Wolne Lektury potrzebują pomocy...


Potrzebujemy Twojej pomocy!

Na stałe wspiera nas 443 czytelników i czytelniczek.

Niestety, minimalną stabilność działania uzyskamy dopiero przy 1000 regularnych darczyńców. Dorzucisz się?

Tak, dorzucę się do Wolnych Lektur!
Tym razem nie pomogę, przechodzę prosto do biblioteki
Pracuj dla Wolnych Lektur

Pracuj dla Wolnych Lektur! Szukamy fundraiserek i fundraiserów >>>

x

Spis treści

    II
  1. III
  2. VIII
  3. XI
  4. XIII
  5. XV
  6. XVII
  1. Rozstanie: 1

Wincenty Korab-BrzozowskiWęglem smutku i zgryzoty

II

Nad szmerem strumieni
Skonały niezabudki;
W łanach zbóż — bławaty;
W mrocznych lasów zieleni —
Białe smutki
Konwalii.
A Zachód wieczorny się pali
W ogrodzie, kędy[1] lilia czysta
W rezygnacyi —
Swoje pierścienie obwija,
Żałobna i promienista…
Zachód wieczorny się pali
I nie będzie księżyca i gwiazd na firmamencie:
Ogień Zachodu i zmierzchy,
W jakimś szalonym zamęcie
Pokryją kirem drzew wierzchy —
I będą cyprysy;
Ubiorą w szkarłaty
Kwiaty —
I będą róże;
Spadną tumanem krwi, legną w popiele —
I będą maki;
I, dziwnym czarem ich —
Asfodele[2]!

III

Żadna z mych pieśni nie dobiegnie końca:
Ogród mój więdnie bez promieni słońca,
I oto idę, z bólem na dnie czaszki,
Po chłodnych ścieżkach, gdzie, jak złote blaszki,
Szeleszczą liście. Czasem, skądś z ustroni,
Powionie zapach, lecz to echo woni,
Subtelne de profundis[3] późnych kwiatów:
Nie masz jaśminów już, ni róż szkarłatów!
Niekiedy na gałęzi nagiej drzewa
Jakiś usiędzie ptak, krótko zaśpiewa
I odlatuje… Jak puste gospody
Chylą się drzewa, na wybrzeżu wody.
A serce bije, dusza tęskni — za czem?
Wodotrysk zrywa się i spada z płaczem…
Szlachetne oczy, które zachwycała
Jasnoróżowa biel żywego ciała,
Spojrzenia teraz zamieniają z Parką[4]
Oh! jak miłości czas przeminął szparko!
Z złamaną strzałą Eros[5], wyczerpany,
Leży u zimnych stóp jałowej Diany[6].
Niebo się krwawi na krańcach zachodu;
Mroki ogarną wnet obszar ogrodu —
I oto dążę, gdzie mnie nikt nie czeka,
Wlokąc za sobą smutny cień — Człowieka.

VIII

RozstanieA więc na zawsze żegnasz mię? To dobrze.
Pokój niech będzie z tobą, piękna pani.
Czy z tobą rozstać się boleśnie rani?
Z żyjących jestem: wszystko zniosę chrobrze[7].
Oto jest pierścień, odbierz. Kamień złoty
Jak lustro w ramie srebrzystej majaczy;
Oto są listy, mówiące inaczej
Niźli twe usta… Stylistyczne zwroty.
Nie szydzę, pani. Wierzyłem niezłomnie
W wszystkie twe słowa: «Kochaj mnie wieczyście!
Wiosna! Na drzewach, patrz, pachnące liście!
Wiatr szumi! Słońce świeci! O, pójdź do mnie!»
Lecz nim odejdziesz, pozwól, w twoje oczy
Raz jeszcze spojrzę. Ich czarem spowity,
Mówiłem zawsze: «Żywe chryzolity[8],
Lśniące w głębinach miłosnej roztoczy…».
Lecz nim odejdziesz, pozwól, niech popieszczę
Twoje przesłodkie, rytmiczne kolana,
Niechaj zmysłowe zaśpiewam hosana!
Na twoim łonie, gdzie jest blask i dreszcze!
I myśleć, że tam jakieś bezimieńce
Wtargną do twojej piękności świątyni,
I pośród tłumu, tej ducha pustyni,
Zgasną na twoim czole — moje wieńce!…
O, żegnaj, żegnaj! Odsunę wrzeciądze,
Otworzę wrota serca, gdzie, wśród mgławic
Szumnej purpury, lśnią pęki błyskawic
I w harfę życia dzwonią moje żądze!
Odejdź! Ostrożnie! Zapalę płomienie,
Bo ciemność nocy głęboko się szerzy —
A ty w dół idąc ze szczytów mej wieży,
Potknąć się możesz i runąć w bezdenie[9]

XI

Dziś jak i wczoraj, przeminął czas smutnie,
Jałowo, niby pusty wiatr jesienny,
Co wonny ogród obdziera okrutnie.
A stan goryczy ten trwa, wciąż niezmienny,
Od dawien dawna już!… Jestem w żałobie…
I oto piszę wyraz «Bezimienny»
Na progu życia swego jak na grobie.

XIII

Mówiłem ciągle: Jutro zrobię —
Ale dotychczas nie zrobiłem…
Bezdomnym będę nawet w grobie,
A życia jasny dom — straciłem…

XV

Może dzwoniono, a ja nie słyszałem?
Może wołano, a ja byłem we śnie?
A na żywota tle opustoszałem
Widnieje napis, płonący boleśnie:
Może dzwoniono? lecz nie usłyszałem…
Może wołano? a ja byłem we śnie…

XVII

Ja uwięziona w lochu
I smutna jak ballada,
Anielska lilia blada
Kwitnąca w mroku.
Nie widzę już błękitów,
Ni słońca, ni księżyca;
Zakryłam swoje lica,
Rodzica smętnych.
A czasu wciąż bezmiary,
Na mą zbolałą głowę,
Długie godziny nowe
Sypią jak popiół.
I legnę pośród prochu,
I skończę jak ballada,
I jako lampa blada
Zgasnę o zmierzchu…
O ty, co z życia zdroju
Pić idziesz rozkosz karła,
Przechodniu! patrz, już zmarła…
Może twa dusza?

Przypisy

[1]

kędy (daw.) — gdzie; por. dokąd. [przypis edytorski]

[2]

asfodel — także: złotogłów a. złotowłos; drobnokwiatowa bylina należąca do liliowych, pochodząca z rejonu wybrzeży Morza Śródziemnego; w staroż. Grecji asfodel był związany ze światem umarłych (w mit. gr. asfodele rosły w Hadesie, nad brzegami Styksu), sadzono go na cmentarzach. [przypis redakcyjny]

[3]

de profundis (łac.) — z głębokości; z otchłani. [przypis edytorski]

[4]

Parka (mit. rzym.) — bogini przeznaczenia; odpowiedniczka jednej z Mojr w mit. gr.: Kloto, Lachesis i Antropos, które przędły i przecinały nić ludzkiego życia. [przypis edytorski]

[5]

Eros (mit. gr.) — bóg miłości, przedstawiany jako pulchne dziecko z łukiem i strzałami; odpowiednik Amora w mit. rzym. [przypis edytorski]

[6]

Diana (mit. rzym.) — dziewicza bogini łowów, lasów, gór i księżyca, opiekunka kobiet; odpowiednik Artemidy w mit. gr. [przypis edytorski]

[7]

chrobrze (daw.) — odważnie, dzielnie. [przypis edytorski]

[8]

chryzolit — inaczej: forsteryt; rodzaj półszlachetnego kamienia należącego do oliwinów; krzemian magnezu, półprzezroczysty a. przezroczysty, zielono-żółty. [przypis edytorski]

[9]

bezdeń — otchłań. [przypis edytorski]

Zamknij
Proszę czekać…
x