TPWL

Wolne Lektury potrzebują pomocy! Wesprzyj bezpłatną bibliotekę internetową i przeczytaj utwory napisane specjalnie dla Ciebie.

x

Spis treści

    1. Cnota: 1
    2. Kara: 1 2
    3. Matka: 1
    4. Miłość spełniona: 1
    5. Morderstwo: 1
    6. Plotka: 1
    7. Poród: 1
    8. Przebranie: 1
    9. Pycha: 1
    10. Radość: 1
    11. Sprawiedliwość: 1
    12. Szaleństwo: 1
    13. Święto: 1 2
    14. Tajemnica: 1
    15. Uroda: 1
    16. Wino: 1
    17. Wzrok: 1
    18. Zemsta: 1 2
    19. Żałoba: 1

    Pisownia joty: Azyę > Azję; Dyonizos > Dionizos itp.; formy Teirezjas i Tejrezjas pozostawiono ze względów rytmicznych; Loksyasza > Loksyjasza;

    Pisownia łączna/rozdzielna: z przed > sprzed; zdaleko > z daleka; zpyszna > z pyszna; coprędzej > co prędzej; niema > nie ma; z pośród > spośród; rad-ci > rad ci; wstąp-że > wstąpże; szczęśliwy-ś > szczęśliwyś; jakby > jak by (oczy moje/ Nie mogą, jak by chciały, ogarnąć gromady); nie łatwo > niełatwo;

    Pisownia s/z, ś/ź, ś/sz, c/dz: z przed > sprzed; prześpiegi > przeszpiegi; nareście > nareszcie; niśli > niźli; znaleść > znaleźć; wleść > wleźć; zbiedz > zbiec;

    Fleksja: którem > którym; królewskiemi > królewskimi (pozostawiono w pozycjach rymowych); plemieniowi Kadma > plemieniu Kadmosa; orgij > orgii; krosen > krosien; źle > złu; pokpiewałem > pokpiwałem;

    Poprawiono rytm: Którego Zeusowi porodziła w darze > Którego to Zeusowi porodziła w darze (”Zeus” wymawia się poprawnie jako 1 sylabę); Za szyd ten Dionizos dobrze ci zapłaci. > Za szyd ten sam Dionizos dobrze ci zapłaci.; Dioniz > Dionizos (w dzisiejszej wymowie zmieniła się ilość sylab, mówimy: ”Djonizos”, a nie ”Dyjoniz”); Kadma > Kadmosa; Pentheja > Pentheusa (tam, gdzie rytm pozwala);

    Leksyka: łyskawicą > błyskawicą; śród > wśród; Swywolne > Swawolne; Kochanku! > Mój drogi!; Wzdyć > Wszak; Upomnąć > Upomnieć;

    Pisownia/leksyka: tłómacz > tłumacz; puhar > puchar; thyrs, tyrs > tyrs (ujednolicono); Pentej, Penthej > Penthej;

    Interpunkcja - usunięto przecinki: Grobowiec mej, zabitej od pioruna, matki > Grobowiec mej zabitej od pioruna matki; Jest, jak zdjęty szałem! > Jest jak zdjęty szałem!; Dodano przecinki: I jemu i mieszkańcom > I jemu, i mieszkańcom; I biedny lud i bogaczy > I biedny lud, i bogaczy itp.

    EurypidesBachantkitłum. Jan Kasprowicz

    Osoby:

    1. DIONIZOS (Bachus, Bach)
    2. CHÓR BACHANTEK
    3. TEJREZJAS (Teirezjasz), wróżbita
    4. KADMOS, założyciel Teb
    5. PENTHEUS (Penthej), król tebański
    6. SŁUGA
    7. GONIEC I
    8. GONIEC II
    9. AGAWE, córka Kadmosa, matka Pentheusa

    Rzecz dzieje się w Tebach.

    DIONIZOS

    1

    A zatem na tebańskie przybyłem zagony,

    Ja, Zeusa syn, Dionizos, ongi urodzony

    Z Semeli, latorośli Kadmowego domu,

    Co zległa, rozwiązana błyskawicą gromu.[1]

    5

    Na ziemskie kształty bożą zmieniwszy urodę,

    Mam oto źródła Dirki i Ismenu wodę,

    Grobowiec mej zabitej od pioruna matki

    I domu królewskiego dymiące ostatki:

    Niebieskie jeszcze ognie tlą się w tej ruinie,

    10

    Od których, tak się stało, ma rodzica ginie,

    Ofiara zemsty Hery. Kadma chwalę sobie,

    Że kazał tak ogrodzić to miejsce przy grobie

    Swej córki. I me ręce również osłoniły

    Bogatym winogradem świętość tej mogiły.

    15

    Rzuciwszy ziemię Lidów, gdzie złota bez końca,

    I Frygów, równie Persów, spalone od słońca,

    Baktryjskie dalej mury, szare Medów niwy

    Za sobą zostawiwszy; przebiegłszy szczęśliwy

    Arabii kraj i Azję całą u wybrzeży

    20

    Mórz słonych, co basztami pięknych miast się jeży,

    Gdzie z tłumem barbarzyńców zmieszały się Greki,

    Obrządek mój, me pląsy w tej strefie dalekiej

    Zaprowadziwszy wszędzie, by miano w pamięci,

    Że jestem bóg, do tego według mojej chęci

    25

    Przebyłem naprzód miasta, by tebańskie rzesze,

    Nim inny kraj helleński zaprawię w uciesze,

    Rozwydrzyć, ciała w skóry przyodziać jelenie,

    Dać w ręce tyrs, bluszczowy ten mój bełt! Nasienie

    Plotka, ZemstaNiedobre, siostry matki mojej, co się przecie

    30

    Bynajmniej nie godziło, zaczęły po świecie

    Rozgłaszać, że Dionizos to nie syn Zeusowy,

    Że matka ma, Semele, z Kadmosa namowy

    Na bóstwo całą hańbę swojej winy złoży,

    Gdy człowiek ją śmiertelny, a nie władca boży,

    35

    Zapłodni i że potem — tak ją piętnowały —

    Zeus matkę mą uśmiercił za ten wymysł cały.

    I dla mnie w tej obeldze dość było powodu,

    By zmysły im pomieszać i wypędzić z grodu,

    Więc dzisiaj siedzą w górach z obłąkaną duszą

    40

    I w godła moich orgii przystrajać się muszą.

    I jaka tylko żyła w tych murach niewiasta,

    Musiała precz uciekać z Kadmowego miasta,

    Ażeby wszystkie razem, z królewskimi córy

    Złączywszy się, bez dachu, na złomiskach góry

    45

    Samotnych, opoczystych, wśród zieleni jodły

    Swój żywot obłąkany dziś i zawsze wiodły.

    Bo niechaj grodu tego uczują mieszkańce,

    Z swą wolą czy wbrew woli, że dotąd o tańce

    Bachijskie i obrzędy nie nazbyt się wiele

    50

    Troszczyli. Pragnę także i matkę, Semelę,

    Obronić, gdy się ludziom jako bóg ukażę,

    Którego to Zeusowi porodziła w darze.

    Król Kadmos rządy państwa przelał już w tym czasie

    Na syna drugiej córki, Pentheja, ten zasię

    55

    Mą boskość lekceważy, w zalewkach nie sprzyja,

    W ofiarach i modlitwach. Zobaczy on, czyja

    Jest słuszność, kto mocniejszy! Żem bóg i że godnie

    Należy uczcić boga, chyba udowodnię

    I jemu, i mieszkańcom jego Teb!… Pod nieba

    60

    Zaś inne, zarządziwszy tutaj, co potrzeba,

    Wybiorę się w te tropy, aby ludziom w ślepie

    Zaświecić swą boskością! Zacnie ja przetrzepię

    Tych jego Tebańczyków, gdyby wściec się chcieli

    I z gór moje bachantki pędzili. Jeżeli

    65

    W tej jawię się posturze, jeżeli się z boga

    W człowieka przedzierzgnąłem, to na to, by sroga

    Spotkała ich nauka: Menady[2] zgromadzę

    I huzia! hej! Zobaczą, kto ma tutaj władzę!

    Niewiasty! Posłuchajcie! Za moim rozkazem

    70

    Od Tmolu, niw lidyjskich strażnicy, wy razem

    Przyszłyście tutaj ze mną, wy, moje podróże

    Z ziem cudzych wraz dzielące! Frygijskie — a nuże! —

    Brać bębny, wynalazek mój i matki Rhei!

    Otoczyć dom królewski z poszumem zawiei,

    75

    Bić w błony, co tchu starczy, na słychy i dziwy

    Kadmosowego miasta! Ja teraz na niwy

    Kithajronowe skoczę, w jar, gdzie jest zebrany

    Korowód mych bachantek, i puszczę się w tany!

    CHÓR

    Azji smug,

    80

    Święty Tmol

    Opuściłam wśród swych dróg.

    By mnie słyszał szumny bóg[3],

    By go uczcił okrzyk mój!

    W Bacha cześć

    85

    Łatwo znieść

    Ten nieznojny, święty znój!

    *

    Któż tam, hej!

    W gmachu tym?

    Któż mi w drodze stanął mej?

    90

    Precz mi z oczu! Milczeć chciej,

    Kto tu żyw jest, kto tu zdrów!

    Bogu my

    Ślemy tchy

    Wrzących hymnów, wrzących słów!

    *

    95

    Szczęśliwy, zaiste, człek,

    Kto się do służby bożej

    Całą swą duszą przyłoży,

    Kto, życia swojego bieg

    Kierując w góry

    100

    Na wtóry

    I tańce bachijskie, najradziej

    Im oddan, gładzi

    Swe grzechy!

    Szczęśliwy, kto się weseli

    105

    Wraz z nami

    Pląsami

    W cześć wielkiej Macierzy Kybeli[4].

    Kto, pełen szalonej uciechy,

    Tyrsos w swą ujmie dłoń,

    110

    Bluszczem uwieńczy skroń

    I wielbi, i chwali

    Najdbalej

    Dionizową moc!…

    Hejże ku mnie

    115

    Tłumnie, szumnie,

    Ty bachantek ciżbo mnoga,

    Coś szumnego tutaj boga,

    Którego sam spłodził bóg,

    Od górzystej Frygii dróg

    120

    Do helleńskich wiodła smug!…

    *

    PoródJakżeż ci on ujrzał świat? —

    Znosząc strasznych bólów siła,

    Rodzica go poroniła,

    Gdy Zeus z swym piorunem spadł.

    125

    I przerażona

    Wraz skona

    Pod razem strasznego gromu.

    Lecz z zmarłej domu

    Położnej

    130

    Kronida[5] Zeus go zabierze

    I w biodrze,

    Przeszczodrze

    Obwiódłszy je złotem, by Herze

    Sprzed ócz[6] go usunąć, ostrożny,

    135

    Zamyka dziecię

    I, wiecie,

    Gdy Mojry porodu czas

    Wydzwoniły,

    Gromosiły[7]

    140

    Zrodził bóstwo, co na czole

    Pokazało rogi wole

    Oraz wieniec, splecion z żmij:

    Stąd, Menado, zbrojna w kij[8],

    Z wężów sobie warkocz wij!…

    *

    145

    Tebański grodzie mój,

    Ojczyste gniazdo Semeli!

    Święto, RadośćNiech się, kto żyw jest, weseli!

    W bluszczu leśnego zwój

    Każdy swe czoło strój!

    150

    Strójcie się, strójcie się w kwiaty,

    W powój, zielenią bogaty,

    W gałęzie dębu czy jodłę

    Na Bacha wesołą modłę!

    Skóry zarzućcie jelenie

    155

    Na białe z wełny odzienie.

    Swawolne chwyciwszy pręty,

    Święćcie obyczaj święty,

    A wnet, za wami w ślad,

    Ruszy się cały świat,

    160

    W tan się on puści, w tan,

    I ten nasz szumny pan

    Do gór powiedzie, do gór

    Swój rozpasany chór,

    Tam czeka już gawiedź radosna,

    165

    Od płochy[9] wygżona[10] i krosna

    Przez Dionizosa-boga!

    *

    Kuretów[11] schronie, hej!

    Zeusa prześwięta kolebo,

    O Kreto, skąd się pod niebo

    170

    Z leśnych unosił kniej

    Wrzask Korybantów[12], rej

    Wiodących w bożej uciesze!

    Wszakże ci ongi ich rzesze,

    Strojne w szyszaku trzy kity,

    175

    O, ten nasz skórą obity

    Krąg[13] wynalazły i świetnie

    Frygijskie, łagodne fletnie,

    Dźwięk ich przesłodki, przemiły,

    Z jego rozhukiem spoiły!

    180

    Do Rhei-macierzy rąk

    Bębenny dały krąg,

    Ażeby głośniej brzmiał

    Święty bachijski szał.

    Od niej Satyrów tłum

    185

    Wziął go na huk i szum

    W to uroczyste trzechlecie,

    Którym się cieszy na świecie

    Władca nasz Dionizos.

    *

    O, jakiż słodki, rozkoszny to żar,

    190

    Gdy, górski rzuciwszy jar —

    Kiedy ze skalnej krawędzi

    W doliny nasz orszak boży

    Pędzi —

    Kiedy ta rzesza rozwiozła,

    195

    Spragniona wrzącej krwi kozła —

    Gdy w niej żywego mięsa głód się sroży,

    Kiedy jej pachnie krew,

    Do Frygii[14] czy Lidii gór

    W spłachciu z jelenich skór

    200

    Rwie się!

    A przed nią po polu, po lesie

    Hu! ha! krzyk Bacha się niesie!

    I wraz po dolinie, wyżynie

    Mleko strugami płynie

    205

    I wino płynie w bród,

    I płynie nektar-miód,

    I całą w okrąg błoń

    Syryjska napełnia woń!

    I Bachus żywiczne łuczywo

    210

    Wyciągnie z swej trzciny co żywo

    I, potrząsając ogniami,

    Tumani swój orszak i mami,

    Do tańców-łamańców

    Rwie

    215

    W lot!

    I głosy w niebiosy

    Śle —

    Swój zew,

    Swe wrzaski hukliwe

    220

    Na niwę

    Rozlewa.

    I bujne swe włosy,

    Kędziorów splot,

    Na wiater rozpuszcza, na wiew!

    225

    I leje się krzyków ulewa

    Po polu,

    Przez uroczyska

    Kniej:

    «Hej! cudna kraso Tmolu,

    230

    Co szczerym złotem tryska,

    Bachantki moje, hej!

    O, wy bachantki me!

    Hu!

    Chodźcie tu! Chodźcie tu!

    235

    By, co tylko starczy tchu,

    W Dionizosa cześć

    Hymn rozgłośny wznieść!

    Oszalała w swej ochocie

    Przy straszliwym bębnów grzmocie

    240

    Oszalałe niech hejnały

    Pierś wyrzuca! Oszalały

    Chce ją słyszeć bóg!

    A frygijskiej, dzikiej burzy,

    Łagodząc jej huk,

    245

    Niechaj słodki dźwięk zawtórzy —

    Niech świętego fletu święta

    Płynie nuta i do gór

    W ten swój wtór

    Mych bachantek wiedzie chór!

    250

    I w te tropy,

    Wskroś przejęta,

    Wyrzucając chyże stopy,

    Jurna dziewka, jak źrebięta,

    Przy klaczy, swej matce, na łące

    255

    Skaczące,

    Pędzi za swoim bogiem…

    Na scenę wchodzi

    TEJREZJAS

    Przy bramie kto? Wywołać Agenora plemię,

    Kadmosa, co sydońską porzuciwszy ziemię,

    Basztami gród ten zjeżył, obwarował Teby.

    260

    Niech idzie kto i powie, że nie bez potrzeby

    Tejrezjasz chce z nim mówić. Wie, po co się jawię

    I w jakiej, stary z starszym, godziłem się sprawie:

    Wdziać na się skórę sarnią, tyrs pochwycić w dłonie

    I bluszczu latoroślą uwieńczyć swe skronie.

    Z domu wychodzi

    KADMOS

    265

    Poznałem właśnie głos twój, usłyszałem, panie,

    Mądrego iście męża przemądre wezwanie

    I, gotów, idę z wszystkim, co potrzeba będzie,

    Ażeby według sił swych w świątecznym obrzędzie

    Wziąć udział i przyczynić się do pomnożenia

    270

    Czci syna mojej córki, co jest dla plemienia

    Ludzkiego na świat posłan jako bóg. Więc powiedz,

    Gdzie tańczyć mam, na jaki zwrócić się manowiec

    I siwą wstrząsać głową. Starszemu ty stary

    Przewodzić chciej, boś mędrzec. A ja tu bez miary

    275

    Bluszczowym będę prętem bił o ziem, zapomnę,

    Że starość mi pisana…

    TEJREZJAS

    I ja też ogromne

    Mam chęci! Odmłodniałem i do pląsów stanę.

    KADMOS

    Na wozie brać się w góry? Czy to jest wskazane?

    TEJREZJAS

    280

    Nie! Mniej byśmy tak bożą uczcili wszechwładzę!

    KADMOS

    Więc ja cię tam, człek stary, starca poprowadzę.

    TEJREZJAS

    Sam bóg nam dzisiaj drogę bez trudu pokaże.

    KADMOS

    Czy miasto weźmie udział w tym bachanckim żarze?

    TEJREZJAS

    My jedni mamy rozum, innym on nie służy.

    KADMOS

    285

    Więc chwyć się mojej ręki, po co zwlekać dłużej?

    TEJREZJAS

    A ty na mym ramieniu oprzyj się i w drogę.

    KADMOS

    Śmiertelny człek, bogami gardzić ja nie mogę.

    TEJREZJAS

    Tu na nic mędrkowanie! Wszelkie z niebem kwasy[15]

    Daremne. Wiary ojców, którą po te czasy

    290

    Przez wieki nam przodkowie nasi przekazali,

    Nie zniszczy nikt, jej ustaw żaden mózg nie zwali,

    Choć pomysł najbystrzejszy znajdzie człek w swej głowie.

    Być może: «jesteś stary», tak niejeden powie,

    Lecz ja się tego wcale nie wstydzę, ja w bluszcze

    295

    Przystroję skroń i w pląsy serdecznie się puszczę.

    Bóg przecież nie przepisał, kto ma iść w zawody

    Bachanckie: człowiek stary, czy też tylko młody.

    Od wszystkich czci on żąda i nie z lat jedynie,

    Nie z liczby ich cześć większa dlań lub mniejsza płynie.

    KADMOS

    300

    Ponieważ dnia bożego nie widzisz, więc ja się

    Podaję za proroka, mój Teirezjasie[16].

    I powiem ci, co widzą tej chwili me oczy:

    Pospiesznie oto Penthej w stronę zamku kroczy,

    Mój wnuk, ten Echionida[17], któremu oddałem

    305

    Swe berło. Cóż mi powie? Jest jak zdjęty szałem!

    Na scenę wchodzi

    PENTHEUS

    Bawiłem poza domem, powracam do kraju

    I słyszę o złym, nowym w tym mieście zwyczaju.

    Niewiasty oto nasze porzuciły domy

    I, niby szał udając, przepełne oskomy[18],

    310

    W lesistych rozłożyły się górach, pląsami

    Nowego wielbiąc boga — kim on między nami

    Być może — Dionizosa. Są pijackie dzbany,

    Co chwila ta lub owa w chuci rozpasanej

    W ustronne znika miejsce, mężczyznom dogadza.

    315

    To znaczy: pod pozorem, że bożego władza

    Natchnienia je porywa, niecne białogłowy

    Dla Bacha i Kiprydy[19] mają czas gotowy.

    Ile ich pochwycono, każda ma już pęta

    I w miejskim jest więzieniu uczciwie zamknięta.

    320

    Na te, co jeszcze w górach, urządzę obławę —

    Pochwycić każę Ino i matkę Agawę

    Co mnie Echionowi zrodziła i, dalej,

    Nic tutaj Antonoi również nie ocali,

    Rodzicy Aktajona[20]! W żelazne je dyby

    325

    Zakuwszy, wnet odwiodę od bachanckiej chyby.

    Podobno miał z lidyjskiej przybyć tutaj ziemi

    Czarownik jakiś, oszust z oczami ciemnemi

    O słodkiej barwie wina; jak u Afrodity.

    Włos jasny ma, utrefion, w śliczne pukle zwity.

    330

    Z dziewkami on młodymi, ten młodzieniec chwacki,

    Przepędza dnie i noce pod pozorem schadzki

    Świątecznej na cześć bogów. Jeśli pod tym dachem

    Pochwycę go, doprawdy! nie ujdzie li z strachem!

    Przestanie on mi stukać o ziemię tyrsosem

    335

    I tłumić[21] się po świecie z tym rozwianym włosem,

    Gdy łeb mu od tułowia oddzielę! Zbyt szczodrze

    Mieni się Dionizosem-bogiem i że w biodrze

    Zeusowem był zamknięty, jakkolwiek rzecz znana

    Iż z matką padł od ciosu gromowego pana,

    340

    Iż zginął od pioruna, gdy ta zaślubiny

    Z Zeusem wymyśliła!… Czyż za takie winy

    Nie warto go powiesić? Jak on śmie w ten sposób

    Natrząsać się swą butą z wszelkich ludzkich osób,

    Ten przybysz, kimbykolwiek był!… Lecz nowe cuda

    345

    Przed sobą mam! Tejrezjas, wieszczek, nakrył uda

    Skórkami jelenimi, a tu — widok rzadki!

    Trzymajcie mnie, bo pęknę ze śmiechu!… mej matki

    Rodziciel z tyrsem w ręku szaleje! Zaiste!

    Człek straci rozum, patrząc na to oczywiste

    350

    Błazeństwo! Co? Nie puścisz z ręki tego pręta?

    Nie praśniesz tego bluszczu? Rzecz to niepojęta,

    Ty, ojcze mojej matki!… Czyje to znów baje?

    Teirezjasa pewnie?… Czy się tobie zdaje,

    Że, boga wprowadzając nowego wśród ludzi,

    355

    Zysk nowy z wróżb mieć będziesz? Że ich znowu złudzi

    Twój ogień, czy lot ptaków? Tylko włos twój siwy

    Wstrzymuje mnie, że za ten obrzęd niegodziwy

    Nie każę z bachantkami wrzucić cię do kaźni!

    Obrządek to nicpotem[22], sam on siebie błaźni,

    360

    Jeżeli się podwika[23] spija przy biesiadzie.

    PRZODOWNICA CHÓRU

    Ach! Cóż to za bezbożnik! Niebu ty na zdradzie

    I plemieniu Kadmosa, który rzucił w ziemię

    Na mężów siew[24], ty, ojca Echiona plemię!

    TEJREZJAS

    Gdy wątek mądry człowiek znalazł do przemowy,

    365

    Nie sztuka być wymownym. Język masz gotowy,

    Obrotny, zdałoby się, że jakiś mądrala

    Przemawia, lecz rozsądku twego nie zachwala

    Ten sposób. Mąż zuchwały, pyskaty, a duży

    Co do swojego stanu, jeśli mu nie służy

    370

    Rozsądek, złym doradcą będzie swego grodu.

    Ten nowy bóg, z którego szydzisz bez powodu,

    W Helladzie takie miejsce zajmie niepoślednie,

    Że brak mi na to słowa! WinoDwie są rzeczy przednie

    Na świecie — wiedz to, synu: Demeter, to znaczy

    375

    Mać-ziemia, bo tak zwij ją, albo tak, jak raczy

    Twa wola. Suchą strawą karmi ludzi ona,

    Zaś ten wynalazł płynny sok winnego grona;

    Na rzecz całkiem przeciwną wpadł ów syn Semeli

    I ludziom podał środek, który ich weseli,

    380

    Rozgrzewa serca biednych, uśmierza ich troski,

    Zaciera pamięć dziennych mozołów i boski

    Sprowadza sen — pokrótce mówiąc, dobry trunek

    Zgotował człowiekowi na wszelki frasunek.

    Ba, nawet samym bogom leje się w ofierze

    385

    To bóstwo... Ciebie, widzę, pusty śmiech tu bierze,

    Iż Zeus go zamknął w biodrze. Ja ci to wyjaśnię.

    Pokażę ci, że sens jest w tej powieści właśnie:

    Gdy Zeus go uratował z ognia swego gromu,

    Wziął z sobą go na Olimp, by w niebiańskim domu

    390

    Pomieścić swą latorośl, przecież Hera w złości

    Wyrzucić chciała dziecię z bożych wysokości.

    I Zeus, jako że bogiem jest, miał środek na to:

    Z powietrza przejrzystego, które tak bogato

    Okrąża naszą ziemię, jakąś cząstkę zrywa

    395

    I postać z niej stworzywszy, która była żywa

    Z pozoru, da ją Herze, by jej gniew uśmierzyć,

    Dionizosa zaś ukrył. I lud począł wierzyć.

    To z owym pomieszawszy, jak to nieraz szczodrze

    Zwykł czynić, że swe dziecko Zeus donosił w biodrze

    400

    To bóstwo jest i wieszczem, opętanie bowiem

    Bachijskie i natchnienie wieszcze — to ci powiem —

    Z wspólnego płyną źródła — szał mają proroczy;

    Bo kogo, mówię, bóg ten przeniknie, ten zoczy

    Przed sobą i obwieści nam przyszłość. I z wojną

    405

    Jest również w jakimś związku to bóstwo; wszak zbrojną

    Rozprasza nieraz ciżbę niewymowna trwoga,

    Nim chwycił broń przeciwnik. I to dziełem boga —

    Od Dionizosa idzie szał lęku! O, jeszcze

    Wśród skał delfickich ujrzysz ono bóstwo wieszcze,

    410

    Jak w blasku swej pochodni będzie brał dwie turnie,

    Tyrsosem potrząsając, niosący się górnie

    Ten możny pan Hellady! Przeto, Pentheusie,

    Nie dawajże się dumnej porywać pokusie

    I nie myśl, że kto królem, ten jest wszystkim w świecie!

    415

    A jeśliś tego zdania, a zdanie to przecie

    Jest fałszem, ty za mędrca się nie miej! W swe kraje

    Nowego przyjmij boga i jego zwyczaje:

    Ofiary i obiaty składaj mu, swe czoło

    Wieńcz bluszczem i w bachijskie rad pospieszaj koło.

    420

    Cnota, Miłość spełniona, ŚwiętoNie Dionizosa rzeczą, wierzaj, uczyć sromu

    Niewiasty, gdy Kipryda[25] zagości w ich domu.

    Wstydliwość zawsze bywa wrodzoną i szały

    Bachijskie jeszcze żadnej z nich nie zepsowały,

    Jeżeli były skromne z natury. Należy

    425

    Pamiętać o tym zawsze! A gdy do twych dźwierzy[26]

    Tłum ciśnie się, Pentheju, gdy twoje nazwisko

    Rozbrzmiewa naokoło z daleka i blisko,

    Czyż ty się nie radujesz? Więc i on się cieszy,

    Tak mniemam, gdy się spotka z czcią u ludzkiej rzeszy.

    430

    Więc ja, a ze mną Kadmos, z którego tak szydzisz,

    Pójdziemy dzisiaj w pląsy: ty nam nie obrzydzisz

    Ni bluszczu, ani tańca, choć siwa z nas para!

    Nie myślę walczyć z bogiem, choć mnie pchnąć się stara

    Do tego twa namowa!… Szalejesz, człowieku!

    435

    Nic ciebie nie uleczy, choć nie ujdziesz leku!

    PRZODOWNICA CHÓRU

    (do Tejrezjasa)

    W Fojbosie[27] słowa twoje nie obudzą wstrętu,

    Bożego Rozwichrzeńca choć folgujesz świętu.

    KADMOS

    Syneczku mój! Tejrezjas dobreć dał przestrogi!

    Bądź z nami i zakonu[28] nie opuszczaj drogi.

    440

    Dziś skrzydła cię ponoszą i, jakkolwiek sądzisz,

    Że rozum masz, w rozumie swoim wielce błądzisz.

    Jeśli on nie jest bogiem, jak pleciesz, wmów w siebie

    I krztynę pięknie pokłam, że nim jest — w potrzebie

    Wszak warto się połudzić: Bóg to, choć Semele

    445

    Zrodziła go, świat mówi. I owszem, stąd wiele

    Zaszczytu spada dzisiaj na nasz ród! A, proszę,

    Pamiętaj, jakie sobie zgotował rozkosze

    Aktajon[29]! Toć psy własne, które sam wychował,

    Rozdarły go na strzępy, bo wrzeszczał do pował

    450

    Niebieskich w swojej pysze, że w myśliwskiej sztuce

    Bieglejszy, niż Artemis[30]. Ażebyś nauce

    Tej samej dziś nie uległ, bluszczem uwieńcz czoło,

    Naszego uczcij boga, w nasze pospiesz koło.

    KaraPENTHEUS

    Precz z ręką tą! Idź, szalej, ile masz ochoty,

    455

    Lecz o mnie nie obcieraj tej swojej głupoty.

    A mistrz twój, nauczyciel tej błazeńskiej nędzy,

    Ten będzie miał się z pyszna!… (Do służby:)

    Niechże mi co prędzej

    Pobiegnie kto do domu tego oto kpiarza,

    460

    O, tam, gdzie ten nasz wieszczek na lot ptaków zważa,

    Uczciwym niech mu drągiem wszystko, jeśli łaska,

    Połamie, pogruchoce, pobije, potrzaska!

    Niech wszystko mu wywróci do góry nogami,

    Niech bindy księże z wiatrem mu puści! Nie zmami

    465

    Nikogo już ten szalbierz! Będzie miał za swoje —

    Najlepsza to jest kara, o to się nie boję!

    Wy idźcie na przeszpiegi! Włócząc się po mieście,

    Ujrzycie może dudka, włóczęgę, niewieście

    Podobniejszego raczej, co w niewiasty wpaja

    470

    Nieznaną dotąd sprośność! Schwyćcie mi hultaja,

    Porubstwo szerzącego, spętać, przywieść do mnie,

    Na śmierć ukamienować! Gorzko to ogromnie —

    Przekona się — w mych Tebach siać bachantek szały!

    TEJREZJAS

    Zuchwalcze! Sam ty nie wiesz, co mówisz! O, mały

    475

    Tyś zawsze miewał rozum, lecz dziś go już do cna

    Straciłeś! Chodź, Kadmosie! Może i owocna

    Modlitwa nasza będzie za twojego wnuka,

    Jakkolwiek nazbyt czelnie[31] guza sobie szuka,

    I za to miasto nasze, ażeby bóg na nie

    480

    Jakiego zła nie zesłał. Teraz ze mną, panie,

    Z bluszczowym prętem w ręku! Wspierajmy się wzajem,

    Ty mnie, a ja zaś ciebie. Nie żadnym to rajem

    Tak w drodze paść dwom starcom! Wstyd! Lecz mniejsza o to!

    Bachowi, Zeusowemu dziecku, służ, ochoto!

    485

    Bodajby dom twój, Kadmie, nie doznał strapienia

    Przez tego utrapieńca[32]. Nie z jasnowidzenia

    To mówię, jeno z rzeczy, tak, jak jest! Rozpęta

    Twój Penthej zło, gdyż głupcom w głupocie przynęta!

    (Wychodzą.)

    CHÓR

    O zbożności boska ty,

    490

    Co nad ziemski wzlatasz łan

    Na złocistym skrzydle swym!

    Słyszysz, jak niezbożnym tchem

    Penthej, z zgubnej pychy znan,

    Szumnego nam boga lży?

    495

    O, tego syna Semeli,

    Który się pierwszy weseli,

    Który jest zawsze na przedzie

    Przy bogów radosnej,

    Strojnej w zieleń wiosny

    500

    Biesiedzie.

    Albowiem dobrze się wiedzie

    Na świecie,

    Kiedy przy flecie

    Taneczne pląsają grona,

    505

    Gdy dusza, od troski zwolniona,

    Snać[33] kona

    Z radości —

    Kiedy niebiańskich ucztujących gości

    Wrzący rozpali sok,

    510

    Z winnych wyciśnion tłok —

    Kiedy wśród ludzi, zdobnych w bluszczu wian,

    I puchar krąży, i dzban,

    Gdy jego władza

    Sen na powieki sprowadza.

    *

    515

    PychaCo wędzidła nie chciał znać,

    Sprośny język, już on szczezł!

    Człek zbrodniczy, czelny człek,

    Co wyrzuca bluźnierstw stek,

    Rychło smutny znajdzie kres.

    520

    Za to skromna, cicha brać,

    Co, żyjąc zawsze roztropnie,

    Przenigdy prawa nie kopnie,

    Ta w łasce żyje dużej:

    Nie uderzy srogi

    525

    Grom w jej domu progi,

    Nie zburzy!

    Boć przecie widzą z swej stróży

    Niebiosów[34]

    Ci naszych losów

    530

    Szafarze, choć tak z daleka,

    Wszelakie czyny człowieka!

    I rzeka

    Rozumu

    Nie zawsze będzie rozumem! Wśród tłumu

    535

    Śmiertelnych ciał

    Bóg żyć nam krótko dał.

    Kto zbyt się górnie pnie, ten nie wie snać,

    Co daje mu Ziemia-mać!

    Tylko szaleniec

    540

    Po taki tu sięga wieniec!

    *

    Na Cypru podążyć mi brzeg,

    Na Afrodyty ostrowie,

    Gdzie słodcy miłości bożkowie

    Czarami ludzi tumanią,

    545

    Być mi po wiek!

    Albo podążyć mi na nią,

    Na oną ziemię stu rzek,

    Które swą rosą

    Owoce niosą

    550

    Łanom, ginącym w spiekocie!…

    Na pierydzkie mnie płoski,

    Błyszczące w słonecznem złocie,

    Do stóp Olimpu, gdzie Muzy

    Niebiosów blisko

    555

    Swe zbudowały siedlisko,

    Wiedź, Rozwichrzeńcze ty boski!

    Radosnych okrzyków śluzy

    Wraz ze mną rzuć —

    Szumny, szumiący tyś bóg —

    560

    Na ten rozkoszny smug!

    Tam są Charyty, tam tężna jest Chuć,

    Tam orgii bachijskich zakon!

    *

    Zeusowa latorośl, nasz król,

    Lubi ucztować przy winie,

    565

    Kocha Pokoju boginię,

    Pomnożycielkę narodu,

    Tę krasę pól,

    Ludzi chroniącą od głodu!

    Wszelkiego człeka on ból

    570

    Słodkim napojem,

    Rozkoszy zdrojem

    Uśmierza! Rad ci on raczy

    Tym życiodajnym pucharem

    I biedny lud, i bogaczy.

    575

    Lecz temu wieści on zgubę,

    Kto z chmurnym czołem

    Nie zechce w gronie wesołem[35]

    Bawić się uciech bezmiarem

    W te jasne dnie i w te lube,

    580

    Przytulne noce! Hej!

    Precz z mądralami, precz!

    Dobra jedynie jest rzecz,

    Którą uprawia lud w mądrości swej —

    I ja sobie ją cenię!

    Związanego prowadząc Dionizosa, na scenę wchodzi

    SŁUGA

    585

    Pentheju! Już jesteśmy! Jest i łup gotowy,

    Po który nas wysłałeś. Niedaremne łowy!

    Lecz zwierz to oswojony, żadnym nas kłopotem

    Bynajmniej nie obarczył, ani myślał o tem[36],

    Ażeby nam się wymknąć, owszem najłaskawiej

    590

    Dał ręce sobie związać, rzekłbyś, że się bawi,

    Bo nie zbladł, bo na liczku nie stracił rumieńca,

    Bo śmiał się, gdyśmy mieli odprowadzać jeńca,

    Bo w miejscu stał, tę naszą ułatwiając pracę.

    Więc mówię mu pokornie: «Przybyszu! Niech stracę,

    595

    Lecz powiem ci, że brać cię nie mam żadnej chęci,

    Jednakże Penthej kazał, niech się przeto święci

    Ta wola mego pana…» A one kobiety,

    Coś zgonił je i spętał, i zamknął, o rety!

    Uciekły precz z furdygi[37] na łęgi, do lasa,

    600

    Gdzie cała ich gromada i huka, i hasa

    Na cześć szumnego boga! Z nóg im spadły dyby

    I wszystkie drzwi i zamki, mówię to bez chyby,

    Otwarły się, choć ręka ludzka ich nie tknęła.

    Takie to w naszych Tebach cuda, takie dzieła

    605

    Ot! człowiek ten dziś spełnia. Co tu czynić dalej,

    Już twoja to jest sprawa, my swoje zdziałali.

    PENTHEUS

    Rozwiązać mu te ręce! Bo jestem ostatni,

    Ażeby mógł się dzisiaj wymknąć z naszej matni —

    Nie! rady temu nie da!… UrodaJuści liczko twoje

    610

    Gładziuchne! Jak stworzone dla podwik! Gdyż stoję

    Przy prawdzie, żeś się dla nich przywlókł w nasze Teby!

    Kędziorki arcydługie, chyba nie z potrzeby

    Boiska tak się pięknie wydłużyły tobie,

    Falując wokół szyi w ponętnej ozdobie.

    615

    I cera arcybiała, nie z słońca promieni

    Zbielała ci gorących, jeno w chłodnej cieni[38]

    Snać myślisz Afrodytę przesadzić w piękności!

    Lecz naprzód mów, co zacz ty, kto tu przyszedł w gości?

    DIONIZOS

    Nie trzeba samochwalby! Odpowiedź nie trudna:

    620

    Wiesz może, gdzie jest Tmolu okolica cudna?

    PENTHEUS

    Wiem, owszem, miasto Sardes otacza dokoła.

    DIONIZOS

    Ja stamtąd, ma ojczyzna to Lidia[39] wesoła.

    PENTHEUS

    Wprowadzasz nowy obrzęd, któż to ciebie zmusza?

    DIONIZOS

    Dionizos mi nakazał, latorośl Zeusza[40].

    PENTHEUS

    625

    Więc Zeus tam jakiś nowy bóstwa nowe tworzy?

    DIONIZOS

    Nie! Ten, który z Semelą obcował, król boży!

    PENTHEUS

    Czy we śnie ci nakazał, czyli[41] też na jawie?

    DIONIZOS

    Twarz w twarz mi on polecił służyć świętej sprawie.

    PENTHEUS

    TajemnicaA na czymże polega istota obrządku?

    DIONIZOS

    630

    Człek niewtajemniczony nie śmie znać jej wątku.

    PENTHEUS

    Jest jaka na obrządku tym korzyść oparta?

    DIONIZOS

    Nie wolnoć tego wiedzieć, choć rzecz wiedzy warta.

    PENTHEUS

    Wykręcasz mi się chytrze, a mnie świerzbią uszy.

    DIONIZOS

    Bachijskie tajemnice nie dla grzesznej duszy.

    PENTHEUS

    635

    Widziałeś, mówisz, Zeusa. Jakżeż on wyglądał?

    DIONIZOS

    Jak chciał, a nie bynajmniej, jakbym ja pożądał.

    PENTHEUS

    I znowu się wywijasz! Któż za to co kupi?!

    DIONIZOS

    Ktoś mądry dla głupiego zawsze będzie głupi.

    PENTHEUS

    Czyś naprzód do nas przybył tu z orgiami swemi?

    DIONIZOS

    640

    Obchodzą je we wszystkiej niehelleńskiej ziemi.

    PENTHEUS

    Mniej mają snać rozumu, niźli nasze kraje.

    DIONIZOS

    W tym względzie chyba więcej. Inne tam zwyczaje.

    PENTHEUS

    Czy za dnia się to wszystko odbywa, czy w nocy?

    DIONIZOS

    Przeważnie w nocy, mroki mają więcej mocy.

    PENTHEUS

    645

    Dla kobiet niebezpieczna to pora i zdrożna.

    DIONIZOS

    Sposobność dla zdrożności i w dzień znaleźć można.

    PENTHEUS

    O, gorzko mi zapłacisz za swoje wykręty!

    DIONIZOS

    A ty za swą głupotę, za swój szał nieświęty!

    PENTHEUS

    O, ćwik[42] i frant[43] ten Bachus, a czelny bez miary!

    DIONIZOS

    650

    Czym myślisz mi dogodzić? Jakie zadać kary?

    PENTHEUS

    Nasamprzód[44] tej cię bujnej pozbawię czupryny.

    DIONIZOS

    Nie tykaj! Prawo do niej ma li[45] bóg jedyny.

    PENTHEUS

    A potem tyrs ten oddasz, który dzierżysz w dłoni.

    DIONIZOS

    Sam wydrzyj Dionizosa własność! Niech się broni!

    PENTHEUS

    655

    A potem ot! do ciupy każę zamknąć ciebie.

    DIONIZOS

    Jeżeli ja tak zechcę, bóg z ciupy wygrzebie.

    PENTHEUS

    Popróbuj go wywołać spośród twej czeredy!

    DIONIZOS

    On przy mnie tu jest blisko, widzi moje biedy.

    PENTHEUS

    Gdzie? Gdzie? On swym widokiem oczu mych nie darzy!

    DIONIZOS

    660

    Lecz moje! Niewidzialny jest on dla zbrodniarzy!

    PENTHEUS

    Hej! Bierz go! Szydzi ze mnie i z Teb! Bierz go! Okuj!

    DIONIZOS

    Roztropny, nieroztropnym mówię: dajcie spokój!

    PENTHEUS

    A ja powiadam: bierz go! Ja tu większy przecie.

    DIONIZOS

    Sam nie wiesz, co poczynasz i kim ty na świecie!

    PENTHEUS

    665

    Penthejem, Echiona synem i Agawy.

    DIONIZOS

    Twe imię już wskazuje, że dla cię łaskawy

    Nie będzie los.

    PENTHEUS

    Hej! Precz z nim! A przy końskim żłobie

    Przywiązać go, by w cieniu mógł zatańczyć sobie!

    670

    Zaś te (Wskazuje na Chór), któreś tu przywiódł, uczestniczki zbrodni,

    Wysprzedam, albo, jeśli będzie mi dogodniej,

    Od bębna odzwyczaję i — to nie przelewki! —

    Do krosien je przystawię, jako proste dziewki.

    DIONIZOS

    Idę… A juści tego znosić ja nie muszę,

    675

    Do czego mnie nie zmuszą. Lecz za te katusze,

    Za szyd[46] ten sam Dionizos dobrze ci zapłaci.

    Zaprzeczać chcesz istocie tej bożej postaci,

    Więc będziesz musiał cierpieć! Mówiąc najwyraźniej:

    Krzywdzący mnie, ty boga zamykasz w swej kaźni!

    CHÓR

    680

    Acheloa córko, słysz!

    Ty dziewicza Dirko święta!

    Dobrze o tym świat pamięta,

    Jakeś ongi w fal objęcia

    Zamykała kształt dziecięcia —

    685

    W uścisk wód —

    Gdy je rodzic jego, bóg,

    Z wieczystego ognia smug

    Jednym tchem

    Uratował, w biodrze swem

    690

    Zamykając boży płód!

    Rzekł mu wtedy:

    «Od tej biedy,

    Od tej klęski

    Zwoli[47] cię mój żywot męski,

    695

    Dithyrambie, wstąpże weń —

    Pod tym bowiem Bacha mianem

    Ma być w Tebach odtąd znanem

    Twe istnienie!»

    Dziś mnie ty usuwasz w cień,

    700

    Dziś mną gardzisz, Dirko luba,

    Dziś za ziemi swojej krańce

    Precz mnie pędzisz i me tańce,

    Moje bluszcze i mój pręt.

    Na co ci ta moja zguba?

    705

    Skąd ci wziął się dziś ten wstręt?

    Czemu mnie twa ręka żenie[48]

    Z twoich granic precz, ach! precz?

    O, na jagód winnych ciecz,

    Na Dionizosa słodki płyn,

    710

    Jeszczeć Bromios[49], boży syn,

    Będzie ci przedrogi!

    *

    Co za złość to, co za złość!

    Jakżeż mi się strasznie mroczy

    Ten ze siejby zrodzon smoczej

    715

    Król Pentheus[50], Echiona,

    Syna ziemi, krew rodzona!

    Snać nie ludzki to jest twór,

    Jeno potwór, jeno dziw,

    Jakby nie był z ziemskich niw!

    720

    Czym dlań bóg?

    Nieb krwiożerczy to jest wróg!

    On niebawem

    W złu swem krwawem

    Bez ochyby

    725

    I mnie każe zakuć w dyby,

    Tak nim szarpie sroga chuć!

    Już mojego wodzireja

    Więzi w domu tym Pentheja

    Zmrok ponury.

    730

    Zwróćże dziś swe oczy, zwróć,

    Dionizosie, synu boży,

    W jakiej twoi dziś prorocy

    Przeokrutnej są przemocy!

    Zjaw się ku nam dzisiaj, zjaw,

    735

    Bo niedola dziś się sroży,

    Chce nas zbawić[51] naszych praw!

    Z olimpijskiej przybądź góry,

    Ty, co w ręku dzierżysz kij

    Złotooki! Oto żmij,

    740

    Oto jest ten straszny smok,

    Co wyniszczyć chce nasz tłok!

    Ukróć jego pychę!

    *

    Zali na Nysie, gdzie pośród swych leż

    Mnogi się gnieździ zwierz,

    745

    Odprawiasz swe korowody,

    Nasz Dionizosie młody?

    A może kipi twój szał

    Pośród koryckich skał?

    Lub też w Olimpu komorach,

    750

    Skrytych w cienistych borach,

    Gdzie Orfeusza zew,

    Lutni czarowny ton,

    Ze wszystkich przynaglił stron

    Zielone kłody

    755

    Drzew

    I zwierza wszelaki płód,

    Że je za sobą wiódł,

    Że wszystkie za nim szły,

    Dźwięcznymi wabione tchy?!

    760

    O pierydzka kraino!

    A ino ci patrzeć, a ino,

    Jak stanie na twojej glebie

    Ten szumny nasz pan, czczący ciebie!

    Jak na bachantek czele

    765

    Zjawi się tutaj, wesele

    Niosąc rozkoszne — o haj!

    Menady prowadząc swoje

    Przez Aksiosa[52] zdroje,

    Przez Lydiasa[53] brody

    770

    Spłynie w ten kraj!

    Swe tu skieruje kroki

    Przez rwiste,

    Szkliste

    Potoki,

    775

    Go, niby dobrzy rodzice,

    Żywią i rzeźwią ziemice —

    Tak mi mówiono —

    Te pono

    Wielce bogate w konie,

    780

    Nie zwiędłe nigdy błonie!…

    Z wewnątrz woła

    DIONIZOS

    O haj! O haj!

    O słysz mnie, znaj!

    Bachantek chór!

    A gdzież twój wtór?!

    785

    Słysz! Znaj!

    O haj!…

    JEDNA Z CHÓRU

    Cóż to? cóż? Skąd ten głos, tak mi znan?!

    Czyż mnie woła szumny pan?

    DIONIZOS

    Haj! O haj! Znów wołam, znów!

    790

    Chów Semeli, Zeusa chów!

    DRUGA Z CHÓRU

    O haj! O haj! O panie wielki!

    Twoje czcicielki

    Proszą cię, szumny ty boże,

    Byś się pojawił w ich zborze!…

    INNA Z CHÓRU

    795

    Sza! moje druhy! Ziemia się porusza!

    Ach! Ach!

    Ten Pentheusza

    Królewski gmach

    W proch się rozpada, w kupy

    800

    Gruzu i złomu!

    INNA Z CHÓRU

    Dioniz jest w jego domu!

    Cześć mu oddajcie modłami!

    CHÓR

    Już oddajemy!

    JEDNA Z CHÓRU

    Przed nami

    805

    Kamienne pękają słupy

    Niebawem spod tego dachu

    Głos się tryumfu, nie strachu,

    Podniesie z warg!

    DIONIZOS

    (z wewnątrz)

    Rozniećcie, rozniećcie się godnie,

    810

    Gromu ogniste pochodnie!

    Spalże mi, spalże mi do cna

    Dom ten, o iskro ty mocna!

    INNA Z CHÓRU

    Ach! ach!

    Zali nie widzisz — strach! —

    815

    Jak się ten płomień ścieli

    Nad świętym grobem Semeli?

    Pożar to, łuna

    Z Zeusowego pioruna,

    Który pozostał po niej,

    820

    Kiedy ją gromem z swej dłoni

    Uśmiercał możny Bóg!

    Zginaćże, zginać kolana!

    Nie szczędzić trzęsących się nóg!

    Rzucać na ziemię, na ziemię

    825

    To ciała przechwiejne brzemię,

    Bo oto już ku nam, Menady,

    Po zgliszczach i gruzach nasz włady

    Zbliża się, zbliża pan!

    Z ruin płonącego pałacu wychodzi

    DIONIZOS

    Cudzoziemskie wy niewiasty! A więc taka trwoga trwóg

    830

    O tę ziemię was rzuciła, powaliła z drżących nóg?!

    Snać dlatego, tak się zdaje, że czułyście, jak ten gmach

    Penthejowy w gruz rozrzucał, jak go w pył rozkruszał Bach!

    Teraz wstańcie! Wypogódźcie przerażoną, bladą twarz!

    PRZODOWNICA CHÓRU

    Ty w bachanckich korowodach najprzedniejszy wodzu nasz!

    835

    Jak ja rada, widząc ciebie, w tej samotnej pustce, och!

    DIONIZOS

    Ogarnęło cię zwątpienie z oną chwilą, gdy mnie w loch

    Prowadzono, gdy mnie Penthej kazał zepchnąć w kaźni mrok!

    PRZODOWNICA CHÓRU

    Tak! Bo jeśli szwank byś poniósł, któż by mój prowadził krok?

    Ale powiedz, jak uszedłeś z tych więziennych łotra bram?

    DIONIZOS

    840

    Bez mozołu, bez wysiłku ocaliłem się ja sam.

    PRZODOWNICA CHÓRU

    Jak to? Zali[54] cię nie spętał? Nie skrępował ci tych rąk?

    DIONIZOS

    I tu sobie pokpiwałem z jego trudów, z jego mąk —

    Zdało mu się, że mnie wiąże, że mnie w mocy swojej ma,

    Że dotyka mych się członków, lecz nadzieja była czcza!

    845

    Byka dopadł przy korycie, gdzie przytroczyć mnie on chciał,

    Jął kolana mi krępować i racice, jak na schwał!

    Tchu mu zbrakło, sapał, zgrzytał, z ciała potu ciekł mu zdrój,

    Wargi do krwi gryzł zębami! Nie wołałem doń: A stój!

    Jenom cicho siedział przy nim, patrząc na to. W tenże czas

    850

    Przybył Bachus, wstrząsnął domem, ciężki mu wymierzył raz,

    Z grobu matki swej wyrzucił płomienisty ognia słup!

    I Pentheus, zobaczywszy ten płonący święty grób,

    Mniemał, że mu dom się pali, że zniweczon jego próg,

    Jął się rzucać na wsze strony, tu i tam, i do swych sług

    855

    Począł krzyczeć na ratunek, Acheloa, widać, głąb

    Chciał wyczerpać: kto żyw tylko, pod zamkowy przybiegł zrąb —

    Nadaremnie! I on również, myśląc, że to płona[55] rzecz,

    Przestał bawić się ratunkiem, jeno goły chwycił miecz

    I do wnętrza wpadł. Snać bał się, że mu jeszcze mogę zbiec.

    860

    Wówczas Bromios, tak przypuszczam, gdy ten zaczął kłuć i siec

    W myśli, że tak mnie on siecze, podsunął mu twór ze mgieł:

    Wydało się Penthejowi, że mnie sobie wziął na kieł,

    A on w próżnię ciął przejrzystą! Nie dość, że go Bach tak zwiódł,

    Jeszcze on się stał dla niego sprawcą innych, wielkich szkód:

    865

    Pałac w gruzy mu rozsadził, w perzynę obrócił dom

    Z bólu, że mnie ujrzał w pętach, że mnie spotkał taki srom!

    I on upadł ze zmęczenia, rzucił płony miecz o ziem —

    On, śmiertelny, słaby człowiek, co w zuchwalstwie począł swem

    Toczyć walkę z samym bogiem! I spokojnie, jakby nic,

    870

    O Pentheja się nie troszcząc, ja u waszych staję lic.

    Lecz zda mi się, że to jego skrzypią kierpce — jakby szedł

    Tutaj do nas! O, zapewne, wnet on zjawi się tu, wnet!

    Ciekaw jestem, co też powie na to wszystko ten nasz gość?

    Choćby z złości on aż dyszał, ja wytrzymam jego złość.

    875

    Boć do tego, tak powiadam, każdy w życiu swoim dąż,

    Że łagodnym, powściągliwym winien być roztropny mąż.

    Wchodzi

    PENTHEUS

    Straszliwie mnie okpiono! Uciekł przybysz szczwany,

    Któregom w pętach rzucił we więzienne ściany.

    A niech go! Co ja widzę? Tyś tu?! Jaką drogę

    880

    Wybrałeś, by zbiec z lochu? Zrozumieć nie mogę!

    DIONIZOS

    Nie ruszaj się, daj spokój! Mówięć po przyjaźni!

    PENTHEUS

    Powtarzam: jak, spętany, uciekłeś z mej kaźni?

    DIONIZOS

    Azalim[56] ci nie mówił, że mnie ktoś odkupi?

    PENTHEUS

    Kto taki? O, w wykrętach nigdyś nie był głupi!

    DIONIZOS

    885

    Ten, który stworzył wino dla duszy człowieczej.

    PENTHEUS

    Dionizosa hańbisz, mówiąc takie rzeczy.

    DIONIZOS

    [Którego między sobą w tym tu grodzie mamy?][57]

    PENTHEUS

    Rozkażę zamknąć baszty, wszystkie wokół bramy.

    DIONIZOS

    Przez mury czyż nie mogą przejść mieszkańcy nieba?

    PENTHEUS

    890

    Mądralaś[58], o mądrala, lecz nie tam, gdzie trzeba!

    DIONIZOS

    Przeciwnie! Gdzie największa konieczność, tam w głowie

    Swą mądrość mam! Lecz słuchaj, co ci człek ten powie.

    Z gór właśnie ci przynosi jakowąś nowinę.

    Jawi się

    GONIEC

    Tebański władco, królu Pentheju! Przychodzę

    895

    Od szczytów Kithajronu, ośnieżonych srodze,

    Gdzie nigdy skrzącej bieli powłoka nie gaśnie.

    PENTHEUS

    A z jakąż ważną wieścią przychodzisz tu właśnie?

    GONIEC

    Bachantki zobaczywszy, co uszły z tej ziemi,

    Jak gdyby gzem pędzone, nóżkami białemi

    900

    Bez tchu wyrzucające, chcę, jeśli się uda,

    I tobie, i ludowi opowiedzieć cuda,

    Te wszystkie niesłychane ponad wyraz dziwy,

    Którymi napełniają kithajrońskie niwy.

    Lecz pragnę wprzód usłyszeć, jak mi się należy

    905

    Przemawiać: powściągliwie, czy też jak najszczerzej.

    Popędliwości twojej me serce się lęka

    I twego majestatu.

    PENTHEUS

    Nie bój się! Ma ręka

    Bynajmniej cię nie skrzywdzi. Im dziwniejsze rzeczy

    910

    Opowiesz o bachantkach, w tym większej ja pieczy

    Mieć będę tego franta. Najsroższa niech kara

    Na człeka dzisiaj spadnie, który tak się stara

    Przewracać mózgi kobiet rzemiosłem obrzydłem.

    GONIEC

    We wierchym[59] właśnie wchodził razem ze swym bydłem,

    915

    W godzinie, gdy już ziemia słońcem rozpalona.

    Wtem widzę tam! na hali trzy niewieście grona.

    Jednemu przewodziła Autonoe, wiecie,

    Drugiemu twoja matka Agawe, zaś trzecie

    Ku miejscu temu Ino przywiodła. Ujrzałem,

    920

    Iż wielkie utrudzenie owładło ich ciałem,

    Albowiem sen je zmorzył. Jedne z nich pod sosną

    O gałąź grzbiet oparły, a zaś drugie posną,

    Za pościel mając one listeczki dębowe.

    Leżały, obyczajnie przechyliwszy głowę,

    925

    A nie, jak ty powiadasz, pijane: Przy dzbanie

    I flecie nie hulały te czcigodne panie —

    To widać — aby potem cichej szukać w lesie

    Ustroni, dokąd miłość pożądliwa rwie się.

    I matka twa, stojąca wśród bachantek rzeszy,

    930

    Ryk bydła usłyszawszy, strasznie się ucieszy,

    Radosny wyda okrzyk, by zbudzić uśpione

    Niewiasty. I od razu zerwały się one

    Na nogi, sen z swych powiek spędziwszy głęboki.

    Skromności obyczajnej widok nad widoki!

    935

    Kobiety już podeszłe i dziewic gromada:

    Nasamprzód każda włos swój odgarnie, co spada

    Na białe im ramiona, a potem jelenie,

    Pstrokate porządkować rozpoczną odzienie,

    Jeśli się rozplatały gdzie węzły, a wreszcie

    940

    Wężami, liżącymi policzki niewieście,

    Przepaszą one skórki. A potem na ręce

    Sarniuki lub też wilczki wezmą i jarzęce[60]

    Z wezbranych jeszcze piersi dają ssać im mleko —

    Te, które po połogu jeszcze niedaleko,

    945

    Swe własne niemowlęta rzuciły. Wesoło

    Bluszczami i powojem uwieńczą swe czoło

    I liśćmi dębowymi, a jedna z gromady

    O skalną ścianę tyrsem uderzy. W te ślady

    Zdrój wody z niej wytrysnął. A zaś kiedy druga

    950

    Dotknęła zapaliczką ziemi, wina struga

    Spłynęła jej za boską przyczyną. Bez znoju,

    Gdy której się białego zachciało napoju,

    Świeżutkie miała mleko, rękami wątłemi

    Co nieco pogrzebawszy po powierzchni ziemi.

    955

    Miód spływał przeobficie z tyrsosowej laski.

    Ach! gdybyś ty był widział te oznaki łaski,

    Pomodliłbyś się bóstwu, któremu dziś wzgardę

    Niewczesną okazuje twoje serce twarde.

    Zeszliśmy się więc owiec i wołów pasterze,

    960

    By spór pomiędzy sobą wszcząć, skąd się też bierze

    To wszystko — takie dziwy, takie straszne cuda!

    I jeden w naszym gronie, włóczykij-paskuda

    I krzykacz, miejskich kątów wycieracz, tak powie,

    Tak ozwie się do wszystkich: «Sławetni bacowie,

    965

    Tych górskich hal mieszkance! Tak na dobrą sprawę,

    To moglibyśmy tutaj przyłapać Agawe,

    Pentheja mać rodzoną, co się z zgrają włóczy

    Bachantek! Myślę sobie, że król nas utuczy

    Z wdzięczności…» Tak on pedział. I nam się wydało,

    970

    Że pedział całkiem godnie! Przyjęli my śmiało

    Tę radę i od razu skrył się jaki-taki

    W zarośla. Czekaliśmy, zaszywszy się w krzaki.

    Wtem nagle, gdy czas przyszedł, tyrsy się podniosły

    Do góry, krzyk się zerwał, jak gdyby wyrosły

    975

    Spod ziemi, znak, że obrzęd się począł. Gardziele

    Rozbrzmiały sławą Bacha: «Hej-że, hej! Wesele

    I radość z tobą, synu Zeusa, szumny boże!»

    I wszystko się ruszyło, co tylko na dworze —

    Ozwały się im góry, wybiegły zwierzęta.

    980

    W tej chwili, tuż koło mnie, snać szaleństwem zdjęta,

    Przemknęła się Agawe i ja wraz się ruszę

    Z gęstwiny, gdziem się ukrył, pojmać chcę tę duszę,

    Lecz ona jak nie huknie: «Hej! charcice moje!

    Polują na nas ludzie! Sam tu! Bierzcie zbroję —

    985

    Tyrsowy kij i sam tu! Sam tu!» Niewątpliwie

    Byłyby nas rozdarły na tej leśnej niwie

    Bachantki, ale w czas my uciekli. Zaś gorzej

    Wypadło naszym stadom. Zgraja się rozsroży

    I chociaż w ręku żadnej nie posiada stali,

    990

    Na bydło wraz się rzuci, co trawę na hali

    Szczypało. O, powiadam, straszne byś tam rzeczy

    Zobaczył! Tutaj cielę żałośliwie beczy,

    Dostatnio wykarmione: bachantka je srogo

    Rozdziera na połowy, a tam znowu mnogo

    995

    Krów poszło, scharatanych na kęsy! Tu leżą

    To żebra, to racice, krwią oblane świeżą,

    Krew cieknie z świerków, z jodeł, na które kawały

    Poszarpanego mięsa rzucał oszalały

    Tłum niewiast. Nawet byki, w róg swój dufające,

    1000

    O ziem runęły cielskiem, kiedy rąk tysiące

    Tych młódek opętanych strasznie na nie parły.

    A prędzej one skórę z biednych zwierząt zdarły,

    Niż ty królewskich oczu zmrużyłbyś powieki.

    Rozściele onych równin nad brzegami rzeki

    1005

    Azopa, kłos rodzące dla twych Teb bogaty,

    Na skrzydłach niby ptasich przeleciały, straty

    Ogromne wyrządzając. W swej złości zajadłej

    Do dolin kithajrońskich, do Erytry wpadły

    I Hyzji; niby wrogi[61], zniszczyły dobytek,

    1010

    Porządek wywracając i ład burząc wszytek.

    Nie przepuściły dzieciom: Na barki je kładły,

    Rabując, lecz na ziemię przecież nie upadły

    Biedactwa, chociaż nikt ich nie przytroczył… Stali

    Ni spiżu, tylko w włosach ogień, co nie pali.

    1015

    I oto, na te krwawe oburzeni tańce,

    Za broń chwycili krajów zniszczonych mieszkance.

    O, dziw to był nad dziwy patrzeć, co się działo!

    Na groty niewrażliwe onych kobiet ciało,

    Lecz one, potrząsając tyrsowymi pręty,

    1020

    Niezwykłe pośród mężczyzn sprawiały zamęty —

    Zaiste, nie bez woli jakowegoś boga,

    Niewiasty do ucieczki przymuszały wroga,

    Huf mężów zbrojnych zmogły! Tak było! Z powrotem

    Na dawne swoje miejsca wybrały się potem,

    1025

    Do źródeł, które bóg im otworzył, w tej samej

    Krynicy krew obmyły, zasię skrzepłe plamy

    Na gębach język wężów im zlizał. O, panie!

    Kimkolwiek ci jest bóg ten, ty go na swym łanie

    Powitaj, wwiedź do miasta, gdyż i w innym względzie

    1030

    Potężny jest, jak głosi powszechne orędzie:

    Winograd dał on ludziom, co uśmierza troski,

    A kiedy nie ma wina, nie ma też i boskiej

    Miłości ani innej pociechy na świecie.

    PRZODOWNICA CHÓRU

    Z władcami mówić szczerze, rzecz to groźna! Przecie

    1035

    Wypowiem, co mam w myśli: nasz Dionizos drogi

    Tak samo bóg jest wielki, jak i inne bogi!

    PENTHEUS

    Już widzę ja, że pożar tej bachanckiej buty

    Ogarnie nas niebawem. Wstyd dla Grecji luty[62]!

    Tu nie ma już co zwlekać! Gonić mi do bramy

    1040

    Elektry! Tarczownicy, jakich tutaj mamy,

    I ci, co chyżonogich dosiadują koni,

    I ludzie ci od łuku i od lekkiej broni,

    I ci, którzy włóczniami rzucają z rzemieńca,

    Co tchu niechaj się zbiorą! Ruszamy po jeńca,

    1045

    Na wojnę z bachantkami! Przechodzi już miarę

    Ta babska dokuczliwość! Będą miały karę!

    DIONIZOS

    Nie słuchasz mnie, Pentheju, lekceważysz zawsze

    Me rady! Mówięć[63] jednak, chociaż mnie najkrwawsze

    Spotkały tu obelgi: nie wywołuj doli,

    1050

    Nie wojuj z bogiem! Bromios nigdy nie pozwoli,

    Ażeby te Bachantki, co szumne wiwaty

    Na cześć jego wciąż wznoszą, miały jakie straty —

    By z gór je wypędzono!

    PENTHEUS

    Ty mnie nie ucz, proszę!

    1055

    Dopiero co psim swędem rzuciłeś rozkosze

    Więzienne, zali[64] nowe mam ci sprawić cięgi?

    DIONIZOS

    Nie lepiej przyjść z ofiarą do boga potęgi,

    Niż wierzgać, ty — człowieku! przeciw ościeniowi[65]?

    PENTHEUS

    O, będzie miał ofiarę, skoro jak najzdrowiej

    1060

    Te dziewki oporządzę w kithajrońskim jarze!

    DIONIZOS

    Zemkniecie! A wstyd będzie, gdy tacy mocarze,

    Zakuci w stal, uciekną przed bluszczowym kijem.

    PENTHEUS

    A tom się na hultaja natknął! Czy go bijem,

    Czy głaszczem, zawsze pełną ma gębę! Nie mogę!

    DIONIZOS

    1065

    Mój drogi! Ciągle jeszcze masz odwrotu drogę.

    PENTHEUS

    Więc co? Być sługą sług swych na swą własną szkodę?

    DIONIZOS

    Jeżeli chcesz, kobietyć[66] bezbronne przywiodę.

    PENTHEUS

    Ha! Znowu sidła na mnie! Knujesz, ile można.

    DIONIZOS

    Chcę sztuką cię ocalić, czy to rzecz jest zdrożna?

    PENTHEUS

    1070

    Związałeś się, by bezrząd tu utrwalić, człecze!

    DIONIZOS

    Związałem się, tak! z bogiem! Bynajmniej nie przeczę.

    PENTHEUS

    Stul pysk już!… A niechże mi kto zbroję wyniesie!

    DIONIZOS

    Czy nie chciałbyś białogłów tych podpatrzeć w lesie?

    PENTHEUS

    I owszem! Jak najchętniej! Dałbym kupę złota!

    DIONIZOS

    1075

    A skądże ci tak naraz przyszła ta ochota?

    PENTHEUS

    Ohydny to jest widok — pijane kobiety!

    DIONIZOS

    A zatem na ohydę chcesz patrzeć? O rety!

    PENTHEUS

    Tak jest, lecz siedząc cicho pod smrekiem[67]. To zrobię.

    DIONIZOS

    Wytropię, choć się skryjesz! O tym pomyśl sobie.

    PENTHEUS

    1080

    Rzecz słuszna! Więc otwarcie zjawię się w tym borze.

    DIONIZOS

    Posłuchaj: mam ja ciebie zaprowadzić może?

    PENTHEUS

    I owszem, jak najprędzej! Nie żałujęć czasu!

    DIONIZOS

    PrzebranieNiewieściej ci płótnianki trza do tego lasu.

    PENTHEUS

    Mężczyzna, mam przedzierzgnąć się w babę? O, panie!

    DIONIZOS

    1085

    Ażeby nie zabiło cię męskie ubranie.

    PENTHEUS

    Cnie mówisz! Niby mędrzec — z dawnych lat najprościej.

    DIONIZOS

    Dionizos mnie tych wszystkich nauczył mądrości.

    PENTHEUS

    A jakżeby najlepiej wykonać twą radę?

    DIONIZOS

    Na ciebie sam, co trzeba, w pałacu pokładę.

    PENTHEUS

    1090

    Niewieście suknie? Ależ ja się wstydzę! Nie chcę!

    DIONIZOS

    Więc z Menad skwitowałeś? Już cię to nie łechce?

    PENTHEUS

    I jakże mnie przygodzić chcesz na to wesele?

    DIONIZOS

    Nasamprzód włos przeciągnęć[68], rozczeszę, rozdzielę.

    PENTHEUS

    Co więcej? Jakiż jeszcze strój, jeżeli łaska?

    DIONIZOS

    1095

    Suknia po same kostki, na głowie przepaska.

    PENTHEUS

    Czy jeszcze co prócz tego? Co? Jakie odzienie?

    DIONIZOS

    Bluszczowy pręt do ręki i skórki jelenie.

    PENTHEUS

    Nie! Babskich wdziać ja sukien nie mogę spokojnie.

    DIONIZOS

    Ma krew się twoja polać z bachantkami w wojnie?

    PENTHEUS

    1100

    Tak! Prawda! Na przeszpiegi chodźmy wprzód, to główna.

    DIONIZOS

    Najmądrzej! Bo złem nigdy zła człek nie wyrówna.

    PENTHEUS

    Lecz jak przed Kadmejczyków ukryję się okiem?

    DIONIZOS

    Pustymi ulicami pójdziemy, nie tłokiem.

    PENTHEUS

    Wyszydzą mnie bachantki, a szydu nikomu

    1105

    Nie mógłbym puścić płazem! Rozważę to w domu.

    DIONIZOS

    Jak chcesz! Lecz zawsze pewny bądź usługi mojej.

    PENTHEUS

    Odchodzę. Tak się stanie: ruszę stąd bądź w zbroi,

    Bądź w sposób, jak mi twoja nakazuje rada.

    (Odchodzi.)

    DIONIZOS

    Niewiasty! Oto mąż ten już w mój potrzask wpada.

    1110

    Pospieszy do bachantek i tam śmierć go czeka.

    Do dzieła, Dionizosie! Nie stoisz z daleka,

    Lecz bliskoś! Więc go ukarz! Naprzód odbierz zmysły,

    Wpraw w lekki szał! Bo tylko ten, któremu prysły

    Rozumu władze zdrowe, gotów jest niewieście

    1115

    Wdziać suknie. Pośmiewisko urządzę, po mieście

    Tebańskim w tym go stroju prowadząc, chełpisza,

    Co tak się nam odgrażał. Hadesowa cisza

    Powita go w ubraniu tym, gdy własna matka

    Rozszarpie swego syna! Uzna, choć z ostatka,

    1120

    Że bogiem Dionizos, syn Zeusa, okrutny

    Dla złych, a zaś dla dobrych w łaskach swych rozrzutny.

    CHÓR

    Kiedyż to nockę ja całą

    Będę hej! nóżką tą białą

    Przebierać w rozkosznej uciesze?

    1125

    Kiedyż do lasu pospieszę?

    Kiedyż to szał mnie ochoczy

    Ku onej błoni

    Pogoni,

    Ku onej lśnistej,

    1130

    Rosistej

    Przeźroczy,

    Gdzie z wyciągniętą szyją

    Pić będę niebiańską pogodę,

    Jak piją

    1135

    Te sarny młode,

    Po świeżej łące

    Skaczące:

    Pogoni unikły zdradliwej,

    Przez pola pędziły, przez niwy,

    1140

    Przez matnie, potrzaski i płoty,

    Za nimi skwapliwy

    Myśliwy

    Psom swoim dodaje ochoty —

    Sforze posłusznej, uległej —

    1145

    By biegły

    W lot.

    A one,

    Te sarny gonione, strudzone,

    Wciąż pędzą, by znaleźć obronę,

    1150

    Przez doły wciąż pędzą i góry,

    Mkną chyżo — na skrzydłach wichury,

    Aż gdzieś tam w samotnej ustroni,

    Gdzie łowiec już sił swych nie trwoni,

    Nad brzegiem strumienia,

    1155

    Pośród chłodnego cienia,

    Wśród lasu

    Użyją spokoju i wczasu.

    Gdzie jaka mędrsza jest rzecz,

    Gdzie jaki piękniejszy dar boga,

    1160

    Niż gdy nad głową wroga

    Silniejszy w swej dłoni miecz

    Może potrzymać człek?

    Co piękne, to miłe po wiek!

    *

    Bożych wyroków potęga

    1165

    Z wolna, lecz pewno dosięga

    Grzesznego w świecie człowieka,

    Który z poprawą przewleka.

    W nieuchronności swojej

    Sądzi go, sądzi,

    1170

    Gdy błądzi,

    Gdy bóstw się wcale

    W swym szale

    Nie boi,

    Kiedy swawolnie czci bożej,

    1175

    Tej świętej ich chwały nie szerzy,

    Nie mnoży.

    Z swymi obieży

    Długo się nieba,

    Gdy trzeba,

    1180

    Taić umieją w swej chęci,

    Lecz w końcu się łotr nie wykręci!

    Niech nikt nie wyrzeka się wiary,

    Niech ma w pamięci —

    Niech święci

    1185

    W nim się ta myśl, że ofiary

    Nie trzeba zbyt wielkiej, by wierzyć

    I szerzyć

    Wraz,

    Co cała

    1190

    Przyroda wspaniała uznała,

    A czego pokoleń nawała

    Nie zmiotła od wieka do wieka,

    Że Bóg ci jest wszystkim dla człeka,

    Że wszystko, co mamy, sprowadza

    1195

    Ta jego wieczysta władza!

    Więc niechże nam włada,

    A ty mu, duszo, bądź rada,

    I wszędy

    Należne poświęcaj obrzędy!

    1200

    Gdzież jakaś mędrsza jest rzecz,

    Gdzież jaki piękniejszy dar Boga,

    Niż gdy nad głową wroga

    Silniejszy w swej dłoni miecz

    Może potrzymać człek?

    1205

    Co piękne, to miłe po wiek!

    *

    Szczęśliwy, kto z morskiej fali

    W przystani życie ocali!

    Szczęśliwy, kto życia mozoły

    Przetrwał i żyje wesoły!

    1210

    Ten nad tym, a tamten znów bierze

    Górę nad tamtym bądź w mierze

    Dobytku, bądź władzy! Tysiące

    Nadzieje znów mają gorące

    Tysiączne! Szczęśliwi są jedni,

    1215

    Gdy się im ziszczą, zaś biedni

    Ci z ludzi,

    Których nadziei blask złudzi…

    Tego ja chwalę sobie,

    Co szczęsny w każdej jest dobie.

    Na scenę wraca

    DIONIZOS

    1220

    O ty, który źrenice zwracasz ku widokom,

    Co nie są do widzenia, i folgujesz krokom

    Ku temu, k'czemu kroczyć nie przystało wcale,

    Wyjdź z domu, pokaż mi się w swej niewieściej chwale:

    Przybrałeś strój bachancki szalonej menady,

    1225

    By śledzić twojej matki i jej kobiet ślady.

    (Na widok wchodzącego w dom Pentheja:)

    Na jedną z cór Kadmowych wyglądasz mi w końcu.

    WzrokPENTHEUS

    Przyglądam się — ha! cóż to?! — podwójnemu słońcu

    I dwa tebańskie widzę siedmiobramne grody,

    1230

    A ty mi zaś się widzisz jako byczek młody

    I rogi na tej głowie, haha! też dostałeś!

    Więc w zwierzę się zmieniłeś! O, tak jest! Zbyczałeś!

    DIONIZOS

    Bóg, który przedtem krzyw był, teraz jest — o nieba!

    Przychylny. Teraz widzisz już, co widzieć trzeba.

    PENTHEUS

    1235

    He? Jak ci się wydaję? Wyznajże łaskawie;

    Inonie ja podobny, czy matce Agawie?

    DIONIZOS

    Widzący cię, wrażenie mam, że widzę obie.

    Lecz włos nie na swym miejscu, poprawże go sobie —

    Nie leży, jak ma leżeć — o tu, pod przepaską!

    PENTHEUS

    1240

    Zapewnem go poruszył, wywijając laską

    Bachancką, wyskakując w szalonej uciesze.

    DIONIZOS

    Na twe jestem usługi, pozwól, że zaczeszę

    Ten pukiel. Podaj głowę!

    PENTHEUS

    Podaję! Podaję!

    DIONIZOS

    1245

    I pas ci się rozluźnił i sukni okraje

    Do kostek nie spadają tak, jak się należy.

    PENTHEUS

    Dyć prawda, zwłaszcza prawy fałd mojej odzieży

    Nie całkiem jest w porządku, w krąg się stóp nie ściele.

    DIONIZOS

    Pewnikiem mnie policzysz między przyjaciele,

    1250

    Gdy wbrew oczekiwaniu skromne ujrzysz dziewy.

    PENTHEUS

    Chcąc dobrą być bachantką, czy mam trzymać w lewej,

    Czy w prawej ten mój pręcik wśród naszej zabawy?

    DIONIZOS

    Potrząsać trzeba prawą i na nodze prawej

    Opierać. Bardzo pięknie, żeś tak zmienił zdanie.

    PENTHEUS

    1255

    A toć ja kithajrońskie wszystkie jary, panie,

    Udźwignąłbym na plecach razem z bachantkami!

    DIONIZOS

    Tak, gdybyś chciał. Lecz przedtem, mówiąc między nami,

    Nie byłeś snać przy zmysłach, teraz mózg masz zdrowy.

    PENTHEUS

    Potrzeba jakiejś dźwigni? Podpory jakowej?

    1260

    Czy górę tymi bary własnymi podważę?

    DIONIZOS

    Daj spokój! Jakże można burzyć nimf ołtarze,

    Przybytki one święte, gdzie Pan grywa sobie.

    PENTHEUS

    Tak, słusznie! Nic ja gwałtem kobietom nie zrobię.

    Ukryję się pod jodłą, to będzie najlepiej.

    DIONIZOS

    1265

    Ukryjesz się, jak musi — tam cię nikt nie czepi —

    Postąpić, kto menady podpatruje chytrze.

    PENTHEUS

    Przypuszczam, że jak ptaszki, i od nich nie brzydsze —

    W ciepłych się gniazdkach tulą, w krzaczkach, w cichym lesie.

    DIONIZOS

    Aha! A więc ciekawość po to cię tam niesie?

    1270

    Podejdziesz je, tak myślę, lub podejdą ciebie!

    PENTHEUS

    No, prowadź mnie przez Teby! W największej potrzebie

    Nikt by się nie odważył, ja tylko jedyny!

    DIONIZOS

    Tak, sam dla dobra miasta ważysz się na — czyny,

    Dlatego też czekają godne cię przeboje!

    1275

    Chodź! Ja cię na zbawienie poprowadzę twoje,

    Z kim innym zaś tak wrócisz —

    PENTHEUS

    Może wrócę z matką?…

    DIONIZOS

    — Że wszyscy cię zobaczą.

    PENTHEUS

    Po to na tę rzadką

    1280

    Wybieram się wyprawę?…

    DIONIZOS

    I to szybko, duchem

    Przyniosą cię —

    PENTHEUS

    Czy myślisz, żem jest niewieściuchem?

    DIONIZOS

    — Ramiona matki właśnie…

    PENTHEUS

    1285

    Zmuszasz do wygody?

    DIONIZOS

    Oj! prawda! do wygody!

    PENTHEUS

    Czym nie wart?

    DIONIZOS

    Choć młody,

    Wart jesteś i to bardzo!… (Pentheus wychodzi.)

    1290

    Zaiste! Wspaniałej,

    Do nieba sięgającej dostąpisz tu chwały!

    Agawo, ściągnij rękę! Wy, córki Kadmosa,

    Ściągnijcie ją — wy, siostry! Prowadzę młokosa

    W bój wielki! Zwycięzcami ja i Szumnik boży

    1295

    Będziemy, a zaś reszta sama się ułoży!

    CHÓR

    Huzia! hu! wściekłe psy!

    Huzia! W ostępy gór,

    Gdzie tyrsos radośnie drży

    W dłoni Kadmowych cór!

    1300

    Huzia my, huzia na szpiega,

    Co strój niewieści wdział

    I ujrzeć menady zabiega —

    Taki nim miota szał!

    Pierwsza go matka spostrzeże

    1305

    Czatującego z wierzchołka

    Świerku lub turni i głośno

    Na tłum bachantek zawoła:

    «Któż z Kadmejczyków, któż,

    Niepowołany stróż,

    1310

    Niepożądany szpieg,

    W te nasze góry wbiegł?

    W te nasze góry, w te góry

    Któryż to z ludzi, który,

    O wy bachantek chóry —

    1315

    Szalony iście człek — ,

    Dostępny znalazł ścieg?

    Z czyjegoż on wyszedł łona?

    Bo nie z kobiecej on krwie!

    Szczenię to lwie,

    1320

    Lub ta, co libijską się zwie,

    Zrodziła go kiedyś Gorgona!

    Zjawże się, Prawo, zjaw,

    Bezbożnych ty sędzio spraw,

    Wznieś sprawiedliwy miecz

    1325

    I morduj, i kłuj, i siecz!

    Na wylot mu przeszyj krtań,

    Niech ginie, niech kona

    Syn Echiona,

    Ziemi okrutny płód!

    1330

    Niech krwawa

    I sroga

    Będzie ta dań,

    Którą ma spłacić tej pory

    Człek, co bez Boga,

    1335

    Bez prawa,

    Bez czci, bez pokory

    Żywot haniebny wiódł!

    *

    Przeklęty go uniósł gniew,

    Prawo depcąca złość!

    1340

    W pogardzie matki ma krew:

    Choć z jej on kości kość,

    Chce to dziś zburzyć, co dla niej

    Świętością się stało! Tak!

    W tej ci on myśli, o pani,

    1345

    Na twój się wybrał szlak:

    W pysze niepowściągliwej

    Pragnie on przemóc, co boże,

    A czego nikt na tym świecie

    Siłą swą przemóc nie może!

    1350

    Pragnie zuchwale zgnieść

    Wszelaką boską cześć,

    Z której ma biedny człek

    Poratowanie i lek.

    Żadnej ci, żadnej mądrości

    1355

    Dusza ma dziś nie zazdrości,

    A przecież to, co najprościej

    Szczęścia przynosi nam stek,

    Najwyższym jest dla mnie po wiek,

    Rozumu to dla mnie korona:

    1360

    Całą potęgą swych tchnień

    I noc, i dzień

    Wysławiać niebiosa, a w cień

    Niech cnota nie schodzi gnębiona!

    Sprawiedliwość, KaraZjawże się, Prawo, zjaw,

    1365

    Wznieś sprawiedliwy miecz

    I morduj, i kłuj, i siecz!

    Na wylot mu przeszyj krtań,

    Niech ginie, niech kona

    Syn Echiona,

    1370

    Ziemi okrutny płód!

    Niech krwawa i sroga

    Będzie ta dań,

    Którą ma spłacić tej pory

    Człek, co bez Boga,

    1375

    Bez prawa,

    Bez czci, bez pokory

    Żywot haniebny wiódł.

    *

    Zjaw się jak byk,

    Lub wielogłowy smok,

    1380

    Lub płomienisty lew!

    Hej! Niechże, Bachu, nasz krzyk,

    Nasz zew

    Uskrzydli dziś chyży twój krok:

    Niechże ci śmiech tryska z warg,

    1385

    Kiedy zabójczy sznur

    Będziesz mu składnie

    Rzucał na kark,

    Skoro w swym szale napadnie

    Święte menady gór!…

    Na scenę wbiega

    GONIEC

    1390

    O ty, w Helladzie ongi tak szczęśliwe plemię

    Starego Sydończyka, który posiał w ziemię

    Płód ziemi, zęby smocze! Jak mnie los twój boli,

    Choć tylko jestem sługa, żyjący w niewoli!

    PRZODOWNICA CHÓRU

    Co jest? Czy od bachantek niesiesz jakie wieści?

    GONIEC

    1395

    Syn Echiona zginął, Penthej! O boleści!

    PRZODOWNICA CHÓRU

    Potężnieś się objawił, ty nasz szumny boże!

    GONIEC

    Co mówisz, co powiadasz? Radujesz się może

    Z rozgromu mego pana?… O niewiasty lute!

    PRZODOWNICA CHÓRU

    Nie wasza, na nie waszą śpiewam dzisiaj nutę!

    1400

    Nie lęka się już kaźni me serce niewieście!

    GONIEC

    Czy myślisz, że już mężczyzn nie ma w naszym mieście?

    PRZODOWNICA CHÓRU

    Dionizos, o, Dionizos ma nade mną władzę!

    Jego się tylko radzę!

    GONIEC

    Rozumiem! Lecz się cieszyć, jeśli kogo spotka

    1405

    Nieszczęście, to nie pięknie! Sprawa to nie słodka!

    PRZODOWNICA CHÓRU

    Lecz powiedz, jakże zginął? — powiedzże, mój złoty! —

    Ten mierny człek, co same wyprawiał niecnoty?

    GONIEC

    Rzuciwszy swe mieszkanie w tym tebańskim grodzie,

    Dotarliśmy nasamprzód ku Ajsopa wodzie,

    1410

    Przez którą trzeba było się przeprawić, dalej

    Do skał kithajronowskich myśmy się dostali —

    To znaczy, ja i Penthej, któremu w tej drodze

    Towarzyszyłem właśnie, panisku-niebodze,

    I on, ten cudzoziemiec, wiodący nas obu

    1415

    Na ową uroczystość. Pamiętni sposobu,

    Nasamprzód do zielonej wkroczyliśmy hali:

    Stąpając po cichutku, ledwieśmy szeptali,

    By widzieć, niewidziani. W drzew jodłowych cieni

    Spadzisty jar lśnistymi źródłami się mieni.

    1420

    W tych cieniach, u tych siklaw, nad krynic zwierciadły[69]

    Swobodnie się menady przy pracy rozsiadły

    Przemiłej: jedne pręty tyrsowe maiły,

    Ogołocone z bluszczu, inne wieńce wiły,

    A inne znów skakały niby klacze młode,

    1425

    Od wozów na rozkoszną puszczone swobodę.

    Bachantek wtór rozbrzmiewał naokół. I wtedy

    Ten biedny mój Pentheus, nie mogąc czeredy

    Niewieściej dojrzeć dobrze, powie: «Stąd, gdzie stoję,

    Przybyszu mój kochany, chyba oczy moje

    1430

    Nie mogą, jak by chciały, ogarnąć gromady

    Bachantek. Na to, myślę, nie ma innej rady,

    Jak wleźć na jaki wierszyk[70] lub na jaką jodłę,

    Bo tylko tak zobaczę ich rzemiosło podłe.»

    I wtedy wraz spostrzegłem, jakiego to cudu

    1435

    Ten przybysz w oczach moich dokonał bez trudu:

    Wierzchołek niebotyczny rękami zwinnemi

    Schwyciwszy, jął giąć jodłę, giął i giął ku ziemi,

    Aż w kabłąk zgiął w kształt łuku lub jak dzwono koła,

    Pod cyrklem kołodzieja rosnące. Nie zdoła

    1440

    Śmiertelny żaden człowiek spełnić, czego w lesie

    Ten przybysz nasz dokonał. W rękach drzewo gnie się,

    Aż zegnie się ku ziemi! Co kiedy się stało,

    Na gałąź wsadził pana i, znowu się mało

    Trudzący, jął to drzewo przepuszczać przez palce,

    1445

    By zbyt nie odskoczyło. W końcu po tej walce,

    Co walką snać nie była, do niebieskich pował

    Ów maszt się, dźwigający króla, wyprostował.

    Lecz menad król nie dojrzał, za to menad oczy

    Spostrzegły go wyraźnie w niebieskiej przeźroczy,

    1450

    Na drzewa tego szczycie. W tym samym momencie

    Znikł przybysz. Za to z niebios — wierzę temu święcie,

    Że był to Dionizos — głos się ozwał gromki:

    «Niewiasty! Posłuchajcie! Wy, Kadma potomki,

    I wy, moje dziewice! Zdrajcę wam przywiodłem,

    1455

    Co mnie i was, i nasze obrzędy w swem podłem

    Śmiał nurzać pośmiewisku! Ukarzcie go za to!»

    To rzekł i płomień ognia świętego bogato

    Ku niebu i ku ziemi wypuścił. Przestwory

    Ucichły, ani listek nie zadrżał tej pory

    1460

    W rozciekawionej kniei, zamilkły zwierzęta.

    Nie całkiem usłyszawszy, co im cisza święta

    Przyniosła, wraz na palcach wspięły się te panny,

    To w tę, to w ową stronę wzrok swój nieustanny

    Rzucając. Wtem na nowo głos się ozwał z góry,

    1465

    I, Bacha już poznawszy, Kadmosowe córy

    Zerwały się, jak dzikie gołębie i siły

    Do biegu wytężywszy, co tchu popędziły

    Agawe matka króla, i obie jej siostry

    I wszystkie wraz bachantki: niby wicher ostry,

    1470

    Przepaści przesadzając, jary i źródliska,

    Pomknęły, bożym szałem porwane, i z bliska

    Ujrzawszy na tej jodle siedzącego króla,

    Straszliwie sobie tłum ich od razu pohula.

    Nasamprzód były głazy w robocie: ze skały

    1475

    Sterczącej naprzeciwko, kamienie rzucały

    I kłody, i gałęzie. Inne w biedną głowę

    Mierzyły tyrsosami, lecz i tyrsosowe

    Ich pręty szły na chybę, albowiem na szczycie

    Wysokim, o nie! wyższym, niż sam chciał, swe życie

    1480

    Umieścił nieszczęśliwy ten mój pan! Bezradnie

    Na drzewie onym siedział, czekając, aż padnie,

    Konary dębowymi poczęły nareszcie

    Korzenie wydobywać te ręce niewieście,

    Podważać je bez dźwigni żelaznych. A kiedy

    1485

    Bez skutku i ta praca, do wściekłej czeredy

    Odezwie się Agawe: «Otoczyć mi kołem

    To drzewo, za pień chwycić, iżby przed mozołem

    Rąk naszych zwierz ten nie zbiegł i ażeby bożej

    Nie zdradził tajemnicy!…» I wraz się przyłoży

    1490

    Rąk tysiąc do tej jodły i wyrwie ją z ziemi.

    A między gałęziami siedział jodłowemi

    Pentheus, by wraz upaść wśród jęków rozpaczy

    I westchnień przetysiącznych: wiedział, co to znaczy,

    Na śmierć niechybną szedł on. Dopadnie go matka

    1495

    I pierwsza — że kapłanka — pocznie do ostatka

    Mordować swego syna. On zasię, przepaskę

    Zrzuciwszy co tchu z głowy, błaga ją o łaskę,

    Ażeby go poznawszy, nieszczęsna Agawe

    Rzuciła te sprawiane nad nim sądy krwawe.

    1500

    «Syn jestem twój, o matko!» — tak on rzecze do niej,

    Dotknąwszy się jej lica, jej matczynej skroni —

    «To ja, Pentheus, syn twój, o matko rodzona,

    Któregoś porodziła w domu Echiona!

    Ulituj się nade mną i za moje grzechy

    1505

    Synowskiej ty się, matko, nie zbawiaj pociechy!»

    Lecz ona, wywracając oczy, tocząc pianę,

    Straciwszy zdrowe zmysły, gdzie zmysły wskazane,

    Bachanckim zdjęta szałem, ani go nie słucha.

    Na piersiach mu stanąwszy i, ślepa i głucha,

    1510

    Rozedrze mu łopatkę i, chwyciwszy ramię,

    Wyrywa je — o, siłą nie własną! Nie kłamię:

    Bóg jakiś tak ustalił niewieście jej ręce!

    Zaś z drugiej strony Ino uczestniczy w męce,

    Na kęsy szarpiąc ciało. Nieszczęsnej ofiary

    1515

    Dopadła Autonoe, a z nią całe chmary

    Bachantek… Wszczął się zamęt, krzyk i narzekanie:

    Ten jęczy, ciężko wzdycha, ile tchu mu stanie,

    A tamte tryumfują. Ta biednego człeka

    Skrwawione chwyta ramię, ta z nogą ucieka,

    1520

    W obuwiu jeszcze tkwiącą. Oto żebra świecą,

    Odarte całkiem z mięsa tą ręką kobiecą.

    O biedny Pentheusie! Kawałami ciała

    Twojego, niby piłką, ta czeladź rzucała!…

    Na ostrych skał złomiskach leżą jego strzępy,

    1525

    Po gąszczach rozsypane, na lesiste kępy

    Rzucone! O, niełatwo je znaleźć!… Traf zdarza,

    Iż głowa się dostaje do rąk matki. Wraża[71]

    Rodzica wraz na tyrsos ją zatknie i pędzi,

    By z głową lwa dzikiego, od skalnych krawędzi

    1530

    Kithajronowych w górach wraz z swymi menady[72]

    Pozostawiła siostry, sama zaś w me ślady,

    Z krwawego łupu dumna, spieszy w nasze mury,

    Bachowi pohukując, co był jej ponurej

    Wyprawy uczestnikiem, co ją tą zdobyczą

    1535

    Obdarzył, łzy niosącą. Niechże sobie krzyczą,

    Radują się zwycięstwem, ja, nim się tu zjawi

    Agawe, precz stąd pójdę, gdyż serce mi krwawi

    Ten widok!… Tak, być skromnym i zawsze czcić nieba

    To rzecz jest najpiękniejsza, a powiedzieć trzeba,

    1540

    Że równie i najmędrsza. Klejnot nad klejnoty,

    Jeżeli człek te zbawcze pielęgnuje cnoty.

    CHÓR

    W pląs na cześć Bacha, w pląs!

    W taneczny szał!

    Niech się nasz hejnał potoczy,

    1545

    Albowiem zginął już smoczy[73]

    Płód!

    Pentheus zginął! Niewieście odzienie

    Wdział,

    Tyrsosem trząsł

    1550

    I w Hadu dziś zeszedł cienie —

    Buhaj go wiódł!…

    Tebańskich bachantek chóry

    Zwycięstwa wspaniałą sławę

    W jęk zmieniłyście ponury,

    1555

    W zdrój

    Łez!

    Piękny zaiste to bój,

    Wielkąć przynosi chlubę.

    Jeśli na dziecka własnego zagubę,

    1560

    Na jego kres,

    Ręce podniesiesz krwawe!

    PRZODOWNICA CHÓRU

    Aliści widzę matkę Pentheja, Agawe —

    Z wytrzeszczonymi oczy do pałacu spieszy.

    Powitać, cześć bachanckiej trzeba oddać rzeszy.

    Z głową Pentheja, zatkniętą na tyrsosie, wpada z częścią bachantek

    AGAWE

    1565

    Bachantki azyjskie!

    PRZODOWNICA CHÓRU

    Hej?

    AGAWE

    Maik niesiemy w dom,

    Maik zielony,

    Od gór go niesiemy, od gór,

    1570

    Niesiem go świeżo ucięty!

    PRZODOWNICA CHÓRU

    Widzę twój chór,

    Biję pokłony —

    Witam cię, tłumie ty święty!

    AGAWE

    W ostępie dzikich kniej,

    1575

    Bez łowczych sieci —

    Patrzcie, patrzajcie, me dzieci!

    Upolowałam lwa!

    PRZODOWNICA CHÓRU

    Wśród jakich puszcz?

    AGAWE

    Kithajron — —

    PRZODOWNICA CHÓRU

    1580

    Kithajron?

    AGAWE

    On

    Jego sprowadził skon.

    PRZODOWNICA CHÓRU

    Któż pierwszy wymierzył cios?

    AGAWE

    Moja to chwała chwał!

    PRZODOWNICA CHÓRU

    1585

    Szczęśliwą cię będzie zwał

    Powszechny głos!

    BACHANTKI

    Tak zwią mnie bachantki.

    PRZODOWNICA CHÓRU

    Kto drugi?

    AGAWE

    Kadmosa — —

    PRZODOWNICA CHÓRU

    1590

    Kadmosa? —

    AGAWE

    Ród[74]

    Tej uczestnikiem zasługi!

    On ci to ze mną, tak, ze mną

    Nie poszedł w drogę daremną!

    1595

    Przez nas on trup!

    Szczęśliwy, szczęśliwy to łup!

    *

    AGAWE

    Bierz udział w biesiedzie!

    PRZODOWNICA CHÓRU

    Ja?

    AGAWE

    Młody to jeszcze zwierz!

    1600

    Spod spin szyszaka,

    Który niedawno wdział,

    Miękka się broda dobywa!

    PRZODOWNICA CHÓRU

    Z tym mu na schwał —

    Ozdoba taka,

    1605

    Jako u lwa jego grzywa!

    AGAWE

    Bach się na łowach zna!

    Na zwierza ślady

    Wraz zaprowadził menady,

    On, sfory wódz!

    PRZODOWNICA CHÓRU

    1610

    Myśliwych król!

    AGAWE

    Czy chwalisz?

    PRZODOWNICA CHÓRU

    Co chwalę?

    AGAWE

    Mnie?!

    Wkrótce po wszystkie dnie — — —

    PRZODOWNICA CHÓRU

    1615

    Chwalić cię będzie ten gród!

    AGAWE

    I Penthej mnie za ten łów — —

    PRZODOWNICA CHÓRU

    Pochwali własny cię chów,

    Tak, on, twój płód!

    AGAWE

    Że taka lwia zdobycz —

    PRZODOWNICA CHÓRU

    1620

    Wspaniała —

    AGAWE

    Wspaniale —

    PRZODOWNICA CHÓRU

    Złowiona —

    AGAWE

    Mych rąk

    Nie uszła! O chwała! O chwała!

    1625

    O wielka, ty wielka radości!

    Wśród mych rodzinnych włości

    Czyn mój zostanie po wiek —

    Sławić go będzie człek!

    PRZODOWNICA CHÓRU

    Więc niechaj twoją zdobycz, nieszczęsna niewiasto,

    1630

    Zobaczy na swe oczy i tebańskie miasto.

    AGAWE

    Mieszkańcy pięknowieżej warowni na ziemi

    Tebańskiej! Przyjdźcie zaraz, aby oczy swemi[75]

    Oglądać łup, przez córki Kadmosa zdobyty!

    Nie one, ze rzemienia miotane dziryty

    1635

    Tessalskie go ubiły, nie wpadł też do matni

    Myśliwskiej! O nie! Cios mu zadały ostatni,

    Rozdarły go tych białych palce rąk! Należy

    Więc chełpić się, po bronie chodzić do płatnerzy,

    Jeżeli go te gołe pochwyciły ręce,

    1640

    Na cząstki mu porwały te członki zwierzęce?

    Gdzie jest mój ojciec stary? Niechże k'nam[76] się rusza!

    Nie widzę też i syna mego, Pentheusza?

    A przyjdź! Drabinę przystaw do dworzyszcza ściany

    I przybij na trójwrębie ten upolowany

    1645

    Łeb lwa, który ze sobą przynoszę!

    Z resztkami zwłok syna, na marach niesionemi przez służbę, powraca spoza miasta

    KADMOS

    Na ziemię

    Postawcieże mi, słudzy, to nieszczęsne brzemię,

    Te resztki Pentheusa! Przynieście je, ludzie,

    Przed pałac. Po tysiącznym znalazłem je trudzie,

    1650

    W parowach kithajrońskich… Nie w jednym leżały

    Wszak miejscu — w gęstym lesie ten dobytek cały

    Jam zebrał! — O mych córek wyprawie straszliwej

    Już tum ja się dowiedział, na te nasze niwy

    Wróciwszy od bachantek, wraz z Teirezjaszem,

    1655

    Chodzący już spokojnie po tem mieście naszem.

    Do lasu więc z powrotem skierowawszy kroki,

    Przynoszę wam te wnuka zabitego zwłoki —

    Menady go rozdarły! Była tam i ona

    Małżonka Aristaja, co mu Aktajona[77]

    1660

    Zrodziła, Autonoe; w zielonej dąbrowie

    Widziałem również Ino! W nieszczęśliwej głowie

    Zmieszały się im zmysły. Zaś co do Agawy,

    Ktoś mówił mi, że z swojej bachanckiej wyprawy

    Wróciła opętana do miasta. I zasię

    1665

    Rzekł prawdę, gdyż ją widzę — biada! po niewczasie!

    AGAWE

    Mam prawo dzisiaj, ojcze, do największej chwały!

    Tak, chełp się! Gdyż z śmiertelnych tobie się dostały

    Przenajdzielniejsze córki! Wszystkich to się tyczy,

    A zwłaszcza mnie! O, racz się przyjrzeć tej zdobyczy

    1670

    Iglicę porzuciłam i krosna, byś oto

    Sięgnęła nieco wyżej, ty moja ochoto,

    Na zwierza polująca — rękami! Patrz, stary

    Mój ojcze! Na ramionach niosę łup bez miary

    I tobie go oddaję, by na twego szczycie

    1675

    Pałacu mógł zawisnąć! Niech się twoje życie

    Napełni dzisiaj dumą! Niech twe serce, rade

    Z mojego dzisiaj czynu, sprosi na biesiadę

    Twe wszystkie przyjacioły! Szczęśliwyś, szczęśliwy,

    Że takie twoje córki wykonują dziwy!

    KADMOS

    1680

    O klęsko niepomierna, przed którą się bronią

    Źrenice! O ty mordzie, wykonany dłonią

    Nieszczęsną! O, wspaniałą uczciłaś ty bogi

    Ofiarą i na stypę prosisz w swoje progi

    I mnie, i Tebańczyków! Biada! naprzód tobie,

    1685

    A potem mnie jest biada. O, w słusznej żałobie,

    Aczkolwiek zbyt okrutnej, szumny bóg[78] nas grzebie

    On, krewniak nasz, pogrąża w niej i mnie, i ciebie.

    AGAWE

    Że też to starość bywa tak zrzędna i oko

    Na wszystko ma niechętne. Pragnę ja głęboko,

    1690

    By syn mój dobrym łowcą był i w matki ślady

    Wstępował, zwierza goniąc na czele gromady

    Tebańskiej młodzi! Przecież on li umie z bogi

    Wojować! Trzeba, ojcze, odwieść go z tej drogi,

    Upomnieć! Niech tu stanie i niechże zobaczy,

    1695

    Iż szczęścia tak nie zyska, jeno klęskę raczej.

    KADMOS

    Ach! ach! Gdybyście kiedy czyn swój pojąć miały,

    Cierpienie by was cierpkie zmogło. Lecz że cały

    Swój żywot w tym dzisiejszym stanie przeżyjecie,

    Nieszczęścia nie poznacie największego w świecie.

    AGAWE

    1700

    Cóż stało się smutnego? Jakie zło cię mroczy?

    KADMOS

    Nasamprzód tam, ku niebu, podnieśże te oczy.

    AGAWE

    Podnoszę. Ale po co? Czy dowiem się może?

    KADMOS

    To samo jest, czy coś się zmieniło w przestworze?

    AGAWE

    Daleko promienistsze, to powiedzieć muszę.

    KADMOS

    1705

    A ból jakiś niezwykły czy ci szarpie duszę?

    AGAWE

    Ja nie wiem, co to znaczy… Jeno czuję, owszem:

    Poprzedni stan przeminął w mojem sercu zdrowszem.

    KADMOS

    Czy słyszysz? Odpowiedzi daszże mi przytomne?

    AGAWE

    Dawniejszych słów, mój ojcze, wcale już nie pomnę.

    KADMOS

    1710

    A w czyjeże to progi weszłaś jako żona?

    AGAWE

    Z posiewów zrodzonego smoczych Echiona.

    KADMOS

    A jakie, powiedz, imię waszego jest syna?

    AGAWE

    Pentheus, ma i męża pociecha jedyna.

    Morderstwo, Matka, SzaleństwoKADMOS

    A z czyjejże to głowy w ręku krew ci płynie?

    AGAWE

    1715

    Z łba lwa, tak mi mówiły moje współłowczynie.

    KADMOS

    O, przyjrzyj mu się bliżej, starczy mgnienie powiek.

    AGAWE

    Co widzę? Cóż ja trzymam?! Wszak ci to jest człowiek!

    KADMOS

    Uważnie mu się przyjrzyj, popatrz, jak należy.

    AGAWE

    Największą widzę zgrozę! O bólu macierzy!

    KADMOS

    1720

    A co? Jak ci się widzi? Co? Czy lwa to skronie?

    AGAWE

    Nie! Głowę Pentheusa dźwigają me dłonie!

    KADMOS

    Skrwawioną, nim zdołałaś ją rozpoznać! Rety!

    AGAWE

    Kto zabił? Kto dał do rąk nieszczęsnej kobiety?

    KADMOS

    Okrutna, sroga prawdo, jawisz się nie w porę!

    AGAWE

    1725

    Mów! Wypędźże mi z serca niecierpliwą zmorę!

    KADMOS

    Ty sama go zabiłaś, ty i siostry twoje!

    AGAWE

    Padł w domu, czy gdzie indziej? O wy niepokoje!

    KADMOS

    Gdzie ongi Aktajona srogie psy rozdarły.

    AGAWE

    Mów, po co na Kithajron poszedł ten mój zmarły?

    KADMOS

    1730

    Szedł z boga drwić, wyszydzać szedł bachijskie szały.

    AGAWE

    A w jaki my się sposób, powiedz, tam dostały?

    KADMOS

    Utraciłyście zmysły i ten gród nasz z wami.

    AGAWE

    Dionizos zmógł! Jasnymi widzę to oczami.

    KADMOS

    Nie chciałyście go uznać, lżąc jego obrządki.

    AGAWE

    1735

    Gdzież, ojcze, są te drogie mego dziecka szczątki?

    KADMOS

    Przyniosłem, wyśledziwszy z ogromnym mozołem.

    AGAWE

    Czy dobrze członki jego trzymały się społem?

    KADMOS

    [Porozrzucane. Leśny skrywał je manowiec.][79]

    AGAWE

    Skąd szał nasz opadł także i Pentheja? Powiedz!

    KADMOS

    1740

    Wam równy był, czcić boga wzbraniał się i za to

    Bóg hojnie nam zapłacił — o krwawa zapłato! —

    W jednaki niszcząc sposób nas wszystkich: was, moje

    Wy córki, i tego tu, i mój dom — ostoję,

    I mnie, co pozbawiony męskiego potomka,

    1745

    Spoglądać dzisiaj muszę, jaka klęska gromka

    Raziła dziś ten ród nasz, jak przenieszczęśliwie,

    Jak strasznie zginął kwiat ten, wyrosły na niwie

    Żywota twego, córko!… ŻałobaO mój wnuku luby!

    Podporąś mego domu był, a dziś do zguby

    1750

    Przywiodłaś go, ty drogi mojej córki synu!

    Postrachem byłeś wielkim dla naszego tynu,

    Lecz nikt przez wzgląd na ciebie nigdy się nie ważył

    Urągać mnie, starcowi! Dobrze by się sparzył!

    A dzisiaj snać wypędzon będzie z własnej ziemi

    1755

    On, Kadmos, wielki Kadmos, co rękami swemi

    Tebański ród zasiawszy, bujne sprzątnął plony!

    O wnuku mój jedyny, wnuku mój rodzony.

    Najdroższy dla mnie z ludzi, bo choć już na świecie

    Nie żyjesz, do najdroższych zawsze cię, me dziecię,

    1760

    Zaliczać tutaj będę. Już ty mnie za brodę

    Nie będziesz ciągnął, wnuku! Już ty, pisklę młode,

    Nie będziesz mnie całował, nie będziesz zwał dziadkiem,

    Nie będziesz mnie się pytał: «A czy ci przypadkiem

    Ktoś krzywdy nie wyrządził? Któż ci na zawadzie

    1765

    Tak stanął, tak zasmucił? Powiedz, luby dziadzie,

    Ażebym mógł ukrócić tę ludzką swawolę!»

    A dziś ja nieszczęśliwy i tyś się na dolę

    Naraził przeokrutną, przebiedna twa matka

    I sióstr jej los żałosny!… Kto żyw, do ostatka

    1770

    Pamiętaj: gdybyś bluźnił, nie chciał wierzyć w Boga,

    Wnet wierzyć cię nauczy śmierć Pentheja sroga.

    PRZODOWNICA CHÓRU

    Kadmosie, żal mi ciebie! Jednak zasłużenie

    Padł wnuk twój, choć tak krwawe zostawił ci mienie.

    AGAWE

    Cóż stało się z mych losów, ty mój ojcze miły?!…

    1775

    [Ażeby żyć tu dalej, już ja nie mam siły!

    Pentheus, syn, nie żyje! Ręce moje własne

    Rozdarły go na strzępy! Niechże i ja zgasnę!

    DIONIZOS

    On karę zasłużoną poniósł: szydził ze mnie

    I przeto z rąk tych zginął, z których tak nikczemnie

    1780

    Nie był powinien zginąć. Ale i wam godnie

    Zapłacić trzeba będzie za spełnioną zbrodnię

    Na wnuku tego starca: Już nie zobaczycie

    Tych murów, wypędzone z nich na całe życie!][80]

    Ty w smoka, królu Kadmie, będziesz przemieniony,

    1785

    A co zaś do Aresa córki, twojej żony,

    Harmonię, która z tobą, choć śmiertelnyś, żyje

    W małżeńskim związku, w gada się przedzierzgnie, w żmiję.

    Z nią razem z tego miasta pognasz zaprząg wołów —

    To Zeus ci przepowiada co do twych mozołów —

    1790

    I, ludów barbarzyńskich wódz, ty grodów wiele

    Rozburzysz. Lecz gdy nowi twoi przyjaciele

    Świątynię Loksyjasza złupią, wiedz, że wtedy

    W powrocie swym doznają niespodzianej biedy.

    Lecz Ares przyjdzie w pomoc tobie i Harmonii,

    1795

    Obojga was na Wyspie Szczęśliwości schroni.

    To mówięć ja, Dionizos, nieśmiertelny człowiek,

    Lecz Zeusa syn prawdziwy. Gdybyście swych powiek

    Nie odwracali ongi od rozsądku drogi

    W te czasy, kiedy znać jej nie chcieliście, błogi,

    1800

    Zaiste, los by waszą rozpogadzał duszę,

    Syn Zeusa zbawcze z wami zawarłby sojusze.

    AGAWE

    ZemstaBłagamy, Dionizosie! Zgrzeszyłyśmy, boże!

    DIONIZOS

    Za późno! Wcześniej było kajać się w pokorze!

    AGAWE

    Widzimy to, lecz nazbyt krwawa jest twa chłosta!

    DIONIZOS

    1805

    I wyście mnie chłostały szyderstwem! Rzecz prosta!

    AGAWE

    Tyś bóg, więc się nie równaj śmiertelnikom w złości.

    DIONIZOS

    Zezwolił na to dawno Zeus z swej wysokości.

    AGAWE

    Ojej! Więc nieuchronne, starcze, jest wygnanie!

    DIONIZOS

    Przecz[81] zwlekać? Co się stało, już się nie odstanie!

    KADMOS

    1810

    O dziecię! Jakiż dzisiaj los nawiedził ostry

    Nas wszystkich, mnie i ciebie, i twe krwawe siostry!

    Ja, biedny, w cudzoziemskie mam się udać kraje

    W tym wieku tak podeszłym! Jak Zeusa wyznaje

    Wyrocznia, mam wojsk cudzych zebrać mieszaninę

    1815

    I wieść ją na Helladę! Mam — z boleści ginę! —

    Harmonię, Aresową córkę, moją żonę,

    Na gada przedzierzgniętą, wieść w ojczystą stronę,

    Ja, również gad! Na dzikich barbarzyńców przedzie

    Na groby ją helleńskie własny mąż powiedzie,

    1820

    Na świętych bóstw ołtarze! Nie skończą się moje

    Nieszczęścia! Mnie i wówczas będą niepokoje

    Szarpały, Acherontu gdy fale zobaczę!

    AGAWE

    Ojcze! Bez ciebie idę na życie tułacze!

    KADMOS

    Przecz, córko, obejmujesz mnie swymi rękami?

    1825

    Słaby, siwy ja łabędź, cóż ja pocznę z wami?

    AGAWE

    Z ojczyzny wyrzucona, w jakież pójdę strony?

    KADMOS

    Ja nie wiem! Nie pomoże ci ojciec rodzony.

    AGAWE

    Żegnaj mi, grodzie ojczysty, żegnaj mi, domie ty mój!

    Wypchniętą z rodzinnych progów

    1830

    Okrutny czeka znój.

    KADMOS

    Arystajowych poszukaj rozłogów[82]!

    AGAWE

    [Ojcze! nad losem twym płaczę!

    KADMOS

    A mnie chwytają rozpacze

    Nad twą i sióstr twoich dolą!

    AGAWE

    1835

    Dionizos, wielki bóg,

    Strasznym zapłonął gniewem,

    Z rodzinnych wygnał smug!

    DIONIZOS

    Ale i mnie strasznie bolą

    Te krzywdy, przez was zadane —

    1840

    Krwawą mi ranę

    Tebański zadał gród,

    Że mi odmówił czci!

    (Znika.)

    AGAWE

    Bądźże mi, ojcze, zdrów!

    KADMOS

    Bądź zdrowa, córko nieboga!

    1845

    Jeno do zdrowia nie wiedzie ta droga!

    AGAWE

    Do sióstr mnie powiedźcie, do sióstr,

    Przed nimi niech stopa ma stanie,

    By razem pójść na wygnanie —

    Biedne wy siostry moje!

    1850

    Nie na Kithajron mi iść!

    Ani on mnie nie zobaczy,

    Ani ja jego! Ach!

    Nie dla mnie bachantek stroje,

    Nie dla mnie już w bluszczu liść

    1855

    Zdobne te pręty —

    Innym zostawię ja ten obrzęd święty!…

    CHÓR

    W przemnogiej postaci

    Zjawiają się losy

    I niespodzianki urządza nam Bóg.

    1860

    Miast zyskać, człek traci,

    A zysków niebiosy

    Wśród niespodzianych nie skąpią mu dróg —

    Tak było i z tym wydarzeniem… ]

    Przypisy

    [1]

    Ja, Zeusa syn, Dionizos, ongi urodzony / Z Semeli, latorośli Kadmowego domu, / Co zległa, rozwiązana błyskawicą gromu. — Semele, córka króla Kadmosa, była kochanką Zeusa. Pragnęła zobaczyć boga w całej jego potędze, ale spalił ją blask boskiego pioruna. Zeus zabrał płód, który nosiła, i ukrył w swoim biodrze, a następnie urodził. Tak powstał Dionizos. [przypis edytorski]

    [2]

    Menady — bachantki. [przypis edytorski]

    [3]

    szumny bóg — Dionizos. [przypis edytorski]

    [4]

    Kybele (mit.) — bogini frygijska, czczona także przez Greków i Rzymian, patronka wiosny i płodności oraz miast obronnych. [przypis edytorski]

    [5]

    Kronida — syn Kronosa. [przypis edytorski]

    [6]

    ócz — dziś popr. forma D. lm: oczu. [przypis edytorski]

    [7]

    Gromosiły — Zeus, władca pioruna. [przypis edytorski]

    [8]

    kij — tyrs. [przypis edytorski]

    [9]

    płocha — narzędzie tkackie. [przypis edytorski]

    [10]

    wygżony — tu: odciągnięty. [przypis edytorski]

    [11]

    Kureci (mit. gr.) — półbogowie, dziewięciu synów Rhei, którzy na Krecie ukrywali małego Zeusa przed gniewem jego ojca, Kronosa, zagłuszając płacz dziecka hałaśliwą muzyką i tańcami. [przypis edytorski]

    [12]

    Korybanci — kapłani, tańczący orgiastyczne tańce na cześć bogini Kybele. [przypis edytorski]

    [13]

    skórą obity krąg — bęben; wg mit. gr. wynalazek bogini Rhei. [przypis edytorski]

    [14]

    Frygia — w starożytności kraina w zach. części dzisiejszej Turcji. [przypis edytorski]

    [15]

    kwasy (daw.) — kłótnie. [przypis edytorski]

    [16]

    Ponieważ dnia bożego nie widzisz, więc ja się / Podaję za proroka, mój Teirezjasie — Tejrezjasz był ślepy. [przypis edytorski]

    [17]

    Echionida — syn Echiona. [przypis edytorski]

    [18]

    oskoma — apetyt, łakomstwo, chęć uciech. [przypis edytorski]

    [19]

    Kipryda — Afrodyta. [przypis edytorski]

    [20]

    Aktajon a. Akteon (mit. gr.) — myśliwy, który przypadkiem zobaczył Artemidę w kąpieli, za co bogini zamieniła go w jelenia; zginął rozszarpany przez własne psy. [przypis edytorski]

    [21]

    tłumić się — tu: zwoływać tłumne zgromadzenia. [przypis edytorski]

    [22]

    nicpotem (daw.) — nic nie wart. [przypis edytorski]

    [23]

    podwika (starop.) — dziewczyna; kobieta. [przypis edytorski]

    [24]

    Kadmosa, który rzucił w ziemię / na mężów siew — aluzja do pochodzenia Echiona, ojca Penteusza. Echion wyrósł z ziemi z zasianych przez Kadmosa smoczych zębów. [przypis edytorski]

    [25]

    Kipryda — Afrodyta. [przypis edytorski]

    [26]

    dźwierze (daw.) — drzwi, brama. [przypis edytorski]

    [27]

    Fojbos — Apollo. [przypis edytorski]

    [28]

    zakon (daw.) — prawo; nakazy moralne. [przypis edytorski]

    [29]

    Aktajon a. Akteon (mit. gr.) — myśliwy, który przypadkiem zobaczył Artemidę w kąpieli, za co bogini zamieniła go w jelenia; zginął rozszarpany przez własne psy. [przypis edytorski]

    [30]

    Artemis a. Artemida (mit. gr.) — bogini łowów, siostra Apollina; odpowiednik Diany w mit. rzym. [przypis edytorski]

    [31]

    czelnie (daw.) — bezczelnie, zuchwale. [przypis edytorski]

    [32]

    Bodajby dom twój, Kadmie, nie doznał strapienia / Przez tego utrapieńca — imię Pentheus łączy się z gr. penthos: cierpienie, smutek. [przypis edytorski]

    [33]

    snać (daw.) — przecież, prawdopodobnie; tu: jakby, niemal. [przypis edytorski]

    [34]

    niebiosów — dziś popr. forma D. lm: niebios. [przypis edytorski]

    [35]

    wesołem — daw. forma, pozostawiona ze względu na rym; dziś popr. forma Msc. lp.: wesołym. [przypis edytorski]

    [36]

    o tem — dziś popr.: o tym. [przypis edytorski]

    [37]

    furdyga (daw.) — więzienie. [przypis edytorski]

    [38]

    w chłodnej cieni — dziś popr.: w chłodnym cieniu. [przypis edytorski]

    [39]

    Lidia — w starożytności kraina na terenach dzisiejszej zach. Turcji. [przypis edytorski]

    [40]

    latorośl Zeusza — syn Zeusa. [przypis edytorski]

    [41]

    czyli (daw.) — czy, czyż. [przypis edytorski]

    [42]

    ćwik (daw.) — zuch, spryciarz (także: istota niedojrzała lub nieokreślona pod względem płci). [przypis edytorski]

    [43]

    frant (daw.) — człowiek z pozoru sympatyczny, ale przesadnie sprytny, podstępny (także: komediant, błazen). [przypis edytorski]

    [44]

    nasamprzód (daw.) — najpierw. [przypis edytorski]

    [45]

    li (daw.) — tylko. [przypis edytorski]

    [46]

    szyd (daw.) — szydzenie, wyśmiewanie. [przypis edytorski]

    [47]

    zwolić (daw.) — wyzwolić, uchronić. [przypis edytorski]

    [48]

    żenie (daw.) — wygania. [przypis edytorski]

    [49]

    Bromios (gr.) — szumny bóg: przydomek Dionizosa. [przypis edytorski]

    [50]

    ze siejby zrodzon smoczej Król Pentheus — aluzja do pochodzenia Echiona, ojca Penteusza. Echion wyrósł z ziemi z zasianych przez Kadmosa smoczych zębów. [przypis edytorski]

    [51]

    zbawić — tu: pozbawić. [przypis edytorski]

    [52]

    Aksios a. Wardar — rzeka płynąca przez Macedonię i wpadająca do Morza Egejskiego w pobliżu Salonik. [przypis edytorski]

    [53]

    Lydias — rzeka w płn. Grecji. [przypis edytorski]

    [54]

    zali (daw.) — czy, czyż. [przypis edytorski]

    [55]

    płony a. płonny (daw.) — jałowy, bezcelowy. [przypis edytorski]

    [56]

    azalim ci nie mówił — czyż ci nie mówiłem. [przypis edytorski]

    [57]

    Którego między sobą w tym tu grodzie mamy? — wstawka tłumacza. [przypis edytorski]

    [58]

    mądralaś — jesteś mądrala. [przypis edytorski]

    [59]

    We wierchym właśnie wchodził (daw., gw.) — wchodziłem właśnie pomiędzy wierchy (szczyty górskie). [przypis edytorski]

    [60]

    jarzęcy (daw.) — tu: lśniący, jasny. [przypis edytorski]

    [61]

    niby wrogi — jak wrogowie. [przypis edytorski]

    [62]

    luty — okrutny, srogi. [przypis edytorski]

    [63]

    mówięć — mówię ci. [przypis edytorski]

    [64]

    zali (daw.) — czy. [przypis edytorski]

    [65]

    oścień — ostrze; włócznia lub trójząb; tu: tyrsos. [przypis edytorski]

    [66]

    kobietyć — kobiety ci. [przypis edytorski]

    [67]

    smrek (gw.) — świerk. [przypis edytorski]

    [68]

    przeciągnęć — przeciągnę ci. [przypis edytorski]

    [69]

    zwierciadły — dziś popr.: zwierciadłami. [przypis edytorski]

    [70]

    wierszyk — tu: wzniesienie, wierzchołek pagórka. [przypis edytorski]

    [71]

    wraży — wrogi. [przypis edytorski]

    [72]

    z menady — dziś popr. forma N. lm: z menadami. [przypis edytorski]

    [73]

    smoczy płód — aluzja do pochodzenia Echiona, ojca Penteusza. Echion wyrósł z ziemi z zasianych przez Kadmosa smoczych zębów. [przypis edytorski]

    [74]

    Kadmosa ród — córki Kadmosa, siostry Agawe: Autonoe i Ino. [przypis edytorski]

    [75]

    oczy swemi — dziś popr.: swymi oczami. [przypis edytorski]

    [76]

    k'nam a. ku nam (daw.) — do nas, w naszym kierunku. [przypis edytorski]

    [77]

    Aktajon a. Akteon (mit. gr.) — myśliwy, który przypadkiem zobaczył Artemidę w kąpieli, za co bogini zamieniła go w jelenia; zginął rozszarpany przez własne psy. [przypis edytorski]

    [78]

    szumny bóg — Dionizos. [przypis edytorski]

    [79]

    [Porozrzucane. Leśny skrywał je manowiec.] — wers dopisany przez tłumacza. W oryginale brakuje tu fragmentu tekstu. [przypis edytorski]

    [80]

    Ażeby żyć tu dalej (…) na całe życie! — fragment uzupełniony przez tłumacza. [przypis edytorski]

    [81]

    przecz (daw.) — po co; dlaczego. [przypis edytorski]

    [82]

    Arystajowe rozłogi — Arkadia. [przypis edytorski]

    Close
    Please wait...