Wesprzyj

Wspieraj Wolne Lektury

x

Spis treści

      Henryk SienkiewiczU bramy raju

      1

      Puk, puk!

      2

      — Otwórz, święty Pietrze!

      3

      — Kto tam?

      4

      — Ja, Miłość.

      5

      — Jaka miłość?

      6

      — Chrześcijańska.

      7

      Święty Piotr uchylił nieco podwoi[1], ale całkiem ich nie otworzył, gdyż doświadczenie nauczyło go wielkiej ostrożności. Więc przez szparkę tylko zapytał:

      8

      — A ty tu czego chcesz?

      9

      — Schronienia.

      10

      — Jak to, schronienia?

      11

      — Bo nie mam się gdzie podziać.

      12

      — A przecie kazano ci mieszkać na ziemi.

      13

      — Ale ludzie mnie wypędzili.

      14

      — Bójże się Boga! Więc dla kilku złych ludzi wyrzekłaś się swojej świętej służby i swego posłannictwa?

      15

      — Mnie nie kilku ludzi wypędziło, ale wszystkie narody ziemskie.

      16

      Święty Piotr roztworzył całkiem drzwi, wyszedł na zewnątrz Raju i siadł przed bramą na kamieniu.

      17

      — Cóż się stało? — zapytał z niepokojem. — O! ale widzę, że nie przyszłaś tu sama. Kogoż to z sobą prowadzisz?

      18

      — To moje córki: Sprawiedliwość, Litość i Prawda.

      19

      — Wypędzono je także?

      20

      — Tak. Nie ma już dla nas miejsca między narodami ziemi.

      21

      — Ciągle mówisz o narodach ziemi, ale się przecie zastanów. Ludzie zawsze grzeszyli przeciw tobie, narody zawsze wiodły z sobą wojny okrutne, a jednak nie uciekłaś od nich.

      22

      — Ludzie grzeszyli i narody wiodły wojny okrutne, ale w głębi serc miały wiarę i przekonanie, że to ja powinnam być podstawą życia. Teraz ta wiara wypaliła się do cna. Nie zostało z niej ani śladu, święty Pietrze, i dlatego naprawdę ja już nie mam nic do roboty na ziemi.

      23

      — Skądże to poszło? — zapytał święty Piotr.

      24

      Miłość Chrześcijańska wyciągnęła ramię ku dołowi, kędy[2] w otchłaniach przestrzeni widać była wirującą kulę ziemską, i, ukazawszy na niej palcem ciemną plamę, odrzekła:

      25

      — Stamtąd.

      26

      Święty Piotr utkwił oczy w ową ciemną plamę, patrzył długo i wreszcie rzekł:

      27

      — Widzę… Miasto, a w nim i naokół mnóstwo pomników…

      28

      — Pomników tego, któremu na imię było: Nienawiść.

      29

      — Tak… Poznaję… To on… i rozumiem.

      30

      — Więc puść mnie. Święty Kluczniku.

      31

      — Zaraz. Tylko powiedz mi jeszcze, czy nie próbowałaś pójść gdzie indziej?

      32

      — Poszłam na Zachód, ale tam cały kraj w stronnictwach i nawet bracia braci tak nienawidzą, że zupełnie nie było dla mnie miejsca.

      33

      — Mogłaś pójść jeszcze dalej — za morza.

      34

      — Nie miałam pieniędzy.

      35

      — No, a w drugą stronę od Miasta Nienawiści?

      36

      — Nie miałam… paszportu.

      37

      — Nigdzie nie mogłaś?

      38

      — Nigdzie.

      39

      — Więc gdyby nasz Pan Ukrzyżowany chciał znowu zstąpić na ziemię?. ..

      40

      — Och, święty Pietrze, nie puszczono by Go lub wyszydzono.

      41

      Nastała chwila milczenia, po czym Apostoł podniósł głowę, spojrzał ze smutnym zdziwieniem na Miłość Chrześcijańską i zapytał:

      42

      — Ale powiedz mi wreszcie, co im zastąpi Jego naukę i ciebie?

      43

      A ona odrzekła:

      44

      — Powiadają, że rynki zbytu.

      Przypisy

      [1]

      podwoje — drzwi, wrota. [przypis edytorski]

      [2]

      kędy (daw.) — gdzie. [przypis edytorski]

      Close
      Please wait...