Aby móc stabilnie działać w 2026 roku, potrzebujemy Twojego wsparcia!
dowiedz się więcej

Wpłać
 
600 000 zł

Cześć ludzie!

Tu Patyczak, Brudne Dzieci Sida! Lubię biegać, lubię grać, ale czytać wprost uwielbiam. Dlatego wspieram skromnym, ale za to regularnym comiesięcznym zleceniem stałym Fundację Wolne Lektury. Napisałem nawet wiersz:

Czy wolisz czytać w domu, czy na łonie natury,
Zapraszam! Wspierajmy razem Fundację Wolne Lektury!

Wspieram Wolne Lektury!
Szacowany czas do końca: -
Bolesław Prus, Na wakacjach

Spis treści

    1. Chłop: 1
    2. Kobieta: 1
    3. Mężczyzna: 1
    4. Odwaga: 1
    5. Pożar: 1
    6. Rozum: 1
    7. Wieś: 1

    Bolesław PrusNa wakacjach

    1

    Wieczorem, jak zwykle, przyszedł do mnie mój szkolny kolega. Mieszkaliśmy obaj na wsi o kilka wiorst od siebie i widywaliśmy się prawie co dzień. Był to przystojny blondyn, którego łagodne oczy mogły rozmarzyć niejedną kobietę. Mnie pociągał jego niewzruszony spokój i trzeźwość umysłu.

    2

    Tego dnia spostrzegłem, że coś mu dolega; patrzył w ziemię i gorączkowo uderzał się po nogach szpicrutą[1]. Nie uważałem za stosowne pytać go o powód widocznego zakłopotania, ale on sam zaczął.

    3

    — Wiesz — odezwał się — miałem dziś głupi wypadek.

    4

    Zdziwiłem się; było rzeczą prawie niepodobną, ażeby „głupi wypadek” mógł się zdarzyć tak panującemu nad sobą człowiekowi.

    5

    — Mieliśmy — mówił dalej — z rana we wsi pożar. Spaliła się chałupa…

    6

    — A tyś może skoczył w ogień?… — przerwałem mu trochę drwiącym tonem.

    7

    Wzruszył ramionami i zdawało mi się, że się lekko zarumienił; zresztą może mu padł na twarz blask zachodzącego słońca.

    8

    Pożar, Wieś, Chłop, Kobieta, Mężczyzna, Odwaga, Rozum— Zapaliły się — ciągnął po przerwie — konopie na strychu u chłopa, a w kilka minut później strzecha.

    9

    Czytałem w tej chwili jakiś zajmujący rozdział Say'a[2], ale na widok kłębów czarnego dymu i płomyków wydobywających się ze szczelin przy kominie, opanowała mnie filisterska[3] ciekawość i powlokłem się na miejsce. Ludzie byli przy robocie, więc zastałem zaledwie kilka osób: dwie baby lamentujące nad nieszczęściem, organiścinę, która obrazem św. Floriana zażegnywała pożar, i chłopa, który medytował, trzymając w obu rękach pustą konewkę. Od nich usłyszałem, że chałupa zamknięta, bo gospodarz z kobietą wyszli w pole.

    10

    „Oto nasz system budowania!… — pomyślałem. — Dom płonie, jakby go prochem nabito…”.

    11

    Istotnie, w ciągu paru minut cały dach stał w płomieniu: dym gryzł w oczy, a ogień tak mocno przypiekał, że z obawy o żakietę[4] musiałem cofnąć się o parę kroków.

    12

    Tymczasem nadbiegło więcej ludzi z osękami[5], siekierami i wodą: jedni poczęli wywracać płot, któremu nic nie groziło, inni leli wodę z konewek w taki sposób, że nie tknąwszy ognia, przemoczyli do nitki zgromadzonych, a jedną babę wywrócili na ziemię. Nie robiłem im żadnych uwag, wiedząc, że nic nie grozi dalszym budynkom: chata zaś była nie do uratowania.

    13

    Nagle ktoś krzyknął: „Tam jest dziecko, ten mały Stasiek!” — „Gdzie?…” — spytano. — „W chałupie, śpi w nieckach[6] pod oknem… Ino który wybij szybę, a jeszcze wyciągniesz żywego…”.

    14

    Nikt się jednak nie ruszył. Słoma na dachu już spłonęła, a krokwie żarzyły się jak rozpalone druty.

    15

    Wyznaję, że gdym to usłyszał, serce drgnęło mi w niezwykły sposób.

    16

    „Jeżeli nikt nie idzie — pomyślałem — więc ja pójdę… Na uratowanie chłopca wystarczy pół minuty. Czasu aż nadto, ale — jakież piekielne gorąco!…”.

    17

    „No, ruszże się, który! — wołały baby. — O wy, psie dusze, nie warciśta nazywać się chłopami…”. — „To leź sama w ogień, kiedyś taka mądra! — ofuknął ktoś z tłumu. — Tam pewna śmierć, a dziecko, słabe jak kurczę, i tak już nie żyje…”.

    18

    „Ładnie! — pomyślałem — nikt nie idzie, a ja jeszcze się waham! Chociaż — szepnęła mi rozwaga — jakie licho ciągnie mnie do bezcelowej awantury?… Czy ja wiem, gdzie leży dzieciak?… Może wypadł z niecek?…”.

    19

    Belki już były zwęglone i z głuchym trzaskiem zaczęły się wyginać.

    20

    „Ale trzeba w końcu wedrzeć się tam — myślałem — każda sekunda jest droga. Dzieciak przecie nie może spalić się jak robak. Lecz jeżeli już nie żyje?… — odpowiedziało zastanowienie — w takim razie szkoda nawet surduta…”.

    21

    Z daleka odezwał się straszny krzyk kobiecy: „Ratujcie dziecko!…”. — „Trzymajcie ją!… — zawołano w odpowiedzi. — Skoczy w ogień i zginie…”.

    22

    Usłyszałem za sobą jakieś szamotanie i ten sam krzyk: „Puszczajcie!… to moje dziecko!…”. — „Ciągnij ją wpół!…” — odpowiedziano.

    23

    Nie mogłem wytrzymać i rzuciłem się naprzód. Owionął mnie żar, dym, dach zatrzeszczał, jakby go rozdarto, z komina posypały się cegły. Poczułem, że mi się tlą włosy, i — cofnąłem się rozgniewany: „Co za głupi sentymentalizm — pomyślałem — dla garstki ludzkich popiołów robić z siebie straszydło?… Jeszcze powiedzą, że tanim kosztem chciałem zostać bohaterem!…”.

    24

    Wtem potrąciła mnie jakaś młoda dziewczyna biegnąca do chaty. Usłyszałem brzęk wybitych szyb, a gdy nagły wiatr odgarnął tuman dymu, zobaczyłem ją w oknie tak silnie pochyloną do wnętrza izby, że widać było jej nieumyte nogi.

    25

    „Co ty robisz, wariatko? — krzyknąłem — tam już jest trup, nie dziecko…”. — „Jagna! chodzi[7] tu!…” — zawołano z tłumu.

    26

    Pułap zapadł się, aż iskry sypnęły do nieba. Dziewczyna znikła w dymie, a mnie pociemniało w oczach.

    27

    „Ja-gna!…” — powtórzył lamentujący głos.

    28

    „Zara[8]!… zara!…” — odpowiedziała dziewczyna, przebiegając koło mnie z powrotem.

    29

    Z wysiłkiem dźwigała w rękach chłopca, który, obudziwszy się, wrzeszczał wniebogłosy.

    30

    — Więc dziecko żyje? — spytałem.

    31

    — Jak najzdrowsze.

    32

    — A dziewczyna… czy to jego siostra?

    33

    — Gdzież tam! — odparł — zupełnie obca; nawet służy u innego gospodarza i ma najwyżej piętnaście lat.

    34

    — I nic się jej nie stało?

    35

    — Opaliła sobie chustkę i trochę włosów. Idąc tu, widziałem ją; skrobała przed sienią kartofle i coś sobie nuciła fałszywym głosem. Chciałem jej wyrazić moje uznanie, nagle jednak przyszły mi na myśl: jej dziki zapał i mój rozsądny takt wobec cudzego nieszczęścia, i… taki mnie wstyd ogarnął, że nie śmiałem do niej przemówić ani wyrazu.

    36

    — My już tacy!… — dodał i począł szpicrózgą ścinać rosnące przy drodze badyle.

    37

    Na niebie zaczęły się pokazywać gwiazdy i chłodny wiatr przyniósł od stawu rechotanie żab i kwilenie zabierających się do snu ptaków wodnych. Zwykle o tej porze obaj układaliśmy projekta na przyszłość, lecz dziś żaden ust nie otworzył. Za to zdawało mi się, że dokoła nas szepczą krzaki:

    38

    — Wy już tacy!

    Przypisy

    [1]

    szpicruta a. szpicrózga — giętki pręt, zazwyczaj obciągnięty skórą, używany przy jeździe konnej. [przypis edytorski]

    [2]

    Say, Jean-Baptiste (1767–1832) — ekonomista fr., twórca prawa rynków (zw. też prawem Say'a), mówiącego o tym, że podaż wytwarza popyt, człowiek jest niewolnikiem konsumpcji i nawet oszczędzanie jest odroczoną konsumpcją; Say jest autorem kilku ważnych publikacji z dziedziny ekonomii, z których najważniejszą jest Traktat o ekonomii politycznej (Traité d'économie politique ou simple exposition de la manière dont se forment, se distribuent et se composent les richesses, 1803). [przypis edytorski]

    [3]

    filisterska ciekawość — tu: pusta ciekawość, gapiostwo; od: filister (z niem. Philister), dosł. absolwent uniwersytetu, członek korporacji studenckiej, przen.: mieszczuch, kołtun, człowiek małostkowy i ograniczony, pozbawiony wyższych aspiracji. [przypis edytorski]

    [4]

    żakieta — dziś: żakiet; dopasowana marynarka. [przypis edytorski]

    [5]

    osęka — bosak, drąg z hakiem. [przypis edytorski]

    [6]

    niecki — drewniana, podłużna, niezbyt głęboka misa wydrążona w jednym kawałku drewna. [przypis edytorski]

    [7]

    chodzi (gw.) — forma 2.os.lp trybu rozkazującego: chodź. [przypis edytorski]

    [8]

    zara (gw.) — zaraz. [przypis edytorski]

    Bezpieczne płatności zapewniają: PayU Visa MasterCard PayPal

    Dane do przelewu tradycyjnego:

    nazwa odbiorcy

    Fundacja Wolne Lektury

    adres odbiorcy

    ul. Marszałkowska 84/92 lok. 125, 00-514 Warszawa

    numer konta

    75 1090 2851 0000 0001 4324 3317

    tytuł przelewu

    Darowizna na Wolne Lektury + twoja nazwa użytkownika lub e-mail

    wpłaty w EUR

    PL88 1090 2851 0000 0001 4324 3374

    Wpłaty w USD

    PL82 1090 2851 0000 0001 4324 3385

    SWIFT

    WBKPPLPP

    x
    Skopiuj link Skopiuj cytat
    Zakładka Istniejąca zakładka Notka
    Słuchaj od tego miejsca