Oferta dla Przyjaciół Wolnych Lektur...

Przyjaciele Wolnych Lektur otrzymują dostęp do specjalnych publikacji współczesnych autorek i autorów wcześniej niż inni. Zadeklaruj stałą wpłatę i dołącz do Towarzystwa Przyjaciół Wolnych Lektur.

TAK, chcę dołączyć!
Nie, rezygnuję z tej oferty
Oferta dla Przyjaciół

Przyjaciele Wolnych Lektur otrzymują dostęp do specjalnych publikacji wcześniej niż inni. Zadeklaruj stałą wpłatę i dołącz do Towarzystwa Przyjaciół Wolnych Lektur. Kliknij, by przejść do strony płatności!

x

    William ShakespeareMiarka za miarkętłum. Leon Ulrich

    OSOBY

    1. Wincencjo — książę
    2. Angelo — namiestnik w nieobecności Księcia
    3. Eskalus — stary pan, kolega Angela w namiestnikostwie
    4. Klaudio — młody szlachcic
    5. Lucjo — dziwak
    6. Dwóch innych podobnego charakteru szlachciców
    7. Stróż więzienia
    8. Tomasz — mnich
    9. Piotr — mnich
    10. Sędzia
    11. Łokieć — głupowaty sługa policyjny
    12. Pianka — głupowaty szlachcic
    13. Pompej — służący Pani Przepieczonej
    14. Abhorson — kat
    15. Barnardyn — rozpustny więzień
    16. Izabela — siostra Klaudia
    17. Mariana — narzeczona Angela
    18. Julia — kochanka Klaudia
    19. Franciszka — zakonnica
    20. Pani Przepieczona — rajfurka
    21. Panowie, szlachta, straż, oficerowie, służba.

    Scena w Wiedniu.

    AKT PIERWSZY

    SCENA PIERWSZA

    Pokój w pałacu Księcia. Wchodzą Książę, Eskalus, panowie, służba.

    KSIĄŻĘ

    Eskalus…

    ESKALUS

    Panie.

    KSIĄŻĘ

    Chcieć ci wykładać rządu tajemnice,
    Byłoby tylko słowa marnotrawić,
    Bo wiem, że twoja w rzeczach tych nauka
    Prześciga wszystko, co mógłbym powiedzieć;
    Jedno więc tylko teraz mi zostaje:
    Przyrzucić władzę do twojej zasługi,
    Wolne ci pole działania zostawić.
    Nie znam prawnika dosyć ćwiczonego
    Samotną pracą i długą praktyką,
    Co by cię przeszedł znajomością ludzi
    I ustaw naszych, i prawnych terminów.
    Papier ten nasze zawiera zlecenia,
    A pragnę, żebyś wiernie się ich trzymał.
    Niechaj Angelo stawi się przed nami.
    Wychodzi sługa.
    Jak sądzisz, naszą zastąpi osobę?
    Trzeba ci wiedzieć, że go wybieramy
    Naszym zastępcą na czas oddalenia.
    Naszym postrachem i łaską odziany,
    Wszystkie przybory władzy naszej weźmie.
    Co o tym myślisz?

    ESKALUS

    Jeśli mąż jest w Wiedniu
    Godny tej łaski i takich honorów,
    Mężem tym jeden Angelo.
    Wchodzi Angelo.

    KSIĄŻĘ

    Przychodzi.

    ANGELO

    Zawsze książęcym rozkazom posłuszny,
    Przybiegam, panie, po twoje zlecenia.

    KSIĄŻĘ

    Słuchaj, Angelo, życie twoje całe
    Głośnym jest świadkiem duszy twej przymiotów,
    Lecz sam nie jesteś swych cnót właścicielem,
    Nie masz więc prawa w cieniu ich marnować!
    Co my z pochodnią, niebo robi z nami;
    Jak dla niej samej nie palim pochodni,
    Tak cnoty nasze, gdyby na jaw nie szły,
    Śpią w naszej duszy, jak gdyby nie były.
    Duch nasz odbiera piękne dary nieba,
    Tylko ażeby piękności był twórcą;
    Natura bowiem nigdy nie pożycza,
    Choćby skrupułu swej doskonałości,
    Żeby zarazem, gospodarna pani,
    Od swych dłużników, jak chciwy wierzyciel,
    Nie wymagała dzięków i procentów.
    Lecz na co długie mowy do człowieka,
    Co zna tak dobrze wielkość mych poruczeń?
    Przyjm więc, Angelo, w mej nieobecności
    Władzę mą całą; śmierć i przebaczenie
    W twym będą sercu i na twym języku.
    Stary Eskalus, choć pierwszy wybrany,
    Twym jest podwładnym. To twa nominacja.

    ANGELO

    Racz, panie, metal mój wprzód wypróbować,
    Nim tak szlachetny, wielki wizerunek
    Na nim wyciśniesz.

    KSIĄŻĘ

    Nie szukaj wybiegów;
    Nasz wybór długich skutkiem jest rozmysłów,
    Przyjmij więc honor, który ci dajemy.
    Odjazd nasz śpieszny nie daje nam czasu
    O ważnych z tobą rozmówić się sprawach;
    Lecz gdy pozwolą czas i interesa,
    Damy ci listem wiadomość o sobie,
    Jak wy listownie wszystko opowiecie,
    Co się tu dzieje. Teraz bądźcie zdrowi!
    A mam nadzieję, że wiernie i pilnie
    Będziecie pełnić powierzoną władzę.

    ANGELO

    Pozwól nam, panie, byśmy cię część drogi
    Odprowadzili.

    KSIĄŻĘ

    Pośpiech nie dozwala.
    Zresztą, na honor, nie troszczcie się o nic;
    Całą wam moją powierzyłem władzę,
    Możecie prawo ostrzyć lub łagodzić,
    Jak to myśl wasza za stosowne uzna.
    Dajcie mi rękę. Odjeżdżam tajemnie;
    Choć lud mój kocham, mam jakąś odrazę
    Na próżne dawać mu się widowisko
    Ni mi do smaku, chociaż w dobrej chęci,
    Głośne oklaski i krzykliwe „wiwat”!
    Liche mam zdanie o rozumie ludzi,
    Co za takimi gonią się fraszkami.
    Raz jeszcze jeden bywajcie mi zdrowi!

    ANGELO

    Niechaj Bóg waszym poszczęści zamiarom!

    ESKALUS

    I niech szczęśliwie do domu was wróci!

    KSIĄŻĘ

    Dzięki wam za to; bywajcie mi zdrowi!
    Wychodzi.

    ESKALUS

    Pozwól mi, panie, szczerze z sobą mówić,
    Albowiem wiele na tym mi zależy,
    Bym poznał całą władzy mej rozciągłość.
    Wiem, że mam władzę, lecz jaka jej siła,
    Jaka natura, nie rozumiem jeszcze.

    ANGELO

    I ja nie więcej. Odejdźmy na stronę,
    A cała nasza w sprawie tej wątpliwość
    Skończy się wkrótce.

    ESKALUS

    Jestem na rozkazy.
    Wychodzą.

    SCENA DRUGA

    Ulica. Wchodzą Lucjo i dwaj szlachcice.

    LUCJO

    1

    Jeśli książę z innymi książętami nie pogodzi się z królem węgierskim, to wszyscy książęta rzucą się na króla.

    PIERWSZY SZLACHCIC

    2

    Niech nam da niebo swój pokój, ale nie pokój króla węgierskiego!

    DRUGI SZLACHCIC

    3

    Amen.

    LUCJO

    4

    Kończysz jak pobożny korsarz, który wypłynął na morze z dziesięcioma przykazaniami, ale wyskrobał jedno z tablicy.

    DRUGI SZLACHCIC

    5

    Nie kradnij?

    LUCJO

    6

    To właśnie przykazanie wyskrobał.

    PIERWSZY SZLACHCIC

    7

    Bo to przykazanie nakazywało kapitanowi i jego ludziom wyrzec się własnego rzemiosła; boć, żeby kraść, wypłynęli. Nie ma między nami jednego żołnierza, który by odmawiając modlitwy przed obiadem, smakował w prośbie, która błaga o pokój.

    DRUGI SZLACHCIC

    8

    Nie słyszałem jednego żołnierza sarkającego na tę modlitwę.

    LUCJO

    9

    Coś mi się wszystko zdaje, że nie byłeś tam nigdy, gdzie odmawiają modlitwy.

    DRUGI SZLACHCIC

    10

    Nigdy? Przynajmniej tuzin razy.

    PIERWSZY SZLACHCIC

    11

    A na jaką nutę śpiewanych?

    LUCJO

    12

    Na jaką chcesz nutę i w jakim chcesz języku.

    PIERWSZY SZLACHCIC

    13

    A ja bym jeszcze dodał: i w jakiej chcesz religii.

    LUCJO

    14

    A czemu nie? Modlitwa jest modlitwą na przekór wszystkim dysputom; jak na przykład: z ciebie łotr wierutny mimo wszelkich cnót.

    PIERWSZY SZLACHCIC

    15

    Przypuśćmy. Z jednej jesteśmy sztuki, jednymi wystrzyżeni nożycami.

    LUCJO

    16

    Zgoda, toć krajka i aksamit jedną robią sztukę: ty jesteś krajką.

    PIERWSZY SZLACHCIC

    17

    A ty aksamitem. To prawda, trzy razy postrzyżonym aksamitem. Ja też wolę być krajką angielskiego szaraczku niż jak ty strzyżonym na francuski aksamit[1]. Czy się jasno wytłumaczyłem?

    LUCJO

    18

    Bardzo jasno. Z mowy twej widzę, że nie bez kosztów przyszedłeś do takiej nauki. Twoje własne zeznanie uczy mnie, jak pić twoje zdrowie: zawsze pierwszy, a nigdy po tobie i nigdy z twojej szklanki.

    PIERWSZY SZLACHCIC

    19

    Zdaje mi się, że sam sobie zaszkodziłem. Jak sądzisz?

    DRUGI SZLACHCIC

    20

    Nie ma wątpliwości, a to czyś zdrów, czy robaczywy.

    LUCJO

    21

    Patrzcie, patrzcie, zbliża się pani Uśmierznicka.

    PIERWSZY SZLACHCIC

    22

    Pod jej dachem tyle kupiłem chorób, że mi wypadają…

    DRUGI SZLACHCIC

    23

    Na ile?

    LUCJO

    24

    Zgadnij.

    DRUGI SZLACHCIC

    25

    Na trzy tysiące talarów rocznie.

    PIERWSZY SZLACHCIC

    26

    I trochę więcej.

    LUCJO

    27

    Francuską koronę w dodatku.

    PIERWSZY SZLACHCIC

    28

    Tylko choroby we mnie widzisz, ale się mylisz, jam czerstwy jak rydz.

    LUCJO

    29

    Nie przeczę; ale twoje: czerstwy, nie znaczy: zdrowy, ale wyschły. Kości twoje wyschły; bezbożność ucztowała na tobie.

    Wchodzi Rajfurka.

    PIERWSZY SZLACHCIC

    30

    Witamy! W którym dziś biodrze głębsza scyjatyka?

    RAJFURKA

    31

    Dobrze, dobrze, tylko że nie pora teraz żartować; aresztowano tam i poprowadzono do więzienia człowieka, który wart takich jak wy wszyscy pięć tysięcy.

    PIERWSZY SZLACHCIC

    32

    Kogo? Powiedz, proszę.

    RAJFURKA

    33

    Kogoż, jeśli nie Klaudia, sinior Klaudia.

    PIERWSZY SZLACHCIC

    34

    Klaudio w więzieniu? To być nie może!

    RAJFURKA

    35

    A ja wiem, że to jest. Widziałam sama, jak go aresztowano, jak go poprowadzono; ale co gorsza, za trzy dni utną mu głowę.

    LUCJO

    36

    Mimo naszych żartów nie chciałbym, żeby go to spotkało. Czy jesteś tego pewna?

    RAJFURKA

    37

    Zbyt tylko pewna; a za to jedynie, że pani Julii zrobił dziecko.

    LUCJO

    38

    Zaczynam wierzyć, że to być może; dwie już godziny minęły, jak miał przyjść do mnie, a on zawsze był słowny.

    DRUGI SZLACHCIC

    39

    Prócz tego, zgadza się to, jak wiesz, z tym, cośmy przed chwilą mówili.

    PIERWSZY SZLACHCIC

    40

    A przede wszystkim zgadza się to z ostatnią proklamacją.

    LUCJO

    41

    Spieszmy wywiedzieć się o prawdzie.

    Wychodzi Lucjo i szlachcic.

    RAJFURKA

    42

    Tak więc trochę przez wojnę, trochę przez potnicę[2], trochę przez szubienicę, a trochę przez ubóstwo, dość, że straciłam całą klientelę. Wchodzi Pompej. A ty tu po co? Co za nowiny przynosisz?

    POMPEJ

    43

    Prowadzą tam człowieka do więzienia.

    RAJFURKA

    44

    Co on zrobił?

    POMPEJ

    45

    Panią…

    RAJFURKA

    46

    Ale jakie jego przewinienie?

    POMPEJ

    47

    Łowił pstrągi nie w swej rzece.

    RAJFURKA

    48

    Co? Czy jakiej pannie zrobił dziecko?

    POMPEJ

    49

    Nie, ale z panny zrobił panią. Jak to, czy nie słyszałaś o proklamacji?

    RAJFURKA

    50

    O jakiej proklamacji, człowieku?

    POMPEJ

    51

    Że wszystkie domy[3] na przedmieściach Wiednia będą zburzone?

    RAJFURKA

    52

    A co zrobią z domami w samym mieście?

    POMPEJ

    53

    Zostawią je na zasiew; a i one także ten sam los byłby spotkał, gdyby nie jeden mądry obywatel, który się wstawił za nimi.

    RAJFURKA

    54

    Jak to, wszystkie nasze domy schadzek na przedmieściach mają być zburzone?

    POMPEJ

    55

    Z ziemią zrównane.

    RAJFURKA

    56

    A to mi zmiana w rzeczypospolitej! A ze mną co się stanie?

    POMPEJ

    57

    Ba, ba, nie lękaj się niczego. Dobremu konsyliarzowi nie braknie nigdy na klientach. Zmieniając mieszkanie, nie potrzebujesz zmieniać rzemiosła, a ja zawsze twoim będę pomocnikiem. Nie trać serca, zmiłują się nad tobą ludzie; ty, co prawie straciłaś oczy na publicznej służbie, znajdziesz u ludzi poważanie.

    RAJFURKA

    58

    Co nam tu wypadnie robić, chłopcze mój, Tomaszu? Idźmy do domu.

    POMPEJ

    59

    Właśnie nadchodzi sinior Klaudio pod strażą dozorcy więzienia, a z tamtej strony zbliża się, widzę, pani Julia.

    Wychodzą.

    SCENA TRZECIA

    Klasztor. Wchodzą Stróż więzienia, Klaudio, Julia, straż, Lucjo, dwaj szlachcice.

    KLAUDIO

    Czemu po mieście wodzisz mnie jak dziwo?
    Wedle rozkazu zamknij mnie w więzieniu.

    STRÓŻ

    Co robię, panie, nie robię w złej myśli,
    Ale z wyraźnych poleceń Angela.

    KLAUDIO

    Tak więc półbożek Władza samowolnie
    Żelazną ręką uciskać nas może,
    Kogo chce, może łaskami osypać,
    Bez miłosierdzia, kogo chce, katować,
    Ale się zawsze zowie: Sprawiedliwość.

    LUCJO

    Jaki jest powód, mój Klaudio, twojego uwięzienia?

    KLAUDIO

    Zbytek wolności, mój Lucjo, wolności.
    Jak przesycenie postu jest rodzicem,
    Tak i swawola niewoli jest matką.
    Jak szczur swą trutkę pożera łakomie,
    Tak serce ludzkie, zguby swojej chciwe,
    Truciznę własną pije — i umiera.

    LUCJO

    Gdybym był pewny, że pod kluczem tak będę mądrze rozprawiał,
    posłałbym po którego z moich wierzycieli. Żeby jednak nie kłamać, wyznam, że przenoszę prawić duby na wolności niż moralizować w więzieniu. Jaki twój występek Klaudio?

    KLAUDIO

    Mówić o tym byłoby nowym występkiem.

    LUCJO

    Co? Mężobójstwo?

    KLAUDIO

    Nie.

    LUCJO

    Wszeteczeństwo?

    KLAUDIO

    Nazwij tak rzecz, jeśli ci się podoba.

    STRÓŻ

    W drogę, panie, czas nagli.

    KLAUDIO

    Jeszcze słowo, dobry przyjacielu. Lucjo, chciałbym ci powiedzieć
    jedno słowo.
    Bierze go na stronę.

    LUCJO

    Sto, jeśli ci się przydać na co mogę. Czy taki los czeka wszeteczeństwo?

    KLAUDIO

    Mnie taki spotkał. Do mej Julii łoża
    Kontrakt zupełne nadawał mi prawo.
    Wszak znasz ją; ona ślubną jest mi żoną;
    Jeśli brak jeszcze pewnych formalności,
    Te odłożyłem dlatego jedynie,
    By wyrwać posag z szkatuły jej krewnych;
    Przed nimi sprawę ukryliśmy całą,
    Póki nam lepszych nie pokażą chęci.
    Lecz los zawzięty na osobie Julii
    Zbyt jasno nasze wypisał zamęście.

    LUCJO

    Czy zaszła w ciążę?

    KLAUDIO

    Tak jest, na nieszczęście
    Nowy namiestnik, czy to zaślepiony
    Blaskiem potęgi uchwyconej świeżo,
    Czy, naród cały biorąc za rumaka,
    Chciał mu dać uczuć władzy swej ostrogę
    W tej zaraz chwili, w której siodła dosiadł;
    Czy miejsce samo tyranii jest gniazdem,
    Czy też osoba, co na nim zasiadła,
    Nie wiem, wiem tylko, że nowy namiestnik
    Rozbudził wszystkie prawa zapleśniałe,
    Które, jak zbroja rdzą czasu okryta,
    Od tak już dawna wisiały na ścianie,
    Że dziewiętnaście przeszło lat ubiegło,
    Jak się ich żadna nie dotknęła ręka;
    Aż nagle, żeby zrobić sobie imię,
    Drzemiące prawo do mnie zastosował,
    Tak tylko, żeby zrobić sobie imię.

    LUCJO

    Nie wątpię o tym. Twoja głowa tak słabo teraz na twoim karku
    się trzyma, że zakochana mleczarka strąciłaby ją westchnieniem.
    Wyślij za księciem; załóż do niego apelację.

    KLAUDIO

    Chciałem, lecz księcia niepodobna znaleźć.
    Proszę cię, Lucjo, zrób mi jedną łaskę;
    Dziś siostra moja wchodzi do klasztoru,
    Aby rozpocząć próby nowicjatu;
    Śpiesz do niej, opisz me niebezpieczeństwo,
    Proś w mym imieniu, niechaj mi wyszuka
    Przy namiestniku surowym obrońców,
    Błagaj, niech sama do niego pośpieszy;
    Niemało liczę na jej pośrednictwo,
    Bo jest w młodości milcząca wymowa
    Na serca mężów silnie działająca,
    A przy tym sztukę posiada szczęśliwą,
    Że kiedy zechce, budzi przekonanie
    Rozumnym słowem w słuchaczów swych myśli.

    LUCJO

    60

    Daj Boże, aby się jej to udało tak dla pociechy podobnych tobie, którzy inaczej pod surowym staliby prawem, jak dla uratowania twojego życia, które bym widział z żalem tak głupio przegrane w jednej partii mariasza.

    KLAUDIO

    Dziękuję ci, dobry przyjacielu Lucjo.

    LUCJO

    Nim dwie godzin upłynie.

    KLAUDIO

    Stróżu, idźmy teraz.
    Wychodzą.

    SCENA CZWARTA

    Klasztor. Wchodzi Książę i Mnich Tomasz.

    KSIĄŻĘ

    Nie, święty ojcze, myśl odrzuć podobną;
    Nie chciej przypuszczać, że miłości strzała
    Może dosięgnąć zbrojne męża serce.
    Jeżeli żądam u ciebie schronienia,
    To w poważniejszych, dojrzalszych zamiarach
    Niż płoche cele gorącej młodości.

    MNICH

    Wolnoż mi pytać o te tajemnice?

    KSIĄŻĘ

    Nikt lepiej nie wie jak ty, święty ojcze,
    Żem zawsze lubił życie na ustroniu,
    Że zawsze w niskiej były u mnie cenie
    Huczne zebrania, gdzie szalona młodzież
    Z dziecinną pychą marnowała skarby.
    Mąż niezachwiany, surowy i czysty,
    Angelo, w Wiedniu władzę moją dzierży;
    On i lud cały są dziś przekonani,
    Że wyruszyłem tajemnie do Polski,
    Bo sam z umysłu wieść tę rozpuściłem.
    Chcesz teraz wiedzieć dla jakich powodów?

    MNICH

    Chętnie, mój książę.

    KSIĄŻĘ

    Są u nas ustawy,
    Są u nas prawa ostre i surowe
    (Brykliwym koniom potrzebne wędzidło),
    Których czternaście lat nie rozbudziłem,
    Jak lew w jaskini, starością przykuty,
    Co przestał szukać pastwy pośród kniei.
    Lecz kiedy ojciec w zbytku pobłażania
    Związane rózgi przed dziećmi postawi
    Raczej na groźbę niż na ich użycie,
    Wnet rózga budzi szyderstwo, nie postrach.
    Tak prawa nasze, nie zastosowane,
    Są jak umarłe; zuchwała swawola
    Bezkarnie ciągnie za nos sprawiedliwość,
    Dziecko swą mamkę bije, przyzwoitość
    Znikła do szczętu.

    MNICH

    W twojej było mocy
    Sprawiedliwości rozwiązać znów pęta.
    Kara z twej ręki większy by wśród ludzi
    Zrobiła postrach.

    KSIĄŻĘ

    Lękam się, zbyt wielki.
    Z mej winy lud się na swawolę puścił,
    Tyranią teraz z mej byłoby strony
    Karać za grzechy, które wywołałem,
    Bo kto nie karze winy przy spełnieniu,
    Ten upoważnia do spełnienia winy.
    Dlategom władzę Angelowi zwierzył;
    Pod moją tarczą śmiało może karcić,
    A mnie od ciężkich zasłonić wyrzutów.
    By jego rządom przypatrzeć się bliżej,
    Niby braciszek twojego zakonu
    Odwiedzę władcę i lud mu podległy.
    Daj mi więc habit i naucz mnie, proszę,
    Jak się mam trzymać, bym uszedł za mnicha.
    W wolniejszej chwili obszerniej wyłożę
    Moje powody; teraz jeszcze słowo:
    Angelo, człowiek sumienny, surowy
    I zawsze baczny na zawistnych sądy,
    Ledwo chce przyznać, że ma krew w swych żyłach,
    Że kawał chleba nad kamień przenosi;
    Obaczę, czyli władza zmienia ludzi,
    Czy pozór często mylną ufność budzi.
    Wychodzą.

    SCENA PIĄTA

    Klasztor zakonnic. Wchodzą Izabela i Franciszka.

    IZABELA

    Nie macie żadnych innych przywilejów?

    FRANCISZKA

    Czy tych nie dosyć?

    IZABELA

    O, aż nadto dosyć,
    Uchowaj Boże, bym pragnęła więcej;
    Chciałabym raczej surowszej reguły
    Dla sióstr pod świętej Klary inwokacją.

    LUCJO

    za sceną
    Pokój tym ścianom! Hola!

    IZABELA

    Kto tam woła?

    FRANCISZKA

    To głos mężczyzny. Słodka Izabelo,
    Otwórz mu furtkę, spytaj, czego pragnie;
    Jeszcze ci wolno, nie przyjęłaś ślubów;
    Bo gdy je przyjmiesz, nie będziesz już mogła,
    Jak ja nie mogę, z mężczyzną rozmawiać
    Bez obecności matki przeoryszy,
    A wtedy nawet nie wolno ci będzie
    W ciągu rozmowy oblicza odsłonić
    Lub słowa wyrzec, jeśli kwef odchylisz.
    Raz jeszcze woła. Idź się z nim rozmówić.
    Wychodzi.

    IZABELA

    Pokój i szczęście z tobą! Kto mnie woła?
    Wchodzi Lucjo.

    LUCJO

    Witaj, dziewico! Bo lic twoich róże
    Są mi świadkami, że jesteś dziewicą.
    Czy możesz wielką wyświadczyć mi łaskę,
    Dać mi sposobność mówić z Izabelą.
    Nowicyjuszką w tych murach, a siostrą
    Nieszczęśliwego brata Klaudiusza?

    IZABELA

    Nieszczęśliwego? A z jakich powodów?
    Pozwól mi, proszę, pytanie to zrobić,
    Bo ja tą siostrą jestem Izabelą.

    LUCJO

    Piękna dziewico, twój brat cię pozdrawia,
    A w krótkich słowach — brat twój jest w więzieniu.

    IZABELA

    Biada mi, biada! Za jakie przestępstwo?

    LUCJO

    Przestępstwo, które, gdybym ja był sędzią,
    Karę by jego zmieniło na dzięki:
    Swojej kochance zrobił prezent z dziecka.

    IZABELA

    Proszę cię, panie, racz żarty te skończyć.

    LUCJO

    To czysta prawda. Choć moim zwyczajem
    Przy młodych pannach żartami się bawić,
    Wśród których język daleko od serca,
    Nie chciałbym z tobą wolności tej użyć,
    Bo mi się zdajesz niebieskim stworzeniem,
    Przez ślub zrzeczenia duchem nieśmiertelnym,
    Przy którym szczerość jest mi powinnością,
    Jakby przy świętym.

    IZABELA

    Jeśli ze mnie szydzisz,
    Jesteś bluźniercą.

    LUCJO

    Wierzaj memu słowu
    I słuchaj prawdy, która tej jest treści:
    Twój brat kochankę do łona przycisnął;
    Lecz kto się karmi, ten się i napełnia;
    Jak pole długim odłogiem leżące,
    Jeśli posiane w porę, plon przynosi,
    Tak jej dziś łono jasny daje dowód
    Skrzętnej uprawy swego gospodarza.

    IZABELA

    Jakaś kobieta w ciąży jego sprawą?
    Czy to nie Julia, a moja kuzynka?

    LUCJO

    Czy jest twą krewną?

    IZABELA

    Tylko przez przybranie.
    Dziewczyny w szkole dają sobie miana,
    Które ich uczuć szczerym są wyrazem.

    LUCJO

    Tak jest, to Julia.

    IZABELA

    Niech ją więc zaślubi.

    LUCJO

    W tym cała trudność. Jest temu dni kilka,
    Jak książę w dziwny oddalił się sposób;
    Dawał nadzieje kilku młodym panom,
    I mnie w ich liczbie, władzy i urzędów,
    Aż my tu dzisiaj słyszymy od ludzi,
    Dla których nie ma tajemnicy stanu,
    Że obietnica ta była odległa
    O nieskończoność od jego zamiarów.
    Na jego miejscu z całą jego władzą
    Stoi Angelo, mąż, w którego żyłach
    Zamiast krwi płynie tylko śnieg stopiony;
    On nie czuł nigdy zmysłowości żądła,
    Postem i pracą, na duszy swej korzyść,
    Przytępia ostrze natury popędów.
    Żeby przestraszyć swawolę, co z dawna
    Przed srogim prawem igrała bezkarnie
    Jak przed lwem myszka, on odkopał prawo,
    Które twojego brata śmiercią karze;
    Na jego mocy do turmy go wtrącił,
    A dla przykładu chce bez miłosierdzia
    Całą surowość jego na nim spełnić.
    Ostatni promień nadziei nam zgaśnie,
    Jeśli nie zdołasz tkliwą twoją prośbą
    Wzruszyć Angela; w tym mnie właśnie celu
    Brat twój przysyła.

    IZABELA

    Czy pewno nastaje
    Na jego życie?

    LUCJO

    Już wyrok nań wydał,
    A jak słyszałem, rozkaz egzekucji
    Był wyprawiony.

    IZABELA

    O ja nieszczęśliwa!
    Cóż ja dla niego zrobić będę w stanie?

    LUCJO

    Próbuj sił swoich.

    IZABELA

    Sił moich? Niestety!
    Ja wątpię bardzo…

    LUCJO

    Wątpienie to zdrajca,
    Który zwycięstwo często z rąk wydziera,
    Kiedy nas trwogą odwodzi od próby.
    Idź do Angela, naucz go, że ludzie,
    Gdy dziewczę prosi, szczodrzy są jak bogi,
    Gdy dziewczę klęknie, kiedy łzę wyleje,
    Każda jej prośba jest tylko rozkazem.

    IZABELA

    Obaczę, panie, co mogę dlań zrobić.

    LUCJO

    A nie trać czasu.

    IZABELA

    Nie zabawię dłużej
    Niż trzeba, żeby matkę zawiadomić.
    Poleć mnie bratu, sam przyjmij me dzięki.
    Tej jeszcze nocy przyślę wam wiadomość,
    Jaki osiągną skutek me zabiegi.

    LUCJO

    Żegnam cię teraz.

    IZABELA

    Bądź zdrów, dobry panie.
    Wychodzą.

    AKT DRUGI

    SCENA PIERWSZA

    Sala w domu Angela. Wchodzą Angelo, Eskalus, Sędzia, Stróż więzienia, służba.

    ANGELO

    Nie róbmy z prawa śmiesznego straszydła,
    Co miało ptaki drapieżne odganiać,
    A które wkrótce przez przyzwyczajenie
    Stało się grzędą zamiast być postrachem.

    ESKALUS

    Zgoda, zaostrzmy miecz sprawiedliwości,
    By lekko zaciąć, nie żeby zabijać.
    Ach, ten młodzieniec, za którym się wstawiam,
    Jest synem ojca wysokiej zasługi.
    Rozważ sam, panie (choć wierzę, że ciągle
    Życie twe biegło prostą drogą cnoty),
    Czyli w wybuchu twoich namiętności,
    Gdyby czas, miejsce twym sprzyjało żądzom,
    Gdyby podszepty twej krwi rozpalonej
    Znalazły pewną do celów swych drogę,
    O, rozważ, czyli nie uległbyś czasem
    Pokusom, które potępiasz w nim dzisiaj,
    Czy by cię prawa nie dosięgła srogość.

    ANGELO

    Inną jest rzeczą pokus być przedmiotem,
    A inną rzeczą pokusom tym ulec.
    Wiem ja, że nieraz w dwunastu przysięgłych
    O życiu więźnia mających stanowić,
    Zasiada stokroć wierutniejszy złodziej
    Niż ten, którego ma dotknąć ich wyrok;
    Lecz sprawiedliwość jawne chwyta zbrodnie;
    Rzecz obojętna dla prawa, że złodziej
    Złodzieja sądzi. Gdy obaczę klejnot,
    Zapewne skrzętnie podejmę go z ziemi,
    Lecz klejnot, który oczów moich uszedł,
    Rozgniotę stopą bez myśli i żalu.
    To jego winy wcale nie umniejsza,
    Że grzech podobny i ja popełniłem,
    To może tylko służyć za prawidło
    (Jeżeli kiedy ja, sędzia surowy,
    Stanę się winnym podobnego czynu),
    Aby ta sama dosięgła mnie kara
    Bez żadnych względów. On więc musi umrzeć.

    ESKALUS

    Niechaj się stanie wedle twej mądrości.

    ANGELO

    Gdzie stróż więzienia?

    STRÓŻ

    Jestem na rozkazy.

    ANGELO

    Dopilnuj, żeby jutro o dziewiątej
    Wyrok spełniono. Daj mu spowiednika,
    Niech się na drogę dobrze przygotuje,
    Bo to ostatnia jest jego pielgrzymka.
    Wychodzi Stróż.

    ESKALUS

    I nam, i jemu racz przebaczyć Boże!
    Grzech wznosi jednych, innych cnota traci:
    Jeden bezkarnie ciągle grzeszyć może,
    Inny grzech jeden gardłem swoim płaci.
    Wchodzą Łokieć, Pianka, Pompej i straż.

    ŁOKIEĆ

    61

    Dalej, odstawcie ich tu. Jeśli to są dobrzy ludzie w rzeczypospolitej, co marnie czas marnują po domach publicznych, to ja się nie znam na prawie. Odstawcie ich tu.

    ANGELO

    62

    Cóż to, mości panie? Jak się nazywasz i po co tu przychodzisz?

    ŁOKIEĆ

    63

    Z pozwoleniem waszej dostojności, jestem ubogi konstabel jego książęcej mości, a nazywam się Łokieć. Stoję na sprawiedliwości i przyprowadzam przed waszą dostojność dwóch znanych dobroczyńców.

    ANGELO

    64

    Dobroczyńców? Cóż to za dobroczyńcy? Czy nie chcesz czasem powiedzieć złoczyńców?

    ŁOKIEĆ

    65

    Jeśli tak się waszej dostojności podoba. Nie wiem ja dobrze, czym oni są, ale to wiem i tego jestem pewny, że wierutne z nich hultaje, że nie ma w nich okruszyny bezbożności, którą dobry chrześcijan mieć powinien.

    ESKALUS

    66

    Sprawa doskonale wyłożona; dowodzi mądrości urzędnika.

    ANGELO

    67

    Ciągnij rzecz dalej. Co to za ludzie? Imię twoje Łokieć; czemu nie mówisz, panie Łokciu?

    POMPEJ

    68

    Nie może, dostojny panie, do tego trzeba światła, a u niego tylko łokcie świecą.

    ANGELO

    69

    A ty co za jeden?

    ŁOKIEĆ

    70

    On, panie? To szynkarczyk, panie, a półrajfur, sługa złej niewiasty, której dom, jak powiadają, rozwalono na przedmieściu, a która teraz trzyma łazienki, choć nie radziłbym nikomu szukać w nich czystości.

    ESKALUS

    71

    Skąd wiesz o tym?

    ŁOKIEĆ

    72

    Żona moja, panie, którą przed niebem i waszą dostojnością prostytuję…

    ESKALUS

    73

    Jak to? Twoją żonę?

    ŁOKIEĆ

    74

    Tak jest, panie, bo to, dzięki Bogu, uczciwa jest niewiasta.

    ESKALUS

    75

    I dlatego ją prostytujesz?

    ŁOKIEĆ

    76

    I siebie samego tak dobrze jak ją prostytuję, że jeśli ten dom nie jest domem wszeteczności, to tym gorzej dla niej, bo to nic warte domisko.

    ESKALUS

    77

    Ale skąd wiesz o tym, konstablu?

    ŁOKIEĆ

    78

    Skąd wiem? Od mojej żony, która, gdyby miała cielesne depozycje, mogłaby się tam była dopuścić porubstwa, cudzołóstwa i wszystkich nieczystości.

    ESKALUS

    79

    Z podszeptów tej kobiety?

    ŁOKIEĆ

    80

    Tak jest, panie, z podszeptów pani Przepieczonej; ale jak mu w twarz plunęła, obaczył dopiero, z kim ma do czynienia.

    POMPEJ

    81

    Z pozwoleniem waszej dostojności, nie tak stoi sprawa.

    ŁOKIEĆ

    82

    Dowiedź tego przed tymi hajdamakami, ty honorowy człowieku, dowiedź tego.

    ESKALUS

    do Angela
    83

    Uważaj na jego przekładnię.

    POMPEJ

    84

    Przyszła ona do nas brzemienna, bo się jej zachciało, z pańskim przeproszeniem, gotowanych śliwek. Mieliśmy podówczas dwie tylko w całym domu, a i te, w owym odległym czasie, leżały, że tak powiem, na talerzyku od wetów wartującym mniej więcej trzy grosze. Wasza dostojność widziała zapewne tego rodzaju talerzyki; nie chińska to porcelana, ale fajans niezgorszy.

    ESKALUS

    85

    Do rzeczy, do rzeczy, mniejsza o talerzyk.

    POMPEJ

    86

    To prawda, talerzyk niewart niucha tabaki. Wasza dostojność ma w tym zupełną rację, a więc do rzeczy. Otóż więc, jak już powiedziałem, ta pani Łokciowa, będąc, jak już powiedziałem, brzemienną, miała żywot odęty, a zachciało się jej gotowanych śliwek, a że nie mieliśmy więcej jak dwie na talerzyku, jak to już powiedziałem, bo pan Pianka, ten sam właśnie tu człowiek, zjadł resztę, jak powiedziałem, i jak powiedziałem, zapłacił za nie uczciwie, bo jak pewnie zapamiętasz, panie Pianko, nie miałem ci wydać reszty trzech groszy…

    PIANKA

    87

    To prawda, nie miałeś.

    POMPEJ

    88

    Bardzo dobrze; gdy więc, jak zapamiętasz, w tę właśnie porę gryzłeś pestki śliwek wyż rzeczonych…

    PIANKA

    89

    To prawda, gryzłem podówczas pestki.

    POMPEJ

    90

    Więc dobrze, a ja ci mówiłem, jeśli zapamiętasz, że ten jeden i tamten drugi nie wyleczą się z wiadomej ci rzeczy, jeśli nie pójdą na ścisłą dietę, jak ci powiedziałem…

    PIANKA

    91

    Wszystko prawda.

    POMPEJ

    92

    Więc dobrze…

    ESKALUS

    93

    Do rzeczy; nudny z ciebie błazen; do rzeczy. Coście zrobili żonie Łokcia, że przychodzi na skargę? Opowiedz, coście jej zrobili. Przystąp do rzeczy.

    POMPEJ

    94

    Wasza dostojność nie może jeszcze do niej przystąpić.

    ESKALUS

    95

    Ani też myślę.

    POMPEJ

    96

    A jednak przystąpi do niej wasza dostojność, z waszej dostojności przyzwoleniem. Błagam, niech wasza dostojność raczy spojrzeć na tego tu Piankę; człowiek ten ma osiemdziesiąt funtów intraty, a jego ojciec umarł w dzień Wszystkich Świętych. Czy nie w dzień Wszystkich Świętych, panie Pianko?

    PIANKA

    97

    W wilię Wszystkich Świętych.

    POMPEJ

    98

    A, tak jest, w wilię Wszystkich Świętych. Spodziewam się, że to mi są prawdy. Otóż więc, jak powiedziałem, siedział pan Pianka na stołeczku w izbie Winogradu, w której, jak wiadomo, najwięcej sobie upodobałeś. Czy to prawda?

    PIANKA

    99

    Prawda, bo to ciepła izba i doskonała na zimę.

    POMPEJ

    100

    Dobrze więc; spodziewam się, że to mi są prawdy.

    ANGELO

    Widzę, że będziesz bajał przez noc ruską
    W porze, gdy noce ciągną się najdłużej.
    Ja muszę odejść; zostawiam ci sprawę,
    A mam nadzieję, że znajdziesz powody,
    Aby na chłostę wszystkich razem skazać.

    ESKALUS

    101

    I ja tak myślę. Więc żegnam cię, panie. Wychodzi Angelo. Wróćmy teraz do rzeczy. Coście zrobili żonie Łokcia? Raz jeszcze pytam.

    POMPEJ

    102

    Raz, panie? Nic jej raz nie zrobiliśmy.

    ŁOKIEĆ

    103

    Błagam cię, panie, zapytaj, co hultaj ten żonie mojej zrobił.

    POMPEJ

    104

    I ja także błagam cię, panie, zapytaj mnie.

    ESKALUS

    105

    Więc pytam, co zrobił jej ten jegomość.

    POMPEJ

    106

    Błagam cię, panie, przyjrzyj się twarzy tego jegomościa. Dobry panie Pianko, spojrzyj na jego dostojność, proszę cię o to w dobrej myśli. Czy przypatrzyła się wasza dostojność jego twarzy?

    ESKALUS

    107

    Przypatrzyłem się jej dobrze.

    POMPEJ

    108

    Błagam cię, panie, przypatrz się jej tylko dobrze.

    ESKALUS

    109

    Już to zrobiłem.

    POMPEJ

    110

    Czy wasza dostojność widzi co złego w jego twarzy?

    ESKALUS

    111

    Nic wcale.

    POMPEJ

    112

    Otóż ja gotów przysiąc na Biblię, że co w nim najgorsze, to twarz jego; jeśli więc co w nim najgorsze, to twarz jego, jakżeby mógł pan Pianka zrobić co złego żonie konstabla? Pragnąłbym, żeby mi na to pytanie wasza dostojność odpowiedział.

    ESKALUS

    113

    Ma rację. Cóż ty na to, konstablu?

    ŁOKIEĆ

    114

    Naprzód, z pozwoleniem waszej dostojności, dom tamten jest respektowany, po wtóre, jegomość ten jest respektowany, a na koniec, pani jego jest respektowana kobieta.

    POMPEJ

    115

    A ja, panie, na tę rękę przysięgam, że żona jego więcej jest respektowana jak my wszyscy.

    ŁOKIEĆ

    116

    Łżesz, hultaju, łżesz, obrzydły hultaju, nie przyszedł jeszcze czas, w którym by żona moja była respektowana przez mężczyznę, kobietę lub dziecię.

    POMPEJ

    117

    Panie, panie, ona była z nim respektowana, nim jeszcze wziął ją za żonę.

    ESKALUS

    118

    Kto tu jest mądrzejszy? Sprawiedliwość czy niegodziwość? — Czy to prawda?

    ŁOKIEĆ

    119

    A, ty łotrze! a ty hajdamaku! ty złośliwy Hannibalu[4]! Ja z nią respektowany, nim ją wziąłem za żonę? Jeśli się pokaże, że ja byłem z nią respektowany albo ona ze mną, to niech mnie wasza dostojność nie uważa więcej za urzędnika jego książęcej mości. Dowiedź tego, złośliwy Hannibalu, albo ci wytoczę proces o gwałt publiczny.

    ESKALUS

    120

    A gdyby ci jeszcze dał w gębę, mógłbyś dołączyć proces o potwarz!

    ŁOKIEĆ

    121

    To prawda; dziękuję waszej dostojności za radę. Co mi każe wasza dostojność zrobić z tym hultajem?

    ESKALUS

    122

    Żeby ci powiedzieć prawdę, mój konstablu, skoro ten człowiek dopuścił się rzeczy, które byś denuncjował, gdybyś mógł, pozwól, niech brnie w nich dalej, póki się nie dowiesz, co to za rzeczy.

    ŁOKIEĆ

    123

    Dziękuję waszej dostojności za wyrok. Widzisz, rozpustny hultaju, na co ci przyszło, musisz brnąć teraz, hultaju, tak jest, musisz brnąć, hultaju, w twoich rzeczach.

    ESKALUS

    do Pianki
    124

    Gdzie się rodziłeś, przyjacielu?

    PIANKA

    125

    Tu w Wiedniu, panie.

    ESKALUS

    126

    Czy masz osiemdziesiąt funtów rocznej intraty?

    PIANKA

    127

    Mam, z pozwoleniem waszej dostojności.

    ESKALUS

    do Pompeja
    128

    Jakie twoje rzemiosło?

    POMPEJ

    129

    Szynkarczyk, szynkarczyk w służbie u biednej wdowy.

    ESKALUS

    130

    Nazwisko twojej pani?

    POMPEJ

    131

    Pani Przepieczona.

    ESKALUS

    132

    Czy miała więcej niż jednego męża?

    POMPEJ

    133

    Dziewięciu, panie, ostatni był Przepieczony.

    ESKALUS

    134

    Dziewięciu! — Zbliż się tu, panie Pianko. Panie Pianko, nie życzyłbym sobie, żebyś zabierał znajomość z szynkarczykami, oni cię odszumują, panie Pianko, a ty ich poprowadzisz na szubienicę. Idź teraz z Bogiem i niech nie słyszę o tobie więcej.

    PIANKA

    135

    Dziękuję waszej dostojności. Co do mnie, moja noga nie postanie w szynkowni, żeby mnie tam kto nie pociągnął.

    ESKALUS

    136

    Dosyć na tym, panie Pianko, żegnam cię. Wychodzi Pianka. Teraz na ciebie kolej, panie szynkarczyku. Twoje nazwisko, panie szynkarczyku?

    POMPEJ

    137

    Pompejusz.

    ESKALUS

    138

    Pompejusz, a potem?

    POMPEJ

    139

    Zad, z przeproszeniem waszej dostojności.

    ESKALUS

    140

    Sprawiedliwie cię nazwano od rzeczy, którą celujesz, tak więc w najbestliwszym znaczeniu wyrazu jesteś Pompejusz Wielki. Pompejuszu, jesteś trochę rajfurem, choć osłaniasz twoje rzemiosło szynkarskim fartuchem. Czy nie prawda? Bądź ze mną szczery, nic na tym nie stracisz.

    POMPEJ

    141

    Uznaję, panie, że biedny ze mnie chudeusz, że chcę na kawałek chleba zarobić.

    ESKALUS

    142

    Chcesz na kawałek chleba zarobić, Pompejuszu, rajfurując? Co myślisz o twoim rzemiośle? Czy to prawne rzemiosło?

    POMPEJ

    143

    Gdyby prawo pozwoliło.

    ESKALUS

    144

    Ale prawo nie pozwoliło; rzemiosło to zakazane w Wiedniu.

    POMPEJ

    145

    Czy wasza dostojność zamierza owałaszyć i okapłonić wszystką młodzież naszego miasta?

    ESKALUS

    146

    Bynajmniej.

    POMPEJ

    147

    To wedle mojego biednego sądu młodzież pójdzie, gdzie chodziła. Niech tylko wasza dostojność weźmie w dobrą ryzę jejmościanki i birbantów, a nie będzie miała potrzeby obawiać się rajfurów.

    ESKALUS

    148

    Przedsięwzięte są już środki zaradcze, możesz wierzyć mojemu słowu: miecz i szubienica.

    POMPEJ

    149

    Jeżeli tylko przez lat dziesięć będziecie ścinać i wieszać tego rodzaju przestępców, to radzę wam zawczasu za granicą świeży transport głów zapisać. Niech to prawo utrzyma się w Wiedniu przez lat dziesięć, to ja najpiękniejszy dom wynajmę po trojaku od łokcia fasady. Jeśli wasza dostojność dnia tego dożyje, niech powie: Pompejusz mi to przepowiedział.

    ESKALUS

    150

    Dziękuję ci, dobry Pompejuszu, a słuchaj, co ci powiem w nagrodę twoich przepowiedni: Strzeż się, żebym cię znowu nie obaczył przed sobą oskarżonego o cokolwiek bądź, choćby tylko o dalszy pobyt w twoim dzisiejszym mieszkaniu, bo inaczej przepędzę cię do twoich namiotów i będę dla ciebie niemiłosiernym Cezarem, a tłumacząc się jaśniej, każę cię wychłostać. Na teraz, żegnam cię, Pompejuszu.

    POMPEJ

    151

    Dziękuję waszej dostojności za dobrą radę; o ile jej usłucham, będzie to zależało od ciała i fortuny. Wychłostać! Chłop cham swego niech wychłoszcze osła: Kij nie odstraszy męża od jego rzemiosła.

    Wychodzi.

    ESKALUS

    152

    Zbliż się, panie Łokciu, zbliż się, panie konstablu. Od jak dawna piastujesz godność konstabla?

    ŁOKIEĆ

    153

    Od siedmiu lat i sześciu miesięcy, panie.

    ESKALUS

    154

    Domyślałem się z twojej zręczności w pełnieniu urzędu, że go sprawowałeś czas długi. Powiadasz więc, całych lat siedem?

    ŁOKIEĆ

    155

    I sześć miesięcy.

    ESKALUS

    156

    Ach, niemały to być musiał krzyż dla ciebie! Źle, że tak często obarczasz się tą godnością. Czy nie ma w twoim cyrkule zdolnych do tego ludzi?

    ŁOKIEĆ

    157

    Mało, panie, mających dość sprytu do takich rzeczy; wybrani radzi wybierają mnie na zastępcę. Podejmuję się obowiązku za trochę grosiwa, a starczę wszystkiemu.

    ESKALUS

    158

    Słuchaj, przynieś mi listę imienną sześciu lub siedmiu najzdolniejszych ludzi twojej parafii.

    ŁOKIEĆ

    159

    Do mieszkania waszej dostojności?

    ESKALUS

    160

    Do mojego mieszkania. Żegnam cię. Wychodzi Łokieć. Która teraz, jak sądzisz, godzina?

    SĘDZIA

    161

    Jedenasta.

    ESKALUS

    162

    Proszę cię z sobą na obiad.

    SĘDZIA

    163

    Pokornie dziękuję.

    ESKALUS

    Wyrok na Klaudia głęboko mnie smuci,
    Lecz nie ma na to rady.

    SĘDZIA

    Zbyt się surowym okazał Angelo.

    ESKALUS

    Surowość jednak była koniecznością.
    Nie zawsze, co się miłosierdziem zdaje,
    Jest miłosierdziem. Zawsze przebaczenie
    Nowych i gorszych występków jest ojcem.
    A przecie — przecie — o biedny nasz Klaudio!
    Nie ma lekarstwa. Czas już, śpieszmy, panie.
    Wychodzą.

    SCENA DRUGA

    Inna sala w pałacu Angela. Wchodzą Stróż więzienia i Sługa.

    SŁUGA

    Angelo teraz daje posłuchanie:
    Lecz wkrótce wyjdzie, idę go uprzedzić.
    Wychodzi.

    STRÓŻ

    Raz jeszcze spytam, jaka jego wola;
    Może przebaczy — to grzech jakby we śnie,
    Grzech wspólny wszystkim i sektom, i wiekom,
    A on za grzech ten gardłem ma zapłacić!
    Wchodzi Angelo.

    ANGELO

    Czego chcesz, stróżu?

    STRÓŻ

    Czy twą zawsze wolą,
    By Klaudia głowa spadła jutro rano?

    ANGELO

    Czyś nie odebrał już moich rozkazów?
    Co się ma znaczyć powtórne pytanie?

    STRÓŻ

    Popędliwości zbytku się obawiam;
    Przebacz mi, panie, jeśli śmiem powiedzieć:
    Były przypadki, że po egzekucji
    Trybunał swego żałował wyroku.

    ANGELO

    To rzecz jest moja, ty rób, co ci każą,
    Lub złóż twój urząd, nie będziemy płakać
    Po twojej stracie.

    STRÓŻ

    O, przebacz mi, panie.
    A co z płaczącą Julią mamy począć?
    Jej czas się zbliża.

    ANGELO

    Wynajdź jej schronienie
    Z jej położeniem zgodniejsze, a śpiesz się.
    Wchodzi Sługa.

    SŁUGA

    U progu błaga siostra skazanego
    O posłuchanie.

    ANGELO

    Czy Klaudio ma siostrę?

    STRÓŻ

    Ma, panie, siostrę, pełną cnót dziewicę,
    Która ma wkrótce wstąpić do klasztoru
    Lub już wstąpiła.

    ANGELO

    Możesz ją wprowadzić.
    Wychodzi Sługa.
    Dojrzyj, ażeby dano poróbnicy
    Co jej potrzeba, ale nic nad miarę.
    Wydam potrzebne do tego rozkazy.
    Wchodzą Lucjo i Izabela.

    STRÓŻ

    Składam me służby.
    Chce odchodzić.

    ANGELO

    Zatrzymaj się chwilę.
    do Izabeli
    Po co przychodzisz?

    IZABELA

    Przychodzę ze łzami
    O miłosierdzie błagać cię, o panie!
    Racz mnie wysłuchać.

    ANGELO

    Słucham, czego żądasz?

    IZABELA

    Jest grzech od wszystkich grzechów obrzydliwszy,
    Który bym chciała, by praw miecz surowy
    Z ziemi wyplenił, w którego obronie
    Słowa jednego nie rzekłabym nigdy,
    Gdyby z mą wolą nie walczyło serce.

    ANGELO

    Tłumacz się jaśniej.

    IZABELA

    Ach, panie, mam brata,
    Twoim wyrokiem na śmierć skazanego.
    Niech grzech, nie człowiek będzie potępiony.

    STRÓŻ

    na stronie
    Natchnij cię Boże przekonania siłą!

    ANGELO

    Mam grzech potępić, przebaczyć grzesznikom?
    Już przed uczynkiem grzech jest potępiony,
    A mój by urząd wszelką wagę stracił,
    Gdybym grzech tylko surowo potępiał,
    A grzesznikowi dawał przebaczenie.

    IZABELA

    Surowe prawo, chociaż sprawiedliwe!
    Miałam więc brata. Bóg z tobą, o panie!
    Chce wychodzić.

    LUCJO

    do Izabeli
    Nic trać już serca; powtórz jeszcze prośbę,
    Uklęknij, zawieś się na jego płaszczu;
    Zbyt jesteś zimna; gdyby szło o szpilkę,
    Mniej byś niż teraz nie była natrętną.
    Powtórz twą prośbę.

    IZABELA

    A więc umrzeć musi?

    ANGELO

    Nie ma ratunku.

    IZABELA

    O, jest, jest ratunek;
    Możesz przebaczyć, a litości słowo
    Nie zbudzi smutku na niebie ni ziemi.

    ANGELO

    Nie chcę.

    IZABELA

    A gdybyś chciał, panie, czy możesz?

    ANGELO

    Tego nie mogę, czego zrobić nie chcę.

    IZABELA

    Lecz czy byś nie mógł — a bez krzywdy świata —
    Nie mógł przebaczyć, gdyby twoje serce
    Litość uczuło, którą czuje moje?

    ANGELO

    Wyrok już zapadł, wszystko już za późno.

    LUCJO

    do Izabeli
    Zbyt jesteś zimna.

    IZABELA

    Wszystko już za późno?
    Kto wyrzekł słowo, może je odwołać.
    O, wierz mi, panie, znak żaden godności,
    Królów korona lub miecz namiestnika,
    Sędziów gronostaj, hetmanów buława,
    Nie tyle zdobią ich co miłosierdzie.
    Gdybyś, o panie, był na jego miejscu,
    A on na twoim, gdybyś jak on zgrzeszył,
    Nie byłby sędzią tak jak ty surowym.

    ANGELO

    Skończ, proszę; odejdź.

    IZABELA

    Gdyby Bóg łaskawy
    Twą mi dał władzę, tyś był Izabelą,
    Czy bym tak twoją prośbę odepchnęła?
    Ja bym ci słowem wskazała różnicę
    Pomiędzy sędzią a pomiędzy więźniem.

    LUCJO

    do Izabeli
    Dalej, mów dalej! Trafiłaś w słabiznę.

    ANGELO

    Praw tylko naszych twój brat jest ofiarą;
    Na próżno ze mną słowa twe marnujesz.

    IZABELA

    Ach! Pomnij, panie, że ród ludzki cały
    Pierwszego grzechu padł także ofiarą,
    A ten, co mógłby uwiecznić upadek,
    W samym upadku znalazł wybawienie.
    Czym byłbyś, panie, gdyby sędziów Sędzia
    Chciał tylko wedle zasług twych cię sądzić?
    O, pomyśl o tym, pomyśl, a z ust twoich
    Wypłynie wdzięczne słowo miłosierdzia,
    Jakbyś na nowo odżył odkupieniem.

    ANGELO

    Piękna dziewico, raz jeszcze powtarzam,
    Nie ja, lecz prawo brata twego sądzi;
    Gdyby mym krewnym, bratem był lub synem,
    Temu samemu uległby losowi.
    On jutro umrze.

    IZABELA

    Jutro! To zbyt nagle!
    Ach, nazbyt nagle! O, przebacz mu, panie!
    On na śmierć jeszcze nie przygotowany.
    Na stół nasz ptactwo zabijamy w porę;
    Ty niebu służyć z mniejszą chcesz bacznością,
    Niż kucharz naszym grzesznym służy ciałom?
    O dobry panie, rozważ w twojej myśli,
    Kto dotąd życiem płacił ten występek,
    Choć go się tylu dopuściło!

    LUCJO

    Dobrze!

    ANGELO

    Prawo to spało, ale nie umarło.
    Występnych liczbę zmniejszyłaby trwoga,
    Gdyby, kto pierwszy śmiał przestąpić prawo,
    Gardłem zapłacił. Dziś prawo zbudzone
    Notuje czyny i na wzór proroka
    Patrzy w zwierciadło, w którym jasno widzi
    Zbrodnie, gotowe lub dziś pobłażaniem,
    Albo w następnych pojawić się latach,
    I czujnie w samym niszczy je zarodku.

    IZABELA

    Bądź miłosierny!

    ANGELO

    Mego miłosierdzia
    Najlepszym świadkiem moja sprawiedliwość,
    Która litośnie ratuje tysiące,
    Gnana do grzechów zbytkiem pobłażania,
    A łaską nawet jest dla winowajcy,
    Co, życiem płacąc jeden grzech spełniony,
    Ginie i więcej grzeszyć już nie może.
    Dość na tym, odejdź; twój brat umrze jutro.

    IZABELA

    Pierwszy wydajesz wyrok tak surowy,
    On surowości tej pierwszą ofiarą.
    Dobrze jest, panie, mieć olbrzymią siłę,
    Lecz jest tyranią jak olbrzym używać
    Siły tej.

    LUCJO

    Pysznie, mówisz jak należy.

    IZABELA

    Gdyby potężni ludzie w swoich dłoniach
    Mieli Jowisza grzmoty, nigdy Jowisz
    W swoim by niebie nie ostał spokojnie.
    Lada urzędnik słaby, karłowaty,
    Wiecznym by grzmotem niebiosa ogłuszał.
    Grzmoty! Wciąż grzmoty! Miłosierny Boże,
    Ty częściej swoim siarczystym piorunem
    Kruszysz pień dębu twardy i sękaty
    Niż gibkie mirtu gałązki, lecz człowiek,
    Dumny potęgą na chwilę mu daną,
    A swojej szklanej niepomny kruchości,
    Jak małpa w gniewie, przed wysokim niebem,
    Tak dziwne stroi wybryki i susy,
    Że łzy boleści sączy chór aniołów,
    A gdyby chór ten ludzkie miał szyderstwo,
    Całe by niebo śmiechem swym napełnił.

    LUCJO

    na stronie do Izabeli
    O, jeszcze, jeszcze! Mięknąć już zaczyna.

    STRÓŻ

    Dozwól, o Boże, by go przebłagała!

    IZABELA

    Nie możem bliźnich wagą naszą mierzyć;
    Wolno jest wielkim ludziom z świętych szydzić,
    Lecz co dowcipem u nich, to w maluczkich
    Jest profanacją.

    LUCJO

    Wybornie! Ciąg dalszy!

    IZABELA

    Co w ustach wodza gniew tylko oznacza,
    W ustach żołnierza czystym jest bluźnierstwem.

    LUCJO

    na stronie do Izabeli
    Skąd wiesz to wszystko? Ale ciągnij dalej!

    ANGELO

    W jakim mi celu prawisz te maksymy?

    IZABELA

    Bo władza, panie, choć jak my omylna,
    Ma jednak w sobie razem i lekarstwo,
    Którym wielkości wady może leczyć.
    Uderz się w piersi, zagłąb się sam w sobie
    Spytaj się serca, czy w nim nie ma śladu
    Grzechu, za który brat mój płaci głową.
    Gdy serce zezna winę przyrodzoną,
    Niech językowi i myślom twym wzbroni
    Na życie brata mojego nastawać.

    ANGELO

    na stronie
    Tyle rozumu w tym wszystkim, co mówi,
    Że się mój rozum chwiać we mnie zaczyna.
    Bądź zdrowa!

    IZABELA

    Panie, zatrzymaj się jeszcze!

    ANGELO

    Pomyślę o tym, wróć tu jutro rano.

    IZABELA

    Słuchaj, jakimi przekupię cię skarby.

    ANGELO

    Co? Mnie przekupisz?

    IZABELA

    Tak jest, ciebie, panie,
    Skarby, którymi z niebem się podzielisz.

    LUCJO

    O, co za szczęście! Bez tego dodatku
    Psułaby wszystko.

    IZABELA

    Nie złotą monetą,
    Nie klejnotami, których wartość leży
    W kaprysie ludzkim, lecz czystą modlitwą,
    Co przed tron boski, skrzydlata, dociera
    Przed wschodem słońca. Niewinną modlitwą
    Poszczących dziewic, które się wyrzekły
    Myśli o wszystkim, co z czasem przemija.

    ANGELO

    Dobrze, przyjdź jutro.

    LUCJO

    Idźmy, jest nadzieja.

    IZABELA

    Niechaj Bóg waszą dostojność zachowa!

    ANGELO

    na stronie
    Amen! Bo czuję, że pokusa modłom
    Drogę zabiega.

    IZABELA

    O której godzinie
    Mam się tu stawić?

    ANGELO

    Byle przed południem.

    IZABELA

    Niech Bóg was strzeże!
    Wychodzą Lucjo, Izabela i Stróż.

    ANGELO

    O, niech Bóg mnie strzeże,
    Strzeże od ciebie, nawet od twej cnoty!
    Cóż to jest? Jej to czy moja jest wina?
    Ha! Kto winniejszy! Kto? Czyli kusiciel,
    Czyli kuszony? Nie, nie, to nie ona,
    Ona nie kusi, lecz ja, przy fiołku
    Stojąc na słońcu, na jego promieniach,
    Nie jak kwiat wonię, lecz jak ścierwo gniję.
    Czemu na zmysły nasze silniej działa
    Kobiety cnota niż jej lekkomyślność?
    Czemu, gdy tyle pustych mamy gruntów,
    Pragniemy jeszcze i świątynię zburzyć,
    By na jej gruzach dom grzechu budować?
    O zgroza, zgroza! Co robisz, Angelo?
    Czym jesteś? Czemu pragniesz jej do grzechu,
    Który był dla niej podnietą do cnoty?
    Niech brat jej żyje; złodziej ma wymówkę,
    Gdy się sam sędzia kradzieży dopuszcza.
    Co? Czy ją kocham, kiedy tak gorąco
    Pragnę raz jeszcze jej słodki głos słyszeć
    I grzać się pragnę przy ócz jej płomieniach?
    O czymże marzę? O chytry nasz wrogu,
    Który, świętego złapać chcąc na haczyk,
    Świętą zanętę włożyć potrafiłeś!
    Ze wszystkich pokus najniebezpieczniejsza,
    Co nas miłością cnoty na grzech pędzi.
    Nigdy mi dotąd rozpustna kobieta
    Podwójną wędką sztuki i natury
    Nie rozbudziła śpiącej zmysłowości,
    A ta dziewica podbija mnie cnotą!
    Do dziś, gdy parę kochanków widziałem,
    Tylkom się dziwił, tylko uśmiechałem.
    Wychodzi.

    SCENA TRZECIA

    Izba w więzieniu. Wchodzą Książę przebrany za mnicha, Stróż więzienia.

    KSIĄŻĘ

    Witam cię, stróżu! Wszak ze stróżem mówię?

    STRÓŻ

    Tak jest, mój ojcze, jakie twe żądanie?

    KSIĄŻĘ

    Prawa zakonu, miłość chrześcijańska
    Mury więzienia nawiedzać mi każą,
    By nieść pociechę duszom utrapionym.
    Wedle zwyczaju otwórz mi ich wrota,
    Opowiedz zbrodni każdego naturę,
    Bym dał stosowną każdemu naukę.

    STRÓŻ

    Zrobię i więcej, jeśli więcej trzeba.
    Wchodzi Julia.
    Patrz, oto wchodzi jedna z uwięzionych,
    Co wpadła w ogień swej własnej młodości
    I w nim spaliła czyste swoje imię.
    W ciąży jest, widzisz; jej współwinowajca
    Na śmierć skazany; gorący młodzieniec
    Gotowszy grzech swój raz jeszcze powtórzyć
    Niż popełniony swą zapłacić głową.

    KSIĄŻĘ

    Kiedy ma umrzeć?

    STRÓŻ

    Jutro, jak się zdaje.
    do Julii
    Zaczekaj chwilę, wszystko już gotowe.
    Wnet do nowego wyślę cię mieszkania.

    KSIĄŻĘ

    Czyli żałujesz za grzech, który dźwigasz?

    JULIA

    Żałuję; hańbę mą z pokorą znoszę.

    KSIĄŻĘ

    Zrobimy razem rachunek sumienia,
    Obaczym, czyli szczera twa pokuta,
    Czyli pozorna.

    JULIA

    Słucham cię, mój ojcze.

    KSIĄŻĘ

    Czy kochasz męża, nieszczęść twoich sprawcę?

    JULIA

    Kocham, jak kocham sprawcę jego nieszczęść.

    KSIĄŻĘ

    Więc grzech wasz wielki był, widzę, spełniony
    Za wspólną zgodą?

    JULIA

    Za wspólną, mój ojcze.

    KSIĄŻĘ

    Gdy tak, to większe twoje przewinienie.

    JULIA

    Wiem o tym, ojcze, i żałuję za nie.

    KSIĄŻĘ

    To dobrze, córko, lecz czy żal twój czasem
    Nie skutkiem hańby, którą grzech sprowadził?
    Żal taki o nas, nie o niebie, myśli
    I nie jest bożej miłości owocem,
    Lecz naszej trwogi.

    JULIA

    Jak za zły uczynek
    Za grzech żałuję i z radością teraz
    Hańbę mą znoszę.

    KSIĄŻĘ

    Wytrwaj w tym uczuciu.
    Jutro ma umrzeć twój współwinowajca,
    Idę go właśnie na śmierć przygotować.
    Benedicite! Pan z tobą.
    Wychodzi.

    JULIA

    On jutro,
    Jutro ma umrzeć! Jak okrutna litość,
    Co mi zostawia życie, które odtąd
    Będzie mi tylko bolesnym konaniem!

    STRÓŻ

    Los jego smutny serce mi zakrwawia.
    Wychodzą.

    SCENA CZWARTA

    Pokój w domu Angela. Wchodzi Angelo.

    ANGELO

    Gdy chcę się modlić lub myśleć, modlitwy
    I myśl ku różnym ulatują stronom.
    Niebo ma tylko próżne moje słowa,
    Ma wyobraźnia nie słucha języka,
    Przy Izabeli zarzuca kotwicę.
    Niebo w mych ustach, jakbym jego imię
    Przeżuwał tylko, lecz w sercu panuje
    I ciągle rośnie namiętność bez granic.
    Rząd, dotąd myśli mych jedyny przedmiot,
    Jest dla mnie teraz jakby dobra księga,
    Ciągłym czytaniem sucha i nudząca:
    Moją powagę, którąm tak był dumny
    (Niechaj mnie ludzkie nie dosłyszy ucho!)
    Moją powagę mógłbym dziś wymienić
    Za lada piórko, wietrzyków igraszkę.
    O wielka formy i miejsca potęgo!
    Jak często twoją powłoką i suknią
    Nie tylko głupców odurzasz, lecz nawet
    I mędrców dusze wiążesz pozorami!
    Krew krwią jest zawsze; napisz „dobry anioł”
    Na diabła rogu, a ujrzysz, dla tłumu
    Rogi przestaną diabła być znamieniem.
    Wchodzi Sługa.
    Co mi przynosisz?

    SŁUGA

    Siostra Izabela
    O posłuchanie prosi.

    ANGELO

    Wskaż jej drogę.
    Wychodzi Sługa.
    O Boże! Czemu żył moich krew wszystka
    Do serca bieży, władzę mu odbiera,
    I wszystkie moje krępuje zdolności?
    Tak omdlałego głupi tłum zabija,
    Każdy chce pomóc, a tylko tamuje
    Powietrze, które mogłoby go jeszcze
    Do zmysłów wrócić; tak lud nierozważny,
    A do swojego przywiązany króla,
    By się pokazał, swe rzuca warsztaty,
    Tłoczy się wkoło, tak że się na koniec
    Natrętna miłość obrazą wydaje.
    Wchodzi Izabela.
    Piękna dziewico, po co tu przychodzisz?

    IZABELA

    O twej ostatniej dowiedzieć się woli.

    ANGELO

    Wolałbym raczej, żebyś bez pytania
    Wiedziała o niej. Brat twój żyć nie może.

    IZABELA

    Czy tak? Niech niebo zachowa cię, panie.
    Chce wychodzić.

    ANGELO

    Żyć jednak może na chwilę, a nawet
    Żyć jeszcze może jak ty lub ja długo:
    A jednak musi umrzeć.

    IZABELA

    Przez twój wyrok?

    ANGELO

    Tak jest.

    IZABELA

    Więc, panie, racz mi dzień powiedzieć,
    By, korzystając z krótkiej chwili zwłoki,
    Brat mój choć duszę uratować zdołał.

    ANGELO

    Ha, szpetne grzechy! Byłoby to samo
    Przebaczyć temu, który skradł naturze
    Postać człowieka już ukształtowaną,
    Co ułaskawić występne słodycze,
    Które fałszywym wybijać śmią stemplem
    Obraz niebieski; nie trudniej jest bowiem
    Fałszywie wydrzeć życie prawnie dane,
    Co odlać nowe na fałszywą formę.

    IZABELA

    Tak napisano w niebie, nie na ziemi.

    ANGELO

    To twoje zdanie? Zaraz obaczymy:
    Powiedz, co wolisz, czy by twemu bratu
    Wydarło życie prawo sprawiedliwe,
    Czy też dla brata twojego ratunku
    Ciało twe oddać słodkiej nieczystości,
    Jak ta oddała, którą on zniesławił?

    IZABELA

    Lepiej poświęcić ciało niźli duszę,
    Wierzaj mi, panie.

    ANGELO

    Lecz o twojej duszy
    Nie ma tu mowy. Z grzechów przymuszonych,
    Choć robią liczbę, nie zdajemy liczby.

    IZABELA

    Jak to rozumiesz?

    ANGELO

    Nie zaręczam za to,
    Bo mógłbym przeczyć temu, co wyrzekłem.
    Odpowiedz jednak: Ja, jak tłumacz prawa,
    Na śmierć skazuję twojego dziś brata,
    Czyliżby nie był grzech dobrym uczynkiem,
    By tego brata życie uratować?

    IZABELA

    O, grzech ten popełń, a ja bez obawy,
    Na mój go duszy rachunek zapiszę:
    To nie grzech będzie, lecz dobry uczynek.

    ANGELO

    Jeżeli pragniesz dopuścić się grzechu
    I na twej duszy rachunek go wpisać,
    Chęć miłosierna twój grzech równoważy.

    IZABELA

    Jeśli o życie jego błagać grzechem,
    Niechaj przed niebem za grzech ten odpowiem;
    Jeśli jest grzechem błagań mych wysłuchać,
    W moich modlitwach prosić będę Boga,
    By grzech ten dodał do wszystkich mych grzechów,
    A liczby z niego od ciebie nie żądał.

    ANGELO

    Nie, słuchaj; myśl twa nie idzie mej śladem
    Zbytkiem prostoty szczerej czy udanej;
    Jesteś niedobrą, jeśli ją udajesz.

    IZABELA

    Niechże więc będę prostą i niedobrą,
    Bylem w pokorze ducha ci wyznała,
    Żem nie jest lepszą.

    ANGELO

    Tak mądrość chce świecić
    W całej swej chwale, kiedy się poniża,
    Tak czarna maska przymusza nas marzyć
    O wdziękach stokroć razy potężniejszych
    Niż wdzięki w całym jaśniejące blasku —
    Lecz słuchaj, muszę tłumaczyć się jaśniej,
    Abyś na koniec myśl mą zrozumiała.
    Brat musi umrzeć.

    IZABELA

    Wiem.

    ANGELO

    Jego występek
    Wyraźne prawo śmiercią każe płacić.

    IZABELA

    Wiem.

    ANGELO

    Teraz przypuść, że dla ocalenia
    Żadnych już innych nie znajdziesz dlań środków…
    (Wszystko, co mówię, mówię w przypuszczeniu)
    Jak żebyś sama, skazanego siostra,
    Od tej osoby chciwie pożądana,
    Której wpływ w sądach lub godność wysoka
    Może z praw matni wyrwać twego brata,
    Jeżeli żaden inny ludzki środek
    Nie może brata twojego ocalić
    I jeśli skarbów ciała twego nie dasz
    Tej przypuszczonej przeze mnie osobie,
    Surowe prawo pójdzie w wykonanie,
    Co byś zrobiła?

    IZABELA

    Gotowam jest zrobić
    Dla brata mego, co dla siebie samej:
    Na śmierć skazana, przód bym się ubrała,
    Jakby w rubiny, w krwawe znaki bicza,
    Przódy bym cichej zapragnęła trumny,
    Jak pragną łoża bolejące członki,
    Nim bym me ciało na wstyd miała wydać.

    ANGELO

    Więc brat twój umrze.

    IZABELA

    Strata mniej kosztowna:
    Lepiej, że brat mój chwilową śmierć zniesie,
    Niż żeby siostra, aby go odkupić,
    Miała na wieki umrzeć.

    ANGELO

    Powiedz teraz,
    Czyli nie jesteś okrutna jak prawo,
    Które potępiasz.

    IZABELA

    Nie w jednym się domu
    Haniebny wykup życia mego brata
    I dobrowolne rodzi przebaczenie;
    Prawna też łaska nie może być siostrą
    Grzesznej frymarki.

    ANGELO

    A jednak przed chwilą,
    Zda mi się, brałaś prawo za tyrana;
    Jego występek był raczej pustotą
    Niż szpetnym grzechem.

    IZABELA

    O, przebacz mi, panie!
    Zdarza się nieraz, że chcąc łaskę zyskać,
    Nie zawsze słowem naszą myśl tłumaczym;
    Wymawiam trochę grzech, którym się brzydzę,
    Na korzyść tego, który mi jest drogi.

    ANGELO

    Wszyscyśmy słabi.

    IZABELA

    Niech więc brat mój umrze,
    Jeśli on jeden grzechem się tym skalał.

    ANGELO

    Kobieta także jest słaba.

    IZABELA

    O, prawda!
    Słaba i krucha jak kruche zwierciadło,
    W którym jej słabe odbija się ciało.
    Kobiety! Boże! Czystą ich naturę
    Mężczyźni psują dla własnej korzyści.
    Sto razy powtórz, że jesteśmy słabe,
    Bo duch nasz wiotki, jak wiotkie jest ciało
    Wierzy zbyt łatwo przysięgom fałszywym.

    ANGELO

    Gdy, twoim zdaniem, płeć twoja tak słaba,
    Gdy i my także nie więcej sił mamy,
    By opór stawić napaściom pokusy,
    Więc, śmielszy teraz, biorę cię za słowo:
    Bądź tym, czym jesteś, to jest, bądź kobietą;
    Jeśliś jest więcej, kobietą nie jesteś.
    Jeśli nią jesteś, jak piękność twa świadczy,
    Pokaż to dzisiaj i poddaj się prawu,
    Przywdziej kobietom barwę przeznaczoną.

    IZABELA

    Jeden mam tylko język, i ty, panie,
    Mów teraz ze mną, jak mówiłeś wprzódy.

    ANGELO

    Więc powiem jasno — kocham cię.

    IZABELA

    O panie,
    I brat mój kochał Julię, a powiadasz,
    Że umrzeć za to musi.

    ANGELO

    On nie umrze,
    Nie, Izabelo, jeśli chcesz mnie kochać.

    IZABELA

    Cnota ci twoja przywilej ten daje,
    Że, aby innych cnotę wypróbować,
    Bierzesz na chwilę pozory występku.

    ANGELO

    Wierz mi na honor, mówię ci, co myślę.

    IZABELA

    Mały ten honor, gdzie takie są myśli.
    O zgubny zamiar! Pozory, pozory!
    Słuchaj, Angelo, odkryję, czym jesteś:
    Podpisz natychmiast brata przebaczenie
    Lub z całych piersi całą twą brzydotę
    Światu opowiem.

    ANGELO

    A kto ci uwierzy?
    Czyste me imię, surowość żywota
    I słowo moje, i moje znaczenie
    Odejmą wiarę twoim oskarżeniom,
    Które świat weźmie za występną potwarz.
    Gdy raz zacząłem, puszczam wolne cugle
    Mej zmysłowości szalonym popędom;
    Skończ próżny opór, ustąp moim żądzom,
    Pożegnaj skromność, zbyteczny rumieniec,
    Który odpycha to, czego sam pragnie.
    Żeby ocalić brata, twoje ciało
    Woli mej oddaj, bo inaczej — umrze,
    A śmierć tę, dzięki twemu oporowi,
    Długie, okrutne poprzedzą męczarnie.
    Odpowiedz jutro. Pomnij, że dla niego
    Miłość mnie moja zmieni na tyrana,
    Pomnij, że kłamstwo moje w sądach ludzi
    Od twojej prawdy większą wiarę znajdzie.
    Wychodzi.

    IZABELA

    Do kogoż teraz skargę mą poniosę?
    Kto mi uwierzy, gdy mu prawdę powiem?
    O zgubne usta, w których ten sam język
    Może potępić i może przebaczyć!
    Po swojej woli nagina ustawy
    I sprawiedliwość, i niesprawiedliwość
    Ciągnie za sobą na haczyku żądzy!
    Pójdę do brata, choć krewkością zgrzeszył.
    W sercu ma dosyć uczucia honoru,
    Że gdyby trzeba było głów dwadzieścia,
    Chętniej by wszystkie na krwawy pień oddał,
    Nim by zezwolił, aby jego siostra
    Na zgrozę taką oddała swe ciało.
    Niech umrze; moja niechaj żyje cnota;
    Droższa ma czystość od jego żywota.
    Angela żądze wyjawić mu muszę,
    Ażeby na śmierć przygotował duszę.
    Wychodzi.

    AKT TRZECI

    SCENA PIERWSZA

    Izba w więzieniu. Wchodzą Książę, Klaudio i Stróż.

    KSIĄŻĘ

    Więc myślisz, że ci Angelo przebaczy?

    KLAUDIO

    Jedynym biednych lekarstwem — nadzieja.
    Z nadzieją życia jestem gotów umrzeć.

    KSIĄŻĘ

    Na śmierć się gotuj, a śmierć albo życie
    Słodsze ci będą. Z życiem tak rozumuj:
    Jeśli cię stracę, stracę rzecz, o którą
    Jeden się tylko może głupiec troszczyć.
    Bo czymże jesteś? Tylko lekkim tchnieniem,
    Wszystkich niebieskich wpływów niewolnikiem,
    Co dom twój ciągłym napełniają bólem,
    Tylko igraszką śmierci jesteś wieczną.
    Całą twą troską, jak od niej uciekać,
    A uciekając, do niej tylko lecisz.
    Wszelka szlachetność daleko od ciebie,
    Bo pospolitość wszystkich twych rozkoszy
    Jest rodzicielką; nie masz i odwagi,
    Bo drżysz przed żądłem lichego robaka;
    Sen jest najlepszym twoim wypoczynkiem.
    Często go szukasz, a przecie nikczemnie
    Śmierci się lękasz, która snem jest tylko.
    Nie jesteś samo sobą, bo cię składa
    Tysiąc atomów z prochu wydzielonych.
    Na chwilę nawet nie jesteś szczęśliwe,
    Bo gonisz za tym, czego nie posiadasz,
    A nie dbasz o to, co w twym posiadaniu.
    Nie jesteś stałe, każdy bowiem księżyc
    Dziwne przemiany w tobie wywołuje.
    Jesteś ubogie, choć bogactwa dzierżysz,
    Bo jako osieł pod złotem się gnący
    W krótkiej podróży niesiesz ciężkie skarby,
    Aż śmierć je zdejmie; nie masz przyjacieli,
    Bo twe wnętrzności, które zwą cię ojcem,
    Ten czysty wypływ własnych swoich lędźwi,
    Klną trąd, podagrę, febry i katary,
    Że tak powoli do końca cię wiodą;
    Nie masz młodości ni starego wieku,
    Ale, podobne do snu po obiedzie,
    Jesteś ich tylko przelotnym marzeniem;
    Bo twoja młodość, jak wiekowy nędzarz,
    Koślawych starców o jałmużnę prosi,
    A gdy bogactwo przyjdzie ze starością,
    Nie masz piękności, ognia, uczuć, członków,
    Aby bogactwo wdzięki jakie miało.
    Cóż się więc mieści w tym, co zwiemy życiem?
    O, tysiąc śmierci w tym się życiu kryje,
    A my, szaleni, śmierci się lękamy,
    Co w końcu godzi wszystkie te sprzeczności.

    KLAUDIO

    Dzięki ci, ojcze! Błagając o życie,
    Jak widzę teraz, śmierci tylko szukam,
    Szukając śmierci, wynajduję życie.
    Niech więc śmierć przyjdzie!
    Wchodzi Izabela.

    IZABELA

    Pokój wam i łaska!

    STRÓŻ

    Życzenie warte dobrego przyjęcia.
    Witaj więc!

    KSIĄŻĘ

    Wkrótce znowu cię nawiedzę.

    KLAUDIO

    Święty mój ojcze, z serca ci dziękuję.

    IZABELA

    Kilka słów bratu chciałabym powiedzieć.

    STRÓŻ

    Przychodzisz w porę. Klaudio, twoja siostra.

    KSIĄŻĘ

    Słowo, mój stróżu.

    STRÓŻ

    Ile chcesz, mój ojcze.

    KSIĄŻĘ

    Ukryj mnie, proszę, podczas ich rozmowy
    Tak, żebym każde słowo mógł usłyszeć.
    Wychodzą Książę i Stróż.

    KLAUDIO

    Jaką mi, siostro, pociechę przynosisz?

    IZABELA

    Pociechę dobrą, bardzo, bardzo dobrą:
    Angelo, w niebie mając interesa,
    W wyborze dał ci nad wszystkich pierwszeństwo,
    Tam na stałego wyprawia cię posła.
    Więc do podróży gotuj się co prędzej,
    Jutro wyruszasz.

    KLAUDIO

    Czy nie ma ratunku?

    IZABELA

    Jest jeden, który ocalając głowę,
    Serce rozedrze.

    KLAUDIO

    Lecz czy jest ratunek?

    IZABELA

    O, jest ratunek, możesz żyć, mój bracie;
    Diabelska litość w sędziego jest duszy,
    Jeśli ją przyjmiesz, życie uratujesz,
    Ale łańcuchy do śmierci zachowasz.

    KLAUDIO

    Wieczne więzienie?

    IZABELA

    Tak, wieczne więzienie.
    Choćbyś mógł nawet świat cały przebiegać,
    Na chwilę z ciasnej nie wymkniesz się jamy.

    KLAUDIO

    Ale ratunku powiedz mi naturę.

    IZABELA

    Jego naturę? Jeżeli go przyjmiesz,
    Poszarpiesz honor, który cię odziewa,
    I będziesz nagi.

    KLAUDIO

    Objaw mi warunki.

    IZABELA

    Lękam się, bracie, i drżę, abyś czasem,
    Wiedziony życia gorączkową żądzą,
    Przez miłość sześciu lub siedmiu zim więcej
    Na pastwę nie dał wiecznego honoru,
    Śmieszli ty umrzeć? Tylko w czczej obawie
    Gorzkie uczucie śmierci głównie leży,
    A biedny chrabąszcz, nogą rozdeptany,
    Cielesną mękę tak boleśnie czuje
    Jak konający olbrzym.

    KLAUDIO

    Siostro moja,
    Krzywdzisz mnie ciężko; nie w kwiecistych słowach
    Gdy trzeba, męskiej szukam rezolucji.
    Gdy umrzeć muszę, wieczne śmierci cienie
    Jak narzeczoną do serca przycisnę.

    IZABELA

    To brat mój mówił, z ojcowskiego grobu
    Słowa te wyszły. Tak jest, umrzeć musisz,
    Bo serce twoje zbyt szlachetnie bije,
    Abyś podłością ratować chciał życie.
    Ha, ten pozorny świętoszek, namiestnik!
    Co ostrą twarzą i mierzonym słowem
    Przeraża młodość, szaleństwo rozgania
    Jak sokół kury — on diabeł jest tylko!
    Ach, gdyby można duszy jego błoto
    Na jaw pokazać, świat ujrzałby tylko
    Bez dna kałużę.

    KLAUDIO

    Poważny Angelo?

    IZABELA

    O, ta powaga to piekła jest barwa,
    Osłaniająca jak kapłańska szata
    Przeklęte ciało. Czy uwierzysz, bracie,
    Że gdybym moje dała mu dziewictwo,
    Wyszedłbyś wolny?

    KLAUDIO

    Nie, to być nie może!

    IZABELA

    Za grzech ten ciężki gotów ci dać prawo
    Grzeszyć na nowo. Jeżeli tej nocy
    Nie spełnię, co się i wymówić wzdrygam,
    Umrzesz, mój bracie.

    KLAUDIO

    Nie, tego nie zrobisz.

    IZABELA

    O, gdyby tylko szło o moje życie!
    Dla twej wolności ja bym je jak szpilkę
    Chętnie rzuciła.

    KLAUDIO

    Dzięki, droga siostro.

    IZABELA

    Więc się na jutro przygotuj do śmierci.

    KLAUDIO

    Tak jest. Więc człowiek ten ma namiętności,
    Gdy szczypie prawo, które chce na innych
    Surowo pełnić? To nie grzech, zapewne,
    Lub z siedmiu grzechów śmiertelnych najmniejszy.

    IZABELA

    Który z śmiertelnych grzechów jest najmniejszy?

    KLAUDIO

    Inaczej bowiem jak człowiek tak mądry
    Chciałby dla jednej chwilowej rozkoszy
    Na wieczne męki narażać swą duszę?
    O Izabelo!

    IZABELA

    Co mówić chcesz, bracie?

    KLAUDIO

    Śmierć to rzecz straszna.

    IZABELA

    Życie bez honoru
    Rzecz jest nieznośna.

    KLAUDIO

    Droga Izabelo,
    O, pomyśl, umrzeć! Pójść, nikt nie wie dokąd,
    I leżeć w zimnej trumnie, gnić powoli,
    Zamienić ciało żywe i gorące
    Na gliny garstkę, gdy duch wywołany
    Albo się kąpie pośród fal ognistych,
    Albo drży w wiecznych, zamarzniętych lodach
    Lub, w niewidzialnych uwięziony wiatrach,
    W gwałtownym pędzie nad wiszącym światem,
    Krąży bez końca — lub zostać nędzniejszym
    Od najnędzniejszych istot, co wśród wycia
    Czarne, bezkształtne ciągle tworzą myśli!
    O, to zbyt straszne! Na ziemi tej życie,
    Jakkolwiek ciężkie, smutne, opłakane,
    Starość, choroba, nędza i więzienie,
    Jasnym są rajem porównane z śmiercią.

    IZABELA

    O, biada!

    KLAUDIO

    Pozwól mi żyć, droga siostro!
    Grzech popełniony dla ratunku brata
    W swojej dobroci przebacza natura,
    Na cnotę zmienia.

    IZABELA

    O, bydlę przeklęte!
    Podły nędzniku, tchórzu wiarołomny,
    Chcesz się wybawić kosztem mojej cnoty?
    Powiedz, czy nie jest prawie kazirodztwem
    Żywota szukać w hańbie własnej siostry?
    Co ja mam myśleć? Przebacz mi, o Boże!
    Lecz wierność matki zda mi się wątpliwa,
    Bo niepodobna, by z krwi mego ojca
    Taka wyrodna strzeliła latorośl.
    Nie rachuj na mnie; umrzyj i przepadnij!
    Gdyby mi tylko schylić się wypadło,
    By cię ocalić, i schylić się nie chcę.
    Dla twojej śmierci modłów mam tysiące,
    Lecz nie mam słowa dla twojego życia.

    KLAUDIO

    Słuchaj mnie tylko, droga Izabelo!

    IZABELA

    O zgrozo, zgrozo! Grzech twój jest rzemiosłem,
    A nie przypadkiem, i litość dla ciebie
    Byłaby nowych występków rajfurką.
    Im prędzej umrzesz, tym lepiej.

    KLAUDIO

    O siostro!
    Wchodzi Książę.

    KSIĄŻĘ

    164

    Pozwól mi powiedzieć jedno słowo, młoda siostro, jedno tylko słowo.

    IZABELA

    165

    Czego żądasz?

    KSIĄŻĘ

    166

    Jeśli masz chwilę wolnego czasu, pragnąłbym się z tobą rozmówić; łaska, o którą proszę, będzie i dla ciebie korzystna.

    IZABELA

    167

    Nie mam chwili do stracenia; czas, który tu spędzam, muszę kraść innym obowiązkom, gotowa jednak jestem posłuchać cię na chwilę.

    KSIĄŻĘ

    do Klaudia na stronie
    168

    Mój synu, podsłuchałem, co zaszło między tobą a twoją siostrą. Angelo nie miał nigdy zamiaru uwiedzenia jej, chciał tylko cnoty jej doświadczyć, ćwiczyć się w sztuce sądzenia ludzkiej natury. Siostra twoja, pełna uczuć prawdziwego honoru i cnoty, dała mu odmowną odpowiedź, którą on z największą usłyszał radością. Jestem spowiednikiem Angela i wiem, że to prawda, na śmierć się więc przygotuj. Nie łudź się próżną nadzieją, jutro musisz umrzeć; więc na kolana i bądź gotowy.

    KLAUDIO

    169

    Pozwól mi prosić siostrę o przebaczenie. Życie mi tak obmierzło, że co prędzej pozbyć się go pragnę.

    KSIĄŻĘ

    170

    Wytrwaj w tym uczuciu. Bądź zdrów!

    Wychodzi Klaudio. Wchodzi Stróż.

    KSIĄŻĘ

    171

    Stróżu, mam ci coś powiedzieć.

    STRÓŻ

    172

    Jaka twoja wola, ojcze?

    KSIĄŻĘ

    173

    Oddal się, jak przyszedłeś; zostaw mnie na chwilę z tą dziewicą; mój charakter i mój habit ręczą ci, że nic jej nie zagraża w moim towarzystwie.

    STRÓŻ

    174

    Bardzo chętnie.

    Wychodzi.

    KSIĄŻĘ

    175

    Ręka, która ci dała piękność, dała ci także i dobroć. Dobroć, która frymarczy wdziękami, wkrótce zmarnotrawi wdzięki piękności, ale cnota, która jest duszą twojej istoty, zachowa także piękność twojego ciała na zawsze. Napaść Angela na ciebie doszła przypadkiem mojej wiadomości i gdyby słabość ludzkiej natury nie dała już licznych przykładów podobnego upadku, dziwiłby mnie Angelo. Co zrobić zamierzasz, aby zadosyć uczynić namiestnikowi i brata ocalić?

    IZABELA

    176

    Idę mu objawić moje postanowienie: wolę, żeby brat mój umarł wedle prawa, niż żeby syn mój urodził się na przekór prawa. Ale jak bardzo dobry książę na Angelu się oszukał! Jeśli wróci kiedykolwiek, a zdołam otrzymać posłuchanie, albo nadaremnie usta otworzę, albo mu rządy jego namiestnika odsłonię.

    KSIĄŻĘ

    177

    Myśl bardzo dobra, ale jak rzeczy dziś stoją, łatwo się będzie obronić Angelowi przeciw twoim oskarżeniom, utrzymując, że chciał tylko wziąć cię na próbę. Daj ucho moim radom, bo mojej żądzy dobrze czynienia przedstawia się lekarstwo. Przekonany jestem, że możesz najniewinniej wyświadczyć zasłużoną łaskę biednej, pokrzywdzonej kobiecie, wyzwolić brata od surowości prawa bez żadnej plamy dla twojej wdzięcznej osoby, a oddać miłą usługę nieobecnemu księciu, jeśli kiedy wróci, a przypadkiem o sprawie tej usłyszy.

    IZABELA

    178

    Słucham, co masz dalej powiedzieć, gotowam zrobić wszystko, co w prawdzie mojego ducha za niewinne uznam.

    KSIĄŻĘ

    179

    Cnota jest odważna i dobroć nie zna trwogi. Czy nie słyszałaś kiedy o niejakiej Marianie, siostrze Fryderyka, wielkiego kapitana, który zginął na morzu?

    IZABELA

    180

    Słyszałam, a dobre słowa towarzyszyły jej nazwisku.

    KSIĄŻĘ

    181

    Ją właśnie Angelo miał wziąć za żonę; już się odbyły zaręczyny, nawet dzień ślubu był oznaczony. Między zrękowinami a uroczystością brat jej Fryderyk rozbił się na morzu, a z nim i z okrętem przepadł zarazem i posag jego siostry. Patrz, ile nieszczęść zwaliło się na biedną Marianę: straciła szlachetnego i sławnego brata, który czuł dla niej najtkliwsze i najszczersze przywiązanie, straciła z nim razem najlepszą cząstkę swojej fortuny, swój posag, straciła na koniec zaręczonego małżonka, tego pozornego świętoszka Angela.

    IZABELA

    182

    Byćże to może? Więc ją opuścił Angelo?

    KSIĄŻĘ

    183

    Opuścił ją we łzach, z których ani jednej słowem pociechy nie osuszył; połknął wszystkie swoje przysięgi pod pozorem, że odkrył rzeczy krzywdzące jej honor, słowem, zostawił ją w żałobie, którą jeszcze po stracie jego nosi, a na łzy jej kamienny, choć nimi oblany, obcy jest litości.

    IZABELA

    184

    Jaką łaskę oddałaby śmierć tej biednej dziewicy, zabierając ją z tego świata! Co za zepsucie w życiu, gdy człowiek ten jeszcze żyje! Lecz jaka może być dla niej korzyść z tego, co tu zaszło?

    KSIĄŻĘ

    185

    Nietrudno ci będzie uleczyć złamanie jego wiary, a lekarstwo to i brata twojego ocali, i czystości twojej nie naruszy.

    IZABELA

    186

    Wytłumacz mi, jakim sposobem, mój ojcze.

    KSIĄŻĘ

    187

    Dziewica, o której mówię, zachowała w sercu całą pierwszą miłość dla niego; niesprawiedliwe jego okrucieństwo, które, biorąc rzeczy na rozum, powinno było miłość tę zagasić, jak tama na potoku, tylko ją potężniejszą i niesforniejszą zrobiło. Idź do Angela, oświadcz pozorną gotowość do posłuszeństwa jego żądaniom, przystań na wszystko, połóż tylko za warunek, że twoje z nim spotkanie będzie krótkie, odbędzie się w godzinie ciemności i milczenia, w stosownym do tego miejscu. Warunki te raz przyjęte, reszta pójdzie jak z płatka. Uprzedzimy tę pokrzywdzoną dziewicę, aby za ciebie poszła na umówione miejsce. Jeśli tajemnica tego spotkania na jaw kiedy wyjdzie, może zmusić Angela do naprawienia wyrządzonej jej krzywdy. Tym więc sposobem brat twój będzie ocalony, honor twój nietknięty, Mariana pocieszona, a występny namiestnik odkryty. Sam uwiadomię o wszystkim młodą dziewicę i do przedsięwzięcia ją przygotuję. Jeżeli gotowa jesteś wszystko wedle możności wykonać, podwójna z tego korzyść ochroni nasze oszukaństwo od nagany. Co o tym myślisz?

    IZABELA

    188

    Myśl sama pociechą mnie napełnia, a spodziewam się, że szczęśliwy skutek uwieńczy wykonanie.

    KSIĄŻĘ

    189

    Wiele od ciebie zależy. Śpiesz do Angela; jeśli się będzie domagał spełnienia przyrzeczeń tej nocy, przyrzecz posłuszeństwo. Ja tymczasem biegnę do Świętego Łukasza, gdzie w samotnej chatce mieszka niepocieszona Mariana. Tam mnie znajdziesz. Śpiesz się z Angelem, aby co prędzej wszystko ukończyć.

    IZABELA

    190

    Dziękuję ci za te zbawienne rady i żegnam cię, dobry ojcze.

    Wychodzą.

    SCENA DRUGA

    Ulica przed więzieniem. Wchodzą Książę, przebrany za mnicha, Łokieć, Pompej, straż policyjna.

    ŁOKIEĆ

    191

    Słuchaj, jeśli nie ma na to lekarstwa, jeśli chcesz gwałtem kupować i sprzedawać mężczyzn i kobiety, jak bydlęta, wkrótce świat cały będzie musiał pić białego i czerwonego bękarta[5].

    KSIĄŻĘ

    192

    O Boże, cóż to za gawiedź?!

    POMPEJ

    193

    Radość z tego świata uciekła od czasu, jak z dwóch lichwiarzy weselszy był zrujnowany, a gorszy prawem był upoważniony do przywdziania płaszcza z futrem, żeby mu było ciepło; płaszcz podbity był lisem i barankami na znak, że oszustwo bogatsze od uczciwości może się stroić tym godłem.

    ŁOKIEĆ

    194

    No, dalej w drogę, mopanku. Pan z tobą, dobry ojcze braciszku.

    KSIĄŻĘ

    195

    I z tobą, dobry braciszku ojcze. W czym ci ten człowiek zawinił?

    ŁOKIEĆ

    196

    Człowiek ten pogwałcił prawo, a prócz tego, panie, zdaje się nam, że to złodziej, bo znaleźliśmy na nim dziwnej natury wytrych, któryśmy posłali do namiestnika.

    KSIĄŻĘ

    Obrzydły potwór, rajfur, grzeszny rajfur!
    Grzech, do którego jesteś pośrednikiem,
    Chlebem jest twoim; czyś pomyślał kiedy:
    Co się to znaczy grzbiet swój przyodziewać
    I brzuch napełniać z tak brudnego źródła?
    Sam sobie powiedz: z ich dotknięć zwierzęcych
    I jem, i piję, ubieram się, żyję.
    Możeszli wierzyć, że życiem jest życie
    Od tak smrodliwej zależne kałuży?
    Popraw się, popraw, póki jeszcze pora.

    POMPEJ

    Prawda, panie, że to śmierdząca trochę kałuża, jednakże podejmuję się dowieść…

    KSIĄŻĘ

    Jeśli ci diabeł podsunął dowody,
    By grzech obronić, to dowód, że jesteś
    Własnością diabła. Precz z nim do więzienia!
    Nim takie bydlę dobrą pójdzie drogą,
    Trzeba mu dodać chłostę do nauki.

    ŁOKIEĆ

    197

    Musi się stawić przed namiestnikiem, który mu dobrą dał już przestrogę. Namiestnik nie może ścierpieć rajfurów. Jeśli się pokaże, że to jego rzemiosło, lepiej by mu było pójść milę za sprawunkami niż pokazać mu się na oczy.

    KSIĄŻĘ

    O, bodaj byli ludzie, za co chcą uchodzić,
    Bez grzechu albo, grzeszni, nie pragnęli zwodzić!
    Wchodzi Lucjo.

    ŁOKIEĆ

    198

    Wkrótce będzie miał na szyi, co ty, braciszku, na brzuchu — postronek.

    POMPEJ

    199

    Nadchodzi sukurs! Złożę kaucję; oto jest szlachcic, a mój dobry przyjaciel.

    LUCJO

    200

    Co tu nowego, szlachetny Pompejuszu? Jak to, przy wozie Cezara? czy cię w tryumfie prowadzą? Co, czy nie ma już posągów Pigmaliona, świeżo w kobiety zmienionych, które by można nabyć, wkładając rękę do kieszeni, a wyciągając ją stuloną? Co na to odpowiesz, hę? Co mówisz o tej nucie, o tym temacie, o tej metodzie? Czy ci język w ostatnim deszczu utonął? hę? Co mówisz, brukowcze? Czy świat idzie zawsze po staremu? Dokąd droga? Czy smutna, a krótka? No, jakże dziś stoją rzeczy?

    KSIĄŻĘ

    201

    Świat zawsze jednakowy! Coraz gorszy i gorszy!

    LUCJO

    202

    A jak się ma drogi mojemu sercu kąsek, twoja pani? Czy zawsze prokuruje, hę?

    POMPEJ

    203

    Żeby ci powiedzieć prawdę, panie, już zjadła wszystek swój pekefleisz i sama siedzi teraz w solówce[6].

    LUCJO

    204

    Bardzo dobrze, nic sprawiedliwszego, tak być powinno. Dziewczyna zawsze świeża, a rajfurka zawsze solona, to nieuniknione następstwo, tak być powinno. A ty, Pompejuszu, idziesz do więzienia?

    POMPEJ

    205

    Tak jest, panie.

    LUCJO

    206

    Nic w tym złego, Pompejuszu. Bądź zdrów! Idź z Bogiem! Powiedz, że to ja cię tam posłałem. Czy za długi, Pompejuszu, czy za co innego?

    POMPEJ

    207

    Za rajfurstwo, za rajfurstwo!

    LUCJO

    208

    Więc co prędzej z nim do więzienia. Jeśli więzienie należy się rajfurom, ma do niego najlepsze prawo, bo to rajfur niewątpliwy, rajfur starożytny, rajfur z dziada pradziada. Bądź zdrów, Pompejuszu! Poleć mnie więzieniu, Pompejuszu; zostaniesz tam dobrym gospodarzem, będziesz pilnował domu.

    POMPEJ

    209

    Spodziewam się, panie, że nie zechcesz mi odmówić twojego poręczenia.

    LUCJO

    210

    Ani dać go myślę, Pompejuszu, nie w modzie to teraz. Poproszę ich nawet, Pompejuszu, aby przedłużyli twoje więzienie, jeśli go nie będziesz znosił cierpliwie, bo będzie to znak, że masz za gorący temperament. Bądź zdrów, wierny Pompejuszu! Pan z tobą, ojcze!

    KSIĄŻĘ

    211

    I z tobą.

    LUCJO

    212

    Czy Brygita zawsze się maluje, hę?

    ŁOKIEĆ

    213

    Dalej, mopanku, w drogę!

    POMPEJ

    214

    Więc mi odmawiasz, panie, twojego poręczenia?

    LUCJO

    215

    Na teraz przynajmniej, Pompejuszu. Co za nowiny na świecie, mój ojcze, co za nowiny?

    ŁOKIEĆ

    216

    Dalej, mopanku, w drogę!

    LUCJO

    217

    Idź do psiarni, Pompejuszu, idź śmiało. Wychodzą Łokieć, Pompej, straż. Co za nowiny, ojcze? Co nowego słyszałeś o księciu?

    KSIĄŻĘ

    218

    Żadnej nie słyszałem o nim nowiny. A ty czy możesz mi co o nim powiedzieć?

    LUCJO

    219

    Jedni powiadają, że jest u cesarza rosyjskiego, inni, że jest w Rzymie; a tobie jak się zdaje? Gdzie on teraz?

    KSIĄŻĘ

    220

    Nie wiem wcale; lecz gdzie bądź jest, życzę mu szczęścia.

    LUCJO

    221

    Fantastyczny był to wybryk z jego strony wykraść się z własnego księstwa, a osiąść na rzemiośle wagabundy, do którego się nie rodził. Angelo w jego nieobecności dobrze się rozpanoszył, tylko że poszedł trochę za daleko.

    KSIĄŻĘ

    222

    Dobrze zrobił.

    LUCJO

    223

    Trochę więcej pobłażania jurności nie zrobiłoby mu krzywdy; trochę on za cierpki do tego artykułu.

    KSIĄŻĘ

    224

    Występek ten zbyt się rozpowszechnił; surowość musi go wyleczyć.

    LUCJO

    225

    Nie przeczę, że występek ten liczną ma familię i wysokie koligacje, ale niepodobna do szczętu go wyplenić, ojcze, dopóki jeść i pić nie zabronisz. Powiadają, że ten Angelo nie rodził się z mężczyzny i niewiasty wedle zwyczajnej formy stworzenia: czy to prawda? Co o tym myślisz?

    KSIĄŻĘ

    226

    A w jakiż rodził się sposób?

    LUCJO

    227

    Jedni utrzymują, że go wyikrzyła syrena, inni, że był poczęty przez dwóch stokfiszów; ale co jest niewątpliwe to to, że kiedy wypuszcza wodę, uryna jego ścina się na lód; wiem z pewnością, że to prawda, jak prawda niezawodna, że jest rodzaju nijakiego.

    KSIĄŻĘ

    228

    Zabawny z ciebie człowiek; sam nie wiesz, co pleciesz.

    LUCJO

    229

    Pomyśl tylko, co za okrucieństwo z jego strony za bunt rozporka wydzierać człowiekowi życie! Czy nieobecny książę zrobiłby co podobnego? Nim by jednego człowieka powiesił za to, że spłodził stu bękartów, on by dał raczej na mamki dla tysiąca, bo on ma trochę w tych sprawach doświadczenia, zna tę służbę, dlatego też czuje dla niej miłosierdzie.

    KSIĄŻĘ

    230

    Nigdy nie słyszałem, aby nieobecny książę zbyt był kobietom oddany; nie jego to słabość.

    LUCJO

    231

    Mylisz się, mój ojcze.

    KSIĄŻĘ

    232

    To być nie może.

    LUCJO

    233

    Co, książę nie miał do kobiet słabości? Choćby do pięćdziesięcioletniej żebraczki. Zwyczajem jego było rzucać jej dukata na miseczkę. Książę miał swoje przywidzenia; lubił się też zalewać, mogę cię o tym zapewnić.

    KSIĄŻĘ

    234

    Krzywdzisz go niewątpliwie.

    LUCJO

    235

    Byłem jednym z jego poufałych. Nurkowaty to był jegomość, mój pan książę, i zdaje mi się, że zgaduję przyczynę jego oddalenia się.

    KSIĄŻĘ

    236

    Powiedz, proszę, jaka może być tego przyczyna?

    LUCJO

    237

    Nie, daruj, ale ten sekret musi mi zostać za zębami. To jednak mogę ci powiedzieć, że wielka liczba poddanych przyznaje księciu rozum.

    KSIĄŻĘ

    238

    Rozum? Wszak nie ma wątpliwości, że go posiadał.

    LUCJO

    239

    To człowiek powierzchowny, nieuk i wiatrołów.

    KSIĄŻĘ

    240

    Jest tu z twojej strony albo zazdrość, albo szaleństwo, albo omyłka. Cały potok jego żywota i sprawy, którymi sterował, powinny mu w potrzebie lepsze zapewnić imię. Niech mu tylko własne jego czyny za świadków służą, a zazdrośni nawet przyznają, że to mąż uczony, statysta i żołnierz. Albo więc mówisz bez świadomości, albo tę świadomość, jeśli ją posiadasz, złośliwość twoja ogromnie przyćmiła.

    LUCJO

    241

    Znam go, mój ojcze, i kocham go.

    KSIĄŻĘ

    242

    Miłość mówi z lepszą znajomością, a z większą miłością znajomość.

    LUCJO

    243

    Ba, ba, wiem ja, co wiem.

    KSIĄŻĘ

    244

    Nie sądzę, skoro sam nie wiesz, co mówisz. Jeśli kiedykolwiek książę wróci (o co modły zanoszę codziennie), w jego przytomności odpowiesz za to, co mówisz; jeśli powiedziałeś prawdę, będziesz miał zapewne odwagę w oczy mu ją powtórzyć; moim będzie obowiązkiem zawezwać cię do tego; proszę cię więc, powiedz mi twoje nazwisko.

    LUCJO

    245

    Nazywam się Lucjo, a książę zna mnie dobrze.

    KSIĄŻĘ

    246

    Pozna cię lepiej, bylem dożył, aby mu naszą rozmowę opowiedzieć.

    LUCJO

    247

    Nie boję się ciebie.

    KSIĄŻĘ

    248

    Bo myślisz, że książę nie wróci, albo sobie wyobrażasz, że jestem zbyt słabym przeciwnikiem; mogę ci jednak trochę dokuczyć i wiem, że się wszystkiego odprzysiężesz.

    LUCJO

    249

    Dam się powiesić wprzódy. Mylisz się w twoim o mnie sądzie, o mój ojcze. Lecz skończmy rzecz tę na teraz. Możeszli mi powiedzieć, czy Klaudio umrze jutro?

    KSIĄŻĘ

    250

    Dlaczego miałby umrzeć, mój panie?

    LUCJO

    251

    Dlaczego? Dlatego że butelkę za pomocą lejka napełnił. Chciałbym, żeby książę, o którym mówiliśmy, co prędzej wrócił, inaczej bowiem ten wykapłoniony namiestnik wstrzemięźliwością całe państwo wyludni. Wróblom nawet nie wolno pod jego dachem się gnieździć, zbyt są jurne. Sam książę sądziłby w ciemności czyny ciemności, a nie wyprowadzał ich na światło dzienne. Jakże pragnę, aby wrócił! Biedny ten Klaudio skazany na śmierć za podgięcie fartuszka! Bądź zdrów, dobry ojcze, a proszę cię, módl się za mną. Książę, raz ci jeszcze powtarzam, jadłby w piątek baraninę. Choć minęły już jego dobre czasy, jeszcze jednak, wierzaj mi, gotów się cmoktać z żebraczką, którą czuć czosnkiem i berłowym chlebem. Powiedz, że ja ci to powiedziałem. Bądź zdrów!

    Wychodzi.

    KSIĄŻĘ

    Z największych królów złośnik się natrząsa,
    Najbielszą cnotę zawiść z tyłu kąsa;
    Gdzie król klucz znajdzie, co szczelnie zamyka
    Żółć ściekającą z potwarzy języka?
    Lecz ktoś nadchodzi.
    Wchodzą Eskalus, Stróż więzienia, Rajfurka, straż.

    ESKALUS

    252

    Precz z nią do więzienia.

    RAJFURKA

    253

    Dobry mój panie, bądź dobrym i dla mnie. Dostojność wasza ma u ludzi imię człowieka miłosiernego, dobry mój panie.

    ESKALUS

    254

    Po dwóch i trzech ostrzeżeniach zawsze to samo przestępstwo? Toć na ten widok samo miłosierdzie kląć by zaczęło i zmieniło się na tyranię.

    STRÓŻ

    255

    Rajfurka ta praktykuje od lat jedenastu, z przeproszeniem waszej dostojności.

    RAJFURKA

    256

    Dobry panie, to niejaki Lucjo mnie denuncjował. Zrobił dziecko Kasi Trzymaj-go-nisko jeszcze za czasów książęcia; obiecał się z nią ożenić; dziecko będzie miało rok i trzy miesiące na świętego Filipa i Jakuba, chowało się u mnie, a patrzcie, jak mi za to płaci.

    ESKALUS

    257

    Wiem, że to rozpustny jegomość; zawezwać go, żeby się stawił przed nami. Tymczasem precz z nią do więzienia. Precz z nią! Ani słowa więcej. Wychodzą Rajfurka i straż. Stróżu, brat mój Angelo jest nieugięty. Klaudio musi umrzeć jutro. Poślij mu księdza i dopilnuj, żeby miał wszystko, co chrześcijańska miłość nakazuje. Gdyby brat mój chciał się był moją litością kierować, nie przyszłoby mu na ten koniec.

    STRÓŻ

    258

    Ten właśnie braciszek był już u niego i na śmierć go dysponował.

    ESKALUS

    259

    Dobry wieczór, dobry ojcze.

    KSIĄŻĘ

    260

    Błogosławieństwo boże z tobą!

    ESKALUS

    261

    Skąd jesteś, mój ojcze?

    KSIĄŻĘ

    Nie z tego kraju, chociaż czas niejaki
    Zostać tu muszę; z mojego klasztoru
    Ojca świętego rozkaz mnie oddalił
    W świątobliwości jego interesach.

    ESKALUS

    262

    Co słychać nowego na świecie?

    KSIĄŻĘ

    263

    Nic nowego, chyba to, że uczciwość tak na gorączkę zapadła, iż tylko śmierć może ją wyleczyć; sama tylko nowość poszukiwana, a tak niebezpieczną jest rzeczą zestarzeć się w jakiej bądź profesji, jak korzystną zmieniać co chwila rzemiosło. Ledwo jest dosyć szczerości na ziemi, aby towarzystwo zachować, tyle jednak zaręczeń, że wszyscy przeklinają stowarzyszenia: na tej zagadce obraca się cała mądrość świata. Dość to stara nowina, a przecie codzienna to nowina. Proszę cię teraz, panie, powiedz mi, jaki był charakter książęcia?

    ESKALUS

    264

    Był to mąż, który wszystkimi siłami starał się poznać sam siebie.

    KSIĄŻĘ

    265

    W czym szukał głównie rozrywki?

    ESKALUS

    266

    Cieszył się raczej widząc innych wesele, niż rozweselał się rzeczami, którymi weselić go chciano: pan wielkiej wstrzemięźliwości. Lecz zostawmy go jego przeznaczeniom, prosząc Boga, aby przeznaczenia te były szczęśliwe. A teraz pozwól mi zapytać, w jakim usposobieniu znalazłeś Klaudia? Mówiono mi, że go dysponowałeś.

    KSIĄŻĘ

    267

    Sam wyznaje, że sędzia nie był względem niego niesprawiedliwy; z dobrowolną pokorą poddaje się wyrokowi prawa; jednakże pod wpływem ludzkiej słabości łudził się jeszcze zwodną nadzieją życia, lecz powoli moimi przestrogami wybiłem mu ją z głowy i teraz na śmierć jest przygotowany.

    ESKALUS

    268

    Dopełniłeś obowiązków twojego stanu względem nieba i względem więźnia. Z mojej strony do ostatnich granic wyrozumiałości pracowałem w interesie tego szlachcica, lecz sędziego sprawiedliwość tak surową znalazłem, iż musiałem mu w końcu powiedzieć, że jest naprawdę wcieloną sprawiedliwością.

    KSIĄŻĘ

    269

    Jeśli własne jego życie zgadza się z surowością jego sądów, surowość ta mu przystoi; ale jeśli zbłądzi przypadkiem, sam wyda wyrok na siebie.

    ESKALUS

    270

    Idę odwiedzić więźnia. Bądź zdrów!

    KSIĄŻĘ

    Pokój z tobą!
    Wychodzą Eskalus i Stróż.
    Kto trzymać w ręku miecz nieba się kusi,
    Jeśli surowy, i święty być musi;
    Wzór życia drugim twardą cnoty drogą
    Iść zawsze musi nieznużoną nogą,
    Przeciw występnym chcąc stanowić karę,
    Na swoich własnych słabościach brać miarę.
    O, hańba temu, co na śmierć skazuje
    Występek, w którym sam równie smakuje!
    Potrójna hańba dla tego Angela,
    Co, swój hodując, innych grzech wypiela!
    Jak czarną duszę człowiek nieraz zdoła
    Chować pod jasną postacią anioła!
    Jak często zbrodnia, strojna pozorami,
    Płaszczykiem cnoty zwiedziony świat mami,
    I w słabe swojej pajęczyny nici
    Godność, powagę i władzę uchwyci!
    Tej nocy zbrodnię podstępem założę,
    Oszukanego Angela położę
    Przy nieszczęśliwej narzeczonej boku,
    Którą opuścił w gorzkich łez potoku.
    Tak oszukaństwo oszukaństwem zmażę,
    I starych przysiąg dochować mu każę.
    Wychodzi.

    AKT CZWARTY

    SCENA PIERWSZA

    Pokój w domu Mariany. Mariana, Paź.

    PAŹ

    śpiewa
    O, odwróć usta, co mi fałszywe
    Przysięgi słodko kłamały,
    I oczy, których płomienie żywe
    Jutrzenkę oszukiwały,
    Lecz zwróć całunki, uczuć zadatki,
    uczuć zadatki,
    Miłości naszej fałszywe świadki,
    fałszywe świadki!

    MARIANA

    Skończ twoje pieśni i opuść komnatę,
    Bo mąż nadchodzi, co słowem pociechy
    Cierpień mych burzę nieraz ukołysał.
    Wychodzi Paź. Wchodzi Książę.
    Przebacz mi, ojcze, jeśli mnie znalazłeś
    Łakomym uchem pieśni słuchającą;
    Wierzaj mi jednak, śpiewu słodkie fale
    Nie leczą ducha, choć łagodzą żale.

    KSIĄŻĘ

    Przebaczam, chociaż nieraz pieśni siła
    Złe czasem w dobre, dobre w złe zmieniła.
    Powiedz mi, proszę, czy się tu nie pytał kto dziś o mnie?
    O tej właśnie godzinie miałem tu spotkać się z pewną osobą.

    MARIANA

    271

    Nikt się nie pytał, ojcze: cały dzień tu siedziałam.

    Wchodzi Izabela.

    KSIĄŻĘ

    272

    Zawsze wierzę twojemu słowu. Właśnie teraz pora. Oddal się, proszę, na chwilę. Być może, że cię niebawem zawołam w sprawie nie bez korzyści dla ciebie.

    MARIANA

    273

    Zawsze mnie znajdziesz posłuszną.

    Wychodzi.

    KSIĄŻĘ

    Witaj mi, siostro, a jakie nowiny
    Od uczciwego niesiesz namiestnika?

    IZABELA

    Ma on ogródek murem otoczony,
    Zachodnią stronę osłania winnica,
    Prowadzi do niej brama tarcicowa,
    Która tym wielkim otwiera się kluczem,
    A ten znów kluczyk furtkę ma otworzyć,
    Która z winnicy do ogrodu wiedzie;
    Tam mu przyrzekłam tajemnie się stawić,
    Tam czeka na mnie o głuchej północy.

    KSIĄŻĘ

    Czy tylko sama zdołasz drogę znaleźć?

    IZABELA

    Z pilną bacznością na wszystko zważałam,
    Gdy szepcząc z całą grzechu gorącością,
    Sam mi dwa razy wszystko czynem wskazał.

    KSIĄŻĘ

    Czyście na jaki znak się nie zmówili,
    Który przy wejściu zdać mu będzie trzeba?

    IZABELA

    Nie. Wśród ciemności wejść mam do ogrodu,
    A tam mój pobyt nie może być długi,
    Bo powiedziałam, że mam służebnicę,
    Która u bramy na mój powrót czeka,
    W tym przekonaniu, że tajemna podróż
    Jest w brata mego opłakanej sprawie.

    KSIĄŻĘ

    To wszystko dobrze. Dotąd o tej rzeczy
    Jednego słowa nie wie Mariana;
    Czas ją objaśnić. Hola, Mariano!
    Wchodzi Mariana.
    Zabierz znajomość z młodą tą dziewicą,
    Chętną ci służyć.

    MARIANA

    To moje życzenie.

    KSIĄŻĘ

    Czy wierzysz w moją życzliwą przychylność?

    MARIANA

    Wierzę, bo tego dałeś mi dowody.

    KSIĄŻĘ

    Ściśnij więc rękę młodej towarzyszki,
    Która gotową ma dla ciebie powieść.
    Ja czekam na was, lecz nie traćcie czasu,
    Bo noc wilgotna niedługo zapadnie.

    MARIANA

    Czy chcesz pójść ze mną?
    Wychodzą Mariana i Izabela.

    KSIĄŻĘ

    O władzo, potęgo,
    Ócz tysiąc błędnych w ciebie się wlepiło!
    Tysiące sprzecznych a fałszywych wieści
    O każdym czynie twym wśród tłumu krąży!
    Tysiączne ludzkich dowcipów wybryki
    Robią cię ojcem swych szalonych marzeń,
    W swych wyobraźniach męczą cię bez końca!
    Wchodzą Mariana i Izabela.
    Czy już z powrotem? Czy zgoda na wszystko?

    IZABELA

    Chętnie się, ojcze, sprawy tej podejmie,
    Jeśli ty radzisz.

    KSIĄŻĘ

    Ja nie tylko radzę,
    Lecz błagam o to.

    IZABELA

    Niewiele masz mówić,
    Tylko odchodząc, cichym szepnij głosem:
    „Pamiętaj o mym bracie!”

    MARIANA

    Bądź spokojna.

    KSIĄŻĘ

    I ty spokojną bądź, o! córko moja,
    Bo on jest twoim mężem zaręczonym,
    Wasze spotkanie nie może być grzechem,
    A praw twych świętość podstęp nasz rozgrzesza.
    Do dzieła teraz, idźmy! Czas ucieka:
    Siać wprzódy musi, kto na żniwo czeka.
    Wychodzą.

    SCENA DRUGA

    Izba w więzieniu. Wchodzą Stróż i Pompej.

    STRÓŻ

    274

    Sam tu, mopanku! Czy potrafiłbyś uciąć głowę człowiekowi?

    POMPEJ

    275

    Potrafię, jeśli to kawaler, ale nie potrafię, jeśli żonaty, bo żonaty jest głową swojej żony, a nigdy nie potrafię uciąć głowy kobiecie.

    STRÓŻ

    276

    Skończ tylko twoje koncepta, a daj mi jasną odpowiedź. Jutro rano Klaudio i Barnardyn mają być egzekutowani. Mamy tu w więzieniu zwyczajnego kata, który potrzebuje pomocnika; jeśli się chcesz podjąć tej służby, otrzymasz wolność, w przeciwnym razie wysiedzisz w turmie czas twój cały, a przy wyjściu dostaniesz niemiłosierne cięgi, bo byłeś znanym rajfurem.

    POMPEJ

    277

    Byłem, panie, nieprawnym rajfurem od niepamiętnych czasów, podejmę się chętnie prawnym zostać katem. Chciałbym tylko, żeby poprzednio mój kolega dał mi potrzebne instrukcje.

    STRÓŻ

    278

    Hola! Abhorson! Gdzie jest Abhorson! Przybywaj!

    Wchodzi Abhorson.

    ABHORSON

    279

    Czy wołasz mnie, panie?

    STRÓŻ

    280

    Oto człowiek, który jutro będzie twoim pomocnikiem przy egzekucji. Jeśli ci to po myśli, ułóż się z nim rocznie i niech tu z tobą zostanie; jeśli nie chcesz, to weź go na ten raz, a odpraw go potem. Nie może ci robić trudności przez wzgląd na swoje dobre imię, był rajfurem.

    ABHORSON

    281

    Rajfurem, panie? O zgrozo! Człowiek ten poda w dyskredyt naszą sztukę.

    STRÓŻ

    282

    Bądź spokojny, jedną macie wagę, a piórko przechyli szalę.

    Wychodzi.

    POMPEJ

    283

    Jak to, dobry panie (bo jesteś dobry, choć źle ci patrzy z oczu), więc nazywasz twoje rzemiosło sztuką?

    ABHORSON

    284

    Tak je nazywam, bo jest sztuką.

    POMPEJ

    285

    Malarstwo, słyszałem, jest sztuką; a że panienki, uczestniczki mojego rzemiosła, na malarstwie się znają, mogę śmiało utrzymywać, że moje rzemiosło jest sztuką, ale jaka może być sztuka w wieszaniu, tego, choćbym miał wisieć, pojąć nie jestem w stanie.

    ABHORSON

    286

    Powtarzam, że to jest sztuka.

    POMPEJ

    287

    Jak tego dowiedziesz?

    ABHORSON

    288

    Suknia każdego uczciwego człowieka przystaje złodziejowi…

    POMPEJ

    289

    Bo jeśli za ciasna dla złodzieja, uczciwemu człowiekowi zdaje się dość przestronna, a jeśli za przestronna dla złodzieja, złodziejowi zdaje się dosyć ciasna, tak więc suknia każdego uczciwego człowieka przystaje złodziejowi.

    Wchodzi Stróż.

    STRÓŻ

    290

    Czyście się ugodzili?

    POMPEJ

    291

    Przyjmuję u niego służbę, bo widzę, że rzemiosło oprawcy pokutniejsze od rzemiosła rajfura: oprawca prosi częściej o przebaczenie.

    STRÓŻ

    292

    Miej więc na pogotowiu pień i topór jutro o czwartej godzinie.

    ABHORSON

    293

    Chodź ze mną, rajfurze, dam ci naukę mej sztuki, chodź ze mną.

    POMPEJ

    294

    Znajdziesz we mnie gorliwego ucznia, panie, i mam nadzieję, że jeśli zapotrzebujesz mnie kiedy na własną usługę, nie powstydzisz się mojej roboty, bo twoja dla mnie dobroć zasługuje na wzajemność.

    STRÓŻ

    Przyślij mi Klaudia tu i Barnardyna.
    Wychodzą Pompej z Abhorsonem.
    Żal mi jednego, drugi zbrodniarz z katem
    Bez łez mych pójdzie, choćby był mym bratem.
    Wchodzi Klaudio.
    Widzisz? To rozkaz twojej egzekucji.
    Jest teraz północ, a o ósmej rano
    Posłać cię muszę w grono nieśmiertelnych.
    Gdzie jest Barnardyn?

    KLAUDIO

    Tak usnął głęboko
    I tak spokojnie, jak znużony pielgrzym.
    Nie chce się zbudzić.

    STRÓŻ

    Kto by go naprawił?
    Niech i tak będzie. Ty na śmierć się gotuj.
    Lecz cicho! Słuchaj! Co krzyki te znaczą?
    Słychać stukanie za sceną.
    Bodaj Bóg zesłał pociechę twej duszy.
    Wychodzi Klaudio.
    Idę już, zaraz. Mam jeszcze nadzieję,
    Że to jest łaska albo odroczenie.
    Wchodzi Książę.
    Witam cię, ojcze!

    KSIĄŻĘ

    Niechaj, dobry stróżu,
    Najlepsze nocy duchy cię otoczą!
    Czyli przed chwilą nikt się tu nie zgłosił?

    STRÓŻ

    Od wczorajszego wieczora nikt wcale.

    KSIĄŻĘ

    Ni Izabela?

    STRÓŻ

    Nie.

    KSIĄŻĘ

    To przyjdzie wkrótce.

    STRÓŻ

    Jakie dla Klaudia przynosisz nowiny?

    KSIĄŻĘ

    Trochę nadziei.

    STRÓŻ

    Cierpki nasz namiestnik.

    KSIĄŻĘ

    Nie, nie, bo dotąd całe jego życie
    Z sprawiedliwością jego było w zgodzie,
    I w duszy jego święta wstrzemięźliwość
    Podbija żądze, które w drugich karci;
    Dopiero kiedy w ten grzech sam popadnie,
    Będziesz go słusznie tyranem nazywał:
    Dotąd jest tylko sędzią sprawiedliwym.
    Słychać stukanie za sceną.
    A, już przychodzą. Czy słyszysz stukanie?
    Wychodzi Stróż.
    Uczciwy człowiek! Rzadko cień litości
    W żelaznych sercach więzień stróżów gości.
    Cóż to za wrzawa? Śpieszno jest tej ręce,
    Co z taką siłą w więzienia drzwi tłucze.
    Wchodzi Stróż i mówi do osoby za sceną.

    STRÓŻ

    295

    Tam musi czekać, aż nadejdzie klucznik, który go wpuści; posłałem go zbudzić.

    KSIĄŻĘ

    Czy nic nowego względem losu Klaudia?
    Zawsze na jutro?

    STRÓŻ

    Ach, nic, nic nowego.

    KSIĄŻĘ

    Choć ranek bliski, wierz mi jednak, stróżu,
    Przed wschodem słońca nowy przyjdzie rozkaz.

    STRÓŻ

    Może słyszałeś jakie o tym wieści?
    Nie sądzę jednak, bym odebrał rozkaz
    Biednego Klaudia wstrzymać egzekucję.
    Dotąd przynajmniej nie było przykładu,
    A sam Angelo na sędziowskim krześle
    Odmienny wyrok publicznie ogłosił.
    Wchodzi Posłaniec.
    Oto jest właśnie sługa namiestnika.

    KSIĄŻĘ

    Pewno przynosi Klaudia przebaczenie.

    POSŁANIEC

    296

    Pan mój przysyła ci to pismo, a ustnie oświadczyć mi polecił, abyś co do czasu, sprawy i wszystkich szczegółów na jedną jotę nie oddalił się od danych w nim rozkazów. A teraz, dzień dobry! bo zdaje mi się, że dzień niedaleko.

    STRÓŻ

    297

    Wypełnię rozkazy.

    Wychodzi Posłaniec.

    KSIĄŻĘ

    na stronie
    To przebaczenie kupił grzech krzyczący,
    Którym się splamił sam przebaczający.
    Łatwo tam zbrodnia rządy rozpościera,
    Gdzie ją urzędu powaga podpiera.
    Gdzie grzech ma łaskę, tam powszednia łaska
    Przez miłość grzechu i grzesznika głaska.
    Co tam nowego?

    STRÓŻ

    298

    Tak ci mówiłem, ojcze, Angelo mając, zdaje się, w podejrzeniu moją gorliwość, budzi ją tym niezwykłym napomnieniem. Nie pomału mnie to dziwi, bo nigdy dotąd tego nie robił.

    KSIĄŻĘ

    299

    Odczytaj mi, proszę, jego pismo.

    STRÓŻ

    czyta
    300

    „Mimo wszystkich przeciwnych wieści, które dojść cię mogą, dopilnuj, aby Klaudio był egzekutowany o czwartej godzinie, a Barnardyn po południu. Dla większej pewności przyślij mi głowę Klaudia o piątej. Pamiętaj, aby rozkaz ten wykonany był co do joty, bo więcej mi na tym zależy, niż w tej chwili powiedzieć ci jestem w stanie. Za niedokładne wykonanie włożonego na ciebie obowiązku głową mi odpowiesz”. Co mówisz na to, mój ojcze?

    KSIĄŻĘ

    301

    Kto jest ten Barnardyn, którego egzekucja ma mieć miejsce po południu?

    STRÓŻ

    302

    Jest to Cygan z urodzenia, lecz tu się wychował i urósł. Od lat dziewięciu jest już w więzieniu.

    KSIĄŻĘ

    303

    Jak się to stało, że nieobecny książę albo na wolność go nie wypuścił, albo egzekutować nie kazał? Mówiono mi, że to był jego zwyczaj.

    STRÓŻ

    304

    Przyjaciele więźnia otrzymywali zawsze odroczenie. Zresztą zbrodnia jego do czasów rządów Angela nie była stanowczo dowiedzioną.

    KSIĄŻĘ

    305

    A teraz na jaw wyszła?

    STRÓŻ

    306

    Wszystko odkryte i on sam się przyznaje.

    KSIĄŻĘ

    307

    Czy okazał w więzieniu żal jaki za swoje zbrodnie? Czy okazuje skruchę?

    STRÓŻ

    308

    Śmierć nie straszniejsza dla niego niż sen dla pijaka. Na wszystko obojętny, patrzy bez trwogi na przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. Gotowy na wszystko, ze śmierci się śmieje.

    KSIĄŻĘ

    309

    Potrzeba mu dobrej rady.

    STRÓŻ

    310

    Nie chce słuchać żadnej. Od dawna używał pewnej wolności w więzieniu, ale gdyby nawet dano mu sposobność ucieczki, nie chciałby z niej korzystać. Upija się kilka razy na dzień, jeśli nie leży pijany całe dnie. Budziliśmy go nieraz, pokazując fałszywy rozkaz egzekucji, jakby chcąc go prowadzić na rusztowanie; nie zrobiło to na nim najmniejszego wrażenia.

    KSIĄŻĘ

    311

    Wkrótce pomówimy o nim obszerniej. Stróżu, na twoim czole stoi napisane: Uczciwość i Stałość. Jeśli się pomyliłem w czytaniu, to mnie zawiodło moje stare doświadczenie. Ale ufny w nieomylność mojego sądu, wszystko na los stawić się odważam. Klaudio, do którego egzekucji rozkaz trzymasz w ręku, nie więcej przeciw prawu zawinił niż Angelo, który go na śmierć skazał: aby ci tego jasno dowieść, proszę cię tylko o cztery dni zwłoki. Czy chcesz mi wyświadczyć wielką, choć niebezpieczną łaskę?

    STRÓŻ

    312

    Jaką?

    KSIĄŻĘ

    313

    Odłóż egzekucję.

    STRÓŻ

    314

    Ach, mój ojcze, jakże to mogę zrobić? Czas mój ograniczony, rozkaz wyraźny, pod surową karą mam głowę do Angela odesłać; los Klaudia mi grozi za najmniejsze nieposłuszeństwo.

    KSIĄŻĘ

    315

    Na mój ślub zakonny, za wszystko odpowiadam, byłeś chciał radą moją się kierować. Każ dziś rano uciąć głowę Barnardynowi i poślij ją do Angela.

    STRÓŻ

    316

    Angelo widział obydwu i rysy rozpozna.

    KSIĄŻĘ

    317

    Wielki ze śmierci przeobrażca, a jeszcze dopomóc jej możesz. Ogól mu głowę, ostrzyż brodę i powiedz, że zrobiłeś to wskutek ostatniej prośby umierającego. Wszak wiesz, że się to często zdarza. Jeśli cię spotka za to co innego jak podziękowanie i łaska, przysięgam na mojego świętego patrona, że cię uratuję kosztem własnego żywota.

    STRÓŻ

    318

    Przebacz mi, dobry ojcze, lecz to się przeciwia mojej przysiędze.

    KSIĄŻĘ

    319

    Czy księciu, czy namiestnikowi wierność przysięgłeś?

    STRÓŻ

    320

    Księciu i jego pełnomocnikom.

    KSIĄŻĘ

    321

    Czy będziesz się sądził wolnym od wszelkiej winy, jeśli książę uzna sprawiedliwość twojego postępowania?

    STRÓŻ

    322

    Ale jakie w tym prawdopodobieństwo?

    KSIĄŻĘ

    323

    Nie prawdopodobieństwo, ale pewność. Gdy jednak widzę twój przestrach, gdy ani mój habit, ani moja uczciwość, ani moje przedkładania nic z tobą wskórać nie mogą, pójdę dalej, niż zamierzałem, aby ci odjąć wszelką obawę. Patrz, oto ręka i pieczęć książęca. Znasz niewątpliwie jego pismo i pieczęć nie jest ci zapewne obca.

    STRÓŻ

    324

    Znam je dobrze.

    KSIĄŻĘ

    325

    List ten donosi o powrocie książęcia, odczytasz go później uważnie i dowiesz się, że za dwa dni tu będzie. Angelo nic o tym nie wie, bo dziś właśnie odebrał listy dziwnej treści, może o śmierci książęcia, może o jego wstąpieniu do jakiego klasztoru, w każdym razie nic o tym, co się tu zawiera. Lecz patrz, już gwiazda poranna budzi pasterza. Przestań się dziwić, jak się to wszystko stało; wszelka trudność łatwa jest temu, kto zna jej sekret. Zawołaj oprawcę i precz z głową Barnardyna! Wyspowiadam go natychmiast i przygotuję do lepszej ojczyzny. Widzę twoje zdziwienie; list ten wytłumaczy ci wszystko. Idźmy, bo już prawie dzień biały.

    Wychodzą.

    SCENA TRZECIA

    Inna izba więzienia. Wchodzi Pompej.

    POMPEJ

    326

    Mam tu tyle znajomości, co w naszym magazynie; myślałby kto, że to własny dom pani Przepieczonej, bo co krok spotykam jakiego z jej starych klientów. Mamy tu najprzód młodego pana Postrzeleńca; dostał się on tu za ładunek bibuły i starego imbiru, oceniony na sto dziewięćdziesiąt siedem funtów szterlingów, a który mu przyniósł pięć grzywien gotowizną; ale nic w tym dziwnego, imbir nie był podówczas poszukiwany, bo wszystkie stare kobiety powymierały. Mamy tu także niejakiego panicza nazwiskiem Hołupiec; dostał się do nas na żądanie sławetnego Trzywłosa, bławatnika, za cztery ubrania atłasowe brzoskwiniowego koloru, bo był twardy jak brzoskwiniowa pestka do zapłaty. Siedzi tu następnie młody Kostka, młody pan Przysięgalski i pan Miedziostrogski, i pan Głodosłupski, człowiek od szabli i sztyletu, i młody pan Psujdziedzicki, co zabił tłustego Pudynga, i pan fechtmistrz Rębaczewski, i nieustraszony pan Rzemyczek, wielki podróżnik, i szalony Półkwartek, co zakłuł pana Garnca, i, jeśli się nie mylę, czterdziestu innych wielkich amatorów i znawców naszego towaru, a którym dziś przyszło żyć z miłosierdzia bożego.

    Wchodzi Abhorson.

    ABHORSON

    327

    Przyprowadź mi tu natychmiast Barnardyna.

    POMPEJ

    328

    Panie Barnardyn! Wstawaj! Bo musisz iść na szubienicę. Panie Barnardyn!

    ABHORSON

    329

    Barnardyn, wstawaj!

    BARNARDYN

    330

    Bodajeście ochrypli! Kto tam tak wrzeszczy? co wy za ludzie?

    POMPEJ

    331

    Twoi przyjaciele, oprawcy. Wyświadcz nam jedną łaskę, wstań i chodź z nami na szubienicę.

    BARNARDYN

    za sceną
    332

    Precz mi stąd, łajdaki! Spać mi się chce.

    ABHORSON

    333

    Powiedz mu, że musi wstać, i to natychmiast.

    POMPEJ

    334

    Proszę cię, panie Barnardyn, obudź się, nim cię powieszą, a śpij potem, póki ci się spodoba.

    ABHORSON

    335

    Idź po niego i przyprowadź go tu.

    POMPEJ

    336

    Przychodzi, sam przychodzi! Słyszę, jak jego słoma chrzęści.

    Wchodzi Barnardyn.

    ABHORSON

    337

    Czy topór już na pniu, mopanku?

    POMPEJ

    338

    Wszystko gotowe, panie.

    BARNARDYN

    339

    A, witam, panie Abhorson; co tam nowego?

    ABHORSON

    340

    Szczerze bym pragnął, mój panie, żebyś się wziął do modlitwy, bo patrz, przyszedł rozkaz egzekucji.

    BARNARDYN

    341

    A, ty łajdaku! Piłem noc całą, nie jest przygotowany.

    POMPEJ

    342

    Więc tym lepiej, panie, bo kto noc całą pije, a powieszony jest rano, może spać tym twardziej cały dzień następujący.

    Wchodzi Książę.

    ABHORSON

    343

    Patrz, panie, nadchodzi twój ojciec duchowny; czy jeszcze myślisz, że to żarty?

    KSIĄŻĘ

    344

    Natchniony chrześcijańską miłością, słysząc, jak nagle ten świat masz opuścić, przynoszę ci radę i pociechę, przychodzę modlić się z tobą.

    BARNARDYN

    345

    Żartujesz, braciszku. Piłem na zabój przez noc całą, potrzeba mi więcej czasu na przygotowanie. Chyba mi drągami głowę roztrzaskają, bo dobrowolnie nie zgodzę się na egzekucję, możesz być tego pewny.

    KSIĄŻĘ

    346

    A jednak musisz, więc błagam cię, panie, myśl o podróży, która na cię czeka.

    BARNARDYN

    347

    Przysięgam, że nie chcę dziś umrzeć mimo twoich wszystkich perswazji.

    KSIĄŻĘ

    348

    Ale słuchaj tylko…

    BARNARDYN

    349

    Ani słowa więcej. Jeśli mi masz co do powiedzenia, chodź do mojej ciupy, z której nie myślę się dziś na krok oddalić.

    Wychodzi. Wchodzi Stróż więzienia.

    KSIĄŻĘ

    O bydlę, umrzeć ani żyć niezdolne!
    Idźcie, prowadźcie go na rusztowanie.
    Wychodzą Abhorson i Pompej.

    STRÓŻ

    W jakim znalazłeś stanie więźnia, ojcze?

    KSIĄŻĘ

    Człowiek ten nie jest dziś na śmierć gotowy.
    Na świat go tamten słać w obecnym stanie
    Byłoby zbrodnią.

    STRÓŻ

    Słuchaj mnie, mój ojcze:
    Właśnie dziś rano na zgniłą gorączkę
    Umarł w więzieniu niejaki Rakocy,
    Głośny pirata, był on Klaudia wieku,
    Ich włos i broda jednej były farby;
    Co mówisz, czyli nie byłoby dobrze
    Dać czas pokuty temu grzesznikowi,
    A zaspokoić żądania Angela
    Widokiem głowy do Klaudia podobnej?

    KSIĄŻĘ

    O, niebo samo na pomoc nam przyszło!
    Śpiesz się! Godzina, którą ci wyznaczył,
    Już niedaleko; dopilnuj, by wszystko
    Wedle się jego spełniło rozkazów,
    Ja tu powrócę, gdy się na dzień zbierze,
    Na śmierć to dzikie przygotować zwierzę.

    STRÓŻ

    Ojcze mój, wszystko wykonam bez zwłoki.
    Barnardyn musi umrzeć po południu.
    Co zrobić z Klaudiem, by mnie uratować
    Od niebezpieczeństw głowie mej grożących,
    Gdy się dowiedzą, że on jeszcze żyje?

    KSIĄŻĘ

    Słuchaj mej rady; zamknij w ciemnych lochach
    Obu tych więźniów, a bądź przekonany,
    Że zanim słońce dwa razy pozdrowi
    Jasnym obliczem ziemi tej mieszkańców,
    I twoja także skończy się obawa.

    STRÓŻ

    Chętnie się, ojcze, twą kieruję radą.

    KSIĄŻĘ

    Więc spiesz się, głowę poślij do Angela.
    Wychodzi Stróż.
    Ja list tymczasem do niego napiszę,
    Stróż mu go wręczy, w nim go zawiadomię,
    Że nagle wracam, że dla ważnych przyczyn
    Mój wjazd się odbyć musi uroczyście;
    Wezwę go, żeby szedł na me spotkanie
    Milę za miasto, do świętego źródła,
    Stamtąd ordynkiem, procesjonalnie
    Do bram się miasta wspólnie posuniemy.
    Wchodzi Stróż.

    STRÓŻ

    Oto jest głowa, sam mu ją poniosę.

    KSIĄŻĘ

    Wybornie. Wracaj, jak możesz najprędzej,
    Bo chciałbym z tobą pogadać o rzeczach
    Dla twego tylko ucha przeznaczonych.

    STRÓŻ

    Wrócę niebawem.
    Wychodzi.

    IZABELA

    za sceną
    Pokój święty z wami!

    KSIĄŻĘ

    To Izabela, zapewne nadbiega
    Pytać, czy przyszło brata przebaczenie.
    Nic jednak o jej nie powiem jej szczęściu,
    Aby pociecha tym słodszą się zdała,
    Im mniej już na nią w swej ciężkiej niedoli
    Rachować będzie.
    Wchodzi Izabela.

    IZABELA

    Daruj, dobry ojcze!

    KSIĄŻĘ

    Dzień dobry, córko czysta i nadobna!

    IZABELA

    Tym lepszy, gdy go mąż tak święty życzy.
    Przysłał namiestnik brata przebaczenie?

    KSIĄŻĘ

    On go wyzwolił od wszystkich trosk ziemi,
    Już jego głowa jest w domu Angela.

    IZABELA

    To być nie może.

    KSIĄŻĘ

    To jest jednak, córko.
    Mądrości twojej dowiedź cierpliwością.

    IZABELA

    Biegnę do niego, oczy mu wydrapię.

    KSIĄŻĘ

    Straż cię nie wpuści przed jego oblicze.

    IZABELA

    O biedny Klaudio! Biedna Izabelo!
    Okrutny świecie! Przeklęty Angelo!

    KSIĄŻĘ

    Wszystkie te żale tobie nie pomogą
    I nie zaszkodzą jemu, skończ je przeto,
    A niebu zostaw pomstę za twe krzywdy.
    Słuchaj mnie teraz, a każde me słowo
    Wkrótce się sprawdzi: książę jutro wraca —
    Osusz łzy twoje — mnich z mego klasztoru,
    Jego spowiednik, donosi mi o tym.
    Już uprzedzeni Eskalus, Angelo,
    Wyjdą za bramy na jego spotkanie,
    Aby mu oddać władzę powierzoną.
    Jeżeli możesz, prowadź mądrość twoją
    Tą dobrą ścieżką, którą ci pokażę,
    A znajdziesz pomstę, której w duszy pragniesz,
    I łaskę księcia, i sławę u świata.

    IZABELA

    Twą radą, ojcze, kierować się pragnę.

    KSIĄŻĘ

    Więc list ten zanieś do braciszka Piotra
    (W nim mnie uprzedził o księcia powrocie),
    Znak ten oddając, powiedz, że tej nocy
    Czekać go będę w domu Mariany,
    Tam mu opowiem jej i twoją sprawę,
    On was powiedzie przed księcia oblicze,
    Tam śmiało, w oczy, skarż przed nim Angela.
    Tajemne śluby wiążą mnie, biedaka,
    Bronią iść z tobą. Teraz śpiesz się z listem,
    Otrzyj łzy gorzkie — weź do serca radość,
    A jeśli błędną powiodę cię drogą,
    Przestań mieć wiarę w świętym mym zakonie.
    Któż to nadchodzi?
    Wchodzi Lucjo.

    LUCJO

    Ojcze, dobry wieczór!
    Gdzie stróż więzienia?

    KSIĄŻĘ

    Wyszedł; wkrótce wróci.

    LUCJO

    350

    O piękna Izabelo! Serce moje blednieje na widok twoich czerwonych oczu. Cierpliwości! I mnie jej potrzeba, i ja na obiad i wieczerzę poprzestać muszę na garści otrąb i szklance wody; ze strachu o głowę nie śmiem napełnić brzucha, bo po jednej dobrej uczcie wzięłaby mnie pokusa. Lecz powiadają, że jutro wraca książę. Na uczciwość, Izabelo, kochałem twojego brata; gdyby stary ten dziwak książę, miłośnik czarnych kątów, został był w domu, on żyłby teraz.

    Wychodzi Izabela.

    KSIĄŻĘ

    351

    Książę niewielką winien ci wdzięczność, mój panie, za sąd twój o nim, tylko na szczęście, obraz niepodobny.

    LUCJO

    352

    Nie znasz tak dobrze księcia jak ja, mój ojcze; lepszy z niego strzelec, niż ci się zdaje.

    KSIĄŻĘ

    353

    Dobrze, dobrze, odpowiesz kiedyś za to wszystko. Bądź zdrów!

    LUCJO

    354

    Czekaj chwilę; pójdę z tobą i opowiem ci jeszcze parę pięknych historyjek o naszym księciu.

    KSIĄŻĘ

    355

    Już i tak opowiedziałeś mi ich więcej niż potrzeba, jeśli są prawdziwe; jeśli nie — to i jednej byłoby za wiele.

    LUCJO

    356

    Stawiono mnie raz przed jego oblicze za to, że jakiejś dziewce zrobiłem dziecko.

    KSIĄŻĘ

    357

    Czy to była prawda?

    LUCJO

    358

    Niewątpliwa prawda, ale musiałem się wszystkiego wyprzysiąc, bo inaczej byłby mnie ożenił z tym zgniłym niesplikiem.

    KSIĄŻĘ

    359

    Towarzystwo twoje więcej wesołe jest niż uczciwe. Bądź zdrów!

    LUCJO

    360

    Na uczciwość, pójdę z tobą przynajmniej do rogu ulicy, a jeśli cię gniewają tłuste powiastki, nie będziesz ich miał zbyt wiele. Trzeba ci wiedzieć, kochany braciszku, że należę do familii łopianów; nie puszczam, jak się raz przyczepię.

    Wychodzą.

    SCENA CZWARTA

    Pokój w domu Angela. Wchodzą Angelo i Eskalus.

    ESKALUS

    361

    Każdy nowy list jego jest w sprzeczności z poprzedzającymi.

    ANGELO

    362

    W sposób najdziwniejszy i najbezładniejszy. Postępowanie jego nosi piętno obłąkania; daj tylko Boże, aby mu się w głowie nie pomieszało! Dlaczego mamy się z nim spotkać u bram miasta, tam mu oddać naszą władzę?

    ESKALUS

    363

    Ani się domyślam.

    ANGELO

    364

    Dlaczego nakazał ogłosić godzinę przed swoim przybyciem, że każdy chcący zanieść skargę na jaką niesprawiedliwość winien mu wręczyć prośbę na ulicy?

    ESKALUS

    365

    Daje tego powód: chce od razu położyć koniec wszelkim zażaleniom, zasłonić nas na przyszłość od skarg, które odtąd posłuchania nie znajdą.

    ANGELO

    Niech i tak będzie. Ogłoś wolę księcia.
    Do twego domu przyjdę jutro rano,
    Tymczasem poślij do panów i Rady,
    Z którymi ruszym na przyjęcie księcia.

    ESKALUS

    Zajmę się wszystkim.

    ANGELO

    A teraz dobranoc!
    Wychodzi Eskalus.
    Ten czyn me wszystkie odebrał mi władze,
    Sparaliżował wszelkie me działania.
    Zwiedzione dziewczę! Przez kogo? Przez męża,
    Co srogo karcił zbrodnie tej natury!
    Gdyby wstydliwość ust jej nie zamknęła,
    Jaką by skargą mogła mnie przywalić!
    Ale jej rozum nie pozwala mówić,
    Bo cnoty mojej taka jest powaga,
    Że kto by na nią chuchnąć się poważył,
    Marnie przepadnie. Klaudio żyłby teraz,
    Gdyby nie trwoga, że niesforny młokos
    Zapragnie kiedyś pomścić się za życie,
    Kupione drogo siostry jego hańbą.
    Co bym dał jednak, gdyby on żył jeszcze!
    Lecz gdy się raz kto z drogi cnoty skręci,
    Wszystko źle idzie mimo dobrych chęci.
    Wychodzi.

    SCENA PIĄTA

    Pole za miastem. Wchodzą Książę we własnym ubiorze, Mnich Piotr.

    KSIĄŻĘ

    List mi ten wręczysz przy stosownej porze.
    daje mu list
    Stróż wie o naszych planach i zamiarach.
    Trzymaj się wiernie danych ci instrukcji
    I zmierzaj ciągle do naszego celu,
    Choćby ci przyszło w wypadków natłoku
    Porzucić jeden, chwycić inny środek.
    Idź, Flawiuszowi powiedz, gdzie mnie znajdzie,
    Uprzedź Rolanda, Walentyna, Krassa,
    Każ im do bramy sprowadzić trębaczy,
    Lecz przede wszystkim przyślij mi Flawiusza.

    MNICH PIOTR

    Nie tracąc czasu, wypełnię rozkazy.
    Wychodzi. Wchodzi Wariusz.

    KSIĄŻĘ

    Dzięki za pośpiech, dobry mój Wariuszu.
    Chodź teraz ze mną, za niedługą chwilę
    Przyjdzie nas drugi pozdrowić przyjaciel.
    Wychodzą.

    SCENA SZÓSTA

    Ulica niedaleko bramy. Wchodzą Izabela i Mariana.

    IZABELA

    Wstręt jakiś czuję mówić z ogródkami,
    Całą bym prawdę wolała powiedzieć;
    Lecz oskarżenie do ciebie należy,
    Ja z mojej strony zrobię, co przykazał,
    Aby tajemne spełnić jego cele.

    MARIANA

    Słuchaj go wiernie.

    IZABELA

    Dodał oprócz tego,
    Żebym słuchała bez dziwu i trwogi,
    Jeśli przypadkiem za stosowne uzna
    Stanąć w obronie mego przeciwnika.
    Gorzkie lekarstwo słodkie wyda skutki.

    MARIANA

    Ojciec Piotr…

    IZABELA

    Cicho! Widzę, że nadchodzi.
    Wchodzi Mnich Piotr.

    MNICH PIOTR

    Znalazłem dla was doskonałe miejsce;
    Musi was książę obaczyć w pochodzie.
    Lecz już się trąby rozległy dwa razy,
    Osiedli bramy miasta dostojnicy,
    I lada chwila pokaże się książę.
    I my też śpieszmy, bo czas jest nam drogi.
    Wychodzą.

    AKT PIĄTY

    SCENA PIERWSZA

    Publiczny plac przy bramie miasta. Mariana zakwefiona, Izabela i Mnich Piotr w odległości; wchodzą z przeciwnych stron Książę, Wariusz, panowie; Angelo, Eskalus, Lucjo, Stróż, oficerowie, mieszczanie.

    KSIĄŻĘ

    do Angela
    Zacny mój bracie, szczęśliwe spotkanie! do Eskala Rad cię znów widzę, stary przyjacielu!

    ANGELO I ESKALUS

    Szczęśliwy powrót waszej dostojności!

    KSIĄŻĘ

    Z całego serca obu wam dziękuję.
    Zewsząd jednakie odbieram świadectwa,
    Że wielka była wasza sprawiedliwość.
    Dziś wam publicznie składam za to dzięki,
    Przyszłej nagrody ubogi zadatek.

    ANGELO

    Dług tylko moich powiększasz dziękczynień.

    KSIĄŻĘ

    O, głośno twoja przemawia zasługa!
    Byłoby krzywdą, gdybym się ją ważył
    Jak tajemnicę zamknąć w głębi serca;
    Jej się należy obrona spiżowa
    Od zębów czasu, pyłu zapomnienia.
    Daj mi twą rękę; niechaj lud mój widzi
    W zewnętrznych znakach duszy mojej myśli,
    A ty, Eskalus, stań po drugiej stronie,
    Niech mnie podeprą dwa moje filary.
    Piotr i Izabela posuwają się naprzód.

    MNICH PIOTR

    Teraz czas, klęknij i przemów doń głośno.

    IZABELA

    Sprawiedliwości, książę mój i panie!
    Łaskawe oko rzuć na pokrzywdzoną,
    Czemu nie mogę powiedzieć: dziewicę!
    O dobry książę, nie sromoć twych oczu,
    Na inny przedmiot zwracając je wprzódy,
    Zanim wysłuchasz głosu wołającej
    O sprawiedliwość, świętą sprawiedliwość,
    Tak, sprawiedliwość!

    KSIĄŻĘ

    Krzywdy twe opowiedz:
    W czym kto cię skrzywdził? Mów śmiało! Angelo
    Tu sprawiedliwość wymierzy ci całą.
    Krótko więc swoją opowiedz mu skargę.

    IZABELA

    Książę i panie, słowa mi twe każą
    Mego zbawienia szukać u szatana.
    Sam mnie wysłuchaj, bo co mam powiedzieć,
    Karę mi ściągnie, gdy nie znajdzie wiary,
    Lub cię przymusi krzywdę mą naprawić.
    Więc tu natychmiast wysłuchaj mnie, książę!

    ANGELO

    Rozum jej, panie, pomieszał się trochę,
    Znam ją, bo była kiedyś u mnie z prośbą
    O życie brata, które musiał stracić
    Pod mieczem prawa.

    IZABELA

    O, pod mieczem prawa!

    ANGELO

    I dziwne rzeczy gotowa jest prawić.

    IZABELA

    O, bardzo dziwne! Dziwne, lecz prawdziwe,
    Że ten Angelo jest krzywoprzysięzcą,
    Czy to nie dziwne? Czy to rzecz nie dziwna,
    Że jest mordercą, że jest obłudnikiem
    I cudzołożnym złodziejem? Że dziewic
    Jest gwałcicielem, czy to rzecz nie dziwna?
    Czy to nie dziwna?

    KSIĄŻĘ

    O, sto razy dziwna.

    IZABELA

    Jeśli jest pewna, że to jest Angelo,
    To jest pewniejszą dziwna moja powieść,
    Stokroć pewniejszą, bo prawda jest prawdą
    Do końca czasów.

    KSIĄŻĘ

    Weźcie tę biedaczkę.
    Wyraźnie plecie w obłąkaniu zmysłów.

    IZABELA

    Książę, zaklinam cię na twoją wiarę
    W świat inny, lepszy nad ten świat boleści,
    Nie gardź mą prośbą w błędnym przekonaniu,
    Że mi szaleństwo zmysły pomąciło;
    Nie rób w pośpiechu niemożebną rzeczy,
    Która jest tylko nieprawdopodobną.
    Być bowiem może, że łotr najgrzeszniejszy,
    Jakiego jeszcze ziemia nie nosiła,
    Może mieć minę świętą jak Angelo;
    Jak to być może równie, że Angelo,
    Mimo tytułów, form i swych godności,
    Może być arcyłotrem. Wierzaj, książę,
    Jeżeli mniej jest od tego, jest niczym,
    Ale jest więcej, tylko że słów więcej
    Nie mogę znaleźć na jego złośliwość.

    KSIĄŻĘ

    Jeśli ta dziewka szalona, jak sądzę,
    Na honor, sens jest dziwny w jej szaleństwie,
    Tak myśl się jedna z drugą myślą wiąże,
    Jak nigdym jeszcze w szaleństwie nie słyszał.

    IZABELA

    O książę, błagam, sąd twój porzuć błędny,
    Mimo sprzeczności nie wątp o rozumie;
    Lecz niech twój własny rozum dopomoże
    Odsłonić prawdę tam, gdzie kryć się zdaje,
    A z kłamstwa prawdy obedrze pozory.

    KSIĄŻĘ

    Nieraz mniej bywa sensu w słowach ludzi,
    Których nikt nigdy za szaleńców nie brał.
    Co chcesz powiedzieć?

    IZABELA

    Jestem siotrą Klaudia,
    Którego na śmierć Angelo ten skazał
    Za grzech porubstwa. Do mego klasztoru
    Brat nieszczęśliwy przysłał mi w poselstwie
    Pewnego Lucja.

    LUCJO

    To jest mnie, mój książę.
    Poszedłem do niej na żądanie Klaudia
    Z prośbą, ażeby próbowała szczęścia,
    I u Angela błagała o życie
    Biednego brata.

    IZABELA

    To on był.

    KSIĄŻĘ

    O słowo
    Nikt cię nie prosił.

    LUCJO

    Prawda, mości książę,
    Jak i milczenia nikt mi nie nakazał.

    KSIĄŻĘ

    To ja ci teraz zalecam milczenie;
    Zapisz to sobie, a kiedy z kolei
    O twoich sprawach mówić nam wypadnie,
    Proś Boga, żebyś czysty miał rachunek.

    LUCJO

    Za wszystko ręczę.

    KSIĄŻĘ

    Ręcz lepiej za siebie;
    Powtarzam jeszcze, miej się na baczności.

    IZABELA

    On część mej sprawy powiedział.

    LUCJO

    A dobrze.

    KSIĄŻĘ

    Może i dobrze, lecz teraz źle robisz
    Mówiąc przed czasem. Ciągnij twoją powieść.

    IZABELA

    Kiedym więc przyszła do tego nędznika…

    KSIĄŻĘ

    Wyraz zda mi się trochę za szalony.

    IZABELA

    Nie, książę, wyraz tylko sprawiedliwy.

    KSIĄŻĘ

    Byleś go mogła dowieść; lecz mów dalej.

    IZABELA

    Skracam rzecz, książę. Nie chcę opowiadać,
    Jakie na klęczkach prośby doń zaniosłam,
    Jak mnie odepchnął, co odpowiedziałam
    (Bo długi, długi czas trwała rozmowa),
    Lecz przystępuję do szpetnego końca,
    Choć w każdym słowie boleść jest i hańba.
    Za głowę brata w zwierzęcej rozpuście
    Zapragnął ciała mojego czystości.
    Miłość braterska po długim wahaniu
    Tryumfowała nad moim honorem.
    Uległam, książę, lecz nazajutrz rano,
    Kiedy chuć swoją występną nasycił,
    Ponowił rozkaz śmierci mego brata.

    KSIĄŻĘ

    Jak cała powieść ta prawdopodobna!

    IZABELA

    O, gdyby była tak prawdopodobna,
    Jak jest prawdziwa!

    KSIĄŻĘ

    Szalona dziewczyno,
    Przez Boga, sama nie wiesz, co mi pleciesz,
    Albo cię jakaś piekielna intryga
    Na jego honor nastawać skłoniła.
    Jego uczciwość jest dotąd bez plamy,
    A potem, jest to przeciw rozumowi,
    Aby tak srogo karcić chciał występek,
    Którego sam się przed chwilą dopuścił.
    Gdyby był grzeszny, zamiast śmiercią karać,
    Brata by twego własną ważył wagą.
    Ani też wątpię, że cię ktoś podżegnął.
    Wyznaj mi prawdę, mów, za czyją radą
    Przychodzisz do mnie z tą fałszywą skargą.

    IZABELA

    I na tym koniec? Więc ty, wielki Boże,
    Natchnij mnie teraz świętą cierpliwością,
    A spraw, by zbrodnia pozorami skryta
    Wyjść mogła na jaw, kiedy czas dojrzeje!
    Odchodzę. Niech ci Bóg przebaczy, panie,
    Że moja krzywda bez pomsty zostanie.

    KSIĄŻĘ

    O, bardzo wierzę, że byś odejść chciała.
    Sierżancie, dziewkę mi tę aresztować.
    Mamże pozwolić, by oddech zatruty
    Na wierne sługi czarną potwarz miotał?
    To jest wyraźny praktyk tajnych skutek.
    Kto wiedział o twym tu przyjściu i skargach?

    IZABELA

    Braciszek Ludwik. Czemuż go tu nie ma!

    KSIĄŻĘ

    Pewno spowiednik. Czy komu tu znany?

    LUCJO

    Ja go znam, książę. To mnich wszędowścibski;
    Nigdy ten bratek nie był po mej myśli,
    Gdyby nie habit, za pewne wyrazy
    Przeciw książęcej mości powiedziane
    Byłby ode mnie dobre dostał cięgi.

    KSIĄŻĘ

    Przeciw mnie słowa? A to mi braciszek!
    On to podmówił tę biedną dziewczynę,
    By oszkalować mego namiestnika.
    Wyszukać mnicha!

    LUCJO

    Przeszłej właśnie nocy
    I ją, i mnicha widziałem w więzieniu.
    Mnich to ladaco, wielki świszczypałka.

    MNICH PIOTR

    Bóg z tobą, książę! Słyszałem wyrazy,
    Którymi uszy twe oszukać chciano.
    Najprzód, ta dziewka twego namiestnika
    Niesprawiedliwie oskarżać przychodzi,
    Bo on tak wolny od grzesznej z nią sprawy,
    Jak dziecię jeszcze w łonie matki śpiące.

    KSIĄŻĘ

    Ani wątpiłem. Czy znasz tego mnicha,
    Ojca Ludwika, o którym mówiła?

    MNICH PIOTR

    Znam, panie. Mąż to pobożny i święty,
    Nie świszczypałka ani wszędowścibski,
    Jak to jegomość ten chce utrzymywać.
    Zaręczam, nigdy nierozważnym słowem
    Waszej książęcej nie obraził mości.

    LUCJO

    Wierzaj mi, panie, obraził, i ciężko.

    MNICH PIOTR

    W swym czasie sam się uniewinnić przyjdzie,
    Dziś na gorączkę w celi swej boleje.
    Na jego prośbę (dowiedział się bowiem,
    Że na Angela ma tę skargę zanieść)
    Przybyłem tutaj, by w jego imieniu
    Powtórzyć słowa, których on rzetelność
    Stwierdzić przysięgą i świadkami gotów
    Na twoje pierwsze, książę mój, wezwanie.
    A najprzód, żeby od publicznej skargi
    Usprawiedliwić niewinnego pana,
    Postawię świadka, który, oko w oko,
    Fałsz jej zarzuci i zmusi do wyznań.

    KSIĄŻĘ

    Dobry braciszku, powtórz jego słowa.
    Straż wyprowadza Izabelę; zbliża się Mariana, zakwefiona.
    Angelo, czy się nie uśmiechasz na to?
    O Boże, co za szaleństwo nędzników!
    Przynieście krzesła. Siądź przy mnie, Angelo,
    Chcę być bezstronny; zostanę na boku,
    Sam będziesz sędzią skargi przeciw sobie.
    Czy to jest świadek? Niech wprzód się odsłoni,
    A świadczy potem.

    MARIANA

    Przebacz mi, mój książę,
    Tylko na męża mojego rozkazy
    Twarz mą odsłonię.

    KSIĄŻĘ

    Czy jesteś mężatką?

    MARIANA

    Nie.

    KSIĄŻĘ

    A więc panną?

    MARIANA

    Nie, nie jestem panną.

    KSIĄŻĘ

    Więc jesteś wdową?

    MARIANA

    Nie wdową, mój książę.

    KSIĄŻĘ

    Co? Ni mężatką, ni panną, ni wdową?

    LUCJO

    To może jest szurgotką, mości książę; niejedna z takich jejmościanek nie jest ani panną, ani wdową, ani mężatką.

    KSIĄŻĘ

    Zamknijcie gębę temu paplaczowi;
    Jakżebym pragnął, by miał jaką sprawę,
    Aby w swej własnej sprawie perorował!

    LUCJO

    Bardzo dobrze, mości książę.

    MARIANA

    Wyznaję, nigdy nie byłam zamężną,
    Wyznaję także, że nie jestem panną;
    Poznałam męża, chociaż mąż mój nie wie,
    Że i on także poznał mnie za żonę.

    LUCJO

    366

    To chyba był pijany, mości książę, trudno inaczej tajemnicę tę wytłumaczyć.

    KSIĄŻĘ

    367

    Pragnąłbym dla miłości milczenia, żebyś i ty był pijany.

    LUCJO

    368

    Bardzo dobrze, mości książę.

    KSIĄŻĘ

    369

    Lecz to w Angela sprawie nie jest świadek.

    MARIANA

    Przebacz mi, książę. Ta młoda kobieta,
    Która go skarżyć przyszła o porubstwo,
    Oskarża razem i mojego męża,
    A czas oznacza, w którym, jak dowiodę,
    Sama go w moim trzymałam objęciu
    I miałam jego miłości dowody.

    ANGELO

    Czyż jeszcze kogo oprócz mnie oskarża?

    MARIANA

    Nie sądzę.

    KSIĄŻĘ

    Jednak mówisz o twym mężu.

    MARIANA

    O mężu, lecz tym mężem jest Angelo,
    On myśli, że on nigdy mnie nie poznał,
    Pewny, że tylko poznał Izabelę.

    ANGELO

    A, to już nadto! Pokaż mi oblicze.

    MARIANA

    Na rozkaz męża zdejmuję zasłonę.
    odsłania się
    Czy twarz poznajesz, okrutny Angelo,
    Która, jak kiedyś nieraz przysięgałeś,
    Czułych twych spojrzeń nie była niegodną?
    To ręka, którą w twej trzymałeś ręce.
    Wiarę ślubując, i patrz, to jest ciało,
    Co Izabeli podjęło się roli
    I w twej altanie za nią wystąpiło.

    KSIĄŻĘ

    Znasz tę kobietę?

    LUCJO

    Cieleśnie, jak mówi.

    KSIĄŻĘ

    Ni słowa więcej!

    LUCJO

    Dość na tym, mój książę.

    ANGELO

    Wyznaję, książę, że znam tę kobietę.
    Pięć lat już temu była między nami
    O stadle mowa, lecz się rzecz zerwała,
    Częścią, że wiano nie było spłacone
    Wedle układów, lecz głównie dlatego,
    Że cień podejrzeń upadł na jej cnotę.
    Lecz odtąd, książę, przez pięciu lat przeciąg,
    Na honor, słowa z nią nie przemówiłem,
    Anim ją widział, ni o niej słyszałem.

    MARIANA

    Jak prawda, że nam z nieba światło spada,
    Że dźwięk i słowa rodzi oddech piersi,
    Że prawda cnotą, że rozum jest w prawdzie,
    Tak to jest prawda, miłościwy książę,
    Że jestem żoną jego zaręczoną,
    Jeśli przysięgi są znakiem zrękowin,
    Że mnie w ogrodzie swoim w przeszły wtorek,
    Jak żonę poznał; jeżeli to kłamstwo,
    Z ziemi, na której klęczę, niech nie wstanę,
    Niech do niej wiecznie zostanę przykuta
    Jak martwy kamień!

    ANGELO

    Dotąd śmiać się mogłem,
    Lecz się przebrała cierpliwości miarka.
    Teraz, mój książę, domagam się sądu,
    Bo jasno widzę, że te puste dziewki
    Są podszczuwaczy mędrszych, potężniejszych
    Prostym narzędziem; pozwól mi więc, panie,
    Bym się zapuścił aż na dno tych praktyk.

    KSIĄŻĘ

    Z całego serca pozwalam, a karę
    Wedle twej woli naznaczę występnym.
    Szalony mnichu, przewrotna kobieto,
    W zmowie z tą, którą zamknąć już kazałem,
    Czy wam się zdaje, że wasze przysięgi
    Choćby na wszystkich świętych po kolei
    Potrafią kredyt człowieka osłabić,
    Którego cnota prób już tyle przeszła?
    I ty, Eskalu, siądź przy jego boku,
    A twoją radą pomóż mu uprzejmie
    Całej intrygi odkryć szpetne źródło,
    Zaraz drugiego wyszukać mi mnicha,
    Który ją podszczuł.

    MNICH PIOTR

    Bodaj tu był teraz!
    On tym kobietom skargę zanieść radził.
    Stróż ten o miejscu jego wie pobytu.
    On go wynajdzie.

    KSIĄŻĘ

    Przyprowadź go zaraz.
    Wychodzi Stróż.
    Ty mój szlachetny, ty zacny mój bracie,
    Któremu tyle zależy na prawdzie,
    Pomścij twą krzywdę, jak sam chcesz, surowo.
    Teraz na krótką opuszczam was chwilę;
    Lecz wy zostańcie, póki potwarz cała
    Nie wyjdzie na jaw, nie ulegnie karze.

    ESKALUS

    Całą tę sprawę pilnie roztrząśniemy.
    Wychodzi Książę.
    Czy nie mówiłeś, signor Lucjo, że wedle tego, co wiesz o mnichu
    Ludwiku, jest to człowiek bez czci i wiary?

    LUCJO

    370

    Cucullus non facit monachum[7]; nic na nim uczciwego prócz habitu; mówił przy tym o księciu w najnieprzyzwoitszych wyrazach.

    ESKALUS

    371

    Prosimy cię, zostań tu do jego przybycia i twoją skargę powtórz mu oko w oko, bo się pokaże, jak mi się zdaje, że mnich ten okrzyczanym jest człowiekiem.

    LUCJO

    372

    Drugiego takiego w całym Wiedniu nie znajdziesz, daję słowo.

    ESKALUS

    do sługi
    373

    Przyprowadź tu raz jeszcze Izabelę, chciałbym się z nią rozmówić. Wychodzi sługa. Do Angela. Pozwól mi, panie, żebym jej zrobił parę pytań; obaczysz, jak ją przyprę do ściany.

    LUCJO

    374

    Nie lepiej jednak od niego, wedle jej zeznania.

    ESKALUS

    375

    Co mówisz?

    LUCJO

    376

    Zdaje mi się, panie, że gdybyś ją przyparł sam na sam, wyspowiadałaby się prędzej, bo, być może, że przy świadkach wstyd jej będzie.

    Wchodzą Izabela pod strażą, Książę w habicie mnicha, Stróż więzienia.

    ESKALUS

    377

    Wezmę się z nią do rzeczy omackiem.

    LUCJO

    378

    To najlepszy sposób, najłatwiej kobietę przeniknąć o północy.

    ESKALUS

    379

    Zbliż się tu, mościa panno. Oto kobieta, która przeczy wszystkiemu, coś powiedziała.

    LUCJO

    380

    Panie, panie, widzę, zbliża się wisus, o którym mówiłem; tu, tu przychodzi ze stróżem więzienia.

    ESKALUS

    381

    W samą porę; nie odzywaj się do niego, póki cię nie zawezwę.

    LUCJO

    382

    Cyt!

    ESKALUS

    383

    Zbliż się tu, panie. Czy to ty podmówiłeś te kobiety do rzucenia potwarzy na Angela? Wyznały, że to była twoja rada.

    KSIĄŻĘ

    384

    To fałsz.

    ESKALUS

    385

    Jak to? Czy wiesz ty, przed kim stoisz?

    KSIĄŻĘ

    Poszanowanie waszej dostojności!
    Niech szanowany diabeł nawet będzie,
    Gdy na ognistym swoim siedzi tronie.
    Gdzie książę? Przed nim chcę się wytłumaczyć.

    ESKALUS

    W nas widzisz księcia, tłumacz się przed nami.
    A pomnij, żebyś mówił do nas szczerze.

    KSIĄŻĘ

    Przynajmniej śmiało. Biedne niewiniątka,
    Toż w lisiej jamie szukacie jagnięcia?
    A więc żegnajcie krzywd waszych naprawę;
    Znikł książę? Znikła i wasza wygrana.
    Źle, że sam książę słuchać was nie raczył,
    Powierzył wyrok łotra tego ustom,
    Przeciw któremu skargę zanosicie.

    LUCJO

    To jest wisielec, o którym mówiłem.

    ESKALUS

    Jak to, bezbożny i bezwstydny mnichu,
    Nie dość, żeś podszczuł biedne te niewiasty,
    By dostojnego oskarżyły męża,
    Jeszcze ci trzeba bezecnym językiem
    Łotrem go w jego obecności nazwać,
    Zuchwałą myślą wyżej jeszcze sięgnąć,
    Oskarżać księcia o niesprawiedliwość?
    Precz z nim! Natychmiast wziąć go na tortury;
    Staw ci po stawie będziemy wywijać,
    Aż na jaw cała wyjdzie tajemnica.
    Źle zrobił książę!

    KSIĄŻĘ

    Nie bądź tak gorący,
    Wiedz, że się książę nie więcej odważy
    Jeden mój palec ze stawu wywichnąć
    Niż na tortury wziąć własną osobę.
    Nie tum się rodził, nie jegom poddany;
    W sprawach Kościoła przybyłem do Wiednia;
    Widziałem zbrodnie jakby w kotle wrzące,
    Aż wykipiały; prawo na grzech każdy,
    Ale grzech każdy tak protegowany,
    Że wszystkie wasze ustawy i kary
    Są pośmiewiskiem jak w balwierza sklepie
    Porozwieszane jak trofea zęby.

    ESKALUS

    Precz do więzienia z tym rządu potwarcą!

    ANGELO

    Jakie masz przeciw niemu skargi, Lucjo?
    Czy to jest człowiek, o którym mówiłeś?

    LUCJO

    To on, dostojny panie. Zbliż się tu, uczciwcze, postrzyżona pało,
    czy znasz mnie?

    KSIĄŻĘ

    Poznaję cię po głosie; spotkałem cię w więzieniu podczas nieobecności księcia.

    LUCJO

    386

    A, spotkałeś mnie w więzieniu? A czy przypominasz sobie, co i mi tam mówiłeś o księciu?

    KSIĄŻĘ

    387

    Bardzo dobrze.

    LUCJO

    388

    A, przypominasz sobie bardzo dobrze; więc książę jest zawsze birbant, postrzeleniec i tchórz, jak mi mówiłeś podówczas.

    KSIĄŻĘ

    389

    Musimy wprzódy zamienić role, mój panie, nim to będzie moje zdanie o księciu, bo to ty tak go nazywałeś, i jeszcze coś więcej, coś gorzej.

    LUCJO

    390

    A, łotrze przeklęty! Czy ci nie dałem szczutka za twoje słowa?

    KSIĄŻĘ

    391

    Przysięgam, że kocham księcia jak samego siebie.

    ANGELO

    392

    Patrzcie, jak ten hultaj chciałby się teraz wycofać z tarapaty, w którą wpadł przez swoje zbrodnicze mowy.

    ESKALUS

    393

    Z tego rodzaju ludźmi nie ma się co rozprawiać; precz z nim do więzienia! Gdzie stróż? Precz z nim do więzienia! A zarygluj mi go, jak należy. Zamknij mu gębę. Zabierz także te dwa szurgoty i trzeciego ich powiernika.

    Stróż kładzie rękę na Księcia.

    KSIĄŻĘ

    394

    Zaczekaj, zaczekaj chwilę, przyjacielu.

    ANGELO

    395

    Co? Stawia opór? Dopomóż mu, Lucjo.

    LUCJO

    396

    W drogę, paniczu! W drogę, paniczu! W drogę, paniczu! Co, paniczu, co, postrzyżona pałko, hajdamaku i łgarzu, co, musisz być zakapturowany? Koniecznie? Pokaż nam twoje hultajskie oblicze, twoją wilczą mordkę, a potem dyndaj godzinę na szubienicy. Czy go nie odsuniesz?

    Zrywa mnichowi kaptur i odsłania Księcia.

    KSIĄŻĘ

    Tyś pierwszym łotrem, który zrobił księcia.
    do Stróża
    Za trzech tych więźniów ja daję rękojmię.
    do Lucja
    Paniczu, milczkiem nie wynoś się, proszę,
    Bo mnich ma jeszcze coś z tobą pomówić.
    Pod straż go weźcie.

    LUCJO

    To coś stryczkiem pachnie.

    KSIĄŻĘ

    Usiądź. Przebaczam wszystko, co mówiłeś.
    do Angela
    Pozwolisz teraz, że zajmę twe miejsce.
    Czy znajdziesz słowo, myśl lub jaki wykręt,
    Który by teraz mógł przyjść ci na pomoc?
    Jeśli masz, spiesz się, bo będzie za późno,
    Skoro ja całą moją powieść skończę.

    ANGELO

    Ja bym od mojej winniejszy był winy,
    Gdybym śmiał jeszcze spodziewać się, książę,
    Że tajemnicą zbrodnia ma zostanie,
    Gdy oko twoje, jak boża źrenica,
    Wszystkie praktyki moje przeniknęło.
    Nie chciej przeciągać sądu na mą hańbę;
    Wyznanie moje niech wszystko zakończy;
    A bezpośredni wyrok i śmierć moja —
    Oto jedyna łaska, której żądam.

    KSIĄŻĘ

    Odpowiedz wprzódy — zbliż się, Mariano —
    Czy z tą kobietą byłeś zaręczony?

    ANGELO

    Byłem, mój książę.

    KSIĄŻĘ

    A więc ją natychmiast,
    Bez żadnej zwłoki, pojmij za swą żonę.
    Połącz ich, mnichu, a po ceremonii
    Powróć tu z nimi. Dopilnuj ich, stróżu.
    Wychodzą Angelo, Mariana, Mnich Piotr i Stróż więzienia.

    ESKALUS

    Bardziej mnie jego zadziwia niesława
    Niżeli dziwny odkrycia jej sposób.

    KSIĄŻĘ

    Przybliż się teraz, piękna Izabelo,
    Twój mnich przed chwilą księciem jest twym teraz;
    Ale jak wprzódy twym byłem obrońcą,
    Tak dziś z odzieżą nie zmieniłem serca
    I zawsze jestem sprawie twojej wierny.

    IZABELA

    Przebacz mi, panie, że, twoja poddanka,
    Śmiałam twą godność ukrytą kłopotać.

    KSIĄŻĘ

    Wszystko przebaczam, i ty, drogie dziewczę,
    Z twojej mi strony równą pokaż względność.
    Wiem, że śmierć brata ciąży ci na sercu.
    Może się dziwisz, dlaczego się kryłem,
    Czemu, chcąc życie jego uratować,
    Wolałem skryty na śmierć jego patrzeć
    Niż jawnie z moją wystąpić potęgą.
    Szlachetne dziewczę, wszystkie moje plany
    Zmąciła zbytnia śmierci jego nagłość,
    Której leniwszą przypuszczałem stopę.
    Pokój mu teraz! Bo lepsze to życie,
    W którym już śmierci lękać się nie trzeba,
    Niż życie pełne utrapień i trwogi.
    Niech cię pocieszy myśl ta, Izabelo,
    Że brat twój teraz szczęśliwy.

    IZABELA

    Daj Boże!
    Wchodzą Mariana, Angelo, Mnich Piotr, Stróż więzienia.

    KSIĄŻĘ

    Teraz przez miłość Mariany przebacz
    Nowożeńcowi, który się przybliża,
    Który w rozpustnej myśli śmiał pokrzywdzić
    Twój czysty honor, tak dobrze broniony.
    Lecz jak on na śmierć twego skazał brata,
    Dwa razy zbrodniarz, bo zgwałcił dwa razy
    I świętą czystość, i świętą przysięgę,
    Że uratuje Klaudia twego życie,
    Tak przeciw niemu woła teraz prawo
    Przez jego usta: Angelo za Klaudia!
    Pośpiech za pośpiech i za karę kara,
    Głowa za głowę i za miarę miara.
    Tak jest, Angelo, twoja zbrodnia jawna,
    Choćbyś śmiał przeczyć, na nic się to nie zda.
    Na pniu tym samym głowę twą położysz,
    Na którym Klaudio, a z równym pośpiechem.
    Precz z nim!

    MARIANA

    O książę, łaskawy mój książę,
    Chceszli więc zmienić ślub mój na szyderstwo?

    KSIĄŻĘ

    Jego, nie moją sprawą to szyderstwo,
    Ślub mi się zdawał konieczną potrzebą,
    Aby twój czysty honor uratować,
    Bo zarzut, że cię niezamężną poznał,
    Mógłby w przyszłości zatruć twoje szczęście.
    Majątek jego, chociaż spada na mnie
    Przez konfiskatę, daję ci na wiano,
    Żebyś lepszego kupić mogła męża.

    MARIANA

    Nie, książę, nie chcę, nie pragnę lepszego.

    KSIĄŻĘ

    Nie błagaj darmo, wyrok mój niezmienny.

    MARIANA

    klęka
    Łaskawy panie…

    KSIĄŻĘ

    Czas tracisz na próżno.
    Precz z nim i na śmierć!
    do Lucja
    Teraz twoja kolej.

    MARIANA

    O książę! Wstaw się za mną, Izabelo!
    Pożycz mi kolan teraz, a na wieki
    Siebie, me wszystko służbie twej poświęcę!

    KSIĄŻĘ

    Czemu szalonym dręczysz ją błaganiem?
    Gdyby uklękła przez litość dla ciebie,
    Duch by jej brata z kamiennego łoża
    Powstał i gniewny od stóp ją mych porwał.

    MARIANA

    Klęknij, o klęknij przy mnie, Izabelo!
    Milcząc dłoń podnieś, a ja mówić będę.
    Mówią, że nawet najcnotliwsi ludzie
    Z wad są zlepieni i dla wad swych właśnie
    Zdają się lepsi; i tak jest z mym mężem.
    O, czy mi twoich nie pożyczysz kolan?

    KSIĄŻĘ

    On Klaudia głowę swoją płaci głową.

    IZABELA

    klęka
    Racz, panie, sądzić tego winowajcę,
    Jak gdyby jeszcze brat mój był przy życiu;
    Ja prawie wierzę w czynów jego szczerość
    Do chwili, w której oko na mnie rzucił;
    A jeśli tak jest, daruj mu, o panie!
    Sąd sprawiedliwy na mego padł brata,
    Bo czyn popełnił, który życiem spłacił:
    Lecz złej Angelo nie dokonał myśli;
    Racz w zapomnieniu pogrzebać zamiary,
    Które przepadły, nim dobiegły mety;
    Ale myśl ludzka nie jest jeszcze czynem,
    A zamiar jego był myślą.

    MARIANA

    Nic więcej.

    KSIĄŻĘ

    Próżne twe prośby; wstań, powtarzam jeszcze.
    Nowy występek na myśl mi przychodzi:
    Powiedz mi, stróżu, co było powodem,
    Że głowa Klaudia o niezwykłym czasie
    Pod mieczem spadła?

    STRÓŻ

    Odebrałem rozkaz.

    KSIĄŻĘ

    Czyś miał z urzędu zlecenie szczególne?

    STRÓŻ

    Nie, książę, tajny rozkaz odebrałem.

    KSIĄŻĘ

    Więc za to służbę twoją dzisiaj tracisz;
    Oddaj mi klucze.

    STRÓŻ

    Przebacz mi, mój panie!
    I mnie się rozkaz nieprawny wydawał,
    Wątpiłem jednak; w mojej niepewności
    Żal mnie ogarnął, a jak dowód żalu
    Żyje w więzieniu człowiek, który także
    Umrzeć miał wskutek ustnego rozkazu.

    KSIĄŻĘ

    Jego nazwisko?

    STRÓŻ

    Zowie się Barnardyn.

    KSIĄŻĘ

    Czemuś podobnie z Klaudiem nie postąpił?
    Przywiedź go tutaj, niechaj go obaczę.
    Wychodzi Stróż.

    ESKALUS

    Jakże mi smutno, że człowiek tak mądry
    I tak uczony jak ty, o Angelo,
    Tak mógł pobłądzić w swej krwi gorącości,
    Potem tak mało miarkować się w sądzie!

    ANGELO

    Mnie równie smutno, żem ten sprawił smutek,
    A w sercu moim tkwi żał tak głęboki,
    Że nie o łaskę, ale o śmierć błagam,
    Bo tysiąc razy na śmierć zasłużyłem.

    KSIĄŻĘ

    Gdzie jest Barnardyn?

    STRÓŻ

    To on jest, mój książę.

    KSIĄŻĘ

    O tym człowieku mówił mi braciszek.
    Harda, jak słyszę, w ciele twoim dusza,
    Niczego za tym światem się nie lęka;
    I wedle twojej żyłeś dotąd wiary.
    Wyrok twój zapadł, ale ci przebaczam
    Ziemskie twe grzechy i tylko wymagam,
    Żebyś korzystał z mego miłosierdzia
    I lepsze sobie przygotował czasy.
    Ty, mnichu, przyjdź mu twą radą na pomoc;
    Tobie go zwierzam. A to co za człowiek
    Zakapturzony?

    STRÓŻ

    To inny jest więzień,
    Któregom także w dniu tym uratował,
    W którym miał umrzeć Klaudio, a do Klaudia
    Tak jest podobny jak do kropli kropla.
    Odsłania Klaudia.

    KSIĄŻĘ

    do Izabeli
    Jeśli do brata twojego podobny,
    Przez pamięć brata i jemu przebaczam.
    Daj mi twą rękę, powiedz, żeś jest moją
    Jak on mym bratem. Ale o tym później.
    Angelo czuje, że jest ocalony,
    Płomyk radości widzę w jego oczach.
    Zły czyn, Angelo, na dobre ci wyszedł;
    Kochaj twą żonę, bo lepsza od ciebie.
    Serce mi w piersiach radzi miłosierdzie,
    Jednemu tylko nie mogę przebaczyć.
    do Lucja
    Ty, ty, mopanku, coś tak dobrze wiedział,
    Że jestem tchórzem, osłem i szaleńcem,
    Że jestem cały z rozpusty zlepionym,
    Czymże na tyle pochwał zasłużyłem?

    LUCJO

    397

    Na uczciwość, mój książę, wszystko na żart tylko mówiłem. Jeśli chcesz mnie za to powiesić, nic łatwiejszego, ale co do mnie, jeśli to być może, wolałbym zamienić szubienicę na chłostę.

    KSIĄŻĘ

    Nie, najprzód chłosta, potem szubienica.
    Poprzednio, stróżu, ogłoś po ulicach,
    Że jeśli jaką łotr ten skrzywdził dziewkę
    (A sam niedawno wyznał pod przysięgą,
    Że jego sprawą jedna była matką),
    Niech się tu stawi, a my zaręczamy,
    Że ją natychmiast wziąć musi za żonę,
    Następnie chłosta, w końcu szubienica.

    LUCJO

    398

    Błagam cię, książę, nie żeń mnie z wytłukiem. Wszak sam powiedziałeś przed chwilą, że cię zrobiłem księciem, dobry panie, nie chciej w nagrodę robić mnie rogalem.

    KSIĄŻĘ

    Na honor, musisz pojąć ją za żonę.
    Na ten raz twoim przebaczam potwarzom
    I resztę kary odpuszczam łaskawie.
    Zamknij go teraz i zrób, co kazałem.

    LUCJO

    399

    Zmuszać człowieka do pojęcia za żonę wytłuka jest to skazać go na śmierć, chłostę i postronek.

    KSIĄŻĘ

    Potwarz na księcia zasługuje na to.
    Pamiętaj, Klaudio, że musisz naprawić
    Krzywdę niewinnej dziewce wyrządzoną.
    Niech ci Bóg szczęści, dobra Mariano!
    Bądź wdzięczny, kochaj swą żonę, Angelo,
    Jak jej spowiednik znam wszystkie jej cnoty.
    Za twoją dobroć dzięki ci, Eskalu.
    W przyszłości lepsza czeka cię nagroda,
    I tobie, stróżu, dzięki za gorliwość!
    Godniejsze ciebie znajdziemy ci miejsce.
    Przebacz, Angelo, że zwiódł cię i posłał
    Za Klaudia głowę, głowę Rakocego;
    Błąd się ten zresztą sam usprawiedliwia.
    A teraz tobie, droga Izabelo,
    Mam zrobić wniosek dla ciebie korzystny:
    Jeśli przychylne znajdę posłuchanie,
    Twoje i moje naszym pozostanie.
    Do zamku teraz, by wam opowiedzieć,
    Co jeszcze ciemne, co wam trzeba wiedzieć.
    Wychodzą.

    Przypisy

    [1]

    strzyżony na francuski aksamit — tu: z włosami wypadającymi wskutek choroby wenerycznej. [przypis edytorski]

    [2]

    potnica — tu: kąpiel parowa (uznawana za metodę leczenia syfilisu). [przypis edytorski]

    [3]

    domy — tu: domy schadzek. [przypis edytorski]

    [4]

    Hannibalu — właśc.: kanibalu. [przypis edytorski]

    [5]

    pić białego i czerwonego bękarta — istniało wino hiszp. o nazwie „Bastard”. [przypis edytorski]

    [6]

    siedzi teraz w solówce — słone kąpiele uważano za metodę leczenia chorób wenerycznych. [przypis edytorski]

    [7]

    Cucullus non facit monachum (łac.) — kaptur nie czyni mnichem. [przypis edytorski]

    Close
    Please wait...
    x