Wolne Lektury potrzebują pomocy...



Wolne Lektury utrzymują się z dobrowolnych darowizn i dotacji.


Na stałe wspiera nas 376 czytelników i czytelniczek.
Niestety, minimalną stabilność działania uzyskamy dopiero przy 1000 regularnych darczyńców.


Dołącz do darczyńców! Przyjaciele Wolnych Lektur zyskują wcześniejszy dostęp do nowych publikacji!
Potrzebujemy Twojej pomocy!

TAK, wpłacam
Tym razem nie pomogę, przechodzę prosto do biblioteki
Oferta dla Przyjaciół

Przyjaciele Wolnych Lektur otrzymują dostęp do specjalnych publikacji wcześniej niż inni. Zadeklaruj stałą wpłatę i dołącz do Towarzystwa Przyjaciół Wolnych Lektur. Kliknij, by przejść do strony płatności!

x

    Uwspółcześnienia

    pisownia łączna i rozdzielna: poco –> po co; niema –> nie ma; napewno –> na pewno; po tym –> potem; odrazu –> od razu.

    pisownia wielką / małą literą: krzyż legii honorowej –> krzyż Legii Honorowej

    pisownia joty: Marja –> Maria; karjerowicz –> karierowicz; miljon –> milion; bibljotek –> bibliotek.

    spółgłoski dźwięczne / bezdźwięczne: blizko –> blisko

    pisownia poszczególnych wyrazów: tłomaczył –> tłumaczył; fosfór –> fosfor; doktór –> doktor; probować –> próbować; ewangielicznych –> ewangelicznych.

    fleksja: w którem –> w którym; odmrożonemi –> odmrożonymi; oswojonemi –> oswojonymi; osłabionemi –> osłabionymi.

    interpunkcja, np: Uczony musi wszystko znać: i szkło i drzewo i żelazo. –> Uczony musi wszystko znać: i szkło, i drzewo, i żelazo; Kto ma ranę, idzie do szpitala, i doktor go wyleczy. –> Kto ma ranę, idzie do szpitala i doktor go wyleczy; Szkoda, że moja książka jest mała, i niewiele da się z tej mowy przepisać. –> Szkoda, że moja książka jest mała i niewiele da się z tej mowy przepisać; Teoria jest, jak dziecko, które zaczyna życie.–> Teoria jest jak dziecko, które zaczyna życie; Wycieczka naukowa, to ciekawa praca –> Wycieczka naukowa to ciekawa praca; Trucizna, jad, którym zarażają, będzie lekarstwem, chroniącem przed zarazą. –> Trucizna, jad, którym zarażają, będzie lekarstwem chroniącym przed zarazą.

    W zapisie liczb: spacja zamiast kropki w liczbach, które składają się z więcej niż czterech cyfr, np. Cesarz rosyjski dał Pasteurowi order, a na jego pracownię przysłał 100 000 franków.

    błędy źródła, np. Wącha kosztuje językiem, czy słodkie, czy gorzkie. –> Wącha, kosztuje językiem, czy słodkie, czy gorzkie; Ma krowy owce, konie, świnie i kury. –> Ma krowy, owce, konie, świnie i kury; Posyłcie człowieka (…) –> Posyłacie; Przypomina sebie Pasteur pracę, którą zaczął w Strasburgu, kiedy był młody. –> Przypomina sobie Pasteur pracę, którą zaczął w Strasburgu, kiedy był młody; Musi być dobrze, ale co będzie, gdy skończy sie źle? sie –> się.

    Janusz KorczakUparty chłopiecŻycie Ludwika Pasteura[1]

    Siostrze mojej
    Annie Lui
    w upominku

    1.

    1

    To nie bajka. To jest prawda.

    2

    To nie bajka. To jest prawda o upartym chłopaku.

    3

    Zaczynam tak.


    4

    Był ubogi dom.

    5

    Małe miasto[2] i mały, ubogi domek.

    6

    Tu urodził się Ludwik.

    7

    Matka jego była córką ogrodnika.


    8

    Ludwik bawi się z chłopakami, a matka woła go do domu.

    9

    Ludwik czyta, pisze, rysuje. Chodzi do szkoły.

    10

    Bawi się, czyta, pisze, rysuje i chodzi do szkoły. Jest taki, jak każdy chłopiec. Jest taki, jak każdy; ale będzie wielki.

    11

    Nie duży, nie wysoki, ale wielki uczony. Sławny uczony.

    12

    Będą pisali o nim w gazetach. Będą pisali o nim książki.

    13

    Będą mówili:

    14

    — Oto mały dom Pasteura. Tu się urodził. Oto jego miasto. Oto szkoła, gdzie uczył się Ludwik. Oto dom, gdzie żył wielki Ludwik Pasteur. — Rzeka, gdzie kąpał się z kolegami, pływał i łowił ryby.


    15

    Ojciec Ludwika był sierotą. Nazywał się Jan. Na drugie imię było mu Józef. Jan Józef Pasteur był ojcem Ludwika.

    16

    Biedny był. Domek jego był mały. I miasto było małe. Ulica wąska i uboga.

    17

    Matka Ludwika była córką ogrodnika.

    18

    Tak było.


    19

    A teraz w Paryżu wielki dom nazywa się: szpital Ludwika Pasteura. Jest w Paryżu teraz ulica Pasteura. W Paryżu, w stolicy Francji.

    20

    To nie bajka, to prawda o upartym chłopaku, który urodził się w ubogim domu małego miasta.


    21

    Jest gruba książka o tym, jak żył Ludwik Pasteur, co robił.

    22

    Czytałem tę książkę.

    23

    Ma 685 stronic.

    24

    Tę książkę drukowali 20 razy, bo jest ciekawa. Ludzie chcą wiedzieć, jak żył wielki uczony, co robił i jak pracował.

    25

    Jak żył Ludwik, jak żył jego ojciec, dziadek i pradziadek.

    26

    Szkoda, że to książka francuska[3]; ale można ją przetłumaczyć, żeby ją każdy przeczytał.

    2.

    27

    Cesarzem Francji był wtedy Napoleon[4].

    28

    Wódz Napoleon Bonaparte.

    29

    Napoleon prowadził wojny i wygrywał bitwy.


    30

    Były to czasy bardzo niespokojne.

    31

    Były to czasy wojenne.

    32

    Bili się Francuzi i Niemcy.

    33

    Biły się i wojowały Rosja, Włochy, Hiszpania.

    34

    Były pożary. Był głód i zarazy.

    35

    Biły się narody w górach wysokich i w lasach.


    36

    Wojna.

    37

    Jednego kula zabiła, drugiego raniła. Jednego szabla zabiła, drugiego zraniła tylko.

    38

    Wojsko ma doktorów, oni leczą żołnierzy.

    39

    Kto ma ranę, idzie do szpitala i doktor go wyleczy.

    40

    Ale wtedy było inaczej. Ranny w rękę umierał. Ranny w nogę umierał. Nawet mała rana bywała wtedy śmiertelna.


    41

    Dopiero Ludwik Pasteur nauczy doktorów, jak opatrywać rany. Dopiero Ludwik nauczył tak leczyć ludzi, żeby nie umierali od małych ran.

    42

    Wtedy nie było jeszcze Ludwika, bo jeszcze się nie urodził. On będzie dopiero.

    43

    A jego ojciec, Jan Józef, jest młodym żołnierzem armii Napoleona. Młody Jean Joseph.


    44

    Walecznym żołnierzem był ojciec Ludwika. A trudna była jego służba wojenna.

    45

    Dwa lata walczył w górach Hiszpanii. Tam wrogiem Francji był dzielny Espoz y Mina[5].

    46

    Dwa lata walczył ojciec Ludwika i został kapralem.

    47

    Batalion jego wraca do Francji. Formują dywizję Lavala[6].

    48

    Bitwa: 8000 Francuzów, 40 000 wrogów[7]. Jan Pasteur zostaje sierżantem. Dostaje krzyż Legii Honorowej[8].

    49

    Druga bitwa[9]. Na dywizję Lavala uderza 50000 wojsk różnych narodów. Było 8000 Francuzów, zostało tylko 276 żołnierzy i 8 oficerów.

    276
    + 8
    —–
    284
    8000
    - 284
    —–
    7716
    50

    Tylu zabili: 7716.

    51

    Takie to były bitwy. Taki był rok. Takie były czasy.


    52

    Po wojnach trudne przychodzą lata. Trudno o pracę, trudno zarobić, trudno o chleb i o dach nad głową.

    53

    Kręcił się ojciec Ludwika tu i tam, szukał tu i tam. Próbował tak i tak. Nie będę pisał, jak nazywały się te różne miasta francuskie; bo inaczej pisze się i inaczej czyta. Inna jest francuska mowa, inne francuskie słowa, inna gramatyka.

    54

    W miasteczku Salins (Salę) został Jan Pasteur garbarzem, tu ożenił się z Janiną Stefanią Roqui (Roki).

    3.

    55

    Urodziła się biednemu garbarzowi córka. Żyła cztery miesiące i umarła.

    56

    Potem Jan Pasteur i żona jego nie mieli dzieci. Cztery lata nie mieli dzieci.

    57

    Potem urodził im się syn, Ludwik. Ten syn miał być sławny.


    58

    Była zima. Był miesiąc grudzień.

    59

    W ubogim pokoju ciemnego domu garbarza przyszedł na świat mały Ludwik Pasteur.

    60

    Zapisali w metryce:

    61

    „Dnia 27 grudnia 1822 roku urodziło się dziecię płci męskiej; dano mu imię Ludwik”.

    62

    Tak zapisano w urzędowym papierze.


    63

    Urodził się mały chłopiec, a ojciec nie wie, że dziecko będzie uczone; i matka nie wie, że to będzie wielki i sławny uczony, który powie światu całemu nowe prawdy, jakich nikt przed nim nie znał.

    64

    Urodził się mały Francuz, któremu kłaniać się będą królowie.


    65

    Rośnie Ludwik. Już mówi, już chodzi. Już czyta. Już bawi się z chłopakami i kąpie się w rzece.

    66

    Ma dobrego kolegę — Julka.

    67

    Jest powolny, cierpliwy. Słucha uważnie, bo chce dobrze rozumieć.

    68

    Gdy nie rozumie, pyta się i prosi, żeby mu wytłumaczyć.

    69

    Uparty jest. Jeżeli mu się nie uda, robi to samo drugi raz i trzeci, i czwarty raz, i piąty. Nie chwali się, że już wie, może i umie.


    70

    Dobry jest. Rozgniewał się, kiedy chłopcy zabili skowronka.


    71

    Lubi rysować i malować. Stara się, dużo razy poprawia.

    72

    Mówią ludzie:

    73

    — Będzie malarzem.

    74

    Zrobił Ludwik obraz matki, jak idzie na targ. Taki obraz nazywa się portret.

    75

    Gdy mu się podoba jakiś człowiek, bierze ołówek i farby — rysuje, maluje. Gdy kogoś lubi, chce mieć jego portret.

    76

    Teraz ludzie fotografują, ale to było dawno, kiedy nie znano fotografii[10].

    77

    Ojciec jego też lubił rysować.

    78

    Takie są portrety, które malował Ludwik:

    79

    Sąsiad, bednarz, staruszek Gaidot (po polsku mówi się Gedo).

    80

    Cała rodzina Roch (Rosz): pan Roch, jego syn i dwie córki — Zofia i Lidia.

    81

    Młoda pani w białej sukni. Portret zakonnicy staruszki. Obraz dziecka.

    82

    Mówili ludzie:

    83

    — Będzie malarzem.

    84

    Bo pan rejent prosił go o portret, i nawet pan burmistrz.

    85

    Nauczycielem rysunków w jego szkole był pan Pointurier (Puętirie).

    4.

    86

    Dobrym kolegą Ludwika był Julek.

    87

    Kolega pomaga. Poradzi dobrze, nauczy; można z nim rozmawiać wesoło i poważnie.

    88

    Trudno wybrać dobrego kolegę, bo i on szuka i długo wybiera.

    89

    Chce być sam, jeżeli nie natrafił na takiego, który mu się podoba.

    90

    Sam może się bawić, czytać, rysować, rodzicom pomagać albo bawić się w domu z bratem i siostrą.

    91

    Ludwik ma dwie siostry, nie ma brata.


    92

    Ważne to, bardzo ważne, jakich ma chłopiec kolegów; i ważne, jakich ma ojciec kolegów.

    93

    Ktoś powie: życzliwy sąsiad. Ktoś inny powie: miły gość. Jeszcze inny: przyjaciel. Albo: znajomy, dobry znajomy. Albo: towarzysz młodych lat, towarzysz lat dziecinnych.


    94

    Trzech takich dobrych znajomych miał ojciec Ludwika. Przychodzili często do ubogiego domu garbarza.

    95

    Pierwszym był pan Dumont (mówi się Dimą), dawny lekarz wojskowy.

    96

    Przychodził pogwarzyć o Napoleonie. Rozmawiają o wojnie, o bitwach, o krajach, w których byli.

    97

    A młody Ludwik słucha i rysuje.

    98

    Mówi doktor o ranach, które nie goją się. Co robić? Mała rana, a człowiek umiera.

    99

    Chce doktor wyleczyć chorego, ale nie może.

    100

    Są uczone książki, ale i w nich nie znajdzie się rada.

    101

    Tak mówi lekarz. Tak się żali.

    102

    Ludwik rysuje i słucha uważnie.

    103

    Drugim znajomym ojca był pan Mairet (Mere). Ten lubił czytać, zawsze miał książkę w kieszeni.

    104

    Opowiada o Francji, o całej wielkiej Francji, o bohaterstwie małego kawałka ziemi francuskiej, gdzie urodził się i on, i ojciec Ludwika, i Ludwik Pasteur.

    105

    — My jesteśmy zawsze gotowi, zawsze wierni. Kiedy trzeba, to walczymy szablą, kiedy trzeba — to pracą.

    106

    Mały jest ten zakątek ziemi francuskiej, ale szanowany.

    107

    Ludwik słucha i rysuje.

    108

    Ojciec słucha, sam czasem coś powie, chociaż nie lubi dużo mówić.


    109

    Trzecim dobrym znajomym ojca był pan Romanet (czyta się Romane).

    110

    Ten był najważniejszy.

    111

    Pan Romanet powiedział pierwszy, że młody Ludwik powinien się uczyć.

    112

    On pierwszy powiedział:

    113

    — Wiem, że twój Ludwik niełatwo uczy się w szkole. Są tacy, którzy lepiej się uczą. Ale Ludwik jest uparty w pracy. On dogoni, przegoni kolegów. Jest cierpliwy, chce umieć i wiedzieć. Trzeba go uczyć, bo szkoda chłopaka.

    114

    Pan Romanet wiedział. Mówi się: przewidział. Pan Romanet zgadł.

    5.

    115

    Ważne jest to, jakiego kolegę ma chłopiec; ważne jest, jakiego nauczyciela ma w szkole.

    116

    Nauczycielem Ludwika w szkole był pan Renaud (mówi się Reno).

    117

    Ludwik jest teraz uczniem, a potem będzie sławnym uczonym. Będzie to dla szkoły radość i duma, i sława. Dla ojca, dla szkoły, dla miasta, dla nauczyciela.

    118

    Tak sobie uczył się Ludwik. Nie źle i nie dobrze.

    119

    Z historii i z geografii miał dostateczne.


    120

    Inne to były czasy. Inna była nauka. Książek było mało.

    121

    Nie było książek z obrazkami. Trudno było się uczyć. Trudno było pamiętać, bardzo trudno zrozumieć. Nauczyciel mało wykładał. Kazał czytać i pisać, a starszy chłopiec pilnował. Taki chłopak nazywał się „monitor”.

    122

    W bogatych szkołach było lepiej, ale Ludwik chodził do ubogiej szkoły powszechnej.


    123

    Nie poznał pan Renaud, jakiego ma ucznia w klasie, bo Ludwik był cichy i mało mówił.

    124

    Potem uczył go inny nauczyciel, pan Darlay (Darlej). Ten gniewał się nawet, gdy Ludwik pytał, bo dobrze nie rozumiał.

    125

    Trzeba umieć to, co jest wydrukowane. Po co się pytać? Trzeba pamiętać, że jest tak i tak. Nie zawracać głowy.

    126

    Za to pan Daunas (Dona) pokazał Ludwikowi, jak należy uczyć. I tak będzie uczył Ludwik, kiedy już sam zostanie profesorem.


    127

    A pan Romanet uważnie patrzył, jak Ludwik siedzi w ławce, jak słucha; rozmawia z nim w szkole i w domu, słucha, o co uczeń się pyta.

    128

    Cierpliwy uczeń, cierpliwy nauczyciel.

    129

    Dobrze poznał pan Romanet Ludwika Pasteura.


    130

    Teraz różne miasta mają dobre szkoły. Ale to było dawno. Było to po wielkiej wojnie, kiedy nie można było myśleć o nauce, rodzice pilnowali wtedy, żeby im dziecka nie zabili, żeby nie było głodne. Kto miał czas myśleć o szkole?

    131

    Miała Francja różne inne miasta, ale pan Romanet radził i prosił ojca Ludwika:

    132

    — Posłać chłopca do stolicy. Niech uczy się w Paryżu.


    133

    Nie udało się. Źle poradził pan Romanet. Ojciec lepiej znał syna.

    134

    Ale Ludwik pokochał nauczyciela, będzie później posyłał mu książki, które napisze, i w długich listach będzie opowiadał, co robi w Paryżu, co robią inni sławni uczeni.

    135

    A pan Romanet powie uczniom w szkole: „Wielki Ludwik Pasteur jest moim uczniem i przyjacielem”.

    6.

    136

    Ojciec lepiej znał syna.

    137

    Mówił:

    138

    — Paryż za daleko.

    139

    Bo nie było jeszcze wtedy samochodów. Nawet we Francji nie było. Do Paryża trzeba było jechać dwa dni i dwie noce. Konie woziły ludzi. Nazywało się to — poczta.

    140

    Mówił ojciec, że daleko, a Ludwik kocha rodziców, dom i miasto. A tam, w Paryżu, będzie sam.

    141

    Ale jedzie Julek. Julek to przyjaciel Ludwika. Pojadą razem.


    142

    Mówił ojciec:

    143

    — Trudno mu tam będzie. Niespokojne są duże miasta. Inaczej żyją tam ludzie. Co będzie, jeżeli syn zachoruje?

    144

    A pan Romanet:

    145

    — Ludwik nie zachoruje. Będzie zdrów. Ma tam szkołę nasz ziomek, dobry pan Barbet. Zaopiekuje się chłopcem.


    146

    Jeszcze bronił się ojciec. Mówił:

    147

    — Mało mam pieniędzy. Za drogo.

    148

    Będzie mało płacił. Pan Barbet poradzi swojakowi. Ludwik będzie pomagał bogatym chłopcom, którym trudno się uczyć.

    149

    — Już my to urządzimy.

    150

    — Ano trudno: niech jedzie.


    151

    Listopad. Zimno. Smutno. Pada deszcz ze śniegiem.

    152

    Idą chłopcy na stację, na pocztę.

    153

    Julek pociesza Ludwika:

    154

    — Nie bój się. Będzie dobrze.

    155

    Żegnają się. Siadają. Jadą.

    156

    Jadą dzień i noc. Coraz dalej od domu i dalej. Jadą drugi dzień i noc.

    157

    Niewygodnie. Ciasno. Duszno. Trudno było wtedy podróżować.

    158

    Są w Paryżu.

    159

    Nareszcie są już w Paryżu.


    160

    Kto chce wiedzieć, jaki był Pasteur — uczony, niech czyta jego książki; kto chce wiedzieć, jaki był Ludwik Pasteur — syn i brat, niech czyta jego listy.

    161

    W książce uczony pisze, co myśli, co ma w głowie; z listów można wyczytać, co czuje, jak żyje jego serce.

    162

    Myślą ludzie, że list — to mało ważny papierek. Nieprawda. Myślą ludzie, że list można wyrzucić. Nieprawda.

    163

    Wiele listów Ludwika zaginęło. Nie wiemy, co pisał z Paryża do domu. Wiemy tylko, że mu się nie udało.


    164

    Tylko miesiąc był Ludwik w stolicy. Zachorował.

    165

    Nie może spać, nie chce jeść, nie może się uczyć. Smutny. Tęskni. A taka choroba nazywa się: nostalgia.

    166

    Zaniepokoił się pan Barbet i napisał do ojca o chorobie Ludwika.

    167

    Tylko miesiąc był Ludwik w Paryżu.

    168

    Ojciec przyjechał, żeby go zabrać do domu.

    169

    Nie lubił ojciec wiele mówić. Powiedział tylko:

    170

    — Przyjechałem po ciebie.

    171

    I znów długa droga, znów podróż daleka.

    172

    Wrócili do domu.

    7.

    173

    Nie gniewał się ojciec na Ludwika.

    174

    Wspomina własne życie.

    175

    Po wojnie trudne były czasy. A wielkie były wojny Napoleona.

    176

    Trudno było o zarobek. Trudno o dach nad głową. Trudno i o naukę.

    177

    Kręcił się ojciec Ludwika tu i tam. Szukał tu i tam, próbował tak i tak. Już nawet ożenił się, a jeszcze szuka miejsca.

    178

    Źle było w Salins (wymawia się Salę). Pojechał do Dôle (wymawia się Dol). Źle było w Dôle. Pojechał do Marnoz (wymawia się Marno). Aż znalazł zarobek w Arbois (Arbua). Odtąd tam pracuje i mieszka.

    179

    Wie ojciec, że i syn, który szuka nauki, różnie musi próbować.

    180

    Nie gniewa się na Ludwika.


    181

    Nie udało się w Paryżu. Dobrze będzie w Besançon (Bezansą). Miasto małe, szkoła nie taka mądra jak w stolicy, ale — kto chce się uczyć, kto chce naprawdę, ten wszędzie znajdzie książkę i nauczyciela.

    182

    A Ludwik jest uparty.

    183

    Chce wiedzieć, co napisane jest w książkach. I więcej chce. Chce Ludwik poznać to, czego nikt nie może, czego nikt na świecie nie wie i nie umie. Żaden uczony.

    184

    Pojechał Ludwik do nowej szkoły, niedaleko. Udało się.

    185

    Czy uczył się dobrze? — Tak. — Czy był pierwszym w klasie? — Nie. — Czy jednym z pierwszych? — Nie.

    186

    Ale był pracowity i uparty. Jeżeli nie rozumiał czegoś w szkole, szedł do apteki. Nauczyciel dobrze nie wytłumaczył, szedł Ludwik do aptekarza i prosił, żeby pan aptekarz pomógł, bo chce dobrze rozumieć.

    187

    Napisał list. Tak pisał:

    188

    — Kto raz pokocha pracę, nie może już żyć bez pracy.

    189

    Napisał tak do siostry:

    190

    — Są trzy rzeczy ważne: silna wola, praca i powodzenie. Po francusku: la volonté, le travail et le succès.

    191

    Napisał Ludwik do domu:

    192

    — Kupiłem dla siostry ciekawą książkę.

    193

    Potem będzie zarabiał i napisze, że chce płacić za szkołę, żeby się siostry uczyły.

    194

    Napisze:

    195

    — Nie będzie mi trudno płacić. Daję lekcje. Zarabiam.

    196

    Prosi, żeby się nie martwili, że pracuje dużo, bo jest zdrów, ma czas na czytanie i na odpoczynek.


    197

    Dostał książkę od pana Droza[11]:

    198

    Sposób na to, żeby być szczęśliwym. I jest zadowolony.

    199

    Uczy się, daje lekcje, zarabia, ma przyjaciela Karola.

    200

    Ma własny pokój.

    201

    — Mam własny pokój. Nikt mi teraz nie przeszkadza. Mogę być sam. Czuję się doskonale.

    202

    Cieszą się rodzice, że Ludwik będzie nauczycielem.

    203

    Odwiedza go ojciec, który przywozi ze swojej garbarni skóry na jarmarki, na sprzedaż.

    8.

    204

    Cztery lata czeka Ludwik, zanim znów pojedzie do Paryża.

    205

    Uczy się. Uczy innych. Płacą mu. Ma pieniądze.

    206

    Ma blisko rodzinę. Ma kolegów życzliwych. Lubią go chłopcy. Szanują go ich rodzice.

    207

    Nauka nie przychodzi mu łatwo. Ale zdał egzamin.

    208

    Może być już nauczycielem.

    209

    Po co chce znów jechać do Paryża?

    210

    Był przecież tam raz. Było mu źle. Więc po co chce jechać?

    211

    Uparty.


    212

    Ludwik znów jest w Paryżu.

    213

    Tak bardzo cieszył się, że ma własny pokój i nikt mu nie przeszkadza. A teraz mieszka razem z chłopakami.

    214

    Tak bardzo cieszył się, że zarabia. Teraz znów jest biedny, i nawet głodny.

    215

    Może być nauczycielem w szkole. Dlaczego nie chce?

    216

    Mówi kolega:

    217

    — Zdałem egzamin. Już wiem i umiem.

    218

    A Ludwik mówi:

    219

    — Mało umiem. Źle umiem. Nie rozumiem.

    220

    Czego chce? Sam nie wie. Szuka dopiero.

    221

    Sławny jego uczeń tak o nim kiedyś napisze:

    222

    „Myśl uczonego jest jak ptak. Gdy zaczyna lot, kto zgadnie, dokąd frunie? Dlaczego tu, nie tam? I Kolumb, gdy wypłynął na morze, nie wiedział, gdzie wyląduje”.


    223

    Boi się ojciec o syna. Pisze list do Ludwika, do Paryża:

    224

    — Ty wiesz, jak bardzo boimy się o twoje zdrowie. Nie pracuj za wiele. Czy nie uczysz się w nocy?

    225

    Pisze ojciec do Karola:

    226

    — Uważaj na Ludwika. Jesteś jego przyjacielem. Niech się nie męczy, bo znów zachoruje. Czy co dzień je obiad? Czy jest piec w jego pokoju?

    227

    Jest piec, ale tylko trzy razy palili w piecu, kiedy zimno było.

    228

    — Nie trzeba się tak śpieszyć — pisze stary sierżant do syna. — Nie od razu wszystko. Żeby być kapitanem, trzeba być naprzód[12] podporucznikiem.


    229

    Głodno i chłodno.

    230

    Ale są książki, wykłady, pracownia. Ludwik słucha, notuje, co mówią uczeni. Czyta uważnie, powoli, po kilka razy czyta to samo.

    231

    Chce wszystko słyszeć, chce być wszędzie.

    232

    Prosi go Karol:

    233

    — Pójdziemy do teatru. Chodź do ogrodu. Chodź na obiad.

    234

    Ludwik nie ma czasu.

    235

    Zapłakał raz przy czytaniu.

    236

    Łzy płyną mu z oczu, gdy profesor pięknie wykłada.

    237

    Notuje młody student w zeszycie. Pozna go profesor tak, jak poznał go pan Romanet w szkole powszechnej. I powie: Pasteur będzie uczonym.


    238

    Powiedział ojcu kiedyś dobry Romanet:

    239

    — Twój syn ma w duszy iskrę, która rozpali się w płomień.

    240

    Zaczyna się już.

    241

    Ludwik Pasteur to pochodnia wiedzy. Błyskawica. Pożar.

    242

    Ludwik Pasteur to wielki wschód słońca, które oświetli naukę i świat cały.

    243

    Bo taki jest wielki człowiek, taki jest wielki uczony.

    244

    Oświetla nowe drogi.

    245

    — Widzicie? Tędy droga. To co było ciemne, jest teraz jasne. Teraz już wam łatwo. Teraz już łatwo wam będzie.

    9.

    246

    Nie wie młody, co będzie. Nie wie, jaka będzie droga jego życia.

    247

    Nie wie, co serce mówi, co wola dyktuje.

    248

    Jedni mu pomagają, inni przeszkadzają. Jedni życzą dobrze, inni patrzą i chcą, żeby mu się nie udało. Powiedzą: głupiec. Albo: zarozumiały.

    249

    Potrzebny jest przyjaciel, który wysłucha i wierzy. Potrzebny jest młody przyjaciel, bo doda odwagi.

    250

    Ale potrzebny jest i starszy przyjaciel, który pomoże.

    251

    Ludwik miał młodego przyjaciela, Karola.

    252

    Miał starego przyjaciela, profesora Biot[13] (Bio).

    253

    Był wtedy w Paryżu stary uczony, sławny Biot.

    254

    Badał Biot kamienie i kryształy. Oglądał Biot różne kryształy przez 30 lat. Znał tajemnice kryształów. Znał sól, cukier, kwas gronowy. Ale nie wszystko rozumiał. Nie wiedział wszystkiego stary, siwy profesor.

    255

    Dopiero Ludwik mu powie. On pierwszy odgadnie.


    256

    Każda nauka pyta się: dlaczego?

    257

    Dlaczego cukier rozpuszcza się w wodzie?

    258

    Dlaczego z cukru robi się spirytus?

    259

    Dlaczego do chleba potrzebne są drożdże?

    260

    Dlaczego chorują motyle i owce?

    261

    Dlaczego człowiek choruje?

    262

    Uczeni wiedzą i nie wiedzą. Uczeni próbują i chcą rozumieć.

    263

    Różne są nauki. — Nauka o kryształach nazywa się krystalografia.

    264

    Nauka o Ziemi nazywa się geografia. Nauka o zwierzętach nazywa się zoologia. Nauka o kamieniach nazywa się mineralogia.


    265

    Biorę kryształ soli, jeden kryształek cukru.

    266

    Wiem, że zupa bez soli jest niedobra, a herbata z cukrem słodka.

    267

    Dlaczego cukier jest słodki, a sól jest słona? Dlaczego rozpuszczają się w wodzie? Jakie są jeszcze inne kryształy na świecie?

    268

    Uczeni piszą grube książki. Ale nie wiedzą, dlaczego tak jest, a dlaczego inaczej.

    269

    Nie wie także profesor Biot. Nie wiedzą uczeni Francji i innych krajów. Nie wie nikt.


    270

    A był jeden dziwny kryształ. Już od stu lat wiedzieli o nim uczeni, oglądali ten kryształ i dziwili się, że jest jakiś inny. Ale nie wiedzieli, jak jest zbudowany.

    271

    Dopiero Ludwik Pasteur, który powiedział sobie: wola, praca, powodzenie — zrobił odkrycie.

    272

    Młody Pasteur pracował tylko rok i zrobił to, co nie udało się ani uczonemu Biot, ani nikomu.

    273

    Biot nie wierzy Ludwikowi. Nie wierzy na słowo. Wie, że Ludwik nie kłamie, ale może się myli?

    274

    — Jestem stary — mówi Biot — a ty jesteś młody. Pracowałem 30 lat, a ty tylko jeden rok. I ja, i moi uczeni koledzy za granicą nie wiedzą, a ty mówisz, że wiesz. Chcę zobaczyć, musisz mi pokazać. Musisz mnie przekonać.

    275

    To będzie próba naukowa.

    276

    — Dobrze. Zobaczymy.

    277

    Trzy dni trwała próba. Okazało się, że jest tak, jak mówi Ludwik.

    278

    Biot podaje rękę Ludwikowi.

    279

    — Moje drogie dziecko. Będę twoim przyjacielem.

    280

    Mocno biją dwa serca: stare i młode. Dwa serca: profesora i ucznia, nauczyciela i ucznia.

    10.

    281

    Jeden człowiek pomaga. Drugi przeszkadza.

    282

    Jedno pomaga uczonemu w pracy, drugie przeszkadza.

    283

    Czy Ludwik robił zawsze tylko to, co chciał? Czy robi teraz to, co chce?

    284

    Nie. Musi zdawać egzamina[14], nie może siedzieć w pracowni. Musi się uczyć tego, co go mało obchodzi.

    285

    — Dla mnie tylko kryształy są ciekawe i ważne.

    286

    Nie. Egzamin trzeba zdawać nie tylko z tego, co ci się podoba.

    287

    Pisze Ludwik:

    288

    — Kocham kryształy. W kryształach są cuda, cudowne tajemnice.

    289

    Pisze do przyjaciela:

    290

    — Ach, Karolu drogi, gdybyś ty razem ze mną pracował. Są w zagranicznych fabrykach kryształy, których nie widziałem. Pojadę na koniec świata i odnajdę je.

    291

    Pojedzie, ale dopiero za pięć lat. Pięć lat musi czekać, bo nie ma teraz pieniędzy na podróż.


    292

    Zaczyna Ludwik nową ważną pracę, a tu w Paryżu wybucha rewolucja. Na ulicach toczą się bójki i walki. Ludwik chce uczyć się i pracować, ale musi iść do wojska.

    293

    Ma zebranych sto franków na książki, ale oddaje je: nic sobie nie zostawił.

    294

    Pisze ojciec do niego:

    295

    — Wydrukuj w gazecie, że syn żołnierza napoleońskiego dał sto franków dla Ojczyzny. Zrób zbiórkę dla biednych polskich wygnańców, bo nam pomagali. To będzie dobry czyn. (Po wojnach napoleońskich było we Francji wielu wygnańców — Polaków).


    296

    Nastał wreszcie spokój.

    297

    Ludwik zaczyna ważną pracę.

    298

    Otrzymuje list z domu, że matka zachorowała, żeby zaraz przyjechał.

    299

    Biedna, dobra matka. Mało jej listów zostało. Nie miała czasu pisać.

    300

    Dom, gospodarstwo, rachunki i pomoc mężowi wypełniały jej pracowite dnie.

    301

    Umarła przy pracy. Kiedy Ludwik przyjechał, matka nie żyła już.

    302

    Czuła, że syna nie zobaczy, kiedy pisała list z życzeniami.

    303

    Ostatni list otrzymał Ludwik w styczniu, a matka umarła w maju.

    304

    Pisała:

    305

    — Życzę ci szczęśliwego roku. Uważaj na swoje zdrowie. Nie mogę być z tobą, żeby się tobą opiekować. Pocieszam się myślą, że jest ci dobrze. Nie frasuj[15] się, cokolwiek się stanie. Żegnaj, drogi synu.

    306

    Tak pisała w dzień Nowego Roku. A w maju umarła.

    307

    Ciężko jest stracić matkę i trudno pracować, gdy się myśli:

    308

    — Dlaczego nie przyjechałem do matki na święta? Kryształy mogły poczekać. Kryształy nie umierają. Książki nie chorują. Matka już nie wróci.


    309

    Jedno w życiu pomaga, a co innego przeszkadza.

    310

    Chce wrócić Ludwik do swojej pracy, dostaje wezwanie:

    311

    — W mieście Dijon (Diżą) potrzebny jest nauczyciel. Pan Ludwik Pasteur ma pojechać do miasta Dijon, będzie tam nauczycielem.

    312

    Taki jest rozkaz ministerstwa.

    313

    Na próżno prosi profesor Biot, żeby zostawili Ludwika w Paryżu.

    314

    Musi jechać. Kazali. Papier podpisany.

    11.

    315

    Ludwik jest teraz daleko od Paryża. Daleko od pracowni i kryształów. I od ojca daleko.

    316

    Jeżeli nie może być w Paryżu, to chce być w Besançon. Tam się uczył, zna tę szkołę.

    317

    W niedzielę będzie mógł pojechać do ojca i do siostry. Po jarmarku ojciec go odwiedzi.

    318

    Bo smutno jest teraz w domu, kiedy matki nie ma.

    319

    W Besançon jest dobry stary Romanet.

    320

    Ale Ludwik dostał rozkaz i nie ma na to rady. Pojechał do Dijon.


    321

    Małe miasto Dijon (Diżą).

    322

    — Kiedy tak, to nie będę nic robił. Po co mnie tu przysłali? Co mnie obchodzi ta szkoła? Nie chcę być nauczycielem.

    323

    Powiedziałby tak kto inny na miejscu Pasteura, ale nie Ludwik Pasteur.

    324

    Pasteur napisał do Karola:

    325

    — Chcę uczyć dobrze, żeby chłopcy dobrze rozumieli. Muszę każdą lekcję przygotowywać. To zajmuje dużo czasu. Jeżeli nie przygotuję wykładu, źle objaśniam i klasa nie słucha.

    326

    Pisze znów:

    327

    — Moi chłopcy rozumnie pracują. Ale mam 80 uczniów w klasie. To za dużo, to bardzo przeszkadza. Na ostatniej godzinie są zmęczeni, nie uważają. Ja wtedy robię doświadczenia.

    328

    Pamięta Ludwik swoich dobrych i złych nauczycieli. Pamięta, jak aptekarz tłumaczył mu, kiedy nie rozumiał. Pamięta pana Darlay i pana Daunas.


    329

    A w Paryżu stary Biot i profesor Balard[16], i hrabia Tenard starają się, żeby Pasteur wrócił do swoich kryształów.

    330

    Bo w Dijon jest wprawdzie potrzebny nauczyciel, ale we Francji potrzebny jest taki uczony, jak Pasteur.

    331

    Tymczasem w ministerstwie inaczej zrobili. Posłali Pasteura nie do Paryża, tylko do miasta Strasburga.


    332

    Nie wie młody, co go czeka w życiu. Nie wie Pasteur, że pozna tam pannę Laurent, że się z nią ożeni.

    333

    Pokochał pannę Laurent (Lorę).

    334

    Napisał do jej ojca:

    335

    — Nie mam majątku. Ojciec mój jest garbarzem. Jestem zdrów. Mam dobre serce i lubię pracować. Moje prace o kryształach uczeni chwalili. Mam lat 26.

    336

    A do Marii Laurent napisał:

    337

    — Nie jestem taki, żeby się podobać młodej pannie. Ale kto mnie dobrze pozna, ten mnie lubi. Jestem nieśmiały, nie umiem rozmawiać z pannami. Mam dla pani wiele życzliwości.


    338

    Ożenił się Pasteur z Marią, córką profesora Laurent.

    339

    Na ślub przyjechali ojciec i siostra.

    340

    Ludwik napisał do Karola:

    341

    — Maria podoba się ojcu i siostrze. Wierzę, że będę szczęśliwy.

    342

    I tak się stało. Pani Maria Pasteur była wierną towarzyszką Ludwika przez całe życie.

    12.

    343

    Niespokojne były czasy. Mówili ludzie, że będzie wojna.

    344

    Niedobrze było uczonym. Trudno było pracować, bo rząd nie miał pieniędzy. A uczonemu potrzebne są drogie maszyny, drogie szkła, lampy, piece do gotowania, stoły i szafy do butelek i słojów, drogie proszki. Trzeba kupować różne naczynia, lupy, rurki, klatki, kadzie.

    345

    Były wtedy bogate fabryki, ale szkoły były biedne. Jeżeli uczony miał bogatego ojca, sam wszystko kupował za własne pieniądze.

    346

    Gdy Ludwik Pasteur dostał nagrodę za swoje prace, także wydał połowę pieniędzy na pracownię. Ale to było za mało.

    347

    Niedobrze było uczonym. Szkoły były ciasne. Jeżeli uczony chciał mieć pracownię, musiał szukać miejsca w piwnicy albo na strychu.

    348

    Trudno pracować, gdy ludzie się kłócą, i nikt nie wie, czy będzie za rok tam, gdzie teraz mieszka i pracuje.

    349

    Ojciec Marii, żony Ludwika, też przenosił się z miasta do miasta. Z Orleanu posłali go do Angoulême (Angulem). Potem do Douai (Due). Z Douai do Tuluzy. Z Tuluzy do Cahors, z Cahors do Strasburga.

    350

    I Pasteur musi wyjechać.


    351

    Kłócili się wtedy ludzie. Ten, kto wczoraj był przyjacielem, dziś robił się wrogiem. Kłócili się naczelnicy.

    352

    Zawsze tak jest, gdy czasy są niespokojne.

    353

    Ale Pasteur się nie zmienił. Karol był i został jego przyjacielem. Tak samo profesor Biot.

    354

    Biot ma już lat 80. Smutno staremu uczonemu, że jego młody przyjaciel Pasteur jest daleko. Biot przez całe życie poszukiwał prawdy o kryształach, a Pasteur przez cztery lata pracy lepiej od niego poznał kryształy. Cóż z tego, że Biot ma ordery, ma kolegów ministrów? Potrzebny mu jest Pasteur. Chce, żeby Ludwik był w Paryżu.

    355

    — Napisz, drogi przyjacielu, jak pracujesz. Chcę żyć jeszcze, żeby wiedzieć, co robią młodzi dla nauki francuskiej. Przyjedź do mnie na wakacje. Niech ojciec twój też przyjedzie.


    356

    Jedzie stary garbarz do Paryża i wiezie podarek: owoce ze swojego ogrodu w koszyku.

    357

    Jedzie Ludwik i też wiezie podarek: pudełko, w którym ułożył starannie ciekawe i mało znane kryształy. Gościnnie przyjął ich Biot.

    358

    Napisał potem do ojca Ludwika list:

    359

    — Szanowny Panie! Raz jeszcze dziękujemy Panu, ja i moja żona, za smaczne owoce. Radzi jesteśmy, że siedzieliśmy przy jednym stole z naszym przyjacielem i jego rozumnym i poważanym ojcem.

    360

    Gdy Pasteur dostał później order za swoje odkrycia, Biot powiedział:

    361

    — Za co innego dostał ojciec krzyż Legii Honorowej od Napoleona. Za co innego dostał syn order. Ale jeden i drugi zasłużyli na swoje ordery.

    362

    I powiedział jeszcze:

    363

    — Jeśli Ludwik postawi na swoim stole fotografie ojca i moją, to będą to fotografie dwóch ludzi, którzy go tak samo kochali.

    13.

    364

    Ludwik Pasteur ma dobrą żonę i dwie miłe córeczki. Jednej dali imię Cecylka, a drugiej Janina; bo tak nazywała się matka Ludwika.

    365

    Ma Pasteur wygodne mieszkanie i blisko pracownię.

    366

    Jest profesorem, ale ma pięć dni w tygodniu wolnych, kiedy może robić, co chce.

    367

    Ma przyjaciół. Nie ma wrogów; dopiero będzie ich miał.

    368

    Może żyć wygodnie i spokojnie.

    369

    Ale ten wielki uczony nie zna spokoju.

    370

    Kto inny zrobi jeden wynalazek, powie ludziom jedną nową prawdę, i już jest sławny, i to mu wystarcza. Odpoczywa. Ale Pasteur nie zna odpoczynku.

    371

    Pisze do Karola:

    372

    — Tak mało wiem. Wszystko dopiero zaczynam. Tak mało czasu. Dlaczego trzeba spać? Szkoda, że nie jesteśmy razem. Razem zmienilibyśmy świat. Źle idzie mi praca. Rok się kończy, a mało zrobiłem. Żona gniewa się, że cały dzień siedzę w pracowni. Biot też radzi, żebym przestał, bo mi się nie uda.

    373

    Pasteur jest uparty. Kupuje drogie maszyny. Znów próbuje.

    374

    Kiedy był dzieckiem i rysował, też mu się nie zawsze udawało. Miał trudności. Kiedy uczył się w szkole, też bywało trudno.

    375

    Pisze tak:

    376

    — Trzeba być szalonym, żeby robić to, co zacząłem. Ale nie tracę nadziei.


    377

    Bo Pasteur chce zamieniać nie tylko kryształy, ale i rośliny.

    378

    Chce zrobić tak, żeby drzewa były takie, jakie są nam potrzebne, jakie chcemy, żeby były.

    379

    Wierzy, że można zrobić tak, aby zwierzęta stały się inne; aby słońce tak świeciło, jak chce człowiek; aby nie było ludzi chorych ani głupich.

    380

    Są w wodzie i w powietrzu małe żywe istoty, które zmieniają kryształy. Jest nieznana elektryczność. Jest tyle wielkich tajemnic, nieznanych mocy.

    381

    Pasteur wymyśla jakieś zegary, lustra i magnesy. Próbuje i szuka.


    382

    O wielkich uczonych piszą, że zrobili to i owo, że zrobili takie i takie odkrycia.

    383

    Ale uczony szuka, więc błądzi. Chce, ale mu się nie udaje. Zaczyna i przestaje, odchodzi i wraca. Myli się i poprawia.

    384

    Nie udało się, bo zrobił jeden mały błąd, albo brakuje mu czegoś, albo mu przeszkodzono.

    385

    Już zdaje mu się, że znalazł, odkrył i wie; ale widzi, że się omylił. Może jutro, może za rok będzie tak, jak chce? Może ktoś inny poprawi jego błąd i zawoła:

    386

    — Wiem. Zgadłem. Znalazłem.

    387

    Dziesięć lat męczył się Pasteur. Cztery próby mu się udały.

    388

    Ale i to, co się nie udało, było ważne.

    389

    Pisze polski profesor tak:

    390

    — „Pasteur utorował drogę nowej teorii budowy związków chemicznych… Prace Pasteura dały podstawę do obecnych zapatrywań na budowę przestrzenną chemicznych związków”[17].

    391

    Uczony zgaduje i znajduje, a innym pokazuje drogę.

    14.

    392

    Ludzie kupują cukier i sól, ale nic ich nie obchodzi, że to są kryształy.

    393

    Znają kwaśne mleko, ale nie myślą o tym, dlaczego mleko kwaśnieje?

    394

    Jedzą chleb. Dlaczego do wypieku chleba potrzebne są drożdże? Dlaczego placki i babki raz rosną i są doskonałe, a drugi raz się nie udają?

    395

    Piją piwo, wino i wódkę. Jak to się robi?

    396

    Dlaczego mięso psuje się i gnije?

    397

    Dlaczego zdrowy człowiek może się zarazić od chorego?

    398

    Dlaczego chorują krowy, konie i owce, kury i motyle?

    399

    Dlaczego w brudzie rodzą się robaki?

    400

    Dlaczego jedna kobieta urodzi dziecko i żyje, i jest zdrowa, a druga umiera?

    401

    I dziś jeszcze nie wszyscy to wiedzą albo coś niecoś wiedzą. Ale wtedy nikt tego nie wiedział.

    402

    I teraz nie wszyscy chcą się dowiedzieć.

    403

    Ale Pasteur był uparty w poszukiwaniach i mówił:

    404

    — Chcę i będę wiedział. Dobrze będę wiedział i wszystko — dokładnie, gruntownie. Będę sam wszystko robił i pracował. A potem nauczę innych.


    405

    Kiedy Pasteur był studentem, przeczytał w książce, że zapałki robi się z fosforu, a fosfor można wydobyć z kości. Przeczytał, jak się to robi.

    406

    Kupił kości, spalił je w piecu, zebrał, połamał, roztarł na proszek, położył na wagę, nalał płyn, który książka wskazała.

    407

    To była pierwsza jego próba naukowa i pierwsza radość. Zdobył fosfor, nasypał do słoika.

    408

    Takich prób będzie robił setki, tysiące.

    409

    Jeżeli próba się nie uda, nic nie szkodzi. Nie stracił czasu nadaremnie.

    410

    Nauczył się, że tak jest niedobrze, że trzeba robić inaczej. Dowiedział się, że tą drogą niczego się nie dowie. Nauczył się, jak trzeba pracować.

    411

    Coraz lepiej będzie mieszał i gotował, coraz lepiej będzie mieszał i ważył. Coraz więcej zna kwasów i soli, proszków i kryształów. Coraz więcej widzi przez lupę i przez mikroskop.

    412

    Coraz łatwiej przelewa płyny z butelki do butelki, żeby nie wylać, a potem dobrze zakorkować.

    413

    Pilnuje się, żeby nie złamać, odstawić na miejsce; żeby pamiętać, gdzie postawił; żeby zapisać, co robi, co widzi.

    414

    Robotnik przy maszynie musi być ostrożny i uważny, bo może zepsuć, uderzyć się albo skaleczyć. Uczony w pracowni jest także robotnikiem i jeszcze bardziej musi się pilnować.

    415

    Nie wiemy, ile razy Pasteur skaleczył się i sparzył, ile razy przewrócił butelkę i wylał, ile razy postawił coś albo położył, a potem szukał. Ile razy był zmęczony i śpiący, a wtedy łatwo się pomylić.

    416

    Ale wiemy, że za lat 30 Pasteur będzie badał wściekłe psy. Z pyska wściekłego psa, który rzuca się i gryzie, będzie brał trującą ślinę. Ten straszny jad szalonego psa będzie zastrzykiwał myszom i królikom.

    417

    W pracowni swojej będzie gromadził chorą krew i mocz, i zgniłą ropę wrzodów.

    418

    Dużo razy powie mu żona:

    419

    — Bądź ostrożny. Uważaj. Tak bardzo boję się o ciebie.

    420

    A Pasteur odpowie:

    421

    — Bądź spokojna. Umiem obchodzić się z trucizną.

    422

    Pasteur był naprawdę uważny i ostrożny.

    15.

    423

    Miasto Lille (Lil) urządza nowy uniwersytet. Jest tam dużo bogatych fabryk. Potrzebni są uczeni ludzie, żeby mogli nauczać w uniwersytecie. Ministerstwo musi tam posłać dobrego profesora.

    424

    Minister wie, kogo wybrać, żeby dobrze nauczał i żeby założył dobrą pracownię. Wybrał Pasteura i napisał do niego:

    425

    — Wiem, że pan będzie uczył tak, jak trzeba. Jest to ważna placówka. Fabryki muszą mieć wykształconych kierowników.

    426

    Dobrze.

    427

    Pasteur mówi do żony:

    428

    — Jedziemy. Jedziemy do miasta Lille.

    429

    I już układa w głowie, o czym pierwszy raz przemówi do studentów, żeby go zrozumieli, żeby pokochali pracę i naukę.


    430

    Jeden nauczyciel wykłada, ale nikt go nie słucha. Innego słuchają, ale prędko zapominają to, o czym mówił. Trzeciego nauczyciela pamięta się przez całe życie.

    431

    Kiedy mały Ludwik był porządkowym monitorem w szkole powszechnej, uczył się, jak trzeba mówić, żeby go koledzy słuchali i lubili.

    432

    W szkole w Besançon i u pana Barbet nauczył się tak tłumaczyć, żeby go każdy uczeń dobrze rozumiał.

    433

    W Dijon znalazł sposób, żeby chłopak uważał na lekcji, nawet na ostatniej godzinie, kiedy już jest zmęczony.

    434

    Nie na próżno słuchał Pasteur wykładów sławnego Dumasa[18] i wie, że wykładać trzeba ciekawie i ładnie.

    435

    W Lille na pierwszym wykładzie powiedział tak:

    436

    — Dam wam do ręki kartofel. Zrobicie z niego cukier. Z cukru zrobicie spirytus. Ze spirytusu zrobicie ocet i eter. Kto z was zrobi to w pracowni sam, nigdy już nie zapomni.

    437

    Powiedział tak:

    438

    — Ten kto uczył się geografii tylko z książki, umie bardzo mało. Ten, kto podróżował, widział i dotykał, pozna świat i będzie wszystko pamiętał.

    439

    Powiedział jeszcze:

    440

    — I książka jest potrzebna. Nie wolno mówić: po co mi nauka?

    441

    Wiecie, że magnes porusza igłę. Każdy z was to widział. Ale uczony duński Eerstet[19], który dużo umiał z książek i dużo myślał, powiedział sobie: igła, magnes — dobrze — zrobię z tego telegraf.

    442

    I zrobił.

    443

    Mówią, że wielkie odkrycia to przypadek. Ale trzeba dużo umieć i wiele pracować, żeby z przypadku skorzystać.

    444

    Pasteur tak powiedział do studentów:

    445

    — Teoria jest jak dziecko, które zaczyna życie. Ale w dziecku są nieznane ziarna talentów. Może być uczonym, może być bohaterem. Dziecko — to nadzieja. Niech rośnie. Czekajmy, co powie za lat dwadzieścia.

    446

    Kto umie uczyć się z książki, może kiedyś zrobić odkrycie i powiedzieć to, czego dotąd żadna książka jeszcze nie powiedziała.

    447

    Wykłady, książki, pracownia, wycieczki… Trzeba umieć oglądać i pokazywać. Jeden zwiedza naprawdę, a inny gapi się tylko.

    448

    Pasteur zwiedzał ze studentami fabryki i gospodarstwa po miastach i wsiach. Obejrzeli wszystko, co było ciekawego we Francji. Pojadą i do Belgii.

    449

    Nauczył się Pasteur oglądać i pokazywać, kiedy sam szukał ciekawych kryształów w fabrykach Lipska, Wiednia i Pragi.

    450

    Pisał wtedy do żony: „jestem bardzo zmęczony”.

    451

    Wycieczka naukowa męczy. Wycieczka naukowa to ciekawa praca, nie wypoczynek i zabawa.

    16.

    452

    Ten, kto widzi dobrze, nie nosi okularów. Ale i ten, kto dobrze widzi, nie wszystko zobaczy gołym okiem.

    453

    W fabrykach wyrabiają szkła powiększające i lupy. Później zaczęto robić mikroskopy.

    454

    Mikroskopy składają się z metalowej rurki i szkieł powiększających, przez które można widzieć to, czego nikt gołym okiem nie zobaczy. Ani przez okulary, ani przez lupę.

    455

    Teraz już uczony ma w swojej pracowni różne mikroskopy.

    456

    A ja widziałem w Paryżu mikroskop w pracowni Pasteura. Taki mały, taki ubogi mikroskop, jaki teraz mają najwyżej uczniowie w szkole, a nie uczeni w pracowni.

    457

    Patrzyłem na ten mikroskop Pasteura i smutno mi się zrobiło. Jak go musiały boleć oczy, jak się musiał męczyć i trudzić wielki człowiek, pochylony nad tym mikroskopem.

    458

    Gdy umiera wielki człowiek, zbiera się po nim pamiątki.

    459

    Ludzie zbierają listy, które pisał i które dostawał. Każdy jego papierek, każdy rysunek ma znaczenie.

    460

    Oto jest stół, przy którym siedział i pracował. Laska, którą się podpierał. Oto jego zeszyt, książka szkolna, cenzura.

    461

    Wszystko to jest ważne, bo pokazuje, jak żył wielki człowiek, co posiadał, co kochał, jak walczył.

    462

    Przez ten mały i biedny mikroskop oglądał Pasteur w wodzie, w mleku, w winie różne kulki, nitki, pyłki, kryształy, wałeczki, maleńkie paciorki, grona i łańcuszki.

    463

    Co to jest? Czy one żyją? Co znaczą? Skąd się biorą?

    464

    Jedne z nich ruszają się, skaczą, pływają, gonią się, bawią, kręcą się. Inne wcale się nie ruszają.

    465

    Ktoś zapyta: co to jest? Powie sobie: nie wiem. I koniec.

    466

    Ktoś inny powie: to dziwne. I także nic więcej. Tyle tam tego. Ładne. Śmieszne. Są, to są. Niech sobie będą.

    467

    Ale Pasteur jest uparty. Jeśli zada sobie pytanie: co to jest? dlaczego? po co? — musi znaleźć odpowiedź.

    468

    Pasteur zaczął rysować. Znów rysuje.

    469

    Teraz nie rysuje już ani matki, ani bednarza Gaidot, ani Zofii Roche. Nie rysuje ojca ani Karola.

    470

    Pasteur rysuje te kulki, nitki, łańcuszki i gałązki, które widzi pod mikroskopem w wodzie, w mleku, w winie. Jedne z nich spotyka często, inne rzadko. Tęskni za nimi, gdy ich długo nie widzi. Nie ma ich. Ale oto są znowu — stare znajome. Tylko jakieś inne, małe, chude. A dziś znów inne, duże. Inne są w kwaśnym mleku, inne te, które widać w zepsutym piwie.

    471

    Pasteur zna już kulki i nitki zdrowe i zna chore, wesołe i smutne. Kocha je jak dzieci, jak kryształy, jak Karola, jak żonę i swój mały mikroskop.

    472

    Czym jesteście? Co robicie? Jak żyjecie kochani przyjaciele? Może wam zimno? Może jesteście głodni? Witam was małe, dziwne żyjątka!

    473

    Mówi Pasteur:

    474

    — Te małe kuleczki żyją i pracują. Te małe kulki i nitki, które widzę pod mikroskopem, są tak samo ważne dla człowieka, jak koń, jak krowa, jak chleb, jak powietrze, jak woda, jak ogień.

    475

    Mówi Pasteur:

    476

    — Są one jak pług, który orze, jak miecz, co zabija. Są jak ogień, co grzeje, jak piorun, który razi. Są jak trucizna. Są jak lekarstwo.

    477

    Czy może zabić człowieka takie malusieńkie coś, taki pyłek, kropeczka, takie nic?

    478

    Czy Pasteur jest nieprzytomny, gdy mówi, że rzuci groch, a ten groszek rozwali dom?

    17.

    479

    Na ścianie domu jednej z ulic Paryża wisi tablica.

    480

    Napisane jest na tej tablicy:

    481

    „Tu była pracownia Pasteura”.

    482

    Rok 1857. Fermentacja.

    483

    Rok 1860. Samorództwo[20].

    484

    Rok 1865. Choroby wina i piwa.

    485

    Rok 1868. Choroby jedwabników.

    486

    Rok 1881. Jady i szczepionki.

    487

    Rok 1885. Zapobieganie wściekliźnie.


    488

    Ten napis nie objaśnia wszystkiego, jak było. Inaczej było.

    489

    Nikt nie wie, kiedy wielki uczony zaczyna, nikt nie wie, kiedy kończy pracę. Bo nie tylko ręce robią, ale głowa, ale myśl jego.

    490

    Ludzie wiedzą, kiedy napisał, że mu się udało zrobić to i tamto, ale nie wiedzą, jak długo plan układał, jak długo rozmyślał, męczył się, ile razy zaczynał, jak mu się nie udawało, a on uparcie mówił:

    491

    — Muszę wiedzieć. Muszę zrobić.

    492

    Nie chce jeść, nie może spać, nie zna odpoczynku. Nie boi się nikogo. Nie wolno mu nawet chorować.

    493

    Mówią ludzie:

    494

    — Uparty. Jak głupi.

    495

    A on myśli:

    496

    — Może tak? Może inaczej spróbować? Może inaczej zacząć?

    497

    Pozostała kartka, na której Pasteur napisał:

    498

    — Już wiem. Widziałem pod mikroskopem.

    499

    A po paru dniach przekreślił to i napisał.

    500

    — Błąd. Omyłka. Nie!

    501

    Umarło mu dziecko. Nie żyje Janinka.

    502

    Pisze do ojca list:

    503

    — Moja biedna mała. Taka dobra, taka wesoła. Byłaby przyjaciółką swojej matki i moją, i nas wszystkich.

    504

    Zaraz potem pisze do Karola:

    505

    — Pracuję nad fermentacją[21]. To ważne. To wiąże się z wielką tajemnicą życia i śmierci.

    506

    I znów po miesiącu pisze do ojca.

    507

    — Zacząłem pracę nad smutną tajemnicą śmierci.

    508

    Umarło mu dziecko, ale on nie ma czasu płakać.

    509

    Musi pracować.

    510

    I walczyć o prawdę.

    511

    Bo w uczonych książkach są błędy i głupstwa. Bo uczeni tak mało wiedzą, a tymczasem ludzie chorują.

    512

    Umarło mu dziecko, umrze jeszcze dwoje. Zapłacze.

    513

    Ale Pasteur jest uparty. Znów i znów pytać się będzie:

    514

    — Dlaczego dzieci umierają? Dlaczego rany się nie goją, co to jest zaraza?

    515

    Może te małe kulki, paciorki, łańcuszki i pyłki roznoszą choroby?

    18.

    516

    Dobrze było Pasteurowi w Lille. Miał wygodną pracownię, którą urządził tak, jak chciał.

    517

    Znalazł fabrykę, gdzie może robić próby, jakie chce. Bogaty fabrykant sam prosił, żeby Pasteur zbadał, dlaczego fermentacja cukru i spirytusu raz dobrze się udaje, to znów wszystko się psuje i marnuje, a fabryka nie zarabia, ale traci.

    518

    Pasteur mówi do studentów:

    519

    — Dam wam do ręki kartofel. Zrobicie z niego cukier. Z cukru zrobicie spirytus, ocet i eter.

    520

    Sprawi to fermentacja.

    521

    Ale są jakieś choroby czy kaprysy cukru, wina i piwa.

    522

    Starają się robotnicy, stara się chemik. Ale się nie udaje. Było dobrze, a jest źle. Dlaczego?

    523

    To nie są kaprysy. To jest nieznana choroba, mówi Pasteur, i jak doktor, bada całą fabrykę.

    524

    Ogląda maszyny i kadzie. Ogląda, stuka, wącha beczki i butelki. Wącha, kosztuje językiem, czy słodkie, czy gorzkie.

    525

    Może jest za zimno? Może za gorąco? Może woda jest brudna? Może kurz? Może fermentowało za długo, może za krótko?

    526

    A to co jest? Te plamy, ta pianka? Co to za twarde w beczkach kawałki?

    527

    — Nie wiem — mówi fabrykant.

    528

    — Niech pan da. Zobaczę pod mikroskopem.

    529

    Przysyłają mu ze wsi mleko i masło. Bo i one czasem kapryszą i chorują. A pod mikroskopem widać w nich te same kulki i nitki, paciorki i łańcuszki, raz takie, a raz inne.


    530

    Każą Pasteurowi przenieść się do Paryża. Znów przeszkoda w badaniach. Mówi Pasteur do żony.

    531

    — Jedziemy.

    532

    Każą mu zająć się domami uniwersytetu.

    533

    Rząd ma teraz pieniądze, a domy są stare.

    534

    Trzeba reperować dachy, podłogi, schody, poprawiać okna i drzwi. Trzeba rozmawiać z robotnikami, targować się i pilnować roboty.

    535

    Znów nowi koledzy i uczniowie.

    536

    Nie ma czasu na mikroskop.

    537

    Ale wszystko jest nauką. Jak i co robi stolarz? Jakie szyby są tanie i mocne? Uczony musi wszystko znać: i szkło, i drzewo, i żelazo.


    538

    Dostał Pasteur list od jednego zdolnego ucznia Pawła. Młody Paweł Dalimier (Dalimie). Chce pracować w uniwersytecie paryskim, ale posłali go do szkoły w Chaumont (Szomą).

    539

    — Dlaczego mi to zrobili? Niech pan poprosi ministra. Chcę być w Paryżu.

    540

    Pasteur pisze do Pawła:

    541

    — Pańskie zniechęcenie niegodne jest uczonego. Nakaz może jest niesprawiedliwy, ale najważniejszym dla Pana musi być teraz powierzona Panu klasa, nauka i postępy uczniów. Nie myśleć o niczym, tylko spełniać swoje obowiązki.

    542

    Paweł Dalimier odpisał:

    543

    — Głęboko szanuję radę Pańską. Poświęcam cały swój czas uczniom. Pracownia fizyczna była w stanie opłakanym. Już to poprawiłem. Jest lepiej. Szkoła się rozwija.

    19.

    544

    Pasteur urządził sobie pracownię na strychu.

    545

    Ciasno tu i gorąco w lecie. Mróz w zimie.

    546

    Jest sam. Nie ma nawet chłopca do pomocy. Sam musi sprzątać, sam pilnuje pieca i zmywa butelki.

    547

    Ale to nic. Polubił swój strych. Spokojnie tu, choć niewygodnie.

    548

    Kiedy był młodym chłopakiem, tak bardzo chciał mieć swój pokój, żeby mu nikt nie przeszkadzał.


    549

    — Będziemy razem pracowali — prosił go stary Biot.

    550

    Ale Pasteur układa nowe plany.

    551

    — Kryształy są ciekawe i ważne. Ale są inne ważne tajemnice.

    552

    — Wiem, chcesz badać fermenty — mówi niechętnie Biot.

    553

    — Tak. Fermenty. Ale nie tylko to. Muszę wiedzieć, skąd biorą się te maleńkie żyjątka w wodzie, w mleku, w mięsie, w moczu, we krwi. Chcę badać ich życie.

    554

    — Zostaw — prosił Biot. — Rób spokojnie dalej to, co robiłeś z początku.

    555

    Nie. Wielki człowiek nie chce spokoju.

    556

    Nie zna wielki człowiek spokoju.


    557

    Życie Pasteura uczy nas, jak trudno znaleźć nową prawdę.

    558

    Ale znaleźć prawdę, to mało. Trzeba, żeby prawdę ludzie zobaczyli, żeby uwierzyli, żeby wszyscy wiedzieli, że tak jest, żeby nikt nie śmiał powiedzieć inaczej.

    559

    Głosić nowe prawdy, to tępić stare błędy. Głosić nowe prawdy, to zabijać przesądy.

    560

    Nowa prawda ma wrogów.

    561

    Jeden jest wrogiem, bo nie chce myśleć: niech będzie tak, jak było. Drugi wróg jest zarozumiały: powiedział inaczej i nie chce przyznać się do błędu, bo się wstydzi. Trzeci jest zazdrosny, bo nie jemu się udało. Czwarty udaje, że wie, i krzyczy głośno, żeby ludzie myśleli, że i on jest uczony.

    562

    Wróg nowej prawdy krzyczy głośno i kłóci się, albo cicho w kącie gada. Tu i tam, od tego do tamtego, tak i inaczej. Czasem nawet udaje przyjaciela. Udaje, że pomaga. W oczy mówi co innego, a za oczy inaczej[22].

    563

    Nie każdy walczy uczciwie i jawnie.


    564

    Pasteur nie lubi się kłócić, ale walczyć musi.

    565

    Raz bardzo mu już dokuczyli. Rozgniewał się.

    566

    Jeśli nie widzą tego, co małe, pokaże im duże. Jeśli nie chcą szukać pod mikroskopem, zobaczą gołym okiem.

    567

    Przyda mu się teraz znajomość ze stolarzem.

    568

    Kazał zrobić z drzewa dwa ogromne modele kryształu, dwa wielkie drewniane kloce.

    569

    Zaniósł na posiedzenie uczonych. Postawił.

    570

    — Czy widzicie teraz? — zapytał z gniewem. — Jeżeli rozumiecie, o co chodzi, gdzie jest wasze sumienie? Jeżeli nie rozumiecie, po co się wtrącacie?

    571

    A jego uczeń, młody przyjaciel Duclaux (Diklo) powiedział potem:

    572

    — Trzeba im było te drewniane lalki rzucić na głowy.

    573

    Roześmiał się Pasteur!

    574

    Dlaczego nie ma książki pod tytułem: Wielcy kłamcy i fałszerze wiedzy?

    20.

    575

    Czytałem starą książkę o tym, jak za czasów Pasteura karmili małe dzieci w szpitalach.

    576

    Jeżeli dziecko płakało, wyjmowała niania z kieszeni kawałek chleba, gryzła chleb i śliniła, potem zawijała w kawałek gałgana, moczyła w wodzie z cukrem, uklepała brudną ręką i dawała małemu do ssania.

    577

    Dzieci chorowały i umierały. A doktorzy nie wiedzieli, co robić.

    578

    Dawali różne lekarstwa. Każdy inaczej radził.

    579

    Uczeni radzili i gadali. Doktorzy dziwili się i radzili. A dzieci umierały.

    580

    Dopiero Pasteur powie, jak gotować mleko. Jego sposób, jego mądry sposób gotowania mleka nazywa się — pasteryzacja.

    581

    Pasteryzacja, bo Pasteur tak kazał robić.


    582

    Czytałem starą książkę o tym, jak wtedy leczono chorych. Było w niej wydrukowane, że nie wolno myć chorego, nie wolno choremu zmieniać brudnej koszuli, nie wolno otwierać okna. I nie wolno było choremu dawać wody do picia.

    583

    A w szpitalu na ciemnej i brudnej sali leżeli razem chorzy na wszystkie choroby.

    584

    Umierał silny młody chłopiec, umierała kobieta, matka i dziecko. Umierali na tyfus, na cholerę, umierali od ran. Umierał żołnierz od nieważnej rany.

    585

    Będzie wojna. Zobaczy Pasteur, jak na biegunkę umierają całe oddziały żołnierzy.


    586

    Są drukowane błędy, głupstwa i kłamstwa.

    587

    Ktoś napisze: nie wiem i nie umiem.

    588

    Ktoś inny napisze: jeszcze nie wiem, ale badam i próbuję. Trzeci napisze: tak mi się zdaje, ale nie wiem na pewno.

    589

    Jednego można przekonać i przyzna się do błędu, nawet podziękuje. A drugi zarozumiały, za nic nie powie, że się pomylił.

    590

    Tak często bywa.

    591

    Stary Biot powiedział: nie wierzę. Ale młody Pasteur pokazał pod mikroskopem to, co udało mu się odkryć.

    592

    Biot nie był zazdrosny, nie był zarozumiały. Powiedział: „będziesz moim przyjacielem, będę ci pomagał”.

    593

    I pomagał, chociaż Pasteur co innego już robił i z innymi pracował nad tym, żeby w uczonych książkach pisali prawdę.


    594

    Jest wydrukowana taka stara recepta:

    595

    — Włóż do garnka brudną koszulę i kawał sera, a urodzą się myszy.

    596

    To jest błąd. Myszy przychodzą do sera i zakładają w nim gniazdo. Z sera nie zrodzi się mysz. Nie z brudnego mieszkania rodzą się robaki i muchy, i wszy. Ale w brudnym mieszkaniu mnożą się myszy. Muchy złożą jajka, jeśli nie zasłonić przed nimi mięsa albo sera. A na brudnej głowie jedna wesz wystarczy, żeby urodzić dziesięć albo sto.

    597

    I robak nie z gruszki się rodzi, nie z jabłka, nie ze śliwki, tylko z zarodka, który złożył taki sam robak, jak on.

    598

    A w powietrzu fruwają tysiące jajeczek, zarodników, żyjątek, których gołe oko nie widzi. Miliardy żyjątek.


    599

    Pasteur wie już o tym, ale jeszcze 17 lat będzie walczył.

    600

    Bo tak długo trwała wielka wojna uczonych o to, czy jest samorództwo, czy życie samo się rodzi.

    21.

    601

    Pasteur czyta, pisze, patrzy w swój mały mikroskop, rysuje i liczy.

    602

    Pasteur waży, mierzy, gotuje, grzeje, sypie różne proszki, przelewa płyny i wodę z butelki do butelki, z rurki do rurki, z kolby do kolby. Miesza i grzeje.

    603

    Stolarz będzie mu robił pudełka i klatki. Nauczy się topić i lutować szkło. Nauczy się tak zamykać naczynia, żeby nie trzeba było korka, żeby żaden pyłek z powietrza nie dostał się do płynu.

    604

    Umie i wie coraz lepiej i więcej.

    605

    Na tablicy domu, gdzie była na strychu jego pracownia, będzie kiedyś napisane:

    606

    Tu była pracownia Pasteura.

    607

    Rok 1860. Samorództwo.

    608

    Tak, wtedy zaczął. Ale nie rok uczył się Pasteur w tym domu i pisał, i uczył innych, tylko 30 lat.


    609

    W brudzie, w kurzu, w mętnej wodzie są małe żyjątka. Skąd się biorą? Z powietrza.

    610

    W mieście jest brudne powietrze.

    611

    Pasteur bada powietrze ulicy, pokoju i piwnicy.

    612

    Chwyta małe żyjątka do butelki razem z powietrzem. Przygotował kolby z tak długimi rurkami, że kurz do kolby nie może wejść. Można nie wpuścić żyjątek do butelki. Można je zabić przez gotowanie. Można płyn zagrzać, a w gorącej wodzie jedne żyjątka zginą, innym to nie zaszkodzi.

    613

    Są żyjątka pożyteczne i pracowite. To one robią spirytus, piwo, wino, one robią to, że chleb jest smaczny. Inne żyjątka psują i przeszkadzają. Przez nie wino robi się kwaśne, masło gorzknieje, a ciasto nie rośnie.

    614

    Żyjątka zarażają rany i krew człowieka. One powodują zaraźliwe choroby.


    615

    W brudzie, w kurzu, w mętnej wodzie i zepsutym powietrzu żyją małe żyjątka.

    616

    Można je chwytać do kolby, można je siać jak zboże, można je sadzić jak ziemniaki, można hodować jak ryby, można je posadzić jak kurę na jajach. Rodzić się będą jak grzyby. Ale tych grzybów będą miliony.

    617

    Pasteur już o tym wie, ale trzeba, żeby wszyscy wiedzieli: i fabrykant, i rolnik, i hodowca owiec, i lekarz ludzi.

    618

    Każdy student musi wiedzieć. I piekarz, i garbarz, każdy robotnik, kobieta i dziecko.

    619

    Bo każdy musi mieć czyste powietrze i czystą wodę, czystą beczkę i wiadro. I koszula każdego musi być czysta.

    620

    Trzeba o tym pisać w książkach i w gazetach, żeby wiedział o tym cały Paryż, cała Francja, wszystkie narody i ludy całego świata.

    621

    Tego jeden człowiek nie zrobi.

    622

    Trzeba uczyć nauczycieli. Trzeba zakładać pracownie. Każda szkoła musi mieć mikroskop. Łatwo jest nauczyć się patrzeć. Trzeba mieć silną wolę i być upartym w pracy.


    623

    Wie o tym Pasteur, czuje i chce, i wierzy.

    624

    Co z tego, kiedy nie wierzą mu jeszcze nawet uczeni? Nie wszyscy. Co robić?

    22.

    625

    Ma teraz Pasteur dwóch zajadłych wrogów. Jeden, to uczony z miasta Rouen (Ruę), drugi z miasta Toulouse (Tuluz). Będą jeszcze inni we Francji i za granicą. Jak złe psy rzucać się będą na niego i ujadać.

    626

    Pisze Ludwik do ojca:

    627

    — Niech mówią, co im się podoba. Nie odpowiadam nawet. Szkoda czasu. Mam prawdę dla siebie. Oni nie wiedzą, jak robi się próby naukowe. To sztuka trudna. Długo trzeba myśleć i czytać, długo trzeba siedzieć w pracowni i próbować. Oni tego nie lubią.

    628

    Pisze do Karola:

    629

    — Jadę w góry. Potrzebne mi jest do badania czyste górskie powietrze. Piszę książkę o samorództwie.

    630

    Powiedział do żony: — Jadę.

    631

    Pojechał do Arbois (Arbua).


    632

    W brudzie, w kurzu, w powietrzu są małe żyjątka. Małe, ale silne. Zabija je ogień. Są małe, nie można ich widzieć bez mikroskopu.

    633

    Żyją w powietrzu, którym oddychamy, są na jedzeniu, które spożywamy, są na ubraniu, na rękach, w ustach, na skórze.

    634

    Są żyjątka pożyteczne i szkodliwe.

    635

    Pasteur mówi:

    636

    — Muszę je poznać i wiedzieć.


    637

    Pasteur jest uparty.

    638

    Łapie powietrze do butelek z cienkiego szkła. Te butelki nazywają się kolby.

    639

    Chodzi Pasteur z tymi kolbami po Paryżu rano, wieczorem i w nocy, chodzi, kiedy jest wiatr i kurz, i po deszczu. Chwyta powietrze do butelek z płynem: za miastem, w lesie, wysoko na wieży, w piwnicy.

    640

    Będzie chodził do szpitala, gdzie leżą chorzy na cholerę.

    641

    — Nie wierzycie, że te żyjątka są w powietrzu? Zrobię próbę. Musicie uwierzyć. Fermentacje, gnicie i choroby — to ich robota. Musicie uwierzyć.


    642

    Były już wtedy na świecie balony. Samolotów nie było.

    643

    Pasteur prosi:

    644

    — Chcę frunąć wysoko balonem.

    645

    Mówi:

    646

    — Wysoko w górze nie ma kurzu. Jeżeli będę wysoko w balonie i tam złapię powietrze do kolby z wodą, nic nie znajdę w wodzie. Płyn będzie przezroczysty. Nic się w nim nie urodzi.

    647

    Ale szkło musi być czyste. Kolbę otworzę nie ręką, ale żelazkiem. Nie korkiem butelkę zamknę, bo jest zakurzony. Szkło przepalę nad ogniem i zalutuję.

    648

    I nie woda będzie w tej kolbie, ale płyn. Wsypię do kolby z wodą proszki i kryształy, bo tym się te żyjątka karmią. Potrzebny im jest pokarm, żeby rosły i rozmnażały się, żeby się rodziły.


    649

    Nie dano Pasteurowi pojechać balonem. Poradzi sobie inaczej. Pojechał do Arbois (Arbua).

    23.

    650

    Pasteur pojechał do Arbois.

    651

    Tu obok garbarni ojca otworzył i zamknął 20 butelek. Ułamał szkło, weszło do butelki powietrze; zaraz nad maszynką spirytusową zagrzał cienkie szkło i zalutował.

    652

    Nakleił kartki z napisem, gdzie brał powietrze, którego dnia i o której godzinie.

    653

    Tak pisze teraz na kolbach, tak będzie czynił, robiąc badania z motylami, psami, krowami, owcami.

    654

    Zawsze napisze, gdzie to robił, co zrobił, którego dnia i o której godzinie. Tak samo będzie zapisywał wszystko o chorych.


    655

    Wszedł na wysoką górę. Na górę 200 pięter wysoką. Tu znów otworzył i zalutował nowych 20 kolb z cienkiego szkła.

    656

    Na górze jest karczma. To dobrze. W karczmie powietrze jest brudne, chociaż stoi ona wysoko.

    657

    Pasteur otworzył w karczmie i zalutował 13 kolb.

    658

    Potem wszedł jeszcze wyżej.


    659

    Tu jest już tylko lód i śnieg. Nie ma kurzu.

    660

    Nie ma nikogo. Jest tylko jeden człowiek, Ludwik Pasteur.

    661

    Tylko on jeden może mieć żyjątka na rękach i na ubraniu. I jego kolby zakurzyły się w drodze.

    662

    Pasteur zapalił maszynkę spirytusową. Żelazko przepalił nad ogniem. Żelazkiem szyjkę kolby ułamał, potrzymał kolbę, żeby powietrze weszło. Zalutował ostatnie 20 kolb.

    663

    Razem było Dlaczego tyle? — Nie wiem. — Może zabrał 100, ale się potłukły w drodze? Droga nie była łatwa.

    664

    Pasteur dnie całe siedział w pracowni. Nie umiał chodzić po górach lodowych.

    665

    Pasteur wrócił do garbarni, do ojca.


    666

    O czym rozmawiał ze starym ojcem?

    667

    Co mówił ojciec, co mówił syn?

    668

    Nie wiemy.

    669

    O czym Ludwik myślał, leżąc w łóżku w tym domu, gdzie matka tyle razy mówiła mu:

    670

    — Dobranoc.

    671

    Spotkał Julka.

    672

    Julek, kolega ze szkoły powszechnej. Razem bawili się w garbarni. Razem gonili się na podwórzu, razem pojechali do Paryża, gdy byli dziećmi.

    673

    Szkoda, że nie wiemy, o czym rozmawiali.

    674

    Szkoda, że nie znamy ostatniej rozmowy Ludwika z ojcem, kiedy po powrocie z trudnej podróży w góry układał swoje kolby z powietrzem brudnym i czystym. Ostrożnie, żeby się nie potłukły. Ostrożnie, żeby się kartki nie odkleiły.

    675

    Bo w tych kolbach jest dowód prawdy.


    676

    Nie wiem, o czym mówił uczony ojciec z synem.

    677

    Nie wiedział biedny Ludwik, że to jego ostatnia z ojcem rozmowa. Zobaczy go jeszcze raz, ale już w trumnie.

    678

    Piszą pisarze o tych, którzy umarli. Wymyślają z głowy różne ich rozmowy. Piszą, co myślą wielcy ludzie, co mówili, co czuli.

    679

    Ja nie chcę tego robić. Trudno znać myśli i uczucia wielkiego człowieka.

    680

    Wiem tylko to, co Pasteur pisał w książkach i w listach.

    24.

    681

    Miesiąc kwiecień. Wiosna.

    682

    Wielka sala uniwersytetu. Mądra sala Sorbony.

    683

    Siedzą profesorowie, doktorzy, studenci. Czekają.

    684

    Pasteur ma mówić o swojej podróży.

    685

    Czekają. Dlaczego nie zaczyna?

    686

    Siedzą młodzi i starzy, sławni i nieznani. Przyszły ciekawe panie i bogaci panowie. Jest ksiądz i generał. Jest minister, poseł, senator.

    687

    Jedni są poważni i skupieni, inni śmieją się i żartują.

    688

    — O patrz, tam siedzi hrabia. A tam sławny pisarz. Przyszła pani Sand[23]. Przyszła Matylda[24]. Jest przyjaciel cesarza.

    689

    Czekają. Dlaczego się nie zaczyna?

    690

    — Co to jest samorództwo? — Co to kogo obchodzi? — O co oni się kłócą? — Po co łaził na górę?

    691

    — Czy Pasteur jest wielkim uczonym, a może kłamie i oszukuje?


    692

    Wchodzi Ludwik Pasteur. Ustawia mikroskop. Ustawia na stole kolby, rurki, słoiki. Zaczyna mówić.

    693

    Co mówi, to pokazuje.

    694

    Ta mowa Pasteura jest zapisana. Ta mowa jest ważna.

    695

    Historyczna pamiątka. Szkoda, że moja książka jest mała i niewiele da się z tej mowy przepisać.


    696

    Pasteur mówił:

    697

    — Tu jest butelka z płynem zupełnie czystym. Jeśli wezmę pod mikroskop kroplę tego płynu, nie zobaczę w niej ani jednego żyjątka. Gotowałem ten płyn i zabiłem zarodki. — Otwieram tę butelkę. Wpadają do niej zarodki. Jutro będą tysiące żyjątek. — Skąd? Z powietrza.

    698

    Ale tu, w tym gotowanym płynie już nic nie będzie. Ani jutro, ani za dwa dni, ani za trzy, ani za cztery, ani za miesiąc, ani za rok, ani za trzy i za cztery lata nic się nie urodzi. Ja tę próbę robiłem cztery lata temu. Powietrze brałem na czystej lodowej górze.

    699

    Pasteur długo mówił i skończył tak:

    700

    — Nie ma samorództwa. Wszystko co żyje, rodzi się z żywego. Każde najmniejsze nawet żyjątko ma rodziców podobnych do siebie. Ten, kto mówi inaczej, źle robił swoje próby, popełnił błąd, którego nie zauważył, albo nie umiał go uniknąć.


    701

    W trzynastu butelkach, napełnionych powietrzem brudnej karczmy, była zepsuta woda.

    702

    Na 20 butelek z powietrzem z góry lodowej jedna tylko ma żyjątka. Skąd się wzięły?

    703

    Dostały się z włosów Pasteura, z ubrania Pasteura. Może ręką nieostrożnie dotknął się wody.

    704

    Pasteur powiedział:

    705

    — Ja tę próbę robiłem cztery lata temu.

    706

    Tak. Cztery lata siedział w pracowni. Sto i tysiąc razy powtarzał i zmieniał sposoby badań. Pracował długo, uważnie i ostrożnie.

    707

    Ale przeciwnicy i wrogowie też chodzili po górach. Chwalili się:

    708

    — Ja byłem jeszcze wyżej. Byłem na wulkanie. Byłem na wyspie.

    709

    I co z tego? Byli, ale nie potrafili nic zrobić. Popełniali błędy. Nie poprawiali swoich błędów.


    710

    Pasteur wygrał bitwę, do której przygotowywał się już wtedy, gdy robił fosfor. I wtedy, kiedy rysował portret swej matki i tak długo poprawiał rysunek, aż stał się podobny.

    711

    Pasteur powiedział prawdę, której ludzie nie znali. Pasteur znalazł prawdę, której ludzie szukali przez 2000 lat.

    25.

    712

    Duża książka francuska o życiu Pasteura ma 685 stronic.

    713

    Chcę wiedzieć, ile razy Pasteur rozmawiał z cesarzem francuskim. Trudno szukać i przewracać kartki tak grubej książki.

    714

    Ale jest na to sposób: na końcu książki wypisane jest, o czym mówi każda stronica.

    715

    Patrzę:

    716

    Stronica 124. — Pierwsza rozmowa Pasteura z cesarzem. Stronica 159. — rozmowa w pałacu cesarskim. Stronica 205. — list Pasteura do cesarza. Stronica 218. — narada uczonych w zamku cesarskim.


    717

    Chcę wiedzieć, czy Pasteur był szczęśliwy. Czy był szczęśliwym ojcem?

    718

    Szukam:

    719

    Stronica 101. — śmierć Janinki.

    720

    Stronica 145. — śmierć ojca Pasteura.

    721

    Stronica 154. — śmierć Kamilki.

    722

    Stronica 166. — śmierć Cecylki.


    723

    Kiedy umarł ojciec, napisał Pasteur do córki:

    724

    — Droga Cecylko! Dziadek umarł w dniu twojej pierwszej komunii. Może miałem przeczucie, kiedy prosiłem, żebyś się pomodliła o jego zdrowie. Jak to dobrze, że widział was niedawno, ucałował i poznał małą, kochaną Kamilkę. Będziemy często wspominali dziadzia z Arbois (Arbua).

    725

    Nie wiedział, że tak prędko Kamilka i Cecylka połączą się z dziadkiem na wieki.

    726

    Cecylka miała lat 12, gdy zachorowała na tyfus.

    727

    Pasteur był daleko. Wysłał go minister, żeby ratował chore jedwabniki, żeby leczył motyle.

    728

    Nie może jechać do swego chorego dziecka, nie może rzucić pracy. To ważna praca.

    729

    Jedwab to bogactwo Francji. Te motyle żywią tysiące rodzin. Jedwab to chleb dla francuskich dzieci.

    730

    Pani Pasteur wie to i rozumie. Jej Ludwik nie ma prawa rzucać posterunku. Jej Ludwik jest żołnierzem, który walczy z zarazą.

    731

    Teraz jest zaraza motyli.

    732

    Ale wybije godzina, kiedy rozpocznie on walkę o zdrowie i życie człowieka.


    733

    Pasteur pojechał do chorej Cecylki, ale tylko na trzy dni. Potem wrócił do pracowni. Prosił doktora, gdy odjeżdżał, żeby pisał do niego często, jak się Cecylka miewa.

    734

    — Cecylka już siedzi na fotelu, uśmiecha się do Maniusi, a przez otwarte okno uśmiecha się do niej słońce — pisze doktor. — Staram się, żeby było dobrze. Pani Pasteur robi, co może. Staramy się oboje. Wierzę w dobry koniec choroby.

    735

    Nie pomogły starania matki i mało mogli pomóc lekarze. Umierało wtedy dużo dzieci. W dwa dni później Cecylka już nie żyła. Nie pożegnała się z ojcem.

    736

    I nie pożegnał się z synem stary garbarz. Praca jest nieubłagana.


    737

    Kamilka miała dwa lata, kiedy ją położyli do trumny.

    738

    Pisze wtedy Pasteur list, który trudno zrozumieć tym, co nie znają książek filozofów.

    739

    Pisze tak:

    740

    — Cała moja filozofia płynie z serca, nie z rozumu. Kiedy traci się ukochane dziecko, uczucia kierują się ku temu, co jest wieczne. Doświadczenia zmieniają nasze idee. Cała natura, początek i koniec, różnią się od tego, co przeczuwamy, od tego, co wiemy.

    26.

    741

    Dlaczego gniewają się na Pasteura? Dlaczego go nie lubią? Ma wielu przyjaciół, ale dlaczego ma wrogów?

    742

    Bo inni chcą być także sławni.

    743

    A są w Paryżu synowie profesorów, bogatych fabrykantów, posłów, dostojników.

    744

    — Co on sobie myśli, ten syn garbarza i ogrodniczki? Zanadto się rozbija ten hodowca robaków i łowca powietrza.

    745

    Dostał order. Mają go wybrać do akademii. Cesarz zaprosił go do pałacu na rozmowę.

    746

    Pewnie poprosi go Pasteur o dobrą posadę, o wygodne mieszkanie dla siebie i dla rodziny?

    747

    Ale było inaczej. Pasteur prosił tylko o to, aby mu wolno było chodzić do szpitala, badać cholerę i tyfus.

    748

    — Potrzebna jest na to odwaga, można się zarazić — mówi Henryk Saint Clair Deville[25]. (Sękler Dewil).

    749

    — A obowiązek? — pyta się Pasteur.


    750

    Zaproszą go za rok do królewskiego pałacu. Będzie polowanie dla zagranicznych gości. Będzie ambasador Rosji i ambasador Prus.

    751

    Pokaże im cesarz francuskich uczonych. Wierzy, że nie będzie wojny, jeżeli zagranica zobaczy, jakich Francja ma poetów, malarzy, astronomów, lekarzy i aktorów.

    752

    Verrier[26] opowie, jaką nową gwiazdę widział na niebie. Longe[27] (Lonże) powie, jak krew krąży w człowieku. Pasteur wytłumaczy, jak badać wino, powietrze i krew, pokaże mikroskop i swoje żyjątka.

    753

    Goście piją dobre wina, a Pasteur prosi o wino zepsute.

    754

    — Takiego wina u nas nie ma — mówi kucharz.

    755

    Wreszcie znaleziono siedem butelek zepsutego wina i lokaj zanosi je w koszyku do pokoju Pasteura.

    756

    Goście śmieją się:

    757

    — Oho, cały kosz wina! Uczeni widać lubią wypić. Podobno Pasteur dlatego wdrapał się na wysoką górę, bo tam była knajpa.


    758

    Pasteur napisał list do cesarza.

    759

    Prosił go o pracownie dla uczonych. Prosił, żeby uczony miał młodych pomocników. Starzy i młodzi będą razem pracowali. Młody nauczy się robić próby i doświadczenia uważnie i starannie.

    760

    Prosił o gazetę naukową, żeby młody uczony miał gdzie drukować opisy tego, co robi, co mu się nie udało, jakie popełnił błędy. To nie wystarcza, że się opisuje pracę już skończoną.

    761

    Prosił też o pracownię dla siebie, bo na strychu i w komórce, gdzie teraz pracuje, traci wiele czasu.

    762

    Prosił o warsztaty pracy dla wszystkich uczonych Francji.


    763

    Na to potrzebne są pieniądze. Ale Francja ciągle traci: 12 000 000 franków kosztuje ją zaraza jedwabników.

    764

    Jeszcze więcej kosztują zarazy krów i owiec. A ile marnuje się wina, cukru, piwa.

    765

    Dzieci umierają. Umierają matki i ojcowie. Zostają sieroty.

    766

    Bez pracowni i uczonych Francja będzie biedna i głupia. I przegra wojnę.

    767

    Koledzy Pasteura mówili, że cesarz się rozgniewa. Nie. Nie obraził się.

    768

    Ale było już za późno. Za dwa lata miała wybuchnąć straszna wojna.


    769

    Czy Pasteur chce zarabiać? Czy jest karierowiczem? Nie, Pasteur to biedak. Siostra jego jest żoną garbarza w Arbois. Ale on o nic dla siebie i dla swojej rodziny nie prosi cesarza.

    27.

    770

    Daje człowiekowi miód mała pszczoła. Motyle dają człowiekowi jedwab. Ten jedwab sprzedaje Francja za 100 milionów franków.

    771

    Przychodzi zaraza. Motyle chorują. Nie ma jedwabiu. Nie ma co sprzedawać. Co robić?


    772

    Wieś francuska była bogata.

    773

    Każdy gospodarz miał domek, koło domku ogródek.

    774

    Ziemia rodzi chleb, krowa daje mleko, kura niesie jaja, w sadzie dojrzewają owoce. Są kwiaty i ziemniaki, buraki, marchew, cebula i kapusta.

    775

    A morwa, złote drzewo, żywi jedwabniki. A jedwab się sprzedaje i kupuje za to wszystko, co jest potrzebne do życia: buty, czapkę, naftę, łopatę, sól, konia. Płaci się za to podatki.


    776

    Teraz nie ma jedwabnych kokonów. Nieurodzaj, zaraza motyli, jedwabników. Co robić?

    777

    Trzeba sprzedać ziarno, a dla dzieci zabraknie chleba. Trzeba sprzedać krowę, i nie będzie mleka. Wieś jest głodna. Nie ma na lekarstwo, jeżeli ktoś zachoruje. Co zrobić?

    778

    — Ratujcie — piszą ludzie do Paryża. — Ratujcie — piszą do cesarza. — Nie możemy płacić podatków.

    779

    Cesarz posyła do Chin, do Japonii po zdrowe jajeczka, po zdrowe nasiona motyli. Nic nie pomaga.

    780

    Bogacą się handlarze tych jajek jedwabnika. Drogo każą płacić, każdy chwali swoje, każdy obiecuje, każdy swój towar chwali.

    781

    Za nasiona tureckie, greckie, kaukaskie, każą płacić drogo, ale obiecują:

    782

    — Za rok będzie już dobrze. Za rok zobaczycie. Urodzą się zdrowe jedwabniki.

    783

    Ale mija rok, pięć lat. A zaraza i nieurodzaj trwają dalej. Co robić?

    784

    Gąsienice, motyle nie chcą jeść, nie rosną, nie pracują, giną. Co robić? Dlaczego tak jest?


    785

    Jeden uczony agronom mówi: trzeba morwę posypać cukrem. Drugi mówi: trzeba polewać liście winem. Trzeci mówi: lekarstwo na tę zarazę to sadze; czwarty mówi, że smoła. Każdemu zdaje się, że znalazł lekarstwo.

    786

    Opisali tę chorobę. Nic nie pomaga.

    787

    Radzą uczeni w akademii, kiwają głowami, a gospodarze głodują.

    788

    — Ratujcie — błagają.

    789

    Posłali list do ministrów i do senatu. A ten list podpisało cztery tysiące gospodarzy.


    790

    Motyle składają jajeczka na jesieni.

    791

    Widziałem te jajeczka jedwabników. Tak wyglądają, jak nasiona.

    792

    Te nasiona leżą całą zimę. W zimie nic się nie dzieje. Dopiero na wiosnę wylęgają się gąsienice i jedzą liście morw. Cztery razy zmienia się gąsienica, zamienia się w poczwarkę w kokonie.

    793

    Widziałem te gąsienice jedwabnika i kokony.


    794

    Już opisali uczeni tę chorobę. Akademia dała im nagrody. Próbują tak i tak, próbują tu i tam. — Ale jak leczyć, jeżeli nie wiedzą, skąd wzięła się zaraza, dlaczego jest pomór, choroba i śmierć.

    795

    Trzeba tam posłać Pasteura.

    796

    Ale Pasteur nie chce jechać.

    28.

    797

    Pasteur nie chce jechać.

    798

    Napisał tak:

    799

    — Żałuję, że tej nowej pracy nie mogę się podjąć. Miło mi bardzo, że pan mi ufa. Ale nie znam się na tym. Jestem zaniepokojony; sam nie wiem, co robić. Nigdy nie widziałem jeszcze jedwabnika.

    800

    Ale odpisano mu:

    801

    — To ważna sprawa. Bieda tych ludzi jest taka wielka, że trudno sobie wyobrazić. Cierpi nasz biedny kraj, cierpi nasz biedny lud.


    802

    Dlaczego Pasteur nie chce jechać?

    803

    Bo wie, że trzeba znaleźć nową prawdę o tej dziwnej chorobie. Wie, że trudno jej szukać, bo prawda się ukrywa.

    804

    Był młody. Szukał. Gonił po świecie nowe kryształy. Ludzie mało mu pomagali, a dużo przeszkadzali.

    805

    Był młody. Szukał. Gonił nową prawdę o fermentacji po świecie.

    806

    Pisał wtedy do żony:

    807

    — Jestem bardzo zmęczony.

    808

    Ale był jeszcze młody. Gonił nową prawdę o samorództwie. Wchodził na wysoką lodową górę. I tam poszukiwał.


    809

    Dlaczego Pasteur nie chce jechać?

    810

    Bo nie wie, czy mu uwierzą, jeśli znajdzie prawdę?

    811

    Już mówią:

    812

    Posyłacie człowieka, który zna właściwości cukru, spirytusu i mleka. Pasteur to nie botanik, nie agronom, nie zoolog. Co tu chemik pomoże? Tu nie ma kryształów. — Powie, że są zarodki w powietrzu. Więc należałoby zmienić powietrze? Ale jak to zrobić?

    813

    Pasteur wie, że znów będzie walka, a tamte walki przecież jeszcze nie skończone.

    814

    Wie, że będzie walka, ale nie wie, że pozna najgorszego wroga: handlarza nasion motyli. Handlarz będzie sprzedawał zarażone jajka. Niech ludzie giną, niech ginie kraj, aby on zarobił.

    815

    Dlaczego Pasteur nie chce jechać?

    816

    Może przeczuwa, że ta choroba motyli przeszkodzi mu pożegnać się z ojcem. Że nie zobaczy córki, kiedy będzie chora?

    817

    Na każdą próbę trzeba czekać długo i cierpliwie. Tu w zimie nic się nie dzieje. Cała robota to dwa letnie miesiące. Trzeba się śpieszyć. A uczonemu nie wolno się śpieszyć. Trzeba się śpieszyć, bo ludzie czekają niecierpliwie na ratunek.

    818

    A tam na wsi nie ma pracowni. Nie ma nawet gdzie mieszkać, żeby wypocząć.

    819

    Może Pasteur wie, że zachoruje i pojedzie chory?

    820

    Bo jeżeli zacznie pracę, nie zostawi jej.


    821

    Dlaczego w końcu chce jechać i pojedzie?

    822

    Bo jest uparty i chce wiedzieć to, czego nikt nie wie. Bo jest uparty i chce rozumieć to, czego nikt nie rozumie.

    823

    Cóż z tego, że zdarzy się błąd? Zagadka? Tajemnica? Kłamstwo? Kłótnie? Że jeden powie to, a inny tamto? Jeden tak, a inny inaczej?

    824

    Pasteur zrobi tysiące prób. I w końcu nauczy się sam i innym pomoże.


    825

    Chorują motyle, chorują zwierzęta i ludzie. Pasteur odkryje zarazę. Uparty, będzie jej szukał i znajdzie.

    29.

    826

    Pasteur tak zaczynał pracę:

    827

    Uważnie słuchał i notował to, co mówią uczeni.

    828

    Uważnie czytał to, co pisali uczeni całego świata.

    829

    Czytał książki nowe i stare. Czytał książki ludzi uczonych, którzy żyli, i tych, co już umarli.

    830

    Czytał książki uczonych, których ludzie znają i pamiętają, i książki tych, o których ludzie zapomnieli.

    831

    Co ci uczeni widzieli? Co myśleli? Jakie robili próby i doświadczenia?

    832

    Co im się nie udało i dlaczego?


    833

    Jeżeli uczony pisze w swej książce, że coś widział, Pasteur chce to także zobaczyć. Jeżeli robił próby, Pasteur musi je powtórzyć. Czy próba wypadnie tak samo? Może trzeba ją trochę zmienić, może wtedy będzie lepiej?

    834

    Jeżeli ktoś pisze w swej książce, że coś widział, a Pasteur tego nie widzi, to zadaje sobie pytanie — dlaczego nie widzi? Kto się pomylił? Gdzie jest błąd?

    835

    Jeżeli ktoś pisze, że coś zrobił, a Pasteur nie może tego zrobić, musi uparcie próbować po raz drugi i trzeci, i czwarty.


    836

    Pasteur czytał i notował w zeszycie i na kartkach, piórem i ołówkiem. Pisał, co znalazł w książkach, a co się jemu samemu zdaje. Sam siebie pytał:

    837

    — Może to? Może tak? Trzeba to zrobić. Trzeba tak spróbować. Trzeba zobaczyć.

    838

    Bo sam nie widział jeszcze jedwabnika. Ani jego jajeczek, gąsienic i poczwarek, ani motyla. Ale je znał z książek.

    839

    Pierwszy raz Pasteur sam pojechał na wieś. Wziął mikroskop, książki. Wziął notatki. Jedzie.

    840

    Jedzie od wsi do wsi. Zapisuje. Tu zaraza od dawna się zaczęła. Tu wszystkie jedwabniki wyginęły. Tu tylko chorują. Tu takie jajeczka kupowali, tu inne. Tu takie są drzewa morwowe, tu taka ziemia i woda. Tu tak próbowali leczyć, tu inaczej.

    841

    Ojciec Pasteura był dobrym garbarzem, chociaż nieuczonym.

    842

    Każdy człowiek ma oczy i widzi. Każdy człowiek uczony i nieuczony myśli i próbuje. Jeżeli jest nieuczony, to patrzy długo i rozważa, może zobaczyć to, czego często nie zna nawet uczony. A błędy można zawsze poprawić.

    843

    Kiedy Pasteur oglądał fabryki, pytał się o różne rzeczy robotników. Nie tylko fabrykantów i chemików.

    844

    Czasem nieuczone głupstwo pomoże, bo podda nową myśl, skieruje uwagę.

    845

    Tylko kłamstwo przeszkadza i myli.


    846

    Sześć razy zaczynał Pasteur. Sześć razy poprawiał pracę nad jedwabnikami. Uparty. Będzie wiedział. Musi wiedzieć.

    847

    Raz jest wesoły, raz smutny, a zawsze niespokojny. Jest smutny i niespokojny, kiedy mu się nie udaje. Jest wesoły i niespokojny, jeśli się udało. Bo to, co udało się teraz i tu, może się nie udać jutro i tam?

    848

    Dlaczego Pasteur pojechał sam? Chcieli mu dać uczniów i pomocników; bo sprawa była ważna. Ale uczeń mógłby się pytać, a on sam jeszcze nic nie wie.

    849

    Musi sam poznać te dziwne stworzenia. Musi nauczyć się i dopiero potem powie, co trzeba robić. Jak wódz układa plan bitwy, która przyniesie zwycięstwo.

    30.

    850

    Ktoś pomaga, a ktoś inny przeszkadza. Coś pomaga, a coś innego przeszkadza uczonemu.

    851

    Może dlatego Pasteur tak się bał zabrać do pracy nad jedwabnikami, bo przeczuwał, że będzie ona dla niego ciężkim doświadczeniem?


    852

    Ledwie przyjechał na wieś, nastąpiła śmierć i pogrzeb ojca.

    853

    Znów wraca do gąsienic i motyli. Umierają mu dzieci. Jedno dziecko i drugie.

    854

    Już jest bliski zwycięstwa, gdy sam wpada w chorobę.

    855

    Czy wiesz, biedna Francjo, co cię czeka?

    856

    Dziesięć lat będzie Pasteur szukał i badał, będzie przerywał i zaczynał pracę, będzie błądził, będzie się mylił.

    857

    Łatwo było o błędy.


    858

    Bo gdzie tkwi zaraza? Czy w jajku, czy w gąsienicy? W młodej czy w starej, w tej pierwszej, czy w czwartej? W kokonie czy w motylu? W powietrzu czy w morwach?

    859

    Szukał Pasteur pod mikroskopem, patrzył gołym okiem, jak rodzą się jedwabniki, jak chodzą, jak jedzą, jak rosną, jak zmieniają się, jak przędą, jak rodzi się motyl, jak fruwa?

    860

    Warsztat Pasteura to już nie cicha pracownia, ale koszary zdrowych i szpital chorych jedwabników, motyli.


    861

    Pomylić się jest łatwo, bo trzeba się spieszyć. Źle jest śpieszyć się w każdej pracy naukowej.

    862

    Tymczasem w pracy nad jedwabnikami czego się nie zrobi prędko, to za rok dopiero się zobaczy. Bo w zimie są tylko nasiona — jajeczka jedwabników; nic tu się nie dzieje.

    863

    Trzeba czekać. A ciężko jest czekać, kiedy samemu chce się wiedzieć, i ludzie czekają, co się powie, czekają na ratunek. Pasteur — to już ich ostatnia nadzieja.


    864

    Więc choć jeszcze łzy nie obeschły, jeszcze bolą oczy, a już Pasteur przez cztery godziny bada pod mikroskopem jednego motyla. Osobno głowę, osobno nogi, skrzydła. To, co jest na nim, co jest we środku, co jest wokoło. Powietrze, ziemię, wodę i liście morwowe.

    865

    Pasteur szukał jednej choroby i wykrył ją. Teraz widzi, że jest i druga choroba motyli. Jedna choroba tkwi w jajku matki, druga w zarazie jedzenia.


    866

    Zwycięstwo! Jest tak, jak Pasteur powiedział.

    867

    Ludzie nie wierzą. Żądają dowodów:

    868

    — Jeśli to prawda, daj zdrowe nasiona.

    869

    Pasteur ma cztery gatunki jajek i mówi:

    870

    — Z tych jajek urodzą się zdrowe gąsienice. Z tamtych jajek urodzą się chore na pierwszą chorobę. Te trzecie będą zarażone drugą chorobą. Czwarte będą miały obie choroby.

    871

    To napisał Pasteur na kartkach. I tak było.

    872

    Pasteur chciał, żeby każdy gospodarz miał mikroskop i sam badał jajeczka. Tego nie udało się zrobić.

    873

    Ale zaproszono go do fermy, gdzie było 70 mikroskopów i gdzie 70 kobiet badało jajeczka jedwabników. Co dzień badano tam 40 000 nasionek, żeby zostawić zdrowe, a chore odrzucić.

    874

    Tak kazał Pasteur. I tak robiono we Francji i zagranicą.

    875

    Nie, od razu tak nie robiono. Zaczęto tak robić dopiero wtedy, kiedy Pasteur skończył swe badania.

    876

    A stało się to już po jego chorobie.

    31.

    877

    Są ludzie, którzy lubią brać, a sami mało dają. Są ludzie, którzy wiele dają, a mało biorą.

    878

    Pasteur chciał żyć po to, żeby przynosić pożytek.

    879

    Mówił:

    880

    — Tylko dlatego warto jest żyć, żeby pracować.

    881

    Mówił:

    882

    — Jeżeli jednego dnia nie pracuję, zdaje mi się, że coś ukradłem.

    883

    Mówił:

    884

    — Trzeba się spieszyć.

    885

    Powiedział:

    886

    — Żal mi umierać, chciałem więcej pożytku przynieść swemu krajowi.

    887

    Tylko raz podczas wojny powiedział:

    888

    — Szczęśliwi ci, którzy umarli.


    889

    Pasteur nie ma czasu na chorobę. Już taki jest jego ród.

    890

    Matka nie chorowała nigdy. Pracowała do ostatniej godziny. Ojciec tak samo. Chcieli oboje pożegnać się z Ludwikiem, ale nie zdążyli.

    891

    Jest pole walki. Jest pole pracy. Pada żołnierz ranny albo zabity. Karabin trzyma w ręce. Polem pracy Pasteura była pracownia. Jego orężem był mikroskop.


    892

    Pasteur zachorował. Miał gorączkę. Prosiła żona:

    893

    — Zostań w domu.

    894

    Ale było ważne posiedzenie naukowe. Żona odprowadziła go. Czekała. Pasteur wrócił zmęczony. Położył się do łóżka.

    895

    Paraliż. Może umrzeć. Tak umarła jego matka. Przyszedł atak paraliżu i koniec.

    896

    Pasteur jest zimny. Oczy zapadnięte. Ręka nieruchoma. Czy obudzi się jeszcze?

    897

    Straszny to był tydzień.

    898

    Dziwili się doktorzy, że żyje jeszcze.

    899

    Ale nagle nastąpiła poprawa. Usnął spokojnie. Oprzytomniał. Będzie żył.

    900

    Co będzie w nocy? Co będzie rano? Pani Pasteur i doktor Godélier (Godelje) są ciągle przy chorym. W nocy czuwają uczniowie: Raulin, Deville, Gernez, Didon, Bertin, Lamy, Duclaux (Diklo).

    901

    Potrzebny mu jest spokój. Ale Pasteur jest nieposłuszny. Dyktuje nową książkę o jedwabnikach. Boi się, że nie zdąży.


    902

    Potrzebny mu jest spokój. Ale Pasteur układa plany nowej pracy.

    903

    Upłynął miesiąc. Wstał z łóżka. Zaczyna czytać. Sam już czyta.

    904

    Jeszcze miesiąc. Jest mu już lepiej. Porusza ręką. Sam chodzi.

    905

    Chce pojechać na wieś do swoich motyli.

    906

    Proszą go:

    907

    — Poczekaj. Nie można. Znów zachorujesz.

    908

    Ale Pasteur jest uparty.


    909

    Tyle czasu zmarnował. Nie ma tu w Paryżu nic do roboty. Budują nową pracownię. Wróci, kiedy będzie gotowa.

    910

    Zanoszą go do wagonu. Pojechał.

    911

    Zmęczył się podróżą.

    912

    Mieszkanie było niewygodne i zimne.

    913

    Pasteur nie nauczył się jeszcze chodzić po chorobie.

    914

    Upadł. Uderzył się. Pisze w liście:

    915

    „Nie złamałem nogi. Potłuczenia są bolesne, ale nie niebezpieczne. Poruszam już ręką, ale bardzo powoli. Męczy mnie tylko, że w nocy spać nie mogę. Dopiero nad ranem zasypiam na dwie godziny”.


    916

    Pasteur miał dzielnych uczniów. Pracowali. Robili to, co im kazał.

    917

    O czym myśli wielki uczony podczas bezsennych nocy?

    32.

    918

    Wojna.

    919

    L'Année terrible. Straszny rok.

    920

    Francja przegrywa. Wojsko ucieka, bo nie ma czym strzelać. Cesarz w niewoli.

    921

    Zaraza. Ruina. Głód. Pogrom. Poniewierka. Pożary.

    922

    Niemcy bombardują Paryż.

    923

    Francja przegrała. Jak ją ratować? Co teraz będzie? Co robić?

    924

    Szkoły zamknięte. Pracownie zamknięte. Wszędzie szpitale. Studenci na polu walki. Uczeni na polu walki.

    925

    Umierają chorzy i ranni.


    926

    Paryż nie ma co jeść. Nie ma chleba dla chorych. Nie ma mleka dla dzieci.

    927

    Dwa razy jeszcze zbiorą się uczeni, ale pierwszy raz tylko na pół godziny, a drugie posiedzenie trwało piętnaście minut.

    928

    Niemcy strzelają do szpitali.

    929

    Lekarz wojskowy robi co dzień piętnaście amputacji. To ciężka operacja: obcina poszarpaną rękę, obcina nogę. Ale nie uratuje rannego, bo będzie zakażenie, będzie gangrena i śmierć.


    930

    Pasteur jest w Arbois u siostry i jej męża. Mąż siostry pracuje w garbarni ojca, który nie żyje.

    931

    Szczęśliwy ojciec, który tego nie doczekał. Stary żołnierz nie doczekał klęski. Stary sierżant napoleoński odznaczony krzyżem Legii Honorowej.

    932

    W jego mieście rodzinnym — Prusacy!


    933

    Pasteur widzi w garbarni skóry. To jego fermentacja.

    934

    Patrzy, jak siostra piecze chleb. Ciasto rośnie. To drożdże. Małe żyjątka.

    935

    Pasteur wyjmuje mikroskop i stawia na stole. Chce, ale nie może pracować.


    936

    Wychodzi na ulicę. Podoficer niemiecki zastrzelił bez sądu Karola Ducret (Dikre) i jego ojca Antoniego. Za co? Za nic. Tak sobie.

    937

    Mówią, że generał Bazaine[28] (Bazen) zdradził Francję. Mówią, że generał Bourbaki[29] (Burbaki) odebrał sobie życie.

    938

    Napisał: dowodzić armią to tortura. I strzelił do siebie.

    939

    Pasteur próbuje pisać, ale nie może.

    940

    Pisze:

    941

    Nikt nam nie pomaga. Straszna jest nasza dola, ale wolę być Francuzem niż Prusakiem.

    942

    Wolę nasze ofiary niż ich drapieżną dumę. Każda moja praca aż do ostatniego dnia życia będzie miała napis: Hańba Prusakom. Zemsta! Zemsta!


    943

    Przypomina sobie Pasteur pracę, którą zaczął w Strasburgu, kiedy był młody. Chciał wtedy zmieniać nie tylko kryształy, ale i rośliny, i zwierzęta. Żeby były inne. Żeby słońce świeciło tak, jak człowiek chce. Żeby nie było ludzi złych, chorych ani głupich. Tyle jest wielkich tajemnic i nieznanych mocy.

    944

    Pisał wtedy do Karola:

    945

    — Tak mało wiem. Szkoda, że nie jesteśmy razem. Razem zmienilibyśmy świat. Trzeba być szalonym, żeby robić to, co zacząłem.


    946

    Dlaczego nie ma książki o szaleństwach wielkich ludzi?

    33.

    947

    Dobrze, że ta moja książka o Pasteurze jest mała i nie napiszę w niej tego, jak straszny to był rok, jak straszna była ta wojna.

    948

    Źle, że ta książka o Pasteurze jest mała i nie napiszę, jak ciężko walczył wielki uczony o zwycięstwo prawdy.


    949

    Ciężka jest wojna dla każdego człowieka. Bo i on cierpi, i jego rodzina cierpi. Ciężka jest wojna dla żołnierza, ale jakże bardzo ciężka dla wodza. Wódz odpowiada za wszystko i za wszystkich.

    950

    A Pasteur jest wodzem nie tylko żołnierzy, ale wodzem wojska i kobiet, i starców, i dzieci. Wodzem wszystkich narodów. Bo uczony odpowiada za cały świat.


    951

    Gniewają się na Pasteura lekarze we Francji, bo mówi głośno o tym, że w szpitalach są brudy i dlatego umierają chorzy, ranni i kobiety, które rodzą. Lekarze nie uczą ludzi tego, że brud przynosi choroby.

    952

    Ale na dwa lata przed wojną niemiecki uniwersytet w Bonn nazwał Pasteura — Vir clarissimus (Wir klarissimus).

    953

    To znaczy:

    954

    — Mąż najsławniejszy.

    955

    Pięćdziesięciu niemieckich profesorów dało mu tytuł honorowy doktora. Przysłali papier z podpisami.

    956

    Uroczyste papiery piszą uczeni po łacinie.

    957

    Pasteura bardzo ucieszył wtedy ten dyplom.


    958

    Ale teraz nie chce mieć tego dyplomu. Bo na tym samym papierze jest podpis niemieckiego cesarza, który skłamał i oszukał.

    959

    Kiedy cesarz Wilhelm[30] zaczął wojnę, powiedział, że prowadzić ją będzie tylko z francuskim cesarzem. A teraz każe strzelać do pracowni i do szkół, do bibliotek i do szpitali.

    960

    A uczelnia to świątynia wiedzy, którą niemiecki cesarz krzywdził i znieważał.

    961

    Pasteur odesłał dyplom i napisał do rektora, że nie chce, żeby na tym samym papierze napisane było jego nazwisko obok imienia cesasarza Wilhelma (Rex Guilelmus).

    962

    Zebrali się uczeni w Bonn i odpisali, że Pasteur obraził święte imię cesarza, więc mu wyrażają pogardę.

    963

    Przysłali Pasteurowi ten sam list po niemiecku i po francusku. W niemieckim liście napisali: wyrażamy głęboką pogardę. A we francuskim liście tylko — pogardę.

    964

    Pasteur tak odpowiedział uczonym w Bonn:

    965

    Wy piszecie, że święte jest imię cesarza, ja napisałem, że święte są prawa nauki i ludzkości. Ale jest w liście waszym jeden błąd, który proszę poprawić. Nie wiem, czy pogarda wasza jest zwyczajna czy głęboka, bo tu napisane jest inaczej, a tam inaczej.

    966

    Pasteur nie powiedział, że pogarda ich nic go nie obchodzi. On tylko zażartował, zakpił sobie z nich. Taki bolesny żart nazywa się ironia. Drwina.


    967

    Za lat dwadzieścia od tego zdarzenia Akademia Nauk w Berlinie zechce mu przysłać order niemieckiego cesarza. Pasteur podziękuje: nie chce.

    968

    Powie.

    969

    — Wiedza nie ma ojczyzny, uczeni mają ojczyznę.

    34.

    970

    Pasteur w walce o prawdę zwyciężył.

    971

    Po chorobie jest kaleką, źle chodzi, lewą ręką słabo porusza. Ale zwyciężył.

    972

    Walka będzie długa i zacięta. Oręż Pasteura w tej walce to mikroskop. Pole walki to pracownia, zebrania, komisje w Akademii Nauk, kongresy naukowe.

    973

    Generał Bourbaki przegrał w walce na armaty i karabiny. Posłał do ministra wojny telegram: dowodzić armią to tortura. I strzelił do siebie. Nie uratuje Francji. Nie chce żyć zwyciężony.

    974

    A w armii tego generała służy syn Pasteura. Chłopak ma lat 18. Jedynak.

    975

    Gdzie jest? Dlaczego nie pisze? Czy chory? Czy ranny? Czy zabity?

    976

    Pasteur jedzie go szukać. Ten jeden raz nie prawdy naukowej szuka, ale syna. Nie żyjątka pod mikroskopem i tajemnicy przyrody, ale syna i czarnej tajemnicy, gdzie jest jego syn i co robi, czy żyje.

    977

    Zima. Styczeń. Godzina czwarta. Wieczór. Już ciemno. Śnieg.

    978

    Pasteur nie chce czekać. Nie będzie czekał do rana. Może pomoc potrzebna jest synowi natychmiast? Może przybędzie za późno?

    979

    Żegna się z Julkiem. Julek — kolega zabaw dziecinnych. Nie wiedzieli wtedy, że na całe życie.

    980

    Żona też chce jechać. Dobrze. Pojadą razem: matka i ojciec.


    981

    Nocują w karczmie przy drodze. Pasteur nie pyta się o jedwabniki. Nie rozmawia z gospodarzami o morwach i motylach.

    982

    Gdzie jest jego syn? Co się z nim dzieje? Gdzie Janek?

    983

    Jadą przez lasy, przez pola. Dojechali do miasta Censeau (Sęso). Tu dowiedział się Pasteur. Batalion, gdzie służy Janek, miał 1200 żołnierzy. Zostało trzystu.

    984

    — Jan Pasteur? Kapral Pasteur?

    985

    Nie wiedzą. Nie znają. Nie słyszeli.

    986

    Teraz trudno jest odszukać nawet pułkownika. Wojsko się cofa. Nie ma wodza. Głód. Ludzie leżą w rowach i na polu.

    987

    Jadą. Księżyc świeci. Szpital. Może tu? Nie. Nie ma i nikt nie wie.

    988

    Nareszcie.

    989

    Kapral Pasteur żyje — mówi żołnierz. — Zdaje się, że jest ranny. Wczoraj był w Chaffois (Szaffua). Nocowaliśmy razem. Nie wiem, gdzie jest teraz. Jeżeli jest ranny albo chory, nie może się uratować.

    990

    Ale Pasteur jest uparty. Jedzie dalej. Szuka. Aż znalazł syna — jedynaka.


    991

    Kończę tak:

    992

    Gdyby Pasteur prowadził badania naukowe, nie pojechałby szukać syna. Nie rzuciłby pracy. Ale nie mógł czytać, pisać i pracować w dnie klęski narodowej.

    993

    Mówi się:

    994

    — Złamały go niepowodzenia. Ugiął się pod ciężarem nieszczęść.

    995

    Ale wielki człowiek znów się wyprostuje i dalej pełnić będzie służbę życia.


    996

    Przez pięć miesięcy Pasteur nic nie robił. Nie czytał, bo po co? Nie pisał, bo dla kogo? Nie mógł siedzieć spokojnie w pracowni, kiedy w domu jego ojczyzny był pożar.

    35.

    997

    Po wojnie z Niemcami zaczęła się wojna domowa. Jedni chcieli mieć cesarza, inni prezydenta. Wybuchła walka bratobójcza. Francuzi walczyli z Francuzami.

    998

    Kto wówczas mógł myśleć o szkołach, pracowniach i o nauce? Nikt na to nie miał czasu.


    999

    Rząd włoski prosił, żeby Pasteur przyjechał do włoskiego miasta, do Mediolanu.

    1000

    Dadzą mu pracownię i mikroskopy. Miasto jest spokojne. Będzie profesorem na uniwersytecie. Studenci będą go lubili. Będzie miał miłych kolegów. Będzie miał wygodne mieszkanie.

    1001

    Pasteur napisał: nie.

    1002

    Prosiło go inne miasto, żeby przyjechał i uczył włoskich studentów. Pasteur mówi: nie.

    1003

    Napisał list do pana Toscanelli:

    1004

    — Dziękuję. Z całego serca dziękuję. Będę pamiętał o waszej przyjaźni. Ale nie mogę przyjąć od obcych tego, czego nie może mi dać moja biedna Francja.

    1005

    Francja nic mu dać nie mogła.

    1006

    — Nie mogę być dezerterem — napisał Pasteur.

    1007

    Pasteur jedzie do ucznia Duclaux (Diklo). Będą razem pracowali.

    1008

    Będą razem hodowali motyle, żeby po wojnie już nigdy nie brakowało nikomu nasion, zdrowych jajeczek jedwabników.

    1009

    Pasteur będzie badał piwo.

    1010

    Niektórzy uczeni myślą, że nie wypada pisać o zwyczajnych rzeczach. W uczonej książce tylko pięć stron napisali o piwie. Pasteur napisał o tym dużą książkę, nawet dwie książki. Zbada fermentację piwa i napisze o niej.

    1011

    Trzeba pracować. Laboremus[31].

    1012

    Trzeba naprawić to, co inni zepsuli.


    1013

    Pasteur chce, żeby wiedza służyła człowiekowi.

    1014

    Niech fabrykant wie, że jego bogactwo zależy od badań uczonych. Niech rolnik wie, że jego nawozy, zdrowe motyle, zdrowie koni, krów i owiec, to owoc badań uczonych.

    1015

    Niech wiedzą lekarze, że badanie chorego jest ważne, ale tak samo jest ważna pracownia uczonego. Niech matka wie, jak pielęgnować dziecko, żeby było zdrowe.

    1016

    Pasteur, badając piwo i fermenty, chce zbadać, co to jest życie i śmierć, zdrowie i choroba, fermentacja, gnicie, zaraza.

    1017

    Pasteur chce, żeby Francja była silna i bogata.

    1018

    Czy tylko Francja?

    1019

    Nie. Wszystkie narody i ludy świata.

    1020

    Wszystko, co odkryje, powie każdemu głośno, niczego nie zatai, za nic nie każe sobie płacić.

    1021

    Kiedy Pasteur odwiedzał fabryki, właściciele obawiali się pokazywać mu, nie chcieli, żeby ktoś inny robił to, co oni robią. Fabrykant chce tylko sam wszystko umieć. Chce, żeby tylko jego piwo było dobre, tylko jego wino i jego cukier.

    1022

    Hodowca tylko sam chce mieć zdrowe krowy, mleko, owce i wełnę. Handlarze nie chcieli, żeby Pasteur nauczył wszystkich, jak hodować zdrowe jedwabniki.


    1023

    A Pasteur nauczył nie tylko Francuzów, ale i Anglików, Włochów, Polaków, Szwedów, Rosjan, Niemców, dalej amerykańską Kanadę i afrykańskie Maroko.

    1024

    Pasteur powiedział:

    1025

    — Wiem. Znalazłem. Droga jest otwarta. Teraz już wszyscy mogą to zrobić. Teraz już wszystkim będzie łatwo.

    36.

    1026

    Byłem raz w kinie.

    1027

    Pokazywali obraz. Pokazywali obraz prawdziwy, jak uczeni idą na najwyższe góry na świecie. Te góry nazywają się Himalaje.

    1028

    Nikt tam nie był jeszcze. Nikt nie był tak wysoko. — Mówi się: tam nigdy noga ludzka nie postała.

    1029

    Odważni podróżni szukają drogi dla siebie, szukają drogi dla wszystkich ludzi.


    1030

    Mrozy tam są, jakich nigdzie nie ma na świecie. Wiatry tam są, jakich nie ma na całym świecie.

    1031

    Po równej drodze chodzić trudno, kiedy wiatr piekielny wieje. Na równym lodzie człowiek się przewraca. A tam, w Himalajach trzeba po lodzie drapać się na górę prostopadłą.


    1032

    Z góry spadają lodowe skały. Podróżników może zasypać śnieg. Może ich spotkać śmierć w przepaści.

    1033

    Trzeba być odważnym jak bohater, ale i bardzo ostrożnym trzeba być.

    1034

    Jeden krok nierozważny, a zginiesz.

    1035

    A oni idą nieustraszeni i jeszcze fotografują odmrożonymi rękami. Patrzą i zapisują, co widzą, żeby inni ludzie wiedzieli, jak tam jest.


    1036

    Siedzę w kinie. Zapłaciłem złotówkę i siedzę w ciepłej sali na wygodnej ławce. I wstydzę się, że tak wygodnie patrzę na obrazy niebotycznych gór i przyglądam się męce i walce bohaterów.

    1037

    Obrazy nie są bardzo wyraźne, bo podróżnicy już nie mieli sił kręcić aparatów, żeby dobrze fotografować.

    1038

    Potem już obrazy się nie ruszają. Już tylko widać na ekranie zwyczajne fotografie, góry, lód i śnieg.

    1039

    I już widać mogiłę jedną i drugą towarzyszy, co zabłądzili i umarli z głodu i zimna.

    1040

    Potem ukazały się na ekranie już tylko napisy. Jest to pamiętnik wyprawy. Jednemu z uczestników starczyło sił, żeby pisać pamiętnik odmrożoną ręką.


    1041

    A ja siedzę w ciepłej sali i smutno mi jest, że nie mogę im okazać pomocy. I raduję się, że istnieją na świecie tacy bohaterowie.

    1042

    A obok mnie siedzą jakiś pan i jakaś pani. Żartują, śmieją się.

    1043

    Mówią: brzydki obraz, same napisy, nic ciekawego. Szkoda złotówki.

    1044

    Jak to gniewa i boli!


    1045

    Ludwik Pasteur napisał 230 książek. Opisał w nich pracę całego trudnego życia wielkiego człowieka. Są to książki naukowe. Nawet czytać je trudno, a on je wszystkie sam napisał. I sam zrobił to wszystko, badał, próbował, szukał.

    1046

    To dobrze, że wystarczy, aby jeden człowiek wiedział i powiedział, co robić i jak robić.

    1047

    Już teraz innym będzie łatwo, już teraz każdy będzie wiedział. Każdy zwyczajny człowiek będzie sobie mógł kupić książkę o odkryciach Pasteura.

    1048

    Ale źle jest, gdy zwyczajny człowiek jest leniwy i zarozumiały i nie ma cierpliwości. Gdy nie chce nic czytać. Nie chce nawet wiedzieć i pamiętać, kto odkrył prawdę, kto jej nauczał, kogo należy szanować.

    1049

    Takiemu zdaje się, że praca uczonego to nic wielkiego, że to wszystko robi się prędko i łatwo.

    1050

    Taki powie może:

    1051

    — Chore motyle? Chore robaki? Co to ważnego? To nudne. To nieciekawe. Po co to czytać?

    37.

    1052

    Mówiono, że Ludwik Pasteur nie był dobry. Że był niedobry dla rodziców, dla żony, dla dzieci. Że był niedobry dla przyjaciela i ucznia.

    1053

    To nieprawda. Był dla nich dobry i kochał ich wszystkich.

    1054

    Prawdą jest tylko to, że trudno być matką, ojcem, żoną, przyjacielem, uczniem wielkiego człowieka.

    1055

    Niespokojną ma duszę wielki człowiek. Boją się o niego najbliżsi, a on jest nieustraszony i niecierpliwy. Drogi jego są trudne i ciężkie, a praca wielka i wielki cel.

    1056

    Siły mierzy na zamiary.

    1057

    Naczelnik i wódz całej armii uczonych walczy o dobro, walczy o dobre jutro dla ludzi.

    1058

    Zwycięży albo zginie.


    1059

    Mówiono, że Ludwik Pasteur jest złośnikiem. O byle co gniewa się i kłóci.

    1060

    I ja uwierzyłem temu. Napisałem książkę o Pasteurze, „wielkim złośniku”.

    1061

    Ale potem przeczytałem jego życiorys. Czytałem trzy razy, pięć razy. I widzę, że to nieprawda.

    1062

    Pasteur był tylko uparty, ale nie kłótliwy, nie złośnik.

    1063

    Mówił prawdę w oczy, a ludzie tego nie lubią. Gniewał się, gdy mu przeszkadzano. O prawdę walczył. Bez miłosierdzia tępił przesądy i błędy.

    1064

    Więc rzuciłem do pieca, spaliłem to, co napisałem. Pasteur nie był złośnikiem, ale upartym człowiekiem. Chciał wiedzieć, chciał rozumieć, chciał przekonać i nauczyć.

    1065

    Nie ustępował nigdy, chciał, aby wszyscy robili tak, jak on każe. Muszą mleko pasteryzować, muszą leczyć pokąsanych przez psy w szpitalu pasterowskim.


    1066

    Mówiono, że Pasteur nawet starych ludzi nie szanuje. Że w Boga nie wierzy, że męczy zwierzęta, że jest zarozumiały.

    1067

    To kłamstwo.

    1068

    Takie kłamstwo nazywa się oszczerstwem.


    1069

    Pasteur powiedział:

    1070

    — Nie umiecie panowie patrzeć przez mikroskop. Nie chce ci się pracować, panie Colin (Kolę). Cztery miesiące straciłem, żeby się przekonać o tym, że pleciesz głupstwa, panie Colin.

    1071

    Tak krzyczał Pasteur na posiedzeniu naukowym.

    1072

    — Daj kurę, panie Colin (Kolę). Gdzie kura? Pokaż swoją kurę, panie Colin!


    1073

    Śmieszna była historia z tą kurą, którą mu obiecali pokazać: dowód że Pasteur się myli.

    1074

    Ale kury nie było.

    1075

    — Daj kurę, panie Colin. Gdzie kura?

    1076

    — Klatka była otwarta. Kurę pies zjadł — skłamał wróg Pasteura.

    1077

    To była historyczna kura podłego kłamcy.


    1078

    To, czy pan Colin był stary czy młody, nic Pasteura nie obchodziło. Niech nie mówią gołosłownie, niech nie kłamią, niech nie plotą, co im ślina do ust przyniesie, niech nie mówią na wiatr.

    1079

    Bo tak nie wolno postępować uczonym. Trzeba robić próby przez długie miesiące, rok za rokiem. Dopiero potem wolno mówić: wiem.

    1080

    Pasteur wierzy w Boga, kocha ludzi i zwierzęta. Nie jest zarozumiały i szanuje innych.

    1081

    Powiadano jeszcze, że Pasteur jest lizusem.

    1082

    Że mówi tak, jak chce ksiądz, jak chce minister i cesarz.

    1083

    To kłamstwo! Kto uważnie i nie raz, ale pięć razy i dziesięć razy przeczyta książkę o wielkim i upartym Ludwiku, ten zobaczy i przekona się, że on mówi tylko tak i tylko to, co widział sam i sam wypróbował, że mówił tylko to i tylko tak, jak mu każe prawda i sumienie.

    38.

    1084

    Mówiono, że Pasteur jest zarozumiały i że chce, aby go oklaskiwano.

    1085

    Tak, Pasteur ma wiernych przyjaciół we Francji i zagranicą. Ma uczniów, którzy go szanują i kochają; poszliby za nim w ogień.

    1086

    Wszyscy oni oklaskiwali go z całych sił, kiedy mówił pięknie i zwyciężał na zebraniach naukowych. A przemawiał tak, że dziwił, straszył, zdumiewał, przekonywał i pokonanych brał do niewoli.

    1087

    Bili mu wtedy oklaski uczeni i doktorzy, klaskali skromni gospodarze wiejscy, którym motyle znów dają jedwab, krowy przestały chorować i dają mleko, a zdrowe owce dostarczają wełny. Witają go z honorami fabrykanci, którym nie psują się już ich wyroby, więc zarabiają miliony. Tylko Pasteur jest dalej taki biedny, jaki był.


    1088

    Oklaskują go w stolicy i w małych miastach Francji, w Londynie, w Genewie i w Turynie, w angielskim Edynburgu i włoskim Mediolanie.

    1089

    Oklaskują wszędzie nowe prawdy Pasteura, zwycięską wiedzę Francji, nieśmiertelną sławę ojczyzny wielkiego uczonego.


    1090

    Zwycięstwo cieszy, ale i męczy bardzo. Zwycięzca jest człowiekiem, któremu potrzebny jest odpoczynek.

    1091

    Wszyscy chcą widzieć Pasteura, podać mu rękę, coś powiedzieć. Ale on jest zmęczony.

    1092

    Widziałem lotników, którzy zwyciężyli. Widziałem zwycięskich zawodników dorosłych i harcerzy.

    1093

    Oczekują w niepokoju:

    1094

    — Dzień walki nastąpi za miesiąc, za tydzień, za trzy dni, jutro… Zacznie się za pięć godzin, za godzinę… Zaczyna się. Jakie będzie zakończenie? Musi być dobrze, ale co będzie, gdy skończy się źle?


    1095

    Kto chwali się i głośno krzyczy o swoich zasługach? Ten, kto niewiele dokonał. Ten, co lubi wszystko robić łatwo i prędko. I chce, żeby go za to chwalili.

    1096

    Pasteur dużo dokonał. Rozumie, jaki trudny egzamin musi zdać. I wie, że więcej będzie takich, którzy chcą, żeby mu się nie udało.

    1097

    Kocha walkę, bo kocha zwycięstwo i jego wysiłek. Kocha prawdę.


    1098

    Mówią mu ludzie:

    1099

    — Teraz możesz odpocząć.

    1100

    — Teraz dopiero naprawdę wezmę się do pracy — odpowiada.

    1101

    Nowe już ma zamiary i nowe układa plany.

    39.

    1102

    Pasteur nie spiera się o głupstwa.

    1103

    Wszystko mu jedno, czy żyjątka pod mikroskopem są zwierzątkami, czy roślinami. Niech o to spierają się ci, którzy mają na to czas i ochotę. Wszystko mu jedno, czy nazywać się będą mikrobami, czy bakteriami, czy bakcylami, czy drobnoustrojami. Nie obchodzi go to, jak się nazywają.

    1104

    On te żyjątka zna. Hoduje je już od 20 lat.

    1105

    Jedne są nieruchome, inne są ruchliwe. Jedne oddychają powietrzem, inne od powietrza giną.

    1106

    Pasteur wie, co jedzą i jak chorują. Wie, jak się bronią, kiedy im grozi niebezpieczeństwo.

    1107

    Umie je zabijać, albo osłabiać i usypiać. Umie oswoić żyjątka, które trują jadem, jak żmija. Umie z wrogów zrobić przyjaciół i obrońców człowieka. Oswojone żyjątka będą broniły od zarazy. Trucizna, jad, którym zarażają, będzie lekarstwem chroniącym przed zarazą.


    1108

    Istnieje choroba. Nazywa się odra. Dziecko chore na odrę ma gorączkę, katar, kaszel, a na skórze ma czerwone plamy. Czerwone plamki pokazują się naprzód na twarzy.

    1109

    Teraz już wszyscy o tym wiedzą, że naprzód na twarzy, a potem dopiero na tułowiu, na rękach i na nogach.

    1110

    Ale czytałem starą gazetę lekarską, jak wówczas uczeni badali tę chorobę.

    1111

    Siedział lekarz dzień i noc przy chorym i zapisywał:

    1112

    — Godzina pierwsza w nocy. Pokazały się dwie nowe plamki na czole. Godzina pierwsza minut pięć. Pokazały się trzy nowe plamki na lewym policzku. Godzina pierwsza minut dziesięć: nowe trzy plamki.

    1113

    Przeczytałem w tej starej gazecie lekarskiej, że po to, aby wiedzieć, jak małe dziecko rośnie, ważyli je co pół godziny.

    1114

    Dowód prawdy uczonego zawiera się w takich jego słowach:

    1115

    — Widziałem. Teraz wszyscy mogą zobaczyć to samo. Zrobiłem. Teraz wszyscy mogą zrobić to samo. Jeżeli zrobią doświadczenie tak samo jak ja, zobaczą jutro ten wynik, za tydzień tamten. A za miesiąc jeszcze inny.


    1116

    Pasteur powiedział na posiedzeniu naukowym:

    1117

    — To są dwa barany. Widzicie? Tak.

    1118

    — Tu jest mikroskop. Widzicie? — Tak.

    1119

    — Tu są dwa słoiki, dwie butelki. Widzicie? — Tak.

    1120

    — W słoikach są żyjątka. Kto chce, może je zobaczyć pod mikroskopem.

    1121

    W jednym słoiku są żyjątka jadowite. Jeżeli barana skaleczę i naleję na ranę zawartość tego słoika, baran zachoruje. Jeżeli naleję płynu z oswojonymi albo z osłabionymi żyjątkami, baran będzie zdrów i nie zarazi się już nigdy.

    1122

    I stało się tak, jak powiedział Pasteur. Teraz mówi się:

    1123

    — Pasteur przeprowadził dowód prawdy naukowej.


    1124

    Powiedział do Pasteura stary przyjaciel.

    1125

    — Szkoda twojego zdrowia, czasu i spokoju, żeby odpowiadać na gadanie przeciwników. Niech zrobią próby, które ty robiłeś, i tak dokładnie, jak ty je robisz. — Znalazłeś sposób, żeby wino się nie psuło, żeby mleko i mięso się nie psuło. Fabrykacja piwa i octu poprawiła się wskutek twoich odkryć.

    1126

    Zwalczyłeś chorobę jedwabników. Teraz odkryjesz tajemnice chorób w powietrzu. Uczniowie ci pomogą.

    1127

    A jeden z uczniów dodał:

    1128

    — Po co pan traci spokój, czas i zdrowie na walki z przeciwnikami? Co za pożytek z tego?

    1129

    Ale jak Pasteur ma się nie gniewać, kiedy przeciwnicy kłamią? Taki gniew nazywa się świętym gniewem. Święty gniew w obronie prawdy naukowej.

    40.

    1130

    Gospodarz na wsi jest bogaty. Ma krowy, owce, konie, świnie i kury.

    1131

    Nagle przychodzi zaraza, pomór. Bydło i drób mrą. Nędza. Dlaczego?

    1132

    Są przeklęte łąki. Są zatrute pastwiska. Są zarażone góry. Dlaczego?

    1133

    Co robić? Kto pomoże?

    1134

    Jedną chorobę nazwali ludzie wąglikiem. (Drugą — cholerą kur. Trzecią — różycą świń).

    1135

    Krew zwierząt chorych na zarazę robiła się czarna jak węgiel.

    1136

    Były i inne nazwy tej choroby, ale jaka z tego pociecha, kiedy nikt nie umiał jej leczyć? Zaraza szerzyła się coraz więcej we Francji i na całym świecie.

    1137

    W Ameryce padło milion świń. W Rosji, w jednym tylko okręgu Nowogrodu padło 56 000 wołów, krów i baranów, zaraziło się od nich i umarło 528 ludzi.

    1138

    Pasteur bierze się do roboty. Następuje nowych sześć lat pracy i walki.

    1139

    Tylko sześć lat. Bo już znalazł drogę dla innych i dla siebie. Już zna zarazę.

    1140

    Zna choroby motyla. Smarował liście morwy zarazkami, tak jak inni smarują chleb masłem. Wie, skąd się biorą przeklęte łąki. Wie, że są dwie różne choroby — i wąglik, i zakażenie krwi.

    1141

    Różne są żyjątka i różne zarazy.


    1142

    Pasteur pisze do żony:

    1143

    — Nie wiem, kiedy przyjadę do Paryża. Nie mogę rzucić pracy. Przyślij 1000 franków, bo świnie drogo kosztują. Badam i robię doświadczenia.

    1144

    Pasteur wie, że potrzebne są do życia: czyste powietrze, czysta woda i czysta trawa. Nie wolno zakopywać padliny, trzeba palić, żeby nie szerzyła zarazy.

    1145

    Jeżeli już jest zaraza, trzeba szczepić oswojone żyjątka zdrowym zwierzętom, żeby były odporne, żeby się nie zaraziły i nie chorowały.

    1146

    Wszystko jedno, czy choroba nazywa się wąglik czy czarna krew, czy nazwać ją zarazą czy epidemią, czy mówić: żyjątka, bakterie, mikroby czy drobnoustroje.

    1147

    Jeszcze tylko sześć lat niezmordowanej pracy i Pasteur powie: Oto 25 baranów szczepionych, a oto 25 baranów nieszczepionych. Widzicie? Biorę szprycę. Widzicie?

    1148

    Przeciwnicy nie chcą, żeby się udało.

    1149

    Mówią:

    1150

    — Zmieszaj mocno płyn z żyjątkami, bo na dole jest więcej zarazków.

    1151

    — Dobrze, mieszam, widzicie?

    1152

    — Ale bierzesz za mało zarazy. Zrób to samo z krowami.

    1153

    Pasteur wie, jaki będzie skutek. Jest pewien. Ale trzeba czekać cały miesiąc. Co będzie, jeśli próba niezupełnie się uda?


    1154

    Ostatniej nocy przed próbą nie spał ani chwili.

    1155

    Potem pani Pasteur napisała do dzieci:

    1156

    — Radość jest u nas w domu i w pracowni. Cieszcie się, moje drogie dzieci. Szczepione zwierzęta są zdrowe. Tamte padły.


    1157

    Ludzie pytają się:

    1158

    — Dlaczego kura nie choruje na wąglik?

    1159

    Pasteur pracuje nad tym cały rok. I wie już, że można zarazić kurę, jeśli ją trzymać w zimnej wodzie.

    1160

    Krew kury jest bardzo ciepła, a żyjątko wąglika tego nie lubi.

    1161

    Zrobił nowe ważne odkrycie.

    1162

    Przeciwnicy widzą, że nie dadzą mu rady.

    1163

    — No tak. Ale Pasteur nie jest pierwszy. Było już przed nim szczepienie ospy. Uczony niemiecki Koch[32] też hoduje zarazki.

    1164

    No tak. We krwi chorych na wąglik są żyjątka. Napisał już o tym Delafon[33] (Delafą), kiedy Pasteur miał dopiero 15 lat, a Koch jeszcze się nie urodził.

    1165

    Tak to prawda — Delafon widział te żyjątka, ale nic nie zrozumiał. Cóż więc z tego za pociecha, że widział?

    41.

    1166

    Trudne jest życie wielkiego uczonego, ale wspaniałe. Życie takie jest jak bajka, jak dziwna bajka, jak najpiękniejsza z bajek.


    1167

    Są dwie choroby. Jedna to wrzód. Palec boli. Palec jest zaczerwieniony, zaogniony, obiera się i boli. To nawet nie choroba, tylko dokuczliwe niedomaganie. Druga choroba to zapalenie kości. Kość gnije. Gorączka. Trzeba krajać rękę albo nogę. Człowiek umiera.

    1168

    Pasteur bada pod mikroskopem i szczepi żyjątka palca i ręki, i mówi: Znalazłem te same żyjątka. Jest to taka sama choroba. Tu zakażenie skóry, a tu zakażenie kości.

    1169

    Śmieją się z niego. Mówią:

    1170

    — Pasteur jest niepoczytalny. Twierdzi, że niewinny furunkuł[34] i groźny osteomielit [35]— to jedno i to samo.

    1171

    A Pasteur odpowiada: nic mnie to nie obchodzi, jak wy to nazywacie.

    1172

    Żartują z Pasteura:

    1173

    — Piwowar. Znachor. Chemik. Doktor robaków. Wariat.

    1174

    Ale stało się tak, jak Pasteur przepowiedział. Zwyciężył.


    1175

    Doktorzy radzą na posiedzeniach, co robić, że tyle kobiet umiera. 347 kobiet urodziło dzieci, a umarło 64. Sto kobiet zachorowało, 30 umarło. Co robić?

    1176

    Pasteur mówi.

    1177

    — Wiem, co robić. Trzeba myć ręce, trzeba w gorącej wodzie gotować ręczniki i opatrunki. Trzeba sterylizować. Wasze brudne ręce i brudna bielizna zabijają matki i dzieci.

    1178

    Wyśmiano go:

    1179

    — Panie Pasteur, tego zarazka nigdy nie znajdziemy.

    1180

    Pasteur wstaje, podchodzi do tablicy, bierze kredę, rysuje.

    1181

    — O, paciorkowiec. Już znalazłem.

    1182

    I tak było. Zwyciężył.


    1183

    Jeśli wściekły pies ugryzie człowieka, człowiek umiera.

    1184

    Pasteur powiedział:

    1185

    — Trzeba ukąszonemu 14 razy zastrzyknąć pod skórę mózg wściekłego królika, wtedy nie zachoruje.

    1186

    Oskarżono go:

    1187

    — Jesteś pan trucicielem, mordercą.

    1188

    Odpowiedział: nie jestem mordercą. Umiem leczyć wściekliznę.

    1189

    I naprawdę umiał. Zwyciężył.


    1190

    Uczeni bronili się, mówiąc: nigdy dotychczas tak nie było. Pasteur odpowiadał: nie było, ale teraz jest i będzie.

    1191

    Uczeni twierdzili: zawsze dotąd tak było. Pasteur odpowiadał: a teraz będzie inaczej.

    1192

    Uczeni upierali się, że oni i tak to wszystko już przed tym wiedzieli. A Pasteur nie zaprzeczał, ale dodawał: źle wiedzieliście.

    1193

    Uczeni chwalili się, że napisali już o tym 300 książek. A Pasteur na to: ale ja swoje wiem, inaczej i lepiej. Mówili, że nikt nie wie prawdy[36]. Pasteur oświadczał: ja wiem, umiem i mogę.

    1194

    Pasteur robił uparte próby. Dawał dowody prawdy.


    1195

    Trudne jest życie wielkiego człowieka, ale wspaniałe. Jak dziwna bajka. Jak najpiękniejsza z bajek.


    1196

    Jeżeli wściekły pies pokąsa psa, zabija się oba psy. To samo robili dawniej z pogryzionym człowiekiem. Zabijano, uśmiercano. Bo stawał się niebezpieczny i mógł w ataku wścieklizny pogryźć innych ludzi.

    1197

    Tak postępowano niedawno, sto lat temu.


    1198

    Potem stosowano inne sposoby. Leczono gorącym żelazem. Wypalano gorącym żelazem rany pokąsanego.

    1199

    Pasteur pamięta z dzieciństwa. Był dzieckiem, gdy w Arbois wściekły wilk pokąsał pana Nicole (Nikol).

    1200

    Obok garbarni ojca była kuźnia. Kowal czerwonym, rozpalonym żelazem przypalał rany dobrego pana Nicole.

    1201

    Wścieklizna to straszna choroba.


    1202

    Napisał Pasteur do Julka, do przyjaciela Julka:

    1203

    — Niestety. Nie przyjadę do Arbois na Wielkanoc. Nie mam czasu na odpoczynek. Mam sto wściekłych psów w pracowni. Czeka mnie jeszcze kilka miesięcy pracy.

    1204

    Proszą go teraz z różnych stron i wołają: ratunku. Piszą z Ameryki i z Anglii: ratuj pokąsanych przez wściekłe psy.

    1205

    Pasteur odpisuje: za dwa lata. Nie teraz jeszcze. Mam wątpliwości. Lekarstwo jeszcze niegotowe.

    1206

    Pisze król brazylijski:

    1207

    — Ratuj ludzi pokąsanych.

    1208

    Pasteur odpisuje:

    1209

    — Dobrze. Przyjadę. Jeżeli macie tam jakiegoś zbrodniarza, skazanego na śmierć, przyjadę i zrobię pierwszą próbę na człowieku.

    1210

    Pisze Pasteur do syna:

    1211

    — Boję się robić próby na pokąsanych ludziach.

    1212

    Pasteur boi się. Nie chce. Ale musi.

    1213

    Pierwszym pokąsanym człowiekiem, którego wyleczył, był mały Józio. Mały Alzatczyk Józio. Pasteur leczył go i wyleczył.

    1214

    To było jego zwycięstwem i zemstą nad przeciwnikami.

    42.

    1215

    W ów straszny rok wojny kazał cesarz niemiecki zapłacić Francuzom miliardy franków kary.

    1216

    Taka kara za przegraną wojnę nazywa się kontrybucja.

    1217

    Odkrycia Pasteura dały Francji miliardy.

    1218

    Pasteur wynagrodził Francji straty wojenne.

    1219

    W ów straszny rok wojenny zabrał cesarz niemiecki część francuskiego kraju. Zabrał Alzację. Pasteur zaprzysiągł mu wtedy zemstę.

    1220

    Teraz wybiła godzina zemsty.


    1221

    Pierwszym od początku świata człowiekiem, którego uratowano od wścieklizny, był mały Alzatczyk. Nie na owym zbrodniarzu skazanym w dalekiej Brazylii, ale na małym Alzatczyku Józiu zrobił Pasteur swoją próbę i uratował go.

    1222

    Józio urodził się w zabranej przez Niemców Alzacji i chodził tam do szkoły. W drodze do szkoły pokąsał go wściekły pies.

    1223

    Józio miał 10 lat. Matka przywiozła go do Pasteura. Błagała o ratunek.

    1224

    Pasteur rozpoczął szczepienia.


    1225

    Pani Pasteur napisała do córki:

    1226

    — Wasz ojciec nie śpi po nocach.

    1227

    A Pasteur napisał potem do syna:

    1228

    — Mały Józio jest zdrów. Jutro trzydziesty dzień leczenia.

    1229

    Trzydzieści długich nocy nie spał Pasteur, trzydzieści nocy spał spokojnie mały Józio.

    1230

    Udało się. Zwycięstwo. Pasteur ocalił małego rodaka z zabranego kraju.


    1231

    Przywieźli do Pasteura ze wsi chłopca — bohatera. Obronił gromadę dzieci, ale sam został pogryziony przez wściekłego psa. Pasteur wyleczył go, a potem napisał do niego list:

    1232

    „Kochany chłopcze, otrzymałem wszystkie twoje listy. Wiadomość, że jesteś zdrów, bardzo mnie ucieszyła. Żona dziękuje ci za pamięć. Ona, ja i cała pracownia życzymy, żeby ci się dobrze wiodło. Piszesz już teraz lepiej niż dawniej. Do jakiej chodzisz szkoły? Kto cię uczy? Czy wiesz, że mały Józio, którego szczepiłem pierwszego, często pisuje do mnie? Chociaż ma tylko 10 lat, robi większe postępy w nauce niż ty. Staraj się, ile możesz. Pozdrów pana Perrot. Bez jego pomocy nie przyjechałbyś do Paryża. Zachorowałbyś na wściekliznę, a to niezawodna śmierć. Powinieneś mu być wdzięczny. Do widzenia. Bądź zdrów”.

    1233

    Wielki Pasteur miał czas na pisanie listów do chłopców, których leczył.


    1234

    Przywieźli z Ameryki czworo dzieci pokąsanych przez wściekłe psy. Dziewczynka ma pięć lat. Wie, że pokąsał ją pies. Potem długo wieźli ją okrętem do jakiegoś pana Pasteura. Będzie ją leczył. Mała boi się. To będzie bolało. Po co ją leczyć, kiedy jest zdrowa? Ranka się już wygoiła.

    1235

    Przyjechała do Francji. Posadzili ją w dużym pokoju. Mała dziwi się. Po co, na co czeka? Tyle ludzi tu siedzi. Na co czekają? Oni może też są pogryzieni przez wściekłe psy?

    1236

    Mała nic nie rozumie, ale boi się, że będzie bolało.

    1237

    Przychodzi stary pan. To pan Pasteur. Mała boi się tego doktora.

    1238

    No i co? Nic. Ukłuli ją igłą. Wcale nie bolało. Mała Amerykanka myśli:

    1239

    — Więc po to jechałam tak długo, tak daleko, żeby ukłuli igłą?


    1240

    Cesarz rosyjski przysłał 19 chłopów ze Smoleńska, gdzie jest bardzo zimno. Umarło tylko trzech. Umarli od ran, bo poszarpał ich wściekły wilk. Ale 16 zdrowych wróciło do Rosji. Pasteur ich wyleczył.

    1241

    Cesarz rosyjski dał Pasteurowi order, a na jego pracownię przysłał 100 000 franków.


    1242

    Już wiele setek ludzi Pasteur szczepił. Już teraz można się nie bać wściekłego psa, już można nie bać się człowieka, którego pies pokąsał.

    1243

    Ale Pasteur jest zmęczony pracą.

    1244

    Prosi go doktor Granché:

    1245

    — Niech pan odpocznie.

    1246

    Prosi go doktor Villemin (Wilemę):

    1247

    — Niech pan odpocznie. Pan jest przepracowany. Pan zasłużył na odpoczynek. Niech pan jedzie nad morze. Niech pan grzeje się na słońcu.

    1248

    Zaprasza go bogacz do królewskiego pałacu nad morze.


    1249

    Pojechał Pasteur z żoną, z córką i wnuczkami nad morze południa do pięknego pałacu.

    1250

    Ale dla wielkich ludzi nie ma słońca i odpoczynku. Nie pozwala na to ani ziemia, ani niebo, ani morze.

    1251

    Przyszło trzęsienie ziemi. Straszna katastrofa. Pałac zaczął się walić. Pasteur z rodziną musieli w nocy uciekać:


    1252

    Życie wielkich ludzi jest jak bajka, jak trudna bajka.

    43.

    1253

    Dzień 14 lipca — to święto Francuzów[37].

    1254

    Dzień 14 lipca — to wielkie święto narodowe. Święto wolności.

    1255

    Dzień wesela i zabawy. W domu i na ulicach miast dużych i małych.

    1256

    Muzyka gra. Ludzie zapominają o tym, co to jest smutek. Tańczą i śpiewają. Zapomnieli, kto na kogo się gniewa. Wszyscy są dziś braćmi i siostrami. Wszyscy są rodakami. Jest to święto zgody i pokoju.

    1257

    Tak jest w Paryżu, tak jest w dużych i małych miastach francuskich.


    1258

    Dzień święta narodowego. Małe miasto Dôle. Miasto, gdzie urodził się Pasteur. Zaprosili Pasteura. Przyjechał.

    1259

    Postawili na placu pomnik. Postawili pomnik nie wojny, nie gniewu, ale pomnik pokoju, zgody i dobroci.

    1260

    Zaprosili Pasteura do Dôle. Tu urodził się w małym domu ten wielki syn garbarza, Ludwik, syn Jana Józefa Pasteura i Janiny Roqui. Niech żyje!


    1261

    Na małym domku ubogiej ulicy Garbarskiej w Dôle zawiesili tablicę, że tu urodził się wielki uczony, który pokonał zarazę.

    1262

    Niech żyje!

    1263

    Matki pokazują go dzieciom:

    1264

    — Widzisz? To on. Pamiętaj.


    1265

    Szkoda, że ta książka jest mała. Nie mogę tu przepisać całej mowy Pasteura z grubej książki francuskiej o jego życiu.

    1266

    Może ktoś tę dużą książkę francuską przetłumaczy i wszyscy będą mogli całą mowę Pasteura przeczytać.


    1267

    Pasteur stoi przed domem, gdzie urodził się dawno, dawno i mówi:

    1268

    — Kochałem dom rodzinny i naukę.

    1269

    Mówi:

    1270

    — Kochałem wiedzę i ognisko domowe.

    1271

    I mówi:

    1272

    — Ojcze mój, matko moja! Nie ma już was. Żyliście skromnie w tym małym domu. Daliście mi wszystko.

    1273

    Mówi tak:

    1274

    — Moja dzielna matko! Dałaś mi miłość i zapał. Nauczyłaś kochać naukę i ojczyznę.

    1275

    — Ty, ojcze, twardą swoją pracą dałeś przykład cierpliwości i wysiłku. Dałeś mi wytrzymałość i upór. Nauczyłeś mnie, ojcze, kochać wielkich ludzi i wielkie sprawy.

    1276

    — Uczyłeś mnie czytać, nauczyłeś mnie kochać sławę Francji.

    1277

    Mówi:

    1278

    — Bądźcie błogosławieni oboje, drodzy rodzice, za to, czym byliście. Przed tym domem, gdzie urodziłem się, składam wam dziś hołd.


    1279

    Historyk rodu Ludwika Pasteura wyszukał to, co było zapisane w starych papierach urzędowych. A było tak:


    1280

    Żył dawno, dawno temu na wsi chłop pańszczyźniany. Nazywał się Denis Pasteur. Syn jego nazywał się Klaudiusz.

    1281

    Kiedy Klaudiusz się żenił, ojciec i matka jego nie umieli się podpisać i postawili krzyżyk tam, gdzie trzeba było napisać imię i nazwisko.

    1282

    Nie było jeszcze Ludwika na świecie.

    1283

    Klaudiusz był niewolnikiem wielkiego pana. Był młynarzem. Ożenił się z Janiną Belle. Przy ślubie mieli podpisać papier, że obiecują i przysięgają żyć w zgodzie. Ale rodzice nie umieli podpisać urzędowego papieru. Nie było wtenczas[38] nauki dla biednych.


    1284

    Klaudiusz miał ośmioro dzieci, a najmłodszy syn nazywał się Stefan.

    1285

    Nie było jeszcze Ludwika na świecie.

    1286

    Biedny był Stefan Pasteur, dużo miał dzieci. Trzeci jego chłopiec nazywał się Jan Henryk.

    1287

    Jan Henryk wykupił się z niewoli, zapłacił za wolność cztery złote monety.


    1288

    Jan Henryk dwa razy się żenił. Pierwsza jego żona umarła. Dwadzieścia lat miała. Zostawiła syna. Syn miał pierwsze imię Jan, a drugie imię Józef. Ludwika jeszcze nie było, dopiero miał się urodzić.


    1289

    Sierotą był Jan Józef, ojciec Ludwika. Ledwo chodzić i mówić zaczął, umarła mu matka. Chowała go babcia. Potem dobra ciotka.


    1290

    O rodzie matki Ludwika wiemy, że pracowici byli i bardzo się kochali.

    1291

    Jeżeli sąsiad chciał powiedzieć, że mąż nie kłóci się z żoną, że brat nie kłóci się z bratem, złego słowa nie powie i nie uderzy, wtedy mówił:

    1292

    — Kochają się, jak rodzina Roqui.

    1293

    Z takich to rodów pochodzili ojciec i matka Ludwika Pasteura, którym wielki uczony dziękował tak pięknie za wszystko, co mu dali.

    44.

    1294

    Chcę książkę tę zakończyć słowami, które powiedział Pasteur na posiedzeniu naukowym.

    1295

    Powiedział tak:

    1296

    — W każdym z nas jest dwóch ludzi: uczony, który jest z natury niezapisaną kartą, który dzięki obserwacji, doświadczeniu i rozumowaniom pragnie wznieść się na wyżyny poznania; oraz człowiek wrażliwy, człowiek tradycji, wiary i wątpliwości, człowiek uczucia, opłakujący swe dzieci, który nie może dowieść, że się jeszcze z nimi zobaczy, ale wierzy w to i ma nadzieję, człowiek, który nie chce umrzeć tak jak robak, który mówi sobie, że tkwiąca w nim siła przetrwa. Te dwie strony w jednej istocie ludzkiej różnią się między sobą, ale biada temu, kto przy niedoskonałości wiedzy ludzkiej chce ograniczyć się do jednej z nich.


    1297

    Pasteur powiedział jeszcze tak:

    1298

    — Szczęśliwy jest ten, kto nosi w sobie Boga, ideał piękna, któremu służy — ideał sztuki, ideał nauki, ideał ojczyzny, ideał cnót ewangelicznych.

    1299

    Są to wiecznie żywe źródła wielkich myśli i wielkich czynów. Wszystkie one oświetlają się blaskiem nieskończoności.

    ŹRÓDŁA:

    1300

    René Vallery-Radot, La vie de Pasteur, Vingt et unième édition, Paris: Hachette, 1922.

    1301

    Roman Nitsch, prof. bakteriologii w Uniwersytecie Warszawskim, Warszawa: Wydawnictwo komitetu obchodu stulecia L. Pasteura, 1922[39].

    Przypisy

    [1]

    Pasteur, Ludwik (1822–1895) — francuski uczony, odkrywca mechanizmu procesu fermentacji, jako pierwszy opisał rolę, jaką odgrywają w nim mikroorganizmy. Wynalazca pasteryzacji, czyli sposobu oczyszczenia produktu spożywczego z bakterii bez pozbywania się witamin. Badacz chorób zakaźnych, wobec których ówczesna medycyna była bezradna. Jego badania z zakresu wirusologii i bakteriologii przyczyniły się do opracowania szczepionki ochronnej dla ludzi przeciwko wściekliźnie. [przypis edytorski]

    [2]

    Małe miasto — Ludwik Pasteur urodził się w Dôle w płd-wsch. Francji, miasteczku znajdującym się w pobliżu granicy francusko-szwajcarskiej. [przypis edytorski]

    [3]

    książka francuska — chodzi o książkę wymienioną w źródłach: René Vallery-Radot, La vie de Pasteur, Vingt et unième édition, Paris: Hachette, 1922. Jej autor był mężem Marii-Luizy, córki Pasteura. Ta słynna biografia nigdy w całości nie została przetłumaczona na język polski. Istnieje jedynie jej wolny przekład: R. Vallery-Radot, Życie Pasteura, wolny przekład z francuskiego A. B., Warszawa 1909. [przypis edytorski]

    [4]

    Napoleon Bonaparte (1769–1821) — cesarz Francji w latach 1804–1814, 1815, wybitny dowódca i prawodawca. [przypis edytorski]

    [5]

    Espoz y Mina, Francisco (1781–1836) — przywódca hiszp. działań partyzanckich przeciwko armii Napoleona prowadzonych w latach 1808–1814 w górach na pograniczu francusko-hiszpańskim, generał. [przypis edytorski]

    [6]

    dywizję Lavala — René Vallery-Radot, biograf Pasteura, wspomina o dywizji Levala. Nazwisko Jeana-Françoisa Levala (1762–1834) znajduje się wśród wyrytych na Łuku Tryumfalnym. W 1793 r. Leval awansował na generała brygady, dowodził dywizją pod Bar-sur-Aube i Arcis-sur-Aube. [przypis edytorski]

    [7]

    Bitwa: 8000 Francuzów, 40 000 wrogów — bitwa pod Bar-sur-Aube, 27 lutego 1814 r. [przypis edytorski]

    [8]

    krzyż Legii Honorowej — Order Narodowy Legii Honorowej to najwyższe francuskie odznaczenie nadawane wojskowym i cywilom. Ustanowił je Napoleon Bonaparte w 1802 r., od 1805 r. dzieli się na 5 klas: Krzyż Wielki, Wielki Oficer, Komandor, Oficer, Kawaler. [przypis edytorski]

    [9]

    Druga bitwa — bitwa pod Arcis-sur-Aube, 20–21 marca 1814 r. [przypis edytorski]

    [10]

    ale to było dawno, kiedy nie znano fotografii — termin fotografia został użyty po raz pierwszy w 1839 r., ale dopiero na początku XX w. sztuką fotografowania mogli się zająć amatorzy, wcześniej było to zbyt skomplikowane technicznie. [przypis edytorski]

    [11]

    Droz, François Xavier Joseph (1773–1850) — pisarz i filozof, pochodził z rodzinnych stron Ludwika Pasteura. [przypis edytorski]

    [12]

    naprzód (daw.) — najpierw. [przypis edytorski]

    [13]

    Biot, Jean Baptiste (1774–1862) — fr. fizyk i astronom, interesował się m.in. polaryzacją światła w związkach chemicznych. [przypis edytorski]

    [14]

    egzamina (daw.) — egzaminy. [przypis edytorski]

    [15]

    frasować się (daw.) — martwić się. [przypis edytorski]

    [16]

    Balard, Antoine Jérôme (1802–1876) — chemik, profesor Sorbony (Uniwersytetu Paryskiego) i Collége de France (słynnej paryskiej szkoły wyższej). [przypis edytorski]

    [17]

    Pasteur utorował drogę nowej teorii budowy związków chemicznych… Prace Pasteura dały podstawę do obecnych zapatrywań na budowę przestrzenną chemicznych związków — cytat pochodzi z książki przywołanej w źródłach: R. Nitsch, Pasteur 1822–1895, Warszawa: Wydawnictwo Komitetu Obchodu Stulecia L. Pasteura, 1922, s. 22. [przypis edytorski]

    [18]

    Dumas, Jean Baptiste (1800–1884) — chemik francuski, profesor Sorbony, członek Akademii Francuskiej. [przypis edytorski]

    [19]

    uczony duński Eerstet — Hans Christian Ørsted (1777–1851), fizyk i chemik, odkrył zjawisko elektromagnetyzmu. [przypis edytorski]

    [20]

    samorództwo — teoria o powstawaniu życia z formy nieożywionej. Pasteur ostatecznie ją obalił, co zdecydowanie ułatwiło pracę naukową jego następcom. [przypis edytorski]

    [21]

    fermentacja — proces rozkładu związków organicznych. Pasteur dowiódł, że jest wywoływany także przez drobnoustroje. [przypis edytorski]

    [22]

    W oczy mówi co innego, a za oczy inaczej (daw.) — w oczy, czyli otwarcie; za oczy, w nieobecności, za plecami. [przypis edytorski]

    [23]

    Sand, George, właśc. Aurore Dudevant (1804–1875) — francuska pisarka, odgrywała dużą rolę w życiu artystycznym i literackim epoki romantyzmu. [przypis edytorski]

    [24]

    Matylda — Matylda Letycja Bonaparte (1820–1904), córka najmłodszego brata Napoleona, ważna postać kulturalnego życia Francji, prowadziła tzw. salon literacki, czyli miejsce spotkań i wymiany myśli artystów, naukowców, polityków itp. [przypis edytorski]

    [25]

    Deville, Henri Étienne Sainte-Claire (1818–1881) — francuski chemik, profesor Sorbony, członek Francuskiej Akademii Nauk. [przypis edytorski]

    [26]

    Le Verrier, Urbain Jean Joseph (1811–1877) — fr. matematyk i astronom. [przypis edytorski]

    [27]

    Longe, właśc. François Achille Longet (1811–1871) — fr. fizjolog. [przypis edytorski]

    [28]

    Bazaine, Achille (1811–1888) — generał, marszałek Francji. Dowodził armią francuską w czasie wojny z Prusami i w 1870 r. doprowadził do jej kapitulacji. Został za to skazany na 20 lat więzienia. [przypis edytorski]

    [29]

    Bourbaki, Charles Dénis Sauter (1816–1897) — generał francuski. W obliczu klęski w trakcie wojny z Prusami (1871) próbował popełnić samobójstwo. [przypis edytorski]

    [30]

    Wilhelm I (1797–1888) — król Prus, od 1871 cesarz niemiecki. [przypis edytorski]

    [31]

    laboremus (łac.) — pracujmy. [przypis edytorski]

    [32]

    Koch, Robert (1843–1910) — uczony niemiecki, prowadził badania nad gruźlicą, za co otrzymał w 1905 r. Nagrodę Nobla. [przypis edytorski]

    [33]

    Delafon, właśc. Henri Mamert Onésime Delafond (1805–1861) — fr. weterynarz, dyrektor Szkoły Weterynarii w Alfort. [przypis edytorski]

    [34]

    furunkuł (daw.) — czyrak, zapalenie ropne torebki włosa i gruczołu łojowego wywołane przez gronkowce. [przypis edytorski]

    [35]

    osteomielit (med.) — osteomyelitis, choroba zapalna kości wywołana przez gronkowca. [przypis edytorski]

    [36]

    nie wie prawdy — nie zna prawdy. [przypis edytorski]

    [37]

    Dzień 14 lipca — to święto Francuzów — Dzień Bastylii, święto narodowe, upamiętnia wybuch Wielkiej Rewolucji Francuskiej 14 lipca 1789 r. [przypis edytorski]

    [38]

    wtenczas — wtedy, zaimek odnoszący się do pewnego czasu w przeszłości lub przyszłości. [przypis edytorski]

    [39]

    Roman Nitsch, prof. bakteriologii w Uniwersytecie Warszawskim, Warszawa: Wydawnictwo komitetu obchodu stulecia L. Pasteura, 1922 — chodzi o dzieło: R. Nitsch, Pasteur 1822–1895, Warszawa: Wydawnictwo Komitetu Obchodu Stulecia L. Pasteura, 1922. [przypis edytorski]

    Close
    Please wait...