Skąd się biorą wolne lektury?


Nasza biblioteka, do której zaraz trafisz, działa dzięki stałemu wsparciu osób takich jak Ty! Dorzuć się, żebyśmy mogli ją dalej rozwijać i dodawać kolejne książki!

TAK, wpłacam
Nie, tym razem nie pomogę
Znajdź nas na YouTube

Audiobooki Wolnych Lektur znajdziesz na naszym kanale na YouTube.
Kliknij, by przejść do audiobooków i włączyć subskrypcję.

x
← Anafielas. Pieśń II. Mindows
  1. Alkohol: 1
  2. Asceta: 1
  3. Burza: 1
  4. Cud: 1
  5. Dom: 1
  6. Duma: 1
  7. Dziecko: 1
  8. Historia: 1
  9. Kara: 1
  10. Kobieta: 1
  11. Król: 1
  12. Los: 1
  13. Małżeństwo: 1
  14. Matka: 1
  15. Mąż: 1
  16. Mężczyzna: 1 2 3 4
  17. Miłość niespełniona: 1
  18. Młodość: 1
  19. Morze: 1
  20. Noc: 1
  21. Obowiązek: 1
  22. Obyczaje: 1
  23. Okrucieństwo: 1
  24. Pamięć: 1 2
  25. Patriota: 1 2 3
  26. Pijaństwo: 1
  27. Podstęp: 1
  28. Poeta: 1
  29. Poświęcenie: 1
  30. Pozycja społeczna: 1 2
  31. Proroctwo: 1
  32. Przemiana: 1
  33. Przemijanie: 1
  34. Przyjaźń: 1
  35. Przysięga: 1 2
  36. Religia: 1
  37. Sława: 1
  38. Sługa: 1 2
  39. Spotkanie: 1 2 3
  40. Strach: 1
  41. Syn: 1 2
  42. Tęsknota: 1 2
  43. Ucieczka: 1
  44. Uczta: 1 2
  45. Wiadomość: 1
  46. Wierzenia: 1 2
  47. Więzienie: 1
  48. Władza: 1
  49. Woda: 1
  50. Wojna: 1
  51. Wrażliwość: 1
  52. Wychowanie: 1
  53. Zemsta: 1
  54. Żołnierz: 1 2

Józef Ignacy KraszewskiAnafielasPieśń z podań Litwy

Pieśń trzecia i ostatnia.[1] Witoldowe boje

Litwie i Żmudzi
Te Trzy Pieśni
Anafielas
poświęcił
J.I.K.

Witoldowe boje

I

Dlaczego duchem po rodzinnéj ziemi
Błądzę ja zawsze, rozkopując groby,
I szukam życia zgasłego pod niemi[2],
Życia wśród prochów, śmierci, wśród żałoby?
Dla czego idę ze świata upiorem[3]
Na Anafielas, gdzie naddziadów[4] cienie,
Z łukiem na plecach, a w rękach z toporem,
Z siwemi brody[5], siadłszy na kamienie,
Płaczą i patrzą ku rodzinnéj stronie
Szklannemi[6] oczy[7], bez łzy i uśmiechu,
Sparłszy[8] na oręż spracowane dłonie,
Sparłszy na ręce piersi bez oddechu?
Dla czego duch mój nie pójdzie z żywemi[9]
Życiem dzisiejszém[10] serca rozweselać,
I bujać z niemi, i rozśmiać[11] się z niemi,
I ich roskosze[12] i radość podzielać?
Dla czego w górę zwracam tęskne oczy,
i szukam duchów, co w nieba wzleciały,
W kraj nieśmiertelny, smutny a uroczy?
Dla czego z niemi i w nim żyję cały?
Poeta, Historia, PamięćDla czego w pieśni umarłych, co ludzi
Piersi nie grzeje, serca nie porywa,
Wiecznie się głos mój wysila i trudzi,
I ledwie ustał, znowu się odzywa?
Czemu sam jeden na Anafiel lecę,
Na próżno ciągnąc zimny lud do siebie;
Wskazując przeszłość, stary ogień niecę,
Sam tylko, Litwo, mając łzy dla ciebie?
Czemu?? — nie powiém, i wy nie powiécie[13],
Bo nikt z was nie wié[14] słowa téj zagadki:
Z piastunki ręku[15] czemu drobne dziécię,
Płacząc, się ciągnie do grobu swéj matki?
Matką mi — przeszłość, a piastunką — życie.

II

MorzeO morze! sine morze! kto nad cię piękniejszy?
Z wszystkich Stwórcy objawień kto większy od ciebie?
Nic twych wdzięków nie zgasi, wielkości nie zmniejszy;
Piękneś w obliczu ziemi i piękne przy niebie,
I wielkie, i ogromne, jakby Bóg cię stworzył,
Aby wieczność wystawił[16], ludzi upokorzył.
Czy słońce się przegląda w twéj zielonéj fali,
I, topiąc swe promienie w przezroczyste głębie,
Stem[17] barw ciebie ubiera, płomieniem zapali,
Lub maluje, jak opal, jak szyje gołębie,
Czy noc czarna zapadnie, Menes[18] wejdzie blady,
I strugą światła śrébrną[19] wysypie swe ślady,
Ty zawsze wielkie, piękne, ty zawsze cudowne!
Oko ludzkie, co na twych przestrzeniach spoczywa,
Drogie myśli z twych głębin, obrazy czarowne,
Droższe pereł, korali, nurzając, dobywa;
A ucho twego głosu słuchając zdumiałe[20],
Zda się słyszy, jak w niebie nócą[21] Bożą chwałę.
Ciche, tyś wielkie, straszne w swoim majestacie,
W lazurem, zielonością wyszywanéj szacie;
Zburzone, ty falami bijąc brzeg zszarpany,
Rycząc, z wnętrzności białe wyrzucając piany,
Trwogą napełniasz serce, duszę niepokojem,
Jakbyś ziemię pochłonąć chciało w łonie swojém.
Morze! czemuż ten, co cię pokochał namiętnie,
Jak piérwszą miłość w duszy, pamięć twoję[22] chowa,
I wspomina o tobie z uniesieniem, smętnie?
We snach ku twoim brzegóm[23] zwraca mu się głowa
I serce na szmer fali podnosi się twojéj,
A w oczach wciąż twa wielkość i piękność mu stoi?

III

Chmurne niebo nad głowami,
Żółte piaski naokoło,
W dali szumi bałwanami[24]
Sine morze burzą wzdęte,
Wyżéj Świętéj Góry czoło,
Sosnowym wiankiem opięte,
Chmury lecą po niebiosach.
Po ziemi piasku tumany,
Wiatr w sosen zielonych kosach[25]
Wyje burzą rozpasany,
I zaszumi gdzieś na chmurze,
To na morzu, to na górze.
Znowu cicho, znowu fale
Konają na piasków łonie,
Chmury toczą się wspaniale,
Sosny zgięte wznoszą skronie,
Cisza wkoło, którą zrywa
Ptaków gromada krzykliwa.
Lecz już znowu ryczy morze,
Piaski z brzegów wiatr rozprasza,
Chmury rozrywa i porze[26],
Sosen gałęzie podnasza[27],
Lecz nie słychać w burzy ryku
Sosen szumu, ptaków krzyku.
Wieczór chmurami odziany,
Już zachodnie gasną zorze
Blaski krwawemi[28]; bałwany,
I dalekie błyszczy morze,
A na górze zza gęstwiny
Dym się w niebo podniósł siny.
Na górze, w sosnowym wianku,
Bieleją mury świątyni;
W niéj goreje bez ustanku
Ogień Litewskiéj Bogini;
Dwanaście dziewic swojemi
Tli go rękoma białemi.
I nieraz żeglarz zbłąkany,
Gdy burza z łodzią szaleje,
Wierzch góry w sosny odziany,
Ogień, co na górze tleje,
I Bóstwo wzywa w rospaczy[29],
Aż znak wybawczy zobaczy.
Pusto; na niebios przestworzu
I ptak jeden nie przeleci;
Łódź nie czernieje na morzu;
Na ziemi w piasków zamieci
Duchy szalonemi skoki[30]
Na Bałtyk lecą széroki.
I znowu wiatr się uśmiérza,
Chmury rzadnieją[31] nad głową,
I wolniéj fala uderza
W żółtą mieliznę piaskową,
Ptaki nad morze wzleciały
A sosny szumieć przestały.
Czyjaż tam suknia bieleje
Na wydmach piasku w oddali?
Wiatr jasnym fartuszkiem wieje.
Czy to bóstwo wyszło z fali?
Czy to Bałtyku królowa[32],
Po kochanku płacze wdowa?
Czy to morza córa biała
Zbiera rozpierzchłą drużynę,
Którą burza rozsypała,
Bijąc o brzeg fale sine?
Czy zbiera rybki, co drgają,
Na piasku wody czekają?
Czy to Praurma[33] góry swojéj
Idzie kapłanki odwiedzić?
Służby, co w świątyni stoi,
Tajemne kroki dośledzić?
Praurma, co na Litwy niebie
Nie zna możniejszéj nad siebie?
Nie bóstwo to, nie duch morza,
Żmudzka to idzie dziewczyna,
Widymuntówna to hoża,
Bojara córka jedyna,
Wejdalotka z Świętéj Góry
Śpieszy pod ołtarza mury.
Na głowie wianek ruciany,
Na szyi sznur bursztynowy,
Rąbek[34] biały spływa z głowy,
Fartuch w dzwonki obszywany,
A koszulka z lnu żmudzkiego,
Jak piana morska białego.
Noc, StrachNiespokojna — noc zachodzi,
Gasną zorze, duchy wstają,
Z morza na spróchniałéj łodzi
Już topielce przybijają,
I po brzegach wyć poczęli,
Pastwę[35] ciągną do topieli.
Duchy nocy już głosami
Ptaków krzyczą, i czarnemi
Skrzydły[36] wioną nad głowami,
Smutne pieśni nócąc[37] ziemi.
Ona śpieszy — noc zapada,
A przed nocą wrócić rada.
Już pod górą, a po błoni[38]
Słychać tentent[39] i parskanie:
Jakiś jeździec za nią goni;
Miecz mu brzęczy, a w kołczanie
Pióra strzał zaszeleściały[40],
A koń parą bucha cały.
SpotkanieOna bieży, on ją goni;
Po piasczystéj[41] lecą błoni;
Ale biały koń wyściga
Coraz dziewczę, coraz bliżéj,
I jak strzała tylko miga,
Ku niéj prędzéj, ku niéj chyżéj.
Aż ją dognał; ona stała,
Serce biło, twarz pałała;
On jéj w oczy zadziwiony
Patrzał długo, patrzał śmiało.
— Dziewczę! z któréj idziesz strony?
Co cię w burzę tu zagnało? —
— Córką jestem Widmuntową,
Wejdalotką z Świętéj Góry;
Bracióm[42] strawę niosłam dniową[43],
Gdy mnie burza, gdy mnie chmury
Na morskim brzegu zastali[44],
I dzień cały zatrzymali.
Teraz wracam do ołtarzy.
Nie czyń złego, puść mnie, panie!
Bóg podróżnych niech ci zdarzy
Szczęsną drogę, powitanie
W progu zamku, gdy spoźniony[45]
Do dzieci wrócisz i żony. —
— O! do zamku mi daleko!
Widmuntówno! nie dziś stanę;
Za siódmą on stoi rzeką,
A gdy wrócę, nie kochaną
Żonę, ale psy, sokoły,
Powitam w nim, niewesoły. —
I poleciał. Ona stała;
Raz ku górze, dwa ku niemu
Tęskno, smutno spoglądała;
I powoli ku swojemu
Szła ustroniu, a dumała
Z okiem w ziemi, w myślach cała.

Jasne niebo, znikły chmury,
Żółte piaski złotem świecą,
Na wierzchołek Świętéj Góry
Stada dzikich ptaków lecą,
I krążąc nad nią wokoło,
Pieśń zaśpiewały wesołą.
Już nie szumi gaj sosnowy,
Morze do snu się kołysze,
Fala, brzeg całując płowy,
Ledwie szmerem przerwie ciszę.
Światło wkoło, radość wkoło,
W niebie, na ziemi wesoło.
Tam rybacy z siecią płyną
I pieśniami brzeg żegnają,
Wiosłem wodę porąc[46] siną,
Pieśnióm[47] wtóry wybijają.
Światło wkoło, radość wkoło,
Na ziemi, morzu wesoło.
Ale słońce już zapada
Do kąpieli po upale,
Na noclegi ptaków stada
Lecą w jezior ciche fale,
A Święta Praurymy Góra
Cieniem słoni[48] się ponura.
Tylko na jéj sosen skronie
Jeszcze słońce rzuca blaski;
Stoją w złocistéj koronie,
Ponad morze, ponad piaski
Harde, smutne wznosząc głowy,
Stróże świątyni Królowéj.
Czyjaż tam suknia bieleje
Na żółtych wydmach w oddali?
Wiatr jéj rąbkiem jasnym wieje.
Czy to bóstwo wyszło z fali?
Czy to Bałtyku Królowa,
Po kochanku płacze wdowa??
Czy to morza córa biała
Zbiera rozpierzchłą drużynę,
Co fala powyrzucała,
Bijąc o brzeg fale sine,
I zbiera rybki, co drgają,
Na piaskach wody czekają?
Czy to Praurma góry swojéj
Idzie kapłanki odwiedzić?
Służby, co w świątyni stoi,
Tajemne kroki dośledzić?
Praurma, co na Litwy niebie
Nie zna możniejszéj nad siebie?
Nie bóstwo to, nie duch morza,
Nie Praurma w ludzkiéj postaci;
Biruta, Żmudzinka hoża,
Wraca od rybaków braci,
Z rucianym wiankiem na skroni,
Z próżnym koszem w białéj dłoni.
Znowu tęskni, znów ją goni
Jeździec na siwym żmudzinie[49];
Niedźwiedzi ma szłyk[50] na skroni,
Burka[51] czarna z ramion płynie,
Łuk rogowy, miecz u boku,
W ustach uśmiech, duma w oku.
Widmuntówna go ujrzała
I szła daléj — serce biło;
Zrumieniona, w strachu cała,
W sercu, w uszach jéj tętniło;
Nie widziała, gdy ją witał,
Nie słyszała, gdy zapytał:
— Dokąd? Widmuntówno hoża!
Dokąd poźnym[52] znów wieczorem?
Już zachodnia gaśnie zorza,
Krucy kraczą ponad borem —
Duchy lecą, widma lecą,
Kaukie[53] złém już okiem świecą! —
— Kapłanką jestem Zniczową,
Wejdalotką z Świętéj Góry;
Bracióm[54] strawę niosłam dniową[55],
Pod świątyni wracam mury.
Od złych duchów, złego człeka,
Praurmy broni mnie opieka. —
— Widmuntówno! pojedź ze mną.
Dość kapłanek ma Prauryma.
W moim zamku pusto, ciemno,
I zaświecić komu nié ma[56];
Zamek smutny, opuszczony —
Dzieci nie mam, nie mam żony.
Pojedź ze mną. Skarb mój mnogi,
Sług mam wielu, kraj széroki,
Skarby kładnę[57] ci pod nogi,
Sługóm każę strzedz[58] twe kroki[59],
Złote wieńce, miękkie szaty,
Kraj mam wielki, dwór bogaty.
Widmuntówno! pojedź ze mną;
Siwy nas uniesie dwoje.
Pod zasłoną nocy ciemną
W Litwę polecimy moję[60].
Nim się druga noc rozściele,
Na Trokach będzie wesele. —
— O, nie, panie! jam Zniczowa[61],
Wejdalotka z Świętéj Góry;
A kto przysiąg nie dochowa,
Perkun karze ogniem z chmury;
Kto przysiąg świętych[62] naruszy,
Perkun karze ogniem w duszy.
Porzuć Widmuntowe dziecię.
Sto na Żmudzi dziewcząt, panie,
Pójdzie z tobą, gdy zechcecie,
Dzielić na Trokach mieszkanie.
Jam piérwszy wianek z méj głowy
Rzuciła w ogień Zniczowy. —
— Sto kapłanek ma Prauryma,
Jest tam komu Znicz rozdymać[63];
U mnie w Trokach jednéj nié ma
Domowy ogień utrzymać.
Przysięga, KaraUcieczka będzie tajemną,
Siadaj na koń i jedź ze mną. —
— O, przed Bogów okiem, panie,
Żaden krok się nie utai.
Przez morski odmęt, otchłanie,
Z głębi lasów, z ludów zgrai,
Bóg wywlecze przeniewiercę
I piorunem trafi w serce.
Tu mi miejsce, tu przysięga,
Tu mój ojciec, bracia mili,
Tu rodzinnéj rzeki wstęga,
Tu mi żmudzki ptak mój kwili,
Wszystko moje, kraj mój miły,
Wejdalotkę uwięziły. —
— Litwa, Żmudź — siostry rodzone,
Język bratni, kraj to krewny,
I dłonie ich połączone,
Los ich nie rozerwał gniewny.
Twa rodzina — mą rodziną.
Siadaj, jedź ze mną, dziewczyno!
Piękny zamek na jeziorze,
W zamku wesołe komnaty,
Tłumy sług na moim dworze.
Sznury pereł, drogie szaty,
Xiążęcą[64] czapkę na skronie,
Złotą kądziel dam ci w dłonie.
Będziesz wieść xiążęce życie.
Wśród sług wesołego dwora,
Śpiewem budzona o świcie,
Śpiewem uśpiona z wieczora,
Na posłanie twe puchowe
Kładąc od trosk wolną głowę. —
— O, nie, panie! o, nie, panie!
Ja chcę tylko żyć ze swemi.
Za roskosze[65] wszystkie stanie
Roskosz widzenia swéj ziemi.
Tu mój ojciec siwy żyje,
Tu mój brat z morzem się bije.
Tu dzieciństwa zeszły lata,
Nad morzem muszle zbierała,
Na tym brzegu jam czekała
W poźną[66] noc rybaka brata,
Tum[67] zrywała piérwsze kwiaty,
Tam w dolinie dym méj chaty. —
Ona bieży, on ją goni;
Próżno dziewczę się wyrywa,
Po piasczystéj[68] lecą błoni.
Z wiatrem końska igra grzywa,
Burka z wiatrem się poddyma.
Kiejstut dogonił ją, trzyma,
I porywa, na koń sadza.
— Próżne łzy, Biruto, twoje!
On nie takie staczał boje,
Nie taki łup uprowadza.
Nigdy łzy go nie skruszyły,
Nigdy jęk nie wydarł siły.
Leci Kiejstut, a na ręku
Płacze swojéj braci, ziemi,
Płacze, w głośnym lejąc jęku
Żal za rodziną, za swemi,
Płacze sercem i oczyma,
Płacze dziewczę — płacz nie wstrzyma —
I tak woła: — Bogi moje!
Zwiejcie burzę, gromy ślijcie,
I kapłankę weźcie swoję[69],
I niewolnicę odbijcie! —
A Bogowie nie słuchali,
Jeździec coraz jechał daléj.
Ona woła: — Ojcze stary!
Wyślij lud twój, sługi, woje,
Na porywcę[70] wzywam kary,
W obcych rękach dziecię twoje. —
I nie słuchał ojciec stary,
Jeździec sadził przez obszary.
Ona woła: — Bracia moi!
Wy na morzu, wy daleko,
Nie ujrzycie siostry swojéj.
Siostrę waszą w połon[71] wleką. —
I bracia jéj nie słuchali,
Jeździec coraz leciał daléj.
— Nocy czarna! straszna nocy!
Nie gaś słońca, niechaj płonie.
Saułe[72]! wzywam twéj pomocy,
Świeć mym bracióm na pogonie;
Gdy mnie szukać się rozbiegą[73],
Wiedź ich prosto śladem jego. —
Lecz i słońce nie słuchało,
Nie słuchała noc jéj czarna,
Piaskiem drogę zasypało.
Siwy biegł, jak leci sarna,
Kiedy łowiec[74] za nią w lesie
Psy i strzały zbójcze[75] niesie.
Ona płacze; łzy jéj biegą,
A za łzami, za lasami,
Ni domku ojca starego,
Morza z złotemi brzegami
Nie widać, ni Świętéj Góry,
I Praurymy znikły mury.
Wszystko znikło przed jéj okiem,
Wszystko minął jeździec w biegu;
Już na polu gdzieś szérokiém,
Na nieznanéj rzeki brzegu.
Ona to, co postradała,
Jeszcze w mokrych oczach miała.

IV

O! dzień to wielki, dzień był uroczysty.
Gdy kurzem osunięty, cały krwią oblany,
Kiejstut na zamek zawitał ojczysty,
A sługa w bramie, z zgiętemi kolany[76],
Z łbem nachylonym, powitał go słowy:
— Kniaziu! do zamku gość nam przybył nowy.
Serce Kiejstuta zatrzęsło się w łonie.
On przeczuł, jaki gość na zamku świeży;
Więcéj nie pyta, z potu otarł skronie,
Konia porzucił i w świetlicę bieży.
Biruta siedzi na łożu rumiana,
A białą piersią karmi swe pacholę,
Wstała na nogi przeciw swego pana
Z radośną krasą na wesołém czole.
— Patrzaj, Kiejstucie! syn ci się narodził!
Ty syna chciałeś, masz mieczu[77] dziedzica,
Co, jak ty, będzie w krwi krzyżackiéj brodził,
Co, jak ty, będzie bicz i nawałnica
Na wrogów Litwy! Weźmij go na ręce
I pobłogosław w imie[78] Bogów Litwy. —
A Kiejstut syna podniósł, i dziecięce
Rysy rozpatrzył[79]. Czy rękę do bitwy,
Oczy wojaka ma, siły żołnierza?
Patrzy i patrzy, czoło mu jaśnieje.
Dziecię nie płacze na widok rycerza,
Rączki podaje, do niego się śmieje,
Już nie ku matce, ku ojcu swojemu.
Na wpół weselem, wpół się smutkiem kraje
Biruty serce — synu[80] jéj małemu
Lepiéj żołnierski uścisk zasmakował
Niżli matczyny; syn już od jéj łona
Wyrwał się, bojów zapachu skosztował;
Znów będzie samą, znów osamotniona!
Zdjął szłyk[81] i usiadł Kiejstut, i kołysze
W niedźwiedziéj burce na kolanach syna,
A matka patrzy, niespokojna dysze[82],
Oczyma wodzi, serce jéj się ścina,
Jak Trockie, w mrozy zimowe, Jezioro.
Łzów[83] nie uronisz, Widmuntowa córo,
Ale cię boleść, jak mróz kwiaty, zwarzy,
Dziki swój pazur zostawi w twéj twarzy.
Już do twéj piersi nie zrywać się jemu;
Ojciec kołysze rękoma twardemi,
A Witoldowi tak lubo[84] małemu;
Lepiéj niż kiedy piersiami białemi
Tyś go karmiła, i piersią kobiécą
Do snu na próżno chciała skleić oczy.
Patrz, on się śmieje; na powieki lecą
Mary wesołe, sen jakiś uroczy.
Żołnierz, Wojna, SynKiejstut Birutę pocałował w czoło.
— Dzięki ci! Rodź mi takie, jak ten, syny[85].
Trzeba ich Litwie, by stanęli wkoło
Murem żelaznym bezbronnéj krainy,
Któréj gór, morza, gdy Bogi nie dały,
W piersiach swych synów ma morza i wały;
Trzeba nam ręki i głowy do boju,
Bo długo jeszcze nie będzie na Litwie,
I nigdy może nie będzie pokoju —
I żyć nam w boju, i umierać w bitwie. —
Mówił, a słowa leciały do ucha.
Ona słyszała, a jakby nie słucha;
Cóś[86] może biedna o swym synu marzy,
Bo widać myśli na schmurzonéj twarzy.
I nic nie rzekła, nie odpowiedziała,
Syna przyjęła, cisnęła do łona,
Piersi mu białéj do ustek podała;
Dziecię nie wzięło — żółcią zaprawiona.
Ilekroć Kiejstut powracał z wyprawy,
Bieżał[87] do syna — piérwszy to syn jego.
Piérwszy raz serce, co w bój wrzało krwawy,
I do dziecięcia zabiło małego,
I biegło, jako łanie ku swym biegą[88].
WychowanieA kiedy przybył, nie ściskał dziecięcia,
Ani je tulił, ni pieścił ustami,
Lecz na żołnierza chował pacholęcia,
Grając mu w rogi i dzwoniąc szablami;
Nie chował syna jako ptaka w klatce,
Co go hodują, aby pięknie śpiewał;
Nie dał kobiétom, własnéj nie dał matce,
A pierś mu męzką[89] prawicą rozgrzewał;
Nosił jak orlę do łowów uczone,
Jako sokoła, co, gdy skrzydła wzrosną,
Spójrzy[90] na ptastwa[91] stada wylęknione
I puści na nie z źrenicą radośną[92],
I pójdzie w górę bujać po obłokach;
Chował go, jako chowają ogary,
Którym krew lizać, mięso szarpać dają,
Aby, gdy przyjdą do lat, w zgrai staréj
Poszły, za starą nie zostały zgrają;
Chował do boju Witolda młodego,
Na niewygodach, na łowach, na koniu;
A w odpoczynku nie pieśnią kobiécą,
Ni śpiewem dziewic ucho mu głaskano,
Ale Jaćwieży[93] pieśni mu śpiewano,
Co ogniem idą, ogień w sercu niecą,
I całe życie potém w duszy świecą;
Pieśni o dziadów zapasach szalonych,
Pieśni o ojców bojach utrapionych!
Niemi[94] młodego karmią bez ustanku,
Niemi do serca ojciec mu kołata.
O! bo najdaléj, co w życia poranku
Do serca pójdzie, w serce się zaszyje,
Tego nie zetrze wiek, życie nie zmyje,
Tego poźniejsze[95] nie zagaszą lata.
Ledwie zagrzebiesz, na wierzch znów wychodzi,
Człeka odżywia i znowu odmłodzi.
Napróżna[96] praca! Gdy w serce upadnie,
Myśl czy uczucie pozostanie na dnie
I długie lata, jak koncha[97] perłowa
W przepaściach morza duszy się przechowa.

V

Płyną lata jak fale, wiatr losu je wzdyma,
Płyną falą do brzegu, o brzeg się rozbiją,
I rozprysnął się bałwan, a po nim nic nié ma!
Trochę piany, którą się suche piaski myją,
Trochę muszli, i rybek, i bursztynu bryła,
Co się wstydząc przed słońcem, do ziemi zaryła.
Czasem fala o brzegi kiedy się rozbije,
Piany nie pozostawi, nie rzuci bursztynu,
Rozpryśnie się o skały, zimny kamień zmyje
I topielca wyniesie, na postrach dla gminu[98].
Nikt fali nie policzy, fali nie wywróży,
Pogody nie przepowié, nie przepowié burzy.
Płyną lata falami na trockiém zamczysku,
I Biruta nie płacze po żmudzkiéj rodzinie,
Wieczór[99] tylko w zachodu jaskrawym odbłysku,
Gdy, jak morze, jeziora świecą fale sinie[100],
Kiedy wody zaszumią, ptak jaki zakwili,
Ona myślą ucieka do ubiegłych chwili[101],
I wspomina na ojca[102], wspomina na brata,
Na świątynię Praurymy, na ojczyste kraje,
Na pamiątki z innego, z młodzieńczego świata,
Których do szczęścia sercu Biruty nie staje[103],
Ale nie pójdzie ona za rodziną swoją,
Bo przy łożu Biruty dwie kolebki stoją.
W jednéj kolebce córka śpi z złotemi włosy[104],
Xiężycowe[105] ma jasne oblicze, spójrzenie[106],
I pogląda, jak xiężyc, gdy wejdzie w niebiosy,
Siejąc po białym świecie srébrzyste promienie;
Jako gwiazda przyświeca nad dolą matczyną;
Przy niéj mroki przyszłości jaśnieją i giną.
W drugiéj kolebce matki i ojca nadzieje,
Młody Witold usypia. To słońce u wschodu
Jeszcze wielkiémi blaski[107] po świecie nie sieje,
Lecz słońce i olbrzyma rozpoznasz za młodu.
Inaczéj gwiazdy świecą, srébrny xiężyc[108] świeci,
Inszym[109] wzrokiem patrzają[110] drobne ludu dzieci.
DzieckoOn w kolebce sokolém[111] patrzy już wejrzeniem,
I dziecinnych zabawek, jak siostra, nie żąda,
Do zbroi się wyciąga bezsilném[112] ramieniem,
Na miecz ojcowski okiem gorącém pogląda[113],
A gdy biją w lietaury[114], gdy w rogi zadzwonią,
Serce mu skacze małe, drobną klaszcze dłonią.
A gdy Kiejstut na wojnę szłyk niedźwiedzi wdzieje,
Kiedy burkę narzuci i wiżos[115] obuje,
Mały Witold do ojca wesoło się śmieje,
Za szyję obejmuje, sukni uwiązuje,
Jak gdyby już chciał dzieckiem[116] dzielić niespokojny
Zwycięztwa[117] nad Krzyżaki i z Lachami wojny.
— Nie czas jeszcze, Witoldzie! — ojciec mu powiada —
— Nie czas — mówi mu matka — śpij jeszcze spokojny,
Przyjdą i tobie lata, a Litwa ci rada
Da lud zbrojny do ręki i miecze do wojny.
Śpij w kolebce. Za wcześnie obudzą sąsiady[118],
Wrzawa boju, pożogi i Rusi napady.
Obowiązek, PatriotaŚpij, Witoldzie! Po ojcu miecz wziąwszy skrwawiony,
Nie dasz mu w pochwach drzémać i rdzą się okrywać.
Trzech strasznych wrogów stoi z każdéj Litwy strony,
Nie będziesz mógł spać wówczas, nie będziesz spoczywać,
Usiąść nie będzie kiedy na ojczystych progach,
Z sokoły, psami hulać po Litwy rozłogach.
Śpij, Witoldzie, śpij, dziecię, snem na całe życie!
Spadnie ci potém Litwa na piersi brzemieniem,
Wrzawa wojen obudzi o młodzieńczym świcie,
I do grobu wojenném wieść cię będzie pieniem.
Sen twój na życie całe; po nim nie spać tobie,
Aż z przodkami twojemi, w Swintorohy grobie. —
A dziecię, zda się, słucha, i słowa nie słyszy,
Wciąż za tarczę błyszczącą, to za łuk porywa,
I za ojcem, gdy jedzie, niespokojnie dyszy[119];
A matka go w objęciach ściska nieszczęśliwa,
Pieśnią wojny usypia najmilszego syna,
W zbroję twardą go kładzie, gdy kwilić zaczyna.
Rośnie olbrzym w żelazie, karmiony od młodu
Mlékiem żmudzkiéj dziewicy[120], żmudzką pieśnią boju,
I po żyłach już płynie krew starego rodu
Dziadów, którzy nie znali spoczynku, pokoju,
Co dziecinną już ręką gdy wzięli miecz biały,
Szli z nim w boju niezbytym przez długi wiek cały.

VI

Nad kolebką Witoldową
Dwa duchy ciężą skrzydłami:
Czarny duch wisi nad głową,
Świeci krwawemi[121] ślipiami,
A w paszczy język śpieniony[122]:
To słowika głosem śpiéwa,
To zahuczy rozjuszony,
Jak wąż, sowa się odzywa;
U nog[123] dziecka biały klęczy,
Ręce załamał i jęczy,
A po twarzy dwie łzy płyną,
To wytrysną, to znów zginą.
Dziecię śpi i przez sen słucha
Czarnego, białego ducha.
Oba w drobne szepcą uszy,
Obu pieśni grają w duszy.
Czarny okrył mu skrzydłami
Śpiącą, sny młodemi[124], głowę,
I serca objął połowę,
I tak mu śpiewa, tak mami:
— Ty będziesz wielki, wielki jak przodkowie,
Wielki jak Bogi[125], co siedzą w Romnowie[126],
Litwy ty panem, ty panem na Rusi,
Przed tobą wszystko paść, czołem bić musi.
Gdzie mieczem skiniesz, ludy ci pokłonią,
Zgarniesz je w jedno olbrzymią twą dłonią.
Na próżno Lach ci krzyż złoty ukaże,
Ty wiész, że Litwy Bogi, Bogi twoje.
Niech zdrajcy padną na wylękłe twarze,
Ty z krzyżem tylko zwodzić[127] będziesz boje.
W ręku twych[128] wojna, wojna na twém czole,
Wojna twą sławą, twéj wielkości pole,
Krew ci ofiarą, co serce ochładza,
Łza — napój słodki, który sen sprowadza!
ProroctwoTy będziesz wielki, jak wielcy przodkowie,
Dziadowie twoi z kamienia i stali,
Co suchém okiem w morza krwi patrzali[129],
Nogą na wrogach podeptanych stali,
Rusi na piersiach, Krzyżakóm[130] na głowie,
Lachóm wnętrzności jedli i szarpali.
W tobie krew krzyża nieprzyjaciół płynie,
Ojców, co w wierze wytrwali do końca.
Tyś Litwy panem, i Litwa nie zginie —
Tyś wiary ojców i swobód obrońca.
Skroń twoję[131] sława uwieńczy koroną
Z kości twych wrogów i ciał ich splecioną!! —
Dziecię śpi i przez sen słucha,
Do czarnego śmiejąc[132] ducha,
I serce mu drobne bije,
I myśl ciemna w głowie wije,
I rękami szuka broni,
I już wrogów we śnie goni,
Ciśnie Litwę w silnéj dłoni
I przyciska ją do łona.
Rozszarpana, pokrwawiona,
Z zdartą piersią, w łzach i jęku
W Witolda spoczęła ręku.
A duch biały cicho śpiewa.
Nie słychać go w dziecka duszy;
Śpiew anielski nie porywa,
Śpiew pokoju nie poruszy;
Bo wciąż w uszach brzmi bojowo
Czarnych duchów wielkie słowo.
— Ty będziesz wielki, nie twych przodków sławą,
Nową sławą, nową chwałą,
Nie pogan wielkością krwawą,
Chrześcijan spokojną i trwałą.
Ty będziesz wielki — serce twe usłucha
Głosu chrześcijańskiej wiary,
Złego wyrzeczesz się ducha,
Czarnych bogów Litwy staréj.
Ty będziesz wielki — pod twojém ramieniem
Pokój i wiara rozświecą;
Będziesz dla Litwy wytchnieniem;
Ludy pod skrzydła twe zlecą.
Ty będziesz wielki, bo przebaczysz wrogóm[133],
Bo lud przyciśniesz do łona,
Krwawym nie skłonisz się bogóm[134],
Litwy, tyś Rusi — obrona.
Pogasisz ognie, co tleją, pogańskie,
Krzyża ty będziesz podporą;
Błogosławieństwa ci Pańskie,
Na wysokiém niebie gorą. —
Dziecię śpi, przez sen nie słucha,
Do czarnego tuli[135] ducha.
Biały u nóg jego klęczy,
Załamał dłonie i jęczy,
A wciąż pieśń pokoju śpiéwa,
Do serca się nią dobywa.
Kołyszą tak bohatera
Pogan bogi, Anioł Boży,
Ich pieśń serce mu otwiera,
Pieśń anielska nie otworzy.
I płakał łzami duch w bieli
A czarne duchy się śmieli[136].

VII

Ryngoldzie[137] wielki! dobrze Litwie było
Pod twemi skrzydły w jedno wzrastać ciało.
W Mindowsa[138] ręku jeszcze się łączyło,
Co po nim tylko rozpadać się miało.
Syn mścić śmierć ojca zrzucił suknie mnisze[139],
Lecz jemu w boju klasztorne zacisze
Śmiało się jeszcze. Ni serca, ni dłoni
Nie miał mnich zemstą za ojca zagrzany.
Ni sił ojczyznę z złéj podzwignąć[140] toni,
Sąsiady[141] zwalczyć, upokorzyć pany.
Na próżno na koń siadł z szłykiem na głowie.
Śmieli się z mnicha rycerza kniaziowie,
I jednéj nocy w Włodzimierza grodzie
Miecz zdradny[142] w piersi bezbronne posłali;
Krew upłynęła ostatnia w cnym rodzie,
Oni się ciesząc, na bezpańską gnali
Litwę sierotę, co po swoich panach
Na mchem zarosłych płakała kurhanach.
I Krzyżak leciał część swojego łupu
Garnąć, Lach leciał na wołyńskie włości,
Rusin Krewiczan chciał wziąść[143] bez okupu,
A kniazie Litwy w wzajemnéj się złości
Nad trupem matki o puściznę[144] bili,
Krwią swoją ziemię użyżniając[145] wrogów,
I jeden z drugim tłukli i walczyli,
Święcąc na przemian wiarę swą i Bogów.
I długie walki, długie były boje,
Aż Gedymina[146] prawicą objęta
Litwa na rany zapomniała swoje[147],
Ale o zemście we wnukach pamięta.
Walczył Gedymin, walczy Olgierd[148] z bratem,
W karki sąsiadów tnie ciężkim bułatem[149],
A każde cięcie krwi strumień wyciska;
Leje się! Lecz cóż na krwi Litwa zyska??

VIII

Biruta siedzi u złotéj kądzieli,
I z wolna, myśląc, wyciąga nić długą;
Ilekroć wzrokiem spotka się ze sługą,
Pyta o pana, czy go nie widzieli?
— Powiedzcie, Kiejstut nie wraca z wyprawy?
Nie słychać trąbki? nie widać kurzawy? —
A słudzy milczą, cisza wpośród grodu,
Cisza na jasném i gładkiém jeziorze,
Nie pyli droga. Drogą od zachodu
Wracać powinien Kiejstut o téj porze,
A jego nié ma! Dnie samotne płyną,
I tęskniéj z każdą przebytą godziną.
Nié ma Kiejstuta! Czy znowu Krzyżacy
Wzięli w niewolę zaciętego wroga?
— Powiedz mi, wietrze, powiedzcie mi, ptacy[150],
Czemu gród pusty, czemu milczy droga?
Powiedz, kukułko, zwiastunko dobrego,
Czemu mi pana nie widać mojego??
Czemu łodź[151] jego jeziora nie porze[152]?
Nie słychać rogu, którym żonę wita?
Tyle już razy zagasały zorze,
A wzrok Biruty próżno się oń[153] pyta;
I ranki wschodzą, i noce zapadną,
Dokoła z wieścią nie spotkać się żadną.
Czego tak długo bawi się na Żmudzi?
Wszak pobiegł tylko na krzyżackie włości
Na siwym koniu, z małą garścią ludzi,
Z żagwią i mieczem do Krzyżaków w gości;
Wszak nasze wojny, jak burzy nachody,
Nazajutrz po nich jednym śladem[154] szkody.
I czas powrócić, dość komturów gonić.
Dwadzieścia ranków, jak już nié ma wieści.
Biruta ciche łzy poczęła ronić,
A sercem przestrach owładnął niewieści.
Czy Kiejstut o swéj zapomniał rodzinie,
I gdzieś z obcemi czas mu miléj płynie?
Ona wygląda sama; przy jéj boku
Nié ma Danuty — Danuta daleko!
Xiążę[155] Mazowsza uwiózł ją od roku;
Pod obcym dachem, pod cudzą opieką;
Młode się dziewczę w Laszy kraj dostało,
A matce po niéj łzy puścizną całą.
Nié ma Witolda — Witold nie wytrzyma
U kolan matki; on w podworce bieży[156],
Koni, orężów[157] szukając oczyma,
Wieści o wojnie u starych rycerzy;
Pyta i słucha sercem stare dzieje,
I ręka drga mu, a głowa szaleje.
I teraz matkę odbieżał[158] stroskaną,
Ponad jezioro leci z starym Grydą;
Młodzieńczą głowę sparł mu na kolano,
A myśli jego już na boje idą,
Już ostrzy miecz swój i konia dosiada,
Z ogniem i śmiercią lecąc w kraj sąsiada.
A matka duma i patrzy po drodze —
Droga ciemnieje, zachód gaśnie cały.
Oczy jéj we łzach, serce jéj we trwodze,
Duchy do uszu złowrogie szeptały,
Sen ciężki w nocy pierś cisnął stroskaną;
Nie ustał, choć ją rozbudziło rano.
Słucha — w oddali cóś[159] zatętnia[160] głucho,
Któś[161] drogą pędzi. Kądziel z rąk wypadła,
Wstała, nastawia niespokojne ucho,
Ręce złamała[162], na twarzy pobladła,
I chciałaby się rzucić na jezioro,
Płynąć, by wieści dostać o nim skoro.
Już widny[163] tuman. Może gnają stada?
Może z pol[164] ludzie wracają na sioła[165]?
Nie — bo jéj serce o wieści powiada,
Nie — bo jéj serce wielkim głosem woła:
— Kiejstut powraca z dalekiéj wyprawy!
Lecz czy zwycięztwem[166], czy swą raną krwawy? —
I róg się ozwał na przeciwnym brzegu.
Ona pobiegła, kędy łodzie stały,
Na przewozników[167], niespokojna, w biegu
Woła, wysyła, dwór wzruszyła[168] cały:
— Pan wasz przybywa! lećcie! pan przybywa!
Róg się Kiejstuta nad brzegiem odzywa. —
I promy pędzą, łodzie się uniosły,
Laskami robią[169] i długiemi wiosły,
Żeglują szybko po cichém jeziorze;
Jéj niespokojność, jak łódź fale, porze[170];
Czeka i czeka — nie widać ich w mroku.
Całun na ziemi, noc na bystrém oku.
Już bliżéj szelest i szum prutéj fali,
Już płyną, ale w milczeniu, bez krzyku;
Nigdy z zwycięztwem[171] tak nie powracali.
Kiejstut bez burki, bez swojego szłyku,
Nie widać konia, siwego żmudzina,
Milczący xiążę[172], niewielka drużyna.
I Witold skoczył, przeciw ojcu śpieszy,
I patrzy z matką. Już Kiejstut wysiada —
On klaszcze w dłonie, przybyciu się cieszy,
Wiesza u sukni, na ojca napada,
Matkę wyprzedził i odpiął miecz biały,
Krwi na nim wroga szuka zardzewiałéj.
A Kiejstut milczy, zimno syna wita,
Birutę, co mu do nóg się skłoniła,
Na zamek krótkim wyrazem odsyła,
Cóś do swych ludzi szepce, i nie pyta
O psy swe lube, o sokoły skore —
Znać na wyprawę wyjechał w złą porę.
W świetlicy[173] zbroję pożyczaną zrzucił,
Kazał myć nogi; milczy, ciężko wzdycha,
Syna uściski, pytania odpycha,
Czoło pochmurzył, w sercu się zasmucił,
Jakby nie witał swych domowych Bogów,
Jak gdyby cudzych dotknął stopą progów.
Niosą mu wodę, róg alusu[174] złoty,
Sama Biruta podaje wieczerzę,
Z czoła pył sciera[175], a z serca tęsknoty
Próżno chce zetrzeć — nikt jéj nie odbierze.
Kiejstut milczący, srom[176] na jego twarzy,
A w duszy zemsta gotuje się, żarzy.
Chwycił róg drugi, miodem się pokrzepia,
I westchnął ciężko. Syn się sukni czepia,
Pyta go: — Ojcze! powiedz, gdzieś był? drogi!
Czyli[177] ci język odebrali wrogi?
Dlaczego żony nie witasz i syna?
Siedzisz tak smętny? Gdzie smutku przyczyna? —
— Smutku? — rzekł Kiejstut — nie smutek mam w duszy,
Zemstą ja płonę, bom upokorzony.
Wspomnienie hańby słowa w ustach kruszy.
Nie śmiém do dziecka ozwać się, do żony,
Bo raz już drugi więzy krzyżackiemi[178]
Związanym jęczał[179]. Chcę się mścić nad niemi[180]!
I będzie zemsta! — porywczo zawoła. —
Wysłałem ludzi, gromadzą się woje,
Nogóm nie spocznę[181], nie obetrę czoła,
Póki Krzyżakóm nie oddam za swoje.
Pozna mnie Henryk, żem się nie postarzał.
Nie zawsze będę u nóg mu się tarzał. —
Oni słuchają, on im opowiada:
— Wiécie, jak Winrych Kniprode[182] niedawno
Wysłał w Ruś naszą psów niemieckich stada;
Lecz zanim wyszli, już nam była jawną
Wyprawa owa, i z Olgierdem razem
Szliśmy ich spotkać — żelazo żelazem.
Patryk był z nami, z nami lud dobrany.
Biegliśmy przeciw, piérwsi uderzyli,
Lecz, wstyd i hańba! zewsząd opasany
Lud nasz na próżno, i myśmy walczyli.
Darmo ja jeden, wiodąc mych Żmudzinów,
Wścieklem się dwakroć rzucał na psich synów[183].
Murem ze stali opasawszy ciała,
Gromada Niemców niewzruszona stała;
Strzały bezsilnie odbite od zbroi
U nóg padały; pałki, jak trzcinowe,
W rękach pękały. Już pierzchali moi.
Próżnom zachęcał, wiódł w potyczkę nową.
Zewsząd Krzyżaków moc nas opasała.
Olgierd z Patrykiem ze stratą wywiedli
Wojsko z zasadzki. Moja część została
Walczyć i ginąć. Przelękli, wybledli
Ludzie się zpod[184] méj wymykali dłoni,
W lasy skrywając od Niemców pogoni.
Wtém na mnie Henryk z Eckersburga[185] zmierza
Ja k'niemu[186]; konie łbami się oparły;
On drzewcem długiém w siodło mi uderza;
Chciałem ciąć, padam na poły umarły,
I słyszę wrzawę, radośne[187] oklaski,
Jęki Litwinów i Krzyżaków wrzaski.
Chciałem się dźwignąć — jak mrówię[188] opadli,
Wnet więzy ręce i nogi krępują,
Na swego konia związanego kładli,
Wkoło się cisną, z placu ustępują;
I widzę jeszcze, jak Patryk na ziemi,
Spadłszy, z zbójcami bije się wściekłemi.
Ale go Litwa z niewoli odbiła.
Mnie wiodą szybko; odetchnąć nie dali,
Dzień i noc aż do Malborga[189] jechali;
Aż się przede mną brama otworzyła,
Któréj myślałem, że nie przejdę żywy —
By do was wrócić! Wróciłem szczęśliwy. —
Złamany padłem boleścią i trudem,
Kędyś w ciemnicy głębokiéj zamknięty,
Płacząc nad sobą, płacząc nad mym ludem,
Żarty[190] boleścią i zemstą przejęty.
Noc była — prędko znużenie owładło[191]
I snem żelaznym na powiekach siadło.
Budzę się — ranek przez okno już wpada;
O, smutny ranek, co wita przez kraty!
I światłość jego jak tęskna i blada!
Obejrzę ściany podziemnéj komnaty:
Widać Krzyżacy zgotowali wcześnie,
Albo ciemnicę przybrali mi we śnie.
Dokoła wisiał kobierzec bogaty,
Dzbany srébrzyste na podłodze stały,
I miękkiem[192] znalazł zgotowane szaty,
I przybór[193] wszelki, i porządek cały.
Chcieli, bym, jak źwierz[194], zapomniał mą dolę,
Jak gdyby można osłodzić niewolę!
Jam szaty targał, przybory deptałem,
Porwałem kratę, wyjrzeć na świat chciałem:
Niebam nie ujrzał, tylko ziemię czarną
I jakieś Niemców postacie poczwarne,
Co, szemrząc cicho, snuły się po murach
W sukniach wlokących i czarnych kapturach.
Wtém u drzwi ciemna zadrżała opona[195],
Któś wszedł. Jam twarz swą odwrócił do ściany —
Niech wróg nie patrzy, jak niewolnik kona,
Niechaj z boleści nie szydzi pijany,
Nie ujrzy twarzy, głosu nie posłyszy,
Tchnienia ostatku, co mi w piersiach dyszy.
Aż głos litewski posłyszałem znany.
Marzeniem — myślał — sen to nocny jeszcze,
Odbiły w uszy obłudny głos ściany;
A może wróżba? może słowa wieszcze?
Kto wié? Wtem znowu głuchą przerwał ciszę;
Mowę litewską, język bratni słyszę.
I twarz odwracam, patrzę — we drzwiach blada
Postać znajoma, lecz suknie niemieckie;
Szepce cóś do mnie i czołem przypada.
Pokłon to szczéry? podejście zdradzieckie?
Wierzyć głosowi? czy milczeć do końca?
Szpiegli[196] to Niemców czy Litwin obrońca?
I patrzę w oczy. Na Bogi! poznałem —
Stary to sługa. Dawno, dawno temu,
W bitwie wziętego Alfa opłakałem.
Zkądże[197] Alf tutaj? do mnie przyszedł? czemu?
Czy z Ziemi Wschodniéj duch się jego zjawił,
Ażeby pana z niewoli wybawił?
— Mów, Alfie! — wołam — ty stary mój sługo!
Gdzieś krył się, kędy[198] przebywał tak długo?
Czy żyjesz życiem naszém? Czy cię Bogi
Ze Wschodniéj Ziemi na stos mój przysłały?
Śmierci to wyrok, czy swobody drogiéj? —
On zmilkł, a palce na drzwi mi wskazały.
Zniknął; lecz wieczór znowu Alf przychodzi,
I mówi: — Panie! jam w Niemców niewoli.
Rok już dziesiąty ciężkiéj płynie doli,
A dzisiaj mi ją dopiéro los słodzi.
Chrześcijanin jestem, lecz w duszy mi Bogi
I wiara dawna, i kraj jeszcze drogi.
Dziesięć lat ciężkich przebyłem, o panie,
Służąc wrogowi, myjąc obcym nogi,
A za posługę — tylko urąganie,
Kajdany ciężkie miałem i wzrok srogi.
Teraz mi wierzą! — o! nie znają ludzi!
Z snu lat dziesięciu jedna chwila budzi!
Sługą jam twoim — miéj nadzieję, panie!
Oto żelazo — pod kobiercy temi[199]
Łatwo otworzyć mur w pobocznéj ścianie.
Koń na cię czeka z sukniami mniszemi.
Wiém, jak się cieszą, że Kiejstut w niewoli,
I wiém, jak twoja wolność ich zaboli. —
— Ty ze mną, Alfie! — Ja tu — rzekł — zostanę.
Starym[200], a zemsty jeszcze mi nie dosyć.
Wpośród nich pomszczę niezgojoną ranę. —
— Oni zabiją. — Wiém, jak się wyprosić,
I o śmierć nie dbam. Idź, wyłamuj ścianę;
Ja u drzwi twoich na straży zostanę. —
Trzy dni i nocy, po jednym kamieniu,
Żelazem, ręką szarpałem w milczeniu;
Otwór kobierzec zasłaniał nad łożem;
Nareszcie gwiazdy ujrzałem na niebie;
— Alfie! — krzyknąłem — już uciekać możem. —
On szepnął: — Jutro, koń czeka na ciebie. —
Czekałem jutra. On mi przyniósł szaty,
Komtura oręż, biały płaszcz na zbroję,
I hełm złocony, i pancerz bogaty,
Sam wdział, ucieczkę przygotował moję,
I łzą żegnając, rzekł: — Pamiętaj, panie,
Na sługę[201] swego, który tu zostanie.
Koń u wrót czeka, jedź wolno ze grodu;
Chociaż dzień świeci, nikt nie pozna ciebie;
Potém bież szybko do słońca zachodu.
Dobieżysz[202] lasu za słońca na niebie.
Daléj niech Bogi litewskie cię bronią
I przed niemiecką ukryją pogonią! —
Jak rzekł, tak było. Wśród ludu, w południe,
Na czarnym z wolna jechałem bachmacie.
W ulicach było i gwarno, i ludnie;
A gmin[203], poznając starszego po szacie,
Bił mi pokłony, gdym wyjeżdżał z grodu.
W lesie stanąłem w godzinie zachodu.
Jam konia puścił; nienawistne szaty
Zdarłem i w błocie nogami zdeptałem;
Trzy dni, o głodzie, bez snu, ciężkie czaty,
Słuchając głosu pogoni, sprawiałem[204];
Czwartego, drąc[205] się puszczą i gąszczami,
W Mazowszem[206] dążył bez drogi, nocami.
Gwiazdy mnie wiodły, mchy na drzewach wzrosłe;
Jagodą śpiekłe[207] gasiłem pragnienie;
W dzień się na drzewa drapałem wyniosłe,
I gdy dokoła głębokie milczenie,
Jak ptak na wiotkiéj gałęzi zwieszony,
Chwiląm snu siły krzepił[208] wycieńczony.
Nareście[209] Bogi do Danuty[210] cało
Dójść[211] mi pomogły. Zaledwo poznali,
Tak zdarta suknia, tak zranione ciało,
Tak głód, niepokój, twarz mi poorali[212]!
W łachmanach, z kijem, z podartemi nogi[213],
Wpadłem bezsilny na znajome progi.
Trzy dni na łożu, w łaźni się krzepiłem,
Snem się i miodem z kolei poiłem,
Aż znowu siła wróciła, i ciało
Wspomnieniem zemsty i żądzą zadrgało.
Wróciłem, ale nie spoczywać gnuśnie.
Kiejstut spokojnie bez zemsty nie uśnie. —
Rzekł, i do swoich bieży, ludzi woła,
Nie kładł się w łoże, nie usiadł do stoła[214],
Witolda ręce odepchnął, nie słucha
Biruty cicho szepcącéj do ucha,
Aby na jutro swą zemstę odłożył.
Stary kunigas[215] odmłodniał i ożył.

IX

Rannemi brzaski niebo świeci wschodnie,
Cicho na ziemi, wesoło, pogodnie,
Ptacy[216] śpiewają, drzewa szumią w lesie,
Jezioro srébrną pianę na brzeg niesie.
Któż by pomyślał o zemście, o wojnie,
Kiedy tak lubo, cicho, tak spokojnie?
ZemstaO! próżno świat się w wdzięczną stroi ciszę,
Ptacy śpiewają i perlą się rosy,
W złocistą szatę stroją się niebiosy!
Czyż to zranioną duszę ukołysze?
Czyliż to zemstę wrzącą uspokoi,
Która krwi pragnie, krwią się tylko poi? —
Kiejstut na konia siada biedz[217] za wrogiem;
Żony nie żegnał, nie uściskał dziecka,
Ani z domowym pożegnał się progiem.
Jemu na myśli tylko krew niemiecka,
I bój z Niemcami, wojna i pożary.
Na wszystkich razem chce zemsty i kary!
A Witold ojca w progu hamuje:
— Ojcze mój! ojcze! weź z sobą na wojnę!
W domu ja tęsknię, w domu ja próżnuję,
Tak gnuśne wiodąc życie, tak spokojne!
Pokocham wczasy[218], gdy weźmiesz na boje,
Jeśli nie dźwigną miecza ręce moje.
Weź mnie na wojnę! Ja już mieczem władam,
Zbroję uniosę i konia dosiadam,
Łuku naciągnę[219], strzałów[220] się nie zlęknę,
Raniony w boju na ranę nie jęknę.
O! weź mnie, ojcze! ja ciebie obronię,
Piersiami memi ja ciebie osłonię. —
A Kiejstut głową potrząsnął zsiwiałą.
— Czekaj! Niedługo będziesz wzrastał w siły.
Chwilę poczekaj jeszcze, chwilę małą.
I mnie tak niegdyś wojny się już śniły,
Gdym mieczem jeszcze nie władł[221], i bezsilny
Mamił się, w zapał mój wierząc omylny.
Czas tobie jeszcze! Może ojca głowy
Mścić będziesz, synu! Czekaj, bądź gotowy.
Jeśli nie wrócę, padnę na wyprawie,
Tobie krwi mojéj pamięć pozostawię.
Rośnij. Sił trzeba, aby Litwy bronić,
Piersi, jak twoje, aby ją osłonić. —
Kiejstut już płynie. On stoi u brzega[222],
Załamał ręce, twarz mu żądzą pała,
Żądzą młodzieńczą. Odmowa podżega.
Matka, co stała opodal, słuchała,
W drżące objęcia swego syna wzięła,
I milcząc, płacząc, do piersi cisnęła.
On pobiegł ukryć wstyd i żałość swoją;
Niewolnik, wyspę obieżał dokoła,
Siadł na łódź, z łukiem nie mogąc i zbroją
Walczyć, chce z wodą, i na sługi woła,
I płynie w lasy ze źwierzem[223] bojować,
Aby krwi dostać i boju skosztować.

X

Na Johannisbergskim[224] grodzie
Cicho, spokojnie; wieść żadna
Braci i mnichów nie mięsza[225].
Idą z jutrzni[226], z paciórkami[227],
I ziewają, pomrukują,
To na niebo poglądają,
To do siebie cóś przemówią;
Jedni w łowy[228] się wybrali,
Drudzy w pogan sioła idą
Za daniną, za zbiegami;
Kilka[229] starców tylko w chórze
Nóci[230] pieśń rozbitą[231] piersią.
Nagle wrzaski, krzyk, popłochy,
Wrota z trzaskiem zamykają,
Wszyscy pędzą[232] się na mury,
Nawet starce[233] z chóru biegą[234],
Młódź za oręż chwyta skora,
Konie siodła, ludzi zbiera.
Na dolinie tuman pyłu;
Po chorągwi znać czérwonéj,
Po maleńkich koniach Żmudzi,
Kiejstut swoich wiedzie ludzi;
Nie na sioła to bezbronne,
Lecz na zamki, lecz na grody.
— W imie[235] Jana! héj! kto żyje,
Kto udźwignie oręż, łuki,
Niech na mury śpieszy z nami!
Wróg nasz liczny; już nam wyje
W uszy pieśnią swą pogańską.
Prędzéj! do wrót i na mury!
Dość się modlić, odpoczywać,
Trzeba bronić! Ognia, wrzątku
I kamieni mu na głowy!
Powitamy, odepchniemy!
Niech zuchwały się nie waży
Na nas drugi raz porywać. —
Tak wołają, i co żyje
Na wał leci i na blanki,
Przez strzelnicę łuki mierzą,
Z murów kamieniami sypią,
A pogański zastęp mnogi
Zewsząd już otoczył górę,
Wszystkie wrota opanował,
Wszędzie zaszturmował razem;
Pod bramami ogień niecą,
Po drabinach na wał drapią[236];
Śpiewając, konają jedni,
Śpiewając, cisną się drudzy.
— To szarańcza! — komtur woła —
Bracia! w imie[237] Boże! żywo!
Gaście ognie, brońcie bramy! —
Ale próżno, bo Litwini
Już płonące sieką wrota,
Już się cisną, w zamek gnają,
W cztéry rogi podpalają,
Wiążą, gniotą i ścinają,
A gdy zgliszcze pozostało,
Mur się zwalił, zamek spalił,
Z pieśnią zwycięztw[238] odciągają.
Tam u morza, u wód białych,
Większy zamek, większe łupy —
Pociągnęły zbrojne kupy,
Strzały świszczą, ognie błysły,
Gdański gród w płomieniach stoi.
Nie spodzieli się Krzyżacy;
Ledwie zbroje na się wzięli,
Ledwie oręża dobyli,
Już więzami skrępowani,
Leżą na stosy zwaleni.
Kiejstut jeszcze nierad zemście,
Kiejstut daléj jeszcze bieży.
W niewolnika Niemców tłumie
Szukał na próżno Henryka[239],
By się na nim mścić niewoli.
Nikt nie wiedział o Henryku.
— A więc w domu go znajdziemy,
W Eckersbergu[240] on ucztuje.
Pójdziem w gości, go powitać
I zaświecić mu do uczty! —
Znowu bieży i nie staje,
Aż pod zamku dopadł wrota.
Henryk wyszedł sam na mury,
I zbladł, poznawszy Kiejstuta.
Próżna walka z garstką małą.
Szedł się modlić, zamknął bramy,
A na murach nie zostało,
Tylko kilka z Niemców braci.
Komtur zbroję wdział stalową,
Płaszcz wojenny, hełm świecący;
Wié, że w ofierze pogańskiéj
Męczennikiem dzisiaj spłonie;
I modli się, i spowiada,
I pobożnie złożył dłonie;
Słucha, rychło wroga ręka
Chwyci go i precz wywlecze?
Henryk upadł u stóp krzyża;
Wrzawa co chwila się zbliża;
On się modli; wié, że śmierci
Już mu wybija godzina;
Słyszy w uszach głos Kiejstuta,
Słyszy już swych braci jęki;
Dosyć czekać! sam wychodzi.
Kiejstut przeciw niemu goni,
Hełm strąca, za włos porywa.
— A! trzymam ciebie, psi synu!
I zemsta moja gotowa,
Gotowa Bogóm[241] ofiara! —
Henryk słowem ni skinieniem
O łaskę wroga nie prosił,
Wzrok tylko w niebo podnosił
I wszystko zbywał milczeniem.
A już się stos z bierwion suchych
W podworcu wielki zapalił;
Sam Kiejstut swoję[242] ofiarę
Wepchnął na jego wierzchołek;
Stanął i patrzy z pociechą,
Jak w mękach Niemiec wróg kona;
A tłuszcza w ręce poklasła[243],
I wielkiem — Łado[244]! — zawrzasła. —
Teraz w pień załogę całą!
Lecą, i cięli bezbronnych
Knechtów i braci zakonnych.
Krwią się podwórce oblało,
A krew — pożoga[245], popiołem
Gorącym sypiąc, pokrywa.
I trzeszczą dachy i wieże,
Padają mury i wrota.
Litwa[246] łup unosi tylko,
Koni niemieckich dosiada,
A leżąc wkoło obozem,
Na pożar lubo pogląda.
Ale niedługo ich radość.
W Gdańsku Kollina[247] zabrano.
Krzyżacy za jeńcem gonią
Z Restemburg[248] i Bartensteinu[249],
Lecą w pogoń komturowie.
Już szpiegi o nich znać dają
Kiejstutowi. I łup cięży,
I walką znużył się długą;
Ale miałżeby uciekać,
Gdy jeszcze krwi się niemieckiéj
Choć kropelkę napić może,
I dłużéj w szable podzwonić?
Noc czarna z trwogą nadchodzi,
A z nocą czarni Krzyżacy.
Lud we śnie szuka spoczynku;
Wrzaskiem zbudzony do bitwy,
Oręża znaleźć nie może.
Więźnie łyka potargali
I broń litewską porwali.
Sam Kiejstut konia dosiada
I chce ucieczką już bronić;
Werner Windecken nań wpada.
Nié ma tarczy, by zasłonić,
I z konia do niego zsiada.
Pieszo się spotkali oba.
Nierówna walka — tuż bratu
Na pomoc śpieszą Krzyżacy.
Komtur nieszowski[250] go rani,
Windecken mieczem już płata,
A Bartenstejnski[251] na ziemię
W krwi płynącego obalił.
I słychać głosy zwycięztwa,
I pierzcha Litwa do lasów.
Kiejstut znów wzięty w niewolę
Jęczy związany na ziemi,
Targa się z więzy swojemi.

XI

Dość jednéj rany na ciało,
Dość jednéj na duszę rany,
By człek i szczęścia przeszłego
Zapomniał, i dni pogody.
Cóż, gdy boleść niezgojona
Nową raną się podwoi,
Nowy ból wpije do łona?
Wówczas rozpaczą targany
Człowiek śmierci tylko woła,
I końca wzywa męczarni;
A każda chwila, co płynie,
Równa się wiekóm[252], tak długa!
Kiejstut zamknięty w ciemnicy,
Wlepił krwawe oczy w ziemię,
Nie jęczy, ani wyrzeka,
Milczący śmierci swéj czeka,
Ani w wybawienie wierzy;
Nie spójrzał[253] po swém więzieniu,
Nie rzucił okiem na straże;
Siedzi i kona w milczeniu,
Siedzi, umysłem na Litwę
Gnając, gdzie dziecię zostało,
Co śmierć jego pomścić może,
Co za krew krwią Niemców spłaci.
Noc idzie, głosu ludzkiego
Nie słychać; tylko gdzieś straże
Stąpają wkoło; chrzęst zbroi,
Mieczów[254] brzęk do ucha wleci;
To znów milczenie grobowe!
Mury wilgotne, milczące,
Nad więźnia zgięły się głowę,
Jak wyrok nad nim wiszące,
Wyrok, co straszy, nim spadnie;
Długo ponad nim kołysze,
Aż żelazną, zimną dłonią
I kark, i serce ugniecie.
Noc idzie — rygle powoli
Rozsuwa ręka strażnika.
Ciemno. Któś stąpa w ciemnicy
I cicho pyta Kiejstuta.
On milczy. Głos mu nieznany,
Głos Niemca. Chwilę on uszy
Nastawił, myśląc, że Alfa
Litewską mowę usłyszy;
Ale któś wita grobową
Wrogów niepojętą mową,
Któś wita szyderstwem może.
Lepiej, że Kiejstut nie słyszał.
Milczenie. — Kniaziu Kiejstucie! —
Któś znowu szepce mu z cicha —
Czyliż już głos ci znajomy
Uszu ni serca nie dotknie?
Takeś strapiony na duszy,
Takeś stłuczony na ciele,
Że głos przyjaźni nie wzruszy
Uszu ni serca twojego?
Odpowiedz, kniaziu Kiejstucie!
Głos wszakże pyta cię znany.
Ten, co ci niesie pociechę,
Gościem na zamku był twoim. —
I Kiejstut rwie się z pościeli,
Augustyn komtur! Poznaje.
— Czy szydzić ze mnie przychodzisz?
Czy śmierć mi rychłą zwiastować? —
— Nie szydzić przychodzę, panie,
Ani śmierć tobie zwiastować;
Z pociechą idę do ciebie.
Twéj córki jam chrzestny ociec[255],
I tobie, panie, pokrewny[256],
Niosę na duszę ochłodę,
Niosę ci, kniaziu, swobodę.
Wstawaj i prędzéj idź ze mną. —
On słowóm jeszcze nie wierzy.
— Ty, Niemiec, miałżebyś wroga
Na karki własne wypuścić? —
— Chrześcijanin, mego Boga
Spełniam rozkaz — komtur rzecze.
UcieczkaNieprzyjaciołom darować
On kazał, nie mścić się winy,
Dobrém za złe im odpłacać.
Wiém, że nie wszyscy Zakonu
To uczucie w sercu mają.
Ja — ojca córki mej chrzestnej
Z srogiéj chcę wywieść niewoli.
Może ty za to, o Kniaziu,
Gdy wojnę znowu w kraj naszy[257]
Nieść będziesz, jako bicz Boży,
Wspomniawszy na Augustyna,
Przebaczysz komu z méj braci;
Może — ach! modlę się o to —
Ty kiedyś błędy porzucisz,
Świętéj się wierze nawrócisz.
Już jedno z dzieci twych przecie
W Chrystusa imie[258] ochrzciłem.
Idź i pomnij, że w Zakonie
Nie wszystkie zemstą tchną serca.
Oto płaszcz i kaptur mniszy;
Wdziéj na się[259], uchodź; u bramy
Powiedz, żeś z wieścią posłany
Od naszych do Marii grodu.
Oto jest pismo. Uciekaj!
Koń na cię czeka u fórty[260]. —
A Kiejstut słucha, nie wierzy,
Na szyję padnie komtura.
— Miecza daj[261]! miecza na drogę!
Bez miecza jechać nie mogę,
Jak ptak bez skrzydeł ulecieć.
Miecza na drogę, komturze! —
Komtur od pasa odczepił
Miecz długi, ręką dał drżącą,
I przez drzwi biegł już otwarte.
Kiejstut szybko mijał wartę,
Wnet bramy przeszedł i mury,
Siadł na koń, leciał ku Litwie,
I znowu wolny, powietrzem
Piersią széroką oddychał;
A krótka jego niewola
Jak sen się ciężki wydała;
I śpieszył na trocki zamek,
By nowe wojsko zwoływać.

XII

Troki i Wilno sąsiadują z sobą,
Blizkie[262], jak serca Olgierda, Kiejstuta.
Tyle lat oni i bojów przeżyli,
A nigdy chmura na braterstwa niebie
Burzą i gromem im nie zagroziła.
Dzieci chowają, w puściźnie[263] im drogą
Przyjaźń na serca wszczepiając młodzieńcze,
Bo Litwie zgody potrzeba i siły,
I rąk, coby[264] ją ściśnięte broniły.
Olgierd i Kiejstut, jak dwa palce dłoni,
Związani z sobą; nic ich nie rozdzieli.
Kiejstut przed starszym siwą głowę kłoni,
Lecz Olgierd serce dla brata otwiera.
I mówi Kiejstut Witoldowi swemu:
— Pomnij, rodzeństwo[265] Olgierdowe, synu,
Bracia to twoi; zgoda między wami
Losy to Litwy i przyszłość jéj cała.
Olgierdowicze i wy póki w zgodzie,
Dopóki przyjaźń w bratnim wytrwa rodzie,
Dopóty Litwa wrogóm[266] się ostoi. —
I mówi Olgierd Jagielle starszemu:
— Pomnij, Kiejstuta dzieci, bracia twoi.
Jak ja Kiejstuta, ty ich kochaj, synu!
Razem, wy silni. Pomnijcie, jak Litwie
Niezgoda krwawe rozdarła wnętrzności.
Pomnij, za dziadów ilekroć się bracia
Zadarli z sobą, wróg zawsze korzystał:
Jednego ciągnął i bił nim, jak mieczem,
Jednego puszczał na drugich ogarem[267],
A kiedy wszystkich wycieńczył, na wszystkich
Szedł i zwycięzał[268]! Na waszych ramionach
I losy kraju, i wasz los jest przyszły. —
Tak młode łącząc bratnim węzłem dłonie,
Kiejstut z Olgierdem spokojnie patrzali
Na staróść[269], która marszczyła im skronie,
Na przyszłość, która wschodziła w oddali.
Był u Olgierda starszy, u Kiejstuta,
Jagiełło, Witold, rówieśnicy z sobą;
Oba u ojców jak źrenice w oku,
Dwie latorośle u dwóch dębów boku;
Na nich nadzieje przyszłości ojcowskie;
I jako z siedmiu synów Giedymina
Olgierd a Kiejstut świecili nad Litwą,
Tak po nich Witold z Jagiełłą ojcowskie
Zająć dzielnice, słońcami wejść mieli,
I stać na straży od napaści wroga,
I stać na straży od wnętrznéj[270] niezgody.
Oba[271] dorośli — nie jednacy oba.
Na trockim zamku Witold się hodował,
A wojną młoda pałała źrenica;
Miecza w kolebce dziecięciem probował;
Wprzódy nim chodził, już rwał się do koni;
A gdy bojowy róg na wojnę dzwoni,
To klaszcze w dłonie, śmieje się dziecina.
Ilekroć ojciec na siwego siadał,
Wieszał się burki, do boku się czepiał,
I płakał, że go na wojnę nie brali.
On między chłopiąt, rowieśników[272] gronem,
Dębem był młodym, co wyrość[273] rokuje
Puszczy ozdobą, Perkuna świątynią.
Oko mu czarne ogniem duszy wrzało,
Piersi wzdymały na boju wspomnienie,
A dłoń szukała nie zabawek dziecka,
Miecza ciężkiego, szłyka[274] wojennego.
Łza z jego oka nie trysła wezbrana,
Serce się miękkiém nie wstrzęsło[275] uczuciem;
Chyba gdy wojnę wspomniał, któréj pragnął,
Na którą próżno za ojcem się zrywał,
Serce mu twarde na chwilę zabiło.
I w duszy jego nie było miłości
Ku ludzióm[276]; nie miał, kogo by ukochał.
On rozkazywał, nieposłusznych gromił,
A pacholęta na jego skinienie
Drżały, przed panem lasów jak drży źwierzę[277].
Cudzéj on rady nie wezwał, nie prosił;
Wzgardą za radę i za miłość płacił.
Czuł siłę w sobie, gryzł ojcowskiéj woli
Wędzidła, kopiąc niecierpliwy ziemię.
Inny Jagiełło. On sercem za młodu
Więcéj żył, boju nie pragnął gorąco;
Lubił samotność i słowika śpiewy,
I kwiaty, dzikich puszcz Litwy mieszkańce[278].
Nieraz u Wilii[279], u Niemna wieczory,
Siedząc nad brzegiem, w zadumie przepędzał;
Patrzał na wody, jak kędyś leciały,
Mężczyzna, WrażliwośćPatrzał na chmury, jak się białe gnały[280],
Jak się z wiatrami kołysały drzewa,
Słuchając pieśni lubego słowika.
I jemu nieraz na dźwięk rogów boju
W sercu krew starych ojców się rzuciła;
On chwytał oręż, lecz pragnął pokoju,
I szukał sercu swemu towarzysza.
Samotny, tęsknił nie za wojny wrzawą,
Za przyjacielem, za nieopisaném
Czémś, do czego się rwą niewieście dusze;
I wieczną próżnię czuł w sobie, i wiecznie
Tęsknił on za czémś, czegoś oczekiwał;
Z rowieśnikami nie panem i wodzem,
Był przyjacielem; jednego obierał,
Jednemu serce i duszę otwierał;
I potrzebował, by ręka silniejsza
Wiodła go z sobą, myśli mu natchnęła
I panowanie nad sercem objęła:
Jagielle trzeba przyjaciół — za młodu
Z pacholąt swoich on dobiera sobie,
Prostych wieśniaków przyciąga i wabi;
Ni rozkazuje im, ani ich pędza,
Ale, jak ptaki nęcą, sypiąc ziarno,
Tak on ich wabi, słodkie sypiąc słowa.
On i Wojdyłło razem w Wilnie wzrośli,
Wojdyłło, biedne, opuszczone dziecię;
Do ciężkich posług na Olgierda dworze
Z młodu[281] mu serce i plecy nagięto;
Wojdyłło jednak xiążęcego[282] syna
Łaski zawcześnie[283] zaskarbił i umysł
Poddał już sobie; niewolnik, sierota,
Jagielle bratem stał się, przyjacielem.
Olgierd to widział? Nie widział, bo dziecię
Rosło swobodne, a nikt nie naginał
Xiążęcych synów do wielkiéj przyszłości.
Jak dzikie kwiaty xiążęcy synowie
Rośli, bujając po ponarskich górach,
Z Wilią na czółnie pływając z rybaki[284],
Z osocznikami[285] w las pędząc na łowy.
A wszędzie młode pacholę Wojdyłło
Jagielle panu towarzyszył swemu.
Jeśli się wahał, okiem wzywał rady;
Wojdyłło radę z uśmiechem poddawał,
Wojdyłło rękę w złym wyciągnął razie,
Wojdyłło plecy pod pletnią[286] nastawiał.
I rosła przyjaźń, jak dwie rosną brzozy.
Co u pnia z jednéj wywiną się kory;
A choć się jedna ku ziemi pochyli,
Druga wysoko gałęźmi wystrzeli,
Zawsze są z sobą i wspólny los dzielą.
PrzyjaźńWojdyłło w zamku najlichsze posługi
Spełniał, nie szemrząc; Jagiełło mu nie raz
Jaśniejszą przyszłość cicho obiecywał;
Jagiełło mówił: — Ja w tobie mam brata,
Ty we mnie brata na przyszłość mieć będziesz.
Tak żyli w Wilnie. A Witold? On nie miał
Przyjaciół. Orzeł sam buja w powietrzu,
A kiedy orła drugiego zobaczy,
Nie bratać z nim się, ale walczyć leci.

XIII

Nie z jednym Litwa wojuje Zakonem;
Ruś ją ścisnęła dokoła,
Z orężem w górę wzniesionym
O zabrane kraje woła.
A Olgierd wielki trzyma ją w postrachu,
Nad Rusią Litewską czuwa.
Odbija cięcia zamachu
I wgłąb'[287] się coraz posuwa.
I jedną ręką nieprzyjaciół siecze,
Drugą wyciąga w przymierze[288];
Gdzie krew w bojowisku ciecze,
On ślub z pobitemi[289] bierze.
Kiejstut litewskich od Zakonu włości,
Olgierd ich od Rusi broni,
A gdy wielkiéj siły w gości,
Wielkiéj potrzeba pogoni,
Naówczas[290] oba połączają[291] dłonie,
I razem idą na boje,
W wzajemnéj stojąc obronie,
Miecze, serca łącząc swoje.
Oni, przy ojca poprzysiągłszy stosie
Bratnią przyjaźń, bratnią zgodę,
W poźniejszych[292] wojnach i losie
Przysięgi strzymali[293] młode.
I Kiejstut, kiedy Jawnuta[294] wygonił,
Czapki nie włożył na skronie,
Starszemu bratu pokłonił[295],
Jemu rząd Litwy dał w dłonie.
Odtąd obadwa sąsiady[296] wojują,
Obadwa lenników gniotą,
O łup z sobą nie targują[297],
O brańców, ziemie i złoto.
Teraz Olgierda Kiejstut w pomoc wzywa,
Zakon do wojny go łudzi,
Wojsko ze wszech stron przypływa,
Z Tatar[298], Rusi, Litwy, Żmudzi.
— Czas, mówi Kiejstut, młode ptaki wprawić,
Bo gdy stare siły stracą,
Komu nieprzyjaciół dławić?
Niech oni za nas zapłacą.
Witold do wojny duszą się wyrywa,
Ledwie go wstrzymać w komnacie,
I Jagiełło jéj wyzywa.
Synów z sobą bierzmy, bracie! —
I wzięli synów; do Sambij[299] wkraczają
Na dwoje wojska rozbite,
Otelsburg oblegli zgrają,
Palą, i boju niesyte,
Pędzą na Rudaw. Pod rudawskim grodem
Czarne pustką stoi sioło.
Przed wrogiem przestrach szedł przodem,
Wymiótł — pustynia wokoło.
Tylko na zamku bracia się zamknęli,
Bo gród warowny na górze,
Knechtów i lud swój ściągnęli.
Błyskają zbroje na murze.
Kiejstut z Olgierdem obozem tu legli,
By wojsku wypocząć chwilę,
By zamku lepiéj ustrzegli,
I w spoczynku, swojéj sile
Dali znak w Prussy[300] széroko pustoszyć.
Codziennie ufce[301] latały,
By lud wylękniony płoszyć,
Ogniami zażedz[302] kraj cały.
Winrych Kniprode mistrz nie spał; on wiedział,
Że w jego włościach wróg zjadły[303]
Na zgliszczach spokojny siedział,
Gryzł kraj, jak owoc upadły.
Ciągnął Kniprode na obóz Litwinów.
Oni pod Rudawskim grodem,
Starcy zaprawiają synów
Codziennym w walki pochodem.
Witold wybiega na Żmudzinów czole[304],
Pali, niszczy, i niesyty,
Jak koń, gdy wyleci w pole,
Ziemię rozbija kopyty[305].
Jagiełło smutnie za siebie ogląda[306],
Za Wilnem i za spokojem;
Serce nie bije za bojem,
Przyjaciela swego żąda.
A Winrych ciągnie przez kraj spustoszony;
Litwin go czeka, i co dnia
Nowym łupem obciążony,
Co dzień litewska pochodnia
Podpala nowe i pustoszy sioła.
Prussy[307] do mistrza swojego
Z żałobą i płaczem biegą,
Kraj cały o pomoc woła.
Stanęły wojska pod rudawskim grodem,
Dwa rozsypane mrówiska[308]:
Kiejstut, Olgierd idą przodem,
I chorągiew mistrza błyska.
Oczyma zetkną się, siły swe liczą;
Krzyżak krew przelaną mierzy,
Litwin się cieszy zdobyczą;
Wnet ufiec w ufiec uderzy.

XIV

Stanęły, patrzą dwa wojska na siebie,
Oczyma wodze lud zebrany liczą.
Kiejstut i Olgierd po sobie spójrzeli[309],
Potém na synów niespokojnym wzrokiem.
— Bitwa to krwawa, bój nie lada będzie!
Młodym ptaszętóm[310] za trudne to pole.
Odprawmy dzieci, niech jadą do domu. —
— Odprawić! — Witold do ojca zawoła —
Uciec przed bitwą z sercem pełném sromu!
Lepsza śmierć, ojcze, niż hańba tak sroga! —
Jagiełło milczał, Olgierd milczał stary,
I Kiejstut umilkł. Wtém Winrych do boju
Dał znak, i ciężkie zastępy stalowe
Na lewe skrzydło Olgierda uderzą.
Kiejstut już podbiegł na siwym swym koniu,
Z Olgierdem dzieci, dając znak, zostawił.
A Olgierd? Nigdy nie stał tak do walki.
Sam nieraz w szyki rzucał się, jak w fale,
A kędy stąpił, rozprysły się przed nim;
Teraz na syna z trwogą się ogląda;
I każda strzała, co z kuszy wyleci,
Głowę i serce odrywa do dzieci;
I każdy rycerz, co się na nich rzuci,
W tył go na syna odwraca obronę;
Nie umié walczyć; w pocie siwe czoło,
Serce w krwi pływa; piérwszy raz on w boju
Uląkł się wroga i dał znak odwrótu[311].
Na próżno Witold zostać się napiera,
Wyrywa swoim, chce do ojca gonić;
Olgierd otoczyć każe i ucieka.
A Witold ojca wielkim głosem woła:
— Został! sam został! ja bym miał go rzucić? —
Nic nie rzekł Olgierd, lecz nie dał się wrócić.
Litwa w ucieczce, lecz drogo kupili
Krzyżacy swoje zwycięztwo[312] kłamane —
Pozostał Kiejstut i po stali siecze,
A młoty Litwy hełmy z głów zsadzają,
Pole się braci trupami uścieła,
Tłuszcza się Niemców, jako las, zwaliła,
A dwóchset[313] braci z krzyżami czarnemi
W krwią pobroczonych białych płaszczach tarza;
Już mężny Kuno Hatlenstein na ręku
Krzyżackiéj braci wielką oddał duszę;
Schindekopf goni za wojskiem Kiejstuta,
Lecz w sercu strzała uwięzła litewska,
I do Labtawa nie dobiegł za niemi,
I skonał mężny pod rany ciężkiemi.
Jeszcze po dziś dzień krzyż od wieków wbity.
Pomnik zwycięztwa[314] krwią opłaconego,
Stoi i smutnie pogląda ku Litwie,
Stoi i smutnie powiada o bitwie.

XV

U kniazia Światosława, na smoleńskim grodzie>,
Rośnie xiężniczka[315] piękna jak słońce o wschodzie,
Hoża jak ranne słońce, gdy się z mgły wybija.
Rumiane lice Anny i oczy jéj jasne
Jako słońce poranku; a kosy[316] jéj długie
Jak promienie słoneczne, gdy świat opasują
I w uścisku złocistym do serca go tulą.
Xiężna[317] ją, jako dziecko jedyne, w pieszczotach,
Na kolanach piosenką i skazką[318] kołysze,
Karmi ją białym chlebem, słodkiemi potrawy,
Ubiera ją we kwiaty i kraśne[319] korale,
Włosy jéj to rozplata, to czesze i plecie,
To rozpuszcza puklami po białych ramionach.
Żadne jéj tak nie było ukochaném dziecię,
Żadne tak wypieszczone, nie wzrosło tak hożo.
A strzegli ją od skwaru, strzegli ją od chłodu,
Na nią, jak na źrenicę swoich ocz[320] patrzali.
Ale niedługo matce cieszyć się dziewczęciem,
Ale niedługo ojcu pocieszać się synem:
Córce wynijść[321] potrzeba z domu za młodzieńcem,
Synu[322] swojego chleba dobijać się czynem,
Dobijać się walkami sławy i imienia.
I gdy Anna dorosła, córka Światosława,
Smutno się stało, i mówiła w sercu:
— Czemu ona nie dzieckiem! Na próżno dziecięce
Dawała jéj zabawy, w dzieciństwie utrzymać
Chciała córkę, na próżno! Mgłą jéj oko zaszło,
Pierś się wznosić zaczęła tęskno, nie za matką,
Ale za czémś nieznaném. Toczyła wejrzeniem.
I matka to widziała. Wówczas pieśni dawne,
Wówczas skazki poranne mówiła jéj stare,
I znów czesała włosy, znów, jak dziecię małe,
Sadzała u swych kolan, by rozbawić smutne.
Wszystko na próżno! Oko ciągle gdzieś szukało,
Czego jeszcze nie znało, co poznać pragnęło,
Co, nim przyszło, już duszę i serce zajęło.
Tęsknota— Matko! — pytała Anna, córka Światosława —
Zawsze nam tak tu siedzieć? zawsze żyć w téj ciszy?
Zawsze pieśni tych słuchać, skazki rozpowiadać?
Zawsze na twych kolanach głowę tęskną składać? —
— Zawsze, córko! A czegóż więcéj ci potrzeba? —
— Więcéj? Nic więcéj, matko! Inszego[323] mi tylko,
Kogoś inszego — czegoś — pragnie smutna dusza.
Kiedy u wrót zatrąbią, to serce mi bije,
I czekam, gdy nadejdzie. Gdy z wojny przyjadą,
To patrzę[324] wracających, szukam między niemi
Tego, com nie widziała jeszcze na téj ziemi,
A co go czekam, czekam! — Kogo, córko, czekasz? —
— Alboż wiém? matko moja! Ja się pytam ciebie,
Czego czekam i kogo? i tęskno mi czemu?
A gdy głowę na twoich położę kolanach,
To nie usnę, jak dawniéj; marzę niespokojna;
A i w głowie i w sercu ciągła jakaś wojna. —
Tęskno matka potrząsa głową posrébrzoną,
I tuli biedną córkę na drżące swe łono.
Raz tam na Rusi Kiejstut zapędził się z wojną,
I do xięcia[325] w Smoleńsku, co Litwie był druhem,
Przyszedł spocząć, od potu otrzeć skroń swą znojną[326],
Przyszedł u gościnnego zagrzać się ogniska;
I zobaczył on Annę, córkę Światosława,
I pomyślał, że syn mu dorastał już w domu.
A na przyszłą znów wiosnę na Smoleńsk powrócił,
Ale nie sam, Witolda przyprowadził z sobą.
Milczał, i ze swatami nie posłał do ojca;
Tylko kiedy na skórach spocząć się układli[327],
Siadł starzec i gasnące rozniecił zarzewie.
— Słuchaj — rzecze — Witoldzie! wziąść[328] ci żonę pora.
Jam cóś stary, i bracia na mnie tam czekają!
Co noc ojciec nad łożem ręką mnie wskazuje.
Tyś mój najstarszy, w tobie i rodu nadzieja,
I nadzieje litewskie. Czas tobie wziąść żonę,
Czas ci mieć dzieci, żeby, gdy brzemie[329] zacięży,
Na nich złożyć miecz wojny i o kraje pieczę.
Na zamku Światosława tyś nie widział córki?
Hoża Anna! Jam myślał — to dla ciebie żona. —
— Nic, ojcze, nie widziałem — Witold odpowiedział. —
Twoja wola, i wedle twéj woli się stanie.
Mnie jeszcze o kobiécie żadnéj się nie śniło! —
I posnęli. A w xiężnéj, Światosława żony,
Świetlicy, także cicha toczy się rozmowa.
Anna siedzi przy matce; włos jéj rozpuszczony,
W złotych włosach się biała twarzyczka jéj chowa,
A głos z ustek różanych tak płynie pieszczony:
— Matko moja! widziałaś gości, którzy wczora[330]
Na zamek nasz przybyli. Starszy, wzrostem mały,
Burką grzbiet ma okryty, głowę skórą wilczą,
Na siwym, żmudzkim koniu do ojca zajechał;
Obok niego był młódszy[331]. O! piękny i młody!
Takiego kniazia wzrostu, lica i urody,
Jeszcze u nas nie było! Kto to? matko miła! —
Matka tęskno westchnęła i cicho mówiła:
— Z ojcem Kiejstutem, syn to Witold młody,
Xiążęta żmudzkie i trockie[332], z daleka.
Nieprzyjaciele to Rusi odwieczni;
A choć ich teraz w Smoleńsku przyjmują,
Choć oni z nami, kto wié na jak długo? —
— Ale ten młody? — Anna znowu matki pyta —
Czyż nieprzyjaciel? On jeszcze tak młody!
Czyż już był w wojnach, czy już krwi kosztował? —
A matka na to: — Litwin się za młodu
Wprawia do boju, by, gdy sił dorośnie,
Rękę do szabli i duszę zgotował;
Lecz ród to dziki, ród pogański, Anno,
I Chrystusowéj niecierpiący wiary. —
Córka na to zamilkła, i włosy złotemi[333]
Siwe oczy zapuszcza znowu i zasłania,
I niby zadrzémała; a matka ogania
Muchy nad nią natrętne, komory[334] brzęczące,
Na gorącą jéj głowę kładnąc[335] ręce drżące;
Drzemiącą czy uśpioną cicho błogosławi.
Nazajutrz Kiejstut przybrał nową szatę, strojną
Od bogatego futra, złota i szkarłatu,
Do xięcia[336] Światosława na świetlicę śpieszy,
Cóś mu do ucha kładnie[337] i rękę wyciąga,
Jak gdyby jakiéj zgody od niego domagał[338],
Czy jakiejś z nim zapragnął skończenia umowy.
Długo Światosław myślał, opierał się, wzdragał,
Wreście[339] smutno uchylił[340], choć niechętnie, głowy,
I temi do Kiejstuta odezwał się słowy:
— Niech wola wasza będzie. Córka moja,
Młode to ptaszę, zpod[341] skrzydeł macierzy[342]
Niechaj na nowe gniazdo do was bieży.
Ale was proszę, szanujcie jéj młodość!
Ale zaklinam, miejcie wzgląd! Pieszczone
Dziecię wezmiecie[343]. Kiedy w obce strony
Zajdzie, wy dla niéj miejcie serce matki,
I serce ojca, i słowa pociechy.
O, smutno, smutno ulecieć zpod strzechy
Temu, kto zpod niéj nigdy nie wychodził,
Kto pod nią schował, kto pod nią urodził[344],
I całą młodość prześpiewał u kolan
Matki kochanéj, ojca łaskawego! —
Mówił Światosław, sługę za żoną wysyła.
A xiężna, jakby z dawna, co ją czeka, znała,
We łzach cała już przyszła, i słuchając, drżała,
I chciała cóś powiedzieć, a słów jéj zabrakło;
Twarz rękami zakryła, uciekła do córki;
Milcząc, na jéj ramiona zimne ręce kładzie,
Milcząc, patrzy jéj w oczy, i płacząc, upada.
A Anna na nią patrzy; chce płakać, nie może;
Jakiś dziwny niepokój ogarnął ją cały;
Oczy tylko ciekawe namiętnie pałały.
Potém za tydzień i we dwa tygodnie
Gody w Smoleńsku i huczne wesele.
Anna i matka, długo w swych objęciach
Leżąc, płakały. Zaszły żmudzkie wozy,
Szkarłatném suknem kryte, wioząc wiano[345];
Stanęły konie pod złotą oponą[346].
Witold odjechał z młodą do Trok żoną.

XVI

MłodośćZa młodu, za młodu, u życia początku,
Do szczęścia niewiele potrzeba nam wątku.
Człek wszystko, co dotknie[347], jak król ów bajeczny[348],
Przerabia na złoto, i wszystko mu złotem;
Wśród głodu on syty, wśród boju bezpieczny,
Spokojny wśród burzy pod niebios namiotem,
I życie mu błyszczy, i wschód się rumieni
Od marzeń nadziei słonecznych promieni.
MałżeństwoMinęło wesele, przebrzmiały już śpiewy,
A Witold u kolan swéj żony spoczywa;
I ojciec gdzieś pędzi Krzyżaków krwi chciwy,
Witold się za ojcem na wojnę nie zrywa,
I siedzi a siedzi, i siedzą we dwoje,
Dłoń w dłoni, pierś z piersią, włos z włosem zmięszany[349];
Ona mu swą młodość, a on jéj swe boje
Po cichu spowiada. TęsknotaI wzrok łzą zalany
Wyjaśnił się Annie. PamięćW początku to co dnia
O matce mówiła, do matki zsyłała[350],
A potém raz w tydzień, drugiego tygodnia,
A potém choć w miesiąc raz wieści żądała,
A potém wzdychała, czekając z pokłony[351],
Aż w tamte przypadkiem miał jechać kto strony.
O ludzka pamięci! tyś płocha wietrznica!
W początkach się targasz i szarpiesz nam duszą,
Lada co łzy ciśnie i żal twój podsyca,
Dwie chwile ból w tobie niestały zagłuszą;
Pamiątki, co nigdy nie miały mieć końca.
Topnieją, jak śniegi wiosenne od słońca.
I Witold z początku tak tęsknił za bojem,
Za ojcem, za koniem, za trudem i znojem,
A potém już rzadzéj[352] na wojnę iść życzy.
Nie pragnie zwycięztwa[353], nie łaknie zdobyczy,
I mówi do siebie: — Mnie dobrze tak przy niéj!
Czyż walka, czy sława szczęścia mi przyczyni? —
A Kiejstut go wołał z uśmiechem na oku,
I Witold nie poszedł. Rzekł ojciec: — Do roku
Pogasną te ognie, i tęskno ci będzie
Przy żony kolanach, jak sokoł[354] na grzędzie,
Na darmo przesiedzieć najdroższy wiek młody,
I znowu pośpieszysz na stare twe gody. —
Ale dnie za dniami, miesiące płynęły,
A Witold uciekał od walki i znoju;
Miękkie mu uczucia wskróś[355] duszę przejęły.
I ręka odwykła od szabli i boju.
Raz Anna już spała, on sam do ogniska
Dorzucił polano, na ręku sparł czoło,
Wpół drzémał, wpół dumał, i głowę w dłoń wciska,
i szuka, sam czego nie wiedząc, wokoło.
Wtém przed nim u ognia cóś mignie i siada,
Grzeje się, nad płomień zeschłą dłoń podnosi;
Któś stary, pochyły[356] i siwy; twarz blada;
Wszedł cicho i usiadł, nie mówi, nie prosi,
I słowa nie rzekłszy ni Bogóm[357], ni komu,
Rozgościł[358] u ognia, jak gdyby był w domu.
Witold go postrzegłszy, zerwał się z pościeli,
Postąpił. — Któś taki[359]? — zawoła nań gniewnie.
— Z daleka! — Lecz jakeście wchodzić tu śmieli?
To izba jest moja, ty nie wiész zapewne?
To izba xiążęca[360], gdzie męzka[361] się noga,
Prócz mojéj, nie tknęła do drzwi tych i proga. —
A starzec wciąż ręce u ognia ogrzewa,
Popatrzył, i głową zbielałą pokiwa.
— O, wiém ja, gdzie jestem. Tyś Witold Kiejstuta;
To żona twa, Anna, ród panów smoleńskich;
Ta izba, tajemną ciemnością osuta[362],
To izba twéj żony i pieszczot małżeńskich,
To izba jest, w któréj gnuśniejesz, mój młody,
I życie swe dajesz za roskosz[363], za gody,
I sławę swą dajesz za szczęście weselne,
Swą wielkość i imie[364] grzebiesz nieśmiertelne. —
— Ktożeś[365] ty? kto jesteś, co śmiész mi sen mięszać[366]?
I słowy jakiemiś dziwnemi, ostremi,
Nad duszą, jak jastrząb'[367] nad ptakiem, zawieszać,
Co pastwę[368] z wysoka upatrzył na ziemi?
Lecz, starcze, na Bogi! niełatwą jam pastwą!
Na inne, na inne polować ci ptastwo[369]. —
— Któż nie zna Witolda? — rzekł starzec spokojnie,
Znów dłonie skośniałe[370] nad ogień podnosząc,
A wzrokiem i głosem, i grożąc, i prosząc. —
Był Witold orlęciem, był Witold za młodu,
I lubił, jak orzeł, swobodę i wojnę,
I kochał, jak ojciec, swój kraj i swą chwałę;
Lecz orzeł, ów Witold, nie z orłów już rodu,
Gnuśnieje, jak wieśniak, u ognia świetlicy.
Na kądziel spogląda niewiasty xiążęcéj,
Trzyma się piosneczek, nie puszcza spodnicy[371],
I nad nią, nad spokój, nie żąda nic więcéj. —
— Lecz ktoś ty, co śmiész mnie do boju wyzywać? —
— Do boju? — rzekł stary — do boju, nie, młody!
Nikt ze mną do boju nie śmiałby wstępywać[372];
A tobie nie wojna smakuje, lecz gody.
Jam… — Powstał i sięgnął do stropu postawą,
A suknia się biała w pomroce roztoczy —
Jam duch jest, twój Gulbi[373]; za Bogów tu sprawą
Stanąłem przed tobą, bym w żywe ci oczy
Twą gnuśność wyrzucił. Witoldzie! gnuśniejesz!
Myśliwy pies, długo nie idąc na łowy,
Zapomni o kniei i na rok już nowy —
Ty o nich zapomnisz —
Patrz w gwiazdę, co z dala świeci nad twą głową.
Mężczyzna, Sława, Mąż, ŻołnierzTa gwiazda pod chmurą, gwiazdą Witoldową.
Chcesz, aby zagasła w kobiécéj komnacie?
Chcesz stłumić jéj ognie w kobiécym uścisku?
Nie tobie, Witoldzie, tu w miękkiéj spać szacie,
I leżeć próżnemu przy ciepłém ognisku,
Bo nie tym jest sława, nie dla tych są pieśni,
Co, jak mętna woda, stojąca gdzieś w dole,
Dają się pokrywać i zielskóm, i pleśni,
I wolą gnić cicho, niż wyrwać na pole,
By tamy rozrywać, by użyzniać[374] role.
Nie na to, Witoldzie, tyś się w świat narodził,
Nie na to cię ojciec dziecięciem kołysał,
Ażebyś pokorny za kobiétą chodził,
Z ust tylko jéj słodkie pocałunki zsysał. —
Mówił, a Witolda twarz ogniem pałała,
I drżały mu ręce, ognista pierś drżała,
I miecza już szukał, jak gdyby zbudzony,
A chwytał niewieście przybory swéj żony,
Miękkie jéj sukienki, bogate zasłony,
A w twarzy jéj uśmiech napotkał sklejony,
Ten uśmiech tak słodki, co jeszcze go wabił,
Który go wycieńczył, zniewieścił, osłabił;
Spójrzał, lecz nie wrócił na małżeńskie łoże,
Wyrwał się w podwórzec i konia wieść każe,
Ludzi swych zwołuje; nim zabłysły zorze,
On z ojcem już pędzi po pruskim obszarze.

XVII

Na zamku wileńskim Olgierd odpoczywa,
Z Gedyminowego miód rogu popija,
I do snu mu głowa pochyla się siwa,
Pod głowy ciężarem ugina się szyja.
Na zamku wileńskim Olgierd odpoczywa,
Z Turzéj Góry[375] patrzy na Świętą Dolinę.
Tam się dym ze Znicza ołtarzy dobywa,
Tam Wilii wody u stóp góry sine;
Tam i ojców stosy i ojców mogiły,
Tam i jemu spocząć, gdzie jego dziadowie.
Jemu walki dosyć — syn porosnął w siły.
Duchowi czas na wschód, czas do grobu głowie.
I duma i patrzy na gród Gedymina[376],
Siwą trzęsie głową, siwą trzęsie brodą —
Na grodzie za krzyżem krzyż rosnąć poczyna,
Kościoły się wznoszą, w górę wieże wiodą.
O, nie tak bywało! I na Łysą Górę[377]
Popatrzył, i znowu pochylił się, drzémie.
Tam trzy krzyże stoją, wysokie, ponure,
Patrzą, jak na swoję[378], na litewską ziemię.
I duma, i marzy. Nie ostać się Bogóm[379],
Nie ostać się staréj litewskiéj już wierze!
Ni mieczem obronić, ni zakryć nam wrogóm!
Krzyż stoi nad Litwą, krzyż Litwę zabierze.
I wzdycha, i patrzy; gdzie oczy obróci,
Krzyże widać wokoło — Juljanny[380] tam krzyże!
I słychać, wieczorne mnich pieśni swe nóci[381],
I słychać, dzwon chrześcijan woła na pacierze.
Na zamku wileńskim Olgierd odpoczywa,
Z Gedyminowego miód rogu popija,
I do snu mu głowa pochyla się siwa,
Pod głowy ciężarem ugina się szyja.
Nagle podniósł głowę i oczy otworzył,
Róg popchnął złocony, patrzy w drzwi komnaty;
Ręka trząść przestała, wzrok omdlały ożył;
I uszy nastawił, słuch posłał na czaty.
Któś jedzie w podworcu, słychać koni rżenie,
I drzwi się otwarły, wprowadzają posły.
Z ruskiéj ziemi kniaziu[382] przyszło pozdrowienie,
Od Dymitra[383] z Moskwy wieść wojny przyniosły.
A starszy poselstwa, Fedko, się odzywa:
— Pozdrawia was ojciec nasz i dar przysyła,
Oto miecz od niego, krzemień i krzesiwa.
Z mieczem, ogniem do was przyjdzie nasza siła.
Przyjdziemy do Wilna na święcone jaje[384],
Skrzesać ognia w Litwie i miecza sprobować.
Dawno Dymitr w wasze wybiera się kraje,
Oznajmił się w gości, znajcie[385], jak przyjmować! —
A Olgierd się porwie i posłóm odpowie:
— O! dobrze! na Bogi! Kniaź Michał od roku
Na Moskwę mnie ciągnie. Przymierze odnowię.
Wszak za Brańsk, za Smoleńsk nie stąpiłem kroku.
Wy chcecie na mojém urągać śmiecisku,
Niepomni, żem w Moskwie pod Kremlem ucztował;
Że Dymitr sromotę już nieraz wziął w zysku,
Gdy z kniaziem Olgierdem o lepszą[386] wojował.
Więc Moskwę powitam, i kraśne sam jaje
Dymitru[387] przyniosę na święto w Sobotę[388].
Dla kniazia ubogie litewskie są kraje,
Sam w Kremla zastukać ja przyjdę drzwi złote. —
I posły[389] skłonili głowami, wracają.
A Olgierd cóś dumał i gońców gnał wkoło,
Lecz dokąd? lecz po co? i gońce[390] nie znają;
Wieść niosą, nie wiedzą, smutną czy wesołą.
A zima śniegami już wieje białemi.
Pod Wilno, na Piaski lud zewsząd gromadzą;
I Michał się Twerski[391] obiecał iść z niemi,
W Smoleńsku Światosławu[392], gdy tylko znak dadzą.
I Drucki[393], i Andrzéj Połocki[394] wybieży,
I Kiejstut, i Lubart[395] od lackiéj rubieży[396].
Nikt nie wié, gdzie Olgierd gotuje z ćmą[397] ludu,
A wojsko się zbiera do bojów i trudu.
I Olgierd nie mówi, a ludzie szeptają[398].
Na próżno! ust starych nikt mu nie otworzy.
Tak zawsze bywało. Do boju znać dają,
A wojsko — nie powié, gdzie jutro rozłoży.
Już wszyscy gotowi; brat Michał[399] gdzieś daléj
Z Twercami się złączy i wojsko pomnoży;
Już czerni[400] tysiące z pałkami zegnali,
Czerń drogę im wskaże i drogę otworzy.
A Olgierd z Zamkowéj pogląda sam Góry,
I wojska rachuje, i śmieje się w duszy,
I milcząc, skórzany szłyk bierze, ponury,
Daje znak ludowi — niech naprzód wyruszy.
Jeden wié sam Spudo, gdzie wojska powiedzie;
On czerni jest głową; Olgierd mu powierza,
I Spudo na koniu przed ludem na przedzie,
Na północ wskazuje, i ręką wymierza.
Ruszyli; przed niemi już lasy się walą
I mostem im ścielą pokornie pod nogi.
Czerń drzewa podcina, a sioła się palą,
A dymy, zniszczenie wytknęły im drogi.
I idą w milczeniu, bez chwili wytchnienia;
Gdzie wejdą, lud jeszcze u ognisk zastają;
I wieść ich, co z wiatry na skrzydła się mienia[401],
Nie może wyprzedzić, tak szybko się gnają[402].
Aż przyszli pod Wyłok, gdzie wodzem Bazyli;
Z smoleńskich on xiążąt[403], lecz z Dymitrem trzyma;
I twierdzę drewnianą próżno osaczyli,
Gdy dobyć jéj szturmem Olgierd czasu nie ma[404].
Gród został niewzięty, wódz tylko dał życie,
I ciągną a ciągną bez ustanku daléj;
W Sobotę aż Wielką ujrzeli o świcie
Kreml biały i Moskwę, i pochód wstrzymali.
Tu stoją. Nazajutrz, gdy Dymitr ze dworem
Na jutrznię do cerkwi wychodzi spokojny,
Spogląda — na Górze Pokłonnéj[405] taborem
Litwini już leżą, jak mrówię[406] lud zbrojny.
A poseł Olgierdow[407] przynosi mu jaje.
— Weź, kniaziu Dymitrze, i spójrzyj[408] dokoła.
Kniaź Olgierd ci miecz twój i krzemień oddaje.
Kniaź Olgierd co przyrzekł, to strzymać[409] podoła. —
Z Zamieścia, Posadu, już dymy się wznoszą,
I płoną; pod Kremlu[410] już ogień murami.
Bojary chleb z solą naprzeciw wynoszą.
— Kniaż Dymitr przyjaźni i drużby chce z wami. —
A Olgierd im starą wyciągnął prawicę,
I rzecze: — Dam pokój, niech będzie przymierze,
Oszczędzę twój Kremel[411], oszczędzę stolicę,
I mieczem mym tylko w twe wrota uderzę.
Niech będzie znak po mnie, niechaj ślad zostanie,
Żem przyszedł, ci jaje przyniosłem święcone;
A nie ślij mi posłów, gdy wojsko twe, panie,
Na polu nie stoi ku Litwie zwrócone. —
Na zamku wileńskim Olgierd odpoczywa,
Z Gedyminowego rogu miód popija,
I do snu mu głowa pochyla się siwa,
Pod głowy ciężarem uchyla się szyja.

Na pruskiéj, na polskiéj, moskiewskiéj wyprawie
Był Witold, z staremi uczył się wodzami,
I piérwszy raz w bitew skąpał się kurzawie,
Piérwszy raz krwi wroga dotknął[412] się ustami.
A piérwsza ta kropla pragnieniem go piekła;
I odtąd niesyty ni trudu, ni sławy,
Gdzie róg mu zatętnił, gdzie wojna powlekła,
On, tęskniąc za bojem, gnał ciągle w bój krwawy.

XVIII

Na Polskę idą litewskie xiążęta[413]:
Lubart i Kiejstut na przedzie,
Witold z Jagiełłą, młode sokolęta.
Czemuż ich Olgierd nie wiedzie?
Czy Michał Twerski, czy Smoleński woła
Pomocy przeciw Dymitra?
Czy Moskwa pali sprzymierzeńców sioła?
Krewiczan[414] burzy Ruś chytra?
Spokojnie w Rusi; Twerski od wyprawy
Na swéj stolicy spoczywa;
A jednak Olgierd nie śpieszy w bój krwawy,
Chociaż go Lubart wyzywa.
I poszedł Kiejstut, Jagiełło i Jerzy,
Litwinów zastępy mnogie,
A Olgierd został, sam siedzi na wieży
I na pustą patrzy drogę.
Dobrze ci było, wielki Gedyminie,
W boju umierać od strzały!
I nie zestarzeć, i w śmierci godzinie
Polegnąć na polu chwały!
A syn twój, Olgierd, nie dźwignie oręża;
Patrzy, jak młódsi[415] się gnają[416];
Dłoń już bezsilną na próżno wytęża,
Ręce duszy nie słuchają.
A Litwa znowu w lackie idzie kraje,
Bo Polska stoi otworem;
Polsce Kaźmierza Wielkiego nie staje,
Elżbieta[417] pląsa z swym dworem.
Idą w Lubelskie, Sandomierz pustoszą,
Nad San, w Podgórze wtoczyli,
Między San, Wisłę, po Tarnow[418] lud płoszą,
Mnogi łup zewsząd spędzili.
Dziewięć mil tylko Litwie od Krakowa.
Legła zwycięzkim[419] taborem.
Próżno wieść niosą, Elżbieta królowa
Pląsa i śpiéwa z swym dworem.
Już nazad gonią ku Litwie z łupami.
Na Litwie smutna wieść krąży:
Mistrz na Żmudź poszedł ze sprzymierzeńcami,
Sześć ziem zjadł, na siódmą dąży.
Chce Kowno ubiedz[420]. Nadniemeńskie włości
Leżą pustynią dokoła,
Po polach świecą krwawe trupów kości,
I spalone stérczą sioła.
Krwawą łzą Kiejstut płacze klęski swojéj;
Witold go prosi: — Daj ludzi!
Krzyżak bezpieczny zwycięztwem[421] się poi,
Niech go krzyk rzezi obudzi! —
I zbiera swoich, na Prussy[422] napada,
W Insterburskie ciągnie włości:
Sam zamek wzięty, płomień go dojada.
Rozdarte kraju wnętrzności!
Z łupami z piérwszéj powrócił wyprawy
Witold, jeńców wiodąc mnogo.
— Patrzaj, Kiejstucie, czylim syn twój prawy?
Licz ludzi, czy braknie kogo? —

XIX

Smutno na Wilnie[423]! Olgierd zwołał braci
Ze syny swemi, żeby ich pożegnać,
I róg alusu[424] ostatni wychylić.
Dłonią ich wyschłą ścisnąć raz ostatni.
Olgierda oczy sen już wieczny mruży.
Dosyć mu boju; żyć już nie chce dłużéj;
Synóm[425] dorosłym i bracióm[426] zostawi
Litwę na rękach, a starszemu swemu
Wilno stolicę i nad braćmi władzę.
Na Turzéj Górze Olgierd stary siedzi,
Po Świętéj patrzy grobowéj Dolinie,
Stos nakłaść kazał i braci wygląda.
Na Swintorozie bierwiona sosnowe
I dęby walą ze świętego gaju.
Stoi stos, na nim łoże Olgierdowe.
On patrzy na stos, na łoże pogląda,
Wiliję[427] żegna i gród Gedymina,
Dymy Zniczowe i swych ojców groby.
Aż żona, kiężna Juljanna[428], do niego
Idzie i mnicha za sobą przywodzi.
— Mężu mój! Panie! — rzecze — życie całe
Tyś wiódł pogańsko! umrzyj chrześcijaninem[429]!
Syny[430] twe wiarę swéj matki przyjęli,
Po Rusi poszli chrztem świętym omyci.
Dokoła krzyże Chrystusowe stoją,
Patrzą ci w serce i okna zamkowe.
Wszak tyś sam nieraz starą schylił głowę
Bogu twéj żony. Umrzyj w mojéj wierze! —
Olgierd się podniósł, siwą trzęsie głową.
— Dajcie mi skonać, jak marli ojcowie,
Wśród swoich, w uczcie, z rogiem miodu w dłoni.
Nie chcę téj wiary, dla której od braci,
Od dziadów moich oddalić się trzeba,
I nie chcę bez nich chrześcijańskiego nieba. —
Mnich mu cóś szepce, on mnicha nie słucha.
— Żyłem z mym ludem, umrę z moim ludem!
Wpuścić Kiejstuta, Lubarta, Jerzego,
I syny moje, i Jagiełłę mego.
Niechaj do uczty nakrywają stoły,
Niech alus niosą, niech bojary moje[431]
Przyjdą, kniaziowie i dworzanie wierni.
Ty rękę podaj i wiedź mnie do braci —
Rzecze do sługi. Otwarli podwoje,
I stary Olgierd wita rodnię[432] swoję[433].
A oni smutni pospuszczali głowy.
I nic nie słychać, tylko starca piersi
Ciężkim oddechem głośno się kołyszą.
On usiadł, wzrokiem po zebranych toczy,
A już mrok śmierci okrywa mu oczy,
Już ledwie swoich poznaje po głosie;
Sam za róg bierze, napełniać go każe.
— Do was, o bracia, do was, syny moje,
Ostatnia czara i ostatnie słowa!
Olgierd za ojcem pójdzie Gedyminem,
Syn już za ojcem; on tęskni za synem;
Olgierd się dosyć nażył, nawojował,
Młódszym[434] ustąpi i miecza, i życia;
Tobie, Jagiełło, wileńskiéj stolicy.
Prawda? Kiejstucie! ty synu[435] mojemu
Nie będziesz bronił po ojcu puścizny?
My z tobą stary, długi wiek przeżyli,
Sercem na sercu. Zostawiam ci dzieci;
Bądź ty im ojcem, a wy mu synami,
A jego dziecióm[436] braćmi rodzonemi.
Na waszéj zgodzie los litewskiéj ziemi.
Patrzcie, z Kiejstutem, z Lubartem my zgodni,
Iluśmy wrogóm nastawiali głowy!
Naprzeciw wielu kraj nasz obronili!
Bogi tam wiedzą, co za los was czeka,
Lecz Bogi zgodzie bratniéj błogosławią.
Do was, Kiejstucie! — I rękę wyciągnął,
Podał róg bratu. — Bądź mi zdrowy, bracie!
Już nam aż w Wschodniéj zobaczyć się Ziemi
Z tobą! ale już nie z braćmi wszystkiemi!
We Wschodniéj Ziemi na Wieczności Górze
Nie stanie wielu! W chrześcijańskim raju
Poszli, dziadowskiéj wyrzekając wiary[437].
Z tobą, Lubarcie[438], nie widzieć nam więcéj —
Tyś chrześcijanin — i z tobą, Jawnucie[439]!
Żegnajcie, bracia! Nad Olgierda dziećmi
Bądźcie opieką, zastąpcie im ojca!
Jeszcze raz, stary Kiejstucie, dłoń ściśnij.
Już cię nie widzę, niech usta uczuję,
Niech głos posłyszę. Patelo[440] koło mnie
Leci z skrzydłami czarno okrytemi.
Żegnajcie, dzieci! duch mój będzie z wami;
Żegnajcie, słudzy, i wierne psy moje!
Ty, mój sokole! ty, mój mieczu biały!
I ty, Juljanno[441]! ty jeszcze, Kiejstucie!
Podajcie miecza, niechaj z mieczem w dłoni
Skonam, gdy Bogi mi nie dozwoliły
Gedyminową śmiercią umrzeć w boju!
Niech w rogi dzwonią, w lietaury uderzą,
Niechaj mi nócą[442] pieśń moję[443] bojową! —
Mówił, i z wolna starą kłonił głowę;
Broda mu siwa na piersi spływała;
Miecz cisnął[444] jeszcze, lecz ręka spadała;
I ani żony płacz, ani łzy dzieci,
Ani wojenne drużyny okrzyki,
Już go na ziemię odwołać nie mogły;
Ani dźwięk rogów nie odwrócił ducha,
Co śpieszył dziadów w Wschodniéj witać Ziemi.
Mówił, a płacz się rozległ po świetlicy.
Jeden był Kiejstut, co łzy nie miał w oku,
Bo jego boleść duszę ucisnęła
I łzóm[445] zaparła[446] na powieki drogę.
Tak skonał Olgierd. Stu płaczek się głosy
Ozwały nagle z jękiem i krzykami.
Ciało starego myli, ubierali,
Białą mu szatę, złote wiżos[447] kładli,
Białym go mieczem na śmierć przepasali,
Rąbkiem mu białym przewiązano szyję,
W nim złoty pieniądz na wieczności drogę,
U pasa proca rzemienna wisiała,
A szłyk na głowie, giętki łuk u boku.
I siedział starzec, jak gdyby żył jeszcze,
Tylko nie patrzał zamkniętemi oczy[448],
Tylko nie dyszał[449] piersiami wyschłemi,
Zda się, odpoczął po życiu, po boju.
Naprzeciw niego bracia, towarzysze,
Synowie, słudzy stali i kapłani;
Wszyscy do niego róg alusu pili,
Wszyscy żegnali Olgierda ze łzami,
I na dobranoc pieśni mu nócili[450];
A płaczki, wkoło usiadłszy na ziemi,
Łzy spadające do naczyń zbierały;
I w czarnéj sukni, we wdowiéj zasłonie,
Xiężna[451] Juljanna[452] u nóg męża swego
Płakała, szaty rozdarłszy na poły.
Już czas pogrzebu — na Świętéj Dolinie
Od Znicza iskrę przynieśli kapłani,
Raudę[453] zanócą[454], na kniazia czekając,
Miękkie mu łoże ścielą z wonnych kwiatów.
Porwali słudzy zimne starca ciało.
Żegnaj, zamczysko! żegnajcie, komnaty!
Olgierd w was więcéj nie będzie ucztował,
Nie złoży łupu, powróciwszy z wojny,
Nie złoży głowy utrudzonéj bojem,
Olgierd na wieczne śpieszy już posłanie,
Przez stos gorący do zimnéj mogiły.
Przed ciałem jego odpędzają duchy;
Idą bojary[455], mieczami machają;
Juljanna[456] idzie do stóp tylko góry;
Tu z płaczki swemi[457] na ziemię upadła,
Chciała iść daléj, nie puszczą kapłani.
Tam krzyk i wrzawa dokoła doliny.
Słupy rozstawne — do słupów młodź goni,
Zdobywa pieniądz i zbroje[458], i leci,
Na duchy wrzeszcząc, aby je odegnać,
Olgierda ciała by skrzydłem nie tknęły.
Na stosie starzec z mieczem w skrzepłym ręku.
Z siwą mu brodą wschodni wiatr powiewa.
Dokoła bracia, synowie, kapłani,
I słudzy na stos dla xięcia[459] wybrani.
Oni nie płaczą, bo idą za panem
Na lepsze życie, kędy ich niewolę
Sto nowych zmysłów, roskoszy[460] osłodzi;
Oni nie płaczą — wszystkim oschły oczy;
Pieśń tylko wielka przez usta kapłanóm
W niebo za duchem Olgierda się toczy.

Rauda

Idź, duchu, do ojców ziemi,
Ziemi roskoszy[461], pokoju;
Leć skrzydłami sokolemi,
Siwą skroń otrzeć po znoju.
Tam czekają cię dziadowie,
Tam cię lepsze czeka życie,
Tam z gwiazdą jasną na głowie
Po Dungusu[462] leć błękicie.
Coś zostawił na téj ziemi?
Troski tylko, bój i trwogi!
Leć skrzydłami sokolemi,
Gdzie twe ojce, gdzie twe Bogi[463].
Gród w żałobie, ród w żałobie;
Ty szczęśliwy w kraju słońca:
Tam zachodu nié ma tobie,
Twemu życiu nié ma końca.
Tu łzy płyną, krew tu płynie,
Nieprzyjaciel czyha z boku;
We Wschodniéj ojców Krainie
Wieczna jasność świeci oku.
Leć, o wielki duchu Litwy,
Leć do dziadów na biesiadę,
Na waleczne z Jodsy[464] bitwy,
Na rozumną ojców radę.
Leć, o duchu! rękę swoję
Zostaw synóm[465], by z twą głową
Siedli w radzie, poszli w boje,
Cne potomstwo Olgierdowo[466].

XX

Poszedł Olgierda wielkiego duch z ziemi,
I wszyscy za nim na niebo spójrzeli[467].
Xiężna Juljanna[468] trzydzieści dni płacze;
Ani do złotéj nie siądzie kądzieli;
Sama z płaczkami, w ustronnéj komnacie,
Łzy[469] się zalewa; Olgierdowe prochy
W święconéj ziemi wykradłszy, z Dawidem[470]
W Bogarodzicy cerkwi pochowała.
Jagiełło jeden z synów Olgierdowych
Po ojcu łzami zapłakał młodemi.
Kiejstut nie płakał; gdy się stos dopalił,
On westchnął tylko, z westchnieniem oddalił.
— Niedługo, bracie, tobie na mnie czekać!
Pójdę za tobą, bośmy całe razem
Przebyli życie. Złączyć się nam trzeba.
Mnie syn zastąpi. Czas już Kiejstutowi
Odpocząć z tobą pod jedną mogiłą. —
Pojechał. W Wilnie sam został Jagiełło,
Sam, smutny; smutku nie zwierzył nikomu,
Ni staréj matce, ni bracióm[471] rodzonym;
On tylko z sługą swoim ulubionym
Na tajnych radach dnie przepędzał całe.
Wojdyłło, z śmiercią Olgierda, niewolnik
Od posług wyszedł do rady bojarem.
Ani już ujrzeć Jagiełły bez niego.
Wszędzie obadwa[472]. Czy na łowy jadą,
Czy w kraj daniny wybierać, czy zamki
Budować ludzi zwołują kapłani,
Wszędzie Jagiełło z ulubionym sługą.
Dla niego braci i stryja porzucił,
Dla niego z bratem Andrzejem[473] się skłócił.
A Andrzéj poszedł, siadł daleko w Pskowie,
Na posłuszeństwo przysiągł moskiewskiemu[474].
I wszyscy patrzą, dziwią się xiążęciu[475],
Zkąd[476] mu to serce do podłego[477] człeka?
SługaNiedawno jeszcze Wojdyłło parobkiem,
Z drzewem na plecach, w dziedzińca zamkowe
Szedł, ostrzyżoną pochylając głowę.
Potém Jagiełło ulżył mu ciężaru,
Między przyboczne umieścił go sługi.
On panu pościel słał, on jego ucha
Najbliższy zawsze; i nieraz wśród nocy
Słyszano długie, tajemne rozmowy,
Widziano, jako usiadał na skórze
U stóp Jagiełły, i długo cóś prawił,
I, jak pies, u nóg zasypiał na straży.
Póki żył Olgierd, przyjaźń się ta kryła,
Lękając blasku sokolego oka,
Bo stary byłby karał niewolnika,
Co się śmiał synu[478] do serca podkradać,
I podłą dłonią tykać jego dłoni;
Lecz umarł Olgierd, ledwie stos przygasa,
Już się Wojdyłło przebrał w inne szaty,
Już włos, jak wolny człek, puścił po skroni,
Stanął z bojary[479], szyderskiém wejrzeniem
Śląc, kędy kniazie[480] bracia pańscy byli,
Jak gdyby na nich, milcząc, się odgrażał.
Wszyscy szemrali; Jagiełło nie zważał,
A piérwszém słowem Wojdyłłę do siebie
Zwołał i szeptał; posłał go z rozkazy[481],
Jemu dał klucze od skarbcu[482] swojego,
Jemu dowództwo dał zamkowéj straży.
I nikt się nie śmiał przeciwić, a wszyscy
Poszli z schylonem czołem, z raną w duszy,
I tak mówili: — Patrzcie, pan nasz młody
Jak starą radę ojcowską szanuje!
Ani do wiernych bojarów przemówi!
Serce podłemu dał niewolnikowi,
Jemu tajemnic swoich się powierza.
Patrzcie, jak dumny dzikim rzuca wzrokiem
Na nas, na syny xiążęce[483], na pana.
SługaSzemrzą na dworze, i bojary[484] jadą
Do Trok, Kiejstutu[485] skarżyć się staremu.
— Panie! — mówią mu — zasil nas swą radą!
Lub nam tam nie być, lub nie być tam jemu.
Podły niewolnik razem staje z nami,
I jeszcze starym urąga[486] się sługóm! —
A Kiejstut rzekł im: — Powróćcie do pana.
Wola w tém jego. Kiedy dał mu serce,
Godzien jest między staremi stać sługi.
Patrzcie nań tylko, by czego nie knował,
Bo w podłém ciele podła mieszka dusza;
Patrzcie, Jagiełło aby nie żałował,
Że zpod[487] nóg wybrał przyjaciela sobie. —
Bojary poszli i na Wilnie siedzą;
A co dzień bardziej Wojdyłło u pana
W łaskę się wkrada, starych sług odpycha
Od drzwi szemrzących, od uszu odgania,
Dójść[488] do Jagiełły, skarżyć się zabrania,
I ani bracióm[489], ni żałośnéj[490] matce
Dostąpić jego komnaty dozwoli.
On pan. Jagiełło kryje się przed ludem,
Przez jego usta rozkazy posyła,
Na jego ręce podarki rozdaje,
Które Wojdyłło przez połowę kraje;
Ujmując łaski, srogości podwaja.
Biada ci, Litwo, w służebniczych ręku[491]!
Biada wam, bracia! i wam, sługi stare!
Podły się sługa na xiążąt[492] odgraża,
I w szale dumy, któréj granic nié ma,
Sięga po władzę, a prawego pana
W kobiécych dumać komnatach zasadził.
Biada ci, Litwo! jak biada domowi,
Gdzie słudzy rządzą, i do uszu pańskich
Nosząc wieść, podli niechęcą[493] ku swoim,
A serce pańskie dla siebie wykradną.

XXI

Prędko śmierci Olgierdowéj
Wieść za siedém przeszła ziemi;
Nieprzyjaciel się nią cieszy,
I miecz ostrzy, i lud zbiera.
A xiążęta[494] zniechęcone
Uciekają, Moskiewskiemu
Czołem biją, woje wiodą
Na spokojną Ruś Jagiełły.
Dymitr i Andrzéj we Pskowie,
W Perejasławiu już siedzą,
Starodub dobywać idą;
Tylko Orda[495] ich hamuje,
Tatar na cuglach zatrzymał.
Zakon także na krzyżową
Prędko zebrał się wyprawę.
Xiążę[496] Albert z Austryj[497] idzie:
Günther hrabia Hohenstejnu,
Eberhard i Jan hrabiowie,
Pod Troki się zagonami
Zapędzili w włość Kiejstuta.
Przyszli, stoją nad jeziorem.
Zamek głuchy, jakby pusty;
Ni w nim rycerz się ukaże;
Mury milczą, znikły straże;
Tylko jezioro dokoła
Rozpuściło sine wody,
I ramiony szérokiemi
Pańskie gniazdo obejmuje.
Kiejstut w Trokach, Witold z ojcem,
I Biruta matka z niemi.
Oni patrzą, serce bije,
Ale nié ma wybiedz[498] komu.
Ludu mało, a tam w polu,
Jak kłosy, Krzyżacy stoją.
Próżno Witold na brzeg bieży,
Próżno na prom z ludźmi zrywa;
Stary Kiejstut go wstrzymuje,
I zza muru patrzy z dala,
Jak odpływa Niemców fala.
Niemcy trzy dni w Trokach stali,
Trzy dni w zamek strzały słali;
Zamek milczał, a czérwone
Mury pociski odbiły.
Długo mistrz się z xięciem radził,
I pod Wilno odciągnęli.
Ledwie pył opadł za niemi[499],
Kiejstut z zamku na koń siada,
Ludzi zbiera; syn u boku;
Z garścią w pogoń Niemcóm śpieszy,
Bieży nocą. Rozedniało,
Ponad Wilnem łuna płonie,
Góry stoją w blasku całe,
Dymy kłębią się czérwone.
Stary stanął, złamał ręce.
— Gedymina grodzie biały!
Niemiec stos pod ciebie kładzie!
A Jagiełło gdzieś w komnacie
Milczy, ręki wznieść się lęka! —
— O! niechaj zginę, na Bogi,
A pomszczę się téj pożogi.
Za mną, za mną! — Witold woła —
Noc nam sprzyja! Tam ucztują,
Ani gości spodziewają.
Prędzéj! — Lecą, a nie drogą,
Nie szeroką — manowcami.
Od Rudominy po Wilno
Krzyżacy się rozciągnęli.
Na trzy rogi miasto płonie,
Tylko zamek w jego łonie,
Salamandra[500] nie zgorzała,
Cały jeszcze, czarny stoi.
W obóz Niemców Kiejstut wpada.
Na Krzyżaków, co bez zbroi,
Pijąc, w pożar poglądają,
I klną pogan, i hulają.
Wpadł i siecze — łby padają.
Popłoch w wojsku; pod xiążęcy[501]
Namiot pędzą[502] się kupami;
Swoich łuków i kusz zbyli[503],
W ziemię wbite zostawili
Tarcze twarde. Rwą się konie
I po górach uciekają.
Aż śle xiążę[504] do Kiejstuta
I na zamek posły swoje,
Rozejmu u nich wyprasza.
— Rozejm! — stary Kiejstut woła —
Będzie, gdy was psów wygnamy,
Zatrzaśniem za wami bramy.
Bić nam trzeba, nie traktować[505],
Nie o zgodę się umawiać.
Dwa dni zgody, miesiąc wojny.
Zdrady lęgną się w pokoju.
A Jagiełło przyjął posły,
Xiążąt na zamek zaprasza,
Tydzień wypoczynku daje,
Bo Wojdyłło szepnął w ucho:
— Nie czas teraz nam wojować,
Wprzódy trzeba zebrać siły,
Wprzódy oręż nam ukować[506]. —
Gedymina zamek jeszcze
Krzyżacką nietknięty nogą;
Piérwszy raz na nim w gościnie
Niemiec miód litewski spija.
O, wstań, wielki Gedyminie!
Wstań, na wnuka popatrz swego.
On z wrogami siadł u stoła[507],
On im w uśmiech usta stroi.
Wnukli[508] to twój? z krwi to twojéj?
I Wojdyłło cóś tajemnie
Szepce komturóm do ucha,
Dzban po dzbanie nosić każe,
Róg po rogu do nich wnosi.
I świecą się Niemców twarze;
On pić i spoczywać prosi,
Ciągle szepce, a bojary
Trzęsą głową wyprawieni[509],
Patrzą u drzwi, patrzą z sieni,
I dziwują się téj zgodzie.
Kiejstut spójrzał, splunął w gniewie;
Co ma myśleć, sam już nie wié;
Syna na zamek posyła;
On zawrócił wojsko swoje,
Nie chce zgody, do Trok wraca.
Trzy dni mija, Witold jeszcze
Siedzi w Gedymina grodzie;
Trzy dni nié ma! Aż posyła
Stary ojciec. Strach o syna.
Goniec do Trok go wyzywa.
Jedzie Witold, ale smutny,
Głowę zwiesił, a na oku
Gniew połyska[510] uduszony[511].
— Ojcze! — rzecze — Litwie biada!
Słaba ręka Litwą włada.
Cudza głowa, cudza rada,
Nie Jagiełło, nie my, ojcze,
Jeden rządzi sam Wojdyłło,
Jemu w głowie zawróciło,
Duma niewolnika wzbija.
Śmiał do stołu siąść przede mną!
Śmiał Jagielle stać u boku!
A dusza mu patrzy w oku[512],
Dusza nienawistna, podła!
Skrzydeł nie ma, by podlecieć,
To, jak wąż, sunie się w górę.
Jam z Jagiełłą żył od młodu,
Bratem, przyjacielem byłem;
Widzę, serce utraciłem.
W ustach, w oku, nic, prócz chłodu;
Słowy[513] witał mnie zimnemi,
I pożegnał jakby sługę.
Długoż cierpieć będziem jeszcze?
Długo myśleć? długo czekać? —
Kiejstut milczy, duma, z czoła
Pot ociera; siadł na progu.
Syn na próżno o odpowiedź
Słowy, pytaniami wzywa.
— Czekaj! — wreście[514], wstając, rzecze —
Stary Kiejstut wié, co czyni.
Niech Wojdyłło pnie się; kto wié,
Jak wysoko dosiądz[515] może?
Są na Litwie stare drzewa,
Wielkie sosny w puszczach naszych;
Ja najwyższą mu sprowadzę,
Na wierzchołek go posadzę.
Rzekł i siodłać konia każe.
— Gdzie? — do Wilna. — Zostań, synu!
Chcę oczami widzieć memi,
Jak niewolnik tam króluje. —
Już poleciał. Noc zapada,
Kiedy u stóp Turzej Góry,
Na Swintoroha dolinie
Zabrzmiał w wrotach róg Kiejstuta.
Straż poznała — drzwi otworem,
I bojary[516] czołem biją.
Wjechał w zamek, oddał konia.
Czemuż uczcić włosy siwe,
Czemuż stryja uczcić swego
Kniaź Jagiełło nie wychodzi,
Ani dworzan swych wysyła?
Czy Jagiełły nié ma w domu?
Czy powitać nié ma komu?
Czy na łożu chory leży?
On w komnacie z psy swojemi[517]
Bawi się, leżąc na ziemi.
U drzwi Wojdyłło na straży,
Pochlebstwem mu głaszcze uszy,
Marzeniami go kołysze:
— Wielki Kniaziu! nad twych dziadów
Wyżéj pójdziesz, ojca twego.
Wnuki uczyć z twych przykładów,
Wnuki dziwić będą tobie!
Rzekłeś słowo, i pokornie
Krzyżak wyszedł z twojéj ziemi,
Ani pustoszył po drodze,
Ani śmiał łupy zabierać.
W Rusi pokój, z Moskwy cicho.
Wielki Kniaziu! tyś potężny!
Drobne ptastwo[518] wróg przy tobie. —
Wtém zaszumi, i Kiejstuta
Brzęknie w ziemię szabla kuta.
Wojdyłło się porwie z ziemi.
— Kto śmié iść tu? pańskie wczasy,
Pańską przerywać zabawę? —
I brwi zmarszczył, twarz zachmurzył,
Stoi, patrzy, nagle blednie,
Usta zaciął, wzrok ponurzył,
Zadrżał. Kiejstut pchnął go ręką.
— Kto — rzekł — wchodzi? kto ma prawo
Na dziadowski wchodzić zamek.
Ty precz, sługo! ni mi w oczy
Podłéj nie ukazuj twarzy! —
Jagiełło powstaje z ziemi;
Chce cóś mówić, drżą mu usta;
Nie śmié. Kiejstut dłoń podaje,
On wyciąga zimną rękę.
— Witaj, synowcze[519] kochany!
Co ci wczas tak zasmakował,
Że z ogary[520] siedzisz w kącie?
Jeszcześ miecza nie sprobował,
Jeszcześ razu nie szedł w pole.
Czy ten sługa ulubiony
W babskie serce ci zamienił? —
Młody kniaź się zaczérwienił,
I na blade jego lice
Krew płomienna wystąpiła,
Uśmiech usta rozgrzał sine;
Potarł czoło, i na ławę
Stryja sadził i przyjmował.
Ale smutno wieczór spłynął.
I Wojdyłło się w komnacie
Nie ukazał przed Kiejstutem.
Kiejstut ze drzwi, on do pana.
Blade lice, usta sine,
Jakaś boleść targa serce,
Bo i słów nie znajdzie w ustach,
I łzy niby w oczach kręcą.
Próżno Jagiełło wyzywa,
Próżno łagodnemi słowy
Odpowiedź z niego dobywa;
On milczący, zachmurzony,
Na bojary patrzy srogo,
Siecze sługi, milczy gniewny.
— Co ci? — z cicha kniaź go pyta —
Co ci na duszy usiadło? —
— Co? — Wojdyłło wreście[521] rzecze —
Wstyd mnie boli, hańba piecze,
I bezsilna dłoń mnie pali.
Panie! tyś mnie wywiódł z prochu,
Ty mi dałeś serce swoje,
Ale twoi mi zazdrośni,
Popychają z wzgardą sługę;
Dla nich jeszcze jam niewolnik! —
— A! na Bogi! — kniaź odpowié —
Niech cię słowem kto obrazi!
Wezmę zuchwałego głowę,
Choćby brat mój był rodzony.
Tyś najbliższy serca mego,
I chcę, byś był piérwszy po mnie. —
Rzekł i chodzi, w sercu burza,
A Wojdyłło za nim okiem
Wodzi, radośnie spogląda,
I tak w chwilę rzecze znowu:
— Kniaziu! braci masz jednastu[522],
Stryjów sześciu i stryjecznych.
Mnogi ród Gedyminowy,
Mnoga krew jest Olgierdowa.
Jam co? — sługa i niewolnik,
Robak, coś go wywiódł z błota;
Ale w sercu niewolnika,
W jedném sercu jest dla ciebie
Prawa miłość i życzliwość.
Bracia twoi — wrogi twoje[523]!
Stryj zazdrośném[524] patrzy okiem;
On nad Litwą chce panować,
On na Litwie usiąść pragnie;
Jemu z oczów[525] patrzy zdrada;
Zbiera wojsko na sąsiada,
A na barkach twych się oprze.
Bracia twoi — wrogi twoje!
Jedni knują zdradę w Rusi;
Już uciekli i poddali
Moskiewskiemu Dymitrowi;
Drudzy w domu cicho radzą,
Kogo w miejscu twém posadzą?
Jam ci jeden, kniaziu, wierny.
Jam niewolnik, ja mizerny,
Ale serce w mojéj piersi
Rodzonego brata, sługi,
Wiernego psa, bije u mnie.
Kiejstut!!! nie wierz jemu, panie!
On zawistném patrzy okiem
Na mnie, bo wié, że na straży
Stoję twojego spokoju,
Że dopatrzę[526] w nocy zdradę,
Że nie dam mu złego knować[527].
Kiejstut na mnie, wszyscy na mnie.
Ciebie, kniaziu, ja osłaniam,
Patrzę, czuwam, złe odganiam.
Nie wierz, panie, z nich nikomu;
Zdrada u nich! w własnym domu,
Między braćmi, między twemi.
Wspomnij, wspomnij na Jawnuta.
Bodaj tobie jego losu
Nie gotował Kiejstut stary!
Wiész — po śmierci Olgierdowéj
Spadła władza z jego głowy,
Na Kiejstuta idzie prawem.
On ci jeszcze ją zostawił;
Lecz choć milczy, on niebawem,
Co z Jawnutem, zrobi z tobą!
Jam na straży. Na mnie wrogi
Mszczą się bezsilności swojéj! —
Mówił, Jagiełły oczyma
Gniew się patrzał, piersi wzdyma,
Chodzi, czoło białe chmurzy,
Słucha, staje, wzrok ponurzy,
To podniesie na Wojdyłłę;
W słowa jego wierzy święcie,
I już zdradę u drzwi widzi;
Drży o siebie, drży o władzę;
Duma, jakby ją utrzymać?
— Dość — rzekł — siedzieć, dość już drzémać.
Trzeba zdradę odprzeć zdradą.
Oni myślą, że w komnacie
Kądziel przędę, i bezsilny
Nic nie widzę, nie rozumiém!
Lecz, na Bogi! jam po ojcu
Wziął i siłę, wziął i głowę;
Czuję w sercu Olgierdową
Krew ojcowską, krew mych dziadów!
Ty, mój najwierniejszy sługo,
Coś wycierpiał, znosił długo,
Dziś zapomnisz. Daję tobie
Lidzki zamek na dzierżawę,
Z Lidą[528] włości okoliczne.
Od dziś kniazióm i bojaróm
Równy stajesz. Tak jak bratu
Wydział[529] daję. Na dzielnicy,
Duma, Pozycja społecznaTak jak oni, jesteś kniaziem.
Nikt nie będzie śmiał przeszłości
Zapomnianéj wydobywać,
Ażeby nią bić ci w oczy.
Na Perkuna! kto cię słowem
Dotknąć śmiałby, mnie obrazi,
Brata swego dotknie pana. —
Już Wojdyłło u nóg leży,
Nogi ściska i całuje;
Twarz rumieńcem mu zgorzała,
Pierś się wzdęła przepełniona,
A na oczach dwie łzy świecą.
Powstał dumny, jakby wzrosły,
Jeszcze wyżéj czoło wznosi,
Jeszcze dumniéj wzrokiem wodzi.
— Teraz — w duszy myśli swojéj —
Mam was w ręku, xiążąt rodzie!
Upokorzę, i za moje
Stokroć oddam wam sowicie;
Będę gniótł wam karki dumne,
Będę z wzgardą się naśmiewał.
O, za moje życie dawne,
Za wspomnienie lat dzieciństwa,
Wiele jeszcze, wiele muszę
Pastwić, znęcać się nad wami!
Bo za każdą chwilę sromu,
Niewolnictwa i cierpienia,
By się w duszy méj zatarła,
Muszę spłacić z was każdemu.
Część pogardy, część boleści,
I krwią może trzeba będzie
Zmywać z duszy cierpień ślady.
Krwi utoczę, łez utoczę,
W łzach obmyję, w krwi ubroczę,
Ale zatrę przeszłość czarną!
Nikt nie będzie śmiał przede mną
W oczy podłość mi wyrzucać,
Łańcuch, którym u nóg nosił!
Brat Jagiełły! Jeszcze chwila,
Pójdę daléj, pójdę wyżéj,
Z krwią się jego zmięszam[530] bliżéj!! —
Rzekł, i znowu pada czołem,
I wychodzi; już nie smutny,
Raźny, z obliczem wesołém.
Któż na drodze go spotyka?
W zdartej łachmanów odzieży,
Stara, uboga kobiéta,
Przeciw niemu[531], krzycząc, bieży,
I głosem wielkim wykrzyka[532],
I w objęcia drżące chwyta.
Na wybladłém licu staréj
Łzy płyną w marszczki[533] głębokie,
Z ust głos jakiś się wyrywa.
Głos to matki. Nic na świecie
Nie ma tego matki głosu,
Kiedy wita swoje dziecię.
— O Wojdyłło! o mój synu!
Ciebież to ja widzę? ciebie?
Ty w tych szatach, ty tak wielki,
Ty na zamku bojar starszy!
Ty Porowéj biedny synu!
Niewolniku! wzięty z gminu!
Co za szczęście matki twojéj!
Oczy jéj ujrzały ciebie,
I umrzeć może szczęśliwa!
O Wojdyłło! o mój synu! —
Lecz Wojdyłło pobladł, stoi,
Cofa się, ręką odpycha.
— Ty mi matką? ja ci synem?
Ja ciebie nie znam, nędznico!
Jam kniaź! tyś jest niewolnicą!
Kto na zamek tę szaloną
Wpuścił babę? Precz z nędzarką!
Niech ją wyrzucą za wrota,
Niech ją psami ztąd[534] wyszczują!
A kto jéj bramę otworzył,
Pójdzie jęczeć na dno wieży. —
Wnet siepacze porwą starą;
Ona stoi, osłupiała,
Ręce na pierś załamała,
Patrzy w oczy synu[535] swemu,
I śmiech usta jéj wykrzywił,
Śmiech okropny, bezrozumny!
Syn, Matka, Pozycja społeczna, Spotkanie, Okrucieństwo— Synu! — woła — tyś nie poznał!
Jak ci było poznać matkę?
Ona biedna, ty bogaty,
Ja w łachmanach, ty masz szaty!
A! i lice masz bojara!
O! i serce masz xiążęce!
Tyś nie syn mój, nie Wojdyłło.
Staréj matce się przyśniło! —
Na bladéj się jeży skroni
Włos jéj siwy, lica gorą.
— Nie poznałeś, o Wojdyłło,
Nie poznałeś niewolnicy!
Tyś jéj synem! tyś się rodził
W budzie, na słomie i gnoju,
Tyś z nią za jałmużną chodził,
Póki na dwór cię nie wzięli.
Nie poznałeś! niech cię swoi
Nie poznają! niech ci żona
Wydrze oczy! niech ród nowy
Da serce krukóm na pastwę!
Niech twe kości świecą białe
Bez mogiły i pogrzebu!
Zgiń! przepadnij! — Głos ustaje.
Słudzy ciągną, trup[536] już wloką;
Piana zimna usta broczy,
Wywrócone białe oczy;
Duch uleciał na swe dziecko
Zemsty prosić u Perkuna.
Stał Wojdyłło, zęby ścisnął,
Zbladł, i nogą w ziemię bije.
— Kto wpuścił tę starą żmiję,
Tysiąc pletni[537] i do wieży! —
Rzekł, i pędem w zamek bieży.

XXII

Na Troki posłaniec tajemnie wybiega,
Od Turzéj on Góry na Piaski gdzieś leci,
I kręci gęstwiną u Wilii[538] brzega,
I zniknął w śnieżystéj daleko zamieci.
Brodę ma splątaną, wzrok ma obłąkany,
I włos rozczochrany, i suknię w nieładzie,
Konia prze ku Trokóm i leci zziajany.
Koń boki rozpiera, na zaspach się kładzie;
Wyciąga i leci, leci bez oddechu.
Lasami się pędzą. On podnosi głowę,
Oczyma je drogę, tak pragnie pośpiechu;
Przed nim śniegi białe i lasy sosnowe.
Ujrzał zamek Trocki, otrząsł z śniegu czoło,
Odetchnął swobodniéj, za siebie spoziera,
Śmielszy mierzy wzrokiem, zatoczył wokoło,
Już jezioro przebył, brama się otwiera;
Wbiegł i konia rzucił, ku świetlicy bieży,
Nie otrząsł obówia[539], snieg[540] leci z odzienia,
Pot mu ciecze z czoła, włos na głowie jeży;
On minął podwórzec, przeleciał przedsienia,
Na komnaty wchodzi, kędy Kiejstut stary,
Z Witoldem u ognia na kamieniach siedzą.
Poczuły obcego, wzniosły łeb ogary,
Cóś mruczą do siebie i wzrokiem go śledzą.
On upadł i czołem bije o podłogę;
— Kniaziu! — rzecze — z Wilna wieści ci przynoszę.
Serce pęka z bolu[541], ledwie mówić mogę!
Wysłuchaj mnie, proszę, i ratuj nas, proszę!
Wojdyłło, o panie, spiski na was knuje,
Zniechęca Jagiełłę, do zdrady podmawia,
Wojdyłło się na was z Krzyżakiem spisuje[542],
Na xiążęcą[543] władzę parkany zastawia.
Wczoraj jeszcze sługą starszym był Wojdyłło,
Dziś on kniaź, o panie! ma udział i włości.
Lidy mu w dzierżawę mało jeszcze było,
Do nowéj on prawa łaski sobie rości:
On śmiał podnieść oczy na krew swego pana,
Marij Olgierdównéj[544] u Jagiełły prosi.
Maria Olgierdówna jemu obiecana!
Niewolnik już hardą głowę nad nas wznosi.
Ratuj nas, o panie, stare sługi swoje!
Wczoraj dwóch z nas ścięto, za to, żeśmy czołem
Nie bili Wojdylle; Olgierdowe woje
Z bracią twoją, panie, ponękani społem.
Andrzéj Olgierdowicz przez niego na Rusi,
Narymundowicza[545] moskiewski przyjmuje.
Co dzień się do wroga uciekać któś musi,
Co dzień pada głowa, on wyżéj wstępuje.
Ratuj nas i siebie, o Kiejstucie panie!
Oni się z Niemcami na ciebie zmawiają.
Wkrótce Gedymina wszystkiéj krwi nie stanie,
Niewolnicze ręce Litwą owładają.
Wczoraj, wobec dworu, Jagiełło rodzoną
Zaręczył swą Marię Wojdylle podłemu;
Za miesiąc Wojdyłło wezmie[546] ją za żonę.
Scierpiszże[547] to? Panie! — darujesz to jemu? —
Witold wre, słuchając, Kiejstut westchnął stary.
— Na tośmy[548] — rzekł — przyszli pod młokosa władzą!
Źle, żem ci, Olgierdzie, dochowywał wiary.
Staremu mi umrzeć spokojnie nie dadzą.
Kiedyś sługa jeszcze zajedzie na Troki
I będzie we własnym urągać mi domu!
Ale nie doczeka! Dość starcu[549] dwa kroki,
By zapobiedz[550] hańbie i uniknąć sromu.
Idź, pozostań w Trokach, Olgierdowy sługo!
Tu ci niewolnicy urągać nie śmieją.
Niech Wojdyłło szali[551]; nie poszali długo:
Od Trok przeciwnemi wiatry mu zawieją. —
— Nie o nas tu, panie, nie o sługi chodzi —
Rzekł z pokłonem bojar. — Nie czas tobie zwlekać!
Między wami waśnie już Wojdyłło rodzi,
Z Krzyżaki się piszą[552] — i chwili nie czekać!
Lada chwilę w Troki na ciebie napadną,
I nie sami, Niemiec na pomoc im stanie.
Wojdyłło cię podszedł; już umowę zdradną[553]
Podpisali w zamku. Myśl o sobie, panie! —
Kiejstut gniewem wielkim rozżarzył się srogo.
— Na Bogi! tyś skłamał! Jagiełło pamięta,
Żem brat ojca jego. Mnie napaść nie mogą.
Przyjaźń nasza stara, braterska i święta. —
— Na Perkuna brodę! Oto czapkę kładę,
I takem mą głowę położyć gotowy[554],
Jeślim w ustach fałsz miał[555], jeśli w sercu zdradę,
Jeślim klamliwemi łudził ciebie słowy! —
Kiejstut stanął dumny. — A więc dobrze — woła —
Na Bogi me wielkie, nie będą się cieszyć!
Zetrę niewolnikóm dumne myśli z czoła,
I nie da się Kiejstut do boju uśpieszyć[556]. —
Rzekł, Witoldu[557] szepce. Witold odpowiada:
— Nie wierz, ojcze, nie wierz! Sam k'niemu[558] pojadę,
Zobaczę, czy w sercu Jagiełły jest zdrada,
I odkryję zmowę, dójdę[559] ciemną zdradę.
— Konia! — woła — konia! i ludzi dziesięciu!
Na Wilno! — A bojar do nóg mu się kłoni.
— Panie! nie daj jechać swojemu dziecięciu!
Mało wam na Wilno w tysiąc jechać koni.
Na co w paszczę smoczą kłaść rękę samemu?
Na co przeciw srogiéj wybierać się burzy?
Nie daj, panie, jechać synowi twojemu!
Stary sługa złe wam nie na darmo wróży. —
— Nie bój się, bojarze! — Kiejstut mu odpowié —
Jagiełło z Witoldem w przyjaźni za młodu.
Przeciw mnie, nie jemu, on w tajemnéj zmowie.
Witold mu z całego najmilejszy rodu. —
Bojar głową trzęsie. Witold na koń skoczył,
Dosiada i pędzi na Wilno, stolicę.
Kiejstut głowę zwiesił, wzrok dumą[560] zamroczył,
Sparł[561] czoło na dłoni, zatapia w tęsknicę.
Godzina minęła, mrok zapada szary,
Śniegi kręcą białe po jeziora lodzie,
Jeszcze u ogniska siedzi Kiejstut stary:
Myśli o Jagielle, duma o swym rodzie;
A często za miecz się wyszczerbiony chwyta,
Często ucho w długie posyła milczenie,
Duszy swéj się radzi, serca swego pyta,
I tamuje dłoni niecierpliwe drżenie.
Powstał, bo u bramy obcy róg zadzwonił
Nie litewskim dźwiękiem, jakąś dziwną mową;
Kiejstut za odgłosem uszyma pogonił,
Niecierpliwe oko śle w bramę zamkową.
Na czarnym bachmacie[562] samotrzeć[563] wjechała,
W zbroi i przyłbicy, postać jakaś biała;
Któś konia rzuciwszy, szybko w zamek kroczy,
I już przed Kiejstutem. On ciekawe oczy
Wlepił na Krzyżaka, nie daje mu dłoni,
Odstąpił i patrzy. Hełm mu twarz zakrywa,
Żelazo nieznane lice wkoło słoni[564],
I z piersi gość niemy głosu nie dobywa.
Długo tak zostali, mierząc się oczyma.
Krzyżak znak mu daje, by sługi odprawił;
Kiejstut ręką skinął, wzrok wlepiony trzyma;
Gość hełm zrzucił z czoła, na stole postawił.
— To ty! Augustynie! — Kiejstut się odzywa,
I ręce otworzył, wita go oczyma.
On paleć[565] na ustach kładzie, głową kiwa,
I jeszcze się patrzy, czyli kogo nié ma?
— To ty! — Kiejstut woła — o! nie zapomniałem,
Że ty jeden z Niemców masz litewską duszę!
Jam cię dawniéj kochał, choć jeszcze nie znałem.
Z nienawiści twoich ciebie wyjąć muszę.
Tobiem[566] ja dar winien najdroższéj swobody. —
— Cicho — komtur rzecze — cicho, kniaziu, panie!
Z nowemi przyszedłem przyjaźni dowody[567].
Głowie twojéj grozi tajemne knowanie.
Tyś jest chrześcijan wrogiem. Nigdy Krzyżak ciebie
Nie zdradził. Krew własna gotuje ci zdradę,
Jagiełło nasz Zakon pociągnął do siebie,
Na Kiejstuta zgubę, na rodu zagładę.
Nad Świętém Jeziorem, w Daug[568], pod twoim bokiem,
Zjeżdża mistrz z Jagiełłą, i na twoję głowę
Sprzysięgać się mają, krwi własnéj potokiem
Bratanek przymierze zapisuje nowe. —
— Prawdaż to?! — zawoła Kiejstut. — Dziś, komturze,
Z wieścią do mnie śpieszył wierny bojar stary;
Lecz nie chciałem wierzyć, by z téj strony burze
Wstać miały. Synowiec nie strzymał[569] mi wiary! —
— Słuchaj — komtur rzecze — patrz na wiarę swoję!
Oto są owoce twéj i naszéj wiary:
Krewni na krew własną zaczajeni stoją,
Ja obcy sam z siebie nie szczędzę ofiary;
Ja Zakonu skarby w ręce ci przynoszę,
Od twéj głowy ciosy odwracam, o panie!
A w nagrodę, kniaziu, o jedno cię proszę:
Daj w twém sercu wierze Chrystusa mieszkanie.
Kiejstut zamilkł, tylko ciśnie dłoń komtura,
I milczy, a łza mu po jagodach[570] ciecze;
On patrzy, ten milczy, i cisza ponura.
— Dzięki za troskliwą o mą głowę pieczę!
Dzięki ci! O wierze nie mówmy, mój bracie!
Zdejmij z serca wiarę, co z człeka zostanie?
Zedrzyj z niego skórę, choćbyś w złotéj szacie
Chodzić mu dozwolił, szata szatą, panie,
A zdartéj mu złoto nie zastąpi skóry!
Komtur dłoń wyciągnął, już żegna w milczeniu,
I nie rzekł ni słowa, wychodzi ponury,
Siadł na koń, w podwórcu zniknął w nocnym cieniu.

XXIII

Kędy był Witold? Na wileńskim zamku
Tydzień on siedział, pozostał na drugi.
Milczał, a patrzał to w Jagiełły serce,
To w twarz Wojdyłły. I dowodów zdrady
Szukał na próżno. Zdaje się, wróciła
Przyjaźń mu dawna. Brat uśmiechem wita,
Wiedzie na łowy, przyjmuje gościnnie,
Szepce do ucha tajemne swe myśli,
Które zpod[571] serca ukryte dobywa.
Witold się dziwi, raduje, i śpieszy
Do Trok powracać. Nie puszcza stryjeczny.
— Jutro — mu rzecze — Marii wesele.
Marię druhowi daję serdecznemu. —
— Komu? — rzekł Witold — xiążęciu[572] zapewne?
Z Rusi któremu? z Mazowsza Lachowi?
Z Litwy naszemu? Pruskiemu? ze Żmudzi?
— O! nie! — z uśmiechem Jagiełło odpowié.
Przy nim mi za nic pany i kniaziowie.
Brat to mój. Choć się rodził na niewolę,
Ja go wywiodłem, osłodziłem dolę,
Jam go uczynił równym mojéj braci.
On mi wiernością, on mi sercem płaci
Za wszystko. Jemu ja wierzę jednemu. —
— Bracie! — rzekł Witold — we mnież nie masz wiary?
Czyż i ja niżéj od Wojdyłły stoję?
Zabyłeś[573] starą dla mnie przyjaźń swoję. —
— Pomnę — Jagiełło zimno mu odpowié. —
Czyż dwóch przyjaciół nie znaleźć na świecie?
Czyż ty i on się zgodzić nie możecie? —
A Witold dumnie twarz spłonioną zwrócił,
Zamilkł, nie czekał wesela, powrócił.
Smutne to było na Wilnie wesele!
Wojdyłły duma przez nie urość[574] miała,
A krew Olgierda okryć się sromotą.
Maria w zamku świetlicy odludnéj
Ciężko nad brata rozkazem płakała.
Niewolnik, dawniéj na zamku był sługą,
W komnacie xiężnéj[575] posługiwał długo,
I nieraz wzgardą popchnięty lub nogą,
Na dumnéj duszy przebolał on srogo,
A nie zapomniał, co cierpiał za młodu!
Nad wszystkich srożéj Marij[576] go bolały
Wzgardliwe słowa. Żadnego nic stracił,
Wszystkie pamiętał, by za nie zapłacił.
Maria na ciężką szła jemu niewolę,
Płacząc, się bratu rzucała pod nogi.
— Chcesz mnie ukarać? komu chcesz daj, panie!
Wyszlij[577], na łódce puść w nawalne[578] morze,
W puszczę każ źwierzóm[579] rzucić na pożarcie,
Ale nie dawaj w nienawistne ręce!
On zemsty szuka we mnie, a nie żony! —
Jagiełło zimny, stał nieporuszony,
I nic jéj nie rzekł, wzrok tylko odwrócił,
Ręce odepchnął, a jęku nie słuchał.
Marija słała do braci, pomocy
Wzywając. Próżno! bo bracia daleko,
Bo pod Jagiełły została opieką.
Matki nie było, żeby się użalić,
Żeby od dziecka tę burzę oddalić.
I w dzień Perkuna weselni kapłani
Wiedli płaczącą w komnaty Wojdyłły.
Gdy mu obówie[580] żona zdejmowała,
Spójrzał[581], uderzył, i rozśmiał[582] się gorzko.
— Patrz, xiężno! — wołał — przyszłaś mi na ręce!
Za wszystko dawne teraz ci zapłacę.
Jam był niewolnik; teraz tyś poddana.
Na Bogi! Xiężno! poznasz we mnie pana!
Pomnisz[583], gdy nieraz, zgięty pod ciężarem,
Wszedłem w świetlicę i biłem ci czołem,
Tyś urągała obliczem wesołém,
Tyś nieraz słowem bolesném mnie w serce
Wbiła pogardę; i ode drzwi twoich
Nieraz mnie gnali za twemi rozkazy,
Krwawemi znacząc plecy moje razy.
Teraz ja prawo mam popchnąć cię nogą,
Duszę twą dręczyć, dręczyć twoje ciało,
Pastwić nad tobą i oddać ci setnie
Urągowisko, szyderstwo i pletnie[584].
Na łożu mojém tyś spocząć niewarta.
Idź u drzwi leżeć na twardéj pościeli.
Wojdyłło z tobą łoża nie podzieli,
A milcz! bo jęków uszy nie posłyszą.
Jękami sroższéj doprosisz się kaźni. —
Takie wesele Olgierdowéj córy!
We łzach, na słomie Marija spoczęła.
On popchnął nogą, drzwi zamknął za sobą,
I do Jagiełły poszedł się weselić.
Ona nie spała, ona łzy gorzkiemi[585]
Wianek dziewiczy swój opłakiwała.
Nie taką dolę wróżyła jéj matka,
Nie takiéj ojciec spodziewał się stary,
Nie takiéj młodość świeciła jutrzeńką[586]!
A teraz ona zeszła[587] na służebną
Niewolnikowi! Olgierdowej córce
Serce się wzdęło, jak morze na burzę;
Płakała, miecza szukając dokoła,
A nic nie było, tylko garstka słomy
Na pośmiewisko u progu rzucona;
Płakała biedna. Aż do drzwi któś kroczy.
Ona wybiega, i patrzy ze łzami,
Komu się skarżyć, przed kim żal pokazać!
Stary to bojar Gierdo; przeszedł mimo
I zniknął w mroku. Marija go woła.
Zwrócił się, stanął, patrzy, nie pojmuje,
I oczóm swoim, choć widzi, nie wierzy —
Olgierda córka we łzach, stoi w progu,
Ręką na słomy garść u drzwi wskazuje.
— Mariam[588]! ja Maria! ale nie Olgierda,
Nie pana Litwy córka ulubiona!
Podłego sługi, niewolnika żona,
Co na krwi pana mści się swéj niewoli.
Patrzaj, o Gierdo, lituj się méj doli!
Próżno Jagiełły prosić, jemu żalić,
Jedź do Kiejstuta, niech Kiejstut ratuje;
On krwi braterskiéj może pożałuje,
Nie da się słudze pastwić nad swym rodem.
A Gierdo stoi i duma głęboko;
I jemu nieraz dojadł już Wojdyłło;
On pałał zemstą, tylko strach starości
Odebrał siły. Na widok się xiężnéj
Oburzył znowu, cóś mruknął i znika.
I znowu do Trok któś po nocy bieży,
Gdzie Kiejstut z synem na naradzie siedzą,
Nowemi wieści do serc ich uderzy.
Oni cóś radzą tajemnie, szeptają;
Posła słuchali, spójrzeli[589] po sobie;
Co czynić mają? nikomu nie mówią.
A noc spłynęła, oni nie usnęli,
Starszych wołają, cóś knują po cichu,
I gońców kilku do Wilna posłali.
Jeden powraca, i takie im wieści
Przynosi: w Wilnie gród pusty, wojsk nié ma;
Wszystkie w połocką ruszyły wyprawę;
Na zamku mieszczan kilkuset straż trzyma;
Wojdyłło szali[590], i wszelką obawę,
Widać, przymierze z Krzyżaki[591] odjęło,
Przymierze, którém kupiono spokojność,
Wyjąwszy z niego Kiejstutowe xięztwo[592].
— Czas, kniaziu, jechać, bratanka odwiedzić,
I … — Czas! — rzekł Kiejstut. — Zaraz lud gromadzą,
Witold niech idzie w podlaskie swe włości,
Ja sam z Jagiełłą i Wilnem poradzę. —

XXIV

Ponad grodem Gedymina
Turza Góra, zamkiem strojna,
Wznosi czoło uwieńczone
W murów czerwonych koronę;
U stóp góry Neris[593] płynie;
Nad nią Swintorohy pole
Xiążęcemi[594] mogiłami
Usypane; a na straży
Perkunowa tuż świątynia,
Gdzie się Znicza ogień żarzy;
Daléj za wał, za parkany,
Wilno pstrym się ciągnie sznurem;
Kościoł[595] z krzyżem w jednéj stronie,
W drugiéj cerkwi dachy świecą;
Tam słup stoi, gdzie męczeńska
Krew pogańską chrzciła ziemię;
Lecz najwyżéj gród xiążęcy,
Dach świątyni, dym Zniczowy,
Ponad miasto wznoszą głowy.
Cisza w grodzie Gedymina;
Lasy wkoło go objęły,
Góry ścisnęły dokoła;
Milczy miasto śpiące w dole,
Milczą góry lasem strojne:
Nawet Neris, mrozem zjęta,
Falą niebieską nie szumi;
I na zamku cisza długa;
Dym się tylko czarny wznosi
Od ogniska, gdzie Jagiełło
Z ulubionym siedzi sługą;
Straż milcząca u wrót chodzi;
Nigdzie orężnego ludu,
Nigdzie krzyku bojowego;
Cisza, tylko ponad lasy
Ciągną ptacy z wieszczym krzykiem.
Od Trok, Lidy, Antokola[596],
Zmrokiem, cicho, jacyś ludzie
Idą w miasto, rozproszeni
W drobne kupki, małe grona;
Coraz kilku w miasto wpłynie,
Kędyś zapadnie i zginie.
Znać ze twarzy i odzienia,
Z pobożności znać Żmudzina:
Bo na widok się świątyni
Każdy z nich o ziemię rzuca,
Głowę zarosłą odkrywa
I szepce ciche modlitwy.
Coraz nowe tłumy śpieszą,
I jak w morzu nikną rzeki,
Tak oni znikli wśród grodu.
Wszystkich miasto pochłonęło.
Znowu cisza w starym grodzie.
Lasy wkoło go objęły,
Góry ścisnęły dokoła;
Leży, zasypia w dolinie;
Milczą góry lasem strojne;
Nawet Neris, mrozem zjęta,
Falą niebieską nie szumi;
I na zamku cisza długa;
Dym się tylko czarny wznosi
Od ogniska xiążęcego.
Od Trok, Lidy, Antokola,
Ciągną wozy, ładowane
Sianem, słomą, skórą kryte;
A przy każdym z nich woźnica,
Żmudzin, znać z odzieża[597], z mowy.
Wszyscy wolno w miasto jadą,
Obozem się w mieście kładą.
Podstęp— Co w tych wozach? — strażnik pyta.
— Siano, słoma, skóry, bracie!
Do pana wieziem na Troki. —
Strażnik milczy, a woźnice
Dzikim jakimś śmieją[598] głosem.
Stali w rynku, poglądają,
Szepcą z sobą i czekają.
Piesi ku nim się gromadzą,
To gdzieś pójdą, to cóś radzą.
A liczba ich rośnie coraz[599],
Z wozów, zda się, cóś ubywa,
Ale ruchy noc pokrywa.
Znowu cisza w starym grodzie.
Cóś na Trockiéj czerni[600] drodze,
Jakiś szmer przerywa ciszę.
Ludzie z chat powybiegali,
Patrzą, dziwią[601]; czy uciekać,
Czyli[602] pozostać, nie wiedzą.
— Nasi to — poznali z mowy,
Litwini — widać z odzieży.
I wszyscy stoją w milczeniu.
Na drodze od Antokola
I od Lidy cóś czernieje.
Zewsząd wojsko gród zalewa,
Turzą Górę opasuje,
Aż róg Kiejstuta odzywa[603]
I strażnika wywołuje.
Na głos rogu zewsząd głosy
Jednym wrzaskiem się ozwały.
Trzysta Żmudzi z łukiem stoi,
Sześćset z wozów wyskoczyło,
Tysiąc Kiejstut przywiódł z sobą.
Gród zajęty; zamek wkoło
Opasany żywym murem;
Otwarte na roścież wrota;
Wojsko się w podwórce miota.
Gdzie Jagiełło? czy śpi jeszcze?
Gdzie Wojdyłło? czy ucztuje?
Czy swą młodą pieści żonę?
Czy na zdrady się gotuje?
Czy bojaróm się urąga[604]?
Nowych ziem i nowéj władzy
U Jagiełły się doprasza?
Cisza w zamku; dym się wznosi
Od ogniska xiążęcego.
Kiejstut słudze oddał konia,
Sam jeden w komnaty śpieszy.
Wojdyłło go spotkał w drodze.
— Kniaziu! — rzecze ulubieniec,
Dumnie przed nim wznosząc czoło —
Wasz i mój pan widzieć z wami
W téj godzinie się nie może.
Nazad na miasto powróccie[605],
I pokoju nam nie kłóccie[606]. —
Kiejstut dłonią niewolnicze
Usta stulił. — Nie mam pana!
Krzyknął głośno — twój, mym jeńcem!
Idę nie o słowo prosić,
Ale karać go za zdradę. —
Sługi woła. — Zwiążcie! strzeżcie!
W najciemniejszy loch go wrzucić,
Najcięższemi spętać więzy! —
Struchlał dumny ulubieniec,
Upadł czołem; ten go mieczem
Popchnął i szedł swoją drogą.
W drzwiach komnaty, blady, drżący,
Synowiec kniazia spotyka;
On nań wzrok rzucił gniewliwy.
— Dziękuj krwi twéj, że ci łyka[607],
Razem z tamtym, kłaść nie każę.
Brata mego pamięć droga,
Droższa, Jagiełło, niż tobie,
Coś na pastwę niewolnika
Siostrę swoję[608] dał rodzoną.
Wiém o zdradzie, wiém o zmowie.
Tyś niewolnik, na méj łasce.
Wiész o losie Jawnutowym;
Ale Jawnut nas nie zdradzał;
On tylko w kobiécej dłoni
Wielkiéj Litwy nie mógł strzymać[609];
On na niewolnicze ręce
Nie zdał[610] nas, nie przedał[611] wrogóm! —
Rzekł, i sługóm nań wskazuje.
— Pęt mu nie kłaść, strzedz[612] w ciemnicy. —
A Jagiełło blady stoi,
Słowa nawet rzec się boi;
Szumi mu w uszach i głowie;
Oczy chodzą krwią zalane
I szukają kogoś wkoło;
Krew to blade zleje czoło,
To do serca ustępuje;
To się wstrzęsie[613], to ponury
Wzrok do drzwi zwraca, do okna,
Jakby szukał, jakby czekał,
Czy kto nie wyjdzie z ciemności,
Nieproszonych wygnać gości?
Kiejstut na komnaty śpieszy,
I od skarbcu[614] bierze klucze,
Zamek z końca w koniec schodzi,
Bo nie wierzył wieści zdrady;
Ale żywe znalazł ślady:
Na żółtéj spisane skórze
Przymierze w skrzyni leżało.
Kiejstut porwał, aż zawrzało
W oczach, w piersiach; podniósł w górę
I pod nogi deptać rzucił.
— Patrzcie, otoż to zapłata,
Żem ukochał dzieci brata,
Żem się dla nich wyzuł z władzy!
Żem koronę im na głowę
Dał, a sobie szablę tylko
Pozostawił, i na straży
U synowca stał we wrotach!
I oczyma po téj karcie
Wodzi, oczóm swym nie wierzy,
I z nią w ręku, jak szalony,
Do Jagiełły znowu bieży.
On złamany wpół, zgarbiony,
Jęczał na dnie dolnéj wieży,
Gdy w drzwi bijąc, Kiejstut leci,
I podchodzi, w twarz synowca
Bijąc zapisaną kartą.
— Patrzaj, zdrajco! spłoń ze sromu!
Wszak cię śmiercią karać warto!
Kupczyłeś krwią swego domu,
I mnieś przedał[615] Krzyżakowi.
Gdyby nie ta krew płynęła
W żyłach twoich, dziś bym jeszcze
Urągał się śmierci twojéj!
Dziś byś jeszcze na Turzysku
Śmierć haniebną odniósł w zysku
Za niewiarę, za przedajne
Zmowy podłe, spiski tajne.
Co mi powiész? powiész słowo?
Czegoś głowę wtopił w ziemię?
Mów, czyś ty dał mnichom słowo,
Czyś ty przedał swoje plemie[616]? —
— Ja — Jagiełło mu zawoła,
Skrwawionego wznosząc czoła —
Ja! jam karty téj nie pisał. —
— Pieczęć twoja! — Ja nie kładłem,
Jam przymierze zawarł tylko;
Ale słowa w niém nie było,
Co by na ciebie godziło.
Na Perkuna, na mą brodę,
Na ojcowski grób przysięgam. —
Kiejstut stał, a potém pędem
Wybiegł niżéj w lochy ciemne;
Gmachy przeleciał podziemne,
Nogą w drzwi dębowe bije
I otwierać każe sobie.
W ciemnéj cieśni[617], w czarnym grobie,
Co nad głową cięży nizko[618],
Leżał zausznik Jagiełły;
Rano jeszcze pan nad Litwą,
Wieczór — tłuszczy pośmiewisko;
Skrępowany, powiązany,
Warga mu się krwią zapiekła
I źrenica krwią zaciekła;
Ale jęku nie wycisnął
Strach, co nad głową zawisnął.
Spójrzał[619] — sroga twarz Kiejstuta
Nad nim stoi; jak przykuta,
W duszę patrzy mu źrenica;
Przed jéj wzrokiem tajemnica
Nie ukryje się, nie schowa.
Kiejstut w jeńca bije nogą,
Kiejstut w twarz na powitanie
Plunął, i obelgą srogą
Z odrętwienia go wywodzi.
— Patrz — zakrzyczał — żmijo podła,
Patrz, do czego cię przywiodła
Wielkość twoja! zdrady twoje!
Dowód trzymam w mojém ręku.
Chciałeś stawić nam na karkach
Swoję wielkość! nam na barkach
Zamek sobie pobudować!
Ale Bogi w czas znać dały.
Wszystko widne[620] — tyś mój cały!
Jutro kara! jutro kara!
O! na Bogi, niechaj Saułe[621]
Prędko zemsty dzień oświeci.
Przez noc oka nie zamrużę,
Póki nie ukończę z tobą.
Patrzaj! maszli[622] wstyd? człowiecze!
Niech ci krew po twarzy ciecze,
Bo łzy twojéj, łez twych mało!
Patrzaj — widna twoja wina,
A jutro — kary godzina. —
Wojdyłło głową o ziemię
Bije w milczeniu, i pada.
— Daruj mi, daruj, o panie!
Moja niewdzięczność i zdrada!
Moja wina! Jam zasłużył
Na karanie, lecz tyś wielki!
Co ci przyjdzie z krwi kropelki,
Którą zlejesz ziemię czarną?
Strąć mnie w lochy, strąć w niewolę,
Każ psy swoje karmić, panie!
Posłuszny na rozkazanie
Będę ciężką znosił dolę;
Ale śmiercią mnie nie karaj,
Ale nie bierz mego życia.
Pójdę, oczy twe mnie więcéj
Nie zobaczą, nie spotkają. —
— Życie! tobie! życie! tobie! —
Woła Kiejstut. — Ja bym swego
Dziś za zemstę nie żałował.
Słuchaj! kiedy słońce wstanie,
Jutro na Zamkowéj Górze,
Gdzie już raz mnichy wisiały,
Gdy tłum mścił[623] na nich zuchwały,
Jutro tobie, chrześcijan[624] druhu,
Wisieć także. Noc ci daję;
Przez noc jęczeć możesz jeszcze,
Włosy wyrwać z podłéj głowy
I o lochu bić się ściany. —
Rzekł, i wyszedł zadyszany,
Znowu gdzieś na zamek śpieszy;
Zbiera ludzi, i obsadza
Mury, wały, grodu wieże;
W miasto hufce porozsyłał.
Każdych wrót już sargas[625] strzeże,
A posłaniec ku Grodnowi[626]
Śpieszy, zanieść Witoldowi
Wieść Kiejstutowej wyprawy.
I posłańcu powiedziano:
Niechaj Witold w skok przybywa,
Zemstę widzieć, zdrajców witać,
I przy ojcu zasiąść w Wilnie,
Na dziadowskim starym grodzie,
Gdzie się krew ma toczyć winna,
Gdzie Jagiełło okowany
Czeka na śmierć lub niewolę,
Czy swobodę gdzieś w ukryciu,
Hańbę w śmierci, hańbę w życiu.

XXV

Na wileńskim zamku, na Świętéj Dolinie,
Kiejstut siadł, i patrzy, kędy Neris płynie;
Patrzy, jak się głowy gór wkoło podnoszą;
Stary gród ojcowski ogląda z roskoszą[627];
I uśmiech po ustach błędny mu przelata[628]:
Bo dawno tu nie był, bo młode swe lata
Przypomniał[629]. Lecz teraz nie młodość wspominać,
Bo karać czas przyszedł, i wieszać, i ścinać.
Znów chmurno na czole. Powstaje z kamienia,
Klasnął w dłoń na sługi, wywołał z przedsienia[630].
— Biegnijcie na wieżę! patrzajcie na drogę!
Czas karać winnego; na Witolda czekam;
Ubiegł już dzień cały, ja zwlekam a zwlekam,
A jeszcze doczekać, dopatrzyć nie mogę. —
I słudzy pobiegli — patrzają, śpi droga,
Tuman się nie wznosi, nic na niéj nie czerni;
Tylko się po mieście przechadza załoga;
Wojsko Kiejstutowe, bojarowie wierni,
Na zamku, na mieście, wciąż lękając[631] zdrady,
Obsiedli, i w zbrojne zbierają gromady.
A Kiejstut znów duma. Ciężko mu z Wojdyłłą
Dzień drugi pod jednym przeżywać już dachem.
Niechby się co prędzéj zemstą nasyciło,
Zdradę i zdrajcę jednym zwaliło zamachem.
Jagiełło strzeżony łzy płacze gorzkiemi.
Nie xięztwa[632] żal mu tak, nie władzy straconéj,
Lecz hańby, co czoło plamami czarnemi
Na wieki piętnuje. Bez walki zginiony!
Wojdyłło związany co chwila wygląda
Siepaczów[633]. Na duszy niecierpliwość trwożna.
On kary chce prędkiéj i śmierci pożąda,
A i śmierci nawet przyśpieszyć nie można.
I co drzwi zaskrzypią, co chód da się słyszeć,
To głowę podniesie, to przestaje dyszeć,
Patrząc, się podnosi. Drzwi miną. Dzień cały
Nikt chleba nie przyniósł ni wody spleśniałéj.
Woda, co ze sklepień na usta mu ciekła,
Padając kroplami, pragnieniem go piekła,
Powietrze dusiło, głód srogi dojmował,
I więzów już swoich zerwać nie probował[634].
Dzień płynie. O, gdyby choć szelest pod drzwiami,
O, gdyby głos ludzki z przekleństwem na głowę!
Milczenie śmiertelne; a woda kroplami
Wciąż z wolna upada w kałużę grobową,
Gdzie dziwne się gady wylęgły; wzrok płowy
Podnoszą zdziwione na więźnia twarz wściekłą;
Podłażąc, śliskiemi krępują okowy
Ręce mu związane, pierś potem ociekłą.
Południe — blask dniowy[635] przez okno zaświtał,
A więzień wzrok podniósł, zębami zazgrzytał.
Nikogo! Pragnienie ogniem go paliło,
Głód jadł go, i chleba dać komu nie było!
Aż drzwi się otwarły, a we drzwiach któś staje.
— To ona! to Maria! — Z uśmiechem wzrok topi.
— Tyżeś to? Wojdyłło! — ze śmiechem mu łaje —
Tyś wrócił w niewolę, w twój podły stan chłopi,
Coś chodził w szkarłacie, i pańską krew z swoją
Mięszałeś[636]? I gady już cię się nie boją,
Pełzną ci po piersi i patrzają w oczy!
Ropucha ci w usta jad z pianą swą toczy!
Gdzie słudzy, z których plec[637] krew nieraz pociekła?
Gdzie żona, co drżąca za tobą się wlekła,
Ta, któréj kazałeś służyć ci schylonéj?
Tyżeś to? Wojdyłło! w kałużę rzucony,
Mój mężu i panie! O, tyś to! Przychodzę
Zobaczyć, pocieszyć się zemsty widokiem.
Niech duszę nasycę, niech serce ochłodzę
Po wielkiéj sromocie, po żalu głębokim. —
On głowę powoli od piersi podnosi,
Obelgóm odrętwiał i lżenióm szalonym;
Nic nie rzekł, lecz głosem konania omdlonym,
O kroplę ją wody i o chleb ją prosi.
— Ty wody chcesz! chleba! ty prosisz, Wojdyłło!
O, nié ma litości, jak mnie jéj nie było[638],
Gdym u nóg pełzając, w łzach cała, krwi cała,
Litości, spokoju, spoczynku żebrała.
Pij błoto z kałuży, jedz swoje wnętrzności,
Gryź więzy, Wojdyłło! To strawa dla ciebie.
Zapomnij o wodzie, zapomnij o chlebie,
Bo serca ty nie masz na świecie jednego;
A podłyś, jak gad ten, co pełza po tobie.
Brudniejszy od wód tych, co na twarz ci biegą[639]. —
I śmiechem wtórując, na oczy mu obie[640]
Stąpiła nogami — źrenice wyprysły,
Jęk z piersi się wyrwał, łzy krwawe zawisły
Na bladych policzkach. A ona, jak wściekła,
Na twarz mu plunęła, i klnąc go, uciekła.

— Biegnijcie — rzekł Kiejstut — biegnijcie na drogę.
Czas przybyć Witoldu[641]. Na próżno go czekam,
I myślę, a myślą napadam na trwogę;
Chcę zemsty, a zemstę dla niego odwlekam. —
Słudzy wnet polecą, patrzają — spostrzegli,
Tumany gościńcem ku miastu się wloką,
I z wieży z tą wieścią do xięcia[642] przybiegli.
— Tumany czarnieją, lecz jeszcze daleko! —
Sam Kiejstut na wieżę wystąpił wysoką.
Popatrzał, podumał. — To Witold tak śpieszy. —
I w wrota pobieży otwarte széroko —
Znać bardzo niecierpliw i bardzo się cieszy.
Już mury minęli i wrota przebyli,
Już w mieście podróżni. A Kiejstut na moście
Witolda pochwycił, nie daje i chwili.
— To Witold! to syn mój! Witajcie mi, goście!
W sam czas mi przybywasz! Przybywaj mi z radą.
Co robić ze zdrajcą, co robić ze zdradą?
Jagiełło pod wieżą, Wojdyłło w ciemnicy.
Na pniu położyli głowy zausznicy.
Co robić z Jagiełłą? co robić z Wojdyłłą? —
— Gdzież zdrada? — rzekł Witold — wszakże jéj nie było.
Jeśli jest, niech za nią zausznik odpowié;
Ja w zdradę nie wierzę, Jagiełłę kochałem.
Ojcze mój! na krewnéj nie mścijmy się głowie[643],
Bo Bogi na rodzie mścić będą się całém.
Ja w zdradę, o ojcze, w złość jego nie wierzę. —
— Masz dowód — rzekł Kiejstut — masz, patrzaj — przymierze
Tu stoi! Niech mnich ci przeczyta, w ich mowie,
Że przedał nas obu, na mojéj knuł głowie
Swą wielkość budować. I pisze mistrzowi,
Że Żmudzi, żmudzkiego kniazia się wyrzeka,
Że nawet wspomoże Krzyżaków w potrzebie.
Co Witold mi na to? co syn mój odpowié?
Czy nie dość jam cierpiał? czy nie dość jam zwlekał?
Czy nie czas, nie warto z ich karków spaść głowie? —
— Posłuchaj mnie, ojcze, a potém czyń woli
Zadosyć[644], jak zechcesz, jak serce ci powié.
Jam świadom Jagiełły ohydnéj niewoli;
Byłem sam na zamku, i byli świadkowie,
Co ze mną powiedzą, kto rządził za niego.
A brata mi oszczędź, synowca swojego!
Krwi jego nie żądaj! Wojdyłło cię zdradzał;
On z mnichy[645] się związał, on mnichy nasadzał;
Wojdyłło niech padnie za zdradę ofiarą!
Jagielle… — A jemuż więc żadną już karą
Słabości — rzekł Kiejstut — złéj woli nie płacić? —
— Jagielle dać xięztwo i władzę utracić[646]. —
— To mało! — To dosyć. Wypuścić na wolę[647],
A ciężko mu będzie wstyd znieść swój i dolę.
Upadnie, jak Jawnut, zniewagą przybity.
Ty panuj, mój ojcze! On z Wilna wygnany,
Gdzieś w lasy daleko, od oczów[648] zakryty,
Niech żyje na hańbę i żale skazany.
To brat mój! i ja go kochałem, jak brata;
A zginie, to ciężką będzie mi ta strata,
Jak gdybyś mi rękę odcinał od ciała,
Co przy niém wyrosła, i co je wśpierała[649]. —
Rzekł Witold, i ojcu do nóg się potoczył.
A Kiejstut rękami schwycił go za głowę,
I milcząc, na zamek ku wrotóm[650] poskoczył,
Myśl jakąś zapewne hodując już nową.

XXVI

Nazajutrz, słońce nim wstało,
Już się w zamek lud gromadził.
Kiejstut na kamieniu siedzi,
Obok Witold z mieczem w dłoni,
A dwornia[651] czeka rozkazu.
— Więźniów do mnie przyprowadzić. —
Skoczą natychmiast i wloką.
Przodem Jagiełło schylony,
Wzrok w ziemię, barki zgarbione,
Jak ciężarem przywalone,
Idzie, jakby szedł na ścięcie;
Ani obejrzy się wkoło,
Ani stryjowi pokłonił,
Ani na Witolda skinął;
Stanął, i czeka w milczeniu.
— Słuchaj! — rzekł Kiejstut powstając —
Warteś kary za twą zbrodnię;
Lecz Olgierdowa krew w tobie!
Nie chcę haniebną ją śmiercią
Rozlewać, ród hańbić własny.
Pójdziesz swobodny, i bratu
Będziesz za wolność dziękować.
On cię od zemsty zasłonił. —
Jagiełło stał bez podzięki,
Nie schylił głowy, ni wzrokiem,
Ni słowem wdzięczném przemówił;
Tylko po chwili rzekł z cicha:
— A Wojdyłło? a Wojdyłło? —
— Jego, zobaczysz, co czeka!
Chcę, żebyś patrzył na karę,
Byś ją pamiętał na wieki.
Oto i jego prowadzą. —
Z siném ciałem, krwią ociekły,
Wojdyłło wlókł się za tłumem;
Zadrżał, słysząc głos Jagiełły,
Głowę podniósł, trząść się począł,
I — Bądź przeklęty! — zaryczał —
Przeklęty! Olgierda synu!
Za ciebie śmierć ja ponoszę!
Na coś mnie wyciągnął z błota?
Na co podniósł? i niedźwiedzia
Z lasu wziął, bym oswojony,
Służył potém na igrzysko?
Może dzisiaj gdzie na dziczy
Spokojnie piłbym miód z rogu
I strzały ostrzył na wojnę.
Bądź przeklęty! — Pienił[652] z złości,
Aż się pod siepacza ręką
Głos krwawą stłumił paszczęką.
Lecz doszedł Jagiełły uszu.
On zwrócił głowę, z litością
Spójrzał[653], bez złości i gniewu,
A Kiejstut rękę podnosi.
— Na górę wieść go! na górę!
Jest dąb tam stary na wierzchu;
Niech ten, co mierzył wysoko,
Wysoko na nim zawiśnie. —
I zaraz ciągną siepacze,
A za niemi tłum się ciśnie,
A za niemi, wielkim głosem
Wołając, idą kniaziowie:
Bo Wojdyłło nie miał druha,
Bo z każdego krwi utoczył;
I wszyscy teraz poklasną[654]
Srogiéj śmierci zausznika;
I lud radośnie wykrzyka[655].
Jeden Jagiełło w milczeniu,
Nie śmié nawet podnieść wzroku.
Mijają wieże zamkowe,
Mijają wały nad rzeką;
A wciąż tłum wrzeszczy szalony.
Wciąż Wojdyłło klnie Jagiełłę;
I Maria krok w krok za mężem,
W uszy mu bije przekleństwy:
— Oto twój pochód zwycięzki[656]!
Oto twa wielkość, Wojdyłło!
O, lepiéj, lepiéj ci było
Z błota twego nie wychodzić,
I niewolnikiem pozostać!
Słyszysz te krzyki dokoła?
Twa to drużyna wesoła,
Co wczora[657] jeszcze przed tobą
Padała, bijąc ci czołem,
Dziś z wrzaskiem na śmierć cię wiedzie;
I nieodstępna twa żona
Krok w krok za tobą, Wojdyłło!
Chce patrzeć na męki twoje,
Chce widzieć twoje skonanie.
Aby na całe się życie
Słodkim napasła widokiem. —
Siepacze Wojdyłłę wleką;
On ich pyta: — Czy daleko? —
— Daleko! — woła mu żona —
Krwawa jeszcze, długa droga!
Chciałabym, byś nią szedł wieki,
Byś wołał śmierci na próżno,
I w mękach nie mógł wymodlić.
Jeszcze daleko! daleko!
Długa jeszcze, długa droga!
Ale już stryczek gotowy
Dla xiążęcéj[658] twojéj głowy,
Już się na dębie kołyszą
Dwóch siepaczy i czekają.
O! nadto prędko umierasz!
Patrz, jaki pogrzeb wspaniały!
Tysiąc cię ludu prowadzi,
Na czele wojska, czeladzi,
Na czele dworni rozlicznéj.
Żyw[659] idziesz na stos, Wojdyłło!
Nic masz oczów[660], nastaw uszy,
Nasłuchaj[661] swojéj katuszy.
Za moje męki to kara,
Za mój wstyd śmiercią zapłata! —
A lud radośnie wykrzyka[662],
Lud, śmiejąc się, bije w dłonie,
I do Wojdyłly przymyka[663],
Sromoci[664] go zemstą swoją,
Bije, plwa[665] nań i urąga.
Długo tak, długo ścieżkami
Szli, gdzie dąb stoi na górze;
Aż gdy do niego zbliżali[666],
Upadł im więzień bezsilny.
Wówczas sznurami siepacze
Po grzbiecie bijąc go, zmuszą,
Ażeby powstał na nogi;
Ale na próżno; ból srogi,
Ani wycisną katusze
Jednego jęku z ust jego;
Martwy pod drzewem upada;
I wnet na rękach gromada
Do petli[667] z łyka go wznosi,
Z okrzykiem gardło mu ściska,
I wrzeszcząc, ciągnie za nogi.
Wojdyłło ducha wyzionął,
I piana z krwawéj paszczęki
Kłębiąc się, duszę wyniosła!
Spójrzała[668] Maria, pobladła,
i nieruchoma, u drzewa,
Jęknąwszy, martwa upadła[669].
— Taka jest zemsta Kiejstuta! —
Spójrzał, i nazad na zamek
Śpieszy, wieść każe Jagiełłę.
On smutny za nim się wlecze;
Ani go Witolda słowa,
Słowa pociechy i zgody,
Z odrętwienia wywieść mogą[670];
Dusza i usta zamknięte,
Wzrok stępiały, wargi ścięte!
Na zamkowéj, na świetlicy,
Kiejstut usiadł przy ognisku;
Dokoła niego bajoras[671],
Dokoła syny[672] i krewni;
I Jagiełło stoi w dali,
Smutny, z pochylony głową.
— Słuchaj! — Kiejstut doń zawoła —
Widziałeś, jak zdrajców karzą?
Krwim twéj, nie ciebie, oszczędził;
I nie puszczę cię żebrakiem,
Byś po drogach chleba prosił,
Lub do obcych sciągał[673] rękę;
Krewo ci z Witebskiem daję,
Kawał ziemi i xięztw dwoje[674].
Dość na słabe barki twoje.
Nie umiész bić się, ni rządzić,
Idź, i skarby zabierz z Wilna,
Wywieź na nowe twe xięztwo;
Nie chcę ci spadku odbierać.
Mnie po bracie należało
Rząd zabrać i władzę całą,
Teraz powracam do swego. —
Rzekł, a Jagiełło upada
Na kolana; lecz milczący,
Słowa przebąknąć nie umié.
Czy to bojaźni, czy dumie
Przypisać, Kiejstut sam nie wié;
Ale hamuje się w gniewie,
Każe powstać synowcowi.
— Idź, idź, Jagiełło! a bratu —
Rzekł — podziękuj za swobodę;
Bo na Perkuna klnę brodę,
Gdybym sam sądził, sam karał,
Gdybym na niego nie czekał,
Byłbyś dziś wisiał z Wojdyłłą,
A nad głowami waszemi
Karta przymierza z Krzyżaki[675]! —

XXVII

Nad Niemnem, nad Wilią, stare dęby stoją,
Nad Niemnem, nad Wilią młode dęby rosną;
I wnuki po dziadach u ich wód się poją,
I wiosna po zimie, i lato za wiosną,
Przechodzą, przelecą — zawsze wody wodą
Płynęły jak płyną, ku morzu się wiodą;
Przemijanie, Los, WodaLiść rośnie i spada, sypią się mogiły,
A wody tak płyną, jak od wieków były;
Ni je smutek wstrzyma, ni radość pośpiesza;
Czy łza w nich dziewicy, czy krew wroga wmięsza[676],
Przechodzą, przelecą — zawsze wody wodą
Płynęły jak płyną, ku morzu się wiodą.
Tak i życie nasze, na łzach, czy weselu,
Płynie, jak te wody, do grobu — do celu!

Na smutnym Witebsku Jagiełło sam siedzi,
Sam jeden, sam jeden! I nie ma u boku
Draba już, Wojdyłly, co dawniej wejrzenia,
Co dawniéj skinienia, posłuszny, czatował[677];
A bracia go tylko lekkiemi słowami
Chcą cieszyć we smutku[678]; lecz ze słów znać braci,
Że serce nie boli, że w sercu się cieszą
Nieszczęściem braterskiém. On teraz im równy,
Bo zstąpił z stolicy; on niższy dziś od nich!
A jemu! dnie, noce, myślami ciężkiemi,
Jak mgłami czarnemi, zasnute ponuro!
Na słowa pociechy skinienia nie rzuci.
Sam Witold na zamek witebski go przywiódł,
Witold mu na rany lał leki pociechy;
Lecz zamiast wdzięczności, Jagiełło i słowa
Nie wyrzekł dobrego; a w sercu cóś[679] chowa;
Co? — zemstę! — nie może zapomnieć Wojdyłły.
I smutno czas płynie na zamku witebskim!
Na próżno go matka pociesza, żal słodzi,
O dawnych mu dziejach, o starych mu zemstach,
Wygnańcach, co potém na wrogach pomścili,
Po cichu cóś mówiąc. On milczy uparty;
A imie[680] Wojdyłły, gdy kto doń wyrzecze,
To łza mu ukradkiem po twarzy pociecze.
Lecz że łzy zarówno, zarówno z tęsknotą,
Jak z śmiechem, weselem, dni płyną człowiecze;
Szczęśliwe przelecą, a ciężkie przegniotą;
A równo i szczęście, i boleść uciecze[681].

Raz wieczór był ciemny i burza na dworze,
I wichry w ciemnościach szalały samopas,
W krużgankach zamkowych świszczały ponuro,
Do okien się tłukły; i promień ogniska
Z dymami na izbę przed wiatrem uciekał;
I ptastwo[682] do blanków[683], do drzew się tuliło.
Jagiełło sam siedział, zgarbiony, ponury,
Cóś szeptał, jak gdyby chciał duchy zaklinać,
Wejrzeniem nieśmiałém na czarne wiódł mury
I wzdychał; a sługi[684] w przedsieniu wesoło
Pieśniami mu serce zbolałe jątrzyli.
Czy wicher tak zawył? czy wrota zaskrzypły[685]?
Czy róg się odezwał? czy puhacz[686] skowycze?
Czy wjechał gość jaki? czy szumi w krużgankach?
Powoli komnaty drzwi przemkną się na pół,
Służebnik przed panem z pokłonem upada.
— Kniaziu mój! podróżny przyjechał do ciebie.
Czy każesz go puścić? —
— Z daleka podróżny? —
— On z Wilna; po pilnéj przybieżał potrzebie,
I prosi, i błaga, by widzieć się z tobą. —
— Zapytaj o imie[687]. — On imie powiedział.
To Hanul Nakiemna[688]. —
— Niech wnijdzie[689] tu do mnie;
I podać mu wodę, podać mu róg złoty,
I placki, i mięso, i miodu krewskiego. —
Tak mówił; powstaje, sam do drzwi pośpiesza;
A w oczach nadzieja i radość raz piérwszy
Zabłysły; aż słudzy odmianie się dziwią.
Wszedł Hanul, i twarzą do ziemi przypada;
Jagiełło podnosi, za rękę go ciśnie[690].
— Ty tutaj! — zawołał — ty tutaj! ty u mnie!
I cóż cię, mój stary, na Witebsk przygnało? —
Tak mówił, a w głosie od płaczu mu drżało,
I oczy w starego jaśniejące wlepił,
Starą dłoń zatrzymał z uczuciem braterskiém.
A Hanul Nakiemna był starzec już siwy,
Olgierda dworzanin, Jagiełły druh z młodu,
Przyjaciel xiążęcia[691], krwi jego i rodu.
Włos mu już się srébrzył, a jeszcze policzki
Jaśniały rumieńcem, i oczy pałały.
Na sobie miał czarne odzienie zszarzane[692],
Nóż tylko za pasem, kij tylko okuty,
A włosy od prochu i pyłu zwalane[693],
A plecy od wieku i znoju schylone.
— O, powiedz mi, Hanul — Jagiełło zawołał —
Co w Wilnie się dzieje? jak stryj tam panuje?
Czy pamięć tam ojca brat całkiem wymazał?
I o mnie, i o nas zapomnieć przykazał?
Czy wiedzą na Litwie, że żyje Jagiełło?
Czy synóm[694] Olgierda nie postać tam więcéj? —
— Nie! — Hanul odpowié — nie! Ród wasz xiążęcy
Na starą do grodu powróci siedzibę,
I tam, tam zasiędziesz, gdzieś przeżył od młodu;
A pamięć Olgierda nie zgasła na Litwie,
Ni ramie[695] Kiejstuta wymazać ją może.
Wy zawsze przytomni[696]! wy zawsze tam z nami!
A cicho lud gwarzy, wygląda powrótu[697]. —
— Powrótu! powrótu! — Jagiełło rzekł smutnie —
Powrócić! być sługą, poddanym Kiejstuta!
To nadto sromoty dla syna Olgierda! —
— Powrócić panować! — Hanul mu odrzeka. —
Nam tęskno za wami, my na was czekamy.
Jam przybył… — I wkoło wzrok toczy nieśmiało.
— Mów, Hanul! nikt nas tu nie słucha, na Bogi! —
— Więc powiém. Już tobie czas wracać do Wilna;
Kiejstut tam bezpieczny, w wyprawy się gania,
Załoga maleńka, a Witold na Trokach.
Przyjaciół masz w Wilnie, słudzy ci pomogą.
Idź, zabierz co twoje, Olgierda dziedzictwo,
I rękę ci tylko ściągnąć już po niego[698]. —
— O! nie tak to łatwo! — Jagiełło przerywa. —
Nie patrzy się Kiejstut, a jednak on strzeże.
I Witold zbyt blizko[699], i siły mam małe. —
— Sił wam tam nie trzeba, bo Wilno twe całe —
Rzekł Hanul. — Jam z swemi już mówił o tobie.
Im tęskno za panem, na ciebie czekają.
Przyjdź tylko i zabierz. —
— O! byłażby prawda! —
Jagiełło wykrzyka[700], rzucając ku niemu. —
I mogęż ci wierzyć? —
— Wierz słudze staremu,
Bo stary cię sługa wszak nigdy nie zdradził.
Gdy Kiejstut na Krewie z Witebskiem cię sadził,
My wówczas szeptali: — Niedługo tam jemu;
Powróci do swoich, na Wilno powróci. —
Czas nadszedł, my rękę ciągniemy do ciebie.
Chodź, xiążę, w stolicę. Swoi cię czekają. —
Wtém wnieśli miód krewski i rogi złocone,
I oba umilkli. Jagiełło do gościa
Wychylił, i wzrokiem wesołym pogląda.
A czeladź go widząc z tak jasném obliczem.
Dziwi się, cóś szepce o wieści wesołéj.
Nazajutrz odjechał. Pozostał Jagiełło,
Lecz nie już, jak wprzódy, samotny u ognia;
On zbiera swe sługi, do wojny ich zbroi;
A kiedy pytają — Z Kiejstutem — powiada —
Pójdziemy w krzyżackie nacieszyć się włości. —
I zamek się cały, i miasto się całe
Przybiera; łucznicy z strzałami gotują;
Ostrzą się szablice, i dzidy hartują,
I konie zdziczałe w pastwiskach zajmują.
Choć jeszcze Jagiełło dnia wyjścia nikomu,
Ni drogi nie wskazał, a wszyscy już wiedzą.
Że pójdą daleko, że wojnę poniosą.
Matka się pytała, przed matką zataił;
Brat młódszy się pytał, nic nie rzekł przed bratem;
Bajoras[701] chcą wiedzieć, bajoróm powiada,
Że z stryjem Kiejstutem na Prussy napada.
I ranku jednego w trąb dziesięć zatrąbią,
W lietaury[702] zabiją, chorągwie rozwiną.
On matkę pożegnał i smutny wyjeżdża,
A dokąd? nikt nie śmié domyślać, nikt nie wié.
Raz mówił, że do Pruss, to znowu, że w Krewie
Na zamku chce w swoich przesiedzieć czas włościach.

A w Wilnie? — O nowych lud szemrze cóś gościach.
W gospodzie Nakiemny co nocy mieszczanie
Miód piją, po cichu, tajemnie cóś gwarzą,
I chodzą — nieswoi; oczyma i twarzą
Wskazują, że spisek uknuty, i zdrady
Lękają się jakiejś, a sobie nie wierzą.
Co nocy na drogę do Krewa wiodącą
Kilku ich wychodzi; patrzają[703] ze wzgórza;
Szepcąc cóś, wracają; gdy czarna okryje
Noc miasto, gościniec, i góry, i lasy,
Naówczas podchodzą, i z strażą zamkową
To piją, to ciche prowadzą rozmowy.
Na koniec i Hanul do Krewa się nocą
Przebiera[704], powraca, a znowu do niego
Mieszczanie ciekawi rozpytać się biegą.
A Kiejstut? — pociągnął na Siewierz, daleko.
Korybut[705] go ztamtąd[706] napada, jak gdyby
Za brata chciał pomścić; i coraz to głębiéj
Żmudź żyzną plądruje, i coraz to dłużéj
Nowgrodzkich swych wojów na Litwie wypasa.
A Witold? — On w Trokach. I często zagląda
W ojcowską stolicę; lecz spokój w niéj tylko.
Ilekroć przyjedzie, bajoras mu nizko[707]
Wybiją pokłony i bramy otworzą,
Podarki przyniosą, poddaństwem klną swojém,
Że wszystko w porządku, bezpieczny spać może.
A Witold im wierzy, bo każdy za młodu,
Dopóki go trzykroć zdrada nie pożyje[708],
Chce wierzyć przyjaźni i ufa wierności.
Na Wilnie namieśnik[709], sam Hanul Nakiemna;
On straże zamkowe, on warty grodowe,
On klucze od wrót ma, on klucze od murów;
On, zda się, najwierniéj Kiejstuta poddany,
On, zda się, Witolda serdecznie ukochał;
Nawet go zaprasza do Wilna na łowy,
Nawet go przywabia na pobyt w stolicy;
A kiedy wyjeżdża, za strzemię wstrzymuje,
Za nogi go chwyta i nogi całuje.
I Witold, po siwéj głaskając go głowie,
Uśmiechem, podarkiem ucina rozmowie[710].
Nie widać, nie widać z Siewierza Kiejstuta!
Gdzieś pewnie Korybut Olgierdów[711] harcuje,
I chowa się w lasy, lub w zamkach zaszywa,
Że dotąd go pożyć stary kniaź nie może.
A w Wilnie? — spokojnie. Widać, nań czekają,
Bo co dzień z wieczora wychodzą na wieże,
Za wrota, za mury tłumami biegają;
Straż nawet, co zamku dzień i noc pilnuje,
Często się gdzieś zwlecze, pogląda ze wzgórzy,
W gościńcach tumanów powrótu szukając.
Był wieczór. Na wieży, na wysokim grodzie,
Dwóch ludzi usiadło, ku Krewu patrzali;
Do siebie ni słowa nie mówią, a coraz
Obadwa w tę stronę wzrok wiodą stęskniony;
Czy kniazia od Krewa czekają z téj strony?
Czy wróg im tam grozi? Lecz nié ma na wroga
Gotowych tu ludzi, ni broni; a bramy
Na oścież otwarte, choć wieczór się zbliża.
Wtém powstał Nakiemna, i rękę do czoła
Przyłożył, pogląda; cóś szepnął, i zbiega;
I drugi tuż za nim. Na drodze od Krewa
Pędzą się żołnierze, chorągiew powiewa.
A jedni wołają: — To Kiejstut powraca!
A drudzy z uśmiechem, jak gdyby szydzili,
Do wrót się pośpieszą — otwierać? czy bronić?
Czy witać Kiejstuta? czy z wrogiem spotykać?
Krzyk powstał w przedmieściach. Już wojska do zamku
Pędzą się wrzaskliwie; już mury minęli,
I straże zwalone, i bramy złamane.
A Hanul Nakiemna za konia prowadzi,
Z odkrytą sam głową, cóś głośno wykrzyka[712]:
— Niech żyje Olgierda krew! Pana naszego!
Jagiełło nasz ojciec! poddani my jego! —
— Niech żyje Jagiełło! — tłum za nim powtarza.
I na most zamkowy wpadają z okrzykiem.
Wtém z zamku, o kiju, w xiążęcéj odzieży,
Drżącemi krokami spotykać któś bieży;
Włos biały wiatrem się rozwinął po skroni,
I broda po piersiach srébrna się rozwiła;
Policzki rumieńcem ma gniewu okryte;
Stał w wrotach, i straże wylękłe zwołuje.
— Na Bogi! na Bogi! kto wierny Kiejstuta!
To zdrada niegodna! Niech wrota zatrzasną!
Niech stają z łukami, najezdców[713] odpędzą! —
Lecz nikt go nie słucha. Ci klęczą, i twarzą
Przed nowém się słońcem pokornie kłaniają,
Ci z bronią, głęboko od strachu chowają,
Ci mury przełażą i w pola zbiegają.
Na próżno się starzec i zmaga, i woła,
Na próżno wstrzymuje, zachęca i łaje —
Lud w jedną Jagiełły połączył się zgraję,
I rzuca czapkami, witając xiążęcia[714].
A starzec to widzi, i usiadł na ziemi
W poprzek wrót, osłonił na głowę połami,
Sparł plecy o wieżę, drogę zaparł[715] sobą.
Jagiełły koń cofa, tłum cofnął się razem.
— Precz z drogi! precz z drogi! — za kniaziem wołają. —
Do zamku kto panu śmié drogę zapierać?
Otworzyć mu wrota! otwierać! otwierać!
Kto zaparł je sobą? kto stanął na drodze? —
Hanul się wprzód rzucił i starca pochwycił.
— Na Bogi! Widymund! Wy po coście w bramie? —
— Bronię jéj. — Przeciwko tysiącóm? wy stary! —
— Tysiąców nie przeprę. Jagiełło mnie złamie,
Niech starca jednego we wrotach zagniecie,
By nie rzekł kto potém, że jednéj nie było,
I jednéj tu duszy, co wiarę strzymała[716]! —
Tak mówił; gromada na niego się rwała,
I suknie mu darli, i włosy szarpali.
Jagiełło zajeżdżał do zamku swojego;
Wtém spojrzy do góry — dąb stoi na górze,
Na dębie się chwieje kościotrup przegniły;
On oczy zakrywa — to ciało Wojdyłły
Zwyciężcę[717] Jagiełłę na Wilnie witało.
— A! na kim się pomścić? a karać tu kogo? —
— Widymund jest tutaj, to ojciec Biruty. —
— Widymund! Do jutra niech leży w ciemnicy,
Gdzie leżał Wojdyłło. A rano ze świtem
Niechaj stos nakładną[718] na Świętéj Dolinie,
Niech koło postawią na Górze Krzyżowéj:
Na stosie Wojdyłłę pocześnie[719] spalimy,
Na kole rozbijem Kiejstuta krewnego.

— Lecz mało Widmunda, mnie mało starego.
Krwi jednéj za druha na świecie jednego:
Dwónastu[720] niech starszych wywiodą na ścięcie,
Dwónastu niech młodych na stos mi wybiorą. —
Tak mówił Jagiełło, i w progi zamkowe,
Z krwi słowy i zemstą witając Kobole[721],
Wszedł znowu, ze drżeniem pochylił im głowę.
A rano, o świcie stos płonie w dolinie;
Wojdyłły trup na nim i młodych dwónastu[722];
Na pnie się starszyzny karki pochyliły;
A Widmund dał głowę na kole rozbity;
I ciało starego psy, gryząc, powlokły,
Wnętrznośćmi[723] skrwawiwszy podwórce zamkowe.

XXVIII

Na twoję[724] głowę, Kiejstucie,
Walą się chmury gromadą:
Oto się Wilno poddało,
Hanul Jagiełłę wprowadził!
Z Trok Witold, z matką i żoną,
Uciekać musi do Grodna.
Nié ma z kim stanąć w obronie.
Pije gorycz zwyciężony,
Klnąc dzień, gdy ojcu doradził,
By Jagiełłę swobodnego
W Witebsku z Krewem posadził;
Jagiełłę, co w jednéj chwili
Odzyskał wszystko stracone.
Już idzie w cudze dzielnice,
Po trockiéj hasa już ziemi.
Pamiętni swego przymierza,
Krzyżacy, Ruś, z nim są razem.
Trzech braci wojsko uderza,
Ogniem idąc i żelazem!
A Kiejstut? Kiejstut z Siewierza
Garść tylko wywiódł bezsilną.
O, jak powrócić mu pilno!
O, jak mu brwi się zmarszczyły,
Gdy o Widmundzie znać dano!
Kiedy go wieści goniły,
Że Witold musiał sromotnie
Z Trok ubiedz[725] z matką do Grodna!
Ale nic nie rzekł, nie łajał,
Ani Jagiełłę przeklinał;
Konia ku Żmudzi skierował,
Oczy ku Żmudzi obrócił,
Wojsko się zbierać gotował.
Nigdy zło nie idzie jedno,
Zawsze się wlecze, jak chmury,
Kupą się ciągnie, gromadą.
I drugi goniec do Żmudzi
Leci z wieścią opłakaną:
Zięć z Mazowsza wyszedł zdradnie,
Całém Podlasiem już władnie[726];
Zajęte włości Kiejstuta;
Mielnik, Kamieniec, Drohiczyn,
Suraż — zabrane, podbite;
Brześć tylko, gdzie jest Biruta,
Zięć niewierny poszanował;
Resztę zagarnął pod siebie.
Wieść ta nie przydała bolu[727].
Kiejstut z wojskami już w polu.
— Na Jagiełłę naprzód! — woła —
Potem z zięciem obrachujem[728]. —
I pod Troki ciągnąć każe.
Witold przyleciał tam z Grodna,
Kiejstut nadbiega ze Żmudzi;
I Jagiełło z Krzyżowemi[729],
Ze trzema braćmi swojemi,
Na odsiecz zamku pośpiesza.
Trzykroć zatętniała[730] ziemia,
Trzykroć zaszumiały lasy,
A słońce wschodzące krwawo
Na trockie spójrzało[731] pola,
W Trockiém zabłysło Jeziorze,
Jakby w krwi rozlanéj strudze.
Cicho w obozach; oczyma
Dwa wojska mierzą się wzajem;
Na dwóch pagórkach się kładły,
Z dwóch się patrzą wysokości,
I liczą ufce[732], proporce,
Z siłami swemi rachują.
Na jedném wzgórzu Jagiełło,
Z mistrzem i bracią, w milczeniu
Stoi, i od Trok pogląda;
Na drugiém Kiejstut z Witoldem,
Sparci na mieczach i smutni,
W żelazne Krzyżaków zbroje,
Co świecą słońca odblaskiem,
Patrzą; i na Żmudź swą okiem,
Skórami i pałki zbrojną[733],
Zwątpiały wzrok obracają.
— Słuchaj, Witoldzie! — rzekł stary
Nietrudno zgadnąć wygraną.
I nie wiém, czemu na trockie
Smutno poglądać mi wieże!
Patrz, chmura kruków tam wisi
I kracze, wzbiwszy nad mury.
Miałżebym nigdy już, nigdy,
Nie siąść przy trockiém ognisku?
I moje Bogi domowe
Pożegnać, rzucić na wieki!
Nie trudno zgadnąć wygraną —
Jagiełło silny Krzyżakiem;
Z nami tylko nasi staną,
Nieporządnym szykiem w boju;
I nie mają miecza, zbroi,
Twoi żołnierze i moi;
I trzech my nie mamy braci,
I ruskich wojsk my nie mamy.
Za wszystko męztwo[734] zapłaci?
Czy jedném męztwem wygramy?
O, nie wiém, nie wiém ja, czemu
Oczu od zamku trockiego
Odwrócić chwili nie mogę!
A łzą mi oczy zachodzą!
A ręce drżą mi i serce!
I męztwo moje straciłem! —
— Ojcze mój! — Witold odrzeka —
Zawsze tak, chwila przed walką;
Lecz gdy się ruszą szeregi,
Ziemia zatętni, krzyk wzniesie,
Wówczas i serce zabije,
I męztwo dawne powróci.
Wszak Bogi za dobrą sprawą,
Bogi za zdrajcą nie będą.
Ofiarę spalim przed Khawą,
I niewolników dwónastu
Na dziękczynienie oddamy. —
— O, dałbym, synu, sam siebie,
Siebie Bogóm na ofiarę,
Bylebym głowę mógł starą
W ojczystych murach położyć!
Ale mnie tego nie dożyć!
Patrz! nad niemi sokoł[735] biały,
A nad nami kruków stado!
Bogi znak przed bitwą dały;
Bogi przeciw nam, za zdradą! —
I ręce smutnie opuścił,
Usiadł na wzgórzu i patrzy,
Nie zwróci oka z zamczyska,
Dumą gdzieś leci daleko.

XXIX

Na drugiém wzgórzu trzech rycerzy stoi,
I patrzą, milcząc, na wojsko Kiejstuta.
Piérwszy obliczem odznacza i szatą:
Pancerz na piersiach, zbroja z stali kuta,
Nogi i ręce łuska mu okryła,
Miecz w złotéj pochwie u boku zwieszony,
Na hełmie czarną kitą wiatr powiewa.
Na barkach biały płaszcz krzyżem znaczony,
Po piersiach broda spłynęła mu siwa,
Powieki leżą na oczach znużone,
A czoło blade wpół przyłbica kraje.
Przy nim Jagiełło — wejrzenie zamglone
Strachem, radością, nadzieją, czy gniewem?
Czy szczęściem, czyli wróżbą nie po myśli?
Daléj Skirgiełło — rzadka czarna broda
W żółtéj mu skórze ciemne drogi kréśli,
A krwawe oko zpod[736] brwi nachmurzonéj
Płowo się świeci, jak ognik grobowy;
Skoczyło wzrokiem w oddalone strony,
Niby potyczki przyszłéj plac rozmierza,
I rozstawuje[737] wodzów i rycerza;
Potém w Jagielle pochmurne się topi.
Milczą dwa wojska; ranne słońce wstaje,
Nikt z dwu obozów walki nie poczyna;
I płynie ranek w ciszy uroczystéj,
Już dzień się rozlał, świat obielił cały,
Wojska tak stoją, jak wieczorem stały.
Kiejstut na Troki patrzy zamyślony,
Jagiełło szepce, rachuje i waży.
Dwa tylko ufce wyszły w przód dla straży.
A mistrz wciąż w ucho cóś kładzie Jagielle.
— Poczynaj, xiążę[738]! w Imie[739] Boże! śmiało!
Co to za wojsko? — zbieranina ludzi
Zaledwie zbrojnych, których wojsko moje
Biło już nieraz w kiejstutowéj Żmudzi;
Pobije znowu. —
— Nie wierzcie tak sobie —
Jagiełło odrzekł, potrząsając głową. —
W wodzu jest wojska siła i otucha.
Kiejstut najgorszym potrafi wlać ducha.
A jego męztwa czyż jeszcze nie znacie?
Sił i odwagi wszakeście świadomi! —
Mistrz się uśmiechnął — nic nie mówił daléj.
A wtém Skirgiełło przystąpił do brata.
— Na co wojować? po co krew rozlewać?
I zdawać losy na walkę niepewną?
Wezwać ich tutaj, zabrać, pozwiązywać.
Wszystko się skończy za jednym zamachem.
Zdradą począłeś, kończże, bracie, zdradą!
Zwabić ich tutaj. Klnę się, że przyjadą.
Kiejstuta łatwo przyciągniem za synem.
Odjąwszy głowy, wojsko się rozsypie. —
Nic nie rzekł xiążę; widać, waha[740] jeszcze;
A już Skirgiełło pośpiesza z gałęzią[741],
Wojsko przebiega w przeciwnym obozie,
Woła Witolda, by wyszedł przed szyki.
Postrzegł go Witold, posłyszał wołanie,
Siadł na koń, przeciw[742] posłańcowi śpieszy.
— Słuchaj, Witoldzie! przyjaźni dziecinne
Długie i stałe — rzekł Skirgiełł do niego. —
Jagiełło pomni na braterstwo z tobą,
Wzywa, jak brata, do swego obozu.
Kto wie, czy zgody nie zawrzem bezkrwawéj?
Ja ci przysięgą na Perkuna brodę
Klnę się, że zdrady nie knowamy żadnéj.
Chcecie pokoju? zgoda na umowy? —
Wtém stary Kiejstut zerwał się z pagórka,
Leci do syna, Skirgiełłę spostrzega.
— Z jakąż wy wieścią? — z daleka wykrzyka.
— Widzicie, stryju! z gałęzią zieloną.
Jagiełło chce się z Witoldem rozmówić.
Ja w zakład u was za niego zostaję.
Puśćcie go. Może zgodzimy[743] bez boju. —
Kiejstut pomyślał chwilę, dał znak głową.
— Idź — rzecze — synu! lecz żadną umową
Nie wiąż beze mnie. Mam w sercu obrazę,
Którą niełatwo zmyć słowy jednemi[744].
Czyjejś krwi na to, i wiele mi trzeba! —
Mówił, a Witold już konia dosiada,
Gałąź Skirgiełły pochwycił, wskok bieży,
Kędy na wzgórzu Jagiełło z Krzyżakiem
W milczeniu patrzą na Skirgiełły kroki.
Jagiełło rękę wyciągnął do brata.
— Ręki twéj nie chcę — Witold mu odpowié,
I w tył się cofnął. — Jagiełło! tyś zdradą
Podszedł nas z ojcem. Wiesz, jaka zapłata
Zdrajców? Wojdyłło wiesz jak ukarany? —
— Wiem — rzekł Jagiełło. — Tak i Widmund zginął! —
Witold zapłonął, znów cofnął i skinął.
— Bądź zdrów — rzekł. — Jam tu nie przyszedł się śpierać[745],
Lecz zgodę robić i pokój zawierać.
Zgoda niemożna[746], pokój niepodobny! —
— Czekaj! — mistrz przerwał — Kniaziu! jesteś młody.
Przez kłótnie często przychodzą do zgody.
Po co wymawiać dawne wasze żale?
Jagiełło zgody chce, nie nowéj kłótni.
Zjedźcie tu z ojcem, i mówcie o zgodę[747]. —
— Z ojcem! Ja ojca tutaj nie przywiodę! —
Zakrzyknął Witold. — Kto raz zdradził, zdradza;
Ani ma wiarę, kto ją raz przełamał! —
— Nie zdradąż Kiejstut odebrał mi Wilno? —
— Nie, bo szedł karać za tajne przymierze,
I nié ma zdrady, gdy się swoje bierze. —
— Swoje? — Jagiełło szydersko[748] zawołał.
— Swoje! Po bracie jemu było rządzić.
Oddał ci Wilno, bo chciał. Z jego łaski
Tyś w niém utrzymał[749]. Odebrał, gdy żądał,
Gdy godnym rządów nie byłeś, mój bracie! —
— Próżne to słowa, próżno się śpieracie[750].
Czas idzie marnie[751]. Niech rozejm ogłoszą.
Trzech braci kniazia zaręczą Kiejstuta,
Że się tu żadna nie osnuwa zdrada.
Chceli pokoju? niechaj do nas zjedzie,
Zawrzemy zgodę, zawrzemy bez boju. —
— On, do was? Czemuż nie wy by do niego?
Starszy — nie wstydby szanować starego,
Chocieś Widmunda nie baczył siwizny! —
— Poszedłbym z tobą — Jagiełło nieśmiało
Rzekł — ale nie nam dwóm być przy umowie.
Mistrz do waszego nie pójdzie obozu,
A ja bez niego nic zrobić nie mogę.
Przywiedź tu ojca. Nie wierzysz mi, bracie,
Trzech Olgierdowych synów da wam słowo,
Że, czy się zwiążem, czyli[752] nie, umową,
Swobodny wróci do wojska swojego. —
Witold mu w oczy poglądał nieufnie,
Wahał się; potém na konia poskoczył
I ku swojemu wojsku pędem wraca;
Tam ojca bierze w namiocie na stronę
I pocznie mówić. Stary wstrząsa głową,
I brwi nachmurzył, i stoi ponury.
Wtém Olgierdowych synów trzech przychodzi,
I kładną klątwę[753], że się nie ma zdrady
Ani żadnego obawiać zamachu.
Kiejstut, wciąż milcząc, ciągle się opiera.
Na próżno Witold trzykroć przekonywa,
Na próżno Skirgiełł z braćmi poprzysięga.
Kiejstut się jeszcze podejścia obawia.
I walczy z sobą, bo chciałby ukończyć,
Nie zdając losów na bitwę niepewną.
Nareście[754] spójrzał na trocki swój zamek,
I kazał konia siwego podawać.
Olgierdowicze spojrzeli po sobie
Bystro, przelotem; i wszystkim się wargi
Wzruszyły śmiechem radości ukrytéj.
Wtém stary sługa przeciw[755] kniazia bieży,
— Na Bogi! Kniaziu! — krzyczy — co myślicie?
W paszczękę wroga nieść niemiłe życie?
Czy żony nie masz, synów i rodziny?
Czy ci się życie i wojna sprzykrzyła?
Po co tam jedziesz, zkąd[756] dwakroć już zdrada
Do piersi twoich zmierzyła? Kiejstucie!
Wiesz, jak Jagiełło przywyknął wojować.
Każ wojsku napaść, każ nam występować.
Zginąć nam, Panie, to zginąć nam w boju,
A nie idź do nich, bo zdradą cię zmogą! —
Na wrzask się sługi rwą Olgierdowicze,
Z zapalczywością na niego powstają,
Dobyli mieczów, klną starca i łają.
— Nasza przysięga warta cóś, na Bogi!
Czegoż się lęka? czy i nam nie wierzy? —
Sługa wciąż krzyczał; wtém konie podali;
Siadł Witold, Kiejstut, trzéj Jagiełły bracia,
I od obozu puścili się czwałem[757].
Kiejstut na trockie wieże oczy wlepił,
I nic nie słyszy, i nie patrzy na nic;
Tylko się myślą kąpie na jeziorze,
Dumami ognie rozpala[758] w świetlicy,
I dni ubiegłe odżywia[759] z popiołów.
Minęli obóz, dolinę i czaty
Przeciwnéj strony. Wtem z wzgórza, gdzie stali,
Mistrz i Jagiełło zniknęli pospołu.
Czyli naprzeciw Kiejstuta wychodzą?
Czy skryli w namiot? Nié ma ich na górze.
Wjeżdżają w obóz; do środka zmierzają,
Kędy chorągiew krzyżacka powiewa.
Skirgiełł ich wiedzie, z Witoldem Kiejstuta.
Konie oddali i idą spokojni.
W progu namiotu bojarów dziesięciu
Ciekawie patrzą szyderskiemi oczy[760];
I nagle jeden do starca poskoczy,
W tył szarpnął szablę od boku Kiejstuta,
Wnet drugi silnie za barki go chwycił,
Trzeci Witolda o ziemię powalił.
Skirgiełły nié ma, bracia z nim zniknęli;
Siepacze tylko z pętami przybiegli,
Wśród krzyków wiążą jeńców i unoszą.
A trąby trąbią, i obóz się zwija,
Wojsko do Wilna uchodzi z pośpiechem.
Żmudź pozostała, jak ciało bez głowy,
I, płacząc zdrady[761], do lasów rozbiegła.

XXX

Na krewskiém zamczysku
Jest wieża wysoka;
O stopy jéj fala,
Pluskając, uderza;
I jedno okienko
Na wodę pogląda;
Okienko z ciemnicy,
Co wiosną, gdy wody
Powstaną wysoko,
Zalana do wierzchu,
Gdy rzeki opadną,
Gdy wody odpłyną,
Na dnie jéj się tylko
Kałuża błotnista
Zostaje[762], i mury
Wilgocią przesiękłe[763]
Grzybami żółtemi
Okryją do zimy.
Na krewskiém zamczysku
Jest wieża wysoka;
Ciemnica pod wieżą
Wilgotna, smrodliwa.
Tam gady, ze szczelin
Wyszedłszy na słońce,
W okienku się grzeją;
Mchy rosną zielone,
I grzyby żółtemi
Sklepienie obrasta.
W ciemnicy téj dawno
Więzień już nie siedział.
Był jeden. Kto taki,
Nikt w Krewie nie wiedział.
A kości się białe
Pod oknem zostały
Po gościu ostatnim.
I od téj już pory
Zbutwiałe zapory,
Drzwi padły przegniłe,
I w oknie dębowe
Kraty już spękały.
Wtém goniec od Wilna
Do Krewa przybiega,
I każe ciemnicę
Dla więźnia sposobić,
Drzwi, kraty dorobić.
Jagiełło Kiejstuta
Chce w Krewie osadzić.
— Wszak on mnie dał Krewo,
Niech mu się wypłacę;
Wszak druha, Wojdyłłę,
Osadził głęboko —
I ja mu wynajdę
Ciemnicę głęboką,
Więzienie wilgotne,
Skonanie sromotne.
I zaraz za gońcem
Wysłali Kiejstuta.
Starzec był półżywy,
Jak gołąb'[764] posiwiał,
Schylił się we dwoje;
A krwią mu powieki
Płynęły zagęsłą;
A ciało związane,
Nie strachem, lecz drżało
Słabością, niemocą:
Bo w jednéj on chwili
Zestarzał, na siłach
Podupadł, i lata
Z każdą mu godziną
Kark gięły brzemieniem;
Lecz skargi, lecz słowa,
Przekleństwa jednego
Nie wyrzekł; i milcząc
Na służby szyderstwa,
W kałuży się brudnéj
U muru położył[765];
I o nic nie prosił,
Nie żądał niczego;
Tylko wzrok w okienko
Raz powiódł, i znowu
Opuścił na ziemię.
O, wiele on, wiele
Przeżył już w swem życiu!
I trzykroć w niewoli
Krzyżackiej zostawał,
Cztérykroć się na śmierć
Schwytany gotował,
Lecz nigdy nadziei
Nie stracił, jak dzisiaj.
Dziś głowa opada,
Dziś pierś się zamknęła,
I oczy na słońce
Nie chcą już spozierać.
I wyrzekł do siebie:
— Czas mi już umierać!
Jagiełło mnie strzeże,
Posadził pod wieżę!
Uciec ztąd[766] nie można.
On śmierci chce mojéj.
Lecz biada mu, zdrajcy!
Ja umrę, a Witold
Na zbójcy się pomści. —
Tak jeden dzień spłynął,
I wody plusk tylko
O ściany wieżowe
Odbitéj do ucha
Doleciał więźniowi;
A słońce zachodu
Promieniem ostatnim
W okienko zajrzało
I w wodę zapadło.
Wieczorem siepacze
Z usługą przybiegli.
Pięciu ich tam było:
Proksza był i Bilgen,
Co wodę nosili,
Mostew był i Gotko,
Co u drzwi na straży
Dzień i noc czuwali,
I piąty Lisica.
Im zwierzył[767] Jagiełło
Straż stryja. Lisicy,
Gdy z Wilna posyłał,
Rzekł głosem surowym:
— Jeżeli uciecze,
Wy głowy mi dacie.
Niech żyje, nie żyje —
O życie nie stoję,
Ucieczki się boję.
Jeśli go puścicie,
I wasze tam życie,
I waszéj rodziny,
Za niego odpowié! —
Lisica struchlały
Słyszał to, a w głowie
Rozebrał po słowie,
Co pan mu powiedział.
I jechał do Krewa,
I swoim powtórzył.
Dniem, nocą na straży
Stawali w ciemnicy;
Szelestu się bali,
Westchnienia lękali;
Dziesięćkroć zajrzeli,
Nim na krok odeszli.
Ale dnia piérwszego
On leżał na ziemi,
Więzami ciasnemi
Ściśnięty, bezwładny,
I ludzie go widząc
Bez słowa, bez duchu[768],
Bez gniewu i ruchu.
Mówili: — Gdzie jemu
Z ciemnicy uciekać?
Zgnić jemu w więzieniu,
Na mokrym kamieniu
Kości tu zostawić. —
A w nocy usnęli,
I Kiejstut zębami
Gryźć począł sznur twardy;
I cicho, gdy spali,
Do okna przypełznął,
Na niebo poglądał.
Lecz czujny Lisica
W czas zajrzał w więzienie,
I zadrżał, Kiejstuta
Gdy w oknie zobaczył;
Wnet straże rozstawił
I więzy odnowił;
Sam zebrał siepaczy,
Poskrobał po głowie,
I dziko w swéj mowie
Namawiać ich zacznie:
— Kniaź mówił wyraźnie:
Niech żyje, nie żyje —
O życie nie stoję,
Ucieczki się boję.
Nam oka nie zmrużyć,
Dopóki on żyje.
Skrępujmy mu gardło,
A z pastwą umarłą
Spokojniéj, bezpieczniéj
Nam będzie na zamku.
Kniaź mówił Lisicy:
Niech żyje, nie żyje —
O życie nie stoję.
Czas starcu dać życie[769],
I lepiéj niż moje.
Mnie smaczny świat biały. —
A Mostew mu na to:
— Wy prawdę mówicie.
On był już za kratą,
Trzy razy od Niemca
Przez mury uciekał.
Kto go wié? duch jaki
Może mu pomaga?
A nuż znów uciecze!
Położyć nam głowy.
Nie lepiejże skończyć?
A kniaziu powiémy,
Że umarł z rospaczy[770],
Że sam się udusił,
Że gad go zjadliwy
Ukąsił w pierś nagą. —
Mówili, szeptali.
Dzień drugi upłynął,
A Kiejstut widocznie
Upadać już pocznie:
I głowę pochyla,
I oczy zamyka,
I, zda się, co chwila
Ot duszę wyzionie.
Siepacze pod drzwiami
Czatują dzień trzeci,
Czatują i czwarty.
Czwartego wieczorem
Usnęli na chwilę.
A Kiejstut ku oknu
Poskoczył z rospaczą,
WięzienieI kratę wyłamał,
I głowę wysadził,
Gdy szelest go zdradził.
Zbudzą się strażnicy
I wpadną na niego,
A sznurem za szyję
Spętawszy, wgłąb'[771] lochu
Ciągną go, krępują.
I gardło przedarte,
I usta otwarte;
Krew niemi buchnęła;
A dusza olbrzyma
Na Góry gdzieś Wschodnie
Leciała, w żałobie,
Rzucając po sobie
Swéj chwały puściznę
I zemstę synowi.
Długo tam siepacze
Nad trupem, w milczeniu,
Drżąc, stali, bez ruchu,
I jeszcze w nim duchu
Śledzili[772] ze strachem.
Dniem jeszcze i nocą
Pilnują, by zmarły
Nie uciekł z więzienia.

XXXI

Kiedy w boju z Rusinem,
Kiedy z Niemcem, psim synem,
Albo zawziętym Lachem
Walcząc, kunigas padał,
Kiedy konał pod dachem,
Gdy już mieczem nie władał,
Gdy dziećmi otoczony,
Z włosem białym na skroni,
Zwycięzki[773], uznojony,
Z rogiem alusu[774] w dłoni,
Pożegnawszy ród cały,
Kończył życie wesoło,
Syt i boju, i chwały,
Zwiędłe schylając czoło,
O, nie żal, nie żal było
Składać proch pod mogiłą,
I na stosie go palić,
Pieśń zwycięzką zanócić[775],
Grób kamieniem przywalić,
Kamień ziemią przyrzucić,
Na ziemi, na kamieniu,
Wznieść pamiątkę wodzowi,
By pamięć w pokoleniu
Wiek podawał wiekowi.
Lecz gdy bojem wpół zgięty
Ten, co walczył wiek cały,
Padł zdradliwie ujęty
Nie Perkuna postrzały,
Lecz rękoma siepaczy
I haniebném skonaniem,
Lud zaryczał z rospaczy[776],
Lud powstał z narzekaniem!
I Jagiełło, ze sromu[777],
Uciekł z Wilna stolicy,
Gdy trup do swego domu,
Do swéj staréj dzielnicy
Wracał w Dolinę Świętą.
Za nim ludów się tłumy,
Z twarzą smutkiem przejętą,
Z oczyma, z których dumy[778],
Czarne myśli patrzały,
Z Żmudzi, Litwy ściągały.
I na odgłos o zgonie,
Złamawszy drżące dłonie,
Biruta kądziel łzami
Przędzioną porzuciła;
Nocą bieżąc i dniami,
Aż do Wilna przybyła.
W wrotach dwa się orszaki,
Gdzie dwa schodzą się szlaki,
Otarły i spotkały:
W piérwszym jechał Jagiełło,
Drugi orszak składały
Wierne druhy Biruty.
Na wozie siedząc, stara,
Szkarłatami pokrytym,
Blada, jak piekieł mara,
W rąbku[779] łzami omytym,
Z służebnemi jęczała.
Gdy twarz w twarz, oko w oko,
Z Jagiełłą się spotkała,
Czarną mignie powłoką,
Z oczyma czérwonemi,
Z włosy rozrzuconemi,
Powstała, ręką skinie.
— Stój! — zawoła na ludzi —
Stój, ty Olgierdow synie[780]!
Niech przekleństwo cię zbudzi!
Stój i słuchaj, co wdowie,
Któréj męża zabiłeś,
Któréj życie skrwawiłeś,
Praurma Bogini powié:
Przeklętyś! Olgierdow synie!
Przez cię Kiejstut zginął stary!
Przez cię się Litwa wyrzecze swéj wiary,
Przez ciebie pożarta, zginie!
Klnę[781] ciebie w imie[782] Perkuna!
Klnę ciebie w imie Praurymy!
Niech pożarów świeci łuna,
Niech pożarów wznoszą dymy,
Kędy stopą dotkniesz ziemi!
Bądź przeklęty z dziećmi twemi!
Na pokolenia ostatnie!
Niechaj cię ścigają swoi,
Niech ręce wiążą cię bratnie!
Niech hańba w łożnicy twojéj
Siedzibę sobie uściele!
Niechaj cię zdradzi twa żona,
Niechaj zdradzi, kto ci miły!
Niech głowa twoja znużona
Próżno pożąda mogiły!
Klnę cię w imie wszystkich Bogów
Klnę w imie ojców i dziadów!
Niech nieszczęście u twych progów
Siądzie, pilnuje twych śladów,
Niech wszędzie z tobą się wlecze,
Jak cień, bojaźń i przeczucie!
I niech ci kamieniem życie
Cięży[783], jak wdowie Birucie!
Przepadnij! Olgierdow synu! —
Jagiełło oniemiały
Stał, wylękły, pobladły;
Srogie bole[784] szarpały,
Szarpał gniew go zajadły;
Naglił konia; koń wryty
Wparł się w ziemię kopyty,
Potém ruszył, gnał siwy,
Aż padł w polu nieżywy.
W Swintoroha dolinie,
Gdzie dwie Wilije płynie[785],
Gdzie śpią Litwy kniaziowie,
Stos się wysoki wzbija;
Na nim złote wezgłowie,
Nad nim dym się już zwija,
I wstęgi niebieskiemi
Do Wschodniéj leci Ziemi.
W Swintoroha dolinie.
Gdzie dwie Wilije płynie,
Patrzy się Witold z wieży,
Gdzie ojcowski trup leży;
Kędy matka przybiegła
Łzami mogiłę zrosić;
Na twardéj ziemi legła
Bogów o zemstę prosić;
Modli się do Pokole[786],
Do Praurymy Bogini,
By pomścili jéj bole;
Z reszty życia im czyni,
Na lata swoje stare,
Z siebie, z dzieci ofiarę.
— Sroga to kara — woła — o Bogowie,
Co na staréj legnie głowie!
Jam zawiniła, rzucając ołtarze,
I dziś mnie Prauryma karze!
O! Niech go pomści! Ja dam moje życie,
Dam siebie, z dzieci najdroższe me dziécię,
I wszystkie dzieci oddam, i świat cały,
Byle nieszczęścióm[787] naszym się nie śmiały
Wroga serce, usta wroga.
Niech piorun Perkuna Boga
Spadnie Jagielle na głowę! —
Modli się — stos osiada,
Dymy objął wielkiemi[788]
Wtém się ziemia rozpada,
I on idzie wgłąb'[789] ziemi.
Kapłani wystraszeni,
Lud upadł na kolana.
Biruta się podnosi.
— Jam — woła — wysłuchana!
Tak padnie wróg przede mną,
W otchłań pójdzie podziemną. —

XXXII

Smutneś ty, Krewo! więźniów i wygnańców
Do starych murów przytulasz z kolei[790]!
Jednemi wroty trup[791] na pogrzeb wiozą,
Drugiemi więźnia na ciemnice twoje.
A straż, co stoi na wieży wysokiéj,
Nie patrzy[792] pana wesołéj drużyny,
Czeka na jeńców i wygląda brańców.
Smutneś, zamczysko więźniów i wygnańców!
Namiestnik jękóm[793] przywykł, jak weselu,
I rad, kiedy mu jęczy więźniów wielu;
Przynajmniéj w głuchéj starych murów ciszy
Cóś[794] nad pluskanie zimnych wód posłyszy.
Na to ci przyszło? dawniejsza stolico!
Abyś się stała więzieniem, ciemnicą!
Jednemi wroty na wozie pogrzebnym[795]
Kiejstut na Świętą odjechał Dolinę,
Drugiemi wroty w orszaku siepaczy
Witold na długą wwiedziony niewolę.
Witold to? — trudno poznać go z oblicza,
Bo boleść we twarz wryła się głęboko,
Przygasło dawniéj jaśniejące oko,
I usta sine, milcząc, się zawarły.
Żywy, a na wpół zdaje się umarły;
I nic nie widzi, co dzieje[796] dokoła;
Na brzęk łańcuchów, na krzyki gawiedzi,
Skinieniem, okiem nie da odpowiedzi;
Zsunął się z konia, i powolnym krokiem
Poszedł, dumając, po dworze szérokim.
Zabójcy ojca patrzą się nań z boku;
Szyderskie myśli śmieją się im w oku,
Usta się krzywią; rękami w milczeniu
Cóś pokazują, jakby stryczek kładli,
Cicho Lisica szepce do Bilgena:
— Czy mu ta sama izba wyznaczona,
Gdzie ojciec Kiejstut przeżył dni ostatek?
Czy naszéj straży oddadzą młodego? —
Szepcą — wtém słudzy do Witolda biegą
I na komnaty w wieży go prowadzą,
W osobnéj izbie smutnego sadzają.
Pomni Jagiełło, że Witold mu życie,
W niewoli ojca, uprosił, ratował;
Więzi Witolda, lecz przykazał skrycie,
By go namiestnik w niewoli szanował;
I kazał izbę na wieży mu jasną
Wysłać kobiercem, przyodziać skórami;
A chociaż straże u drzwi mu postawił,
Przynajmniéj okno puszcza blask słoneczny,
Przynajmniéj Witold na wody i lasy,
Na ziemię może okiem rzucić z dala.
Lasy mu szumią, szumi srébrna fala,
Słońce mu świeci; powietrzem swobodnie
Oddycha, ziemię obejmując wzrokiem.
Ale więźniowi nie patrzeć na słońce,
Ani zieloną wiosną się weselić,
Ni fali słuchać, ani ptaka śpiewu,
Ni piersią szukać słodkiego powiewu!
Jemu myślami karmić się gorzkiemi,
Jemu boleścią swoją się napawać,
I słuchać raudy[797], którą serce śpiewa!
Wszystko mu smutkiem, boleścią, rospaczą[798]!
Tak Witold siedzi, siedzi, je sam siebie[799],
A śmierć ojcowska, co zgonem zagraża,
Nad głową skrzydły czarnemi roztacza,
I w nocy nawet sny słodkie odgania.
Nazajutrz w zamku ruch i wrzawa nocna.
Witold się zerwał, usiadł na posłanie,
— To zamach — myśli — na moje się życie
Sposobi! Idą wysłani siepacze! —
I chwycił drzewce z ogniska zgasłego,
Siedzi, a krwawe wejrzenie na wrota
Swego więzienia, odważny, posyła.
Aż w drzwiach zapora ciężka się ruszyła.
On wstał. Któś idzie — to idą siepacze.
Patrzy, a nim się rozpoznał w ciemności,
Z krzykiem na piersi Anna Światosławna
Rzuca się, płacząc, i do stóp mu pada.
— Ty tutaj! Anno! —
— To ja, o mój Panie!
Przyszłam podzielać ciężką twą niewolę.
Smutne dni długie i nocy bezsenne! —
— Dzięki ci, Anno! Ale po cóż było
Saméj oddawać na Jagiełły ręce?
Z tobą ja stokroć więcéj boleść czuję,
Bo lepsze czasy na pamięć przychodzą. —
— Więc odejść każesz? —
— Pozostań! na Bogi!
Jesteś, pozostań! Zesłał cię mój Gulbi[800],
Bym nie zmarł z nudów, nie zjadł się myślami.
Mówił, oboje płakali do rana,
A kiedy Anna, Światosława córka,
Usnęła ze dniem w Witolda objęciu,
Drzwi znów skrzypnęły — namiestnik wszedł stary,
Dziewkę służebną wprowadził w komnatę.
— Dzień już — rzekł — Kiężno! wróć do swéj świetlicy. —
— Jak to? więc w nocy tylko będziem razem? —
— Taki był rozkaz, idę za rozkazem. —
I obudzona Anna, płacząc, idzie;
Za nią komnaty drzwi ryglują znowu;
Witold jak po śnie wesołym się budzi,
I znów podparty na ręku zadumał,
Znowu pierś szarpie i włosy rozrzuca,
Śmierci się lęka, za każdym szelestem
Widzi ojcowskich siepaczy nad sobą.
Jak dnie mijają, co wieczór przychodzi
Anna do męża, i niewolę słodzi,
Tuląc się w jego skosniałém[801] objęciu.
A! nie pieszczoty w sercu teraz jemu,
Nie szeptać z żoną, nie twarz jéj całować!
Jemu swobody chce się zakosztować,
Jemu na wolność chce znowu wypłynąć,
By mścić za ojca i na bojach zginąć.
Śmierć w tém więzieniu od katowskiéj ręki
Kiedy przypomni, włos na głowie wstaje,
Krew w żyłach zawre, piersi żarem buchną.
Tak walczy co dzień ze strachem, myślami,
Gnębi, spodziewa, rospacza[802] i mami;
Na koniec znękał, spuścił smutną głowę,
Pobladł, i siły utracił znużony.
Niczém mu teraz słodki uścisk żony.
Co nocy, kiedy Kiejstutowéj śmierci
Przyjdzie godzina, z łoża się porywa.
Zda mu się słyszeć jęk z głębi ciemnicy,
I szamotanie, i stuk siwéj głowy,
Jak pada, bijąc o twardą podłogę.
Z łoża powstaje, chodzi po komnacie,
Ogień rozpala, a Anna zbudzona
Na próżno męża przywabia do siebie,
Chce cieszyć słowy[803], kołysać w uścisku.
Chodzi do świtu, i gorącą głowę
W dłoniach gorących tuli, a łzy jednéj
Nie może wylać, by z nią boleść sciekła[804].
Co ranek służba wchodzi do komnaty
I xiężnę[805] Annę na zamek odwodzi.
Sam wówczas Witold z myślami zostaje,
Rzuca znużony na twarde posłanie,
I sen na chwilę klei mu powieki;
Ale i we śnie myśl szarpie wnętrzności,
Smutek powolnie[806] szpik wysysa z kości.
Raz, wieczór, słońce nad jeziorem było,
Ptacy śpiewaniem z słońcem się żegnali[807],
I nic nie słychać, oprócz szumu fali
I szumu lasów, który wiatr przynosił.
Witold, oparty na oknie, oddychał
Wonném powietrzem, a myślą daleko
Latał po Żmudzi, zwołując poddanych.
W komnacie więźnia powoli sciemniało,
Ogień się tylko drżącém światłem palił.
A Witold ujrzał postać jakąś białą,
Co rosła, rosła, od ogniska wstała,
U ognia palce zziębłe rozpostarła,
Milcząc, żylaste ręce rozgrzewała,
Długo w twarz smutną Witolda patrzała,
I tak nareszcie ozwała[808] do niego:
Mężczyzna— Witoldzie! po co żałość ta, rospacze[809]?
Niechaj kobiéta smuci się i płacze,
Niech dzieci piszczą, gdy w duszę im szpony
Zapuści boleść, żal nieutulony.
Mąż cierpi milcząc, boleść swą zwycięża.
Zimna wytrwałość piérwszą cnotą męża.
Nie tobie jeszcze łamać męzkie[810] dłonie
I tulić głowę na kobiéty łonie.
Śmierci się lękasz — śmierć jeszcze daleko,
Ani, jak ojca, trupem cię ztąd[811] zwleką.
Na twoich rękach losy Litwy całéj,
Pomsta za ojca, lata wielkiéj chwały,
Nieszczęścia, klęski. Długie życie twoje,
Długie twe prace, ciężkie jeszcze znoje.
Po co zachmurzać u młodości wschodu?
Wyjdziesz, o xiążę[812], wyjdziesz z tego grodu,
A boleść przeszła, boleść dziś tak wielka,
W przeszłości spłynie, jak w morzu kropelka.
Będziesz swobodnym. Litwa na cię czeka.
Tobie nad całą władza i opieka. —
Tak cichym głosem gdy mówił do niego,
Pełzły mu szaty, ciało się w powietrzu
Topiąc, niknęło, i z dymem uleciał.
Drugi to już raz Witold ducha swego
Widział, i w duszę odwaga wstąpiła.
Wtém drzwi skrzypnęły — Anna weszła cicho
I na kolanach położyła głowę.
— Panie mój! — rzekła — ty patrzysz; gdzieś oknem
Myśl wyleciała i daleko buja;
Chcesz być swobodnym — ja ci dam swobodę,
Ja cię z niewoli, w któréj schniesz, wywiodę.
— Ty? —
— Ja, mój Panie! Posłuchaj twéj Anny:
Jutro, zaledwie świt wstanie poranny,
Zastukam do drzwi o służebnę moję[813];
Ty na się wdziejesz twojéj Anny stroje
I wyjdziesz z sługą. Ja tutaj zostanę.
Modlić się będę, abyś uszedł cało.
Koń w lesie czeka i drużyna wierna,
Algimund dawno błąka koło Krewa. —
Witold do piersi swą Annę przycisnął,
Z oczu mu promień radości wytrysnął.
— A ty? — rzekł. — Jeśli Jagiełło zatrzyma? —
— Jagiełło? Cóż mu po jednéj kobiécie?
Nie myśl — ja się méj nie boję niewoli;
Czuję, że on mi pójść z tobą pozwoli;
A zechce mścić się, pomści się na straży. —
Witold piérwszy raz na promiennéj twarzy
Zajaśniał dawném swobodném weselem.
— Jutro — rzeki — jutro znów wolny polecę!
Jutro! O! czemuż ranek już nie świta! —
Na próżno Anna wabi go ku sobie,
Chwilę ostatnią chce by jéj poświęcił —
Witold przez okno niebo o wschód pyta,
Szaty nadziewa[814]; ledwie na dzień brzaski,
Żonę płaczącą w czoło pocałował,
Zakrył zasłoną i wyszedł z służebną;
Z zamku w ciemności wyrywa się skrycie
I na Mazowsze popędził o świcie.

XXXIII

Cóż tak huczno[815], wesoło
Na malborskim dziś dworze?
Wszystkie okna się świecą,
Wszystkie dymią kominy,
Służba biega zziajana,
A za stołem biesiada,
I w podworcu gromada,
Za stołem z mistrzem[816] panem
Witold usiadł za dzbanem,
A dokoła drużyna
Cichą, żywą rozmową
Bujną wrzawę godową[817]
Tajnym szmerem przecina.
Co tak huczno, wesoło.
Na malborskim dziś dworze?
Wszystkie okna się świecą,
Wszystkie dymią kominy,
Na podworcu tłum, wrzawa,
A w komnatach zabawa,
Krzyżakow[818] izby pełne,
Żmudzi pełen podworzec,
Żmudź z Witoldem na boje
Zebrała się iść razem,
Za Kiejstuta się pomścić,
Na Jagiełłę uderzyć.
W świetlicy poza stołem
Siedzi on; Krzyżak siedzi;
Kniaź Olszański i żona,
Co z Krewa wypuszczona
Za mężem się pognała;
I Zofja[819] Witoldówna[820],
Kwiat ogródka różany,
W polu biała lilija[821].
Przyjaciele Kiejstuta,
Witolda przyjaciele
Na Litwę się sposobią.
— Słuchaj — mistrz, ciągnąc na ustroń[822] Witolda —
Słuchaj mnie — rzecze — ja ci pomoc daję,
Zamek malborski mieszkaniem wyznaczam,
Wojsko pod twoje zgromadzę rozkazy,
Ale pomnijcie[823], że piérwszy warunek,
Abyście chrztem się z pogaństwa obmyli. —
— Przyjmę chrzest — Witold odrzucił po chwili —
Przyjmę chrzest. —
— Zawrzesz z Zakonem przymierze?
— Zawrę, jak chcecie. —
— I stali w swéj wierze,
Trzymajcie z nami. Niech was Jagiełłowe
Nie wstrzęsą słowa pokoju i zgody. —
— Zawrę umowę, dotrzymam umowę[824]. —
— Z nami, wy panem; Litewskie narody
Sciśniecie[825] w ręku, zgarniecie pod siebie.
My wam staniemy do boku[826] w potrzebie.
Pomnijcie, Mindows[827] kiedy nas porzucił,
Zginął. —
— O mistrzu! nie bójcie się o mnie.
Co wam przyrzekę[828], dotrzymam niezłomnie.
Na kiedy, mistrzu, na Litwę wyprawa? —
— Wojska gotowe. Dzisiaj przybył goniec.
Czas nam wyruszyć. Jagiełło nie w domu,
Trok waszych, xiążę[829], nié ma bronić komu;
On na Podlasiu u Janusza gości,
Suraż, Drohiczyn i Mielnik oblega.
Stare to także Kiejstutowe włości. —
Witold radośnie do mistrza przybiega.
— Więc po co czekać? Jutro w pochód idziem! —
— Jutro? —
— Nie daléj. Gdy Jagiełło wróci,
Ciężéj nam będzie na Litwie plądrować. —
Czolner[830] rzekł słowo w ucho komturowi.
— Więc jutro, xiążę, szczęśliwéj wyprawy. —
Dłoń zatarł Witold — O, długo czekałem
Bezbronny więzień, wygnaniec, bezczynny!
Jutro!! — I xiążę olszańskie[831] porywa:
— Ty, Algimundzie, idź do naszéj Żmudzi,
Na jutro półki[832] przysposób. O świcie
My występujem, i wy wystąpicie.
Bądźcie gotowi. We mnie krew inaczéj
Płynie po żyłach: drga ręka, drży serce!
O! gdyby ująć ojcowskie morderce[833].
Gdyby széroką, czérwoną krwi strugą
Pomścić się razem nad panem i sługą! —
Nié ma nocy na grodzie,
I dnia wszyscy czekają,
By wyruszyć o wschodzie.
Żmudzini potrząsają
Smolne oszczepy swoje,
Łuki z rogów wygięte,
Proce z skóry wycięte,
Rzadkie rdzawe szablice[834].
Krzyżacy zbroje jasne
Sposobią, i pancerze,
I hełmy podwiązują,
Włócznióm[835] końce ze stali
Kują. Nim dzień zaświta,
Trzeba w pole wyruszyć.
Kniaź Algimund się gania
Z gromady do gromady,
Dzieli ufce, rozdaje,
I dowódzców[836] stanowi,
I chorągwie podziela[837].
Z świtem Malborga[838] bramy
Otwarły się széroko.
Czoło — ufiec krzyżacki,
Ciało — żmudzcy żołnierze,
Tył mistrz z swemi im bierze.
Tak litewska się siła,
Opasana dokoła,
Do krzyżackiéj wcieliła;
Z wielkim krzykiem puściła
Ojczyste niszczyć sioła;
A na czele proporzec
Krzyżem czarnym powiewa,
I chorągiew za niemi
Lśni znaki krzyżackiemi.
Dniem, nocą bez oddechu
Ciągną wojska pod Troki.
Mistrz nagli do pośpiechu,
Witold wielkiemi kroki
Z bijącém sercem leci
Ku rodzinnéj dzielnicy.
Ot już widać jezioro;
Na kępie, na jeziorze,
Czarne zamczysko stoi,
Wieże wysoko wznosi;
Ponad brzegiem jeziora
Drobne chaty czernieją;
Za chatami, wzgórzami,
Las z ciemnemi sosnami
Objął miasto dokoła.
Nim załoga postrzegła,
Zanim na mur wybiegła,
Już Krzyżacy schwycili
Prom i łodzie na brzegu,
Już na ostrow[839] przybili,
Do bram walą, szturmują.
Obudzona załoga
W koszulach na mur bieży.
W zamku popłoch i trwoga.
A na czele dowódzcą[840]
Stary Hanul wileński;
On szykuje, on wrota
Kazał ziemią podsypać,
Kazał wodą oblewać,
Z murów kamieńmi[841] miota,
Po basztach stawi[842] straże,
Wściekle bronić się każe,
Ani myśli poddawać.
Trzykroć mistrz doń posyła,
By się poddał z załogą.
On posłańca nie słucha,
W wojsko swe natchnął ducha,
Sam na wieży rozkazy
Daje, bieży, i w chwili[843]
Już Krzyżaków trzy razy
Oblężeni odbili.
A wtém łodzie sprzężone
Niosą ciężkie tarany;
Podstawiają pod ściany.
Na próżno na obronę
Wojsko, ogień, kamienie,
Wrzątek leje i kłody
Zrzuca. Wkrótce zabrakło
I kamieni, i wody.
Taran w bramy kołacze,
Wrota trzeszczą ugięte,
I żelazne okowy
Pospadały odcięte.
Strach załodze zamkowéj!
Ale noc czarna zrywa
Bój krwawy i szturm ciężki.
Mistrz do jutra odkłada.
Witold do wrót przybywa,
Po litewsku odzywa.
Próżno! — z murów zniknęli,
Słuchać nawet nie chcieli.
Noc oblężeni całą
W trwodze bez snu spędzili;
A zaledwie zadniało
Krzyżacy uderzyli,
Tłuką w wrota tarany,
Tłuką belki o ściany.
Wali się mur. Wyłomem
Wpada Witold z pogromem;
Za nim krzyżacka rzesza,
Ogień niosąc, pośpiesza.
Zewsząd się zamek pali,
Zewsząd Krzyżacy stoją;
Kogo mieczem oszczędzą,
Tego w płomień zapędzą.
I z trockiego zamczyska
Już kupa rumowiska,
Z któréj dymy się wleką
Po dolinie daleko.

XXXV>

Gdy Witold znosi Krzyżacką niewolę
Okuty więzy złotemi,
Jagiełło z Litwą swoją ciągnie w pole
Po zdobycze w lackiéj ziemi.
Na cóś ty, Lachu, Ziemowita wśpierał[844],
Gdy nań Jagiełło mścił zdrady?
Na cóś w granice litewskie się wpierał?
Sam się zadarłeś z sąsiady?
Ciągną Litwini w sandomierskie włości,
Ku Łyséj Górze zmierzają —
Już widny[845] biały gmach na wysokości,
Do niego pędzą[846] się zgrają.
I objął górę żywy łańcuch ludu.
Na górze w dzwony uderzą,
A mnichy, klęcząc, oczekując cudu,
Jeszcze w zagładę nie wierzą.
Biją we dzwony, chorągwie rozwito[847],
Na przedzie świętego krzyża[848]
Część niesie starszy, złotą blachą krytą;
Tłum przed nią głowy uniża.
Mnich żegna pogan; ale zjadła[849] tłuszcza
Bieży na bożych kapłanów,
I strzał tysiące z giętkich łuków puszcza,
We wrota bije z taranów.
A mnisi idą, pieśń piejąc[850] pobożną,
Ciągle w cud wielki ufają,
Tłuszcza się cisnie[851], z wrzawą leci groźną,
Bramy klasztorne pękają!
Wtém kapłan żegna — lud na twarze pada;
Upadł, by więcéj nie powstał!
Na karkach ludu Litwinów gromada.
Bicz boży grzesznych ochłostał!
CudBiada, kto cudu od Boga spodziewa,
Kto śmié go czekać od Niego!
Bo na ratunek Bóg mu nie przybywa,
I nie podźwignie dumnego.
Pogańskie tłumy już w kościelne wrota
Wpadły, przybytek pustoszą,
Na klasztor ognie dzika tłuszcza miota,
Złoto i srébro wynoszą,
Łupy zbierają, a bezbronnych wiążą,
Na wozy zabór swój kładą;
Lecz strach ich pędzi — wzrokiem wkoło krążą,
Złupili, palą i jadą.
Bo dzwony ciągle z wież kościelnych biły,
Jakby o pomoc wołały.
Próżno Litwiny wszystkie swoje siły,
Hufce ku wieży wysłały.
Dzwonnicy we krwi leżą, a na wieży
Uroczyste dzwonów głosy
Biją a biją, i dźwęk ich się szérzy,
Po ziemi idzie, w niebiosy.
Coraz głośniejszy, coraz silniéj bije.
Strachem przejmuje ich serce;
Zda się, że pomstę wywoła na szyję[852],
Na świętokradźce[853], morderce[854]!
I Litwa goni z łupami do domu,
A wciąż jéj w uszach dzwon bije;
Patrzy na niebo i lęka się gromu.
Strach pogańskie ugiął szyje.
Wpośrodku łupów, na wozie ładownym,
Był rzucony krzyż złocisty;
Krzyż to ze drzewem zbawienia cudowném;
W nocy stawał płomienisty;
A niebiańskiemi aniołowie chóry[855]
Hymn przed nim chwały śpiewali.
Ilekroć z pogan dotknął się go który,
Wszyscy trupami padali.
Kiedy na Polską granicę przybyli,
Stanął wóz z krzyżem, jak wryty;
Próżno ciągnęli, próżno się silili —
Stał na polskiéj ziemi wbity.
Aż pogan zdjęła niepojęta trwoga.
Szemrzą cóś z sobą i radzą.
Jest-li[856] to siła chrześcijańskiego[857] Boga?
Jego to dzieje się władzą?
I kniaź Jagiełło, co się Bogów boi,
Duchy i czary go trwożą,
Ukradkiem spójrzał[858] po drużynie swojéj,
Uląkł się przed mocą Bożą.
— Porzucić wóz ten — zawoła na swoje[859]
Lub zaprządz[860] ludzi do niego.
Wolę ja wojnę, wolę krwawe boje,
Niż sprawę ducha wielkiego.
Siły nie widzę, potęgi nie zgadnę.
Włos mi powstaje na głowie! —
Ni go zaklęcia zmódz[861] potrafią żadne.
— Co to jest? niech mi kto powié. —
Wtém się Dowojny zbliża niewolnica;
W Polsce to zajęta branka;
Z czarnemi oczy, wybladła dziewica,
Hanna, z rodziny Habdanka;
Klęknie przed kniaziem i powié nieśmiało:
— W tém Boża siła jest, Panie!
Wozu nie ruszyć mocą wojska całą;
On w miejscu zawsze zostanie.
Na wozie leży część krzyża świętego,
Na którym Chrystus, Syn Boski,
Umierał dla nas, dla świata całego,
Umęczon przez lud żydowski.
Odeślij świętość! Cud to! czarów nié ma!
Krzyż niech wróci w polską ziemię;
A wówczas żadna siła go nie wstrzyma,
Lekkiém się stanie to brzemie[862].
Wielki Bóg chrześcian[863], wielki Bóg, jedyny!
Bodaj nawrócił cię, Panie!
Oto znak czynił, by między swe syny[864]
Wziął cię pod swe panowanie. —
Mówi, Jagiełło zadziwiony słucha,
Na wóz, to na nią pogląda;
Oczy mu błyszczą; i nabiera ducha,
Prawdę słów jéj zbadać żąda.
Każe zawracać. Para wołów biała
Wóz cudownie poruszyła,
I ciągnie nazad; a tłuszcza zdumiała[865],
Milcząc, na cudo[866] patrzyła.
I sam Jagiełło pozostał w milczeniu;
Patrzy, swym oczóm nie wierzy;
Jedzie, a dumy[867] siadły mu w spójrzeniu[868],
A w sercu strach jakiś leży.

XXXVI

Między jeńcami w Polsce zabranemi
Był mnich ubogi, Franciszka zakonu.
Zakon nieobcy już litewskiéj ziemi.
Bracia to jego, męczeńskiego zgonu
Piérwsi poleli ziemię krwią chrześciańską,
Piérwsi winnicę w niéj krzewili Pańską.
Na piaskach Wilna, na miasta kończynie[869],
Stał ich kościołek, niby gród obronny;
A dachu nie śmiał wywodzić wysoko,
Ani się krzyżem na wieży pochwalić,
Ni dzwonu dźwiękiem do modlitwy wołać.
Wysoki płot go obejmował wkoło;
Brama dębowa milczała zaparta,
Broniła wejścia, jak w krzyżackim zamku.
I rzadko mnichy, od pamiętnéj chwili,
Na miasto wyszli, między lud wkroczyli;
Rzadko śpiew w nocy ponad ściany wzbity
Uszy pogańskie dziwnym dźwiękiem raził.
Kościołek zwał się Marii na Piaskach[870]:
Wokoło niego Litwa z swemi domy
Rozstąpiła się, nieufna, daleko,
Jakby przeczuła potęgę Chrystusa,
Jakby jéj w oczy zaglądać nie śmiała.
Do tej to bramy jeniec uwolniony
Zapukał cicho. Lecz trzykroć na próżno
Stukał i wołał. Jak gdyby zamarli,
Tak mnichy[871] w swojém gniezdzie[872] się zamknęli.
Nareście[873] głos mu ze wrót odpowiedział
Litewską mową. On polskim językiem.
I małą fórtkę[874] otwarli mu z krzykiem.
A mnich ubogi, w obdartéj odzieży,
Wbiegł, i u krzyża, co stał niedaleko,
Padł na kolana, modli się gorąco.
Powstał. Wnet braci kilku doń przybiega,
I ciekawemi powitali słowy.
On im nic nie rzekł. — Naprzód boskie Bogu.
Niechaj uklęknę u kościołka progu,
Niech złożę dzięki, że mnie Bóg ocalił. —
Poszedł, drzwiczkami wcisnął się ciasnemi.
Kościoł[875], budynek był na poły w ziemi,
Na wpół nad ziemią stał słomą pokryty;
Wnętrze ubogie, jak ubogi z wierzchu.
Jeden w nim ołtarz, krzyż nad nim drewniany,
I jeden Jezus na krzyżu rozpięty,
I jeden obraz — Franciszek to święty,
Jak był do ziemi po śmierci schowany,
Jezusowemi naznaczony rany[876].
Nié ma podłogi, ni stropów ozdobnych;
Gołe tam drzewo, a gałęzie jodły
Zielone stoją, i ciemną zielenią
Smutny kościołek w gaj zaciszny mienią[877].
Jedna się lampa u ołtarzy pali
I błyska ciemno. Mnich u krzyża klęka,
Modlitwę jakąś niewyraźnie stęka;
Potém się podniósł; ale stać nie może —
Bracia, za ręce ująwszy go, wiodą
I w swoim domu sadzą[878] znękanego.
Jemu drżą usta z bezmiernéj radości,
I siły traci, a oczy podnosi
W niebo, i jeszcze modli się gorąco.
Wody wziął w usta i czarnego chleba.
— Dość mi — rzekł cicho — dość, więcéj nie trzeba.
Ojcze gwardjanie[879], przyjmij spowiedź moję[880]! —
Ukląkł, a bracia z strachem ustąpili.
……………………………….
— Śmierć moja blizka[881] — rzekł im, gdy wrócili. —
Czuję ją — idzie; a ojciec nasz miły,
Franciszek święty, co mi dodał siły
Dowieść to nędzne, grzeszne moje życie
Aż do téj chwili, do chwili szczęśliwéj,
Przez usta moje objawia wam dziwy,
O jakich, bracia, jeszcze nie marzycie.
Słuchajcie, bracia! Jam w Polsce zabrany;
Pogańska tłuszcza do granic mnie wlekła;
Lecz błogosławię męczeńskie kajdany,
Bom wielką duszę wyrwał z bramy piekła!
Bracia! jam xięcia[882] Jagiełłę nawrócił!
Wkrótce nad Litwą błyśnie święte znamie[883],
Miljony[884] ludów bałwany[885] pokruszą,
A Polska, kropiąc chrztem świętym na Litwę,
Powiąże losy swoje z nią na wieki.
O! chwalmy Pana! Wielki! niepojęty!
Wołajmy: Święty! śpiewajmy Mu: Święty!
Niegodne usta wybrał na czyn wielki,
Tak jak dla niego dość deszczu kropelki,
By wywiódł z łona ziemi kwiatów cuda.
Przez moje usta wiarę w nim zaszczepił!
Niegodnem, Panie, niegodne naczynie!
Tyś jeden wielki! jam Twą mocą silny!
Tyś jeden wielki! Ty jeden niemylny[886]!
Z Tobą i robak olbrzymy pokona;
Bez Ciebie jeden włos nie spadnie z głowy.
Chwała Ci, Panie! Mnie czas już umierać.
Jam spełnił życie. Patrzcie — niebo jasne,
Święty Franciszek rękę mi wyciąga,
Anioły skrzydły szeleszczą złotemi,
Cheruby sypią kwiaty różanemi,
A Święta Boża Matka swoję[887] szatę
Nad moję głowę od blasków niebieskich
Wyciąga, ziemskie me oczy zasłania.
O, widzę, bracia, przyszedł czas skonania!
Wy chwalcie Pana, jako ja przy zgonie,
Robak niegodny, Pana na Sionie[888]! —
Oblicze jego nieśmiertelną chwałą
Błyszcząc, bledniało i coraz jaśniało,
A wszyscy bracia na kolana padli
I konających modlitwy śpiewali.
Jemu się usta kłonią do uśmiechu,
I — oddał duszę w roskosznym[889] oddechu.
A wtém powietrze napełnia się wonią,
Pieśni nieznane w uszy braci dzwonią,
Pieśni nieziemskie, niebieskiéj krainy,
Któremi Bogu anioły śpiewają.
Oni się modlą, i ciało oddają
W małym smętarzu[890] piasczystéj[891] mogile.
Na niéj drewniany krzyżyk stoi biały.
Kiedy modlitwy i śpiewy ustały,
Pytają bracia: — Kto był mnich nieznany?
Kto był szczęśliwy? kto był ten wybrany? —
On nie zostawił im imienia swego,
I nikt go nie wié[892].

XXXVII

Po wileńskim zamku chodzi
Sam Jagiełło; chodzi smutny,
Czegoś tęskny; czegoś ciężko
Mu na piersiach i na głowie;
Odwróci się, słowo powié,
I znów chodzi, i znów duma;
Aż bojara wziął Rusina
Do ogniska; tak zaczyna:
— Słuchaj, Siemion! tyś nie darmo
Rusin; w tobie jest Rusina
Chytrość wielka, rozum wielki;
I niedarmo cię używam,
Do wielkiego wzywam dzieła.
Chcesz-li[893] twemu służyć panu,
Choćby służbę krwią przypłacić? —
Rusin czołem bije w ziemię.
— Jam twój, Panie! ja i plemie[894],
Do ostatniéj krwi kropelki,
Do dziecięcia, co w kolebce
Pierś matczyną ssie dopiéro.
Każ, a spełnię, co rozkażesz,
Choćbym cztéry stradał[895] życia. —
Życia twego mi nie trzeba,
Ale głowy, Semen, twojéj.
Wiész Witolda[896]! On z Zakonem
Klin mi w moję Litwę bije,
Na połowę ją rozpłatał,
Z wszystkim wrogiem się pobratał
I rozpisał ziemie moje.
Mnie nie walczyć teraz z niemi,
Mnie gdzie indziéj los mój woła.
Ty wiész — Polska chce mnie panem.
Dwóch państw losy się kojarzą.
Nie czas z nim prowadzić wojnę.
Niech powróci. Trok nie mogę,
Dam Podlasie, zamki liczne,
Dam dzierżawy, dam swobodę,
W równi z sobą go wywiodę;
Niech z Zakonem zerwie zmowę,
Mojéj Litwy dam połowę!
Słyszysz, Semen! Idź do niego,
Mów ode mnie, niech powróci,
Wszystko niech w niepamięć rzuci —
Moje losy z jego losem
Zwiążę; dam mu, co zażąda. —
Semen słucha, głową kręci,
Wszystko bierze do pamięci,
Wszystko od słowa do słowa
Po jednemu w sobie chowa;
Nic nie rzekł, upada twarzą,
I milczący na koń siada,
Sam jeden w pole się goni.

W królewieckim białym grodzie
Czemu smutno? Jakie śpiewy?
Jakie krzyki i jęczenia?
Jakie płaczki idą, płaczą?
Jaka matka tam z rospaczą[897],
Włos puściwszy na ramiona,
Jęczy, idąc rozżalona?
Witoldowych pogrzeb dzieci.
Jan i Jerzy w jednéj trumnie,
W różanych kwiatów posłaniu,
Na spoczynek idą wieczny.
Mistrz im pogrzeb sprawił wielki:
Mnichy[898] w białych płaszczach idą
I śpiewają; a chorągwie
Powiewają; wóz żałobny,
Czérwonemi sukny kryty,
Lśni się kwiatami i złotem.
Pod szkarłatnym, pod namiotem,
Na trumience w kwiaty strojnéj
Dwoje dzieci śpi, białemi
Twarzyczkami świeci swemi;
A za niemi matka leci!
A za niemi sznurem długim
Płaczki z pieśni pogańskiemi.
Xięża[899] z pieśnią chrześcijańską,
I sam mistrz cóś[900] idzie smutny.
Bracia, kapłani Zakonu,
I rycerze, i lud wielki,
Tak ich wiodą do mogiły.
Witold z okna zamkowego
Na pogrzebny[901] orszak patrzy;
A z oczu mu łzy nie biegą[902],
A twarz blada, marmurowa,
Nieruchoma, jak w świątyni
Posąg stoi u grobowca.
Pod oknami, łachmanami
Osłoniony[903] odartemi,
Nędzarz jakiś sparty[904] stoi;
To w Witolda patrzy oczy,
To na pogrzeb spójrzy[905], wzdycha;
I wyciągnął dłoń zmarszczoną,
Głowę odkrył ubieloną[906].
— Panie! w imie[907] twoich dzieci! —
— W imie dzieci?! Nie mam dzieci! —
Witold zaśmiał się z goryczą.
— W imie dzieci, których nié ma,
W imie żalu twego, Panie,
Chciéj posłuchać mnie biednego!
Ja ci wieść przyniosłem z Litwy! —
— Z Litwy! — Witold westchnął ciężko. —
O, na Litwie, na rodzonéj,
Jak w Królewcu, pogrzeb wielki:
Wszystko stare, wszystko młode,
Wszystko wielkie, grzebią razem,
Wszystką po ojcach puściznę[908],
Wiarę naszą i zwyczaje,
Wszystko! Biedna, biedna Litwa!
Wielka otwarta mogiła! —
— Wielka kolebka, o Panie!
A nad nią wielkie świtanie,
Zorza dnia niewygasłego! —
— Któś[909] ty? — Witold wrzący[910] spyta.
— Kto? — jam nędzarz, jam posłaniec.
Lecz tu i mur słowa chwyta.
Czy pozwolisz mi do siebie? —
— Wchodź tu, starcze! przybliż śmiało. —
Semen obejrzał się wkoło.
Mrok już padał. Wszedł w komnaty,
I poselstwo Jagiełłowe
Rzucił w ucho Witoldowe.
Błysnął okiem Witold żywo,
Ścisnął starca. — Dałeś życie!
Wynagrodzę cię sowicie!
Idź, Jagielle nieś ode mnie
Dobre wieści. Zgoda z nami,
Wszystko stare zapomniane.
Daję rękę. Za dwie doby
Jam u niego. O mnichowie!
Pomszczę dzieci wam na głowie[911]! —
Semen do nóg mu upada,
I znikł w ciemni[912]. Witold siada.
Dwie łzy nieme twarz mu zlały,
Dwie łzy srébrne popłynęły:
Jedna za ojcem Kiejstutem,
Druga za dziećmi biednemi!
— Jagiełło mojego ojca,
Mistrz moich dzieci zabójca!
Obie rany niezgojone!
Obie śmierci niepomszczone!
Cicho, serce! nie bij w łonie!
Obie śmierci pomścić trzeba!
Bogi moje! dajcie życia!
A umoczę obie dłonie
W krwi lub we łzach moich wrogów! —

XXXVIII

Smutne to było dwóch braci spotkanie,
Ponura zgoda, co ich ręce splotła.
Obódwu[913] w ustach konały wymówki,
Obu pierś żałość i chęć zemsty gniotła.
A jednak Witold i Jagiełło razem
Dłoń wyciągnęli. — Zapomnim przeszłości.
Zgoda na przyszłość! Litwa nam wystarczy.
Oba się zmieścim na rodzinnéj ziemi. —
Witold spójrzeniem[914] żarzącém mu na to
Odrzekł i zmilczał. Potém u ogniska
Siedli. Nie wiedzą, jak począć rozmowę.
A wszystko, co ich otacza, dotyka,
Dawne im czasy, braterską ich przyjaźń,
Młodzieńcze lata zgody przypomina.
Między przeszłością, między dniem dzisiejszym,
Ile wypadków, ile krwi przelanéj,
I nienawiści powoli zebranéj!
Jagiełło sięga po polską koronę,
Witold chce Litwę zagarnąć pod siebie.
Piersi wzburzone, czoło namarszczone,
A każdy w sobie tajemnicę grzebie.
Jagiełło przecie ozwał się do brata.
Róg miodu złoty wyciąga ku niemu.
— Pijmy na zgodę. Bracie! lat niewiele,
A odmian tyle, wypadków bogato!
Jam chrześcijanin, tyś już chrztem obmyty. —
Witold się tajnie uśmiechnął szydersko[915].
— Jam nawrócony — rzekł Jagiełło daléj —
Wielki Bóg chrześcijan[916]! Bóg to matki mojéj!
Bóg wszego świata! —
Bóg Polski, mój bracie! —
Bóg Niemców — odparł Jagiełło szydersko. —
Ja w niego wierzę, bom poznał prawdziwą
Wiarę, i sercem ku niéj przystąpiłem. —
— Sercem? — rzekł Witold. — Jam przystąpił głową,
A Bogów ojców mych nie zapomniałem.
Przyjąłem chrzest ich, bo przyjąć musiałem.
Dali mi imie[917] Wiganda Konrada.
Chrzciłem w Królewcu i chrzciłem w Taplawie,
Chrzciłem na Rusi, i ochrzczę w Krakowie. —
— Nie żartuj, bracie! Wielki Bóg chrześcijański[918]!
Karze bluźnierców, zabija za zdradę. —
Witold zamilczał. — Ty naprawdę, bracie,
Mnichem zakończysz! — wybuchnął po chwili —
Ty, coś nabożny taki był do Znicza!
Co się tak lękał piorunowych gromów! —
WierzeniaChwilę Jagiełło milczał i zadumał[919],
Obejrzał trwożnie i szepnął do brata:
— Wiészże? Witoldzie! ja i teraz jeszcze
Starych się Bogów naszych ojców boję!
Gdy nocą z Znicza ołtarzów[920] zabłyśnie
Na moje okna światło jego blade,
Strach mnie przejmuje. Gdy Perkun grzmi z nieba,
Kryję w komnaty; nie wiém gdzie uciekać;
Usta się same modlą do Perkuna.
Lecz Bóg chrześcijański[921] silniejszy mnie broni! —
Słucha go Witold oparty na dłoni,
I nic nie mówi, zamyśla głęboko.
Wtém się po zamku rozlega tętnienie.
Zmrok był, a słońca ostatnie promienie
W otwarte okna czérwone wpadały;
We świetle jego gorzał zamek cały;
Z dala od murów Zniczowéj świątyni,
Po jasném niebie dym się wił z ołtarzy;
A czarna chmura, nad głowy zwieszona,
Płynęła w stronę litewskiego wschodu.
— To posły nasze — rzekł Jagiełło dumnie —
Wracają z Polski. Lachy jadą z niemi.
Wiész, że do Polski na króla mnie proszą.
Ochrzcimy Litwę. Wielki Bóg chrześcijański[922]
Będzie mnie swoją osłaniał opieką.
Ja mu dam wiele, wiele dusz poddanych,
I krzyże jego na wieżach zaszczepię,
A Litwę z Polską połączę na wieki. —
Drzwi się otwarły, dowódźca[923] zamkowy,
Jamund, o posłach Lackich oznajmuje.
Oni podchodzą i schylają głowy.
Jagiełło rękę swą ku nim wyciąga,
I każe rogi podawać złocone;
Prosi ich usiąść na ławach, skórami
Krytych, co wkoło ognia rzędem stoją;
Sam się ciekawie patrzy w posłów twarze.
Starce[924] to, ale rumiane ich lica.
Piersi zbrojone blachy żelaznemi[925],
Suknie do ziemi, długi włos na głowie,
I brody bujne, i wąsy szérokie,
Na szyi złote zwieszone łańcuchy,
Szable u boku, noże za pasami,
Płaszcze złociste, sobolem podbite,
Kołpaki futry drogiemi[926] pokryte.
Na czele posłów Włodźko z Ogrodzieńca,
Za nim z Ostrowa Krystyn szedł podczaszy,
I Piotr Szafraniec, i Hincza z Rogowa.
Wiedli ich posły Jagiełły, z powrótem[927]
Z polskiego kraju, od lackiéj królewnéj[928],
Skirgiełł, i Wigund, i Borys, xiążęta[929],
I Hanul stary, namiestnik wileński,
Co się z trockiego ognia uratował.
Oni tam dary złożyli Jadwidze,
A w zamian darów niosą obietnice,
Że się dwa kraje, dwa połączą ludy,
Jagiełło będzie nad Polską panował.
Wtém drzwi się drugie otworzą — xiążęta:
Korybut, Lingwen wchodzą do komnaty,
Obok Jagiełły kręgiem wszyscy stają,
Posły schylają[930] i mówić rozpoczną.
Słodko Jagielle brzmi w uszach ta mowa,
Choć z rzadka polskie może złapać słowa[931],
Które mu stary Hanul wytłómacza[932].
Skończyli — xiąże[933] przez Skirgiełły usta
Śle im odpowiedź z dziękami wielkiemi,
Stawić[934] do Polski na czas obiecuje,
Ochrzcić się z bracią i całym swym krajem,
Żyć chrześcijańskim odtąd obyczajem;
Potém róg kazał podać, i przepija,
Posły zasadza, ucztę stawić każe,
Nogi im obmyć, suknie dać ze skarbcu[935].
Nim zasiadł za stół, krzyżem się przeżegnał,
A skrycie schylił przed Kobolem[936] głowę.
Za wielkim stołem Jagiełło zasiada,
W prawo Skirgiełło, a Witold na lewo,
Lingwen, Korybut i Borys za niemi,
I posły polskie, i Hanul na końcu.
Z srébrnych mis dzikie parują mięsiwa,
Wpośrodku jeleń upadł na kolana,
Dokoła dzbany miodu, lipcu[937], piwa,
I złote czasze, i rogi oprawne.
Za gośćmi słudzy stoją, i żółtemi
Świecą nad głowy pochodniami z wosku.
Polacy patrzą, i dzikiéj prostocie
Dziwią[938]; bo jadła na srébrze i złocie,
Ale znać pogan po sprzętów robocie:
Skóry ze źwierząt[939] zawieszają ściany;
Wpośrodku ogień na wielkiém ognisku;
A psy xiążęce pod stołem o kości
Gryzą się, swarząc; a sokoły białe
Drzémią na grzędach nad głowami gości.

XXXIX

Stolico Piastów! dzień ci wielki świta!
Powstańcie z grobów, królowie
Brata w stolicy powitać;
Wyciągnijcie mu dłoń stalną[940],
Przeżegnajcie krzyżem świętym.
Ty, ze Skałki męczenniku,
Zbudź się, Stanisławie Święty[941]!
Z srébrnéj truny[942] wstań, biskupie!
Rękę, co zmarłych wskrzeszała,
Wyciągnij nad jego głową,
Błogosław na przyszłość całą!
Wstańcie umarli i żywi,
W tysiączne klaśnijcie dłonie,
Głosem radośnym[943] ozwijcie!
Nowy król wjeżdża w stolicę;
Świetny orszak za nim jedzie:
Warneńczyk[944] i Kaźmierzowie[945],
Alexander[946] i Zygmunty[947];
Długie lata szczęścia, chwały,
Berło niosą, i koronę,
I królewskiéj władzy znaki.
To nie Węgrzyn[948], co za złoto
Kupił polskie panowanie;
To nie Elżbieta królowa[949],
Co szalała na Krakowie,
Gdy w krwi Polska się nurzała —
Jagiełło idzie, co wiarą
Pierś, krzyżem świętym naznaczył,
Co swą opuścił ojczyznę,
Co się swéj Litwy zapiera,
Aby nowy kraj do łona
W ojcowskim tulić uścisku.
Powstańcie z grobów, królowie!
Powstań, Stanisławie Święty!
Błogosławcie jego głowie,
I przyszłości błogosławcie,
Swoje mu cnoty oddajcie,
Swoje mu szczęście przelejcie.
Odwagę sercu natchnijcie,
Głowę jasnym, jak korona,
Otoczcie wieńcem rozumu —
Niech świeci polskiemu światu
Niezgasła i niezaćmiona.

Słońce powstało jasne, choć zimowe,
Promienie sieje po śniegu całunach,
We złoto wieże kościołów ubiera,
Dachy Krakowa posrébrza spiczaste;
We dzwony biją, a lud się gromadzi,
Z miasta strumieniem na gościniec płynie,
Czeka na wzgórzach — dziś litewskie xiążę[950]
Przybywa polskiéj królewnie pokłonić[951].
Zimowe słońce zza mgły się wyrwało,
Jasnym promieniem witać go wychodzi,
I niebo szaty lazurowe wdziało,
I drzewa stoją w diamenty[952] strojne,
A w każdém błyszczą, jak w kropelkach rosy,
I jasne słońce, i czyste niebiosy.
W Krakowie dzwony z cztérdziestu kościołów
Do ludu głosem radości wołają,
I o przybyciu pana znać mu dają,
I pieśń wesela, witając, śpiewają.
A w zamku starym, w zamku na Wawelu,
Choć się on przybrał, chociaż się przystroił,
Smutno tam czegoś. W komnacie sieroty
Słychać jęk cichy, modlitwę i łkanie;
A ile razy dzwony się poruszą,
Serce uderzy, ona z łoża wstanie,
Pada przed krzyżem, i całą się duszą
Modli do Boga; łzy po licu białém
Perłami płyną na piersi dziewicze.
— Siły! o Boże! Boże! daj mi siły
Dla Polski wszystko położyć w ofierze,
Wszystko poświęcić Chrystusowéj wierze,
Siebie i przyszłość, i młode wspomnienia,
Wilhelma! Boże! o, dodaj mi siły!
Niech łzy na oku nie ujrzy przybyły,
Niechaj nikt nie zna téj ciężkiej ofiary!
Modlę się Tobie[953], Boże! Matko Święta!
Przyczyń się za mnie[954], Stanisławie wielki,
Patronie Polski, przyczyń za sierotą! —
Wtém dzwony biją, krzyki się rozchodzą.
Jadwiga wstała i bezsilna pada.
Do drzwi jéj trzykroć zewnątrz[955] zapukano.
— Zmiłuj się! Boże! ulituj nade mną!
Już idą! — Drzwi się otwarły powoli,
I Oleśnicki wszedł Zawisza młody.
— To wy! — Ja, pani! z poselstwa powracam. —
— Mówcie, o, mówcie! Wszystko znieść mam siły.
Źwierz-li[956] to dziki? źwierz-li to straszliwy?
Potwora[957] z puszczy[958] litewskich? Zawiszo! —
— Nie, pani! Wkrótce sam za mną przybywa.
Ujrzysz, królowo! Lecz nie potwór dziki;
Człek, jak my wszyscy; młody, piękny, silny,
Szérokich ramion, ciemnéj barwy oczu,
Mowy łagodnéj, cichy i milczący. —
— Prawda? Zawiszo! zaklnijcie na Boga! —
Bogiem klnę, pani, że ci prawdę rzekłem.
Lecz wkrótce sama Jagiełłę zobaczysz.
W poczcie się licznym do Krakowa zbliża.
Z Lublina z pany szedł do Sandomierza.
Spytek z Mielsztyna spotkał go na drodze,
Poczet pomnożył, i wiedzie go z sobą.
Dzisiaj przed tobą kolana swe skłoni. —
Jadwiga oczy zakrywała w dłoni.
— Idźcie — mu rzekła — niechaj na przyjęcie
Gotują zamek. Stało się! Ofiarę
Przyrzekłam, spełnię. Teraz na modlitwie
O siły będę, o odwagę prosić.
Wyszedł Zawisza; ona sama znowu,
Klęczy i płacze. Wtém do drzwi pukają.
Serce królewnéj[959] żywo bije w łonie,
Jakby przeczuła, kto na progu stoi.
Podniosła głowę. — Wnijdź[960] — wyrzec się boi.
Gniewosz tam u drzwi, Wilhelma posłaniec?
Czyli[961] sam Wilhelm? Któś niewieścią szatą
Zaszemrał, wchodzi. Jadwiga powstała,
Rękę wyciąga.
— Wychodźcie! na Boga!
Na rany Pańskie! na Marij[962] boleści!
Na wszystko święte zaklinam, wychodźcie! —
Wilhelm to w szacie kobiécéj przybywa;
On raz ostatni chce jeszcze sprobować,
Czyli się w młodém nie odezwie sercu
— Jadwigo! — woła — modlę się przed tobą!
Porzućmy wszystko! jeszcze czas uciekać!
Za chwilę niedźwiedź po pastwę[963] przybędzie.
Tyś moja! moja! —
— Nie twoja, Wilhelmie!
Jam chrześcijanka, jam Polski królowa!
Naprzód do Boga, a potém do kraju
Należę cała, i poświęcę jemu.
Na co na próżno serce mi rozdzierać?
Przyrzekłam Bogu, i Polsce przyrzekłam!
Bóg za nas dał się na krzyżu rozciągnąć,
A ja dla Boga nie miałabym święcić[964]
Trochę boleści życia mizernego?
Ja bym dla Polski, co mi matką była,
Nie miała stłumić boleści dziecięcéj? —
Wilhelm powstaje. — Nic od ciebie więcéj,
Nic nie posłyszę? —
— Idź! — rzekła — uciekaj!
Już słyszę dzwony i krzyki w ulicy —
Jagiełło jedzie. Spełni się ofiara! —
Wtém do drzwi idą państwa urzędnicy,
Starce z siwemi brody drzwi rozwarli,
Schylili głowy, w milczeniu czekają,
By ku nim wyszła. Wilhelm twarz osłonił,
Ucieka. Ona uklękła, i siły
Jeszcze w modlitwie szuka; potém wstała,
Zda się, wyrosła, zda się, wyjaśniała;
A wkoło głowy świeci blask męczeński,
Podwójna świeci, i ziemska korona,
I z palm, Aniołów ręką upleciona.

W ulice spłynął wszystek lud Krakowa,
We dzwony biją, odgłosy witają.
Orszak Jagiełły już bramy pominął,
I różnobarwnym sznurem się rozwinął.
Pięć ufców[965] składa[966] orszak Jagiełłowy —
Litwy i Rusi cztéry półki[967] idą,
Tatary śniade[968], Witebszczanie bieli[969].
Bogate skóry na barkach im wiszą,
Czarne się łuki na plecach kołyszą,
Sajdaki[970] świecą blachami srébrnemi,
Konie suknami kryte szkarłatnemi;
Na łbach ich szłyki[971] z dzikich źwierząt[972] puszczy,
Na piersiach wilków, niedźwiedzi pazury,
I miasto[973] zbroi nabijane skóry,
I tarcze krągłe z gwoździami złotemi
Wiszą błyszczące na rękach wojaków.
Mężne ich lica i dzikie spójrzenia[974].
Ani się ludóm stolicy dziwują:
Nieraz po polskiéj plądrowali ziemi,
Miasta niszczyli, i z blizka[975] patrzali
Na cuda owe, gdy w nie ogień mietli[976].
Wpośrodku ufców wozy skarbne[977] idą,
A lud je liczy i wielość podziwia.
Dziesięć wielbłądów droższe dary niesie.
Każdy z nich suknem do ziemi odziany,
Każdego wiedzie Tatarzyn półnagi,
Ponad ufcami dwie chorągwie wieją:
Na jednéj Pogoń[978] litewska wyszyta,
Druga się w słupy różnéj barwy mieni.
Bogaty orszak polski się na końcu,
Złotem i srébrem błyszczący przy słońcu,
Rozwinął. Spytek Mielsztyński go wiedzie,
W zbroi złocistéj wjeżdżając na przedzie;
Za nim Jagiełło na siwym bachmacie;
A wkoło niego jadą: Witold dumny,
Skirgiełł okrutny, Swidrygiełło chytry,
Jerzy, Korygajł, Michał syn Jawnuta,
Borys Olgierdow, pany i bojary,
Algimund xięcia[979] Witolda pokrewny,
I starzec Hanul, namiestnik wileński,
Jamund, Sudzimund i z Rusi starszyzna.

SpotkaniePrzy dzwonów dźwiękach, przy ludu okrzykach,
Ciągną orszaki prosto do Wawelu.
Tam już królowa, w polskich panów gronie,
Xiążąt Mazowsza, Szlązka[980], Oleśnicy,
Piękna jak anioł, a jak posąg blada,
Czeka Jagiełły: i słyszy — jéj ucha
Coraz to bliżéj i jazdy tętnienie,
I ludu krzyki, i wozów skrzypienie.
Cisza nareście[981] — u zamku stanęli.
Wchodzi Jagiełło w królewskie komnaty.
Królewna, xiążę po sobie spójrzeli[982],
I stoją strachem przejęci oboje.

We dwa dni potém na Skałce, w Krakowie,
Jagiełło z braćmi chrzest przyjmował święty;
We trzy dni potém, na starym Wawelu,
Polska i Litwa, w narodów weselu,
Losy na wieki połączyły swoje.
A Witold patrzał, uśmiechał się dziko.
— Królem tyś Polski, lecz nie Litwy panem —
Mówił. — Na Litwie jeszcze nasza stara
Długo po sercach rosnąć będzie wiara.
A kto od ludu oddzielił się Bogiem,
Tego nie przyjmie lud za pana swego. —
Jeszcze Jagiełło w Krakowie ucztuje,
A z Litwy gońce śpieszą za gońcami.
Witold się smuci litewskiemi sprawy,
Twarzą się smuci, w sercu radość czuje.
Mistrz Czolner dumnie Dymitra z Goraja
Odrzekł, Jagiełło gdy go w kumy prosił,
I do Krakowa nie chciał na wesele.
On się z Andrzejem, Olgierdowym synem,
Nowém przymierzem połączył, i Litwę
Począł pustoszyć i nawracać mieczem.
Nie dosyć jednéj klęski — Andrzéj z Tweru
Litwę plądruje: smoleńscy kniaziowie
Pod Mścisław idą, Jagielle wydzierać.
Smutną Jagiełło wieść dostał w Krakowie!
Nié ma tam komu granic nagich bronić!
A Witold rzecze: — Ja pójdę, mój bracie! —
Skirgiełł się także z Witoldem wyrywa;
Korybut, Semen Lingwenowicz z niemi
Ciągną z Krakowa. Witold na Podlasie
Półki[983] swe zbiera; Skirgiełło Ruś wiedzie.
Zaledwie wiosna śniegi z ziemi zdarła,
Już pod Łukomlą Witold bije w ściany;
Dobył, Andrzeja załogę wycina,
Swoją osadza, i pod Mścisław leci.
Nad szybką Werchę, pod Mścisławia mury,
Syn Iwanowy Światosław smoleński
Przyciągnął z kniaziem Iwanem i Hlebem,
Z Światosławiczem Jurją[984], i mnogiemi
Wojskami z Rusi, i bojary swemi;
A kędy przeszedł, ciągnąc do Mścisławia,
Krwawemi ślady gościniec zostawia.
Spalili sioła, zaparłszy do domów
Starców i dzieci, matki i dziewice;
Pod ściany chat im głowy kłaść kazali;
Wojskiem objąwszy, biedny lud palili;
Popiołem sieli i kościami drogi!
Zniszczał kraj wielki i zginął lud mnogi!
Już jedénasty dzień w Mścisławia mury
Biją tarany, a z wysokiéj wieży
Namiestnik próżno wygląda odsieczy.
Dnia jednastego[985] trwoga na obozie.
Światosław każe odstąpić od murów,
I ponad Werchą szykuje[986] ze swemi —
Od strony Litwy, gromady czarnemi,
Witold przyciąga. Już proporce wieją,
I Mścisławianie odżyli nadzieją.
Litewskie wojska Witold ze Skirgiełłą
Wiodą; już wpadli na Rusinów szyki.
Ruś, opasana zamkami i wodą,
Stawi im czoło, lecz wkoło objęta.
Światosław ranny, krwią brocząc po ziemi,
W lasy ucieka; za nim ruskie kniazie;
Za niemi Litwa, i w połon[987] zabiera.
Światosław włócznią przebity umiera;
Iwan, Wasyla syn, rażony strzałą;
Hlebu i Jurij[988] jeńcem być dostało;
Bojarów w rzece wytopiła Litwa,
I krwią okryta, z zwycięzkiemi[989] wrzaski,
Do bram Mścisławia odpocząć przebiegła.

XL

Zielona wiosna Litwy czoło stroi,
I lasy szumią, łąki się zielenią,
I rzeki płyną ku Morzu Białemu[990],
I róże kwitną, i lilije[991] białe; ,
Gaje się święte liściami[992] ubrały.
Czemuż tak głucho? i wiośniane święto,
Święto pastusze, nikt już nie obchodzi?
Czemu nie widać Zniczów, ni kapłanów?
A lud z bojaźnią pogląda na niebo,
Jakby Perkuna lękał się prawicy?
Zielona wiosna Litwy czoło stroi,
I lasy szumią, łąki się zielenią.
Na Turzéj Górze siedzi starzec smutny —
To wejdalota od Znicza ołtarzy.
Szatą się okrył, by łza, co po twarzy
Płynie, w cudzém się nie odbiła oku.
Patrzy — u jego stóp czy Wilno stare?
Gedyminowe Wilno? Olgierdowe?
Taż to Wilija[993], w któréj się kąpały
Tury? i też to lasy poświęcone,
Które Zniczowy ogień podsycały?
Taż Świntoroha mogilna dolina,
Kędy śpią kości starych dzidziawirów[994]?
Gdzie się pomięszał[995] popiół Gedymina,
I proch Olgierda, i Kiejstuta prochy?
Spójrzał[996] na góry — też[997], co dawniéj, góry?
Spójrzał na miasto — gródże[998] to nasz stary?
Spójrzał pod stopy — gdzie Znicza świątynia?
Na Antokole — i tam zgasły dymy!
Spójrzał i płacze — na górze wysokiéj
Trzy krzyże żółte ramiona podniosły,
Świątynia Znicza świéżym krzyżem strojna,
Na Piaskach znamie[999] chrześcijańskiéj wiary.
Na Antokolu krzyż żelazny wbity,
Po mieście krzyże, na zamku, na górach,
Wszędzie już! wszędzie! Gdzie Znicza kapłani?
Żebrzą rozbici, żebrzą rozsypani!
Gdzie gaje święte? — wycięte poległy!
Gdzie Bogi? — patrzcie, do Wilij[1000] ich wleką,
Młotami biją, toporami sieką.
A Perun zasnął, i z nieba jasnego
Ni grom zahuczy, ni się wstrzęsie ziemia.

Pod Krzywym Grodem, na Świętéj Dolinie,
Mnogi lud ścisnął i zamek oblega,
Pod starą swoję przytulił świątynię;
Ale na szczycie jéj krzyże spostrzega;
Na zamku drugi kościoł[1001] ponad głowy
Wzniósł się, i dzwoni dziwacznemi słowy;
A w bramie stoją: Jagiełło, królowa,
Biskup Bodzanta, wileński Wasiłło[1002];
Słudzy białemi szatami lud dzielą[1003];
Kapłani sieją między lud naukę,
Na białe szaty kropią świętą wodą,
Imiona dają, dary, obietnice.
Smutny lud patrzy, jak Bogów zwalono,
Smutniejszy jeszcze krzyżowi się kłania,
Uchylił[1004] głowy, gdy wodą skropiono,
A łzę, odchodząc, za przeszłość uronił.
Trzydzieści ludu tysięcy ochrzczono,
Wszystkie bałwany[1005] na ziemię zwalono,
Ognie zagasły i gaje wycięto.
Ale kto pamięć z serc odejmie świętą?
Chrzest jéj nie zmazał: poszła ona z ludem,
Co krok do serca skrwawionego woła:
— Tu był gaj święty, tu ojców mogiły,
Tu wasze matki Bogóm[1006] się modliły,
Tu wasi ojce wrogów pokonali,
Tu pradziadowie zdrajców ukarali. —
I lud powrócił do chat swych, na sioła,
Krzyże na piersi kładąc, a w mrok szary[1007]
Bogóm litewskim oddawał ofiary;
Bał się i Boga chrześcijan[1008], i Perkuna;
Za swą przeszłością wzdychał z serca głębi;
I przyszła chwila, gdy zmięszał[1009] dwie wiary,
Nowéj się lękał, nie mógł zabyć[1010] staréj.

Litwo! o Litwo! gdzie są dzieci twoje?
Olgierd, Gedymin, Kiejstuty, Mindowy?
Gdzie czasy sławy, gdy w zwycięzkich[1011] bojach
Na świat leciałaś, zabierając ziemie?
Gdy do bram Moskwy jedną bijąc ręką,
Drugąś na lackie wyciągała włości,
Zębami pruskie szarpała wnętrzności,
Nogami siekła po piersiach Mazurów?
Nad Morzem Czarném Tatarzyn wylękły
Łuk u nóg twoich porzucił, kark zgina,
A tyś mu na kark, idąc, nastąpiła,
Z Dniepru się wody i z Dniestru napiła,
Odwieczne Taurów zajęła sadyby,
W słońcu i morzu południa skąpała?
Gdzie wojny twoje? bohatéry twoje?
Gdzie Bogi? kędy[1012] i wielkość, i sława?
Teraz tyś Polski służebną! Na ręku
Dźwigasz już więzy! Oddałaś im pana;
A za jednego, tysiąc dali Lachy,
Boga i mnichów, panów i niewolę!

Litwo przesławna! gdzie dni twojéj sławy?
Zgasły! I zaszło słońce dnia twojego,
Co w Rusi, w Polsce, nad morzami dwiema[1013],
Świeciło twoim zwycięztwóm[1014] krwią zlanym!
Czemu ojcowie z mogił nie powstali?
Czemu ze Wschodniéj nie przybiegli Ziemi
Wypędzić zdrajcę, co sprzedał swą wiarę,
Lud swój i braci! Czemu gromy z nieba,
Kiedy wywracał ołtarze odwieczne,
Na głowę jego nie padły, na głowy
Wszystkich służebnych?! Czemu się litewska
Nie wstrzęsła ziemia, nie pożarła w łonie
Przybylców[1015] chytrych i niewiernych panów?!

Gdy Mindows[1016] wiarę litewską porzucił,
Czemu na Litwie jeden jęk był tylko,
I jeden okrzyk boleści i trwogi?
Czemu w ołtarzach utrzymały Bogi,
A w sercach wiara, podania u ludu?
Dlaczego matki, maluczkie swe dzieci
Tuląc do piersi, obyczaje stare
Z mlékiem dawały i dziadowską wiarę?
Religia, Przemiana, ObyczajeDlaczego teraz, kiedy chrzcił Jagiełło,
Lud nie zaszemrał? I poszli kapłani
Cicho, milczący? I padły świątynie,
I krzyże wstały, panujące czoło
Wzniosły, a na twarz runęły bałwany[1017]?
Lud biegł kupami, ochrzcić się pośpieszał?
Czemu? — Bo Litwy jasne dni skończyły[1018],
Bo nowe słońce zaświecić jéj miało,
Starego życia godziny wybiły,
I legła w grobie z dawną swoją chwałą!
Krótki był dzień jéj! Słońce u zachodu,
Na wschodzie innéj wiary promień świta,
I krzyż zajaśniał u kraśnego wschodu —
Lud zachód żegna, nowe słońce wita.

XLI

Kto na wileńskim zamku panuje?
Kto się na Krzywym weseli Grodzie?
Kto dnie i nocy hula, ucztuje?
To Olgierdowicz. We swoim rodzie
Jagiełło wybrał na Wilno pana.
Skirgiełł z wilczemi usiadł oczyma,
Wziął w rękę Litwę, na wodzach trzyma,
A co pociśnie w silnéj swéj dłoni,
To krew wyciska, łzy Litwa roni.
Skirgiełł na Wilnie — Witold poddany,
Witold lennikiem Olgierdowicza.
W Grodnie się rozsiadł, rwie swe kajdany,
W myślach swe wojsko zbiera, rozlicza.
A Skirgiełł w Wilnie, na Krzywym Grodzie,
Mnichów pozbierał z Kijewskiéj Rusi[1019],
Siedzi przy piwie, siedzi przy miodzie,
Pije i bije, biedny lud dusi.
W zamkowych oknach dzień i noc blaski,
Słychać śpiewanie i słychać wrzaski,
Dzień i noc świeci łuna ucztowa[1020];
A lud strwożony tuli się, chowa,
Mija Gród Krzywy, do domów zbiega,
I ledwie dzieckich[1021] z dala postrzega,
Jak wróble, jastrząb'[1022] gdy na nie bije,
W lasy i góry przed niemi kryje.
Skirgiełło w Litwie. Smutno w czużynie[1023]!
Na Rusi przywykł gościć, ucztować.
Ciasno mu tutaj w małéj drużynie —
Ni z kim się napić, ni z kim polować.
— Pojadę na Ruś — woła pijany —
Niech dziką Litwę licho zabierze!
Lud wymęczony, biedny, znękany!
Zjadła go wojna, zjadło przymierze.
Cisnę a cisnę, i nic wycisnąć,
Ni z niego siłą datku wydusić.
Nieraz krwi struga musi wytrysnąć,
Nim do poboru potrafisz zmusić. —
Woła, i rogi napełniać każe,
Mnichów zwołuje, zwołuje straże,
Sadza na ławy, przepija z niemi;
A gdy znękani żarty pańskiemi,
Słowo mu jakie rzekną nieskładnie,
Woła na ludzi, rękoma skinie —
Wiodą w podwórzec — głowa upadnie!
Skirgiełł się śmieje. — Znaj mnie, psi synie[1024]!
I pusto w grodzie, pusto po siołach,
W kraju, jak gdyby świeżo po wojnie.
W zamku wesoło, na krwawych czołach
Trunek rozlany zabłysnął hojnie.
Skirgiełł weseli[1025], śpiewa, ucztuje,
Ale mu na Ruś tęskniéj co chwila;
I róg po rogu duszkiem wychyla,
W drogę się jechać, w Kijew[1026] gotuje.
W Rusi i miody lepsze, i głowy,
Kraśniejsze dziéwki, druhy weselsze,
W Rusi bogatsze z ludu obłowy,
I Skirgiełłowe serce tam śmielsze.

Noc była ciemna, wicher wył z burzą,
Grzmiał Perkun w niebie i ziemia drżała,
W wileńskim zamku ognie się kurzą,
A w ogniach cała, w okrzykach cała
Uczta, BurzaGóra Zamkowa w burzy szalała;
I słychać było biesiadne krzyki,
I widać było ognie płonące,
Z okien wylatał[1027] głos jakiś dziki,
I dymy czarne, i skry błyszczące.
W niebie szalało, szalało w grodzie.
Na każdy piorun wykrzyk wtórował[1028]
Skirgiełł tam w zamku, przy starym miodzie,
Swych ulubieńców, gości przyjmował.
W świetlicy wielkiéj okna otwarte,
Drzwi wywalone, w środku ogniska;
Pijaństwo, UcztaDokoła pijane[1029] postacie sparte[1030],
Do śpienionego[1031] miód leją pyska.
Ogień im w oczy, ogień na suknie
Skacze iskrami, płomieniem pryska,
Oni nie widzą, oni nie słyszą!
Gdy niebios piorun po ziemi huknie,
Aż się krawędzie ziemi kołyszą.
Pijani wszyscy! Co w gardło wleją,
To z pieśnią nazad wyjdzie im z gardła;
Tarzają w ogniu, z piorunów śmieją;
AlkoholRozum utonął, bojaźń umarła;
Miód im pozostał, co w mozgach[1032] światy
Jasne maluje, złotem, szkarłaty,
Co strach odebrał, rozum wygonił,
Ciało obnażył, dusze odsłonił.
W niedźwiedziéj skórze, w miękkiéj pościeli,
Skirgiełł się z swemi druhy weseli.
U jego boku dziéwka pijana,
Tuli się, śmiejąc, do swego pana.
Piersi jéj nagie, oko jéj łzawe,
Rozwite[1033] płyną po ciele włosy,
Usta krwią prysną, zda się, tak krwawe!
Niepojętemi mówią cóś głosy.
Krew na podłodze i krew na ścianie!
Czyja krew? Xiążę[1034]! powiedz mi, panie!
Ojca to dziéwki, matki dziewczyny!
Przyszli wypraszać córkę niebogę,
On ich krwią obmył swe zaślubiny,
Krew prysła w ściany, zlała podłogę.
Potém płaczącéj miód w usta leli[1035],
Póki pijana, póki szalona,
Nie padła na pół martwa w pościeli,
Nie przycisnęła pana do łona.
A teraz patrzy na krew rozlaną!
Teraz się śmieje z plam na podłodze!
Skirgiełł ku sobie ciśnie pijaną
I pieśni każe śpiewać niebodze.
Rzucił na druhów oczy krwawemi.
— O, jak pijani! — Klasnął na sługi —
Ogień podłożyć pod pijanemi!
Niech ich żółtemi podleje strugi.
Zobaczym, jak się będą w płomieniu
Wić podpaleni. Czy ich wytrzeźwi? —
Posłuszna służba xięcia skinieniu,
Lecą pachołcy ku ognióm rzeźwi.
I płoną szaty, płonie świetlica!
Pęki podnoszą! Pan klaszcze w dłonie.
— O jakże pięknie drużyna płonie!
Jak im w płomieniach pięknie, do lica[1036]!
Pogasić ogień! dosyć płomieni!
Niech moja przyjdzie tu niedźwiedzica.
A okna zaprzeć i drzwi od sieni.
Zobaczym, jak ich czule uściska! —
Wnet z hucznym śmiechem rozewrą wrota.
Leci zgłodniała pańska służebna,
Wzniosła[1037] na łapy, oczyma błyska,
I na pijanych, wpółmartwych, miota[1038].
— Odważnaś! Meszko[1039]! Byłaś potrzebna!
Ślicznie-bo moje spełniasz życzenie!
Rwij cielska podłe, nie żałuj strawy! —
W komnacie przestrach, głuche milczenie,
A potém krzyki, potém bój krwawy.
Wzniesie się człowiek, pada rozbity.
Z krwawéj mu czaszki źwierz[1040] mózg dobywa,
I ssie, cóś mrucząc; a Skirgiełł spity
Zabawce z łoża w dłoń przyklaskiwa[1041].
— Precz mi z trupami! precz mi z niedźwiedziem!
Dawajcie rogi! znowu pić będziem!
Druhy tu do mnie! Bestje[1042]! na nogi!
Co? już padliście? nie podniesiecie[1043]?
Oknem ich, jak psów, rzucić na śmiecie!
Przypędzić z domów, wołać z ulicy!
Nowi przybędą wnet biesiadnicy.
I precz z tą dziewką! wygnać za wrota!
Przywieść mi inną, młódszą[1044], weselszą!
Tą jakiś zły duch po łożu miota.
Dajcie mi młódszą, piękniejszą, śmielszą,
Co się nie zlęknie ognia, źwierzęcia,
Miodu, i swego pana xiążęcia! —

— Kto? do stu czartów! — Skirgiełł zaryczał,
Kiedy we wrotach rogi usłyszy. —
Jaki to tam pies tak zaskowyczał?
Kto śmié w noc poźną[1045] drwić z mojéj ciszy,
Kiedym przykazał, by z Litwą całą
Wilno usnęło, kamieniem spało,
I tchnąć nie śmiało, i drgnąć nie śmiało? —
Wzniósł się na łoże, a w drzwiach ukaże
Witold. I słudzy padli na twarze.
On pięść złożywszy, zęby zacisnął,
I klątwą dziką w oczy mu prysnął.
— Słudzy ci czołem, ty bij mnie[1046], sługo! —
— Ja! tobie? Xiążę! poczekasz długo,
Nim Kiejstutowicz czołem uderzy!
Nikomu jeszcze nie biłem czołem! —
— To mnie uderzysz, lenniku hardy!
Wiész, że xiążęcą czapkę ja wziąłem,
W ręce xiążęcy miecz wziąłem twardy. —
— O! wiém! lecz widzę na twojém czole
Miód, nie koronę; a w twojéj dłoni
Róg, co podżega cię na swawole,
Z głowy ci resztę rozumu goni[1047]. —
Skirgiełł się porwał, chciał rogiem rzucić,
Ale bezsilny padł na podłogę.
— Po co przyszedłeś? pokój mi kłócić[1048]!
Idź w swoję[1049] drogę! idź w swoję drogę!
Albo cię każę ściąć tu przed sobą! —
— Mnie ściąć? Bezsilne, rozpustne źwierzę[1050]!
Ja bym ulęknąć miał się przed tobą? —
Rzekł, i z uśmiechem za brodę bierze,
Spójrzał[1051] mu w oczy, głową potrząsa.
Skirgiełł za rękę szarpie i kąsa.
— Patrzcie, o, patrzcie! Pan to tutejszy!
Oto Jagiełło dał Litwie pana!
Biedny mój kraju! Pan twój dzisiejszy
I drewnianego niewart bałwana[1052].
Niechby Jagiełło widział cię, xiążę,
W błocie i we krwi obluzganego,
I namiestnika ujrzał swojego,
Jak z podłym[1053] gminem rozpustny wiąże,
Jak wieprzem w błocie podły się tarza,
I na swych braci w szale odgraża!
Litwo! o Litwo! biednaś ty ziemia!
Na takich panów ręceś popadła!
Twoje się stare słońce zaciemia[1054],
Piękna twarz twoja zżółkła, pobladła! —
Puścił pjanego[1055] Skirgiełły brodę.
Ten pieni[1056] z gniewu, w gniewie bełkocze:
— Na pień lennika! na pień wywiodę!
Serce mu wyjem, krew mu wytoczę! —
Witold ramiony[1057] ruszył z pogardą.
Na próżno Skirgiełł ciągnął się, wrzasnął,
Chce go pochwycić. On popchnął hardo,
I drzwi za sobą, śmiejąc[1058], zatrzasnął.
Jedzie i duma, śpieszy do Grodna,
W Podlasie bieży, zbiera swe woje.
— Na Bogi! Litwa lepszego godna!
Skirgiełło! w ręce popadła twoje!
Niedługo będzie królować źwierzę,
Przyjdzie silniejszy, swoje zabierze. —
Mówił, lecz napaść sił miał za mało.
Walczy sam z sobą, choć wre w nim męztwo[1059].
Rozum wątpliwe wskazał zwycięztwo[1060];
Każe mu czekać — czekać przystało.
Skirgiełł niedługo w Litwie pobędzie,
Na Połock rusza — czas Witoldowi;
Pójdzie na Wilno, w Wilnie usiędzie,
A wówczas biada Polski królowi!

XLII

Rannym snem usnęły i straże, i wojsko,
I Wilna mieszkańce, i zamku załoga.
Na wschodzie się brzaskiem złociło już niebo,
Wiatr dźwięki przynosił rozbite z daleka,
I liście jesienne, z drzew żółtych urwane.
Na Wilnie śpi wszystko; lecz Hanul Nakiemna,
Co znowu sam został na straży stolicy,
Nie zaśpi, na wieży już siedzi wysoko,
Na drogi, na cztéry, posyła on oko:
Na drogę od Grodna, od Lidy po Piaskach,
Na drogę wzgórzystą od zamku trockiego,
Za Wilią na góry i na Antokole.
A wszędzie spokojnie. Z kościołka[1061] Marii
Powolnie[1062] się dzwonek na jutrznię rozlega.
Lecz cóś[1063] tam ciemnieje w Antokolskiéj drodze!
Nie bydło, bo paść go nie pędzą w tę stronę,
Nie konie załogi z noclegu spędzone,
Nie Skirgiełł — w Połocku on teraz nad Dźwiną.
A orszak ku bramóm podsuwa się, skrada.
I w duszy Hanula cóś skrycie powiada:
— To wróg się na pańską zasadził stolicę! —
Laskami powolnie hufce się zbliżają,
Wilii brzegami piechotni[1064] czołgają,
A konni rozpierzchli w Popławskiéj Dolinie,
Migną, to ukażą; któś wnijdzie[1065] i zginie.
Wnet Hanul zatrąbił i woła na straże,
Sam pędzi ku wrotóm[1066], zamykać je każe.
Wybiera swych ludzi, sam konia dosiada,
— Za króla Jagiełłę! — zawołał — tam zdrada! —
Zaledwie dopędził, gdzie na Antokole
Kończą się usypy, wał i zaborole[1067],
Już postrzegł, że chwila o mieście stanowi.
Pośpiesza ze swemi, we wrotach sadowi,
Po wałach rozsypał żołnierzy wzdłuż drogi,
Sam z garstką wyjechał nielicznéj załogi.
Już u wrót, u murów przyparte drabiny,
I warty zabite, i ogień zażgniony[1068]!
Toż samo od lidzkiéj poczęto już strony.
Sam Witold, na czele Podlasian i Żmudzi,
We śnie chciał stolicę podstępem pochwycić;
Lecz nie dał mu Hanul zwycięztwem[1069] pocieszyć[1070].
I Witold odparty odstąpił ze swemi.
A ognie zgaszono, drabiny złamano.
I Hanul z przestrachu ochłonął ciężkiego,
Pot z czoła zrytego obciera kroplisty,
Rozstawił strażników, na zamek powraca.

Na próżno się Witold o miasto ubiega,
Fortelem, nocami pod mury podkrada!
Już stary nie zaśnie; on czuwa a czuwa;
I czy to noc czarna na niebo zapada,
Czy brzaski poranne u wschodu zaświecą,
Czy wieczór spokojny na spoczynek woła,
On nie śpi — Witolda zna z dawna, z młodości;
Wié, że się nie zrazi stokrotną przegraną.
I we dwa dni potém znów od Antokola
Na czaty spokojne Żmudź cicho podpełzła;
Lecz chociaż we wrotach straż widnych[1071] nie było,
Wnet hufiec się silny zza bramy wytoczył;
A Witold za lasy wierszupskie uskoczył,
Na Wilno gniewliwém poglądając okiem.
Tak wołał po dwakroć od niego odparty:
— Na próżno, Hanulu! Jagiełło! mój bracie!
Na próżno bronicie, daremnie czuwacie!
Na Bogi litewskie, na imie[1072] ojcowskie,
Na matki méj głowę, na pamięć mych dziadów,
Ja panem tu będę! i prędzéj czy poźniéj,
Ja siądę na zamku, ja grodem owładnę!
Nie waszym to rękóm[1073] na Wilnie panować!
Nie Skirgiełł rozpustny kraj wielki utrzyma!
Żegnam cię, stolico! lecz wprędce powitam,
Nawiodę tu wrogów i ludu napędzę,
I siłą, czy zdradą, czy życia ofiarą,
Choć chwilę przed śmiercią nad Litwą usiędę,
Choć chwilę przed zgonem z koroną na głowie
Od morza do morza płaszcz krwawy roztoczę,
I berło złociste nad Rusią podniosę!
Na próżno! Jagiełło! rodzie Olgierdowy!
Sprzymierzcie się wszyscy, ja wszystkich pożyję[1074]!
I Lachy za wami, Ruś będzie za wami,
I Niemcy niech będą, ja wszystkich pobiję! —

XLIII

W komnacie ciemnéj, za stołem pokrytym
Suknem do dołu, xięgami[1075] zasłanym,
Pargaminami[1076] zawalonym stosy,
Stał krzyż z hebanu, z ozdoby[1077] srébrnemi;
Na nim Zbawiciel; u nóg trupia głowa;
A obraz Boga, sześcią[1078] skrzydeł strojny[1079],
Dwóma[1080] ku niebu podnosić się zdawał,
Dwóma ku ziemi spuszczał litościwy,
Dwóma okrywał święte ciało swoje;
Na stole złotych dwoje świec[1081] gorzało;
Zegar piaskowy, szemrząc, pokazywał,
Jak czas nieznacznie po ziarnku upływał.
Nad kartą pisma stary człowiek siedział;
Czarną miał suknię, na niéj krzyż wyszyty,
Na głowie czapkę czarną, siwą brodę,
Oczy przygasłe, policzki wychudłe;
Żylastą ręką pargamin uciskał,
Jakby myśl jaką wycisnąć chciał z niego;
Podparł się, dumał; potém rzucił kartę,
I troski z czoła scierając[1082] uparte,
Przechylił, spójrzał[1083], wykrzyknął zdziwiony.
Naprzeciw niego, z drugiéj stołu strony,
Stał niemy człowiek, niewielkiéj postawy;
Włos ciemny czoło wysokie osłaniał;
Broda bez włosa; twarz bez wąsów, biała,
Mimo kobiécych rysów, w sobie miała
Surowość męzką[1084], dumę nieugiętą,
Upor[1085] żelazny i wolę zawziętą;
Brwi się na czole schodząc namarszczone,
Dwóma brózdami[1086] zaorały skórę;
A usta blade i silnie ściśnione
Śmiały się niby, śmiały niewesoło,
Jakby szydziły, jakby pewne siebie,
Rozkazem, groźbą ciężką zionąć miały.
Starszy był mistrzem Krzyżaków Zakonu,
A młódszy[1087] — Witold, co Krzyżaków zdradził.
Teraz on nazad do mistrza powraca:
Bo był w Mazowszu, a Jagiełły krewny,
Xiążę[1088] Ziemowit odmówił pomocy,
Olgierdowicze powstali na niego,
I nié ma w nikim, prócz mistrza, nadziei.
— Wy tu! — mistrz z zgrozą i dziwem[1089] wykrzyka[1090].
— Jam tu, w twych rękach — Witold mu odpowié. —
Zdrajca! wszak prawda? to powiedzieć chciałeś?
Więc zdrajca w twoje znów przybywa ręce.
Słuchaj! na próżno łudzić się kłamstwami,
Wyście mi synów w Królewcu otruli.
Jam, mszcząc ich śmierci[1091], Jagielle przebaczył.
Jagiełło Wilno Skirgielle oddaje,
Litwę na ręce plugawe powierza,
Mnie kark uginać każe przed tym źwierzem!
WiadomośćJa znowu do was przychodzę z przymierzem.
Chcecie? nie chcecie? Słowo — rzecz skończona.
Kłamstwa nie cierpię. Mów mi prawdę gorzką,
A mów otwarcie. Jakem wszedł, wychodzę,
I wasze zamki popalę po drodze. —
— Xiążę! — mistrz rzecze — wy nas dobrze znacie.
My także wrogi[1092] Jagiełły i Lachów.
Czy możem rękę, którą wyciągacie,
Odepchnąć, aby pomścić się przeszłości?
Lecz cóż zaręczy, że z Jagiełłą znowu
Wy nie złączycie? nie zerwiecie z nami? —
— Ostróżni[1093] bądźcie, miejcie mnie na oku!
Daję wam słowo i pieczęć na karcie.
Zakon wié, komu i kiedy dowierza.
Chcecie? nie chcecie mojego przymierza?
Ja potrzebuję pomocy Zakonu,
I będę waszym, waszym druhem wiernym;
A jeśli Litwy rządami owładnę,
Mistrzu! wszak wielkie nagrody weźmiecie! —
— Starą umowę odnowić więc chcecie? —
— Starą lub nową zawrę, byle z wami
Pomścić się na tym wileńskim niedźwiedziu,
I na zlaszałym[1094], bezmozgim[1095] Jagielle,
O, i na braciach, Mazowsza xiążętach,
Co teraz skomlą w Jagiełłowych pętach,
I że Jagiełło dał Ziemowitowi
Siostrę swą Olgę[1096] i radomską ziemię.
Gdym do nich przyszedł o posiłek[1097] prosić,
Zimném wejrzeniem na wrota wskazali! —
Mistrz słucha mowy, a wzrok mu się pali.
— Zgoda — rzekł — zgoda. Zawrzemy przymierze.
Chcecie się pomścić? dopomożem szczérze.
I nam Jagiełło stoi w gardle ością,
I nam Mazowsza dojadły xiążęta!
Skirgiełł! I Skirgiełł sroższy nad źwierzęta,
Dziki rozpustnik, pijaństwem swém wściekły! —
Witold mu rękę podaje. — Więc zgoda.
Mistrzu! każ pisać, każ wojsko gotować.
Moje mnie czeka na żmudzkiéj granicy.
Pójdziemy mścić się, polecim plądrować!
Czasu nie traćmy, by Jagiełło z Lachy
Nie ubiegł Wilna, swemi nie obsadził,
By Skirgiełł z Rusi wojska nie sprowadził.
Pójdziem! —
— Pójdziemy. Zwołam jutro radę;
Sam na mych braci czele wyjdę w pole. —
— A teraz, mistrzu, wyznacz zamek który,
Gdzie bym bezpieczny mógł przebywać z memi.
Mnie już nie siedzieć na litewskiéj ziemi!
Żonę, rodzinę, na zakład[1098] ci daję. —
Mistrz w oczy spójrzał[1099]. — Sam wybieraj, xiążę!
Lecz pomnij, kto się raz z Zakonem zwiąże,
Zerwie umowę, Zakon raz przebaczy;
Za drugą zdradę zapłaci swą głową. —

XLIV

Dwóma[1100] na Litwę drogami
Wojska się toczą niezmierne:
Jedne się w Niemnie napiły,
Drugie napiły we Dźwinie,
I w biedną Litwę skoczyły.
Kiedy po burzy z pagórków
Potok błotnisty się wali,
I wszystko niszczy po drodze,
Kłosy na polach wybija,
Drzewa po lasach roztrąca,
Mniéj zniszczy, niżli w pochodzie
Krzyżak, gdy wejdzie na Litwę.
— Ochrzczeni! myśmy ochrzczeni!
Myśmy wam bracia w Chrystusie! —
Woła lud, zgiąwszy kolana.
— My cię chrzcimy krwią i mieczem!
Odpowiadają Krzyżacy,
I idą w Litwę głęboko,
Ranami ziemię płatają!
Ciecze krew, płomienie świecą,
Pola w garść idą popiołów,
A lud w krzyżacką niewolę!
Reszta w lasy nago bieży,
Karmi się korą zgłodniała,
Z dzikiém źwierzęciem po borach!
Witoldu[1101] chce się pod Wilno.
— Rany ja Litwy zagoję,
Gdy ją wezmę w ręce moje.
Teraz mi dobyć stolicę,
Teraz odzyskać dzielnicę,
Ojcowskie Troki dobywać. —
Przyszli pod Trockie Jezioro.
Ale u zamków na straży
Polacy stali wokoło.
Stary im Hanul dowodził.
Objęli Troki, spalili,
Zamek nietknięty pozostał.
Witold go gniewnie porzucił,
Wojsko do Wilna zawrócił.
— Łatwiejszą Wilno zdobyczą. —
I w nocy pod Wilno idą,
Pod Gedyminowe grody.
Ale strzeżone tu bramy,
Ale obsadzone wały,
I polska wiewa[1102] chorągiew
Z zamku Turzyska górnego;
Polacy już i tu siedli;
A Mikołaj z Moskorzowa
Przysiągł nie poddać stolicy,
Póki jednego żołnierza,
Dopóki jedną choć rękę
Mieć będzie na jéj obronę.
Krzywy Gród wały obsiadły,
Kobylenie, zaborole;
Głębokie rowy Wilii
Wodami toczą dokoła.
A ile razy Krzyżacy
Potkną się na polskie siły,
Wszędzie zepchnieni[1103], cofają.
Mistrz brodę szarpie zajadły,
Witold włos z głowy wyrywa.
— Będziesz moje, będziesz — woła —
Choćbym miał całe me życie
Patrzeć na cię i zdobywać,
Choćbym miał ptakiem tam wlecieć,
Choćby się ziemią podkopać!
Wnet wojsko swoje sprowadza —
Wié, że Skirgiełło ma wracać.
W nocy do bramy przychodzi,
Jakby wiódł z Rusi posiłki.
Lecz próżno w wrotach domaga[1104],
Aby go wewnątrz puścili:
Bo Mikołaj z Moskorzowa
Poznał, czy przeczuwał zdradę.
Z tyłu Witolda zachodzi
I do odwrótu[1105] przymusza.
Klnąc Lachów, Witold uchodzi;
Mistrz za nim ciągnie z swą siłą;
A w drodze żyzny kraj niszczą;
Bo Witold w duszy powiada:
— Niech zna[1106], z kim walczy, Jagiełło!
Łatwiejszy będzie do zgody. —
Potém, gdy Malborga[1107] blizko[1108],
Witold wiernego Małdrzyka
Jagielle z słowem posyła.
— Chcesz zgody? — oddaj mi Wilno;
Chcesz zgody? — zerwę z Krzyżaki.
Prędzéj czy poźniéj[1109], w stolicy
Ja z władzą wielkoxiążęcą[1110]
Usiądę, bracie, usiądę! —
Poseł w polską ziemię śpieszy.
Jagiełło wszystko przyrzeka.
— A teraz z wami, Krzyżacy! —

Nocą z malborskiego zamku
Witold skoczył z garścią swoich.
Żonę i córkę wyprawił
Przodem, na Żmudź swą rodzinną,
Do matki Biruty staréj,
Która na morskim gdzieś brzegu,
Gdy Litwa wkoło się chrzciła,
Wierna starym Bogóm swoim,
Praurymy ogień nieciła.
On sam, wśród nocy, swe siły
Zbiera, szykuje, rozgląda[1111].
Z Malborga w mroku wychodzi.
Trzy zamki z krzyżackich włości
Pali i łupi po drodze.
Wielki mistrz ujrzał trzy łuny,
I odblask widział pożarny;
Ale nie wiedział, co znaczą —
Czy Polacy naszli Prussy[1112]?
Czy z Rusi wrogi[1113] wyrosły?
Szle[1114] na wszystkie strony posły[1115].
Wszyscy śpieszą z odpowiedzią:
— Witold braci wymordował,
Zamki spalił, zdradę sknował[1116]! —
Uszóm mistrz swoim nie wierzy;
Zbiera wojsko, w pogoń śpieszy.
Ale już Witold w Podlasiu,
Śmieje się z sztuki, raduje.
A do Jagiełły wysyła.
— Oddaj mi Wilno, mój bracie!
Oto zerwałem z Krzyżaki,
Trzy zamki mnichóm spaliłem. —
Jagiełło w polskiéj był radzie.
Dokoła z brody siwemi
Wojewodowie siedzieli.
— Co z Witoldem począć? — pytał.
Aż starszy, Spytek z Mielsztyna,
— Co począć? — rzecze. — Dwa razy
Zdradził Krzyżaków, rozjątrzył,
Trzeci raz mu nie uwierzą.
Można już zapomnieć o nim.
Dla Polski wróg to niestraszny.
Oddać mu Wilno!! Nie, panie!
On by od Polski się z Litwą
Oderwał. Silnego ducha,
Gdy dziś, nic nie mając, straszył,
Cóż będzie, gdy weźmie Wilno? —
A słowa Spytka z Mielsztyna
Wszystkim do serca trafiły.
Jagiełło posła odprawił,
Na dalsze czasy zostawił
Resztę z Witoldem układów.
A poseł widział, że w Polsce
Źle o Witoldzie cóś myślą.
Zawiodła zgoda mniemana.
Śpieszy do Grodna posłaniec,
Śpieszy w nadniemeński zamek,
Gdzie Witold siedzi na wieży
I czeka jego powrótu[1117];
Śpieszy, lecz z głową spuszczoną,
Nie śmié poselstwa objawić.
Witold rozpoznał na czole
Niedobrą wróżbę przyszłości.
— Mów mi złe, a mów mi skoro!
Na złe lekarstwo jest w ręku,
Póki wyleczyć je pora. —
— O panie! — goniec mu szepce —
W Polsce źle słychać o tobie.
Radzi[1118], żeś zerwał z Krzyżakiem.
Ani ci Wilna dać myślą.
Boją się, byś z większą władzą
Z polskiego nie chciał uścisku
Wyrwać się swobodny w pole. —
— Tak! więc Polacy się boją!
Zgadli! o! zgadli myśl moję[1119]!
Niech jutro wojsko się zbiera;
Niech trzechset[1120] ludzi o świcie
Śpieszy drogami różnemi
I do Wilna wejdzie skrycie;
Niech się po mieście rozproszą
I głosu mego czekają.
Ja w tropy idę za niemi.
Sprawimy w Wilnie wesele,
Wesele siostrze Ryngali!
Henryk, mazowieckie xiążę[1121],
Chce Kiejstutównę poślubić.
Sprawim wesele w stolicy!
Wszakżeśmy z Jagiełłą w zgodzie. —
Rzekł, śmiechem usta wykrzywił.
Rozkazy daje, i rano
Z grodzieńskiego zamku śpieszy,
Ku Wilnu idąc dniem, nocą.
A wojsko jego rozbite[1122]
Małemi toczy[1123] kłębkami,
Lasy przedziera[1124], górami.
On sam na orszaku przedzie,
Trzysta wozów tylko wiedzie.
W trzechset[1125] wozach z miodem beczki;
Dziki źwierz u Białéj Wieży[1126]
Na wielkich łowach pobity;
Skrzynie z wianem i darami;
A pod skrzyńmi[1127], pod beczkami,
Cztérechset[1128] zbrojnych Żmudzinów.
Mrok padał[1129], wozy piaskami
Powoli w miasto ciągnęły;
A miasto spało gdzieś w dole,
I tylko okny drobnemi
W pomroce z dala świeciło.
Wóz piérwszy przybył do bramy.
— Kto? — zapytały się straże.
— Wozy z wianem i przybory
Na Kiejstutównéj wesele.
Witold nas, pan nasz, posyła.
Z Jagiełłą xięciem on w zgodzie.
Chce się w stolicy weselić. —
I piérwsze wozy już wchodzą,
A niecierpliwi żołnierze,
Podnosząc skóry nad głową,
Czekają Witolda znaku.
Wtém z zamku Sudzimund stary
Wypadł, ku wrotóm[1130] przybiega;
Długi sznur wozów postrzega;
Pyta, ogląda się na nie.
Na jednym skóry zadrgały,
Dwie się twarze ukazały.
Wnet zbrojny ufiec[1131] obwodzi
Z krzykiem wozy Witoldowe,
I wpadają na Żmudzinów,
I odwalają opony[1132],
Mordują w wozach ukrytych.
Krzyk się rozlega daleko,
Strach napastników owładnął,
Pomoc od bram nie przybywa,
Z zamku załoga napływa,
Nié ma jak walczyć i bronić.
Sudzimund już wymordował
Jednych, za drugiemi goni.
I Witold, klnąc, bieży drogą;
Bieżąc, do Wilna odwrócił[1133].
— Będziesz moje! będziesz moje! —
Rzekł, rękę w górę podnosząc. —
Sto razy padnę popchnięty,
Sto razy wrócę pod bramy,
Aż cię nareście[1134] pochwycę;
Aż Litwa w ręku mych[1135] cała
Powstanie wielka i sławna;
Aż Jagiełło na swym tronie,
Mistrz zadrży w Marii grodzie[1136],
Ruski kniaź na Moskwie białéj. —
Raz jeszcze okiem, w noc ciemną,
Gniewném rzucił, i znikł w mrokach.

XLV

Gdzie Witold pośpieszał? dokąd z garstką ludu,
Na siwym swym koniu, dniem i nocą goni?
Czy na Żmudź, do matki Kiejstuta poddanych,
Po nowe zasiłki, po wojsko liczniejsze?
Czy na Ruś do kniaziów zawierać przymierze,
I z niemi na Lachy puścić się w zagony?
Czy razem z Tatarem pić wodę Dniestrową,
Białogrodzką[1137] ordę[1138] na Jagiełłę zmawiać?
Nie na Żmudź on śpieszy, nie na Ruś, do Tatar[1139]
Znowu do Krzyżaków z chmurném jedzie czołem.
Dwa ich razy zdradził, trzy im zamki spalił,
I krwi ich utoczył, i ziemie spustoszył,
Znowu do nich jedzie, znów o pomoc wzywa.
Lecz mistrz umarł stary; nowego wybrano.
Kto wié, jaka będzie z nowym mistrzem sprawa?
Z małą garstką ludu do Marii miasta[1140],
We wrota zastukał, odmieniwszy imie[1141].
Do mistrza z poselstwem z Litwy przyszedł głębi.
I nikt go nie poznał, na zamek wpuszczono.
Na zamkowéj sali w nocnym siedział mroku
Mistrz nowy, komturów otoczony radą.
Jakieś xięgi patrzą[1142], listy przed się kładą,
I cicho cóś[1143] szepcą, a czoła zmarszczyli.
Wtém podwórzec tętni, trąbka się ozwała.
— Do mistrza! Nieznany chce się widzieć xiążę[1144]. —
Wnet bracia w krużganki rozbiegli się cicho;
Mistrz sam się pozostał[1145], usiadł w wzniosłym tronie,
Czeka. Drzwi otwarły[1146] — Witold wchodzi dumnie.
On spójrzał[1147] i porwał[1148], i stoi milczący,
Bo poznał Witolda, a boi się zdrady,
I lęka, czy zamku nie ubiegł[1149] ze swemi?
— Cny mistrzu! — rzekł Witold — otom u was znowu!
Z prośbą po raz trzeci, do was, do Zakonu. —
— Z prośbą? do Zakonu? Wy ze mnie szydzicie! —
— Na Boga, nie szydzę. Jagiełło mnie zdradził,
Ja zdradzam Jagiełłę, i do was znów idę. —
— Lecz Zakon ci, panie, trzy razy wszak wiary
Dotrzymał, nie zawiódł. —
— O! Zakon dotrzymał
Obietnic, gdy dwoje w kolebce struł dzieci! —
Mistrz głowę opuścił.
— Zapomnim przeszłości.
Jam u was! — pomożcie[1150]! Zapłacę Krzyżakóm
I sławą, i ziemią, i wojną z Lachami,
Zapłacę sowicie, co dla mnie zrobicie. —
Mistrz czoło pociera, komturów zwołuje.
Już wieść się rozeszła, że Witold na zamku,
Więc śpieszą i wkoło siadają naradzać[1151].
Długo w noc się sporzą[1152] i ostro ścierają.
A Witold uśmiécha[1153]. On pewny, że znowu
Odepchnąć go nie śmią. I nim dzień zaświtał,
Na karcie przymierza ciśniono[1154] pieczęcie.
— Teraz — rzekł do mistrza — nie tak nam wojować.
Ja pójdę do swoich, od chaty do chaty,
Od sioła do sioła; a kto łuk naciągnie,
Kto procą wyrzuci, kto pałkę podniesie,
Ja wszystkich zabiorę; ja spędzę wam tłumy
Ze Żmudzi, z Podlasia, od Rusi, ze stepu,
Gdzie konie tatarskie w morzu się kąpają[1155];
Ja pójdę i płacić, i prosić, i silić[1156],
Ja zbiorę wam wojsko jak chmurę szarańczy,
By Litwę zalało, zniszczyło, zajadło,
Jak pomor[1157], jak pożar na kark jéj upadło.
Wy, mistrzu, pójdziecie po Niemcach, po braciach,
W zamorskie krainy, w daleki kraj waszy[1158],
I w imie[1159] swéj wiary zwołacie do boju
I panów, i xiążąt, szlachtę, gmin i miasta.
Niech wojsko potężne, olbrzymie wyrasta.
Nie czas nam garstkami walczyć już małemi.
Nam Litwę zajechać, i jednym obozem
Od morza do morza położyć széroko.
Ja idę do swoich; do swoich wy szlijcie[1160],
I proście, i płaćcie; zwołajcie Krzyżowych.
A teraz milczenie! Siły swe gotujmy,
I w próżnéj się walce nie możmy[1161] przed czasem. —
Tak mówił. Z iskrzącém mistrz słuchał go okiem;
Szedł myślą zniszczenia za wojska potokiem,
I widział Jagiełłę, jak konał w objęciu
Nawały krzyżackiéj, jak ziemia széroko
Płonęła, gorzała i krwią się zlewała.
Aż twarz mu kraśniała i pierś mu buchała.
Za rękę Witolda pochwycił i trzyma.
— Czas drogi — rzekł Witold — do Grodna pośpieszam.
Jagiełło w Podlasiu już zamki mi bierze.
Nim Grodna dosięże i mnie tam zastanie,
Zbierajcie swe wojsko, zbierajcie, na Boga!
Ja gońców rozeszlę[1162] na dziewięć pokoleń —
Co żyje powstanie, co żyje zgromadzę! —
Nazajutrz o świcie znów Witold się pędzi[1163].
Nie zasnął, nie spoczął. Gdzie sen mu? spoczynek?
Jagiełło dni dziesięć pod Brześciem już stoi.
Choć mrozy mu wojsko, choć głód go pożywa[1164],
On krokiem od Bugu nie poszedł, aż w grodzie
Załogę osadził, i Hinczę z Rogowa
W dziedzinie Kiejstuta na straży postawił.
Ciągnie na Kamieniec[1165], łatwo go zdobywa,
Bo miejsce to płaskie i rzeka obléwa
Niewielka, ni strome broniły urwiska.
Choć dziewięć swych tylko do szturmu wiódł secin[1166],
Na wieży zamczyska już orzeł powiewa,
A Zyndram Miaskowski w Kamieńcu dowodzi.
Już ciągnie do Grodna. A Witold pośpiesza
Na odsiecz zamkowi. I nie zbiegł[1167] na porę.
Jagiełło po lodach przez Niemen przeprawił,
Dokoła zamczyska swój obóz rozstawił,
A szturmem nie mogąc, chce dobyć go głodem,
I czeka posiłków od braci, od Rusi.
Skirgiełło zwołany, Włodzimierz kijowski,
Korybut z Siewierza, pod Grodno przyciągną.
Stał Witold naprzeciw za rzeką i lody[1168];
Chce przebyć, do zamku dostać się swojego,
Lecz Niemen széroko rozpuścił swe wody,
Kry chwycił, rozerwał, Jagiełłę odgrodził.
A Witold z przeciwnéj góry się szańcuje,
I patrzy, jak biją do murów tarany,
Jak jego pomocy załoga wyzywa[1169],
Klnie Polskę z Jagiełłą, rwie włosy na głowie,
I gońca za gońcem posyła co nocy:
— Nie poddać mu zamku, choć wszystkim wyginąć! —
Jagiełło chciał odejść, lecz polscy wodzowie
Wciąż mówią: — Dobędziem! — i wciąż go trzymają.
Już w polskim obozie głód ciężki blademi
Rozpiął się skrzydłami; i żołnierz wymiera,
Chleb z ością i kłosem przegniłym pożera;
Dla koni daleko szukają posiłku,
I strzechy odarte zgłodniałym rzucają;
Mrą ludzie w obozie! Jagiełło chce wracać,
Polacy nie dają, i mówią: — Zdobędziem! —
A Witold? On patrzy, na oczach mu żarem
Pali się chęć zemsty. Nie przebrnąć za Niemen,
Ni dostać na zamek. Codziennie załoga
Posyła, wołając: — Ratuj nas! giniemy! —
On patrzy i duma; co począć, sam nie wié;
Klnie cały świat boży w rospaczy[1170] i gniewie.
Na koniec pomyślał — przez rzekę łańcuchem
Zarzucił i łodzie do ogniw posplatał[1171],
Wojsko swe przez Niemen do zamku przeprawia.
Wtém z góry puścili Polacy bierwiona[1172],
I kłody ogromne, i sosny z gałęźmi,
A Niemen je niesie na łodzie Witolda,
A Niemen o łodzie drzewami uderza,
I toną w niemnowych wód głębi Litwini,
Łańcuch się rozdziera, czółna pęd porywa,
A z mnogiéj wyprawy, na stronę przeciwną,
Na obóz Jagiełły jeden człek przybywa.
Na próżno, gdy płynął do wroga ku brzegu[1173],
Witold nań zawołał, by raczéj utonął,
Niż sam szedł w niewolę; na próżno strzałami
Na zdrajcę puszczali[1174], bo zdrajca wypłynął,
I wszystko powiedział, co Witold zamyślał.
Polacy do zamku na nowo szturmują,
Już mury się walą, rowy napełniają,
I wieże rozbite padają na głowy,
Polaków i Litwę gruchocząc pod sobą!
Wyłomem Jagiełły cisną się żołnierze.
I nie chce już Witold bezsilny poglądać
Na swoję sromotę. — Obozy — rzekł — związać[1175]. —
Siadł na koń, milczący ku Prussóm[1176] pogonił.

XLVI

Nigdy, jak Litwa pamięcią zasięże[1177],
Straszniejsza na nią powódź nie spłynęła!
Ani tatarska tak straszną nawała,
Ni lackie wojny w Olgierdowéj ziemi!
Od czasów, kiedy wzdęte rzek powodzie
Zlały jezioro u Białego Morza[1178];
Kiedy się ziemia pod Perkuna dłonią
Trzęsła, i w góry, w doliny skrajała,
Wodami cała spłynąwszy wysoko;
Od czasu, kiedy z wschodniéj przyszłe[1179] ziemi
Olbrzymów plemie[1180] w bursztynowych brzegach
Usiadło[1181] — wojsk się nie zebrało tyle
Na Litwę biedną! Zda się, kopytami
Ziemię rozdepcą[1182], z rzek wodę wypiją,
Jedną mogiłą cały kraj pokryją.
Powstał mistrz. Wielkim głosem ku zachodu[1183]
Zawołał braci. Z daleka, zza morza,
Kędy się słońce kąpie w oceanie,
Idą rycerze na mistrza wołanie:
Z angielskiéj ziemi, z francuzkiego[1184] kraju,
Z niemieckich lasów liczne ufce[1185] płyną,
A każdym ufcem dzielny mąż dowodzi;
Idą łucznicy z dalekiéj gdzieś ziemi,
Wloką się działa z paszczami strasznemi;
Chorągwie dziwne nad wojskiem szeleszczą.
Obcych języki piérwszy raz o lasy
Litwy odbite, nigdy niesłychane,
Pieśnią rycerską powietrze wzruszają.
Konie rycerzy — olbrzymiego rodu,
Postawy silne, a każdy na sobie
Dźwiga żelazną, świecącą zbroicę,
W żelaznym szłyku blade czoło kryje,
W żelazne wiżos[1186] nogi obuł silne,
I łuk na plecach dźwiga, co go w Litwie
Ni podnieść człeku, ni wypuścić strzały.
Łupem jednego obcych wojsk żołnierza
Dziesięciu Litwy mężów byś uzbroił.
A wszystkich Witold na Litwę sprowadził!
Na Litwę swoję! On rzekł w duszy hardéj:
— Musi być moją! ja będę panować
Choćby nad pustą litewską mogiłą!
Choćby nad puszczą z dzikiemi źwierzęty[1187]! —
On rzekł i zwołał ufce wojowników;
A jak się chmura czarna w troje[1188] dzieli,
Kiedy ją wiatr rozporze[1189] na szmaty,
Tak wielkie wojsko rozbiło na troje,
I idzie, Litwie śmierć niosąc i klęski!
Na polach Kowna piérwsi się gromadzą,
Złączyli wszyscy i ciągną pod Troki.
Zamek nie ustał; działa go podarły;
Upadły wieże, bramy się rozwarły.
Weszli zwyciężcy[1190] na zwaliska grodu.
Miasto spłonęło, lud poszedł w niewolę,
Trupy pływają po mętném jeziorze.
Pusto i głucho! tylko rybitw[1191] biały
Skrzydełka kąpie, muska jego wody;
Tylko się krucy[1192] na ruinach chmurą
Zwalili, szarpać kościotrupy krwawe.
A Witold westchnął, patrząc na zniszczenie,
I wskazał ręką — ku Wilnu pójdziemy! —
Idą pod Wilno. Na Szyszkińskiém Polu
Skirgiełł im z garścią Rusi zaparł drogę,
Z nim Światosławicz Hleb i syn Jawnuta,
Siemion Zasławski, kniaź Hleb Czartoryski,
I Iwan Lwowicz, i ruskie bojary.
Sparły[1193] się wojska u stóp gór w dolinie;
A Niemcy, w prawą rozciągnąwszy stronę,
Objęli swoim żelaznym uściskiem
Ruś, co bezsilna z rospaczą[1194] walczyła.
I wzejdą krzyki, i zaświecą strzały.
Jak tur się dziki rzucił między wrogów
Witold, i miecza dobywszy jasnego,
Szuka Skirgiełły, bo pragnie krwi jego.
Poza nim Niemcy gonią Ruś wylękłą,
I aż pod Werki[1195] wybiegli za niemi.
Ziemia się trzęsie zryta kopytami,
Zielona trawa sczerniała, kraśnieje,
Krew, czérwonemi płynąc strumieniami,
Z pagórków, szumiąc, w doliny się leje.
Lipcowe słońce nad głowy rycerzy
Sieje promieńmi[1196] z płomieni zbitemi;
A czarne chmury, z wiatry gorącemi
W twarz Rusi idąc, piaskiem w oczy sypią,
Jakby się także z Witoldem zmówiły.
Już ruskie wojska rozbite na poły,
Część leży w dole, nieforemna bryła,
Którą niemieckie roztłoczyły[1197] konie,
Ludzi, rumaki w jedno ciało zbiły.
Druga część próżno ku Werkóm ubiegła[1198],
Jazda krzyżacka ściga ją w pogoni.
A droga, kędy przeszli wojownicy,
Trupami, końmi, człońkami[1199] znaczona,
Kędyś w zaroślach garścią mięsa kończy.
Trzecia część, któréj Skirgiełło dowodzi,
Już tył podała, i śpiesznie uchodzi
Na stare Wilno. Witold z mieczem w dłoni,
Krwią zlany cały, ślad w ślad za nim goni.
Ciężkie niemieckie ufce się zostały,
Z Witoldem tylko jeden poczet mały.
Lecz gdzie strach pędzi, dosyć garści ludzi.
Noc pada, xiężyc[1200] na niebie się wznosi,
Skirgiełł uchodzi, Witold w plecach jego
Krwawi miecz wielki, obcina, zabiera;
Aż na przedmieścia wileńskiego grodu,
Bramy minąwszy, za Skirgiełłem wpada.
Tu żołnierz mordów i klęski niesyty,
Ogień pod domy rozrzuca széroko;
Wiater[1201] się z burzą zrywając i gromy[1202],
Pędzi płomieniem na przedmieścia chatki!
I fala ognia, jak rzeka wylana,
Płynie po dachach, lud z domostw wygania,
Szérzy się, idzie, roznosi, rozlewa.
Wszystko, co żyje, w Krzywy Gród ucieka.
Co pozostało, napastnik rozsieka.
A burza, warcząc nad Witolda głową,
Piorunem z niebios i gradem pomaga,
Płomień rozdyma[1203] i przejmuje strachem!
Już jakby jedno płomienne jezioro,
Domostwa Piasków krwawym ogniem gorą!
Witold się patrzy, i ludzi rozgania
Pomagać burzy i zniszczenie szérzyć!
Chciał za Skirgiełłą do zamku uderzyć,
Lecz świéży z Grodu Krzywego posiłek
Stanął mu w poprzek. — Więc na jutro reszta —
Rzekł, i na Piaskach, w zniszczonym klasztorze,
Obóz rozbija i na swoich czeka.
Nazajutrz rano wojsko się przywleka.
Przybyli Niemcy obciążeni łupem,
Wioząc starszyznę, między bitwy trupem
Na polu walki poległą bez sławy.
Hleb Światosławicz, Siemion syn Jawnuta,
Zasławski xiążę[1204], i Hleb Czartoryski,
I Iwan Lwowicz, życie utracili.
Cieszą się Niemcy z wygranego boju.
Dobra to wróżba! Wnet zamek obsiedli
Dokoła, wojska i działa obwiedli;
Z spalonych przedmieść deski osmalone
Zwłóczą, i budy dla starszych gotują;
Inni szałasy z gałęzi zielonych
Stawią[1205]; a patrząc na zamkowe mury,
Śmieją się, myśląc, że jutro tam będą
Gościć wesoło na krwawych komnatach.
Lecz łatwiéj było Skirgiełłę słabego
Pożyć[1206] na polu, niż Gedyminowe
Dostać zamczysko: bo polska w nim siła
I ruskie wojsko zbiło ocalone.
Na górnym zamku Moskorzowski wiedzie
Polską załogę: na dolnym Korygiełł
Dowodzi Rusią i garstką litewską.
Tu lud się z miasta wylękły zgromadził,
Z skarby swojemi i ubogiém mieniem;
Co żyło w Wilnie, pod mury uciekło,
Drżące ze zgliszczów za wały przywlekło;
I padli męże[1207], starcowie[1208], niewiasty,
Z łzawemi oczy patrząc na pogorzel,
Tuląc ku sobie, wyglądając chwili,
W której by w własnéj obronie walczyli.
Cicho na zamkach. Na górnym powiewa
Polska chorągiew; na niéj krzyż czérwony,
Wielki, widoczny, bije mnichów w oczy,
Aby wiedzieli, że nie na pogany[1209]
Wyszli — chrześcijańską[1210] krew ta wojna toczy.
Piérwszych dni działa burzące przywiedli
Niemcy, stawili, zamek okrążają,
Liczą wyżyny, wpatrują w parowy,
Tarany stawią[1211] i drabiny wiążą;
Potém stanęli, i ognistym mieczem
Opaszą zamki, ścisną je żelazem.
Próżno! załoga broni się, jak wściekła;
Na Krzywym Grodzie ojcowie i dzieci,
Każdy z swém mieniem, skarby najdroższemi[1212],
Chce ważyć[1213] życie, by drugim ocalić;
I ile razy z bram wyrwą wileńce[1214],
Tylekroć Niemców tłoczą pod nogami,
Sieką i biją, aż rzezią bezsilni[1215],
Nazad do zamku powrócą oddychać[1216].
A w nocy ani zasnąć, ni odpocząć!
To ogień rzucą, to najdą od boku,
To porwą jeńców. I nié ma spokoju!
Wojna straszliwa, bo wojna bez boju,
A w ciągłéj trwodze, ni wygrać nadziei.
Mistrz marszczy czoło, graf Algard się gniewa.
— Dopókiż będziem stać pod tym szałasem?
Patrzeć, jak dzieci, na tę garść poganów[1217]?
Nam trzeba działać, całą rzucić siłą. —
— Czekajcie — Witold w ucho mistrzu[1218] szepce —
Jutro wy wszystkich sposobcie do boju.
Na Krzywym Grodzie z dwóch stron pożar rzucą.
Płomień ich wewnątrz, my zewnątrz napadniem,
Obu zamkami i Wilnem owładniem. —
I kilku swoich wysłał potajemnie.
Niemcy tymczasem siedzą pod namioty[1219],
Spijają miody i kości rzucają,
To z psy na łowy w lasy się puszczają.
Aż nadszedł wieczór. Niebo jasne było,
Xiężyc[1220] nie świecił, tylko piaskiem złotym
Gwiazdy na niebie błyszczą rozsypane.
Cicho w obozach. Wtém nagle zaświszczą
Z dwu stron płomienie nad parkan wybuchłe;
Krzyki za niemi. Wojsko już gotowe
W Krzywy Gród pędzi i bramy wywala.
Srogiemi jęki wrzeszczy lud zamknięty.
Na próżno wodze[1221] w dziedzińce go pędzą,
Stawią w szeregi — każdy matkę, żonę,
Dziecię porywa, ze skarbem ucieka.
Wybito bramy; lecz tłum, pędząc ślepy,
Na mur żelazny Krzyżowców napada;
Cofa się; ztamtąd[1222] płomienie go pieką,
Tu miecz go siecze i o ziemię wali,
Konie tratują, mordują łucznicy.
Wodze i ludzie głowy postradali.
Ani ratować, ni bić się i bronić!
Xiążę Korygiełł z Narymundem pińskim
Garść ludu wkoło siebie zgromadzili,
Ścisnęli szyki, do bramy skoczyli;
Lecz ciężka walka — Niemiec murem stoi,
I prze ich w ogień. Z rospaczą[1223] nań lecą,
Biją o zbroje — na próżno; już zbroje
Pieką jak ogień, szaty na nich palą[1224],
Pękają łuki i pałki się kruszą,
Na głowach włosy płoną, całe ciała
Niebieski płomień syczący przebiega,
A Niemiec prze ich, ściele pod nogami,
Tnie mieczem, płata, i uciec nie daje!
Wrzask pod niebiosa wzniósł się przeraźliwy;
Brzęk mieczy, ognia trzaskanie i syki,
Hymnem zniszczenia śpiewają ogromnym;
Góra się Turza jasnością oblała,
I Łyse wkoło stoją w ogniu Góry;
A niebo czarne, na niebie obłoki
Żeglują krwawe, że w pożarnym[1225] blasku
Gwiazdy pogasły. Na wysokiéj wieży
Stoi Świdrygiełł, Moskorzowski stoi,
Xiążę pijane[1226] śmieje się szalono[1227],
A stary Polak klęczy z złożonemi
Rękoma na krzyż, modli się gorąco,
I łzy mu płyną po zwiędłych policzkach.
Nareście[1228] pożar przygasać zaczyna,
Dym tylko gęsty ku niebu się wznosi,
Głównie[1229] goreją w stos wielki zwalone,
Trzaskają mury w ogniu rozżarzone,
I jęki słychać i niemieckie krzyki,
Dokoła grodu, jakby wał széroki,
Ciała zabitych leżą usypane.
Niemcy je szarpią, jako krucy[1230] czarni;
Zasiedli w zgliszczach nad ogniem gasnącym;
A śmiech ich dziki do zamku górnego
Doszedł, aż zadrżał Moskorzowski stary.
Na czarnym koniu, z rozczochranym włosem,
Nagiemi ręki[1231], krwią spiekłą zlanemi,
Pędzi ku muróm Turzego Zamczyska
Jeździec od Niemców, a na długiéj włóczni
Chwieje, potrząsa bladą trupa głową,
Po niéj włos złoty spływa rozpuszczony,
Oczy otwarte, usta wykrzywione.
— To Korygiełło! — czarny jeździec woła. —
Patrzaj, Skirgiełło! brata twego głowa!
Patrz, stary Lachu! Tak poniesiem wasze! —
Aż Moskorzowski ukrył[1232] twarz rękoma,
A Skirgiełł, pieniąc, na ziemię się rzucił.
Straszny był ranek, gdy pobojowisko,
Trupem okryte, popiołem i gruzem,
Brzask oblał ranny, i z górnego grodu
Upadły oczy oblężonych na nie.
Na górnym grodzie zgiełk i niepokoje;
Niewielka siła Polaków została;
Skirgiełł dwór tylko ruski ma przy sobie.
Dwóch wodzów było. Na górze wyniosłéj
Zamek niewielki. Siły wycieńczone.
Wilno spłonęło, spłonął zamek dolny.
Znikąd odsieczy wyglądać, pomocy.
A wróg opasał, i szydząc, spoziera
Na gród, jak chłopcy na gniazdo ptaszęce,
Które, gdy zechcą, wezmą w swoje ręce.
I niechęć jeszcze dwóch wodzów niezgodnych
Przyszła ostatek odebrać nadziei.
Bo Moskorzowski, przez Jagiełłę dany,
Nie chciał Skirgiełły pijanych rozkazów
Słuchać. Skirgiełło próżno kark mu zginał,
Szalony, zamek przebiegał z drużyną,
Sam na nim panem. Ilekroć z dowódźcą[1233]
Zejdą się, kłótnia straszliwa wybucha.
Kniaź rozkazuje, a starzec nie słucha.
— Jam tutaj panem, nieposłuszny sługo!
Lub idź, lub moje wypełniaj rozkazy. —
Stary stał niemy. — Jagiełło mnie wsadził,
On moim panem. Zostanę, obronię,
Ani ztąd[1234] pójdę, póki on ode mnie
Nie weźmie władzy. — Dzień i noc się oba
Waśnią, a Niemiec do zamku szturmuje;
Działa na zgliszczach w długi rząd postawił,
Dzień i noc kule rzuca zapalone.
Mury się walą! Moskorzowski stoi,
Ludzi zachęca, wyłomy zapycha,
Ziemią nanosi, wory wełnianemi,
Gruzem i gliną; a gdy Niemcy zbliżą[1235],
To belki dachów ciska i kamienie,
Wrzątek im leje i smołę na głowy,
Jak psów ich pędzi od bramy zamkowéj;
Czy z tyłu idą, czy z przodu, czy wkoło
Opaszą zewsząd — starzec się podwaja:
Wszędzie go widać, jak po blankach leci,
I piersią zbrojną wyłomy zasłania.
Witold się wścieka, Niemiec zęby zgrzyta.
— Cóż to? zaklęta twierdza, niedobyta[1236]?
To gniazdo wróble na góry wierzchołku! —
I coraz silniéj szturmują — na próżno.
Na zgliszczach miesiąc, dwa, jątrząc się, leżą,
Aż tęskną obcym wojna być poczyna.
Próżno ich Witold prosi i zaklina.
Co dzień z nowemi hufcami odchodzą.
Mistrz Witoldowi rzekł: — Na próżno dłużéj
Stać tu. Wrócimy. Teraz w kraj pożeniem[1237],
Bo trzeba gości łupem przyjąć hojnym,
Krwią i pożarem nakarmić do syta. —
Obóz się ruszył. Witold się obraca
Ku zamku[1238], nie chce żegnać bez nadziei;
Okiem mu tylko rzucił — Do widzenia! —

XLVII

Zaledwie spoczęło wojsko Witoldowe,
Krzyżacy po zamkach znojny pot otarli,
I zbroje zrąbane na nowo przekuli,
I łuki nagięli, strzały zaostrzyli,
A wiosna się w gajach ozwała wesoła.
— Pod Wilno! pod Wilno! — znów Witold zakrzyczał. —
Pod Wilno! na Litwę! Mnie nie spać spokojnie,
Aż Litwę odbiorę, aż wezmę stolicę.
O! chodźmy znów, mistrzu! Patrz w okno — jaskółki
Latają pod okny, bociany klekoczą,
I orzeł pociągnął gdzieś w chmury wysoko.
Już wiosna — biegnijmy! już pora do boju! —
Znów wojsko krzyżackie od zamków się zbiera,
I bracia powstali z legowisk zimowych,
Przywdzieli szyszaki i miecze przypięli,
Świętą pieśń zanócą[1239], na konie wsiadają,
Z Witoldem na czele do Litwy ruszają.
Lecz nie tak im raźnie, bo liczba ich mniejsza.
Krzyżowcy za morza do domów wrócili.
Jagiełło tymczasem do Wilna poskoczył,
Gród wyższy umocnił, gród niższy otoczył
Nowemi osady, płotami, wałami,
I bramy nasrożył[1240], i działa rozstawił,
Skirgiełłę na Kijew[1241] zarządzać odprawił,
A Jaszka nad Wilnem dowódźcą posadził.
Jaszko z Oleśnicy, mąż młody i dzielny,
Sam jeden na zamku; i począł się pilnie
Zakrzątać obroną. Dzień i noc zasiłki[1242]
Zawożą, załogę wzmacniają, a zamki
Na nowo z popiołów i zgliszcza powstały.
Już czeka Krzyżaków, i pewien sam siebie
Wygląda na wieży, rychło się nagonią?
Ot szlakiem się cisną, ot obóz już kładą.
Lecz wprzódy się Jaszko uwinął, i miasto
W perzynę obrócił, by nie miał wróg dachu,
Od burzy osłony, lud wygnał na lasy;
Sam w zamkach szydersko[1243] śmieje się, patrzając,
Jak Krzyżak Krzywy Gród otoczył obozem,
Przy Marij[1244] na Piaskach kościołku[1245] położył.
Noc padła[1246]. — Niedługo mnichóm tu popasać! —
Rzekł Jaszko, i swoich przebudza[1247], szykuje;
W piérwszym śnie[1248] otworzył zamczysko, napada
Na obóz Witoldow[1249]. Zaledwie stróżowie
Znak dali pobudki, i ciężkich swych zbroi
Krzyżacy nie zwlekli, nie dosiedli koni,
Już Jaszko na karku, uciera się z niemi.
Noc całą walczyli. Nad świtem, gdy mnichy[1250]
Na konie się zwiedli i w zbroje ubrali,
On obóz rozbiwszy, do zamku ucieka.
Mistrz smutno, o brzasku, na pole pogląda,
Trupy swe policzył, popatrzał na mury.
— Ciągnijmy — rzekł — daléj. Na Wilno nie przyszła
Godzina. Dobędziem go poźniéj, Witoldzie! —
Na próżno go Witold zaklina, namawia,
Korzyści, widoki i sławę przedstawia.
On milczy, a wojsku ściągać się rozkazał.
Już obóz w milczeniu zwija się, Krzyżacy
Na konie usiedli, a Witold za niemi
Odciąga, klnąc mistrza, i oczy odwrócił.
— Raz jeszcze na próżno! raz może ostatni!
Lecz znowu powrócę, powrócę, zdobędę! —
Odchodzą; lecz idą po Litwie płomieniem;
Nad Wilią Gród Nowy rozryli; nad Świętą[1251]
Zwrócą się, Wiłkomierz obegnać i palić;
A sioła po drodze, gdzie puste, zażegną[1252],
Gdzie lud jest, to w pęta, i gnają na Prussy[1253].
Aż przyszli nad Niemen. Nad Niemnem mistrz każe
Trzy zamki u brzegów swym ludzióm budować.
Trzy staną od granic zakonników straże,
By dawać znak mnichóm, gdzie wojnę gotować,
By ciągle na oku mieć Litwę, i szpony
Zapuszczać w nią głębiéj, i drzeć jéj wątrobę,
Co wiecznie odrasta, by zawsze ją zżerał.
Metemburg Witoldu[1254] mistrz w darze oddaje.
Dla niego, dla niego danina to licha!
On całéj chce Litwy, nie zamku jednego.
Odeszli; a Wigand na nowe grodziska,
Wysłany przez Jaszka, z Lachami naciska;
Trwogą je obegnał, lecz z niczém powrócił;
A w drodze zachorzał, i trupem z wyprawy
Na Świętą Dolinę odpocząć przyjechał.
Dano znać Witoldu, że Wigand nie żyje,
Brat luby Jagiełły. On szepnął: — Czas zgody.
Skirgiełło w Kijewie, ja siędę na Wilnie.
Dość przecie paliłem, dość krwi już wylałem.
Czas za krew, pożogę, sięgnąć po zapłatę. —

XLVIII

Xiężna[1255] Zofja[1256] Witoldowa
Kwitnie, jak róża w ogrodzie,
Jak nad Wilią lilje[1257] kwitną.
Nié ma równéj jéj w urodzie.
Złote kosy do nóg płyną,
Niebieskiemi błyska oczy,
Białe liczko zrumienione,
Usta uśmiechem rozwarte,
Ząbki jak kwiateczki białe,
A na czole ojca duma,
A w wejrzeniu dobroć matki.
Sława o niéj zapłynęła
Na moskiewski gród Wasila.
I Dymitrowicz wysyła
Do Witolda posły swoje,
Posły swoje, swaty, dary.
— Daj mi Zofję — ja ci bratem,
Ja ci będę sprzymierzeńcem. —
Xiążę Witold głową wzrusza,
Długo myśli, długo duma;
Aż rzekł posłóm: — Dobrze, zgoda.
Niechaj Wasil przyśle posły.
Dam mu Zofją[1258], i przymierze
Zawrzem z sobą na wiek wieków. —
Wstrząsł Jagiełło się na tronie;
Polskim panóm pobielały
Z strachu lica; siwe brody
Wzięli w ręce i dumali;
Powiedzieli Jagiełłowi[1259]:
— Zwołaj, Panie, brata twego,
Daj Witoldu[1260] Wilno, Litwę.
Niechaj Polsce hołd przysięże,
Niechaj wiernie trzyma z nami.
Zły na wroga, dobrym druhem,
Dobrym sprzymierzeńcem będzie. —
I Jagiełło śle Henryka.
Henryk, mazowiecki xiążę,
Witoldowi dawno znany —
Kiejstutową córkę młodą,
Piękną Ryngalę zaswatał[1261].
I wesele zgotowano,
Zebrał Witold dla niéj wiano[1262];
Ale Henryk w dom powrócił,
Bracia Henryka obsiedli,
Narzucili suknię mniszą,
Serce chłodem obrzucili —
Henryk zabył[1263] narzeczonéj.
Teraz ku niéj Jagiełłowe
Znowu poselstwo go wiedzie.
Na malborski gród przybywa.
Tam wesele — Zofja młoda
Z włosem siedzi rozplecionym
Między dziewczęty kraśnemi[1264],
Jak w trawie fijołek[1265] wonny.
Matka płacze, kryje oczy,
Ojciec usiadł na uboczy[1266],
I podparty silną dłonią
Marzy o czémś, ani słucha
Jęku córki, dziewic śpiewu.
Ryngala siostra ponuro
Na wianek patrzy ruciany,
Duma w ciemnym kraju[1267] sali.
Wkoło światła jasno gorą[1268],
Chodzą krzyżowi rycerze,
Ruskie szepcą cóś bojary[1269].
Wtém drzwi na rozcież otwarły,
I wszedł Henryk w sukni mniszéj.
Nikł nie witał, nikt nie poznał.
On do Witolda podchodzi.
Dumném okiem kniaź go zmierzył,
Nie dał ręki, wzgardą wita.
— Cóż na zamek nasz was wiedzie?
Czyli[1270] pamięć umów dawnych,
Które dawno potargałeś? —
— Cicho, xiążę! — Henryk rzecze —
Nie tu miejsce, nie w biesiadzie,
O ważniejszych mówić sprawach.
Jestem na Zofij[1271] weselu.
Gdy zechcecie wiedzieć więcéj,
Wszak wielki zamek xiążęcy —
Inne miejsce na rozmowę
Znajdziem. Jam poseł Jagiełły. —
Na te słowa tajemnicze
Lica Witolda się palą;
Wstał, radość mu z oczów[1272] błyska,
Chodzi, obrzędy przyśpiesza,
Sam córkę sadza za stołem,
Sam przewodniczy biesiadzie.
A mistrz, widząc go wesołym,
Na karb zamężcia[1273] to kładzie.
I Anna, postrzegłszy, z cicha
Jego się szczęściem uśmiecha.
I Zofij[1274] oczy za łzami
Błysły tęsknemi uśmiechy,
Jakby matce dla pociechy,
Jakby ojcu na zapłatę,
Że szczęście, radość jéj wróży.
Jedna Ryngala nieśmiało,
Smutno siedzi w końcu stoła;
Rzuci okiem na Henryka,
Wzrok odwraca i unika,
By nie spotkać się z wejrzeniem.
On ją postrzegł — w jego sercu
Stary pożar się rozpalił,
Sukni swéj zapomniał mniszéj[1275],
Porwał puhar[1276], patrzy na nią,
Myśl gdzieś pędzi w młode kraje,
Znowu swaty jéj przysyła.
Lecz Ryngala spuszcza oko,
Łza na ręce z powiek spada.
— Można wiarołomnym wierzyć? —
Ale uczcie koniec szumnéj.
Witold żegna swoich gości,
Zofję w czoło pocałował,
Oddał matce. Matka z łzami
Do swych piersi przytuliła.
A! ostatni raz to może
Na dziewicze wiedzie łoże,
I uśpi ją snem dziecinnym,
Snem młodości, snem niewinnym,
Za którym jasne marzenia
Stoją ze skrzydły złotemi[1277],
W których świat w niebo się zmienia,
W których słodziéj niż na ziemi!
Henryk jeszcze stoi w sali,
Witold za ręce go chwyta.
— Chodź, mój gościu! — szepce cicho —
Chodź! chodź za mną! Ja chcę wiedzieć,
Z czém Jagiełło cię przysyła. —
Weszli w Witolda komnatę.
Dom, Mężczyzna, AscetaNagie ściany, twarde łoże,
Skóra niedźwiedzia na ziemi,
Na ścianie na krzyż dwa miecze,
W środku ognisko niezgasłe,
Znicz — litewskim obyczajem,
Żadnych bogactw, ni wygody,
Gliniany kubek do wody,
Trąbka miedzią okowana[1278],
A dokoła biała ściana
Dymem ognia okopcona.
Witold drzwi opatrzył, ściany,
Obszedł dokoła komnaty,
W okno wyjrzał, i na czaty
Sługę u sieni postawił.
— Mów! — zawołał — co mi niesiesz?
— Xiążę! jestem posłem zgody.
Dość już wojny, dość zniszczenia.
Jagiełło daje ci Wilno
I wielkoxiążęcą[1279] władzę.
Zerwiesz na zawsze z Zakonem,
Na wieczność Polsce przysiężesz[1280]
Litwa twoja. Ty jéj chciałeś,
Dla niéj krew swoję[1281] i cudzą
Strumieniem szérokim lałeś.
Mów, czy poselstwo przyjmujesz? —
Witoldowi głos drży w piersi.
— Xiążę! — rzecze — raz już drugi
Jagiełło takie śle posły.
Raz zerwałem już z Zakonem,
On obietnic nie dotrzymał.
Może znowu mnie uwodzi[1282]? —
— Słowo jego — słowo moje.
Idź i zabierz. Wilno twoje.
Oleśnicki ma rozkazy.
Dosyć ci zapukać w wrota. —
— Słowo! słowo! — zadumany
Witold wtórzył[1283]. — Marne słowo,
Kiedy słowa wiatr rozwiewa. —
— A więc karta? — Henryk rzecze —
Oto polskie są pieczęcie. —
— Karta! karta! — Witold znowu —
Kartóm głupcy tylko wierzą.
Trzy-m[1284] pieczęcią moją cisnął
Dla Zakonu, trzy zerwałem,
Gdym chciał zerwać, myślał zdradzić.
— Czegóż więcéj możesz żądać? —
— Władzy! Litwy! Wilna mego! —
— A więc śpiesz, i idź po niego. —
— Dobrze — cicho Witold rzecze. —
Słowo biorę, biorę kartę.
Lecz na Bogi nasze stare,
I na nową klnę się wiarę,
Jeśli król zawiedzie słowo,
Ja wskroś Polskę przejdę całą
I powrócę z jego głową,
Choćby mnie kosztować miało
Własną moję! — Pięścią cisnął[1285],
Zęby zgrzytnął, okiem błysnął.
Siadł, i rękę Henrykowi
Podał. Długo w noc się czarną
U ogniska ich rozmowa
Ciągnie, zrywa, rozpoczyna,
I rozżarza, i ucina.
Po północy kury[1286] piały,
Kiedy Henryk do komnaty
Wszedł i rzucił[1287] na posłanie.
Lecz sen powiek mu nie klei,
Bo wciąż przed nim, w wianku ruty,
Snuje się obraz Ryngali;
Zda się, słyszy głos jéj smutny,
I serce żywiéj mu bije.
— Mieć ją mogłem, mieć nie chciałem! —
W marach, mękach, sen żelazny
Ujął go w objęcia swoje.
A wciąż mary mu się snują
W weselnych rucianych wiankach,
Pieśni smutne w uszy biją;
Widzi siebie u ołtarzy,
Od ołtarza gdzieś wysoko
Idzie, idzie w trumnę czarną.
Z lewéj strony pieśń żałoby,
Z prawéj pieśń nócą[1288] weselną.
Słońce w okna zaświeciło,
Gdy się widzenie skończyło.
W podwórcu już pełno koni,
Wozy wiodą, znoszą skrzynie,
I wielbłądóm na ramiona
Kładną[1289] ciężkie Zofij[1290] wiano.
Jeźdźce[1291] w podróż się sposobią.
Środkiem Witold się przechadza,
Wszędzie spójrzy[1292], powié słowo,
Lud zwołuje i zgromadza.
Wtém mu Anna zajdzie drogę.
— Mężu! Panie! — rzecze cicho —
Czegoż dziecię tak ci prędko
Z twego domu w świat wyprawiać?
Dzień mi jeszcze, dzień daj jeden! —
— Dzień — nie; dwa dni, Anno moja!
My z nią jedziem, ja ją wiodę.
Każ sposobić swéj czeladzi. —
— Lecz tyś wczoraj nie wspominał?
Chciałeś długo posłów wstrzymać. —
— Wczoraj, Anno! wczoraj przeszło,
Przyszło dzisiaj. Rób, co każę. —
Poszła Anna. Mistrz mu drogę
Zaszedł. — Dokądże tak skoro? —
— Chcę me dziecko przeprowadzić.
Pora ciężka. Niech ucieka.
Poźniéj wiatry, poźniéj burze.
A Moskwa, wiész! o! daleka!
Wasyl niecierpliwie czeka.
Posły[1293] nawet mnie prosili,
Bym nie zwlekał jednéj chwili.
I wy, mistrzu, wy też z nami?
Dłużéj podzielcie gościnę[1294].
Ja na zamki moje jadę. —
— Jedźcie z Bogiem, jedźcie sami.
Mnie w Królewiec trzeba śpieszyć. —
— Cóż! dni kilka? — I dzień drogi. —
— Mamyż rozstać się tak prędko? —
— Prędko, prawda; nie na długo.
Powracajcie — czas nam w Litwę! —
— O! powrócę! jam gotowy!
Ludzi tylko więcéj zbiorę;
Algimunda ślę w Podlasie,
W Litwę wysyłam Małdrzyka;
Na Żmudzi matka żołnierzy
Kupi mi, wyśle tu do mnie.
Czekajcie mnie, mistrzu, zbrojno.
Wkrótce znów wyjdziemy w pole. —

XLIX

Malborskie wieże na niebie czerniały,
Słońce świeciło. Witold piersią całą
Odetchnął; spójrzał[1295] na zamkowe ściany.
— Bądź mi zdrów, mistrzu! niewolo Zakonu!
Kłamstwo tak długie, upokorzeń tyle!
Przecież się z wami rozstanę na wieki,
I Litwa moja! jam na Wilnie panem!
Krwią-m[1296] się dowalczył serca u Jagiełły.
O! gdyby prędzéj usiąść na stolicy,
I cienióm ojca położyć na grobie
Czapkę xiążęcą[1297] i miecz mój skrwawiony! —
— Do Metemburga! — zawołał czeladzi. —
Wy jedźcie z xiężną i posły ruskiemi.
Moi zostaną. — Gdzie Witold prowadzi?
Na Ritterwerder. Serce już mu bije,
By pomścić swoich na Zakonie dzieci[1298].
On nie zapomniał niemowląt potrutych! —
— Na Ritterwerder! — Pod wrota podchodzi,
Trąbką zaśpiewa. Trąbka to im znana.
Dwa lata Witold był gościem Zakonu.
Więc most spuszczają. On do zamku wpada,
Ale nie gościem, wrogiem leci wściekłym.
— W pień ciąć załogę! — na swoich zakrzyknął.
Litwa się wali na bezbronnych braci.
Pełen podwórzec rannych i zabitych.
Co żyje, w zamku komnaty ubiega[1299].
Jedni się chronią, drudzy prą za niemi.
Na cztéry rogi pali się budowa[1300].
Mnichów wywlekli na brzeg Niemna, wiążą
Kamień u szyi, i w litewskich wodach
Topią! Za chwilę nic nie pozostało.
Wzgórze i zgliszcze! kupa tylko kości!
A Niemen płynie, jak płynął od wieka,
Choć w sine głębie sto trupów upadło!
Dwa dni, dwie nocy leci bez oddechu
Witold, po drodze woła lud do siebie,
Na Zakon jątrzy, podburza, wywodzi.
Wtém zbieg, niewolnik, za wojskiem przypada.
— Krzyżacy gonią! — Gonią! — Witold woła. —
— Za tobą, kniaziu! — On wojsko rozkłada;
Sam w lesie ciemnym ze swemi zasiada,
Gdzie błotem wązka[1301] ścieżka się przesuwa,
Długa a ciemna; z obu stron sosnowe
Stare się wznoszą litewskie olbrzymy;
I strumień wije, ziemię rwąc głęboko;
A trzęsawiska, zielonemi trawy
I żółtém kwieciem ukryte[1302], tak śmieją[1303],
Jak śmieją usta fałszywego człeka!
Wpośród nich olchy i dęby wyrosły,
Między sosnami blady liść wyniosły;
Z drzewa ściętego pomost środkiem słany
Groblą się długą wciąż boru wywija.
Z obu stron grobli Witold się zasadził,
Drzewa podcina, odwróty[1304] zamyka,
Przód im odsłania i czeka w milczeniu.
Aż tentent[1305] kopyt słychać w oddaleniu.
Znać z ciężkich kroków, że krzyżackie konie
Żelazem zbrojnych w pole braci niosą.
Zmrok pada. Komtur w las puszczać rozkaże.
Lecz ledwie w lesie — drzewa chwiać[1306] poczęły,
Grad strzał się sypie, z tyłu ludzie zbrojni,
Z przodu sam Witold naciera na braci.
Padają rzędem, jak sznurem ciągnęli,
Biegą[1307] ich konie, a Litwa zwycięzka[1308],
Z okrzykiem; Łado![1309] walki dokonywa[1310],
I krwią się Niemców nasyca szczęśliwa.

W zamkowym kościele
Śpiew wielki, zwycięzki[1311] o sklepienia bije,
Wieją w podwórcu chorągwie litewskie,
Na wyższym grodzie wiater[1312] Pogoń[1313] wzdyma.
Otwarte bramy,
Domy otwarte,
Lud na ulice
Płynie ściśnięty,
Całą zalega
Świętą Dolinę.

Nie pogrzeb, nie stosy;
Weselny to obrzęd, obrzęd to radośny[1314].
Dzwony się z wieży odzywają tłumnie,
A głos im ludu wtóruje do śpiewu,
I światła płoną,
Kadzidła dymią.
Andrzéj Wasiło[1315]
Stał u ołtarza,
Witold na tronie
Siedzi wysokim.
Pod dachem złocistym
Jagiełło z Jadwigą, w złotogłów przybrani,
W koronach, z berły[1316] stanęli w milczeniu;
Dokoła polscy cisną się panowie.
Litwa zdumiała[1317]
Kościoł[1318] napełnia;
A na ołtarzu,
Kędy niedawno
Znicz płonął stary,
Kapłan mszą[1319] śpiewa.

Potém wziął z ołtarza
Koronę xiążęcą perłami naszytą,
Laskę xiążęcą, biały miecz błyszczący,
I świat[1320], zbawienia uwieńczony znakiem.
Witold poklęka[1321],
Głowę pochylił;
I starca ręka
Na jego skronie
Koronę kładnie[1322]
Z błogosławieństwem.
WładzaNa jego ramiona
Płaszcz rzucą szkarłatny, a w ręce marszałek
Miecz nagi daje, z słowy poważnemi[1323]:
— Oto miecz władzy nad ludami twemi.
Karaj[1324] nas, Panie!
Bądź sprawiedliwy;
A miłosierdzie
Niech w sercu twojém
Srogość hamuje,
Karę łagodzi! —
A potém mu laskę
Podają złocistą, i drugi mu rzecze:
— Panie! to godło łaski i pokoju.
Miecz niech na obce służy ci narody.
Nas rządź[1325] tą laską,
Sercem rządź twojém,
Słowem pokoju,
Łaski twéj słowem.
Więcéj łagodność
Sprawi, niż bojaźń. —

Siadł Witold na tronie.
I idą Litwini składać mu przysięgę;
Klękają, ręce pokładli na xięgę[1326],
Służyć mu wiernie zaklęli[1327] do zgonu.
Witold spoziera
Dumnie dokoła,
Berło podnosi,
Wstrząsa koroną,
Mieczem w powietrzu
Zamachnął jasnym.

I ozwą się śpiewy
Zwycięzkie[1328], wesołe, o kościoł[1329] odbiją[1330].
Powstał Jagiełło, powstała królowa.
Dzwony się w mieście z wszystkich wież ozwały.
A Witold w duszy
Rzekł dumnie swojéj:
— Jam pan nad Litwą,
Jam pan nad wami!
Schylcie mi czoła,
Pokłoń się, ziemio! —
A Litwa się cała
Przed panem pokłania[1331]; i ludy jéj klękły[1332];
Puszcze szumiały, rzeki zamruczały,
Kwiaty w dolinach pochyliły głowy.
Z morza[1333] do morza
Zadrżała ziemia,
Góry schyliły[1334],
Doliny wstrzęsły,
Ojcowskie duchy
W dłonie plasnęły.

Rauda

Głucho, spokojnie, nad Trockiém Jeziorem,
Szumią gdzieś lasy z liści obnażone,
Czernieje ziemia, a chmury się szare
Ciągną z zachodu, biegąc[1335] kędyś śpiesznie,
Z piersią deszczami i wiatrem nabrzękłą.
W powietrzu jęki, jak gdyby się duchy
Ozwały razem z powietrza i ziemi,
Jakby żywioły, kłócąc[1336], rozmawiały
Słowy smutnemi, głosy straszliwemi[1337].
Głucho, spokojnie, nad Trockiém Jeziorem,
A wody jego w ciemnéj stoją szacie;
Gdzieniegdzie tylko fala podniesiona
Błyśnie, podbieży i u brzegu skona;
Rybitw[1338], żałośnie śpiewając, podlata[1339],
Białemi skrzydły[1340] jezioro zamiata,
To się podniesie w powietrze, to pada,
I ponad wodą sunie niespokojny.
U wrót zamczyska stoi straż litewska,
Wsparta na dłoniach, smutnym wzrokiem goni
Po czarnych lasach i po wyschłéj błoni[1341],
A słowem jedném nie zrywa milczenia.
Zda się, cóś cięży nad zamkiem, nad krajem.
Na niebie, ziemi, nad usty ludzkiemi[1342],
Smutek szaremi zawisnął skrzydłami,
Nad trocki ostrow[1343], nad litewskie grody.
A w zamku smutno także, pusto, głucho.
Czeladź, stąpając po krużgankach grodu,
Boi się głosem swym cichość przebudzić;
Miga, jak cienie, lub siada na ziemi
Na dłoniach sparta[1344]; płacze łzy gorzkiemi.
Nie ten to zamek, Kiejstuta dziedzina,
Gdzie sadził[1345] żonę, gdzie piérwszego syna
Dała Biruta, gdzie z zwycięztw[1346] się swoich
Cieszył, i rogi złocone nalewał,
Gdzie u ogniska druhów swych gromadził.
Mury obrosły smutkami i cierniem,
Z wierzchołka wieży wiatr zniszczenie głosi,
Szepcze cóś o niéj falami jeziora.
Chwila, a wszystko w prochy się rozleci,
I nie zostanie kamień na kamieniu,
Nic nie zostanie u ludów w wspomnieniu.
Czemuż tak cicho na trockiém zamczysku?
Czemu jesienny wiatr jęczy tak smutnie[1347]?
I ludzie płaczą? ognie niezatlone[1348]
Gasną w ogniskach, dymią zapomnione[1349]?
Patrzcie — ostatni bohatér na Litwie
W czarnéj komnacie, na boleści łożu,
Leży i czeka bezsilny skonania.
Witold to wielki, lecz nie Witold młody,
Którego oko dumą się i siłą,
Ufnością w sobie i męztwem[1350] świeciło;
Nie ten to Witold. Złamany walkami,
Z oczy zgasłemi, dłońmi bezsilnemi,
Blada twarz kością przegląda zpod[1351] skóry,
Czoło się zryło, policzki zaklęsły,
Usta zapadły, a pierś, niegdyś pełną
Marzeń, nadziei, teraz smutek wzdyma.
U jego łoża, młoda, druga żona[1352],
Z suchemi oczy, padła zamyślona;
Niepokój tylko widać na jéj twarzy,
Nié ma miłości, nié ma w niéj rospaczy[1353].
Stary Algimund klęczał u nóg pana,
Nogi całuje, na piersi rozgrzewa,
Łzami srébrzystą brodę swoję zlewa;
Widzi śmierć blizką[1354] nad Witolda głową,
A nie chce wierzyć w koniec bohatéra,
I jeszcze okiem w twarzy życia szuka,
Jeszcze się cieszy marami[1355] próżnemi.
Cicho — i lampa, co u łoża błyska,
W trzy twarze smutne światłem swojém pryska:
Oświeca razem Witoldową żałość,
Juljanny[1356] smutek, Algimunda boleść
W ciszy wieczornéj, którą wiatr jękami
Jakby pogrzebną[1357] śmierć śpiewał zawczasu,
Przerywa tylko. Słychać ciężkie tchnienie
Piersi rozbitéj starca bezsilnego.
Wtém szelest cichy — wzniosła się zasłona,
Zadrgała lampa, i wszedł kapłan stary,
Postawy męzkiéj[1358], rycerskiego lica,
Brwi namarszczonych; w żółtéj jego twarzy
Surowość patrzy, rozum beznamiętny,
Z dwóch oczu czarnych męztwo świeci dumne;
Lecz usta wyraz Chrystusa miłości
Złagodził, ujął i w uśmiech przegina.
Spójrzał[1359] nań Witold i wstrząsł się, a oczy
Zamknął na chwilę; potém je otworzył,
Z dumą i gniewem skierował na mnicha,
Nie mogąc ręką, wzrokiem go odpycha,
On idzie; ani ulęknął[1360] się gniewu;
Słowo poszepnął i u łoża siada.
— Xiążę[1361]! — rzekł cicho — czas myśleć o duszy.
Dopóki życie niesie nas, jak fala,
Walczymy z życiem, lub nieść mu się dajem;
Lecz gdy nas fale do brzegu wyrzucą,
Spokojną myślą czas dumać o końcu.
A sprawy ziemskie w téj chwili ostatniéj
Widzim, jak piasku ziarna, co je dzieci
Sypią z uśmiechem, igrając, swawolne.
Czém wielkość świata? czém duma człowieka?
Gdy mu się zgonem przywiera powieka,
Marne igraszki, znikome to dzieje,
Któremi wielkie serce nie boleje.
Wszystko, co duszą, co sercem wstrząsało,
Zda się drobnostką. Boleści, roskosze[1362],
Ziarna to piasku na wieczności brzegu.
Xiążę! pomyślcie, konając, o duszy.
Po waszych ręku[1363] wiele krwi się lało,
Trzęśliście losem ludów, życiem ludzi.
Z twojéj wielkości cóż ci pozostało?
Boleść ostatnia! żal i zawiedzione
Nadzieje tylko! Nie myśl o koronie.
Chciałeś nad Litwą być królem i panem,
Byłeś — korony brakło twojéj skroni.
Walczyłeś z nami o błyskotkę marną,
Aż śmierć z téj walki wyniosłeś. O panie!
O! w chwili zgonu czém ci ta korona?
Patriota— Korona! — Witold krzyknął, wstając z łoża
Litwa — wyjęknął. — Umrę bez korony!
Umrę i Polsce zostawię dziedzictwo!
Litwę poddaną! Jam ją chciał mieć panią!
Jam chciał ją widzieć od morza do morza
Wielką, swobodną, niepodległą, silną!
Na trzy dni tylko dajcie, na godzinę
Koronę Litwy! Z śmiertelnego łoża
Wstanę i pójdę, i słupy zabiję,
Gdzie jéj granice; murem się odgrodzę
Od Polski waszéj. Przy litewskiém łonie
Polska pijawką, co z niéj krew wysysa.
Wiarę i język, ojców obyczaje,
Wszystko wyssała! i wyssie do reszty!
Nic nie zostanie, tylko cień wybladły
Bez sił i życia, jakim ja dziś jestem!
Przyjdzie zgon długi, ciężki, i na próżno
Zawoła śmierci. Będzie żyć musiała
Związana, ranna, bezsilna, zdeptana!
Korony! słuchaj, Zbigniewie[1364]! korony!
Na dwa dni dajcie! Niech ją mam na skroni!
Niech umrę tylko z tą myślą zwycięzką[1365],
Żem moję[1366] Litwę swobodną zostawił.
Potém rzucicie w błoto tę koronę,
Zedrzecie z głowy. Lecz dajcie na chwilę,
Korony dajcie! Niech na skroń ją włożę,
Niech ją poczuję chwilę i z nią skonam —
— Xiążę! — rzeki Zbigniew kardynał powolnie —
Próżne twe chęci. Walczyłeś mozolnie,
By Litwie twojéj wywalczyć koronę,
Ale na próżno. Nie teraz, o panie,
O niéj ci myśleć i o nią ci prosić.
Ty widzisz lepiéj, że chęć, co ci piersi
Napełnia, wrogóm[1367] twoim wyszła z głowy.
Polska i Litwa złączone na wieki.
Obu im siłę daje połączenie.
Rozerwij — obie bezsilne upadną.
Zygmunt chciał zguby, gdy tę myśl zatrutą
Rzucił ci w łono na ziarno niezgody.
Jednością stoją dwa wielkie narody.
Rozdziel je dzisiaj — jutro wróg napadnie,
Rozkraje w szmaty, i, jak Chrystusowe
Szaty u krzyża, rozegra je w kości.
Panie! czyż mało sławy ci, wielkości?
Ty wziąłeś Litwę zniszczoną, osłabłą,
Rzucasz ją wielką, silną i potężną,
Ty posunąłeś granice na Rusi,
Zatknąłeś słupy u Dniepru i Pontu[1368],
Tatarskich carów zmusiłeś hołdować!
Małoż ci jeszcze? Witoldzie! czyż mało? —
— Mało mi jeszcze! — Witold rzekł z zapałem. —
Nie to[1369] marzyłem, nie tego ja chciałem!
Maż[1370] wiecznie Litwa, jak wasza służebna,
Kraj szaty nosić za polską królową?
O! nie! Jam chciał jéj koronować skronie,
Płaszcz dać ramionóm[1371], berło dać jéj w dłonie,
I tron jéj złoty między morza dwóma[1372]
Postawić — próżno! odumrę[1373] służebną!
Słuchaj — zawołał — słuchaj mnie, Zbigniewie!
Znasz ty me życie? znasz ty prace moje?
Wszystko to próżne! i zdrady, i boje,
I krew wylana strumieniem po ziemi,
I duma, która truła żywot cały.
Słuchaj! Mnie oczy zagasną za chwilę
Na długą wieczność. A teraz przed niemi
Widzę — marami ciągnie życie całe,
Ofiary wszystkie, ofiar moich cienie,
Wojny i wrogi[1374], druhy poświęcone[1375]
Wszystko dla Litwy, wszystko za koronę,
Któréj w skonania, w zgonu nawet chwili
Wyście mi jeszcze dać pozazdrościli. —
Smutnie się Zbigniew uśmiechnął i rzecze:
— Xiążę! cóż by ci dodała korona? —
— Korona — życie — Witold mu przerywa —
Litwa potężna i Litwa szczęśliwa.
Słuchaj, biskupie! powiém[1376] życie całe,
Powiém ci moje życie, co się marnie
Kończy, ze zwycięztw[1377] mieniąc[1378] na męczarnie.
Ojciec mój skonał z Jagiełły rozkazu,
Dzieci mi Krzyżak potruł niemowlęta,
A jam Jagielle podał rękę zgody,
A jam z Krzyżakiem trzy razy się bratał,
Bo w piersi mojéj jedna myśl gorzała,
Duszę objęła, głową zawładała[1379],
Nad całém życiem świeciła mi gwiazdą —
Litwę połączyć, Litwę wyswobodzić,
I wielkie państwo stworzyć ręką silną.
I jam pracował, jam trzykroć pod Wilno
Zdradą podchodził, jam krzyżackie tłumy
Na drogą ziemię prowadził z zniszczeniem,
Aż siadłem przecie na Olgierda tronie
I wziąłem Litwę w zakrwawione dłonie.
To nie był koniec. To życia początek.
Zdradziłem Zakon — powstał na mnie groźny,
Bracia Jagiełły poddać[1380] mi nie chcieli,
Ruś się zburzyła, Prussy[1381] całe wstały —
Jam stał i czekał. Swidrygiełł z Zakonem,
Skirgiełł się z Rusią na Litwę obalił,
Zniszczył mi włości, Podlasie wypalił,
Lud mój rozproszył, zamki mi wywrócił —
Jam cierpiał, walcząc; to wojną, to zgodą,
Nienasycone gardła im nalewał,
Bo jutro swoje odebrać spodziewał.
Siadłem na tronie; lecz Olgierdowicze,
Dumni, że bracia Jagiełły, ni dani
Oddać, ni władzy mej uznawać chcieli.
Poszedłem na nich, Ruś podbiłem znowu,
Nowogród, Owrucz, Żytomierz zająłem,
Głowy-m[1382] ich zniżył i karków nagiąłem,
Jednym zabrałem, drugim dał dzielnice,
Jednych na drugich pchałem. Jak ostrego
Miecza się w boju używa, jam braci
Na braci użył, przyjaciół na wrogów.
A kiedy miecz się stępił w ciężkim boju,
Skruszyłem, by go nie podjął kto drugi.
Trucizną zginął Wigand brat Jagiełły,
Bo Wigand zasiąść miał na Litwy tronie;
Skirgiełł trucizną umiera w Kijewie[1383];
A kto zgotował obie? nikt z was nie wié.
Jam je zgotował, by dwóch nieprzyjaciół
Usunąć z drogi, Kijow[1384] Algimunda
Rękę mą prawą ujrzał na stolicy;
Nowogród wielki podbiłem méj włości;
Z Twerem przyjaźnią złączyłem, bym silniéj
Resztę mych wrogów i Zakon pożywał[1385].
I Bóg mi sprzyjał. Ledwie myśl zawzięta,
Ręka wzniesiona, już głowa ucięta.
Padały grody i padały głowy.
Braci Jagiełły zabiłem w okowy.
Świdrygiełł dumny niosł ciężkie kajdany,
I błagać poszedł Polski radne pany.
Jam Ruś przelatał z Jerzym Światosławem,
Z Hlebem się darłem, z Rezańskim Olegiem,
I panowanie rozszérzając Litwy,
Nad Don i Wołgę szedłem toczyć bitwy.
Dzikie Tatarów ordy twarzą padły,
Władzę uznały i karki pokładły
Pod nogi moje. Jam ich wiódł w niewolę,
Litewską kazał uprawiać im rolę.
Tysiące ludu z nadmorskiéj krainy,
Ze stepu przyszło siąść w litewskie lasy.
Carami Tatar[1386] rzucałem, jak dzieci
Kule rzucają, i miotałem niemi,
Puszczając wzajem, aby się własnemi
Zębami jedli, rękoma szarpali,
Za to mi co rok dań bogatą słali.
Widziało Wilno, jakem ręką moją
Czapki xiążęce na ich wkładał skronie,
Miecze im dawał, by swą krew toczyli.
Wszystko dla Litwy! i wszystko na próżno!
Pomnę, o, pomnę sromotne ofiary
I ciężkie boje. Nie zawsze zwycięzko[1387],
Często musiałem z pohańbioną twarzą
Uchodzić, ręką miecz ściskając próżno
I mówiąc w duszy: jutro mi nagrodzi.
Pomnę, nad Worsklą[1388] — skwarne było lato,
Polska się młodzież pod mój bok skupiła,
Szliśmy na Tatar, na Timur Kutłuka.
Stoim na stepie, słońce łby nam pali.
Po drugiéj stronie rzeki tabor leży,
W jarach, na wzgórzach, po wielkiéj równinie.
Timur mi posły[1389] z pytaniem przysyła;
— Dlaczego wojnę niesiesz w kraj ci obcy?
Czyliśmy kiedy twą Litwę niszczyli? —
Jam odpowiedział — Bóg mnie u kolebki
Naznaczył ręką na władzcę[1390] narodów.
Skłońcie mi głowy, lub idźcie w niewolę. —
Timur daninę dawał, jam odrzucił;
Przysłał podarki, popchnąłem je nogą.
I Tatar powstał z ślepiami czarnemi,
Rzekł: — Lepiéj umrzeć! — Pomnę bitwę srogą.
Z polską młodzieżą na Tatar idziemy.
Pierzchli, lecz kołem, jak siecią, nas biorą.
Plączą dokoła. Ledwiem z strasznéj rzezi
Uszedł do swoich, a orda rozlana,
Z brzegów wyszedłszy, Ruś mi pustoszyła.
Jam wszystko scierpiał[1391], za wszystko zapłacił.
Byłem nad morzem w tatarskiéj krainie,
Kędy słonemi jeziory nasiane
Stepy się ziemskie z stepem morza wiążą.
Tam miecz Witoldow[1392] w Poncie[1393] się zanurzył.
Z koniem do morza wjechałem i wody
Pod panowanie litewskie zająłem.
Wszystko na próżno! Klęski i zwycięztwa[1394],
Jedne ni drugie nie zmogły mnie przecie.
Padłem, wstawałem. Zwycięzcą-m[1395] nie spoczął,
Lecz szedłem daléj, szedłem bez ustanku,
I Litwy coraz szérzyłem granice,
Aby stanęła od Polski silniejsza,
Aby poczwarę, co jéj gryzła łono,
Mogła nawzajem za boki pochwycić,
W bok się jéj wpoić[1396] i krwią jéj nasycić.
Nareszcie przyszła chwila, com ją życiem
Okupił całém, i Zygmunt koronę
Litwy mi daje. Wstaje Polska cała,
Piersiami swemi ostatnie zwycięztwo[1397]
Zaparła, murem między mną, koroną,
Między mną, Litwą, stanęła i stoi.
Zbigniewie! padłem! Z namowy to twojéj!
Tyś w Łucku panów radnych na mnie burzył,
Tyś w Jagiełłowych piersiach pożar dmuchał.
Starzec bezsilny jak ojca cię słuchał.
Ciesz się — zwycięztwo twoje. Tyś mnie zabił!
Twoja to ręka serce z piersi staréj
Wyrwała chłodna, i drze bez litości!
Lecz słuchaj jeszcze! Myślisz, że w twéj Radzie
Pan twój ma, jak ty, czystych tylko ludzi?
O! nie! Jam waszych przekupił połowę
Za moje złoto; każde słowo wasze,
Każdy ruch w Polsce wiedziałem[1398], i głosy
Jam im poddawał. Wyście mi koronę,
Z głowy Jagiełły zdjąwszy, oddać chcieli.
Mnie nie korony waszéj, ale Litwie
Trzeba potęgi, potrzeba swobody.
Na trzy dni tylko dajcie mi koronę!
Litwo! o Litwo! jam ci oddał życie.
Wszystko dla ciebie święcone[1399] — stracone.
Trzy dni, Zbigniewie! na dzień daj koronę!
— Na trzy dni życia — rzeki biskup ponuro —
Nié masz w twej piersi. Chcesz trzy dni królować! —
— Na trzy dni życia! — Witold się porywa. —
Bez niéj ja umrę. Daj ją, a żyć będę.
Ona uleczy, ona mnie odżywi.
Zbójco! Zbigniewie! oddaj mi koronę! —
Xiążę! — u zgonu myśli cię szalone
Porwały. Próżno! Coś stracił, nie wróci,
A życie leci, a śmierć nad twém łożem.
Bóg cię z rachunkiem na niebiosach czeka.
Czas jasném okiem rzucić w przeszłość ciemną,
Czas swoim wrogóm[1400] przewiny darować.
Xiążę! — i ukląkł — przebacz mnie piérwszemu!
Nigdy ja karku nie zgiąłem nikomu[1401],
Lecz przebaczenia proszę u skonania
Dla duszy twojéj, byś nie poszedł z świata
Z urazą w sercu i gniewem na duszy. —
Witold nań spójrzał[1402], na łoże opada,
Dwie łzy się spiekłe z oczu wydobyły,
Milczy, a twarz mu pobladła, rumieniec
Chwilę kwitnący, zagasnął pod łzami.
— Przebaczyć! — cicho rzecze — im przebaczyć!
W życiu-m[1403] nikomu nigdy nie przebaczył,
A ty chcesz, starcze, bym zabójcy, tobie,
Darował winę! O! nigdy! o! nigdy! —
— Xiążę! na duszy nie czuję ja winy,
Dla ciebie tylko błagam przebaczenia.
Noc idzie, płyną liczone godziny,
Śmierć coraz bliżéj — niech w chwili ostatniéj
Z światem i ludźmi zgodzi uścisk bratni. —
Wtém drzwi uchylą, i starzec się siwy
Wsuwa przed łoże. To Jagiełło stary.
Wszedł, naprzód w progu zastanowił[1404] trwożnie,
Ujrzał Zbigniewa i wzrokiem go bada.
Witold osłabłą wznosi z łoża głowę,
Rzucił oczyma w lice Jagiełłowe,
Rękę wyciągnął. — Bracie mój! o bracie!
Przebacz! — zawołał. (Piérwszy to raz w życiu
Wyrzekł to słowo). — Czuję, śmierć przychodzi.
Przebacz, jak ja wam mój zgon chcę przebaczyć!
Wyście zabili mnie — wy, Litwa, Korona. —
Słowa umarły, on upadł bezsilny.
Jagiełło płakał, a Zbigniew surowo
Powstał, i żonę przywodząc xiążęcą,
— Królu! — rzekł — Witold opiekę nad wdową
Oddaje tobie. Bądź ojcem sierocie. —
I Witold rękę wyciągnął gorącą.
— Bracie mój! pomnij na dziecięce lata!
W tym samym zamku myśmy je przebyli,
W tejże komnacie. Gdy Olgierd z Kiejstutem,
Ojcowie nasi, gnali się na Lachów,
My z tobą tutaj, u brzegów jeziora,
Biegli za ptakiem, pływali za kwiatem,
Szczęśliwe czasy! Co po jasnym ranku?
Skwarnych dniach burzy? My dziś starce oba!
Obu nas lata złamały i zgniotły,
Obu się ciężko życie dało w znaki!
Tyś brat mój zawsze, bądź Juljannie[1405] ojcem. —
Jagiełło milczał, ale ściskał rękę,
Okiem przyrzekał, i upadł na piersi
Brata Witolda.
— Bądź mi zdrów, Jagiełło!
Bądź zdrowa, żono! bądź, o Litwo, zdrowa,
Litwo! Korono! Litwo nieszczęśliwa!
Ja zamknę oczy, ty padniesz rozdarta.
O! ciężko myśleć, kraju mój, o tobie!
Ty się rozpadniesz, ty umrzesz mym zgonem! —
Wtém we drzwi wszystkie tłumami się cisną
Słudzy i czeladź, ostatni raz panu
Czołem uderzyć, rękę ucałować.
Płacz po komnacie, płacz po zamku szérzy.
Starcy na ziemię padają ze łkaniem.
I nagle cisza. Zbigniew wchodzi, w ręku
Niesie ostatni pokarm choréj duszy —
Z Bogiem przychodzi. Ciżba rozstępuje.
W milczeniu smutném kilka słów szemrało.
Dzwonek zadźwięczał, chory padł na łoże.
Spokojniéj teraz oko mu błyskało,
Piersi powolniéj, lżéj powietrze brały.
— Odsłońcie okno — rzekł — niech świat zobaczę,
I Litwę moję, i Trockie Jezioro,
Podnieście starca — niech raz jeszcze oko
Wzleci po górach, po lasach, po wodach,
Niech je pożegna, jak was pożegnało. —
Spadła zasłona, i noc widać ciemną;
Na tle jéj chmurném gwiazdy rzadkie płoną,
Migają, gasną; a Trockie Jezioro
Falami bije o milczące brzegi,
I krzyk pełedy[1406] w dali się rozlega.
Wstał Witold, spójrzał[1407], zadumał[1408], i głowa
Schyliła, oczy zamknęły[1409] na wieki!
Gwiazda błyszcząca z niebios się zsunęła
I zgasła w dali na czarnych obłokach.
Koniec Witoldowych bojów
i Anafielas

Przypisy

[1]

Pieśń trzecia i ostatnia — Pieśń trzecia została wydana w 1845 r., poprzedzona przez drugą (1843), a jeszcze przed pierwszą (1846). Numeracja pieśni podyktowana jest chronologią opisywanych zdarzeń: pierwsza, Witolorauda, dotyczy czasów mitycznych, druga, Mindows, rozgrywa się w XIII w., a trzecia, Witoldowe boje, w XIV i XV w. [przypis edytorski]

[2]

pod niemi — dziś popr. forma N. lm: pod nimi. [przypis edytorski]

[3]

upiorem — tu: jak upiór. [przypis edytorski]

[4]

naddziad (daw.) — pradziad, przodek. [przypis edytorski]

[5]

z siwemi brody — dziś popr. forma N. lm: z siwymi brodami. [przypis edytorski]

[6]

szklanny — dziś popr. forma: szklany. [przypis edytorski]

[7]

szklannemi oczy — dziś popr. forma N. lm: szklanymi oczami. [przypis edytorski]

[8]

sparłszy (daw.) — oparłszy, położywszy. [przypis edytorski]

[9]

żywemi — dziś popr. forma N. lm: żywymi. [przypis edytorski]

[10]

dzisiejszém — dziś popr. forma N. lp r.n.: dzisiejszym. [przypis edytorski]

[11]

rozśmiać się — dziś: roześmiać się, śmiać się. [przypis edytorski]

[12]

roskosz — dziś popr. pisownia: rozkosz. [przypis edytorski]

[13]

powiécie — wyrazy powiécie oraz dziécię zostały zrymowane ze słowem życie, ponieważ é mogło być wymawiane w sposób zbliżony do i bądź y. [przypis edytorski]

[14]

nie wié słowa — dziś: nie zna słowa. [przypis edytorski]

[15]

z ręku — dziś: z rąk (ręku jest dawną formą liczby podwójnej, o znaczeniu dwóch rąk). [przypis edytorski]

[16]

wystawić — tu: unaocznić, pokazać. [przypis edytorski]

[17]

stem barw — dziś popr.: stoma barwami. [przypis edytorski]

[18]

Menes (z litew. Mėnulis) — księżyc. [przypis edytorski]

[19]

śrébrny — dziś popr. pisownia: srebrny. [przypis edytorski]

[20]

zdumiały (daw.) — zdumiony. [przypis edytorski]

[21]

nócić — dziś popr. pisownia: nucić. [przypis edytorski]

[22]

twoję — dziś popr. forma B. lp r.ż.: twoją. [przypis edytorski]

[23]

brzegóm — dziś popr. forma C. lm: brzegom. [przypis edytorski]

[24]

bałwan — tu: fala. [przypis edytorski]

[25]

kosa (tu daw.) — warkocz. [przypis edytorski]

[26]

porać (daw.) — pruć, rozłamywać (por. uporać się z czymś). [przypis edytorski]

[27]

podnaszać (daw.) — podnosić wielokrotnie. [przypis edytorski]

[28]

blaski krwawemi — dziś popr. forma N. lm: krwawymi blaskami. [przypis edytorski]

[29]

rospacz — dziś popr. pisownia: rozpacz. [przypis edytorski]

[30]

szalonemi skoki — dziś popr. forma N. lm: szalonymi skokami. [przypis edytorski]

[31]

rzadnieć — dziś: rzednąć. [przypis edytorski]

[32]

Bałtyku królowa po kochanku płacze — w mit. litew. Jurata (Jūratė, od litew. jūra: morze), bogini Bałtyku, zakochała się w rybaku, za co Perkun zniszczył jej bursztynowy pałac i pozbawił ją władzy. [przypis edytorski]

[33]

Praurma a. Prauryma (litew. Praurimė) — według XIX-wiecznego historyka T. Narbutta litewska bogini świętego ognia, jej istnienia nie potwierdzają inne źródła historyczne ani tradycja ludowa. [przypis edytorski]

[34]

rąbek (daw.) — chustka na głowę. [przypis edytorski]

[35]

pastwa (daw.) — ofiara. [przypis edytorski]

[36]

czarnemi skrzydły — dziś popr. forma N. lm: czarnymi skrzydłami. [przypis edytorski]

[37]

nócić — dziś popr. pisownia: nucić. [przypis edytorski]

[38]

błoń a. błonie — rozległa łąka, pusta przestrzeń pokryta trawą. [przypis edytorski]

[39]

tentent — dziś popr. pisownia: tętent. [przypis edytorski]

[40]

zaszeleściały — dziś popr. forma: zaszeleściły. [przypis edytorski]

[41]

piasczysty — dziś popr. pisownia: piaszczysty. [przypis edytorski]

[42]

bracióm — dziś popr. forma C. lm: braciom. [przypis edytorski]

[43]

dniowy — dzienny, tu: codzienny; strawa dniowa to obiad. [przypis edytorski]

[44]

zastali, zatrzymali (tu reg.) — dziś popr. forma 3 os. lm cz. przesz. r.nmos.: zastały, zatrzymały (w zdaniu Gdy mnie burza, gdy mnie chmury na morskim brzegu zastali i dzień cały zatrzymali). [przypis edytorski]

[45]

spoźniony — dziś popr. pisownia: spóźniony. [przypis edytorski]

[46]

porać (daw.) — pruć. [przypis edytorski]

[47]

pieśnióm — dziś popr. forma: pieśniom. [przypis edytorski]

[48]

słonić (daw.) — zasłaniać. [przypis edytorski]

[49]

żmudzin — konik żmudzki, przedstawiciel rasy koni hodowanych na Żmudzi, niewielkich, ale silnych i wytrzymałych. [przypis edytorski]

[50]

szłyk (daw.) — futrzana czapka. [przypis edytorski]

[51]

burka (daw.) — płaszcz z filcu. [przypis edytorski]

[52]

poźny — dziś popr.: późny. [przypis edytorski]

[53]

Kaukie (mit. litew.) — straszydła nocne. [przypis edytorski]

[54]

bracióm — dziś popr. forma C. lm: braciom. [przypis edytorski]

[55]

dniowy — dzienny, tu: codzienny; strawa dniowa to obiad. [przypis edytorski]

[56]

nié ma — rym z imieniem Prauryma wskazuje tu na wymowę é pochylonego jak i: ni ma. [przypis edytorski]

[57]

kładnę — dziś popr. forma: kładę. [przypis edytorski]

[58]

strzedz — dziś popr. pisownia: strzec. [przypis edytorski]

[59]

strzedz twe kroki — dziś popr.: strzec twych kroków. [przypis edytorski]

[60]

moję — dziś popr. forma B. lp r.ż.: moją. [przypis edytorski]

[61]

jam Zniczowa — należę do Znicza, jestem kapłanką świętego ognia. [przypis edytorski]

[62]

kto przysiąg świętych naruszy — dziś popr.: kto święte przysięgi naruszy. [przypis edytorski]

[63]

rozdymać — tu: rozniecać, dmuchać (w ogień, aby go rozpalić). [przypis edytorski]

[64]

xiążęcy — dziś popr. pisownia: książęcy. [przypis edytorski]

[65]

roskosz — dziś popr. pisownia: rozkosz. [przypis edytorski]

[66]

poźną — dziś popr. pisownia: późną. [przypis edytorski]

[67]

tum zrywała — dziś: tu zrywałam. [przypis edytorski]

[68]

piasczystéj — dziś popr.: piaszczystej. [przypis edytorski]

[69]

swoję — dziś popr. forma B. lp r.ż.: swoją. [przypis edytorski]

[70]

porywca — porywacz. [przypis edytorski]

[71]

połon (daw., z rus.) — niewola. [przypis edytorski]

[72]

Saułe a. Saule (z litew. Saulė) — Słońce; w mit. litew. bogini nieba. [przypis edytorski]

[73]

rozbiegą się — dziś popr. forma: rozbiegną się. [przypis edytorski]

[74]

łowiec — dziś popr.: łowca, tj. myśliwy. [przypis edytorski]

[75]

zbójczy — dziś: zabójczy. [przypis edytorski]

[76]

z zgiętemi kolany — dziś popr. forma N. lm: ze zgiętymi kolanami. [przypis edytorski]

[77]

mieczu — dziś popr. forma: mieczowi a. dla miecza. [przypis edytorski]

[78]

imie — dziś popr. pisownia: imię. [przypis edytorski]

[79]

dziecięce rysy rozpatrzył — przypatrywał się twarzy dziecka. [przypis edytorski]

[80]

synu — dziś popr. forma C. lp: synowi. [przypis edytorski]

[81]

szłyk (daw.) — futrzana czapka. [przypis edytorski]

[82]

dysze — dziś popr. forma: dyszy, tj. oddycha. [przypis edytorski]

[83]

łzów — dziś popr. forma D. lm: łez. [przypis edytorski]

[84]

lubo (daw.) — przyjemnie, miło. [przypis edytorski]

[85]

takie, jak ten, syny — dziś popr. forma B. lm: takich, jak ten, synów. [przypis edytorski]

[86]

cóś — dziś popr.: coś. [przypis edytorski]

[87]

bieżał — dziś popr. forma: biegł. [przypis edytorski]

[88]

biegą — dziś popr. forma: biegną. [przypis edytorski]

[89]

męzki — dziś popr. pisownia: męski. [przypis edytorski]

[90]

spójrzeć — dziś popr. pisownia: spojrzeć. [przypis edytorski]

[91]

ptastwo — dziś: ptactwo. [przypis edytorski]

[92]

radośny — dziś popr. pisownia: radosny. [przypis edytorski]

[93]

Jaćwież — tu: bałtyckie plemię Jaćwingów, zamieszkujące w średniowieczu tereny między Niemnem a Wielkimi Jeziorami Mazurskimi (dziś terytorium płd.-zach. Litwy i polskiej Suwalszczyzny). Kraszewski, za Długoszem, przedstawia ich kulturę jako wzór męstwa i ducha bojowego. [przypis edytorski]

[94]

niemi — dziś popr. forma N. lm: nimi. [przypis edytorski]

[95]

poźniejszy — dziś popr. pisownia: późniejszy. [przypis edytorski]

[96]

napróżny (daw.) — bezcelowy, daremny. [przypis edytorski]

[97]

koncha — muszla. [przypis edytorski]

[98]

gmin (daw.) — ludzie z niższej warstwy społecznej; tłum. [przypis edytorski]

[99]

wieczór — tu: wieczorem. [przypis edytorski]

[100]

sinie — dziś popr. forma: sino (jeśli to przysłówek: świecą sino) a. sine (jeśli to przymiotnik: fale sine); siny może tu oznaczać ciemnoniebieski. [przypis edytorski]

[101]

chwili — dziś popr. forma D. lm: chwil. [przypis edytorski]

[102]

wspomina na ojca — dziś popr.: wspomina ojca a. myśli o ojcu. [przypis edytorski]

[103]

nie staje — tu: brakuje. [przypis edytorski]

[104]

z złotemi włosy — dziś popr. forma N. lm: ze złotymi włosami. [przypis edytorski]

[105]

xiężycowy — dziś popr. pisownia: księżycowy. [przypis edytorski]

[106]

spójrzenie — dziś popr. pisownia: spojrzenie. [przypis edytorski]

[107]

wielkiémi blaski — dziś popr. forma N. lm: wielkimi blaskami. [przypis edytorski]

[108]

xiężyc — dziś popr. pisownia: księżyc. [przypis edytorski]

[109]

inszy (daw.) — inny. [przypis edytorski]

[110]

patrzają — dziś popr. forma: patrzą. [przypis edytorski]

[111]

sokolém — dziś popr. forma N. lp r.n.: sokolim. [przypis edytorski]

[112]

bezsilném — dziś popr. forma N. lp: bezsilnym. [przypis edytorski]

[113]

poglądać — dziś: spoglądać. [przypis edytorski]

[114]

lietaury (z gr. polytauréa) — bębny, kotły. [przypis edytorski]

[115]

wiżos (z litew.) — obuwie. [przypis edytorski]

[116]

dzieckiem — tu: jako dziecko, będąc dzieckiem. [przypis edytorski]

[117]

zwycięztwo — dziś popr. pisownia: zwycięstwo. [przypis edytorski]

[118]

sąsiady — dziś popr. forma B. lm: sąsiadów. [przypis edytorski]

[119]

dyszeć — tu: oddychać. [przypis edytorski]

[120]

dziewica — tu: dziewczyna. [przypis edytorski]

[121]

krwawemi — dziś popr. forma N. lm r.n.: krwawymi. [przypis edytorski]

[122]

śpieniony — dziś popr. pisownia: spieniony. [przypis edytorski]

[123]

nog — dziś popr. pisownia: nóg. [przypis edytorski]

[124]

sny młodemi — dziś popr. forma N. lm: młodymi snami. [przypis edytorski]

[125]

Bogi — dziś popr. forma M. lm: Bogowie. [przypis edytorski]

[126]

Romnowe, częściej Romowe, litew. Romovė — miejsce kultu pogańskich Bałtów, gdzie pośrodku stał wielki dąb z wyobrażeniami trzech najważniejszych bogów; siedziba Krewe. Takich miejsc było na terenie Prus i Litwy kilka. [przypis edytorski]

[127]

zwodzić boje — tu: staczać walki. [przypis edytorski]

[128]

w ręku twych — dziś popr.: w twoich rękach. [przypis edytorski]

[129]

patrzali — dziś popr. forma: patrzyli. [przypis edytorski]

[130]

Krzyżakóm, Lachóm — dziś popr. forma C. lm: Krzyżakom, Lachom. [przypis edytorski]

[131]

twoję — dziś popr. forma B. lp r.ż.: twoją. [przypis edytorski]

[132]

śmiać — dziś popr.: śmiać się. [przypis edytorski]

[133]

wrogóm — dziś popr. forma C. lm: wrogom. [przypis edytorski]

[134]

bogóm — dziś popr. forma C. lm: bogom. [przypis edytorski]

[135]

tulić — tu: tulić się. [przypis edytorski]

[136]

czarne duchy się śmieli — dziś popr. forma 3 os. lm cz. przesz. r.nmos.: czarne duchy się śmiały. [przypis edytorski]

[137]

Ryngold — mityczny książę litewski, domniemany ojciec Mendoga. [przypis edytorski]

[138]

Mindows, Mindowe, dziś raczej Mendog, litew. Mindaugas (ok. 1200–1263) — wielki książę litewski, uważany za pierwszego króla Litwinów. [przypis edytorski]

[139]

Syn mścić śmierć ojca zrzucił suknie mnisze — syn porzucił życie zakonne, aby pomścić śmierć ojca; mowa o Wojsiełku, synu Mendoga (Mindowsa). [przypis edytorski]

[140]

podzwignąć — dziś popr. pisownia: podźwignąć. [przypis edytorski]

[141]

sąsiady — dziś popr. forma B. lm: sąsiadów. [przypis edytorski]

[142]

zdradny (daw.) — zdradziecki. [przypis edytorski]

[143]

wziąść — dziś popr.: wziąć. [przypis edytorski]

[144]

puścizna — dziś: spuścizna. [przypis edytorski]

[145]

użyżniać — dziś popr. pisownia: użyźniać. [przypis edytorski]

[146]

Gedymin a. Giedymin, litew. Gediminas (ok. 1275–1341) — wielki książę litewski, ojciec m.in. Olgierda i Kiejstuta, dziadek Witolda i Jagiełły. [przypis edytorski]

[147]

na rany zapomniała swoje — o ranach zapomniała swoich. [przypis edytorski]

[148]

Olgierd Giedyminowicz (ok. 1300–1377) — wielki książę litewski, syn Giedymina, ojciec m.in. Jagiełły. [przypis edytorski]

[149]

bułat — tu: miecz pochodzący z Persji lub Turcji, wykuty ze stali damasceńskiej. [przypis edytorski]

[150]

ptacy — dziś popr.: ptaki. [przypis edytorski]

[151]

łodź — dziś popr. pisownia: łódź. [przypis edytorski]

[152]

porać (daw.) — pruć. [przypis edytorski]

[153]

(daw.) — o niego. [przypis edytorski]

[154]

jednym śladem — jedynym śladem są. [przypis edytorski]

[155]

xiążę — dziś popr. pisownia: książę. [przypis edytorski]

[156]

bieży — dziś popr. forma: biegnie. [przypis edytorski]

[157]

orężów — dziś popr. w lp.: oręża. [przypis edytorski]

[158]

matkę odbieżał (daw.) — odjechał od matki; zostawił matkę. [przypis edytorski]

[159]

cóś — dziś popr.: coś. [przypis edytorski]

[160]

zatętniać — dziś popr.: tętnić. [przypis edytorski]

[161]

któś — dziś popr.: ktoś. [przypis edytorski]

[162]

ręce złamać — dziś: załamać ręce. [przypis edytorski]

[163]

widny (tu daw.) — widoczny. [przypis edytorski]

[164]

pol — dziś popr. pisownia: pól. [przypis edytorski]

[165]

sioło (daw.) — wieś. [przypis edytorski]

[166]

zwycięztwo — dziś popr. pisownia: zwycięstwo. [przypis edytorski]

[167]

przewoznik — dziś popr. pisownia: przewoźnik. [przypis edytorski]

[168]

wzruszyć — tu: poruszyć, postawić na nogi. [przypis edytorski]

[169]

robić laskami i długiemi wiosły — wiosłować laskami i długimi wiosłami. [przypis edytorski]

[170]

porać (daw.) — pruć. [przypis edytorski]

[171]

zwycięztwo — dziś popr. pisownia: zwycięstwo. [przypis edytorski]

[172]

xiążę — dziś popr. pisownia: książę. [przypis edytorski]

[173]

świetlica — tu: w dawnych dworach sala, w której toczyło się życie społeczne mieszkańców. [przypis edytorski]

[174]

alus (litew.) — piwo. [przypis edytorski]

[175]

scierać — dziś popr. pisownia: ścierać. [przypis edytorski]

[176]

srom (daw.) — wstyd, hańba. [przypis edytorski]

[177]

czyli (tu daw.) — czy, czyż. [przypis edytorski]

[178]

więzy krzyżackiemi — dziś popr. forma N. lm: krzyżackimi więzami. [przypis edytorski]

[179]

związanym jęczał — dziś: związany jęczałem. [przypis edytorski]

[180]

niemi — dziś popr. forma N. lm: nimi. [przypis edytorski]

[181]

nogóm nie spocznę — nie dam nogom odpocząć, nie usiądę. [przypis edytorski]

[182]

Winrych Kniprode, właśc. Winrich von Kniprode (ok. 1310–1382) — wielki mistrz krzyżacki w latach 1351–1382. [przypis edytorski]

[183]

Wścieklem się dwakroć rzucał na psich synów — wściekle się dwa razy rzucałem na psich synów (wrogów). [przypis edytorski]

[184]

zpod — dziś popr. pisownia: spod. [przypis edytorski]

[185]

Eckersberg — dziś: Okartowo, wieś nad jeziorem Śniardwy w województwie warmińsko-mazurskim, powiat piski, gmina Orzysz. [przypis edytorski]

[186]

k'niemu — ku niemu, do niego. [przypis edytorski]

[187]

radośny — dziś popr. pisownia: radosny. [przypis edytorski]

[188]

mrówię — dziś popr.: mrowie. [przypis edytorski]

[189]

Malborg — dziś: Malbork. [przypis edytorski]

[190]

żarty — zżerany. [przypis edytorski]

[191]

owładło — dziś popr. forma: owładnęło. [przypis edytorski]

[192]

miękkiem znalazł zgotowane szaty — znalazłem przygotowane miękkie ubranie. [przypis edytorski]

[193]

przybór — tu: sprzęty, przybory a. ozdoby. [przypis edytorski]

[194]

źwierz — dziś popr. pisownia: zwierz. [przypis edytorski]

[195]

opona (tu daw.) — zasłona, przykrycie. [przypis edytorski]

[196]

szpiegli to — czy to jest szpieg. [przypis edytorski]

[197]

zkądże — dziś popr. pisownia: skądże. [przypis edytorski]

[198]

kędy (daw.) — dokąd, którędy; tu: gdzie. [przypis edytorski]

[199]

kobiercy temi — dziś popr. forma N. lm: tymi kobiercami. [przypis edytorski]

[200]

starym — tu: jestem stary. [przypis edytorski]

[201]

pamiętaj, panie, na sługę — pamiętaj, panie, o słudze. [przypis edytorski]

[202]

dobieżysz lasu (daw.) — dobiegniesz do lasu. [przypis edytorski]

[203]

gmin (daw.) — ludzie z niższej warstwy społecznej; tłum. [przypis edytorski]

[204]

ciężkie czaty (…) sprawiałem — pełniłem trudną wartę. [przypis edytorski]

[205]

drąc — przedzierając [przypis edytorski]

[206]

w Mazowszem dążył — dążyłem na Mazowsze. [przypis edytorski]

[207]

śpiekły — dziś popr. pisownia: spiekły. [przypis edytorski]

[208]

chwiląm snu siły krzepił — chwilą snu siły krzepiłem. [przypis edytorski]

[209]

nareście — dziś popr.: nareszcie. [przypis edytorski]

[210]

Danuta, właśc. Anna Danuta (ok. 1360 – ok. 1424 lub 1448) — księżna mazowiecka, żona księcia mazowieckiego Janusza, córka Kiejstuta. [przypis edytorski]

[211]

dójść — dziś popr. pisownia: dojść. [przypis edytorski]

[212]

poorali — poorały [przypis edytorski]

[213]

podartemi nogi — poranionymi nogami. [przypis edytorski]

[214]

stoła — dziś popr. forma D. lp: stołu. [przypis edytorski]

[215]

kunigas — średniowieczne określenie księcia litewskiego. [przypis edytorski]

[216]

ptacy — dziś popr.: ptaki. [przypis edytorski]

[217]

biedz — dziś: biec. [przypis edytorski]

[218]

wczasy (tu daw.) — wypoczynek. [przypis edytorski]

[219]

łuku naciągnę — dziś popr.: łuk naciągnę. [przypis edytorski]

[220]

strzałów — dziś popr. forma D. lm.: strzał. [przypis edytorski]

[221]

władł — dziś popr. forma: władał. [przypis edytorski]

[222]

brzega — dziś popr. forma D. lp.: brzegu. [przypis edytorski]

[223]

źwierz — dziś popr. pisownia: zwierz. [przypis edytorski]

[224]

Johannisbergski gród — nieistniejący już zamek Johannisburg wzniesiony w 1344–45 na terenie obecnego miasta Pisz w woj. warmińsko-mazurskim, nad jeziorem Roś. [przypis edytorski]

[225]

mięszać — dziś popr.: mieszać. [przypis edytorski]

[226]

jutrznia — w katolicyzmie modlitwa odmawiana w klasztorach przed wschodem słońca. [przypis edytorski]

[227]

paciórki — dziś popr. pisownia: paciorki (tu: różańce). [przypis edytorski]

[228]

w łowy — dziś: na łowy, na polowanie. [przypis edytorski]

[229]

kilka — dziś: kilku. [przypis edytorski]

[230]

nócić — dziś popr. pisownia: nucić. [przypis edytorski]

[231]

rozbitą piersią — tu: zniszczonymi, starymi płucami. [przypis edytorski]

[232]

pędzić się — dziś popr.: pędzić, tj. biec. [przypis edytorski]

[233]

starce — dziś popr. forma M. lm.: starcy. [przypis edytorski]

[234]

biegą — dziś popr. forma: biegną. [przypis edytorski]

[235]

imie — dziś popr. pisownia: imię. [przypis edytorski]

[236]

drapać — tu: wdrapywać się. [przypis edytorski]

[237]

imie — dziś popr. pisownia: imię. [przypis edytorski]

[238]

zwycięztwo — dziś popr. pisownia: zwycięstwo. [przypis edytorski]

[239]

Henryk — Heinrich Kranichfeld (zwany Hanke von Eckersberg). [przypis edytorski]

[240]

Eckersberg — dziś: Okartowo. [przypis edytorski]

[241]

Bogóm — dziś popr. forma C. lm: Bogom. [przypis edytorski]

[242]

swoję — dziś popr. forma B.: swoją. [przypis edytorski]

[243]

poklasła — dziś popr.: klasnęła. [przypis edytorski]

[244]

wielkiem „Łado” zawrzasła — wzniosła wielki okrzyk, krzyknęła głośno „łado!”; Łado a. Łada — domniemane bóstwo słowiańskie, wymieniane przez chrześcijańskich kronikarzy jako bóstwo wojny (męskie) lub płodności (żeńskie); dziś badacze powątpiewają w autentyczność tych przekazów. [przypis edytorski]

[245]

pożoga — pożar. [przypis edytorski]

[246]

Litwa — tu: Litwini. [przypis edytorski]

[247]

Kollin — Johann Collyn a. Jan Collint lub Collin, prokurator (niższy urzędnik krzyżacki) na zamku w Piszu; dwukrotnie uległ Kiejstutowi: w 1361 i 1366. [przypis edytorski]

[248]

Restemburg — Rastenburg a. Rastembork, dziś: Kętrzyn. [przypis edytorski]

[249]

Bartenstein — dziś: Bartoszyce. [przypis edytorski]

[250]

nieszowski — dziś: nieszawski; w Nieszawie od XIII w. znajdował się gród krzyżacki. [przypis edytorski]

[251]

Bartenstejnski — dziś popr. pisownia: bartensteinski. [przypis edytorski]

[252]

wiekóm — dziś: wiekom. [przypis edytorski]

[253]

spójrzeć — dziś popr. pisownia: spojrzeć. [przypis edytorski]

[254]

Mieczów — dziś popr. forma D. lm.: mieczy. [przypis edytorski]

[255]

ociec — dziś popr. pisownia: ojciec. [przypis edytorski]

[256]

pokrewny — dziś: krewny; dawniej uważano, że zostając ojcem chrzestnym, wchodzi się do rodziny, podobnie jak przez małżeństwo. [przypis edytorski]

[257]

naszy — dziś popr. forma: nasz. [przypis edytorski]

[258]

imie — dziś popr. pisownia: imię. [przypis edytorski]

[259]

na się — dziś popr.: na siebie. [przypis edytorski]

[260]

fórta — dziś popr. pisownia: furta. [przypis edytorski]

[261]

miecza daj — dziś popr.: miecz daj. [przypis edytorski]

[262]

blizkie — dziś popr. pisownia: bliskie. [przypis edytorski]

[263]

puścizna — dziś: spuścizna. [przypis edytorski]

[264]

coby — tu: żeby. [przypis edytorski]

[265]

rodzeństwo Olgierdowe — tu: dzieci Olgierda. [przypis edytorski]

[266]

wrogóm — dziś popr. forma C. lm: wrogom; wrogóm się ostoi — dziś: od wrogów się obroni. [przypis edytorski]

[267]

puszczał na drugich ogarem — szczuł jednego na drugich jak psa myśliwskiego. [przypis edytorski]

[268]

zwycięzać — prawdopodobnie pomyłka w druku źródła; dziś popr. pisownia: zwyciężać. [przypis edytorski]

[269]

staróść — dziś popr. pisownia: starość. [przypis edytorski]

[270]

wnętrznéj — dziś: wewnętrznej. [przypis edytorski]

[271]

oba — dziś popr. forma M. r.mos.: obaj. [przypis edytorski]

[272]

rowieśnik — dziś popr. pisownia: rówieśnik. [przypis edytorski]

[273]

wyrość (daw.) — wyrosnąć. [przypis edytorski]

[274]

szłyk (daw.) — futrzana czapka. [przypis edytorski]

[275]

wstrzęsło — dziś popr. forma: wstrząsnęło. [przypis edytorski]

[276]

ludzióm — dziś popr. forma C. lm: ludziom. [przypis edytorski]

[277]

źwierzę — dziś popr. pisownia: zwierzę. [przypis edytorski]

[278]

mieszkańce — dziś popr. forma B. lm: mieszkańców. [przypis edytorski]

[279]

Wilia — rzeka na terytorium Litwy, prawy dopływ Niemna. [przypis edytorski]

[280]

gnać się — dziś: gnać. [przypis edytorski]

[281]

z młodu — od młodości. [przypis edytorski]

[282]

xiążęcy — dziś popr. pisownia: książęcy. [przypis edytorski]

[283]

zawcześnie — wcześnie, w krótkim czasie. [przypis edytorski]

[284]

z rybaki — dziś popr. forma: z rybakami. [przypis edytorski]

[285]

osocznik — obławnik, pomocnik myśliwego. [przypis edytorski]

[286]

pletnia — dyscyplina, narzędzie chłosty. [przypis edytorski]

[287]

wgłąb' — dawna pisownia, z zaznaczoną miękkością końcowego b; dziś popr.: w głąb. [przypis edytorski]

[288]

w przymierze — tu: na zgodę. [przypis edytorski]

[289]

pobitemi — dziś popr. forma N. lm: pobitymi, pokonanymi. [przypis edytorski]

[290]

naówczas (daw.) — wtedy, w tym czasie, w takiej sytuacji. [przypis edytorski]

[291]

połączać — dziś popr.: łączyć. [przypis edytorski]

[292]

poźniejszy — dziś popr. pisownia: późniejszy. [przypis edytorski]

[293]

strzymać (daw.) — tu: dotrzymać. [przypis edytorski]

[294]

Jawnut, dziś raczej Jawnuta, litew. Jaunutis (ok. 1305–1366) — jeden z ośmiu synów Giedymina, brat Olgierda i Kiejstuta. Miał zostać następcą ojca i przejąć Wilno, ale bracia pokonali go, a władcą Litwy został Olgierd. Jawnuta przyjął prawosławie, licząc na pomoc władców ruskich w odzyskaniu władzy, ale ostatecznie wrócił na Litwę i osiadł w majątku, wyznaczonym mu przez braci. [przypis edytorski]

[295]

pokłonić — dziś popr.: pokłonić się. [przypis edytorski]

[296]

obadwa sąsiady — dziś popr. forma M. lm: obydwaj sąsiedzi. [przypis edytorski]

[297]

targować — dziś: targować się. [przypis edytorski]

[298]

z Tatar — od Tatarów, z ziemi tatarskiej. Litwa graniczyła w XV w. z tatarskim Chanatem Krymskim na terenie dzisiejszej Ukrainy. [przypis edytorski]

[299]

do Sambij — dziś popr. forma D.: do Sambii. [przypis edytorski]

[300]

Prussy — dziś popr. pisownia: Prusy. [przypis edytorski]

[301]

ufiec — dziś popr.: hufiec. [przypis edytorski]

[302]

zażedz — dziś popr. pisownia: zażec; tj. podpalić. [przypis edytorski]

[303]

zjadły — dziś: zajadły. [przypis edytorski]

[304]

na (…) czole — dziś popr. forma wyrażenia: na czele. [przypis edytorski]

[305]

kopyty — dziś popr. forma N. lm: kopytami. [przypis edytorski]

[306]

oglądać za siebie — dziś popr.: oglądać się za siebie. [przypis edytorski]

[307]

Prussy — dziś popr. pisownia: Prusy. [przypis edytorski]

[308]

mrówisko — dziś popr. pisownia: mrowisko. [przypis edytorski]

[309]

spójrzeć — dziś popr. pisownia: spojrzeć. [przypis edytorski]

[310]

ptaszętóm — dziś popr. forma C. lm: ptaszętom. [przypis edytorski]

[311]

odwrótu — dziś popr. pisownia: odwrotu. [przypis edytorski]

[312]

zwycięztwo — dziś popr. pisownia: zwycięstwo. [przypis edytorski]

[313]

dwóchset — dziś popr.: dwustu. [przypis edytorski]

[314]

zwycięztwo — dziś popr. pisownia: zwycięstwo. [przypis edytorski]

[315]

xiężniczka — dziś popr. pisownia: księżniczka. [przypis edytorski]

[316]

kosa (tu daw.) — warkocz. [przypis edytorski]

[317]

xiężna — dziś popr. pisownia: księżna. [przypis edytorski]

[318]

skazka (z ros.) — bajka. [przypis edytorski]

[319]

kraśny — dziś popr. pisownia: krasny, tj. czerwony a. barwny. [przypis edytorski]

[320]

ocz — dziś popr. forma D. lm: oczu. [przypis edytorski]

[321]

wynijść (daw.) — wyjść. [przypis edytorski]

[322]

synu — dziś popr. forma C. l.poj.: synowi. [przypis edytorski]

[323]

inszy (daw.) — inny. [przypis edytorski]

[324]

patrzeć wracających — oglądać wracających, przeglądać. [przypis edytorski]

[325]

xiążę — dziś popr. pisownia: książę. [przypis edytorski]

[326]

znojny — tu: zmęczony, spocony. [przypis edytorski]

[327]

układli — dziś popr.: ułożyli, poukładali. [przypis edytorski]

[328]

wziąść — dziś popr.: wziąć. [przypis edytorski]

[329]

brzemie — dziś popr. pisownia: brzemię. [przypis edytorski]

[330]

wczora (daw.) — wczoraj. [przypis edytorski]

[331]

młódszy — dziś popr. pisownia: młodszy. [przypis edytorski]

[332]

xiążęta żmudzkie i trockie — dziś popr.: książęta żmudzcy i troccy. [przypis edytorski]

[333]

włosy złotemi — dziś popr. forma N. lm: złotymi włosami. [przypis edytorski]

[334]

komor — dziś popr.: komar. [przypis edytorski]

[335]

kładnąc — dziś popr. forma: kładąc. [przypis edytorski]

[336]

xiążę — dziś popr. pisownia: książę. [przypis edytorski]

[337]

kładnie — dziś popr. forma: kładzie. [przypis edytorski]

[338]

domagać — dziś: domagać się. [przypis edytorski]

[339]

wreście — dziś popr.: wreszcie. [przypis edytorski]

[340]

uchylił głowy — tu: skinął głową na potwierdzenie. [przypis edytorski]

[341]

zpod — dziś popr. pisownia: spod. [przypis edytorski]

[342]

macierz (tu daw.) — matka. [przypis edytorski]

[343]

wezmiecie — dziś popr. pisownia: weźmiecie. [przypis edytorski]

[344]

kto pod nią schował, kto pod nią urodził — dziś oba czasowniki zwrotne: schował się, urodził się. [przypis edytorski]

[345]

wiano (daw.) — ślubny dar męża dla żony, zabezpieczenie posagu. [przypis edytorski]

[346]

opona (tu daw.) — zasłona, przykrycie. [przypis edytorski]

[347]

co dotknie — dziś popr.: czego dotknie. [przypis edytorski]

[348]

jak król ów bajeczny przerabia na złoto — nawiązanie do mitu gr. o frygijskim królu Midasie, dla którego wymarzona zdolność zamiany w złoto dotkniętych przedmiotów okazała się ostatecznie przekleństwem. [przypis edytorski]

[349]

zmięszany — dziś popr.: zmieszany. [przypis edytorski]

[350]

zsyłać — tu: wysyłać listy. [przypis edytorski]

[351]

czekając z pokłony — czekając z pokłonami, tj. wstrzymując się z przekazaniem pozdrowień (matce). [przypis edytorski]

[352]

rzadzéj — dziś popr.: rzadziej. [przypis edytorski]

[353]

zwycięztwo — dziś popr. pisownia: zwycięstwo. [przypis edytorski]

[354]

sokoł — dziś popr. pisownia: sokół. [przypis edytorski]

[355]

wskróś — dziś popr.: wskroś. [przypis edytorski]

[356]

pochyły — tu: przygarbiony. [przypis edytorski]

[357]

Bogóm — dziś popr. forma C. lm: Bogom. [przypis edytorski]

[358]

rozgościć — dziś popr.: rozgościć się. [przypis edytorski]

[359]

któś taki (daw.) — kim jesteś. [przypis edytorski]

[360]

xiążęcy — dziś popr. pisownia: książęcy. [przypis edytorski]

[361]

męzki — dziś popr. pisownia: męski. [przypis edytorski]

[362]

osuty (daw.) — osnuty, spowity. [przypis edytorski]

[363]

roskosz — dziś popr. pisownia: rozkosz. [przypis edytorski]

[364]

imie — dziś popr. pisownia: imię. [przypis edytorski]

[365]

ktożeś ty (daw.) — kim jesteś. [przypis edytorski]

[366]

mięszać — dziś popr.: mieszać. [przypis edytorski]

[367]

jastrząb' — dawna pisownia, z zaznaczoną miękkością końcowego b; dziś popr.: jastrząb. [przypis edytorski]

[368]

pastwa (daw.) — ofiara. [przypis edytorski]

[369]

ptastwo — dziś: ptactwo. [przypis edytorski]

[370]

skośniały — skostniały. [przypis edytorski]

[371]

spodnica — dziś popr. pisownia: spódnica. [przypis edytorski]

[372]

wstępywać — dziś popr.: wstępować. [przypis edytorski]

[373]

Gulbi (mit. litew.) — duch opiekuńczy. [przypis edytorski]

[374]

użyzniać — dziś popr. pisownia: użyźniać. [przypis edytorski]

[375]

Turza Góra — dziś: Góra Zamkowa. [przypis edytorski]

[376]

gród Gedymina — Wilno. [przypis edytorski]

[377]

Łysą Górę — dziś: Góra Trzech Krzyży a. Góra Trzykrzyska; wcześniej także Krzywa Góra. [przypis edytorski]

[378]

swoję — dziś popr. forma B. lp r.ż.: swoją. [przypis edytorski]

[379]

Bogóm — dziś popr. forma C. lm: Bogom. [przypis edytorski]

[380]

Juljanna, właśc. Julianna twerska (ok. 1325–1392) — córka księcia twerskiego Aleksandra, druga żona Olgierda Giedyminowicza, matka Jagiełły. Była chrześcijanką; wg legendy ufundowała cerkiew ku czci męczenników chrześcijańskich Jana, Eustachego i Antoniego straconych w 1347 r. za przyjęcie prawosławia. [przypis edytorski]

[381]

nócić — dziś popr. pisownia: nucić. [przypis edytorski]

[382]

kniaziu — dziś popr. forma C. lp: kniaziowi. [przypis edytorski]

[383]

Dymitr, właśc. Dymitr Doński (1350–1389) — wielki książę moskiewski i włodzimierski, święty kościoła prawosławnego. [przypis edytorski]

[384]

jaje — dziś: jajo a. jajko. [przypis edytorski]

[385]

znać — tu: wiedzieć. [przypis edytorski]

[386]

o lepszą (daw.) — o lepsze, o pierwszeństwo. [przypis edytorski]

[387]

Dymitru — dziś popr. forma C. lp: Dymitrowi. [przypis edytorski]

[388]

święto w Sobotę — Wielka Sobota wielkanocna. [przypis edytorski]

[389]

posły — dziś popr. forma M. lm: posłowie. [przypis edytorski]

[390]

gońce — dziś popr. forma M. lm: gońcy. [przypis edytorski]

[391]

Michał Twerski, Michał Aleksandrowicz (1333–1399) — książę twerski od 1368, wielki książę twerski od 1382; brat Julianny, drugiej żony Olgierda Giedyminowicza; wuj Jagiełły. [przypis edytorski]

[392]

Światosławu — tak w źródle, prawdopodobnie pomyłka, powinno być: Światosław (tak sugeruje rytm wiersza). [przypis edytorski]

[393]

Drucki, właśc. Dymitr Starszy Olgierdowic (1320–1399) — książę drucki i wielki książę trubecki, jeden z synów Olgierda Giedyminowica. [przypis edytorski]

[394]

Andrzéj Połocki, Andrzej Garbaty a. Andrzej Olgierdowic (1319–1399) — książę połocki, starszy przyrodni brat Jagiełły. [przypis edytorski]

[395]

Lubart Dymitr Giedyminowicz (ok. 1313 – przed 1386) — syn Giedymina, książę połocki, włodzimierski i halicki. [przypis edytorski]

[396]

lacka rubież (daw.) — polska granica. [przypis edytorski]

[397]

ćma (tu daw.) — ogromna ilość, tłum. [przypis edytorski]

[398]

szeptają — dziś popr. forma: szepczą, rzadziej: szepcą. [przypis edytorski]

[399]

brat Michał, właśc. Koriat Michał Giedyminowicz (ok. 1307 – ok. 1365) — jeden z synów Giedymina, książę Nowogródka. [przypis edytorski]

[400]

czerń (tu daw.) — tłumy ludzi niskiego stanu, biedota, chłopstwo. [przypis edytorski]

[401]

z wiatry na skrzydła się mienia — zamienia się z wiatrami na skrzydła, tj. bardzo szybka. [przypis edytorski]

[402]

gnać się — dziś popr.: gnać. [przypis edytorski]

[403]

xiążę — dziś popr. pisownia: książę. [przypis edytorski]

[404]

nie ma — taka pisownia w tym miejscu w wydaniu źródłowym; rym (trzyma) świadczy jednak o wymowie z é pochylonym: nié ma. [przypis edytorski]

[405]

Góra Pokłonna — pot. Pokłonka, wzniesienie kiedyś daleko poza granicami miasta, obecnie w centrum Moskwy, na terenie Parku Zwycięstwa. [przypis edytorski]

[406]

mrówię — dziś popr.: mrowie. [przypis edytorski]

[407]

Olgierdow — dziś: Olgierdowy a. Olgierda. [przypis edytorski]

[408]

spójrzeć — dziś popr. pisownia: spojrzeć. [przypis edytorski]

[409]

strzymać (daw.) — tu: dotrzymać. [przypis edytorski]

[410]

Kremlu — dziś popr. forma D.: Kremla. [przypis edytorski]

[411]

Kremel — dziś popr.: Kreml. [przypis edytorski]

[412]

dotknąć się — dziś: dotknąć. [przypis edytorski]

[413]

xiążę — dziś popr. pisownia: książę. [przypis edytorski]

[414]

Krewiczanie a. Krywicze — plemię wschodniosłowiańskie, zamieszkujące w średniowieczu tereny dzisiejszej Białorusi lub zach. Rosji. [przypis edytorski]

[415]

młódszy — dziś popr. pisownia: młodszy. [przypis edytorski]

[416]

gnać się — dziś popr.: gnać. [przypis edytorski]

[417]

Elżbieta, tj. Elżbieta Łokietkówna (1305–1380) — siostra Kazimierza Wielkiego, regentka Polski po jego śmierci. Żona króla Węgier Karola Roberta, matka węgierskiego i polskiego króla Ludwika Węgierskiego, babka królowej polskiej Jadwigi. [przypis edytorski]

[418]

Tarnow — dziś popr. pisownia: Tarnów. [przypis edytorski]

[419]

zwycięzki — dziś popr. pisownia: zwycięski. [przypis edytorski]

[420]

ubiedz — dziś popr. pisownia: ubiec; tu: zdążyć zająć. [przypis edytorski]

[421]

zwycięztwo — dziś popr. pisownia: zwycięstwo. [przypis edytorski]

[422]

Prussy — dziś popr. pisownia: Prusy. [przypis edytorski]

[423]

na Wilnie — tj. na zamku wileńskim. [przypis edytorski]

[424]

alus (litew.) — piwo. [przypis edytorski]

[425]

synóm — dziś popr. forma C. lm: synom. [przypis edytorski]

[426]

bracióm — dziś popr. forma C. lm: braciom. [przypis edytorski]

[427]

Wilija — dziś: Wilia. [przypis edytorski]

[428]

Juljanna — dziś popr. pisownia: Julianna. [przypis edytorski]

[429]

chrześcijaninem — tu w źródle pisownia: chrześcianinem. Rytm wiersza sugeruje, że wyraz ten w tym miejscu należy wymawiać jako czterosylabowy: chrześć-ja-ni-nem. [przypis edytorski]

[430]

syny twe — dziś popr. forma M. lm: twoi synowie. [przypis edytorski]

[431]

bojary moje — dziś popr. forma M. lm: moi bojarzy. [przypis edytorski]

[432]

rodnia (daw.) — rodzina. [przypis edytorski]

[433]

swoję — dziś popr. forma B. lp r.ż.: swoją. [przypis edytorski]

[434]

młódszy — dziś popr. pisownia: młodszy. [przypis edytorski]

[435]

synu — dziś popr. forma C. l.poj.: synowi. [przypis edytorski]

[436]

dziecióm — dziś popr. forma C. lm: dzieciom. [przypis edytorski]

[437]

dziadowska wiara — wiara dziadów, tj. przodków. [przypis edytorski]

[438]

Lubart Dymitr Giedyminowicz (ok. 1313 – przed 1386) — syn Giedymina, książę połocki, włodzimierski i halicki. [przypis edytorski]

[439]

Jawnut, dziś raczej Jawnuta, litew. Jaunutis (ok. 1305–1366) — jeden z ośmiu synów Giedymina, brat Olgierda i Kiejstuta. Miał zostać następcą ojca i przejąć Wilno, ale bracia pokonali go, a władcą Litwy został Olgierd. Jawnuta przyjął prawosławie, licząc na pomoc władców ruskich w odzyskaniu władzy, ale ostatecznie wrócił na Litwę i osiadł w majątku, wyznaczonym mu przez braci. W momencie śmierci Olgierda nie żył już od 11 lat. [przypis edytorski]

[440]

Patelo, Pateno, Potelo (mit. litew.) — litewskie bóstwo, przewodnik dusz. [przypis edytorski]

[441]

Juljanna — dziś popr. pisownia: Julianna. [przypis edytorski]

[442]

nócić — dziś popr. pisownia: nucić. [przypis edytorski]

[443]

moję — dziś popr. forma B. lp r.ż.: moją. [przypis edytorski]

[444]

cisnął — dziś: ściskał. [przypis edytorski]

[445]

łzóm — dziś popr. forma C. lm: łzom. [przypis edytorski]

[446]

zaprzeć (daw.) — zamknąć. [przypis edytorski]

[447]

wiżos (z litew.) — obuwie. [przypis edytorski]

[448]

zamkniętemi oczy — dziś popr. forma N. lm: zamkniętymi oczami. [przypis edytorski]

[449]

dyszeć — tu: oddychać. [przypis edytorski]

[450]

nócić — dziś popr. pisownia: nucić. [przypis edytorski]

[451]

xiężna — dziś popr. pisownia: księżna. [przypis edytorski]

[452]

Juljanna — dziś popr. pisownia: Julianna. [przypis edytorski]

[453]

rauda (z litew.) — pieśń pogrzebowa. [przypis edytorski]

[454]

zanócić — dziś popr. pisownia: zanucić. [przypis edytorski]

[455]

bojary — dziś popr. forma M. lm: bojarzy. [przypis edytorski]

[456]

Juljanna — dziś popr. pisownia: Julianna. [przypis edytorski]

[457]

z płaczki swemi — dziś popr. forma N. lm: ze swoimi płaczkami. [przypis edytorski]

[458]

Słupy rozstawne, do słupów młodź goni, zdobywa pieniądz i zbroje — opis rytualnych turniejów, związanych z obrzędami pogrzebowymi w daw. Litwie. [przypis edytorski]

[459]

xiążę — dziś popr. pisownia: książę. [przypis edytorski]

[460]

roskosz — dziś popr. pisownia: rozkosz. [przypis edytorski]

[461]

roskosz — dziś popr. pisownia: rozkosz. [przypis edytorski]

[462]

Dungus (litew. Dangus) — Niebo. [przypis edytorski]

[463]

Gdzie twe ojce, gdzie twe Bogi — tj. tam, gdzie twoi ojcowie i gdzie twoi bogowie. [przypis edytorski]

[464]

Jodsy (mit. litew.) — złe duchy. [przypis edytorski]

[465]

synóm — dziś popr. forma C. lm: synom. [przypis edytorski]

[466]

Olgierdowo — dziś popr. forma M. lp r.n.: Olgierdowe. [przypis edytorski]

[467]

spójrzeć — dziś popr. pisownia: spojrzeć. [przypis edytorski]

[468]

Juljanna — dziś popr. pisownia: Julianna. [przypis edytorski]

[469]

łzy — dziś popr. forma N. lm: łzami. [przypis edytorski]

[470]

Dawid — być może mowa o Giliginie, księciu wileńskim z XIII w., który ochrzcił się i przyjął imię Dawid. [przypis edytorski]

[471]

bracióm — dziś popr. forma C. lm: braciom. [przypis edytorski]

[472]

obadwa (daw.) — obydwaj; tu: razem. [przypis edytorski]

[473]

Andrzej, właśc. Andrzej Garbaty a. Andrzej Olgierdowic (1319–1399) — książę połocki, starszy brat Jagiełły. [przypis edytorski]

[474]

moskiewski — Dymitr Doński. [przypis edytorski]

[475]

xiążę — dziś popr. pisownia: książę. [przypis edytorski]

[476]

zkąd — dziś popr. pisownia: skąd. [przypis edytorski]

[477]

podły — tu: niskiego stanu. [przypis edytorski]

[478]

synu — dziś popr. forma C. l.poj.: synowi. [przypis edytorski]

[479]

z bojary — dziś popr. forma N. lm: z bojarami. [przypis edytorski]

[480]

kniazie — dziś popr. forma M. lm: kniaziowie. [przypis edytorski]

[481]

z rozkazy — dziś popr. forma N. lm: z rozkazami. [przypis edytorski]

[482]

od skarbcu — dziś popr. forma D. lp: skarbca. [przypis edytorski]

[483]

syny xiążęce — dziś popr. forma: książęcy synowie. [przypis edytorski]

[484]

bojary — dziś popr. forma M. lm: bojarzy. [przypis edytorski]

[485]

Kiejstutu — dziś popr. forma C.: Kiejstutowi. [przypis edytorski]

[486]

urągać się — dziś: urągać. [przypis edytorski]

[487]

zpod — dziś popr. pisownia: spod. [przypis edytorski]

[488]

dójść — dziś popr. pisownia: dojść. [przypis edytorski]

[489]

bracióm — dziś popr. forma C. lm: braciom. [przypis edytorski]

[490]

żałośny — dziś popr. pisownia: żałosny. [przypis edytorski]

[491]

w służebniczych ręku — w rękach sługi, w niewolniczych rękach. [przypis edytorski]

[492]

xiążę — dziś popr. pisownia: książę. [przypis edytorski]

[493]

niechęcić — dziś: zniechęcać. [przypis edytorski]

[494]

xiążę — dziś popr. pisownia: książę. [przypis edytorski]

[495]

Orda — państwo mongolsko-tatarskie. W XIV w. wasalami zależnymi od władcy Ordy byli m.in. książęta ruscy, w tym wielki książę moskiewski. [przypis edytorski]

[496]

xiążę — dziś popr. pisownia: książę. [przypis edytorski]

[497]

Austryj — dziś popr. forma: z Austrii. [przypis edytorski]

[498]

wybiedz — dziś popr. pisownia: wybiec. [przypis edytorski]

[499]

za niemi — dziś popr. forma: za nimi. [przypis edytorski]

[500]

salamandra — dawniej wierzono, że salamandry potrafią przeżyć w ogniu, a nawet, że się w ogniu rodzą. Dziś płazy te objęte są w Polsce ochroną. [przypis edytorski]

[501]

xiążęcy — dziś popr. pisownia: książęcy. [przypis edytorski]

[502]

pędzić się — dziś popr.: pędzić. [przypis edytorski]

[503]

zbyć — pozbyć się, tu: pogubić, zapomnieć. [przypis edytorski]

[504]

xiążę — dziś popr. pisownia: książę. [przypis edytorski]

[505]

traktować — tu: pertraktować, prowadzić rozmowy. [przypis edytorski]

[506]

ukować — wykuć. [przypis edytorski]

[507]

stoła — dziś popr. forma D. lp: stołu. [przypis edytorski]

[508]

wnukli (daw.) — czy wnuk. [przypis edytorski]

[509]

wyprawieni — tu: odprawieni, odesłani. [przypis edytorski]

[510]

połyska — dziś popr. forma: połyskuje; błyska. [przypis edytorski]

[511]

uduszony — tu: zduszony, stłumiony. [przypis edytorski]

[512]

dusza mu patrzy w oku — w jego oczach widać jego duszę. [przypis edytorski]

[513]

słowy zimnemi — dziś popr. forma N. lm: zimnymi słowami. [przypis edytorski]

[514]

wreście — dziś popr.: wreszcie. [przypis edytorski]

[515]

dosiądz — dziś: dosięgnąć. [przypis edytorski]

[516]

bojary — dziś popr. forma M. lm: bojarzy. [przypis edytorski]

[517]

z psy swojemi — dziś popr. forma N. lm: ze swoimi psami. [przypis edytorski]

[518]

ptastwo — dziś: ptactwo. [przypis edytorski]

[519]

synowiec — syn brata, bratanek. [przypis edytorski]

[520]

z ogary — dziś popr. forma N. lm: z ogarami. [przypis edytorski]

[521]

wreście — dziś popr.: wreszcie. [przypis edytorski]

[522]

jednastu (daw.) — dziś popr.: jedenastu. [przypis edytorski]

[523]

wrogi twoje — dziś popr. forma M. lm: twoi wrogowie. [przypis edytorski]

[524]

zazdrośném — dziś popr. forma: zazdrosnym. [przypis edytorski]

[525]

oczów — dziś popr.: oczu. [przypis edytorski]

[526]

dopatrzeć — tu: wypatrzeć, wykryć. [przypis edytorski]

[527]

knować — dziś: knuć. [przypis edytorski]

[528]

Lida — miasto, dziś w zachodniej części Białorusi. [przypis edytorski]

[529]

wydział — tu: dzielnica, majątek. [przypis edytorski]

[530]

zmięszać — dziś popr.: zmieszać. [przypis edytorski]

[531]

przeciw niemu — tu: naprzeciw niego. [przypis edytorski]

[532]

wykrzyka (daw.) — krzyczy. [przypis edytorski]

[533]

marszczki — dziś: zmarszczki. [przypis edytorski]

[534]

ztąd — dziś popr. pisownia: stąd. [przypis edytorski]

[535]

synu — dziś popr. forma C. l.poj.: synowi. [przypis edytorski]

[536]

trup — dziś popr. forma B. lp: trupa. [przypis edytorski]

[537]

pletnia — dyscyplina, narzędzie chłosty. [przypis edytorski]

[538]

Wilii — tu rytm wiersza sugeruje dawną trzysylabową wymowę: Wi-li-ji. [przypis edytorski]

[539]

obówie — dziś popr. pisownia: obuwie. [przypis edytorski]

[540]

snieg — dziś popr. pisownia: śnieg. [przypis edytorski]

[541]

bolu — dziś popr. pisownia: bólu. [przypis edytorski]

[542]

spisywać się — korespondować; tu: spiskować. [przypis edytorski]

[543]

xiążęcy — dziś popr. pisownia: książęcy. [przypis edytorski]

[544]

Marij Olgierdównéj — dziś popr. forma D.: Marii Olgierdówny. [przypis edytorski]

[545]

Narymundowicz — jeden z synów Narymunta Gleba (1300–1348), brata Olgierda: Michał, książę piński lub Aleksander, książę Bełzu, lub Patrycy, książę Starodubowski. [przypis edytorski]

[546]

wezmie — dziś popr. pisownia: weźmie. [przypis edytorski]

[547]

scierpiszże — dziś popr.: ścierpisz, ścierpiszże. [przypis edytorski]

[548]

na tośmy przyszliśmy — do tego doszliśmy. [przypis edytorski]

[549]

starcu — dziś popr. forma C. lp: starcowi. [przypis edytorski]

[550]

zapobiedz — dziś popr. pisownia: zapobiec. [przypis edytorski]

[551]

szalić — dziś: szaleć. [przypis edytorski]

[552]

z Krzyżaki się piszą — spiskują z Krzyżakami. [przypis edytorski]

[553]

zdradny (daw.) — zdradziecki. [przypis edytorski]

[554]

takem mą głowę położyć gotowy — dam sobie głowę uciąć; ręczę głową. [przypis edytorski]

[555]

jeślim w ustach fałsz miał — jeżeli skłamałem. [przypis edytorski]

[556]

uśpieszyć — tu: wyprzedzić. [przypis edytorski]

[557]

Witoldu — dziś popr. forma C.: Witoldowi. [przypis edytorski]

[558]

k'niemu (daw.) — do niego. [przypis edytorski]

[559]

dójść — dziś popr. pisownia: dojść. [przypis edytorski]

[560]

duma — tu: dumanie, myśli. [przypis edytorski]

[561]

sparł (daw.) — oparł. [przypis edytorski]

[562]

bachmat — koń, wierzchowiec. [przypis edytorski]

[563]

samotrzeć — z dwoma towarzyszami. [przypis edytorski]

[564]

lice słoni — zasłania twarz. [przypis edytorski]

[565]

paleć — dziś popr. pisownia: palec. [przypis edytorski]

[566]

tobiem ja winien — tobie jestem winien. [przypis edytorski]

[567]

dowody — dziś popr. forma N. lm.: dowodami. [przypis edytorski]

[568]

Daug, właśc. Daugi a. Dougi, litew. Daugai — miasto położone ok. 80 km na płd. zachód od Wilna. [przypis edytorski]

[569]

strzymać (daw.) — tu: dotrzymać. [przypis edytorski]

[570]

jagody (daw.) — policzki. [przypis edytorski]

[571]

zpod — dziś popr. pisownia: spod. [przypis edytorski]

[572]

xiążę — dziś popr. pisownia: książę; xiążęciu — dziś częściej: księciu. [przypis edytorski]

[573]

zabyć (daw.) — zapomnieć. [przypis edytorski]

[574]

urość (daw.) — dziś popr.: urosnąć. [przypis edytorski]

[575]

xiężnéj — dziś popr. pisownia: księżnej. [przypis edytorski]

[576]

Marij — dziś popr. forma D.: Marii. [przypis edytorski]

[577]

wyszlij — dziś popr.: wyślij. [przypis edytorski]

[578]

nawalny (daw.) — burzliwy, sztormowy. [przypis edytorski]

[579]

źwierzóm — dziś popr. forma: zwierzom, tj. zwierzętom. [przypis edytorski]

[580]

obówie — dziś popr. pisownia: obuwie. [przypis edytorski]

[581]

spójrzeć — dziś popr. pisownia: spojrzeć. [przypis edytorski]

[582]

rozśmiać się — dziś: roześmiać się, śmiać się. [przypis edytorski]

[583]

pomnieć (daw.) — pamiętać, przypominać sobie. [przypis edytorski]

[584]

pletnia — dyscyplina, narzędzie chłosty. [przypis edytorski]

[585]

łzy gorzkiemi — dziś popr. forma N. lm: gorzkimi łzami. [przypis edytorski]

[586]

jutrzeńka — dziś popr. pisownia: jutrzenka. [przypis edytorski]

[587]

zejść — tu: stać się. [przypis edytorski]

[588]

Mariam — ja jestem Maria. [przypis edytorski]

[589]

spójrzeć — dziś popr. pisownia: spojrzeć. [przypis edytorski]

[590]

szalić — dziś: szaleć. [przypis edytorski]

[591]

Krzyżaki — dziś popr. forma N. lm: Krzyżakami. [przypis edytorski]

[592]

xięztwo — dziś popr. pisownia: księstwo. [przypis edytorski]

[593]

Neris — Wilia, rzeka na terytorium Litwy, prawy dopływ Niemna. [przypis edytorski]

[594]

xiążęcy — dziś popr. pisownia: książęcy. [przypis edytorski]

[595]

kościoł — dziś popr. pisownia: kościół. [przypis edytorski]

[596]

Antokol — dziś dzielnica Wilna, położona na lewym brzegu rzeki Neris, kilka kilometrów na płn. wschód od historycznego grodu wileńskiego. [przypis edytorski]

[597]

z odzieża — dziś popr. forma r.ż. (D. lp): z odzieży. [przypis edytorski]

[598]

śmiać — dziś popr.: śmiać się. [przypis edytorski]

[599]

coraz — dziś: coraz bardziej. [przypis edytorski]

[600]

czerni — dziś popr.: czerni się a. czernieje. [przypis edytorski]

[601]

dziwić — dziś: dziwić się. [przypis edytorski]

[602]

czyli (tu daw.) — czy, czy też. [przypis edytorski]

[603]

odzywać — dziś popr.: odzywać się. [przypis edytorski]

[604]

urągać się — dziś raczej: urągać. [przypis edytorski]

[605]

powróccie — dziś popr. pisownia: powróćcie. [przypis edytorski]

[606]

kłóccie — dziś popr. pisownia: kłóćcie; kłócić — tu: zakłócać. [przypis edytorski]

[607]

łyko, częściej w lm łyka — sznury, więzy. [przypis edytorski]

[608]

swoję — dziś popr. forma B. lp r.ż.: swoją. [przypis edytorski]

[609]

strzymać (daw.) — tu: utrzymać. [przypis edytorski]

[610]

zdać (tu daw.) — zdradzić, oddać. [przypis edytorski]

[611]

przedać (daw.) — dziś: sprzedać. [przypis edytorski]

[612]

strzedz — dziś popr. pisownia: strzec. [przypis edytorski]

[613]

wstrzęsie — dziś popr. forma: wstrząśnie. [przypis edytorski]

[614]

od skarbcu — dziś popr. forma D. lp: od skarbca. [przypis edytorski]

[615]

mnieś przedał (daw.) — mnie sprzedałeś. [przypis edytorski]

[616]

plemie — dziś popr.: plemię. [przypis edytorski]

[617]

cieśń — tu: ciasne miejsce. [przypis edytorski]

[618]

nizko — dziś popr. pisownia: nisko. [przypis edytorski]

[619]

spójrzeć — dziś popr. pisownia: spojrzeć. [przypis edytorski]

[620]

widny (tu daw.) — widoczny. [przypis edytorski]

[621]

Saułe a. Saule (z litew. Saulė) — Słońce; w mit. litew. bogini nieba. [przypis edytorski]

[622]

maszli (daw.) — czasownik masz z partykułą pytajną li: czy masz. [przypis edytorski]

[623]

mścić — dziś popr.: mścić się. [przypis edytorski]

[624]

chrześcijan — tu w źródle pisownia: chrześcjan. Rytm wiersza sugeruje, że wyraz ten w tym miejscu należy wymawiać jako dwusylabowy: chrześć-jan. [przypis edytorski]

[625]

sargas (litew.) — stróż, strażnik. [przypis edytorski]

[626]

ku Grodnowi — dziś popr. forma C.: ku Grodnu. [przypis edytorski]

[627]

roskosz — dziś popr. pisownia: rozkosz. [przypis edytorski]

[628]

przelata — dziś popr. forma: przelatuje. [przypis edytorski]

[629]

przypomnieć — dziś popr.: przypomnieć sobie. [przypis edytorski]

[630]

przedsienie — przedpokój, poczekalnia. [przypis edytorski]

[631]

lękać — dziś popr.: lękać się. [przypis edytorski]

[632]

xięztwo — dziś popr. pisownia: księstwo. [przypis edytorski]

[633]

siepaczów — dziś popr. forma D. lm: siepaczy. [przypis edytorski]

[634]

probować — dziś popr. pisownia: próbować. [przypis edytorski]

[635]

dniowy (daw.) — dzienny. [przypis edytorski]

[636]

mięszać — dziś popr. pisownia: mieszać. [przypis edytorski]

[637]

plec — dziś popr.: pleców. [przypis edytorski]

[638]

nié ma litości, jak mnie jéj nie było — nie ma litości (dla ciebie), jak dla mnie jej nie było. [przypis edytorski]

[639]

biegą — dziś popr. forma: biegną. [przypis edytorski]

[640]

oczy (…) obie — dziś popr.: oboje oczu. [przypis edytorski]

[641]

Witoldu — dziś popr. forma C.: Witoldowi. [przypis edytorski]

[642]

xsiążę — dziś popr. pisownia: książę. [przypis edytorski]

[643]

na krewnéj nie mścijmy się głowie — nie zabijajmy naszego krewnego. [przypis edytorski]

[644]

zadosyć — zadość. [przypis edytorski]

[645]

z mnichy — dziś popr. forma N. lm: z mnichami. [przypis edytorski]

[646]

Jagielle dać xięztwo i władzę utracić — tj. Jagiełłó powinien oddać księstwo i utracić władzę. [przypis edytorski]

[647]

na wolę — na wolność. [przypis edytorski]

[648]

oczów — dziś popr. forma D. lm: oczu. [przypis edytorski]

[649]

wśpierać — dziś popr. pisownia: wspierać. [przypis edytorski]

[650]

wrotóm — dziś popr. forma C. lm: wrotom. [przypis edytorski]

[651]

dwornia — dwór, dworzanie. [przypis edytorski]

[652]

pienić — dziś popr.: pienić się. [przypis edytorski]

[653]

spójrzeć — dziś popr. pisownia: spojrzeć. [przypis edytorski]

[654]

poklasną — dziś: przyklasną. [przypis edytorski]

[655]

wykrzyka — dziś popr. forma: wykrzykuje, krzyczy. [przypis edytorski]

[656]

zwycięzki — dziś popr. pisownia: zwycięski. [przypis edytorski]

[657]

wczora (daw.) — wczoraj. [przypis edytorski]

[658]

xiążęcy — dziś popr. pisownia: książęcy. [przypis edytorski]

[659]

żyw (daw.) — żywy. [przypis edytorski]

[660]

oczów — dziś popr. forma D. lm: oczu. [przypis edytorski]

[661]

nasłuchać — dziś: nasłuchać się. [przypis edytorski]

[662]

wykrzyka — dziś popr. forma: wykrzykuje, krzyczy. [przypis edytorski]

[663]

przymykać — tu: zbliżać się. [przypis edytorski]

[664]

sromocić (daw.) — hańbić. [przypis edytorski]

[665]

plwać — pluć. [przypis edytorski]

[666]

zbliżać — tu: zbliżać się. [przypis edytorski]

[667]

petla — dziś: pętla. [przypis edytorski]

[668]

spójrzeć — dziś popr. pisownia: spojrzeć. [przypis edytorski]

[669]

martwa upadła — faktycznie Maria Olgierdówna po śmierci Wojdyłły wyszła za mąż za księcia Dawida horodeckiego. [przypis edytorski]

[670]

ani (…) mogą — dziś: nie mogą; w tym zdaniu: (nawet) słowa Witolda nie mogą go wytrącić z odrętwienia. [przypis edytorski]

[671]

bajoras (z litew.) — bojar, rycerz, szlachcic (tu w lm: bojarzy). [przypis edytorski]

[672]

syny — dziś popr. forma M. lm: synowie. [przypis edytorski]

[673]

sciągać — dziś popr. pisownia: ściągać, tj. wyciągać. [przypis edytorski]

[674]

xięztw dwoje — dziś popr.: dwa księstwa. [przypis edytorski]

[675]

z Krzyżaki — dziś popr. forma N. lm: z Krzyżakami. [przypis edytorski]

[676]

wmięszać — dziś popr. pisownia: wmieszać. [przypis edytorski]

[677]

wejrzenia (…) skinienia (…) czatował — czekał na każde spojrzenie i skinienie. [przypis edytorski]

[678]

cieszyć we smutku — dziś: pocieszać w smutku. [przypis edytorski]

[679]

cóś — dziś popr. pisownia: coś. [przypis edytorski]

[680]

imie — dziś popr. pisownia: imię. [przypis edytorski]

[681]

uciecze — dziś popr. forma: ucieknie. [przypis edytorski]

[682]

ptastwo — dziś: ptactwo. [przypis edytorski]

[683]

blanki — zwieńczenie murów obronnych. [przypis edytorski]

[684]

sługi — dziś popr. forma M. lm: słudzy. [przypis edytorski]

[685]

zaskrzypły — dziś popr. forma: zaskrzypiały. [przypis edytorski]

[686]

puhacz — dziś popr. pisownia: puchacz. [przypis edytorski]

[687]

imie — dziś popr. pisownia: imię. [przypis edytorski]

[688]

Hanul Nakiemna — Hanul z Rygi, namiestnik Wilna 1382-1387; w trakcie konfliktu między Jagiełłą a Kiejstutem oddał Wilno królowi: później zaufany doradca Władysława II Jagiełły i Skirgiełły. [przypis edytorski]

[689]

wnijść (daw.) — wejść. [przypis edytorski]

[690]

za rękę go ciśnie — ściska mu dłoń. [przypis edytorski]

[691]

xiążęcia — dziś raczej: księcia. [przypis edytorski]

[692]

zszarzany — dziś: zszarzały. [przypis edytorski]

[693]

zwalany — zabrudzony. [przypis edytorski]

[694]

synóm — dziś popr. forma C. lm: synom. [przypis edytorski]

[695]

ramie — dziś popr. pisownia: ramię. [przypis edytorski]

[696]

przytomny (tu daw.) — obecny. [przypis edytorski]

[697]

powrótu — dziś popr. pisownia: powrotu. [przypis edytorski]

[698]

rękę ci tylko ściągnąć już po niego — wystarczy, że wyciągniesz po nie rękę. [przypis edytorski]

[699]

blizko — dziś popr. pisownia: blisko. [przypis edytorski]

[700]

wykrzyka — dziś popr. forma: wykrzykuje, krzyczy. [przypis edytorski]

[701]

bajoras (z litew.) — bojar, rycerz, szlachcic. [przypis edytorski]

[702]

lietaury (z gr. polytauréa) — bębny, kotły. [przypis edytorski]

[703]

patrzają — dziś: patrzą. [przypis edytorski]

[704]

przebierać się (tu daw.) — przekradać się. [przypis edytorski]

[705]

Korybut — Korybut Dymitr (zm. 1404), książę nowogrodzko-siewierski. [przypis edytorski]

[706]

ztamtąd — dziś popr. pisownia: stamtąd. [przypis edytorski]

[707]

nizko — dziś popr. pisownia: nisko. [przypis edytorski]

[708]

pożyć (daw.) — pokonać. [przypis edytorski]

[709]

namieśnik — dziś popr.: namiestnik. [przypis edytorski]

[710]

podarkiem ucina rozmowie — kończy rozmowę wręczeniem podarunku. [przypis edytorski]

[711]

Olgierdów — Olgierda, Olgierdowicz. [przypis edytorski]

[712]

wykrzyka — dziś popr. forma: wykrzykuje, krzyczy. [przypis edytorski]

[713]

najezdca — dziś popr. pisownia: najeźdźca. [przypis edytorski]

[714]

xiążęcia — dziś raczej: księcia. [przypis edytorski]

[715]

zaprzeć (tu daw.) — zamknąć. [przypis edytorski]

[716]

wiarę strzymać — pozostać wiernym. [przypis edytorski]

[717]

zwyciężca — dziś popr.: zwycięzca. [przypis edytorski]

[718]

nakładną — dziś: nałożą. [przypis edytorski]

[719]

pocześnie (daw.) — z szacunkiem, jak należy. [przypis edytorski]

[720]

dwónastu — dziś popr. pisownia: dwunastu. [przypis edytorski]

[721]

Kobole (z litew.) — domowe bożki. [przypis edytorski]

[722]

dwónastu — dziś popr. pisownia: dwunastu. [przypis edytorski]

[723]

wnętrznośćmi — dziś popr. forma N. lm: wnętrznościami. [przypis edytorski]

[724]

twoję — dziś popr. forma B. lp r.ż.: twoją. [przypis edytorski]

[725]

ubiedz (daw.) — uciec. [przypis edytorski]

[726]

władnie — dziś popr. forma: włada. [przypis edytorski]

[727]

bolu — dziś popr. pisownia: bólu. [przypis edytorski]

[728]

obrachujem — tu: policzymy się. [przypis edytorski]

[729]

z Krzyżowemi — tj. z Krzyżakami. [przypis edytorski]

[730]

zatętniała — dziś popr. forma: zatętniła. [przypis edytorski]

[731]

spójrzeć — dziś popr. pisownia: spojrzeć. [przypis edytorski]

[732]

ufiec — dziś popr.: hufiec. [przypis edytorski]

[733]

skórami i pałki zbrojną — w skórzanych zbrojach i z pałkami. [przypis edytorski]

[734]

męztwo — dziś popr. pisownia: męstwo. [przypis edytorski]

[735]

sokoł — dziś popr. pisownia: sokół. [przypis edytorski]

[736]

zpod — dziś popr. pisownia: spod. [przypis edytorski]

[737]

rozstawuje — dziś popr. forma: rozstawia. [przypis edytorski]

[738]

xsiążę — dziś popr. pisownia: książę. [przypis edytorski]

[739]

imie — dziś popr. pisownia: imię. [przypis edytorski]

[740]

wahać — dziś popr.: wahać się. [przypis edytorski]

[741]

pośpiesza z gałęzią — nadchodzi z symbolem poselstwa, zawieszenia broni; w późniejszych wiekach zamiast gałęzi zaczęto używać białej chorągwi. [przypis edytorski]

[742]

przeciw — tu: naprzeciw. [przypis edytorski]

[743]

zgodzić — dziś popr.: zgodzić się. [przypis edytorski]

[744]

słowy jednemi — samymi słowami. [przypis edytorski]

[745]

śpierać — dziś popr. pisownia: spierać. [przypis edytorski]

[746]

niemożny — tu: niemożliwy. [przypis edytorski]

[747]

mówcie o zgodę — rozmawiajcie o zgodzie. [przypis edytorski]

[748]

szydersko — dziś: szyderczo. [przypis edytorski]

[749]

utrzymać — tu: utrzymać się. [przypis edytorski]

[750]

śpierać — dziś popr. pisownia: spierać. [przypis edytorski]

[751]

czas idzie marnie — marnujemy czas. [przypis edytorski]

[752]

czyli (tu daw.) — czy, czy też; czyżby. [przypis edytorski]

[753]

kładną klątwę — składają przysięgę. [przypis edytorski]

[754]

nareście — dziś popr.: nareszcie. [przypis edytorski]

[755]

przeciw — tu: naprzeciw. [przypis edytorski]

[756]

zkąd — dziś popr. pisownia: skąd. [przypis edytorski]

[757]

czwałem — dziś popr.: cwałem. [przypis edytorski]

[758]

dumami ognie rozpala — w myślach zapala ognie. [przypis edytorski]

[759]

dni ubiegłe odżywia — wskrzesza przeszłość. [przypis edytorski]

[760]

bojarów dziesięciu ciekawie patrzą szyderskiemi oczy — dziś popr.: dziesięciu bojarów ciekawie patrzy szyderczymi oczami. [przypis edytorski]

[761]

płacząc zdrady — opłakując zdradę. [przypis edytorski]

[762]

zostać się — dziś popr.: zostać. [przypis edytorski]

[763]

przesiękły — dziś popr.: przesiąkły. [przypis edytorski]

[764]

gołąb' — dawna pisownia, z zaznaczoną miękkością końcowego b; dziś popr.: gołąb. [przypis edytorski]

[765]

u muru położył — położył się przy murze. [przypis edytorski]

[766]

ztąd — dziś popr. pisownia: stąd. [przypis edytorski]

[767]

zwierzyć — tu: powierzyć. [przypis edytorski]

[768]

bez duchu — dziś popr. forma D. lp: bez ducha. [przypis edytorski]

[769]

Czas starcu dać życie — już czas, aby starzec oddał życie. [przypis edytorski]

[770]

rospacz — dziś popr. pisownia: rozpacz. [przypis edytorski]

[771]

wgłąb' — dawna pisownia, z zaznaczoną miękkością końcowego b; dziś popr.: w głąb. [przypis edytorski]

[772]

duchu śledzili — sprawdzali, czy oddycha. [przypis edytorski]

[773]

zwycięzki — dziś popr. pisownia: zwycięski. [przypis edytorski]

[774]

alus (litew.) — piwo. [przypis edytorski]

[775]

zanócić — dziś popr. pisownia: zanucić. [przypis edytorski]

[776]

rospacz — dziś popr. pisownia: rozpacz. [przypis edytorski]

[777]

sromu (daw.) — wstyd. [przypis edytorski]

[778]

dumy — myśli, rozmyślania. [przypis edytorski]

[779]

rąbek (daw.) — chustka na głowę. [przypis edytorski]

[780]

Olgierdow synie — dziś popr.: synu Olgierda. [przypis edytorski]

[781]

klnę ciebie — przeklinam cię. [przypis edytorski]

[782]

imie — dziś popr. pisownia: imię. [przypis edytorski]

[783]

ciężyć — dziś popr.: ciążyć. [przypis edytorski]

[784]

bole — dziś popr. pisownia: bóle. [przypis edytorski]

[785]

dwie Wilije płynie — dziś: dwie Wilie płyną. [przypis edytorski]

[786]

Pokole (mit. litew.) — Poklus, bóg piekła i zemsty. [przypis edytorski]

[787]

nieszczęścióm — dziś popr. pisownia C. lm: nieszczęściom. [przypis edytorski]

[788]

dymy objął wielkiemi — otoczył się wielkimi dymami. [przypis edytorski]

[789]

wgłąb' — dawna pisownia, z zaznaczoną miękkością końcowego b; dziś popr.: w głąb. [przypis edytorski]

[790]

z kolei — tu: po kolei. [przypis edytorski]

[791]

trup — dziś popr. forma B. lp: trupa. [przypis edytorski]

[792]

patrzeć — tu: wypatrywać. [przypis edytorski]

[793]

jękóm — dziś popr. forma C. lm: jękom; tu popr.: do jęków. [przypis edytorski]

[794]

cóś — dziś popr. pisownia: coś. [przypis edytorski]

[795]

pogrzebny — pogrzebowy. [przypis edytorski]

[796]

dziać — dziś popr.: dziać się. [przypis edytorski]

[797]

rauda (z litew.) — pieśń żałobna. [przypis edytorski]

[798]

rospacz — dziś popr. pisownia: rozpacz. [przypis edytorski]

[799]

je sam siebie — tj. gryzie się, przeżywa swoją klęskę. [przypis edytorski]

[800]

Gulbi (mit. litew.) — duch stróż, bożek strzegący każdego mężczyzny. [przypis edytorski]

[801]

skośniały — skostniały. [przypis edytorski]

[802]

rospaczać — dziś popr. pisownia: rozpaczać. [przypis edytorski]

[803]

cieszyć słowy (daw.) — pocieszać słowami. [przypis edytorski]

[804]

sciekła — dziś popr. pisownia: ściekła. [przypis edytorski]

[805]

xiężna — dziś popr. pisownia: księżna. [przypis edytorski]

[806]

powolnie (daw.) — niespiesznie, powoli. [przypis edytorski]

[807]

ptacy (…) się żegnali — dziś popr.: ptaki się żegnały. [przypis edytorski]

[808]

ozwać — dziś popr.: odezwać się. [przypis edytorski]

[809]

rospacz — dziś popr. pisownia: rozpacz. [przypis edytorski]

[810]

męzki — dziś popr. pisownia: męski. [przypis edytorski]

[811]

ztąd — dziś popr. pisownia: stąd. [przypis edytorski]

[812]

xiążę — dziś popr. pisownia: książę. [przypis edytorski]

[813]

o służebnę moję — tu: po moją służącą. [przypis edytorski]

[814]

nadziewać — tu: wkładać. [przypis edytorski]

[815]

huczno — dziś popr.: hucznie, tj. głośno, gwarno. [przypis edytorski]

[816]

mistrz — tu: Konrad Zöllner von Rotenstein, wielki mistrz krzyżacki w latach 1382–1390, następca Winrycha de Kniprode. [przypis edytorski]

[817]

godowy — tu: świąteczny, biesiadny. [przypis edytorski]

[818]

Krzyżakow — dziś popr. pisownia: Krzyżaków. [przypis edytorski]

[819]

Zofja — dziś popr. pisownia: Zofia. [przypis edytorski]

[820]

Zofja Witoldówna (1370–1453) — córka Witolda i Anny, od 1391 r. żona Wasyla I Rurykowicza, wielkiego księcia moskiewskiego. [przypis edytorski]

[821]

lilija — dziś popr. pisownia: lilia. [przypis edytorski]

[822]

ustroń — miejsce ustronne. [przypis edytorski]

[823]

pomnieć (daw.) — pamiętać. [przypis edytorski]

[824]

dotrzymam umowę — dziś popr.: dotrzymam umowy. [przypis edytorski]

[825]

sciśniecie — dziś popr. pisownia: ściśniecie. [przypis edytorski]

[826]

my wam staniemy do boku — pomożemy wam, wesprzemy was. [przypis edytorski]

[827]

Mindows, Mindowe, dziś raczej Mendog, litew. Mindaugas (ok. 1200–1263) — wielki książę litewski, uważany za pierwszego króla Litwinów. [przypis edytorski]

[828]

przyrzekę — dziś popr. forma: przyrzeknę. [przypis edytorski]

[829]

xiążę — dziś popr. pisownia: książę. [przypis edytorski]

[830]

Czolner — Konrad Zöllner von Rotenstein. [przypis edytorski]

[831]

xiążę olszańskie — dziś popr.: książę olszański; popr. forma B. lp: księcia olszańskiego. [przypis edytorski]

[832]

półk — dziś popr. pisownia: pułk. [przypis edytorski]

[833]

ojcowskie morderce — dziś popr. forma B. lm: ojcowskich morderców. [przypis edytorski]

[834]

rzadkie rdzawe szablice — tj. szable występują nieczęsto w ich uzbrojeniu i są niskiej jakości. [przypis edytorski]

[835]

włócznióm — dziś popr. forma C. lm: włóczniom. [przypis edytorski]

[836]

dowódzca — dziś popr.: dowódca. [przypis edytorski]

[837]

podzielać — tu: dzielić. [przypis edytorski]

[838]

Malborg — dziś: Malbork. [przypis edytorski]

[839]

ostrow a. ostrów (daw.) — wyspa. [przypis edytorski]

[840]

dowódzca — dziś popr.: dowódca. [przypis edytorski]

[841]

kamieńmi — dziś popr. forma N. lm: kamieniami. [przypis edytorski]

[842]

stawić — tu: porozstawiać. [przypis edytorski]

[843]

w chwili — w jednej chwili. [przypis edytorski]

[844]

wśpierać — dziś popr. pisownia: wspierać. [przypis edytorski]

[845]

widny — tu: widoczny. [przypis edytorski]

[846]

pędzić się — dziś: pędzić. [przypis edytorski]

[847]

rozwito — dziś: rozwinięto. [przypis edytorski]

[848]

świętego krzyża część — relikwia. [przypis edytorski]

[849]

zjadły — dziś: zajadły. [przypis edytorski]

[850]

piać (tu daw.) — śpiewać. [przypis edytorski]

[851]

cisnie — dziś popr. pisownia: ciśnie. [przypis edytorski]

[852]

pomstę wywoła na szyję — sprowadzi śmierć jako zemstę. [przypis edytorski]

[853]

świętokradźce — dziś popr.: świętokradcy. [przypis edytorski]

[854]

morderce — dziś popr.: mordercy. [przypis edytorski]

[855]

niebiańskiemi (…) chóry — dziś popr. forma N. lm: niebiańskimi chórami. [przypis edytorski]

[856]

jest-li — dziś popr. pisownia: jesli, tj. czy jest. [przypis edytorski]

[857]

chrześcijańskiego — tu w źródle pisownia: chrześciańskiego. Rytm wiersza sugeruje, że wyraz ten w tym miejscu należy wymawiać jako czterosylabowy: chrześć-jań-skie-go. [przypis edytorski]

[858]

spójrzeć — dziś popr. pisownia: spojrzeć. [przypis edytorski]

[859]

zawoła na swoje — zawoła do swoich ludzi. [przypis edytorski]

[860]

zaprządz — dziś popr. pisownia: zaprząc. [przypis edytorski]

[861]

zmódz — dziś popr.: zmóc, tj. pokonać. [przypis edytorski]

[862]

brzemie — dziś popr. pisownia: brzemię. [przypis edytorski]

[863]

chrześcijan — tu w źródle pisownia: chrześcian. Rytm wiersza sugeruje, że wyraz ten w tym miejscu należy wymawiać jako dwusylabowy: chrześć-jan. [przypis edytorski]

[864]

swe syny — dziś popr. forma B. lm: swoich synów. [przypis edytorski]

[865]

zdumiały — dziś: zdumiony, zdziwiony. [przypis edytorski]

[866]

cudo — tu: cud. [przypis edytorski]

[867]

dumy (daw.) — myśli, rozmyślania. [przypis edytorski]

[868]

spójrzenie — dziś popr. pisownia: spojrzenie. [przypis edytorski]

[869]

kończyna (tu daw.) — skraj, końcówka. [przypis edytorski]

[870]

kościołek (…) Marii na Piaskach — kościół O.O. Franciszkanów NP Marii „na Piaskach”, jedna z najstarszych świątyń Wilna. [przypis edytorski]

[871]

mnichy — dziś popr. forma M. lm: mnisi. [przypis edytorski]

[872]

gniezdzie — dziś popr. pisownia: gnieździe. [przypis edytorski]

[873]

nareście — dziś popr.: nareszcie. [przypis edytorski]

[874]

fórtka — dziś popr. pisownia: furtka. [przypis edytorski]

[875]

kościoł — dziś popr. pisownia: kościół. [przypis edytorski]

[876]

rany — dziś popr. forma N. lm: ranami. [przypis edytorski]

[877]

mienić — tu: przemieniać. [przypis edytorski]

[878]

sadzić — tu: posadzić, sadzać. [przypis edytorski]

[879]

gwardjan — dziś popr. pisownia: gwardian, przełożony klasztoru franciszkanów. [przypis edytorski]

[880]

moję — dziś popr. forma B. lp r.ż.: moją. [przypis edytorski]

[881]

blizki — dziś popr. pisownia: bliski. [przypis edytorski]

[882]

xiążę — dziś popr. pisownia: książę. [przypis edytorski]

[883]

znamie (daw.) — tu: znak, chorągiew; dziś popr. pisownia: znamię. [przypis edytorski]

[884]

miljon — dziś popr. pisownia: milion. [przypis edytorski]

[885]

bałwan — tu: bożek, rzeźba przedstawiająca bóstwo. [przypis edytorski]

[886]

niemylny — dziś: nieomylny. [przypis edytorski]

[887]

swoję — dziś popr. forma B. lp r.ż.: swoją. [przypis edytorski]

[888]

Sion — dziś popr. pisownia: Syjon. [przypis edytorski]

[889]

roskoszny — dziś popr. pisownia: rozkoszny. [przypis edytorski]

[890]

smętarz — dziś popr.: cmętarz. [przypis edytorski]

[891]

piasczystéj — dziś popr.: piaszczystej. [przypis edytorski]

[892]

nikt go nie wié — dziś popr.: nikt go nie zna. [przypis edytorski]

[893]

chcesz-li — dziś popr. pisownia: chceszli; tj. czy chcesz. [przypis edytorski]

[894]

plemie — dziś popr. pisownia: plemię. [przypis edytorski]

[895]

stradać (daw.) — stracić. [przypis edytorski]

[896]

Wiész Witolda — dziś popr.: znasz Witolda. [przypis edytorski]

[897]

rospacz — dziś popr. pisownia: rozpacz. [przypis edytorski]

[898]

mnichy — dziś popr. forma M. lm: mnisi. [przypis edytorski]

[899]

xięża — dziś popr. pisownia: księża. [przypis edytorski]

[900]

cóś — dziś popr. pisownia: coś. [przypis edytorski]

[901]

pogrzebny — pogrzebowy. [przypis edytorski]

[902]

biegą — dziś popr. forma: biegną. [przypis edytorski]

[903]

osłoniony — dziś popr.: osłonięty. [przypis edytorski]

[904]

sparty (daw.) — oparty, wsparty. [przypis edytorski]

[905]

spójrzeć — dziś popr. pisownia: spojrzeć. [przypis edytorski]

[906]

ubielony — tu: posiwiały, siwy. [przypis edytorski]

[907]

imie — dziś popr. pisownia: imię. [przypis edytorski]

[908]

puścizna — dziś: spuścizna. [przypis edytorski]

[909]

któś — dziś popr. pisownia: ktoś. [przypis edytorski]

[910]

wrzący — tu: rozemocjonowany. [przypis edytorski]

[911]

Pomszczę dzieci wam na głowie — wasza śmierć będzie zemstą za śmierć dzieci. [przypis edytorski]

[912]

ciemnia (tu daw.) — ciemność. [przypis edytorski]

[913]

obódwu — dziś popr.: obydwu. [przypis edytorski]

[914]

spójrzenie — dziś popr. pisownia: spojrzenie. [przypis edytorski]

[915]

szydersko — dziś: szyderczo. [przypis edytorski]

[916]

chrześcijan — tu w źródle pisownia: chrześcian. Rytm wiersza sugeruje, że wyraz ten w tym miejscu należy wymawiać jako dwusylabowy: chrześć-jan. [przypis edytorski]

[917]

imie — dziś popr. pisownia: imię. [przypis edytorski]

[918]

chrześcijański — tu w źródle pisownia: chrześciański. Rytm wiersza sugeruje, że wyraz ten w tym miejscu należy wymawiać jako trzysylabowy: chrześć-jań-ski. [przypis edytorski]

[919]

zadumać — dziś popr.: zadumać się. [przypis edytorski]

[920]

ołtarzów — dziś popr.: ołtarzy. [przypis edytorski]

[921]

chrześcijański — tu w źródle pisownia: chrześciański. Rytm wiersza sugeruje, że wyraz ten w tym miejscu należy wymawiać jako trzysylabowy: chrześć-jań-ski. [przypis edytorski]

[922]

chrześcijański — tu w źródle pisownia: chrześciański. Rytm wiersza sugeruje, że wyraz ten w tym miejscu należy wymawiać jako trzysylabowy: chrześć-jań-ski. [przypis edytorski]

[923]

dowódźca — dziś popr.: dowódca. [przypis edytorski]

[924]

starce — dziś popr. forma M. lm.: starcy. [przypis edytorski]

[925]

blachy żelaznemi — dziś popr. forma N. lm: żelaznymi blachami. [przypis edytorski]

[926]

futry drogiemi — dziś popr. forma N. lm: drogimi futrami. [przypis edytorski]

[927]

z powrótem — dziś popr. pisownia: z powrotem. [przypis edytorski]

[928]

królewnéj — dziś popr. forma D. lp: królewny. [przypis edytorski]

[929]

xiążę — dziś popr. pisownia: książę. [przypis edytorski]

[930]

schylać — dziś popr.: schylać się; tu w znaczeniu: kłaniać się. [przypis edytorski]

[931]

Słodko Jagielle brzmi w uszach ta mowa, choć z rzadka polskie może złapać słowa — językiem kancelarii Wielkiego Księstwa Litewskiego był starobiałoruski, bardzo zbliżony do średniowiecznej polszczyzny, książęta litewscy utrzymywali też bliskie stosunki z książętami ruskimi, więc Jagiełło najprawdopodobniej rozumiał dobrze język polski. [przypis edytorski]

[932]

wytłómaczać — dziś popr.: tłumaczyć. [przypis edytorski]

[933]

xiąże — dziś popr. pisownia: książę. [przypis edytorski]

[934]

stawić — dziś popr.: stawić się. [przypis edytorski]

[935]

ze skarbcu — dziś popr. forma D. lp: ze skarbca. [przypis edytorski]

[936]

Kobol (z litew.) — bożek domowy. [przypis edytorski]

[937]

lipiec — tu: napój. [przypis edytorski]

[938]

dziwić — dziś popr.: dziwić się. [przypis edytorski]

[939]

źwierząt — dziś popr. pisownia: zwierzę. [przypis edytorski]

[940]

stalny — stalowy. [przypis edytorski]

[941]

Stanisław Święty, właśc. Stanisław ze Szczepanowa (ok. 1030–1079) — biskup krakowski za czasów Bolesława II Śmiałego, skazany na śmierć przez tego króla za zdradę; święty Kościoła katolickiego. [przypis edytorski]

[942]

truna (daw.) — trumna. [przypis edytorski]

[943]

radośny — dziś popr. pisownia: radosny. [przypis edytorski]

[944]

Warneńczyk, Władysław Warneńczyk (1424–1444) — syn Jagiełły, król Polski w latach 1434–1444, król Węgier od 1440 r. [przypis edytorski]

[945]

Kaźmierzowie — Kazimierz IV Jagiellończyk (1427–1492), najmłodszy syn Jagiełły, wielki książę litewski od 1440 r. i król Polski od 1447 r., oraz jego syn, królewicz Kazimierz (1458–1484), święty Kościoła katolickiego. [przypis edytorski]

[946]

Alexander, właśc. Aleksander Jagiellończyk (1461–1506) — syn króla Kazimierza Jagiellończyka, wielki książę Litwy od 1492 r. i król Polski w latach 1501–1506. [przypis edytorski]

[947]

Zygmunty — polscy królowie Zygmunt Stary (1467–1548) i Zygmunt August (1520–1572). [przypis edytorski]

[948]

Węgrzyn — tu: Ludwik Węgierski, siostrzeniec Kazimierza Wielkiego. [przypis edytorski]

[949]

Elżbieta królowa, tj. Elżbieta Łokietkówna (1305–1380) — siostra Kazimierza Wielkiego, regentka Polski po jego śmierci. Żona króla Węgier Karola Roberta, matka węgierskiego i polskiego króla Ludwika Węgierskiego, babka królowej polskiej Jadwigi. [przypis edytorski]

[950]

litewskie xiążę — dziś popr.: litewski książę. [przypis edytorski]

[951]

pokłonić — dziś popr.: pokłonić się. [przypis edytorski]

[952]

diamenty — rytm wiersza sugeruje wymowę czterosylabową: dy-ja-men-ty. [przypis edytorski]

[953]

Modlę się Tobie — dziś popr.: modlę się do ciebie. [przypis edytorski]

[954]

Przyczyń się za mnie — dziś raczej: wstaw się za mną. [przypis edytorski]

[955]

zewnątrz — tu: z zewnątrz. [przypis edytorski]

[956]

źwierz-li (daw.) — czy zwierz; dziś popr. pisownia: zwierzli. [przypis edytorski]

[957]

potwora (daw. r.ż.) — dziś: potwór. [przypis edytorski]

[958]

z puszczy litewskich — dziś popr. forma D. lm: z puszcz litewskich. [przypis edytorski]

[959]

królewnéj — dziś popr. forma D. lp: królewny. [przypis edytorski]

[960]

wnijść (daw.) — wejść. [przypis edytorski]

[961]

czyli (tu daw.) — czy, czy też; czyżby. [przypis edytorski]

[962]

Marij — dziś popr. forma D.: Marii. [przypis edytorski]

[963]

pastwa (daw.) — ofiara, zdobycz. [przypis edytorski]

[964]

święcić — tu: poświęcić. [przypis edytorski]

[965]

ufiec — dziś popr.: hufiec. [przypis edytorski]

[966]

składać (tu daw.) — tworzyć, stanowić, składać się na coś. [przypis edytorski]

[967]

półk — dziś popr. pisownia: pułk. [przypis edytorski]

[968]

Tatary śniade — dziś popr. forma M. ln: śniadzi Tatarzy. [przypis edytorski]

[969]

bieli — dziś popr. forma: biali. [przypis edytorski]

[970]

sajdak a. sahajdak — skórzany pokrowiec, w którym wożono łuk i strzały. [przypis edytorski]

[971]

szłyk (daw.) — futrzana czapka. [przypis edytorski]

[972]

źwierząt — dziś popr. pisownia: zwierzę. [przypis edytorski]

[973]

miasto (tu daw.) — zamiast. [przypis edytorski]

[974]

spójrzenie — dziś popr. pisownia: spojrzenie. [przypis edytorski]

[975]

z blizka — dziś popr. pisownia: z bliska. [przypis edytorski]

[976]

mieść (daw.) — rzucać, miotać. [przypis edytorski]

[977]

wozy skarbne — wozy ze skarbami. [przypis edytorski]

[978]

Pogoń — herb Litwy. [przypis edytorski]

[979]

xiążę — dziś popr. pisownia: książę. [przypis edytorski]

[980]

Szlązk — dziś popr.: Śląsk. [przypis edytorski]

[981]

nareście — dziś popr.: nareszcie. [przypis edytorski]

[982]

spójrzeć — dziś popr. pisownia: spojrzeć. [przypis edytorski]

[983]

półk — dziś popr. pisownia: pułk. [przypis edytorski]

[984]

Jurja — dziś popr. pisownia: Juria. [przypis edytorski]

[985]

jednasty — dziś popr. forma: jedenasty. [przypis edytorski]

[986]

szykować — tu: formować szyki. [przypis edytorski]

[987]

połon (daw., z rus.) — niewola. [przypis edytorski]

[988]

Jurij — dziś popr. forma C.: Jurii. [przypis edytorski]

[989]

zwycięzki — dziś popr. pisownia: zwycięski. [przypis edytorski]

[990]

Białe Morze (trad. litew.) — tu: Bałtyk. [przypis edytorski]

[991]

lilija — dziś popr. pisownia: lilia. [przypis edytorski]

[992]

liściami — dziś popr. forma N. lm: liśćmi. [przypis edytorski]

[993]

Wilija — dziś: Wilia. [przypis edytorski]

[994]

dzidziawir (daw., z litew.) — bohater, heros. [przypis edytorski]

[995]

pomięszać — dziś popr. pisownia: pomieszać. [przypis edytorski]

[996]

spójrzeć — dziś popr. pisownia: spojrzeć. [przypis edytorski]

[997]

też — tu zaimek wskazujący te z partykułą ż: czy te, te same. [przypis edytorski]

[998]

gródże — gród z partykułą wzmacniającą że. [przypis edytorski]

[999]

znamie (daw.) — tu: znak, chorągiew; dziś popr. pisownia: znamię. [przypis edytorski]

[1000]

Wilij — dziś popr. forma D.: Wilii. [przypis edytorski]

[1001]

kościoł — dziś popr. pisownia: kościół. [przypis edytorski]

[1002]

Wasiłło, Andrzéj Wasiło — Andrzej z Krakowa a. Andrzej Polak, pierwszy biskup wileński (od 1386 r.). [przypis edytorski]

[1003]

dzielić — tu: obdzielać. [przypis edytorski]

[1004]

uchylić — tu: schylić. [przypis edytorski]

[1005]

bałwan — tu: bożek, rzeźba przedstawiająca bóstwo. [przypis edytorski]

[1006]

Bogóm się modliły — dziś popr.: modliły się do bogów. [przypis edytorski]

[1007]

w mrok szary — o zmierzchu, w ciemnościach; po kryjomu, nieoficjalnie. [przypis edytorski]

[1008]

chrześcijan — tu w źródle pisownia: chrześcian. Rytm wiersza sugeruje, że wyraz ten w tym miejscu należy wymawiać jako dwusylabowy: chrześć-jan. [przypis edytorski]

[1009]

zmięszać — dziś popr. pisownia: zmieszać. [przypis edytorski]

[1010]

zabyć (daw.) — zapomnieć. [przypis edytorski]

[1011]

zwycięzki — dziś popr. pisownia: zwycięski. [przypis edytorski]

[1012]

kędy (daw.) — dokąd, którędy; tu: gdzie. [przypis edytorski]

[1013]

nad morzami dwiema — dziś popr.: nad dwoma morzami. [przypis edytorski]

[1014]

zwycięztwo — dziś popr. pisownia: zwycięstwo. [przypis edytorski]

[1015]

przybylec — przybysz. [przypis edytorski]

[1016]

Mindows, Mindowe, dziś raczej Mendog, litew. Mindaugas (ok. 1200–1263) — wielki książę litewski, uważany za pierwszego króla Litwinów. [przypis edytorski]

[1017]

bałwan — tu: bożek, rzeźba przedstawiająca bóstwo. [przypis edytorski]

[1018]

skończyć — dziś popr.: skończyć się. [przypis edytorski]

[1019]

z Kijewskiéj Rusi — z Rusi Kijowskiej. [przypis edytorski]

[1020]

ucztowy (daw.) — związany z ucztą, biesiadny. [przypis edytorski]

[1021]

dziecki (daw.) — urzędnik, pomagający księciu w obowiązkach sądowniczych; egzekutor, komornik. [przypis edytorski]

[1022]

jastrząb' — dawna pisownia, z zaznaczoną miękkością końcowego b; dziś popr.: jastrząb. [przypis edytorski]

[1023]

czużyna (z rus.) — na obczyźnie. [przypis edytorski]

[1024]

synie — dziś popr. forma W. lp: synu. [przypis edytorski]

[1025]

weselić — dziś popr.: weselić się. [przypis edytorski]

[1026]

w Kijew — do Kijowa. [przypis edytorski]

[1027]

wylatał — dziś popr. forma: wylatywał. [przypis edytorski]

[1028]

Na każdy piorun wykrzyk wtórował — każdemu piorunowi towarzyszył okrzyk (ucztujących); uczta Skirgiełły porównywana jest do nieokiełznanej, niszczącej burzy. [przypis edytorski]

[1029]

pijane — rytm wiersza sugeruje wymowę dwusylabową: pja-ne. [przypis edytorski]

[1030]

sparty (daw.) — oparty, wsparty; tu: leżący lub siedzący wygodnie. [przypis edytorski]

[1031]

śpieniony — dziś popr. pisownia: spieniony. [przypis edytorski]

[1032]

w mozgach — w mózgu. [przypis edytorski]

[1033]

rozwity — rozpleciony. [przypis edytorski]

[1034]

xiążę — dziś popr. pisownia: książę. [przypis edytorski]

[1035]

leli — dziś popr. forma: lali. [przypis edytorski]

[1036]

do lica — do twarzy. [przypis edytorski]

[1037]

wzniosła na łapy — dziś: wzniosła się na łapy, tj. stanęła pionowo, na dwóch łapach. [przypis edytorski]

[1038]

miotać — tu: miotać się, rzucać się. [przypis edytorski]

[1039]

meszka — tu: niedźwiedź. [przypis edytorski]

[1040]

źwierz — dziś popr. pisownia: zwierz, zwierzę. [przypis edytorski]

[1041]

przyklaskiwa — dziś popr. forma: przyklaskuje. [przypis edytorski]

[1042]

bestja — dziś popr. pisownia: bestia. [przypis edytorski]

[1043]

podnieść — tu: podnieść się. [przypis edytorski]

[1044]

młódszy — dziś popr. pisownia: młodszy. [przypis edytorski]

[1045]

poźną — dziś popr. pisownia: późną. [przypis edytorski]

[1046]

ty bij mnie — tj. ty bij mi pokłony. [przypis edytorski]

[1047]

gonić — tu: wyganiać. [przypis edytorski]

[1048]

kłócić — tu: zakłócać. [przypis edytorski]

[1049]

swoję — dziś popr. forma B. lp r.ż.: swoją. [przypis edytorski]

[1050]

źwierząt — dziś popr. pisownia: zwierzę. [przypis edytorski]

[1051]

spójrzeć — dziś popr. pisownia: spojrzeć. [przypis edytorski]

[1052]

bałwan — tu: bożek, rzeźba przedstawiająca bóstwo. [przypis edytorski]

[1053]

podły gmin — nisko urodzeni, przedstawiciele ludu. [przypis edytorski]

[1054]

zaciemia — dziś: zaciemnia. [przypis edytorski]

[1055]

pjany — dziś popr. pisownia: pijany; tu wymowa dwusylabowa: pja-ny. [przypis edytorski]

[1056]

pieni — tu: pieni się. [przypis edytorski]

[1057]

ramiony ruszył — wzruszył ramionami. [przypis edytorski]

[1058]

śmiać — dziś popr.: śmiać się. [przypis edytorski]

[1059]

męztwo — dziś popr. pisownia: męstwo. [przypis edytorski]

[1060]

zwycięztwo — dziś popr. pisownia: zwycięstwo. [przypis edytorski]

[1061]

kościołek — dziś popr. pisownia: kościółek. [przypis edytorski]

[1062]

powolnie (daw.) — powoli, łagodnie. [przypis edytorski]

[1063]

cóś — dziś popr. pisownia: coś. [przypis edytorski]

[1064]

piechotni — żołnierze piesi, piechota. [przypis edytorski]

[1065]

wnijść (daw.) — wejść. [przypis edytorski]

[1066]

wrotóm — dziś popr. forma C. lm: wrotom. [przypis edytorski]

[1067]

zaborole — palisada. [przypis edytorski]

[1068]

zażgniony (daw.) — zapalony. [przypis edytorski]

[1069]

zwycięztwo — dziś popr. pisownia: zwycięstwo. [przypis edytorski]

[1070]

pocieszyć — tu: cieszyć się. [przypis edytorski]

[1071]

straż widnych — dziś popr.: widocznych straży. [przypis edytorski]

[1072]

imie — dziś popr. pisownia: imię. [przypis edytorski]

[1073]

rękóm — dziś popr. forma C. lm: rękom. [przypis edytorski]

[1074]

pożyć (daw.) — zwyciężyć, pokonać. [przypis edytorski]

[1075]

xięga — dziś popr. pisownia: księga. [przypis edytorski]

[1076]

pargamin — dziś: pergamin. [przypis edytorski]

[1077]

z ozdoby — dziś popr. forma N. lm: z ozdobami. [przypis edytorski]

[1078]

sześcią skrzydeł — dziś popr.: sześcioma skrzydłami. [przypis edytorski]

[1079]

obraz Boga, sześcią skrzydeł strojny — Krucyfix o sześciu skrzydłach nie jest wcale wynalazku Autora; podobne ze średnich wieków exystują. (Przypis Wydawcy). [przypis redakcyjny]

[1080]

dwóma — dziś popr. pisownia: dwoma. [przypis edytorski]

[1081]

dwoje świec gorzało — dziś popr.: dwie świece gorzały, tj. płonęły. [przypis edytorski]

[1082]

scierać — dziś popr. pisownia: ścierać. [przypis edytorski]

[1083]

spójrzeć — dziś popr. pisownia: spojrzeć. [przypis edytorski]

[1084]

męzki — dziś popr. pisownia: męski. [przypis edytorski]

[1085]

upor — dziś popr. pisownia: upór. [przypis edytorski]

[1086]

brózda — dziś popr. pisownia: bruzda. [przypis edytorski]

[1087]

młódszy — dziś popr. pisownia: młodszy. [przypis edytorski]

[1088]

xiążę — dziś popr. pisownia: książę. [przypis edytorski]

[1089]

dziw (daw.) — zdziwienie. [przypis edytorski]

[1090]

wykrzyka — dziś popr. forma: wykrzykuje. [przypis edytorski]

[1091]

mszcząc ich śmierci — dziś: mszcząc się za ich śmierć. [przypis edytorski]

[1092]

wrogi — dziś popr. forma M. lm: wrogowie. [przypis edytorski]

[1093]

ostróżni — dziś popr.: ostrożni. [przypis edytorski]

[1094]

zlaszały — spolonizowany, spolaczony. [przypis edytorski]

[1095]

bezmozgi — dziś popr. pisownia: bezmózgi. [przypis edytorski]

[1096]

Olga — właśc. Aleksandra Olgierdówna (zm. 1434), była żoną Siemowita IV. [przypis edytorski]

[1097]

posiłek — tu: pomoc, posiłki. [przypis edytorski]

[1098]

na zakład — jako zakładników. [przypis edytorski]

[1099]

spójrzeć — dziś popr. pisownia: spojrzeć. [przypis edytorski]

[1100]

dwóma — dziś popr. pisownia: dwoma. [przypis edytorski]

[1101]

Witoldu — dziś popr. forma C.: Witoldowi. [przypis edytorski]

[1102]

wiewa — powiewa. [przypis edytorski]

[1103]

zepchnieni — dziś: zepchnięci. [przypis edytorski]

[1104]

domagać — dziś: domagać się. [przypis edytorski]

[1105]

odwrótu — dziś popr. pisownia: odwrotu. [przypis edytorski]

[1106]

znać — tu: wiedzieć. [przypis edytorski]

[1107]

Malborg — dziś: Malbork. [przypis edytorski]

[1108]

blizko — dziś popr. pisownia: blisko. [przypis edytorski]

[1109]

poźniéj — dziś popr. pisownia: później. [przypis edytorski]

[1110]

wielkoxiążęcy — dziś popr. pisownia: wielkoksiążęcy. [przypis edytorski]

[1111]

rozglądać (daw.) — przeglądać. [przypis edytorski]

[1112]

Prussy — dziś popr. pisownia: Prusy. [przypis edytorski]

[1113]

wrogi wyrosły — dziś popr.: wrogowie wyrośli. [przypis edytorski]

[1114]

szle — dziś popr.: śle. [przypis edytorski]

[1115]

posły — dziś popr. forma B. lm: posłów. [przypis edytorski]

[1116]

sknować — uknuć. [przypis edytorski]

[1117]

powrótu — dziś popr. pisownia: powrotu. [przypis edytorski]

[1118]

radzi — tu: są radzi, cieszą się. [przypis edytorski]

[1119]

moję — dziś popr. forma B. lp r.ż.: moją. [przypis edytorski]

[1120]

trzechset — dziś raczej: trzystu. [przypis edytorski]

[1121]

mazowieckie xiążę — dziś popr.: mazowiecki książę. [przypis edytorski]

[1122]

wojsko jego rozbite — tu: rozproszone, podzielone na małe oddziały. [przypis edytorski]

[1123]

toczyć — tu: podążać, jechać. [przypis edytorski]

[1124]

lasy przedziera — dziś popr.: przedziera się lasami. [przypis edytorski]

[1125]

trzechset — dziś raczej: trzystu. [przypis edytorski]

[1126]

u Białéj Wieży — w Puszczy Białowieskiej. [przypis edytorski]

[1127]

pod skrzyńmi — dziś popr. forma N. lm: pod skrzyniami. [przypis edytorski]

[1128]

cztérechset — dziś: czterystu. [przypis edytorski]

[1129]

mrok padał — zmrok zapadał. [przypis edytorski]

[1130]

wrotóm — dziś popr. forma C. lm: wrotom. [przypis edytorski]

[1131]

ufiec — dziś popr.: hufiec. [przypis edytorski]

[1132]

opona (tu daw.) — zasłona, przykrycie. [przypis edytorski]

[1133]

odwrócić — tu: zawrócił, wykonał odwrót. [przypis edytorski]

[1134]

nareście — dziś popr.: nareszcie. [przypis edytorski]

[1135]

w ręku mych — dziś popr.: w moich rękach. [przypis edytorski]

[1136]

Marii gród — Marienburg, Malbork. [przypis edytorski]

[1137]

Białogród — miasto nad limanem Dniestru, dziś Biłgorod-Dnistrovśkyj na terytorium płd.-zach. Ukrainy; w starożytności kolonia grecka i rzymska, potem miasto bizantyjskie, w XIII w. tatarskie. [przypis edytorski]

[1138]

orda — organizacja państwowa lub wojskowa ludów mongolsko-tatarskich. [przypis edytorski]

[1139]

Tatar — dziś popr. forma D.: Tatarów. [przypis edytorski]

[1140]

Marii miasto — Marienburg, Malbork. [przypis edytorski]

[1141]

imie — dziś popr. pisownia: imię. [przypis edytorski]

[1142]

xięgi patrzą — oglądają księgi. [przypis edytorski]

[1143]

cóś — dziś popr. pisownia: coś. [przypis edytorski]

[1144]

xiążę — dziś popr. pisownia: książę. [przypis edytorski]

[1145]

pozostać się — dziś: pozostać, zostać. [przypis edytorski]

[1146]

drzwi otwarły — dziś popr.: drzwi się otworzyły. [przypis edytorski]

[1147]

spójrzeć — dziś popr. pisownia: spojrzeć. [przypis edytorski]

[1148]

porwać — tu: zerwać się z miejsca, wstać gwałtownie. [przypis edytorski]

[1149]

zamku nie ubiegł ze swemi — nie opanował zamku ze swoimi ludźmi. [przypis edytorski]

[1150]

pomożcie — dziś popr. pisownia: pomóżcie. [przypis edytorski]

[1151]

naradzać — dziś popr.: naradzać się. [przypis edytorski]

[1152]

sporzyć się — prowadzić spór, kłócić się. [przypis edytorski]

[1153]

uśmiéchać — dziś popr.: uśmiechać się. [przypis edytorski]

[1154]

cisnąć — tu: wyciskać, przybijać. [przypis edytorski]

[1155]

kąpają się — dziś popr. forma: kąpią się. [przypis edytorski]

[1156]

silić — tu: zmuszać. [przypis edytorski]

[1157]

pomor — dziś popr. pisownia: pomór. [przypis edytorski]

[1158]

waszy — dziś popr.: wasz. [przypis edytorski]

[1159]

imie — dziś popr. pisownia: imię. [przypis edytorski]

[1160]

szlijcie — dziś popr.: ślijcie, tj. posyłajcie. [przypis edytorski]

[1161]

możyć się (daw.) — wyniszczać się. [przypis edytorski]

[1162]

rozeszlę — dziś popr.: roześlę. [przypis edytorski]

[1163]

pędzić się — dziś popr.: pędzić. [przypis edytorski]

[1164]

pożywać (daw.) — pokonywać, zwycieżać. [przypis edytorski]

[1165]

Kamieniec, daw. Kamieniec Litewski, (brus. Камянец) — miasto w dzisiejszej zachodniej Białorusi. [przypis edytorski]

[1166]

secina — tu: oddział wojska, setka. [przypis edytorski]

[1167]

zbiegł — tu: zdążył. [przypis edytorski]

[1168]

lody — dziś popr. forma N. lm: lodami. [przypis edytorski]

[1169]

wyzywać — tu: wzywać. [przypis edytorski]

[1170]

rospacz — dziś popr. pisownia: rozpacz. [przypis edytorski]

[1171]

do ogniw posplatał — połączył w łańcuch. [przypis edytorski]

[1172]

bierwiona (daw.) — kawałki drzewa. [przypis edytorski]

[1173]

ku brzegu — dziś popr. forma C. lp: ku brzegowi. [przypis edytorski]

[1174]

strzałami na zdrajcę puszczali — strzelali do zdrajcy. [przypis edytorski]

[1175]

związać — tu: spakować. [przypis edytorski]

[1176]

Prussy — dziś popr. pisownia: Prusy. [przypis edytorski]

[1177]

zasięże (daw.) — sięgnie. [przypis edytorski]

[1178]

Białe Morze (trad. litew.) — tu: Bałtyk. [przypis edytorski]

[1179]

przyszłe — tu: przybyłe. [przypis edytorski]

[1180]

plemie — dziś popr. pisownia: plemię. [przypis edytorski]

[1181]

z wschodniej przyszłe ziemi olbrzymów plemie w bursztynowych brzegach usiadło — mity litewskie. [przypis edytorski]

[1182]

rozdepcą — dziś raczej: rozdepczą. [przypis edytorski]

[1183]

ku zachodu — dziś popr. forma C.: ku zachodowi. [przypis edytorski]

[1184]

francuzki — dziś popr. pisownia: francuski. [przypis edytorski]

[1185]

ufiec — dziś popr.: hufiec. [przypis edytorski]

[1186]

wiżos (z litew.) — obuwie. [przypis edytorski]

[1187]

z dzikiemi źwierzęty — dziś popr. forma N. lm: z dzikimi zwierzętami. [przypis edytorski]

[1188]

w troje — tu: na trzy części. [przypis edytorski]

[1189]

rozporać (daw.) — rozpruć. [przypis edytorski]

[1190]

zwyciężca — dziś popr.: zwycięzca. [przypis edytorski]

[1191]

rybitw biały — tu: ptak polujący na ryby, prawdopodobnie rybitwa a. rybołów. [przypis edytorski]

[1192]

krucy — dziś popr. forma M. lm: kruki. [przypis edytorski]

[1193]

sparły się wojska — wojska oparły się o siebie, tj. zderzyły się, starły się. [przypis edytorski]

[1194]

rospacz — dziś popr. pisownia: rozpacz. [przypis edytorski]

[1195]

Werki — dziś: prawobrzeżna dzielnica Wilna. [przypis edytorski]

[1196]

promieńmi — dziś popr.: promieniami. [przypis edytorski]

[1197]

roztłoczyć — rozdeptać, rozbić na miazgę. [przypis edytorski]

[1198]

ubiegać — tu: uciekać. [przypis edytorski]

[1199]

człońkami — dziś popr. pisownia: członkami. [przypis edytorski]

[1200]

xiężyc — dziś popr. pisownia: księżyc. [przypis edytorski]

[1201]

wiater — dziś popr.: wiatr. [przypis edytorski]

[1202]

gromy — dziś popr. forma N. lm: gromami. [przypis edytorski]

[1203]

rozdymać — tu: rozdymać się. [przypis edytorski]

[1204]

xiążę — dziś popr. pisownia: książę. [przypis edytorski]

[1205]

stawią — dziś popr. forma: stawiają. [przypis edytorski]

[1206]

pożyć (daw.) — zwyciężyć, pokonać. [przypis edytorski]

[1207]

męże — dziś popr. forma M. lm: mężowie, tj. mężczyźni. [przypis edytorski]

[1208]

starcowie — dziś popr. forma M. lm: starcy. [przypis edytorski]

[1209]

na pogany — dziś popr.: na pogan. [przypis edytorski]

[1210]

chrześcijańską — tu w źródle pisownia: chrześciańską. Rytm wiersza sugeruje, że wyraz ten w tym miejscu należy wymawiać jako trzysylabowy: chrześć-jań-ską. [przypis edytorski]

[1211]

stawią — dziś popr. forma: stawiają. [przypis edytorski]

[1212]

skarby najdroższemi — dziś popr. forma N. lm: najdroższymi skarbami. [przypis edytorski]

[1213]

ważyć — tu: ryzykować. [przypis edytorski]

[1214]

wileńce — mieszkańcy Wilna. [przypis edytorski]

[1215]

bezsilny — tu: zmęczony. [przypis edytorski]

[1216]

oddychać (tu daw.) — odpoczywać. [przypis edytorski]

[1217]

poganów — dziś popr.: pogan. [przypis edytorski]

[1218]

mistrzu — dziś popr. forma C. lp: mistrzowi. [przypis edytorski]

[1219]

pod namioty — dziś popr. forma N. lm: pod namiotami. [przypis edytorski]

[1220]

xiężyc — dziś popr. pisownia: księżyc. [przypis edytorski]

[1221]

wodze — dziś popr. forma M. ln: wodzowie. [przypis edytorski]

[1222]

ztamtąd — dziś popr. pisownia: stamtąd. [przypis edytorski]

[1223]

rospacz — dziś popr. pisownia: rozpacz. [przypis edytorski]

[1224]

palić — tu: palić się. [przypis edytorski]

[1225]

pożarnym blask — blask pożaru. [przypis edytorski]

[1226]

xiążę pijane — dziś popr.: pijany książę. [przypis edytorski]

[1227]

szalono — dziś: szaleńczo. [przypis edytorski]

[1228]

nareście — dziś popr.: nareszcie. [przypis edytorski]

[1229]

głównia — dziś popr. pisownia: głownia, tj. płonący kawał drzewa. [przypis edytorski]

[1230]

krucy — dziś popr. forma M. lm: kruki. [przypis edytorski]

[1231]

nagiemi ręki — dziś popr. forma N. lm: nagimi rękami. [przypis edytorski]

[1232]

ukryć — tu: zakryć. [przypis edytorski]

[1233]

dowódźca — dziś popr.: dowódca. [przypis edytorski]

[1234]

ztąd — dziś popr. pisownia: stąd. [przypis edytorski]

[1235]

zbliżyć — tu: zbliżyć się. [przypis edytorski]

[1236]

niedobyty — dziś: niezdobyty. [przypis edytorski]

[1237]

pożeniem (daw.) — pognamy, popędzimy. [przypis edytorski]

[1238]

ku zamku — dziś popr. forma C. lp: ku zamkowi. [przypis edytorski]

[1239]

zanócić — dziś popr. pisownia: zanucić. [przypis edytorski]

[1240]

nasrożyć — tu: uzbroić. [przypis edytorski]

[1241]

Kijew — dziś popr.: Kijów. [przypis edytorski]

[1242]

zasiłki — tu: posiłki, dodatkowe wojsko. [przypis edytorski]

[1243]

szydersko — dziś: szyderczo. [przypis edytorski]

[1244]

Marij — dziś popr. forma D.: Marii. [przypis edytorski]

[1245]

kościołek — dziś popr. pisownia: kościółek. [przypis edytorski]

[1246]

noc padła — noc zapadła. [przypis edytorski]

[1247]

przebudzać — budzić. [przypis edytorski]

[1248]

w piérwszym śnie — w czasie pierwszego snu. [przypis edytorski]

[1249]

Witoldow — dziś: Witolda a. Witoldowy. [przypis edytorski]

[1250]

mnichy — dziś popr. forma M. lm: mnisi. [przypis edytorski]

[1251]

Święta — rzeka na terytorium Litwy, prawy dopływ Wilii. [przypis edytorski]

[1252]

zażegną — podpalą. [przypis edytorski]

[1253]

Prussy — dziś popr. pisownia: Prusy. [przypis edytorski]

[1254]

Witoldu — dziś popr. forma C.: Witoldowi. [przypis edytorski]

[1255]

xiężna — dziś popr. pisownia: księżna. [przypis edytorski]

[1256]

Zofja — dziś popr. pisownia: Zofia. [przypis edytorski]

[1257]

lilja — dziś popr. pisownia: lilia. [przypis edytorski]

[1258]

Zofją — dziś popr. forma B.: Zofię. [przypis edytorski]

[1259]

Jagiełłowi — dziś popr. forma C.: Jagielle. [przypis edytorski]

[1260]

Witoldu — dziś popr. forma C.: Witoldowi. [przypis edytorski]

[1261]

zaswatać — tu: prosić o rękę. [przypis edytorski]

[1262]

wiano (daw.) — ślubny dar męża dla żony, zabezpieczenie posagu. Tu niejasne: czy chodzi o posag, który Witold zgromadził dla córki, czy może zebrał oznacza tu dostał. [przypis edytorski]

[1263]

zabyć (daw.) — zapomnieć. [przypis edytorski]

[1264]

dziewczęty kraśnemi — dziś popr. forma N. lm: krasnymi (tj. ładnymi) dziewczętami. [przypis edytorski]

[1265]

fijołek — dziś popr. pisownia: fiołek. [przypis edytorski]

[1266]

na uboczy — dziś: na uboczu. [przypis edytorski]

[1267]

kraj — tu: skraj, kąt. [przypis edytorski]

[1268]

goreć a. gorzeć — płonąć, palić się. [przypis edytorski]

[1269]

ruskie bojary — dziś popr. forma M. lm: ruscy bojarzy. [przypis edytorski]

[1270]

czyli (tu daw.) — czy, czy też; czyżby. [przypis edytorski]

[1271]

Zofij — dziś popr. forma D.: Zofii. [przypis edytorski]

[1272]

oczów — dziś popr. forma D. lm: oczu. [przypis edytorski]

[1273]

zamężcie — małżeństwo, zamążpójście. [przypis edytorski]

[1274]

Zofij — dziś popr. forma D.: Zofii. [przypis edytorski]

[1275]

sukni swéj zapomniał mniszéj — zapomniał, że należy do duchowieństwa. [przypis edytorski]

[1276]

puhar — dziś popr. pisownia: puchar. [przypis edytorski]

[1277]

skrzydły złotemi — dziś popr. forma N. lm: złotymi skrzydłami. [przypis edytorski]

[1278]

okowany — okuty. [przypis edytorski]

[1279]

wielkoxiążęcy — dziś popr. pisownia: wielkoksiążęcy. [przypis edytorski]

[1280]

przysiężesz — dziś popr. forma: przysięgniesz. [przypis edytorski]

[1281]

swoję — dziś popr. forma B. lp r.ż.: swoją. [przypis edytorski]

[1282]

uwodzić — tu: zwodzić, oszukiwać. [przypis edytorski]