TPWL

Wolne Lektury potrzebują pomocy! Wesprzyj bezpłatną bibliotekę internetową i przeczytaj opowiadanie Pawła Sołtysa napisane specjalnie dla Ciebie.

x

Spis treści

    I
  1. II
  2. III
  3. IV
  4. V
  5. VI
  6. VII
  1. Anioł: 1
  2. Bóg: 1
  3. Burza: 1
  4. Ciało: 1 2 3 4 5
  5. Ciemność: 1
  6. Cierpienie: 1
  7. Czas: 1
  8. Drzewo: 1
  9. Duch: 1 2 3 4 5 6
  10. Góra: 1 2 3 4 5 6 7
  11. Kondycja ludzka: 1 2
  12. Kuszenie: 1
  13. Las: 1
  14. Łzy: 1 2
  15. Muzyka: 1
  16. Natura: 1
  17. Nieśmiertelność: 1
  18. Obraz świata: 1 2 3 4
  19. Okręt: 1
  20. Otchłań: 1 2
  21. Podróż: 1
  22. Pozory: 1 2
  23. Przestrzeń: 1
  24. Ptak: 1
  25. Rozpacz: 1 2
  26. Sen: 1 2 3
  27. Strach: 1
  28. Stworzenie: 1
  29. Śmiech: 1 2
  30. Śmierć: 1 2 3 4 5 6 7 8 9
  31. Światło: 1 2
  32. Tajemnica: 1
  33. Vanitas: 1
  34. Walka: 1
  35. Wąż: 1
  36. Woda: 1 2 3
  37. Zwątpienie: 1
  38. Życie snem: 1 2
  39. Żywioły: 1

Jan KasprowiczNad przepaściamiI

Miriamowi[1]

z szczerą przyjaźnią.

I

1

Ciemność, Góra, Otchłań, ŚmierćOlbrzymie baszty stromych skał

Spadają w głąb bezdenną,

Gdzie fale mgławic wicher zwiał

W toń nieruchomą, senną.

5

W słońcu goreje szczytów skroń,

Smug opalowy spada

W mgieł nieruchomą, senną toń,

Gdzie śmierć spoczywa blada.

Lśni się w opalach wiewny puch

10

Mgły błękitnawo–mlecznej,

Ciało, DuchA ponad śmiercią ludzki duch

Zawisł, jak blask słoneczny.

Ciała przytulił ogrom skał,

W przepaściach śmierć pod nami,

15

A duch, zrzuciwszy brzemię ciał,

Zawisł nad przepaściami.

II

GóraNa głaźnych[2] stokach drzemie las

W błękitnej mgieł oponie —

W ten południowy, cichy czas,

20

Co wokół żarem płonie.

Burza, ŻywiołyWczoraj tu szalał błysk i grom,

Burza waliła kłody,

Sen, WodaDziś towarzyszy cichym snom

Szept wysrebrzonej wody.

25

ŚmierćWczoraj z tych bezdni[3] wyszła śmierć,

Opoki pod nią drżały,

A dziś się skrada na jej perć[4]

Sierpniowy wiew nieśmiały.

Duch, Woda, Życie snemLśni niezmącona jezior toń

30

Pośród urwistych zboczy,

Gdzie wczoraj śmierci groźna dłoń

Gasiła blask przezroczy.

Jako źrenica szklana lśni

Tej ekstatycznej duszy,

35

Co pragnie przejrzeć tajność dni

W przyszłości strasznej głuszy.

Co pragnie przeciąć gruby len,

Rozedrzeć mgieł okrycie,

Otaczające — wieczny sen,

40

Czy też wieczyste życie?..

III

Duch, Góra, ŚwiatłoNad przepaściami ludzki duch

Zawisnął nieruchomy,

Wpatrzony w światła ciągły ruch,

W słonecznych nieb ogromy.

45

Wokół jasności taka moc

Wypełnia widnokręgi,

Jakby świat nie znał, czym jest noc,

Czym skryte jej potęgi.

NaturaNa miękką zieleń halnych łąk,

50

Na kamieniste ławy

Blask z niewidzialnych płynie rąk,

Perłowy lub złotawy.

Skrzy się i pali każdy głaz,

Siklawa[5] ognie ciska,

55

Bór rozbłękitniał, tęczy pas

Wiesza się na urwiska.

Tonie w światłościach ludzki duch,

Jak nurek w mórz głębinie;

Zlewa się razem wzrok i słuch

60

Granica zmysłów ginie.

Co było przedtem mocą barw,

Śród falistego drżenia

Staje się dźwiękiem setnych harf,

W melodię się przemienia.

65

Ponad przepaście, ponad żleb[6],

Gdzie śmierć cierpliwa drzemie,

Rozbrzmiały hymny jasnych nieb

I ogarniają ziemię.

Nieśmiertelność, Obraz świataPonad łańcuchy lśnistych gór

70

Płynąc falami słońca,

Anioł, MuzykaŚpiewa anielski, wieszczy chór,

Że trwaniom nie ma końca.

Pozory, ŚmierćŚpiewa — a pieśń ta jako chrzest,

Odradzający wiarą —,

75

Że tylko życie prawdą jest,

A śmierć jest złudną marą.

Śpiewa, akordów dziwny tok

Śląc na promienne drogi,

Że złudą tylko cień i mrok,

80

Że płód to ludzkiej trwogi.

Że prawdą światło, pełne łask,

Że nad tych dni zamętem

W spokój swój każdy łączy blask

W Wieczystym, w Niepojętem.

85

I dalej śpiewa złota pieśń,

Mknąc znikającym łanem,

Że widomego świata cieśń

Rozszerza się w Nieznanem.

CiałoW nieznanym oku ziemskich dusz,

90

Spowitych w ciał osłony,

Ćmiące niezgasłych odblask zórz,

Z bożego tchu zrodzony.

Ale kto starga przędzę ciał,

Ten, pijąc z czar zachwytu,

95

Będzie świadomość jasną miał

Bezkresowego bytu…

IV

Duch, GóraMgieł opalowych wiewny len

Otula strome głazy,

SenA duch nad mgłami zapadł w sen,

100

W promienny sen ekstazy.

Ponad skalisty wzniósł się loch,

Nad śmierci żlebne cienie,

CiałoStracił sprzed oczu ciała proch,

Wieczności ma widzenie.

105

Kroplą dżdżu wrócił do swych mórz,

Do pierwotnego łona:

Czas, Przestrzeń, StworzenieGranice czasu znikły już,

Gdzież przestrzeń określona?

W bezmiarze świetlnych tęcz i łun,

110

W błękitów, w barw bezkresie

Cicho sferycznych nuta strun

W słodkich się szumach niesie.

Bóg, Obraz świataPrzesłodkich szumów żaden zgrzyt

Nie skłóci w tym bezmiarze,

115

Gdzie bezkresowy twórczy byt

Rozlewa swe miraże.

Gdzie tajemniczy, wielki „on”,

Obcy ziemskiemu oku,

Wysnuwa z siebie plonów plon

120

W nieustającym toku.

Gdzie „on”, co jeden jest i wraz

Milionem jest milionów,

Wchłania znów w siebie w ciągły czas.

Pierwiastki swoich plonów.

125

I, niby świetlny, wiewny puch,

Wzniósłszy się do tych szczytów

SenWe śnie ekstazy, ludzki duch

Stapia się z bytem bytów.

Ale jak kropla blask ma swój

130

W blaskach wielkiego morza,

Gdy na nie ogni złoty zdrój

Poranna zleje zorza:

ŚwiatłoTak duch swym własnym światłem lśni,

W światłości tej bezkresie,

135

Co jest początkiem ziemskich dni,

Co źródłem życia zwie się.

Dziwnych zespoleń święty chrzest

Natury mu nie zmienia:

On czuje rozkosz, że on jest,

140

I rozkosz ma tworzenia.

On ma świadomość swoich sił,

On wie, że wnika wszędzie,

Że mu początek obcy był,

Że końca mieć nie będzie.

145

On w skojarzeniu widzi tem,

Że, jako on, świadomie

Wypełnia ogrom swoim tchem

I mieści się w atomie.

W ten bezgraniczny wszedłszy chram,

150

On dzisiaj czuje w sobie,

Że żyje dalej w nim, co tam

W ponurym legło grobie:

Słońca i gwiazdy, które już

Zagasły ludzkim oczom,

155

Ognie rozpierzchłych dawno zórz

W nim swoje blaski toczą.

Długich pokoleń rojny tłum,

Co zginął w czasu fali,

Zgniłych już dębów zgłuchły szum

160

W nim ciągle żyje dalej.

Barwy zdeptanych dawno ziół,

Traw pokoszonych wonie,

Wody, po których został muł,

Wciąż żyją w jego łonie.

165

Myśl, co rozparła ludzki mózg,

I instynkt, co był w płazie,

Wielkie uczucie, co od rózg

Zginęło jak w ekstazie;

Wola i zmarły odruch ciał,

170

Bytów materia wszystka,

Szept, co go z wargi powiew zwiał,

Przelotne drgnięcie listka:

Cały ten bezmiar, bezlik ten

Życioświadczego ruchu,

175

Co tam snać[7] w wieczny zapadł sen,

Tu wiecznie żyje w duchu.

I on, zlan z bytów bytem on,

On, co w tworzenia niebie

Wysnuwa z siebie plonów plon

180

I znów go wchłania w siebie[8]

Śmierć, PozoryOn, co na słońca wzniósł się perć,

Zrzuciwszy ciał okrycie,

On wie, że złudą li jest śmierć,

A zasię prawdą: życie!

V

185

Duch, GóraPonad olbrzymie baszty skał,

Nad śmierci mgławe cienie

Duch się unosi — duch, co miał

Wieczności przywidzenie.

Wzniósł się, jak gdyby w blasku zórz,

190

Nad przepaść, nad głęboką,

Podróż, Walka, Kondycja ludzkaA tam od dołu innych dusz

Ciche się cienie wloką.

Pną się w promienny, stromy szczyt,

Nad żleby, ponad granie —

195

W górę, gdzie wieczny dzierży byt

Nad śmiercią panowanie.

Tak się leniwie pną w ten smug,

Z słonecznych skier utkany,

Jak gdyby miały u swych nóg

200

Ciężary i kajdany.

Tak się czepiają ostrych ścian,

Tak przy tym kurczą ręce,

Jak pod pieczeniem krwawych ran,

Jak w boleściwej męce.

205

Tak odwracają błędny wzrok,

Snać bielmem przysłonięty,

Jak gdyby wrogów czarny tłok

Nastawał im na pięty.

Nieraz się potkną, tak się pnąc

210

Tą przepaścistą percią,

Opiłe winem szczytnych żądz,

By górę wziąć nad śmiercią…

ŚmiechNieraz się potkną — wtedy śmiech

Rozlega się w przestworzu

215

Tysiącem strasznych, dzikich ech,

Jak echa burz na morzu.

Jak przeraźliwe echa burz,

Gdy z nieb padają gromy,

A wielkie statki idą już

220

Na drzazgi i na złomy.

ŚmierćTo śmierć wysłała z swoich nor

Widm rozpętane moce

Na ten urwisty, skalny tor,

Skąd wieczny byt migoce;

225

PtakTo niepewności straszny ptak

Bije ciemnymi pióry:

Cień jego pada na ten szlak,

Co wiedzie w jasne góry.

CiałoWyrzut się zrywa, niby szał,

230

Zadaje duszom razy,

Że obłamują kwiat swych ciał

O te krzemienne głazy.

Że pnąc się w sfery marnych złud,

Nie pomną w swej podróży,

235

Iż ten nadludzki, płonny trud Rozkwitom ciał nie służy.

Wąż, Kuszenie, ZwątpienieI wraz świadomość w ślad tych mąk,

Niby potworna żmija,

Ten swój oślizły pręży krąg,

W dusze się żądłem wpija.

240

Wpija się w duszę olbrzym wąż,

Ze swojej rad zdobyczy,

Wyrywa wszystką siły miąż[9]

I syczy, syczy, syczy…

Syczy, że wieki ziemski lud

245

Wyprawiał swe wybrance

Do tych tajemnych życia wrót,

Na te zawrotne krańce.

I że już długich wieków wiek,

Wspinając się daremnie,

250

Upadał w przepaść słaby człek,

W jej nieprzejrzane ciemnie.

Że do padolnych tylko niw

Przyrosły byt człowieka:

Tu on kwitnący, tu on żyw,

255

Aż — końca się doczeka…

I syczy, syczy potwór–gad

Na tej przepastnej perci,

Śmierć, VanitasŻe wszystko: człowiek, zwierz i kwiat

Podlega jednej śmierci.

260

Że śmierć nad wszystkim tron ma swój,

Owity w groźne cienie,

Że zmienia wszystko w rozkład, w gnój

I w mrok i w zapomnienie.

Tak syczy… syczy… na ten syk,

265

Wijący się u zboczy,

StrachTrwoga wyrzuca z siebie krzyk,

Z ust białą pianę toczy

Rozpacz, ŚmiechRozpacz, idąca, niby straż,

W ślady błędnego grona,

270

Wykrzywia z śmiechu bladą twarz,

Wykręca swe ramiona…

VI

Cierpienie, Kondycja ludzka, Obraz świata, RozpaczRozpacz i trwoga i ów płaz —

Straszna świadomość końca —

Zmieniają w zamęt cichy czas

275

Południowego słońca.

Syk, krzyk, płacz, jęk i szału śmiech

I westchnień szept głęboki

GóraLeją się ciężką falą ech

Na szczyty i na stoki.

280

ŁzyZ każdego żlebu ciemnych gór,

Z każdej przepaści mgławej

Jęk się dobywa: wzdycha bór

I płacze pas siklawy.

Potok odbrzmiewa jęków tchom,

285

Cały w łkających pianach;

Szaleje głazów szary złom,

Skacząc po zdartych ścianach.

Z opocznych szczelin[10], z skrytych jam,

Z wnętrza ponurej puszczy,

290

Jak długie pasmo mgławych plam,

Snuje się widmo tłuszczy.

Snuje się, wzmaga, gęsty kłąb

Wypełnia przestwór cały;

Szczytów zszarpanych zniknął zrąb,

295

Znikły urwiste skały.

Świat na nie spłynął, wszystek świat

Po tych przestworach sunie —

Za nim tysiące idą lat

W rozwianym w krąg całunie.

300

ŚmierćŚwiat tutaj spłynął… Łzy, Obraz świataŁzy do stóp

Zlewają się zmroczone:

Ten płacze ojca, a ten w grób

Najdroższą niesie żonę.

Temu już w piersi zbrakło tchnień:

305

Na wieki żegna dziecię!

Rośnie łez fala… straszny dzień!…

O świecie! świecie! świecie!

Twojej boleści gdzie jest kres?

Gdzie raju ciche niwy?

310

O świecie! świecie! ziemio łez,

O świecie nieszczęśliwy!…

Fala łez rośnie… W bezmiar mórz

Ta fala łez wyrosła…

Chwila — a świat pochłonie już —

315

OkrętA gdzież jest łódź? gdzie wiosła?

ŚmierćBez łodzi, wioseł, w smutku dal

Posępny orszak płynie

Po tym bezmiarze słonych fal,

Po wzdętej łez głębinie.

320

Trumny porywa gorzki wir,

W bolesną pędzi sferę;

Za nimi żywy płynie kir[11]

I jęczy „Miserere”[12].

Płynie — ach! dokąd? gdzież jest kres?

325

Kiedyż się ból twój prześni?

O świecie! świecie! ziemio łez!

Kraju pogrzebnej pieśni!

Płynie — ach! dokąd? tam, gdzie łan

Wielkiego cmentarzyska,

330

Gdzie myśli ludzkiej kres jest dan,

Gdzie fosfor prawdy błyska.

Gdzie myśl, co biegła w słońca wyż,

Ku niezgłębionej treści,

Płacząc całuje drogi krzyż

335

I słania się z boleści.

Życie snemGdzie myśl, odziana w czarny len,

W żałoby to okrycie,

Przestaje pytać: wieczny sen,

Czy też wieczyste życie?

VII

340

GóraCisza… sierpniowy jasny dzień

Otula widma szczytów

Wiewną powłoką ciepłych tchnień,

Idących z nieb błękitów.

Drzewo, LasNa stromych stokach lśnistych[13] gór,

345

Wsparty o głaźne ściany,

Śni, marzy, drzemie cichy bór,

W błękitne mgły odziany.

Czasem się ozwie dusza drzew

I z cicha coś poszepce,

350

Gdy je pogładzi cichy wiew,

Co skalne trawy depce.

WodaPotok, w słonecznych złocie skier,

Szemrze w kamiennym łożu;

Falami cichy idzie szmer,

355

Rozpływa się w przestworzu.

Między szczątkami zdartych pni,

Między szarymi ławy

W cichej kotlinie szkliwość lśni:

Milczące, ciche stawy.

360

TajemnicaZnieruchomioną, dziwną krucz[14]

Mają te wód źrenice:

Snać kryje głębia stawnych ócz

Niezgadłą tajemnicę!…

Śmierć, OtchłańGłaz niewidzialna rzuca dłoń…

365

I głaz szczytowy spada

W przepaści cichą, mgławą toń,

Gdzie śmierć spoczywa blada.

CiałoPonad przepaścią, której głąb

Pomroka mgieł schowała,

370

Na skał wirchowych wszedłszy zrąb,

Leżą śmiertelne ciała.

DuchDo ciał powrócił ludzki duch —

Dziwną przebywszy drogę,

Spojrzał w przepastnych mgławic puch

375

I czuje trwogę — trwogę…

Przypisy

[1]

Miriam — pseud. Zenona Przesmyckiego, założyciela i redaktora młodopolskiego pisma »Chimera«; odkrywca pism C. K. Norwida. [przypis edytorski]

[2]

głaźnych — pokrytych głazami. [przypis edytorski]

[3]

bezdeń — przepaść (bez dna). [przypis edytorski]

[4]

perć — szlak, ścieżka biegnąca szczytami gór. [przypis edytorski]

[5]

Siklawa — największy wodospad w Polsce, znajdujący się w Tatrach; tu: każdy górski wodospad. [przypis edytorski]

[6]

żleb — podłużne, rynnowate zagłębienie w skale biegnące w dół stoku, powstałe wskutek erozji skalnej. [przypis edytorski]

[7]

snać — pewnie, prawdopodobnie, przecież. [przypis edytorski]

[8]

On, co w tworzenia niebie… — w całym powyższym fragmencie mamy do czynienia z koncepcją Boga wiecznie stwarzającego, a przy tym jednocześnie zawierającego się w świecie stworzonym, jak i wobec niego transcendentnego. Jest to odmiana panteizmu, zwana niekiedy panenteizmem, w romantyzmie rozwijana przez niektórych polskich filozofów, ale także poetów, np. Z. Krasińskiego, do którego idei Kasprowicz chętnie w wielu swych utworach sięga. [przypis edytorski]

[9]

miąż — miąższ; najistotniejsza treść. [przypis edytorski]

[10]

opoczne szczeliny — szczeliny skalne (od: opoka, czyli skała). [przypis edytorski]

[11]

kir — żałobna, czarna tkanina. [przypis edytorski]

[12]

miserere (łac.) — zmiłuj się. [przypis edytorski]

[13]

lśnistych — lśniących. [przypis edytorski]

[14]

krucz — czerń. [przypis edytorski]

Close
Please wait...