Wolne Lektury potrzebują pomocy...

Wspólnie budujemy najpopularniejszą bibliotekę internetową w Polsce.

Dzięki Twojej wpłacie uwolnimy kolejną książkę. Przeczytają ją tysiące dzieciaków!


Dorzucisz się?

Jasne, dorzucam się!
Tym razem nie, chcę przejść do biblioteki
Znajdź nas na YouTube

Audiobooki Wolnych Lektur znajdziesz na naszym kanale na YouTube.
Kliknij, by przejść do audiobooków.

x

Spis treści

    1. Bóg: 1
    2. Dar: 1 2
    3. Dziecko: 1 2 3
    4. Gniew: 1
    5. Kobieta: 1 2 3
    6. Kobieta demoniczna: 1
    7. Kondycja ludzka: 1 2
    8. Los: 1
    9. Małżeństwo: 1
    10. Matka: 1
    11. Milczenie: 1
    12. Miłość: 1
    13. Morderstwo: 1
    14. Nienawiść: 1
    15. Ogień: 1
    16. Pan: 1
    17. Pogarda: 1
    18. Prawo: 1
    19. Przysięga: 1
    20. Sługa: 1 2
    21. Smutek: 1
    22. Śmierć: 1
    23. Śpiew: 1
    24. Tęsknota: 1
    25. Trucizna: 1
    26. Zdrada: 1
    27. Zemsta: 1 2

    Uwspółcześnienia:

    Pisownia łączna/rozdzielna, np.: niema -> nie ma, nie łatwa -> niełatwa, nie wiele -> niewiele, pokryjomu -> po kryjomu, wogóle -> w ogóle, coprędzej -> co prędzej, śnieżno-białą -> śnieżnobiałą, dla czego -> dlaczego, z pośród -> spośród, z pod -> spod, w tem -> wtem tem, czem, swem -> tym, czym, swym (z wyjątkiem pozycji rymowej)

    Pisownia joty, np.: Peljon -> Pelion, peliońskiego -> peliońskiego, Peljasz -> Peliasz, Heljos -> Helios, Harmonja -> Harmonia.

    Pisownia spółgłosek dźwięcznych i bezdźwięcznych: shańbionej -> zhańbionej, shańbił -> zhańbił, znaleść -> znaleźć, z pośród -> spośród, z pod -> spod

    Inne: j. w. -> jw., hyżo -> chyżo

    Poprawione błędy źródła: rzucarz -> rzucasz

    EurypidesMedeatłum. Jan Kasprowicz

    OSOBY DRAMATU:

    1. Piastunka
    2. Piastun
    3. Medea
    4. Chór kobiet
    5. Kreon
    6. Jazon
    7. Ajgeus
    8. Poseł
    9. Dzieci Medei

    Rzecz dzieje się w Koryncie.

    PIASTUNKA

    Bodajby nie był Argo[1] krajał głębi sinej
    Symplegad, do kolchidzkiej pędzący krainy!
    Bodajżeby też nigdy na leśnym Pelionie[2]
    Nie padła była sosna! Dzielnych mężów dłonie
    Bodajżeby nie były pochwyciły wiosła
    Tej łodzi, co po runo złociste ich niosła
    Na rozkaz Peliasa[3]! Medea, ma pani,
    Nie byłaby płynęła wonczas ku przystani
    Jolkijskiej! Miłująca Jazona[4], ta nasza
    Władczyni, poradziwszy córkom Peliasza
    Własnego ubić ojca, do korynckiej ziemi
    Nie byłaby uciekła z małżonkiem i z swymi
    Dziecięty! Juścić prawda, przybywszy tu w gości,
    Oddana Jazonowi, doznała miłości
    Powszechnej, boć największe to szczęście, jeżeli
    Zgodliwa żona z mężem wierny żywot dzieli.
    Dziś wszystko się rozprzęgło i najbliżsi sobie
    Wrogami dziś, gdyż Jazon porzucił w tej dobie[5]
    Mą panią i swe dziatki, poślubiwszy zdradnie
    Królewski płód Kreonta, co w tym kraju władnie.
    Nieszczęsna zaś Medea, tak strasznie wzgardzona,
    Przysięgi wypomina, z rozdartego łona
    Do rąk się odwołuje przymierza, na świadki
    Przyzywa oto bóstwa, że dziś się tak rzadkiej
    Odpłaty doczekała z Jazonowej woli.
    Wzgardziwszy wszelką strawą, gdy ją serce boli,
    We łzach dzień cały trawiąc, zdradzona przez męża,
    I oczu nie podniesie… Przyjaźń się wytęża
    Daremnie: słów pociechy słucha, niby skała,
    Lub morza spienionego fala rozszalała.
    Czasami, odwróciwszy śnieżnobiałą szyję.
    Uskarża się sam na sam, z bólem się nie kryje,
    Rodzica wspominając i ojczyste łany,
    Dla męża porzucone, co dziś dla stroskanej
    Litości nie ma żadnej!… Ach! jakżeż szczęśliwy —
    Tak myśli — kto rodzinnej nie opuszcza niwy!
    Znienawidziła dzieci; ja-ć wielce się trwożę,
    Czy nie ma złych zamiarów, czy nie knuje może
    W swej duszy jakiej zemsty: gwałtowną ma duszę,
    Nie zniesie żadnej krzywdy… Obawiać się muszę,
    Ażeby do sypialni wszedłszy po kryjomu,
    Nie wbiła w serce córki królewskiego domu
    Wyostrzonego noża. Nikt też dzisiaj nie wie,
    Czy króla nie uśmierci w swym szalonym gniewie,
    Nie sprzątnie oblubieńca i na większą jeszcze
    Narazi się niedolę. Serce ma złowieszcze,
    Nie wchodzić w nią w zatargi, droga-ć to jest śliska!
    DzieckoLecz oto już dziecięta wracają z boiska.
    Nie wiedzą nic o matce. Tak, umysł dziecięcy
    Ma troskę o zabawę, zresztą o nic więcej.
    Na scenę wchodzi z dziećmi Medei

    SługaPIASTUN

    Ty w domu mej władczyni siwy skarbie stary!
    Dlaczego tak sam na sam skarżysz się bez miary
    Na dworze na tę naszą niedolę? Czyż zdoła
    Obywać się bez ciebie pani chmurnoczoła?

    PIASTUNKA

    Sędziwy towarzyszu Jazonowych dzieci!
    Nieszczęście chlebodawców w dobrych sługach nieci
    Współczucie, ich cierpieniom równa się ich męka,
    Więc ja też, gdy mnie dzisiaj straszna boleść nęka,
    Wybiegłam i o losach Medei, tak srodze
    Dotkniętej, wobec ziemi i nieba zawodzę…

    PIASTUN

    Co? Jeszcze nie przestała się żalić ta biedna?

    PIASTUNKA

    Draśnięta ledwie kora, daleko do sedna!

    Pan, SługaPIASTUN

    Niemądra — jeśli wolno tak nazywać pany!
    Więc dotąd ból najświeższy jeszcze jej nie znany?

    PIASTUNKA

    Cóż stało się, mój stary? Wyjaw wszystko szczerze.

    PIASTUN

    Nic! Nic! Żem to w ogóle mówił, żal mnie bierze.

    PIASTUNKA

    Opowiedz, towarzyszu, powiedz! Na twą brodę!
    Gdy trzeba, milczeć będę, wierz mi, nie zawiodę.

    PIASTUN

    Poszedłem po warcaby i niepostrzeżenie
    Usiadłszy przy źródlisku, przy świętej Pejrenie,
    Gdzie starcy się zbierają, usłyszałem słowa,
    Że z ziemi chce korynckiej wola Kreontowa
    Wydalić matkę a dziećmi. Czy prawda się mieści
    W tych słowach, juścić nie wiem, chciałbym też w ich treści
    Dopatrzyć się li[6] kłamu… Odpowiedź niełatwa.

    PIASTUNKA

    A Jazon czyż dopuści, iżby jego dziatwa
    Cierpiała, choć dla matki tak jest dzisiaj srogi?

    PIASTUN

    Dawniejsze związki nowym ustępują z drogi:
    On dziś już szczęścia domu swojego nie strzeże.

    PIASTUNKA

    Zginiemy więc, gdy klęski łączą się dziś świeże
    Z dawnymi, co nam dotąd biedne serca straszą.

    PIASTUN

    Nie pora powiadamiać o tym panią naszą,
    Dlatego trzeba milczeć. Weź-że to w rachubę!

    PIASTUNKA

    Strasznego wy rodzica macie, dziatki lube!
    Lecz ja mu źle nie życzę, wszak on moim panem,
    Choć bliskich swych cierpieniem darzy niesłychanem.

    Kondycja ludzka, MiłośćPIASTUN

    Rzecz ludzka! Teraz widzisz, że człek zawsze kocha
    Więcej siebie niż innych. I ma racji trocha,
    Choć często zysk go ciągnie. Toć, najoczywiściej,
    I Jazon wzgardził dziećmi swymi dla korzyści.

    PIASTUNKA

    A teraz niech się dziatwa do domu potrudzi,
    Ty zaś ją trzymaj z dala od gromady ludzi
    I nie wiedź przed oblicze zatroskanej matki.
    Widziałam-ci ja wzrok jej, jak w zawiści rzadkiej
    Kierował się w ich stronę. Snać[7] coś złego knowa!
    Wiem o tym, że w swym gniewie nie spocznie jej głowa,
    Dopóki nie porazi swych ofiar. Zaiste!
    Nie w swych, lecz w wroga gromy niech rzuca ogniste!

    MEDEA

    poza sceną
    O jej!
    O miej-że litość, ty bolu, o miej!
    O jej! A dlaczego nie zginę
    W tę przeraźliwą godzinę?

    Matka, Dziecko, ZemstaPIASTUNKA

    To właśnie mówiłam, najdroższe me dzieci:
    W jej sercu znękanym gniew srogi się nieci!
    O spieszcie co prędzej! O idźcie już w dom!
    A baczcie, by na was nie spłynął jej grom!
    Unikać wam trzeba jej dzikiej natury,
    Jej myśli wzburzonej, jej duszy ponurej,
    Zabójczym oddanej tchom.
    O idźcie już, idźcie, biegnijcie co prędzej!
    Już widzę, jak rośnie ten obłok jej nędzy —
    Przed chwilą zaledwie dostrzegły go oczy,
    A teraz jak rośnie w bolesnej swej mroczy
    Ten potwór! Ach! Stanie się rzecz niepojęta,
    Gdy mściwy duch zerwie swe pęta.

    MEDEA

    jw.
    Ajaj! Ajaj!
    Zbyt wiele ja nieszczęść doznałam, to znaj,
    Ty dziatwo wzgardzonej, zhańbionej macierzy!
    Niech piorun mej klątwy w twe życie uderzy:
    I ojciec, i dom niech zaginie!

    PIASTUNKA

    O, jej mnie nieszczęsnej, o jej!
    A jakiż ta dziatwa w ojcowskiej tej winie
    Ma udział? Dlaczegoż nienawiść twa do niej?
    O dzieci wy biedne! A któż was obroni?
    Zbyt chełpi się pycha wodzących dziś rej,
    Zbyt gniew się nadyma tych władców, co, sami
    Zbyt się nie krępując ustawy więzami
    Krępują wciąż innych prawem samowoli —
    Tylko gdzie jest równość, życie nas nie boli!
    Nie pragnę ja bogactw, chcę li[8] mieć ostoję
    Bezpieczną na stare, słabe lata moje.
    Dla umiarkowanych już w samym ich mianie
    Dostatnia jest chwała, boć umiarkowanie
    To dobro najwyższe! A kto je przekroczy,
    Ten nigdy już szczęścia w swym domu nie zoczy.
    A, mówię, dla domu stokrotnie jest gorzej,
    Gdy nad nim gniew boski się sroży.

    CHÓR

    Słyszałam-ci głosy, te skargi na losy,
    Płynące z warg
    Nieszczęsnej tej niewiasty kolchidzkiej. O, kiedy
    Otrząśnie się, mów, stara! z swej straszliwej biedy?!
    Że tak w niej pełno jest skarg!

    PIASTUNKA

    Nie dom to już przecie! Przeminie na świecie
    Blask jego! Co więcej! Łożnicy książęcej
    Od spragnion, a ona, we łzach zatopiona,
    Po twojej tej stracie narzeka w komnacie,
    A któż ją pocieszy z przyjaciół jej rzeszy?

    MEDEA

    jw.
    Ajaj!
    O niechaj w mą głowę pociski gromowe
    Uderzą, bo za nic mam żywot, gdy granic
    Mój ból nie posiada! Ach! Ach! Oby blada
    Przerwała już śmierć to me życie!

    TęsknotaCHÓR

    O Zeusie[9]! O światło! O ziemio! Słyszycie
    Te skargi gorące, obficie płynące
    Z warg najbiedniejszej z żon?
    Szalona! Tęsknota, co sercem twym miota
    I pcha tak zawzięcie w mężowskie objęcie,
    Przyspieszy ci, mówię, twój skon!
    Nie pragnij tego! Gdy on
    Do innych zrywa się łoży,
    Niech gniew się twój nie sroży:
    W stosownej cię dobie Bóg pomści. Ty sobie
    Daj spokój! Nie brnij po nim w zbytecznej żałobie!

    MEDEA

    jw.
    O wielka Temido[10] i ty, Artemido[11]!
    Ach! W jakiej ja męce wżdyć[12] ginę, gdy ręce
    Przeklętymi śluby związał mi dzień zguby!
    Niech ujrzą me oczy, jak klęska się stoczy
    Na niego i na nią, co taką otchłanią
    Cierpienia mnie raczą! Ach! Z jakąż rozpaczą
    Wspominam, żem, brata sprzątnąwszy ze świata,
    Tak ciebie rzuciła, o ziemio ty miła,
    O biedny ty ojcze rodzony!

    PIASTUNKA

    Słuchajcie, jak bije ten głos w nieboskłony!
    Ku mściwej Temidzie, do Zeusa on idzie,
    Którego opieka ma śluby człowieka
    Na oku!… Ja zasię nie widzę w tym czasie,
    By zemsta zbyt mała ukoić zdołała
    Tę naszą nieszczęsną kniahinię[13]!

    CHÓR

    Bogdajby się tylko zjawia tu ninie[14]
    Przed naszem obliczem! Smagana tym biczem,
    Bogdajby zechciała wraz
    Nakłonić też ucha mej radzie, co ducha
    Gniewnego rozbroi i serce ukoi,
    Zrzuci zeń ciężki ten głaz!
    Bo juścić w każdy ja czas
    Przyjaciół popieram szczerze!
    Idź, otwórz domu dźwierze
    I wyznaj niebodze mą miłość… Lecz srodze
    Ty spiesz się, nim swej zemście straszne puści wodze!

    PIASTUNKA

    Uczynić to mogę, przecież czuję trwogę,
    Czy mnie wysłucha?
    Z miłości ku tobie przechętnie to zrobię,
    Choć na domowniki sypie ogień dziki
    Z płomiennej źrenicy. Żar jako u lwicy,
    Co młode swe broni, skrzy się, jeśli do niej
    Zbliżyć się odważy ktoś z sług i szafarzy.
    Śpiew, SmutekPrawda jest w twym słowie, że nasi przodkowie
    Niewiele zmyślili mądrego tej chwili,
    Gdy ludzkiej gromadzie przy tańcu, biesiadzie
    Kazali obleśnie piać wesołe pieśnie,
    Zaś nauczycieli myśmy w nich nie mieli,
    Jak dźwięcznymi tony żywot zachmurzony
    Rozjaśniać… Na świecie tak ciągle się plecie,
    Że gdy ludzie smutni, to przenigdy lutni
    Wielostrunnej dźwięki nie tłumią ich męki.
    A oto wciąż gromy biją w nasze domy!
    A oto — o losy! — nowe wciąż pokosy
    Śmierć kładzie na łanie! Bodajby to granie
    Koiło nam bole!… Lecz w biesiadnym kole
    Po cóż pieśni trzeba, gdy sam widok chleba
    Głodne serca cieszy ucztującej rzeszy?!
    Znika.

    CHÓR

    Tysiącznych jęków rozkłębiona fala
    Razi me uszy! Zamęt głosów wzrasta!
    Nieszczęsna niewiasta
    Na zdrajcę się łoża ślubnego użala!
    Ku Zeusa córce, przysiąg strażniczce, Temidzie,
    Ten krzyk cierpienia idzie!
    Ona śród nocy do greckiej ją ziemi
    Morzami niosła wzdętymi…
    Z pałacu wychodzi

    MEDEA

    Kondycja ludzka, Pogarda, NienawiśćRzuciłam progi domu, korynckie me panie,
    By waszej przypadkowo nie ulec naganie.
    Pysznymi zwą tu wielu — wiem to — że od ludzi
    Wciąż stronią, zaś człek inny zarzut pychy budzi,
    Że ciągle poza domu ścianami wystawa,
    A innych wreszcie bliźnich spotyka niesława
    I wzgarda za to znowu, że im życie płynie
    W spokoju arcygnuśnym, w hańbiącym bezczynie.
    Źrenicom świata słuszność jakież jest daleka!
    Nie zdołał człowiek dotrzeć do serca współczłeka,
    A już go nienawidzi, chociaż krzywdy żadnej
    Nie doznał, zasię przybysz winien żywot składny
    Prowadzić według ustaw gościnnego kraju.
    Nie chwalę-ć ja też ludzi, co mają w zwyczaju
    Dla samej tylko pychy pogardzić innymi.
    Mnie los niespodziewanie pogrążył w olbrzymiej
    Niedoli; niczym dla mnie uroki żywota,
    Ku śmierci, o me drogie, pcha mnie dziś tęsknota.
    Bo ten, w którym złożyłam wszystką moją wiarę,
    Najgorszym stał się z ludzi. Kobieta, MałżeństwoZa jakąż to karę
    Z wszystkiego, co oddycha i myśli na świecie,
    Najsroższy los się dostał nieszczęsnej kobiecie?
    Małżonka trzeba cennym okupywać wianem,
    Naszego ciała władcę — złem to niesłychanym,
    Lecz gorszym traf: nie wiada, jakim mąż ten będzie,
    Szlachetnym czy też podłym, stanąć bowiem w rzędzie
    Rozwódek wstyd to wielki, nie można też męża
    Odtrącać! A już darmo umysł się wytęża,
    Jeżeli w obcym kraju i pod obcym prawem
    Z człowiekiem ma się obcym połączyć niebawem.
    Zaiste! Trzeba być jej jako prorokinie,
    Ażeby móc odgadnąć, azali[15] nie zginie.
    Lecz gdy się wszystko dobrze zakończy nareszcie.
    Gdy mąż w tym jarzmie życia chodzi przy niewieście
    Godziwie, los to godny zazdrości; gdy zasię
    Inaczej ma się sprawa, śmierć li dobrą zda się.
    Poza tym, gdy mężowi dolega coś w domu,
    Uskarżyć się on przecie może lada komu,
    Druhowi, z którym wyrósł, a my, złych katuszy
    Doznawszy, musim własnej spowiadać się duszy!
    A mówią też, iż życie prowadzim bezpieczne
    W komnatce, kiedy oni na zatargi wieczne
    Wyruszać muszą w pole, gdzie oszczepy warczą!
    O głupcy! Trzykroć wolę ja stanąć pod tarczą,
    Niż rodzić choć raz jeden! Ale to się ciebie
    Nie tyczy; masz ojczyznę, masz swój dom, w potrzebie
    Przyjaciół możesz znaleźć, żywota rozkosze
    Otworem ci tu stoją… Za to co ja znoszę!
    Samotna, bez ojczyzny, zdrady mężowskimi
    Nękana, z obcej ku wam przywiedziona ziemi,
    Ni matki, ani brata, ani żadnej siostry,
    Do których mi się uciec w mej niedoli ostrej!
    To jedno tylko raczcie mi spełnić: jeżeli
    Wynajdę jakiś środek na mych krzywdzicieli,
    Na męża i na ojca, co mu córkę dawa,
    I na nią — jeśli wszystkich zniszczę według prawa,
    Kobieta, Zdrada, ZemstaWy milczcie!… Tak, kobieta będzie pełna trwogi
    We wszystkim; tchórz do wojny, z pochew broni srogiej
    Nie wyjmie, lecz gdy ślubne zbezczeszczą jej łoże,
    Nikt mściwszym ani krwawszym od niej być nie może.

    CHÓR

    Uczynię tak, Medeo! choć mi nie dziwota,
    że tobą żądza pomsty i żal taki miota.
    Lecz, widzę, Kreon idzie, władca tej dziedziny:
    Zapewne jakieś świeże niesie ci nowiny.
    Na scenę wchodzi

    KREON

    Medeo strasznooka, swą zapalczywością
    Małżonka ścigająca! Masz mi się z tą włością
    Pożegnać jak najprędzej! Weź swych dzieci dwoje
    I ruszaj mi bez zwłoki za granice moje,
    Gdyż ja, dzierżyciel prawa, do domu nie wrócę,
    Dopóki cię na zawsze z ziem tych nie wyrzucę!

    MEDEA

    Ojej! Ja nieszczęśliwa! Ach! Ginąć tak nagle!
    Doszczętnie! Już wrogowie rozpuścili żagle
    I nie ma dla mnie wyjścia! Okrutny manowiec!
    Lecz ja, com tyle zniosła, pytam się: Odpowiedz,
    Kreonie, za co z swojej wypędzasz mnie ziemi?

    KREON

    Obawiam się — bo po cóż mam się taić z swymi
    Obawy? — że chcesz klęskę sprowadzić na głowę
    Mej córki: toć po temu znaki są gotowe!
    Przebiegły jest twój umysł, w knowania bogaty,
    Podniecon nadto bólem z powodu utraty
    Małżonka. Mam też wieści, że myślisz o zgubie
    Nas wszystkich, ojca, córki i zięcia… Nie lubię
    Wżdyć[16] czekać, aż się groźby wypełnią… Dziś wolę
    Zarobić na twą zawiść, niż potem niedolę
    Sromotną opłakiwać, zmiękczon twymi łzami.

    MEDEA

    Ach! Ach!
    Nie pierwszy raz, Kreonie, miej litość nad nami —
    W nieszczęście mnie zapędza ma sława. O, radzę,
    By człowiek, który w mózgu ma rozumu władzę,
    Nie chował swoich dzieci w zbytecznej mądrości…
    Bo nie dość, że człowieka, w którym mądrość gości,
    O gnuśność obwiniają cni obywatele,
    Lecz jeszcze nienawiści mają nazbyt wiele.
    Gdy mędrzec się przed głupcem z czymś nowym pochwali,
    Otrzyma wnet przydomek pustego mądrali.
    A jeśli więcej znaczysz od tych, co mniemanie
    O sobie mają wielkie, wnet ci się dostanie
    W udziale zawiść tłumu. I mnie się to samej
    Zdarzyło, kiedym weszła w tego miasta bramy.
    Żem mędrsza, więc też mądrość ma nienawiść budzi:
    Dla jednych jestem szorstką, zaś dla innych ludzi
    Jam taką czy owaką, tylko dla nikogo
    Rozumną. Tak i ty się obawiasz, że srogo
    Me serce, o Kreonie, bije przeciw tobie.
    Nie lękaj się! Nic złego ja królom nie zrobię.
    Bo czymżeś ty mnie skrzywdził? Zabiera mężczyzna
    Twą córkę, więc go lubisz; dusza ma się przyzna,
    Że mam nienawiść k'niemu — wszak to mój małżonek!
    Lecz tyś postąpił mądrze, mówię bez obsłonek,
    I żadnej nie czuję ku tobie zawiści,
    Jeżeli ci się wszystko jak najlepiej ziści.
    Tak, żeście się, weselcie! Tylko mnie w tym mieście
    Zostawcie! Chociaż krzywdę mnie, biednej niewieście,
    Niemałą wyrządzili, umilknę, jak pono
    Przystało zawsze ludziom, których zwyciężono.

    KREON

    MilczenieŁagodnie brzmią twe słowa, lecz powiedzieć mogę,
    Że teraz jeszcze większą czuję w sercu trwogę,
    Azali[17] coś nie knujesz: teraz mniej ci wierzę,
    Niż przedtem. Każdy bowiem łatwiej się ustrzeże
    Kobiety popędliwej i takiegoż męża
    Niż milczków… Próżno dziś się twój umysł wytęża:
    Uciekaj! Na nic podstęp, wszelkie środki na nic!
    Wszak wrogiem jesteś moim! A więc precz z tych granic!

    MEDEA

    O nie! Na twe kolana! Na tę pannę młodą!

    KREON

    Na próżno tracisz słowa, duszy mej nie zwiodą.

    MEDEA

    Wypędzasz mnie, na prośby nie zważając moje?

    KREON

    Od ciebie dom mój droższy, o niego ja stoję[18].

    MEDEA

    Jak drogaś ty mi dzisiaj, ojczyzno zdradzona!

    KREON

    Po dzieciach i dla mego najdroższa jest łona.

    MEDEA

    O jakimż to dla człeka przekleństwem jest miłość!

    KREON

    Ja sądzę, że rozstrzyga tu losów zawiłość.

    MEDEA

    Nie spuszczaj z oka sprawców mej krzywdy, o Boże!

    KREON

    Szalona! Przestań dręczyć, nic ci nie pomoże.

    MEDEA

    Dość mękiśmy już znieśli, nie trzeba jej więcej.

    KREON

    Czy mam się do mej służby odwołać książęcej?

    MEDEA

    Kreonie, nie czyń tego, daj gwałtowi spokój!

    KREON

    Dokuczasz, łaski sobie, Medeo, nie rokuj!

    MEDEA

    Odejdę, lecz nie o tom ciebie błagać chciała.

    KREON

    Więc czemu się ociągasz, ty duszo zuchwała?

    MEDEA

    Ten jeden dzień mi pozwól pozostać, o królu,
    Bym mogła coś obmyśleć dla dzieci, co w bólu
    Zostały i bez środków, gdyż ojciec rodzony
    Już przestał dbać o płód swój. W jakie mam je strony
    Prowadzić, jeszcze nie wiem. Zlituj się nad nimi,
    Boś sam jest przecież ojcem. Wszak litość na ziemi
    Być winna! Nie o sobie też myślę, że muszę
    Uciekać! Tak to losy dręczą dziś mą duszę.

    KREON

    Tyrański duch mi obcy — we mnie on nie gości,
    Choć nieraz się zawiodłem na mojej litości,
    I dzisiaj również błądzę! Jednak niech się stanie!
    Lecz mówię ci, niewiasto: w jutrzejsze zaranie,
    Gdy Bóg nad naszym grodem zapali pochodnię,
    Jeśli tu jeszcze będziesz, zdeptawszy niegodnie
    Mój rozkaz, musisz umrzeć! Zostań, jeśli-ć trzeba,
    Dzień jeden! Od nieszczęścia uchronią nas nieba —
    Nie spełnisz tego dzisiaj, o czym myślisz w trwodze.

    CHÓR

    O biada ci niebodze!
    O biada! W tej doli gdzie zwrócisz swe kroki?
    Gdzie znajdziesz gościnę, co ból twój głęboki
    Uśmierzy? Gdzie kraj ten? Gdzie, powiedz, jest ninie[19]
    Ten zbawczy twój próg?
    Medeo, na wieki snać[20] jakiś cię bóg
    Pogrążył w nieszczęścia głębinie!

    MEDEA

    Tak, wszędy mnie ścigają losy coraz krwawsze!
    Lecz nie myśl, że tak wszystko zostanie na zawsze.
    O, ciężkie grożą losy onej młodej parze
    I krewnym jej niemały znój przypadnie w darze.
    Czy myślisz, żem się k'niemu łasiła daremnie,
    A nie, że chęć korzyści i chytrość jest we mnie?
    Nie rzekłabym mu słówka ani też rękami
    Nie tknęła się rąk jego! Oto jak go mami
    Głupota: wypędziwszy mnie z kraju, ten stary
    Wyprzedziłby od razu wszystkie me zamiary,
    A teraz, mając dzień ten, spełnię plany swoje
    I trupem dziś położę moich wrogów troje —
    MorderstwoZabiję ojca, córkę i męża. Niejedna
    Ku temu wiedzie droga, lecz ja nie wiem, biedna,
    Na którą wejść mi dzisiaj potrzeba. Czy może
    Najlepiej, jeśli ogień pod ich dom podłożę,
    Lub, wkradłszy się w sypialnię, wbiję pannie młodej
    Ten ostry sztylet w serce? A jeśli zawody
    Spotkają mnie, co czynić, przyjaciółki lube?
    Jeżeli mnie pochwycą, gdy, knując im zgubę,
    Przekroczę próg ich domu? Śmierć mnie wówczas czeka
    Na wrogów pośmiewisko! Od tegom daleka!
    Nie! Droga mnie najprostsza zawiedzie do celu!
    Trucizna — oto środek najlepszy śród wielu.
    Tak zrobię!
    Niech giną!… Ale wówczas gdzie ja znajdę sobie
    Przytułek? Jakież miasto, jakiż kraj przygarnie
    Nieszczęsną, nie pozwoli mi zginąć tak marnie?
    Nie! Nie ma takich kątów! Więc poczekać trzeba,
    Aż jakiś schron bezpieczny ukażą mi nieba,
    I chytrze a w milczeniu myśleć nad ich skonem!
    Lecz jakiś los mnie pędzi! Z tętnem przyspieszonym
    Pochwycę miecz i choćbym tutaj umrzeć miała,
    Uprzątnę ich od razu, odważna, zuchwała!
    O nie! Na tę królowę, którą z wszystkich bogów
    Najwyżej czczę, na świętą strażniczkę mych progów
    Domowych, na Hekatę[21]! Nie będą się cieszyć
    Ci wszyscy, co tak śmieli mnie tym smutkiem przeszyć!
    Na gorycz ślub im zmienię, na cierpień bogactwo!
    Nie wyjdzie im na dobre to powinowactwo,
    Ta moja dziś ucieczka! A więc dalej! Dalej!
    Medeo, wytęż wszystkie swe sztuki! Ze stali
    Bądź dzisiaj: najstraszliwszych masz dokonać rzeczy!
    Świadomaś swego bólu? Nie, ten pomiot człeczy,
    Ten ród Syzyfijczyków i ten związek nowy
    Nie będzie dzisiaj szydził z twojej biednej głowy,
    Ty córko szlachetnego rodzica, ty plemię
    Heliosa[22]! Doświadczona-ś! Kobieta demonicznaPrzy tym, wyznać muszę,
    Natura nam kobietom dała słabą duszę,
    O cne gdy idzie sprawy, lecz chytrości wiele,
    Przewrotne jeśli trzeba przeprowadzić cele.

    CHÓR

    Wstecz dzisiaj płyną fale świętych rzek!
    Wszystko się zmienia, prawdą stał się kłam,
    O zdradach myśli przewrotny dziś człek —
    Przysięgom już ufać nie można!
    A że chwała mym udziałem dziś się stała,
    Chwała zbożna,
    Zmianie przekonań zawdzięczać to mam!
    Niesławy zgrzyt już dzisiaj kobiety nie straszy.
    Pradawne pieśni Muz nie będą już
    Opiewać więcej białogłowskich zdrad.
    Szkoda, że Fojbos[23], hymnów pan i stróż,
    Poskąpił mi śpiewu potęgi!
    Gdyby nie to, zanuciłabyś, kobieto,
    Na okręgi
    O hańbie mężów!… Dużo mógłby świat
    Usłyszeć o tej doli i naszej i waszej!…
    Przybyłaś w nasze strony, rzuciwszy swój gród!
    Miłością szalejąca, prułaś głębie wód,
    Podwójne mijając skały.
    Dziś puste małżeńskie twe łoże
    I oto znów cię za morze
    Na nowy, haniebny trud
    Nędzne rozkazy wygnały!
    Czym dziś poręka przysiąg? Z wszech helleńskich stron
    Wszelaki wstyd już uciekł, k'niebu uszedł on!
    Żadna ojczysta cię niwa
    Nie przyjmie w nieszczęściu, a nowa
    Włada[24] w tym domu królowa,
    Bogatszy snać zbiera plon,
    Potężna, nieustępliwa!
    Na scenę wchodzi

    JAZON

    Nie pierwszy raz to widzę, jakie zło sprowadza
    Nieposkromiona gniewów zapalczywych władza.
    Wszak ty byłabyś mogła pozostać w tej ziemi,
    Posłuszna rozkazowi wielmożów, nie czczymi[25]
    Wojując oto słowy, co cię precz stąd pędzą.
    Nie myślę ja się wcale liczyć z słów twych nędzą —
    Ty gadaj sobie, gadaj, że snać nad Jazona
    Gorszego nie ma człeka! Bądź uszczęśliwiona,
    Że po tej przeciw głowie królewskiej obrazie
    Skończyło się na samym wygnania rozkazie.
    Jam ciągle gniew królewski łagodził, bo chciałem,
    Byś mogła tu pozostać. Lecz ty w swym zuchwałym
    Szaleństwie wciąż wygrażasz królowi i przeto
    Uciekać musisz z kraju. Lecz i dziś, kobieto,
    O losy swoich bliskich dbający, przychodzę,
    Ażebyś nie ginęła wraz z dziećmi w tej drodze
    Wygnańczej, opuszczona i bez środków. Juści
    Wygnanie rzecz niemiła… Z oka cię nie spuści
    Ma troska, choć wciąż klątwą raczysz mnie złowrogą.

    MEDEA

    Ty tchórzu! Bo i czymże obdarzyć cię mogą
    Te wargi me, jeżeli nie tchórzostwa mianem?
    Przychodzisz ku mnie z sercem, czułością wezbranem.
    A wszakże tyś mi wrogiem największym na świecie!
    To nie jest wielkoduszność, to nie męstwo przecie
    Spoglądać w oczy bliskim, których wprzód skrzywdzono!
    Ze wszystkich ludzkich przywar najgorsza jest pono
    Bezczelność! Jednak dobrze, iżeś przybył do mnie:
    Lżąc ciebie, czuję ulgę, a ty się ogromnie
    Uzłościsz, zmuszon słuchać słów tych moich wątku.
    Rozpocznę od pierwszego, powiem-ć na początku:
    Jam ciebie ocaliła, jak wiedzą mężowie
    Helleńscy z statku Argo, co, głowa przy głowie,
    Wysłani byli z tobą, kiedyś z ognistymi
    Miał zmagać się bykami i posiać olbrzymi
    Siew śmierci… Wówczas ręce me ubiły smoka,
    Co skarb w swych więżąc kręgach, z bezsennego oka
    Nie spuszczał tego skarbu, złocistego runa:
    W ten sposób wybawienia zabłysła ci łuna!
    Ja sama zaś, zdradziwszy ojca i rodzinę,
    Do Jolku peliońskiego przybyłam przez sine
    Odmęty, raczej sercu posłuszna, niżeli
    Mózgowi, na śmiertelnej wraz też legł pościeli
    Pelias z rąk twych córek za moją poradą,
    Że ty już mogłeś zerwać z wszelką trwogą… Zdradą
    Odpłacasz mi dziś za to, ty człeka przepodły:
    Choć dzietny-ś, do świeżego cię łoża powiodły
    Twe chuci; gdybyś nie miał dzieciątek, być może,
    Pojęłabym, że inne ciągnęło cię łoże.
    Przysięgę podeptałeś i nie wierząc, zda się,
    Że jeszcze są bogowie ci sami, co w czasie
    Dawniejszym mieli władzę, myślisz, że dziś nowe
    Panują w świecie prawa: tak mniemasz, swą głowę
    Zdradziecko odwróciwszy ode mnie!… Ty prawa
    Ma ręko, wy kolana, których się plugawa
    Dłoń jego dotykała tak często! Daremnie!
    Dziś zawiódł me nadzieje! Ale chęć jest we mnie
    Pomówić teraz z tobą jako z przyjacielem.
    Ja-ć wiem, że nie uraczysz żadnym mnie weselem,
    Lecz pytam — byś pokazał, jakimś jest człowiekiem:
    Przytułku w jakim gnieździe mam szukać dalekim?
    W ojcowski dom się zwrócić w tej strasznej potrzebie?
    Do kraju rodzinnego, który tak dla ciebie
    Zdradziłam? Czy do biednych córek Peliasa?
    Przyjęłyby mnie pięknie! Na tom ja nie łasa,
    Ich ojca morderczyni! Tak jest z moją sprawą!
    Przyjaciół nie mam w domu, bom-ci krzywdę krwawą
    Tym wszystkim wyrządziła z miłości ku tobie,
    Dla których winnam była mieć serce! Cóż zrobię?
    Dziś wszyscy mi wrogami! Za to przed innymi
    Niewiasty wyróżniłeś mnie w helleńskiej ziemi!
    Przedziwnie zacny mąż to, który się nie boi
    Wyganiać swej małżonki, kazać żonie swojej
    Żyć w wielkim opuszczeniu ach! razem z dziecięty
    Biednymi! O ty dolo! O losie przeklęty!
    Tak, zaszczyt to jest wielki, jeżeli pan młody
    Samopas puszcza dzieci na głody i chłody
    I tę, co ocaliła mu życie! O Boże!
    Dlaczego dzięki tobie świat odróżnić może
    Od złota sztukę miedzi, a przecz się nie płoni
    Znak cnoty czy podłości na człowieka skroni?!

    CHÓR

    Zawzięty gniew się wszczyna, straszny, nieukojny,
    Gdy między przyjaciółmi przychodzi do wojny.

    JAZON

    Snać nie złym trza być mówcą, lub raczej jak łodzi
    Kierownik przeroztropny, co śród fal powodzi
    Ze zwiniętymi płynie żaglami, by można
    W czas schronić się do portu, kobieto bezbożna,
    Przed burzą złą języka, którym mielesz, w górę
    Wynosząc swe zasługi. W owe dni ponure,
    Zda mi się, spośród bogów i ludzi jedynie
    Kiprydzie[26] zawdzięczałem, że się na głębinie
    Ma barka utrzymała. Rozum w głowie twojej
    Przebystry, ale w gniew się twa warga uzbroi,
    Gdy powiem-ć, jak Erosa[27] nieuchronne strzały
    Ratować mnie z nieszczęścia tobie przykazały.
    Lecz tego nazbyt ściśle ja, widzisz, nie biorę:
    Ratunek, tak czy owak, przyszedł w samą porę.
    Zaś więcej, niźli całe moje ocalenie,
    Dostałaś ty ode mnie, jak zaraz nadmienię.
    PrawoNasamprzód w miejsce ziemi barbarzyńskiej, kraje
    Helleńskie zamieszkujesz, poznałaś zwyczaje
    I prawa, których słuchasz, zamiast samowoli
    Ulegać. Każdy Greczyn wie, żeś mądra. Roli
    Kolchidzkiej się trzymając, gdzieś na krańcach świata,
    Nie byłabyś przenigdy w sławę tę bogata.
    Nie chciałaby mieć złota w domu moja dusza
    Ni słodszych śpiewać pieśni, niż pieśń Orfeusza[28],
    Jeżeliby nie miała skosztować słodyczy
    Cnej sławy. Tyle, widzisz, co się mnie dotyczy —
    Boś ty dziś wywołała ten bój na języki.
    Lecz jeśli chcesz mi czynić do związków przytyki
    Królewskich, to, po pierwsze, wiedz, żem tu rozumnie
    Postąpił i z rozwagą; po wtóre, że u mnie
    Nie znajdzie nikt zawiści do ciebie i dzieci.
    Posłuchaj: gdym tu przybył z iolkijskich śmieci,
    Niejedną wlokąc klęskę za sobą — odpowiedz,
    Czy mogłem większe szczęście, banita-wędrowiec,
    Napotkać, niż małżeństwem związać się z królewną?
    Nie! Tobą ja przesycon nie byłem, bądź pewną,
    Nie miałem-ci też chuci k'nowej młodej pannie
    I dzieci-m też nie myślał płodzić nieustannie —
    Wystarczą, którem spłodził, kocham je i więcej
    Nie pragnę. Szło mi o to, by ślub ten książęcy
    Przysporzył nam dobytku i sławy, boć przecie
    Wiadomo, że ubogim i najlepszy w świecie
    Przyjaciel lubi z drogi uchodzić. Poza tym
    Pragnąłem godnie synów wychować i bratem
    Obdarzyć ich niejednym, zespolić dla sławy,
    I szczęścia mego rodu… To powód jest prawy!
    Ty dzieci masz już dosyć, a ja chciałbym dzięki
    Tym, które się narodzą, żywot stworzyć miękki
    Dla tych, co już spłodzone. Złe-li to zamiary?
    I ty byś też mówiła inaczej, lecz jary[29]
    Zazdrości żre cię ogień. Ot, jakie jesteście
    Na świecie wy kobiety! Jeżeli niewieście
    Nie skłóci nic spokoju w sypialni, szczęśliwe
    Czujecie się nad wyraz, lecz jeśli na niwę
    Małżeńską spadnie burza, wrogiem wam tej chwili
    To wszystko, co nam życie upiększa i mili.
    Przecz[30] dzieci mieć nie można bez kobiet?! O, wtedy
    Nie byłoby śród ludzi tyle klęsk i biedy.

    CHÓR

    Kwieciścieś wypowiedział swe słowa, Jazonie!
    Lecz mnie się dziś wydaje, że — wbrew twej obronie —
    Niesłusznie na małżonce popełniłeś zdradę.

    MEDEA

    W niejednym ja się różnię z niejednym! Więc kładę
    I dzisiaj na to wagę, że najsroższej plagi
    Wart zbrodniarz, umiejący swój postępek nagi
    Owijać w kwiecistości. Bo jeśli ktoś umie
    Grzech stroić w piękne słówka, to w podłym rozumie
    Rzecz spełni najpodlejszą. Więc i ty się ze mną
    Pustymi nie baw słowy[31] — twa troska daremną:
    Pobiję cię od razu. Działając, jak każe
    Szlachetność, przecz[32] o swoimś nie doniósł zamiarze
    Mnie, żonie, tylko ślub ten swój zawierasz skrycie?

    JAZON

    O, ładnie-byś mi wówczas umiliła życie,
    Jeżelibym ci wyznał! Wszakże i dziś jeszcze
    Sił nie masz, by poskromić swego gniewu dreszcze.

    MEDEA

    Nie o to ci chodziło… Myślisz: w późne lata
    Niesławnie żyć z małżonką gdzieś z cudzego świata.

    JAZON

    O nie! Nie o kobietę szło mi, gdym do córy
    Królewskiej szedł w zaloty… Mówię-ć po raz wtóry:
    Dopomóc chciałem tobie i królewskie dzieci
    Spokrewnić z twymi dziećmi. Ta niech chwała świeci
    W mym domu! To ma rodu mego być podporą!

    MEDEA

    A na cóż mi dobytek, od którego chorą
    Ma dusza? Na cóż szczęście, które mnie nie krzepi?

    JAZON

    Czy wiesz, jak ci postąpić najmądrzej, najlepiej?
    Gorzkości nie czuj w dobrym i nie wołaj „biada”!
    Jeżeli ci się żywot szczęśliwie układa.

    MEDEA

    Drwij sobie, masz przytułek, a ja dzisiaj jeszcze
    Mam pójść, wygnana z miasta, na losy złowieszcze.

    JAZON

    Nikt inny, tylko sama winnaś jest swej zguby.

    MEDEA

    Zdradziłam cię, innymi pociągnięta śluby?

    JAZON

    Bluźniercze rzucasz klątwy na królewskie ściany.

    MEDEA

    Być klątwą twego domu snać mi los jest dany.

    JAZON

    Nie będę się już spierał. Lecz jeżeli mogę
    I tobie czymś usłużyć i dzieciom na drogę,
    Mów! Hojnie cię obdarzy ma ręka! A dalej,
    Zlecenia do przyjaciół dam, by cię witali
    Przyjaźnie. Gdy i tego nie zechcesz, zaiste!
    Dowody bezrozumu dasz mi oczywiste!
    Najlepiej gniew poskromić — większy zysk w tym będzie.

    MEDEA

    Twych druhów gościnności w żadnym nie chcę względzie!
    Nic z ręki twej nie wezmę. Wiadomo dokoła,
    Że łaska złych nikomu szczęścia dać nie zdoła.

    JAZON

    A zatem wielkich bogów wzywam tu na świadki,
    Że wszystko chcę uczynić dla dzieci i matki,
    Lecz ty odtrącasz dobro z pychy! W tej potrzebie
    Odpędzasz przyjacioły. Tym gorzej dla ciebie.

    MEDEA

    Idź, idź! Tęsknota rwie cię do wybranki świeżej…
    Za długoś tu już bawił[33]! Spieszyć się należy!
    Idź, żeń się! Ale czasy z bożą przyjdą wolą,
    Że mocno cię te śluby niewczesne[34] zabolą!

    CHÓR

    Jeżeli miłość granice przekracza,
    Mąż nie zdobywa ni sławy, ni siły.
    Nikt jednak z niebian nie jest równie miły,
    Jak Kiprys[35], gdy trzyma się w mierze.
    O królowo,
    K'tobie idzie moje słowo —
    Błagam szczerze,
    By mi rany
    Nie zadawał wykąpany
    W skrach tęsknoty
    Nieuchronny bełt[36] twój złoty.
    Oby wstydliwość, najdroższy dar bogów.
    Była mi zawsze osłoną w mej drodze!
    W kłótnie i zwady niechaj-że mnie srodze
    Nie wtrąca Kiprys zajadła —
    Z cudzą żoną
    Nie chcę ja być powaśnioną!
    W ludzi stadła
    Niech jej władza
    Złych zamętów nie wprowadza,
    Cna bogini
    Niech śród małżeństw zgodę czyni.
    O kraju, o domie[37] ty mój!
    Jakoś mi rzucać wasz próg,
    By błąkać się bez rady wśród nieznanych dróg,
    Na krwawy skazana znój!
    Śmierć raczej poniosę, gdy mi każe Bóg
    Dożyć tej doli!
    Ach! Nic tak nie boli,
    Jak to, jeśli trzeba —
    O nieba! —
    Utracić ojczysty swój brzeg!
    Wiem sama o tym, o wiem
    I zbędna mi wieść z cudzych warg:
    Gród żaden, żaden człowiek nie słuchał twych skarg,
    Gdyś z strasznym spotkała się złem.
    Niech ginie bez śladu, kto nie chcąc na bark
    Brać losów współludzi,
    Litości nie wzbudzi
    W swym sercu przegłuchym:
    O! Druhem
    Nie będzie mi nigdy ten człek.
    Zjawia się

    AJGEUS

    Medeo, witaj-że mi! Nigdy pozdrowienia
    Szczerszego z swoim bliskim bliski nie zamienia!

    MEDEA

    I ty mi również witaj, synu Pandiona,
    Ajgeju! Skąd cię wiedzie twa stopa strudzona?

    AJGEUS

    Z Fojbosa proroczego powracam przybytku[38].

    MEDEA

    Do pępka-ś ziemi chodził dla swego pożytku?

    AJGEUS

    Dowiedzieć się pragnąłem, czy będę miał dzieci.

    MEDEA

    O rety! Więc bez dziatek ten ci żywot leci?

    AJGEUS

    Potomstwa mi nie dały zarządzenia boże.

    MEDEA

    Bezżennyś, czy małżeńskie już posiadasz łoże?

    AJGEUS

    Nie mogę rzec, bym w jarzmie małżeńskim nie chodził.

    MEDEA

    I cóż ci w sprawie dziatek bóg Fojbos wywodził?

    AJGEUS

    Zbyt mądrze, by to człowiek mógł pojąć niezwłocznie.

    MEDEA

    Czyż godzi nam się poznać tę boską wyrocznię?

    AJGEUS

    I owszem, wszakże mądra potrzebna mi rada.

    MEDEA

    Więc powiedz mi, jeżeli mówić ci wypada.

    AJGEUS

    Rzekł, abym nie otwierał przed czasem wątora[39]

    MEDEA

    A kiedyż ma nastąpić odpowiednia pora?

    AJGEUS

    Gdy znów do ojczystego powrócę ogniska.

    MEDEA

    A po co cię przygnała tu głąb morza śliska?

    AJGEUS

    Pitteusz ponoć władcą jest w trojzeńskiej ziemi —

    MEDEA

    Pelopsa syn, z myślami człek przepobożnymi.

    AJGEUS

    Podzielić się z nim pragnę tą bożą zagadką.

    MEDEA

    Człek mądry i znajomość ma w twych sprawach rzadką.

    AJGEUS

    Najdroższy on jest dla mnie z wszystkich współrycerzy.

    MEDEA

    Niech spełni ci się wszystko, na czym ci zależy.

    AJGEUS

    Przecz zblakło twoje oko? Przecz twe lico zbladło?

    MEDEA

    Niż mój, gorszego męża nie ma żadne stadło.

    AJGEUS

    Co mówisz? Racz się jaśniej wyrazić, o miła.

    MEDEA

    On, Jazon, mnie pokrzywdził, choć go-m nie skrzywdziła.

    AJGEUS

    Opowiedzże dokładniej, cóż takiego czyni?

    MEDEA

    W mym domu druga przy mnie włada gospodyni.

    AJGEUS

    Na taką-ż by się zdobył nieprawość? Na Boga!

    MEDEA

    Tak, wzgardził mną, choć przedtem byłam mu przedroga.

    AJGEUS

    Przesycił się twym łożem i pokochał inną?

    MEDEA

    Pokochał przenamiętnie! Zdradził mnie, niewinną.

    AJGEUS

    Więc niechże sobie idzie, jeśli tak jest podły.

    MEDEA

    Do możnej krwi królewskiej chucie go zawiodły.

    AJGEUS

    Któż daje mu swą córkę? Wyjaw-że nareszcie.

    MEDEA

    Sam Kreon, ten, co królem jest w korynckim mieście.

    AJGEUS

    Pojmuję, że narzekasz. Gorzką masz godzinę.

    MEDEA

    Ponadto, wyrzucają mnie stąd precz!… Ach, ginę!

    AJGEUS

    I cóż mi znowu mówisz, ty biedna niewiasto!

    MEDEA

    Opuścić każe Kreon to korynckie miasto.

    AJGEUS

    Cóż mówi na to Jazon? Ha! Tego nie chwalę.

    MEDEA

    Gdy sądzić go po słowach, nie godzi się wcale,
    Naprawdę rad jest temu[40]. O, na twoją brodę,
    Na twoje te kolana! Zrozum-że mą szkodę,
    Ulituj się, ulituj i mnie nieszczęśliwej
    Nie pozwól ginąć marnie, bez domu, bez niwy
    Ojczystej! Weź mnie k'sobie, zawiedź mnie w swe progi,
    A będziesz miał zapłatę: dzieci zastęp mnogi
    Nagrodzi twoją miłość, będziesz aż do grobu
    Szczęśliwy! Ani nie wiesz, coś znalazł! Sposobu
    Świadoma, widzisz, jestem, aby się bez miary
    Rozrosło twoje plemię. To sprawią me czary.

    AJGEUS

    Wypełnić twoją wolę nietrudno mi będzie,
    Kobieto! Bo nasamprzód mam bóstwa na względzie,
    Następnie, że się dzieci, jak mówisz, porodzą,
    A właśnie w to me chęci najgorętsze godzą.
    Rzecz tak się ma: Gdy osiąść zechcesz w mojej ziemi,
    Gościnnie cię rękami przyjmę otwartymi.
    Lecz to ci zapowiadam: sam cię z tej krainy
    Nie myślę wyprowadzać; skoro, bez mej winy,
    Zawitasz własnowolnie mojego domu,
    Przytułku ci użyczę, nie wydam nikomu.
    Więc sama racz swe kroki zwrócić z tego grodu,
    Obrażać gospodarzy ja nie mam powodu.

    MEDEA

    Tak będzie… Przecież tylko naonczas nie dojmie
    Zły los mi, jeśli pewną zechcesz dać rękojmię[41].

    AJGEUS

    Nie ufasz mi? Lub powiedz, na coś jeszcze łasa?

    MEDEA

    Bynajmniej. Tylko wrogim jest mi dom Peliasa
    I Kreon. Gdybyś raczył związać się przysięgą,
    To nie dałbyś mnie porwać z swej ziemi. Mam tęgą
    Obronę w przyrzeczeniu twym w obliczu bogów:
    Inaczej, gotów jesteś ulec moich wrogów
    Przyjaźnym, słodkim słowom. Na tym się zasadza
    Ma prośba: u mnie słabość, u nich można władza.

    PrzysięgaAJGEUS

    Przezornie to układasz, przemądrze, prawdziwie!
    Gdy trzeba to uczynić, ja się nie sprzeciwię.
    I dla mnie najbezpieczniej będzie, gdy w tej sprawie
    Odwołam się do przysiąg: i ciebie tym zbawię
    I siebie… Wymień bóstwa, na które mam składać.

    MEDEA

    Na ziemię i na słońce, mojego pradziada-ć,
    Przysięgnij i na wszystkie inne moce nieba.

    AJGEUS

    Mów, czego mam zaniechać, a co spełnić trzeba?

    MEDEA

    Że z ziemi swej mnie w żaden nie wypędzisz sposób,
    A także, gdyby która z nieprzyjaznych osób
    Zechciała mnie z niej porwać, wytrwasz w tym do końca.

    AJGEUS

    Przysięgam ci na Ziemię i na światłość Słońca
    I wszystkie inne bóstwa, że dotrzymam wiary.

    MEDEA

    A jeśli nie dotrzymasz, jakiejś godzien kary?

    AJGEUS

    Tej, która zawsze spada na wszystkie bluźnierce.

    MEDEA

    Szczęśliwej zatem drogi… Raduje się serce,
    Że tak się to układa. Udam się ku tobie,
    Gdy wszystko, co zamyślam, jak najlepiej zrobię.

    CHÓR

    Więc niechże syn Mai[42] prowadzi cię w dom
    I mocy niech doda szlachetnym twym tchom,
    Byś spełnił swe chęci! Ja zasię w pamięci
    Mieć będę to wciąż,
    Iżeś czcigodny jest mąż!
    Ajgeus wychodzi.

    MEDEA

    O Zeusie[43], i ty, Dike[44], płodzie Zeusowy,
    I Światło ty słoneczne! Teraz, białogłowy,
    Me lube, swoich wszystkich nieprzyjaciół zmogę[45],
    Albowiem na właściwą wstąpiłam już drogę.
    Nadzieję mam, iż zemsty już nie ujdą mojej,
    W najgorszej oto chwili człowiek za mną stoi,
    Co plany me do portu powiedzie bez zdrady.
    O brzeg się ten zahaczę, do grodu Pallady,
    Do twierdzy jej przybywszy. Teraz jam gotowa
    Wyłuszczyć wam swój zamysł — niewesołe słowa!
    Służebną którąś poślę i wezwę Jazona,
    By stanął tu przede mną. Wówczas go przekona
    Łagodna moja warga — gdy spojrzy mi w oczy —
    Że wszystko dobrze zrobił, że gdy się jednoczy
    W małżeństwo z córką króla, czyni to rozumnie
    I zacnie, chociaż przez to ból się rodzi u mnie,
    Że sprawa weźmie obrót szczęśliwy… A dalej
    Poproszę, iżby dzieci stąd nie wypędzali,
    Nie iżbym je zostawić chciała tu na zawsze
    Na moich nieprzyjaciół szyderstwo najkrwawsze —
    Nie!… Chytrze pragnę zgładzić tę królewską córę!
    Swe syny poszlę[46] do niej, ażeby niektóre
    Zanieśli jej podarki: wianek szczerozłoty
    I suknię delikatnej, niezwykłej roboty
    Wraz z prośbą, by nie dała wyganiać biedactwa…
    Gdy ciało swe w te cenne przystroi bogactwa,
    Wraz[47] umrze, a z nią każdy, kto się tej królewny
    Tknąć zechce. Taki bowiem będzie jad przepewny
    W kosztownej tej posyłce. Tutaj skończyć muszę,
    Nie powiem, jaka zgroza przenika mą duszę
    Na to, co mam wypełnić, a co mnie na ćwierci
    Dziś szarpie! Własne dzieci zabiję! Od śmierci
    Nikt zbawić ich nie zdoła. A kiedy tak zniszczę
    Jazona dom, korynckie porzucę grodziszcze,
    Ucieknę precz od mordu mych najdroższych dziatek,
    Spełniwszy tę okropność! Nie chcę na ostatek
    Być wrogów pośmiewiskiem… Pozbawiona domu,
    Precz pójdę, przyjaciółki! Komu-ż żyć mam, komu?!
    Ojczyzna dziś mi obca, zbrakło mi schroniska,
    Gdzie mogłabym się uciec, tej śmiertelniej bliska
    Rozpaczy!… Pierwszy grzech mój był wówczas, gdy, siła[48]
    Ufając słowom Greka, ojczyste-m rzuciła
    Domostwo! On mi za to zapłaci! Albowiem
    Nie spotka się już nigdy z swoich synów zdrowiem
    I życiem. A i pani jemu poręczona
    Nie może go obdarzyć płodem swego łona:
    Zła, zginie z złej trucizny!… O nie myślcie o mnie,
    Żem słaba jest niewiasta, tchórzliwa ogromnie,
    Że się do gnuśnych liczę i że spokój lubię:
    Dla dobrych jam ku szczęściu, dla podłych ku zgubie:
    Człek tylko mnie podobien wart największej chwały.

    PRZODOWNICA CHÓRU

    Gdy wszystkie mi zamysły twe usta wyznały,
    Chcę być ci pożyteczną i dlatego radzę
    Dać spokój, wszak obrażasz ludzkich ustaw władzę.

    MEDEA

    Nie mogę! Jednak tobie przebaczam, wiem przecie,
    Żeś nigdy tyle złego nie zniosła na świecie.

    CHÓR

    By zgładzić własne dzieci, twa myśl się wytęża?

    MEDEA

    W ten sposób ja najsilniej ugodzę w pierś męża.

    CHÓR

    Ze wszystkich kobiet będziesz wówczas najbiedniejsza.

    MEDEA

    Idź sobie! Na nic zda się twa mowa dzisiejsza.
    do piastunki
    Ty spiesz się i Jazona przywiedź mi tej chwili.
    Posługi najwierniejsze ty spełniasz najmilej.
    A milcz — to moja prośba! Zważać będziesz na nią,
    Jeżeliś jest kobietą i kochasz swą panią.

    CHÓR

    O rodzie Erechtejowy, z szczęścia dawnego znan,
    Wieczystych bogów plemię,
    Zamieszkujące tę ziemię,
    Przesławnej mądrości kraj!
    O ty, co depcesz łan,
    W błękitny zatopion maj,
    Te błonia,
    Gdzie dziewięć onych świętych, pierydzkich[49] Muz
    Jasna zrodziła Harmonia:
    Kiprys czerpała pono z Kefizu twego fal
    Kryniczne[50], słodkie zdroje
    I potem we włosy swoje
    Wplótłszy pęk wonnych róż,
    Z łagodnym szła wiewem w dal
    I słała-ć, mądrości stróż,
    Eroty,
    Przemyślne towarzysze wszelkich wiedz i sztuk,
    Sprężyny wszelakiej cnoty.
    O jakżeż cię przyjmie ten gród,
    Ta ziemia świętych rzek,
    Gdzie świętym jest każdy człek —
    Ciebie, coś synów swych krwią
    Zmazana?
    To ginie — bacz! — własny twój płód!
    To mord własnych dzieci — o bacz!
    K'tobie się zwraca nasz płacz,
    Obejmujemy-ć kolana:
    Nie morduj, o nie bądź tak złą!
    Skąd męstwa nabierzesz, ach! mów!,
    Aby uzbroić swą dłoń
    I serce — o broń się, broń! —
    Na ten okrutny czyn?
    Azali
    Nie zbraknie potrzebnych ci tchów?
    Czy możesz tak patrzeć bez łez
    Na dzieci rodzonych zły kres?
    Czy litość cię nie powali,
    Gdy błagać cię będzie twój syn?
    Na scenę wchodzi

    JAZON

    Wezwałaś mnie i jestem. Choć puściłaś wodze
    Swym gniewom zapalczywym przeciw mnie, przychodzę
    Wysłuchać, co mi jeszcze rzekną twoje usta.

    MEDEA

    Jazonie! Ma poprzednia mowa była pusta[51],
    Ty wybacz mi! A zresztą godzi się ode mnie
    I złość mą przyjąć chętnie, jeżeli wzajemnie
    Tak dużo myśmy sobie świadczyli dobrego.
    Ja chcę się upamiętać. Pytam się, dlaczego
    Mam szaleć, nędzna dziewka, przeciw tym, co szczerze
    Życzliwi są mym losom? Skąd się złość ta bierze
    Na władcę tego kraju i na mego męża,
    Co wszystkie swoje siły li[52] dla mnie wytęża?
    Co dzieciom moim dolę chcąc zgotować pewną,
    Zamyśla dać im braci, żeniąc się z królewną?
    Nie zbędęż ja się gniewu, gdy mnie szczęściem darzą
    Bogowie? Po cóż chodzę z bolejącą twarzą?
    Azali nie mam dzieci? I któż mi zostanie
    Z przyjaciół, gdy się sama skażę na wygnanie?
    To wszystko rozważywszy, widzę, jak bez celu
    Był gniew mój i ma skarga! Teraz nie dość wielu
    Nie mogę znać wyrazów, aby należycie
    Pochwalić twe zamiary! Wiem: o naszym bycie
    Myślałeś w tym małżeństwie! Więc czemuż ja raczej
    Nie oddam się uciesze, miast[53] ginąć z rozpaczy?
    Przecz[54] nie ma mnie przy łożu twej małżonki nowej?
    Przecz stroić nie pomagam jej nadobnej głowy?
    Że takie my jesteśmy, nie inne, nie biorę
    Bynajmniej tego za złe, lecz powiem ci w porę,
    Byś w złym się tym nie równał i w niemądry sposób
    Nie toczył walki z mózgiem niezbyt mądrych osób.
    O dzieci, dzieci, chodźcie! Rzućcie domu progi,
    Przybliżcie się, patrzajcie: to wasz ojciec drogi!
    Powitać trzeba ojca, uściskać wraz ze mną,
    Przemówić choć słóweczko, rzucić nieprzyjemną
    Tę niechęć, tę nieprzyjaźń! Już się wasza matka
    Zgodziła z nim, już spokój będzie do ostatka
    Panował między nami! Cóż go skłócić może?
    Pochwyćcie tę prawicę ojcowską!
    na stronie
    O Boże!
    Gdy sobie dziś pomyślę o tym, że tak muszę
    Ukrywać, co tak szarpie tę mą biedną duszę! — —
    O dzieci, moje dzieci?! Długo-ż wy będziecie
    Wyciągać ku mnie rączki? O ja na tym świecie
    Kobieta najnędzniejsza! Zalewam się łzami
    I jestem pełna trwogi! Późno między nami —
    Pomiędzy mną a ojcem — nastąpiła zgoda,
    Dlatego w łzach dziś tonie moich lic uroda.

    PRZODOWNICA CHÓRU

    I mnie spod moich powiek jasne ciekną ślozy[55].
    Bodajby dzień nie nadszedł jeszcze większej grozy!

    JAZON

    To-ć chwalę ci, niewiasto, tamtego nie ganię.
    Bo słuszne jest kobiety gorzkie narzekanie
    Na męża, który chyłkiem do swego ogniska
    Wprowadza drugą żonę. Lecz już się nie ciska
    Twe serce w pustym gniewie. Zwycięstwo-ś nareszcie
    Odniosła, jak przystało rozumnej niewieście,
    Nad sobą! A wy, dzieci: już same niebiosy
    Raczyły tu zarządzić, że o wasze losy
    Zatroszczył się wasz ojciec godziwie: na przedzie
    Staniecie śród Koryntian, tak wam się powiedzie
    Przy braciach. Więc rośnijcie! Wszystkie inne sprawy
    Na oku ma wasz ojciec i sam Bóg łaskawy.
    Obyście do męskości dobiegli wesołej
    I poszli na zwycięski bój z nieprzyjacioły!
    do Medei
    Dlaczego toniesz we łzach? Czemu lico blade
    Odwracasz znów ode mnie? Odpychasz mą radę?
    Dlaczego nie przyjmujesz moich słów radośnie?

    MEDEA

    O dzieciach pomyślałam, przeto żal mój rośnie.

    JAZON

    Ja zajmę się już nimi… Czemu płakać? Czemu?

    MEDEA

    Przestanę się już troskać, ufam słowu twemu.

    JAZON

    Dlaczego jednak z oczu płyną łzy ci słone?

    MEDEA

    KobietaKobiety myśmy słabe i do łez stworzone,
    Jam przecież je zrodziła. Kiedyś wspomniał dzieci,
    Myślałam, czy naprawdę szczęście im zaświeci,
    Którego pragniesz dla nich. Z naszej dziś rozmowy
    Wiem jedno, a zaś drugie wyznać ci gotowy
    Mój umysł — racz posłuchać: jeśli mnie wypędza
    Z tej ziemi rozkaz króla, widzi to ma nędza,
    Że dla mnie tak najlepiej, nie myślę stać w drodze
    i tobie, i królowi. Sama się z tym godzę,
    Że, pozostawszy tutaj, twojego bym domu
    Zawadą przecież była, a tak zaś nikomu
    Przeszkadzać już nie będę: uciekam więc sama,
    Niech za mną dobrowolnie zamyka się brama
    Koryntu! Lecz byś dzieci wychował, Kreonta
    Racz prosić, by ich z tego nie wypędzał kąta.

    JAZON

    Obawiam się, czy zechce. Lecz spróbować można.

    MEDEA

    Wiec niech się raczy udać twa małżonka zbożna
    Do ojca, iżby dzieci nie wypędzał z kraju.

    JAZON

    I owszem… Mam tę wiarę, że, kobiet zwyczaju
    Trzymając się, mej prośbie nie odmówi ona.

    MEDEA

    Ma pomoc przy tym wszystkim jest ci zapewniona.
    Podarki jej posyłam kosztowne bez miary —
    Kto kiedy na tej ziemi widział takie dary? —:
    Przepiękny płaszcz weselny i wian szczerozłoty
    Podadzą jej me dzieci. Niechże te klejnoty
    Natychmiast kto przyniesie — trza wydać rozkazy…
    Nie raz się uraduje, nie! Po tysiąc razy
    Szczęśliwą będzie owa niewiasta, co w tobie
    najdzielniejszego męża znalazłszy, w ozdobie
    Bezcennej chodzić będzie, którą na swe wnuki
    Rad przelał ojciec ojca, sam Helios, dopóki
    Żyć będzie nasze plemię… Weźcie to, dziecięta
    I idźcie z tym do księżnej. Radością przejęta,
    Dar ujrzy niepośledni, przegodny podzięki.
    Służba przyniosła tymczasem podarki.

    DarJAZON

    Dlaczego, nierozumna, wypuszczasz to z ręki?
    Czy nie ma dosyć sukien w jej królewskim domu?
    Czy nie ma dosyć złota? Nie dawaj nikomu,
    Zatrzymaj to! Jeżelim wart przed jej obliczem
    Cośkolwiek — i bez tego nie odejdę z niczym.

    MEDEA

    Daj spokój! Podarunki są i bogom miłe.
    Niż ludzkich słów tysiące, stokroć większą siłę
    Ma złoto… Przy niej szczęście, nasza to królowa,
    Bóg sprzyja jej zamiarom. Ja jestem gotowa
    Nie tylko oddać złoto, lecz życie poświęcę,
    By dzieci na obczyźnie nie ginęły w męce.
    Więc idźcie w dom bogaty tej małżonki świeżej
    Ojcowskiej, a mej pani, i, jak się należy,
    Błagajcie ją, podając ten płaszcz i to złoto,
    By was nie wypędzano… Głównie idzie o to,
    Ażeby własnoręcznie dary te przyjęła.
    Spieszcie się i wnet sprawę zdajcie z swego dzieła.

    CHÓR

    Nie mam już żadnej nadziei, by mogły żyć te dziecięta,
    Śmierć nieuchronna je czeka, śmierć pewna,
    I ona, nieszczęsna królewna,
    Kosztownej przerada ozdobie,
    Koniec zgotuje sobie
    Straszliwy:
    Na jasne swoje sploty
    Śmiertelny podarek złoty
    Rękoma położy własnymi.
    Snać się nie oprze pokusie! Urokiem darów przejęta,
    W płaszcz się i wieniec złocisty przystroi
    I do śmiertelnych podwoi
    Na wieczne pospieszy śluby —
    Już nie uniknie zguby!
    Przedziwy!
    Sieć zastawiona zdradnie,
    Ona do sieci tej wpadnie,
    Zejdzie do Hadu[56] podziemi!
    LosI ty, o nieszczęśniku, zięciu naszego pana,
    Bezwiednie swe dzieci
    I dziewkę narzeczoną,
    Co miała być ci żoną,
    W śmiertelne zapędzasz sieci —
    Snać dola ci twoja nieznana!
    A także i twoja boleść okrywa mnie żałobą,
    Ty matko-nieboże,
    Co chcesz mordować syny,
    Albowiem twój jedyny
    Inne już wybrał łoże,
    Niegodnie wzgardziwszy tobą.
    Na scenę wchodzi

    PIASTUN

    Kniahini, dzieciom twoim nie grozi wygnanie,
    Królewna rada wzięła podarki. Nastanie
    Dla synów twoich spokój. Wszystko złe przeminie.

    MEDEA

    Ach!

    PIASTUN

    Dlaczego wzdychasz, pani, w tej szczęsnej godzinie?
    Przecz lice znów odwracasz, nie chcesz mówić ze mną,
    Miast chętnym przyjąć sercem wiadomość przyjemną?

    MEDEA

    O jej!

    PIASTUN

    Niezgodne to są jęki z tym, co ci przynoszę.

    MEDEA

    Ojej! Ojej!

    PIASTUN

    Myślałem, że sprawię-ć rozkosze —
    Czy może wieściom moim nie bardzoś jest rada?

    MEDEA

    Przyniosłeś, coś miał przynieść. Lżyć cię nie wypada.

    PIASTUN

    Więc czemu spuszczasz oczy, łez wylewasz zdroje?

    MEDEA

    Tak musi być, mój stary! Bóg i serce moje
    Sprawiają, że tak czynię dziś, a nie inaczej.

    PIASTUN

    Przez dzieci w dom ty wrócisz, pozbądź się rozpaczy!

    MEDEA

    Lecz inni już nie wrócą! O jakaż ja biedna!

    PIASTUN

    Dzieciątek pozbawiona nie ty sama jedna,
    Nie godzi się na los swój narzekać nikomu.

    MEDEA

    I ja narzekać nie chcę. Powracaj do domu,
    O dzieciach miej staranie, jak zwykle… O dzieci,
    O dzieci moje drogie! Jak ten żywot leci,
    Dom macie, macie miasto, w którym żyć wypadnie
    Bez matki, opuszczonej, wygnanej tak zdradnie,
    Bez matki, co w świat idzie, zanim się do syta
    Nacieszyć mogła wami, ach! zanim, okryta
    Radością, zaświeciła weselne wam łoże,
    W strój ślubny przyoblekła narzeczone hoże[57]
    I zanim uroczyste poniosła wam świece!
    Dlaczego tak stwardniało me serce kobiece?
    Daremnie-m was chowała, daremnie cierpiała,
    Daremna, lube dzieci, moja troska cała,
    Daremny ból okrutny, kiedym was rodziła!
    W mym sercu rosła wiara, nadzieja przemiła,
    Że wy mnie pielęgnować będziecie w starości,
    Że ręce wasze zacnie pogrzebią me kości —
    Zawiści godne losy!… Teraz już przepadła
    Na wieki słodka troska! Innego dziś jadła
    Skosztuję! Pozbawiona was, o dzieci lube,
    Żywić się będę smutkiem, skazana na zgubę,
    I was już od tej chwili inne czeka życie —
    Przenigdy wy swej matki już nie zobaczycie
    Miłymi oczętami! Czemu tak ogromnie
    Wpijacie się tym wzrokiem? Czemu się tak do mnie
    Śmiejecie tym ostatnim uśmiechem? O rety!
    Co czynić?! Jak postąpić?! Poradźcie, kobiety!
    Spojrzawszy w te ich jasne źrenice, od razu
    Straciłam wszelkie męstwo! Ach! Nie jestem z głazu!
    Ja tego nie uczynię! Żegnajcie na wieki,
    Me plany! Ja was, dzieci, wezmę w kraj daleki
    Ze sobą! Na cóż ojcu dokuczyć mi trzeba?
    Czy na to, bym po dwakroć cierpiała? O nieba!
    Precz dawne me zamysły! Jednak czyż dopuszczę,
    By miano szydzić ze mnie, żem swych wrogów tłuszczę
    Puściła tak bez kary? Niechże się nie boi
    Me serce! Wstyd i hańba, żem do duszy twojej
    Dać mogła przystęp słowom tak miękkim! Przestanę
    Być tchórzem! Idźcie do dom, dziateczki kochane!
    A komu się wydaje, że przy tej ofierze
    Nie może być obecnym, niech się precz zabierze!
    Nie! Litość ręki mojej przekupić nie zdoła!
    Ach! Ach!
    A jednak, jednak, duszo, daj spokój!… Wesoła
    Snać będzie nasza dola, gdy zostanę z wami!
    Tak! Niechaj się tym czynem ma dusza nie plami!
    Nie! Nie! Na wszystkie duchy-mściciele w Hadesie,
    Przenigdy nie dopuszczę, ażeby obiesie,
    Me wrogi, szydzić miały z mojej biednej dziatwy!
    Stało się! Już mi powrót z tej drogi niełatwy!
    Już widzę, jak w mym płaszczu i w mym diademie
    Królewska pada córka nieżywa na ziemię!
    Tak weszłam na tę drogę nieszczęsną! (Lecz one
    Na drogę nieszczęśliwszą idą opuszczone!)
    Pożegnam przeto synów! Podajcie, o dziatki,
    Te prawe swoje ręce! Niech je usta matki
    Serdecznie ucałują! Najdroższe rączęta!
    Najmilsze moje główki! Piękności nietknięta
    Tych kształtów, tych twarzyczek! Szczęśliwość znajdziecie,
    Nie tu, lecz tam, me dziatki! Szczęścia na tym świecie
    Pozbawił was rodzony wasz ojciec! O słodki
    Oddechu! O uroku tej postaci wiotkiej!
    O gładkie, kraśne lica! Żegnajcie na zawsze!
    GniewNie mogę patrzeć na was! Oto mnie najkrwawsze
    Przemogły dziś katusze! Wiem, na co się ważę,
    Lecz gniew mnie dziś opętał, on pod swoją strażę
    Wziął wszystkie moje myśli, dłużej nie poczeka
    Ten sprawca najstraszniejszych męczarni człowieka.

    CHÓR

    Nieraz ja odważnie kierując swe kroki
    Ku coraz to większej zaciekań głębinie,
    Łamałam się bardziej, niżeli przystało
    Płci mojej niewieściej. Gdyż Muza, głębokiej
    Kapłanka mądrości, przybliża się ninie
    I ku nam! — Nie wszystkim! Nam równych i mało
    Jest może na świecie,
    Lecz Muz ukochanie u kobiet znajdziecie!
    DzieckoDlatego też mówię, iż większa przypadła
    Szczęśliwość w udziele[58] tym z ludzi, co dziatek
    Nie mają rodzonych, niż tym, co się w stadła
    Połączą i płodzą.
    Kto nie wie, jakiego też losu zadatek
    Gotuje dla siebie płodzący, czy szczęście
    Wraz z dziećmi nań spadnie, czy dola swe pięście
    Pokaże — kto mając to wszystko na względzie,
    Nie płodzi, ten zbędzie
    Niejednej się troski
    Pod chęci tej wodzą.
    Lecz komu w dziedzinie zakwitła ojcowskiej
    Rozkoszna latorośl, przemiła mu dziatwa,
    O, temu nie będzie, zapewniam, zbyt łatwa
    Ta droga żywota… Nasamprzód potrzeba
    Wychować, a potem zapewnić kęs chleba,
    A potem człek nie wie, dla kogo się trudzi,
    Czy dobrych on ludzi,
    Czy złych pozostawi? A jeszcze, poza tym,
    Jest dola najgorsza, władnąca nad światem:
    Zgromadzon dobytek, wyrosły dziecięta
    Na duchu i ciele, a oto zawzięta
    Potęga się jawi, śmierć idzie zuchwała,
    Jak tu, i do Hadu unosi ich ciała!
    Dlaczegóż to jeszcze — o, niech mi kto powie! —
    Do innych udręczeń przydali bogowie
    I to najstraszliwsze dla człeka,
    Że śmierć już na dzieci gdzieś czeka?!

    MEDEA

    Z tęsknotą za wieściami, przyjaciółki moje,
    Co stało się w tym domu, zbyt długo tu stoję.
    Lecz oto pędzi ku nam służebny Jazona.
    Wiadomość niewesoła, bo prawie że kona
    Z zmęczenia — o patrzajcie! z tchem zapartym bieży.
    Na scenę wbiega

    POSEŁ

    Spełniłaś czyn okrutny! Radzę jak najszczerzej:
    Uciekaj precz, Medeo! Uciekaj ukradkiem,
    Co wpadnie ci pod rękę, czy wozem czy statkiem.

    MEDEA

    Dlaczego mam uciekać? A skądże ta rada?

    POSEŁ

    Nadobną córkę króla spotkała zagłada.
    Z nią razem i Kreonta czary twe zabiły.

    MEDEA

    Rozkoszną wieść mi niesiesz, posłańcze przemiły!

    POSEŁ

    Co mówisz? Nie szalejesz? Masz-li zmysły zdrowe?
    Zburzyłaś dom królewski i o to masz głowę
    Spokojną? Z swego serca wyrzuciłaś trwogę?

    MEDEA

    Niejedno ja ci na to odpowiedzieć mogę,
    Lecz nie spiesz się, mój druhu! Opowiedz dokładnie,
    Jak było, gdyż podwójna na mnie radość spadnie,
    Jeżeli o ich zgonie wieść usłyszę pewną.

    POSEŁ

    Gdy dzieci twoich para przed jasną królewną
    Stanęła razem z ojcem, ogromne wesele
    Uczuli domownicy, co na klęsk tak wiele
    Patrzali w twoim domu. Gruchnęło wokoło,
    Że zatarg między żoną a mężem wesoło
    Zakończy się nareszcie… I oto z radości
    Ten ręce jął[59] całować tych maleńkich gości,
    Ów głowę złotowłosą. I ja na pokoje
    Niewieście-m szedł za dziećmi — tak się serce moje
    Cieszyło. I królewna, którą my tej chwili,
    Miast ciebie, jako naszą nową panią czcili,
    Nim jeszcze jasne główki twych dzieci spostrzegła,
    Nasamprzód na Jazonie swym spojrzeniem legła.
    A potem, kiedy weszły twe syny, od razu
    Ściągnąwszy brwi, swe lica, blade na kształt głazu,
    Z niechęcią odwróciła. Ale mąż twój, pani,
    Łagodząc gniew jej, rzecze: „Niechaj cię nie rani
    Ich widok, wszak to twoi przyjaciele! Głowę
    Zwróć ku mnie i ukochaj przyjacioły nowe,
    Tak samo, jak je kocham ja, twój ulubieniec,
    Weź dary — masz tu suknię, masz złocisty wieniec —
    I proś, aby twój ojciec gwoli mnie[60] tych dziatek
    Nie pędził z swego kraju…” I ona, ten statek[61]
    Ująwszy drogocenny, wytrzymać nie zdoła
    I wszystko przyobieca, a potem, wesoła,
    Nim jeszcze zbyt się z dziećmi oddalił kochanek,
    Ubrawszy w płaszcz się barwny i w złocisty wianek
    Swe skronie przystroiwszy, przed zwierciadłem stanie
    I włosy swe przygładzi, poprawi ubranie
    I śmieje się do — martwej postaci. A potem
    Białymi mknie stopami w tym ubraniu złotym
    Po sali i, radując się darom, radośnie
    Przygląda się swym wdziękom i w swych oczach rośnie,
    Na palcach się wspinając. A potem — o dzieje!
    Straszliwe! — z zbladłą twarzą nagle się zachwieje
    I ledwie dojść do krzesła wydoła, ta biedna,
    Ażeby wprost nie upaść na ziemię. A jedna
    Z służebnic, siwowłosa staruszka, myśląca,
    Że Pana to jest dzieło lub zawiść gorąca
    Któregoś z innych bogów to wszystko sprawiła,
    Rozpocznie w głos się modlić, gdy wtem naraz siła[62]
    Bielutkiej ujrzy piany wokół ust i zoczy
    Bezkrwiste, zbladłe lica królewny i oczy
    Zwrócone w słup. Co widząc, od razu w krzyk dziki
    Przemieni swe modlitwy. Służebne podwiki
    Pobiegną ta do ojca, tamta znów do domu
    Małżonka, by im donieść, od jakiego gromu
    Ginęła biedna dziewka. Pałac trząsł się cały
    Od ludzkich stóp, co chyżo tu i tam biegały.
    A teraz — dobry piechur, wyciągnąwszy nogi,
    Przebyłby ze sześć pletrów wyznaczonej drogi —
    Śmierć, Trucizna, OgieńNieszczęsna, która dotąd, jak gdyby nieżywa.
    Leżała, wraz się z krzesła w dzikim szale zrywa:
    Podwójna się już zguba przylepiła do niej,
    Złocisty bowiem wieniec naokół jej skroni
    W zabójczych stanął ogniach — rzecz dziwna, zaiste!
    I suknia, dar twych dzieci, jęła się w jej lśniste,
    Bielutkie wgryzać członki. Zerwawszy się z krzesła,
    Szarpana płomieniami, głowę swą podniesła
    I jęła strasznie trząść nią w tę i ową stronę,
    Ażeby z czoła strząsnąć więzy rozpłonione.
    Na próżno! Nie puściło to złoto złowieszcze,
    A gdy tak trzęsła głową, ogień wzmógł się jeszcze,
    Podwójnym płonął blaskiem. I padła na ziemię,
    Zwalona ręką losu. Żadne ludzkie plemię
    Nie mogłoby jej poznać: zeszpecone lica
    Zaledwie były jasne dla oczu rodzica.
    Nie widać ócz ni twarzy, od góry do dołu
    Sączyła krew z kroplami płomieni pospołu.
    Szarpane zębem jadu niewidnym, jak ślozy
    Jodłowe, tak padały śród ohydnej grozy
    Nieszczęsne strzępy mięsa, oddarte od kości.
    Nikt zmarłej tknąć się nie chciał, wszyscy ludzie prości
    Nie śmieli k'niej[63] się zbliżyć, pełni byli trwogi,
    Albowiem już ich wszystkich los pouczył srogi.
    Lecz ojciec, nic nie wiedząc, jakiej doznał straty,
    Na zmarłą wprost popędził, wpadłszy do komnaty.
    Objąwszy ją ramieniem, całując jej usta,
    Odezwał się w te słowa, pobladły jak chusta,
    Łkający ponad wyraz: „O dziecko me lube,
    Któż z bogów tę okrutną zgotował ci zgubę?
    Któż ojca osierocił siwego? Żałobą
    Któż okrył go nad grobem? Umrę razem z tobą!”
    Przestawszy łkać i jęczeć, kiedy chciał do góry
    Swe starcze podnieść członki w tej chwili ponurej,
    Przyczepił się do sukni, jako bluszczu zwoje
    Do prętów wawrzynowych. Poczęły się boje
    Okrutne: Usiłuje wyprężyć kolana,
    A sukni go potęga powstrzyma nieznana.
    Gdy gwałtem chciał się wyrwać, wnet mięsa kawały
    Od starych jego kości, jak szmaty, padały.
    Na koniec i on legł, oddał swoją duszę:
    Za wielkie, jak na człeka, były to katusze.
    I oto leży córka i jej ojciec stary —
    Los, godny, by się nad nim rozpłakać bez miary!
    W twe sprawy się nie mieszam, wiesz najlepiej sama,
    Jak ujść sprawiedliwości, jaka ci się brama
    Otworzyć ma. Lecz jedno wypowiadam szczerze:
    Zapewne nie od dzisiaj ja święcie w to wierzę,
    Iż cieniem-li świat ludzki i że najgłupszymi
    Są ci, którym się zdaje, jakoby olbrzymi
    Posiedli w sobie rozum, i przekarygodnie
    Mądrością swą się chełpią. Popełniają zbrodnię,
    Albowiem nikt nie żyje na świecie szczęśliwie.
    A jeśli kto opływa na ziemskiej tej niwie
    W bogactwa, to od innych szczęśliwszy być może,
    Lecz szczęścia prawdziwego skąpią ręce boże.

    PRZODOWNICA CHÓRU

    Dziś, zda się, Bóg jakowyś śle wciąż klęski nowe
    Na grzechem obarczoną Jazona głowę.
    O córko ty Kreonta! Jakżeż serce boli,
    Iżeś się doczekała tak okrutnej doli:
    Zginęłaś, boś została małżonką Jazona.

    MEDEA

    O drogie przyjaciółki! Rzecz postanowiona!
    Morduję naprzód dzieci, a potem z tej ziemi
    Uciekam, nie chcę bowiem, ażeby nad nimi
    Na skutek mojej zwłoki pastwiły się ręce
    Mych wrogów stokroć gorsze. Tym ich nie poświęcę!
    Że zasię zginąć muszą, więc przeze mnie zginą,
    Przez matkę swą rodzoną. Zbrój się tą godziną,
    Me serce! Po co zwlekać, jeśli spełnić trzeba
    Rzecz straszną, lecz konieczną. Odwagi, na nieba!
    Ty ręko nieszczęśliwa! Podnieś miecz do góry
    I spiesz się, spiesz, gdzie czeka cel życia ponury.
    Nie truchlej! Nie myśl o tym, jak ci te rodzone
    Twe dzieci były drogie! Potem łzy lej słone,
    Lecz teraz na dzień jeden zapomnij! I w śmierci
    Zostaną ci drogimi, a ciebie na ćwierci
    Ból zedrze, nieszczęśliwą snać będziesz do końca.
    Wychodzi.

    CHÓR

    O biada! O Ziemio! O Słońca
    Wszystko widzący promieniu! Swe jasne
    Zwróć dzisiaj oczy
    Ku tej na świecie
    Najokrutniejszej kobiecie,
    Nim, dzieci mordując własne,
    W ich krwi swe ręce ubroczy!
    Wszak to złocisty twój siew,
    Więc jakżeż być może,
    Aby nasienie to boże
    Śmiertelny mordował człek!
    A więc, niebiańska światłości,
    Sięgnij do głębi jej trzew,
    Lub z domu wypędź precz tych krwawych zemsty gości,
    Erynie wypędź po wiek!
    Daremne więc wszystkie twe trudy!
    Daremnie rodziłaś swe dzieci! Daremnie
    Przez fal odmęty,
    Wskróś pełne zdrady
    Płynęłaś Symplegady[64]!
    O jakich to szaleństw ciemnie,
    O, jakiż to upór przeklęty
    Owładnął dziś duchem twym!
    Na ludzkie wszak plemię
    Spada, ciekąca na ziemię,
    Wylana rodzona krew:
    Rąk bożych mściwe narzędzie
    Zwróci się przeciw złym!
    Świeży wciąż rodząc ból, mordercę ścigać wciąż będzie!
    Słuszny jest boży gniew!

    JEDEN Z SYNÓW

    za sceną
    O biada! Cóż mam czynić? Jak ujść rękom matki!

    DRUGI SYN

    jw.
    Ja nie wiem, drogi bracie! To nasze ostatki!

    CHÓR

    Czy słyszysz ten jęk? Ach, dzieci to głos!
    O, straszny twa dłoń gotuje im los!
    Czy pobiec mam w dom, z rąk wydrzeć ci kord?
    Wstrzymam twych synów mord!

    DZIECI

    jw.
    Ratunku! O na Boga! Czemu nie spieszycie?
    Już miecz w śmiertelne sieci zapędza nam życie!

    CHÓR

    Azali jak żelazo, nieszczęsna, lub skała,
    Że płód, któryś sama wydała,
    Rękami zabijasz własnymi?
    Jedyna tylko, jak słyszę, niewiasta
    Była na ziemi
    Od dawnych, pradawnych stuleci,
    Co swoje zabiła dzieci —
    Ino, przez Zeusa, wieczystego własta[65],
    Mściwą wygnana żonę.
    Własnego płodu grzeszna zabójczyni,
    Poza brzeg morski krok rozpaczny czyni,
    W odmęty rzuca się słone
    I w ich głębinie
    Wraz z swymi dziećmi ginie.
    Cóż jeszcze być może
    Groźniejszym na świecie? O łoże
    Namiętnej chuci niewieściej,
    Ileż się w tobie zła dla człeka mieści!…
    Na scenę wbiega

    JAZON

    Powiedzcie mi, stojące u pałacu wrótni,
    Czy jeszcze jest w pałacu ta przenajokrutniej
    Niszcząca nas Medea, lub czy już uciekła?
    Bo ukryć się powinna ta zbrodniarka wściekła
    Pod ziemię lub na skrzydłach wzbić się w kraj podniebny,
    Ażeby nie dać gardła za ten czyn haniebny,
    Spełniony na królewskim plemieniu. Czyż można
    Przypuścić, by myślała ta dziewka bezbożna,
    Że ujdzie z tego domu bez słusznej zapłaty
    Za mord na władcy kraju? Lecz wiedzcie, nie na tej
    Zależy mi! O dzieci mi idzie! Skrzywdzeni
    Już wiedzą, co im czynić! Zemsta się rozpleni!
    Ja po to li przybiegłem, aby jak najpewniej
    Ocalić swoje dzieci, którym grożą krewni,
    Pragnący się na matce pomścić za jej winę!

    PRZODOWNICA CHÓRU

    Ach! Nie wiesz, w jak nieszczęsną jawisz się godzinę,
    Jazonie! Nie te wówczas powiedziałbyś słowa.

    JAZON

    Cóż dzieje się? Czyż zabić i mnie jest gotowa?

    PRZODOWNICA CHÓRU

    Już dzieci twoje padły z macierzyńskiej ręki.

    JAZON

    Co mówisz? Jak okrutne sprawiasz mi tu męki!

    PRZODOWNICA CHÓRU

    Twe dzieci już nie żyją! To czynię-ć wiadomym.

    JAZON

    A gdzież zamordowane? W domu czy za domem?

    PRZODOWNICA CHÓRU

    Pałacu otwórz bramy, a zobaczysz zbrodnię.

    JAZON

    Hej! służbo! Odsuń rygle! Nie myślę bezpłodnie
    Stać tutaj! Chcę ich widzieć, zabitych okrutnie,
    I pomścić ich! Hej! prędzej! Wysadzić te wrótnie!

    Bóg, DarMEDEA

    za sceną
    Dlaczego się dobijasz? Czemu walisz w bramy?
    Do trupów chcesz się dostać, a i do mnie samej,
    Sprawczyni tego mordu? Daj spokój! Na nieba!
    Mów, czego chcesz ode mnie? Czego ci potrzeba?
    Mnie dłoń się twa nie dotknie! Z łaski Heliosa
    Dostałam wóz, co precz mnie unosi w niebiosa
    I daje schron przed ręką mych wrogów na zawsze.

    JAZON

    Ty zmoro nienawistna, ty z stworzeń najkrwawsze.
    Dla bogów i dla ludzi przewstrętne! Swe własne
    Zabiłaś oto dzieci i możesz na jasne
    Spoglądać jeszcze światło, patrzeć na tę ziemię,
    Ty matko niegodziwa, co miecz w swoje plemię
    Zatapiasz i mnie synów pozbawiasz, do końca
    Niwecząc moje życie! Już nie ujrzysz słońca!
    Dopiero teraz widzę, dawniej byłem ślepy!
    Gdym kazał ci porzucać barbarzyńskie stepy.
    Gdym wiódł cię, nieszczęśnico, do naszej Hellady,
    Tyś wówczas nie wahała dopuścić się zdrady
    Na ojcu swym, na ziemi, co cię wykarmiła!
    Zły demon dał mi ciebie, nieczysta mnie siła
    W objęcia twe popchnęła, gdy, zabiwszy brata,
    Co w domu rodzicielskim chował się przez lata
    Wraz z tobą, szłaś na drogi, na piękny nasz statek!
    O, taki był początek, przyszłych dni zadatek!
    A potem poślubiłaś o, tego człowieka.
    Któremu dałaś dzieci, a który narzeka,
    Boś dzieci te z małżeńskiej zabiła zazdrości.
    Kobiety nie ma takiej wśród helleńskich włości,
    By mogła spełnić zbrodnię podobną. A przecie
    Jam ciebie wybrał z wszystkich białogłów na świecie,
    Ażeby, na swą zgubę, uczynić cię żoną.
    Nie jesteś ty niewiastą, lwicą rozsrożoną
    Ty jesteś, stokroć gorszą od tyreńskiej Skilli[66].
    Lecz ciebie ani tysiąc wyrzutów tej chwili
    Nie zmoże[67], tak zuchwałe jest dzisiaj twe serce!
    Precz, dzieci morderczyni, nad wszystkie morderce
    Straszliwsza! Mnie li myśleć dziś o własnej zgubie!
    Już ja się nie połączę w tym wybranym ślubie,
    Już dzieci, którem spłodził i którem wychował,
    Nie ujrzę: zgon okrutny gniew twój im zgotował!

    MEDEA

    Twe słowa zbić bym mogła, słów mam podostatkiem,
    Lecz ojciec Zeus niebieski jest mi dzisiaj świadkiem,
    Com ja ci uczyniła, a ty mnie, nieboże,
    Jak strasznie pokrzywdziłeś! Nie dość, żeś mi łoże
    Pohańbił, jeszcze śmiałeś radować się wielce
    I w twarz mi, twoich synów biednej rodzicielce,
    Szyderstwa rzucać wstrętne! A i onej młodej
    Królewnie i jej ojcu nie mogłam nagrody
    Poskąpić należytej, iż mnie precz wygnali
    Z tej ziemi!… Możesz lwicą zwać mnie i tak dalej
    I Skillą lżyć tyreńską, tym ja się nie wzruszę!
    Zbyt dobrze ugodziłam a słusznie w twą duszę.

    JAZON

    Bolejesz i te moje podzielasz męczarnie.

    MEDEA

    I owszem; jeśli nie chcesz ze mnie szydzić marnie.

    JAZON

    Synowie! Że też taka nosi imię matki!

    MEDEA

    Z ojcowskiej wyście winy zginęły, me dziatki!

    JAZON

    Nie moja dłoń przyczyną stała się ich zguby.

    MEDEA

    Twa pycha je zabiła i twe nowe śluby.

    JAZON

    Z zazdrościś je zabiła! Godzi się to komu?

    MEDEA

    Czy mniemasz, że w tym mało dla kobiety sromu?

    JAZON

    Dla mądrej juścić mało, tylko nie dla ciebie!

    MEDEA

    Nie żyją! A to w smutku okrutnym cię grzebie.

    JAZON

    O żyją! Zmiażdżą głowę twą ich mściwe pięście!

    MEDEA

    Bóg dobrze wie, kto całe sprowadził nieszczęście.

    JAZON

    O wie, bo wie, jak serce twe jest godne wzgardy.

    MEDEA

    Milcz, wstrętem mnie napełnia ten twój język hardy.

    JAZON

    Mnie zasię twój! Znośniejsze będzie pożegnanie.

    MEDEA

    Co czynić!? I po tobie żal mi nie zostanie.

    JAZON

    Mnie pozwól pogrześć zmarłe, zdrój łez wylać szczery.

    MEDEA

    Przenigdy! Ja pogrzebię je sama tam, w Hery,
    Patronki tego grodu, świętym, cichym gaju.
    Ażeby ktoś po wrażym nie zhańbił zwyczaju
    Ich grobu. Zaś w Syzyfa ziemi dzień pokuty
    Ofiarnej zaprowadzę, aby mord ten luty[68]
    Opłacić jak należy. Teraz w Erechteja
    Dziedzinę ja uchodzę: niechybna nadzieja
    Pcha w dom mnie Ajgajosa, syna Pandiona.
    Złoczyńca zaś złą śmiercią, jak zasłużył, skona —
    Twą głowę szczątki Argu rozbiją na zawsze,
    Boś patrzał na małżeństwa mego dni najkrwawsze.

    JAZON

    Erynia dzieci i mściwa
    Sprawiedliwości dłoń
    Niech wtrącą cię w grób!

    MEDEA

    Gdzie taki jest demon, gdzie taki jest bóg,
    Który by chciał tej godziny
    Wysłuchać twych słów,
    Ty wiarołomco, ty co z praw gościny
    Uwodzicielski czynisz sobie łup.

    JAZON

    A goń-że stąd precz, a goń-że stąd, goń,
    Ty morderczyni mych dzieci!

    MEDEA

    Idź żonę swą grzebać! Powracaj w swój dom!

    JAZON

    Odchodzę bez dzieci! Gdzież koniec mym łzom?

    MEDEA

    Na stare twe lata powiększy się płacz!

    JAZON

    O dzieci najdroższe!

    MEDEA

    Dla matki! Ty zacz?!

    JAZON

    A przecz jeś zabiła?

    MEDEA

    Na tobie się mszcząc!

    JAZON

    O pragnę, nieszczęsny, te usta swe sprząc
    Z wargami mych synów ten jeden li raz!

    MEDEA

    Dziś do nich się milisz, a przecież był czas,
    Żeś rzucił swe dzieci!

    JAZON

    O pozwól, na Boga!
    Ich słodkich dotknąć się lic!

    MEDEA

    Nie tędy jest droga!
    Nie znaczą mi nic
    Twe słowa! Twa prośba już nic nie pomoże!

    JAZON

    Czy widzisz, o Boże!,
    Jak w duszę się wpija
    Ta lwica, ta żmija?
    Lecz ile wydołam,
    Niebiosa powołam
    Z sił wszystkich na świadki,
    Że ona te dziatki
    Zabiła mi lube
    I mnożąc mą zgubę,
    Godnego grzebania
    Mym rękom zabrania.
    O, czemu-m je spłodził?!
    Nie byłby w nie godził
    Skutecznie ten los z ręki matki!

    CHÓR

    Na Olimpu szczycie
    Rządzi rozmaicie
    Zeus i różnie włada
    Nieśmiertelnych rada.
    W przemnogiej postaci
    Zjawiają się losy
    I niespodzianki urządza nam bóg!
    Tu, zamiast zyskać, człek traci,
    Tam znowu zysków niebiosy
    Śród niespodzianych nie skąpią mu dróg —
    Tak było i z tym wydarzeniem.

    Przypisy

    [1]

    Argo — statek, którym wypłynęli do Kolchidy Argonauci, czyli pięćdziesięciu dwóch uczestników wyprawy po złote runo. [przypis edytorski]

    [2]

    Pelion — góra w Tesalii. [przypis edytorski]

    [3]

    Pelias (mit. gr.) — syn Posejdona i Tyro, wysłał Jazona po złote runo, z obawy że ten zajmie należny mu tron miasta Jolkos w Tesalii. Zabity przez własne córki za sprawą namów Medei. [przypis edytorski]

    [4]

    Jazon (mit. gr.) — przywódca wyprawy Argonautów (od nazwy statku „Argo”) po złote runo do Kolchidy (płd.-wsch. wybrzeże Morza Czarnego). [przypis edytorski]

    [5]

    w tej dobie (daw.) — w tym czasie. [przypis edytorski]

    [6]

    li (daw.) — tylko. [przypis edytorski]

    [7]

    snać a. snadź (daw.) — widocznie. [przypis edytorski]

    [8]

    li (daw.) — tylko. [przypis edytorski]

    [9]

    Zeus (mit. gr.) — najważniejszy z bogów, władca Olimpu, brat Posejdona i Hadesa, syn Kronosa, patronujący zjawiskom na niebie, zwłaszcza piorunom. [przypis edytorski]

    [10]

    Temida (mit. gr.) — bogini sprawiedliwości. [przypis edytorski]

    [11]

    Artemida (mit. gr.) — dziewicza bogini-łuczniczka, opiekunka zwierzyny łownej, bliźniacza siostra Apollina; jej strzałom przypisywano nagłą śmierć kobiet. [przypis edytorski]

    [12]

    wżdyć (daw.) — przecież, jednak. [przypis edytorski]

    [13]

    kniahini (daw., reg.) — księżna. [przypis edytorski]

    [14]

    ninie (daw.) — teraz. [przypis edytorski]

    [15]

    azali (daw.) — czy. [przypis edytorski]

    [16]

    wżdyć (daw.) — przecież, jednak. [przypis edytorski]

    [17]

    azali (daw.) — czy. [przypis edytorski]

    [18]

    o niego ja stoję (daw.) — na nim mi zależy. [przypis edytorski]

    [19]

    ninie (daw.) — teraz. [przypis edytorski]

    [20]

    snać a. snadź (daw.) — widocznie. [przypis edytorski]

    [21]

    Hekate (mit. gr.) — bogini magii i ciemności, pokuty i zemsty. [przypis edytorski]

    [22]

    Helios (mit. gr.) — bóg słońca. [przypis edytorski]

    [23]

    Fojbos (mit. gr.) — przydomek Apolla, boga słońca, sztuki, wróżbiarstwa i gwałtownej śmierci, przewodnika dziewięciu muz; bardziej znany w zlatynizowanej formie „Feb”. [przypis edytorski]

    [24]

    włada (daw.) — władczyni. [przypis edytorski]

    [25]

    czczy (daw.) — jałowy, nic nieznaczący. [przypis edytorski]

    [26]

    Kipryda (mit. gr.) — przydomek Afrodyty, bogini miłości, urodzonej z morskiej piany u wybrzeży Cypru. [przypis edytorski]

    [27]

    Eros (mit gr.) — bóg miłości, syn Afrodyty, przedstawiany jako chłopczyk z łukiem i strzałami; jego rzymskim odpowiednikiem jest Amor. [przypis edytorski]

    [28]

    Orfeusz (mit. gr.) — poeta tracki, który potrafił poruszyć za pomocą swej muzyki nawet rzeczy nieożywione. Kiedy zmarła jego żona Eurydyka, udał się do podziemi i tak oczarował Hadesa, że uwolnił on Eurydykę pod warunkiem, że Orfeusz nie odwróci się, dopóki nie wyjdą na ziemię. Kiedy już mieli postawić swe stopy na ziemi, Orfeusz odwrócił się i Eurydyka natychmiast zniknęła. Ogromny żal Orfeusza po powtórnej stracie żony tak rozwścieczył trackie kobiety, że w czasie jednej z orgii z okazji bachanaliów rozerwały go na strzępy. [przypis edytorski]

    [29]

    jary (daw.) — silny. [przypis edytorski]

    [30]

    przecz (daw.) — dlaczego. [przypis edytorski]

    [31]

    słowy — dziś popr. forma N.lm: słowami. [przypis edytorski]

    [32]

    przecz (daw.) — dlaczego. [przypis edytorski]

    [33]

    bawić (daw.) — przebywać. [przypis edytorski]

    [34]

    niewczesny (daw.) — dziejący się nie w porę. [przypis edytorski]

    [35]

    Kiprys (mit. gr.) — przydomek Afrodyty, bogini miłości, urodzonej z morskiej piany u wybrzeży Cypru. [przypis edytorski]

    [36]

    bełt (daw.) — nasada strzały. [przypis edytorski]

    [37]

    domie — dziś popr. forma W.lp: domu. [przypis edytorski]

    [38]

    Z Fojbosa proroczego powracam przybytku — mowa o wyroczni Apollina w Delfach. [przypis edytorski]

    [39]

    wątor — rowek pozwalający na osadzenie dna beczki. [przypis edytorski]

    [40]

    rad jest temu (daw.) — jest z tego zadowolony. [przypis edytorski]

    [41]

    rękojmia (daw.) — gwarancja. [przypis edytorski]

    [42]

    syn Mai (mit. gr.) — Hermes, bóg kupców i złodziei, posłaniec bogów. [przypis edytorski]

    [43]

    Zeus (mit. gr.) — najważniejszy z bogów, władca Olimpu, brat Posejdona i Hadesa, syn Kronosa, patronujący zjawiskom na niebie, zwłaszcza piorunom. [przypis edytorski]

    [44]

    Dike (mit. gr.) — bogini sprawiedliwości. [przypis edytorski]

    [45]

    zmóc (daw.) — pokonać. [przypis edytorski]

    [46]

    poszlę — dziś popr. forma 1 os. cz. przysz.: poślę. [przypis edytorski]

    [47]

    wraz (daw.) — zaraz, natychmiast. [przypis edytorski]

    [48]

    siła (daw.) — wiele. [przypis edytorski]

    [49]

    pierydzki — określenie Muz bądź współzawodniczących z nimi córek króla Pierosa. [przypis edytorski]

    [50]

    kryniczny — źródlany. [przypis edytorski]

    [51]

    pusty (daw.) — bezwartościowy, pozbawiony znaczenia. [przypis edytorski]

    [52]

    li (daw.) — tylko. [przypis edytorski]

    [53]

    miast — zamiast. [przypis edytorski]

    [54]

    przecz (daw.) — dlaczego. [przypis edytorski]

    [55]

    ślozy — łzy. [przypis edytorski]

    [56]

    Had (mit. gr.) — Hades, podziemna kraina umarłych. [przypis edytorski]

    [57]

    hoża (daw.) — piękna i zdrowa. [przypis edytorski]

    [58]

    w udziele — dziś popr.: w udziale. [przypis edytorski]

    [59]

    jąć (daw.) — zacząć. [przypis edytorski]

    [60]

    gwoli mnie (daw.) — ze względu na mnie. [przypis edytorski]

    [61]

    statek — tu: dobytek. [przypis edytorski]

    [62]

    siła (daw.) — wiele. [przypis edytorski]

    [63]

    k'niej (daw.) — do niej. [przypis edytorski]

    [64]

    Symplegady (mit. gr.) — ruchome skały utrudniające przepłynięcie cieśniny Bosfor. [przypis edytorski]

    [65]

    włast (daw.) — władca. [przypis edytorski]

    [66]

    Skilla — Scylla, potwór morski opisany w Odysei Homera. [przypis edytorski]

    [67]

    zmóc (daw.) — pokonać. [przypis edytorski]

    [68]

    luty (daw.) — srogi. [przypis edytorski]

    Close
    Please wait...