Wolne Lektury potrzebują pomocy...



Wolne Lektury są za darmo i bez reklam, bo utrzymują się z dobrowolnych darowizn i dotacji.

Na stałe wspiera nas 363 czytelników i czytelniczek.

Niestety, minimalną stabilność działania uzyskamy dopiero przy 1000 regularnych darczyńców. Potrzebujemy Twojej pomocy!

Tak, dorzucę się do Wolnych Lektur!
Tym razem nie pomogę, przechodzę prosto do biblioteki
Znajdź nas na YouTube

Audiobooki Wolnych lektur znajdziesz na naszym kanale na YouTube.
Kliknij, by przejść do audiobooków.

x

Spis treści

    1. Chrystus: 1
    2. Ciało: 1
    3. Cierpienie: 1
    4. Czas: 1
    5. Dusza: 1 2
    6. Dźwięk: 1
    7. Kondycja ludzka: 1
    8. Los: 1
    9. Miłość: 1
    10. Natura: 1
    11. Niewola: 1
    12. Pamięć: 1
    13. Poezja: 1
    14. Przyroda nieożywiona: 1
    15. Sen: 1
    16. Słowo: 1
    17. Twórczość: 1
    18. Wolność: 1
    19. Zwątpienie: 1

    Uwspółcześniono:

    fleksję: wszystkiem -> wszystkim; czerwonemi -> czerwonymi; jednem -> jednym; nadludzkiem -> nadludzkim; etc.

    pisownię łączną i rozdzielną: cóżbym -> cóż bym; napróżno -> na próżno; niema -> nie ma; z pod -> spod;

    ubezdźwięcznienia: z pod -> spod;

    interpunkcję: Czy nigdy oczy ludzkie nie będą, jak kwiaty uśmiechnięte ku słońcu? -> Czy nigdy oczy ludzkie nie będą, jak kwiaty, uśmiechnięte ku słońcu?;

    pisownię joty: melodyi -> melodii; poezya -> poezja; abdykacya -> abdykacja; wszechmateryi -> wszechmaterii.

    Inne zmiany: nigdzie nieistniejące idealny światy -> nigdzie nieistniejące idealne światy.

    Kazimierz Przerwa-TetmajerNa szczycie

    P. Franciszkowi Kvapilowi.

    Wkoło złomy[1] granitów dzikie i olbrzymie,
    pode mną gdzieś jeziora, a tam niżej, niżej
    świat, życie, nędza ludzka, tłumy nieszczęśliwych
    i garstka panów świata — i tych zagrożonych
    tysiącem niebezpieczeństw, cierpień, nędz i bólów!
    Nad wszystkim jest cierpienie… O! gdybym z tej góry
    sięgnąwszy ręką, schwycić mógł kołowrót świata
    i bieg mu zmienić, ażby jedna pieśń olbrzymia,
    jedna pieśń szczęścia w niebo runęła i gwiazdy
    zdumiała, jakby nagle ziemia, czerwonymi
    wybuchając ogniami, między nie wybiegła
    szalona i podobna do racy puszczonej
    między ciche łabędzie na spokojnej wodzie…
    Kondycja ludzkaO pieśni! pieśni szczęścia! czyż nigdy nie zabrzmisz?
    Czy nigdy tryumfalny twój głos się nie wmiesza
    do cudownej melodii wichrów, mórz i lasów?
    Czy nigdy oczy ludzkie nie będą, jak kwiaty,
    uśmiechnięte ku słońcu? Nigdy ludzkie piersi,
    jak łąki, co oparem oddychają złotym
    O świcie w dzień wiosenny? Nigdy ludzkie myśli
    nie będą jak obłoki swobodnie płynące,
    zanurzone w topieli błękitu i światła?
    I nigdy dusza ludzka nie będzie jak słońce
    promienna i gorąca, jednym tylko czuciem
    przejęta, aby ciepło rozrzucać i świecić?
    Nigdy?… I wieczny, wieczny będzie rozdźwięk w świecie
    między tym, co śni człowiek, i tym, co snem nie jest?…
    Tak! Poezja, LosTysiące już ludzi zło życia wskazało,
    tysiące już ból ludzki wykrwawiło w słowach,
    nigdy jednak nikt Dobra i Szczęścia nie stworzył.
    Cóż, choć nam filozofia i poezja cały
    bezmiar, całą głąb złego przed oczy postawi,
    pokaże całą nędzę ludzkiego żywota,
    całą niemoc człowieczej samoistnej woli,
    całą jego zawisłość od Woli Tajemnej,
    i wszystkich jego pragnień źródła i maszynę
    wszystkich jego postępków, uczynków i myśli
    na najdrobniejsze cząstki składowe rozbierze?
    Czyż przez to ludzkość będzie szczęśliwszą? zło mniejszym?…
    MiłośćSą, którzy ukochali ludzkość: czyż nie widzą,
    że ta miłość jest niczym?… Najstraszliwsze z uczuć,
    najstraszliwsze, najgorsze, najsroższe uczucie
    niemocy woli ludzkiej, bezsilności ludzkiej
    wobec Woli Tajemnej i Jej głuchej Siły!
    Czym jest życie ludzkości? Od tysięcy wieków
    patrzeniem wciąż w zwierciadło jedno i to samo
    i ciekawym śledzeniem w tym jednym odbiciu
    coraz nowych wyrazów bólu i rozpaczy.
    Przyroda nieożywionaO góry! o jeziora, które tutaj widać!
    Jak jesteście szczęśliwe wy, co nie możecie
    nic czuć, nic myśleć, nic chcieć!… Jesteście bezwładne
    jak my, lecz bezwładności swojej nieświadome:
    I to jest szczęście wasze!.. — O! Cóż bym dał za to,
    gdybym mógł, jak wy, nie mieć wiedzy mojej doli!
    Wietrzeje granit szczytów, piorun go rozbija,
    od lawin głazów zwolna znikają jeziora,
    ale nie wiedzą o tym. Tak ziemia się cała
    od swoich pierwopłodów, od praepok swoich
    rozwija bezświadomie, naprzód ciągle dąży,
    bez pamięci, co przeszło, bez troski, co będzie,
    nie obarczona gorzkim ciężarem doświadczeń.
    PamięćA my, bogaci przodków naszych doświadczeniem,
    wiemy, że nas nie czeka nic, prócz tego tylko,
    co było — i bogactwo to jest straszną nędzą,
    jest Strachem, który pęta ramiona Odwadze.
    Przed niedolą rozwagi, przed niedolą wiedzy
    dwie są tylko ucieczki: szał i wyobraźnia.
    Kiedy kobietę, ciało, nazywam aniołem,
    gdy dla idei życie poświęcam bez żalu,
    kiedy mnie twórcza władza w zaświaty uniesie,
    w nigdzie nieistniejące idealne światy,
    gdy stracę pamięć: wtedy mogę być szczęśliwy.
    Lecz jest to abdykacja ducha, który przecież
    jest we mnie czymś najwyższym — zaprzeczenie Myśli,
    najszlachetniejszej cząstce mojego istnienia —
    gdyby wznieść się tak Myślą, ażby ponad wszystkim
    zawisnąć, niedostępnym niczemu, co ziemskie…
    Być czystą myślą… Przebóg! Co za widmo wstało
    z czarnej czeluści skalnej?! Okiem jak sztyletem
    przebija mnie i krew mi swym uśmiechem ścina,
    swym okropnym uśmiechem!… Ktoś ty jest?!…/

    Ironia…

    Znam cię, o znam cię, widmo! Ty z pierwszym promieniem
    słońca przychodzisz rano, w południowym dzwonie
    ty dźwięczysz ponade mną, ty o zmroku we mgłach
    wieczornych nad mą głową zawisasz w przestworze,
    ty z nocnych cieniów i z gwiazd wychylasz się ku mnie,
    znam cię!… Niegdyś alpejski ów samotnik, władca
    duchów elementarnych, słyszał ponad sobą
    rzuconą klątwę życia za zbrodnię spełnioną,
    lecz jakaż moja zbrodnia? Jedna chyba tylko:
    wątpienie… Zwątpienie, TwórczośćTak zaiste, pierwszym fundamentem,
    pierwszą podstawą dzieła: wiara w jego koniec.
    Tylko kto ślepo wierzy, potrafi iść naprzód,
    zwycięży, albo padnie, ale z raną w piersiach,
    jak rycerz… Żyć, to tworzyć, a tworzyć, to wierzyć…
    Nie wierzyć, wątpić: lepiej znicestwieć i przepaść!…

    Płynę cichy i świetlany
    przez przestrzenie nieskończone,
    przez wieczności oceany
    w nadświatową płynę dal;
    w gwiazd otchłanie, w mgieł oponę
    patrzę jasnym, świetnym wzrokiem,
    widzę światła, co potokiem
    w bezmiar rwą się z pramgły fal…
    CzasPrzy mnie ziemie się rodziły
    ze słońc swoich pryskające;
    widzę ciche ich mogiły,
    jak szybują ścięte w lód
    i padają znów na słońce:
    giną, aby wstać z kolei,
    wstają, aby w lat zawiei
    zginąć, jak powstały wprzód…
    Wieczny ruch, przemianę bytu,
    wieczną śmierć i życie wieczne
    widzę, płynąc wskróś[2] błękitu
    przez bezdenie pustych sfer;
    bryły toczą się słoneczne,
    grzmiąc i hucząc na przestworza,
    szumią lotnych mgławic morza,
    brzmią miliardy świetlnych skier…
    SenW ponadziemskich gędźb[3] tych toni
    płynę cichy, niewidzialny,
    u stóp moich czas się kłoni
    i z gwiazd gwiazdy tworzą się…
    Gdzie wszechmocny, tryumfalny
    ruch istnienia koło toczy:
    w sfer głębinie mknąc przezroczej,
    cicho, słodko, bosko śnię…

    DźwiękO dziwny głosie, jak gdyby w mej duszy
    słyszany własnej, a razem w przestworze
    płynący kędyś[4]… Dziwny, słodki śpiewie!
    Świetlana struno przestrzennego światła!
    Brzmisz tak nade mną, jednak mi się zdaje,
    jakobyś wespół brzmiał w mej własnej duszy…
    DuszaDusza człowieka! Czyli nie jest ona
    częścią wszechduszy świata oderwaną
    i w część zamkniętą wszechmaterii świata?
    Lecz czemuż, czemuż, ah! czemuż tak bardzo,
    tak strasznie więzom materii podległą?!…

    Ciszy! Przestrzeni! Światło! o ty święta
    ojczyzno ducha! Wszystkiemu odjęty
    w was on jest taki, jak wy, czysty, święty!
    W was, kiedy skrzydła związane rozpęta,
    tęcze z nich biją i płomienne łuny,
    usta są jego, jak wichrowe struny,
    oczy, jak gwiazdy, serce, jak kwiat z pola,
    ramiona jego są jak pioruny,
    jak oceanu przypływ — jego wola!
    Wtenczas on stwarza Piękno, Dobro świata,
    zło, wstręt, brzydotę skrzydłem jak pył zmiata,
    leci, jak anioł pokoju po ziemi,
    jak anioł szczęścia ku ludzkości zlata,
    rany jej koi ustami własnemi[5],
    własnego serca darzy ją pokojem,
    krew jej oczyszcza własnej krwi swej zdrojem,
    jest dla niej chlebem i różdżką oliwy[6]
    Ciało, NiewolaI gdyby przez swą boleść i męczeństwo
    mógł wieczne kupić jej błogosławieństwo,
    wieczną szczęśliwość: umarłby szczęśliwy…
    Lecz owa klątwa, co się ciałem zowie,
    to pęto ducha, to upokorzenie,
    budzi go ze snów, jak orła, co ranny
    śnił, że ma słońca purpurę na głowie,
    pod skrzydłem wichry, pod piersią bezdenie,
    i gdzieś w błotnistym ocknął się parowie…
    Na próżno! Nie ma mocy zwyciężenia,
    nie ma zwycięstwa nad życia przemocą…
    CierpienieO wieczny ducha ból! ból nieustanny!
    Na próżno!… Skrzydła, co się tu szamocą,
    do piersi łańcuch ziemski opierścienia.
    Ciszy! Przestrzeni! Światło! O ty święta
    trójco mej duszy! Do ciebie ramiona
    wznoszę bolesne… Otom jak w pustyni:
    wiatr na pierś piasku mi rzuca brzemiona,
    nogi me tuman rozżarzony pęta,
    strach w kość mi wchodzi, w oczach noc się czyni…
    Co jest przed światem? Co jest przed człowiekiem?
    Co jest przed duchem?… Milczenie!… Milczenie!…
    W uszach mych huczy rwący wiek za wiekiem…
    Pędzą… Przelata[7] cała ludzka fala,
    przelata całe odwieczne Istnienie…
    Jak się lawina głazów w przepaść zwala
    z skalnego zrębu: tak wieki się toczą
    z hukiem i grzmotem i giną w Bezdeni— —
    a ponad ziemią niebo lśni przezroczo
    i słońce wiecznie jasno się płomieni…
    SłowoSłowa, oh, słowa!… Słowa rozwiązania
    zagadki bytu, cierpień tajemnicy!
    Pociechy w chwili szału i konania!…
    Chryste! Na górę wchodzisz mi olbrzymią!
    Pod nią się morza kotłują i dymią,
    wąż ją opasał światła błyskawicy…
    ChrystusChryste! Dlaczego masz tę twarz straszliwą?
    Włosy jak z miedzi? oczy jak ze grzmotów?
    Dlaczego ręką wstrząsasz jak lew grzywą?
    Dlaczego usta twe pełne milczenia
    gorszego, niźli pożarnych łoskotów?
    Dlaczego milczysz? Na górze z płomienia
    dlaczego milczysz?!… Chryste! Chryste! Chryste!
    Przez męki świata i bóle wieczyste,
    przemów!… Posągu olbrzymi na stropie[8]!
    Straszna Światłości w błyskawic potopie!
    Straszna Białości na nieba błękitach!
    Straszliwa Głuszo wśród jęków i zgrzytów!
    Straszliwa Góro na chmurach i szczytach!
    Straszna Kolumno wśród wieków i bytów!…
    Chryste! Patrz! Niezmiar, ogrom Twej Miłości
    jest czymś nadludzkim tak i niepojętem,
    że co być miało żywotem ludzkości,
    staje się trwogą, otchłanią i wstrętem…
    Nie mogąc zdążyć za Tobą, upada!
    Spod nieba w piekieł upada płomienie,
    a Ty jej nikniesz i odchodzisz z oczu,
    i gdzieś w błękitnym, dalekim przezroczu
    postać się Twoja ukazuje blada
    i niedościgła rośnie w Przerażenie…
    Chryste!…

    O! Matko! Naturo! Wszechwierna,
    wszędy obecna, wszechmocna, niezmierna,
    Naturo, Matko, co szumiącem drzewem
    duszę unosisz z błękitów powiewem;
    co rzeczną falą niesiesz ją w bezdenie
    za rubież ziemi i za gwiazd świecenie;
    co wierchem górskim dźwigasz ją w bezmiary,
    skąd widać obrót kołowrotu świata;
    której szum głuchy podziemnej pieczary
    woła w praczasie przeminione lata
    i zmartwychwstawać im przed oczy każe;
    NaturaNaturo! Matko! co Bogu ołtarze
    stawiasz na górach, pustyniach i morzach,
    kurzem wulkanów śląc kadzidła mszalne,
    grzmotami Boga sławiąc na przestworzach:
    do ciebie ręce wyciągam błagalne!
    Naturo! Matko! Oto w twoim łonie
    wszechwiernym istność niech moja zatonie;
    w twojej potędze, pod twoim ogromem,
    niech się ma dusza uczuje atomem,
    cząstką tych szumów, które w drzewach szumią,
    cząstką tej fali, która w rzece płynie,
    cząstką tych głosów, co się w grotach tłumią,
    cząstką gry słońca na górskiej dolinie…
    Naturo! Matko! Tak pragnę dla ducha
    tej świętej chwili, gdy czysty i szczytny
    jak orzeł, co się wzniesie w sklep błękitny,
    gdy pod nim huczy burzy zawierucha:
    wydarty burzom, w które krew go ciska,
    wzniesie się w czystej myśli uroczyska,
    na Cisz zawrotnych wwiedziony krawędzie,
    tylko twą piękność czuć i widzieć będzie,
    tylko pięknością twoją żyć się zgodzi,
    podobny dumnej i spokojnej łodzi,
    co przewalczywszy wiry i orkany,
    żaglem na toni błyszczy zwierciadlanej.
    Wówczas niech biali przyjdą aniołowie
    rozmawiać z duszą; wówczas im odpowie
    nie jękiem bólu, nie klątwą, nie krzykiem,
    ale odpowie im cichym spokojem
    wód, co się w lesie kołyszą, językiem,
    mową drzew górskich pod mgławic zawojem.
    Dusza, WolnośćChcę lecieć wolny, jak światło w błękicie,
    chcę duszę rozbić na bezkresną przestrzeń,
    chcę być jak cisza na łąk pierwobycie…
    O duszo! Wzbij się! Skrzydła twe rozprzestrzeń!
    Wzbijaj się! Wyżej!… Pękajcie więzadła
    ramion i skrzydeł! Lecz wpierw tam, z zenitu,
    raz, jak Bóg spojrzyj na otchłanie bytu,
    a jeśli runiesz, toś spod nieba spadła!…

    Przypisy

    [1]

    złom — blok skalny, odłupany kawał kamienia. [przypis edytorski]

    [2]

    wskróś — dziś popr.: wskroś. [przypis edytorski]

    [3]

    gędźba — muzyka towarzysząca, akompaniament. [przypis edytorski]

    [4]

    kędyś (daw.) — gdzieś. [przypis edytorski]

    [5]

    własnemi — dziś popr.: własnymi. [przypis edytorski]

    [6]

    różdżka oliwy — gałązka oliwna. [przypis edytorski]

    [7]

    przelatać (daw.) — przelecieć. [przypis edytorski]

    [8]

    strop — zewnętrzna powierzchnia warstwy skalnej lub jaskini. [przypis edytorski]

    Close
    Please wait...