TPWL

Wolne Lektury potrzebują pomocy! Wesprzyj bezpłatną bibliotekę internetową i przeczytaj utwory napisane specjalnie dla Ciebie.

x

Spis treści

    II
  1. III
  2. VIII
  3. XI
  4. XIII
  5. XV
  6. XVII
  1. Rozstanie: 1

Wincenty Korab-BrzozowskiWęglem smutku i zgryzoty

II

1

Nad szmerem strumieni

Skonały niezabudki;

W łanach zbóż — bławaty;

W mrocznych lasów zieleni —

5

Białe smutki

Konwalii.

A Zachód wieczorny się pali

W ogrodzie, kędy[1] lilia czysta

W rezygnacyi —

10

Swoje pierścienie obwija,

Żałobna i promienista…

Zachód wieczorny się pali

I nie będzie księżyca i gwiazd na firmamencie:

Ogień Zachodu i zmierzchy,

15

W jakimś szalonym zamęcie

Pokryją kirem drzew wierzchy —

I będą cyprysy;

Ubiorą w szkarłaty

Kwiaty —

20

I będą róże;

Spadną tumanem krwi, legną w popiele —

I będą maki;

I, dziwnym czarem ich —

Asfodele[2]!

III

25

Żadna z mych pieśni nie dobiegnie końca:

Ogród mój więdnie bez promieni słońca,

I oto idę, z bólem na dnie czaszki,

Po chłodnych ścieżkach, gdzie, jak złote blaszki,

Szeleszczą liście. Czasem, skądś z ustroni,

30

Powionie zapach, lecz to echo woni,

Subtelne de profundis[3] późnych kwiatów:

Nie masz jaśminów już, ni róż szkarłatów!

Niekiedy na gałęzi nagiej drzewa

Jakiś usiędzie ptak, krótko zaśpiewa

35

I odlatuje… Jak puste gospody

Chylą się drzewa, na wybrzeżu wody.

A serce bije, dusza tęskni — za czem?

Wodotrysk zrywa się i spada z płaczem…

Szlachetne oczy, które zachwycała

40

Jasnoróżowa biel żywego ciała,

Spojrzenia teraz zamieniają z Parką[4]

Oh! jak miłości czas przeminął szparko!

Z złamaną strzałą Eros[5], wyczerpany,

Leży u zimnych stóp jałowej Diany[6].

45

Niebo się krwawi na krańcach zachodu;

Mroki ogarną wnet obszar ogrodu —

I oto dążę, gdzie mnie nikt nie czeka,

Wlokąc za sobą smutny cień — Człowieka.

VIII

RozstanieA więc na zawsze żegnasz mię? To dobrze.

50

Pokój niech będzie z tobą, piękna pani.

Czy z tobą rozstać się boleśnie rani?

Z żyjących jestem: wszystko zniosę chrobrze[7].

Oto jest pierścień, odbierz. Kamień złoty

Jak lustro w ramie srebrzystej majaczy;

55

Oto są listy, mówiące inaczej

Niźli twe usta… Stylistyczne zwroty.

Nie szydzę, pani. Wierzyłem niezłomnie

W wszystkie twe słowa: «Kochaj mnie wieczyście!

Wiosna! Na drzewach, patrz, pachnące liście!

60

Wiatr szumi! Słońce świeci! O, pójdź do mnie!»

Lecz nim odejdziesz, pozwól, w twoje oczy

Raz jeszcze spojrzę. Ich czarem spowity,

Mówiłem zawsze: «Żywe chryzolity[8],

Lśniące w głębinach miłosnej roztoczy…».

65

Lecz nim odejdziesz, pozwól, niech popieszczę

Twoje przesłodkie, rytmiczne kolana,

Niechaj zmysłowe zaśpiewam hosana!

Na twoim łonie, gdzie jest blask i dreszcze!

I myśleć, że tam jakieś bezimieńce

70

Wtargną do twojej piękności świątyni,

I pośród tłumu, tej ducha pustyni,

Zgasną na twoim czole — moje wieńce!…

O, żegnaj, żegnaj! Odsunę wrzeciądze,

Otworzę wrota serca, gdzie, wśród mgławic

75

Szumnej purpury, lśnią pęki błyskawic

I w harfę życia dzwonią moje żądze!

Odejdź! Ostrożnie! Zapalę płomienie,

Bo ciemność nocy głęboko się szerzy —

A ty w dół idąc ze szczytów mej wieży,

80

Potknąć się możesz i runąć w bezdenie[9]

XI

Dziś jak i wczoraj, przeminął czas smutnie,

Jałowo, niby pusty wiatr jesienny,

Co wonny ogród obdziera okrutnie.

A stan goryczy ten trwa, wciąż niezmienny,

85

Od dawien dawna już!… Jestem w żałobie…

I oto piszę wyraz «Bezimienny»

Na progu życia swego jak na grobie.

XIII

Mówiłem ciągle: Jutro zrobię —

Ale dotychczas nie zrobiłem…

90

Bezdomnym będę nawet w grobie,

A życia jasny dom — straciłem…

XV

Może dzwoniono, a ja nie słyszałem?

Może wołano, a ja byłem we śnie?

A na żywota tle opustoszałem

95

Widnieje napis, płonący boleśnie:

Może dzwoniono? lecz nie usłyszałem…

Może wołano? a ja byłem we śnie…

XVII

Ja uwięziona w lochu

I smutna jak ballada,

100

Anielska lilia blada

Kwitnąca w mroku.

Nie widzę już błękitów,

Ni słońca, ni księżyca;

Zakryłam swoje lica,

105

Rodzica smętnych.

A czasu wciąż bezmiary,

Na mą zbolałą głowę,

Długie godziny nowe

Sypią jak popiół.

110

I legnę pośród prochu,

I skończę jak ballada,

I jako lampa blada

Zgasnę o zmierzchu…

O ty, co z życia zdroju

115

Pić idziesz rozkosz karła,

Przechodniu! patrz, już zmarła…

Może twa dusza?

Przypisy

[1]

kędy (daw.) — gdzie; por. dokąd. [przypis edytorski]

[2]

asfodel — także: złotogłów a. złotowłos; drobnokwiatowa bylina należąca do liliowych, pochodząca z rejonu wybrzeży Morza Śródziemnego; w staroż. Grecji asfodel był związany ze światem umarłych (w mit. gr. asfodele rosły w Hadesie, nad brzegami Styksu), sadzono go na cmentarzach. [przypis redakcyjny]

[3]

de profundis (łac.) — z głębokości; z otchłani. [przypis edytorski]

[4]

Parka (mit. rzym.) — bogini przeznaczenia; odpowiedniczka jednej z Mojr w mit. gr.: Kloto, Lachesis i Antropos, które przędły i przecinały nić ludzkiego życia. [przypis edytorski]

[5]

Eros (mit. gr.) — bóg miłości, przedstawiany jako pulchne dziecko z łukiem i strzałami; odpowiednik Amora w mit. rzym. [przypis edytorski]

[6]

Diana (mit. rzym.) — dziewicza bogini łowów, lasów, gór i księżyca, opiekunka kobiet; odpowiednik Artemidy w mit. gr. [przypis edytorski]

[7]

chrobrze (daw.) — odważnie, dzielnie. [przypis edytorski]

[8]

chryzolit — inaczej: forsteryt; rodzaj półszlachetnego kamienia należącego do oliwinów; krzemian magnezu, półprzezroczysty a. przezroczysty, zielono-żółty. [przypis edytorski]

[9]

bezdeń — otchłań. [przypis edytorski]

Close
Please wait...