »Drugi czystą Matyldę grabiankę poślubi.

    30

    »Przez męstwo tak zacnego małżeństwa dostanie,
    »Co onych wieków pewnie — to jest moje zdanie —
    »Wielka była, w posagu pół państwa włoskiego
    »I mieć za sobą wnuczkę Henryka pierwszego.
    »Ano i Bertoldów syn, twój Rynald kochany,
    »Który sławę będzie miał i dank zawołany,
    »Że apostolski stolec od śmiertelnej kosy
    »I z ręku Fryderyka wyrwie Barbarosy[207],

    31

    »Ano drugi Akcyus i ten, co Werony
    »Z swem powiatem dostanie, margrabia z Ankony!
    »Ten tytuł u cesarza Ottona czwartego
    »I u Honoryusza[208] wysłuży wtórego.
    »Ale widzę, żebym cię długo tu trzymała,
    »Kiedybym ci tych wszystkich ukazować miała
    »Z twej krwie, co apostolskiej stolice podniosą
    »Chorągiew i co za nię zwycięstwa odniosą.

    32

    »To Obidzi, to jest Fulk, to Akcyusowie,
    »Ugowie, Henrykowie dwaj, to zaś Gwelfowie;
    »Z których jeden podbić ma Umbry i książęcie
    »Godne tytuły weźmie w bogatem Spolecie.
    »Ano ten, co łzy zetrze, srogie zgoi rany
    »Włoskiej ziemi, Akcyus piąty zawołany,
    »Który — z czego się barzo ten zacny ród chlubi —
    »Edzelina[209] porazi, poima, zagubi;

    33

    »Edzelina tyrana, krwie przelewcę, złości
    »Niesłychanej i mało wierzonej srogości,
    »Co tracąc lud niewinny, tak wielkie da szkody
    »I tak popsuje piękne Auzoniej[210] grody,
    »Że okrucieństwem swojem Nerona, Kajusza[211]
    »I Syllę i srogiego przejdzie Maryusza[212].
    »Tenże potem wielkiego prędko wojownika
    »Porazi i zepsuje, wtórego Frydryka.

    34

    »Będzie panował w mieście bogatem[213] szczęśliwie,
    »Które nad rzeką leży, gdzie Febus płaczliwie
    »Syna swojego wołał[214], który nieuczonie
    »Lotne wozy kierował i szalone konie,
    »Kędy żałosne siostry bursztynem płakały,
    »Gdy Cygnowi[215] łabęcie pióra wyrastały;
    »A apostolska mu je stolica za długi
    »Czas służone w nagrodę daruje zasługi,

    35

    »Uczyniłabym krzywdę Aldobrandynowi[216],
    »Kiedybym go minęła, który papieżowi
    »Przeciwko Ottonowi pomoc dać czwartemu
    »I przeciwko wojskowi chce gibellińskiemu,
    »Co pod Kapitolium będzie podbiegało
    »I Piceny[217] i Umbry[218] wzięte panowało;
    »A nie mogąc bez skarbu dać jej, jako życzył,
    »Radby u Florencyej pieniędzy pożyczył.

    36

    »Lecz nie mając klejnotu i lepszej zastawy,
    »Brata u nich zastawi dla tak pilnej sprawy,
    »Chorągwie swe, przywykłe zwycięstwom, rozwinie,
    »Wojsko niemieckie zbije pręcej, niż w godzinie,
    »Państwa kościelne sprawi swobodne i wolne
    »I grabie na Celanie pokarze swawolne
    »I na służbie pasterza potem najwyższego
    »Dokończy lat i wieku swojego młodego.

    37

    »Akcyus po niem weźmie, brat jego rodzony,
    »W dziedzictwo piękny Pezar[219] i powiat Ankony
    »I miasta od Troentu[220] aż do Izauryna[221][222]
    »Między morzem i między górą Apennina.
    »Ale nie tylko w miastach, w zamkach i we złocie
    »Będzie po niem dziedziczył, ale i we cnocie
    »I w dzielności; bo wszytko tamto szczęście bierze:
    »Nad cnotą mocy nie ma, ta zawżdy w swej mierze.

    38

    »Ano i Rynald, w którem promień nie ciemniejszy
    »Dzielności się zaświeci pewnie ani mniejszy,
    »Jeśli śmierć lub fortuna jego wielkich chęci
    »Nie rozerwie do godnych spraw wiecznej pamięci;
    »Boję się z Neapolim jakiej złej nowiny,
    »Gdzie za ojca w zakładzie będzie. To jedyny
    »Jest Obidzi, co jeszcze w niedoszłej młodości
    »Weźmie po starem dziadu wielkie osiadłości.

    39

    »Ten rozszerzy swe księstwo i panem zostanie
    »Na Redziu[223] i Modeny zaś potem dostanie,
    »A wszytka okolica z jednostajnej zgody
    »Za pana go chcieć będzie i bliższe narody.
    »Akcy, szósty jego syn, będzie miał hetmaństwo
    »Apostolskiej stolice, a ma wielkie państwo
    »Wziąć w posagu i księstwo obfitej Adryej[224]
    »Z córką Karła wtórego[225], króla Sycyliej.

    40

    »Przypatrz się teraz temu pięknemu gronowi
    »I zebranemu z panów przesławnych węzłowi:
    »Obidziemu z Olbrychtem i Mikołajowi,
    »Chromemu i zacnemu Aldobrandynowi!
    »Nie wspomnię, że do swych państw Faencę[226] przyłączą
    »I już z lepszą trwałością daleko słynącą
    »Adryą[227], co tak mogła wiele, że nazwala
    »Słone wody od siebie i imię jem dała.

    41

    »I ten powiat obfity, któremu Grekowie
    »Imię dali od wonnej różej[228] w swojej mowie,
    »I miasto, które w śrzodku rybnych jezior stoi[229]
    »I obu się gąb Padu wezbranego boi,
    »Kędy mieszkają ludzie radzi niepogodzie
    »I wiatrom jak najwiętszym i wzburzonej wodzie.
    »Nie wspominam Argenty[230] i Lugu[231] i cudnych
    »Zameczków i miasteczek i tysiąc wsi ludnych.

    42

    »To zaś Mikołaj[232] stoi we złotem ubierze,
    »Co go sobie w dzieciństwie za pana obierze
    »Jego ziemia, co w niwecz rady Tydeowe[233]
    »Obróci, co rokosze spuszczą nań domowe.
    »To będą jego pierwsze dziecinne zabawy:
    »Zbroję dźwigać, przywykać do rycerskiej sprawy;
    »Stądże potem, gdy wieku słusznego doroście,
    »Nieporównany z niego bohatyr uroście.

    43

    »Tych, co mu wierzgać będą, zamysły kryjome
    »Obróci na ichże złe i szkody widome.
    »Będzie wszytkie sztuki znał, wszytkie ich fortele
    »I sprawi, że nie trafią w oznaczone cele.
    »Wszak się tego, acz późno, trzeci Otton dowie,
    »Toż podobno i tyran z Parmy o niem powie,
    »Którego razem z państwa i z żywota złupi:
    »Godna płaca za pełne oszukania kupi!

    44

    »Przybędzie potem granic i siły zacnemu
    »Pokoleniu i twemu domowi możnemu;
    »Ale w niem tak panowie będą sprawiedliwi,
    »Że się nie rzucą na tych, którzy jem niekrzywi.
    »I dlatego Stworzyciel z wyroku wiecznego
    »Nie zamierzył mu czasu i kresu żadnego,
    »Ale chce, aby w nigdy nieprzerwane lata
    »Szczęśliwie ziemie rządził, póki stanie świata.

    45

    »Nie widzisz Leonella[234], młodego panięcia?
    »Ano tam masz i Borsa[235], pierwszego książęcia,
    »Który więtszych tryumfów dostanie pokojem,
    »Niżli drudzy wojnami i surowym bojem,
    »Zamknie Marsa w głęboką ciemnicę, wypędzi
    »Wściekłość dobytych mieczów, która państwa nędzi.
    »To nawiętsze staranie jego, aby mieli
    »Rząd i pokój poddani i żyli weseli.

    46

    »Ano Herkules[236], który z nogą sąsiadowi
    »Oparzoną wymawia i swoje stanowi
    »Pod Butrem[237] wojsko śmiałą twarzą i piersiami,
    »Które już uciekało, ujęte strachami,
    »Nie, aby miał od niego wziąć miasto nagrody
    »Wojnę, nie, żeby z wojskiem pod same ogrody
    »I przedmieścia podchodził; a nie wiem, czy w boju,
    »Czy będzie zawołańszy w rządzie i pokoju.

    47

    »Będzie między Kalabry[238] trwała i Lukany[239]
    »Pamięć jego wielkich dzieł, gdzie król z Katalany[240]
    »Da mu pierwszą pochwałę i dank z wygranego
    »Pojedynku i placu w niem otrzymanego.
    »Z niejednego będzie miał swojego zwycięstwa
    »Miejsce między hetmany wielkiemi i z męstwa.
    »Potem weźmie dzielnością państwo, co mu mało
    »Nie trzydzieści lat przedtem słusznie należało.

    48

    »I jeśli które państwo i miasto swojemu
    »Panu ma być powinno, tedy jego jemu;
    »Nie stąd, że go przyczyni, że je rozprzestrzeni
    »I murami obtoczy, nie stąd, że odmieni
    »Błota na żyzne niwy, nie, że niezwyczajne
    »Topieliska w zagony obróci rodzajne,
    »Nie stąd, że je kościołmi, ratuszmi ozdobi,
    »Teatr, rynków dla wczasu poddanych narobi,

    49

    »Nie stąd, że je obroni i uchowa straty,
    »Kiedy na nie lew gębę rozdziewi skrzydlaty[241];
    »Nie stąd, że kiedy będą francuskie pochodnie
    »Latać po włoskiej ziemi, samo się swobodnie
    »Zachowa, niepodległe żadnym strachom ani
    »Gwałtem od wojsk potężnych wyciśnionej dani;
    »Nie za te dobrodziejstwa, nie za wielkie inne,
    »Herkulesie, twe państwa zostanąć powinne:

    50

    »Ale za to, że jem dasz godne siebie syny,
    »Alfonsa[242] z Hipolitem[243], kwiat zacnej rodziny,
    »Którzy jako rodzeni będą Lakonowie,
    »Tyndarskiego łabęcia[244] przesławni synowie[245],
    »Co sobie swojej dusze wzajem pożyczali
    »I na przemiany żyli, także umierali;
    »I ci właśnie radziby żywota samego
    »Pozbyli, gdzieby trzeba jeden dla drugiego.

    51

    »Miłość i chęci tych dwu braciej, jak stateczne
    »Uczyni, tak i barziej poddane bezpieczne,
    »Jak kiedyby za mury byli troistemi,
    »Zrobionemi rękami Mulcyberowemi.
    »Ten Alfons do rozumu swego wysokiego
    »Przyda tak wielką dobroć za wieku przyszłego,
    »Że świat będzie rozumiał, że się mu wróciła
    »Astrea, co go była dawno opuściła.

    52

    »A też będzie po prawdzie ojcowskiej dzielności
    »I rozumu i wielkiej trzeba ostrożności,
    »Bo będzie miał co czynić z jednej z potężnemi
    »I nagle przypadłemi wojski weneckiemi,
    »Z drugiej strony będąc sam z wojska swego trochą,
    »Nie wiem, jako ją nazwać: z matką, czy z macochą[246]?
    »Jeśli z matką, mało co będzie pobożniejsza
    »I mało, niż Medea[247], synom swem chętniejsza.

    53

    »A ilekroć wypadnie ziemią albo wodą,
    »Lubo we dnie, lub kiedy mroki cienie wiodą,
    »Tylekroć za zdarzeniem szczęśliwej wycieczki
    »Da pamiętne pogromy lub wielkie ucieczki;
    »Doświadczą tego wojska romańskie[248], nierady
    »Zwiedzione na życzliwe sobie w bój sąsiady,
    »Kiedy z nich krew pociecze strumieniem niezmiernem
    »W polach między Zaniolem[249], Padem i Santernem[250].

    54

    »Doświadczy w tychże miejscach niemniej lud służebny
    »Hiszpański, który zwiedzie pasterz przewielebny,
    »Który pod niem Bastyą[251] obronną otrzyma
    »I starostę mu na niej weźmie i poima
    »I zabije. On na miecz ostry z tej przyczyny
    »Wszystkich da, że nie będzie kto miał nieść nowiny
    »Do Rzymu, że Bastyą szturmem odzyskano
    »I że na niej obrońcę wszystkie wy ścinano.

    55

    »Jego siłą i radą i przewagą męską
    »Król francuski papieża zbije wielką klęską
    »I Hiszpana, jako chce los Marsa odmienny,
    »Na nieprzejźrzanem polu obfitej Rawenny.
    »Konie będą po brzuchy brodzić po równinie
    »We krwi, która potokiem szerokiem popłynie,
    »Widząc tak wielu różnych narodów pod nieby
    »Niemców, Włochów, Hiszpanów, Francuzów pogrzeby.

    56

    »Ten w kapłańskiem ubierze, u dołu rozpiętem,
    »Co włos piękny szarłatnem okrywa biretem,
    »Z powagą, z dostojeństwem ludzkiem i wspaniałem,
    »Jest rzymskiego kościoła zacnem kardynałem.
    »Hipolit imię jego; mądremi rymami
    »Będzie o niem co pisać, jako i prozami,
    »Godzien, aby, jako miał Augustus swojego,
    »I on też na Marona[252] natrafił jakiego.

    57

    »Jako słońce oświeca wszytko promieniami
    »Stokroć jaśniej, niż miesiąc z wszytkiemi gwiazdami:
    »Tak on równem sposobem najaśniej oświeci
    »Swój ród dziełami, wiecznej godnemi pamięci.
    »Widzę, że smętno z trochą jezdy i piechoty
    »Wyjeżdża, ale pełen wraca się ochoty,
    »Wiodąc piętnaście galer ze wszystkiemi sprzęty,
    »Bez liczby skrzydlatemu lwowi[253] łup odjęty.

    58

    »Ato stoją przed tobą oba Zygmuntowie
    »I młodzi, których wszystkich pięć w liczbie, synowie
    »Z ojcem swojem, Alfonsem zawołanem, który
    »Zajdzie sławą za morza, za wysokie góry.
    »Z tych Herkules[254], wtóry zięć królowi wielkiemu —
    I palcem go ukaże — będzie francuskiemu.
    »Ten zasię jest Hipolit[255] drugi w tymże rzędzie;
    »Nie mniej sławny nad stryja w swojem domu będzie.

    59

    »To zaś trzeci Franciszek[256], to dwaj Alfonsowie[257]!
    »Ale, jakoś słyszała w pierwszej mojej mowie,
    »Kiedybych urodziwej rózgi latorośli
    »Wszystkie wyliczać miała i tych, co z niej poszli,
    »Trzebaby, żeby nieba kilkakroć okryły
    »Mrokami i kilkakroć dniem się oświeciły,
    »I już też czas podobno więcej cię nie bawić
    »I jeśliś się stęskniła, obłudy[258] odprawić«.

    60

    Tak nauczona wiedma kończyła swe czary
    I zawiązała księgi i puściła mary,
    Które we mgnieniu oka w tem sklepie znikały,
    Gdzie Merlina proroka zewłoki leżały.
    A wtem się Bradamanta nadobna ozwała
    I swojej przewodniczki na on czas pytała:
    »A to kto, ci dwaj smętni[259] — zda się, że się bali —
    »Co między Hipolitem a Alfonsem stali?

    61

    »Wzdychali postępując, głowy pochylone
    »I wzroki pokazując w ziemi utopione.
    »Zdało mi się, że bracia przed niemi stronili
    »I towarzystwa jakoś z niemi się chronili«.
    Na to pytanie wiedma postawę zmieniła
    I zdało się, że z oczu łez coś upuściła;
    »O nieszczęśni! — zawoła — do czego was mowy
    »I długie złych, bezecnych przywiodły namowy!

    62

    »O, godni Herkulesa wielkiego synowie!
    »O, dobrzy i łaskawi, o święci panowie!
    »Wżdyć wasza krew — próżno to — nieszczęśni oto ci:
    »Okryjcie ich występek z wrodzonej dobroci«.
    I cicho jej poszepce: »Coć — powiada — po tem?
    »I mnie się już nie godzi więcej mówić o tem;
    »Trzymaj raczej miód w uściech i zażyj słodkości,
    »A nie tęsknij z tem, żeć w nie nie chcę kłaść gorzkości.

    63

    »Skoro lepiej oświtnie — jakoż, ile mogę
    »Zrozumieć, zorze wschodzą — pójdę z tobą w drogę
    »Do zamku z twardej stali, w którem twój kochany
    »Rugier jest za ostrożną strażą poimany,
    »I przewodniczkąć będę aż do tego czasu,
    »Aż obaczę, że cię już wyprowadzę z lasu.
    »Skoro morza dojedziem, drogi cię nauczę,
    »Że nie zbłądzisz, byś chciała; potem cię porzucę«.

    64

    Tak tam na on czas śmiała dziewica została
    I niemałą z Merlinem chwilę rozmawiała,
    Który radził, aby się łaskawie stawiła
    Rugierowi i swoich chęci mu nie kryła.
    A skoro się poczęło rozdniewać i trochy
    Światła zajrzało, ciemne zostawiała lochy,
    Idąc chwilę przez cienie głębokiej jaskiniej
    W towarzystwie uczonej swojej prorokiniej.

    65

    Z jaskiniej onej weszły na dolinę, trudną
    Do nalezienia w górach, ciasną i nieludną.
    Stamtąd cały dzień sobie nie odpoczywając,
    Popędliwe[260] potoki gęste przebywając,
    Przez góry zbyt wysokie powolej jechały,
    A to to, to owo to sobie powiadały
    Zwyczajem pospolitem u podróżnych ludzi,
    Bo i czas prędzej zejdzie i nie tak się strudzi.

    66

    Takich nawięcej rozmów było między niemi
    O sztukach i o różnych sposobach, któremi
    Mogłaby Bradamanta Rugiera wybawić
    I na utraconej go wolności postawić;
    A ona jej życzliwej użyczała rady:
    »Choćbyś — pry[261] — męstwem doszła Marsa i Pallady,
    »Choćbyś nawiętsze wojsko z sobą prowadziła,
    »Przeciębyś czarownika jemi[262] nie pożyła.

    67

    »Bo okrom, że ma zamek tak obronny i że
    »Mur jest około niego, urobiony z spiże[263],
    »Okrom tego, że ma koń z przyprawnćmi pióry,
    »Na którem po powietrzu wylata do góry,
    »Zawieszony zwykł nosić puklerz na rzemieniu,
    »Kiedy się już ma z kiem bić, na lewem ramieniu,
    »Który takiego skutku i takiej jest mocy,
    »Że, widziany, odbiera zmysły i ćmi oczy.

    68

    »A jeśli też tak myślisz, żebyś tem wygrała,
    »Kiedybyś bijąc się z niem, oczy zawierała,
    »Jako będziesz wiedziała, kiedy mu się bronić?
    »Jako, kiedy nań przyciąć, kiedy się zasłonić?
    »Ale, abyś bezpieczna była z każdej miary
    »Od śmiertelnego blasku i żebyś te czary
    »Znieść mogła, nauczę cię sposobu jednego,
    »A niemasz okrom tego na świecie inszego.

    69

    »Pierścień drogi Agramant, wielki król Libiej[264],
    »Ma, ukradziony pewnej królowej w Indyej,
    »Który jednemu swemu dał dworzaninowi,
    »Co w kilku mil przed nami jedzie, Brunellowi[265],
    »Takiej mocy, że komu na palec go dadzą,
    »Żadne gusła i żadne czary mu nie wadzą;
    »I jeśli jest czarownik w swych czarach uczony,
    »Brunel chytry w swych sztukach niemniej jest ćwiczony.

    70

    »Taki przebieglec na to w ten czas beł obrany
    »I od króla dlatego w te kraje posłany,
    »Aby swojem dowcipem i pierścieniem onem
    »W takich rzeczach już nie raz, nie dwa doświadczonem,
    »Rugiera wyswobodził i uchował zguby,
    »Jako o tem przed królem wielkie czynił chluby
    »I z upewnieniem mu to w on czas obiecował,
    »Bo Agramant Rugiera nad insze miłował.

    71

    »Ale żeby twój Rugier nie Agramantowi
    »Ani wyprawionemu na to Brunellowi,
    »Ale tobie samej swą swobodę przyznawał
    »I tobie tylko za nię powinny zostawał,
    »Nauczę cię sposobu pewnego: brzegami
    »Pojedziesz trzy dni całe w tę stronę, piaskami
    »Przy morzu, którego wnet dojedziem; przy wodzie
    »Trzeciego dnia z Brunellem zjedziesz się w gospodzie.

    72

    »Ale abyś go znała z wzrostu i z postawy,
    »Na sześć piędzi jest tylko, włos ma kędzierzawy,
    »Kędzierzawy, czarny włos, na skórze jest śniady,
    »Oczy ma zbyt wypukłe, sam na twarzy blady,
    »Płaskonosy, policzki oba zbyt brodate,
    »Rozoko[266] patrzy, a brwi ma barzo kosmate;
    »Żupan krótki i ciasny i opięty na niem,
    »Z pętlicami, a przodków zagiął ukasaniem.

    73

    »Przydzieć z niem do poznania, jako bywa, słowy
    »I do spólnej o czarach tak wielkich rozmowy.
    »Dawaj mu znać, jakoż w tem prawdębyś mówiła,
    »Żebyś z czarnoksiężnikiem rada się spatrzyła[267];
    »Ale waruj się wymknąć przed niem z tem pierścieniem,
    »Który gusła obraca w niwecz z podziwieniem.
    »On ci swe ofiarować będzie zatem chęci
    »I tam cię poprowadzi, gdzie się zamek świeci.

    74

    »Puść go z blizka przed sobą i pilnuj go wszędzie,
    »A kiedy już pod inszem zamkiem z tobą będzie,
    »Zabij go bez odwłoki żadnej z mojej rady,
    »Bobyś zasię wielkie w tem nalazła zawady
    »I miałby czas wytknąć cię w wtórem pomyśleniu
    »I zakryć się tą mocą, którą ma w pierścieniu
    »I zginął ciby zaraz z oczu w onej dobie,
    »Skoroby jedno pierścień w gębę włożył sobie«.

    75

    W tych rozmowach nad słone przyjechały wody,
    Gdzie swe wiedzie Garona przeźrzoczyste brody,
    Niedaleko Bordejej[268]; tam się pożegnały
    I z żalem się i z płaczem z sobą rozjechały.
    Bradamanta pojeżdżą i pilnie się śpieszy,
    A dobrą się otuchą i nadzieją cieszy;
    I jednego dnia w samy wieczór przyjechała
    Do gospody, w której już Brunella zastała.

    76

    Poznała go zarazem, tylko nań wejźrzawszy,
    Tak dobrze go swą myślą przedtem opisawszy;
    Przystąpi się do niego i ludzko go wita
    I potem go, to o to, to o owo pyta.
    Odpowiada jej Brunei, ale wszystko zmyśla,
    Ale i Bradamanta niemniej też wymyśla
    O imieniu, ojczyźnie, o płci, o rodzinie,
    A na ręce mu patrzy tysiąc kroć w godzinie.

    77

    Wiedziała, że beł frantem i dlatego stała
    Ostrożnie, bo się, aby jej nie okradł, bała.
    Pobliżu[269] się do niego nigdy nie przymyka,
    A jeśli się on przymknie, ona się odmyka;
    A w tem usłyszą jakiś grzmot i zamieszanie
    I nagłe jakieś ludzi po domu bieganie.
    Co to było takiego, w drugiej pieśni pocznę,
    A teraz, odpuście mi, że sobie odpocznę.

    Koniec pieśni trzeciej.

    IV. Pieśń czwarta

    Argument

    Mając pierścień przy sobie, zwycięża Atlanta
    I Rugiera wybawia piękna Bradamanta;
    Który na hipogryfie[270] tak lata wysoko,
    Że ziemie ledwie dojrzeć może jego oko.
    Rynald, co się był udał szukać Angeliki,
    Musi, rad nie rad, pierwej nawiedzić Angliki,
    Do których go zarazem cesarz wyprawuje,
    I tam potem niewinnej królewny ratuje.

    Alegorye

    1045

    Moc ta, którą ten, co urobił pierścień Angeliki, uprosił mu lub przez modlitwy lub jakiem inszem sposobem u Boga, że wszystkie czary wniwecz obracał, ukazuje nam, jako władze niebieskie mają moc nad piekielnemi, od których pochodzą gusła, i jako Bóg łaskawie ratuje każdego, który się chce o to starać, aby ogniem rozumu zwyciężał żądze i prawdą fałsze.

    1. Skład pierwszy

    Acz mają swe przygany zawźdy nieszczerości
    I dają znak umysłu złego i chytrości,
    Jednak przecię widziemy, że się przygadzają
    Do wielu spraw i wielkie pożytki dawają.
    Niejeden tego doznał, niejeden to powie,
    Że przez to uszedł szkody i zachował zdrowie[271];
    Bo między przyjacioły nie zawsze mieszkamy,
    Gdzie zazdrości, gdzie złości mało doznawamy.

    2

    Jeśli po długiej próbie ledwie między wielem
    Najdziesz, ktoć się prawdziwem stawi przyjacielem
    I któremubyś wzajem te swoje umysły
    I wszytkie swoje odkrył prawdziwe zamysły,
    Mniemam, że Bradamantę wymówić się godzi,
    Że się frantowskie[272] z frantem Brunellem obchodzi,
    Łgarzem, łotrem, zmyślaczem, co ona wiedziała,
    Bo jej to nań Melissa wszystko powiedziała.

    3

    Zmyśla też ona dobrze i tak się godziło
    Ze wszystkich łgarzów ojcem, co ich kiedy było.
    Na ręce mu, jakom wam powiedział, patrzała,
    Bo, że brały, kędy nic nie kładły, wiedziała;
    A wtem jakiś zgiełk, z krzykiem zmieszany, powstanie.
    Porwie się Bradamanta, mówiąc: »O, mój Panie!
    »O naświętsza Dziewico! cóż to wżdy takiego?«
    I biegła na dźwięk zgiełku onego wielkiego.

    4

    I ujźrzy z gospodarzem czeladź wylęknioną
    Na ulicy, a drugą w oknach rozsadzoną.
    Wszyscy wzroki ku górze obrócone mieli,
    Jakby zaćmienie albo kometę widzieli.
    Obaczy Bradamanta niesłychane dziwy,
    Na jakie pewnie każdy zostałby wątpliwy,
    Kiedyby ich nie widział własnem swojem okiem:
    Rycerza na skrzydlatem koniu pod obłokiem.

    5

    Z obudwu stron miał skrzydła poprzyprawowane,
    Nie jedną, ale różną barwą malowane;
    Sam rycerz tak świetną miał zbroję, że blaskami
    Ciskała, a na zachód obracał wodzami,
    Potem się na dół spuszczał, jako po cięciwie,
    I utopił się w górach; a jako prawdziwie
    Powiadali, był to on czarnoksiężnik, który
    Często tamten przemierzał kraj lotnemi pióry.

    6

    Czasem pod same niebo i aż do gwiazd wbiega,
    A czasem ziemie ledwie skrzydłami nie sięga.
    Wielką szkodę tamtemu krajowi przynosi,
    Bo najpiękniejsze dziewki kradnie i unosi,
    Tak, że panny niebogie, które gładkość mają,
    Albo przynajmniej, że są gładkie, tak mniemają,
    Piędzią z domów wychodzić przed drapieżnem źwierzem
    Nie śmieją i kryją się przed srogiem rycerzem.

    7

    »Na Pirenejskiej górze zamek postawiony
    »Trzyma — mówił gospodarz — od czartów zrobiony,
    »Wszytek z stali, tak dobrze wypolerowany,
    »Że jego blask z słonecznem mógł być porównany.
    »Niejeden się do niego bohatyr obrócił,
    »Ale się stamtąd żaden do tych dob nie wrócił,
    »Tak, że się barzo boję, że są poimani,
    »Albo, czego strzeż Boże, są pozabijani«.

    8

    Z wielką córka Amona słuchała pilnością
    Gospodarza, z otuchą i z pewną dufnością,
    Że skoro od Brunella pierścienia dostanie,
    Opuszczony on zamek i pusty zostanie.
    Mówi do gospodarza, aby jej jakiego
    Do zamku przewodnika nalazł świadomego.
    »Nie mogę — prawi — wytrwać: ja szczęścia próbować
    »I z tem czarnoksiężnikiem muszę się kosztować[273]«.

    9

    »Przewodnika — ozwie się Brunei — nie potrzeba:
    »Pojadę ja tam z tobą, wiem drogę, jak trzeba,
    »I mam ją opisaną, mam i insze rzeczy
    »Zawieść cię tam, już ty to porucz mojej pieczy«.
    Rzekł i to, że ma pieścień, ale umilkł potem,
    I na coby beł dobry nie dołożył o tem.
    »Radać — ona odpowie — z tobą będę wszędzie«,
    Mówiąc w sobie po cichu: »Mój to pierścień będzie! «

    10

    Co jej była potrzeba, to mu powiedziała,
    A co jej mogło wadzić, o tem zamilczała.
    Miał gospodarz koń piękny; o cenę pytała
    I z niem się oń, nie mówiąc wiele, stargowała.
    Nazajutrz barzo rano i nad zwyczaj wstali
    I jeno co oświtło, z gospody jechali;
    I jedną się doliną ciasną z pośpieszaniem
    Puścili, a ona tuż przed niem albo za niem.

    11

    Z góry na górę jadąc i z lasu do lasu,
    Wjechali na Pyrenę, z której może czasu
    Pogodnego dnia różne piaski i Francyą
    Z jednej strony, a z drugiej widzieć Hiszpanią,
    Jako dwie morza widać, gdy w Apennin wjedzie,
    Tuskańskie[274] i Słowieńskie[275], z drogi, która wiedzie
    Do dawnego przez ostrą górę Kameldołu[276];
    Potem do głębokiego wjeżdżali padołu.

    12

    We śrzodku beła skała, na której stalone
    Mury mocnego zamku widać postawione;
    Której wierzch sięga nieba i jest co nawyszszy,
    Tak, że każdy jest w tamtej okolicy niższy.
    Kto nie ptakiem, niechaj tam darmo nie przymierza;
    Próżno i o tem myślić, kiedy niema pierza.
    »Onoż zamek — mówi jej Brunei — w którem trzyma
    »Czarnoksiężnik uczony więźnie, które ima«.

    13

    Ze czterech stron sciosany był z dołu ku górze,
    Jak po spuszczonem, co ma w końcu ołów, sznurze.
    Ścieszek nie znać i drabin nie widać sposobnych,
    Po którychby mógł doleźć pałaców ozdobnych,
    I znać, że jest mieszkaniem i gniazdem dziwnego
    Zwierzęcia, które lata, z wejźrzenia samego.
    Tu Bradamanta w on czas godzinę poznała,
    Której Brunella zabić i pierścień wziąć miała.

    14

    Ale się bała jakiej sromoty nabawić,
    Gdzieby miała w tak podłej krwi ręce okrwawić.
    Myśli, chociaż nie weźmie garła Brunellowi,
    Że drogiemu zostanie panią pierścieniowi.
    Ani się postrzegł Brunei, kiedy nań przypadła,
    Kiedy go uchwyciła i powróz nań kładła,
    I u dębu go wiązać jednego poczęła,
    Ale mu pierwej z palca on pierścień zemknęła.

    15

    Płakał Brunei i czynił narzekania różne,
    Ale wszytkie bez skutku, wszytkie były próżne.
    Potem zjeżdżała wolno z góry, aż w nizinie
    I w onej małej była pod zamkiem równinie;
    I, aby konia siodłał czarnoksiężnik, srogiem
    Dźwiękiem znać mu dawając, krzywem trąbi rogiem.
    Do dźwięku strasznej groźby i fuków[277] używa
    I na pojedynek go wabi i wyzywa.

    16

    Mały czas wyszedł, jako czarownik uczony,
    Usłyszawszy głos i dźwięk, wyjechał z swej brony;
    Zawodnik[278] uskrzydlony, straszny w onem czesie
    Przeciwko niej go prosto przez powietrze niesie.
    Ona się nic nie boi i nie trwoży sobą,
    Widzi, że jej nie może szkodzić oną dobą:
    Miecza, drzewa[279], buławy nie ma, żeby sprawić
    Mógł co i blach[280] na niej stłuc albo podziurawić.

    17

    Na lewej ręce tylko puklerz zawieszony,
    Uwiniony w jedwabny pokrowiec czerwony,
    A w prawej księgi trzymał, któremi straszliwy
    Nieuwierzone czynił i sprawował dziwy.
    Często się więc tak zdało, że kopią składał,
    Że się bał nieprzyjaciel, by się blach nie spadał.
    Czasem, że miecz wynosił i że chciał ciąć srogo:
    A on tam stał z daleka i nie tknął nikogo.

    18

    Nie rozumiejcie, aby on koń był zmyślony!
    Własny beł naturalny, z gryfa[281] urodzony
    Ojca, a matki klacze; pióra miał i głowę
    Skrzydła i nogi przednie i gębę ojcowę —
    Hipogryfem go zwano — ale zaś ostatki
    I insze członki były podobne do matki.
    Na Ryfejskich[282] się górach, acz rzadko, więc rodzą
    Za morzem Lodowatem, i stąmtąd wychodzą.

    19

    Przywiódł go tu przez czary, na staniu go chował,
    Nim go siodłu przyuczył i niż go zhołdował;
    Ćwicząc się z niem ustawnie, miesiąc na niem jeździł,
    Niż go dobrze wyćwiczył i niż go ujeździł.
    Jakoż tak go wyprawił, że koły ciasnemi
    I wężykiem w powietrzu czynił i na ziemi
    Każdą rzecz inszą czynił przez czary fałszywie
    Okrom tej, która była właśnie i prawdziwie.

    20

    Wszytkie rzeczy, jakom rzekł, beły tam zmyślone,
    Białe za czarne udał, żółte za czerwone;
    Ale mu to nie poszło[283] z tą, co pierścień miała,
    Co rzeczy w swem jestestwie, jak trzeba, widziała;
    Toli się przedsię sama z sobą tam ćwiczyła
    I w prawo się siec mieczem i odlew uczyła;
    Koniowi to popuszcza, to niem wkoło kręci,
    Melissine przestrogi mając na pamięci.

    21

    A skoro na równinie i na onem błoniu
    Pobiegała sobie kęs na wyprawnem koniu,
    Zsiadła z niego i pieszo na nogach została,
    Aby radę swej wieszczki lepiej wykonała;
    Czarnoksiężnik wtem czyni ostateczne czary,
    O pierścieniu onem nic nie wie z żadnej miary:
    Odkrywa wielki puklerz i tak sobie tuszy,
    Że jej blaskiem odejmie i oczy i uszy.

    22

    Mógł go on zawsze odkryć, kiedy mu się zdało,
    Nie bawiąc nic rycerzów, ale mu się chciało
    Widzieć jaki piękny skok z kopią złożoną,
    A jako kto do miecza rękę miał wprawioną;
    Jako chytry kot czyni, który swe igranie
    Z szczurkiem więc odprawuje i ma stąd kochanie,
    I tak długo z niem igra, tak długo z niem pląsze,
    Aż mu się też uprzykrzy i na śmierć go kąsze.

    23

    W inszych wszytkich potyczkach rycerze szczurkowi,
    A czarnoksiężnik zaś beł podobny kotowi;
    Ale to podobieństwo nie służyło potem
    Dla pierścienia i nie beł więcej onem kotem.
    Ostrożnie Bradamanta stoi i co trzeba,
    Czyni, gdy się już miała zaczynać potrzeba,
    I ujźrzawszy, że puklerz odkrył, w tejże dobie
    Na ziemię padła, oczy zamrużywszy sobie.

    24

    Nie dlatego, aby jej światło co wadziło
    I żeby ją tak, jako inszych, uraziło;
    Ale, żeby mniemając czarnoksiężnik o niej,
    Że to od prawdy padła, skoczył z konia do niej.
    Nie zbłądziła i nic się w tem nie omyliła;
    Bo ledwie tylko głową w ziemię uderzyła,
    Jako prędko latawiec przestronemi koły
    Spadł na ziemię i stanął na nogach wesoły.

    25

    Zawieszał zaraz puklerz ogromny u łęku,
    Który już beł uwinął w pokrowiec, i w ręku
    Nie mając nic krom księgi, szedł tam, gdzie leżała,
    Co nań, jako na kozę wilk z lasu, dybała.
    Porwie się, gdy nadchodził, i stanie na nogi
    I ściska go, dopadłszy: owego strach srogi
    Tak zdejmuje zarazem, że księgi uczone
    Upuścił z rąk, co cuda sprawowały one.

    26

    Powróz drótowy, którem boki opasował;
    I którem poimane rycerze krępował,
    Rozumiejąc, że mu miał na nię także służyć,
    Jako na insze, brała, myśląc go nań użyć;
    Już go, mając na ziemi, wiązała powrozem.
    Jeśli się jej nie bronił i nie trząsł porożem[284],
    Wymówił go wiek słaby, niedołężny, stary,
    U niej zaś siła była, co nie miała miary.

    27

    Zabić go i mieczem mu uciąć łeb myśliła;
    I już zwyciężną[285] rękę w górę wynosiła,
    Ale ujźrzawszy go w twarz, cięcie hamowała
    I tak podłym zwycięstwem zelżyć się nie chciała,
    Widząc nędznego starca, tak. barzo smętnego,
    Wzgardzonego, słabego, laty skrzywionego,
    Których miał pod ośmdziesiąt, na twarzy zmarskami[286],
    A na głowie siwemi okryty włosami.

    28

    »Utni mi łeb — powiada — dla Boga cię proszę;
    »Niech śmierć za upominek od ciebie odnoszę«.
    Ale mu się ona wziąć żywot tak zbraniała,
    Jako, że się on zbyć go napierał, widziała.
    Potem się chcąc wszytkiego statecznie dowiedzieć,
    Mówiła, aby jej chciał prawdziwie powiedzieć,
    Ktoby beł i dla czego on zamek zbudował,
    Z którego ludzie szkodził i tak barzo psował.

    29

    »Nie ze złego umysłu — odpowie, wzdychając
    I często zmarszczoną twarz łzami polewając —
    »Postawiłem ten zamek na wysokiej skale,
    »Nie z chciwości się bawię tem rozbojem, ale
    »Abym śmierci jednego rycerza i szkody
    »I złej, w którem się kocham, uchował przygody,
    »Który chrześcijaninem bywszy, jako skryty
    »Wyrok niebieski chce, ma zdradą być zabity.

    30

    »Gdzie jeno słońce świeci, nie najdzie takiego
    »Młodzieńca, tak dzielnego i tak podobnego.
    »Mamli wszytko powiedzieć? — Rugier jest nazwany,
    »U mnie prawie z dzieciny małej wychowany!
    »Przyszedł tu do Francyej z królem Agramantem,
    »Uwiedziony chciwością sławy; jam Atlantem,
    »Jako ociec synowi zawżdym mu się stawił,
    »I radbym go beł z przygód wszytkich złych wybawił.

    31

    »Dla Rugieram ten zamek samego zbudował,
    »Któregom tak, jakoś już słyszała, miłował,
    »Aby beł od nieszczęścia cały i bezpieczny,
    »Któremu, jako znam z gwiazd, grozi wyrok wieczny;
    »Jemum gwoli tu naniósł panien co piękniejszych
    »I rycerzów i inszych ludzi co zacniejszych,
    »Aby nie mogąc wyniść z niego z mojej sprawy,
    »Mniej tęsknił w towarzystwie i miał swe zabawy.

    32

    »Okrom tego, że jem stąd wyniść nie dawają,
    »Mają wszytko, czego się jedno napierają.
    »Nie schodzi mu na wszytkiem, kto jeno tu zajdzie;
    »Co jedno jest na świecie, wszytko w zamku najdzie:
    »Pieśni, gier, muzyk, strojów drogich, potraw dosyć,
    »Czego serce pożądać i gęba śmie prosić.
    »Zasiałem beł i żniwa dośpiewały[287] moje,
    »Ale mi popsowało wszytko przyście twoje.

    33

    »Jeśli serce tak piękne, jako twarz, u ciebie,
    »Nie porz[288] moich zamysłów, dogódź mej potrzebie!
    »Weź sobie, chceszli, puklerz, atoć go daruję,
    »I koniać skrzydlatego także ustępuję.
    »Nie wchodź w zamek: z rycerzów, których tu dostatek,
    »Weź jednego, albo dwu, a zostaw ostatek —
    »Albo wszytkich, co ich jest, weźmi sobie raczej
    »Krom Rugiera, jeśli być nie może inaczej.

    34

    »Ale jeśli i tego chcesz mi wziąć koniecznie
    »I uczynić mi ten żal i zgubić mię wiecznie,
    »Jeśli go do Francyej z tych krajów uwiedziesz,
    »Wolę, że mię zabijesz, niżli stąd pojedziesz«.
    Odpowie Bradamanta: »Już gdacz, jako raczysz:
    »Rugiera chcę koniecznie, ale się nie baczysz,
    »Że mi to chcesz darować, co już nie jest twoje:
    »I konia i ten puklerz, bo to wszytko moje.

    35

    »Ale chociaby ta rzecz w twojej mocy była,
    »Wziąć i dać, jabym na tem frymarku straciła.
    »A że, jako powiadasz, Rugieraś tu chował,
    »Abyś go w niebie przygód przejźrzanych uchował,
    »Albo pleciesz i wiedzieć tych rzeczy nie możesz,
    »Albo jeśli wiesz, przeciw niebu nie pomożesz.
    »Ale jeśli nie zgadniesz przypadku twojego
    »Tak blizkiego, nie zgadniesz pewnie i cudzego.

    36

    »Śmierci się pewnie darmo odemnie napierasz;
    »Ale jeśli się na nię tak barzo wydzierasz,
    »Choćby jej komu bronił wszytek świat przez dzięki,
    »Może ją mieć wspaniałe serce z własnej ręki.
    »Jednak pierwej, niż zdechniesz, czyń to, coć rozkażę:
    »Wszytkie więźnie, co ich jest, wypuścić ci każę«.
    Tak w ten czas Bradamanta mówi Atlantowi
    I pędzi go przed sobą przeciwko zamkowi.

    37

    Tak nędzny starzec w on czas smętny, upłakany
    Wlókł się, swojem powrozem własnem powiązany,
    A Bradamanta za niem tuż następowała,
    I chocia był związany, ledwie mu dufała.
    Nie wiele coś uszedszy, przywiódł ją do dziury
    Jednej wielkiej jaskiniej, w samem końcu góry,
    Z kamiennemi stopniami okrągłego wschodu,
    Któremi wysokiego dochodzili grodu.

    38

    Doszedszy tam, próg zaraz czarownik wymował,
    Który był charaktermi[289] dziwnemi zrysował.
    Pod niemi beły garce, co dymy puszczały
    Ustawicznie i ogień zakryty chowały.
    Skoro je czarnoksiężnik potłukł, tak zarazem
    Zginęły mury, kryte stalą i żelazem,
    Zginął zamek i wieże wszytkie z każdej strony
    Tak, jakoby tam przedtem nie był postawiony.

    39

    Wtem się jej wymknął Atlant, jako więc uwięzły
    Ptak w lepie lub nakryty nicianemi węzły.
    Co wiedzieć, gdzie się podział, w niwecz obróciwszy
    Zamek i na swobodzie więźnie zostawiwszy.
    Białegłowy tak same zostały na ziemi,
    Opuszczone od zamku z rycerzmi wszytkiemi;
    A byli tam snać tacy, którzy żałowali,
    Że onych wielkich wczasów swoich postradali.

    40

    Tam skoro zniknął zamek, króla Sakrypanta
    I króla z Serykany widzi Bradamanta;
    Tam i parę przyjaciół wiernych: Parasylda,
    Co z Rynaldem ze wschodu przyszedł, i Irylda
    I inszych barzo wiele; a potem swojego
    Na ostatku nalazła Rugiera mężnego,
    Który z nią odprawował na pierwsze poznanie
    Z niewymówioną swoją radością witanie.

    41

    Miłował ją tak barzo Rugier, że własnego.
    Serca tak nie miłował i zdrowia swojego
    Od czasu i dnia tego, w który obnażona
    Z szyszaka, jemu gwoli została raniona[290];
    Jako albo od kogo? — Musiałbym się bawić
    Barzo długo, kiedybym wszytko miał wyprawić,
    I jako się po lesie dzień i noc szukali,
    A dopiero się z sobą teraz najdowali.

    42

    Więc znając, jako była bohatyrką wielką,
    Że sama tylko jego jest wybawicielką,
    Tak ma serce pociechy pełne i radości,
    Że mniema, że nikt nie jest większej szczęśliwości.
    Potem zjechawszy z góry, z koni pozsiadali
    I na plac, gdzie dziewica wygrała, wjechali;
    Gdzie stał hipogryf, który z łęku zawieszony
    Miał wielki puklerz, ale w pokrowiec włożony.

    43

    Czekał tam, w miejscu stojąc, gdy się przybliżała
    Bradamanta, która go wziąć za wodze[291] chciała;
    Ale się jej uskoczył i wyciągnionemi
    Skrzydły leciał i stanął kęs dalej na ziemi.
    Znowu się za niem puści, on znowu uciekał,
    I potem, blizko padszy, na ziemi jej czekał.
    Tak więc wrona na piasku, kiedy przyskakuje
    Pies, który ją chce porwać, ona ulatuje.

    44

    Rugier, Gradas, Sakrypant i inszy, co z góry
    Zeszli, gdy zamek zniknął z stalonemi mury,
    To tam, to sam w różne się strony obracali,
    Jako się, gdzie hipogryf miał paść, spodziewali.
    On, skoro ich na różne rozprowadził miejsca,
    Bo każdy z nich chciał nań wsieść, a on nie chciał jeźca,
    W doliny i w wysokie góry, skały, lasy,
    Nakoniec przy Rugierze stanął w one czasy.

    45

    A te wszytkie sprawował rzeczy Atlant stary,
    Który się nie przestawał starać z każdej miary,
    Aby niebezpieczeństwa Rugiera uchował;
    O tem ustawnie myślił, o to się frasował,
    I teraz hipogryfa posłał za niem w tropy,
    Aby go wyprowadził i uwiódł z Europy.
    Wziął go Rugier i chciał go powieść, ale gwałtem
    Opierał się i nie chciał za niem żadnem kształtem.

    46

    Zsiadł z Frontyna[292], chcąc radzić temu uporowi,
    — Takie był Rugier imię dał swemu koniowi —
    A na tego wsiadł zaraz, który beł z skrzydłami,
    I karze go za jego upór ostrogami.
    On napierwej na nogach bieżał i po ziemi,
    Potem poszedł w powietrze piórami lotnemi,
    Jako sokół, kiedy mu czapkę z głowy spuści
    I na ptaka go z ręki myśliwiec wypuści.

    47

    W takiem niebezpieczeństwie dziewka utrapiona
    Widząc swego Rugiera, srodze wylękniona,
    Zostawszy bez pamięci, sama z siebie wyszła
    I nie rychło do zmysłów utrapionych przyszła.
    Słyszała, co się stało Ganimedesowi[293],
    Który był zaniesiony w niebo Jowiszowi:
    Boi się, aby się też nie zstało i jemu,
    Niemniej nadeń pięknemu i urodziwemu.

    48

    Do góry, utrapiona, szyję wyciągała
    I za niem upłakane oczy obracała.
    Na ostatek, kiedy go nie mogła oczami,
    Sięgała go stroskanem sercem i myślami;
    Płakała, narzekała, pokoju nie miała
    Od żalu i mieć go też umyślnie nie chciała;
    A kiedy już nie mogła doścignąć go wzrokiem,
    Do Frontyna z płaczliwem powróciła krokiem.

    49

    Potem się namyśliła, tusząc, że się wróci,
    I że jej jeszcze szczęście Rugiera przywróci,
    W tem miejscu go samego tam nie zostawować,
    Ale go pojąć z sobą i jemu dochować.
    Hipogryf się zatrzymać nie dał zawściągniony,
    I tak beł na niem Rugier wysoko wniesiony,
    Że nie mógł ziemie poznać, która się zniżyła
    W równiny, a która się w góry podnosiła.

    50

    Ale kiedy tak wleciał wysoko, że okiem
    Próżno go było dojźrzeć i najbystrszem wzrokiem,
    Udał się tem gościńcem, którem słońce chodzi,
    Gdy z rakiem w towarzystwie koło swe obchodzi[294],
    I leci, smarownemu równy okrętowi,
    Kiedy się życzliwemu poruczy wiatrowi.
    Niech zdrów lata; ja o niem teraz skrócić mogę,
    A przypomnię tem czasem Rynaldową drogę.

    51

    Dwa dni całe biegł Rynald po głębokiej wodzie,
    Dwa dni całe był w szturmie i w tej niepogodzie,
    A wiatry wściekłe, które dąć nie przestawały,
    To go na zachód, to zaś na północy gnały,
    Nakoniec obróciły okręt w one czasy
    Pod Szkocyą, gdzie widać Kalidońskie lasy[295],
    Gdzie często słychać między puszczami gęstemi
    Dźwięki wojennych żelaz pod dęby wielkiemi.

    52

    Często więc do niej błędni rycerze jeżdżają
    Z Brytanniej i tam swej siły doświadczają;
    Ale i z Norwegiej i z Niemiec tam płyną
    I z Francyej, co męstwem jakiem wielkiem słyną.
    Kto słaby, niechaj się tam — ja radzę — nie kwapi,
    Bo miasto sławy i czci śmierć pewną ułapi.
    Dziwy tam poczynione beły od Trystana[296],
    Lancylota, Galassa, Arta[297] i Galwana

    53

    I inszych bohatyrów przesławnych onego
    Dawniejszego zakonu[298] i teraźniejszego;
    Są tam po dziś dzień znaki męstwa i śmiałości
    I wystawne pamiątki ich wielkiej dzielności;
    Siła ich też tam ginie, których siła wiodła.
    Rynald swą zbroję bierze i Bajarda siodła,
    I ku wielkiemu prosto wysiada lasowi,
    U Beroik[299] się czekać kazawszy szyprowi.

    54

    Bez towarzystwa, tylko sam, onego czasu
    Wjechał wielki bohatyr do wielkiego lasu,
    Różne drogi obiera, różne ścieszki miewa,
    Bo się tak naleść jakiej przygody spodziewa.
    Do jednego pierwszego dnia trafił klasztoru,
    Który wielką część swego dostatku i zbioru
    Udziela tem, którzy się do niego trafiają
    I którzy sławy szukać w te lasy jeżdżają.

    55

    Wielką tam Rynaldowi ludzkość i chęć na tem
    Miejscu pokazowali mniszy z swem opatem;
    Który skoro umorzył żądze przyrodzone
    I kiedy już obrusy były poprzątnione,
    Pytał, jako rycerze, błądzący po świecie,
    Przygody najdowali często w tem powiecie
    I z którychby mógł człowiek łatwie być poznany
    Swojem dziełem, czy chwały, czy godzien przygany.

    56

    Powiedzieli, że jeżdżąc lasami onemi,
    Mógłby się z przygodami potkać w nich różnemi;
    Ale jak miejsca, tak są i sprawy zakryte,
    I dzieł czasem nie wiedzą, choć są znamienite.
    »Jeśli tak wiele w męstwie i dzielności umiesz,
    »Szukaj sławy, gdzie, że jej dostaniesz, rozumiesz,
    »Żeby z twych dzieł, kiedy je położą na szale,
    »Sądzono, czy w sromocie, czy staniesz w pochwale.

    57

    »Ale jeśli tak barzo sławy i ozdoby
    »I pragniesz tu pokazać swej dzielności proby,
    »Jest miejsce, jest i sposób, jaki się błędnemu
    »Rycerzowi z dawnych lat nie trafił żadnemu:
    »Córka króla naszego w wielkiem się najduje
    »Nieszczęściu i obrony pilnie potrzebuje
    »Na przeciwko jednemu — Lurkaniem się zowie —
    »Rycerzowi, co jej wziąć chce sławę i zdrowie.

    58

    »Ten niebogę oskarżył do ojca złośliwie,
    »Podobno z nienawiści i niesprawiedliwie,
    »Że zastał o północy, gdy powróz spuszczała
    »Z ganku, po którem kogoś do siebie wciągała.
    »Według praw tego państwa ma być osądzona
    »Na ogień, jeśli kogo nie najdzie strapiona,
    »Coby w miesiąc, który już wychodzi, uczynił
    »Dowód przeciwko zdrajcy, że ją źle obwinił.

    59

    »Niezbożne są i srogie w tem królestwie prawa,
    »Między któremi taka jedna jest ustawa,
    »Że każda białagłowa śmierćby zasłużyła,
    »Coby się okrom męża grzechu dopuściła;
    »I nie może mieć żadnej na świecie obrony,
    »Okrom, żeby się nalazł rycerz niestrwożony,
    »Coby oskarżyciela zabił w pojedynku
    »I pokazał, że tego nie winna uczynku.

    60

    »Król żałosny z onej tak obelżywej skargi,
    »Po miastach, po miasteczkach dał wytrąbić w targi,
    »Że ktoby jego dziewki podjął się obrony
    »I pokazał, że to fałsz szczery, wymyślony,
    »Że mu swoję Gineprę — tak dzieją[300] królewnie —
    »W małżeństwo i z posagiem bogatem da pewnie
    »Takiem, jakiby się dać w takiem stanie godził,
    »By się tylko szlachcicem, nie chłopem urodził.

    61

    »Gdzie[301] się o to za miesiąc żaden nie pokusi,
    »Albo pokusiwszy się, przegra, umrzeć musi;
    »I tobie, jedno się chciej dobrze w tem osądzić,
    »Lepiej tam iść, niżli tu po tych lesiech błądzić.
    »Bo okrom czci i sławy, której stąd nabędziesz,
    »I którą wiecznie słynąć między ludźmi będziesz,
    »Miałbyś kwiat wszytkich panien, które jedno liczą
    »Między Indem a między Atlańską granicą[302],

    62

    »Więc i posag tak wielki i siła pieniędzy,
    »Żebyś już mógł na wieki wypowiedzieć nędzy,
    »K temu łaskę królewską, gdzieby[303] za twą sprawą
    »Zniósł z córki obelżenie i zmazę plugawą.
    »Ale jeszcze z rycerskiej więcej powinności
    »Masz dać obronę tej płci, tem więcej czystości
    »Nigdy nie podejźrzanej i szczerą pot warzą
    »Niewinnie obciążonej, którą wszędzie karzą«.

    63

    Pomyśliwszy kęs Rynald, mnichom tak odpowie:
    »I tak uboga dziewka ma utracić zdrowie
    »O to tylko, że komu za jego wierności
    »Udzieliła w nagrodę pożądnej miłości?
    »Przeklęty, który prawo tak srogie uchwalił,
    »Ale i to przeklęty, ktoby je pochwalił!
    »Słusznie niechaj umiera raczej okrutnica,
    »Nieżyczliwa wiernego sługi miłośnica!

    64

    »Lub to prawda, lubo fałsz, ja nie patrzę na to;
    »Owszem godna pochwały mojem zdaniem za to,
    »Że czyję chęć wzajemną chęcią nagrodziła,
    »Byle to cicho była i skrycie czyniła.
    »Jam u siebie bronić jej i pomoc uradził,
    »Tylko mi dajcie wodza, coby mię prowadził,
    »Jedno jako naprędzej; bo ja pewnie tuszę,
    »Że potwarca nie wskóra, o co się pokuszę.

    65

    »Nie twierdzę, że niewinna, bo nie mogąc wiedzieć
    »Doskonale tej rzeczy, mógłbym fałsz powiedzieć;
    »To tylko chcę powiedzieć, że ona z tej miary
    »Nie ma za ten uczynek cierpieć żadnej kary
    »I że to był i głupi i niesprawiedliwy,
    »Który prawo uczynił i statut tak krzywy,
    »I trzeba go, jako zły, koniecznie zepsować,
    »A inszy, sprawiedliwszy i lepszy uknować.

    66

    »Jeśli równe płomienie i chęci wzajemne
    »Oboję płeć przez sprawy natury tajemne
    »Przymuszają do skutku miłości słodkiego,
    »Co się zda wielkiem grzechem u gminu głupiego:
    »Dlaczego nędzne dziewki mają mieć karanie,
    »Że z jednem albo dwiema wystąpią[304], i na nie
    »Tylko prawo jest za to, co my popełniamy
    »Z tysiącem ich, a chwałę za to jeszcze mamy?

    67

    »Barzo w tem tak nierównem prawie pobłądzono
    »I białej płci wyraźną krzywdę uczyniono;
    »I pokazać chcę, że to niesłusznie działają,
    »Że je tak długo cierpią i wykonywają«.
    Zakonnicy się wszyscy z Rynaldem zgodzili,
    Że starzy nieostrożnie sobie postąpili
    I że król winien, że go, mogąc, nie poprawi
    I na sejmie lepszego, niż to, nie ustawi.

    68

    Nazajutrz, skoro zorze wschodzić poczynały
    I świty się rumiane światu ukazały,
    Rynald oblókszy zbroję[305] i konia dosiadszy,
    Opatowi za dobrą cześć[306] podziękowawszy,
    Puścił się w umyślną drogę w one czasy
    I kilka mil, kwapiąc się, przez straszliwe lasy
    Jechał do królewskiego ozdobnego dworu
    Z przewodnikiem, którego wziął z sobą z klasztoru.

    69

    Ścieszkami, nie gościńcem bitem, się puścili
    Umyślnie, żeby sobie co drogi skrócili;
    A wtem wielkie wołanie i płacz usłyszeli,
    Iżeby się pewnego czego dowiedzieli,
    Obadwa poskoczyli na swych koniach z drogi
    Ku dolinie, z której on wychodził wrzask srogi;
    I ujźrzeli, że stali jacyś dwaj łotrowie
    Na zdrowie nieznajomej pięknej białejgłowie.

    70

    Wszytka była żałosna i zbyt wylękniona,
    Na oczu i na twarzy łzami omoczona,
    A dwaj zbójcy koło niej z mieczami gołemi
    Stali, myśląc ją zabić, klęczącą na ziemi.
    Ona nędzna, to łzami, które wylewała,
    To pokorną blizką śmierć prośbą odkładała.
    Przypadł Rynald zarazem z ogromnemi fuki[307]
    Na swem rączem Bajardzie na zdrajcę hajduki.

    71

    Oni, jako skoro grzmot koński usłyszeli
    I potem, że bieżano przeciw niem, widzieli,
    Nie czekając lękliwe tyły obrócili
    I po onych się dołach głębokich pokryli.
    On ich więcej nie gonił, ale się obrócił
    Do wylęknionej dziewki, a żeby czas skrócił
    Kazał ją wziąć na konia i tak, jej pytając
    O onę jej przygodę, jechał pośpieszając.

    72

    I kiedy się jej jadąc, z blizka przypatrował,
    Gładkość i obyczaje piękne w niej najdował,
    Choć się była wylękła, choć była pobladła
    Po przestrachu w złem razie, w który była wpadła.
    Znowu jej Rynald pytał, coby za przyczyna
    Była tej złej przygody? Ona mu chudzina
    Poczęła sprawę dawać o wszytkiem odkrycie[308]
    Ale o tem aż w drugiej pieśni usłyszycie.

    Koniec pieśni czwartej.

    V. Pieśń piąta

    Argument

    Lurkani rozumiejąc, że jego rodzony
    Dla Ginepry sam sobie wziął żywot wzmierziony,
    Mniemając, że książęciu więtszą albańskiemu
    Łaskę pokazowała i chęć, niźli jemu,
    Skarży przed ojcem na nię, w nierządzie ją wini,
    Z którem potem brat jego pojedynek czyni,
    Utajony przyszedszy; wtem niespodziewanie
    Rynald dał albańskiemu książęciu karanie.

    Alegorye

    1046

    Wielka niewdzięczność Polineksowa przeciwko Dalindzie i szczera złość, w potwarzeniu Ginepry światu dziwnie objawiona i położona na czoło z wielką szczerością i szczęściem, które się łączy z męstwem Aryodantowem, ubezpiecza nas z każdej strony, że Bóg sprawiedliwy nigdy nie dopuści złem ludziom cieszyć się długo z ich złych uczynków, a dobrych zawsze ratuje w ich niewinności.

    1. Skład pierwszy

    Wszytkie źwierzęta, co się na ziemi chowają,
    Albo z sobą spokojnie i w zgodzie mieszkają,
    Albo jeśli jem z sobą przychodzi do boju,
    Zawżdy samiec z samicą są z sobą w pokoju.
    Z niedźwiedzicą swą niedźwiedź nie ma nigdy wojny,
    Podle lwice swej leży zawżdy lew spokojny;
    Bezpiecznie z wilkiem chodzi po lesie wilczyca
    I nie boi się swego byka jałowica.

    2

    Co za jędza piekielna ludzi zaraziła,
    Co za Megera[309] jad swój w serca jem puściła,
    Że małżeńskiemi węzły powiązane pary
    Częste zwady i częste czynią z sobą swary?
    Bywa i to, że sobie dla lekkiej obrazy
    Twarzy drapią i wzajem ciężkie czynią razy;
    Widziem łoża małżeńskie łzami omoczone,
    A czasem i krwią z głupich gniewów splugawione.

    3

    Ja mniemam, że kto przydzie do tego nałogu,
    Przeciwi się naturze i samemu Bogu,
    Który twarz — bo to mniejsza, że się wadzą słowy —
    Albo włos śmie urazić pięknej białejgłowy;
    Ale kto ją żelazem lub trucizną strawi,
    Albo kto ją udusi, lub węzłem udawi,
    Wierzyć nie chcę, aby beł człowiek każdy taki,
    Ale w ludzkiej postaci piekielny duch jaki.

    4

    Tacy dwaj rozbójnicy oni być musieli,
    Którzy tę piękną pannę zamordować chcieli,
    Aby się nikt dowiedzieć nie mógł, zawiedzioną
    W lasy i w niemieszkaną puszczą wprowadzoną.
    Przyszedłem beł do tego, jako Rynaldowi
    Sprawę, swojemu w on czas wybawicielowi,
    O swem onem nieszczęściu dać się gotowała;
    Teraz, jadąc z niem w drogę, tak ją rozczynała:

    5

    »Usłyszysz okrucieństwo prawie niesłychane
    »I ledwie uwierzone i wypowiedziane,
    »O jakiem ani w Tebach nigdy nie słyszano,
    »O jakiem i w Micenach nigdy nie wiedziano;
    »I jeśli słońce kiedy światło na świat wiedzie
    »Dalej od nas swem wozem, niż od inszych jedzie,
    »Wierzę, że po niewoli wstępuje w te kraje,
    »Nie chcąc patrzać na tak złych ludzi obyczaje.

    6

    »To nie dziw, że się ludzie między sobą wadzą
    »I nieprzyjaźni z sobą i waśni prowadzą;
    »To dziw, stać temu na śmierć, co cię tak miłuje,
    »Że dobrze lżej swe zdrowie, niż twoje szacuje.
    »Ale abyś mógł wiedzieć, z jakiej ci przyczyny
    »Chcieli mi żywot odjąć i za jakie winy,
    »Wszytkoć powiem i wszytko odkryję prawdziwie
    »To, co się ze mną działo; ty słuchaj cierpliwie.

    7

    »Tak wiedz, że mię dziewczyną do dworu oddano
    »I do fraucymeru[310] mię do królewny dano,
    »Z którą rostąc pospołu, wielkąm łaskę znała
    »I pierwszem u niej miejsce imo[311] insze miała.
    »Ale miłość bezecna moc nade mną wzięła,
    »Tak żem się nieszczęśliwa bawić ją[312] poczęła,
    »Udawszy mi na dworze za co nagładszego
    »Książęcia nade wszytkie insze albańskiego[313].

    8

    »Miłowałam go z dusze, on też pokazował,
    »Że mię także wzajemnie i szczerze miłował.
    »Prawda, że twarz widziemy i słowa słyszemy,
    »Ale co jest na sercu, wiedzieć nie możemy.
    »Atolim ja wszytkiemu w on czas uwierzyła
    »I ucześnikiemem go siebie uczyniła,
    »Wpuściwszy go — o wielkie niebaczenie moje! —
    »Gdzie beły królewnine ostatnie pokoje,

    9

    »Gdzie był gmach, w którem rzeczy co droższe chowała
    »I w którem często swoję łożnicę miewała,
    »Z którego mógł na ganek wyniść, postawiony
    »Na frambugach[314], odkryty, z muru wywiedziony.
    »Tędy więc po drabinie na to urobionej
    »Na górę do mnie właził, z sznurów uplecionej,
    »I częstom mu ją sama ręką swą spuszczała,
    »Ilem go kolwiek razów mieć u siebie chciała.

    10

    »Nie raz tego bywało; zawżdym to czyniła,
    »Kiedym się od królewny kolwiek ułacniła,
    »Która więc pospolicie łoża odmieniała,
    »Zeby gorąca w letnie nocy nie cierpiała.
    »Od nikogo albańskie książę niewidziany
    »Nie był, kiedy przychodził, ode mnie przyzwany;
    »Bo tę stronę pałacu było postawiono
    »Na ustroniu, którędy nigdy nie chodzono.

    11

    »Tak one nasze sprawy i schadzki wzajemne
    »Trwały kilka miesięcy i były tajemne,
    »A miłość pomnożenie co raz więtsze brała,
    »Która mię wewnątrz srogiem ogniem rozpalała;
    »I takem wzrok i oczy beła utraciła,
    »Tak mi się umiał udać, żem się nie baczyła,
    »Że wszytko zmyślał, że mię nieszczerze miłował
    »I niejednem to znakiem jawnie pokazował.

    12

    »Prętko potem swą miłość puścił w nową drogę:
    »Zakochał się w królewnie. Ja wiedzieć nie mogę,
    »Jeśli w ten czas dopiero miłować ją począł,
    »Jeśli przedtem, niż ze mną miłość swą rozpoczął.
    »Patrz-że, jako zły człowiek obchodził się ze mną
    »I jeśli nie miał mocy zupełnej nade mną:
    »Powierzył mi się tego, prosząc, iłem mogła,
    »Abym mu u Ginepry do łaski pomogła,

    13

    »Powiadając na on czas i tak to udając,
    »Że to nieszczerze czynił i wszytko zmyślając,
    »A że tylko dla tego zmierzał w tamtę stronę,
    »Aby ją mógł otrzymać od króla za żonę,
    »Tusząc, żeby król na to spowinowacenie
    »Przypadł, gdzieby swe dała na to pozwolenie,
    »Ponieważ w Szkocyej nikt nad niego zacnością
    »I majętnością nie miał i rodowitością,

    14

    »Przypominając i to, gdzieby[315] tego dostał,
    »I królowi za moją sprawą zięciem został,
    »Żeby u niego zatem już był z każdej strony
    »W łasce i nade wszytkie insze podwyszszony;
    »Co wszytko chciał staraniu memu przypisować,
    »Obiecując to moje dobrodziejstwo chować
    »Ustawicznie w pamięci i żem wprzód przed żoną
    »U niego w miłości być miała położoną.

    15

    »Ja zaś, któram nioczem nigdy nie myśliła,
    »Jedno, abym go sobie była zniewoliła,
    »I gdym po niem poznała jaki niesmak zgoła,
    »Żadną miarą nie mogłam w on dzień być wesoła,
    »Ilekroć mi się jedno pogoda podała,
    »O niemem się w rozmowy z królewną wdawała,
    »Chwaląc, jako beł grzeczny, i wszytkom czyniła,
    »Żeby była swoję chęć do niego skłoniła.

    16

    »Bóg sam widzi, że mu nic na mnie nie schodziło,
    »I co się jedno mogło, wszytko się czyniło.
    »Lecz próżne me staranie, próżna była mowa:
    »Nie dała sobie na to Ginepra rzec słowa,
    »Upodobawszy sobie jednego grzecznego
    »I gładkiego rycerza i urodziwego,
    »Wspaniałego i barzo pięknych obyczajów,
    »Który tu beł z dalekich przybeł włoskich krajów.

    17

    »Barzo młodo i jeszcze nie w słusznej swej porze
    »Przyjechał tu beł z bratem i potem na dworze
    »Urosszy, beł tak z niego rycerz doskonały,
    »Że mężniejszego nadeń te kraje nie miały.
    »Król, widząc to, wielką mu łaskę pokazowa!
    »I opatrzył go dobrze i moc mu darował
    »I zamków i miasteczek ze wsiami pięknemi
    »I porównał go z pany inszemi swojemi.

    18

    »Chętny król, chętna była Aryodantowi[316]
    »Córka — to było imię temu rycerzowi —
    »Nie stąd, że był dzielnością i męstwem wsławiony,
    »Ale, że beł miłością dla niej rozpalony;
    »Bo wiedziała, że w Trojej zapalonej takie
    »I w sykulskiej[317] nie były górze ognie, jakie
    »Były w Aryodancie, które w niem gorzały
    »I serca mu samego płomieniem sięgały.

    19

    »Ta miłość tak serdeczna przeciwko królewnie,
    »O której z wielu znaków już wiedziała pewnie,
    »Była tego przyczyną, żem ja nic książęciu
    »Nie mogła u niej sprawić w jego przedsięwzięciu,
    »I owszem, imem go jej więcej zalecała
    »I o łaskęm się u niej na niego starała,
    »Tem barziej jem[318], ganiąc go, przede mną gardziła
    »I jeszcze barziej serce do niego traciła.

    20

    »Zaczemem mu mówiła, aby beł swojemu
    »Dał pokój zamysłowi onemu próżnemu,
    »Że wszytkie beły jego nadzieje stracone
    »U tej, co ma gdzie indziej serce obrócone;
    »Potemem mu odkryła i wypowiedziała,
    »Jako Aryodanta barzo miłowała,
    »Tak, żeby wszytkie morskie wody nie zgasiły
    »Tych ogniów, co jej serce dla niego paliły.

    21

    »Taką ode mnie w on czas przestrzeżony mową
    »Polineks — tak książęcia albańskiego zową —
    »I doznawszy sam przez się, że starania one
    »I chęci jego były od niej pogardzone,
    »Nie tylko że nie przestał zawzięcia swojego,
    »Ale widząc, że barziej ważono inszego,
    »Nie mógł ścierpieć tej wzgardy i pełen hardości,
    »W nienawiść i w gniew swoje obrócił miłości.

    22

    »Między Aryodantem przez swą chytrą radę
    »I między Gineprą chcąc niezgodę i zwadę
    »I nieprzyjaźń uczynić niewypowiedzianą,
    »Nieodpuszczoną nigdy i niepojednaną,
    »Myśląc nadto Gineprę o sławę przyprawić,
    »Czegoby się nie mogła, póki żywa, sprawić,
    »Nie powierzając się tej swej rady złośliwej
    »Nikomu i mnie samej, sobie tak życzliwej,

    23

    »Namyśliwszy się na to, potka mię tą mową:
    »»Tak wiedz, moja Dalindo[319]! — Dalindą mię zową —
    »»Że jako drzewo, ze pnia kilkakroć wycięte,
    »»Z korzenia znowu rózgi wypuszcza zajęte,
    »»Tak i mój głupi upór, choć mu nie przychodzi
    »»Do skutku jego zamysł, choć mu się źle wodzi
    »»I choć go nieszczęście złem zdarzeniem ucina,
    »»Chcąc wykonać swe żądze, znowu róść poczyna.

    24

    »»Wiedz, że nie pragnę tego dla smaku jakiego,
    »»Ale żebych zwyciężył sam siebie samego;
    »»A widząc, że to w rzeczy samej być nie może,
    »»Zmyślone podobieństwo siła mi pomoże.
    »»Przeto cię proszę, dogódź w tem mojej potrzebie,
    »»Kiedy mię, jakoś zwykła, puścisz więc do siebie,
    »»Gdy królewna pójdzie spać rozebrana, a ty
    »»Ubierz się w one od niej zewleczone szaty.

    25

    »»Tak się ubierz i tak włos daj sobie utrafić
    »I staraj się, abyś w to umiała potrafić,
    »Żebyś się jak najbarziej podobną jej zstała,
    »Kiedy z ganku sznur po mię spuszczać będziesz miała,
    »A ja cię w stroju i w jej ujźrzawszy osobie,
    »Tak to potężnie w głowie uprzędę swej sobie,
    »Że to jest ona własna; tak od siebie będę
    »Oszukany i żądzej upornej pozbędę«.

    26

    »Ja prostaczka i któram była utraciła
    »Wszytek rozum, anim się tego domyśliła,
    »Że ono ustawiczne jego naleganie
    »Było na jawną zdradę i na oszukanie,
    »Takem się, jako kazał zły człowiek, ubrała
    »I stanąwszy na ganku, sznurem poń spuszczała,
    »Anim zdrady postrzegła, aż wielkie urosły
    »Szkody, które z onego oszukania poszły.

    27

    »Tem czasem Polineksus mówił w onej dobie
    »Tak Aryodantowi, którzy przedtem sobie
    »Wielkiemi przyjacioły byli, niż się jęli
    »Królewny, niż ją oba miłować poczęli.
    »»Jest to u mnie w niemałem — prawi — podziwieniu,
    »»Że mając cię, jako wiesz, w wielkiem poważeniu
    »»I będąc gotów w każdej służyć ci potrzebie,
    »»Teraz mi się to tak źle oddawa od ciebie.

    28

    »»Mniemam, żeć to nie tajna i wiesz to już pewnie,
    »»Jako od dawnych czasów rad służę królewnie
    »»I jakom już uczynił zaciągi[320] u pana,
    »»Prosząc, aby mi była w małżeństwo oddana.
    »»Przeto czemu się ze mną bez pożytku ścierasz[321],
    »»I jej się, wiedząc o nię mój zaciąg, napierasz?
    »»Ja, kiedybym beł tobą, lub ty mną, wierz temu,
    »»Nie przeszkadzałbym pewnie staraniu twojemu«.

    29

    »Odpowie Aryodant: »I ja się dziwuję
    »»Jeszcze daleko więcej, który ją miłuję
    »»Dawniej, niżliś ty poznał; zaczem ci być tajne
    »»Nie mogą te miłości nasze jednostajne,
    »»I wiesz dobrze, jaki jest zapał między nami
    »»I jakośmy zgodnemi sprzężeni sercami
    »»I że cię nie miłuje, a mnie tylko żoną
    »»Życzy sobie od ojca zostać poślubioną.

    30

    »»Przeto, czemu się też ty na tę nie oglądasz
    »»Przyjaźń, którą masz ze mną i przecz rzeczy żądasz
    »»Tak niesłusznej ode mnie, widząc, że w miłości
    »»Przodek u niej przed tobą mam krom wątpliwości
    »»I że mi ją w małżeństwo da król, jako i ty,
    »»Spodziewam się, chociam tu nie tak rodowity?
    »»Wiem też to, że u króla łaskę mam nie mniejszą,
    »»A co więtsza, królewnę mam sobie chętniejszą«.

    31

    »Odpowie książę na to: »Jako — prawi — wszędy,
    »»Tak w miłości naczęstsze zwykły bywać błędy.
    »»Ty wierzysz, żeć chętniejsza; ja też tak o sobie
    »»Trzymam: ale to łatwie poznać w małej dobie.
    »»Co z nią masz i coś więc z nią zwykł mówić tajemnie,
    »»Powiedz mi, jać też wszytko odkryję wzajemnie,
    »»A stąd, jako się najdzie, którego miłuje
    »»Barziej, ten niech zwyciężcy placu ustępuje.

    32

    »»Jeżeli chcesz, jam przysiądz zarazem gotowy,
    »»Że w milczeniu wszytkie chcę trzymać twoje mowy;
    »»A ja też to o tobie niewątpliwie wierzę,
    »»Że nikomu nie powiesz, czegoć się powierzę«.
    »Zgodzili się natychmiast i na świętą księgę,
    »Kładli palce i wzajem czynili przysięgę;
    »A skoro ją obadwa tamże odprawili,
    »Aryodant napierwszy począł w onej chwili,

    33

    »Pokazując prawdziwie to, co miał z królewną:
    »Jako od niej miał słowną obietnicę pewną
    »I na piśmie z przysięgą wielką uczynioną,
    »Że nikomu nie chciała zostać poślubioną
    »Okrom niego samego i gdzieby[322] widziała
    »Ojca sobie przecznego[323], że się zaklinała,
    »Jeśliby w tem jej wolej nie miano dogodzić,
    »Żyć w panieństwie do śmierci i za mąż nie chodzić;

    34

    »I że jego nadzieje były takiej wagi
    »Za uczynione w różnych potrzebach przewagi
    »I które jeszcze czynić, nigdy niestrwożony,
    »Beł gotowy dla króla i jego korony,
    »Że go król miał z tych zasług jego uważenia
    »Godnem rozumieć z sobą spowinowacenia;
    »Po którem taką łaskę zawżdy znał i który
    »Nie przeczyłby w tem woli swej kochanej córy.

    35

    »»Tak mi — pry[324] — Polineksie, mój los jest życzliwy,
    »»Iż w tej mierze rzadki jest tak, jak ja, szczęśliwy;
    »»A więcej też nie pragnę i większej pewności
    »»Nad tę nie potrzebuję o jej życzliwości,
    »»Ani chcę więcej u niej, kiedy za mię woli
    »»I kiedy mi małżeństwo umowne pozwoli,
    »»A żądać też co więcej po niej niewątpliwa,
    »»Żeby beł próżny zamysł, bo dobra, cnotliwa«.

    36

    »Skoro mu to powiedział Aryodant młody,
    »Jakiej czekał za służby od króla nagrody,
    »Polineksus, który już dawno o tem radził,
    »Aby go beł z Gineprą spuścił[325] i powadził,
    »Tak zaś począł: »Jać także wypowiem wzajemnie
    »»Wszytkę sprawę: o, jakoś daleki ode mnie!
    »»Przyznasz mi to sam wnetże, jedno bądź cierpliwy,
    »»Żem ja z tej miary tylko na świecie szczęśliwy.

    37

    »»Tak masz wiedzieć, że zmyśla i z ciebie się śmieje,
    »»Dając ci próżne tylko słowa i nadzieje,
    »»I kiedy mi się trafi, że mam z nią rozmowy,
    »»Szydzi z ciebie i mówi, żeś oszalał z głowy.
    »»Mam ja jej łaski pewnie dobrze więtsze znaki,
    »»Nie gołe obietnice, albo papier jaki,
    »»Nie same pisma próżne i acz mało potem
    »»Chlubić się z takich rzeczy, jednak tak wiedz o tem:

    38

    »»Przez jeden miesiąc nie raz, nie dwa, nie trzy razy,
    »»Nie cztery, nie pięć, nie sześć bez żadnej przekazy[326],
    »»Ale i kilkanaście nocy u niej bywam
    »»I swojej z nią uciechy i wczasu zażywam;
    »»A stąd sądź, jeśli mogą z memi uciechami
    »»Porównać twe nadzieje i z temi plotkami.
    »»Przeto udaj się indziej, a placu inszemu
    »»Ustępuj, więtszą łaskę u niej mającemu«.

    39

    »»Odpowie Aryodant gniewem pobudzony:
    »»Nie wierzę temu i wiem, że to fałsz zmyślony
    »»Od ciebie, któryś na to dawno się usadził,
    »»Abyś mię tak odstraszył i od niej odsądził;
    »»Ale iż niewstydliwie i źleś ją — obwinił
    »»I krzywdęś i cnocie jej i sławie uczynił,
    »»Trzebać tego dowodzić, a ja cię tak ważę,
    »»Jak fałszerza i zdrajcę, i wnet to pokażę«.

    40

    »On na to: »O wątpliwe rzeczy i uczynki,
    »»Nie o jawne rycerze zwodzą pojedynki.
    »»Dosyć teraz miej na tem, żeć to pewnej nocy
    »»Wszytko, kiedy będziesz chciał, wystawię na oczy«.
    »Wyląkł się Aryodant, zimnem tkniony mrozem,
    »Tak, jakoby mu w serce kto uderzył nożem,
    »I jedno, że zupełnej nie dał temu wiary,
    »Włożonoby go było zarazem na mary.

    41

    »Serce srodze zranione u niego, twarz blada,
    »Usta gorzkie, wszytek drży i tak odpowiada:
    »»Już to próżno; jeśli to pokażesz prawdziwie,
    »»Żeć się twoje stawiło szczęście tak życzliwie,
    »»Upewniam cię, żeć więcej nie chcę zastępować,
    »»Jeśli cię tak ma, jako powiadasz, miłować;
    »»Ale wierzyć nie będę, dokąd tego swemi
    »»Oczyma, co udawasz, nie uźrzę własnemi«.

    42

    »»Gdy będzie czas po temu, będziesz — prawi — wiedział«.
    »Odchodził zatem książę, skoro to powiedział.
    »Trzecia noc, jeśli dobrze pomnię, nadchadzała,
    »Jako się ze mną zmówił, abym go czekała.
    »Ażeby wraz miał obłów z napiętego wnika[327],
    »Poszedł bez zwłoki żadnej do spółmiłośnika,
    »Mówiąc, aby się w pustkach tej nocy zataił
    »Za pałacem, gdzie się lud chodzić nie zwyczaił.

    43

    »I ukazał to miejsce Aryodantowi
    »Na ustroniu przeciwko onemu gankowi;
    »Ale on to u siebie inaczej uważał
    »I tak rozumiał, że mu dla tego ukazał
    »One ustronne pustki i miejsce osobne
    »Za pałacem, do skrytej zasadki[328] podobne,
    »Aby go był mógł łatwie zabić, chcąc mu w rzeczy
    »Ukazać na królewnę niepodobne rzeczy.

    44

    »Jednak się iść namyślił i tam się zachował
    »W onych pustkach, ale się dobrze nagotował,
    »Żeby się śmierci nie bał i z sobą nie trwożył
    »I gdzieby się nań porwał, żeby go nie pożył.
    »Był na dworze brat jego, Lurkani nazwany,
    »Wielką siłą i śmiałem sercem zawołany;
    »O tem tak wiele trzymał, mając go przy sobie,
    »Jakoby miał dziesiąci inszych w onej dobie.

    45

    »Tego tylko wziął z sobą w onę drogę swoję,
    »Kazawszy mu dobrą broń i dobrą mieć zbroję.
    »Lurkani, po co tam szedł, namniej nic nie wiedział,
    »Boby beł brat nikomu o tem nie powiedział.
    »Tak, jako kamień niesie, z ręki wyciśniony,
    »Postawił go od siebie w pustkach z jednej strony,
    »»Tu stój — powiada — ale proszę cię, mój bracie,
    »»Nie ruszaj się, aż krzyknę i zawołam na cię«.

    46

    »»Uczynię to, co każesz« — powiedział rodzony.
    »I tak tam Aryodant przyszedł utrapiony
    »I zataił się w. pustkach, jako albańskiemu
    »Książęciu rzekł, przeciwko gankowi onemu,
    »Gdzie i on także przyszedł na swą złą robotę,
    »Chcąc królewnę osławić[329] i wydrzeć jej cnotę.
    »I dał mi znak, jako zwykł. Ja, com nie wiedziała
    »I któram się nigdy tych zdrad nie domyślała,

    47

    »W białej, srebrogłowowej szacie haftowanej,
    »W złote rózgi u dołu wkoło bramowanej,
    »W czepku także ze złota, przetknionem miejscami
    »Dartemi, cielistemi wszędzie jedwabiami,
    »Jako się krom królewny żadna nie stroiła,
    »Usłyszawszy zwykły znak, śpieszniem wychodziła
    »Na ganek, który tak beł z muru wywiedziony,
    »Że mię na niem możono widzieć z każdej strony.

    48

    »Lurkani w tem o bracie swem przywątpięwając
    »I że w niebezpieczeństwie jakiem beł, mniemając,
    »Lubo, jako to bywa, że więc cudze sprawy
    »Radzi wiemy, beł w ten czas tak barzo ciekawy,
    »Że się skradł na to miejsce, nakryty cieniami.
    »I po cichu poszedł tam ciemnemi ścieszkami,
    »I przy onychże pustkach stanął utajony,
    »Na dwanaście od brata kroków podemkniony.

    49

    »Ja nie wiedząc nioczem, jakom powiedziała,
    »W królewninem ubierze na gankum czekała,
    »Jakom to przedtem nie raz i nie dwa czyniła,
    »Ilekrociem się na to we dnie z niem zmówiła.
    »Znać było po poświecie[330] królewnine szaty;
    »Więceśmy sobie były i wzrostem i laty
    »I wejźrzeniem podobne tak, że rozumieli,
    »Że nie mnie, ale własną królewnę widzieli.

    50

    »Tem więcej, że był między pałacową ścianą
    »Plac niemały i oną stroną niemieszkaną,
    »Że nie mógł dobrze rzeczy rozeznać oczyma:
    »Tak fałsz za prawdę udał Polineks obiema.
    »Co rozumiesz, jakie miał w on czas utrapienie
    »Aryodant, jaki żal na ono widzenie?
    »Książę wtem po spuszczonej odemnie drabinie
    »Właził do mnie na ganek w onej złej godzinie.

    51

    »Skoro dolazł, u szyjem mu się uwiesiła,
    »Tusząc, żem od nikogo widziana nie była.
    »Potemem go to w oczy, to w twarz całowała,
    »Tak, jakom mu to zawżdy przedtem więc czyniała[331].
    »On mi więcej i nad swój zwyczaj pochlebuje
    »I swojej niecnotliwej, złej zdrady ratuje.
    »Drugi na tak żałosne widzenie zwiedziony,
    »Stojąc zdaleka, wszytko widzi utrapiony.

    52

    »Takiem beł przerażony żalem, nieszczęśliwy,
    »Że żyć więcej na świecie nie chciał i skwapliwy,
    »Miecz dobyty głowicą na ziemię położył,
    »A koniec sobie ostry do piersi przyłożył.
    »Lurkani wtem, który tam stał, nakryty cieniem,
    »Patrząc na onę sprawę z wielkiem podziwieniem,
    »Gdy książę, acz nie wiedział, kto beł po spuszczonem
    »Sznurze do mnie wlazł, przypadł krokiem zapędzonem

    53

    »I zahamował brata, że z swej własnej ręki
    »Śmierci sobie nie zadał, jako chciał przez dzięki[332],
    »Bo, by beł stał kęs dalej aby na dwa kroki,
    »Zabiłby mu się brat beł bez dalszej odwłoki.
    »I krzyknie nań: »O głupi! o bracie szalony!
    »»Czemuś rozumu pozbył, żeś tak omamiony,
    »»Że chcesz dla niecnotliwej umrzeć białejgłowy,
    »»Od którejeś zwiedziony nieszczeremi słowy?

    54

    »»Niechaj raczej ta umrze, co śmierć zasłużyła,
    »»Ale twoja niechajby z lepszą sławą była!
    »»Miłowałeś, póki jej zdrady były skryte:
    »»Bądź jej nieprzyjacielem, kiedy są odkryte.
    »»Wszakeś widział, wszak to już nie jest tajemnica:
    »»Doznałeś rzeczą samą, że z niej nierządnica.
    »»Raczej tem mieczem, którem chciałeś się żywota
    »»Zbawić, dowiedź królowi tego, że niecnota«.

    55

    »Tak w on czas Aryodant, gdy mu brat przeszkodził,
    »Hamował się i z miejsca onego odchodził;
    »Ale nie przeto myśli spuścić co z pierwszego
    »Przedsięwzięcia, ale je do czasu inszego
    »Odkłada, na samego siebie zajątrzone
    »Serce niosąc, okrutnem żalem przebodzione.
    »Jednak zmyśla przed bratem, że już nie ma w głowie
    »Tej myśli, żeby sobie sam miał stać o zdrowie.

    56

    »Jako skoro mrok dniowi ustąpił jasnemu,
    »Nie mówiąc nic nikomu ani rodzonemu,
    »Jechał w drogę sam jeden, ale gdzie? — nie wiedzieć,
    »Że o niem nikt kilka dni nie umiał powiedzieć.
    »Żaden przyczyny pewnej odjazdu nagłego
    »Nie wiedział, krom książęcia, a krom rodzonego.
    »Różnie to na pałacu sobie rozbierali,
    »Różnie to po Szkocyej wszytkiej wykładali.

    57

    »W dziewięć albo w dziesięć dni przyszedł jeden pewny
    »Podróżny na dwór i szedł prosto do królewny
    »I przyniósł jej żałosne i smętne nowiny
    »O tem, że Aryodant nędzny nie z przyczyny
    »Wiatrów wielkich, nie w szturmie, ani w niepogodzie,
    »Ale z swej dobrej wolej zginął w morskiej wodzie,
    »Skoczywszy zapędzony z końca ostrej skały
    »Barzo przykro i głową na dół między wały.

    58

    »»Ale pierwej, niżli — pry — skoczył między wody,
    »»Mnie, którym się tam w drodze potkał z niem z przygody,
    »»Rzekł: Pódź za mną, abyś mógł to, co niewątpliwie
    »»Ujźrzysz okiem swem, odnieść Gineprze prawdziwie;
    »»A powiedz jej ode mnie, że mi to wzrok sprawił
    »»Nazbyt bystry, wzrok bystry o to mię przyprawił,
    »»I żebym to beł drogo zapłacił i kupił,
    »»Kiedyby mi był przedtem oczy kto wyłupił.

    59

    »»Byliśmy w pewnem miejscu — Nizką Głową[333] zową —
    »»Co w morze trochę wchodzi ku Irlandzie głową.
    »»To skoro rzekł, widziałem, kiedy zapędzony
    »»Głową na dół uczynił w morze skok szalony.
    »»Takem go tam zostawił i śpieszniem szedł potem
    »»Tu, abym ci dał sprawę dostateczną o tem«.
    »Ginepra na żałosną nowinę pobladła
    »I zmartwiała i siły pozbywszy, upadła.

    60

    »Boże mój! czego potem nędzna nie czyniła,
    »Kiedy się na swem wiernem łożu położyła?
    »Niebieską twarz gniewliwem paznogciem drapała,
    »Piersi tłukła pięściami, złote włosy rwała,
    »Częstokroć sobie onę ostateczną mowę
    »Co raz przypominając Aryodantowę,
    »Że przyczyna onego szalonego skoku
    »Z ostrej skały z bystrego wszytka poszła wzroku.

    61

    »Wszędzie się rozgłosiła ta wieść w onej dobie,
    »Że od wielkiej żałości sam śmierć zadał sobie.
    »Płakał go król, płakała rada i dworzanie,
    »Płakał go i fraucymer[334] i dworowe panie,
    »Ale najbarziej płakał brat jego rodzony,
    »W tak nieuhamowanem żalu utopiony,
    »Że ledwie na się swoich rąk jego przykładem
    »Nie obrócił i nie szedł za niem świeżem śladem.

    62

    »I kiedy to rozbierał i sobie rachował,
    »Królewnę winną śmierci jego być najdował,
    »Tak tusząc, że z onego nocnego widzenia
    »Wszytka przyczyna jego urosła zginienia;
    »I od wielkiej chciwości pomsty zaślepiony,
    »Od gniewu i srogiego żalu zwyciężony,
    »Odważył sobie wszytko i królewską łaskę
    »I nienawiść wszytkiego państwa mieć za fraszkę.

    63

    »I przyszedszy przed króla, na przestronej sali,
    »Gdy w nawiętszej gromadzie ludzie przed niem stali,
    »Tak począł swą rzecz: »Tak wiedz, królu miłościwy,
    »»Że dla twej córki zginął mój brat nieszczęśliwy;
    »»Ona mu sama dała do tego przyczynę
    »»I dlatego jej samej tylko daję winę.
    »»Z żalu sobie śmierć zadał, kiedy ją w nierządzie
    »»Zastał, tak jako się to pokaże na sądzie.

    64

    »»Miłował ją i wszyscy wiedzieć o tem mogą,
    »»A miłował uczciwie i zwyczajną drogą,
    »»Tusząc za swe przewagi, którycheś się dosyć
    »»Napatrzył, w małżeństwo ją u ciebie uprosić.
    »»Ale gdy on z daleka poglądał na liście[335]
    »»I liścia tylko wąchał, drugi oczywiście
    »»Na zachowane drzewo wlazł niespodziewany
    »»I ukradkiem oberwał owoc pożądany«.

    65

    »I powiadał, że widział własnem swojem okiem
    »Gineprę samę jednę na ganku wysokiem
    »I że z niego drabinę plecioną spuszczała
    »I po niej przystęp komuś do siebie dawała;
    »Którego nie mógł poznać, bo żeby beł tajny,
    »Włosy zakrył i ubiór nosił niezwyczajny.
    »Przydał i to, że kto mu fałsz w tej sprawie zada,
    »Bronią tego dowiedzie, że prawdę powiada.

    66

    »Co mniemasz, jako beł z tej żałosny nowiny
    »I jako się król wstydził, część[336] dla tej przyczyny,
    »Że tego o swej córce nigdy nie rozumiał,
    »Co teraz o niej słyszy, i zbytnie się zdumiał;
    »Część, że widzi, że jeśli jaki niestrwożony
    »Rycerz się nie podejmie Ginepry obrony,
    »Coby chciał Lurkaniemu fałsz ręką pokazać,
    »Musi ją na srogą śmierć według prawa skazać.

    67

    »Nie wiem, jeśliś wiadomy jest prawa naszego
    »I ostrych dziwnie ustaw państwa tutecznego,
    »Które na okrutną śmierć te wszystkie skazują,
    »Które z kiem inszem, okrom męża, występują[337];
    »Umrze każda koniecznie, jeśliby jakiego
    »Za miesiąc nie nalazła rycerza mężnego,
    »Coby złemu potwarcy ręką w pojedynku
    »Nie ukazał, że tego nie winna uczynku.

    68

    »Król, któremu się tak zda, że ją potwarzono,
    »Kazał, aby po wszytkiem państwie wytrąbiono,
    »Że ją z wielkiem posagiem da temu za żonę,
    »Który z niej zdejmie zmazę i osławę[338] onę.
    »Ktoby się tego podjął, nie słychać żadnego;
    »Owszem tylko patrzają jeden na drugiego,
    »Bo ten Lurkani tak jest męstwem zawołany,
    »Że się nikt nie chce kusić oń między dworzany.

    69

    »Nadto tak zła fortuna chciała królewnina,
    »Że w państwie teraz niemasz brata jej, Zerbina[339],
    »Który z domu wyjechał, minęły dwie lecie,
    »Szukać sławy swem męstwem tam i sam po świecie.
    »Bo kiedyby się tu gdzie niedaleko bawił,
    »Albo kiedyby go kto wcześnie o tem sprawił,
    »Niepochybnieby przybiegł i wstąpił w bój ostry
    »Z Lurkaniem i ratował nieszczęśliwej siostry.

    70

    »Król też, coby nie tylko chciał się z pojedynku,
    »Ale i z inszych sprawić[340] miar o tem uczynku,
    »Prawdali to, czy fałsz, albo jeśli słusznie
    »Lurkani chce, aby ją na śmierć skazać dusznie,
    »Kazał wziąć panny, które w pokoju bywały,
    »Bo jeśliby to prawda, o temby wiedziały.
    »Ja, widząc, gdzieby też z tem przyszło także do mnie,
    »O książęciuby było barzo źle i o mnie.

    71

    »I dlategom pocichu z dworu ujechała
    »I do książęciam tejże nocy przyjechała,
    »Ukazując upadek jego i mój blizki,
    »Gdzieby mię wzięto, jako insze towarzyszki.
    »On mię chwalił, żem sobie dobrze postąpiła,
    »Potem kazał, abym się w drogę wyprawiła
    »Blizko do jego zamku, nic tam nie zmieszkawszy,
    »Dla przeprowadzenia mi dwu swoich przydawszy.

    72

    »Jużem ci powiedziała, jakie miał pewności
    »O mojej przeciw sobie Polineks szczerości.
    »Ty osądź, jeśli mię był miłować wzajemnie
    »Winien za zakład chęci, który miał ode mnie.
    »Teraz słuchaj nagrody, jaka mię potkała,
    »I jako mi się moja uprzejmość oddała,
    »A patrz, jeśli się która przyjaźni statecznej
    »Ma spodziewać w nagrodę miłości serdecznej.

    73

    »Naostatek niewdzięczny, okrutny, złośliwy,
    »Prętko o mojej wierze począł być wątpliwy,
    »Obawiając się, abym onej złej roboty
    »Za czasem nie odkryła i jego niecnoty.
    »I zmyślił, że mię chciał mieć gdzie blizko na stronie
    »Dotąd, aż król powoli w gniewie swem opłonie,
    »Posyłając mię wrzkomo na miejsce bezpieczne,
    »A on myślał zły człowiek, na zginienie wieczne.

    74

    »Bo onem dwiema, którem prowadzić mię kazał
    »Do pewnego swojego zamku, to rozkazał
    »Potajemnie, aby mię zarazem zabili,
    »Skoroby mię w te lasy gęste wprowadzili;
    »I już mieli wykonać jego rozkazanie,
    »Byś beł na wrzask nie przypadł i moje wołanie«.
    Tak Rynaldowi w on czas Dalinda mężnemu
    Powiadała, drogę swą spiesznie kończącemu,

    75

    Co był rad niepodobnie temu przypadkowi
    I niespodziewanemu swemu trafunkowi,
    Że tę nalazł, od której dostał wiadomości
    O wyraźnej królewskiej córki niewinności;
    I jeśli się jej gwoli chciał bić, choćby ono
    Było wiadomą prawdą, co na nię mówiono,
    Teraz wiedząc, że to fałsz i potwarzy jasne,
    Ochotniejszy chce dla niej wstąpić w szranki ciasne.

    76

    Do świętego Andrzeja miasta[341] bitem torem,
    Kędy król sam ze wszytkiem mieszkał swojem dworem
    I gdzie on pojedynek sławny miał być, który
    Miał na on czas rozstrzygnąć sprawę jego córy,
    Kwapił się syn Amonów, pojeżdżając śpiesznie,
    Chcąc, aby nie omieszkał i przyjechał wcześnie.
    A wtem, kiedy już miasto obaczył zdaleka,
    Potkał z nowiną świeżą jednego człowieka:

    77

    Że do dworu przyjechał rycerz jakiś pewny,
    Który się podjął bojem obronić królewny;
    Nie znał go nikt, bo hełmu nigdy nie odkrywał
    I niezwykłego herbu na tarczy używał,
    I jako się tam stawił i wjechał na miejsce,
    Gdzie miał być bój, że go w twarz nikt nie widział jeszcze;
    Nakoniec jego lokaj, kiedy oń pytano,
    Klął się, że nie wie, kto beł i jako go zwano.

    78

    Usłyszawszy onę rzecz, śpiesznie pojeżdżali
    Tak długo, aż pod mury same przyjechali.
    Dalinda dalej jechać, bojąc się, nie chciała,
    Nakoniec z Rynaldowej namowy jechała.
    Zawarte było miasto; pytają wrotnego[342],
    Dlaczego bramę czasu zamyka onego?
    Odpowiedział, że wszyscy niemal ludzie wyszli
    Z domów, aby wczas na plac naznaczony przyszli,

    79

    Gdzie w drugiem końcu miasta rycerz nieznajomy
    Miał czynić pojedynek jawny i widomy
    Na placu wymierzonem z Lurkaniem, i jeśli
    Nie biją się już dotąd, w szranki pewnie weszli.
    Nie wściągano Rynalda i bramę otwarto
    I skoro wjechał, zaraz za niem ją zawarto.
    Rynald przez puste miasto bieżąc, konia bodzie
    I zostawuje w pierwszej Dalindę gospodzie,

    80

    Czyniąc jej serce, aby sobą nie trwożyła
    I do jego zwrócenia sobie nie tęskniła;
    A sam się ku placowi onemu udawa,
    Gdzie już bijących się dwu rycerzów zastawa.
    Bił się mężnie Lurkani, gniewem oślepiony,
    Naprzeciwko królewnie; ten zaś, co z jej strony,
    Niemniej, mając po sobie ludzkie życzliwości,
    Mężnie odpierał siłę i jego śmiałości.

    81

    Było z niemi pospołu w szrankach pieszo strojnych
    Sześć rycerzów, od głowy aż do stopy zbrojnych,
    Siódmy książę albańskie beł świetno ubrany,
    Mając pod sobą dzielny koń, w bród farbowany[343].
    On sam rząd czynił, on beł do straży obranem,
    Jako ten, który szockiem w ten czas beł hetmanem;
    A z niebezpieczeństwa się królewny radował
    Na sercu i wesołą postać ukazował.

    82

    Rynald wtem między gęstem ludem w onej dobie
    Jedzie, Bajard przestroną czyni drogę sobie;
    Bo kto bystrość i rzeźwość jego chodu czuje,
    Ustępując, znać dawa, że nie nachramuje.
    Tak się tam Rynald stawia, wszytek okazały,
    Wszytkiem się zda być rycerz wielki i wspaniały;
    Wtem przed królem stanie, a lud biegł, chcący wiedzieć,
    Z czem przyjechał i co chciał królowi powiedzieć.

    83

    »Wielki królu! każ — prawi — rozwieść tych co pręcej
    »I niechajby się z sobą już nie bili więcej!
    »Bo tak wiedz: którykolwiek zginie, niewątpliwie
    »Niewinnie zginąć musi i niesprawiedliwie!
    »Jeden, że ma po sobie słuszność, tak rozumie,
    »Lecz się myli i kłama, choć kłamać nie umie,
    »I tenże błąd, co brata jego zdrowia zbawił,
    »I jego przeciw twojej córce tak zakrwawił.

    84

    »Drugi nie wie, jeśli się wziął za sprawiedliwą,
    »Ale z szczerej dobroci, żądzą sławy chciwą
    »Odważył się, jako cny rycerz, na zginienie,
    »Chcąc ratować od śmierci tak piękne stworzenie.
    »Ja obronę i pomoc niosę niewinności,
    »Ale zgubę fałszowi, zdradzie i chytrości!
    »Ale każ wprzód tych rozwieść i rozerwać, proszę,
    »A posłuchaj cierpliwie, co przed cię przyniosę«.

    85

    Na powagę rycerza, w on czas tak godnego,
    Jakiem się zdał być Rynald z pojźrzenia samego,
    Kazał król, aby zaraz między nie wstąpili
    I aby się jem więcej bić nie dopuścili;
    Któremu wespół z radą, panom i dworowi,
    Także pospolitemu wszytkiemu ludowi
    Rynald odkrył książęcia albańskiego radę
    I przeciwko królewnie fałsz i jego zdradę.

    86

    Potem się bronią w ręku dowieść ofiarował,
    Że to prawda, co mówił i co pokazował.
    Kazano Polineksa wołać; on przyzwany
    Stanął, ale na twarzy wszytek pomieszany,
    Jednak tego wszytkiego zapierał się śmiele.
    Rynald na to powiedział: »Nie trzeba tu wiele,
    »Da się tu wnetże widzieć«. Ten i ów beł zbrojny,
    Plac gotowy: tak zaraz szli z sobą do wojny.

    87

    O jako się król cieszył i lud pospolity,
    Że miał bronić królewny rycerz znamienity,
    Tusząc, że Bóg pokaże w sprawiedliwem sądzie,
    Że to fałsz beł, że była zastana w nierządzie.
    Wielką wszyscy nadętość w książęciu widzieli,
    Że beł chytry, okrutny, zły, wszyscy wiedzieli,
    Tak, że nie beł dziw żaden, że i to uczynił
    I tak zdradliwie córkę królewską obwinił.

    88

    Serce mu drżało z strachu, wszytek zbladł na twarzy,
    Tkniony wewnątrz sumieniem zmyślonej potwarzy.
    Zatem za wytrąbieniem trzeciem drzewo[344] w toku[345]
    Złożył; ale i Rynald ze wszytkiego skoku
    Także przeciwko niemu bieżał i tak mierzył,
    Żeby go prosto w piersi trafił i uderzył.
    Jakoż się skutek potem z jego żądzą zgodził:
    Właśnie go w piersi ostrą kopią ugodził.

    89

    Od konia kilka łokci z siodła wysadzony,
    Padł, mając koniec drzewa w piersiach przyłomiony.
    Leżącego na ziemi Rynald następuje,
    Zsiadszy z konia, i hełm mu kryty rozwięzuje.
    On się bronić nie może, ręce tylko wznosi
    I u niego pokornie miłosierdzia prosi,
    I tak, że król mógł słyszeć i bliższy dworzanie,
    Wyznał jawnie, że słuszne za fałsz wziął karanie.

    90

    Coś jeszcze więcej nad to chciał mówić, gdy leżał
    Na ziemi, ale go głos i żywot odbieżał.
    Król widząc swą fałszywie dziewkę oskarżoną,
    Od osławy[346] i śmierci razem wybawioną,
    Beł weselszy i barziej został pocieszony,
    Niżli kiedyby zbywszy państwa i korony,
    Teraz mu ją zaś na skroń kładziono; samego
    Poważa i czci tylko Rynalda mężnego.

    91

    I poznawszy go z twarzy, gdy szyszak zdjął z głowy —
    Bo go przedtem widywał — nabożnemi słowy
    Dziękował Bogu, że mu tak godny ratunek,
    Jaki to beł, w czas posłał na jego frasunek.
    Tam też zaś nieznajomy drugi rycerz, który
    Przyjechał beł na on czas dla królewskiej córy
    Wszytek zbrój no, aby jej w tem razie ratował,
    Wszytkiemu się, na stronie stojąc, przypatrował.

    92

    Ten beł proszon od króla, aby mu powiedział
    Imię swoje, albo zdjął szyszak, żeby wiedział,
    Jako mu to nagrodzić, i aby pokazał,
    Że jego dobrą wolą wysoko poważał.
    On też na te królewskie prośby i namowy
    Nie chciał się dłużej bawić i szyszak zdjął z głowy.
    Kto to beł i jak się zwał? — Jeśli chcecie wiedzieć,
    O wszytkiem w drugiej pieśni wolę wam powiedzieć.

    Koniec pieśni piątej.

    VI. Pieśń szósta

    Argument

    Albańskie księstwo dają Aryodantowi
    W posagu, cnej Ginepry wybawicielowi.
    Rugier mając pod sobą koń dziwny, skrzydlaty,
    Trafia, gdzie beł Alcyny chytrej dwór bogaty;
    O której się nierządzie potem dowiaduje
    Od mirtu i wyjechać od niej się gotuje;
    Ale wstręty najduje potem i obrony,
    Na nowy bój od pięknych dziewek prowadzony.

    Alegorye

    1047

    Pałac Alcyny w tej szóstej pieśni i sama Alcyna, która nacieszywszy się chwilę z swemi miłośnikami, potem je obracała w drzewa i w źwierzęta, znać nam daje, jako rozkoszy cielesne odejmują postać ludzką, nie tylko rozum, człowiekowi, który się na nie uda.

    1. Skład pierwszy

    Myli się, kto źle czyniąc, rozumie, że złości
    I grzech i jego zdrady mają być w skrytości;
    Bo powietrze, które ma wszędzie koło siebie,
    I ziemia sama woła, w której je pogrzebie,
    Choćby wszyscy milczeli, i Bóg to sprawuje
    Częstokroć, że grzech, skoro czas mały folguje,
    Tak grzesznika prowadzi i tak oszukiwa,
    Że, niepytany, niechcąc sam siebie odkrywa.

    2

    I Polineks na on czas mniemał nieszczęśliwy,
    Że miał być tajny jego uczynek złośliwy,
    Kiedyby beł Dalindę, jako się usadził,
    Która to sama mogła objawić, zagładził.
    Przydawszy grzech do grzechu, tak się stąd ucieszył,
    Że złe, które mógł odwlec, sam sobie przyśpieszył.
    Mógł je zwlec lub mu zniknąć[347] człowiek niepobożny,
    A teraz sam wbiegł pędem na śmierć, nieostrożny.

    3

    I razem i majętność i żywot utracił
    I co daleko więtsza, czcią tego przypłacił.
    Powiedziałem wam przedtem, jako poznać chciano
    Rycerza, który, kto był, jeszcze nie wiedziano;
    Teraz tę historyą kończę. Kiedy pilnie
    Król, aby mu się odkrył, prosił go usilnie,
    Pokazał, że był, zdjąwszy z głowy hełm spiżany,
    Aryodant, po wszytkiej Szkocyej płakany.

    4

    Którego rozumiejąc, że już beł zginiony,
    Płakała i królewna i jego rodzony,
    Płakał król i wszytek lud, dworzanie płakali,
    Bo wielką jego dobroć wszyscy miłowali.
    To były szczere plotki, które rozsiał o niem
    On pielgrzym, że utonął i już było po niem.
    Prawda jednak, że widział, kiedy z ostrej skały
    Głową na dół z zapędem skoczył między wały.

    5

    Ale jako się często trafia stroskanemu,
    Z ostatecznej nadzieje nagle zrzuconemu,
    Że się śmierci napiera i chciwie jej czeka,
    A kiedy blizko przydzie, to przed nią ucieka:
    Tak Aryodant, w morze na on czas wskoczywszy,
    Widząc, że źle, prędko się na śmierć rozmyśliwszy,
    Tak się długo mocował z wodą, że nie zginął
    I z morskich nawałności zdrów na brzeg wypłynął.

    6

    I chciwości swej zbytniej na śmierć przyganiając
    I szaleństwem ją wielkiem w sobie nazywając,
    Szedł w drogę, umaczany, od brzegu onego,
    Aż domek pustelnika natrafił jednego;
    I tam chwilę pomieszkać i z niem się zabawić,
    Aż dotąd sobie myślił, ażby się mógł sprawić,
    Jeśli[348] piękna Ginepra miała się radować
    Z tego jego przypadku, jeśli[349] go żałować.

    7

    Tam to naprzód usłyszał, że gdy się otarła
    Ona wieść o jej uszy, mało nie umarła
    Od okrutnego żalu i wszędzie mówiono
    Po Szkocyej, że o jej żywocie wątpiono;
    Co beł przeciwny skutek we wszytkiem onemu
    Omylnemu tak barzo widzeniu swojemu.
    Potem wiedział zaś i to, co Lurkan uczynił,
    I jako cną Gineprę przed królem obwinił.

    8

    Nie mniejszem gniewem pałał przeciw niemu pewnie,
    Jaką pałał miłością przeciwko królewnie;
    Zdał mu się być niesłuszny on jego uczynek,
    Chocia o jego krzywdę miał wniść w pojedynek.
    Słysząc potem, że dotąd nie beł nikt gotowy,
    Coby chciał o królewnę wstąpić w bój Marsowy,
    I że za tak mężnego Lurkaniego mieli,
    Że się z niem bić i z niem się kosztować nie śmieli.

    9

    I że nadto ci, którzy Lurkaniego znali,
    Tak o jego baczeniu i cnocie trzymali,
    Że kiedyby to beł fałsz jaki nieprawdziwy,
    Co powiadał, nie szedłby na raz tak wątpliwy,
    I każdy się obawiał, który beł z jej strony,
    Żeby się beł niesłusznie podjął tej obrony —
    Nakoniec po rozwadze i długiem rozmyśle
    Stanąć przeciwko bratu zawarł[350] na umyśle.

    10

    »Nie mógłbym — prawi — słyszeć i znieść tej nowiny,
    »Żeby nieszczęsna miała umrzeć z mej przyczyny,
    »I śmierćby mi dopiero przykra być musiała,
    »Kiedyby przed oczyma memi umrzeć miała.
    »Próżno to: ona sercu mojemu panuje,
    »Ona zdrowiem i mojem żywotem szafuje.
    »Lub słusznie lub niesłusznie dają jej tę winę,
    »Byle ona została żywą, ja niech zginę.

    11

    »Wiem, że się o niesłuszną biorę i ujmuję
    »I że zginę, lecz o to namniej się frasuję;
    »Barziej o to, że gdy mię zabiją, i ona
    »Za mą śmiercią musi być na śmierć osądzona.
    »Jedna mi tylko w śmierci pociecha zostawa,
    »Że jeśli ją Polineks, jako to udawa,
    »Miłuje, obaczy to i dobrze uważy,
    »Że jej odbieży, że się dla niej nie odważy.

    12

    »Ujźrzy i mnie, którym tak od niej urażony,
    »Że na śmierć pójdę dla jej zdrowia i obrony,
    »I jednem razem pomstę odniosę nad bratem,
    »Który ten ogień wzniecił tak wielki, a zatem
    »Sprawię, że to obaczy, że nie inszy skutek
    »Będzie jego postępku, jedno żal i smutek:
    »Mniemając, że się brata pomści sam nad bratem,
    »Zostanie mężobójcą i okrutnem katem«.

    13

    Skoro to w swoich myślach zawarł[351] w onej dobie,
    Nowego konia, nowej zbroje dostał sobie.
    Wszytek się czarno ubrał, tarcz mu uczerniono,
    Po brzegach zmalowano żółto i zielono[352].
    Z trafunku potkał w drodze pewnego lokaja,
    Który beł niewiadomy tamecznego kraja;
    Tego tylko wziął z sobą i tak, niepoznany,
    Stanął przeciwko bratu, we zbroję ubrany.

    14

    To, co się zasię stało, słyszeliście o tem,
    I jako się dał poznać Aryodant potem;
    Z czego król tak się cieszył, jako z wybawienia
    Swojej córki od śmierci i od obelżenia,
    Uważając, że w dawny i w ten wiek dzisiejszy
    Nie beł nigdy miłośnik szczerszy i wierniejszy,
    Który po takiej krzywdzie i takiej urazie
    Stanął przeciwko bratu w onem jej złem razie.

    15

    I z swej łaski ku niemu i na zdanie panów
    Swoich radnych i wszytkich przedniejszych dworzanów
    I gwoli proszącemu za niem Rynaldowi
    Dał za żonę Gineprę Aryodantowi;
    Księstwo albańskie, które po śmierci książęcej
    Na króla przypadało, przydawszy mu więcej
    Wsi do niego przyległych i bliższe powiaty,
    Swojej kochanej córce dał w posag bogaty.

    16

    I to Rynald uprosił, że imo[353] się puścił
    Swą obrazę i wszytko Dalindzie odpuścił;
    Która, że ślub tajemny beła uczyniła,
    Syta świata, do Boga myśli obróciła
    I zarazem się w drogę puściła z Szkocyej,
    Chcąc mniszką zostać w pewnem klasztorze w Dacyej[354].
    Ale mi się już wrócić do Rugiera trzeba,
    Który na lekkiem źwierzu wyleciał pod nieba.

    17

    Lubo Rugier beł śmiały i mąż niestrwożony
    I nie zbladł i na twarzy nie beł odmieniony,
    Ja temu wierzyć nie chcę, żeby mu nie drżało
    I żeby mu się serce w on czas bać nie miało.
    Tak daleko wyleciał w niezwykłej prętkości,
    Że nietylko Europę w wielkiej odległości,
    Ale już beł i znaki minął[355] i zostawił,
    Które za kres żeglarzom Herkules ustawił[356],

    18

    Bo hipogryf, dziwny zwierz, tak prętko skrzydłami
    Machał i tak prętko siekł powietrze piórami,
    Żeby beł rączem lotem nie dał wprzód ptakowi,
    Który prętkie pioruny nosi Jowiszowi.
    Jeśli który ptak lotem i rączością słynie,
    On każdego wyścignie i każdego minie.
    Wierzę, że gromy tylko same prędzej lecą,
    Które nieba ogniste na dół z góry miecą.

    19

    Skoro wielką część świata przebiegł, nie zstępując
    W lewo i w prawo, ale nabarziej prostując,
    Nakoniec syt powietrza, wielkiemi kołami
    Na jednę pewną wyspę powracał skrzydłami,
    Podobną tej, na której po długiem męczeniu
    Swojego miłośnika i swem zatajeniu
    Nadobna Aretusa[357] próżno uchodziła
    Ślepą drogą podziemną i morze brodziła.

    20

    Tak wiele świata przebiegł, a nie widział jeszcze
    Tak rozkosznego kraju, jako ono miejsce;
    Ale choćby beł wszytek i tam i sam różno
    Przewidział, takie drugie naleść było próżno.
    Nad którem zakoli wszy koły przestronemi
    Z Rugierem koń skrzydlaty, spuszczał się ku ziemi,
    Gdzie pagórki uprawne, przejźrzoczyste wody,
    Łąki i brzegi piękne i pyszne ogrody,

    21

    Łąki wesołe i w nich w rzędy usadzone
    Różne drzewa, i w owoc i w kwiat opatrzone,
    I palmy i cyprysy i pięknie kwitnące
    Pomarańcze i mirty i cedry pachniące
    Sprawą gęstego liścia[358] i przyjemnych cieniów
    Używały gorąca słonecznych promieniów,
    A między gałęziami słowicy latali
    I rozkosznemi garły wdzięcznie przebierali.

    22

    Między rumianą różą i białą lilią,
    Które tam zawżdy świeże z ciepłych wiatrów żyją,
    Przechodzą się zające prętkie z królikami
    I wyniosłe jelenie z pysznemi czołami;
    Nie boją się bezpieczni, bo ich tam nie straszą,
    Lub się w trawie pokładą, lubo się w niej pasą.
    Skaczą pierzchliwe sarny i chyże daniele,
    Których tamte równiny mają barzo wiele.

    23

    Gdy niedaleko ziemi beł zwierz niestateczny,
    Tak blizko, że skok z niego nie beł niebezpieczny,
    Rugier wsparty na ręce i kęs wyniesiony
    Na łęku, skoczył z niego na wzgórek zielony
    I mocno w ręku trzyma u wódz długie pasy,
    Bojąc się, aby wzgórę nie biegł w one czasy.
    Potem go przywięzuje do mirtu jednego
    Między sośnią[359] i dębem u brzegu morskiego.

    24

    I przy zdroju, obeszłem[360] płodnemi palmami
    I wkoło opasanem pięknemi cedrami,
    Rozebrał się ze zbroje, hełm i rękawice
    I tarcz zrzucił i złożył tuż podle krynice;
    I raz do gór, a drugi raz do morskiej wody
    Obracał twarz na wiatry, przynoszące chłody,
    Które z wolnem szemraniem wierzchy drzew ogromnych
    Trzęsły, lip, sosien[361], buków i dębów niezłomnych.

    25

    Czasem sobie spoconą twarz, czoło rękami
    I suche wargi płócze zimnemi wodami,
    Aby się mu zagrzane ochłodziły żyły,
    Które się w niem z dźwigania zbroje rozpaliły.
    Jakoż słusznie z nią tęsknił i nie dziwna była,
    Że mu się tak na on czas barzo uprzykrzyła,
    Bo w niej bez odpoczynku ubiegł w lot źwierzęcy,
    Jeśli nie więcej, wielkich mil pod pięć tysięcy.

    26

    Tam między gałęziami ustrojone w pierze
    Stojąc w cieniu i chłodzie ono dziwne źwierzę,
    Porwie się, chcąc uciekać, bo mu się tak zdało,
    Że nań coś straszliwego z gęstwy wypadało,
    I mirtem, u którego było uwiązane,
    Tak trząsł, że opadały rózgi przyłamane,
    I porusza go prawie z samego korzenia,
    Ale mocnego urwać nie może rzemienia.

    27

    Jako pień, który ma drzeń[362] próżny i nadgniły,
    Kiedy się podeń ognie mocne podłożyły,
    Skoro w niem płomień strawi mokre wilgotności
    I wiatr wielki, który miał w śrzodku swych wnętrzności,
    Ożywa się i sapi i dźwięk czyni na dnie,
    Aż drogę najdzie, którą do wierzchu wypadnie:
    Tak piszczał i tak sapał, od konia ciągniony,
    I nakoniec się ozwał on mirt urażony.

    28

    Ozwał się, jako trzeba, głosem dosyć głośnem
    I wyraźnem, lecz smętnem i barzo żałosnem:
    »Jeśli — prawi — pobożność i ludzkość miłujesz,
    »Jeśli jakie litości miejsce zostawujesz,
    »Jakoć widzę przystoi i jako postawą
    »I twarzą ukazujesz skłonną i łaskawą,
    »Odwiąż konia ode mnie: dosyć ciężkie razy
    »I męki wewnątrz cierpię krom zwierzchniej urazy!«

    29

    Na pierwszy dźwięk onego głosu twarz obrócił
    I wstał Rugier zaraz i do mirtu powrócił;
    I gdy on głos wyraźniej słyszał i zrozumiał,
    Że mirt mówi, jako żyw, barziej się nie zdumiał,
    I skoczywszy, lotnego konia odwięzował,
    A wstydem zaś rumiane jagody farbował.
    »Ktośkolwiek, odpuść — prawi — proszę, mojej winie,
    »Lub człowieczej, lub leśnej jesteś duch boginie.

    30

    »Nie widziałem — cudowne to są u mnie rzeczy! —
    »Żeby pod skórą w drzewie mieszkał duch człowieczy.
    »To sprawiło, żem miejsce to obrał koniowi,
    »I uczyniłem krzywdę twojemu mirtowi.
    »Ale proszę, niechaj wiem, ktoś, co się tu kryjesz
    »I w tem drzewie pod skórą chropowatą żyjesz
    »Z głosem i z duszą ludzką: tak cię niechaj jady
    »Powietrzne i zarazy mijają i grady!

    31

    »I jeślić za tę krzywdę będę mógł i szkodę
    »Jakiem swem dobrodziejstwem uczynić nagrodę,
    »Na moję piękną dziewkę ślub kładę u ciebie,
    »Która mem sercem władnie i ma je u siebie,
    »Że to chętnie pokażę i skutkiem i słowy,
    »Żem na twoję posługę zawżdy jest gotowy«.
    Skoro to Rugier wyrzekł, zadrżał oczywiście
    Mirt od dołu do wierzchu, że spadało liście[363].

    32

    Widać beło, gdy skóra pocić się poczęła,
    Jako gałąź, która się dopiero ucięła,
    Kiedy ją w ogień włożą, a ona mokrością
    Darmo się odejmuje i swą wilgotnością.
    Potem rzekł: »Twa mię dobroć do tego przywodzi,
    »Którać, widzę, z ludzkości przeciw mnie pochodzi,
    »Żeć wszytko, ktom jest i skąd, wypowiedzieć muszę,
    »Kto mię obrócił i w mirt zawarł moję duszę.

    33

    »Jam beł między pierwszemi we Francyej pany
    »Niepośledni, imieniem Astolf[364] mianowany;
    »Orland i Rynald, oba rycerze waleczni,
    »Sławni po wszytkiem świecie beli mi stryjeczni.
    »Na mię po ześciu ojca mojego, Ottona[365],
    »Przypaść miała dziedzictwem angielska korona.
    »Byłem gładki, czemem moc pięknych pań przeraził,
    »Alem nakoniec tylko sam siebie obraził.

    34

    »Wracając się od wyspów[366] ostatniego końca,
    »Które morze indyjskie myje na wschód słońca,
    »Tam, gdzie beł ze mną Rynald, męstwem zawołany
    »I z wielą inszych w ślepem więzieniu trzymany,
    »Skąd nas potem — wszak światu jawne są te sprawy —
    »Wszystkich razem wybawił wielki rycerz z Brawy.
    »Potemeśmy na zachód morskiemi brzegami
    »Poszli, tam, gdzie północny wiatr kręci piaskami.

    35

    »I jako nasza droga i złe losy chciały,
    »Które nas do nieszczęścia gwałtem pociągały,
    »Jednego dnia poranu weszliśmy w równiny,
    »Gdzie był zamek nad morzem bogatej Alcyny[367].
    »Nie było jej w niem w ten czas, indziej się bawiła,
    »Bośmy zastali, że się na brzegu cieszyła,
    »I widzieliśmy, kiedy wyciągała wszędy,
    »Gdzie stała, ryby na brzeg bez sieci, bez wędy.

    36

    »Biegli do niej zapędem prędcy delfinowie
    »I z rozdziewioną gębą ogromni wyzowie;
    »Głowaczowie[368] i salpy razem przybiegały
    »I wraz swoje leniwe sny zostawowały;
    »Mułowie[369] i łosiowie[370] biegli jednąż drogą,
    »Mijając się i płynąc, jak naprędzej mogą,
    »Pistryki[371], fizytery[372] z orkami[373] wielkiemi
    »I okrutne baleny[374] z grzbietami strasznemi.

    37

    »Widzieliśmy jednego tamże wieloryba —
    »Próżno to: nie może być w morzu więtsza ryba —
    »Na jedenaście kroków, mogę to rzec śmiele,
    »Z wody słonej zbyt miąższe ukazował skrzele.
    »Wszyscyśmy, co nas było, w tem błędzie zostali,
    »Bo się z miejsca nie ruszał, wszyscyśmy mniemali,
    »Że to na wodzie jaki beł wysepek[375] mały:
    »Tak się daleko oba końce rozciągały.

    38

    »Na gołe tylko słowa i na proste czary
    »Biegł rybi rodzaj do niej, jako do ofiary.
    »Ta Alcyna jest siostra Morgany[376] rodzona,
    »Nie wiem, czy młodsza laty, czy wprzód urodzona,
    »Czy sobie są bliźnięta. Ta, gdy mię ujźrzała,
    »Żem się jej jakoś udał, twarzą znać dawała,
    »Myśląc chytrze, aby mnie od mego odwiodła
    »Towarzystwa i łatwie myśli swej dowiodła.

    39

    »Potkawszy nas, z wesołą twarzą przywitała
    »I wielką nam uczciwość i cześć wyrządzała:
    »»Proszę, proszę, rycerze, abyście przyjęli
    »»To, co dom ma, a zemną sobie dziś wytchnęli.
    »»Jakoż kiedybyście się zabawić co chcieli,
    »»Łowybyście moich ryb rozlicznych widzieli,
    »»Gołych, kosmatych, z łuską, bez łuski: a trzeba
    »»Wiedzieć, że ich mam więcej, niż gwiazd mają nieba«.

    40

    »Naszy się zatem widzieć syren napierają,
    »Które gniewliwe morze śpiewaniem błagają.
    »Takeśmy stamtąd poszli tam, gdzie się wracała
    »Zawsze jednej godziny, której nie chybiała,
    »I tam nam ukazała, jakom rzekł, wielkiego
    »Wieloryba, wysepce małej podobnego.
    »Ja, com był zawżdy, czego dziś mi żal, ciekawy,
    »Orce onej wskoczyłem prętko na bok prawy.

    41

    »Rynald, bojąc się o mnie, mówił mi z Dudonem[377],
    »Abym nie chodził, abym nie był tak szalonem.
    »Alcyna zatem obu onych zostawiła
    »I śmiała się wesoło i za mną skoczyła.
    »Potem wielorybowi rozkazała płynąć:
    »Jam się uląkł, mniemając, żem miał zaraz zginąć.
    »On poszedł wierzchem morza w niedościgłem biegu;
    »Chciałem skoczyć, alem beł daleko od brzegu.

    42

    »Rynald, chcąc mię ratować, skoczył między wały
    »I mało nie utonął, bo wiatry powstały;
    »Wiatry srogie powstały, które niepogodę
    »Sprawiły i wzburzyły ze dna morską wodę.
    »Co się z niem potem stało, ja wiedzieć nie mogę.
    »Alcyna wtem, ciesząc mię, poszła w mokrą drogę
    »I na straszliwem dziwie spół ze mną jechała
    »I wśród morza całą noc i dzień mię trzymała.

    43

    »Ażeśmy przyjechali do wyspy osobnej,
    »Której część jest pod władzą Alcyny nadobnej,
    »Która ją Logistylli[378], siestrze swej, odjęła,
    »Co po ojcu w dziedzictwo wszytko państwo wzięła;
    »To dlatego, że ona sama jest zrodzona
    »Uczciwie i w małżeństwie od ojca spłodzona,
    »Te zaś obie tak, jako ludzie powiadają,
    »Z cudzołostwa brzydkiego spłodzone być mają.

    44

    »A jako te obie są wielkie nierządnice,
    »I niecnoty i, jako wiedzą, czarownice,
    »A ta zasię w czystości okrom zmazy żywie
    »I rządzi się w swem stanie dobrze i uczciwie,
    »Otóż te się przeciw niej obiedwie sprzysięgły,
    »Aby same rządziły i ten kraj osięgły,
    »Kiedyby ją z tej wyspy, jako chcą, wyparły;
    »Jakoż już mało nie sto zamków jej wydarły.

    45

    »I na łokiećby ziemie jej nie zostawiły,
    »Bo na nię nieraz wojska potężne zwodziły;
    »Ale jem z jednej strony góra zastępuje,
    »Z drugiej strony brzeg morski przeście jem hamuje,
    »Tak, jako góra i brzeg jest między Szkocyą,
    »Co je od siebie dzieli, a między Anglią.
    »Ale przecie Alcyna i Morgana rady
    »Wzięłyby jej ostatek, by nie te zawady.

    46

    »Niema inszej przyczyny para sióstr złośliwa
    »Żadnej do niej okrom tej, że dobra, cnotliwa.
    »Ale tego dopowiem, jakom w mirt zielony
    »Od Alcyny beł chytrej potem obrócony.
    »Tak masz wiedzieć, że barzo we mnie się kochała
    »I z dusze mię, mogę tak mówić, miłowała;
    »I ja ją niemniej, znając, że mi tak życzliwa
    »I że tak beła gładka i tak urodziwa.

    47

    »Takem chwilę zażywał cudownej gładkości,
    »Widząc, że się w niej wszytkie zebrały piękności;
    »Bo co swe przyrodzenie dary rozdzieliło,
    »To tej, to owej, w niej się wszytko zgromadziło.
    »Francya mi i wszytkie rzeczy z głowy wyszły,
    »W niej serce, w niej mam wszytkie utopione zmysły;
    »W niej się kończyły zawżdy, w niej się poczynały
    »Moje myśli i nigdy odwieść się nie dały.

    48

    »I ona mię, jakom rzekł, także miłowała,
    »Serdecznie i o inszych, okrom mnie, nie dbała;
    »Mnie gwoli miłośniki wszytkie opuściła,
    »Bo nimem się ja trafił, miała inszych »siła.
    »Jam zawsze przy jej boku we dnie beł i w nocy,
    »Mnie władzej, mnie nad sobą dopuściła mocy,
    »Ze mną wszytkie zabawy; przyszło-li do mowy,
    »Ni o czem, jeno o mnie, były jej rozmowy.

    49

    »Ale na co się tykać rozjątrzonej rany,
    »Nie mogąc od nikogo w niej być ratowany?
    »Na co przeszłe wspominać dobro? Barziej szkodzi,
    »Głowę tem psować, co się na nic nie przygodzi.
    »Bo kiedym tak rozumiał, żem beł u Alcyny
    »W nawiętszej łasce, nie wiem, dla jakiej przyczyny
    »Odmienna białagłowa nagle mną wzgardziła
    »I serce, mnie raz dane, indziej obróciła.

    50

    »Dopierom, acz po czasie, postrzegł w jej miłości
    »I niestatku i wielkiej nieustawiczności,
    »Bo nie byłem w jej łasce dwu miesięcy więcej,
    »Jako inszego wzięła, a mnie co napręcej
    »Precz kazała i tak mię od siebie wygnała
    »I więcej do mnie chęci swych skłonić nie chciała.
    »Dowiedziałem się potem, że inszych niemało,
    »Nie tylko mnie samego, to od niej potkało.

    51

    »Ale żeby po świecie jeżdżąc, nie mówili
    »O niej i wszeteczeństwa jej nie osławili,
    »Bierze jem twarz[379] tę, którą mają z przyrodzenia,
    »A w dęby je tam i sam i w sośnie odmienia,
    »W cedry, w palmy i w buki i w wielkie topole
    »I w różne drzewa, których widzisz pełne pole,
    »Czasem, jako się wiedmie podoba, w bydlęta,
    »W ptaki, zdroje, kamienie i w dzikie źwierzęta.

    52

    »A ty, któryś tu torem niezwyczajnej drogi
    »Wszedł na śmiertelną wyspę, na upadek srogi
    »Dawnego miłośnika i zgubę, którego
    »Odmieni pewnie w drzewo, albo w co takiego,
    »To prawda, że ty w wielkiej łasce u niej będziesz
    »I wszytkie rządy weźmiesz i kraj ten osiędziesz;
    »Ale wiedz, że nakoniec zostać ci bydlęciem
    »Lub drzewem lubo ptakiem lub jakiem źwierzęciem.

    53

    »Jam cię ato o wszytkiem dostatecznie sprawił,
    »Nie żebych wierzył, żebyś tem się stąd wybawił,
    »Ale kiedyś już dobrze tę sprawę zrozumiał,
    »Abyś sobie postąpić i poczynać umiał.
    »Bo jako różne twarzy[380] Bóg ludziom rozdaje,
    »Tak jem dowcip i różne dawa obyczaje.
    »Podobno będziesz umiał zabieżeć swej szkodzie
    »I lepiej, niżli drudzy, rządzić się w przygodzie«.

    54

    Rugier, który miał o tem sprawę dostateczną,
    Że Bradamanta siostrą była mu stryjeczną,
    Żałował, że przez sprosnej czarownice sprawę
    Odmienił w nieme drzewo człowieczą postawę,
    I dla kochanej dziewki, którą tak miłował,
    Radby go w onem jego nieszczęściu ratował,
    A iż nie ma sposobu, iż mu nie pomoże,
    Słowy go tylko cieszy i czyni, co może.

    55

    Cieszył Rugier Astolfa, jako mógł, i potem
    Z pilnością się u niego dowiadował o tem,
    Jeśli mógł prześć przez góry, lubo przez równiny
    Do Logistylle, państwa mijając Alcyny.
    Że była insza droga, ale kamienista,
    Przykra i niebezpieczna i bardzo skalista,
    Jeśli uszedszy trochę, puści drogę w lewo,
    A prawą weźmie w góry, powiedziało drzewo.

    56

    Ale jeśli w tę stronę pójdzie lub pojedzie,
    Niechaj wie, że niewiele tą drogą ujedzie;
    Bo się potka z jej strażą, która zastępować
    Zwykła tamten gościeniec i ludzi hamować,
    Bo tam głębsze Alcyna, niż na cztery chłopy,
    Miasto murów rzuciła rowy i przekopy
    I nikogo, ktoby ją chciał minąć, nie puszcza.
    Rugier drzewu dziękuje i w drogę się puszcza,

    57

    Tusząc sobie, że go straż ona nie zawściągnie.
    Hipogryfa prowadzi i za sobą ciągnie;
    Nie chciał nań wsieść, bojąc się, aby w czem nie zbłądził,
    By mu tego, co pierwej, teraz nie wyrządził
    I nad wolą go jego nie niósł dalej, niżli
    Potrzeba chce; a teraz tylko o tem myśli,
    Aby do Logistylle zdrów przybył krainy
    I beł bezpieczny od zdrad bezecnej Alcyny.

    58

    Wsieść na konia swojego namyślał się potem
    I tak przebyć do pięknej Logistylle lotem;
    Ale mu nie dowierza, naprzód, że miał skrzydła,
    A potem, że nie słuchał wodze[381] i wędzidła.
    Czasem sobie sam mówi: »Przejdę jakiem kształtem,
    A będą-li mi bronić, więc mocą i gwałtem«.
    A wtem nad morzem miasto Alcynine mało
    Więcej, niż w dobrej mili, widzieć mu się zdało.

    59

    Z daleka mu się długie mury ukazały,
    Które wielki kraj w sobie kołem zawierały.
    Wysokość ich jest dziwna, a wszytko ze złota
    Szczerego, od twardego ukowane młota.
    Siła jest tych, którzy tak trzymają, tak sądzą,
    Że to tam alchimia[382], ale pewnie błądzą;
    Może też być, że zgadli: ja, co jej nie umiem,
    Iż się świeci, za złoto właściwe rozumiem.

    60

    Jako skoro się pod mur przybliżył wysoki,
    Nad który mocniejszego świat, jako szeroki,
    Nie ma, puścił gościniec z ubitego toru,
    Który szedł przez równiny do wielkiego dworu;
    I myśląc minąć drogę i bogate mury,
    Udał się bezpieczniejszem w prawo między góry.
    Ale kiedy niósł dalej ukwapliwe nogi,
    Potkał hufiec, który go chciał zbić z onej drogi.

    61

    Nikt na świecie postaci nie widział dziwniejszych
    Ani szpetniejszych twarzy ani foremniejszych;
    Jedni małpie, a drudzy kocie głowy mają,
    Dopiero być od szyje ludźmi poczynają;
    Ci kozie nogi mają, ci kopyta krowie,
    Są z niemi i mieszańcy, srodzy Centaurowie,
    Są ludzie niewstydliwi z głupiemi starcami,
    Ci nadzy, ci różnemi nakryci skórami.

    62

    Ten bez uzdy na koniu, ten zaś w uździenicy,
    Ten na wole, a tamten jedzie na oślicy;
    Ten zasiadł na Centaura, ten, jako pokusa[383],
    Orła wielkiego, a ten ma pod sobą strusa.
    Ten dzban u gęby trzyma, ten róg — jakie stroje! —
    Ten samiec, ten samica, a ten jest oboje.
    Ci osęki, ci rożny, ci niosą motyki,
    Jedni mają kosztury, drudzy basałyki[384].

    63

    Tych wszytkich beł rotmistrzem jeden z świniem uchem,
    Z tłustą twarzą szeroką, z barzo wielkiem brzuchem,
    Pijany, że o świecie nic a nic nie wiedział,
    A na żółwiu, leniwo barzo jadąc, siedział.
    Prowadzili go pod niem z tej i z owej strony;
    Poplwał się wszytek, wźrok miał na dół pochylony.
    Jedni mu czoło, drudzy wąsy ocierali,
    A drudzy czyniąc mu wiatr, chustkami machali.

    64

    Jeden, co ludzką postać i brzuch miał i nogi,
    A psią szyję i uszy i pysk brzydki, srogi,
    Szczekał nań, aby drodze, którą się obrócił,
    Dał pokój, a nie mijał miasta i powrócił.
    On na to: »Nie powrócę i pójdę swą drogą,
    »Póki tem, który widzisz, ręce władać mogą«.
    I miecz mu ukazował, który mu do gęby
    Obrócił, kiedy warczał i wyszczerzał zęby.

    65

    Oszczepem się plugawy, sprosny dziw zamierzył;
    Ale Rugier uprzedził i pierwej uderzył
    I sztychem nieuchronnem brzuch przepędził pełny,
    Że na dwie piędzi przepadł tyłem miecz śmiertelny.
    Wtem wziąwszy tarcz na ramię, jako rycerz mężny,
    Siekł; ale nieprzyjaciel barzo beł potężny
    I tak wielki, że okrył koło niego pole:
    Ten w zad siecze, ten w oczy, ten go z boku kole.

    66

    On ze wszytkiemi zaraz srogi bój rozczyna,
    Temu łeb, temu piersi na poły rozcina.
    Małe wstręty najduje miecz cnego rycerza:
    Nie miał z nich żaden zbroje, szyszaka, pancerza.
    Ale go naostatek tak barzo ściskają,
    Tak nań to stąd, to zowąd, zewsząd nacierają,
    Żeby mu było trzeba tam tak gęstej ręki,
    Jako miał Bryareus[385], on olbrzym stóręki.

    67

    Kiedyby beł pokrowiec z puklerza onego
    Od Atlanta u łęku zdjął zostawionego,
    Który, jeśli pomnicie, blaskiem oczy psował
    I pamięć ćmił i zmysły wszytkie odejmował,
    Łatwieby je beł pobił rycerz niezwalczony,
    Boby beł padł na ziemi każdy, oślepiony;
    Ale się strzegł sposobów takich, bo w te cele
    Mierzył: męstwem wygrawać, a nie przez fortele.

    68

    Co bądź, to bądź, woli tam śmierć zaraz otrzymać,
    Aniżeli się tak marnem ludziom dać poimać;
    A wtem od złotych murów z bramy ukwapliwe
    Wyjeżdżały dwie piękne dziewki urodziwe.
    Znać było z obyczajów, z postawy i z chodu,
    Że były wysokiego i zacnego rodu
    I że nie u pasterzów, ale się na dworze
    Wychowały, a były prawie w samej porze.

    69

    Siedziały, ta z jednego, ta z drugiego kraja,
    Na jednorożcu[386], co beł bielszy gronostaja.
    Obie były tak piękne, tak bogatem strojem
    Ubrane w drogie szaty cudzoziemskiem krojem,
    Że ktoby się wszytkiemu u nich przypatrował,
    Niebieskiegoby oka na to potrzebował,
    Aby mógł o nich sądzić, i kiedyby miała
    Ciało piękność, takby się malować musiała

    70

    Jechały obie tam, gdzie Rugier był ściśniony
    I od brzydkiego hufcu wkoło otoczony.
    Zaraz się sprosne dziwy porozstępowały,
    A one wtem Rugiera mężnego witały;
    Który barwą różaną jagody farbował,
    Kiedy pannom za ludzki postępek dziękował,
    Gotowy będąc z niemi, o co go prosiły,
    Iść do złotego miasta, gdzie go prowadziły.

    71

    Ozdoby, które piękną bramę ubierały,
    Trochę się wydawały i występowały;
    Wszytkie jej części zwierzchnie, wysokie i spodnie
    Nakryły drogie perły i kamienie wschodnie.
    Trzymały ją, na cztery rzędy rozdzielone,
    Z jednego dyamentu filary zrobione;
    Który jeśli prawdziwy, jeśli beł fałszywy[387],
    Nie wiem, toli[388] się świecił i miał ogień żywy.

    72

    Po gankach się nad bramą często przebiegały
    Piękne panny i nazbyt bezpiecznie[389] igrały;
    Które gdyby postępki miały poważniejsze,
    Tyle dwojeby były podomno piękniejsze.
    Wszytkie na sobie miały ubiory zielone
    I wieńcami z różnych ziół głowy ozdobione.
    Te go z ofiarowaniem i podług zwyczaju
    Do rozkosznego w on czas prowadziły raju.

    73

    Zwać rajem miejsce może[390], gdzie się urodziła
    Słodka miłość i gdzie swe gniazdo założyła.
    Wszystek tam wiek, wszystek czas po pysznych obiadach
    Na tańcach, na grach albo trawią na biesiadach;
    Myślenie czarnych włosów siwizną nie dwoi,
    W sercu tam, jako żywo, troska nie postoi.
    Niewczas tam nie ma miejsca, nie ma niedostatek,
    Tam pełnem rogiem leje swe dary dostatek.

    74

    Tu, gdzie się zda, że zawżdy śmieje się wesoło,
    Zawżdy pogodne kwiecień ukazuje czoło.
    Ozdobieni na głowach rozkwitłemi wieńcy,
    Różne zabawy mają panny i młodzieńcy:
    Ten skacze, ten tańcuje, ten wytycha w cieniu,
    Ten śpiewa przy ciekącem albo gra strumieniu;
    Ci się wzajem całując w zapalone wargi,
    Odkrywają sobie spół swe miłosne skargi.

    75

    Po wierzchu wielkich sosien[391] i szerokolistych
    Dębów i buków i lip gęstych, nieprzejźrzystych
    Młode i niedorosłe Miłości igrają
    I z zwycięstwa swojego pociech zażywają:
    Ta sidło, ta sieć stawia, ta ciągnie łuk krzywy
    I niepochybne strzały wypuszcza z cięciwy;
    Ta na oślep bełt ostrzy, ta hartu żelescu
    Przydawa, żeby mocniej uderzyć po miejscu.

    76

    Tu konia Rugierowi podano inszego,
    Pięknego i dzielnego, siercią cisawego,
    Na którem siodło drogie i rząd był bogaty,
    Kamieniami sadzony; a pierwszy, skrzydlaty,
    Co posłuszny staremu bywał Atlantowi,
    Rozkazano pewnemu wieść masztalerzowi,
    Aby go za Rugierem prowadził powolej
    I nie czynił mu gwałtu i żadnej niewolej.

    77

    Wtem one piękne dziewki, które straszliwemu
    Rugiera obroniły hufcowi brzydkiemu,
    Który mu w jego drodze wstręt czynił przez dzięki[392],
    Kiedy się udał w góry w stronę z prawej ręki,
    Tak mówiły: »Twe męstwo, rycerzu wspaniały,
    »O któremeśmy siła z różnych miejsc słyszały,
    »Czyni nam takie serce, że cię myślem użyć,
    »Abyś nam w jednej sprawie naszej chciał posłużyć.

    78

    »Dojedziemy nadalej za małą godzinę
    »Wielkiego bagna, które dzieli tę równinę,
    »Do którego może być jeszcze równa mila,
    »Gdzie mostu okrutnica strzeże Eryfila;
    »Tych, którzy prześć na drugą stronę mają wolą,
    »Łupi, kradnie i czasem zabiera w niewolą.
    »Olbrzymka jest, a gębę i zęby ma szkapie,
    »Łapy, by u niedźwiedzia, paznokciami drapie.

    79

    »Mało na tem, że droga i wszytka ta strona,
    »Któraby beła wolna, kiedyby nie ona,
    »Nie jest nigdy bezpieczna: częstokroć przez swoje
    »Najazdy na ten ogród czyni niepokoje.
    »I wiedz, że w brzydkiem hufcu, który wypadł z miasta
    »Na cię, ma siła synów okrutna niewiasta.
    »Nie wydawają w niwczem macierze synowie,
    »Zbójcy, jako i ona, złodzieje, łotrowie«.

    80

    On na to: »O nadobne, o cne białe głowy!
    »Nie jedenem bój tylko odprawić gotowy,
    »Ale i sto gwoli wam, kiedykolwiek chcecie,
    »I to wszytko uczynię, co mi rozkażecie.
    »Nie przeto miecz i zbroję noszę, abym włości
    »Posiadał albo złota dostawał z chciwości,
    »Ale, abym mógł ludziom, którzy mię chcą użyć,
    »Tem więcej pięknem pannom, jakoście wy, służyć«.

    81

    Rugierowi udatne dziewki dziękowały,
    I z niem o onej sprawie wszytko rozmawiały,
    Jadąc pospołu, gdzie ich był gościniec prosty,
    Aż przyjechali na brzeg i na długie mosty
    I ujźrzeli olbrzymkę we zbroi złoconej,
    Szmaragi[393] i pięknemi szafiry sadzonej. —
    Alem was dłużej bawił, niżlim się spodziewał:
    Jako się Rugier z nią bił, potem będę śpiewał.

    Koniec pieśni szóstej.

    VII. Pieśń siódma

    Argument

    Rugier gwoli nadobnem pannom w onę chwilę
    Zwycięża dziewięsiłkę[394], srogą Eryfilę.
    Potem do labiryntu wstępuje ślepego,
    W którem chytra Alcyna trzyma niejednego.
    Melissa mu jego błąd wystawia na oczy
    I ma z sobą nań tamże gotowe pomocy.
    On się wstydzi swych błędów; potem, przestrzeżony,
    Namawia się, jako ma uciec z tamtej strony.

    Alegorye

    1048

    Przez bój Rugierów z Eryfilą, niżli dojechał zamku Alcyninego, znać się daje, że miłość nie bywa nigdy bez kłopotu, a przez to, że ją Rugier zbił z konia, a nie zabił jej, pokazuje się, że w miłości spory i przeszkody zawsze być muszą. Rugier, który zdrów uchodzi, uciekszy, ukazuje, że jako przeciwko inszem wszytkiem grzechom trzeba iść potykać się i zwyciężyć je mężnie, tak miłości, której kto się imie, co raz to barziej wiecznie trzeba tył ukazować i zwyciężać ją samem uciekaniem.

    1. Skład pierwszy

    Ten, kto po świecie jeździ daleko od domu,
    Widywa dziwne rzeczy, które kiedy komu
    Powiada, przyjechawszy, ci, którzy słuchają,
    I za łgarza go mają i nie dowierzają;
    I lud prosty nie wierzy i uszy zatyka
    Przed tem, czego nie widzi i palcem nie tyka.
    I ja wiem, że ci, którzy nigdzie nie jeździli,
    Mało albo nic pieśni mej będą wierzyli.

    2

    Nie przestanę ja śpiewać dla takiej przyczyny
    I nie dbam nic o głupie i nikczemne gminy.
    Niechaj u nich, jeśli tak chcą, będę fałszywy,
    Bylem u was, co rozum macie, beł prawdziwy.
    Wam ja śpiewam, wam się chcę samem przypodobać
    I wiem, że się wam zwykły me prace podobać.
    Na temem przedtem stanął, jako w onę chwilę
    Strzegącą obaczyli mostu Eryfilę.

    3

    Zbroję na sobie z kruszcu wybornego miała,
    Którą drogiem kamieniem osadzić kazała.
    Beł w niej rubin, co płomień wydawał obfity,
    Beł smarag, był hiacynt, były chryzolity[395].
    Na koniu dziewięsiłka[396] brzydka, nie jeździła,
    Ale sobie do jazdy wilka okróciła;
    I na on czas bieżała na niem w wielkiem pędzie
    Do mostu w drogiem siedle i w bogatem rzędzie.

    4

    W żadnej puszczy takiego niemasz, bo od dołu
    Do wierzchu dobrze wyszszy beł wielkiego wołu.
    Wędzidła mu — to dziwna! — w gębę nie włożyła:
    Nie wiem, jako jej słuchał, jako go rządziła.
    Zwierzchnia szata na zbroi najeźcy[397] plugawej
    Barwy, nie wiem, jako zwać, jakoby szarawej,
    Takiem krojem, jakiego wiele używają
    Prałaci co na dworze papieskiem mieszkają.

    5

    Miasto herbu zaś miała na tarczy brzuchatą
    Wymalowaną żabę krótką a pękatą.
    Panny, co w towarzystwie z Rugierem jechały,
    Ujźrzawszy ją: »Onoż jest!« palcem ukazały.
    Ona już była za most ku niem wyjechała;
    Nie chcąc ich puścić, jako inszem czyniwała[398],
    Wołała na Rugiera, aby wzad powrócił;
    On zaś wyzywając ją, do niej się obrócił.

    6

    Olbrzymka niemniej śmiała, niemniej popędliwa,
    Przeciwko niemu bodła wilka, boju chciwa,
    I tak, że ziemia drżała, biegła z wielkiem gniewem,
    Mierząc do piersi mocnem Rugierowi drzewem[399].
    Ale on beł lepszy mistrz, bo lepiej wymierzył,
    I właśnie ją pod szyszak trafił i uderzył,
    Tak uderzył, że z siodła przez dzięki[400] wypadła
    I na ziemię na kilka łokci nazad padła.

    7

    Zbiwszy bohatyr z konia sprosną białągłowę,
    Dobył miecza i chciał jej uciąć pyszną głowę;
    I mógł to snadnie sprawić, bo jako zabita,
    Leżała między trawą jędza jadowita.
    Ale panny krzyknęły: »Nie bij, nie bij! Dosyć,
    Żeś wygrał« i silnie poczęły go prosić,
    Aby miecz schował i tę uprzątnąwszy trwogę,
    Most przejechał i kończył rozpoczętą drogę.

    8

    Uczynił wszytko Rugier, co dziewice chciały,
    Które się przykrą drogą przez las z niem udały.
    Nie tylko, że kamieni była pełna, ale
    Szła ciasno i wprost pod sznur ku wysokiej skale.
    Skoro byli na wierzchu samem góry onej,
    Wjechali w piękne łąki równiny przestronej,
    Gdzie obaczyli pałac budowny, wysoki,
    Jakiego w sobie nie ma świat, jako szeroki.

    9

    Wyszła była Alcyna z zamku i czekała
    Przed bramą, gdzie Rugiera mężnego witała
    Z twarzą[401] pańskiej powagi, pańskiego pozoru,
    Prowadząc go w pośrzodek bogatego dworu.
    Ale i inszy wszyscy z takiem go witaniem
    Przyjmowali, z taką czcią i ofiarowaniem,
    Że kiedyby się do nich sam Bóg chciał ukazać.
    Nie mogliby go barziej i czcić i uważać.

    10

    Nie stąd się pałacowi dziwować potrzeba,
    Że nadeń piękniejszego pod okrągiem nieba
    Nie najdzie, ale że w niem ludzie tak cnotliwi
    I tak ludzcy mieszkali i tak dobrotliwi.
    Więc i mało co różnie rozkwitłemi laty
    I gładkością mieszkańce ma pałac bogaty;
    Sama tylko Alcyna wszystkich zaś pięknością
    Przechodzi, jako słońce gwiazdy swą jasnością.

    11

    Stan[402] tak piękny i tak ma dobrze pomierzony,
    Jaki tylko zmaluje malarz nauczony;
    U długiej i na węzły powiązanej kosy
    Lśniały się, jako złoto, jej żółtawe włosy.
    Róże się, wychowane w sabejskich ogrodach[403],
    Z fiołkami rozeszły po gładkich jagodach;
    Z gładzonych alabastrów ma wyniosłe czoło,
    Którem po wszystkich stronach obraca wesoło.

    12

    Pode dwiema cienkiemi, czarnemi łukami
    Są dwie oczy, ale je lepiej zwać gwiazdami,
    Oczy, pełne litości, samy w się ubrane,
    W których skrzydlata Miłość gniazdo ma usłane,
    I widać prawie[404] dobrze, kiedy z nich wychodzi
    I łuk ciągnie i w serca widomie ugodzi.
    Twarz dzieli nos tak piękny — wolę was nie bawić —
    Że sama zazdrość nie wie, gdzieby go poprawić.

    13

    Pod niem wdzięczne, w niemniejszej zostawając chwale,
    Są usta, w przyrodzone ubrane korale.
    W nie dwa rzędy wybranych pereł zawierają
    Słodkie wargi i kiedy trzeba, otwierają.
    Skąd idą słowa, z szczerej złożone ludzkości,
    Które zmiękczają serca nawiętszej twardości.
    Tamże się i śmiech wdzięczny rodzi, co wydziera
    Serca i kiedy zechce, ziemski raj otwiera.

    14

    Szyja biała, okrągła, śniegowi podobna,
    A mleku zasię jest pierś pełna i ozdobna,
    Z której się z alabastru dwie jabłka wydają,
    Niedojrzałe i twarde, które tak igrają,
    Jako więc pospolicie igrają w pogody
    Na pierwszem brzegu wolnem wiatrem bite wody.
    Dalej Argus[405] nie przejźrzy, lecz znać, że się zgadza,
    Co na wierzchu, z tem, co się kryjąc, nie wychadza.

    15

    Łokcie z swej sprawiedliwej nie wychodzą miary,
    Ręka biała, przydłuższem[406] wązka, z swemi dary,
    Które ma od natury, nie mniej się pyszniła;
    Z niej się węzeł i żadna nie wydaje żyła.
    Naostatek poważnem krokiem depcą drogi
    Białe, krótkie i suche i okrągłe nogi.
    Przy anielskich pięknościach umysł wyniesiony
    Nie chce się kryć i z swej się wykłada zasłony.

    16

    We wszytkich swoich częściach sidła postawiła,
    Lub się śmieje, lub śpiewa, lub szła, lub mówiła,
    I że w nich teraz uwiązł Rugier ułowiony,
    Niemasz dziwu, jej wielką chęcią zniewolony.
    To, co mu o niej drzewo świeżo powiadało,
    Że chytra, że zdradliwa, pomaga mu mało;
    Że tak piękny śmiech z zdradą chodzić w jednej sforze
    Żadną miarą nie może, stoi przy uporze.

    17

    I rozumie, że słusznie Astolf pomieniony
    Na brzegu onem od niej w mirt beł obrócony
    Za niewdzięczność i jakie nieuszanowania
    I że godzien więtszego, niż tego, karania.
    Wszytkie przestrogi, które potrzebnie udawał,
    Wszytko, co o niej przed niem mówił i powiadał,
    Rozumiał za szczery fałsz, i że mu z chciwości
    Z samej to pochodziło albo też z zazdrości.

    18

    Bradamantę, którą tak szalenie miłował,
    Z serca i z myśli wszytkich zaraz wyforował,
    Bo mu dawne Alcyna rany przez swe czary
    Zgoiła i ogień w niem ugasiła stary,
    Swą go tylko miłością teraz obciążywszy
    I sama mu się w sercu głęboko wyrywszy,
    Tak, że godzien wymówki Rugier, że lekkością
    I że tam w ten czas zgrzeszył nieustawicznością.

    19

    U stołu się muzyki różne ozywały,
    Instrumenty i lutnie i skrzypice grały,
    Dźwięki wdzięczne powietrze słodką harmonią
    Czasem razem, a czasem na przemiany biją.
    Byli tam i ci, którzy przez śpiewanie głośne
    Przypadki tak wesołe, jako i żałosne,
    Miłości powiedali i co w poezye
    Przybrane wymyślali trefne fantazye.

    20

    Bankiety, które Nina[407] wielkiego synowie
    I perscy pośledniejszy[408] czynili królowie[409],
    I on tak sławny, który Kleopatra dała,
    Gdy rzymskiego zwyciężcę[410] hojnie częstowała,
    Bełby tylko podobny temu, który swemu
    Dała miłośnikowi Alcyna nowemu;
    Pyszniejszy być nie może tam, gdzie w złotej czaszy
    Jowiszowi pić daje Ganimed podczaszy.

    21

    Skoro drogie potrawy i stół poprzątnęli,
    Siedząc wesołem kołem, grać te grę poczęli,
    W której się wzajem w ucho cicho wszeptywają
    I w tajemnicy, co chcą, sobie powiadają.
    Nie puścili oboje darmo tej pogody
    I odkryli swą miłość sobie bez przeszkody;
    Naostatek zawarli to, wstawszy od stołu,
    Iże mieli tej nocy być z sobą pospołu.

    22

    Dosyć prętko nad zwyczaj onej gry przestali,
    Którą się inszych czasów dłużej zabawiali;
    Wtem z lanemi świecami do izby wchodzili
    Pacholęta i mroki ogniami pędzili.
    Za przyściem ich i wszytkich od stołu powstaniem
    Wstał też Rugier, a przed niem szło siła i za niem;
    Tak do pewnego gmachu poszedł do pościeli,
    Który za napiękniejszy i chłodniejszy mieli.

    23

    Dano zatem konfektów i dobrego wina,
    Które tam zanieść przedtem kazała Alcyna;
    Gdzie wypiwszy po kilku, nizko się skłonili
    I dobrą mu noc dawszy, wszyscy odchodzili.
    Rugier sam zostawiony, wlazł w drogie forboty[411]
    I w pościel nauczonej Arachny[412] roboty,
    Co raz ucha na wszytkie strony nastawiając
    I jeśli już Alcyna idzie, wyglądając.

    24

    Wznosi głowę na lada, by namniejsze rucho[413],
    Mniemając, że już idzie i wyciąga ucho.
    Zda mu się, że coś słyszy, chocia nic nie słyszy,
    I obaczywszy swój błąd, wzdycha w onej ciszy;
    Czasem wstawa i idzie i drzwi kęs uchyla
    I zagląda i zasię zna, że się omyła,
    A co raz klnie godzinę, że mu nieżyczliwa
    I że nierychło mija i że tak leniwa.

    25

    Często, że już musiała wyniść, praktykował[414]
    I wiele było kroków od gmachu, rachował,
    Gdzie leżał, gniewając się na długie czekanie,
    Do tego, gdzie Alcyna miała swe mieszkanie.
    Dziwne rozmysły w głowie tworzy i najduje,
    Co to, co ją tak długo trzyma i hamuje;
    Boi się jakiej nagle przypadłej przeszkody,
    By go nie omyliły spodziewane gody.

    26

    Skoro po dosyć długiem czasie koniec dała
    Drogiem piżmom, któremi się perfumowała,
    Kiedy beł czas i słuszna nadeszła godzina,
    Że wszyscy spali, że nic nie słychać, Alcyna
    Cicho z swego pokoju sama tylko wyszła
    I ważąc się pomału na to miejsce przyszła,
    Gdzie w Rugierze nadzieja i bojaźń niemały
    Czas utroskane myśli i serce mieszały.

    27

    Skoro ujźrzał namieśnik[415] Astolfów nad sobą
    Śmiejące się dwie gwiaździe z niebieską ozdobą,
    Jakby mu z żył zażęta siarka[416] szła ku górze,
    Nie może się rozpostrzeć i zmieścić w swej skórze;
    I dając obrok żądzej i zgłodniałej duszy,
    Pływa w morzu rozkoszy aż po same uszy
    I porwawszy się z łoża, na rękę ją bierze,
    Ani chce czekać, aż się przynajmniej rozbierze.

    28

    Acz beła nocnej szaty swej na się nie wzięła,
    Tylko się w lekką jakąś taftę[417] uwinęła
    Na koszulę tak piękną, że żadna piękniejsza
    I cieńsza być nie mogła, ani subtelniejsza.
    Gdy ją obłapił, to ta cienka, którą miała,
    Opadła ją, że tylko w samem gźle[418] została,
    Które tak wszytkich członków kryło tajemnice,
    Jako lilie kryją przejźrzyste śklenice.

    29

    Nigdy tak nie ściskają mocno pokręcone
    Bluszcze drzewa, od siebie chciwie obłapione,
    Ani macica swojej tyczy[419], jako oni,
    Zbierając na wargi z tchów owoc wdzięcznych woni,
    Woni tak wdzięcznych, jakich ogrody sabejskie[420]
    I hyblejskie[421] i morze niema Erytrejskie[422]
    Lepiejby sami o swych słodkościach umieli
    Mówić, co często w gębie dwa języki mieli.

    30

    To rzeczy beły tajne i nic niewiedziane,
    Albo jeśli wiedziane, przynajmniej milczane;
    Bo zamilczywa cnoty, ale wyuzdany
    Jest język ludzki, kiedy wie jakie przygany.
    Wszyscy, którzy w bogatem pałacu mieszkali,
    Rugierowi uczciwość wielką wyrządzali;
    Wszyscy go czczą, szanują, wszyscy się kłaniają,
    Wszyscy go, bo Alcyna tak chce, poważają.

    31

    Wszytkie w sobie uciechy ma pałac bogaty:
    Tu się kilkakroć na dzień przebierają w szaty,
    W szaty niejednem tylko urobione krojem,
    Różnych barw i narodów różnych różnem strojem.
    Tu bankiety są gęste, biesiady codzienne,
    Łaźnie, sceny[423], gonitwy i tańce odmienne;
    Czasem sobie miłosne, dawne w chłodnym cieniu
    Powieści powiadają, przy pięknem strumieniu.

    32

    Czasem w doliny, czasem w pagórki kwitnące,
    Jadą z charty i szczują lękliwe zające;
    Czasem wyżły ciekawe w chrósty zapuszczają
    I w trawy, którzy płoche ptastwo wypędzają;
    Jedni lepy i sidła i dwoiste poły[424]
    Stawiają na drobniejsze ptastwa i kwiczoły;
    Drudzy wędami ryby albo ciągną z wody
    Mniejszą siecią, a czasem wielkiemi niewody.

    33

    Tak Rugier swych rozkoszy i wczasów używał,
    Kiedy możny Agramant miast wielkich dobywał
    Pod cesarzem, o którem czas mi co powiedzieć,
    Także o Bradamancie nie wadzi wam wiedzieć,
    Która żal niewymowny na sercu cierpiała
    I swojego miłego czas długi płakała,
    Kiedy widziała, pełna niewymownej trwogi,
    Że go między obłoki niósł ptak czworonogi.

    34

    O tej wam pierwej powiem. Długo w one czasy
    Jeździła, szukając go, przez puszcze, przez lasy,
    Po rozmaitych miastach, po wsiach, po dolinach,
    Po górach, po przestronych polach i równinach.
    Nie mogła o niem nigdziej[425] dostać wiadomości:
    W tak wielkiej się oddalił od niej dalekości.
    Do pogańskiego wojska częstokroć jeżdżała,
    Ale się i tam o niem nic nie dowiedziała.

    35

    Na każdy się dzień pyta tego, to owego,
    Żeby się mogła czego dowiedzieć pewnego;
    Przez różne stanowiska to tu, to owo tu,
    Z jednego do drugiego przechodzi namiotu;
    Nadzieją się stroskana jakokolwiek cieszy,
    Szuka go i gdzie jezni i gdzie beli pieszy;
    Co wszytko pierścień czynił, tą mocą nadany,
    Że kto go w gębie trzymał, nie mógł być widziany.

    36

    Aby miał zginąć, wiary dać nie może temu;
    Zda się jej rozumowi przeciwna wszytkiemu,
    Aby śmierć tak wielkiego człowieka być miała
    Tajna i żeby tego wieść nie rozwołała[426].
    Nie może tego pojąć i naleść u siebie
    W swej głowie, gdzie się bawi, czy tu, czy na niebie;
    Toli[427] przecię, tam i sam szukając go, jedzie,
    A w towarzystwie z sobą żale i łzy wiedzie.

    37

    Nakoniec się namyśla w onej wątpliwości
    Jechać tam, kędy leżą Merlinowe kości,
    I wołać nań tak długo, ażby się zmiłował
    Nad nią jego zimny grób i wypraktykował[428]
    I dał jej pewną sprawę, jeśli Rugier żywy,
    Jeśli go z tego świata los wziął nieżyczliwy;
    Bo wiedząc pewne rzeczy, jużby się trzymała
    Tej rady, któraby się najlepsza udała.

    38

    Tak chcąc uczynić dosyć temu zamysłowi,
    Jechała między lasy ku Pontyerowi[429],
    Tam, gdzie na ostrej skale Merlina proroka
    Odpoczywała w grobie śmiertelna zewłoka.
    Ale uczona wiedma tak się w niej kochała,
    Że jej od tego czasu z myśli nie spuszczała,
    Którego jej przez dziwne sprawy czarownicze
    Ukazała w jaskiniej jej przyszłe dziedzice.

    39

    A wiedząc, że z życzliwych przeznaczenia bogów
    Wielkich być bohatyrów, a raczej półbogów
    Matką miała, tych, którzy dziełami godnemi
    Sławni i zawołani mieli być na ziemi,
    Ma o niej pilną pieczą i wie prorokini,
    Nie tylko to, co mówi, ale i co czyni.
    O Rugierze wiedziała naprzód wyzwolonem,
    I gdy się do Indyej obrócił, straconem.

    40

    Widziała, gdy niezwykłą, niebezpieczną drogą
    I tak wysoko, że go ledwie dojźrzeć mogą,
    Na twardoustem koniu i ubranem w skrzydła
    Jechał, którego wściągnąć nie mogły wędzidła;
    Wiedziała i to, jako gnuśniał w próżnowaniu,
    W tańcach, we grach, w biesiadach, w długiem wysypianiu.
    Więcej na swego króla już nie pamiętając,
    Na swą dziewkę i na cześć się nie oglądając.

    41

    I takby był co lepszy kwitnącej młodości
    Wiek rycerz wielki strawił w nikczemnej marności,
    Aby beł potem razem i duszę i ciało
    Stracił, jakoż już barzo do tego się miało;
    I cześć jego i sława, która wiecznie słynie,
    Chocia człowiek umiera, chocia ciało ginie,
    I która grobu nie zna, jako inszych wielu,
    Zginęłaby lub w pierwszem urwała się zielu.

    42

    Ale szlachetna wieszczka, która w onej dobie
    Więcej o niem myśliła, niżli sam o sobie,
    Do sławy i do cnoty chce go jakiem kształtem
    Nawieść, a jeśli nie chce z dobrej woli, gwałtem:
    Jako uczony lekarz, który wielkie razy
    Leczy jady i ogniem, a czasem żelazy,
    A chocia się z początku chorego namęczy,
    Na ostatek uzdrowi i ranę uleczy.

    43

    Lecz Alcynę tak barzo beła zaślepiła
    Zła miłość, że ni o czem nigdy nie myśliła,
    Tylko o tem, żeby z niem nadłużej mieszkała,
    W czem się z czarnoksiężnikiem Atlantem zgadzała;
    Który wolał, żeby beł beze czci u świata
    I bez sławy żadnej żył jak najdłuższe lata,
    Niżby z nawiętszą sławą za jego opieku[430]
    Miał mu być ujęty rok jeden z jego wieku

    44

    I dlatego go posłał na wysep[431] spokojny,
    Aby zapomniał bojów i surowej wojny;
    A jako czarnoksiężnik rozsądny i stary,
    Co wszytkie gusła wiedział, wszytkie umiał czary
    Tak w miłości utopił myśli Rugierowe,
    Tak w Alcynie smakował[432] delicye nowe,
    Żeby go nigdy z swego nie puściła dwora,
    Choćby beł lat starego doczekał Nestora.

    45

    Teraz wracam się do tej, która, co się stało,
    Mogła wiedzieć przez czary, i co się dziać miało.
    Udała się i w drogę obróciła nową,
    Chcąc się umyślnie potkać z córką Amonową.
    Skoro ją Bradamanta błędna obaczyła,
    Pierwszą troskę w nadzieję zaraz odmieniła;
    A ta ją przywitawszy, wszytko jej odkrywa,
    Jako Rugier z Alcyną wczasów swych zażywa.

    46

    Kiedy to utroskana dziewka usłyszała,
    Ledwie żywa od żalu wielkiego została,
    Widząc, że ją Alcyna do niego ubieży
    I weźmie go jej, jeśli temu nie zabieży,
    A nie zabieży prędko. Ale ją cieszyła
    I plastr, gdzie ją bolało, wiedma przyłożyła,
    Obiecując z przysięgą, że od niej wybawi
    Rugiera i że go jej za kilka dni stawi.

    47

    »Jeśli — prawi — przy sobie masz on pierścień dziwny,
    »Który jest wszytkiem gusłom i czarom przeciwny,
    »Nic nie wątpię, że gdzie go z sobą będę miała
    »Tam, kędy twój Alcyna skarb opanowała,
    »Pewnieć z sobą twojego miłego przywiodę,
    »I wiem, że nie omylę, że cię nie zawiodę:
    »Dziś wieczorem, wszak drogi nie trzeba mi pytać,
    »Wynidę, a tam stanę, skoro pocznie świtać«.

    48

    Potem jej powiadała wszytko onej doby,
    Jakiemi go śrzodkami, jakiemi sposoby
    Miała z onych rozkoszy i wczasów z Indyej
    Uwieść i wrócić się z niem znowu do Francyej.
    Wszytko, co chciała, była uczynić gotowa
    I pierścień zdjąwszy z palca córa Amonowa,
    Dała go jej i serce by jej rada dała,
    By miłego swojego tylko ratowała,

    49

    Prosząc, aby jej z swojej z Rugierem opieki
    Nie puszczała, któremu tysiąc w długie wieki
    Zdrowia i tysiąc szczęścia przez nię posyłała;
    Potem się do Prowence[433] w drogę obracała.
    Wiedma także w swą drogę, różną od niej poszła,
    Ażeby co naprędzej poselstwo odniosła;
    Zdobyła się, nie wiem gdzie, na konia wszytkiego
    Okrom nóg, które były cisawe, czarnego.

    50

    Podomno beł jaki duch zły z piekła wyzwany,
    Lub latawiec do onej posługi obrany.
    Na niem jechała bosa z włosami długiemi,
    Na wiatr rozpuszczonemi i rostarganemi;
    Ale wprzód pierścień z palca zdjęła i schowała,
    Aby przezeń w swych czarach przekazy[434] nie miała.
    I tak prętko bieżała, że ranej godziny
    Przyjechała do wyspy bogatej Alcyny.

    51

    Tam się foremnie[435] w postać inszą odmieniła,
    Wzrostu sobie na piędź i więcej przyczyniła,
    Członki miąższe sprawiła, właśnie takiej miary,
    Jakiej mniemała, że beł czarnoksiężnik stary,
    On czarnoksiężnik, który Rugiera miłował
    I który go z dziecięcia małego uchował.
    Długą brodą sobie twarz przyodziała, którą
    Okryła razem z czołem pomarszczoną skórą.

    52

    Tak go twarzą, tak wzrostem, tak mową trafiła,
    Tak go dobrze postawą wszytką wyraziła,
    Że z niej beł własny[436] Atlant stary, jako chciała.
    Potem utaiwszy się cicho, pilnowała,
    Aż się jednego czasu zdarzyła godzina,
    Której swego kochanka odeszła Alcyna;
    Jakoż za wielkiem szczęściem tej sprawie pomogła,
    Bo pół godziny wytrwać bez niego nie mogła.

    53

    Jako jej było trzeba, zastała samego,
    Z poranku miłych chłodów zażywającego
    Przy pięknej strudze, która z pagórku płynęła
    I w małem, czystem blizko jeziorku ginęła.
    Ubiór na niem bogaty i dosyć beł strojny,
    Próżnowaniu i miękkiem zabawom przystojny,
    Który beł Alcyninych własnych rąk robota,
    Utkany to z jedwabiów, to z ciągłego złota.

    54

    U szyje mu na piersiach wisiało noszenie[437],
    W którem były bogate i drogie kamienie,
    Na ręku, przedtem męskich, a teraz kądziele
    Godnych, nieprzepłacone lśniały się manele[438].
    Obudwu uszu koniec miał od niej przekłuty
    I złotemi, cienkiemi przepędzony dróty,
    U których przeźrzoczyste dwie perle wisiały,
    Jakich indyjskie kraje bogate nie miały.

    55

    Włosy nosił w pierścienie ukędzierzawione,
    Mokre z drogich zapachów, piżmami skropione,
    Obyczaje i postać, jako miłośnicy
    I gachowie i miękcy mają zalotnicy.
    Wszytek beł popsowany, a zgoła zdrowego
    Nic w niem nie było, okrom imienia samego.
    Tak beł Rugier od wieszczki w on czas naleziony
    I tak barzo od siebie wszytek odmieniony!

    56

    W postaci mu się własnej chytra Atlantowej
    Ta wiedma ukazała i w twarzy surowej,
    Którą więc zawżdy Rugier w pierwszej swej młodości
    W poważeniu i wielkiej miewał uczciwości,
    Z wzrokiem groźnem, gniewliwem i z fukiem[439] wspaniałem,
    Jakiego się bał, kiedy beł dziecięciem małem.
    »Takąm — prawi — pociechę obiecował sobie
    »Za prace i staranie, którem miał o tobie!

    57

    »A dla tegożem ja to śpikami cię lwiemi
    »A miasto mleka mózgi karmił niedźwiedziemi?
    »Dla tegom cię, gdyś począł wyrastać z dziecięcia,
    »Wprawował najsroższego nie bać się źwierzęcia,
    »Węże dusić po jamach, po lesiech i z gęby
    »Wydzierać dzikiem wieprzom kły i ostre zęby,
    »Abyś tak wychowanem i tak wyćwiczonem
    »Będąc, nakoniec został Alcyny Adonem[440]?

    58

    »Toli to jest, w czem mię tak nieba upewniały
    »I co mi przyrzekały i obiecowały
    »Odpowiedzi, proroctwa i upilnowane
    »Gwiazdy i różne wróżki[441] i sny wykładane
    »I badania tajemne zwierzęcych wnętrzności,
    »Na którychem wiek strawił aż do tej starości,
    »Że skorobyś jedno beł w słusznem swojem lecie,
    »Nie miałeś mieć w dzielności równego na świecie?

    59

    »Zaprawdę tego dobre zakładasz początki,
    »Gdy tu mężnych dzieł pierwsze ukazujesz wątki!
    »Przejdziesz, widzę, niedługo dawne wojowniki:
    »Aleksandra, Julego, zwyciężcę Afryki!
    »Ktoby się beł spodziewał słyszeć tej nowiny,
    »Żebyś się niewolnikiem uczynił Alcyny,
    »Ażeby to widziano, żeś u niej w niewolej,
    »Na szyi i na ręku masz łańcuch z jej wolej!

    60

    »Jeśli cię cześć nie rusza własna i cne sprawy,
    »Na które cię niebieski obrał los łaskawy,
    »Czemu zajźrzysz i czemu umykasz własnemu
    »Dobra naznaczonego potomstwu swojemu?
    »Czemu przez cię ma czysty żywot być zamkniony,
    »Który z wyroków wiecznych, twojem napełniony
    »Nasieniem, ma ród z siebie wydać zawołany,
    »Który wiecznie w swej sławie ma trwać bez odmiany?

    61

    »Nie broń szlachetnem duchom swemi uporami,
    »Które między wiecznemi zrosły ideami,
    »Aby na się nie miały zwierzchniego brzemienia
    »Wziąć z drzewa, które z twego wyróść ma korzenia.
    »Niech nie giną tryumfy, któremi synowie
    »I wnukowie i zacni twoi potomkowie
    »Mają przez nalezione od cnoty sposoby
    »Przywrócić włoską ziemię do pierwszej ozdoby.

    62

    »Do czego nie tylko cię mają zacne duchy
    »Pobudzać, które z wiecznych wyroków otuchy
    »Z twego rodnego drzewa wyszedszy, wielkiemi
    »Dziełami sławni, będą panować na ziemi,
    »Ale dwie tylko dusze, dwu braciej rodzonych,
    »Alfonsa z Hipolitem, którzy czasów onych
    »Wszytkich miną, od pięknej wzbudzeni ochoty,
    »Przez wszytkie stopnie, które prowadzą do cnoty.

    63

    »O tychem ci obu zwykł beł powiadać więcej,
    »Niżli o wszytkich innych z twojej krwie książęcej,
    »Że ci miedzy wszytkiemi twemi potomkami
    »Nazacniejszy mają być sławą i cnotami,
    »I żem w tobie doznawał nawiętszej pilności
    »W słuchaniu, kiedym ci ich powiadał dzielności,
    »I wiem, jakoś się cieszył, że bohatyrowie
    »Tak wielcy mieli być krwie twojej potomkowie.

    64

    »Co ta twoja kochanka ma, czego nie mają
    »Insze wszytkie, które się w zamtuzie[442] chowają?
    «Mniemasz, żeś ty sam jeden? Siłaż twa bogini
    »Ma inszych, z któremi toż, co i z tobą, czyni?
    »Ale żebyś ją poznał i dał temu wiarę
    »Wszytkiemu, kto ona jest, zdym[443] z niej wprzód maszkarę[444]:
    »Weź ten pierścień na palec i tak z niem pódź do niej,
    »A potem się, jako jest piękna, dowiesz o niej«.

    65

    Rugier na ony słowa stoi, zawstydzony,
    Nie wie, co rzec, wzrok w ziemi trzyma utopiony;
    Wtem mu wiedma na palec pierścień włoży mały,
    Zaczem wszytkie go czary zaraz odbieżały.
    Skoro przyszedł do siebie, tak beł zasromany,
    Tak na się i sromotę swoję rozgniewany,
    Żeby rad beł, żeby go w ziemię zakopano
    Na sto łokci, by go w twarz tylko nie widziano.

    66

    Skoro tego uczona wiedma domówiła,
    We mgnieniu oka na się swą postać włożyła;
    Bo Atlantowej więcej było nie potrzeba,
    Sprawiwszy, po co przyszła i co było trzeba.
    Jeszczem wam nie powiedział o tej białejgłowie,
    Jako jej imię własne; wiedźciesz, że się zowie
    Melissa, co się teraz cnemu objawiła
    Rycerzowi i po co przyszła, oznajmiła,

    67

    Wyprawiona do niego od pięknej dziewice,
    Pełnej ustawicznego żalu i tesknice,
    Po to, aby go z pęta tego wyzwoliła,
    Które nań przez swe czary Alcyna włożyła.
    I żeby w więtszej wadze, więtszej beła ceny
    U niego, wzięła postać Atlanta z Kareny[445];
    A teraz przywiódszy go do zdrowia, życzliwa,
    Wszytko mu chce powiedzieć, wszytko mu odkrywa.

    68

    »Dziewka — powiada — która za swe życzliwości
    »Godniejszaby daleko twej była miłości,
    »I którejeś, jeśli to masz jeszcze w pamięci,
    »Wolność swoję powinien, przy swej zwykłej chęci
    »Ten ci pierścień od siebie oddać mi kazała,
    »A i sercećby była swe rada posłała,
    »Kiedyby się do twego zdrowia przydać mogło,
    »I kiedybyć, jako ten pierścień, co pomogło«.

    69

    To rzekszy, Rugierowi potem ukazuje,
    Jako go miłowała i teraz miłuje,
    I jej przeciwko niemu szczerość, więc zabawy
    I sławę i dzielności i jej zacne sprawy;
    I takich z niem sposobów na on czas używa,
    Tak ostrożnego posła kresy[446] zachowywa,
    Że sobie tak omierził i zbrzydził Alcynę,
    Jako węża jakiego lub jaką gadzinę.

    70

    Brzydzi się, co ją przedtem tak barzo miłował.
    Ale niechby się temu żaden nie dziwował,
    Bo tę miłość przeciw niej czary sprawowały,
    Które, kiedy miał pierścień, już mocy nie miały.
    Ale się za pierścieniem i to pokazało,
    Że cokolwiek pięknego w niej się najdowało,
    Cudze było i nie jej, a teraz piękności
    Poszły i same tylko zostały sprosności.

    71

    Jako więc pospolicie często dziecię małe,
    Kiedy schowawszy jabłko piękne i dojźrzałe,
    Zapomni go — jakoż to bywa rzecz nie nowa —
    I zaś z trafunku przydzie tam, gdzie je zachowa,
    A zastawszy je zgniłe, barzo się dziwuje,
    Że je inaksze, niż go odeszło, najduje,
    I co się w niem kochało, co mu było miłe,
    Uderza je o ziemię, kiedy widzi zgniłe:

    72

    Tak Rugier, wróciwszy się na on czas z kwapieniem
    Do Alcyny, posłuszny swej wieszczce, z pierścieniem,
    Który, kto ma na palcu, czary mu nie szkodzą,
    I na nic się, choć je kto czyni, nie przygodzą,
    Miasto tej, jakiej odszedł, teraz, gdy za radą
    Melissiną się do niej wrócił, tak szkaradą[447],
    Tak ją sprosną zastawa, że nie wierzy, aby
    Na świecie były starsze i szpetniejsze baby.

    73

    Twarz bladą, wyschłą miała, okrytą zmarskami,
    A głowę zaś rzadkiemi, siwemi włosami;
    Wzrost sześci piędzi spełna nie przechodził, z gęby
    Wszytkie jej beły zgoła już wypadły zęby.
    Hekubę i Sybillę laty przechodziła
    I żadna dłużej nad nię niewiasta nie żyła;
    Ale skryte tem wiekom nauki umiała,
    Któremi się zdała być gładka i młodniała.

    74

    Przez te się zdała piękna i młoda nauki,
    Czem Rugiera i insze zwodziła nieuki;
    Ale pierścień otworzył i wyłożył karty,
    W których się utaiwał długo fałsz zawarty.
    Przeto nie przypisujcie żadnemu dziwowi,
    Że tak prętko wypadła z serca Rugierowi,
    Bo widzi, że tak szpetna i już z żadnej miary
    Nic mu szkodzić nie mogą jej gusła i czary.

    75

    Ale jako radziła wieszczka, w tej postawie
    Że ją sobie omierził, nie dał znać na jawie,
    Aż wszytkie członki okrył, co było zarazem,
    Zbroją i zaniedbanem już dawno żelazem;
    I aby u Alcyny nie wszedł w podejźrzenie,
    Uczynił wynalazek i nowe zmyślenie,
    Że chciał spróbować, jeśli utył w onej dobie
    Od tego czasu, jako nie miał go na sobie.

    76

    Ubrawszy się we zbroję, opasał bok twardą
    — Tak jego szablę zwano — swoją Balizardą[448]
    I wziął puklerz, jeśli go znacie, dziwnej mocy,
    Który wzrok odejmował i blaskiem ćmił oczy,
    Nie tylko oczy, ale i pamięć i zmysły,
    Że się zdało, że wszytkie z głowy zaraz wyszły;
    Wziął go, w zwykły pokrowiec jego uwiniony,
    I tak go niósł na sobie, przez się zawieszony.

    77

    Potem szedszy do stajnie, wziął konia jednego
    I osiodłał go sobie, wszytkiego wronego.
    Tego mu sama w on czas Melissa obrała,
    Bo jako beł zbyt rączy i dzielny, wiedziała
    I znała go: imieniem Rabikan[449] rzeczony,
    Który tam beł pospołu z grofem zaniesiony
    Na wielkiem wielorybie, co teraz ujęty
    I obrócony w drzewo, wiatrom czyni wstręty.

    78

    Mógł wziąć i hipogryfa i uwieść go z dwora,
    Co go od Rabikana dzieliła przywora[450];
    Lecz wiedma rzekła, żeby na niem się nie puszczał,
    Kiedy z chłopem uciekał, kiedy stwardouściał.
    Do tego Rugierowi to obiecowała,
    Że go nazajutrz z kraju tego uwieść miała
    I dostawszy go, munsztuk przybrać mu powolej,
    Żeby go słuchał i tej nie miał z niem niewolej.

    79

    Więc jeśli go nie weźmie, nic się nie domyśli
    Alcyna, że chce uciec, jako sobie myśli.
    Uczynił wszytko Rugier, co Melissa chciała,
    Która mu, niewidoma, do ucha szeptała.
    Tak za radą życzliwej onej czarownice
    Zostawuje pałace starej nierządnice
    I cicho się przybliża i do bramy jedzie,
    Która do Logistylle prostą drogą wiedzie.

    80

    Z dobytą szablą na straż wpadł, niespodziewany,
    Jednych pobił, a drugiem pozadawał rany;
    I uprzątnąwszy ten wstręt, gdzie gościniec prosty
    Prowadził w jego drogę, przejechał przez mosty,
    I niż się dowiedziała wszytkiego Alcyna,
    Daleko się oddalił — ale już godzina
    Minęła: dalej powiem, jako onej chwile
    I którędy przejechał do cnej Logistylle.

    Koniec pieśni siódmej.

    VIII. Pieśń ósma

    Argument

    Rugier spiesznie ucieka; wiedma Anglikowi
    Pierwszą postać z inszemi wraca, Astolfowi.
    Cny Rynald w Brytanniej lud każe gromadzić,
    Który ma Paryżowi na odsiecz prowadzić.
    Srogiej orce zastana podle pustelnika,
    Wydana jest na pokarm nędzna Angelika.
    Grabia Orland straszliwem snem srodze strwożony,
    Ukwapliwy z Paryża jedzie w cudze strony.

    Alegorye

    1049

    Logistylla, do której Rugier uciekszy, zdrów zostawa, kładzie nam przed oczy nasz rozum własny, do którego, kiedy się uciekamy, cali zostajemy. Alcyna, która nie może umrzeć, póki świat światem, ukazuje, że żądze miłości są nieśmiertelne i nigdy w człowieku, który jest nazwany mikrokosmem, to jest małem światem, póki go zstawa[451], nie umiera. Toż i Orland w tejże pieśni ukazuje, który już w dostałem[452] wieku tak dawno się rozmiłowawszy Angeliki, od miłości przymuszony, opuścił króla swego, ojczyznę, nakoniec i wiarę, aby tylko wszędzie beł z nią pospołu.

    1. Skład pierwszy

    O jako miedzy nami wiele jest na ziemi
    Czarowników, czarownic, o których nie wiemy;
    Którzy sobie swą postać i twarz odmieniają
    I w ludzie często miłość obłudną wzbudzają,
    Nie przez czary, nie przez złych duchów zaklinanie,
    Nie przez złączonych z sobą gwiazd upilnowanie,
    Ale kłamstwem, chytrością, zmyślaniem, zdradami,
    Serca ludzkie mocnemi ściskają węzłami.

    2

    Ktoby miał Angeliki, a raczej baczenia
    I rozumu ten pierścień, mógłby bez wątpienia
    Każdego w twarz, jaki jest, poznać i chytrości
    I oszukania pełne wiedzieć nieszczerości.
    Siła ich, co się zdadzą na twarzy pięknemi,
    Ale zdejm jem maszkarę: aż oni szpetnemi.
    Wielkie miał szczęście Rugier, jakom wam powiedział,
    Że miał pierścień, przez który wszytkę prawdę wiedział.

    3

    Jużeście to słyszeli, jako niestrwożony
    Na Rabikanie rycerz przyjechał do brony,
    Jako niespodziewanie wpadł z mieczem dobytem
    Na straż, jako niejeden z niej został zabitem,
    Niejeden także rannem, tak, że bez swej szkody
    Gwałtem przejechał przez most i spuszczone wzwody[453].
    Potem się ku lasowi w drogę swą zapuścił,
    Ale go jeden sługa Alcyny nie puścił.

    4

    Myśliwiec był, sokoła miał na jednej pięści,
    Przez którego dostawał obłowu, po części
    Na przyległe często go jezioro puszczając
    Lub na błota w śrzodku pól, obłowu dostając;
    Przy sobie psa, co przy niem tuż bieżał, wiernego,
    Podjezdka zaś pod sobą miał ladajakiego;
    A widząc, że Rugier biegł tak prędko, poczekał
    Na drodze, rozumiejąc, że pewnie uciekał.

    5

    Skoro przybliżywszy się Rugier, nań nadbieżał,
    Pyta hardzie, dlaczego takiem pędem bieżał?
    On nic nie odpowiada na to myśliwcowi
    I bieży po staremu ani się stanowi.
    Myśliwiec widząc, że się Rugier nie ozywa,
    Woła w głos i na niego lewą ręką kiwa:
    »Co rzeczesz — prawi — kiedy musisz stanąć zgoła
    »Ode mnie i od tego wściągniony sokoła?«

    6

    To wymówiwszy, z ręki puszcza ptaka, który
    Rabikana rączego zalatuje z góry.
    Łowiec z swojego konia na ziemię zskakuje
    I uzdę z głowy, munsztuk z gęby mu wyjmuje:
    On bieży, jako strzała, puszczona z cięciwy,
    Kąsaniem i wierzganiem srogi, zapalczywy;
    Ale się i myśliwiec puścił pieszo po niem,
    Naszczuwając go to psem, to ptakiem, to koniem.

    7

    I pies za Rabikanem poszedł tak w pogonią[454],
    Jako lekkie zające lampartowie gonią.
    Za wielką się sromotę to zda Rugierowi,
    Gdy nie stanie i gdy się tam nie zastanowi:
    Obróci się na tego, co go pieszo goni,
    A nie widząc u niego żadnej inszej broni
    Krom palcata, którem psa uczy i wprawuje,
    Nie chce szable dobywać i rękę hamuje.

    8

    On go zatnie palcatem, przypadszy na drogę,
    Pies go także, dosiągszy, kąsa w lewą nogę
    I koń często wierzgając, zadkiem nań wymierzy
    I mocno go w prawy bok nogami uderzy;
    Ale i ptak, latając wielkiemi kołami,
    Spadał na dół i twarz mu drapał paznogciami.
    Rabikan wylękniony tak jest pełen trwogi,
    Że ani ręki słuchać ani chce ostrogi.

    9

    Rugier zatem dobywa szable, przymuszony,
    I żeby mógł uprzątnąć on szturm uprzykrzony,
    Czasem sztychem, a czasem ostrzem sokołowi,
    Psu i natarczywemu grozi myśliwcowi.
    Ale się barziej przykrzą, barziej go hamują
    I to z boku, to mu wprzód drogę zastępują;
    Że go w niebezpieczeństwo i sromotę wprawią,
    Widzi Rugier, jeśli go dłużej co zabawią.

    10

    Wie, że za niem pogonią[455] będzie od Alcyny,
    Jeśli się jem da wściągnąć małe pół godziny;
    Bo słychać było wszędzie z tej i z owej strony
    Koło zamku, że bito w bębny, w trąby, w dzwony.
    Na psa mu się sromota zda szable dobywać
    I na bezbronnego jej myśliwca używać:
    Mniejsza hańba, gdy tylko puklerza użyje,
    Który miał od Atlanta, kiedy go odkryje.

    11

    I tak namyśliwszy się, kiedy śmiały łowiec
    Bliżej się przymknął podeń, zdjął z niego pokrowiec:
    Pokazał puklerz zaraz doświadczonej mocy,
    Skoro się blask rozniecił i uderzył w oczy,
    Bo myśliwca zarazem zmysły odbieżały,
    Padł pies, padł koń, sokoła pióra nie trzymały.
    Rugier z tamtego miejsca odjeżdża wesołem,
    Widząc, że śpi myśliwiec, koń i pies z sokołem.

    12

    Alcyna, skoro jej to doszło, jakiem kształtem
    Uciekł i straży posiekł i przejechał gwałtem,
    Tak była tą nowiną w sercu przerażona,
    Że mało nie umarła, żalem zwyciężona;
    Szaty darła, twarz sobie paznogciem drapała,
    Nieostrożną i głupią siebie nazywała,
    W larmę[456] bije i ludzie do gromady zbiera
    I gonić się Rugiera zbiegłego wybiera.

    13

    Na dwie części rozdziela i lud rozprawuje:
    Jednych w drogę, którą się udał, wyprawuje,
    Do morskiego się portu obraca z drugiemi,
    I wsiadszy na okręty, sama jedzie z niemi.
    Czerni się pod żaglami morze, a po wodzie
    Czynią wtem siwe piany niedościgłe łodzie;
    Tak się jej chce Rugiera, że się nie postrzega,
    Że nieosadzonego pałacu odbiega.

    14

    Żadnej na mocnem zamku nie zostawia straży:
    Tak się kwapi, tak sobie wszytko lekceważy,
    By go tylko lub żywo lub martwo dostała.
    Melissa też, co na to cicho pilnowała,
    Po opuszczonem szuka pałacu powolej,
    Chcąc tych, co pod jej władzą beli, wziąć z niewolej;
    Charaktery[457] i znaki wydrożone psuje,
    Obrazy pali, węzły, wichry rozwięzuje.

    15

    Zaczem przez pole biegli dawni miłośnicy,
    Którzy, jako się zdało brzydkiej czarownicy,
    W drzewa, w bydła, w kamienie, w zdroje obróceni,
    Od Melissy w swą postać beli odmienieni.
    I wszyscy się udali Rugierowem śladem,
    Uciekając przed wiedmy rozgniewanej jadem;
    Zdrowo do Logistylle nakoniec przybyli,
    Skąd się do Persów, Indów, Greków zaś wrócili.

    16

    Wszytkich Melissa do swych krajów odesłała,
    Za co niezmierne dzięki od nich otrzymała.
    O książęciu angielskiem pierwszą miała pieczą,
    Jemu napierwej postać wróciła człowieczą,
    Do czego Rugierowe pomogły przyczyny,
    I że z cną Bradamantą szedł z jednej rodziny;
    Który jej i pierścienia swego chciał pozwolić,
    Aby się mógł beł Astolf tem prędzej wyzwolić.

    17

    Na prośby Rugierowe, z Melissinej sprawy
    Dostał, jakom rzekł, Astolf człowieczej postawy;
    Która nie miała dosyć, że mu pierwszą postać
    Wróciła, ale zbroje obiecała dostać
    I kopiej ze złota, która gdy zabodła,
    Każdyby namężniejszy wypaść musiał z siodła.
    Teraz jej panem Astolf, przedtem beł Argali;
    Oba nią we Francyej czci wielkiej dostali.

    18

    Nalazła ją Melissa w pałacu schowaną
    Pospołu z jego zbroją, złotem nabijaną,
    Którą mu była wzięła niedawno królowa
    I oddała ją temu, co rynsztunki chowa.
    To sprawiwszy, osiadła grzbiet hipogryfowi,
    Kazawszy wsieść pomału za się Astolfowi,
    I z niem do Logistylle jadąc, tak kwapiła,
    Że Rugiera godziną dobrą uprzedziła.

    19

    Tem czasem między cierniem, między kamieniami,
    Rugier do mądrej wieszczki obracał wodzami
    Z skały na skałę, konia zajmując ostrogą,
    Przykrą, pustą zarosłą i nieznaczną drogą,
    Aż z niesłychanem trudem w dolinę przybywa,
    Której odnoga wodą brzeg ślizki umywa;
    Między morzem i górą pewną położona
    Na południe, piaszczysta, bezludna, spalona.

    20

    O przyległy pagórek słońce uderzone
    I zasię promieniami swemi odtrącone,
    I powietrze i piasek suchy tak paliło,
    Żeby się śkło z gorąca było roztopiło.
    Ptacy w cieniu milczeli i odpoczywali,
    Sami świercze zbytniemu gorącu łajali
    Przykrem rymem po chróstach, po trawach na dworze,
    Ogłuszając doliny, góry, niebo, morze.

    21

    Trud ledwie wytrzymany, słoneczne promienie
    Przykre, ale daleko przykrzejsze pragnienie
    Spracowanego barzo rycerza trapiły
    I wszędzie go przez suche piaski prowadziły.
    Ale iżby was tęskno było i niegrzeczy,
    Kiedybych was na jednej tylko bawił rzeczy,
    Małą chwilę Rugiera w gorącu odjadę,
    A do Szkocyej szukać Rynalda pojadę.

    22

    Wszyscy barzo na on czas Rynalda ważyli,
    Król, królewna i szkoccy panowie go czcili;
    Który potem królowi, dostawszy słuchania,
    Opowiedział przyczynę swego przyjechania,
    Jako był od swojego pana do Szkocyej
    I do blizkiej o pomoc posłany Angliej,
    Ukazawszy, że ją beł przeciwko pogaństwu,
    Cesarzowi powinien, więc i chrześcijaństwu.

    23

    Powiedziano od króia, ile sił zstawało
    I ile się królestwo jego rozciągało,
    Że zawżdy wspierać sławy był gotów z swej strony
    I ratować cesarza i jego korony
    I że chocia go barzo czas ściskał, potężne
    Miał kazać zebrać wojsko i piesze i jezne;
    I kiedyby beł młodszem i nie tak starganem
    Pracami, samby mu beł wodzem i hetmanem.

    24

    Ale i tenby go wzgląd nie zatrzymał w ziemi,
    Aby się ruszyć nie miał sam z wojski swojemi,
    Kiedyby nie miał swego jedynego syna,
    I dowcipu i wielkiej dzielności Zerbina,
    Którego miasto siebie chciał mieć na hetmaństwie.
    Prawda, że go nie było w ten czas w jego państwie;
    Ale że się miał wrócić dosyć wcześnie, tuszył,
    Nimby wyprawił wojsko i nimby je ruszył.

    25

    Po wszytkiej ziemi swojej listy rozpisuje
    Przypowiedne, piechotę i jezdę przyjmuje;
    Pieniądze wczas sposabia, okręty z pilnością
    Rynsztunkami i różną ładuje żywnością.
    Wtem Rynald do Angliej przyjechał skwapliwy,
    A król go odprowadzał — tak mu beł życzliwy —
    Aż do samych Beroik i tak powiedali,
    Że obadwa płakali, kiedy się żegnali.

    26

    Kiedy dobry wiatr powstał i słońce pogody
    Pewne obiecowało, Rynald szedł do wody.
    Skoro wsiadł w łódź, żeglarze powrozy zbierali
    I od brzegów ją w drogę wiosły odpychali.
    Tak jachali, aż byli tam, gdzie z niewściągnionem
    Pławem swem piękny Tamis[458] ginie w morzu słonem,
    Skąd potem łódź przez wielki ustęp morski poszła
    Do Londru[459], używając i żaglu i wiosła.

    27

    I cesarz i król Otton, który w oblężeniu
    Beł z cesarzem w Paryżu, dał na odprawieniu
    Do książęcia z Waliej[460] pisma wyrażone
    Rynaldowi i znaki przedtem umówione,
    Aby się pilnie starał i tak o tem radził,
    Jakoby co nawiętsze do portów sprowadził
    Wojsko i do Kales je w armacie przeprawił,
    A stamtąd do Francyej potem je wyprawił.

    28

    Książę, który beł został na miejscu Ottona
    I którego słuchała angielska korona,
    Tak przyjmował i tak czcił Rynalda mężnego,
    Żeby beł nie mógł barziej czcić króla swojego;
    I zaraz na królewskie chciał mieć rozkazanie
    Po wszytkiem państwie popis i okazowanie,
    I dzień pewny i blizki naznaczył, którego
    Miał się wszytek lud ściągnąć do portu morskiego.

    29

    Ale mi trzeba czynić tak, jako dobremu
    Lutniście, na biesiedzie zacnej grającemu,
    Który głosy odmienia, bijąc w te i w owe
    Strony, czasem basowe, czasem tenorowe.
    Terazem, o Rynaldzie mówiąc, sobie wspomniał,
    Żem dawno Angeliki nadobnej zapomniał,
    Którąm zostawił, jako rączo uciekała
    I jako pustelnika na drodze potkała.

    30

    Powiem jaką część małą historyej o niej.
    Pomnicie, jako mnicha, co się trafił do niej,
    Aby jej drogę skazał do morza, dla Boga
    Prosiła: tak się bała Rynalda nieboga.
    Wierzy, że umrze, jeśli morza nie przebędzie,
    Bo od niego w Europie bezpieczna nie będzie.
    Ale stary pustelnik, który ją zabawił,
    Żeby z niem pomieszkała, radby jako sprawił,

    31

    Przerażony na sercu z anielskiej gładkości,
    Która w niem oziębione zagrzała wnętrzności;
    Ale widząc, że ona o to nic nie dbała
    I w drogę dalszą jachać, nie bawiąc się, chciała,
    Aby za nią nadążył, przez sto ubogiemu
    Sztychów dał osiełkowi ostrogą swojemu.
    Ale on ledwie stępią wlecze się leniwo,
    Na cwał pewnie nie pójdzie nigdy, jako żywo.

    32

    A iż śpiesznie pojeżdżać Angelika jęła,
    Widząc, żeby mu zbyła i z oczu zginęła,
    Wrócił się w zad i przyzwał do swego mieszkania
    Czartów, zawsze posłusznych jego rozkazania.
    Jednego sobie obrał, którego nauczył,
    Na co go potrzebował; temu to poruczył,
    Aby wszedł zaraz w konia, co niósł w czasy one
    Gładką dziewkę i jego serce zapalone.

    33

    Jako więc pospolicie pies zwyczajny, który
    Goni małe zwierzęta, przez pola, przez góry,
    Gdy jedną stroną bieży liszka albo zając,
    On mu drogę zabiega, na ślad nic nie dbając,
    Potem się na przechodzie zasadzi i skradnie
    I czeka, że mu samo zwierzę w gębę wpadnie:
    Tak mnich choć różną drogą Angelikę goni,
    Pewna, że mu nie zbędzie[461], że mu się nie schroni.

    34

    Jużem ja zgadł, tak wiedzcie, jużem się domyślił
    I powiem inszem czasem, co mnich sobie myślił,
    Czego się Angelika ani domyślała,
    I raz mniej, drugi więcej na dzień ujeżdżała
    Na koniu, który już beł barzo obciążony,
    Bo się w niem krył piekielny duch zły zatajony,
    Jako się czasem ogień mały kryje, który
    Potem straszne zapały wymiata do góry.

    35

    A wtem się Angelika w swą drogę udawa
    Przy morzu, które mężne Gaszkony napawa,
    I po brzegu przy samej wodzie konia wiedzie
    I gdzie wilgotność twardszą drogę dawa, jedzie.
    A wtem jej konia szatan, co się w niem zakrywał,
    Gwałtem wciągnął do wody, że rad nierad pływał.
    Nie wie, co rzec, lękliwa dziewka, tylko w ręku
    Siodło ściska i mocno trzyma się u łęku.

    36

    Chce nazad, ale im go barziej wodzą wściąga,
    Uporniej w głębią idzie i szyję wyciąga.
    Szatę swoję, żeby jej nie zmaczać, zebrała
    I nóg, strzegąc się wody, wzgórę umykała.
    Wiatrek wolny bił złote włosy rozplecione
    I tam i sam po obu ramionach puszczone;
    Więtsze wiatry ucichły i cicho milczały
    I z morzem się tak pięknej twarzy dziwowały.

    37

    Ona na zad do ziemie mdłe obraca oczy,
    A gęstemi łzami twarz i zanadrze moczy.
    Patrzy na brzegi, ale brzegi uciekają
    I coraz mniejsze wszytkie, nakoniec znikają.
    Koń, który z nią tam i sam pływał między wały,
    Na ostatek ją wyniósł na wyspę, gdzie skały
    I ciemne jamy beły i straszne jaskinie,
    O tej, kiedy się zmierzkać[462] poczyna, godzinie.

    38

    Skoro się w tej pustelniej sama obaczyła,
    Co z samego wejźrzenia strach wielki czyniła,
    O tem czasie, kiedy już w ocean głęboki
    Febus wchodził i noc swe wypuszczała mroki,
    W takiej twarzy i w takiej postawie stanęła,
    Taką barwę i taką postać na się wzięła,
    Żeby beł każdy wątpił, widząc ją z daleka,
    Czy kamień takiem kształtem, czy widział człowieka.

    39

    Zdumiała i wątpliwa na niepewnej ziemi
    Stoi z roztarganemi i najeżonemi
    Włosami i od żalu słowa nie mówiła,
    Tylko do nieba ciężkie oczy podnosiła,
    Jakby skarżąc się cicho na surowe bogi,
    Że na nię wszytkie oraz posyłali trwogi.
    Chwilę stojąc bez mowy, potem się ozwała
    I język na żal, oczy na łzy rozwiązała:

    40

    »Cóż wżdy[463] dalej, fortuno, chcesz poczynać ze mną?
    »Po co mię męczysz? Po co pastwisz się nade mną?
    »Co mi więcej wziąć możesz, jedno ten stroskany
    »Żywot, na więtsze męki teraz zachowany?
    »Na coś mię z nawałności morskich wybawiła?
    »Czemum dni nieszczęśliwych dziś nie dokończyła?
    »Nie masz dosyć na moich żalach, że przez dzięki[464]
    »Żywoteś mi na cięższe przydłużyła męki?

    41

    »Nie wiem, żebyś już mogła nade mną przewodzić
    »I barziej nad to, coś mi zaszkodziła, szkodzić.
    »Przez cięm, nędzna, z królestwa mego wypędzona,
    »Gdzie nie będę podomno nigdy przywrócona.
    »Przez cięm, co jest daleko więtsza, utraciła
    »Dobrą sławę; bo chociam skutkiem nie zgrzeszyła,
    »Przedsię ze mnie przyczyna i z mego tułania,
    »Że cierpię obmówiska i złe domniemania.

    42

    »Każda za nic nie stoi i każda nie płaci,
    »Która cnotę i która czystość raz utraci.
    »To mi wadzi, żem młoda, i to, że mię mają
    »Za gładką, lubo prawdę lub fałsz powiadają.
    »Niestetyż! nie dziękuję niebu za te dary,
    »Bo stąd wszytko nieszczęście moje z każdej miary;
    »Dla tejem Argalego, brata, utraciła,
    »Ani go sczarowana zbroja wyzwoliła.

    43

    »Dla tej i król tatarski, Agrykan z Kafrona[465],
    »W niwecz mego obrócił ojca, Galafrona[466],
    »Co był królem w Indyej i w żyznem Kataju,
    »A jam do tego przyszła, że po różnem kraju
    »Od rana do wieczora odmieniam gospodę,
    »Łzy pijąc i na swoję narzekając szkodę.
    »Jeśliś mię czci zbawiła i ojca miłego
    »I królestwa, na cóż mię chcesz chować gorszego?

    44

    »Jeśliś mię w morzu teraz utopić nie chciała,
    »I podomnoć się lekka śmierć nie podobała,
    »Więc się napastw nademną i ześli co pręcej
    »Dziki źwierz, niech mię poźrze, a nie męcz mię więcej.
    »Za najwiętsze odemnie, za nacięższe męki,
    »Bylem tylko zginęła, będziesz miała dzięki«.
    Tak z płaczem utrapiona dziewka narzekała,
    Gdy nagle pustelnika z daleka ujźrzała.

    45

    Od patrzącego z ostrej skały pustelnika
    Widziana była dobrze w on czas Angelika,
    Gdy wypłynąwszy z wody, z konia utrapiona
    Zsiadała na on wysep, srodze wylękniona;
    Dokąd on tydzień przedtem przyjechał na czarcie,
    Przymuszonem od klątwy, czytanej na karcie.
    Szedł do niej z nabożeństwem wielkiem, lecz zmyślonem,
    Jakoby Pawłem[467], jako był Hilaryonem[468].

    46

    Skoro go utrapiona dziewka obaczyła,
    Do siebie, nie znając go, trochę przychodziła
    I mdłe serce z nienagła strachy opuszczały,
    Choć jeszcze zwykłej barwy jagody nie miały.
    Kiedy beł blizko, będąc już lepszej nadzieje,
    Rzekła: »Zmiłuj się, ojcze: źle się ze mną dzieje«.
    I mową, rozerwaną z łykania[469], dawała
    Sprawę i co on wiedział lepiej, powiadała.

    47

    Cieszył ją, że się wątpić nikomu nie godzi
    W łasce Pańskiej, i z pisma jej tego dowodzi
    I w onej swojej mowie i nabożnej radzie
    Na twarz jej i pod brodę śmiałą rękę kładzie.
    Potem ją chce obłapić i swój z wielką chęcią
    Zakon gwałci; ale mu w piersi dała pięścią
    I potem go od siebie ręką odepchnęła
    I wszytka się na pięknej twarzy zapłonęła.

    48

    Pustelnik nie mieszkając, sięgnął wtem do taszki
    I dobył z niej natychmiast jednej małej flaszki
    I w oczy, z których miłość swych ogniów dosięga
    I w których nagorętsze pochodnie zażega,
    Z lekka jednę z niej puścił kroplę takiej mocy,
    Że sen na ociężałe zaraz kładzie oczy.
    Padła na wznak na suchem piasku Angelika
    Na wszytkie zgrzybiałego wole rozbójnika.

    49

    Obłapia ją i wszędzie, na grzech odważony,
    Maca, gdzie chce: ona śpi i nie ma obrony.
    Czasem w piersi, a czasem w usta ją całuje:
    Żywy człowiek nie widzi. Ale koń szwankuje,
    Koń szwankuje pod mnichem i zemdlone ciało
    Z chciwą żądzą koniecznie zgadzać się nie chciało.
    Stary beł koń, zda mi się, że nierychło wstanie:
    Im mu się barziej przykrzy, tem prędzej ustanie.

    50

    Wszytkich dróg szuka, wszytkich sposobów używa,
    Ale mu nic rzeźwości przedsię nie przybywa.
    Darmo go coraz ciągnie wodzami długiemi:
    Po staremu kark trzyma schylony na ziemi.
    Naostatek mnich usnął przy dziewce uśpionej:
    Patrzcież nowej przygody dziewki utrapionej!
    Tak fortuna, gdy kogo podejmie się z blizka,
    Nierychło z niem swojego. przestanie igrzyska.

    51

    Ale mi jeden trzeba wprzód przypadek srogi
    Powiedzieć wam i z prostej kęs wyboczyć drogi.
    Jest na morzu północnem przeciw zachodowi
    Podległa wielkiej pladze i niepokojowi
    Za Hibernią[470] wyspa, nazwana Ebuda[471],
    Żyzna, ale mieszkana od rzadkiego luda,
    Który orka i morskie stada zepsowały,
    Które tam Proteusa mścić się przychadzały.

    52

    Pisze pewny historyk stary, że przed laty
    Trzymał ten kraj jeden król możny i bogaty,
    Który miał jednę córkę cudownej gładkości
    I tak pięknej urody i takiej wdzięczności,
    Że kiedy się po słonem piasku przechodziła,
    Proteusa w pośrzodku morza zapaliła.
    Ten ją samę nalazszy, zgwałcił z przymuszeniem
    I nowem obciążoną zostawił brzemieniem.

    53

    Króla, który beł srogi, okrutny, surowy,
    Tak ta rzecz uraziła, że żadnej obmowy
    Nie przyjmując, nie chciał się koniecznie zmiłować
    Albo lżej pokarawszy, garłem ją darować,
    I tak wodze wściekłemu wypuścił gniewowi,
    Że ani jej odpuścił ani brzemieniowi,
    I wnuka, co nie zgrzeszył, zagładził swojego
    Niewinnego i jeszcze nieurodzonego.

    54

    Proteus, który bydła Neptunowe pasie
    I morską wodą władnie, słysząc już po czasie,
    Na jako ostre przyszła jego dziewka sądy,
    Łamie wraz wszytkie prawa, wszytkie psuje rządy
    I straszne morskie dziwy, baleny z orkami
    Wyprawuje na wyspę wielkiemi stadami,
    Które nie tylko woły z trzodami mniejszemi,
    Ale i wsi pustoszą z mieszkańcy swojemi.

    55

    Wpadają i na miasta, murem otoczone,
    I często je trzymają długo obleżone,
    Choć to w nocy i we dnie strzegą ludzie zbrojni,
    Zawżdy w trwodze i w strachu, zawżdy niespokojni.
    Wsi pustkami zostały, z pól pouciekali
    Oracze; ażeby się jako ratowali,
    Do proroctwa wysłali swych radzić się, jeśli
    Mogą być tego wolni, którzy tu odnieśli:

    56

    Że potrzeba, aby tak piękną naleziono
    Pannę, jako ta była, co ją udawiono;
    Którą na brzegu morskiem mają Proteowi
    Ofiarować, jeśli chcą uść jego gniewowi.
    Jeśli mu się spodoba, że na niej przestanie,
    Weźmie ją i oddali od nich to karanie;
    Jeśli nie, niechaj drugiej i trzeciej szukają,
    Tak pięknej i tak długo, aż go ubłagają.

    57

    Tak się począł ten twardy los między wszytkiemi,
    Które beły z twarzami co najpiękniejszemi,
    Że na każdy dzień jednę Proteowi niosą,
    Aż go tą, która mu się spodoba, przeproszą.
    Pierwsza, druga i insze wszytkie zbyły garła,
    Bo je łakoma orka zjadła i pożarła,
    Która, gdy insze straszne odchadzają stada,
    U portu zwyczajnego wygląda obiada.

    58

    Ja nie wiem, czy to prawda, czy to tylko bają,
    Co o tem Proteusie ludzie powiadają;
    Toli na białegłowy w tamtem kraju stary
    Zwyczaj i na niezbożne zostawia ofiary,
    Że orka, co każdy dzień do portu przychodzi,
    Obkarmiona ich ciały pięknemi odchodzi;
    Acz się dziewką urodzić jest po wszytkiem świecie
    Nieszczęście, w tem dopiero wielkie jest powiecie.

    59

    O nieszczęśliwe panny, które z dalekiego
    Kraju fortuna pędzi do brzegu srogiego!
    Kędy ludzie okrutni nad brzegiem czekają
    I krwią gładkich pielgrzymek bogi swe błagają.
    Bo im więcej do ofiar biorą cudzoziemek,
    Tem mniej ginie od strasznej orki samych ziemek;
    Ale, iż nie zawżdy wiatr przynosi zdobyczy,
    Po wszytkiej jej szukają wszędzie okolicy.

    60

    Wszytko prawie tam i sam morze przebiegają,
    Fusty, baty, okręty więtsze wysyłają,
    Zajeżdżają w daleki, a czasem w kraj blizki,
    Ratunku na swe zwykłe szukając uciski.
    Siła ich dostawają rozbojem i gwałtem
    I za pieniądze siła, siła inszem kształtem:
    Tak ich zdobytych z różnych krajów pełne wieże
    Zawżdy mają, których straż ustawiczna strzeże.

    61

    Jedna ich wielka fusta[472], ziemie się trzymając
    I brzegi onej wyspy bez lądu mijając,
    Kędy na suchem piasku dziewka utrapiona
    Leżała podle mnicha, we śnie utopiona,
    Wysadziła kilka swych żeglarzów z przygody
    Na pustą wyspę dla drew i dla słodkiej wody;
    Którzy naleźli, wszedszy w mieszkania źwierzęce,
    Angelikę u mnicha starego na ręce.

    62

    O nieoszacowana, o droga zdobyczy,
    Jakiej nigdy nie byli godni rozbójnicy!
    O fortuno! ktoby rzekł, żebyś moc na ziemi
    Tak wielką nad rzeczami miała mieć ludzkiemi,
    Żeś na pokarm dziwowi dziewkę zostawiła,
    Nad którą gładsza nigdy na świecie nie była,
    Dla której król Agrykan z połową Scytyej
    Od Kaukazkich bram na śmierć przyszedł do Indyej!

    63

    Dla której król Sakrypant zdrowie swe odważył
    I nad którą lżej i cześć i królestwo ważył,
    O którą grabia Orland nie raz się zastawił,
    Dla której rozum stracił i sławę splugawił
    I dla której wszytek świat z swemi narodami
    Mieszał się prawie z gruntu długiemi wojnami;
    A teraz sama jedna zostawszy — mój Boże! —
    Od nikogo mieć żadnej pomocy nie może.

    64

    Gdy ją tak rozbójnicy leżącą zastali,
    Pierwej ją, niż się ze snu ocknęła, związali
    I mnicha, choć się na nic nie zszedł, nie odeszli,
    Ale go z nią pospołu do fusty[473] zanieśli;
    Potem żagle na maszty wysokie włożyli
    I z drogą do Ebudy korzyścią przybyli,
    Którą do mocnej wieże warownej schowali
    I dnia, którego na nię los miał paść, czekali.

    65

    Tak wiele gładkość mogła, że się do litości,
    Nie chcąc, skłonili ludzie tak wielkiej srogości,
    Którzy jej śmierć odwlekli i tej byli wolej
    Chować ją na dalszy czas od wielkiej niewolej;
    I póki jedno panny z inszych krajów mieli,
    Podać na śmierć anielskiej piękności nie chcieli.
    Nakoniec była Orce od srogiego luda
    Zawiedziona, a wszytka płakała Ebuda.

    66

    Kto może wypowiedzieć skargi, kto łykania,
    Kto wrzaski, kto wzdychania, kto łzy, narzekania,
    Gdy w łańcuchu oddana blizkiemu zginieniu,
    Siedziała, posadzona na zimnem kamieniu,
    Gdzie mokre na bladą twarz perły wylewała
    I od srogiego dziwu śmierci wyglądała?
    Ja nie mogę od żalu mówić: muszę skrócić
    O tem teraz, a rymy gdzie indziej obrócić.

    67

    Inszą nie tak żałosną historyą pocznę,
    Aż przydę k sobie i aż po żalu odpocznę;
    Bo nie tylko ja, ale węże jadowite
    I tygry nagniewliwsze, krwie nigdy niesyte,
    I najsroższy źwierzowie, co między Nilową
    Wodą, a między górą błądzą Atlantową,
    Nie mogłyby bez żalu być, gdyby widziały
    Angelikę u ostrej uwiązaną skały.

    68

    O, kiedyby beł Orland wiedział ten przypadek,
    Co jej w Paryżu szukał, gdyby jej upadek
    Mogli beli rycerze wiedzieć dwaj wybrani[474],
    Przez czarta od chytrego mnicha oszukani,
    Przez tysiącby się śmierci byli przebijali,
    Aby beli kochanej dziewki ratowali;
    Ale choćby wiedzieli, małoby sprawili,
    Kiedy od niej na on czas tak daleko byli.

    69

    Tem czasem król Agramant w koło otoczony
    Wojskiem potężnem ściskał Paryż obleżony,
    Co jednego dnia przyszedł ku temu końcowi,
    Że mało w ręce nie wpadł nieprzyjacielowi;
    I jedno, że nabożne prośby ukoiły
    Nieba, które obfite wody wypuściły,
    Jużby beło upadło od szable pogańskiej
    I Francyej i Rzeszy imię chrześcijańskiej.

    70

    Na pobożne modlitwy cesarza starego
    Od Twórce dżdże obfite nagle najwyższego
    Spuszczone gasić ogniów zajętych pomogły,
    Których siły człowiecze ugasić nie mogły.
    Mądry, kto się w przygodzie do nieba ucieka:
    Od niego najpewniejszej pomocy niech czeka.
    Jakoż cesarz Bogu to tylko przypisował,
    Że go tak w wielkiej trwodze on sam poratował.

    71

    Tem czasem grabia Orland na przykrej pościeli
    Myśl swą na różne części rozrywa i dzieli;
    Tam i sam ją obraca i zaś ją w zad bierze,
    W jednem miejscu, nie w jednej trzymając ją mierze,
    Jako gdy wodny drżący blask jest uderzony
    Od słońca lub od córki nadobnej Latony,
    Po przestronem pałacu biega w prętkiem kroku
    Z góry na dół to z tego, to z owego boku.

    72

    Angelika, która mu na myśl przychodziła,
    I owszem, która mu z niej nigdy nie schodziła,
    Pochodnią mu zajętą w sercu rozpalała,
    Która się zdała we dnie, że była wytlała.
    Przyjechała beła z niem aż na zachód słońca
    Od Kataju żyznego ostatniego końca,
    Gdzie straciwszy ją, nie mógł naleść jej strapiony
    Tam, gdzie beł pod Bordelą[475] Cesarz porażony.

    73

    Na to teraz narzeka stroskany i w sobie
    Darmo się na swe głupstwo skarżył w onej dobie:
    »O, jakom się — powiada — serce moje, z tobą
    »Źle obszedł, który mogąc mieć cię zawżdy z sobą,
    »Mieć cię zawżdy, ponieważ taka twoja była
    »Dobroć, żeby mi beła tego nie broniła,
    »Dopuściłem cię sobie wziąć z ręku Namówi[476];
    »Ale cóż, kiedy się tak zdało cesarzowi!

    74

    »Czemum się raczej z tego jako nie wymówił?
    »I podomnoby mi beł cesarz nie odmówił;
    »A choćby też odmówił, ktoby beł tak śmiały,
    »Coby mi cię gwałtem wziąć chciał, kto tak zuchwały?
    »Nie lepiej było użyć miecza w takiem razie
    »1 serce sobie wydrzeć dać w takiej urazie?
    »I cesarzby mi beł jej nie mógł ze wszytkiemi
    »Gwałtem i mocą odjąć wojskami swojemi.

    75

    »Bym ją beł wżdy w obronnem zamku gdzie posadził
    »Tu w Paryżu i strażą mocną go osadził!
    »Ato nieostrożności swej garłem przypłacę
    »I podomno, niestetyż, wiecznie ją utracę!
    »Kto jej mógł lepiej nad mię i strzedz i pilnować,
    »Com beł żywota dla niej winien odżałować,
    »Strzedz ją pilniej, niż oka swego byłem winien,
    »Którym dla niej na każdą śmierć iść beł powinien?

    76

    »Gdzieś, moja dziewko droga, bezemnie została?
    »Tak młoda i tak gładka, gdzieś mi się podziała?
    »Jako owca od trzody swojej odłączona
    »I kiedy mroki padną, w lesie obłądzona,
    »Ozywa się, tam i sam po lesie biegając,
    »Na pasterza, aza ją usłyszy, czekając
    »Tak długo, że głodny wilk na głos przydzie do niej,
    »A ubogi z daleka pasterz płacze po niej.

    77

    »Gdzieś poszła? Gdzieś teraz jest? Czy miedzy dzikiemi
    »Sama tylko gdzie błądzisz zwierzami srogiemi?
    »Czyś na lesie, niestetyż, bez straży twojego
    »Na wilki gdzie trafiła Orlanda wiernego,
    »Coć gwałtem zepsowali kwiat piękny, kwiat drogi,
    »Który mię mógł posadzić w niebie między bogi,
    »Którym ja cale chował, niżli oni przyszli,
    »Abym beł twoich czystych nie uraził myśli?

    78

    »Czego czekam krom śmierci, jeśli ten bogaty
    »Kwiat mi wzięto, jeślim się doczekał tej straty?
    »Boże mój! wszytkie insze najsroższe przygody
    »Przepuść na mię, tej tylko zachowaj mię szkody!
    »Bo inaczej ja z ręki własnej umrzeć muszę
    »I potępić nieszczęsną jednem razem duszę«.
    Tak głosem narzekając, Orland utrapiony
    Mówił z sobą, okrutnem żalem przerażony.

    79

    Po wszytkich stronach w on czas już ziemskie stworzenie
    Dawało spracowanem zmysłom odpocznienie
    Po pierzu, po pościelach, między pachniącemi
    Zioły i kamieniami i drzewy różnemi;
    Ty sam ledwie zamykasz oczy powiekami,
    Bity w serce Orlandzie przykremi myślami,
    Któreć nie chcą dać i tej trochy snu małego
    W pokoju zażyć, prętko uciekającego.

    80

    Zdało mu się, że siedział na brzegu, przybranem
    W różne kwiecie i z różnych farb umalowanem,
    Patrząc na alabastry i na przyrodzone
    Purpury, własną ręką Miłości skropione,
    I na dwie piękne gwieździe, z których, wzięty w troki
    Od miłości, zgłodzonej duszy brał obroki;
    Twarz i oczy wspominam tej, co z śrzodka ciała
    Orlandowi stroskane serce wydzierała.

    81

    Zażywał takich pociech i takiej radości,
    Jakiej nigdy żaden z tych, co służą miłości;
    A wtem się wicher srogi w tę stronę obracał,
    Który kwiecie popsował, drzewa powywracał;
    Jaki ledwie jest, kiedy w gniewie i w uporze
    Wściekłe wiatry mieszają ziemię, niebo, morze.
    Zdało mu się, że szukał, gdzieby się przed szkodą
    I przed oną tak wielką ukrył niepogodą.

    82

    W tem gubi, nie wie, jako, za niespodziewaną
    Chmurą, co świat okryła, swą dziewkę kochaną
    I głosem, co go zstaje, za onem zgubieniem
    Napełnia pola, lasy jej łubem imieniem;
    A wtem, kiedy tam i sam po lesie biegając,
    Wołał po onej puszczej, ucha nadstawiając,
    Zdało mu się, że słyszał, że mu się ozwała
    I »Ratuj mię, dla Boga, Orlandzie!« wołała.

    83

    Obraca się na on głos i wzdłuż po głębokiem
    Lesie i wszerz bez skutku biega wielkiem krokiem.
    O, jaki żal nieznośny, jaką mękę czuje,
    Że swojego drogiego skarbu nie najduje!
    A wtem znowu usłyszy: »Darmo mię pożądasz:
    Już mię więcej, Orlandzie, wiecznie nie oglądasz«.
    Ocknął się na ten straszny głos, we śnie słyszany,
    Spocony i na twarzy wszytek upłakany.

    84

    I nie myśląc, że we śnie widzenia się rodzą
    Fałszywe, które z strachu, lub z żądzej pochodzą,
    Pewnie tuszy, że jego dziewka ulubiona
    W wielkiem niebezpieczeństwie jest gdzie położona.
    I nagle, jako piorun, z łoża się porwawszy,
    W zbroję się tylko swoję zwyczajną ubrawszy,
    Bryliadora konia wziął z sobą swojego,
    Nie biorąc i lokaja i sługi żadnego.

    85

    Ażeby w każdej stronie, w którą się udawał,
    W dostojeństwie swem cały bez zmazy zostawał,
    Nie wziął z sobą swych zwykłych znaków, ani onej
    Szachownice tak sławnej[477], białej i czerwonej;
    Ale się w czernią ubrał i czarne wziął znaki,
    Aby się z jego żalem zgadzały i taki
    Był strój, jako i serce, bo tamtę mężnemu
    Almontowi [478]beł odjął, świeżo zabitemu.

    86

    O północy wyjeżdża ani cesarzowi
    Myśli się opowiedzieć, swojemu stryjowi;
    Nakoniec Brandymarta[479] nie żegna, swojego
    Towarzysza wiernego i tak kochanego;
    A skoro Febus złote rozpuścił promienie
    I pod ziemię wypędził niewesołe cienie,
    I słońce się po wszystkiem świecie rozświeciło,
    Postrzegł cesarz, że jego synowca nie było.

    87

    Z wielkiem swojem na on czas usłyszał niesmakiem
    O wyjeździe synowca swego ladajakiem,
    I że, kiedy go było najpilniej, pojechał
    I przed swoją się radą skarżyć nie zaniechał,
    Na niego o ten odjazd srodze rozgniewany,
    Najdując nań przymówki i różne przygany
    I grożąc mu, jeśli się nie wróci, że wszędzie
    Będą wiedzieć, że prętko żal mu tego będzie.

    88

    Brandymart też, którego Orland tak miłował,
    Jako siebie samego, za niem się gotował,
    Chcąc, aby się w zad wrócił za jego namową,
    Dotkliwą wielu ludzi urażony mową;
    I ledwie chciał poczekać, ażby nastąpiły
    Ciemne mroki na ziemię, coby go nakryły;
    Fiordylizie[480] swojej nic o tem nie powiedział,
    Bo żeby mu tę drogę rozwieść chciała, wiedział.

    89

    Była to jedna panna, której on rad służył
    I bez niej żadnego dnia wesoło nie użył,
    Panna zbyt obyczajów pięknych i gładkości
    I dowcipu wielkiego i rzadkiej mądrości;
    A teraz jej nie żegnał dla tego samego,
    Że się miał do niej wrócić jeszcze dnia onego.
    Ale mu się zaś pewna przygoda trafiła,
    Która go dłużej, niżli umyślił, bawiła.

    90

    Miesiąc go Fiordyliza wątpliwa czekała;
    Ale kiedy czekając tak długo, widziała,
    Że się do niej nie wracał, tak się uteskniła,
    Że się w tęż drogę bez sług za niem wyprawiła.
    Długo i tam i sam go szukała po świecie,
    Tak, jako w historyej o tem mieć będziecie;
    Ale was temi dwiema nie chcę teraz bawić,
    Bo muszę pierwej pana z Anglantu odprawić.

    91

    Który skoro odmienił dawne Almontowe
    Sławne herby i na się insze włożył, nowe,
    Szedł do bramy i w ucho po cichu powiedział
    Rotmistrzowi, który straż trzymał: »Abyś wiedział:
    Jam jest grabia«. Zaraz mu bramę otworzono
    I tak, jako rozkazał, wzwód[481] na dół spuszczono;
    Stamtąd do nieprzyjaciół jedzie w prostą drogę —
    Ale ja więcej śpiewać, tak wiedzcie, nie mogę./

    Koniec pieśni ósmej.

    IX. Pieśń dziewiąta

    Argument

    Orland słyszy Ebudy niezbożne zwyczaje,
    Która na śmierć morskiemu dziwowi wydaje
    Piękne panny; chce tam bydź, ale go tak boli
    Krzywda cnej Olimpiej[482], że iść pierwej woli
    Przeciwko Cimoskowi, królowi Fryzyej,
    Który trzyma w więzieniu męża Olimpiej.
    Zabija go i inszych ludzi jego wiele;
    Olimpia z Birenem jedzie na wesele.

    Alegorye

    1050

    W tej dziewiątej pieśni jest przykład pamiętnej, szczerej i stałej miłości, która się w statecznych i dzielnych białychgłowach pospolicie najduje.

    1. Skład pierwszy

    Czego sroga, zdradliwa miłość nie sprawuje,
    Czego nie czyni z sercem, które opanuje,
    Jeśli mogła wyrazić Orlandowi cnemu
    Tę wierność, którą panu winien beł swojemu!
    Zawżdy mądry i baczny — by tak beł do końca! —
    I pilny beł Kościoła świętego obrońca,
    A teraz dla miłości na stryja swojego,
    Na cześć swoję i nie dba na Boga samego.

    2

    Ale go ja wymawiam, owszem się raduję,
    Że w mem złem towarzysza takiego najduję;
    Bom i ja na me dobre słaby i schorzały,
    Na złe zdrowy i duży[483], już to czas nie mały.
    W czerni wszytek ubrany, z Paryża się puszcza
    I tak wiele swych dobrych przyjaciół opuszcza,
    Gdzie afrykańskie wojska i hiszpańskie miały
    Stanowiska i w polu obozem leżały.

    3

    I owszem nie obozem, ale pod drzewami,
    Rozproszeni po polu gwałtownemi dżdżami,
    I pod dachami leżą, w różne zgromadzeni
    Kupy, bliżej i dalej siebie położeni;
    Wszyscy śpią i po ziemi wzdłuż się rozściągają,
    Dżdżem strapieni, i głowy ręką podpierają.
    Orland mógłby ich nabić, jako śpiącem bywa,
    Ale swej Duryndany[484] na nie nie dobywa.

    4

    Takiego serca Orland mężny jest, że śpiących
    I choćby mógł, bić nie chce odpoczywających.
    Po różnych stanowiskach swej dziewki patrzając,
    Chodzi miedzy pogaństwem, tam i sam biegając;
    Jeśli kogo zastanie, że nie śpi i czuje,
    Urodę mu i jej twarz i strój opisuje,
    Prosząc, jeśliby o niej co słyszał i wiedział,
    Aby mu, kędyby ją mógł naleść, powiedział.

    5

    Skoro Febus na złotem wyjechawszy wozie,
    Światło puścił po wszytkiem murzyńskiem obozie,
    Zbiegał i wszytkie miejsca zwiedził, niepoznany,
    Dlatego, że arabskiem strojem beł ubrany.
    Pomogło mu niemało i to, że cudzemi
    Umiał się dobrze zmówić języki różnemi,
    Z których tak afrykański doskonale umiał,
    Że go drugi z Trypola[485] rodem być rozumiał.

    6

    Tak w obozie mieszkania i swojej zabawy
    Miał trzy dni całe dla tej tylko samej sprawy.
    Potem stamtąd wyjeżdża; szukając swej straty,
    Nie tylko wsi i miasta i bliższe powiaty,
    Ale i Uwernią[486] obfitą nawiedził
    I namniejsze miasteczka u Gaszkonów zwiedził.
    Z Prowence do Brytonów[487] i zaś z Pikardyej[488]
    Zbiegał wszędzie do samych granic Hiszpaniej.

    7

    Gdy się październik kończy, listopad poczyna,
    Gdy się już dobrze jesień i zimno zaczyna,
    Kiedy liście wiatr i mróz z drzewa obijają,
    Kiedy ptastwa drobniejsze stadami latają,
    Wyjechał pan z Anglantu za paryską bronę
    I puścił się dla zguby swojej w drogę onę,
    Ani jej przestał szukać, póki zima trwała,
    Ani kiedy się wiosna piękna poczynała.

    8

    Jednego dnia tak, jako miewał w obyczaju,
    Jeżdżąc z miasta do miasta i z kraju do kraju,
    Stanął nad rzeką, która dzieli z Normandami
    Brytony[489], bodąc blizkie swe morze rogami;
    Ze dżdża, z rozpuszczonego od gorąca śniegu
    Wezbrawszy, biegła w bystrem w one czasy biegu,
    A w jednę zgromadzone kupę wielkie wody,
    Zrzuciwszy mosty, wszytkie pobrały przechody.

    9

    Patrzy Orland po brzegach, ale ani domu
    Pobliżu[490], ani łodzi, ani widzi promu.
    Jako na drugą stronę ma prześć, nie rozumie,
    Kiedy latać, jako ptak, i pływać nie umie.
    A w tem widzi, że prosto przez bystre powodzi
    Przeciwko niemu panna jedzie w krzywej łodzi;
    Która, że chce do niego, ręką znać dawała,
    Ale łodzi do ziemie przystawić nie chciała.

    10

    Nie chciała zgoła na brzeg i z daleka stała,
    Bo, żeby gwałtem nie wsiadł, podomno się bała.
    Grabia prosi, aby się z łodzią przybliżyła
    I żeby go na drugą stronę wysadziła.
    Ona na to: »Przewozić żadnego nie mogę,
    »Coby jechać nie przysiągł zemną w jednę drogę
    »I któryby się boju nie podjął jednego,
    »Boju barzo słusznego i sprawiedliwego.

    11

    »Przeto jeśli odemnie chcesz być przewieziony
    »I na drugiem być brzegu rzeki wysadzony,
    »Obiecaj mi, że niż ten miesiąc, który idzie
    »Po teraźniejszem, spełna minie i wynidzie,
    »Że się z irlandzkiem królem, który się gotuje
    »I na morze armatę[491] możną wyprawuje,
    »Złączysz pospołu wyspę Ebudę wojować,
    »Nad którą sroższej niemasz, i wscząt ją zepsować.

    12

    »Wiedz, że za Hibernią, obeszłą[492] wodami,
    »Między inszemi, których tam siła, wyspami
    »Jedna, którą Ebudą zdawna zową, leży,
    »Co ludzie swe wysyła na łup i kradzieży;
    »I ile jedno pięknych białychgłów dostawa,
    »Na pokarm je strasznemu dziwowi wydawa,
    »Co na każdy dzień na brzeg z morza występuje
    »I zawsze z nowej panny potrawę najduje.

    13

    »Barzo siła tych, które kupcy przedawają
    »Co piękniejsze i których zbójcy dostawają,
    »Jako ich wiele ginie, ktoby chciał spisować?
    »Nie trudno, jednę na dzień kładąc, porachować.
    »Przeto, jeśli masz w sobie cokolwiek litości,
    »Jeśliś jest przyjacielem tej płci i miłości,
    »I ty chciej między temi, proszę, być obranem,
    »Co na tę wojnę jadą z hiberneńskiem panem«.

    14

    Ledwie Orland dosłuchał onej wszytkiej sprawy,
    Jako przysiągł chcieć pierwszem być do tej wyprawy;
    Bo postępku żadnego albo rzeczy krzywej
    Nie mógł nigdy wycierpieć i niesprawiedliwej.
    I począł się obawiać, aby nie dostali
    Angeliki ci, którzy w Ebudzie mieszkali,
    Ponieważ szukając jej po świecie, co wiedzieć,
    Gdzie nie był, a nie mógł się nic o niej dowiedzieć.

    15

    Tak mu ono myślenie głowę pomieszało,
    Że pierwsze przedsięwzięcie w niem się odmieniało,
    I umyślił w tem kraju więcej się nie bawić,
    Ale się do Ebudy co prędzej przeprawić.
    I jeszcze drugi Febus w morze nie zachodził,
    Jako mu u świętego Mola[493] się nagodził
    Jeden okręt, w który wsiadł, i kiedy mijała
    Piąta noc, minął górę świętego Michała[494].

    16

    Bryakę[495] i Landrygler[496] w lewo zostawuje
    I wielkich brzegów żyznych Brytannów zajmuje;
    Potem do białych piasków jedzie, która strona,
    Część Angliej, z dawna się zowie Albiona[497].
    Ale wiatr południowy nakoniec ustaje,
    A co między zachodem i północą wstaje,
    Dmie na nich takiem gwałtem, że żagle zbierają
    I radzi go, nieradzi w tył okrętu mają.

    17

    Co za cztery dni okręt, tam się obracając,
    To za jeden dzień uszedł, nazad się wracając,
    Wpośrzód morza trzymany, gdzie najgłębsze wały,
    Aby się nie roztrącił o piaski, o skały.
    Wiatry, które cztery dni tak gwałtowne trwały,
    Piątego dnia łaskawsze już być poczynały
    I bez wielkiego wstrętu dopuściły łodzi
    Wniść, gdzie rzeka Anwersa[498] w morze wielkie wchodzi.

    18

    Skoro po niebezpiecznem mądry szyper biegu
    Okręt w port wprowadziwszy, uchwycił się brzegu,
    Z miasta, które nad rzeką było z prawej strony,
    Przyszedł do nich mąż jeden, laty obciążony,
    Jako włos pokazował; który gdy po moście
    Małem wszedł do okrętu i przywitał goście,
    Do grabie się Orlanda obrócił z swą mową,
    Rozumiejąc, że on beł między niemi głową.

    19

    Ten mu od jednej panny poselstwo przynosił
    I żeby szedł na małą chwilę do niej, prosił,
    Przydawszy, że ją naleść miał dziwnej gładkości
    I ucieszną w rozmowie i wielkiej mądrości.
    Gdzieby też chciał poczekać, ażby się wybrała,
    Samaby do okrętu zaraz przyjechała,
    Ażeby nie beł twardszy nad insze błądzące
    Rycerze, często w tamten kraj przyjeżdżające.

    20

    I że do tych dób żaden nie trafił się jeszcze,
    Który ziemią lub wodą przybył na to miejsce,
    Któryby z oną panną nie miał się rozmówić
    I o pewnem przypadku nie chciał z nią pomówić.
    Orland, który się nigdy wytknąć w nieludzkości
    Nie da