Wolne Lektury potrzebują pomocy...



Wolne Lektury są za darmo i bez reklam, bo utrzymują się z dobrowolnych darowizn i dotacji.

Na stałe wspiera nas 375 czytelników i czytelniczek.

Niestety, minimalną stabilność działania uzyskamy dopiero przy 1000 regularnych darczyńców. Potrzebujemy Twojej pomocy!

Tak, dorzucę się do Wolnych Lektur!
Tym razem nie pomogę, przechodzę prosto do biblioteki
Informacje o nowościach

Informacje o nowościach w naszej bibliotece w Twojej skrzynce mailowej? Nic prostszego, zapisz się do newslettera. Kliknij, by pozostawić swój adres e-mail.

x

Spis treści

    II
  1. III
  2. VIII
  3. XI
  4. XIII
  5. XV
  6. XVII
  1. Rozstanie: 1

Wincenty Korab-BrzozowskiWęglem smutku i zgryzoty

II

Nad szmerem strumieni
Skonały niezabudki;
W łanach zbóż — bławaty;
W mrocznych lasów zieleni —
Białe smutki
Konwalii.
A Zachód wieczorny się pali
W ogrodzie, kędy[1] lilia czysta
W rezygnacyi —
Swoje pierścienie obwija,
Żałobna i promienista…
Zachód wieczorny się pali
I nie będzie księżyca i gwiazd na firmamencie:
Ogień Zachodu i zmierzchy,
W jakimś szalonym zamęcie
Pokryją kirem drzew wierzchy —
I będą cyprysy;
Ubiorą w szkarłaty
Kwiaty —
I będą róże;
Spadną tumanem krwi, legną w popiele —
I będą maki;
I, dziwnym czarem ich —
Asfodele[2]!

III

Żadna z mych pieśni nie dobiegnie końca:
Ogród mój więdnie bez promieni słońca,
I oto idę, z bólem na dnie czaszki,
Po chłodnych ścieżkach, gdzie, jak złote blaszki,
Szeleszczą liście. Czasem, skądś z ustroni,
Powionie zapach, lecz to echo woni,
Subtelne de profundis[3] późnych kwiatów:
Nie masz jaśminów już, ni róż szkarłatów!
Niekiedy na gałęzi nagiej drzewa
Jakiś usiędzie ptak, krótko zaśpiewa
I odlatuje… Jak puste gospody
Chylą się drzewa, na wybrzeżu wody.
A serce bije, dusza tęskni — za czem?
Wodotrysk zrywa się i spada z płaczem…
Szlachetne oczy, które zachwycała
Jasnoróżowa biel żywego ciała,
Spojrzenia teraz zamieniają z Parką[4]
Oh! jak miłości czas przeminął szparko!
Z złamaną strzałą Eros[5], wyczerpany,
Leży u zimnych stóp jałowej Diany[6].
Niebo się krwawi na krańcach zachodu;
Mroki ogarną wnet obszar ogrodu —
I oto dążę, gdzie mnie nikt nie czeka,
Wlokąc za sobą smutny cień — Człowieka.

VIII

RozstanieA więc na zawsze żegnasz mię? To dobrze.
Pokój niech będzie z tobą, piękna pani.
Czy z tobą rozstać się boleśnie rani?
Z żyjących jestem: wszystko zniosę chrobrze[7].
Oto jest pierścień, odbierz. Kamień złoty
Jak lustro w ramie srebrzystej majaczy;
Oto są listy, mówiące inaczej
Niźli twe usta… Stylistyczne zwroty.
Nie szydzę, pani. Wierzyłem niezłomnie
W wszystkie twe słowa: «Kochaj mnie wieczyście!
Wiosna! Na drzewach, patrz, pachnące liście!
Wiatr szumi! Słońce świeci! O, pójdź do mnie!»
Lecz nim odejdziesz, pozwól, w twoje oczy
Raz jeszcze spojrzę. Ich czarem spowity,
Mówiłem zawsze: «Żywe chryzolity[8],
Lśniące w głębinach miłosnej roztoczy…».
Lecz nim odejdziesz, pozwól, niech popieszczę
Twoje przesłodkie, rytmiczne kolana,
Niechaj zmysłowe zaśpiewam hosana!
Na twoim łonie, gdzie jest blask i dreszcze!
I myśleć, że tam jakieś bezimieńce
Wtargną do twojej piękności świątyni,
I pośród tłumu, tej ducha pustyni,
Zgasną na twoim czole — moje wieńce!…
O, żegnaj, żegnaj! Odsunę wrzeciądze,
Otworzę wrota serca, gdzie, wśród mgławic
Szumnej purpury, lśnią pęki błyskawic
I w harfę życia dzwonią moje żądze!
Odejdź! Ostrożnie! Zapalę płomienie,
Bo ciemność nocy głęboko się szerzy —
A ty w dół idąc ze szczytów mej wieży,
Potknąć się możesz i runąć w bezdenie[9]

XI

Dziś jak i wczoraj, przeminął czas smutnie,
Jałowo, niby pusty wiatr jesienny,
Co wonny ogród obdziera okrutnie.
A stan goryczy ten trwa, wciąż niezmienny,
Od dawien dawna już!… Jestem w żałobie…
I oto piszę wyraz «Bezimienny»
Na progu życia swego jak na grobie.

XIII

Mówiłem ciągle: Jutro zrobię —
Ale dotychczas nie zrobiłem…
Bezdomnym będę nawet w grobie,
A życia jasny dom — straciłem…

XV

Może dzwoniono, a ja nie słyszałem?
Może wołano, a ja byłem we śnie?
A na żywota tle opustoszałem
Widnieje napis, płonący boleśnie:
Może dzwoniono? lecz nie usłyszałem…
Może wołano? a ja byłem we śnie…

XVII

Ja uwięziona w lochu
I smutna jak ballada,
Anielska lilia blada
Kwitnąca w mroku.
Nie widzę już błękitów,
Ni słońca, ni księżyca;
Zakryłam swoje lica,
Rodzica smętnych.
A czasu wciąż bezmiary,
Na mą zbolałą głowę,
Długie godziny nowe
Sypią jak popiół.
I legnę pośród prochu,
I skończę jak ballada,
I jako lampa blada
Zgasnę o zmierzchu…
O ty, co z życia zdroju
Pić idziesz rozkosz karła,
Przechodniu! patrz, już zmarła…
Może twa dusza?

Przypisy

[1]

kędy (daw.) — gdzie; por. dokąd. [przypis edytorski]

[2]

asfodel — także: złotogłów a. złotowłos; drobnokwiatowa bylina należąca do liliowych, pochodząca z rejonu wybrzeży Morza Śródziemnego; w staroż. Grecji asfodel był związany ze światem umarłych (w mit. gr. asfodele rosły w Hadesie, nad brzegami Styksu), sadzono go na cmentarzach. [przypis redakcyjny]

[3]

de profundis (łac.) — z głębokości; z otchłani. [przypis edytorski]

[4]

Parka (mit. rzym.) — bogini przeznaczenia; odpowiedniczka jednej z Mojr w mit. gr.: Kloto, Lachesis i Antropos, które przędły i przecinały nić ludzkiego życia. [przypis edytorski]

[5]

Eros (mit. gr.) — bóg miłości, przedstawiany jako pulchne dziecko z łukiem i strzałami; odpowiednik Amora w mit. rzym. [przypis edytorski]

[6]

Diana (mit. rzym.) — dziewicza bogini łowów, lasów, gór i księżyca, opiekunka kobiet; odpowiednik Artemidy w mit. gr. [przypis edytorski]

[7]

chrobrze (daw.) — odważnie, dzielnie. [przypis edytorski]

[8]

chryzolit — inaczej: forsteryt; rodzaj półszlachetnego kamienia należącego do oliwinów; krzemian magnezu, półprzezroczysty a. przezroczysty, zielono-żółty. [przypis edytorski]

[9]

bezdeń — otchłań. [przypis edytorski]

Close
Please wait...