TPWL

Wolne Lektury potrzebują pomocy! Wesprzyj bezpłatną bibliotekę internetową i przeczytaj utwory napisane specjalnie dla Ciebie.

x

    Adolf AbrahamowiczPo burzyFraszka w jednym akcie

    przedstawiona po raz pierwszy na scenie lwowskiej w lutym 1882 r.

    OSOBY:

    1. KANIKUŁA.
    2. GERTRUDA, jego żona.
    3. ZOFJA, ich córka.
    4. EUFROZYNA — siostra Kanikuły.
    5. ROZALJA — siostra Kanikuły.
    6. DYONIZY.
    7. RUMBALIŃSKI, notarjusz.
    8. WACŁAW, praktykant konceptowy.
    9. JÓZEF, służący.

    Rzecz dzieje się w małem miasteczku.

    Salonik, skromnie umeblowany

    SCENA I

    Wchodzi Kanikuła, z czerwonym parasolem, przemokły, za nim Dyonizy.

    KANIKUŁA

    1

    Józefie! Józefie! Do kroćset! Józefie!

    szamocze parasolem tak, że obryzguje Dyonizego

    JÓZEF

    wpada
    2

    Co się stało?

    KANIKUŁA

    3

    Nie widzisz cymbale? cały przemokłem! podaj szlafrok i gorącą herbatę.

    JÓZEF

    wychodząc
    4

    I po co to byłemu kupcowi udawać oficera od ułanów?

    KANIKUŁA

    5

    Nie mam słów dla wyrażenia panu mojej wdzięczności.

    DYONIZY

    6

    To było moim obowiązkiem.

    obciera oczy od wody i błota

    KANIKUŁA

    7

    Co? pan płaczesz?

    DYONIZY

    8

    Nie…. ale jestem….

    KANIKUŁA

    9

    Wzruszonym? I ja także. Wyobraź pan sobie co to za szalony pomysł; moje siostry, dwie stare panny, przysłały mi dziś, w dzień moich urodzin, konia wierzchowego… taki pomysł mogą mieć jedynie stare panny.

    DYONIZY

    10

    Wybacz! Panie te nie są tak stare… bardzo zresztą przyjemne, słodycz serca, łagodność charakteru..

    KANIKUŁA

    11

    To wszystko być może w łaskawych oczach pana, ale ja tego nie widzę. Lecz wracam do mojego opowiadania. Oprócz tego konia, kuzynka moja przysłała mi ten stary czerwony parasol; ma to być grat familijny mego pradziada… i wyobraź pan sobie, mnie byłemu kupcowi, mieszczaninowi, zachciało się wyjechać; nie wiele namyślając się, zamiast spicruta, biorę parasol, wyjeżdżam; szkapa ledwie się wlecze… nagle… zrywa się burza, grzmoty, błyskawice… otwieram to familijne straszydło

    otwiera parasol
    12

    a tu panie łaskawy, jak go spostrzeże mój wysłużony artylerzysta…. staje panie dęba aż mnie ciarki przechodzą!

    naśladuje w komiczny sposób konia spłoszonego, stającego dęba

    DYONIZY

    usuwając się przed nacierającym na niego Kanikułą
    13

    Taki artylerzysta… proszę!

    KANIKUŁA

    14

    A no… wybrakowana szkapa kanonierska, na której jechałem, jak zacznie panie manewrować to przodem….

    naśladuje jak wyżej

    DYONIZY

    15

    To tyłem….

    KANIKUŁA

    16

    Gromada trutniów, próżniaków, śmiejąc się, do koła mnie oblega i wykrzykuje: Hop! ha! hop! ha! Ja zaczynam czerwonym parasolem im grozić, koń jeszcze więcej szaleje, w tém…. w tak okropnej chwili zjawiasz się pan z szybkością….

    DYONIZY

    17

    Meteora!

    KANIKUŁA

    czule
    18

    O tak! meteora, błyskawicy, piorunu! zatrzymujesz moją szkapę, gromisz gamoniów i ocalasz mnie….

    z rozczuleniem
    19

    Tak! jestem drogiemu panu bardzo obowiązanym i niczego w tej chwili nie odmówiłbym.

    DYONIZY

    n. s.
    20

    Pomyślna sposobność; spróbójmy, skorzystajmy z jego rozczulenia.

    gł.
    21

    Szanowny Panie! Niechwalący się, starałem się panu, o ile moje skromne siły na to pozwalały, być użytecznym, nie wymawiając, broń Boże!… wyrządziłem panu nie jedną grzeczność z poświęceniem własnej osoby…

    KANIKUŁA

    ściskając go
    22

    O tak! z poświęceniem, to prawda! Prowadząc konia przez całe miasto, zdjąłeś pan swoją pąsową krawatkę ażeby go nie spłoszyć.

    czule
    23

    Pan dla mnie szedłeś bez krawatki w obec tylu kobiet! Bez krawatki!….

    ściska go

    DYONIZY

    24

    Robiłem to w pewnych zamiarach…. I tak….

    KANIKUŁA

    przerywa mu uściskami i patrząc z rozczuleniem na niego mówi n. s.
    25

    Wiem już jak się wywdzięczyć; poślę mu ćwiartkę cielęciny i cztery butelki wina węgierskiego.

    DYONIZY

    26

    Niechwalący się, wówczas kiedy pan byłeś jeszcze właścicielem korzennego sklepu, robiłem skuteczną reklamę pańskim hiszpańskim winom…

    KANIKUŁA

    n. s.
    27

    Przymawia się do hiszpańskiego wina, które darmo spija.

    DYONIZY

    28

    Niechwalący się, udowodniłem to całemu miastu, iż pan należysz do drugiej odrębnej rodziny Kanikułów, którzy są szlachcicami, herbu Doliwa.

    KANIKUŁA

    n. s
    29

    Niemiły z tem wypominaniem.

    DYONIZY

    30

    Nareszcie, starałem się notarjuszowi który, że tak powiem….

    KANIKUŁA

    31

    No, bez ceremonji, mów pan! Emabluje moją żonę?….

    DYONIZY

    32

    Otóż w imieniu pańskiem, dałem notarjuszowi do zrozumienia, ażeby zaprzestał tego nadskakiwania, ponieważ moja przyjaźń dla pana….

    KANIKUŁA

    n. s.
    33

    Truchleję, z czem on w końcu wyjedzie?

    DYONIZY

    przybierając uroczystą postawę
    34

    Drogi panie! Już od roku szukałem chwili, w której mógłbym szczerze wyjawić panu zamiary, dla których w domu pana Dobrodzieja tak często bywam. I nieraz kiedy miałbym był sposobność wypowiedzenia tego, co czuję, myśl, że nie dałem się jeszcze poznać dostatecznie, że nie pozyskałem zupełnego zaufania, wstrzymywała mnie od tak ważnego kroku. Dziś jednak w tak pięknej chwili, w której pan sam oświadczyłeś…

    KANIKUŁA

    35

    Cóż ja oświadczyłem?

    DYONIZY

    36

    Że niczego mi nie odmówisz…

    pada na kolana

    KANIKUŁA

    37

    Co pan robisz?

    DYONIZY

    38

    Proszę o rękę córki pańskiej, panny Zofii!

    KANIKUŁA

    n. s.
    39

    A niech go djabli wezmą — tom się złapał!

    gł.
    40

    Ależ kochany panie! tak niespodziewanie…. tak nagle…

    mięszając się
    41

    nie sądziłem zresztą, że tego rodzaju żądanie…. pan mnie pojmujesz?…. ojciec…. który jako ojciec….

    DYONIZY

    42

    O! pojmuję! dla ojca który ma jedynaczkę, taka chwila uroczysta… jest przejmującą… lecz wierzaj mi pan, niechwalący się, ja też jako ojciec…. to jest chciałem powiedzieć jako… zięć, zdołam odpowiedzieć pańskim oczekiwaniom.

    KANIKUŁA

    n. s.
    43

    A to mi zajechał!

    j. w.
    44

    Otwarcie z przykrością wyznać muszę panu, iż jako ojciec decydować tu nie mogę, lecz głównie moja żona, moja córka i.. moje dwie siostry, które zrobiły zapisy dla mojej córki, pod warunkiem, jeżeli w wyborze pójdę za ich radą. Nie łakomię się na te zapisy, ale jak ojciec, moja żona jako….

    DYONIZY

    n. s.
    45

    Więc będę musiał przejść przez alembik…. ciotek.

    KANIKUŁA

    n. s.
    46

    A tom się zagalopował niepotrzebnie!…

    DYONIZY

    47

    Z siostrami pana dobrodzieja dawna łączy mnie znajomość i liczę, że będą mi przychylne.

    KANIKUŁA

    48

    Kochany panie! Uprzedzam, że z niemi nie łatwa sprawa; mam spis oddalonych konkurentów, prowadzony przez moje siostry, jest tam kilka znakomitości, dwóch lekarzy, jeden mecenas, jeden sędzia, kilku auskultantów…

    DYONIZY

    49

    Dołożę wszelkich starań, ażeby ich sympatję zyskać, ale przedewszystkiem liczę na pana.

    KANIKUŁA

    50

    Moje siostry dziś przyjeżdżają, staraj się dać im bliżej poznać.

    DYONIZY

    51

    Z żoną i z córką pana Dobrodzieja mógłbym zaraz pomówić w tej sprawie.

    KANIKUŁA

    n. s.
    52

    Hm! jak nagli! A niechże go!

    53

    Józefie! Józefie! gdzie jest mój szlafrok?

    SCENA II

    Ciż — Józef.
    (wchodzi ze szlafrokiem)

    JÓZEF

    54

    Proszę pana!

    ubiera go
    55

    Czy podać herbatę?

    KANIKUŁA

    56

    Później! — Deszcz pada?

    JÓZEF

    57

    Ustał.

    KANIKUŁA

    58

    Wynieś parasol na ganek, żeby go wysuszyć i schowaj na wieczne czasy.

    JÓZEF

    zabiera parasol
    59

    Dobrze panie!

    DYONIZY

    60

    Drogi panie! zechciej poprosić panie tutaj.

    KANIKUŁA

    61

    Zaraz, zaraz,

    n. s.
    62

    nieznośny!

    do Józefa
    63

    Poproś moją żonę i córkę.

    JÓZEF

    64

    Panie wyjechały na spacer.

    KANIKUŁA

    65

    Co? W taką burzę? krytym fiakrem?

    JÓZEF

    66

    Pan notarjusz powiózł własnym ekwipażem.

    KANIKUŁA

    67

    Co? Z notarjuszem pojechały? Z notarjuszem? Zkąd notarjusz wziął ekwipaż? Nie, moja żona nie ma taktu!

    DYONIZY

    68

    Bez pańskiej opieki…. z notarjuszem!…. W istocie to może w mieście wywołać…. i tak nie brak już pogłosek….

    KANIKUŁA

    69

    Co? mówią już o tem?

    DYONIZY

    70

    Na herbacie u poczmistrza, słyszałem jak poczmistrzowa robiła pewne, złośliwe uwagi w tym względzie… ale ja ostro sfiksowałem ją oczami, tak ostro, że zamilkła.

    KANIKUŁA

    71

    Dziękuję panu!

    DYONIZY

    72

    Jak będę pańskim zięciem, pierwszym moim obowiązkiem będzie notarjusza wyprosić z tego domu.

    KANIKUŁA

    73

    Nie taję się, że jestem zaniepokojony!

    n. s.
    74

    Ale co z nim począć? On uważa się już za zięcia!

    JÓZEF

    wpada
    75

    Panie przyjechały!

    KANIKUŁA

    z gniewem
    76

    Dobrze! Pomówimy ze sobą!

    DYONIZY

    77

    Nie unoś się pan, to gorzej!

    SCENA III

    Gertruda, Zofja, Rumbaliński, Wacław.
    wchodzą

    GERTRUDA

    78

    Ach! jakaż to okropna burza! mógł być fatalny wypadek!

    DYONIZY

    79

    Co już wiecie? pewnie całe miasto mówi już o tem?

    GERTRUDA

    80

    O czem?

    KANIKUŁA

    81

    Że omal z konia nie spadłem.

    GERTRUDA

    82

    Nie! o tem nie wiemy.

    KANIKUŁA

    n. s.
    83

    Otóż macie niepotrzebnie wypaplałem.

    gł.
    84

    Mniejsza o to, ale pan Rumbaliński….

    patrzy groźnie na niego

    GERTRUDA

    85

    Pełen poświęcenia, nie mam słów dla wyrażenia mu mojej wdzięczności.

    KANIKUŁA

    86

    Pan Rumbaliński za często się poświęca…. ale cóż to się stało?

    RUMBALIŃSKI

    87

    Złego nic.

    GERTRUDA

    88

    Ale mogło źle się zakończyć dla nas.

    KANIKUŁA

    89

    Cóż takiego?

    RUMBALIŃSKI

    90

    Pan Wacław spłoszył konie!

    WACŁAW

    szybko
    91

    Ale zaręczam panu Dobrodziejowi!….

    GERTRUDA

    92

    Wyobraź sobie, chciał nam konno obok powozu, zrobić…. zawsze zapominam jak się to mówi….

    RUMBALIŃSKI

    93

    Fensterparade.

    GERTRUDA

    94

    Aha! tak jest, fensterparade…

    KANIKUŁA

    zdziwiony bardzo
    95

    Jak to? Więc pan jako bezpłatny praktykant konceptowy trzymasz wierzchowca?

    WACŁAW

    96

    A czyż ta posada ustawą rządową wzbrania jazdy konnej?

    KANIKUŁA

    97

    Nie, ale…. to jakiś feralny dzisiaj dzień dla wierzchowców.

    RUMBALIŃSKI

    98

    Raczej dla jeźdźców….

    WACŁAW

    99

    Zobaczywszy, że uprząż pękła, zbliżyłem się na koniu ażeby….

    DYONIZY

    100

    Uprząż zapewne kupiona na licytacji.

    RUMBALIŃSKI

    101

    Mógłbyś pan być mniej dowcipnym.

    GERTRUDA

    102

    Konie się tedy spłoszyły…

    KANIKUŁA

    n. s.
    103

    Tak jak mój koń.

    GERTRUDA

    104

    Poczęły uciekać!….

    KANIKUŁA

    n. s.
    105

    Mój stał na miejscu i wierzgał.

    GERTRUDA

    106

    Pan Rumbaliński z całą energią a raczej z heroizmem właściwym notarjuszom, rzuca się z kozła…. chwyta konie….

    KANIKUŁA

    głośniej
    107

    Tak jak…. Dyonizy.

    GERTRUDA

    108

    Ależ nie pan Dyonizy tylko pan Rumbaliński.

    do Rumbalińskiego
    109

    Ach! jestem tak oczarowaną pańską energią; tak dalece jestem mu obowiązaną, że niczego w tej chwili nie odmówiłabym drogiemu panu.

    RUMBALIŃSKI

    po cichu
    110

    To téż spodziewam się przychylnej odpowiedzi co do córki pani…

    KANIKUŁA

    111

    Oho! oho!

    GERTRUDA

    112

    Cóż znaczy to: oho! oho! Cóż cię tak zadziwia?

    KANIKUŁA

    113

    To, że nie pojmuję jak mogłaś się zdecydować na podobną przejazdkę.

    GERTRUDA

    114

    Przejazdka byłaby wcale przyjemną, gdyby nie pan Wacław, który konie spłoszył….

    WACŁAW

    115

    Niech mi pani przebaczy, ale udowodnię że….

    KANIKUŁA

    116

    Nie o to mi chodzi, tylko, że spacer bez mego przyzwolenia, bez mojej opieki, spacer w mojej nieobecności….

    GERTRUDA

    117

    Panie Rumbaliński, nie zwracaj pan na to uwagi.

    KANIKUŁA

    118

    Nieprawdaż panie Dyonizy?

    DYONIZY

    119

    Ha, cóż robić? Pan notarjusz, który często legalizuje, sam nie dość legalnie postępuje.

    RUMBALIŃSKI

    120

    Raz już pana prosiłem, ażebyś w swoich słowach poskramiał się!…

    DYONIZY

    kłócąc się
    121

    A jeżeli mnię się podoba tak mówić?

    RUMBALIŃSKI

    122

    Ale mnie się to nie podoba!

    n. s.
    123

    Śmieszny rywal! Parodja kochanka!

    patrzy na niego z pogardą

    GERTRUDA

    124

    Panowie! dziś urodziny mego męża…

    KANIKUŁA

    125

    A! to fatalny dzień!

    do Dyonizego
    126

    Dobrze mu palnąłeś, dziękuję panu.

    DYONIZY

    127

    Ja państwa pożegnam, jestem cokolwiek wzruszony, wzburzony! Moje nerwy! Pójdę na świeże powietrze, lecz za chwilę powrócę.

    do Kanikuły
    128

    Mam pańskie przyrzeczenie!

    wychodzi

    KANIKUŁA

    129

    Czekamy, czekamy!

    GERTRUDA

    cicho do Kanikuły
    130

    Nie zapraszaj go, to nieznośny człowiek!

    KANIKUŁA

    do Gertrudy
    131

    A ten pan notarjusz dla mnie jeszcze nieznośniejszy ; nie zapraszaj tego, to ja tamtego nie będę prosił.

    JÓZEF

    wpada zadyszany
    132

    Ah! ah! hm! hm!

    WSZYSCY

    133

    Cóż takiego?

    JÓZEF

    134

    Ah! awantura!

    KANIKUŁA

    135

    Pewnie pan Dyonizy kark skręcił?!

    JÓZEF

    136

    Jeszcze gorzej. Wiatr schwycił i połamał czerwony parasol.

    KANIKUŁA

    137

    A niech go tam djabli porwą.

    JÓZEF

    138

    Ale bo się konie pana notarjusza spłoszyły, na miejscu przed gankiem wywaliły i połamały powóz!

    KANIKUŁA

    139

    A to nieszczęście! Ach, ten parasol! Ten parasol!

    RUMBALIŃSKI

    zmięszany
    140

    Żegnam państwa na chwilę. Gdzież mój kapelusz?

    n. s.
    141

    Ciekawy jestem jak się nie ożenię z jego córką, kto mi szkodę wróci?

    wybiega

    GERTRUDA

    142

    Ach to nieszczęście! trzeba pójść zobaczyć!

    wybiega

    KANIKUŁA

    143

    Co tu się dzisiaj dzieje? Jakieś licho łamie konia, wywraca notarjusza, płoszy mój parasol, moją żonę, moją córkę…

    wybiega

    SCENA IV

    WacławZofia.

    WACŁAW

    144

    Droga panno Zofio! staraj się pani matkę przekonać, że ja nie byłem powodem tego wypadku

    ZOFIA

    145

    Ależ panie Wacławie, wierzę ci. Miałażbym ciebie posądzać o taką nieostrożność, ciebie, który przecież pragniesz mojego dobra?

    WACŁAW

    146

    O tak, droga panno Zofio! i dziś właśnie chciałem rodzicom oświadczyć się — i gdyby nie ten wypadek….

    ZOFIA

    147

    Dlaczegoż pan cały rok zwlekasz? — wahasz się?

    WACŁAW

    148

    Kiedyś…. później…. pani to wytłómaczę, na teraz pozwól ażeby to zostało moją tajemnicą….

    ZOFIA

    149

    Dziś przyjeżdżają moje ciotki, staraj się pan im przypodobać, w przeciwnym razie wszystko stracone.

    WACŁAW

    150

    Panno Zofio! Cóż mam czynić, aby je pozyskać?

    ZOFIA

    151

    A mój Boże! moje ciotki są poczciwe, dobre, tylko kapryśne, wymagające, prędko się obrażają….

    WACŁAW

    152

    Jak wszystkie stare panny! A to okropne! Odchodzę panno Zofio — nie chcę bowiem, ażeby zastawszy nas tu razem, czyniono pani wyrzuty; za chwilkę będę z powrotem.

    wychodząc
    153

    Panno Zofio! w tobie pokładam jedyną nadzieję szczęścia całego życia!

    ZOFIA

    sama
    154

    Mama widocznie chciałaby mnie wydać za notarjusza — ale ja za niego nie pójdę! Ja go nie cierpię, on taki gwałtowny, szorstki, gdy przeciwnie Wacław taki łagodny, taki dobry. A jakie Wacław ma oczy! Chciałabym mieć jego oczy!

    SCENA V

    ZofiaKanikułaGertruda.
    wchodzą

    KANIKUŁA

    155

    Chwała Ci panie! Nic się nie stało!

    n. s.
    156

    Chociaż na chwilkę pozbyłem się tego natręta.

    gł.
    157

    Po co temu notarjuszowi ekwipaż potrzebny?

    GERTRUDA

    158

    Twoje uwagi nie mają sensu…

    KANIKUŁA

    n. s.
    159

    Teraz najlepsza chwila powiadomić je o nowym konkurencie Dyonizym.

    gł.
    160

    Moja kochana żono i moja droga córko! Zbliżcie się!

    zbliżają się

    GERTRUDA

    161

    Cóż takiego?

    KANIKUŁA

    z komiczną powagą
    162

    Są chwile w życiu, w których zarówno matka jak i ojciec nie mogą mówić bez pewnego rozrzewnienia; taką chwilą uroczystą jest dzień dzisiejszy. — Dziś bowiem oświadczył się o rękę Zosi….

    GERTRUDA

    żywo
    163

    I mnie się oświadczył.

    KANIKUŁA

    164

    Co i wam… Dyonizy się oświadczył?

    GERTRUDA

    165

    Ależ notarjusz — nie Dyonizy.

    ZOFIA

    166

    A mnie… Wacław.

    KANIKUŁA

    167

    Notarjusz oświadczył się o Zosię?

    GERTRUDA

    168

    O kogoż miał się oświadczyć? Przecież mamy tylko jedną córkę.

    KANIKUŁA

    169

    Moja droga! a ja go posądzałem….

    n. s.
    170

    Ha! ha! a niechże mnie….

    GERTRUDA

    171

    O cóż go posądzałeś?

    KANIKUŁA

    172

    Nic — nic —

    całuje ją
    173

    Ha…. ha…. ha!….

    GERTRUDA

    174

    Jak widzę, jesteś zadowolonym i zgadzasz się na notarjusza, któremu z mej strony przyrzekłam….

    KANIKUŁA

    przerywa
    175

    Na notarjusza nigdy się nie zgodzę!

    całuje ją.

    GERTRUDA

    176

    Za cóż mnie całujesz?

    KANIKUŁA

    177

    Dziś moje urodziny, jestem rozczulony… Że i Wacław także się oświadczył, dobrze słyszałem.

    ZOFIA

    178

    Tak jest proszę papy!

    całuje go.

    KANIKUŁA

    179

    I wszyscy trzej oświadczyli się po burzy… słyszałem że ludzie wieszają się w czasie burzy, ale żeby się żenili tego jeszcze nie było.

    GERTRUDA

    180

    Jak uważam, chcesz popierać Dyonizego.

    KANIKUŁA

    181

    Tak jest! jako ojciec mógłbym postąpić sobie despotycznie, absolutnie, ale dziś moje urodziny… przemawiam przeto do was nie jako ojciec, ale jako człowiek… jako przyjaciel.. za Dyonizym. Muszę mu oddać tę sprawiedliwość, że wyświadczał mnie i wam różne grzeczności, a czynił to w tym celu, ażeby pozyskać rękę Zosi i nasze zezwolenie, dlatego ja za nim zawsze przemawiać będę.

    GERTRUDA

    182

    Wierzaj mi Zosiu, słuchaj matki, notarjusz to ideał męża! Co za odwaga w tym człowieku, jaka energia!

    ZOFIA

    183

    Proszę rodziców, ja za żadnego z nich nie pójdę.

    GERTRUDA

    184

    Więc za kogóż?

    ZOFIA

    185

    Za Wacława.

    GERTRUDA

    186

    Koncepspraktykanta?

    KANIKUŁA

    187

    Bezpłatnego??…

    GERTRUDA

    188

    Ależ Zosiu, to być nie może.

    ZOFIA

    189

    Moja mamo nie gniewaj się na mnie, ale…

    GERTRUDA

    190

    Żeby przynajmniej miał jaki mająteczek.

    KANIKUŁA

    191

    Ale to panie goły jak turecki święty.

    ZOFIA

    192

    Kiedy ja jego kocham.

    GERTRUDA

    193

    Tak ci się zdaje!

    ZOFIA

    194

    Z pewnością.

    GERTRUDA

    195

    Taka miłość prędko przemija.

    ZOFIA

    196

    O nie! nigdy mateczko!

    KANIKUŁA

    197

    No, skoro ona go kocha, należałoby może zastanowić się?…

    GERTRUDA

    198

    Ej! ty się na tem nie rozumiesz.. Mnie moja znajoma hrabina powiedziała: Niech pani w wyborze zięcia na kochanie nie zważa! Byle był szacunek, miłość znajdzie się po ślubie.

    KANIKUŁA

    199

    Ktoby temu wierzył co tam jakaś hrabina powie…

    GERTRUDA

    z gniewem
    200

    Ależ to powiedziała moja znajoma, hrabina, wykształcona i mądra kobieta!

    ZOFIA

    201

    Dyonizy i notarjusz, to stare graty!

    GERTRUDA

    202

    Z gratami cicho!

    ZOFIA

    203

    Jak się Wacław ze mną nie ożeni, to oboje pomrzemy.

    zaczyna płakać.

    GERTRUDA

    204

    On jeżeli chce niech umiera, tobie nie pozwalam.

    ZOFIA

    205

    Tak jest, nie będziemy jedli ani pili nic a nic i pomrzemy.

    KANIKUŁA

    206

    Zosiu, dziś moje urodziny…

    GERTRUDA

    do męża
    207

    Otóż widzisz, tak się dzieje, jeżeli w domu bywa bezpłatny praktykant.

    głośno do Zofii
    208

    Ależ moja Zosiu i tak o twoim przyszłym mężu twoje ciotki będą decydować.

    KANIKUŁA

    209

    A przecież nie można lekceważyć dwóch takich sukcesji, one zapewniają ci przyszłość.

    ZOFIA

    210

    Ale ciotki będą tak długo przebierać, aż i ja się zestarzeję, jak one.

    KANIKUŁA

    211

    Zosia ma rację; już siedmnastu konkurentom odpaliliśmy z powodu tych sukcesji i dziwnych żądań moich sióstr.

    ZOFIA

    płacząc
    212

    Bo moje ciotki będą wybierać, przebierać tak długo, aż zgorżknieję, skwaśnieję, jak one i zostanę… zostanę…

    z silniejszym wybuchem płaczu
    213

    starą panną!

    GERTRUDA

    214

    Ależ Zosiu uspokój się!

    biegnie do okna
    215

    Słychać turkot…

    KANIKUŁA

    216

    To pewnie moje siostry! Zosiu idź zmyj oczy. Wstydź się płakać.

    całuje ją — Zosia wychodzi.

    SCENA VI

    KanikułaGertrudaRozaliaEufrozyna.
    Rozalia i Eufrozyna wpadają. Obie ubrane są z pewną komiczną pretensją, lecz bez wielkiej przesady Rozalia ma pince-nez na nosie, Eufrozyna dużo biżuterji i zegarek złoty, na który ciągle spogląda otwierając ostentacyjnie koperty złote.

    ROZALIA i EUFROZYNA

    wpadając
    217

    Ach! Wojtuś! Wojtuś! Cóż to za burza!

    KANIKUŁA

    prowadzi je do kanapy
    218

    Drogie siostry! Jakże się cieszę! Cóż się stało?

    ROZALIA i EUFROZYNA

    219

    Ach Wojtusiu! Wojtusiu!

    GERTRUDA

    220

    Ależ uspokójcie się!

    EUFROZYNA

    221

    Wojtuś! eteru!!

    ROZALIA

    222

    Wody kolońskiej!

    Kanikuła podaje Eufrozynie pomadę w słoiku — Gertruda Rozalii wodę kolońską.

    ROZALIA

    nacierając sobie skronie, ręce i całe ubranie nakrapiając
    223

    Konie.. się….

    nakrapiając
    224

    spłoszyły…

    nakrapia
    225

    od… czerwonego… parasola…

    KANIKUŁA

    226

    A niechże cię!.. Znowu ten nieszczęsny parasol!

    EUFROZYNA

    227

    Co ty mi dałeś? To nie eter ale topolowa pomada i do tego zepsuta!..

    KANIKUŁA

    228

    Ach przepraszam!… Gwałtu! cóż to za dzień dzisiaj! Józefie! Józefie!

    Józef wpada
    229

    Bałwanie jakiś! Dlaczego nie wyrzuciłeś tego parasola? Masz tu słoik, posmaruj sobie głowę a potem wyrzuć.

    JÓZEF

    230

    Dobrze panie!

    KANIKUŁA

    231

    Józefie! herbaty gorącej.

    EUFROZYNA

    232

    Dla mnie lemoniady!

    KANIKUŁA

    do Józefa — który za każdem wołaniem wpada
    233

    Nie trzeba herbaty! Przynieś lemoniadę!

    ROZALIA

    234

    Ja piję czekoladę. To uspokaja…

    KANIKUŁA

    j. w.
    235

    Józefie! Dla panny Eufrozyny… lemoniadę… a dla panny Rozalii… czekoladę!… Tylko nie pomieniaj!

    JÓZEF

    odchodząc n. s.
    236

    A to skaranie boże z temi staremi pannami!

    EUFROZYNA

    237

    Ach! jakie grzmoty!

    biorąc perfumę
    238

    one rozstrajają mi nerwy…

    ROZALIA

    239

    A ja namiętnie lubię burzę!

    EUFROZYNA

    240

    Siostra mówisz to tylko jak zwykle, dla miłej opozycji. Wszak siostra omal nie zemdlałaś.

    ROZALIA

    241

    To z powodu błyskawic!

    EUFROZYNA

    242

    Przecież grzmoty a błyskawice to jedno i to samo.

    ROZALIA

    243

    Przepraszam! Jeżeli grzmi, to grzmi, a jeżeli łyska, to łyska. Ja wolę grzmoty!

    EUFROZYNA

    z przekąsem
    244

    A ja błyskawice!

    ROZALIA

    z przekąsem
    245

    Zapewne, dla miłej opozycji siostra woli ażeby jej grzmiało?

    EUFROZYNA

    246

    A siostra dla miłej opozyci,[1] woli ażeby jej błyskało!

    KANIKUŁA

    247

    Ale o cóż wam idzie? w tej chwili mamy już prześliczną pogodę!

    ROZALIA

    248

    Doprawdy nie pojmuję jak można wybrać sobie urodziny w taką burzę.

    KANIKUŁA

    249

    Ależ to nie moja wina; ja nie wybrałem tego dnia…. to moi rodzice….

    EUFROZYNA

    250

    I gdyby nie to, że brat skończyłeś dziś lat 50.

    ROZALIA

    251

    Przepraszam lat 49.

    EUFROZYNA

    252

    Przepraszam… bo 50.

    KANIKUŁA

    253

    Ale 49. czy 50, to na jedno wychodzi. O cóż idzie?

    ROZALIA

    254

    O zasadę!

    EUFROZYNA

    255

    O prawdziwość tego, co się mówi.

    GERTRUDA

    256

    Jedna jak proch, druga jak saletra! Lubią dysputować gorąco.

    KANIKUŁA

    257

    Ale co też siostruni za pomysł przyszedł do głowy, kupować dla mnie na urodziny wierzchowego konia.

    ROZALIA

    258

    Radziłam zamiast konia, osła kupić; z osła większy pożytek!

    KANIKUŁA

    259

    Jakto osła na wierzchowca?

    EUFROZYNA

    260

    Ten koń przeznaczony do wożenia wody ze źródła, do którego bardzo daleko pieszo…. a bratu szkodzi woda gipsowa ze studni; tak mój bracie zdrowie, zdrowie to najważniejsze dla człowieka!

    KANIKUŁA

    261

    Otóż macie, a ja sądziłem, że to wierzchowiec okropnie bystry, tak tęgo wygląda….

    n. s.
    262

    a to woziwoda! zbłaźniłem się i gdyby nie Dyonizy byłbym jeszcze chrymnął z tej szkapy.

    ROZALIA

    263

    Ale gdzież Zosia? kochana Zosia?

    EUFROZYNA

    264

    Wspólne nasze dziecko.

    GERTRUDA

    265

    Zosiu! Zosiu!

    wchodzi Zosia

    SCENA VII

    Ciż — Zofia.

    ZOFIA

    266

    Drogie cioteczki!

    chce ucałować im ręce, ale obiedwie wyrywają ręce z czułości całą całując ją

    ROZALIA

    267

    Jak się masz luba Zosiuniu?

    EUFROZYNA

    268

    Jak się masz luba Zosiuniu? Ale jak ona blado wygląda….

    ROZALIA

    269

    Gdzie też siostra widzi bladość? Przeciwnie wygląda jak jabłuszko!

    EUFROZYNA

    270

    Może jak pomidor, dla miłej opozycyi?

    ROZALIA

    z przekąsem
    271

    A może jak lilija?

    EUFROZYNA

    272

    Oczęta czerwone, jak u królika…

    KANIKUŁA

    273

    Ależ siostro przywidzenia! Cokolwiek zakatarzona. Idź, idź moje dziecko — powiedz Józefowi niech przyniesie, czekoladę i lemoniadę.

    Zosia wychodzi

    KANIKUŁA

    n. s.
    274

    A teraz do najważniejszej sprawy przystąpimy.

    gł.
    275

    Czyby kto mógł przypuścić, żeby burza do czegoś przydać się mogła?

    EUFROZYNA

    276

    Chyba do zerwania starego dachu.

    KANIKUŁA

    277

    Otóż z powodu burzy…

    GERTRUDA

    278

    Nie z powodu burzy, tylko w czasie burzy.

    KANIKUŁA

    279

    Przepraszam, po burzy trzech nowych konkurentów oświadczyło się o rękę Zosi.

    EUFROZYNA

    280

    Brat masz widocznie fabrykę do wyrabiania konkurentów…

    ROZALIA

    281

    Cóż dziwnego? Dziewczyna mająca od nas dwie sukcessje w sperandzie…

    GERTRUDA

    282

    Tak! ale tylko w sperandzie…

    EUFROZYNA

    283

    Przestrzegam jednak brata jak zwykle; jeżeli się nie zgodzimy w wyborze…

    ROZALIA

    284

    Zmażemy zapisy!

    KANIKUŁA

    285

    Moje siostry! aż nadto pamiętam o tem, ponieważ już 17. konkurentów na wasze żądanie pochowałem; prowadzę osobny do tego katalog. W tej chwili mamy trzech nowych kandydatów, których dziś będę mógł osobiście wam przedstawić. Błagam, raz już zdecydujcie, uchwalajcie, bo mi już kością w gardle być ciągle egzekutorem waszych wyroków; wierzajcie mi siostry, to ciągłe dawanie koszów, jest bardzo przykre!

    EUFROZYNA

    286

    Prosimy o bliższe określenie konkurentów…

    ROZALIA

    287

    Szczegółowe.

    KANIKUŁA

    288

    Siadajcie!

    otwiera katalog
    289

    Każdy młodzieniec, który u nas bywa, jest szczegółowo w tym katalogu opisany. Są w życiu chwile że nie tylko matka jako matka, ale i ojciec… nie może bez rozrzewnienia…

    wchodzi Józef — wnosząc na tacy limoniadę i czekoladę

    EUFROZYNA

    odbierając kosztuje
    290

    Fiii! A to co?

    ROZALIA

    291

    Ależ tego nie można pić.

    GERTRUDA

    292

    Co, może nie dobre?

    EUFROZYNA

    293

    Moja limoniada ma jakiś zapach zabijający!

    ROZALIA

    294

    A moją czekoladę czuć pomadą topolową.

    GERTRUDA

    obrażona
    295

    Co też siostra mówi… my nie dajemy pomady do czekolady.

    KANIKUŁA

    który stoi obok Józefa, patrząc na jego wysmarowaną głowę
    296

    Ależ do kroćset! to ten bałwan wysmarował sobie głowę pomadą.

    JÓZEF

    297

    Przecież pan kazał mi posmarować…

    KANIKUŁA

    298

    Pójdziesz ty trutniu!..

    JÓZEF

    wybiegając
    299

    Dalibóg!… to skaranie!…

    ROZALIA

    300

    Prosimy czytać!…

    EUFROZYNA

    301

    Czekamy.

    KANIKUŁA

    302

    Nr. 7… sędzia; nie, Nr. 17… pocztmistrz — aha Nr. 20… Dyonizy Ciepiałowski! Polecam go waszym względom; wyświadczył on mi nie mało grzeczności, nie taji się iż czynił to w pewnych zamiarach…

    GERTRUDA

    303

    Wojtuś! tylko nie nudź!…

    KANIKUŁA

    304

    Dyonizy Ciepiałowski, z dobrej szlacheckiej rodziny, pochodzącej z Pomorza…

    GERTRUDA

    305

    Prosimy o dowody!

    EUFROZYNA

    306

    Później, poszukamy w Niesieckim…

    ROZALIA

    307

    Ciepiałowski? Aha!… przypominam sobie. Widziałam go na pikniku u poczmistrzowej. Ten z nosem…

    KANIKUŁA

    308

    Tak jest, z nosem.

    ROZALIA

    309

    Ależ chciałam powiedzieć z orlim nosem!

    GERTRUDA

    310

    Ależ przeciwnie, ma nos jak kaczka!

    KANIKUŁA

    311

    Jesteś stronniczą. Ma lat 30…

    GERTRUDA

    312

    Lat 34.

    KANIKUŁA

    313

    Lat 34 i miesięcy dwa!

    EUFROZYNA

    314

    Będziemy potrzebować metryki chrztu!

    ROZALIA

    z przekąsem
    315

    I może jeszcze daty bierzmowania?

    KANIKUŁA

    316

    Kapitalista!

    GERTRUDA

    317

    Pośredniczący w interesach!

    KANIKUŁA

    318

    Przepraszam, ogłosisz go jeszcze wspólnikiem Mendla, naszego faktora.

    EUFROZYNA

    319

    Prosimy dalej!

    KANIKUŁA

    320

    Pragnie się koniecznie ożenić.

    EUFROZYNA

    321

    Co, koniecznie? w ogóle?

    GERTRUDA

    322

    Widocznie z rozpaczy chce to uczynić. Pierwsza miłość zawiodła, a więc pierwsza lepsza aby się tylko ożenić!

    ROZALIA

    z zapałem
    323

    Pierwsza lepsza! Ma bratowa słuszność!

    n. s.
    324

    To moja w tem wina, przed kilku laty starał się o moją rękę i dałam mu kosza.

    KANIKUŁA

    325

    Cóż ma robić? Nie chciała go jedna, próbuje szczęścia u drugiej. I ma słuszność, bo to panny jak zaczną wybierać, przebierać, jak żyd między śliwkami na targu, aż nareszcie kawaler frrru! a panna zostaje starą panną w objęciach kota.

    ROZALIA

    dotknięta słowami Kanikuły
    326

    Brat widocznie mnie wymówki robi, ale nie jestem tak starą…

    EUFROZYNA

    również wpadając w mowę
    327

    Ażeby nas to zmartwiło.

    KANIKUŁA

    328

    Moje siostry! nie obrażajcie się! Ale podobno przysłowie mówi: „Uderz w stół nożyce się odezwą.”

    ROZALIA

    n. s.
    329

    Muszę z nim pomówić koniecznie. Gdyby się z Zosią ożenił, byłoby to upokorzeniem dla mnie.

    KANIKUŁA

    330

    To jedno mogę mu tylko zarzucić, iż moja córka go nie kocha.

    GERTRUDA

    331

    Ale na tem nic ci nie zależy, ażeby się tylko ożenił.

    ROZALIA

    n. s.
    332

    Doskonała sposobność do sprzeciwienia się temu związkowi.

    gł.
    333

    Jakto Zosia go nie kocha i wy chcecie ją za niego wydać? Ależ to byłoby barbarzyństwem!

    GERTRUDA

    całując Rozalię
    334

    Ma siostra słuszność!

    ROZALIA

    335

    Biedne nieszczęśliwe dziecię rzucać w objęcia człowieka, którego nie kocha! Nie! Na to nigdy nie pozwolę!

    EUFROZYNA

    336

    Tak jest! jeżeli Zosia go nie kocha, lepiej że nie pójdzie za niego.

    GERTRUDA

    całując Eufrozynę
    337

    Święta prawda!

    żywo
    338

    Przejdźmy do notarjusza Rumbalińskiego…

    KANIKUŁA

    przegląda
    339

    Nr. 18. notarjusz, lat 48!

    GERTRUDA

    340

    Lat 38!

    KANIKUŁA

    341

    Jesteś parcjalną, dla zaokrąglenia swojego kapitału, poszukuje posagu.

    GERTRUDA

    342

    Chcesz powiedzieć, że nie szuka serca, młodości i wdzięku, tylko posagu?

    KANIKUŁA

    343

    Chce…

    GERTRUDA

    344

    Oczerniasz go! Nie wierzcie mu.

    EUFROZYNA

    345

    Na młodość nie zważa?

    GERTRUDA

    346

    Pełen kurtuazyi, nonszalansyi i trzy tysiące dochodu!

    KANIKUŁA

    347

    Dochód płynny ale nie stały.

    GERTRUDA

    348

    Pleciesz nie do rzeczy.

    KANIKUŁA

    349

    Dochód zależy od śmiertelności i od cyfry zaciągniętych notarjalnie długów.

    GERTRUDA

    350

    Cóż więcej?

    KANIKUŁA

    351

    On mi sam oświadczył; „Potrzebuję i szukam posagu”!

    GERTRUDA

    352

    Tak jest; ponieważ chciałby otworzyć kancelarję we Lwowie — a tam, jak powiada, mając już ustaloną sławę dobrego notarjusza, pozyskałby wziętość.. zostałby wybranym na posła do sejmu….

    z wrzastającym[2] zapałem!
    353

    a dalej… dalej… ministrem! Nasza córka byłaby żoną ministra! ty ojcem ministra… a ja, matką ministerjalną! ach!

    EUFROZYNA

    zamyślona — mówi z rozmarzeniem
    354

    Mogłam zostać jego żoną, gdyby nie Pieprzycka, ta stara intrygantka, która nas z notarjuszem poróżniła…

    KANIKUŁA

    355

    Cóż tak siostra się zamyśliła?

    EUFROZYNA

    356

    Ale nie!

    n. s.
    357

    Co się odwlekło, jeszcze nie uciekło. Muszę mieszkać we Lwowie!

    GERTRUDA

    358

    Cóż? zgadza się siostra na notarjusza?

    EUFROZYNA

    359

    Nie! Notarjusz nie może być mężem Zosi! On jej nie kocha byłaby nieszczęśliwą!

    ROZALIA

    360

    A mnie proszę zanotować… jestem za notarjuszem.

    EUFROZYNA

    361

    Dla miłej opozycyi! Na złość! A mnie proszę zanotować za Dyonizym!

    KANIKUŁA

    362

    Moje siostry! uspokójcie się!

    n. s.
    363

    Już mi cierpliwości braknie!

    gł.
    364

    Pozostaje nam jeszcze Wacław!… Nr… 19… bezpłatny praktykant… ubogi!

    EUFROZYNA — GERTRUDA — ROZALIA

    razem
    365

    Nad tem przechodzimy do porządku!

    KANIKUŁA

    366

    Zosia go kocha — możebyśmy się nad tem zastanowili.

    GERTRUDA

    367

    Jako matka czuwająca nad przyszłością Zosi, sprzeciwiam się temu! Ubóstwo męża, zabija miłość!

    EUFROZYNA — ROZALIA

    razem
    368

    Nad praktykantem do porządku!

    KANIKUŁA

    z gniewem
    369

    Więc znów mam spełnić misję dania trzech koszów? To już nad moje siły!

    JÓZEF

    wchodzi
    370

    Pan Dyonizy.

    KANIKUŁA

    371

    Proś!

    Józef wychodzi

    GERTRUDA

    372

    Wojtuś proszę cię, daj mu prędko odprawę!

    KANIKUŁA

    373

    Nie jestem twoją maszyną.

    SCENA VIII

    KANIKUŁA

    półgłosem do Dyonizego
    374

    Eufrozyna za tobą — Rozalia przeciw!

    DYONIZY

    375

    Która jest Eufrozyna, a która Rozalia? Tyle lat upłynęło jak ostatni raz rozmawialiśmy z sobą, że nie pamiętam.

    KANIKUŁA

    376

    Basem przedstawię cię Eufrozynie — a dyskantem Rozalii.

    DYONIZY

    377

    Dobrze!

    KANIKUŁA

    zbliżając się do Eufrozyny — basem
    378

    Pan Dyonizy Ciepiałowski!

    dyskantem do Rozalii
    379

    Pan Dyonizy!

    GERTRUDA

    do męża
    380

    Co ci się stało?

    KANIKUŁA

    381

    Ochrypłem.

    DYONIZY

    n. s.
    382

    Trzeba ją pochlebstwem pozyskać dla siebie.

    do Rozalii
    383

    Wielce uradowany jestem ze zaszczytu, być ponownie pani przedstawionym.

    jąkając się
    384

    Zaszczyt ten… spada już po raz drugi na mnie. Już na pikniku u poczmistrzowej, serce moje przeczuło, że będziesz mi pani życzliwą…

    ROZALIA

    n. s.
    385

    Miły człowiek!

    DYONIZY

    j. w.
    386

    O, bo każda znajomość w swych następstwach najczęściej jest przewidzianą.

    ROZALIA

    spuszczając oczy
    387

    Co pan chcesz przez to powiedzieć?

    DYONIZY

    388

    Wierzę w to bowiem, że pierwsze poznanie, pierwsze wejrzenie wzbudza w nas sympatją, lub antypatją.

    całuje ją w rękę

    ROZALIA

    389

    O i ja w to wierzę!

    n. s.
    390

    Jaki on wzruszony; widocznie z rozpaczy, chce zaślubić Zosię!

    melodramatycznie
    391

    Ale ja go wybawię!

    DYONIZY

    392

    O, są oczy, w których tyle słodyczy niebiańskiej — rzewności — że mówią one co czuje serce i dlatego, teraz chciałbym ponownie…

    ROZALIA

    do Dyonizego po cichu
    393

    Później!… później!… gdy będziemy sami, pomówimy o tem…

    GERTRUDA

    n. s.
    394

    A to pochlebca, nawet się nie maskuje; teraz do tej robi słodkie oczy.

    ROZALIA

    do Kanikuły
    395

    Proszę cię, nie zrywaj z nim, trzeba go bliżej poznać.

    do Dyonizego
    396

    Pan wybaczy, że oddalę się na chwilę, ale przyjechałyśmy w czasie takiej burzy… toaleta jest cokolwiek w… nieładzie…

    DYONIZY

    397

    O!… proszę!…

    KANIKUŁA

    n. s.
    398

    Ah!… pojmuję!… ona widocznie sama ostrzy ząbki…

    DYONIZY

    po odejściu Rozalii, do Eufrozyny
    399

    Przeczucie mnie nie omyliło, iż wnosząc z opisu brata, w osobie pani spotkam anioła — opiekuna!..

    EUFROZYNA

    400

    I mnie nigdy przeczucie nie myli… z moją bratową zawsze się zgadzamy.

    DYONIZY

    401

    O bo tak, jak w młodszym wieku u panien szukamy zalet w piękności — w turniurce — gorącem sercu… tak…

    EUFROZYNA

    n. s.
    402

    Co on plecie?

    DYONIZY

    403

    Tak w starszym wieku; w wieku pani!…

    EUFROZYNA

    404

    W moim wieku?

    n. s.
    405

    Głupiec!

    DYONIZY

    406

    Szukamy innych zalet; bogobojności, miłości i poświęcenia dla rodziny.

    EUFROZYNA

    gwałtownie wstaje n. s.
    407

    Impertynent!

    DYONIZY

    n. s.
    408

    Zdaje mi się, iż głupstwo… powiedziałem!

    GERTRUDA

    409

    Ale gdzie ten notarjusz siedzi? Czemu nie przychodzi! To dopiero…

    SCENA IX

    Ciż — Rumbaliński.

    GERTRUDA

    410

    Aaa! Kochany pan Rumbaliński!

    zwracając się do niego
    411

    Prosimy!…

    RUMBALIŃSKI

    412

    Przepraszam, iż bez anonsowania wchodzę — ale gospodyni domu mię do tego upoważniła!

    DYONIZY

    do Kanikuły
    413

    Bez anonsowania. Słyszysz pan! Do tego już doszło… bardzo pana żałuję!…

    KANIKUŁA

    414

    Lepiej siebie żałować!

    GERTRUDA

    415

    Prosimy pana notarjusza…

    półgłosem
    416

    Eufrozyna jest przeciw tobie, staraj się ją pozyskać.

    gł.
    417

    Panie Rumbaliński, moja siostra Eufrozyna.

    EUFROZYNA

    418

    Cieszę się bardzo…

    RUMBALIŃSKI

    419

    Bardzo się cieszę… nie mam słów…

    EUFROZYNA

    n. s.
    420

    Zawsze pełen kurtuazyi.

    patrzy na zegarek demonstracyjnie

    RUMBALIŃSKI

    do Eufrozyny
    421

    Panie jechały w czasie burzy.

    EUFROZYNA

    422

    Niestety! — wyobraź pan sobie moje nerwy — moje nerwy…

    RUMBALIŃSKI

    wpatrując się w Eufrozynę
    423

    Czy mnie wzrok nie myli, lat temu 15. u Pieprzyckich…

    EUFROZYNA

    poprawiając branzoletkę
    424

    A tak u Pieprzyckich…

    RUMBALIŃSKI

    425

    Tańczyłem z panią kadryla.

    EUFROZYNA

    426

    Tak jest; tańczyliśmy razem kadryla.

    RUMBALIŃSKI

    427

    W szóstej figurze.

    EUFROZYNA

    428

    W piątej!

    patrzy na zegarek demonstracyjnie

    RUMBALIŃSKI

    429

    W szóstej — taka chwila pozostaje wiecznie w pamięci.

    EUFROZYNA

    n. s.
    430

    Niepotrzebnie dałam mu wówczas kosza.

    gł. z uczuciem
    431

    Więc pan nie zapomniałeś tych chwil…

    poprawia branzoletę

    RUMBALIŃSKI

    432

    Wówczas byłaś pani dla mnie srogą — lecz teraz sądzę gdy bliżej mnię poznasz, pozyskam zaufanie i sympatię twoją pani.

    EUFROZYNA

    ze znaczeniem
    433

    Kto wie. Może. Nieprzeczę.

    n. s.
    434

    Widocznie chciałby odnowić dawną znajomość.

    RUMBALIŃSKI

    435

    O… bo ja dla pani zawsze żywię uczucia… które…

    EUFROZYNA

    spuszczając oczy
    436

    Dobrze… dobrze… później bez świadków pomówimy o tem…

    po cichu do Kanikuły
    437

    Jeżeli notarjusz zostanie mężem Zosi zmażę cały zapis.

    KANIKUŁA

    438

    Dobrze.

    EUFROZYNA

    n. s.
    439

    Zostanę żoną posła, ministra i będę we Lwowie.

    JÓZEF

    wchodzi
    440

    Proszę państwa, podano do stołu!

    GERTRUDA

    441

    Gdzie jest panna Zofia?

    JÓZEF

    442

    Na balkonie rozmawia z panem Wacławem.

    WSZYSCY

    wstają
    443

    Z panem Wacławem?

    KANIKUŁA

    444

    Proś!

    GERTRUDA

    445

    Pannę Zofią.

    KANIKUŁA

    446

    I pana Wacława.

    Józef odchodzi.

    SCENA X

    Ciż — Rozalia.

    ROZALIA

    wchodzi — głowa uczesana z pretensją, różowa jedwabna chusteczka na szyi i mnóstwo kokard
    447

    Państwo wybaczą.

    DYONIZY

    448

    Jakże pięknie pani wygląda.

    KANIKUŁA

    n. s.
    449

    Cóż to, ona ubrała się na redutę?

    ROZALIA

    zbliżając się do Kanikuły
    450

    Jeżeli Zosia pójdzie za Dyonizego, zmażę cały legat. Ani grosza… rozumiesz?

    KANIKUŁA

    patrząc na obydwie
    451

    A… tego już zawiele. Dla głupich pieniędzy mają rzucać moją córką jak piłką? Dosyć już tego!

    SCENA XI

    Ciż — WacławZofia.
    wchodzą

    GERTRUDA

    półgłosem
    452

    Panie Wacławie! cóż to? z moją córką na balkonie?

    ZOFIA

    453

    Spostrzegłam wchodzącego pana Wacława i sama prosiłam go o chwilkę rozmowy.

    GERTRUDA

    454

    Proszę do mnie panno Zofio!

    po cichu
    455

    Zabaw notarjusza…

    KANIKUŁA

    z determinacją
    456

    Moi państwo! Są w życiu chwile, że nie tylko matka jako matka, ale ojciec jako ojciec — nie może mówić bez rozrzewnienia!!!

    GERTRUDA

    457

    O czem ty chcesz mówić?

    KANIKUŁA

    458

    Dziś skończyłem lat 50. Dziś są moje urodziny — należy mi się, żebym choć raz w pię dziesiąt[3] lat, jako mąż i jako ojciec — energicznie i stanowczo postąpił. Moje siostry na których sądzie w wyborze zięcia polegać chciałem, tak nie mogą się zdecydować, iż nazwaćby to można sądem ostatecznym!…

    ROZALIA i EUFROZYNA

    459

    Oho!…

    KANIKUŁA

    460

    Krótko mówiąc… Panie Wacławie chciałeś dziś nas prosić o rękę Zosi.

    WACŁAW

    461

    Tak! chciałem prosić.

    KANIKUŁA

    462

    O stronniczość nikt mnie nie posądzi — pan Wacław jest… konkurentem…

    GERTRUDA

    do Kanikuły półgłosem
    463

    Co czynisz?

    KANIKUŁA

    nie zważając
    464

    Jest konkurentem, którego kocha moja Zosia, a ja jako ojciec pozwalam.

    WSZYSCY

    465

    Co? co? co?

    RUMBALIŃSKI

    z ironją
    466

    Pan Wacław wczoraj dostał sukcesyę; i ta sukcesya… zdaje się…

    KANIKUŁA

    467

    O sukcesyi nic nie wiedziałem; nie jestem notarjuszem, żebym wiedział zaraz o każdej sukcesyi.

    GERTRUDA

    n. s.
    468

    Sukcesya!…

    469

    Panie Wacławie — sprzeciwiałam się pańskiemu ożenieniu z moja[4] córką, ponieważ lękałam się o jej przyszłość; ale teraz jako matka kochająca…

    RUMBALIŃSKI

    n. s.
    470

    Matka kochająca sukcesyę!…

    GERTRUDA

    471

    Zezwalam!

    ROZALIA

    472

    A o nas, brat zapomniał?

    EUFROZYNA

    473

    I już nie reflektujesz?

    KANIKUŁA

    474

    Na nowe sukcysye… Broń Boże! Pobłogosławicie, a ja się postaram, ażeby dzieci były szczęśliwe.

    do Rozalji po cichu
    475

    Wpadłaś w oczko Dyonizemu!

    ROZALIA

    p. g.
    476

    Czy być może? Jak brat szlachetny jesteś.

    KANIKUŁA

    do Eufrozyny po cichu
    477

    Notarjusz chciałby z tobą wyjechać do Lwowa, pytał mię o twój posag.

    EUFROZYNA

    p g.
    478

    To dla Zosi!

    KANIKUŁA

    p. g
    479

    Serce dla Zosi, posag dla Notarjusza!

    EUFROZYNA

    n. s.
    480

    O! przeczucie nie omyliło mnie. Będę we Lwowie. Zobaczę Kisielkę! Wysoki Zamek! Wały!

    JÓZEF

    wchodzi
    481

    Proszę państwa, objad wystygnie!

    KANIKUŁA

    482

    No moi państwo — parami! Pierwsza para narzeczeni;

    podając sobie ręce
    483

    druga para pan notarjusz z Eufrozyną — trzecia para — Dyonizy z Rozaliną — a my staruszkowie będziemy się cieszyć szczęściem drugich.

    EUFROZYNA

    484

    Trzeba go przekonać że będę umiała gości przyjmować;

    gł.
    485

    Pan lubi strudel z jabłkami?

    RUMBALIŃSKI

    prowadząc
    486

    O… bardzo!

    n. s.
    487

    Kokietuje mnie widocznie! No… jeżeli ta ma zastąpić Zofię?… ale cóż robić — lepszy wróbel w garści jak kanarek na dachu.

    ROZALIA

    przyjmując ramię Dyonizego
    488

    Pan lubi poziomki ze śmietaną?

    DYONIZY

    489

    O bardzo!

    n. s.
    490

    Kokietuje mnie widocznie; ale cóż robić? na bezrybiu i rak ryba!

    Wychodzą wszyscy
    Zasłona spada.

    Przypisy

    [1]

    opozycyi [przypis redakcyjny]

    [2]

    wzrastającym [przypis redakcyjny]

    [3]

    pięćdziesiąt [przypis redakcyjny]

    [4]

    moją [przypis redakcyjny]

    Close
    Please wait...