TPWL

Wolne Lektury potrzebują pomocy! Wesprzyj bezpłatną bibliotekę internetową i przeczytaj utwory napisane specjalnie dla Ciebie.

x
  1. Artysta: 1
  2. Czas: 1
  3. Gra: 1 2
  4. Kobieta: 1 2 3
  5. Kondycja ludzka: 1
  6. List: 1
  7. Małżeństwo: 1
  8. Mężczyzna: 1 2
  9. Miłość: 1 2 3 4 5 6 7 8
  10. Obraz świata: 1
  11. Obyczaje: 1
  12. Oświadczyny: 1
  13. Pieniądz: 1 2 3 4 5
  14. Poświęcenie: 1
  15. Rozpacz: 1
  16. Sąsiad: 1
  17. Sługa: 1
  18. Starość: 1
  19. Sumienie: 1
  20. Sztuka: 1 2
  21. Śpiew: 1 2
  22. Ucieczka: 1
  23. Wspomnienia: 1 2 3
  24. Zazdrość: 1
  25. Zdrada: 1
  26. Zemsta: 1

Uwspółcześnienia:

Pisownia łączna/rozdzielna, np.: Jakto! -> Jak to!, niema -> nie ma, dzieńdobry -> dzień dobry, toby -> to by, nawpół -> na wpół, nielada -> nie lada, nie wiele -> niewiele, zlekka -> z lekka, czemużby -> czemuż by, poczem -> po czym, z pośród -> spośród.

Pisownia joty, np.: komedja -> komedia, Anglji -> Anglii, zwarjował -> zwariował, do djaska -> do diaska, karjera -> kariera.

Końcówki fleksyjne Msc. i N. lp i lm: -em, -emi, np.: tem -> tym, czem -> czym, pięknem -> pięknym, najlżejszem -> najlżejszym, niemi -> nimi, poczem -> po czym.

Pisownia spółgłosek dźwięcznych i bezdźwięcznych: jeźli -> jeśli, z pośród -> spośród.

Inne zmiany: w 1 akcie -> w jednym akcie; Kalabro -> Calabro; Kapsucefalo -> Capsucefalo; tłómaczyć -> tłumaczyć; siedmnasta -> siedemnasta; ośmnasta -> osiemnasta; przysięgłem -> przysiągłem; sztyk -> sztych; j. w. -> jw.; Sorento -> Sorrento; Orbassan -> Orbassano;

Składnia: Byłem przed chwilą zazdrosnym -> Byłem (…) zazdrosny; byłabyś śmieszną, a ja godnym wzgardy -> byłabyś śmieszna, a ja godny wzgardy; Zgryzota nie bywa uprzejmą -> Zgryzota nie bywa uprzejma; nie zostawiam samą -> nie zostawiam samej;

Korekta tłumaczenia: moscatella, moskatella (niejednolicie) -> muszkatela; riturnella -> ritornello; finału z Cenerentola -> finału z Cenerentoli (wł. r.ż.); słodkiej Rubini -> słodkiego Rubiniego (wł. tenora);

Poprawione błędy źródła: jak jej nie widziałam -> jak jej nie widziałem (kwestia Stefaniego); A to piękny komplement, daje słowo -> (…) daję słowo; wziąść -> wziąć; rozumniem ->rozumiem; pieniędze -> pieniądze; którę -> którą.

Dostosowano interpunkcję do współczesnych zasad, pozostawiając zapis emocjonalny, wykrzykniki i pytajniki wstawiane w funkcji przecinków w środku zdania. Uwspółcześniono pisownię wielką literą po wykrzyknikach i pytajnikach.

Alfred de MussetBettinaKomedia w jednym akcie (1851)tłum. Tadeusz Boy-Żeleński

OSOBY:

  1. Margrabia Stefani
  2. Baron Steinberg
  3. Calabro — pokojowiec barona
  4. Rejent
  5. Służący
  6. Bettina — włoska śpiewaczka

Rzecz dzieje się we Włoszech.

SCENA PIERWSZA

Salon w domu na wsi. — Calabro, Rejent.

CALABRO

1

Tędy, panie rejencie; tędy, panie Capsucefalo. Chciej pan wejść do saloniku.

REJENT

2

Gdzież młoda para?

CALABRO

3

Musi pan chwilę zaczekać, jeśli łaska. Życzy się pan czym ochłodzić? Z miasta niedaleko wprawdzie, ale upał.

REJENT

4

Tak, i przybyłem pieszo w najgorszy skwar. Ale nie widzę młodej pary.

CALABRO

5

Pani jeszcze nie wstała.

REJENT

6

Jak to! Toć[1] już południe minęło.

CALABRO

7

Zatem lada chwila się zjawi.

REJENT

8

A pan baron, też jeszcze nie wstał?

CALABRO

9

Jest na polowaniu.

REJENT

10

Na polowaniu! Doprawdy, osobliwy sposób gotowania się[2] do małżeństwa. Każą mi ułożyć kontrakt[3], zamawiają na oznaczoną godzinę, i kiedy się zjawiam, pani śpi, a pan ugania po polach. Przyznasz, drogi panie Calabro…

CALABRO

11

Musi to pan zrozumieć, drogi panie Capsucefalo, że my nie żyjemy tak jak wszyscy ludzie. Wiadomo panu, pani jest artystką.

REJENT

12

Tak, wielką artystką; śpiewa wspaniale. Nigdy nie słyszałem jej sam, ale słyszałem ze słyszenia, rozumiesz?

CALABRO

13

Otóż to: i właśnie tej nocy śpiewała do trzeciej rano. Lubi pan muzykę, panie Capsucefalo?

REJENT

14

Oczywiście, panie Calabro, o ile mi mój zawód pozwala. Mieliście zatem w domu wielkie przyjęcie, dużo ludzi?

CALABRO

15

Nie; tylko sami państwo, pani i pan baron; wyprawili sobie wielki koncert w cztery oczy. To nie pierwszy raz. Pani nabrała tego zwyczaju, od czasu jak porzuciła teatr. Nie może zasnąć, jeśli się nie wyśpiewa. O świcie położyła się, a pan wyszedł ze strzelbą.

REJENT

16

Gadaj pan, co chcesz, to trąci szaleństwem. Polowanie i muzyka to piękne rzeczy; ale, kiedy się kto żeni, panie Calabro, to się żeni. A świadkowie?

CALABRO

17

Pan powiedział, że ich sprowadzi. Chwilę cierpliwości. Co to takiego?

SŁUŻĄCY

wchodzi
18

List od księżnej, proszę pana.

CALABRO

biorąc list
19

Dobrze. Wiesz, że pana nie ma.

SŁUŻĄCY

20

Człowiek przyjechał konno.

CALABRO

21

Niech czeka. A, oto pan baron.

SCENA DRUGA

Ciż sami, Steinberg.

STEINBERG

22

Jeszcze nie wstała! A, to już lenistwo. Dzień dobry, Calabro, jesteś punktualny, i ja także, jak widzisz; ale signora[4]!

REJENT

23

Oto kontrakt, panie baronie, w tej teczce. Gdyby pan zechciał tymczasem rzucić okiem…

STEINBERG

24

W tej chwili. Co to za list?

CALABRO

25

Od księżnej, proszę pana.

STEINBERG

otwierając list
26

Zobaczmyż[5].

REJENT

27

Nie przeszkadzam; będę czekał pańskich rozkazów.

SCENA TRZECIA

Steinberg, Calabro.

CALABRO

na stronie
28

Jeżeli to znów jakieś zaproszenie, jakaś wycieczka, będziemy mieli burzę.

STEINBERG

czytając
29

Co ty tam mamroczesz pod nosem?

CALABRO

30

Ja, proszę pana? Nie rzekłem ni słowa.

STEINBERG

31

Wtrącasz się do wielu rzeczy, mości Calabro; pod pozorem dyskrecji przybierasz ważne miny, które mi się nie podobają, ostrzegam.

CALABRO

32

Jeżeli dyskrecja jest wadą…

STEINBERG

33

Z pewnością, kiedy jest dwuznaczna; kiedy milcząc, daje ktoś do zrozumienia, że mógłby niejedno powiedzieć.

CALABRO

34

Och! o kimż miałbym mówić, proszę pana? Czy to moja wina, jeżeli księżna…

STEINBERG

35

Cóż? Co takiego? Co chcesz powiedzieć? Wciąż ta księżna! Cóż wreszcie? Sąsiad, ObyczajeMieszkamy w tym domu od miesiąca. Księżna jest naszą sąsiadką; pałac jej jest o dwa kroki. Cóż w tym dziwnego, cóż osobliwego, że istnieją między nami dobre stosunki sąsiedzkie, a nawet przyjacielskie, jeśli kto woli? Nie jesteśmy we Francji, gdzie ludzie, którzy mieszkają dziesięć lat na tym samym piętrze, mijają się bez pozdrowienia; ani w Anglii, gdzie nikt nie ostrzeże sąsiada, że mu sakiewka wypadła z kieszeni, o ile nie był mu przedstawiony po wszelkiej formie[6]. Jesteśmy we Włoszech, gdzie obyczaje są swobodne, szczere, wolne od tej sztywności wymyślonej przez nieśmiałość i dumę na tym większą chwałę nudy; jesteśmy w kraju uroczej, miłej, zacnej i gościnnej swobody, pod tym pięknym słońcem, gdzie cień człowieka nigdy nie zawadza drugiemu człowiekowi, gdzie zawiera się przyjaźń, pytając kogoś o drogę, gdzie wreszcie zły humor jest równie nieznany jak brzydka pogoda.

CALABRO

36

Pan baron bierze rzeczy bardzo gorąco. Przepraszam tedy[7] pana; ot, myśli takiego nieboraka jak ja nie warte są, aby się nimi zaprzątać.

STEINBERG

37

Co za myśli? Chcę wiedzieć. Mów, życzę sobie.

CALABRO

38

Och! Boże! drobiazg. Tyle tylko, że kiedy pan baron idzie tak sobie na cały dzień do księżnej, zdawało mi się niekiedy, że pani jest smutna.

STEINBERG

39

To wszystko?

CALABRO

40

Nic więcej nie wiem; ale przyznam się…

STEINBERG

41

Co?

CALABRO

42

Nic, proszę pana; nie mam nic do powiedzenia.

STEINBERG

43

Będziesz gadał, kiedy ci każę?

Sługa, Kobieta, MiłośćCALABRO

44

A więc, aby rzec prawdę, powiem panu, że mi to przykro. Ona pana tak kocha.

STEINBERG

45

Tak mnie kocha!

CALABRO

46

Och, tak, proszę pana, prawie tyle co ja. Gdyby pan wiedział, kiedy pana nie ma, ile ona pytań mi zadaje, jak często wsuwa mi coś w łapę, aby dowiedzieć się, co pan mówi, co pan myśli, czy pan ją zawsze kocha, czy pan jest jej wierny… Pan mi zarzuca, że jestem gaduła… Więc dobrze! niech się pan jej spyta, w jaki sposób mówię o swoim panu i czy kiedy najlżejszym słówkiem… Oto dlaczego śmiem rzec, że mi to robi przykrość, kiedy wiem, że pani ma przykrość, tak, proszę pana, i kiedy płacze… Ale ostatecznie, skoro pan ma ją zaślubić…

STEINBERG

47

Calabro! Mój poczciwy stary Calabro!

CALABRO

48

Słucham pana?

STEINBERG

49

To małżeństwo…

CALABRO

50

Cóż takiego?

STEINBERG

51

No, tak, wiem, dałem słowo. Nie zastanowiłem się, nie chciałem sobie zostawić czasu na zastanowienie, dałem się porwać lub, aby rzec lepiej, oszukałem samego siebie. Uległem, zaślepiłem się mą miłością.

CALABRO

52

Niech pan raczy darować, ale…

STEINBERG

wstając
53

Słuchaj mnie. Bettina jest urocza. Przy swoim talencie, sławie, pośród wszystkich uciech, pokus, jakie otaczają i oblegają modną aktorkę, umiała żyć w taki sposób, że nawet sama potwarz nie odważyła się do niej zbliżyć. Uczciwość jej serca jest równie widoczna jak czysta jasność jej oczu. To pewna[8], gdyby nic nie stało na przeszkodzie, nikt bardziej niż ona nie byłby zdolny zapewnić szczęścia mężowi, ale…

CALABRO

54

Zatem, proszę pana, skoro tak jest… dlaczegóż…?

STEINBERG

55

Pytasz się? Ha! czy ty wiesz, co to jest zaślubić śpiewaczkę?

CALABRO

56

Nie, na honor, nie mam pojęcia. Zdaje mi się wszelako[9]

STEINBERG

57

Co?

CALABRO

58

Że gdyby się pan ożenił z naszą panią, nie byłoby w tym nic złego. Zdaje mi się, że mamy dosyć przykładów… Jest młoda i ładna; reputację, jak sam pan powiada, ma wyborną. Jest bogata… pan także.

STEINBERG

59

Jesteś tego pewny?

CALABRO

60

Taki pan hojny!

STEINBERG

61

Dowód więcej, że nie jestem bogaty. Byłem, ale już nie jestem.

CALABRO

62

Czy podobna?

STEINBERG

63

Tak, Calabro. Kiedy dbałem jedynie o hulankę, nie wiem, ile kosztowały mnie moje szaleństwa, mniejsza zresztą o to; ale od czasu, jak kocham naprawdę, to ruina. Kobieta, PieniądzNic nie kosztuje tak drogo, jak kobiety, które nic nie kosztują; do tego zielony stolik[10]

Gra, PieniądzCALABRO

64

Grywa pan tedy ciągle?

STEINBERG

65

Ba! nie dawniej niż wczoraj…

CALABRO

66

U księżnej? I przegrał pan…

STEINBERG

67

Pięćset ludwików[11]. To by nie było nic: zapłacę dziś przed wieczorem i mam nadzieję się odegrać; ale powiadam ci, jestem zrujnowany, nie mam już ani grosza, nie mam z czego żyć.

CALABRO

68

Gdyby to mogło być prawdą i gdyby pan baron był w kłopocie, mam trochę oszczędności…

STEINBERG

69

Dziękuję ci, jeszczem do tego nie doszedł[12]. Nie rozumiesz, co chcę powiedzieć. Wobec tego, że mój majątek na wpół już przepadł…

CALABRO

70

Zdaje mi się, że właśnie byłaby pora…

STEINBERG

71

Ożenić się, nieprawdaż? Kto inny niż ty mógłby mi dać tę radę, kto inny mógłby jej posłuchać. Oto właśnie pobudka, przyczyna, której niepodobna[13] wyznać, ale i niepodobna zapomnieć: ona to każe mi opuścić Bettinę.

CALABRO

72

Opuścić panią? Naprawdę?

STEINBERG

73

Cóż począć? Miałem zamiar ożenić się z nią, skłonić ją do porzucenia sceny; ale skoro środki moje nie pozwalają na to, czy chcesz, abym sam wisiał przy teatrze, wystawał za kulisami? Czego ten sobie życzy? Co to takiego?

SCENA CZWARTA

Ciż sami, Służący.

SŁUŻĄCY

74

Proszę pana barona, to bilecik do pani.

STEINBERG

75

Jeszcze nie wstała.

SŁUŻĄCY

76

Przepraszam pana barona.

Słychać za sceną śpiew.

STEINBERG

77

Pokaż zresztą. Margrabia Stefani? Któż to taki?

SŁUŻĄCY

78

Proszę pana barona, to taki pan, który przechadza się w ogrodzie.

STEINBERG

79

W ogrodzie?

SŁUŻĄCY

80

Niech pan sam spojrzy: o, stoi koło sadzawki i przygląda się złotym rybkom. Powiada, że wraca z dalekiej podróży.

STEINBERG

81

Więc co? Czego chce?

SŁUŻĄCY

82

Chce widzieć panią i czeka, aż będzie mogła go przyjąć.

STEINBERG

na stronie
83

Stefani! Znam to nazwisko.

głośno
84

Calabro, czy to nie ów Stefani, o którym tyle mówiono we Florencji?

CALABRO

85

Hm, tak… proszę pana… zdaje mi się przynajmniej.

STEINBERG

patrząc w stronę balkonu
86

To on, poznaję go. To istny filar kulisów, rzekomo wielki znawca, i wielki admirator[14] signory Bettiny.

CALABRO

87

Bogaty człowiek, proszę pana, nie lada figura.

STEINBERG

88

Tak, arystokrata, który zabawiał się handlem, wedle dawnego weneckiego obyczaju. Ba! nie jest dowiedzione, czy jego zapały dla signory ograniczyły się do podziwu. Bądź tak uprzejmy, Calabro, powiedz Bettinie, iż proszę, aby nie przyjmowała tego człowieka. Wychodzę; wrócę niebawem.

CALABRO

89

Znów pan baron idzie grać?

STEINBERG

90

Zrób, co powiedziałem; rozumiesz.

Wychodzi.

CALABRO

91

Słucham pana.

SCENA PIĄTA

Calabro, rejent, później Bettina.

CALABRO

na stronie
92

Oj, niedobrze, niedobrze. Biedna pani, taka dobra, taka ładna.

REJENT

93

Panie Calabro, oto już sporo czasu siedzę w saloniku, a nie widzę młodej pary.

CALABRO

94

Za chwilę, panie Capsucefalo.

REJENT

95

A świadkowie?

CALABRO

96

Mówiłem już: pan baron ich przyprowadzi.

BETTINA

wchodzi śpiewając
97

Jesteś rejencie, rejencie mej duszy, o drogi przyjacielu mój! Masz szpargały?

REJENT

98

Tak, pani, kontrakt gotowy. Zostawiłem jedynie in blanco[15] sumy, jako jeszcze nie określone.

BETTINA

99

Niewiele będziesz określał, choćby to były nawet wszystkie moje skarby. — Nie widziałeś się z Filipem Val, moim adwokatem? Musiał cię powiadomić w tej mierze[16].

REJENT

100

Pani żartuje; wszak pan baron jest powszechnie znany jako człowiek wielce bogaty.

BETTINA

101

Nic o tym nie wiem. Gdzież on jest?

CALABRO

102

Wyszedł, pani, na chwilę.

BETTINA

103

Wyszedł teraz? Śni ci się?

CALABRO

104

To znaczy… sam nie wiem…

BETTINA

105

Idźże po niego. — Capsucefalo, zaczekaj no w saloniku.

REJENT

106

Właśnie stamtąd idę, pani; jestem do jej usług.

do Calabra
107

Jakie te wielkie artystki są urocze! Uważałeś[17] pan, że ona mnie tyka?

CALABRO

108

To jej zwyczaj, kiedy jest w dobrym humorze.

REJENT

109

Hm, hm! obiecano mi coś chłodzącego.

BETTINA

110

Ależ oczywiście.

do Calabra
111

Gdzie ty masz głowę?

CALABRO

112

Zapomniałem, pani.

BETTINA

113

Prędko, cytryn, cukru, wody z lodem, albo kawy, czekolady, co zechce. Nie, nie, on może głodny: prędko flaszkę muszkateli[18] i półmisek makaronu.

REJENT

114

Pani, wielce obowiązany…

Wychodzi wśród ukłonów.

BETTINA

do Calabra
115

No, a ty, co ty tam robisz? Masz minę psa, który wylazł z wody. Mówiłam ci, abyś poszedł po Steinberga. O, właśnie jest w ogrodzie.

CALABRO

116

Proszę pani, to nie nasz pan.

BETTINA

117

Któż to taki? Ha! wielkie bogi! to Stefani, mój drogi Stefani. Czy on tam dawno czeka?… Powiedz mu, niech przyjdzie, spiesz się.

CALABRO

118

Musiał panią spostrzec, gdyż właśnie wstępuje na balkon; ale trzeba mi zauważyć, że pan baron…

BETTINA

119

Jakam ja rada![19] I cóż, baron, balkon, co ty tam bajesz? Czy ty wiersze układasz?

CALABRO

120

Nie, pani, jeszcze nie zgłupiałem! Mówię tylko, że pan von Steinberg polecił mi…

BETTINA

121

Gadajże.

CALABRO

122

Pan baron polecił mi prosić panią…

BETTINA

123

Zamordujesz mnie tym gadulstwem.

CALABRO

124

Aby pani nie przyjmowała tego pana.

BETTINA

125

Kogo? Stefaniego? Oszalałeś.

CALABRO

126

Nie, pani; pan baron nakazał mi wyraźnie…

BETTINA

śmiejąc się
127

Nie, on zwariował!… Biedaczysko, nie wie co mówi, to jasne, coś mu się bredzi… Nie przyjmować Stefaniego! Starego przyjaciela, którego kocham z całego serca!… Och, otóż i on… Idź prędko, idź prędko po pana barona.

CALABRO

wychodząc, na stronie
128

Cóż ja poradzę? Nic nie poradzę… Niedobrze, niedobrze.

SCENA SZÓSTA

Bettina, Margrabia.

BETTINA

idąc naprzeciw margrabiego
129

Odkądże w tych stronach?… Jakim trafem, drogi margrabio?… Jak się miewasz? Co porabiasz? Co się z tobą dzieje?… Doskonale wyglądasz… Jakżem rada, że pana widzę!

STEFANI

130

I ja także, śliczna pani, i ja także jestem rad, uszczęśliwiony; ale kiedy się panią widzi, to zupełnie naturalne.

BETTINA

131

Komplementy! Zawsze ten sam.

STEFANI

132

O pani tego nie można powiedzieć, jesteś bowiem bardziej urocza niż kiedykolwiek. Czy pani wie, że to już jakieś dwa albo trzy lata, jak jej nie widziałem?

BETTINA

133

Drogi Stefani, gdybyś wiedział, w jakiej chwili przybywasz!… Wychodzę za mąż!… Czyś po śniadaniu?

STEFANI

134

Oczywiście; zbyt dobrze mnie pani zna, aby sądzić, iż byłbym zdolny puszczać się na fale, nie…

BETTINA

135

…zaopatrzywszy się. Skądże tedy pan idzie?

STEFANI

136

O, stamtąd, tuż obok, od księżnej, twojej sąsiadki.

BETTINA

137

A, zna ją pan? Powiadają, że jest urocza.

STEFANI

138

Ależ tak, bardzo przystojna. To ona, przypadkowo, wśród rozmowy, powiedziała mi, że pani bawi tutaj. Nie miałem o tym pojęcia, przybiegłem… I pani wychodzi za mąż?

BETTINA

139

Tak, mój drogi, jeszcze dzisiaj.

STEFANI

140

Jeszcze dzisiaj?

BETTINA

141

Rejent już czeka.

STEFANI

142

Brawo! doskonale, to mi dobra nowina. To pięknie z pani strony, bardzo pięknie. Nie spodziewałem się, jestem zachwycony.

BETTINA

143

Nie spodziewał się pan? A to piękny komplement, daję słowo! Czy pan przyszedł tutaj, aby mi mówić obelgi, panie margrabio?

STEFANI

144

Nie, nie, moja śliczna, niech mnie Bóg broni! Och! jakże panią poznaję po tym! Już te piękne oczy strzelają płomieniem. Uspokój się; wiem, że jesteś cnotliwa, bardzo cnotliwa, cenię panią tyle, ile za panią przepadam, to chyba mówi dość jasno, że panią znam. Ale doprawdy, ta główka…

BETTINA

145

Co za główka?

SztukaSTEFANI

146

Tak, ta główka…

przygląda się jej
147

Główka urocza, pełna wdzięku i dowcipu, sprytu i poezji, która wszystko zrozumie, której nic się nie umknie[20] i która umiałaby w potrzebie nosić koronę… jak w ostatnim akcie Kopciuszka[21].

BETTINA

148

Tak, pamiętam; lubił mnie pan oglądać w mojej chwale.

STEFANI

149

W istocie; darmo śpiewałaś pani jak anioł: kiedy cię widziałem schyloną w popiele, w tej biednej szarej bluzie, zawsze miałem ochotę skoczyć na scenę, wygrzmocić twego ojca i uwieźć cię w mej karocy.

BETTINA

150

Śpiewałam o wiele lepiej, nieprawdaż?

STEFANI

151

Nie mam pojęcia, ale to było cudowne. Tra, tra, jakże to było.

BETTINA

śpiewa pierwsze takty finału z Cenerentoli, po czym urywa nagle i mówi
152

Ach! jakże to wszystko daleko!

STEFANI

153

Co pani powiada? Czy wyrzekasz się teatru?

BETTINA

154

Trzeba. Czyż mój mąż (powiadam mąż, gdyż będzie nim za chwilę) pozwoliłby mi wrócić na scenę? To niemożliwe, margrabio. Zastanów się tylko.

STEFANI

155

To zależy od poglądów i upodobań. Ale nie wyrzeka się pani bodaj muzyki?

BETTINA

156

Och! myślę! Czyżbym mogła? Żyjemy tu muzyką, drogi margrabio; kiedy nam uczynisz ten zaszczyt, aby zajść do nas na łyżkę zupy, będziemy muzykować, ile tylko sam zechcesz… więcej niż sam zechcesz.

STEFANI

157

Och, to, to niemożliwe… Ale i tak serce mi się krwawi, że nie będę mógł po obiedzie wtulić się w drogi kącik, gdzie rezydowałem stale, aby się rozkoszować twoim śpiewem.

BETTINA

158

Tak, byłeś jednym z moich wiernych.

STEFANI

159

Och, mogę się tym poszczycić. Chłopiec zapalający lampy pozdrawiał mnie z lekka głową wieszając ostatni kinkiet[22], niechybnie bowiem zjawiałem się w tej chwili. Należałem do domowych[23].

BETTINA

160

Więcej jeszcze, margrabio; przypominam sobie wybornie, że byłeś moim rycerzem.

STEFANI

161

Prawda, prawda. Jakiś drągal, oficer…

BETTINA

162

Wygwizdał mnie w Tankredzie[24]

STEFANI

163

Właśnie. Wyzwałem go w Orbassano[25], i oberwałem tęgi sztych[26]… Och, to były dobre czasy!

Czas, Wspomnienia, StarośćBETTINA

164

Tak. Ach, Boże, jakże to wszystko dawno!

STEFANI

165

To pani prześpiewka[27], widzę. Cóż mam dopiero powiedzieć ja, stary?

BETTINA

166

Ty, margrabio? Alboż ty kiedy… Wiktor Hugo[28] dla ciebie pisał swój wiersz, kiedy powiedział, że serce nie miewa zmarszczek.

STEFANI

167

Owszem, owszem, czuję to. A wiesz po czym, Bettino? Po tym, że zaczynam więcej niż trzeba kochać wspomnienia; to wielki błąd. Postanowiłem sobie całe życie, że nigdy nie popadnę w tę przywarę. Widziałem jak tylu rozumnych ludzi stawało się niesprawiedliwymi, tylu znawców skłonnymi do uprzedzeń, pod wpływem tego smutnego działania lat, iż przysiągłem sobie zostać bezstronnym tak wobec nowych, jak wobec starych rzeczy. Nie chciałbym być z liczby owych safandułów[29], którzy podobni są do dzwonów Boileau[30]:

By lepiej czcić umarłych, uśmiercają żywych.[31]

168

Ale cóż! Darmo się silę, wolę teraz to, co lubiłem, niż to, co lubię. Nie mówię nic złego o waszych nowych kompozytorach, ale Rossini[32] jest zawsze moim ideałem. Tutaj kroczyła wielka Pasta[33] z gestem antycznego posągu; tam kwilił słowik w gardziołku słodkiego Rubiniego[34]; widzę starego Garcię[35] o dumnej postawie, a tuż za nim długi nos Pellegriniego[36]; Lablache[37] pobudzał mnie do śmiechu, Malibran[38] do płaczu. Cóż ja, u diaska, na to poradzę?

WspomnieniaBETTINA

169

Nie widzę w tym nic tak złego. I ja także kocham swoje wspomnienia.

STEFANI

170

Czy można je mieć w pani wieku?

BETTINA

171

Czemuż by nie, panie margrabio? Jeżeli pańskie wspomnienia są starszymi braćmi moich, to nie przeszkadza, iż mogą być do siebie podobne.

STEFANI

172

Ba! Twoje urodziły się wczoraj; to dzieci, które ledwie podrastają. Wcześniej lub później wrócisz do teatru.

BETTINA

173

Nigdy, drogi Stefani, nigdy.

STEFANI

174

Ależ powiedz mi pani, czy w owym czasie nie byłaś szczęśliwa?

BETTINA

175

To znaczy… nie myślałam o niczym. Ach! bo wówczas nie wiedziałam, co to miłość.

STEFANI

176

Jak pani to rozumie?

BETTINA

177

Po prostu. Byłam nieco postrzelona, to prawda, lekkomyślna, zalotna, jeżeli chcesz. Czyżby to nie było naszym prawem? Ale to wszystko gdzieś się podziało, od czasu jak zabiło mi serce.

STEFANI

178

Miłość wróciła ci rozsądek! Ha! do kroćset! dowiedź pani tego! Ależ to bierze chętka oszaleć, jedynie po to, aby się wyleczyć w ten sposób! Kochasz go zatem bardzo, tego pana… pana… nie powiedziałaś mi…

BETTINA

179

Czy go kocham! Ach, drogi przyjacielu, jakże słowa są zimne, nieznaczące, jakże język jest nędzny, kiedy się chce powiedzieć, jak się kocha! Nie wyobrażasz sobie nawet naszego szczęścia, nie możesz mieć o nim pojęcia.

STEFANI

180

Owszem, owszem, daruje pani.

BETTINA

181

Życie moje to cały romans. Czyś nie powiedział przed chwilą, iż miewałeś niekiedy ochotę porwać mnie?

STEFANI

182

Tak! do kaduka!

BETTINA

183

A więc, on, on to uczynił. MiłośćWyobraź sobie, margrabio, co za niewysłowiony urok! Opuściliśmy wszystko, wyjechaliśmy razem, w kolasce[39] pocztowej, jak dwa wolne ptaki, nie zważając na nic, nie myśląc o niczym; zerwałam wszystkie zobowiązania, on poświęcił mi całą swą karierę; wtrąciłam w rozpacz wszystkich dyrektorów…

STEFANI

184

Tam do licha! Mówiłaś pani, że miłość uczyniła cię rozsądną.

BETTINA

185

Ba! cóż chcesz! To miłość! Odbyliśmy najrozkoszniejszą podróż! Wyobraź sobie, margrabio, nie widzieliśmy nic, ani jednego miasta, ani jednej góry, ani pałacu, ani najmniejszej katedry, ani pomnika, ani najmniejszego posążku, ani nawet najmniejszego obrazka!

STEFANI

186

To w istocie nowy sposób podróżowania po Włoszech.

BETTINA

187

Nieprawdaż? To miłość! Co nas mogły obchodzić te wasze osobliwości? Gdybyś wiedział jaki on dobry, miły! Jaki uprzedzający! Ach, co za podróż, dobry Boże! Ja, która ziewałam w wagonie, kiedy mi przyszło jechać bodaj do Saint-Denis[40], zrobiłam czterysta mil jak we śnie. Wasze Włochy! Kto chce, może je zobaczyć, ale niech kto spróbuje przebyć je tak jak my! Przebiegliśmy je jak strzała i przybyliśmy prosto tutaj.

STEFANI

188

Czemu właśnie tu, w te strony?

BETTINA

189

Czemu?… Czy ja wiem… On tak chciał… wynajął ten domek… Cóż panu powiem… Nie wiem sama… Tak samo pojechałabym gdzie indziej… na koniec świata… Cóż mi zależało na tym. Zatrzymałam się tutaj, ponieważ kiedyśmy zajechali przed bramę, on powiedział: Jesteśmy na miejscu.

STEFANI

190

Czemu nie wziął z panią ślubu w Paryżu?

BETTINA

191

Rodzina się sprzeciwiała. Ba, to dopiero jedna ze stu tysięcy przeszkód…

STEFANI

192

Nie powiedziała mi pani jeszcze jego nazwiska.

BETTINA

193

W istocie, nie powiedziałam? Bo… po prostu zdaje mi się, że wszyscy to wiedzą. Nazywa się Steinberg.

STEFANI

194

Ależ to nie francuskie nazwisko.

BETTINA

195

Nie, ale rodzina jego mieszka we Francji.

STEFANI

196

Czy pani jest tego pewna?

BETTINA

197

Och! sam mi powiedział.

STEFANI

198

Steinberg! Znam to nazwisko. Zdaje mi się nawet, że przypominam sobie pewne okoliczności… niezbyt miłe… Do kaduka! toć to jego spotkałem dziś rano.

BETTINA

199

Gdzie? Mów pan. U księżnej?

STEFANI

200

Właśnie, u księżnej.

BETTINA

201

Och! ja nieszczęśliwa! On tam jest jeszcze!

STEFANI

202

Co pani, droga Bettino?

BETTINA

203

Jest tam jeszcze; to oczywiste; dlatego nie przychodzi. Siedzi tam jeszcze, w takim dniu jak dzisiejszy! kiedy wszystko gotowe, rejent przybył, ja czekam!… Ha! co za zniewaga!

STEFANI

204

Gniewa się pani o błahostkę.

BETTINA

205

Błahostkę? czy pan masz serce? Nie odczuwasz tedy zniewagi, jaką mi wyrządza? A ten błazen służący opowiada coś, kręci… Calabro! Calabro! gdzieżeś?

SCENA SIÓDMA

Ciż sami, Calabro.

CALABRO

206

Jestem, pani, do usług. Pani wołała?

BETTINA

207

Tak, odpowiadaj. Czemu przed chwilą udawałeś głupiego, kiedy pytałam gdzie pan?

CALABRO

208

Ja, pani?

BETTINA

209

Tak; próbuj kłamać jeszcze, kiedy wiesz dobrze, że jest u księżnej.

CALABRO

210

Na honor, pani, nie wiedziałem…

BETTINA

211

Nie wiedziałeś!

CALABRO

212

Przepraszam, nie wiedziałem, czy mam pani powiedzieć.

BETTINA

213

Och! zabroniono ci zatem? Będziesz mówił?

CALABRO

214

A więc, skoro pani sobie życzy, nie będę nic ukrywał. Pan baron grał wczoraj i zgrał się na słowo. Przyrzekł zapłacić dziś rano i chciał, przed innymi sprawami, dotrzymać obietnicy.

BETTINA

215

Zgrał się, mówisz? Och, Boże! nic nie wiedziałam. Widzisz, margrabio, to cała tajemnica, to wszystko, co mi ukrywał. I zwierzył się przed Calabrem! Nieprawdaż, to źle, że on mi nic o tym nie powiedział?

STEFANI

216

Widzę w tym jedynie nadmiar delikatności z jego strony.

BETTINA

217

Nieprawdaż? O, to człowiek nie taki jak wszyscy… Mógłby wszelako wracać prędzej.

STEFANI

218

Kobieta, która gra i wygrywa i którą spłaca się w ciągu dwudziestu czterech godzin, jak komornika, wierzaj mi, droga Bettino, to nie jest kobieta, którą się kocha.

BETTINA

219

Ale zastanawiam się… jeszcze nie rozumiem. Powiedz mi, Calabro, czemu pan nie posłał ciebie z tymi pieniędzmi?

CALABRO

220

Bo nie miał, proszę pani. Miał iść do miasta, podjąć u bankiera.

BETTINA

221

Ale ja przecież miałam! Ach! jak to niegodziwie! jak okrutnie! Zatem to znaczna suma?

CALABRO

222

Nie, proszę pani, nie wiem dokładnie; ale pan mówił, że to nic.

STEFANI

223

Zatem, łaskawa pani i urocza przyjaciółko, opuszczam cię, wędruję dalej. Szczęśliwy jestem, iż widzę cię szczęśliwą. Żegnam.

BETTINA

224

Ale pan wróci! Och! ja chcę, aby pan był naszym przyjacielem, z miejsca, słyszysz? Przyjacielem nas obojga. Pragnę pana widywać co dzień, tak po naszemu. Gdzie pan mieszka?

STEFANI

225

Dwa kroki stąd, w tym białym domku, o tam, za drzewami.

BETTINA

226

To cudowne! będziemy sąsiadami.

STEFANI

227

Pragnąłbym tego, ale… wyjeżdżam jutro.

BETTINA

228

Co! tak prędko! to niemożliwe! Nigdy na to nie pozwolimy. I dokąd pan jedzie?

STEFANI

229

Do Parmy[41]. Wiadomo pani, że tam mam rodzinę, i w tej chwili jestem bezwarunkowo zmuszony…

BETTINA

230

Och, mój Boże, jakie to nieznośne! Zmuszony, powiadasz? Nie, wie pan, wolałabym pana wcale nie spotkać. Tak, naprawdę, zostanie mi tylko żal po panu i Bóg wie teraz, kiedy pan wróci! Nie! Szkaradny człowiek z pana! Ale przynajmniej niech pan zostanie na obiedzie; chcę, abyś podpisał mój kontrakt ślubny.

STEFANI

231

Nie mogę, obiecałem się już; ale wrócę złożyć pani pożegnalną wizytę i skoro nie mogę podpisać kontraktu, prześlę pani weselny bukiet.

BETTINA

232

Bukiet?

STEFANI

233

Tak.

BETTINA

234

Niechże będzie bukiet.

STEFANI

235

Dokąd się pani wybiera?

BETTINA

236

Odprowadzę pana do furtki. Chcę jak najdłużej nacieszyć się panem. Boże! jaki pan nudny! jaki pan nieznośny!

SCENA ÓSMA

Calabro sam, potem Rejent.

CALABRO

237

No, to już lepiej. Myślę, że pan baron odda tym razem sprawiedliwość mojej inteligencji. Och! Boże! właśnie powraca: spotka panią z tym margrabią… Co on na to powie, zabronił mi najwyraźniej!

wygląda na balkon
238

Nie, nie! skręcił w drugą aleję; idzie w stronę lasku, jak gdyby umyślnie chciał ich minąć. Czy podobna? Tak, to jasne; widział ich, okrąża.

REJENT

239

Panie Calabro, czy oblubieńcy są gotowi?…

CALABRO

240

Nie, panie Capsucefalo, jeszcze nie; za chwilę, za minutę.

REJENT

241

Doskonale, ja jestem gotów.

CALABRO

242

Hę?

REJENT

243

Co?

CALABRO

wciąż wyglądając
244

Zdawało mi się, że pan coś mówi.

REJENT

245

Tak; mówiłem, że jestem gotów.

CALABRO

246

Doskonale. Czy ma pan tam jeszcze muszkatelę?

REJENT

247

Owszem, panie Calabro, aż nadto.

CALABRO

248

Wybornie, drogi panie, wybornie. Niech pan sobie nie przeszkadza. Uwiadomię[42] pana, kiedy będzie czas.

REJENT

249

Nie ruszę się stąd, drogi panie, nie ruszę się.

SCENA DZIEWIĄTA

Calabro, Steinberg.

STEINBERG

250

Więc to tak słuchasz moich rozkazów?

CALABRO

251

Panie baronie, mogę upewnić…

STEINBERG

252

Jak to! nie powiedziałem ci, że nie życzę sobie w domu tego człowieka?

CALABRO

253

Panie baronie, spełniłem zlecenie, ale pani nie chciała słuchać.

STEINBERG

254

To niepodobna. Powtórzyłeś jej?…

CALABRO

255

Wszystko, co pan baron kazał. Znalazłem nawet wymówkę, aby usprawiedliwić pańską nieobecność.

STEINBERG

256

Co za wymówkę?

CALABRO

257

Powiedziałem, że się pan zgrał.

STEINBERG

258

Jak to, nieszczęsny! Skąd mogłeś wiedzieć?…

CALABRO

259

Znowuż moja wina! Nie miałem innej ucieczki, proszę pana; powiedział mi to pan dziś rano; ale nie omieszkałem dodać, że to drobnostka.

STEINBERG

260

Tak, drobnostka! Była drobnostka dziś rano; ale teraz… Wszyscy diabli! toż to jaskinia gry, to istne piekło ten pałac!

CALABRO

261

Znowu pan baron grał? Ach, ach! Mówiłem panu.

STEINBERG

262

Mówiłeś, głupcze! Powtórzże jeszcze raz! Czy jest na świecie głupszy i jałowszy[43] frazes? A z chwilą, gdy się człowiekowi zdarzy nieszczęście, wszyscy mają go na ustach. Koń potyka się przeskakując rów, padam, łamię nogę: „Mówiliśmy to panu” — wykrzykują, podnosząc cię. Cóż za słodki dowód przyjaźni!

CALABRO

263

Panie baronie, ośmieliłem się już napomknąć, że jeżeli moje skromne oszczędności…

STEINBERG

264

Ech! do kaduka, na licha mi się to przyda!

CALABRO

265

Mam piętnaście tysięcy franków, proszę pana. Zdaje mi się…

STEINBERG

266

Piętnaście tysięcy franków! Piękna suma! Słuchaj mnie, ale jeśli ci życie miłe, zachowaj dla siebie to, co ci powiem. Muszę wyjechać.

CALABRO

267

Pan, panie baronie! Czy podobna?

STEINBERG

268

Nie pozostaje mi nic innego. Nie mam sumy, którą przegrałem; muszę się o nią postarać: aby ją znaleźć, trzeba mi się udać do Rzymu lub Neapolu. Znam tam kilku bankierów. Wyjadę potajemnie, znajdę pozór.

CALABRO

269

A pani, proszę pana, pani? Nie przeżyje tego.

STEINBERG

270

Tak, będzie cierpiała. Czy myślisz, że ja sam nie cierpię? Opuszczam ten dom z rozpaczą w duszy; ale, powtarzam, muszę wyjechać… albo w łeb sobie palnąć. Zatem, cóż chcesz. Idź do mego pokoju, zawołaj Piotra i Giovaniego, przygotuj wszystko… i język za zębami. Poślesz potem na pocztę, zamówić konie na dziś wieczór.

CALABRO

271

I nie chce pan moich piętnastu tysięcy franków?

STEINBERG

272

Piętnaście tysięcy! Trzeba mi stu!

SCENA DZIESIĄTA

Ciż sami, Bettina.

BETTINA

273

Sto tysięcy franków, jedyny? Trzeba ci stu tysięcy?

STEINBERG

274

Któż to powiada, droga Bettino?

całując ją w rękę
275

Jakże się miewasz dziś rano? Świeża jesteś jak różyczka.

BETTINA

276

Nie chodzi o mnie, ale o ciebie. Mów szczerze. Grałeś?

STEINBERG

277

Przesłyszałaś się, moja droga.

BETTINA

278

Przesłyszałam się, czy to prawda, Calabro?

CALABRO

279

Ja, pani! nie wiem…

STEINBERG

280

Idź do swego zajęcia, Calabro. Dość paplania na dzisiaj.

CALABRO

na stronie, wychodząc
281

Tak! oberwałem jeszcze jednego nosa. Aj! coraz gorzej, coraz gorzej!

SCENA JEDENASTA

Steinberg, Bettina.

BETTINA

282

Nie jesteś szczery, mój drogi.

STEINBERG

283

Powiadam ci, że się mylisz. Wspominając tę sumę, miałem na myśli pewną zamianę, ot, kaprys.

BETTINA

284

Zamianę?

STEINBERG

285

Tak, pewien mająteczek, wcale ładna posiadłość z pałacykiem, jest do sprzedania za bezcen i byłaby może w twoim guście. Pomówimy o tym później, jeżeli zechcesz. Teraz muszę wydać parę rozkazów.

BETTINA

286

Słuchaj, ty nie jesteś szczery.

STEINBERG

287

Czemu tak mówisz?

BETTINA

288

Bo widzę.

STEINBERG

289

Cóż mogę ci powiedzieć, z chwilą gdy mi nie wierzysz?

BETTINA

290

Możesz mi powiedzieć, czemu, kiedy cię widziałam z daleka w ogrodzie, byłeś blady, dlaczego mówiłeś sam do siebie, czemu skręciłeś w aleję, aby nas minąć.

STEINBERG

291

Skręciłem w aleję, ponieważ nie miałem ochoty spotkać cię w tym towarzystwie.

BETTINA

292

Jak to! Stefani! Nie znasz go! To dawny przyjaciel. Jakiż powód mogłeś mieć?…

STEINBERG

293

Nie lubię plotek. Nie zawsze mogę sprawić, abym ich nie słyszał; ale nie powtarzam ich nigdy.

BETTINA

294

Jakich plotek? O mnie! o tym poczciwym margrabim? — Nie, ty nie mówisz serio… Ale przypominam sobie teraz… Spotkałeś go u mnie, we Florencji… Czy to stamtąd datują te plotki?

STEINBERG

295

Być może.

BETTINA

296

Jak to! we Florencji? Ależ Stefani przychodził tak jak wszyscy. Przypomnij sobie, miałam wówczas dwór, byłam królową, mój drogi; miałam pochlebców i dworaków, ba, swoich żołnierzy i swój lud, ten poczciwy parter, który mnie tak kochał i któremu płaciłam wzajemnością… Niewdzięczny! ty, który, sam jeden w tym tłumie, byłeś mi droższy niż moje tryumfy, którego wybrałam spośród wszystkich, aby złożyć mą koronę pod twoje stopy… ty, zazdrosny z powodu plotki, dąsający się o wizytę sprowadzoną przypadkiem! Nie, doprawdy, to żart, przyznaj się, czysty kaprys, albo wiesz, domyślam się, to pozór, sztuczka, do której się uciekasz, aby mi kazać zapomnieć o tym, co chciałam wiedzieć, i aby się uwolnić od moich pytań.

STEINBERG

siadając
297

Ach, droga Bettino, jesteś urocza, a ja… bardzo nieszczęśliwy.

BETTINA

298

Nieszczęśliwy, ty! przy mnie! Co takiego? Powiedz, powiedz, o co chodzi?

STEINBERG

299

Źle mówię, źle się wyraziłem. Wiesz, co to jest gracz… a więc, Bettino, to prawda, grałem i wróciłem w bardzo złym humorze; ale to nic, ot, drobiazg nie wart wspomnienia; nie myślmy już o tym, daruj mi.

BETTINA

300

I to jeszcze nie jest zupełna prawda.

STEINBERG

301

Proszę cię na wszystko, abyś mi uwierzyła.

BETTINA

302

Chcesz tego?

STEINBERG

303

Błagam.

ŚpiewBETTINA

304

Więc dobrze, wierzę, skoro tak sobie życzysz. Uspokój się, no, daj pokój[44] czarnym myślom. Rozchmurz to czoło brzemienne burzą. Czy pamiętasz tę piosenkę?

Siada do fortepianu i gra ritornello[45] piosenki.

STEINBERG

wstaje
305

Bettino, nie tę piosenkę.

BETTINA

306

Czemu? Ułożyłeś ją dla mnie, kiedyśmy byli w Sorrento[46], po przejażdżce na morzu. Czy dlatego, że wiąże się z tymi wspomnieniami, przestała ci się podobać? Niegdyś płoszyła twoje smutki.

Śpiewa

Twa cudna postać, twe oczy,

Czar, co dwie dusze jednoczy,

W godzinie zwierzeń uroczej

Gdzież jest to wszystko, ach, gdzie to

Szczęście i radość mi skradły

Te lata, które przepadły,

Jak owe róże, co bladły

Na twoim sercu, Nineto![47]

STEINBERG

na stronie, podczas gdy Bettina, przestawszy śpiewać, przegrywa melodię
307

Czy zdołam ją opuścić? i dla kogo? Wielki Boże! jakaż piekielna moc chwyciła mnie w swe szpony?

Śpiew, Wspomnienia, MiłośćBETTINA

308

O czym mój pan duma? Czy to grzecznie?… Zdaje mi się, że coś mylę… nie przypominam sobie dobrze… chodź no tu…

STEINBERG

zbliża się do fortepianu i śpiewa

Pomnę[48], jak drżało twe ramię

Tam, u wybrzeża, przy tamie,

Gdzie fala z falą się łamie,

Gdy wiatr od morza zawionie[49],

Cień już zapadał głęboki;

Lecz u kwiecistej zatoki

Jeszcze złociły się stoki,

W zaciszne wabiąc ustronie[50].

RAZEM

W oplotach bluszczu i wina,

Gdzie każda żyje ruina,

Italio! ciebie wspomina,

Kogo raz brzeg twój ugości;

Bo w blaskach wiecznej urody

Lazury nieba i wody

Falują tchnieniem swobody,

Boska ojczyzno miłości.[51]

STEINBERG

309

Droga Bettino, posłuchaj. Ta piosenka, te tkliwe słowa, to wspomnienie, przenikają mi duszę, budzą mnie do życia… Nie, tyle miłości nie będzie jeno[52] snem! tyle nadziei szczęścia nie będzie kłamstwem! Przysięgam to u twoich stóp.

klęka
310

Byłem przed chwilą zazdrosny bez powodu, ale ja sam dostarczyłem ci powodów aż nazbyt często…

BETTINA

311

Nie mówmy o tym.

Mężczyzna, Sumienie, MiłośćSTEINBERG

wstając
312

Chcę mówić o tym, znużony jestem udawaniem, przymusem, nie chcę dłużej czuć się niegodnym ciebie. Moje wizyty u księżnej kosztowały cię wiele łez, wiem o tym…

BETTINA

313

Karolu!

STEINBERG

314

Nie chcę już jej widywać, nie chcę już słyszeć o niej. Żyjmy u siebie, w sobie, dla siebie i niechaj świat zapomni o nas wzajem[53]! Rejent czeka, nieprawdaż? A więc, Bettino, podpiszmy w tejże chwili. Świadkowie nie przybyli? Wiem czemu i powiem ci. Weź pierwszą z brzegu sąsiadkę, a ja, do kroćset, wezmę Calabra. Zostanę twoim mężem i niech się dzieje, co chce! Wszak stare przysłowie mówi: Kto kocha i jest kochany, bezpieczny jest od gromów losu!

SCENA DWUNASTA

Ciż sami, Calabro.

CALABRO

wchodzi z listem i puzderkiem[54]
315

Przyniesiono ten list dla pana barona.

STEINBERG

316

Cóż u diaska, czy to takie pilne?

CALABRO

317

Tak, proszę pana; posłaniec powiada, że kazano mu czekać na odpowiedź.

STEINBERG

318

Pokażże.

Bierze list.

CALABRO

podając puzderko Bettinie
319

To dla pani.

STEINBERG

przeczytawszy spiesznie list
320

Calabro!

CALABRO

321

Panie?

STEINBERG

322

Kto tam jest?

CALABRO

323

Człowiek, proszę pana… stamtąd…

STEINBERG

324

Od księżnej? Gdzież on jest?

CALABRO

325

Tam, w przedpokoju.

STEINBERG

326

Chcę go widzieć.

SCENA TRZYNASTA

Bettina, Calabro.

BETTINA

327

Co to znów takiego, mój Calabro? Uważałeś, jak on zmienił się na twarzy, otwierając list? Czy to znów jakie nieszczęście? Och! ta kobieta to nasz zły duch.

CALABRO

328

To nie od niej list, proszę pani: przyniósł ktoś z ludzi księżnej, ale to nie jej pismo.

BETTINA

329

Jej pismo! Zatem oprócz mnie, widzę, wszyscy znają je w tym domu?

CALABRO

pokazując puzderko
330

To, proszę pani, przyniesiono od pana margrabiego.

BETTINA

331

Ach, zapomniałam zupełnie.

otwiera puzdro
332

Diamenty!

CALABRO

333

Jest bilecik.

BETTINA

czyta
334

Nieba! słyszę głos Karola; mówi tak gwałtownie! Słyszysz, Calabro? Wraca tutaj… Schowaj to puzdro, nie trzeba, aby go widział, nie teraz, i powiedz mi prędko, zanim przyjdzie, ile on przegrał?

CALABRO

335

Och, pani, niepodobna mi…

BETTINA

336

Muszę wiedzieć, musisz to zdradzić, choćby cię wiązało tysiąc przysiąg! Czy mam cię błagać na kolanach?

CALABRO

337

Och! droga pani!

BETTINA

338

Sto tysięcy?

CALABRO

szeptem
339

Tak.

SCENA CZTERNASTA

Ciż sami, Steinberg.

STEINBERG

do Calabra
340

Co ty tu robisz? Odejdź.

Calabro wychodzi.

BETTINA

341

Wydajesz się wzburzony, Karolu: zdaje się, że cię ten list… pogniewał.

STEINBERG

342

Ani trochę. — Co to za puzdro, które ci przesłano?

BETTINA

343

Drobiazg. — Ale powiedz mi, mój drogi, przed chwilą…

STEINBERG

344

Drobiazg! Ale cóż wreszcie?

BETTINA

345

Mój Boże, to nie żadna tajemnica… podarek od Stefaniego.

STEINBERG

346

A! podarek? Z jakiej racji?

BETTINA

347

Z racji… naszego małżeństwa.

STEINBERG

348

Prezent ślubny!… Czy on jest twoim krewnym?

BETTINA

349

Nie, ale, mówiłam ci, to stary przyjaciel.

STEINBERG

350

Starzy przyjaciele robią zatem podarki? Nie znałem tego zwyczaju. Zobaczmyż to puzderko, jeżeli pozwolisz.

BETTINA

351

Nie ma go tu, odniesiono je do mnie. Ale mój drogi, czy nie będziesz łaskaw powiedzieć mi, co w tym liście…

STEINBERG

352

Czy chcesz, abym zawołał pokojówki?

BETTINA

353

Po co?

STEINBERG

354

Aby zobaczyć ten podarek. Wiesz, że znam się na tych rzeczach.

BETTINA

355

Omyliłam się… Nie odniesiono go jeszcze do mnie… Zdaje mi się, że Calabro schował.

STEINBERG

356

A!… jeżeli to kosztowny przedmiot, przezorność bardzo roztropna.

woła
357

Calabro! hej! Calabro! gdzież ty się podziewasz?

SCENA PIĘTNASTA

Ciż sami, Calabro.

CALABRO

358

Panie baronie…

STEINBERG

359

Gdzież siedzisz, kiedy cię wołam?

CALABRO

360

U pana w pokoju. Przypomina pan sobie, że mi pan kazał…

STEINBERG

361

Nie o to chodzi.

BETTINA

362

Calabro, czy masz puzderko, które ci powierzyłam?

CALABRO

363

Tak, pani.

BETTINA

364

Daj mi je.

Podaje Steinbergowi.

ListSTEINBERG

otwierając
365

Ależ to wspaniałe diamenty. Do kroćset! bukiecik kwiatów z brylantów przeplatanych rubinami i szmaragdami! Ależ to śliczne! — Jest i bilecik.

BETTINA

366

Możesz przeczytać.

STEINBERG

367

Niechże Bóg broni! Tak daleko nie sięga moja ciekawość.

BETTINA

368

Proszę cię o to; nie czytałam jeszcze.

STEINBERG

369

Doprawdy? Skoro sobie życzysz.

czyta:
370

To cudownie! Imć[55] Calabro, czy posłałeś zamówić konie?

Stawia puzdro na stole.

CALABRO

371

Jeszcze nie, proszę pana; myślałem…

STEINBERG

372

Ileż razy trzeba mi powtarzać, zanim usłyszysz? Niech Pietro rusza natychmiast.

BETTINA

373

Konie, Karolu? Na co?

STEINBERG

374

Muszę jechać do miasta. Śpiesz się, Calabro.

BETTINA

375

Jeszcze chwilę. Czy nie można by?…

STEINBERG

376

Kto tu rozkazuje?

Calabro kłania się i wychodzi.

BETTINA

377

Karolu, ja znam twój sekret! Nie chciałam ci nic mówić. Byłabym czekała, chciałam, abyś sam mi zwierzył wszystko; ale ty chcesz jechać… Czemu?

STEINBERG

378

Wiesz wszystko, powiadasz, i pytasz? Zdaje mi się, że tu odbywa się formalna inkwizycja i że ktoś bardzo troszczy się o moje sprawy; ale zdaje się też, imć Calabro z większą dyskrecją przechowuje to, co ty mu powierzasz, niż umie przestrzegać moich rozkazów.

CALABRO

379

Panie, przysięgam na mą duszę…

STEINBERG

380

Nie pytam ciebie. — I ja także byłbym zachował milczenie; ale skoro chciałaś wszystko wiedzieć, więc dobrze, niech ci się stanie zadość! Tak, byłem nieopatrzny; tak, zgrałem się na słowo; majątek mój, już wprzódy[56] nadwerężony, dziś prawie nie istnieje. Ten list pochodzi od wierzyciela: oznajmia mi niespodzianą podróż, zmyśla nagły wyjazd, aby żądać ode mnie pieniędzy, tak samo jak uczynił twój margrabia, aby ci je dać.

BETTINA

381

Boże miłosierny! ty rozum tracisz?

STEINBERG

382

Nie, nie. Czy ty myślisz, powiedz, że ja nie umiem na pamięć tych wybiegów, tych komedianckich sztuczek, tych zakulisowych chytrości? Udać, że się wyjeżdża, aby się kazać zatrzymywać! Dołączyć wartościowy podarek, aby dać uczuć wszystko, co tracisz z tym wyjazdem! To bardzo nowe! to cudowne, w istocie! Ale aby się wziąć na to, trzeba by nigdy nogą nie przestąpić progu teatru, nie znać podobnych tobie!

BETTINA

383

Podobnych mnie? Chcesz, widzę, mnie obrazić. To ci się nie uda, uprzedzam cię, bo to nie ty mówisz. Jeżeli kłopoty czynią cię niesprawiedliwym, najprostsze jest usunąć ich przyczynę. Słuchaj. — Nie mam, rozumie się, stu tysięcy franków w biurku; ale Filippo Valle, nasz bankier, ma je w depozycie. Wystarczy przejechać się do miasta, a będziesz je miał za godzinę.

STEINBERG

384

Nie chcę.

BETTINA

385

Podpiszmy kontrakt; z tą chwilą jesteś moim mężem.

STEINBERG

386

Nigdy!

BETTINA

387

Chciałeś przed chwilą.

STEINBERG

388

Nigdy, nigdy za tę cenę!

BETTINA

389

Za tę cenę!… Och! już mnie nie kochasz.

STEINBERG

390

W kwestii pieniężnej nie ma mowy o miłości. I cóż by wynikło, gdybym ustąpił? Ty byłabyś śmieszna, a ja godny wzgardy.

BETTINA

391

Śmieję się z tej śmieszności, a gardzę tą wzgardą.

STEINBERG

392

Czy śmiałabyś się również ze swojej ruiny?

BETTINA

393

Nie lękam się jej. Jeżeli ubóstwo nie jest dla ciebie czymś nie do zniesienia, nie ma ono dla mnie żadnej grozy. Jeżeli cię przeraża, cóż! jeszcze nie umarłam, i to, co robiłam, można zacząć na nowo.

STEINBERG

394

Wrócić na scenę, nieprawdaż? To twoje tajemne pragnienie, tym żywsze, że wiesz, iż nie mógłbym się na nie zgodzić.

BETTINA

395

Karolu…

STEINBERG

396

Skończmy, proszę cię… Dodam tylko jedno słowo: byłem gotów cię zaślubić, wówczas gdy mniemałem, że będę ci mógł zapewnić zaszczytną i swobodną egzystencję: obecnie już nie mogę.

Obraz świata, Kondycja ludzkaBETTINA

397

Czemu? Z jakiej przyczyny?

STEINBERG

398

Przyczyny? A moje nazwisko? a rodzina? a przyjaciele? a świat?

BETTINA

399

A, oto przeszkoda.

STEINBERG

400

Tak, oto; zrozumże przecie; tak, to świat nas dzieli; świat, bez którego nikt nie może się obejść, który jest moim żywiołem, moim życiem, po którym niczego się nie spodziewam, z którego strony wszystkiego mam prawo się lękać, ale który kocham ponad wszystko. Świat, ten nieubłagany świat, zostawia nam wolność, przygląda się nam z uśmiechem, nie ostrzegłby nas o niebezpieczeństwie, ale nazajutrz po popełnieniu błędu zamyka się przed nami jak grób…

BETTINA

401

Nie myślałam, aby świat był taki zły.

STEINBERG

402

Nie jest wcale taki zły. Ma słuszność we wszystkim co robi. To wręcz nie do wiary, ile on przebacza, jak podtrzymuje, broni, przez szacunek dla samego siebie, tych, co doń należą, tych, co stosują się do jego praw: praw najbardziej łagodnych, ludzkich i pobłażliwych, jakie sobie można wyobrazić; ale biada temu, kto je przekroczy! Biada temu, kto ośmieli się kusić tę bezkarność, nadużyć tej pobłażliwości! Zgubiony jest, daremnie siliłby się bronić; ale te uprzejme okrucieństwa, ta surowa pobłażliwość, która uderza jedynie wtedy, kiedy ją zmusić do tego, jest tylko sprawiedliwością.

BETTINA

403

Zatem jedziesz?

STEINBERG

404

I cóż mam czynić, powiedz? Jakim czołem, z jaką twarzą mógłbym znosić rolę męża żyjącego z nieswojego majątku i obwozić się po całych Włoszech z żoną, której byłbym jedynie komparsem[57], mimo mego nazwiska na paszporcie i herbu na drzwiczkach karety? A gdyby ktoś — co trudno przypuścić — zgodził się na podobną rzecz, trzeba by jeszcze, aby ta kobieta była godną takiego poświęcenia..

BETTINA

405

Czy to istotna przyczyna, Karolu?

STEINBERG

406

Nie umiem tedy dość jasno się tłumaczyć.

pokazując puzdro
407

A zatem, oto przyczyna.

Wychodzi.

SCENA SZESNASTA

Bettina, Calabro.

BETTINA

408

Calabro.

CALABRO

409

Pani…

BETTINA

410

Zgubiona jestem.

CALABRO

411

Cierpliwości, pani, nie trzeba przypuszczać…

BETTINA

412

Zgubiona jestem, zgubiona bez ratunku.

CALABRO

413

Nie, pani, powtarzam, nie trzeba przypuszczać, aby to było ostatnie słowo pana barona, ani też nawet, aby mówił szczerze; nie, to niemożliwe. Inaczej będzie mówił, gdy ochłonie; wszakże na panią nie ma się o co gniewać; wróci, powiadam pani, wróci.

BETTINA

wyglądając na balkon
414

Odchodzi już.

CALABRO

415

Czy podobna?

BETTINA

416

Nie widzisz? Wychodzi sam, piechotą. Dokąd idzie? Z pewnością do miasta. Biegnij za nim, Calabro, zatrzymaj go… Och! nie mam już sił.

CALABRO

417

Idę, pani, słucham… Ale niech pani pozwoli bodaj…

BETTINA

418

Nie, czekaj, pozwól mu odejść; ale i ty musisz iść. Trzeba, abyś zdążył przed nim do miasta. Czy czujesz się na siłach, aby przebiec na przełaj górską drogą?

Idzie do stołu i pisze.

CALABRO

419

Dla pani wdrapałbym się na Wezuwiusz.

Miłość, Poświęcenie, PieniądzBETTINA

420

Ty jeden możesz to załatwić. Filippo Valle cię zna. — A ty, czy znasz osobę, do której pan baron przegrał?

CALABRO

421

Człowiek, który przyniósł list, mówił, że to hrabia Alfani.

BETTINA

422

Oto słówko do Filippa. Musi mieć na moim rachunku potrzebną sumę. Trzeba, aby ją przesłał natychmiast temu Alfaniemu i aby dał do poznania, że to księżna pożycza Steinbergowi tę sumę.

CALABRO

423

Jak to, pani chce…

BETTINA

424

Tak. Nie kocha mnie już na tyle, aby przyjąć ode mnie przysługę; mniemając, że to od niej, nie będzie śmiał odmówić. Spiesz się, Calabro, nie mamy czasu do stracenia.

CALABRO

425

Ależ, proszę pani, niech się pani zastanowi, że to poważna suma; sama pani mówiła rejentowi dziś rano, że jej majątek nie jest zbyt duży.

BETTINA

426

Dobrze już, dobrze; nie kłopocz się.

SŁUŻĄCY

wchodzi
427

Margrabia Stefani pyta, czy pani raczy go przyjąć.

BETTINA

428

Stefani!

po chwili milczenia
429

Tak, oczywiście, proś. No, Calabro, tyś jeszcze nie w drodze?

CALABRO

430

Ach, pani…

BETTINA

431

Nie kłopocz się, powiadam. Słyszałam przed chwilą, o ile mi się zdaje, żeś ofiarował swemu panu piętnaście tysięcy franków.

CALABRO

432

Tak, pani; i gdybym mógł…

BETTINA

433

Czy posiadasz dużo więcej?

CALABRO

434

Tego nie mówię; ale w podobnych okolicznościach…

BETTINA

435

I nie chcesz, abym ja zrobiła to, co ty chciałeś zrobić? Idź, Calabro, idź, stary przyjacielu — kiedy będę zrujnowana, poratujesz mnie, a ja przyjmę twoją ofiarę.

CALABRO

436

Wsiądę na naszą starą szkapę. Pęciny ma jeszcze mocne; i ja także, choć na to nie wyglądam. W mig będę tam i z powrotem. Ha! jeżeli pan baron ma serce, za kwadrans będzie u pani stóp.

BETTINA

437

Idź już, nie mów mi o tym.

SCENA SIEDEMNASTA

Bettina, Stefani, który wchodzi z prawej, podczas gdy Calabro wychodzi lewą stroną.

BETTINA

na stronie
438

A wszelako żywię tę nadzieję!

STEFANI

439

Szlachetny to uczynek, droga Bettino, godny ciebie ze wszech miar, ale ma on swoje niebezpieczeństwa.

BETTINA

440

To pan, margrabio? O czym mówisz?

STEFANI

441

No! o tym coś właśnie uczyniła.

BETTINA

442

Był pan tu? Słuchałeś?

STEFANI

443

Nie, niech mnie Bóg broni! Ale słyszałem.

BETTINA

444

Margrabio!

STEFANI

445

Nie gniewaj się, jeśli łaska, i nie broń się również. Przyszedłem, całkiem po prostu, jak zapowiedziałem, pożegnać się z panią. Nie było nikogo w sieniach, nikogo w saloniku. Czekałem, przyglądając się obrazom, aż się zjawi ktoś ze służby, kiedy mnie doszedł twój głos. Nie słyszałem wszystkiego dokładnie, ale zrozumiałem mniej więcej. Płaci pani mały dług i nie chce pani, aby wiedziano o tym. Kryje się pani nawet pod obcym imieniem — poznaję cię po tym, Elżbieto. Czy panią to rani, że miałem jeszcze jeden dowód więcej, ile szlachetności i delikatności mieszka w twojej duszy?

BETTINA

446

Ale… czy pan od dawna tu jesteś?

STEFANI

447

Nie, nie więcej niż dwie minuty i, powtarzam pani, zrozumiałem tylko tak, mglisto. Kiedy wchodziłem do domu, ujrzałem twego pana von… Steinberg, który wychodził ogrodem. Nie odkłonił mi się. Czy ja mu co zawiniłem?

BETTINA

448

Żartuje pan. Zaledwie pana zna.

STEFANI

449

Mogłaby pani powiedzieć: wcale.

BETTINA

450

Nie widział pana z pewnością. Był pochłonięty myślami.

Gra, PieniądzSTEFANI

451

Tak… rozumiem… te pieniądze, nieprawdaż? Młody człowiek grywa trochę grubo.

BETTINA

452

Tak.

STEFANI

453

Tak, i nie umie grać.

Bettina siada zamyślona.
454

Nie trzeba mniemać, aby lancknecht[58], mimo iż gra tak głupia, był czystym hazardem. Jest sposób i sposób. Wiem dobrze, iż ściśle wziąwszy jest to gra równie inteligentna jak cetno i licho[59]. Obojętny widz nie dostrzeże nic więcej; ale spytajcie tego, kto bierze karty do rąk, czy przedstawiają dlań tylko tyle. Te kawałki malowanego kartonu nie wyrażają dlań tylko czarnego i czerwonego koloru; one znaczą szczęście lub nieszczęście. Los, z chwilą gdy się go woła, mniejsza o to, jakim sposobem, przybiega i krąży koło stołu, to uśmiechnięty, to surowy; aby go sobie zjednać, trzeba studiować nie malowane kartki albo kości, ale jego kaprysy, dąsy, które trzeba przeczuć, odgadnąć, pochwycić w lot… Więcej jest wiedzy na dnie kubka z kośćmi, niż o tym śnił d'Alembert[60].

BETTINA

455

Mówisz jak prawdziwy gracz, margrabio. — Czyś grywał?

STEFANI

456

Tak, i dość szczęśliwie, ponieważ byłem bardzo śmiały, kiedy wygrywałem, z chwilą zaś, kiedy los odwracał się do mnie plecami, gra zaczynała mnie nudzić.

BETTINA

457

Powiadają, że z tej namiętności nie można się wyleczyć.

STEFANI

458

Ba! jak z innych. Ale ja tu gawędzę… Chciałem tylko ucałować pani ręce i umykam; byłbym bowiem…

BETTINA

459

Nie, Stefani, zostań pan, proszę o to. Skoro znasz mniej więcej moje tajemnice, nie będziemy o nich mówili, nieprawdaż? I daruje mi pan, jeżeli będę roztargniona. Zgryzota nie bywa uprzejma.

STEFANI

460

Pani zgryzota jest czymś więcej: jest godna czci i przynosi pani chlubę. Znam ludzi, którzy są usłużni na kształt niedźwiedzia z bajki. Każą się prosić, drożą się[61] i kiedy uważają, że jesteś dostatecznie pełen wiekuistej wdzięczności, miażdżą cię ohydnym dobrodziejstwem. W ten sposób niweczą całą istotną wartość rzeczy, wdzięk dobrego uczynku. Ale pani jest inna: ręka twoja jest jeszcze lżejsza wówczas, gdy jest posłuszna twemu sercu, niż kiedy biegnie po tym klawikordzie[62], aby wyrazić swą myśl.

BETTINA

461

Niechże pan siada, błagam pana.

STEFANI

siadając
462

Najchętniej, byleby mi pani przyrzekła, iż na minutę przedtem, zanim będę zbyteczny, wyrzuci mnie pani, ot, po przyjacielsku, za drzwi.

BETTINA

463

Po przyjacielsku, margrabio? A, prawda! Czy wiesz, że przysłałeś mi wspaniały bukiet i to doprawdy tak wspaniały, że z pewnością nie przyjęłabym go od nikogo w świecie, prócz pana.

STEFANI

464

Nie ma perły ani diamentu, które by były warte takiego słowa z pani ust. — Ale jest coś, co mnie dręczy. — Niech mi pani pozwoli sobie zadać jedno pytanie. Czy w tego rodzaju sprawach nie szuka pani jakiegoś zabezpieczenia?

BETTINA

465

Co za zabezpieczenia?

STEFANI

466

No, cóż! Podpisu, hipoteki, rękojmi.

BETTINA

467

Nie rozumiem się na tym wszystkim.

STEFANI

468

To źle, dalibóg, to źle.

BETTINA

469

To to pan miał na myśli, mówiąc zaraz z początku o niebezpieczeństwie?

STEFANI

470

Właśnie.

BETTINA

471

Wytłumacz się pan tedy.

STEFANI

472

Ale bo to sprawa bardzo delikatna, a przy tym tym więcej zaniepokoiłbym panią.

BETTINA

473

Najpewniej to osiągniesz, mówiąc półsłówkami.

STEFANI

474

Ma pani słuszność; zbłądziłem. Nie mówmy o tym więcej: niech pani uważa, że nic nie powiedziałem.

Wstaje.

BETTINA

475

Wcale nie; rozumiem bowiem pana obawy… Zna pan księżnę?

STEFANI

476

Och, tak! och, tak! znam.

BETTINA

477

Czy uważa ją pan za zdolną do nieuczciwego postępku?

STEFANI

478

Thi! nie wiem.

BETTINA

479

Ale ja myślę… do zdrady… niegodziwości…

STEFANI

480

Ba! któż może ręczyć?

Zazdrość, MiłośćBETTINA

481

Margrabio, przerażasz mnie. Słuchaj pan: dziś rano widziałeś, że byłam prawie zazdrosna o tę kobietę.

STEFANI

482

Nawet troszeczkę całkiem.

BETTINA

483

Tak, chwilami; ale pan wie, jak to bywa, drogi przyjacielu: — można myśleć, że się podejrzewa człowieka, którego się kocha, obsypywać go wymówkami, nazywać wiarołomnym, niewiernym… a na dnie duszy nie wierzy się temu ani słowa: podczas gdy usta oskarżają, serce rozgrzesza. Nieprawdaż?

STEFANI

484

Bez wątpienia. A więc? droga Bettino…

BETTINA

485

A więc, margrabio, szczerze, nigdy nie myślałam, nie uważałam za możliwe, aby on kochał tę kobietę. Ta straszna myśl nawiedziła mnie w tej chwili. Pan go widziałeś u niej; co o tym sądzisz?

STEFANI

486

Mój Boże, droga pani, co za pytanie? Nie widzimy niczyjego serca, jak powiada Molier. Szczerze mówiąc zresztą, nie przypuszczam.

BETTINA

487

Co znaczyło w takim razie to niebezpieczeństwo, o którym mówiłeś?

STEFANI

488

A ba! bo to są księżne i księżne…

BETTINA

489

I pan przypuszcza, że ta…

STEFANI

490

Robi na mnie po trosze wrażenie, że nie pochodzi z najlepszej fabryki i że ją kupiono gdzieś na wyprzedaży.

BETTINA

491

Jeżeli tak…

STEFANI

492

Nie jestem tego pewny; ale wyznaję, iż przykro mi widzieć los osoby takiej jak pani w rękach kobiety takiej jak ona.

BETTINA

493

Nie mogę uwierzyć, aby Karol…

STEFANI

494

Mógł panią zdradzać? Jestem pani zdania. Ech! do kaduka! Jeżeli pani nie ubóstwia, szczerze go żałuję. Oho, ktoś idzie, to on, uciekam. Nie, to nie on, to jego pokojowiec.

SCENA OSIEMNASTA

Ciż sami, Calabro.

BETTINA

495

I cóż, Calabro, coś uczynił?

CALABRO

496

Wszystko, co pani kazała.

BETTINA

497

Dług zapłacony?

CALABRO

498

Tak, pani.

BETTINA

499

Widziałeś barona?

CALABRO

500

Ach, tak.

BETTINA

501

Co powiedział?

CALABRO

502

Oto list.

BETTINA

przeczytawszy szybko
503

A! bardzo dobrze… doskonale… to cudownie.

Pada zemdlona na fotel.

CALABRO

504

Pani! Pani!

STEFANI

505

Cóż się stało?

CALABRO

506

Niech pan czuwa nad panią, ja pójdę przynieść, co trzeba.

STEFANI

wydobywając flakon
507

Ten flakon wystarczy. Cóżeś ty pani nagadał?

CALABRO

508

Och! panie, to okropne, okropne!… Pojechał z księżną.

STEFANI

509

Pojechał! — Oho! otwiera oczy. Trzeba jej wziąć ten list…

Podchodzi, aby wziąć list, który Bettina ma w ręku.

BETTINA

510

Nie, nie! och! nie zabierajcie mi tego… Gdzież ja jestem? Śniło mi się coś. To ty, margrabio? Przepraszam cię.

STEFANI

511

Niech pani siedzi spokojnie; proszę nie wstawać.

BETTINA

512

Och! ja nieszczęśliwa! Już wiem. Pojechał; nieprawdaż, Calabro? Czy wiesz, margrabio? — Pojechał z tą kobietą! Masz, czytaj ten list, czytaj głośno.

STEFANI

513

Wiem wszystko, droga Bettino.

BETTINA

514

A! doprawdy? Ta wiadomość już się rozeszła? Czy obnoszą mnie już po całym mieście? Och, tak: historia bardzo ucieszna; dostarczy strawy powszechnej wesołości; ale jak oni ważą śmiać się ze mnie, nim się dowiedzą, jak ja postąpię? Jeszcze nie koniec; sądzę, że też mam prawo wtrącić słówko w tej komedii.

STEFANI

515

Nikt się nie będzie śmiał z pani. W tym, że ktoś ukradł komuś pieniądze z kieszeni, nie ma nic uciesznego.

Pieniądz, MiłośćBETTINA

ożywiając się stopniowo
516

Ukradł! Kto mówi o czymś podobnym? Dałam tę sumę dobrowolnie, błagałam, aby ją przyjął. Byłam zmuszona uciec się do podstępu, aby zwalczyć upartą odmowę. Prawda, iż mój wybieg nie wyszedł mi na korzyść; ale kto ma prawo powiedzieć, że tego żałuję? Jeżeli z tej przyczyny mnie żałujesz, margrabio, posądzasz mnie w istocie o szczególną zgryzotę.

Wstaje.

STEFANI

517

Nie znam wysokości sumy, ale zdaje się, że to nie jest drobnostka.

BETTINA

518

Ech! cóż mi o to! Cóż za osobliwe pojęcia masz o mnie, którą jakoby wysoko cenisz, skoro widzisz tu jedynie kwestię interesu? Ach! gdyby Karol był wrócił do mnie, czyż reszta liczyła się za cokolwiek? Ale oto sądy świata. — Zawiedziona miłość, cóż to znaczy? Porzucić kobietę, zdradzić przysięgę, stargać święty węzeł, to tylko drobnostki! To się zdarza codziennie, o tym się paple, tym bawi się wytworne towarzystwo! Ale niech chodzi o ubytek paru talarów, o kilka nędznych garści liczmanów[63] straconych przypadkiem, och! wówczas każdy będzie cię żałował! Twoje pieniężne niedole staną się przedmiotem plugawej litości, zdolnej przyprawić o rumieniec wstydu.

STEFANI

519

Cierpienie twoje, Bettino, sprawia, iż źle zwracasz swoje wymówki.

BETTINA

520

Tak, drogi margrabio, masz słuszność. Wiem, kim jesteś, obrażam cię; ale to, co przechodzę, jest tak straszne, że trzeba darować mi, co mówię, nie wiem bowiem nic, jestem na dnie otchłani. Masz, Stefani, przeczytaj mi to. Czytaj głośno, proszę cię.

MARGRABIA

czyta:

BETTINA

521

Zniewolony podziękować!

STEFANI

czytając dalej:

BETTINA

522

Cóż by innego można napisać do adwokata?

STEFANI

jw.

BETTINA

523

Cóż ty na to, margrabio?

STEFANI

jw.

BETTINA

524

Cóż za bezczelność!

STEFANI

jw.

BETTINA

525

Dalej, dalej.

STEFANI

jw.

BETTINA

526

Steinberg! Niechaj świat cały wymawia twoje imię, kiedy zechce nazwać niewdzięcznika!

STEFANI

527

Tak, to nie jest ładnie. W istocie, to by wymagało zemsty.

BETTINA

528

ZemstaZemsty! Och, tak, to pewna. Ale jaką zemstę mogę znaleźć? Mówisz jak mężczyzna, Stefani, i odczuwasz jak mężczyzna zniewagę. Ty sam wszelako, co możesz zrobić, kiedy masz wroga? Co możesz więcej, niż zabić go? Mniemasz, iż w ten sposób się mścisz… Ach, przyjacielu, dla szlachetnego serca istnieją cierpienia okropniejsze niż śmierć; ale dla nikczemnika najstraszliwsze, co być może, to śmierć, która jest niczym.

Ucieczka, Zdrada, Kobieta, Mężczyzna, Miłość, RozpaczSTEFANI

529

Założyłbym się, że ten bezczelny list nie jest wyłącznie dziełem barona. W tym tkwi kobieta — to potwór o dwóch głowach — po cóż mu bowiem było uprzedzać cię, że nie jedzie sam? Nikczemność to on, obelga to kobieta.

BETTINA

530

Odczułam to jak i pan. On również wie to dobrze i chciał stworzyć między nami zaporę nie do przebycia. Bał się, że zechcę jechać za nim, lękał się mego przebaczenia i obrał ten sposób, aby go uniknąć; wiedział, że kiedy kobieta ugodzi drugą w serce, wszelki powrót staje się niemożebny, rana się nie goi. O przewrotny! W ten sam dzień, który był naznaczony, który on wybrał na nasz ślub! Trzeba go było widzieć wczoraj wieczór, jak on umiał udawać! Zdawało się, iż męki cierpi, nie mogąc się doczekać, aż wejdzie ten dzień. O nieba! i to ze mnie zadrwiono w ten sposób! W ten sposób odpłacono moją szczerość, prawość! Znasz mnie, margrabio, nieprawdaż? Otóż, przemogłam mój zbyt porywczy charakter, ugięłam moją dumę, aby znieść to, co mnie często oburzało: ale sądziłam bodaj, że w tym nie ma fałszu, rozmysłu! Obecnie widzę cię takim, jakim jesteś, zdrajco: targasz na strzępy i moje serce, i moją cześć!

STEFANI

531

Hm! zastanawia mnie jeden zwrot w tym liście. Co on rozumie pod tym, że „nie zostawia cię samej”? Czy to, że Calabro zostaje przy tobie?

CALABRO

532

Och, nie, proszę pana, to znaczy co innego.

BETTINA

533

Milcz, Calabro!

STEFANI

534

Czemu? — Czyżbym popełnił niedyskrecję?

Bettina nie odpowiada. Calabro za pomocą gestów pokazuje margrabiemu puzdro leżące na stole.
535

Nie rozumiem. Co ty chcesz powiedzieć?

CALABRO

536

Pani zabrania mówić.

BETTINA

537

Mów, jeżeli chcesz.

STEFANI

wstając i podchodząc do stołu
538

Zaczynam być mocno ciekawy. Cóż tedy, mości Calabro?

CALABRO

539

A zatem, proszę pana, skoro mi wolno mówić, właśnie to puzderko jest w części przyczyną wszystkiego, co się stało.

STEFANI

540

Żartujesz chyba?

CALABRO

541

Ani odrobiny. Pan baron robił pani straszne wymówki, że przyjęła te klejnoty.

STEFANI

542

Ależ to nie ma najmniejszego sensu!

CALABRO

543

Dziś rano jeszcze, jeżeli mam rzec wszystko, ja sam miałem zalecone powiedzieć pani, aby pana nie przyjmowała.

STEFANI

544

Nie! to zakrawa na jakiś sen… Czy to prawda, Bettino, co on powiada?

BETTINA

545

Najzupełniejsza.

STEFANI

546

Ależ to nie do wiary! Z jakiejż przyczyny ta niemądra szykana? To chyba tylko lichy pozór, którego potrzebował, aby się pogniewać.

CALABRO

547

Och, mój Boże, tak, proszę pana, z pewnością nic innego.

STEFANI

548

Rozumiem. Ale co za dziki pomysł!

CALABRO

549

Niby stąd, że pan margrabia często odwiedzał panią jeszcze we Florencji, i pan baron uroił sobie…

STEFANI

550

Jakieś głupstwo.

CALABRO

551

Uroił sobie na pański widok, że pan znowu zacznie się zalecać do pani.

STEFANI

552

No i!…

CALABRO

553

I to go pogniewało.

STEFANI

554

To wielkie nieszczęście. Jak to! ma ją zaślubić i oto jak umie ją cenić! Ależ to ciemna figura, ten jegomość.

BETTINA

555

Stefani! pamiętaj, że ja go kochałam.

STEFANI

556

Masz słuszność, przepraszam panią. Co do mnie, nie miałem przyczyn, aby go oszczędzać. Zatem, drogi panie Calabro, powiadasz, że jest o mnie zazdrosny?

BETTINA

557

Tak, panie.

STEFANI

558

W istocie? Doprawdy, to mi robi przyjemność, to mnie odmładza. A! można być zazdrosnym o mnie.

po chwili milczenia
559

Więc tak, do kroćset, ma słuszność! — Bettino, posłuchaj. Kochałaś, omyliłaś się, uczyniłaś zły wybór, ponosisz karę; to przykre, ale to się zdarza najzacniejszym ludziom, a nawet właśnie im trafia się najwięcej. Jeżeli obecnie czujesz jakąś urazę i bodaj najlżejszą chęć porachunku, jestem na twoje rozkazy i pomogę ci chętnie do słusznego odwetu. Jeżeli nogi moje nie są dość zwinne, abym się puszczał w wir walca, są jeszcze, chwała Bogu, dość krzepkie, abym ze szpadą w dłoni stanął na placu. Szczęśliwy byłbym, gdyby mi się udało oddać temu panu pchnięcie, które niegdyś otrzymałem za ciebie.

BETTINA

560

Drogi Stefani…

STEFANI

561

Jeżeli, przeciwnie (co, moim zdaniem, byłoby nieskończenie właściwsze), potrafisz mieć tę cierpliwość, powiem nawet rozsądek, aby pozwolić działać odwiecznemu lekarzowi, który leczy wszystko, czasowi, jestem na twoje usługi.

OświadczynyBETTINA

562

Ty, Stefani?

STEFANI

563

Ja. Nie dziś, nie jutro, nie za miesiąc ani za pół roku, ale kiedy zechcesz, kiedy ci się podoba (jeżeli będzie ci się kiedy mogło spodobać), kiedy będziesz spokojna, wyleczona, kiedy staniesz się znów zupełnie sobą, to znaczy wesołą, miłą i uroczą; kiedy rana, jaką niewdzięcznik ci zadał, zatrze się wraz z pamięcią, wówczas, powtarzam, jestem na twoje usługi. Powiadają, że chcę się zalecać do ciebie, mają słuszność; że cię kochałem, mają słuszność; że kocham cię jeszcze, mają słuszność; i to, co ci tu mówię, powinienem był[64] powiedzieć przed trzema laty i będę powtarzał przez całe życie.

BETTINA

564

Skoro mówisz ze mną, margrabio, tak szczerze, i ja nie chcę być mniej szczera od ciebie. Rozumiesz, iż niepodobna mi odpowiedzieć natychmiast na to, co mi ofiarujesz…

STEFANI

565

Kiedy sama zechcesz.

BETTINA

566

Ale co mogę i chcę powiedzieć, zaraz i bez wahania, to, że pośród zgryzot, jakich doznaję, i ohydy, jaka mnie dławi, w chwili gdy serce moje złamane jest tak okrutnym opuszczeniem i nikczemną zdradą, słowa twoje napełniły je wzruszeniem, które mi jest bardzo słodkie. Czemu miałabym taić? Tak, Stefani, szczęśliwa jestem, iż ten świat nie jest jeszcze pustynią i że jeżeli można na nim niekiedy spotkać kłamstwo i przewrotność, można też znaleźć w drodze wierną dłoń przyjaciela. Przypomniałeś mi to… i oto za co ci dziękuję.

STEFANI

567

I ty mogłabyś wątpić, że jesteś kochaną!

BETTINA

568

Nie, wierzę w to co mówisz; ale jest jedna rzecz, nad którą się nie zastanowiłeś. Czy wiesz dobrze, do kogo mówisz?

STEFANI

569

Do najbardziej uroczej kobiety, jaką znam.

BETTINA

570

Zważ to, margrabio: jestem pogrążona w zupełnej rozpaczy. Cios, jaki otrzymałam, jest tak niespodziany, niepojęty, że w pierwszej chwili unicestwił mnie. Obecnie, kiedy mój rozum budzi się pomału, zastanawiam się, w jaki sposób mogłabym dalej żyć, i w istocie nie widzę tego.

STEFANI

571

Odwagi, otuchy!

BETTINA

572

Nie, nie widzę. Rozważając zimno, rozsądnie to, co mi się zdarzyło, nie widzę żadnego lekarstwa, żadnej nadziei. Tracę człowieka, którego kochałam, i — co jeszcze okropniejsze — zmuszona jestem nim pogardzać: co chcesz, abym poczęła z sobą? Czy nie jesteś mego zdania, Calabro? Im bardziej się zastanawiam, tym bardziej widzę, że nie ma dla mnie możliwego istnienia. Pozostaje mi jedynie modlić się i płakać. Czy tej resztce mnie samej, temu widmu dawnej przyjaciółki chcesz podać rękę? czy tej masce zalanej łzami?

Płacze.

STEFANI

573

Tak, do kata! i nigdy nie poproszę, abyś otarła te łzy. Zanadto szanuję twą boleść, abym się silił ją rozpraszać, ale powiadam ci: czas tego dokona. Pozwól mi wreszcie skończyć moją myśl, choćby cię miała razić w tej chwili. Nie ma dla ciebie, powiadasz, możliwej egzystencji? Masz egzystencję zupełnie gotową, jedynie właściwą dla ciebie, tę, którą kochasz, którą wybrałaś, która jest naszą rozkoszą a twoją chlubą… Wrócisz na scenę.

BETTINA

574

Myślisz to serio, margrabio?

STEFANI

575

I czemu nie? Artysta, Sztuka, MałżeństwoWydaje ci się tak dziwne, iż ofiarując ci rękę, mówię równocześnie o powrocie na scenę? Tak, przypominam sobie, dziś rano wspomniałaś, że skoro raz wyjdziesz za mąż, zamierzasz wyrzec się jej na zawsze; ale odpowiedziałem ci, o ile mi się zdaje, że nie podzielam tego zdania, ani go nie pochwalam, upewniam. Czyż można zdławić swój talent? Czy ma kto siłę, czy ma prawo do tego, zwłaszcza kiedy ten błogosławiony talent zawiódł cię na ową piękną górę, gdzie Muzy[65] tańczą dokoła Apollina[66], a pszczoły dokoła Muz[67]?… Czy myślisz, że można być po prostu baronową albo margrabiną, wracając z tej krainy? Och! nie! nie! Natura mówi: z wolą lub bez woli, trzeba jej być posłusznym. Ech! do stu katów! poeta rodzi wiersze, a muzyk melodie, tak samo jak jabłoń rodzi jabłka. Kiedy mi powiadają, że Rossini zamilkł, oświadczam, że nie wierzę temu. I ty również, Bettino, nie zamilkniesz. Odzyskasz siły i dzielność, podejmiesz harfę Desdemony[68], a ja zajmę moje miejsce w kąciku, pod moim drogim kinkietem. Ujrzysz znowu ten tłum, wzruszony, wyczekujący, który ściga twoje najlżejsze ruchy, oddycha z tobą, ten parter, który cię tak kocha, starych amatorów tłukących laskami, młodych dandysów[69], którzy, wystrojeni na bal, drą rękawiczki, oklaskując cię, te piękne damy w złoconych lożach, które kiedy im serce bije przy natchnionych akcentach geniuszu, tak szlachetnym gestem rzucają mu pod stopy swe wonne bukiety! Wszystko to czeka ciebie, tęskni za tobą, woła cię… Ach, jakże cieszyłem się niegdyś twoimi tryumfami! twoja przyjaźń pozwalała mi je dzielić. — Cóż by dopiero było, gdybyś była moją?

BETTINA

576

Ach! Stefani… Ale to niemożliwe.

STEFANI

577

Nie mów tego za nagle, nie spiesz się. To wszystko, o co proszę.

Całuje ją w rękę.

REJENT

wychodząc z saloniku
578

Panie Calabro!

CALABRO

579

A, to pan?

REJENT

580

Tak, nie ma już muszkateli i wciąż nie widzę młodej pary. Wracam do miasta.

CALABRO

pokazując Bettinę, która zostawiła rękę w dłoni margrabiego.
581

Zaczekaj pan, zaczekaj trochę.

Przypisy

[1]

toć (daw., gw.) — przecież. [przypis edytorski]

[2]

gotować się — przygotowywać się. [przypis edytorski]

[3]

kontrakt — tu: umowa przedmałżeńska, ustalająca sprawy majątkowe; intercyza. [przypis edytorski]

[4]

signora (wł.) — pani. [przypis edytorski]

[5]

zobaczmyż — wyraz zobaczmy z partykułą wzmacniającą -że, skróconą do -ż. [przypis edytorski]

[6]

po wszelkiej formie — dziś: zgodnie z wszelkimi formami towarzyskimi. [przypis edytorski]

[7]

tedy (daw.) — zatem, więc. [przypis edytorski]

[8]

pewna (daw.) — skrócone: rzecz pewna; dziś: pewne. [przypis edytorski]

[9]

wszelako (daw.) — jednak. [przypis edytorski]

[10]

zielony stolik — hazard; gry hazardowe tradycyjnie rozgrywane są przy stole nakrytym zielonym suknem. [przypis edytorski]

[11]

ludwik a. luidor (fr. Louis d'or: złoty Ludwik) — złota moneta francuska z podobizną króla, bita w latach 1640–1791; ludwikami nazywano później tradycyjnie złote 20-frankówki. [przypis edytorski]

[12]

jeszczem do tego nie doszedł — konstrukcja z ruchomą końcówką czasownika; inaczej: jeszcze (…) nie doszedłem. [przypis edytorski]

[13]

niepodobna (daw.) — nie można, nie da się, jest niemożliwe. [przypis edytorski]

[14]

admirator (z łac.) — wielbiciel. [przypis edytorski]

[15]

in blanco — niewypełnione; puste miejsce w tekście pozostawione do uzupełnienia. [przypis edytorski]

[16]

w tej mierze — w tej sprawie. [przypis edytorski]

[17]

uważać (daw.) — zauważać, dostrzegać. [przypis edytorski]

[18]

muszkatela (daw.) — dziś: muszkatel, słodkie wino deserowe o intensywnym aromacie i smaku. [przypis edytorski]

[19]

Jakam ja rada! — konstrukcja z ruchomą końcówką czasownika; inaczej: jaka ja [jeste]m rada (zadowolona). [przypis edytorski]

[20]

nie umknie się — dziś: nie umknie. [przypis edytorski]

[21]

Kopciuszek — tu: Kopciuszek albo triumf dobroci (La Cenerentola ossia La bontà in trionfo), opera komiczna Gioacchina Rossiniego do libretta Jacopo Ferrettiego, której premiera odbyła się w 1817 r. [przypis edytorski]

[22]

kinkiet — przyścienny świecznik lub lampa, przeważnie z metalu, zwykle ma mocowaną bezpośrednio do ściany tarczę. [przypis edytorski]

[23]

domowi (daw.) — domownicy. [przypis edytorski]

[24]

Tankred — opera Gioacchina Rossiniego do libretta Gaetano Rossiego, z 1813 r. [przypis edytorski]

[25]

Orbassano — miejscowość w płn. Włoszech, ok. 15 km od Turynu. [przypis edytorski]

[26]

sztych — ostry koniec broni białej; pchnięcie ostrym końcem. [przypis edytorski]

[27]

prześpiewka — tu: refren. [przypis edytorski]

[28]

Hugo, Victor (1802–1885) — francuski pisarz, poeta, dramaturg i polityk, czołowy prozaik francuskiego romantyzmu, autor m. in. Nędzników. [przypis edytorski]

[29]

safanduła — człowiek niezaradny, pozbawiony energii, fajtłapa. [przypis edytorski]

[30]

Boileau, Nicolas (właśc. Boileau-Despréaux) (1636–1711) — fr. poeta i krytyk, członek Akademii Francuskiej, autor Satyr i Listów oraz poematu Sztuka poetycka, kodeksu klasycyzmu. [przypis edytorski]

[31]

By lepiej czcić umarłych, uśmiercają żywychLes embarras de Paris (Satyra VI) Nicolasa Boileau. [przypis edytorski]

[32]

Rossini, Gioachino Antonio (1792–1868) — włoski kompozytor operowy. [przypis edytorski]

[33]

Pasta (z domu Negri), Giuditta (1797–1865) — włoska śpiewaczka operowa (sopran); uważana za jedną z największych śpiewaczek operowych, do niej porównywano późniejszą Marię Callas. [przypis edytorski]

[34]

Rubini, Giovanni Battista (1794–1854) — włoski śpiewak operowy (tenor); jeden z najsłynniejszych śpiewaków swoich czasów, obdarzony głosem na najwyższym rejestrze (tenorino), spopularyzował technikę drżenia głosu (wł. vibrato) do oddania silnych emocji. [przypis edytorski]

[35]

Garcia, Manuel del Pópulo Vicente Rodriguez (1775–1832) — hiszpański śpiewak operowy (tenor), kompozytor i nauczyciel śpiewu. [przypis edytorski]

[36]

Pellegrini, Valeriano (ok. 1663–1746) — włoski śpiewak operowy, kastrat śpiewający sopranem w operach Handla. [przypis edytorski]

[37]

Lablache, Luigi (1794–1858) — śpiewak operowy (bas), obdarzony potężnym głosem i zdolnościami aktorskimi, które wykorzystywał w rolach komicznych. [przypis edytorski]

[38]

Malibran, Maria Felicità (1808–1836) — śpiewaczka operowa (mezzosopran), jedna z najsłynniejszych w XIX w.; jej ojcem był znany śpiewak (tenor) Manuel del Pópulo Vicente García. [przypis edytorski]

[39]

kolasa — lekki, odkryty pojazd konny, podobny do bryczki. [przypis edytorski]

[40]

Saint-Denis — miejscowość we Francji, znana z bazyliki pełniącej funkcję głównej nekropoli królów francuskich; ob. na płn. przedmieściach Paryża. [przypis edytorski]

[41]

Parma — miasto w płn. Włoszech, w latach 1545–1860 stolica Księstwa Parmy. [przypis edytorski]

[42]

uwiadomić — dziś: powiadomić. [przypis edytorski]

[43]

jałowszy — dziś: bardziej jałowy, bezpłodny, bezwartościowy. [przypis edytorski]

[44]

daj pokój (daw.) — dziś: daj spokój. [przypis edytorski]

[45]

ritornello (wł.) a. ritornel (muz.) — krótki fragment muz. wykonywany przez grupę instrumentów a. orkiestrę, pełniący w kompozycjach funkcję podobną do refrenu w pieśniach i piosenkach. [przypis edytorski]

[46]

Sorrento — miejscowość we Włoszech, w pobliżu Neapolu, położona nad Zatoką Neapolitańską, naprzeciw Wezuwiusza, słynąca z pięknych widoków. [przypis edytorski]

[47]

Twa cudna postać (…) Na twoim sercu, Nineto! — przekład Edwarda Leszczyńskiego. [przypis edytorski]

[48]

pomnieć (daw.) — pamiętać, przypominać sobie. [przypis edytorski]

[49]

zawionąć — zawiać. [przypis edytorski]

[50]

ustronie — miejsce położone na uboczu, z dala od ludzkich siedzib. [przypis edytorski]

[51]

Pomnę, jak (…) Boska ojczyzno miłości — przekład Edwarda Leszczyńskiego. [przypis edytorski]

[52]

jeno (daw.) — tylko. [przypis edytorski]

[53]

wzajem (daw.) — odwzajemniając się; również. [przypis edytorski]

[54]

puzderko (daw.) — skrzynka, pudełko; zgr.: puzdro. [przypis edytorski]

[55]

imć — dawne wyrażenie grzecznościowe przeważnie przed nazwiskiem lub tytułem; skrót od: jego miłość. [przypis edytorski]

[56]

wprzódy (daw.) — wcześniej, dawniej. [przypis edytorski]

[57]

kompars (daw., z fr.) — aktor występujący w roli drugoplanowej, statysta. [przypis edytorski]

[58]

lancknecht — tu: daw. hazardowa gra w karty, wywodząca się z czasów wojny trzydziestoletniej (1618–48), kiedy zyskała popularność wśród żołnierzy piechoty najemnej (lancknechtów). [przypis edytorski]

[59]

cetno i licho — gra w zgadywanie, czy druga osoba trzyma parzystą, czy nieparzystą liczbę kamyków. [przypis edytorski]

[60]

Więcej jest wiedzy na dnie kubka z kośćmi, niż o tym śnił d'Alembert — parafraza cytatu z Hamleta („Więcej jest rzeczy na ziemi i w niebie, niż się ich śniło waszym filozofom”), nawiązująca do pracy Jeana d'Alemberta (1717–1783), francuskiego filozofa, fizyka i matematyka, jednego z autorów Wielkiej Encyklopedii Francuskiej, do której napisał hasła dotyczące kombinatoryki, prawdopodobieństwa i kilku gier hazardowych (m.in. gry w kości), wraz z ich analizą matematyczną. [przypis edytorski]

[61]

drożyć się — wysoko się cenić; wyznaczać wysoką cenę za swe względy. [przypis edytorski]

[62]

klawikord — klawiszowy instrument strunowy. [przypis edytorski]

[63]

liczman — żeton zastępujący monetę, przen. coś bezwartościowego. [przypis edytorski]

[64]

powinienem był — daw. forma czasu zaprzeszłego; dziś: powinienem (przedtem, uprzednio). [przypis edytorski]

[65]

Muzy (mit. gr.) — boginie opiekunki sztuk pięknych i nauki; tradycyjnie wymienia się dziewięć tzw. muz olimpijskich, córek Zeusa i Mnemosyne, z których każda opiekowała się konkretną dziedziną twórczości. [przypis edytorski]

[66]

Apollo (mit. gr.) — przewodnik dziewięciu muz, bóg sztuki, wróżbiarstwa i gwałtownej śmierci. [przypis edytorski]

[67]

pszczoły dokoła Muz — w starożytności Muzy często wiązano z pszczołami, nazywanymi „ptakami Muz”, przynoszącymi dar słodyczy pieśni i pięknej wymowy na usta poetów. [przypis edytorski]

[68]

harfa Desdemony — odniesienie do cieszącej się ogromnym uznaniem opery Otello (1816) Gioacchina Rossiniego, opartej na sztuce Szekspira. Rola Desdemony, żony tytułowego bohatera, stanowiła popisową partię największych sopranistek epoki. W ostatnim akcie bohaterka do wtóru harfy śpiewa liryczną Pieśń o wierzbie. Harfa to jednocześnie symbol poezji i muzyki. [przypis edytorski]

[69]

dandys — mężczyzna z przesadą dbający o strój i przestrzeganie form towarzyskich. [przypis edytorski]

Close
Please wait...