Wolne Lektury potrzebują pomocy...



Wolne Lektury utrzymują się z dobrowolnych darowizn i dotacji.


Na stałe wspiera nas 375 czytelników i czytelniczek.
Niestety, minimalną stabilność działania uzyskamy dopiero przy 1000 regularnych darczyńców.


Dołącz do darczyńców! Przyjaciele Wolnych Lektur zyskują wcześniejszy dostęp do nowych publikacji!
Potrzebujemy Twojej pomocy!

TAK, wpłacam
Tym razem nie pomogę, przechodzę prosto do biblioteki
Znajdź nas na YouTube

Audiobooki Wolnych Lektur znajdziesz na naszym kanale na YouTube.
Kliknij, by przejść do audiobooków.

x

Spis treści

    1. Bóg: 1 2
    2. Bunt: 1
    3. Grób: 1
    4. Kara: 1
    5. Klęska: 1 2
    6. Koniec świata: 1
    7. Król: 1
    8. Polak: 1
    9. Powstanie: 1
    10. Przywódca: 1
    11. Robak: 1
    12. Rosjanin: 1 2 3 4
    13. Szatan: 1
    14. Śmierć: 1 2 3
    15. Śmierć bohaterska: 1
    16. Trup: 1
    17. Walka: 1
    18. Warszawa: 1
    19. Władza: 1 2
    20. Wojna: 1
    21. Wróg: 1 2 3 4
    22. Żołnierz: 1 2 3

    Adam MickiewiczReduta[1] Ordona[2]Opowiadanie adiutanta[3]

    Nam strzelać nie kazano. — Wstąpiłem na działo
    I spojrzałem na pole; Rosjanin, Wrógdwieście armat grzmiało.
    Artyleryji ruskiéj ciągną się szeregi,
    Prosto, długo, daleko, jako morza brzegi;
    I widziałem ich wodza; — przybiegł, mieczem skinął
    I jak ptak jedno skrzydło wojska swego zwinął.
    Wylewa się spod skrzydła ściśniona piechota
    Długą, czarną kolumną, jako lawa błota,
    Nasypana iskrami bagnetów. Jak sępy,
    Czarne chorągwie na śmierć prowadzą zastępy.
    Przeciw nim sterczy biała, wąska, zaostrzona,
    Jak głaz, bodzący morze, reduta Ordona.
    Sześć tylko miała harmat. Wciąż dymią i świecą;
    I nie tyle prędkich słów gniewne usta miecą,
    Nie tyle przejdzie uczuć przez duszę w rozpaczy,
    Ile z tych dział leciało bomb, kul i kartaczy[4].
    Śmierć, Wojna, ŻołnierzPatrz, tam granat w sam środek kolumny się nurza,
    Jak w fale bryła lawy, pułk dymem zachmurza;
    Pęka śród dymu granat, szyk pod niebo leci
    I ogromna łysina śród kolumny świeci.
    Tam kula, lecąc, z dala grozi, szumi, wyje,
    Ryczy, jak byk przed bitwą, miota się, grunt ryje; —
    Już dopadła; jak boa śród kolumn się zwija,
    Pali piersią, rwie zębem, oddechem zabija.
    Najstraszniejszéj nie widać, lecz słychać po dźwięku,
    Po waleniu się trupów, po ranionych jęku:
    Gdy kolumnę od końca do końca przewierci,
    Jak gdyby środkiem wojska przeszedł anioł śmierci.
    Bóg, Król, Przywódca, Szatan, Władza, WrógGdzież jest król, co na rzezie tłumy te wyprawia?
    Czy dzieli ich odwagę, czy pierś sam nadstawia?
    Nie, on siedzi o pięćset mil na swéj stolicy,
    Król wielki, samowładnik świata połowicy[5].
    Zmarszczył brwi, — i tysiące kibitek[6] wnet leci;
    Podpisał, — tysiąc matek opłakuje dzieci;
    Skinął, — padają knuty[7] od Niemna[8] do Chiwy[9].
    Mocarzu, jak Bóg silny, jak szatan złośliwy!
    Bunt, Powstanie, Warszawa, WładzaGdy Turków za Bałkanem[10] twoje straszą spiże[11],
    Gdy poselstwo paryskie twoje stopy liże[12]:
    Warszawa jedna twojéj mocy się urąga,
    Podnosi na cię rękę i koronę ściąga,
    Koronę Kazimierzów, Chrobrych z twojéj głowy,
    Boś ją ukradł i skrwawił, synu Wasilowy!
    Car dziwi się — ze strachu drżą Petersburczany[13],
    Car gniewa się — ze strachu mrą jego dworzany;
    Rosjanin, ŻołnierzAle sypią się wojska, których Bóg i wiara
    Jest Car. — Car gniewny: umrzem, rozweselim Cara!
    Posłany wódz kaukaski[14] z siłami pół-świata,
    Wierny, czynny i sprawny — jak knut w ręku kata.
    Klęska, WrógUra! ura! Patrz, blisko reduty, już w rowy
    Walą się, na faszynę[15] kładąc swe tułowy[16];
    Już czernią się na białych palisadach wałów.
    Jeszcze reduta w środku, jasna od wystrzałów,
    Czerwieni się nad czernią: jak w środek mrowiska
    Wrzucony motyl błyska, — mrowie go naciska, —
    Zgasł; — tak zgasła reduta. Czyż ostatnie działo,
    Strącone z łoża, w piasku paszczę zagrzebało?
    Klęska, Polak, Rosjanin, Śmierć, Walka, ŻołnierzCzy zapał[17] krwią ostatni bombardyjer[18] zalał?
    Zgasnął ogień. — Już Moskal rogatki[19] wywalał.
    Gdzież ręczna broń? — Ach, dzisiaj pracowała więcéj,
    Niż na wszystkich przeglądach za władzy książęcéj[20]!
    Zgadłem, dlaczego milczy, — bo nieraz widziałem
    Garstkę naszych walczącą z Moskali nawałem.
    Gdy godzinę wołano dwa słowa: pal, nabij;
    Gdy oddechy dym tłumi, trud ramiona słabi[21];
    A wciąż grzmi rozkaz wodzów, wre żołnierza czynność;
    Na koniec bez rozkazu pełnią swą powinność,
    Na koniec bez rozwagi, bez czucia, pamięci,
    Żołnierz, jako młyn palny, nabija — grzmi — kręci
    Broń od oka do nogi, od nogi na oko:
    Aż ręka w ładownicy długo i głęboko
    Szukała, nie znalazła — i żołnierz pobladnął[22],
    Nie znalazłszy ładunku, już bronią nie władnął[23];
    I uczuł, że go pali strzelba rozogniona;
    Upuścił ją i upadł; nim dobiją, skona!…
    Takem myślił[24], — Wróg, Robak, Trupa w szaniec nieprzyjaciół kupa
    Już lazła, jak robactwo na świeżego trupa.
    Pociemniało mi w oczach; a gdym łzy ocierał,
    Słyszałem, że coś do mnie mówił mój Jenerał[25].
    On przez lunetę, wspartą na mojém ramieniu,
    Długo na szturm i szaniec poglądał w milczeniu.
    Na koniec rzekł: „Stracona”. — Spod lunety jego
    Wymknęło się łez kilka, — rzekł do mnie: „Kolego,
    Wzrok młody od szkieł lepszy; patrzaj, tam na wale,
    Znasz Ordona, czy widzisz, gdzie jest?” — „Jenerale,
    Czy go znam? — Tam stał zawsze, to działo kierował.
    Nie widzę — znajdę — dojrzę — śród dymu się schował:
    Lecz śród[26] najgęstszych kłębów dymu, ileż razy
    Widziałem rękę jego, dającą rozkazy. —
    Śmierć bohaterskaWidzę go znowu — widzę rękę — błyskawicę,
    Wywija, grozi wrogom, trzyma palną świécę,
    Biorą go — zginął. — O, nie — skoczył w dół, do lochów!” —
    „Dobrze — rzecze Jenerał, — nie odda im prochów”.
    Tu blask, — dym, — chwila cicho — i huk jak stu gromów!
    Zaćmiło się powietrze od ziemi wyłomów:
    Harmaty[27] podskoczyły i jak wystrzelone
    Toczyły się na kołach; lonty zapalone
    Nie trafiły do swoich panew. I dym wionął
    Prosto ku nam; i w gęstéj chmurze nas ochłonął.
    GróbI nie było nic widać, prócz granatów blasku,
    I powoli dym rzedniał, opadał deszcz piasku.
    Spojrzałem na redutę. — Wały, palisady,
    Działa i naszych garstka, i wrogów gromady:
    Wszystko jako sen znikło! — Tylko czarna bryła
    Ziemi niekształtnéj leży — rozjemcza mogiła.
    Tam i ci, co bronili, — i ci, co się wdarli,
    Pierwszy raz pokój szczery i wieczny zawarli;
    Rosjanin, ŚmierćChoćby cesarz Moskalom kazał wstać: już dusza
    Moskiewska, tam raz pierwszy, Cesarza nie słusza[28]!
    Tam zagrzebane tylu set ciała, imiona:
    Dusze gdzie? nie wiem; lecz wiem, gdzie dusza Ordona
    On będzie Patron szańców! — Bóg, Kara, Koniec świataBo dzieło zniszczenia
    W dobréj sprawie jest święte, jak dzieło tworzenia:
    Bóg wyrzekł słowo stań się, Bóg i zgiń wyrzecze!
    Kiedy od ludzi wiara i wolność uciecze[29],
    Kiedy ziemię despotyzm i duma szalona
    Obleją, jak Moskale redutę Ordona:
    Karząc plemie zwycięzców zbrodniami zatrute,
    Bóg wysadzi tę ziemię, jak on swą redutę[30].

    Przypisy

    [1]

    reduta — tu: mały fort, otoczony rowem, wałami i ostrokołem. [przypis redakcyjny]

    [2]

    Julian Konstanty Ordon (1810–1887) — czynny brał udział we wszystkich niemal głośniejszych walkach powstania listopadowego. Wypróbowanemu jego męstwu powierzył gen. Bem w chwilach krytycznych obronę reduty nr 54 po lewej stronie Woli. Obrona tej placówki, nędznie zaopatrzonej w żołnierza i środki obronne, miała uwieńczyć niespożytą chwałą jego skroń. Ocalawszy cudem w chwili wysadzenia w powietrze reduty, wyleczywszy się z ciężkich obrażeń wybuchem spowodowanych, opuszcza Ordon ojczyznę, udaje się na tułaczkę za granicę; walczy w kampanii włoskiej w 1848 i 1849 r., w wojnie wschodniej w 1855 r., podczas której spotyka się niespodziewanie oko w oko z piewcą swego bohaterskiego czynu, po czym znowu wraca do Włoch i walczy pod Garibaldim w r. 1860. Osiadłszy we Florencji, w późnej starości, syt zawodów i utrapień, samobójczym strzałem położył kres swemu życiu (E. Pawłowicz, Z życia Ordona, Lwów 1896). [przypis redakcyjny]

    [3]

    Opowiadanie adiutanta — adiutant to poeta Stefan Garczyński. [przypis redakcyjny]

    [4]

    kartacz (z niem. Kartätsche) — daw. pocisk artyleryjski; składał się z lekkiej obudowy wypełnionej drobniejszymi kulami ołowianymi, przy wystrzale obudowa roztapiała się, a ołowiane pociski osiągały znaczne pole rażenia. [przypis edytorski]

    [5]

    połowica (daw.) — tu: połowa. [przypis edytorski]

    [6]

    kibitka (z ros.) — tu: karetka więzienna; kryty, zamykany, czterokołowy wóz konny. [przypis edytorski]

    [7]

    knut (z ros.) — bicz, zbudowany z kilku splecionych ze sobą rzemieni przymocowanych do drewnianej rękojeści. [przypis edytorski]

    [8]

    Niemen — rzeka przepływająca przez dzisiejszą Białoruś, Litwę i Rosję, mająca źródła w okolicach Mińska, a ujście do Morza Bałtyckiego. [przypis edytorski]

    [9]

    Chiwa — miasto nad rzeką Amu-darią w Uzbekistanie w Azji Środkowej. [przypis edytorski]

    [10]

    Bałkan — Bałkany; obszar Półwyspu Bałkańskiego w płd.-wsch. Europie, oblewany przez Adriatyk, Morze Jońskie, Morze Egejskie, Morze Czarne i Morze Marmara. [przypis edytorski]

    [11]

    Gdy Turków za Bałkanem twoje straszą spiże — aluzja do wojny rosyjsko-tureckiej w r. 1829, zakończonej pokojem adrianopolskim 14 września 1829; [spiż: stop miedzi z cyną, cynkiem i ołowiem, używany do wyrobu broni siecznej, dzwonów i armat;red. WL] spiże, tu przen.: armaty. [przypis redakcyjny]

    [12]

    Gdy poselstwo paryskie twoje stopy liże — pogardliwy przytyk do zabiegów Ludwika Filipa o uznanie przez Rosję. [przypis redakcyjny]

    [13]

    Petersburczany — mieszkańcy Petersburga; Petersburżanie. [przypis edytorski]

    [14]

    wódz kaukaski — Iwan Paskiewicz, zdobywca Warszawy we wrześniu 1831 r.; odniósł on liczne zwycięstwa w Azji, w Armenii, a więc za Kaukazem. [przypis redakcyjny]

    [15]

    faszyna — wiązki gałęzi lub chrustu służące do urządzania tam, grobli i wałów obronnych. [przypis redakcyjny]

    [16]

    tułowy — tułowia (lm od: tułów); tu przen.: ciała. [przypis edytorski]

    [17]

    zapał — tu: lont. [przypis redakcyjny]

    [18]

    bombardier — najniższy stopień podoficerski w artylerii, idący zaraz po szeregowcu. [przypis redakcyjny]

    [19]

    rogatki — wrota. [przypis redakcyjny]

    [20]

    Niż na wszystkich przeglądach za władzy książęcej — Wielki Książę Konstanty, naczelny wódz wojsk polskich w Królestwie Kongresowym (1816–1830), lubował się w częstych paradach i przeglądach wojskowych. [przypis redakcyjny]

    [21]

    słabić (daw.) — osłabiać. [przypis edytorski]

    [22]

    pobladnął (daw. forma) — pobladł. [przypis edytorski]

    [23]

    władnąć (daw.) — władać czym. [przypis edytorski]

    [24]

    takem myślił (daw.) — konstrukcja z przestawną końcówką czasownika; inaczej: tak myślałem. [przypis edytorski]

    [25]

    jenerał (daw.) — generał. [przypis edytorski]

    [26]

    śród (daw.) — wśród. [przypis edytorski]

    [27]

    harmata (daw.) — armata. [przypis edytorski]

    [28]

    nie słusza — [nie słucha; red. WL]: forma starop. obok słuchać (słuszać, słusza, słuszał, np. „tedy dzieciom z oćcem [ojcem] słusza dział czynić”, Statut wiślicki 1460). [przypis redakcyjny]

    [29]

    uciecze (daw. forma) — dziś: ucieknie. [przypis edytorski]

    [30]

    Bóg wysadzi tę ziemią, jak on swą redutę — opinia o wysadzeniu reduty nr 54 przez Ordona była długo kwestią bezsporną. Pierwszą rysą w tym rycerskim rapsodzie było zjawienie się żywego Ordona, który po długiej tułaczce na obczyźnie zjawił się w kraju i począł sam pogłoski o swym czynie i zgonie prostować i za każdym razem szczegóły odmiennie przedstawiać. Skrupulatne badania K. Bartoszewicza, oparte tak na sprzecznościach wynurzeń Ordona, jak na zeznaniach gen. Mierosławskiego (Bitwa warszawska, Poznań 1887), a wreszcie na kategorycznym stwierdzeniu gen. Lewińskiego, zastępcy szefa sztabu, gen. Prądzyńskiego, zdegradowały ostatecznie Ordona z roli „patrona szańców”. Okazało się, że „gdy nieprzyjaciel wdarł się do reduty nr 54, kapitan piechoty Nowosielski wysadził ją w powietrze wraz z majorem, kilku oficerami i mnóstwem żołnierstwa rosyjskiego naturalnie, i że sam padł ofiarą swego bohaterstwa. Stwierdzenie tego faktu przez uczestniczącego w tej walce jenerała, akcentowane w jego Pamiętnikach z całą powagą i tą intencją, by położyć kres „okrutnej pomyłce”, wydzierającej „umarłemu pięknych i wielkich poświęceń zasługę”, przekreśla ostatecznie lwią część ordonowskiej legendy, odbierając jej najszczytniejszy moment: bohaterstwo dobrowolnej śmierci na straconej placówce (Bartoszewicz, Legenda o Ordonie, „Tygodnik Ilustrowany”, r. 1912, nr 46, s. 955; Bełza, Ordon czy Mickiewicz, „Kurier Warszawski”, 1911 r., nr 327; Dybowski, Drobne sprostowania o reducie Ordona, „Kurier Lwowski” 1917 r.). [przypis redakcyjny]

    Close
    Please wait...