Spis treści

    1. Bóg: 1 2
    2. Bunt: 1
    3. Grób: 1
    4. Kara: 1
    5. Klęska: 1 2
    6. Koniec świata: 1
    7. Król: 1
    8. Polak: 1
    9. Powstanie: 1
    10. Przywódca: 1
    11. Rosjanin: 1 2 3 4
    12. Szatan: 1
    13. Śmierć: 1 2 3
    14. Śmierć bohaterska: 1
    15. Walka: 1
    16. Warszawa: 1
    17. Władza: 1 2
    18. Wojna: 1
    19. Wróg: 1 2 3 4
    20. Żołnierz: 1 2 3

    Adam MickiewiczReduta[1] Ordona[2]Opowiadanie adiutanta[3]

    1

    Nam strzelać nie kazano. — Wstąpiłem na działo

    I spojrzałem na pole; Rosjanin, Wrógdwieście armat grzmiało.

    Artyleryji ruskiéj ciągną się szeregi,

    Prosto, długo, daleko, jako morza brzegi;

    5

    I widziałem ich wodza; — przybiegł, mieczem skinął,

    I jak ptak jedno skrzydło wojska swego zwinął.

    Wylewa się z pod skrzydła ściśniona piechota

    Długą, czarną kolumną, jako lawa błota,

    Nasypana iskrami bagnetów. Jak sępy,

    10

    Czarne chorągwie na śmierć prowadzą zastępy.

    Przeciw nim sterczy biała, wąska, zaostrzona,

    Jak głaz, bodzący morze, reduta Ordona.

    Sześć tylko miała harmat. Wciąż dymią i świecą;

    I nie tyle prędkich słów gniewne usta miecą,

    15

    Nie tyle przejdzie uczuć przez duszę w rozpaczy,

    Ile z tych dział leciało bomb, kul i kartaczy.

    Śmierć, Wojna, ŻołnierzPatrz, tam granat w sam środek kolumny się nurza,

    Jak w fale bryła lawy, pułk dymem zachmurza;

    Pęka śród dymu granat, szyk pod niebo leci

    20

    I ogromna łysina śród kolumny świeci.

    Tam kula, lecąc, z dala grozi, szumi, wyje,

    Ryczy, jak byk przed bitwą, miota się, grunt ryje; —

    Już dopadła; jak boa śród kolumn się zwija,

    Pali piersią, rwie zębem, oddechem zabija.

    25

    Najstraszniejszéj nie widać, lecz słychać po dźwięku,

    Po waleniu się trupów, po ranionych jęku:

    Gdy kolumnę od końca do końca przewierci,

    Jak gdyby środkiem wojska przeszedł anioł śmierci.

    Bóg, Król, Przywódca, Szatan, Władza, WrógGdzież jest król, co na rzezie tłumy te wyprawia?

    30

    Czy dzieli ich odwagę, czy pierś sam nadstawia?

    Nie, on siedzi o pięćset mil na swéj stolicy,

    Król wielki, samowładnik świata połowicy.

    Zmarszczył brwi, — i tysiące kibitek wnet leci;

    Podpisał, — tysiąc matek opłakuje dzieci;

    35

    Skinął, — padają knuty od Niemna do Chiwy.

    Mocarzu, jak Bóg silny, jak szatan złośliwy!

    Bunt, Powstanie, Warszawa, WładzaGdy Turków za Bałkanem twoje straszą spiże[4],

    Gdy poselstwo paryskie twoje stopy liże[5]:

    Warszawa jedna twojéj mocy się urąga,

    40

    Podnosi na cię rękę i koronę ściąga,

    Koronę Kazimierzów, Chrobrych z twojéj głowy,

    Boś ją ukradł i skrwawił, synu Wasilowy!

    Car dziwi się — ze strachu drżą Petersburczany,

    Car gniewa się — ze strachu mrą jego dworzany;

    45

    Rosjanin, ŻołnierzAle sypią się wojska, których Bóg i wiara

    Jest Car. — Car gniewny: umrzem, rozweselim Cara!

    Posłany wódz kaukaski[6] z siłami pół-świata,

    Wierny, czynny i sprawny — jak knut w ręku kata.

    Klęska, WrógUra! ura! Patrz, blisko reduty, już w rowy

    50

    Walą się, na faszynę[7] kładąc swe tułowy;

    Już czernią się na białych palisadach wałów.

    Jeszcze reduta w środku, jasna od wystrzałów,

    Czerwieni się nad czernią: jak w środek mrowiska

    Wrzucony motyl błyska, — mrowie go naciska, —

    55

    Zgasł; — tak zgasła reduta. Czyż ostatnie działo,

    Śtrącone z łoża, w piasku paszczę zagrzebało?

    Klęska, Polak, Rosjanin, Śmierć, Walka, ŻołnierzCzy zapał[8] krwią ostatni bombardyjer[9] zalał?

    Zgasnął ogień. — Już Moskal rogatki[10] wywalał.

    Gdzież ręczna broń? — Ach, dzisiaj pracowała więcéj,

    60

    Niż na wszystkich przeglądach za władzy książęcéj[11]!

    Zgadłem, dlaczego milczy, — bo nieraz widziałem

    Garstkę naszych, walczącą z Moskali nawałem.

    Gdy godzinę wołano dwa słowa: pal, nabij;

    Gdy oddechy dym tłumi, trud ramiona słabi;

    65

    A wciąż grzmi rozkaz wodzów, wre żołnierza czynność;

    Na koniec bez rozkazu pełnią swą powinność,

    Na koniec bez rozwagi, bez czucia, pamięci,

    Żołnierz, jako młyn palny, nabija, grzmi, kręci

    Broń od oka do nogi, od nogi na oko:

    70

    Aż ręka w ładownicy długo i głęboko

    Szukała, nie znalazła — i żołnierz pobladnął,

    Nie znalazłszy ładunku, już bronią nie władnął,

    I uczuł, że go pali strzelba rozogniona;

    Upuścił ją i upadł; nim dobiją, skona!…

    75

    Takem myślił, — Wróga w szaniec nieprzyjaciół kupa

    Już lazła, jak robactwo na świeżego trupa.

    Pociemniało mi w oczach; a gdym łzy ocierał,

    Słyszałem, że coś do mnie mówił mój Jenerał.

    On przez lunetę, wspartą na mojém ramieniu,

    80

    Długo na szturm i szaniec poglądał w milczeniu.

    Na koniec rzekł: „Stracona”. — Spod lunety jego

    Wymknęło się łez kilka, — rzekł do mnie: „Kollego,

    Wzrok młody od szkieł lepszy; patrzaj, tam na wale,

    Znasz Ordona, czy widzisz, gdzie jest?” — „Jenerale,

    85

    Czy go znam? — Tam stał zawsze, to działo kierował.

    Nie widzę — znajdę — dojrzę — śród dymu się schował:

    Lecz śród najgęstszych kłębów dymu, ileż razy

    Widziałem rękę jego, dającą rozkazy…

    Śmierć bohaterskaWidzę go znowu — widzę rękę — błyskawicę,

    90

    Wywija, grozi wrogom, trzyma palną świécę,

    Biorą go — zginął. — O, nie — skoczył w dół, do lochów!” —

    „Dobrze — rzecze Jenerał, — nie odda im prochów”.

    Tu blask, — dym, — chwila cicho — i huk jak stu gromów!

    Zaćmiło się powietrze od ziemi wyłomów:

    95

    Harmaty podskoczyły i jak wystrzelone

    Toczyły się na kołach; lonty zapalone

    Nie trafiły do swoich panew. I dym wionął

    Prosto ku nam; i w gęstéj chmurze nas ochłonął.

    GróbI nie było nic widać, prócz granatów blasku,

    100

    I powoli dym rzedniał, opadał deszcz piasku.

    Spojrzałem na redutę. — Wały, palisady,

    Działa, i naszych garstka i wrogów gromady:

    Wszystko jako sen znikło! — Tylko czarna bryła

    Ziemi niekształtnéj leży — rozjemcza mogiła.

    105

    Tam i ci, co bronili, — i ci, co się wdarli,

    Pierwszy raz pokój szczery i wieczny zawarli;

    Rosjanin, ŚmierćChoćby cesarz Moskalom kazał wstać: już dusza

    Moskiewska, tam raz pierwszy, Cesarza nie słusza[12]!

    Tam zagrzebane tylu set ciała, imiona:

    110

    Dusze gdzie? nie wiem; lecz wiem, gdzie dusza Ordona

    On będzie Patron szańców! — Bóg, Kara, Koniec świataBo dzieło zniszczenia

    W dobréj sprawie jest święte, jak dzieło tworzenia:

    Bóg wyrzekł słowo stań się, Bóg i zgiń wyrzecze!

    Kiedy od ludzi wiara i wolność uciecze,

    115

    Kiedy ziemię despotyzm i duma szalona

    Obleją, jak Moskale redutę Ordona:

    Karząc plemie zwycięzców zbrodniami zatrute,

    Bóg wysadzi tę ziemię, jak on swą redutę[13].

    Przypisy

    [1]

    reduta — tu: mały fort, otoczony rowem, wałami i ostrokołem. [przypis redakcyjny]

    [2]

    Julian Konstanty Ordon (1810–1887) — czynny brał udział we wszystkich niemal głośniejszych walkach powstania listopadowego. Wypróbowanemu jego męstwu powierzył gen. Bem w chwilach krytycznych obronę reduty nr 54 po lewej stronie Woli. Obrona tej placówki, nędznie zaopatrzonej w żołnierza i środki obronne, miała uwieńczyć niespożytą chwałą jego skroń. Ocalawszy cudem w chwili wysadzenia w powietrze reduty, wyleczywszy się z ciężkich obrażeń wybuchem spowodowanych, opuszcza Ordon ojczyznę, udaje się na tułaczkę za granicę; walczy w kampanii włoskiej w 1848 i 49 r., w wojnie wschodniej w 1855 r., podczas której spotyka się niespodziewanie oko w oko z piewcą swego bohaterskiego czynu, po czym znowu wraca do Włoch i walczy pod Garibaldim w r. 1860. Osiadłszy we Florencji, w późnej starości, syt zawodów i utrapień, samobójczym strzałem położył kres swemu życiu (E. Pawłowicz, Z życia Ordona, Lwów 1896). [przypis redakcyjny]

    [3]

    Opowiadanie adiutanta — adiutant to poeta Stefan Garczyński. [przypis redakcyjny]

    [4]

    Gdy Turków za Bałkanem twoje straszą spiże — aluzja do wojny rosyjsko-tureckiej w r. 1829, zakończonej pokojem adrianopolskim 14 września 1829; spiże — tu przen.: armaty. [przypis redakcyjny]

    [5]

    Gdy poselstwo paryskie twoje stopy liże — pogardliwy przytyk do zabiegów Ludwika Filipa o uznanie przez Rosję. [przypis redakcyjny]

    [6]

    wódz kaukaski — Iwan Paskiewicz, zdobywca Warszawy we wrześniu 1831 r.; odniósł on liczne zwycięstwa w Azji, w Armenii, a więc za Kaukazem. [przypis redakcyjny]

    [7]

    faszyna — wiązki gałęzi lub chrustu służące do urządzania tam, grobli i wałów obronnych. [przypis redakcyjny]

    [8]

    zapał — lont. [przypis redakcyjny]

    [9]

    bombardier — najniższy stopień podoficerski w artylerii, idący zaraz po szeregowcu. [przypis redakcyjny]

    [10]

    rogatki — wrota. [przypis redakcyjny]

    [11]

    Niż na wszystkich przeglądach za władzy książęcej — Wielki Książę Konstanty, naczelny wódz wojsk polskich w Królestwie Kongresowym (1816–1830), lubował się w częstych paradach i przeglądach wojskowych. [przypis redakcyjny]

    [12]

    nie słusza — forma starop. obok słuchać (słuszać, słusza, słuszał, np. „tedy dzieciom z oćcem [ojcem] słusza dział czynić”, Statut wiślicki 1460). [przypis redakcyjny]

    [13]

    Bóg wysadzi tę ziemią, jak on swą redutę — opinia o wysadzeniu reduty nr 54 przez Ordona była długo kwestią bezsporną. Pierwszą rysą w tym rycerskim rapsodzie było zjawienie się żywego Ordona, który po długiej tułaczce na obczyźnie zjawił się w kraju i począł sam pogłoski o swym czynie i zgonie prostować i za każdym razem szczegóły odmiennie przedstawiać. Skrupulatne badania K. Bartoszewicza, oparte tak na sprzecznościach wynurzeń Ordona, jak na zeznaniach gen. Mierosławskiego (Bitwa warsz. Poznań 1887), a wreszcie na kategorycznym stwierdzeniu gen. Lewińskiego, zastępcy szefa sztabu, gen. Prądzyńskiego, zdegradowały ostatecznie Ordona z roli „patrona szańców”. Okazało się, że „gdy nieprzyjaciel wdarł się do reduty nr 54, kapitan piechoty Nowosielski wysadził ją w powietrze wraz z majorem, kilku oficerami i mnóstwem żołnierstwa rosyjskiego naturalnie, i że sam padł ofiarą swego bohaterstwa. Stwierdzenie tego faktu przez uczestniczącego w tej walce jenerała, akcentowane w jego Pamiętnikach z całą powagą i tą intencją, by położyć kres „okrutnej pomyłce”, wydzierającej „umarłemu pięknych i wielkich poświęceń zasługę”, przekreśla ostatecznie lwią część ordonowskiej legendy, odbierając jej najszczytniejszy moment: bohaterstwo dobrowolnej śmierci na straconej placówce (Bartoszewicz, Legenda o Ordonie, Tygodnik Ilustrowany r. 1912, nr 46, str. 955; Bełza, Ordon czy Mickiewicz, Kurier warszawski 1911 r., nr 327; Dybowski, Drobne sprostowania o reducie Ordona, Kurier lwowski 1917 r.). [przypis redakcyjny]

    Zamknij
    Proszę czekać…