Oferta dla Przyjaciół

Czytaj teksty współczesnych autorek i autorów wcześniej niż inni. Ty decydujesz, ile płacisz!

Zadeklaruj stałą wpłatę i dołącz do Towarzystwa Przyjaciół Wolnych Lektur.

TAK, chcę dołączyć!
Nie, rezygnuję z tej oferty
Oferta dla Przyjaciół

Przyjaciele Wolnych Lektur otrzymują dostęp do specjalnych publikacji wcześniej niż inni. Zadeklaruj stałą wpłatę i dołącz do Towarzystwa Przyjaciół Wolnych Lektur. Kliknij, by przejść do strony płatności!

x

    W nawiasach dodano numery scen, ponieważ ich nazwy się powtarzają.

    Błąd źródła: Agamennona -> Agamemnona.

    Stanisław WyspiańskiAchilleisSceny dramatyczne

    [I] NA BOISKU PRZED NAMIOTAMI

    ACHILLES

    Rycerze miecza i mężowie czynu,
    wy, których ludów rzesza mnoga słucha,
    którzy chadzacie w gałęziach wawrzynu,
    chcę w was obudzić myśl i potrząść ducha.
    Lud nasz, nad którym wództwo jest nam dane,
    zarazą mrze, pokotem u nóg wam się wali;
    rażą go Apollina groty weń ciskane;
    umyśliłem, że lud ten ofiara ocali.
    Przed Bogiem się oczyścim skruchą w naszej winie
    i ofiarę oddamy — Bóg wstrzyma się w czynie.
    Jeden z nas winien hańby, za którą Bóg karze:
    oto porwano córę temu, co ołtarze
    pieści Apollinowe…

    AGAMEMNON

    Zamilcz — ty zuchwały.
    Wiem już, co chcesz powiedzieć.

    ACHILLES

    To i cóż drżysz wdały?
    Czas, żebyś oddał dziewkę.

    AGAMEMNON

    A twoją zabiorę;
    A ciebie tym rozkazem raz przygnę w pokorę!

    ACHILLES

    Nie o sobie ja rzekłem, bo z krzywdą niczyją
    bawię się dziewką moją, której sam dobyłem,
    gdy cały ród królewski jej trupem zwaliłem.
    Nie wydarłem jej Bogu, lecz mnie Bóg ją nadał,
    żebym do woli miał.

    AGAMEMNON

    Tożeś wygadał,
    Za długo ty się bawisz w miłośnym bezwstydzie,
    ulegając kobiecie; — gdy oręż twój władny,
    dla którego cię cenim, rdzewieje próżniaczo.

    ACHILLES

    Nie mów tak — bo mój oręż dziś rano bieliłem,
    o ostry porając go krzemień.
    A nie przymawiaj mi — gdy wiesz, co słowa znaczą,
    bo zejmę z ramion mych rzemień
    i poznasz, gdy kobiety w twym domu zapłaczą,
    ktom jest i jaki Bóg mnie broni,
    gdy cios wymierzę przykładny.

    NESTOR

    Widzę, że się spieracie i upust dajecie
    złości, złej przewodniczce mędrców i młodzieży.
    Przyznaję ci, Atrydo — żeś dojrzały w lecie
    i nie chcesz wołać próżno. Przyznaję, Pelido,
    że chcesz dobra — lecz Bogom zostawcie działanie.
    Gdzie wy macie jakiekolwiek pojęcie,
    jak trzeba gadać, gdy się co chce zrobić?
    Nie dość jest kogo ukarać lub obić,
    trza umieć słowem powolnie i święcie
    przekonywać i działać ot językiem raczej.
    Za moich czasów inni byli ludzie.
    Otóż ci inni ludzie gadali inaczej.
    Przedewszystkiem umieli gadać, co jest sztuką.
    Byli w swej mowie powolni, wytrwali,
    wy zaś jesteście tacy, co się tłuką,
    i pięścią chcecie wodzić rej. — Pamiętam jeszcze…
    Zaraz przypomnę sobie — co mówiłem
    lat temu sporo i jak mnie słuchano
    dla mej wymowy, słów potoczystości;
    bo miałem zdolność mówienia ogromną
    i myśl rozważną, spokojną, przytomną.
    Zaraz przypomnę sobie — jak to było,
    gdy dwóch za moich czasów się kłóciło.
    Jakżeż się zwali? Mniejsza o imiona;
    ja należałem wtedy do ich grona.
    Byli wielcy i tacy dziś w powieści gminu
    żyją po latach mnogich. Posłuchajcie dalej,
    zaraz wam powiem, jak ci mnie słuchali,
    rozmową krzepiąc myśl w przededniu czynu.
    Nie tacy byli, jak wy — inni wcale.

    ACHILLES

    Ody Pejritoos na swojem wesolu
    pałą mordował swoich weselników;
    syna gdy Tezeus zabijał;
    gdy żywa pamięć zbrodni Pelopidów
    klątwą ciąży — gdzież ty ucztowniku
    bywałeś wtedy. Myśmy nieodrodni
    i za kpów mamy, stary przyjacielu,
    tych, co szukają duszy na języku.
    Gdy ze mnie pożar bije, ten językiem miele,
    tak pies kręci się w kółko, gdy barłóg swój ściele.

    NESTOR

    usiada

    ACHILLES

    W namiocie moim człowiek padły leży,
    porażon słońcem dzisiaj. Wczoraj dwoje legło:
    mąż jeden, co przy koniach był, i z niewiast jedna.
    A wiem, że w nocy wywleczono trupy
    z waszych namiotów Atrydzi kryjomie,
    a wy ani pojrzycie, kto jest czerń ta biedna.
    Złote robactwo obsiadło im lice,
    krew ssając czarną, co z nozdrzy im ciekła.
    Jeźli nie lunie deszcz, to te złotnice,
    Apollinowe wysłanniki piekła,
    pocałunkami darząc nas strasznymi,
    zarazę wszczepią w krew, że sczeźniem z nimi.
    Wiem, że ty sądzisz, że Bóg sobie zbierze
    sam tyle ofiar w ludziach, ile zechce,
    Lecz ja to mówię — ja, co w Boga wierzę,
    żem mocen wstrzymać tę karzącą rękę,
    że tej Apollinowej kaźni znosić nie chcę!
    I że w imieniu ludu, postawion nad ludy,
    wzywam Boga, by wyrzekł, czego po nas czeka;
    by nas wszystkich nie karał w srogości bez miary
    za przewinę jednego człowieka.
    wskazuje Agamemnona

    OFIARNIK

    Rzeknę to tedy, którym milczał poty,
    że prawie bluźnisz twem słowem młokosie.
    Choć kto zawinił, niezmienne są loty
    słonecznych grotów, które Bóg ten ciska.
    Wy słów się strzeżcie. Niech się nikt nie zbliża
    zbytnio ku światłu. We wysokie drzewa
    biją nejszybsze groty, co powalą.
    Nie wyrastaj ty słowem, Pelido — bo zginiesz.
    Od miecza jeno ci słynąć.
    A gdy się z sławą mieczową rozminiesz,
    z niczem ci przyjdzie odpłynąć.

    ACHILLES

    Wspomniałeś — może mi przyjdzie się zbierać.
    Nie rzekłem jeszcze wszystkiego, co taję,
    ku czemu serce bije.
    Kiedym się zbierał tu lecieć pod Troję,
    mój ojciec cudną darował mi zbroję;
    tę matka bogini przyniosła mu w darze,
    sam Hefaist ją kował w podziemnej pieczarze,
    tę, co dziś pierś mą kryje.
    Rzekł ojciec, mój synu — rzekł mi, dziecię moje,
    to jest dar Bogów, w tej zbroi jest siła:
    Gdy zechcesz zło czynić, nie będzie walczyła.
    W tej zbroi nie wolno zawinić.
    Idź w bój ten, gdzie męże
    skrzyżują oręże,
    gdzie męże miotają oszczepy —
    lecz strzeż się człowieka,
    co wyrósł nad inne,
    którego jest serce prawością niewinne
    i Boża nad którym opieka.

    AGAMEMNON

    Na Zewsa, Atrydzi, czy wiecie, gdzie zmierza?
    Wszak mało zgaduję, co mówi.
    Być może z Iljonem już szukał przymierza
    i złamał przysięgę królowi.

    ACHILLES

    Przysięgim nie złamał,
    lecz nie czas, bym kłamał,
    gdym nadział świętą zbroję.
    Nie zadrżę przed wami,
    mocnymi królami,
    lecz Bogów słonecznych się boję.
    Dziś walkę tę rzucę — zabiorę okręty,
    z którymi tu płynąłem.
    Was samych ostawię na bój ten przeklęty.
    Ze śmiałem stawam lu czołem.
    I ojcu, gdy wrócę,
    do koan się rzucę
    i rzekę, całując skraj szaty:
    Znalazłem człowieka.
    Dalekom go szukał
    i mnogie przebiegiem dlań światy.

    AGAMEMNON

    Słuchajcie królowie, jak on nas oszukał:
    Z Hektorem oto jest w zmowie!

    ACHILLES

    Nie, ja nie będą wam walczył z Hektorem.
    Ja zrozumiałem już dziś w sercu mojem,
    gdy nadarzyła się chwila z tym sporem
    z tobą, Atrydo — że wy, jako sępi,
    tuście zlecieli, gdzie mąż ten nad męże
    nad grodowisko ojców wzniósł oręże,
    by bronić chaty i żony, i dziecka;
    że go tam w sieci dzierży garść zdradziecka
    głupców, bezczelnych zbójów z Parysem na czele,
    których on jeden przerósł duchem wiele,
    i ta jego istota, dusza, co nim rządzi,
    mnie go każe szanować — i niech Zews mnie sądzi.
    Wy się żrecie, jak sępy o padła kawalce,
    nie myśląc cale o tem, z kim stajecie w walce?
    Oszukujecie lud własny i chłopów,
    że klątwa cięży na ojczystej ziemi;
    że gwiazda jasna w morze wam uciekła,
    tuście ją gonić przybiegli mocarni;
    nienasycone łupem pełniąc wory
    dla was samych, nie dbając o lud, co gruz orze.
    Gdy was poznaję, nikczemni i marni,
    że klątwa wasza wlecze się za niemi,
    imieniem czego żądacie pokory?

    AJAS

    do odchodzącego Achillesa
    Co postanawiasz?

    ACHILLES

    Już postanowiłem,
    bo tu nie z prośbą, z nakazem przybyłem.

    AGAMEMNON

    Ja dziewki nie dam.

    ACHILLES

    A ja nie dam mojej.

    ODYS

    Pewna, że kłótnią nie weźmiecie Trojej.

    ACHILLES

    Mądry Odyssie, nad twą mądrość wzrosłem;
    nie chcesz uznać, że słusznym gniewem się uniosłem.

    ODYS

    Synu Peleusa, lubię kiedyś ty rumiany
    gniewem, bo to zapowiedź, że krew w tobie pali,
    że skoro się do lotów zerwie, Iljon zwali
    Pomnisz, jakom cię przywiódł i wśród dziewek poznał,
    gdyś ty za miecz uchwycił — ot jako tej chwili,
    gdy się rwiesz ku Atrydzie —

    AGAMEMNON

    Więc Odys się sili
    miłemi słowy ugłaskać Pelidę,
    Więc ja niejako jestem winien?

    ODYS

    Myślę.

    AGAMEMNON

    Poczekajcież, więc zaraz pachołków dwu wyślę,
    niech przywiodą kochankę moją tu na radę
    i zobaczycie, czyli ja jej przymus kładę,
    żebym ją dla się miał…

    CHRYZES

    wchodzi
    w godowym stroju Apollinowego kapłana

    AGAMEMNON

    milknie

    OFIARNIK

    do Chryzesa
    Lepiej byś starcze uczynił, byś ostał
    z dala i nie przychodził do władców tej pory.

    CHRYZES

    Nie przychodzę ich błagać, karać jestem skory.
    Bóg jest ze mną. — Ten wicher, co się rwie upalny,
    żenie tu nas pomór i piasek gna skalny.
    Ludziska wasze mrą — i wy pomrzecie,
    gdy mnie w bezwstydzie dziecko marnujecie.

    AGAMEMNON

    Możesz ją sobie zabrać.

    CHRYZES

    Nie drwij ze mnie, królu,
    i bodajbyś nie zaznał nigdy tego bólu,
    który ja ojciec znam.

    AGAMEMNON

    Więc poznaj radość.
    Możesz odebrać córkę, już miałem jej zadość.

    CHRYZEIS

    wchodzi
    wprowadzona przez zbrojnych

    CHRYZEIS

    bezradna
    Ojcze — …
    do Agamemnona
    Panie mój — królu,…

    CHRYZES

    Głupia, obłąkana.

    ODYS

    Opętana miłością — przylgnęła do męża.
    Nie pójdzie z tobą stary. Więc rzuć Apollina
    i przyjm te kubły złota odeń, jako dary
    za chowaną dziewczynę.

    CHRYZES

    Wam nic jej sromota?!

    OFIARNIK

    Nie widzę tu sromoty ni żadnej bezcześci,
    gdy ją najpierwszą z dziewic mąż najpierwszy pieści.
    I cale być nie miała na to przeznaczona,
    jak inne, by kolejno iść w innych ramiona.
    Jest kochanicą króla nad mnogimi ludy
    i sądzę, że przesadne twe żale a trudy
    i zachód niepotrzebny. Co więcej tem zyskasz,
    że się rzucasz na mężów mocniejszych od ciebie,
    że się klniesz Apollinem?

    CHRYZES

    Pomór was pogrzebie!!
    do ofiarnika
    Ty, coś fałszerzem świętych praw i świętej woli;
    ty, co wiesz, że jedynym sędzią przeznaczenie,
    śmiesz urągać łzom moim i krzywdzie, co boli?
    Przekupny — możesz złoto zagarnąć, co dają.
    Ja nie zabiorę nic. Tu dar przyniosłem.
    do córki
    Ze mną chodź —

    CHRYZEIS

    do ojca
    Tu zostanę — gdzie chcesz mnie wieść?
    do Agamemnona
    Panie.
    On tak oczyma rzuca — straszno patrzy ku mnie,
    — a ty milczysz — i jeno uśmiechasz się do mnie.
    Czemże byłam dla ciebie — — ? A więc ty się lękasz,
    ty się lękasz mnie przyjąć na powrót do łoża?
    Kędyż pójdę? — — Mnie ojciec zabije…

    CHRYZES

    chwyta ją za rękę
    Dłoń Boża.
    Zrozumiałem. Wy drwicie ze mnie i z dziewczyny.
    Hańba człowieka, to są wasze czyny.
    Chcecie, bym u nóg waszych jak pies leżał podły
    i wył, skomlał o litość — a wy moje modły
    jako czczy dym zgonicie przed Apolla tronem,
    sutą go łbów stu pastwą darząc — i mym zgonem.
    Jestem Jego kapłanem — ludziom pośredniczę,
    człowiecze jeno ciało kryje mego ducha,
    aż oto dziś się zrywa Boża zawierucha
    i inne mam przyjąć oblicze.
    Niechaj was spali żar i ogień z nieba.
    Niechaj was zawiść żre i miecz niech was wytępi,
    którzyście przyszli tu rycerze-sępi —
    za moje dziecko.
    ofiarnym nożem zabija córkę

    CHRYZEIS

    Ach —

    CHRYZES

    Nóż Apollina!!

    WSZYSCY

    dobywają mieczów

    CHRYZES

    Przekleństwo mieczom tym! Bóg was przeklina!!
    grom bije

    WSZYSCY

    upadają na kolana

    CHRYZES

    wznosi ręce
    Chciałeś tej krwi — oddałem ją Tobie, Mocarzu.
    Śpiewasz tam na tych stropach wysokich pod niebem.
    Wtóruj mi gromem, gdy idę z pogrzebem;
    rzuciłeś ich na kolana.
    Hańba już zmyta i dziewka skalana
    ofiarnym nożem zabita.
    dźwiga trupa
    Pójdź moje dziecię, biorę cię na ręce
    i pójdę — precz odpłynę — na głębie morskie — idę w męce…
    zastępują mu drogę
    Puszczajcie mnie!

    WSZYSCY

    podnoszą się z miejsc, jak klęczeli

    CHRYZES

    Dajcie mi łódź czerwoną, strojno
    i lud niech stanie przy mnie zbrojno
    i córę niech poniosą…

    AGAMEMNON

    klęcząc
    Dajcie mu łódź i zbrojny lud
    niech wniesie w łódź dziewczyny ciało
    i z ojcem niech odpłyną.

    CHÓR

    Cud!
    Patrzajcie, co się stało!

    OFIARNIK

    Niebo chmurami się zakryło.
    Zciemniało.
    gromy

    CHRYZES

    do Agamemnona
    A jeśli miłość znała z tobą,
    nie kryj jej pod zawojem. —
    Nie żałuj jej, wydzierco praw.
    Jej żal jest prawem mojem.
    odchodzi
    za nim zmierzają wszyscy, wśród nich Achilles.
    Tegoż ostatniego spostrzega Agamemnon i z klęczek wstaje

    AGAMEMNON

    do swoich wskazując Achillesa
    Nie dopuść Bóg,
    by mnie śmiał lżyć
    i mnie przekleństwo nieść.
    Przez cały obóz niech dmie róg
    i wieści moją wieść:
    Pelidzie każę dziewką wziąć
    i oddać w łoże mnie.
    Niech wie, gdy Bogiem śmiał mnie kląć,
    czyja go ręka gnie.
    Hej, nie straciłem jeszcze nic
    z mej władzy i przemocy.
    Klnę się na Olymp i na Stygs,
    że pojmę ją tej nocy.

    NESTOR

    którego podtrzymuje dwóch młodzieńców
    Prowadźcie mnie. — Pójdziemy się przyjrzeć ofiarom.
    Wiek mój jest już zgrzybiały i postać mam starą.
    Choć człowiek z wiekiem zyska jakie doświadczenie,
    zawsze przecie swą młodość w najpierwszej ma cenie.
    Częściej-em gadał z młodu — mniej na starość gadam;
    przysłuchuję się innym i rad w kącie siadam.
    Choć jakie doświadczenie człowiek w starość zyska,
    przedsię piękna ta młodość, co przebój się ciska.
    Prowadźcie mnie, wam młodym ten zaszczyt przypada.
    Nikt tak płynnie jak Nestor o wszystkim nie gada.
    odchodzi za tamtymi

    ODYS

    zbliża się teraz ku Agamemnonowi
    Słowo rzec chciałem, nakłoń ucha.

    AGAMEMNON

    Mów, chociaż patrzą, nikt nie słucha.

    ODYS

    Niech to, co stanie się tej nocy
    a o czem jeszcze nie wiem wiele,
    lecz wiem, że w mej się rodzi głowie,
    niech to nie zadziwi ciebie.

    AGAMEMNON

    W dziwnych zagadek błądzisz mowie.

    ODYS

    Czyn, co się z mojej zrodzi mowy,
    jeśli wysłuchasz jej rozumnie,
    wyniosły Ilion w gruz zagrzebie.
    Znasz mię, że ważę każde słowo,
    że słowo czynem jest u mnie.
    Zamyślam wielką rzecz tej nocy.
    Więc jeśli Troję chcesz mieć w mocy,
    zmilcz i nie żądaj, jak ci z gminu,
    bym popisywał się z wymową,
    gdy czasu skąpo mam do czynu.

    AOAMEMNON

    słucha

    ODYS

    Udaj, że idziesz spać — … a zasię
    czuwaj w strzeżonym twym szałasie.
    Każ, niech straż będzie przy twym boku,
    a zrób tak, byś straż miał na oku,
    byś był sam jeden, ten, co czuwa.

    AGAMEMNON

    Z kłębu się widzę wąż wysnuwa.

    ODYS

    Czy zamierzona rzecz się uda,
    potrzebną moja jest obłuda.
    By ktoś na twoim poległ słowie,
    potrzebna tobie szczerość w mowie.
    Ktokolwiek w nocy przyjdzie k'tobie,
    przyjmiesz go godnie w twym namiocie.
    Obdarzysz szatą i dziewczyną
    i pić dasz co najlepsze wino,
    i bacz, by nikt prócz ciebie
    jego nie widział, nim ja wrócę.

    AGAMEMNON

    Gdzie idziesz?

    ODYS

    Jeśli noc ta minie
    a nikt u ciebie się nie stawi,
    znaczyć to będzie — że ten zginie,
    pokazuje na siebie
    co cię tą sztuczną mową bawi.
    nagle kończy
    gdy inni się zbliżają i okalają ich
    spiesznie się oddala

    [II] WĄWÓZ SKALNY

    REZOS

    Znużony jestem.

    PENTEZILEA

    To czary wieczoru.

    REZOS

    Czar twoich oczu i ust twoich czary.
    Rozkosz z nich piłem zeszłego wieczoru
    i przypominam tę rozkosz, gdy patrzę.

    PENTEZILEA

    Spieszmy co prędzej, gdy napoją konie.
    Spieszno mi widzieć Ilion i rycerzy.

    REZOS

    Wiem, pragną twoje to spełnić życzenie,
    skorszy ku twojej naginać się woli,
    niż ty ku mojej —

    PENTEZILEA

    Słuchałam cię wczora.

    REZOS

    Lecz dziś wróciła znów ta sama pora
    i noc nam druga miłosna się zbliża.
    Kędyż się spieszysz, jeżeli nie ku mnie?
    Wszystkie pragnienia moje zwracam k'tobie.

    PENTEZILEA

    Tam nas czekają w Iljonie,

    REZOS

    Źle robię,
    że zwlekam chwilę — wiem że to źle czynię.
    lecz przez tę chwilę pragnę żyć dla ciebie,
    twoją miłością i twymi ramiony
    ujęty, w szczęściu, które wieczór niesie.
    Słyszysz te głosy i szum ten po lesie,
    i strumień, jak deszczem dzwoni.
    Jutro ze świtem wstaniemy w rydwanie,
    w złocistym moim wozie;
    wóz zaprzęgniemy w czworo białych koni
    i w pełnem słońcu będziemy w Iljonie.

    PENTEZILEA

    Mówią, że Parys jest piękny.

    REZOS

    Niech więc od jutra, gdy pięknym się zjawi,
    swoją pięknością jak dziewka cię bawi.

    PENTEZILEA

    Że nikt nie sprosta mocy Achillesa.

    REZOS

    Niechże od jutra, gdy ujrzysz go w dali,
    ogień cię żądzy ku niemu rozpali.

    PENTEZILEA

    Chwila nas dzieli od celu podróży.

    REZOS

    Chwila ta raz się drugi nie powtórzy.

    PENTEZILEA

    Wierzysz, że miłość moją tylko kłamie?

    REZOS

    Obecność innych miłość naszą złamie.

    PENTEZILEA

    Mówią, że Hektor życie swoje całe
    jednej niewieście ślubował niezłomnie.
    Mówią, że Parys gdy się na dziewczynę
    którą przypatrzy, to już ona musi
    przyjść sama w nocy do jego łożnicy;
    że dar mu taki dała Afrodite,
    więc, że są jego zaloty niezbyte.

    REZOS

    Mówią o tobie, że czyjej się mocy
    poddasz raz jeden, to już każdej nocy
    szukać go będziesz — oto noc zapada —
    że czar ten tylko przez noc tobą włada.

    PENTEZILEA

    Ufam tej mocy, która wróci do mnie,
    gdy noc się skończy — gdy w słońcu zasłynę.

    [III] W NAMIOCIE MENELAOSA

    W otoczeniu ofiarników czuwa:

    MENELAOS

    Uchylcie płócien — niech patrzę na morze,
    na drogę ku mojej ojczyźnie,
    gdzie dom mej żony, gdzie ona mię czeka.
    Jakże mi smutno. — Toń jaka daleka.
    Jak ciemno. Czy gwiazdy płoną?
    Zda mi się, zgasły dla mnie.
    Czy jest mój śpiewak? — —
    Widzicie tam, w oddali
    tę postać? Idzie przez odmęty,
    stęskniona idzie ku mnie.
    Gwiazd wlecze orszak święty,
    uśmiecha się ku mnie z fali. — —
    Jestem dotknięty chorobą tęsknoty.
    Dopokąd jeszcze świeci się dzień złoty,
    to w blasku światła i w złocie promieni
    tłumi się żałość i lice rumieni,
    i garnę się na wojnę.
    Lecz gdy noc zajdzie i orszaki zbrojne
    rozejdą się po namiotach,
    myśl moja w lotach,
    za temi biegnie mroki tajemnemi
    strwożona —
    snadź dusza moja znaki niebieskiemi
    tym się miarkuje
    i tęskni, ku czemu stworzona.
    Czas kiedyś przyjdzie, gdy oręż odłożę
    i okręt czarny spalę.
    Aż ci wyginą, którym ja obrożę
    mojego wództwa rzuciłem na szyję.
    Ich pierś się w piasku pustynię zaryje,
    goniących ku próżnej chwale.
    O, nie daj Boże powrócić nikomu.
    Niech giną, zginą przeklęci,
    gdy żagiew kłótni wnieśli w pokój domu
    i łup wydzierców ich nęci.
    Ja pan zostanę przed Zewsa obliczem.
    Daj trupom sławę — pozwól wrócić z niczem.

    AGAMEMNON

    wchodzi

    MENELAOS

    się nie zwraca

    AGAMEMNON

    Brat twój.

    MENELAOS

    Przychodzisz o niezwykłej porze.

    AGAMEMNON

    Chcę z tobą mówić.

    MENELAOS

    Mów. — Patrzę na morze:
    jak fale lecą i dziwne skorpiony
    cisną na brzegi, tu pod stopy moje.

    AGAMEMNON

    Takie przed chwilą usłyszałem słowa,
    że jako skorpion wpełzły mi do głowy,
    że pragną z tobą dzielić treść tej mowy:
    Odys….

    MENELAOS

    Wiem. Sprawa ta dla mnie nie nowa.
    W jego zwycięstwie jest sprawy połowa.

    AGAMEMNON

    W czemżeż spełnienie sprawy jest objęte?

    MENELAOS

    Gdy wąż, co splotem swym sidła ofiary,
    sam zasłużonej doczeka się kary.

    AGAMEMNON

    Czyliż i ze mną myśl więzisz tę samą?

    MENELAOS

    Więc myśl mą wyjaw i ogłoś mi jawną, a padniesz pierwszy pod chmurą kamieni, bo nie uwierzy nikt, żeś ty jest inny, bo stanu twego słowo twe nie zmieni. — Posiędziesz Iljon. — Przeczekam spokojny czas tej wędrówki, czas tej wielkiej wojny, aż wszyscy wielcy, półboże olbrzymy we wichrze zdarzeń zwieją się jak dymy. — Skończyłem — resztę sam sobie rozważaj i śmiej się treścią słów, lub się przerażaj.

    AGAMEMNON

    Przestałeś być człowiekiem czynu.

    MENELAOS

    To tak z nocą.
    Dzień moje czyny ogląda, noc myśli.
    Noc patrzy się na moje myśli. — Twoja wina,
    żeś przyszedł nocą. Już działać zaczyna
    chwili tej świętość — Zagaście ognisko. —
    Słyszysz jak fala szumi…?
    szum fali

    MENELAOS

    daje znak bratu, by się zbliżył

    AGAMEMNON

    zbliża się i pochyla nad siedzącym bratem

    MENELAOS

    szepce pochylonemu
    W ostępie kamiennej pustyni
    spoczywa rycerz, człowiek prawy,
    z pomocą idący w miasto.
    Tego przyjmiesz — jako wódz łaskawy
    i uraczysz winem i niewiastą.
    Odys jest człowiekiem czynu.
    Tyś jest człowiekiem, co rządzi,
    a ja jestem ten, który sądzi
    i czeka znaku — czeka na: zjawisko.
    wzosi ręce
    Ocal nas, Zewsie, ty, któryś sam zwalczył
    plemię olbrzymów,
    nas, którzy świątyń bożych domy białe
    w oliwnych gajach zbudujemy
    i opanujem przy twojej pomocy
    śpiewem i pieśnią ziemie tych, co padną.
    Dozwól im upaść, jak zwaliłeś syny
    ziemi, co przeciw tobie szli w dumie.
    Strąć je w noc ciemną, już strąciłeś tylu —
    a nad naszemi domostwy świętemi
    niech świt się płoni i jutrznia promieni.
    do ofiarników
    Wzywajcie cienie umarłych.

    OFIARNICY

    klękają nad brzegiem morza, ręce wznoszą i ku morzu ręce wyciągają
    szum fal

    AGAMEMNON

    się oddala

    [IV] W NAMIOCIE ACHILLESA

    HIPODAMIA

    Przez to ciebie lubiłam, żeś ty miał mnie za co
    i zrozumiał, że jestem sierota,
    i że ten człowiek, gdy mnie wziął ku sobie,
    a mnie czekała zbrodnia i sromota;
    to życie moje dziś zawdzięczam tobie —
    żeś moje piosnki śpiewał przed Pelidą,
    aż litość jego serce skruszyła
    i miłością ku mnie zniewoliła.
    nuci
    miałam ci ja dwór i dom,
    byłem jedną z siedmiu cór,
    króle o mnie wiedli spór…
    płacze
    nagle urywa
    Patrzysz, czy po mnie idą?
    Jeśli mnie przyjdą wzięć i on pozwoli,
    nóż ten położy koniec mej niewoli.

    PATROKLOS

    Ty się chcesz zabić?

    HIPODAMIA

    Nie mówiłam tego.

    PATROKLOS

    Cóżeś się odgrażała?

    HIPODAMIA

    Zabiję tamtego.

    PATROKLOS

    To pomyśl o tem, by nóż nie był tępy.

    HIPODAMIA

    Dzieciaku.

    PATROKLOS

    Jak cię goźdźmi wywleką na puszczę
    będą miały biesiadę z ciała twego sępy.

    HIPODAMIA

    Wyjdę pojrzeć, czy idą…?

    PATROKLOS

    Czekaj tu.

    HIPODAMIA

    Pies — zginie!

    ACHILLES

    wchodzi

    HIPODAMIA

    rzuca się ku niemu

    ACHILLES

    Nie nudź mię!

    HIPODAMIA

    oddala się w bok

    PATROKLOS

    podchodzi ku Achillesowi

    ACHILLES

    Daj mi pokój.
    nagle zwrócił się ku Hipodamii
    Odejdź precz — pieścidło.
    Już mi ujęcie ramion twych obrzydło.
    Pójdziesz innym w uciechę.

    HIPODAMIA

    Nie kłam!

    ACHILLES

    Milcz!

    HIPODAMIA

    Rozumiem.
    Umiałam kochać i pomścić się umiem.

    ACHILLES

    Mścij się — niewolną jesteś — dzisiaj cię oddaję.
    Pójdziesz precz, coś więziła mnie czarów urokiem.

    HIPODAMIA

    Nie pójdę ani krokiem stąd, nie pójdę krokiem.

    ACHILLES

    Wypędzam cię — służebni ciebie odprowadzą.

    HIPODAMIA

    Czy to o mnie królowie na sejmie tym radzą?

    ACHILLES

    Zostaw mnie moje myśli — caleś mną owładła.
    Teraz widzę, jak wszystko wiesz, języku składny,
    i jak dobrze, że ciebie biorą.

    HIPODAMIA

    Czy on ładny?

    PATROKLOS

    wybucha śmiechem

    HIPODAMIA

    usiłuje śmiech pokryć

    ACHILLES

    patrzy na nią

    HIPODAMIA

    Pójdę. — Jutro obaczysz, kto jestem, ktom była;
    czylim ja go przyjęła, czylim pogardziła?

    ACHILLES

    Co? Ty byś pogardziła? Marna niewolnica.

    HIPODAMIA

    Kochanka Achillesa! Wstyd bije mi w lica.
    Jabym miała pójść w łoże z innym?

    ACHILLES

    Ruszaj sobie.

    HIPODAMIA

    Oto wiedz, że ja miłość ślubowałam tobie.
    I że jeśli się waży król mnie wlec do łoża,
    rzuca nóż na ziemię
    zamorduję.

    PATROKLOS

    zasuwając zasłony namiotu
    Już idę.

    HIPODAMIA

    biegnie ku drzwiom

    ACHILLES

    uśmiechnął się
    Zapominasz noża.

    HIPODAMIA

    Podnosi nóż i chowa a patrzy w twarz Achillesowi

    WYSŁANNICY

    wchodzą
    przystają w milczeniu u skraju namiotu

    HIPODAMIA

    owija się cała zasłoną, że głowę i twarz kryje i wychodzi

    WYSŁANNICY

    idą za nią

    ACHILLES

    nie poruszony

    TERSYTES

    wchodzi
    O najmożniejszy królu świata, o człowieku,
    któryś godzien królować królom…

    ACHILLES

    Psie, co szczekasz?

    TERSYTES

    O łaj mnie; krzycz, co zechcesz, ty podobny Bogu;
    jeno mnie tu od stopy twojej precz iść nie każ.

    PATROKLOS

    Wynoś się.

    TERSYTES

    do Patroklosa
    Czy ty chłopcze umiesz to ocenić,
    że to jest człowiek wielki?
    do Achillesa
    Myśl tę samą miałem,
    jak ty. Już dawno precz stąd płynąć chciałem.
    Bo co za zysk? Nie dla mnie bojowe te harce.
    I cóż miał naród zyskać na tej gospodarce
    kilku tyranów?

    ACHILLES

    do Patroklosa
    Wyrzuć tego szpiega.

    TERSYTES

    Mówię to, że Atrydzi są łotrzy, bezczelni oszuści.
    Powtórzę to — lecz jeno niech młokos mię puści.

    PATROKLOS

    puszcza go

    TERSYTES

    szeptem
    Powtórzę to, coś mówił, synowi Pryama:
    Hektorowi…

    ACHILLES

    To jako?

    TERSYTES

    Otworzy się brama
    dla mnie, tam gdzie zamknione dla Atrydów zwory.
    Wiem, że Priam wysłuchać wieści będzie skory,
    gdy go ujrzę tej nocy…
    klęka przed Achillesem

    ACHILLES

    Precz stąd niewolniku.
    kopie go nogą

    TERSYTES

    Krzyczysz, wielki Pelido? — Poprzestań na krzyku
    Idę. Zews mnie prowadzi. Myśl miałem tę samą.

    ACHILLES

    Wrócisz — jak psa cię każę powiesić pod bramą.

    TERSYTES

    wyszedł

    ODYS

    wchodzi

    ACHILLES

    legł na skórach i nie zwraca się ku Odysowi

    PATROKLOS

    legł w innym kącie namiotu

    ODYS

    ku Achillesowi
    1

    Byłeś niczym, dziewką byłeś. Tyle byłeś wart, co dziewka rozrośnięta i głupia.

    2

    Byłeś niczym i dopiero ja wywiodłem cię z domostwa niewoli głupoty i nieświadomości. Przybyłeś tutaj z nami.

    3

    Możesz być i nadal niczym i nie będę się silił, żeby cię dźwigać co parę staj drogi w górę i pchać, jak ciężki głaz nieociosany.

    4

    Trudził się nie będę tobą i twoimi myślami. Borykaj się z myślą sam i truj. Większa to dla takich głów zaraza, niźli ta Apollinowymi grotami przygnana. Z tej się nie dźwigniesz. A jeno kiedyś, gdy cię szaleństwo obejmie, śmiech mój posłyszysz

    5

    Przy mnie tylko i ze mną, i przeze mnie być możesz. Odchodzę. — Teraz rozumiem, że takim, jak ty, wyczytać można z oblicza ich przeznaczenie.

    wyszedł

    ACHILLES

    do Patroklosa
    Zobacz, czy odszedł?

    PATROKLOS

    Cóż on cię obchodzi?

    ACHILLES

    To jest ten człowiek, z którego oblicza
    fałsz czytam zawdy, ilekroć fałsz knuje.
    Ale to człowiek jest, co patrzy w duszę
    i wzlot mój każdy jasno przewiduje.
    Moja się dusza tak przed nim kształtuje.
    Więc on potrzebny jest do mego lotu.
    Rozumem idąc, daremno się trudzi.
    Wzgardę zdobędzie u Bogów i ludzi.
    Kiedyś się ocknie, żeby mnie wspominać.
    Będzie już późno, by żywot zaczynać.
    do Patroklosa
    Podaj orfejkę.

    PATROKLOS

    podaje mu lutnię

    ACHILLES

    porusza struny
    Nie. Dźwięk strón mię drażni.
    lutnię położył
    Tylu już ludzi zwodziło mię co dnia.
    Twojej jedynej chcę ufać przyjaźni.
    Gdy się przed tobą palę jak pochodnia,
    czyli ty, dziecko, płomień ten rozumiesz,
    czyli ty czujesz żar i poznać umiesz?

    PATROKLOS

    Od ciebie się nauczyłem wiązać zbroje.
    Od ciebie się nauczyłem wodzić konie.
    Od ciebie się uczyłem bełt rzucać.
    Od ciebie się uczyłem imać tarczy.
    Tyś pouczał, jak kierować wędzidło.
    Tyś rękę ze strunami zapoznał,
    Tyś me usta otworzył do śpiewu.
    Ty mi dałeś dziewczynę i męstwo,
    tyś się cieszył na pierwsze zwycięstwo.
    Twoją sławą i prawdą twą żyję,
    więc mi za nic są prawdy niczyje.

    ACHILLES

    Oni może będą tobie mówić,
    żebyś śledził me kroki i myśli.
    Będą może chcieli z ciebie dobyć,
    co zamierzam uczynić, gdzie dążę?
    Bo skoro wiedzą, że przyjaźń nas wiąże,
    będą chcieli te węzły rozerwać,
    bym ja sam był i ostał samotny,
    żebym nigdzie nie dobył się serca
    i bym uznał mój los za sromotny,
    ja, tylu mężów morderca,
    ja, mocarz Atrydów najemny,
    którym przejrzał dziś — raz pierwszy poczuł,
    że szczuto mnie jak psa;
    że mordowani przeze mnie — niewinni
    i że w tych czynach szlachetni bezczynni.

    [V] W NAMIOCIE DIOMEDESA

    ODYS

    wchodzi
    Hełm ten mój na to ofiaruję własny,
    że ty o Achillesie myślisz.

    DIOMEDES

    biorąc hełm
    Hełm za ciasny,

    ODYS

    Że jest skórzany, namknę ci rzemienia;
    może rozumu przejmiesz co z odzienia.

    DIOMEDES

    Że myśl mą zgadłeś, broni się wyzuwasz?

    ODYS

    Chcę, byś rozumiał, że myśl twoją cenię,
    gdy odpowiednie myśli dasz odzienie.
    Przyszedłem pewny, że myślisz i czuwasz,
    że ci spodobał się Achilles w gniewie
    i że twój umysł, co myśleć ma — nie wie.
    Tarczę tę moją przydałbym ku temu.

    DIOMEDES

    K'czemuż chcesz dzisiaj pchać dalej?

    ODYS

    Ku złemu.
    Ty bowiem jesteś bystrzejszy o wiele
    ponad Pelidę i wiele piękniejszy
    w ruchach i barwie, żeś smagły na ciele.

    DIOMEDES

    Myślisz, że sławy jemu język zmniejszy — ?

    ODYS

    Nie tyle język, ile zmniejszą uszy
    tych ludzi, którym język uwiązgł w duszy.
    Weź jeszcze oszczep w dłoń i wyjdziesz ze mną.

    DIOMEDES

    Ja? W twoich znakach?

    ODYS

    Pozornie. Ja z tobą.
    Sługą ci będę i miecz twój podźwignę.
    Gdy miniem obóz i wszystkie namioty
    gdy ostawimy daleko za sobą,
    zgadniesz, że szliśmy obaj niedaremno.
    Chcę cię o przyjaźń prosić – przez twe cnoty,
    że biec tak umiesz, jak ani Pelida
    nie biegnie — chyba złość gdy kogo ściga.
    A musim obaj biec — nie możem zwlekać.
    Włócznią uderzysz tych, których ci wskażę,
    i potem…

    DIOMEDES

    Zabrać łup.

    ODYS

    Potem uciekać.
    Nie patrzeć nawet na pobitych twarze
    ani na znaki — Ja ich sam obnażę
    i sam ich zwiążę.

    DIOMEDES

    Śpiących?

    ODYS

    Nie. Zabitych.
    A ty się nagród spodziewaj obfitych,
    jeźli twój język przyschnie i myśl zgaśnie.
    Oto ku Trojej czworoprząg się zbliża
    możnego króla, wielkiego rycerza,
    którego dusza jest jak woda świeża
    święconych źródeł, których nimfy strzegą,
    i wiem, że król ten tam w pół drogi zaśnie,
    gdzie w czystym źródle konie swe napoi.
    Bo wodę źródła struli ludzie moi,
    że kto zeń pije, zasypia… jak trzeba.

    DIOMEDES

    Skoro otruci, cóż ja się mam trudzić?

    ODYS

    Ty ich zabijać będziesz a ja budzić.

    DIOMEDES

    Cha, cha, cha.

    ODYS

    Śmiej się. Śmiech to jest dar nieba,
    a nieświadomość celu szczyt rozumu.
    Idź i licz kroki.

    DIOMEDES

    Cyt — fal słucham mumu.

    ODYS

    Idź i licz kroki — Woskiem zalep uszy.

    DIOMEDES

    Morze wre we mnie krzywdą mojej duszy.
    Nie pójdę.

    ODYS

    Pójdziesz; wyrośniesz nad tłumem.
    Ty jeden godzien zmóc litość rozumem.

    DIOMEDES

    To nie jest litość.

    ODYS

    Nie litość? — To trwoga.

    DIOMEDES

    To nie jest trwoga.

    ODYS

    Więc co?

    DIOMEDES

    Duch się budzi.

    ODYS

    Wiedz: Bogom dane jest zabijać ludzi.
    Wiedz, że kto w sobie żal i litość skruszy,
    takiego człowiek opowie za Boga.

    [VI] W NAMIOCIE AJASA

    AJAS

    Spokoju mi nie daje Achilles.
    Postawa jego
    i to mówienie jego tak wyniosłe….
    Co to myśl znaczy — jeźli się uwiąże
    na czyim karku w węzeł? O Pallado!
    Czemużeś ani nie pojrzała ku mnie?
    Mówił wyniośle tak, mówił tak dumnie,
    że słowo każde było, jakby wzięte
    z tych głębin, kędy duch mój zaszedł senny
    i skąd chce powstać kiedyś w szał płomienny.
    Ja, który dotąd biłem się, jak zbrodzień,
    mieczem i włócznią torujący drogę
    żądności czynu — omdlewając co dzień
    w pochlebstwie łotrów, którzy ze mnie drwili,
    chwalby przydając mej ręce. —
    Jakżeż ku niemu się zbliżyć — ze wstydem?
    Jaka spokojna noc… Śpiew tu dolata.
    Raz pierwszy słyszę śpiew i czyjeś granie.
    Nie zasnę — Ducha pocznę bojowanie. —
    Zabiłem tylu i duch się nie skrzepił.
    I naraz, jak ten półbóg oczy wlepił
    w Atrydę — naraz ja poczułem siebie,
    że poły żyję na ziemi, pół w niebie.
    Jakżeż mu sprostać, jak przeróść, jak zwalić?
    Kogóż mam zwalczać, a kogo ocalić?
    Duch mój zbudzony, lecz myśl precz ucieka.
    Nie wiem, czym synem Boga, czy człowieka?
    Kres zobaczyłem przed nim i tak blisko. —
    On chyba w oczach miał jakie zjawisko?
    Ku umie nie przyszła, sam ostałem z nocą…

    NOC

    Mścicielem będziesz krzywd, które się staną.
    Z obłędów nocy wyjdziesz.

    AJAS

    Kiedy?

    NOC

    Rano.

    AJAS

    uchyla płócien namiotu i patrzy w pole
    Któż ty jesteś?

    MARSYAS

    zbliża się zwolna ku Ajasowi
    Sądzisz, żem ja powinien wiedzieć coś o tobie?

    AJAS

    Śmieszek jesteś i mowca?

    MARSYAS

    Szaleństwem rażony.

    AJAS

    Szaleństwem? Nieszczęśliwy zatem?

    MARSYAS

    Szczęśliw bardzo.
    Nie pamiętają o mnie ci, którzy mną gardzą
    i nie żądają ode mnie niczego,
    więc ja się mogę zajmować spokojny
    mojem szaleństwem.

    AJAS

    Nigdym cię nie widział.

    MARSYAS

    Koło namiotu twego grywam codzień.

    AJAS

    Nigdym nie słyszał.

    MARSYAS

    Boś nie słuchał nigdy.

    AJAS

    Dlaczogóż dzisiaj?

    MARSYAS

    Uszy masz otwarte.

    AJAS

    Chcesz wina?

    MARSYAS

    Owszem, jeśli łakniesz wina
    i jeźli wino na myśl ci przychodzi w rozmowie ze mną; — widocznieś to uczuł, że to, co mówię do cię, ma smak wina.

    AJAS

    Wino jest w dzbanie.

    MARSYAS

    Patrz — noc się zaczyna.
    Otwarte uszy masz, otwarte oczy.
    Patrzaj i słuchaj, ile tu gra dźwięków.
    Ile to czarów Słońce żarem tłumi
    i jak bogaty ten — kto słuchać umie.

    AJAS

    Przychodź grać codzień u mego namiotu.

    MARSYAS

    Widzisz minie dzisiaj już po raz ostatni.

    AJAS

    Dlaczego?

    MARSYAS

    Boś mnie już posłyszał.
    I teraz będziesz nadal duch mój bratni,
    jak ja szalony i jak ja przeklęty,
    wróg Apollina. — Bądź zdrów.

    AJAS

    Dziwne cudo.

    MARSYAS

    A skier tych dziwna chuć nienasycona,
    która przez piersi twoje dziś przepływa,
    jest klątwą Bogów i duszy ofiarą
    i ogniem świętym wielkich się nazywa.

    AJAS

    się zrywa

    MARSYAS

    Zostań w tym ogniu. Żyj w szaleństwie duszy,
    zbudzony mężu-rycerzu!
    ucieka

    AJAS

    Znikł w głuszy.
    gdy się zwraca, postrzega krzątającą się po namiocie niewiastkę

    AJAS

    6

    Gdzieżeś się uchowała, luba dziewczyno?

    NOC

    7

    Córką jestem wyrobnika, rybaka — a który też umacnia nadwątlone okręty wasze i łodzie.

    AJAS

    8

    Mieszkasz przy ojcu?

    NOC

    9

    Chowam się przy ojcu. A ojciec mój chaty nie ma ani płócien takich, jak w tym oto szałasie; ale rodzeństwo moje śpi pokotem śród nadbrzeżnych traw i ziół. A ja doglądam ubiorów waszych i w świętej morskiej wodzie szaty wasze płukam — a potem suszy je słońce.

    AJAS

    10

    Nie widziałem cię nigdy.

    NOC

    11

    Co noc przychodzę ku waszemu namiotowi i widzę was, jak znużeni pożywacie strawę wieczorną i potem kładziecie się na łożu.

    AJAS

    12

    Byłaś codzień koło mnie i byłaś tak lubą i miłą?

    NOC

    13

    Mówicie, żem jest lubą i milą?

    AJAS

    14

    Czemużeś nigdy nie przemówiła do mnie?

    NOC

    15

    tąpałam cicho, a piasek brzeżny tłumił stąpanie moich drewniaków; przemykałam się cicha po ścielonych skórach twego schronienia.

    AJAS

    16

    I nie ciągnęło cię nic ku mnie? Nie zapragnęłażeś nigdy być ze mną?

    NOC

    17

    Spałeś i to mnie cieszyło. Wiedziałam, że taka chwila przyjdzie, gdy mnie spostrzeżesz, bo taka przyjść musi; ale wiedziałam, że wtedy spokojność twoję utracisz.

    AJAS

    18

    Możesz pozostać przy mnie?

    NOC

    19

    Pozostanę.

    [VII] W NAMIOCIE AGAMEMNONA

    TERSYTES

    wchodzi
    Idę ku Trojej.

    AGAMEMNON

    Nie żądam po tobie.

    TERSYTES

    A przedsię pójdę i co zechcesz zrobię.

    AGAMEMNON

    Pójść więc pozwalam.

    TERSYTES

    Poszedłbym bez tego.
    Pracuję dla narodu, nic ciebie jednego.

    AGAMEMNON

    Lecz naród nic nie płaci. Ja płacę, choć skromnie.
    Po uznanie narodu przychodzisz tu do mnie.

    TERSYTES

    Więc nie dasz nic —?

    AGAMEMNON

    Chcesz chłosty? Pachołki czekają.

    TERSYTES

    Nie sztuka, gdy masz takich, co ślepo słuchają.
    wyszedł

    CHÓR DZIEWCZĄT

    otacza Agamemnona
    Gdzie Chryze, twoja dziewczyna?

    AGAMEMNON

    Bywała ze mną tych dni.

    CHÓR DZIEWCZĄT

    Gdzie Chryze, twoja dziewczyna?

    AGAMEMNON

    Pod ojca nożem, jedyna,
    strugą oblała się krwi.

    CHÓR DZIEWCZĄT

    Więc ojciec Chryzę zabija?

    AGAMEMNON

    Więc miłość ojciec przeklina
    i dziecko własne zabija.
    Strugą oblekła się krwi
    pod nożem ojca, jedyna.

    CHÓR DZIEWCZĄT

    Gdzie Chryze, twoja dziewczyna? — —
    słychać szczęk

    DZIEWCZĘTA

    uciekają

    STRAŻNICY

    wprowadzają Hipodamię osłoniętą

    AGAMEMNON

    Kogóż to wiedą?

    HIPODAMIA

    Sługę.

    AGAMEMNON

    Gwoli?

    STRAŻNIK

    oddaje nóż Agamemnonowi

    AGAMEMNON

    Ty — zbrodniarka!?
    patrzy na Hipodamię
    Puśćcie jej więzy.
    daje znak strażnikom, by odeszli
    Precz.
    do Hipodamii
    Ty u mnie, jak mocarka
    będziesz. — Nie zbliżę się cale ku tobie. Że cię więżę — to jeno to dlatego robię, żebym w Achillu bohatyra zbudził, któregoś ty uśpiła.

    HIPODAMIA

    milczy

    AGAMEMNON

    Odejdź.

    HIPODAMIA

    nie odchodzi

    AGAMEMNON

    Nie będę się trudził
    dla cię.
    wskazuje ku płótnom namiotu
    Tam najdziesz dla siebie posłanie.
    A jutro rano świtem, skoro słońce wstanie,
    wyznaczą ci robotę przy tkackim rzemieśle.
    Gdy Pelida zwycięży — wtedy cię odeślę.

    HIPODAMIA

    rzuca się ku otworowi namiotu

    STRAŻ

    widać, stojącą tuź koło płócien.

    HIPODAMIA

    wraca
    idzie w bok pod namiot, gdzie znikły dziewczęta.
    wraca
    Ty mnie tu więzisz psa. A! będę ciebie strzegła.
    A nie myśl sobie to, bym z tobą kiedy legła;
    byś zdołał ująć mnie podarkiem lub rozkazem.
    Z Achillem mnie tu żyć i z nim mnie ginąć razem.

    AGAMEMNON

    Zaprzysięgłaś się śmierci – bo stąd cię nie zwolę,
    aż Achilles wypełni wszystką swoją dolę.

    HIPODAMIA

    znika za płótnem namiotu

    OFIARNIK

    wchodzi szybko
    klęka przed Agamemnonem
    Mocarzu, że przychodzę, trwoga mnie tu zwlekła.
    Przynoszę wieść, wróżbita, o, czemuż tak zlękły?
    Sam dziwię się zdarzeniu.

    AGAMEMNON

    Mów, słucham — ty w trwodze?

    OFIARNIK

    Wiem, iż tym, co wyrzeknę, serce twe ugodzę.
    Że i ty czoło chmurą przywleczesz posępną.

    AGAMEMNON

    Miałażby twoja mowa być złą a występną?
    Czy się stała rzecz jaka?

    OFIARNIK

    Nie, ale się stanie.
    Lud żądał, abym wróżył przed słońca zachodem,
    po onym deszczu ulewnym, gdy chmury
    rozstąpiły się nieco przed słońcem z purpury.

    AGAMEMNON

    I cóż wróżby wyrzekły?

    OFIARNIK

    Że gdy słońce wstanie
    I Jutrznia z fal wybiegnie różano-kolora —
    ty już nie będziesz władał nad narodem;
    zasię jutro największy dzień sławy Hektora.

    AGAMEMNON

    Łgarzu, oszuście!

    OFIARNIK

    Jestem równy tobie
    i nic nie wierzę w guseł czar i moce;
    ale wyjdzi sam pojrzyj, jakie się tam noce
    chmurzysków rozpostarły nad korabiów rzędem.
    Wiedz, grom daleki błysnął, gdy obrzędem
    świętym zajęty, rzezałem jagnięta.
    I myślę, że w zdarzeniu tym jest wola święta.

    AGAMEMNON

    Mamże więcej od ciebie posiadać rozumu,
    gdy ty nad tłum wyrosły — sam schodzisz do tłumu?

    OFIARNIK

    Mocarzu, nie chcę walczyć z nieznaną potęgą.
    Gdy mają paść pioruny, niechaj innych sięgą.

    AGAMEMNON

    Wróżba to mówi, że Hektor zasłynie;
    lecz to nie mówi: zwycięży lub zginie.

    OFIARNIK

    To jest najgorsze, że wróżba wam sroga
    jest z woli ludu, więc słowem jest Boga.

    AGAMEMNON

    Śmiałeś gawiedzi wyjawić rzecz tajną?

    OFIARNIK

    Królu, tym razem nie była przedajną
    ofiara, a gdy ręka niosąca nóż drżała,
    wraz poznałem, że siła tajna na mnie działa.
    Że się coś dzieje, czego nie rozumiem,
    i wybacz, że nie znajdę słów — mówić nie umiem.

    AGAMEMNON

    Uspokój się. — Ostaniesz dziś pod moją chustą,
    w namiocie moim. — Rozkazy ogłoszę,
    że Bogom pastwę łbów stu rzucę tłustą
    i ucztę sprawię ludom i że sam ponoszę
    z mego dostatku wszelką biesiady tej stratę.
    Jeszcze są moje statki zadosyć bogate,
    bym miał Bogów po myśli. —
    woła na straż
    Hej!
    idzie w głąb namiotu, nawołując
    Wołać po leżach,
    że nie tracę ufności ja w moich rycerzach.
    Lecz gdy wróżba, sprawiona o słońca zachodzie,
    zda mi się zapowiadać klęskę w mym narodzie —
    by się nikt nie wydalał z obozu dzień cały.
    Dzień ten ma dla Hektora być dniem wielkiej chwały.
    Więc niech Hektor swej sławy szuka na pustkowiu,
    a wy wszyscy broń ostrą miejcie w pogotowiu.

    STRAŻNIK

    Czy pod namiot Pelidy pójść?

    AGAMEMNON

    Nie trudź się cale.
    Pelida dawno zasnął w laurów pustej chwale.
    oddala się za strażnikiem

    DZIEWCZĘTA

    wychylają głowy z pod płócien
    wpełzają do namiotu

    HIPODAMIA

    szeptem do jednej z dziewcząt
    Ponad Skamandru brzegiem namiot ten ostatni
    jego jest.
    Gdy nie będzie doma, druh tam jego bratni
    Patroklos będzie czuwał. Temu rzec.

    DZIEWCZYNA

    Daremno.
    Jeśli mnie rzuci chustę, będzie spał dziś ze mną.

    HIPODAMIA

    To się skrzyw, żebyś mu się wydała nieładną.

    DZIEWCZYNA

    Ja mam się wydać brzydką? To za cenę żadną.

    HIPODAMIA

    Ale tamten piękniejszy jest i młodszy wiele.

    DZIEWCZYNA

    Masz tu farbę i kreski namaż mi na. czele,
    żebym się zdała starsza. Czy włosy ma jasne?

    HIPODAMIA

    Powtórz mu rozkaz wodza.

    DZIEWCZYNA

    Czy się ino zdarzy
    wybiedz?

    AGAMEMNON

    wraca

    HIPODAMIA

    do dziewczyny
    Weź moją chustę.

    DZIEWCZYNA

    okrywa się jej chustą

    DZIEWCZĘTA

    ustawiają się rzędem

    AGAMEMNON

    nie patrząc, rzuca chustę pierwszej z brzegu
    i ta za nim idzie

    DZIEWCZYNA

    odziana w chustę Hipodamii wymyka się tymczasem

    AGAMEMNON

    do dozorcy dziewcząt
    Policzyć dziewczęta.
    Niech za próg jutro przez dzień nikt się wyjść nie waży.
    Każesz im dziergać płótna.

    DOZORCA DZIEWCZĄT

    Wola wasza święta.

    AGAMEMNON

    odchodzi wsparty na wybranej dziewczynie

    DZIEWKA

    do Hipodamii
    Byłam pewna, że tobie chusta się dostanie.

    HIPODAMIA

    No, toś się pomyliła. Sama będę spała.

    DZIEWKA

    Ułożymy się razem, mnieś się spodobała.

    HIPODAMIA

    Szmato!

    DZIEWKA

    Coś ty lepszego?

    DOZORCA DZIEWCZĄT

    Milczeć! Na leżyska!

    HIPODAMIA

    Zła, że ją pominięto i o to się ciska.

    DZIEWKA

    podsłuchując pod płótnami kędy się oddalił Agamemnon
    Ale tam sobie jedzą i piją aż miło.
    do Hipodamii
    I powiedz, czy nie lepiej tam z nim by ci było?
    Cożeś się tak już z jednym miłością zażegła,
    żeby ci szkodzić miało, gdybyś z innym legła?

    DOZORCA DZIEWCZĄT

    przegania dziewczęta

    MUZYKĘ FLETÓW

    słychać przez chwilę

    GŁOS

    wywołującego echa pożegnalne, ginie, coraz z innej strony płynąc.
    cisza

    AGAMEMNON

    uchyla płócien z boku i wkracza
    stąpa ostrożnie
    nadsłuchuje
    oczekuje
    wychodzi przed namiot
    przed nim błyska światło księżyca

    AGAMEMNON

    wraca
    skłaniając się przed kimś, kto dąży do namiotu

    REZOS

    wchodzi
    jakby w obłędzie, niespokojny
    obdarty z szat

    AGAMEMNON

    podchodzi ku niemu i rozszerza ramiona
    całuje go
    wskazuje miejsce na skórach
    przynosi i podaje szaty
    przynosi mu pić
    pije sam wprzódy
    klęka przed gościem
    zdejmuje sandały Rezosa
    kładzie rękę na sercu Rezosa
    powstaje
    palec kładzie na ustach swoich
    palec kładzie na ustach Rezosa

    REZOS

    Jestem tu zakładnikiem? I z Priama woli?
    Jak widzę z twojej twarzy i szczerości lica
    podejmujesz mnie godnie.

    AGAMEMNON

    Strzegę. — Tajemnica.
    Rozumiem. — Jesteś tego sojuszu poręką.

    REZOS

    Śle mnie Priam —?

    AGAMEMNON

    Król Troi wie, że cię przyjmuję.
    Za jego to jest wolą — gościem się raduję.
    Ktokolwiek jesteś, raduj się w mojej gościnie.

    REZOS

    Jam jest Rezos, a imię moje prawdą słynie.
    Szedłem w obronę prawdzie i tamtym w ucisku,
    gdy schwytali mię zbójcę, gdym spał w okopisku.
    Z szat moich mię odarli — i wiedli — — ku tobie,
    mówiąc, że z twoją wiedzą i z wiedzą Priama.
    Dopiero u namiotu twego, gdy już brama
    odemknięta poza mną chustami opadła,
    z ust mi zdjęto wiązadła.— — — Konie….?

    AGAMEMNON

    …Są przy żłobie.

    REZOS

    Drużyna moja — — nie wiem, czyli żywa?

    AGAMEMNON

    Dawno pewno już w mieście zdrowa i szczęśliwa.

    REZOS

    Sądziłem, że ta zgraja konie mi wykradła
    i mój skarb, który miałem.

    AGAMEMNON

    Słońce ci je zwróci.
    Niech sen ciało pokrzepi i czasu bieg skróci.
    oddala się
    wraca
    prowadząc Hipodamię
    oddala się

    HIPODAMIA

    usiadła przy Rezosie na skórach
    Kazano bawić was rozmową.

    REZOS

    Jesteś tu niewolnicą?

    HIPODAMIA

    W niewoli jestem, lecz czuję się wolna.
    Jestem u tego zakładnicą,
    co włada w tym namiocie.

    REZOS

    A czyjąże tu jesteś kochanką?

    HIPODAMIA

    Kochanek mój jest ten, co pierwszy przed innymi
    mieczem i słowem. A tych nienawidzę.
    Nie wierzcie im, bo to są psy podstępne.

    REZOS

    Nienawidzisz? — Posłuchaj. A przybliż się nieco,
    bo może słucha kto, choć mówię cicho.
    Złowiony jestem w sieć. — Spałem w miłości
    w parowie górskim, wśród lesistej głuszy,
    i kochanka moja była przy minie.
    Czar nas opętał i błogość dał duszy,
    i sań mój śniłem rozkoszy,
    kiedym się zbudził, ockniony jej krzykiem
    strasznym. — Ból czuję. — Związane mam oczy
    mocnym rzemieniem, który ktoś zaciska.
    I wlecze mnie wśród nocy,
    wśród skał parowu — i, widać, wzdłuż rzeki,
    bo chłód powiewu wody czułem.
    Gdzie się mój orszak podział? Moje wozy?
    Gdzie dziewczę? — Nie wiem. — Tu rzemień mi zdjęto
    z czoła — u progu tego namiotu
    i winem i ubiorem gościnnym przyjęto. —
    Ten jej okropny krzyk dotąd mnie woła;
    w uszach mi dzwoni wśród nocy. — —
    Więc mówisz, że Achilles nie jest w zmowie
    z rodem Atrydów — że jest im niechętny?
    Więc także łupem i zdobyczą
    z nim się nie dzielą…?

    HIPODAMIA

    Że tyle jeno ma, co sam zdobędzie
    ze swymi ludźmi, gdy idą po nocy
    na łup i zdobycz.

    REZOS

    Przyrzekł mi Atryda,
    że sprawców zbrodni wykryje i skarze.

    HIPODAMIA

    Jak mnie porwano z domostwa rodziców,
    gdy dam nasz spłonął i zapadł się w gruzy,
    ostałam wtedy w namiocie zwycięzcy.
    Był dobrym dla mnie.

    REZOS

    Więc ty?

    HIPODAMIA

    Dziś prócz niego
    nie mam nikogo. On — właśnie zabronił,
    bym, jako inne, szła przez ręce wszystkim,
    i strzegł mej hańby, by mię po namiotach
    co wieczór inny pieścił,
    i on to słowem potężnym obwieścił,
    że mnie jedyną chce pojąć za żonę,
    gdy stąd odpłynie…

    [VIII] W DOMOSTWIE PRIAMA

    PRIAM

    do domownika
    Co jest za jeden, jaki, jak ubrany?

    HEKABE

    Przekupień, często przynosi świecidła,
    które sprzedają nam tamci z obozu,
    a w zamian bierze nasze.

    PARYS

    Szpieg, powiesić.

    HEKABE

    Znam go dobrze i z dawna; Grek pewien spokojny;
    handluje drobnostkami, jest bardzo przystojny.
    A miłyć zawsze widok człowieka grzecznego.
    Dopuścić go bezpiecznie. Powie co nowego.

    TERSYTES

    wchodzi
    rozkłada na ziemi, na środku izby mały dywanik i na nim usiada
    rozwija przed sobą tobół i dobywa różnych przedmiotów
    20

    Ojcowie i synowie Ilionu, oto jest maść, którą się maści Achilles i ciało jego przepojone jest tą wonią. Kiedyś przyjdzie czas, gdy was posiecze. Ale oto niezawodny środek na nieśmiertelność.

    21

    Bodajbym się nie ruszył z tego miejsca, jeźli mi boski syn Tetydy nie dziękował wielokrotnie ze łzami wdzięczności i rąk tych moich nie całował, rąk tych kształtem pięknych i piękną cerą.

    22

    Matki i córy Ilionu, oto warkocze uplecione z włosów najmilszych kochanek, których lubością i czarem ciała cieszyli się Atrydzi po trudach mozolnych bojów z wami, o przesławni obrońcy świątyni Pozejdona.

    23

    Oto naszyjnik z potworków morskich suszonych na słońcu. Ktokolwiek go nosi, żywot jego wydłużon będzie o tyleż dni, ile łebków liczy ta święta obroża.

    WSZYSCY

    milczą

    TERSYTES

    zdejmuje z głowy sutą jakby czapkę z upiętych loków, niezmiernie długich, w której był przyszedł modą trojańską ubrany; znów jest tylko w swoich naturalnych lokach
    potrząsa peruką w rękach
    Taka różnica was jednych od drugich,
    że Grecy w lokach krótkich, a wy w lokach długich.
    Wy się z takich śmiejecie, co głowy nie zdobią;
    a tam śmiech, że Trojanie pudło ze łba robią.
    Minie we wszystkim do twarzy, wszędzie podejść umiem;
    ku temu się naginam, czego nie rozumiem.
    Tę zdolność Proteusza posiadłem tajemną:
    mogę udać każdego, kto przestaje ze mną.

    WSZYSCY

    milczą

    TERSYTES

    Przyszedłem w koło rozumnych, jak sądzę. —
    Precz ich odwiozę wszystkich — dajcie mi pieniądze.

    WSZYSCY

    milczą

    TERSYTES

    Wiecie, czemu Achilles popod mury Troi
    nie zajeżdża swym wozem?

    WSZYSCY

    milczą

    TERSYTES

    Achilles sią boi.

    WSZYSCY

    milczą

    TERSYTES

    Chcecie wiedzieć, co będzie jutro, gdy dzień wstanie?
    Oto odpłyną wszyscy i nikt nie zostanie,
    prócz Atrydów i kilku małoznacznych osób,
    i wiedzcie, że ja na to wynalazłem sposób.

    WSZYSCY

    milczą

    TERSYTES

    Ja i Achilles, który mi się zwierzył
    i prosił mnie, bym wieść tę po obozie szerzył.

    WSZYSCY

    milczą

    TERSYTES

    Odpłyniemy, lecz trzeba nam złota na drogę.
    Idź, rzekł, i przynieś złoto, gdy ja pójść nie mogę.

    WSZYSCY

    milczą

    TERSYTES

    Mocarze Troi, że wam to zależy
    na tem — jak skoro naród swe króle odbieży,
    wyłowicie je w sieci, jak rybak cierpliwy.
    Zatęskniłem, by ujrzeć me ojczyste niwy.

    WSZYSCY

    milczą

    TERSYTES

    A wiecie to — w obozie wieść publiczna głosi,
    że wśród was, choć najwyżej Parys głowę nosi,
    najwięcej wart jest Hektor. Zresztą któż to zgadnie,
    komu jeszcze najpierwsze miejsce dać wypadnie?
    Często robaczek mały przypełznie do góry,
    a orzeł zwichnie skrzydła i spadnie spod chmury.
    Nie dziwcie się, że mądrość w słowiech zawrzeć umiem,
    Odys mawia, że jeden ja jego rozumiem.
    A Odys jest myśliciel głęboki i rzadki;
    kogo zechce, do swojej tego chwyci klatki.
    Więc Odysa się strzeżcie, choćby szedł z podarkiem;
    miecz by jego niedługo zawisł wam nad karkiem.

    ODYS

    który siedzi w obozie Priamidów w stroju i sztach Rezosa
    Pilnie go słucham i myśl mi przychodzi,
    że gdy tu zręcznie tak wkradł się ten złodziej,
    można by go przytrzymać tutaj jako zbiega
    i do dalszych używać zleceń jako szpiega.

    WSZYSCY

    milczą

    TERSYTES

    który poznał Odysa po głosie
    Nie wiem, czybym mógł sprostać? Szlachetne zadanie.
    Sądzę, ku temu trzeba mieć już powołanie.

    ODYS

    milczy

    TERSYTES

    Chcecie wiedzieć, jakom się dostał tu za mury grodu,
    mimo że bram tych strzegą wybrance narodu?

    WSZYSCY

    milczą

    TERSYTES

    Nie ma takich puklerzów zbrojnych żadne miasto,
    których nie spętać winem, nie spodlić niewiastą.

    WSZYSCY

    milczą

    TERSYTES

    Dziewkim przywiódł i wasza straż na skejskiej bronie
    niewiastkami się bawi.
    wskazuje Parysa
    Jak ty…

    KRZYK KASANDRY

    Iljon płonie!!

    WSZYSCY

    nie ruszają się z miejsc

    ODYS i TERSYTES

    zrywają się ze swoich miejsc

    KASANDRA

    wbiega
    Płonie Ilijon, święte upadają Bogi
    w duszącym dymie. Dym kłębem się wzbija! —
    O Izis, święta Izis — u twego ołtarza
    on leci z mieczem dobytym
    i jako piorunnym grotem
    uderza — siecze — poraża —
    ojca mojego zabija!!
    upada obok Priama, obejmując jego kolana

    WSZYSCY

    słuchają obojętnie

    ODYS

    zajmuje znów miejsce dawne, spokojny

    KASANDRA

    Patrzcie, wloką się starce, w trudzie,
    w duszących dymów kłębie,
    padają jako gołębie. — —
    Gdzie Hektor?! — Zbudźcie Hektora!
    wlecze się na kolanach ku Hektorowi
    Hektorze!! — Wstań, ty umarły,
    sępy twe ciało pożarły.
    Hektorze! siostra cię woła!
    Hektorze, siostra cię wzywa!

    HEKTOR

    odtrąca ją
    Milcz głupia!

    PARYS

    Rzec: nieszczęśliwa.

    HEKTOR

    Biadaczko, z tobą zakończę.
    Łeb tobie ten kruczy rozwalę,
    że język szczekać przestanie.

    PARYS

    Cóż tobie wadzi krakanie?

    HEKTOR

    Niech zmilknie!

    KASANDRA

    Bóg we mnie woła!

    HEKTOR

    chwyta ją
    zwraca głową ku ziemi i dzierży za włosy

    PARYS

    wstaje ze swego miejsca
    Puść ją!!

    KASANDRA

    Niech mie zabije.
    obejmuje stopy Hektora
    A strzeż ty się człowieka,
    co świętą obmyty wodą,
    z wodnicy urodzony,
    bo ten cię ujmie szpony
    ostremi
    i przywali i przybije do ziemi.
    Strzeż się! — Konie mu wiodą!
    Patrzcie!! — Hektor ucieka?!
    śmieje się
    wlecze się za Hektorem

    HEKTOR

    chwyta za nóż

    PARYS

    biegnie do niego z nożem
    Ze mną będziesz miał sprawę przódzi.

    HEKTOR

    To czerw, krew naszą brudzi.

    PARYS

    To wasza krew — niech krzyczy.
    Jeśli ma w piersi ból czy gniew,
    niech wywoła,
    a jeśli chce, to niech nam dnie nasze liczy
    i straszy wężem u czoła.
    Nie dbam o jutrzejszy dzień.
    Niech przyjdą! Niech nas wytną w pień.
    Patrzeć będę na Pożar Troi.
    A to mówię: Hektor się boi,
    Hektor przed hańbą drży.

    HEKTOR

    Gachu, imaj się noża!
    rzuca się na Parysa

    PRIAM

    Psy!!
    rozdziela walczących

    WSZYSCY

    rzucają się jedni ku Hektorowi, drudzy ku Parysowi i trzymają ich

    PARYS

    Zranił mnie — niech go zasiekę.

    HEKTOR

    Jako pan cię na mury powlekę
    i rzucę.

    PRIAM

    do Hektora
    Precz — ty coś na sławę naszą
    podniósł dłoń — prostaku tępy.
    Precz — zejdź mi z oczu mych i niech cię sępy
    rozwłóczą. — Ani cię pożałuję.
    I cóż mi z ciebie, że siedzisz bezczynny,
    zazdrosny o to, że Parys króluje — ?

    HEKTOR

    nawołuje ku Parysowi
    A że jesteś przybłęda, to w oczy ci powiem.

    PARYS

    Czytałem dawno to już z twoich oczu
    a tum jest przeto siłą mego daru,
    że nikt nade mnie.

    HEKTOR

    I obejść się może.
    Już dawno żądam wyzwać cię na noże.

    PARYS

    Łatwiej mię uciąć, niźli zrównać głową.
    Nie sięgniesz sprytem, a przygnieść chcesz mową.

    HEKTOR

    Snadź wszelkie słowo tak spływa po tobie,
    Jako po wężu lub rybie.
    Rozpanoszyłeś się w tym świętym grobie,
    w tej mnie należnej sadybie.

    PARYS

    Jeźli ustąpię pola na dzień jeden,
    dzień ten was wszystkich pogrzebie.

    HEKTOR

    I skąd ta wiara? Przybłędo, hołyszu;
    nie dbam o życie przez cię ocalone.
    Nie chcę, bym tobie zawdzięczał zwycięstwo.
    Tyle chcę jeno, co ręce potrafią
    te moje.

    PARYS

    Że nie do ciebie należy korona,
    to nie ty rządzisz.

    HEKTOR

    Odmawiam twoim rozkazom posłuchu.
    Sam walczyć będę za się.

    PARYS

    Znam cię duchu.

    HEKTOR

    Znaj umie — że z tobą rozbrat wieczny wziąłem
    Tą ziemią żyję i gwiazd sięgam czołem.

    PARYS

    Gwiazdy ku ziemi przygnę do mej woli.
    Bogi kreśliły bieg ziemskiej mej doli.
    Dzień ten mój każdy miłością żebrany.
    Ofiarę duszy niosę wam w ofierze.
    Codzień miłosny dar Bogini bierze
    i ciało moje oplata uściskiem.
    Co dzień postaci ponętniejsze, świeże
    i codzień nowym krasi się nazwiskiem,
    i za tę miłość moją i kochanie
    o dzień to moje wzdłuża królowanie.
    Więc niczem wasze i bronie i miecze,
    bo dawno Iljon, skazany na ognie,
    padłby piorunem boskim porażony,
    lecz Afrodyty ja palę pochodnię
    i czekam na nią, przez nią ulubiony,
    czy przyjdzie? — — Tyle waszego istnienia,
    póki ta gwiazda wzlotów swych nie zmienia,
    wschodząc co wieczór ponad skejską bramą
    dla mnie i miłość niosąc mi tę samą.
    Nie jestem synem twojego rodzica,
    nie jestem twoim bratem;
    z tych jestem, których strzeże tajemnica
    i władztwo ich nad światem.
    Po nic nie sięgam w zazdrości i pysze,
    nie dbam o jutro, wczora.
    Szept jeno jeden ten miłosny słyszę
    i czekam dziś wieczora.

    PRIAM

    skinął był ku Tersytesowi

    TERSYTES

    podchodzi ku Priamowi
    ładuje do swego toboła podarki Priama

    PARYS

    Jako na onym dniu, gdy wszyscy razem
    przeciwko mnie jednemu szliście sprzysiężeni,
    chcąc mnie porazić i usiec żelazem,
    niepomni, jakich byłem pan płomieni.
    Tak was rozumiem, bracia, że jesteście
    ci sami, co na onym dniu zawiści.
    Śmierć moja? Cha cha cha, alboż się ziści?
    Nie jest to groźba dla mnie, jeno dziwo,
    i chwilę zgonu zwać będę szczęśliwą,
    gdy po mnie jeno zgliszcz ostanie w mieście.
    To lubię, gdy ona wróżka wam skrzeczy,
    bo czyn mój każdy tym jej wróżbom przeczy.
    To wiem, moc czyja bieg dni wstrzymać może.
    Żywoty ludzkie są igraszki boże.
    Kto raz zrozumiał, że jutro jest niczem,
    że żyje jeno dla tej jednej chwili,
    ten Boga śmiałym powita obliczem;
    bo owe same nieśmiertelne Bogi,
    ilekroć wzięli na się ludzkie ciało,
    żywot swój ziemski tak jak ja przeżyli,
    wiedząc, że wrócą w olimpijskie progi,
    że śmierć największą otoczy je chwałą.

    TERSYTES

    obok Odysa stanął
    szepce
    Ja wiem kto jesteś.

    ODYS

    szeptem
    To się strzeż demonie,
    bu pierwej zginiesz, niźli się zapłonię.

    TERSYTES

    Ja cię nie zdradzę, bom dorósł do dzieła.
    które w mej głowie Bogini poczęła.

    ODYS

    Niech cię twe żądze k'temu zbyt nie spieszą,
    bo nim co zdziałasz, wprzódzi cię powieszą.

    TERSYTES

    Rola ta nasza podobnoż jednaka.
    Mniejsza: powieszą króla czy żebraka.

    ODYS

    Błaźnie.

    TERSYTES

    Oceniaj umysłu przytomność.
    Jednako podli przejdziemy w potomność.

    ODYS

    Odpowiem kiedyś na obelgę czynem.

    TERSYTES

    Tymczasem sławą wyrosnę nad gminem.
    Jeśli podstępem laur Odysej zyska,
    niech tej podłości napatrzę się z bliska.

    PRIAM

    O dniu okrutnej rozpaczy. Postrzegam
    kres mej wielkości i sławy mej przełom,
    i synów moich w kłótni.
    Darmo zdążałem ku wieczystym dziełom;
    wstecz gnany burzą wydarzeń, odbiegam;
    Bogowie mię ścigają okrutni.
    Te się nieszczęścia darzą tego lata,
    że nie jest Bóg wody poczczony.
    Brat oto rękę podnosi na brata,
    mój pierwszy w rodzie zhańbiony.
    do Odysa
    Królu Rezosie, gdy los cię nadarzył,
    czas więc, byś słowem na radzie zaważył,
    co czynić? co zamierzyć?
    Możnali Achajom zawierzyć
    i rozejm zyskawszy chwili,
    Pozejdonowego rumaka
    w morskiej kąpieli opłukać?
    Nie sądziszli, że Achaje
    w tym nas zapragną oszukać?
    i rozejmu czas zaprzysiężony
    złamać? Że Bóg niejako im daje
    nas w ręce? — Czy oni zechcą kłamać?

    ODYS

    Mocarzu, oto ja się poświęcę.
    Jakom jest pójdę i rzekę:
    Zakładnikiem staję się waszym i sługą
    niewolnym, ja Rezos, tak długo,
    póki męże Ilionu
    nie uczynią zadość swojej wierze.
    Moich słów prawdy zaświadczę ciałem,
    A gdy ujrzą, że się w niewolę podałem
    dobrowolną — na rozejm przystaną.
    Lecz jedno wiedz: — Pójdę tej chwili,
    a wy czyńcie ofiarne posługi
    natychmiast. — Gdy błyśnie rano,
    możemy już być z powrotem.

    PRIAM

    Idź i niech Bogi cię strzegą.

    ODYS

    Przydaj mi rycerze i sługi.

    PRIAM

    Za tobą rumaka wywiodą.
    A gdy uświęcim się zgodą
    z Bogiem morskiej rozległej topieli,
    wtedy rzekę losom: niech płyną.
    I nie zadrżę w mym sercu trwogą,
    choć i syny moje poginą.
    Czyniłem, co czynić mogą
    ludzie — błądziłem ludzką przewiną.
    Możem zbyt ufność położył
    w potędze sił nieśmiertelnych.
    Czas ten minie.
    A gdy Bóg mój będzie chciał, bym ożył
    w wieków nieśmiertelnej gontynie,
    to baczę, bym się nie zapłonił
    pamięcią o podłym czynie.

    [IX] W DOMOSTWIE HEKTORA

    ANDROMAKA

    nad kołyską

    HEKTOR

    wchodzi
    Koniec mego spokoju, miejsca tu dla mnie nie ma,
    jutro świtem wyruszę na bój.
    Mir tam sposobią hańbą kupiony,
    zniewagą tęgich rąk i zbrój.
    Koń święty w morze zawleczony,
    by zbłagać Pozejdonów gniew.
    Zranion kochanek Afrodyty,
    a do mnie przyschła jego krew.

    ANDROMAKA

    Zraniłeś brata!

    HEKTOR

    Wierzysz temu?
    Przybłęda, pastuch leśnych gór,
    co mnie przywództwo wziął starszemu,
    co śmiał nad Hery ołtarz święty,
    którego jestem prawym stróżem,
    czcić Afrodyty nagą postać.

    ANDROMAKA

    Nie drżysz przed zemstą?

    HEKTOR

    Zemstą czyją?

    ANDROMAKA

    Bogini.

    HEKTOR

    Hera moją panią.
    W tobie jej cześć oddaję ślubem,
    za ciebie ginąć chcę i za nią.

    ANDROMAKA

    Chcesz ginąć?

    HEKTOR

    Chcę, bom jest przeklęty.
    Bo dziś rozumiem to obłędem,
    żem razem z tymi żył pospołu,
    z którymi nic minie nie wiąże.

    ANDROMAKA

    A przecież twoi to rodzice.

    HEKTOR

    Wiek ich rozdzielił precz ode mnie,
    więc ku nim szedłbym już daremnie,
    gdy po mnie żądają pokory.
    Ta myśl, co siadła u przyczołu
    nad drzwiami mego domu,
    żąda, bym szedł tam, gdzie zaciążę,
    bym tu nie ustąpił nikomu.
    Żywota mego tajemnicę
    chcę zgadnąć. Dzień rozstrzygnie.
    Albo zwycięzcą będę miecza;
    walkę sam wbrew ich woli podejmę
    i moc ta, którą mam od boga,
    będzie wspierać me ramię i siły;
    lub lepiej, że zakłuty przez wroga
    polegnę — nim dłoń tę wzniosę
    na zagładę straszliwą Iljonu.
    Wytępić ślubuję brać i naród,
    śmiertelną hańbą zarażony:
    zburzę Afrodyty ołtarze.
    Ani się ogniem nie strwożę,
    który, trzaskiem głowni płonących,
    świątynie obejmie Boże!
    Gdy nowe wzrośnie pokolenie,
    które sam stworzę,
    grobów zaorzę w ziem kamienie
    nad Afrodyty łoże.

    ANDROMAKA

    Powrócisz?

    HEKTOR

    Wrócę!

    ANDROMAKA

    Wrócisz!!

    HEKTOR

    Może.
    Czy chcesz tych moich czynów?

    ANDROMAKA

    Cokolwiek rzekłeś w słowach klnących,
    w czynach wspominaj synów.

    HEKTOR

    Dla moich dzieci nie chcę życia,
    jeno to, które widzę zbożne.
    Śmierć chcę nieść, kogo nienawidzę,
    kto wdał się mieczem w cudze włości
    lub kto chytrością mnie oszukał,
    kto ręce swe podłością zbrukał,
    zabiję, psom ich rzucę kości.
    Kto w Afrodyty usłudze
    śmiał Herę przy mnie poniżyć,
    śmiał Hery posąg obalić —
    śmierć temu ślubuję skorą
    i stos pogrzebmy zapalić!/

    ANDROMAKA

    Może słońce, co przyjdzie ze dniem,
    pogodę myślom wróci!
    i wstaniesz rzeźwym mężem lwem.
    Patrz się, jak mali śpią…

    HEKTOR

    nad kołyską
    Sny ich pogodne, sny ich młode.
    Obawą drżę o ich pogodę,
    by jej nie spluto krwią.
    Gdy mnie nie stanie, dzieci moje,
    będziecież wy tak urodne;
    będziecież wy się śmiać i bawić,
    będziecie się weselić?
    Tam oto, kędy ja pójść muszę,
    szakale, sępy przyszły głodne,
    by was w niewolne jarzmo wprząc
    i czystą skalać duszę.
    zdejmuje zbroję i spoczywa

    ANDROMAKA

    nuci nad kołyską, kolebiąc dziecko
    1. Trójca dziewek przyszła do pasterza
    w ustronie pod ciemny bór.
    Jedna dała jemu kask żołnierza;
    koralowy dała druga sznur.
    Trzecia ino na niego pojrzała,
    że był młodym pasterzem tych gór.
    2. „Powiedz nam ty, chłopcze urodziwy,
    bo wiedziemy z sobą o to spór,
    która ci się najbardziej udała,
    byś ją pieścił na łożu ze skór?”
    3. Pastuch śmiał się na trzy tęgie dziwy
    i na dary a gdy podniósł dłoń,
    rzecze, która na niego patrzała:
    „ty, co oczy masz modre jak toń”.

    [X] NAD SKEJSKĄ BRAMĄ

    PARYS

    siedzi na marach omdlały

    CHÓR DZIEWCZĄT

    tańcuje przed nim wśród nastawionych nożów

    MUZYKA

    grajkowie siedzą na ziemi, pod murami

    ERYNNIS

    przystanęła tuż za Parysem
    szepcze mu
    Rzuć miasto i przeklnij ojca.

    PARYS

    To nie mój ojciec ten stary.

    ERYNNIS

    To on z Hekabą niewiastą
    ciebie niemowlę rzuca
    na pustkowie, opodal grojca.
    Tam ciebie naszli pastuchy
    i wychowali mołojca.

    PARYS

    Z niebios przyniosły mię duchy.
    O nie moi to bracia.

    ERYNNIS

    Bracia źli.
    Za twoją urodę i potęgę
    oni się nad tobą mścili.
    Pomnisz, jak w ów dzień godów
    z mieczami przeciw tobie szli
    i już nad tobą siekiera ostra —
    aż cię obroniła siostra?

    PARYS

    O nie moja to siostra, ta panna.

    ERYNNIS

    Zginą!

    PARYS

    Zejdzie gwiazda przedranna,
    ostatnia Iljonu iskrzyca
    a zgon im wyśpiewa ich siostrzyca
    a ku mnie zejdzie Pani jaśniejąca.

    ERYNNIS

    Trzy zejdą ku tobie niewieście.

    PARYS

    Trzy niewieście ku mnie przychodzą.
    Jedna cale mieczem zbrojna i tarczą,
    zasię druga w królewskiej purpurze,
    zasię trzecia w gwieździstej osłonie,
    gołębie tuląca przy łonie.

    ERYNNIS

    Ty przedsię wybierzesz którą?

    PARYS

    Wybiorę we gwiazdach kobietę,
    panią nad wszystkie najmilszą
    królowę mórz Afrodite.

    AFRODITE

    zeszła
    po promieniu księżyca stąpająca
    w płaszczu z gwiazd iskrzących

    PARYS

    patrzy na nią
    ręce ku niej wyciąga
    postąpił ku niej
    obejmuje ją
    całuje
    w uścisku przechodzą w kierunku grodu

    [XI] W ŚWIĄTYNI ILIONU

    LAOKOON

    siedzi u stóp drewnianego konika
    posłyszał kołatanie
    wstaje niechętny
    idzie w głąb
    otwiera zasuwę we wrotach
    wraca na dawne miejsce

    PRIAM

    wszedł
    Czuwacie stary — ?

    LAOKOON

    — Odmawiam pacierze.

    PRIAM

    Wierzycie w siłę modlitw —?

    LAOKOON

    — – Nie wierzę.

    PRIAM

    Pilnujecie świątnicy.

    LAOKOON

    Starego śmietniska.

    PRIAM

    Nawykłeś czuwać nocą u świętego żłobu.

    LAOKOON

    W noc świętą tę komorę pełnią mi zjawiska.
    Strzegę pamięci wiecznej dzieci moich grobu.

    PRIAM

    Dniem żyję i na synów żywych patrzę stary.
    Nigdym słowem pogardy nie dosięgnął wiary.

    LAOKOON

    Gdy się synowie twoi na marach położą,
    wtedy się oczy twoje szeroko otworzą.

    PRIAM

    Kiedykolwiek nieszczęścia piorun mnie przytłoczy,
    klęski wszystkie przyjmuję — — otwarte mam oczy.

    LAOKOON

    Od lat nie przestąpiłeś progów tego domu.
    Wiedz, że Bóg nie przebacza swej krzywdy nikomu.

    PRIAM

    Nie chcę litości Boga, co jej nie rozumie.
    Chcę go uczcić, by mojej cześć przywrócić dumie.

    LAOKOON

    Cokolwiek byś uczynił, ten Bóg cię ukarze.

    PRIAM

    Zanim cios mnie dosięże, winę z siebie zmażę.

    LAOKOON

    Przestrzegać cię nie będę. Zbędę cię milczeniem.
    A to pragnę, byś zgiął się pod losu brzemieniem.

    PRIAM

    Boga wyzwę do czynu i spełnię ofiarę.

    LAOKOON

    Na dniu tym samym Bóg spełni swę karę.

    PRIAM

    Niech dom mój runie, jeźli Bóg go sądzi.
    Lecz człowiek rządzę ja — nie Bóg tu rządzi.

    LAOKOON

    Jeśli chcesz Boga przeżyć — każ spalić świątynię!
    Wtedy Bóg ci przebaczy — żeś marnym był w czynie.
    Lecz skoro chcesz ofiarą pojednać się z niebem,
    powleczesz się, żebraku, za synów pogrzebem.

    PRIAM

    Com zamyślił, dopełnię. Za nic mi przestroga
    Bóg mnie wyzwał — a teraz ja wyzywam Boga.

    LAOKOON

    Bóg cię oślepił w sądzie i rozumie.
    Poznaję boskie dary.
    Ja już mym wzrokiem rozeznać nie umię
    wiary od niewiary.
    Już wszystko we mnie żyjące umarło
    w on dzień bezczelnej kary,
    gdy w dzień świątalny dzieci moje giną,
    święconych wężów zmiażdżone uściskiem. —
    Dziś dawne modły powtarzam — niech płyną,
    jako te kamienie do lądu,
    rzucone wodą — —
    i wiem, że nikt ich nie słucha;
    i padają, jak padają kamienie
    o skałę, gdzie przystań głucha.
    A jeźli modlitwę mówię
    i w dźwięk ją składam proszalny —
    to, że się modlę ku sobie,
    sam głuchy jak cios ten skalny,
    jak sam Bóg.
    szepce
    Pozejdon to jestem ja — jestem wieczny. —
    A tam w tym kamiennym obrębie
    moi żyją synowie — te węże
    i przyjdą po mnie — gdy otworzę —
    wskazuje wieko studni
    bo mnie, jak ich — wydało morze!
    Więc gdy na srebrnej trąbie
    kto zadmie, róg Pozejdona!
    i gdy zaszczękną oręże
    u tych wrót —
    pokazuje na siebie
    nędzarz skona.
    Wtedy trwogę człowieczą zwyciężę
    i ujrzycie mnie Laokoona
    w oplotach wężów, mych dzieci —
    w on czas gwieździca przyleci
    w żywego człowieka zmieniona
    i wszystko spadnie w popioły…
    A ja i syny anioły
    wpełzniem na gruz, na leżące przyczoły
    twego domostwa, mocarzu,
    i obaczym, jako ty legniesz przy ołtarzu
    usieczon,
    i obaczym, jako ród twój powleczon
    na powrozach, rzezane sługi,
    i będziem pić te strugi
    krwi ciekące
    śmieje się
    my gady…

    TROILUS

    wchodzi
    w otoczeniu jego wielu chłopców, równych mu wiekiem

    LAOKOON

    …A twój Bóg nam pozazdrości biesiady,
    twój Bóg słoneczny. — —
    Pozejdon jestem ja — jestem wieczny.

    TROILUS

    i jego orszak na znak Priama zatrzymuje się w głębi u wrót

    LAOKOON

    niespokojny
    wciąż na miejscu swem siedzi
    mówi, jakby sam te sobą
    Nie powinni się trwożyć zginąć,
    jako ja się śmierci nie trwożę
    i wiem, że wiecznie będę słynąć
    i żyć — — — jak wiekopłynne morze. —
    Przez zieleń fal, na modrej wód ścieli
    pan — — — pan —
    ku temu mnie przekształcił ból,
    gdym patrzył na dzieci chłopięta,
    jak w splotach, wężym uścisku
    giną na cmentarzysku.
    O Boże! Świątynio! —
    Gdybym jednym słowem
    miał wstrzymać grom, co cię spali —
    gdybym miał pewność tę,
    że jeden ręki mej ruch
    wstrzyma ten rum, co cię powali —
    to stałbym niewzruszony duch.
    Klnę, klnę, klnę,
    wy ludzie — — mali.
    nadsłuchuje
    Słyszysz szept tych ścian,
    słyszysz szept i jęk tych ziem?
    Słyszysz — uprząż konika
    potrząsa dzwonkiem korali?
    A tam — patrz — skrzydło orlika
    się chwieje. — — A! Księżyc świeci —
    Ból — pierś starą pali:
    Moje dzieci — moje dzieci!
    Ten dzień, gdyście wy ofiarowali
    w tańcach, śpiewie i śmiechu,
    na ołtarzu woniące śmieci
    rzucając Bogu — wy bez grzechu.
    Gdzieżem ja oczy miał, że w to wierzyłem!?
    O marność, ojcze-człowieku!
    W zaraniu dni was straciłem
    w różach i kwiatach, i śpiewie.
    Świątynio! Spal cię zarzewie!
    zatacza się
    Świątynio! Spal cię piorunie!

    ORSZAK TROILUSA

    zdejmuje bogaty strój z konia świętego
    Kapy i strój Pozejdona zwijają
    Każdy chłopak dzierży inną część ubioru

    LAOKOON

    Bierzcie wszystko — a ja tu ostanę w trunie
    z synami memi, wężami.
    śmieje się
    A ty wierzył-mi w to, że ja zapłaczę łzami.
    Na mnie tu patrzy wieków sto, lat tysiąc,
    i myślą, piersią mą, miłością mam im przysiąc
    wierność na prochy.
    Ja słyszę szum i szept tych drzew,
    co kiedyś nad te lochy
    wzrosną gajem —
    jak słyszę szum tych mórz,
    co skamandrowym ruczajem
    podpełzły pod to cebrzysko.
    Widzicie roje bóstw! — O, roje zmarłych dusz! —
    pokazuje dookoła siebie
    Otwarcie patrzę w śmierć, tam gwiazda wasza świeci.
    O Śmierci! wszakże ty wrócisz mi moje dzieci.
    O synku mój płowowłosy,
    prawie twoje widzę oczęta
    błękitne, jako niebiosy
    O synku mój rumiany,
    prawie twoje widzę usta rozchylone.
    Ołtarza się chwytasz kolany,
    wyginasz rozpacznie rączęta…
    A! węże! — węże wplecione
    w twoje ciało… Cha cha — — a wiesz ty, co zostało?
    pokazuje na studnię
    pochyla się ku studni
    kładzie się na ziemi
    nasłuchuje
    Tam grają. — — — na dnie topieli
    na dnie tej studni głębokiej
    i wołają, nawołują ku mnie:
    „Ojcze —- ojcze — my w trumnie —
    chcesz ma obaczyć żywemi — —”.

    ORSZAK TROILUSA

    zabrawszy konika i przybory stroju i łuk i kołczan Pozejdona.
    oddalił się poza wrota
    i słychać jak idą przy fletach

    LAOKOON

    nasłuchuje
    Wyrzekłeś — — żyjesz z niemi…

    PRIAM

    odchodzi

    CHÓR CHŁOPCÓW

    słychać z za wrót
    Zielony wał, zielonych wód!
    Przejdziem go w bród,
    hej morze, falo, hej morze!
    Pozejdon Bóg
    potrząsa róg,
    piorunem rwie przestworze.
    Rumaku hej, koniku hej,
    wstań z wód, wstań z wód, wstań z wód.
    Zielony wał, pieniących fal,
    hej morze!
    Przejdziesz go w bród,
    koniku hej,
    wędzidło ci założę!
    głosy giną w oddali

    LAOKOON

    podnosi się z ziemi
    zamyka wrota
    stoi chwilę u wrót, jakby w zapomnieniu
    postępuje ku studni
    zrzuca z pokrywy drewnianej głaz ciężki
    pokrywa studni na sznurach dźwiga się sama ku górze

    LAOKOOK

    klęka
    twarz jego mieni się trwogą
    oblicze kryje do ziemi
    leży stężały z trwogi.
    Po długiej chwili
    nad ocembrowaniem kamiennem studni kołyszą w ciemności dwa wielkie połyskujące łby:

    WĘŻE

    [XII] NA POKŁADZIE OKRĘTU ODYSA

    ODYS

    wszedł na pomost okrętu

    TOWARZYSZE

    idą za nim

    ODYS

    usiada
    24

    Przedewszystkiem podajcie mi wór z winem; ci bowiem, którzy ugościli mnie, sobą byli zajęci i o skrzepieniu sił moich nie pomyśleli.

    pije wino
    25

    Byli może wiedzeni przeczuciem, że sił moich wszystkich użyję na ich szyderstwo i umniejszenie ich potęgi, która wiele zmalała w mych oczach, którym niejedno zobaczył z bliska.

    pije wino
    26

    Wracam z Troi.

    TOWARZYSZE

    posiadali na deskach i poręczach

    ODYS

    27

    Przede wszystkim podajcie mi suchary z moich skrzyń, o których wiem pewno, że nie są zaprawne jadem żadnej trucizny, i które jedząc, przypomnę sobie domostwo moje i przeszłoroczne zbiory zbóż, i żonę moją. Wracam z Troi.

    je suchar
    28

    Gdy wam opowiem wszystko, co zaszło dotąd, a poczęło się z wieczora dnia dzisiejszego, zasnę, a wy zbudzicie mnie dopiero wówczas, gdy wykonacie wszystko to, co wam przeznaczyłem do działania. I opowiadanie moje zacznę od tego, co uczynić wypada wam, abyście nie sądzili, że tylko umyśliłem chwalić się przed wami i że to, co wy macie zdziałać, już nigdy was nie uczyni mnie równymi.

    pije wino
    29

    Weźmiecie powrozy grube i przygotujecie je tak, aby zarzucone na szyję i ściągnięte, śmierć łatwą dały tym, których z miasta wywiodłem, a którzy nad brzegiem morza odprawują obrzęd uroczysty.

    30

    Jest ich prawie tylu, co was. Więc pójdziecie wszyscy. I powoli, po jednemu się zbliżając, jakobyście niejako muszli a krabiów szukali, pochyleni podejdziecie ku nim i zwabiać ich będziecie pojedynczo ku sobie.

    31

    Jeden zaś niech patrzy z dala i bieg cały zdarzenia obejmie bystrze — i świstawką da znak, kiedy macie zarzucić powrozy. Księżyc ten będzie świecił jeszcze równie jasno, jak tej świeci chwili — a cichość i milczenie zależy jedynie od waszego rozsądku.

    32

    Wtedy zabierzecie wszystką porzuconą przez nich odzież i stroje, i przybory i wrócicie do mnie, i staniecie nade mną śpiącym.

    pije wino
    33

    Dobranoc.

    układa się do snu
    zasypia

    [XIII] W NAMIOCIE DIOMEDESA

    DIOMEDES

    siedzi skulony

    TERSYSTES

    wchodzi niosąc toboły
    Cóż to? Czuwasz tej nocy?

    DIOMEDES

    milczy

    TERSYSTES

    Krwi moja rodzona.
    Jestem twój krewny — w tym cześć moja cała.
    Poza tym jestem niczym. — Ciebie to nie boli,
    że ja w tłum szary wszedłem, że zginąłem w tłumie.
    Myślisz, że jestem niczym i że nic nie umiem?
    Wielki człowieku, pozwól przespać się w namiocie
    gdzie w kącie…?

    DIOMEDES

    milczy

    TERSYSTES

    Lub gdy nie śpisz, na twoim posłaniu — ?
    Spać muszę, bowiem mam się zbudzić na zaraniu.
    kładzie się
    Myśl, myśl, mój wielki bracie. Nie zdarza się codzień,
    żebyś myślał. U ciebie myśl rzadki przechodzień.
    Teraz czuję, gdy patrzę na twą dziwną postać,
    żeś ty może mój krewny i możesz mi sprostać.
    Gdyby nie to, żem śpiący, mógłbym długo prawić;
    smutek twój bym rozprószył i zdołał zabawić.
    Lecz jestem wyczerpany z sił w służbie narodu.
    Jeźli masz jaki udziec, daj, bo łaknę z głodu.
    Pozwól, sam sięgnę ręką. — Rozkoszuj się ciszą. —
    W każdym namiocie wiem, gdzie połcie wiszą.
    bierze połeć słoniny
    Myśl, myśl. Myśl kształci ducha, rozwija, uzbraja.
    Myśl, jak wino — opęta ducha i upaja.
    Masz tu wino?

    DIOMEDES

    chrapie

    TERSYSTES

    maca za winem
    Wór pusty. — Spił się niestatecznie.
    Kiedyż ku temu wzrośnie duch, by żył społecznie.
    znajduje inny wór
    Jest drugi wór. Wysączę i tym go przygnębię,
    że w samolubstwie służył własnej gębie,
    że mu przez myśl nie przejdą ci biedacy, ludzie,
    co przy jego namiocie tu pracują w trudzie.
    Dzięki, żeś mnie oświecił, Zewsie dobrodzieju,
    żeś mi nie dał zapomnieć, ktom jest…..

    ONEIROS

    unoszący się w powietrzu, potrąca go nogą
    Pij złodzieju!

    TERSYSTES

    opuszcza wór z winem
    pogląda ku Diomedesowi

    DIOMEDES

    śpi

    TERSYTES

    Przez sen gada.

    ONEIROS

    unoszący się nad Diomedesem
    Morderco! Patrz, krwi rzeka płynie!
    przyrzuca Diomedesa płachtą

    TERSYTES

    Wino go trochę mroczy. — Czuję się wzmocniony.
    przykrywa się z głową na posłaniu
    Zasnę z workiem, jak ojciec Zews obok Latony.
    Kto wie, czy nie pochodzę od Zewsa? Być może.
    Zews tak często do gustu zmieniał twórcze łoże.
    zasypia

    DIOMEDES

    szarpie się, spętany płachtą Oneirosa
    Trupie! Oderwać rąk….!! Masz! — Upadła!

    ONEIROS

    Podły.
    Zepchnij ją na dno rzeki!

    DIOMEDES

    budzi się
    usiłuje się uwolnić od Oneirosa
    chce go zrzucić z siebie

    ONEIROS

    udaje jęki człowieka mordowanego

    DIOMEDES

    jakby kogoś ciskał w przepaść z wysoka

    ONEIROS

    ulatując w powietrzu
    śmieje się
    Cha, cha!

    DIOMEDES

    ockniony
    Noc się sili.
    Już nie pamiętam nic. — Jutrzejsze rano:
    dla mnie słoneczny dzień. — Trupy nie wstaną.
    Moc się Boża przez moje objawiła czyny;
    tyleż, co mojej, boskiej w nich jest winy.
    Lećcie straszydła precz. — Minęła trwoga.
    Niech mnie ogląda dzień rzezańcem Boga.

    [XIV] NAD SKAMANDREM

    ACHILLES

    siedzi na urwistym brzegu
    skalony I zapatrzony i zasłuchany w wodę

    FALE

    przepływające:
    1. I dla kogoż ty będziesz siły twe marnował?
    2. Bogini cię zrodziła, a Bóg cię wychował.
    3. Maszże być sługą cudzym, na czyjej niewoli?
    4. Jesteś z tych, co jak lemiesz przejść mają po roli.
    5. Za cóż tobie ci ludzie, jeźlić urągają — — ?
    6. Żeś synem Bożym jest, uznać cię mają.
    7. Na tobie spełni się dola człowieka.
    8. Czekaj, wytrwaj twą siłą, królestwo cię czeka.
    9. Królestwo ponad wszystką ziem twego narodu.
    10. U szczytów sławy polężesz za młodu.
    11. Nie wrócisz do ojczyzny, iżeś śmiał odpłynąć.
    12. Tutaj tobie znaczono zwyciężyć i zginąć.
    zastój

    FALE

    znów płyną:
    1. W sieć losów jesteś przez Bogów złowiony.
    2. Strzeż się, bo przez najbliższych twych będziesz zdradzony.
    3. Cokolwiek chciałbyś myśleć, ich wola wprzód bieży.
    4. Czyhają, jako sępi, na swoich szermierzy.
    5. Przyznają tobie sławę, lecz za cenę zgonu.
    6. Sławę z śmiertelnym ciosem Bóg ześle ci z tronu.
    7. W tobie jest objawiona potęga człowieka.
    8. Człowiek przed losem swoim daremno ucieka.
    9. Możesz czas twój ostatni na twą zemstę użyć.
    10. Nikt nie ma mocy życia przykręcić lub zdłużyć.
    11. Możesz przed zgonem w pożar zognić twego ducha.
    12. Ciało pokrywa marna jest, skorupa krucha.
    zastój

    FALE

    znów płyną:
    1. Żywot twój nie na jednym zakończy się bycie.
    2. Będziesz się błąkał duchem we gwiazd zawierusze.
    3. Aż trud podejmiesz nowy, nowe zaczniesz życie.
    4. W odległe wbiegniesz puszcze, nad jeziorne głusze.
    5. Jako orzeł polecisz na skrzydłach niesiony.
    6. W górnym locie zapomnisz, gdzie rodzinne strony.
    7. Wyzwoleń będziesz duchem z ciała i pamięci.
    8. Zginą wszyscy, co z tobą dziś walczą przeklęci.
    9. Wzbudzisz nowe narody do siły i czynu.
    10. I zginiesz jako teraz, gdy sięgniesz wawrzynu.
    11. Skrzydła orle na kasku twoim się rozszerzą.
    12. Przemóż Śmierć! — Ducha twego siłą zgonu mierzą!

    CENTAUR

    nadbiegł i przystanął nad urwiskiem
    Eheu, Eheu, Pelido!
    Jak wartko dnie twe płyną,
    jak w przepaść noce idą.
    Jak młodość, hej, ulata
    na krańce kędyś świata.
    Jak twoje myśli lecą
    po wodzie, po tej fali;
    ani ku tobie wrócą
    z tej morskiej wielkiej dali.
    Ino je porwie morze
    na wały, hej, na wody —
    Pelido, hej, Pelido,
    chowańcu ty mój młody!
    Pomnisz, jakoś z Centaurem
    Wybiegał w las na harce;
    jako się drzewa-starce
    patrzyły na twe obroty — ?
    A tyś się łukiem zmierzył
    i wycisnął grotem, i uderzył — ?
    Nie chybią twoje groty!
    Pomnisz, jakoś spoczął pod laurem — ?
    Pod laurem spocząłeś w cieniu
    i słuchałeś jako Centaur dzwoni
    na złotostrunnej lirze:
    o Sławie, o bohatyrze,
    o walce, mnogiej zdobyczy —
    a twarz się twoja płoni
    i twe siły rozważasz w sumieniu.
    przebiega górą urwiskiem i przepada

    FALE

    niosą ciało Pentezilei

    FALA

    Kochankę twoją niosę,
    patrz, dziewczę jasnowłose,
    patrz, oczy ma otwarte,
    patrz, usta ma w uśmiechu.
    Jakiż okrutnik zabił tę urodę?
    Patrz, szyja ściśnięta pętlicą,
    patrz w jej lico.
    czyli nie cudne?
    czyli nie milsza niż Bryzejka,
    która twoją była kochanką — ?

    ACHILLES

    przyjmuje z rąk Fal ciało Pentezylei
    dzierży ją w objęciach martwą
    Fala drwi ze mnie. Noc śle na mnie trwogi.
    Któż jesteś, dziewczę niesione przez fale?
    Śmierć cię spokojna ujęła.
    Dziewczyno! Rzeko płyń, skończone żale…..
    Umarła abo li zasnęła — ?
    Czyli cię miłość okrutna uśpiła?
    Omdlałe gnie się twoje ciało;
    o luba, dałbym życie moje,
    gdyby to życie tobie dało.
    W dziwnym zdarzeniu, z Bogów woli
    ku mnie spłynęło twoje ciało.
    Przyszłaś u kresu mojej doli,
    gdy serce kochać już przestało.
    Wszystko, com kochał i polubił,
    złość ludzka, zawiść mi wydziera.
    Spłynęłaś, abym cię poślubił,
    gdy cię spokojna śmierć ujęła.
    O luba, dałbym moje życie,
    gdyby to życie dało tobie.
    Przyjm pocałunek, boskie dziecię.
    Miłość zakwita na grobie.
    całuje ją umarłą
    całuje i pieści trupa

    PENTEZILEA

    Gdzieżem jest? — Patrzę. — Duch się mój obudził.
    Tyżeś jest przy mnie, kochanku,
    tyś całowaniem mię poślubił,
    do miasta pójdziem o poranku,
    gdy słońce błyśnie, o świcie —
    Ktoś jest, coś mi powrócił życie — ?
    Ktoś jest, co pieścisz mnie tak czule,
    ty, co całujesz mnie umarłą — ?
    O patrz, te rany, patrz me bóle —
    ran moich tyle się otwarło.
    O, lepsza śmierć i zapomnienie.
    Sen wieczny — moc mię twoja budzi. —
    Pocałuj — — nie chcę żyć śród ludzi.
    Daleko jeszcze te promienie
    Słońca? — Noc jeszcze głucha. — —
    Jutrzejszy dzień da wyzwolenie
    nocy twojego ducha.
    Dobranoc…..

    ACHILLES

    Czyjeż słowa słyszę — ?
    Mowa to duszy, moc upiorna.
    Dobranoc, niech cię niosą fale.
    To ja sam za nią mówię,
    a fala szemrze przekorna:
    dobranoc. — Już cię woda niesie.
    Dobranoc — miłość moja płynie.
    oddaje Falom ciało Pentezilei

    FALE

    płyną unosząc umarłą

    ACHILLES

    usiadł był tuż u skraju fal, wpatrzony i zasłuchany w wodę
    O matko moja, rodzicielko,
    Sławę roiłaś dla mnie wielką,
    Sławę młodemu wiekopomną.
    Czyliś już wróżby twej niepomną,
    czy przepomniałaś o twym synie?

    FALE

    przepływające:
    1. I dla kogóż ty będziesz siły twe marnował?
    2. Bogini cię zrodziła, a Bóg cię wychował.
    3. Maszże być sługą cudzym na czyjej niewoli?
    4. Jesteś z tych, co jak lemiesz przejść mają po roli.
    5. Za cóż tobie ci ludzie, jeźlić urągają?
    6. Żeś synem Bożym jest, uznać cię mają.
    7. Na tobie spełni się dola człowieka.
    8. Czekaj, wytrwaj twą siłą, królestwo cię czeka.
    9. Królestwo ponad wszystką ziem twego narodu.
    10. U szczytów sławy polężesz za młodu.
    11. Nie wrócisz do ojczyzny, iżeś śmiał odpłynąć.
    12. Tutaj tobie znaczono zwyciężyć i zginąć.
    zastój

    FALE

    znów płyną
    I znów coś szemrzą, szepcą, gwarzą,
    raz go pociechy słowem darzą;
    to mącą słowem światło ducha.
    On zadumany fal tych słucha.
    jak szemrzą, szepcą, gwarzą, płyną
    igrają, w oczach wstają, giną.

    [XV] NAD MORZEM

    Na ławicy piasku, śród łodzi i okrętów, rojowisko rzemieślników, zajętych pracą.

    TERSYTES

    wchodzi
    przystaje
    kijem kreśli znaki po piasku
    przystają i gromadzą się koło niego
    gdy się zbierze spora liczba gapiów

    TERSYTES

    porzuca kijek
    wskakuje na beczkę i poczyna:
    34

    Oto jako zawsze z maluczkich powstaje ogrom.

    35

    Z rzeczy na pozór niepozornej rzecz, która wszelkim pozorom sprosta i przerośnie te nawet szczyty, ku którym myśl wasza nie sięgła.

    36

    O myśl waszą tu idzie.

    37

    Idzie o nią mianowicie, aby szła, a nie stała w miejscu, jak oto w miejscu stoją wasze okręty.

    38

    Waszych rąk dzieła, mianowicie te okręty stoją w miejscu.

    39

    A oto za ruchem waszych okrętów i żagli pójdzie myśl wasza.

    40

    Krótko: Po co wy tu siedzicie?

    41

    Wielkości rzuciliście już ten ochłap i pokłonili się, jakby tego wymagała wasza pycha i zarozumiałość. Aleć nie dla samej pychy i zarozumiałości żyjecie? Może wam być indziej i lepiej, aleć to jest nieznane i niech wprzódy takie orzechy rozgryzają same Bogi.

    42

    Krótko: chodźcie do domu.

    43

    Rzućcie jedno piękno dla piękna kształtu drugiego. Zarzućcie wystawanie po cudzych brzegach, może nawet w skutku wzniosie zdobycznością, ale zbyt dybiące trudami na waszą krew i żywot wasz niedoceniony. Zarzućcie dla piękna powrotu, zieleni morskich wałów, dla myśli powitalnej rodzimych strzech i tego dymu woniącego z kominów rodzimych waszych chat.

    44

    Dla chat waszych, kominów i dymu!

    45

    Krótko: to samo mówi Achilles, tylko Achilles nie umie mówić waszym językiem.

    46

    Wielbię wielkość i lubię słuchać opowiadań o rzeczach wielkich, ale aliści wielkość jest różna. I często nie wymiar jest tym czynnikiem ostatecznym.

    47

    Oto: współczucie oceniać ma miarę wielkości.

    48

    Rozumiecie mnie teraz, gdy w osierdziu waszem to samo rodzi się uczucie, które mnie w słowach ku wam skłania.

    49

    Idźcie za uczuciem waszem, za osierdzia waszego pożądaniem, a stworzycie wielkość dla was, podług waszej miary.

    50

    Tę wielkość własną.

    51

    Nowy stworzycie niejako kształt i rozmiar.

    52

    Krótko: ładujcie okręty i w drogę.

    53

    Wylądujemy w Tenedos i tam zjemy obiad, nie zapominając o Zewsie, Apollinie, półboskich Atrydach, Achillesie i tym podobnych.

    54

    Niech żyje pamięć o Achillesie; bo choć Achilles pamięć ma krótką, ale pamięć jego myśli należy do nas, do narodu.

    55

    Nie wiadomo jeszcze we wszech rzeczy mierze, kto ze swą miarą i wiarą ostanie — ?

    56

    Nie trzeba i źle jest po najwyższe w pysze sięgać, gdy najwyższe znać można ze słuchu. Owszem, niech się rozwija, ale nie kosztem waszego zdrowia ani kosztem całości skóry waszej.

    57

    Jeśli co kto może — może, powtarzam — niech może sam.

    58

    Ku czemuż my potrzebni? — My, mówię — to jest wy. Ku czemuż wy?

    59

    Patrzcie na wały tej wody. — Na srebrem pieniące się wały morza, na te bałwany wiekuistego żywiołu. Oto uderzają i wracają. Skarby swej toni i łona swego skorpiony porzucając na wybrzeżu. —

    60

    Skorpiony porzucone w suszy zaginą, a narodu fala w głębinie swej wiecznie odżyje.

    61

    Atrydzi — to skorpiony! A bałwany te słone, żywioł ten odżywczy, to naród, to wy! To my!! Czyli jedno jesteście z tym piaskiem, przez który rzeka abo potok płynie?

    62

    Rzeko, mówię, rzeszo! Potoku, mówię, i żywy strumieniu narodu!

    63

    Wracaj, gdzie ci dobrze.

    64

    Albowiem chciano cię tu wywieść celem przesiedlenia i łupiestwa; by inni część twoją ojczystą wzięli i zagrabili.

    65

    Bednarze jesteście i cieśle! Tkacze, koszykarze i garncarze! Kucharze i siodlarze!

    66

    W waszem ręku żołądek narodu i jego skrzynie i ubiory.

    67

    Mosiądz jego i złoto jego gnie się w waszym ręku. Praca rąk waszych jest nieustająca i pilna i ona jest podstawą kaprysów tych, którzy wami rządzą.

    68

    W waszym więc ręku są kaprysy tych, którzy nad wami kapryszą.

    69

    Zakres wasz jest mały, ale doniosły.

    70

    Waszego potrzebujecie człowieka, który by waszym był rzecznikiem.

    71

    Ja, że wśród was wyrosłem ponad was, ja, że handluję rozmaitościami, duszę waszą złożoną objąć, pojąć, ukochać i do łona przycisnąć mogę.

    72

    Niejako jakby mogę.

    73

    Wracajcie ze mną. A utworzymy Pospolitą-Rzecz z waszych siodeł i skrzynek, z potrawu i jadła, z garnków i koszyków, z rozmaitości i drobnostek, z pracy rąk waszych. Przez was, dla was — obywatele przyszłości.

    74

    Męże do czynu!

    75

    W Tenedos spożyjemy pierwszy posiłek.

    76

    A od Tenedos Bóg się już dziełu naszemu przeciwstawiał nie będzie.

    77

    Bóg i naród.

    78

    Naród i Bóg! Wielkość w ogromie spotęgowanej woli maluczkich.

    79

    Mała wielkość! Swoja!!

    zachwycony sobą
    80

    Pogoda jest i wiatr mię z tyłu podwiewa pomyślny. Wiatr ku ojczyźnie — że i pracy wiele żeglarzom nie przyda.

    wskazuje obnażone wichrem łydki
    81

    Boży to znak.

    82

    Znak! Bóg! Wielkość! Pogoda!

    83

    Obiad w Tenedos!

    WSZYSCY

    krzyczą
    oklaskują Tersystesa

    TERSYSTES

    wzruszony
    poseła od ust całusy

    [XVI] W NAMIOCIE ACHILLESA

    DZIEWCZYNA

    Już dzień. — Więc to mi przyrzekasz,
    że nie weźmiesz dziś na się zbroi?

    PATROKLOS

    To ci pewno przyrzeknę, dziewczyno,
    że jak wrócisz do mnie jeszcze kiedy,
    to cię przyjmę na moje posłanie.

    DZIEWCZYNA

    Czy jesteście Achilles, wy panie?
    Czy jesteście ten drugi młodzieniec,
    co z nim śpi — ?

    PATROKLOS

    Którego byś wolała?

    DZIEWCZYNA

    Ciebie, ale żebyś ty był ten, co go płacze Brizejka.

    PATROKLOS

    A więc płacze Brizeis w niewoli?

    DZIEWCZYNA

    Płacze, póki się nie zaśmieje,
    jak się śmieje, to zaś nie płacze.
    A to ci tak wytłumaczę,
    że się wezwyczai powoli.
    wstaje z posłania
    Już dzień. —
    nadziewa chustę
    Jużem uciekła.
    ucieka

    PATROKLOS

    wołając za nią z posłania
    Hej, zostań lepiej, bo tam weźmiesz chłostę,
    jeźli cię złapią. — — Hej!

    ACHILLES

    wbiega
    Wołasz na kogo?

    PATROKLOS

    Całyś w ogniu, krew bije ci na twarz płomieniem.

    ACHILLES

    A ty czem zrumieniony — ?

    PATROKLOS

    Miałem tu dziewczynę.

    ACHILLES

    Nie dziewczyna mi w myśli. — A! ten błazen z piekła
    w szyderstwo głupstwa zawlókł myśli moje,
    że zrumieniony gniewem wstydnym stoję.
    Gawiedź co głupią zebrał po obozie
    i za pieniądze wyłudzone Troi
    płynie przez morze, przez zielone fale,
    głosząc, że woli dym z rodzimej strzechy
    niźli zdobyte zbrodnią wielkie czyny.
    I że płynie ku wyspom, kędy ja, Pelida,
    niebawem za nim pójdę — ?

    PATROKLOS

    To pewno Atryda
    podmówił go — by udał i ciebie ośmieszył.

    ACHILLES

    I przed kim — ? Li przede mną chyba tylko samym?
    Za cóż ja mam ich myśli, wagę i uznanie?
    Wstyd mnie pali, że błazen taki mnie jest w stanie
    z imieniem swoim złączyć i głośno powiadać,
    że przychodził tu do mnie myśl moją wybadać
    i że to wszystko wysnuł z mojego milczenia.
    Że jestem jemu równy na wagę myślenia.

    PATROKLOS

    Gdzieżeś bywał tej nocy?

    ACHILLES

    Przesiedziałem całą
    żaląc się morskim wałom, a morze słuchało.

    PATROKLOS

    I czego-żeś się żalił?

    ACHILLES

    A czy ja wiem czego — ?
    Że chytrzy okradają zawsze szlachetnego.
    Że kto szlachetny, może poskarżyć się niebu;
    że go głupiec wychwalać będzie w dzień pogrzebu.
    Myśli moje! — Hej, w pościg za wami chyżemi?
    wyrzuca bełt z cięciwy
    Patrz, jak strzała obiegła. Wbiła się do ziemi.
    próbuje ostrzów

    PATROKLOS

    Cóż to, próbujesz grotów —?

    ACHILLES

    Próbuję czy ostre.

    PATROKLOS

    Ostrzyłem.

    ACHILLES

    — — Widziałeś ty Hektora siostrę?

    PATROKLOS

    Nie widziałem, lecz wtedy będę ją oglądać,
    gdy, jako branki, łupem mogę jej zażądać.

    ACHILLES

    Tak — — tyś ode mnie młodszy i chciałbyś się wsławić.

    PATROKLOS

    Maszli ty sławy dosyć?

    ACHILLES

    Ludźmi chcę się bawić.
    Łotrów karać, szlachetnym dłoń podawać śmiele,
    choćby to mieli moi być nieprzyjaciele.

    PATROKLOS

    Co ty mówisz?

    ACIHLLES

    To mówię, ku czemu myśl wzrosła.

    PATROKLOS

    Bo, mój bracie, powtarzasz zdanie tego osła.

    ACHILLES

    Tersytesa! — On jak pies u nóg moich leżał
    i bawił mnie szczekaniem.

    PATROKLOS

    Głosi, żeś się zwierzał.

    ACHILLES

    Ja się temu durniowi zwierzałem? I z czego?
    Ten robak śmiał powiedzieć, żem dzielił myśl jego.
    Że co się w mojej piersi obudziło duszą,
    jest tym samym, co podłe policzki wykrztuszą.
    Gniew mnie próżny porywa. Na kogóż się złoszczę?
    Pies, co się czołgał tu za moją nogą,
    a dzisiaj jest ostoją tym, których ja chłoszczę
    czynem, że mnie naprzeciw wszyscy nic nie mogą!
    Obić jego powrósłem, rzemieniem czy płazem — ?
    Śmieć nie godzien, bym moim jego tknął żelazem.
    Nie godzien, bym ja karcił go. — Śmieją się ze mnie!
    Bo wszystko, com powiedział tam, rzekłem daremnie.
    Bo jeźli takie błazny mnie dziś posłuch dają,
    czym są ognie, co w piersi Achilla powstają — ?
    Bo jeźli takie płazy, robactwo i brudy
    garną się k'mojej myśli — skalane me trudy.
    Gdy Achilles w swej dumie żagle w lot rozwinął,
    wśród oklasków narodu Tersytes odpłynął!
    płacze

    PATROKLOS

    Płaczesz…?

    ACHILLES

    Bo teraz widzę, żem jeno do miecza.
    Żem wtedy jeno panem, gdy miecz w rękę chwycę;
    że gdy mówię — me słowa obrócą na nice,
    że słowa są ciężarem. — Wezmę młot i zwalę,
    wpadnę w ich rojowisko i myśl mą ocalę!!
    zrywa się
    biegnie

    PATROKLOS

    Co chcesz czynić?!

    ACHILLES

    Rzecz wielką. Na wszystko się ważę
    W sojuszu będę żył z tym, co mnie godny.
    Jestem równie, jak Hektor, na podłą krew głodny.
    Pozostanę — lecz łotrów pokryją cmentarze.

    PATROKLOS

    Ne Zewsa, co chcesz czynić!?

    ACHILLES

    Przez Zewsa się stanie.
    Tej chwili Hektorowi poślę tarcz, wyzwanie.
    I przed Hektorem duszę mą odsłonię całą.
    Niech się dzieje, co dawno trza, żeby się stało.
    I niech jeno szlachetni władają nad światem,
    powiem, że przyjacielem chcę mu być i bratem!

    PATROKLOS

    się chwieje
    klęka

    ACHILLES

    Dziecko moje najmilsze, co tobie?

    PATROKLOS

    Nic bracie.
    Lecz myślę, że jednego mnie tutaj kochacie,
    że jednego mnie jeno lubicie. — Gdy wola,
    pozwólcie, bym Achilla tarcz ja wiódł do pola.
    Bym ja wezwał Hektora.

    ACHILLES

    Przysięgasz?

    PATROKLOS

    Twej sławie

    ACHILLES

    Wiedz, że śmierć czeka tego, kto przysięgę łamie.

    PATROKLOS

    Sądzę, że jeden za cię ja godnie się sprawię.

    ACHILLES

    Przysięgnę sojusz ludom, co dotąd walczyły.
    Na hańbę złu szlachetne dziś połączę siły.
    Już z dawna Poliksenę dają mi tam w Troi.
    Niech poznają, kim jestem dziś, wrogowie moi!
    Poliksenę dla ciebie przeznaczam, mój synu.
    Dla ciebie jestem gotów wyrzec się wawrzynu:
    nieśmiertelnej mej sławy w zabójstwie Hektora.
    Teraz, dziecko, dla ciebie jest działania pora.
    Jestem na to, bym tępił zło i siłę podłą.
    Nie co inne, to jeno, płynąć mnie tu wiodło.
    Dziś, gdy widzę, jak podłość mnie oplotła sidłem,
    nie czas, bym ja oszustwa cudze skrywał skrzydłem.
    Spiesz się, mój ty najmilszy, duszy mojej gończe.
    Nieś mą tarcz — niech ja wojnę narodów zakończę!

    PATROKLOS

    podszedł ku wejściu
    daje komuś znaki
    znika na chwilę
    i tejże chwili wraca

    ACHILLES

    Czy ty wierzysz, mój chłopcze, ażeby Bryzejka
    tak kochała Atrydę, jak mnie — ?

    PATROKLOS

    Bracie, nie wiem.

    ACHILLES

    Czy ty wierzysz, by ona z tem samem zarzewiem
    w oczach patrzyła k'niemu, co patrzyła ku mnie?

    PATROKLOS

    I po cóż myśleć o niej.

    ACHILLES

    Westchnąłeś.

    PATROKLOS

    Rozumnie
    byłoby milczeć.

    ACHILLES

    Szydzisz.

    PATROKLOS

    Żal mi może
    Lecz jeszcze nie wiem czego, czyli jej, czy ciebie?
    Czyli tego, co było, gdy była tu z nami?
    Czyli tego, że padnie razem z Atrydami,
    jako słuszny łup śmierci, który wszystkich sięże,
    skoro się zaczniesz mścić.
    nadziewa na się pancerz Achillesa

    ACHILLES

    Zostaw oręże.

    PATROKLOS

    Co się gniewasz? — Tę twoją polubiłem zbroję
    i szczęk ten lubię dźwięczny twojego pancerza.

    ACHILLES

    Przestań — już mi mówiłeś — o ciebie się boję.
    Nie bierzże mojej zbroi.

    PATROKLOS

    Nie chcesz, bym rycerza
    udał, gdy na się wezmę twój strój. Czyś zazdrośny?

    ACHILLES

    Nie. Jedno wiem, że Hektor łuk dalekonośny
    dzierży jako nikt inny i oszczep potężny.
    I gdybyś ty na chwilę mą zbroją orężny
    wybiegł — toby na ciebie przypadli czeredą,
    zanimbyś jeszcze sprawił to poselstwo moje.

    PATROKLOS

    Jedno błagam, Pelido — daj mi dziś twą zbroję.
    Postraszę ich Pelidą.

    ACHILLES

    który posłyszał turkot przed namiotem
    A wóz komu wiedą?

    PATROKLOS

    Jechać chcę wzdłuż Skamandru. Opodal nad rzeką
    zjadę ku źródłom; konie napoję i wrócę.
    Będą myśleć, że jedzie Pelida. Zasmucę
    wszystkich, gdy ujrzą, żem wozem zawrócił.

    ACHILLES

    Wracaj. Tu ciebie czekam. Nie skręcaj daleko.
    Wracaj.

    PATROKLOS

    Czy bardzo o mnie byś się smucił?

    ACHILLES

    Pleciesz, dziecko — pozwalam — nadto-żeś mi miły.

    PATROKLOS

    w pełnej zbroi
    A ty zawsze myślałeś, że nie mam dość siły,
    by te płaty udźwignąć…

    ACHILLES

    A stroją cię pięknie.

    PATROKLOS

    Zda mi się, żem Achilles, jak zbroja ta dźwięknie.
    wybiega

    [XVII] POD MURAMI

    Przeciw siebie stoją na wozach:

    HEKTOR

    w pełnej zbroi

    PATROKLOS

    w pełnej zbroi
    w prawej dłoni ma wzniesioną gałązkę zieloną

    HEKTOR

    Przynosisz pokój. — Gardzę twoim mirem!

    PATROKLOS

    Nie! W twarz tę gałąź chciałem rzucić tobie.

    HEKTOR

    Wiesz-li kto jestem?

    PATROKLOS

    Wiem, idziesz z Iljonu,
    nadziałeś zbroję, gotuj się do boju.

    HEKTOR

    Twoi w obozie głoszą dzień pokoju.

    PATROKLOS

    Czyli uznajesz mir ten z Atrydami?

    HEKTOR

    Kimkolwiek jesteś, przybyłeś z łotrami.
    Z tych idziesz grona, których nienawidzę.

    PATROKLOS

    Wiedz: jak ty równie, nienawiść mam dla nich,
    Ale są moi i mścić chcę się za nich.

    HEKTOR

    Wiedz: równy tobie jestem w mojej woli;
    walczę w obronie sprawców mej niedoli.

    PATROKLOS

    Widzę, że działasz przeciw tym, co w grodzie,
    gdy inni wszystko sposobią ku zgodzie.

    HEKTOR

    Widzę, żeś wybiegł przeciw samowolny;
    w tej zbroi, którą jeno Achill dźwignie.

    PATROKLOS

    Sądzisz, żem zbroi udźwignąć nie zdolny.
    Zabij mnie, jeźli żądasz, bym zszedł z drogi.

    HEKTOR

    Poznać cię muszę wpierw, czyli nie kłamiesz,
    ty, co Achilla bierzesz na się postać.

    PATROKLOS

    Więc strąć twym mieczem kask, gdy chcesz mnie dostać.

    HEKTOR

    Kask zejmij! — Patrzaj — oto kask zejmuję.
    zdjął kask

    AUTOMEDON

    kierujący konie wozu Patroklosa
    Hektor!!

    PATROKLOS

    O biada ci, gdy zgonu chwila
    drugiego każe lękać się Achilla.

    HEKTOR

    Kłamiesz twą postać — i śmierć będzie karą,
    żeś śmiał me oczy Pelidą zatrwożyć.

    PATROKLOS

    Zadrżałeś! — Możesz mnie zabić, gdy wola;
    lecz strzeż się wtedy pojrzeć w twarz Pelidzie.
    zdejmuje kask

    HEKTOR

    Kłamca! — rumienić się będzie we wstydzie,
    żeś się zasłaniał, chłopcze, jego tarczą.

    PATROKLOS

    Strzeż się, Hektorze, bo ten za mną idzie,
    którego moce mocy twojej starczą.

    HEKTOR

    Więc w proch, chłopaku! Gniesz się pod ciężarem..

    PATROKLOS

    Dzień mój ostatni tobie śmierć zwiastuje.
    Szedłem tu do cię z Achillesa darem,
    z gałęzią miru dla ciebie jedynie
    i oto tak to poselstwo sprawuję,
    byś mężem woli uznał mnie w mym czynie.
    łamie gałąź
    rzuca przed Hektora
    nadziewa kask

    HEKTOR

    nadziewa kask
    wozy ruszają przeciw sobie

    [XVIII] W NAMIOCIE AGAMEMNONA

    ODYS

    wchodzi
    Wracam — — lecz jeszcze nie skończone dzieło,
    dzieło zniszczenia.
    kładzie palec na ustach
    Cyt. — Mówię za wiele.
    Trzeba, by żadne serce nie pojęło
    tego, co moja pomyślała głowa.
    Spełniłem w noc tę dzieło, dziś reszta się stanie.
    Ujrzysz mnie jeszcze w niejednej przemianie.
    Przyjm wszystko jako rzecz znaną.
    Niechaj ofiara krwi będzie gotowa.
    Spieszno mi odejść. — Ty uświęcisz zgodę,
    zgodę rzekomą.

    AGAMEMNON

    Kłamać?

    ODYS

    wskazując na niego
    Tak w tej mierze.
    Mnie teraz kłamiesz: — — że potrafisz, wierzę.
    odchodzi

    AGAMEMNON

    uderza w tarcz

    ZBROJNI

    wchodzą

    AGAMEMNON

    wyprowadza Rezosa

    REZOS

    wchodzi

    AGAMEMNON

    do Rezosa
    Otoś jest wolny. — — Oto twoje szaty.
    Straż moja schwytała złoczyńce.
    Pospieszysz w miasto dziś wieścią bogaty.
    Witać cię będą jako dobroczyńcę.
    Wieczysty sojusz zawieram z Iljonem
    i żem śmiał z Bogiem mórz walczyć żelazem,
    boć Ilion święte miasto Pozejdona,
    więc siedmiu zbrojnych sojusz święcę zgonem;
    straszliwą śmiercią siedmiu zbrojnych skona.
    Pozejdonową dziś kąpią kobyłę
    w fal morskich słonej topieli.
    Oto Pozejdon swą objawia siłę:
    i ci, co z sobą na bój stanąć mieli,
    krzywdy i straty głoszą za niebyłe,
    by w zapomnieniu mir wieczysty wzięli,
    Ustrój się godnie. W niezadługim czasie
    powiedziesz Boga Centaura do grodu.
    Tam oczekuje was Święto narodu.

    REZOS

    oddala się

    ZBROJNI

    niosą za nim jego ubiory

    DZIEWCZYNA

    wbiega

    AGAMEMNON

    Skąd wracasz —?

    DOZORCA DZIEWCZĄT

    wbiegł za dziewczyną

    AGAMEMNON

    do dozorcy
    Za nią ty odpowiesz.

    DOZORCA DZIEWCZĄT

    Myślę, że była u kochanka.

    AGAMEMNON

    Utopić.

    DZIEWCZYNA

    Wracam od Pelidy.
    Byłam go przestrzedz — i zostałam.

    AGAMEMNON

    Kto cię posłał?

    DZIEWCZYNA

    Jego branka.

    AGAMEMNON

    Więc w zamian wzięłaś jej kochanka.

    DZIEWCZYNA

    Ogniami temi jeszcze pałam,
    które mi dał w uścisku.

    AGAMEMNON

    I przed czem byłai go przestrzegać?

    DZIEWCZYNA

    By się nie ważył dziś wybiegać
    ni wozem, ani pieszo z bronią,
    bo śmierć królować ma w igrzysku,
    i z tym orędziem sługi twoje
    przez cały obóz ganią.
    A żem została, chłostaj biczem,
    Eros tu winę moją zmniejszy — —
    młodszy od ciebie i ładniejszy.

    HIPODAMIA

    podsłuchiwała, naraz staje we drzwiach namiotu
    To nie on!

    DZIEWCZYNA

    Wszystko mi to jedno.
    Jeszcze ramiona jego czuję
    i słowa, co mi szeptał.

    HIPODAMIA

    Myślisz, by Achill miłość moją
    na pierwszym dniu rozstania deptał?

    DZIEWCZYNA

    A jednak cię trucizna truje
    zazdrości; — nie dbam o złość twoją.

    AGAMEMNON

    Jeźli to Achill był ten miły,
    co cię dziś gościł nocą,
    i jeźli twoich słów posłucha —
    powiodą cię doń sługowie.
    O co rozumu przewagą
    darmo się silą królowie:
    żeś ty zdeptała jego ducha
    powabem twego ciała.

    HIPODAMIA

    Jeźli to Achill był ten miły,
    co cię dziś pieścił nocą
    i tulił do piersi nagą —
    to patrzeć ino, jak wybieży
    we złotej swoich zbrój odzieży,
    i tegom ino chciała!

    AGAMEMNON

    Czego?

    HIPODAMIA

    By szedł przeciw twej woli.

    AGAMEMNON

    Zginie!

    HIPODAMIA

    A czyliż mu to zginąć pozwoli
    tylu tbrajnyeh królów i mężów!?

    AGAMEMNON

    Zginie — bo dziś żaden pomocą
    nie wybieży i nie sięgnie orężów.

    HIPODAMIA

    Niewolników to masz na smyczy?

    WRZASK

    słychać

    AGAMEMNON

    Skąd ten wrzask?

    DOZORCA DZIEWCZĄT

    Gawiedź krzyczy.

    AGAMEMNON

    wychodzi do wrót

    DOZORCA DZIEWCZĄT

    za nim

    HIPODAMIA

    Byłaś u niego?

    DZIEWCZYNA

    Nie wiem u kogo.

    HIPODAMIA

    Czy zastałaś innego?

    DZIEWCZYNA

    Samego.

    HIPODAMIA

    Czy był smutny?

    DZIEWCZYNA

    Wielce zadumany.

    HIPODAMIA

    Czy me imię wymówił?

    DZIEWCZYNA

    Powtarzał.
    Przez pierś, gdy się obnażał,
    wyryte miał w promieniach słońce.

    AGAMEMNON

    wraca z pośpiechem

    TŁUM

    za nim się ciśnie
    uchylono płócien namiotu

    WRZASK

    Hektor walczy!!

    AGAMEMNON

    do Hipodamii
    Patrz, tam śmiertelni gońce!
    Hektor pędzi złotego rycerza!!

    HIPODAMIA

    patrząc poza namiot
    W słońcu zbroje się świecą.

    AGAMEMNON

    Trupy z wozu się walą!

    HIPODAMIA

    Achilles!! Zbroja jego!
    biegnie

    AGAMEMNON

    Gdzie lecisz?

    HIPODAMIA

    Tam! do niego!
    wskazuje Agamemnona
    Radość z tych oczu bije.
    Niedoczekanie, byś mnie miał kochanicą.

    DZIEWKI

    Konie jakieś pędzą rzucone.

    HIPODAMIA

    Ksantus! — Lecą w stronę namiotu!
    Jak mnie wóz ten zabije,
    niech mnie z tym trupem spalą!!
    wybiega
    ginie pod końmi przelatującego wozu

    [XIX] W NAMIOCIE ACHILLESA

    ACHILLES

    zadumany

    TETYS

    wchodzi
    otoczona chórem wodnic

    CHÓR

    1. O nie płacz dziecię rycerzu.
    Cóż tobie jedna kochanka?
    Zdobędziesz inną żołnierzu,
    inna przytuli cię branka.
    2. Najdzie cię inna kochanka,
    dobędziesz inną żołnierzu,
    inna przytuli cię branka —
    o nie płacz dziecię rycerzu.

    ACHILLES

    O matko, idziesz strojna w wód dziwne obsłony.
    O matko, jak okrutnie jestem poniżony.

    TETYS

    Zwiastujęć, synu, tobie dnie twoje najbliższe.
    Będziesz sławą wyniesion nad męże najwyższe.

    ACHILLES

    Słowom twoim wierzyłem zawdy, matko miła.

    TETYS

    W bólu twoim najwyższa dla cię, synu, siła.

    ACHILLES

    Nie uwodzisz mnie chyba zwodną obietnicą?

    TETYS

    O dziecię, daj mi dłonie twe i przytul lico
    ku moim piersiom.

    ACHILLES

    tuli się do matki
    Bogini srebrzysta…

    TETYS

    Synu Peleusa, sława twoja wiekuista.

    ACHILLES

    Więc przez miecz będę sławny?

    TETYS

    Nadejdzie godzina,
    gdy miecz się stanie żagwią w ręku mego syna.

    ACHILLES

    Więc przez miecz będę sławny, gdy w gniewie zwyciężę?

    TETYS

    Najpierwszy z mężów Trojej pod ciosem twym lęże.

    ACHILLES

    Ja mam zabić Hektora?! Nigdy!

    TETYS

    Przez cię zginie.
    Ciebie jeno się lękać będzie w swoim czynie.

    ACHILLES

    Co mówisz? W jakim czynie Hektor mnie się strwoży?

    TETYS

    Gdy najmilszego z ludzi twych trupem położy.

    ACHILLES

    Kogo?

    CHÓR WODNIC

    Gdzie twoj druh?
    Czyli poszedł poić konie?
    Czyli źrebce paść na błonie?
    Czyli bawi się z dziewczyną?

    ACHILLES

    Czegóż się lękam?

    TETYS

    Przyjaźni dotrzymaj.

    ACHILLES

    opędza się wodnicom
    Precz przekląte widziadło! Zmora!

    TETYS

    Za miecz imaj!

    ACHILLES

    Zabrał mi moją zbroją i miecz! —

    TETYS

    Mścij się synu!!

    ACHILLES

    O matko, jakąż zemstą wołasz mnie do czynu?!

    TETYS

    znika

    ACHILLES

    Jako mgła się rozwiała. — Myśl to jeno moja.
    Wybiegną. Tam z daleka zalśni jego zbroja.
    tętent wozu
    wybiega przed namiot
    Konie same wracają — pobiegły do żłobu.
    słychać go jak krzyczy:
    …Któż się w bolu wije?
    Padł, przybiegł z wieścią, —

    AUTOMEDON

    leży na ziemi u płócien namiotu
    Włady,… Patroklos nie żyje.

    ACHILLES

    dźwigając go
    Spadł? Konie go poniosły?

    AUTOMEDON

    Nie. — Zabit. — Powleczon.

    ACHILLES

    Kto go powlókł?

    AUTOMEDON

    Tam leży, we krwi w szczerym polu.
    Pędziłem całą siłą — bo Hektor mnie goni,
    Hektor, który go zabił.

    ACHILLES

    Do broni! do broni!!!
    — Kto jest przy nim?

    AUTOMEDON

    Przy trupie nie było nikogo.
    Nikt koło nas nie walczył, patrzono z oddali.
    Nikt nie bieżał z pomocą.

    ACHILLES

    O nędzni i mali.
    Myślano, że to jestem ja w tej mojej zbroi.

    AUTOMEDON

    Myśleli, że ty giniesz, przyjaciele twoi.

    ACHILLES

    Podli! — Co prędzej zawróć. — Pij tu z tego kruża.
    Odzyskasz moc.
    nawołuje do innych po za namiot
    Przeprzążcie konie!
    patrzy otworem w namiocie
    Jakowyś mrok przesłania nadrzeczne wybrzeża.

    AUTOMEDON

    To Apollon, niechętny nam, Hektora strzeże
    i okrywa go chmurą.

    ACHILLES

    Rozegnam te chmury.
    Krwią Hektora opluję te Iljońskie mury,
    ubiera się w zwykłą zbroję niepozorną
    Trzymaj lejce. — Tarcz dajcie. Podajcie dziryty.
    I lecieć za mną pędem, łup będzie obfity.
    burza

    ANTILOCHOS

    zdyszany wbiega

    ACHILLES

    czego chcesz?

    ANTILOCHOS

    Wieść przynoszę.

    ACHILLES

    Już wprzódy przed wami
    nieszczęścia wieść czarnymi przybiegła skrzydłami.
    Precz.

    ANTILOCHOS

    Ajas odbił ciało i przegnał zwyciezcę.

    ACHILLES

    Niech Ajas weźmie zbroję. — Leć z wieścią o klęsce!
    Ja Hektora zabiję! — Ziem Trojej zaorzę!!
    Zamorduję!!! Hektorze, Hektorze, Hektorze!!!
    wybiega
    dosiada wozu, wóz rusza

    [XX] POD MURAMI. U ŹRÓDEŁ

    PALLAS

    uzbrojona, biegnąc
    Tam, tam, o widzisz go, biegnie w oddali!

    ACHILLES

    sądzi, że ściga kogoś przed sobą
    uzbrojony biegnąc, krzyczy:
    Zabiłeś przyjaciela, jedynego druha!!
    przebiega

    HEKTOR

    uzbrojony wbiega
    przystaje
    Przystanę — krew w gardło mi bucha.
    Owóż źródło. — Garść chwycę, ha, jak ukrop pali.
    pije
    Odetchnąłem. — Gdzież tygrys? Muszę go doścignąć;
    niech nie sądzi, żem stchórzył?

    PALLAS

    przemyka się koło murów

    HEKTOR

    nie patrząc w tył, a pewny, że jest ktoś za nim
    Pomóż tarcz mą dźwignąć.
    I powiedz tam wrotnemu, by wrota odemknął.

    PALLAS

    zapada się

    HEKTOR

    Przepadł? Wszak był ktoś tutaj? Czy Deifob? Czy widmo?
    Czyli mój to cień własny po murze się przemknął?
    Słońce pali.
    biegnie w stronę, gdzie pognał był Achilles
    Apollu, zawlecz niebo mrokiem.
    Czyimże to w śmierć jestem skazany wyrokiem?
    grom
    Znak mi dajesz. W tym znaku zwycięstwo się waży. —
    z trwogą ciszej
    Jeżelim kiedy twoich zaniedbał ołtarzy
    o Pallas…

    ACHILLES

    wraca od strony, w którą pobiegł

    HEKTOR

    Czekam na cię. Chcesz się mścić. Dostoję!

    ACHILLES

    Zabójco dzieci, zbrój się, grabarzu, zabiłeś!

    HEKTOR

    Odrzuć włócznię! Na noże walcz, dostoję pola!

    ACHILLES

    Strzeż się, gdy nieopatrznie włócznię wyrzuciłeś.
    Walczę włócznią, bo zabić jeno moja wola!
    rzuca dziryt

    HEKTOR

    upadł na kolana, ugodzony w szyję

    ACHILLES

    patrzy

    HEKTOR

    gnie się ku ziemi, drżący
    Ciało me oddaj ojcu, dzieciom i mej żonie.

    ACHILLES

    Wprzód ogniem cały Iljon zdobyty zapłonie!
    wyrywa dziryt z rany Hektora

    HEKTOR

    omdlewa

    [XXI] NA MURACH ILIONU

    PRIAM

    biegnie z pośpiechem

    GROMADA STARCÓW

    otacza go, biegnąca za nim
    wszyscy patrzą kędyś w dół, poza mury

    PRIAM

    sute ubranie starczej swojej głowy zrzuca; pozrywał loki i tyarę
    Synu! Synu! — Mój Synu! Już cię nie zobaczę!
    Już cię żywym nie ujrzę!!
    zatrzymuje się

    GROMADA NIEWIAST

    biegnie z pośpiechem
    wszystkie patrzą kędyś w dół, poza mury
    wskazują
    O tam, o tam! Już widzę! Wóz pędzi śród pyłu!

    ANDROMAKA

    wpada, krzycząc
    Okrutniku! — O widzę!! Tam! Ach! Wlecze trupa!!!

    GROMADA STARCÓW

    Obłok kurzawy przesłania wóz — konie.
    przebiegają pędem

    GROMADA NIEWIAST

    Pędzą, tam, dalej! tam — ku tamtej stronie!
    przebiegają pędem

    ANDROMAKA

    stoi chwilę, słucha
    rozplątuje i rozrywa węzły bogatego ubioru głowy
    Stójcie!! —- Ha! Wlecze trupa! Zabił! Okrutny! Straszliwy!
    stoi nieruchoma z rękoma wzniesionemi

    DZIECI

    wbiegają

    ANDROMAKA

    Dzieci, nie patrzcie tam! — Droga krwią ojca….!!

    DZIECI

    krzyczą, płaczą

    ANDROMAKA

    Ojcze!? Ach ojcze! — Zabójca, zabójca!!

    GROMADA STARCÓW i NIEWIAST

    wracają pędem
    Biegą tutaj. Zawrócił. — Wpadł. Przez rzekę goni!
    Przebrnął. — Tu pędzi. Ku nam, tu! — — Śmierć goni!!
    odwracają się nie patrząc
    słychać tętent wozu daleki

    ANDROMAKA

    przechyla się przez mur
    Zabójca! Zabójca! — Zabójca!! — Zabójca!!!
    upada zemdlona
    tętent wozu tuż pod murami

    GROMADA STARCÓW i NIEWIAST

    krzycząc, lecą w stronę, ku której pędzi wóz

    [XXII] NA POLU WALKI

    ACHILLES

    uzbrojony
    w otoczeniu swoich domowników
    nad ciałem Patroklosa

    AJAS

    uzbrojony
    Synu Peleusa. Chciałem w twej obronie…
    Za późnom przybył…

    ACHILLES

    rękę podaje i ściska dłoń Ajasa
    Synu Telamona.

    AJAS

    Za późno, na nic była już obrona.

    ACHILLES

    Ty oszczędziłeś mu hańby po skonie,
    żeś odbił ciało służalcom Hektora.

    AJAS

    I twoją zbroję. Tak bowiem sądzono,
    żeś ty wybieżał wyzywać Hektora
    i że to ciebie jego pocisk zwala.

    ACHILLES

    Mój przyjacielu, zejmij z niego stroje.

    AJAS

    zdejmuje części zbroi z Patroklosa, którego podtrzymuje Achilles

    ACHILLES

    Jak rany straszne i jakie okrutne.
    O drogi bracie mój, o mój kochany,
    jedyny synu, luby przyjacielu. —
    Skłamałeś, dziecko szlachetne. —
    Ojcze, mój ojcze, drogi rodzicielu,
    i cóż mi zbroje twe świetne?
    W nich to przyjaciel mój ginie.
    I cóż mi, matko nieśmiertelna Boża,
    że sławę do dom przywiozę zza morza,
    gdy w strasznym zyskałem ją czynie.
    Kogom ukochał, w krwi przede mną leży,
    przyjaciel jedyny miły.
    Kogom czcić pragnął i duchem doścignął,
    ręce go mściwe zabiły.
    Próżnom się myślą ku niebu wydźwignął,
    lot prześcigł moje siły. — —
    O, daj mi ciało, złóż tu na ramiona,
    niech go poniosę pod płótna.
    Młodości luba! O Śmierci okrutna.
    O dolo ty moja stracona.

    AJAS

    Mogęż pójść z tobą?

    ACHILLES

    O czemuż nie z nami —?
    Przyjm pocałunek wdzięczności za niego.
    całuje ramię Ajasa
    Zbroję weź dla się. — — My pójdziemy sami.

    AJAS

    Strój ten mnie dajesz — twój!?

    ACHILLES

    Za czyn szlachetny.
    Staniesz się godny i daru godniejszy
    niż ja. — Snadź dzieła skończyły się moje.
    Żegnaj mi w zdrowiu. — O nic już nie stoję
    i jedno w oczy te patrzę przymknione —
    sam ci jemu powieki przywarłem
    i widzę szczęście to moje zginione.
    O dziecko! — W tobie umarłem.
    odchodzi, unosząc ciało Patroklosa

    AJAS

    nad porzuconą zbroją
    Te płaty żyją. — Jakoż wezmę na się?
    Mówił, żem równy. — Stanę się godniejszy.
    Dzień ten mnie zbliżył ku niemu dzisiejszy,
    gdy nic już siła u niego nie waży,
    gdy duchem boskich dosięga mocarzy.
    Hej, za nim w pościg!
    wiąże zbroję i zabiera

    [XXIII] W NAMIOCIE ACHILLESA

    PRIAM

    u stóp Achillesa

    ACHILLES

    Gdyby na chwilę przede mną tu ożył,
    raz bym go drugi tym mieczem położył.

    PRIAM

    Gdybyś na chwilę wskrzesić go był zdolny,
    rzekłbym, że światem władasz, jak duch wolny.

    ACHILLES

    O władztwo się nie kuszę, nie głoszę się Bogiem.

    PRIAM

    Więc uznaj we mnie ojca, co kląkł przed twym progiem.

    ACHILLES

    Jesteś ojcem człowieka, co zabił mi brata.

    PRIAM

    Przed tobą gnę kolana, jak przed władcą świata.

    ACHILLES

    Chcesz ocalić od hańby syna.

    PRIAM

    A z nim ciebie.

    ACHILLES

    Coś rzekł?

    PRIAM

    Hektora sromem hańbisz siebie.
    Wróć mu cześć bohaterską.

    ACHILLES

    Dam mu ją na stosie
    Na stosie Patroklosa pozyszcze dym chwały.

    PRIAM

    Tak-że okrutne chcesz mieć bawisko w tym losie,
    który mu zdradne Bogi z dawna przeznaczały.
    Wiedz, że jeźli zgon jego z ich woli się zdarza,
    klątwa dosięgnie tego, kto zmarłych znieważa.
    Znieważyłeś i wlokłeś.

    ACHILLES

    Jako psa włóczyłem.

    PRIAM

    Na mękę moich oczu sam z wieżyc patrzyłem.
    Nasyciłeś twą zemstę.

    ACHILLES

    Niestety zbyt łatwo.
    Chciałbym cię płaczącego widzieć nad twą dziatwą.
    Wszystko, wszystko, co twoje, zaorać i złupić.

    PRIAM

    Przychodzę mego syna łzami mymi kupić.
    Ty sam przypomnij ojca i ludzkich dni koniec. —
    Wiesz, jak jest szybki Śmierć, jak lotny goniec.
    Nieszczęście nie zabiło mnie, ale mnie chowa
    dla jeszcze większych gromów, które padną,
    bym widział wszystko gruzem i popiołem
    i poznał Śmierć jedyną wielką, siłowładną,
    i z tą straszliwą Panią do uczty siadł społem
    wśród trupów — … gdy już ciebie nie stanie, mocarzu.

    ACHILLES

    Zabieraj twego trupa i idź precz, nędzarzu!

    PRIAM

    Oddałeś!!! — — O ty wielki. O wielki, szlachetny.
    Niech tobie Bóstwo stokroć czyn ten twój nagrodzi.
    Daj ucałować rękę.
    ujmuje za rękę Achillesa i całuje

    ACHILLES

    Ach… starcze. — Całuje.
    To jest ręka mordercy twojego Hektora.

    PRIAM

    Budujesz jego sławę, któryś zabił wczora.

    ACHILLES

    Puść mi rękę — ze wstydu krew bije do czoła.

    PRIAM

    Pójdziesz drogą, na którą Hektor cię mój woła!

    ACHILLES

    rozchyla szeroko płócien namiotu
    woła do swoich
    Niechaj mu dadzą ciało! —Królowi Iljonu
    pokłońcie się do kolan! —
    do Priama
    Idź precz.

    PRIAM

    Godnyś tronu.
    Dzisiaj tyś ponad innych wyrósł duszą Bogów.
    patrzy chwilę na Achillesa
    wychodzi

    LUD

    zebrany przed namiotem
    bije pokłony Priamowi

    ACHILLES

    Nie mam przyjaciół już i nie mam wrogów.

    LUD

    zebrany przed namiotem rozstępuje się

    ATRYDZI

    wchodzą

    MENELAOS

    Król królów cię odwiedza.
    wskazuje Agamemnona

    ACHILLES

    nie patrząc
    Przyszedłeś Atrydo.

    AGAMEMNON

    Przyszedłem — a po za mną inne króle idą.
    w pokłon przed twoją dolą i żalem.

    ACHILLES

    Za późno.
    wchodzą wodzowie i rycerze mnodzy

    MENELAOS

    Chcesz mówić, że ci ulgę niesiemy na próżno,
    że ciężko twemu sercu do nas nią przychylić
    i widzieć naszą litość.

    ACHILLES

    Mógłbym się omylić.
    Starcze — nie żądaj słowa — bo słowo mnie pali
    i ogień do lic wraca. — Wy jesteście mali.
    Może wy i mocniejsi — i ludy wam dane
    może od mych liczniejsze — ale wy za marni.
    Wyście przyszli nasycić wzrok wasz tych męczarni
    widokiem, które łzami mnie w gardło się cisną. —
    O, strzeżcie się — bo jedna moja złość, a miecze błysną.
    Bom nie zapomniał jeszcze mych krzywd i ucisku.
    Ulga mi jedna: w spólnym cmentarzysku.

    AGAMEMNON

    Przyznaję, żem pobłądził; przebaczysz, mój drogi.

    ACHILLES

    Wy przyjaciele moi — jedyne mnie wrogi

    AGAMEMNON

    Przecież z Troją nie pójdziesz, jeno pójdziesz z nami.

    ACHILLES

    Zginę, — bywajcie zdrowi — ostaniecie sami.

    MENELAOS

    Pytałem się wróżbitów i znam wróżbę twoją.

    ACHILLES

    A wiesz, jakie lekarstwa są, co rany goją
    serdeczne — te, co dusza z nich wolna wieczyście
    zapomina — i ciało rzuca, jako liście
    swe zrzuca drzewo za jesiennym chłodem:
    Że mnie tęsknota prze ku Śmierci głodem —
    za moim przyjacielem, jedynym mym druhem.
    Jego pomnę — i z nim się połączę mym duchem.
    Bądźcie zdrowi. — Oddalcie się — widok wasz boli.
    Oddalcie się… was nie chcę… na świadectwo doli.

    WSZYSCY

    stoją nieporuszeni
    przybywają coraz nowi rycerze

    ACHILLES

    Walczyć z nikim nie będę. — Krwi już tyle piłem.
    Nie chcę krwi. — Matko moja ty — za długo żyłem.
    Być może, że na walkę wynijdę — by zginąć.
    Już wiem dziś — że mym bólem najbardziej mi słynąć.
    Tym, co cierpię. Gdy los mię okrutny ograbił,
    gdy najmilszego druha mego Hektor zabił;
    śmierć zabójcy nie dała mi zemsty spragnionej
    i dziś widzę, że druh mój na próżno pomszczony.
    Że nie wróci już nigdy — i krew nic nie może,
    gdy dusza raz w tajemne zestąpi bezdroże
    nad ciemny Styks. — O matko — i ja tam pójść muszę.
    Tu mi tęskno. — Hektorze, zbudziłeś mą duszę! —
    Iljon w płomieniach zgore! — Dusza we mnie płonie.
    pokazuje po za namiot
    Hej! — Tam stos przyjaciela zbudowan wysoko!
    Hej! — Atrydo! Mykeński lwie! wytęż wzrok, oko
    i patrz! — Hej! sługi moje, zaprząc konie!!

    SŁUDZY

    zaprzęgają konie

    ACHILLES

    Usługę oddam druhowi ostatnią,
    a was na ucztę tę dziś spraszam bratnią.
    Co mam i co posiadam, wam to ostawuję.
    wskazuje po nagromadzonych w namiocie przedmiotach
    Podzielcie się, jak wartość swoją każdy czuje.
    Mnie już tych rzeczy nie trza. Tęsknię za czemś w dali.
    tęsknię. — tęsknota ta pierś moją pali…
    wóz zajeżdża
    Hej! Wóz po mnie zajeżdża, tam w piasek się ryje.
    Konie rżą. — — Przyjacielu, kogóż ci zabiję?

    AUTOMEDON

    gdy chce wstąpić na wóz, aby ująć lejce, jakaś siła nie da mu dostąpić
    wybladły, wylękły przystępuje ku Achillesowi i całuje dłoń jego i uklęka…

    ACHILLES

    zwraca się i postrzega na wozie:

    PALLAS

    w czarnej zbroi ze srebrną egidą, z zapuszczoną przyłbicą

    ACHILLES

    O Pallas! O Bogini. Tyżeś przyszła ku mnie.
    Będziesz wóz mój wodziła. Powiedziesz rozumnie.
    Ponad tłum polecimy, szybciejsi niż błyski.
    Prowadź mię. Teraz czuję, żem Bogom jest bliski.
    głaska konie
    Ksantus drży. Lot to będzie! jak lot Apollina.
    O matko, patrz ty na mnie, na twojego syna.
    wstępuje jedną nogą na wóz
    Żegnajcie!
    wstąpił na wóz, wesoły
    Patrzę na was półbogiem z wysoka.
    Naprzód. — Już przed oczyma świetlna zawierucha.
    Pallas!! — O Pallas, ponoś mego ducha!!

    PALLAS

    zacina konie lejcami
    wóz rusza

    WSZYSCY

    patrzą w przerażeniu, jak wóz pędzi; w szalonym biegu skręca kilka razy dokoła stosu i jak się rozbija.

    [XXIV] PRZED ŚWIĄTYNIĄ ILIONU

    KASANDRA

    oddaje Troilusowi łuk i kołczan
    Tą bronią jeno i tymi grotami
    może być Ilion zdobyty
    i przeto łuk i groty, chowane w świątyni,
    nigdy nie przejdą w ręce obce; są strzeżone.

    TROILUS

    Więc mają groty być w niebo puszczone
    na znak przymierza z Bogiem?

    KASANDRA

    Łucznik tu stanie przed progiem
    i po trzykroć ukłonem pozdrowi
    Boży dom. — Ty wtedy zejdziesz ku niemu,
    podasz mu łuk i kołczan przerzucisz przez ramię.
    Przybędzie ustrojony Centaur konny,
    na świętym Pozejdona rumaku,
    będzie miał słońce na kołpaku.
    I weźmie z twych rąk łuczysko Boga olbrzymie,
    i grotem w niebo się zmierzy,
    i cięciwy przygnie, i uderzy.
    A gdy grot w niebo uleci,
    ja bramę świątyni otworzę,
    by orszak wszedł. I to będzie znaczyło,
    że morski Bóg jest z nami w zgodzie.
    A resztę dnia naród spędzi w gospodzie
    na ucztach i wesołej zabawie.

    TROILUS

    Jeno to by mnie jedno cieszyło,
    żebym to ja wyrzucał tę strzałę.

    KASANDRA

    Nie masz dość silnych rąk, ty jesteś dziecko.

    TROILUS

    Więc po cóż mam tu być?

    KASANDRA

    Boś ty niewinny i masz w oczach czystość,
    i twój wzrok jest pogodnie patrzący,
    i żeś ty niewiedzący.
    Bo taki tylko może być wybrany,
    by łuk podawał i groty
    i patrzył w twarz łucznika,
    a nie tknięty był grzechem sromoty.
    Tak żąda narodu prawo.
    Ty jesteś pośrednikiem Boga.

    TROILUS

    Wszyscy będą się na mnie patrzyli,
    co ja zrobię — ? Ja jestem ciekawy,
    jak wysoko strzała poleci?

    KASANDRA

    Laokoon dawnymi laty
    łucznikiem bywał w tej zabawie.
    Dziś Boga klnie i swojej straty
    opłakuje, bo mu dzieci pomarły,
    bo je węże święcone
    oplotły uściskiem i pożarły.

    TROILUS

    Widziałem go wczora.

    KASANDRA

    Lat temu tyle, ile twego życia,
    jak uroczystość nie była święcona,
    odkąd węże wyszły z ukrycia
    i Laokoon przeklął Pozejdona.
    Nikt inny nie śmiał z koniem pójść
    i nikt nie chciał pozwolić,
    by jego dziecko łuk ten podawało
    u bram rozwartej świątyni,
    bo obawiano się Laokoona
    losu.
    słychać muzykę

    POSPÓLSTWO

    wbiega
    otaczając

    ORSZAK POZEJDONOWEGO KONIKA

    muzyka

    KASADRA

    kołace do wrót świątyni

    DIOMEDES

    przebrany, ustrojony w orszaku Pozejdona
    zbliża się ku Odysowi
    Co ona robi?

    ODYS

    skłania się w ceremonialne ukłony
    to znów trójzębem tłum przegania
    ustrojony z medyjska, jako Pozejdon na drewnianym koniku
    tak zaś jest, że jeździec dźwiga sam na szelkach ów tułów koński, na którym niby harcuje
    Puka, by ten stary otworzył.
    Upatruj sobie tych,
    których trza, byś pierwszych położył
    trupem,
    skoro ja wezmę łuk z rąk chłopaka.
    muzyka

    KASANDRA

    pod wrotami świątyni, zaniepokojona
    Stójcie Trojanie!

    WSZYSCY

    Drzwi rozwalić!!
    rozbijają drzwi świątyni

    ODYS

    kłania się trzykrotnie Troilusowi

    TROILUS

    zarzuca mu kołczan przez ramię
    podaje mu łuk

    ODYS

    wyrzuca grot w niebo

    KASANDRA

    przerażona, we wrotach świątyni
    Stójcie Trojanie!! — Węże!! Trup tam leży,
    ujęty wężów okropnym uściskiem.
    Nie patrzcie! zamknąć wrota!!
    do Troilusa
    Uciekaj dziecko!

    ODYS

    zmierza się; godzi grotem w Troilusa

    ORSZAK POZEJDONA

    rzuca się na Trojańczyków, mordując

    ODYS

    wyrzuca groty i od wrót świątyni mierząc, zabija mężów

    KASANDRA

    nad upadłym Troilusem
    Kona! Kona! Kona!
    Laokoonie, wróżba twa spełniona!
    ucieka
    z daleka jeszcze grają fletnie

    ODYS

    bije grotami w tłum.

    [XXV] W DOMOSTWIE PRIAMA

    PRIAM

    w otoczeniu całej rodziny, pogrążony w głębokiej zadumie

    REZOS

    wchodzi
    staje po chwili bezradny

    PRIAM

    po chwili dopiero dźwiga się z miejsca
    podchodzi do Rezosa zdziwiony

    REZOS

    Raz oto pierwszy ręce twoje
    ujmuję w uścisk powitalny,
    witaj, monarcho.

    PRIAM

    Witaj mężu.
    Miło mi twarz twą ujrzeć znowu
    i znów do piersi mej przycisnąć
    tę dłoń — wczorajszy gościu miły.

    REZOS

    nie rozumiejąc
    Tak, to pragnieniem tylko było, by jeszcze wczora zajść w te progi;
    lecz mnie inaczej darzą Bogi.
    Namioty Greków mię więziły
    po czas, aż Jutrznia weszła błysnąć.

    PRIAM

    zastanawia się
    Dziwna dłoń twoja jest w ujęciu.
    Witając, chwytasz w pół tułowu
    i skroń ku mojej chylisz twarzy…?

    REZOS

    Gdy przyjaciela Bóg nadarzy,
    to ojce moi we zwyczaju
    tak go witają.

    PRIAM

    Czemuż wczora
    z daleka tylko na kolana
    padłeś przede mną, kryjąc lico — ?

    REZOS

    marszczy brew
    Nie kryłem nigdy lica chustą
    przed nikim — jeno w świętym chramie.
    Przywiodłem świętość waszą w miasto
    i tam ostawiłem przy bramie,
    gdzie lud się zebrał wesoły
    i będzie strzegł ofiary;
    by jak było rzeczno,
    ofiarą sojusz uświęcono.

    PRIAM

    niechętny
    Weź miejsce twoje znajome, gdzieś z nami siedział wczora.
    Ostaniemy tak w zadumie
    do późnego gwiezdnego wieczora.
    Niech nikt nie przerywa wrzawą
    ani okrzykiem
    spokoju i ciszy, którą Bóg zseła.
    zasiada

    REZOS

    stoi

    PRIAM

    po chwili patrzy na Rezosa

    REZOS

    Wskaż mi miejsce.

    PRIAM

    Wskazałem je wczora.
    Cóż głos się twój załamał?
    Czyżbyś ty kłamał?

    REZOS

    Idę prawdą. Dla prawdy walczę.
    Czemuż wy mnie podstępnie pytacie — ?
    Czyż wy kłamiecie — ?

    PRIAM

    Zuchwalcze!

    REZOS

    Jedyny ty mąż żywy
    na którego nie porwę za nóż,
    choć mnie twój język lży.

    PRIAM

    Mącisz nasz spokój — —
    I wszystko, co mówisz ty,
    jest dziwne — inaczej zgoła
    wydałeś mi się wczora.
    Cóż dziś obejście twoje i ruchy
    szorstkie i niehamowne,
    i oczy takie błyszczące
    niepokojem…?

    REZOS

    po długiej chwili
    nagle
    O wasze życie!!
    po chwili
    O kim, wy to, monarcho, mówicie?
    Raz oto pierwszy dziś tu stoję
    gościem wśród was.

    PRIAM

    Tę samą zbroję
    miałeś na sobie wczora
    i zapinki te same, i szaty.

    REZOS

    Te mi właśnie wczora ze mnie zdarto
    i jako żebraka puszczono
    przed namiot Agamemnona,
    gdzie mnie jako waszego posła
    i zakładnika ugoszczono.
    A dziś rano — Achajów straże
    złodziei onych wychwytały,
    którzy moje ukradli ubiory
    i ubiory moje mnie zwrócono.
    I otom jest w szatach moich przed wami.

    PRIAM

    zrywa się
    Oszuście!!
    do swoich
    Imajcie mieczów.
    To nie on, co wczora był z nami.
    Wszakże mamy w stajniach twoje konie
    i wozy twoje złociste.

    REZOS

    O potęgi światła, wiekuiste! Wszakże konie me wczora skradziono
    i to pewno z waszego rozkazu!
    O królu! Tobie szedłem z pomocą
    i ty na mnie wysłałeś zbrodniarzy,
    którzy zdradą opadli mnie nocą,
    mnie i dziewczę to o cudnej twarzy,
    które zbójcę porwali przemocą.
    Więc ci zbójce to wy, królowie — —?!

    PRIAM

    To jawne! — Z Atrydą jest w zmowie!
    Otoczcie go mieczami!
    To nie on, co wczora był z nami!
    dobywa miecza

    PRIAMIDZI

    biorą za miecze

    REZOS

    dobywa miecza
    nagle opanowuje wszystkich trwoga
    długa chwila milczenia
    nagle słychać:

    KRZYK KASANDRY

    Puszczaj! Puszczaj! Płomienie!!

    WSZYSCY

    stoją, jak skamieniali, słuchają

    POLIKSENA

    nieśmiało
    Kasandry to zwodnicze wieszczenie.

    KRZYKI

    łuna pożaru
    łomot za drzwiam

    WSZYSCY

    chowają się wylękli w kątach izby

    PRIAM i REZOS

    na swoich miejscach z dobytymi mieczami

    ODYS

    w zbroi ukazuje się we drzwiach
    na czele swoich towarzyszów
    w jednej chwili izba jest opanowana

    REZOS

    Odjętą będzie od was wieki ręka Boża,
    żeście się zbójeckiego jęli wszyscy noża.
    Łamiecie mir! W świadectwo wzywam. Boga wód.
    Przeklęte wodze wy i naród wasz, i lud.

    ODYS

    Stawaj do walki!

    REZOS

    Nie walczę z podłymi.
    Służalcze ziemi, rzeź spraw nad świętymi.

    ODYS

    Czas widzę zda się, byś zmilkł usieczony.

    REZOS

    Siłą wieczystą ostanę pomszczony.
    Stawaj do walki. Niech się spełni dola!

    ODYS

    Ja z woli Bóstwa idę, gdzie mnie wola.
    uchylił się przed włócznią Rezosa
    Rzuciłeś włócznią! — Więc zmierz się na miecze!

    DIOMEDES

    zmierzył się łukiem ku Rezosowi

    REZOS

    ugodzony grotem Diomedesa
    Grot!

    ODYS

    Łuk Posejdona! Ha, krew z rany ciecze!
    pochyla się nad Rezosem
    Śmierć twoja była konieczna… człowiecze.
    Myślałem, że ty Boży — i już drżałem w lęku,
    jeźli moc Boża zjawi się w twym ręku.

    REZOS

    Wiedz, że moc Boża jawi w mej duszy,
    Przekleństwo Boga ciało twoje skruszy.
    umiera

    ODYS

    Cokolwiek będzie, przyjmę mękę godnie.
    Spełniłem dzieło. Wiem, że spełniam zbrodnie.
    głosem podniesionym
    Zarzezać męże! — Niewiasty ocalić.
    Śmierć królem naszym! Mordować, ciąć, palić!!!

    AGAMEMNON

    staje we drzwiach na czele swoich
    w głębi pożar

    AGAMEMNON

    wszedł na izbę
    Dzięki Odysie u usługi twoje.
    Dziś oto jako pan Iljonu stoję.
    wskazując Priamidów
    Biorę w opiekę tych ludzi.

    MENELAOS

    Spokojni,
    przychodzim tutaj zwycięzcy. — Niech zbrojni
    wszelką broń złożą. — Darzym was pokojem.
    Przestać możecie na tem słowie mojem.
    Orężne walki i zbójcza chuć syta.
    Troja dziś twoja ogniami spowita.
    Mocarzu-starcze. — Życiem was obdarzę.
    Niech choć tym słowem zdrady zbrodnię zmażę.

    PRIAM

    milczy

    ODYS

    do Menelaosa
    Zaiste wielkie słowa łatwo płyną. —
    Ci na których nie patrzysz…
    wskazuje ku miastu
    Tam za ciebie giną.

    MENELAOS

    Których Bóg zechce, ocali lub zgnębi.
    do Odysa
    Mnie posłuszeństwo jesteście powinni.
    Spryt wasz oceniam. — Ostańcie bezczynni.
    Z wszelkich zdobyczy część wam się wyznaczy.
    Lecz tu ja rządzę — głos wasz nic nie znaczy.

    HEKABE

    z niewiastami przypadła da nóg Menelaosa
    Jesteśmy oto stado gołębi
    błagalnice u twoich kolan.
    Twoja wola nas ocali lub zgnębi.
    Oto patrzaj na nasze dziewice.
    Wszystkie zabierz złote skarbnice,
    ostaw życie — niechaj z wami żyją!
    do Priama
    ciągnąc go za skraj szaty
    Klęknij stary przed ich siłą…

    PRIAM

    nie poruszony
    Przed czyją —?

    [XXVI] NAD SKEJSKĄ BRAMĄ

    PARYS

    do gromady zbrojnych
    Do broni! Nagotujcie łuki
    i kamienie miejcie pogotowiu!

    DEIFOBOS

    patrząc ku księżycowi
    Nie rozumiem, czemu bieg się inaczy,
    czemu tarcza złocista przygasa — ?

    PARYS

    Czekać będziemy gwiazdy,
    z mieczmi dobytymi w obronie.
    Wiedzcie, że jeźli tych skroni
    nie uwieńczy gałązka wawrzynu,
    do trupów zlecą się kruki,
    do trupów zlecą się sępy.
    Do walk się gotujcie, do czynu!
    Ten muru kawał obronny, te strzępy
    Iljonu, ten gruz ostatni;
    tu ostatnie nasze schronisko
    i kres abo zwycięstwo nasze,
    od waszych zależne dłoni,
    i kres abo sława blisko!

    DEIFOBOS

    Tam wrzawa w uszy mi dzwoni.
    Czy widzisz, jako biega pod mury
    i jako całe nad Skamandrem błonie
    pełne koni,
    pełne koni i strojnych rycerzy — ?

    PARYS

    Albo ich złupim z odzieży,
    abo Śmierć tu będzie władnąca.
    klęka
    O gwiazdo! O ty nieblednąca!
    Znijdź ku mnie w ostatniej dobie.
    Oto otoczon rycerzmi
    w modły się skłaniam ku tobie,
    jako modliłem się co dnia.
    Zejdź ku mnie jak pochodnia,
    ty, któraś miłość w mej piersi
    miłością zapaliła płomienną.
    Zestąp nad bramę tę, boska,
    niech trud się mój złamie i troska,
    trud i troska o moich!
    O, dla tych zachwytów twoich
    nie zapomnij twojego pasterza!

    DEIFOBOS

    Łuna się pożaru rozszerza.
    Oto świątynia w czarnym dymie;
    w kłębach, co jej czoła sięgły.
    Patrz — na palące węgły,
    ze wszech stron owite dymem pożaru.

    PARYS

    klęcząc w modlitwie
    Ty mocą twojego czaru
    daj moc piorunom!!
    wstając
    Do broni! — Stawajcie za mną!

    DEIFOBOS

    Bieży człowiek — zda mi się ze dworu
    mego ojca, starego rodzica.

    SŁUGA

    który przybiegł od strony grodu
    Rzeź sprawili! —
    do Parysa
    Pasterzu, nakryj twej twarze.
    Słowem cię strasznym uderzę.
    Skonali pod toporem, pod nożem,
    klnąc twoje imię przeklęte
    i zwąc karaniem bożem
    moce twych czarów nieświęte,
    iżeś śmiał Bóstwo gwieździste
    wlec w twoje łoże człowieka,
    że kara dla cię już bliska,
    że klątwa już niedaleka,
    co sięże ciebie — przychodnia.

    PARYS

    Psie! — We krwie tej, co cię opłucze,
    świeć mi się jak pochodnia
    w pożarnej łunie.
    zabija sługę
    do rycerzy
    Za tarcze!
    Dzielnie bić! — Z wami wystarczę!
    walka

    DEIFOBOS

    tuż obok Parysa walczący
    godzi go z tyłu oszczepem

    PARYS

    pada ugodzony oszczepem

    ATRYDZI

    na czele swoich rycerzy wkraczają
    mordują opornych rycerzy Parysowych
    stoją chwilę, jako zwycięzcy

    AFRODITE

    zstępuje po promieniu
    w szacie z gwiazd
    idzie, jak senna
    szuka kogoś przed sobą
    przechodzi w kierunku grodu

    JEŃCY TROJAŃSCY

    patrzą na nią

    1 CHÓR

    Gdzie idzie?

    2 CHÓR

    Poszła w jego łożnice.

    1 CHÓR

    Czy widzicie, idzie jak senna —?

    2 CHÓR

    To ona jemu miłośnie życie
    czyniła, Bogini gwiazd promienna,
    że nocą szła ku niemu skrycie,
    a gdy gwiazda zaświtała jutrzenna,
    dom porzucała i łożnice,
    unosząc w szatach tajemnicę
    miłości.

    1 CHÓR

    Patrzcie, wraca.

    2 CHÓR

    Patrzcie, około siebie szuka.

    AFRODITE

    wraca

    2 CHÓR

    Czy widzicie, jak się uśmiecha —?

    1 CHÓR

    Pragnie; miłości snać niesyta.

    2 CHÓR

    Czy ona widzi?

    1 CHÓR

    Nie, nie widzi.

    2 CHÓR

    Jakaż to poza nią świta
    gwiazd — świetlana droga.

    1 CHÓR

    Oto widzicie przed sobą Boga,
    który postać bierze człowieka
    i z błękitów podniebnych ucieka.

    2 CHÓR

    Błąka się.

    1 CHÓR

    Przystaje i czeka.
    Zdaje się zawiedziona.
    Jakże się dziwno uśmiecha.
    Snadź nie wie, że kochanek jej kona.

    2 CHÓR

    Tu idzie — nie widzi trupa.

    1 CHÓR

    Postrzegła — ze wstrętem się cofa.

    2 CHÓR

    Znika za węgłem słupa.

    1 CHÓR

    We światłach groźna wraca.

    2 CHÓR

    Oczy jej błyskawice, górą!
    Zemstą dysze! — Straszliwa.
    Upadajcie do ziemi twarzą.
    Jej oczy piorunem rażą.

    1 CHÓR

    Kochanka szuka, płonie.
    z szat się rozdziewa nieskromnie.

    AFRODITE

    porusza ustami
    Do mnie, do mnie, pójdź do mnie.

    2 CHÓR

    Słyszycie, jak się żali?

    AFRODITE

    porusza ustami
    szept, ledwo dosłyszalny
    Przyjdź, ciało mię pali.
    Mężu, przyjdź — przeklnę Ziemię,
    świat wasz cisnę w płomienie,
    zabiję piorunami.
    Moc moją Bożą odsłonię.
    Kochanku, za jednę tę noc,
    gdy duch mój ciałem płonie
    przeklęty — bierz ciało
    w miłosnym czynie,
    bo świat ogniem zatopię,
    bo wszelki żywot spalę….

    WSZYSCY

    w trwodze upadają przed Boginią

    1 CHÓR

    Szaty zdejmuje — zrzuca — lwica!
    Okropne oczu błyski — porażą błyskawice.
    Nie patrzcie w lica.
    Bogini Afrodite!!!

    AFRODITE

    wpół odsłoniona z szat

    MENELAOS

    Ja was ocalę! —
    biegnie ku niej z mieczem
    by ją ciąć
    spojrzał
    miecz wypada mu z dłoni

    AFRODITE

    zwrócona ku niemu twarzą
    patrzy nań

    MENELAOS

    w przerażeniu
    Helena! Helena! Helena!

    AFRODITE

    jej oblicze znów się składa do uśmiechu

    GRECY

    Helena!!
    Close
    Please wait...
    x