Wolne Lektury potrzebują pomocy...



Wolne Lektury utrzymują się z dobrowolnych darowizn i dotacji.


Na stałe wspiera nas 371 czytelników i czytelniczek.
Niestety, minimalną stabilność działania uzyskamy dopiero przy 1000 regularnych darczyńców.


Dołącz do darczyńców! Przyjaciele Wolnych Lektur zyskują wcześniejszy dostęp do nowych publikacji!
Potrzebujemy Twojej pomocy!

TAK, wpłacam
Tym razem nie pomogę, przechodzę prosto do biblioteki
Oferta dla Przyjaciół

Przyjaciele Wolnych Lektur otrzymują dostęp do specjalnych publikacji wcześniej niż inni. Zadeklaruj stałą wpłatę i dołącz do Towarzystwa Przyjaciół Wolnych Lektur. Kliknij, by przejść do strony płatności!

x

Spis treści

    1. Głód: 1 2
    2. Kradzież: 1
    3. Święty: 1

    Andrzej TrzebińskiWyprzedaż jesieni

    1

    Czerwone i zielone wnętrza wózków ulicznych pachnące surowo krzykiem handlarzy…

    2

    — — zieleń jabłek pod pręgami schylonych kupujących, jakby pod gałęziami…

    3

    — — czerwone piramidy pomidorów…

    4

    Oto o krok: —

    5

    rozpoczyna się przepyszna i bajeczna wyprzedaż jesieni: targ jarzyn.


    6

    GłódPrzemawiają podsycane przez wiatr ogniste języki marchwi —

    7

    Przemawiają, objawiają prawdę głodu…

    8

    W Karpatach kapusty i dyń przekupki, baletnice charakterystyczne, pieszczą, uczą spokoju szalki wag…

    9

    Słońce przybywa — Pszczoła wśród koprów, pszczoła wśród koprów i wiązka kminku w śmiechu…

    10

    Czekam na podmuch wiatru, na gruszek w cętkach woń.

    11

    Ile dyń… ile dyń… ile dyń…

    12

    O, jak głośno dzwoni powietrze poranne i monety ze srebra —!

    13

    Powietrze jest także srebrne i okrągłe. Tylko pszczoła w chmurach kopru, jak miedziak…


    14

    Dialekty przekupek są proste i tajemnicze.

    15

    — — antonówki, buraki…

    16

    — — i zgasłe, sczerniałe słońca słoneczników…

    17

    Tajemniczy dialekt targu. Depresje i góry cen. Ile — ?

    18

    — — ile — ?

    19

    — — ile — ?

    20

    A jeżeli z przetrząśniętych kieszeni monetę potrzebną wyjmę, jeżeli zapłacę i kupię — ?

    21

    Gałąź topoli ulicznej syczy śmiechem, który przetrwa do wieczności!

    22

    Głód, ŚwiętyNie trzeba być świętym, by mieć wizje… aby słyszeć języki marchwi…

    23

    — trzeba być głodnym od wczoraj — !


    24

    — — Więc jeszcze raz baletnico z tysiąca i jednej spódnic —: ile —?

    25

    Oh, bo zaciska mi się dłoń zwarciej niż pięść kalafiora.

    26

    Oto o krok — —

    27

    Kradzieżulegnę pokusie smaku i woni, i jak pszczoła — —

    28

    Nie — jak człowiek ukradnę garść fasoli i drugą garść — przez pomyłkę — nasion nasturcji…

    29

    — — i pognam perspektywami ulic czerwonych i zielonych i surowych z rozjątrzonym coraz bardziej głodem, i z pięściami zaciśniętymi kurczowo wokół łupu — —

    30

    — — z pięściami zakwitłymi naraz:

    31

    — — w nasturcji i fasoli pęki…

    32

    Ten widok cudu oczyści mi sumienie z tej jaskrawej kradzieży…

    33

    — — i umrę niewinniejszy o grzech…

    34

    — — i głodny…

    Warszawa, 19 września 1942

    Close
    Please wait...