Oferta dla Przyjaciół

Czytaj teksty współczesnych autorek i autorów wcześniej niż inni. Ty decydujesz, ile płacisz!

Zadeklaruj stałą wpłatę i dołącz do Towarzystwa Przyjaciół Wolnych Lektur.

TAK, chcę dołączyć!
Nie, rezygnuję z tej oferty
1% dla Wolnych Lektur

Czy wiesz, że możesz nam pomóc rozwijać Wolne Lektury, przekazując 1% swojego podatku? To bardzo proste - wystarczy, że w zeznaniu podatkowym podasz nasz numer KRS 0000070056.

x
II (Z motywów wedyckich) →

Spis treści

    I
  1. II
  2. III
  3. IV
  4. V
  5. VI
  6. VII
  1. Anioł: 1
  2. Bóg: 1
  3. Burza: 1
  4. Ciało: 1 2 3 4 5
  5. Ciemność: 1
  6. Cierpienie: 1
  7. Czas: 1
  8. Drzewo: 1
  9. Duch: 1 2 3 4 5 6
  10. Góra: 1 2 3 4 5 6 7
  11. Kondycja ludzka: 1 2
  12. Kuszenie: 1
  13. Las: 1
  14. Łzy: 1 2
  15. Muzyka: 1
  16. Natura: 1
  17. Nieśmiertelność: 1
  18. Obraz świata: 1 2 3 4
  19. Okręt: 1
  20. Otchłań: 1 2
  21. Podróż: 1
  22. Pozory: 1 2
  23. Przestrzeń: 1
  24. Ptak: 1
  25. Rozpacz: 1 2
  26. Sen: 1 2 3
  27. Strach: 1
  28. Stworzenie: 1
  29. Śmiech: 1 2
  30. Śmierć: 1 2 3 4 5 6 7 8 9
  31. Światło: 1 2
  32. Tajemnica: 1
  33. Vanitas: 1
  34. Walka: 1
  35. Wąż: 1
  36. Woda: 1 2 3
  37. Zwątpienie: 1
  38. Życie snem: 1 2
  39. Żywioły: 1

Jan KasprowiczNad przepaściamiI

Miriamowi[1]
z szczerą przyjaźnią.

I

Ciemność, Góra, Otchłań, ŚmierćOlbrzymie baszty stromych skał
Spadają w głąb bezdenną,
Gdzie fale mgławic wicher zwiał
W toń nieruchomą, senną.
W słońcu goreje szczytów skroń,
Smug opalowy spada
W mgieł nieruchomą, senną toń,
Gdzie śmierć spoczywa blada.
Lśni się w opalach wiewny puch
Mgły błękitnawo–mlecznej,
Ciało, DuchA ponad śmiercią ludzki duch
Zawisł, jak blask słoneczny.
Ciała przytulił ogrom skał,
W przepaściach śmierć pod nami,
A duch, zrzuciwszy brzemię ciał,
Zawisł nad przepaściami.

II

GóraNa głaźnych[2] stokach drzemie las
W błękitnej mgieł oponie —
W ten południowy, cichy czas,
Co wokół żarem płonie.
Burza, ŻywiołyWczoraj tu szalał błysk i grom,
Burza waliła kłody,
Sen, WodaDziś towarzyszy cichym snom
Szept wysrebrzonej wody.
ŚmierćWczoraj z tych bezdni[3] wyszła śmierć,
Opoki pod nią drżały,
A dziś się skrada na jej perć[4]
Sierpniowy wiew nieśmiały.
Duch, Woda, Życie snemLśni niezmącona jezior toń
Pośród urwistych zboczy,
Gdzie wczoraj śmierci groźna dłoń
Gasiła blask przezroczy.
Jako źrenica szklana lśni
Tej ekstatycznej duszy,
Co pragnie przejrzeć tajność dni
W przyszłości strasznej głuszy.
Co pragnie przeciąć gruby len,
Rozedrzeć mgieł okrycie,
Otaczające — wieczny sen,
Czy też wieczyste życie?..

III

Duch, Góra, ŚwiatłoNad przepaściami ludzki duch
Zawisnął nieruchomy,
Wpatrzony w światła ciągły ruch,
W słonecznych nieb ogromy.
Wokół jasności taka moc
Wypełnia widnokręgi,
Jakby świat nie znał, czym jest noc,
Czym skryte jej potęgi.
NaturaNa miękką zieleń halnych łąk,
Na kamieniste ławy
Blask z niewidzialnych płynie rąk,
Perłowy lub złotawy.
Skrzy się i pali każdy głaz,
Siklawa[5] ognie ciska,
Bór rozbłękitniał, tęczy pas
Wiesza się na urwiska.
Tonie w światłościach ludzki duch,
Jak nurek w mórz głębinie;
Zlewa się razem wzrok i słuch
Granica zmysłów ginie.
Co było przedtem mocą barw,
Śród falistego drżenia
Staje się dźwiękiem setnych harf,
W melodię się przemienia.
Ponad przepaście, ponad żleb[6],
Gdzie śmierć cierpliwa drzemie,
Rozbrzmiały hymny jasnych nieb
I ogarniają ziemię.
Nieśmiertelność, Obraz świataPonad łańcuchy lśnistych gór
Płynąc falami słońca,
Anioł, MuzykaŚpiewa anielski, wieszczy chór,
Że trwaniom nie ma końca.
Pozory, ŚmierćŚpiewa — a pieśń ta jako chrzest,
Odradzający wiarą —,
Że tylko życie prawdą jest,
A śmierć jest złudną marą.
Śpiewa, akordów dziwny tok
Śląc na promienne drogi,
Że złudą tylko cień i mrok,
Że płód to ludzkiej trwogi.
Że prawdą światło, pełne łask,
Że nad tych dni zamętem
W spokój swój każdy łączy blask
W Wieczystym, w Niepojętem.
I dalej śpiewa złota pieśń,
Mknąc znikającym łanem,
Że widomego świata cieśń
Rozszerza się w Nieznanem.
CiałoW nieznanym oku ziemskich dusz,
Spowitych w ciał osłony,
Ćmiące niezgasłych odblask zórz,
Z bożego tchu zrodzony.
Ale kto starga przędzę ciał,
Ten, pijąc z czar zachwytu,
Będzie świadomość jasną miał
Bezkresowego bytu…

IV

Duch, GóraMgieł opalowych wiewny len
Otula strome głazy,
SenA duch nad mgłami zapadł w sen,
W promienny sen ekstazy.
Ponad skalisty wzniósł się loch,
Nad śmierci żlebne cienie,
CiałoStracił sprzed oczu ciała proch,
Wieczności ma widzenie.
Kroplą dżdżu wrócił do swych mórz,
Do pierwotnego łona:
Czas, Przestrzeń, StworzenieGranice czasu znikły już,
Gdzież przestrzeń określona?
W bezmiarze świetlnych tęcz i łun,
W błękitów, w barw bezkresie
Cicho sferycznych nuta strun
W słodkich się szumach niesie.
Bóg, Obraz świataPrzesłodkich szumów żaden zgrzyt
Nie skłóci w tym bezmiarze,
Gdzie bezkresowy twórczy byt
Rozlewa swe miraże.
Gdzie tajemniczy, wielki „on”,
Obcy ziemskiemu oku,
Wysnuwa z siebie plonów plon
W nieustającym toku.
Gdzie „on”, co jeden jest i wraz
Milionem jest milionów,
Wchłania znów w siebie w ciągły czas.
Pierwiastki swoich plonów.
I, niby świetlny, wiewny puch,
Wzniósłszy się do tych szczytów
SenWe śnie ekstazy, ludzki duch
Stapia się z bytem bytów.
Ale jak kropla blask ma swój
W blaskach wielkiego morza,
Gdy na nie ogni złoty zdrój
Poranna zleje zorza:
ŚwiatłoTak duch swym własnym światłem lśni,
W światłości tej bezkresie,
Co jest początkiem ziemskich dni,
Co źródłem życia zwie się.
Dziwnych zespoleń święty chrzest
Natury mu nie zmienia:
On czuje rozkosz, że on jest,
I rozkosz ma tworzenia.
On ma świadomość swoich sił,
On wie, że wnika wszędzie,
Że mu początek obcy był,
Że końca mieć nie będzie.
On w skojarzeniu widzi tem,
Że, jako on, świadomie
Wypełnia ogrom swoim tchem
I mieści się w atomie.
W ten bezgraniczny wszedłszy chram,
On dzisiaj czuje w sobie,
Że żyje dalej w nim, co tam
W ponurym legło grobie:
Słońca i gwiazdy, które już
Zagasły ludzkim oczom,
Ognie rozpierzchłych dawno zórz
W nim swoje blaski toczą.
Długich pokoleń rojny tłum,
Co zginął w czasu fali,
Zgniłych już dębów zgłuchły szum
W nim ciągle żyje dalej.
Barwy zdeptanych dawno ziół,
Traw pokoszonych wonie,
Wody, po których został muł,
Wciąż żyją w jego łonie.
Myśl, co rozparła ludzki mózg,
I instynkt, co był w płazie,
Wielkie uczucie, co od rózg
Zginęło jak w ekstazie;
Wola i zmarły odruch ciał,
Bytów materia wszystka,
Szept, co go z wargi powiew zwiał,
Przelotne drgnięcie listka:
Cały ten bezmiar, bezlik ten
Życioświadczego ruchu,
Co tam snać[7] w wieczny zapadł sen,
Tu wiecznie żyje w duchu.
I on, zlan z bytów bytem on,
On, co w tworzenia niebie
Wysnuwa z siebie plonów plon
I znów go wchłania w siebie[8]
Śmierć, PozoryOn, co na słońca wzniósł się perć,
Zrzuciwszy ciał okrycie,
On wie, że złudą li jest śmierć,
A zasię prawdą: życie!

V

Duch, GóraPonad olbrzymie baszty skał,
Nad śmierci mgławe cienie
Duch się unosi — duch, co miał
Wieczności przywidzenie.
Wzniósł się, jak gdyby w blasku zórz,
Nad przepaść, nad głęboką,
Podróż, Walka, Kondycja ludzkaA tam od dołu innych dusz
Ciche się cienie wloką.
Pną się w promienny, stromy szczyt,
Nad żleby, ponad granie —
W górę, gdzie wieczny dzierży byt
Nad śmiercią panowanie.
Tak się leniwie pną w ten smug,
Z słonecznych skier utkany,
Jak gdyby miały u swych nóg
Ciężary i kajdany.
Tak się czepiają ostrych ścian,
Tak przy tym kurczą ręce,
Jak pod pieczeniem krwawych ran,
Jak w boleściwej męce.
Tak odwracają błędny wzrok,
Snać bielmem przysłonięty,
Jak gdyby wrogów czarny tłok
Nastawał im na pięty.
Nieraz się potkną, tak się pnąc
Tą przepaścistą percią,
Opiłe winem szczytnych żądz,
By górę wziąć nad śmiercią…
ŚmiechNieraz się potkną — wtedy śmiech
Rozlega się w przestworzu
Tysiącem strasznych, dzikich ech,
Jak echa burz na morzu.
Jak przeraźliwe echa burz,
Gdy z nieb padają gromy,
A wielkie statki idą już
Na drzazgi i na złomy.
ŚmierćTo śmierć wysłała z swoich nor
Widm rozpętane moce
Na ten urwisty, skalny tor,
Skąd wieczny byt migoce;
PtakTo niepewności straszny ptak
Bije ciemnymi pióry:
Cień jego pada na ten szlak,
Co wiedzie w jasne góry.
CiałoWyrzut się zrywa, niby szał,
Zadaje duszom razy,
Że obłamują kwiat swych ciał
O te krzemienne głazy.
Że pnąc się w sfery marnych złud,
Nie pomną w swej podróży,
Iż ten nadludzki, płonny trud Rozkwitom ciał nie służy.
Wąż, Kuszenie, ZwątpienieI wraz świadomość w ślad tych mąk,
Niby potworna żmija,
Ten swój oślizły pręży krąg,
W dusze się żądłem wpija.
Wpija się w duszę olbrzym wąż,
Ze swojej rad zdobyczy,
Wyrywa wszystką siły miąż[9]
I syczy, syczy, syczy…
Syczy, że wieki ziemski lud
Wyprawiał swe wybrance
Do tych tajemnych życia wrót,
Na te zawrotne krańce.
I że już długich wieków wiek,
Wspinając się daremnie,
Upadał w przepaść słaby człek,
W jej nieprzejrzane ciemnie.
Że do padolnych tylko niw
Przyrosły byt człowieka:
Tu on kwitnący, tu on żyw,
Aż — końca się doczeka…
I syczy, syczy potwór–gad
Na tej przepastnej perci,
Śmierć, VanitasŻe wszystko: człowiek, zwierz i kwiat
Podlega jednej śmierci.
Że śmierć nad wszystkim tron ma swój,
Owity w groźne cienie,
Że zmienia wszystko w rozkład, w gnój
I w mrok i w zapomnienie.
Tak syczy… syczy… na ten syk,
Wijący się u zboczy,
StrachTrwoga wyrzuca z siebie krzyk,
Z ust białą pianę toczy
Rozpacz, ŚmiechRozpacz, idąca, niby straż,
W ślady błędnego grona,
Wykrzywia z śmiechu bladą twarz,
Wykręca swe ramiona…

VI

Straszna świadomość końca —
Zmieniają w zamęt cichy czas
Południowego słońca.
Syk, krzyk, płacz, jęk i szału śmiech
I westchnień szept głęboki
GóraLeją się ciężką falą ech
Na szczyty i na stoki.
ŁzyZ każdego żlebu ciemnych gór,
Z każdej przepaści mgławej
Jęk się dobywa: wzdycha bór
I płacze pas siklawy.
Potok odbrzmiewa jęków tchom,
Cały w łkających pianach;
Szaleje głazów szary złom,
Skacząc po zdartych ścianach.
Z opocznych szczelin[10], z skrytych jam,
Z wnętrza ponurej puszczy,
Jak długie pasmo mgławych plam,
Snuje się widmo tłuszczy.
Snuje się, wzmaga, gęsty kłąb
Wypełnia przestwór cały;
Szczytów zszarpanych zniknął zrąb,
Znikły urwiste skały.
Świat na nie spłynął, wszystek świat
Po tych przestworach sunie —
Za nim tysiące idą lat
W rozwianym w krąg całunie.
ŚmierćŚwiat tutaj spłynął… Łzy, Obraz świataŁzy do stóp
Zlewają się zmroczone:
Ten płacze ojca, a ten w grób
Najdroższą niesie żonę.
Temu już w piersi zbrakło tchnień:
Na wieki żegna dziecię!
Rośnie łez fala… straszny dzień!…
O świecie! świecie! świecie!
Twojej boleści gdzie jest kres?
Gdzie raju ciche niwy?
O świecie! świecie! ziemio łez,
O świecie nieszczęśliwy!…
Fala łez rośnie… W bezmiar mórz
Ta fala łez wyrosła…
Chwila — a świat pochłonie już —
OkrętA gdzież jest łódź? gdzie wiosła?
ŚmierćBez łodzi, wioseł, w smutku dal
Posępny orszak płynie
Po tym bezmiarze słonych fal,
Po wzdętej łez głębinie.
Trumny porywa gorzki wir,
W bolesną pędzi sferę;
Za nimi żywy płynie kir[11]
I jęczy „Miserere”[12].
Płynie — ach! dokąd? gdzież jest kres?
Kiedyż się ból twój prześni?
O świecie! świecie! ziemio łez!
Kraju pogrzebnej pieśni!
Płynie — ach! dokąd? tam, gdzie łan
Wielkiego cmentarzyska,
Gdzie myśli ludzkiej kres jest dan,
Gdzie fosfor prawdy błyska.
Gdzie myśl, co biegła w słońca wyż,
Ku niezgłębionej treści,
Płacząc całuje drogi krzyż
I słania się z boleści.
Życie snemGdzie myśl, odziana w czarny len,
W żałoby to okrycie,
Przestaje pytać: wieczny sen,
Czy też wieczyste życie?

VII

GóraCisza… sierpniowy jasny dzień
Otula widma szczytów
Wiewną powłoką ciepłych tchnień,
Idących z nieb błękitów.
Drzewo, LasNa stromych stokach lśnistych[13] gór,
Wsparty o głaźne ściany,
Śni, marzy, drzemie cichy bór,
W błękitne mgły odziany.
Czasem się ozwie dusza drzew
I z cicha coś poszepce,
Gdy je pogładzi cichy wiew,
Co skalne trawy depce.
WodaPotok, w słonecznych złocie skier,
Szemrze w kamiennym łożu;
Falami cichy idzie szmer,
Rozpływa się w przestworzu.
Między szczątkami zdartych pni,
Między szarymi ławy
W cichej kotlinie szkliwość lśni:
Milczące, ciche stawy.
TajemnicaZnieruchomioną, dziwną krucz[14]
Mają te wód źrenice:
Snać kryje głębia stawnych ócz
Niezgadłą tajemnicę!…
Śmierć, OtchłańGłaz niewidzialna rzuca dłoń…
I głaz szczytowy spada
W przepaści cichą, mgławą toń,
Gdzie śmierć spoczywa blada.
CiałoPonad przepaścią, której głąb
Pomroka mgieł schowała,
Na skał wirchowych wszedłszy zrąb,
Leżą śmiertelne ciała.
DuchDo ciał powrócił ludzki duch —
Dziwną przebywszy drogę,
Spojrzał w przepastnych mgławic puch
I czuje trwogę — trwogę…

Przypisy

[1]

Miriam — pseud. Zenona Przesmyckiego, założyciela i redaktora młodopolskiego pisma »Chimera«; odkrywca pism C. K. Norwida. [przypis edytorski]

[2]

głaźnych — pokrytych głazami. [przypis edytorski]

[3]

bezdeń — przepaść (bez dna). [przypis edytorski]

[4]

perć — szlak, ścieżka biegnąca szczytami gór. [przypis edytorski]

[5]

Siklawa — największy wodospad w Polsce, znajdujący się w Tatrach; tu: każdy górski wodospad. [przypis edytorski]

[6]

żleb — podłużne, rynnowate zagłębienie w skale biegnące w dół stoku, powstałe wskutek erozji skalnej. [przypis edytorski]

[7]

snać — pewnie, prawdopodobnie, przecież. [przypis edytorski]

[8]

On, co w tworzenia niebie… — w całym powyższym fragmencie mamy do czynienia z koncepcją Boga wiecznie stwarzającego, a przy tym jednocześnie zawierającego się w świecie stworzonym, jak i wobec niego transcendentnego. Jest to odmiana panteizmu, zwana niekiedy panenteizmem, w romantyzmie rozwijana przez niektórych polskich filozofów, ale także poetów, np. Z. Krasińskiego, do którego idei Kasprowicz chętnie w wielu swych utworach sięga. [przypis edytorski]

[9]

miąż — miąższ; najistotniejsza treść. [przypis edytorski]

[10]

opoczne szczeliny — szczeliny skalne (od: opoka, czyli skała). [przypis edytorski]

[11]

kir — żałobna, czarna tkanina. [przypis edytorski]

[12]

miserere (łac.) — zmiłuj się. [przypis edytorski]

[13]

lśnistych — lśniących. [przypis edytorski]

[14]

krucz — czerń. [przypis edytorski]

Close
Please wait...
x