Wolne Lektury potrzebują pomocy...


Potrzebujemy Twojej pomocy!

Na stałe wspiera nas 381 czytelników i czytelniczek.

Niestety, minimalną stabilność działania uzyskamy dopiero przy 1000 regularnych darczyńców. Dorzucisz się?

Tak, dorzucę się do Wolnych Lektur!
Tym razem nie pomogę, przechodzę prosto do biblioteki
Oferta dla Przyjaciół

Przyjaciele Wolnych Lektur otrzymują dostęp do specjalnych publikacji wcześniej niż inni. Zadeklaruj stałą wpłatę i dołącz do Towarzystwa Przyjaciół Wolnych Lektur. Kliknij, by przejść do strony płatności!

x
  1. Artysta: 1 2 3
  2. Błoto: 1
  3. Bogini: 1
  4. Bohater: 1
  5. Bóg: 1 2 3 4
  6. Brud: 1
  7. Chciwość: 1
  8. Chłop: 1 2 3
  9. Chrystus: 1 2
  10. Ciemność: 1
  11. Cierpienie: 1 2
  12. Czyn: 1 2 3 4 5 6
  13. Droga: 1
  14. Dusza: 1
  15. Dziedzictwo: 1
  16. Filozof: 1
  17. Gra: 1
  18. Grób: 1 2 3
  19. Grzech: 1
  20. Gwiazda: 1
  21. Handel: 1
  22. Historia: 1 2 3 4 5
  23. Idealista: 1 2
  24. Imię: 1
  25. Kobieta: 1 2 3
  26. Kondycja ludzka: 1
  27. Konflikt: 1 2
  28. Korzyść: 1
  29. Krew: 1 2 3
  30. Krzywda: 1
  31. Lud: 1 2 3
  32. Łzy: 1
  33. Melancholia: 1
  34. Mężczyzna: 1 2
  35. Miłość: 1
  36. Mizoginia: 1
  37. Nacjonalizm: 1 2 3
  38. Naród: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16
  39. Nienawiść: 1
  40. Nieśmiertelność: 1 2
  41. Niewola: 1 2 3
  42. Noc: 1 2
  43. Obłok: 1
  44. Obraz świata: 1
  45. Ofiara: 1
  46. Ogień: 1 2 3 4
  47. Ojciec: 1
  48. Ojczyzna: 1
  49. Oko: 1
  50. Pan: 1
  51. Państwo: 1 2 3 4
  52. Piękno: 1
  53. Poezja: 1 2 3 4
  54. Polak: 1 2 3 4 5
  55. Polska: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18
  56. Powstaniec: 1
  57. Pozycja społeczna: 1
  58. Prawda: 1
  59. Prometeusz: 1 2
  60. Przemiana: 1
  61. Przemoc: 1
  62. Przywódca: 1 2 3 4 5
  63. Pycha: 1 2
  64. Robotnik: 1 2
  65. Rozum: 1
  66. Samobójstwo: 1
  67. Samolubstwo: 1
  68. Samotnik: 1 2 3 4 5
  69. Samotność: 1
  70. Siła: 1 2 3 4 5
  71. Sława: 1
  72. Słowo: 1 2 3 4 5
  73. Strój: 1 2
  74. Stworzenie: 1
  75. Syn: 1
  76. Szlachcic: 1 2 3 4 5 6
  77. Sztuka: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11
  78. Śmierć: 1 2 3 4
  79. Świątynia: 1
  80. Tajemnica: 1
  81. Teatr: 1 2 3 4 5 6
  82. Walka: 1
  83. Wąż: 1
  84. Więzienie: 1
  85. Władza: 1
  86. Wolność: 1 2 3 4 5 6
  87. Wzrok: 1
  88. Zemsta: 1 2 3
  89. Złodziej: 1
  90. Zmartwychwstanie: 1 2
  91. Zwycięstwo: 1

1. Uwspółcześnieniono:

Fleksję, np. czem -> czym; czyjem -> czyim; swojem (…) spojrzeniem -> swoim (…) spojrzeniem; wyprężonemi ramiony -> wyprężonymi ramiony (z przypisem do formy fleksyjnej); każdem sercu -> każdym sercu.

Pisownię łączną/rozdzielną, np. w okół -> wokół; zdawna -> z dawna; niema -> nie ma; niewiem -> nie wiem; niepatrzmy -> nie patrzmy; trzebaby -> trzeba by; z po za -> spoza; skąd-że -> skądże; kto-żeś jest -> kto żeś jest; pół-panki -> półpanki; Strójcie-mi strójcie -> Strójcie mi, strójcie.

Pisownię joty, np. pasyi -> pasji; dekoracye -> dekoracje; tragedyę -> tragedię; inspicyenta -> inspicjenta.

Udźwięcznienia/ubezdźwięcznienia, np. wprządz -> wprząc; z po za -> spoza.

2. Inne zmiany w zakresie ortografii: najpiersi -> najpierwsi; śpiżowe -> spiżowe; nareście -> nareszcie; sześdziesiątym -> sześćdziesiątym; miłośnem -> miłosnym; imie -> imię; kolenda -> kolęda; zcześnie -> scześnie; władzco -> władco; decha, wdecha -> dycha, wdycha; zseła -> zsyła; rozewrzej -> rozewrzyj; hussaria -> husaria; akcessoria -> akcesoria.

3. Poprawiono błędy źródła: rozwietliła ->rozświetliła; Premeteusza -> Prometeusza; Kwetye -> Kwestie; czarny chusty -> czarne chusty; Nienawiść niosą palącą -> Nienawiść niosę (…).

Stanisław WyspiańskiWyzwolenieDramat w trzech aktach

Rzecz napisana w roku 1902. Dzieje się na scenie teatru krakowskiego.

Gdzieś przed siódmą wieczorem,
Kościół kończył nieszporem[1],
bram teatru ledwo uchylono:

DEKORACJA

Wielka scena otworem,
przestrzeń wokół ogromna;
jeszcze gazu i ramp nie świecono.
Kto ci ludzie pod ścianą?
Cóż tu czynić im dano?
Czy to rzesza biedaków bezdomna?
Głowy wsparli strudzone,
cóż ich twarze zmarszczone?
Przecież pracę ich dzienną płacono.
Scena wielka otwarta:
Kościół Boga czy Czarta,
czym się stanie ta sztuki gontyna[2]?
Choć kurtyny zaklęte,
widowisko zaczęte:
oto wszedł ktoś, — puściła go warta.
wszedł Konrad
Weszedł[3], — uszedł baczności. —
Czy raz pierwszy tu gości,
bo się dziwno rozgląda i bada.
Ci, co siedzą pod ścianą,
gdzie kulisy składano,
nasłuchują; on rozpowiada.
Słów słuchają zdziwieni,
czyli[4] duchem pojęni[5],
skąd to idą te myśli Konrada?
Czarny płaszcz go okrywa,
ręce wiążą ogniwa,
na rękach ma kajdany.
To powolny, to rzutny,
to zapalny, to smutny,
w mowę własną dziwnie zasłuchany:

KONRAD

Idę z daleka, nie wiem z raju czyli[6] z piekła.
Błyskawic gradem
drży ziemia, z której pochodzę,
we krwi brodzę,
nazywam się Konradem.
Rozpacz za mną się wlekła
głową wężów, okropnym widziadłem,
wyjąc: ZEMSTA.
GwiazdaByłem gwiazdą,
gwiazdą stałą, niebios niewolnicą.
Tam hen, ujęty łańcuchem,
z wyprężonymi ramiony[7],
uwięzgłem[8] duchem,
gdzie gwiazd iskrzące skorpiony
świecą
w przestrzeni wieczystych głusz,
gdzie gniazda bogów i dusz —
i spadłem.
Tę ziemię ukochałem
szałem
i w żądzy palącej posiadłem
ciałem! —
Jestem w każdym człowieku, żyję w każdym sercu.
Po kwietnym łąk kobiercu,
po skalnych paściach[9], krzesanicach[10]
jestem niesion skrzydłami
z płomieniem w licach.
Ogień, płomienie w piersi! —
Przyszedłem, — wy najpierwsi —
wyciąga ręce ku tym, co siedzą w uboczach i mrocznych zakątach sceny
Przyszedłem — — — cyt — — przychodzę
Myśli zmąciłem w drodze…

CHÓR

Czego żądasz?

KONRAD

Służby jedynej godziny.

CHÓR

Czego żądasz?

KONRAD

Przychodzę wprząc was do dzieła.

CHÓR

Czego żądasz —?

KONRAD

Na was myśl moja spoczęła.
jakby przypomnieć chciał rzecz, z dawna już jemu znaną
Tam, kędyś trzeba dojść i wniść[11]
a mocą rozprzeć wrota, — —
nie patrzeć pozad[12]
Nim zwiędnie kwiatu świeży liść,
zanim ptacy[13] zaświergocą swój świt
nad śmiertelną mogiłą,
nim pojmie[14] ich martwota
i wznieść pochodnię ponad! —
Robotnik, Siła, CzynTam kędyś trzeba dojść i wniść
siłą!!
patrzy się po otaczających go robotnikach
Siła to wy.

CHÓR

Czego żądasz?

KONRAD

Poznałem w was siłę.

CHÓR

Czego żądasz —?

KONRAD

Wiem[15]: kościół, zamek, mogiłę.
Te postawię i zburzę.
zrywając ręce w silnym ruchu, poszarpnął kajdan
Zejmijcie[16] mi kajdany.

CHÓR

U rąk je dźwigasz, u nóg;
drogą ty spracowany.

KONRAD

Przeszedłem ciemnie dróg. —
Zejmijcie z prawej ręki.

CHÓR

Znaki więzień i męki.

KONRAD

Zejmijcie z rąk i stóp.

CHÓR

Krwią ubroczone[17] stopy.

KONRAD

Przeszedłem ognie prób;
czoło poorał cierń.

CHÓR

KONRAD

Kto wy jesteście —?

CHÓR

Chłopy.

KONRAD

Kto wy jesteście —?

CHÓR

Czerń[18].

ROBOTNIK

1

Śród parcia ludu onego na ostrza bagnetów, padła mi u stóp siostra moja, a krew chlusnęła na moją pierś, — chlusnęła ku oczom. Nic już nie widziałem dalej, jeno krew i krew siostrzaną.

KONRAD

2

Synu zemsty, — dzieła dokonam z wami i na czyn twój patrzeć będę. Tu będą się bawić, a wy będziecie patrzeć, aż przyjdzie godzina zemsty.

ROBOTNIK

3

Czekamy takiej godziny.

KONRAD

4

Oto usiądźcie tam w kątach i uboczach, aż zawezwę was, abyście wystąpili z czynem.

ROBOTNIK

5

Co rozkażesz —?

KONRAD

6

Będziecie czynić, co czynicie co wieczór w tym oto gmachu.

ROBOTNIK

7

I zwykłą dostaniemy zapłatę.

KONRAD

8

I zwykłą dostaniecie zapłatę.

ROBOTNIK

9

Dalej nic nie myślę.

KONRAD

10

Będziecie budować i burzyć.

ROBOTNIK

11

Tak upływa nam życie nasze. Synowie nasi zburzą, co my budujemy. Burzymy, co zbudowali ojcowie nasi.

KONRAD

12

Będziecie budować i burzyć w milczeniu i cokolwiek byście obaczyli, ktobykolwiek był na waszej drodze, przystąpcie nieubłagalni[19] i podporę wyrwiecie, o którą wsparty i bel weźmiecie, którym się ogrodzą i otoczą, — i rzućcie precz, jako odrzuca się i odciska rumowisko, śmieć i łachy a rupiecie stargane. I ani pojrzycie, co czynić wam przyjdzie.

ROBOTNIK

13

Tacy jesteśmy.

KONRAD

14

Takich was widzę i tacy będziecie.

ROBOTNIK

15

Ujrzysz nas.

KONRAD

16

Noc, CiemnośćA teraz idźcie wypoczywać i czekajcie znaku:

ROBOTNIK

17

Kto nam da znak?

KONRAD

18

— — Zapadnie jakoby smuga mroku i cieniem przesłoni wszystko, co przed waszymi oczami.

ROBOTNIK

19

Oczy nasze nawykły do mroku.

INNY ROBOTNIK

20

Mrok mnie miły i łagodny.

ROBOTNIK

21

Noc upragniona i jedyna.

KONRAD

22

Po czynach waszych przyjdzie NOC.

CHÓR

23

Noc upragniona i jedyna.

KONRAD

24

Odejdźcie.

Oddalają się. Wchodzi Reżyser.

REŻYSER

A! witam pana, witam, witam!
Ho, czasów tyle, kopę lat!
Mamy tu scenę, — właśnie czytam
o Romantyzmie, — przerósł świat.
Romantyzm sobie buja, wodzi,
coraz to wyżej, nie dba nic
a światek coraz niżej schodzi.
Cóż tam? Jest jaka sztuka?

KONRAD

Nic.

REŻYSER

Polska, Polak, FilozofNic!? A my mamy wielką scenę:
dwadzieścia kroków wszerz i wzdłuż.
Przecież to miejsce dość obszerne,
by w nim myśl polską zamknąć już,
by się te iskry ducho-żerne,
co u rozstajnych siedzą dróg,
zeszły tu wszystkie za nasz próg
w światło kinkietów, — zacząć ruch.
Talenta bowiem są niezmierne,
lecz trzeba, by w mnie wstąpił duch.
To są syntezy pierwsze rzuty,
lecz wymagają dysputy.
Usuwa się z pierwszego planu. Wchodzi Muza.

KONRAD

O tajemnicza, piękna, którą
uwielbiam, pozwól,
że nazwę cię: »Literaturą«.
Kimkolwiek jesteś, Muzo boska,
cóż chmurzy czoło twoje?

MUZA

25

Troska.

KONRAD

26

Grasz —?

MUZA

Będę dzisiaj w grze cudowną,
bo będę w grze kapryśną.

KONRAD

Nawet kaprysy są rutyną
u ciebie, — boska. — Wiedziesz chór
wybranek?

MUZA

Wieniec cór.
We złotej konsze tu nadpłyną.
Są eteryczne.

KONRAD

Polki?!

MUZA

Słyną!

KONRAD

Ta pierwsza?

MUZA

To harfiarka Lila,
z rodu Wenedów.

KONRAD

Zmartwychwstała.

MUZA

W tym deszczu włosów, w rąk rzuceniu,
w przegięciu, smętku, zaniedbaniu,
w arfy miłosnym kołysaniu:
Lila żebraczka.

KONRAD

A ta druga?

MUZA

To najmłodsza córa Popiela:
Zosia, co wszędy kogoś ściga
i goni zamyślona.

KONRAD

To fryga
narodowa. — A tamte?

MUZA

Dziewki od pługa.
Postacie, o których mowa, właśnie płyną w głębi we złotej konsze na kółkach i wysiadają na scenę.
Ja w teatrzykach amatorskich
grywam markizy i hrabianki;
za guwernantkę mnie półpanki
biorą do swoich dworów;
jestem gwiazdą doktorów
przewodnią; Teatr, Czyn, Wolność, Słowo— tyś bohater, słuchaj,
tyś powinien był tu przyjść z pochodnią, —
jak ja z gałązką wawrzynu.
ImięA jakież sobie miano przybrałeś?

KONRAD

Wziąłem to Imię — zgadniesz z czynu:
Czym będę, zgadniesz czym jestem;
chcę działać.

MUZA

Wiem, rozumiem: gestem.

KONRAD

Czynem!

MUZA

Gestem!
Czegóż to chcesz?

KONRAD

Wyzwolin.

MUZA

Z czego? — Czy chcesz ducha
wyzwolić, — alboż duch ma pęta;
czy myśl, — myśl tak daleko biega
wolna: — czy sercu co dolega —?
Wyznaj, — ułożę rzecz na sceny,
i MELANKOLIĘ zagram sama:
ja, jako rola, wielka dama…
a cały teatr mnie posłucha.

KONRAD

Kochanka moja zwie się: wola!

MUZA

Wola?! Być może. — Jakież dane?
By zacząć sztukę, stworzyć dzieło,
potrzeba męki, trudu, pasji,
bólu, skarg, żalu, smętku, lęku,
grozy, litości.

KONRAD

Teatr stary.

MUZA

Silne ma podstawy budowy.
Chcesz tworzyć…?

KONRAD

Tworzę.

MUZA

Teatr?!

KONRAD

Nowy.

MUZA

Inny?

KONRAD

Zobaczysz. — Patrz i uważ.

MUZA

Wiem, zamiast pełnym latać lotem,
nieledwie jako dziecko fruwasz;
dopiero ja dać władzę mogę,
dopiero ja cię wyprowadzę
w świat…

KONRAD

Idę, by walić młotem!

MUZA

Czy tu potrzebna nowa forma,
czy konieczna?
Pewno jaka sprawa odwieczna; —
by zeszła tylko Duze czy Sorma
i kurtynę wznieść można.
Sarah czy Modrzejewska…
Oto jak myślę, sztukę,
tragedię wprowadza artystka.
W grze jej i w każdym geście
tu będzie czaru lubystka,
że wszyscy, jak tu jesteście,
pod jej urokiem w błędzie,
w złudzeniu…

KONRAD

Że wszystko więc polega na…

MUZA

Wypowiedzeniu.

KONRAD

Teatr, NaródMUZO, chcę naród przedstawić.

MUZA

A, to musi odbywać się tak,
by naród mógł się bawić:
Trzeba dekoracje ustawić,
pamiętać o każdym sprzęcie,
umieścić w budce suflera,
jeśli kto tekstu nie spamięta, —
za kulisami reżysera
i inspicjenta
i dać im skrócony szemat[20].
A gdy już wszystko gotowe,
rozkazać grać na rozpoczęcie
poloneza, jeśli polski temat,
i rzucić, jako pierwszą kartę,
wielkie Słowo.

KONRAD

Chcesz, by wszystko było za umową.

MUZA

Polska, Teatr, Strój, SłowoTekst dowolny, komedia del'arte.

KONRAD

Strójcie mi, strójcie narodową scenę,
niechajże ujrzę, jak dusza wam płonie;
niechaj zobaczę dziś bogactwo całe
i ogień rzucę ten, co pali w łonie
i waszą zwołam Sławę!
Teatr, świątynia sztuki, — o duszo przybywaj!
Hej! Tu stawcie kolumny te, tutaj posągi.
Dalej, przynieście ścianę, — ty mi śpiewaj
hymnus tryumfu, a ty pieśń żałoby.
Dalej! Ustawić bohaterów groby,
pomniki: Boratyński-rycerz, rycerz-Kmita!
Umocujcie je silnie, poprzystawiać drągi,
przyśrubować, — ha Sołtyk, — a tutaj część sali,
jakby sala sejmowa — stół do kart, gra w kości,
Stroić, prędzej się stroić; dom stawiam piękności!
Ledwo powiedział co, a już się stało:
Już dekorację znoszą całą;
już ustawiają, piętrzą, ładzą.
Aktorzy rzeszą się gromadzą,
kostiumy na się nawdziewają
te, w których potem role grają.
Teatr narodu, sztuka, polska sztuka!
Chcemy go stroić, chcemy go malować,
chcemy w teatrze tym Polskę budować!
Żupany bierzcie, delije, kontusze;
znoście mi lite pasy, krzywce, karabele,
chłopskie gunie, sukmany, trzosy. Tłum w kościele!
Niech w oczy biją kolory jaskrawe,
niechaj rażą jak słońce. — Wstąg, wstążek, okrasy!
Niechaj ich ujrzę razem, jakby w złote czasy.
Razem, razem wy wszyscy, magnat, chłop i miasto.
Siermiężni wy przystańcie około Pasyjki.
Dalej wy, wy husaria, — wy z hrabią Henrykiem
na czele, niedobitki — Sztandar ten z Maryjką.
Szaraczki, wy artyści, fantazjusze, mnichy.
Wy wszyscy! — Strójcie, strójcie się w ornaty,
w ornamenta, złotogłów, we świąteczne szaty
i zacznijcie bój myśli i szermierkę słowa —
a ty im Muzo podaj ton.

MUZA

Ja już gotowa.

KONRAD

Oto ich widzę! Stoją około mnie żywi:
ci, kunsztem sztuki pozwani do życia.
Grajcie — a z pełnej duszy. Dobądźcie z ukrycia,
co w was tajne, nie kryjcie. — A ty bądź przewodnia.

REŻYSER

Hej światła!!

MUZA

A w czyim ręku pochodnia?!

KONRAD

Polska współczesna!

MUZA

Tłumaczysz się jasno.

REŻYSER

Światła niech błysną szerzej!

KONRAD

PolskaTu mnie ciasno.

REŻYSER

Szerzej, wy razem, — rozstąpić się! Pozy!
Przybierzcie pozy:
litość, zmęczenie, gorycz, moment grozy.

MUZA

Polskę współczesną twórzcie.

REŻYSER

Sercem szczerem.
Tak, jak ją widzim współcześnie dokoła.

KONRAD

Zarwijcie waszych serc — —

MUZA

Będzie bohaterem:
kto wejdzie z wieńcem u czoła!
„Tam-tam” nazywa się narzędzie
w orkiestrze, które dzwon udaje.
Jak mówią teatralne zwyczaje,
używa się mniej więcej wszędzie,
gdzie się do sztuki dzwon dodaje.
A więc w Kościuszce do przysięgi,
z dna wód w Zaczarowanym kole;
raz się z nim w górne idzie sprzęgi,
raz się znów staje z nim na dole.
Jest „tam-tam” rzeczą właśnie taką,
że zawsze się w nią tłucze jednako.
Wrażenie, jakie wywołuje,
jest tym, co w sobie kto poczuje.
„Tam-tam” jest w stanie dzwon Zygmuntów[21]
z przedziwną oddać dokładnością,
waży zaś ledwo kilka funtów
i każdy dźwignie go z łatwością,
co uprzystępnia szerszej masie
w teatrze drżeć przy tym hałasie,
imitującym nastrój dzwonu
z przedziwną subtelnością tonu.
O Zygmuncie! słyszałem ciebie
i natychmiast poznam, gdy usłyszę.
Niech ino się twój głos zakolebie
i przenikliwy wżre się w ciszę,
w ciszę półgwarną, półszemrzącą,
niech ino wpadną pierwsze tony,
tą melodyją dźwięku rwącą,
już wiem: żeś Ty jest w ruch puszczony,
że wołasz, wołasz: PÓJDŹCIE ZE MNĄ,
i wołasz wiek już nadaremno.
Oni się, co najwyżej, zasłuchają
i oczy mgłą im łez napłyną.
A gdy ty wołasz: WZNIJDŹ POTĘGO,
wrażenia u nich pierwsze miną.
A gdy ty wołasz: DZIEJÓW KSIĘGO,
ROZEWRZYJ KARTY NAD NARODEM.
NARODZIE, WRÓŻĘ, ZMARTWYCHWSTANIESZ,
choć stoją jeszcze, choć czekają,
czekają: kiedy brzmieć przestaniesz
i ton ostatni twój zawarczy…
Gdy więc za tobą pójść niegodni,
a częstych wrażeń tęsknią głodni,
na ten użytek „tam-tam” starczy.
Wie o tym dobrze i pamięta
REŻYSER (sztukę dziś prowadzi),
więc Konradowi „tam-tam” radzi:

REŻYSER

A gdy się ozwie „tam-tam”: dzwon,
ty wejdź.

MUZA

I bierz najwyższy ton!

KONRAD

I nawet się nie spytasz, jaka słów będzie treść?

MUZA

Chcę akcji, działaj, dajęć pole.
Zagraj, jak zechcesz, twoją rolę,
a możesz ich, gdzie zechcesz, wieść!

KONRAD

A tamci?

MUZA

Tamci będą grać
za siebie też, — jak kogo stać.
Konrad schodzi ze sceny, która zapełnia się tłumem aktorów i statystów.

REŻYSER

Role rozdane! — kto zaczyna?
Na miejsca! — Wznosi się kurtyna! —
To rzekł i klasnął tu trzy razy.
Rampa się nagle rozświetliła;
podnosi się zasłona z gazy,
która dotychczas wszystko kryła.
Gdy się już uporano z gazą,
Muza, której grę rozpocząć wypada,
suknię poprawia i układa,
wreszcie rozpoczyna z emfazą:

MUZA

Niebianką zstąpiłam do tych bram
i Sztukę, której tajnie[22] znam,
przed wami głoszę!
Serca w górę! Do góry głowy! Dumne czoła!

REŻYSER

Czego pani tak woła?

MUZA

W purpurę i złotogłów przyodziani:
oto moi męże wybrani,
a tamci w zgrzebnej koszuli,
a tamci w wiecznej żałobie…

REŻYSER

Daj spokój garderobie.

MUZA

Pieśń moja wybieży przede mną
na wasze spotkanie.
O Pieśni, czyli[23] ty nie będziesz daremną?
O Pieśni, co się z tobą stanie?
Będzieszli[24] ulgą siostrze, bratu?

REŻYSER

Widocznie brak ci tematu.

MUZA

Przestworza! Hej, wy gromolice,
co nosicie w płachtach błyskawice,
wy, o których słyszałam w baśni,
przydajcie siły słowom moim!

REŻYSER

do Maszynisty, któremu daje za kulisy znak
…Trzaśnij!
— — — — — — — — —
Daje się słyszeć jakoby dalekie uderzenie piorunu, — przesypano bowiem kilka ołowianych kul przez blaszaną rynnę, ukrytą w kulisach. Po czym słychać przeciągłe huczenie i dudnienie gromu, coraz zanikającego w oddali, — bo oto bardzo wprawnie bito w bęben, głuche uderzenia wydający, a wysoko na górnym pomoście sceny ukryty.

MUZA

Ktokolwiek żyjesz w polskiej ziemi
I smucisz się, i czoło kryjesz,
z rękoma w krzyż załamanemi,
biadasz, — przybywaj tu, — odżyjesz!
W Przestrzeń rzucimy wielkie słowa,
tragiczną je ubierzem maską.
Ktokolwiek wiesz, co znaczy polska mowa,
przybywaj tu, — odżyjesz Słowa łaską.
Wyzwolin doczekacie się dnia,
przybywamy tu z zapowiedzią, —
tragiczną będzie nasza gra,
wyrzutem będzie i spowiedzią.
Uderzymy górne, wysokie tony,
jak z wieżyc bijące dzwony.
Przybywamy tu z zapowiedzią.
Tragiczną będzie nasza gra:
skarżeniem, chłostą i spowiedzią.
Wolność, SiłaWyzwolin ten doczeka się dnia,
Kto własną wolą wyzwolony!!

SCENA 1

Tu rozpoczyna szereg mów
polonez, grany dźwiękiem słów:

KARMAZYN

Sto lat już jęczym, w więzach lwy.
Cóż aspan[25] na to?

HOŁYSZ[26]

Świat z nas drwi.

KARMAZYN

Myśleć o lepszej trudno doli.

HOŁYSZ

Trzeba by za krew łaknąć krwi.

KARMAZYN

Na synów patrzeć serce boli.

HOŁYSZ

Na wnuki patrzeć: hańba, tfy!

KARMAZYN

Cóż acan[27] myśli?

HOŁYSZ

Nawykły jarzmo dźwigać łby.

KARMAZYN

Kiedyż ten przyjdzie, kto wyzwoli?

HOŁYSZ

Nie przyjdzie, to są złudne sny.
To w przewidzenie wiara, w gusła.

KARMAZYN

Więc cóż zostało?

HOŁYSZ

Kajdan stos,
trucizna, brzytwa i powrósła,
jeśli wam obrzydł, bracie, los.

KARMAZYN

Aleć strój na mnie dobrze leży?

HOŁYSZ

Wybornie! Szlachtę po was znać.

KARMAZYN

Gdy mnie kto ujrzy, to uwierzy,
żem z tych, co królom byli brać.

HOŁYSZ

Żeście karmazyn widać z miny.

KARMAZYN

Żeście mnie równy, głoszę sam.

HOŁYSZ

Równego herbu i rodziny? —
Za łaskę dzięki wam.

KARMAZYN

Dajcie mi gęby, dajcie pyska,
niechaj swojego swój uściska.
O jutro co mi tam!

HOŁYSZ

Niechaj swojego swój uściska;
o jutro co mi tam.

KARMAZYN

Jakoś przepadło moje mienie.

HOŁYSZ

Na mej chudobie cięży dług.

KARMAZYN

Ale choć czyste mam sumienie
i miód niełatwie[28] zwali z nóg.

HOŁYSZ

Srebra rodowe mam w zastawie,
na skrypt pozwano mnie przed sąd.
Bóg wie, że jeszcze służę Sprawie.
Jakoś się wżdy[29] naprawi błąd.

KARMAZYN

Po kniejach niosły het ogary
braci szlacheckiej głośny gwar.
Dziś nam daremno szukać pary.
Dzisiaj już nie ma dawnych wiar.

HOŁYSZ

Szlachcic, Chłop, KrzywdaBatogiem gnałeś chłopstwo w pole,
przez pierś im szedł twój złoty pług.
Dziś umiesz z pychą znieść niewolę.

KARMAZYN

Niewolę przeżyć da mi Bóg.

HOŁYSZ

Da Bóg doczekać dni tych kiedy,
wrócimy znów do dawnych wad.

KARMAZYN

Zapomnim jakoś naszej biedy.
Daj bracie gęby, bądź mi rad.

HOŁYSZ

Niechaj swojego swój uściska!
To jutro będzie, co ma być.

Szlachcic, PolskaKARMAZYN

Dajcie mi gęby, dajcie pyska,
dla Republiki trzeba żyć.

HOŁYSZ

Póki jesteśmy, Polska żyje,
Rzeczpospolita znaczy: my.

KARMAZYN

Z nami się pasie, z nami tyje;
że chudnie, to są głodnych sny.

HOŁYSZ

Choć miast karabel mamy kije,
odpędzim kijem głodne psy.

KARMAZYN

Daj bracie gęby, dajcie pyska!
Dla Republiki trzeba żyć.

HOŁYSZ

Niechaj swojego swój uściska.
To jutro będzie, co ma być.

KARMAZYN

Szlachcic, Gra, Lud, Chłop, Polska, PychaUsiądźmy tutaj przy tym stole, —
karty, — rozpocząć można grę.

HOŁYSZ

Gram jakoś-takoś moją rolę,
choć nie wiem, jak to skończy się.

KARMAZYN

Cóż to za gawiedź za krzesłami?
Za krzesłami, gdzie siedzi szlachta, stoi gromada chłopstwa.
Ostatek złota idzie w pult.
Kto szlachcic brat, niech siada z nami,
będziemy grać karabelami,
będziemy grać o lity pas,
Jedyny wielki ostał kult:
honor Poloniae[30] żyje w nas!

HOŁYSZ

Cóż to za gawiedź za krzesłami?
Widzisz, tam na brzeszczocie krew?

KARMAZYN

Co mi tam jutro, dzisiaj z wami!
Sięgnie mnie tylko Boży-Gniew.
Nie zadrży oko przed cepami.
Rzucajcie na stół złoty siew!
Będziemy grać karabelami.
Rozpędzim szablą głodne psy.
Niech stoi gawiedź za krzesłami.
Wiwat Polonia! Wiwat my!
Inna znów grupa na siebie uwagę zwraca, a w niej główną osobą: Prezes.

SCENA 2

PREZES

Twarz zsiadła zmarszczków linią wężą,
Zastygłych jest kraterów pawężą[31];
myśl każdą, słowo więzi długo,
nim swoją ją uczyni sługą
i wypowie z wiarą najgłębszą,
im płytszą będzie i tępszą.
27

Rękę połóżmy na naszym sercu i słuchajmy, jak nasze serce bije.

28

Powolni biegowi wydarzeń, które około nas idą, wznieśmy się ponad sąd porywczy i młodzieńczych dni naszych przypomnienie i z ręką na sercu w przyszłość patrzmy.

CHÓR

kiwa głowami

PREZES

29

W przyszłość patrzmy i aby synowie i wnuki, i prawnuki nasze, spokojni i powolni, na sercach kładli ręce i w przyszłość patrzyli coraz dalszą.

CHÓR

kiwa głowami

PREZES

30

Umierać będziemy, jakośmy wzrośli cisi; zaś okrutną duszy naszej nędzę niech pierś nasza okryje tajemnicą i nieszczęście nasze tajemnicą zejdzie z nami w grób.

31

Przysięgamy wieczystą tajemnicę.

CHÓR

wznosi ręce do przysięgi

PREZES

32

A teraz pogodni zasiądźmy do wspólnego stołu i pamiętajmy jedno: nie wymawiać nigdy słowa: Polska.

CHÓR

kiwa głowami
Inna znów grupa na siebie uwagę zwraca, a w niej główną osobą: Przodownik.

SCENA 3

PRZODOWNIK

Palone buty, zapalny ruch,
palące krótkie słowo;
z pogardą patrzy w tamten tłum,
gdzie każdy kiwa tylko głową
i sądzi, że weń wstąpił duch,
gdy mówi jedno wciąż na nowo.
Jest młody, ogień w oczach znać:
całuje, ściska wciąż swą brać.
33

Podajmy sobie ręce braterskie i jedno ino wciąż wołajmy: Polska, Polska.

CHÓR

34

Polska, Polska!

PRZODOWNIK

35

Braterskie sobie podajmy ręce, abyśmy wiedzieli, że w węzeł spajamy się nierozdzielny, nierozerwalny, uświęcony tym słowem: Polska.

CHÓR

36

Polska, Polska!

PRZODOWNIK

37

Rozpacz rozumów naszych niech zabije i rozgoni ten jeden jedyny zgodny chór słowa:

CHÓR

Polska, Polska.

PRZODOWNIK

38

Niech każdy wie, że w piersi naszej i myśli naszej nie ma nic, co by się temu słowu oparło. Kto nam wydrzeć to słowo zechce, ten najdzie nasze piersi i myśl naszą pustkowiem a głuszą. Nie patrzmy poza nasz stół, nie patrzmy; jeno braterskie sprzęgnijmy ręce i krzyczmy, krzyczmy: Polska!

CHÓR

39

Polska, Polska!!

Inna znów grupa na siebie uwagę zwraca, a w niej główną osobą: Kaznodzieja.

SCENA 4

KAZNODZIEJA

Do góry bracia, do góry,
gdzie orzeł, ptak białopióry
roztoczy nad nasze głowy
osłonę skrzydeł.
Do góry bracia, do lotu,
do wyżyn, uniesień ducha,
pod gwiazdy, duchem wzwyż.
Patrzajcie, oto krzyż!
Bóg moich wywodów słucha.
Do góry, bracia, do góry.
Zapominajcie doli,
ściganej marą straszydeł.
Do góry, bracia, do góry,
gdzie orzeł ptak białopióry,
wolen[32] krat, więzów, sideł,
roztoczy na nasze głowy
osłonę szeroką skrzydeł.
Za chmury, bracia, do lotu,
do wyżyn, gdzie Bóg wszechwłady[33],
czoła podnieście i szpady
w przysiędze za Miłość wieczną,
za wierność niebieskiej nagrody,
którą weźmiecie z zagłady
zła i niewoli, i nędzy,
w ciał wielkim zniszczeniu i skrusze,
ratując dusze, dźwigając dusze,
do góry, bracia, do góry,
gdzie orzeł ptak białopióry
Polskę na skrzydłach ponosi.

CHÓR

Polskę Bóg przez ciebie głosi!

KAZNODZIEJA

Bóg Polskę we mnie głosi!!!

CHÓR

Do góry myślą, do góry,
gdzie orzeł ptak białopióry!
Inna znów grupa na siebie uwagę zwraca, a w niej główną osobą: Prymas.

SCENA 5

PRYMAS

O dumni, wy na kolana
przed jasnym obliczem Pana.
W proch, na kolana, w pył,
a duch wasz zyszcze[34] sił,
a duch wasz zyska moc.
O dumni, ukorzcie pychę
a jako są w was nędzne i liche,
grążone w noc, —
tak powstaną wywyższone,
świętością ciche:
olbrzymy, tytany z mogił,
we wieńcach nieśmiertelności,
pany niebieskich włości.
Padajcie na kolana,
by była wysłuchana
modlitwa ziemi tęskniąca;
żywot dopełniony, dowieczny.
Czoła w proch, w pył!!

CHÓR

Daj nam sił, daj nam sił
na żywot wieczny — —

PRYMAS

W proch czoła przed moją szatą.
Szata ta moja czerwona,
we krwi Centaurów pojona,
zwycięstwo znaczy kościoła,
gdy z zamku-kastelu Anioła
działa bojowe uderzą
i zabiją te, które nie wierzą.
Uznajcie we mnie książęcia,
sztandary przede mną pochylić.
Roma mi udziela zaklęcia
a Roma nie może się mylić.
W proch czoła, ROMA LOCUTA[35];
w mym słowie uznajcie Pana,
a sława i wielkość wasza,
męczeństwem w granitach kuta,
wiekom się wieczysta ogłasza,
żywotem świętych bogata.
W pokorę, w pokorę dumni!
Na kolana!

CHÓR

Na kolana!!

PRYMAS

Klęczący, wytrwajcie w postawie.
Dobądźcie szabel na poły.
Nad wami grobu sklepienie
zawarły święte kościoły.
Słuchajcie! ROMA LOCUTA,
wyrzekła to w waszej Sprawie:
Niech będą wyczekujący,
aż Śmierć je zgrabi, zaorze.
Zyskają zbawienie boże.
Niechaj w postawie wytrwają:
niech wierzą i niech czekają!
Poznaję krzywe szablice,
poznaję delije, żupany
i dumę na czele kwitnącą.
Na kolana Rycerze-Polacy,
ze schylonym stawajcie tu czołem
przed niebios złotym Aniołem,
z tymi szablami krzywymi
i schylonymi sztandary,
przysiężni[36] obrońce[37] wiary,
wieczyście postawą jednacy.
Gdzie Jozua[38], co słońce wstrzyma
nad wami, co pogotowiu,
ze wzniesionymi oczyma,
z pół dobytymi szablami?
Klęczący Rycerze-Polacy!
Nie będzież nigdy słuchana
modlitwa wasza, umarli?

CHÓR

O wielki, o sługo Pana,
choćby nas wiekiem przywarli.

PRYMAS

Na kolana!

CHÓR

Na kolana!
Inna znów grupa na siebie uwagę zwraca, a w niej główną osobą: Mówca.

SCENA 6

MÓWCA

Przez serce do serca droga.
Ogień, co tleje w iskierce,
rozniecę w łunę pożaru,
serdecznym porywem daru,
ust złotą, miodową wymową.
Przyjmijcie Słowo!
Kochajcie! Miłość: płomienie!
O Miłość, kwiecie różany!
Róż wieńce rzućcie kobiecie,
mnie wieniec cierniów wiązany.
Cierniami serce oplotę,
w słońcu je przyjmę za złote,
za więzy złote słoneczne,
miłośnie wiążące duszę.
Kochajcie! Zawiść przygłuszę,
przygłuszę zazdrość i złości
godłem jedynym Miłości.
Kochajcie! Ogień w iskierce!
Do serca droga przez serce!
Od głębi sceny, spoza filarów katedry, wchodzą Ojciec i Syn.

SCENA 7

OJCIEC

Troska o syna: jego maska.
Syn przed nim już niemłody.
I obaj idą w zawody,
że starość się w nich pośród waży:
u którego z nich więcej jej w twarzy.
Czy w tej młodości, co zlękniona,
w okrutnym jakimś marsie czoła;
czy w tej, która los zgadnąć chcąca,
czuje, że wstrzymać go nie zdoła.
40

Synu mój najmileńszy, nie poglądaj ku prawej stronie, ani ku lewej nie patrz. Źli oni, jedni jako drudzy; — i sercem chcę, byś wyrósł ponad onych, za moją idąc myślą i słowem.

SYN

41

Słyszę ojcze.

OJCIEC

42

Jeno przedsię idź i patrz przedsię, a we swej duszy się wpatruj widziadło, które pocznie się przed tobą z myśli mojej i ze słowa mojego.

SYN

43

Słyszę ojcze.

OJCIEC

44

Niechaj nie zatrzyma cię na drodze twej żadna ręka zbrodnicza, ani ręka skalana brudem i podłością, lecz przejdziesz wskroś podłych i nikczemnych ty jeden uświęcony, szlachetny, wierzący w prawdę myśli mojej i w prawdę słowa mojego.

SYN

45

Słyszę ojcze.

Tu na scenę wchodzi Harfiarka zatrzymująca się wśród różnych grup.
46

Widzę ją, oto idzie ku mnie i struny trąca:

SCENA 8

OJCIEC

47

W ręku jej harfa złota.

SYN

W włos jej wplątane węże.
Jej szata łachman lichy.

OJCIEC

Jej strun ze złotej arfy
głos czarodziejski i cichy.
Złociste stroją ją szarfy;
strój pychy. — Uciekaj synu:
ona z piekieł idąca.

SYN

Ojcze, łachmany ją kryją.
Jej struny się żalą i płaczą.
Sercem mnie k'sobie[39] czuli.
We zgrzebnej jest koszuli.

OJCIEC

Duszę tobie zatrują.
O synu, patrz przed się, synu.
Nie słuchaj, kto ciebie zwodzi
w rozstajne, w błędne drogi.
Poganki, błędnice, bogi.
Idź mężem, idź siłą młodzi
naprzód, wciąż dalej patrzący,
dalej i dalej, i dalej,
aż znikną nędzni i mali.
Nie słuchaj muzyk zwodnicy,
uciekaj, — za myślą moją, —
niech tobie będzie ostoją,
za myślą, za moją duszą,
niech klątwy ciebie przymuszą
za prawdą słowa mojego.
Ustrzegę, ustrzegęć złego.
Idziemy ku przeczystej krynicy,
kędy ja młodość odzyszczę[40],
ty w męża wzrośniesz z młodzieńca.

HARFIARKA

Przychodzę śpiewać na zgliszcze.
Przystanęła oto teraz tuż przed Ojcem i Synem.

OJCIEC

Hen, dalej, spieszaj do dzieła.
Nie słuchaj…

SYN

Serce mi wzięła.

HARFIARKA

Na tych strunach nanizanych
serce moje gram;
śmiej się do mych lic rumianych,
duszę twoją znam.
Dusza w tobie się żaliła,
spostrzegłam ją raz:
na rozstaju w źródle piła,
kędy ołtarz-głaz.
U ołtarzam służką była:
wróżyłam ci wiek.
Dusza twoja w źródle piła
zapomniany lek.
Hej, wy struny moje złote,
grajcie szumny gaj;
włosy moje w harfę splotę…
Harfo duszę graj.

SYN

Grasz mi mego serca nutę.

HARFIARKA

Duszę twoją gram.

OJCIEC

Synu, serce w niej zatrute.
Pójdź za mną…

SYN

Kocham ją.

OJCIEC

Miłość, synu, zabija.
Uciekaj od miłosnych lic.

SYN

Ty moja…

HARFIARKA

Ja niczyja…

OJCIEC

Uciekaj od różanych ust.
Miłość to czar i kłam.

SYN

Kocham…

HARFIARKA

Duszę twoją gram.
……………………………
Tęskni w tobie żalem, śpiewem,
gdzie rodzimy kąt,
kędy dwór twój z wielkim drzewem
lip woniących słodką woń.
Tęsknisz doń — —?
Hej, pobiegłbyś stąd.
Gdyby tobie kwietne sady
dały chłód nad skroń.
Brzęczą… Słyszysz rój? — Patrz gady
pełzają śród traw.
To się tobie śni:
W kosodrzewy umajony
czarny — modry staw;
ty nad wodą pochylony,
patrzysz w toń.
Tęskno ci?

SYN

Tęskno mi.

HARFIARKA

Leć, polatuj w wichrach burz,
kędy walczy świat;
gdzie syn z ojcem stacza bój,
kędy z bratem walczy brat,
jeden car, a drugi kat.
Kędy z ojcem walczy syn,
kto ma w ręce ująć czyn?
Kto ma podjąć znój
i ciężar podjąć trosk?
Na bój, przez krew na bój!
W mrowisko hej,
za wichrem leć, za wichrem wiej,
za mną na rozstaje dróg,
kędy w borów zawierusze
dźwięczy błędny złoty róg.
Tęsknisz —?

SYN

Ach! Tęsknota Bóg.

HARFIARKA

Kochasz — pójdź, — za mną — słysz…

SYN

Mój ojcze!

OJCIEC

Synu drżysz?

SYN

Odchodzi — tam — za nimi — hen. —
Jej miłość…

HARFIARKA

Sen, — przelotny sen —
Do dalszych idę scen. —
Oto już przy innej gromadzie przystanęła.

SCENA 9

HARFIARKA

……………………….
Zagram waszą skrytą myśl
zagram waszej duszy sen
i tamten świat, i światek ten.
Przelotem lećcie hen.
Kłońcie się do moich lic,
do różanych moich ust…
Lotny sen… łachmany chust…

CHÓR

Cóż wyśpiewasz?

HARFIARKA

Nic.
tu lekkim rzutem arfę trąca,
jakby to słowo: „nic” dzwoniąca
Oto już przy innej gromadzie przystanęła
Zakołyszę tęskny żal,
jak się czepia szumnych brzóz,
jak się czepia szumnych fal
i zbóż, i traw, i łóz.
Zasłuchani w śpiewek mój,
patrzcie do różanych lic,
Lotny sen… pszczelny rój…

CHÓR

Cóż wyśpiewasz?

HARFIARKA

Nic.
po strunach lekko przemknie dłonią,
jakby to struny to „nic” dzwonią
Oto już przy innej gromadzie przystanęła.
Idę dalej, lotny duch;
idę dalej, biedny człek,
z roku w rok, z wieku w wiek,
łachman kryje grzbiet — idę het…
Bywaj zdrowy, bywaj zdrów.
Lotny sen, — uroda lic…
Wrócę znów.

CHÓR

Co przyniesiesz?

HARFIARKA

Nic.
znów lekkim rzutem strun trąciła,
jakby to arfa „nie” dzwoniła
Już coraz dalej ginie w tłumie,
coraz innymi otoczona.
Przyjdzie za mną pszczelny rój,
orszak mój. — —
Zanucimy pieśń.
Przez ten czas, na was już
szron zejdzie i pleśń…
Ha cóż —?
Muszę iść, — — wrócę znów…
Zanucę wam PIEŚŃ
wiosennych moich lic,
lecz słowa to… nic.
Od głębi sceny idzie: Samotnik.

SCENA 10

SamotnikSAMOTNIK

Ni młoda jego twarz ni stara,
nos orli, wielkie łyse czoło;
zaklęta w twarzy jedna wiara:
Iksjon wpleciony w męczarń koło[41].
Myśli go dręczą, gubią, dławią;
myślami tron buduje dla się,
aż w myślach z tronu w otchłań runie.
I znów zapada w myśl głęboką
i w jeden przedmiot utkwi oko,
nim myśli nowe go wybawią,
że w mózgownicy swej pionka posunie.
Wloką się za nim dziwne płaszcze
ze starych kronik, które czytał,
z orłów wypchanych pakułami,
z broszur, gdzie jaką myśl zachwytał,
z strzęp szalów (niegdyś były nowe,
były: purpura, jedwab, złoto);
dzisiaj w koronkę zdarte, płowe,
gdy je niejedna plama plami,
świecą jak pełne gwiazd rzeszoto.
Więc trzebaż było, abym wszystko stracił,
bym myślą się wzbogacił.
Więc trzebaż było, żebym wszystko zdeptał;
przez zgliszcz, przez gruzy zyskał władzę;
by duch mi mój wyszeptał
IDEĘ, którą innych poprowadzę.
Płaszczu z purpury, — gronostaje, puchy:
błoto i kurz, i śnieg…
Marnota, — lichość. — — Walczą duchy,
a zeszły nad przepaści brzeg.
Gdzie stąpię… przepaść; paść już mam
i kamienieję w granit-słup.
Stójcie, — tu przepaść! — Nicość, trup,
na dnie tam trup…!
Szatani śmieją się na dnie…
Słyszycie śmiech?

ECHO

He, he, he, he.

SAMOTNIK

Przestwory! Widzę poprzez złom
w chmurach wiszący grom,
jak schyla się nad Boży-dom:
daleko hen. — Piorunie stój!
Rozpocznę z Bogiem bój.
Anioły płaczą w skardze, łzach…

ECHO

Ach — — — — — !

SAMOTNIK

Czym jestem —? — Pytać —? — Kogo? — Ech?
Ha wiem!… Kto jestem…

ECHO

Grzech.

SAMOTNIK

Jak ująć nazwę mą w litery? —
Ja tajemnica. — Jakże zwać,
by moją przestrzec brać? — — —
Jak ująć duszę mą w litery?

ECHO

Nazywasz się czterdzieści cztery.

SAMOTNIK

Ha! — — Jestem sam… Kto oni są?
Cóż oni —! Ślepce — Czyli ja?
Ktoś jęczy — — —

ECHO

Wichr.

SAMOTNIK

Ktoś płacze, drży — —

ECHO

To ty. — — —

SAMOTNIK

Ja. — — —
podchodzi ku posągowi rycerza
Potęgo śpisz, — do ciebie lgnę
przebudzaj się, — zrozumiesz mnie
ty lwie! — Ja tajemnica! — Drgniesz?!

ECHO

Drgnę.

SAMOTNIK

Kim jesteś ty? — Kim jestem ja?
Czym będzie świat, czym był?
Kto Panem ludzkich sił?
Kędy jest On — Przedwieczny, gdzie?
Czy wróci —?

ECHO

Nie.

SamotnikSAMOTNIK

To ja, — to ja, — mych własnych słucham ech.
Cóż ze mnie ludziom — Bogu?

ECHO

Śmiech.
Tutaj nowa osoba pojawia się na scenie:

SCENA 11

WRÓŻKA

Ho, ho, już wbiegła, jak Ariel chyża,
z szybkiego biegu zapłoniona.
Za dłonie ich bierze i wróży:
dłoń kreśli każdą znakiem krzyża
i krzyż na czole swym powtórzy.
I w oczy patrzy, i wzrokiem bada,
że to w głąb duszy zajrzeć chcąca, —
aż wreszcie dłoń tę czyjąś odkłada
i zda się zapominająca. — —
Ruchem tylko głowy przeczy,
jakby jakieś myśląca rzeczy
inne, którymi jest natchniona:
Zwiastunką jestem, idzie już
TEN, co powiedzie wszystkich was
do róż, do zbóż, do kras.

CHÓR

To on? To ten? To tamten…?

WRÓŻKA

Hen…
Podajcie dłoń, — do gry, do gry,
Zobaczę, powiem, czy to ty —?

CHÓR

Kto z nas?

WRÓŻKA

Ty nie, — ty nie. — On przyjdzie k'wam[42]
z otwartych ścieżaj[43] bram.

CHÓR

To ten! —

WRÓŻKA

O nie! — Daj ręce, daj! —
Ja zgadnę, skąd on rodem?

CHÓR

Znaj!!

WRÓŻKA

O tam, o tam, gdzie Eden-raj,
gdzie miłość, litość, żal,
z tych dal przywiodą go Anieli.

CHÓR

Kto będzie, kto? — Anhelli?

WRÓŻKA

Anhelli —? Nie.

CHÓR

A kto?

WRÓŻKA

On blisko już, może wśród was,
u drzwi, u progu, — może tam, —
już idzie,… ino jest w półśnie.

CHÓR

Cyt — Cyt!

WRÓŻKA

Powietrze drga.

CHÓR

Ten błysk…

WRÓŻKA

To moja świeci łza.
Czekajcie, — cyt — już idzie, już —
zatrzymał się wśród burz.
Słyszycie wicher, pędzi chmury śniegów;
tam marzną waszych ostatki szeregów!

CHÓR

Konrad!

WRÓŻKA

To imię!

CHÓR

Konrad!!

WRÓŻKA

W pożarów duszącym dymie
idzie…

CHÓR

Lecz kto, lecz gdzie…
Czy dorósł już? — Czy mąż? Czy dzicię?

WRÓŻKA

Ja nie wiem nic, — ujrzycie!
Zwiastunką jestem. — Może już…
Ja wróżka, zwiastun, wróż.
Rękę swoją daj!
Może to ty —? Może to on —?
To tamten może —?

CHÓR

Wróż!
Odprowadzają ją i idą za nią tłumnie, a już nowa grupa osób wchodzi do katedry.

SCENA 12

STARZEC

Podtrzymywany przez dwie dziewy,
idzie staruszek-ojciec siwy,
to głową rzuci jak orzeł,
to głowę zwiesi i przystanie.
Przychynie ku sobie dziewczyny
i ręce kładzie na nie,
jakoby przez to rąk wezwanie
ducha wielkiego w nie zaklinał.
Modlitew on zaczyna śpiewy
a one jako chór i finał.
Przyszli i wejściem są przejęci,
że tej dożyli godziny
i patrzą, jako wniebowzięci,
po ścianach wielkiej katedry.
48

Polska, Więzienie, Dusza, RozumWięc to tutaj, — oto patrzajcie moje córki, — do góry pojrzyjcie. Tam pod sklepieniem zatrzymuje się myśl polska. Oto tam jej najwyższy kres. —

49

A tu ku murom i ścianom zapylonym patrzcie, to najszerszy myśli polskiej lot.

50

Widzicie więc, jakie polska myśl ma skrzydła. Jest ci ona tym ptakiem, który tu jest zamkniony i skrzydłami bije o kamień kolumn tych ciosany i skrzydłami trąca te rycerze pośpione.

51

— Przysiadła ta myśl polska dokoła, a we wieńce różnolite splotła ludzie osobne. Córki moje, oto widzicie: jakby narody osobne, które kościół ten wiąże.

52

Córki moje. Gdy Bóg w ten kościół wnijdzie, — to wielkiej tajemnicy daje świadectwo. A może my będziemy ku świadectwu temu powołani? A jeśli nie my żyjący, — to duchy nasze tu przyjdą i świadectwo kościołowi temu dadzą.

CÓRKI

53

A jeśli nie my żyjący doczekamy, to duchy nasze tu przyjdą na świadectwo kościołowi myśli polskiej.

STARZEC

54

Amen. — Córki moje, patrzcie, jako tu wszyscy się zebrali i nie daj Boże, aby nas braknąć miało, — gdy myśl polska się buduje.

55

Patrzcie córki moje, — oto tu wszystko jest Polską, kamień każdy i okruch każdy, a człowiek, który tu wstąpi staje się Polski częścią, budowy tej częścią. Oto i my teraz przydajemy miary ciału temu, — i my teraz dopiero wśród tych murów jesteśmy Polską. Czujecież wy, córki moje, że my teraz jesteśmy Polską? Podajcie mi ręce, — bliżej, bliżej, tu głowy ku piersi mojej pochylcie… Słyszycie? Jedno jest uderzenie naszych serc i jedna oddechu miara i — teraz my, córki moje, teraz dopiero jesteśmy Polską.

56

Weźmi[44], Panie, w spokoju dusze nasze.

CÓRKI

57

Wezwij, Panie, w spokoju dusze nasze.

STARZEC

58

Tutaj możecie płakać — a żadna łza wasza nie będzie zapomniana. Radujcie się — a żadna radość wasza nie będzie samotna. Otacza was Polska, wieczyście nieśmiertelna. — Otwierajcie oczy, córki moje, — patrzcie, patrzcie, patrzcie, a milczenie ust waszych złotym będzie dusz waszych pancerzem.

59

Błogosławieństwo idzie ku wam.

CÓRKI

60

Błogosławieństwo bierzem.


Wchodzi Geniusz.
Czyli to muzyka te dziwne dźwięki,
czyli od ścian echa biegą tułacze,
czyli ptak to jaki u okien zbłąkany?
Gołębie to może biją skrzydły?
Czy kto potrącił w organie
klawisze, — i zadął wichrem?
Skądże ten mrok, co pada — — — ?
Oto przychodzi ten, co wszystkim włada.
Jako posąg jego postawa;
jako spiżowe pokrywy
jego ubiór i strój jego: Sława.
Na czole wiecha ogromna
zeschniętej ostu gałęzi.
Oblicze jako spiż ciemne.
Pojrzał. — Wszystkich oczy w uwięzi
swoim zatrzymał spojrzeniem.
Ręce ponad nimi rozpostarł
na znaki jakoweś tajemne
i mroków otoczył ich cieniem.
Kto żeś jest, widmo olbrzymie?
Kto jesteś wielki i dumny?
Idziesz, — drżą za tobą kolumny.
Stąpisz, — drżą posady świątyni.
Skąd ten mrok dokoła ciebie?
Skąd ta okrutna zaduma,
która z onych posągi czyni —?
Jakie twoje IMIĘ?

INNA DEKORACJA

W tym akcie maski znaczyć mają
takich, co myśl swą ukrywają
I nigdy jej nie stawią[45] jasno,
cudzą jest, czyli ich jest własną.
Z Konrada jeno patrzą z twarzy:
czy wierzy, czyli[46] tylko marzy;
Z Konrada zgadnąć chcą z oblicza:
pewny, czy tylko li oblicza;
Z Konrada zgadnąć chcący z lic:
czy wie już, czyli[47] nie wie nic,
czy zna swe siły i swą moc,
czy sam jest, wkoło za nim noc,
czyli[48]: czy się ku żywym garnie
i z czym pójdzie, co dalej zamierza?
Badają. — Konrad się nie zwierza,
Kryje swą moc i swe męczarnie.
W tej walce z myślą walczy własną,
by ujrzeć ją dla siebie jasną.
Choć przeto maska z nim co gada,
on jeden sceną duszy włada
i szuka jeno swojej duszy,
aż ta się w nocnej zjawi głuszy.
Są masek twarze młode, stare,
pomięte rysą zmarszczków krętą;
gdy taką wdzieje kto maszkarę,
poznać, że larwy[49] dźwiga pęto.
Lecz nie znać nigdy z takiej twarzy,
co w myślach skrycie człowiek waży.
Zastygłe klątwą jej oblicze
w zygzaki runów tajemnicze.
Człowiek, z myślenia ciągłą walką,
tragiczną staje się tu lalką,
zamaskowany maską stałą,
jakby bez duszy było ciało.
Wchodzą więc naprzód wszyscy tłumnie,
Konrada otoczywszy chórem;
gdziekolwiek chciałby pójść i stąpić,
zastąpią jemu drogę murem.
Kiedy kurtyna się odsłania,
razem z nim wszyscy tłumnie wchodzą,
a on je mową swą przegania,
gdy drogę jemu chórem grodzą.

KONRAD

61

Szlachcic, Polak, Chciwość, Pozycja społeczna, PychaWarchoły, to wy! — Wy, co liżecie obcych wrogów podłoże, czołgacie się u obcych rządów i całujecie najeźdźcom łapy, uznając w nich prawowitych wam królów. Wy hołota, którzy nie czuliście dumy nigdy, chyba wobec biedy i nędzy, której nieszczęście potrącaliście sytym brzuchem bezczelników i pięścią sługi. Wy lokaje i fagasy cudzego pyszalstwa, którzy wyciągacie dłoń chciwą po pieniądze, — po łupież[50] pieniężną, zdartą z tej ziemi, której złoto i miód należy jej samej i nie wolno ich grabić. Warchoły, to wy, co się nie czujecie Polską i żywym poddaństwa i niewoli protestem. Wy sługi! Drżyjcie, bo wy będziecie nasze sługi i wy będziecie psy, zaprzęgnięte do naszego rydwanu i zginiecie! I pokryje waszą podłość NIEPAMIĘĆ!


I w czeluść ciemną maski żenie[51],
te przepadają (w noc je grąży[52]).
Gdy sądzi, że jest sam na scenie,
już jedna koło niego krąży:

MASKA 1

Więc czujesz jakoweś parcie w sobie…

KONRAD

Tak…

MASKA 1

I pożądanie…

KONRAD

…Tak.

MASKA 1

62

Więc czujesz w sobie jakoweś parcie i pożądanie, i pragnienie.

KONRAD

63

…!

MASKA 1

64

I że to jest żądza swobody.

KONRAD

65

…Nie… Swobodę mam.

MASKA 1

66

— ?

KONRAD

Ilekroć pierś podniosę,
nie czuję żadnych kłamstw,
które by pierś tłoczyły. —
Powietrze w pierś napływa —
I niczego nie widzę na dalekiej drodze
od moich ócz po skłon tych oto gór…
Myśl moja, która het ku morzu goni, posłuszna
woli mojej do mnie wraca.

Ledwo, że larwa[53] gdzieś przepadła,
inna się już na scenę wkradła.

KONRAD

67

Tędy prowadzi mnie poczucie słuszności i żądza sprawiedliwości, może niedościgniona, którą trzeba okupić krwią i prawie zawsze krwią, ale to żądza słuszności, a nie inna.

MASKA 2

68

Łudzisz się. Nie ma żadnego poczucia słuszności w przekonaniach i nie potrzeba nowej klasyfikacji przekonań, skoro ja się podejmuję każdego zmieścić w starym kalendarzu.

KONRAD

69

— Rozumiem.

MASKA 2

70

Nie rozumiesz, — ale to nie przeszkadza, abyś mówił. Nie rozumiesz. Albo ty jesteś demokratą, ludowcem i tym podobnym, albo socjalistą i tak dalej, i tak dalej?

KONRAD

71

Na przykład ty jesteś arystokratą?

MASKA 2

72

Nie —

KONRAD

73

Nie? — Więc nie. Rozumiem. A tymi innymi, to jest demokratą czy ludowcem także nie; socjalistą i tak dalej oczywiście nie, społecznikiem też nie?

MASKA 2

74

Nie.

KONRAD

75

Rozumiem, że mnie tylko raczysz oceniać.

MASKA 2

76

Ja umiem stać wyżej.

KONRAD

77

A!

MASKA 2

78

Umysł mój uchyla się od małostkowości i szybuje tam, gdzie ty nie sięgasz twoim umysłem.

KONRAD

79

?

MASKA 2

80

Nauka i sztuka patrzenia, sztuka życia i zrozumienie życia.

KONRAD

81

Tak wiele!? I cóż tam w tym Olimpie spokoju mówią o Polsce?

MASKA 2

82

?

KONRAD

83

Ty budzisz we mnie zupełnie nowe kombinacje odruchów. Nie przyszło mi jeszcze nigdy do myśli, żeby trzasnąć w pysk Jowisza.

MASKA 2

84

Budzę ja! I kogóż to obudziłem?…

KONRAD

85

Oto tego, który wskazuje palcem hołotę!

MASKA 2

86

!? — —

KONRAD

87

Błoto, BrudWy chcecie żyć i nie ma podłości, której byście do ręki nie wzięli i nie przyswoili sercu. Wy chcecie żyć i już trawicie błoto i brud, i już was nie zadusza zgnilizna i jad; ale jadem i zgnilizną nazywacie wiew świeży od pól i łąk i lasów. Wy chcecie żyć i plwać na wszystką rękę, która was i podłość waszą odsłania.

MASKA 2

88

! — —

KONRAD

89

Która was odgaduje!! Kłamcy!!!


Zaledwie maska ta gdzieś znika,
już nowa za nim się pomyka.

KONRAD

90

Nienawiść, MiłośćNienawidzimy się wzajem i w tym nie ma nic dziwnego.

MASKA 3

91

Wiem, iż w tobie nienawiść jest.

KONRAD

92

Nie mów ze współczuciem. Jestem z mojej nienawiści dumny.

MASKA 3

93

? — —

KONRAD

94

Tylko nienawiść jedna zdoła…

MASKA 3

95

? — —

KONRAD

96

Nienawiść jest potężniejsza niż miłość.

MASKA 3

97

? — —

KONRAD

98

Na nienawiść trzeba się zdobyć!

MASKA 3

99

Zdobyć?!

KONRAD

100

Zdobyć!

MASKA 3

101

— Zdobyć!

KONRAD

102

Nienawidzimy się wzajem i to nie jest nasze najgorsze złe. Niemal to jest nasze najlepsze.

MASKA 3

103

— ?

KONRAD

104

Cóż za obraz, gdyby wszystko co jest, działo się w imię miłości.

MASKA 3

105

— A!

KONRAD

106

A!

MASKA 3

107

Ależ hasło wszechmiłości…

KONRAD

108

Ha?

MASKA 3

109

…Które objąć może najdalsze kręgi.

KONRAD

110

To jest kłamstwo, którego powtórzenie nie sprawia trudności nikomu.

MASKA 3

111

A!

KONRAD

112

Miłość, ta wszechmiłość jest kłamstwem.

MASKA 3

113

??

KONRAD

114

No przecież to jasne, że my nie myślimy w tej chwili o Amorach.

MASKA 3

115

A!

KONRAD

116

Chciałbyś to, co mówię, określić….

MASKA 3

117

Jako optymistyczne pojęcie nienawiści.

KONRAD

118

Otóż mam optymistyczne pojęcie nienawiści.

MASKA 3

119

Definicja się nadała.

KONRAD

120

Wszystko, co myślę, jest definicją…

MASKA 3

121

A!

KONRAD

122

Ostatecznym określeniem i wszystko, co myślę, zależy…?

MASKA 3

123

Zależy…

KONRAD

124

Ode mnie!!


Zaledwo ta pod scenę wpada,
a nowa już ku niemu gada:

MASKA 4

125

SztukaWyczerpuje się twoja sztuka i wyczerpuje się twoja myśl.

KONRAD

126

Nie. Widzę tylko coraz szerzej i obejmuję coraz szersze kręgi rzeczy, które widzę i słyszę. Zaś gaśnie wszystko, co utrzymywało się pustym dźwiękiem i farbą.

MASKA 4

127

Gaśnie sztuka. Przemaga życie.

KONRAD

128

Nie. Rozwija się sztuka.

MASKA 4

129

A życie?

KONRAD

130

Życie dla mnie nie istnieje.

MASKA 4

KONRAD

132

Tak samo, jak nie istnieje dla nikogo jako rzecz, która by nie była sztuką i wysokim artyzmem.

MASKA 4

133

— ?

KONRAD

134

Artysta, Obraz świata, SztukaAle logiki, tego co jest, dojrzeć; logikę tę przejrzeć jest trudno.

MASKA 4

135

A tak.

KONRAD

136

Przeglądać jej nie potrzeba!

MASKA 4

KONRAD

138

Nie wolno.

MASKA 4

KONRAD

140

A bramy wszystkie na ścieżaj otwiera tutaj sztuka.

MASKA 4

141

Artystom.

KONRAD

142

Wszystkim. Artystami są wszyscy. I ci, co o tym wiedzą i ci, co o tym nie wiedzą zgoła o sobie.

MASKA 4

143

Któż to wszystko ułożył?

KONRAD

144

Cóż ci do tego!?

MASKA 4

KONRAD

146

Stworzenie, Bóg, PolskaCóż ci do tego, kto zapalił słońca i dał nienawiść narodom, kto gasi tysiące gwiazd i wznieca gwiazd tysiące; kto wpędził w ruchy świat; kto stróżem naszych dusz, rzeźbiarzem naszych ciał; kto może nam zabrać wszystko, co dał.

MASKA 4

147

Bóg.

KONRAD

148

Nie będziesz wzywał nadaremno.

MASKA 4

149

Przykazania?!

KONRAD

150

Nie będziesz wzywał imienia Polski nadaremno!


Zaledwie ta ze sceny schodzi,
już nowa drogę mu zagrodzi.

MASKA 5

151

IdealistaNiekoniecznie musi się zwyciężyć tu; można zwyciężyć tam.

KONRAD

152

Tam —? !

MASKA 5

153

Można zwyciężyć tam, kędy[54] nie sięgnie żadna dłoń, żadna żelazna ręka; gdzie walczą i zwyciężają miecze, których nie udźwignie żadna człowiecza władność, ani zręczność żadna człowiecza nie dopomoże.

KONRAD

154

Tam?!

MASKA 5

155

Tam.

KONRAD

156

Gdzie?

MASKA 5

157

Tam.

KONRAD

158

Człowiek myślący tak górnie jest grzybem społeczeństwa, w którym raczy przebywać. Czyli lepiej, gdybyś przebywał…

MASKA 5

159

— ?

KONRAD

160

Tam.

MASKA 5

161

Nie ja sam znaczę sobie czas, ani nikt kresu mi nie wskaże. To są niewiadome.

KONRAD

162

Nie tylko nie widzisz kresu sobie, ale wszak prawda, że i początek twój jest tobie tajemnicą.

MASKA 5

163

Ile że Genezis wszelka jest tajemnicą, a taką jest i Genezis z ducha.

KONRAD

164

I jedyną drogą dla rozwoju tych tajemnic jest…

MASKA 5

165

Jest według ciebie…

KONRAD

Milczenie. —
Boleję nad tym, że w ogóle myślisz.

MASKA 5

166

I że myśli mojej pod korzec schować nie można.

KONRAD

167

Czynisz to zresztą z myślą innych.

MASKA 5

168

Zwłaszcza z niedorzeczną myślą cudzą.

KONRAD

169

To pięknie. Ale to jest uzurpowanie prawa. Skąd masz prawo?

MASKA 5

170

W Polsce jak kto chce.

KONRAD

171

O ile się to stosuje do tego, czego chcesz ty.

MASKA 5

172

Przyznajesz mi, że chcę.

KONRAD

173

Wcale nie. Jest to tylko wola literacka, cenzura myśli cudzej, właściwa przyzwyczajeniom dziennikarza.

MASKA 5

174

Którym nie jestem

KONRAD

175

Jest to zatem tego pokroju talent.

MASKA 5

KONRAD

177

Nie twórczy.

MASKA 5

KONRAD

179

Tworzący ten las pnączów, przez który przedrzeć się nie może gromada podróżników; — tworzący tę oczeretów gąszcz i gęsty szuwar na stawiskach, kędy nocą świecą fosforycznie nenufary, wonią duszące i irysy wątłe się chwieją.

MASKA 5

180

Piękne.

KONRAD

181

A kędy pada żabi skrzek i wieczorami żabi rozbrzmiewa rechot.

MASKA 5

182

To wszystko wiem.

KONRAD

183

To wszystko jest i poza tobą, i poza mną, bo to są rzeczy, które są i dla których niczyich oczu nie potrzeba.

MASKA 5

184

A!

KONRAD

185

A powtarzanie ich z nudów i sycenie się nimi z nudów…

MASKA 5

186

No… no…

KONRAD

187

Nie tworzy nic.

MASKA 5

188

A!

KONRAD

189

A! — Myśleć nad Polską i Słowiańszczyzną i snuć ją w mgłach oparnych z łąk i w złotym tęczy łęku,

snuć ją z tych mgieł oparnych z łąk,
złotego tęczy łęku,
z pól o smutnawym wdzięku,
w znaczącym załamaniu rąk
i spojrzeń głębi…
O tak, tak, tak, tak…

MASKA 5

190

Oto jest to wszystko, czegoś jeszcze nie pogłębił.

KONRAD

191

Oto jest to wszystko, co my na razie umiemy.

MASKA 5

192

A to jest wszystko.

KONRAD

193

To jest NIC!!!


Ledwo przepadła u węgara[55],
już nowa wchodzi znów maszkara:

MASKA 6

194

Naród, Przywódca, Świątynia, GróbA gdziekolwiek pójdziesz, pójdzie za tobą naród twój. Czyli[56] będziesz go wiódł przez orne pola, czyli[57] po stokach wzgórz, czyli w gór zapadliska i skał pustosze[58].

KONRAD

195

— Pójdą…

MASKA 6

196

Czyli[59] powiedziesz je ku świątyniom…

KONRAD

197

A tak, ku świątyniom.

MASKA 6

198

Poczynasz myśleć.

KONRAD

199

Pójdą, gdziekolwiek je powiodę i będą ze mną razem, za moim walczący Słowem, którego używać będą wszędy.

MASKA 6

200

Będzie to gromada jakaś czy gmina?

KONRAD

201

Będzie to: KOŚCIÓŁ WOJUJĄCY.

MASKA 6

202

A ty ich powiedziesz.

KONRAD

203

Ku świątyni. Wejdziemy w progi gmachu, po wstopniach[60] wysokich i staniemy przy kolumnach. A nad naszymi głowami wysoki strop sklepiony, umalowany błękitem i posiany srebrem gwiazd.

MASKA 6

204

Kościół żywych.

KONRAD

205

Kościół umarłych.

MASKA 6

KONRAD

207

A którykolwiek wnijdzie[61] tam i stanie pomiędzy nami jako pomiędzy swoimi, ten wyzuty już będzie ze wstrętów życia, oczyszczony ze zapędów złych i każących ducha, i będzie bratem mnie i braci mojej.

MASKA 6

208

!!

KONRAD

209

A na dzień onego wielkiego święta, które będzie świętem narodu, otworzę zawory sklepów[62] podziemnych i zejdziemy po schodach, wiodących w lochy, ku rozległym piwnicom, kędy leżą prochy wielkich w narodzie, w kamiennych i złocistych zamknione skrzyniach.

MASKA 6

210

Królewskie groby.

KONRAD

211

Na dzień wielkiego święta, które będzie świętem narodu, zejdziemy ku grobom królewskim.

MASKA 6

212

!!

KONRAD

213

A kiedy dusze nasze dojrzeją jako kłosy dostałe[63] lecie, jako owoce sadu pielęgnowanego…

MASKA 6

214

!!!…

KONRAD

215

Tedy zamkną się za nami zawory sklepień podziemu.

MASKA 6

216

Pomrzecie!

KONRAD

217

Wyzwoleni!!


Ledwo zanikła gdzieś za ścianą,
już nowa z miną jest udaną[64]:

MASKA 7

218

Przede wszystkim trzeba tu odróżnić, co jest twoją myślą, a co moją.

KONRAD

219

A zdaje mi się, że to jest najważniejsze, co tu jest moją myślą, a co twoją.

MASKA 7

220

Słowo, Sztuka, Nieśmiertelność, ŚmierćW sprawach tej miary, co ta, wszelki bieg i rozwój myśli jest pierwszorzędnej wagi.

KONRAD

221

Przypisujesz sobie zatem pierwszorzędną wagę.

MASKA 7

222

Naszej rozmowie.

KONRAD

223

Ja właśnie tyle tylko chcę dowieść, że sprawy te są poza nami i mimo nas są i że nasze myślenie nad nimi…

MASKA 7

224

No co…?

KONRAD

225

Nie ma żadnej wartości.

MASKA 7

226

Więc i twoje.

KONRAD

227

Więc i moje.

MASKA 7

228

A więc cóż! —?

KONRAD

229

Że jest konstrukcja artystyczna, której tajemnice można przeczuwać i odkrywać, i odsłaniać. Ale że do tego prowadzi…

MASKA 7

KONRAD

231

Li tylko SZTUKA. Czyli więc, że z myślenia chaotycznego ostoi się jedynie sztuka, jako rzecz wieczysta, a wszystko inne…

MASKA 7

232

A wszystko inne?

KONRAD

233

Zaginie!

234

Polska, SztukaSztuka ma zarody nieśmiertelności i jedna jedyna jest tradycją. Czyli więc, że z myślenia chaotycznego ostoi się jedynie Sztuka, jako rzecz wieczysta.

MASKA 7

235

Cóż głosi Sztuka?

KONRAD

236

A otóż właśnie? cóż głosi Sztuka?

237

Oto Sztuka głosi: Śmierć, bo cóż szczytniejszego nad Śmierć. Ta jest wielkością w naszym wszystkich wiar pojęciu i wszech czasów i ta wielkość daje.

MASKA 7

238

Któż wielkości pragnie?

KONRAD

239

Polska i jej dzieci.

MASKA 7

240

Więc oni pragną czego?

KONRAD

241

Oni pragną więcej i wyżej sięgają żądaniem, niż człowiek osiągnąć i zdobyć może.

MASKA 7

242

Wiem. Posłannictwo:

KONRAD

243

A tak, POSŁANNICTWO.

MASKA 7

244

…Które nas unosi i rozwija, i spotężnia.

KONRAD

245

Które nam daje skrzydła i skrzydła rozwija, a usuwa ciernie spod stóp.

MASKA 7

246

Więc…

KONRAD

Piękne jest i zabójcze.
Szczytem jest i kresem.
Początkiem jest Nieśmiertelności i Śmiercią;
Śmiercią żywych.

MASKA 7

247

A Sztuka?

KONRAD

248

Oto jest właśnie Sztuka!

MASKA 7

249

Sztuka więc jest dla wybranych. Rozumiem ją tak i nie rozumiem jej inaczej.

KONRAD

250

Nie. Albo masz słuszność i słuszności nie masz wcale.

MASKA 7

251

??

KONRAD

A to zależy od…

MASKA 7

252

Od…?

KONRAD

253

Kędy, gdzie, w jaki czas urywa się myśl, wątek myśli, nitkę.

MASKA 7

254

Nitkę?

KONRAD

255

Nitkę Ariadny.

MASKA 7

256

Wiodącą do labiryntu.

KONRAD

257

Nie, tę, którą dzierżąc i z kłębka rozwijając, zejść można w labiryntu tajniki i najskrytsze ulice pałacowe przejść. I te górnych piąter, i te podziemu, i te dalekie drogi podkopów, i te ścieżki na wyżynie zawrotnej dachu.

MASKA 7

258

Cóż dla nas jest Labiryntem?

KONRAD

259

Wawel.

MASKA 7

260

A Ariadną?

KONRAD

261

Duma.

MASKA 7

262

A kłębkiem?

KONRAD

263

Miłość dla tego, co jest…

MASKA 7

264

Tam.

KONRAD

265

Nie. — We mnie!

MASKA 7

266

A!

KONRAD

267

A prze mnie tam i pcha, i prowadzi…

MASKA 7

KONRAD

269

Nienawiść ku temu, CO JEST TAM.


Odeszła, — już ci nowa stoi
i twarz maszkarą rysów zbroi.

MASKA 8

270

Jest to przede wszystkim niejasność myśli.

KONRAD

271

Nie pierwszy raz to słyszę z ust twoich. Dowodzi to tylko, że tłumaczę się wyraźniej, niż czasem mniemać mogę.

MASKA 8

KONRAD

273

Bo nie ma myśli tak niejasnej, której by człowiek, myślący jasno i wyraziście, nie przenikał i nie rozumiał.

MASKA 8

274

Chcesz koniecznie być rozumiany.

KONRAD

275

Ciebie to drażni, że jestem rozumiany, niejako pomimo mnie, — nawet mimo mojej niejasności.

MASKA 8

276

Zagadki.

KONRADPolska, Tajemnica

277

Zagadki, Sfinksy. Otoczeni jesteśmy lasami, u skraju których stoją Sfinksy-strażnicy i samym tym, że u skrajów leśnych stoją i że są, każą się domyślać tajemnic.

MASKA 8

278

Któż dla nich będzie Edypem?

KONRAD

279

Tak, tak. Edyp odgadnie ich tajemnice. Edyp czytać będzie z ich oblicza, a one zrozumią[65] i zgadną, że on czyta z ich twarzy i do głębi zagląda oczyma.

MASKA 8

280

A!

KONRAD

281

I zginie jak Edyp.

MASKA 8

282

Więc to nie ja jestem z tych, którzy stoją u skraju lasów, ani ja jestem z tych, którym przydajesz imię Edypa.

KONRAD

283

— Nie ty.

MASKA 8

284

To jasne, — tak to jasne.

KONRAD

285

A więc się orientujesz.

MASKA 8

286

W metaforach i porównaniach.

KONRAD

287

Na terenie sztuki.

MASKA 8

288

A tym Edypem?

KONRAD

289

Jestem ja.

MASKA 8

290

A!

KONRAD

291

I brat mój, i ojciec mój, i mój syn.

MASKA 8

292

A!

KONRAD

293

A to porównanie należy do sztuki i jest… ogólnoludzkie…

MASKA 8

294

Hm, — tak.

KONRAD

295

A ty chciałeś przede wszystkim, aby to była Polska ten las, Wielkość i Śmierć, te sfinksy, a…

MASKA 8

296

A Edyp?

KONRAD

297

A Edyp: POEZJA.

MASKA 8

298

! — — — — — — — —

KONRAD

299

Tak jest. Ty jesteś z tych, którzy wszędzie, wszędzie szukają Polski, w każdym dziele sztuki, w każdym zdaniu, gdzie jest zawarta piękność i myśl głęboka a niepokojąca.

MASKA 8

300

A! — a! — a!

KONRAD

301

A nikt nie szuka, jak tego, co jest jego duszy własnością i tęsknotą.

MASKA 8

302

Ja?!!

KONRAD

303

Oto Polska jest twojej duszy własnością i tęsknotą!


Precz znikła; nowa już się skrada,
już za nim tropi, śledzi, bada.

KONRAD

304

Potęga!

MASKA 9

305

Zatrzymałeś się przy tym słowie.

KONRAD

306

Potęga.

MASKA 9

307

Nie mów tego wyrazu.

KONRAD

MASKA 9

309

Potęga, zapowiedziana słowem — traci.

KONRAD

MASKA 9

311

Traci. — Cóż to chcesz zapowiedzieć?

KONRAD

312

Spełnić.

MASKA 9

313

??

KONRAD

314

Dopełnić.

MASKA 9

KONRAD

316

A to jest różnica. — Dopełnić! tego, co zapowiedziane, tego, co przepowiadane.

MASKA 9

KONRAD

318

Po wszystkie czasy; gdzie w latach milczenia rozwijała się myśl.

MASKA 9

319

A po myśli szedł —?

KONRAD

320

Czyn!

MASKA 9

321

A czyn jest potęgą!

KONRAD

MASKA 9

323

Potęga ujawni się przez czyn?!

324

A to wszystko jest frazes, poza którym nie kryje się nic. Ot nagi frazes pusty, pusty, pusty, jak twoje oczy, jak twoja pierś. Oto, to jest ta pustka, która cię otacza, — że ją masz w sobie.

KONRAD

325

A… a.

MASKA 9

326

I gdzież »potęga«.

KONRAD

327

Smutek.

MASKA 9

328

Już skrzydła zwinięte? Ot to, co znaczy przypinać cudze skrzydła.

KONRAD

329

A!

MASKA 9

330

Ikar! Ikarowy lot i Ikarowy los.

KONRAD

MASKA 9

332

A wiesz, gdzie to prowadzi?

KONRAD

333

No tak.

MASKA 9

334

W przepaść!

KONRAD

335

W przepaść.

MASKA 9

336

Chyba, że kto rękę poda.

podaje rękę

KONRAD

337

Nie, nie, nie.

odsuwa się

MASKA 9

338

Ty mnie nie znasz.

KONRAD

339

Znam, znam, znam.

MASKA 9

340

Podaję rękę z radą.

KONRAD

341

Wiem, wiem, wiem.

MASKA 9

342

Dłoń w dłoni, możemy wiele zrobić.

KONRAD

obojętnie
343

Tak, tak, tak.

MASKA 9

344

Powiem ci myśl, która jest czynem i czynu poezją.

KONRAD

345

Domyślam się.

MASKA 9

346

Nie.

KONRAD

347

Tym bardziej się domyślam.

MASKA 9

348

Oto, że — powinniśmy.

KONRAD

349

Nic nie powinniśmy.

MASKA 9

350

Tak, — więc żadne »powinniśmy«.

KONRAD

351

Żadna obowiązkowość.

MASKA 9

352

Żadna. — Więc: musimy coś zrobić, co by od nas zależało.

KONRAD

353

Musimy coś zrobić, co by od nas zależało.

MASKA 9

354

Zważywszy, że dzieje się tak dużo, co nie zależy od nikogo.

KONRAD

355

A!

MASKA 9

356

A!

KONRAD

357

Musimy coś zrobić, co by od nas zależało, zważywszy, że dzieje się tak dużo, co nie zależy od nikogo.


Znika, a nowa już powstanie,
by nowe zadać mu pytanie:

MASKA 10

358

Śmierć, Samobójstwo, WolnośćDążysz… do… gdzie?

KONRAD

359

Do…

zatrzymuje się

MASKA 10

360

Do jakowegoś wyzwolenia.

KONRAD

361

Śmierć?!

MASKA 10

362

Samobójstwo.

KONRAD

363

A że ty przez śmierć dobrowolną, rozumieć jesteś w stanie li tylko samobójstwo.

MASKA 10

364

No a cóż?

KONRAD

365

Przyjmij tylko do wiadomości, że wyzwolenie przez Śmierć można mieć nie tylko na drodze samobójczej.

MASKA 10

366

No ale w każdym razie jest to: zabić się.

KONRAD

367

Jest to zabić siebie — siebie, tego, który jest… Bez wystrzału i bez trucizny, której się zażywa. — Ale to dopiero początek… I jeszcze nie o tym myślałem, a raczej mówiłem.

MASKA 10

368

Tak, bo nie mówisz tego, co myślałeś.

KONRAD

369

Bo chcę przede wszystkim, ażebyś myślał wraz ze mną.

MASKA 10

370

Otóż więc myślę.

KONRAD

371

To znaczy ledwo: słuchasz:

MASKA 10

372

Tak.

KONRAD

373

Słuchaj zatem. Myślałem: o wojnie i o bitwie, gdzie można zginąć, i o działaniu jakimś, gdzie można ginąć — ale to będzie PRZYPADEK. Więc nie szukałbym tej śmierci mojej, ale jest ona na tej drodze możliwa.

MASKA 10

374

Jest zresztą możliwa na każdej innej.

KONRAD

375

A więc dobrze, bo to odwraca moją myśl. Tak, tak… Więc śmierć moja, skoro możliwa jest na każdej innej drodze, przeze mnie niewybranej i nieupatrzonej — więc, więc… tamte wypadki są przypadkami i są przypadkowe i będą przypadkowe.

MASKA 10

376

I będą przypadkowe? — Mówisz jak o pewności. Jako o rzeczach pewnych i niezawodnych.

KONRAD

377

Niezawodnych i przypadkowych.

MASKA 10

KONRAD

379

Jest to zresztą to, co przynosi każde działanie.

MASKA 10

380

Każde działanie?!

KONRAD

381

Wszelki ruch zbiorowy, ruch mas.

MASKA 10

382

Ruch mas?!

KONRAD

383

Ruch wielkich mas!

MASKA 10

384

Więc ruch wielki!!

KONRAD

385

Tak jest. — WIELKI RUCH.

MASKA 10

386

I ten miałby być przypadkiem?

KONRAD

387

Nie. Ten jest koniecznością. A więc się stanie poza mną także. I ja nie potrzebuję się o niego troskać. Ten jest koniecznością nieodwołalną.

MASKA 10

388

? — Tak! — a?… a! — tak!

KONRAD

389

Nieodwołalną! Ale on przyniesie szereg przypadków, rzeczy luźnych, niepowiązanych, tych, które się niczym nie dadzą powiązać; rozumem ludzkim, a nawet wolą będą trudne do opanowania, — jak zawsze. —

MASKA 10

390

Aha!

KONRAD

391

Czyli, — że to, co było po tylekroć razy, tyle set razy, przyjdzie i stanie się, i odbędzie się tak, jak się odbyło tyle set razy.

MASKA 10

392

To jest:

KONRAD

393

Odbędzie się jako szereg przypadkowych zdarzeń, jako szereg epizodów.

MASKA 10

394

Dramatu.

KONRAD

395

A tak, dramatu.

MASKA 10

396

O podkładzie tragicznym.

KONRAD

397

Szereg epizodów dramatu o podkładzie tragicznym… WolnośćNo, ale do czegóż właściwie prowadziłem?

MASKA 10

398

Do Śmierci.

KONRAD

399

Nie. — Do wyzwolin.

MASKA 10

400

Jak terminator!?

KONRAD

401

O tak, — jak terminator — tak, tak. Terminowałem długo u wielu przemożnych potęg, które władały myślą moją — i teraz czas mi wyzwolić się.

MASKA 10

402

Pokruszyć te potęgi.

KONRAD

403

Nie wiem.

MASKA 10

404

Nie znasz ich natury —?

KONRAD

405

Dopokąd nie stanę przed którą z nich blisko, to ich nie umiem wskazać, ale są momenty, gdy je widzę jasno.

MASKA 10

406

Ha!

KONRAD

407

Jest to tak: jakby wkoło mnie w krąg, we wielkiej sali…

jakby wkoło mnie w krąg,
we wielkiej, kutej sali
Bogowie rzędem stali:
na podnóżach wysokich posągi.
Jakby to było we Walhali.

MASKA 10

408

We Walhali!

KONRAD

409

Ale do czego ja to dążyłem —?

MASKA 10

410

Do nazwy i określenia tych bogów.

KONRAD

411

Bogów!

MASKA 10

412

Z którymi walczysz.

KONRAD

413

O co…? o co —?

MASKA 10

414

O wyzwolenie.

KONRAD

415

Nie rozumiesz mnie. — Ja mam spełnić przeznaczenie.

MASKA 10

416

Czyje?

KONRAD

417

Ich i moje.

MASKA 10

418

?… Co masz czynić?

KONRAD

419

Czyn, Ogień, PrometeuszA!!!! A!! Pytasz mi się[66] nareszcie, co mam czynić? Co mam czynić? O radości, że ty mi się o to pytasz. Ty mi się pytasz! Ja słyszę to pytanie: CO MAM CZYNIĆ? — Ja, który tylko wciąż słyszałem: »co myślisz?«.

420

A! A! Co mam czynić —? — —

421

Mam spełnić przeznaczenie ich i moje.

MASKA 10

KONRAD

423

Wykraść ten święty ogień, — — — który tam płonie.

MASKA 10

424

Wykraść…

KONRAD

425

Wziąć ten święty ogień i dać…

MASKA 10

426

I dać…

KONRAD

427

Tym, którzy czekają.

MASKA 10

428

Na kogo?

KONRAD

429

Na ogień. Na nikogo nie czekają, ale czekają ognia, żaru, który budzi, który daje siłę, moc, potęgę.

MASKA 10

430

A!

KONRAD

431

Ognia czekają. Ognia!

MASKA 10

432

Prometeusza!

KONRAD

433

A tak, Prometeusza.

434

Nie człowieka czekają, ani tego, który ogień poniesie, ale ognia, ognia, żaru!

MASKA 10


Ledwo przepadła kędyś w płótna,
już nowa idzie bałamutna.

KONRAD

436

Polska, PolakA co jest mi wstrętne i nieznośne, to jest to robienie Polski na każdym kroku i codziennie.

MASKA 11

KONRAD

438

To manifestowanie polskości.

MASKA 11

439

Ach!

KONRAD

440

Bo to tak wygląda, jakby Polski nie było, Polaków nie było… Jakby ziemi nawet nie było polskiej i tylko trzeba było wszystko pokazywać, bo wszystkiego zostało na okaz, po trochu; …pokazywać, jakby srebra stołowe w zastawie, pokazywać, jakby kartki i karteczki zastawnicze, — i kryć się, i udawać, i udawać.

MASKA 11

KONRAD

442

Naród, Polak, SłowoPo co, na co? Bez tych manifestacji wszystko jest: i ziemia, i kraj, i ojczyzna, i ludzie.

MASKA 11

443

I naród.

KONRAD

444

Tylko naród się zgubił.

MASKA 11

KONRAD

446

Tak, tylko naród się zgubił, a wszystkie czynniki jego składowe są, są, są.

MASKA 11

447

I kto go zgubił?

KONRAD

A tak, — więc kto go zgubił?
My, my, tak jest, my.

MASKA 11

448

— ?

KONRAD

449

Tak jest, my. Nie przez wojny, nie przez klęski i porażki wojenne, bo te się dadzą zmienić, bo to są chwilowe rzeczy, bardzo chwilowe.

MASKA 11

KONRAD

451

Bo to są rzeczy jednego dnia.

MASKA 11

KONRAD

453

Nie o tym będę mówił, bo to dla mnie jasne. Ale — że to my, my przyczyną, że się gdzieś zagubił naród.

MASKA 11

454

No, no, no.

KONRAD

455

Że pozwalamy w tej sprawie, namyślać się byle komu.

MASKA 11

KONRAD

457

Każdemu obywatelowi polskiemu, każdemu…

MASKA 11

458

Każdemu uczciwemu Polakowi. No, cóż złego?

KONRAD

459

A to złego, że każdy uczciwy Polak, jak skoro zacznie gadać, tak ze słabą głową przegada wszystko; a on jest tylko od tego, żeby siedział w swoim kącie, na swoich śmieciach i BYŁ!

MASKA 11

460

To jest zamykanie gęby.

KONRAD

461

A tak. Powinien być, być, być. Być ze zamkniętą gębą.

MASKA 11

462

Ha!

KONRAD

463

I nie filozofować, by nie przefilozofować Polski, bo…

MASKA 11

464

Bo…

KONRAD

465

Bo gubi naród.

MASKA 11

KONRAD

467

Bo tak gubi się naród.

MASKA 11

468

Ha! To cenzura!

KONRAD

469

A tak. Powinna być cenzura narodowa.

MASKA 11

KONRAD

471

Cenzura narodowa, która by działała tak, jak działają cenzury we wszystkich państwach wszystkich narodów.

MASKA 11

472

Ależ Polska ma być…

KONRAD

473

A tobie co do tego, czym Polska ma być. Ty masz milczeć.

MASKA 11

474

Tak samo ty.

KONRAD

475

A nie, — bo ty

MASKA 11

476

Bo ja co?

KONRAD

477

Bo ty: kłamiesz!

MASKA 11

KONRAD

479

Polska, PaństwoJa wiem, czego ty chcesz: że Polska ma być mitem, mitem narodów, państwem ponad państwy, prześcigającym wszystkie, jakie są, Republiki i Rządy; oczywiście niedościgłym, wymarzonym. Ma być marzeniem, — tak, ideałem. Tak! Według ciebie ma się nie stać nigdy. Tak, a nigdy ma się STAĆ, nigdy BYĆ, nigdy się urzeczywistnić.

MASKA 11

480

A ty chcesz?

KONRAD

481

A ja chcę tego, co jest wszędzie.

MASKA 11

KONRAD

483

I tego, co jest, CO JEST, tak, jak jest! tylko…

MASKA 11

484

Tylko?

KONRAD

485

Tylko z usunięciem oszustwa narodowego.

MASKA 11

KONRAD

486

Z usunięciem kradzieży narodu; oszustów, którzy rujnują naród! złodziei, którzy okradają naród!

MASKA 11

487

Z czego?

KONRAD

Po pierwsze z duszy! z duszy! z duszy!
Duszę mu kradną!!!

Przepadła; jużci nowa kroczy
i wyłupiaste zwraca oczy.

KONRAD

488

Naród, Krew, Kobieta, Nacjonalizm, ZłodziejU nas jest kraj gościnny. No, tak się zmieści każdy złodziej. No tak. Ale on zawsze będzie wiedział, że jest złodziej.

MASKA 12

KONRAD

490

Złodziej tym ludziom, którzy by się urodzić mieli z czystej krwi narodu.

MASKA 12

491

Krew narodu!

KONRAD

492

Oto przede wszystkim powinniśmy uszanować krew narodu. I nie dać jej marnować. Nie pozwolić marnować krwi narodu.

MASKA 12

493

Jakże to?

KONRAD

494

Nie pozwolić prostytuować naszych kobiet.

MASKA 12

495

A!

KONRAD

496

Nacjonalizm, Mizoginia, Kobieta, Mężczyzna, Naród, Niewola, PrzemocA tak. My nie powinniśmy pozwolić naszych kobiet obcym, tym obcym, którzy siedzą wśród nas.

MASKA 12

497

Ależ kobiety są niezależne.

KONRAD

498

Nie, nie są i nie będą. Bo całym ich życzeniem i dążeniem powinno być, żeby od tej myśli niezależne nie były.

MASKA 12

499

? Ależ one same…

KONRAD

500

One same są niczym.

MASKA 12

KONRAD

502

Nie mogę ścierpieć i znosić, i słuchać, że kobieta Polka przeistacza dom męża obcego i czyni zeń dom polski.

MASKA 12

KONRAD

504

Jeżeli tak czyni, to czyni podłość.

MASKA 12

505

?!

KONRAD

506

Czyni podłość, która się prędzej czy później odezwie w charakterze potomstwa.

MASKA 12

507

Jak to?

KONRAD

508

Że wytwarza się tłum ludzi obojętnych dla naszego narodowego społeczeństwa, którzy go zaprzedają.

MASKA 12

509

Jak?!

KONRAD

510

Przez to, że o niczym nie myślą. Że się prędko godzą z warunkami i że nie czują potrzeby zmiany.

MASKA 12

511

Przesada.

KONRAD

512

A właśnie! że widzą w każdej właściwej myśli dorzecznej przesadę.

MASKA 12

513

I niedorzeczność.

KONRAD

514

Choćby i niedorzeczność. A ja tę obojętność nazwę podłością, ale ich za nią winić nie mogę. Takich nie mogę i nie chcę nigdy obwiniać.

MASKA 12

515

Więc co?

KONRAD

516

I tacy się zmieszczą. Państwo, Krew, NacjonalizmAle winniśmy przeciwdziałać i nie pozwolić marnować naszej krwi i naszych dziewcząt, tak dobrze obcym, jak swoim. Tego nie powinniśmy, a to tylko może zrobić…

MASKA 12

517

Kto — ?!

KONRAD

518

Polski rząd. Bo żaden inny naszych interesów, interesów naszej krwi bronić nie będzie.

MASKA 12

519

A!

KONRAD

520

A tak! Bo inne są dla nas i naszych spraw, i naszych świętości oszustami!

MASKA 12

521

A!

KONRAD

522

Oszustami!!


Znikła; już inna jest na straży
i niby myśl w zadumie waży.

KONRAD

523

Poezja, SłowoPoezją nie są wiersze.

MASKA 13

KONRAD

525

Poezją nie jest to, co my dotychczas za poezję uważaliśmy. Nawet ta treść poetyczna, którą się tak klasyfikowało, — już nią dziś nie jest, — nie jest.

MASKA 13

KONRAD

527

To już umieją paplać wszyscy.

MASKA 13

KONRAD

529

Umieją paplać!… źle, przekręcać; stracili więc właściwą wagę słów — i słów właściwe znaczenie. A raczej byle jakie słowa i byle jak złożone wystarczają, by przeciętne umysły nastroić poetycznie. Czyli że…

MASKA 13

KONRAD

531

Czyli: że straciliśmy wiarę w słowo.

MASKA 13

KONRAD

533

Naród nasz stracił wiarę w słowo.

MASKA 13

534

?!!

KONRAD

535

Alboż ty wiesz, co jest Słowo?

MASKA 13

KONRAD

537

Jeśliś go tak nadużył?

MASKA 13

538

?!?

KONRAD

539

Tak, bo to jest nadużycie, nadużycie, oszustwo, zbrodnia, kłamstwo, fałsz, fałsz. Ty kłamiesz!

MASKA 13

540

!!

KONRAD

541

Jakże ty człowieku myślisz o sobie! O swojej duszy!

MASKA 13

KONRAD

543

Ty nie rozumiesz jednego wyrazu. Nic, nic, nic.

MASKA 13

KONRAD

545

O ta głowa, — o to serce, — o ta pierś, — o to ramię, — oczy, — usta, — głos!

MASKA 13

KONRAD

547

Cha, cha, cha, cha! Bierz kruż[67]! Do studni, do studni, dalej, precz; pleć, pleć; noś tę wodę, lej potoki, kaskady, pluskaj! Bierz kruż, dalej!

MASKA 13

548

???

KONRAD

549

Danaidy! Danaidy!


Zapada właśnie pod podłogą;
już nowa sunie z miną srogą.

KONRAD

550

NaródMy mamy za wiele poczucia solidarności narodowej.

MASKA 14

KONRAD

552

I tym nas oszukują, że my powinniśmy mieć to poczucie solidarności narodowej.

MASKA 14

KONRAD

554

Bo wszędzie są złodzieje i rozbójce, i oszusty. I gorsi, i lepsi.

MASKA 14

555

No tak, tak.

KONRAD

556

A mimo to żyją jako kompleks ludzi, pod jednym tytułem.

MASKA 14

557

No tak, tak.

KONRAD

558

A nam z okazji tej właśnie połowy, która jest złą…. W nas chcą wmówić, że za to jesteśmy odpowiedzialni i że jesteśmy do niczego.

MASKA 14

559

Aha.

KONRAD

560

A cóż nas ta zła część naszego narodu obchodzi?

MASKA 14

561

Aha. — Oczywiście nie.

KONRAD

562

No więc?

MASKA 14

563

No więc…

KONRAD

564

No więc nie powinniśmy żyć solidarnie ze sobą.

MASKA 14

565

Ze sobą. — Tak

KONRAD

566

No, to znaczy, że my… zamyśla się… że my przecież nie możemy być… — urywa… Że Naródoczywiście człowiek słaby, który jest bierny, ulega; — bo tak być miało, — i tak by było zawsze.

MASKA 14

567

Tak.

KONRAD

568

Ale to nie znaczy, że naród ulega.

MASKA 14

569

Tak, — no tak.

KONRAD

570

Więc my tracimy przez to, że wyrabiamy niepotrzebnie w tylu ludziach poczucie narodowości, a oni, nie mając charakteru, nie wiedzą, co z tym począć i kapitulują.

MASKA 14

571

Aha.

KONRAD

572

Ale za nich nie może być odpowiedzialny naród. Oni nie są narodem.

MASKA 14

573

Tak, oni nie są narodem.

KONRAD

574

Niepotrzebnie wyrabiamy poczucie narodowości i solidarności z lichą częścią naszego narodu. Jest to rzeczą złą i niepotrzebną.

MASKA 14

575

Tak.

KONRAD

576

Bo my zawsze będziemy mieć do usług i do rozporządzenia tę lichą część naszego narodu.

MASKA 14

577

Tak.

KONRAD

578

A oczywiście tym bardziej i lepiej, gdy ona będzie w naszych rękach.

MASKA 14

579

Ha! w naszych rękach!

KONRAD

580

Tak jest, w naszych rękach. Powinniśmy mieć wszystko w naszych. Tak jak inni.

MASKA 14

KONRAD

582

A będziemy co najmniej tacy jak inni.

MASKA 14

583

A!


Co tylko wpadła poza ściany,
już nowy idzie druh kłamany:

MASKA 15

584

Chrystus, Korzyść, Polska, Naród, HistoriaPrzejmuje mnie ta bezdenna głębokość myśli, ta głębia ducha, idącego ku odkupieniu przez mękę i ból.

KONRAD

585

To nie to.

MASKA 15

586

Ta, że tak powiem, Chrystusowość.

KONRAD

587

Chrystusowość!

MASKA 15

588

Ta Chrystusowość posłannicza, ta idea męki krzyżowej i odkupienie przez mękę.

KONRAD

589

Tam w niebie, w które, nota bene, nie wierzysz.

MASKA 15

KONRAD

591

Na co mamy być Chrystusem narodów, wyłącznie na mękę i krzyż i dla cudzego zysku?

MASKA 15

KONRAD

593

Dla cudzego zysku i wyzysku tych, którzy nie będą Chrystusami narodów, a…

MASKA 15

594

Obrażasz swój naród.

KONRAD

595

Chcę go zasłonić przed oszustami.

MASKA 15

KONRAD

597

Zasłonię go przed oszustami, tymi, co mu kradną duszę za cenę rzeczy nieuchwytnych. Co mu odbierają dumę i karzą się pokorzyć; tymi, co mu odbierają pychę i karzą się kajać w prochu upodlenia i żebrać. Przed tymi chcę naród mój ocalić, co każą mu jak żebrakowi skomleć i jęczeć, — jemu, bogaczowi…

MASKA 15

KONRAD

599

Jemu, który jest bogaczem takim samym, jak każdy inny.

MASKA 15

KONRAD

600

Naród, PaństwoWszak każdy naród co innego niż państwo. Naród ma jedynie prawo być jako PAŃSTWO. A państwo zaś jest w stanie pomieścić wszystkich, jakichkolwiek, we wspólnej gminie.

MASKA 15

601

? — Więc…

KONRAD

602

Ale cóż to ciebie obchodzi?

MASKA 15

KONRAD

604

Ja nie chcę, abyś ty się tym interesował, to jest: opiekował. Ja chcę, żeby te rzeczy były tobie narzucone i żebyś ty wobec nich stał się niczym.

MASKA 15

KONRAD

606

Wobec rzeczy bezwzględnych, które idą same ze się. Same z siebie.

MASKA 15

607

A!!


Maska znika, Konrad zostaje sam.

KONRAD

608

Tak, tak, tak: SZTUKA MI NIE WYSTARCZA. Tak, tak… przychodzę do przekonania… tejże chwili spostrzega, że scena cała zapełnia się postaciami, które czołgają około niego, szpiegując myśli jego że… że… symuluje, kończąc milczenie jest złote.

Kładzie palec na ustach.

W miarę słów Konrada maski się oddalają; w głębi sceny pozostała tylko jedna.
609

Wolność, PrzemianaWolny! wolny! Ja tu ogłaszam się wolny i nikt ducha mego skrępować nie zdoła. Nikt! Dałem tego przykłady, nim doszedłem do tego sam. Mogą mię stemplować markami, jakimi kto chce, i znaczki na mnie nakładać pocztowe, jakie kto chce. I jacy tam będą oszuści, mogą w moich kieszeniach ręce płukać, mogą mię kraść i brać z moich skrzyń i komór, z moich pól i moich lasów, i zbóż, i warzyw.

610

Ja jestem wolny, wolny, wolny! I nie dosięgnie mnie nikt, bo jestem tak daleki, tak niedościgniony, jak Nieśmiertelność, gdzie Śmierć sama przebiega i wielkimi skrzydłami nad światem wieje.

611

Gońcie mnie, wy bez skrzydeł i wy ze skrzydłami, larwy piekieł, wy Erynie! Nie dościgniecie mnie już Orestesem, którym ukląkł u ołtarza i któremu Bóg promienia swego użyczył. Rozumiesz! Rozświetlał mi w głowie Bóg, Apollo-Chrystus i Erynie przechodzą mimo. Wiesz ty, co to znaczy, że ja: jestem wyzwolon.

MASKA 16

612

A my — ?

KONRAD

613

Że wy jesteście wyzwoleni. Męka Orestesa przeszła nad całą ziemią mykeńską. Zbrodnia Atrydów nad całym ciążyła miastem. A zwolony Orestes dał ziemi swojej uwolnienie od klątwy.

MASKA 16

614

Uwolnienie od klątwy!

KONRAD

615

Jestem wolny od klątwy!

MASKA 16

616

Chcesz być wolny!

KONRAD

617

— — Więc jest klątwa, która ciąży…? Jest, jest… Jaka? gdzie? Kto? Kto ją zdejmie?

MASKA 16

618

Orestes.

KONRAD

619

Orestes! Ja! — A ja jestem wolny!

MASKA 16

620

Nie jesteś wolny.

KONRAD

621

Nie?! — Więc one… przyjdą, przyjdą… Erynie! Ty wiesz — ? Ty sobie nie zdajesz sprawy z tego, co ty mówisz. Ty nie rozumiesz wszelkich konsekwencji artystycznych. Ty nie wiesz nic więcej nad kilka słów — a każde z nich decyduje o moim życiu.

MASKA 16

622

Przyzwyczaiłeś się wszystko kłaść na jedną kartę.

KONRAD

623

Gdybym kładł!

MASKA 16

624

No więc…

KONRAD

625

A czego ty chcesz po mnie?! Gry?

MASKA 16

626

Odwagi.

KONRAD

627

A ty?

MASKA 16

628

Ot widzisz, odwołujesz się wciąż do mnie. Gdzież ta samoistność?

KONRAD

629

A ty się wciąż zwracasz do mnie; nawet ci się o samoistności nie śni.

MASKA 16

630

A tobie się śni o samoistności. Ja zaś ją w tobie widzę z daleka.

KONRAD

631

A ja —?

MASKA 16

632

A ty jesteś, przez którego płynie strumień piękności…

KONRAD

633

Aha! Tak. Strumień ma płynąć z mego serca, czysta krew. — Jeno krew żeby była czysta… A wy z niej pijcie.

MASKA 16

634

Jacy «wy»?

KONRAD

635

Wszystko to, co nie jest mną.

MASKA 16

636

Możesz to uważać za swoje przeznaczenie.

KONRAD

637

Przeznaczenie. Już się z nim zetknąłem i — — nie wiem nic.

MASKA 16

638

Nie chcesz wiedzieć.

KONRAD

639

Nie chcę wiedzieć.

MASKA 16

640

No to zrozum, że inni tak samo: nie chcą wiedzieć tej odrobiny, tego trochę, co wiedzieć mogą i czego się domyślają, bo —

KONRAD

641

Bo…

MASKA 16

642

Bo się boją.

KONRAD

643

Czego?

MASKA 16

644

Zrozumienia.

KONRAD

645

Więc zrozumienie jest najstraszniejszym — —

MASKA 16

646

Nie. Ale jest początkiem lęku… O tym wiesz.

KONRAD

647

O tym wiem.

MASKA 16

648

I już nigdy spokoju…

KONRAD

649

I już nigdy spokoju.

MASKA 16

650

Więc jesteśmy sobie mniej więcej równi.

KONRAD

651

Więc sądzę, skłonny jestem sądzić, że obaj jesteśmy: mniej więcej.

MASKA 16

652

Gotów jestem poniżyć siebie, byle poniżyć innych.

KONRAD

653

Więc jednak przypuszczasz, że na pewnej wyżynie stoję.

MASKA 16

654

O ile nie stajesz na tej, którą ci budują.

KONRAD

655

Więc i nie to. — Ale znów wracam do mego sposobu myślenia: że istnieje bezwzględna klasyfikacja poza tą moją i poza tą innych i że ta jest sama ze się.

MASKA 16

656

Z ducha?

KONRAD

657

Z ducha! I że każdy czuje lub kiedyś wymiarkuje: jaki duchem jest i skrzydła rozwinie, jeśli skrzydła poczuje, i wzleci, jeśli mu się wznosić wolno, i uleci, gdy mu to znaczono.

MASKA 16

658

Aha. Orle loty. A cóż to ma być? Czy tylko retoryka i tylko literatura?

KONRAD

659

Sztuka.

MASKA 16

660

Czy tylko sztuka?

KONRAD

661

Cóż może być innego?

MASKA 16

662

A z tego widzę: żeś tylko artysta.

KONRAD

663

A! z tego nareszcie widzisz, żem artysta.

MASKA 16

664

Aha.

KONRAD

665

Aha. Więc znów różnica między nami.

MASKA 16

666

Przepaść!

KONRAD

667

Przepaść. —

MASKA 16

668

Któryż z nas zechce skoczyć —?

KONRAD

669

Dlaczego? Po co?

MASKA 16

670

Bo przepaść, przed którą się stoi, ciągnie!

KONRAD

671

Chimera?!

MASKA 16

672

Chimera.

KONRAD

673

A to ty jesteś chimera. I już teraz cię rozumiem, rozumiem. Ty jesteś tym duchem-pegazem, który nosisz mego ducha ponad przepaściami, — poprzez ugory, puszcze, lasy.

MASKA 16

674

Albo prościej…

KONRAD

675

Albo prościej:

MASKA 16

676

Ja dla ciebie nie istnieję wcale, o ile nie wynajdziesz na mnie figury i pozy artystycznej.

KONRAD

677

Dźwigam cię.

MASKA 16

678

Przystrajasz mnie. Wdziewasz na mnie larwę marmuru, larwę sztuki, — jaką chcesz i mnie dusisz, mnie dławisz, zabijasz.

KONRAD

679

Więc jesteś niczym.

MASKA 16

680

Nie jestem tak łatwo uchwytny.

KONRAD

681

Otośmy równi.

MASKA 16

682

A teraz skwapliwie wyciągasz ku mnie rękę, gdy się otaczam tajemniczością. Bo tę tajemnicę chcesz ze mnie wyciągnąć.

KONRAD

683

Masz ją. Miej i idź z nią lub zostań. Uznam ją i będę ją szanował. Zgadnę ją sam, jeśli jest. A że jest, o tym wiem mimo ciebie, — z logiki założenia, z logiki artyzmu. I teraz oto uważ, że odkryłem tobie część rzeczy, którym nie przypatrywałeś się wprzód.

MASKA 16

684

No tak. — Ale to znaczy…

KONRAD

685

Co?

MASKA 16

686

Myślenie.

KONRAD

687

Dla mnie myślenie jest powietrzem.

MASKA 16

688

Do lotu!

KONRAD

689

Do lotu!

MASKA 16

690

Więc ty duch lotny.

KONRAD

Rozwinąć skrzydła, — lecieć w lot,
jak orli lotny duch,
nad skały, paście, lasy,
w tęczowe krasy chmur,
jak lotny puch.
Do nieśmiertelnych złotych wrot.
……………….
Ach wiecznie tam,
gdzie nie dolata nikt,
lecieć tęskność mię zmusza,
gdzie w raj ten obiecany
przykują nas kajdany.

MASKA 16

691

A jakież to kajdany?

KONRAD

692

DUSZA


Przepadła poza ścianą z boku;
już nowa dotrzymuje kroku,
już nowa koło niego krąży,
śledząc, gdzie Konrad myślą dąży.

KONRAD

693

Naród, Historia, Poezja, Sztuka, PrawdaCo mnie obchodzi przede wszystkim mój naród? Co mnie obchodzi jego historia i jego plotki? Tak plotki. Bo ostatecznie wszystko, co wam daje wasza poezja jest plotką, z którą się nie walczy. Poezje uważają u was jako półprawdy, jako rzecz, w którą się nie wierzy, której się nie ufa, na której się nie polega. Poezja zaś jest artyzmem. Zaś artyzm ma swoją logikę i nieodwołalność i jest całą prawdą, jeśli jest. Inna zaś prawda jest niepotrzebną.

MASKA 17

694

Odbiegasz, od czegoś zaczął.

KONRAD

695

Nie odbiegam od niczego, zwłaszcza od tego, com zaczął, jeśli myśl moją snuję logicznie właśnie z tego, com zaczynał.

MASKA 17

696

Mówiłeś o narodzie.

KONRAD

697

Nie obchodzi mnie nic wasz naród, bo ten wasz naród nie jest waszym narodem. Zgoda wasza i zgodność wasza jest już dla was niedościgłą, więc stąd uznajecie ją tak skwapliwie w tej waszej poezji. Na co wam zgoda potrzebna? Jedynie niezgoda z was co jeszcze wytwarza, z was, którzy jesteście niczym, niczym, niczym.

MASKA 17

698

To przykre.

KONRAD

699

To tylko przykre? To śmierć dla inteligentnego człowieka! A dla was to tylko przykre. Powinniście mnie zabić, zabić. A wy westchniecie, że to przykre.

MASKA 17

700

Zabijasz się sam.

KONRAD

701

Zabijam się sam. Ale i to wszystko będzie za późno. Świadomość przyszła już wprzódy, — wprzódy. A kto mi ją odbierze?!

MASKA 17

702

Nie ja.

KONRAD

703

Nie ty. — Nikt. Świadomość ta jest artystyczna, logiczna w swoim artyzmie i nieodwołalna. Jest sama ze siebie. Ja ją tylko odkrywam. Ja tylko ją poznaję, tę, co jest, ją: TAJEMNICĘ. Ją niezgadnioną, ją wielką.

MASKA 17

704

Kto to ma do siebie brać?

KONRAD

705

Kto? Nikt. Najlepiej nikt. A przede wszystkim niech nie bierze ten, kto się nie poczuwa do niczego i jest spokojny.

MASKA 17

706

Takich nie ma.

KONRAD

707

A właśnie, że takich nie ma. Wszyscy są czujący, czujący, wiedzący. Już ich widzę, już ich znam. Wszyscy są przewidujący, zgadują, poznali, pogłębili duszę narodową i już ją wzięli dla siebie, już ona ich i dla nich. Niech żyje partia.

MASKA 17

708

Dopiero mówiłeś przeciw partii.

KONRAD

709

A cóż ty myślisz, że ja nie jestem partią?

MASKA 17

710

A więc reprezentujesz ją sam jeden.

KONRAD

711

Nie — i tak.

MASKA 17

712

I to nazywasz logiczne.

KONRAD

713

Następstwo rzeczy jest logiczne, — i to jest ode mnie niezależne. Ja je odkrywam. Ja je tropię. I nieraz jasno widzę. I wtedy przerażam się jego bezwzględnością artystyczną: pięknem, które równocześnie czuję. — A ci, co za tym idą, co ją tworzą, ci nie widzą nic dalej.

MASKA 17

714

Tak ci się zdaje.

KONRAD

715

A właśnie dlatego, że myślą, że tak mnie się zdaje.

MASKA 17

716

No więc komuż?

KONRAD

717

Mnie się zdaje…? Nie mnie, nie mnie. Ale tak jest, tak jest poza mną i poza wami, — że to są naukowe pewniki, to co w artyzmie i poezji odkrywam. A naukowe pewniki wszak dla was są istotne? — — Że mniejsza o to, czym jestem ja i co się ze mną stanie lub z moimi dziełami, ale że ten mój każdy krok, to jest krok ku…

MASKA 17

718

Śmierci?!!

KONRAD

719

…………….. Tak.


Zaledwo za nią drzwi zapadną,
Gdy nowa weszła z miną składną.

KONRAD

720

Niewola, Naród, SamotnikCo jakie parę staj[68] lat… co wiek, co… zjawia się człowiek, który nie może znieść tego, co jest.

MASKA 18

721

Czego?

KONRAD

722

Niewoli.

MASKA 18

723

Niewoli narodu.

KONRAD

724

Nie. — Niewoli narodowości.

MASKA 18

725

Co?!

KONRAD

726

Niewoli narodowości. Wy chcecie ze mnie uczynić niewolnika.

MASKA 18

727

Czego?

KONRAD

728

Patriotyzmu.

MASKA 18

729

Ha!?

KONRAD

730

Dlaczego wy macie poczucie niewoli i poddania, i uległości, a ja nie?

731

Dlaczego wy czujecie się poddani i w jarzmie, a ja nie?

732

Czy wy nie macie duszy?

MASKA 18

733

Ha!?

KONRAD

734

Czy wy nie macie duszy? Nie wiecie, co to jest dusza, siła, która jest tym, czym chce i nie jest tym, czym nie chce. Dusza, która jest nieśmiertelna i pochodzi od Boga, a wy mówicie, że ją znacie i zatracacie jej boskość, zatrzymując ambicją, a Jej nie macie. Nią nie jesteście. Bo mieć ją i nie być nią: to nielogiczne. Wy śpicie. Jesteście podobni ludziom, co śpią: ludziom, których duch błądzi, a tylko ciało ciepłem dycha. Wy śpicie.

MASKA 18

735

A na cóż mamy się budzić? do czego?

KONRAD

736

Prawda. Po cóż się macie budzić? Wy jesteście ciałem, które dycha, które wdycha powietrze i wchłania napoje i jadło; ciałem, które płodzi i rozwija się, i gnije. Tu wasz kres. Wy nie zdolni więcej. Cóż wy byście więcej mieli czynić? Czy czynić, czy działać, czy chcieć, czy tworzyć —? Do tworzenia trzeba artyzmu. Artyzm nie może być utylitarny, bo jest niezależny od waszego bytu. Rzecz nie do osiągnięcia dla was. Więc śpijcie.

MASKA 18

737

Tymczasem widzę, że zasypiasz przede wszystkim ty. Bo to, co ty mówisz, to jest senność, to jest spanie, ale to śpisz ty.

KONRAD

738

A wy?

MASKA 18

739

Naród, Polska, Sztuka, ArtystaMy nie jesteśmy obowiązani do niczego, bo my nie jesteśmy artyści.

KONRAD

740

Co jakiś czas zsyła Bóg człowieka jasnowidzącego.

MASKA 18

741

No to mów, co widzisz —?

KONRAD

742

…Poczekaj, poczekaj, poczekaj. — To musi mieć formę artystyczną… ha… tak… tak… — formę nieodwołalną, artystyczną, formę niedwołalnego piękna, przed którym nie ostoi się nic, która jak młot walić będzie i przed którym wszystko polęże[69].

MASKA 18

743

Uderz w ten ton.

KONRAD

744

Cicho — Już słyszę głos. Tym wołaniem, tym czynem zwyciężę. Uderzyćże w ten dzwon?

MASKA 18

745

Uderz we wielki dzwon.

KONRAD

746

Zatem sztuka. Wysoki artyzm sztuki. Tragedia! Najszczytniejsza sztuka ma mówić i swoje: DRAMATIS PERSONAE[70] wyprowadzić.

747

Ma więc wyjść polska Antygona i polski Edyp i mają żegnać słońce i żegnać światło, pozdrowienie śląc mu od ust klnących.

748

I żądać ma Antygona, aby jej było wolno grześć brata, i żalić się jego wczesnej śmierci, i uczcić mlekiem i miodem, jak przystało czcić umarłych, i ma swego mimo straże dokonać.

MASKA 18

749

I ma swego dokonać.

KONRAD

750

I ma wyjść Edyp i bluźnić Bogu, że go dosiągł i że go pchnął w nędzę, i że dał mu świetność, i że dał mu nędzy świadomość, która mu była Śmiercią.

MASKA 18

751

Świadomość, która mu była Śmiercią.

KONRAD

752

Alboż my nie mamy tego samego? I tego Edypa, i tej Antygony? Nie jesteśmyż my tą siłą ducha onych przejęci?

MASKA 18

753

A więc wracasz do narodu.

KONRAD

754

Wracam do nieśmiertelności.

MASKA 18

755

Tak?! —?!

KONRAD

756

Nieśmiertelność czuję…

MASKA 18

757

To już raz było powiedziane.

KONRAD

758

Może, — tak — wiem. Tejże chwili już wiem, ale dla was znów to jest przypomnienie i już znów myśl się dla was gubi, bo nie widzicie myśli, ale człowieka. Tak jest, dotąd nie widzicie myśli mojej, tylko mnie, a nie o mnie chodzi. Przeszkodziłeś mi.

MASKA 18

759

Przeszkodziłem, ale to nie ja.

KONRAD

760

To ty. Bo do tych, którzy powtarzają cudze, należysz ty, nie ja, który cudze przeżywam.

MASKA 18

761

Jakże to przeżyć takie słowo jak: nieśmiertelność.

KONRAD

762

To go nie powtarzaj!

MASKA 18

763

Kiedy to piękne i to jest prawie tyle trochę piękna, które naprawdę powtarzać lubię.

KONRAD

764

Adje!

MASKA 18

765

W każdym razie przyznasz, żem ci mocno dopomógł odpowiedziami do rozumowania.

KONRAD

766

Szedłem ja, nie ty.

MASKA 18

767

I ja właśnie li tylko tego chcę, żebyś ty szedł nie ja.

KONRAD

768

Ale ty nie wiesz, gdzie ja idę.

MASKA 18

769

Bo to mnie nie obchodzi.

KONRAD

770

A?!

MASKA 18

771

A tak, bo to mnie nie obchodzi, gdzie ty idziesz? Mnie obchodzi: gdzie idzie naród. Mnie nie obchodzi, gdzie ja idę. Ja się nad tym nie namyślam i nie zastanawiam: co jest osią działania myślowego u ciebie. Ja się nad tym nie zatrzymuję. Porównuję się tylko z tobą, kiedy wywodów twoich słucham i badam: gdzie dąży naród?

KONRAD

772

Ty? — Co! Ty?!

MASKA 18

773

Ja obserwuję naród. Ja jestem obserwator. A ty…

KONRAD

774

A ja tym żyję!!

MASKA 18

775

I to cała różnica.

KONRAD

776

Niemała.

MASKA 18

777

Cóż lepsze?

KONRAD

778

Więc jak to? Jak to? Ty jesteś obserwatorem narodu?

MASKA 18

779

Na przykład na tobie.

KONRAD

780

Na przykład na mnie…

MASKA 18

781

Adje!


Przepadła; jużci nowa wkracza
i sieć domysłów swych roztacza.

MASKA 19

782

Myślisz, że my jesteśmy przeciw Polsce.

KONRAD

783

Ja nie myślę o Polsce.

MASKA 19

784

O czym myślisz?

KONRAD

785

Do mnie należy moja myśl i myśli mojej nowina i niespodzianki, a wy mnie nie stawiajcie płotów, ogrodzeń, sieci żelaznych, — nie mówcie mi na każdym kroku, że to klatka!

MASKA 19

786

Ha, jeśli ją czujesz.

KONRAD

787

Ja jej nie czuję.

MASKA 19

788

W takim razie nie rozumiemy twoich poglądów.

KONRAD

789

Ja wam ich nie wyjawię.

MASKA 19

790

Więc są tajne.

KONRAD

791

Nie mam żadnych tajemnic, ani swoich, ani cudzych.

MASKA 19

792

Toś szczęśliwy.

KONRAD

793

Ani się nie chcę stroić w urok i piękno, i poezję tajemnicy.

MASKA 19

794

Więc jest, — tylko odzierasz ją z szat poezji.

KONRAD

795

Więc jest… tylko nazywa się: wola, a ubrana w szaty poezji nazywa się: niewola. I oto to, do czego chcesz mnie przymusić.

MASKA 19

796

Nie wiedziałem, że mam tyle mocy.

KONRAD

797

Nie wiedziałeś, że mam tyle odporności.

MASKA 19

798

No, ale wróćmy do, — — rzeczowo. — My ofiarujemy ci wspólność pracy.

KONRAD

799

Teraz już nic, — już nic.

MASKA 19

800

Zrywasz.

KONRAD

801

Nie. Nie zrywam.

MASKA 19

802

Cofasz się.

KONRAD

803

Nie.

MASKA 19

804

Więc co? Kpisz?

KONRAD

805

Nie.

MASKA 19

806

Brutalnym chcesz być.

KONRAD

807

Nie.

MASKA 19

808

Więc my…

KONRAD

809

Was nie ma.

MASKA 19

810

Co?

KONRAD

811

Was nie ma już. Wyście stracili swoją egzystencję. Nie widzę was.

MASKA 19

812

Stajesz się wyraźniejszy.

KONRAD

813

Przestaliście istnieć już.

MASKA 19

814

Skazujesz nas na śmierć.

KONRAD

815

Wyście pomarli. Trupy i upiory. Nędza duszy!

MASKA 19

816

Tyś bogacz.

KONRAD

817

I przyszliście mnie kraść.

MASKA 19

818

To jest idea. Napisz to jako artykuł.

KONRAD

819

Bo ty chcesz tę ideę oświetlić po swojemu.

MASKA 19

820

My nie zmienimy jednego słowa.

KONRAD

821

A! Umiecie uszanować. Nie chodzi wam o słowa, ale o czyny. Chcecie zmienić opinię o mnie, a do tego macie środki.

MASKA 19

822

A więc widzisz, że jesteśmy i że mamy egzystencję.

KONRAD

823

To nie jest egzystencja, ta wasza. — Wy jesteście zależni od lampy, około której latacie jak ćmy, prosząc[71] i ćmiąc światło. Nie wiecie, kto lampę trzyma.

MASKA 19

824

Ty wiesz —?

KONRAD

825

Ja wiem. Lampę trzyma człowiek ślepy i nazywa się: przeznaczenie.

MASKA 19

826

Bah!

KONRAD

827

A na lampę dmuchnąć mogę ja i wtenczas co…?

MASKA 19

828

Wtenczas…

KONRAD

829

A! nie chcesz dokończyć, ćmy widzę w ciemności.

MASKA 19

Jak wieszcze. —
Czy zechcesz lampę naszą wspólną zagasić?

KONRAD

830

Dajmy pokój alegorii i temu, co ja chcę… Ujrzycie inne światło, ja wam nawet pokażę drogę… Ale wam dobiec nie starczy sił i skrzydła opadną wam w zimnie w pół drogi. Spadniecie w noc, zziębłe, strudzone ćmy, motyle, krasy pył… Jeszcze, jeszcze… do rana…

MASKA 19

831

Co… ty… mówisz —?

KONRAD

832

Aż świt…

MASKA 19

833

Ach, tak… ciebie to męczy.

KONRAD

834

Ach, to mnie męczy, — że liryzuję was i siebie, i was, i wszystko, i wszystko.

MASKA 19

835

Patrzysz przez pryzmat poezji.

KONRAD

836

Czyli, mówisz, że patrzę przez pryzmat frazesu.

MASKA 19

837

Sztuki!

KONRAD

838

Ty nie rozumiesz Sztuki.

MASKA 19

839

Ależ ja rozumiem sztukę i wiem, że to nie frazes.

KONRAD

840

Ani fałsz.

MASKA 19

KONRAD

842

A! ty właśnie sztukę uważasz za fałsz.

MASKA 19

843

Tu ja uznam za konieczne otoczyć się tajemniczością.

KONRAD

844

Lubisz »wymianę myśli«

MASKA 19

845

To tak rzadkie.

KONRAD

846

I chciałbyś, żebym się wypowiedział.

MASKA 19

847

To niełatwe zadanie.

KONRAD

848

I ja sam w twoich oczach winienem się popisać.

MASKA 19

849

Nie jesteś próżnym.

KONRAD

850

Jestem.

MASKA 19

851

Pozwolisz, że sam sądzić cię będę.

KONRAD

852

… — To zbacza i nie tędy chodzi moja myśl i cokolwiek w tym sensie słyszę, nie słyszę właśnie wcale zupełnie. Jestem głuchy na wszystko, co dotyczy mnie. Nie słyszę nic, cokolwiek kto mówi. Ja mam swój sąd własny. A zdobyć go było mi bardzo ciężko. I to jest cała moja siła.

MASKA 19

853

I to jest cała twoja siła. Dajemy ci pole. Może ją zużytkujesz?

KONRAD

854

Ja jej nie myślę zużytkowywać.

MASKA 19

855

Ale… to niepodobna, aby nie miała…

KONRAD

856

Wybuchnąć!

MASKA 19

857

A? — Wybuchnąć.

KONRAD

858

Ojczyzna, PolskaNie chcę nic, nic, — nic… nikogo, żadnych stronnictw, żadnych idei, one wszystkie upadły, — muszą upaść, żadnych ludzi, osobistości; oni wszyscy muszą upaść, upadną. Chcę… żeby w letni dzień, w upalny letni dzień…

Chcę, żeby w letni dzień,
w upalny letni dzień
przede mną zżęto żytni łan,
dzwoniących sierpów słyszeć szmer
i świerszczów szept i szum
i żeby w oczach mych
koszono kąkol w snopie zbóż.
Chcę widzieć, słyszeć w skwarny dzień,
czas kośby dobrych ziół i złych
i jak od płowych zżętych pól
ptactwo się podnosi na żer.

MASKA 19

859

Nasze jutro —?

KONRAD

— Nie. — — —
Chcę patrzeć, słyszeć, jaki gwar
zielonych, złotych much;
chcę widzieć, słyszeć, tężyć słuch,
jak z kwiatów spada kwietny puch,
jak lęk i groza kosi łan,
wśród ciszy pól i gór,
w słonecznym blasku złotych chmur,
na chleb na przyszły rok.
Chcę patrzeć, patrzeć, tężyć wzrok…
i potrącać mogiłę co krok.

MASKA 19

Nie rozumiem cię… ty przecie mówisz o Polsce!
Ty myślisz o Polsce!

KONRAD

Tak? — Nie. —
Chcę pójść w zaciszny, gęsty bór
za skłony sinych gór
i patrzeć po konarach drzew:
od których, z jakich stron
słonecznych żarów wionie wiew,
jak krąży w drzewach żywny sok…
i które padną za rok…
i że niczyich rąk nie zbroczy krew.

MASKA 19

860

Ty myślisz o Polsce!! To widoczne!

KONRAD

861

Tak?


Poszła i właśnie wchodzi nowy
druh nieodstępny Konradowy.

KONRAD

862

Naród, Poezja, SiłaPrzyznasz mi, że my z coraz większą mówimy rezerwą o wszystkim.

MASKA 20

863

My może coraz mniej wiemy.

KONRAD

864

Rzeczy wspólnych. A czy w ogóle te, które uważaliśmy za wspólne, były zdolne powołać wspólność?

MASKA 20

865

Jak? jak?

KONRAD

Czyśmy właściwie mieli jakie rzeczy wspólne? Chyba akcesoria i godła.

MASKA 20

866

Tak akcesoria i godła. Dziś nieznaczące nic.

KONRAD

867

Dziś tylko poetyczne.

MASKA 20

868

Tak… A… Czyli że…

KONRAD

869

Czyli, że te rzeczy, które my mamy za poetyczne i które nam są wspólne, są nam przeszkodą w zbliżeniu się, bo urastają do potęgi widma, które wzbrania wstępu do Raju.

MASKA 20

870

Anioła.

KONRAD

871

Archanioła.

MASKA 20

872

Archanioła!

KONRAD

873

Który mówi: »Będziesz za grzechy twoje dawne spełnione pokutował. Jak wiele było twojej chwały i sławy, tyle oddasz męki i bólu«.

MASKA 20

874

I to jest fałsz.

KONRAD

875

I to jest fałsz. A to jest sprawiedliwość poezji.

MASKA 20

876

Więc czegóż mamy się wyzbyć?

KONRAD

877

Poezji.

MASKA 20

878

Poezji!?

KONRAD

879

Tutaj zacznie się nasza siła.

MASKA 20

880

Więc możemy mieć siłę.

KONRAD

881

Więc ty jej nie czujesz, mimo poezji. Czyś ją ty może czuł przez poezję. Ale nie, to był upór — i tylko wobec siebie siła. Ale ta siła wobec drugich, to nie może być poezja.

MASKA 20

882

Więc co?

KONRAD

883

Wola.

MASKA 20

884

A tak: wola!

KONRAD

885

To, czego chcę, żądam, musi być. Trzeba umieć żądać i wiedzieć, czego żądać.

MASKA 20

886

Od kogo?

KONRAD

887

I trzeba wiedzieć, że jeśli są rzeczy, które ode mnie zależeć powinny, to grzechem jest pytać się o nie innych i żądać ich od innych.

MASKA 20

888

Zapewne, że wiele naszej słabości, niemocy leży tu, na tej ścieżce, gdzie wiodą rozstajne drogi do tego kamienia. Oto brak świadomości, co moje…

KONRAD

889

I do czego ja mam prawo.

MASKA 20

890

Prawo.

KONRAD

891

I nie to prawo, przez kogokolwiek nadawane i uznawane; — ale przez to prawo, które poza prawami takimi jest bezwzględnie i którego z niczyjego poczucia wyrugować nie można niczym, żadnym słowem ani rozkazem.

MASKA 20

892

Więc byłoby to prawo boskie.

KONRAD

893

Prawo ciężkości myśli i uczucia.

MASKA 20

894

Uczucia…

KONRAD

895

Albo lepiej: prawo ciążenia myśli.

MASKA 20

896

Matematyka i statyka myśli?

KONRAD

897

A tak, — tak. Jak jest matematyka i statyka obrotów i pędu światów, a więc i naszego, — tak jest matematyka i statyka myśli.

MASKA 20

898

Tak. — Hm. — Tak. — Czyli że, czyli że:

KONRAD

899

Czyli że…

MASKA 20

odchodzi

Już nowa, — ledwo tamta pada —
znów nieodstępna od Konrada.

KONRAD

900

Oto uszlachetniłem moją myśl.

MASKA 21

KONRAD

902

I budować poczynam wszystko z rzeczy lotnej jak słowo i lotniejszej niż puch. Budować wielki poczynam gmach, pałac, miasto. Jeruzalem buduję nową, li za zmysłem oczu i za słuchaniem idąc.

MASKA 21

KONRAD

904

I nie obrażę niczym uczuć sąsiada i oka bliźniego nie obrażę — a nasycę serce moje i zmysły moje wszystkie nasycę.

MASKA 21

905

?!

KONRAD

906

Oto buduję Polskę!

MASKA 21

907

?!

KONRAD

908

ObłokNa obłok ten patrzę, biegnący skłonem ogromnym i powitanie mu posyłam braterskie. Mój ci jest po skłonie, po ogromach płynący. Własnością jest moją i rzeczą, której zasię kupić nie może ode mnie sąsiad mój ani brat, ani złodziej wydrzeć i zagrabić.

MASKA 21


Znikła; już inna jest i bada
niepokojącą myśl Konrada.

KONRAD

910

Oto na co patrzę, gdy Noc zapadła i co czynię…

MASKA 22

911

— —- ?

KONRAD

912

Oto przypatruję się drobnym zdarzeniom i żyję tym życiem nieustawnych[72] tragedii drobnoustrojów.

MASKA 22

913

Drobnoustrojów?

KONRAD

914

A tak. Tworów małych, które gromadą idą, ale które wcale gromadą nie są i które giną pojedynczo.

MASKA 22

KONRAD

916

Każdy ten twór ginie samodzielnie.

MASKA 22

KONRAD

918

A ja zamierzyłem patrzeć na ten ciąg nieprzerwany dramatów.

MASKA

? —
Powoli inne maski włażą.
Weszły, ruch każdy jego ważą.
Za jego gestem się pochylą
i tak nad ziemią krótką chwilą
patrzą się, każdy zaczajony,
co znaczy gest niedomówiony?

KONRAD

919

Oto, gdy noc naszła już domostwo moje, — w izbie zastawiam misę cynową, pięknie brzęczącą; — misę tę pełnię[73] napojem słodowym, któren z jęczmionowych ziaren zalewkami się przetwarza, — a woń miła napełnia izbę, woń Słowianom ulubionego napoju…

MASKI

920

?!

KONRAD

921

I oto zabieram kaganiec, który przytwierdzon u żeleźca wpojonego w mur, z dala rozświetlał komorę; który rozpraszał był mrok nocy, tej, co pokój i ukojenie niesie śpiącym.

MASKI

922

!?

KONRAD

923

A kiedy błyska świt, szary nieledwo świt, — niepokojem już serce moje przejęte… i groza się do zmysłów moich ciśnie… i opanowuję po chwili pierwszy zmysł: wstrętu… Misa cynowa pomieści wszystką nieprawość, która w niej, z pięknie brzęczącego metalu uczynionej, w niej napoju ulubionego Słowianom pełnej…

MASKI

924

!?!

KONRAD

925

Scześnie[74]! —


Nagle, gdy Konrad wyrzekł „scześnie”,
zajękły dziwno, jakby we śnie
i wpadną nagle do podziemu,
uległe przeznaczeniu swemu.
Tejże chwili zamykają się wszystkie drzwi naokół, które dotychczas stały otworem i tworzy się mroczne wnętrze dużego pokoju. Tejże samej chwili otwierają się podwoje środkowej ściany w głębi i widać izbę niewielką mieszkalną i drzewko oświetlone, i ustrojone, zawieszone u stropu. Nad kolebką pochylona matka ssać daje piersi dzieciątku i kołysze się w takt nuconej półgłosem kolędy. Aniołowie to obstąpili kolebkę chórem:

KONRAD

Pamiętam, niegdyś wchodziłem
do księdza, do pustelni
i przystanąłem w sieni.
Pamiętam, gdy pozdrowiłem,
ci czyści i nieskazitelni
pojrzeli ku mnie zdziwieni.
i długie lata tułacze;
dziś jestem we własnym domu
i krzyż na progu znaczę.
Chrystus, Cierpienie, OfiaraKrzyż znaczę boży nie przeto,
bym na się krzyż przyjmował;
lecz byś mnie, Boże, od męki,
od męki krzyża zachował.
Byś mnie zachował od tego,
coś zasię za mnie przebył;
bym ja był z twoich wiernych,
a niewolnikiem nie był.
Bym ja miał z Ciebie siłę,
jak wierzę w Twoją wiarę
i żebym się doczekał,
jak miecze ślesz i karę.
Byś to, coś zapowiedział,
dopełnił w moim życiu:
by zeszło światło w nocy
i trysnął zdrój w ukryciu.
By trysło źródło świeże
za laską Mojżeszową
i byś mi wskazał leże
i dach nad moją głową.
Byś zwiódł z wędrówki długiej
mój naród do Wszechmocy!
Byś dał, co mają inni,
GDY PRZYJDZIESZ JAKO DZIECIĘ TEJ NOCY.
Bożego narodzenia
ta noc jest dla nas święta.
Niech idą w zapomnienia
niewoli gnuśne pęta.
Daj nam poczucie siły
i Polskę daj nam żywą,
by słowa się spełniły
nad ziemią tą szczęśliwą.
Jest tyle sił w narodzie,
jest tyle mnogo ludzi;
niechże w nie duch twój wstąpi
i śpiące niech pobudzi.
Niech się królestwo stanie
nie krzyża, lecz zbawienia.
O daj nam, Jezu Panie,
twą Polskę objawienia.
Polak, BógO Boże, wielki Boże,
ty nie znasz nas Polaków;
ty nie wiesz, czym być może
straż polska u twych znaków!
Nie ścierpię już niedoli
ani niewolnej nędzy.
Sam sięgnę lepszej doli
I łeb przygniotę jędzy.
Zwyciężę na tej ziemi,
z tej ziemi PAŃSTWO wskrzeszę.
Synami my twojemi
błogosław czyn i rzeszę!
Gwiazdka zeszła i świeci
nad kolebką dziecięcą
nad miłością zabłysła matczyną.
Światło błysło stuleci,
radość nocy tej święcą:
Gwiazda zeszła nad ŚWIĘTĄ RODZINĄ.
Oto dziecię w kolebce,
matka nad nim schylona.
Około niej Anieli?
Domże to mój? Mnie żona?
Któż te słowa mi szepce?:
ta z tobą dolę podzieli.
Koniec memu błąkaniu,
koniec mojej udręce.
W czyimże to szeptaniu?:
z tą ślubem sprzęgniesz ręce…
Klęka.

HESTIA

Występuje z izby, gdzie światło. Podwoje izby zamykają się za nią.
Strzegę twoich ócz i twoich rąk,
Uchylam od cię mąk,
zdejmuję z czoła znamię trwóg,
byś był jako ten, co nie pamięta,
przez jakie przeszedł ciemnie dróg.

KONRAD

Tyżeś to, moja święta?

HESTIA

Na czoło twoje kładę dłoń
a usta moje nucą śpiew
w tajemnic znaku wieczystych,
byś zbył tę myśli głębną toń,
gadów pełną nieczystych.

KONRADOgień, Bogini

Ty ogień mój i krew.
O, czy mi ciebie zsyła Bóg?

HESTIA

Ty masz być z bożych sług.

KONRAD

O wiem, ty znaczysz drogę posłanniczą.
Za ust twoich wymową,
co płynie żywiczną strugą,
stęsknionym idę słuchem
I przejmuję twe wielkie słowo
duchem,
który przebolał długo.
Ty wiedziesz ku zmartwychwstaniu,
że się moje dni już nagłe liczą,
że już jesteśmy na zaraniu.

HESTIA

Panem będziesz moim i sługą.
Strzec tobie ognia, który palę
rękoma moimi, rękoma moimi.
Wziąć tobie topór oburącz
i siąść stróżem u proga.
I nie zwolić ni piędzi ziemi.
Co Bóg rozwiązał, — łącz!
Z rozkazu i woli Boga!

KONRAD

926

Każesz walczyć!?

HESTIA

Znaczę cię kościołem.

KONRAD

Czynisz żagiew!

HESTIA

Płonącym czynięć Aniołem.
Zgromadź mnogie ludy na wiec:
niech siędą społem za stołem
i powiedz im, jak ognia mają strzec,
jak modlić się mają dzieły[75].
Że jest już czas, by ręce topór jęły
przyspieszyć dni,
bożemi znaczonych słowy[76],
by naród wstał na krwawą rzeź.

KONRAD

Płomień około twojej głowy,
łuna przy twojej twarzy.

HESTIA

Pochodnię weź.

KONRAD

Oczy! gwiazdy płonące!
Świecisz w nocy, jako z płomieni
patrzące żywe słońce!

HESTIA

Pochodnię weź!

KONRAD

bierze z jej ręki pochodnię płonącą
A może wy nie wiecie,
co to znaczy pochodnia?
Że ją dałem do ręki kobiecie,
co ogniska-ołtarza strzeże?
Wy dziwicie się może,
że Konrad z jej ręki ją bierze,
że święcić kazała noże,
a noże święcić znaczy: zbrodnia!?
Pochodnia, ogień, światło, żar
świeci i razem[77] spala,
i ciepła razem niesie dar,
i pożarami w gruz obala.
Rozjaśnia, ale niszczy razem;
ogniem żyjącym zabić zdolna.
Płonąca, jest tą żywiołową siłą,
którą posiada DUSZA WOLNA.
Płonąca, jest tą ducha władzą,
której sile ciało podlega,
potęgą, — duchy, gdy się gromadzą
w niej alfa myśli i omega.
W niewiadomości człowiek żyje,
w niewiadomości błogosławion.
Płomień ten boski kto odkryje,
potępion może być lub zbawion.
Gdy straci żarów świętą siłę,
choćby w ofierze dla narodu,
mniema, że ogniem go ocali, — —
dościgną mściwe Erynije[78],
doścignie Sęp wiecznego głodu:
wieczyście dalej, co jest dalej?
co będzie dalej, za wiek, wieki?
Im bliższy wiedzy, tym daleki,
coraz to dalej bieży, leci:
ogniem się własnym spala, — świeci!
to są te gwiazdy, co spadają
w noc. Patrzycie w nie: — — Znikają.

W KATEDRZE NA WAWELU

Za podniesieniem zasłony do aktu trzeciego, z głębi sceny słychać rozmowę dwóch osób znajdujących się w grupie gromady, przy której stoi Geniusz.

GŁOS 1

927

A cóż Konrad?

GŁOS 2

928

Mam najzupełniej to wrażenie, jak gdyby wśród nas był.

GŁOS 1

929

Jeno[79] nie widzimy go.

GŁOS 2

930

Owszem widzimy go, chociaż go nie ma. Dowodem rozmowa; czyli że niejako obecną jest jego myśl.

GŁOS 1

931

Dusza.

GŁOS 2

932

Myśl!

GŁOS 1

933

A jego myśl dalsza? Nie jestże ona potrzebną tu?

GŁOS 2

934

O tak, jest.

GŁOS 1

935

Ale jego samegoż myśl dalsza, jakiej my się nie możemy spodziewać ani domyślać?

GŁOS 2

936

Jakaż to myśl?

GŁOS 1

937

Niespodzianka, którą odnośnie do siebie, on jeden wnieść może.

GŁOS 2

938

Ta niepotrzebna. Ta nas nic nie obchodzi. Co ona nas może obchodzić?

GŁOS 1

939

Więc ta nasza obojętność dla niego…

GŁOS 2

940

Ogień, BohaterNie. To uświęcenie jego właśnie, uświęcenie — które jego myśli rozwój jemu samemu wyrywa!

GŁOS 1

941

Że on… Cóż z nim się dzieje?

GŁOS 2

942

Co z nim się dzieje? On sam niknie i ginie, rosnąc w nas.

GŁOS 1

943

Jakże to?

GŁOS 2

944

Zapala płomienie, przy których gaśnie sam, bo płomieni tych jest ogrom i burza, i płonący las.

GŁOS 1

945

A on zginie w dymie.

GŁOS 2

946

On zginie tym, co było w nim złego i niepotrzebnego, i dodatkowego.

GŁOS 1

947

Co?

GLOS 2

948

Życie z tym wszystkim, co mamy my.

GLOS 1

949

Więc my…

GŁOS 2

950

My musimy pozostać!

GŁOS 1

czyni maskę i gest zadziwienia

GŁOS 2

951

Bo tegoż on żądać nie mógł, by nas wyruszyć z posad, by nami zatrząść, nas burzyć.

GŁOS 1

952

Wtenczas żyłby on.

GŁOS 2

953

Tym, co zbudziło jegoż samego i jemu dało…

GŁOS 1

z maską i gestem zaciekawienia

GŁOS 2

954

Klątwę!

GENIUSZ

który był stał przy tej grupie mówiących i słuchał; teraz odwraca się od nich i ku innej grupie się zwraca

Piękno, Śmierć, Sztuka, MelancholiaMUZA

Wszystko, czego się tknę,
w mych rękach mrze
i pięknem wtedy mnie niewoli,
gdy kres się zbliża doli
i resztki życia w grze.
Do tęsknej oto lgnę niewoli,
gdy wspominanie Sławy boli,
gdy ogień cały w jednej skrze.
Iskra jedyna, gdy dogasa,
cała jej wtedy widna krasa,
ja wtedy ku piękności drżę.
O Piękno! Duszy tajemnica:
ostatnie chwile skonu,
gdy róż śmiertelny barwi lica
i znika jak gasnąca świeca,
w półdźwiękach i półszeptach tonu.
Weselcie się, w tej melankolii piękno,
gdy serca smętkiem oddźwiękną,
ja będę wtedy waszą panią,
a wiedzcie, żem jest tą, co wy tęsknicie za nią.

Już Geniusz od niej się oddala,
zostawując jej myśl nieskończoną,
ku innym idąc, których skala
myśli być ma znów podniesioną
o ton, więc rękę władnym ruchem
wzniósł i już włada nimi: duchem.

KARMAZYN

HOŁYSZ

956

Sumienie ściga moją myśl.

KARMAZYN

957

Cisnę w naród, co posiąść miał mój syn.

HOŁYSZ

958

Cha, cha, antyczna broń.

KARMAZYN

959

Hej, chłopie, bierz tę karabelę.

HOŁYSZ

960

Hej, chłopie, bierz mój lity pas.

KARMAZYN

Gdy na narodu staniesz czele,
pamiętaj nas, wspominaj nas.

HOŁYSZ

Bądź taki, jacy myśmy byli.

KARMAZYN

Cha, cha, wyucz się naszych wad.

HOŁYSZ

Otośmy siłę w tobie odkryli.

KARMAZYN

Bierz karabelę…

HOŁYSZ

Lity pas…

KARMAZYN

Niech cię Najświętsza Panna chroni,
Będzieszli ciekaw, jak masz użyć tej broni?

HOŁYSZ

Cha, cha, — dłoń dajcie do mej dłoni.

KARMAZYN

Zdobędziem się na wielki czyn!

HOŁYSZ

Nasze błędy posiędą oni.

KARMAZYN

Zabierzcie, co miał wziąć mój syn.
Podajcie ręce — idziem wraz.
Cha, cha, gdy niczym nasza rola,
przynajmniej was pociągniem w grób.
Jedneśmy razem żęli pola
i jeden nasz był żywny żłób.
Dziś się nam wspólna rodzi wola,
gdy bierzem na ruinach ślub.
Znaj, mości chamie, co to szabla.
Szabla to jest szlachecka broń.
Siekierą Kain zabił Abla,
więc Bóg »przeklinam« wyrzekł doń.
Zaś szlachcie Bóg dał karabele,
pohańców bić, po pyskach tłuc,
wylecieć na husarii czele,
wszystko oporne zwalić, zmóc.
Mieć Boga w sercu, wy go macie,
możecie kość niezgody wziąć.
Bierz karabelę, chamie bracie
i za pan brat ze szlachtą siądź.
PanNiech, mościdzieju, Bóg zna pana,
że jesteś cham sam Bóg to dał,
do herbu biorę dziś acana,
byś ty i Bóg mą łaskę znał.
Karmazyn i Hołysz biorą karabele ze stołu i rozdają je gromadzie chłopów, którzy stali za ich krzesłami.
Lecz Geniusz, który przy nich stał,
z ręką nad nimi podniesioną,
porzucił był ich już,
ku innym idąc, innych dusz
władzę w swą biorąc dłoń święconą.

KAZNODZIEJA

Bracia, orzeł zakrył moje oczy,
skrzydłami mię po oczach uderzył.
Mrok przed moimi oczami
i strach we mnie,
jakobym już nie wierzył —?
Ktoś przede mną olbrzymi stanął
i przesłonił jasność mych dróg
i nie wiem —
li to Szatan czy Bóg —?
Czy chcecie, bym się z nim zmierzył —?
Czy będziecie mnie wierni,
gdy ja zachwieję się i padnę u jego nóg,
niewiedzący —?
Czyli[80] chcecie być z panów myśli, czyli sług!?
Czyli wielcy — czy mierni —?
Czy wierzycie w to, że Słowo moje
płonącym było zarzewiem,
ja więc ogniem szczerym płonący,
noszę świętych znamię, —?
Czyli że kłamię —?
— — — — — — — — — —
Geniusz od nich się oddala,
zostawując ich myśl zawieszoną,
ku innym idąc, których skala
myśli być ma znów podniesioną
o ton, więc rękę władnym ruchem
wzniósł i już włada nimi: duchem.

MÓWCA

O bracia, serce mnie boli.
Niechaj mnie chór wasz okoli.
Podajcie ręce, — zimne wasze dłonie.
Myśl, jaka była w nas
I w naszej wspólności…
tonie…
Czy wy czujecie
tę dal nieskończoności,
która przed moim wzrokiem —?
Podzielę się z wami Słowem:
Oto przeznaczeń wyrokiem,
jak sądzę, widzieć mi dano:
zginiecie.
Radujcie się, — widzieć mi dano…
Dłoń się czyjaś nad moje czoło
pochyla…
Czy wstąpił kto w nasze koło…?
I mówię wam, że zaprawdę to chwila
wielka, gdy do was mówię…
Radujcie się, przed moim okiem
dal widzę nieskończoności.
Dusza się moja rozszerza
i płynie jako cień we wszechświecie…
Czy wy za nią pójdziecie —?
— — — — — — — — — —
Lecz Geniusz od nich już daleko,
już ku innym się ludziom zbliża,
już swoją je otoczył opieką
i dłoń ku czołu ich poniża;
to znów nią nad nimi zatoczy
szeroki, wielki, pełny ruch
i znów jest władcą wielki Duch.

PRYMAS

961

Klęczycie u moich stóp, a oto duch mój w męce. Klęczycie u moich stóp, o bracia moi. Czoło moje pokryła chmura i oto ręka czyjaś przesłania mi oczy.

962

O bracia moi, otoście ze mną w świątyni, — a modły nasze mrą na ustach moich i słyszę inną mowę duszy mojej: mowę serca.

963

Proch jestem i nędzarz jestem w purpurach, — a najboleśniejszą dla mnie: purpura wstydu, bijąca ogniem na twarz moją.

964

Polskę miałem wam dać! — Czymże są te sztandary, które chylicie nad moją głową. Oto łachmany, nad którymi Bóg nakreślił krzyż.

965

O bracia! Jak uratuję serca wasze? dusze wasze? O bracia! bracia, grób widzę wielki przed wami i przede mną.

966

Dłoń jakowaś przesłoniła mi oczy.

967

O Panie! O Chrystusie! — Nad narodem moim noc i mrok zapada, — nad narodem moim, klęczącym u grobu.

968

O Chrystusie! Czyjaż to ręka? Chrystusie! Wielkość to i Świętość twoja w męczeństwie naszym żyjąca.

969

Z kielicha daj nam pić — Śmierć naszą w twoim domu.

970

Klęczycie u moich stóp, — a duch mój w męce. O bracia, podajcie mi dłonie wasze. Oto ręce moje, dłonie moje na błogosławieństwo nad głowy wasze: — wielcy w Chrystusie!

CHÓR

971

Amen.


Już Geniusz odszedł od nich z dala
i inne duchy już zapala
i nad innymi wznosi ręce,
duchowej je podając męce:

STARZEC

972

Czy uważałyście, że od chwili mrok jakoby coraz gęstszy pada w załomy sklepień i po olbrzymach tych ciosanych ku nam się osuwa, nas w cienie i mroki grążąc[81].

CÓRKI

973

Głosu twego chcemy słuchać ojcze, ale głos twój to jakby już głos cudzy. Drżysz i niepokój snać[82] wstąpił w ciebie.

OJCIEC

974

Widzicież wy go? Przed nami stoi, a dłonie obiedwie nad głowy nasze kieruje. On to nad myślą naszą zaciąży. Będziemy wszystko-rozumiejący, jak ci, ku którym idzie Śmierć.

CÓRKI

Ślubujemy się Śmierci.

GENIUSZ

Jest mowa jego cicha przy słów wadze,
słuchana; zmilkli, czują władzę
głosu i władzę słów tajemną.
Scena się z wolna staje ciemną:
mrok padł na ludzi i na ściany
a naród w niego zasłuchany.
975

I nie wszystko zawdy powiem wam. — W waszych rozmowach, myślach i czynach jest wiele z tego, czym jestem ja i co ja czuję.

976

Naród, Nieśmiertelność, Grób, SztukaJa waszych tych serc mówiących słucham i świadkiem jestem języków waszych obrotu wprawnego, a obecnością moją podnoszę was i myśl waszą uświęcam. A gdy myśl się zatraca, gubi, marnieje, na codzienną zamieszana strawę, zaś duchowa dań jej tylko rozczynem będąca, — mnie później rani i kościół mój burzy… w kościoła mego ściany bije taranem powszedniości pospolitej — odwrócę się odeń zraniony i to jest ten grot, który mi ranę zadaje śmiertelną. — Żyjcie wy, na śmierć moją patrząc. — Odejdę precz — precz ku mej krynicy wieczystej. — Odrodzi ona mnie ku wierze nieśmiertelnej…

977

Uderzcie!!

978

Nieśmiertelność zyszczę[83] przez śmierć, którą mnie zadajecie.

Postąpił kilka kroków i pośrodku nich stanął.
Jest mowa jego cicha przy słów wadze,
słuchana; zmilkli, czują władzę
głosu i władzę słów tajemną.
Scena się z wolna staje ciemną:
mrok padł na ludzi i na ściany
a naród w niego zasłuchany.
Podnieście się duchem ze mną,
wzlećcie duchem za mną,
ponad noc duszną i ciemną,
rzucajcie ziemię kłamną.
Powiodę was do górnych sfer,
do szczytów, szczytów ducha;
gdzie Wielkość nawy dzierży ster
i kędy Wieczność słucha.
Wprowadzę was w świątynię, tum
potęgi waszej, waszych dum.
Wewiodę was nad groby łez,
byście nikczemność widząc ciała,
ujrzeli okiem żywym KRES:
Śmierć, która cuda działa!
Czegóż wy chcecie, czego z ziemi,
żądzami żarci niesytemi — — !?
Czegóż wy chcecie, czego z roli
oracze nędzy, marnej doli,
niewolne duchy wrosłe w ziem?
O innym lepszym świecie wiem!
Pójdziecie za mną, — wolni tam!,
gdzie Duch jest panem sam,
Gdzie Duch rozpęta wasze skrzydła,
mieczem Anioła przetnie sidła
i pęta wasze spadną z rąk:
przez mękę kaźni zbyjcie mąk!
postąpił ku przodowi sceny
Przyjmiecie tutaj z mojej dłoni
pokarm i napój niepamięci.
Postąpił, pochylił się i podźwignął ciężkich, spiżowych drzwi, wiodących w tej części katedry ku grobom królów i bohaterów Polski.
Jest mowa jego cicha przy słów wadze,
słuchana; zmilkli, czują władzę
głosu i władzę słów tajemną.
Scena się z wolna staje ciemną:
mrok padł na ludzi i na ściany
a naród w niego zasłuchany.
Słuchajcie, skoro dzwon zadzwoni,
zejdziecie ze mną w sklep podziemny,
gdzie żyje duchem świat tajemny. — —
WIELKOŚĆ was ducha ujmie mocą,
zapanujecie nad Nocą,
już wyzwoleni, wniebowzięci,
zwoleni duchem, wyzwoleni!
Śmierć wam wołana przywrze oczy.
Za mną wstępujcie — oto droga,
nim świt się blady zarumieni,
dopokąd szarość światła mroczy. —
Tam mieć będziecie Polskę świętą,
wybraną POLSKĘ, wywróconą,
z marnoty życia wyzwoloną,
z Ducha, z Ducha poczętą!!!
Tam wielkość! Wielkość tam was woła!
Przez wrota grobu do KOŚCIOŁA!!!
Weźmijcie wieńce róż na czoła!
Ta jedna, jedyna, droga:
przez artyzm, wielkość i Boga.

CHÓR

979

Oto Śmierć!?

GENIUSZ

Oto myśl szczytna
na wyżynach niedościgłych lotu.
Patrzcie, kędy łuna błękitna…

CHÓR

Przepaść grobu?! Stamtąd nie ma powrotu?!

GENIUSZ

Przepaść! — Stamtąd nie ma powrotu
do marnych, niskich progów.
Będziecie godni Bogów:
gwiazdami śród gwiazd kołowrotu.

CHÓR

Ta jedna, jedyna, droga?

GENIUSZ

wyzwoleńcy, zwoleńcy Ducha
i czynów waszych czeka.
Byście, słowem walczący szermierze,
do Boga podnieśli człowieka,
Śmierci przyjmując przymierze.
Oto wyzwoleni od miecza,
oto wyzwoleni duchem,
pod przemocy bezsilnej obuchem,
w kajdanach na rękach, drżący,
wy trwożni, — wy zmartwychwstający!
gdy gaśnie w was małość człowiecza, —
będziecie: Kościół-Zwycięski
nad ludzkie nędze i klęski.
Krew żywą wziąłem do czary
na TOAST wielki i górny:
za Polski Śmierć-Odkupienia,
za Polski krzyżową mękę.
Wy, duchem zespoleni wodze,
zstępujcie ze mną w podziemie,
kędy przeszłość stawiła swe urny
popiołów — na naszej drodze
do wieczystych zacisza kościołów.
Ta jedna, jedyna droga.

CHÓR

Mistrzu! przez Śmierć!? przez Boga!

GENIUSZ

Ta jedna, jedyna droga!!

CHÓR

Grobowce, trumny, cmentarze!

GENIUSZ

Tam oto stawiłem ołtarze!

CHÓR

Zgnilizna, próchna i trumny!

GENIUSZ

Tam oto stawiłem kolumny,
w granitach kute we skale,
zaklęte czarem stuleci
we wiecznej, wieczystej chwale.

CHÓR

Wiedziesz w spiżowe podwoje!
Dzwon bije.

GENIUSZ

Oto uznaję was dzieci
i państwo oddaję moje!
Czara złota, róg złoty w mej dłoni:
Słowo święte, święta duchów Sprawa.
Przychylcie ust do napoju
zbędziecie trwogi i lęku.

CHÓR

Róg złoty, wieczność pokoju.

GENIUSZ

980

Słyszycie: oto dzwon dzwoni — —

Roztwierają się na oścież wielkie podwoje katedry i Konrad wpada.

KONRAD

Stójcie!! Pochodnia w mym ręku!!!
………………………
podbiega naprzód
Sława! narodzie! Sława!!!
……………………..
Nienawiść niosę palącą!

GENIUSZ

Przeklęty! Nie posłysz poszczęku.
kto w ślad za tobą goni.
Nie posłysz zgrzytu i jęku
i ognia palących skroni
nie zaznaj…

KONRAD

Pochodnia gorze!!
Krwi wołam! Chcę święcić noże!
Zwodziłeś duszę daremno:
ukazywałeś mi niebo;
groby otwierasz przede mną.

GENIUSZ

Spokojność zabijasz twoję.

KONRAD

O spokój duszy nie stoję,
gdy marną kupiony dolą
I kala ręce niewolą.

GENIUSZ

W pokoju ducha ma władza:
naród Chrystusem odradza.

KONRAD

Krzyż przeklnę, Chrystusa godło,
gdy męką naród uwiodło.
Dla mnie żywota Prawo!!

GENIUSZ

O Sławo!!

KONRAD

Ty ze mną Sławo!!
Zwyciężaj siłą płomienia!
Ta jedna jedyna droga!
Pochodnią uderza w rękę, w której Geniusz trzyma wzniesioną czarę złotą. Czara wytrącona upadła w czeluść grobów królewskich. Konrad chwycił drzwi grobowe, przywarł i zatrzasnął nimi zejście do podziemi, a rygle żelazne przetknął płonącą pochodnią, która tu zgasa.
Na wrotach grobu stoję!
Państwo zdobyłem moje!!!!
Sława, narodzie Sława!!!
Teraz stanął na wrotach do grobu,
na brązowej spiżowej pokrywie, —
gorejąc, — tchem jednym wymowy
w Geniusza uderza słowy,
w wybuchów strumiennym porywie:
981

Naród, Historia, Cierpienie, ŚmierćHarpio narodu! siły ssiesz nasze i spalasz je w czczy dym!

982

Tyżeś to wzeszła nad domostwa, nad chaty, nad naszymi panująca mężami. Widmo niedościgłe duszy stęsknionej, — po obłędnych wodzisz manowcach, a nad grób i czeluść grobową żywe, spragnione przywodzisz. Oto chcesz je pogrążyć w niechybną NOC ŚMIERCI, w niechybną NOC ZATRACENIA!

983

Precz przeklęty! — Serc naszych tyranie, władco nieubłagany, każesz nam się wyrzekać, co rola dać może orana i który chcesz, byśmy owoc wszelki od ust odjęli.

984

Precz ty… chcesz przychylić nam do ust czary trucizną pełnej, czary jadem pełnionej, która jest przeszłością naszą występną i bolesną i ta nie będzie naszą krwią, krwią nas żywych i napojem.

985

Precz! Chcesz, abyśmy pamięć wlekli w mąk kaźnie i więzienia i wyrzekali się blasku dnia dla litości onych, co marli męczeni, a ginęli katowani, — tych dola nie naszą będzie dolą ani wołaniem.

986

ZwycięstwoWołaniem oto naszym zwycięstwo!

987

Zwycięstwo Hasłem i Wolą!

988

ZWYCIĘSTWO! — nie to, które wyrzeka się ciała i krwi i mocne się być zapowiada anielskimi skrzydły, a jego oblicze trupiego wdzięku tchnie urokiem zabójczym.

989

Zwycięstwo! niosę ze krwi i ciała, z woli żywej i żywej Potęgi, —

990

mocne wolą nad świat władającą, wolą, co ze mnie jest

991

i przychodzi ZWYCIĘŻAĆ!!

992

Czas jest i godzina dopełniona!

993

Precz!!!

Katedra rozświetla się kolorami.
994

Znam twoje gusła i hasła, widmo upiorne zagasłej przeszłości, cieniu, — błądzisz śród głazów i kolumn świątyni.

995

Oto Wawel! Wawel!! Otoś stawił przede mną grobowce, posążne postaci rycerzy, — legli w sen kamienny, powieki ich przymknięte na dolę i żywot nasz!

996

Złudo wielkości! oto chcesz ująć nas sidłem piękna, co zamarło i zgasło i jęk chcesz obudzić w piersi naszej, a nie wołanie radości!

997

Złudo! kłamanym wiążesz nas szczęściem i potęgą nas uwodzisz kłamaną! Wielkość ta twoich posągów to fałsz udany i zwodliwy! nie bije tam serce w onych, ani z głazu nie drgnie ku nam żądza, by wzgardą, nienawiścią i zemstą chciała nas budzić

998

i czyniła z nas męże!!

999

Precz!!

1000

Kochanku ruin i zapadłych uroczysk chwalco! tyżeś nas wwiódł w bezdroże rozstajnych dążeń, uwodzicielu!

1001

Piewco dróg błędnych i stróżu labiryntów, wodzisz na pokuszenie miłość naszą i miłość naszą zatruwasz! w uwodne powiódłszy sienie, sklepiska, skąd wyjścia nie masz, jeno ogniki świecące próchnem.

1002

Czarodzieju! mamidłem bawisz myśl i duszę kołysasz[84] snem wspomnień. W państwie twoim czarów wszędy Śmierć jeno ta: wieczysta i nieśmiertelność dająca.

1003

Przeklęty! najlepszą brać zabiłeś moją i ranisz jadem smutku.

1004

Radość głoszę i wesele!

1005

Wyrzekam się ruin i gruzów, i złomów wielkości, której oto Śmierć mocarką!!

1006

Precz!!!!

1007

Poznaję cię ćmo krasa[85], pasożycie dusz, szarańczo złowróżbna.

1008

Tyżeś mrowiskiem opadła w najmilsze oczom zagony; igra to i bawisko[86] twoje.

1009

Pieścisz mnie i usypiasz, dnie rabując niezwrotne, a rękę moją wstrzymujesz?

Nie uwiedzie mnie szept wiślany
i fala wierzchnia, która kłamie,
czyje ją kolwiek wiosło łamie,
temu powolnych chyli grzbietów, —
nie zwiedzie poszept oczeretów,
trzcin chwiejnych, łóz, szuwarów;
czyja je kolwiek dłoń skuje
w rózgi liktorskie Cezarów…
sługa jarzma nie czuje!!!
PoezjaTy chcesz, bym do cię przypadł w jęku
i słuchał szumów, śpiewów, gwaru
i w zasłuchaniu wstrzymał ramię,
uśpiony słowem twem szeptanem.
Ty chcesz mnie stłumić mocą czaru
i miłość dać, co czynom kłamie.
Musisz być moją, mnie niewolna
ja muszę twoim Panem.
Przez serce socha przejdzie rolna,
przez pierś twą ORKA, — płużny miecz!
POEZJO PRECZ!!!! JESTEŚ TYRANEM!!

CHÓR

A kto prośby nie posłucha, —
W Imię Ojca, Syna, Ducha:
czy widzisz pański krzyż!
Śmierć niosłeś w twym napoju,
zostawże nas w pokoju!
A kysz, a kysz, a kysz!
Miarowym słowem chór powtarza,
miarowa ozwie się muzyka.
We dźwięku tej muzyki Moniuszki,
przy której owe w Dziadach duszki
znikają na zaklęcie guślarza, —
ten, przeciw komu chór zwrócony
i krzyż w powietrzu zakreślony:
Geniusz-Prospero znika.
(Nie jest to wcale ten Prospero
ze Szekspirowskiej znanej Burzy;
różni się odeń choćby cerą,
jak o tym mowa w pierwszym akcie;
zresztą go widzieliście w trakcie
aktu trzeciego, gdzie był dłużej.
Prosperem ja go tylko nazywam
ot tak, przez literacką swadę,
żeby zaznaczyć, że nie zrywam
z tradycją teatralnych manekinów,
niegdyś żywych, a dzisiaj niezdolnych do czynów.
Nas przecie Szekspir nie poruszy,
bo najmniejszego nie miał cale
pojęcia naszej POLSKIEJ DUSZY, —
choć wszystko inne doskonale
znał i przedstawił, i określił;
to przecie tę mu wytknę wadę,
że nic polskiego nie wymyślił;
jednak to nie jest żadną wadą,
bo dla mnie żyją te postacie.
Was, gdy dziś polską znam plejadą, —
cóż angielskiego w sobie macie?)
Tutaj zapadła kurtyna,
ale jest to kurtyna z gazy.
Sztuka grana się kończy;
nie kończy się myśl Konradowa.
Wszyscy inni wychodzą z ról,
pozostają w kostiumach.
Rozbierają dekoracje i płótna,
odstawiają je w kąty…
Rozświetlono znów pełne rampy.
Pełne światło pada na scenę.

KONRAD

Zawrót — tam lecę, kędy gwiazdy płyną,
w rydwan wstąpiłem siłą, — naprzód — drogi giną
we mgłach — ha cóż to — świetlna zawierucha!
Automedonie[87] lejce dzierz, — nie słucha.
To ja sam, — ha! poniosły rozszalałe konie. —
Zachwiał się — pada — ha — Automedonie!
Lecę ponad przepaście… tysiąc lat…

AKTOR

On bredzi.

KONRAD

Prawdę rzekłem!!!

REŻYSER

Co znaczy?

MUZA

Kto przez niego gada?

KONRAD

1010

Kto to przeze mnie mówi…? Duch rzekł, że nawiedzi, jeżeli to, com przyrzekł… Cóżeście słyszeli? Oni mię podsłuchali — i myśl mą wydadzą.

MUZA

1011

Skończyłeś rolę — cóż to — jeszcze rola?

KONRAD

Rola — rola skończona? Wasz umysł tak dzieli
myśli na rolę i nicość powszednią,
że skoro rolę wypowiecie gładko,
deski sceniczne spod stóp wam uciekną
i rola najpiękniejsza staje się wam brednią.
Nędzarze!

MUZA

Ach, oszalał Konrad.

KONRAD

Moja swatko,
żegnaj mi. Od dziś moja poczyna się wola.
Zdobyłem dzisiaj władzę ponad twoją władzą.

AKTOR

Chory?

KONRAD

Co wy za jedni?

AKTOR

Już nas nie poznaje?

MUZA

Konrad improwizuje.

STARY AKTOR

Żartuje.

REŻYSER

Udaje.

AKTOR

Nie znasz swoich aktorów?

STARY AKTOR

Przyjaciół…?

KONRAD

Chcę ludzi.

AKTOR

Czegoś chce?

KONRAD

Ludzi!

REŻYSER

Cha, cha!

KONRAD

Ach, to wy aktory!
Tak, — to wszystko udanie —

STARY AKTOR

Tak jest.

REŻYSER

Chwila złudy.
Teraz wieńce nagrodzą nam fikcyjne trudy.
Dobranoc.

KONRAD

W myśli iskra pożaru się ląże!
Dobranoc przyjaciele.

STARY AKTOR

Dobranoc, mój książę[88]!

KONRAD

Sceniczne widowisko — patrzaj się, Horacy:
wieszli[89] dla kogo teatr?: — pułapka na myszy.
Oni sami się wskażą: nikczemni i podli.
Sumienie gryźć ich będzie, rumieniec ich zdradzi.
Radujmy się, Horacy!

STARY AKTOR

Dokąd to prowadzi?

KONRAD

Oto wynoszą graty, sprzęt, złudną tandetę!
Wiesz, co to wszystko znaczy?

STARY AKTOR

Do domu się śpieszę.

KONRAD

A teraz będzie scena, gdzie Klaudiusz się modli.

STARY AKTOR

Trzy arkusiki, farsa, muszę być na próbie…

KONRAD

Reżyserze — o, widzisz tę w laurach kobietę:
Muza, posiadła serce, — myśl mą wyzwoliła;
czegóż ona się kłania?!

REŻYSER

Otrzymała wieńce.

KONRAD

Czegóż tak ciągle dyga? Do ust wznosi ręce?

REŻYSER

Wzruszona jest, — dziękuje za uznania tyle.
Moment jedyny szczęścia: oklaski przez chwilę.

KONRAD

do Starego Aktora
Cóż to? Nie w roli?

STARY AKTOR

Rola mnie nie żywi.
Przy tym o mnie nie dbają i na mnie są krzywi[90].
Ja nie dbam. — Już skończyłem. Już na nic nie czekam.
Nawykłem do tych desek. Mogę precz. — Odwlekam.
Syn, Ojciec, Artysta, Sztuka, Teatr, Czyn, Powstaniec, KonfliktGoniłem niegdyś sławę, grywałem Hamleta.
Nowe dzisiaj Hamlety. — Dom. — Dzieci. — Kobieta. —
Sława artystów! Niedziwne mi wieńce.
Miałem ich pełne dwie, o te dwie pełne ręce,
gdy mój święciłem dzień trzydziestu lat na scenie.
Oklaski miałem ich, uznanie i znaczenie.
Efemeryczne to, przez jeden wieczór lamp,
a gaśnie, gdy pogasną skręcone rzędy ramp[91].
Zanieśli do dom kwiaty. — Rodzina już się zbiegła.
Patrzaj, co przyniósł tata! To mąż mój!? To mój syn!?
A serce żonie rośnie, jakby gdzie złotych harf
muzyki zasłyszała. Oklaski w uszach dzwonią.
A matka moja idzie, staruszka, — (przy nas żyje) —
i patrzy się po kwiatach, napisach szumnych szarf
i pyta: »to te kwiaty dla ciebie, skąd to, czyje?
Mój synu — mówi matka — ho, to twój ojciec z bronią
walczył za świętość naszą i zdobył się na czyn…
(Legł w sześćdziesiątym trzecim; dziś zapomniany grób)
nikt wieńców mu nie dawał, nie rzucił kwiatu, świec…«
Mój ojciec był bohater, a ja to jestem nic.
W błazeństwie dzieł udanych, w komedii wiecznej prób,
ja się rumienię, wstydzę, wstyd biorę wasz do lic…
Mój ojciec był bohater, a my jesteśmy nic!

KONRAD

do kogoś w kostiumie
1012

Marszałku, załamałeś ręce, Wawel, Wawel burzą!

AKTOR

zagadnięty
Myślę, by sztukę skrócić, gdy jutro powtórzą,
w momencie, kiedy Konrad wychodzi na scenę.

KONRAD

Chcesz mnie skrócić o głowę.

AKTOR

Kwestie trzy lub cztery
ze stanowiska sceny, reżyser wykreśli.

MUZA

Jak to, — chcesz biżuterie dać poprawiać cieśli.

AKTOR

do Muzy
1013

Wszakżeż dyjadem nosisz z fałszywych kamieni.

REŻYSER

pokazując Aktora
On o czym innym myśli, wiecznie roztargniony.
W duszy nosi świat inny, innym otoczony.
Wszystko się załagodzi — wilk i owca syta.
TeatrSztuka będzie, gdy przyjdzie publiczność i kwita.
Teatr dla publiczności jest — publika ceni.
Trzeba umieć ją zająć, — entuzjazm jest, jeśli
ktoś umie na tych strunach zagrać jak na harfie;
jeśli nie umie, nie ma na co się porywać.
Gadaj sercem, a będą głową przytakiwać,
jak gdybyś sercem grał…

MUZA

Depcesz po szarfie!

REŻYSER

Ach wstążka…

MUZA

Półjedwabna!

REŻYSER

Ach fręzle!

MUZA

Półzłoto.

REŻYSER

1014

Tak — półszlachetne dusze, półwiara z półcnotą.

KONRAD

1015

Kobieta, Mężczyzna, TeatrKtóż tamten, co się wita, tak żywo witany?

AKTOR

1016

Redaktor, głos opinii.

KONRAD

Głasnął ją po twarzy…

AKTOR

1017

To jest jego kochanka.

KONRAD

Muza?

AKTOR

1018

Po spektaklu.

KONRAD

1019

Na jego się ramieniu wspiera, kokietuje…?

AKTOR

1020

My to widzim co wieczór.

KONRAD

Ofelia? Maryla?!

AKTOR

1021

Talent jej się rozwija.

KONRAD

Gdy duch się marnuje.
Gdzie żem zaszedł? Co chciałem uczynić? —
Czym będę?
Przyniosłem wam pochodnię, — —
zabroniłem grobu!
Jakżeż wy to żyć chcecie — — —?

MUZA

Wielkość ty zdobyłeś.
Marnotrawco! — i czemuż wraz pochodni zbyłeś?
Przeciwnik urojony! — Oto żeś bez godła!

KONRAD

A wieszże ty, artystko, że artyzm jest maska?
W czyim ręku Prospera tajemnicza laska,
ten jest władcą, — na SCENIE, — reszta marność podła.
Wielkość i znowu wielkość — kwiat na polskiej roli.
Wielkość, wielkość, dla której jęczymy w niewoli.
Hej rekwizytor!

REKWIZYTOR

Do usług.

KONRAD

Łuczywo!

REŻYSER

»Pochodnię« dla tej pani.

REKWIZYTOR

Ze światłem na drucie.
Hola chłopcy, dajcie no z kąta pakiet nowy.
Raźno, chłopcy krakusy, a śpieszcie się żywo!

MUZA

A w istocie, Konradzie, myśl miałeś szczęśliwą,
bo taką oto scenę zagrać wypadało:
że ty, porwany dźwiękiem słów własnej wymowy,
że ty prowadzisz gdzieś w przyszłość wspaniałą,
którą słowem byś suto ustroił i wierszem,
w znaczeniu jak najgłębszem, w pojęciu najszerszem,
idąc niby na czele, tłum za tobą niby…
Wszystko byłoby piękne, cudowne…

KONRAD

Jak gdyby
rzeczywistość

MUZA

Na scenie udana symbolem.

KONRAD

O symboliczne kłamstwo, świeć nad całym polem!
Mów, mów — widzę, że płoniesz.

MUZA

…Braknie mi talentu…

KONRAD

Ty go masz!

MUZA

Oto biorę finale momentu: —
Za mną! Ja wam ukażę nowe ideały,
nowe świecące słońca, gwiazd roziskrzę krocie;
stubarwne tęcze rzucę, jako most, pod nogi.
Którzyście dotąd żyli w gnębiącej ciasnocie,
w trudach na drodze życia wiązani daremnie,
nie sięgli ku wyżynom, powiodę do chwały!
Frazesem z was uczynię mocarne półbogi!
Ja będę wielkość przez was, wy wielcy przeze mnie!

CHÓR

Brawo!

REDAKTOR

Ave regina, debiut znakomity!

KONRAD

Prostytucja!

REŻYSER

Sztuka, Ogień, Prometeusz, HandelReklama! półśrodek konieczny.
Oto rzeczy wieczystych porządek odwieczny:
przez chwilę na koturnach — resztę czasu boso…
Samolubstwo, SamotnikOgień ten prometejski, skradziony niebiosom,
przez różne idzie ręce — każdego pogrzeje,
jak świętość odpustowa — rozdany, maleje,
ale jest prometejski!

KONRAD

Kramarze świętości!

REŻYSER

z wyrzutem ku Konradowi
To droga samolubstwa — tam droga miłości.

KONRAD

Nienawidzę!

REŻYSER

Skręć rampę!

MASZYNISTA

Gasić światła!

AKTORZY

Ciemno!

KONRAD

Cóż to, ront[92] pod bramami?

REŻYSER

Zamykają bramy.
Cóż to chcesz sam pozostać?

KONRAD

Któż miał zostać ze mną?

REŻYSER

Czyli czekasz na kogo —?

KONRAD

…Spotkać się tu mamy…

REŻYSER

Mówisz niejasno…

KONRAD

Powód, że rampy zgaszone…
Czy ty kiedy widziałeś je — te potępione…?

REŻYSER

Mam już dosyć teatru, wracam do rodziny.
Tu jest pustka — — —

KONRAD

Minęły moje trzy godziny
w tej pustce, — oto mija godzina przestrogi.

REŻYSER

Na flecie grać nie umiem…

KONRAD

Możesz iść, mój drogi.
Wszyscy odeszli. Drzwi zamkniono.
Konrad pozostał w ciemnej hali.
W zegar na wieży uderzono
na północ. — Ginie dźwięk w oddali.

KONRAD

Sam już na wielkiej pustej scenie.
Na proch się moja myśl skruszyła.
Wstyd mię i rozpacz precz stąd żenie[93]. —
Na Świętym Krzyżu północ biła.
Kędyż się zwrócę? Wszędy nicość,
wszędy pustkowie, pustość, głusza;
tęskni samotna moja dusza
i nad mą dolą płacze litość.
Sztuka, Polska, Idealista, Samotnik, SamotnośćZ czym pójdę do dom, smutny, biedny?
Na proch się moja myśl skruszyła:
niewolnik wielkiej myśli jednej,
w niej moja niemoc, moja siła.
Czy jesteś Polsko — tylko ze mną?
Sztuka mię czarów siecią wiąże:
w Świątynię wszedłem wielką ciemną, —
dążyłem, — nie wiem, dokąd dążę.
Pogasły światła, co świeciły,
rzucone w płócien wielkie łuki,
łachmany, co świątynią były.
Jak wyjdę z kręgu czarów Sztuki?
Sam jestem w wielkiej scenie pustej.
Głucho odbija podłóg echo.
O lęku, — tyżeś mi pociechą…
Noc rozwiesiła czarne chusty —
Jak straszno — tam w tych ścian oddali
zda się, że nocy przestrzeń ciemna. —
Sam jestem, — wstyd me czoło pali:
jedyna siła, moc tajemna.
Łzy, KrewPrzekleństwo łzom! krew pali skroń —
przekleństwo łzom! — krwi!!
Otwiera się głąb sceny.

CHÓR

Bywaj! — goń!

KONRAD

Spod ziemi wstają!!!

CHÓR

Bywaj! goń!!

KONRAD

Oblicze kryją czarne chusty
Suną spod ziemi, — szelest, szmer!
Nie mogę dojrzeć w ciemni sfer,
kto są?!

CHÓR

Na żer! na żer! na żer!
Otwiera się przód sceny.

KONRAD

Wstają, gdzie róg rozprysnął złoty,
wylęgłe z jadów, trucizn, win.

CHÓR

Na czyn! Na czyn! Na czyn!

KONRAD

Z głębin, gdzie zapadł złoty róg,
wylęgłe wstają widma trwóg!

CHÓR

Otoczcie kołem, zawrzeć krąg,
kochanka objąć wieńcem rąk,
Niech naszych dozna mąk!

KONRAD

Erynie, bóstwa, potępione,
na czoło kładą mi koronę
wężowych splotów! — Węże, haj!

CHÓR

Męczarnie nasze znaj!
Ująć kochanka zwartym kołem!

KONRAD

Węże palące mam nad czołem!

CHÓR

Gdziekolwiek pójdziesz nocą ciemną,
spętany wszędy pójdziesz ze mną.

KONRAD

Odejmij węże! splot mnie ściska!
Odejmij węże!! splot mnie dusi!

CHÓR

Kto nocą w nasze wszedł koliska,
ten węże przyjąć musi.

KONRAD

Wieniec żre oczy — wieniec pali…

CHÓR

Daj ręce — chyćcie go za dłoń!
Ty siostro bierz i wlecz.
Gdy wydrzesz oczy, — daj mu miecz!
Niech naszych dozna mąk!

KONRAD

Puszczajcie! Oczy!! — Czarna toń!
Jak ciemno! Wieniec, wieniec pali —

CHÓR

Dzierżyć go splotem rąk!

KONRAD

Podajcie dłoń, podajcie dłoń!
Zemsta! Zemsta ocali!!!
Polska jestem! wy ze mną!
Wieniec wężów mnie pali!
Chwyćcie dłoń! W oczach ciemno!
Wy ze mną!!!

CHÓR

Z tobą wszędy!
My z tobą!

KONRAD

Wszędy noc —
wy ze mną.

CHÓR

Tędy, tędy!
Erynie miecz mu w rękę dają,
a on, gdy w ręku miecz poczuje,
jako wódz zgania je i szczuje,
a one wieńcem go chwytają.

KONRAD

Gdzie droga?!

CHÓR

Ty masz moc!
Gdzie droga?!

KONRAD

Tędy! tędy!!
Za mną!!

CHÓR

Za tobą wszędy!
Już biegą w stronę drzwi gromadą,
zgłodniałych sępów chyże stado.
Zaparte wrota. Nadaremno.
Wracają znów na scenę-noc;
szukają wyjścia w noc tę ciemną; —
żelaznych wrót żelazna moc.

KONRAD

Przede mną, za mną noc! —
Za mną!!

CHÓR

Za tobą!

KONRAD

Tędy!
Potęgi ziemnych sfer!

CHÓR

Na żer! Na żer! Na żer!
Daremno! Ryglem wrota zwarte,
żelaznych wrót żelazna moc;
uderzą, głucho jękną wsparte, —
wracają znów na scenę-noc.
Ku innej stronie znów się rzucą
i bieżą, gonią i znów wrócą,
szukając wyjścia w NOC tę ciemną
daremno, zawdy nadaremno.
Już biegą w stronę drzwi gromadą,
zgłodniałych sępów chyże stado:

KONRAD

Za mną!

CHÓR

Za tobą wszędy!

KONRAD

Potęgi ziemnych sfer!

CHÓR

Nasz przysiężony brat!

KONRAD

Z wami wieczystość lat!

CHÓR

Na Żer! Na Żer! Na Żer!?
Daremno! Ryglem wrota zwarte,
żelaznych wrót żelazna moc.
……………………………………
Tu dramatowi temu koniec.
Lecz myśl, ten chybki lotny goniec,
poza ten dramat polatuje
i oto, co mi podszeptuje:
Gdy szary świt uchyli bram,
gdy pękną bron[94] zapory, kraty,
gdy Eos różanowłosa
na niebios wystąpi skłon
i pierwszy zanucą ptaki ton
świergotów rannych, —
w kościele zaczną się roraty[95], —
znajdzie się ktoś, co przyjdzie tam
z kluczami,
(może wyrobnik, dziewka bosa),
i pierwszy uchyli wrot, — — …
Przywódca, Zemsta, Wolnośćwtedy to w ten błękitny ranek
Konrad-Erynnis z Eryniami,
zaprzysiężony bóstwom brat,
niewolnik razem i kochanek,
wybieży w świat
na LOT,
na szary świt, w błękitny świt,
miecz w ręku mając,
wzrok wydarty,
otoczon chórem, w wieńcu żmij,
jako ten wasz czterdziesty czwarty,
w naród wołając:
WIĘZY RWIJ!!!

Przypisy

[1]

nieszpór a. nieszpory (z łac. vespera: wieczór) — wieczorne nabożeństwo w kościołach chrześcijańskich, tradycyjnie odprawiane o zachodzie słońca. [przypis edytorski]

[2]

gontyna — świątynia; rodzaj przedchrześcijańskiej budowli sakralnej u Słowian. [przypis edytorski]

[3]

weszedł — dziś popr.: wszedł. [przypis edytorski]

[4]

czyli — konstrukcja z partykułą -li; znaczenie: czy, czyż, czy też. [przypis edytorski]

[5]

pojęni (gw.) — dziś popr. forma: pojęli; znaczenie: zrozumieli. [przypis edytorski]

[6]

czyli — konstrukcja z partykułą -li; znaczenie: czy też. [przypis edytorski]

[7]

ramiony — dziś N.lm: ramionami. [przypis edytorski]

[8]

uwięzgłem — dziś popr.: uwiązłem. [przypis edytorski]

[9]

paść — przepaść a. pułapka na zwierzynę leśną (w postaci wykopanego i zamaskowanego dołu). [przypis edytorski]

[10]

krzesanica — urwisko skalne w górach. [przypis edytorski]

[11]

wniść (daw.) — właśc. wnijść: wejść. [przypis edytorski]

[12]

pozad — wstecz, za siebie. [przypis edytorski]

[13]

ptacy — dziś popr.: ptaki. [przypis edytorski]

[14]

pojmie — tu: obejmie, opanuje. [przypis edytorski]

[15]

wiem — tu: znam. [przypis edytorski]

[16]

zejmijcie — dziś popr.: zdejmijcie; por. jąć: wziąć, złapać. [przypis edytorski]

[17]

ubroczony — dziś: zbroczony. [przypis edytorski]

[18]

czerń (daw.) — lud. [przypis edytorski]

[19]

nieubłagalny — dziś: nieubłagany; niedający się ubłagać. [przypis edytorski]

[20]

szemat — schemat. [przypis edytorski]

[21]

dzwon Zygmuntów — daw. forma D., dziś: dzwon Zygmunta (Zygmuntowy dzwon); por. Psałterz Dawidów. [przypis edytorski]

[22]

tajnie — tajemnice. [przypis edytorski]

[23]

czyli — konstrukcja z partykułą -li w funkcji wzmacniającej; znaczenie: czy, czy też. [przypis edytorski]

[24]

będzieszli — konstrukcja z partykułą -li; znaczenie: czy będziesz. [przypis edytorski]

[25]

aspan — skrócona forma zwrotu grzecznościowego, od: waszmość pan. [przypis edytorski]

[26]

hołysz (daw., reg.) — biedak. [przypis edytorski]

[27]

acan — skrócona forma zwrotu grzecznościowego, od: waszmość pan. [przypis edytorski]

[28]

niełatwie — dziś: niełatwo. [przypis edytorski]

[29]

wżdy — zawsze, przecież. [przypis edytorski]

[30]

honor Poloniae (łac.) — honor Polski. [przypis edytorski]

[31]

pawęż — rodzaj tarczy. [przypis edytorski]

[32]

wolen krat — wolny od krat. [przypis edytorski]

[33]

wszechwłady — dziś popr.: wszechwładny. [przypis edytorski]

[34]

zyszcze (daw.) — zyska, pozyska. [przypis edytorski]

[35]

Roma locuta (łac.) — Rzym powiedział; część sentencji Roma locuta causa finita (łac.): Rzym przemówił, sprawa skończona; oznacza to, że dla wiernych kościoła rzymskokatolickiego opinia Watykanu (papieża) jest rozstrzygająca i stanowi obowiązującą regułę postępowania. [przypis edytorski]

[36]

przysiężny — zaprzysiężony. [przypis edytorski]

[37]

obrońce — dziś popr. forma M.lm: obrońcy. [przypis edytorski]

[38]

Jozua — hebr. imię, różnie transkrybowane: Jozue, Jeszua, Jezus, oznaczające „Jahwe jest wybawieniem”; tu: odwołanie do historii Jozuego (pierwotnie Ozeasza), nazwanego tak przez Mojżesza, po śmierci którego przejął on przywództwo nad ludem izraelskim, stając się sławnym sędzią i dowódcą; kiedy wojska izraelskie starły się z siłami Adonisedeka, króla Jerozolimitów, sprzymierzonego z czterema innymi królami, Bóg pomógł Jozuemu, wydłużając dzień (wstrzymując słońce) i pozwalając mu pochwycić królów wrogich wojsk oraz rozgromić ich siły. [przypis edytorski]

[39]

k'sobie (daw.) — ku sobie; do siebie. [przypis edytorski]

[40]

odzyszczę — dziś: odzyskam. [przypis edytorski]

[41]

Iksjon (mit. gr.) — król Lapitów w Tesalii, strącony do Tartaru i wpleciony w płonące, obracające się nieustannie koło; wsławiony jako pierwszy zabójca własnego krewnego (teścia Ejonousa, z tej winy oczyścił go sam Zeus) oraz jako śmiałek, który zakochał się w Herze, małżonce Zeusa i próbował ją uwieść, za co został ukarany; koło Iksjona: niekończąca się męczarnia. [przypis edytorski]

[42]

k'wam (daw.) — ku wam; do was. [przypis edytorski]

[43]

ścieżaj — na oścież; na całą szerokość. [przypis edytorski]

[44]

weźmi (daw.) — dziś popr. forma trybu rozkazującego: weź. [przypis edytorski]

[45]

stawić — tu: przedstawić, wypowiedzieć. [przypis edytorski]

[46]

czyli — tu: konstrukcja z partykułą wzmacniającą -li; znaczenie: czy, czy też. [przypis edytorski]

[47]

czyli — tu konstrukcja z partykułą -li; znaczenie: czy też. [przypis edytorski]

[48]

czyli — tu spójnik zdania wynikowego; znaczenie: to znaczy. [przypis edytorski]

[49]

larwa (daw.) — maska. [przypis edytorski]

[50]

łupież — tu: łup; owoc łupiestwa. [przypis edytorski]

[51]

żenie (daw., gw.) — rzuca. [przypis edytorski]

[52]

grąży — tu: pogrąża. [przypis edytorski]

[53]

larwa (daw.) — maska. [przypis edytorski]

[54]

kędy (daw.) — gdzie. [przypis edytorski]

[55]

węgar — pionowy element konstrukcyjny w formie słupa drewnianego lub kamiennego, umieszczany po bokach otworu drzwiowego lub okiennego. [przypis edytorski]

[56]

czyli — tu: konstrukcja z partykułą wzmacniającą -li; znaczenie: czy, czyż. [przypis edytorski]

[57]

czyli — tu: konstrukcja z partykułą wzmacniającą -li; znaczenie: czy, czy też. [przypis edytorski]

[58]

pustosza — pustynia. [przypis edytorski]

[59]

czyli — tu: konstrukcja z partykułą wzmacniającą -li; znaczenie: czy, czy też. [przypis edytorski]

[60]

wstopnie — dziś: stopnie; por. daw. wschody: schody. [przypis edytorski]

[61]

wnijść — dziś: wejść. [przypis edytorski]

[62]

sklep (daw.) — sklepienie; piwnica. [przypis edytorski]

[63]

dostały (daw.) — dojrzały. [przypis edytorski]

[64]

udany — tu: udawany, fałszywy. [przypis edytorski]

[65]

zrozumią — dziś popr.: zrozumieją. [przypis edytorski]

[66]

pytasz mi się — dziś pytać z D. (kogo? czego?): pytasz mnie się. [przypis edytorski]

[67]

kruż — rodzaj dzbana z rozszerzonym dzióbkiem, szyjką i uchem, ze szkła a. ceramiki. [przypis edytorski]

[68]

staja — daw., starop. miara długości (przede wszystkim drogi, odległości do przebycia), równa 84 łokciom, czyli ok. 134 m. [przypis edytorski]

[69]

polęże — dziś: polegnie, ulegnie a. legnie (padnie). [przypis edytorski]

[70]

dramatis personae (łac.) — osoby dramatu. [przypis edytorski]

[71]

prosząc — tu: rozpraszając. [przypis edytorski]

[72]

nieustawny — tu: nieustający. [przypis edytorski]

[73]

pełnić — tu: napełniać. [przypis edytorski]

[74]

sczesnąć właśc. sczeznąć — umrzeć, zginąć. [przypis edytorski]

[75]

dzieły — dziś N.lm: dziełami. [przypis edytorski]

[76]

słowy — dziś N.lm: słowami. [przypis edytorski]

[77]

razem (daw.) — tu: zarazem, jednocześnie. [przypis edytorski]

[78]

Erynie (mit. gr.) — boginie zemsty. [przypis edytorski]

[79]

jeno (daw., gw.) — tylko. [przypis edytorski]

[80]

czyli — tu i dalej w tej wypowiedzi: konstrukcja z partykułą wzmacniającą -li; znaczenie: czyż, czy też. [przypis edytorski]

[81]

grążyć — pogrążać. [przypis edytorski]

[82]

snać (daw.) — widocznie. [przypis edytorski]

[83]

zyszczę (daw.) — dziś: zyskam. [przypis edytorski]

[84]

kołysasz — dziś popr.: kołyszesz. [przypis edytorski]

[85]

krasy (daw., gw.) — tu: piękny. [przypis edytorski]

[86]

igra, bawisko — zabawa. [przypis edytorski]

[87]

Automedon (mit. gr.) — achajski wojownik, woźnica rydwanu Achillesa. [przypis edytorski]

[88]

Dobranoc, mój książę — słowa, którymi żegna umierającego Hamleta, księcia duńskiego, jego przyjaciel Horacy w Hamlecie Shakespeare'a. [przypis edytorski]

[89]

wieszli — konstrukcja z partykułą -li; znaczenie: czy znasz. [przypis edytorski]

[90]

być krzywym na kogoś — gniewać się na kogoś, być komuś nieprzychylnym. [przypis edytorski]

[91]

rampa (daw.) — rząd lamp oświetlających scenę, umieszczonych na jej krawędzi i oddzielających scenę od widowni; początkowo na światła rampy używano świec (w XVIII w.), następnie wykorzystywano system oświetlenia gazowego (dlatego mówi się tu o „skręcaniu” rampy, tj. przykręcaniu kurka gazowego), później światło elektryczne. [przypis edytorski]

[92]

ront (daw.) — patrol straży (tu: miejskiej). [przypis edytorski]

[93]

żenie (daw.) — forma 3 os. lp: wyrzuca. [przypis edytorski]

[94]

brona (daw.) — brama. [przypis edytorski]

[95]

roraty — pierwsza msza poranna w kościele katolickim, odprawiana o wschodzie słońca; nazwa utworzona od pierwszych słów łac. modlitwy rorate caeli desuper: rosę niebiosa ześlijcie. [przypis edytorski]

Close
Please wait...