Oferta dla Przyjaciół Wolnych Lektur... Ankieta czytelników Wolnych Lektur

Wypełnij ankietę i pomóż nam rozwijać Wolne Lektury. Zajmie Ci to kilka minut, a nam pomoże stworzyć bibliotekę, która odpowiada na potrzeby naszych Czytelników i Czytelniczek.

x
Dziejba leśna → ← Sen wiejski

Spis treści

    1. Choroba: 1
    2. Czas: 1
    3. Doskonałość: 1
    4. Dusza: 1
    5. Erotyzm: 1
    6. Grób: 1 2
    7. Motyl: 1 2
    8. Pies: 1
    9. Pokusa: 1
    10. Przemijanie: 1
    11. Rozkosz: 1
    12. Starość: 1
    13. Śmierć: 1 2 3 4
    14. Trup: 1
    15. Wieczność: 1
    16. Wspomnienia: 1
    17. Żałoba: 1 2 3
    18. Żebrak: 1
    19. Życie jako wędrówka: 1
    pisownia łączna/rozdzielna: pokryjomu > po kryjomu; niema > nie ma; napozór > na pozór;
    pisownia ó/u/o (leksyka): brózda > bruzda;

    fleksja: niezbędnem > niezbędnym; oprzej > oprzyj;

    interpunkcja: (Był w pobliżu tłum uczniów i był ptak na) drzewie I dziewczyna > drzewie, I dziewczyna;

    Bolesław LeśmianDziejba leśnaŚmierć Buddy[1]

    Śmierć, Choroba, ŻałobaU wód Hiranjawati[2] — nad brzegiem żałoby
    Poległ Budda, trawiony mgłą ślepej choroby.
    Był w pobliżu tłum uczniów i był ptak na drzewie,
    I dziewczyna, o której nikt dotąd nic nie wie.
    PiesŚmierć opodal, we zgubne zwinięta pierścienie,
    Czekała, jak pies wierny, na jego skinienie.
    Uczył ją wlec obrożę i lizać złe pęta
    I patrzał, jak w ślad za nim po snach się wałęta,
    A dziś — choć się skłębiła nad wspólną otchłanią —
    Nawet jej nie pogłaskał i nie spojrzał na nią…
    Było ponad potokiem drzew tyle a tyle, —
    A kwiatów jeszcze więcej. Fruwały motyle.
    WspomnieniaA on mówił do uczniów: «Czylim się spodziewał,
    Że będę wspomnieniami zgon zimny zagrzewał?
    Pamiętam, jak bystrego dosiadłem Kantaki,
    By odjechać na zawsze w ten świat byle jaki[3], —
    I pamiętam snu nędzę i noc lotusową,
    Gdy się księżyc do reszty spełnił nad mą głową,
    A jam poglądał duchem, co złudzeń unika,
    W przepaść rozkwieconego kędyś października.
    CzasKrążyła w sokach drzewnych szalenizna czasu,
    I jeziorniała nicość opodal śród lasu,
    I chyliły się kwiaty nadmiarem brzemienia
    W cienistość zgęstniałego od rosy istnienia,
    PrzemijanieA ja, tropiąc kres bytu w kierunku ich woni,
    Czułem dumną zniszczalność ust, piersi i dłoni,
    Czułem, że duch mój, w leśną schwytany zieloność,
    Potrafi zdławić w sobie czar i nieskończoność…
    O, wytępić ślad gwiezdnej z błękitem łącznicy!
    ŚmierćWymknąć się zwinnym sidłom pustej tajemnicy!
    Stracić z oczu brzeg niegdyś znajomej rozpaczy!
    Umrzeć, dopóki jeszcze śmierć trwa i coś znaczy!»
    MotylI śmierć to słowo: umrzeć — pochwyciła mętnie
    I węsząc zdobycz, dla niej zachowaną skrzętnie,
    Ku ciału śladem duszy podpełzła zawile.
    Lecz dał znak. Śmierć odeszła. Fruwały motyle.
    A on mówił: «Com widział w obłędnej pogoni
    Za źródłem nieistnienia, gdzie się nic nie trwoni?
    Żałoba, WiecznośćWidziałem Wieczność w górach — w godzinie niewiary
    W trwałość własnej żałoby i w uciszeń czary,
    Gdy odziana w śnieżycy wzburzony gronostaj
    Z płaczem o wszystkich zmarłych — wybiega na rozstaj!
    Widziałem, jak się borów osoba liściata
    Wyłania z pęt zieleni i bada głąb świata,
    Co powstał wbrew jej szumom i z myślą nie o niej, —
    Liście zwiędłe — od niego, on od liści stroni…
    Grób, Dusza, Życie jako wędrówkaTrupI tu jeszcze widziałem, jak trup się spopiela,
    A popiół, zamiast spocząć, w inny kształt się wciela:
    Psem się staje u wrótni obcego mu domu
    Lub dziewczyną zdradzoną, co łka po kryjomu, —
    Lub przypłodkiem tygrysim, lub dłonią zbrodniarza —
    Trup na długość tej dłoni uchodzi z cmentarza —
    I bruzda po umarłym czernieje w niebycie…
    ŻebrakA gdziekolwiek poszedłem — szło za mną w krok życie,
    Szło, skomląc o kęs ciała i tucząc się troską,
    Szło z tej nędzy człowieczej w tamtą nędzę boską.
    Próżno jego czepliwej ujść pragnąłem zmorze:
    Jest wszędzie — jest zawczasu — i nie być nie może!
    Byłem w miazgach mdłych mroków, w tumanach bez treści —
    Lecz i tam się coś krząta, szemrze i szeleści!
    Wiem: sen wieczny to tylko czasu w grobie strata,
    Bo w najdalszych zakątkach i przerwach wszechświata
    Nie ma zwłok dość umarłych, dość znikłego cienia
    I pyłów dość nikczemnych — bez łez, bez istnienia!
    I jąłem wówczas walczyć z tym pyłem ostatnim —
    Z tym szelestem, z tym szmerem na pozór tak bratnim…
    Aż, krusząc najdrobniejsze istnienia kajdany,
    Grób, DoskonałośćZnalazłem nagłą wolność w otchłaniach Nirwany[4]!…
    Mój to twór! W nim się zmieszczę, mimo żądz ogromu!
    Grób na miarę nicości, nie znanej nikomu!
    Ciemność, której nie tyka żaden promień słońca!
    ŚmierćTrumna, gdzie nieskończoność dobiega do końca!
    Zanim w niej się ułożę, zanim rzucę ziemię,
    Niech jeszcze przed odjazdem śmierć poda mi strzemię.»
    ŻałobaTo rzekłszy, w ślepie śmierci popatrzył tak bacznie,
    Że pobiegła ku niemu, bledniejąc nieznacznie
    I część ruchu w przydrożnym zostawiając krzewie.
    Lecz dziewczyna, o której nikt dotąd nic nie wie,
    Krzyknęła: — Nie umieraj! Chociaż nic nie znaczę
    Dla ciebie we wszechświecie, lecz spojrzyj, jak płaczę…
    Nie umieraj! Raz jeszcze oprzyj się mogile! —
    Więc dał znak. Śmierć odeszła. Fruwały motyle.
    A dziewczyna szeptała: — Czas nagli! Śmierć — bliska!
    Spójrz prędzej w moich oczu modre zmierzchowiska —
    Nie umieraj! Daremnie o nicość się kusisz!
    Nie znalazłeś jej nigdzie! Po śmierci trwać musisz!
    Pójdź ze mną w żal bez końca i pójdź w beznadzieję!
    Wszystka teraz dla ciebie z całych sił istnieję…
    Erotyzm, Rozkosz, Śmierć, Starość, PokusaKocham moc twego ducha — zmarszczki twojej twarzy,
    I schorzałość, co w oczach trucizną się jarzy.
    Nie umieraj! Pieszczotą wyróżnię twe ciało,
    By dla ciebie i dla mnie niezbędnym się stało!
    Myśl zatopię w rozkoszy obłędnym bezkresie,
    Aby nic nie myślała prócz tego, co chce się…
    Białą szyję potrafię giąć do twej rozpaczy —
    I zrozumiesz, że rozpacz nic wówczas nie znaczy.
    Żyj, dopóki me dłonie bieleją po świecie,
    Dwa narzędzia pieszczoty, a usta — to trzecie!
    Twego bólu do życia żaden grób nie schłonie! —
    MotylI dziewczyna obydwie wyciągnęła dłonie
    I usta doń zbliżyła, by go zmóc za chwilę.
    Budda skinął. Śmierć przyszła. Fruwały motyle.

    Przypisy

    [1]

    Budda (hind.: Oświecony, Przebudzony) — Budda Siakjamuni, własc. Siddhartha Gautama (prawdopodobnie 563–483 p.n.e.), twórca buddyzmu. Syn królewski, asceta, myśliciel i nauczyciel duchowy. Żył w płn. Indiach, przy dzisiejszej granicy z Nepalem. [przypis edytorski]

    [2]

    Hiranjawati — rzeka w Indiach, wg legendy nad jej brzegiem umierał Budda. [przypis edytorski]

    [3]

    Pamiętam, jak bystrego dosiadłem Kantaki, By odjechać na zawsze w ten świat byle jaki — wg legendy Budda uciekł nocą konno z pałacu ojca, aby szukać lekarstwa na choroby, starość i śmierć, o których istnieniu dowiedział się dopiero w wieku ok. 29 lat. [przypis edytorski]

    [4]

    Nirwana (z sanskrytu: zgaśnięcie, zdmuchnięcie) — stan całkowitego spokoju i poznania prawdy absolutnej uzyskiwany podczas medytacji. Termin występujący w religii i filozofii indyjskiej. [przypis edytorski]

    Close
    Please wait...
    x