Oferta dla Przyjaciół Wolnych Lektur... Ankieta czytelników Wolnych Lektur

Wypełnij ankietę i pomóż nam rozwijać Wolne Lektury. Zajmie Ci to kilka minut, a nam pomoże stworzyć bibliotekę, która odpowiada na potrzeby naszych Czytelników i Czytelniczek.

x
Śmierć Buddy → ← Śmierć wtóra

Spis treści

    1. Cień: 1
    2. Czas: 1
    3. Las: 1
    4. Lato: 1
    5. Motyl: 1
    6. Przemijanie: 1 2
    7. Sen: 1 2 3 4
    8. Stworzenie: 1
    9. Śmierć: 1
    10. Śpiew: 1
    11. Wieś: 1
    12. Życie snem: 1
    pisownia łączna/rozdzielna: z pod > spod; poto > po to; nawskroś > na wskroś; napozór > na pozór; niema > nie ma; naoścież > na oścież;
    pisownia s/z (ubezdźwięcznienie): z pod > spod;

    fleksja: o tem > o tym; mię > mnie;

    interpunkcja: lipce i sierpnie i wrześnie > lipce i sierpnie, i wrześnie;

    Bolesław LeśmianDziejba leśnaSen wiejski

    WieśSenŚni mi się czasem wieś, którą wbrew losom
    Wysiłkiem marzeń przymuszam do trwania,
    Czując, jak przymus co chwila jej wzbrania
    Zniknąć, gdy właśnie zmyślonym niebiosom,
    Oczyma ledwo naznaczyłem w próżni
    Miejsce spotkania snu mego z błękitem.
    Drzewa mnie nęcą naocznym rozkwitem —
    Czasem się tylko jakiś liść opóźni
    Lub gałąź, nie tak zjawiona, przez szpary
    Snu w mrok wybiegnie ponad snu zamiary…
    A zresztą — wieczór żmudny, nieustanny,
    Z pola znużone wracają dziewczęta,
    Wadząc spódnicą o złote dziewanny[1],
    O których sen mój, że śnią się, pamięta.
    A kroki dziewcząt — uparte, bezgłośne
    I jednoczesne i dziwnie nieznośne,
    Jakby szły po to, by mi tylko dowieść,
    Że idą, dbałe o pył, co się zrywa
    Spod stóp ku zorzy. I, jak we śnie bywa,
    Gdy życie wkracza we własną opowieść,
    Wiem o nich wszystko… A one mą wiedzę
    Zgadują na wskroś, że nie ta i pusta,
    I dalej idą, wypełniając miedzę
    I umiejętnie rozchylając usta
    Jakby do śpiewu. Sen, StworzenieŚpiewChoć śpiewu nie słyszę,
    Wiem, że śpiewają — i wsłuchany w ciszę
    Ich warg, niemotą drętwych beznadziejną,
    Te słowa chwytam na pozór kolejno:
    «Czy kto nas wyśnił? I skąd nasza dola?
    I czy to prawda, że wracamy z pola?
    I czy to prawda, że my w sobie — żywe?
    Śnijmy się nadal — zgodne i cierpliwe!»
    Choć słów tych nie ma, lecz słyszę je w chwili,
    Kiedy pomyślę, że tak być powinno.
    Zorza ku głębiom strumieni się chyli,
    Ściekając złotem i purpurą płynną,
    Bieleją brzozy, krwawią się czereśnie —
    Wszystko to we śnie.
    Wszystko to we śnie. Gdy chylę w sen głowę,
    Dziewczęta chylą tak samo swe skronie…
    LasPrzechodzą teraz przez nagłą dąbrowę,
    Której nie było, a która, ustronie
    Wprzód upatrzywszy, w sieć snu siebie chwyta
    I na spotkanie idącym rozkwita,
    Szumiąc zieleni zaklętą pierwszyzną,
    Nieprzewidzianą, a bujną i żyzną,
    Wśród której życie, przemieszane z zorzą,
    Przeświecające wraz z niebem przez liście,
    CieńPurpurowieje mętnie i cieniście.
    Na widnokręgu obłoki się mnożą.
    MotylOd dziewcząt cienie padają ukośne
    I jednoczesne i dziwnie nieznośne,
    Jak gdyby po to wysnuły się drogą,
    Aby mi dowieść, że mają od kogo
    I na co upaść… I błędne motyle
    Na pokaz, z trudem swój kształt w zorzy trwalą[2].
    Teraz chcę zliczyć tłum dziewcząt, co falą
    Płynie po kwiatach — jest tyle a tyle,
    To wszystko, — liczby określić nie umiem,
    Ale ją na wskroś i żywcem rozumiem,
    Jak gdyby była nie liczbą, lecz spadem
    Ciał w głąb na oścież rozwartego ducha.Czas, Lato, Przemijanie
    Już czerwiec, skrząc się, biegnie moim sadem,
    A w chacie mojej — noc lipcowa, głucha,
    A w polu wieczór dogasa sierpniowy.
    Jakiż to miesiąc zmącił sny mej głowy?
    Mijają lipce i sierpnie, i wrześnie…
    Wszystko to we śnie.
    SenWszystko to we śnie! I wszystko przemija,
    Nie przemijając. I trwa wieś niczyja
    I wieczór, złotą znakowany smugą.
    O, jakże znikąd i jakże już długo
    Idą te z pola znużone dziewczęta!
    I ja wraz z nimi! Bo i mnie też pęta
    Żądza przebycia nad strumieni wodą
    Nagłego lasu, co złudnie się spiętrza,
    Życie snemAle nie mogę wejść cały do wnętrza
    Mego snu: jestem sam sobie przegrodą.
    Choć w nim się błąkam, choć dłońmi obiema
    Dotykam kwiatów, wiem, że mnie tam nie ma.
    Dziewczęta wzajem poprzez mgieł błękitność
    Wskazują sobie moją tam niebytność
    I sad, gdzie mogłem w cieniu grusz i śliwek
    Czekać na przyjście ich wśród drzew bezładu,
    I popod płotem tego właśnie sadu
    Siadają rzędem na wspólny przyśniwek
    O tym, co serce niewoli do bicia —
    Czy pozyskanie, czyli strata życia?
    I o tym jeszcze, co słodsze dla ciała —
    Sen, który gaśnie, czy jawa, co pała?
    I o tym jeszcze, skąd przyszła ich dola?
    I czy to prawda, że wracają z pola?
    I czy to prawda, że zjawiona w ciszy
    Pierś ich tym żyje, że swój oddech słyszy?
    Sen, Śmierć, PrzemijanieI tak śnią chórem chciwie, pracowicie,
    Dłonią w swych piersiach przytrzymując życie,
    A która dośni do końca — ta gaśnie.
    Gasną kolejno, bez żalu. Już właśnie
    W ostatniej tli się snu reszta ostatnia,
    Która się w zorzy jeszcze wyszkarłatnia,
    A i ta z wolna do śmierci nawyka
    I w mgle samochcąc bez śladu zanika,
    W tej mgle, co w dal się rozwiewa bezkreśnie…
    Wszystko to we śnie.

    Przypisy

    [1]

    dziewanna — roślina zielna z niewielkimi żółtym kwiatami na wysokiej łodydze. [przypis edytorski]

    [2]

    trwalić się (neol.) — trwać, utrwalać się. [przypis edytorski]

    Close
    Please wait...
    x