Oferta dla Przyjaciół Wolnych Lektur...

Przyjaciele Wolnych Lektur otrzymują dostęp do specjalnych publikacji współczesnych autorek i autorów wcześniej niż inni. Zadeklaruj stałą wpłatę i dołącz do Towarzystwa Przyjaciół Wolnych Lektur.

TAK, chcę dołączyć!
Nie, rezygnuję z tej oferty
Znajdź nas na YouTube

Audiobooki Wolnych Lektur znajdziesz na naszym kanale na YouTube.
Kliknij, by przejść do audiobooków i włączyć subskrypcję.

x

Spis treści

    1. Bieda: 1
    2. Błądzenie: 1
    3. Bogactwo: 1 2
    4. Bóg: 1 2 3 4
    5. Bunt: 1
    6. Chrystus: 1 2 3 4 5 6 7
    7. Ciało: 1 2
    8. Cierpienie: 1
    9. Dobro: 1
    10. Dusza: 1 2 3 4 5
    11. Filozof: 1
    12. Gotycyzm: 1 2 3
    13. Grzech: 1 2 3 4
    14. Handel: 1
    15. Kłamstwo: 1 2
    16. Kobieta: 1 2
    17. Kobieta "upadła": 1 2
    18. Kochanek: 1
    19. Kondycja ludzka: 1 2 3 4 5 6 7
    20. Koniec świata: 1
    21. Korzyść: 1
    22. Krew: 1
    23. Los: 1
    24. Miłość: 1 2
    25. Modlitwa: 1
    26. Nuda: 1
    27. Obraz świata: 1 2 3 4
    28. Ofiara: 1 2
    29. Pieniądz: 1
    30. Pożądanie: 1
    31. Prawda: 1
    32. Przemiana: 1
    33. Raj: 1 2
    34. Religia: 1 2
    35. Rewolucja: 1
    36. Samobójstwo: 1
    37. Sąd: 1
    38. Szatan: 1 2 3 4 5 6
    39. Śmierć: 1 2 3
    40. Trup: 1
    41. Wąż: 1
    42. Wygnanie: 1
    43. Zdrada: 1
    44. Zło: 1 2
    45. Zwątpienie: 1 2
    46. Żołnierz: 1
    47. Żyd: 1 2 3

    Jan KasprowiczNa Wzgórzu Śmierci

    Wzgórze Śmierci. Noc księżycowa, później świt i dzień i znowu noc.

    Dusza, Raj, Szatan, WygnanieDUSZA WYGNANA Z RAJU

    Świat cały drzemie —
    Świat cały śpi…
    Olbrzymie cienie kładą się na ziemię,
    Nad którą księżyc świeci nieruchomy,
    Jakby umarły…
    Niebios ogromy
    Ciężko się sparły
    Na sennych, mrocznych pochyłościach globu.
    O jakże smutno mi!
    O jak mi tęskno, samotno i smutno!
    Lucyferze! Lucyferze!
    Drogi kochanku mój!
    Z tobą wieczyste zawarłam przymierze —
    Czy mnie opuszczasz?Na to sine płótno
    Mojego lica rozlej barwy świeże —
    Tchów ciepłych zdrój!
    Luby wybrańcze mój,
    Czemu nie spieszysz do swojej wybranej,
    Do swojej duszy?…
    Cicho… to nie ty! O kamienne łany
    Uderza echo ludzkich stóp…
    Kto śmie przychodzić na ten życia grób?
    Kto ze śmiertelnych waży się w tej głuszy
    Szeleścić włosem, rozwianym u czoła,
    Trupiego wzgórza nieskłóconą ciszę
    Zakłócać swoim oddechem?
    Fałdami płaszcza rozbudzać dokoła
    Zamęt w powietrzu, jakiego nie słyszę
    Nigdy w tym miejscu?.. Ja się boję ludzi,
    Bo ile razy kto z poddanych śmierci
    Zajdzie mi drogę, przeklina wnet chwilę,
    W której spełniony był grzech pierworodny
    W Raju straconym…

    SZYMON Z KYRENY

    Jesteśmy na wzgórzu —
    Tu krzyż ten stanie.

    ALETHEJ

    Me wnętrze się łudzi,
    Że chociaż gotów już haniebny wyrok,
    Krwią Niewinnego ludzkość się nie splami.

    Los, Obraz świata, ŻydSZYMON Z KYRENY

    Ty, przyjacielu, jeśli jeszcze wierzysz,
    Wątpiąc o wszystkim, wierzysz, że nad wszystkim
    Jest przeznaczenie, któremu podlegał
    Nawet twój Jowisz… Dla mnie, żydowina,
    Inne pisano prawo, ale to ci mówię,
    Że życie Jego upadło już z włoska.
    Rano spoglądać będą nasze oczy,
    Jeśli przed świtem nie zgasną z boleści,
    Jak na to wzgórze motłoch Go przywiedzie —
    I ten obdarty i ten co w szkarłatach:
    Tak stać się musi… Grzech, Kondycja ludzka, WążPrzyczyna tej śmierci
    Nie w dni dzisiejszych strasznym leży łonie…
    Wyrokowano o niej przy pogrzebie
    Ludzkiego szczęścia, przed wiekami, w Raju,
    Gdy za poszeptem węża–kusiciela
    Niewinna nagość, z drzewa świadomości
    Zerwawszy owoc, zmieniła się w ciało,
    Piękne, nęcące marmurami kształtów,
    Świeżością barwy i wonią, co zmysły
    Nasze tumani, ale w którym mieszka
    Grzech…

    GŁOS DUSZY WYGNANEJ Z RAJU

    Lucyferze!

    ALETHEJ

    Słyszysz? coś tu woła.

    SZYMON Z KYRENY

    Nie! to złudzenie… Do rana daleko…
    Śpi jeszcze wokół cały świat, śpi jeszcze…
    W sam czas się zbudzi, aby — spełnić zbrodnię.
    Zresztą, zbyt od nas odległy ten motłoch,
    Ażeby jego warczenie dotarło
    Do tej wyżyny…

    ALETHEJ

    Przysiągłbym, drogi, że o moje ucho
    Jak gdyby dziwny jakiś szept uderzył,
    Który me kości przebiegł dreszczem… Nieraz
    Wstrząsa tak nami szelest zeschłych liści,
    Opadających w jesieni…

    SZYMON Z KYRENY

    To złuda.
    GotycyzmOgród oliwny daleko za nami…
    Naokół cisza, jak przed wielką burzą;
    Wiatr o konary nie trąca…
    Bywa, gad jakiś w trawie się poruszy,
    Lub ptak się spłoszy w krzewinie i wówczas
    Człek zamyślony gotów się przerazić…
    Lecz na tym wzgórzu martwe tylko głazy,
    Ni źdźbła zieleni; nawet mech najmniejszy
    Skał tych nie upstrzył; żmija nie ma żeru,
    A z trupich czaszek, które tu spotykasz,
    Uszło już dawno robactwo, wyssawszy
    Wszystkie z nich soki.

    ALETHEJ

    Może…

    SZYMON Z KYRENY

    Czybyś wątpił
    O tym, co widzisz własnymi oczyma?
    Tak! tak! szczególni z was ludzie!… Wątpieniem
    Wypędziliście już bogów z Olimpu,
    A na ich miejscu stawiacie — wątpienie.

    ALETHEJ

    Nie!… Do tej chwili czuję oddech głosu…
    Jest tu ktoś trzeci między mną a tobą…
    Znów…

    GŁOS DUSZY WYGNANEJ Z RAJU

    Lucyferze! dlaczego śród ludzi
    Zostawiasz duszę, gdzie jej tak samotno
    I tak jej smutno…?!

    SZYMON Z KYRENY

    Prawdziwie… W powietrzu,
    Cichym, miesięczną dyszącym zadumą,
    Niby jęk zadrgał… Widać, niezupełnie
    Gwar ucichł w mieście… Widać, wrzask motłochu
    Na sowich skrzydłach dolatuje nawet
    Do szczytów Śmierci… U bram Jeruzalem
    Porozkładały się tłumy, przybyłe
    Na święto Paschy… Pewnie wielbłądnicy
    Strzegą swych zwierząt, by się nie rozbiegły…
    A może miasto już przed świtem wstaje,
    By się nie spóźnić w drogę na to wzgórze.
    Tak… tak! ciekawość chodzi po zaułkach
    I niecierpliwość, dwie siostry rodzone,
    Dla których noc ta w tysiąc lat się zmienia —
    Tak się nie mogą doczekać poranku:
    Ofiar grzechu, ciężki na Golgotę
    Krzyż dźwigająca, to dla nich igrzysko
    Nad igrzyskami…

    ALETHEJ

    Filozof, Obraz świata, SamobójstwoNędzny świat! Zaiste!
    Dla filozofa, co by go chciał zbawić,
    A, mając oko jaśniejsze od innych,
    Spoglądać musi, jak się coraz bardziej
    Wszystko rozpada pod grzybem podłości,
    Najlepiej ciemię przyozdobić w róże,
    Wychylić miarę cypryjskiego wina,
    Objąć rękami obnażone uda
    Ciepłej Laidy i potem w rozkosznym
    Zapamiętaniu rozciąć sobie żyły.

    SZYMON Z KYRENY

    Bóg, Chrystus, Grzech, Kondycja ludzka, Obraz świata, PrzemianaMądrość rozpaczy… Oto jakim jesteś —
    Jakimi wszyscy jesteśmy, co w sercu
    Mamy uczciwość, a nie mamy woli,
    By tę uczciwość ubrać w stal i śmiało
    Na bój wyruszyć… Ale ja ci mówię,
    Że czas nadchodzi wielkich zmian. Nie będzie
    Muzyką linii krągła Kallipygos[1]
    Przygłuszać mocy w szlachetnym człowieku,
    Że zamiast walić żelaznym taranem
    W przybytek grzechu, którego jest świadom
    I który chciałby uprzątnąć ze świata,
    Rzuca się w jego objęcia, pijany,
    I czołem bijąc swej własnej słabości,
    Ginie, choć prawo miał zostać zwycięzcą.
    Wiesz, Aletheju: Któryś z waszych mędrców
    Uczył, że wszystko jest z ognia… Nie umiem
    Tego–ć wyłożyć, ale jedno widzę:
    Że z ognistego krzaka znów przemawia
    Bóg do nas, ludzi, i że od płomieni
    Głosu bożego cały świat się pali,
    Ażeby miejsca ustąpić lepszemu…
    Stanąłem dzisiaj, zmieszawszy się z tłumem,
    Na szarych stopniach, wiodących do kaźni
    Synedrjonu… Przed bramą ciemnicy
    Usadowili na błazeńskim krześle
    Jednego z nędznych i marnych, o którym
    Nigdy by ludzki nie przypuścił rozum,
    Że stać się może groźnym królów tronom,
    Że może ręką, słabą, bladą ręką,
    Tjary strącać z głów arcykapłanów,
    Że na puch zetrze metal cielców złotych
    I tak na cztery rozwieje go wiatry
    Swym tchem, iż wszystek ślad od razu zginie
    Kształtu i treści tych bożyszcz.. Posłuchaj:
    Pluli Mu w oczy, żelazną prawicą
    Żołdak Mu ciężkie wymierzał policzki,
    A na ciemiona stalowymi pręty
    Tak z cierni zwity wtłaczali djadem,
    Że Mu po twarzy krew strugami ciekła,
    Na pierś spadając wklęsłą i na chwiejne,
    Żałość budzące kolana i stopy.
    Okryty błotem, krwią i plwocinami,
    Siedział ten biedny syn cieśli, pokorny,
    Prawie bezkształtny dla oka, jak kupa
    Gliny, na której zaledwie zostały
    Roztarte znaki rzeźbiarskiego palca.
    A jednak czułem — może z przywidzenia
    Udręczonego niepewnością mózgu,
    Co będzie z światem i co będzie z nami,
    Jeśli to wszystko, co z śmiechem szyderczym —
    Czelnie[2] istocie człowieczeństwa przeczy,
    Bezmiernym pływać będzie lewiatanem
    Po niezmierzonym oceanie życia
    Na hańbę niebios i ziemi: być może —,
    Lecz obojętnym jest to mnie i tobie,
    Skąd i dlaczego? — dosyć ci, że czułem,
    Iż w tym Człowieku jest nie łotr, lecz zbawca
    Iż On tym krzakiem ognistym, iż płomień,
    Który Zeń idzie, towarzysząc głosom
    Bożej wszechmocy, wypełnia ogromy
    I przez stulecia sięga swym językiem…
    Czułem, że prawdą były Jego słowa
    O rozwalonej świątyni i przezeń
    Pobudowanej na nowo… Posłuchaj:
    Czułem, że motłoch, który Mu urągał
    Nie dziś, to jutro, nie jutro, to kiedyś
    Upadnie przed Nim, tak, jak ja o mało
    Że nie upadłem w obliczu siepaczy
    Kaifaszowych przed uroczną mocą,
    Co spod przymkniętej biła mu powieki.
    Czułem, iż On to usunie ten przedział
    Co w dłoń Kaina wcisnął miecz na Abla,
    Że On do Raju otworzy znów drogę
    Wypędzonemu Adamowi… Czułem,
    Że przepowiednią On jest i pragnieniem,
    Nieugaszonym żarem i tęsknotą
    I snem i jawą ludzkiego dążenia,
    Co nieustannie, z wiedzą i bezwiednie,
    Zwraca swe oczy ku skrytym, zawartym,
    Przez Cherubina żarliwie strzeżonym
    Utraconego polanom Ogrodu…
    Umrze, bo — musi!.. Śmierć zwycięzcą śmierci.
    Nad Adamową wzniesie się mogiłą
    Krzyż, znamię hańby, co się w chwałę zmienia,
    Krzyż, znamię śmierci, co się zmienia w życie…
    W tym miejscu grób jest pierwszego człowieka,
    Grób, który odtąd przestaje być grobem…

    ALETHEJ

    Bracie Szymonie! podaj dłoń! spójrz w oczy
    Swemu druhowi i powiedz: tyś moim,
    Jak ja ci powiem, żem jest twój… Miodowy
    Słów twoich posmak. Nie ma tej harmonii
    Ani w przegięciach boskiego Apolla,
    Gdy z łukiem czyha napiętym, ni w białych,
    W twardym, a jednak przemiękkym marmurze
    Wykutych kształtach naszej Kallipygi.
    Zmarły już bóstwa na naszym Olimpie,
    Brzegi Peneju już się dziś nie roją
    Zróżowionymi postaciami najad[3],
    W lasach Diana nie wyprawia harców,
    Zostały tylko rzeźbione kamienie,
    Które do Rzymu uwozi zwycięski
    Złodziej i zbójca… Bóg, Kondycja ludzka, ReligiaTak! Prawda! Wątpieniem
    Postrącaliśmy swoich dawnych bogów,
    By na ich miejsce postawić — wątpienie.
    Ono dziś berłem potrząsa nad światem,
    A takie jego dzisiaj królowanie,
    Że świat ten z karbów już wyszedł: nie wiedzieć[4],
    Jak i którędy i dokąd? Ślepota
    Cel zasłoniła przed oczami ludzi,
    Chromość im weszła w kolana i stopy,
    Że kroku naprzód ustąpić nie mogą.
    Nawet błagalnych rąk już nie podniosą,
    Bo ich ramiona dotknęła bezwładność…
    A zresztą — po co i do kogo? W górze,
    Jak i na dole głucha śmierć… ŚmierćŚmierć, mówisz,
    Zwycięzcą śmierci? Nie rozumiem tego,
    Bo mnie się zdaje, że tylko słoneczne
    I pełne życie może iść ze skutkiem
    W zapasy z śmiercią… Nie rozumiem także,
    Choć i mnie gnało na szczyt tego wzgórza,
    Skądże tak prosty, skąd tak zwykły człowiek
    Miałby posiadać boską moc przemiany.
    Prześladowanie oraz skon męczeński
    Czar wywierają na dusze szlachetnych…
    Chociaż przyznaję, że im bliższą chwila,
    W której, jak łotra, przypną go do krzyża,
    Tym coraz większy i mnie lęk ogarnia,
    Jakbym miał skonać z nim razem… A może
    I to jest złuda… ZwątpienieWątpienie tak moje
    Przeżarło kości, że chyba już nigdzie
    Nie znajdę kuli, o którą bym wsparty
    Mógł przejść przez życie bez szwanku…
    Dziś wątpię,
    Czy me współczucie i mój lęk są prawdą.
    Dla człeka złem jest największym wątpienie.

    SZYMON Z KYRENY

    Wątpienie zniknie z ziemi…

    GŁOS DUSZY WYGNANEJ Z RAJU

    Lucyferze!

    ALETHEJ

    Dziwnie… w tej chwili znów mnie strach ogarnął.

    SZYMON Z KYRENY

    Gotycyzm, Kondycja ludzka, TrupTrąciłeś nogą jakąś czaszkę.

    ALETHEJ

    Czaszkę?
    Nigdym się nie bał kawała skorupy,
    Zlepionej z gliny. Rażą mnie jedynie
    Brzydota pustych jam ocznych i szczerby
    W pożółkłej szczęce; wstrętem mnie napełnia
    Zapach zgnilizny, która szwy rozsadza
    Słabej pokrywy człowieczego mózgu…
    W tym coś innego: doznaję uczucia,
    Jakby w tej chwili przejmował mą duszę
    Głęboki przestrach ginącego świata…
    Powiedz mi, bracie: Co nas tu przywiodło?

    SZYMON Z KYRENY

    Nie wiem… W istocie, sam się teraz dziwię,
    Po cośmy przyszli na ten szczyt… w tej porze…
    Pełni byliśmy rozmowy o śmierci
    Tego Człowieka i zanim się spostrzegł
    Rozum, już nogi wyprzedziły szybkość
    Zastanowienia… Jest prawda w twych słowach:
    Prześladowanie oraz skon męczeński
    Czar wywierają na dusze… Golgota
    Niezrozumiałą ma potęgę… Krzyża
    Nie ustawili jeszcze dla jednego,
    A na jej wzgórzu już siada bezwiednie
    I nieświadoma swej tragicznej siły
    Smętna tęsknica innych dusz… Golgota
    Jest, widzisz, grobem pierwszego człowieka
    I będzie grobem ostatniego…

    ALETHEJ

    Dla nas wątpienie… Ale nie straszniejszą–ż
    Ta jedna pewność, jeśli — jest pewnością?..
    Według twej wiary było na początku
    Jedynie życie, lecz śmierci nie było.
    Przyszła dopiero wówczas, kiedy w tamtym
    Powstała żądza poznania, co dobre,
    A zaś co złe jest… Miecz to sprawiedliwy,
    Który swym ostrzem płomiennym wypędził
    Z Raju to życie! —

    GŁOS DUSZY WYGNANEJ Z RAJU

    Gdzieżeś, Lucyferze?
    Cierpię! Gdzie jesteś? Jęków mych nie słyszysz?
    Bezwładna jestem —

    ALETHEJ

    Można przekląć chwilę
    Tej świadomości! Przez nią dziś umiera
    Niegodną śmiercią ów Człowiek. A słuchaj:
    Gdyby to jeszcze można kosztem śmierci
    Posiąść tę wielką, upragnioną pewność,
    Że to, co dla nas dobrem się wydaje,
    Jest nim naprawdę, a nie złem… Ohydnym
    Stał się los świata przez ów grzech, spełniony
    W Raju —

    Dusza, SzatanGŁOS DUSZY WYGNANEJ Z RAJU

    Gdzież jesteś, jasny Lucyferze?
    Nieprzemożoną masz władzę nade mną —
    Nad twoją duszą,
    Nad twoją biedną i wygnaną duszą!
    Ona bez twego skinienia,
    Bez światła ócz twych, bez dźwięku twych szeptów
    Staje się niemą, ślepą, nieruchomą…
    A jeśli mówi, to na to, by jęczeć,
    A jeżli widzi, to na to, by błądzić,
    Jeśli się ruszy, to na to, by padać…
    Ognistym mieczem znów mnie anioł smaga,
    A mnie się zdaje, że to z twojej ręki
    Te krwawe razy… Ach! gdzie jesteś?

    GŁOS Z DALA

    Idę!…

    ALETHEJ

    Chodźmy… na tchórza zmienia mnie ta góra…
    Że dobrem jest to, za co tak haniebną
    Ma zginąć śmiercią?

    SZYMON Z KYRENY

    Posiada.

    ALETHEJ

    Odpowiedz:
    A ty masz pewność?

    SZYMON Z KYRENY

    Mam —

    LUCYFER

    Jestem!

    SZYMON Z KYRENY

    To znaczy —
    Tak mi się zdaje… Jeszcze przed chwileczką
    Byłbym był przysiągł… a teraz… ja nie wiem…
    Chodźmy… ty wątpisz… i twoje wątpienie
    Wzrok mi przesłania na wieczystą prawdę…
    A może… widzisz… człek jest zawsze tchórzem…
    Najodważniejszy jest tchórzem… Golgota —
    Ukrzyżowanie, które ma się spełnić…
    O tak… Golgota jest niezrozumiałą…
    Ciągnie… i widzisz, człek wie, że to dobre,
    Za co chce umrzeć, a gdy jest na szczycie,
    To, by nie umrzeć, powiada: nie warto —
    Bo nie wiadomo, azali jest dobre…
    Lecz człek wie… drogi przyjacielu… idźmy…
    Podaj mi ramię, widzisz, silny byłem,
    A jestem słaby…

    ALETHEJ

    Chcesz się na wątpieniu
    Oprzeć, mój druhu?…

    SZYMON Z KYRENY

    Nie! człek wie, mój druhu,
    Że to jest dobre… A może on nie wie?…

    ALETHEJ

    Dla człeka złem jest największym wątpienie:
    Najodważniejszych na tchórzów przemienia,
    A tak znienacka przychodzi i z chwilą.
    Gdy go się najmniej spodziewasz… W powietrzu
    Pełno jest tego wątpienia… Nieznane
    I niewidzialne przywołują moce
    Ono wątpienie ku tobie — a głosem,
    Który, choć ludzkie nie słyszy go ucho,
    Napełnia lękiem twe wnętrze… Najstraszniej,
    Gdy masz świadomość tej niszczącej siły,
    A nie masz władzy, by ją zgnieść, boś zwątpił
    O możliwości tej władzy…

    LUCYFER

    Tak! idźcie!
    Idźcie naprzeciw: brzask już niedaleki,
    Brzask, który dla was gorszy jest od nocy.
    Wasi ojcowie, wasze matki, siostry
    I wasi bracia wstają już z legowisk,
    Ażeby w porę stanąć do szeregu,
    Co na to miejsce Go przywiedzie… Patrzaj:
    Mieli odwagę wejść na wzgórze śmierci,
    Lecz schodzą z niego bez odwagi… Duszo!
    Jeden z nich moim, drugi nim się staje
    I będzie moim, tak jak ty, o duszo,
    Na wieki wieków jesteś moją…

    Dusza, Szatan, ChrystusDUSZA WYGNANA Z RAJU

    Luby,
    Najdroższy, słodki, wierny Lucyferze,
    Wierną masz we mnie kochankę! Przez ciebie
    Czuję dopiero, że jestem!… Przy tobie
    Czuję, że światło dane jest mym oczom
    I że ruchomość dana jest mym stopom,
    Że moc jest dana mojemu głosowi,
    By się rozdzielał na dźwięki wyrazów
    I aby dźwięki te łączył w harmonię
    Wielkiego hymnu: Kocham cię na wieki!

    LUCYFER

    Duszo!

    DUSZA WYGNANA Z RAJU

    Tysiącem lat niewysłowienie
    Strasznych męczarni zdała mi się chwila —
    Ta jedna chwila, kiedy me wołania
    Bez echa brzmiały w miesięcznym okręgu,
    Budząc li przestrach u ludzi… Tysiącem
    Długich, tak długich lat, że snać wiecznością
    Był mi rok każdy, wydała się chwila,
    Ta jedna chwila, gdzie zbrakło ramienia,
    Abym się mogła na nim oprzeć, biedna
    I nieświadoma, na jaką ścieżynę
    Skierować kroki i — nie paść… KochanekTysiącem
    Długich, tak długich lat, że lat tych długość
    Tysiąc–by razy opasała wszechświat,
    Łącząc księżyce wszystkie, wszystkie słońca,
    Wszystkich tych globów lśniące miriady[5],
    Wydała mi się ta chwila, ta jedna
    Jedyna chwila, gdy mi ust zabrakło,
    Do których teraz przyciskam swe wargi…
    Piję z nich napój rozkoszy, jedyny,
    Żywotność prawdy mający w swych kroplach,
    Wonny, przesłodki ten napój!… Tysiącem
    Długich, tak długich lat, że w porównanie
    Mogłaby z nimi pójść jedynie krótkość
    Nieprzeliczonych tysiącleci szczęścia,
    Które w objęciach twoich, o mój luby,
    Najdroższy, słodki, wierny Lucyferze,
    Znikomą tylko wydaje się chwilą…
    Niedobry, płochy kochanku! dlaczego
    Tak opuściłeś swą duszę?… Tak! całuj!
    Pieść! pieść! Nad dreszcz ten nie ma nic słodszego!
    W nim zapomnienie — w tym dreszczu najsłodszym —,
    Że przez nas poszedł lęk pomiędzy ludzi,
    Ach! złorzeczących twej duszy!… Pieść! Całuj
    I nie opuszczaj duszy, wiecznie twojej!
    Pieść!… pieść!… tak!… całuj!… Niech po moich biodrach
    Spływa twa ręka!… Niech na mojej piersi
    Spoczywa róża twoich ust, od ogni
    Nienasyconej miłości czerwona,
    Niewyczerpanej słodyczy wilgotną
    Rosą zroszona, rozchylona róża…
    Luby, najdroższy, słodki Lucyferze!
    Nie było ciebie i lęk przyszedł na mnie,
    Tak, lęk — śmiertelnych… Dlaczego–ś, niedobry,
    Płochy kochanku, zostawił na pastwę
    Lęku twą duszę? lęku, który zdał się
    Trwać tysiąclecia?

    LUCYFER

    Byłem z Nim… W ciemnicy,
    W którą wtrącono tysiąclecia…

    DUSZA WYGNANA Z RAJU

    Z kimże?

    LUCYFER

    Z Tym, co ma zginąć na tym wzgórzu… Myśli,
    Że świat wybawi od lęku… Demonem
    Zbrodni mnie nazwał, siebie synem bożym…
    Mówił, że moją wydrze mi kochankę,
    Mą lubą, drogą, moją wierną duszę —
    Przez śmierć ją wydrze…

    DUSZA WYGNANA Z RAJU

    Nigdy! nigdy! nigdy!

    LUCYFER

    Duszo, czy wierzysz we mnie?

    DUSZA WYGNANA Z RAJU

    Wierzę.

    LUCYFER

    Słuchaj:
    Do boju ze mną stanął znowu Tamten —

    DUSZA WYGNANA Z RAJU

    Który mnie kazał aniołowi swemu
    Wypędzić z Raju —

    LUCYFER

    A mnie zamknął wrota
    Swojego nieba, gdy, świadom swej siły,
    Nie chciałem sługą być u Jego tronu,
    A tylko równy panować przy równym…
    I cóż? czy zniszczył swojego rywala
    Nie! nie! zdarł z niego tylko suknię białą
    Swoich pokornych aniołów; w jej miejscu
    Krwawi się na mnie ciemnopurpurowy
    Płaszcz, godło władzy królewskiej. Z płomiennym
    Berłem pochodni w męskiej, twardej dłoni
    Przebiegam odtąd cały krąg i w serca
    Ludzi wybranych wlewam światłość swoją,
    Iżby nie byli stadem wobec Niego
    I nie wierzyli w Jego moc, co mocy
    Nie miała tyle, by zgnieść przeciwnika,
    By mu odebrać nieśmiertelność… „Jestem!”
    Grzech, Obraz świata, Kondycja ludzka, BógMówię do ludzi wybranych: „Patrzajcie,
    Jakim jest świat ten, który Jego wszechmoc,
    Sławiona przez was, stworzyła!” A jeśli
    Powie z nich który: „Dobrym, doskonałym
    W formie i treści był ten świat, gdy wyszedł
    Z rąk Jego twórczych, a tylko przez grzech twój
    Stał się nikczemnym, kruchym i bezkształtnym”,
    Wnet mu odkrzyknę: „Czemu Ten wszechmocny,
    Ten wszechrozumny, wszechwiedny, wszechdobry
    Do tego grzechu dopuścił?” Tym jednym
    Zmiatam pytaniem budowę ich wiary.
    A gdy się znajdą ludzie między nimi,
    Którzy w Tamtego wierzą przyrzeczenia,
    Że trzeba śmierci najlepszych, by zbawić
    Świat ten od śmierci, między czerń ich wiodę
    I każę patrzeć, jak mrą ci najlepsi,
    I tak powiadam: „Tylu ich umarło,
    A spójrzcie tylko na ten tłum, ulepion
    Ręką Tamtego!”… I odtąd
    W ich ciemnym, smutnym, łzą zalanym wnętrzu
    Rozpoczyna się moje królowanie:
    Wielki ogarnia ich niepokój… „Jak to?
    Więc nie ma szczęścia?” pytają z rozpaczą;
    „Nie ma zbawienia? Nie ma już spokoju?”
    „Jest” wnet odszepnę… „Jest we mnie, jest w wierze,
    Iż tak zostanie do końca, iż wszystko
    Do końca zostać tak musi.. Jest szczęście
    W tej z owej wiary urodzonej wiedzy,
    Że człek ma tylko do wyboru jedno:
    Ukochać rozkosz, która wypłynęła
    Z tego, co Tamten kazał nazwać grzechem…
    A gdy nastąpi przesyt wyczerpania,
    Tak im powiadam: „Ze mnie idzie rozkosz,
    Która jest wszystkim wszystkiego na świecie!
    Tamtego wińcie! On was tak ulepił,
    Że nie możecie zażywać do końca
    Mojej rozkoszy, co się stała dla was
    Wszystkim wszystkiego!”… I złorzeczą.

    DUSZA WYGNANA Z RAJU

    Straszny–ś!

    LUCYFER

    Duszo, w uściskach moich nie ma szczęścia?

    DUSZA WYGNANA Z RAJU

    O luby, słodki, drogi Lucyferze!

    LUCYFER

    I Tamten, gniewny, że Mu świat wydarłem,
    Wszczął ze mną walkę na nowo; obudził
    Jednego z dobrych i rzekł: Synu boży,
    Umrzyj, byś zbawił duszę, którą Szatan
    Więzi przy sobie.

    DUSZA WYGNANA Z RAJU

    Drogi mój kochanku!

    LUCYFER

    O duszo moja: wierzysz we mnie?

    DUSZA WYGNANA Z RAJU

    Wierzę,

    LUCYFER

    Byłem u niego w kaźni, w ciemnej kaźni,
    W którą wtrącono tysiąclecia… „Tamten
    W pomrok cię wtrącił!” powiadam.

    DUSZA WYGNANA Z RAJU

    Uwierzył?

    LUCYFER

    Na szczyt olbrzymi wziąłem jego ducha:
    „Spójrz”! tak wyrzeknę — „wszystkie te królestwa
    Rzucę–ć pod nogi, wszystkie te bogactwa,
    Które są matką i ojcem rozkoszy,
    Tylko się ukorz przede mną! ulegnij!

    DUSZA WYGNANA Z RAJU

    Uległ?… czy uległ?… Powiedz, Lucyferze,
    Czy On mocniejszy od ciebie?…

    LUCYFER

    „Na krzyżu
    Niech giną łotry! ja cię na królewskim
    Posadzę tronie… tam miejsce dla ciebie!
    Twej strasznej śmierci czerń ta nie jest godną…
    Tamten jest słabszy ode mnie… Twa boleść,
    Twoje męczeństwo nie zbawi”…

    DUSZA WYGNANA Z RAJU

    Usłuchał?

    LUCYFER

    Idzie umierać… Patrzaj.. Tłum już mętną
    Wylał się falą z bram Jerusalemu…
    Świt już nad nami, a On między tłumem
    Kroczy wgłąb mroków… Chodź naprzeciw niego,
    Zmieszaj się z czernią…

    DUSZA WYGNANA Z RAJU

    A więc On się oparł
    Twojej potędze?…

    LUCYFER

    W Ogrodzie Oliwnym
    Prosił Tamtego, ażeby mu odjął
    Kielich goryczy, ale potem, cichy,
    Wypił go do dna…

    DUSZA WYGNANA Z RAJU

    Kielicha rozkoszy
    Z rąk twych nie przyjął? On jeden… On jeden…
    I idzie konać cichy i spokojny…
    Idzie umierać, aby świat wybawić
    Od tego lęku, który powstał z grzechu,
    A który czułam przed chwilą… Ty lękiem
    Więzisz przy sobie mnie, duszę… W rozkoszy
    Z tobą lęk tylko przycicha, nie ginie — — —

    ŻydTŁUM

    Ehej! ehej — —

    CHÓR PATRIOTÓW

    Miriam w bęben uderzyła,
    Izraelski skacz narodzie — — —

    DUSZA WYGNANA Z RAJU

    On lęk chce wygnać z okręgu… On idzie
    Umierać za mnie… On ma wiarę…

    LUCYFER

    Duszo! —

    Ciało, Kobieta, Kobieta "upadła", Miłość, PożądanieCHÓR NIERZĄDNIC

    W Baalchazor stado lwów
    Hej! wywlokło z legowiska
    Jedną lwicę! hej!…
    Ogień w ślepiach im się jarzy,
    Sierść podnosi się na krzyżach
    I falują tłuste boki:
    Śmiech rozpiera dwie boginie
    Afrodis i Astoreth[6] — — —

    ŚMIECH Z TŁUMU

    Hahahahaha! — —

    CHÓR NIERZĄDNIC

    Hej, za łono się chwytają
    Rozbawione dwie boginie —
    Afrodis i Astoreth!
    W nagie uda głośno klaszczą,
    Po kolanach biją dłonią,
    Aż im grzbiet się w kabłąk gnie,
    Lub wypręża, niby struna…
    Nie wytrzyma jedna lwica
    Jurnej mocy stada lwów! — —

    GŁOS Z TŁUMU

    Hahahahaha! Salomon nie stworzył
    Piękniejszej pieśni… Hahahahaha! —

    CHÓR NIERZĄDNIC

    Oczy bielmem jej zachodzą,
    Na kłach wargi już stężały,
    Żar rozkoszy uszedł precz…
    Śmiech rozpiera dwie boginie
    Afrodis i Astoreth;
    Pijmy! pijmy! pijmy!
    Tańczmy i śpiewajmy!
    Hu! ha!…

    JEDNA Z NIERZĄDNIC

    Nie jedno stado, ale pięć wytrzymam —
    Pięć po dwadzieścia… uciechę mieć będą
    Afrodis i Astoreth…

    INNA NIERZĄDNICA

    Achitofelu! widziałeś piękniejszą?
    Takie ramiona?? taką pierś?? — —
    Precz, szmato!
    Osłaniająca przed okiem kochanka
    Alabastrową boskość tego biodra!
    Droższy mi kupi jedwab Achitofel,
    Żywszą to ciało odzieje purpurą,
    Gdy swą lubieżność do syta nakarmi
    Jego widokiem, gdy się oszołomi
    Do syta jego zapachem…

    GŁOS Z TŁUMU

    Ahola!
    Najcudowniejsza z — ulicznic!… Patrzajcie,
    Naga stanęła przed nami!…

    INNY GŁOS

    Od Rzymian
    Nauczyła się bachanckich podrygów…
    Evoe Bacche! Evoe!… Ahola,
    A gdzież twa siostra Aholiba[7]?

    AHOLA

    Zdechła!
    Nie wytrzymała stada lwów…Śmieją się
    PieniądzAfrodis i Astoreth!

    ACHITOFEL

    A ty za ile się pośmiejesz?

    AHOLA

    Bratku!
    Wylicz trzydzieści srebrników… Za dużo?
    Bogów sprzedają dziś za taką cenę – A czym bóg taki wobec mnie?

    INNA Z NIERZĄDNIC, CHAMUTAL

    Ej rabi!
    Nie miałeś złota, masz błoto!

    JEDEN Z ŻYDÓW

    Chamutal!
    Córko proroka, mówię–ć, nie pluj w studnię,
    Z której ci czerpać przychodzi!…

    CHAMUTAL

    Z tej studni?
    Nigdy na sobie całej sukni nie miał,
    A chciał zjeść chleba, musiał iść na żebry…
    Zresztą: spójrz tylko na Niego! gdzież taki
    Może być studnią?… I na śmierć się wlecze…
    Na zawsze dla nas stracony — choć prawda,
    Czysty był zawsze, jak woda Jordanu — — —

    AHOLA

    Achitofelu!…

    GŁOS JEDNEJ Z DALSZYCH GRUP

    Łapać rzezimieszka!
    Ręką mi sięgnął do sakwy… Krzyż jeszcze
    Czwarty postawić… O tam, zginął w tłumie…
    Moje pieniądze!…

    STRAGANIARZE

    Galban! nard! z Arabii
    Drogie wonności! — — —

    ACHITOFEL

    Trzydzieści srebrników?

    AHOLA

    I krużę wina dla dodania ognia
    I krużę wina, aby moc wróciła…
    Rozkosz, wiesz o tym, pożera nam jędrność,
    Wysusza ciało — trzeba je odświeżać.

    ACHITOFEL

    Drogo się ważysz…

    AHOLA

    E! Czyż mam być lichsza
    Od tego chłystka, który się powiesił,
    Wziąwszy trzydzieści srebrników?… Sznur pereł
    Dasz mi, by jego opalowa białość
    Śćmiła na szyi czerwoność całunków
    I ślad twych zębów lubieżnych… Kochany,
    Słodki, jedyny, drogi, czarujący,
    Przemożny, szczodry, boski ulubieńcze
    Boskiej Astarty, z tobą mi umierać —
    Nie! żyć noc całą w objęciach…

    ACHITOFEL

    Kosztowny,
    Bardzo kosztowny to nocleg…

    AHOLA

    Co? idziesz?
    Może chcesz uwieść swą rodzoną siostrę?
    Pełno dziś Tamar i Amnonów… Skąpiec!
    Woli swe ziarno, z którego mógł drugi
    Wyrosnąć Mojżesz i naród z niewoli
    Wywieść egipskiej, rzucić Molochowi…
    Wiesz, że Onana pożarł ogień żywy!

    STRAGANIARZE

    Świeże daktyle! świeże, świeże figi!

    AHOLA

    Z tobą, Eljaba, będzie tańszy handel.

    ELEJABA

    Madjanita jestem, ty Żydówka…
    Zakon…

    AHOLA

    Dziś nie ma zakonu… Moabczyk
    Czy Amorejczyk, Filistyn czy kupiec
    Z Tyru to jedno… Greczyn czy Rzymianin —
    To wszystko jedno… byle dobrze płacił…
    Ezechielów już nie ma… Prorocy
    Czasów dzisiejszych sami swoje córki
    Na targ prowadzą… A więc dziś wieczorem…

    ELJABA

    Gdzie?

    AHOLA

    Pod Syonem na prawo… Trzy kroki
    Od głównej bramy, wiodącej do wnętrza
    Salomonowej świątyni… Zadatek?

    ELJABA

    Masz go!…

    AHOLA

    Hu! heach! śmieją się boginie —
    Afrodis i Astoreth! — — —

    HandelJEDEN Z HANDLARZY

    Tak Jazyjelu! mówię, żeś oszukał
    Mnie, przyjaciela swojego…

    DRUGI HANDLARZ

    Oszukał?
    Niech ja się trądem obsypię w tej chwili,
    Jeślim ja ciebie oszukał… Ty złodziej!
    Wart był twój towar — niech mnie Pan Bóg skarze —
    Pół worka miedzi…
    Ten rabi powrozem
    Wygnał mnie, Ezrę, z przedsionka kościoła,
    Kiedym miał zrobić interes… Ty szachraj,
    Ty chcesz mi zepsuć interes — na ciebie
    Nie ma powroza — — —

    PIERWSZY HANDLARZ

    A niech mnie pokręci!
    Niech moją babkę, mą żonę, me dzieci
    I moje wnuki i wnuki mych wnuków
    Wielka choroba nawiedzi…!
    Co jest?… mój towar? mój towar jest taki,
    Jakiego oczy twoje — niech oślepną,
    Niech one słońca nie widzą, niech żołdak
    Króla Heroda napluje w twe oczy,
    Jak patrz! tam pluje w oczy tego rabi —
    Niech twoje oczy zgasną na tym krzyżu,
    Który On dźwiga, jeśli twoje oczy
    Widziały kiedy taki towar… Słuchaj —
    Ty złodziej! — Słuchaj: u mnie jest niedużo
    Tego towaru — — —

    GŁOS Z TŁUMU

    Uryja! Uryja!
    Pocoś tu przyszedł?… Marne widowisko!
    Idź! idź! strzeż swego ogrodu! U progu
    Wąż tam przykucnął, gotów skusić Ewę!

    JEDEN Z ŻYDÓW

    Kto ci dał prawo podglądać pod płoty
    Mego zwierzyńca?… Pilnuj własnej bramy,
    Jeżeli jeszcze zda ci się pilnować —
    Wszakże otwarta na oścież… Wiadomo,
    Że wchodzi do niej całe Jeruzalem…

    DRUGI ŻYD

    Ty mnie obraził!… Jutro mi odpowiesz
    Tam! przed Piłatem…

    TRZECI ŻYD

    I! i! dajcie spokój…
    Nie ma już prawa na tej judzkiej ziemi,
    Odkąd Piłaty myją sobie ręce…

    DRUGI ŻYD

    O, prawda, prawda, wielka, święta prawda — — —
    Nie pójdziem bronić czci przed trybunały,
    A na kułaki szkoda naszych grzbietów —
    Dla twego — proga i dla mojej — bramy…
    On tylko, widzisz, ma tę wytrzymałość:
    Pod kułakami, patrz! znowu upada — — —
    A wstań–że, wstańże, judzki królu! wstańże,
    Synu Dawidów!… Podnieść go!…
    We troje
    Sznury zwijają…
    Smagaj go!… Jest jeszcze
    Białość na plecach… Na włos, na pół włosa!
    Smagaj, niech krew je zaleje do reszty,
    A ja — umywam ręce!… Haha! haha!

    CHÓR PATRIOTÓW

    Miriam w bęben uderzyła,
    Izraelski skacz narodzie!
    Faraona zbrojna siła —
    Koń i jezdny — w gorzkiej wodzie:
    Wroga naszych Ojców, Boże!
    Pochłonęło wielkie morze…
    Miriam w bęben niech uderzy,
    Niech do tańca naród stanie!
    Na libańskiej dziś rubieży
    Każesz rosnąć cedrom, Panie:
    Krzyż dla zdrajcy z tego drzewa!
    Tańcz narodzie, Miriam śpiewa

    STRAGANIARZE

    Przędze sydońskie! Kosztowne obiodrza!
    Naramiennice!…
    Handel! handel! handel!

    Dusza, Kłamstwo, Miłość, Prawda, SzatanLUCYFER

    Przytul się, duszo!…

    DUSZA WYGNANA Z RAJU

    To grzech pierworodny
    Takim szaleństwem dotknął ludzi…Zgroza!
    Gdzież jest zbawienie?…

    LUCYFER

    We mnie… Drżysz?… Odejdźmy…

    DUSZA WYGNANA Z RAJU

    Nie! nie! Za grzech ów niech do dna wychylę
    Kielich goryczy…

    LUCYFER

    Tak, jak On w Oliwnym
    Pił go Ogrodzie?!… Odwrócę od ciebie
    Ten znak upadku rozumu i woli…
    Kto nie chce pić go, nie pije… Czyż warto
    Dla takiej tłuszczy… Przytul się, ma duszo!

    DUSZA WYGNANA Z RAJU

    Zimnyś!…

    LUCYFER

    Me zimno jest ciepłem.

    DUSZA WYGNANA Z RAJU

    Nie! kłamiesz!
    Od Niego, czuję, idzie ciepło…

    LUCYFER

    Duszo!
    Czyż zimnem było me ciepło, gdyś w Raju
    Mdlała z rozkoszy przy boku kochanka,
    Kiedy tą ręką odsłaniał twym oczom
    Urodę twojej nagości?… Pamiętasz?
    Wdzięczna, że bogów dałem ci świadomość
    Piękna i dobra i prawdy, pieściłaś
    Oczy twojego anioła!… Pamiętasz?
    Wargi rozwarte, płomienne, błyszczące,
    Lepkie od płynu miłosnej słodyczy,
    Do jego drżącej przykładałaś wargi
    I przytulając swe biało–różowe,
    A jak pierś globów harmonijne członki
    Do jego ciała, które dreszcz przebiegał —
    Dreszcz nad dreszczami — szeptałaś poszeptem
    Drzew i strumieni: „O piękny! o dobry!
    O mój wieczysty! o mój nieskończony!
    O mój prawdziwy!… Przez ciebie wiem dzisiaj
    To, co jest wiedzą; przez ciebie poznałam
    Co jest poznaniem: że piękno w tych liniach
    I tych przegięciach, w tej pełni i barwie
    Mojego ciała, a dobro i prawda
    W najrozkoszniejszym spoczynku przy tobie!”
    Pamiętasz?… słońce zachodziło wówczas —

    DUSZA WYGNANA Z RAJU

    Dla mnie!… Obmierzły mi uściski twoje!

    LUCYFER

    Duszo! Tamtego wiń, że tworząc ciebie,
    Wlał w twoją krużę zaczątek przesytu…
    Że nasza miłość, nasza wielka miłość —

    DUSZA WYGNANA Z RAJU

    Przed chwiląś widział, czym się miłość staje
    Dzięki grzechowi naszemu: kałużą
    Bezecnych targów, w której człek się wala
    Jak zwierz…O, pięknem i dobrem On tylko!
    On tylko prawdą! On tylko miłością —
    Czystą i świętą!… Patrz! śród orgii życia
    Idzie ta Prawda, Dobro, Piękno, Miłość
    Cicho, pokornie, w wzgardzie, w pośmiewisku —
    Dla mnie tak idzie! dla mnie i przeze mnie!
    O Lucyferze zdradziecki! O kłamco,
    Któryś przez wieki kłamał!…

    LUCYFER

    Duszo! duszo!
    Nie wierzysz we mnie?

    DUSZA WYGNANA Z RAJU

    Nie wierzę!… nie wierzę!

    LUCYFER

    Na pastwę tłumu cię zostawiam! — — —

    GŁOS Z TŁUMU

    Puśćcie! — — —

    CHÓR PATRIOTÓW

    Miriam w bęben uderzyła,
    Na Libanie cedrę ścięto,
    Wyciosano krzyż — — —

    CHÓR NIERZĄDNIC

    Śmieją się
    Afrodis i Astoreth!…

    GŁOS Z TŁUMU

    Puśćcie!

    DRUGI GŁOS

    Zatrzymać tam falę! ścisk taki,
    Że się podusim…

    TRZECI GŁOS

    Dziecko mi zgnieciecie!…

    PIERWSZY GŁOS Z TŁUMU

    Puśćcie! — — —

    Bogactwo, Chrystus, Kobieta, Kobieta "upadła"JEDEN Z ŻYDÓW

    Niewiasto! gdzie się pchasz?

    NIEWIASTA

    Do Niego!…
    On to ze ziemi mnie podniósł, przy uczcie
    Siedząc z możnymi u Faryzeusza!
    On mi na włosy położył Swą rękę,
    On mi łzy otarł, On mi rzekł: „Niewiasto!
    Odejdź w spokoju! Pan z tobą!” — gdy tamci
    Jawnogrzesznicą mnie lżyli… O Święty!

    JEDEN Z ŻYDÓW

    Któż to jest? Powiedz!

    INNY ŻYD

    Niewiasta!… A stój–że!
    Stój–że, szalona dziewczyno!Śmierć pewna
    Dla Jego uczni[8] i Jego przyjaciół:
    Zdrajca cesarza i swego plemienia!
    Nie żal ci twojej urody?… Tych pięknych
    Nie żal bisiorów? tych pereł, tych drogich,
    Widzę, kamieni, którymi swe włosy
    Poprzeplatałaś, którymi ta szyja
    I te ramiona obsypane?

    NIEWIASTA

    Macie!
    Bierzcie to wszystko!… On moim bogactwem,
    Choć sam tak biedny, że płakać–by nad Nim
    Można przez wieki i jeszcze za mało
    Łez, by opłakać tę jego niedolę…
    Znowu upada… O, wielki mocarzu!
    Podniosłeś z ziemi taki ciężar grzechu —
    W Faryzeusza domu mnie podniosłeś,
    A teraz nie masz już siły, by krzyż ten
    Ku swoim katom odwrócić i zmiażdżyć
    Ten — ród człowieczy !…

    SZYMON Z KYRENY

    Mario! Powstań z ziemi!

    NIEWIASTA

    To ty, Szymonie?

    SZYMON Z KYRENY

    Jeśli–ć życie drogie,
    Milcz! wstań!

    NIEWIASTA

    Nie kocham już życia! Czym życie?
    Niczym jest życie, kiedy Takich wiodą
    Na śmierć haniebną… Czyż nie ma człowieka
    Co by mu pomógł dźwigać krzyż?

    SZYMON Z KYRENY

    Niewiasto!
    Ja mu pomogę… Drogi przyjacielu,
    Weź ją pod swoją opiekę… Jej trzeba
    Żyć, a nie ginąć.. W jej sercu jest wiara,
    Którą ma Tamten…

    NIEWIASTA

    A ty się nie boisz?

    SZYMON Z KYRENY

    Żydowin jestem, ale obywatel
    Rzymski — — —

    ALETHEJ

    Szymonie, a czy On nie wątpi?

    SZYMON Z KYRENY

    Patrz! wstał z upadku, zwrócił się ku tłumom
    I błogosławi.

    Bieda, Bogactwo, Chrystus, Koniec świataON

    O ludu mój! ludu!

    SZYMON Z KYRENY

    Szedłem za Tobą! Daj mi krzyż Swój dźwigać.

    ON

    Wytrwasz?

    JEDEN Z UCZONYCH ŻYDÓW

    Z Kyreny Szymon, magnat wielki,
    Wziął szubienicę na swe barki.

    NudaDRUGI Z UCZONYCH ŻYDÓW

    Modą
    Dziś u paniczów bratać się z łotrami..
    Bisior[9] i jedwab już im się opatrzył,
    Z nudów o łachman idą się ocierać.

    TRZECI Z UCZONYCH ŻYDÓW

    Pragną przyspieszyć koniec świata… Wszystkim
    Przecież wiadomo, iż na krótko przedtem,
    Zanim Archanioł zabrzmi nad doliną
    Jozafatową, nastąpi zrównanie
    Wszystkiego z wszystkim: łachmana z bisiorem,
    Przędzy konopnej z jedwabiem.

    PIERWSZY Z UCZONYCH ŻYDÓW

    Tak… Cóż to?
    Tłum się uciszył… Nawet straganiarze
    Zmilkli…

    INNY Z UCZONYCH ŻYDÓW

    Tak… Cóż to?!… Przyszedł już na miejsce…
    Pierwszy z uczonych Żydów.
    Cicho… To pretor czyta wyrok… Idźmy
    Bliżej…

    INNY Z UCZONYCH ŻYDÓW

    Już skończył… Teraz Annasz mówi.

    ARCYKAPŁAN ANNASZ

    Ludu żydowski!

    ARCYKAPŁAN KAJFASZ

    U mnie jest pierwszeństwo —
    Arcykapłanem jestem i twym świekrem[10]

    ANNASZ

    Głos twój jest chwiejny, popękany, głuchy,
    Jak odgłos garnka stłuczonego.

    GŁOS Z TŁUMU

    Kajfasz!
    Niech do nas Kajfasz się ozwie!

    KAJFASZ

    Przez ciebie
    Pycha przemawia.

    SZYMON Z KYRENY

    Kłócą się o zaszczyt
    Spełnienia zbrodni… Annasz tu zwycięży:
    Młodszy, więc bardziej oddany Rzymianom.

    GŁOSY Z TŁUMU

    Kajfasz!

    INNE GŁOSY

    Nie! Annasz! arcykapłan Annasz!

    ANNASZ

    Pretor — on jeden niech tutaj rozstrzyga…
    Wyrokuj, panie, kto ma dziś pierwszeństwo:
    Kajfasz czy Annasz, najwierniejszy sługa
    Sług cesarzowych.

    PRETOR

    Niech Annasz ogłosi
    Wolę cesarza… Ucisz się, motłochu!
    Cesarz przemawia…

    ANNASZ

    Narodzie wybrany!
    Ludu żydowski!.. Rzymski prokurator
    Na śmierć wam wydał zdrajcę i bluźniercę,
    Ale raz jeszcze przeze mnie obwieszcza,
    Że, jeśli taka będzie wasza wola,
    Jeśli w tym zbrodniu winy nie znajdziecie,
    Albo do serca wkradnie wam się głupia,
    Niewczesna litość, znamię ludzi słabych,
    Wówczas mu każe zdjąć błazeński wieniec
    I tę parodię królewskiego płaszcza
    I na swobodę wypuści zaprzańca[11]
    I burzyciela świątyni i wroga
    Wszelkich porządków, bez których, jak glina
    Źle wysuszona, świat ten by się rozpadł —

    TŁUM

    Na szubienicę!

    ANNASZ

    — A zaś na tym drzewie,
    Które od wieków uważane bywa
    Za drzewo hańby, za drzewo niestartej
    Nigdy sromoty, każe rozpiąć członki
    Którego z dzikich mężobójców[12]… Wielką
    Prokuratora jest łaska: wraz z wami
    Wie Poncki Piłat, iż nad mężobójcę
    Większym zbrodniarzem ten oto buntownik,
    Jednak rzeknijcie, a cofnie swój wyrok…

    GŁOS Z TŁUMU

    Niech na tym krzyżu Nazyrejczyk skona!

    INNY GŁOS Z TŁUMU

    Tak! On jest gorszy, niźli mężobójca!
    Jego ukrzyżuj!… On, nędzny syn cieśli,
    Królem się mienił żydowskim.

    INNE GŁOSY Z TŁUMU

    Nie chcemy
    Królów żydowskich, gdy wielki Rzymianin
    Władnie nad nami —

    KAJFASZ

    Podła czerń…

    GŁOS Z TŁUMU

    On bunty
    Pragnąłby wszczynać, a nam trza spokoju,
    Aby szedł handel…

    INNY GŁOS

    Dobrze nam handlować
    Ze Rzymianami… Kupcy z nich na wszystko —

    INNY GŁOS

    Na wasze żony i na wasze córki —
    Płacą sowicie…

    INNY GŁOS

    Ukrzyżuj!… Syony
    Chciał nam rozwalać, a budować nowe!
    Chciał równać ludzi, aby wszyscy byli
    Jak on — parobek! A zaś od początku
    Świata tak było i będzie do końca,
    Że jeden służy, a drugi panuje!…
    Nam dobrze służyć, wam dobrze panować —
    Nie chcemy zmiany…

    INNY

    A kto nam urzędy
    Będzie rozdawał?… Kto nas po ramieniu
    Jutro poklepie: „Witaj, wierny Sofar!
    Bądź zdrów, Menachem… Otwarte są dla was
    Bramy rzymskiego pałacu” — — —

    INNY

    Kto powie:
    „Przyjdźcie na ucztę!”… Eleazar tylko
    Nie jadł z synami… To był czas szalonych! —

    ALETHEJ

    Słyszysz?… Czy warto umierać?

    BógSZYMON Z KYRENY

    O Boże! —

    ARCYKAPŁAN ANNASZ

    Rozstrzyga święta wola ludu… Słuszne
    I sprawiedliwe zapadły wyroki…
    ModlitwaMódlmy się, bracia: „Panie Boże wielki!
    Synowie ludzcy wszczęli bunt zuchwały
    Przeciw Twej władzy — karz ich wiecznie!

    CHÓR TŁUMU

    Amen.

    ANNASZ

    Stawamy[13] zawsze przed oczyma Twymi;
    Ty patrzysz w głębie naszych serc: jest czystość
    I sprawiedliwość w naszym łonie! Boże,
    Błogosław wiernym Twoich sług, a wrogów
    W moc naszą oddaj, abyśmy spełnili
    Na nich Twój wyrok nieswawolny.

    CHÓR TŁUMU

    Amen.

    ANNASZ

    W Tobie nadzieję mieli nasze ojce:
    Tyś łuku swego naciągnął cięciwę
    Przeciw zastępom moabskim: Piorunem
    Rażeni byli jako stada owiec…
    I dziś, o Panie, rozpieraj się z tymi,
    Którzy się z nami spierają! Walcz, Panie,
    Przeciwko wszystkim, którzy z nami walczą
    W Tobie dziś nasza jest nadzieja…

    CHÓR TŁUMU

    Amen.

    ANNASZ

    Podnoszą rokosz przeciw woli Twojej,
    Co ustaliła fundamenty świata!
    Z Kościoła Twego chcą rozebrać cegły,
    Z kapłanów Twoich chcą pozdzierać suknie!
    Królami zwą się, dziedzictwo Dawida
    Pragną rozdzielić według chęci swojej!
    Wyżyny pragną zrównać z nizinami!
    Boże Libanu! Boże, któryś Synaj
    Wybrał, by z niego głoszono Twe prawa,
    Pokaż swą siłę nad nimi! Niech będą
    Jako robactwo pełzające…

    CHÓR TŁUMU

    Amen.

    ANNASZ

    Wyrwij im język, by nie bluźnił Tobie
    I Twoim sługom!…
    Połam im zęby w ustach —
    Trzonowe zęby lwiąt!

    CHÓR TŁUMU

    Amen.

    ANNASZ

    Twarz ich napełnij wrzodami!

    CHÓR TŁUMU

    Amen.

    ANNASZ

    Oczy im wypal swym ogniem!

    CHÓR TŁUMU

    Amen.

    ANNASZ

    Niech ci bluźnierce będą jako woda,
    Co się rozpływa…
    Niechaj–że będą jak trawa na dachu,
    Co więdnie, zanim urośnie.
    Spraw, aby byli jako płód niewieści,
    Co, martwy na świat przyszedłszy, nie widzi
    Blasków słonecznych!

    CHÓR TŁUMU

    Amen.

    ANNASZ

    Chrząszczom daj wszystek ich urodzaj!
    Pracę na pastwę daj szarańczom!
    Gradami pobij ich jęczmień,
    Winne ich szczepy i figi!
    Wytrać ich bydło!
    Niech żebrzą!…
    A żebrząc, niechaj odchodzą z pustymi,
    Panie, rękami!

    CHÓR TŁUMU

    Amen! Amen! Amen!

    ANNASZ

    Prześladowanie wiernych niech ich ściga,
    A gdy przed sądem staną, czci swej broniąc,
    Niechaj odchodzą pohańbieni.

    CHÓR TŁUMU

    Amen.

    ANNASZ

    O, wielki Boże! zgładź ich pierworodztwo!
    O, wielki Boże! w drugiem pokoleniu
    Niechaj zaginie ich imię.
    Niech w krwi ich brocząc, człowiek sprawiedliwy
    Wie, że nad nami jest Sędzia!
    Na krzyż ich patrząc, niech wie człek pobożny,
    Że jest nad wszystkim Pan i Bóg nasz…

    CHÓR TŁUMU

    Amen.

    ANNASZ

    Bądź pochwalony, o Boże Zastępów,
    Teraz i zawsze i na wieki wieków — — —

    CHÓR TŁUMU

    Amen! Amen ! Amen!

    SZYMON Z KYRENY

    Czas już największy rozwalić świątynię,
    W której panuje taki Bóg…

    ALETHEJ

    Wątpieniem
    Myśmy swych bogów strącili z Olimpu.

    SZYMON Z KYRENY

    A my go siłą wypędzimy!

    ALETHEJ

    Siła
    Zawsze tu będzie słabością — — —

    ANNASZ

    Na krzyż z Nim!
    Zdjąć z Niego suknię i dać ją żołnierzom! — —

    ZłoDUSZA WYGNANA Z RAJU

    Memu istnieniu czemuż nie ma końca?!
    Zanim mnie z Raju wygnano, dlaczego
    Ta Moc Najwyższa nie kazała zginąć
    I mnie i złemu, które było we mnie
    I które stało się nasieniem złego?!
    Ta Moc Najwyższa czemu powołała
    Mnie, abym była?!… Nic! tak nic!…Ty Boże!
    Gdybym posiadła Twą wolę i władzę,
    Aby tę wolę zmienić w czyn, niczemu
    Dałabym spokój!… Niechby było niczym,
    Aby nie było to, co jest… Ty Boże!
    Złem była wola i Twój czyn!…

    Korzyść, ŻołnierzJEDEN Z ŻOŁNIERZY

    Dać tutaj!
    Mnie się należy ta suknia!… Najcięższy
    Jam mu wytrzasnął policzek!…

    DRUGI ŻOŁNIERZ

    Ja trzciną
    Waliłem w głowę, że kolce pod skórę
    Na cal właziły…

    PIERWSZY ŻOŁNIERZ

    Cicho, Katylino!
    Podły imiennik, a może twój przodek
    Groszem publicznym sakwy swe ładował —
    I ty byś pragnął cudzym się zbogacić…
    Suknia jest moją… Ja mam Scypionów
    W przesławnym rodzie… My zasługi mamy,
    Należy nam się nagroda.

    SETNIK

    Na kości!…
    Oddać tę szmatę na los szczęścia!… Kaju!
    Podaj tu kości… Źle, kommilitoni[14],
    Że się waśnicie… Wielkie państwo rzymskie —

    JEDEN Z ŻOŁNIERZY

    Co nam do państwa rzymskiego… Niech płacą
    Żołd i nagrody…

    SETNIK

    Fabrycjuszowi
    Szczęście oddało.

    JEDEN Z ŻOŁNIERZY

    Ale my nie damy!
    Na drobne strzępy!.. Lepiej nikt, niż jeden!

    ŻOŁNIERZ FABRYCJUSZ

    Bydlęta! zbóje! rabusie! — — —

    Ciało, Cierpienie, Gotycyzm, Krew, ŻydJEDEN Z ŻYDÓW

    Sofetja!
    A wal tam dobrze w te gwoździe! bo jeszcze
    Gotów się urwać!… Puk! puk! jeden wbity!
    Wyciągnij bardziej rękę! dłoń się zwija,
    Palce się kurczą!… Albo wiesz: przez kłykcie —
    Tak!… wal przez kłykcie!., będą kości trzeszczeć!…
    Mnie trzeba, widzisz, by kości trzeszczały!…
    Puk! puk! jest drugi — — —

    INNY ŻYD

    Abija! Itamar!
    Menasze! Gierszon! Amram! Azor! Chodźcie!
    Chodźcie tu bliżej! Patrzajcie, jak ciurka
    Krew po ramieniu!…

    PIERWSZY ŻYD

    Puk! puk! jest i trzeci!…
    Za bardzo palce wystają u nogi!
    Połam je trochę!…

    GŁOSY Z TŁUMU

    Do góry! do góry!
    Tak jest! do góry!..

    Błądzenie, Bunt, Chrystus, Kłamstwo, Religia, Rewolucja, ZdradaINNY GŁOS Z TŁUMU

    Bądź mi pozdrowiony,
    Królu żydowski!

    JEDEN Z OBSZARPAŃCÓW

    Zstąp z tego krzyża!…
    Daj–że nam ryby, bośmy bardzo głodni!
    Od wczesnych świtów czekaliśmy wszyscy
    Na widowisko!…
    Zdrajco! Mówiłeś, że przyjdzie królestwo,
    Gdzie ludzie z głodu mrzeć nie będą!
    A moje dzieci już zgasły!
    Równaczu ludzi!
    Rozdzielaczu chleba,
    Który przenigdy nie był twoim!…
    Mówiłeś, kłamco, że będę bogatszy
    Nad wszystkich wielkich bogaczy tej ziemi,
    Jeżeli pójdę za tobą…
    Poszedłem…
    I patrz! łachmany na mym chudym ciele!
    Oczy wyłażą od pustego brzucha!
    A te ramiona jak suche łodygi!
    A miałem służbę!…
    A jeść mi dawano,
    A zaś przez ciebie wygnał mnie Ikamjasz!
    I nikt do służby przyjąć mnie już nie chce!
    Mówią, żem człowiek, co się nazyrejskim
    Zaraził trądem!…
    Uwodzicielu ludu!
    Praw gwałcicielu —
    Praw, które każą szanować kapłanów,
    Naszych od Boga danych nam przyjaciół!…
    Ty gasicielu światła, w którym możni
    Lśnią jako bogi, rozdając jałmużnę
    Między nas biednych!
    Chudopachołku! — — —

    SZYMON Z KYRENY

    Brudny obszarpańcze!
    Nędzny lizuniu! Co za faryzeusz,
    Co za lewita uczył cię tej głupiej,
    Śmiesznej, bluźnierczej litanii?!… Ach! powiedz:
    Widziałeś kiedy takie upodlenie,
    Mój przyjacielu ?…

    ALETHEJ

    To jest nieszczęśliwy,
    A może nawet obłąkany… Patrzaj,
    Jakie on harce wyprawia swym ciałem!
    Zgina te plecy, jak brzoza na wielkiej,
    Czerwcowej burzy… Oczy krwią ma zaszłe,
    Włos mu w kołtuny zlepił się od nędzy,
    A cienka szyja — — —

    INNY Z OBSZARPAŃCÓW

    Wysokoś! Doplunę
    Czy nie doplunę?… Tfu! tfu! tfu!

    SZYMON Z KYRENY

    Nikczemna,
    Służalcza duszo!..!

    Ofiara, ŚmierćALETHEJ

    Świat to przeciw światu!…
    Nie plam swej ręki dotknięciem… To zgraja,
    Za którą umrzeć nie warto!… A gdzież są
    Jego uczniowie?

    SZYMON Z KYRENY

    Jeden z nich się zaparł.
    Inni ze strachu się rozpierzchli… Słuchaj:
    Mówisz, że umrzeć nie warto —

    ALETHEJ

    Na świecie
    Zbrodnia jest wieczną.

    SZYMON Z KYRENY

    A żyć czyż jest warto?

    ALETHEJ

    Nie wiem.

    SZYMON Z KYRENY

    On jeden wie… Na krzyżu… Kona
    Cicho, jak Człowiek, który wie i wierzy…
    Słyszysz?… Przebacza łotrowi… On wierzy…

    GŁOS Z KRZYŻA

    Boże! mój Boże! czemuś mnie opuścił?!

    ALETHEJ

    To głos rozpaczy!…

    SZYMON Z KYRENY

    Straszny głos!… W mej duszy
    Ciemno i straszno!…

    NIEWIASTA

    Zgasłeś, Zbawicielu!
    Skończyłeś, Panie!

    ALETHEJ

    Idźmy! idźmy! idźmy! — — —

    Chrystus, Dusza, Kondycja ludzka, SzatanDUSZA WYGNANA Z RAJU

    O niezapomniany!
    Twórco cierniowej korony!
    O krwi spragniony,
    Wyciekającej ze serdecznej rany!
    O źródło lęku! o bezwstydnej zbrodni,
    Od której hutnie roi się Golgota,
    Bezwstydny ojcze, hutny krzewicielu !
    Wiem: w twych uścisków lubieżnym weselu
    Znów się występek zapłodni,
    A jednak pcha mnie tęsknota,
    Której się oprzeć nie mogę,
    Na twej miłości wstrętną, podłą drogę.
    Nie jedną chwilę,
    Nie dzień, nie miesiąc, nie rok, nie wiek jeden
    Trwa w swojej sile
    Ta orgia życia, która boży Eden
    Zmieniła w piekieł zarzewie!
    Setki lat patrzę, jak na hańby drzewie
    Zawisa Piękno, Dobro, Prawda, Miłość !
    Setki lat słyszę, jak dudni Golgota
    Od wrzasku zgrai i od huku młota
    I od bluźnierczej modlitwy
    Nad wielkim skonem świętego Rybitwy!
    A jednak żądzy opiłość,
    A jednak grzeszna pcha mnie wciąż tęsknota,
    Której się oprzeć nie mogę,
    Na twoich pieszczot wstrętną, podłą drogę.
    Na krzyż spoglądam, na ten krzyż, co wieki
    W swej strasznej grozie sterczy wciąż nade mną
    I w księżycowym blasku cień daleki
    Rzuca w tę przestrzeń ciemną,
    W przybytek nigdy niezmazanej winy!
    Na krzyż spoglądam, na wyrzut godziny,
    Kiedy przeklęta, słodka rozkosz z tobą
    Okryła Eden żałobą!
    Na krzyż spoglądam, na którym Żywota
    Spełnia się gorzka męczarnia:
    I lęk mnie ogarnia!
    I lęków moich pełna jest Golgota!
    I, jak błędnica, szukam zapomnienia
    W tej ciemnej smudze krzyżowego cienia,
    A demoniczna pcha mnie wciąż tęsknota,
    Której się oprzeć nic mogę,
    Na twych ukojeń wstrętną, podłą drogę.
    O Lucyferze!
    Z tobą wieczyste zawarłam przymierze,
    W ciebie jednego znów wierzę!
    Na zawsze dla mnie zamknięte już wrota
    Rozkwieconego Ogrodu:
    Śmierć synów bożych bram tych nie rozwarła!
    I wszystka we mnie nadzieja umarła,
    Tylko mną szarpie i miota
    Ból, co pozostał dla ludzkiego płodu
    Strasznym dziedzictwem mej zbrodni.
    Wiem, że występek znowu się zapłodni
    Z twoich uścisków, że nowa Golgota
    Powstanie z grzesznej miłości,
    Co w naszym łonie zagości,
    A jednak pcha mnie płomienna tęsknota,
    Której się oprzeć nie mogę,
    Na twoich objęć rozpaczliwą drogę.
    W uszach brzmią ciągle rozpętanej rzeszy
    Wrzaski i krzyki…
    Cały ten zamęt dziki,
    Który w przepaście upodlenia spieszy.
    Powrotną falą w me wnętrze się wlewa.
    W oczach sromotne wciąż mi stoją krzyże —
    I idą na mnie krwią ociekłe drzewa
    I swe ramiona
    Wciskają gwałtem do mojego łona…
    Krzyż jestem żywy i żywa Golgota
    W urągających ciżb zmąconym wirze…
    Uciec! zapomnąć[15]! w twej Lecie utonąć!
    Przy twych całunkach spłonąć!
    Nieśmiertelności zadać kłam w rozkoszy,
    Której mi żaden syn boży nie spłoszy…
    Na ból, na rozpacz, co twą duszą miota,
    Na lęk, co wszystkie jej siły rozprzęga,
    W tobie się chowa ukojeń potęga:
    Szepce mi o tym piekąca tęsknota,
    Której się oprzeć nie mogę,
    A która pcha mnie na twych uciech drogę.
    Wróć do swej duszy, wróć, światło niosący[16]!
    Do swojej duszy, drżącej
    Od tych uderzeń rozszalałej burzy,
    Od tego znoju,
    Co jedną dobę przemienił na wieki!
    Powróć, zwycięski panie, z swym promieniem,
    Który mi jednym świeci przeświadczeniem,
    Że już na zawsze los jest rozstrzygnięty,
    Że w życia odmęty
    Synowie boży nie wniosą spokoju,
    Że nie przekształcą kałuży
    W czyste, krwią grzechu nieskalane rzeki!
    Od zmory,
    Co na mnie wszystkie rozpuściła lęki,
    Jest wybawniem[17] dla twej duszy chorej
    Wielka, jedyna twoich ust pieszczota…
    Niechaj aksamit twej młodzieńczej ręki
    Po moich biodrach spływa,
    Niech dreszcz nad dreszcze me kości przeszywa!…
    Tych dreszczów słodkich swej duszy nie żałuj,
    Pieść, pieść i całuj!
    W oszołomieniu miłości,
    Co w naszych łonach zagości,
    Zniknie krzyżami wieńczona Golgota…
    Ach! jesteś, luby!…

    LUCYFER

    Jestem!… W twej żałobie
    Jestem przy tobie i w tobie…

    DUSZA WYGNANA Z RAJU

    Pieść! pieść i całuj! pieść! rozpraszaj ciemnie
    Tym niezgaszonym płomieniem Żywota —

    LUCYFER

    Duszo zbłąkana! duszo! wierzysz we mnie?

    DUSZA WYGNANA Z RAJU

    Wierzę! ach! wierzę!
    Tęsknota,
    Której się oprzeć nie mogę — — —
    O Lucyferze! Lucyferze!
    Znajdę–ż wiecznego wybawienia drogę
    W twoich uściskach, które mnie tak kuszą,
    Że — — —

    LUCYFER

    Duszo! duszo!

    DUSZA WYGNANA Z RAJU

    Ach! pieść i całuj!… Niech w miłości twojej
    Utracę bytu świadomość… Ach!… zgoi
    Moja się rana, co taką katuszą
    Dręczy mnie wieki — — — ?

    LUCYFER

    Duszo! duszo! duszo!..

    Przypisy

    [1]

    krągła Kallipygos (gr. kallos: piękny, pyge: pośladki) — jeden z przydomków Afrodyty oraz jedno z kanonicznych przedstawień bogini oglądającej się do tyłu na swoje pośladki; Afrodyta Kallipygos znaczy dosł. Pięknotyła, o pięknych pośladkach. [przypis edytorski]

    [2]

    czelnie — nadmiernie śmiało, bezczelnie. [przypis edytorski]

    [3]

    najady — w mit. gr. nimfy, opiekunki wód lądowych; obok nerejd, boginek morskich, wśród których najbardziej znaną była Tetyda, matka Achillesa. [przypis edytorski]

    [4]

    nie wiedzieć — tu: nie wiadomo. [przypis edytorski]

    [5]

    miriady — niezliczona liczba, mnóstwo. [przypis edytorski]

    [6]

    Afrodis i Astoreth — Afrodyta, w mit. gr. bogini miłości oraz Astarte (lub: Asztarte), fenicka, kananejska i asyryjska bogini miłości, płodności, nocy (władczyni księżyca i gwiazd), bogini matka, ale też bogini wojny. [przypis edytorski]

    [7]

    Patrz Ezechiela Rozdz. XVIII. [przypis autorski]

    [8]

    uczni — dziś popr. uczniów. [przypis edytorski]

    [9]

    bisior — drogocenna, delikatna tkanina używana przez władców i dostojników. [przypis edytorski]

    [10]

    świekr — tu: teść; wyraz już w czasach Kasprowicza najwyraźniej wychodził z użycia i został tu użyty nieprawidłowo, ponieważ w staropolszczyźnie teść i teściowa oznaczali rodziców żony, zaś świekr i świekra rodziców męża. [przypis edytorski]

    [11]

    zaprzaniec — ten, który zaparł się wiary, pochodzenia etc.; synonim zdrajcy. [przypis edytorski]

    [12]

    mężobójca — zabójca. [przypis edytorski]

    [13]

    Stawamy — dziś popr. stajemy. [przypis edytorski]

    [14]

    kommiliton — kompan, towarzysz broni. [przypis edytorski]

    [15]

    zapomnąć — dziś popr. zapomnieć. [przypis edytorski]

    [16]

    światło niosący — tłumaczenie znaczenia imienia Luciferus, Lucyfer. [przypis edytorski]

    [17]

    wybawniem — wybawieniem. [przypis edytorski]

    Close
    Please wait...
    x