Wolne Lektury potrzebują pomocy...

Wspólnie budujemy najpopularniejszą bibliotekę internetową w Polsce.

Dzięki Twojej wpłacie uwolnimy kolejną książkę. Przeczytają ją tysiące dzieciaków!


Dorzucisz się?

Jasne, dorzucam się!
Tym razem nie, chcę przejść do biblioteki
Znajdź nas na YouTube

Audiobooki Wolnych Lektur znajdziesz na naszym kanale na YouTube.
Kliknij, by przejść do audiobooków.

x

Spis treści

    1. Cnota: 1
    2. Kara: 1 2
    3. Matka: 1
    4. Miłość spełniona: 1
    5. Morderstwo: 1
    6. Plotka: 1
    7. Poród: 1
    8. Przebranie: 1
    9. Pycha: 1
    10. Radość: 1
    11. Sprawiedliwość: 1
    12. Szaleństwo: 1
    13. Święto: 1 2
    14. Tajemnica: 1
    15. Uroda: 1
    16. Wino: 1
    17. Wzrok: 1
    18. Zemsta: 1 2
    19. Żałoba: 1

    Pisownia joty: Azyę > Azję; Dyonizos > Dionizos itp.; formy Teirezjas i Tejrezjas pozostawiono ze względów rytmicznych; Loksyasza > Loksyjasza;

    Pisownia łączna/rozdzielna: z przed > sprzed; zdaleko > z daleka; zpyszna > z pyszna; coprędzej > co prędzej; niema > nie ma; z pośród > spośród; rad-ci > rad ci; wstąp-że > wstąpże; szczęśliwy-ś > szczęśliwyś; jakby > jak by (oczy moje/ Nie mogą, jak by chciały, ogarnąć gromady); nie łatwo > niełatwo;

    Pisownia s/z, ś/ź, ś/sz, c/dz: z przed > sprzed; prześpiegi > przeszpiegi; nareście > nareszcie; niśli > niźli; znaleść > znaleźć; wleść > wleźć; zbiedz > zbiec;

    Fleksja: którem > którym; królewskiemi > królewskimi (pozostawiono w pozycjach rymowych); plemieniowi Kadma > plemieniu Kadmosa; orgij > orgii; krosen > krosien; źle > złu; pokpiewałem > pokpiwałem;

    Poprawiono rytm: Którego Zeusowi porodziła w darze > Którego to Zeusowi porodziła w darze (”Zeus” wymawia się poprawnie jako 1 sylabę); Za szyd ten Dionizos dobrze ci zapłaci. > Za szyd ten sam Dionizos dobrze ci zapłaci.; Dioniz > Dionizos (w dzisiejszej wymowie zmieniła się ilość sylab, mówimy: ”Djonizos”, a nie ”Dyjoniz”); Kadma > Kadmosa; Pentheja > Pentheusa (tam, gdzie rytm pozwala);

    Leksyka: łyskawicą > błyskawicą; śród > wśród; Swywolne > Swawolne; Kochanku! > Mój drogi!; Wzdyć > Wszak; Upomnąć > Upomnieć;

    Pisownia/leksyka: tłómacz > tłumacz; puhar > puchar; thyrs, tyrs > tyrs (ujednolicono); Pentej, Penthej > Penthej;

    Interpunkcja - usunięto przecinki: Grobowiec mej, zabitej od pioruna, matki > Grobowiec mej zabitej od pioruna matki; Jest, jak zdjęty szałem! > Jest jak zdjęty szałem!; Dodano przecinki: I jemu i mieszkańcom > I jemu, i mieszkańcom; I biedny lud i bogaczy > I biedny lud, i bogaczy itp.

    EurypidesBachantkitłum. Jan Kasprowicz

    Osoby:

    1. DIONIZOS (Bachus, Bach)
    2. CHÓR BACHANTEK
    3. TEJREZJAS (Teirezjasz), wróżbita
    4. KADMOS, założyciel Teb
    5. PENTHEUS (Penthej), król tebański
    6. SŁUGA
    7. GONIEC I
    8. GONIEC II
    9. AGAWE, córka Kadmosa, matka Pentheusa

    Rzecz dzieje się w Tebach.

    DIONIZOS

    A zatem na tebańskie przybyłem zagony,
    Ja, Zeusa syn, Dionizos, ongi urodzony
    Z Semeli, latorośli Kadmowego domu,
    Co zległa, rozwiązana błyskawicą gromu.[1]
    Na ziemskie kształty bożą zmieniwszy urodę,
    Mam oto źródła Dirki i Ismenu wodę,
    Grobowiec mej zabitej od pioruna matki
    I domu królewskiego dymiące ostatki:
    Niebieskie jeszcze ognie tlą się w tej ruinie,
    Od których, tak się stało, ma rodzica ginie,
    Ofiara zemsty Hery. Kadma chwalę sobie,
    Że kazał tak ogrodzić to miejsce przy grobie
    Swej córki. I me ręce również osłoniły
    Bogatym winogradem świętość tej mogiły.
    Rzuciwszy ziemię Lidów, gdzie złota bez końca,
    I Frygów, równie Persów, spalone od słońca,
    Baktryjskie dalej mury, szare Medów niwy
    Za sobą zostawiwszy; przebiegłszy szczęśliwy
    Arabii kraj i Azję całą u wybrzeży
    Mórz słonych, co basztami pięknych miast się jeży,
    Gdzie z tłumem barbarzyńców zmieszały się Greki,
    Obrządek mój, me pląsy w tej strefie dalekiej
    Zaprowadziwszy wszędzie, by miano w pamięci,
    Że jestem bóg, do tego według mojej chęci
    Przebyłem naprzód miasta, by tebańskie rzesze,
    Nim inny kraj helleński zaprawię w uciesze,
    Rozwydrzyć, ciała w skóry przyodziać jelenie,
    Dać w ręce tyrs, bluszczowy ten mój bełt! Nasienie
    Plotka, ZemstaNiedobre, siostry matki mojej, co się przecie
    Bynajmniej nie godziło, zaczęły po świecie
    Rozgłaszać, że Dionizos to nie syn Zeusowy,
    Że matka ma, Semele, z Kadmosa namowy
    Na bóstwo całą hańbę swojej winy złoży,
    Gdy człowiek ją śmiertelny, a nie władca boży,
    Zapłodni i że potem — tak ją piętnowały —
    Zeus matkę mą uśmiercił za ten wymysł cały.
    I dla mnie w tej obeldze dość było powodu,
    By zmysły im pomieszać i wypędzić z grodu,
    Więc dzisiaj siedzą w górach z obłąkaną duszą
    I w godła moich orgii przystrajać się muszą.
    I jaka tylko żyła w tych murach niewiasta,
    Musiała precz uciekać z Kadmowego miasta,
    Ażeby wszystkie razem, z królewskimi córy
    Złączywszy się, bez dachu, na złomiskach góry
    Samotnych, opoczystych, wśród zieleni jodły
    Swój żywot obłąkany dziś i zawsze wiodły.
    Bo niechaj grodu tego uczują mieszkańce,
    Z swą wolą czy wbrew woli, że dotąd o tańce
    Bachijskie i obrzędy nie nazbyt się wiele
    Troszczyli. Pragnę także i matkę, Semelę,
    Obronić, gdy się ludziom jako bóg ukażę,
    Którego to Zeusowi porodziła w darze.
    Król Kadmos rządy państwa przelał już w tym czasie
    Na syna drugiej córki, Pentheja, ten zasię
    Mą boskość lekceważy, w zalewkach nie sprzyja,
    W ofiarach i modlitwach. Zobaczy on, czyja
    Jest słuszność, kto mocniejszy! Żem bóg i że godnie
    Należy uczcić boga, chyba udowodnię
    I jemu, i mieszkańcom jego Teb!… Pod nieba
    Zaś inne, zarządziwszy tutaj, co potrzeba,
    Wybiorę się w te tropy, aby ludziom w ślepie
    Zaświecić swą boskością! Zacnie ja przetrzepię
    Tych jego Tebańczyków, gdyby wściec się chcieli
    I z gór moje bachantki pędzili. Jeżeli
    W tej jawię się posturze, jeżeli się z boga
    W człowieka przedzierzgnąłem, to na to, by sroga
    Spotkała ich nauka: Menady[2] zgromadzę
    I huzia! hej! Zobaczą, kto ma tutaj władzę!
    Niewiasty! Posłuchajcie! Za moim rozkazem
    Od Tmolu, niw lidyjskich strażnicy, wy razem
    Przyszłyście tutaj ze mną, wy, moje podróże
    Z ziem cudzych wraz dzielące! Frygijskie — a nuże! —
    Brać bębny, wynalazek mój i matki Rhei!
    Otoczyć dom królewski z poszumem zawiei,
    Bić w błony, co tchu starczy, na słychy i dziwy
    Kadmosowego miasta! Ja teraz na niwy
    Kithajronowe skoczę, w jar, gdzie jest zebrany
    Korowód mych bachantek, i puszczę się w tany!

    CHÓR

    Azji smug,
    Święty Tmol
    Opuściłam wśród swych dróg.
    By mnie słyszał szumny bóg[3],
    By go uczcił okrzyk mój!
    W Bacha cześć
    Łatwo znieść
    Ten nieznojny, święty znój!

    *

    Któż tam, hej!
    W gmachu tym?
    Któż mi w drodze stanął mej?
    Precz mi z oczu! Milczeć chciej,
    Kto tu żyw jest, kto tu zdrów!
    Bogu my
    Ślemy tchy
    Wrzących hymnów, wrzących słów!

    *

    Szczęśliwy, zaiste, człek,
    Kto się do służby bożej
    Całą swą duszą przyłoży,
    Kto, życia swojego bieg
    Kierując w góry
    Na wtóry
    I tańce bachijskie, najradziej
    Im oddan, gładzi
    Swe grzechy!
    Szczęśliwy, kto się weseli
    Wraz z nami
    Pląsami
    W cześć wielkiej Macierzy Kybeli[4].
    Kto, pełen szalonej uciechy,
    Tyrsos w swą ujmie dłoń,
    Bluszczem uwieńczy skroń
    I wielbi, i chwali
    Najdbalej
    Dionizową moc!…
    Hejże ku mnie
    Tłumnie, szumnie,
    Ty bachantek ciżbo mnoga,
    Coś szumnego tutaj boga,
    Którego sam spłodził bóg,
    Od górzystej Frygii dróg
    Do helleńskich wiodła smug!…

    *

    PoródJakżeż ci on ujrzał świat? —
    Znosząc strasznych bólów siła,
    Rodzica go poroniła,
    Gdy Zeus z swym piorunem spadł.
    I przerażona
    Wraz skona
    Pod razem strasznego gromu.
    Lecz z zmarłej domu
    Położnej
    Kronida[5] Zeus go zabierze
    I w biodrze,
    Przeszczodrze
    Obwiódłszy je złotem, by Herze
    Sprzed ócz[6] go usunąć, ostrożny,
    Zamyka dziecię
    I, wiecie,
    Gdy Mojry porodu czas
    Wydzwoniły,
    Gromosiły[7]
    Zrodził bóstwo, co na czole
    Pokazało rogi wole
    Oraz wieniec, splecion z żmij:
    Stąd, Menado, zbrojna w kij[8],
    Z wężów sobie warkocz wij!…

    *

    Tebański grodzie mój,
    Ojczyste gniazdo Semeli!
    Święto, RadośćNiech się, kto żyw jest, weseli!
    W bluszczu leśnego zwój
    Każdy swe czoło strój!
    Strójcie się, strójcie się w kwiaty,
    W powój, zielenią bogaty,
    W gałęzie dębu czy jodłę
    Na Bacha wesołą modłę!
    Skóry zarzućcie jelenie
    Na białe z wełny odzienie.
    Swawolne chwyciwszy pręty,
    Święćcie obyczaj święty,
    A wnet, za wami w ślad,
    Ruszy się cały świat,
    W tan się on puści, w tan,
    I ten nasz szumny pan
    Do gór powiedzie, do gór
    Swój rozpasany chór,
    Tam czeka już gawiedź radosna,
    Od płochy[9] wygżona[10] i krosna
    Przez Dionizosa-boga!

    *

    Kuretów[11] schronie, hej!
    Zeusa prześwięta kolebo,
    O Kreto, skąd się pod niebo
    Z leśnych unosił kniej
    Wrzask Korybantów[12], rej
    Wiodących w bożej uciesze!
    Wszakże ci ongi ich rzesze,
    Strojne w szyszaku trzy kity,
    O, ten nasz skórą obity
    Krąg[13] wynalazły i świetnie
    Frygijskie, łagodne fletnie,
    Dźwięk ich przesłodki, przemiły,
    Z jego rozhukiem spoiły!
    Do Rhei-macierzy rąk
    Bębenny dały krąg,
    Ażeby głośniej brzmiał
    Święty bachijski szał.
    Od niej Satyrów tłum
    Wziął go na huk i szum
    W to uroczyste trzechlecie,
    Którym się cieszy na świecie
    Władca nasz Dionizos.

    *

    O, jakiż słodki, rozkoszny to żar,
    Gdy, górski rzuciwszy jar —
    Kiedy ze skalnej krawędzi
    W doliny nasz orszak boży
    Pędzi —
    Kiedy ta rzesza rozwiozła,
    Spragniona wrzącej krwi kozła —
    Gdy w niej żywego mięsa głód się sroży,
    Kiedy jej pachnie krew,
    Do Frygii[14] czy Lidii gór
    W spłachciu z jelenich skór
    Rwie się!
    A przed nią po polu, po lesie
    Hu! ha! krzyk Bacha się niesie!
    I wraz po dolinie, wyżynie
    Mleko strugami płynie
    I wino płynie w bród,
    I płynie nektar-miód,
    I całą w okrąg błoń
    Syryjska napełnia woń!
    I Bachus żywiczne łuczywo
    Wyciągnie z swej trzciny co żywo
    I, potrząsając ogniami,
    Tumani swój orszak i mami,
    Do tańców-łamańców
    Rwie
    W lot!
    I głosy w niebiosy
    Śle —
    Swój zew,
    Swe wrzaski hukliwe
    Na niwę
    Rozlewa.
    I bujne swe włosy,
    Kędziorów splot,
    Na wiater rozpuszcza, na wiew!
    I leje się krzyków ulewa
    Po polu,
    Przez uroczyska
    Kniej:
    «Hej! cudna kraso Tmolu,
    Co szczerym złotem tryska,
    Bachantki moje, hej!
    O, wy bachantki me!
    Hu!
    Chodźcie tu! Chodźcie tu!
    By, co tylko starczy tchu,
    W Dionizosa cześć
    Hymn rozgłośny wznieść!
    Oszalała w swej ochocie
    Przy straszliwym bębnów grzmocie
    Oszalałe niech hejnały
    Pierś wyrzuca! Oszalały
    Chce ją słyszeć bóg!
    A frygijskiej, dzikiej burzy,
    Łagodząc jej huk,
    Niechaj słodki dźwięk zawtórzy —
    Niech świętego fletu święta
    Płynie nuta i do gór
    W ten swój wtór
    Mych bachantek wiedzie chór!
    I w te tropy,
    Wskroś przejęta,
    Wyrzucając chyże stopy,
    Jurna dziewka, jak źrebięta,
    Przy klaczy, swej matce, na łące
    Skaczące,
    Pędzi za swoim bogiem…
    Na scenę wchodzi

    TEJREZJAS

    Przy bramie kto? Wywołać Agenora plemię,
    Kadmosa, co sydońską porzuciwszy ziemię,
    Basztami gród ten zjeżył, obwarował Teby.
    Niech idzie kto i powie, że nie bez potrzeby
    Tejrezjasz chce z nim mówić. Wie, po co się jawię
    I w jakiej, stary z starszym, godziłem się sprawie:
    Wdziać na się skórę sarnią, tyrs pochwycić w dłonie
    I bluszczu latoroślą uwieńczyć swe skronie.
    Z domu wychodzi

    KADMOS

    Poznałem właśnie głos twój, usłyszałem, panie,
    Mądrego iście męża przemądre wezwanie
    I, gotów, idę z wszystkim, co potrzeba będzie,
    Ażeby według sił swych w świątecznym obrzędzie
    Wziąć udział i przyczynić się do pomnożenia
    Czci syna mojej córki, co jest dla plemienia
    Ludzkiego na świat posłan jako bóg. Więc powiedz,
    Gdzie tańczyć mam, na jaki zwrócić się manowiec
    I siwą wstrząsać głową. Starszemu ty stary
    Przewodzić chciej, boś mędrzec. A ja tu bez miary
    Bluszczowym będę prętem bił o ziem, zapomnę,
    Że starość mi pisana…

    TEJREZJAS

    I ja też ogromne
    Mam chęci! Odmłodniałem i do pląsów stanę.

    KADMOS

    Na wozie brać się w góry? Czy to jest wskazane?

    TEJREZJAS

    Nie! Mniej byśmy tak bożą uczcili wszechwładzę!

    KADMOS

    Więc ja cię tam, człek stary, starca poprowadzę.

    TEJREZJAS

    Sam bóg nam dzisiaj drogę bez trudu pokaże.

    KADMOS

    Czy miasto weźmie udział w tym bachanckim żarze?

    TEJREZJAS

    My jedni mamy rozum, innym on nie służy.

    KADMOS

    Więc chwyć się mojej ręki, po co zwlekać dłużej?

    TEJREZJAS

    A ty na mym ramieniu oprzyj się i w drogę.

    KADMOS

    Śmiertelny człek, bogami gardzić ja nie mogę.

    TEJREZJAS

    Tu na nic mędrkowanie! Wszelkie z niebem kwasy[15]
    Daremne. Wiary ojców, którą po te czasy
    Przez wieki nam przodkowie nasi przekazali,
    Nie zniszczy nikt, jej ustaw żaden mózg nie zwali,
    Choć pomysł najbystrzejszy znajdzie człek w swej głowie.
    Być może: «jesteś stary», tak niejeden powie,
    Lecz ja się tego wcale nie wstydzę, ja w bluszcze
    Przystroję skroń i w pląsy serdecznie się puszczę.
    Bóg przecież nie przepisał, kto ma iść w zawody
    Bachanckie: człowiek stary, czy też tylko młody.
    Od wszystkich czci on żąda i nie z lat jedynie,
    Nie z liczby ich cześć większa dlań lub mniejsza płynie.

    KADMOS

    Ponieważ dnia bożego nie widzisz, więc ja się
    Podaję za proroka, mój Teirezjasie[16].
    I powiem ci, co widzą tej chwili me oczy:
    Pospiesznie oto Penthej w stronę zamku kroczy,
    Mój wnuk, ten Echionida[17], któremu oddałem
    Swe berło. Cóż mi powie? Jest jak zdjęty szałem!
    Na scenę wchodzi

    PENTHEUS

    Bawiłem poza domem, powracam do kraju
    I słyszę o złym, nowym w tym mieście zwyczaju.
    Niewiasty oto nasze porzuciły domy
    I, niby szał udając, przepełne oskomy[18],
    W lesistych rozłożyły się górach, pląsami
    Nowego wielbiąc boga — kim on między nami
    Być może — Dionizosa. Są pijackie dzbany,
    Co chwila ta lub owa w chuci rozpasanej
    W ustronne znika miejsce, mężczyznom dogadza.
    To znaczy: pod pozorem, że bożego władza
    Natchnienia je porywa, niecne białogłowy
    Dla Bacha i Kiprydy[19] mają czas gotowy.
    Ile ich pochwycono, każda ma już pęta
    I w miejskim jest więzieniu uczciwie zamknięta.
    Na te, co jeszcze w górach, urządzę obławę —
    Pochwycić każę Ino i matkę Agawę
    Co mnie Echionowi zrodziła i, dalej,
    Nic tutaj Antonoi również nie ocali,
    Rodzicy Aktajona[20]! W żelazne je dyby
    Zakuwszy, wnet odwiodę od bachanckiej chyby.
    Podobno miał z lidyjskiej przybyć tutaj ziemi
    Czarownik jakiś, oszust z oczami ciemnemi
    O słodkiej barwie wina; jak u Afrodity.
    Włos jasny ma, utrefion, w śliczne pukle zwity.
    Z dziewkami on młodymi, ten młodzieniec chwacki,
    Przepędza dnie i noce pod pozorem schadzki
    Świątecznej na cześć bogów. Jeśli pod tym dachem
    Pochwycę go, doprawdy! nie ujdzie li z strachem!
    Przestanie on mi stukać o ziemię tyrsosem
    I tłumić[21] się po świecie z tym rozwianym włosem,
    Gdy łeb mu od tułowia oddzielę! Zbyt szczodrze
    Mieni się Dionizosem-bogiem i że w biodrze
    Zeusowem był zamknięty, jakkolwiek rzecz znana
    Iż z matką padł od ciosu gromowego pana,
    Iż zginął od pioruna, gdy ta zaślubiny
    Z Zeusem wymyśliła!… Czyż za takie winy
    Nie warto go powiesić? Jak on śmie w ten sposób
    Natrząsać się swą butą z wszelkich ludzkich osób,
    Ten przybysz, kimbykolwiek był!… Lecz nowe cuda
    Przed sobą mam! Tejrezjas, wieszczek, nakrył uda
    Skórkami jelenimi, a tu — widok rzadki!
    Trzymajcie mnie, bo pęknę ze śmiechu!… mej matki
    Rodziciel z tyrsem w ręku szaleje! Zaiste!
    Człek straci rozum, patrząc na to oczywiste
    Błazeństwo! Co? Nie puścisz z ręki tego pręta?
    Nie praśniesz tego bluszczu? Rzecz to niepojęta,
    Ty, ojcze mojej matki!… Czyje to znów baje?
    Teirezjasa pewnie?… Czy się tobie zdaje,
    Że, boga wprowadzając nowego wśród ludzi,
    Zysk nowy z wróżb mieć będziesz? Że ich znowu złudzi
    Twój ogień, czy lot ptaków? Tylko włos twój siwy
    Wstrzymuje mnie, że za ten obrzęd niegodziwy
    Nie każę z bachantkami wrzucić cię do kaźni!
    Obrządek to nicpotem[22], sam on siebie błaźni,
    Jeżeli się podwika[23] spija przy biesiadzie.

    PRZODOWNICA CHÓRU

    Ach! Cóż to za bezbożnik! Niebu ty na zdradzie
    I plemieniu Kadmosa, który rzucił w ziemię
    Na mężów siew[24], ty, ojca Echiona plemię!

    TEJREZJAS

    Gdy wątek mądry człowiek znalazł do przemowy,
    Nie sztuka być wymownym. Język masz gotowy,
    Obrotny, zdałoby się, że jakiś mądrala
    Przemawia, lecz rozsądku twego nie zachwala
    Ten sposób. Mąż zuchwały, pyskaty, a duży
    Co do swojego stanu, jeśli mu nie służy
    Rozsądek, złym doradcą będzie swego grodu.
    Ten nowy bóg, z którego szydzisz bez powodu,
    W Helladzie takie miejsce zajmie niepoślednie,
    Że brak mi na to słowa! WinoDwie są rzeczy przednie
    Na świecie — wiedz to, synu: Demeter, to znaczy
    Mać-ziemia, bo tak zwij ją, albo tak, jak raczy
    Twa wola. Suchą strawą karmi ludzi ona,
    Zaś ten wynalazł płynny sok winnego grona;
    Na rzecz całkiem przeciwną wpadł ów syn Semeli
    I ludziom podał środek, który ich weseli,
    Rozgrzewa serca biednych, uśmierza ich troski,
    Zaciera pamięć dziennych mozołów i boski
    Sprowadza sen — pokrótce mówiąc, dobry trunek
    Zgotował człowiekowi na wszelki frasunek.
    Ba, nawet samym bogom leje się w ofierze
    To bóstwo... Ciebie, widzę, pusty śmiech tu bierze,
    Iż Zeus go zamknął w biodrze. Ja ci to wyjaśnię.
    Pokażę ci, że sens jest w tej powieści właśnie:
    Gdy Zeus go uratował z ognia swego gromu,
    Wziął z sobą go na Olimp, by w niebiańskim domu
    Pomieścić swą latorośl, przecież Hera w złości
    Wyrzucić chciała dziecię z bożych wysokości.
    I Zeus, jako że bogiem jest, miał środek na to:
    Z powietrza przejrzystego, które tak bogato
    Okrąża naszą ziemię, jakąś cząstkę zrywa
    I postać z niej stworzywszy, która była żywa
    Z pozoru, da ją Herze, by jej gniew uśmierzyć,
    Dionizosa zaś ukrył. I lud począł wierzyć.
    To z owym pomieszawszy, jak to nieraz szczodrze
    Zwykł czynić, że swe dziecko Zeus donosił w biodrze
    To bóstwo jest i wieszczem, opętanie bowiem
    Bachijskie i natchnienie wieszcze — to ci powiem —
    Z wspólnego płyną źródła — szał mają proroczy;
    Bo kogo, mówię, bóg ten przeniknie, ten zoczy
    Przed sobą i obwieści nam przyszłość. I z wojną
    Jest również w jakimś związku to bóstwo; wszak zbrojną
    Rozprasza nieraz ciżbę niewymowna trwoga,
    Nim chwycił broń przeciwnik. I to dziełem boga —
    Od Dionizosa idzie szał lęku! O, jeszcze
    Wśród skał delfickich ujrzysz ono bóstwo wieszcze,
    Jak w blasku swej pochodni będzie brał dwie turnie,
    Tyrsosem potrząsając, niosący się górnie
    Ten możny pan Hellady! Przeto, Pentheusie,
    Nie dawajże się dumnej porywać pokusie
    I nie myśl, że kto królem, ten jest wszystkim w świecie!
    A jeśliś tego zdania, a zdanie to przecie
    Jest fałszem, ty za mędrca się nie miej! W swe kraje
    Nowego przyjmij boga i jego zwyczaje:
    Ofiary i obiaty składaj mu, swe czoło
    Wieńcz bluszczem i w bachijskie rad pospieszaj koło.
    Cnota, Miłość spełniona, ŚwiętoNie Dionizosa rzeczą, wierzaj, uczyć sromu
    Niewiasty, gdy Kipryda[25] zagości w ich domu.
    Wstydliwość zawsze bywa wrodzoną i szały
    Bachijskie jeszcze żadnej z nich nie zepsowały,
    Jeżeli były skromne z natury. Należy
    Pamiętać o tym zawsze! A gdy do twych dźwierzy[26]
    Tłum ciśnie się, Pentheju, gdy twoje nazwisko
    Rozbrzmiewa naokoło z daleka i blisko,
    Czyż ty się nie radujesz? Więc i on się cieszy,
    Tak mniemam, gdy się spotka z czcią u ludzkiej rzeszy.
    Więc ja, a ze mną Kadmos, z którego tak szydzisz,
    Pójdziemy dzisiaj w pląsy: ty nam nie obrzydzisz
    Ni bluszczu, ani tańca, choć siwa z nas para!
    Nie myślę walczyć z bogiem, choć mnie pchnąć się stara
    Do tego twa namowa!… Szalejesz, człowieku!
    Nic ciebie nie uleczy, choć nie ujdziesz leku!

    PRZODOWNICA CHÓRU

    (do Tejrezjasa)
    W Fojbosie[27] słowa twoje nie obudzą wstrętu,
    Bożego Rozwichrzeńca choć folgujesz świętu.

    KADMOS

    Syneczku mój! Tejrezjas dobreć dał przestrogi!
    Bądź z nami i zakonu[28] nie opuszczaj drogi.
    Dziś skrzydła cię ponoszą i, jakkolwiek sądzisz,
    Że rozum masz, w rozumie swoim wielce błądzisz.
    Jeśli on nie jest bogiem, jak pleciesz, wmów w siebie
    I krztynę pięknie pokłam, że nim jest — w potrzebie
    Wszak warto się połudzić: Bóg to, choć Semele
    Zrodziła go, świat mówi. I owszem, stąd wiele
    Zaszczytu spada dzisiaj na nasz ród! A, proszę,
    Pamiętaj, jakie sobie zgotował rozkosze
    Aktajon[29]! Toć psy własne, które sam wychował,
    Rozdarły go na strzępy, bo wrzeszczał do pował
    Niebieskich w swojej pysze, że w myśliwskiej sztuce
    Bieglejszy, niż Artemis[30]. Ażebyś nauce
    Tej samej dziś nie uległ, bluszczem uwieńcz czoło,
    Naszego uczcij boga, w nasze pospiesz koło.

    KaraPENTHEUS

    Precz z ręką tą! Idź, szalej, ile masz ochoty,
    Lecz o mnie nie obcieraj tej swojej głupoty.
    A mistrz twój, nauczyciel tej błazeńskiej nędzy,
    Ten będzie miał się z pyszna!… (Do służby:)
    Niechże mi co prędzej
    Pobiegnie kto do domu tego oto kpiarza,
    O, tam, gdzie ten nasz wieszczek na lot ptaków zważa,
    Uczciwym niech mu drągiem wszystko, jeśli łaska,
    Połamie, pogruchoce, pobije, potrzaska!
    Niech wszystko mu wywróci do góry nogami,
    Niech bindy księże z wiatrem mu puści! Nie zmami
    Nikogo już ten szalbierz! Będzie miał za swoje —
    Najlepsza to jest kara, o to się nie boję!
    Wy idźcie na przeszpiegi! Włócząc się po mieście,
    Ujrzycie może dudka, włóczęgę, niewieście
    Podobniejszego raczej, co w niewiasty wpaja
    Nieznaną dotąd sprośność! Schwyćcie mi hultaja,
    Porubstwo szerzącego, spętać, przywieść do mnie,
    Na śmierć ukamienować! Gorzko to ogromnie —
    Przekona się — w mych Tebach siać bachantek szały!

    TEJREZJAS

    Zuchwalcze! Sam ty nie wiesz, co mówisz! O, mały
    Tyś zawsze miewał rozum, lecz dziś go już do cna
    Straciłeś! Chodź, Kadmosie! Może i owocna
    Modlitwa nasza będzie za twojego wnuka,
    Jakkolwiek nazbyt czelnie[31] guza sobie szuka,
    I za to miasto nasze, ażeby bóg na nie
    Jakiego zła nie zesłał. Teraz ze mną, panie,
    Z bluszczowym prętem w ręku! Wspierajmy się wzajem,
    Ty mnie, a ja zaś ciebie. Nie żadnym to rajem
    Tak w drodze paść dwom starcom! Wstyd! Lecz mniejsza o to!
    Bachowi, Zeusowemu dziecku, służ, ochoto!
    Bodajby dom twój, Kadmie, nie doznał strapienia
    Przez tego utrapieńca[32]. Nie z jasnowidzenia
    To mówię, jeno z rzeczy, tak, jak jest! Rozpęta
    Twój Penthej zło, gdyż głupcom w głupocie przynęta!
    (Wychodzą.)

    CHÓR

    O zbożności boska ty,
    Co nad ziemski wzlatasz łan
    Na złocistym skrzydle swym!
    Słyszysz, jak niezbożnym tchem
    Penthej, z zgubnej pychy znan,
    Szumnego nam boga lży?
    O, tego syna Semeli,
    Który się pierwszy weseli,
    Który jest zawsze na przedzie
    Przy bogów radosnej,
    Strojnej w zieleń wiosny
    Biesiedzie.
    Albowiem dobrze się wiedzie
    Na świecie,
    Kiedy przy flecie
    Taneczne pląsają grona,
    Gdy dusza, od troski zwolniona,
    Snać[33] kona
    Z radości —
    Kiedy niebiańskich ucztujących gości
    Wrzący rozpali sok,
    Z winnych wyciśnion tłok —
    Kiedy wśród ludzi, zdobnych w bluszczu wian,
    I puchar krąży, i dzban,
    Gdy jego władza
    Sen na powieki sprowadza.

    *

    PychaCo wędzidła nie chciał znać,
    Sprośny język, już on szczezł!
    Człek zbrodniczy, czelny człek,
    Co wyrzuca bluźnierstw stek,
    Rychło smutny znajdzie kres.
    Za to skromna, cicha brać,
    Co, żyjąc zawsze roztropnie,
    Przenigdy prawa nie kopnie,
    Ta w łasce żyje dużej:
    Nie uderzy srogi
    Grom w jej domu progi,
    Nie zburzy!
    Boć przecie widzą z swej stróży
    Niebiosów[34]
    Ci naszych losów
    Szafarze, choć tak z daleka,
    Wszelakie czyny człowieka!
    I rzeka
    Rozumu
    Nie zawsze będzie rozumem! Wśród tłumu
    Śmiertelnych ciał
    Bóg żyć nam krótko dał.
    Kto zbyt się górnie pnie, ten nie wie snać,
    Co daje mu Ziemia-mać!
    Tylko szaleniec
    Po taki tu sięga wieniec!

    *

    Na Cypru podążyć mi brzeg,
    Na Afrodyty ostrowie,
    Gdzie słodcy miłości bożkowie
    Czarami ludzi tumanią,
    Być mi po wiek!
    Albo podążyć mi na nią,
    Na oną ziemię stu rzek,
    Które swą rosą
    Owoce niosą
    Łanom, ginącym w spiekocie!…
    Na pierydzkie mnie płoski,
    Błyszczące w słonecznem złocie,
    Do stóp Olimpu, gdzie Muzy
    Niebiosów blisko
    Swe zbudowały siedlisko,
    Wiedź, Rozwichrzeńcze ty boski!
    Radosnych okrzyków śluzy
    Wraz ze mną rzuć —
    Szumny, szumiący tyś bóg —
    Na ten rozkoszny smug!
    Tam są Charyty, tam tężna jest Chuć,
    Tam orgii bachijskich zakon!

    *

    Zeusowa latorośl, nasz król,
    Lubi ucztować przy winie,
    Kocha Pokoju boginię,
    Pomnożycielkę narodu,
    Tę krasę pól,
    Ludzi chroniącą od głodu!
    Wszelkiego człeka on ból
    Słodkim napojem,
    Rozkoszy zdrojem
    Uśmierza! Rad ci on raczy
    Tym życiodajnym pucharem
    I biedny lud, i bogaczy.
    Lecz temu wieści on zgubę,
    Kto z chmurnym czołem
    Nie zechce w gronie wesołem[35]
    Bawić się uciech bezmiarem
    W te jasne dnie i w te lube,
    Przytulne noce! Hej!
    Precz z mądralami, precz!
    Dobra jedynie jest rzecz,
    Którą uprawia lud w mądrości swej —
    I ja sobie ją cenię!
    Związanego prowadząc Dionizosa, na scenę wchodzi

    SŁUGA

    Pentheju! Już jesteśmy! Jest i łup gotowy,
    Po który nas wysłałeś. Niedaremne łowy!
    Lecz zwierz to oswojony, żadnym nas kłopotem
    Bynajmniej nie obarczył, ani myślał o tem[36],
    Ażeby nam się wymknąć, owszem najłaskawiej
    Dał ręce sobie związać, rzekłbyś, że się bawi,
    Bo nie zbladł, bo na liczku nie stracił rumieńca,
    Bo śmiał się, gdyśmy mieli odprowadzać jeńca,
    Bo w miejscu stał, tę naszą ułatwiając pracę.
    Więc mówię mu pokornie: «Przybyszu! Niech stracę,
    Lecz powiem ci, że brać cię nie mam żadnej chęci,
    Jednakże Penthej kazał, niech się przeto święci
    Ta wola mego pana…» A one kobiety,
    Coś zgonił je i spętał, i zamknął, o rety!
    Uciekły precz z furdygi[37] na łęgi, do lasa,
    Gdzie cała ich gromada i huka, i hasa
    Na cześć szumnego boga! Z nóg im spadły dyby
    I wszystkie drzwi i zamki, mówię to bez chyby,
    Otwarły się, choć ręka ludzka ich nie tknęła.
    Takie to w naszych Tebach cuda, takie dzieła
    Ot! człowiek ten dziś spełnia. Co tu czynić dalej,
    Już twoja to jest sprawa, my swoje zdziałali.

    PENTHEUS

    Rozwiązać mu te ręce! Bo jestem ostatni,
    Ażeby mógł się dzisiaj wymknąć z naszej matni —
    Nie! rady temu nie da!… UrodaJuści liczko twoje
    Gładziuchne! Jak stworzone dla podwik! Gdyż stoję
    Przy prawdzie, żeś się dla nich przywlókł w nasze Teby!
    Kędziorki arcydługie, chyba nie z potrzeby
    Boiska tak się pięknie wydłużyły tobie,
    Falując wokół szyi w ponętnej ozdobie.
    I cera arcybiała, nie z słońca promieni
    Zbielała ci gorących, jeno w chłodnej cieni[38]
    Snać myślisz Afrodytę przesadzić w piękności!
    Lecz naprzód mów, co zacz ty, kto tu przyszedł w gości?

    DIONIZOS

    Nie trzeba samochwalby! Odpowiedź nie trudna:
    Wiesz może, gdzie jest Tmolu okolica cudna?

    PENTHEUS

    Wiem, owszem, miasto Sardes otacza dokoła.

    DIONIZOS

    Ja stamtąd, ma ojczyzna to Lidia[39] wesoła.

    PENTHEUS

    Wprowadzasz nowy obrzęd, któż to ciebie zmusza?

    DIONIZOS

    Dionizos mi nakazał, latorośl Zeusza[40].

    PENTHEUS

    Więc Zeus tam jakiś nowy bóstwa nowe tworzy?

    DIONIZOS

    Nie! Ten, który z Semelą obcował, król boży!

    PENTHEUS

    Czy we śnie ci nakazał, czyli[41] też na jawie?

    DIONIZOS

    Twarz w twarz mi on polecił służyć świętej sprawie.

    PENTHEUS

    TajemnicaA na czymże polega istota obrządku?

    DIONIZOS

    Człek niewtajemniczony nie śmie znać jej wątku.

    PENTHEUS

    Jest jaka na obrządku tym korzyść oparta?

    DIONIZOS

    Nie wolnoć tego wiedzieć, choć rzecz wiedzy warta.

    PENTHEUS

    Wykręcasz mi się chytrze, a mnie świerzbią uszy.

    DIONIZOS

    Bachijskie tajemnice nie dla grzesznej duszy.

    PENTHEUS

    Widziałeś, mówisz, Zeusa. Jakżeż on wyglądał?

    DIONIZOS

    Jak chciał, a nie bynajmniej, jakbym ja pożądał.

    PENTHEUS

    I znowu się wywijasz! Któż za to co kupi?!

    DIONIZOS

    Ktoś mądry dla głupiego zawsze będzie głupi.

    PENTHEUS

    Czyś naprzód do nas przybył tu z orgiami swemi?

    DIONIZOS

    Obchodzą je we wszystkiej niehelleńskiej ziemi.

    PENTHEUS

    Mniej mają snać rozumu, niźli nasze kraje.

    DIONIZOS

    W tym względzie chyba więcej. Inne tam zwyczaje.

    PENTHEUS

    Czy za dnia się to wszystko odbywa, czy w nocy?

    DIONIZOS

    Przeważnie w nocy, mroki mają więcej mocy.

    PENTHEUS

    Dla kobiet niebezpieczna to pora i zdrożna.

    DIONIZOS

    Sposobność dla zdrożności i w dzień znaleźć można.

    PENTHEUS

    O, gorzko mi zapłacisz za swoje wykręty!

    DIONIZOS

    A ty za swą głupotę, za swój szał nieświęty!

    PENTHEUS

    O, ćwik[42] i frant[43] ten Bachus, a czelny bez miary!

    DIONIZOS

    Czym myślisz mi dogodzić? Jakie zadać kary?

    PENTHEUS

    Nasamprzód[44] tej cię bujnej pozbawię czupryny.

    DIONIZOS

    Nie tykaj! Prawo do niej ma li[45] bóg jedyny.

    PENTHEUS

    A potem tyrs ten oddasz, który dzierżysz w dłoni.

    DIONIZOS

    Sam wydrzyj Dionizosa własność! Niech się broni!

    PENTHEUS

    A potem ot! do ciupy każę zamknąć ciebie.

    DIONIZOS

    Jeżeli ja tak zechcę, bóg z ciupy wygrzebie.

    PENTHEUS

    Popróbuj go wywołać spośród twej czeredy!

    DIONIZOS

    On przy mnie tu jest blisko, widzi moje biedy.

    PENTHEUS

    Gdzie? Gdzie? On swym widokiem oczu mych nie darzy!

    DIONIZOS

    Lecz moje! Niewidzialny jest on dla zbrodniarzy!

    PENTHEUS

    Hej! Bierz go! Szydzi ze mnie i z Teb! Bierz go! Okuj!

    DIONIZOS

    Roztropny, nieroztropnym mówię: dajcie spokój!

    PENTHEUS

    A ja powiadam: bierz go! Ja tu większy przecie.

    DIONIZOS

    Sam nie wiesz, co poczynasz i kim ty na świecie!

    PENTHEUS

    Penthejem, Echiona synem i Agawy.

    DIONIZOS

    Twe imię już wskazuje, że dla cię łaskawy
    Nie będzie los.

    PENTHEUS

    Hej! Precz z nim! A przy końskim żłobie
    Przywiązać go, by w cieniu mógł zatańczyć sobie!
    Zaś te (Wskazuje na Chór), któreś tu przywiódł, uczestniczki zbrodni,
    Wysprzedam, albo, jeśli będzie mi dogodniej,
    Od bębna odzwyczaję i — to nie przelewki! —
    Do krosien je przystawię, jako proste dziewki.

    DIONIZOS

    Idę… A juści tego znosić ja nie muszę,
    Do czego mnie nie zmuszą. Lecz za te katusze,
    Za szyd[46] ten sam Dionizos dobrze ci zapłaci.
    Zaprzeczać chcesz istocie tej bożej postaci,
    Więc będziesz musiał cierpieć! Mówiąc najwyraźniej:
    Krzywdzący mnie, ty boga zamykasz w swej kaźni!

    CHÓR

    Acheloa córko, słysz!
    Ty dziewicza Dirko święta!
    Dobrze o tym świat pamięta,
    Jakeś ongi w fal objęcia
    Zamykała kształt dziecięcia —
    W uścisk wód —
    Gdy je rodzic jego, bóg,
    Z wieczystego ognia smug
    Jednym tchem
    Uratował, w biodrze swem
    Zamykając boży płód!
    Rzekł mu wtedy:
    «Od tej biedy,
    Od tej klęski
    Zwoli[47] cię mój żywot męski,
    Dithyrambie, wstąpże weń —
    Pod tym bowiem Bacha mianem
    Ma być w Tebach odtąd znanem
    Twe istnienie!»
    Dziś mnie ty usuwasz w cień,
    Dziś mną gardzisz, Dirko luba,
    Dziś za ziemi swojej krańce
    Precz mnie pędzisz i me tańce,
    Moje bluszcze i mój pręt.
    Na co ci ta moja zguba?
    Skąd ci wziął się dziś ten wstręt?
    Czemu mnie twa ręka żenie[48]
    Z twoich granic precz, ach! precz?
    O, na jagód winnych ciecz,
    Na Dionizosa słodki płyn,
    Jeszczeć Bromios[49], boży syn,
    Będzie ci przedrogi!

    *

    Co za złość to, co za złość!
    Jakżeż mi się strasznie mroczy
    Ten ze siejby zrodzon smoczej
    Król Pentheus[50], Echiona,
    Syna ziemi, krew rodzona!
    Snać nie ludzki to jest twór,
    Jeno potwór, jeno dziw,
    Jakby nie był z ziemskich niw!
    Czym dlań bóg?
    Nieb krwiożerczy to jest wróg!
    On niebawem
    W złu swem krwawem
    Bez ochyby
    I mnie każe zakuć w dyby,
    Tak nim szarpie sroga chuć!
    Już mojego wodzireja
    Więzi w domu tym Pentheja
    Zmrok ponury.
    Zwróćże dziś swe oczy, zwróć,
    Dionizosie, synu boży,
    W jakiej twoi dziś prorocy
    Przeokrutnej są przemocy!
    Zjaw się ku nam dzisiaj, zjaw,
    Bo niedola dziś się sroży,
    Chce nas zbawić[51] naszych praw!
    Z olimpijskiej przybądź góry,
    Ty, co w ręku dzierżysz kij
    Złotooki! Oto żmij,
    Oto jest ten straszny smok,
    Co wyniszczyć chce nasz tłok!
    Ukróć jego pychę!

    *

    Zali na Nysie, gdzie pośród swych leż
    Mnogi się gnieździ zwierz,
    Odprawiasz swe korowody,
    Nasz Dionizosie młody?
    A może kipi twój szał
    Pośród koryckich skał?
    Lub też w Olimpu komorach,
    Skrytych w cienistych borach,
    Gdzie Orfeusza zew,
    Lutni czarowny ton,
    Ze wszystkich przynaglił stron
    Zielone kłody
    Drzew
    I zwierza wszelaki płód,
    Że je za sobą wiódł,
    Że wszystkie za nim szły,
    Dźwięcznymi wabione tchy?!
    O pierydzka kraino!
    A ino ci patrzeć, a ino,
    Jak stanie na twojej glebie
    Ten szumny nasz pan, czczący ciebie!
    Jak na bachantek czele
    Zjawi się tutaj, wesele
    Niosąc rozkoszne — o haj!
    Menady prowadząc swoje
    Przez Aksiosa[52] zdroje,
    Przez Lydiasa[53] brody
    Spłynie w ten kraj!
    Swe tu skieruje kroki
    Przez rwiste,
    Szkliste
    Potoki,
    Go, niby dobrzy rodzice,
    Żywią i rzeźwią ziemice —
    Tak mi mówiono —
    Te pono
    Wielce bogate w konie,
    Nie zwiędłe nigdy błonie!…
    Z wewnątrz woła

    DIONIZOS

    O haj! O haj!
    O słysz mnie, znaj!
    Bachantek chór!
    A gdzież twój wtór?!
    Słysz! Znaj!
    O haj!…

    JEDNA Z CHÓRU

    Cóż to? cóż? Skąd ten głos, tak mi znan?!
    Czyż mnie woła szumny pan?

    DIONIZOS

    Haj! O haj! Znów wołam, znów!
    Chów Semeli, Zeusa chów!

    DRUGA Z CHÓRU

    O haj! O haj! O panie wielki!
    Twoje czcicielki
    Proszą cię, szumny ty boże,
    Byś się pojawił w ich zborze!…

    INNA Z CHÓRU

    Sza! moje druhy! Ziemia się porusza!
    Ach! Ach!
    Ten Pentheusza
    Królewski gmach
    W proch się rozpada, w kupy
    Gruzu i złomu!

    INNA Z CHÓRU

    Dioniz jest w jego domu!
    Cześć mu oddajcie modłami!

    CHÓR

    Już oddajemy!

    JEDNA Z CHÓRU

    Przed nami
    Kamienne pękają słupy
    Niebawem spod tego dachu
    Głos się tryumfu, nie strachu,
    Podniesie z warg!

    DIONIZOS

    (z wewnątrz)
    Rozniećcie, rozniećcie się godnie,
    Gromu ogniste pochodnie!
    Spalże mi, spalże mi do cna
    Dom ten, o iskro ty mocna!

    INNA Z CHÓRU

    Ach! ach!
    Zali nie widzisz — strach! —
    Jak się ten płomień ścieli
    Nad świętym grobem Semeli?
    Pożar to, łuna
    Z Zeusowego pioruna,
    Który pozostał po niej,
    Kiedy ją gromem z swej dłoni
    Uśmiercał możny Bóg!
    Zginaćże, zginać kolana!
    Nie szczędzić trzęsących się nóg!
    Rzucać na ziemię, na ziemię
    To ciała przechwiejne brzemię,
    Bo oto już ku nam, Menady,
    Po zgliszczach i gruzach nasz włady
    Zbliża się, zbliża pan!
    Z ruin płonącego pałacu wychodzi

    DIONIZOS

    Cudzoziemskie wy niewiasty! A więc taka trwoga trwóg
    O tę ziemię was rzuciła, powaliła z drżących nóg?!
    Snać dlatego, tak się zdaje, że czułyście, jak ten gmach
    Penthejowy w gruz rozrzucał, jak go w pył rozkruszał Bach!
    Teraz wstańcie! Wypogódźcie przerażoną, bladą twarz!

    PRZODOWNICA CHÓRU

    Ty w bachanckich korowodach najprzedniejszy wodzu nasz!
    Jak ja rada, widząc ciebie, w tej samotnej pustce, och!

    DIONIZOS

    Ogarnęło cię zwątpienie z oną chwilą, gdy mnie w loch
    Prowadzono, gdy mnie Penthej kazał zepchnąć w kaźni mrok!

    PRZODOWNICA CHÓRU

    Tak! Bo jeśli szwank byś poniósł, któż by mój prowadził krok?
    Ale powiedz, jak uszedłeś z tych więziennych łotra bram?

    DIONIZOS

    Bez mozołu, bez wysiłku ocaliłem się ja sam.

    PRZODOWNICA CHÓRU

    Jak to? Zali[54] cię nie spętał? Nie skrępował ci tych rąk?

    DIONIZOS

    I tu sobie pokpiwałem z jego trudów, z jego mąk —
    Zdało mu się, że mnie wiąże, że mnie w mocy swojej ma,
    Że dotyka mych się członków, lecz nadzieja była czcza!
    Byka dopadł przy korycie, gdzie przytroczyć mnie on chciał,
    Jął kolana mi krępować i racice, jak na schwał!
    Tchu mu zbrakło, sapał, zgrzytał, z ciała potu ciekł mu zdrój,
    Wargi do krwi gryzł zębami! Nie wołałem doń: A stój!
    Jenom cicho siedział przy nim, patrząc na to. W tenże czas
    Przybył Bachus, wstrząsnął domem, ciężki mu wymierzył raz,
    Z grobu matki swej wyrzucił płomienisty ognia słup!
    I Pentheus, zobaczywszy ten płonący święty grób,
    Mniemał, że mu dom się pali, że zniweczon jego próg,
    Jął się rzucać na wsze strony, tu i tam, i do swych sług
    Począł krzyczeć na ratunek, Acheloa, widać, głąb
    Chciał wyczerpać: kto żyw tylko, pod zamkowy przybiegł zrąb —
    Nadaremnie! I on również, myśląc, że to płona[55] rzecz,
    Przestał bawić się ratunkiem, jeno goły chwycił miecz
    I do wnętrza wpadł. Snać bał się, że mu jeszcze mogę zbiec.
    Wówczas Bromios, tak przypuszczam, gdy ten zaczął kłuć i siec
    W myśli, że tak mnie on siecze, podsunął mu twór ze mgieł:
    Wydało się Penthejowi, że mnie sobie wziął na kieł,
    A on w próżnię ciął przejrzystą! Nie dość, że go Bach tak zwiódł,
    Jeszcze on się stał dla niego sprawcą innych, wielkich szkód:
    Pałac w gruzy mu rozsadził, w perzynę obrócił dom
    Z bólu, że mnie ujrzał w pętach, że mnie spotkał taki srom!
    I on upadł ze zmęczenia, rzucił płony miecz o ziem —
    On, śmiertelny, słaby człowiek, co w zuchwalstwie począł swem
    Toczyć walkę z samym bogiem! I spokojnie, jakby nic,
    O Pentheja się nie troszcząc, ja u waszych staję lic.
    Lecz zda mi się, że to jego skrzypią kierpce — jakby szedł
    Tutaj do nas! O, zapewne, wnet on zjawi się tu, wnet!
    Ciekaw jestem, co też powie na to wszystko ten nasz gość?
    Choćby z złości on aż dyszał, ja wytrzymam jego złość.
    Boć do tego, tak powiadam, każdy w życiu swoim dąż,
    Że łagodnym, powściągliwym winien być roztropny mąż.
    Wchodzi

    PENTHEUS

    Straszliwie mnie okpiono! Uciekł przybysz szczwany,
    Któregom w pętach rzucił we więzienne ściany.
    A niech go! Co ja widzę? Tyś tu?! Jaką drogę
    Wybrałeś, by zbiec z lochu? Zrozumieć nie mogę!

    DIONIZOS

    Nie ruszaj się, daj spokój! Mówięć po przyjaźni!

    PENTHEUS

    Powtarzam: jak, spętany, uciekłeś z mej kaźni?

    DIONIZOS

    Azalim[56] ci nie mówił, że mnie ktoś odkupi?

    PENTHEUS

    Kto taki? O, w wykrętach nigdyś nie był głupi!

    DIONIZOS

    Ten, który stworzył wino dla duszy człowieczej.

    PENTHEUS

    Dionizosa hańbisz, mówiąc takie rzeczy.

    DIONIZOS

    [Którego między sobą w tym tu grodzie mamy?][57]

    PENTHEUS

    Rozkażę zamknąć baszty, wszystkie wokół bramy.

    DIONIZOS

    Przez mury czyż nie mogą przejść mieszkańcy nieba?

    PENTHEUS

    Mądralaś[58], o mądrala, lecz nie tam, gdzie trzeba!

    DIONIZOS

    Przeciwnie! Gdzie największa konieczność, tam w głowie
    Swą mądrość mam! Lecz słuchaj, co ci człek ten powie.
    Z gór właśnie ci przynosi jakowąś nowinę.
    Jawi się

    GONIEC

    Tebański władco, królu Pentheju! Przychodzę
    Od szczytów Kithajronu, ośnieżonych srodze,
    Gdzie nigdy skrzącej bieli powłoka nie gaśnie.

    PENTHEUS

    A z jakąż ważną wieścią przychodzisz tu właśnie?

    GONIEC

    Bachantki zobaczywszy, co uszły z tej ziemi,
    Jak gdyby gzem pędzone, nóżkami białemi
    Bez tchu wyrzucające, chcę, jeśli się uda,
    I tobie, i ludowi opowiedzieć cuda,
    Te wszystkie niesłychane ponad wyraz dziwy,
    Którymi napełniają kithajrońskie niwy.
    Lecz pragnę wprzód usłyszeć, jak mi się należy
    Przemawiać: powściągliwie, czy też jak najszczerzej.
    Popędliwości twojej me serce się lęka
    I twego majestatu.

    PENTHEUS

    Nie bój się! Ma ręka
    Bynajmniej cię nie skrzywdzi. Im dziwniejsze rzeczy
    Opowiesz o bachantkach, w tym większej ja pieczy
    Mieć będę tego franta. Najsroższa niech kara
    Na człeka dzisiaj spadnie, który tak się stara
    Przewracać mózgi kobiet rzemiosłem obrzydłem.

    GONIEC

    We wierchym[59] właśnie wchodził razem ze swym bydłem,
    W godzinie, gdy już ziemia słońcem rozpalona.
    Wtem widzę tam! na hali trzy niewieście grona.
    Jednemu przewodziła Autonoe, wiecie,
    Drugiemu twoja matka Agawe, zaś trzecie
    Ku miejscu temu Ino przywiodła. Ujrzałem,
    Iż wielkie utrudzenie owładło ich ciałem,
    Albowiem sen je zmorzył. Jedne z nich pod sosną
    O gałąź grzbiet oparły, a zaś drugie posną,
    Za pościel mając one listeczki dębowe.
    Leżały, obyczajnie przechyliwszy głowę,
    A nie, jak ty powiadasz, pijane: Przy dzbanie
    I flecie nie hulały te czcigodne panie —
    To widać — aby potem cichej szukać w lesie
    Ustroni, dokąd miłość pożądliwa rwie się.
    I matka twa, stojąca wśród bachantek rzeszy,
    Ryk bydła usłyszawszy, strasznie się ucieszy,
    Radosny wyda okrzyk, by zbudzić uśpione
    Niewiasty. I od razu zerwały się one
    Na nogi, sen z swych powiek spędziwszy głęboki.
    Skromności obyczajnej widok nad widoki!
    Kobiety już podeszłe i dziewic gromada:
    Nasamprzód każda włos swój odgarnie, co spada
    Na białe im ramiona, a potem jelenie,
    Pstrokate porządkować rozpoczną odzienie,
    Jeśli się rozplatały gdzie węzły, a wreszcie
    Wężami, liżącymi policzki niewieście,
    Przepaszą one skórki. A potem na ręce
    Sarniuki lub też wilczki wezmą i jarzęce[60]
    Z wezbranych jeszcze piersi dają ssać im mleko —
    Te, które po połogu jeszcze niedaleko,
    Swe własne niemowlęta rzuciły. Wesoło
    Bluszczami i powojem uwieńczą swe czoło
    I liśćmi dębowymi, a jedna z gromady
    O skalną ścianę tyrsem uderzy. W te ślady
    Zdrój wody z niej wytrysnął. A zaś kiedy druga
    Dotknęła zapaliczką ziemi, wina struga
    Spłynęła jej za boską przyczyną. Bez znoju,
    Gdy której się białego zachciało napoju,
    Świeżutkie miała mleko, rękami wątłemi
    Co nieco pogrzebawszy po powierzchni ziemi.
    Miód spływał przeobficie z tyrsosowej laski.
    Ach! gdybyś ty był widział te oznaki łaski,
    Pomodliłbyś się bóstwu, któremu dziś wzgardę
    Niewczesną okazuje twoje serce twarde.
    Zeszliśmy się więc owiec i wołów pasterze,
    By spór pomiędzy sobą wszcząć, skąd się też bierze
    To wszystko — takie dziwy, takie straszne cuda!
    I jeden w naszym gronie, włóczykij-paskuda
    I krzykacz, miejskich kątów wycieracz, tak powie,
    Tak ozwie się do wszystkich: «Sławetni bacowie,
    Tych górskich hal mieszkance! Tak na dobrą sprawę,
    To moglibyśmy tutaj przyłapać Agawe,
    Pentheja mać rodzoną, co się z zgrają włóczy
    Bachantek! Myślę sobie, że król nas utuczy
    Z wdzięczności…» Tak on pedział. I nam się wydało,
    Że pedział całkiem godnie! Przyjęli my śmiało
    Tę radę i od razu skrył się jaki-taki
    W zarośla. Czekaliśmy, zaszywszy się w krzaki.
    Wtem nagle, gdy czas przyszedł, tyrsy się podniosły
    Do góry, krzyk się zerwał, jak gdyby wyrosły
    Spod ziemi, znak, że obrzęd się począł. Gardziele
    Rozbrzmiały sławą Bacha: «Hej-że, hej! Wesele
    I radość z tobą, synu Zeusa, szumny boże!»
    I wszystko się ruszyło, co tylko na dworze —
    Ozwały się im góry, wybiegły zwierzęta.
    W tej chwili, tuż koło mnie, snać szaleństwem zdjęta,
    Przemknęła się Agawe i ja wraz się ruszę
    Z gęstwiny, gdziem się ukrył, pojmać chcę tę duszę,
    Lecz ona jak nie huknie: «Hej! charcice moje!
    Polują na nas ludzie! Sam tu! Bierzcie zbroję —
    Tyrsowy kij i sam tu! Sam tu!» Niewątpliwie
    Byłyby nas rozdarły na tej leśnej niwie
    Bachantki, ale w czas my uciekli. Zaś gorzej
    Wypadło naszym stadom. Zgraja się rozsroży
    I chociaż w ręku żadnej nie posiada stali,
    Na bydło wraz się rzuci, co trawę na hali
    Szczypało. O, powiadam, straszne byś tam rzeczy
    Zobaczył! Tutaj cielę żałośliwie beczy,
    Dostatnio wykarmione: bachantka je srogo
    Rozdziera na połowy, a tam znowu mnogo
    Krów poszło, scharatanych na kęsy! Tu leżą
    To żebra, to racice, krwią oblane świeżą,
    Krew cieknie z świerków, z jodeł, na które kawały
    Poszarpanego mięsa rzucał oszalały
    Tłum niewiast. Nawet byki, w róg swój dufające,
    O ziem runęły cielskiem, kiedy rąk tysiące
    Tych młódek opętanych strasznie na nie parły.
    A prędzej one skórę z biednych zwierząt zdarły,
    Niż ty królewskich oczu zmrużyłbyś powieki.
    Rozściele onych równin nad brzegami rzeki
    Azopa, kłos rodzące dla twych Teb bogaty,
    Na skrzydłach niby ptasich przeleciały, straty
    Ogromne wyrządzając. W swej złości zajadłej
    Do dolin kithajrońskich, do Erytry wpadły
    I Hyzji; niby wrogi[61], zniszczyły dobytek,
    Porządek wywracając i ład burząc wszytek.
    Nie przepuściły dzieciom: Na barki je kładły,
    Rabując, lecz na ziemię przecież nie upadły
    Biedactwa, chociaż nikt ich nie przytroczył… Stali
    Ni spiżu, tylko w włosach ogień, co nie pali.
    I oto, na te krwawe oburzeni tańce,
    Za broń chwycili krajów zniszczonych mieszkance.
    O, dziw to był nad dziwy patrzeć, co się działo!
    Na groty niewrażliwe onych kobiet ciało,
    Lecz one, potrząsając tyrsowymi pręty,
    Niezwykłe pośród mężczyzn sprawiały zamęty —
    Zaiste, nie bez woli jakowegoś boga,
    Niewiasty do ucieczki przymuszały wroga,
    Huf mężów zbrojnych zmogły! Tak było! Z powrotem
    Na dawne swoje miejsca wybrały się potem,
    Do źródeł, które bóg im otworzył, w tej samej
    Krynicy krew obmyły, zasię skrzepłe plamy
    Na gębach język wężów im zlizał. O, panie!
    Kimkolwiek ci jest bóg ten, ty go na swym łanie
    Powitaj, wwiedź do miasta, gdyż i w innym względzie
    Potężny jest, jak głosi powszechne orędzie:
    Winograd dał on ludziom, co uśmierza troski,
    A kiedy nie ma wina, nie ma też i boskiej
    Miłości ani innej pociechy na świecie.

    PRZODOWNICA CHÓRU

    Z władcami mówić szczerze, rzecz to groźna! Przecie
    Wypowiem, co mam w myśli: nasz Dionizos drogi
    Tak samo bóg jest wielki, jak i inne bogi!

    PENTHEUS

    Już widzę ja, że pożar tej bachanckiej buty
    Ogarnie nas niebawem. Wstyd dla Grecji luty[62]!
    Tu nie ma już co zwlekać! Gonić mi do bramy
    Elektry! Tarczownicy, jakich tutaj mamy,
    I ci, co chyżonogich dosiadują koni,
    I ludzie ci od łuku i od lekkiej broni,
    I ci, którzy włóczniami rzucają z rzemieńca,
    Co tchu niechaj się zbiorą! Ruszamy po jeńca,
    Na wojnę z bachantkami! Przechodzi już miarę
    Ta babska dokuczliwość! Będą miały karę!

    DIONIZOS

    Nie słuchasz mnie, Pentheju, lekceważysz zawsze
    Me rady! Mówięć[63] jednak, chociaż mnie najkrwawsze
    Spotkały tu obelgi: nie wywołuj doli,
    Nie wojuj z bogiem! Bromios nigdy nie pozwoli,
    Ażeby te Bachantki, co szumne wiwaty
    Na cześć jego wciąż wznoszą, miały jakie straty —
    By z gór je wypędzono!

    PENTHEUS

    Ty mnie nie ucz, proszę!
    Dopiero co psim swędem rzuciłeś rozkosze
    Więzienne, zali[64] nowe mam ci sprawić cięgi?

    DIONIZOS

    Nie lepiej przyjść z ofiarą do boga potęgi,
    Niż wierzgać, ty — człowieku! przeciw ościeniowi[65]?

    PENTHEUS

    O, będzie miał ofiarę, skoro jak najzdrowiej
    Te dziewki oporządzę w kithajrońskim jarze!

    DIONIZOS

    Zemkniecie! A wstyd będzie, gdy tacy mocarze,
    Zakuci w stal, uciekną przed bluszczowym kijem.

    PENTHEUS

    A tom się na hultaja natknął! Czy go bijem,
    Czy głaszczem, zawsze pełną ma gębę! Nie mogę!

    DIONIZOS

    Mój drogi! Ciągle jeszcze masz odwrotu drogę.

    PENTHEUS

    Więc co? Być sługą sług swych na swą własną szkodę?

    DIONIZOS

    Jeżeli chcesz, kobietyć[66] bezbronne przywiodę.

    PENTHEUS

    Ha! Znowu sidła na mnie! Knujesz, ile można.

    DIONIZOS

    Chcę sztuką cię ocalić, czy to rzecz jest zdrożna?

    PENTHEUS

    Związałeś się, by bezrząd tu utrwalić, człecze!

    DIONIZOS

    Związałem się, tak! z bogiem! Bynajmniej nie przeczę.

    PENTHEUS

    Stul pysk już!… A niechże mi kto zbroję wyniesie!

    DIONIZOS

    Czy nie chciałbyś białogłów tych podpatrzeć w lesie?

    PENTHEUS

    I owszem! Jak najchętniej! Dałbym kupę złota!

    DIONIZOS

    A skądże ci tak naraz przyszła ta ochota?

    PENTHEUS

    Ohydny to jest widok — pijane kobiety!

    DIONIZOS

    A zatem na ohydę chcesz patrzeć? O rety!

    PENTHEUS

    Tak jest, lecz siedząc cicho pod smrekiem[67]. To zrobię.

    DIONIZOS

    Wytropię, choć się skryjesz! O tym pomyśl sobie.

    PENTHEUS

    Rzecz słuszna! Więc otwarcie zjawię się w tym borze.

    DIONIZOS

    Posłuchaj: mam ja ciebie zaprowadzić może?

    PENTHEUS

    I owszem, jak najprędzej! Nie żałujęć czasu!

    DIONIZOS

    PrzebranieNiewieściej ci płótnianki trza do tego lasu.

    PENTHEUS

    Mężczyzna, mam przedzierzgnąć się w babę? O, panie!

    DIONIZOS

    Ażeby nie zabiło cię męskie ubranie.

    PENTHEUS

    Cnie mówisz! Niby mędrzec — z dawnych lat najprościej.

    DIONIZOS

    Dionizos mnie tych wszystkich nauczył mądrości.

    PENTHEUS

    A jakżeby najlepiej wykonać twą radę?

    DIONIZOS

    Na ciebie sam, co trzeba, w pałacu pokładę.

    PENTHEUS

    Niewieście suknie? Ależ ja się wstydzę! Nie chcę!

    DIONIZOS

    Więc z Menad skwitowałeś? Już cię to nie łechce?

    PENTHEUS

    I jakże mnie przygodzić chcesz na to wesele?

    DIONIZOS

    Nasamprzód włos przeciągnęć[68], rozczeszę, rozdzielę.

    PENTHEUS

    Co więcej? Jakiż jeszcze strój, jeżeli łaska?

    DIONIZOS

    Suknia po same kostki, na głowie przepaska.

    PENTHEUS

    Czy jeszcze co prócz tego? Co? Jakie odzienie?

    DIONIZOS

    Bluszczowy pręt do ręki i skórki jelenie.

    PENTHEUS

    Nie! Babskich wdziać ja sukien nie mogę spokojnie.

    DIONIZOS

    Ma krew się twoja polać z bachantkami w wojnie?

    PENTHEUS

    Tak! Prawda! Na przeszpiegi chodźmy wprzód, to główna.

    DIONIZOS

    Najmądrzej! Bo złem nigdy zła człek nie wyrówna.

    PENTHEUS

    Lecz jak przed Kadmejczyków ukryję się okiem?

    DIONIZOS

    Pustymi ulicami pójdziemy, nie tłokiem.

    PENTHEUS

    Wyszydzą mnie bachantki, a szydu nikomu
    Nie mógłbym puścić płazem! Rozważę to w domu.

    DIONIZOS

    Jak chcesz! Lecz zawsze pewny bądź usługi mojej.

    PENTHEUS

    Odchodzę. Tak się stanie: ruszę stąd bądź w zbroi,
    Bądź w sposób, jak mi twoja nakazuje rada.
    (Odchodzi.)

    DIONIZOS

    Niewiasty! Oto mąż ten już w mój potrzask wpada.
    Pospieszy do bachantek i tam śmierć go czeka.
    Do dzieła, Dionizosie! Nie stoisz z daleka,
    Lecz bliskoś! Więc go ukarz! Naprzód odbierz zmysły,
    Wpraw w lekki szał! Bo tylko ten, któremu prysły
    Rozumu władze zdrowe, gotów jest niewieście
    Wdziać suknie. Pośmiewisko urządzę, po mieście
    Tebańskim w tym go stroju prowadząc, chełpisza,
    Co tak się nam odgrażał. Hadesowa cisza
    Powita go w ubraniu tym, gdy własna matka
    Rozszarpie swego syna! Uzna, choć z ostatka,
    Że bogiem Dionizos, syn Zeusa, okrutny
    Dla złych, a zaś dla dobrych w łaskach swych rozrzutny.

    CHÓR

    Kiedyż to nockę ja całą
    Będę hej! nóżką tą białą
    Przebierać w rozkosznej uciesze?
    Kiedyż do lasu pospieszę?
    Kiedyż to szał mnie ochoczy
    Ku onej błoni
    Pogoni,
    Ku onej lśnistej,
    Rosistej
    Przeźroczy,
    Gdzie z wyciągniętą szyją
    Pić będę niebiańską pogodę,
    Jak piją
    Te sarny młode,
    Po świeżej łące
    Skaczące:
    Pogoni unikły zdradliwej,
    Przez pola pędziły, przez niwy,
    Przez matnie, potrzaski i płoty,
    Za nimi skwapliwy
    Myśliwy
    Psom swoim dodaje ochoty —
    Sforze posłusznej, uległej —
    By biegły
    W lot.
    A one,
    Te sarny gonione, strudzone,
    Wciąż pędzą, by znaleźć obronę,
    Przez doły wciąż pędzą i góry,
    Mkną chyżo — na skrzydłach wichury,
    Aż gdzieś tam w samotnej ustroni,
    Gdzie łowiec już sił swych nie trwoni,
    Nad brzegiem strumienia,
    Pośród chłodnego cienia,
    Wśród lasu
    Użyją spokoju i wczasu.
    Gdzie jaka mędrsza jest rzecz,
    Gdzie jaki piękniejszy dar boga,
    Niż gdy nad głową wroga
    Silniejszy w swej dłoni miecz
    Może potrzymać człek?
    Co piękne, to miłe po wiek!

    *

    Bożych wyroków potęga
    Z wolna, lecz pewno dosięga
    Grzesznego w świecie człowieka,
    Który z poprawą przewleka.
    W nieuchronności swojej
    Sądzi go, sądzi,
    Gdy błądzi,
    Gdy bóstw się wcale
    W swym szale
    Nie boi,
    Kiedy swawolnie czci bożej,
    Tej świętej ich chwały nie szerzy,
    Nie mnoży.
    Z swymi obieży
    Długo się nieba,
    Gdy trzeba,
    Taić umieją w swej chęci,
    Lecz w końcu się łotr nie wykręci!
    Niech nikt nie wyrzeka się wiary,
    Niech ma w pamięci —
    Niech święci
    W nim się ta myśl, że ofiary
    Nie trzeba zbyt wielkiej, by wierzyć
    I szerzyć
    Wraz,
    Co cała
    Przyroda wspaniała uznała,
    A czego pokoleń nawała
    Nie zmiotła od wieka do wieka,
    Że Bóg ci jest wszystkim dla człeka,
    Że wszystko, co mamy, sprowadza
    Ta jego wieczysta władza!
    Więc niechże nam włada,
    A ty mu, duszo, bądź rada,
    I wszędy
    Należne poświęcaj obrzędy!
    Gdzież jakaś mędrsza jest rzecz,
    Gdzież jaki piękniejszy dar Boga,
    Niż gdy nad głową wroga
    Silniejszy w swej dłoni miecz
    Może potrzymać człek?
    Co piękne, to miłe po wiek!

    *

    Szczęśliwy, kto z morskiej fali
    W przystani życie ocali!
    Szczęśliwy, kto życia mozoły
    Przetrwał i żyje wesoły!
    Ten nad tym, a tamten znów bierze
    Górę nad tamtym bądź w mierze
    Dobytku, bądź władzy! Tysiące
    Nadzieje znów mają gorące
    Tysiączne! Szczęśliwi są jedni,
    Gdy się im ziszczą, zaś biedni
    Ci z ludzi,
    Których nadziei blask złudzi…
    Tego ja chwalę sobie,
    Co szczęsny w każdej jest dobie.
    Na scenę wraca

    DIONIZOS

    O ty, który źrenice zwracasz ku widokom,
    Co nie są do widzenia, i folgujesz krokom
    Ku temu, k'czemu kroczyć nie przystało wcale,
    Wyjdź z domu, pokaż mi się w swej niewieściej chwale:
    Przybrałeś strój bachancki szalonej menady,
    By śledzić twojej matki i jej kobiet ślady.
    (Na widok wchodzącego w dom Pentheja:)
    Na jedną z cór Kadmowych wyglądasz mi w końcu.

    WzrokPENTHEUS

    Przyglądam się — ha! cóż to?! — podwójnemu słońcu
    I dwa tebańskie widzę siedmiobramne grody,
    A ty mi zaś się widzisz jako byczek młody
    I rogi na tej głowie, haha! też dostałeś!
    Więc w zwierzę się zmieniłeś! O, tak jest! Zbyczałeś!

    DIONIZOS

    Bóg, który przedtem krzyw był, teraz jest — o nieba!
    Przychylny. Teraz widzisz już, co widzieć trzeba.

    PENTHEUS

    He? Jak ci się wydaję? Wyznajże łaskawie;
    Inonie ja podobny, czy matce Agawie?

    DIONIZOS

    Widzący cię, wrażenie mam, że widzę obie.
    Lecz włos nie na swym miejscu, poprawże go sobie —
    Nie leży, jak ma leżeć — o tu, pod przepaską!

    PENTHEUS

    Zapewnem go poruszył, wywijając laską
    Bachancką, wyskakując w szalonej uciesze.

    DIONIZOS

    Na twe jestem usługi, pozwól, że zaczeszę
    Ten pukiel. Podaj głowę!

    PENTHEUS

    Podaję! Podaję!

    DIONIZOS

    I pas ci się rozluźnił i sukni okraje
    Do kostek nie spadają tak, jak się należy.

    PENTHEUS

    Dyć prawda, zwłaszcza prawy fałd mojej odzieży
    Nie całkiem jest w porządku, w krąg się stóp nie ściele.

    DIONIZOS

    Pewnikiem mnie policzysz między przyjaciele,
    Gdy wbrew oczekiwaniu skromne ujrzysz dziewy.

    PENTHEUS

    Chcąc dobrą być bachantką, czy mam trzymać w lewej,
    Czy w prawej ten mój pręcik wśród naszej zabawy?

    DIONIZOS

    Potrząsać trzeba prawą i na nodze prawej
    Opierać. Bardzo pięknie, żeś tak zmienił zdanie.

    PENTHEUS

    A toć ja kithajrońskie wszystkie jary, panie,
    Udźwignąłbym na plecach razem z bachantkami!

    DIONIZOS

    Tak, gdybyś chciał. Lecz przedtem, mówiąc między nami,
    Nie byłeś snać przy zmysłach, teraz mózg masz zdrowy.

    PENTHEUS

    Potrzeba jakiejś dźwigni? Podpory jakowej?
    Czy górę tymi bary własnymi podważę?

    DIONIZOS

    Daj spokój! Jakże można burzyć nimf ołtarze,
    Przybytki one święte, gdzie Pan grywa sobie.

    PENTHEUS

    Tak, słusznie! Nic ja gwałtem kobietom nie zrobię.
    Ukryję się pod jodłą, to będzie najlepiej.

    DIONIZOS

    Ukryjesz się, jak musi — tam cię nikt nie czepi —
    Postąpić, kto menady podpatruje chytrze.

    PENTHEUS

    Przypuszczam, że jak ptaszki, i od nich nie brzydsze —
    W ciepłych się gniazdkach tulą, w krzaczkach, w cichym lesie.

    DIONIZOS

    Aha! A więc ciekawość po to cię tam niesie?
    Podejdziesz je, tak myślę, lub podejdą ciebie!

    PENTHEUS

    No, prowadź mnie przez Teby! W największej potrzebie
    Nikt by się nie odważył, ja tylko jedyny!

    DIONIZOS

    Tak, sam dla dobra miasta ważysz się na — czyny,
    Dlatego też czekają godne cię przeboje!
    Chodź! Ja cię na zbawienie poprowadzę twoje,
    Z kim innym zaś tak wrócisz —

    PENTHEUS

    Może wrócę z matką?…

    DIONIZOS

    — Że wszyscy cię zobaczą.

    PENTHEUS

    Po to na tę rzadką
    Wybieram się wyprawę?…

    DIONIZOS

    I to szybko, duchem
    Przyniosą cię —

    PENTHEUS

    Czy myślisz, żem jest niewieściuchem?

    DIONIZOS

    — Ramiona matki właśnie…

    PENTHEUS

    Zmuszasz do wygody?

    DIONIZOS

    Oj! prawda! do wygody!

    PENTHEUS

    Czym nie wart?

    DIONIZOS

    Choć młody,
    Wart jesteś i to bardzo!… (Pentheus wychodzi.)
    Zaiste! Wspaniałej,
    Do nieba sięgającej dostąpisz tu chwały!
    Agawo, ściągnij rękę! Wy, córki Kadmosa,
    Ściągnijcie ją — wy, siostry! Prowadzę młokosa
    W bój wielki! Zwycięzcami ja i Szumnik boży
    Będziemy, a zaś reszta sama się ułoży!

    CHÓR

    Huzia! hu! wściekłe psy!
    Huzia! W ostępy gór,
    Gdzie tyrsos radośnie drży
    W dłoni Kadmowych cór!
    Huzia my, huzia na szpiega,
    Co strój niewieści wdział
    I ujrzeć menady zabiega —
    Taki nim miota szał!
    Pierwsza go matka spostrzeże
    Czatującego z wierzchołka
    Świerku lub turni i głośno
    Na tłum bachantek zawoła:
    «Któż z Kadmejczyków, któż,
    Niepowołany stróż,
    Niepożądany szpieg,
    W te nasze góry wbiegł?
    W te nasze góry, w te góry
    Któryż to z ludzi, który,
    O wy bachantek chóry —
    Szalony iście człek — ,
    Dostępny znalazł ścieg?
    Z czyjegoż on wyszedł łona?
    Bo nie z kobiecej on krwie!
    Szczenię to lwie,
    Lub ta, co libijską się zwie,
    Zrodziła go kiedyś Gorgona!
    Zjawże się, Prawo, zjaw,
    Bezbożnych ty sędzio spraw,
    Wznieś sprawiedliwy miecz
    I morduj, i kłuj, i siecz!
    Na wylot mu przeszyj krtań,
    Niech ginie, niech kona
    Syn Echiona,
    Ziemi okrutny płód!
    Niech krwawa
    I sroga
    Będzie ta dań,
    Którą ma spłacić tej pory
    Człek, co bez Boga,
    Bez prawa,
    Bez czci, bez pokory
    Żywot haniebny wiódł!

    *

    Przeklęty go uniósł gniew,
    Prawo depcąca złość!
    W pogardzie matki ma krew:
    Choć z jej on kości kość,
    Chce to dziś zburzyć, co dla niej
    Świętością się stało! Tak!
    W tej ci on myśli, o pani,
    Na twój się wybrał szlak:
    W pysze niepowściągliwej
    Pragnie on przemóc, co boże,
    A czego nikt na tym świecie
    Siłą swą przemóc nie może!
    Pragnie zuchwale zgnieść
    Wszelaką boską cześć,
    Z której ma biedny człek
    Poratowanie i lek.
    Żadnej ci, żadnej mądrości
    Dusza ma dziś nie zazdrości,
    A przecież to, co najprościej
    Szczęścia przynosi nam stek,
    Najwyższym jest dla mnie po wiek,
    Rozumu to dla mnie korona:
    Całą potęgą swych tchnień
    I noc, i dzień
    Wysławiać niebiosa, a w cień
    Niech cnota nie schodzi gnębiona!
    Sprawiedliwość, KaraZjawże się, Prawo, zjaw,
    Wznieś sprawiedliwy miecz
    I morduj, i kłuj, i siecz!
    Na wylot mu przeszyj krtań,
    Niech ginie, niech kona
    Syn Echiona,
    Ziemi okrutny płód!
    Niech krwawa i sroga
    Będzie ta dań,
    Którą ma spłacić tej pory
    Człek, co bez Boga,
    Bez prawa,
    Bez czci, bez pokory
    Żywot haniebny wiódł.

    *

    Zjaw się jak byk,
    Lub wielogłowy smok,
    Lub płomienisty lew!
    Hej! Niechże, Bachu, nasz krzyk,
    Nasz zew
    Uskrzydli dziś chyży twój krok:
    Niechże ci śmiech tryska z warg,
    Kiedy zabójczy sznur
    Będziesz mu składnie
    Rzucał na kark,
    Skoro w swym szale napadnie
    Święte menady gór!…
    Na scenę wbiega

    GONIEC

    O ty, w Helladzie ongi tak szczęśliwe plemię
    Starego Sydończyka, który posiał w ziemię
    Płód ziemi, zęby smocze! Jak mnie los twój boli,
    Choć tylko jestem sługa, żyjący w niewoli!

    PRZODOWNICA CHÓRU

    Co jest? Czy od bachantek niesiesz jakie wieści?

    GONIEC

    Syn Echiona zginął, Penthej! O boleści!

    PRZODOWNICA CHÓRU

    Potężnieś się objawił, ty nasz szumny boże!

    GONIEC

    Co mówisz, co powiadasz? Radujesz się może
    Z rozgromu mego pana?… O niewiasty lute!

    PRZODOWNICA CHÓRU

    Nie wasza, na nie waszą śpiewam dzisiaj nutę!
    Nie lęka się już kaźni me serce niewieście!

    GONIEC

    Czy myślisz, że już mężczyzn nie ma w naszym mieście?

    PRZODOWNICA CHÓRU

    Dionizos, o, Dionizos ma nade mną władzę!
    Jego się tylko radzę!

    GONIEC

    Rozumiem! Lecz się cieszyć, jeśli kogo spotka
    Nieszczęście, to nie pięknie! Sprawa to nie słodka!

    PRZODOWNICA CHÓRU

    Lecz powiedz, jakże zginął? — powiedzże, mój złoty! —
    Ten mierny człek, co same wyprawiał niecnoty?

    GONIEC

    Rzuciwszy swe mieszkanie w tym tebańskim grodzie,
    Dotarliśmy nasamprzód ku Ajsopa wodzie,
    Przez którą trzeba było się przeprawić, dalej
    Do skał kithajronowskich myśmy się dostali —
    To znaczy, ja i Penthej, któremu w tej drodze
    Towarzyszyłem właśnie, panisku-niebodze,
    I on, ten cudzoziemiec, wiodący nas obu
    Na ową uroczystość. Pamiętni sposobu,
    Nasamprzód do zielonej wkroczyliśmy hali:
    Stąpając po cichutku, ledwieśmy szeptali,
    By widzieć, niewidziani. W drzew jodłowych cieni
    Spadzisty jar lśnistymi źródłami się mieni.
    W tych cieniach, u tych siklaw, nad krynic zwierciadły[69]
    Swobodnie się menady przy pracy rozsiadły
    Przemiłej: jedne pręty tyrsowe maiły,
    Ogołocone z bluszczu, inne wieńce wiły,
    A inne znów skakały niby klacze młode,
    Od wozów na rozkoszną puszczone swobodę.
    Bachantek wtór rozbrzmiewał naokół. I wtedy
    Ten biedny mój Pentheus, nie mogąc czeredy
    Niewieściej dojrzeć dobrze, powie: «Stąd, gdzie stoję,
    Przybyszu mój kochany, chyba oczy moje
    Nie mogą, jak by chciały, ogarnąć gromady
    Bachantek. Na to, myślę, nie ma innej rady,
    Jak wleźć na jaki wierszyk[70] lub na jaką jodłę,
    Bo tylko tak zobaczę ich rzemiosło podłe.»
    I wtedy wraz spostrzegłem, jakiego to cudu
    Ten przybysz w oczach moich dokonał bez trudu:
    Wierzchołek niebotyczny rękami zwinnemi
    Schwyciwszy, jął giąć jodłę, giął i giął ku ziemi,
    Aż w kabłąk zgiął w kształt łuku lub jak dzwono koła,
    Pod cyrklem kołodzieja rosnące. Nie zdoła
    Śmiertelny żaden człowiek spełnić, czego w lesie
    Ten przybysz nasz dokonał. W rękach drzewo gnie się,
    Aż zegnie się ku ziemi! Co kiedy się stało,
    Na gałąź wsadził pana i, znowu się mało
    Trudzący, jął to drzewo przepuszczać przez palce,
    By zbyt nie odskoczyło. W końcu po tej walce,
    Co walką snać nie była, do niebieskich pował
    Ów maszt się, dźwigający króla, wyprostował.
    Lecz menad król nie dojrzał, za to menad oczy
    Spostrzegły go wyraźnie w niebieskiej przeźroczy,
    Na drzewa tego szczycie. W tym samym momencie
    Znikł przybysz. Za to z niebios — wierzę temu święcie,
    Że był to Dionizos — głos się ozwał gromki:
    «Niewiasty! Posłuchajcie! Wy, Kadma potomki,
    I wy, moje dziewice! Zdrajcę wam przywiodłem,
    Co mnie i was, i nasze obrzędy w swem podłem
    Śmiał nurzać pośmiewisku! Ukarzcie go za to!»
    To rzekł i płomień ognia świętego bogato
    Ku niebu i ku ziemi wypuścił. Przestwory
    Ucichły, ani listek nie zadrżał tej pory
    W rozciekawionej kniei, zamilkły zwierzęta.
    Nie całkiem usłyszawszy, co im cisza święta
    Przyniosła, wraz na palcach wspięły się te panny,
    To w tę, to w ową stronę wzrok swój nieustanny
    Rzucając. Wtem na nowo głos się ozwał z góry,
    I, Bacha już poznawszy, Kadmosowe córy
    Zerwały się, jak dzikie gołębie i siły
    Do biegu wytężywszy, co tchu popędziły
    Agawe matka króla, i obie jej siostry
    I wszystkie wraz bachantki: niby wicher ostry,
    Przepaści przesadzając, jary i źródliska,
    Pomknęły, bożym szałem porwane, i z bliska
    Ujrzawszy na tej jodle siedzącego króla,
    Straszliwie sobie tłum ich od razu pohula.
    Nasamprzód były głazy w robocie: ze skały
    Sterczącej naprzeciwko, kamienie rzucały
    I kłody, i gałęzie. Inne w biedną głowę
    Mierzyły tyrsosami, lecz i tyrsosowe
    Ich pręty szły na chybę, albowiem na szczycie
    Wysokim, o nie! wyższym, niż sam chciał, swe życie
    Umieścił nieszczęśliwy ten mój pan! Bezradnie
    Na drzewie onym siedział, czekając, aż padnie,
    Konary dębowymi poczęły nareszcie
    Korzenie wydobywać te ręce niewieście,
    Podważać je bez dźwigni żelaznych. A kiedy
    Bez skutku i ta praca, do wściekłej czeredy
    Odezwie się Agawe: «Otoczyć mi kołem
    To drzewo, za pień chwycić, iżby przed mozołem
    Rąk naszych zwierz ten nie zbiegł i ażeby bożej
    Nie zdradził tajemnicy!…» I wraz się przyłoży
    Rąk tysiąc do tej jodły i wyrwie ją z ziemi.
    A między gałęziami siedział jodłowemi
    Pentheus, by wraz upaść wśród jęków rozpaczy
    I westchnień przetysiącznych: wiedział, co to znaczy,
    Na śmierć niechybną szedł on. Dopadnie go matka
    I pierwsza — że kapłanka — pocznie do ostatka
    Mordować swego syna. On zasię, przepaskę
    Zrzuciwszy co tchu z głowy, błaga ją o łaskę,
    Ażeby go poznawszy, nieszczęsna Agawe
    Rzuciła te sprawiane nad nim sądy krwawe.
    «Syn jestem twój, o matko!» — tak on rzecze do niej,
    Dotknąwszy się jej lica, jej matczynej skroni —
    «To ja, Pentheus, syn twój, o matko rodzona,
    Któregoś porodziła w domu Echiona!
    Ulituj się nade mną i za moje grzechy
    Synowskiej ty się, matko, nie zbawiaj pociechy!»
    Lecz ona, wywracając oczy, tocząc pianę,
    Straciwszy zdrowe zmysły, gdzie zmysły wskazane,
    Bachanckim zdjęta szałem, ani go nie słucha.
    Na piersiach mu stanąwszy i, ślepa i głucha,
    Rozedrze mu łopatkę i, chwyciwszy ramię,
    Wyrywa je — o, siłą nie własną! Nie kłamię:
    Bóg jakiś tak ustalił niewieście jej ręce!
    Zaś z drugiej strony Ino uczestniczy w męce,
    Na kęsy szarpiąc ciało. Nieszczęsnej ofiary
    Dopadła Autonoe, a z nią całe chmary
    Bachantek… Wszczął się zamęt, krzyk i narzekanie:
    Ten jęczy, ciężko wzdycha, ile tchu mu stanie,
    A tamte tryumfują. Ta biednego człeka
    Skrwawione chwyta ramię, ta z nogą ucieka,
    W obuwiu jeszcze tkwiącą. Oto żebra świecą,
    Odarte całkiem z mięsa tą ręką kobiecą.
    O biedny Pentheusie! Kawałami ciała
    Twojego, niby piłką, ta czeladź rzucała!…
    Na ostrych skał złomiskach leżą jego strzępy,
    Po gąszczach rozsypane, na lesiste kępy
    Rzucone! O, niełatwo je znaleźć!… Traf zdarza,
    Iż głowa się dostaje do rąk matki. Wraża[71]
    Rodzica wraz na tyrsos ją zatknie i pędzi,
    By z głową lwa dzikiego, od skalnych krawędzi
    Kithajronowych w górach wraz z swymi menady[72]
    Pozostawiła siostry, sama zaś w me ślady,
    Z krwawego łupu dumna, spieszy w nasze mury,
    Bachowi pohukując, co był jej ponurej
    Wyprawy uczestnikiem, co ją tą zdobyczą
    Obdarzył, łzy niosącą. Niechże sobie krzyczą,
    Radują się zwycięstwem, ja, nim się tu zjawi
    Agawe, precz stąd pójdę, gdyż serce mi krwawi
    Ten widok!… Tak, być skromnym i zawsze czcić nieba
    To rzecz jest najpiękniejsza, a powiedzieć trzeba,
    Że równie i najmędrsza. Klejnot nad klejnoty,
    Jeżeli człek te zbawcze pielęgnuje cnoty.

    CHÓR

    W pląs na cześć Bacha, w pląs!
    W taneczny szał!
    Niech się nasz hejnał potoczy,
    Albowiem zginął już smoczy[73]
    Płód!
    Pentheus zginął! Niewieście odzienie
    Wdział,
    Tyrsosem trząsł
    I w Hadu dziś zeszedł cienie —
    Buhaj go wiódł!…
    Tebańskich bachantek chóry
    Zwycięstwa wspaniałą sławę
    W jęk zmieniłyście ponury,
    W zdrój
    Łez!
    Piękny zaiste to bój,
    Wielkąć przynosi chlubę.
    Jeśli na dziecka własnego zagubę,
    Na jego kres,
    Ręce podniesiesz krwawe!

    PRZODOWNICA CHÓRU

    Aliści widzę matkę Pentheja, Agawe —
    Z wytrzeszczonymi oczy do pałacu spieszy.
    Powitać, cześć bachanckiej trzeba oddać rzeszy.
    Z głową Pentheja, zatkniętą na tyrsosie, wpada z częścią bachantek

    AGAWE

    Bachantki azyjskie!

    PRZODOWNICA CHÓRU

    Hej?

    AGAWE

    Maik niesiemy w dom,
    Maik zielony,
    Od gór go niesiemy, od gór,
    Niesiem go świeżo ucięty!

    PRZODOWNICA CHÓRU

    Widzę twój chór,
    Biję pokłony —
    Witam cię, tłumie ty święty!

    AGAWE

    W ostępie dzikich kniej,
    Bez łowczych sieci —
    Patrzcie, patrzajcie, me dzieci!
    Upolowałam lwa!

    PRZODOWNICA CHÓRU

    Wśród jakich puszcz?

    AGAWE

    Kithajron — —

    PRZODOWNICA CHÓRU

    Kithajron?

    AGAWE

    On
    Jego sprowadził skon.

    PRZODOWNICA CHÓRU

    Któż pierwszy wymierzył cios?

    AGAWE

    Moja to chwała chwał!

    PRZODOWNICA CHÓRU

    Szczęśliwą cię będzie zwał
    Powszechny głos!

    BACHANTKI

    Tak zwią mnie bachantki.

    PRZODOWNICA CHÓRU

    Kto drugi?

    AGAWE

    Kadmosa — —

    PRZODOWNICA CHÓRU

    Kadmosa? —

    AGAWE

    Ród[74]
    Tej uczestnikiem zasługi!
    On ci to ze mną, tak, ze mną
    Nie poszedł w drogę daremną!
    Przez nas on trup!
    Szczęśliwy, szczęśliwy to łup!

    *

    AGAWE

    Bierz udział w biesiedzie!

    PRZODOWNICA CHÓRU

    Ja?

    AGAWE

    Młody to jeszcze zwierz!
    Spod spin szyszaka,
    Który niedawno wdział,
    Miękka się broda dobywa!

    PRZODOWNICA CHÓRU

    Z tym mu na schwał —
    Ozdoba taka,
    Jako u lwa jego grzywa!

    AGAWE

    Bach się na łowach zna!
    Na zwierza ślady
    Wraz zaprowadził menady,
    On, sfory wódz!

    PRZODOWNICA CHÓRU

    Myśliwych król!

    AGAWE

    Czy chwalisz?

    PRZODOWNICA CHÓRU

    Co chwalę?

    AGAWE

    Mnie?!
    Wkrótce po wszystkie dnie — — —

    PRZODOWNICA CHÓRU

    Chwalić cię będzie ten gród!

    AGAWE

    I Penthej mnie za ten łów — —

    PRZODOWNICA CHÓRU

    Pochwali własny cię chów,
    Tak, on, twój płód!

    AGAWE

    Że taka lwia zdobycz —

    PRZODOWNICA CHÓRU

    Wspaniała —

    AGAWE

    Wspaniale —

    PRZODOWNICA CHÓRU

    Złowiona —

    AGAWE

    Mych rąk
    Nie uszła! O chwała! O chwała!
    O wielka, ty wielka radości!
    Wśród mych rodzinnych włości
    Czyn mój zostanie po wiek —
    Sławić go będzie człek!

    PRZODOWNICA CHÓRU

    Więc niechaj twoją zdobycz, nieszczęsna niewiasto,
    Zobaczy na swe oczy i tebańskie miasto.

    AGAWE

    Mieszkańcy pięknowieżej warowni na ziemi
    Tebańskiej! Przyjdźcie zaraz, aby oczy swemi[75]
    Oglądać łup, przez córki Kadmosa zdobyty!
    Nie one, ze rzemienia miotane dziryty
    Tessalskie go ubiły, nie wpadł też do matni
    Myśliwskiej! O nie! Cios mu zadały ostatni,
    Rozdarły go tych białych palce rąk! Należy
    Więc chełpić się, po bronie chodzić do płatnerzy,
    Jeżeli go te gołe pochwyciły ręce,
    Na cząstki mu porwały te członki zwierzęce?
    Gdzie jest mój ojciec stary? Niechże k'nam[76] się rusza!
    Nie widzę też i syna mego, Pentheusza?
    A przyjdź! Drabinę przystaw do dworzyszcza ściany
    I przybij na trójwrębie ten upolowany
    Łeb lwa, który ze sobą przynoszę!
    Z resztkami zwłok syna, na marach niesionemi przez służbę, powraca spoza miasta

    KADMOS

    Na ziemię
    Postawcieże mi, słudzy, to nieszczęsne brzemię,
    Te resztki Pentheusa! Przynieście je, ludzie,
    Przed pałac. Po tysiącznym znalazłem je trudzie,
    W parowach kithajrońskich… Nie w jednym leżały
    Wszak miejscu — w gęstym lesie ten dobytek cały
    Jam zebrał! — O mych córek wyprawie straszliwej
    Już tum ja się dowiedział, na te nasze niwy
    Wróciwszy od bachantek, wraz z Teirezjaszem,
    Chodzący już spokojnie po tem mieście naszem.
    Do lasu więc z powrotem skierowawszy kroki,
    Przynoszę wam te wnuka zabitego zwłoki —
    Menady go rozdarły! Była tam i ona
    Małżonka Aristaja, co mu Aktajona[77]
    Zrodziła, Autonoe; w zielonej dąbrowie
    Widziałem również Ino! W nieszczęśliwej głowie
    Zmieszały się im zmysły. Zaś co do Agawy,
    Ktoś mówił mi, że z swojej bachanckiej wyprawy
    Wróciła opętana do miasta. I zasię
    Rzekł prawdę, gdyż ją widzę — biada! po niewczasie!

    AGAWE

    Mam prawo dzisiaj, ojcze, do największej chwały!
    Tak, chełp się! Gdyż z śmiertelnych tobie się dostały
    Przenajdzielniejsze córki! Wszystkich to się tyczy,
    A zwłaszcza mnie! O, racz się przyjrzeć tej zdobyczy
    Iglicę porzuciłam i krosna, byś oto
    Sięgnęła nieco wyżej, ty moja ochoto,
    Na zwierza polująca — rękami! Patrz, stary
    Mój ojcze! Na ramionach niosę łup bez miary
    I tobie go oddaję, by na twego szczycie
    Pałacu mógł zawisnąć! Niech się twoje życie
    Napełni dzisiaj dumą! Niech twe serce, rade
    Z mojego dzisiaj czynu, sprosi na biesiadę
    Twe wszystkie przyjacioły! Szczęśliwyś, szczęśliwy,
    Że takie twoje córki wykonują dziwy!

    KADMOS

    O klęsko niepomierna, przed którą się bronią
    Źrenice! O ty mordzie, wykonany dłonią
    Nieszczęsną! O, wspaniałą uczciłaś ty bogi
    Ofiarą i na stypę prosisz w swoje progi
    I mnie, i Tebańczyków! Biada! naprzód tobie,
    A potem mnie jest biada. O, w słusznej żałobie,
    Aczkolwiek zbyt okrutnej, szumny bóg[78] nas grzebie
    On, krewniak nasz, pogrąża w niej i mnie, i ciebie.

    AGAWE

    Że też to starość bywa tak zrzędna i oko
    Na wszystko ma niechętne. Pragnę ja głęboko,
    By syn mój dobrym łowcą był i w matki ślady
    Wstępował, zwierza goniąc na czele gromady
    Tebańskiej młodzi! Przecież on li umie z bogi
    Wojować! Trzeba, ojcze, odwieść go z tej drogi,
    Upomnieć! Niech tu stanie i niechże zobaczy,
    Iż szczęścia tak nie zyska, jeno klęskę raczej.

    KADMOS

    Ach! ach! Gdybyście kiedy czyn swój pojąć miały,
    Cierpienie by was cierpkie zmogło. Lecz że cały
    Swój żywot w tym dzisiejszym stanie przeżyjecie,
    Nieszczęścia nie poznacie największego w świecie.

    AGAWE

    Cóż stało się smutnego? Jakie zło cię mroczy?

    KADMOS

    Nasamprzód tam, ku niebu, podnieśże te oczy.

    AGAWE

    Podnoszę. Ale po co? Czy dowiem się może?

    KADMOS

    To samo jest, czy coś się zmieniło w przestworze?

    AGAWE

    Daleko promienistsze, to powiedzieć muszę.

    KADMOS

    A ból jakiś niezwykły czy ci szarpie duszę?

    AGAWE

    Ja nie wiem, co to znaczy… Jeno czuję, owszem:
    Poprzedni stan przeminął w mojem sercu zdrowszem.

    KADMOS

    Czy słyszysz? Odpowiedzi daszże mi przytomne?

    AGAWE

    Dawniejszych słów, mój ojcze, wcale już nie pomnę.

    KADMOS

    A w czyjeże to progi weszłaś jako żona?

    AGAWE

    Z posiewów zrodzonego smoczych Echiona.

    KADMOS

    A jakie, powiedz, imię waszego jest syna?

    AGAWE

    Pentheus, ma i męża pociecha jedyna.

    Morderstwo, Matka, SzaleństwoKADMOS

    A z czyjejże to głowy w ręku krew ci płynie?

    AGAWE

    Z łba lwa, tak mi mówiły moje współłowczynie.

    KADMOS

    O, przyjrzyj mu się bliżej, starczy mgnienie powiek.

    AGAWE

    Co widzę? Cóż ja trzymam?! Wszak ci to jest człowiek!

    KADMOS

    Uważnie mu się przyjrzyj, popatrz, jak należy.

    AGAWE

    Największą widzę zgrozę! O bólu macierzy!

    KADMOS

    A co? Jak ci się widzi? Co? Czy lwa to skronie?

    AGAWE

    Nie! Głowę Pentheusa dźwigają me dłonie!

    KADMOS

    Skrwawioną, nim zdołałaś ją rozpoznać! Rety!

    AGAWE

    Kto zabił? Kto dał do rąk nieszczęsnej kobiety?

    KADMOS

    Okrutna, sroga prawdo, jawisz się nie w porę!

    AGAWE

    Mów! Wypędźże mi z serca niecierpliwą zmorę!

    KADMOS

    Ty sama go zabiłaś, ty i siostry twoje!

    AGAWE

    Padł w domu, czy gdzie indziej? O wy niepokoje!

    KADMOS

    Gdzie ongi Aktajona srogie psy rozdarły.

    AGAWE

    Mów, po co na Kithajron poszedł ten mój zmarły?

    KADMOS

    Szedł z boga drwić, wyszydzać szedł bachijskie szały.

    AGAWE

    A w jaki my się sposób, powiedz, tam dostały?

    KADMOS

    Utraciłyście zmysły i ten gród nasz z wami.

    AGAWE

    Dionizos zmógł! Jasnymi widzę to oczami.

    KADMOS

    Nie chciałyście go uznać, lżąc jego obrządki.

    AGAWE

    Gdzież, ojcze, są te drogie mego dziecka szczątki?

    KADMOS

    Przyniosłem, wyśledziwszy z ogromnym mozołem.

    AGAWE

    Czy dobrze członki jego trzymały się społem?

    KADMOS

    [Porozrzucane. Leśny skrywał je manowiec.][79]

    AGAWE

    Skąd szał nasz opadł także i Pentheja? Powiedz!

    KADMOS

    Wam równy był, czcić boga wzbraniał się i za to
    Bóg hojnie nam zapłacił — o krwawa zapłato! —
    W jednaki niszcząc sposób nas wszystkich: was, moje
    Wy córki, i tego tu, i mój dom — ostoję,
    I mnie, co pozbawiony męskiego potomka,
    Spoglądać dzisiaj muszę, jaka klęska gromka
    Raziła dziś ten ród nasz, jak przenieszczęśliwie,
    Jak strasznie zginął kwiat ten, wyrosły na niwie
    Żywota twego, córko!… ŻałobaO mój wnuku luby!
    Podporąś mego domu był, a dziś do zguby
    Przywiodłaś go, ty drogi mojej córki synu!
    Postrachem byłeś wielkim dla naszego tynu,
    Lecz nikt przez wzgląd na ciebie nigdy się nie ważył
    Urągać mnie, starcowi! Dobrze by się sparzył!
    A dzisiaj snać wypędzon będzie z własnej ziemi
    On, Kadmos, wielki Kadmos, co rękami swemi
    Tebański ród zasiawszy, bujne sprzątnął plony!
    O wnuku mój jedyny, wnuku mój rodzony.
    Najdroższy dla mnie z ludzi, bo choć już na świecie
    Nie żyjesz, do najdroższych zawsze cię, me dziecię,
    Zaliczać tutaj będę. Już ty mnie za brodę
    Nie będziesz ciągnął, wnuku! Już ty, pisklę młode,
    Nie będziesz mnie całował, nie będziesz zwał dziadkiem,
    Nie będziesz mnie się pytał: «A czy ci przypadkiem
    Ktoś krzywdy nie wyrządził? Któż ci na zawadzie
    Tak stanął, tak zasmucił? Powiedz, luby dziadzie,
    Ażebym mógł ukrócić tę ludzką swawolę!»
    A dziś ja nieszczęśliwy i tyś się na dolę
    Naraził przeokrutną, przebiedna twa matka
    I sióstr jej los żałosny!… Kto żyw, do ostatka
    Pamiętaj: gdybyś bluźnił, nie chciał wierzyć w Boga,
    Wnet wierzyć cię nauczy śmierć Pentheja sroga.

    PRZODOWNICA CHÓRU

    Kadmosie, żal mi ciebie! Jednak zasłużenie
    Padł wnuk twój, choć tak krwawe zostawił ci mienie.

    AGAWE

    Cóż stało się z mych losów, ty mój ojcze miły?!…
    [Ażeby żyć tu dalej, już ja nie mam siły!
    Pentheus, syn, nie żyje! Ręce moje własne
    Rozdarły go na strzępy! Niechże i ja zgasnę!

    DIONIZOS

    On karę zasłużoną poniósł: szydził ze mnie
    I przeto z rąk tych zginął, z których tak nikczemnie
    Nie był powinien zginąć. Ale i wam godnie
    Zapłacić trzeba będzie za spełnioną zbrodnię
    Na wnuku tego starca: Już nie zobaczycie
    Tych murów, wypędzone z nich na całe życie!][80]
    Ty w smoka, królu Kadmie, będziesz przemieniony,
    A co zaś do Aresa córki, twojej żony,
    Harmonię, która z tobą, choć śmiertelnyś, żyje
    W małżeńskim związku, w gada się przedzierzgnie, w żmiję.
    Z nią razem z tego miasta pognasz zaprząg wołów —
    To Zeus ci przepowiada co do twych mozołów —
    I, ludów barbarzyńskich wódz, ty grodów wiele
    Rozburzysz. Lecz gdy nowi twoi przyjaciele
    Świątynię Loksyjasza złupią, wiedz, że wtedy
    W powrocie swym doznają niespodzianej biedy.
    Lecz Ares przyjdzie w pomoc tobie i Harmonii,
    Obojga was na Wyspie Szczęśliwości schroni.
    To mówięć ja, Dionizos, nieśmiertelny człowiek,
    Lecz Zeusa syn prawdziwy. Gdybyście swych powiek
    Nie odwracali ongi od rozsądku drogi
    W te czasy, kiedy znać jej nie chcieliście, błogi,
    Zaiste, los by waszą rozpogadzał duszę,
    Syn Zeusa zbawcze z wami zawarłby sojusze.

    AGAWE

    ZemstaBłagamy, Dionizosie! Zgrzeszyłyśmy, boże!

    DIONIZOS

    Za późno! Wcześniej było kajać się w pokorze!

    AGAWE

    Widzimy to, lecz nazbyt krwawa jest twa chłosta!

    DIONIZOS

    I wyście mnie chłostały szyderstwem! Rzecz prosta!

    AGAWE

    Tyś bóg, więc się nie równaj śmiertelnikom w złości.

    DIONIZOS

    Zezwolił na to dawno Zeus z swej wysokości.

    AGAWE

    Ojej! Więc nieuchronne, starcze, jest wygnanie!

    DIONIZOS

    Przecz[81] zwlekać? Co się stało, już się nie odstanie!

    KADMOS

    O dziecię! Jakiż dzisiaj los nawiedził ostry
    Nas wszystkich, mnie i ciebie, i twe krwawe siostry!
    Ja, biedny, w cudzoziemskie mam się udać kraje
    W tym wieku tak podeszłym! Jak Zeusa wyznaje
    Wyrocznia, mam wojsk cudzych zebrać mieszaninę
    I wieść ją na Helladę! Mam — z boleści ginę! —
    Harmonię, Aresową córkę, moją żonę,
    Na gada przedzierzgniętą, wieść w ojczystą stronę,
    Ja, również gad! Na dzikich barbarzyńców przedzie
    Na groby ją helleńskie własny mąż powiedzie,
    Na świętych bóstw ołtarze! Nie skończą się moje
    Nieszczęścia! Mnie i wówczas będą niepokoje
    Szarpały, Acherontu gdy fale zobaczę!

    AGAWE

    Ojcze! Bez ciebie idę na życie tułacze!

    KADMOS

    Przecz, córko, obejmujesz mnie swymi rękami?
    Słaby, siwy ja łabędź, cóż ja pocznę z wami?

    AGAWE

    Z ojczyzny wyrzucona, w jakież pójdę strony?

    KADMOS

    Ja nie wiem! Nie pomoże ci ojciec rodzony.

    AGAWE

    Żegnaj mi, grodzie ojczysty, żegnaj mi, domie ty mój!
    Wypchniętą z rodzinnych progów
    Okrutny czeka znój.

    KADMOS

    Arystajowych poszukaj rozłogów[82]!

    AGAWE

    [Ojcze! nad losem twym płaczę!

    KADMOS

    A mnie chwytają rozpacze
    Nad twą i sióstr twoich dolą!

    AGAWE

    Dionizos, wielki bóg,
    Strasznym zapłonął gniewem,
    Z rodzinnych wygnał smug!

    DIONIZOS

    Ale i mnie strasznie bolą
    Te krzywdy, przez was zadane —
    Krwawą mi ranę
    Tebański zadał gród,
    Że mi odmówił czci!
    (Znika.)

    AGAWE

    Bądźże mi, ojcze, zdrów!

    KADMOS

    Bądź zdrowa, córko nieboga!
    Jeno do zdrowia nie wiedzie ta droga!

    AGAWE

    Do sióstr mnie powiedźcie, do sióstr,
    Przed nimi niech stopa ma stanie,
    By razem pójść na wygnanie —
    Biedne wy siostry moje!
    Nie na Kithajron mi iść!
    Ani on mnie nie zobaczy,
    Ani ja jego! Ach!
    Nie dla mnie bachantek stroje,
    Nie dla mnie już w bluszczu liść
    Zdobne te pręty —
    Innym zostawię ja ten obrzęd święty!…

    CHÓR

    W przemnogiej postaci
    Zjawiają się losy
    I niespodzianki urządza nam Bóg.
    Miast zyskać, człek traci,
    A zysków niebiosy
    Wśród niespodzianych nie skąpią mu dróg —
    Tak było i z tym wydarzeniem… ]

    Przypisy

    [1]

    Ja, Zeusa syn, Dionizos, ongi urodzony / Z Semeli, latorośli Kadmowego domu, / Co zległa, rozwiązana błyskawicą gromu. — Semele, córka króla Kadmosa, była kochanką Zeusa. Pragnęła zobaczyć boga w całej jego potędze, ale spalił ją blask boskiego pioruna. Zeus zabrał płód, który nosiła, i ukrył w swoim biodrze, a następnie urodził. Tak powstał Dionizos. [przypis edytorski]

    [2]

    Menady — bachantki. [przypis edytorski]

    [3]

    szumny bóg — Dionizos. [przypis edytorski]

    [4]

    Kybele (mit.) — bogini frygijska, czczona także przez Greków i Rzymian, patronka wiosny i płodności oraz miast obronnych. [przypis edytorski]

    [5]

    Kronida — syn Kronosa. [przypis edytorski]

    [6]

    ócz — dziś popr. forma D. lm: oczu. [przypis edytorski]

    [7]

    Gromosiły — Zeus, władca pioruna. [przypis edytorski]

    [8]

    kij — tyrs. [przypis edytorski]

    [9]

    płocha — narzędzie tkackie. [przypis edytorski]

    [10]

    wygżony — tu: odciągnięty. [przypis edytorski]

    [11]

    Kureci (mit. gr.) — półbogowie, dziewięciu synów Rhei, którzy na Krecie ukrywali małego Zeusa przed gniewem jego ojca, Kronosa, zagłuszając płacz dziecka hałaśliwą muzyką i tańcami. [przypis edytorski]

    [12]

    Korybanci — kapłani, tańczący orgiastyczne tańce na cześć bogini Kybele. [przypis edytorski]

    [13]

    skórą obity krąg — bęben; wg mit. gr. wynalazek bogini Rhei. [przypis edytorski]

    [14]

    Frygia — w starożytności kraina w zach. części dzisiejszej Turcji. [przypis edytorski]

    [15]

    kwasy (daw.) — kłótnie. [przypis edytorski]

    [16]

    Ponieważ dnia bożego nie widzisz, więc ja się / Podaję za proroka, mój Teirezjasie — Tejrezjasz był ślepy. [przypis edytorski]

    [17]

    Echionida — syn Echiona. [przypis edytorski]

    [18]

    oskoma — apetyt, łakomstwo, chęć uciech. [przypis edytorski]

    [19]

    Kipryda — Afrodyta. [przypis edytorski]

    [20]

    Aktajon a. Akteon (mit. gr.) — myśliwy, który przypadkiem zobaczył Artemidę w kąpieli, za co bogini zamieniła go w jelenia; zginął rozszarpany przez własne psy. [przypis edytorski]

    [21]

    tłumić się — tu: zwoływać tłumne zgromadzenia. [przypis edytorski]

    [22]

    nicpotem (daw.) — nic nie wart. [przypis edytorski]

    [23]

    podwika (starop.) — dziewczyna; kobieta. [przypis edytorski]

    [24]

    Kadmosa, który rzucił w ziemię / na mężów siew — aluzja do pochodzenia Echiona, ojca Penteusza. Echion wyrósł z ziemi z zasianych przez Kadmosa smoczych zębów. [przypis edytorski]

    [25]

    Kipryda — Afrodyta. [przypis edytorski]

    [26]

    dźwierze (daw.) — drzwi, brama. [przypis edytorski]

    [27]

    Fojbos — Apollo. [przypis edytorski]

    [28]

    zakon (daw.) — prawo; nakazy moralne. [przypis edytorski]

    [29]

    Aktajon a. Akteon (mit. gr.) — myśliwy, który przypadkiem zobaczył Artemidę w kąpieli, za co bogini zamieniła go w jelenia; zginął rozszarpany przez własne psy. [przypis edytorski]

    [30]

    Artemis a. Artemida (mit. gr.) — bogini łowów, siostra Apollina; odpowiednik Diany w mit. rzym. [przypis edytorski]

    [31]

    czelnie (daw.) — bezczelnie, zuchwale. [przypis edytorski]

    [32]

    Bodajby dom twój, Kadmie, nie doznał strapienia / Przez tego utrapieńca — imię Pentheus łączy się z gr. penthos: cierpienie, smutek. [przypis edytorski]

    [33]

    snać (daw.) — przecież, prawdopodobnie; tu: jakby, niemal. [przypis edytorski]

    [34]

    niebiosów — dziś popr. forma D. lm: niebios. [przypis edytorski]

    [35]

    wesołem — daw. forma, pozostawiona ze względu na rym; dziś popr. forma Msc. lp.: wesołym. [przypis edytorski]

    [36]

    o tem — dziś popr.: o tym. [przypis edytorski]

    [37]

    furdyga (daw.) — więzienie. [przypis edytorski]

    [38]

    w chłodnej cieni — dziś popr.: w chłodnym cieniu. [przypis edytorski]

    [39]

    Lidia — w starożytności kraina na terenach dzisiejszej zach. Turcji. [przypis edytorski]

    [40]

    latorośl Zeusza — syn Zeusa. [przypis edytorski]

    [41]

    czyli (daw.) — czy, czyż. [przypis edytorski]

    [42]

    ćwik (daw.) — zuch, spryciarz (także: istota niedojrzała lub nieokreślona pod względem płci). [przypis edytorski]

    [43]

    frant (daw.) — człowiek z pozoru sympatyczny, ale przesadnie sprytny, podstępny (także: komediant, błazen). [przypis edytorski]

    [44]

    nasamprzód (daw.) — najpierw. [przypis edytorski]

    [45]

    li (daw.) — tylko. [przypis edytorski]

    [46]

    szyd (daw.) — szydzenie, wyśmiewanie. [przypis edytorski]

    [47]

    zwolić (daw.) — wyzwolić, uchronić. [przypis edytorski]

    [48]

    żenie (daw.) — wygania. [przypis edytorski]

    [49]

    Bromios (gr.) — szumny bóg: przydomek Dionizosa. [przypis edytorski]

    [50]

    ze siejby zrodzon smoczej Król Pentheus — aluzja do pochodzenia Echiona, ojca Penteusza. Echion wyrósł z ziemi z zasianych przez Kadmosa smoczych zębów. [przypis edytorski]

    [51]

    zbawić — tu: pozbawić. [przypis edytorski]

    [52]

    Aksios a. Wardar — rzeka płynąca przez Macedonię i wpadająca do Morza Egejskiego w pobliżu Salonik. [przypis edytorski]

    [53]

    Lydias — rzeka w płn. Grecji. [przypis edytorski]

    [54]

    zali (daw.) — czy, czyż. [przypis edytorski]

    [55]

    płony a. płonny (daw.) — jałowy, bezcelowy. [przypis edytorski]

    [56]

    azalim ci nie mówił — czyż ci nie mówiłem. [przypis edytorski]

    [57]

    Którego między sobą w tym tu grodzie mamy? — wstawka tłumacza. [przypis edytorski]

    [58]

    mądralaś — jesteś mądrala. [przypis edytorski]

    [59]

    We wierchym właśnie wchodził (daw., gw.) — wchodziłem właśnie pomiędzy wierchy (szczyty górskie). [przypis edytorski]

    [60]

    jarzęcy (daw.) — tu: lśniący, jasny. [przypis edytorski]

    [61]

    niby wrogi — jak wrogowie. [przypis edytorski]

    [62]

    luty — okrutny, srogi. [przypis edytorski]

    [63]

    mówięć — mówię ci. [przypis edytorski]

    [64]

    zali (daw.) — czy. [przypis edytorski]

    [65]

    oścień — ostrze; włócznia lub trójząb; tu: tyrsos. [przypis edytorski]

    [66]

    kobietyć — kobiety ci. [przypis edytorski]

    [67]

    smrek (gw.) — świerk. [przypis edytorski]

    [68]

    przeciągnęć — przeciągnę ci. [przypis edytorski]

    [69]

    zwierciadły — dziś popr.: zwierciadłami. [przypis edytorski]

    [70]

    wierszyk — tu: wzniesienie, wierzchołek pagórka. [przypis edytorski]

    [71]

    wraży — wrogi. [przypis edytorski]

    [72]

    z menady — dziś popr. forma N. lm: z menadami. [przypis edytorski]

    [73]

    smoczy płód — aluzja do pochodzenia Echiona, ojca Penteusza. Echion wyrósł z ziemi z zasianych przez Kadmosa smoczych zębów. [przypis edytorski]

    [74]

    Kadmosa ród — córki Kadmosa, siostry Agawe: Autonoe i Ino. [przypis edytorski]

    [75]

    oczy swemi — dziś popr.: swymi oczami. [przypis edytorski]

    [76]

    k'nam a. ku nam (daw.) — do nas, w naszym kierunku. [przypis edytorski]

    [77]

    Aktajon a. Akteon (mit. gr.) — myśliwy, który przypadkiem zobaczył Artemidę w kąpieli, za co bogini zamieniła go w jelenia; zginął rozszarpany przez własne psy. [przypis edytorski]

    [78]

    szumny bóg — Dionizos. [przypis edytorski]

    [79]

    [Porozrzucane. Leśny skrywał je manowiec.] — wers dopisany przez tłumacza. W oryginale brakuje tu fragmentu tekstu. [przypis edytorski]

    [80]

    Ażeby żyć tu dalej (…) na całe życie! — fragment uzupełniony przez tłumacza. [przypis edytorski]

    [81]

    przecz (daw.) — po co; dlaczego. [przypis edytorski]

    [82]

    Arystajowe rozłogi — Arkadia. [przypis edytorski]

    Close
    Please wait...