Wolne Lektury potrzebują pomocy...



Wolne Lektury utrzymują się z dobrowolnych darowizn i dotacji.


Na stałe wspiera nas 373 czytelników i czytelniczek.
Niestety, minimalną stabilność działania uzyskamy dopiero przy 1000 regularnych darczyńców.


Dołącz do darczyńców! Przyjaciele Wolnych Lektur zyskują wcześniejszy dostęp do nowych publikacji!
Potrzebujemy Twojej pomocy!

TAK, wpłacam
Tym razem nie pomogę, przechodzę prosto do biblioteki
Znajdź nas na YouTube

Audiobooki Wolnych Lektur znajdziesz na naszym kanale na YouTube.
Kliknij, by przejść do audiobooków.

x
Dziejba leśna → ← Sen wiejski

Spis treści

    1. Choroba: 1
    2. Czas: 1
    3. Doskonałość: 1
    4. Dusza: 1
    5. Erotyzm: 1
    6. Grób: 1 2
    7. Motyl: 1 2
    8. Pies: 1
    9. Pokusa: 1
    10. Przemijanie: 1
    11. Rozkosz: 1
    12. Starość: 1
    13. Śmierć: 1 2 3 4
    14. Trup: 1
    15. Wieczność: 1
    16. Wspomnienia: 1
    17. Żałoba: 1 2 3
    18. Żebrak: 1
    19. Życie jako wędrówka: 1
    pisownia łączna/rozdzielna: pokryjomu > po kryjomu; niema > nie ma; napozór > na pozór;
    pisownia ó/u/o (leksyka): brózda > bruzda;

    fleksja: niezbędnem > niezbędnym; oprzej > oprzyj;

    interpunkcja: (Był w pobliżu tłum uczniów i był ptak na) drzewie I dziewczyna > drzewie, I dziewczyna;

    Bolesław LeśmianDziejba leśnaŚmierć Buddy[1]

    Śmierć, Choroba, ŻałobaU wód Hiranjawati[2] — nad brzegiem żałoby
    Poległ Budda, trawiony mgłą ślepej choroby.
    Był w pobliżu tłum uczniów i był ptak na drzewie,
    I dziewczyna, o której nikt dotąd nic nie wie.
    PiesŚmierć opodal, we zgubne zwinięta pierścienie,
    Czekała, jak pies wierny, na jego skinienie.
    Uczył ją wlec obrożę i lizać złe pęta
    I patrzał, jak w ślad za nim po snach się wałęta,
    A dziś — choć się skłębiła nad wspólną otchłanią —
    Nawet jej nie pogłaskał i nie spojrzał na nią…
    Było ponad potokiem drzew tyle a tyle, —
    A kwiatów jeszcze więcej. Fruwały motyle.
    WspomnieniaA on mówił do uczniów: «Czylim się spodziewał,
    Że będę wspomnieniami zgon zimny zagrzewał?
    Pamiętam, jak bystrego dosiadłem Kantaki,
    By odjechać na zawsze w ten świat byle jaki[3], —
    I pamiętam snu nędzę i noc lotusową,
    Gdy się księżyc do reszty spełnił nad mą głową,
    A jam poglądał duchem, co złudzeń unika,
    W przepaść rozkwieconego kędyś października.
    CzasKrążyła w sokach drzewnych szalenizna czasu,
    I jeziorniała nicość opodal śród lasu,
    I chyliły się kwiaty nadmiarem brzemienia
    W cienistość zgęstniałego od rosy istnienia,
    PrzemijanieA ja, tropiąc kres bytu w kierunku ich woni,
    Czułem dumną zniszczalność ust, piersi i dłoni,
    Czułem, że duch mój, w leśną schwytany zieloność,
    Potrafi zdławić w sobie czar i nieskończoność…
    O, wytępić ślad gwiezdnej z błękitem łącznicy!
    ŚmierćWymknąć się zwinnym sidłom pustej tajemnicy!
    Stracić z oczu brzeg niegdyś znajomej rozpaczy!
    Umrzeć, dopóki jeszcze śmierć trwa i coś znaczy!»
    MotylI śmierć to słowo: umrzeć — pochwyciła mętnie
    I węsząc zdobycz, dla niej zachowaną skrzętnie,
    Ku ciału śladem duszy podpełzła zawile.
    Lecz dał znak. Śmierć odeszła. Fruwały motyle.
    A on mówił: «Com widział w obłędnej pogoni
    Za źródłem nieistnienia, gdzie się nic nie trwoni?
    Żałoba, WiecznośćWidziałem Wieczność w górach — w godzinie niewiary
    W trwałość własnej żałoby i w uciszeń czary,
    Gdy odziana w śnieżycy wzburzony gronostaj
    Z płaczem o wszystkich zmarłych — wybiega na rozstaj!
    Widziałem, jak się borów osoba liściata
    Wyłania z pęt zieleni i bada głąb świata,
    Co powstał wbrew jej szumom i z myślą nie o niej, —
    Liście zwiędłe — od niego, on od liści stroni…
    Grób, Dusza, Życie jako wędrówkaTrupI tu jeszcze widziałem, jak trup się spopiela,
    A popiół, zamiast spocząć, w inny kształt się wciela:
    Psem się staje u wrótni obcego mu domu
    Lub dziewczyną zdradzoną, co łka po kryjomu, —
    Lub przypłodkiem tygrysim, lub dłonią zbrodniarza —
    Trup na długość tej dłoni uchodzi z cmentarza —
    I bruzda po umarłym czernieje w niebycie…
    ŻebrakA gdziekolwiek poszedłem — szło za mną w krok życie,
    Szło, skomląc o kęs ciała i tucząc się troską,
    Szło z tej nędzy człowieczej w tamtą nędzę boską.
    Próżno jego czepliwej ujść pragnąłem zmorze:
    Jest wszędzie — jest zawczasu — i nie być nie może!
    Byłem w miazgach mdłych mroków, w tumanach bez treści —
    Lecz i tam się coś krząta, szemrze i szeleści!
    Wiem: sen wieczny to tylko czasu w grobie strata,
    Bo w najdalszych zakątkach i przerwach wszechświata
    Nie ma zwłok dość umarłych, dość znikłego cienia
    I pyłów dość nikczemnych — bez łez, bez istnienia!
    I jąłem wówczas walczyć z tym pyłem ostatnim —
    Z tym szelestem, z tym szmerem na pozór tak bratnim…
    Aż, krusząc najdrobniejsze istnienia kajdany,
    Grób, DoskonałośćZnalazłem nagłą wolność w otchłaniach Nirwany[4]!…
    Mój to twór! W nim się zmieszczę, mimo żądz ogromu!
    Grób na miarę nicości, nie znanej nikomu!
    Ciemność, której nie tyka żaden promień słońca!
    ŚmierćTrumna, gdzie nieskończoność dobiega do końca!
    Zanim w niej się ułożę, zanim rzucę ziemię,
    Niech jeszcze przed odjazdem śmierć poda mi strzemię.»
    ŻałobaTo rzekłszy, w ślepie śmierci popatrzył tak bacznie,
    Że pobiegła ku niemu, bledniejąc nieznacznie
    I część ruchu w przydrożnym zostawiając krzewie.
    Lecz dziewczyna, o której nikt dotąd nic nie wie,
    Krzyknęła: — Nie umieraj! Chociaż nic nie znaczę
    Dla ciebie we wszechświecie, lecz spojrzyj, jak płaczę…
    Nie umieraj! Raz jeszcze oprzyj się mogile! —
    Więc dał znak. Śmierć odeszła. Fruwały motyle.
    A dziewczyna szeptała: — Czas nagli! Śmierć — bliska!
    Spójrz prędzej w moich oczu modre zmierzchowiska —
    Nie umieraj! Daremnie o nicość się kusisz!
    Nie znalazłeś jej nigdzie! Po śmierci trwać musisz!
    Pójdź ze mną w żal bez końca i pójdź w beznadzieję!
    Wszystka teraz dla ciebie z całych sił istnieję…
    Erotyzm, Rozkosz, Śmierć, Starość, PokusaKocham moc twego ducha — zmarszczki twojej twarzy,
    I schorzałość, co w oczach trucizną się jarzy.
    Nie umieraj! Pieszczotą wyróżnię twe ciało,
    By dla ciebie i dla mnie niezbędnym się stało!
    Myśl zatopię w rozkoszy obłędnym bezkresie,
    Aby nic nie myślała prócz tego, co chce się…
    Białą szyję potrafię giąć do twej rozpaczy —
    I zrozumiesz, że rozpacz nic wówczas nie znaczy.
    Żyj, dopóki me dłonie bieleją po świecie,
    Dwa narzędzia pieszczoty, a usta — to trzecie!
    Twego bólu do życia żaden grób nie schłonie! —
    MotylI dziewczyna obydwie wyciągnęła dłonie
    I usta doń zbliżyła, by go zmóc za chwilę.
    Budda skinął. Śmierć przyszła. Fruwały motyle.

    Przypisy

    [1]

    Budda (hind.: Oświecony, Przebudzony) — Budda Siakjamuni, własc. Siddhartha Gautama (prawdopodobnie 563–483 p.n.e.), twórca buddyzmu. Syn królewski, asceta, myśliciel i nauczyciel duchowy. Żył w płn. Indiach, przy dzisiejszej granicy z Nepalem. [przypis edytorski]

    [2]

    Hiranjawati — rzeka w Indiach, wg legendy nad jej brzegiem umierał Budda. [przypis edytorski]

    [3]

    Pamiętam, jak bystrego dosiadłem Kantaki, By odjechać na zawsze w ten świat byle jaki — wg legendy Budda uciekł nocą konno z pałacu ojca, aby szukać lekarstwa na choroby, starość i śmierć, o których istnieniu dowiedział się dopiero w wieku ok. 29 lat. [przypis edytorski]

    [4]

    Nirwana (z sanskrytu: zgaśnięcie, zdmuchnięcie) — stan całkowitego spokoju i poznania prawdy absolutnej uzyskiwany podczas medytacji. Termin występujący w religii i filozofii indyjskiej. [przypis edytorski]

    Close
    Please wait...