Wolne Lektury potrzebują pomocy...

Wspólnie budujemy najpopularniejszą bibliotekę internetową w Polsce.

Dzięki Twojej wpłacie uwolnimy kolejną książkę. Przeczytają ją tysiące dzieciaków!


Dorzucisz się?

Jasne, dorzucam się!
Tym razem nie, chcę przejść do biblioteki
Informacje o nowościach

Informacje o nowościach w naszej bibliotece w Twojej skrzynce mailowej? Nic prostszego, zapisz się do newslettera. Kliknij, by pozostawić swój adres e-mail.

x
Galileusz → ← Hypatia

Spis treści

    1. Chciwość: 1
    2. Melancholia: 1
    3. Nauka: 1
    4. Prawda: 1
    5. Religia: 1
    6. Rozum: 1
    7. Światło: 1
    8. Wolność: 1

    Uwspółcześnienia:

    Pisownia łączna i rozdzielna, np.: zwolna -> z wolna, napowrót -> na powrót, jakto -> jak to, ladajakim -> lada jakim, jażbym -> jaż bym, dopieroby -> dopiero by, nademną -> nade mną, cześćby złożyły -> cześć by złożyły, jużby -> już by, jeszczebym -> jeszcze bym

    Ubezdźwięcznienia: blizka -> bliska, zczerniałem -> sczerniałym, pomódz -> pomóc.

    Pisownia joty, np.: studyum -> studium, Inkwizycyi -> Inkwizycji, historyi -> historii, djablątka -> diablątka.

    Zmodernizowano końcówki fleksyjne Msc. i N. lp i lm: -em, -emi: czem -> czym, otwartem -> otwartym, z wyjątkiem pozycji rymowych.

    Pisownia małą i wielką literą: rzeczpospolita Wenecka -> Rzeczpospolita Wenecka; Bóstwo -> bóstwo. Użyto pisowni wielką literą w zdaniach po wykrzyknikach i pytajnikach, pozostawiając jednak zapis emocjonalny, wykrzykniki i pytajniki wstawiane w funkcji przecinków w środku zdania.

    Dostosowano interpunkcję do współczesnych zasad, w szczególności pominięto przecinki w porównaniach prostych. Pozostawiono zapis emocjonalny: wykrzykniki i pytajniki wstawiane w funkcji przecinków w środku zdania.

    Inne: dyssekcyi -> dysekcji.

    Maria KonopnickaZ przeszłości. Fragmenty dramatyczneVesalius[1]

    1

    O pracach lekarskich i anatomicznych Vesaliusa mamy obszerne studium Adriana Burggraeve'a[2]; lecz wiadomości ściśle biograficzne nader są szczupłe. Ograniczają się one niemal do kilku powszechnie znanych szczegółów.

    2

    Oto treść ich główna: Vesalius należał do rodziny, która od miejsca pochodzenia, Wesel[3], przybrała swoje nazwisko. Nauk słuchał w Löwen i w Paryżu, poświęcając się głównie anatomicznym pracom. Około 1544 r. miewał publiczne odczyty w Bazylei, Padwie, Bolonii i Pizie. Główne jego dzieło, Corporis humani fabrica[4], ukazało się w Bazylei w 1543 r. Był kolejno przybocznym lekarzem Karola V[5] i Filipa II[6]. To wysokie stanowisko nie ochroniło go od prześladowań Inkwizycji, która na mocy bulli[7] Bonifacego VIII, zakazującej pod klątwą dysekcji[8] ciał ludzkich po śmierci[9], niezmordowanego tego badacza przyrody uwięziła i na śmierć skazała[10]. Później dopiero, łagodząc pierwotny wyrok, zmieniono karę śmierci na pokutną do Ziemi Świętej pielgrzymkę, skąd przyzwała Vesaliusa Rzeczpospolita Wenecka, chcąc mu na powrót[11] powierzyć katedrę anatomii w Padwie po śmierci Fallopiusza[12] w 1560 r. Vesalius w powrocie rozbił się z okrętem około wyspy Zante[13] — i tam umarł z głodu. Cuvier[14] w swojej historii nauk przyrodzonych[15][16] takie mu daje świadectwo: „Padł on, jak Sokrates, ofiarą tej walki, to utajonej, to otwartej, którą ciemnota i fanatyzm po wszystkie czasy toczyły z badaczami przyrody i prawdy”.

    *

    Obszerna komnata w maurytańskim[17] stylu; w pośrodku[18] wielki stół, na którym leży ksiąg kilka; jedną z nich zamyka pogrążony w myślach Vesalius. Przed nim stoi przyjaciel jego Silvio; w głębi stary sługa. Wieczór. Rzecz dzieje się w Madrycie w XVI wieku.

    RozumVESALIUS

    Dziwna budowa! Z tęczy i z mgły cała…
    Bez żadnych podstaw, jako rajskie ptaki,
    Które — jak mówią — przyroda skazała,
    By na piór swoich zawieszone złocie,
    Nie tknąwszy ziemi, w błękitnych zórz szlaki
    Leciały — gniazda nawet ścieląc w locie…
    Dziwna budowa!… Człowiek myśl swą ciska
    W jakąś odległość mroczną i niejasną,
    Zanim ją zmierzyć i ogarnąć umie,
    I wszelką próżnię treścią swoją własną
    Wypełnia, w marzeń pomieszanych tłumie
    Coraz to nowe wznosząc gmachy błędu,
    Tak, jakby proste przyrody zjawiska,
    Jakby natura zbyt była mu bliska
    I nie dawała umysłom rozpędu…
    Cóż są te księgi, z których pokolenie
    Nasze swą mądrość czerpie jak ze zdroju?
    Próbka wiecznego ducha niepokoju,
    Której na imię jest czczość i marzenie…
    Gdzie rzeczywistość taka jest na świecie,
    Coby w systemie tym miała swą duszę?…
    Idź, marzycielu! strój lutnię poecie!
    — Na innej drodze ja zwyciężyć muszę!

    SILVIO

    Czyż warto walczyć?… Mistrzu, pomyśl o tem!
    Madryt wre cały; zazdrośni twej sławy
    Wielkie twe imię obrzucają błotem,
    A przyjaciele szepcą je z bojaźnią…
    I gdyby nie to, żeś króla tak bliski,
    Już by się w burzę rozgrzmiały te błyski
    Głuchej zawiści, co grożą ci kaźnią —
    I straszną łuną dzień zwiastują krwawy.

    VESALIUS

    Silvio, tyś jednym z głosów tych, co we mnie
    Walkę namiętną długie wiodły lata
    O berło woli mojej nadaremnie…
    O przyjacielu! Prawdakto raz okiem ducha
    Dojrzy cudowną budowę wszechświata,
    Kto raz się dotknie zasłony przyrody
    I w majestacie myśli się zasłucha,
    Ten poprzez tłumów groźby i przekleństwa,
    Przez piekło ognia, przez ocean wody
    Z wzniesionym czołem pójdzie — i dosięże[19]
    Tajemnic bytu, choćby je miał ziemi
    Rozświecić stosem własnego męczeństwa —
    Tak w imię prawdy, bracie, walczą męże!

    SILVIO

    Powiedz: Tak giną.

    VESALIUS

    Niechaj ginę z nimi,
    Lecz niech myśl moja, jak smuga świecąca,
    Świadczy ludzkości, żem wzlatał do słońca.

    SILVIO

    Strzeż się, Andreo! Miasto pełne wieści,
    Że znów w tym domu, w podziemnej kaplicy,
    Wydarty grobom trup leży niewieści.
    Lud się odgraża…

    VESALIUS

    Cieniów służebnicy!…
    Słuchaj mnie, Silvio! Gdybym mógł pierś własną
    Otworzyć, by w niej wyśledzić drgające
    Życie, nim oczy we mgłach mi zagasną;
    Gdybym mógł domysł raz nazwać pewnikiem —
    I krzyk ostatni mieć tryumfu krzykiem,
    Wbiłbym w nią nóż ten… ha! nożów tysiące!

    SILVIO

    Mistrzu, ze słów swych wykuwasz koronę
    Dla swojej głowy… Lecz zważ, czy to warto
    Strawić wiek męski nad ciemną tą kartą,
    Która ci życie śmiercią znieważone
    Przedstawia w dzikim rozkładu chaosie?
    Dumać, z utkwionym w czoło sfinksa[20] okiem —
    I — bogdajbym[21] był fałszywym prorokiem,
    Znaleźć zagadki swej słowo — na stosie?

    VESALIUS

    Ty bluźnisz, bracie! Przyroda jest niema
    Dla tych, co pytać nie mają odwagi.
    Lecz — kto oburącz sfinksa tego chwyta
    I śmiało patrzy w zagadki oblicze,
    Choćby go tłumów szarpały zniewagi
    I grzmiało nad nim wieków anatema[22],
    Ten pojmie słowo bytu tajemnicze
    I pierwszych przyczyn hieroglif wyczyta.

    SILVIO

    Walka ta straszna jest — i jest wątpliwą.
    Wspomnij, Andreo, tych, co już w przeszłości
    Zażegli[23] jasne pochodnie ludzkości…
    Gdzież są — i jakie z posiewu ich żniwo?
    Aleksandryjska szkoła! Wielkie słowo!
    Lecz powiedz, kto dziś wie — po latach tylu —
    O sławnym w wieku swoim Herofilu?…[24]
    Wszak po Galenie[25], nawet po Mondinim[26]
    Wszystko musiałeś zaczynać na nowo…
    A kto zaręczy, że to, co dziś czynim,
    Nie będzie kiedyś nazwane nicością?

    VESALIUS

    Mylisz się, Silvio! Ta praca zagasła
    To ostudzone ogniwa łańcucha,
    Którego nowe przeguby i skręty,
    Nazwane jutrem myśli — i przyszłością,
    My dziś w ognisku wykuwamy ducha.
    Strażnica wieków zdaje swoje hasła
    Nowozaciężnym szermierzom wyłomu.
    W czasie nie ginie nigdy trud podjęty,
    Ani energii przerobionej suma…
    A myśl, co w ciszy o wszechświecie duma,
    Niech się nie zdaje straconą nikomu…
    Wieki ją przyszłe odnajdą, obaczą —
    I o nią wielkie ruchy swe zahaczą.

    ChciwośćSILVIO

    Słowa! Czcze słowa! Na mego patrona,
    Ja z mojej pracy chciałbym widzieć zyski
    Na własne oczy — póki zwę się ciałem,
    I za tę cenę krajałbym z ochotą
    Nie tylko trupa, ale bullę złotą,
    Która zabawki tej zabrania srodze…
    Lecz gonić jakieś oddalone błyski,
    Paść duszę jakimś bladym ideałem,
    Wiecznym pątnikiem być na prawdy drodze,
    Żyć słowem, choćby słowem nieśmiertelnym,
    Dios![27] jakem Hiszpan, zbyt to jest subtelnym!
    Po co się rzucać jak nurek w głębiny
    I wśród współczesnych zwać się już przyszłością?
    Cóż są twe prace? — Głuche podwaliny,
    Których wieżyca, co w błękit wybiega,
    Nigdy nie uczci — a rzadko dostrzega.

    VESALIUS

    Więc niech powstaną olbrzymie te duchy,
    Co sztandar wiedzy niosą przed ludzkością,
    Choćby mnie blaskiem swoim zaćmić miały!
    WolnośćNiechaj się zbudzą potężne te ruchy
    Swobodnej myśli, co lecąc do słońca,
    Daleko skrzydłem poziomy odtrąca —
    Choćbym ja przy nich tak wydał się mały,
    Jak atom pyłu, co w blasku drży płowy…
    A gdy się wzniesie gmach wielki, gmach nowy,
    W którym myśl szczytem, a murem są czyny,
    Niechaj potomni mój kamień grobowy
    Dorzucą między głuche podwaliny…
    Ja innej sławy nie pragnę dla siebie.

    SILVIO

    Słucham, podziwiam — i milcząc, odchodzę;
    Męczeńska palma nie nęci mnie zgoła…
    Radzę ci, mistrzu, zawiń się w swej todze —
    I od dziś ucz się umierać wspaniale…
    To ci się przyda. — Ha! Przez Boga w niebie,
    Jeśli cię schwyci trybunał tajemny,
    Jeśli w Madrycie, ku większej twej chwale,
    Będzie zbyt jasno, jak na wiek tak ciemny,
    Pierwszy dam poklask!
    Wychodzi.

    VESALIUS

    Tak! Uchylisz czoła!
    po chwili milczenia
    Hagonie! czas już; idź, zawołaj Nela,
    Rozjaśnij lampę, w oknach spuść makaty;
    Potem zstąp cicho — i ruchome kraty
    Odsuń w grobowcu…

    HAGON

    Och! na Zbawiciela
    Mękę i rany! Panie mój dostojny,
    Wstrzymaj się! Jak to, chcesz ty z Bogiem wojny?
    Grób, panie, każdy w całym kręgu świata,
    Jest taką rzeczą, której niebo strzeże,
    Chociażby żadna nie strzegła jej krata…
    Czyż chrześcijanin, panie, ma jak zwierzę
    Nawet po śmierci nie znaleźć spoczynku
    I świecić próchnem swych kości na rynku?
    Grób ma też wstydy i dziewictwo swoje;
    Podglądać rzeczy, które śmierć zakrywa,
    To zbrodnia ciężka, sprośna[28], niegodziwa!
    Niech Nel odejdzie, panie… ja się boję!

    VESALIUS

    Hago! rozumiem ciebie, jak myśl własną;
    Czuję, jak zgroza w pierś ci rzuca mrowie…
    A jednak — słuchaj! Nim światła te zgasną,
    Zapytam śmierci — a ona odpowie.

    HAGON

    Panie najmilszy! jam biedny i siwy —
    I w życiu byłem nie zawsze szczęśliwy,
    Karmiąc się czarnym kęsem lada jakim…
    Lecz choćbym nawet stokroć był żebrakiem,
    Choćbym nędzarzem był, co łaknie chleba,
    I choćby w grobach góry złota były,
    Jeszcze bym jednej grudeczki z mogiły
    Nie ruszył — tak mi Panie Boże z nieba
    Dopomóż w mojej ostatniej godzinie!

    VESALIUS

    Więc ja sam pójdę; weź pochodnię, Hago!
    Śpieszmy! Noc letnia jak chwilka przeminie.

    HAGON

    O panie! nie grzesz ty taką odwagą,
    Bo się przerazi grób — i trumna wyda
    Sama umarłych… O! co za ohyda
    Nie dać trupowi dospać do dnia sądu…
    Umarłych krajać… O panie mój miły!
    Ten nóż splami ci ręce, jak rdza trądu —
    I wszystkie puste przeklną cię mogiły
    Tak, że sam kiedyś, po najdłuższej dobie,
    Nie znajdziesz ciszy w własnym swoim grobie!

    VESALIUS

    Słuchaj, ty wierny, stary! Są na świecie
    Dusze, podobne zwichrzonej komecie,
    Które gwiazdami nie są — i nie mogą
    Cicho się palić na niebios błękicie,
    Ale targane niepokojem burzy,
    Lecą ogromną, pełną iskier drogą
    I w krwawych snopach ognia, który wróży
    Dziwne przewroty, gubią z siebie życie…
    A kiedy takie komety zagasną,
    Zostaje po nich łuna… Kto wie, stary,
    Czy ja mieć będę mogiłę swą własną,
    Pogrzeb i księdza i śpiewy i mary…

    HAGON

    O panie! oczy te zamglone
    Widziały rzeczy straszne, przeraźliwe…
    Smętne orszaki, słupy osmalone —
    Czerwone głownie[29] ludzkie, w ogniu żywe,
    Których oddechem był dym, a spojrzeniem
    Iskry gasnące pod sczerniałym niebem…
    A wiatr był płaczką, trumną — i pogrzebem…
    A ciężka klątwa grobowym kamieniem…
    Chceszże ty, panie, ginąć, jak kacerze[30],
    Ohydni Bogu — i umarli wierze?
    Chceszże ty oczy moje tak zasmucić,
    Bym ich na słońce nie śmiał już obrócić?…

    VESALIUS

    Słuchaj mnie stary, masz wnuka, lub syna?

    HAGON

    Mam córkę, panie — i wnucząt — już troje…
    Co za diablątka wesołe — a psotne!
    Najmłodszy Gonzalw, prześliczna dziecina!
    Gdy przyjdę, szyję mi rączką oplata,
    A drugą siwe moje wąsy targa…

    VESALIUS

    Widzisz, ja nie mam córki, ani wnuka…
    Dom mój jest pusty, a życie samotne,
    Myśli — a księgi — to już wszystko moje
    I nie zostawię nic, schodząc ze świata…
    No, stary! otrzyj łzy! To nie jest skarga!
    Widzisz, Naukatak czasem serce się oszuka
    W swojej miłości, że zamiast rodziny
    Kocha samotnych swych badań godziny —
    I cel daleki — który na swym grobie
    Chce zamiast syna zostawić po sobie.
    Chceszże mi pomóc?

    HAGON

    A więc, niech tam w niebie
    Bóg oczy zamknie — i nie widzi ziemi!
    Panie mój, nigdy nie opuszczę ciebie…
    Zostań; sam trumnę rękami własnemi
    Otworzę, trupa przyniosę tu z Nelem.
    A jeśli czarna uderzy godzina,
    Niech nikt nie mówi, że Hagon się lęka
    Być nieszczęsnego pana przyjacielem…
    Zginiemy razem… Kocham cię, jak syna!

    VESALIUS

    Dzielny mój stary! Oto moja ręka!
    Hagon oddala się z pośpiechem.
    . . . . . . . . . . . . . . . .
    O tajemnico, stokroć życia warta!
    Jaż bym się zachwiał u twoich podwoi[31],
    Kiedy przede mną ciemna twoja karta
    W nagłym przebłysku objawiona stoi!
    Jaż bym się zachwiał, zrobiwszy już tyle!
    Czyliż wiek męski zaprzeczy odwadze
    Młodości mojej? — a trwoga — mej sile?
    Czyliż sam siebie i cele swe zdradzę?…
    Jaż bym się zachwiał? — Mistrzów moich duchy
    Wołają na mnie: «Śpiesz!…». W wieków pomroce
    Przyszłych pokoleń zaczynione ruchy
    Wołają na mnie: «Śpiesz!…». Bezsenne noce,
    W których zbierałem rozbite okruchy
    Tajemnic wiedzy, ciszy mi nie dają,
    Lecz jak sto haseł: «Śpiesz się! śpiesz!…» wołają.
    Do czynu zatem! Na wieków zegarze
    Narodzin światła wybija godzina…
    Za sto lat jakich — wzniosą mu ołtarze…
    Lecz niech ja pierwszy światu dziś pokażę
    Odrodzonego myśli mojej syna.
    Dość snu! Niech ludzkość powstanie ockniona!
    staje w zamyśleniu przed otwartym oknem
    O nocy! bądź mi stokroć pozdrowiona!
    Bądź mi pozdrowion, ty uśpiony grodzie!
    Bądź pozdrowiony, wielki ty narodzie,
    Nad którym wiszą mgły dziejowej cienie…
    Bądź pozdrowiona, ludzkości, walcząca
    Z własną niemocą na drodze do słońca…
    Ty, co krzyżujesz proroki twe wieszcze,
    Co w bólach rodzisz duchowe olbrzymy,
    Bądź pozdrowiona! Gdy stosów twych dymy
    Krwi purpurowe zagaszą już deszcze,
    Ty prochom moim zwróć to pozdrowienie!
    . . . . . . . . . . . . . . . .
    MelancholiaJakże mi smutno dzisiaj! Jakieś głosy,
    Stłumionych żarów pełne i tęsknoty,
    Szepcą mi w duszy słowa upojenia!…
    Jestem jak Arab, ginący z pragnienia,
    Który z oczyma, wbitymi w niebiosy,
    Z błękitów czeka zejścia białej rosy,
    By nagą piersią przyjąć jej pieszczoty…
    O!… jak mi smutno!… Chciałbym skłonić głowę
    Na czyjeś ramię — i odpocząć w ciszy —
    I myślom gorzkim wykraść te godziny,
    W których pierś każda snem, lub żądzą dyszy,
    I usnąć — jak to miasto marmurowe…
    . . . . . . . . . . . . . . . .
    O nocy, stokroć samotna! O nocy,
    Która dla tłumów miękkie ścielesz łoże!
    Myśl na twych skrzydłach gwiaździstych ulata
    W nieskończoności pełne głębin morze
    I szuka pierwszych, wielkich dźwigni świata
    I ginie w własnej niemocy!…
    O życie! Wielkie nic, bytem nazwane!
    Palących pytań pełne masz źrenice
    I w pierś mi ciskasz — jako błyskawice,
    Zagadki swoje — nigdy nie poznane…
    Ty myśl człowieka przerzucasz od krańca
    Niemych podziwów dla złotej swej księgi
    Aż do zwątpienia, smętnego wysłańca
    Zbudzonej w duchu świadomych potęgi…
    O życie! Twoje kwiaty i owoce
    Są dla tych tylko, co wielbią twe słońce;
    Dla myśliciela masz samotne noce
    I gorzkich zwątpień amfory trujące.
    . . . . . . . . . . . . . . . .
    Chwila milczenia.
    Hagon i Nel wnoszą trupa młodej kobiety.

    NEL

    Uf!… ciężka! — Jeśli Pan Bóg na wagę ją bierze,
    To dobry handel robi… Panie, gdzie położyć?

    VESALIUS

    Tu… na stole… ostrożnie…

    NEL

    Na mego patrona!
    Gdyby ta piękna panna miała tutaj ożyć,
    Dopiero by to była srodze zadziwiona!
    Piękne mi towarzystwo: obcęgi — i noże —
    I noc… A jaka czarna noc!… Panie doktorze,
    O czepiec mej prababki z wami się założę,
    Żem zarobił reala[32]… — Hej! słuchaj mnie, Hago!
    A przestańże tam klepać, jak tartak, pacierze
    I zabierz tę zasłonę — trupy chodzą nago.
    Chce zdjąć zasłonę pokrywającą ciało, w czym mu przeszkadza ruch Vesaliusa, zajętego dobieraniem narzędzi.

    VESALIUS

    Zamilknij — albo odejdź!

    HAGON

    Jesteś sprośne zwierzę!

    NEL

    Hę? co? jak?… zwierzę, mówisz?… A ty, mój bałwanie,
    Jesteś podszewką zwierza na wywrot[33]

    HAGON

    O panie!
    Każ mu odejść! Niech słowem nie kala tej sprawy!

    NEL

    Odchodzę już!… odchodzę!… Boże mój łaskawy!
    Odchodzę już…
    zbliża się do stołu
    Panienko, czy tańczysz bolero?[34]
    Jeśli nie, jesteś zerem; bo trup — jest to zero!

    VESALIUS

    Oto zapłata twoja; zostaw mnie z Hagonem…

    NEL

    Idę… idę… odchodzę… Hej, bańki mydlane,
    Co się zowiecie ludźmi, dobranoc wam, bańki!
    Co za noc! Albo jestem babki mej wrzecionem[35],
    Albo w całym Madrycie prawić będą niańki
    Dzieciom do snu historie o tej nocy!…

    HAGON

    Przecie
    Dobry wiatr przewiał tę błazeństwa chmurę,
    Grad słów sypiącą!

    VESALIUS

    Duchy rozłamane
    Tak przyjmą prawdy rodzące się w świecie:
    Jedni z przestrachem odwrócą spojrzenia,
    Jak stary Hagon, bojąc się zgorszenia,
    Inni, jak Nel ten, pojęciem swem niskiem
    Obejmą tylko to, co jest zjawiskiem
    I zmienną formą wiecznego istnienia;
    A rzadki myślą uleci tam, w górę,
    Gdzie prawa pisze Bóg gromowym błyskiem.
    Chwila uroczystego milczenia. Vesalius unosi z wolna zasłonę, pokrywającą trupa
    O wielki, cichy śmierci majestacie!
    O blada jutrznio[36] słonecznego świtu!
    O pracownico Boga — i przyrody,
    Co stapiasz wszystkie formy i postacie
    W zaczyn drgający wieczystego bytu
    I ścierasz wszystkie bóle i radości
    Z martwego czoła tchem nieskończoności,
    Zaklinam ciebie, o śmierci milcząca,
    Przez wieczny spokój twój — i twoją ciszę,
    Niech głos natury jasno dziś usłyszę
    I niech ta walka, co pierś mi roztrąca,
    Wobec się twojej uciszy pogody!
    . . . . . . . . . . . . . . . .
    Boże! Ja nie chcę burzyć Twych ołtarzy…
    Ja nie chcę wstrząsać świątynią Twej chwały…
    Lecz czyż duch, który badać się odważy
    Dzieła Twe, Panie, zwan[37] będzie zbyt śmiały?
    I czyliż mu to poczytasz za zbrodnię,
    Że u przyrody jasnego ogniska
    Dla wieku swego rozpala pochodnię
    I ponad tłumów cień — myślą wybłyska?
    Czyż grzech potęgę twórczą Twej wszechmocy
    Rozważać w wiecznych ustawach istnienia?
    Czyliż Bóg światła — zwie się Bogiem nocy?
    A droga prawdy — drogą potępienia?
    Nie! Przyjdą wieki nowe, wyzwolone
    Z niewolniczego dla bóstwa postrachu
    I prawd najwyższych słoneczną zasłonę
    Śmiało podniosą w tajemnym tym gmachu,
    Gdzie Bóg przyrodzie przepisuje prawa,
    A pod jej berło byt wszelki poddawa[38].
    Stłumione dzisiaj rozbudzą się głosy
    I nowe prądy w pierś ludzką uderzą…
    Nowy widnokrąg rozszerzą niebiosy…
    Duchy walczące potęgę swą zmierzą
    Z zagadką życia zwikłaną, prastarą
    I wiedzą uczczą to, co dziś czczą wiarą.
    Hagon nasłuchuje z trwogą
    Dalej, Hagonie! odwagi! Do dzieła!
    Uderza nożem w pierś trupa i chwilę pracuje w milczeniu.

    HAGON

    Panie! ktoś idzie… pochodnia mi drgnęła…
    Słychać wrzawę zmieszanych głosów, a po chwili silne uderzenia w bramę.

    GŁOS

    Otwórzcie, w imię prawa!

    HAGON

    Idą, panie!…
    Ukryjmy trupa…
    Usiłuje zarzucić zasłonę na stół.

    VESALIUS

    zajęty pracą
    Co robisz, Hagonie?
    Uderzenia w bramę ponawiają się.

    HAGON

    Panie, to zbiry!… Ja trupa zasłonię…
    Zagaszę światło…

    VESALIUS

    Nie, to być nie może,
    Żebym ja teraz właśnie, gdy przyroda
    Tajne mi swoje daje posłuchanie
    I już mi drogi odsłania przewodnie,
    Rzucać miał pracę… Hagon! wznieś pochodnię!

    GŁOS

    Otwórzcie! Cóż to? szatańska gospoda,
    Którą zdobywać trzeba?
    Uderzenia wzmagają się.

    HAGON

    Wielki Boże!
    Drzwi wysadzają… Panie! rzuć te noże!

    VESALIUS

    Milcz, słaby starcze! Wojownik nie ciska
    Sztandarów swoich wśród pobojowiska…
    Niech uzbrojona do czynu prawica,
    Jak jutrznia, wiekom idącym przyświeca…
    Wznieś tę pochodnię!

    HAGON

    O dniu zgrozy wielki!…

    GŁOSY

    Precz z gwałcicielem grobów! — Precz z hieną!

    INNE GŁOSY

    Nie dać skry ognia — ni wody kropelki[39]!
    Zburzyć to gniazdo od podstaw do szczytu!
    Precz, precz z kacerzem!…
    Kamień rzucony w okno przelata[40] z świstem, raniąc Vesaliusa.

    VESALIUS

    O ludu Madrytu!
    Noc tę kupuję dla ciebie krwi ceną…
    Królewską ceną…
    Wrzawę tłumu zagłuszają silne uderzenia w bramę. We drzwiach, wypartych gwałtownie, ukazuje się Inkwizytor ze swoim orszakiem; dalej ciśnie się tłum.

    INKWIZYTOR

    W imię majestatu,
    Mistrzu Vesalio, jesteś oskarżony
    O profanację grobów, sprośne czary —
    I jak odstępca od najświętszej wiary,
    Masz być uwięzion[41] — i oddany katu.

    VESALIUS

    z boleścią
    Hiszpanio biedna! Hiszpanio!… Hiszpanio!…

    HAGON

    rzuca się ku niemu
    Ratuj się, panie!

    INKWIZYTOR

    do jednego z siepaczy
    Wyprowadź go, Stranio!

    HAGON

    szarpiąc się
    Chcę z moim panem być!… chcę z moim panem!..
    Sercem się ze mną dzielił… chcę więzieniem
    Z nim się podzielić!…

    STRANIO

    A milczże, ty żbiku!
    Nie wrzeszcz!… Podzielisz… kajdanów[42] wystarczy
    Dla was obydwóch — i z trzecim szatanem,
    Waszym kumotrem[43]! Milczże… masz!…
    Uderza go pięścią w twarz.

    VESALIUS

    Nędzniku!
    Pies nawet na tak siwą głowę już nie warczy!

    INKWIZYTOR

    Ohydnej winy zbyt jawne dowody
    Widzę na zgrozę oczu — tu — przed sobą…
    Jestże[44] ta zmarła szatańskim złudzeniem,
    Czy też niewiastą, ciałem i osobą?

    VESALIUS

    Jest ciałem, panie — ołtarzem nauki,
    Na którym mądrość rozważam przyrody.

    INKWIZYTOR

    Bluźniercze słowa! Sto lat już minęło,
    Od sławnej chwili, kiedy Bonifacy,
    Tego imienia ósmy, ojciec święty,
    Potępił bullą ohydne to dzieło
    I najsurowszym wyklął je zakazem…
    Tyś wbrew ustawie Boga i Kościoła
    Śmiał świętokradzkim tknąć trupa żelazem…
    Zbrodnia to straszna i o pomstę woła:
    ReligiaWyklęty jesteś! wyklęty!… wyklęty!…

    VESALIUS

    Wyklęty? — Z czego? — Czy z błękitów nieba?
    Z dobroci Boga? czy z Jego wszechmocy?
    Z królestwa myśli? czy z potęgi pracy?
    Z ochłody zdrojów? czy z plenności[45] chleba?
    Z światła poranków?… ze spokoju nocy?…
    Wyklęty? — z czego?… z koła nieśmiertelnych
    Duchów, co lecą wciąż wyżej — do góry?…
    Z spuścizny wielkich? — czy z nadziei dzielnych?
    Z macierzystego pnia całej natury?
    Wyklęty?… Ależ patrz, Inkwizytorze!
    Nade mną świecą jasne gwiazdy boże,
    Ziemia z pod nóg mych nie leci w odmęty…
    Żyję, oddycham… i mówisz — wyklęty?

    INKWIZYTOR

    Słuchaj! ta klątwa, której tak zuchwale
    Śmiesz dziś urągać w bluźnierczym twym szale,
    Jest gromem, który w proch rozbija duchy;
    Jest mieczem, co cię od wiernych odcina
    I wszystkie twoje obezwładnia ruchy.
    Od chwili, w której z siłą piorunową
    Nad potępioną twoją zagrzmi głową,
    Oddech twój kazi[46] — a dotknięcie brudzi…
    Zwać się przestajesz dziecięciem swej ziemi,
    Bratem w rodzinie, człowiekiem wśród ludzi…
    Jesteś nędzarzem, chociażbyś miał złoto…
    Choćbyś miał matkę — samotnym sierotą…
    I bezpotomnym, chociażbyś miał syna…
    I trupem jesteś — między żyjącymi!

    VESALIUS

    Jakaż to ciemna i dzika potęga
    Po godność ludzką do czoła mi sięga?
    Jakaż to władza, posępna i krwawa,
    Moje najświętsze wydziera mi prawa?
    Jestżeś[47] ty Bogiem, że słowa twe mogą
    Istotę moją zgnieść — i zdeptać nogą?
    Nie! Pókim żywy, nie zadrżę przed nikim…
    Ja wolny jestem — tyś jest niewolnikiem!

    INKWIZYTOR

    Zamilknij, stokroć zuchwały kacerzu!
    Słów twoich słuchać nie mogę bez grzechu…

    VESALIUS

    Więc inne niebo stwórz — i inne słońce,
    Nad głową moją klątwą gorejące…
    Inne powietrze stwórz mi do oddechu…
    I przestań Boga mego w swym pacierzu
    Nazywać ojcem, gdym ci nie jest bratem!

    INKWIZYTOR

    Za każde słowo odpowiesz — przed katem.
    zwraca się do swego orszaku
    Niech wejdą Bianchi[48]!… Trup ten znieważony
    Pogrzebu chrześcijan od nas się domaga…
    Zakryć tę zgrozę! Podajcie zasłony…

    VESALIUS

    Myśl też jest szatą — a prawda jest naga.
    Wchodzą pokutnicy w białych kapach, z pochodniami a ustawiwszy się wokoło trupa, rozpoczynają chóralny śpiew. Inkwizytor przyklęka i modli się.

    BIANCHI

    Ojcze nasz!…

    VESALIUS

    z uniesieniem
    Ojcze wolnych, ludzkich duchów!
    Do światła Twego przywołaj błądzące…
    Niech imię Twoje wskroś przemian i ruchów
    Całej przyrody świeci nam jak słońce!
    Niech wolę Twoją wieszczą nam nie gromy
    Srogich zakazów, gróźb i przerażenia,
    Lecz wszechświat cudów pełen, tron widomy,
    Skąd wznosisz berło wiecznego istnienia…
    O! daj nam pokarm godny nas — i Ciebie.
    Nasyć głód wieków mdlejących w pochodzie…
    Niech na Twej ziemi, marząc o Twym niebie,
    Nie giną duchy w rozpaczliwym głodzie!
    Niech w walce pojęć prawda Twa zwycięża
    I niechaj nigdy szermierz Twój nie ima[49]
    Strasznego dziejom i ludom oręża:
    Uniesień tłumu — mściwego olbrzyma.
    Daj piersiom naszym puklerz[50] brylantowy!
    Daj myślom światło, potęgi swej gońca!
    Niech pękną starej ciemnoty okowy[51]
    I niechaj duchy ulecą do słońca!
    Módlcie się, bracia! Ja modlę się z wami…
    Chwila milczenia, słychać chór pokutników.

    INKWIZYTOR

    powstając
    Amen! Zabierzcie trupa, pokutnicy!
    Niech orszak naprzód rusza z pochodniami…

    GŁOSY Z ZEWNĄTRZ

    Idą już… idą…

    INNE GŁOSY

    Miejsca tam w ulicy!…

    INKWIZYTOR

    Ty, coś śmiał gwałcić Kościoła ustawy,
    Nędzny kacerzu i bluźnierco krwawy,
    Idź!… niechaj tłum ten z swym urągowiskiem[52]
    Będzie dla ciebie pierwszym stosu błyskiem!
    Bianchi wynoszą trupa; siepacze otaczają Vesaliusa; za nimi postępuje Inkwizytor.

    VESALIUS

    zatrzymując się nagle, patrzy w przestrzeń
    Stójcie! Z błękitów błędna gwiazda leci,
    Kreśląc w pomroce złotą paralelę[53]
    — To myśl, co wyższe ukochała cele
    I ginie marnie wśród ciemnych stuleci!…
    Tłum otacza orszak, tamując przejście. Inkwizytor stara się uciszyć rosnącą wrzawę.

    VESALIUS

    Silvio, tyś dla mnie był prorokiem kaźni;
    Pójdź, spojrzyj! Oto idę bez bojaźni…
    O! gdyby tłumy mogły okiem gołem
    Dojrzeć ten spokój nad skazańca czołem —
    Ideałowi, co daje mu siły,
    Wzniosłyby ołtarz — i cześć by złożyły…
    . . . . . . . . . . . . . . . .
    Żegnaj mi, życie — i ty, boży świecie!
    Żegnaj, ojczyzno moja oddalona!…
    Chciałbym do kogoś wyciągnąć ramiona,
    Powiedzieć: «Kocham!» i płakać jak dziecię!…
    O! jak samotna była moja droga
    Wśród ludzi, zdarzeń i przemian chaosu!
    Nie mam na niebie nikogo — prócz Boga —
    A tu, na ziemi, nic, nic, oprócz stosu!
    Świta!… Dzień nowy bieli się do słońca…
    To mój ostatni dzień! O, stójcie, proszę!…
    Umierać idę, jak noc ta mdlejąca,
    I śmiercią moją świt ziemi przynoszę!
    ŚwiatłoWitaj mi, słońce, jeszcze niezrodzone!…
    Witaj, przebłysku purpurowej zorzy…
    Śpiesz się! Niech pierwszy z twych promieni złoży
    Na czole moim męczeńską koronę…
    Śpiesz się! Niech światła zwycięstwo obaczą
    Duchy strudzone, zatrute rozpaczą…
    Niech je idei ujrzą męczennicy!
    wyciąga z uniesieniem ramiona do wschodzącego od tej chwili słońca
    Światła!… ach, światła!… światła!…

    INKWIZYTOR

    popychając go gwałtownie
    Do ciemnicy!

    Przypisy

    [1]

    Vesalius, Andreas, właśc. Andreas van Wesele a. André Vésale (1514–1564) — lekarz i anatom flamandzki, często uznawany za twórcę nowożytnej anatomii, w której za podstawową metodę badawczą uznał sekcję zwłok. [przypis edytorski]

    [2]

    obszerne studium Adriana Burggraeve'aÉtudes sur André Vésale, précédées d'une notice historique sur sa vie et ses écrits (1841) Adolphe'a Burggraeve'a. [przypis edytorski]

    [3]

    Wesel — miasto u ujścia rzeki Lippe do Renu, ob. w zach. Niemczech; w XVI w. ważne centrum handlowe. [przypis edytorski]

    [4]

    Corporis humani fabrica (łac. O budowie ludzkiego ciała) — główna praca Vesaliusa, przełomowe dzieło na temat ludzkiej anatomii, napisane na podstawie prowadzonych przez niego uniwersyteckich wykładów z towarzyszącymi sekcjami; siedmiotomowy, ilustrowany wieloma szczegółowymi rycinami, dokładny opis budowy ciała ludzkiego. [przypis edytorski]

    [5]

    Karol V Habsburg (1500–1558) — od 1516 król Hiszpanii (jako Karol I), od 1519 cesarz rzymsko-niemiecki; abdykował w 1556. [przypis edytorski]

    [6]

    Filip II Habsburg (1527–1598) — syn Karola V Habsburga, król Neapolu i Sycylii, władca Niderlandów, król Hiszpanii i Portugalii. [przypis edytorski]

    [7]

    bulla — oficjalny dokument papieski. [przypis edytorski]

    [8]

    dysekcja (z łac.) — operacja rozcięcia ciała w celu zbadania jego budowy; sekcja. [przypis edytorski]

    [9]

    bulla Bonifacego VIII, zakazująca pod klątwą dysekcji ciał ludzkich po śmierci — wydana w 1299 papieska bulla Detestande feritatis była skierowana przeciwko ówczesnej praktyce traktowania zwłok wysoko postawionych, ważnych osób: zgodnie z ich wolą ciało rozczłonkowywano, pobierano poszczególne organy i gotowano dla oddzielenia kości, co umożliwiało pochówek różnych części ciała w różnych ważnych religijnie miejscach, a także ułatwiało transport do ziemi ojczystej w przypadku śmierci daleko od niej. [przypis edytorski]

    [10]

    Inkwizycji, która (…) tego badacza przyrody uwięziła i na śmierć skazała — współcześni biografowie na ogół kwestionują prawdziwość różnych wariantów opowieści o fatalnej sekcji, wykonanej przez Vesaliusa na faktycznie wciąż żyjącej osobie, co miało pociągnąć za sobą rzekomy wyrok Inkwizycji, którego złagodzenie miałoby być przyczyną opuszczenia Hiszpanii i udania się na pielgrzymkę. [przypis edytorski]

    [11]

    na powrót powierzyć katedrę anatomii w Padwie — powtórnie, ponieważ Vesalius pracował jako wykładowca chirurgii w Padwie w latach 1537–1555. Zrezygnował z profesury, żeby skorzystać z oferty cesarza Karola V i objąć stanowisko jego nadwornego lekarza. [przypis edytorski]

    [12]

    Fallopiusz, właśc. Falloppio, Gabriele (1523–1562) — lekarz, wybitny badacz ludzkiej anatomii, gł. budowy głowy; wykładowca anatomii w Ferrarze i Pizie, od 1551 prowadził katedrę anatomii i chirurgii w Padwie. [przypis edytorski]

    [13]

    Zante (z wł.) a. Zakintos — wyspa grecka na Morzu Jońskim. [przypis edytorski]

    [14]

    Cuvier, Georges (1769–1832) — fr. zoolog i paleontolog, współtwórca anatomii porównawczej; przeciwnik koncepcji ewolucyjnych, twórca teorii katastrof. [przypis edytorski]

    [15]

    nauki przyrodzone — dziś popr.: nauki przyrodnicze. [przypis edytorski]

    [16]

    Cuvier w swojej historii nauk przyrodzonychHistoria nauk przyrodniczych (Histoire des sciences naturelles depuis leur origine jusqu'à nos jours…), 1841–1845, wyd. pol. 1853–1855, pięciotomowe dzieło Georgesa Cuviera. [przypis edytorski]

    [17]

    maurytański — dziś popr.: mauretański; styl mauretański: styl archit. powstały w Hiszpanii pod wpływem sztuki islamu, z bogatą ornamentyką, rzeźbionymi kolumnami i kapitelami. [przypis edytorski]

    [18]

    w pośrodku — dziś popr.: pośrodku a. w środku. [przypis edytorski]

    [19]

    dosięże — dziś: dosięgnie. [przypis edytorski]

    [20]

    sfinks (mit. gr.) — skrzydlaty potwór o głowie kobiety i tułowiu lwa, zadający zagadki i pożerający tych, co nie umieli na nie odpowiedzieć; symbol tajemniczości, przenośnie: zagadkowa istota. [przypis edytorski]

    [21]

    bogdajbym (daw.; od: daj Boże, bym) — partykuła wyrażająca życzenie połączona z końcówką osobową czasownika: obym. [przypis edytorski]

    [22]

    anatema (rel., gr. anáthēma: odłożone (jako ofiara dla bogów a. oddzielone jako złe) — klątwa, wykluczenie; słowo używane podczas synodów w pierwszych wiekach historii chrześcijaństwa do publicznego, uroczystego potępienia i wykluczenia ze wspólnoty wiernych jakiejś osoby a. grupy osób. [przypis edytorski]

    [23]

    zażec (daw.) — rozżarzyć, rozpalić. [przypis edytorski]

    [24]

    Herofilos (ok. 335–280 p.n.e.) — gr. lekarz, uważany za pierwszego anatoma: jako pierwszy wykonywał systematyczne sekcje zwłok w celach naukowych; współzałożyciel szkoły medycznej w Aleksandryjskim Muzejonie. [przypis edytorski]

    [25]

    Galen, właśc. Claudius Galenus (ok. 130 – ok. 200 n.e.) — wybitny rzym. lekarz i anatom pochodzenia greckiego; filozof; wywarł ogromny wpływ na rozwój anatomii, fizjologii i farmakologii; autorytet medycyny średniowiecza i odrodzenia aż do czasów Vesaliusa, który wykazał liczne błędy anatomiczne w jego dziełach, wynikłe z przypisania ludziom cech budowy sekcjonowanych przez Galena zwierząt. [przypis edytorski]

    [26]

    Mondini — właśc. Mondino de Luzzi (ok. 1270–1326): wł. lekarz, profesor chirurgii w Bolonii; „odnowiciel anatomii”: przywrócił praktykę sekcji zwłok ludzkich w celach badawczych, napisał Anathomia corporis humani (1316), popularny podręcznik wykonywania sekcji z opisem anatomii ludzkiej. [przypis edytorski]

    [27]

    Dios! (hiszp.) — Boże! [przypis edytorski]

    [28]

    sprośny (daw.) — występny, potworny, godny potępienia. [przypis edytorski]

    [29]

    głownia — płonące lub żarzące się polano. [przypis edytorski]

    [30]

    kacerz (daw.) — odstępca religijny; heretyk. [przypis edytorski]

    [31]

    podwoje — drzwi; zwykle: okazałe, dwuskrzydłowe. [przypis edytorski]

    [32]

    real — srebrna moneta hiszpańska. [przypis edytorski]

    [33]

    na wywrot (daw.) — na wywrót, na lewą stronę, podszewką na wierzch. [przypis edytorski]

    [34]

    bolero — taniec hiszpański. [przypis edytorski]

    [35]

    wrzeciono — proste narzędzie do ręcznego przędzenia nici. [przypis edytorski]

    [36]

    jutrznia — jutrzenka, poet.: jasność poprzedzająca poranne pojawienie się słońca nad horyzontem, brzask. [przypis edytorski]

    [37]

    zwan (daw.) — zwany, nazywany. [przypis edytorski]

    [38]

    poddawa (daw.) — dziś popr. forma 3.os. lp cz.ter.: poddaje. [przypis edytorski]

    [39]

    Nie dać skry ognia — ni wody kropelki! — pochodząca z prawa rzymskiego sentencja wyroku: „wzbronić wody i ognia” (łac. aqua et igni interdicere), oznaczała wykluczenie ze społeczności i skazanie na wygnanie. [przypis edytorski]

    [40]

    przelata — dziś popr. forma: przelatuje. [przypis edytorski]

    [41]

    uwięzion (daw.) — uwięziony. [przypis edytorski]

    [42]

    kajdanów — dziś popr. forma D. lm: kajdan. [przypis edytorski]

    [43]

    kumoter — ktoś z grupy osób związanych wspólnymi interesami. [przypis edytorski]

    [44]

    jestże — konstrukcja z partykułą -że; znaczenie: czy jest, czyż jest. [przypis edytorski]

    [45]

    plenność (daw.) — zdolność do wydawania dużego plonu, płodność. [przypis edytorski]

    [46]

    kazić (daw.) — psuć, brukać (por. nieskazitelny). [przypis edytorski]

    [47]

    jestżeś — konstrukcja z partykułą -że; znaczenie: jesteśże, czy jesteś. [przypis edytorski]

    [48]

    Bianchi (wł.: biali) — nazwa różnych wł. bractw relig., pochodząca od koloru noszonych przez nich szat; tu zapewne: szeroko znane w XVI w., powstałe w Neapolu Bractwo Białych Sprawiedliwości (Confraternita dei Bianchi della Giustizia), którego członkowie zajmowali się więźniami i towarzyszyli skazanym na śmierć. [przypis edytorski]

    [49]

    imać (daw.) — chwytać. [przypis edytorski]

    [50]

    puklerz — rodzaj okrągłej tarczy, tu ogólnie: tarcza. [przypis edytorski]

    [51]

    okowy — więzy, kajdany. [przypis edytorski]

    [52]

    urągowisko — drwienie z kogoś, wyszydzanie. [przypis edytorski]

    [53]

    paralela (daw.) — prosta a. płaszczyzna równoległa do innej. [przypis edytorski]

    Close
    Please wait...