TPWL

Wolne Lektury potrzebują pomocy! Wesprzyj bezpłatną bibliotekę internetową i przeczytaj opowiadanie Pawła Sołtysa napisane specjalnie dla Ciebie.

x

    Poprawione błędy źródła: chiała -> chciała

    Ludovico AriostoOrland szalonytłum. Piotr Kochanowski

    Tom II

    XVII. Pieśń siedmnasta

    Argument

    1

    Karzeł na Rodomonta ludzie swoje wiedzie.

    Gryfon do Norandyna na gonitwy jedzie,

    W których nikczemny Martan ukazuje tyły

    I daje znać, że słabe ma serce i siły;

    5

    Potem, aby sromoty Gryfona nabawił,

    Zbroję mu jego ukradł i znowu się stawił

    Na dwór, od Norandyna barzo szanowany;

    Hańbę ma za Martana Gryfon rozumiany.

    Allegorye

    9

    Przez Rodomonta w tej siedmnastej pieśni, który przybiegł i spalił część wielką Paryża, a żaden mu się oprzeć nie śmiał, pokazuje się nikczemność wielka, która się pospolicie najduje w nizkiem i podłem gminie. Przeciwnem obyczajem w cesarzu Karle, który z wielką dzielnością idzie przeciwko niemu z swojem rycerstwem, pokazuje się męstwo, które się pospolicie najduje w szlachetnych i wysokich animuszach. W Norandynie mamy przykład wiernego i prawdziwego miłośnika i wielkiego i hojnego króla. W Martanie ukazuje się, jako zawsze ludzie serca nizkiego i podłego są źli i siła o sobie rozumieją.

    1. Skład pierwszy

    10

    Bóg sprawiedliwy, kiedy nasze nieprawości

    Mijają kresy łaski i jego litości,

    Aby pokazał, że jest niemniej sprawiedliwy,

    Jako dobry, łaskawy, jako litościwy,

    Częstokroć na świat srogie tyranny podawa

    15

    I na złe jem[1] dowcipu i siły dodawa;

    Tak okrutnego Syllę, tak i Maryusza,

    Tak obudwu Neronów[2], tak dał i Kajusza[3].

    2

    Tak i Domicyana, tak i Antonina,

    Ostatniego tak wziąwszy z plugawego gmina,

    20

    Podwyszszył i cesarstwo dał Maksyminowi[4]

    I dawniejszego wieku Teby Kreontowi[5];

    Tak chciał Mezencyusza[6] mieć agilińskiego

    Ludu srogiem tyrannem, tak czasu bliższego

    Za jego dopuszczeniem włoski kraj Gotowie

    25

    I Hunnowie psowali i Longobardowie.

    3

    Co mam o Ecelinie[7] albo o Attyli

    I inszych wielu mówić, którzy świat niszczyli

    I których często podług swej sprawiedliwości

    Bóg daje na karanie naszych nieprawości?

    30

    Nie tylko dawnych wieków siła tego mamy

    Przykładów, ale i dziś tego doznawamy,

    Kiedy nam, nędznem trzodom, w te dni nieszczęśliwe

    Miasto pasterzów daje wilki drapieżliwe,

    4

    Co na tem mało mają, iż się, żal się, Boże,

    35

    Tak wiele mięsa w brzuchach ich zmieścić nie może,

    Ale głodniejszych wilków poźrzeć nas wołają,

    Którzy za wysokiemi górami mieszkają.

    Nie mogą się porównać kości pod Kannami,

    Trebią, Trazymenem — mem zdaniem — z kościami

    40

    Temi, które po brzegach i po polach leżą,

    Gdzie Roncus[8], Mela[9], Tarus[10] i Atesis[11] bieżą.

    5

    Bóg pozwala, abyśmy za nasze złośliwe

    Ustawiczne występki i grzechy brzydliwe,

    Byli karani jeszcze przez gorsze narody,

    45

    Odnosząc spustoszenia i niezmierne szkody.

    Przydzie ten czas, że i my także ich pójdziemy

    Ziemie psować, jeśli się kiedy polepszemy,

    Kiedy i oni także przez swe nieprawości

    Przywiodą wieczną Dobroć do zapalczywości.

    6

    50

    I ci na on czas pewnie musieli swojemi

    Boga barzo urazić grzechami ciężkiemi,

    Bo poganie wszytkie ich miejsca napełnili

    Obelżeniem i wszytek ich kraj połupili;

    Ale najbarziej byli nędzni dnia onego,

    55

    Obciążeni od gniewu Rodomontowego.

    Powiedziałem, że o niem dano znać Karłowi

    I że bieżał, aby go nalazł, ku rynkowi.

    7

    Widzi, jadąc, pobite ludzie, rozwalone

    Kościoły i pałace pyszne popalone,

    60

    Wielką część miasta pustą, że rzadko słychano,

    Rzadko takiej srogości przykłady widziano.

    »Dokąd, o nikczemnicy, uciekać myślicie?

    »Przynamniej się na szkody swoje obejźrzycie!

    »Jaka ucieczka albo jakie wam zostanie

    65

    »Insze miasto, jeśli wam to wezmą poganie?

    8

    »I takli jeden tylko, waszem z każdej strony

    »Murem tak, że nie może uciec, obtoczony,

    »I mogę tak rzec, w mieście waszem poimany,

    »Ujdzie, zbiwszy wszytek lud, zdrów, bez żadnej rany?«

    70

    Tak w on czas cesarz mówił, gniewem zapalony

    I sromotą i hańbą oną poruszony,

    Przypadszy przed swój pałac wielki, tam, gdzie psował

    I gdzie wściekły poganin lud jego mordował.

    9

    Tam się była pospólstwa wielka część zbieżała.

    75

    Gdzie się jakiej pomocy naleść spodziewała,

    Bo pałac beł obronny i chwilę gwałtowi

    Mógł wytrzymać przeciwko nieprzyjacielowi.

    Plac wszytek przed pałacem wielkiem odbieżany,

    Od wściekłego pohańca beł opanowany,

    80

    Który szablą skrwawioną w jednej ręce błyska,

    Drugą ognie pożerce[12] i tam i sam ciska.

    10

    I tłucze wielką bramę i mocne podwoje

    Wysokiego pałacu tak, że drżą pokoje.

    Ludzie lękliwi z góry, z wież i z wierzchu bramy

    85

    Zmiatają sztuki murów i wysokie tramy,

    Dachy psują i czego jeno dopaść mogą,

    Na poganina jedną posyłają drogą;

    Lecą drzewa, kamienie i balki złocone

    I posadzki i drogie filary zwalone.

    11

    90

    Głowę i piersi jasną stalą przyodziany

    W bramie królik z Algieru stoi, krwią pijany,

    Nieinaczej, jako wąż jadowity, który

    Z ziemie świeżo wyszedszy, pyszny z nowej skóry,

    Czując, że mu z dostanej dopiero młodości

    95

    Przybyło więcej siły i więcej rzeźwości,

    Ogień w oku ma, trzema językami świszczy,

    Gdzie mija, źwierzowie mu ustępują wszyscy.

    12

    Kamienie, drzewa, cegły i tramy zwalone,

    Strzały gęste, i z łuków i z kusz wystrzelone,

    100

    Nie mogą wściągnąć jego popędliwej ręki;

    Tłucze wielkie podwoje i wrota przez dzięki[13]

    I już w bramie uczynił, nieuhamowany,

    Taką dziurę, że widział i mógł być widziany

    Od wybladłych i strachem twarzy napełnionych,

    105

    Na podwórzu wielkiego zamku zgromadzonych.

    13

    Po przestronych pokojach i salach wołania

    I wrzaski i niewieście słychać narzekania.

    Białegłowy żałosne wszędzie się mięszają

    I zapamiętawszy się, po domu biegają,

    110

    Ojczyste swoje łoża i miłe podwoje

    Ostatnie[14] obłapiając, już jako nie swoje.

    Do tego było przyszło, kiedy z przebranemi

    Cesarz skwapliwy przypadł rycerzmi swojemi.

    14

    Obróciwszy się do swych bohatyrów onych,

    115

    Nie w jednej już potrzebie przedtem doświadczonych,

    »A zaście nie wy ze mną — rzecze — w Aspramoncie

    »Otrzymali zwycięstwo na wielkiem Almoncie?

    »Nie wyście Agolanta z Trojanem zabili?

    »Nie wyście sto tysięcy ich wójsk porazili?

    120

    »Inszych wielkich swoich dzieł teraz nie pomnicie,

    »Że się jednego tylko tejże krwie boicie?

    15

    »Dlaczego mniejszej siły i serca być macie

    »Teraz, aniżli przedtem? Czego się lękacie?

    »Ukażcie swoje męstwo temu psu wściekłemu,

    125

    »Psu wściekłemu, lichy gmin pożerającemu!

    »Serce mężne, by tylko śmierć była uczciwa,

    »Nic nie dba, lubo późna, lubo jest skwapliwa:

    »Ja mniemam, żeście są ci, coście przedtem byli,

    »Ci, którzyście mię zawżdy zwycięzcą czynili«.

    16

    130

    To wyrzekłszy, zwarł konia i biegł z wielkiem gniewem

    Na króla z Algijeru z pochylonem drzewem[15];

    I wojewoda Ugier właśnie w tejże chwili

    I Nam równo z cesarzem do niego skoczyli.

    W tenże czas i Awokon tuż i z Oliwierem,

    135

    Awin i mężny Otton z cnem Berlingijerem,

    Wszyscy do Rodomonta konie rozpuścili

    I w piersi go i w boki drzewy uderzyli.

    17

    Ale już kiedykolwiek bojom pokój dajmy

    I o śmierci i o krwi więcej nie śpiewajmy

    140

    I tego poganina niemniej okrutnego

    Zapomnimy na chwilę, jako i mężnego —

    I takem się jem więcej, niż trzeba, zabawił —

    A pódźmy do Gryfona, któregom zostawił

    Z niewierną Orygillą w Damaszku bogatem

    145

    I z jej gamratem[16], co się mienił być jej bratem.

    18

    Między wschodniemi miasty kładą najludniejszy

    I najpierwszy Damaszek i najbudowniejszy,

    Damaszek piękny, który tak daleko słynie,

    W wielkiej i urodzajnej i żyznej równinie,

    150

    Zbyt wesołej tak lecie, jako czasu zimy,

    Siedm dni jazdy leżący od Jerozolimy;

    Przyległa miastu góra od jednego końca

    Bierze pierwsze promienie wschodzącego słońca.

    19

    Dwie rzece kryształowe miasto przedzielają,

    155

    Które swą wilgotnością gęste odżywiają

    Zawżdy pełne i liścia[17] i kwiecia ogrody,

    Rozsyłając przez różne strumienie swe wody.

    Twierdzą, że w niem tak wiele wód cedrowych[18], żeby

    I młyny jemi[19] mogły mleć według potrzeby,

    160

    I że kto przez ulicę idzie, w każdej stronie

    Czuje ze wszystkich domów wychodzące wonie.

    20

    Jedna między inszemi główna ulicami

    Wszytka była z różnych barw nakryta suknami,

    Insze zaś były kryte ziołami wonnemi,

    165

    Albo ogrodowemi albo też polnemi.

    Wszytkie bramy i okna wszytkie są ubrane

    W kobierce drogie, z różnych jedwabiów utkane,

    Ale najbarziej w dziwnie piękne białegłowy,

    Strojne w perły, w kamienie, w świetne złotogłowy.

    21

    170

    Widać było na wielu miejscach tańcujące

    Ludzie w sieniach i różne muzyki grające;

    Na koniech się piękna młódź przejeżdżała wszędy,

    Przybranych w drogie siodła i bogate rzędy.

    Ale nawiętszą czynił ozdobę bogaty

    175

    Dwór królewski z ubranych paniąt w świetne szaty,

    W perły, w kamienie i w to, co Indye mają

    I czego w Erytrejskiem morzu dostawają.

    22

    Powoli z towarzystwem Gryfon postępował

    I wszytkiemu się i tam i sam przypatrował,

    180

    Kiedy beł od jednego na drodze wściągniony

    I żeby zsiadł do jego pałacu, proszony;

    I według tamtych krajów zwyczajnej ludzkości

    Wszytkie swe ofiarował dostatki dla gości,

    Wprzód jem, aby się zmyli w jego łaźni, radził,

    185

    Potem je u bogatej wieczerzy posadził.

    23

    I powiedział jem, jako ich król zawołany

    Damaski i syryjski, Norandyn[20] nazwany,

    Zapraszał cudzoziemskie rycerze i swoje

    Na dwór swój, na gonitwy i surowe boje,

    190

    Które się począć miały rano dnia przyszłego,

    Skoroby weszły słońca promienie nowego,

    Radząc, jeśli z postawą zgodne męstwo mieli,

    Żeby się z niem ukazać na tem placu chcieli.

    24

    Lub[21] tam Gryfon przyjachał dla czego inszego,

    195

    Nie wymówił się w on czas z wezwania takiego;

    Bo gdziekolwiek się trafi miejsce i pogoda

    Oświadczyć swoje męstwo, opuszczać jej szkoda.

    Potem się dowiadował pilnie, jeśli one

    Gonitwy z dawnych były czasów ustawione[22]

    200

    I jeśli się na każdy rok odprawowały,

    Czy się nowo od króla teraz wywołały.

    25

    On szlachcic na to: »Te — pry[23] — gody zawołane,

    »Co cztery miesiące być mają sprawowane.

    »Jeszcze żadne nie były i pierwsze być mają

    205

    »Te, które się po ranu jutro poczynają

    »Na pamiątkę, że tego dnia beł wyzwolony

    »Król nasz, w niebezpieczeństwie wielkiem położony,

    »Bywszy cztery miesiące swą własną osobą

    »W wielkiem strachu i mając śmierć zawsze przed sobą.

    26

    210

    »Ale iż chcecie wszytko dostatecznie wiedzieć,

    »Wolę wam wszytkę sprawę z początku powiedzieć.

    »Miłował król Norandyn od czasu dawnego

    »Gładką córkę możnego króla cypryjskiego;

    »Nakoniec jej u ojca dostawszy za żonę,

    215

    »Prowadził ją wesoły na zad w swoję stronę,

    »W towarzystwie rycerze i białą płeć mając,

    »Prosto się do Syryej w drogę obracając.

    27

    »Ale skorośmy poszli pełnemi żaglami

    »I ziemia i port został daleko za nami,

    220

    »Tak sroga niepogoda nagle nastąpiła,

    »Że samego starego szypra przeraziła.

    »Trzy dniśmy i trzy nocy po morzu błądzili

    »I tam i sam krzywemi ścieszkami kolili;

    »Wysiedliśmy nakoniec na brzeg utrudzeni

    225

    »U wesołych pagórków i chłodnych strumieni.

    28

    »Zaczemeśmy namioty piękne rozbijali

    »I odpoczynki morskiem trudom gotowali;

    »Jedni z nas drwa nosili i ognie niecili,

    »Drudzy ławy i stołki i stoły stawili,

    230

    »A wtem króla naszego chęć wzięła w doliny

    »Przechodzić się i w lasy głębsze dla zwierzyny,

    »Lub jelenia lub sarnę naleść zamyślając,

    »Dwu sług z sobą, co za niem strzały nieśli, mając.

    29

    »Kiedyśmy tak wesoło tam odpoczywali

    235

    »I wracającego się króla wyglądali,

    »Ujźrzeliśmy z daleka Cyklopa[24] strasznego,

    »Brzegiem morskiem przeciw nam prosto bieżącego.

    »Strzeż was Boże, panowie, widzieć twarz straszliwą

    »Okrutnego Cyklopa i postać gniewliwą!

    240

    »Lepiej, żebyście o niem z powieści wiedzieli,

    »Aniżli, żebyście go gdzie z blizka widzieli.

    30

    »Tak miąższy jest, tak wielki i tak słuszną miarę

    »Wzrostu przeszedł, że temu nie każdy da wiarę.

    »Miasto oczu pod czołem ma z twarzy wydane

    245

    »Brzydkie, szpetne, straszliwe dwie gałki kościane.

    »Zda się, że się pagórek ruszył, gdy nad brzegiem

    »Przeciwko nam, jakom rzekł, bieżał wielkiem biegiem;

    »Zanadrze ma skrwawione, nos długi, a z gęby

    »Ukazuje tak, jako świnia, krzywe zęby.

    31

    250

    »Pysk przy ziemi tak właśnie, jako ogar, niesie,

    »Kiedy zająca szuka i szlakuje w lesie.

    »Zajźrzawszy go, wszyscy się okrutnie strwożemy

    »I tam, gdzie nas strach pędzi, uciekać poczniemy.

    »Że go ślepem widziemy, mało nam pomoże,

    255

    »Kiedy samem wąchaniem tylko więcej może,

    »Niż drugi, co ma z węchem dobrem zdrowe oczy,

    »I trzeba skrzydła, kto chce zdrów uść jego mocy.

    32

    »Ten tam, ten sam ucieka, ale uciec jemu

    »Próżno było, z wiatrami równo bieżącemu.

    260

    »Wszytkich naszych czterdzieści spełna osób beło,

    »A tylko dziesięć w okręt zdrowo przypłynęło:

    »Jednych w łono, w zanadrze wielkie drugich sobie,

    »Drugich pod obie pachy nakładł w onej dobie;

    »Niektóremi napełnił torbę swą przestroną,

    265

    »Tak, jako u pasterza, przed się zawieszoną.

    33

    »Zaniósł nas dziw straszliwy potem między skały

    »Przy brzegu, w które biły gęste morskie wały;

    »Gdzie z marmuru jest jego jama wykowana

    »Tak białego, jako jest karta niepisana.

    270

    »W niej jedna białagłowa społem z niem mieszkała,

    »Która serce żałosne i twarz zawżdy miała,

    »I pań i panien siła mając w swem opieku[25],

    »Gładkich, szpetnych i stanu i różnego wieku.

    34

    »Niedaleko jaskiniej, w której mieszkał, onej,

    275

    »Jakoby w samem wierzchu góry wyrobionej,

    »Była druga nie mniejsza, w której stado swoje

    »Zamykał w nocy albo w południowe znoje;

    »Które od niego lecie i zimie pasione,

    »Dla wielkości swojej być nie mogło zliczone,

    280

    »A dla zabawy je swej raczej miał i chował,

    »Niż, żeby go zażywał albo potrzebował.

    35

    »Bo mu mięso człowiecze lepiej smakowało,

    »Jakoż się to, niżli wszedł w jamę, pokazało;

    »Bo z onych towarzyszów naszych nieszczęśliwych

    285

    »Trzech zjadł zaraz albo ich raczej pożarł żywych,

    »Potem kamień odwala i jamę otwiera

    »I stado z niej wygania, a nas w niej zawiera;

    »Potem idzie, na paszą owce poganiając

    »I w piszczałkę pasterską sobie przygrawając.

    36

    290

    »Wtem się z lasu Norandyn wraca i przygody

    »I nieszczęście i swoje zrozumiewa szkody:

    »Wszędzie cicho i pełno wielkiego milczenia,

    »W namiotach nie zastawa żywego stworzenia.

    »Nie może się domyślić, kto mu zostawiony

    295

    »Lud rozegnał i na brzeg bieży, potrwożony,

    »I widzi swe żeglarze, że kotwie wciągają

    »I żagle ukwapliwi na maszty stawiają.

    37

    »Oni, skoro na brzegu króla obaczyli,

    »Z okrętu łódź po niego małą wyprawili;

    300

    »Ale skoro usłyszał, kto mu szkodę onę

    »Uczynił w jego ludziach i uniósł mu żonę,

    »Zarazem się namyśla jeszcze świeżem tropem

    »Tak długo, aż go dojdzie, bieżeć za Cyklopem,

    »Bo albo żywot stracić i bez dusze zostać,

    305

    »Albo swojej Lucyny[26] chce koniecznie dostać.

    38

    »Gdzie, się pokazowała w piasku świeża stopa

    »Podle brzegu morskiego wielkiego Cyklopa,

    »Jako mu wściekła miłość każe, pędem bieży,

    »Aż przypadnie, gdzie ona jama jego leży,

    310

    »W którejeśmy zawarci strasznego czekali

    »Pasterza i gotowej śmierci wyglądali;

    »Na każdy dźwięk zdało się, żeśmy go słyszeli

    »I żeśmy od niego pożarci być mieli.

    39

    »Tak szczęście jego chciało i tak mu zdarzyło,

    315

    »Że jego żonę zastał, samego nie było;

    »Która skoro go jeno z daleka ujźrzała,

    »»Uciekaj! Oto zginiesz: uciekaj!« wołała.

    »»Wszystko — prawi — za jedno; zginę lub nie zginę.

    »»Ja chcę widzieć koniecznie drogą swą Lucynę.

    320

    »»Nie błąd, ale mię żądza prowadzi w tę drogę,

    »»Bo żyć bez swej małżonki nie chcę i nie mogę«.

    40

    »Potem pytał: »Powiedz mi o tych, moja pani,

    »»Którzy naprzód na brzegu byli poimani,

    »»Których znać pasterz srogi poniósł na to miejsce,

    325

    »»Jeśli[27] zabił Lucynę, jeśli żywa jeszcze«.

    »Odpowiada mu na to żona Cyklopowa,

    »Że ta, o której pytasz, i żywa i zdrowa,

    »I cieszy go i ludzko z Norandynem gada,

    »Powiadając, że Cyklop białychgłów nie jada.

    41

    330

    »»I ja — pry[28] — i te wszystkie insze białegłowy,

    »»Które widzisz, podeprą mej prawdziwej mowy,

    »»Bo ani jem ani mnie Cyklop nic nie szkodzi,

    »»Krom, że żadna od jamy daleko nie chodzi.

    »»Na te, co zamyślają uciekać, karanie

    335

    »»Srogie kładzie i wiecznie zwykł się gniewać na nie

    »»Albo je w łańcuch wsadza, albo żywo grzebie,

    »»Lub cały dzień na słońcu nago ma u siebie.

    42

    »»Twoi ludzie od niego dzisiaj przyniesieni,

    »»Nie byli od białychgłów jeszcze rozdzieleni,

    340

    »»Ale jako je przyniósł, razem poimane,

    »»Do jaskinie je wpuścił, społem pomieszane.

    »»Samem węchem mężczyzny zarazem poczuje

    »»I białą płeć, ale tej nigdy nie morduje,

    »»Same tylko mężczyzny; tych siła umiera,

    345

    »»Bo ich pięć jednego dnia albo sześć pożera.

    43

    »»Jakobyś miał wybawić żonę, nie rozumiem,

    »»Z tego miejsca i radyć dać na to nie umiem.

    »»Dosyć możesz mieć na tem, że żywo została

    »»I będzie tu z nami złe i dobre cierpiała.

    350

    »»Ale uciekaj, synu! dla Boga, uciekaj

    »»I Cyklopa, aby cię nie pożarł, nie czekaj,

    »»Bo skoro przydzie, wącha wkoło i poczuje

    »»I biedną mysz, jeśli się w domu gdzie najduje«.

    44

    »Odpowie król, że nie chce odejść z tamtej strony,

    355

    »Jeśli pierwej nie ujźrzy swojej miłej żony,

    »I że tam z nią pospołu woli umrzeć raczej,

    »Niż żyć bez niej, ani chce uczynić inaczej.

    »Ona skoro ujźrzała, że go zbić nie mogła

    »Z tak wielkiego uporu, aby mu pomogła,

    360

    »Wszytkie swe siły zaraz na to obróciła

    »I wszytek zmysł i wszytek dowcip w to włożyła.

    45

    »Zawsze w domu pobitych baranów niemało,

    »Owiec i kóz i jagniąt i kozłów wisiało,

    »Któremi sama siebie i swoje żywiła;

    365

    »Z dachu skór powieszonych widać było siła.

    »Król za radą życzliwej onej białejgłowy

    »Zebrał około nerek wszystek łój kozłowy

    »I mazał się tak długo od głowy do pięty,

    »Aż jego pierwszy zapach wszystek beł odjęty.

    46

    370

    »Skoro porozumiała, że zapachem nowem

    »Dobrze trącił Norandyn i parchem[29] kozłowem,

    »Skórę jako najwiętszą kozłową obrała

    »I ubrać się w nię zaraz królowi kazała.

    »On, jako nauczony beł od swej mistrzyni,

    375

    »Na bałuku znienagła lezie do jaskini,

    »Tam, gdzie pięknej Lucyny była ulubiona

    »Twarz[30], kamieniem ogromnem w jamie przywalona.

    47

    »I jako mu kazała, kryty cudzą skórą,

    »Stoi podle jaskiniej tuż nad samą dziurą,

    380

    »Aby w nię wszedł z owcami, kiedy je z ugora

    »Przyżenie, i cierpliwy czeka do wieczora.

    »Wieczór słyszy piszczałkę, której zwykł używać

    »Srogi pasterz i stada do domu zwoływać;

    »Sam sobie przygrawając, znienagła za niemi

    385

    »Idzie na odpoczynek krokami wielkiemi.

    48

    »Osądźcie, jeśli nie drżał i beł próżny trwogi,

    »Kiedy poczuł, że się już wracał Cyklop srogi,

    »I kiedy ujźrzał, że się do niego przymykał

    »Z straszną twarzą i wielką jaskinią odmykał.

    390

    »Lecz więcej miłość mogła, niż strach, niewątpliwie,

    »A wy uznajcie, jeśli miłował prawdziwie.

    »Wprzód przydzie wielki Cyklop i kamień odłoży;

    »Król wchodzi, wmieszawszy się między gęste kozy.

    49

    »Gdy weszło stado, Cyklop sam się w jamę wpuszcza,

    395

    »Ale pierwej za sobą wielkie drzwi zapuszcza;

    »Chodzi, wszystkich wąchając, na ostatek bierze

    »Dwu naszych towarzyszów do srogiej wieczerze.

    »Gdy mi wspomnieć na jego straszne zęby przydzie,

    »I teraz drżę od strachu i pot przez mię idzie.

    400

    »Król skórę, skoro Cyklop wyszedł precz z jaskinie,

    »Zrzuciwszy, u szyje się uwiesza Lucynie.

    50

    »Ona nędzna, widząc go, co się cieszyć miała,

    »Więtszą żałość i smutek z jego przyścia miała:

    »Widzi, że musi zginąć i więcej nie może

    405

    »Stamtąd wyniść i onej namniej nie pomoże.

    »»W tem żalu, w którem mię mieć zła fortuna chciała,

    »»Wielkąm pociechę — prawi — miły mój, stąd miała,

    »»Żeś w ten czas nie beł z nami, kiedy mię z inszemi

    »»Okrutny Cyklop dziś wziął sługami twojemi.

    51

    410

    »»Bo lubo mi gorzko przyść do tego kłopota,

    »»Że ladakiedy zbędę miłego żywota,

    »»Alebym tylko, kiedy tak zła gwiazda chciała,

    »»Swojego złego losu była żałowała;

    »»A teraz, lub wprzód zginiesz, lub później, żal z twojej

    415

    »»Śmierci więtszy mieć będę, niżli z własnej mojej«.

    »I dalej powiadała z żałością Lucyna,

    »Że jej barziej, niż o się, szło o Norandyna.

    52

    »Król rzekł: »Jam się dlatego na to miejsce stawił,

    »»Abym i ciebie i tych inszych stąd wybawił;

    420

    »»Czego, jeśli nie sprawię, zawarłem[31] u siebie

    »»Raczej umrzeć, niżli żyć, me serce, bez ciebie!

    »»A jakom tu wszedł, tak też i wyniść stąd mogę

    »»I wy pospołu zemną pójdziecie w tęż drogę,

    »»Jeśli czynić, jakom ja uczynił, będziecie

    425

    »»I smród na się szpetnego źwierzęcia weźmiecie«.

    53

    »I ukazał nam sposób, jemu już zdarzony,

    »Który na nos Cyklopów miał od jego żony,

    »Abyśmy się ubrali wszyscy w koźle skóry,

    »Jeśliby nas chciał macać na wyściu u dziury.

    430

    »Łatwie nas na to było namówić i ile

    »Nas było, tak białychgłów, jako mężczyzn, tyle

    »Kozłóweśmy zabili, którycheśmy mieli

    »Za najstarszych i którzy najbarziej śmierdzieli.

    54

    »I icheśmy swe ciała łojem namazali

    435

    »I wszyscyśmy się w skóry ich poubierali.

    »Tym czasem z oceanu syn pięknej Latony[32]

    »Ze dniem jasnem poganiał na świat wóz złocony;

    »Cyklop też z pierwszem światłem, jako więc czyniwał[33],

    »Wracał się do jaskiniej i swem się ozywał

    440

    »Stadom, grając w piszczałkę, aby zostawiały

    »Jaskinią i na paszą w pole wychadzały.

    55

    »Trzymał rękę u jamy, w dziurze nas przejmując

    »I żebyśmy z owcami nie wyszli, pilnując.

    »A macał nas, gdy kozy i owce wypuszczał,

    445

    »I zaś nas, poczuwszy sierć albo wełnę, puszczał.

    »Takiemeśmy sposobem z białemigłowami

    »Wszyscy wyszli, koźlemi nakryci skórami;

    »I nie wściągnął nikogo Cyklop, aż lękliwa

    »We drzwiach była Lucyna, barzo bojaźliwa.

    56

    450

    »Lucyna, lubo łojem, nędzna, swego ciała,

    »Brzydząc się jem podomno, nie nasmarowała,

    »Lubo barzo pieszczono i miękko chodziła,

    »Że zwierzęcego w on czas chodu nie trafiła,

    »Lubo kiedy ją macał, trwożyć się poczęła

    455

    »I od wielkiego strachu, nieszczęsna, krzyknęła,

    »Lub się była nakryła skórą ladajako:

    »Postrzegł jej srogi Cyklop, ja sam nie wiem, jako.

    57

    »Takeśmy się każdy z nas byli obrócili

    »Na swe przypadki, żeśmy cudzych nie patrzyli.

    460

    »Jam się przecię obejźrzał na jej wrzask do dziury

    »I ujźrzałem, że ją już zewlókł Cyklop z skóry

    »I wtrącił ją w jaskinią. A myśmy skórami

    »Nakryci, po staremu szli między owcami,

    »Gdzie nas pasterz wprowadził w łąki niesieczone,

    465

    »Między piękne pagórki i chrósty zielone.

    58

    »Gdzieśmy potem czekali, ażby usnął w cieniu,

    »Podle lasu, przy pewnem wesołem strumieniu.

    »Ten ku morzu, a ten się ku górom udawa;

    »Norandyn z nami nie chce i w stadzie zostawa.

    470

    »Taka go miłość wzięła przeciwko Lucynie,

    »Że się na zad chce wrócić stamtąd do jaskinie,

    »Ani odejść, póki jej stamtąd nie wyzwoli,

    »A umrzeć tamże przy niej, niż bez niej żyć, woli.

    59

    »I gdy ją z razu ujźrzał, we drzwiach postrzeżoną

    475

    »I gwałtem do jaskiniej na zad zaś wciągnioną,

    »Chciał, nie mogąc wytrzymać wielkiemu żalowi,

    »Dobrowolnie się wrzucić w garło Cyklopowi.

    »I już się beł zapuścił i beł mu u gęby

    »I blizko było, że mu mało nie wpadł w zęby;

    480

    »Ale go ta nadzieja jeszcze zatrzymała,

    »Że za czasem Lucyna stamtąd wyniść miała.

    60

    »Wieczorem napasione stado swe przygnawszy

    »I żadnego w jaskiniej z naszych nie zastawszy,

    »Czując, że go wieczerza spodziewana minie,

    485

    »Wszystkę winę przyczyta i daje Lucynie

    »I do łańcucha ją stać pod niebem skazuje

    »Na skale, ani ciału pięknemu folguje.

    »Król patrzy, co dla niego cierpi — żal się, Boże —

    »I schnie żalem i tylko że umrzeć nie może.

    61

    490

    »I wieczór i po ranu miłośnik strapiony

    »Widzi mękę, ciężki płacz nieszczęsnej swej żony;

    »I lub w pole lub idzie z pól, między barany

    »I owce przednie coraz przychodzi wmieszany.

    »A ta twarzą żałosną znać dawa nieboga,

    495

    »Aby stamtąd uciekał, prosząc go dla Boga,

    »Ponieważ i sam zginąć ladakiedy może

    »I jej swoją bytnością namniej nie pomoże.

    62

    »Namniej jej nie pomoże; a nie tylko ona,

    »Ale go o toż prosi Cyklopowa żona,

    500

    »Nadaremnie; bo król być i jednej godziny,

    »Kiedyby to mogło być, nie chce bez Lucyny.

    »W tej niewolej, w której go miłość uwiązała

    »I potem go pobożność i litość trzymała,

    »Trwał tak długo, aż w ten kraj, jak to bywa czasem,

    505

    »Trafili się z przygody Mandrykard z Gradasem[34].

    63

    »Którzy swoją śmiałością tak wiele czynili,

    »Aż nakoniec Lucynę piękną wyzwolili;

    »Acz to raczej sprawiło szczęście, które mieli

    »W tej sprawie, i do morza w skok z nią ubieżeli

    510

    »I ojcu ją, co tam beł, dali. To się stało

    »Właśnie w ten czas, kiedy się świtać zaczynało,

    »Kiedy jeszcze Norandyn król między owcami

    »Odpoczywał w jaskiniej i między kozami.

    64

    »Ale skoro świat jasne słońce oświeciło,

    515

    »Dowiedział się król, że już Lucyny nie było.

    »Wszytko mu powiedziała Cyklopowa żona,

    »Jako się działo, jako była uniesiona.

    »Król Bogu dzięki czyni i ręce podnosi

    »Do nieba i pokornie i nabożnie prosi,

    520

    »Aby ją tam prowadził, skądby ją mógł potem

    »Mieć lub prośbą lub mocą lub skarbem i złotem.

    65

    »Niepodobnie wesoły i pełen obrady[35],

    »Idzie na paszą między kosmatemi stady

    »I tam czeka tak długo, aż nieokrócony[36]

    525

    »Pasterz w cieniu na ziemi legł, snem zwyciężony.

    »On dzień cały uchodzi do mroku samego,

    »Aż beł bezpieczny od rąk Cyklopa srogiego;

    »Potem wesół wsiadł w okręt pewny w Sataliej[37]

    »I ode trzech miesięcy przybył do Syryej.

    66

    530

    »Król po miastach, miasteczkach, po ziemi, po wodzie,

    »W Egipcie i w Afryce, w Turczech, w Cyprze, w Rodzie

    »Rozesłał wszędzie szukać kochanej Lucyny,

    »A nie miał o niej, aż dziś czwarty dzień, nowiny.

    »Dziś czwarty dzień wiadomość od świekra swojego,

    535

    »Że z nią jest w Nikozyej, ma, króla cyprskiego,

    »Potem, jako go wiatry przeciwne trzymały

    »I długo go po morzu tam i sam miotały.

    67

    »Na znak swego wesela i wielkiej radości

    »Król zawołane gody sprawuje dla gości

    540

    »I uchwalił na czasy na potem idące

    »Takie drugie sprawować co cztery miesiące

    »Na pamiątkę, że cztery miesiące w kozłowem

    »Odzieniu szpetnem chodził w stadzie Cyklopowem;

    »I ten dzień właśnie jutro przypadnie, którego

    545

    »Wyszedł z ciężkiej niewolej pasterza srogiego.

    68

    »To wszystko, coście teraz odemnie słyszeli,

    »Częściem sam widział, a część, abyście wiedzieli,

    »Wiem od króla, który czas wyszszej mianowany

    »Trwał w tej nędzy, zwierzęcą skórą przyodziany.

    550

    »Jeśli wam kto inaczej będzie co powiadać,

    »Że nic nie wie, możecie bezpiecznie mu zadać«.

    Tak on szlachcic powiadał w on czas Gryfonowi,

    Skąd przyszło one gody sprawować królowi.

    69

    Niemałą część rycerze nocy w onej chwili

    555

    Rozmawiając o onej przygodzie, strawili;

    Tem zawarli[38], że miłość prawie niesłychana

    I pobożność od króla była pokazana.

    Potem wstawszy od stołu, szli na odpocznienie

    Tam, kędy mieli wczesne[39] i dobre złożenie[40].

    560

    Nazajutrz w dzień pogodny, skoro grać poczęli

    Trębacze, rycerze się ochotni ocknęli.

    70

    W bębny biją po mieście, w głośne trąby grają

    I na plac naznaczony pospólstwa wołają.

    Gryfon, skoro obaczył i wozy i konie

    565

    Na ulicy i wielki zgiełk na każdej stronie,

    Ubiera się i kładzie na się zwykłą swoję

    Doskonałą i nieraz doświadczoną zbroję;

    Bo niepożyta była i uczarowana

    I własną ręką wiedmy białej hartowana.

    71

    570

    Antyocheńczyk się też z niem także gotował,

    Jachał na plac i członki żelazem warował[41].

    Już też od gospodarza beły zgotowane

    Dla nich wielkie kopie, dobrze zżyłowane[42];

    Który swoje powinne i krewne zgromadził

    575

    I na plac je, czyniąc jem uczciwość, prowadził,

    Przydawszy jem i piesze i na koniech sługi

    Umiejętne i do tej sposobne posługi.

    72

    Przyjachawszy na rynek, zawściągnęli konie

    I nie jeżdżąc po placu, stanęli na stronie,

    580

    Aby na plac jadące tem lepiej widzieli

    Po jednem, po dwu, po trzech, którzy gonić mieli:

    Ten misternie złączone farby wynajduje

    I pociechę swej paniej lub żal ukazuje;

    Ten na szyszaku, a ten na tarczy znać dawa,

    585

    Czy łaski, czy srogości w miłości doznawa.

    73

    Syrowie tak się w on czas ubierali w boje,

    Jako i my, i także używali zbroje

    I od Francuzów stroje podomno bierali,

    Zwłaszcza, że z niemi w blizkiem sąsiedztwie mieszkali;

    590

    Co w on czas święte miasto rządzili lat wiele,

    Kędy z ludźmi wszechmocny Bóg przebywał w ciele,

    Które z wielką sromotą panów chrześcijańskich

    Teraz w ręku widziemy brzydkich psów pogańskich.

    74

    Gdzieby na pomnożenie wiary świętej broni

    595

    I kopij mieli swoich używać, to oni

    Wolą się między sobą drapać i mordować

    I tę trochę, co wierzy, jeszcze chcą zepsować.

    Lepiej, mężni Hiszpani, lepiej, Francuzowie,

    Lepiej, Niemcy waleczni, lepiej, Szwajcarowie,

    600

    Że się na inszą zdobycz, godniejszą udacie,

    Bo to już Chrystusowe, czego tu szukacie.

    75

    Do tego, jeśli królmi najchrześcijańskiemi[43]

    I drudzy też zwani być chcecie powszechnemi,

    Czemuż tak Chrystusowe ludzie zabijacie?

    605

    Czemu ich niepobożnie z ich dóbr odzieracie?

    Czemu do Jeruzalem raczej nie jedziecie?

    Czemu go gwałtownikom tem nie odbierzecie?

    Czemu Konstantynopol poganie trzymają?

    Czemu lepszą część świata bisurmańcy mają?

    76

    610

    Czy nie większe urazy, o hiszpańskie plemię,

    Ponosisz od Afryki, niż od włoskiej ziemie?

    A przecię, aby się jej przykrzyło strapionej,

    Odbiegasz swej odprawy pierwszej umyślonej.

    I ty, gniazdo niecnoty, czemu się nie czujesz,

    615

    Pijana włoska ziemi, ani się frasujesz,

    Żeś się to tych, to owych niewolnicą zstała

    Narodów, któremeś ty pierwej panowała?

    77

    Jeśli abyś w swych nie zdechł jaskiniach o głodzie,

    Chceć się do włoskiej ziemie, szwajcarski narodzie,

    620

    I szukasz u nas chleba albo na ostatek

    Śmierci, żeby cię nie gryzł głód i niedostatek:

    Masz bogactwa tureckie tak blizko w Azyej,

    Wypądźże[44] go z Europy, a namniej z Grecyej;

    Tak głodu nie ucierpisz, albo tamte włości

    625

    Z więtszą zasługą weźmiesz w swoje osiadłości.

    78

    A co tobie, to zaraz mówię i Niemcowi,

    Niemcowi, przyległemu twemu sąsiadowi.

    Tam są od Konstantyna z Rzymu przeniesione

    Bogactwa, tam są wszytkie skarby zgromadzone

    630

    Paktola[45], Herma[46], gdzie jest złoto znamienite;

    Migdonią, Lidyą i insze obfite

    Kraje, o których często z historyj słychacie,

    Nie tak daleko, jeśli iść tam chcecie, macie.

    79

    Ty, wielki lwie[47], któryś jest teraz niebieskiemi

    635

    Obciążony od Boga kluczami złotemi,

    Obudź sam włoską ziemię ani jej dopuszczaj

    Spać tak długo, ale ją na te psy poduszczaj.

    Ty masz łaskę, tyś pasterz, od Boga obrany,

    I dla tegoś tak strasznem imieniem nadany,

    640

    Abyś ryczał, rozciągał ręce i ściśnionej

    Trzody bronił od wilków, tobie powierzonej.

    80

    Ale z mowy do mowy, o jakom mojego

    Zbyt daleko ustąpił gościńca[48] pierwszego!

    Ale nie takem przecię bardzo obłądzony,

    645

    Abych zaś nie miał trafić na tor opuszczony.

    Powiedziałem, że się tak na on czas Syrowie

    Ubierali do bojów, jako Francuzowie.

    Zaczem w Damaszku beł plac rycerzów wybranych

    Pełny, w hełmy i zbroje zupełne ubranych.

    81

    650

    Gońcom[49] się z ganków piękne przypatrują panie

    I kwiecie rozmaite wymiatają na nie,

    Kiedy przeciwko sobie kopie składają

    Albo z mieczmi na koniech na się nacierają.

    Każdy, lubo zły jeździec lubo jest ćwiczony,

    655

    Chce się udać[50] na placu i być pochwalony;

    Zaczem jedni i sławy i czci dostawają,

    Drudzy słyszą, że szydząc za niemi wołają.

    82

    Zwycięzcy na gonitwach zbroję wystawiono,

    Którą królowi w dary świeżo przyniesiono,

    660

    Nalezioną z trafunku od kupca jednego

    Na drodze, z Armeniej na zad jadącego.

    Przydał król zwierzchnią szatę, utkaną ze złota

    I z jedwabiów; okrom że sama jej robota

    Dziwna beła, kamieni siła w sobie miała

    665

    I pereł, że się za skarb wielki szacowała.

    83

    Kiedyby beł Norandyn poznał onę zbroję,

    Pewnieby ją beł schować dał w skarbnicę swoję,

    I choć beł hojny, by go był kto o niej sprawił[51],

    Na gonitwyby jej beł za dar nie wystawił.

    670

    Siłaby o tem mówić, jako znieważona

    I od kogo tak barzo była pogardzona,

    Że porzucona w drodze na ziemi leżała

    I na łup tem, co wprzód szli i pozad, została.

    84

    Indziej o tem, a teraz powiem o Gryfonie,

    675

    Który, jakom przypomniał, stanąwszy na stronie,

    Zastał kilka par z sobą kopie łamiących

    I potem się ręcznemi broniami bijących.

    Ośm było naprzedniejszych na dworze, co byli

    Towarzystwo i związek z sobą uczynili;

    680

    Wszyscy młodzi i w bojach bywali mężowie,

    Lubo domów przedniejszych lub wielcy panowie.

    85

    Ci przeciwko każdemu w szranki wstępowali

    I wszytkiem po jednemu w bój odpowiadali

    Pierwej drzewem, a potem szablą i buławą,

    685

    Póki się jeno cieszyć chciał król oną sprawą.

    Częstokroć sobie drzewy zbroje dziurawili,

    Wrzkomo w igrzysku, ale to wszytko czynili,

    Co czyni nieprzyjaciel nieprzyjacielowi,

    Krom, że ich było wolno rozdzielić królowi.

    86

    690

    Rycerz z Antyochiej i z serca obrany

    I z siły, Martan[52] własnem imieniem nazwany,

    Jakoby mając z sobą Gryfona, śmiałości

    Był jego ucześnikiem i jego dzielności,

    Wjechał w szranki na pięknem i ubranem koniu

    695

    I potem sobie w miejscu stanął na ustroniu,

    Czekając, ażby byli srogi bój skończyli

    Dwaj rycerze, którzy się z sobą w ten czas bili.

    87

    Pan z Seleucyej[53], jeden z onych, którzy mieli

    Odpowiadać tem wszytkiem, którzy gonić chcieli,

    700

    Goniąc w on czas z Ombrynem, właśnie go kopią

    W jego miarę ugodził, w czoło pod skofią[54].

    Spadł Ombryn z konia zaraz na ziemię, zabity,

    Z wielką żałością wszytkich, bo beł znamienity

    Rycerz z niego i człowiek do tego cnotliwy,

    705

    Ale cóż, kiedy tak chciał los jego złośliwy.

    88

    Martan widząc to, bał się, aby się i jemu

    Także właśnie nie zstało, jako i onemu,

    I do swego się zaraz wrócił przyrodzenia,

    Myśląc, jakoby zniknąć[55] boju i gonienia.

    710

    Gryfon, który stał przy niem, jego urażony

    Ociąganiem, popchnął go, żeć wżdy ośmielony,

    Przeciwko się jednemu ruszył rycerzowi,

    Jako pies pospolicie przeciwko wilkowi,

    89

    Co się za niem zapuści trochę i zaś czeka,

    715

    W miejscu stając, i tylko z daleka nań szczeka,

    Widząc, jako ma w oczu zapalonych żywe

    Ognie i jako zęby wyszczerza straszliwe.

    Gdzie wszytek lud, gdzie wszyscy rycerze ćwiczeni,

    Gdzie i król i książęta byli zgromadzeni,

    720

    Wylękniony się Martan razowi uchronił

    I w prawą stronę głowy i wodze[56] nakłonił.

    90

    Przecię mógł jakokolwiek koniowi swojemu,

    Wymawiając się, winę dać twardoustemu;

    Ale kiedy do ręcznej przyszło potem broni,

    725

    Tak zbłądził, że Demosten sam go nie obroni:

    Jakoby beł papierem kryty, nie żelazem

    Tak się boi i tak drży przed namniejszem razem,

    Na ostatek ucieka bez wstydu i rzędy

    Miesza; ludzie się śmieją koło niego wszędy.

    91

    730

    Potem powstał huk i krzyk i wielkie wołanie

    Pospolitego ludu i chłopiąt gwizdanie,

    Gdy wypuściwszy wodze swojemu koniowi,

    Właśnie, jako szczwany wilk, bieżał ku domowi.

    Gryfon, co został, tak się rozumie zelżonem,

    735

    Tak swego towarzysza hańbą oszpeconem,

    Żeby się w ogniu wolał widzieć w onej chwili,

    Widząc, jako się wszyscy śmiali i szydzili.

    92

    Pała na twarzy z gniewu i wstydu wielkiego,

    Jakoby błąd Martanów beł jego samego,

    740

    Bo wszyscy tejże kuźniej dzieła wykładali

    I takiegoż się po niem męstwa spodziewali.

    Jeśli kiedy, dziś mu się trzeba dobrze stawić

    I swego towarzysza występku poprawić:

    Błąd na piądź, iż już o niem złe mniemanie mieli,

    745

    Na dziesięćby go beli łokci rozumieli.

    93

    Wziął był już drzewo Gryfon i do toku włożył,

    Któremu się był w bojach tak dobrze przyłożył,

    Że rzadko kiedy chybiał, i konia rozpuścił,

    Co jedno biegu mógł mieć, i na dół je spuścił

    750

    I tak je dobrze w on czas o pana zawadził

    Z Sydoniej[57], że go zbił i z siodła wysadził;

    Wszyscy się zadziwili i na nogi wstali,

    Bo przeciwnego po niem wszytkiego czekali.

    94

    Gryfon znowu zajachał i z onemże drzewem,

    755

    Całem i niezłomanem, skoczył z wielkiem gniewem

    I złamał je we troje o tarczą mężnemu

    Rycerzowi, staroście laodycejskiemu[58],

    Który niewytrzymanem razem uderzony,

    Zachwiał się i raz i dwa, na dół pochylony;

    760

    Ale się prętko przecię zasię poprawiwszy,

    Szedł na Gryfona, szable od boku dobywszy.

    95

    Gryfon widząc, że mało kopia sprawiła

    I że go, jako tuszył, z siodła nie zwaliła,

    Czego kopia sprawić nie mogła to — prawi —

    765

    Szabla za piątem cięciem albo szóstem sprawi.

    I przypuściwszy konia podeń, wysadzony

    Od siodła, ostrą szablą tnie go bez obrony

    W lewą skroń, nie przestając, raz drugi i trzeci,

    Że ogłuszony z konia na ostatek leci.

    96

    770

    Tamże i z Apamiej[59] dwaj bracia rodzeni,

    Jako o nich trzymano, gońcy[60] doświadczeni,

    Jeden Tyrses, a drugi Korymbus nazwani,

    Od Gryfona zostali z koni pozwalani.

    Uderzony kopią, Tyrses łęk zostawił,

    775

    Ale się ręczną bronią z Korymbem rozprawił;

    Już Gryfonowi wszyscy prawie przysądzają

    Zwycięstwo i pewnie, że dank[61] weźmie, trzymają.

    97

    Po tych dwu w szranki wstąpić zaś Salinterowi,

    Najwyszszemu dopiero przyszło marszałkowi,

    780

    Który wszytkiem królestwem rządził, podwyszszony

    Na pierwsze dostojeństwo damaskiej korony.

    Ten znieść tego nie mogąc, w sobie rozgniewany,

    Że on od cudzoziemca miał być otrzymany

    Dank w gonitwie, groźnych słów i fuków[62] używa

    785

    I Gryfona na drzewo zuchwale wyzywa.

    98

    Odpowiedział mu Gryfon dobrze hartowaną

    Kopią, za najlepszą z dziesiąci obraną.

    I aby uszedł błędu, w pół tarczy mu mierzył

    I tak go ją na on czas potężnie uderzył,

    790

    Że mu piersi i oba blachy rozerwała

    I przepadszy, grot tyłem na piądź ukazała.

    Wszyscy krom króla radzi śmierć jego widzieli,

    Bo go z jego łakomstwa zbyt nienawidzieli.

    99

    Toż i dwiema damaskiem panom, Karmundowi,

    795

    Gryfon właśnie uczynił, i Ermofilowi;

    Z których jeden wszytkich wójsk na ziemi hetmanem,

    Drugi na amilarstwo[63] świeżo beł obranem.

    Jeden zbył konia, drzewem z siodła wysadzony,

    Drugi leżał na ziemi, koniem przywalony,

    800

    Który nie mogąc razu wytrzymać ciężkiego,

    Jakoby go podrąbił[64], padł, Gryfonowego.

    100

    Jeszcze beł z Seleucyej pan został, którego

    Miedzy tą siedmią mieli za namężniejszego,

    A dobrze baczył pewnie siłę swą niemałą

    805

    Z dobrem koniem i zbroją przednią, doskonałą.

    Oba się kopiami tak, jako mierzyli,

    Gdzie hełm przeście wzrokowi daje, ugodzili;

    Lecz przecię lepiej Gryfon uderzył tamtego,

    Bo mu noga wypadła z strzemienia lewego.

    101

    810

    Skruszywszy wielkie drzewa, złomki zarzucili

    I z mieczmi się do siebie gołemi wrócili.

    Uprzedził mężny Gryfon i szablą staloną

    Tak mocno poganina w tarcz ciął wystawioną,

    Że chocia była z miąższej kości i żelaza,

    815

    Puściła, znieść nie mogąc tak ciężkiego raza;

    Przeciął ją aż do zbroje, ale ta wytrwała

    I nieuchronnej szable moc zahamowała.

    102

    Z Seleucyej pan zaś w łeb tak chrześcijańskiego

    Rycerza ciął, że razu wytrzymać srogiego

    820

    Żadne najwyborniejsze żelazo nie mogło;

    Że beł uczarowany szyszak, to pomogło.

    Darmo potem i zbroję siecze z każdej miary,

    Bo i ta także była zrobiona przez czary;

    A jego zbroja zasię już jest zdziurawiona,

    825

    Nie w jednem, ale w kilku miejscach od Gryfona.

    103

    Już u wszytkich rzecz jasna i widoma była,

    Że Gryfon nad pogańskiem rycerzem miał siła,

    I jeśli ich Norandyn prędko nie rozdzieli,

    Że go Gryfon zabije, na oko widzieli.

    830

    A zatem też od króla strażom rozkazano,

    Aby ich nie mieszkając zaraz rozerwano;

    I tak byli na różne rozdzieleni strony

    I z onego postępku król beł pochwalony.

    104

    Ona ośm, którzy mieli przeciwko każdemu

    835

    W bój wchodzić, a odeprzeć nie mogli jednemu,

    Gdy źle, czego się byli podjęli, strzymali,

    Że już mieli uchodzić wszytkiem, wyjawiali;

    Po jednemu już byli zjachali do dworu,

    A gonitwy zostały bez żadnego sporu,

    840

    Bo jem sam jeden Gryfon wziął, jako widzieli

    To, co przeciwko ośmiom wszyscy czynić mieli.

    105

    A tak to krótko trwało, co dziwniejsza była,

    Że się w godzinę wszytka ta sprawa skończyła;

    Ale chcąc król Norandyn krotofile[65] użyć

    845

    I aż ku wieczorowi igrzysko przedłużyć,

    Zszedłszy z ganku uprzątnąć plac kazał i swoje

    Rycerze pomieszane rozdzielił na dwoje

    I na nową gonitwę według ich zacności

    Na pary je połączył i według dzielności.

    106

    850

    Wtem się beł do gospody wrócił rozgniewany

    Gryfon, w sercu żal niosąc niewypowiedziany;

    Barziej go towarzyska sromota[66] frasuje,

    Aniżli się z swojej czci cieszy i raduje.

    Martan swe obelżenie i hańbę pokrywa

    855

    I kłamstw i fałszywego języka używa,

    A nierządnica, co go bratem nazywała,

    Jako mogła najlepiej, tak mu pomagała.

    107

    Lub mu uwierzył, lubo nie uwierzył, toli

    Jako baczny, wymówki one przyjąć woli

    860

    I myśląc, co ma czynić, nakoniec obiera

    Jachać stamtąd i cicho się zaraz wybiera,

    Tusząc, że stać pospólstwo spokojem nie miało,

    Skoroby jeno było Martana ujźrzało;

    I tak, jako naskryciej i naciszej mogą,

    865

    Puszczają się za miasto co naprostszą drogą.

    108

    Gryfon lubo sam, lub koń jego beł strudzony,

    Lubo po onej prącej snem beł obciążony,

    Stanął w pierwszej gospodzie, na którą trafili,

    Od Damaszku mniej jeszcze, niżli w równej mili;

    870

    I z swojej się zwyczajnej zbroje rozebrawszy

    I siodła zdjąć i uzdy z konia rozkazawszy,

    Zamknął się sam w komnacie, w której rozebrany

    Położył się na łożu na sen pożądany.

    109

    Ledwie dopadł pościeli, jako zmrużył oko

    875

    I wszytek zmysł utopił we śnie tak głęboko,

    Że leniwi pilchowie[67] twardziej nie sypiają

    I szczurcy snu głębszego nigdy nie miewają;

    Wtem chytra Orygilla i Martan do chłodu

    Na przechadzkę blizkiego poszli, do ogrodu

    880

    I zdradę rozpoczęli, która u człowieka

    Nigdy w myśli nie była podobna od wieka.

    110

    Konia i świetną zbroję i szyszak i szaty,

    Z których się rozebrał, spać wszedszy do komnaty,

    Umyślił wziąć niecnota Martan Gryfonowi

    885

    I za niego się udać w nich Norandynowi.

    Wykonał zaraz swą myśl i konia dzielnego,

    Bielszego, niżli mleko, wziął Gryfonowego;

    I nasuwień[68] i szyszak, tarcz jego i zbroję,

    Włożył na się w gospodzie, porzuciwszy swoję.

    111

    890

    Z giermkami, z Orygillą swoją, okazały,

    Przyjachał na plac, gdzie beł lud jeszcze niemały,

    I trafił właśnie w ten czas, gdy już przestawali

    Gonić i już ze szranków wszyscy wyjeżdżali.

    Wtem król po cudzoziemca pewne swe rycerze

    895

    Onego posłał, który białe nosił pierze

    U hełmu, koń miał biały, sam wszytek beł w bieli,

    Bo imienia zwyciężce jeszcze nie wiedzieli.

    112

    Martan nikczemny, który cudzą w onej dobie,

    Jako kiedyś osieł lwią, skórę miał na sobie,

    900

    Od przedniejszych dworzanów beł z czcią prowadzony

    Do króla Norandyna, jako beł proszony.

    On go waży i z stołka przeciw niemu wstawa,

    Obłapia go, miejsce mu podle siebie dawa

    I nie ma dosyć na tem, że go czci i chwali

    905

    Przed wszytkiemi swojemi, którzy w koło stali,

    113

    Ale na dźwięk trąb głośnych chce go dnia onego

    Za zwyciężcę w gonitwie obwołać pierwszego.

    Idą po wszytkich stronach głosy niezliczone,

    Sławiąc imię niegodne, imię obelżone;

    910

    Każe król, aby obok jachał z niem pospołu,

    Chcąc go mieć na wieczerzy u swojego stołu,

    I taką mu cześć czyni, że Herkulesowi

    Nie mógłby więtszej czynić ani Gradywowi[69].

    114

    Nadto go w swem pałacu postawił budownem,

    915

    W pokojach, ozdobionych obiciem kosztownem.

    Orygillę także czcił i swem pacholętom

    Prowadzić ją rozkazał i pierwszem paniętom.

    Ale czas, abym znowu o Gryfonie śpiewał,

    Który się w on czas żadnej zdrady nie spodziewał,

    920

    Ani od towarzysza ani od żadnego,

    I do wieczora niemal twardo spał samego.

    115

    Gdy się ocknął i postrzegł, że się dobrze było

    Do późnego wieczora słońce nachyliło,

    Poszedł tam, gdzie od niego, nim szedł spać, zmyślony

    925

    Szwagier beł z Orygillą chytrą zostawiony.

    Skoro ich tam nie zastał i obaczył swoje

    Szaty wzięte i nie mógł naleść zwykłej zbroje

    I towarzyskie[70] tylko widział tam odzienie,

    Dopiero mu to wpadło w wielkie podejźrzenie.

    116

    930

    Gospodarz się wtem trafił i wszytko powiedział

    O jego towarzyszu, co widział i wiedział,

    Że się w białą przebrawszy zbroję i niewiasta

    I wszytka czeladź chwilę wrócili do miasta.

    Dopiero napadł na ślad, który do tej doby

    935

    Miłość mu zakrywała, i pełen żałoby,

    Widzi swe pierwsze błędy i poznawa zatem,

    Że on beł Orygille gamratem[71], nie bratem.

    117

    Winę teraz głupiemu daje rozumowi,

    Że szczerą mówiącemu prawdę pielgrzymowi

    940

    Uwierzywszy, tak prędko zaś beł odmieniony

    Na słowa tej, od której nieraz beł zdradzony.

    Mógł się pomścić, a nie chciał, teraz chcąc nie może:

    Ujachał nieprzyjaciel, Gryfonie nieboże!

    Musisz jeszcze na wielką niefortunę swoję

    945

    Tak marnego człowieka wziąć konia i zbroję.

    118

    Lepiej beło bezbrojnem, nagiem[72] i swobodnem

    Zostać, niż piersi odziać blachem tak niegodnem,

    Niż wyśmianą na głowę i posromoconą

    Przyłbicę i na ramię tarcz wziąć obelżoną.

    950

    Ale się barziej żądzej, niżli rozumowi

    Dał rządzić, która była cudzołożnikowi

    Dać karanie i na złej pomścić się niewieście,

    I jachał tak, że mógł być przed wieczorem w mieście.

    119

    Przy bramie, którą wjachać miał Gryfon stroskany,

    955

    Z lewej strony jest zamek pyszno budowany

    Z pięknemi pokojami, barziej urobiony

    Dla wczesnego[73] mieszkania, niżli do obrony;

    Gdzie król, gdzie i syryjskie nazacniejsze panie

    I przedniejszy panowie i pierwszy dworzanie

    960

    Na jednej pięknej sali przestronej siedzieli

    U bogatej wieczerzy i byli weseli.

    120

    Wielka sala, na którą tak się było siła

    Dworu zeszło, daleko za mur wychodziła

    I z wysoka widoki wszędzie rozsyłała

    965

    I pola i gościńce wszytkie odkrywała.

    Wtem się Gryfon do bramy tamtej przybliżając,

    Hełm i zbroję na sobie obelżoną mając,

    Na swe wielkie nieszczęście strojem beł wydany

    I od króla i dworu wszytkiego ujźrzany.

    121

    970

    I za tego, którego i zbroję i pierze

    I tarcz miał, rozumiany, panie i rycerze

    Pobudził na wielki śmiech. Martan z prawej strony,

    Podle króla samego, siedzi poważony;

    Orgilla podle niego zdradliwa za stołem.

    975

    Których na on czas pytał król z wzrokiem wesołem:

    »Kto to, co się dopuścił tak grubego błędu

    »I tak nie miał na swoję cześć żadnego względu,

    122

    »Że się dziś tak sromotnie i źle popisawszy,

    »Jeszcze mi lezie w oczy, na dwór przyjachawszy?

    980

    »Dziwno mi to — powiada — że wy, będąc takiem

    »Rycerzem zawołanem, tak się z ladajakiem

    »Towarzyszem łączycie, nad którego tchórza

    »Więtszego stąd nie najdzie do samego morza.

    »Podomno to czynicie, że swoje dzielności

    985

    »Przy jego lepiej chcecie udać nikczemności.

    123

    »Ale to wam na Boga mojego ślubuję,

    »Że jeno, że was wielce ważę i szanuję:

    »Wziąłby takie karanie, jakie zasługują

    »Wszyscy inszy, co się tak, jako on, sprawują,

    990

    »I tożbym mu uczynił, jako inszem wielem[74]:

    »Zawszeż ja takiem ludziom beł nieprzyjacielem,

    »I jeśli bez karania odejdzie puszczony,

    »Dla was to czynię, z którem przyjachał w te strony«.

    124

    Naczynie takich złości, Martan niecnotliwy

    995

    »Ja go — powiada — nie znam, królu miłościwy!

    »Na drodzemem go trafił niedawno z przygody,

    »Jadąc z Antyochiej na te sławne gody.

    »Z postawym go być godnem rozumiał i sądził

    »Mojego towarzystwa, alem w tem pobłądził;

    1000

    »Jegom męstwa nie widział jeszcze ani słyszał,

    »Aż dopiero tu, gdzie dziś tak się źle popisał.

    125

    »Czem mię do tak wielkiego przywiódł zasromania,

    »Żeby był zaraz tamże nie uszedł karania,

    »Tak, żeby się beł odrzekł na gonitwach bywać

    1005

    »I na nich lub kopiej lub szable używać;

    »Alem miejsce i bytność królewską uważał,

    »A on mi się też potem więcej nie ukazał.

    »Nie chcę jednak, aby mu co pomagać miało,

    »Ze był w mem towarzystwie, co tak krótko trwało.

    126

    1010

    »Wiem, żem się tem obelżył i wesół nie będę,

    »Póki zmazy, nabytej przezeń, nie pozbędę;

    »I jeśli z wielką hańbą dzieła rycerskiego

    »Nie odniesie, o królu! karania żadnego,

    »Nie każ go, proszę, puszczać; więtszą mi pokażesz

    1015

    »Łaskę, kiedy go z muru powiesić rozkażesz,

    »I będą twój uczynek wszyscy wychwalali,

    »Aby się jego drudzy przykładem karali«.

    127

    Orygilla Martana mowy potwierdzała

    I aby zaraz wisiał, króla nalegała[75].

    1020

    »Nie tak barzo wystąpił — król odpowie na to —

    »Aby na garle miał być pokarany za to;

    »Niech ma pokutę, swemu należną grzechowi,

    »Niech ludziom krotofile jutro też odnowi«.

    I jednego rotmistrza przyzwać sobie kazał

    1025

    I jako sobie miał w tem postąpić, ukazał.

    128

    Rotmistrz tak, jako mu król rozkazał, z ochotą

    Poszedł, nic nie mieszkając, do miasta z piechotą,

    Którą z sobą po cichu do bramy prowadził,

    I z nią się na Gryfona czekając zasadził;

    1030

    I między dwiema mosty w bramie go zatrzymał

    I niestrzegącego się z piechotą poimał

    I do wieże go ciemnej stamtąd zaprowadził

    Z naśmiewiskiem i strażą dobrą go osadził.

    129

    Ledwie beł piękny Febus złote swoje włosy

    1035

    Ukazał z oceanu, mokrej pełne rosy,

    I poczynał oświecać przez jasne promienie

    Wierzchy gór, wyganiając niewesołe cienie,

    Kiedy Martan bojąc się, aby od Gryfona

    Na ostatek nie była ta rzecz objawiona

    1040

    I nań się jego na zad nie wróciła wina,

    Jachał precz, pożegnawszy króla Norandyna,

    130

    Wynalazszy wymówki pewne w onej chwili,

    Że przy naznaczonej być nie mógł krotofili.

    Tak wziął dar, nie od siebie w gonitwie wygrany,

    1045

    I wielą upominków inszych darowany,

    Odjachał, nadewszystko zacnem ozdobiony

    Przywilejem, którem beł wielce podwyszszony.

    Ale niech jedzie, gdzie chce; wiem, że w krótkiem czesie

    Godne karanie za swój występek odniesie.

    131

    1050

    Gryfon wtem, obstąpiony nakoło piechotą,

    Prowadzon beł na rynek z hańbą i sromotą;

    Hełm mu wzięto, z jego go zbroje zewleczono

    I w samem go kaftanie tylko zostawiono

    I jakoby beł na rzeź do jatek wiedziony,

    1055

    Na wysokiem beł wozie wzgórę posadzony,

    W którem beły dwie szpetne krowie zaprzężone,

    Słabe, chude i wielkiem głodem wycieńczone.

    132

    Około zelżonego woza nierządnice

    Szły zewsząd niewstydliwe i stare zwodnice[76].

    1060

    Te beły woźnicami i krów poganiały,

    A wszytkie go sromotnie lżyły i szczypały;

    Ale mu się najbarziej chłopięta przykrzyły,

    Bo okrom słów plugawych, które mu mówiły,

    Na śmierćby beł kamieńmi od nich obrażony,

    1065

    Kiedyby od baczniejszych nie miał beł obrony.

    133

    Zbroja, która przyczyną jego złego była

    I która nieprawdziwy sąd o niem czyniła,

    Za wozem uwiązana, w błocie się walała

    I pomazana, godne karanie cierpiała.

    1070

    Nakoniec przed sędziami wóz zastanowili,

    Gdzie za cudzy występek słuchał w onej chwili

    Swej sromoty, która mu była wymiatana

    Na oczy, od trębacza w głos wywoływana.

    134

    Stąmtąd go wieźli dalej od bramy do bramy,

    1075

    Przed kościoły, ratusze i bogate kramy,

    Gdzie słowo tak wszeteczne żadne nie zostało,

    Któremby mu pospólstwo było nie łajało.

    Na ostatek za miasto beł wyprowadzony

    Od gminu, który mniemał tak, że wypędzony

    1080

    Miał być stamtąd samem ich wrzaskiem i gwizdaniem,

    Którzy nie znając, kto beł tam, a wyli za niem.

    135

    Ledwie co mu jeno z nóg żelazo i pęto

    I powrozy z obu rąk zdymować poczęto,

    Jak tarcz porwał i broni dopadł, którą pole

    1085

    Hojnie skropił i suche ponapawał role.

    Nie miał oszczepów ani mieczów przeciw sobie,

    Bo bezbronne pospólstwo biegło w onej dobie. —

    Alem nazbyt przedłużył, przeto pieśni skrócę,

    A w drugiej się do tejże historyej wrócę.

    Koniec pieśni siedmnastej.

    XVIII. Pieśń ośmnasta

    Argument

    1090

    Mści się swej zelżywości Gryfon zawołany.

    Mandrykard Rodomonta szuka; bój z pogany

    Zwiódszy, cesarz wygrawa. Dają Martanowi

    Słuszną kaźń; cna Marfiza lud Norandynowi

    Bije, potem z Gryfonem stamtąd i inszemi

    1095

    Do Francyej się puszcza wiatrami dobremi.

    Klorydon się i Medor w pole wyprawują

    I króla Dardynella zmarłego najdują.

    Allegorye

    1098

    W tej ośmnastej pieśni w Gryfonie, który zemściwszy się mężnie swojej krzywdy, beł poznany i barzo szanowany od króla Norandyna, jaśnie ukazuje, że niewinność złączona z dzielnością może się nie bać nigdy złego końca. Przeciwnem obyczajem przez Martana, od Akwilanta nalezionego i do Damaszku przywiedzionego i sromotnie za jego niecnoty i nikczemność pokaranego, daje się przestroga, aby się nikt nie sadził na swej chytrości, która jest przeciwko prawdzie i przeciwko sprawiedliwości.

    Skład pierwszy

    O zawołane książę, o panie łaskawy!

    1100

    Słuszniem chwalił i chwalę zawsze twoje sprawy,

    Acz z drugiej strony siebie samego winuję,

    Żeć grubem piórem wielką część chwały ujmuję;

    Ale najbarziej między inszemi wszytkiemi

    Ciągnie serce i język mój dzieły twojemi

    1105

    To, że każdego zawżdy rad słuchasz cierpliwie,

    Ale nie zaraz wiarę dajesz mu skwapliwie.

    2

    Słyszę więc, że na obronę nieobecnemu

    I za oczy do ciebie źle odniesionemu

    Często i te i owe wymówki najdujesz

    1110

    I drugie mu przynamniej ucho zostawujesz;

    Ucho mu zostawujesz drugie, aż się stawi

    Sam przed tobą i z rzeczy zadanych się sprawi,

    I raczej do miesięcy albo i lat sprawy

    Odkładasz, niżbyś wyrok miał skazać nieprawy.

    3

    1115

    By beł także uczynił Norandyn, jako ty,

    Nie odniósłby beł Gryfon od niego sromoty,

    Jaką odniósł; przeto cześć i sława z twojego

    Postępku, a hańba brzmi z Norandynowego.

    Dla niego jego ludzie na on czas polegli,

    1120

    Bo z tych, którzy za miasto i bramę wybiegli,

    Dziesiącią razów ciętych, dziesiącią sztychowych

    Trzydzieści zaraz padło od rąk Gryfonowych.

    4

    Drudzy zasię tam, gdzie ich strach pędził, przez drogi,

    Przez ścieszki i przez pola w prędkie poszli nogi;

    1125

    Drudzy, kiedy do miasta na zad uciekali,

    W bramie jeden na drugiem pobici padali.

    Gryfon próśb nie używa, ale rozgniewany

    Bez litości, zażarty i nieubłagany,

    Macha mieczem około gminu bezbronnego

    1130

    I mści się znieważenia okrutnie swojego.

    5

    Z tamtych, którzy do bramy naprzód przybieżeli

    I którzy nogi rętsze[77], niżli inszy, mieli,

    Część wielka, aby sobie raczej dogodzili,

    Niżli inszem, wiszące wzwody[78] podnosili;

    1135

    Część krwie próżnych na twarzach wybladłych z wołaniem,

    Uciekając i płacząc, z wielkiem narzekaniem,

    Po ulicach tam i sam zgiełkiem napełniali.

    Wszytkie strony i miasto wrzaskami mieszali.

    6

    Dwu, jako ich zły los chciał, Gryfon zapędzony

    1140

    Porwał, kiedy wielki wzwód wznoszono u brony;

    Jednego o kamienny słup uderzył czołem,

    Że mu się mózg rozpierzchnął po powietrzu kołem,

    Drugiego wziął za piersi i tak mocno potem

    Cisnął jem, iż za mury spadł wśród miasta lotem:

    1145

    Dopiero wziął zimny mróz mieszczany za boki,

    Kiedy widzieli, że ten leciał pod obłoki.

    7

    Byli ci, co się bali, aby beł przez mury

    Nie skoczył Gryfon, inszej nie szukając dziury.

    Więtszy tam strach nie mógł być, kiedyby beł hurmem

    1150

    Sułtan wojsko obegnał i miasto wziął szturmem.

    Zgiełki, wrzaski i krzyki i srogie wołanie

    I ludzi, po ulicach tam i sam bieganie

    Z dźwiękiem się trąb krzykliwych i bębnów mięszały

    I nieba dosięgały i świat ogłuszały.

    8

    1155

    Ale teraz tu stanę rad nie rad, bo o tem

    Wolę inszego czasu powiedzieć wam potem;

    Bo mi trzeba za Karłem, który ku rynkowi

    Przeciwko okrutnemu biegł Rodomontowi,

    Rodomontowi, co lud paryski mordował.

    1160

    Słyszeliście, jako nań cesarz następował

    Z Danem, Namem, Ottonem i Oliwijerem,

    Z Awinem i z Awolem i z Berlingijerem.

    9

    Ośm kopij, któremi nań spólnie w onej chwili

    Ośm rycerzów tak wielkich razem uderzyli,

    1165

    Skóra, łuską nakryta, snadnie wytrzymała,

    Co mężnego pohańca piersi pilnowała.

    Jako się pospolicie okręt więc prostuje,

    Gdy go uczony żeglarz pod wiatr nakieruje,

    Tak się prędko Rodomont poprawił pochyły

    1170

    Po raziech, coby beły i góry ruszyły.

    10

    Mężny Gwidon, Ranijer, Rykard z Salomonem,

    Angolier i Turpin wierny z Ganellonem,

    Andzolin, Ugiet, Iwon i Marek z Peryny

    I Maciej, pan świętego Michała równiny[79],

    1175

    Z ośmią, którzy na rynek z cesarzem przypadli,

    Wszyscy wraz zuchwałego pohańca opadli,

    Aryman z Odoardem także, którzy byli

    Świeżo z angielskiem ludem do miasta przybyli.

    11

    Nie tak huczy na skale z gruntu wywiedziony

    1180

    Mocny mur na Krępaku, kiedy Akwilony

    Wściekłe około niego gniewy rozciągąją,

    Które z korzeniem twarde dęby wywracają,

    Jako huczy Sarracen, gniewem zapalony

    I niezmiernem pragnieniem na krew przerażony;

    1185

    I jako piorun z grzmieniem bywa w jednem czesie,

    Tak jego gniew zarazem z sobą pomstę niesie.

    12

    Tego, co podeń podpadł nabliżej, z Dordony

    Ugięta tak ciął ostrą szablą bez obrony,

    Że choć miał doskonały szyszak, aż do gęby

    1190

    Przeciął mu łeb, że wszytkie widać było zęby;

    I samego też w onem czasie wszyscy bili

    Prawie po wszytkiem ciele, lecz mu to czynili,

    Co nakowalniej[80] igły: tak Sarracen hardy

    Miał na sobie łuszczasty smoczy łupież twardy.

    13

    1195

    Wszytkie mury nakoło były opuszczone,

    Z wałów i z baszt piechoty beły pozwodzone;

    Bo gdzie potrzeba więtsza była, tam prowadził

    Ludzie cesarz i wszytkie do rynku gromadził.

    Ze wszytkich stron, ze wszytkich ulic się zbiegają

    1200

    Do rynku i lękliwe tyły w zad wracają;

    Każdy widząc, że się sam cesarz nie szanuje,

    Serce bierze i w boje ochotnie wstępuje.

    14

    Jako gdy zawołany tryumf gdzie sprawują,

    Na którem lud ucieszyć wszytek usiłują,

    1205

    Do mocnego okołu[81], gdzie z dawna chowają

    Libijską lwicę, byka srogiego puszczają;

    Lwięta przypatrując się na stronie przy lwicy,

    Jako zuchwało stąpa, jako straszno ryczy,

    Którem jeszcze nowina widzieć takie rogi,

    1210

    Stoją z daleka pełni, niewidanej trwogi;

    15

    Ale skoro mężna mać zębem weń uderzy

    I porwie go za ucho, one przy macierzy

    Wziąwszy serce, łakome gęby zajuszają

    I morzyć go macierzy śmiałej pomagają,

    1215

    Ten go za brzuch, a ten go za bok rwie: tak owi

    Naprzeciw surowemu szli Rodomontowi,

    Kamienie nań to z dachów, to z okien ciskają,

    Drudzy nań z blizka chmury pocisków puszczają.

    16

    Pieszych, jeznych tak wiele zewsząd każdą drogą

    1220

    Przybywa ze wszytkich stron, że się ledwie mogą

    Zmieścić w przestronem rynku; lecą, jako pszczoły

    Pełnem rojem, wonnemi obkarmione zioły,

    Że choćby beli nadzy wszyscy, nieubrani,

    Choćby tak, jako rzepa, mogli być krajani

    1225

    I choćby nie broniąc się na pował leżeli,

    Za dwieby ich Rodomont nie pobił niedzieli.

    17

    Przykrzy się na ostatek już poganinowi,

    Radby się w zad ku swemu wrócił orszakowi;

    Mało co ich ubywa, choć ich tysiącami

    1230

    Bije, choć koło niego leżą gromadami.

    Już się umęczył, już tchnie[82], już widzi i czuje,

    Że jeśli, póki się w niem siły co najduje,

    Nie wyńdzie stamtąd, potem, skoro nademdleje.

    Choćby chciał wyniść, żadnej nie będzie nadzieje.

    18

    1235

    I tam i sam po stronach wzrok obraca srogi,

    Widzi nakoło wszytkie zastąpione drogi;

    Ale sobie wszytkie wnet uprzątnie zawady

    Z upadkiem wielkiej ludzi pobitych gromady.

    Awo już tam, gdzie go gniew ciągnie nieużyty

    1240

    I myśl wściekła, miecz w ręku kręcąc jadowity,

    Bieży przeciw Anglikom pędem niesłychanem,

    Które świeżo Odoard przywiódł z Arymanem.

    19

    Jeśli kto widział, kiedy byk nieokrócony[83],

    W szrankach cały dzień bity i ze psy goniony,

    1245

    Porwie płoty i mocne obali okoły[84],

    Gdzie gęsty na igrzysko patrzy lud wesoły;

    Wszyscy pełni widomej uciekają trwogi,

    On tego i owego w tem bierze na rogi:

    Ten niech wie, iż tak srogi, gdy wpadł na Angliki,

    1250

    I jeszcze ponno sroższy beł rycerz z Afryki.

    20

    Piętnaście ich na poły poprzek poprzecinał,

    Piętnastom albo więcej głowy poucinał;

    Każdy raz jego, prosto albo odlew cięty,

    Zda się, że ścina winne lub wierzbowe pręty.

    1255

    We krwi wszytek poganin wściekły umoczony

    Odcięte głowy, nogi i ręce z ramiony

    I insze członki tam, gdzie idzie, zostawuje,

    Na ostatek powolej z rynku ustępuje.

    21

    Ale tak ustępuje przecię w onej dobie,

    1260

    Że namniej znaków strachu nie daje po sobie;

    Różnie jednak obraca myśl swą rozdwojoną,

    Którą stamtąd może uść nabezpieczniej stroną.

    Nakoniec po rozmyśle długiem tam przychodzi,

    Gdzie Sekwana pod wyspą za mury wychodzi;

    1265

    Ale go ludzie zewsząd pędzą i ściskają

    I w pokoju mu dalej iść nie dopuszczają.

    22

    Jako lew urodziwy na massylskiej puszczy[85],

    Od łowców i od gęstej obegnany tłuszczy,

    Chocia ucieka, mężne serce ukazuje

    1270

    I z groźbą i leniwo w lasy ustępuje:

    Tak Rodomont w postępku każdem onem czasem

    Niestrwożony, foremnem obegnany lasem

    Strzał lotnych i oszczepów, z niezmrużonem okiem

    Idzie do rzeki lekkiem i leniwem krokiem.

    23

    1275

    I tak beł i raz i dwa gniewem przerażony,

    Że będąc już w bezpiecznem miejscu zapędzony,

    Znowu się wrócił w boje i szablę ukrwawił

    I więcej ich, niżli sto, żywota pozbawił.

    Ale wściekłość nakoniec ustąpić musiała

    1280

    Rozumowi i rady zdrowszej posłuchała,

    Rady tej, że skoczywszy w rzekę między wody,

    Wyszedł z niebezpieczeństwa i z onej przygody.

    24

    Tak skoczył, jako ciężki, jako beł ubrany,

    A płynął, jak sitowiem w pachach podwiązany.

    1285

    Nie chlub się z Anteusza, nie chlub się z wielkiego

    Annibala, Afryko: takiego drugiego

    Jeszcześ nigdy nie miała. A skoro za rzekę

    Przepłynął, niewymowną czuł na sercu mękę

    I że miasta nie spalił i wszcząt nie zepsował,

    1290

    Przebiegszy je wzdłuż i wszerz, okrutnie żałował.

    25

    I tak go pycha i gniew gryzie zapalczywy,

    Że znowu do Paryża chce wpaść i wątpliwy

    Wzdycha i przysięga się, że się w zad nie wróci,

    Aż go zniszczy, zepsuje i z gruntu wywróci.

    1295

    Ale ujźrzał nad rzeką pędem przeciw sobie

    Bieżącego, który w niem on gniew w onej dobie

    Uhamował. Kto to był? — Wnet będziecie wiedzieć,

    Bo teraz o czem inszem trzeba mi powiedzieć.

    26

    O Niezgodzie pierwej wam powiedzieć mi trzeba,

    1300

    Której anioł rozkazał, wyprawiony z nieba,

    Aby miedzy mężniejsze sarraceńskie pany

    Nasiała zwad i wniosła swar niepojednany.

    Wyszła jędza przeklęta onegoż wieczora,

    Zasadziwszy swe miejsce kiem inszem z klasztora,

    1305

    Zdradzie podniecać ogień zajęty zleciła

    I poddymać go, ażby sama się wróciła.

    27

    Ale się jej zda, żeby więtszą siłę miała,

    Gdzieby się z nią i Pycha w tę drogę wybrała;

    A iż obiedwie w jednej komorze mieszkały,

    1310

    Nie trzeba było, aby się były szukały.

    Ale i Pycha także, mając się wyprawić,

    Nie chciała bez namiastki[86] klasztoru zostawić:

    Przez te kilka dni, jako wrócić się tuszyła,

    Swoje Hipokryzyej rządy poruczyła.

    28

    1315

    Tak przeklęta Niezgoda, mając Pychę z sobą,

    W towarzystwie szła spiesznie w drogę oną dobą

    I potkała na temże gościńcu stroskaną,

    Wyschłą, wybladłą Zazdrość i ukłopotaną;

    A ona do obozu także pogańskiego

    1320

    Szła, mając w towarzystwie karlika małego,

    Którego Doralika piękna posyłała

    Do Rodomonta i znać o sobie dawała.

    29

    Bo kiedy się dostała Agrykanowemu

    Synowi — wiecie, jako i kędy — małemu

    1325

    Poleciła swojemu cicho karlikowi,

    Aby onę nowinę niósł Rodomontowi,

    Mając pewną otuchę o jego dzielności

    I o jego wiadomej ku sobie miłości,

    Że miał dziwy porobić i wrychle nad hardem

    1330

    Odnieść pomstę, co mu ją odjął, Mandrykardem.

    30

    Tego karlika Zazdrość w drodze potrafiła[87]

    I słysząc, z kiem szedł, z niem się na on czas złączyła,

    Bo tak sobie myśliła i tak rozumiała,

    Że i ona w tej sprawie swe miejsce mieć miała.

    1335

    Niezgoda niezmiękczona rada była srodze,

    Że się z Zazdrością w on czas potkała na drodze,

    Wiedząc zwłaszcza, po co szła, i że rozumiała,

    Że jej mogła ratować w tem, co czynić miała.

    31

    Zda się jej, że ma śrzodek powadzić mężnego

    1340

    Rodomonta i syna Agrykanowego;

    Jakoż nie mógł być lepszy miedzy temi zwadę

    Uczynić; inszych zwadzie najdzie inszą radę.

    Idzie z karłem pospołu tam, gdzie wojska blizkie

    Pogańskie obegnały w krąg mury paryskie,

    1345

    I przyszli właśnie w ten czas, kiedy przepławiony

    Przez Sekwanę, na brzegu stanął z drugiej strony.

    32

    Skoro poznał Rodomont, że to beł posłany

    Od jego pięknej dziewki, zaraz ubłagany,

    Gniew umarza, pogodne czoło pokazuje

    1350

    I że w niem od radości serce skacze, czuje.

    Każdej inszej nowiny czeka, niżli onej,

    Aby miał kto uczynić jego ulubionej

    Krzywdę lub lekkość jaką; wesół karła wita

    I »Jak się ma? Gdzie cię śle moja panna?« pyta.

    33

    1355

    Odpowie karzeł na to: »Nie jest więcej moja

    »Ta, co jest w cudzych ręku, ale ani twoja;

    »Wczoraśmy na rycerza jednego trafili,

    »Co ją nam wziął: takeśmy oba ją stracili«.

    Na tę nowinę Zazdrość do niego skoczyła

    1360

    I w poły go, jako wąż zimny, obłapiła.

    Powiada dalej karzeł, że to wszytko zrobił

    Sam jeden: i onę wziął i ludzie jej pobił.

    34

    Natychmiast i Niezgoda ogniwo porwała

    I krzemienia dobywszy, kilkakroć wskrzesała;

    1365

    Żagiew była od pilnej podłożona Pychy,

    Skąd się we mgnieniu oka zajął ogień cichy,

    Co tak barzo zapalił serce w onej dobie

    Poganina, że miejsca nie najdował sobie;

    Wzdycha, jęczy i z twarzą straszliwą wyzywa

    1370

    Bogi z nieba i klątew brzydliwych używa.

    35

    Jako lwica, co próżną jamę zwartowała[88]

    I tam i sam i węchem nakoniec poznała,

    Że w niej byli myśliwcy i że jej pobrali

    Miłe syny i z niemi nagle ujachali,

    1375

    Tak się zrze, tak się gryzie wściekłością tak srogą,

    Tak gore, że jej góry ani rzeki mogą,

    Ani noc ani grady ani deszcz hamować,

    Aby swego nie miała zbójcę prześladować:

    36

    Do tej wściekłości wściekłość jego równać mogę.

    1380

    Zawoła na karlika: »Ty tam jedź w swą drogę!«

    Konia i wozu nie chce czekać i żadnemu

    O swej trosce nie daje znać słudze swojemu.

    Sam, jako wściekły, pędem niewściągnionem bieży,

    Tusząc, że gdzie rozbójcę swojego przebieży.

    1385

    Konia nie ma, ale wziąć zamyśla pierwszego,

    Którego potka, by też i nie wiem czyjego.

    37

    Niezgoda się, postrzegszy tej myśli, rozśmiała

    Na towarzyszkę Pychę, która blizko stała,

    I rzekła, że mu konia niedługo zdobędzie,

    1390

    Za którem więcej mu zwad i swarów przybędzie,

    Myśląc uprzątnąć drogi, żeby mu przez dzięki[89]

    Inszy koń, okrom tego, nie przyszedł do ręki;

    I myśliła już o niem. — Ale już Niezgodę

    Zostawię, a do karła znowu was powiodę.

    38

    1395

    Skoro cesarz pohańca wyparł i zajęte

    Ognie zgasił, pożogi uśmierzył rozczęte,

    Wszytkie ludzie, co ich miał, w rzędy swoje sprawił,

    A część na słabszych miejscach tam i sam zostawił;

    Ostatek, chcąc grę wygrać onę, jako tuszył,

    1400

    Przeciwko Sarracenom nie mieszkając ruszył,

    Puściwszy ich bramami razem dwojem torem

    Między świętem Germanem[90], a świętem Wiktorem[91].

    39

    I rozkazał do bramy Marcella świętego[92],

    Kędy była wielka część pola zrównanego,

    1405

    Aby się oba pułki do kupy ściągały,

    Puszczone stąd i zowąd, i tam się czekały;

    Stamtąd zagrzewając ich, aby się stawili

    Tak, żeby onego dnia wieczną uczynili

    Pamięć, kazał chorągwiom wchodzić w swoje rzędy

    1410

    I dać po wszytkiem wojsku znak potkania wszędy.

    40

    Tem czasem król Agramant, z siodła wysadzony,

    Wielką mocą na konia znowu beł wsadzony.

    Kiedy z króla szkockiego zawołanem synem

    Odprawował srogi bój i krwawy, z Zerbinem,

    1415

    Lurkani miał Sobryna króla w onej dobie,

    A Rynald cały wielki hufiec przeciw sobie.

    Który szczęściem i wielką rozrywał dzielnością,

    Przebijając się przezeń z niezmierną śmiałością.

    41

    Kiedy się tak toczyła bitwa między temi,

    1420

    Cesarz natarł na zadni pułk z ludźmi swojemi,

    Z tamtej strony, z mężnemi kędy Hiszpanami

    Pod gęstemi Marsyli król stał chorągwiami

    Z jezdą na obu skrzydłach, we śrzodku z piechotą;

    Wpadł cesarz na Hiszpany z ludem swem z ochotą,

    1425

    Z krzykiem i trąb i bębnów, z dźwiękiem, że się zdało,

    Że się ziemia i rzadkie powietrze mięszało.

    42

    I już byli poczęli, gwałtem przełomieni,

    Dość znacznie ustępować na zad Sarraceni

    I wszytkieby już były hufce zuciekały[93]

    1430

    Rozprószone, że trudno do sprawy przyść miały,

    Ale i król Gardoni i Falzyron śmiały

    I z królem Balugantem Serpentyn zuchwały

    I Ferat przypadł, który, co głosu miał w sobie,

    Nawracając ich na zad, wołał w onej dobie:

    43

    1435

    »Towarzysze i bracia! prze Bóg w miejscu stójcie!

    »A tych się psów i tego motłochu nie bójcie!

    »Jeśli naszę powinność wszyscy zachowamy,

    »Zwycięstwo z nieprzyjaciół pewne otrzymamy.

    »Patrzcie na cześć, na sławę, na zysk, na zdobyczy,

    1440

    »Których wam dzisiejszego dnia fortuna życzy,

    »Gdzie[94] wygracie; patrzcie zaś na ostatnie szkody,

    »Hańbę i śmiech tych, którzy przegrają nagrody«.

    44

    Drzewo wielkie miał w ręku; z tem dawszy koniowi

    Bojca w bok, bieżał przeciw Berlingijerowi,

    1445

    Który się onem czasem Argalifą bawił

    I już mu beł na głowie szyszak podziurawił;

    Zbił go z konia i przy niem, co się nawinęli,

    Dziewięć od jego szable ostrej poginęli,

    Bo każdy raz, rzecz pewna, kiedy się zamierzy,

    1450

    Jeden przynamniej padnie i ziemię uderzy.

    45

    Na drugiej zasię stronie Rynald niezwalczony

    Posiekł i pobił pogan poczet niezliczony;

    Hufiec mu się nie oprze żaden; uciekają

    Wszyscy, gdzie się obróci i plac mu dawają.

    1455

    Niemniej się mężnie Zerbin i Lurkani stawił,

    Każdy z nich miecz w pogaństwie obficie ukrwawił:

    Ten na wylot przebił brzuch sztychem Balastrowi,

    Tamten na poły przeciął łeb Finadurowi.

    46

    Balastra wszystkie wojska z Aldzierby słuchały,

    1460

    Wszystkie wojska z Aldzierby, skoro postradały

    Króla swego i wodza wielkiego, Tardoka;

    Finadur rządził ludem z Zumary, z Maroka;

    »Nie mieli Afrykani nadeń mężniejszego,

    »I szablą i kopią umiejętniejszego?«

    1465

    Mógłby mi kto powiedzieć; ale to omijam:

    Toli[95] żadnego chwały godnego nie mijam.

    47

    Chciał ratować i wesprzeć króla zumarskiego

    Szlachetny Dardynel, syn Almonta starego,

    Od którego kopią Ubertus z Mirfordy[96]

    1470

    I mężny Klaudy zrzucon i Andzelm z Stanfordy[97];

    Szablą zasię Eliasz i Urban z Kobrynu

    I Rajmund i Pinamund, obadwa z Londynu,

    Wielcy mężowie, byli zbici i zwaleni;

    Trzej zdechli, jeden ranny, a trzej ogłuszeni.

    48

    1475

    Ale ze wszystkiem męstwem, które pokazować

    Silił się aż i nazbyt, nie mógł uhamować

    Ludzi swoich tak, żeby uciekać nie mieli,

    Skoro nasze choć w mniejszej gromadzie ujrzeli,

    Chocia w mniejszej gromadzie, lecz lepiej ćwiczone

    1480

    I w oręże wojenne lepiej opatrzone.

    Ucieka lud z Maury[98], ucieka z Zumary,

    I z Setty i z Maroku, ucieka z Kanary[99].

    49

    Ale najbarziej w on czas wojska uciekały

    Z Aldzierby, które wracał młodzieńczyk wspaniały,

    1485

    Chcąc jem śmiałość do piersi wrócić to groźbami,

    I surowemi fuki, to płaczem z prośbami.

    »Jeśli się wam zasłużył kiedy z jakiej miary —

    Tak do nich mówi — Almont, mój rodziciel stary,

    »Dowiem się wnet, jeśli mnie, jego opuścicie

    1490

    »Syna, jeśli mię w tak złem razie odbieżycie.

    50

    »Proszę przez mój młody wiek, w którem takie macie

    »Nadzieje i po którem pociech swych czekacie:

    »Stójcie! stójcie! nie chodźcie, prze Bóg! na miecz goły,

    »Obróćcie śmiałe twarzy na nieprzyjacioły!

    1495

    »Wszędzie prześcia i drogi zawarte najdziemy,

    »Jeśli bez sprawy wszyscy w rozsypkę pójdziemy:

    »Góra, chciejcie mi wierzyć, że to mur wysoki;

    »Morze trudno przeskoczyć: przykop to szeroki!

    51

    »Daleko lepiej umrzeć, niżli się do ręki

    1500

    »Dostać tem psom na lekkość[100], na hańbę, na męki.

    »Stójcie w miejscu, bo insze wszelakie sposoby

    »Próżne są, moi wierni rycerze, tej doby.

    »Wżdyć i oni nie więcej, niżli my, rąk mają

    »I jednę duszę także w sobie zawierają«.

    1505

    Tak mówiąc do nich śmiały młodzieńczyk, grofowi

    Przeciął głowę do ucha, Ottonoleowi.

    52

    Wspominanie Almonta tak serc zagrzewało

    Afrykańskiego wojska, co już uciekało,

    Że woli rąk na swoję obronę używać,

    1510

    Niżli nieprzyjaciołom tyły pokazywać.

    Gwilelm z Burneku[101] wzrostem beł między wszystkiemi

    Anglikami nawyszszy, ale go z inszemi

    Dardynel porównywa; podle niego pana

    Z Kornowaliej[102] z konia zwalił, Arymana.

    53

    1515

    Kiedy leciał do ziemie Aryman zwalony,

    Przybiegł mu na ratunek brat jego rodzony;

    Ale niewiele pomógł i niewiele sprawił:

    Tak, go, jako i brata, Dardynel odprawił.

    Stefan, w gębę trafiony, szablę mu uślinił,

    1520

    A on go wolnem za to od długu uczynił;

    Bo beł obiecał żenie, na wojnę jadęcy[103],

    Gdzieby żyw beł, wrócić się za dziewięć miesięcy.

    54

    Wtem z daleka obaczył, że Lurkani wszędy,

    Gdzie się udał, mieszając afrykańskie rzędy,

    1525

    Zabił, przeciąwszy mu łeb po zęby, Dorkina

    I na wylot przez piersi przebił Morytyna.

    Alteus chciał uciekać, Alteus, którego

    Miłował tak Dardynel, jak siebie samego;

    Ale nie dośpiał[104], bo go Lurkani dopędził,

    1530

    I z tyłu go pod garło koncerzem przepędził.

    55

    Wziąwszy w rękę kopią, trochę się stanowi

    I czyni fałszywemu ślub Machometowi,

    Że jeśli Lurkaniego zwali i zabije

    Zbroję złupioną w jego kościele przybije;

    1535

    Zatem puściwszy wodze koniowi rączemu,

    Z takiem zapędem bieżał przeciw Lurkaniemu,

    Z takiem zapędem bieżał i z tak wściekłem gniewem,

    Że go na obie stronie ostrem przebił drzewem.

    56

    Nie pytajcie mię, jeśli brat jego rodzony,

    1540

    Aryodant, żałością nie beł przerażony

    I jeśli nie chciał posłać dusze w czasy one

    Dardynellowej między dusze potępione;

    Ale próżno, przystępu nie ma przed pogany,

    Nie ma go i przed swemi także chrześcijany;

    1545

    Chciałby się pomścić i miecz dobyty trzymając,

    Bieży do Dardynella, drogi uprzątając.

    57

    Rozrywa, siecze, bije, kto mu zastępuje,

    Kto mu wstręt czyni jaki i kto go hamuje.

    Ów widząc, jego żądzą, aby go nacieszył,

    1550

    Tak chętnie, jako i on, do niego się śpieszył;

    Ale mu wielkość ludzi także nie dopuszcza

    Wykonać jego myśli i nań go nie puszcza;

    Jeśli tamten morduje i bije pogany,

    I ten także zabija niemniej chrześcijany.

    58

    1555

    Szczęście chciało, choć się tak na się wydzierali,

    Że się z sobą przez on dzień cały nie potkali,

    Bo niosło śmierć jednemu od mężniejszej ręki:

    Tak każdy swego losu nie zniknie przez dzięki[105].

    Ano Rynald w tę stronę wodzami kieruje,

    1560

    W tę stronę i jednemu już koniec gotuje;

    Rynalda szczęście na dank[106] wiedzie znamienity,

    Aby od niego beł cny Dardynel zabity.

    59

    Ale niech stanie na tem; dosyć się mówiło,

    Co się na zachód słońca na on czas toczyło.

    1565

    Czas mi się już, bo i tak długom się zabawił,

    Wrócić się tam, gdziem cnego Gryfona zostawił,

    Który na sercu gniewem srogiem zapalony

    Mięszał lud pospolity, strachem przerażony.

    Król Norandyn na on zgiełk przybiegł w onej dobie,

    1570

    Mając przez tysiąc ludu zbrojnego przy sobie.

    60

    A widząc, jako wszyscy w długą uciekali[107],

    Tak, że się zastanowić nikomu nie dali,

    Przyszedł do bramy, wiodąc ludzie swe sprawione,

    I kazał, aby wzwody[108] beły podniesione.

    1575

    Tem czasem odpędziwszy od siebie wspaniały

    Gryfon lud pospolity, nikczemny, nieśmiały,

    Wziął na się dla obrony lepszej pogardzoną

    Zbroję, zelżoną zbroję i posromoconą.

    61

    Tamże podle kościółka jednego mocnego,

    1580

    Od głębokiego rowu w krąg opasanego,

    Stanął przy wązkiem mostku, dość ubezpieczony,

    Żeby nie mogł być od nich wkoło otoczony.

    Wtem z miasta hufiec wielki wychodził, wołając,

    Łajania, gróźb i fuków wielkich używając;

    1585

    Śmiały Gryfon na miejscu niestrwożony stoi

    I na twarzy znać daje, że się nic nie boi.

    62

    A skoro się do niego dalej przybliżyli,

    Wypadł i przeciwko niem bieżał w onej chwili;

    I nazabijawszy ich, tak, jako za wały,

    1590

    Ustępował z nienagła za on mostek mały,

    I tak ich jakokolwiek przecię zatrzymywał

    I ustawicznie tego fortelu używał,

    Coraz to wypadając, to w zad ustępując,

    Straszne znaki swej siły zawsze zostawując.

    63

    1595

    Siecze w prawo i w lewo i na ziemię mężne

    Wali ludzie królewskie i piesze i jezne;

    Ale nakoniec wszystek lud nań obrócony

    Naciera nań, ściska go z tej i z owej strony.

    Boi się na ostatek, by go nie zabrało

    1600

    Morze, które go zewsząd prawie zalewało:

    Już w lewe ramię ranny, już w rękę, już mdleje,

    Już w niem siła ustawa i znacznie słabieje.

    64

    Ale dzielność, która swych nigdy nie opuści,

    Sprawi to, że mu łatwie Norandyn odpuści;

    1605

    Który przybieżawszy tam, ujźrzał znamienitych

    Rycerzów swych, wielkiemi ranami zabitych,

    Świadectwo jego męstwa pewne, bo się zdały,

    Że z Hektora samego rąk powychadzały,

    I widzi, że niesłusznie uczynił onemu

    1610

    Krzywdę bohatyrowi tak zawołanemu.

    65

    Potem bliżej przystąpił i wejźrzał mu w czoło

    I ujźrzawszy tak wiele pobitych nakoło

    I góry dosyć spore, z nich poukładane,

    I wody w rowie znacznie krwią zafarbowane,

    1615

    Zda mu się, że na moście widzi stojącego[109],

    Hetruryą na sobie wszystkę dzierżącego;

    Zaczem i dla swojej czci i że go żałował,

    Ludzie swoje natychmiast wściągał i hamował.

    66

    I podniózszy bezbronny rękę, co u świata

    1620

    Znakiem było pokoju od dawnego lata,

    Mówi do niego: »Nie wiem, mamli się winować

    »I mamli za występek i błąd swój żałować?

    »Próżno to, przyczyna jest mój rozsądek mały

    »I namowy, które mię na cię pobudzały,

    1625

    »Żem ci to, człowiekowi czynił tak zacnemu,

    »Mniemając, żem to czynił jakiemu podłemu.

    67

    »I acz lekkość, która cię od moich potkała,

    »Z tą czcią, którąś sam sobie uczynił, zrównała,

    »I nie tylko zrównała, ale raczej siła

    1630

    »l po wielkiej ją części pewnie przewyszszyła,

    »Jednak, abyć się dosyć w tej krzywdzie twej stało,

    »Odemnie to, coćby się tylko podobało,

    »Lubo srebro lub złoto lubo majętności,

    »Wszystko zaraz otrzymasz z mej szczodrobliwości.

    68

    1635

    »Proś, o co chcesz: ato masz moję obietnicę,

    »Byś też chciał i wszystkiego państwa połowicę,

    »Bo taka dzielność twoja, takie męstwo twoje,

    »Żeś godzien, abych ci dał i to serce moje.

    »Dajże mi twoję rękę, chęci i miłości

    1640

    »I nieodmiennej zakład ku mnie życzliwości«.

    To wyrzekszy, zsiadł z konia i z twarzą łaskawą

    Gryfonowi podawał w on czas rękę prawą.

    69

    On tak ubłaganego króla przeciw sobie

    Widząc, odrzucił i miecz i gniew w onej dobie

    1645

    Od siebie i śpiesznie się do niego pokwapił

    I przypadszy skwapliwy, nizko go obłapił.

    A widząc król Norandyn, że dwie wielkie ranie

    Miał szkodliwe, dał zaraz swoje rozkazanie,

    Aby beł do pałacu pomału niesiony

    1650

    I pilnie od balwierzów uczonych leczony.

    70

    Gdzie leżał, aż ozdrowiał — ale o niem skrócę,

    A do brata się jego, Akwilanta, wrócę

    I książęcia Astolfa aż do Palestyny;

    Którzy, jak skoro Gryfon, strzegąc się rodziny,

    1655

    Cicho ujachał, wielkiem przerażony żalem,

    Szukali go tam i sam wszędzie w Jeruzalem,

    W Jeruzalem, po miejscach świętych, po klasztorach

    I wkoło po odległych miasteczkach, po dworach.

    71

    Ale oba nie mogli zgadnąć, w które strony

    1660

    Obrócił się z Solimy[110] Gryfon pomieniony,

    Aż z trafunku potkali pielgrzyma Greczyna,

    Od którego ich doszła w on czas ta nowina,

    Że Orgilla jachała w drogę do Syryej

    I puściła się prosto ku Antyochiej

    1665

    Z nowem swojem gamratem[111], do którego była

    Nagle miłość i serce swoje obróciła.

    72

    Akwilant się u niego dowiadował potem,

    Jeśli też Gryfonowi co powiedział o tem.

    Skoro rzekł, że powiedział, łatwie w onej chwili

    1670

    Ostatka się obadwa zaraz domyślili,

    I że rzecz jawna była, że się do Syryej

    Puścił za Orygillą do Antyochiej

    Z tym umysłem, aby ją z pomstą gamratowi

    Pamiętną odjął swemu spółmiłośnikowi.

    73

    1675

    Nie mógł wytrwać Akwilant, aby w cudze strony

    Dla tej sprawy sam jachać miał jego rodzony,

    I wdziawszy zbroję, którą w drodze zawsze nosił,

    Puścił się za niem; ale wprzód Astolfa prosił,

    Aby odłożył swoję drogę do Francyej

    1680

    Dotąd, ażby się wrócił w zad z Antyochiej.

    Szedł do morza i tam wsiadł w okręt, nie mieszkając,

    Że morzem krótsza droga miała być, mniemając.

    74

    Tak potężny, tak dobry, tak wiatr miał po sobie

    Pomieniony Akwilant, jadąc w onej dobie,

    1685

    Że nazajutrz Sur[112], zacne miasto, i po Surze

    Safet[113] ujźrzał, na wielkiej postawiony górze.

    Bieży dalej, Zybelet[114] i Barut[115] mijając,

    Z daleka Cypr po lewej ręce żyzny mając;

    Z Tortozy[116] do Trypolim[117], do Lice[118] kieruje,

    1690

    Więc do morza Lajaca[119] mierzy i prostuje.

    75

    Stamtąd kazał żeglarzom, aby obracali

    Sztabę[120] i na wschód słońca sztyry kierowali,

    Aż stanął nad Orontem[121], gdzie z wielkiem zakrętem

    Wody w morze wylewa, i weń wszedł okrętem.

    1695

    Tu rozkazał, aby się lądu uchwycili

    I na ziemię z okrętu mosty wyrzucili.

    Stamtąd, siadszy na konia, przeciw rzece jachał,

    Aż do Antyochiej budownej dojachał.

    76

    Tam się dowiedział, jako chwilę się tam bawił,

    1700

    Ale się potem stamtąd z Orgillą wyprawił

    Do Damaszku, tam, kędy król Norandyn młody

    Z gonitwami sprawował zawołane gody.

    Słysząc to, chęć go wzięła taka jachać za niem,

    Z tem, że się Gryfon puścił za niemi, mniemaniem,

    1705

    Że i w Antyochiej nie chciał przenocować,

    Ale nie chciał tej drogi morzem odprawować.

    77

    Ku Lidyej[122] obfitej wodzami kierował,

    Do Laryssy[123], a powysz Alep[124] zostawował,

    Alep ludny, a Bóg, co nagrodę dobremu

    1710

    I na tem świecie daje, a kaźń niezbożnemu,

    Tak chciał, że się na on czas od Mamugi[125] w mili

    I Martan i Akwilant na drodze trafili;

    Martan jachał bogato i strojno ubrany,

    Dar przed sobą w gonitwie niosąc otrzymany.

    78

    1715

    Rozumiał tak Akwilant na pierwszem potkaniu,

    Że Martan beł brat jego, a beł w tem mniemaniu

    Białą zbroją i białem strojem oszukany

    Gryfonowem, jak Martan w on czas beł ubrany,

    I »Witajże!« z radością rzecze i wesoły,

    1720

    Jako więc zwykło bywać między przyjacioły;

    Ale obaczywszy się, że nie ten, postawę

    Odmienia i inakszą mieć z niem chce rozprawę.

    79

    A bojąc się, aby on nie zabił Gryfona

    Z pobudki Orygille, krzyknie na Martona:

    1725

    »Zdrajco! zbójco! złodzieju! bo cię za takiego

    »Twarz wydaje, gdzieś konia wziął brata mojego?

    »Gdzieś wziął brata mojego konia? Bo się boję

    »Żeś go ukradł; powiedz mi, gdzieś wziął i tę zbroję

    »Niech wiem, jeśli brat żywie i gdzieś go zostawił

    1730

    »I jakoś go tej zbroje i konia pozbawił?«

    80

    Jako skoro gniewliwy on głos usłyszała

    Orygilla, uciekać konia obracała,

    Ale mężny Akwilant rętszy beł, niż ona:

    Rada nierada, musi stanąć, pogoniona.

    1735

    Martan także na on huk, na on krzyk straszliwy,

    Wylękniony, z wielkiego strachu ledwie żywy,

    Co czynić i co mówić, nie wie i twarz mieni

    I drży tak, jako liście[126] na drzewie w jesieni.

    81

    Akwilant po staremu surowych używa

    1740

    Gróźb i fuków straszliwych i miecza dobywa

    I przysięgą się wielką wiąże i zaklina,

    Że i onej i jemu głowy poucina,

    Jeśli mu nie odkryją wszytkiego prawdziwie.

    Martan wtem, co z bojaźni ledwie że co żywię,

    1745

    Oddycha w on czas trochę i sam sobie myśli,

    Jeśli co na wymówkę swych niecnot wymyśli.

    82

    »Siostra to moja — prawi — panie, urodzona

    »W dobrem domu i z dobrych rodziców spłodzona,

    »Chocia ją chwilę Gryfon w nierządnem żywocie

    1750

    »Trzymał przeciw jej wolej, w hańbie i sromocie;

    »Która mię tak bolała i tak mi wstyd srogi

    »Czyniła, że nie mając sposobu i drogi

    »Odjąć ją rycerzowi tak wielkiemu gwałtem,

    »Chciałem mu ją przez dowcip odjąć takiem kształtem:

    83

    1755

    »Zmówiłem się z nią cicho, która już myśliła,

    »Aby się do lepszego żywota wróciła,

    »Skoroby jeno Gryfon usnął, aby wstała

    »I tajemnie od niego ze mną ujachała.

    »Tak się stało; a żeby i po mnie i po niej

    1760

    »Tak, jakośmy się bali, nie było pogoniej,

    »Konia jego i zbroję, jadąc, precz bierzemy

    »I tak, jako nas teraz tu widzisz, jedziemy«.

    84

    Mógł przyznać Martanowi, że beł i nad miarę

    Chytry; Awilantby mu beł dał całą wiarę

    1765

    I nie czyniłby mu beł nic, krom żeby bratnią

    Zbroję, konia i rzeczy odjął za ostatnią[127],

    Kiedyby tam wymówek swych w tem, co porobił,

    Tak barzo jawnem kłamstwem beł nie przyozdobił;

    Wszytkoby było dobrze uszło, ale na tem

    1770

    Pobłądził, że się nazwał Orygille bratem.

    85

    Wszyscy w Antyochiej tak Akwilantowi

    Powiedali, że ona była Martanowi

    Nałożnicą; stąd z gniewem na one obmowy:

    »Łżesz, o zdrajco!« krzyknie nań fukliwemi[128] słowy

    1775

    I tak mu dobrze pięścią wymierzył do gęby,

    Że mu zaraz wypadły ze krwią cztery zęby;

    I więcej z niem nie mówiąc, powroza dobywszy,

    Związał go, ręce mu wspak obie obróciwszy.

    86

    Związał i Orygillę, chocia się prosiła,

    1780

    Choć moc wymówek na swą obronę wnosiła;

    Stamtąd ich po miasteczkach, po wsiach ludnych ciągnął

    Dotąd, aż do Damaszku wielkiego przyciągnął;

    Owszem, jeszczeby ich beł różnemi drogami

    Przez tysiąc mil prowadził, trapione mękami,

    1785

    Ażby beł brata nalazł, na którego zdanie

    I rozsądek miał Martan wziąć swoje karanie.

    87

    Kazał się Martanowej czeladzi z rzeczami

    W zad wrócić do Damaszku i koniom z jukami,

    Gdzie przyjachawszy zastał, że tam i na stronie

    1790

    Nie mówiono ni o kiem, jedno o Gryfonie;

    Wszyscy, wielcy i mali, już wiedzieli o tem,

    Jako władał kopią i jako kłół potem

    I że to ten beł, który tak beł oszukany,

    Że inszy wziął w gonitwie dar przezeń wygrany.

    88

    1795

    Lud wszytek na Martana z gniewem następuje

    I jeden go drugiemu palcem ukazuje.

    »I to — prawi — wierutny łotr, który sposoby

    »Kradzionemi z cudzych dzieł dostawa ozdoby

    »I pokrywa, świadomy swojej nikczemności,

    1800

    »Swą hańbą cudze męstwa i cudze dzielności;

    »Aleć i to niecnota, co wszytko źle czyni

    »Dobrem ludziom, a z łotry przestawa, łotryni«.

    89

    Drudzy zasię mówili: »Jako — prawi — mają

    »Jedno piątno, do sfory prawie się zgadzają«.

    1805

    Drudzy jem złorzeczyli i srodze łajali,

    Drudzy spalić, obiesić, ćwiertować wołali.

    Tłuszcza gęsta, chcąc się ich napatrzyć, bieżała

    I ulice i rynek wszytek napełniała,

    Aż na ostatek sprawa i ona nowina

    1810

    Doniosła się do króla także Norandyna.

    90

    Jako go one wieści w pałacu zastały,

    Mając swojego dworu z sobą poczet mały,

    Zjachał na dół i tam się z Akwilantem w drodze

    Potkał, co się mścił krzywdy Gryfonowej srodze.

    1815

    Wita go, uczciwości żadnej nie zostawia,

    Którejby mu nie czynił, w pałacu go stawia,

    Kazawszy z jego wolą do wieże prowadzić

    Martana z Orygillą i strażą osadzić.

    91

    Potem poszli tam, kędy Gryfon postawiony,

    1820

    Jeszcze beł nie wstał z łóżka, jako beł raniony.

    Zapłonął się, ujźrzawszy brata, bo tak wiedział,

    Że się o onem jego przypadku dowiedział;

    A skoro pożartował trochę w onej chwili

    Akwilant z onej sprawy, tak się namówili,

    1825

    Aby i on i ona, do prawa oddani,

    Wzięli swoję zapłatę i beli karani.

    92

    Chciał Akwilant, chciał i król, aby ich jakiemi

    Trapiono jak najbarziej mękami wielkiemi;

    Ale Gryfon bojąc się, aby nie szydzono,

    1830

    Gdzieby rzekł, żeby samej tylko odpuszczono,

    I królowi i swemu mówi rodzonemu,

    Aby spół odpuszczono i onej i jemu,

    Krótko mówiąc, że aby katu beł oddany

    Martan, nie na śmierć, ale, aby beł chwostany[129].

    93

    1835

    Kiedy na tem stanęło, jako naleziono,

    Nazajutrz go miotłami po mieście sieczono.

    Orygillę schowano, ażby się Lucyna

    Do swojego wróciła piękna Norandyna,

    Na której to na on czas zachowali zdanie,

    1840

    Jakie miała mieć: lekkie, czy ostre, karanie.

    Akwilant, tam mieszkając, miał zabawę swoję

    Dotąd, aż brat ozdrowiał i mógł unieść zbroję.

    94

    Po onem swem występku będąc roztropniejszy

    Król Norandyn i mędrszy i już ostrożniejszy,

    1845

    Nie mógł, jeno się zawsze troskać i frasować

    I wstydzić się i tego ustawnie żałować,

    Że ten odniósł od niego i hańbę i szkodę,

    Który miał słusznie odnieść i cześć i nagrodę.

    Nie może się i w nocy i w dzień uspokoić,

    1850

    Myśląc o tem, jakoby Gryfona ukoić.

    95

    I uradził u siebie w mieście, obciążonem

    Onem tak wielkiem błędem, na rynku przestronem,

    Ze czcią, jaka najwiętsza mogła się któremu

    Rycerzowi od króla dać namężniejszemu,

    1855

    Przywrócić mu nagrodę i dank[130] zasłużony,

    Który mu beł od złego zdrajcę ukradziony;

    I wytrąbić gonitwy kazał zawołane,

    Które miały być miesiąc tam odprawowane,

    96

    Na które się gotował tak, jako królowi

    1860

    Bogatemu i jego przystało stanowi.

    Oczem wieść roznosiła po wszytkiej Syryej

    Nowiny i tam i sam i po Fenicyej,

    Z Fenicyej do blizkiej Palestyny poszła,

    Tak, że się i Astolfa książęcia doniosła,

    1865

    Który się z Sansonetem[131] na nie jął gotować,

    Nie chcąc, aby się bez nich miały odprawować.

    97

    Sansonet beł mąż wielki, jako powiadają,

    Jako się wszytkie na to kroniki zgadzają;

    Orland go krzcił i naszej wiary go nauczył,

    1870

    A Karzeł w Jeruzalem rządy mu poruczył.

    Z tem się Astolf na drogę wezbrał[132] w onę dobę,

    Chcąc puścić swoje męstwo i dzielność na próbę

    W onych gonitwach, które tak sławne być miały

    W Damaszku, jako one wieści udawały.

    98

    1875

    I tak jadąc powolej onemi krajami,

    Nie czyniąc sobie gwałtu, małemi cugami[133],

    Aby na dzień gonitew czerstwi, niezmorzeni

    Przybeli do Damaszku i nieutrudzeni,

    Potkali, przyjachawszy na jedno rozstanie,

    1880

    Osobę pewną, która po stroju, po stanie,

    Zdała się być każdemu mężczyzną, a ona

    Była dziewica, męstwem daleko wsławiona.

    99

    Marfiza[134] miała imię, a takiej śmiałości,

    Takiego serca była i takiej dzielności,

    1885

    Że nieraz więc zagrzała czoła Orlandowi

    Na koniu z szablą w ręku, nieraz Rynaldowi;

    W nocy i we dnie sama we zbroi jeżdżała

    Po górach, po równinach i zawżdy szukała

    Tam i sam potykać się z rycerzmi mężnemi,

    1890

    Chcąc nieśmiertelnej sławy dostać miedzy niemi.

    100

    Ta, kiedy z Sansonetem Astolfa ujźrzała,

    Którzy jachali zbrojni także, rozumiała,

    Że to byli rycerze jacy zawołani,

    Bo urodziwi byli i strojno ubrani;

    1895

    A mając wielką żądzą z niemi się kosztować,

    Poczęła się już beła w siedle poprawować,

    I już wyzywając ich, wodze wypuszczała,

    Kiedy przybliżywszy się, Astolfa poznała.

    101

    Jego sobie na pamięć grzeczność przywodziła,

    1900

    Którą w niem znała, kiedy w Kataju z niem była;

    Imieniem go nazwała własnem i przyłbice

    Uchyliła i z ręku zdjęła rękawice

    I choć zawsze słynęła pychą i hardością,

    Witała go na on czas z wielką układnością.

    1905

    Ale i Astolf niemniej układny, przyłbicę

    Zdjął z głowy i przeważną przywitał dziewicę.

    102

    O drodze swojej potem wzajem się pytali;

    A skoro jej powiedział Astolf, że jachali

    Do Damaszku, kędy król sławne wywoływał

    1910

    Gonitwy i rycerze przedniejsze zwoływał

    Ze wszystkich stron, którzyby sławy i zwycięstwa

    Dostać chcieli i czynić próbę swego męstwa,

    Marfiza, która sławy okrutnie pragnęła,

    »I ja z wami pojadę« mówić jem poczęła.

    103

    1915

    I Astolf i Sansonet dziwnie się cieszyli

    Z onego towarzystwa, na które trafili.

    Do Damaszku dzień jeden przed gody wjachali

    I na przedmieściu sobie gospodę obrali;

    Gdzie spali do godziny tej, której Tytona

    1920

    Starego pospolicie budzi jego żona.

    A stali tam tak dobrze, że onego czasu

    Na pałacu lepszego mieć nie mogli wczasu.

    104

    A skoro niewesołe cienie rozpędziło

    Słońce jasne, pogodne i świat oświeciło,

    1925

    Mężna dziewka i zacni rycerze na swoje

    Członki polerowane obłóczyli zbroje,

    Posławszy wprzód do miasta swych, którzy znać dali,

    Że się zewsząd rycerze do rynku zjeżdżali

    I że już król na miejsce przybył naznaczone,

    1930

    Gdzie igrzyska surowe miały być czynione.

    105

    Nie mieszkając, na konie zaraz powsiadali

    I szeroką ulicą na rynek wjachali,

    Tam, gdzie znaku czekając, bogato ubrani

    I stąd i zowąd stali rycerze wybrani.

    1935

    Upominek, zwyciężcy wisiał naznaczony,

    Z buławą miecz, drogiemi kamieńmi sadzony;

    Przyłożono do tego i konia dzielnego,

    Jaki miał być rycerza godny tak wielkiego.

    106

    Król Norandyn takiego będąc rozumienia,

    1940

    Że jako pierwszy, tak ten drugi bez wątpienia

    Upominek, dostawszy zwycięstwa i chwały,

    Na obudwu gonitwach miał wziąć Gryfon biały,

    Aby mu dał to wszytko, co się tak mężnemu

    Rycerzowi dać może i tak wybornemu,

    1945

    W tej ostatniej gonitwie, chciał, by beł przydany

    Do zbroje miecz, buława, koń, drogo ubrany.

    107

    Zbroję na schwał [135]wyborną, zbroję znamienitą,

    Od Gryfona na pierwszych gonitwach zdobytą,

    Której potem nikczemny sposobem kradzionem

    1950

    Martan sobie przywłaszczył, mieniąc się Gryfonem,

    Dał przed sobą powiesić i na niej drogiemi

    Miecz we złoto oprawny sadzony kamieńmi;

    Przy koniu zaś buława u łęku wisiała,

    Aby się Gryfonowi z tem wszytkiem dostała.

    108

    1955

    Lecz, że skutku nie wzięła ta królewska rada,

    Z przeważnej bohatyrki urosła zawada,

    Która tam z Sansonetem i z Astolfem razem

    Przyjachała na rynek, odziana żelazem.

    Ta, skoro onę zbroję wiszącą ujźrzała,

    1960

    Onę zbroję wiszącą, zaraz ją poznała;

    Bo jej była i w niej się miedzy co droższemi

    Zbyt kochała wszytkiemi rzeczami swojemi.

    109

    Acz jej była na drodze w on czas odbieżała[136],

    Kiedy, aby straconą świeżo odzyskała

    1965

    Swoję szablę, z siebie ją skwapliwie zrzuciła

    I Brunella złodzieja swojego goniła.

    Ale wam nie potrzeba teraz, bo nic po tem,

    Wiedzieć tej historyej; przeto milczę o tem.

    Dosyć na tem, że powiem, jako w on czas swoję

    1970

    Marfiza tam nalazła ukochaną zbroję.

    110

    I to powiem, że jako skoro ją poznała

    Po pewnych znakach, które tam na niej widziała,

    By jej beł dał wszytek świat, jednegoby była

    Dnia, to rzecz najpewniejsza, bez niej nie stąpiła.

    1975

    Jakiejby jej sposobem, lub tem lub owo tem,

    Dostać mogła, nie miała czasu myślić o tem;

    Przybliżyła się do niej i rękę ściągnęła

    I bez względu żadnego przed królem ją wzięła

    111

    I stąd, że się kwapiła, kiedy zbroję brała,

    1980

    Na ziemię zaś oręże insze pozmiatała.

    Król Norandyn widząc się srodze obrażonem,

    Pojźrzy na nię od gniewu okiem zapalonem;

    Pospólstwo znieść nie mogąc onej jej śmiałości

    I chcąc się zemścić króla swojego lekkości[137],

    1985

    Mieczów ostrych dobywa, myśląc o tem mało,

    Że się jem takich ludzi drażnić nie nadało.

    112

    Nigdy tak mały chłopiec nie bywa wesoły,

    Postawiony na pięknej łące między zioły,

    Nie tak się rada widzi piękna i ubrana

    1990

    Dziewka w tańcu, kiedy jest jaka zawołana

    Biesiada, jako się ta na on czas widziała

    Rada tam, kędy się krew hojnie rozlewała,

    W huku, między chrzęstem zbrój i między mieczami,

    Strzałami, oszczepami, grotami, śmierciami.

    113

    1995

    Koniowi wszytkie wodze[138] rączemu puściła,

    Dawszy mu w bok ostrogi i drzewo złożyła,

    Tego przez piersi, tego przez szyję ugodzi,

    Tego potrąci. Potem do szable przychodzi,

    Z którą, gdzie się zawinie i gdzie wodze skłoni,

    2000

    Lecą pobite trupy i spadają z koni;

    Temu łeb, temu rękę, temu utnie ramię,

    Temu przez gębę srogie zostawuje znamię.

    114

    I Astolf i Sansonet, którzy tam z nią byli

    Pospołu, ubrawszy się we zbroje, przybyli,

    2005

    Chocia tam nie dla tego byli przyjachali;

    Widząc rozczętą zwadę, hełmy pospuszczali

    I konie przypuszczali, niosąc drzewa w toku,

    Na lud gęsty i potem dostawszy od boku

    Ostrych mieczów i siekąc z tej i z owej strony

    2010

    Gęste gminy, plac sobie czynili przestrony.

    115

    Rycerze cudzoziemscy, którzy uwiedzieni

    Sławą, na te gonitwy beli zgromadzeni,

    Wielki rozterk i wielkie widząc niepokoje

    I igrzyska w surowe obrócone boje,

    2015

    Nie wiedząc nic, z którejby urosły przyczyny

    One burdy i one srogie mieszaniny,

    Zdumiawszy się okrutnie, na swych miejscach stoją,

    Czekając, jako się te rozruchy ustoją.

    116

    Z których się jedni potem na pomoc puścili

    2020

    Pospólstwu, ale tego prętko przypłacili;

    Drudzy, co mieli lepszy rozsądek, bieżeli

    Hamować stron i gwałtem rozwadzać je chcieli;

    Inszy zaś, ostrożniejszy, na miejscu czekali

    I końca onej krwawej sprawy wyglądali.

    2025

    Z których napierwszy Gryfon i Akwilant byli,

    Co się wprzód zemścić zbroje odjętej rzucili.

    117

    Ci widząc, że Norandyn król beł rozgniewany

    I ukazował srogiem jadem wzrok pijany,

    I wziąwszy od niektórych dostateczną sprawę,

    2030

    Kto beł przyczyną i kto rozczął tę zabawę,

    Więc rozumiejąc Gryfon, że to krzywda była

    Taka, że go zarówno z królem obchodziła,

    Natychmiast sobie podać kopie kazali

    I z surowemi fuki na wojnę[139] jachali.

    118

    2035

    Z drugiej strony ostrogi swojemu koniowi

    Astolf włożywszy dobrze w bok Rabikanowi,

    Bieżał z uczarowanem złotem drzewem w ręku,

    Które każdego gońcę[140] wysadzało z łęku;

    Tem napierwej Gryfona śmiałego zawadził

    2040

    I tak, jako potrzeba, z siodła go wysadził;

    Potem ledwie uderzył w tarcz Akwilantowi,

    Jako spadł i nogami grzebał po piaskowi.

    119

    Inszy także rycerze mężni, znamienici,

    Od Sansoneta byli drzewem z koni zbici.

    2045

    Pospólstwo w nogach samych pokłada nadzieje,

    Król od jadu wielkiego dobrze nie szaleje.

    Wtem zuchwała Marfiza ze dwiema zbrojami,

    Harda z swego zwycięstwa, i z dwiema hełmami,

    Widząc, że przed nią wszytka tłuszcza uciekała,

    2050

    Do gospody wodzami konia obracała.

    120

    I Astolf i Sansonet za nią pojachali,

    I ku bramie powolej w zad ustępowali.

    Pospólstwo dalej na nie nacierać nie śmiało

    I ujęte strachami, u bramy zostało.

    2055

    I Gryfon i Akwilant, srodze zasromani,

    Że na pierwszem potkaniu beli pozbijani,

    Okiem wesołem pojźrzeć od ziemie nie chcieli

    I Norandynowi się ukazać nie śmieli.

    121

    Skoro znowu dostali swoich dzielnych koni,

    2060

    Szli na nieprzyjacioły, mając w ręku broni;

    Za niemi król, za królem bieżeli dworowi,

    Albo umrzeć albo więc pomścić się gotowi.

    »Bij! bij!« wielkiem wołają głosem płoche gminy,

    I wyglądają, stojąc z daleka, nowiny.

    2065

    Gryfon wtem przypadł tam, gdzie czoła obracali

    Trzej towarzysze i most już opanowali.

    122

    Ochopił[141] mu się Astolf, bo od dnia, którego

    Mężnie zabił Oryla uczarowanego,

    Tenże koń miał pod sobą, tenże znak, tęż swoję

    2070

    Nosił na sobie dotąd polerowną zbroję;

    Ale się nie przypatrzył temu w onej chwili,

    Kiedy do siebie z drzewy na rynku skoczyli.

    Wtem go poznał i zaraz chętnie go przywitał

    I o dawnego jego towarzysza pytał,

    123

    2075

    Więc i o to, co tego była za przyczyna,

    Że nie mając na króla względu Norandyna,

    Zbroję wzięli. Astolf mu o swojem powiedział

    Towarzystwie, co było i co jedno wiedział,

    A że mu dać o zbroi nie mógł żadnej sprawy,

    2080

    Dla której do rozruchu przyszło i rozprawy,

    Tylko, że tam z Marfizą społem przyjechali

    I Sansonet i onej w boju ratowali.

    124

    Kiedy tak książę Astolf stał społem z Gryfonem,

    Przypadł tamże Akwilant prędko po rodzonem

    2085

    I poznawa go także i nienawiść zatem

    Porzuca, usłyszawszy, że rozmawia z bratem.

    Wtem też Norandynowi ludzie nadbiegali,

    Ale się jednak blizko nie przystępowali,

    Tem więcej, że ich z sobą mówiących widzieli;

    2090

    Stali cicho, aby co beli usłyszeli.

    125

    Z tych jeden zrozumiawszy, że tam beła z niemi

    Marfiza, na wszytek świat dziełami wielkiemi

    Rozsławiona, kładzie w bok ostrogi koniowi

    I bieży w zad i daje znać Norandynowi,

    2095

    Aby bramy zamykał w onejże godzinie,

    Chceli, że mu lud wszytek od miecza nie zginie,

    I że Marfiza była ta, co zawieszoną

    Zbroję wzięła, zwyciężcy na dank[142] wystawioną.

    126

    Król słysząc ono imię straszne i surowe,

    2100

    Którego wszytkie kraje bały się wschodowe

    I na które, choć było przez przeciąg niemały

    Odległe, niejednemu kolana zadrżały,

    Pewien jest, że jeśli wczas nie zabieży temu,

    Zginąćby przyszło jego ludowi wszytkiemu;

    2105

    Przeto zaraz hamował swoje w onej chwili,

    Którzy już beli gniewy w bojaźń obrócili.

    127

    Z drugiej strony synowie Oliwijerowi

    I Astolf i Sansonet, do zgody gotowi,

    Tak długo koło tego wzajem pracowali,

    2110

    Że nakoniec Marfizę srogą ubłagali,

    Która się z hardą twarzą przed króla stawiła

    I nie wiem jakiem prawem: »O królu! — mówiła —

    »Chcesz twojemu zwyciężcy w tych gonitwach moję

    »Przeciw wszelkiej słuszności darować tę zbroję?

    128

    2115

    »Moja to własna zbroja, mnie samej należy,

    »Którąm ja na gościńcu wielkiem, który bieży

    »Do żyznej Armeniej, w polu zostawiła,

    »Kiedym pieszo złodzieja mojego goniła;

    »Co, że tak jest, jako ja powiadam, pokażę

    2120

    »Pewne świadectwo, mój znak, i zaraz ukażę

    »Herb swój na niej wyryty, który beł korona,

    »Na trzy części jednakie poprzek rozczepiona«.

    129

    Tę odpowiedz od króla wzięła Norandyna:

    »Prawda, żem ją od kupca ja miał Ormianina,

    2125

    »I byś się była o nię namniej przymówiła,

    »Lub twoja lub nie twoja, miałabyś ją była.

    »I aczem ją darował już beł Gryfonowi,

    »Gościowi tak miłemu i przyjacielowi,

    »Wiem, żeby mi ją beł on znowu ofiarował

    2130

    »Dlatego, abym ja ją tobie zaś darował.

    130

    »Nie trzeba na niej herbów żadnych pokazować

    »I świadectwy, że twoja, nie trzeba probować;

    »Dosyć wielkie świadectwo, któremu ja raczej

    »Wiarę daję, że twierdzisz, że nie jest inaczej;

    2135

    »Że twoja jest, męstwu się pozwala twojemu,

    »Upominków i nagród inakszych godnemu.

    »Przeto nie spierajmy się więcej: miej ją sobie,

    »A ja zaś co więtszego, Gryfonie, dam tobie«.

    131

    Gryfon, który barziej dbał o to, aby swoję

    2140

    Wolą król mógł wykonać, aniżli o zbroję,

    Rzecze: »Wielką nagrodę, o królu! odnoszę,

    »Kiedy mi sobie każesz służyć, o co proszę«.

    Wtem przysłuchywając się Marfiza tej sprawie,

    Przybliżywszy się bliżej, ludzkie[143] i łaskawie

    2145

    Gryfona wspaniałego zbroją czcić poczęła

    I dopiero ją za dar od niego przyjęła.

    132

    Do miasta się w miłości i w zgodzie wrócili

    I do zaniechanych się krotofil rzucili.

    Potem beły gonitwy, na których dzielnemu

    2150

    Podkrólemu[144] dank dano jerozolimskiemu;

    Bo Astolf i Marfiza i bohatyr w bieli

    I Akwilant gonić tam umyślnie nie chcieli,

    Życząc, jak towarzysze, dobrze oną dobą

    Sansonetowi danku[145] i sławy przed sobą.

    133

    2155

    Gdzie, skoro dziewięć albo dziesięć dni mieszkali

    W krotofilach, w biesiadach, króla pożegnali,

    Bo do Francyej serce barzo w nich tęskniło,

    W której się jem tak długo nie być nie godziło.

    Marfiza do Francyej kwapiła się srodze

    2160

    I w towarzystwie z niemi chciała być w tej drodze,

    Bo pragnęła niezmiernie porównać z sławnemi

    Męstwem wojewodami swojem francuskiemi

    134

    I spatrzyć, jeśli skutek równy beł imieniu,

    Które beło u świata w takiem podziwieniu.

    2165

    Sansonet w Jeruzalem swego zostawuje

    Namiestnika i tak się w drogę wyprawuje

    Ona pięć bohatyrów wielce zawołanych,

    Serca, męstwa, dzielności, sił nieporównanych;

    A skoro Norandyna i dwór pożegnali,

    2170

    Do Trypola i morza blizkiego jachali.

    135

    Kędy okręt naleźli, co miał wieźć towary

    Różne na zachód słońca; w niem beł szyper stary

    Rodem z Luny[146], z którem się prędko stargowali

    O się i o swe konie, które z sobą brali.

    2175

    Zewsząd jasne powietrze się ukazowało

    I za długą pogodę trwałą ślubowało;

    Wsiadają wtem na morze, namniej nie burzliwe,

    Mając niebo pogodne i wiatry życzliwe.

    136

    Pożądanej miłości wysep poświęcony

    2180

    Przyjął je pierwszego dnia we mgle w port przestrony,

    Która żelazo trawi, nie tyło człowieka;

    Ludzie tam są nietrwali i krótkiego wieka

    Dla pewnego jeziora, z którego niezdrowie.

    W prawdzie się z Famagustą[147] natura surowie

    2185

    Obeszła, złą Konstancę[148] pod nią posadziwszy,

    Ostatkowi się Cypru łaskawie stawiwszy.

    137

    Dla zarazy i smrodów, które z wód wychodzą,

    Prędko stąd pospolicie okręty odchodzą,

    Mało co się tu bawiąc, jako i ten nagle

    2190

    Poszedł stąd, wschodnich wiatrów mając pełne żagle.

    Kręcąc około Cypru, potem przyjechali

    Do Pafu[149], gdzie z okrętu na brzeg wysiadali,

    Jedni dla kupiej[150], drudzy, aby się onego

    Do wolej napatrzyli kraju tak pięknego.

    138

    2195

    Na dwie mili od morza pagórek wesoły

    Leży, zewsząd okryty pachniącemi zioły

    I drzewy roskosznemi, laurami, mirtami,

    Cyprysami, Cedrami i pomarańczami;

    Rozmaryny, lilie, róże i szafrany

    2200

    Puszczają z siebie zapach wdzięczny, pożądany,

    Który, kiedy wiatr wieje od ziemie, poczuje

    Zbyt daleko na morzu ten, co tam żegluje.

    139

    Zdrój obfity wylewa przeźrzoczystej wody,

    Który zioła odżywia i wonne ogrody,

    2205

    Tak, że śmiele rzec może[151] okrom wątpliwości,

    Że tam ten kraj jest własny boginiej miłości.

    Białegłowy, które się w tamtem kraju rodzą,

    Wszytkie insze na świecie gładkością przechodzą,

    A bogini łaskawa zdarza i sprawuje,

    2210

    Że każda do ostatniej starości miłuje.

    140

    Tamże w Damaszku jeszcze słyszaną nowinę

    Słyszeli, jako olbrzym uniósł beł Lucynę,

    Która się gotowała w mieście Nikozyej

    Jachać do króla męża, do żyznej Syryej.

    2215

    Wtem szyper, kiedy się już ze wszytkiem odprawił,

    Tusząc dobrej pogodzie, więcej się nie bawił

    W tem miejscu, ale kotwie zgbate wyciągał,

    A na zachód prostował i żagle rozciągał.

    141

    Ku południowi rudlem zgadzał[152] i kierował

    2220

    I na najwiętszą głębią okrętem prostował;

    Ale wiatr od Afryki, skoro na głęboki

    Nurt wyjachał, co, póki Febus beł wysoki,

    Zdał się lekki i wolny, przed samem wieczorem

    Wzburzył morze ode dna gwałtownem uporem;

    2225

    I takie trzaskawice[153] i gromy powstały,

    Że się zdało, że nieba ogniami gorzały.

    142

    Obłoki z siebie czarne zasłony puszczają,

    Które słońcu i gwiazdom twarzy zasłaniają;

    Morze z spodku, a niebo srodze huczy z góry,

    2230

    Wichry srogie ogniste wymiatają chmury,

    Które dżdżami zimne mi karzą i biczują

    I mrozem niewytrwanem tych, którzy żeglują,

    A w nocy pospolicie moc swą rozciągają

    I gniewliwe bałwany tłuką i mieszają.

    143

    2235

    Silą się marynarze w one nawałności

    I sztuki pokazują swej umiejętności;

    Jeden świszcząc w piszczałkę dźwiękiem ukazuje,

    Co drudzy czynić mają; drugi się gotuje

    Spychać w morze główniejsze i więtsze kotwice;

    2240

    Ten żagle i poprzecznie[154] wywraca na nice,

    Ten rudle okrętowe pilnie ubezpiecza,

    Tego około wielkich masztów wszytka piecza.

    144

    Całą noc ona sroga niepogoda trwała,

    Która się wszytkiem piekłom ciemnością równała;

    2245

    Szyper mniejszej się burze zastać spodziewając,

    Bieży, sztyr na najwiętszą głębią obracając,

    I jak najpilniej boków, póki okręt cały,

    Strzeże, a twardą sztabę obraca na wały,

    Jednak nie bez otuchy i dobrej nadzieje,

    2250

    Że się wróci pogoda, skoro rozednieje.

    145

    Ale i w dzień, jeśli go dniem nazwać możemy,

    Który po tem znać, kiedy godziny liczemy

    Niepożądnej[155] światłości, po staremu wody

    Burzą się, po staremu trwają niepogody.

    2255

    Szyper wątpi i już w niem nadzieja ustaje,

    A strach roście, już się w moc wszytek wiatrom daje

    I między gniewliwemi tam i sam wodami

    Labiruje[156] i bieży nizkiemi żaglami.

    146

    Kiedy tych tak na morzu strachami karmiła,

    2260

    Niemniej drugich na ziemi fortuna trapiła

    We Francyej, pod mury kędy paryskiemi

    Bili się Sarraceni z ludźmi angielskiemi.

    Rynald pędzi po wielkiej części nachylone

    Pogaństwo i rozrywa hufce potrwożone.

    2265

    Powiedziałem wam, jako ku Dardynellowi

    Bieżał, puściwszy wodze swemu Bajardowi.

    147

    Ujźrzał u Dardynella w tarczy malowaną

    Szachownicę pan z Alby, białą i czerwoną,

    I miał go za rycerza i męża wielkiego

    2270

    Stąd, że herbu używać śmiał Orlandowego;

    Jadąc dalej, beł tego znak pewniejszy, trupy

    Gęste i koło niego zbitych wielkie kupy.

    Lepiej — powiada — wyrwać wczas to złe nasienie,

    Niż uroście i niż się zamoże[157] w korzenie.

    148

    2275

    Kędykolwiek obróci koniem Rynald srogi,

    Wszyscy pierzchają, wszyscy ustępują z drogi,

    Nietylko Sarraceni, ale też i swoi:

    Każdy się zawołanej onej szable boi.

    On tylko Dardynella samego pilnuje

    2280

    I coraz to pod niego bliżej następuje,

    Zawoła: »Kłopotu cię, młodziku, nabawił

    »Ten, który cię tej tarczej dziedzicem zostawił.

    149

    »Chcę spróbować, jako ty bronisz i pilnujesz

    »Szachownice tej, którą na sercu malujesz:

    2285

    »Nie obroniszli jej mnie, tem mniej rycerzowi

    »Obronić jej będziesz mógł, grabi Orlandowi«.

    On mu na to: »Czego chcesz, wszytkiegoć pomogę;

    »Jeśli ją mogę nosić, i bronić jej mogę

    »I czci raczej, aniżli kłopotu jakiego

    2290

    »Z ojczystego się herbu spodziewam mojego.

    150

    »Żem młodzik, nie rozumiej, abych miał przed tobą

    »Uciec: mnie nie ustraszy nikt samą osobą.

    »Jeśli mi tarczą weźmiesz, weźmiesz mi i zdrowie,

    »Ale tuszę, że zdarzą inaczej bogowie.

    2295

    »Co ma być, niechaj będzie: mnie rodu mojego

    »Nie osądzą wyrodkiem z postępku żadnego«.

    To skoro wyrzekł, wodze wypuścił koniowi

    I skoczył z szablą w ręku przeciw Rynaldowi.

    151

    Krew, którą Afrykani koło serca mieli,

    2300

    Zimny strach opanował, gdy nagle ujźrzeli,

    Z jaką Rynald na cnego młodzieńca wściekłością,

    Z jakiem pędem i z jaką biegł zapalczywością;

    Tak więc lew przemorzony bieży na młodego

    Juńca[158], na zielonej się łące pasącego.

    2305

    Pierwej rycerz pogański tak, jako wymierzył,

    W szyszak Mambrynów, ale bez skutku uderzył.

    152

    Rozśmiał się Rynald i rzekł: »Poznasz, który siłę

    Ma z nas więtszą i który lepiej trafia w żyłę«.

    I Bajardowi wodze puściwszy i razem

    2310

    Dawszy mu w bok ostrogi, tak go pchnął żelazem,

    Że i piersi i blachy obadwa przegnało

    I ostry koniec w grzbiecie tyłem ukazało.

    Leci, wszytkiej krwie próżny, z konia nieszczęśliwy

    I czołem ziemię bije Dardynel nieżywy.

    153

    2315

    Jako mdlejąc umiera, ostrem podjachany

    Lemięzem[159] kwiat, na bujnej roli wychowany,

    Jako mak, wilgotnością zbytnią obciążony,

    Spuszcza głowę i spada na mokre zagony:

    Tak przyrodzonej krasy na on czas pozbywszy

    2320

    I pierwszą swoję barwę Dardynel straciwszy,

    Schyla głowę na ziemię i świat zostawuje;

    Afrykańskiego wojska serca strach zdejmuje.

    154

    Jako ludzkiem dowcipem wody zgromadzone,

    Zaporą albo groblą jaką zastawione,

    2325

    Skoro wyjmą zapory, które je trzymają,

    Wypadają i pola wszytkie zalewają:

    Tak lud z Afryki, który jakąkolwiek miewał

    Ząporę, póki ich syn Almontów zagrzewał,

    Widząc, że już zabity, spadszy z konia, leży

    2330

    Ich pan młody, tam i sam rozprószony bieży.

    155

    Dopuszcza tem uciekać, którzy uciekają,

    A tych zaś bije Rynald, którzy się trzymają.

    Gdziekolwiek Aryodant mija i przechodzi,

    Leżą pobite trupy, rzadki kto uchodzi;

    2335

    Tych Lionet, tych szkocki królewic morduje,

    Każdy się co najlepiej w on czas popisuje.

    Karzeł także powinność swą czyni z Ugierem,

    Z Turpinem, Salomonem i z Oliwijerem.

    156

    We złem razie poganie beli dnia onego

    2340

    I ledwie nie zginęli wszyscy do jednego,

    Ale król z Hiszpaniej począł wtem uchodzić

    I ostatek strwożonych ludzi swych uwodzić;

    Tak rozumie król mądry i ćwiczony laty,

    Że zawsze lepsza szkoda, niż ostatnie straty

    2345

    I że lepiej zachować wcale, co zostało,

    Niż być przyczyną, żeby wszytko zginąć miało.

    157

    Do obozu, który beł wielkiemi rowami

    Okopany, obraca z swemi chorągwiami;

    Z niem Stordylan, z niem idzie król z Andalozyej[160],

    2350

    Z niem z pułkiem dosyć wielkiem król Portugaliej.

    Śle prosić Agramanta, aby co najpręcej

    Ustępował i żeby w bój nie wchodził więcej,

    A że wiele uczyni, jeśli dnia onego

    Zachowa cało obóz i siebie samego.

    158

    2355

    Agramant, który się już więcej nie spodziewał

    Widzieć swojej Bizerty[161] i który nie miewał

    Nigdy przedtem fortuny tak nieprzyjaźliwej

    I tak złej, jako w on dzień, i tak nieżyczliwej.

    Dziwnie beł rad i wesół, słysząc, że Marsyli

    2360

    Wielką część wojska w obóz uwiódł w onej chwili;

    I obraca chorągwie wszytkie, pod namioty

    Ustępując, i każe trąbić na odwroty.

    159

    Ale więtsza część beła tych, co uciekali,

    Co odwrotów i bębnów i trąb nie słuchali

    2365

    I co byli o sobie zgoła tak zwątpili,

    Że się gwałtem w głębokiej Sekwanie topili.

    I Agramant i Sobryn biegają nakoło

    I zajeżdżają tem, co pierzchają, na czoło;

    I inszy także pierwszy wodzowie biegają

    2370

    I do obozu ludzie strwożone wracają.

    160

    Ale ani Agramant ani Sobryn ani

    Inszy pierwszy wodzowie i przedni hetmani

    Mogą wszytkich nawrócić, lubo na nie prośby

    Lub fuków i surowej używają groźby.

    2375

    Za jednego, który się wraca, dwa zostają,

    Którzy albo są zbici albo uciekają;

    I ci, co się wracają, srodze są zranieni,

    Ten w przód, ten w tył, a wszyscy okrutnie strudzeni.

    161

    Zatem się chrześcijanie w pogonią[162] udali

    2380

    I do bram obozowych za niemi wpadali;

    Ale i w swem obozie bezpieczni nie byli,

    Chociaż mu ze wszytkich stron obrony czynili.

    Bo Karzeł umiał dobrze na pogańskie szkody,

    Kiedy mu ukazała twarz, zażyć pogody,

    2385

    Jeno że czarnoskrzydła noc wtem nastąpiła,

    Która boje rozwiodła i uspokoiła.

    162

    Podobno tak Stworzyciel chciał mieć, użaleniem

    I litością ujęty nad swojem stworzeniem.

    Krew po polach pełnemi wszędzie strumieniami

    2390

    Wylewała i biegła wszytkiemi drogami;

    Ciał ośmdziesiąt tysięcy martwych naleziono,

    Które na ostre miecze przez on dzień puszczono.

    Potem z swoich jam wyszli, co je odzierali,

    Chłopi w nocy i wilcy, co je pożerali.

    163

    2395

    Nie zdało się do miasta wrócić cesarzowi;

    Stawia obóz przeciwko nieprzyjacielowi

    I ognie każe czynić gęste i wysokie

    I trzyma w oblężeniu pogaństwo w okopie.

    Sarraceni obrony różne wynajdują,

    2400

    Ziemię kopią, sprzężone wozy zastawują,

    Straży po wszytkich stronach nakoło trzymają

    I zbroje przez całą noc z siebie nie składają.

    164

    Całą noc słychać było u pogan strapionych,

    Tak znaczną i tak wielką klęską porażonych,

    2405

    Po obozie, acz ciche, gęste narzekania

    I płacze i lamenty i ciężkie wzdychania;

    Jedni miłych przyjaciół pobitych żałują,

    Drudzy się o się samych trapią i frasują,

    Że chorzy i zranieni i z niewczasem stoją,

    2410

    Ale się jeszcze więcej przyszłej szkody boją.

    165

    Miedzy inszemi beli tam dwaj Sarraceni,

    W Tolomicie[163], dość w podłem domu urodzeni,

    Których ja dla przykładu rzadkiego miłości

    Prawdziwej historyą podam potomności;

    2415

    Jeden Medor[164], drugi beł Klorydan nazwany,

    Którzy tak czasu szczęścia, jako i odmiany,

    Syna Almontowego barzo miłowali

    I do Francyej tu z niem byli przyjachali.

    166

    Klorydan przez wszytek wiek myśliwstwa pilnował,

    2420

    A duży[165] beł i mocny, co sam pokazował

    I wzrost i jego ciało. Medor zasię młody,

    Na pierwszej porze, dziwnie beł pięknej urody;

    Miedzy temi, co na tę wojnę wyjachali,

    Twarzy gładszej nie było, tak to powiadali.

    2425

    Oczy czarne, włos kręty, wzrok tak miał wesoły,

    Że się zdało, że równał pięknością z anioły.

    167

    Ci obadwa na on czas szańców pilnowali

    I z wielą inszych swoję straż odprawowali

    O tej dobie, gdy właśnie tak, jako potrzeba,

    2430

    W jednakiej odległości noc patrzy wśrzód nieba.

    Tam utrapiony Medor w każdej swojej mowie

    Dardynella wspomina i sam siebie zowie

    Nieszczęśliwem i płacze, że w polu zabity

    Leży beze czci żadnej, ziemią nie nakryty.

    168

    2435

    Rzecze do towarzysza: »Otoć się frasuję,

    »Toć wielki żal na sercu, Klorydanie, czuję

    »Stąd, że niepogrzebione pana mego ciało

    »W polu, ach, drogi pokarm dla wilków zostało,

    »Pamiętając, jako mi zawżdy beł łaskawy

    2440

    »I rozumiem, żebym sam sobie beł nieprawy

    »I żebych mu dobrodziejstw jego nie zapłacił,

    »Chociabym dla czci jego i żywot utracił.

    169

    »Chcę go koniecznie szukać, aby tak pod niebem

    »Nie leżał i żeby beł uczczony pogrzebem.

    2445

    »Być może, że to zdarzą życzliwi bogowie,

    »Że mię w noc nie postrzegą ciemną Francuzowie.

    »Ty tu zostań na straży, pilnując: co wiedzieć,

    »Co się stanie; zginęli, możesz to powiedzieć.

    »Gdzie też wieczne wyroki na to nie zezwolą,

    2450

    »Świat wszytek będzie wiedział moję dobrą wolą«.

    170

    Zadziwi się Klorydan sercu i śmiałości

    I takiej w młodzieńczyku wierze i stałości

    I chce, zbyt go miłując, udatnemi słowy

    Wyrazić[166] mu to jego przedsięwzięcie z głowy.

    2455

    Wszytkiego, co do tego służy, nie opuszcza,

    Ale próżno: żal wielki pociech nie przypuszcza.

    Już się Medor odważył i zawarł[167] u siebie,

    Że umrze albo pana swojego pogrzebie.

    171

    Nie mogąc go Klorydan ruszyć oną dobą,

    2460

    »I ja — powiada — pójdę na tę drogę z tobą;

    »I ja rad pójdę z tobą na tak zacne dziło[168],

    »I mnie dla czci, dla sławy także umrzeć miło.

    »Wszytkie swoje pociechy o jeden raz stracę,

    »Jeśli ciebie, mój drogi Medorze, utracę;

    2465

    »Przeto lepiej, że z tobą zginę na tej próbie,

    »Aniżlibym od żalu umrzeć miał po tobie«.

    172

    Kiedy się tak obadwa na to namyślili,

    Miejsca swoje odmienną strażą zasadzili,

    A sami za okopy prędkie kroki nieśli

    2470

    I między nasze śpiące potajemnie weszli.

    Naszy wszędzie na pował leżeli po ziemi

    Między zbrojami, między wozami swojemi,

    Bezpieczni od pogaństwa, na wznak wywróceni,

    We śnie, w winie po same uszy utopieni.

    173

    2475

    Stanie trochę Klorydan i rzecze: »Bez szkody

    »Nie bywa, który pierwsze upuszcza pogody:

    »Czegóż mam, o Medorze, jeszcze czekać więcej,

    »Czemuż się pańskiej śmierci nie mszczę co napręcej

    »Nad temi psy? Wiem, że mnie ma dobra otucha

    2480

    »Nie omyli; ty tu stój i nadstawiaj ucha,

    »Aby nas kto nie postrzegł, a jać pewnie mogę

    »Ślubować, żeć uczynię wnet przestroną drogę.

    174

    To rzekszy, gębę stulił, potem odważony,

    Cicho wchodził tam, gdzie spał Alfeus uczony,

    2485

    Który beł tegoż roku przyjachał do dwora

    I tak za astrologa, jako za doktora

    Wzięty beł od cesarza; lecz źle praktykował[169],

    Bo sobie rzecz przeciwną prawie obiecował,

    Że pełny lat w dostatku, w swej ojczystej stronie

    2490

    Miał umrzeć u swej miłej małżonki na łonie,

    175

    A teraz mu Afrykan ostrożny, niewiele

    Bawiąc się koło niego, poderżnął gardziele.

    Inszych piąci, co podle doktora leżeli,

    Że czasu jedno słowo przemówić nie mieli,

    2495

    Pozabijał; imion ich nie najdzie w Turpinie:

    Tak długiem wiekiem wszytko w niepamięci ginie.

    Po tych z Monkalieru[170] Palidona cnego

    Zabił, miedzy swojemi końmi leżącego.

    176

    Idąc dalej, obaczy z bębnem pod głowami

    2500

    Grylla wywróconego na wznak pod wozami;

    Wypróżnił go beł do dna i tuszył w pokoju

    Wyspać się na niem do dnia, nie myśląc o boju,

    Ale padło inaczej: Sarracen go siecze

    I głowę mu ucina; wino ze krwią ciecze

    2505

    Przeciętemi krztaniami[171], śni mu się, że pije,

    I umiera, nie czując, nędzny, że nie żyje.

    177

    Skoro Grylla odprawił, Greczyna jednego,

    Andropona, i Niemca, Kondrata, drugiego

    Zabił dwiema sztychami; ci długo nie spali

    2510

    I przez wielką część nocy pijąc, kostki grali.

    Szczęśliwi, kiedyby się byli w onej chwili

    Dotąd, aż słońce weszło, oną grą bawili!

    Aleby nie podlegał wiecznem wiek człowieczy

    Wyrokom, gdyby każdy wiedział przyszłe rzeczy.

    178

    2515

    Jako lew, długiem głodem i długiem przemorem

    Wycieńczony, kiedy gdzie ujźrzy pode dworem

    Trzodę, która w południe sobie odpoczywa,

    Kąsa, drze, łupi, dawi[172] i w sztuki rozrywa:

    Tak Sarracen okrutny bije w czasy one

    2520

    Chrześcijany, głęboko we śnie utopione.

    Nie próżnuje i Medor w onejże godzinie,

    Ale na podłem nie chce zabawiać się gminie.

    179

    Wchodzi tam, gdzie z Labretu książę zawołane

    Odpoczywał z swą panią, a tak na przemianę

    2525

    Zobopólnie się beli z sobą obłapili,

    Żeby beli między się wiatru nie wpuścili.

    On obojgu ucina głowy. O życzliwa

    Fortuno, o pożądna[173], o śmierci szczęśliwa!

    Wierzę, że jako ciała beły spół złączone,

    2530

    Tak spół poszły w swe miejsca dusze obłapione.

    180

    Potem zabił Malinda i Artemidora,

    Młodych książąt flanderskich[174]; tych tegoż wieczora

    Cesarz beł na rycerstwo opasał, do sławnych

    Przydawszy jem lilie herbów starodawnych;

    2535

    Bo ich widział, kiedy się z mieczami swojemi

    Wracali od potrzeby, krwią sfarbowanemi,

    I obiecał jem beł wsi pod słonem jeziorem;

    I ziściłby beł, ale nie mógł przed Medorem.

    181

    Już się byli z cichemi mieczmi przybliżyli

    2540

    Do namiotów tych, które byli zatoczyli

    W koło około Karła cni wojewodowie,

    Pilnując na przemiany na cesarskie zdrowie,

    Kiedy miecze okrutne poganie ściągnęli

    I ustępować, póki czas mieli, poczęli:

    2545

    Zda się jem niepodobna, w kupie tak gęstego

    Ludu, któryby nie spał, nie naleźć jednego.

    182

    Mogąc mieć dobrą korzyść i bogatą, ale

    Dosyć mają, jeśli się wrócą do swych wcale.

    Nabezpieczniejsze drogi i ustronne godzą,

    2550

    Klorydan wprzód, a Medor za niem, i przychodzą

    Na wielkie pole, kędy między oszczepami,

    Łukami i mieczami, strzałami, drzewami

    Leżą konie i ludzie, społem pomieszani,

    I bogaci i chudzi, we krwi uwalani.

    183

    2555

    Mieszanina martwych ciał sroga i straszliwa

    Łatwie to mogła sprawić, że ona życzliwa

    Para przyjaciół darmo by była szukała,

    Aniby beła swego pana w niej poznała;

    Ale piękna Dyanna swój jasny róg z góry

    2560

    Na prośbę Medorowę ukazała z chmury,

    Który w niebo nabożnie obróciwszy oczy,

    Tak się modlił i tak jej prosił onej nocy:

    184

    »Święta bogini, która Delowi panujesz

    »I swą piękność w postawach różnych pokazujesz,

    2565

    »Która niebu i ziemi i morzu nie kryjesz

    »Swej twarzy, a po lesiech srogie zwierze bijesz,

    »Słusznie się zawżdy, słusznie w każdej swej potrzebie

    »Naszy dawni przodkowie garnęli do ciebie;

    »Ukaż mi mego pana, abym go pochował,

    2570

    »Wszak wiesz, jako twych świętych zabaw naśladował«.

    185

    Lub to przypadek lubo wiara sprawowała,

    Z chmury się Latonówna zaraz ukazała

    Tak piękna i tak biała, jako pasterzowi

    Ukazała się kiedyś Endymionowi[175].

    2575

    Natychmiast światłość nagła pola i niziny

    Odkryła i z Paryżem góry i równiny;

    Z daleka dwa pagórki widać oświecone,

    Martyr[176] po prawej ręce, Lera[177] w lewą stronę.

    186

    Ale się jeszcze więtsze światło ukazało,

    2580

    Gdzie było zabitego Dardynella ciało;

    Poznawa je zarazem Medor pomieniony

    Z szachownicy na tarczy białej i czerwonej

    I bladą polewa mu twarz gęstemi łzami,

    Które mu z obu oczu ciekły strumieniami,

    2585

    Z tak ciężkiem narzekaniem, że wiatry stawały,

    Aby jego żałosnych lamentów słuchały.

    187

    Narzeka cichem głosem i ledwie słyszanem,

    Nie, żeby co korzystał w żywocie stroskanem,

    Który już dawno zmierził i oprzykrzył sobie

    2590

    W ustawicznem po panu płaczu i żałobie,

    Ale żeby w tem jakiej nie nalazł przeszkody,

    Co umyślił i na co przyszedł rycerz młody.

    Biorą go na ramiona i wznoszą od ziemie

    I dzielą między sobą równo miłe brzemię.

    188

    2595

    Idą tak śpiesznie, jako iść najśpieszniej mogą,

    Z ciężarem wdzięcznem wrzkomo bezpieczniejszą drogą.

    Już też na złotem wozie jadąc pan światłości,

    Wyganiał gwiazdy z nieba, a z ziemie ciemności,

    Kiedy szocki królewic, który sypiał mało,

    2600

    Gdy tego jakie zacne dzieło po niem chciało,

    Przez całą noc pogaństwo bijąc w uciekaniu,

    Wracał się do obozu prawie na świtaniu.

    189

    Miał z sobą trochę jezdy, która obaczyła,

    Kiedy para przyjaciół wiernych uchodziła.

    2605

    Ci za niemi natychmiast poskoczyli wszyscy,

    Spodziewając się u nich bogatej korzyści,

    Kiedy rzecze Klorydan: »Już tu, bracie drogi,

    »Trzeba trupa porzucić i iść w prędkie nogi;

    »Cóżby to był za rozum dwu żywych utracić,

    2610

    »Chcąc jednego martwego unieść i nie stracić?«

    190

    Zrzuca trupa Klorydan z siebie i tak mniema,

    Że uczynić inaczej Medor także nie ma,

    I uchodzi przez pole śpiesznie oną dobą,

    Tusząc, że ma Medora swego tuż za sobą;

    2615

    Lecz on porzuconego dźwiga swego pana

    I zakłada go na się, wsparty na kolana.

    By beł wiedział, że go w tak złem razie odbieżał,

    Na dziesięćby beł śmierci, nie na jednę bieżał.

    191

    Oni jeźni, którzy tak pewnie rozumieli,

    2620

    Że uciec albo się jem dać poimać mieli,

    Rozprószeni tam i sam, wszytkie zastępują

    Przechody i wkoło ich prawie obstępują;

    Sam ich starszy zajeżdża, będąc przy nadziei,

    Że ich poima, w gęstej okrążonych kniei,

    2625

    Bo widząc, jako z wielkiem strachem uchodzili,

    Beł pewny, że z obozu pogańskiego byli.

    192

    Beł tam za onych czasów las stary, gęstemi

    Drzewami i chróstami zarosły nizkiemi,

    Pełny, jako labirynt jaki, zawikłanych

    2630

    Ścieszek, od bestyj samych tylko udeptanych.

    W tem obadwa poganie tę nadzieję mają,

    Że się jego cieniami i gęstwą utają —

    Ale kto mnie rad słucha i rad się mną cieszy,

    Kiedy drugą pieśń zacznę, niechaj się pośpieszy.

    Koniec pieśni ośmnastej.

    XIX. Pieśń dziewiętnasta

    Argument

    2635

    Angelika rannemu Medorowi daje

    Zdrowie i potem jego małżonką zostaje.

    Marfiza z towarzystwem wielkiej niepogody

    Zażywszy, u Lajacu na brzeg z morskiej wody

    Na ostatek wysiada. Gwidon zawołany,

    2640

    Od niepobożnych niewiast w niewoli trzymany,

    Z Marfizą bohatyrką do boju wstępuje,

    Potem ją z towarzystwem w dom na noc przymuje.

    Allegorye

    2643

    W tej dziewiętnastej pieśni przez Medora, który ruszony pobożnością przeciwko swemu panu, wdał się w wielkie niebezpieczeństwo zdrowia i nakoniec, naleziony od Angeliki, został jej małżonkiem, dwie rzeczy się znaczą: jedna, że dobre uczynki nigdy nie bywają bez nagrody, druga, że z tego przykładu daje się przestroga miłośnikom, aby to pewnie wiedzieli, że miłość barziej pochodzi z rozsądku i z obierania, aniżli z jakiego niebieskiego przeznaczenia.

    1. Skład pierwszy

    Żaden nie może wiedzieć, który go miłuje

    2645

    Prawdziwie, gdy go szczęście trzyma i piastuje,

    Stąd, że są koło niego wierni i fałszywi,

    Co mu się pokazują jednako życzliwi;

    Ale jeśli w nieszczęście i w nędzę upadnie,

    Wszytka zgraja pochlebców zarazem odpadnie,

    2650

    A ten, który miłuje z serca, nie ustawa

    I wierny panu swemu po śmierci zostawa.

    2

    Ten jest wielki na dworze i gardzi wszytkiemi,

    Ten u pana w niełasce jest między podłemi;

    Ale gdzieby się serce, jako twarz, widziało,

    2655

    I onychby się szczęście odmienić musiało;

    Ów pokorny i cichy bełby wyniesiony,

    A hardy i nadęty bełby poniżony. —

    Ale się do Medora wróćmy, co swojemu

    Panu beł i żywemu wierny i zmarłemu.

    3

    2660

    Nazawikłańsze ścieszki, nieszczęsny, wartował[178]

    Tam i sam, aby się w nich ukrył i zachował;

    Ale to brzemię, które na ramionach było,

    Wszytkie mu do tej sprawy sposoby trudniło;

    Miejsca i kraju nie jest wiadom, chybia drogi,

    2665

    Wściągają go to krzaki, to kolące głogi.

    Drugi się już beł dalej dobrze ukrył w cieniu,

    Co takiego brzemienia nie miał na ramieniu.

    4

    Tak daleko Klorydan już beł w onej chwili

    Uszedł, że nic nie słyszał tych, którzy gonili;

    2670

    Ale skoro się postrzegł, że odbiegł miłego

    Medora, jakby serca odbieżał własnego.

    »Ach! jakom się zapomniał, jakom — pry[179] — niedbały,

    »Ach, jako nieostrożny, jakom beł ospały,

    »Żem tu uszedł przez[180] ciebie! Prze bóg! com to sprawił,

    2675

    »Że ani wiem, jakom cię i kędy zostawił!«

    5

    To mówiąc, krzywą ścieszką bieży, niewściągniony,

    Jak nagłębiej w gęsty las i trafia w te strony,

    Skąd beł niedawno wyszedł, ani nóg hamuje,

    Aż nieszczęśliwy swojej śmierci ślad najduje.

    2680

    Słyszy konie, słyszy huk i wielkie wołanie

    I głos nieprzyjacielski i groźne łajanie,

    Na ostatek i słyszy i widzi swojego

    Medora, między konnych tak wielą pieszego.

    6

    Ode sta konnych sam jest, pieszy, obegnany;

    2685

    Zerbin woła, aby beł żywo poimany.

    On się kręci, jak cyga[181], nakoło po lesie,

    A miły ciężar przecię na ramionach niesie.

    Przy dębie i przy buku co nań biją z koni,

    Jako najlepiej może, nieszczęsny się broni;

    2690

    Nakoniec, spracowany, swoje miłe brzemię,

    Snując się koło niego, upuszcza na ziemię,

    7

    Jako więc niedźwiedzica, kiedy łowiec śmiały

    Na jej jamę napadnie, w końcu ostrej skały

    Na wysokiem Krępaku stoi w wątpliwości

    2695

    I mruczy to z wściekłego gniewu, to z litości;

    Gniew jej i okrucieństwo radzi przyrodzone

    Gębę, paznokcie, zęby skrwawić wyostrzone,

    Miłość ją z drugiej strony miękczy i hamuje,

    Że w pół gniewu wściekłego dzieci swych pilnuje.

    8

    2700

    Klorydan, który widzi, że go nie ratuje,

    I który chce z niem umrzeć, sposoby najduje,

    Aby mógł niejednego z nieprzyjaciół pożyć,

    Niżby mu przyszło żywot samemu położyć;

    I między gałęziami strzałę do cięciwy

    2705

    Pierzystą przyłożywszy, łuk wyciąga krzywy

    I tak ugadza w czoło jednemu Szotowi,

    Że nieżywy wypada z siodła ku dołowi.

    9

    Wszyscy się inszy zatem tam i sam mięszają

    I w tę stronę, skąd strzała przypadła, patrzają.

    2710

    On tem czasem drugi bełt pchnie, aby jednego

    Zabiwszy, podle niego obalił drugiego.

    Ten drugi, kiedy tego i owego pytał,

    Ktoby strzelił, i wołał i zębami zgrzytał,

    Przyszła pierzchliwa strzała i w garle utknęła

    2715

    I fuki mu surowe i mowę ucięła.

    10

    Zerbin królewic, który starszy beł nad niemi,

    Nie mógł już więcej wytrwać i słowy groźnemi

    Wołając, koniem przeciw Medorowi kmie:

    »Ty mnie tego przypłacisz — prawi — poganinie!«

    2720

    Ale to mniejsza, że nań łajania używa:

    Ręką sięga i za włos złoty go porywa;

    Potem wejźrzawszy mu w twarz piękną, gniew hamował

    I użaliwszy się go, zdrowo go zachował.

    11

    On się do próśb udawa i »Przez twoje bogi,

    2725

    »Które chwalisz — powiada — nie bądź mi tak srogi,

    »Mój cnotliwy rycerzu, abyś mi zmarłego

    »Miał niedopuszczać pogrześć wprzód króla mojego.

    »Nie proszę cię o więcej i wiedz pewnie o tem,

    »Że nic nie dbam, abyś mię darował żywotem,

    2730

    »W którem póty korzystam tylko, póki ciało

    »Bez pogrzebuby pana mojego zostało.

    12

    »Ale jeśliś tak srogiem i tak zatwardziałem,

    »Że chcesz źwierze i ptaki karmić ludzkiem ciałem,

    »I serce tebańskiego masz w sobie Kreonta,

    2735

    »Mnie jemi skarm, a pogrześć daj syna Almonta!«

    Takie na on czas słowa Medorowe były,

    Któreby i kamienie podomno ruszyły;

    I już i sam królewic jemi beł zmiękczony

    I na sercu litością wszytek przerażony.

    13

    2740

    Tem czasem jeden żołnierz Zerbina mężnego,

    Nie mając względu namniej na pana swojego,

    Niepostrzeżony, z wielkiem przyskoczywszy gniewem,

    Młodzieńczykowi w piersi zadał ranę drzewem.

    Zbyt się Zerbin nieludzkiem postępkiem uraził,

    2745

    Tem więcej, kiedy ujźrzał, że go tak obraził,

    Że próżny krwie na twarzy upadł nieszczęśliwy

    Na ziemię, i rozumiał, że już beł nieżywy.

    14

    I takiem beł ku niemu żalem poruszony,

    Że zawołał: »Nie będzie pewnie niezemszczony!«

    2750

    I skoczył rozgniewany przeciw żołnierzowi,

    Co proszącemu ranę zadał Medorowi;

    Ale on gniewliwego w miejscu nie chciał czekać

    Królewica i zbiegszy, w czas począł uciekać.

    Klorydan widząc, że ów już na ziemi leży,

    2755

    Więcej się już nie tając, pędem wielkiem bieży.

    15

    Łuk porzuca i bierze od boku miecz goły

    W obie ręce i siecze na nieprzyjacioły,

    Raczej, aby tam zginął, nie, żeby być miała

    Pomsta, któraby z gniewem jego wyrównała;

    2760

    Widzi, że ów obfitą krew na ziemię leje

    I że już żadnej niema żywota nadzieje,

    A skoro zbył wszytkich sił, tuż podle swojego

    Poległ, martwy, na ziemi Medora miłego.

    16

    Za swojem się Szotowie wodzem obracają

    2765

    Przez lasy i na insze dzieło się udają,

    Jako skoro obudwu pogan w onej chwili,

    Tego martwem, tego źle żywem, zostawili.

    Leżał długo na ziemi Medor i odkrytą

    Z otworzonej żyły krew wylewał obfitą;

    2770

    I pewnieby beł umarł, zbywszy wszytkiej mocy,

    By beł nie miał ratunku i prętkiej pomocy.

    17

    Bo go tam natrafiła panna obłąkana,

    W podłą, pasterską suknią po prostu ubrana,

    Ale pięknej urody i dziwnej gładkości,

    2775

    Z uczciwości, z postępków sławna i z grzeczności

    Już chwila, jakom o niej śpiewał, i tak macie,

    Że wierzę, że ją ledwie podomno poznacie.

    Chcecieli ją znać, mego poradźcie się pióra:

    Angelika to, cara katajskiego córa.

    18

    2780

    Ta, skoro znowu swego pierścienia dostała,

    Którego przez Brunella beła postradała,

    Tak zhardziała i tak się wysoko ważyła,

    Że wszytkiem prawie światem, tak rzekę, gardziła.

    Sama tam i sam jeździ, ani chce żadnego

    2785

    Mieć w swojem towarzystwie, by najzacniejszego;

    Niemiło jej, że kiedy w męstwo niezrównany

    Służył jej Orland i król z Cyrkas zawołany.

    19

    Ale najbarziej tego błędu żałowała,

    Że kiedy Rynaldowi chęć pokazowała,

    2790

    Gniewając się, że się tak podło położyła

    I że tak nizko beła wzrok swój obróciła,

    I teraz jej tego wstyd; ale bóg miłości

    Nie mógł znieść takiej pychy i takiej hardości

    I na ścieszce, gdzie Medor leżał ledwie żywy,

    2795

    Czekał jej, przyłożywszy strzałę do cięciwy.

    20

    Skoro udatna dziewka ujźrzała rannego

    Młodzieńczyka i śmierci ostatniej blizkiego,

    Który barziej, niż siebie samego, żałował

    Tego, że pana swego jeszcze nie pochował,

    2800

    Poczuła, że jej litość przez piersi przepadła

    I niezwykłemi wroty w serce się przekradła;

    Która je w niej zmiękczyła tem więcej, gdy młody

    Poganin powiedział jej swój żal i przygody.

    21

    I cyrulicką sobie naukę poczęła

    2805

    Wspominać, którą beła w Indyej pojęła,

    Gdzie taka umiejętność w wielkiej cenie zbytnie

    Jest w tem kraju i więcej, niż gdzie indziej, kwitnie,

    Choć kart nie przewracają i ksiąg nie czytają,

    Bo ją ojcowie synom przez ręce podają;

    2810

    I myśli, widząc, że już martwy jest na poły,

    Uleczyć go pewnemi co napręcej zioły.

    22

    I przypomniała sobie, że kiedy jachała

    Przez pewny kraj wesoły, ziele w nim widziała,

    Lubo to Dyktam[182] lubo Panacea[183] było,

    2815

    Co w sobie wielkie skutki lekarskie taiło

    I co krew stanowiło i niewytrzymany

    Nawiętszy ból widomie wywodziło z rany;

    A nalazszy je blizko, skoro je urwała,

    Tam, kędy Medor leżał, spiesznie się wracała.

    23

    2820

    Potkała, wracając się na zad onem czasem,

    Pasterza, który jachał wierzchem gęstem lasem,

    Szukając jałowice jednej swej zgubionej,

    Ode dwu dni od bydła jego obłądzonej.

    Tego z sobą pojęła tam, gdzie zbywszy siły,

    2825

    Medor lał krew obfitą z obrażonej żyły;

    Której tak wiele z niego z piersi było wyszło,

    Że mu do ostatniego końca było przyszło.

    24

    Zsiada z konia skwapliwa i także onemu

    Każe zsieść pasterzowi przyprowadzonemu;

    2830

    Potem stłukszy kamieniem ziele, mocno ściska

    I sok z niego białemi rękami wyciska,

    Który wprzód w ranę jego wnątrz wlała, a potem

    Pomazała jem pulsy i piersi z żywotem;

    I taki skutek wódka ona uczyniła,

    2835

    Że krew zastanowiwszy, siły przywróciła.

    25

    I taką mu moc nagle dała, macie wiedzieć,

    Że na koniu pasterza mógł cale wysiedzieć.

    Nie chciał jednak odjachać pierwej z tamtej strony.

    Aż beł jego zmarły pan przy niem pogrzebiony;

    2840

    Kazał i Klorydana pogrześć jednem razem

    Z Dardynellem pospołu, a stamtąd zarazem

    Obrócił się i jachał tam, gdzie mu kazała,

    A ta z niem w nizkiem domu pasterskiem została.

    26

    Tak litością wspłonęła nagle, tak pałała,

    2845

    Kiedy go leżącego napierwej ujźrzała;

    Potem widząc piękną twarz i gładką jagodę,

    Obyczaje i grzeczność i jego urodę,

    Poczuła, że ją gryzł mól z nienagła zakryty

    I zajął się w niej płomień miłości obfity,

    2850

    Który w niej z lekka palił serce zapalone,

    W ogniu ciężkiej miłości wszytko utopione.

    27

    Pasterz on miał dom w lesie, nizko postawiony,

    Między dwiema wzgórkami, wczesny[184] i przestrony,

    W którem się sam i z żoną i z potomstwem chował,

    2855

    A prawie go beł nowo dopiero zbudował.

    Tam beła Medorowi za mały czas ona

    Niebezpieczna od panny rana uleczona;

    Ale sama za mniejszy czas ranę niemniejszą

    Poczuła w swojem sercu i niebezpieczniejszą.

    28

    2860

    Niebezpieczniejszą ranę na sercu i jeszcze

    Głębszą poczuła, którą przyniosło żelezce,

    Które pchnął niewiadomą drogą rozgniewany

    Z oczu Medora na nię bóg, w skrzydła ubrany.

    Więcej oń dba, niż o się, i czuje, że chore

    2865

    Serce w niej coraz więtszem ogniem srodze gore,

    I ni o czem nie myśli, jeno, aby zdrowy

    Ten beł, co jej zadawał coraz postrzał nowy.

    29

    Jej się rana tem barziej jątrzy, im się ona

    Barziej ściska i goi rana Medorowa.

    2870

    Medor wzmaga[185] i mocny i duży[186] zostawa:

    Ona febry gorącej i zimnej dostawa.

    Jemu każdy dzień prawie piękności przydaje:

    Sama pełna wnętrznego ognia tle i taje

    Tak, jako pospolicie taje śnieg zagrzany,

    2875

    Od słońca gdzie na polu przestronem zastany.

    30

    Jeśli nie chce od żądzej umrzeć w tej niemocy,

    Potrzeba się jej zdobyć na prętkie pomocy.

    I zda się jej, że czekać byłoby czas długi,

    Ażby u niej, czego chce sama, żądał drugi.

    2880

    Tak zrzuciwszy wszytek wzgląd i wstyd Angelika,

    Użyła śmiałych oczu, śmiałego języka

    I prosiła, aby jej uleczył ból z raną,

    Podomno niewiadomie od niego zadaną.

    31

    Powiedz mi, o Orlandzie grabio, powiedz i ty,

    2885

    Zacny królu cyrkaski, królu znamienity!

    Co wam sława, co wasze pomogły dzielności?

    W jakiem są poważeniu wasze powolności?

    Ukażcie mi jeden znak jej ku sobie chęci,

    Lubo świeżej lubo też dawniejszej pamięci,

    2890

    I jeśliście nagrodę jaką od niej mieli

    Za to, coście czynili i dla niej cierpieli?

    32

    O, jakoćby to było przykro, zacny panie,

    Gdybyś się na świat wrócił, królu Agrykanie,

    Że cię tak nieludzkiemi wzgardami karmiła

    2895

    I tobą się, może[187] tak powiedzieć, brzydziła!

    O Feracie, o inszych sto, których nie piszę,

    Którzyście jej służyli wiernie, jako słyszę,

    Jakibyście żal teraz i mękę cierpieli,

    Gdybyście ją u tego na ręku widzieli!

    33

    2900

    Angelika kwiat różej, długo pilnowany,

    Dała sobie wziąć, przedtem nigdy nie tykany,

    Medorowi i nie beł żaden człowiek żywy,

    Któryby beł w ten ogród mógł wniść, tak szczęśliwy.

    A żeby uczciwością onę rzecz pokryli,

    2905

    Zwykłą ceremonią świętą odprawili,

    Małżeństwo, które naprzód miłość skojarzyła,

    A dziewosłębem żona pasterzowa była.

    34

    Zacne dość pod nizkiemi wesele dachami

    Było, jako to mogło być między lasami;

    2910

    I więcej, niżli miesiąc, potem tam mieszkali

    I pociech swych i wczasów miłych zażywali.

    Nie mogła prawie nigdy być bez młodzieńczyka

    Ani się jem nasycić piękna Angelika,

    I choć mu ustawicznie u szyje wisiała,

    2915

    Przecię tem swoich wielkich żądz nie umarzała.

    35

    Lubo beła pod dachem lubo wyszła w lasy,

    Miała go podle boku tuż przez wszytkie czasy;

    Do rzek albo do łąki rano i wieczorem

    Chadzała na przechadzki, a zawsze z Medorem;

    2920

    W południe ją jaskinia jaka zakrywała,

    Która jem niemniej wczasów nad tę udzielała,

    Do której, uciekając kiedyś przed złem czasem

    I przede dżdżem, wstąpiła Dydo z Eneasem.

    36

    Tak ciesząc się, jeśli gdzie pod wysokiem drzewem

    2925

    Zdrój się albo strumień krył przed słonecznem gniewem,

    Nożem natychmiast pisma na skórze drożyła[188],

    Te i na niezbyt twardych kamieniach czyniła,

    Na tysiącu miejsc; ale nie tylko na skórze,

    Nie tylko na kamieniu, ale i na murze

    2930

    Angelika i Medor coraz odmiennemi

    Sposobami związani węzłami różnemi.

    37

    Potem widząc, że się tam długo zbyt bawiła,

    Do Indyej się nazad wrócić umyśliła,

    Do Kataju z Medorem, w swą ojczystą stronę

    2935

    I włożyć nań swojego królestwa koronę.

    Miała na ręce drogiem kamieniem i złotem

    Osadzoną manelę[189], którą długo potem

    Na znak służb Orlandowych i chęci nosiła,

    Któremu, wiecie dobrze, jako była miła.

    38

    2940

    Zylantowi[190] ją wprzódy beła darowała

    Morgana, gdy go skrycie w jezierze chowała,

    A on skoro się ojcu stawił Mondantowi

    Za sprawą Orlandową, dał ją Orlandowi;

    Orland, który miłował ato w onej dobie,

    2945

    Że ją nosił na ręce, przewiódł to na sobie,

    Umyśliwszy ją swojej królowej darować,

    O której mówię, i tem więcej ją zhołdować.

    39

    Nie gwoli Orlandowi tę manelę złotą,

    Lecz, że beła kosztowna i piękną robotą,

    2950

    W wielkiej aż nazbyt cenie Angelika miała

    I niepodobnie się w niej nad wszytko kochała.

    Tego nie wiem, jako jej w on czas nie straciła,

    Kiedy na wyspę płaczu zaniesiona była,

    Tam, kędy ją nieludzki, zły naród srogiemu

    2955

    Na pokarm beł wystawił dziwowi morskiemu.

    40

    A iż tam nic takiego przy sobie nie miała,

    Czemby beła pasterza z żoną darowała,

    Którzy do tego czasu, jako się trafili

    Do ich domu, tak pilnie obojgu służyli,

    2960

    Zdjąwszy z ręku manelę swoję drogą onę,

    Pasterza ją i jego darowała żonę.

    Stąd ku górom jachali, które Hiszpaniej

    Królestwo wielkie dzielą od pięknej Francyej.

    41

    Tak drogą jadąc, z lekka poganiali konie

    2965

    I myślili w Walency[191] albo w Barcelonie

    Czekać, ażby się jaki warowny nagodził

    Okręt, coby do wschodnich państw stamtąd wychodził.

    Kiedy zjeżdżali na dół z Pirenejskiej góry,

    Ujźrzeli pod Gironą[192] wielkie morze z góry

    2970

    I mając morski piasek i brzeg z lewej strony,

    Prostą drogą jachali wciąż do Barcelony.

    42

    Ale do Barcelony niżli dojachali,

    Szalonego jednego przed miastem potkali,

    Który, jak świnia jaka, w błocie uwalany,

    2975

    Grzbiet, piersi, twarz i wszytek łeb miał umazany.

    Rzuci się na nie zaraz, jako się pies miece

    Na obcych, i oboje jeśli nie uciecze,

    Będzie źle około nich — ale tych zapomnię,

    A przeważną Marfizę teraz wam przypomnię

    43

    2980

    I Astolfa, książęcia cnego angielskiego,

    I Gryfona i brata jego rodzonego,

    Co się słabo bronili morzu oną dobą,

    Mając, nędzni, widomą śmierć prawie przed sobą.

    Coraz więtsze i coraz sroższe niepogody

    2985

    Mięszały okrutnego morza wściekłe wody,

    Którego gniewy już to całe trzy dni trwały,

    A nie znać było jeszcze, aby się błagały[193].

    44

    Wielkie koło[194] na wierzchu na dół, skołatane,

    Spadło, na trzaski prawie wszytko zgruchotane;

    2990

    Im dalej, tem wiatr więtszy i mocniejszy wstaje,

    Szyper się wszytek morzu w moc z okrętem daje.

    Ten z pochyloną głową na skrzyni w szturm srogi

    Na pisanej się karcie dowiaduje drogi

    Przy świetle, które w małej latarniej zamyka,

    2995

    Ten na dnie z świecą dziury w okręcie zatyka.

    45

    Ten zaś trzyma przed sobą zegarek ciekący[195],

    Godziny cienkiem piaskiem przez śkło[196] skazujący;

    I jeśli kęs odejdzie, śpieszy się w zad wrócić,

    Patrząc, wiele wyciekło i gdzie się obrócić.

    3000

    Potem każdy z swą kartą przyszedszy, swe zdanie

    W pół okrętu powiada i swoje mniemanie

    Tam, kędy marynarze, w gromadę zebrani,

    Do rady od starszego szypra są zwołani.

    46

    Jeden mówi, że są nad Limisonem[197], kędy

    3005

    Syrty[198] są niebezpieczne; drugi to za błędy

    Rozumie i powiada, że ich wniosły wały

    Niedaleko Trypola między ostre skały;

    Ten, że są Satoliej blizko zaniesieni,

    Twierdzi i tem zawiera, że już są straceni.

    3010

    Każdy, różno mniemając, przy swem zdaniu stoi,

    Ale się każdy równo i jednako boi.

    47

    Trzeciego dnia sroższy wiatr sroższe niepogody

    Przyniósł z sobą i ze dna wzburzył morskie wody,

    Wziął żagiel i niósł go precz pospołu z wiatrami,

    3015

    Że, co wiedzieć, gdzie poszedł z prętkiemi wichrami.

    Kamienne i żelazne serce być musiało,

    Które w onę złą chwilę bez strachu zostało;

    Marfiza, która była zawżdy niestrwożona,

    Próżno to, strachem była w on czas przerażona.

    48

    3020

    Galicyą[199] i Synaj[200] górę, Loret[201] z Rzymem

    I Boży grób mianują i iść tam pielgrzymem

    Śluby czynią i miejsca, które jakiem słyną

    Nabożeństwem, nawiedzić chcą, jeśli wypłyną.

    Tem czasem powątlony okręt srogie wały

    3025

    Ode dna ostatniego do nieba miotały;

    U którego rozkazał szyper nauczony

    Mniejszy maszt ściąć, przy ostrej sztabie postawiony.

    49

    Cokolwiek się ciężkiego trafi i nawinie,

    Miece wszytko z okrętu: fasy, bele[202], skrzynie,

    3030

    Uprząta w każdem miejscu i w każdej komorze

    I w łakome bogaty towar ciska w morze.

    Jeden pompy pilnuje i słabej nadzieje

    Wspierając jakokolwiek, morze w morze leje

    I wyciąga niewczesne wody[203] ze dna; drugi

    3035

    Utyka roztłuczone i rozbite fugi.

    50

    Cztery dni w takiem strachu, w takiej trwodze byli

    I o żywocie byli zgoła już zwątpili;

    I zupełne zwycięstwo jużby było miało,

    By było morze gniew swój kęs dłużej trzymało.

    3040

    Ale jem uczyniła nadzieję pogody

    I że wrychle miały być ubłagane wody,

    Światłość świętego Herma[204], która nagle spadła

    I na sztabie, bo masztów już nie było, siadła.

    51

    Wszyscy, skoro ujźrzeli światło pożądane,

    3045

    Do nieba obracali oczy upłakane

    I padszy na kolana, w skrusze i pokorze

    Prosili o pogodę i spokojne morze.

    Szturm, który się tak barzo do tej doby srożył,

    Ubłagał się[205] i gniew swój nakoniec położył;

    3050

    Już Auster[206] i wiatr jemu poprzeczny ustawa,

    A Afrykus[207] na morzu tyrannem zostawa.

    52

    Ten srodze dmie i gniewu używa bez miary

    I wypuszcza z czarnawej gęby sprosne pary,

    Wziąwszy do towarzystwa wicher prędki, który

    3055

    Wzburzone wody miece ode dna do góry;

    I tak mocno pcha okręt, że pręcej nie leci

    Sokół, gdy obłów niesie dla zgłodniałych dzieci,

    Z strachem szypra, aby go, co mogło być snadno,

    Nie wpędził gdzie na koniec świata albo na dno.

    53

    3060

    Na to uczony szyper lekarstwo najduje

    I z rufy[208] wielkie koła[209] zrzucić rozkazuje

    I linę co nawiętszą spuszcza i tak godzi,

    Że okręt trzecią częścią biegu tylko chodzi.

    Ta rada, ale barziej płomień zapalony

    3065

    Świętego Herma okręt zachował stracony,

    Który sprawił, że w on czas, bezpieczny i cały,

    Biegł po głębokiem morzu, porząc srogie wały.

    54

    Zaniósł je wiatr na morze, które ma nazwisko

    Od Lajaca, ku żyznej Syryej tak blizko,

    3070

    Że i miasto i oba zamki się odkryły,

    Które port zamykały i weścia broniły.

    Skoro się szyper postrzegł, gdzie beł, pełen trwogi,

    Zbladł na twarzy i serce strach mu przejął srogi;

    Bo ani tam chciał okręt do brzegu przystawić

    3075

    Ani stamtąd sam uciec i swych mógł wybawić.

    55

    Jeszczeby labirował[210] i po głębi pływał,

    Ale żaglów i masztów wszytkich popozbywał;

    Ławy wszytkie już beły barzo potłuczone

    I drzewo srogiem szturmem dziwnie powątlone.

    3080

    W port też wjachać było chcieć umrzeć tam koniecznie

    Albo w pęcie i w przykrej niewolej żyć wiecznie;

    Bo każdy musi umrzeć lub nosić okowy,

    Kogo tam błąd lubo los zaniesie surowy.

    56

    Kiedy powątpliwości[211] onej rozrywali[212],

    3085

    Niebezpieczeństwo jawne swe upatrowali,

    Aby na okręt z miasta nie wypadł lud zbrojny,

    Niesposobny na morzu stać, a cóż do wojny!

    Gdy tak nie mógł nic zawrzeć[213] u siebie pewnego,

    Od książęcia pytany beł wtem angielskiego,

    3090

    Na co się tak rozmyślał i przecz nie chciał wjechać

    Do portu, kiedy dalej nie mogło się jechać.

    57

    Szyper mu odpowiedział, że ten brzeg trzymają

    Mężobójce[214] niewiasty, które prawo mają,

    Że każdy cudzoziemiec, co się tam dostanie,

    3095

    Lubo zabity na śmierć lub więźniem zostanie;

    I ten się temu tylko nieszczęściu ukryje,

    Co na placu dziesiąci rycerzów pobije

    I co się takiej siły, takiej czuje mocy,

    Że odprawi białychgłów dziesięć jednej nocy.

    58

    3100

    Jeśli się w pierwszej próbie szczęśliwie odprawi,

    A na drugiej szwankuje i źle się postawi,

    Ginie albo na nogi kładą mu okowy

    I bydło mu paść każą srogie białegłowy;

    A jeśli mu się zdarzy zwycięstwo oboje,

    3105

    Czyni wolne z niewolej towarzystwo swoje,

    Siebie nie, bo małżeństwo musi odprawować

    Z dziesiącią ich i tego ustawnie pilnować.

    59

    Nie mógł słuchać bez śmiechu prawa i zwyczaju

    Astolf, które chowano z dawna w tamtem kraju.

    3110

    Marfiza w tem przychodzi i Sansonet śmiały

    I Gryfon i brat jego, Akwilant wspaniały,

    Którem także on szyper podeszły powiada,

    Przecz się lądu nie chwyta i przecz nie przykłada[215].

    »Niech mię wprzód morze — prawi — pozrze, niżli w pęcie

    3115

    »Mam być wiecznie z wszystkiemi, którzy są w okręcie«.

    60

    Zdanie starego szypra wszyscy pochwalili,

    Ale mu się z Marfizą inszy przeciwili,

    Coby się byli radzi na ziemi widzieli

    I brzeg za bezpieczniejszy, niżli morze, mieli

    3120

    I co takiego serca, takiej siły byli,

    Że przed tysiącem mieczów nic się nie trwożyli

    Na każdem miejscu, gdzieby swych broni dobywać

    I na nieprzyjacioły mogli ich używać.

    61

    Wszyscy pragnęli wysieść na pożądną[216] ziemię,

    3125

    Ale nabarziej książąt angielskich cne plemię,

    Bo dobrze jest świadomy dźwięku swego roga,

    Na który każde serce przejmowała trwoga.

    Jedna strona w port wjachać radzi i pochwala,

    Druga z wielkiem uporem na to nie pozwala;

    3130

    Ale zgoła silniejsza nad słabszą przewodzi:

    Rad nie rad, szyper każe do portu swej łodzi.

    62

    Zaraz, skoro ich z miasta na morzu ujźrzano,

    Widzieli, kiedy wielką z portu wyprawiano

    Galerę, w robotniki dobrze opatrzoną

    3135

    I rynsztunkiem wojennem wszystkę napełnioną.

    Ta prosto przeciwko niem żagle obracała

    Po to, aby zwątloną nawę poimała;

    Tak do swej rufy liną jej sztabę wysoką

    Przywiązawszy, wiodła ją przez wodę głęboką.

    63

    3140

    Wjachali po niewolej do portu, wiosłami

    Barziej, niż życzliwemi wniesieni wiatrami;

    Bo się tak srogie morze beło rozgniewało,

    Że jem żagle i maszty poodejmowało.

    Tem czasem cni rycerze wierne miecze swoje

    3145

    Brali i obłóczyli ciała w jasne zbroje

    I szyprowi i wszystkiem, którzy się trwożyli,

    Dobre serce i dobrą otuchę czynili.

    64

    Nakształt miesiąca jest port wielki i przestrony,

    Który na milę wkoło idzie urobiony;

    3150

    Weście na sześć set kroków, jako powiadają,

    I dwa zamki ma, kędy rogi się schadzają,

    Gdzie się rogi schadzają oba, a tak stoi,

    Że się żadnych niepogód i wiatrów nie boi

    Okrom południowego; miasto postawione,

    3155

    Jako teatrum, idzie w górę wyniesione.

    65

    Jako skoro beł okręt do portu wciągniony,

    Tak wieść o tem po mieście szła na wszystkie strony;

    Sześć tysięcy z łukami w ręku ukazanych

    Białychgłów było w porcie, do wojny ubranych,

    3160

    A żeby jem nadzieję ucieczki odjęły,

    Między dwiema zamkami port nagle zamknęły

    Częścią zgotowanemi na to łańcuchami,

    Częścią rozstawionemi gęsto galerami.

    66

    Jedna, którą mógł równać nieomylnie wiekiem

    3165

    Z Hekubą albo z jakiem nastarszem człowiekiem,

    Szypra z okrętu wołać do siebie kazała

    I jeśli żywot chcieli położyć, pytała,

    Jeśli w niewolej zostać według obyczaju

    I według starodawnych praw tamtego kraju,

    3170

    A że to beło na ich samej dobrej woli

    Jedno ze dwu wziąć: umrzeć albo żyć w niewoli.

    67

    »Prawda — pry[217] — kiedyby się który między wami

    »Mógł naleźć z takiem sercem, z takiemi siłami,

    »Żeby się przeciw naszem dziesiąciom nie trwożył

    3175

    »Rycerzom stanąć w placu i onychby pożył

    »I żeby mógł przez jednę noc dziesięć odprawić

    »Naszych niewiast, tenby mógł was wszystkich wybawić;

    »Onby nam beł za pana i został koniecznie

    »Z nami, a wybyście szli w swą drogę bezpiecznie.

    68

    3180

    »Nadto wolno wam będzie wszystkiem zostać z nami

    »Lub części jakiej, ale pod kondycyami,

    »Aby ten, co zostanie, beł według ustawy

    »Dobry z dziesiącią niewiast do małżeńskiej sprawy.

    »Ale wasz rycerz, jeśli dziesiąciom nie zdoła

    3185

    »Albo jeśli tej drugiej próbie nie wydoła,

    »On zginąć musi, a wy z nami zostaniecie

    »I w niewolej w tem kraju do śmierci będziecie«.

    69

    Spodziewała się baba, że w nich naleźć miała

    Strach i bojaźń; lecz rzeczy przeciwnych doznała,

    3190

    Bo każdy z nich tak dobrze rozumiał o sobie,

    Że miał wygrać na pierwszej i na drugiej próbie.

    I przeważna Marfiza niemniej serca miała,

    Choćby beła ostatniej próbie nie zdołała;

    Ale gdzie jej natura ratować nie mogła,

    3195

    Pewna beła, żeby jej szabla jej pomogła.

    70

    Szyprowi dać odpowiedź staremu zlecili,

    Na którą się wprzód wszyscy w okręcie zgodzili,

    W ten sposób, że takiego między sobą mieli,

    Który się chciał kosztować w boju i w pościeli.

    3200

    Dłuższą mową jej szyper podeszły nie bawił

    I okręt niemieszkanie[218] do lądu przystawił

    I most zrzucił, po którem, we zbroje ubrani,

    Wyszli z końmi swojemi rycerze wybrani.

    71

    Stamtąd kiedy przez miasta pośrzodek jechali,

    3205

    Nie w jednem miejscu mężne dziewice zastali,

    A one ukasane tam i sam jeździły

    Po ulicach i w rynku z kopią goniły.

    Nie mogą tam mężczyzny drzewa nosić w toku

    Ani miecza używać i nosić przy boku,

    3210

    Okrom dziesiąci naraz, bo taka ustawa,

    Takie są tego kraju starodawne prawa.

    72

    Wszyscy inszy, którzy są i po wsiach i w mieście,

    Ubrani w czepce, w tkanki i suknie niewieście,

    Przędą albo krosna tczą[219] albo kłębki wiją

    3215

    Albo doją albo syr tworzą albo szyją.

    Niektórych też w okowach chowają pod strażą,

    Którem bydło paść albo ziemię orać każą;

    Barzo mało mężczyzny[220] i kto porachuje,

    Na tysiąc niewiast ledwie sto się ich najduje

    73

    3220

    Po wsiach i po miasteczkach. A chcąc oną dobą

    Cni rycerze przez losy obrać między sobą,

    Któryby mógł zwyciężcą nad dziesiącią zostać

    I który mógł dziesiąciom niewiast także sprostać,

    Cnej Marfizy pospołu z sobą nie włożyli,

    3225

    Gdy losy rzucić mieli; bo się w tem baczyli,

    Żeby beła na drugiej próbie nie wskórała,

    Kiedy zwycięstwa dostać sposobu nie miała.

    74

    Ale ona chciała być przecię między niemi

    I zgoła na nię los padł wprzód miedzy wszytkiemi.

    3230

    »Pierwej ja — prawi — umrzeć i zginąć mam wolą,

    »Niżlibyście wy mieli podpaść pod niewolą.

    »I na tę wam swą szablę ślubuję odkrycie[221],

    »Że wszytkie wikłaniny, które w tem widzicie,

    »Tak rozwiklę, jako on król tak zawołany

    3235

    »Macedoński gordyjski węzeł zamotany.

    75

    »Niechaj na wieczne czasy i póki świat stoi,

    »Żaden się tego miasta i kraju nie boi«.

    Tak rzekła; towarzystwo na tem też musiało

    Przestać, nie mogąc jej wziąć, co jej szczęście dało.

    3240

    I tak jej onę wszytkę sprawę do rąk dali,

    Żeby lubo zginęli lub wolni zostali.

    Ona, iż była zbroję już na się włożyła,

    Na placu się ochotnie do boju stawiła.

    76

    Jest plac na końcu miasta wielki i przestrony,

    3245

    Z stopniami do siedzenia, nakoło zamkniony,

    Który zawsze beł wolny, okrom, kiedy miano

    Gonić albo turnieje kiedy oprawiano;

    Cztery bramy i cztery wrota miał spiżane[222],

    Które go zawierały. Tam z męska ubrane

    3250

    Niewiasty szły gromadą; zatem zawołano,

    Aby Marfizie wjachać na plac rozkazano.

    77

    Miała w on czas Marfiza pod sobą koń siwy,

    Koń siwy, jabłkowity; sam beł urodziwy,

    Głowę małą, szerokie piersi, chód zuchwały,

    3255

    Uszy ostre, brzuch lekki, a kark miał wspaniały.

    Wybrawszy go na staniu za napiękniejszego

    I za namocniejszego i nadzielniejszego

    Między tysiącem inszych, które w stajniej chował,

    Król go jej był Norandyn w Damaszku darował.

    78

    3260

    Przez południową bramę Marfiza wjachała

    I ledwie co stanęła, gdy dźwięk usłyszała

    Trąb krzykliwych, które się coraz pomykały

    I wkoło się na wszytkie strony rozlegały.

    Potem widziała, kiedy od północnej strony

    3265

    Wjachało dziesięć na plac na bój umówiony;

    Tak się zdało Marfizie, że jeden z dziesiąci,

    Co wprzód na plac wjachał, stał za wszytkich dziewiąci.

    79

    Z wielkiem sercem, jako znać beło, na przestrony

    Plac wjachał, a pod sobą miał koń wszytek wrony,

    3270

    Wszytek wrony, jako kruk, okrom że na czele

    I na zadniej nodze miał białego niewiele.

    Sam także, jaki beł koń, czarno beł ubrany,

    A tą barwą dawał znać on rycerz wybrany,

    Że jako mniej na sobie światła, niż ciemności,

    3275

    Tak mniej pociech miał w sobie, niżeli żałości.

    80

    Skoro znak dano, dziewięć rycerzów skoczyło

    I przeciwko Marfizie kopie złożyło;

    Ale czarny na stronie stał sobie z pokojem,

    Brzydząc się tak niesłusznem i nierównem bojem,

    3280

    I tak się o to gniewa i tak go to boli,

    Że gwałcić ostre prawo, niż swoję cześć, woli;

    Patrzy pilnie, trochę się ustąpiwszy w lewo,

    Co przeciw dziesiąciom drzew sprawi jedno drzewo.

    81

    Marfiza wtem koniowi wodze wypuściła

    3285

    I w pełnem biegu drzewo ogromne złożyła,

    Które na maszt pomniejszy raczej było poszło[223],

    Boby go było innych cztery nie uniosło;

    To, wychodząc z okrętu, do potrzeby sobie

    Obrała miedzy wielą inszych w onej dobie.

    3290

    Straszna postać, z którą się do boju puściła,

    Tysiąc twarzy zmieniła, tysiąc serc strwożyła.

    82

    Tak dobrze otworzyła piersi najpierwszemu,

    Żeby to było dosyć uczynić nagiemu[224];

    Przebiła mu napierwej tarcz, stalą odzianą,

    3295

    Potem zbroję zbyt miąższą i uhartowaną.

    A tak beł ciężki on raz, że drzewa ostatek

    Ukazał się na łokieć dobry w tył łopatek.

    Tego, tak wetknionego na drzewo, opuszcza,

    A naprzeciwko inszem koniowi wypuszcza.

    83

    3300

    Drugiego i trzeciego koniem potrąciła,

    A tak ich dobrze i tak mocno uderzyła,

    Że obadwa zarazem nieżywi zostali

    I połamani w krzyżach, z koni pospadali.

    Tak ciężkie i tak twarde było to potkanie

    3305

    I oni też tak żartko przypuścili na nię,

    Żem ja tak tylko widział, kiedy kula z działa

    Hufce rwała, jako tych Marfiza potkała.

    84

    Inszy o nię kopie oraz ułomili,

    Ale tak jej ruszyli i tak jej wadzili,

    3310

    Jako wadzi murowi, kiedy go piłami

    Albo balonem biją, nabitem wiatrami;

    Tak twarda, tak jej zbroja była niepożyta,

    Że wytrwała każdy raz, by namocniej bita;

    Przy piekielnem ją ogniu przez czary kowano,

    3315

    Potem stygijską wodą ją zahartowano.

    85

    W końcu placu dzielnego konia zawściągnęła,

    Potem go obróciła i kęs mu wytchnęła;

    I dopiero skoczywszy, wszytkich rozerwała

    I szablę aż po jelca we krwi umaczała;

    3320

    Temu ramię, temu łeb, temu pół łba wzięła,

    Tego tak ugodziła i tak wpół przecięła,

    Że łeb, piersi i ręce na ziemię zleciały,

    A brzuch i obie nodze na siedle zostały.

    86

    To powiadam, że go tak w miarę ugodziła,

    3325

    Gdzie graniczą z lędźwiami żebra, i sprawiła,

    Że został półfigurą, jakie to bywają,

    Które przed obrazami świętemi wieszają,

    Ze srebra albo z wosku, po pas urobione,

    Od dalekich i blizkich ludzi zawieszone,

    3330

    Którzy za otrzymanie łaski albo zguby

    Ustrzeżenie iszczą swe obiecane śluby.

    87

    Za jednem się, który miał uciekać, puściła

    I właśnie go w pośrzodku placu dogoniła

    I tak mu rozdzieliła dobrze szyję z głową,

    3335

    Że się nie mogły zlepić ręką doktorową —

    Krótko mówiąc, wszytkich cna dziewica pobiła

    Albo na śmierć albo ich srodze poraniła,

    Tak, że bezpieczna beła i pewna pokoju

    Od wszytkich, że znowu wstać nie mogli do boju.

    88

    3340

    On rycerz, co z inszemi beł na wronem koniu

    Na plac przyjachał, patrzał i stał na ustroniu;

    Bo bić się z jednem samem w takiej nierówności

    Zdało mu się być przeciw wszelakiej słuszności;

    A teraz widząc, że już wszyscy porażeni,

    3345

    Wszyscy od jednej ręki beli zwyciężeni,

    Ruszył się, chcąc pokazać, że tego nie sprawił

    Żaden strach, ale dobroć, że się w bój nie stawił.

    89

    Ruszywszy się, z daleka ręką na nię kiwał

    I że z nią coś chciał mówić, pierwej ukazywał;

    3350

    I rzekł do niej przed bojem i przyszłą rozprawą,

    Nie myśląc, aby się pod tak męską postawą

    Dziewica taić miała: »Znać, żeś spracowany,

    »Rycerzu, pierwszem bojem i umordowany;

    »I każdyby przyganę mógł we mnie najdować,

    3355

    »Kiedybym z tak strudzonem miał bój odprawować.

    90

    »Pozwalam ci, że sobie wytchniesz i odjedziesz,

    »A jutro na plac, skoro dzień będzie, przyjedziesz;

    »Bo teraz się bić z tobą sromotaby była,

    »Widząc, jakoć się praca teraz uprzykrzyła«.

    3360

    »Bić mi się nie nowina — Marfiza odpowie —

    »Nie tak mam słabą siłę, nie tak słabe zdrowie,

    »Jako podomno mniemasz; ty to sam uczujesz

    »I wnet, jeślim tak barzo strudzony, poczujesz.

    91

    »Dziękujęć za twoję chęć, ale mi nie trzeba

    3365

    »Odpoczywać i czekać jutrzejszego nieba;

    »I jeszcze tak wiele dnia zbywa, żeby była

    »Sromota, kiedybyśwa nic weń nie zrobiła;

    »Szkoda zgoła próżnować«. — On jej zasię na to:

    »Czego chcesz, będziesz syty: jać ślubuję za to;

    3370

    »Ale patrzaj, abyć się inaczej nie zdało

    »I abyć zaś dnia tego długiego nie zstało«.

    92

    To skoro rzekł, rozkazał przynieść w onej dobie

    Dwie wielkie drzewa i dał jedno obrać sobie

    Marfizie, które się jej barziej podobało,

    3375

    A sam potem wziął ono, co było zostało.

    Już gotowi i tylko już tego czekają,

    Że znak dadzą, na który boje rozczynają.

    Niebo i ziemia drżała, kiedy się ruszyli,

    Kiedy na znak głośnych trąb do siebie skoczyli.

    93

    3380

    Z tych, co patrzą, nikt gębą i okiem nie ruszy

    I ledwie co trochę tchu udzielają duszy:

    Tak każdy pragnie widzieć, tak każdy pilnuje,

    Który ze dwu rycerzów wygra lub szwankuje.

    Cna Marfiza na to się wszytko usadziła,

    3385

    Aby tak dobrze gońce[225] w czerni zawadziła,

    Żeby nie wstał, i drzewo składa; niemniej życzy

    Rycerz czarny na garle sieść mężnej dziewicy.

    94

    Tak się zdało, że mieli kopie wierzbowe,

    Suche jakie i kruche, a nie jesionowe;

    3390

    Bo się po same gałki zaraz połamały

    I w trzaski się rozpierzchły i pogruchotały.

    Ono straszne potkanie poczuły i konie,

    Bo jako ich podrąbił[226], padły na ogonie;

    Padły konie, ale się jeźcy poprawili

    3395

    I dziwnie się od siodeł prędko uwolnili.

    95

    Tysiąc gońców przez wiek swój Marfiza wybiłay

    I na pierwszem potkaniu z łęku wysadziła,

    A sama, choć tak często z rycerzmi się bodła,

    Dopiero ten pierwszy raz dziś wypadła z siodła.

    3400

    Nie tylko się dziwiła nieszczęściu wielkiemu,

    Ale beła podobna jakiemu głupiemu.

    Ale i rycerz czarny niemniej się dziwował,

    Bo nie tak łatwie spadał i w tej grze szwankował.

    96

    A ledwie co bokami ziemię uderzyli,

    3405

    Jako znowu, wstawszy z niej, do siebie skoczyli;

    Cięte razy i sztychy sobie zadawają,

    To się mieczmi, to wzajem tarczami składają.

    Brzmią i straszny puszczają dźwięk twarde żelaza,

    Od mieczów i gęstego uderzone raza;

    3410

    Ich zbroje, ich szyszaki ogromne z tarczami

    Z twardemi równać każdy mógł nakowalniami[227].

    97

    Jeśli ma ciężkie ramię i rękę dziewica,

    Nie jest lżejsza, rzecz pewna, u tego prawica.

    Sprawiedliwą się miarą wzajem pomierzają:

    3415

    Tyle sobie oddają, ile pożyczają.

    Kto chce dwie serca, żadną niepożyte trwogą,

    Naleźć, niech ich tu szuka, a za jedną drogą

    Niechaj szuka i męstwa i umiejętności,

    Bo się w nich wszytkie zgoła zawarły dzielności.

    98

    3420

    Niewiasty, które chwilę na wszytko patrzały

    I jako długo bój trwał straszliwy, widziały,

    A jeszcze nie znać beło, żeby się zmordował

    Który z nich albo w boju surowem szwankował,

    Pierwszy jem przyznawają dank[228] miedzy wszytkiemi

    3425

    Rycerzami na świecie nadoskonalszemi;

    Bo kiedyby sił w sobie aż nazbyt nie mieli,

    Od samegoby trudu pozdychać musieli.

    99

    Tak z sobą rozmawiając, Marfiza mówiła:

    »Prawieć mi się życzliwie fortuna stawiła,

    3430

    »Że się nie ruszył i stał na stronie z pokojem,

    »Kiedy się ze mną drudzy rozpierali bojem,

    »Jeśli się jego sile ledwie dotąd bronię,

    »A o swojej, rzec mogę, że już restem[229] gonię«.

    Tak w on czas cicho z sobą Marfiza gadała,

    3435

    A coraz nań nakoło szablą przycinała.

    100

    Ten także drugi mówił: »Dobrzeć mi się stało,

    »Że mu się odpoczywać i wytchnąć nie dało:

    »Ledwie mu teraz zdołam, kiedy pierwszem bojem

    »Zmordował się, bijąc się z towarzystwem mojem;

    3440

    »By beł do dnia nowego sobie odpoczynął,

    »Coby się beło stało? — Pewniebym beł zginął!

    »Wielkie to szczęście, że wżdy tego nie przyjmował,

    »Czemem go czcił, czemem go z ludzkości częstował«.

    101

    Aż do wieczora prawie on bój trwał samego,

    3445

    A nie znać było, kogo trzymać za lepszego.

    A trudno go też beło już przywieść do końca,

    Kiedy już dnia nie mieli, ni widzieli słońca.

    Pierwszy beł rycerz w czerni, który takiej mowy

    I tych słów użył w on czas do cnej białejgłowy:

    3450

    »Co dalej czynić będziem, kiedy nam widoki

    »W równem szczęściu niewczesne[230] odejmują mroki?

    102

    »Zda mi się, żebyś jeszcze przedłużył żywota

    »Aż do jutra, kiedy się dziś nasza robota

    »Nie skończyła; aleć się opowiedzieć wolę,

    3455

    »Żeć pewnie żyć nad tę noc więcej nie pozwolę.

    »Ale mię w tem nie winuj, że być dłużej żywy

    »Żadną miarą nie możesz, bom ja w tem niekrzywy;

    »Winuj raczej okrutność i prawo niewieście,

    »Prawo złych niewiast, które panują w tem mieście.

    103

    3460

    »Jeśli cię nie żałuję i tych, co są z tobą,

    »Bóg widzi; jakokolwiek, proszę cię dziś z sobą.

    »Pospołu z towarzystwem ze mną być bezpiecznie

    »Możesz, ale gdzie indziej zginąłbyś koniecznie;

    »Bo ta gromada niewiast, któremeś ty męże

    3465

    »Pozabijał, na cię się niedługo sprzysięże.

    »Każdy z tych, coś je pobił, tak ci trzeba wiedzieć,

    »Miał dziesięć żon, wszak o tem łatwo się dowiedzieć.

    104

    »Dziewięćdziesiąt jest niewiast, które z spólnej zgody

    »Mścić się będą nad tobą teraźniejszej szkody;

    3470

    »I jeśli nie zostaniesz ze mną, wszytką mocą

    »Dziś pewnie na cię najdą i uderzą nocą«.

    Ona na to: »Pozwalam, że mię przenocujesz

    »I pewienem, że strzymasz, co mi obiecujesz,

    »I że nie mniejsza wiara i dobroć jest w tobie,

    3475

    »Niżli męstwo, któreś dziś pokazał po sobie.

    105

    »Ale, żeć mię żal zabić, możesz także i ty

    »Odemnie być, jako ja od ciebie, zabity;

    »I tak mniemam, żeś poznał z teraźniejszej proby,

    »Żem jeszcze nad cię nie jest słabszy do tej doby.

    3480

    »Zgoła, chceszli bój rozwieść, chceszli go do końca

    »Doprowadzić, lub dzisia lub jutro za słońca,

    »Ślubuję, że mię najdziesz, tem rycerskiem słowem,

    »Na najmniejszy znak, gdzie chcesz i jako, gotowem«.

    106

    Zgodzili się, że bój beł dotąd odłożony,

    3485

    Ażby Febus wóz wegnał na nieba złocony.

    Za odłożeniem boju wątpliwość została,

    Któremu się pierwsza cześć w niem przypisać miała.

    Potem do Akwilanta, do Gryfona cnego

    I do książęcia rycerz poszedł angielskiego

    3490

    I prosił ich, aby mu tę chęć pokazali,

    Aby u niego jedli i przenocowali.

    107

    Wszyscy się, co ich było, chętnie obiecali

    I przy świetle lanych świec[231] na pałac jechali,

    Który beł wielkiem kosztem pięknie postawiony,

    3495

    Na pokoje, na sale wielkie rozdzielony;

    Gdzie, skoro hełmy zdjęli i twarzy odkryli,

    Barzo się sobie wzajem gońcy zadziwili,

    A tem barziej, że ile znać beło z wejźrzenia,

    Ledwie lat miał ośmnaście rycerz bez wątpienia.

    108

    3500

    Dziwuje się Marfiza, jako w takiem wieku

    Takie męstwo być mogło w tak młodem człowieku.

    Ale i drugi niemniej zdumiony zostawa,

    Bo po złotem warkoczu, z kiem się bił, poznawa.

    O swoje się imiona natychmiast pytają

    3505

    I tę powinność sobie wzajemną oddają. —

    Ale się czuję, żem już dosyć spracowany;

    Potem powiem, jako beł młodzieńczyk nazwany.

    Koniec pieśni dziewiętnastej.

    XX. Pieśń dwudziesta

    Argument

    Gwidon z srogiej krainy z inszemi uchodzi;

    Astolf, gdzie jeno jego trąby dźwięk dochodzi,

    3510

    Po mieście i przyległem strach puszcza powiecie,

    Potem się błąka to tam, to sam, sam po świecie.

    Marfiza we Francyej zwycięża Zerbina,

    Z którego ma obrońcę i wodza Gabryna[232],

    Gabryna zła, od której, czego wprzód nie wiedział,

    3515

    Zerbin o Izabelli swojej się dowiedział.

    Allegorye

    3516

    W tej pieśni dwudziestej przez białegłowy mężobójce, które były rozegnane i w niwecz obrócone dźwiękiem trąby, od Logistylle Astolfowi darowanej, daje znać, że rzeczy gwałtem przeciwko zwyczajowi pospolitemu i przyrodzeniu postanowione długo trwać żadną miarą nie mogą. W Zerbinie, który z taką cierpliwością i wiarą stał się wodzem i obrońcą złej, niecnotliwej Gabryny, jest przykład prawdziwego i statecznego rycerza, który woli raczej śmierć podjąć, niż wiary danej nie dotrzymać.

    1. Skład pierwszy

    Dawniejsze białegłowy wielką sławę miały,

    W bojach się i w naukach często obierały[233]

    I wszytek świat, jak wielki, dźwiękiem napełniły

    3520

    Swoich dzieł zawołanych, które porobiły.

    Arpalice[234], Kamilla[235], bohatyrki dawne,

    Z dzielności są na świecie do tych czasów sławne;

    Z nauk uczona Safo[236] i Korynna[237] słynie

    I dokąd świata stanie, imię ich nie zginie.

    2

    3525

    I do której się kolwiek nauki udały,

    Wszytkiej doskonałości w niej dostępowały.

    Ja ich nie chcę mianować; kto się o nich pyta,

    Najdzie, jeno niech dawne historye czyta.

    A jeśli takie z dawna na świecie nie były,

    3530

    Nie zawsze też będą złe płanety rządziły.

    I może być, że ich dzieł wielkich zamilczano

    Lub z zazdrości lubo, że o nich nie wiedziano.

    3

    Mnie się tak zda, że widzę, że w tem wieku naszem

    Wielkie się cnoty tej płci pokażą za czasem,

    3535

    Któremi się napełnią papiery uczone,

    Że nie będą być mogły nigdy zapomnione,

    Aby z wielką swą hańbą zmilkły nieżyczliwe

    Języki, które szczypią ich sprawy uczciwe,

    I tak się ich zaświeci sława, że swojemi

    3540

    Przejdą dobrze Marfizę dziełami wielkiemi.

    4

    Ale wróćmy się do niej. Dziewica surowa,

    Już imię swoje była powiedzieć gotowa

    Rycerzowi, który ją u siebie postawił,

    Ale tak, aby i swe on także objawił.

    3545

    Zaczem ona dług mu swój zarazem oddała,

    Aby też wzajem jego przezwisko wiedziała:

    »Jam Marfiza« — więcej też nie było potrzeba,

    Bo ostatek wszytek świat wiedział, jako trzeba.

    5

    Nie mógł się zaś tak prętko ów drugi wyprawić,

    3550

    Przyszło mu się powieścią tą dłużej zabawić,

    Tak mówiąc: »Ja rozumiem, żeście są świadomi,

    »Żeście są rodu mego imienia wiadomi,

    »Bo nie tylko Hiszpani albo Francuzowie,

    »Tych sąsiedzi, ale też i Etyopowie

    3555

    »I Murzynowie znają imię Klaromonta[238],

    »Skąd wyszedł zacny rycerz, co zabił Almonta[239],

    6

    »I ten, który Mambryna króla zamordował[240]

    »I Kiarella i państwa ich w niwecz zepsował.

    »Z tej krwie, gdzie Ister[241] morze ośmią rogów bodzie

    3560

    »I wypowiada pokój Euksyńskiej wodzie[242],

    »Matka mię moja z ojcem Amonem spłodziła,

    »Który tam beł pielgrzymem, już temu lat siła.

    »Już to rok, jakom ja ją żałosną zostawił,

    »Kiedym się do Francyej, do swoich wyprawił.

    7

    3565

    »Alem nie mógł, jakom chciał, dokończyć swej drogi,

    »Bo mię tu, żal się Boże, zapędził wiatr srogi.

    »Rok to, jakom do tej złej, niezbożnej krainy

    »Przybył, bo sobie piszę i dni i godziny.

    »Gwidon Dziki[243] własnemem imieniem nazwany,

    3570

    »Małej sławy i jeszcze od ludzi nieznany,

    »Zabiłem Argillana na rycerskiej probie,

    »Który miał towarzyszów dziesiąci przy sobie.

    8

    »Alem i drugą próbę odprawił szczęśliwie,

    »Szczęśliwie i mam dziesięć dziewic niewątpliwie

    3575

    »Napiękniejszych, w tem kraju odemnie wybranych

    »I po wszytkiem królestwie tem wybrakowanych;

    »Temi władnę, jako chcę, a zgoła wszytkiemi,

    »Bo mi dały nad sobą moc i rząd w swej ziemi

    »I każdemu go dadzą, który się tak stawi,

    3580

    »Że dziesiąci rycerzów żywota pozbawi«.

    9

    Pytali stąd Gwidona, dlaczego tak mało

    Mężczyzn w tamecznem kraju i w mieście zostało

    I jeśli pod swą mocą żony męże mają,

    Tak, jako żony mężów gdzie indziej słuchają.

    3585

    Gwidon odpowie na to: »Częstom o przyczynie

    »Tej sprawy słyszał, jako mieszkam w tej krainie,

    »I tak, jako ja ją wiem, kiedy tego chcecie,

    »Odemnie o niej słyszeć i wiedzieć będziecie.

    10

    »W ten czas, gdy się od Trojej wrócili Grekowie

    3590

    »Za dwadzieścia lat spełna — bo historykowie

    »Tak to twierdzą, że dziesięć lat pod nią strawili,

    »A przez, drugą dziesięć lat po morzu błądzili —

    »Naleźli, że i żony, długą utesknione

    »Niebytnością, lekarstwa na to nalezione

    3595

    »Swoje miały, bo sobie wyrostki obrały

    »Młode, aby na zimnie samy nie sypiały.

    11

    »Pełne domy bękartów Grekowie zastali.

    »Ale się jem tak zdało, że poodpuszczali

    »Wszytkiem, bo to wiedzieli dobrze, żeby byli

    3600

    »Tak długo żadną miarą pewnie nie pościli.

    »Ale precz cudzem synom od siebie kazali,

    »Aby sobie gdzie indziej fortuny szukali;

    »Już tego cierpieć baczni mężowie nie chcieli,

    »Aby ich swojem kosztem dłużej żywić mieli.

    12

    3605

    »Jednych matki, bojąc się mężów, porzuciły,

    »Drugich tak, jako mogły, tajemnie żywiły.

    »A więtszy i ci, którzy już beli dorośli,

    »W różne strony, tam i sam między ludzie poszli:

    »Jedni do rozmaitych rzemiosł się udali,

    3610

    »Drudzy zasię na wojny dalekie jachali;

    »Ci pasterzami, a ci zostali dworzany,

    »Jako ta chce, której jest wszytek świat poddany.

    13

    »Miedzy temi inszemi srogi i surowy

    »Klitemnestry pojachał młody syn królowej,

    3615

    »W ośmnastu lat, tak świeży, jako kwiat różany

    »Albo pięknej liliej, dopiero urwany.

    »Ten sporządziwszy okręt i nań rzeczy swoje

    »Poprzątnąwszy, udał się na niem na rozboje

    »W towarzystwie sta inszych młodzieńców przebranych

    3620

    »Swego wieku, ze wszytkiej Grecyej wybranych.

    14

    »Kreteńczykowie beli w ten czas wypędzili

    »Króla swego i aby się ubezpieczyli,

    »Na wszytkie strony swoje z pieniędzmi wysłali,

    »Aby jako najwięcej ludzi nazbierali.

    3625

    »Między temi Falanta[244] — tak młodzieńca zwano —

    »Zaciągniono na ich żołd, któremu oddano

    »Potem piękne Dyktejskie miasta[245] do obrony

    »I z temi, których z sobą przywiódł z cudzej strony.

    15

    »Między miasty, których sto w Krecie się najduje,

    3630

    »Pięknością i bogactwy Dyktea[246] przodkuje.

    »Białegłowy w niej piękne, które chodzą rady

    »Na dobre myśli[247], tańce, igrzyska, biesiady;

    »A iż tam cudzoziemce mają w uczciwości

    »I w wielkim poważeniu, i one ludzkości

    3635

    »Takiej przeciwko gościom nowem używały,

    »Że jem co tylko w domach panować nie dały.

    16

    »Wszyscy beli na twarzach gładcy, piękni, młodzi —

    »Bo beł prawie kwiat wywiódł Falant greckiej młodzi —

    »Że skoro się co tylko w Krecie ukazali,

    3640

    »Zarazem serca z piersi jem powyciągali;

    »A doświadczywszy, że tak, jako gładcy byli,

    »I w łóżku się jem dobrze podobno stawili,

    »Tak je sobie za krótki czas upodobały,

    »Że się na świecie w niwczem barziej nie kochały.

    17

    3645

    »Skoro wojna stanęła z tej i z owej strony,

    »Na którą beł z swojemi Falant zaciągniony,

    »I służbę, na którą ich wprzód potrzebowano,

    »Kiedy się pokój zawarł, jem wypowiedziano,

    »Gotowali się jachać dalej, na co panie

    3650

    »Kreteńskie taki lament, takie narzekanie

    »Czyniły ustawicznie, tak łzy wylewały,

    »Jakby ojce umarłe przed sobą widziały.

    18

    »Każda swego prosiła, aby nie jeździli

    »I aby się tak barzo od nich nie kwapili;

    3655

    »Ale kiedy nie chcieli, ony swe rodziny

    »Zostawiwszy i ojce i bracią i syny,

    »Skoro klejnotów, złota i srebra nabrały,

    »Ze swemi miłośniki cicho ujachały,

    »Tak cicho ujachały, że w Krecie żadnego

    3660

    »Nie było, coby postrzegł zjachania onego.

    19

    »Tak wziął wczesną godzinę Falant do tej sprawy

    »I tak miał wiatr życzliwy, tak na się łaskawy,

    »Że pod kilkanaście mil już beli ubiegli,

    »Niżli Kreteńczykowie swej szkody postrzegli.

    3665

    »Ten kraj je potem przyjął, który w one czasy

    »Pusty beł i zarosły zbyt gęstemi lasy;

    »Tu sobie po niewczasie morskiem wytychali

    »I bezpieczni kradzieży swoich zażywali.

    20

    »Tu ich beło przez dziesięć dni z pełna mieszkanie,

    3670

    »Tu pociechy, rozkoszy, tu wczas, tu kochanie;

    »Ale jako się trafia, że więc na ostatek

    »Uprzykrzenie przynosi młodzikom dostatek,

    »Zgodzili się, żeby płeć białą zostawili

    »I od onej się wielkiej kaźni uwolnili;

    3675

    »Bo się żadne na świecie brzemię tak nie przykrzy,

    »Jako mieć białą głowę, która się uprzykrzy.

    21

    »Oni, co zbyt nieradzi z mieszka wydawali

    »I pieniędzy szczędzili, to upatrowali,

    »Że kiedyby tak wiele nałożnic karmili,

    3680

    »Szabląby ich i łukiem trudno pożywili.

    »I tak ze wszytkiego je prawie obłupiwszy,

    »Złoto, srebro pobrawszy, same zostawiwszy,

    »Niewdzięczni miłośnicy od nich odjachali

    »Tam, gdzie znać w Apuliej Tarent[248] zbudowali.

    22

    3685

    »Białegłowy, skoro się ujźrzały zdradzone

    »I od swych miłośników same opuszczone,

    »Tak się srodze wylękły zrazu, że się zdały,

    »Jak na brzegu przy morzu nieruchone skały;

    »Ale widząc, że wrzaski i łzy, które lały,

    3690

    »Pożytku nie czyniły i za nic nie stały,

    »Poczęły pilnie myślić, jako się ratować,

    »Jako się w onem wielkiem nieszczęściu sprawować.

    23

    »Zdania swoje każda z nich w pośrzodek wnosiły:

    »Jedne się wrócić nazad do Krety radziły

    3695

    »I raczej się na wolą ojców niebłaganych[249]

    »I mężów swoich puścić, chocia rozgniewanych,

    »Niżli na niemieszkanych brzegach miedzy lasy

    »Głodem umrzeć i cierpieć niezmierne niewczasy;

    »Drugie zasię i słowa rzec na to nie dały

    3700

    »I że się było lepiej utopić, wołały,

    24

    »I chodzić chleba żebrać tam i sam po świecie

    »I być nierządnicami do końca, niż w Krecie

    »Poddać się pod surowe i gniewliwe ręki

    »Srogich ojców i mężów na kaźni, na męki.

    3705

    »Takie rady i insze różne przed się brały,

    »Ale się żadne przecię z tych nie podobały;

    »Nakoniec między niemi Orontea wstała,

    »Co od króla Minosa ród swój wywodzała.

    25

    »Namłodsza miedzy niemi i nagładsza była

    3710

    »I namędrsza i mniej też, niż insze, zgrzeszyła;

    »Miłowała Falanta i jemu się dała

    »Prawicą[250] i dla niego ojca odjachała.

    »Ta ukazując z twarzy rumianej i z mowy

    »Śmiałe serce i w sercu śmiałem gniew gotowy,

    3715

    »Rady od inszych wszytkich wniesione zganiła

    »I że jej zdanie wszytkie przyjęły, sprawiła.

    26

    »Porzucić on piękny kraj jem nie rozradzała[251],

    »Który, że beł obfity i zdrowy, poznała.

    »Miał w sobie przezroczyste rzeki i niziny,

    3720

    »Łąki, lasy, po wielkiej części miał równiny,

    »Miał i porty, w które się mogli przed wiatrami

    »I niepogodą ukryć żeglarze z nawami,

    »Które to od Afryki, to z egipskich włości

    »Niosły różne towary i różne żywności.

    27

    3725

    »Zdało się raczej zostać i mścić się surowie[252]

    »Nad zdradliwą męską płcią srogiej białejgłowie.

    »Chce, aby każdy okręt, który tam przypłynie

    »I portu dla przeciwnych złych wiatrów nie minie,

    »Zarazem na łup, na miecz, na ogień puszczono

    3730

    »I jednego mężczyzny aby nie żywiono.

    »Na słowa Orontei wszytkie pozwoliły

    »I jako chciała, prawo na to uczyniły.

    28

    »Skoro wiatr wstał, a chmury wzniosły niepogody,

    »Biegły hurmem niewiasty złe do morskiej wody,

    3735

    »Od nowej prawodawcę swojej i królowej

    »Orontey wiedzione srogiej i surowej,

    »I nawy, które wiatry do brzegów przygnały,

    »Ogniem srogiem paliły i na łup dawały.

    »I jeden żywo nie beł mężczyzna puszczony,

    3740

    »Coby onę nowinę zaniósł w cudze strony.

    29

    »Przez kilka lat tak same w onem kraju żyły

    »Okrutne białegłowy i mężczyzny biły;

    »Ale prędko poznały, żeby były szkody

    »Nie uszły, nie zabiegszy z jednostajnej zgody

    3745

    »Swem złościom, bo kiedyby nigdy nie rodziły,

    »Prawaby się ich były w niwecz obróciły

    »I królestwoby było i prawo ustało,

    »Które, jak ony chciały, na wieki trwać miało.

    30

    »Przeto ostrości prawa nieco uchyliły

    3750

    »I przez pięć lat z okrętów, co tam przychodziły,

    »Dziesięć sobie nagładszych mężów obierały

    »I żywo je puszczały i zostawowały,

    »Takich, coby się beli tak dobrze stawili,

    »Żeby ze stem małżeńskie dzieło odprawili —

    3755

    »Bo ich spełna sto beło — i tak beł każdemu

    »Jeden mąż dziesiątkowi oddany jednemu.

    31

    »Siła ich stracić dały, co się nie udali

    »I co się źle i słabo, nędzni, popisali.

    »Tych zasię, którzy mieli potężniejsze siły,

    3760

    »Towarzyszmi swych rządów i łask uczyniły;

    »Ale pierwej przysięgę uczynić musieli,

    »Którą pod gardłem iścić i zachować mieli,

    »Aby wszytkich, coby tam beli przyjachali,

    »Bez wszelakiej litości mężczyzn zabijali.

    32

    3765

    »Potem mięższeć[253] brzemiony i rodzić się jęły,

    »A zatem się barzo bać i trwożyć poczęły,

    »Aby męskiej tak wiele płci nie narodziły

    »Za czasem, żeby się jej zaś nie obroniły

    »I żeby jem nakoniec rządów nie musiały

    3770

    »Puścić, w których tak barzo same korzystały;

    »Przeto postanowiły, póki beli mali

    »I póki niedołężni, aby nie wierzgali[254],

    33

    »Srogie prawo, okrutne prawo uchwaliły,

    »Strzegąc, aby pod męską zwierzchnością nie były,

    3775

    »Aby jednego tylko matka zostawiła,

    »Inszych albo przedała albo podawiła.

    »Dla tego je w dalekie strony zasyłają

    »I tem, co je prowadzą, srogi przykaz dają,

    »Aby, jeśli być może, na frymark je dali

    3780

    »Za białą płeć; jeśli nie, aby je przedali.

    34

    »Jednegoby mężczyzny pewnie nie żywiły,

    »Kiedyby same bez nich potomstwo rodziły;

    »Toć jest nawiętsze tego dobrodziejstwo prawa,

    »Które więcej swem, niżli obcem, zła ustawa

    3785

    »Pokazuje, bo inszych jednako skazuje

    »Na srogą śmierć i w tem się tylko poprawuje,

    »Że nie chce, aby wszytkich, jak przed tem czyniały[255],

    »Bez porządku niewiasty srogie zabijały.

    35

    »Jeśli dziesięć lub więcej, wiatrem zapędzeni,

    3790

    »Przybyli tam, do kluzy[256] wnet beli wsadzeni,

    »Skąd potem po jednemu na dzień wyjmowani

    »1 przez los, kto miał zginąć, beli wybierani

    »W ten czas, gdy Orontea okrutna rządziła,

    »Która tam Pomście ołtarz beła postawiła,

    3795

    »A jeden beł z dziesiątka przez los do tej kary

    »Obrany, aby srogie odprawił ofiary.

    36

    »Po wielu lat przybył tu jeden zawołany

    »Rycerz młody, imieniem Albani[257] nazwany,

    »Który się beł zbyt pięknie i kształtnie urodził,

    3800

    »A od Alcydy swój ród zacnego wywodził.

    »Ledwie się postrzegł, jako został poimany,

    »Jako ten, co on kraj miał za niepodejźrzany;

    »Potem go do ciasnego więzienia oddano

    »I do srogiej ofiary z inszemi schowano.

    37

    3805

    »Gładki beł i udatny, pięknych obyczajów,

    »Uczony i świadomy wielu różnych krajów,

    »I tak beł słodkiej i tak przyjemnej wymowy,

    »Żeby rady słuchały jego słodkiej mowy

    »Srogie żmije. Wtem, gdy go do więzienia dano,

    3810

    »Jako o rzeczy rzadkiej o niem powiedziano

    »Aleksandrze[258]; córa to Orontei była,

    »Która długiemi ciężka laty, jeszcze żyła.

    38

    »Jeszcze żyła, drugie już beły zumierały

    »Wszytkie, co beły z Krety w ten kraj zajachały;

    3815

    »Inszych się narodziło siła, które były

    »Potem przyszły swem rządem do niemałej siły

    »I do dziesiąci kuźnic, które próżnowały

    »Często, jednego tylko robotnika miały;

    »A dziesięć zaś rycerzów wszytkich zabijali

    3820

    »Przychodniów, co się jedno w tamten kraj trafiali.

    39

    »Aleksandra, której tak siła powiadano,

    »O Albaniem i której go tak zalecano,

    »Tak długo swojej starej macierze prosiła,

    »Że go jej na ostatek widzieć pozwoliła;

    3825

    »I kiedy już miał odejść, poczuła, że mało

    »Serca w niej, które za niem bieżało, zostało;

    »Czuje się, sama nie wie, jako, poimana

    »I zostawa od swego więźnia skrępowana.

    40

    »»Kiedyby tu — mówi jej — ludzkość panowała,

    3830

    »»Kiedyby się, o piękna panno, najdowała

    »»Tu w tem kraju, jako się gdzie indziej najduje,

    »»Wszędzie, gdzie słońce świeci i bieg odprawuje,

    »»Prosiłbym was bezpiecznie[259] przez wasze piękności,

    »»Dla których serca twarde miękczeją z miłości,

    3835

    »»Abyście mię żywotem teraz darowały,

    »»A potem jem według swej wolej szafowały.

    41

    »»Ale kiedy w tem kraju, krom wszelkiej słuszności

    »»Wszytkie serca są srogie i próżne litości,

    »»Nie proszę, abyście mię zdrowiem darowały,

    3840

    »»Bo wiem, żeby me prośby skutku nie uznały,

    »»O to proszę: niech umrę, jako rycerz prawy,

    »»Z bronią w ręku, nie jako dla jakiej złej sprawy

    »»Osądzony na garło i na śmierć skazany,

    »»Albo wół, na ofiarę bogom zgotowany«.

    42

    3845

    »Aleksandra, co oczy łzami umoczone

    »I serce miała żalem wielkiem przerażone,

    »Odpowie: »Niech tak będzie, że okrutniejszego

    »»Miasta nad to nie najdzie i nieludcejszego[260];

    »»Ale tego nie przyznam, aby między nami

    3850

    »»Wszytkie beły, jako ty twierdzisz, Medeami;

    »»I choćby beły wszytkie, ja sama w tę radę

    »»I w tę się liczbę, tak wiedz, Albani, nie kładę.

    43

    »»I jeślim przedtem beła okrutna w tej ziemi

    »»I niezbożna zarówno z inszemi wszytkiemi,

    3855

    »»Podomno to dla tego, żem dotąd nie miała

    »»Nikogo, komubym swą dobroć pokazała;

    »»Alebych beła gorsza, niż lwi przemorzeni,

    »»I sercebych nosiła twardziejsze kamieni,

    »»Jeżelibym na twoje słowa nie zmiękczała

    3860

    »»I kiedyby mię litość poruszyć nie miała.

    44

    »»Bodaj to prawo srogie beło tak zniesione,

    »»Które przeciw przychodniom jest postanowione,

    »»Jakobym się twojego żywota, wiedz o tem,

    »»Nie wzbraniała odkupić mem własnem żywotem.

    3865

    »»Ale okrutne prawo zagrodziło drogę,

    »»Że cię tak, jako życzę, ratować nie mogę;

    »»I chocia to mała rzecz, o co nas chcesz prosić

    »»Albo prosisz, w tem miejscu trudno co uprosić.

    45

    »»Tuszę jednak, że tę rzecz za staraniem mojem

    3870

    »»Otrzymasz, jako pragniesz, abyś umarł bojem;

    »»Ale się o to boję, aby cię przez dzięki[261]

    »»Sroższa śmierć nie potkała zasię z cudzej ręki«.

    »Na to rzekł Albaniusz: »Tak się dobrze czuję,

    »»Kiedy członki żelazem dobrze obwaruję,

    3875

    »»Że dziesiąci nawiętszych rycerzów pożyję

    »»I sam żywy zostanę, a onych pobiję«.

    46

    »Aleksandra mu na to nie odpowiedziała,

    »Tylko ciężko westchnęła, kiedy odchadzała;

    »Stamtąd do Orontei, matki swojej, poszła,

    3880

    »A tysiąc ran śmiertelnych w sercu z sobą niosła;

    »I wolą jej nowego więźnia powiedziała

    »I prosiła, aby go zabić nie kazała,

    »Kiedyby beł tak mężny, żeby jawnie w rynku

    »Dziesiąci inszych zabił sam na pojedynku.

    47

    3885

    »Orontea królowa do rady zebrała

    »Swe niewiasty co starsze i tak rokowała:

    »»Wiecie to wszytkie dobrze, jako na tem siła,

    »»Aby straż wszędzie dobra w naszych porciech była;

    »»A żeby beła dobra, trzeba nam probować

    3890

    »»Tych wszytkich, co ich będą mieli zawiadować,

    »»Aby z naszem upadkiem marni nie rządzili,

    »»A mężni bez słuszności zdrowia nie tracili.

    48

    »»Mnie się zda, aby prawo beło uczynione

    »»Na mężczyzny, do naszych krajów przypławione,

    3895

    »»Aby każdy, niż na śmierć do ofiary stanie,

    »»Jeśli sam tak będzie chciał, uczynił potkanie

    »»Sam a sam[262] w pojedynku na placu przestronem

    »»Z dziesiątkiem inszych mężczyzn, na to naznaczonem;

    »»Jeśli wszytkich zabije, ten niech za tą próbą

    3900

    »»Portem rządzi i wszytek lud niech ma pod sobą.

    49

    »»To mówię, że tu jeden więzień się najduje,

    »»Który się bić z dziesiącią naszych ofiaruje;

    »»Jeśli tak, jakiem się być udaje, jest śmiały,

    »»Czemużbyśmy mu tego pozwolić nie miały?

    3905

    »»Przeciwnem obyczajem, niech będzie karany,

    »»Jeśli na pojedynku będzie przekonany«.

    »Tak w on czas Orontea swą radę dawała,

    »Na co jej co nastarsza tak odpowiedziała:

    50

    »»Nie ta beła przyczyna pierwsza, zacne panie,

    3910

    »»Źeśmy wzięły męską płeć z sobą w obcowanie,

    »»Aby ich miastu beło potrzeba nowemu

    »»Dla obrony i temu królestwu naszemu,

    »»Bo tak, jako i oni, mamy z to śmiałości[263]

    »»I dowcipu i serca i umiejętności;

    3915

    »»Bógby chciał, żebyśmy tak mogły bez nich rodzić

    »»I bez nich same przez się potomstwo wywodzić.

    51

    »»Lecz że to być nie może, na to się zgodziły

    »»Te, które tu napierwej prawa stanowiły,

    »»Aby ich nigdy więcej nie mieszkało z nami,

    3920

    »»Jedno — boby się mogli uczynić panami —

    »»Jeden przeciw nas dziesięć; i to się czyniło

    »»Dla płodu, nie, aby ich nam potrzeba było

    »»Dla obrony; w tem samem niechaj będą mężni,

    »»W ostatku niepotrzebni, marni, niedołężni.

    52

    3925

    »»Przeciwna to we wszytkiem od celu naszego

    »»Między sobą mężczyznę chować tak mężnego;

    »»Bo jeśli dziesięć inszych sam jeden zabije,

    »»Pytam was, wiele taki białychgłów pożyje?

    »»Kiedyby takich dziesięć być między naszemi

    3930

    »»Miało, dawnoby nam rząd wydarli w tej ziemi.

    »»Głupstwo wielkie panować pragnąć, a inszemu

    »»Dać broń w ręce, niżeś sam, dobrze mocniejszemu.

    53

    »»I to masz upatrować, że jeśli pożyje

    »»Ten twój inszych dziesiąci, jeśli ich zabije,

    3935

    »»Usłyszysz, o królowo, sta niewiast odkryte

    »»Narzekanie o męże, od niego zabite.

    »»Chceli wyniść, niech insze sposoby podawa,

    »»A niech tak mężobójcą wielkiem nie zostawa.

    »»Jednak, jeśli sto w łóżku białychgłów odprawi,

    3940

    »»Jako ich dziesięć czyni, niechaj się wybawi«.

    54

    »Surowe było zdanie Artemiej paniej —

    »Tak się zwała — atoli nie stanęło na niej,

    »Boby beł Albaniusz w kościele, o srogi

    »Wyroku, błagał swą krwią niepobożne bogi;

    3945

    »Ale stara królowa, która na tem była,

    »Aby córce dogodzić, tak wiele wnosiła

    »Wywodów wielkich, że jej przewyszszyło zdanie

    »I wszytek białogłowski przypadł senat na nie.

    55

    »Gładkość Albaniusza prawie niesłychana

    3950

    »I grzeczność i uroda, z nikiem niezrównana,

    »Tak wiele w sercach młodych białychgłów ważyły,

    »Które w radzie na on czas z Oronteą były,

    »Że starsze z Artemią niewiasty przegrały,

    »Które się praw i dawnych zwyczajów trzymały;

    3955

    »I blizko tego było, że od drugiej strony

    »Mało nie beł Albani młody wypuszczony.

    56

    »Krótko mówiąc, miał szczęście i padł dekret po niem,

    »Ale tak, aby jako rozumiano o niem,

    »Dziesięć inszych sam a sam[264] żywota pozbawił,

    3960

    »Dziesięć tylko, lecz nie sto, białychgłów odprawił.

    »Drugiego dnia beł zaraz z wieże wywiedziony

    »I w zwykłą swoję dobrą zbroję obleczony.

    »Mając dobry pod sobą koń, na placu długiem

    »Wszytkich dziesiąci zabił, jednego po drugiem.

    57

    3965

    »Tejże nocy na drugą próbę był puszczony

    »I w łożnicy z dziesiącią panien położony;

    »Gdzie mu się tak zdarzyło, choć się beł zmordował

    »Długiem bojem, że wszytkich skusił i skosztował.

    »Czem sobie taką łaskę zjednał u królowej,

    3970

    »Że go wzięła za syna i do próby nowej

    »Córkę mu swą i dziewięć dziewic naznaczyła,

    »Z któremi się najpierwsza próba odprawiła.

    58

    »Aleksandrę mu piękną i to miasto dała,

    »Która je potem swojem imieniem nazwała[265],

    3975

    »Ale tak, aby prawo ono i sam chował

    »I potomek, co po niem będzie następował,

    »Aby każdy przychodzień, co do tego kraju

    »Trafi się, obrać sobie mógł według zwyczaju

    »Albo umrzeć ofiarą na bogów błaganie,

    3980

    »Albo z dziesięcią mężów mieć bój i potkanie.

    59

    »Gdzie, jeśliby sam wszytkich żywota pozbawił,

    »Aby i drugą próbę w łożnicy odprawił;

    »A jeśli mu się szczęście stawi tak łaskawie,

    »Że zwycięzcą zostanie i na tej rozprawie,

    3985

    »Ten niech panem zostanie i według swej wolej

    »Niech sobie dziesięć dziewic obierze po wolej,

    »Z któremi niech króluje, aż drugi przybędzie,

    »Co mu, jako on inszem, na garle usiędzie.

    60

    »Dwa tysiąca lat spełna, jako powiadają,

    3990

    »Chowano srogie prawo i dotąd chowają;

    »I rzadki dzień, w któryby nie miał być zarzniony

    »Na ofiarę przychodzień jaki z — cudzej strony.

    »Jeśli się który boju z dziesiącią napiera,

    »Pospolicie na pierwszem potkaniu umiera;

    3995

    »Z tysiąca ledwie jeden taki się najduje,

    »Który do drugiej próby, nocnej, postępuje.

    61

    »Trafiają się niektórzy, którzy postępują,

    »Ale tak rzadko, że ich na palcach rachują.

    »Między takiemi jeden Argillan się liczył,

    4000

    »Ale niedługo z swojem dziesiątkiem dziedziczył;

    »Bo kiedym tu przyjachał, wiatry zapędzony,

    »Beł odemnie z dziesiącią inszych zwyciężony.

    »Bóg tak chciał, żem ja raczej nie pozbył żywota,

    »Niż na mię padła hańba i taka sromota.

    62

    4005

    »Bo wczasy i roskoszy, które więc człowieku

    »Smakują, zwłaszcza tego rozkwitłego wieku„

    »I purpury i złoto, zwierzchność, przodkowanie,

    »Przełożeństwo, dostatki, rząd i panowanie,

    »Zda mi się, że nie mają smaku i wdzięczności,

    4010

    »Kiedy człowiek pożądnej[266] nie jest na wolności;

    »I to mi się zda ciężka niewola, że w drogę

    »Nigdziej stąd, nieszczęśliwy, wyjachać nie mogę.

    63

    »Ale to mi najwięcej przydawa żałości,

    »To mi wszytek smak bierze, że kwiat mej młodości

    4015

    »Ladajako i w marnem tracę próżnowaniu,

    »Tyjąc, jako wieprz jaki, w tem tu poimaniu.

    »Sława mojego rodu brzmi tak, jako trzeba,

    »Prawie po wszytkiem świecie i dosięga nieba,

    »Którejbym ja też mógł mieć jaką odrobinę,

    4020

    »Kiedybym wżdy nawiedzić mógł moję rodzinę.

    64

    »Zda mi się, że mi krzywdę nieba uczyniły,

    »Że mnie do tak nikczemnych posług obróciły,

    »Jako ten, co więc konia obraca do stada,

    »W którem się lub chromota lubo insza wada

    4025

    »Lub ślepota najduje, że musi w pokoju

    »Gnuśnieć i surowego zapominać boju.

    »I życzę sobie śmierci, kiedym tak zrzucony

    »Z nadzieje, abym kiedy miał wyniść z tej strony«.

    65

    Tu Gwidon potem przestał i złorzeczył dniowi,

    4030

    Puściwszy wodze swemu wielkiemu gniewowi,

    W którem zwycięstwa przeciw dziesiątkowi dostał

    I rycerzów i dziewic i tam panem został.

    Astolf się nie chciał dać znać i stał utajony

    Tak długo, aż beł z wielu znaków upewniony,

    4035

    Że mu tak, jako Gwidon mówił, beł powinny

    Syn zacnego Amona i ten, a nie inny.

    66

    Potem mu, nie tając się więcej, odpowiedział

    I jako beł brat jego tak blizki, powiedział

    I wielką mu uprzejmość i chęć pokazował

    4040

    I w głowę go, nie bez łez, kilkakroć całował.

    »Nie mogłać — prawi — matka na szyi zostawić

    »Pewniejszych znaków, które miały cię objawić;

    »Bo żeś z naszej krwie poszedł, twoje obyczaje,

    »Twoje serce i męstwo twoje cię wydaje«.

    67

    4045

    Gwidon, który gdzie indziej byłby beł wesoły,

    Nalazszy tam tak blizkie swoje przyjacioły,

    Z smętną twarzą Astolfa w tem miejscu przyjmował

    I że się tam z niem trapił, niezmiernie żałował.

    Jeśli sam żyw zostanie, więźniem będzie drugi,

    4050

    Do czego już kres, tylko przez noc, tak niedługi;

    Jeśli też Astolf zginie, zabiją samego:

    Tak dobre tego jest złe wyraźne drugiego.

    68

    Żal mu k temu, że inszy rycerze koniecznie,

    Jeśli wygra, więźniami zostać muszą wiecznie;

    4055

    Ale jeśli też w onem pojedynku zginie,

    Po staremu nieszczęsnych niewola nie minie.

    Bo jeśli je z jednego błota wyjmie snadnie,

    Kiedy zaś do drugiego przydzie, także wpadnie.

    Darmo nad niem Marfiza otrzyma wygraną,

    4060

    Bo zginie, a ci przedsię w niewolej zostaną.

    69

    Z drugiej strony wiek młody, rozkwitły i owa

    Ludzkość, grzeczność i wielka dzielność Gwidonowa

    Tak serce towarzyszów wszytkich przeraziły

    I Marfizę takową litością ruszyły,

    4065

    Że jem przyszła ich wolność prawie do wzgardzenia,

    Kiedy jej mieć nie mogą bez jego zginienia;

    I jeśli go Marfiza musi zabić, krzywa[267]

    Tak się rozumie, że być sama nie chce żywa.

    70

    I mówi Gwidonowi: »Pospołu pójdziemy

    4070

    »I gwałtem z tego miejsca wszyscy wynidziemy«.

    On jej na to: »Niemasz tu ucieczki nadzieje:

    »Na śmierć tu tylko samę dają przywileje«.

    Ona zaś: »O co jeno kiedy się pokuszę,

    »Zawżdy skończę w tej sprawie, zawsze sobie tuszę;

    4075

    »A pewniejsza się droga stąd uść nie najduje

    »Krom tej, którą mi sama szabla ukazuje.

    71

    »Takem na placu twego męstwa doświadczyła,

    »Żebym się o więtszą rzecz z tobą pokusiła;

    »Przeto jutro chcę, kiedy niewiasty się znidą

    4080

    »Na plac patrzyć na nasz bój i na ganki wnidą,

    »Abyśmy na nie z każdej uderzyli strony,

    »Lubo będą uciekać lub czynić obrony,

    »I żebyśmy ich trupy źwierzom zostawili

    »I ptakom tego miejsca i miasto spalili«.

    72

    4085

    Gwidon jej zasię na to: »Ja w każdej potrzebie

    »Gotowem być i umrzeć zawsze podle ciebie;

    »Ale stąd żywo wyniść daremnie myślemy:

    »Dosyć na tem, że się wżdy cokolwiek pomściemy.

    »Często dziesięć tysięcy na plac się zjeździwa[268]

    4090

    »Złych białychgłów, a czasem i więcej ich bywa;

    »Tyle drugie zostaje tych, które pilnują

    »Zamku, portu i które ma murach wartują«.

    73

    »Niech ich będzie tak wiele — Marfiza odpowie —

    »Jako mieli ludzi swych z Kserksesem Persowie,

    4095

    »Albo tak wiele, jako było pozmiatanych

    »Z nieba pokus[269], na męki do piekła skazanych:

    »Jeśli ty będziesz ze mną, a przynajmniej z niemi

    »Nie będziesz, jam gotowa bić się ze wszytkiemi

    »I wiem, że ich pobiję«. — Gwidon zaś: »Ja powiem

    4100

    »Jeden sposób, przez który ujdziem z całem zdrowiem,

    74

    »Jeden ten tylko sposób, jeśli nam wynidzie[270]

    »I jeśli jakie znaczne nieszczęście nie przydzie:

    »Nikomu się krom niewiast do morza nie godzi

    »Chodzić z miasta; jeśli kto ukradkiem wychodzi,

    4105

    »Gardłem bywa karany i dlatego muszę

    »Zwierzyć się tego jednej z tych niewiast i tuszę,

    »Że mię pewnie nie wyda, bom nieraz miłości,

    »Nierazem jej ku sobie doznał życzliwości.

    75

    »I wiem to, że i ona ma tę dobrą wolą

    4110

    »Zdjąć ze mnie i tak ciężką i brzydką niewolą,

    »Spodziewając się, żeby sama ze mną żyła

    »I żeby towarzyszek inszych swych pozbyła.

    »Ta, kiedy ciemne mroki poczną następować,

    »Każe po cichu dobrą fustę nagotować,

    4115

    »Którą naszy żeglarze i w żagle ubraną

    »I w wiosła, kiedy będzie potrzeba, zastaną.

    76

    »Za mną, w kupę ściśnieni wszyscy marynarze,

    »Wszyscy rycerze, wszyscy kupcy i żeglarze,

    »Którzyście się dziś w dom mój teraźniejszej chwili,

    4120

    »Za co niechaj wam będzie dzięka, zgromadzili,

    »Pójdziecie i drogę mi będziecie torować,

    »Jeśliby nas kto myślił wściągać i hamować;

    »Tak za pomocą mieczów, ujźrzawszy pogodę,

    »Pewienem, że was z miasta bezpiecznie uwiodę«.

    77

    4125

    »Ty czyń, co chcesz — odpowie Marfiza surowo —

    »Ja wiem, że sama przez się stąd ujadę zdrowo,

    »I pierwej ujźrzysz wszytkie te larwy niewieście

    »Pobite od mej ręki, które są w tem mieście,

    »Niżbym krok na zad stąpić albo uciec miała,

    4130

    »Lub jaki znak po sobie strachu pokazała.

    »Chcę stąd wyniść, chcę za dnia i chcę tylko gwałtem

    »I mniemam, iż sromota wyniść inszem kształtem.

    78

    »Kiedyby mnie niewiasty, żem dziewką, poznały,

    »Wiem to pewnie, żeby mnie barzo szanowały,

    4135

    »I wiem, żeby mi z sobą wszytkie były rady

    »I wzięłyby mię w senat i do pierwszej rady;

    »Ale iżem pospołu z temi przyjachała,

    »Nie chcę, abym przywilej więtszy nad nie miała;

    »Błądby beł, kiedybym się sama wyzwoliła,

    4140

    »A tych drugich w niewolej ciężkiej zostawiłam.

    79

    Te i insze tam beły Marfizine słowa,

    Z których jawnie dawała znać cna białagłowa,

    Że się na towarzysze tylko oglądała

    I że się, bojąc się ich zawieść, hamowała,

    4145

    Że z pamiętnem znakiem swej śmiałości bez wieści

    Nie uderzyła zaraz na rodzaj niewieści;

    Dlatego na Gwidona onę rzecz puściła,

    Użyć drogi, co lepsza według niego była.

    80

    Wtem z Aleryą Gwidon, co wierniejszą żoną,

    4150

    Mówi i odkrywa jej sprawę umówioną.

    Nie trzeba mu jej było długo prosić; owa,

    Krótko mówiąc, nalazł ją, że była gotowa.

    Do morza wskok dla Justy w ciemne mroki poszła

    I złoto i swe skarby co lepsze wyniosła,

    4155

    Zmyślając, skoroby dzień swojemu woźnicy

    Febus kazał wieźć na świat, wyniść na zdobyczy.

    81

    Ale pierwej, niżli się do morza wybrała,

    W pałacu miecze, tarcze i zbroje zebrała,

    Które na się żeglarze, kupcy obłóczyli,

    4160

    Którzy na poły nadzy[271] i bezbronni byli.

    Jedni spali, a drudzy straż odprawowali

    I miedzy się odmienne prace podzielali,

    Co raz patrząc, jeśli się niebo czerwieniało

    Na wschód słońca i jeśli świtać poczynało.

    82

    4165

    Jeszcze beł, wyjeżdżając z morza, pan światłości

    Nie rozegnał, jak trzeba, mroków i ciemności,

    Dopiero Arktofilaks[272] od północnej strony

    Orać pługiem poczynał niebieskie zagony,

    Kiedy niewieście gminy on plac napełniły,

    4170

    Aby na koniec boju strasznego patrzyły,

    Jako więc napełniają pszczoły ule swoje,

    Kiedy na wiosnę nowe rozczynają roje.

    83

    W bębny, trąby i surmy uderzyć kazały,

    A dźwięki się nakoło wszędzie rozlegały,

    4175

    Dawając znać, aby się wrócił, Gwidonowi

    I koniec rozczętemu dał pojedynkowi.

    Już stali pogotowiu Akwilant z Gryfonem,

    Ubrani w świetne zbroje, i Astolf z Gwidonem,

    Sansonet i Marfiza; ci konno, a owi

    4180

    Inszy pieszo, do przyszłej potrzeby gotowi.

    84

    Kto chciał z pałacu morza i portu dojachać,

    Musiał koniecznie poprzek przez on plac przejachać;

    Żadnej drogi, lub długiej lub krótkiej, nie mieli

    Nad tę, co od Gwidona już wszyscy wiedzieli.

    4185

    Który, skoro swych zagrzał słowy przystojnemi,

    Ruszył się od pałacu cicho ze wszytkiemi

    I na plac, gdzie niewiasty stały w onej dobie,

    Wjachał śmiele, mając ich coś nad sto przy sobie.

    85

    Zbyt spiesznie towarzysze swe Gwidon prowadził,

    4190

    Aby ich beł co pręcej z bramy wyprowadził;

    Ale wielki tłum niewiast, które stały wkoło,

    Wszytek zbrojny, począł mu zachodzić na czoło.

    Mniemały, widząc, kiedy inszych wiódł za sobą,

    Że chciał uciec i z bramy wypaść oną dobą;

    4195

    I łuki wszytkie razem ku niem nałożyły

    I tę stronę, gdzie mieli wypaść, zastąpiły.

    86

    Gwidon i inszy wszyscy i mężna dziewica

    Wpadła na nie tak, jako przemorzona lwica.

    Bijąc, siekąc i koląc, długo się silili,

    4200

    Aby żelazne wrota u bramy wybili;

    Ale tak wielki beł tłum niewieści u brony,

    Że strzały szły, jako deszcz; ten srodze zraniony,

    A ten zabity leży, że nakoniec w onej

    Potrzebie bardzo blizko już beli straconej.

    87

    4205

    Jeszcze dobrze, że zbroje mieli doskonałe,

    Że wżdy piersi za niemi zachowali całe.

    Pod Sansonetem dzielny koń poległ, zabity,

    Pod Marfizą padł, spisem[273] przez szyję przebity,

    A wtem książę angielskie sam rzecze do siebie:

    4210

    »A ja w jakiej swej trąby użyję potrzebie?

    »Spatrzę, kiedy miecz mało sprawił, jeśli mogę

    »Trąbą samą rozczętą ubezpieczyć drogę«.

    88

    Jako się we złem razie każdy więc ratuje,

    Jako może, tak Astolf trąbę w czas wyjmuje

    4215

    I przykłada do gęby: dźwięki straszne wstają,

    Które ziemię i morze i niebo mieszają;

    Wszytek świat drży, lud, srogiem strachem przerażony,

    Chcąc uciekać, na sobie pada obalony,

    Niewiasty od bojaźni z teatrum spadają

    4220

    I swojej bramie więcej obrony nie dają.

    89

    Jako wielką bojaźnią ludzie przerażeni,

    Kiedy już ogień wszytkie opanował sieni

    I wszytek dom nakoło, w ten czas, kiedy spali

    I dzienny trud i troski we śnie umarzali,

    4225

    Biegając i tam i sam i nie wiedząc dziury

    Do ucieczki, spadają i z okien i z góry:

    Tak na on czas niewiasty z teatrum spadały

    I przed straszliwem dźwiękiem wszytkie uciekały.

    90

    Uciekały tam i sam przed dźwięki strasznemi:

    4230

    Na górze i na dole, pełno ich na ziemi;

    Jest ich przez tysiąc w bramie, co się uprzedzają

    Do wyścia i same się przez się powalają.

    W takiem wielkiem nacisku ta żywota strada,

    Ta z okna, a ta z ganku wysokiego spada;

    4235

    Ta rękę, owa nogę, a ta szyję łamie,

    Ta zdycha, ta już zdechła, a ta tylko chramie.

    91

    Wrzask wylęknionych niewiast płacz i narzekanie

    Aż do nieba sięgało i wielkie wołanie.

    Gdziekolwiek dźwięk dochodzi, tłuszcza, pełna trwogi,

    4240

    Jako nadalej niesie ukwapliwe nogi.

    Ale się nie dziwujcie, że w tej mieszaninie

    Małe serce widzicie i strach w podłem gminie:

    Wiecie, że przyrodzenie stworzyło zające

    Zawżdy lękające się, zawżdy się bojące.

    92

    4245

    Ale co mi o mężnej Marfizie rzeczecie?

    Co o Gwidonie Dzikiem rozumieć będziecie?

    Co i o Sansonecie, co o drugich owych

    Rycerzach wielkich, syniech Oliwijerowych?

    Nie baliby się byli pierwej sta tysięcy,

    4250

    A teraz uciekają jako ród zajęcy,

    Jako króliki, jako gęłębie na ciszą,

    Kiedy grzmot jaki blizki i kołat usłyszą.

    93

    Tak swem jako i obcem dźwięk i moc wadziła,

    Co z uczarowanego rogu wychodziła;

    4255

    Ucieka za Marfizą Sansonet z Gwidonem,

    Za Gwidonem Akwilant pospołu z Gryfonem.

    Ale ich wszędzie ściga i dosięga w uszy

    Dźwięk, który strach przynosi wylęknionej duszy.

    Astolf biega po mieście, a u gęby trzyma

    4260

    Swoję trąbę i coraz barziej ją nadyma.

    94

    Ta do morza, ta w góry wielkie w one czasy,

    Ta bieży i kryje się miedzy gęste lasy;

    Niektóre tak się były z strachu zapomniały,

    Że nie oglądając się, pięć dni uciekały,

    4265

    Niektóre rozbiegszy się, z wielkiemi pochopy

    Z mostów na dół spadały w głębokie przykopy.

    Uprzątnął rynki, domy, kościoły, że mało

    Albo raczej nic w mieście niewiast nie zostało.

    95

    Marfiza spół z Gwidonem i bracia rodzeni

    4270

    I Sansonet, okrutnem strachem przerażeni,

    Uciekali do morza prosto, a za niemi

    Kupcy i marynarze z inszemi wszytkiemi,

    Gdzie była Alerya fustę[274] zgotowała

    Między dwiema zamkami i męża czekała;

    4275

    Na którą, skoro wpadli, z portu poszli nagle,

    Na wodę wiosła, na wiatr wyciągnąwszy żagle.

    96

    Wszytko miasto angielskie książę i przedmieście

    Przebieżał aż do morza; ale i po mieście

    I w porcie wszytkie próżne ulice zostały:

    4280

    Niewiasty się pokryły i pouciekały.

    Beły i te, co z wielkiej bojaźni uchody[275]

    Obracały w plugawe miejsca i wychody;

    Drugie się wpław na morze głębokie puściły,

    Nie wiedząc, gdzie się podzieć i w niem się topiły.

    97

    4285

    Astolf, jako się było rzekło między niemi,

    Spodziewał się u portu potrafić[276] z swojemi.

    Około siebie wszędzie wkoło upatruje,

    Ale brzeg tylko pusty, bez ludzi najduje;

    Patrzy dalej i ujźrzy daleko od brzegu

    4290

    Towarzystwo płynące swoje w pełnem biegu;

    Widzi, że już brać musi przed się inszą drogę,

    Kiedy fusta odeszła w onę wielką trwogę.

    98

    Ale dajmy mu pokój; niechaj zdrowy jedzie

    Tam, gdzie go jego wola i chęć iego wiedzie.

    4295

    Nie bójcie się oń, że sam ma tak wielką drogę

    Odprawić przez pogańskie kraje, bo was mogę

    Upewnić, że z najwiętszych niebezpieczeństw drogiem

    I z najwiętszych złych razów wyńdzie swojem rogiem,

    A puśćmy się za jego wciąż towarzyszami,

    4300

    Co morzem uciekają, ujęci strachami.

    99

    Kiedy się oddalili, płynąc w pełnem biegu,

    Od niepobożnej ziemie, od srogiego brzegu

    Tak daleko, że ich już więcej nie dochodził,

    Już jem więcej straszliwej trąby dźwięk nie szkodził,

    4305

    Tak ich hańba i ona sromota bolała,

    Że jem twarz wstydem, jako od ognia, pałała;

    Nie śmieją na się pojźrzeć, tylko smętni stoją,

    Nic nie mówiąc, choć się już niczego nie boją.

    100

    Tem czasem stary szyper swej drogi pilnuje,

    4310

    Bieżąc morzem Egejskiem i Rod zostawuje;

    Widzi Cypr i sto wysep, kryjących się z głową

    Niebezpieczną — Maleą[277] marynarze zową —

    I temże wiatrem dobrem jadąc od Maleej,

    Widzi kryjący mu się kraj greckiej Moreej[278];

    4315

    Puszczając Sycylią, przez Tyreńslde morze

    Przy brzegach włoskiej ziemie słone wody porze.

    101

    Na ostatek do Luny szczęśliwie przyjachał,

    Gdzie beł żony i swojej czeladzi odjachał;

    I wysiadł na brzeg, Bogu dziękując, że wody

    4320

    Morskie przebył bez jakiej znacznej swojej szkody.

    Tam francuskiego szypra jednego zastali,

    Który radził rycerzom, aby z niem jachali.

    Tegoż dnia się puścili w drogę do Francyej

    I wkrótce dojachali pięknej Marsyliej.

    102

    4325

    Bradamanta na ten czas w tem kraju nie była,

    Która miastem i wszytkiem powiatem rządziła;

    By była, pewnieby ich beła na swem chlebie

    Potrzymała czas jaki w gościnie u siebie.

    W tę prawie, kiedy z morza wysiedli, godzinę

    4330

    Marfiza cnych rycerzów czterech i drużynę

    I Gwidonową przytem żonę pożegnała

    I na szczęście się w drogę osobną udała,

    103

    Mówiąc, że nie przystało ani się godziło,

    Aby w kupie tak wiele rycerzów jeździło,

    4335

    A że źwierze i ptastwa bojaźliwe rady,

    Wróble, szpacy, jelenie, sarny chodzą stady;

    Ale mężni sokoli i śmiali orłowie,

    Niedźwiedzie i zubrowie, lwi i tygrysowie

    Bez towarzystwa, sami chodzą i latają,

    4340

    Bo niczyjej pomocy potrzeby nie mają.

    104

    Ale inszy rycerze na tem nie przestali,

    Aby się z towarzystwa beli rozjachali,

    I tak samej Marfizie jednej w one czasy

    Przyszło jachać przez puszcze, przez góry, przez lasy,

    4345

    Bitszem się obrócili gościńcem z Gryfonemy

    Białem czarny Akwilant, Sansonet z Gwidonem,

    Aż do jednego zamku nazajutrz przybyli,

    W którem chętnie przyjęci do noclegu byli.

    105

    Chętnie, ile znać beło po zwierzchniej postawie,

    4350

    Ale w sercu niechętnie i zbyt niełaskawie,

    Bo pan onego zamku, co jem chęć pokazał,

    Zmyślał wszytko i skutkiem inaczej ukazał;

    Od którego na łóżku beli poimani,

    Kiedy spali, po przykrem trudzie spracowani,

    4355

    I nie pierwej ich puścił, aż przysiądz musieli,

    Że pewnie jego prawo zachowywać mieli.

    106

    Ale się wolę jemi w inszy czas zabawić,

    A teraz chcę zuchwałą Marfizę odprawić.

    Druencę[279] i z Sekwaną Rodan przejachała

    4360

    I w dolinę wesołą pod górą wjachała;

    I ujźrzy nad potokiem bystrem w czarne szaty

    Ubraną białągłowę, już podeszłą laty,

    Długą drogą i długiem chodem utrudzoną,

    Ale barziej żałością jakąś utrapioną.

    107

    4365

    Ona to baba, która z zbójcami mieszkała

    I co w lesie w jaskiniej jem posługowała,

    Gdzie się, jeśli pomnicie, bom Już śpiewał o tem,

    Jako Bóg chciał, trafił beł Orland grabia potem.

    Teraz bojąc się śmierci, nie śmiała odkrycie[280]

    4370

    Dać się znać dla przyczyny, którą usłyszycie,

    I nie gościńcem, ale ścieszkami jeździła

    Ustronnemi, aby gdzie poznaną nie była.

    108

    Za obcego żołnierza po zbroi, po stroju

    Rozumiała Marfizę; dlatego w pokoju

    4375

    W miejscu stała nad wodą ani uciekała,

    Jako przed znajomemi więc zawżdy czyniała[281];

    I owszem z śmiałą dosyć i bezpieczną[282] twarzą,

    Nie pomniąc, że niecnoty takie wszędzie karzą,

    Nad pięknem się potokiem tam zastanowiła,

    4380

    Gdzie Marfiza jachała, którą pozdrowiła.

    109

    Potem jej wielką prośbą zła baba poczęła

    Prosić barzo, aby ją na koń za się wzięła

    I przez potok przeniosła. Marfiza, co była

    Dziwnie ludzka, tak, jako chciała, uczyniła

    4385

    I owszem ją za siodłem miała dobrą chwilę

    I niosła ją przez błota więcej, niżli milę,

    Przez błota, przez kamienie, aż się jem udała

    Droga dobra, na której rycerza potkała.

    110

    On rycerz beł bogato ubrany i strojny,

    4390

    Na koniu miał drogi rząd, sam beł wszytek zbrojny;

    Do onej także rzeki jachał, z jednej strony

    Od lokaja, od paniej z drugiej prowadzony.

    Pani, którą miał z sobą, miała dość gładkości,

    Ale niemniej niewdzięku, pychy i hardości,

    4395

    Wzrzedna[283] jakaś i przykra i godna onego

    Rycerza, co ją z sobą prowadził, swojego.

    111

    Chcecie wiedzieć, kto to beł, na drodze potkany?

    Był to grabia magancki, Pinabel nazwany,

    Co niedawno w jaskinią Bradamantę wprawił

    4400

    I mało jej zły człowiek żywota nie zbawił.

    One łzy, one jego tak ciężkie wzdychanie,

    One skargi, one tak wielkie narzekanie

    Wszytkie były dla tej to, z którą teraz jachał,

    A przedtem czarnoksiężnik z nią mu beł ujachał.

    112

    4405

    Ale skoro on pałac starego Atlanta

    Zniosła i obróciła w niwecz Bradamanta,

    Bradamanta przez męstwo i swoje dzielności,

    Że każdy mógł iść, gdzie chciał, dostawszy wolności,

    Ona, co się już beła stawiła powolną

    4410

    Grabi Pinabellowi, teraz będąc wolną

    I swobodną, do niego znowu się wróciła

    I od zamku do zamku sobie z niem jeździła.

    113

    A jako zrzędna zawsze i bezpieczna była,

    Skoro jeno Marfizę mężną obaczyła,

    4415

    Za siodłem u niej szpetną, starą sarnę[284] widząc,

    Poczęła babę drażnić, śmiejąc się i szydząc.

    Marfiza, z którą było trzeba postępować

    Obyczaj nie i z którą źle było żartować,

    Odpowiedziała paniej, gniewem zapalona,

    4420

    Że jej baba piękniejsza była, niżli ona,

    114

    A że to rycerzowi jej pokazać chciała;

    Ale to sobie u niej pierwej wymawiała:

    Jeśli z siodła wysadzi jej rycerza, aby

    Ona dała swe szaty i konia dla baby.

    4425

    Pinabel, który się bał hańby i sromoty,

    Kiedyby się beł z onej wymówił roboty,

    Tarcz bierze, koń obraca i z złożonem drzewem

    Naprzeciwko Marfizie bieży z wielkiem gniewem.

    115

    Marfiza także mężna drzewo swe złożyła

    4430

    I Pinabella prawie w czoło uderzyła

    Tak, że spadł ogłuszony i ledwie do siebie

    W dobrą godzinę przyszedł po onej potrzebie.

    Cna Marfiza zarazem onej młodej paniej

    Zwierzchnie szaty i spodnie, które beły na niej,

    4435

    Zewlec z siebie koniecznie zarazem kazała,

    Które tamże plugawej babie darowała,

    116

    Kazawszy jej, aby się ze swoich zewlokła,

    A w te, bojem nabyte, aby się oblokła;

    I na konia ją potem onego wsadziła,

    4440

    Na którem młoda pani dopiero jeździła.

    Tak z nią dalej jachała baba, im strojniejsza

    I im piękniej ubrana, tem dobrze szpetniejsza.

    Trzy dni z sobą jachały, ale nic takiego

    Nie trafiło się jem tam pisania godnego.

    117

    4445

    Czwartego dnia, gdy sobie powoli jachały,

    Rycerza, który wielkiem cwałem biegł, potkały.

    Chcecie wiedzieć, kogo to? — Powiem wam: Zerbina,

    Króla cnego szockiego jedynego syna,

    Przykład rzadkiej ludzkości i wielkiej dzielności,

    4450

    Który się gryzł sam w sobie od wielkiej żałości,

    Że się nie mógł nad jednem pomścić, dla którego

    Nie mógł sprawić pewnego dzieła pobożnego.

    118

    Zerbin długo biegając daremnie po lesie,

    Szukał swojego zdrajcę pilnie w onem czesie;

    4455

    Ale on tak gnał dobrze i tak wczas uprzedził,

    Że go zacny królewic szocki nie dopędził,

    Bo i lasem się ukrył i mgłą, która była

    W on czas światło słoneczne z rana zasłoniła.

    Gonił Zerbin tak długo, aż mu z oczu zginął

    4460

    I aż go gniew, którem był zagrzany, ominął.

    119

    Choć się gniewał, gdy babie Zerbin wejźrzał w oczy,

    Począł się śmiać do zdechu onej szpetnej mocy[285].

    Różna mu się daleko stara twarz widziała

    Od szat, które na sobie szpetna baba miała,

    4465

    I Marfizie, co obok z nią jedzie, powiada:

    »Pewnieć ta twoja panna kłopotu nie zada,

    »Mój cnotliwy rycerzu: założę się drogo,

    »Że ktoćby jej miał zajźrzeć, nie najdziesz nikogo«.

    120

    Jako zmarski[286] i szpetna gęba wydawała,

    4470

    Laty zeszłemi z starą Sybillą zrównała;

    Zdała się własną małpą zamorską, ubraną

    Dla śmiechu i uciechy w suknią szachowaną.

    A tem szpetniejsza była, im barziej pałała

    »Gniewem, który z wściekłego oka wymiatała.

    4475

    Bo nic przykrszego[287] nad to niemasz białejgłowie,

    Jako, gdy ją kto szpetną lub starą nazowie.

    121

    Ukazała Marfiza z twarzy, że jej było

    Wrzkomo o one żarty na niego niemiło,

    I rzecze: »Moja panna więcej ma gładkości,

    4480

    »Więcej gładkości, niż ty masz w sobie ludzkości;

    »I rozumiem, że zmyślasz, bo to, widzę, umiesz:

    »Insze mówisz, a insze na sercu rozumiesz

    »I nie chcesz do niej widzieć wrzkomo jej gładkości,

    »Abyś przez to wymówić mógł swe nikczemności.

    122

    4485

    »Coćby to beł za rycerz, któryby tak młodą,

    »Tak gładką, tak nadobną, tak piękną urodą

    »Widząc w tak małem poczcie w polu i na stronie,

    »Nie chciał jej sobie dostać, nie chciał się bić o nię?«

    »Tak wam z sobą przystoi — Zerbin na to powie —

    4490

    »Że was szkoda rozłączać, a też wierz mej mowie,

    »Nie tak nieobyczajny, nie takem surowy,

    »Abym ci ją miał odjąć: miej ją sobie zdrowy.

    123

    »Ale jeśli się ze mną darmo chcesz kosztować

    »I jakie serce, jaką siłę mam, sprobować,

    4495

    »Sam gotów; ale o tę nie chcę z tobą boju,

    »Już ją sobie tak sam miej bez zwady w pokoju:

    »Lubo gładka lub szpetna, niech z tobą zostawa,

    »Niech się przez mię tak wielka przyjaźń nie rozstawa.

    »Prawieście się zgodzili: jako ta gładkości,

    4500

    »Tak wiele pewnieć i ty masz w sobie śmiałości«.

    124

    »A tak — rzecze Marfiza — atoż musisz dusznie

    »Wziąć ją sobie ode mnie, bo czynisz niesłusznie,

    »Że widząc ją tak gładką, tak barzo niebogę

    »Przecię ganisz, czego ja wycierpieć nie mogę«.

    4505

    Królewic na to rzecze: »Ja mam za szaleństwo

    »Wdać się we zły raz jaki i niebezpieczeństwo

    »Dla zwycięstwa takiego, co zwyciężcy szkodzi,

    »A zwyciężonemu się na siła przygodzi«.

    125

    Marfiza zaś: »Jeślić się nie zda to podanie,

    4510

    »Insze podam, a słuszna, abyś przypadł na nie:

    »Jeśli ty mnie zwyciężysz, czemu ja nie tuszę,

    »W jawnem boju, ja ją wziąć i otrzymać muszę;

    »Jeśli ja zasię ciebie, ty także wzajemnie,

    »Choćbyś nie rad, musisz ją gwałtem wziąć odemnie;

    4515

    »A zdarzyli się zbić cię i z siodła wysadzić,

    »Będziesz ją winien wszędzie, gdzie zechce, prowadzić«.

    126

    »Więc tak« — odpowie Zerbin i ostrogą kole

    Konia, aby się rozwiódł i aby wziął pole,

    I na strzemionach z lekka w siodle wyniesiony

    4520

    I w się, aby nie chybił, wszytek zgromadzony,

    Bieżąc we wszytkiem skoku, kopią Marfizę,

    Tak jako beł wymierzył, ugodził w paiżę[288],

    Bez skutku, a sam od niej tak beł uderzony,

    Że na ziemię wnet z siodła wypadł, ogłuszony.

    127

    4525

    Barzo królewicowi to beło niemiło,

    Któremu się to przedtem nigdy nie trafiło,

    Który inszych tak wielu zbił z koni w potrzebie

    I zawsze to za wielką hańbę miał u siebie;

    Stał żałosny, do ziemie spuściwszy źrenice,

    4530

    Tem więcej, kiedy wspomniał na swe obietnice,

    Na obietnice, które takie były, aby

    Nigdziej nie odstępował złej, mierzionej baby.

    128

    Marfiza się do niego wróci w onej dobie

    I rzecze mu, śmiejąc się: »Trzymajże ją sobie,

    4535

    »A im ją być piękniejszą widzę i najduję,

    »Tem się więcej, że twoją zostawa, raduję.

    »Ty miasto mnie jej odtąd będziesz bojownikiem,

    »Ty obrońcą w przygodzie, w drodze przewodnikiem

    »Z tej umowy, która się między nami stała,

    4540

    »Abyś ją tam prowadził, kędy będzie chciała«.

    129

    Nie czeka odpowiedzi, ale konia kole

    I bieży dobrem cwałem do lasa przez pole.

    Zerbin, który rozumiał, że to rycerz jaki,

    Mówi do starej baby: »Niech wiem, kto to taki?«

    4545

    Zła, niecnotliwa baba, co dobrze wiedziała,

    Że się stąd miał barziej gryźć, tak odpowiedziała:

    »Nie rycerz to, masz wiedzieć: dziewica to była,

    »Która z tobą goniła i z konia cię zbiła.

    130

    »Ta kopiej i tarcze i zbroje używa

    4550

    »Jako inszy żołnierze; w ten kraj, sławy chciwa,

    »Niedawno aż od wschodu słońca przyjachała,

    »Aby się z francuskiemi pany skosztowała«.

    Zerbin stąd tak sromotę niewymowną czuje,

    Że nie tylko twarz wstydem rumianem farbuje,

    4555

    Ale tak się w sobie gryzł i tak się frasował,

    Iż ledwie się sam wszytek krwią swą nie farbował.

    131

    Wsiada na koń, żałosny i ufrasowany

    O to, że lepiej konia nie ściskał kolany.

    Śmiejąc się sama w sobie, baba nie przestawa

    4560

    Drażnić go i więtszej mu żałości przydawa,

    Wspomina mu umowę i ślub obiecany.

    Zerbin, który zna, że jej jest obowiązany,

    Spuszcza uszy, jako koń utrudzony z drogi,

    Co ma w gębie wędzidło, u boku ostrogi.

    132

    4565

    I wzdychając zbyt ciężko, sam mówi do siebie:

    »Jakiż to, o fortuno, frymark zły u ciebie!

    »Wzięłaś mi tę, co wiecznie ze mną mieszkać miała,

    »Z którą gładkość na świecie żadna nie zrównała,

    »A tęś mi, abyś się mnie natrapiła jeszcze,

    4570

    »Na moję więtszą żałość dała na jej miejsce;

    »Lepiej beło daleko w pierwszej szkodzie zostać,

    »Niż frymarku tak barzo nierównego dostać.

    133

    »Ta, co równia[289] nie miała urodą, gładkością,

    »Obyczaj mi pięknemi, cnotą i wdzięcznością,

    4575

    »Utopiona na morzu — niestetyż mnie! — ryby

    »I głodne swojem ciałem pasie wieloryby!

    »A tej, co już miała być dawno roztoczona

    »Od robaków pod ziemią i w proch obrócona,

    »Dwadzieściaś lat, niż trzeba, więcej przyczyniła,

    4580

    »Abyś mię w żałość więtszą i w mękę wprawiła!«

    134

    Tak w on czas mówił Zerbin i tak się frasował

    I postawą nie mniejszą żałość ukazował

    Z onej swojej zdobyczy nowo nalezionej,

    Aniż z swojej kochanej dziewki utraconej.

    4585

    Baba, która Zerbina przedtem nie widziała,

    Z tych mów, które od niego na on czas słyszała,

    Postrzegła, że to ten beł, o którem czas pewny

    Od pięknej galicyjskiej słyszała królewny[290].

    135

    Szła na on czas, jeśliście tej nie zapomnieli

    4590

    Historyej, którąście niedawno słyszeli,

    Z jaskiniej, w której po swem miłem w narzekaniu.

    Izabella u zbójców była w poimaniu;

    Nie raz, nie dwa i nie trzy jej więc powiadała,

    Jako z miłej ojczyzny od ojca zjachała

    4595

    I jako się beł okręt z nią rozbił, a ona

    U Rocelle na bacie była wysadzona.

    136

    Tak dobrze Zerbinowę twarz wymalowała,

    Tak jego obyczaje babie opisała,

    Że teraz, kiedy mu się z blizka przypatrzyła

    4600

    I słyszała go mówiąc[291], tem go osądziła,

    Dla którego w jaskiniej ustawnie wzdychała

    Izabella, co o to barziej narzekała,

    Że swojego miłego Zerbina straciła,

    Niż o to, że u zbójców w poimaniu była.

    137

    4605

    Baba słuchając w on czas Zerbinowej mowy,

    Kiedy ciężko narzekał żałosnemi słowy,

    Widziała, że rozumiał, że jego zginęła

    Izabella i w morzu pewnie utonęła;

    I aby mu pociechy nie dać, choć wiedziała

    4610

    O wszytkiem, ni o czem mu powiedzieć nie chciała;

    Z tem się, co mu ma przynieść radość, nie odzywa,

    A to tylko, z czego ma żal wielki, odkrywa.

    138

    »Słuchaj — pry[292] — co to sobie szydzisz i szpaczkujesz[293]

    »I ze mnie sobie żarty i śmiechy najdujesz,

    4615

    »Byś to wiedział, co ja wiem o twej ulubionej,

    »Której ty co dzień płaczesz, jako już straconej,

    »Bełbyś krótszy[294]; lecz wolę, że mi utniesz szyję

    »Albo mię w sztuki zrąbiesz, niż ci to odkryję;

    »Gdzie, kiedybym u ciebie w szanowaniu była,

    4620

    »Wszytkobym ci to była podomno odkryła«.

    139

    Jako złajnik[295], który się na złodzieja miece

    I od wielkiego gniewu ledwie się nie wściecze,

    Uspokoi się zaraz i gniewy porzuci,

    Skoro mu trochę chleba lub sera podrzuci:

    4625

    Tak się szocki królewic udał do pokory

    I gniewy swe ubłagał[296] i porzucił spory,

    Pragnąc, aby mu wszytko wyraźnie odkryła,

    O czem mu trochę tylko baba natrąciła.

    140

    I łagodnemi słowy, pełen wielkiej trwogi,

    4630

    Przez ludzie ją, przez wszytkie poprzysięga bogi

    I prosi jej pokornie, aby powiedziała,

    Lubo źle lubo dobrze, co o niej wiedziała.

    »Nie usłyszysz nic — powie baba niecnotliwa —

    »Czembyś się miał ucieszyć; to rzecz nieprawdziwa,

    4635

    »Aby miała utonąć: Izabella żywię,

    »Ale tak, że umarłem zajźrzy niewątpliwie.

    141

    »W tych dniach, jakoś nic o niej nie słyszał, bez mała

    »Nie dwudziestom się w ręce nieboga dostała;

    »Co mniemasz, co rozumiesz, jeśli jej dostaniesz,

    4640

    »Jeśli przydzie do ręku, jako ją zastaniesz?«

    O mierziona, plugawa babo! czemu żujesz[297]

    O cnej dziewce i szczere fałsze wynajdujesz?

    Sama wiesz, że choć w ręku u dwudziestu była,

    Mieszkając tam, czystości swej nie utraciła.

    142

    4645

    Pytał jej cny królewic, kędy ją widziała

    I jako dawno, ale nie odpowiedziała

    I nie chciała kłamliwa i zła białogłowa

    Do swojej pierwszej mowy przyczynić i słowa.

    Pierwej z nią mów łagodnych używał i prośby,

    4650

    Potem jej groził szyję uciąć; ale groźby

    I prośby próżne beły: tak się usadziła,

    Tak uparła, że słowa ani przemówiła.

    143

    A widząc, że onego szpetnego stworzenia

    Nie mógł pożyć, uciekł się Zerbin do milczenia;

    4655

    Ale się tak o ono, co słyszał, frasował,

    Że sercu swemu w piersiach miejsca nie najdował.

    Tak swej dziewki, o której ustawicznie myślił,

    Pragnął szukać, żeby się dla niej nie rozmyślił

    Skoczyć w najwiętszy ogień; ale żadną miarą

    4660

    Nie mógł przed oną sprosną czarownicą starą.

    144

    Wie, co przyrzekł Marfizie, i tak to przez lasy,

    To przez góry, gdzie chciała, jachał w one czasy.

    Ale ani do siebie słowa przemówili

    Ani na się wejźrzeli, aż w drodze trafili

    4665

    Rycerza o tej dobie, kiedy południowi

    Słońce tył obróciwszy, szło ku wieczorowi;

    Ten jem przerwał milczenie ono — ale o tem

    W drugiej pieśni odemnie usłyszycie potem.

    Koniec pieśni dwudziestej.

    XXI. Pieśń dwudziesta pierwsza

    Argument

    Aby bronił Gabryny, podobnej do żmije,

    4670

    Wielką złością Zerbin się pojedynkiem bije;

    I tak dla onej sprosnej maszkary raniony

    Hermonid spadł na ziemię, z siodła wysadzony;

    Który potem powiada wszytkie Zerbinowi

    Obrazy przeciwko niej swe królewicowi,

    4675

    Skąd ją ma w nienawiści więtszej; wtem się wraca

    I konia tam, gdzie słyszy krzyk wielki, obraca.

    Allegorye

    4677

    W tej pieśni dwudziestej pierwszej i wszędzie, gdzie jeno mówi o niepobożnej Gabrynie, jest przykład złej i niecnotliwej niewiasty, która żadnem dobrodziejstwem zwyciężona być nie może. W Filandrze zasie mamy przykład prawdziwego i szczerego przyjaciela i jeśliby kto widząc, jak Filander niesłusznie cierpi więzienie od przyjaciela Argeusa, i potem, jak otruty od niecnotliwej baby, wpadł w jaką wątpliwość o sprawiedliwości i opatrzności Bożej, ten niechaj raczej stąd się w tem utwierdzi, że jest drugi żywot po śmierci ciał naszych, w którem Bóg sprawiedliwy daje godne karanie za złe uczynki i godną nagrodę za dobre tem, którzy jej tu na tem świecie nie odnieśli.

    Skład pierwszy

    Nie tak mocno ciężkich bel[298] powrozy ściskają

    Ani tak mocno sęki drzewa się trzymają,

    4680

    Jako wiara, kiedy się w człowieku najduje,

    Mocnem węzłem szlachetne serce opasuje.

    Stądże starzy inaczej nie opisowali,

    Inaczej świętej wiary nam nie malowali,

    Jeno w rąbek odzianą[299]; bo kiedyby miała

    4685

    Jednę piegę na ciele, szpetnąby została.

    2

    Wiara i słowo ma być zawsze dotrzymane,

    Lub tysiącowi zaraz lub jednemu dane

    Tak na lesie, na polu ustronnem, w pustyniej,

    Daleko od wielkich miast i wsi, tak w jaskiniej,

    4690

    Jako na trybunalech, jako przed księgami,

    Gdzie się ludzie twardemi wiążą zapisami;

    Słowo, gdy je kto komu da, ma być ważniejsze,

    Niż przysięgi, zapisy niżli namocniejsze.

    3

    Ta wiara i to słowo, od Zerbina dane,

    4695

    Widzicie, jako było Marfizie trzymane,

    Które, jako poważał, lepszego nie mogę

    Dowodu naleźć nad ten, że swą własną drogę

    Porzucił w on czas, a z tą jachał, co mu była

    Tak, jako wrzód lub jaka choroba niemiła;

    4700

    Ale więcej w niem mogła jego obietnica,

    Niż ta, co go gdzie indziej ciągnęła, tęsknica.

    4

    Jużem powiedział, jako niewidomem psował

    Serce żalem i jako gryzł się i frasował

    O to, że ją miał z sobą, więc jako milczeli,

    4705

    Jadąc z sobą, i patrzać sobie w twarz nie chcieli;

    1tom powiedział, jako beło rozerwane

    Ich milczenie, gdy Febus koła spracowane

    Ostatnie ukazował światu, od jednego,

    Co je na drodze potkał, rycerza błędnego.

    5

    4710

    Zarazem beł od baby on rycerz poznany,

    Olander[300] Hermonides[301] imieniem nazwany,

    Hermonides, który tarcz wszytkę uczernioną,

    A na niej za herb poprzek strefę miał czerwoną.

    Poznawszy go, pierwszy gniew i pychę złożyła

    4715

    I mową i postawą pokornie prosiła

    Zerbina, aby się jej ziścił w obietnicy,

    Którą świeżo uczynił walecznej dziewicy.

    6

    On rycerz beł jej w głowę i jej narodowi[302]

    Nieprzyjaciel, jako to potem Zerbinowi

    4720

    Powiedziała; ojca jej zabił niewinnego

    I brata, krom którego nie miała inszego;

    Potem na to się udał, na to się usadził,

    Aby ostatek tej krwie zgubił i zagładził.

    »Nie bój się, nie lękaj się!« — Zerbin do niej rzecze —

    4725

    »Pókiś jest w mojej straży i w mojej opiece«.

    7

    Skoro się Hermonides w sprosnej i brzydliwej

    Twarzy z blizka obejźrzał baby niecnotliwej,

    Zawoła na Zerbina fukliwemi słowy:

    »Albo się bij albo tej odstąp białejgłowy,

    4730

    »Aby tak, jako godna, jako zasłużyła,

    »Od moich ręku żywot brzydki położyła;

    »Chceszli się bić, zabiteś, jako co za krzywą[303]

    »I za rzecz się ujmujesz zbyt niesprawiedliwą«.

    8

    On ludzkie[304] odpowiada Hermonidesowi,

    4735

    Że to jest podła żądza, że się rycerzowi

    Takiemu, jako on beł, nie godzi na zdrowie

    Stać, lubo zła lubo dobra, żadnej białejgłowie;

    A że gotów, jeśli być nie może inaczej,

    Bić się z niem, jednak radził, aby tego raczej

    4740

    Zaniechał, ponieważby wielkiej się nabawił

    Hańby, gdzieby niewieścią krwią ręce splugawił.

    9

    Tak w on czas mówił Zerbin; ale to nie miało

    Miejsca, owo do rzeczy zgoła przyść musiało.

    A skoro z ogromnemi drzewy zajachali,

    4745

    Koniom przeciwko sobie wodze[305] wypuszczali.

    Jako więc wypadają w tryumfy puszczone

    Albo w jakie wesele race zapalone,

    Z takiem w on czas ich konie pędem wypadały

    I tak od zajachanych kresów wybiegały.

    10

    4750

    Hermonides poniżył i jako wymierzył,

    W prawy bok królewica przez paiż[306] uderzył;

    Ale się słabe drzewo w trzaski zgruchotało

    Tak, że nieobrażony Zerbin został cało.

    Drugiego uderzenie daremne nie było

    4755

    I tarcz sobie przeciwną drzewem przepędziło

    Tak, że na drugą stronę przez prawą przebity

    Łopatkę Hermonides spadł, z siodła wybity.

    11

    Mniemając, że go zabił, litością zmiękczony,

    Skoczył śpiesznie królewic z konia z lewej strony

    4760

    I odkrył mu z szyszaka twarz bladą, skoczywszy.

    Hermonides tak, jako ze snu ocuciwszy[307],

    Długo w niem utopiony wzrok trzymał bez mowy;

    Potem język rozwiązał i rzekł temi słowy:

    »Nie żal mi, żem od ciebie w boju pokonany,

    4765

    »Bo widzę, żeś jest rycerz jakiś zawołany.

    12

    »Tego dziwnie żałuję, iż za sprawą jednej

    »Białejgłowy zażywam tej boleści biednej,

    »Której żeś jest rycerzem, nie przystoi tobie:

    »Raczej zimny grób zaledz miałeś życzyć sobie.

    4770

    »Bo gdybyś wiedział sprawę, która mnie pod wodzi

    »Na pomszczenie i z której przyczyny się rodzi,

    »Nie jenobyś odpuścił gniewowi słusznemu,

    »Alebyś jeszcze pomógł sam ukrzywdzonemu.

    13

    »I jeślić tę będę mógł sprawę — bo co wiedzieć,

    4775

    »Jeśli żywy zostanę — wszytkę wypowiedzieć,

    »Pokażęć to na oko, że ta czarownica

    »Wierutna jest niecnota, zdrajczyna[308], złośnica.

    »Miałem brata jednego, który w swej młodości

    »Z Olandy[309], gdzie ojczyste mamy majętności,

    4780

    »Wyjachał i rycerzem beł od Heraklego

    »Uczyniony, na on czas cesarza greckiego.

    14

    »Gdzie potem przyjacielem serdecznem jednemu

    »Został dworzaninowi niedługo zacnemu,

    »Który miał jeden zamek mocny w serbskiej ziemi,

    4785

    »Obronny, opasany murami dobremi,

    »Nakoło miał wysoki parkan i wał nowy.

    »Argeus[310] beł nazwany mąż tej białejgłowy,

    »Którą on tak serdecznie, tak z dusze miłował,

    »Że w tej mierze z przystojnych kresów występował.

    15

    4790

    »Ale zła, niecnotliwa żona obrotniejsza,

    »Powienniejsza[311], niestalsza i niestateczniejsza,

    »Niżli od wiatru liście bite, kiedy lasy

    »Sucha jesień odziera i mróz z pierwszej krasy,

    »Serce, które do męża była obróciła

    4795

    »Zrazu czas jakikolwiek, prędko odmieniła

    »I ze wszytkiem staraniem na to się udała,

    »Aby za miłośnika brata mego miała.

    16

    »Nie tak Akrocerauńskie niepożyte skały[312]

    »Mocno stoją, kiedy w nie biją morskie wały,

    4800

    »I nie tak wielka sośnia odpiera srogiemu

    »Na Krępakowej górze wiatrowi wściekłemu,

    »Sośnia[313], która tak korzeń ma w ziemi głęboko,

    »Jako wierzch rozłożysty podnosi wysoko:

    »Jako odpierał, jako stał mocny, surowy

    4805

    »Brat na zapamiętałej żądze białejgłowy.

    17

    »A jako się śmiałemu trafia i przydawa,

    »Który szuka hałasu, a też go dostawa,

    »Raniono było brata onego mojego

    »Niedaleko od zamku Argeusowego;

    4810

    »Gdzie on, choć nie wezwany, często przemieszkiwał,

    »Lubo doma Argeus bywał lub nie bywał.

    »Tam sobie odpoczynąć myślił onej doby,

    »Ażby rany podgoił i wstał zdrów z choroby.

    18

    »A wtem Argeus, w domu zostawiwszy żonę,

    4815

    »Dla pewnej swej potrzeby jachał w cudzą stronę.

    »Zarazem niewstydliwa z bratem mojem mówić

    »Poczęła, chcąc go na zły uczynek namówić;

    »Ale on, który nie chciał u boku swojego

    »Dłużej mieć ani cierpieć bojca tak ostrego,

    4820

    »Przyjaźni Argeowi dotrzymać umyślił

    »I z dwojga złego mniejsze obrać się namyślił,

    19

    »Które było, aby swej tak dawnej zaniechał

    »Przyjaźni z Argeusem i stamtąd odjechał

    »W tak daleki kraj, żeby o niem nie wiedziała

    4825

    »Zła niewiasta i o niem więcej nie słyszała.

    »Ciężka mu się to zdała, ale już tak wolał,

    »Aby na złej niewiasty żądze nie pozwolał

    »I żeby zaś nie musiał tego Argeowi,

    »Co ją z serca miłował, odkryć, jej mężowi.

    20

    4830

    »Tak nie do końca jeszcze dobrze ozdrowiawszy,

    »W świetną się swoję zbroję zwyczajną ubrawszy,

    »Jachał z zamku, mając w tem umysł utwierdzony

    »Nie wracać się, póki żyw, nigdy do tej strony.

    »Ale mu zła fortuna tego zabroniła

    4835

    »I dobre jego żądze wniwecz obróciła.

    »Mąż się wtem z drogi wraca i srodze płaczącą

    »W domu żonę zastawa i narzekającą,

    21

    »Twarz upłakaną, włosy roztargane miała.

    »Pyta jej, o co się tak barzo frasowała,

    4840

    »A pyta nie raz, nie dwa, niż mu odpowiada,

    »Niż mu przyczynę smutku swojego powiada,

    »Na to się nasadziwszy, aby się pomściła.

    »Nad tem, od którego tak pogardzona była;

    »A właśnie tak przystało jej niestateczności

    4845

    »Odmienić w nagłe gniewy chęci i miłości.

    22

    »»Nakoniec, czemu grzech swój pokrywam — mówiła —

    »»Któregom w niebytności twej się dopuściła?

    »»Bo choćbym go przed wszytkiem światem chciała taić,

    »»Sumnieniu go mojemu nie mogę utaić;

    4850

    »»Bo dusza, która w brzydkiem grzechu się najduje,

    »»Taki żal i pokutę taką w sobie czuje,

    »»Żebym najwiętsze męki na ciele wolała

    »»Cierpieć i prędzejbym je podomno wytrwała.

    23

    »»Wiedz i ty o tem grzechu, jeśli zwać możemy

    4855

    »»Grzechem, co poniewolnie i przez gwałt czyniemy,

    »»A potem zaraz mieczem twem nieuproszonem

    »»Rozdziel niewinną duszę z ciałem splugawionem

    »»I zawrzy mi, proszę cię usilnie, na wieki

    »»Z twoich ręku bez wszelkiej litości powieki,

    4860

    »»Abych ich ustawicznie nizko nie trzymała

    »»I abych się wszytkiego świata nie sromała.

    24

    »»Twój towarzysz tak dawny, tak wielki, któremu

    »»Takeś ufał, gwałt ciału uczynił mojemu;

    »»I bojąc się, abyś się tego dowiedziawszy

    4865

    »»Odemnie, nie mścił na niem, jachał nie żegnawszy«.

    »Temi słowy złośliwej i przewrotnej żony

    »Tak beł przeciwko bratu jej mąż zakrwawiony,

    »Że zaraz jachał za niem, aby go dogonił

    »I zabił, lubo mu się bronił lub nie bronił.

    25

    4870

    »I jako ten, co kraju onego świadomy

    »I wszytkich dróg i ścieszek prostych beł wiadomy,

    »Brata, który beł chory i pomału jachał,

    »Powolej jadącego niedługo dojachał

    »I na ustronnem miejscu na niego się rzuca;

    4875

    »On niewinności swojej pilnie go naucza,

    »Wywodząc mu, że tego nie winien uczynku,

    »Ale próżno; koniecznie chce z niem pojedynku.

    26

    »Jeden beł zdrowy, duży i zbyt rozgniewany,

    »Drugi chory i słaby z niezgojonej rany,

    4880

    »Tak, że się mało bronić mógł Argeusowi,

    »Teraz głównemu swemu nieprzyjacielowi;

    »I tak nędzny Filander[314] niegodny onego

    »Nieszczęścia — to jest imię mego rodzonego,

    »O którem ci powiadam — w boju pokonany,

    4885

    »Od Argeusa w on czas został poimany.

    27

    »»Nie daj Boże, aby mię na to podwieść miała

    »»Żałość i krzywda, co mię od ciebie potkała,

    »»Abym cię, jakoś godzien, miał zabić, którego

    »»Miłowałem serdecznie od czasu dawnego,

    4890

    »»Chociaś mi to źle oddał — tak Argeus bratu

    »»Mówi — ale pokazać chcę wszytkiemu światu,

    »»Że jakom beł w miłości szczerszy i w przyjaźni,

    »»Takem i teraz nad cię lepszy w nieprzyjaźni.

    28

    »»I acześ[315] tego godzien, abym cię tu raczej

    4895

    »»Gardłem skarał, ale cię karać chcę inaczej«.

    »To rzekszy, dał z gałęzi mary na koń włożyć

    »I na nich nieszczęsnego młodzieńca położyć.

    »Tak beł, na poły martwy, do zamku niesiony

    »I do wieże oddany i na dno wsadzony,

    4900

    »Na więzienie, póki żyw, od niego skazany,

    »Złej niewiasty potwarzą szczerą pokonany.

    29

    »Tak jednak siedział, że krom odjętej wolności,

    »Że nie mógł nigdziej wyniść, wszytkie sposobności

    »I wszytkie miał dostatki; wszyscy go słuchali,

    4905

    »Wszyscy, co chciał — tak kazał Argeus — czyniali[316].

    »Ale chcąc po staremu zła żona swojemu

    »Zamysłowi uczynić dosyć bezecnemu,

    »Częstokroć do więzienia do niego chodziła,

    »Od którego złośnica klucz sama nosiła.

    30

    4910

    »I śmiałości, niż przedtem, więtszej używała

    »I ustawicznie brata mojego gabała[317].

    »»Coć — mówi do Filandra — ta twoja, nieboże,

    »»Wierność przeciw mojemu mężowi pomoże?

    »»O, jako cię wysokie czekają zdobyczy,

    4915

    »»Jako wielkie tryumfy, kiedy niewolniczy

    »»Żywot musisz prowadzić, kiedyć urągają

    »»Jako zdrajcy i wszyscy za tego cię mają!

    31

    »»Jakoby to z twem lepszem i uczciwem było

    »»Uczynić dla mnie chętnie to, co się mówiło!

    4920

    »»Barzo tak dobrze na cię, że ato nagrodę

    »»Masz swojego uporu, straconą swobodę?

    »»Jesteś teraz w więzieniu i bez wątpliwości

    »»Wiecznie będziesz, jeśli swej nie zmiękczysz twardości;

    »»Jeśli mi też będziesz chciał kwoli być, ja sprawię,

    4925

    »»Że cię z więzienia, że cię z osławy wybawię«.

    32

    »Odpowie jej: »Darmoś się na to nasadziła:

    »»Ja chcę, aby jaśniejsza wiara moja była

    »«Niżli słońce, choć taką w jasnej niewinności

    »»Nagrodę mam przeciwko wszelakiej słuszności.

    4930

    »»Niechaj mi urągają, byle mi sowito

    »»Po śmierci Bóg, któremu nic nie jest zakryto,

    »»Nagrodził to i każdy znał, że bez przyczyny

    »»Wszytko cierpię i okrom żadnej mojej winy.

    33

    »»Jeśli ma mało na tem Argeus gniewliwy,

    4935

    »»Niechaj mi zaraz weźmie ten żywot brzydliwy;

    »»Bo za to, da Bóg, w niebie nagrodę odniosę,

    »»Że za dobry uczynek karanie ponoszę.

    »»Może być, że Argeus obaczy się potem,

    »»Kiedy się duch rozdzieli z tem przykrem żywotem,

    4940

    »»I postrzegszy się w swojej omyłce i błędzie,

    »»Zmarłego towarzysza nieraz płakać będzie«.

    34

    »Tak co raz zła niewiasta Filandra gabała

    »I co raz się bez skutku od niego wracała.

    »Ale jej ślepa żądza, która po staremu

    4945

    »Chce dosyć zamysłowi czynić niezbożnemu,

    »Na pamięć sobie grzechy swe dawne przywodzi

    »I uważa, jeśli się z nich który przygodzi

    »Do teraźniejszej sprawy; o tysiącu myśli

    »Sposobów pierwej, niż się na który namyśli.

    35

    4950

    »Pół roka całe, jako u niego nie była,

    »Co przedtem ustawicznie do niego chodziła,

    »Że Filander rozumiał, że dawnych przestała

    »Swych zamysłów i więcej o niego nie dbała.

    »Ale fortuna właśnie, jakoby na zmowie,

    4955

    »Użyczyła pogody chytrej białejgłowie,

    »Że koniec z pamiętnem złem dała niezbożnemu

    »Zamysłowi, na straszny grzech odważonemu.

    36

    »Wielką z dawna nieprzyjaźń i niepojednany

    »Zaciąg miał pewny szlachcic, Morandus nazwany,

    4960

    »Z jej mężem i w niebytność jego tak beł śmiały,

    »Że na przepych[318] pojeżdżał aż pod same wały;

    »Ale kiedy beł doma, do zamku onego

    »Nie przybliżyłby się beł Argeusowego

    »Na dwie mili. On zmyśla, że uczynił Bogu

    4965

    »Ślub iść do Jeruzalem, do świętego grobu.

    37

    »I od wszytkich widziany, jawnie jedzie z domu

    »I głosy o tem wszędzie puszcza, a nikomu

    »Nie powierza się tego, okrom samej żony,

    »O jej wierze ku sobie będąc upewniony;

    4970

    »I wraca się do domu, gdy mrok świat okrywa,

    »I w nocy zawsze, we dnie nigdy w niem nie bywa;

    »I z odmiennemi znaki, gdy świt wstaje rany,

    »Wyjeżdża, od nikogo, z domu, nie widziany.

    38

    »Około zamku jeździ w te i owe strony,

    4975

    »Aby tak nieprzyjaciel beł ubezpieczony,

    »I potem oszukany jego niebytnością,

    »Podjeżdżał, jako beł zwykł, z tem większą śmiałością.

    »We dnie się w lesie kryje i tai na stronie,

    »A skoro Febus w morze wpędzi rącze konie,

    4980

    »Wraca się zaś do domu po cichu, od żony

    »Tajemną fórtą tyłem do zamku puszczony.

    39

    »Wszyscy sądzą, krom żony, że Argeus jachał

    »I że mil kilkadziesiąt od domu ujachał.

    »Ona wtem upatrzywszy czas prawie pogodny,

    4985

    »Do brata mego przydzie, uczynek niegodny

    »Chcąc popełnić, i twarz łzą zmyśloną oblewa

    »I daje znać, że z żalu wrzkomo nie omdlewa.

    »»Kto mię, prze Bóg! ratuje — tak bratu mówiła —

    »»Żebym sławy i mej czci wiecznie nie straciła?

    40

    4990

    »»Nie tylko mojej, ale i męża mojego,

    »»Który by tu beł teraz, uszłabym wszytkiego.

    »»Znasz Moranda i wiesz to, jako postępuje,

    »»Kiedy w domu małżonka mojego nie czuje;

    »»Ten, patrz, co mi wyrządza: co raz to prośbami,

    4995

    »»To na mię surowemi naciera groźbami

    »»I moich naprawuje, abym się skłoniła

    »»I na jego nieczyste żądze pozwoliła.

    41

    »»Iż wie, że mąż precz jachał i tak prędko z drogi

    »»Wrócić się swej nie może, urosły mu rogi

    5000

    »»I tak się zstał zuchwały i śmiały, że wczora —

    »»Jakie to bezpieczeństwo[319] jego! — wszedł do dwora.

    »»Ale przy Argeusa mojego bytności

    »»Nigdyby serca, nigdy nie miał z to śmiałości[320]

    »»I owszemby omijał — znasz dobrze człowieka —

    5005

    »»Na trzy mile i więcej te mury z daleka.

    42

    »»I o to, czego przedtem przez posły chciał po mnie,

    »»Śmiał mię sam w oczy prosić; i już beło o mnie

    »»Barzo źle, bo w tem takiej używał śmiałości,

    »»Żem mało nie odniosła wielkiej zelżywości.

    5010

    »»I jeno, żem go słowy pięknemi zbywała

    »»I na jegom pozwolić żądze obiecała,

    »»Gwałtemby beł otrzymał i wziął poniewolnie

    »»To, co sobie mieć tuszył z mych słów dobrowolnie.

    43

    »»Prawda to jest, żem mu być kwoli obiecała;

    5015

    »»Nie dlatego, abym mu słowa dotrzymała,

    »»Ale żebym mu mogła zbronić takiem kształtem

    »»Tego, coby beł sobie mógł w on czas wziąć gwałtem.

    »»W tem złem razie, krom ciebie, nikt mi nie pomoże,

    »»Inaczej nie tylko ja na czci — żal się Boże! —

    5020

    »»Ale i mój małżonek szwank weźmie, którego

    »»Miłujesz, jako mawiasz, nad siebie samego.

    44

    »»Jeśli mię nie ratujesz, twierdzę z każdej miary,

    »»Że tej, którą się chlubisz, niemasz w tobie wiary;

    »»Nie wzgląd na Argeusza żaden to sprawował,

    5025

    »»Którąś mi się ty tarczą zawżdy zastawo wał,

    »»Że u ciebie wzgardzona była prośba moja,

    »»Ale srogość i hardość i nieludzkość twoja;

    »»I co tego nie mógł nikt wiedzieć, teraz wszędzie

    »»Moja niecześć[321] po świecie rozgłoszona będzie.

    45

    5030

    »»Niepotrzeba tak długiej — brat rzecze — przemowy:

    »»Dla mego Argeusza jam wszytko gotowy

    »»Uczynić, jeno niech wiem, czego chcesz, bo jaki

    »»Byłem zawsze, tak teraz, chcę mu być jednaki.

    »»I chocia to, co cierpię, cierpię bez winności,

    5035

    »»Nie chcę go w tej winować niesprawiedliwości

    »»I owszem pójdę na śmierć chętnie kwoli jemu

    »»Przeciw memu losowi i światu wszytkiemu.

    46

    »»Tego — pry[322] — chcę, co mi cześć moja rozkazuje,

    »»Abyś tego zniósł, co mi na nię następuje;

    5040

    »»A nie bój się, bo cię w tem ubezpieczyć mogę,

    »»Żeć do tego ukażę niepochybną drogę.

    »»Obiecał się dziś do mnie, gdy mrok świat okryje,

    »»Jako trzeba, kiedy w noc zegar trzecią bije[323];

    »»I ma znak umówiony i hasło odemnie,

    5045

    »»Za którem go do siebie mam puścić tajemnie.

    47

    »»Ty nie tęskni i próżny wszelakiego strachu

    »»Bez świece i bez światła czekaj w mojem gmachu

    »»Dotąd, aż ci ode mnie wpół nagi[324] oddany

    »»I z jasnej będzie zbroje swojej rozebrany«.

    5050

    »Taką sztukę nad mężem swojem wyprawiła,

    »Aby tylko nieczystej żądzej dogodziła

    »Zła żona, jeśli tę zwać słusznie może[325] żoną,

    »A nie jędzą, dopiero z piekła wyprawioną.

    48

    »Skoro noc nastąpiła, z wieże wywiedziony

    5055

    »Filander, dobrą bronią od niej opatrzony,

    »Czekał, nie objawiony w komorze nikomu,

    »Tak długo, aż Argeusz wrócił się do domu.

    »Zstało się, jako chciała, bo rzadko chybiają,

    »Rzadko złe rady skutku swojego nie mają:

    5060

    »Zabił brat Argeusza, krótko powiadając,

    »Że nie Argeusz, ale Morand beł, mniemając.

    49

    »Uciął mu szyję z głową do jednego raza,

    »Bo hełmu i żadnego na sobie żelaza

    »Nie miał; tak gorzki koniec beł Argeuszowy

    5065

    »Z przyczyny niecnotliwej tej, złej białej głowy.

    »Ten go zabił, co o tem nie myślił i czemu

    »Nigdyby beł nie wierzył, i ten, co miłemu

    »Pomóc — o, rzadki przykład! — chcąc towarzyszowi,

    »Uczynił to, co czynią nieprzyjacielowi.

    50

    5070

    »Skoro nieszczęsny poległ Argeusz nieznany,

    »Filander miecz Gabrynie oddał krwią spluskany —

    »Tak zową te łotrynią, co się urodziła

    »Na to tylko, aby źle niecnota czyniła —

    »Co do tej doby zawsze o prawdzie milczała,

    5075

    »Filandrowi iść z świecą kazała do ciała

    »I tak mu ukazuje srodze zabitego

    »Męża a towarzysza jego tak miłego.

    51

    »Potem mu pocznie grozić, jeśli nie pozwoli

    »Na jej nieczyste żądze, jeśli umrzeć woli,

    5080

    »Że on mord wszytkiej swojej czeladzi objawi,

    »Którego się nie może zaprzeć, i to sprawi,

    »Że będzie jako zdrajca i zbójca skarany

    »I na śmierć z jego wieczną sromotą podany,

    »Przypominając często w onej swojej mowie,

    5085

    »Aby dbał o uczciwe, gdy nie dba o zdrowie.

    52

    »Skoro swój błąd obaczył Filander strapiony,

    »Wielkiem żalem na smutnem sercu przerażony,

    »Pierwszą tkniony wściekłością, zabić ją zamyślał,

    »I chwilę przywątpliwszy, na to się namyślał;

    5090

    »I jeno, że mu rozum wystawił na oczy,

    »Że beł w nieprzyjacielskiem domu bez pomocy

    »I bez broni, wielkiemi ujęty gniewami,

    »Kąsałby ją beł w sztuki podomno zębami.

    53

    »Jako okręt na morzu wielkiem w niepogody,

    5095

    »Gdy przeciwne dwa wiatry biją słone wody,

    »Który, gdy go od siebie jeden gwałtem pędzi,

    »Drugi go zaś do kresu pierwszego przypędzi,

    »I od sztaby do rufy[326] od obu miotany,

    »Od możniejszego bywa nakoniec pognany:

    5100

    »Tak Filander w dwu myśli społem rozdwojony,

    »Na on czas na mniej gorszą został odważony.

    54

    »Wie, jeśli się zamkowej czeladzi odkryje

    »Mężobójstwo i on mord, że pozbędzie szyje;

    »Lecz to mniejsza, bo na śmierć poszedłby ochotny,

    5105

    »Ale go boli koniec szpetny i sromotny.

    »Czasu nie ma, aby się namyślił powolej,

    »I tak musi pić gorzki kielich poniewolej;

    »Na ostatek więcej mógł strach w myśli troskliwej,

    »Niż gniew i upor na śmierć niewiasty złośliwej.

    55

    5110

    »Onej śmierci sromotnej tak w niem beł strach tęgi

    »Że nie jednę i nie dwie i nie trzy przysięgi,

    »Ale tysiąc uczynił być kwoli Gabrynie,

    »Żeby zdrów mógł uść stamtąd w onejże godzinie.

    »Zła niewiasta nieczystem żądzom koniec dała

    5115

    »I z zamku z niem pospołu cicho ujachała.

    »Tak się Filander wrócił z nią do Olandyej,

    »Zostawiwszy po sobie złą sławę w Grecyej.

    56

    »Ale mu w sercu został stroskanem wyryty

    »Jego miły przyjaciel, tak głupie[327] zabity,

    5120

    »Za którego na swój żal i wielką tęsknicę

    »Frymarkiem wziąć Medeą musiał okrutnicę;

    »I jeno, że go wielka przysięga trzymała,

    »Zabiłby ją beł pewnie, bo go tak mierziała,

    »Tak się ją barzo brzydził, zostawszy jej mężem,

    5125

    »Jako jaką gadziną albo jakiem wężem.

    57

    »Nikt nie widział, aby się miał śmiać; wszytkie słowa

    »Żałosne, każda była smętna jego mowa.

    »Wzdychał zawsze, od żalu tak opanowany,

    »Że z niego beł Prestes własny, na przemiany

    5130

    »Od piekielnych jędz biczem sieczony troistem,

    »Kiedy matkę swą zabił pospołu z Egistem,

    »Mając mord popełniony ustawnie przed sobą,

    »Że nakoniec legł, wielką złożony chorobą.

    58

    »Kiedy zła nierządnica potem obaczyła,

    5135

    »Że była Filandrowi brzydka i niemiła,

    »Pierwszej chęci i pierwszej płomienie miłości

    »Obraca w gniew, w nienawiść i w srogie wściekłości

    »I takie serce bierze przeciw Filandrowi,

    »Jakie miała na on czas przeciw Argeowi:

    5140

    »Chce i myśli koniecznie tak, jako pierwszego,

    »Zgładzić z świata i tego małżonka drugiego.

    59

    »I nalazła doktora prawie do tej sprawy

    »Sposobnego, łakomcę, co z cudzej naprawy

    »Lepiej ludzie zabijać umiał truciznami,

    5145

    »W czem beł mistrzem, niżli je leczyć syropami.

    »Niedługo się okrutna jędza targowała

    »I więcej jeszcze, niż chciał, dać mu obiecała,

    »By tylko tak on trunek lekarski przyprawił,

    »Żeby jej niewdzięcznego Filandra pozbawił.

    60

    5150

    »I jam sam beł i inszych ludzi wiele przy tem,

    »Kiedy doktor z napojem przyszedł jadowitem,

    »Zalecając lekarstwo swoje, że skoroby

    »Wypił je, miał wstać prędko Filander z choroby.

    »Wtem Gabryna na zdradę udała się nową

    5155

    »Pierwej, niż mąż receptę wypił doktorową,

    »Aby tego, co to sam mógł wiedzieć, straciła,

    »Abo żeby umownej summy nie płaciła.

    61

    »»Prawie w ten czas, gdy kubek dawał Filandrowi,

    »»Zawściągnąwszy mu rękę, rzekła doktorowi:

    5160

    »»Nie dziwuj się, że się bać o małżonka muszę,

    »»Którego tak miłuję, jako własną duszę;

    »»I dla tego wolę być pewna, że tem twojem

    »»Nie zawadzisz mu barziej jakiem złem napojem.

    »»Przeto lepiej, doktorze, że go wprzód skosztujesz,

    5165

    »»A dopiero uwierzę, że go nie zepsujesz«.

    62

    »Co rozumiesz, jako beł starzec pomieszany,

    »W onem niebezpieczeństwie tak nagłem zastany!

    »Czas go krótki tak ścisnął barzo w onej dobie,

    »Że się nie mógł namyślić, co miał obrać sobie?

    5170

    »Nakoniec, aby nie beł barziej podejźrzany,

    »Od Gabryny, co tego chciała, pilnowany,

    »Wypił jadowitego napoju dostatek;

    »Potem go wziął Filander i wypił ostatek.

    63

    »Jako jastrząb, co w nodze trzyma uchwyconą

    5175

    »Kuropatwę i już ją chce jeść oskubioną,

    »Od nieobyczajnego wyżła bywa zbity

    »I pokarm, prędkiem piórem, upuszcza, zdobyty:

    »Tak doktor, na zysk wszytek bezecny udany,

    »Nalazł, kiedy nie myślił, wstręt niespodziewany.

    5180

    »Rzadki przykład łakomstwa i mało wiadomy;

    »Bodaj taką zapłatę brał każdy łakomy!

    64

    »Sprawiwszy tę robotę lekarz niecnotliwy,

    »Porwał się i do domu chciał iść ukwapliwy,

    »Aby jakie potężne lekarstwo zgotował

    5185

    »I już zarażonego serca wskok ratował;

    »Ale go mężobójca[328] żona zatrzymała

    »I od męża chorego odejść mu nie dała.

    »»Postój — pry[329] — aż lekarstwo, surowe z początku,

    »»Skutek jaki ukaże, strawione w żołądku«.

    65

    5190

    »Kręci się i aby mógł na czas odejść, prosi,

    »Lecz żadnego w swej prośbie skutku nie odnosi;

    »A czując swą śmierć blizką i już słabe siły

    »I jadem zarażone niemal wszytkie żyły,

    »Namyślił się nam, cośmy tam beli, objawić

    5195

    »Wszytkę rzecz, z której się ta nie umiała sprawić;

    »I tak, co inszem często dobry doktor czynił,

    »To sobie na ostatek samemu uczynił.

    66

    »Taka w on czas doktora potkała zapłata:

    »Prędko potem za duszą poszedł mego brata.

    5200

    »My, cośmy to od starca przez on czas słyszeli,

    »Jako żyw beł po bracie, i śmierć ich widzieli,

    »Poimaliśmy ten źwierz srogi w one czasy,

    »Sroższy wszytkiego źwierza, co go mają lasy,

    »I do więzieniaśmy ją ciemnego oddali

    5205

    »I na śmierć, jakiej godna, ogniową skazali«.

    67

    Tak mówił Hermonides nie bez utrapienia

    I chciał jeszcze powiedzieć, jako się z więzienia

    Wykradła, ale nie mógł dla zbyt słabej siły

    I dla krwie wypuszczonej z obrażonej żyły.

    5210

    Wtem jego dwaj lokaje gałęzie złożyli,

    Ucięte tamże w lesie, i nosze zrobili,

    Na które go włożyli, jak na jakie mary,

    Bo inaczej iść stamtąd nie mógł z żadnej miary.

    68

    Z Hermonidesem Zerbin wymówek używał

    5215

    I wielką swoję żałość z tego ukazywał,

    Że go obraził, kiedy z niem kopią gonił;

    Ale to czynił, aby swej baby obronił,

    Tak, jako rycerzowi przystało dobremu,

    Wiarę i słowo swoje uważającemu,

    5220

    Ponieważ beł obiecał, kiedy jej opieka

    Nań padła, od każdego bronić jej człowieka.

    69

    Ale jeśli do posług jakich go chce użyć,

    Aby mu co rozkazał, gotów mu jest służyć.

    Hermonides to tylko chce mieć, a nie więcej,

    5225

    Aby się ze złą rozprzągł niewiastą co pręcej,

    Pierwej, niżli co pocznie przeciw niemu knować,

    Czegoby potem nigdy nie mógł wyżałować.

    Gabryna w ziemię patrzy w onej ich rozmowie:

    »Trudno przeciwko prawdzie« powiada przysłowie.

    70

    5230

    Pojachał stamtąd szocki królewic, gdzie chciała,

    Gdzie mu zła, niecnotliwa baba rozkazała,

    Złorzecząc jej cały dzień, sam w sobie strapiony,

    Że dla niej cny jest rycerz od niego raniony.

    Teraz skoro się onych jej niecnót dowiedział

    5235

    Od tego, który wszytko, jako trzeba, wiedział,

    Co się ją przedtem brzydził, co jej nierad widział,

    To jej teraz tak, jako węża, nienawidział.

    71

    Patrzyć na nię nie może, lecz niemniej i ona

    W złej wolej być od niego nie chce zwyciężona.

    5240

    Jeśli jej nienawidzi, jeśli jej on łaje,

    Ona mu to oboje sowito oddaje;

    Serce jadem nadęte i wściekłością miała,

    Która się jej przez oczy i twarz wydawała.

    W takiej chęci i w takiej zgodzie onem czasem

    5245

    Jachali z sobą wespół pewnem wielkiem lasem.

    72

    Wtem wieczorem usłyszą niedaleko drogi

    Tenten[330] jakiś, wołanie, kołat i krzyk srogi

    I dźwięki ciężkich razów, nieomylne znaki,

    Że tam zwada albo bój beł straszliwy jaki.

    5250

    Królewic chcąc się z blizka przypatrzyć wszytkiemu,

    Wypuścił w tamtę stronę koniowi rączemu,

    Gabryna za niem — ale w drugiej pieśni pocznę

    O tem śpiewać, a teraz niech sobie odpocznę.

    Koniec pieśni dwudziestej pierwszej.

    XXII. Pieśń dwudziesta wtóra

    Argument

    Astolf najduje pałac starego Atlanta,

    5255

    Psuje zamek i więźnie puszcza; Bradamanta

    Z Rugierem się poznawa, od którego zbici

    Byli z koni rycerze czterej znamienici,

    Kiedy się z nią pośpieszał pospołu jednego

    Wybawić z srogiej śmierci rycerza błędnego,

    5260

    Który miał być o pewny uczynek spalony;

    Pinabella zabija dziewica z Dordony.

    Allegorye

    Ta dwudziesta i wtóra pieśń jest pełna wszędzie pięknych i dziwnych przypadków. Trąba Astolfowa, którą mu Logistylla darowała, ukazuje zwykłą moc swoję przeciwko czarom. Pinabel trwając w swej przyrodzonej złości, postanowia i wnosi niecnotliwy zwyczaj odzierać białegłowy i rycerze, którzy imo jego zamek jeźdżali, gdzie poznany nakoniec od Bradamanty, bierze ostatnie karanie za wszytkie swoje niecnoty. Rugier nie chcąc używać w skutku tarczy uczarowanej, aby stąd nie nabył przygany, zarzuca ją w studnią, gdzie potem siła ludzi ladajakich daremnie szukać jej przychodzi.

    1. Skład pierwszy

    Piękne panny i panie, stwierdzone w stałości,

    Co przestawacie tylko na jednej miłości,

    5265

    Acz wiem, że takich tak jest mało miedzy wami,

    Żeby je podomno mógł policzyć palcami,

    Nie przypisujcie tego, proszę, mojej winie,

    Żem tak ostry w słowach beł przeciwko Gabrynie,

    I jeśli jeszcze muszę jej sprawy złośliwe

    5270

    Lżąc obmawiać i serce, niecnót różnych chciwe.

    2

    Gniewacie się snać na mię o nię, jako słyszę;

    Jam nie krzyw: taka właśnie była, jako piszę,

    Ale przeto nie tracą swojej czci cnotliwe

    I zacne białegłowy, które nic niekrzywe.

    5275

    Że Judasz Mistrza przedał, to namniej Piotrowi

    Wadzić nie może ani świętemu Janowi;

    I Hipermnestra[331] w swej czci i chwale została,

    Chocia tak wiele złych sióstr i przewrotnych miała.

    3

    Za jednę, co się słusznie gani i szkaluje,

    5280

    Kiedy ta historya tego potrzebuje,

    Sto inszych tak czcić będę i chwalić bez końca,

    Że ich cnoty jaśniejsze zawżdy będą słońca.

    Ale się do swej prącej różnej wrócić muszę,

    Która się wam podobać będzie, jako tuszę.

    5285

    Śpiewałem o Zerbinie, który w onem czesie

    Skoczył na krzyk i na dźwięk, który słyszał w lesie.

    4

    Na ciasną ścieszkę między dwa pagórki wjachał,

    Skąd głos słyszał, i tylko mało co ujachał,

    Ujźrzał w ciasnej dolinie wtem nieznajomego

    5290

    Rycerza leżącego, srodze zabitego.

    Kto to był? — powiem potem, a teraz zostawię

    Francyą, a do wschodnich krajów się wyprawię

    Szukać cnego Astolfa, który się już wracał

    Ku domowi i konia na zachód obracał.

    5

    5295

    Pomnicie, żem go odszedł i zostawił w mieście

    Złych, srogich żon, gdzie rządy kwitnęły niewieście,

    I jako stamtąd jachał, napełniwszy srogiem

    Strachem gmin wszytek swojem sczarowanym rogiem,

    Więc, jako towarzystwo jego wzniosło żagle

    5300

    I od brzegu sromotnie ujachało nagle;

    Dalej jadąc, powiadam, że koniem nawrócił,

    1 do ormiańskiej ziemie stamtąd się obrócił.

    6

    Śpieszniej jadąc, za kilka dni beł w Natolijej[332],

    Gdzie się udał gościńcem wielkiem do Brusyej[333];

    5305

    Stamtąd kończąc swą drogę, do morza przyjachał,

    Przez które przeprawiony do Tracyej jachał;

    Z Tracyej nad Dunajem potem prostą drogą

    Przez Węgry, a tak dobrze konia kłuł ostrogą,

    Że mniej, niż za dwadzieścia dni, Morawę minął,

    5310

    Czechy i Frankonią i kraj, gdzie Ren płynął.

    7

    Przejachał przez Ardenny las do Akwisgrany[334],

    Więc potem do Brabantów[335], gdzie już spracowany

    We Flandryej wsiadł w okręt, na morzu tak mocne

    I tak potężne wiatry zastawszy północne,

    5315

    Że w południe z daleka obaczył Anglią,

    Którą starzy pisarze zwali Brytanią;

    Dalej koniem tak śpiesznie jachał, że w Londynie

    Tegoż dnia o wieczornej właśnie beł godzinie.

    8

    Tu słyszy, że król Otton stary cesarzowi

    5320

    Na pomoc i na odsiecz poszedł Paryżowi

    I że za niem przedniejszy wszyscy wyjeżdżali,

    Którzy sławę i wiarę świętą miłowali.

    On się zaraz namyśla jachać do Francyej

    I w porcie u Tamiza wsiada i z Angliej

    5325

    Pod pełnemi wyjeżdża skwapliwy żaglami

    I do Kalesu każe obracać sztyrami.

    9

    Wiatrek, który z początku lekki beł i mały,

    Kiedy się okręt puszczał miedzy morskie wały,

    Coraz więtszy i coraz potężniejszy wstaje,

    5330

    Nakoniec tak mocno dmie, że mu szyper łaje;

    Łaje szyper, bo widzi, że okręt wywróci,

    Jeśli przeciwko niemu rufy nie obróci.

    Bieżą po grzbiecie morskiem rączo prostą drogą,

    Gdzie wiatr każe, kiedy iść, tam gdzie chcą, nie mogą.

    10

    5335

    Raz się w prawą, drugi raz w lewą obracają,

    Jako chcą srogie wiatry, co morzem władają;

    Na ostatek od lądu idąc w pełnem biegu,

    Uchwycili się blizko Rotomagu[336] brzegu.

    Astolf na Rabikana siodło, na się zbroję

    5340

    Kładzie, na bok broń zwykłą przypasuje swoję

    I w dalszą drogę jedzie, mając on u siebie

    Róg, który stał za tysiąc człowieka w potrzebie.

    11

    I przyjachał pod wzgórek jeden położysty,

    Gdzie obaczył zdrój piękny, jasny, przeźroczysty,

    5345

    Właśnie o tej godzinie, właśnie o tem czasie,

    Kiedy się bydło więcej na trawie nie pasie,

    Ale w chłody ucieka; i znojem strapiony

    I pragnieniem, zdjął sobie z głowy hełm stalony

    I swego Rabikana u drzewa jednego

    5350

    Uwiązawszy, poszedł pić do zdroju onego.

    12

    Jeszcze się beł nie napił Astolf upragniony,

    Kiedy wieśniak, który beł w lesie utajony,

    Wypadł z chróstu i wodze[337] odwiązał koniowi

    I wsiadszy nań, ujeżdżał na niem ku domowi.

    5355

    Usłyszy on zgiełk Astolf i głowę od wody

    Podnosi i widome widzi swoje szkody;

    I nie pijąc, rad nierad, źrzódło zostawuje

    I swojego złodzieja goni i szlakuje.

    13

    On wieśniak nie we wszytkiem biegu w on czas bieżał,

    5360

    Boby go beł Astolfus pewnie nie dobieżał;

    Ale to wściąga, to wódz koniowi popuszcza,

    I to cwałem, to się zaś kłosem sporem puszcza.

    Na ostatek po długiem bieganiu po lesiej

    W pole wyszli i tam się zeszli w onem czesie,

    5365

    Gdzie było moc rycerzów, wegnanych czarami,

    Co bez więzienia byli więcej, niż więźniami.

    14

    Do pałacu wielkiego wpadł wieśniaczek młody

    Na koniu, który z wiatry mógł biegać w zawody.

    Astolf za niem z daleka bieży przez zagony,

    5370

    Hełmem, zbroją, orężem inszem obciążony.

    Nakoniec i on sam wbiegł; tu dopiero zginął

    Ślad, którem szedł, bo wieśniak daleko wyminął;

    Nie widzi go, nie widzi Rabikana więcej,

    Bieży przecię, by wściekły, co może naręcej.

    15

    5375

    I tam i sam wartuje[338] po budownem dworze,

    Po salach i po izbach, po każdej komorze,

    Bez pożytku, i już go poczyna nadzieja

    Opuszczać, aby naleźć miał swego złodzieja.

    Nie wie, gdzie mu skrył konia, konia tak rączego,

    5380

    Że na świecie nie było bez chyby rętszego;

    Tak on cały dzień strawił, bez skutku szukając,

    Tam i sam z góry na dół nakoło biegając.

    16

    Na ostatek, bieganiem wielkiem spracowany,

    Postrzegł się, że on pałac beł uczarowany,

    5385

    I wspomniał sobie książkę, co mu była dała;

    Logistylla w Indyej, kiedy go żegnała,

    Książkę, co w niwecz wszytkie obracała czary,

    Że nikomu nie mogły wadzić z żadnej miary;

    W tę wejźrzawszy, w regestrze nalazł napisano,

    5390

    Na której karcie szukać według liczby miano.

    17

    Szeroko książka pałac on opisowała

    I sposób zaraz kładła i ukazowała,

    Jako od czarownika więźniowie zamknieni

    Mieli być od Astolfa zaraz wyzwoleni,

    5395

    I że pod pałacowem progiem beł zawarty

    Jeden zły duch, piekielny — tak mówiły karty —

    I skoroby z progu beł kamień obalony,

    Miał zniknąć, w lekkie dymy pałac obrócony.

    18

    Nauczywszy się z księgi Astolf dostatecznie

    5400

    O wszytkiem, chce do skutku onę rzecz koniecznie

    Przyprowadzić, nie widząc u wrót żadnej straży,

    I schyla się, chcąc patrzać, jako marmur waży.

    Skoro Atlant obaczył ręce wyciągnione,

    Aby jego nauki były znieważone,

    5405

    Bojąc się tego, co być może, z inszej miary,

    Nowe gusła i nowe obraca nań czary.

    19

    Uczynił to djabelstwem, że się zdał od tego,

    Czem beł, daleko różny, odjąwszy od niego

    Własną postać: temu się zda olbrzym, a temu

    5410

    Zbrojny rycerz z surową postawą owemu.

    Każdy w tej właśnie widzi postaci Anglika,

    Jako w lesie Atlanta widział czarownika.

    Wszyscy się na Astolfa razem obracali,

    Aby to, co jem beł wziął kuglarz, odzyskali.

    20

    5415

    Mężny Rugier i śmiały Gradas i Iryldus,

    Przesławna Bradamanta, Brandymart, Prasyldus,

    I inszy cni rycerze w nowy błąd wpadali

    I chcąc Astolfa zabić, mieczów dobywali.

    On, od wszytkich nakoło zewsząd obstąpiony,

    5420

    Wspomniał sobie na swój róg, nieraz doświadczony;

    I by beł nie zatrąbił, pewnie żeby byli

    Na onym miejscu cnego rycerza zabili.

    21

    Ale skoro jeno róg do gęby przyłożył

    I dźwięk straszny wypuścił, tak wszytkich potrwożył,

    5425

    Że w zawód uciekali, by gołębie w ciszą,

    Kiedy więc wystrzeloną rusznicę usłyszą.

    Ale i czarnoksiężnik niemniej potrwożony

    I na sercu niezmiernem strachem pomrożony,

    Zbladł na twarzy i jako nadalej uchodzi,

    5430

    Aż tam, gdzie go dźwięk strasznej trąby nie dochodzi.

    22

    Uciekł sam strażnik, wszyscy uciekli więźniowie,

    Oni tak sławni, oni tak wielcy mężowie,

    Naostatek i konie powrozy porwały

    I za swojemi pany różnie[339] uciekały.

    5435

    Szczurek i biedna kotka w domu nie została:

    Tak straszliwy głos trąba ogromna puszczała.

    I Rabikan chciał uciec, ale poimany

    Był od pana i znowu w stajni przywiązany.

    23

    Skoro wygnał Atlanta dźwiękiem swego rogu,

    5440

    Podniósł Astolf kamienia, który beł na progu,

    I nalazł pod niem pisma i znaki zakryte,

    I charaktery[340] dziwne, w kamieniu wyryte.

    Kamienie aż do gruntu wszytkie powyjmował

    I co jeno tam nalazł, potłukł i popsował,

    5445

    Wszytko czyniąc, jako go nauczyły rymy

    Mądrej księgi; wtem pałac poszedł w lekkie dymy.

    24

    Trafił potem do stajniej, kędy uwiązany

    Na łańcuchu ze złota stał w skrzydła ubrany

    Koń Rugierów, którego Atlant mu darował,

    5450

    Kiedy go do Alcyny w drogę wyprawował;

    Potem mu Logistylla munsztuk urobiła

    I jako jem miał Rugier rządzić, nauczyła,

    Co na niem wszytkiej ziemie prawy bok z Indiej

    Do Angliej okrążył, jadąc do Francyej.

    25

    5455

    Nie wiem jeśli pomnicie, że się beł odwiązał

    I zdarł z uzdy, kiedy go u mirtu uwiązał,

    Kiedy od srogiej ryby, przezeń wybawiona,

    Znikła mu z oczu naga córa Galafrona;

    To dziwna była, jako stamtąd do dawnego

    5460

    Trafił ubrany w pióra koń mistrza mojego;

    U którego się potem przez wszytek czas chował,

    Aż mu wszytkie gusła zniósł Astolf i popsował.

    26

    Nigdy się nie stawiło lepiej Astolfowi

    Szczęście nad on czas, kiedy lotnemu koniowi

    5465

    Panem został, bo ziemię i morze okrążyć,

    Jako miał wolą Astolf, nie mógłby nadążyć

    Żaden inszy, krom tego, który ode wschodu

    Mógł za kilkanaście dni przepaść do zachodu;

    A już go beł i przedtem spróbował i wiedział,

    5470

    Że lekko niósł i nie trząsł, gdy kto na niem siedział.

    27

    W Indyej go sprobował Astolf pomieniony,

    Kiedy beł przez Melissę z ręku wybawiony

    Niezbożnej czarownice onej, co mu była

    Twarz człowieczą w mirtowe drzewo obróciła;

    5475

    Widział, jako mu swojem wędzidłem łeb dziwny

    Logistylla rządziła, że nie był przeciwny,

    I wiedział, jaki sposób dała Rugierowi,

    Że posłuszny być musiał swojemu jeźcowi.

    28

    Umyśliwszy wziąć konia, ubranego w skrzydła,

    5480

    Siodłał go, potem różne przebierał wędzidła,

    Wędzidła, które w stajniej na kołkach wisiały,

    Tych koni, co za swemi pany uciekały;

    I jako mu się która podobała sztuka,

    Tę z tego, tę z owego wyjąwszy munsztuka,

    5485

    Jeden złożył dla niego nie twardy i wolny,

    Aby się mniej przeciwił i mniej beł swowolny.

    29

    Że nań zaraz nie wsiada, Rabikan go bawi:

    Nie wie, co z nim uczyni i gdzie go zostawi.

    Kochał się w niem, nie mógł być lepszy do kopiej,

    5490

    Aż z Indyej przyjachał na niem do Francyej.

    Na koniec się namyśla, aby go nie stracić,

    Kazać go wieść i raczej od niego zapłacić,

    Aniżli go porzucić na zdobycz pierwszemu

    Tamtą drogą trafunkiem jakiem jadącemu.

    30

    5495

    Patrzy pilnie angielskie książę w onem czesie,

    Jeśli mu się myśliwiec lub jaki chłop w lesie

    Nie trafi, któryby mu jego kochanego

    Rabikana chciał zawieść do miasta blizkiego.

    Cały on dzień i kiedy już wynikał drugi,

    5500

    Czekał, żeby mu się kto do onej posługi

    Trafił, ale bez skutku; aż kiedy świtało,

    Dopiero, że ktoś jachał, tak mu się widziało.

    31

    Ale jeśli mam o tem ostatek powiedzieć,

    Trzeba wam pierwej nieco o Rugierze wiedzieć

    5505

    I o cnej Bradamancie. — Gdy się oddaliła

    Cna para, że ich trąba w uszy już nie biła,

    Poznał Rugier zarazem to, co mu przez czary

    Zakrywał do tej doby czarnoksiężnik stary;

    Zakrywał i tego chciał, aby się nie znali,

    5510

    Wzajem ci wszyscy, którzy w pałacu mieszkali.

    32

    Rugier się Bradamancie swojej przypatruje,

    Niemniej i ona jemu i zbyt się dziwuje

    Oboje, że tak wielkiej gusła były mocy,

    Że jem tak długo ćmiły i rozum i oczy.

    5515

    Rugier obłapia swoję dziewicę nadobną,

    Która się zstaje różej rumianej podobną,

    I chciwie zbiera z jej ust pierwsze wdzięczne kwiaty

    I szczęśliwej miłości swej owoc bogaty.

    33

    Częstokroć się wzajemnie oboje ściskali,

    5520

    Częstokroć obłapiania swoje powtarzali,

    Ciesząc się z obopólnej i szczerej miłości,

    Że się w sercu nie mogły zmieścić ich radości,

    I żałując niezmiernie, że się nie poznali,

    Kiedy w błędnem pałacu tak długo mieszkali,

    5525

    I że się, będąc wespół z sobą, nie cieszyli

    I tak wiele wesołych dni darmo stracili.

    34

    Jednak ona, jak mądra panna, w tem używa

    Przystojnych kresów i tak chce mu być chętliwa,

    Aby swoje uczciwe wcale zachowała,

    5530

    A jego w pewności swej chęci zatrzymała;

    I mówi mu, jeśli chce nie znać w niej twardości

    Do zbierania ostatnich owoców miłości,

    Aby się naprzód okrzcił, potem, na co ona

    Pozwoli, prosił o nię ojca jej, Amona.

    35

    5535

    Rugier, coby beł dla niej nietylko pogański

    Porzuciwszy, na zakon przystał chrześcijański,

    Jako ociec, jako dziad, jako beli dawni

    Z Przed laty tego domu przodkowie przesławni,

    Aleby jej kwoli dał chętnie na ostatek

    5540

    Żywota, co go jeszcze zbywało, ostatek,

    »Nie tylko — prawi — głowę w wodę, jako każesz,

    »Ale i w ogień włożę, jeśli tak rozkażesz«.

    36

    Rugier zaraz wyjachał śpiesznie z tamtej strony

    W dalszą drogę, aby beł co prędzej okrzczony,

    5545

    Któremu Bradamanta przewodniczką była

    I do Walumbrozy[341] go stamtąd prowadziła —

    Tak zwano jeden klasztor, piękny i bogaty,

    Nabożeństwem słynący przed dawnymi laty —

    A kiedy w pole wielkie z lasu wyjeżdżali,

    5550

    Białągłowę zbyt smutną na twarzy potkali.

    37

    Rugier, co zawsze z każdem ludzkości używał,

    Tem więcej przeciw tej płci, której zawsze bywał

    Przyjacielem, ujźrzawszy oczy opłakane

    I jej piękne jagody, łzami umaczane,

    5555

    Ujęty beł zarazem żądzą i chciwością

    Wiedzieć, jakąby była trapiona żałością;

    I przystąpiwszy do niej, pierwej ją przywita

    I pozdrowi, potem jej, czemu płacze, pyta.

    38

    Ona wtem upłakane oczy ucierała,

    5560

    I cnemu Rugierowi tak odpowiedziała,

    Z początku mu przyczynę swojej doległościv

    Odkrywając i onej swej wielkiej żałości:

    »Z litości — pry[342] — i z żalu, mój panie, ciężkiego,

    »Który mam dla młodzieńca jednego pięknego,

    5565

    »Łzy, jako widzisz, tę twarz teraz polewają,

    »Którego w blizkiem zamku dzisiaj tracić mają,

    39

    »Jedna młoda, nadobna panna miłowała,

    »Co ojca Marsylego, hiszpańskiego miała

    »Króla, w panieńskiej szacie to mowę zmyśloną,

    5570

    »To oczy, to postawę chytrze uprzędzioną[343];

    »Na każdą noc go niemal do siebie puszczała,

    »Czego domowa czeladź długo nie wiedziała;

    »Ale nie jest tak żadna tajemnica skryta,

    »Aby nakoniec z czasem nie była odkryta.

    40

    5575

    »Jeden naprzód postrzegszy, powiedział drugiemu,

    »Dwaj zaś inszem, aż się to królowi samemu

    »Odniosło i zawczorem tak tu powiadano,

    »Że oboje na łóżku wespół poimano.

    »Król kazał, aby beli do wieże wsadzeni

    5580

    »I jedno od drugiego różnie[344] rozdzieleni;

    »Onego spalić mają, a tak nieszczęśliwy

    »Umrzeć musi i nie wiem, jeśli dotąd żywy.

    41

    »Jam poszła, abym tylko przy ogniu nie była

    »I na tak okrucieństwo wielkie nie patrzyła;

    5585

    »Przyznam się, że żałuję serdecznie tej szkody,

    »Że musi zginąć człowiek tak piękny, tak młody,

    »I bym w najwiętszem szczęściu i weselu była,

    »Nie może być, abym go w żal nie odmieniła,

    »Wspomniawszy sobie tylko na ognie złożone,

    5590

    »Co palić będą członki piękne i pieszczone«.

    42

    Tak się zda Bradamancie, że jej nie smakuje

    I że ją barzo ona nowina frasuje;

    I zda się jej, że tak się boi o onego

    Skazanego na ogień, jako o jednego

    5595

    Z braci swojej, a pewnie, że nie bez przyczyny,

    O czem wam potem powiem; tak z onej nowiny

    Smętna barzo, swojemu rzecze Rugierowi:

    »Pomóżmy — prawi — jako temu młodzieńcowi!«

    43

    Potem się obróciwszy, gdzie stała niewiasta

    5600

    Upłakana, mówi jej: »Prowadź nas do miasta,

    »A wiedz, że jeśli dotąd żyje, żyw zostanie,

    »I bądź pewna, że mu się złego nic nie zstanie«.

    Rugier widząc życzliwość i pilne staranie

    Swojej dziewki o niego, i sam przypadł na nie;

    5605

    Wnętrzną żądzą zagrzany, chce pomóc onemu

    Młodzieńcowi, na srogą śmierć osądzonemu.

    44

    I do niewiasty mówi: »Czego czekasz więcej?

    »Czemu nas nie prowadzisz do miasta co pręcej?

    »Nie płakać tu, ale go ratować potrzeba,

    5610

    »Bo jeśli zaś omieszkasz, nas nie będzie trzeba.

    »Ale jeśli do miasta wcześnie przyjedziemy,

    »Bezpiecznie go z tysiąca mieczów uwiedziemy;

    »Przeto się śpiesz, abyśmy na czas przybyć mogli

    »I abyśmy mu pierwej, niż zgore, pomogli«.

    45

    5615

    Postawa śmiałej pary i surowa mowa

    Sprawiła to, że ona smętna białogłowa

    Niewątpliwą nadzieją serce napełniła,

    Którą już była pierwej do szczętu straciła.

    Lecz iż się barziej bała drogi zastąpionej,

    5620

    Niż onej dalekości, w myśli rozdwojonej

    Sama w sobie wątpliwa, namysły czyniła,

    Bojąc się, aby próżna jej droga nie była.

    46

    Potem rzecze: »Jeśli — pry[345] — przez tę prostą drogę

    »I przez równą pojedziem, ile baczyć mogę,

    5625

    »Prawiebyśmy do miasta na czas przyjachali

    »I jeszczebyśmy żywo młodzieńca zastali;

    »Ale jeśli pojedziem przez tę kamienistą

    »Złą, nierówną, daleką i zbytnie górzystą,

    »Boję się, że po czasie w miasto przyjedziemy

    5630

    »I onego podobno w ogniu zastaniemy«.

    47

    »Czemuż krótszą nie mamy — rzecze Rugier — jachać?«

    Odpowie białagłowa: »Trudno tam przejachać,

    »Bo grabiów z Pontyeru zamek jest na drodze,

    »Którego się podróżni wszyscy strzegą srodze

    5635

    »Dla ustawy, którą tam ode trzech dni kładą

    »Na panny i rycerze błędne, co tam jadą;

    »W zamku mieszka Pinabel, człowiek niecnotliwy,

    »Syn Andzelma starego, grabie z Altarywy[346].

    48

    »I rycerz i biała płeć tędy nie jachała,

    5640

    »Żeby tu odnieść jakiej sromoty nie miała:

    »Pieszo stamtąd iść muszą, białegłowy stroje

    »I szaty zostawując, a rycerze zbroje;

    »Bo z dawnych lat nie było we wszytkiej Francyej

    »I dotąd jeszcze niemasz lepszych do kopiej

    5645

    »Nad tych czterech rycerzów, co onę zamkowi

    »Ustawę poprzysięgli i Pinabellowi.

    49

    »Powiem wam, jako zwyczaj i ona ustawa

    »Stanęła ode trzech dni i skąd się ta sprawa

    »Poczęła, a wy sądźcie, czy jest sprawiedliwa,

    5650

    »Bo na nię kazał przysiądz rycerzom, czy krzywa.

    »Ma ten Pinabel panią tak złą, że na świecie

    »Gorszej niemasz nietylko w tem naszem powiecie,

    »Którą, kiedy z niem w drogę nie wiem, gdzie, jachała,

    »Od rycerza jednego zelżywość potkała.

    50

    5655

    »Rycerz, o którem mówię, iż z baby szydziła,

    »Którą za siodłem nosił, i źle ją ważyła,

    »Powabił Pinabella, co w sobie hardości

    »I postawy więcej miał, aniżli śmiałości;

    »Zbiwszy go z konia, kazał jego paniej, aby

    5660

    »Za to, że sobie z jego przeszydzała baby,

    »Pieszo szła i swe stroje i szaty zewlokła,

    »W które się jego baba natychmiast oblokła.

    51

    »Będąc tak młoda pani barzo obelżoną,

    »Na pomstę z gniewu, z wstydu wszytka obrócona,

    5665

    »Złączona z Pinabellem, który wszytkich złości

    »1 wszytkich jej pomagał zawżdy nieprawości,

    »Myśli we dnie i w nocy i nie sypia zgoła

    »1 powiada, że nigdy nie będzie wesoła,

    »Ażby tam także pieszo rycerze chodzili

    5670

    »1 płeć biała i ta strój, ci zbroje stracili.

    52

    »A wtem czterej rycerze do zamku jednego

    »Trafunkiem przyjachali Pinabellowego;

    »Czterej wielcy rycerze, co niedawno byli

    »Z barzo dalekich krajów w tę stronę przybyli,

    5675

    »Tak mężni i tak dzielni, jako powiadają,

    »Że takich drugich czterech te wieki nie mają:

    »Akwilant z bratem swojem rodzonem, Gryfonem,

    »I Sansonet, mąż wielki, z młodzikiem Gwidonem.

    53

    »Pinabel, który ludzkość z twarzy pokazował,

    5680

    »Ale w sercu źle myślił, w dom ich poprzyjmował;

    »Od którego we śpiączki beli poimani

    »I tak długo u niego w więzieniu trzymani,

    »Aż się wszyscy musieli obowiązać tęgą

    »Wy mieszkać tam rok cały i miesiąc przysięgą,

    5685

    »Przez który czas, żeby tych wszytkich odzierali,

    »Rycerzów, coby tamtem gościńcem jachali,

    54

    »I ich paniom i pannom zawsze zsiadać z koni

    »Kazali i szaty jem zabierali. Oni,

    »Choć nieradzi i zbytnie z tego utrapieni,

    5690

    »Przysięgli tak, jako chciał, gwałtem przymuszeni.

    »Do tych czasów jeszcze nikt tu z niemi nie gonił,

    »Coby z siodła nie wypadł i piór nie uronił;

    »A było ich przez[347] liczby, lecz szczęścia nie mieli:

    »Wszyscy pieszo iść i zbrój pozbywać musieli.

    55

    5695

    »I rozkazał, aby ten, na kogo los padnie,

    »Wprzód sam jeden wyjeżdżał z tych, co byli na dnie;

    »Lecz gdzieby przeciwnemu gońcowi nie sprostał

    »I samby wypadł z siodła, a on w siedle został,

    »Inszy trzej, co zostaną, wszyscy jednem razem

    5700

    »Powinni na zwyciężcę wychodzić zarazem.

    »Patrzże: jeśli tak dobry jeden miedzy niemi,

    »Co będzie, kiedy przydzie czynić ze wszytkiemi?

    56

    »Ale ta rzecz, na którą i ja mam iść z wami,

    »Nie chce zwłok, nie chce tego, widzicie to sami,

    5705

    »Abyście się tem bojem teraz zabawiali;

    »Bo chociażby tak beło, żebyście wygrali,

    »Co wam z twarzy i mężnej przystoi postawy,

    »Przecię nie są godziny jednej takie sprawy;

    »I boję się, że jeśli dziś tam nie będziecie,

    5710

    »Obróconego w popiół młodzieńca najdziecie«.

    57

    Rugier rzecze: »Nam na to patrzać nie potrzeba.

    »My czyńmy, co możemy i co czynić trzeba,

    »Jedźmy rychło, a puśćmy ostatek na Boga

    »Lub na szczęście; ty nas wiedź, gdzie naprostsza droga.

    5715

    »Z tej gonitwy świadoma będziesz naszej mocy

    »1 uznasz, jeśli będziem dobrzy do pomocy

    »Temu, który z tak lekkich przyczyn dziś karany.

    »Ma być, jako powiadasz, na ogień skazany«.

    58

    Ona się, nie mówiąc nic, zatem obróciła,

    5720

    I w drogę się równiejszą i bliższą puściła.

    Pół mile nie jachali przez gościniec prosty,

    Kiedy ujźrzeli bramę i wysokie mosty,

    Kędy szaty i zbroje często utracają,

    A czasem i żywota nieraz pozbywają;

    5725

    A skoro ich z daleka z zamku obaczono,

    Dwa razy, a nie więcej we dzwoń uderzono.

    59

    Wtem z bramy przeciwko niem wyjeżdżał skwapliwy,

    Trzęsąc się na podjezdku, jeden starzec siwy

    I wołał wielkiem głosem: »Czekajcie! czekajcie!

    5730

    »I albo się w zad wróćcie, albo myto dajcie.

    »I jeśli miejsca tego zwyczaju nie wiecie,

    »Dostatecznie się o niem ode mnie dowiecie«.

    I począł jem powiadać starzec wszytkę sprawę,

    Jaką tam chować kazał Pinabel ustawę.

    60

    5735

    Potem, jako beł zawsze zwykł czynić z inszemi,

    Radził jem, namawiał ich słowy przystojnemi:

    Każcie tej paniej płaszcz dać, a sami zsiadajcie

    »Z koni swoich co prędzej i zbroję składajcie,

    »A w, niebezpieczeństwo się nie wdajcie, z takiemi

    5740

    »Chcąc się bić rycerzami czterema mężnemi:

    »Suknie, zbroje i konia, łatwie dostać wszędzie,

    »Ale kto żywot straci, nań się nie zdobędzie«.

    61

    Mówi Rugier starcowi, aby słów zaniechał.

    »Wiem — pry[348] — dobrze o wszytkiem, na tom tu przyjachał;

    5745

    »Niechaj się, jeślim w skutku tak dobry, spróbuję

    »Do tej sprawy, jakiem się być na sercu czuję.

    »Konia, zbroję i szaty, tak wiedz, panie stary,

    »Na same gołe słowa nie posyłam w dary;

    »Wiem, że i mój towarzysz na to nie pozwoli

    5750

    »I dobijać się drogi zastąpionej woli.

    62

    »Ale idź, a powiedz jem, niechaj wyjeżdżają

    »Ci, co to ludzie ze zbrój i szat odzierają;

    »Bo mamy dalej jachać i jednę rzecz sprawić

    »Pilną barzo: długo się tu nie możem bawić.«

    5755

    »Ano masz już jednego — starzec odpowiedział —

    »Który cię wprzód ma potkać«. I dobrze powiedział,

    Bo jachał jeden, który na zbroi bogaty

    Miał nasuwień[349] czerwony, tkany w białe kwiaty.

    63

    Bradamanta Rugiera długo nalegała[350]

    5760

    I prosiła, aby się wprzód przed niem potkała

    Z onym rycerzem, który nasuwień czerwony

    Miał na sobie, białemi kwiaty przedzielony.

    Ale próżne jej groźby, próżne beły słowa;

    Taka beła koniecznie wola Rugierowa,

    5765

    Aby mu Bradamanta cugu[351] ustąpiła,

    A na miejscu na jego potkanie patrzyła.

    64

    Rugier się u starego potem dowiadował,

    Jako się ten, co na przód wyjachał, mianował.

    Starzec powie, że to jest Sansonet w czerwonej

    5770

    Dołmonie[352] zwierzchniej, białem kwieciem przedzielonej.

    Nie mówiąc do siebie nic rycerze wspaniali,

    Jeden z tej, drugi z tamtej strony zajeżdżali

    I przeciw sobie drzewa ogromne złożyli

    I na pełny bieg wodze koniom wypuścili.

    65

    5775

    Tem czasem z Pinabellem z zamku beli wyszli

    Pieszy w niemałej liczbie i na plac z niem przyszli

    Przestrzegać i pilnować, aby zbroje kładli

    Ci rycerze, którzyby beli z koni spadli.

    Przeciwko sobie mężni rycerze bieżeli

    5780

    I w tokach swoich drzewa pochylone mieli,

    Drzewa wielkie, ogromne, miąższe, mocne, nowe,

    Młodociane i dobrze zaschłe, jesionowe,

    66

    Jakich kilka dziesiątków dał beł w przeszłem czesie

    Wyciąć mężny Sansonet w niedalekiem lesie,

    5785

    Które beły na słońcu potem wysuszone,

    A na ten czas beły dwie za niem przyniesione;

    Trzeba pewnie, żeby tarcz z dyamentu była

    Albo z stali, żeby w się grotu nie puściła.

    Jedno, gdy na plac wjachał, kazał przeciwnemu

    5790

    Gońcowi dać, a drugie wziął sobie samemu.

    67

    Z temi, któreby beły podobno przebiły

    Nakowalnie[353], rycerze niezrównanej siły,

    Zastawując się wzajem wielkiemi tarczami,

    Uderzyli w się mężnie ostremi grotami.

    5795

    Rugierowa, co była przez czary zrobiona,

    Została nieprzebita i nieprzebodziona,

    Ona to od Atlanta tarcz czarnoksiężnika,

    Najwiętszego po wszytkiem świecie czarownika.

    68

    Jużeście to nie w jednej pieśni u mnie mieli,

    5800

    Jużeście to wielekroć ode mnie słyszeli,

    Że kiedy ją odkryto, wzrok odejmowała

    I pamięć i wszytek zmysł nagle odbierała;

    Ale ją Rugier zawsze pokrowcem nakrywał,

    Odkrytej, krom potrzeby wielkiej, nie używał;

    5805

    I tak twierdzą, że pewnie niepożyta była,

    Kiedy w onem potkaniu grotu nie puściła.

    69

    Druga, która gorszego rzemieśnika miała,

    Onego tak ciężkiego raza nie strzymała

    I jako uderzona piorunem, do razu

    5810

    Przepadła się i miejsce w tem dała żelazu;

    Miejsce dała żelazu, które weszło w ciało

    I mięso mu i żyły w ramieniu porwało.

    Tak na on czas Sansonet, mocno uderzony,

    Od Rugiera beł z konia na ziemię zwalony.

    70

    5815

    Pierwszy to tam ze czterech, którzy tam mieszkali

    Na to, aby niezbożną umowę chowali,

    Przez którego nie tylko łup nie beł zdobyty,

    Ale w onej gonitwie z siodła beł wybity:

    Tak ci, kto się weseli i trzęsie porożem[354],

    5820

    Płacze czasem i bywa częstokroć pod wozem.

    A wtem znowu na wieży we dzwon uderzono

    I aby wyjeżdżali drudzy, znak czyniono.

    71

    Skoro się ono pierwsze skończyło igrzysko,

    Przystąpiwszy Pinabel Bradamanty blizko,

    5825

    Pyta, kto to beł, co się tak dobrze postawił,

    Że takiej hańby jego rycerza nabawił

    I tak go mężnie wybił i wysadził z siodła.

    Sprawiedliwość go boska właśnie tam przywiodła

    Właśnie na temże koniu, którego na górze

    5830

    U jaskiniej uwiódł beł Amonowej córze.

    72

    Właśnie się było dziewięć skończyło miesięcy,

    Spełna dziewięć miesięcy, jako z nią jadęcy[355],

    Jako dobrze pomnicie, zepchnął ją z wysoka

    Na dół, gdzie Merlinowa leżała zewłoka[356],

    5835

    Kiedy jej gałąź, co się powoli łamała

    Pod nią, która z nią spadła, śmierci uchowała;

    W ten czas wziął beł jej konia, mniemając, że ona

    Na wieki być w jaskiniej miała pogrzebiona.

    73

    Tak Bradamanta konia swojego poznawa,

    5840

    Którego miał pod sobą: koń grabię wydawa.

    Ale gdy głos i mowę jego usłyszała,

    I pilniej mu z blizka w twarz i w oczy wejźrzała,

    »Ten to zdrajca — zawoła — ten to jest niecnota,

    »Co mię okradł, co mię chciał pozbawić żywota!

    5845

    »Grzech cię tu twój wprowadził teraz, abyś za tę

    »Niecnotę wziął nagrodę i godną zapłatę«.

    74

    To mówiąc, do miecza się od boku porwała

    I dobywszy go, chyżo za niem się udała;

    Ale mu wprzód od zamku drogę zastąpiła

    5850

    I żeby weń nie uciekł, dobrze opatrzyła.

    Wszytkie dopiero stracił Pinabel nadzieje,

    Jako lis, gdy mu jamę zajadą od knieje;

    Ani się chce obejźrzeć, ale wylękniony

    W pole wypada, widząc zamek zastąpiony.

    75

    5855

    Blednie, jak trup, a konia to kole, to siecze,

    Widzi, że ma dać garło, jeśli nie uciecze.

    Bradamanta go bije coraz w dojeżdżaniu,

    Grabia wszytkę nadzieję kładzie w uciekaniu.

    Ona tuż wszędzie za niem, z oczu go nie spuszcza:

    5860

    Rozlega się po lesie, stgka wielka puszcza.

    W zamku o tem nie wiedzą dotąd, bo się byli

    Na Rugiera na on czas wszyscy zapatrzyli.

    76

    Dopiero trzej rycerze z zamku wyjeżdżali

    I tam, kędy gonitwa była, przyjeżdżali,

    5865

    Mając złą białągłowę przy sobie, co była

    Ono prawo nieludzkie tam postanowiła.

    Wszytkiem trzem, bo każdy z nich woli iść ochotny

    Na pewną śmierć, aniżli żywot wieść sromotny,

    Serca z żalu, a twarzy od wstydu pałają,

    5870

    Że się wszyscy trzej razem z jednem potkać mają.

    77

    Okrutna nierządnica, która była wniosła

    Onę ustawę, pierwej, niż potrzeba, doszła,

    Przypominała jem ślub, który uczynili,

    Aby się jej sromoty i krzywdy zemścili.

    5875

    »Jeśli go — prawi — z konia zwalę jednem drzewem,

    »Co mi po towarzystwie? — tak z surowem gniewem

    »Gwidon Dziki mówi złej niewieście — a jeśli

    »Nie tak będzie, utni mi potem szyję, chceszli«.

    78

    Toż Akwilant, toż mówi Gryfon, że gotowi

    5880

    Pojedynkiem w bój wstąpić przeciw rycerzowi

    I że umrzeć albo być poimani wolą,

    Niżli się wszyscy razem z jednem bić pozwolą.

    »Na co spory, na co ta próżna wasza mowa? —

    »Nierządnica jem mówi tak Pinabellowa —

    5885

    »Po tom was tu przywiodła, abyście się bili,

    »A nie, abyście nowe umowy czynili.

    79

    »W ten czas jebyło czynić, kiedyście więźniami

    »Beli, w ten czas się było bawić wymówkami,

    »Już to wszytkopo czasie; cóż, czy nie pomnicie

    5890

    »Swej przysięgi, czy zostać kłamcami wolicie?«

    Rugier tem czasem woła: »Awo piękne szaty

    »Mojej panny, awo koń, awo rząd bogaty,

    »Awo i nowe siodło, awo zbroje macie:

    »Czegóż więcej, jeśli to chcecie mieć, czekacie?«

    80

    5895

    Tu je Pinabellowa ciśnie białagłowa,

    Tu obelżenia pełne Rugierowe słowa

    Tak długo, aż się wszyscy, prawie przymuszeni,

    Ruszyli razem, ale srodze zawstydzeni.

    Naprzód wypadli bracia rodzeni, cne plemię

    5900

    Margrabię, co burgundzką trzyma żyzną ziemię;

    Gwidon, co miał cięższy koń i mniejszej rączości,

    Bieżał po zad za niemi w małej dalekości.

    81

    Przeciwko niem biegł Rugier, zapalony gniewem,

    Z temże, którem zbił z konia Sansoneta, drzewem,

    5905

    Zakryty drogą tarczą, tarczą drogiej ceny,

    Którą miał stary Atlant na górze Pyreny,

    Onę, mówię, co jasność taką wydawała,

    Że jej żadna źrzenica nigdy nie strzymała,

    Której Rugier za pomoc ostatnią używał,

    5910

    Kiedy w niebezpieczeństwie jakiem wielkiem bywał.

    82

    Acz mu blask onej tarczy tylko trzykroć służył,

    Trzykroć go tylko i to w wielkiem gwałcie użył;

    Pierwsze dwa razy, kiedy z rozkosznego kraju

    ! Do chwalebniejszego się wracał obyczaju;

    5915

    Trzeci raz, kiedy między morskiemi wodami

    Sroga ryba głodnemi groziła zębami,

    Co już, już piękną dziewkę nagą pożreć miała,

    Co mu to, wyzwolona, zaś tak źle oddała.

    83

    Trzy razy tylko beła od niego użyta

    5920

    Przez wszytek czas, ale tak bywała nakryta,

    Że ją mógł łatwie odkryć, kiedy beło trzeba,

    Kiedy gwałt, kiedy wielka przypadła potrzeba.

    Z tą i teraz, jakom rzekł, w srogi bój wstępował,

    A takie serce, taką śmiałość pokazował,

    5925

    Że onych trzech rycerzów, które przeciw sobie

    Widział, tak, jako dziecek[357], bał się w onej dobie.

    84

    Rugier właśnie Gryfona tak, jako wymierzył,

    W róg tarczy wielkiem drzewem haniebnie uderzył;

    On się chwieje tam i sam i głową nie włada

    5930

    I z siodła na ostatek leci i wypada.

    Gryfon go zaś w pośrzodek paiża[358] ugodził;

    Ale iż grot na poprzek nie prosto przychodził

    I Rugier miał tarcz gładką, zbyt polerowaną,

    Szedł ślózem[359], porząc wierzchem stal uhartowaną,

    85

    5935

    I pokrowiec, który blask foremny[360] zakrywał,

    Na tarczy w kilku miejscach zdarł i porozrywał,

    Blask foremny, na który wszyscy paść musieli,

    Którzy tarcze odkrytej by najmniej zajźrzeli.

    Akwilant, który bieżał zarówno z Gryfonem,

    5940

    Rozdarł grotem ostatek pokrowca stalonem

    I tarcz odkrył; zaczem wnet blaskiem padł na ziemi

    I brat bity i Gwidon, co bieżał za niemi.

    86

    I tam i sam, gdzie kogo blask zastał, padają;

    Bo nie tylko wzrok, ale zmysły odbierają

    5945

    Promienie przeraźliwsze i jaśniejsze słońca.

    Rugier, który nie widzi boju jeszcze końca,

    Obraca koń i szable dobywa w obrocie

    I rozczęty bój kończyć chce w zwykłej ochocie

    I nie widzi nikogo zgoła przeciw sobie:

    5950

    Wszyscy beli, jak martwi, padli przeciw sobie.

    87

    Rycerze, co na koniech beli przyjachali,

    I pieszy, co się byli dziwować zebrali,

    I białegłowy leżą po ziemi i konie

    I tam i sam, ci na tej, ci na owej stronie.

    5955

    Wprzód się Rugier dziwuje, potem się postrzega,

    Że rozdarty pokrowiec wisi i dosięga

    Strzemienia, on pokrowiec jedwabny, czerwony,

    Pod którem niewytrwany blask beł utajony.

    88

    Obróci się na koniu i koń obracając,

    5960

    Patrzy, swej towarzyszki oczyma szukając.

    I jedzie na to miejsce, gdzie była została

    W on czas, gdy się gonitwa pierwsza rozczynała.

    Ale skoro obaczył, że i tam nie była,

    Myśli sobie, że pewnie w drogę się puściła

    5965

    Skazanego młodzieńca od śmierci obronić

    I przybyć w czas, widząc, że długo będą gonić.

    89

    I między leżącemi, których przeraziła

    Przykra jasność, tę, co go. tam przyprowadziła,

    Ujźrzał i wziął ją przed się i zbyt zasromany,

    5970

    Jachał stamtąd, sam w sobie wszytek pomieszany,

    I w płaszcz jej, który miała, z pokrowca obraną,

    Uwinął Atlantowę tarcz uczarowaną.

    Zaczem przyszła do siebie i pierwszych dostała

    Zmysłów, skoro na przykry blask patrzyć przestała.

    90

    5975

    Rugier jedzie żałosny po swojej wygranej,

    Nie śmie od ziemie podnieść twarzy zasromanej,

    Rozumie, że mu będzie zawsze wymiatane

    Na oczy tak niegodnie zwycięstwo dostane.

    Jako się mam poprawić — prawi — po tem błędzie

    5980

    Każdy ganić, każdy mi tem urągać będzie,

    Żem zwyciężył, tak będą mówić, nie siłami,

    Nie męstwem jakiem, ale brzydkiemi czarami«.

    91

    Kiedy tak jachał, pełny żalu i frasunku,

    Czego chciał, czego szukał, to nalazł z trafunku:

    5985

    Nadjachał, jadąc potem, studnią zbyt głęboką,

    Obsypaną kamieniem i twardą opoką,

    Gdzie bydło napasione w południe chodziło

    I upragnione w znoje letnie się poiło.

    Rzekł Rugier: »Nie będziesz mię, o zła tarczy, lżyła,

    5990

    »Nie będziesz mi już więcej sromoty czyniła!

    92

    »Niechaj to będzie hańba moja ostateczna,

    »Którą mam mieć na świecie, o tarczy bezecna!«

    To mówiąc, zsiadszy z konia, zrzucił ją z ramienia

    I patrzał koło siebie dużego kamienia;

    5995

    I nalazszy go, wziął go i z tarczą pospołu

    Mocno związany wrzucił do wielkiego dołu

    I rzekł: »Niechże tu z tobą, o tarczy zelżona,

    »Wiecznie moja sromota będzie pogrzebiona!«

    93

    Studnia barzo głęboka i wód pełna była,

    6000

    Kamień ciężki, tarcza coś mało mniej ważyła;

    Oboje upuszczone, poszło na dół snadnie

    I okryło się wodą i zostało na dnie.

    Tak wspaniałego dzieła zamilczeć nie chciała

    Wieść błędna[361], świegotliwa i w trąbę zagrała

    6005

    I puściła dźwięk o tem po wszytkiej Francyej

    I po przyległych krajach i po Hiszpaniej.

    94

    Skoro się ona dziwna przygoda rozniosła

    I od głosu do głosu na wszytek świat poszła,

    Rycerze z dalekich stron i blizkich jachali,

    6010

    Aby tarczej tak zacnej, tak drogiej szukali.

    Ale nie mogli wiedzieć, gdzie kraj, gdzie ta była

    Studnia, w której się sławna pawęza[362] taiła;

    Bo ona białagłowa, co na to patrzała,

    Nigdy kraju i studniej objawić nie chciała.

    95

    6015

    Skoro Rugier odjachał, zamek zostawiwszy,

    I bój bez wielkiej prace prędko odprawiwszy,

    Kiedy oni rycerze czterej zawołani

    Postawili się słabo i jako słomiani,

    Wziąwszy tarcz, wziął i światło, które urażało

    6020

    Wszystkie oczy i wszystkie zmysły odbierało;

    Zaczem ci, co leżeli, blaskiem zarażeni

    Powstawali tak, jako ze snu ocuceni.

    96

    Przez cały dzień ni o czem sobie nie mówili

    Czterej rycerze, którzy z Rugierem gonili,

    6025

    Jeno o onem dziwie, jako zaślepieni

    Niewytrwanemi blaski, beli zwyciężeni,

    A wtem nowina przyszła przed zachodem słońca,

    Że już grabia Pinabel doszedł swego końca;

    Już i w zamku rycerze tę wiadomość mieli,

    6030

    Lecz od kogo był zabit, jeszcze nie wiedzieli.

    97

    Bradamanta się była w pogonią[363] puściła

    Za niem i w wąwozie go ciasnem dogoniła;

    I sto mu ran, przez piersi, przez boki zadała

    I wszytkę krew z martwego wytoczyła ciała.

    6035

    A skoro on wielki smród, którem zarażony

    Wszytek beł kraj tamteczny, przez nię był zniesiony,

    Z koniem, którego jej beł uwiódł u jaskinie,

    Wracała się do lasa, potem po równinie

    98

    Tam, gdzie była Rugiera zostawiła, chciała

    6040

    Wrócić się, ale drogi naleźć nie umiała.

    Po górach, po dolinach nakoło skręciła

    I wszytkie okolice tam i sam zjeździła;

    Ale szczęście nie chciało, aby naleźć miała

    Drogę, skądby Rugiera swego dojechała. —

    6045

    Z drugą pieśnią was czekam, jeśli się kochacie

    W historyej i jeśli mię radzi słuchacie.

    Koniec pieśni dwudziestej wtórej.

    XXIII. Pieśń dwudziesta trzecia

    Argument

    Astolf leci pod nieby. Zerbin obwiniony

    O śmierć Pinabellowę, bywa wybawiony

    Od Orlanda. Rodomont na Frontynie jedzie,

    6050

    Odjąwszy go Hipalce, co go indziej wiedzie.

    Grabia Orland straszliwy pojedynek z hardem

    Odprawuje tatarskiem królem, Mandrykardem;

    Potem od swojej dziewki mając niewytrwane

    Urazy, wpadł w szaleństwo nigdy niesłychane.

    Allegorye

    6055

    W tej dwudziestej trzeciej pieśni widziemy, jako napodlejszy człowiek siła złego nabroić może, ponieważ baba Gabryna tak wielkiego Tycerza, jaki beł Zerbin, mało o śmierć nie przyprawiła. W Rodomoncie, który wprzód mając za sromotę sobie wziąć konia białejgłowie, który mu się podobał i którego potrzebował, a potem go jej wziął gwałtem, ukazuje się, jako nietrudno o okazyą przywieść do skutku naszę wolą, byśmy tylko mieli z to siły. W Orlandzie potem, który dla swojej Angeliki stracił rozum i oszalał, ukazuje się rzeczą samą i doświadczeniem, jako jest moc wielka niezbednej miłości.

    1. Skład pierwszy

    Niech każdy, jako może, bliźniego ratuje,

    Bo dobrze czynić rzadko kiedy się najduje

    Bez nagrody; jeśli też chybi cię nagroda,

    Przynamniej cię nie potka sromota i szkoda.

    6060

    Ale który drugiemu źle czyni, to próżno,

    Musi mu dług zapłacić lub prędko lub późno.

    Dobrze mówi przypowieść, że się potykają

    Ludzie z ludźmi, a góry w miejscu zostawają.

    2

    Patrzaj, co Pinabella dopiero potkało

    6065

    Za jego złe uczynki i co mu się zstało;

    Krótko mówiąc, karanie wziął za swe zasługi

    I zapłacił, choć późno, razem wszytkie długi,

    A Bóg, który przeciwko człowiekowi złemu

    Pospolicie swą pomoc daje niewinnemu,

    6070

    Bradamantę wybawił i zawsze każdego

    Niewinnego wybawi i sprawiedliwego.

    3

    Tak wierzył zły Pinabel, że w jamę zepchniona

    Bradamanta, miała być wiecznie pogrzebiona,

    I nie myślił jej ujźrzeć wiecznie, nie rzkąc, za tę

    6075

    Złość swoję przeciwko niej z rąk jej wziąć zapłatę.

    To mu nic nie pomoże, to go nie ratuje,

    Że pomiędzy tak wielą zamków się najduje,

    Zamków swoich ojczystych, gdzie między górami

    Świecił się Wysoki Brzeg pod Pontyerami.

    4

    6080

    Wysoki Brzeg na on czas i przyległe włości

    I wielkie w okolicy trzymał majętności

    Stary Andzelmus, ociec Pinabella, który

    Miał nieprzyjaźń z dawnych lat z domem Jasnej Góry[364].

    Bradamanta, jakom rzekł, skoro dogoniła

    6085

    Zdrajcę swego, pod górą w lesie go zabiła,

    Który inszych pomocy do swojej obrony

    Nie używał, krom wrzasku a prośby, strwożony.

    5

    Skoro tak fałszywego rycerza zabiła,

    Co ją chciał pierwej zabić, na zad się puściła,

    6090

    Gdzie się naleźć Rugiera swego spodziewała;

    Ale się jej fortuna zła w tem sprzeciwiała,

    Która ją wprowadziła na ścieszkę omylną,

    Nie tę, której szukała z chęcią tak usilną.

    Tak wjachała w ciemny las, gęsty i głęboki

    6095

    Właśnie w ten czas, gdy na świat padną ciemne mroki.

    6

    A nie wiedząc, gdzie się tak późno podzieć miała,

    Na tem miejscu, gdzie ją noc nalazła, została

    Na trawie, gdzie beł gęstem liściem dąb nakryty,

    Częścią śpiąc i czekając na rumiane świty,

    6100

    Część na Marsa, Jowisza i na błędne bogi

    Insze patrząc, jako swe odprawują drogi;

    Ale lub czuje lub śpi, twardem snem zmorzona,

    Wszytka jest w swem Rugierze myślą utopiona,

    7

    Ustawuje, wzdycha z serca i z samych wnętrzności,

    6105

    Pełna smutku wielkiego i ciężkiej żałości,

    Że w niej więcej, niż miłość, gniew mógł. »Tyś to sprawił,

    »Zły gniewie, żeś mię mego miłego pozbawił:

    »Bym wżdy beła — powiada — drogę pamiętała,

    »Kiedym się za tem zdrajcą bezecnem udała,

    6110

    »Żebym tam, skądem wyszła, na zad zaś trafiła!

    »Próżno to, o czem beła i pamięć straciła«.

    8

    Takie słowa na on czas i takie tęsknicę

    W sercu i w ustach beły u mężnej dziewice,

    A wtem wzdychania wiatry a łzy, co spadały

    6115

    Z oczu, na piękną twarz deszcz obfity puszczały.

    Tem czasem po czekaniu długiem pożądany

    Ukazał się na niebie piękny świt rumiany;

    Ona też munsztuk w gębę włożyła koniowi

    Tam, gdzie się pasł i wsiadszy, jachała ku dniowi.

    9

    6120

    Jeszcze beła niewiele stamtąd ujachała,

    Gdy na koniec gęstego lasu przyjachała,

    Gdzie był przedtem on wielki pałac postawiony,

    W którem więźnie swe chował czarownik uczony.

    Tu zastała Astolfa, który już był w skrzydła

    6125

    Ubranemu koniowi w pysk włożył wędzidła

    I stał myśląc, jako miał z Rabikanem sobie

    Postąpić i komu go oddać w onej dobie.

    10

    Z trafunku od niej tam był na on czas zastany,

    Kiedy beł sobie z głowy szyszak zdjął spiżany[365],

    6130

    Tak, że jeno co trochę z lasu wyjachała,

    Tak zaraz stryjecznego swojego poznała;

    I z daleka go jeszcze ludzko pozdrowiła,

    A potem bliżej będąc, mile obłapiła

    I twarz z hełmu odkryła i poznać się dała

    6135

    I nadto mu imię swe własne mianowała.

    11

    Nie mógł nikogo naleźć Astolf — i tak wierzył —

    Komuby się beł lepiej swojego powierzył

    Rabikana i ktoby lepiej go pilnował

    I do jego zwrócenia z drogi go dochował,

    6140

    Jako dziewka z Dordony; i tak mu się zdało,

    Że mu ją Bóg lub szczęście w on czas tam posłało,

    I jeśli ją rad widział, jeśli ją miłował,

    Zawsze, tem więcej teraz, gdy jej potrzebował.

    12

    A skoro obłapiania swoje powtórzyli

    6145

    I braterskie[366] się z sobą wzajem ucieszyli,

    Ona jego, a on jej pilnie się pytali

    I o swem powodzeniu sobie powiadali.

    Książę angielskie mówi: »Mamli w drogę jachać

    »Samem ptakom zwyczajną, czas mi już wyjachać«.

    6150

    I odkrył jej swe wszytkie zamysły, a potem

    Ukazał jej koń, który biegał prędkiem lotem.

    13

    Ona tego za żaden dziw sobie nie miała,

    Kiedy go po powietrzu latając widziała[367].

    Znała go dobrze przedtem; na niem wywabiony

    6155

    Do boju, wyjachał beł czarownik uczony

    Przeciwko niej; więc i to dobrze pamiętała,

    Kiedy głowę i szyję za niem wyciągała

    Tego dnia, kiedy Rugier z jej wielkiem lękaniem

    Aż pod same obłoki wzniesiony beł na niem.

    14

    6160

    Mówi książę angielskie, że jej kochanego

    Rabikana swojego chce dać tak rączego,

    Że kiedyby go w biegu wodzą nie hamował,

    Strzały z łuku puszczone w zadby zostawował,

    I zbroje i rynsztunek niepotrzebny, który

    6165

    Chciał, żeby mu kazała wieźć do Jasnej Góry

    I tak to opatrzyła, żeby go to cało,

    Kiedy się na zadz drogi wróci, doczekało.

    15

    »Bo że — powiada — lotem iść nam, ile mogę,

    »Jako nalepiej się chcę ulżyć w tę swą drogę;

    6170

    »Okrom szable a trąby swej nic nie chcę nosić«.

    Acz mu na samejtrąbie pewnie było dosyć.

    Bradamanta kopią syna Galafrona[368]

    Przytem bierze, która tem była obdarzona

    Przywilejem i która tak potężnie bodła,

    6175

    Że każdego w gonitwie wypychała z siodła.

    16

    A kiedy się już Astolf w onę drogę puszczał

    I osiadł lotne źwierzę, wódz mu nie wypuszczał

    I z razu szedł od ziemie z lekka; ale potem

    W okamgnieniu zginął jej z oczu prędkiem lotem.

    6180

    Tak, kiedy okręt z portu na głębią wychodzi,

    Bojąc się skał i piasków i miałkich powodzi,

    Zrazu pomału idzie; ale kiedy z brzegiem

    Port zostawi, wiatr mija niedościgłem biegiem.

    17

    Skoro Astolf odjachał, dziwnie frasobliwa

    6185

    Bradamanta zostawa, w myśli swej wątpliwa,

    I nie wie, jako onej sprawie ma poradzić

    I zbroję z bratniem koniem, gdzie chciał, zaprowadzić.

    Żądza ją wielka grzeje Rugiera swojego

    Szukać, nie biorąc raczej przed się nic inszego;

    6190

    Z którem, jeśliby go gdzie pierwej nie potkała,

    Widzieć się w Walumbrozie pewnie spodziewała.

    18

    Gdy tak stała wątpliwa, ujźrzała z daleka

    Idąc przeciwko sobie trafunkiem człowieka[369],

    Któremu zbroję bratnią kazała ułożyć

    6195

    I na Rabikana ją powiązaną włożyć,

    Potem za sobą koni dwu wieść w onej dobie,

    Z których jeden nic, drugi zbroję miał na sobie;

    Dwu miała: jeden dawny, drugi, co go była

    Wzięła Pinabellowi, kiedy go zabiła.

    19

    6200

    Do Walumbrozy jachać stamtąd umyśliła,

    Bo tam naleźć swojego Rugiera tuszyła;

    Ale drogi tak, jako trzeba, nie wiedziała

    I aby nie zbłądziła, bardzo się bojała[370].

    On też chłop, który z nią beł i za nią jej konie

    6205

    Prowadził, nie beł wiadom barzo w tamtej stronie.

    Atoli się nakoniec na szczęście puściła

    Tam, gdzie że Walumbroza być miała, tuszyła.

    20

    Tam i sam patrzy pilnie kogo w onem boru,

    Któryby jej ukazał drogę do klasztoru;

    6210

    Ale niemasz nikogo. Z boru wyjachała

    O dziewiątej i zamek z daleka ujźrzała,

    Zamek jeden z daleka na pagórku, który

    Zdał się jej być podobny zbyt do Jasnej Góry;

    I tak beło, bo potem i sama poznała,

    6215

    Ze beła Jasna Góra, gdzie matka mieszkała.

    21

    Skoro miejsce poznała, trapić się poczęła

    Na sercu i żałość ją okrutna ujęła,

    Bo jeśli ją poznają, już, jako ma wolą,

    Odjachać jej, rzecz pewna, więcej nie pozwolą;

    6220

    Jeśli też tam zostanie, tak ją palić będzie

    Ogień srogiej miłości, że garła pozbędzie,

    Jeśli swego Rugiera nie obaczy więcej

    I co rzekł, w Walumbrozie nie ziści co pręcej.

    22

    A kiedy tak wątpliwa długą chwilę była,

    6225

    Nakoniec Jasną Górę minąć umyśliła

    I przeciw klasztorowi konia obracała

    Bogatej Walumbrozy, gdzie drogę wiedziała.

    Ale szczęście tak chciało, że onej godziny

    Przedtem, niżli na górę wjachała z doliny,

    6230

    Jednego z braciej swojej, Alarda[371], potkała

    I czasu przed niem gdzie się utaić nie miała.

    23

    Wracał się w zad do domu, skoro lud rozprawił

    I piechotę i jezdę na leżach postawił,

    Którą, jako mu cesarz świeżo beł napisał,

    6235

    W okolicznych miasteczkach zebrał i popisał.

    Pierwej się miedzy sobą wzajem pozdrowili

    I braterskie witania nie raz powtórzyli;

    Potem do Jasnej Góry pospołu jachali,

    A to o tem, to owem oboje gadali.

    24

    6240

    Do Jasnej Góry z bratem pospołu wjachała,

    Kędy jej utrapiona matka jej czekała,

    Ustawicznie smętną twarz łzami polewając

    I darmo jej po wszytkiej Francyej szukając.

    Ale one witania, one obłapiania,

    6245

    One z matką i bracią spólne całowania

    Wszytkie za nic i wszytkie za fraszkę ważyła

    Przeciwko tem, które z swem Rugierem czyniła.

    25

    A nie mogąc wyjachać sama z Jasnej Góry,

    Myśliła do klasztoru posłać kogo, który

    6250

    Miał odnieść Rugierowi, czemu, jako chciała,

    Za niem do Walumbrozy stamtąd nie jachała,

    I prosić go, jeśli go prosić beło trzeba,

    Aby się, jako beło koniecznie potrzeba,

    Okrzcił i prosił o nię, jako miał z nią zmowę,

    6255

    Potem do skutku przywiódł małżeńską umowę.

    26

    Przez tegoż posła konia odesłać mu chciała,

    Konia, w którem, że się on zbyt kochał, wiedziała;

    A zaprawdę, beł godzien łaski i miłości

    Rugierowej dla cnoty i swojej dzielności,

    6260

    Bo takiego drugiego we wszytkiem pogaństwie

    I we wszytkiem nie było prawie chrześcijaństwie,

    Okrom Bryliadora, który beł Orlandów,

    A Bajarda drugiego, który beł Rynaldów.

    27

    Onego dnia, gdy Rugier osiadł dziwne zwierzę,

    6265

    Które miało z obu stron przyprawione pierze,

    Zostawił beł swojego Frontyną — onemu

    Koniowi imię było to Rugierowemu —

    Wziąwszy go Bradamanta, do dom go posłała

    I karmić go i z lekka przejeżdżać kazała,

    6270

    Że w krótki czas, jako się w Jasnej Górze chował,

    Tak, jako nigdy przedtem, zbyt się beł wychował[372].

    28

    Robotnice i szwaczki wszytkie, które miała,

    Zwołała i pospołu z niemi haftowała,

    Mało co przestawając, a wszytka robota

    6275

    Z białych, czarnych jedwabiów była i ze złota;

    Z tej pokrowiec na siodło i dek[373] urobiła

    Dziwnie kosztowny, którem Fronty na nakryła.

    Wtem córki Kalitrefy, mamki swej, przyzwała,

    Której się swoich wszytkich tajemnic zwierzała.

    29

    6280

    Częstokroć z nią, trzymając dobrze o jej wierze,

    Rozmawiać była zwykła o swojem Rugierze,

    Jako jej beł na sercu wyraźnie wyryty,

    Jako gładki, jako beł rycerz znamienity;

    Tej zawoławszy rzecze: »Nad cię w pewną drogę

    6285

    »Między wszytkiemi obrać lepszego nie mogę

    »I wierniejszego posła, o Hipalko[374] moja!

    »W takiej cenie jest u mnie chęć i wiara twoja.

    30

    »Jedź!« — powiada, potem jej wszytkiego naucza,

    Gdzie ma jachać i to jej i owo porucza;

    6290

    A skoro jej zleciła wszytko dostatecznie,

    O to bardzo prosiła, aby ją koniecznie

    U niego wymówiła, że się nie stawiła

    W Walumbrozie, ponieważ w tem jej przeszkodziła

    Zła, przeciwna fortuna, która więcej nami

    6295

    I naszemi rzeczami władnie, niż my sami.

    31

    Kiedy już na parepie[375] Hipalka siedziała,

    Aby wiodła Frontyna, wodze[376] jej podała,

    Dawszy jej tę naukę, jeśliby kto gwałtem

    Chciał go jej wziąć, albo jej w drodze jakiem kształtem

    6300

    Złość wyrządzić, aby się z niem w rzecz nie wdawała,

    Tylko mu zaraz, czyj beł on koń, powiedziała,

    Tusząc, że drżeć na imię Rugierowe mieli

    Namężniejszy rycerze, gdyby je słyszeli.

    32

    Wiele jej potem inszych przypomniała rzeczy,

    6305

    Które, mówiąc z Rugierem, miała mieć na pieczy;

    Które skoro w pamięć swą Hipalka zebrała,

    Nie chcąc się więcej bawić, w drogę się udała.

    Przez pola, przez równiny, przez góry, przez lasy,

    Już beła ujachała pięć mil w one czasy,

    6310

    A dotąd ją ci wszyscy, co się z nią potkali,

    Puszczali ani dokąd jachała, pytali.

    33

    Dopiero po południu, gdy zjeżdżała z góry

    Na równiny, potkała Rodomonta, który

    Sam jeden szedł piechotą, a wszytek beł zbrojny,

    6315

    A przed nim śpiesznie bieżał karlik mały, strojny.

    Skoro jej wejźrząt w oczy, brzydkie rozpoczynał

    Bluźnierstwa i swe bogi łajał i przeklinał,

    Że na on czas onego konia tak pięknego

    Nie nalazł raczej w ręku rycerza jakiego.

    34

    6320

    Przysiągł to beł pohaniec i zaklął się srodze,

    Pierwszy koń, który mu się miał trafić na drodze,

    Wydrzeć; a to beł pierwszy, nad który piękniejszy

    Nie mógł być i coby rząd mógł mieć kosztowniejszy;

    Udał mu się, tylko że sromoty się boi,

    6325

    Widząc, że białejgłowie brać go nie przystoi.

    Mówi często, patrząc nań, z gniewem i z łajaniem:

    »Niestetyż mnie, że pana jego niemasz na niem!«

    35

    Hipalka na to rzecze: »Szczęście twe tak chciało;

    »By tu beł, prędkoć-by się konia odechciało:

    6330

    »Nie tylko ty, ale nikt pewnie z jego panem

    »Nie może być na świecie w męstwie porównanemu«.

    On jej: »Któż to tak cudzą sławę depce?« powie.

    Hipalka mu, że to koń Rugierów, odpowie.

    Rodomont zaś: »Więc go chcę, kiedy Rugierowi

    6335

    »Należy, tak sławnemu temu rycerzowi.

    36

    »A jeśli jest tak mężnem, jako twierdzisz o niem,

    »I żaden mu nie zdoła, ja mu z jego koniem

    »Nie zjadę i niechaj wie, że mu go nie stracę

    »I owszem mu, jako chce, od niego zapłacę.

    6340

    »Powiedz mu, żem Rodomont, jeśli pytać będzie

    »O moje imię, i to, że mię najdzie wszędzie,

    »Jeśli ze mną boju chce, krom żadnej trudności,

    »I pozna mię, bom znaczny z mej własnej światłości.

    37

    »Gdzie przejdę, takie znaki po mnie zostawają,

    6345

    »Że więtsze po piorunach nigdy nie zostają«.

    Z takiem przepychem[377] mówiąc przeciw Rugierowi,

    Złote wodze[378] na szyję włożył Frontynowi

    I wsiadł nań i Hipalkę zostawił żałosną.

    Tkniona oną sromotą i krzywdą nieznośną,

    6350

    Łaje mu, jako może, nieboga nagorzej;

    On nie słucha i w górę pojeżdża tem sporzej.

    38

    Jedzie tam, gdzie go karzeł wiedzie, aby z hardem

    Mógł swoję Doralikę naleźć Mandrykardem.

    Hipalka mu, z daleka jadąc za niem, łaje

    6355

    I klnie go i złorzeczy, co jej głosu zstaje.

    Co się tam dalej działo, Turpin opisuje,

    Który w miejscu tem z drogi prostej występuje,

    Potem się wraca znowu na gościniec bity

    Do kraju, gdzie beł grabi a z Magance zabity.

    39

    6360

    Ledwie co Bradamanta stamtąd się puściła,

    Co się szukać swojego Rugiera kwapiła,

    Jako tam zła fortuna przyniosła Zerbina,

    Z którem wszędzie pospołu jeździła Gabryna.

    Jedzie dalej i ujźrzy, nie wie, czyje ciało,

    6365

    Które martwe pod górą w dolinie leżało,

    I jako ten, co zawsze pobożność miłował,

    Nieszczęsnego przypadku onego żałował.

    40

    Leżał grabia Pinabel zabity na ziemi,

    Lejąc krew tak obfito ranami wielkiemi,

    6370

    Że się zdało, że w ciele tak wiele ran było,

    Jakby się na jego śmierć sto mieczów złączyło.

    Jachał dalej królewic szocki zawołany

    Na szczęście śladem, co beł świeżo udeptany,

    Aby się mógł dowiedzieć, przez kogo tam ono

    6375

    Mężobójstwo tak srogie było popełniono.

    41

    Aby go tam czekała, powiedział Gabrynie,

    Obiecując się wrócić pręcej, niż w godzinie.

    Ona się zaraz blizko pod trupa pomknęła

    I przypatrować się mu stąd i stąd poczęła,

    6380

    Myśląc, jeśli się jej co u niego zda, żeby

    Wzięła temu, co tego już nie miał potrzeby,

    Jako ta, co miała grzech ten między inszemi,

    Że zbyt łakoma beła, wadami swojemi.

    42

    By była miała sposób, że rzeczy kradzione

    6385

    Mogły być jakiem kształtem u niej utajone,

    Zdarłaby beła z niego i zbroję i szaty

    Wszytkie, spodnie i zwierzchnie, nasuwień[379] bogaty;

    Dlatego, co skryć może tylko, odejmuje,

    Ostatka, że nie bierze, haniebnie, żałuje.

    6390

    Beł pas piękny na trupie; ten mu odebrała

    I pod suknią oba jem boki przepasała.

    43

    Wrócił się prędko Zerbin, który darmo w tropy

    Bieżąc za Bradamantą, patrzył bitej stopy,

    Bo trafił ścieszkę, co się w kilka dróg dzieliła,

    6395

    To na dół, to na górę, a ślady myliła.

    Do tego już też późny wieczór następował,

    Nie radby beł gdzie w polu pod niebem nocował,

    I dla noclegu śpiesznie pojachał z doliny

    W towarzystwie niezbożnej, przeklętej Gabryny.

    44

    6400

    Dwie mili ujachawszy, pyszno zbudowany

    Zamek ujźrzą, Wysoki Brzeg z dawna nazwany;

    Tam się zastanowili w nocy dla noclegu,

    Co od ziemie do nieba już szła w pełnem biegu.

    Ledwie co z koni zsiedli, srogie narzekanie

    6405

    Usłyszą i wielki płacz i krzyk i wołanie.

    Widzą potem, że wszędzie co żywo płakało,

    Tak, jakoby co na tem wszytkiem należało.

    45

    Kiedy się o tem pytał, taką Zerbinowi

    Sprawę dano, że świeżo grabi Andzelmowi

    6410

    Staremu ktoś z nowiną dopiero przybieżał,

    Że syn jego zabity niedaleko leżał.

    On chcąc uść podejźrzenia, czyni tę postawę,

    Że dopiero od nich wie teraz onę sprawę;

    Lecz myśli, że to ten beł mepochybnie, który

    6415

    Srodze zamordowany leżał podle góry.

    46

    Po małem czasie ciało beło przyniesione,

    Na marach z wielką liczbą świec przyprowadzone

    Tam, gdzie beł wrzask okrutny i ręku łamanie

    I żałosne po wszytkich stronach narzekanie.

    6420

    Wszyscy z oczu obfite dżdże na twarz spuszczali

    I wołaniem i płaczem nieba przebijali;

    Ale najupłakańsza twarz ojca nędznego

    Była między wszytkiemi, Andzelma starego.

    47

    Kiedy się tak na pogrzeb wielki gotowano

    6425

    I wielu nań z dalekich krajów zapraszano

    Według dawnych porządków, które zachowały

    Dawne wieki, które już tych czasów ustały,

    Grabia stary, co płakał ustawnie na zeście

    Syna swego, wytrąbić rozkazał po mieście,

    6430

    Obiecując nagrodę i dar znamienity

    Temu, przez kogoby beł srogi mord odkryty.

    48

    Poszła z głosu do głosu i z ucha do ucha

    Od grabie obiecanej nagrody otucha,

    Aż się także doniosła onej niezbożnice,

    6435

    Co złością przechodziła tygry, medzwiędzice.

    Lub to dawna nienawiść wielka w niej sprawuje,

    Upadek Zerbinowi nieschronny gotuje,

    Lubo, żeby się mogła chlubić sprawiedliwie,

    Że sama w ludzkiem ciele bez ludzkości żywię.

    49

    6440

    Lubo się też łakomstwem i oną uniosła

    Obietnicą nagrody, do Andzelma poszła

    I po przemowie, która jakiekolwiek miała

    Podobieństwo, że Zerbin zabił, powiedziała,

    Syna jego, i pasa z pod suknie dobyła

    6445

    I przed starem go grabią na stół położyła.

    Poznał nieszczęsny ociec zabitego syna

    Zwyczajny pas, który mu oddała Gabryna.

    50

    I z płaczem Bogu dzięki czynił, że objawił

    Mężobójcę, i zaraz piechotę wyprawił,

    6450

    Która szedszy do miasta, wszytko pobudziła

    Pospólstwo i gospodę wkoło obstąpiła.

    Tak Zerbin nieszczęśliwy, który spał, bezpieczny,

    I tej krzywdy nie czekał, był na ostateczny

    Upadek od bezbożnej niewiasty podany,

    6455

    W prierwospy[380] od Andzelma grabie poimany.

    51

    Onej nocy do ciemnej wieże beł wsadzony

    I w łańcuchu i w pęcie aż na dno spuszczony.

    Jeszcze beło nie weszło słońce, kiedy krzywy

    Na zamku wyrok stanął i niesprawiedliwy,

    6460

    Aby na temże miejscu, gdzie beł wykonany

    Zły uczynek, Zerbin beł rano ćwiertowany;

    Inszego też opytu[381] o tem nie czynili:

    Dosyć było, że tak pan i wszyscy wierzyli.

    52

    Nazajutrz, skoro światu pełne mokrej rosy

    6465

    Ukazała jutrzenka swoje złote włosy,

    Wszyscy wyszli, »Niech umrze! niech umrze!« wołając,

    Za grzech cudzy niewinnie Zerbinowi łając.

    Pospólstwo się do kupy z różnych stron schodziło,

    Aby z miasta złoczyńcę w pole prowadziło,

    6470

    Bez sprawy, bez porządku; Zerbin beł wsadzony

    Na małego podjezdka i w pole wiedziony.

    53

    Ale Bóg, który często niewinnych ratuje

    I tych, co mu dufają, w przygodzie pilnuje,

    Już mu był tak potężne zgotował obrony,

    6475

    Że onego dnia pewnie nie miał być stracony.

    Trafił się tam cny Orland, który niewinnemu

    Królewicowi przyniósł ratunek szockiemu;

    Orland widzi moc ludzi, którzy się skupili

    I smętnego rycerza na śmierć prowadzili.

    54

    6480

    Miał z sobą Izabellę piękną w onem czesie,

    Którą z trafunku nalazł niedawno na lesie,

    Córkę króla Galega[382], od zbójców dostaną

    I chwilę u nich w ciemnej jaskiniej chowaną

    Potem, jako rozbity okręt zostawiła,

    6485

    Kiedy go niepogoda morska utopiła,

    Samę jednak Bóg dziwnie od śmierci uchował,

    Którą barziej, niż duszę swą, Zerbin miłował.

    55

    Odtąd, jako od zbójców wyzwolona była,

    W towarzystwie z Orlandem ustawnie jeździła;

    6490

    A w on czas, kiedy on lud tak wielki widziała,

    Co to było, Orlanda strwożona pytała.

    On powiedział: »Ja nie wiem«. Potem ją zostawił

    Na górze, a sam się wskok w równinę wyprawił

    I ujźrzawszy Zerbina, z pierwszego wejźrzenia

    6495

    Osądził, że beł rycerz godny poważenia.

    56

    Przystąpiwszy pyta go, dla której przyczyny

    I gdzie go one gęste prowadziły gminy.

    On od ziemie podniósszy pochyloną głowę

    Tak, że mógł dobrze słyszeć Orlandowę mowę,

    6500

    Wszytkę prawdę powiadał, jako się toczyła,

    Tak dobrze, tak wyraźnie, że to jawna była

    Orlandowi z jego słów, że nie beł nic krzywy

    I niewinnie miał umrzeć rycerz nieszczęśliwy.

    57

    Ale skoro usłyszał, że go na noclegu

    6505

    To potkało u grabie z Wysokiego Brzegu,

    Tem beł tego pewniejszy, bo od nieprawego

    Trudno się beło czego spodziewać inszego.

    Do tego nieprzyjaciel beł jeden drugiemu,

    A to dla nienawiści i kwoli dawnemu

    6510

    I niepojednanemu zaciągowi[383], który

    Beł między krwią z Magance, a krwią z Jasnej Góry.

    58

    »Rozwiążcie go — zawoła surowemi fuki —

    »Albo was pozabijam« — Orland na hajduki.

    Jeden, co chciał być śmielszy miedzy niemi, rzecze:

    6515

    »Niechaj wiem, kto to taki, co tak dobrze siecze?

    »A źlećby to tak fukać, kiedyby z szczerego

    »Ognia beł, a my z słomy lub wosku miękkiego«.

    I biegł z dobytą bronią przeciw francuskiemu

    Rycerzowi; on składa drzewo przeciw niemu.

    59

    6520

    Zbroja, którą beł odjął w nocy Zerbinowi

    I którą na się włożył, żadnej profosowi[384]

    Obrony, żadnej w on czas nie dała pomocy

    Przeciw onej tak wielkiej Orlandowej mocy.

    Hełmuć wprawdzie nie przebił, bo był doświadczony,

    6525

    Uderzył go w policzek grotem z prawej strony;

    Ale tak beł ciężki raz, takie uderzenie,

    Że zdechł zaraz i poszedł miedzy blade cienie.

    60

    W jednem biegu i drzewa nie wyjmując z toku,

    Drugiemu, co za pierwszem stał na kilku kroku,

    6530

    Przebił piersi na wylot. Wtem drzewo porzuca,

    A wiernej Duryndanie ostatek porucza;

    Temu głowę do czysta, jak trzeba, ucina,

    A temu ją na poły dzieli i rozcina.

    Wielom przeciął gardziele, tak że ich zostało

    6535

    Sto zabitych; co żywo potem uciekało.

    61

    Już ich zabił trzecią część, a ostatek goni,

    Siecze, kole, dziurawi; żaden się nie broni:

    Wszyscy, aby wolniejszy i lżejszy zostali,

    Hełmy, tarcze, puklerze, spisy[385] porzucali.

    6540

    Jedni w długą[386], a drudzy poprzek uciekają,

    Ci się w dołach, ci w lesie, ci po chróstach tają.

    Tak się niemiłosiernie Orland w on dzień stawił,

    Że, by mógł, jednegoby żywo nie zostawił.

    62

    Ośmdziesiąt ich — bo właśnie tak najdzie w Turpinie,

    6545

    Kto czyta jego księgę — namniej ze sta ginie.

    Nakoniec się obrócił po onem pogromie,

    Gdzie serce Zerbinowi drżało niewidomie.

    Jako mu beł rad Zerbin, by nie wiem jakiemi,

    Ja tego nie wyrażę rymami mojemi;

    6550

    Padłby beł przed niem krzyżem rycerz zawołany,

    Ale i na koniu beł i beł skrępowany.

    63

    Rozwiązał go szlachetny grabia w onem czasie

    I pomagał mu zbroję co prędzej wziąć na się,

    Odjętą ceklarzowi[387] dopiero starszemu,

    6555

    W którą się beł ustroił ku swojemu złemu.

    Tem czasem Izabella na dół się spuszczała,

    Co beła sama jedna na górze została,

    A teraz, skoro bitwy koniec obaczyła,

    Spiesząc się, swe piękności z sobą przynosiła.

    64

    6560

    Skoro Zerbin obaczył z blizka twarz nadobną

    Pięknej dziewki, rumianej jutrzence podobną,

    Której już beł opłakał tak, jako zginionej,

    Jako mu sprawę dano, w morzu utopionej,

    Tak, jakoby mu lodu w piersi nakładziono,

    6565

    Drży od wielkiego zimna; ale zimno ono

    Prędko beło w gorący ogień odmienione,

    Którem mu serce beło nagle rozpalone.

    65

    By się beł na Orlanda nie oglądał, pewnie

    Nie wytrwałby beł zaraz nadobnej królewnie

    6570

    I obłapiłby ją beł; ale się hamuje,

    Bo rozumie, że także Orland ją miłuje.

    Krótkie było wesele i jego radości;

    Idzie z męki na mękę, z żałości w żałości,

    Ciężej mu, że jest w cudzych ręku, bez pochyby,

    6575

    Niż gdy słyszał, kiedy ją zjadły głodne ryby.

    66

    Na więtszy żal w ręku ją u tego zastawa,

    Któremu on tak wiele powinien zostawa;

    Wziąć mu ją nie przystało ani się godziło,

    I kto wie, jakoby się to dzieło zdarzyło.

    6580

    Mniema, żeby to beł grzech sprosny i szkarady[388]

    Dać sobie wziąć tę zdobycz bez boju bez zwady,

    A on tak jest powinien grabi, że nic z drogi

    Nie uczyni[389], kiedy mu da szyję pod nogi.

    67

    Stamtąd dalej jachali cicho i w milczeniu

    6585

    I stanęli przy jednem przejźrzystym strumieniu.

    Zdjął sobie z głowy szyszak Orland utrudzony,

    Toż i Zerbin uczynił, od niego proszony.

    Skoro w twarz Izabella znajomą wejźrzała,

    Z wielkiej radości zbladła i nagle zmartwiała;

    6590

    Potem się zstaje, jak kwiat śliczny, umoczony

    W niepogodę, od słońca z rosy osuszony.

    68

    Bez względu się żadnego do niego porwała

    I u szyje mu wisząc, mocno go ściskała;

    Słowa ani przemówi, tylko co na ono

    6595

    Nagłe poznanie łzami twarz leje i łono.

    Orland się ich wzajemnem żądzom przypatruje

    Ani inszych dowodów więtszych potrzebuje,

    Bo ognie ich miłości jawnie znać dawały,

    Że to nie beł nikt inszy, jeno Zerbin śmiały.

    69

    6600

    Skoro się Izabella na słowo zdobyła,

    Jeszcze z łez nie oschnąwszy, Orlanda chwaliła,

    Jako się z nią obchodził, jako jej ratował

    Od śmierci i jako się jej potem zachował.

    Zerbin, co Izabellę piękną z swem żywotem

    6605

    Na jednej szali trzymał, zdumiał się, a potem

    Uklęknął na kolana i grabi dziękował,

    Że mu dwa jednem razem żywoty darował.

    70

    Dłużejby się bawili beli dziękowaniem

    I wzajemnem przyjaźni swej ofiarowaniem,

    6610

    By beli nie słyszeli huku w onem czesie,

    Który się jem ożywał głośno w blizkiem lesie.

    Porwali się do koni i hełmy włożyli

    Na głowy, które beli dopiero odkryli;

    Ledwie siodeł dopadli, kiedy jadącego

    6615

    Z lasu ujźrzeli z panną rycerza jednego.

    71

    Mandrykardem się własnem imieniem mianował,

    Który Orlanda wszędzie szukał i szlakował,

    Chcąc się zemścić koniecznie króla Manilanda

    I Aldzierda, zabitych od grabie Orlanda.

    6620

    Acz dobrze w tem gonieniu potem beł leniwszy,

    Gdy piękną Doralikę otrzymał, pobiwszy

    Ułomkiem jesionowem jej ludzi tak siła

    Wszytkich zbrojnych: tak dzielność wielka jego była.

    72

    Mandrykard w one czasy ani myślił o tem,

    6625

    Aby to miał być Orland; ale poznał potem

    Że beł jeden z rycerzów błędnych, co wędrują

    Po świecie i siły swej i szczęścia próbują.

    Na Zerbina mniej patrzał poganin surowy,

    Ale grabię obejźrzał od stopy do głowy,

    6630

    Potem przypatrzywszy się każdemu znakowi,

    »Tyś to, którego szukam!« rzecze Orlandowi.

    73

    »Już to dziesięć dni wyszło, jako cię szlakuję,

    »Jako cię i tam i sam szukam i pilnuję,

    »Pobudzony twą sławą, która się rozniosła

    6635

    »O tobie i obozu pod Paryżem doszła,

    »Że jeden tylko uszedł w niedawnej potrzebie

    »Z tysiąca, którzy beli zabici od ciebie,

    »Żeś na głowę lud wszytek z Norycyej pobił

    »I ludzie z Tremeseny i cudaś porobił.

    74

    6640

    »Puściłem się za tobą zaraz onej doby,

    »Abym się z tobą spatrzył[390] i znał cię z osoby,

    »l wiem, żeś to ty właśnie: znaki cię wydają

    »Na zbroi, które wszytkie na cię się zgadzają.

    »I choćbyś nie miał znaków, choćbyś się, przebrany,

    6645

    »Utaić chciał między stem, abyś beł nieznany,

    »Samaby mi cię postać surowa wydała

    »I żeś ty jest, nie inszy, jawnie ukazała«.

    75

    »Znać po tej samej sprawie i po twojej mowie,

    »Żeś jakiś rycerz wielki — Orland mu odpowie —

    6650

    »Bo w ladajakiem sercu żądze tak wspaniałe

    »Nie zwykły nigdy bywać i tak okazałe.

    »Iż mię szukasz, chcąc ze mną przyść do znajomości,

    »I z wierzchu mię i zewnątrz[391] poznasz bez trudności

    »I co jeno chcesz po mnie, na wszytkom gotowy:

    6655

    »Ato, żebyś mię poznał, hełm zdejmuję z głowy.

    76

    »Skoro mię z twarzy poznasz, potrzeba drugiemu

    »Zamysłowi też dosyć uczynić twojemu,

    »Abyś się ze mną w boju spatrzył i skosztował[392]

    »I abyś rzeczą samą poznał i sprobował,

    6660

    »Jeśli się z męstwem zgodzi ta moja postawa,

    »Co dopiero ukaże Marsowa rozprawa«.

    Powie na to poganin: »Co się tknie pierwszego,

    »Nie potrzebuję więcej: pódźmy do drugiego.«

    77

    Stojąc od niego na trzy lub na cztery kroki,

    6665

    Patrzy mu pilnie Orland na łęk i na boki;

    U łęku nic nie wisi, buławy i toku

    I koncerza nie widzi i miecza u boku.

    Pyta, jeśli się trafi, kiedy z drzewem goni,

    Że chybi, jakiej inszej zwykł używać broni.

    6670

    Odpowie mu Mandrykard na ono pytanie:

    »Siłam ich tak zwojował; nie twe to staranie.

    78

    »Uczyniłem przysięgę dawno Makonowi[393],

    »Póki szable nie wydrę gwałtem Orlandowi,

    »Nie nosić inszej broni i dla tego za niem

    6675

    »Wszędzie jeżdżę, abym ją w boju wygrał na niem;

    »A przysięgęm uczynił w ten czas, kiedym swoję

    »Głowę okrył tem hełmem i wziął na się zbroję

    »Hektorowę; jego to zbroja z tą przyłbicą,

    »Który, jako miał umrzeć, już tysiąc lat liczą.

    79

    6680

    »Szable mi do całego, którą ukradziono,

    »Rynsztunku nie dostaje; tak jednak mówiono,

    »Że ma być u Orlanda, dla tego tak śmiały,

    »Dufając jej, dla tego tak bywa zuchwały.

    »Ale jeśli mi się go trafi naleźć, tuszę,

    6685

    »Że mu nie tylko szablę, ale wezmę duszę,

    »I chcę się zaraz pomścić rodzica swojego,

    »Agrykana, od niego srodze zabitego.

    80

    »Orland go zdradą zabił, nie mógł też inaczej,

    »Którego ja — lecz o tem niechaj milczę raczej«.

    6690

    Ale grabia nie milczał: »Łżesz i ty i każdy,

    »Co to mówi, i tegom dowieść gotów zawżdy;

    »Ato Orland przed tobą, co go szukasz, stoi.

    »Zabiłem Agrykana tak, jako przystoi,

    »Ato i szabla, którą, jeśli męstwem kupisz,

    6695

    »Będzie twoja, jeśli mnie z niej gwałtem obłupisz.

    81

    »A choć jest własna moja, atoć jej nie bronię,

    »Ale się pierwej w boju masz rozpierać o nię;

    »Powieszę ją na drzewie: niech nie będzie moja,

    »Dokąd się nie rozprawiem, ale ani twoja:

    6700

    »Jeśli mię ty zabijesz, lubo też poimasz,

    »Szablę sobie zarazem weźmiesz i otrzymasz«.

    To mówiąc, Duryndmę odpasował sobie

    I na małem ją drzewku wieszał w onej dobie.

    82

    Już się oba od siebie nie bez gróźb i fuku,

    6705

    Oddalili jako na pół strzelenia z łuku,

    Już oba przeciw sobie konie wypuszczają

    I kolą je bojcami i wódz nie wściągają;

    Już oba kopiami wielkiemi w się mierzą,

    Na ostatek się w hełmy, w twarz prawie uderzą.

    6710

    Drzewa onych tak ciężkich razów nie strzymały

    I na tysiąc trzask poszły i w niebo leciały.

    83

    Musiały drzewa, groty musiały pomylić,

    Bo się sami rycerze nie chcieli nachylić;

    Znowu się wielcy gońcy do siebie wracają

    6715

    Z ułomkami, co całe po gałki zostają.

    Tak rycerze przywykli mieczom i żelazu,

    Złamawszy wielkie drzewa do piewszego razu,

    Jako chłopi, kiedy się lub o łąki wadzą

    Lub o rolę, z kijami dalszy bój prowadzą.

    84

    6720

    Ale i te ułomki niedługo jem trwały

    I do uderzenia się czwartego spadały;

    A skoro się potłukły one małe części

    Wielkich drzew, nie mieli nic krom palców a pięści.

    Gdziekolwiek ręką dojdzie — tak ich jadowity

    6725

    Gniew zagrzewa — drą blachy i rwą gęste nity;

    Nie tak kleszcze rwą mocno, nie tak biją młoty,

    Kiedy swe odprawują kowale roboty.

    85

    Nie wie, jako bój skończyć Sarracen gniewliwy

    Z uczciwem swem, który beł tak barzo szkodliwy;

    6730

    Głupie się tam czas traci, kiedy z każdej strony

    Więcej cierpi, co bije, niżli uderzony.

    Poszli z sobą w cieśniejszą[394], wtem poganin ściskał

    I mocno do swych piersi Orlanda przyciskał,

    Wierząc, że mu uczyni, jako Anteowi

    6735

    Herkules cny uczynił beł zapaśnikowi.

    86

    Bierze go w pas i to go wielkiemi siłami

    Pchnie od siebie, to go zaś potargnie rękami

    Do siebie i biedzi się i z niem się morduje

    I co się z wodzą jego dzieje, nie pilnuje.

    6740

    Orland się, jako może, na siedle opiera

    I fortelów swych patrzy i sam się w się zbiera

    I ściągnie rękę jego koniowi do grzywy

    I zedrze uzdę z niego, końca boju chciwy.

    87

    Wszytką siłą poganin chce się o to kusić,

    6745

    Aby go z konia zwalić, aby go udusić;

    On się nie da nachylić i sam w się zebrany,

    Konia jako najmocniej przyciska kolany.

    Ale tak beł targaniec od pohańca tęgi,

    Że się grabi u siodła zerwały popręgi;

    6750

    Ledwie Orland postrzega, że już jest na ziemi,

    I ściska jeszcze siodło kolany mocnemi.

    88

    Z takiem grzmotem spadł grabia, z siodłem obalony,

    Jaki czyni zbrój pełny wór, z góry zrzucony.

    Koń, który beł bez uzdy, bez munsztuka w gębie

    6755

    I już nie czuł żadnego hamulca na zębie,

    Porwie się wielkiem pędem, drogi nie pilnuje

    Ani gdzie las, gdzie równia, gdzie dół, upatruje;

    I strachem przerażony, oślep w onem czesie

    Bieży i niewściągniony Mandrykarda niesie.

    89

    6760

    Doralika widząc już swego miłośnika

    Daleko i bojąc się stracić przewodnika,

    Ostrogi w bok swojemu koniowi włożyła

    I za niem się skwapliwa przez pole puściła.

    On gniewliwy na konia woła i pięściami

    6765

    I karze go po bokach obiema nogami

    I łaje mu, jakby miał rozum; lecz im więcej

    Fuka nań i bije go, tem on bieży pręcej.

    90

    Koń, który beł lękliwy, mija proste drogi

    I bieży w przek i sobie nie patrzyna nogi;

    6770

    Już zbiegł z milę i jeszcze dalejbybeł bieżał,

    Bybeł nad rów głęboki jeden nieprzybieżał,

    Wktóry oba we wszytkiem biegugiowpadali,

    Choć tam sobie kobierca beli nie posłali.

    Atoli jako jego dobre szczęście chciało,

    6775

    Mandrykardowi się tam nic złego nie zstało.

    91

    Musi stanąć, musi się koń w rowie zasadzić,

    Ale go trudno bez wódz[395], bez uzdy prowadzić.

    Łaje, bluźni, przeklina Tatarzyn gniewliwy

    I trzyma go rękami za włosy u grzywy;

    6780

    Nie wie, co ma z nim czynić, a wtem Doralika:

    »Uzdę mojego — rzecze — weź jednochodnika[396],

    »A włóż na swego konia, bo ten mój jest wolny

    »I w uździe i bez uzdy namniej nie swowolny«.

    92

    Ale się pohańcowi ona rzecz nie zdała,

    6785

    Aby jachać bez uzdy Doralika miała;

    Atoli nań fortuna tak łaskawa będzie,

    Że się prędko gdzie indziej na uzdę zdobędzie.

    Z trafunku biegła pędem tamtędy Gabryna,

    Która skoro zdradliwie wydała Zerbina,

    6790

    Uciekała tak, jako wilczyca strwożona,

    Od myśliwców z ogary i z charty goniona.

    93

    Oneż właśnie na sobie w on czas miała stroje,

    Młode i nieprzystojne sobie i nieswoje,

    Które beła niedawno Marfiza zewlokła

    6795

    Pinabellowej paniej i w nię ją oblokła;

    Tejże konia pod sobą miała, nad którego

    Trudno było na świecie naleźć gdzie lepszego.

    Prędko jakoś i nagle na pohańca wbiegła

    Gabryna, że ani się, że tam stał, postrzegła.

    94

    6800

    Śmiała się Doralika i Mandrykard srodze,

    Gdy w pięknem, w młodem stroju ujrzeli na drodze

    Szpetną babę, co się już beła przestarzała

    I twarz, jako koczkodan albo małpą, miała.

    Poganin jej uzdę wziąć z jej konia zamyśla

    6805

    Na swój koń i prędko się na tę rzecz namyśla;

    Zdarszy z jej konia uzdę, zatnie go wodzami

    I okrzyknie i pędzi zjętego strachami.

    95

    On ucieka, co jeno mocy ma, i niesie

    Babę, co z strachu zdycha wielkiego, po lesie,

    6810

    Po górach, po równinach, po wielkich padołach,

    Po skałach, po kamieniu, po chróście, po dołach.

    Ale mi nie tak wiele na babie należy:

    Orlanda pewnie dla niej mój rym nie odbieży,

    Który sobie powoli mocno powiązane

    6815

    Zawlókł w siodło niedawno popręgi zerwane.

    96

    Wsiada znowu na konia i oczy obraca,

    Patrząc, jeśli się na zad poganin nie wraca;

    Ale iż go nie widzi i długiem czekaniem

    Na miejscu nic nie sprawi, chce się puścić za niem.

    6820

    Tako beł obyczajny, nie myśli odjechać,

    Nic nie mówiąc, i nie chce dawnego zaniechać

    Obyczaju i żegna bez długiej przemowy

    Izabellę z Zerbinem łagodnemi słowy.

    97

    Żałował barzo Zerbin, barzo żałowała

    6825

    Izabella odjazdu jego i płakała;

    I on i ona się z niem jachać napierali,

    Nie chciał Orland i prosił, aby tam zostali,

    I tę wymówkę nalazł, że mu się nie godzi,

    Co za nieprzyjacielem szukać go wychodzi,

    6830

    Brać z sobą towarzysze, aby podejźrzany

    W tem nie beł, że od niego chce być ratowany.

    98

    Prosił Orland, kiedy się już rozjeżdżać mieli,

    Aby poganinowi to odpowiedzieli,

    Jeśli ich pierwej potka — tak się on jem sprawi —

    6835

    Że się jeszcze w tem kraju przez trzy dni zabawi,

    A że z tamtego kraju prosto się obróci

    Do obozu i nazad do wojska się wróci,

    Do wojska lilij złotych[397], a to, aby o niem

    Wiedział wszędzie, gdzieby chciał znowu boju po niem.

    99

    6840

    I to i każde insze jego rozkazanie

    Obiecali wykonać, które włoży na nie.

    Tak się stamtąd rycerze oba w onej chwili,

    Zerbin w tę, Orland w owę stronę, obrócili.

    Grabia wziął Duryndanę pierwej, co wisiała

    6845

    Na drzewie i zwyciężcy w nagrodę iść miała,

    I przypasał ją na bok; potem koniem ruszył

    Tam, kędy Mandrykarda naleźć sobie tuszył.

    100

    Ale iż beł pohańca zniósł koń z prostej drogi,

    Zbywszy munsztuka, między ciernie, między głogi,

    6850

    Dwa dni daremnie jeździł grabia tamtem krajem,

    Nie mogąc się z niem potkać żadnem obyczajem

    I dowiedzieć się o niem; a wtem na zielonej

    Łące, zielem i kwieciem pięknem ozdobionej,

    Ujźrzał zdrój kryształowy, z tej i z owej strony

    6855

    Pięknem, rozlicznem drzewem wkoło otoczony.

    101

    Południe wiatrek mały czyniło nagiemu

    Pasterzowi i bydłu już napasionemu,

    Którem i Orland w on czas zwolna beł chłodzony,

    Zbroją, hełmem i tarczą wielką obciążony.

    6860

    Tu zsiadł dla odpoczynku w ciężkie letnie znoje,

    Lecz miasto odpoczynku, wielkieś niepokoje

    Nalazł w on dzień nieszczęsny, Orlandzie nieboże,

    Tak wielkie, że ich pióro wypisać nie może.

    102

    Obracając się wkoło, widzi popisane

    6865

    Na skórach różne drzewa i pokarbowane;

    Skoro okiem przebieżał od sęka do sęka,

    Poznał, że to boginiej jego własna ręka.

    To miejsce było jedno z tych, kędy wieczorem

    I z rana na przechadzki częstokroć z Medorem

    6870

    Angelika z blizkiego domu więc chadzała,

    Kiedy z niem u pasterza ludzkiego mieszkała.

    103

    Angelikę z Medorem pospołu związanych

    Stem węzłów i na stu miejsc widzi napisanych;

    Ile słów, raczej liter, tyle goździ było,

    6875

    Któremi mu się serce żałosne dzieliło.

    Wynajduje sposobów sto, żeby nie wierzył

    Temu, czemu na wielki żal swój już uwierzył,

    I przymusza się wierzyć, że to insza była

    Angelika co w drzewie imię swe wyryła.

    104

    6880

    Potem mówi: »Wżdyć ja znam to pismo: czy mało

    »Tego było, co mi się widzieć go dostało

    »I czytać? Może też być, że może zmyśliła

    »Tego Medora tylko i mnie tak okrzciła«.

    Tem fałszywem mniemaniem myśli rozrywając,

    6885

    Stał, sam na się fortelów i zdrad używając

    W nadziei, na którą się w dowcipie zdobywał

    I sam siebie umyślnie i chcąc oszukiwał.

    105

    Ale im więcej gasi ono podejirzenie,

    Tem je barziej odżywia i puszcza w płomienie,

    6890

    Nie inaczej, jako ptak nieostrożny, który

    W sieć rozpiętą albo w lep trafi lipki pióry,

    Im więcej macha, chcąc się ratować, skrzydłami,

    Tem się więcej uwikle i mota wiciami.

    Potem tam przydzie, gdzie się góra zakrzywiała

    6895

    Nakształt łuku, skąd struga piękna wynikała.

    106

    Pierwsze weście zdobiły około krynice

    To bluszcze krzywonogie, to błędne[398] macice.

    Tu więc w nagorętsze dni szczęśliwi chadzali

    Miłośnicy i zwykłych wczasów zażywali;

    6900

    Tu więcej, niż gdzie indziej, wnątrz i każda strona

    Zwierzchnia pięknej jaskiniej miała ich imiona,

    Częścią wapnem, a częścią krętą[399] napisane,

    Częścią końcem ostrego noża zrysowane.

    107

    Wnidzie tam, zjęty żalem i serdeczną męką,

    6905

    I ujźrzy w pierwszem weściu Medorową ręką

    Wiersze w rzędy złożone, a takie się zdały,

    Jakoby się dopiero beły napisały,

    O swych wielkich rozkoszach, których więc zażywał,

    Kiedy tam z Angeliką dla chłodu chodzywał[400];

    6910

    Skład beł w swojem języku przyrodzonem złożył,

    1wierzę, że beł piękny, jam go tak przełożył:

    108

    »Piękne drzewa! zielone mchy! przejźrzyste wody!

    »I ty, piękna jaskini, ciemna z twemi chłody!

    »Gdzie króla Galafrona córa zawołana,

    6915

    »Angelika, od wielu próżno miłowana,

    »Naga na moich ręku częstokroć leżała,

    »Za ten wczas, którym tu miał, gdyśwa tu chadzała,

    »Nie mam wam co ja, Medor ubogi, darować,

    »Jeno was wiecznie chwalić, jeno wam dziękować

    109

    6920

    »I prosić wszytkich, którzy miłości skusili,

    »Którzyby się tu kiedy z przygody trafili,

    »Lub rycerz lub biała płeć, luboby się stawił

    »Z blizka lubo z daleka, aby błogosławił

    »Drzewa, zioła, jaskinią, chłody, wody żywe;

    6925

    »Miejcie słońce i miesiąc i nieba życzliwe,

    »Niechaj wam wszytkie nimfy tych krajów sprzyjają,

    »Niech was trzody, niechaj was pasterze mijają!«

    110

    W arabskiem to języku w weściu u jaskinie,

    Który grabia tak umiał, jako po łacinie,

    6930

    Jak beło napisano, wszytko wyrozumiał,

    Bo ten język tak dobrze, jak swój, grabia umiał.

    I często przejeżdżając pogańskie narody,

    Nieraz przez to uchodził nieszczęścia i szkody;

    Ale niech się nie chlubi, że mu się przygodził

    6935

    Na on czas, bo mu teraz aż nazbyt zaszkodził.

    111

    Raz, dwa, trzy i czterykroć czyta przykre rymy,

    Przykre rymy i różne tworzy w głowie dymy,

    Myśląc, aby tam beło to pismo nie było,

    Ale próżno; pismo się namniej nie mieniło,

    6940

    I coraz tak go gryzły żale niepojęte,

    Mdłe serce zimną ręką czuł w sobie ujęte;

    Na ostatek myśl i wzrok w popisane skały

    Tak wlepił, że się i sam zdał być skamieniały.

    112

    Ledwie co żywy został: tak się był onemu

    6945

    Wszytek dał w moc, nieszczęsny, żalowi wielkiemu —

    Temu, który doświadczył, dać wiarę możecie,

    Że nad tę niemasz więtszej żałości na świecie —

    Broda mu na pierś spadła, czoło pochylone

    Z pierwszej swojej śmiałości beło obnażone;

    6950

    Nie mógł mieć w onej swojej tak ciężkiej żałości

    Słów na skargi, a na płacz łez i wilgotności.

    113

    Nakoniec ciężka żałość wewnątrz w niem została,

    Która nazbyt skwapliwie z niego wypaść miała,

    Jako woda zostawa w naczyniu u szyje

    6955

    Ciasnem, wewnątrz brzuchatem, gdy kto z niego pije;

    Bo skoro je tylko dnem wywróci do góry,

    Wilgotność, co chce gwałtem prędko wypaść z dziury,

    W onej się ciasnej drodze trudni i zachodzi

    Sama sobie i ledwie kroplami wychodzi.

    114

    6960

    Skoro kęs przyszedł k sobie, myśl jego troskliwa

    Rozbiera, jako mogła ta rzecz być fałszywa;

    Że ktoś chciał jego pannę osławić, tak tuszy,

    Dawając mdłej pociechę jakąkolwiek duszy,

    Albo mu to niechętny jemu ktoś z zazdrości

    6965

    Wyrządził, aby umarł od wielkiej żałości;

    Dziwuje się, nieznośną w sercu cierpiąc mękę:

    Ktokolwiek beł, tak dobrze wyraził jej rękę.

    115

    Mając tej kęs nadzieje i słabej otuchy,

    Zagrzewa w sobie trochę oziębione duchy

    6970

    I wsiada utrapiony na Bryliadora,

    Kiedy mroki spadały ciemnego wieczora.

    Jedzie dalej i ujźrzy z dachów dymy gęste,

    Kurzące się i słyszy psów szczekanie częste

    I ryk krów, co się z paszy do domu wracały,

    6975

    I jedzie do noclegu, smętny i zbolały.

    116

    Zsiadszy z Bryliadora, mówi parobkowi

    Onego domu, aby obrok dał koniowi;

    Ten mu zbroję zewłóczy, ten bót ciągnie z nogi,

    Ten szyszak, ten mu złote chędoży ostrogi.

    6980

    Prawie do domu trafił, kędy leżał ranny

    Medor i taką łaskę miał potem u panny.

    Łóżka chce, nie wieczerzy Orland utrapiony,

    Żałością, nie potrawą inszą nakarmiony.

    117

    Im więcej odpoczynku szuka i pokoju,

    6985

    Tem więtszy ma niepokój: widzi na podwoju,

    Po ścianach i po oknach, gdzie obróci oczy,

    Pisma przykre, przyczynę swej ciężkiej niemocy.

    Chce pytać i zaś milczy i język hamuje

    I wszelakie sposoby sam w sobie najduje,

    6990

    Aby ona rzecz, co aż nazbyt jasna była,

    Mgłą się, żeby mniej cierpiał, jaką zasłoniła.

    118

    Nie wskórywa, choć myśli oszukiwa swoje,

    Choć nie pyta, bo ściany, okna i podwoje

    Nie milczą; wtem coś złego przyniosło pasterza,

    6995

    Który widząc tak barzo smętnego rycerza,

    Aby go uweselił, aby go rozruchał,

    Historyą, której więc niejeden rad słuchał,

    Której grabia umyślnie i chcąc nie chciał badać,

    Ni z tego ni z owego począł mu powiadać,

    119

    7000

    Jako na Angeliki prośbę dał nadobnej

    Złożenie[401] w jednej swojej komorze osobnej

    Medorowi, który beł okrutnie raniony,

    Jako potem beł prędko przez nię wyleczony

    Z onej rany tak wielkiej, jako potem ona

    7005

    Sama beła od srogiej miłości zraniona,

    Jako ogniem tak barzo gorącem pałała,

    Że miejsca samej sobie już nie najdowała;

    120

    Jako nie dbając, że się zacnie urodziła

    I że namocnjejszego króla córką była

    7010

    Z królów wschodnich, zagrzana miłością szaloną,

    Chudemu się drabowi uczyniła żoną.

    Tem skończył historyą, że wyszedł na progi

    I zawoławszy, kazał przynieść klejnot drogi,

    Który mu Angelika, nagradzając wczasy

    7015

    W jego ubogiem domu, dała w one czasy.

    121

    Siekierą był on koniec pasterzowej mowy,

    Która mu właśnie szyję odcięła od głowy,

    Skoro się nad niem sroga miłość napastwiła

    I tak się go ciężkiemi razami nabiła.

    7020

    Chce w sobie żal utaić, ale nie pomoże,

    Tak się sili, że gwałtem strzymać go nie może;

    Przez wzdychanie z ust, przez łzy z oczu, choć go dusi

    Wypuścić go, rad nierad, nieszczęśliwy musi.

    122

    A kiedy mógł popuścić wodze swej żałości,

    7025

    Zostawszy jeden tylko sam na osobności,

    Z oczu zaczerwieniąłych, wziąwszy twarz na rękę,

    Puszcza na dół na piersi niewstrąconą rzekę.

    Przewraca się a stęka, na miejscu nie może

    Leżeć i w częste koła zwiedza wszytko łoże;

    7030

    Ale je tak najduje twarde i kolące,

    Jako kamienie, jako pokrzywy gorące.

    123

    Kiedy tak cierpiał one tęsknicę i cknienia[402],

    Przyszło mu jakoś na myśl, że okrom wątpienia

    Na tem łóżku, na którem leżał, z swem sypiała

    7035

    Gamratem[403], gdy tam dziewka niewdzięczna mieszkała.

    Tak mu zarazem brzydkie i zmierzłe zostaje

    I tak się z niego prędko porywa i wstaje,

    Jako prędko Jcosiarz, co na sen zawrze oczy,

    Widząc węża na trawie podle siebie, skoczy.

    124

    7040

    W takiej ma nienawiści on dom, ono łoże

    I pasterza samego, że wytrwać nie może

    Dotąd, ażby wszedł księżyc, lub ażby ubrany

    W światło Febus dzień przyniósł albo świt rumiany;

    Oblecze się we zbroję i konia wywiedzie

    7045

    I do lasa w gęstwinę co nawiętszą jedzie,

    I jeśli kogo niemasz, w koło się obziera

    I strasznym wyciem bramę żalowi otwiera.

    125

    I kiedy słońce świeci i kiedy się kryje

    W oceanie, ustawnie woła, krzyczy, wyje;

    7050

    Strzeże się i miast i wsi i na miejsca bieży

    Nieludne i na ziemi i pod niebem leży

    I sam się sobie często niezmiernie dziwuje,

    Jako mu się tak wiele łez w oczu najduje,

    Jako tak często wzdychać może i tak w onem

    7055

    Z sobą samem rozmawia płaczu niewściągnionem:

    126

    »Nie są to już więcej łzy, które z podziwieniem

    »Leję z oczu ustawnie tak żywem strumieniem.

    »Tak wielkiemu żalowi łzy nie wydołały

    »I ledwie w połowicy beł, gdy ciec przestały:

    7060

    »Wilgotność to żywotnia, ogniem wypędzona,

    »Drogą, która do oczu wiedzie, wypuszczona,

    »Ucieka, której leją tak wielki dostatek,

    »Że mi żałość i żywot weźmie na ostatek.

    127

    »Wzdychania, które w onych mękach znać dawają,

    7065

    »Nie są pewnie wzdychania; nigdy nie bywają.

    »Takie wzdychania, bo te na czasy próżnują:

    »Mnie ustawicznie moje męki prześladują.

    »Miłość to ten wiatr czyni, która mię ogniami

    »Pali, które rozżarza, machając skrzydłami.

    7070

    »Twój to cud, o miłości, że choć mię tak palisz

    »I w ogniu zawsze trzymasz, nigdy mię nie spalisz.

    128

    »Nie jestem tem, czem się zdam z twarzy: już nieżywy,

    »Już dawno jest pod ziemią Orland nieszczęśliwy;

    »Jego go niewdzięcznica, która go zdradziła,

    7075

    »Nie strzymawszy mu wiary, okrutnie zabiła.

    »Jam jest tylko jego duch, ale rozdzielony

    »Od niego, ustawicznie w tem piekle męczony

    »Przy jego cieniu, który sam został na świecie,

    »Przykład wam, co w miłości nadzieję kładziecie«.

    129

    7080

    Całą noc grabia błądził tam i sam po lesie,

    Aż jednem razem zły go los jego przyniesie,

    Kiedy się rozdniewało tam, gdzie beła jama,

    W której przykre wydrożył Medor epigrama[404].

    Krzywda ta, która w skale wrysowana była,

    7085

    Tak go boli i tak go srodze zapaliła,

    Żeby się beł na żądzą inszą wtem nie zdobył

    Krom gniewu a wściekłości, a wtem szable dobył,

    130

    Posiekł pisma, porąbał krzywdy pełne skały

    Tak, że pod niebo małe kamienie leciały.

    7090

    Nieszczęśliwa jaskinia, miejsca nieszczęśliwe,

    Które miały na sobie napisy dotkliwe,

    Już wiecznie nie użyczą trzodzie swoich cieniów

    I pasterzom na ulgę słonecznych promieniów;

    I źrzódło, że tak jasne beło, nie pomogło

    7095

    I bezpieczne od gniewu jego być nie mogło.

    131

    Czego jeno mógł dostać, trawy, ziemie, kłody,

    Gałęzie i kamienie ciskał w piękne wody

    I zmącił je ode dna, że były nieczyste,

    I plugawe, bywszy tak przedtem przeźrzoczyste.

    7100

    Nakoniec spracowany, kiedy go już siły

    Wszytkie, wielką zwątlone pracą, opuściły

    I więcej się z wściekłością jego nie zgadzały,

    Padł na ziemię i leżał w znak, zapamiętały.

    132

    Padł na ziemię, jakom rzekł, i w znak się wywróciły

    7105

    Nie mówi nic, tylko wzrok ku niebu obrócił;

    Tak nie jedząc i nie śpiąc, trzy dni i trzy nocy

    Leżał, nie dając zmysłom zemdlonem pomocy.

    I tak go ona żałość niezmierna trapiła,

    Że go nawet rozumu wszytkiego zbawiła;

    7110

    Czwartego dnia od wielkiej wściekłości porwany,

    Rozdarł zbroję na sobie, z zmysłów już obrany.

    133

    Daleko wielka tarcza, dalej hełm i przedni,

    Dalej jeszcze na ziemi blach[405] leży pośledni[406];

    Porozciskał i zbroję i wszytko oręże[407],

    7115

    To w trawę, to na rolą, to między gałęzie.

    Potem na sobie zdrapał wszytkie spodnie szaty

    Inagie piersi i brzuch ukazał kosmaty

    I wpadł w takie szaleństwo, że — ktoby to pisał,

    Co czynił! — straszliwszego nikt nigdy nie słyszał.

    134

    7120

    W taką wściekłość, w szaleństwo tak niewymówione

    Wpadł, że mu wszytkie zmysły zostały zaćmione;

    Jeszcze dobrze, że szable nie wziął, bo co wiedzieć,

    Czegoby beł nie zrobił; acz, mamli powiedzieć,

    Co jest, nic mu nie beło po niej do cudownej

    7125

    Jego mocy i siły jego niewymownej.

    Ukazał to tam zaraz, gdy jednem trząśnieniem

    Wyrwał z ziemie wysoką sosnę i z korzeniem.

    135

    Wyrwał i inszych kilka tak, jakoby krzaki

    Jakie beły albo kopr albo anyż jaki;

    7130

    Toż uczynił niezłomnem dębom i jesionom

    I bukom i topolom i świerkom i klonom.

    Jako ptasznik rwie zielsko, pokrzywy, konopie,

    Kiedy pole uprząta na sieć przy wąkopie[408]

    Lub przy chróście, tak właśnie on czynił z wielkiemi

    7135

    Drzewami, ogromnemi i wystarzałemi.

    136

    Wieśniacy porzuciwszy w polu swe roboty

    I pasterze swe trzody, tam, gdzie wielkie grzmoty

    I huk niewymówiony z daleka słyszeli,

    Stąd i zowąd krokami wielkiemi bieżeli. —

    7140

    Ale iżem przedłużył i barzo się boję,

    Abym się nie uprzykrzył komu, niech tu stoję;

    O tem jego szaleństwie ostatek zostawię

    Na drugą pieśń, a teraz niechaj was nie bawię.

    Koniec pieśni dwudziestej trzeciej.

    XXIV. Pieśń dwudziesta czwarta

    Argument

    Zerbin Odorykowi złemu jego winę

    7145

    Odpuszcza, za pokutę dawszy mu Gabrynę;

    Potem chcąc bronić szable Orlanda mężnego,

    Ginie, zabity ręką króla tatarskiego;

    Izabella go płacze. Pojedynek zwodzą

    Mandrykard i Rodomont, potem się rozchodzą,

    7150

    Aby Agramantowi prędko pomoc dali,

    Którego już w obozie naszy dobywali.

    Allegorye

    7152

    W tej dwudziestej czwartej pieśni w Zerbinie, który się z Mandryardem bije i nakoniec zabity zostawa, jako na wielu inszych miejscach w tej książce, chce autor ukazać ludziom chrześcijańskiem zły i niepobożny zwyczaj pozwolenia wolnego placu do pojedynku dlatego, aby się mogło przezeń poznać, kto ma sprawiedliwą, a kto niesprawiedliwą, gdyż to nie jest nic inszego, jeno upojnie przez tak zły śrzodek kusić Boga, który wielekroć z przyczyn od nas niepojętych dopuszcza na dobrych, że się jem źle dzieje i że niewinnie cierpią, choć się strzegą, wszelakiego niebezpieczeństwa, nie tak, jako owi czynią, którzy alba ze złości albo z hardości albo z próżnej chwały albo z jakiej złej inszej dyspozycyej dobrowolnie wdawają się w jawne niebezpieczeństwa pojedynków.

    1. Skład pierwszy

    Kto wpadnie w lep miłości, niech wyrwie co pręcej

    Skrzydła i niech się strzeże, by w niem nie lgnął więcej;

    7155

    Bo według mądrych ludzi — jakoż podobieństwo —

    Miłość każda jest jawnie wyraźne szaleństwo;

    I choć nie każdy z mózgu oszaleje taki,

    Jako Orland, musi mieć szaleństwa znak jaki.

    Aza to nie szaleństwo, kiedy dla drugiego

    7160

    Ginę i w niwecz siebie obracam samego?

    2

    To szaleństwo jednoż jest, co wam rozum bierze,

    Chocia ma różne skutki i nie w jednej mierze

    Zawsze stoi, i jest tak, jak las wielki, kędy

    Kto się trafi, pomylić i wpaść musi w błędy,

    7165

    Ten z owę, ten z tę stronę z drogi ustępuje;

    Tem zamknę, że kto sobie miłość tak smakuje,

    Że się w niej i starzeje, nie rzekę, obucha,

    Ale godzien przynamniej kluzy[409] i łańcucha.

    3

    Ale mi rzecze który: »Czemu nas strofujesz

    7170

    Z tego grzechu, a sam się inaczej sprawujesz?«

    Tak powiadam, że i ja widzę swe błazeństwo,

    Kiedy mię na jaki czas opuści szaleństwo,

    I staram się i tuszę, że tej prędko zbędę

    Choroby i na pierwszy rozum się zdobędę;

    7175

    Ale ten wrzód tak prędko nie schodzi, bo ciało

    Już się prawie do samych kości zepsowało.

    4

    Jużeście to słyszeli, jako nieszczęśliwy

    Grabia zmysłów pozbywszy, wielkie czynił dziwy,

    Jako zbroję i szaty, które miał na sobie

    7180

    I szablę porozciskał różnie[410] w onej dobie,

    Jako jesiony, sośnie[411], dęby powyrywał,

    Jako na grzmot, który się daleko ożywał,

    Dziwować się pasterze przybiegli strwożeni,

    Od złej gwiazdy albo swych grzechów pociągnieni.

    5

    7185

    A widząc wielkie drzewa, z korzeńmi wyrwane,

    I siły u szaleńca niewypowiedziane,

    Uciekać chcą, jeno że nie wiedzą, gdzie, sami,

    Jako się trafia zdjętem nagłemi strachami.

    Ujźrzawszy je szaleniec, z miejsca się porywa

    7190

    Wielkiem pędem i głowę jednemu urywa,

    Tak, żeby drugi trudniej urwał niewątpliwie

    Lub jabłko na jabłoni lub śliwę na śliwie.

    6

    I za nogę wziął trupa onego bez głowy

    I miał go za buławę szaleniec surowy;

    7195

    Drugiem dwiema wyprawił na oczy sen wieczny,

    Z którego się nie ockną aż w dzień ostateczny.

    Inszy wszyscy, co mieli na bieg prędsze nogi,

    Uciekali tam i sam pędem w różne drogi.

    Bieżałby beł za niemi jeszcze dalej śladem,

    7200

    Jeno że się obrócił i udał się zadem.

    7

    Oracze mając przykład świeży przed oczami,

    Zostawują swe pługi i radła z bronami,

    Na kościoły, na domy śpiesznie uciekają,

    Kiedy widzą, że drzewa mało pomagają,

    7205

    I patrzają z wysoka, jako mocną pięścią,

    Paznokciami, zębami częścią woły, częścią

    Konie tłucze i kąsa i musi być przedniem

    Zawodnikiem[412] koń, który może uciec przed niem.

    8

    Widzieć było i słyszeć, jako do gromady

    7210

    Bieżały wsi przyległe i bliższe osady;

    Rozlega się wszędzie dźwięk rogów, trąb drzewianych[413],

    Ale najbarziej słyszeć głos dzwonów śpiżanych[414].

    Tysiącami jedni z gór na dół z koszturami,

    Z siekierami, z kosami krzywemi, z rożnami,

    7215

    Drudzy z dolin na górę biegli w onej chwili,

    Aby na szalonego razem uderzyli.

    9

    Jako kiedy na słonem brzegu w niepogodę

    Rusza Auster podległą niepokojom wodę,

    Pierwsza zda się, że tylko igra i żartuje,

    7220

    Druga się już, niż pierwsza, więtszą ukazuje,

    Trzecia więtszą, niż druga, i dalej zasiąga,

    I więcej się po piasku leje i rozciąga:

    Tak się właśnie na on czas tłuszcza pomnażała,

    Która z gór na Orlanda i z dolin bieżała.

    10

    7225

    Dwadzieścia ich zadławił, co naprzód przypadli

    Bez sprawy, bez porządku i w ręce mu wpadli;

    A to jem pokazało jawnie, że z daleka

    Lepiej od szalonego stać było człowieka.

    Nie mogli mu zaszkodzić nic a nic, bo ciało

    7230

    Orlandowe mieczów się i ran nie bojało[415]

    Dla łaski, którą mu dał Stworzyciel z tej miary,

    Aby lepiej mógł bronić Jego świętej wiary.

    11

    By beł mógł Orland umrzeć, chłopstwo, co nań biło,

    Niewątpliwa, żeby go tam było zabiło;

    7235

    Ale go wieczne nieba tak udarowały,

    Że bez zbroje, bez broni, mógł być zawżdy śmiały.

    Już też tłum ustępował i na zad uchodził,

    Widząc, że mu żaden sztych, żaden raz nie szkodził;

    On też, kiedy się wszyscy rozbiegli, powrócił

    7240

    Od chłopstwa i do wsi się co bliższej obrócił.

    12

    We wsi niemasz nikogo: i wielcy i mali,

    Ujęci wielkiem strachem, precz pouciekali.

    Było tam dosyć potraw podłych i niedrogich,

    Jako to u pasterzów i chłopków ubogich;

    7245

    Tam żołędzia od chleba nie rozeznywając

    I żołądek tak dawno wypróżniony mając,

    W tem, co zastał surowe lub było warzone,

    Utopił zaraz ręce i zęby zgłodzone.

    13

    Stamtąd błądząc po onem okolicznem kraju,

    7250

    Gonił ludzie i zwierze różnego rodzaju;

    Nieraz w biegu na lesie jelenia dotrzymał,

    Nieraz lub sarnę lubo zająca poimał;

    Nieraz się z niedźwiedziami i wieprzmi dzikiemi

    Mocował i gołą je ręką kładł na ziemi

    7255

    I ich mięsem i siercią brzuch osurowiały[416]

    Napełnił i żołądek posilił zgłodniały.

    14

    Tak po wszytkiej Francyej nie zahamowany

    Biegał, aż na jeden most trafił, zbudowany

    Przy jednej wielkiej wieży, która zbyt wysoka

    7260

    Beła; pod mostem rzeka płynęła głęboka,

    Rzeka, co oba brzegi miała z twardej skały

    Przykre i niedostępne — ale na czas mały

    Grabię Orlanda w jego szaleństwie zostawię,

    A królewicem szockiem teraz się zabawię.

    15

    7265

    Zerbin, skoro go Orland samego zostawił,

    Małą chwilę na onem miejscu się zabawił,

    Potem konia obrócił w Orlandowę kolej

    I jachał sobie za niem z lekka i powolej.

    Jescze beł nie ujachał mile, gdy z daleka

    7270

    Ujźrzał przywiązanego do konia człowieka,

    Około którego szli jacyś niepoznani

    Dwaj rycerze, a oba we zbroje ubrani.

    16

    Ale skoro beł bliżej, poznał go, poznała

    I Izabella, która obok z niem jachała;

    7275

    Odoryk to beł, co beł na koniu związany,

    Owej ubogiej na straż, jako wilk, przydany.

    Temu najwięcej Zerbin między swemi wierzył,

    Temu się Izabelle swojej beł powierzył,

    Tusząc i miarę biorąc z jego życzliwości

    7280

    Dawnej, że i w tem doznać miał jego wierności.

    17

    Prawie w ten czas onę rzecz królewna swojemu

    Powiadała, jako się toczyła, miłemu,

    Jako na brzeg na bacie uniesiona była

    Pierwej, niżli się pod nią galera rozbiła,

    7285

    Jako od Odoryka nagabanie miała,

    Jako się do jaskiniej rozbójcom dostała,

    I jeszcze nie skończyła, gdy więźnia onego

    Ujźrzeli, mocno w siedle pokrępowanego.

    18

    Dwaj, co go miedzy sobą śpiesznie prowadzili,

    7290

    Poznali Izabellę zaraz w onej chwili;

    Otem, który z nią jachał, to mniemanie mieli,

    Że to Zerbin, nie inszy, zwłaszcza gdy widzieli

    Jego zacnego rodu herby zawołane,

    Na tarczy, którą nosił, pięknie zmalowane.

    7295

    Lecz, gdy się jego twarzy z blizka przypatrzyli,

    Poznali i widzieli, że się nie mylili.

    19

    Spadli z koni i obie ręce wyciągnęli,

    Bieżąc przeciwko niemu; potem go poczęli

    Witać obadwa nizko i przystojną mową,

    7300

    Z kolanem pochylonem i odkrytą głową.

    Patrzy Zerbin i widzi, że jeden Almoni,

    Drugi zaś z Biskaliej beł Korebus, oni,

    Co byli na okręcie od niego wysłani,

    Zdrajcy Odorykowi na drogę przydani.

    20

    7305

    Almoni pierwszy tak rzekł: »Kiedy widzę z tobą

    »Izabellę, że ato zeszliście się z sobą,

    »Jako chciała fortuna i łaskawe nieba,

    »Słów mi długich do ciebie w tej sprawie nie trzeba;

    »Bo dla jakiej przyczyny w powrozie wiedziemy

    7310

    »Odoryka, mniemamy i tak rozumiemy,

    »Że ta, co krzywdę więtszą od niego odniosła,

    »Jui ci to wszytko dawno do uszu doniosła.

    21

    »I to wiesz pewnie, jakom został oszukany,

    »Kiedym chytrze od niego beł precz odesłany,

    7315

    »Więc i to, jako zaś beł Korebus raniony,

    »Kiedy się Izabelli rzucił do obrony,

    »Gdy jej chciał gwałt uczynić; ale co się stało,

    »Co się potem, jakom się w zad wrócił, przydało,

    »Czego ona nie mogła widzieć ani wiedzieć,

    7320

    »O tem ci tylko teraz krótko chcę powiedzieć.

    22

    »Skorom się w mieście zdobył na siodła, na konie,

    »Wracałem się do morza na zad ku tej stronie,

    »Kędym beł Izabellę strapioną zostawił

    »I Odoryka, co mię dla niej. beł wyprawił;

    7325

    »I przyszedłem do brzegu właśnie na to miejsce,

    »Kędy beli zostali, i dalej się jeszcze

    »Pomknę, ale nie widzę nic, okrom nowego

    »Śladu, na mokrem piasku świeżo wybitego.

    23

    »Udałem się za niemi śpiesznie w one tropy

    7330

    »Ku lasowi, gdzie beło trochę bitej stopy.

    »Skorom wjachał do lasu, na głosem pobieżał,

    »Którym słyszał, i trafię, gdzie Korebus leżał.

    »Pytałem go, gdzie się wżdy królewna podziała,

    »Gdzie Odoryk, od kogo rana go potkała?

    7335

    »Potem wiedząc od niego wszytko dostatecznie,

    »Puściłem się w las, chcąc ich gdzie naleźć koniecznie.

    24

    »Kręcę się to tam, to sam i gdzie widzę drogę,

    »Patrzę śladu, ale go upatrzyć nie mogę.

    »Potem się wrócę, gdziem beł Koreba zostawił,

    7340

    »Co beł około siebie ziemię tak ukrwawił,

    »Że gdzieby tam beł dłużej leżał i co pręcej

    »Nie wziął jakiej pomocy, rzecz pewna, że więcej

    »Trzeba mu beło księżej, aby go włożyli

    »W ziemię, niżli doktorów, aby go leczyli.

    25

    7345

    »Zaniosłem go do miasta i tam u jednego

    »Postawiłem go w domu jego znajomego.

    »Mieszkał w mieście cyrulik jeden doświadczony,

    »Przez którego beł potem prędko uleczony;

    »Takżeśmy się na konie, na zbroje zdobyli

    7350

    »I za Odorykiem się szukać go puścili,

    »Co się na dworze króla biskalskiego chował,

    »Alfonsa[417], kędym potem bój z niem odprawował.

    26

    »Król, z któremem kilkakroć o tej sprawie mówił

    »I tę wszytkę rzecz wiedział, placu nie odmówił;

    7355

    »Gdzie sprawiedliwość Boża, która w tem nie mogła

    »Pochybić, i fortuna moja mi pomogła,

    »Że nieprzyjaciel w boju jawnie przekonany

    »I kiedy mi się poddał, został poimany.

    »Król, wiedząc jego wszytkie niecnoty, pozwolił,

    7360

    »Abym go albo zabił albo go niewolił[418].

    27

    »Nie chciałem go zabijać, ale jako baczysz,

    »Prowadzę go w łańcuchu, a ty czyń, co raczysz,

    »I osądź go, kiedy go weźmiesz z mojej ręki,

    »Jeśli ma zaraz na śmierć, jeśli iść na męki.

    7365

    »Słysząc, żeś do obozu francuskiego jachał,

    »W tenem kraj, abych cię tu mógł naleźć, przyjachał;

    »Teraz Bogu mojemu pokornie dziękuję,

    »Że gdziem się mniej spodziewał, teraz cię najduję,

    28

    »Ale i niemniej za to, że masz swą kochaną

    7370

    »Izabellę, nie wiem, gdzie i jako dostaną,

    »Bom ja tuszył, żeś jej już nie miał widzieć wiecznie«.

    Skoro Zerbin dosłuchał wszytkiego statecznie,

    Nie odpowiada na to Almoniuszowi,

    Tylko zbyt pilnie patrzy w twarz Odorykowi,

    7375

    Nie z nienawiści jakiej, ale z żalu raczej,

    Że mu Odoryk jego chęć oddał inaczej.

    29

    Skoro koniec uczynił Almoni swej mowie,

    Chwilę milczał cny Zerbin, rozbierając w głowie

    Jako go ten, którego sobie między wielem[419]

    7380

    Najszczerszem, najdufalszem[420] obrał przyjacielem,

    Śmiał tak okrutnie zdradzić; wtem ruszył języka

    I przystąpiwszy bliżej, pytał Odoryka,

    Jeśli to prawda beła, co mu w oczy zadał

    Almoniusz i co nań wyraźnie powiadał.

    30

    7385

    On padszy krzyźem, na to: »Zawsze to najdziecie,

    »Mój panie, że bez grzechu nikt nie jest na świecie

    »I w ni w czem nie jest różny dobry ode złego,

    »Jeno, że ten, kiedy jest od grzechu jakiego

    »Albo od jakiej żądze, choć małej, kuszony,

    7390

    »Nie broni się i w moc się daje, zwyciężony;

    »A tamten zaś odpiera, póki mu sił zstawa,

    »Acz, jeśli żądza wielka, i on się poddawa.

    31

    »Kiedybych beł od ciebie w jakiem zostawiony

    »Mocnem zamku, coby beł dobrze opatrzony,

    7395

    »A jabych go bez szturmu, bez gwałtu strachowi

    »Próżnemu kwoli poddał nieprzyjacielowi,

    »Mógłbyś mię mieć na zdrajcę; ale przyciśniony

    »Wielką siłą, skusiwszy ostatniej obrony,

    »Kiedybych to uczynił, według mego zdania

    7400

    »Nie miałbych stąd sromoty ani urągania,

    32

    »Owszem chwałę u wszystkich; bo im jest możniejszy

    »Nieprzyjaciel, tem ów jest wymówki godniejszy.

    »Ja mniemam, żem nie winien tak wiele w tej mierze,

    »Bo zamku, co beł mojej poruczony wierze,

    7405

    »Broniłem dotąd, póki obron dostawało,

    »Póki mi sił i póki rozumu zstawało;

    »Ale kiedy tak wielki gwałt na mnie nastąpił,

    »Co za dziw, żem nie strzymał i żem mu ustąpił?«

    33

    Taka Odorykowa w on czas beła mowa,

    7410

    Przydał i insze rzeczy tej służące słowa,

    Ukazując, że go zbyt ostre bojca[421] bodły,

    Które go, niechcącego, na on grzech podwiodły.

    Jeśli co kiedy prośba usilna sprawiła,

    Jeśli kiedy pokora skutek uczyniła,

    7415

    Tu go mogła uczynić, bo wszytko najduje

    Odoryk to, co serce błaga[422], gniew hamuje.

    34

    Królewic stoi; w myślach swoich rozerwany,

    Jeśli ma być od niego Odoryk skarany.

    Kiedy patrzy na jego zdradę, bez wątpienia

    7420

    Rozumie go być godnem śmierci i zginienia;

    Kiedy zasię na dufność wzajemną wspomina,

    Kiedy sobie z niem dawną przyjaźń pizypomina,

    Nie chce mu się go tracić i wodą litości

    Gasi gniewy zawzięte i zapalczywości.

    35

    7425

    Kiedy tak chwilę Zerbin rozmyślał wątpliwy,

    Jeśli miał za uczynek on tak niecnotliwy

    Odoryka wolnością i zdrowiem darować,

    Czy go na dalsze męki żywego zachować,

    Przybieżał poryżając[423] koń, któremu z głowy

    7430

    Dopiero mu zdjął uzdę Mandrykard surowy,

    Niosąc babę na sobie, która przez swe zdrady

    Królewica na koniec wydała szkarady.

    36

    On koń, widząc z daleka w polu drugie konie,

    Wielkiem się pędem udał prosto ku tej stronie,

    7435

    Mając babę na grzbiecie, co srodze wrzeszczała

    I bez skutku żadnego ratunku nie miała.

    Skoro ją Zerbin ujźrzał, bogom czynił dzięki,

    Że mu bez wielkiej pracy podali do ręki

    Onych dwu winowajców, którzy go zdradzili

    7440

    I mało go o srogą śmierć nie przyprawili.

    37

    Zerbin babę zatrzymać i wściągnąć rozkazał

    I jako z nią postąpić, sam w sobie rozważał,

    Jako ma z nią postąpić; naprzód myśli sobie,

    Że jej najlepiej urżnąć nos i uszy obie;

    7445

    Potem zasię rozumie, że lepiej złośnicę

    Na przykład wszytkim zdrajcom dać na szubienicę.

    Różne męki i różne karania wymyśla,

    Na ostatek się na te skłania i namyśla.

    38

    Rzecze tak do Koreba i do Almoniego:

    7450

    »Atom się go obmyślił zachować żywego;

    »Bo acz nie ze wszytkich miar godzien odpuszczenia,

    »Lecz przecię nie zasłużył śmierci i zginienia.

    »Niechaj żyje i niechaj będzie przy wolności,

    »Kiedy to, jako mówi, uczynił z miłości,

    7455

    »Bo próżno to: łatwie się błędy wymawiają,

    »W które ludzie z gorącej miłości wpadają.

    39

    »Dobrze więtsze rozumy, niż u Odoryka,

    »Czego nie u jednego pełno historyka,

    »Miłość z miejsca ruszyła i ludzi tak siła

    7460

    »Do gorszych i sprośniejszych grzechów przywodziła.

    »Dlatego mu odpuszczam i niech rozwiązany

    »Zaraz będzie, a ja zań niech będę karany,

    »Którym olśnął[424], tej mu się rzeczy powierzając,

    »Że ogień łatwie słomę spali, nie patrzając«.

    40

    7465

    Potem na Odoryka wejźrzawszy, tak rzecze:

    »A toć twój grzech odpuszczam, niebaczny człowiecze!

    »Aleć taką naznaczam zań pokutę, aby

    »Dwanaścieś mi miesięcy pilnował tej baby

    »I miał ją w towarzystwie i we dnie i w nocy,

    7470

    »Nie spuszczając jej z oka, i swojej pomocy

    »Jej użyczał i żebyś o nię czynił w boju

    »Z każdem takiem, coby jej nie chciał dać pokoju.

    41

    »Do tego chcę po tobie, abyś ten rok cały

    »Na każdy dzień z nią jeździł — a wszak to czas mały —

    7475

    »Po Francyej tam i sam, od miasta do miasta,

    »Tam konia obracając, gdzie każe niewiasta«.

    Takich do Odoryka słów królewic użył,

    Który był więtsze, niż to karanie, zasłużył,

    Co beło, rów mu jaki kazać wielki minąć,

    7480

    Rów, który niepodobna rzecz beła ominąć.

    42

    Tak wiele beła baba sprosna pozwodziła

    Rycerzów i białej płci tak wiele zdradziła,

    Różnych ludzi, że kto z nią w towarzystwie będzie,

    Rzecz pewna, zwad, hałasów, kłopotów nabędzie.

    7485

    Tak oboje zostanie nieźle pokarane:

    Ona za swoje grzechy, dawno podziałane,

    On za to, że jej na się wziął niesprawiedliwie

    Obronę; tak niedługo zginie niewątpliwie.

    43

    Tak na ten czas przezacny szocki rycerz tęgą

    7490

    Odoryka uwiązał i ujął przysięgą,

    Obiecując, gdzieby mu nie dotrzymał wiary,

    Że wielkich mąk nie ujdzie i surowej kary

    Do pierwszego potkania i niechaj się prosi,

    Jako chce, szyję straci i nic nie uprosi.

    7495

    To mówiąc, Almoniemu rzekł i Korebowi,

    Aby zdjęli powrozy z rąk Odorykowi.

    44

    Stało się wszytko podług Zerbinowej woli,

    Acz go rozwięzowali prawie poniewoli,

    Żałując, że się na niem tak, jako myślili,

    7500

    Onej tak wielkiej jego zdrady nie zemścili.

    Tak jechał dalej stamtąd Odoryk żałosny

    Z szpetną babą, mając żal na sercu nieznośny;

    Co się jem potem stało, Turpin nie napisał,

    Alem przecię o jednem historyku słyszał,

    45

    7505

    Którego nie mianuję, który dostatecznie

    Pisze, że chcąc złej onej napaści koniecznie

    Zbyć Odoryk, nie pomniąc na swoję przysięgę,

    Włożył babie z konopi urobioną wstęgę

    Na szyję i zadzierzgnął węzeł i w porębie

    7510

    Tuż ją przy samej drodze zawiesił na dębie.

    Toż Almoni i jemu — tenże opisuje —

    W rok uczynił, jeno że miejsca nie mianuje.

    46

    Zerbin, co wszędzie śladu Orlanda pilnował

    I nie radby go stracił, do swych wyprawował,

    7515

    Do wojska, którzy się oń frasować musieli,

    Ponieważ nic tak długo o niem nie wiedzieli.

    Posłanemu od siebie Almoniuszowi

    I który z niem pospołu jedzie, Korebowi,

    Różne nauki, różne poruczenia dawa,

    7520

    A z piękną Izabellą sam tylko zostawa.

    47

    Tak barzo Zerbin grabię Orlanda miłuje,

    Nie mniej i Izabella, tak ich chęć ujmuje

    Oboje dowiedzieć się, jeśli gdzie dojachał

    Poganina, za którem szukać go wyjachał,

    7525

    Onego, przez którego z konia beł ściągniony

    I od niego na ziemi w polu zostawiony,

    Że się, póki dzień trzeci nie minie, nie wróci

    Do wojska i z tamtego kraju nie powróci.

    48

    Ten beł kres naznaczony od grabie onemu

    7530

    Rycerzowi, co szable nie ma, pogańskiemu.

    Niemasz żadnego miejsca, niemasz żadnej strony,

    Którejby beł nie zwiedził Zerbin pomieniony,

    Szukając i szlakując Orlanda, gdzie jachał,

    Aż między drzewa gęste z trafunku przyjachał,

    7535

    Drzewa, niewdzięcznej dziewki ręką popisane,

    I nalazł je, z jaskinią srodze porąbane.

    49

    Jedzie dalej, gdzie się coś świeciło, w gęstwinę

    I błyszczącą się zbroję poznawa grabinę;

    Potem i szyszak nalazł, ale nie on dawny,

    7540

    Który kiedyś na sobie nosił Almont sławny.

    Słyszy potem, że koń rże gdzieś daleko w lesie

    I na dźwięk się obróci i głowę podniesie:

    I widzi po pięknej się łące pasącego

    Bryljadora, na łęku munsztuk mającego.

    50

    7545

    Nalazł i Duryndanę, co w trawie leżała,

    Daleko od szyszaka, a pochew nie miała,

    I dołomę[425], na drobne płatki podrapaną

    I tam i sam po różnych miejscach rozmiotaną.

    Izabella i Zerbin żałośnie patrzają,

    7550

    Ale ani się, co to było, domyślają.

    Wszytkich się przygód boi Zerbin utroskany,

    Okrom tej, aby miał być z rozumu obrany.

    51

    Kiedyby tam beli krwie znak jaki widzieli,

    Że go pewnie zabito, takby rozumieli;

    7555

    A wtem ujźrzą, że właśnie przeciwko niem bieży

    Pasterz jeden strwożony, który beł na wieży

    Trochę przedtem i widział z wielkim podziwieniem,

    Kiedy dęby z ziemie rwał pospołu z korzeniem,

    Blachy cisnął i szaty na sobie podrapał,

    7560

    Bydła, ludzie zabijał, których beł nałapał.

    52

    Ten wszytko wypowiedział cnemu Zerbinowi,

    Co się nieszczęśliwemu stało Orlandowi.

    Zerbin ledwie dowierza, chocia świeże szlaki,

    Chocia tego przed sobą ma tak wielkie znaki.

    7565

    Zsiada z konia skwapliwy, smutkiem napełniony

    I okrutnem na sercu żalem przerażony,

    I zbiera przedtem sławne i tak zawołane

    Nieszczęśliwe ostatki, różnie[426] rozmiotane.

    53

    Zsiadła i Izabella z konia i zbierała

    7570

    Rozciskane oręże, a rzewno płakała;

    A wtem ich nadjachała zbytnie utroskana

    Piękna panna, na gładkiej twarzy upłakana.

    Chcecie wiedzieć, kto to jest i o co się psuje

    Ustawiczną żałością, o co się frasuje?

    7575

    Fiordyliza to piękna, co wszędzie swojego,

    Wyjachawszy z Paryża, szukała miłego.

    54

    Brandymart ją beł w mieście Karłowem zostawił

    Ani jej żegnał, kiedy w drogę się wyprawił;

    Gdzie go ośm albo dziewięć miesięcy czekała,

    7580

    Ale, iż się nie wracał, za nim pojachała.

    Od morza się jednego do morza puściła

    Drugiego i Pyreny i Alpy zjeździła,

    Szukając go po wszytkich miejscach, okrom w owem

    Pałacu, który dobrze znacie, Atlantowem.

    55

    7585

    Kiedyby go w tem beła pałacu szukała,

    Z Gradasemby go beła pospołu zastała,

    Gdzie i Rugier i piękna beła Bradamanta

    I Ferat jeszcze pierwej i cny pan z Anglanta.

    Ale skoro go Astolf swą wniwecz obrócił

    7590

    Drogą księgą, Brandymart zarazem się wrócił

    Do Paryża; lecz tego jeszcze nie wiedziała

    Fiordyliza, co beła za niem wyjachała.

    56

    Z trafunku tam, jakom rzekł, pierwej nadjachała

    Zerbina z Izabellą i zbroję poznała

    7595

    I konia, który się pasł po łące chodzący

    Samopas, mając munsztuk na łęku wiszący.

    Patrzy na pas nieszczęsny wielkiego rycerza,

    A już też trochę przedtem także od pasterza

    Dowiedziała się była o przypadku onem,

    7600

    Że Orland zbył rozumu i został szalonem.

    57

    Zerbin blachy, z orężem inszem rozmiotane

    I do jednej gromady pospołu zebrane,

    Chcąc, aby od żadnego nie beło człowieka

    Ruszane, luboby tam przyjachał z daleka

    7605

    Lubo też beł tameczny, zawiesza na górze

    Na sośnie i wydrążą na zielonej skórze:

    »Orlandów to rynsztunek«. Tak się rym zamyka,

    Jakoby rzekł: »Kto słaby, niechaj go nie tyka«.

    58

    Skoro koniec uczynił tak chwalebnej sprawie,

    7610

    Wsiadał na koń -w żałobnej i smętnej postawie;

    Wtem się trafił Mandrykard, który widząc one

    Rynsztunki, na wysokiej sośni powieszone,

    Pytał go, co to było. Zerbin, jako wiedział,

    Wszytko Mandrykardowi szczerze wypowiedział.

    7615

    Do sośniej[427] się król hardy bliżej przystępuje

    I ostrą Duryndanę z gałęzi zdejmuje.

    59

    Zerbin woła: »Nie bierz jej! nie bierz, poganinie!

    »Bo cię kłopot i wielkie nieszczęście nie minie;

    »Jeśliś tak dostał sławnej Hektorowej zbroje,

    7620

    »Żeś ją ukradł, takie jest rozumienie moje«.

    Wtem się chyżo do siebie obadwa porwali

    I ostremi żelazy na się przycinali;

    Już dźwięki z ciężkich razów dosięgały nieba,

    A jeszcze w bój nie weszli słuszny, jako trzeba.

    60

    7625

    Zerbin się zda prędkością podobien ogniowi;

    Umyka się tam i sam mocnemu królowi,

    I srogiej Duryndany najwięcej pilnuje,

    I gdzie spadnie, tam koniem rączo uskakuje;

    Bo kiedyby na niego z tak potężnej ręki

    7630

    Spadła raz Duryndana, musiałby przez dzięki[428]

    Iść w pola Elizejskie, tam, kędy mieszkają

    Te dusze, które się tu w miłości kochają.

    61

    Jako więc śmiały złajnik[429], gdy wieprza dzikiego

    W polu, daleko stada, zastanie samego,

    7635

    Obraca go z tej strony i z owej nakoło,

    Ale on czeka, aż mu raz przydzie na czoło:

    Tak cny Zerbin pilnuje i nie spuszcza oka,

    Gdzie Duryndana spada z nizka lub z wysoka,

    I chcąc mieć zdrowie całe i cześć, jednem razem

    7640

    Bije i umyka się przed srogiem żelazem.

    62

    Z drugiej strony, kiedy się poganin zamierzy

    I kiedy srogą szablą zatnie i uderzy,

    Zda się, że jest podobny wichrowi wściekłemu,

    W marcu w lesie siły swe rozciągającemu,

    7645

    Kiedy wysokiem sośniom schyla głowy harde

    Albo łamie gałęzi. Ale razy twarde

    Tak są częste, że chocia pilnie się ich strzeże,

    Jednego się nakoniec Zerbin nie ustrzeże.

    63

    Między mieczem a tarczą sroga szabla wpadła

    7650

    I minąwszy miecz, potem przez tarczą przepadła.

    Zbyt miąższy miał przedni blach, niemniej doskonały

    Pancerz, którem okrywał żywot rycerz śmiały;

    Ale pancerz i zbroja w on czas nie pomogła

    I wytrzymać srogiemu żelazu nie mogła.

    7655

    I blach przedni i pancerz tak, jako zajęła,

    Aż do samego łęku przeszła i przecięła.

    64

    I by beł nie skąpy raz, jako by beł goły

    I nagi, takby go beł przedzielił na poły.

    Jeszcze dobrze, że w piersiach nie miał znacznej dziury,

    7660

    Że broń tylko dosięgła trochę wierzchniej skóry;

    Nie głęboka, ale tak długa rana była,

    Żeby się beła dobrą piędzią nie zmierzyła:

    Ciepła krew z piersi kropi wypolerowaną

    Zbroję i cienką nicią puszcza krew rumianą.

    65

    7665

    Takem widział niedawno, kiedy białą ręką

    Moja pani, co dotąd z moją wielką męką

    Serce trapi, na białej jedwabnicy[430] szyła

    I srebro karmazynem subtelnem dzieliła.

    Już niewiele Zerbina jego męstwo wzmaga,

    7670

    Mało mu jego serce i siła pomaga,

    Bo pewnie, że tatarski król miał nad niem siła;

    I moc i zbroja jego doskonalsza była.

    66

    Ale się zdał być cięższy ten raz w pojedynku

    Z widzenia, niżli w skutku, niż w samem uczynku,

    7675

    Tak, że cna Izabella serce wylęknione

    Czuje w sobie prawie w pół grotem przebodzione.

    Zerbin pełen wielkiego gniewu i śmiałości

    I chcąc się pomścić onej rany i lekkości[431],

    Z obu rącz wielką siłą tak, jako wymierzył,

    7680

    W pół szyszaka dużego pohańca uderzył.

    67

    Nic się Zerbin na onem razie nie omylił,

    Bo się poganin głową do łęku pochylił,

    I by beł nie on szyszak, przez czary zrobiony,

    Przedzieliłby mu beł łeb z tej i owej strony.

    7685

    Ale mu prędko oddał poganin surowy:

    »I ja tak — prawi — umiem« i ciął go w róg głowy,

    W szyszak, zebrawszy w kupę wszytkę siłę swoję

    I tusząc, że mu przetnie w poły pierś i zbroję.

    68

    Zerbin, który tam trzymał wszytkę myśl, gdzie oczy,

    7690

    W prawą stronę mu chyżo na koniu uskoczy,

    Ale nie tak, aby się ostremu żelazu

    Mógł uchronić i zdrowy uść ciężkiego razu;

    Bo tak mocno wściekła broń z góry uderzyła,

    Że mu tarcz na dwie równe części rozdzieliła

    7695

    I łokcia mu i uda lewego pod blachem

    Znacznie dosięgła tylko za jednem zamachem.

    69

    Zerbin wszytkie swe siły zbiera do pomocy

    I siecze Mandrykarda co z najwiętszej mocy;

    Ale zbroja pogańska wszytko wytrzymała

    7700

    I żadnej w sobie skazy i rysy nie miała.

    A ów nie tylko, że go już tarczej pozbawił,

    Ale mu w kilku miejscach zbroję podziurawił,

    Szyszak potłukł i nadto przez dziewięć ran jeszcze

    Zadał mu tam, gdzie beło najszkodliwsze miejsce.

    70

    7705

    Co dalej, to się słabsza siła pokazuje

    W Zerbinie, a tak się zda, że tego nie czuje,

    Bo serce zwykłą w sobie moc swoję chowało

    I słabe i zemdlone ciało posilało.

    Tem czasem Izabella z strachu krwie pozbywszy,

    7710

    Do pięknej Doraliki bliżej przystąpiwszy,

    Prosi jej, aby z placu Mandrykarda zwiodła

    I aby pojedynek straszliwy rozwiodła.

    71

    Doralika na prośbę jej, pełna litości,

    Nie widząc jeszcze żadnej zwycięstwa pewności,

    7715

    Czyni rada to, o co prosi, i od boju

    Przywodzi miłośnika swego do pokoju.

    Zerbin także swe gniewy wściąga i hamuje

    Kwoli swej Izabelli i bój zostawuje;

    I jedzie w dalszą drogę stamtąd, zostawiwszy

    7720

    Mandrykarda, o szablę boju nie skończywszy.

    72

    Fiordyliza ujźrzawszy, że szabla grabina

    Słabą miała obronę w on czas od Zerbina,

    Gryzie się sama w sobie i srodze boleje

    I płacze i od gniewu dobrze nie szaleje;

    7725

    Radaby Brandymarta swego z sobą miała

    I gdzieby go nalazła i sprawę mu dała

    O tem wszytkiem, tak tuszy, że się on pokusi,

    Że Tatarzyn niedługo tej szable zbyć musi.

    73

    I tam i sam po różnych miejscach wszędzie szuka

    7730

    Brandymarta swojego, ale się oszuka,

    Bo daleko od niego jeździ Fiordyliza,

    A on się już beł dawno wrócił do Paryża.

    Jedzie dalej przez góry, przez pola, przez lasy,

    Aż nad jednę przyjedzie rzekę w one czasy,

    7735

    Gdzie Orlanda poznała, jako potem powiem,

    Ale wprzód o Zerbinie niechaj wam dopowiem.

    74

    Trapi go barziej, niżli wszytkie insze męki,

    Że Duryndana przyszła do pogańskiej ręki,

    Choć ledwie może siedzieć na koniu, zemdlały

    7740

    Po krwi, którą surowe rany wylewały.

    Po małej chwili z niego żal i gniew ustąpił,

    A ból mu tak gwałtowny, tak ciężki przystąpił,

    Ból tak ciężki, tak srogi, żewidzi i czuje,

    Że się już w niem mało co żywota najduje.

    75

    7745

    Nakoniec nie mógł dalej jachać i mdleć począł

    I aby sobie wytchnął i trochę odpoczął,

    Stanął przy jednem zdroju, niedaleko lasu.

    Izabella, co widzi, że tylko z niewczasu

    Samego musi umrzeć, żałosna, stroskana,

    7750

    Nie wie, co rzec i co ma czynić upłakana;

    O żadnem mieście stamtąd blizkiem nie wiedziała,

    Żeby mu cyrulika jakiego dostała.

    76

    Wzdycha, stęka, łzami się nieboga rozpływa,

    A nieba niepobożne i srogie nazywa.

    7755

    »Czemum — prawi — niestetyż! nędzna nie zginęła

    »W ten czas, kiedym przez wielki ocean płynęła?«

    Zerbin, który mdłe oczy i blizkie skonania

    W jej twarzy często trzyma, na jej narzekania,

    Na jej skargi boleje barziej oną dobą,

    7760

    Niż na to, że tak blizką widzi śmierć przed sobą.

    77

    »Bodajbyś mię tak — prawi — szczerze miłowała

    »I po śmierci, kiedy już dusza wyńdzie z ciała,

    »Jako niczego moje serce nie żałuje,

    »Jeno, że cię bez wodza, samę zostawuję;

    7765

    »Bo kiedyby tak chciały wyroki przedwieczne,

    »Abym ten żywot skończył i dni ostateczne

    »Gdzie na bezpiecznem miejscu, a nie w cudzej stronie,

    »Dosyćbym miał, kiedybym umarł na twem łonie.

    78

    »Ale kiedy zła gwiazda tak chce, że cię muszę

    7770

    »Zostawić, nie wiem, komu, przysięgam na duszę,

    »Na te oczy i na te złote włosy twoje,

    »Któremiś uwiązała dawno serce moje,

    »Że choćbym się do piekła złem duchom do ręki

    »Dostał, nad wszytkie insze, które tam są męki,

    7775

    »Taby beła nacięższa, gdybym sobie wspomniał,

    »Gdybym, żem cię sierotą zostawił, przypomniał«.

    79

    Nieszczęsna Izabella, blada, jako chusta,

    Schyla głowę i do ust jego swoje usta

    Przykłada, na żałosnej twarzy upłakana,

    7780

    Słabiuchna, jako róża, niewcześnie urwana,

    Róża, od chciwej ręki urwana na dworze,

    Jeszcze w niesłuśznem wieku i w niesłusznej porze.

    Odpowie mu: »Ja na to pozwolić nie mogę,

    »Abyś beze mnie miał iść, miły mój, w tę drogę.

    80

    7785

    »Abych tu miała zostać, i myślić nie trzeba:

    »Pójdę wszędzie za tobą, do piekła, do nieba!

    »Niechaj obiedwie dusze jeden koniec mają,

    »Niechaj z sobą na wieki pospołu mieszkają.

    »Nie tak cię prędko ujźrzę, miły, umarłego,

    7790

    »Jako i sama umrę od żalu wielkiego;

    »Gdzie też żal będzie tak mdły, że mnie nie zabije,

    »Ten mi twój miecz, wiedz pewnie, te piersi przebije?

    81

    »Mam nadzieję, że ciała nasze nieszczęśliwe

    »Będą mieć lepsze szczęście martwe, niżli żywe;

    7795

    »Trafi się kto podomno, że i mnie i ciebie,

    »Litością przerażony, pospołu pogrzebie«.

    To mówiąc, gdy już wszytka zginęła otucha

    Jego zdrowia, ostatki żywotniego ducha,

    Które zła niewidomie śmierć kradła, zbierała,

    7800

    Póki się go szczęt jaki bawił koło ciała.

    82

    Wiele Zerbin, jeśli jej odpowie, uczyni;

    Atoli odpowiedział: »O moja bogini!

    »Przez tę miłość, którąś mi w on czas pokazała,

    «Kiedyś dla mnie ojczyste brzegi zostawiała,

    7805

    »Proszę i rozkazuję, jeśli to nie siła,

    »Abyś dotąd, póki jest Boża wola, żyła,

    »Żyła zdrowa, a na to zawsze pamiętała,

    »Jakoś ze mnie szczerego przyjaciela miała.

    83

    »Może być, że Bóg, który nigdy nie opuści

    7810

    »Swoich wiernych, nic złego na cię nie dopuści,

    »Jako w ten czas uczynił, gdy cnego wyprawił

    »Senatora rzymskiego[432], aby cię wybawił

    »Od rozbójców, jako cię z morskich nawałności

    »Zdrowo uniósł, jako cię uchował lekkości[433]

    7815

    »Od zdrajcę Odoryka; przeto nie umieraj

    »I przed czasem się śmierci, proszę, nie napieraj«.

    84

    Wierzę, że ta ostatnia Zerbinowa mowa

    Nie beła zrozumiana od słowa do słowa.

    Tak ustał, jako małe światło więc ustaje,

    7820

    Kiedy mu wosku albo tłustości nie zstaje.

    Kto może wypowiedzieć godnie narzekania

    Młodej dziewki, kto wrzaski, kto ciężkie wzdychania,

    Kiedy ujźrzała, jako lód jaki, zimnego,

    Na ręku już bez dusze swojego miłego?

    85

    7825

    Opuszcza się i cięży na ciele i mdleje

    I na martwą zewłokę[434] łzy obfite leje

    I tak wrzeszczy, że się głos daleko rozlega

    Po polu i po lesie i nieba dosięga;

    Sama się na się sroży, drapie paznokciami

    7830

    Piękną twarz, tłucze piersi niewinne pięściami,

    Rwie złoty włos i co jej głosu i tchu zstawa,

    Napełniać pól Zerbinem swojem nie przestawa.

    86

    Od onego ciężkiego smutku i żałości

    Do takiej przyszła dziewka strapiona wściekłości,

    7835

    Żeby się beła pewnie ręką swą zabiła

    I miecz swego Zerbina w piersiach utopiła,

    By się jej nie beł trafił pustelnik z przygody,

    Który tam często chadzał dla zdrojowej wody,

    I by beł nie zawściągnął gwałtem śmiałej ręki,

    7840

    Która się wydzierała na swą śmierć przez dzięki.

    87

    Mąż boży, który przy swej dobroci wrodzonej

    Beł pełen pobożności, pewnie niezmyślonej,

    I który beł dobremi przykłady wsławiony,

    Jako beł kaznodzieja wielki i uczony,

    7845

    Poważnemi z niej słowy wybija przeklętą

    Jej żądzą, a radzi jej na cierpliwość świętą

    I kładzie jej przed oczy zacne białegłowy,

    Tak te, które miał stary, jako zakon nowy,

    88

    Ukazując, że żaden pociechy nie czuje

    7850

    Doskonałej, kto Boga szczerze nie miłuje,

    A że wszytkie człowiecze nadzieje na świecie

    Próżne są i mijają tak, jako cień lecie.

    I tak piękne i mądre słowa wynajdował,

    Że w niej żądzą i upor na śmierć uhamował,

    7855

    I przywiódł ją do tego, że mu ślubowała,

    Że przyszły wiek na służbie Bożej strawić miała.

    89

    Nie może jej jednak ześć z pamięci i z myśli

    Cny królewic, ciała tam zostawić nie myśli;

    I lubo słońce świeci lubo padną mroki,

    7860

    Chce mieć z sobą na każdy czas jego zewłoki.

    A wtem sobie ciężaru onego pomogli —

    Bo pustelnik był duży[435] — i tak, jako mogli,

    Martwe ciało na konia smętnego włożyli

    I nie bawiąc się, w drogę dalszą się puścili.

    90

    7865

    Nie chce dziewki tak gładkiej, tak młodej pobożny

    Pustelnik, który na grzech każdy beł ostrożny,

    Żadną miarą prowadzić tam, gdzie swoję małą

    Komórkę w gęstem lesie miał pod ostrą skałą,

    Kędy beły mieszkania i jamy zwierzęce.

    7870

    Mówiąc »Trudno nieść ogień z słomą w jednej ręce«

    Nie spuszcza się na rozum i na swe baczenie,

    Aby w tak niebezpieczne miał wniść doświadczenie.

    91

    Do Prowence ją myśli, do zamku jednego

    Blizko od Marsyliej zawieść, u którego

    7875

    Beł klasztor jeden, wielkiem kosztem zbudowany,

    Panieński i wielkiemi bogactwy nadany.

    W pierwszem miasteczku, które na drodze trafili,

    Trunnę, w którą martwego rycerza włożyli,

    Wczesną[436] i zasmoloną, dobrze zrobić dali,

    7880

    Potem tam, gdzie prowadził pustelnik, jachali.

    92

    Przez wiele dni część ziemie niemałą zwiedzili,

    A zawsze ustronnemi drogami jeździli;

    Bo, iż po wszytkich miejscach pełno beło wojny,

    Obierali sobie kraj cichy i spokojny.

    7885

    Ale nakoniec beli w drodze zawściągnieni

    Od pewnego rycerza i nie uważeni;

    Októrem potem powiem, skoro pierwej z hardem

    Odprawię się, tatarskiem królem, Mandrykardem.

    93

    Jako się skoro zwada ona, która była

    7890

    Miedzy niem, a rycerzem szockim, dokończyła,

    Miedzy gęstemi drzewy odpoczywał w cieniu

    Przy jednem kryształowem, wesołem strumieniu;

    Ale pierwej zdjął siodło upracowanemu

    Z grzbieta, a uzdę z gęby koniowi swojemu,

    7895

    Aby się pasł na trawie; wtem w małą godzinę

    Ujźrzał, że rycerz jakiś z gór wjeżdżał w równinę.

    94

    Skoro go Doralika na górze ujźrzała,

    Choć jeszcze beł z daleka, zaraz go poznała;

    Rzecze do Mandrykarda: »Widzisz tego, który

    7900

    »Prosto naprzeciwko nam jedzie z onej góry?

    »Rodomont to jest hardy, jeśli się nie mylę;

    »Będziesz miał z niem, rzecz pewna, wnetże krotofilę:

    »Jedzie się mścić nad tobą swej dawnej lekkości[437],

    »Żeś mu mię wziął; trzebać tu siły i śmiałości«.

    95

    7905

    Jako jastrząb, kiedy więc gołębia prędkiego

    Albo ptaka z daleka obaczy inszego,

    Wznosi głowę i pióra wszytkie wymuskiwa

    Na sobie i piękniejszy i weselszy bywa:

    Tak się w on czas wesoło król tatarski stawi,

    7910

    Tusząc, że Rodomonta pewnie garła zbawi;

    Konia bierze, w strzemionach nogę ma, a w ręku

    Wodze[438] trzyma i wsiada, ująwszy się łęku.

    96

    Skoro tak blizko beli, że fuki straszliwe

    Mogli swe wzajem słyszeć i słowa dotkliwe,

    7915

    Rodomont jął nań fukać i ręką i mową,

    Mówiąc, że to zapłaci wnetże swoją głową,

    Że tego śmiał rozdrażnić, co miał z to śmiałości[439]

    I z to siły, że się mógł zemścić swej lekkości

    Nad swem nieprzyjacielem i co obelżenia

    7920

    Ani lekkiego nie zwykł cierpieć uważenia.

    97

    Odpowie mu Mandrykard z postawą surową:

    »Darmo mię chcesz ustraszyć tą twą groźną mową,

    »Której tylko na małe dzieci używają

    »I na niewiasty, które, co jest bój, nie znają,

    7925

    »Nie na tego, który się barziej kocha w boju,

    »Niż w odpoczynku i niż w nielubem pokoju.

    »Jam gotów pieszo, konno, zbrojny i niezbrojny,

    »Lub w polu lubo w szrankach, spatrzyć z tobą wojny«.

    98

    Ale ato już na się krzyczą i wołają

    7930

    Z wielkiem gniewem i srogich mieczów dobywają,

    Jako wiatr, który z razu ledwie że co dmucha,

    A potem z gruntu dębów i jesionów rucha

    I ciemny proch i piasek aż pod niebo niesie,

    Potem drzewa wysokie wali w gęstem lesie,

    7935

    Domy w polu obala i wichry szalone

    I grad niesie i bije trzody rozprószone.

    99

    Dwu pogan, którem równych świat nie miał, zagrzane,

    Śmiałe serca i siły niewypowiedziane,

    Odprawują straszliwy czyn surowej wojny

    7940

    I bój, tak zuchwałemu nasieniu przystojny.

    Drży ziemia od wielkiego i srogiego dźwięku,

    Kiedy szable spadają na się z mocnych ręku;

    Skry ze zbrój, uderzonych ciężkiemi razami,

    Aż do nieba gęstemi lecą tysiącami.

    100

    7945

    Srogi bój dwaj królowie mężni odprawują

    Długi czas bez przestanku i tego pilnują,

    Aby sobie wzajemnie zbroje zdziurawili

    I do ciała śmiertelne sztychy wyprawili.

    Jako się bić poczęli, żaden dotąd jeszcze

    7950

    Kroku nie ustępuje i jakoby miejsce

    Ono beło zbyt drogie, oba go pilnują

    I z koła tak małego nic nie występują.

    101

    Na ostatek Tatarzyn zuchwały mężnemu

    Ciężki raz dał królowi w łeb algijerskiemu

    7955

    Z obu rącz tak, że mu się w oczach rozświeciło,

    Jakby się tysiąc przed niem świeczek zapaliło.

    Rodomont, jakoby już wszytkiej pozbył siły,

    Bije głową grzbiet konia swego i pochyły

    Strzemię gubi, w siedle się ledwie zatrzymuje

    7960

    Przy bytności tej, którą tak barzo miłuje.

    102

    Ale jako łuk mocny i dobrze złożony

    Z dobrej stali, od mocnej ręki wyciągniony,

    Im się barziej wyciąga i im jest mocniejszy

    Strzelec ten, który z niego strzela, tem lekcęjszy,

    7965

    Mocniej się znowu wraca i bełt wystrzelony

    Z więtszą potęgą pędzi, z cięciwy puszczony:

    Tak właśnie afrykański rycerz prędko wstawa

    I nieprzyjacielowi sowito oddawa.

    103

    Rodomont także w czoło haniebnie uderzył

    7970

    Śmiałego Mandrykarda tak, jako wymierzył;

    Ale go nie obraził, bo mu twarz nakrywał

    Szyszak, który Hektora trojańskiego bywał.

    Tak go jednak ogłuszył dobrze, że nie wiedział,

    Jeśli dzień beł, jeśli noc; toli[440] się osiedział

    7975

    Przecię w siedle. Rodomont drugi raz uderzy

    Na niego, a do głowy po staremu mierzy.

    104

    Koń Mandrykardów, który z góry spadającej

    Szable się srodze boi, straszliwie świszczącej,

    Pana swojego z wielkiem swojem złem ratuje:

    7980

    Wspina się i chcąc uciec, przodek wystawuje,

    A wtem go sroga szabla w pół głowy trafiła,

    Która na jego pana wyprawiona była;

    Nie miał Hektorowego hełmu, nieszczęśliwy,

    Jako pan, i zostawa martwy i nieżywy.

    105

    7985

    Ale Mandrykard prędko powstawa na nogi

    Po onem ogłuszeniu i kręci miecz srogi;

    Zr ze się w sobie i gniew go pali jadowity

    Wewnątrz o to, że mu beł dzielny koń zabity.

    Afrykański go rycerz chce potrącić koniem;

    7990

    Ale nie tak beł słaby, jako trzymać o niem:

    Tak stał mocno na nogach jako kamień, bity

    Od wałów, kiedy pod niem koń poległ zabity.

    106

    Rodomont, który koń czuł pod sobą zemdlony,

    Na przedniem łęku z lekka ręką wyniesiony,

    7995

    Wyjąwszy nogi z strzemion, siodło zostawuje

    I z Mandrykardem w równy bój pieszo wstępuje.

    Dopiero się straszliwa bitwa zaczynała,

    A nienawiść i pycha obu zagrzewała;

    Ale nadjachawszy ich z przygody skwapliwy

    8000

    Posłaniec, miedzy niemi rozwiódł bój straszliwy.

    107

    Nadjachał ich jeden z tych, co beli wysłani

    I po wszytkiej Francyej różnie[441] rozesłani

    Od pogaństwa, aby ci, co się rozjachali,

    Do swoich się chorągwi co prędzej wracali,

    8005

    Dając znać, że Agramant król beł porażony

    I od cesarza Karla w obozie zamkniony;

    I gdzieby prędkiej w rychle pomocy nie mieli,

    Swoję klęskę i jawny upadek widzieli.

    108

    Poznawa je on poseł barziej po tych raziech,

    8010

    Któremi na się siekli srodze po żelaziech,

    Niż po herbach zwyczajnych i niżli po stroju,

    Bo nikt inszy nie mógł zwieść tak srogiego boju;

    Nie ma jednak z to serca[442], nie ma z to śmiałości,

    Aby wszedł między one gniewy i wściekłości,

    8015

    Choć go do nich król posłał i choć powiadają,

    Że posłowie karani nigdziej nie bywają.

    109

    Ale do Doraliki, co stała na stronie

    Idzie i powiada jej, jako w złej obronie

    Z trochą wojska Agramant, Stordylan, Marsyli

    8020

    W obozie od chrześcijan oblężeni byli.

    Powiedziawszy jej wszytko, prosi, aby poszła

    I obiema rycerzom onę rzecz doniosła,

    I nalega, aby ich jako pogodziła

    I dać Agramantowi pomoc jem radziła.

    110

    8025

    Miedzy srogie rycerze z wielkiem sercem wchodzi

    I onych pojedynek straszliwy rozwodzi,

    Mówiąc tak do obudwu, nadobna królewna:

    »Przez miłość, którejem jest po was obu pewna,

    »Proszę, abyście szable do lepszej schowali

    8030

    »Potrzeby i żebyście zaraz wyjeżdżali

    »Do obozu naszego, który oblężony,

    »Zguby albo pomocy czeka i obrony«.

    111

    Potem poseł powiedział, jako Sarraceni

    Beli w niebezpieczeństwie wielkiem obleżeni,

    8035

    Prosząc, aby na pomoc szli Agramantowi,

    Od którego oddawa list Rodomontowi.

    Nakoniec tem zawarli i tak uradzili,

    Aby oba rycerze pokój uczynili

    Między sobą aż do dnia, w który obegnany

    8040

    Ich obóz od chrześcijan będzie ratowany.

    112

    Ale skoro z onego będą wyzwoleni

    Obleżenia i z królem swojem Sarraceni,

    Aby się do swych pierwszych niechęci wrócili

    I aby rozpoczęty bój z sobą skończyli

    8045

    Który gdy koniec weźmie, dopiero ukaże,

    Komu przysądzić piękną Doralikę każe;

    A ta, która przysięgę od nich odebrała,

    Za obu, że ją strzymać mieli, ślubowała.

    113

    Była tam niecierpliwa na ten czas Niezgoda,

    8050

    Którą barzo bolała ona ich ugoda;

    Była także i Pycha i obiedwie chciały,

    Aby ono jednanie jako rozerwały.

    Lecz Miłość więcej mogła, która tamże była,

    Której najwiętsza jest moc i najwiętszą siła;

    8055

    Ta przyłożone strzały do cięciwy miała

    I pozad i Niezgodę i Pychę trzymała.

    114

    Krótko mówiąc, chocia jej przeczyła Niezgoda,

    Tak, jako Miłość chciała, stanęła ugoda.

    Ale nie dostawało konia z nich jednemu,

    8060

    Co beł w boju zabity; lecz dogodził temu

    Bryliador, co się pasł na łące zielonej

    I z trafunku tam przyszedł do potrzeby onej,

    Prawie na czas — ale już proszę dozwolenia,

    Abych mógł na mały czas odeść dla wytchnienia.

    Koniec pieśni dwudziestej czwartej.

    XXV. Pieśń dwudziesta piąta

    Argument

    8065

    Ratuje Ryciardyna[443] Rugier zawołany,

    Który beł na srogą śmierć ogniową skazany

    O królewnę hiszpańską, piękną Fiordyspinę.

    Aldygierej o braciej swej ma złą nowinę

    I z niewesołą twarzą gości w dom przymuje;

    8070

    Potem się w drogę z niemi spiesznie wyprawuje

    Pomódz Malagizemu i Wiwianowi

    I wydrzeć je srogiemu z rąk Bertolagowi.

    Allegorye

    8073

    W tej dwudziestej piątej pieśni Rugier, który nie oglądając się na żadne niebezpieczeństwo, jedzie wybawić od śmierci Ryciardyna, chocia go nigdy nie znał, ukazuje powinność prawdziwego rycerza, który swój własny żywot dla cudzego puszcza na odwagę. Ryciardyn na śmierć skazany, a potem ratowany, daje nam znać, że miłość zawsze wdaje ludzie w niebezpieczeństwo wielkie, chocia czasem z niego wychodzą, za jakiem szczęściem niespodziewanem.

    1. Skład pierwszy

    O jako wielkie młodzi w sobie spory czują,

    8075

    Którzy i sławy pragną i razem miłują,

    I nie wiedzieć, która się mocniejsza najduje:

    Czy chęć do czci, czy miłość? Często ustępuje

    Jedna drugiej. Zaprawdę, wielce poważali

    Swą cześć oba rycerze, którzy zaniechali

    8080

    Rozpoczętego boju dotąd, ażby byli

    Z oblężenia swojego króla wyzwolili.

    2

    Ale tu miłość więtszą swą moc pokazała,

    Bo, by była ich pani tak nie rozkazała,

    Nie rozwiedliby beli onego potkania

    8085

    I nie przyszliby beli nigdy do jednania

    I darmoby był czekał Agramant pomocy

    Od nich, od chrześcijańskiej obegnany mocy;

    Tem zawieram, że miłość nie zawsze zaszkodzi

    I czasem się na wiele dobrego przygodzi.

    3

    8090

    Obadwa ci poganie pospołu jachali

    Ku Paryżowi, aby swoich ratowali;

    I piękna Doralika, która jem kazała

    On bój rozwieść, w tęż drogę z niemi pojachała

    I karzeł mały, który tatarskiego w tropy

    8095

    Króla gonił, pilnując wszędzie jego stopy

    Tak długo, aż na niego przezeń nawiedziony

    Beł Rodomont i na bój z niem naprowadzony.

    4

    Stamtąd na piękną łąkę z trafunku wjachali,

    Na której przy strumieniu rycerzów zastali

    8100

    Dwu zbrojnych, dwu niezbrojnych; z niemi panna była,

    Która się po zielonej łące przechodziła.

    Kto to beł? — Nie wzbraniam się wam o tem powiedzieć,

    Ale mi o Rugierze wprzód trzeba powiedzieć,

    Który onę sławną tarcz, przez czary zrobioną,

    8105

    Wrzucił w głęboką studnią, w lesie nalezioną.

    5

    Jeszcze beł mile od tej studnie nie ujachał,

    Kiedy go Agramantów posłaniec dojachał,

    Z tych, co beli posłani po to, aby byli

    Na pomoc mu rycerze jego zgromadzili.

    8110

    Ten na on czas powiada cnemu Rugierowi,

    Że zbyt ciężko już beło tak Agramantowi,

    Że jeśli wczesnej prędko pomocy nie będzie,

    Wojsko zgubi, żywota i sławy pozbędzie.

    6

    Różne myśli na on czas Rugiera mieszały,

    8115

    Co mu się beły w głowę wszytkie wraz zebrały,

    Nie wie, jaką odprawę posłowi onemu

    Dać ma, bo nie miał miejsca i czasu po temu

    Namyślić się; nakoniec przystojnemi słowy

    Posła zbywszy, tam jachał, gdzie od białejgłowy

    8120

    Był, jeśli to pomnicie, smętnej prowadzony

    Na pomoc młodzieńcowi, co miał być spalony.

    7

    I tak jachał w swą drogę tam, gdzie go niewiasta

    Wiodła i po południu przyjachał do miasta,

    Które w śrzodku Francyej król trzymał spokojnie,

    8125

    Marsyli, pod cesarzem zdobyte na wojnie.

    Ani u mostu ani w bramie w onej chwili

    Wolnego mu przejazdu namniej nie bronili,

    Choć przy bramie i kolo przykopów niemało

    Pospólstwa i żołnierstwa było się zebrało.

    8

    8130

    Iż znano białągłowę, co go prowadziła

    I co mu w onej drodze przewodnikiem była,

    Dla tego i Rugiera nie zahamowano,

    Który z nią beł, ani go, skąd jachał, pytano.

    Wjachał na plac i ujźrzał ogień zapalony

    8135

    I lud około ognia wielki zgromadzony,

    A we śrzodku młodzieniec stał, na śmierć skazany,

    Blady na twarzy, mocno powrozy związany.

    9

    Rugier skoro mu wejźrzał w oczy umoczone

    Łzami, które ku ziemi trzymał pochylone,

    8140

    Ma go za Bradamantę swoję: tak nadobny

    On młodzieniec we wszytkiem beł do niej podobny!

    Potem im mu się dalej z blizka przypatruje,

    Tem go jej podobniejszem twarzą być najduje;

    Mówi sobie: »Abo to ona nieomylnie,

    8145

    Albom ja nie jest Rugier!« a patrzy weń pilnie.

    10

    »Nic inszego; jeno że na to się puściła,

    »Aby osądzonego na śmierć wyzwoliła,

    »Potem jako się jej ta sprawa źle nadała,

    »Poimana, jako to widzę, tu została.

    8150

    »Ach, czemu się kwapiła, że mię mieć nie mogła

    »Z sobą, żebyśwa beła sobie spół pomogła!

    »Jednak Bogu mojemu mam za co dziękować,

    »Żem w czas przybeł, tak, że jej będę mógł ratować«.

    11

    I nie rozmyślając się nic, szable dobywa,

    8155

    Bo kopiej na on czas nie miał i rozrywa

    Gęsty lud, rozpuściwszy konia, i rozczyna

    Srogie dzieło: temu łeb, a temu ucina

    Rękę razem z ramieniem i kręci nakoło

    Ostrą szablą, tego tnie w gębę, tego w czoło.

    8160

    Wszyscy, ujęci strachem, krzyczą i wołają,

    Wszyscy jako nadalej z rynku uciekają.

    12

    Jako szpacy bezpieczni stadami latają

    I powolej pokarmu po ziemi szukają,

    Jeśli z góry krogulec rączy wpadnie na nie,

    8165

    Albo jednego porwie z nich niespodziewanie,

    Wszyscy idą w rozsypkę, każdy zostawuje

    Towarzystwo i aby sam uciekł, pilnuje:

    Tak tam właśnie pospólstwa one uciekały,

    Kiedy między nie z szablą wpadł bohatyr śmiały.

    13

    8170

    Czterem albo sześciom z nich zdjął do czysta głowy,

    Którzy nie uciekali, bohatyr surowy[444];

    Sześciom je porozdzielał aż do samej gęby,

    Niezliczonem po piersi, po oczy, po zęby.

    Prawda, że nie nakryli beli głów hełmami,

    8175

    Ale ich przecię siła beło z misiurkami[445];

    Ale małoby beły i hełmy pomogły,

    Boby pewnie tak wielkich strzymać sił nie mogły,

    14

    Taką miał moc cny Rugier, jaka być w człowieku

    Najmocniejszem nie może dzisiejszego wieku,

    8180

    Jakiej lwi i niedźwiedzie i jakiej zubrowie[446]

    I inszy co najsroższy nie mają źwierzowie;

    Podobno ziemie drżenie z jegoby zrównało

    Wielką mocą albo też wielkie jakie działo,

    Do którego, skoro knot i ogień przyłoży,

    8185

    Drży i niebo i ziemia, morze sobą trwoży.

    15

    Nigdy mniej nad jednego, a czasem padali

    Dwa od jednego cięcia, owszem powiadali,

    Że i czterech zabijał jednem tylko razem

    Z tych, którzy przyodziani nie byli żelazem;

    8190

    Bo takie ostrze jego szabla sroga miała,

    Że natwardszą stal, jako mleko, rozcinała.

    Faleryna ją beła w ogrodzie zrobiła[447]

    Organy[448] na to, aby Orlanda zabiła.

    16

    Ale że ją zrobiła, prędko żałowała,

    8195

    Gdy przez nię spustoszony swój ogród widziała;

    A teraz, co mniemacie, jako wielkie rany

    Czyniła, kiedy ją siekł mąż tak zawołany?

    Jeśli kiedy beł Rugier śmiały, jeśli siła

    Jego widziana kiedy i wielka moc była,

    8200

    Tu ją miał, tu jej użył, tu ją pokazował,

    Gdy Bradamanty, jako rozumiał, ratował.

    17

    Ale mu wszyscy takie czynili obrony,

    Jakie zając psom czyni, w polu naleziony;

    Siła beło tych, którzy pobici zostali,

    8205

    Ale tych nie mógł zliczyć, co pouciekali.

    Tem czasem białagłowa ręce rozwiązała

    Młodzieńcowi i jako najlepiej umiała,

    Oblokła go we zbroję, tarcz mu zawiesiła

    Na ramieniu, bronią go dobrą opatrzyła.

    18

    8210

    On się mści, swoją wielką krzywdą urażony,

    I tak lud pospolity siecze potrwożony,

    Że u każdego dobre mniemanie o sobie

    Zostawuje dzielnością swoją w onej dobie.

    Już beło złote koła słońce utopiło

    8215

    I w morze swoje wozy zachodnie wpędziło,

    Kiedy Rugier zwyciężca i z młodzieńcem onem

    Jachał z zamku, od śmierci przezeń wybawionem.

    19

    Który, skoro bezpieczny beł za zamkowemi

    Murami i za bramą z Rugierem, pięknemi

    8220

    Słowy, które w swej głowie w on czas wynajdował,

    Rugierowi, wybawcy swojemu, dziękował,

    Że nie znając go nigdy, takiem mu się stawił

    I z sromotnej go śmierci ogniowej wybawił,

    Prosząc, aby mu imię swe własne powiedział,

    8225

    Aby, komu tak wiele beł powinien, wiedział.

    20

    Mówi Rugier do siebie: »Niebieską ozdobę,

    »Twarz gładką i urodę i stan[449] i osobę

    »Widzę mej Bradamanty, ale słodkiej mowy

    »Jej nie słyszę z pięknemi, uciesznemi słowy;

    8230

    »I dziwuję się, że mi tak barzo dziękuje,

    »Czego wierny miłośnik jej nie potrzebuje.

    »Lecz jeśliż to jest ona, czemuż wżdy własnego

    »Tak prędko zapomniała imienia mojego?«

    21

    I aby się dowiedział o tem pewnej sprawy,

    8235

    Mówi mu: »Tak mi się zda, że cię znam z postawy,

    »I myślę, gdziem cię widział, lecz sobie nie mogę

    »Wspomnieć; ale mnie ty sam nawiedź na tę drogę

    »I powiedz, jeśliś się gdzie widział kiedy ze mną

    »I nie utajaj swego imienia przedemną,

    8240

    »Abym przynamniej wiedział, komu się przydała

    »Moja siła i kogo dzisia ratowała«.

    22

    »Być może, żeś mię widział — rzekł mu — ja nie pomnię,

    »Gdzie i kędy, i pewnie, że sobie nie wspomnię,

    »Bym myślił, nie wiem jako; prawda, że szukając

    8245

    »Szczęścia, jeżdżę po świecie, sławy dostawając.

    »Podobnoś to gdzie widział jednę siostrę moję,

    »Co miecz nosi u boku, ubiera się w zbroję,

    »Co mi tak jest podobna, jako powiadają,

    »Że nas czasem i swoi nie rozeznawają.

    23

    8250

    »A bliźniętaśmy sobie. Nie dwaj, nie trzej byli,

    »Nie pięć, nie sześć, którzy się w tem często mylili;

    »Ale bracia i ociec, na ostatek matka

    »Nie może nas rozeznać dobrze do ostatka.

    »Prawda, że to czyniło tylko między nami

    8255

    »Różnicę, że ja chodzę z długiemi włosami,

    »Jako mężczyzny chodzą, a ona plecione

    »Ma warkocze, około głowy obwinione.

    24

    »Ale kiedy jednego dnia beła raniona,

    »O czymby beło siła mówić, postrzyżona

    8260

    »Od pewnego kapłana do pół uszu była,

    »Aby się jej tem pręcej rana zagoiła.

    »Żadnego miedzy nami znaku już nie było

    »I krom płci, krom imienia, nic nas nie różniło.

    »Mnie Ryciardynem, one Bradamantą zową,

    8265

    »Jam bratem a ona jest siostrą Rynaldową.

    25

    »I jeśli wam nie przykro, sprawę usłyszycie

    »Zbyt foremną[450], której się barzo zadziwicie,

    »Która mi się stąd, żem jej podobny, trafiła

    »I pociech wprzód a potem mąk mię nabawiła«.

    8270

    Rugier, co historyej słodszej i wdzięczniejszej

    Nie mógł słyszeć i uszom swojem przyjemniejszej

    Nad tę, w której o jego miłej była mowa,

    Chciał ją słyszeć, a on ją rozpoczął w te słowa:

    26

    »Trafiło się, że siostra w drogę się wybrała

    8275

    »W tych dniach i kiedy przez las pewny przejeżdżała,

    »Sarraceni ją w wielkiej gromadzie potkali

    »I ranę jej, bo hełmu nie miała, zadali

    »Prawie wśrzód głowy; którą jeśli zgoić chciała,

    »Włosy ostrzydz i urżnąć warkocze musiała,

    8280

    »Bo rana wielka i zbyt niebezpieczna była,

    »I w drogę, zbywszy włosów, dalszą się puściła,

    27

    »Miedzy lasy do zdroju trafiła z przygody,

    »Z którego wynikały przeźrzoczyste wody,

    »Gdzie strudzona, zdjąwszy hełm z głowy, z konia zsiadła

    8285

    »I na sen się na trawie zielonej układła —

    »Nie wierzę, aby bajka mogła być piękniejsza,

    »Jako ta historya moja teraźniejsza —

    »A wtem się Fiordyspina[451] Hiszpanka trafiła,

    »Która po chróście prędkie zające goniła.

    28

    8290

    »Ta, kiedy siostrę moję zastała uśpioną,

    »W żelazo okrom twarzy wszytkę obleczoną,

    »Która, miasto kądziele, miecz u boku miała,

    »Że to beł jakiś rycerz błędny, rozumiała.

    »Twarzy się i postawie męskiej przypatruje,

    8295

    »Nakoniec serce w sobie zapalone czuje:

    »W towarzystwo ją z sobą na myśliwstwo wzywa,

    »Potem się sama jedna z nią gęstwą okrywa.

    29

    »A skoro się na miejscu osobnem ujźrzała

    »I że jej tam nikt zastać nie miał, rozumiała,

    8300

    »I mową i postawą serce zniewolone

    »Odkrywa jej i ostrem sztychem przebodzione;

    »I z wzdychaniem i wzrokiem, srodze zapalonem,

    »Daje jej znać o swojem utrapieniu onem,

    »Raz zblednie, drugi raz się wstydem zafarbuje,

    8305

    »Nakoniec ośmielona w usta ją całuje.

    30

    »Moja siostra, która się tego domyśliła,

    »Że królewna hiszpańska na płci się myliła,

    »Nie mogąc jej w tem pomódz, czego ona chciała,

    »W wielkiem się labiryncie[452] zgoła najdowała.

    8310

    »»Lepiej, że tak omylne mniemanie o sobie

    »»Wykorzenię — tak z sobą mówi w onej dobie —

    »»Lepiej mi się, czemem jest, odkryć i ukazać,

    »»Aniżli się nikczemnem mężczyzną pokazać«.

    31

    »A prawdę pewnie żywą i szczerą mówiła,

    8315

    »Że to nikczemność wielka i wyraźna była,

    »Nie człowiekowi, ale raczej spruchniałemu

    »Drewnu raczej przystojna, gdyby ten, któremu

    »Chciałaby być tak piękna kwoli białagłowa,

    »Trzymał skrzydła spuszczone, jako leśna sowa.

    8320

    »Lecz to lekarstwo beło późne i leniwe:

    »Tak barzo miłość serce raniła troskliwe.

    32

    »A do boku dlatego szable przypasała,

    »Aby przez nię na świecie sławy nabywała.

    »Urodziwszy się w ciepłej Afryce, gdzie swemi

    8325

    »W Ardzilli morze tłucze brzeg wały strasznemi,

    »Z młodu zaraz kopią władnąć się uczyła,

    »Z młodu tarcz siedmioskórą na ręce nosiła.

    »Cóż potem: te wymówki nie beły przyjemne,

    »Próżne wywody, słowa niewdzięczne, daremne.

    33

    8330

    »Nie przeto w pięknej twarzy kochać się przestawa

    »I w pięknych obyczajach i wszystka się dawa

    »W moc miłości i serce, które od niej poszło,

    »Do kochanych się oczu zarazem przeniosło.

    »Nie wie, przypatrując się jej męskiem ubiorom,

    8335

    »Jako dogodzić żądzom i swojem przemorom[453],

    »Bo kiedy myśli, że jest dziewica, z żałości

    »Umiera, od okrutnej zagrzana miłości.

    34

    »Ktoby beł onego dnia widział jej wzdychanie

    »I słyszał płacz i żałość i jej narzekanie,

    8340

    »I samby beł z nią płakał. »Sroższa — tak mówiła —

    »»Męka nad moję jeszcze na świecie nie była:

    »»W każdej inszej miłości swójbym skutek miała

    »»I pożądnegobym[454] się końca spodziewała;

    »»Same tylko me żądze, czemu nie pomogą

    8345

    »»Żadne dowcipy, końca swego mieć nie mogą.

    35

    »»Jeśliś mię, o miłości sroga, trapić chciała,

    »»Kiedyś mi szczęśliwego żywota zajźrzała,

    »»Mogłaś przestać na jakiej męce obyczajnej

    »»I między miłośniki inszymi zwyczajnej:

    8350

    »»I w ludziachem i w stadzie nigdy nie widziała,

    »»By samica samicę kiedy miłowała;

    »»Niewiasta o niewiastę drugą nie dba ani

    »»Owca owce pożąda ani łaniej łani.

    36

    »»Ja sama tylko taka na morzu, na ziemi,

    8355

    »»Na powietrzu, którą ty trapisz tak ciężkiemi

    »»Mękami na to, aby mój błąd na czas wieczny

    »»Beł w twojem panowaniu przykład ostateczny.

    »»Niezbożna była żądza żony króla Nina[455],

    »»Która swego własnego miłowała syna,

    8360

    »»Mirra[456] ojca, a z Krety Pazyfae[457] byka,

    »»Jako nie u jednego najdzie historyka.

    37

    »»Biała płeć do mężczyzny żądze obracała

    »»I każda pożądany skutek w niej uznała.

    »»Pazyfae w drzewianą[458] krowę, słyszę, wlazła

    8365

    »»I na miłość swój sposób przecię wynalazła;

    »»Ale mnie nie rozwiąże sam Dedalus[459] węzła

    »»Najwiętszem swem dowcipem, w któremem uwięzła,

    »»Którem mię zawiązało samo przyrodzenie,

    »»Mistrz zbyt pilny, nad wszelkie mocniejszy stworzenie«.

    38

    8370

    »Takiego narzekania, takich słów używa

    »I płacze ustawicznie dziewka nieszczęśliwa;

    »Piersi tłucze, twarz drapie, krzywdę niewinnemu

    »Wielką czyni swojemu włosowi złotemu.

    »Siostra, przypatrując się tak wielkiej żałości

    8375

    »Nieszczęsnej dziewki, żądze i próżne chciwości

    »Chce jej koniecznie wybić i wytrącić z głowy;

    »Ale próżne jej słowa, próżne beły mowy.

    39

    »Ona, która pomocy, nie słów potrzebuje,

    »Jeszcze barziej narzeka, ciężej się frasuje.

    8380

    »Już się też do wieczora słońce nachylało

    »Iw ocean się wielki ukryć gotowało,

    »Wcześna godzina, w którą do dom się wracają

    »Myśliwcy, co na lesie spać wolej nie mają,

    »Kiedy królewna siostrę pilnie nalegała,

    8385

    »Aby do przyległego miasta z nią jachała.

    40

    »Nie mogła jej odmówić i tak w onej dobie

    »Na to miejsce pospołu przyjachały obie,

    »Kędy mię niecnotliwi ludzie spalić chcieli,

    »By beli w tem od ciebie przeszkody nie mieli.

    8390

    »Fiordyspina mej siestrze wielkie pokazuje

    »Swe chęci i wszytkiem ją swem czcić rozkazuje;

    »Która się w białogłowskie szaty tam przebrała,

    »J że beła dziewicą, wszytkiem ukazała.

    41

    »Widziała, że pożytku stąd nie odnosiła

    8395

    »Żadnego, że po męsku ubrana chodziła,

    »I nie chciała koniecznie, aby z onej miary

    »Cierpieć miała przygany i jakie przywary,

    »Aby ci, co nie dobrze o niej rozumieli,

    »Stąd, że ją w męskich szaciech wielekroć widzieli,

    8400

    »Teraz ją w białogłowskiem ujźrzawszy odzieniu,

    »Już jej więcej nie mieli we złem podejźrzeniu.

    42

    »Na jednem lotu obie onej nocy spały,

    »Ale różny sen, różny odpoczynek miaty:

    »Jedna śpi, druga oczu nigdy nie zawiera

    8405

    »I trapi się i płacze i schnie i umiera.

    »Jeśli też onej ciężkiej, niespokojnej nocy

    »Snu jej trochę krótkiego przypadnie na oczy,

    »Śni się jej, te to sobie w niebie uprosiła,

    »Że się w płeć Bradamanta lepszą obróciła.

    43

    8410

    »Jako chory, gorączką wielką upalony,

    »Pragnie barzo i uśnie, w pragnieniu zemdlony;

    »W onym śnie roierwanem, w onem niepokoju

    »Wszytko mu się o wodzie śni i o napoju:

    »Tak i onej na żądzą i na jej pragnienie

    8415

    »Sen przynosi wesołe i lube widzenie.

    »Ocyka się i ręką, ocknąwszy, wartuje[460],

    »Ale darmo; bo czego szuka, nie najduje.

    44

    »O jak gorąco swego Makona prosiła,

    »O jako częste śluby bogom swem czyniła,

    8420

    »Aby cudem widomem, jawnem to sprawrili,

    »Żeby w lepszą płeć siostrę moję odmienili.

    »Lecz fałszywi bogowie tego nie słuchali

    »I podobno się z głupiej prośby naśmiewali;

    »A wtem mroki i ona przykra noc minęła,

    8425

    »I słoneczna się światłość odkrywać poczęła.

    45

    »Skoro dzień wszedł, obiedwie zostawują łoże.

    »Fiordyspina ulżyć swych mąk w sobie nie może;

    »Której o swem odjeździe siostra powiedziała,

    »Bo więcej w labiryncie[461] onem być nie chciała.

    8430

    »Królewna jej na samem prawie rozjachaniu

    »Hiszpańskiego dzianeta[462] dała na żegnaniu

    »Z drogiem rzędem i zwierzchni nasuwień[463] przydała,

    »Który sama z jedwabiów i z złota utkała.

    46

    »Chwilę ją Fiordyspina dobrą prowadziła,

    8435

    »Potem płacząc do zamku swego się wróciła.

    »Bradamanta tak śpiesznie stamtąd pojeżdżała,

    »Że do Białej Góry w dzień onże przyjechała.

    »Matka i my, jej bracia, skoro ją ujźrzemy,

    »Niezmiernie się z przyjazdu siostry radujemy;

    8440

    »Bośmy o niej nic a nic długo nie słyszeli

    »I takeśmy, że miała zginąć, rozumieli.

    47

    »Skoro z głowy hełm zdjęła, poczniem się dziwować

    »Krótkiem włosom, któremi głowę opasować

    »Zwykła była nakoło przedtem, i onemu

    8445

    »Strojowi jej nowemu i cudzoziemskiemu.

    »Ona nam wszytkę sprawę z samego początku,

    »Tak, jako się toczyła, odkrywa do szczątku:

    »Jako ranę od pogan wielką w głowie miała

    »I aby ją zgoiła, włosy zurzynała[464];

    48

    8450

    »Jako, kiedy usnęła na łące u wody,

    »Trafiła na nię piękna łowczyna[465] z przygody,

    »Jako się jej fałszywa postać podobała,

    »Jako od swych daleko w gęstwę z nią wjachała;

    »Więc jako, od okrutnej raniona miłości,

    8455

    »Płakała na swe żądze i próżne chciwości,

    »Jako z nią nocowała i to, co czyniła

    »Przez wszytek czas, niżli się do domu wróciła.

    49

    »Znałem ja Fiordyspinę, nie z powieści czyjej,

    »Alem ją w Syrakucy[466] widział we Francyej[467].

    8460

    »I barzo mi się w on czas jej twarz i uroda

    »I oczy podobały i gładka jagoda;

    »Alem się nie śmiał w miłość tę wdać, bo szaleje

    »Każdy, co się zaciąga w miłość bez nadzieje.

    »Ale z onej powieści siestrzynej ożyły

    8465

    »Dawne żądze i w sercu mi się odnowiły.

    50

    »Z tych nici tę osnowę, bo z inszych nie mogła,

    »Miłość rozczęła i ta siła mi pomogła;

    »Bo mi rady dodała i sposób mi pewny

    »Ukazała, przez którym dostać miał królewny.

    8470

    »Widziałem sam, że ta rzecz łatwie wyniść[468] miała,

    »Bo jednakość dwu twarzy, która oszukała

    »Wiele inszych, tem snadniej mogła Fiordyspinę

    »Oszukać przezpodobną do siebie rodzinę..

    51

    »Długom myślił, jeślim miał tej sprawy zaniechać,

    8475

    »Na ostatek się zaraz namyślam wyjechać.

    »Nikomu onej myśli swojej nie odkrywam,

    »Niczyjej do tej sprawy rady nie zażywam;

    »Idę w nocy tam, kędy beła świetna zbroja,

    »Z której się rozebrała beła siostra moja,

    8480

    »I na konia jej wsiadam i pełny nadzieje

    »Jadę, ani chcę czekać, aż się rozednieje.

    52

    »W nocy z domu wyjeżdżam, miłość ze mną jedzie,

    »I prosto mię do pięknej Fiordyspiny wiedzie.

    »A takem w one czasy jachał kłósem sporem,

    8485

    »Żem na miejsce przyjachał przed samem wieczorem.

    »Szczęśliwym się poczytał ten, który nowiny

    »O mnie naprzód do gładkiej zaniósł Fiordyspiny,

    »Tusząc, że mu dać dobry upominek miała,

    »Że się naprzód od niego o mnie dowiedziała.

    53

    8490

    »Żem ja beł Bradamantą, wszyscy rozumieli,

    »Jakoś i ty rozumiał, i za tę mię mieli,

    »Tem więcej, żem miał szaty i konia i zbroję,

    »W której widzieli w przeszły dzień rodzoną moję.

    »A wtem przyszła po małem czasie Fiordyspina,

    8495

    »Skoro jej przyszła o mem przyjeździe nowina,

    »Z twarzą dziwnie wesołą, zbytnie się radując

    »I niewymówione mi łaski pokazując.

    54

    »Potem mi się u szyje uwiesza rękami

    »I łączy wargi swoje z mojemi wargami.

    8500

    »Co mniemasz, jeśli miłość, co mnie tam przywiodła,

    »Srogiem sztychem serca mi w on czas nie przebodła?

    »Potem do osobnego gmachu mię prowadzi,

    »Kędy beło niewolno chodzić jej czeladzi,

    »I mówi mi, abym hełm i zbroję składała

    8505

    »I ostrogi odjęła i miecz odpasała.

    55

    »Potem jednę swą szatę przynieść rozkazała,

    »Zbyt bogatą, w którą mię sama ubierała,

    »I jakobym niewiasta beła, w czepek złoty,

    »Zbiera mi włosy, w czepek swej własnej roboty.

    8510

    »Ja też zmyślam i skąpo oczyma szafuję

    »I żem dziewka, sposobem każdem ukazuję;

    »Głos mię mógł tylko wydać, alem i ten zmyślił,

    »Cienko mówiąc, a nikt się tego nie domyślił.

    56

    »Potem mię na przestroną salę prowadziła

    8515

    »Kędy beła rycerzów i białych głów siła,

    »Którzy się nam kłaniali zwyczajem dworowem

    »Tak, jako się kłaniają księżnom i królowem.

    »O jakom z wielu szydził, którzy z podziwieniem,

    »Nie wiedząc, że pod onem niewieściem odzieniem

    8520

    »Mężczyzna beł potężny, oczy wytrzeszczali

    »I chciwe wzroki we mnie ustawnie trzymali!

    57

    »Skoro było chwilę w noc — a już się też była

    »Dobrze przedtem wieczerza bogata skończyła

    »I potem po wieczerzy stół beł poprzątniony,

    8525

    »Przedniemi potrawami wszytek zastawiony —

    »Nie czeka, abym prosił o to, Fiordyspina,

    »Po com do niej przyjechał, ale co siestrzyna

    »Twarz do mojej podobna podomno sprawiła,

    »Ażebym z nią nocował, sama mię prosiła.

    58

    8530

    »A skoro się i panie i panny rozeszły

    »I wszytkie pacholęta z pokoju odeszły,

    »Kiedym się ja i ona także rozebrała

    »I jużeśmy leżeli, a świeca gorzała,

    »»Nie dziwuj się — jam tak rzekł napierwej królewnie —

    8535

    »»Żem się prędko wróciła do ciebie, bo pewnie,

    »»Jakeś sobie tuszyła, takeś rozumiała,

    »»Żeś aż co wiedzieć kiedy widzieć mię nie miała.

    59

    »»Powiem pierwej, czemum się od ciebie śpieszyła,

    »»Potem, czemum się prędko tak na zad wróciła.

    8540

    »»Kiedybych była ognie twoje zgasić mogła,

    »»Cna królewno, kiedyćby była co pomogła

    »»Moja bytność i moje przy tobie mieszkanie,

    »»Zawszebym z tobą beła na twe rozkazanie.

    »»Ale widząc, żem ci dać żadnej nie umiała

    8545

    »»Pomocy ani mogła, od ciebiem jechała.

    60

    »»Fortuna mię życzliwa z gościńca bitego

    »»W drodze zaprowadziła do lasu gęstego,

    »»Gdziem niedaleko wielki krzyk i wrzask słyszała

    »»Jakby białej płci, która o pomoc wołała.

    8550

    »»Bieżę tam i nad rzeką ujźrzę kryształową

    »»Poimaną wędami ręką satyrową,

    »»Nagą, nadobną dziewkę wśrzód miedzy wodami,

    »»Który ją chciał zjeść i już kąsał ją zębami.

    61

    »»Przypadłam tam, abym jej była co pomogła,

    8555

    »»I mieczem, bom inaczej pomódz jej nie mogła,

    »»Onegom okrutnego rybitwa zabiła,

    »»A ona z brzegu w wodę natychmiast skoczyła.

    »»Potem mi się oz wała zaraz z onej wody,

    »»Mówiąc: Nie będziesz — prawi — za to bez nagrody:

    8560

    »»Jam jest nimfa, która się pod wodami kryje

    »»I która tu w tej rzece przeźrzoczystej żyje.

    62

    »»Siła ja mogę, tak wiedz, i słowy i zioły

    »»Przymuszam przyrodzenie, przymuszam żywioły.

    »»Proś mię, o co żywnie chcesz, a ja, ile mogę,

    8565

    »»Do wszytkiegoć, a ty się spuść na mię, pomogę.

    »»Na mój rym[469] tu na ziemię księżyc zchodzi z nieba,

    »»Woda gore, a ogień marznie, jako trzeba;

    »»Często na proste słowa, którem wymówiła,

    »»Słońcem zastanowiła i ziemięm ruszyła.

    63

    8570

    »»Nie proszę jej na ono jej ofiarowanie

    »»O skarby i o zamki i o panowanie,

    »»Nie, abym niezwyczajnych sił jakich dostała,

    »»Nie, abym w każdym boju zwyciężcą została:

    »»Ale, aby albo cię jako pocieszyła,

    8575

    »»Albo aby moję płeć w męską odmieniła;

    »»Ani barziej o jedno, niż o drugie proszę,

    »»Mając dosyć, że jedno ze dwojga odnoszę.

    64

    »»Ledwie com jej onę swą prośbę przełożyła,

    »»Jako się wszytka znowu w wodzie ponurzyła

    8580

    »»I po małej się chwili z niej zaś ukazała

    »»I inszej odpowiedzi żadnej mi nie dała,

    »»Jeno mię sczarowaną wodą pokropiła,

    »»Co mi płeć, nie wiem, jako, zaraz odmieniła;

    »»Czuję, widzę i ledwie wiarę temu dawam,

    8585

    »»Ze z dziewice mężczyzną, dziwna rzecz, zostawam

    65

    »»I tybyś temu wiary, ja wierzę, nie dała,

    »»Kiedybyś tego rzeczą samą nie doznała;

    »»Toli[470], jakom w pierwszej płci była twoją sługą,

    »»Tak w tej być chcę, jeślić się na co z swą posługą

    8590

    »»Przydać mogę, i odtąd wszytkie wole moje

    »»Są gotowe na każde rozkazanie twoje.«

    »Takem rzekł, ona też wtem ręką doświadczyła,

    »Ze to, com ja powiadał, prawda szczera była.

    66

    »Jako się pospolicie człowiekowi dzieje,

    8595

    »Co o tej rzeczy, której zbyt pragnie, nadzieje

    »Wszytkie stracił, od żalu tak, jako śnieg, taje

    »Od słońca, że jej niema, że jej niedostaje,

    »Jeśli ją potem nagle z przygody najduje,

    »Niepodobnie się z szczęścia onego raduje

    8600

    »I ledwie sobie wierzy, od nagłej zastany

    »Radości, w sobie samem wszytek pomieszany:

    67

    »Tak Fiordyspina, która ręką się dotknęła

    »Samej prawdy i rzeczy, której tak pragnęła,

    »Nie wierzy swojej ręce, nie wierzy i oku

    8605

    »I zda jej się, że się jej marzy w ciemnem mroku,

    »I rozumie wątpliwa, że podomno spała,

    »I lepszej inszej próby w tem potrzebowała.

    »»Jeśli to sen — powiada — i jeślim usnęła,

    »»Życzę sobie, żebym się nigdy nie ocknęła«.

    68

    8610

    »W bębny nie bito, w trąby trębacze nie grali,

    »Kiedyśmy bój miłości z sobą rozczynali;

    »Początkiem pierwszem beły częste całowania

    »Naszej wojny, naszego onego potkania.

    »Inszych broni krom mieczów w szturmie używamy,

    8615

    »Oszczepów, strzał i łuków i tarczy nie mamy;

    »Bez drabinym wlazł na mur, chorągiew na wieży

    »Wytknąłem: mój podemną nieprzyjaciel leży.

    69

    »Jeśli beło, noc przedtem, wielkie narzekanie

    »Na onem łożu i płacz i ciężkie wzdychanie,

    8620

    »Ta druga beła śmiechu pełna i radości,

    »Wesela i rozkoszy, smaku i słodkości.

    »Nie tak się wielą węzłów bluszcze i macice

    »Do muru i do swojej przywięzują tycze[471],

    »Jakośmy byli w on czas gęstemi węzłami

    8625

    »Spół ściśnieni: piersiami, rękami, nogami.

    70

    »Kilka miesięcy ta rzecz miedzy nami trwała,

    »Że o niej żadna żywa dusza nie wiedziała;

    »Nakoniec, nie wiem jako, beła postrzeżona

    »I królowi srogiemu potem odniesiona.

    8630

    »Ty, któryś mnie wybawił od tych, co już byli

    »Wielki ogień, aby mię spalić, nałożyli,

    »Możesz ostatek sprawy tej sam łatwie wiedzieć;

    »Ale jakom żałosny, trudno wypowiedzieć«.

    71

    Tak w on czas Rugierowi tę sprawę odkrywał

    8635

    I trudu nocnej drogi Ryciardyn ulżywał

    Tą powieścią, wjeżdżając na górę wysoką,

    Brzegami i doliną obeszłą[472] głęboką;

    A do niej ścieszka ciasna prześcia pozwalała

    I przykrą drogę trudnem kluczem otwierała.

    8640

    Na wierzchu beł Agrymont[473], piękny zamek, który

    W opiece miał Aldygier[474] swojej z Białej Góry.

    72

    Beł to brat Malagiza i Wiwianiego,

    Z nałożnice spłodzony, syn Bowa[475] zacnego;

    I kto go własnem synem Gerardowem[476] zowie,

    8645

    Myli się i nie trzeba wierzyć jego mowie.

    Jakokolwiek, zawsze był hojny i wspaniały

    Aldygierej i mądry i mężny i śmiały,

    I wielką we dnie, w nocy straż na zamku trzymał.

    Aby go wcale bratu swojemu dotrzymał.

    73

    8650

    Ten przyjął z wielką chęcią brata Ryciardyna

    Stryjecznego, jako to rodzinę rodzina,

    Bo jako rodzonego właśnie go miłował

    I kwoli niemu barzo Rugiera szanował.

    Ale nie wyszedł przecię tam przeciwko niemu,

    8655

    Jako beł zwykł i jako czyniał więc każdemu,

    Bo miał jednę nowinę, z której beł żałosny

    I dla której frasunek i żal czuł nieznośny.

    74

    I miasto pozdrowienia rzekł do Ryciardyna:

    »Niedobra mię, mój bracie, dziś doszła nowina:

    8660

    »Przez pewnego posłańca jestem obwieszczony,

    »Że zły i niecnotliwy Bertolag z Bajony[477]

    »O krew się naszę z srogą Lanfuzą[478] targuje

    »I za wielkie pieniądze u niej ją kupuje;

    »Która mu bracią naszę na śmierć i na męki

    8665

    »Malgiza[479] z Wiwianem ma podać do ręki.

    75

    »Od dnia tego, w który je od Ferata miała,

    »W więzieniu je i w wieży zbyt ciemnej chowała

    »Dotąd, aż z Bertolagiem zawarła umowy,

    »Jakoście zrozumieli dopiero z mej mowy.

    8670

    »Temu je, jako słyszę, snać na umówioną

    »Ma między jego pewnem zamkiem a Bajoną

    »Godzinę jutro stawić, a sam snać kupować,

    »Sam się ma o krew naszę zły człowiek targować.

    76

    »Wyprawiłem na dobrem koniu z tą nowiną

    8675

    »Do Rynalda naszego przed małą godziną;

    »Aleć droga daleka: choć śpiesznie pobieży

    »Mój posłaniec, boję się, że na czas nie zbieży.

    »Ludzi nie mam tak wiele, żebym wyniść w pole

    »Mógł bezpiecznie i chocia są ochotne wole,

    8680

    »Siły niemasz, bez której trudno co rozczynać,

    »A wiem, jeśli ich kupi, że ich da pościnać«.

    77

    Wielką żałość przyniosła ta Ryciardynowi

    Nowina, ale niemniej cnemu Rugierowi;

    Który widząc, że bracia obadwa milczeli

    8685

    I jakoby poradzić temu nie wiedzieli,

    Rzecze z wielką śmiałością: »Nie myślcie wy o tem

    »I nie psujcie sobie głów darmo tem kłopotem;

    »Już wy to temu memu poruczcie mieczowi;

    »Ja upewniam, że bracia waszy będą zdrowi.

    78

    8690

    »Nie proszę was o pomoc; już ja to sam sprawię,

    »Ja to sam bez żadnego ratunku odprawię,

    »Tylko mi wiadomego kogo z swej czeladzi

    »Dajcie, który mię na to miejsce doprowadzi.

    »Usłyszycie wnet trzaski, ujźrzycie i trupy

    8695

    »Tych, co się będą o te targować okupy«.

    Tak mówił, a nie mówił pewnie rzeczy nowych

    Jednemu z nich, co beł sił świadom Rugierowych.

    79

    Drugi go słucha jako tego, co rozumie

    Siła o sobie, a nic albo mało umie.

    8700

    Ale Ryciardyn potem na stronie go sprawił,

    Jaki beł mąż, jako go od śmierci wybawił,

    Upewniając, że więcej, niżli obiecuje,

    Uczyni. Aldygierej barzo go szanuje

    I więcej go poważa i ma w uczciwości

    8705

    Z jego męstwa i z jego tak wielkiej dzielności.

    80

    U stołu, u którego wylewał dostatek

    Pełnem rogiem obfitość, czci go na ostatek.

    Wszyscy się namyślili onych dwu rodzonych

    Ratować, na niezbożne targi prowadzonych;

    8710

    A wtem też nastąpiły mroki ciemnej nocy.

    I słudzy i panowie zawierali oczy

    Wszyscy okrom Rugiera, którego troskliwa

    Myśl frasuje i sen mu pożądny rozrywa.

    81

    Obleżenie obozu, o którem go doszła

    8715

    Onegoż dnia od króla Agramanta posła

    Nowina, tkwi mu w głowie i widzi, że snadnie,

    Gdzie go wczas nie ratuje, nowem złem podpadnie.

    Widzi, że go nie minie sromotna przygana

    Stąd, że z nieprzyjacioły jeździ swego pana;

    8720

    Jeśli się jeszcze okrzci, dopieroż strachowi

    Przypisować to będą albo niestatkowi!

    82

    W każdy inszy czas temu byłoby z tej miary

    Wierzono, że to czynił dla prawdziwej wiary;

    Ale że w ten czas, gdy król jego oblężony

    8725

    Potrzebował pomocy jego i obrony,

    U wszytkich niedobrego nie ujdzie mniemania,

    Że to raczej z bojaźni czyni i lękania,

    Nie dla wiary tej, którą tak teraz wychwala;

    To serce Rugierowi dzieli i przekala.

    83

    8730

    I to go niemniej trapi, że bez dozwolenia

    Swej królowej odjachał i bez jej wiedzenia.

    To tą myślą, to ową nachyla troskliwy

    Na różne strony serce i umysł wątpliwy;

    Widzi, że go chybiło, czego on beł pewny,

    8735

    Że ją miał naleźć w zamku hiszpańskiej królewny,

    Do którego pospołu z sobą jachać mieli

    Ratować Ryciardyna, jakoście słyszeli.

    84

    Potem wspomniał, że jej rzekł i obiecał jachać

    Do Walumbrozy, gdzie się miał z nią pewnie zjachać;

    8740

    Rozumie, że tam ona na to pojachała

    I nie zastawszy go tam, zbyt się dziwowała.

    Radby do niej napisać list lubo wyprawił

    Posłańca, aby się jej wymówił i sprawił,

    Czemu do Walumbrozy, jako rzekł, nie jachał

    8745

    I czemu nie żegnając, od niej precz odjachał.

    85

    Długo, jako sobie miał w tem postąpić, myślił,

    Na ostatek list do niej napisać umyślił;

    A choć nie ma nikogo do tej doby jeszcze,

    Któryby go bezpiecznie zaniósł na swe miejsce,

    8750

    W drodze, jeśli się trafi, zamyśla jakiemu

    Oddać go posłańcowi sam w ręce wiernemu.

    Wtem wstaje i zawoła, aby zapalono,

    Świece, pióro, kałamarz, papier przyniesiono.

    86

    Rzucili się natychmiast pilni pokojowi

    8755

    I przynieśli to zaraz wszytko Rugierowi.

    On, jako pospolicie zwykło bywać, w pierwsze

    Pozdrowienia i służby swoje kładzie wiersze,

    Potem nowiny, jako od niego pomocy

    Król potrzebował przeciw chrześcijańskiej mocy,

    8760

    I że zginie, jeśli mu wcześnie nie przybędzie,

    Albo u nieprzyjaciół pewnie w ręku będzie.

    87

    Przydawa, jako mu się na pomoc gotował,

    Kiedy tego jego król po niem potrzebował,

    Prosząc, aby i ona na to pozwoliła,

    8765

    A niesławy mu z onej miary nie życzyła;

    Bo, mając być jej mężem, słusznie się wystrzegał,

    Aby uszedł złej sławy, aby nie podlegał

    Obmówiskom[480], i jako w niej zmazy nie było,

    Tak i onemu się jej pilnie strzedz godziło.

    88

    8770

    I jeśli przez wszytek czas dobremi sprawami

    I przeważnemi sławy dostawał dziełami

    I dostawszy jej, tego usilnie pilnował,

    Aby jej nie oszpecił, aby ją zachował,

    Tem więcej teraz miał mieć więtszą pieczą o niej,

    8775

    Ponieważ już i ona należała do niej,

    Która mu już małżonką zostać obiecała

    I z niem być we dwu ciałach jedną duszą miała.

    89

    A jako ją w tem ustnie i przedtem i potem

    Upewnił, tak i przez list chciał jej dać znać o tem,

    8780

    Że skoro ten czas minie, przez który swojemu

    Obowiązany wiarą beł panu zwierzchniemu,

    Okrzei się i przystanie do prawdziwej wiary,

    Do której się nachyla z dawna z każdej miary;

    Potem ojca Amona, Rynalda i innych

    8785

    Będzie prosił w małżeństwo o nię jej powinnych.

    90

    »Proszę — prawi — u ciebie pilnie pozwolenia

    »Wybawić mego pana pierwej z obleżenia,

    »Abym uszedł przy mówek i ludzkiej obmowy,

    »Bo wiem, żeby zelżywe beły o mnie mowy:

    8790

    »»Rugier, póki się jego królowi szczęściło,

    »»Przestawał z niem, a teraz, gdy go odstąpiło

    »»Szczęście i cesarz Karzeł mocniejszy zostawa,

    »»Z jego nieprzyjacioły trzyma i przestawa«.

    91

    »Na dwadzieścia dni tylko, a jeśli to siła,

    8795

    »Więc na piętnaście proszę, żebyś pozwoliła;

    »Pewienem, że przez ten czas król mój oblężony

    »I z obozem swem będzie przez mię wyzwolony.

    »A wtem najdę przyczynę i sposób przystojny,

    »Że mu czołem uderzę[481] i zjadę z tej wojny.

    8800

    »O to tylko dla mego proszę uczciwego,

    »Ostatek niech twój będzie żywota mojego«.

    92

    W takie i w tem podobne słowa napisany

    Beł list, który gotował Rugier zawołany;

    Acz się on dobrze dłużej w tej rzeczy rozciągał

    8805

    I pióra, aż beł arkusz pełny, nie zawściągał.

    Potem list napisany, jako umiał, złożył

    I zapieczętował go i w zanadrze włożył,

    Tusząc, że jutro w drodze potka kogo, który

    Zaniesie go tajemnie jej do Białej Góry,

    93

    8810

    Skoro list on swój zawarł, zawarł także oczy

    I nalazł odpoczynek i pokój tej nocy,

    Bo sen przyszedł i ciało rózgą wyciągnioną

    Skropił mu, w niepamiętnej[482] Lecie[483] omoczoną.

    I odpoczywał dotąd, aż się zaświeciły

    8815

    Piękne zorze i kwieciem na wschodzie nakryły

    I białem i czerwonem pola, góry, wody

    I dzień biały ze złotej wychodził gospody.

    94

    A kiedy drobni ptacy śpiewać poczynali

    I nowe światło głosy pięknemi witali,

    8820

    Aldygierej, który sam chciał być Rugierowi

    Przewodnikiem w tej drodze i Ryciardynowi

    I inszem, co strzedz mieli, aby poimani

    Bracia Bertalogowi nie beli oddani,

    Napierwej beł na nogach; co gdy usłyszeli

    8825

    Oni dwaj, z miękkich także wstawali pościeli.

    95

    A skoro ciała jasnem okryli żelazem,

    Ze dwiema stryjecznemi wyjachali razem,

    Rugier prosiwszy długo darmo, aby byli

    Onę sprawę na niego samego puścili;

    8830

    Ale oni z tej żądze wielkiej, którą mieli,

    Ratować swojej braciej, iże rozumieli,

    Żeby to beło jakieś wielkie niebaczenie,

    Na tę prośbę twardziejszy[484] beli, niż kamienie,

    96

    Przyjachali na miejsce za dnia, gdzie kupować

    8835

    Więźniów miano i gdzie się targ miał odprawować.

    Pole beło przestrone, wielkie i odkryte,

    Ze wszytkich stron promieniem Febusowem bite;

    Dęby, sosny i buki żadne w niem nie były,

    Tylko się szczere piaski z daleka świeciły,

    8840

    Tu i owdzie odziane chróstami nizkiemi,

    Miejscami nietykane pługami ostremi.

    97

    Tu się oni rycerze trzej zastanowili

    Na ścieszce tej równiny; potem obaczyli,

    Że przeciwko niem jachał śpiesznie ktoś nieznany,

    8845

    We zbroję ze złotemi strefami ubrany,

    Co miał na tarczy za herb namalowanego

    W polu zielonem ptaka wiecznie żyjącego[485]

    Ale uczynię koniec, by wam zaś nie było,

    Że was tak długo bawię tą pieśnią, niemiło.

    Koniec pieśni dwudziestej piątej.

    XXVI. Pieśń dwudziesta szósta

    Argument

    8850

    Malagizy figury z marmuru białego

    Ukazuje na studniej źrzódła rozkosznego;

    Gdzie Mandrykard przyszedszy, srogie wszczyna wojny

    Z Rodomontem; tych zasię obu Rugier zbrojny

    Wyzywa i krwawy bój stacza, odważony,

    8855

    W dziele Marsowem z młodu dobrze wyćwiczony.

    Doralikę unosi szkapa[486] opętany;

    Mandrykard ją z inszeni goni, rozgniewany.

    Allegorye

    8858

    W pieśni dwudziestej szóstej przez Wiwiana i Malagiza, których Sarracenka Lanfuza złemu Bertolagowi z Bajony przedać chciała, lecz od Rugiera i Marfizy w samem razie niebezpieczeństwa ratowani z upadkiem nieprzyjaciół wolni zostali, przypomina się nieskończona dobroć Boga miłosiernego, który nad mniemanie i rozum ludzki z ostatnich zwykł wyrywać niefortun zginionych. Przez osoby wielkie i chwały godne, co pierwej, niż się urodzili, na rytych od wieków mogli być poznani figurach, snadno uważysz, jako cnota nie jeno w niebie swoje ma mieszkanie, ale i w pamięci wszytkich ludzi ustawiczne na świecie: wspomnienie.

    1. Skład pierwszy

    Białą płeć przeszłe wieki tak wspaniałą miały:

    8860

    Cnotę barziej, niż złoto drogie, miłowały;

    Tych zaś późniejszych czasów rzadko się najdują,

    Co zyskom ladajakiem marne nie hołdują.

    Po trzy i po cztery kroć godne szanowania,

    W dobrych postępkach swoje co tylko kochania

    8865

    Ugruntowały; niechaj sławne będą wszędzie

    I po śmierci i póki świat nizki trwać będzie.

    2

    Tak Bradamantę zacną nie mógł okazały

    Skarb żaden ruszyć ani państwa, pełne chwały;

    Cnoty wspaniałe, dzielność Rugiera mężnego

    8870

    Upodobawszy, wzięła do kochania swego,

    I słusznie, bo takowe dzieła jego były

    Iż go światu wszystkiemu znacznem uczyniły.

    Szanował on ją wzajem według pomyślenia

    I rzeczy dla niej czynił, godne podziwienia.

    3

    8875

    Już się beł w drogę puścił z dwiema rycerzami

    Rugier, jakom powiedział niedawno przed wami,

    Aby bracią z więzienia wybawił ciężkiego

    W które przez zdradę wpadli grabie bajońskiego,

    Gdy ich zjechał bohatyr jakiś okazały,

    8880

    A miał we środku samem swej tarcze znak mały,

    Ptaka, jedyną rozkosz arabskiej krainy,

    Co przez śmierć żywot bierze i rodzi się iny.

    4

    Ledwie ich zoczył, zaraz dał znać po postawie,

    Że mu miłe igrzysko w Marsowej zabawie.

    8885

    »Będzie podomno — rzecze — który z was tak śmiały

    »I przy męstwie animusz ukaże wspaniały,

    »Jeżeli dużem[487] członkom są podobne siły,

    »Co mi was na wejźrzeniu pierwszem zaleciły,

    »Iż lub szablą lub drzewy spróbujem długiemi,

    8890

    »Kto zostanie na koniu, kto będzie na ziemi«.

    5

    »Wygodziłbym ja — mówi Aldygier — wnet tobie,

    »W jakiem jeno chcesz walki kosztować sposobie,

    »Kiedyby zbytnia czasu ścisłość pozwoliła,

    »Co nas w gwałtownej sprawie z domu wypędziła.

    8895

    »Ledwie tych kilka z sobą słów przerzec możemy:

    »Tak rączo i tak chyżo śpieszyć się musimy.

    »Sześćset człowieka namniej czeka nas zbrojnego,

    »Z któremi trzeba się nam bić dnia dzisiejszego.

    6

    »Miłość prawdziwa, miłość szczera rozkazuje,

    8900

    »Która natwardsze serca miękczy i ujmuje,

    »Byśmy własną z więzienia bracią wyzwolili

    »I w obietnicach się jem swoich uiścili.

    »Z tej przyczynyśmy zbroje wdziali na się twarde,

    »Chcąc to sprawić, a w tamtych skrócić myśli harde«.

    8905

    »Słuszną — odpowie drugi — wymówkę przymuję,

    »A jednaką w was wszytkich dzielność upatruję.

    7

    »I dlategom miał wolą serc waszych spróbować,

    »Chcąc doznać, kto z nas czterech męstwem ma przodkować;

    »Ale, że tam ukazać macie wasze siły,

    8910

    »Gdzie słuszność chce, aby się wszytkie obróciły,

    »Przypuście mnie, proszę was, w lubą kompanią:

    »Mam, jak wy, serce, męstwo, i me ręce biją;

    »Doznacie, o doznacie bez wątpienia tego,

    »Że towarzystwa godny jestem tak zacnego«.

    8

    8915

    Zda mi się, iż wy wszyscy, co dotąd nie wiecie,

    Słyszeć imię rycerza nowego pragniecie,

    Który się w towarzystwo wpraszał Rugierowi

    Iz nim iść ku przyszłemu chciał zaraz bojowi.

    Jestto mężna Marfiza, co raz tęgi dała

    8920

    Szotowi i Gabryny pilnować kazała,

    Gabryny, baby starej, do wszystkich chytrości

    Sposobnej, pełnej niecnót, pełnej różnych złości.

    9

    Dwaj bracia z Jasnej Góry zaraz pozwolili,

    Przyjaźni ucześniczką swych ją uczynili.

    8925

    Rugier mniema, że to jest rycerz doświadczony,

    Twarzy z hełmu nie mogąc widzieć z żadnej strony.

    Wtem Aldygier ukaże towarzystwu swemu

    Chorągiew naprzeciwko pagórku bliższemu;

    Z nią wiatry po powietrzu łagodne igrały,

    8930

    Lud do bitwy sprawiony, stał wkoło niemały.

    10

    Potem przypatrują się nowemu strojowi,

    Co samemu zwyczajny tylko Murzynowi;

    Poznali, że to właśni Sarracem byli,

    Dwóch więźniów z twarzą smętną zacnych prowadzili,

    8935

    Za których Maganzowie według słowa swego

    Złota nagotowali najwyborniejszego.

    Krzyknie Marfiza: »Czegóż dłużej czekać chcemy?

    »Bankiet się nam otwiera, gdy już tych widziemy!«

    11

    »Wezwanych spełna niemasz — Rugier się ozowie

    8940

    »I tak na onę mowę Marfizy odpowie —

    »Przydzie czekać: wnet sławny, wnet taniec zaczniemy,

    »Na którem krok skrwawiony wielom pomylemy«.

    Ledwo wyrzekł, aliści obaczą na stronie

    Drugą rotę; wiedziono przy niej muły, konie,

    8945

    Złotem, srebrem i drogiem sprzętem naj uczone,

    Co od grabie Murzyn brać miał za więźnie one.

    12

    Były szaty, obicia złotem przetykane,

    Szable drogo oprawne, łuki malowane.

    W śrzodku gminu dwaj bracia jadą poimani,

    8950

    Do podjezdków podlejszych mocno przywiązani,

    Nic więcej, jeno targu czekali skończenia,

    Który ich miał wiecznego nabawić więzienia.

    Sam Bertolag z ich starszem rozmawia niecnota,

    Za ich wolność gromady nie żałuje złota.

    13

    8955

    Już tu ścierpieć nie mogli dalej Amonowi

    Synowie, za swą bracią garło dać gotowi.

    Tak ten, jak ów wnet w toki kopie włożyli

    Iobadwa wraz zdrajcę niemi uderzyli.

    Jeden w bok trafił, drugi niemniejszej beł szkody

    8960

    Przyczyną, bo obiedwie przepędził jagody.

    Padł Bertolag: bodaj tak koniec wszyscy mieli,

    Co zyski sobie czynić z swoich szalbierstw chcielL

    14

    Rugier z Marfizą trąby inszej nie czekają,

    Na onę kupę Maurów[488], jak wściekli, wpadają.

    8965

    Marfiza nie złamała wprzód swojego drzewa,

    Aż trzech z koni zrzuciła, trzem wylała trzewa;

    Rugierowej zaś godny sam wódz ich był ręki:

    Leci martwy do ziemie, umiera przez dzięki[489].

    Taż drugiego, trzeciego posyła w te strony

    8970

    Gdzie Pluto z Prozerpiną mieszka zasępiony.

    15

    Stąd wnet między obiema urósł błąd stronami:

    Maganzowie mniemają, iż z Sarracenami

    Zmówiwszy się ci czterej, tak ich pożyć chcieli;

    Przeciwnem zaś sposobem oni rozumieli:

    8975

    Grabiów zdrajcami głosem wielkiem nazywają,

    Iż ich w ręce nieznanem żołnierzom wydają.

    Czyn się Marsów zaczyna, świszczą żartkie strzały,

    Drzewa trzeszczą, szable łby gęste zdejmowały.

    16

    Rugier, jak ptak, przepada w tę, to w owę rotę

    8980

    I kończy należytą siłom swem robotę,

    Raz dziesięciu obala, dwudziestu zaś potem.

    Toż czyni i Marfiza, w swym szyszaku złotem

    Nieznana: leci z siodeł zgraja wysadzona,

    Których chętnie przymuje ziemia, krwią skropiona.

    8985

    Tak ich bronią przyłbice, tak zbroje stalone,

    Jak się broni pożarom drzewo wysuszone.

    17

    Chciejcie przypomnieć sobie, jeśliście widzieli

    Albo przez czyje usta tę powieść słyszeli,

    Co za zgiełki i jakie szemranie straszliwe

    8990

    Zwykły więc pszczoły wszczynać, gdy swe garło chciwe

    Głodna zołna[490], aby ich pożarła, otwiera:

    Drżą, lękają się wszystkie, siła ich umiera;

    Tę połknie, tę zabije, bez liczby ich psuje

    I nadzieję do życia wszytkiem odejmuje.

    18

    8995

    Tak z tem gminem Marfiza i Rugier zaczyna,

    Głowy, ramiona, piersi szkaradnie rozcina.

    Ryciardot[491] z bratem w tamte strony się udali,

    Gdzie Maganzowie w kupie z swoją rotą stali.

    A iż beł, jako Rynald, serca wspaniałego

    9000

    I obozy z młodych lat szczera rozkosz jego,

    We dwójnasób przyczynia sił, męstwa, ochoty,

    Płaci Magazeńczykom zdradę, złość, niecnoty.

    19

    Aldygier, sprawiedliwem gniewem poruszony,

    Zdał się, jak w gęstej puszczej lew głodem zmorzony:

    9005

    Przecina namocniejsze blachy bez trudności,

    Spycha z koni rycerzów nawiętszej dużości[492].

    Ale któżby ochotny, ktoby nie był śmiały,

    Ktoby nie był on Hektor i Ajaks zuchwały,

    Mając w swej kompaniej Rugiera zacnego

    9010

    Z Marfizą, męstwa wzorem jedynem dziwnego?

    20

    Serdeczjaa bohatyrka po stronach patrzała,

    Kogo z więtszej dzielności przodkiem chwalić miała;

    Dziwuje się, widząc ich siły niesłychane,

    Ale ją Rugierowe, z żadnem niezrównane,

    9015

    Do zdumienia przywodzą, bo on ciężkie razy

    Zadaje, sam namniejszej nie czuje obrazy.

    Zda się jej, iż na Marsa patrzy żelaznego,

    Który na ziemię zstąpił z nieba aż piątego[493].

    21

    Nieuleczone, gdzie się chynie[494], czyni rany:

    9020

    Jnż pułk Maurów, już drugi zdrajców pomięszany;

    Szyszak się kartą być zda przeciw szabli jego,

    Jeśli nią z blizka srogi dosięże którego,

    Kruszy hełmy i przednie blachy w niwecz psuje,

    Kogo tnie, śmierć mu w piekło drogę ukazuje;

    9025

    Dzieli ciało od ciała, lecą w różne strony

    Nogi po pas, brzuch od nóg z głową rozłączony.

    22

    Kogo zajmie, dusza go zarazem odbiega,

    I koń się przy swem panu śmierci nie wybiega;

    Głowę we mgnieniu oka z łopatek zdejmuje,

    9030

    Rozcięte aż do krzyżów piersi ukazuje..

    Jednem machnieniem piąci zarazem zabija,

    Gdzie jeno z Balizardą ostrą się zawija.

    Ostatka nie napiszę, bo nie uwierzycie

    I snem raczej, niż prawdą, to męstwo okrzcicie.

    23

    9035

    Turpin, choć szczerze pisze, pozwala i tego,

    By według podobania wierzył każdy swego;

    Przedziwne tu wysławia męstwa Rugierowe,

    Które wy zwalibyście raczej plotki nowe.

    Jako pochodnia psować zwykła zimne lody,

    9040

    Znowu je obracając prędko w mokre wody,

    Tak przeciwko każdemu jest bojownikowi

    Marfiza, co więc orzeł przeciwko wróblowi.

    24

    Rugier w niej oczy utkwił, pilno się dziwuje,

    Ta zaś nad wszytkich w niem moc więtszą upatruje;

    9045

    A jeśli go Marfiza Marsem rozumiała,

    Nie mniejby mu się ona Belloną[495] być zdała,

    By beł wiedział, że pannę hełm z zbroją nakrywa,

    Która wzrok i mniemanie jego oszukiwa;

    I ponno urosłaby spórka[496] między niemi,

    9050

    Kto rozlał krwie, kto więcej ciał złożył na ziemi.

    25

    Atoli dosyć było czterem sił, śmiałości

    Zbić dwie rocie i posłać w podziemne nizkości.

    Leżą trupy na polach, ostatek ucieka:

    Brat brata, powinnego powinny nie czeka.

    9055

    Szczęśliwy, kto rączego jest pan zawodnika[497]:

    Gdzie mógł, jak mógł, uchodził sam bez przewodnika;

    Ale kto pieszy został, wnet sprobował tego,

    Co to jest być bez konia, co zaś mieć żartkiego.

    26

    Został łup, pole wolne zwycięzcy zacnemu;

    9060

    Prostą Magazensowie drogą ku swojemu

    Uciekają domowi, tędy zaś Maurowie,

    A z panów pozostali wciąż gonią służkowie,

    Zostawiwszy dwu więźniów, sprzęt co kosztowniejszy,

    Których wyzwolić skoczył Ryciard ochotniejszy;

    9065

    Chłopięta zaś tłomoki z drogiemi rzeczami

    Od mułów i od koni odwięzują sami.

    27

    Prócz wielkich sztuk od srebra, prócz dziwnej roboty

    Jest siła zapon[498], łańcuch jest niejeden złoty,

    Więc i szat białogłowskich, w kwiaty rysowanych,

    9070

    Perłami, dyamentem wkoło haftowanych,

    Nuż obicia z potrzebę nad podziw ślicznego,

    Z jedwabiów i ze złota napół utkanego;

    Wiele, wiele zdobyczy inszej w drogiej cenie,

    Wino, chleb i potrawy dziwne na jedzenie.

    28

    9075

    Wnet na zdjęcie szyszaków wszyscy się zdumieli,

    Widząc, jak wielką pomoc w bitwie z panny mieli,

    Gdy warkoczem wspaniała bohatyrka złotem

    Błysnęła, wdzięczną twarzą, białą szyją potem.

    Czczą ją i ważą wszyscy, proszą, aby swego

    9080

    Nie taiła imienia, wieczności godnego;

    Ona ludzka i zacnem kompanom życzliwa,

    Niewiędziane jem dotąd swe imię odkrywa.

    29

    Nie mogą się nasycić, patrząc na dziewicę,

    Gdy okazała złoty włos, zdjąwszy przyłbicę;

    9085

    Ta zaś w Rugiera tylko wzrok bystry wlepiła,

    Z niem mówi, jego serce i śmiałość chwaliła.

    Wtem słudzy do obiadu proszą gotowego,

    Który na stole mieli u źrzódła jednego,

    U źrzódła, gdzie słoneczny promień mirt wysoki

    9090

    Zakrywał, jak więc ciemne Cyntyą obłoki.

    30

    Jedna ze czterech dziwnych ta fontana[499] była,

    Co ręka Merlinowa kiedyś urobiła,

    Najprzedniejszem marmurem wkoło otoczona,

    Jak świeże mleko, białem, ślicznie wygładzona;

    9095

    Widziałbyś beł wyrznione boską ręką prawie

    Od Merlina obrazy w swej własnej postawie;

    Rzekłbyś, że tchną i żyją, by mówić umiały:

    Tak cudowne w robocie swej skutecznej stały.

    31

    Tam z lasu jakaś straszna wychodzić się zdała

    9100

    Bestya szpetna[500], brzydka, wzrok okrutny miała,

    Uszy ośle, łeb, zęby wilcze, od wielkiego

    Wyschła głodu, a łapy cztery lwa srogiego;

    Ostatek liszki chytrej własna postać była;

    I zdało się, iż cały świat w okrąg schodziła:

    9105

    Pyszne Hiszpany, własną ziemię i Francyą,

    Afrykę, Amerykę, Azyą, Anglią,

    32

    Wszędzież lud zabijając bez wszelkiej litości

    Podły gmin, średnie stany i wielkiej zacności;

    A nabarziej psowała, nabarziej szkodziła

    9110

    Królom, książętom, panom, gdzie ich zaskoczyła.

    Dosiągła okrutnością swą dworu rzymskiego,

    Zabiła z kardynałmi papieża samego,

    Poszpeciła od Boga stolec poświęcony

    Piotrów, zgorszenie brzydkie dawszy w tamte strony.

    33

    9115

    Żaden mur przed straszliwą bestyą nie może

    Wytrzymać i forteca żadna nie pomoże;

    Z gruntu miasta wywraca, nikt się nie obroni,

    Gdzie jeno kolwiek przydzie sroga, gdzie się skłoni.

    Śmie jeszcze honorowi uwłaczać boskiemu[501],

    9120

    Chcąc się za Boga udać gburowi[502] prostemu,

    Tem śmielej, tem bezpieczniej[503], aby rozumiano,

    Że jej od nieba klucze i od piekła dano.

    34

    Potem rycerz, bobkowem wieńcem ozdobiony,

    Na tem marmurze z drugiej ukazał się strony;

    9125

    Trzej inszy obok przy niem, na nich haftowane

    I w kwiat złotej liliej[504] szaty złotem tkane.

    Przy nich lew[505], co zarazem rozgniewany godził

    Na wspomniany brzydki dziw, poważnie wychodził#

    Jedni na czołach mieli imiona pisane,

    9130

    Drudzy u kraju szaty wierzchniej wyszywane.

    35

    Pierwszy, co swą utopił broń w brzuchu bestyej[506],

    Franciszkiem się mianował, król i pan Francyej;

    Maksymilian drugi, równy cnotom jego,

    Rakuszanin, tuż podle Karła stał piątego.

    9135

    Ten nienatkany[507] gardziel[508] przepędził źwierzowi,

    Mężny, dość wspaniałemu czyniąc zamysłowi.

    Z ręki Karła przeszyła strzała ustalona

    Piersi: krew ziemię broczy, gwałtem wytoczona.

    36

    Na kudłatem lew grzbiecie miał to pismo swoje:

    9140

    »Dziesiąty«[509]; a za uszy dziw porwał boje

    I tak trząsł, gryzł, mordował, tak długo obracał,

    Aż kości zdruzgotane wszystkie w niem namacał.

    Uweselił się zaraz świat i strachy wszytkie

    Za fraszkę miał, porzucił pierwsze złości brzydkie.

    9145

    Lud się schodził im dalej, tem więcej już śmiały

    I patrzył na śmierć źwierza jeszcze zadumiały.

    37

    Tak Marfiza, jako trzej rycerze pragnęli,

    Aby już dostateczniej zarazem wiedzieli,

    Zrozumiawszy imiona, królów onych sprawy,

    9150

    Co krwawe zdali się mieć z bestyą zabawy,

    I czemu ją zabili i dlaczego ona

    Świat zwodząc, potem ptastwu w pokarm zostawiona;

    Patrzą na się, jeśliby który co z nich wiedział,

    Aby tę historyą zupełnie powiedział.

    38

    9155

    Wnet Wiwiań wejźrzawszy na Malagizego,

    Który słuchał, a słowa nie mówił żadnego:

    »Tobie tę historyą powiedzieć potrzeba —

    »Rzecze — boć to łaskawe wiedzieć dały nieba,

    »Co zacz te są osoby, co jako sztychami,

    9160

    »Tak żartkiemi pożyli bestyą strzałami«.

    Ten odpowie: »Przyszłych to macie obraz rzeczy,

    »Których autora niemasz; Bóg je ma w swej pieczy.

    39

    »Ci wszyscy, co imiona wydrożone mają

    »W marmurze, w wiekuistej pamięci zostają

    9165

    »I jeszcze ich świat nie miał: po sześćsetnem roku

    »Z wysokiego spuszczani przybędą obłoku.

    »Cień na tej studniej jakiś on prorok prawdziwy

    »Spraw ich przyszłych ukazał i wizerunk żywy,

    »Prorok Merlin, za króla co żył angielskiego

    9170

    »Artura[510], budowniczy źrzódła tak dziwnego.

    40

    »Ta bestya wynidzie z piekła onych czasów,

    »Gdy granice stanowić będą pól i lasów,

    »Gdy chciwa ludzka żądza pakta i pomiary

    »Mieć zechce, cnocie, słowu nie dodając wiary.

    9175

    »A chocia zrazu świata nie wzruszy wszytkiego

    »I zostawi od jadów swych nieco wolnego,

    »Ale potem różnych miejsc poturbuje siła

    »I z bogatszemi będzie uboższych trudniła.

    41

    »Od zaczęcia do wieku na potem przyszłego

    9180

    »Więcej coraz przybywać będzie dziwu tego:

    »Straszny, okrutny, wielki i nieporównany

    »Róść będzie, aż nakoniec zostanie skarany.

    »Nigdy Piton[511], o którem napisano siła,

    »Ani Hydra[512] tak sroga i okrutna była;

    9185

    »Żadna bestya i śmierć nie wydoła temu,

    »Coby szpetnością, złością rówień[513] był naszemu.

    42

    »Srogie mordy uczyni, miejsca nie zostawi

    »Wolnego, strachów różnych lud wszytek nabawi.

    »Mało to, mało macie z wydrożenia tego:

    9190

    »Więtsze grzechy popełni z uporu krnąbrnego.

    »Świat będzie gwałtu wołał i prętkich ratunków,

    »Na który głos, aby go zbawili frasunków,

    »Wynidą ci, których to czytacie imiona,

    »Jaśniejszy, niż Tytona zgrzybiałego żona.

    43

    9195

    »Coby się srożej zstawił dziwowi brzydkiemu,

    »Królowi nie porówna żaden francuskiemu;

    »I słusznie, iż on przejdzie drugich w tej dzielności

    »Bo podobnego nie ma w cnotach i ludzkości.

    »Siła po zad w królewskiej powadze zostawi,

    9200

    »Wiele rozumem, męstwem swojem Frankom sprawi,

    »Na ostatek, jak wszelka światłość ustępuje

    »Słonecznej, tak on inszych dobrocią celuje.

    44

    »Ledwie pierwszego roku zdobić jego skronie

    »Dopuszczą po obraniu królewskiej koronie,

    9205

    »Alpes przejdzie i wszytko w okrąg popustoszy,

    »Co potka, złamie, zwalczy, podłabi[514], pokruszy;

    »Tak słusznem i wspaniałem gniewem poruszony

    »Sprawi, że będzie przeszły sławnie wstyd zniesiony,

    »Ozdobę francuskiemu narodowi wróci,

    9210

    »Z którem w nieprzyjaciołach zbytnią hardość skróci.

    45

    »Stamtąd się pomknie w pola kraju lombardzkiego

    »Z kwiatem młodzi przedniejszej królestwa swojego

    »I Szwajcary tak zetrze, tak pogromi snadnie,

    »Iż trząść porożem[515] na myśl nigdy jem nie padnie.

    9215

    »Potem z kościołem bitwę i z Hiszpanem zwiedzie,

    »Do wstydu Florentczyka wielkiego przywiedzie;

    »Bo nad mniemanie wojsko tam zasię obróci,

    »Gdzie niedobytą z gruntu fortecę wywróci[516].

    46

    »Do wzięcia jej najlepiej będzie mu służyła

    9220

    »Ta broń, która bestyej garła pozbawiła[517],

    »Broń twarda, ostra, mocna, godna uczciwości,

    »Co światu lubych dała przyczynę radości[518].

    »Nie wytrzyma jej żaden miecz i głośne działa,

    »Tył wnet każda chorągiew będzie podawała;

    9225

    »Wszytko ona powali, przekopy trupami

    »Wyrówna, przed nią miasta upadną z zamkami.

    47

    »Takiej Franciszek mężnej dojdzie wspaniałości,

    »Jaką mieć ma monarcha nawiętszej możności;

    »Sercem wielkiem wielkiemu zrówna cesarzowi,

    9230

    »Roztropnemi dziełami zaś Annibalowi.

    »Macedończyk go szczęściem nie przewyszszy swojem,

    »Choć Indy, Persy, Greki krwawem stłoczył bojem;

    »Szczodrobliwości dziwnej znaki poda takie,

    »Iż mu nie wydołają przykłady wszelakie«.

    48

    9235

    To mówiąc Malagizy, wlał w wnich więtsze chęci,

    Że prosili, by drugich z wiecznych niepamięci

    Wyrwawszy, opowiedział przezwiski własnemi,

    Co mają straszny bój wieść z dziwy piekielnemi.

    Wnet Bernarda[519] imieniem przeczytał pierwszego,

    9240

    W proroctwach Merlinowych nasprawiedliwszego,

    Bernarda, przez którego sławna Bibiena[520]

    Tak będzie, jak jest piękna z Florencyą Sena[521].

    49

    Żaden tam nie poprzedzi, żaden serdecznego

    Gismonda[522], Ludowika[523] i Jana[524] mężnego.

    9245

    Tu Gonzaga, ten drugi jest z Aragoniej,

    To Salwiat, wszyscy trzej głównemi bestyej

    Są nieprzyjaciołami; po nich następuje

    Franciszek[525], ojcowskich zaś kroków naśladuje

    Federyk[526], a powinnych i zięcia blizkiego

    9250

    Ma w Ferrarzu, w Urbinie książęcia wielkiego.

    50

    Z tych jeden, Gwidobalda syn zacny dobrego[527],

    Nie chce rodzica wydać w wielkich cnotach jego;

    Ottobon i Synibald z Fliszka[528] tuż za niemi

    Pędzą źwierza i razy mdlą coraz cięższemi.

    9255

    Ludwik z Gazola[529] puszcza tak miernie[530] swe strzały,

    Iż wszędzie w miąższej szyi zarazem zostały,

    Strzały, które mu Febus z łukiem dał złoconem,

    Gdy go Mars przepasował mieczem ustalonem.

    51

    Esteńscy Herkulowie dwaj[531] z Hipolitami[532]

    9260

    Gonią dziw za Gonzagą równemi stopami;

    Przy nich Medici[533] bieży i Hipolit[534] trzeci,

    Już go zdadzą się dopaść i trzymać za szczeci.

    Juljan[535] nie myśli być od nich pośledniejszy,

    Ani Ferant[536] od brata swego mniej rzeźwiejszy;

    9265

    Andrzej Dorya z Sforcą tak chwały jest chciwy:

    Nie życzy, by go człowiek miał poprzedzić żywy.

    52

    Zawołanej krwie bracia dwaj widzieć się dają,

    Awalowie[537], co za herb twardą skałę mają[538],

    A ta przyciska głowę Tyfeusa[539] złego

    9270

    Z nogami, które z węża są jadowitego.

    O, jako siła srogich ran dadzą źwierzowi,

    O czem przyszły wiek powie późnemu wiekowi:

    Franciszek[540] z Peskaryej[541] to niezwyciężony,

    Drugi Alfonsa[542] z Wastu[543] imieniem okrzczony.

    53

    9275

    Ale gdzieżem Konsalwa[544] podział z Hiszpaniej,

    Ozdobę i jedyną światłość Iberyej[545],

    Którego Malagizy sprawy znamienite,

    Potem szczodrobliwości wychwalał obfite?

    Z Monferu[546] beł kompanem Wilelma[547] onego,

    9280

    Co też wzięła tęgi raz bestya od niego.

    To ta trocha przeciwko silnej liczbie była,

    Których ona pobiła i których raniła.

    54

    Tak w uciesznem igrzysku miedzy rozmowami

    Po obiedzie zszedł jem czas temi zabawami;

    9285

    A południowe słońce zaś oszukiwali,

    Gdy obiciem promienie jego odbijali.

    Więc dla niebezpieczeństwa uczynił obrony

    Wiwian, rozsadziwszy lud swój w różne strony.

    Po chwili kompania ona obaczyła

    9290

    Pannę, co właśnie do nich naprost się śpieszyła.

    55

    A beła to Hipalka, Fronty na dzielnego

    Której hardy Rodomont wziął Rugierowego;

    Goniła go, czasem łzy z prośbami mieszając,

    Czasem szkaradne słowa z gniewu powtarzając.

    9295

    Ale u niebacznego gdy nic nie sprawiła,

    Rugiera w Agrymoncie szukać powróciła,

    Dowiedziawszy się w drodze, nie wiem tam, od kogo,

    Iż go u Ryciardyna zastanie młodego.

    56

    Więc i miejsce wiedziała, bo tam razów wiele

    9300

    Była i nawiedzała swoje przyjaciele.

    Naprost podle fontany żywej się puściła

    I tam siedzących w kupie owej obaczyła.

    Zdumieje się, a mądrze chcąc poselstwo sprawić,

    Wolała się do czasu jeszcze z niem zabawić;

    9305

    Poznawszy Bradamanty swojej rodzonego

    Zmyśliła, iż Rugiera nie znała żadnego.

    57

    Do Ryciardyna mowy swoje obróciła,

    Jakby właśnie posłana do samego była.

    Ten zaś poznawszy pannę, przeciwko niej skoczy,

    9310

    Pyta, czemu tak smutna, czemu mokre oczy

    I źrzenice dlaczego zapłakane miała,

    Czy ją w drodze przygoda zła jaka potkała.

    Ta, kędy Rugier siedział, bliżej przystąpiła

    I głosem, aby sprawę zrozumiał, mówiła:

    58

    9315

    »Twoja rodzona wieść mi konia rozkazała,

    »Co mu Francya równia[548] w dobroci nie miała,

    »Którego ona waży, którego miłuje

    »I Fontynem jakiemsi najczęściej mianuje.

    »I jużem we trzydziestu ponno milech była

    9320

    »Pod Marsylią, gdzie mi czekać naznaczyła;

    »Tam ona nie chcąc namniej w domu się zabawić,

    »Po kilku dniach i sama miała się też stawić.

    59

    »A takem swemu szczęściu powierzała wiele,

    »Takem na nie kazała[549] i hardzie i śmiele,

    9325

    »Że mię, gdybym wymówki zażyła takowej,

    »Iż to koń jest kochany siostry Rynaldowej,

    »Nie miał nikt despektować i ważyć się tego,

    »Aby gwałtem wydzierał to, co jej własnego.

    »Atom na Sarracena trafiła niecnotę,

    9330

    »Który takową przecię wnet zrobił robotę.

    60

    »Wczoram i dziś cały dzień za zdrajcą biegała,

    »Abym prośbami twarde serce ubłagała;

    »Potem mię do łajania upór duży jego

    »Przywiódł, gdym zrozumiała grabię nieludzkiego.

    9335

    »Nakoniec odeściem go blizko stąd musiała,

    »Alem już zemdlonego z prącej, z ran widziała;

    »Bo się z jakiemsi potkał mężem doświadczonem,

    »Który, tuszę, zemścił się mych krzywd w miejscu onem«.

    61

    Wstał Rugier na takowe Hipaliki mowy

    9340

    I temi Ryciardyna prosi pilno słowy:

    »Za moje dzieła niech tę otrzymam nagrodę,

    »Abym wetować jechał z tą panną jej szkody.

    »Pozwól, iż sam pojadę, daj to prośbom mojem,

    »Chceszli chętnego doznać przyszłem sprawom twojem.

    9345

    »Radbym widział rycerza co najprędzej tego,

    »Co rozbójniczą ręką konia wziął cudnego«.

    62

    Nieludzka chocia się rzecz zdała Ryciardowi

    Dopuścić nowych trudów wdzięcznemu gościowi,

    Ale iż go zapłatą zaklął swych dzielności,

    9350

    Dał na wolą, takiej się dziwując śmiałości.

    Wsiadł Rugier, kompanią pożegnawszy lubą,

    Upewnia, iż się panna najdzie z swoją zgubą.

    Ci zaś o jego męstwie sobie rozmawiali,

    Które przypominając, aż się zdumiewali..

    63

    9355

    Hipalka gdy opodal od swych odjechała,

    Już bezpieczniej[550] wszystkę mu prawdę powiedziała,

    Jako od tej umyślnie posłana do niego,

    Która obraz w sercu swem ma cnót wielkich jego;

    I namniej nie ujmując, z pilnością kończyła

    9360

    Wszytko, jak Bradamanta zacna poruczyła;

    A iż nie powiedziała u fontany tego,

    Ryciard winien, co go tam miała obecnego.

    64

    Potem rzekła: »Ten, co wziął konia w drodze tobie,

    »Ledajak, widzę, waży twoję przyjaźń sobie.

    9365

    »»Powiedz — rzekł — gdy go ujźrzysz, Rugierowi swemu,

    »»Że się despektem karmię tem na wzgardę jemu;

    »»A jeśli konia mieć chce, niechajże wie o tem,

    »»Iż z wielkiem dobijać się musi oń kłopotem.

    »»Rodomontem mię zową, którego dzielności

    9370

    »»Światu tak jawne, jako słoneczne jasności««.

    65

    Ledwie skry nie wypadły z oczu zapalonych

    Rugierowi, gdy słuchał słów i wieści onych;

    Gore gniewem i wszystek na twarzy płonieje

    Stąd, że konia jedyne wojn[551] wzięto nadzieje,

    9375

    Stąd, że od przyjaciela dar beł kochanego,

    Stąd, że na więtszy despekt stało się to jego;

    Zna zmazę na uczciwem, jeśli do pomszczenia

    Chyżego nie uczyni zaraz pośpieszenia.

    66

    Prowadzi go Hipalka, namniej się nie bawi,

    9380

    Tusząc, iż wedle myśli pomstę wnet odprawi,

    I tam gdzie się dzieliły ścieszki, przyjechała:

    Ta w równinę, ta w góry różną drogę miała.

    Widzi z daleka miejsce, kędy zuchwałego

    Pohańca zostawiła i konia swojego.

    9385

    Przykrszą[552], ale zaś prostszą zaraz wziąć wolała,

    Dalszą w bok porzuciwszy, choć równinę miała.

    67

    Tak chęć pomsty despektu Hipalkę rozpiera,

    Iż złą ścieszkę dla więtszej prędkości obiera.

    Już na garle zdrajcy sieść swemu obiecuje,

    9390

    Już i Fronty na bierze, już wzgard swych wetuje.

    Ale ten z Mandrykardem w pola się udawa,

    Wciąż, jako z proce, leci ani omieszkawa;

    Równinę gładką obrał i tak rączo idzie,

    Że z Rugierem potkać się pewnie mu nie przydzie.

    68

    9395

    Już byli nienawiści oba swe złożyli

    Dla króla Agramanta, któremu życzyli

    Dać posiłki naprędsze. Więc jako tej zwady

    Z Doraliki nadobnej poniechali rady,

    Wiecie o tem; teraz zaś, u źrzódła onego

    9400

    Co było po odeściu Rugiera śmiałego,

    Słuchajcie, gdzie Aldygier z Ryciardem zostali,

    Aby zacną Marfizę mile zabawiali.

    69

    Która porozumiawszy ich wolą, już była

    Ubrać się po panieńsku chętnie pozwoliła.

    9405

    Beł ubiór, co Lanfuzie miedzy swemi dary

    Magazeńczyk z Bajony posłał grabia stary;

    A choć to rzadko zbroję z siebie zdymowała,

    Szable nigdy od boku nie odpasowała,

    Najrozkoszniejszą w ten czas płeć i członki swoje

    9410

    Na ich prośby okrywa w białogłowskie stroje.

    70

    Jak prędko jadąc z blizka Tatarzyn ją zoczył,

    Co naprędzej dopaść jej z wielką chęcią skoczył,

    Doralikę nagrodzić chcąc Rodomontowi

    I tak spólnemu koniec uczynić gniewowi.

    9415

    Nie wie, głupi, iż miłość gardzi frymarkami,

    A szczera wszelakiemi brzydzi się targami;

    Ani to jest podobna, aby nie żałować,

    Gdy twoję wziąwszy, cudzą każeć kto miłować.

    71

    I tak, aby opatrzył Rodomonta swego,

    9420

    A piękna Doralika była żoną jego,

    Marfizę, iż mężnego godną być najduje

    Bohatyra, gwałtem wziąć zaraz się gotuje.

    Mniema, że jej dostanie, jako pierwszej, snadnie,

    Mniema, że i król z Sarce sam na to przypadnie.

    9425

    Bez wszelakiego tedy wyzwał omieszkania

    Rycerzów, których widział przy niej, do potkania.

    72

    Malagizy, Wywian, co we zbrojach byli,

    Jako dla bezpieczeństwa straż swych zawodzili,

    Porwą się z miejsca oba, bo tak rozumieli,

    9430

    Że z tamtemi obiema razem czynić mieli.

    Ale Afrykan dał znać, iż chce być w pokoju,

    Podobieństwa żadnego nie czyniąc do boju.

    Zaczem już pojedynkiem przydzie z nich któremu

    Przeciw Mandrykardowi stanąć też jednemu.

    73

    9435

    Wiwian zaraz męską uczynił ochotę,

    Iż odprawić gotów beł takową robotę;

    Najokrutniejszą wziąwszy kopią prostuje,

    Niemniejsze, jak Mandrykard, serce ukazuje.

    Mierzą i znaczą oba, gdzieby uderzenie

    9440

    Z więtszem niebezpieczeństwem swe wzięło zemszczenie.

    O hełm pogański drzewo Wiwian swe. skruszył:

    Nie jeno go nie zrzucił, ale ani ruszył.

    74

    Sarracen, potężniejsza co jest jego siła,

    Stłukł tarcz Wiwianowę, jakby z lodu była,

    9445

    I z siodła go wyrzucił; ten na ziemię leci,

    Zostaje między kwieciem w trawie bez pamięci.

    Malagizy probować szczęścia chce lepszego

    I zemścić się despektu, bolu, krzywdy jego.

    Cóż potem: ledwie drzewo złożył, ledwo skoczył,

    9450

    Zaraz się w kompaniej przy swem bracie zoczył.

    75

    Wsiadł beł przedtem na konia Aldygier surowy,

    Ich stryjeczny, we zbroi, do bitwy gotowy.

    Tych dwu na ziemi widząc, popuścił koniowi

    I z drzewem leciał żartko ku Mandrykardowi.

    9455

    Z szyszaka wypadł głośny dźwięk uderzonego,

    Bo też trafił, jako chciał, króla tatarskiego;

    Drzewo na czworo złamał, trzaski precz leciały:

    A ten nienaruszony, a ten został cały.

    76

    Ale Mandrykard z boku uderzy lewego;

    9460

    A iż od bohatyra raz był potężnego,

    Żadnej tarcz, żadnej zbroja pomocy nie dała,

    Raczej, jak skórka jaka, subtelna się zdała.

    Srogi grot przeszedł ramię Aldygierejowi,

    On ku bliższemu z konia spadł wnet pagórkowi.

    9465

    Zbroja krwią opłynęła: tak się gwałtem leje,

    Twarz zbladła, słabe zdrowia zostają nadzieje.

    77

    Z taką młody Ryciardyn biegł zapalczywością,

    Bólem i srogą brata wzbudzony litością,

    Aby ukazał, jak więc często ukazował,

    9470

    Że się francuskiem słusznie książęciem mianował.

    Czego na ten czas pewnie doznałby beł śmiały

    Mandrykard ani z placu zjechałby mu cały:

    Koń szwankował, niestetyż, nieszczęście tak chciało,

    Co mu paść, jego srodze przycisnąć kazało.

    78

    9475

    A kiedy już nie widział rycerza żadnego

    Tatarzyn, coby skusić z niem śmiał szczęścia swego,

    Mniema, iż wiecznej godne chwały jego siły

    Słusznie tak pięknej dziewki panem go czyniły.

    »Kiedy niemasz — mówi jej — rycerza takiego,

    9480

    »Coby za zdrowie twoje wsiadł na konia swego,

    «Moja jesteś, o panno: prawa i wolności

    »Żołnierskie same mi w moc dają twe wdzięczności«.

    79

    Podniowszy bohatyrka wzrok z twarzą wstydliwy:

    »W jednem się mylisz — rzekła — w drugiemeś prawdziwy.

    9485

    »Tak jest, jużbych ja twoją była prawem wojny —

    »Widziałam twoje męstwo i coś czynił zbrojny —

    »Gdyby którykolwiek z tych, coś ich zrzucił z koni,

    »Mojem beł i swej dla mnie dobył na cię broni.

    »Wiedz, żem wolna, i to wiedz, żem jest własna swoja:

    9490

    »Mnie odemnie wziąć ręka niech spróbuje twoja!

    80

    »Szablą, tarczą, kopią umiem i ja robić,

    »Zsadzać z koni rycerzów, męstwo siłą zdobić

    »Nie nowina mi. — Drzewo i konia mojego

    »Daj!« — gniewliwa na giermka krzyknęła swojego.

    9495

    Suknię i białogłowski strój długi zdejmuje,

    Ozdobę dużych członków, mężna, ukazuje,

    Członków, co wyrażały Gradywa samego,

    Prócz twarzy Kupidowej, wzroku niebieskiego.

    81

    Już zbrojna miecz do boku swój przypasowała,

    9500

    Chyżej nad podziwienie na konia wsiadała,

    Tam i sam obracając, ostrogami kole,

    Zawściąga i w szerokie wypuszcza go pole.

    A potem Mandrykarda wyzywa hardego,

    Drzewo kładzie okrutne do toku dużego;

    9505

    Tak Achillesowego męstwa próbowała

    Pentesylea[553], kiedy Trojej pomagała.

    82

    Po same gałki, jak śkło, drzewa się strzaskały,

    Ostatki pod obłoki skrami poleciały;

    Mocno Mandrykard w siedle, mocniej siedzi ona,

    9510

    W zad nie była o jeden palec poruszona.

    Patrzy Marfiza, jeśli pohaniec zuchwały,

    Co siłą swą dopiero tak beł okazały,

    W ściślejszem wojny skusić będzie chciał sposobie,

    Aby skoczyła z mieczem k niemu w onej dobie.

    83

    9515

    Ten żywioły niezbożnik przeklina i nieba,

    Widząc, iż w siedle siedzi panna, jako trzeba.

    Ta zaś, co mu tarcz przeszyć mocą wielką chciała,

    Iż cała, markotno jej i przykro łajała.

    Oboje szabel chyżo od boków dostali

    9520

    I ciężkie po swych zbrojach razy zadawali,

    Po zbrojach, co ich ciała wkoło otoczyły,

    Aby najostrsze[554] bronie szkody nie czyniły.

    84

    Jeśli u tej blach mocny, i u tego duży[555],

    Żaden miecz, żadne drzewo przebić go nie służy;

    9525

    Choćby dwa dni, złożywszy, oboje się bili,

    Najmniejszej szkody pewnie by nie uczynili.

    A syn też Ulienów[556] w pośrzodek ich wpada,

    Krzyczy na Mandrykarda, iż winę przepada;

    Bo jeśli boju pragnie, on pierwszy do niego,

    9530

    Co słuszne ma przyczyny mścić się żalu swego.

    85

    »Ale w pokoju dotąd, wszak wiesz, być musiemy,

    »Aż królowi posiłki swemu uczyniemy,

    »I inszej strzedz wszelakiej powinniśmy zwady:

    »Te pakta, takie spólne czyniliśmy rady«.

    9535

    To rzekszy, wnet Marfizę, skłoniwszy, przywita,

    A poselstwo od króla Agramanta czyta;

    Przypomina zarazem ustne posła mowy,

    Nad ich wojskiem upadek jak już jest gotowy.

    86

    Potem prosi nie tylko, aby opuściła

    9540

    Gniew słuszny, ale żeby siły z ich złączyła

    I ku wielkiemu zaraz biegła obozowi,

    Aby śpieszniejszy dał się ratunek królowi,

    Gdzie sławę nieśmiertelną aż do nieba wzniesie,

    Gdzie godne dzieł wspaniałych podarki odniesie;

    9545

    Czego przez teraźniejszą spórkę[557] mieć nie będzie,

    Choć nieprzyjacielowi na garle usiędzie.

    87

    Wspaniała bohatyrka, co zawsze życzyła,

    Aby z francuskiem próbę wojskiem uczyniła,

    I to samo z daleka pędzi ją w te kraje,

    9550

    Pragnie widzieć strój, męstwo, ludzkość, obyczaje

    I jeśli z prawdą sława słusznie się zgadzała,

    Co o męstwie francuskiem siła powiedała,

    Więc słyszy, iż król zjęty strachy ostatniemi;

    Zaczem jechać w tę drogę już pozwala z niemi.

    88

    9555

    Rugier tem czasem w góry bieży zapalczywy,

    Jak prowadzi Hipalka, pomsty prędkiej chciwy;

    A widząc, iż daremną drogę tędy czyni,

    Gryzie się i nieszczęście zjadły swoje wini.

    Poznał, iż równą ścieszką po onej fontanie

    9560

    Udał się i pewnie tam rozbójcę zastanie.

    Powraca, bieży za niem, napadł na ślad nowy,

    Którem Rodomont jachał dopiero surowy.

    89

    Życzy, aby na Jasną Górę powróciła

    Hipalka, skąd dzień jazdy jeden uczyniła.

    9565

    Bo gdyby do fontany z nim na zad jachała,

    Siła i barzo siła z drogiby już miała.

    Potem rzekł: »Namniej nie wątp: konia mieć będziemy,

    »Jeśli zdrajcę gdziekolwiek w miejscu zaskoczemy;

    »O czem lubo to ja sam, lubo też kto iny,

    9570

    »Niezadługoć pocieszne przyniesie nowiny«.

    90

    Dał jej i list, co pisał czasu niedawnego,

    Tusząc, iż będzie skrycie Bradamancie jego

    Oddany; nadto ustnie powiada jej siła,

    Prosząc, aby go szczerze przed nią wymówiła.

    9575

    Hipalka w swej pamięci wszystko, co rzekł, chowa

    I tak lube poselstwo sprawić jest gotowa;

    Żegna go i obraca rączo konia swego,

    Żeby mogła być w domu wieczora przyszłego.

    91

    Rugier za Rodomontem bieży uznojony

    9580

    Jego śladem i w tamte, gdzie powrócił strony;

    Ledwie fontany postrzegł, alić i samego

    Z Mandrykardem u źrzódła obaczył chłodnego.

    Ci obadwa, jakom rzekł, obiecali sobie

    Pokój ani się więcej wadzić w onej dobie,

    9585

    Ażby Agramantowi pomoc uczynili

    I od namiotów jego Karła odpędzili.

    92

    Zaraz poznał Fronty na zacny Rugier swego,

    Jeszcze prędzej, co na nim siedział, pana jego;

    Złoży drzewo straszliwe i krzyknie surowy,

    9590

    Aby słysząc Afrykan, bić się beł gotowy.

    Rodomont wiele, wiele w ten czas czynił z siebie,

    Bo kwoli tej ani chciał mężnem być potrzebie,

    I tak uskromił baczny sierdzistości[558] swoje,

    Iż beł, jak głuchy, krwawe chocia lubił boje.

    93

    9595

    Pierwszy to i ostatni beł ten dzień, którego

    Nie wszedł, wyzwany, w szranki Marsa ogromnego.

    Tak go uczciwa żądza piecze i zdejmuje,

    Tak zapomnieć wspaniałych gniewów rozkazuje,

    Że choćby miał po wolej Rugiera mężnego,

    9600

    Jako lampart w pazurach zająca lichego,

    Nie zabawiłby nad niem swych sił i dużości[559],

    Aż królowi oddawszy własne powinności.

    94

    Przydam jeszcze, iż wiedział, jako dla swojego

    Rugier z niem pragnął bitwy Frontyna dzielnego;

    9605

    Słyszał często, jako beł rycerz doświadczony

    I co w krwawych zabawach czynił odważony;

    Słyszał, jak jego sława w górę pod obłoki

    Wybiwszy, napełniła i ten świat szeroki.

    Teraz z niem nie chce wojny[560], zbrania się potkania

    9610

    I jedzie do obozu dla ratunku dania.

    95

    Tysiąc mil biegłby pewnie on czasu inszego

    Zakupić okazyą igrzyska takiego;

    Dziś, Achilles choćby go wyzywał serdeczny,

    Zostałby, jako Rugier, od niego bezpieczny.

    9615

    Okrutnych gniewów uśpił tak twardo płomienie,

    Iż na żaden nie czułby wrzask i uderzenie;

    Przyczyny, czemu nie chce bić się, Rugierowi

    Powieda, prosząc, by z niem biegł ku obozowi.

    96

    Bo jeśli to uczyni, wielką przy ozdobie

    9620

    Zjedna u króla swego wiarę, sławę sobie;

    Którego kiedy wyjmą prędko z obleżenia,

    Wolne pole, wolny plac najdą do czynienia.

    Rugier mówi: »Przypadnę snadno do wszytkiego

    »I z wami zaraz jadę do wojska naszego,

    9625

    »Byśmy Trojanowego ratowali syna,

    »Jeno wprzód chcę, abyś mi tu wrócił Frontyna.

    97

    »Sam przyznasz, żeś rzecz męża niegodną dobrego

    »Uczynił, mdłej dziewczynie wziąwszy konia mego,

    »Dziewczynie, która jakoż bronić ci go miała,

    9630

    »Gdy cię niespodziewanie zbrojnego potkała?

    »A jeśli chcesz, abyśmy bitwę odłożyli

    »I przymierze do czasu tu postanowili,

    »Daj konia, bo inaczej ja tu umrzeć wolę,

    »A na zgodę namniejszą z tobą nie pozwolę«.

    98

    9635

    Gdy Rugier z Afrykanem wiedzie spór takowy,

    Aby konia dał abo bić się był gotowy,

    Ten zaś zwłócząc, wymówek tysiąc pokazuje,

    Któremi bohatyrów gniew już, już ujmuje,

    Z drugiej strony Tatarzyn przypadł rozgniewany,

    9640

    Iż tarczą Rugierową zdobił malowany

    Ptak, co inszem wspaniały poważnie króluje,

    A Rugier go za swój herb światu ukazuje.

    99

    W polu błękitnem Rugier miał orła białego.

    Trojanie zażywali przedtem herbu tego;

    9645

    A iż wiódł od Hektora ród swój zawołany,

    Nosił go jako swój znak przywilejowany.

    O czem Mandrykard hardy nie wiedząc, wyzywa

    Rugiera i wielkiem to despektem nazywa,

    Aby kto inszy herbu miał zażywać tego,

    9650

    Który on od Hektora ma namocniejszego.

    100

    Miał też Mandrykard ptaka, co Ganimedowi

    Uczynił w porwaniu gwałt kwoli Jowiszowi,

    A wziął go pod fortecą za wielkie nagrody

    Cnoty, niebezpieczeństwa i na zdrowiu szkody.

    9655

    Wiecie o tem z drugiemi już historyami[561]

    I jako prorokini z wielkiemi chęciami

    Dała mu go przy dużej zbroi Hektorowej,

    Co pracą boskiej ręki beła Wulkanowej.

    101

    Już po kilkakroć przedtem o to się wadzili,

    9660

    Końca burdom dla przeszkód różnych nie czynili;

    Kto ich rozwadzał, godził kto zapalczywości,

    Podano to do waszej dawno wiadomości.

    Atoli do zjechania nie przyszło spólnego,

    Aż teraz, kiedy Rugier konia szukał swego;

    9665

    U którego Mandrykard, jako ptaka zoczył,

    Zgrzytając, z tak przykremi zaraz słowy skoczył:

    102

    »Widzę, że z herbem znak mój nosisz, uporczywy;

    »A już to po kilkakroć, zgody spólnej chciwy,

    »Dawałem ci przestrogę, ty zaś, jak szalony

    9670

    »I na swoje nieszczęście marnie odważony,

    »Swą porzesz[562] anić serca uporu dużego[563]

    »Nie wypędziły groźby me do czasu tego.

    »Więc mi przydzie ukazać, jako z lepszem twojem

    »Uczyniłbyś, nie gardząc rozkazaniem mojem«.

    103

    9675

    Jak rozpalona głównia na małe dmuchnienie

    Oczywiście gwałtowne uczyni płomienie,

    Tak sprawiedliwem gniewem Rugier zapalony

    Odpowie, fuki przykre usłyszawszy ony:

    »Wierę, ty mniemasz, że ja z tem w krwawej potrzebie

    9680

    »Czas jaki życząc strawić, będę się bał ciebie?

    »Doznasz wnet, jako konia zdołam odjąć temu,

    »A Hektora sławnego tarcz tobie samemu.

    104

    »Jużem ja szczęścia z tobą probował swojego

    »I miałem cię po wolej czasu niedawnego;

    9685

    »A żeś szable u boku w ten czas nie miał swojej,

    »Strzymałem się i szyje nie uciąłem twojej.

    »Teraz, żeś dał przyczynę słusznemu gniewowi,

    »Zabiteś, twój ptak memu ustąpi orłowi,

    »Bo to jedyny dawno znak domu mojego:

    9690

    »Ty go przywłaszczasz darmo, a nic ci do niego«.

    105

    Na takową Tatarzyn mowę zajątrzony

    Zaraz dobywa broni, którą beł szalony

    Orland przedtem porzucił w lesie zagęścionem,

    A on zdrady fortelem załapił ją nowem.

    9695

    Rugier, co zawżdy zwykł być serca wspaniałego,

    Iż Mandrykard do miecza ma się tylko swego,

    Zsiadszy z konia, swe drzewo na drodze porzucił,

    A do swej namocniejszej szable się też rzucił.

    106

    Rzucił się i we mgnieniu oka jej dobywa,

    9700

    Szable swej, Balizardą którą on nazywa;

    Ale Afrykan wespół z Marfizą się wdali,

    Pojedynek tak straszny aby rozerwali.

    On Tatarzyna, ta zaś Rugiera porwała

    I obudwu o pokój uprzejmie żądała,

    9705

    A Rodomont narzeka, iż postanowienie

    Mandrykard dwakroć złamał i zawiódł sumnienie.

    107

    Wprzód, gdy zwadę z Marfizą niepotrzebną czynił,

    Ustawę znieważywszy, aż nazbyt przewinił;

    Teraz, o łaskę króla iż mało dba swego,

    9710

    Dał znać, Rugiera darmo turbując śmiałego.

    »A jeżeli warchołem — mówi — już chcesz zostać,

    »Nasze spórki[564] skończmywprzód, którem ja chcę sprostać,

    »Spórki nad insze wszytkie, wiesz dobrze, słuszniejsze,

    »Co je nam zatrzymały ustawy późniejsze.

    108

    9715

    »Takiemi przyrzekliśmy pokój i przymierze

    »Przysięgami i taki zakład spólnej wierze

    »Daliśmy, iż jak prędko odprawię się z tobą,

    »Ja i Rugier o konia mamy czynić z sobą.

    »Potem jeślić co zdrowia z tej potrzeby zbędzie,

    9720

    »Bić się z niem o swoją tarcz praca twoja będzie.

    »Ale się ja spodziewami pewienem tego,

    »Że ode mnie weźmiesz dość, nie trzeba drugiego«.

    109

    »Czem mi grozisz, odniesiesz pewnie sam na sobie —

    »Odpowie mu Mandrykard — wygodzę ją tobie:

    9725

    »Od stopy aż do czoła zapocisz się, tuszę,

    »Jak na cię doświadczonej swojej broni ruszę;

    »Weźmiesz za swe, spróbujesz samą rzeczą tego,

    »Jeśli silę i siebie znam dobrze samego.

    »A jako w żywem źrzódle nie ubywa wody,

    9730

    »Tak zdołam ostatniej wam być przyczyną szkody«.

    110

    Przykremi słowy gdy tak na się nacierali,

    Gniewy, fuki łajania co raz odnawiali.

    Sam Mandrykard ze dwiema bój chce wieść zarazem,

    Świszczy, błyska, straszliwy, swem ostrem żelazem.

    9735

    Rugier, co we zwyczaju nie miał krzywd połykać,

    Nie myśli o pokoju, chce się wnet potykać.

    Marfiza srogie rozwieść swary usiłuje:

    Prosi ich, trzyma, woła — daremnie pracuje.

    111

    Tak więc chłop, kiedy rzeka wylała brzegami,

    9740

    Inszej ścieszki szukając, nowemi drogami

    Broni, najutrapieńszy, czem i jako może,

    Choć nawałności mało gwałtownej pomoże;

    Bo ta, jak wściekła, bieży, uparcie się gniewa,

    Rwie, psuje, wali łąki i zboże zalewa;

    9745

    On tu robi i dużo nieborak tamuje:

    Ta z więtszą szkodą insze gościńce najduje.

    112

    Gdy tak Rugier, Mandrykard i Rodomont śmiały

    Swarzą się i bój chcą zwieść już, już okazały,

    Ten nad tego swe męstwo i swoje dużości

    9750

    Wysławia, a wszytkiem trzem przybywa śmiałości,

    Marfiza szuka takiej tem czasem pogody,

    Aby ich pojednawszy, przywiodła do zgody.

    Ale czas traci marnie, próżno się strofuje[565]:

    Nigdy serc nie porówna, w których gniew panuje.

    113

    9755

    Życzy Marfiza zacna pojednać ich gwałtem

    I wszelakiem stara się sama o to kształtem;

    Krzyczy: »Słuchajcie mojej porady, panowie:

    »Idzie tu o uczciwe i o wasze zdrowie;

    »Gdy królowi posiłki spólne uczyniemy,

    9760

    »Do gniewów naszych znowu wrócić się możemy.

    »Bo i ja z Mandrykardem chcę mieć swoje wojny

    »I ujźrzę, weźmieli mię, jak rzekł, mocą zbrojny«.

    114

    »Pomoc Agramantowi byśmy dali swoję,

    »Chęć i wolą obracam ja sam na to moję

    9765

    »I nie przeczę — rzecze jej Rugier zawołany —

    »Ale wprzód chcę, mój Frontyn aby był oddany:

    »Albo mi konia zaraz niechaj wróci mego,

    »Albo zdrowia w tem polu pozbędzie swojego.

    »Na własnem koniu jechać chcę ku obozowi,

    9770

    »Lub tu zostać, ratunku nie dając królowi«.

    115

    Odezwie się Rodomont: »Otrzymasz to snadnie:

    »Przy śmiałości mam serce, co na to przypadnie.

    »Ale też moja szczerość w tem się protestuje,

    »Iż jeśli jaką szkodę król z wojskiem uczuje,

    9775

    »Z twej przyczyny wszystko jest i z uporu twego,

    »Bom ja gotów uczynić to, co słuszniejszego«.

    Rugier słów i porady onej zaniedbywa,

    Gniewem wzruszony srogiem, szable swej dobywa.

    116

    I rzuca się na króla z Algieru dużego[566]

    9780

    Kształtem wieprza, gdy gniewy wypuści, dzikiego;

    Tarczą ciężką tak gęsty raz daje i srogi,

    Iż mu z strzemion musiały obie wypaść nogi.

    Woła Mandrykard głosem: »Przestań, uporczywy

    »Rugierze, albo wojny jeśliś tak jest chciwy,

    9785

    »Ze mną czyń!« Poczem zdrajca, to mówiąc, poskoczy

    I tnie go w wierzch szyszaka co z najwiętszej mocy.

    117

    Aż na kark głowę schylił Rugier konia swego

    I wznieść jej prędko nie mógł z uderzenia tego.

    Rodomont z drugiej strony zaraz poprawuje,

    9790

    Straszne w szyszaku jasnem znaki zostawuje;

    Ale ten, że beł mocny, jak dyamentowy,

    Nie zaszkodził mu wiele Rodomont surowy.

    Rugier się zapomniawszy, z lewej ręki wodze[567],

    Z prawej wypuścił szablę i leży na drodze[568].

    118

    9795

    Nosi go koń po polu, namniej sił nie czuje,

    Na ziemi Balizardę ostrą zostawuje.

    Marfiza, co tego dnia swe serce do niego

    Skłoniła, pała gniewem, boju chce krwawego.

    Żal jej, iż sama jedna w pokoju została,

    9800

    Drugich, nie dobywając broni, rozwadzała.

    Do Mandrykarda rączo na swem koniu skoczy

    I dużo[569] w łeb trafi go, właśnie między oczy.

    119

    Rodomont za Rugierem bieży zapalczywy

    I już, już go dopadał Frontyn, co biegł chciwy.

    9805

    Postrzegł Wiwian zaraz i Ryciardyn młody,

    Iż niefortunny Rugier nie ujdzie przygody;

    Rzucą się: Rodomonta ten porwie zjadłego,

    Drugi swą broń podaje własną w ręce jego.

    On też z lekka do siebie tem czasem przychodzi

    9810

    I rozdrażniony, krwawe igrzysko zwieść godzi.

    120

    Ledwie przyszedł do siebie kęs Rugier zemdlony,

    Poznawszy, iż mu szable dodał odważony

    Wiwian, zdrady się mścić i krzywdy napiera,

    A w śmiałość przyrodzoną swe serce ubiera.

    9815

    Tak zwykł lew, gdy rogami byk najduższy[570] swemi

    Podniesionego ciśnie i na twardej ziemi

    Zostawi; ten przed wstydem nie czuje boleści,

    W gorliwej rozedrzeć go chce popędliwości.

    121

    Cięższe coraz powtarza po szyszaku razy;

    9820

    Ale ten, co się żadnej nie obawia skazy

    Od szable, zwłaszcza prostej, głowy pana swego

    Broni, bo na początku Rugier boju tego,

    Jakom powiedział, miecz swój upuścił kochany,

    Któremu ani zbroja ani hecowany[571]

    9825

    Nie wytrzymałby paiż[572] i sama przyłbica

    Babilonu i wieże wysokiej dziedzica[573].

    122

    Niezgoda rozumiejąc, że tam nic inszego

    Prócz swarów być nie może i boju strasznego,

    A przymierze z pokojem miejsc nie będą mieli

    9830

    W zajątrzonych wnętrznościach, by najbarziej chcieli,

    Mówi siestrze: »Już odyść możemy bezpiecznie:

    »Miłość tu, śmiem upewniać, nie postoi wiecznie.

    »Niech idą, my się jeszcze do bitwy wróciemy

    »I komu beł życzliwszy Mars, szczerze powiemy«.

    123

    9835

    Tak przykre, tak straszliwe i ostatniej siły

    Rugierowe na on czas uderzenia były,

    Iż Rodomont łbem w siodło uderzy chudzina

    I lecąc, twardą zbroją przycisnął Frontyna.

    Po trzy, po cztery razy już spaść nakłoniony,

    9840

    Ledwo się mógł pokrzepić, gwałtownie zemdlony;

    Nakoniec miecza z ręku pozbyłby ostrego,

    Ale bronią temlaki z sznura jedwabnego.

    124

    Tem czasem zaś Marfiza Mandrykarda swego

    Obraca: pot się leje z twarzy, z czoła jego.

    9845

    Wygadza on jej wzajem i niemniej dokucza,

    Co to jest z mężem walczyć, białą płeć naucza.

    U obojga tarcz, zbroja, szyszak doświadczony

    Strzeże ran, broni głowy, piersi z każdej strony.

    Tak w równem męstwie ponno dłużejby swe siły

    9850

    Pokazowali, ale konie przeszkodziły.

    125

    Przykry Marfiza swojem obrót uczyniła

    Na łące, co z niedawnych deszczów mokra była;

    Ten się pośliznął i padł srodze w onej dobie

    Ani ratunku mógł dać najmniejszego sobie.

    9855

    Bo gdy się poprawował i ledwo podnosił,

    Kilkoro uderzenia raz po raz odnosił

    Od Bryljadora, którem z boku przeciwnego

    Natarł gruby Mandrykard i serca dzikiego.

    126

    Rugier, kiedy. Marfizę ujrzał we złem razie,

    9860

    Skoczył, Tatarzynowi chcąc być na przekazie.

    Miał po wolej, bo jeszcze nie przyszedł do siebie

    Rodomont, jako w łeb wziął od niego w potrzebie,

    I tak uderzył w szyszak Mandrykarda srodze,

    Iż wnet ogłuszonego zostawił na drodze;

    9865

    Rozciąłby go beł pewnie w te czasy na dwoje,

    By miał swą broń, a on tak dużej[574] nie wdział zbroje.

    127

    Tak ze snu otrzeźwiawszy z Algieru król srogi

    Przeciera wzrok, obraca źrzeńce[575] koło drogi;

    Ujźrzy Ryciarda i wnet przypomina sobie,

    9870

    Iż dla niego o mały włos nie został w grobie,

    Gdy miecza Rugierowi pożyczył własnego.

    Dla pomsty z wielkiem gniewem poskoczył do niego

    I skarałby beł pewnie; ale z nowej rady

    Malagiza wnet one rozerwano zwady.

    128

    9875

    Tak on beł w czarnoksięskiej nauce wyćwiczony,

    Iż mu żaden nie zrównał wieszczek nauczony;

    A chocia ksiąg i pisma nie wziął z sobą swego,

    Którem promienie słońca stanowi[576] jasnego,

    Przymuszaniem tylko swem, dziwnemi słowami

    9880

    Ma moc i władzą wielką w piekle nad djabłami,

    Kazał, by jeden w konia Doraliczynego

    Wszedszy, do szaleństwa go pobudził jakiego.

    129

    W koń spokojny, na grzbiecie którego siedziała

    Doralika i bitwy skończenia czekała,

    9885

    Wszedł jeden duch niecnota z piekielnej ciemności

    I rozmaj tych wnet się jął rozpościerać złości.

    Bo co przedtem o żadnych narowach nie wiedział,

    Prócz iż cichy wolno szedł, gdy kto na niem siedział,

    Teraz strasznych uczynił kilkanaście skoków,

    9890

    Wzdłuż na trzydzieści, a wszerz na szesnaście kroków.

    130

    Duże było porwanie; przecię z siodła swego

    I z konia Doralika nie spadła durnego[577].

    Krzyczy, o zdrowiu żadnej nadzieje już nie ma,

    Że ją z wysoka głupi szkapa zrzuci, mniema.

    9895

    Ten bieży, od piekielnych furyj przymuszony,

    Jakoby od samego djabła beł niesiony.

    Już jej głosu nie słychać: nigdy, nigdy strzała,

    Z cięciwy wypuszczona, prędzej nie leciała.

    131

    Cudem Rodomont takiem srodze przerażony,

    9900

    Przestał bitwy i na głos, gdzie biegł koń szalony,

    Ratować Doraliki pojechał zarazem;

    Marfizie, Rugierowi już też swem żelazem

    I Mandrykard nie szkodzi: puszcza się w też tropy,

    Gdzie szkapa opętany ślad niósł lotnej stopy.

    9905

    Pokoju i przymierza z sobą nie czynili:

    Tak się rączo ci oba za nią obrócili.

    132

    Z ziemie Marfiza mokrej na ten czas wstawała,

    Serdecznem żalem wszytka i gniewem pałała;

    Myśli pomstę uczynić, ale ją omyli,

    9910

    Bo Rodomont w dziesiątej ledwie nie jest mili.

    Rugier, co taki koniec wojny spólnej widzi,

    Gryzie się, ryczy, jak lew, sam się siebie wstydzi.

    Niepodobna, by miały dogonić ich konie

    Bryljadora z Frontynem: tak są w różnej stronie.

    133

    9915

    Rugier wojny poprzestać o konia swojego

    Z Rodomontem nie myśli, aż dowiedzie swego;

    Z Tatarzynem Marfiza nie chce się rozjechać

    I bitwy, aż go lepiej spróbuje, poniechać.

    Bo opuścić byłoby coś nieuczciwego:

    9920

    Wzięli przyczynę wzgardy, despektu jawnego.

    Na koniec taką sobie radę wespół dali,

    Aby za winowajcy zarazem jechali.

    134

    A lub to aż w obozie, nie zjadą się z niemi,

    Gdzie dla posiłku dania pobiegli z drugiemi,

    9925

    Chcąc króla francuskiego złamać zbytnie siły,

    Od którego ich wojska obleżone były,

    Pozwalają udać się tam i bronić sławy,

    Prawą drogę obrali i gościniec prawy.

    Rugier wprzód jachać nie chce, ażby do swojego

    9930

    Towarzystwa przemówił słów kilka miłego.

    135

    Wrócił się i na stronę wziąwszy Ryciardota,

    Prosi, by mu nie ciężka była ta robota,

    Rodzoną swoję żeby pozdrowił od niego;

    On też w szczęściu, w nieszczęściu zawżdy chce być jego

    9935

    I na każdą przygodę, przypadek wszelaki

    Dozna, że mu życzliwy, dozna, że jednaki.

    A to czynił tak mądrze Rugier nauczony,

    Iż żaden podejźrzenia znak nie beł wniesiony.

    136

    A potem Wiwiana i Malagizego,

    9940

    Aldygiereja przy nich pożegnał chorego

    I tem się z posługami swemi ofiaruje,

    Ochotnem na potrzeby ich być obiecuje.

    Do obozu Marfiza tak się zaś śpieszyła,

    Iż za chęci dziękować braciej zobaczyła[578];

    9945

    Ale oni śpieszno ją oba dogonili,

    Swą ludzkość i powinny pokłon oświadczyli.

    137

    Toż Ryciardot uczynił; a Aldygier ranny

    Leżał i nie mógł, choć chciał, mężnej żegnać panny.

    Do Paryża wszyscy się naprost obrócili,

    9950

    Tak ci, co Doralikę z jej koniem gonili,

    Jako Rugier z Marfizą — ale przydzie potem

    W drugiej pieśni powiedzieć dostateczniej o tem;

    Atoli z wielką szkodą rycerstwa naszego

    Ci czterej do obozu przybyli swojego.

    Koniec pieśni dwudziestej szóstej.

    XXVII. Pieśń dwudziesta siódma

    Argument

    9955

    Rodomont z Mandrykardem, gdy nie dogonili

    Doraliki, prosto się do wojska puścili,

    Gdzie z Marfizą przybywa Rugier doświadczony,

    Karta gromią, on w Paryż uchodzi przestrony;

    Potem dawne urazy przypomniawszy swoje,

    9960

    W pojedynkach krwie ciepłej przykre leją zdroje.

    Rodomont precz odjeżdża, serce mu żal kraje:

    Gardzi niem i w pośmiech go Doralika daje.

    Allegorye

    9963

    W tej dwudziestej siódmej pieśni przez bohatyrów z wojska Agramantowego przedniejszych, którzy zostawszy zwyciężcami, w pokoju i w próżnowaniu do domowej obrócili się niezgody, widzieć się jawnie daje, jako wielcy królowie i hetmani po wielu wspaniałych imprezach zbytniem próżnowaniem opojeni, domowemi częstokroć upadali rozruchami.

    1. Skład pierwszy

    Nierozmyślne porady lepsze zawdy były

    9965

    Białej płci, z któremi się mało co biedziły;

    Łaskawe za jakiś dar dały jem to nieba,

    Iż prędko ratować się mogą, kiedy trzeba.

    U mężczyzny zaś rozum częściej płochy bywa,

    Jeśli się nań z rozmysłem pilnem nie zdobywa;

    9970

    I gdy co bez uwagi czynić chce zacnego,

    Zbłądzi, a sprawa skutku nie weźmie dobrego.

    2

    Zdał się dobry postępek ten Malagizemu,

    Przez który bratu pomódz myślił stryjecznemu;

    Bo się, jakom powiedział wyszej, przeląkł srodze,

    9975

    W niebezpieczeństwie nagłem widząc go i w trwodze,

    Gdy rozkazał piekielnych djabłów co gorszemu

    Rodomontowi zadać, także tatarskiemu

    Królowi kłopot jaki, któremby do swego

    Pociągnął ich zarazem obozu wielkiego.

    3

    9980

    Ale, by beł na to się rozmyślił statecznie —

    Wszyscy uwierzyć temu możemy koniecznie —

    Dałby on i ratunek słuszny bratu swemu

    I wojsku nie szkodziłby tak srodze naszemu.

    I mógł bezpiecznie zaraz rozkazać duchowi,

    9985

    Aby albo na zachód albo ku wschodowi

    Zaniówszy Doralikę, w tych kątach zostawił,

    Gdzie prócz skazy[579] Francyej woląby swą sprawił.

    4

    Już to nieopatrznością stało się tak jego

    I wierę tu rozumu nie zażył ostrego;

    9990

    Bo pewnie ci rycerze tamby ją gonili,

    Paryż od przykrej klęski wolny ostawili.

    Albo też złość, na ziemię z nieba wypędzona,

    Krwią, ogniem, porażkami co bywa karmiona,

    Sprawiła to, że Karzeł i lud wszytek jego,

    9995

    Zbity, musiał ustąpić do miasta swojego.

    5

    Szkapa[580], który djabła miał jeszcze w swojem boku,

    W tak zapędzonem poniósł Doralikę skoku,

    Iż go rzeka gwałtowna, las, przekop szeroki

    Nie hamuje; wyniósł ją prawie pod obłoki.

    10000

    A pierwej nie zawściągnął polotnego biegu,

    Aż Sekwany głębokiej dopadł rączy brzegu,

    Minął wojska francuskie, hetmana szockiego

    I stanął przy namiocie króla granackiego.

    6

    Mandrykard z królem z Sarce długo ją gonili

    10005

    Dnia onego, ale cóż, gdy nic nie sprawili.

    Ledwie z daleka, ledwie tył sam upatrują,

    Potem cień konia i jej sobie ukazują.

    Nakoniec w mgnieniu oka kiedy ją zgubili,

    Jako psi, co się źwierza szukać nauczyli,

    10010

    Bieżą śladem i prędko przypadli w kraj iny,

    Gdzie, iż u ojca była, doszli tej nowiny.

    7

    Strzeż się, Karle, bo pewnie szaleństwu wielkiemu

    Nie zdołasz, które tobie i wojsku twojemu

    Gotują; do tych czterech Gradasa srogiego

    10015

    Z Sakrypantem na szkodę masz królestwa swego,

    A szczęście, aby w samo serce cię dotknęło,

    Zrzenicę wójsk, dwu wielkich rycerzów, ci wzięło,

    Którzy rozumem, mocą najprzedniejszy byli:

    Niemasz ich, jak ślepego, ciebie zostawili.

    8

    10020

    Orlanda i Rynalda wspominam mężnego.

    Jeden z tych szalonem już został z tak mądrego,

    Nie wie, co deszcz, co zimno, co śliczna pogoda:

    Tak mu nieszczęsna zmysły zmieszała przygoda.

    Nagi po górach, skałach i lesiech zgęścionych

    10025

    Tuła się, wylewając pot z członków zemdlonych.

    Drugi, mało co mędrszy, jechał precz od ciebie

    Szukać dziewki, której dał w moc samego siebie.

    9

    Zdrajca sprawił to jeden czarnoksiężnik stary,

    Oczem mówiłem przedtem, iż mu dodał wiary,

    10030

    Jakoby Angelika z bratem zjechać miała.

    Zaczem żałość serce mu zawsze przerażała,

    Żałość, jakowa nigdy żadnego inszego

    Nie trapiła rycerza najserdeczniejszego;

    Potem, gdy do Paryża przyszedł zagniewany,

    10035

    Kazano mu z Angliej przywieść lud zebrany.

    10

    Pod Paryżem gdy krwawą bitwę zaś odprawił

    I Agramanta w swojem obozie zostawił

    Zamknionego, starał się sposobem wszelakiem

    O wiadomość, jeśliby w domu, w zamku jakiem

    10040

    Albo też w monastyrze[581] piękna Angelika

    Nie została; ale gdy pewnego języka

    Nie zasiągł, iż z Orlandem, tak mniemał, jachała

    I szukać ich rzecz mu się najsłuszniejsza zdała.

    11

    Tuszy, że w swem Anglancie delicyj zażywa;

    10045

    Chęć dlatego jechać tam wielka go porywa,

    A kiedy ich nie zastał, po różnej krainie

    Błąka się, łaje bratu i zdradnej dziewczynie.

    Wszytkie, gdzie podobieństwo jest, nawiedza strony,

    Rannego przecie serca nie leczy strapiony.

    10050

    Powraca do Paryża, serdecznie styskuje,

    Mniema, że ich gdziekolwiek w mieście poszlakuje.

    12

    Czasem dzień, czasem dwa dni w Paryżu się bawi,

    Czeka, jeśli Orlanda szczęście jakie stawi;

    Ale, iż go nie słychać, w drogę się udaje,

    10055

    A tęsknica w niem przykra, jak przedtem, zostaje.

    Po całem dniu, po całej smętny szuka nocy,

    Żadnej nie zna w gorących zapałach pomocy;

    Gdzie go słoneczny promień, gdzie miesięczny wiedzie,

    Tysiąckroć jedną drogą wraca się i jedzie.

    13

    10060

    Stary zaś nieprzyjaciel, co słowy chytremi

    Ewie radził jabłka rwać rękoma chciwemi,

    Zazdrościwe na Karła podniósł oko swoje,

    W krwawą porażkę lube obrócił pokoje,

    Widząc, iż Rynald mężny nieblizko od niego,

    10065

    Na zgubę wojska wściekły uparł się naszego,

    Co namężniejsze zewsząd zgromadził pogany

    Śmierć dawać, czynić naszem niezleczone rany.

    14

    Sakrypantowi, z zamku co sczarowanego

    Z Gradasem wespół wyszedł czasu niedawnego,

    10070

    Tak nieujęte podał do serca chciwości,

    Iż zaraz pędem bieżą swych sił i dużości

    Próbę czynić w bezpiecznych wojskach chrześcijańskich

    I z obleżenia królów wyzwolić pogańskich;

    Sam jem wodzem, sam dobrą drogę ukazuje,

    10075

    Przez najprostsze powiaty przebyć usiłuje.

    15

    A drugiemu poruczył zaś towarzyszowi,

    By z Rodomontem kazał biedź Mandrykardowi

    Tym śladem, kędy trzeci królewnę prowadził,

    Aż na miejsce, gdzie strachu pełną z konia zsadził.

    10080

    Więc rączo wyprawuje zaraz i czwartego,

    Aby z Marfizą przywiódł Rugiera dzielnego;

    Ale ten, co ostatniej pary rządził wodze,

    Opóźnił się i trochę pozostał na drodze.

    16

    Z Marfizą Rugier, para już sobie życzliwa,

    10085

    Półgodziniem[582] za niemi nierychlej przybywa.

    Bo najchytrzejszy djabeł, chcąc chrześcijańskiemu

    Duże razy przez nich dać wojsku Karłowemu,

    Opatrzył, aby zamysł niecnotliwy jego

    Nie wziął wstrętu poswarkiem o Rugierowego

    10090

    Konia; bo pewnieby się zwada odnowiła,

    Gdyby pospołu z niemi ta para przybyła.

    17

    Czterej pierwszy na miejscu takiem się zjechali,

    Skąd namioty ściśnione swoich oglądali,

    Chorągwie rozwinione, w które wiatry biją,

    10095

    Te różnem po powietrzu kształtem sobie wiją.

    Zatrzymują się w miejscu, aby uczynili

    Spólną radę, nakoniec tak postanowili:

    Męstwem przysługę swemu uczynić królowi,

    Z obleżenia go wyrwać, dać się znać Karłowi.

    18

    10100

    Złączywszy się w gromadę, drogę tę obrali,

    Gdzie przedniejszy panowie chrześcijańscy stali;

    Głosem krzyczą okrutnem, szable dobywają,

    Iż są Sarracenami, jawnie powiadają.

    Dźwięk broni słychać straszny, a między namioty

    10105

    Trwoga roście; ci sobie dodają ochoty,

    Naprzód najpierwszej straży ręce zabawiają,

    Jednych zbiwszy, tył podać drugich przymuszają.

    19

    Tumultem chrześcijańskie wojsko poruszone

    W niespodziewanej trwodze na okrzyki one

    10110

    Snują się bez porządku i owszem mieszają,

    Szturm szwajcarski iż to jest do Franków, mniemają.

    Więcże większa część wojska nie wie nic pewnego,

    Gromadzą się do znaku każdy z nich swojego,

    Kto na dźwięk kotłów, na głos kto trąb przeraźliwych;

    10115

    Wiatr gwiazd sięga z wzdychania ludzi na pół żywych.

    20

    Karzeł, prócz iż szyszakiem nie nakrył swej głowy,

    Już w twardej zbroi wsiadał na konia gotowy;

    Przedniejszych bojowników samo prawie czoło

    Zgromadziwszy się, wnet go okrążyli w koło.

    10120

    Pyta, coby to za zgiełk, kto obóz spokojny

    Śmiał trwożyć, kto przyczyną niespodzianej wojny.

    Widzi u swego ludu w twarzach srogie rany,

    Kęs[583] dalej na gwałt[584] trupów patrzy zagniewany.

    21

    A te w polu szerokiem wszędzie się walają,

    10125

    Zaledwie we krwi świeżej szkapy nie pływają.

    Zdumiewa się, rozcięcia widząc niesłychane,

    Które od cyrulików żadnych ratowane

    Być nie mogą, a pewnie i czarnoksiężnicy

    Zażywaliby swych gusł dla nich po próżnicy;

    10130

    Nogi po ud[585] i ręce z ramiony leżały,

    Głowy ziemię skrwawioną odcięte kąsały.

    22

    Od najpierwszych namiotów aż do ostatniego

    Różną śmierć, różne męki widzi ludu swego;

    Bo gdziekolwiek serdeczna bieży kompania

    10135

    Namężniejszych rycerzów, cesarskich zabija.

    On słusznem na swej twarzy gniewem zapalony,

    Dziwując się, dla prędkiej wskok jedzie obrony.

    Tak, gdy w cudzy dom bije z szkodą piorun srogi.

    Zwykli szukać, kędy wpadł, i ścieszki i drogi.

    23

    10140

    Jeszcze byli nie przyszli do obleżonego

    Obozu ci rycerze Agramantowego,

    Alić z drugiej przyjechał strony Rugier śmiały

    Z Marfizą, a wzniówszy wzrok oboje wspaniały,

    Z pilnością zacna para to upatrowała,

    10145

    Skądby najprędzej swojem ratunek dać miała;

    Żal jem serca przenika, litują swojego

    Króla, co już do wolej syt strachu wielkiego.

    24

    Jako w podkopach ziemnych prochy podsadzone,

    Namniejszą ognia, nie chcąc, iskierką dotknione,

    10150

    Grzmot czynią, żartki płomień tak rączo wychodzi,

    Iż go śmiertelny dojrzeć wzrok ledwie ugodzi;

    Wali się mur potężny sztukami wielkiemi,

    Kruszy, psuje, cokolwiek namaca przy ziemi:

    Tak Rugier i Marfiza razem przypadają,

    10155

    Razem śmierci i rany śmiertelne zadają.

    25

    Wzdłuż, poprzek, jak się trafi, bohatyr surowy

    Piersi szerokie począł rozwalać i głowy:

    Lecą łokcie z rękami, lecą i łopatki,

    Konie noszą swych panów przeciętych ostatki.

    10160

    Widział kto, kiedy wicher w zaburzone czasy

    Rzuca się z jadem wściekłem na wyniosłe lasy,

    Gdzie przejdzie, z ozdób swoich zdarte zostawuje,

    Żadna góra, stoletni dąb go nie hamuje.

    26

    Wiele tych, co gniewowi Rodomontowemu

    10165

    Szczęściem uszli, wiele tych, co Gradasowemu,

    Rozumieją, iż żartkość i zbyt rącze nogi

    Już ich śmierci odjęły, już zbawiły trwogi;

    Aliści na Rugiera po zad natrafiają,

    Bezpieczni, nad nadzieję zdrowia pokładają.

    10170

    Bo człowiek, co swych w Bogu ufności nie miewa,

    Tam naprędzej żegna świat, gdzie się nie spodziewa.

    27

    I choć niebezpieczeństwa ujdzie on jednego,

    Wpada w drugie, płaci grosz cła nieprzebytego;

    Tak z dziećmi naj chytrzej sza liszka maluśkiemi

    10175

    Przed zębami tuszy uść brytana ostremi,

    Kiedy w ojczystem gaju pasterz niecierpliwy

    I na zysk, którego się spodziewa stąd, chciwy

    Ogniem, dymem ostrożnie straszy ją u dziury:

    Ta wypadszy, pozbywa wnet zdrowia i skóry.

    28

    10180

    W sarraceńskie obozy już się przybliżali

    Rugier z Marfizą, aby skuteczniejszą dali

    Pomoc swem, a ci widząc to, bogom dziękują,

    Oczy z wzdychaniem w niebo wysokie prostują.

    Nie jedno strachu zbyli, ale wyzywają:

    10185

    Taką już śmiałość wszyscy, takie serca mają;

    Na ostatek bez zwłoki to postanawiają,

    Że szczęściem iść, a naszych w szcząt wygładzić mają.

    29

    Surm, bębnów, trąb pogańskich głos się precz rozlega

    I subtelne powietrze ku niebu przebiega;

    10190

    Na chorągwie wiatr wolno dmucha rozwinione,

    Sroży się obleżeniem dopiero ściśnione

    Wojsko i już na naszych z okrzykiem wypada.

    Z drugą stronę też Karłów lud na konie wsiada

    Z Anglikami, z Niemcami, a we mgnieniu oka

    10195

    Z ran śmiertelnych ludzka się wylewa gosoka.

    30

    Tak wielka moc z dużością niesłychane siły

    Rodomonta i króla tatarskiego były,

    Także Rugiera niemniej nad nich ochoczego,

    Gradasa, z męstwa światu wszystkiemu sławnego,

    10200

    Marfizy, co w bój wchodzi najstraszniejszy śmiele,

    Cyrkasa, z którem mężnych nie porówna wiele,

    Iż zaledwie uchodzi w Paryż murowany

    Przed oczywistą śmiercią Karzeł z swemi pany.

    31

    Tych bohatyrów, jako Marfizy serdecznej

    10205

    Śmiałość, i sławy godna i pamięci wiecznej,

    Nie jeno się opisać, wymówić bezpiecznie

    Nie może, ale myślą objąć jej statecznie

    Przytrudniejszemby było; dosyć, iż dnia tego

    I sam cesarz i wszystek zginąłby lud jego,

    10210

    Ucieczką ratowani. Ferat najsławniejszy

    Przybył też i w tej bitwie nie beł pośledniejszy.

    32

    Tonie ich, gdy most strzymać nie mógł, w rzece wiele;

    Niejeden Ikarowe skrzydła przy swem ciele

    Mieć życzy, aby lotem śmierci uniknęli,

    10215

    Którą na oko i w przód i po zad widzieli.

    Prócz Ugiera, markieza z Wiednia[586][587] budownego,

    Znaczniejszy poimani wszyscy do jednego;

    Oliwier ledwo uszedł z ręką obrażoną,

    Ugier się także wrócił z głową rozwaloną.

    33

    10220

    I by beł, jako Rynald, jako Orland śmiały,

    Brandymarte opuścił cesarza wspaniały,

    Żywo pewnie nie wszedłby do Paryża swego

    Z porazu[588] i pogromu tak niefortunnego.

    To, co mógł, czynił dosyć rycerz odważony,

    10225

    Długo furyą oną nie beł przestraszony;

    Potem ustąpił, widząc, iż Agramantowi

    Szczęście życzy, co przedtem śmiało się Karłowi.

    34

    Wdów ubogich płacz rzewny, ciężkie narzekania

    Osierociałych ojców, dziatek małych łkania

    10230

    Przebiwszy w lot powietrza tego subtelności,

    Przyszły, gdzie Michał siedzi w niebieskiej jasności,

    I zaraz te nowiny smutne powiadają,

    Iż wojska nasze krukom, psom w pokarm zostają,

    A jako pola wszytkie trupem się okryły,

    10235

    A łąki krwie niezmierną moc ludzkiej wypiły.

    35

    Anielska twarz Michała wstydem czerwienieje:

    Nie tak zstało się, jak chciał, mylą go nadzieje,

    Od zdrajczynej[589] Niezgody chytrze oszukany;

    Bo ta uczynić miała swar miedzy pogany,

    10240

    Serca w tych ogniem spólnej paląc nienawiści,

    W których wiedziała więtszą zazdrość i hardości.

    Widzi, iż wszystko opak jędza uczyniła,

    A przedwieczna inaczej Dobroć mu zleciła.

    36

    Więc jako sługa dobry, co nie z powinności,

    10245

    Ale z cnoty wygadza panu i z miłości,

    Widząc, iż niepamięci podał rozkazanie,

    O którem najpilniejsze miał czynić staranie

    I ważyć je, jak zdrowie, w drogę się gotuje,

    A prędkością występek przeszły poprawuje;

    10250

    Ani się pierwej Panu chce ukazać swemu,

    Aż to sprawi, co przedtem poruczył beł jemu.

    37

    Do klasztora, gdzie widział furye niezbożne,

    Skrzydła obrócił ślicznem malowaniem różne[590];

    Nalazł Niezgodę, która na krześle siedziała,

    10255

    Nowe urzędy nowem bratom rozdawała,

    Rada, o brewiarze że namniej nie dbają, .

    W nienależące sobie sprawy się wtrącają.

    Porwał ją dobry anioł za łeb, raz nogami

    Tłucze piersi, drugi raz twarz brzydką pięściami.

    38

    10260

    Po grzbiecie, po ramionach ciężkie razy daje,

    A głowy bić złej z piekła jędze nie przestaje.

    Ta pokorniuchno prosi i obłapia nogi;

    On po staremu błagać nie daje się srogi,

    Ażby do afrykańskich obozów jechała,

    10265

    A miedzy nie z swarami gniewy rozsiewała;

    Nakoniec okrutniejszem grozi jej karaniem,

    Jeśli ich nie uczyni swem własnem mieszkaniem.

    39

    Gdy tak ramiona, głowę i grzbiet z każdej strony

    Niezgoda od anioła miała potłuczony,

    10270

    Drży nędzna i czegoś się spodziewa gorszego,

    Bieży prosto w przepaści piekła podziemnego

    I tam dwujętne miechy[591] porywa, któremi

    Waśni chce wzniecać miedzy królmi pogańskiemi,

    Aby w sercach ich znowu były odnowione,

    10275

    Co zostały przed bitwą na czas umorzone.

    40

    Rodomonta, Rugiera, króla tatarskiego

    Tak grzeje jędza brzydka, iż zaraz do swego

    Agramanta, by się bić pozwolił, bieżeli

    I wprzód słuszne przyczyny gniewów powiedzieli.

    10280

    Więc też niebezpieczeństwa nie widzą żadnego

    Od Karła: przy nich sława zwycięstwa wielkiego.

    Wzajem wszyscy chcą podledz jego rozsądkowi,

    Proszą, aby naznaczył plac pojedynkowi.

    41

    Marfiza też znać daje o przypadku swojem,

    10285

    Równem się z Tatarzynem chce rozeprzeć bojem,

    Który przedtem u źrzódła na polu poczęła

    I zniewagę z despektem nad przystojność wzięła;

    Jednej godziny nie chce czekać i borgować,

    Tak przed wszystkiemi pragnie wprzód się z nim kosztować.

    10290

    Pragnie i prosi króla, by jej zaraz z hardem

    Pojedynek pozwolił czynić Mandrykardem.

    42

    Niemniej Rodomont duży[592] chce pola pierwszego,

    Najsłuszniejsze przyczyny iż ma do swojego

    Nieprzyjaciela — mówi — które rozerwała

    10295

    Bitwa, Agramantowi gdy się pomoc dała.

    Rugier powiada, dłużej iż też trwać nie będzie,

    Aż rozbójcy, co konia wziął, na garle siędzie,

    Którego on dotychczas zatrzymał niesłusznie;

    O tę krzywdę i bić się i umrzeć chce dusznie.

    43

    10300

    Tatarzyn te niezgody zawikłańsze czynił:

    O znak w tarczy Rugiera i łajał i winił,

    Żadnem sposobem nie chciał pozwolić mu tego,

    Aby ptaka nosić miał tak, jak on, białego;

    Głupstwem, zapalczywością rozegrzany, woła,

    10305

    Iż w dziele Gradywowem wszytkiem trzem podoła,

    I razem, jeśli pole stawić śmieją, woli

    Bić się z niemi, jeżeli Agramant pozwoli.

    44

    Król prosząc, dobrodziejstwa przypomina swoje,

    Nie życzy, aby krwawe wznawiać mieli boje;

    10310

    Pokój chwali i woła, jak najbarziej może:

    Ci nie słyszą, z prośbą nic rada nie pomoże.

    Chce przynajmniej, aby to porządnie czynili,

    A w rozmierzonem placu parami się bili;

    Do czego najlepsze być losy upatruje,

    10315

    Których, aby słuchali, srodze przykazuje.

    45

    Pierwsza para Rodomont z Mandrykardem była,

    Na piśmie do szyszaka która się włożyła;

    Tych z Tatarzynem Rugier dobry naśladuje,

    W trzeciej z Rugierem królik z Sarce następuje.

    10320

    Marfizę z Mandrykardem po nich zapisano,

    Niestatecznej bogini na rozsądek dano.

    Każe król brać, aliści wyciągną pierwszego

    Rodomonta, a przy niem Tatarzyna złego.

    46

    Wnet z Mandrykardem Rugier beł zaś po tych wtóry,

    10325

    A Rodomont z Rugierem w trzeciej parze, który

    Gniewa się, iż mu miejsca los nie dał pierwszego;

    Marfizie z Mandrykardem szczęście ostatniego

    Czekać placu kazało, lecz ta marszczy czoło

    Ani chce dla tej patrzeć przyczyny wesoło.

    10330

    Niemniej Rugier, bo pierwszej pary wiedział siły,

    Boi się, by się spólną śmiercią nie skończyły.

    47

    Od Paryża na milę jedno miejsce było

    Rozkoszne, wszystkim dziwne uciechy czyniło,

    Przekopem niewysokiem wkoło obegnąne,

    10335

    Igrzyskom ponno jakiem umyślnie oddane.

    Zameczek beł tam kiedyś, pięknie wywiedziony,

    Teraz ogniem, żelazem do szczętu zniesiony;

    Drugi przy drodze widać, a podobny temu,

    Gdy z miasta ku przedmieściu idzie kto wielkiemu[593].

    48

    10340

    Tam beł plac dla tej sprawy zaraz wymierzony,

    Z drzewa krótkiego słusznem kwadratem złożony;

    Dwie bramie, dosyć wielkie, miał przeciwko sobie,

    Kształtem i urobione w jednakiej ozdobie.

    Dzień, co się zdał do bitwy sposobny królowi

    10345

    I który on rozkazał obwołać ludowi,

    Już przyszedł; przed namioty widzieć się też dają

    Rycerze, a namniejszych wymówek nie znają.

    49

    W namiecie, co rozbity beł ku zachodowi,

    Sakrypant łupież smoczą wdział Rodomontowi,

    10350

    Który olbrzyma członków dużością przemaga,

    A tej prącej naśmielszej Ferat mu pomaga.

    W tem zaś, co na wschód słońca bokiem właśnie stoi,

    Mandrykarda król Gradas w twardą zbroję stroi

    Z Falzyronem pospołu i tarcz serdecznego

    10355

    Hektora kładzie zaraz na ramieniu jego.

    50

    Król afrycki na krześle pięknem i wysokiem

    Siedział, wspaniałem patrząc po swych wojskach okiem;

    Z niem Hiszpan i Stordylan, przedniejszy panowie,

    Których czczą, ważą wszyscy pogańscy wodzowie.

    10360

    Szczęśliwy, kto pagórku dość może jakiego

    Albo drzewa, żeby mógł wszytko widzieć z niego;

    Tak wielki lud tak wielką ciżbę widząc wszędzie,

    Łamią porządek ci, co stoją w pierwszem rzędzie.

    51

    Z królową kastylijską księżny i królowe

    10365

    Siedziały, na surowy bój patrzyć gotowe;

    Inszej białej płci dosyć tak z Aragoniej,

    Jako z Granaty żyznej, więc i z Sywiliej.

    Stordyłanowa córa w pojśrzodku siedziała,

    A dwie szaty na pjzęchwał dziwnie drogie miała;

    10370

    Niedoskonale jedna czerwonawa była,

    Zielona druga, a maść jakby swą traciła.

    52

    W krótkiem ubierze stała Marfiza wspaniała,

    Jak zwykła do potrzeby bohatyrka śmiała;

    W termoodońskich polach[594] tak się ubierała

    10375

    Hipolita[595], gdy wojsko dziewcze szykowała.

    Już z rozkazania przyszli Agramantowego

    Iraldowie[596] stanowić prawa wolej jego,

    Których nie godziło się przestąpić nikomu

    I słowem i uczynkiem, ażby byli w domu.

    53

    10380

    Gęsty gmin, co beł wielką chęcią uwiedziony

    Na pojedynku widzieć bohatyry ony,

    Długo na nich czekając, srodze tęsknią sobie.

    Wtem nowy rozruch jakiś słyszą w onej dobie,

    Który z namiotu wyszedł króla tatarskiego;

    10385

    Ale przyczynę iż dał do poswarku tego

    Król serykański duży, uwierzcie bezpiecznie,

    Gdy mu Duryndanę wziąć chciał jego koniecznie.

    54

    Już beł na Mandrykarda zbroję włożył hardy

    Gradas i miecz przypasać chciał do boku twardy,

    10390

    Miecz, co go Orland w lesie zarzucił szalony,

    Kiedy różne obchodził bez rozumu strony:

    Ujrzał pismo na samem u głowice kraju

    Z herbem, który miał nosić Almont we zwyczaju;

    A tę broń zacny Orland u źrzódła jednego

    10395

    Wziął, Almonta zabiwszy w Asprmoncie dużego.

    55

    Gdy poznał Duryndanę Gradas doświadczoną[597],

    Która tak sławną była i tak ulubioną

    Pana z Anglantu bronią, dla której przeszłemi

    Czasy wyprawiwszy się z wojski przebrańszemi,

    10400

    Kastylijskie królestwo podbił i zhołdował,

    A Francyej według swej wolej rozkazował,

    Zdziwił się, ale nie mógł domyślić się tego,

    Jak się Mandrykardowi dostała od niego.

    56

    Pyta, jeżeli mocą lub przyjacielskiemi

    10405

    Otrzymał ją od niego sposoby dobremi.

    Ten powiada, iż krwawy dla miecza ostrego

    Bój miał i gwałtem go wziął od grabie mężnego,

    Który szaleństwo zmyślał w rozmajtem sposobie,

    Tusząc, iż tak pokrywszy strach, uczciwiej sobie

    10410

    Może radzić, strach, co go w ten czas trapił srodze,

    Kiedy mu Duryndanę musiał dać na drodze.

    57

    Tak o zdrowie bóbr z chciwem myśliwcem targuje,

    Na ostatek własnem je strojem okupuje.

    »Wymyślaj ty przyczyny, jakie możesz, sobie —

    10415

    »Gradas rzecze — ja pewnie miecza nie dam tobie.

    »Słów próżnych słuchać nie chcę, znam twoje wykręty

    »I rad ujźrzę, jeśli mi z ręku będzie wzięty.

    »Tak wielem na to ważył ludzi, srebra, złota,

    »A teraz czemu mój być nie ma bez kłopota?

    58