Wolne Lektury potrzebują pomocy...

Wspólnie budujemy najpopularniejszą bibliotekę internetową w Polsce.

Dzięki Twojej wpłacie uwolnimy kolejną książkę. Przeczytają ją tysiące dzieciaków!


Dorzucisz się?

Jasne, dorzucam się!
Tym razem nie, chcę przejść do biblioteki
Oferta dla Przyjaciół

Przyjaciele Wolnych Lektur otrzymują dostęp do specjalnych publikacji wcześniej niż inni. Zadeklaruj stałą wpłatę i dołącz do Towarzystwa Przyjaciół Wolnych Lektur. Kliknij, by przejść do strony płatności!

x
Beniowski. Dalsze pieśni →
  1. Alkohol: 1
  2. Anioł: 1 2
  3. Arkadia: 1 2 3 4 5
  4. Bieda: 1
  5. Błoto: 1
  6. Bóg: 1 2 3 4 5
  7. Broń: 1 2 3
  8. Burza: 1 2
  9. Car: 1
  10. Chłop: 1 2
  11. Choroba: 1 2
  12. Chrystus: 1 2 3
  13. Chrzest: 1 2
  14. Ciało: 1
  15. Cierpienie: 1 2 3
  16. Cud: 1
  17. Czarownica: 1
  18. Czas: 1
  19. Czyn: 1
  20. Diabeł: 1
  21. Dom: 1 2 3 4
  22. Dorosłość: 1
  23. Drzewo: 1 2 3
  24. Dusza: 1
  25. Dziewictwo: 1 2 3 4 5
  26. Emigrant: 1 2 3 4
  27. Fałsz: 1
  28. Flirt: 1
  29. Głód: 1 2
  30. Góra: 1
  31. Grób: 1 2 3 4 5
  32. Grzech: 1 2
  33. Gwiazda: 1 2 3
  34. Interes: 1
  35. Jedzenie: 1 2
  36. Kara: 1 2 3
  37. Kłamstwo: 1 2
  38. Kłótnia: 1 2
  39. Kobieta: 1 2 3 4 5
  40. Kobieta "upadła": 1 2
  41. Kochanek: 1
  42. Kochanek romantyczny: 1
  43. Kondycja ludzka: 1 2 3
  44. Konflikt: 1
  45. Konflikt pokoleń: 1
  46. Koń: 1 2 3
  47. Krew: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12
  48. Ksiądz: 1 2 3 4
  49. Księżyc: 1 2 3 4 5
  50. Kwiaty: 1 2 3 4 5 6 7
  51. List: 1 2 3 4
  52. Los: 1
  53. Łzy: 1 2 3 4
  54. Marzenie: 1 2
  55. Matka Boska: 1
  56. Mądrość: 1
  57. Melancholia: 1 2 3 4 5
  58. Mężczyzna: 1
  59. Miłość: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14
  60. Miłość niespełniona: 1 2 3 4 5 6 7 8 9
  61. Miłość platoniczna: 1 2
  62. Miłość romantyczna: 1 2
  63. Miłość silniejsza niż śmierć: 1 2 3
  64. Miłość tragiczna: 1
  65. Mizoginia: 1
  66. Młodość: 1 2 3 4 5 6 7
  67. Moda: 1 2 3 4 5
  68. Modlitwa: 1
  69. Morderstwo: 1
  70. Muzyka: 1
  71. Naród: 1
  72. Nauka: 1
  73. Niebezpieczeństwo: 1
  74. Niewola: 1
  75. Noc: 1
  76. Obowiązek: 1
  77. Obraz: 1 2
  78. Obyczaje: 1 2 3 4 5 6 7 8
  79. Odwaga: 1
  80. Ogień: 1 2 3 4
  81. Ogród: 1
  82. Ojciec: 1
  83. Ojczyzna: 1 2 3 4
  84. Oko: 1 2 3 4
  85. Okręt: 1
  86. Okrucieństwo: 1
  87. Omen: 1 2
  88. Oświadczyny: 1
  89. Pająk: 1
  90. Pamięć: 1
  91. Patriota: 1 2 3 4
  92. Piekło: 1 2
  93. Pies: 1 2 3
  94. Pijaństwo: 1
  95. Pobożność: 1 2 3
  96. Podróż: 1 2 3
  97. Poeta: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14
  98. Poezja: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25
  99. Pogrzeb: 1
  100. Pojedynek: 1
  101. Polak: 1
  102. Polityka: 1
  103. Polska: 1 2
  104. Porwanie: 1
  105. Poświęcenie: 1 2
  106. Powstaniec: 1
  107. Pozory: 1
  108. Pozycja społeczna: 1 2
  109. Prawnik: 1 2
  110. Proroctwo: 1 2
  111. Przekleństwo: 1
  112. Przemijanie: 1
  113. Ptak: 1 2 3 4 5 6
  114. Religia: 1 2 3 4 5 6 7
  115. Rewolucja: 1
  116. Rozczarowanie: 1 2
  117. Rozstanie: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11
  118. Rozum: 1
  119. Rycerz: 1 2 3 4 5
  120. Samobójstwo: 1 2 3
  121. Samotnik: 1
  122. Samotność: 1 2
  123. Sarmata: 1 2
  124. Sąd Ostateczny: 1 2
  125. Sen: 1
  126. Serce: 1 2 3 4
  127. Sielanka: 1
  128. Siła: 1
  129. Sława: 1 2 3 4 5
  130. Słońce: 1 2
  131. Sługa: 1 2 3 4
  132. Sprawiedliwość: 1
  133. Starość: 1
  134. Strój: 1 2 3
  135. Syn: 1
  136. Szaleństwo: 1
  137. Szczęście: 1
  138. Szlachcic: 1 2 3 4 5
  139. Sztuka: 1 2 3
  140. Śmiech: 1
  141. Śmierć: 1 2 3 4 5 6 7 8
  142. Śpiew: 1 2
  143. Światło: 1 2
  144. Święty: 1
  145. Tajemnica: 1
  146. Taniec: 1
  147. Teatr: 1 2 3
  148. Trucizna: 1 2
  149. Trup: 1 2 3 4
  150. Uczta: 1 2
  151. Uroda: 1 2
  152. Walka: 1 2 3 4 5 6 7
  153. Walka klas: 1 2
  154. Wampir: 1
  155. Wąż: 1
  156. Wiatr: 1
  157. Wierność: 1
  158. Wierzenia: 1 2 3 4 5 6
  159. Woda: 1
  160. Wojna: 1 2 3
  161. Wspomnienia: 1
  162. Wygnanie: 1
  163. Wzrok: 1 2 3
  164. Zabawa: 1
  165. Zabobony: 1 2
  166. Zamek: 1
  167. Zbawienie: 1
  168. Zbrodniarz: 1
  169. Zdrada: 1 2 3 4 5 6
  170. Zemsta: 1
  171. Zesłaniec: 1
  172. Zwątpienie: 1
  173. Żołnierz: 1
  174. Żona: 1
  175. Żyd: 1

Juliusz SłowackiBeniowski[1]Pięć pierwszych pieśni

Pieśń I

Za panowania króla Stanisława[2]
Kondycja ludzkaMieszkał ubogi szlachcic na Podolu,
Wysoko potem go wyniosła sława;
Szczęścia miał mało w życiu, więcej bolu;
Wojna, Niebezpieczeństwo, Krew, ChorobaAlbowiem była to epoka krwawa,
I kraj był cały na rumaku, w polu;
Łany, ogrody leżały odłogiem,
Zaraza stała u domu za progiem.
Maurycy Kaźmierz Zbigniew miał z ochrzczenia
Imiona; rodne[3] nazwisko Gwiazda, Omen, Śmierć, LosBeniowski.
Tajemniczą miał gwiazdę przeznaczenia,
Co go broniła jako Częstochowski
Szkaplerz[4]: od dżumy, głodu, od płomienia,
I od wszystkich plag — prócz śmierci i troski;
Bo w życiu swojem namartwił się bardzo,
A umarł, choć był z tych, co śmiercią gardzą.
MłodośćMłodość miał bardzo piękną, niespokojną.
Ach! taką tylko młodość nazwać piękną,
Która zaburzy pierś jeszcze niezbrojną,
Od której nerwy w człowieku nie zmiękną,
Ale się staną niby harfą strojną
I bite pieśnią zapału nie pękną.
Przez całą młodość Pan Beniowski bujnie
Za trzech ludzi czuł — a więc żył potrójnie.
Wioseczkę małą miał — ale dziedziczną,
Dwadzieścia miał lat — był u siebie panem.
Spraszał do domu szlachtę okoliczną.
Fortunka jego ciągle ciekła dzbanem.
Miał nadto proces i sprawę graniczną;
A prędzej sprawę wygrałby z szatanem,
Niż z ową psiarnią wtenczas palestrantów[5]:
Słowem, że przyszło do długów i fantów[6].
Pozbył się naprzód klinów[7] i futorów[8].
Żona, ModaPotem i konie wyprzedał z uprzężą —
Nie znano wtenczas jeszcze w Polsce szorów[9],
O które żony dziś mężów ciemiężą[10]
Pozbył się potem swoich białozorów[11],
PobożnośćRegentowi[12] dał charty — w rękę księżą
Ostatnie grosze dwa za ojca duszę,
I na ornaty dwa ojca kontusze.
Szlachcic, Prawnik, Kondycja ludzka, BiedaZ tych majątkowych ostatnich konwulsji
Nie zyskał, jedno wyrok przeciw sobie:
Wyrok, w którym rzecz była o ekspulsji[13].
Mało o to dbał (tracąc na chudobie[14],
Dzisiaj są ludzie młodzi stokroć czulsi[15]),
SynLecz Pan Beniowski rzekł: ja sam zarobię
Na drugą wioskę, et si non mi noces
Fortuna[16] — z wioską nabędę i proces.
I znowu mój syn będzie miał przyjemność
Z palestrą jadać i być Akteonem[17];
I na przyjaciół wzdychać niewzajemność,
Nauka, Obyczaje, DorosłośćI stać, tak jak ja, pod ciemnym jesionem,
Który mój ojciec sadził… O! nikczemność!
Tu Pan Kazimierz jęknął harfy tonem,
I na szumiący jesion łzawo spojrzał.
W tej chwili zyskał trochę — trochę dojrzał,
PrawnikTrochę skorzystał w sobie jako prawnik,
Trochę skorzystał jak człowiek odarty,
Na którego sam Pan Sędzia, Zastawnik[18]
I Regent[19] — niby trzy głodne lamparty,
Lub jako muły puszczone na trawnik,
Lub jak na duszę rozsierdzone czarty,
Wpadli, ogryźli i na pocieszenie
Rzecz zostawili słodką — doświadczenie.
O! doświadczenie — ty jesteś pancerzem
Dla piersi, w której serce nie uderza;
Jesteś latarnią nad morskiem wybrzeżem,
Do której człowiek w dzień pochmurny zmierza;
O! doświadczenie — jesteś ciepłem pierzem
Dla samolubów; tyś gwiazdą rycerza,
Bawełną w uszach od ludzkiego jęku —
Dla mnie, śród ciemnej nocy — świecą w ręku.
Miłość, RozstanieLecz Pan Beniowski liczył lat dwadzieścia,
O doświadczenie jak o grosz złamany
Nie dbał — wolałby mieć wioskę i teścia;
To jest ślubem być dozgonnym związany
Z Panną Anielą. — Tej sztuka niewieścia
Sprawiła, że był srodze zakochany:
Na gitarze grał i rym śpiewał włoski,
I wszystko dobrze szło — dopóki wioski
Nie stracił… wtenczas po włosku: addio![20]
Po polsku: pisuj do mnie na Berdyczów[21].
Okropne słowa! jeśli nie zabiją,
To serce schłoszczą tysiącami biczów.
Panna Aniela, dziewczę z białą szyją,
Była z rodziny dostatniej A…wiczów…
Ojciec, Moda, Miłość niespełniona, WiernośćKochała wiernie — wierność była w modzie…
Lecz ojciec — ten stał jak mur na przeszkodzie.
Mimo to jednak KwiatyAniela, jak róże,
Co nad wysoki mur liściem wybiegną
Patrzeć na słońce — oczy miała duże,
Czarne. — Jak róże, co się nad mur przegną,
I mimo czujne ogrodowe stróże,
Zerwaniu chłopiąt i dziewcząt ulegną,
A potem gorzki los tych niewiniątek
Więdnąć na włosach i sercach dziewczątek;
Aniela — mimo ojcowskie czuwanie
Widywała się ze swoim Zbigniewem.
Kronika milczy, czy to widywanie
Odbywało się pod jaworu drzewem,
W godzinę, kiedy słychać psów szczekanie,
Kiedy słowiki wywołują śpiewem
Księżyc spod ziemi; — lecz pozwól asindziej[22],
Że się nie mogli widywać gdzie indziej…
Do tego wielki oryginał, splennik[23];
Diabeł wie jakiej wiary: w rzymskie bogi
Wierzył i wierzył w proroctwa i w sennik,
Chrystusa także krwią oblane nogi
Całował; zwał się cesarzów plemiennik[24]
Słowem była to dziwna meskolancja[25]
Świętości, złota, folgi[26] — jak monstrancja[27].
To porównanie pojąłbyś od razu,
Gdybyś go widział w złocistym szlafroku,
Z łbem łysym, gdzie jak z Rembrandta[28] obrazu
Odstrzeliwało słońce; kiedy w mroku
Adamaszkowych purpur, stał jak z głazu
Kłaniającym się ludziom na widoku;
I stał jak martwy, niczem się nie wzruszył,
Lecz widać było, że żył — bo się puszył.
ZamekZamek jego stał nad rzeczką Ladawą[29]
Na skale — a pod skałą staw był wielki.
W tym stawie widać było twarz jaskrawą
Słońca i białe łabędzie Anielki;
Grobelka z młyńską u końca zastawą,
Za groblą kościół Panny Zbawicielki
Z trzema wieżami baniastemi, w złocie;
I chat okienka niby oczy kocie.
Wszystko to było dziwnie piękne, cudne!
Zwłaszcza, że Ogródszlachcic, wielki oryginał,
Góry uczynił do przebycia trudne,
Wężowe w skałach ścieżki powycinał,
I między róże, co rosły odludne,
Postawiał golce rzymskie[30]. — Ten puginał
W ręku swym trzymał i twarz miał brodatą —
Skąd łatwo było poznać, że to Kato[31].
Religia, Sztuka, WierzeniaApollo w morzu zostawił koszulę,
I na Starosty górach stał bez listka.
Dalej w egipskich katakombach ule;
Dalej posągi, którym koniec świstka
Wyłaził z gęby i przemawiał czule
Do Pana zamku jak do Antychrystka…
Albowiem wszystkie te wymysły pańskie
Nie katolickie były — lecz pogańskie.
DrzewoW ogrodzie stała jakaś larwa[32] niema,
Czarna, ogromna, rozrosła szeroko,
Był to krzesany[33] dąb na Polifema[34].
Jedno w koronie miał wybite oko
A tyle widział nieba, co obiema,
I nad sadzawką coś dumał głęboko,
Patrząc tem jednem okiem w ciemną wodę;
Na deszcz miał czarny wzrok, jasny w pogodę.
Matka BoskaNaprzeciw była bardzo ciemna grota,
Przed nią się nieraz siwy rybak skłoni,
Gdy go na stawie ogarnie ciemnota,
A sieci pluszczą śród spokojnych toni;
Albowiem w grocie Matka Boska złota,
Z wieńcem różanych lamp na jasnej skroni,
Jako Dyjanna[35] o poranku biała,
Na staw z różanej tęczy wyzierała…
Słowem — było to istne głupstwa wzgórze,
Sarmata, Uczta, Mądrość, PijaństwoZwierciadło czyste cnego antenata[36];
Na którym meszty[37] świeciły papuże[38],
Rzymska, purpurą bramowana szata,
Przy ucztach często na łysinie — róże,
A w ręku czara ze śmiercią Sokrata[39],
Tak dobrze, wiernie wykowana[40] rylcem —
Że kto pił, zdał się mędrcem — nie opilcem.
Z tego wszystkiego Pan Kazimierz śmiał się.
Lecz zakochany w cudownej Anieli,
Wyjawić szczerze swoich myśli bał się;
Polubił nawet te posągi w bieli,
Te groty od lamp różane — i stał się
Nabożnym bardzo w każdej skalnej celi;
W każdej albowiem była jego droga[41],
I w każdej po niej została część Boga. —
Arkadia, Młodość, Ojczyzna, PodróżWoń jakaś, jakiś duch nieprzenikliwy,
Co myśli wtrącał i duszę w marzenia.
Każdy z nas miał kraj młodości szczęśliwy,
Kraj, co się nigdy w myślach nie odmienia.
Ja sam, com widział Chrystusa oliwy[42],
Góry z marmuru i góry z płomienia,
Drzewo, KwiatyWolę — i sądzę najpiękniejszą z krajów
Jedną maleńką wieś, pełną ruczajów[43],
Pełną łąk jasnych, gdzie kwitnie wilgotna
Konwalia, pełną sosen, kalin, jodeł;
Gdzie róża polna błyszczy się samotna,
Gdzie brzozy jasnych są kochanką źródeł
A zaś przyczyna temu jest istotna,
Że na tych bagnach, gdzie potrzeba szczudeł,
Jam wtenczas bujał na młodości piórach
Jasny i chmurny — jako księżyc w chmurach.
Melancholia, Choroba, PodróżO! Melancholio! Nimfo, skąd ty rodem?
Czyś ty chorobą jest epidemiczną?
Skąd przyszłaś do nas? Co ci jest powodem,
Że teraz nawet szlachtę okoliczną[44]
Zarażasz? — Nimfo! za twoim przewodem
Ja sam wędrówkę już odbyłem śliczną!
Grób, SamotnośćSąd OstatecznyI jestem dzisiaj — niech cię porwie trzysta! —
Nie Polak — ale istny Bajronista…
Trochę w tem wina jest mojej młodości,
Trochę — tych grobów, co się w Polszcze mnożą,
Trochę — tej ciągłej w życiu samotności,
Trochę — tych duchów ognistych, co trwożą,
Palcami grobów pokazując kości,
Które się na dzień sądny znów ułożą,
I będą chodzić skrzypiąc, płacząc, jęcząc;
Aż wreszcie Pana Boga skruszą — dręcząc.
PoezjaGrzech, Piekło, OgieńPrześliczna strofa! mógłbym zacząć od niej
Nowy poemat, jak sąd ostateczny;
I przy Eumenid[45] pokazać pochodni,
Jak jest grzech każdy dziwnie niebezpieczny;
Jak w jasnem niebie daleko jest chłodniéj
Niż w piekle, kędy płonie ogień wieczny;
Lecz wolę dzieło to rzucić na poźniéj;
Bo Arkadiado porządku mnie wołają Woźni…
Ci Woźni są to krytycy. — KsiądzKolego,
Byłżeś w Arkadii tej, gdzie Jezuici
Są barankami? — pasą się — i strzegą
Psów; i tem żyją, co ząb ich uchwyci
Na pięcie wieszcza. WążKraina niczego!
Pełna wężowych ślin, pajęczych nici,
I krwi zepsutej — Niebieska kraina!
Co za pieniądze Bab — truć nas zaczyna.
Woda, ChrzestPolska, Zdrada, Kłamstwo, TruciznaO! Polsko! jeśli ty masz zostać młodą[46]
I taką jak ta być, co dzisiaj żyje,
I być ochrzczona tą przeklętą wodą,
Której pies nie chce, wąż nawet nie pije,
Jeśli masz z twoją rycerską urodą
Iść między ludy, jak wąż co się wije;
Jeśli masz zrównać się z podstępnym Włochem:
Zostań, czem jesteś — ludzi wielkich prochem!
Ale to próżna dla ciebie przestroga!
PająkChrystus, Bóg, PolskaCiebie anieli niebiescy ostrzegą
O każdej czarze — czy to w niej przez wroga,
Czyli[47] przez węża i pająka swego
Wlane są jady.ReligiaJesteś córką Boga,
I siostrą jesteś Ukrzyżowanego.
Ciebie się żadna trucizna nie imie[48]
Krew, Kłamstwo, Zdrada, TrupKrzyż twym Papieżem[49] jest, twa zguba w Rzymie!
Tam są legiony zjadliwe robactwa:
Czy będziesz czekać, aż twój łańcuch zjedzą?
WampirCzy ty rozwiniesz twoje mściwe bractwa,
Czekając na tych, co pod tronem siedzą?
I krwią handlują, i duszą biedactwa,
I sami tylko o swem kłamstwie wiedzą;
I swym bezkrewnym wyszydzają palcem
Człeka, co nie jest trupem — lub padalcem.
Lecz pokój z niemi — nie, ten brud ruchomy
Nie zna pokoju — więc życzenie próżne!
Niechaj więc włażą w zakrwawione domy,
BrońNiech plwają[50] na miecz — stworzenia ostróżne,
Aby zardzewiał, nim będzie łakomy
Ich zgiętych karków, niech mają usłużne
W jadzie maczane pióra — dusze w bagnie —
Niech żyją — takiej krwi — nikt nie zapragnie.
Zdrada, Trucizna, KrewGróbCzołem bijący w marmur Chrystusowy,
Kiedym się skarżył na klątwy i zdrady,
Tom się i o ten kielich krwi octowy
UpomniałTrupi Grób zaparł się: że gady
Z niego nie wyszły — lecz z urwanej głowy
Ten polip odrósł i lud wyssał blady.
Wygnać go była kiedyś wielka praca…
Ma nas za trupa ten szakal — i wraca.
Precz z nim — lub, jeśli przyczołgnie[51] się żmija,
Pod Boga skrzydło kryjmy się i gromy. —
PoezjaObyczajeLecz widzę, że mię ten liryzm zabija,
Że na Parnasu[52] szczyt prowadzi stromy:
Kiedy czytelnik tę górę omija,
I woli prosty romans, polskie domy,
Pijące gardła, wąsy, psy, kontusze,
A nade wszystko szczere, polskie dusze.
Wszystko mieć będzie, wszystko mu przyrzekam,
Tylko o trochę cierpliwości proszę.
Ja sam na Muzę i natchnienie czekam,
I czoło moje pomarszczone noszę,
I poematu ekspozycję zwlekam,
I weny ducha lekkiego nie płoszę,
Który na mózgu jak motyl na róży
Usiądzie — aż się kwiat listkami zmruży,
A potem nagle odemknie swe łono
Świeże i jasne — i na okolice
Roześle wonie, co wszystko pochłoną. —
Ja się zdolnością natchnień bardzo szczycę,
I tu pokażę, że nie jest zmyśloną,
Lecz z moich rymów czyni błyskawice;
A mym przekleństwom daje siłę grotów.
Czekajcie! — już pieśń zacznę — jużem gotów.
Rozstanie, Podróż, WygnanieBył wieczór. — Z kwiatów wychodziły wonie
Melancholiczne, ciemniał las dębowy.
Beniowski kazał osiodłać dwa konie:
Jeden dla siebie, na drugim domowy
Miał jechać sługa. StrójBeniowski na skronie —
Chciałbym powiedzieć: włożył hełm stalowy —
Lecz nie poemat pisząc, tylko gadkę,
Powiem, że tylko wdział — konfederatkę[53].
Zapiął na piersiach szpencer[54] z barankami,
Zawiesił burkę[55] z tygrysiemi łapy[56],
EmigrantDomKońWsiadł na koń[57], spojrzał na ganek ze łzami,
Pogłaskał konia — koń otworzył chrapy
I w ciemną domu sień zaparskał skrami
Na pożegnanie. Klasły[58] dwa harapy[59]
Pana i sługi… I pan ze swym sługą
Wyszli z rodzinnych progów — i na długo.
ProroctwoSławaO! gdyby wtenczas jaka Nimfa smętna,
Wiadoma[60] ludzkiej przyszłości, krzyknęła:
Już ty nie wrócisz! i stopy twej piętna
Są tu ostatnie! — lecz jeśli twe dzieła
Zapisze sława wszystkiego pamiętna:
Ten dom, z którego cię nędza wypchnęła,
Będzie świątynią, a te ciche świerki
Pójdą na krzyże i na tabakierki,
A twe koszule porżną na szkaplerze,
A twe papiery — choćby to był tylko
Od ekonoma list albo przymierze
Wiecznej miłości z Handzią lub Marylką —
Sawantka[61] łzami rzewnemi wypierze
I w sztambuch[62] wklei albo przypnie szpilką;
Że twa peruka — jeśli masz perukę? —
Frenologistów[63] podeprze naukę;
Że twój but prawy powieszą w Sybilli[64],
A o znikniony lewy będą skargi.
Nie mówię więcej, bo mój rym już kwili,
I łzami się już zalewają wargi! —
Lecz gdyby jaka Nimfa w owej chwili,
Kiedy nasz rycerz na świata zatargi
Puszczał się, takie proroctwo wyrzekła:
Uczułby w sercu coś — coś na kształt piekła…
Śmierć, Sława, SzaleństwoO! dzika żądzo pośmiertnego żalu,
Jakim ty jesteś smutnem głupstwem ludzi!
Zwłaszcza, że wiedziesz prosto do szpitalu[65]
Rozmarzonego. — A nim się obudzi
Już w jego oczach jak w mglistym opalu
Błyskają światła, szpitalnicy chudzi,
Mniszek pacierze, trumien robotnicy,
Mgła — za tą chmurą Pan Bóg na kształt świécy.
Ale to wszystko jedno. — DomNasz bohater
Dom swój opuszczał ze swym starym sługą,
Jak opuszczała swój dom panna Plater[66]
A kiedyś, dawniej, Czarnecki[67] z kolczugą[68]
Ach, tak jak później nasz sejmowy krater[69],
Który wybuchnął wielką, jasną fugą[70]
Z Warszawy — Wisłę przewędrował promem…
I mówi, że jak ślimak wyszedł z domem…
Słońce, Księżyc, Emigrant, KwiatyAch, tak jak sztaby, klub i wszyscy święci,
Co dzisiaj w każdym są kalendarzyku
Emigracyjnym[71], niby z krzyża zdjęci;
Jak ja nareszcie, co w tym słoneczniku
Muszę się kręcić, bo się ze mną kręci
Za każdem słońcem — słońc mamy bez liku!
I trzeba dobrze nam tą myślą przesiąc[72],
Że dla niezgody słońc — królem jest miesiąc[73].
Lecz to dla innych wieszczów ta bez twarzy
Walka, jak w dawnej Skandynawów wierze
Wojna niebieskich, krwawych luminarzy[74]
Żołnierz, Rycerz, KrewTeraz niech nowi wystąpią rycerze,
Ułani, dawnych synowie husarzy,
Którym krew ruska chorągiewki pierze.
KwiatyPan Kaźmierz jechał takim być ułanem —
Kłaniało mu się zboże całym łanem.
Kłosek mu każdy dziękował ugięty,
Bławatek każdy mu się przypatrywał,
Ani się skarżył, choć kopytem ścięty.
Śpiew, Sługa, MelancholiaBeniowski jechał cicho — sługa śpiéwał
Jedną z tych pieśni, w których jęk zamknięty;
A głos po łanach złocistych przepływał
I wpadał w ciemny las, na dębów słuchy.
Te drżały, bijąc skrzydłami jak duchy.
Ciemniało. — Rycerz wyjechał nad jary,
Skąd rzucił okiem na dom swej kochanki.
Skała ta jako wielki obłok szary,
Stała nad stawem; nad nią były wianki
Drzew ogrodowych i dom wielki, stary,
Z płomienistemi okny i krużganki[75].
Całą tej górze postać ekscentryczną
Odjęła złota noc swą szatą śliczną.
Nie widać było posągu Junony[76],
Dalekim oczom zniknął gdzieś Apollo,
Ale dąb widać było zamyślony,
Co stał nad zamkiem, żeniony z topolą.
Księżyc, TeatrLecz z zamku księżyc wybuchał czerwony,
Jak smutny aktor, co z Hamleta rolą
Wyjdzie na scenę. Księżyc wstąpił krwawy
I oczerwieniać zaczął staw Ladawy.
Rozstanie, Miłość niespełniona, Łzy, MężczyznaPan Kaźmierz był z tych, co stawią na tuza[77]
Cały majątek; przegrał go i plunął —
Lecz patrząc na ten dom, gdzie wziął harbuza,
I z nadziei swych na wiek wieków runął:
Westchnął! — i wzniosła mu się w piersiach śluza,
Sługa, KsiężycŁzami się zalał i z siodła się sunął[78]
Jak człowiek, który dostał nagle mdłości. —
Przyskoczył stary Grześ: „Co Jegomości?”
„Święta Maryjo, ratuj! dziecko kona!”
Na to Beniowski rzekł: „poprawiam strzemię.”
Odepchnął sługę, co go brał w ramiona,
W konfederatkę[79] się chlasnął i w ciemię,
Melancholia, Rozstanie, Miłość niespełnionaSpojrzał na księżyc, co zeń jak z Memnona
Wydobył jęki[80], i całe trosk brzemię
Takiem westchnieniem wielkim w księżyc cisnął,
Że księżyc śćmił się — zmarszczył — i znów błysnął.
Westchnąwszy jechał dalej brzegiem jaru,
A za nim sługa w ceglastym kontuszu.
Smutnemu wiatr się zdaje pełen gwaru,
Litość aniołów brzęczy koło uszu:
Smutny jest gotów do bójki i swaru,
Gorączkowego pełen animuszu.
Takim Beniowski był i jego lozak[81]
Szczęściem, że żaden się nie zjawił kozak[82].
Bo w takiej chwili kochanek rozpaczny
Gorszy niż lwica Wirgilla[83] hirkańska[84]
AlkoholJechał więc smutny rycerz; za nim baczny
Na wszystko jechał Grześ — a wódka gdańska
W skórzanej flaszy dźwięk dawała smaczny,
I bełkotała ta nimfa szatańska,
Właśnie jak gołąb, co z miłości grucha,
Lub poetyczna na Litwie ropucha.
Słysząc, jak słodko zapraszała flasza,
Spróbował jej Grześ raz, dwa i trzy razy,
I w oczach mu się wnet zrobiła kasza
Z gwiazd, a sam księżyc był szperką[85] — a głazy
Ludźmi. Więc jako żona Eneasza
Został się w Troi[86], z konia spadł na ślazy[87],
I tak bohater zbył swojego sługi —
Ale za koniem jego szedł koń drugi…
I było coraz ciemniej… Czarownica— wtem — o! cuda!
Koń Grzesia zaczął prześcigać panicza;
Na nim siedziała jakaś wiedźma ruda,
Gałąź pokrzywy miała zamiast bicza —
Tu widzę, że mi się poemat uda,
Że mi już Muza swoich łask użycza;
Więc dalej! wieszczów galopem wyprzedźmy,
DiabełJest ex machina deus[88] — w kształcie wiedźmy.
Więc, jak powiadam, zrównały się konie.
Beniowski nagle ocknął się i wzdrygnął,
Widząc, że Porwaniesiedział czart w srebrnej koronie
Na koniu, co go jak wicher prześcignął…
PolakI wziął z Kaźmierza rąk w kościane dłonie
Lejce i stepem zamroczonym śmignął,
Ciągnąc za sobą mojej pieśni syna. —
Że Polak daje się wieść — nie nowina!
Widziałem — Ale stój, Muzo! bieg krzywy
Tu nie przystoi wcale. Sen, Anioł— Miesiąc świeci,
Na koniu wiedźma, gałęzią pokrzywy
Smaga po zadzie konia i tak leci
W srebrnej koronie jak anioł straszliwy!
O którym roją na pół senne dzieci,
Że ma koń[89] ze mgły, z wężów srebrnych bicze,
Skrzydła ogniste i niańki oblicze…
I coraz prędzej, jakby anioł zgonu
Pędził za naszym rycerzem i babą.
Dźwięk głuchy kopyt jak jęczenie dzwonu,
Jako tętnienia echo jęczał słabo,
A ręka wiedźmy jak liść wielki klonu,
Gdy sczerwienieje lub, jak mówi Strabo[90],
Łapa Ibisa[91], czerwona, bez pierza:
Za lejc trzymała swój — i lejc[92] rycerza.
W zawrocie głowy, rycerz wlepił oczy
W tę rękę z trzema czerwonemi żyły[93].
A więc rozmyślał, czy z konia zeskoczy?
Ale mu jego koń był bardzo miły —
Czy świśnie szablą, aż się łeb potoczy
I spadnie z karku wiedźmy do mogiły? —
Ale i ta myśl druga, i ta chętka
Zdawała mu się nie zła — lecz za prędka.
A tu bym wiedzieć chciał twe mądre zdanie,
Mój czytelniku, i twój sąd o rzeczy;
Gdyby cię takie spotkało porwanie?
I nie spodziewał się znikąd odsieczy?
I widział taką rękę, Mości Panie!
Czerwoną? — do miliona krwawych mieczy!
Taką ohydną rękę? pełną kości?
Co pozbawiła cię ludzkiej godności!
Zwłaszcza, jeżeli jesteś demokratą
I o swą godność indywidualną
Dbasz wielce. — Co byś więc powiedział na to?
Gdybyś przez babę tak suchą! fatalną!
I — nie wiem pewnie — lecz może wąsatą
Sę-Symonistkę[94] i nie idealną
Ale kościaną, był pozbawion woli
I tchu i czynił to, co godność boli?
Nie wiesz? — Więc sobie zamawiam twą łaskę
Nadal, na rzeczy ważniejszych sądzenie. —
Beniowski więc wpadł w szatańską zatrzaskę[95], —
Widzę w tem jego gwiazdę, przeznaczenie!
I leciał jak wiatr, patrząc w bladą maskę,
Którą słoneczne wkładają promienie
Na twarz księżyca; a w tym prędkim biegu
Świat mu się cały zdawał kłębem śniegu.
Nagle — zwolniła kroku przewodniczka,
Roześmiała się, zeskoczyła z siodła.
Beniowski siedział na koniu jak świéczka,
Patrząc, gdzie go ta wędrówka zawiodła.
Miłość niespełnionaUjrzał, że chwastem zarosła uliczka,
Międza skałami — co mogą za godła
Służyć dwóm sercom, rozdartym na wieki, —
Wiodła go prosto — prosto — do pasieki.
Pasiekę tę znał dobrze i te skały,
I tę ścieżeczkę pełną rudej glinki.
Tutaj pasterskie roił ideały[96]
Z których czytelnik może robić drwinki. —
Starosta córce dał ten gaik mały
I od niej nazwał miejsce — Anielinki.
SługaA zaś ta wiedźma, na pozór straszliwa,
Była to niańka panny, stara Diwa[97]
Poznał ją rycerz i za tę czerwoną,
Za tę Ibisa rękę wnet uścisnął.
„Więc ty Irydą[98] jesteś, a Junoną
Jest twoja Pani? Teraz obłok prysnął!
Ach widzę, jaką miałem myśl szaloną!
I co bym zrobił, gdybym szablą świsnął
I odciął ci tę rękę, Diwo stara.
Drugi raz nie graj w diabła i w Tatara.”
Tak mówiąc, za swą Diwą szedł z pośpiechem,
I ze skał wyszli na łąkę zieloną;
Na którą księżyc spoglądał z uśmiechem,
Widząc tysiącznych róż otwarte łono.
Chata nakryta prostej słomy wiechem,
Ścieniona lipy ogromnej koroną,
Stała na łące w najciemniejszej głębi,
Z girlandą śpiących wokoło gołębi.
KońZ drżeniem za Diwą szedł Beniowski młody,
Prowadząc konia, co się wyrwał z dłoni
I poszedł z wolna, parskając, do wody. —
Ta wyglądała spod białych jabłoni,
Szarfą księżyca, błękitem pogody. —
Za nim koń drugi poszedł rżąc — a oni,
To jest nie konie, lecz nasz rycerz z Diwą
Weszli w lepiankę pochyłą i krzywą.
Staruszek, Diwy mąż, poświecił w sieni,
I drzwi otworzył od panny pokoju.
Kobieta, AniołNa progu stała, jakby smętna ksieni[99],
Panna Aniela cała w białym stroju;
Z dyjamentowych zaś miesiąc pierścieni
Podobny do gwiazd migających roju,
Błyskał na kruczych włosach rozwiniętych,
Właśnie jakoby złote światło świętych.
ModaBeniowski myślał, że anioł i witał
Jak bóstwo, długiem, przeciągłem westchnieniem,
Potem się zmięszał[100] i o zdrowie spytał; —
Co dziś byłoby wielkim uchybieniem!
Nieświatowością! znakiem, że nie czytał
Pani Sand[101], że się bajronicznym cieniem[102]
Nie okrył, że jest niezgrabny w rozmowie,
Że nie wie, jak to mówić romansowie[103].
Kochanek, PoezjaJa sam się dziwię, że za bohatera
Wziąłem takiego prostego szlachcica!
Oto pierwszy raz swe usta otwiera
Przed swą kochanką, która w nów księżyca
Swe włosy czarno-błękitne ubiera,
Jakby sawantka[104] albo czarownica:
I słyszy — że nie jak wieszcz lub astronom,
Kochanek wita ją — lecz jak ekonom.
PoezjaNa niezgrabnego już masz patent — a ja,
Rycerzu, wyprę się twoich grubijaństw —
I cała moich poematów zgraja
Lęka się dalszych twoich swarów, pijaństw,
Anhelli[105] cię ma biały za lokaja,
I Balladyna skora do zabijaństw
Wolałaby się w trupów ukryć gęstwie,
Niż przyznać, że jest z tobą w pokrewieństwie.
Co jest niejaką prawdą, bo te mary
Jedne się rodzą z serca, drugie z głowy,
A trzecie tylko z dziwnej, twardej wiary
W przyszłość, a czwarte obłok piorunowy,
A piąte mi koń w stepach przyniósł kary. —
Poezja, PoetaLecz ten poemat będzie narodowy,
Poetów wszystkich mi uczyni braćmi,
Wszystkich — oprócz tych tylko — których zaćmi.
Lecz do powieści. — Więc na progu stała Kobieta, Miłość, ObyczajeFlirt
Panna Aniela prosta, dumna, czysta,
Dla zalotników zwyczajnych jak skała;
Z czego kochanek wybrany korzysta,
Albowiem nigdy nie kokietowała
Dlatego tylko, aby mieć ze trzysta
Kornych kochanków pod wachlarza trzonkiem,
Z których by żaden nie chciał być małżonkiem.
Lecz u Polaków tak! — Ciągną jak słomki
Za oczkiem jakiej Marysi lub Wandy,
Która im różne rozdaje przydomki,
A wiosną listkiem cyprysu, lewandy[106]
Z niemi w zielone gra lub wiąże słomki,
Lub wędkę rzuca w te rybek girlandy,
Które za każdym wody pluskiem płyną,
Skosztują — haczek obaczą — i miną.
Lecz u Polaków tak — widziałem całe
Przy jednej pannie gimnazja, licea;
Ta miała często rączęta nie białe,
A złość tak wielką w sercu jak Medea[107],
A zaś korzyści z tych miłości małe,
I małe bardzo na później trofea.
Rozdały wiele włosów, łez, podwiązek:
Żadna nie weszła stąd w małżeński związek.
Miłoście[108] nic są w miłości niewarte;
Że lepiej serce zawrócić niż głowę;
Serca w miłości bowiem są uparte,
Choć głowy stokroć bardziej romansowe,
I stokroć bardziej ogniście zażarte;
I często widząc, że na świecie źle tym,
Z rozpaczy kończą tak, jak Werter w Götym[109].
DziewictwoWięc z drugiej strony w tem jest kompensacja[110]
Dla tych, co dzisiaj są staremi panny[111],
Gdy na rozstajnej drodze[112] jaka stacja,
I kamień, i trup w białą czaszkę ranny,
Świadczą — że każda z nich, jako akacja
Okryta słodkim kwiatem w czas poranny,
Brzęczała wkoło pszczół zalotnych wieńcem,
I ma kochanka w piekle — potępieńcem.
Takim sposobem wnet jest heroiną[113]
I poeci ją rymami zaszczycą:
Już jej nie nazwie nikt w pieśni dziewczyną,
Lecz musi nazwać posępnie dziewicą,
A kochanek jej, jak Fingal lub Ryno[114],
W chmurach skłębionych igra z błyskawicą
I śpiewa wichrom piekielny tryjolet[115],
Mając łzy w oczach — a w ręku pistolet.
KobietaAle to nie był los panny Anieli.
Chociaż tak piękna, jak żadna śmiertelna,
Zbliżyć się ludzie i kochać nie śmieli.
Została dumna i nieskazitelna,
Chodziła jako łabędź lub anieli,
Kołysząc się na giętkiej stopie; Okostrzelna
Nie była swemi zrennicami[116] — zgoła! —
Lecz oczy czarne jej paliły czoła.
Włosy jej długie, krucze, w róg zwinięte,
Ciężyły głowie swą jedwabną wagą.
SztukaTa sama głowa miała kształty święte,
I uświęcone snycerską powagą[117],
Smukłe, ku plecom w okrągłość ściągnięte. —
Ktokolwiek widział marmurową, nagą
Florencką Wenus, nie weźmie za fraszki
Tego — co mówię tu, o formie czaszki.
Religia, Obyczaje, CudJak owe jaje, w którem kiedyś Leda[118]
Powiła syna bogu łabędziowi —
Jak? — dzisiaj się to wytłumaczyć nie da
Przez żaden nowszy cud katolikowi!
PoezjaA gdym tłumaczył, to panna Prakseda
Święta — aniołek jezuicki, wdowi,
Jak na kazaniu siedziała sanskryckim,
A potem dała mi w sam łeb — Witwickim.[119]
Więc dziękowałem Bogu, że spod prasy
Nie wyszło jeszcze sześć psalmów Bojana[120],
Bo bym te wszystkie katolickie kwasy
Miał na łbie, wszystkie sześć — bo ta kochana
Panna Prakseda, gdy chodzi w zapasy
I chce traktować kogo jak szatana:
Co ma pod ręką katolickich wieszczy,
Rzuca na głowę i bije, i wrzeszczy.
CierpieniePodziękowawszy więc Bogu, że tylko
Dostałem Złotym Ołtarzykiem[121] — który
Każdą klamerką mię ukłuł jak szpilką;
Na niedźwiadkowe się bowiem pazury
Zamyka. — Czemże jest ból? Jedną chwilką!
Jak mówią w Dziadach Mickiewicza chóry.
Podziękowawszy za chwilki chwilowość,
Wpadam w opisy znów i w romansowość.
Aniela miała cudowną postawę,
W noszeniu głowy cudną lekkość — włosy
A l'antique[122] — barwy troszeczka bladawe,
Rozstanie, Miłość, PoświęcenieOczy skier pełne, teraz pełne rosy,
Smutne i twarzy kochanka ciekawe,
I pytające się o własne losy.
Jej ręka piękna, maleńka i biała
Za szorstką, silną biorąc rękę — drżała.
„Ty wyjeżdżałeś! tyś mi nie powiedział!
Ale me serce jest miłośnym szpiegiem.
Nie mów mi, że jest między nami przedział
Fortuny. — Jestem nad przepaści brzegiem.
Usiądź — opowiem — wszystko będziesz wiedział!
Nie strasz się tylko trudności szeregiem,
Nie strasz się! jesteś ludziom w poniewierce…
Lecz ja cię kocham jedna — ja mam serce.
„Straciłeś cały majątek? — i cóż mi
Majątek? ludzi sąd? — ja kocham ciebie!
Ja twego serca chcę — a nie twych dusz[123]mi
Potrzeba — pójdę o żebranym chlebie.
Nie odpowiadaj mi na to, nie krusz mi
Serca — mój los już zapisany w niebie!
Ja kocham ciebie! w twojem sercu żyję.
Kto nas rozdzielić chce — ten mię zabije!
„Dzisiaj przyjechał Dzieduszycki[124] z drogi,
Znów się oświadczył i o moją rękę
Prosił. — Mój ojciec stał się dla mnie srogi.
I guwernantka jak na moją mękę
Za ojcem trzyma. I ludzie, i bogi
Przeciwko nam są — i wuja Sosenkę
Przekabacili[125] już na swoją stronę.
Płakałam — patrzaj — oczy mam czerwone.
Strój„A tu jak na złość! dla Dzieduszyckiego
Był bal. — Czy widzisz jak jestem ubrana?
Musiałam ubrać się dla ojca mego
W ten księżyc — lecz ja dla mojego pana,
Dla ciebie tylko! dla ciebie samego
Ubrałam się tak w kwiaty — po kolana.
Prawda, że dobrze mi tak bez zawoja? —
Ja nie ubrałam się dla nich — ja twoja!
„Lecz ty wyjeżdżał? gdzie? — O! ty niewierny!
Gdyby nie Diwa, byłbyś już daleko.
SamobójstwoGdzieżeś ty jechał? gdy mię ból nieźmierny
Dręczy — kiedy mię przed ołtarze wleką,
Gdy nie zostaje nic, jak się w cysterny
Rzucić lub twoją się zakryć opieką:
Ty mię opuszczał w chwilę tak okrutną!
Ja przebaczyłam już — ale mi smutno.
„Czy ty nie ufasz, że ja zdołam jedna
Oprzeć się — zostać twoją? — ja nie płocha!
Ty nie wiesz, co to jest kobieta biedna,
Kiedy ją dręczą, kiedy mocno kocha —
Zgubi się — potem u wszystkich wyjedna
Łzy nad swem sercem zgubionem i trocha
Kwiatów i więcej też żadnej nie trzeba…
Cóż to? — Nie mówisz nic do mnie? — O! nieba!
„Myślałam, że ty mi dodasz nadziei.” —
Tu wypuściła z rąk rękę kochanka —
„Myślałam, że ty w tej smutnej kolei…” —
Tu blisko, szczęściem, stała z wodą szklanka,
Wzięła ją… drżące w szkło usteczka klei,
Ząbki o kryształ dzwonią jak kraszanka[126],
Kiedy się z drugą spotka w dziecka dłoni[127],
Rzekłbyś, że perła o dyjament dzwoni.
Łzy, Miłość, Miłość niespełniona„Myślałam…” — Głos jej o jedną oktawę
Zniżył się i pękł, jak pęknięcie struny. —
Boleść złamała jej giętką postawę,
Myślałbyś, że się chyliła do truny[128],
Tak nawet małe usteczka jaskrawe
Zbladły, uczuwszy gorzkich łez piołuny.
Padła na krzesło i przez łzawe deszcze
Błysnął ostatni jęk — „Kochasz mię jeszcze?”
Beniowski już był na kolanach; w dłonie
Wziął drżącą rączkę Anieli… PoezjaTu proszę
Włożyć mi wieniec Petrarki[129] na skronie,
Wojna, Konflikt pokoleńBo na tem pieśń zakończę i ogłoszę
Po dawnych wieszczów umarłych koronie
Czas bezkrólewia; pobuntuję kosze[130],
Krytyków kupię z Grabowskim[131] prymasem,
Reszta owczarzy moja. — A tymczasem
Jako pretendent na własne poparcie
Utworzę całe wojsko w drugiej pieśni.
Epiczny zamiar wyjawię otwarcie,
Wyjdę z dzisiejszej estetycznej cieśni,
I skrzydeł mojej Muzy rozpostarcie
Tęczowym blaskiem was oślepi wcześniéj
Niż miałem zamiar. Suszę tylko głowę,
Jak w rzecz wprowadzić rzeczy nadzmysłowe.
Nie podobało się już w Balladynie[132],
Że mój maleńki Skierka w bańce z mydła
Cicho po rzece kryształowej płynie;
Że bańka się od gazowego skrzydła
Babki-konika rozbija i ginie;
TrupŻe w grobie leżąc Alina nie zbrzydła,
Lecz piękna z dzbankiem na głowie martwica
Jest jak duch z woni malin i z księżyca.
Nie podobało się, że Grabiec spity
Jest wierzbą, że się Balladyna krwawi[133],
Że w całej sztuce tylko nie zabity
Sufler i Młoda Polska, co się bawi,
Jak każdy głupiec, plwając na sufity
Lub w studnię… która po sobie zostawi
Tyle co bańka mydlana rozwalin,
A pewnie nie woń myrry[134] — ani malin…
O! Boże! gdyby przez metampsychozę[135]
W Kozaka ciało wleźć albo w Mazura;
Zesłaniec, PoezjaI ujrzeć, jaką popełniłem zgrozę
Pisząc — na przykład — Anhellego[136]. Chmura
Gwiazd, białych duchów, które lgną na łozę
Jak szpaki Danta[137]: rzecz taka ponura,
A taka mleczna i nie warta wzmianki —
Jak kwiat, posłany dla pierwszej kochanki.
Pewnie bym takich nie napisał bredni,
Gdybym był zwiedził Sybir sam, realniéj;
Gdyby mi braknął gorzki chleb powszedni,
Gdybym żył jak ci ludzie borealni[138]
Troską i solą z łez gorących — biedni!
Tam nędzni — dla nas posępni, nadskalni,
Podobni Bogom rozkutym z łańcuchów[139],
W powietrzu szarem, mglistem, pełnem duchów.
Pewnie bym… — Lecz ta spowiedź jest za długa,
Poezja, ObyczajeDygresje — nudzą; więc — mój czytelniku
Spróbuj, czy ci się pieśń podoba druga,
Gdzie więcej nieco będzie gwaru, krzyku,
Kościół i wielka słoneczna framuga,
I na tęczowym Duch Święty promyku,
Także cokolwiek szlachty. — StrójPowieść taka
Jak dawny, długi, lity pas Polaka.

Pieśń II

Poezja, PoetaO! nie lękajcie się mojej goryczy!
Dalibóg! nie wiem sam, skąd mi się wzięła;
Długo po świecie pielgrzym tajemniczy
Chodziłem, farby zbierając do dzieła,
GwiazdaA teraz moja Muza strof nie liczy,
Lecz złe i dobre gwiazdy siać zaczęła;
Komu za kołnierz spadnie przez przypadek
Sirius rzucony przez nią lub Niedźwiadek[140],
Spali się — lecz ja nie winien. — Per Bacco[141]!
Różnymi drogi[142] mój poemat wiodę:
MłodośćJak chochlik często częstuję tabaką,
A gdy kichają, ja zaczynam odę,
Na przykład drugą piękną odę taką
Jak do młodości. Może serca młode
Pokochają mnie za to, żem jest śmiały,
Jak Roland[143], który w pół rozcinał skały.
Dom, ArkadiaI teraz chciałbym rozciąć — co? — dom jeden,
Podolski jeden dom rozciąć na dwoje
I pokazać wam jaki szczery Eden!
Jak nieraz pełne aniołów pokoje!
Jak złoty, piękny domów jest syredeń[144]! —
Poezja, PoetaUkraińskie to słóweczko, nie moje.
Wywołał je tu rym przez dźwięki bliźnie,
Nie miłość, którą mam ku Kozaczyźnie.
Chciałbym więc rozciąć jeden z dawnych dworów,
Które na górach stoją nad stawami.
Stawy — to tarcze z tęczowych kolorów,
Gdzie się łabędzie białe za gwiazdami
Gonią, podobne do srebrnych upiorów.
A na nie księżyc jasnymi oczami
Patrzy, na niebie jeden, przez topole,
A drugi taki złoty księżyc — w dole.
MiłośćAtoli wnętrze tych domów dopiéro
Poetyczne jest — zwłaszcza jeśli miłość
Oświeci, wonną je napełni myrrą[145],
I ścian drewnianych sprostuje pochyłość;
Miłość romantycznaPoezjaPodolanek są usta srebrną lirą,
Serca… Ta strofa ma pewną zawiłość,
Której nie lubię, lecz ją skończyć muszę. —
Serca są takie jak aniołów dusze.
SłońceSam znałem jedną — lecz nie wspomnę o niéj,
Bo się nadzwyczaj mój rym rozserdeczni,
Bóg, Dusza, Śmierć, PamięćOd serca mi jej wiało tyle woni
I tyle światła: że mi dziś słoneczniéj —
Chociaż mi zegar teraz północ dzwoni —
Niż gdybym w Boga się patrzał najwieczniéj.
Niech was bluźnierstwa nie rozpędza trwoga,
Ona umarła już. — Jest częścią Boga,
Duszą, światłością, wolą, jedną chwilą
Wieczności, wiedzą wszystkiego. — O! dosyć!
Niech resztę grobu cyprysy ochylą[146].
Różom najbielszym jej żałobę nosić[147].
Ją słońca drogi mlecznej nie omylą,
Zdziwiona blaskiem, będzie się podnosić
Jako harmonii lekkiej głos, bez końca
Ze słońc, na wielkie słońca i nad słońca.
PoetaŚmierćA gdy się w drogi zatrzyma połowie,
Jak gołąb puszczę za nią skrzydła chyże —
A tu mi ręce zawiążcie na głowie,
I twarzą bladą połóżcie na lirze,
Jakbym w alpejskim upadłszy parowie
Spoczywał. — Miałem ja troski i krzyże —
Więcej niż śniło się wam, filozofom.
Lecz dajmy pokój tym myślom i strofom.
Dosyć o sercach strzaskanych, o świecie
Tu, ziemskim i tam, nadsłonecznym; oba
Smętne są. — Światy wam utworzę trzecie,
Jeżeli się mój poemat podoba,
Znów drugi, wielki tom napiszę w lecie,
PoetaA te zostaną pieśni jako proba
Wcale nie według mego serca — ale
Ponieważ moje są: otwarcie chwalę.
Głupi! o sobie dobrze mów![148] wykrzyka[149]
Ryszard w okropnym bardzo monologu,
Ujrzawszy siebie we śnie jak krwawnika[150]
Oczerwienionym, na piekielnym progu —
Ksiądz, ObyczajeSzkoda, że w księdzu Kiefalińskim[151] znika
Szekspir; przyczyną jest trudność połogu
W stanie bezżennym — także to, że z księdza
Nie może nagle być Makbeta jędza.
O księżach dobrze mów! jest to przestroga
Już nie Szekspira, na tym fundamencie
Moralność cała stoi. — Lecz na Boga!
Poeta, Poezja, SławaGdzie mój poemat? Moje przedsięwzięcie
Epiczne? Moja ariostyczna droga[152]? —
Widzę, że wszystko mi stoi na wstręcie[153],
Nawet pisania łatwość rzuca plamę —
Mówią, że w czterech dniach układam dramę.
O! Boże! ileżbym stworzył romansów,
Gdybym chciał wszystkich d…w[154] być zabawą,
Wyspą dla grubych naszych Sanczo Pansów[155],
Na której by się uczyli ze sławą
Sylabizować. Lecz z prozą aliansów[156]
Nie chcę — do wiersza mam, jak sądzę, prawo.
Sam się rym do mnie miłośnie nagina,
Oktawa[157] pieści, kocha mię sestyna[158].
Ktoś to powiedział, że gdyby się słowa
Mogły stać nagle indywiduami;
Gdyby ojczyzną był język i mowa:
Posąg by mój stał, stworzony głoskami
Z napisem patri patriae[159]. — Jest to nowa
Krytyka. — Stój! — Ptakten posąg błyska skrami,
Spogląda z góry na wszystkie języki,
Lśni jak mozaika, śpiewa jak słowiki.
Otocz go lasem cyprysów, modrzewi,
On się rozjęczy jak harfa Eola[160],
W róże się same jak dryjada[161] wdrzewi[162],
Głosem wyleci za lasy, na pola,
I rozłabędzi wszystko, roześpiewi…
Jak smukła, pełna słowików topola,
Co kiedy w nocy zacznie pieśń skrzydlatą,
Myślisz… że w niebo ulatujesz z chatą,
Że porwał cię głos, jasność księżycowa,
Serce rozkwitłe, rozlatane pieniem,
O! gdyby mogły się na posąg słowa
Złożyć i stanąć pod cyprysów cieniem,
Jak marmur, który duszę w sobie chowa,
I z wolna złotym wylewa strumieniem;
A tak powoli leje i łagodnie,
Że po tysiącach lat jak słońce wschodnie
Stoi w nim cała, ogromna… O! gdyby! —
Zachcenia moje są jak Klefta[163] żądze,
Który chciał w trumnie mieć dla słońca szyby
I dla jaskółek — na co? — Znowu błądzę
Jak Telimena, gdy wyszła na grzyby,
A zbiera mrówki (mrówkami są żądze).
Na wiatr to mówię tylko, lecz w nadziei,
Żem dostrzegł, jako Poznańczyk[164] — idei.
Czy w poemacie tym, równie szczęśliwa
Krytyka równe porobi odkrycia?
Nie wiem. — PoezjaCzasami myśl w Eterze pływa
Przez piękne bardzo przelatując śnicia,
Lecz później, pismo, druk, tęcze obrywa
Z kształtów. — A teraz odbłysk mego życia
Na ten poemat pada niezbyt pięknie.
Patrzcie jak serce wesołe — gdy pęknie!
Szczęściem, że pieśni tej bohater młody,
Świeży, miłosny i ma ciemne oko,
Złote połyskiem zielonawej wody,
Lecz niezbyt na świat patrzące głęboko.
Owszem, ma nadto serdecznej pogody,
Nadto mu prawie na świecie szeroko.
Ach! nieraz szczerze westchniecie z litości
Widząc, jaki w nim brak artystyczności!
Poezja go otacza. — Czytelniku!
Na jego miejscu, o! ileżbyś razy
Uczuł, że dusza twa na wykrzykniku
Hypogryfując[165], leci, klnie wyrazy;
Klnie, że wokoło zimnych serc bez liku!
Same szkielety pod nią, same płazy!
Beniowski, jakby go Bóg o tym ostrzegł,
A priori[166] to czuł — lecz nie spostrzegł.
Co lepsza, nigdy nie mówił, nie pisał —
Biedaczek! brakło mu formy gotowej!
Nigdy się w myśli dzwon nie rozkołysał,
Idei żadnej w nim nie było nowej,
Najnowsze z ustek różanych wysysał,
Młodość, Dziewictwo, Miłość platonicznaI teraz, patrzcie, w pasiece lipowej
Klęczy pokornie przy kochanki nodze, —
Oboje na zbyt niebezpiecznej drodze.
Lecz młodość — O! ta, pomimo dewotek,
Ta jest najlepszą obroną dziewicom;
To jest kochanków młodość. — Mimo plotek
Szesnastoletnim się przybliżyć licom
Pozwólcie — zwłaszcza gdy chłopiec podlotek
Zazdrości skrzydeł dwu synogarlicom,
Dlatego tylko, że się mogą bratać,
Piórkami ściskać i gruchać, i latać.
O! pierwsza miłość! tej wiernym obrazem
Jest zamienienie serc bez interesu;
Tej ideałem jest latanie razem
W krainie, w której nie ma końca, kresu.
Potem się człowiek głupi staje płazem,
Mimo krew zimną, z każdego karesu[167]
Mogą wyniknąć rzeczy złe i zdrożne,
O których książki już mówią nabożne.
Za takie rzeczy, nie rozumiem zgoła,
Dlaczego w Rzymie nieszczęsne grzesznice
Sadzą do zamku Świętego Anioła[168],
Prócz tych… — Ta strofa musi zakryć lice;
Wstydzi się, że tę myśl wzięła od czoła,
Nie zaś z profilu. Poeta, Poezja, MiłośćO! Muzy dziewice,
Zarumienieniem waszym ucieszony
Wracam do bajki mojej — z innej strony.
To jest, zostawiam z kochankiem dziewicę
Śród róż, drzew, świateł księżycowych, woni,
Wód rzucających srebrne błyskawice
Spod brzóz i bielą okrytych jabłoni;
Serce przy sercu i przy licu lice,
Dłoń niespokojna w niespokojnej dłoni;
Ach! są to rzeczy bardzo piękne, czułe,
Lecz wieszcza mogą przemienić w gadułę.
UcztaA więc do zamku wracam, gdzie Starosta
Kłaniał się, poił, dął, puszył, brał na ton:
A chociaż szlachta go słuchała prosta,
O rzeczach duszy rozmawiał jak Platon —
Na mózg wesołych ludzi wielka chłosta! —
Więc się rozeszli, woląc sen — niż świat on,
Co się naówczas zdał zaatlantyckim.
Został się pan Starosta z Dzieduszyckim[169]
Ów Dzieduszycki był to regimentarz
Podolski, wielki wróg konfederacji[170],
Z której niedawno chciał uczynić cmentarz,
Co do jednego wyciąć — niech go kaci[171]!
Z Rulhiera[172] pewnie jego czyn pamiętasz:
A tu obaczysz, jak mu się wypłaci
Konfederacja: jak jest niebezpiecznie
Z demokratami być nie dosyć grzecznie!
ZdradaPrzypomnę tylko, że ten paliwoda
Zdradą na obóz napadł i wycinał,
Czego mu potem była wielka szkoda,
Bowiem go czekał stryczek lub puginał[173].
Nie znano jeszcze wówczas Wallenroda,
I kończył jak pies, kto zdradą zaczynał:
Exemplum[174]: oba litewskie biskupy[175],
Na dwóch latarniach miejskich — oba trupy.
Dziś zdrajcom łatwiej — jeśli ich pod lodem
Car nie utopi — łatwiej ujść latarni.
Krukowiecki[176] jest miasta Wallenrodem,
Demokratycznym jest Gurowski[177]. — Czarni,
Lecz obu wielka myśl była powodem,
Oba chcą Polski, aby ujść bezkarni;
Bo zna to dobrze ta piekielna para,
Że łatwiej odrwić Polaków — niż cara.
Wallenrodyczność czyli Wallenrodyzm
Ten wiele zrobił dobrego — najwięcéj!
Wprowadził pewny do zdrady metodyzm,
Z jednego zrobił zdrajców sto tysięcy.
Tu nie mam więcej już rymu na odyzm[178],
Co od włoskiego odiar-lo — najprędzej
Może zastąpić brak polskiego słowa —
Wallenrodyczność więc — jest to rzecz nowa.
Mój czytelniku, powiem coś na ucho:
I sam Paszkiewicz[179]… domyślaj się reszty —
— Co? sam Paszkiewicz? — O tym jeszcze głucho,
Lecz jestem pewny — Pomyślał: a wiesz ty,
Że on być musi już przejęty skruchą?
On jest Polakiem aż po same meszty[180],
Które mu dzisiaj wyszyła Wallida,
Aby Turkiem był dla Abdul Meszyda[181]. —
— Tak jest: obaczysz, lecz trzymaj w sekrecie,
Co powiedziałem: nie rzucaj się w spiski,
Bo wielkim rzeczom przeszkodzisz na świecie,
Rzeczom, co jako piorunowe błyski
W chmurach się kryją. — Więc już rozumiecie,
Że Dzieduszycki nie miał jednej kréski[182]
Od brzegów Dźwiny[183] po hordy Nogajca[184],
Wszyscy w ojczyźnie mówili: to zdrajca!
Zwalił to wprawdzie na króla rozkazy;
Ale się wyparł król, jak zawsze bywa,
Wyparł się, jako święty Piotr, trzy razy,
I cała wina na koguta spływa
Dlatego, że piał. A więc wszystkie zmazy
Pan Regimentarz, kochanek Gradywa[185],
Dźwigał na sobie i chował in petto[186]
Zemstę, jak Włochy[187], co się mszczą stiletto[188].
Tymczasem chciał się ożenić bogato,
I okiem wszystkie przemierzywszy domy,
Najlepszym z domów wydał mu się na to
Ów zamek, wielki, malowniczy, stromy,
Gdzie mieszkał szlachcic-pół, pół-król, pół-Kato[189],
Pół-wariat, a pół-syn Cezarów Romy;
Maleńki starzec, pół-łysego czoła,
Ojciec, który miał córkę, pół-anioła.
Wybrawszy teścia, przyjechał bez swatów,
Z intencją ojcu się oświadczył, pannie;
SzlachcicWspomniał o drzewie swoich antenatów[190]
Nie wspomniał ani raz o krwawej wannie,
Którą chciał sprawić dla konfederatów —
Ale o królu mówił nieustannie,
PiesPokręcał wąsa, zarzucał wylotów[191],
Lubił pić, bardzo nienawidził kotów.
Dlatego kochał psy, gdy gardło zalał…
Pozwolił nieraz Anieli szpicowi,
Aby mu lizał wąs… Chłopza psami szalał,
Zalecał nawet dóbr intendentowi,
Ażeby chłopów psom kąsać pozwalał,
Mówiąc zazwyczaj, że to psy uzdrowi
Od bólu zębów, a stąd od wścieklizny,
SerceMiał jednak dobrą stronę — anewryzmy[192], —
Te dowodziły, że miał serce. — Głowy
Nie dowodziła w nim choroba żadna,
Lecz materialny kadłub, z okiem sowy,
Na szyi zawsze nieruchomej; składna
Figurka, uśmiech i ukłon wężowy;
Grzeczność, co w takim panu bardzo ładna!
Wielka znajomość świata, krajów, ludzi.
I wiele tego wszystkiego, co łudzi.
OświadczynyÓw pan układny więc siedział przy stole
Przy samym panu Staroście, na prawo;
Dobijał właśnie targu i na czole
Widać mu było niecierpliwość krwawą,
Gryzącą; oczy utopił sokole,
Za ręce teścia trzymał ręką prawą,
Lewą na stole wyciągniętą prosto
Ku kielichowi i mówił: „Starosto!
„Jakem człek prawy! jakem Polak prawy!
Tak pragnę córkę twoją uszczęśliwić,
Wierzaj mi i bądź, starosto, łaskawy.”
Tu pragnąc trupi głos nieco ożywić,
Pociągnął wina; pił jak but dziurawy,
I zwykł się nieco był po piciu krzywić,
Tak wyciągnąwszy blisko wina kwartę[193],
Zmarszczył i czoło rozjaśnił wytarte.
I rozjaśniony znów do zamku pana:
„Starosto, zezwól na szczęśliwość naszą.”
Oko, WzrokTak mówiąc, teścia przyszłego kolana
Ścisnął pod stołem i oczy, co straszą
Chłopów jak oczy czerwone szatana,
Uczynił cukrem i ponętą ptaszą —
A miał na oczach swoich jak jastrząbek,
Z powiek wilgotno czerwonych obrąbek.
Starosta na pół śpiący, ale grzeczny
Nie wstawał ani odpowiadał na to,
Pan to był bowiem, co chciał być bezpieczny,
Zwłaszcza, gdy ujrzał twarz żółtą, wąsatą,
I wiedział, że gniew może ściągnąć wieczny,
Gniew, który czeka z lichwą i z wypłatą.
Siedział więc zimny, lecz trochę się puszył,
Że w konkur[194] wielki pan o córkę ruszył.
Nie odpowiadał nic, bo przez połowę
Już spał — a wreszcie nie chciał odpowiadać.
Pan Dzieduszycki zaczął prośby nowe,
Jak do pacierzy jął ręce układać;
Już się był począł przez słowa miodowe
Do uśpionego na pół serca wkradać,
Już widział uśmiech, co poprzedza wszędzie,
Ostatnie, słodkie słowo: niech tak będzie.
Gadając, ręce pokornie złożone
Na stół położył obie i wytrzeszczał
Na pana zamku oczy zaiskrzone —
Albowiem uśmiech mu senny obwieszczał,
Że po pjanemu[195] zdobył sobie żonę —
Wtem nagle jak wąż wzdął się i zawrzeszczał,
Wstał — lecz na stole miał obiedwie dłonie,
A na nich papier i orła w koronie…
Orzeł na karcie był — a karta była
Nożem tureckim do rąk mu przybita…
Boleść go nad nią w arkadę[196] skrzywiła,
Oczy w niej toną — myślałbyś, że czyta,
Że karta trupie kolory odbiła
Na jego żółtą twarz. Ksiądz karmelita[197]
Za stołem cicho stał i patrzał z góry
Na czytelnika bladego tortury.
Ocknięty zamku pan — to raz na księdza,
To znów na ściany patrzał, wstając z wolna,
Ręka na szabli, w oczach gniewu jędza,
Ledwo się w sobie pohamować zdolna…
Lecz myślał, że mu sen mary napędza.
Tak dziwną była ta cisza okolna,
Ten papier nagle do stołu przybity,
Dzieduszyckiego jęk — wzrok karmelity.
Już dawno by się był skokiem lamparta
Rzucił do szabli — ale mówiąc szczerze…
Myślał, że sen mu grał sztukę Mozarta[198],
Że Don-Żuana widział na operze,
Gdy trupa ziemia puściła otwarta
Na muzykalny wieczór i wieczerzę.
Tak trudno było pomiarkować zrazu,
Czy ksiądz był z ciała ludzkiego czy z głazu.
Noc, KsiężycGodzina była nocna i bez przerwy
Piał kogut, świece miały długie knoty,
Na wieżach zamku śpiewał ptak Minerwy[199],
A w jednym oknie miesiąc[200] stanął złoty —
Znacie działanie tej gwiazdy na nerwy. —
Miesiąc więc w oknie stał — dziwne łoskoty
Na dachu, jakby jęczenia grobowe
Wreszcie Ladawy pan — odzyskał mowę.
„Ktoś ty?” Ksiądz milczał. „Co tu robisz, mnichu?
Co znaczy papier ten? na Lucyfera!”
Oko, WzrokTu Dzieduszycki zajęczał po cichu,
Ale tak jęknął, jak człek, co umiera.
Spojrzał — chciał spojrzeć, lecz w powiek kielichu
Nie było oczu, tylko białość szczera
Jak w zwierciadlanym łysnęła odruzgu[201],
Szkło tylko — gałki uciekły do mózgu.
Starosta spojrzał i cofnął się biały
Jak wosk, jak oczy, którymi go szukał
Pan Dzieduszycki; ale okazały
W cofnieniu się swym na ludzi nie hukał,
Zwłaszcza, że ksiądz był wielki — a on mały.
Nieraz zaś przedtem pan Starosta fukał
Na równych sobie, niższym dawał szlagę[202],
Licząc na swoją małość i powagę.
Więc co miał w oczach skier, wszystkie zapalił,
Co miał na czole zmarszczków[203], zebrał razem.
Sam by się Jowisz oburzony chwalił
Tak olimpijskim na twarzy wyrazem.
Spiorunowany ksiądz się w proch nie walił,
Lecz w jedną szybę okien rzucił głazem;
Na ten brzęk wszystkie ganki i komnaty
Przewiał ogromny wrzask: Konfederaty[204].
KaraStarosta spuścił łeb — ksiądz się przybliżył
I wyjął szablę mu złoconą z ręki:
„Przebacz, wielmożny pan, jeślim ubliżył,
Lecz zamek był nam potrzebny; a jęki
Tego człowieka słuszne. Bóg go zniżył.
Ten, co na krzyżu poniósł krwawe męki,
Ten go nam daje; a wyrok nie minie.
Kto mieczem grzeszył, ten od miecza zginie.” —
Podczas tej mowy twarze się wąsate
Pokazywały w podwojach, kołpaki[205],
Konfederatki[206], czapki i rogate,
I krągłe, i kapuzy[207], i pakłaki[208],
I owe jeszcze uszami skrzydlate,
Co ekonomów są laurem. Gdy taki
Rój czapek i rój północnych latarek
Zjawił się, rzekł ksiądz: „ja jestem ksiądz Marek!”
Wstrzymał się — powiódł okiem po Staroście.
Zmarszczył się… i rzekł: „dla Kozaka Sawy[209],
Który się bije z chłopami na moście,
Wypuścić racę nad zamkiem Ladawy,
ObyczajeWy się tu, proszę, bracia, nie panoszcie
Rabunkiem, zamek się nie poddał krwawy;
Ale wielmożny dziedzic sam to czuje,
Że opór próżny — więc kapituluje” —
— Na to Starosta krzyknął: „protestuję
Przeciwko zdradzie haniebnej waszmościów,
Jako Rzymianin, z zamku ustępuję.
Mieć nie będziecie nawet moich kościów.” —
Tu mi czytelnik zapewne daruje
Trochę w tej mowie niegramatycznościów;
Lub niechaj raczy ze mną na spoczynek
Do księżycowych wrócić Anielinek.
Poezja, GwiazdaO! tam poezja gotowa — Romeo!
Pożycz mi twoich słów rozpłomienionych.
Zresztą już Ursę[210] mam z Kassyjopeą[211],
Mam księżyc i mam dwoje serc pęknionych,
I Filomelę[212], co tak jak J. B. O.[213]
Ów Londyńczyków słowik zapalonych,
Śpiewa dla chcących spać arystokratów,
Tak że go wszyscy dają do stu katów.
Miłość, RozstanieO! tam poezja. — Gdyby tylko na to,
Aby się żegnać, warto brać amanty[214].
Czuliście kiedy tę łzę lodowatą
Przy pożegnaniu, ciężką jak brylanty?
Te słowa: „pójdę i skonam za kratą[215]!”
Czyście słyszeli te słodkie kuranty[216],
Grane przez wszystkie pozytywki żywe,
A jednak — przysiągłbym, że nie fałszywe.
Czyście żegnali? klęczeli? włos rwali?
Tracili ducha? wymowę? kolory?
Pugilares[217] z paszportem? itd.[218]
Czy przysięgaliście jako upiory
Wrócić po śmierci przy księżycu biali?
Łopotać w okno czarne skrzydłem zmory?
Kochankę swoją w noc poślubną napaść,
Unieść na koniu i w ziemię się zapaść?
Czy wam pozwolił potem los nie wrócić?
Zachować smutku wrażenie niestarte,
I całe życie się przeszłością smucić:
Odwiedzać morza, ludy, Egipt, Spartę,
A zawsze: — „ona teraz musi nucić!
Teraz na księżyc oczy ma otwarte!” —
Miłość niespełniona, Interes, Rozczarowanie, RozstanieAch, takem ja śnił — lecz na piramidzie,
Tfu! — odebrałem list, że za mąż idzie.
To mię cokolwiek zmięszało[219] — nie bardzo —
Ale cokolwiek zmięszało, Bóg świadkiem! —
Są ludzie, którzy wtenczas klną i gardzą,
Lecz ja to smutnym nazywam wypadkiem.
Takich dwa: a me serce tak zatwardzą,
Że niezabudką już, ani bławatkiem
Nie da się nigdy wyprowadzić w pole,
Chyba mi posag położą na stole.
Ha, takem zgorzkniał, że nawet nie trącę
W tej pieśni smutnej lutni pożegnania.
Szeptali długo jak wierzby płaczące,
Gołębie słychać tam było gruchania,
Łzy zimne usta zmywają gorące,
Słychać serc bicia, płacze, słowa, łkania,
Już się rozeszli — rzecz skończona! — Horor[220]!
Miłość przechodzi już w pamiątek kolor…
W kameleona, w serdeczną jaszczurkę,
W rzecz poetycznie piękną, w sen niebieski,
W muzę, Olimpu zamglonego córkę,
W poemat smutny od deski do deski,
W mgłę podnoszącą się z łez, w białą chmurkę
Na tle przeszłości, w gwiazdę, w arabeski
Tęczowe — chmurą obwiedzione złotą.
W dole: Raphaël pinxit[221] albo Giotto[222].
W galerii siedzi dusza. — O! tęczowa
Kopuło myśli, tyś moim kościołem! —
Wymalowana, jasna, księżycowa
Nad srebrnym duszy wisząca aniołem,
Modlitwą w tobie są rozpaczy słowa,
Serce wygląda jak urna z popiołem
W najtajemniejszej kaplicy stojąca —
Tak jesteś, gdy cię żaden wiatr nie trąca. —
Z filarów ciebie, kopuło tęczowa,
Pękasz jak niebo nad aniołem duszy;
Próżno się broni w błyskawicach głowa,
Cały gmach na nią upada i kruszy
I ją, i serce, które biedna chowa
Jak smętny łabędź pod skrzydły[223] białemi.
Pękło — popioły rozwiał wiatr po ziemi.
Skończona wielka tragedia powagi
I ciszy greckiej; reszta wiatru wyciem,
Myśl zabłysnęła nagle jak miecz nagi,
Marzenia stają się czynem i życiem,
Czyny się stają piorunem odwagi —
Rozbiły kościół! — Pod jego rozbiciem
I serce pękło, i burza przewyła…
Z wszystkiego… patrzcie co? — krzyż i mogiła.
Teatr, Czas, RozstaniePrzez wszystkie takie sceny odgrywane
W teatrze naszych wnętrzności[224] Maurycy
Przejdzie, uczuje sercem każdą zmianę,
Czas mu postawi zwierciadło różnicy,
Czas matematyk. Dziś serce strzaskane.
Ruszył na koniu pędem błyskawicy,
Za nim pasieka, szczęście, przeszłość, ona,
Kto wie za kilka lat, czy jego żona?
Panna Aniela, jeszcze nieświadoma
Odmian, które się w zamku wydarzyły,
Biegła, ścieżeczka przed nią była stroma,
Pomiędzy skalne wijąca się bryły;
Potem sadzawka i ów dąb z rękoma
Założonymi, ów dąb pełen siły,
Który się dawniej kochał bez nadziei,
Jedno swe oko topiąc w Galatei[225].
Nad tą sadzawką nasza młoda panna
Już zadyszana stanęła, poprawić
Włosy. Sadzawka była bowiem szklanna,
Można się było w niej oczyma bawić,
I była to gwiazd kryształowych wanna.
I rybki się w niej zaczynały jawić
Długie, błyszczące robiąc korowody,
Ilekroć łezkę rzuciła do wody;
Ale przed rankiem rybki spały na dnie.
Panna Aniela uwiązała włosy,
Nie przypatrzyła się nawet — czy ładnie,
Lękała się tknąć kwiatów pełnych rosy…
I serce biło w niej — bo chciała zdradnie
Do zamku dostać się — a jakieś głosy
W powietrzu cichym brzęczały i gwary,
Jak gdyby przez sen mruczał zamek stary.
Konfederatów był to wrzask daleki,
Którzy już doszli byli do piwnicy.
Panna Aniela wezwała opieki,
Nabożną będąc, u Bogarodzicy —
A wtem, gdy wzniosła do nieba powieki,
Blask jakiś nagły jak od błyskawicy
Całą oślepił. — Nim oddech utracę
W tej strofie, powiem, że ujrzała racę.
OgieńByła to owa raca, nakazana
Przez księdza Marka na znak panu Sawie…
Pod biedną panną zadrżały kolana
Z trwogi — wąż leciał, paląc się jaskrawie,
I syczał, i tak jak oko szatana
Spojrzał z błękitu: i tak jako pawie
Piór płomienistych zaokrąglił końce,
I zatrzymany w niebie, trwał jak słońce.
Anieli zdało się, że już odkryta,
Że już ją widzi ojciec, jej dugena[226],
Niebo, ta raca na gwiazdach rozbita,
I każda róża w ogniu, i falena[227];
Już zdało się jej, że świat cały pyta
I pokazuje ją palcem. — Ta scena
Byłaby bardzo przykra dla tej panny,
Gdyby to zamiast racy był świt ranny.
Lecz raca zgasła i swe włosy złote
W ciemnym powietrzu cicho osypała.
Kilka z tych włosów przez grubą ciemnotę[228]
Upadło właśnie z nieba tam, gdzie stała
Panna Aniela, myśląc, jak tę psotę
I te wycieczki będzie ubierała
W wymówki; i pod ulewą ognistą
Przybrała na się postać dziwnie czystą.
Różane usta przygryzła zdradliwie,
Z oczu spuszczonych w bok miotała błyski;
Trochę się patrząc smutnie i fałszywie
Przygotowała dla ojca uściski,
Dla guwernantki podobne pokrzywie
Pocałowanie; jeden ukłon niski
Dla pretendenta do obrączki ślubnej,
I z tym ukłonem uśmiech — treści zgubnej.
Mimo to wszystko serce biło szybko,
Coś do tej główki wpadło i pobiegła
Biegnąc, jak gdyby była złotą rybką,
Która od wędki z dala plusk spostrzegła;
I coraz prędzej leciała i gibko
Chwiała się, ogniem twarzyczkę zażegła[229],
Zadyszała się — różowa wpadła
W bramę i wkoło spojrzała, i zbladła.
Szlachcic, Pozycja społecznaPrzy bramie stali obcy ludzie, mnodzy,
Różnego stroju, wąsaci i zbrojni. —
Widać, że byli trzymani na wodzy,
Bo ujrzeli ją i stali spokojni.
Byli to wszystko szlachcice ubodzy,
Patriotyczni bardzo, bogobojni,
Na pierwszy ogień szli, stali przy bramach,
Choć zimno, rzadko który w lisich błamach[230].
Nie zapytała ich o nic, nie śmiała
O nic zapytać panna starościanka,
Ale spojrzawszy na nich już nie drżała,
Już wyglądając dumnie jak Rzymianka
Wyprostowana, sroga, trochę biała,
A okiem paląc jak Transteweranka[231],
Biegła, jak wicher szła przez korytarze,
O swego ojca twarz patrząca w twarze.
Jako Elektra[232] weszła; elektrycznie
Cała się wstrzęsła[233], widząc ojca w tłumie,
Który dowodził wtenczas retorycznie,
Że schylić głowy przed nikim nie umie:
Że rad by się był rozsądzić granicznie
Z konfederacją itd. — W szumie
Tych słów nic więcej nie pojęła córa,
Tylko, że ojcu grozi jakaś chmura.
Blady był bowiem starzec, jego ręce
Drżały. — Tu powiem, że Dzieduszyckiemu
Pożyczył niegdyś proszony, naprędce,
Kozaków przeciw panu Pułaskiemu[234].
Słusznie więc teraz zbladł jako jarzęce[235]
Świece, trupowi podobien białemu.
I ów pan, cały purpurowy wczora,
Wyglądał jako statua Komandora[236].
Ujrzawszy córka to, nie mówiąc słowa,
Pewnymi kroki do stołu się zbliża,
Widzi, że sterczy w nim sztyletu głowa
W papier utkwiona, więc jak piorun chyża
Wyrywa ów nóż i za gorset chowa.
Wtenczas, by[237] ręce Boże zdjęte z krzyża,
Rąk dwoje wyszło spod papieru, obie
Krew, ZdradaTe ręce zdrajca położył na sobie.
I oblały go krwią jasną dziurawe
Dłonie, i włos mu okrwawiły siwy.
Potem ku piersiom poniósł ręce krwawe,
I na żupanie białym, znak straszliwy
Został jak owe ordery plugawe,
Które dziś każdy kat i człowiek krzywy[238]
Wiesza na piersiach. — Potem się posunął,
Śmierć, ZdradaDał krok, zawrzeszczał jak szatan — i runął.
Serce w nim chore biło coraz prędzéj,
Czekając tylko na noża wyjęcie,
I pękło. — Siwy ten sęp z okiem jędzy
Utonął teraz już w dziejów odmęcie;
Ale są życia, co z tej samej przędzy
Winą się[239], dla nich ten rym i przeklęcie!
Niech swoją przyszłość w tej pieśni odkryją!
Niech jak psy patrzą na trupa i wyją!
Krew, PobożnośćKsiądzGdy padł rąk własnych zczerwieniony łzami,
Ksiądz Marek z krzyżem do niego przyskoczył:
Lecz zdrajca za krzyż ukąsił zębami,
A potem ręką odepchnął i zbroczył.
Szmer zgrozy zachwiał w pokoju światłami.
Ksiądz wyjął brewiarz[240], ustami namoczył
Palec i karty przewracał z pokorą,
Wiedząc, że duszę tę — już diabli biorą.
Wtenczas Starosta rzucił się do stołu,
Kułakiem stuknął, krzycząc: „rozbójnicy!”
Przemierzył księdza od góry do dołu:
„Waszeć byś lepiej modlił się w kaplicy
Niż — z mojego cię wyklnę Kapitołu[241]!
Córko, podaj mi papier — kozak[242], świécy!
Siadaj tu Panna, et pagina fracta[243],
Pisz protestacją, która pójdzie w akta.” —
KrewPosłuszna panna Aniela usiadła,
Chwyciła w rękę pióreczko łabędzie:
A starzec do niej: „ta krew czarna, zsiadła,
Ta krew na stole atramentem będzie.
Umocz tu pióro.” Aniela pobladła:
Krwią był zalany stół aż po krawędzie,
Krwią, co wyciekła z rąk regimentarskich,
Gdy mu przybito do rąk wyrok Barskich[244].
Ale posłuszna w krwi zmoczyła pióro.
Potem spojrzała i dreszcz ją przeniknął. —
„Wezwawszy bogów na świadki — pisz córo! —
Których bogdajby wzroku nie uniknął
Ów czyn nieszczęsny i haniebny… iuro[245]!…”
KsiądzKrewTu karmelita ksiądz powstawszy krzyknął:
„Ja egzorcyzmem te szatany zwalczę…
Co ty krwią każesz pisać, bałwochwalcze?
„A ty, panienko, grzech ściągasz na duszę,
Pisząc bluźnierstwa takie krwią człowieka.
Ja was tu jednym znakiem krzyża skruszę,
I na tym miejscu krwi popłynie rzeka,
Gdzie stoję, a te góry palcem ruszę
I na Moskali pójdą! — Kto tu szczeka?
Kto tu urąga się z Bożego Ducha?
Kto tutaj, słysząc, nie słyszy i słucha?
„Zaprawdę, mówię ci, panie Starosto,
Że masz na oczach bielmo i ślepotę.
I powiem ci tu bez ogródek — prosto,
Że prosto idziesz w piekielną ciemnotę[246],
Krew, Walka, Kara, Chłop, Pozycja społeczna, Walka klasZa to cię Pan Bóg chciał ukarać chłostą,
I gdyby nie ja, te komnaty złote
Byłyby dzisiaj twoją krwią zwalane,
I purpurowe, i w ogień odziane.
„Czy nie wiesz o tym? że na Ukrainie
Zaczęła się rzeź[247] i szlachty wyrżnięcie?
Pod święconymi nożami krew płynie;
Pop otwiera pierś, a chłop daje cięcie
W bijące serce. Cały naród ginie,
Jak w zapalonym przez Boga okręcie:
A ty, że byłeś jak miecz obosieczny,
Ale bezczynny: sądzisz, żeś bezpieczny?
Kara, Grzech, Zbrodniarz„Gdyby nie nasze nad tobą czuwanie,
Dzisiejszej nocy kozak twój, Mohiła,
Miał tu pohulać z tobą, wielki panie.
Dziś by tu wielka rzeź w zamczysku była.
Idź! — on przykuty łańcuchami w ścianie,
A przy nim zbójców powiązanych siła…
Idź! obacz, jakie teraz mają łoże;
Leżą na workach, a w tych workach noże!
„O! taka pościel będzie dla grzesznika,
Co, jak ty, patrzy na mordy spokojnie,
Dziś byłbyś w piekle, tu, bez spowiednika
Zamordowany. — Pan Sawa się zbrojnie
Z twoimi chłopy[248] na moście potyka,
I za twą całość[249] krew wylewa hojnie.
StarośćA twoja siwa się tu rzuca głowa,
Jak gołąb biała, lecz w myślach jałowa.
Podczas tej mowy pan Starosta w czoło
Księdza jasnemi patrzał się oczyma;
Nagle jak człowiek, gdy ujrzy, że gołą
Zbójca siekierę nad głową zatrzyma…
Zadrżał. — A wtem pan Sawa wszedł wesoło,
Powstaniec, Odwaga, Walka, KrewSawa, ogromny skarb dla pisoryma,
Pół Kozak, a pół szlachcic — ten donosił,
Że całą groblę starosty krwią zrosił.
I widać było to na nim; wszedł z brzękiem,
Hucznie, lecz spojrzał i zmięszał się cały,
Ujrzawszy oczy, w których całym pękiem
Kupido trzymał najeżone strzały.
Zamek był broni napełniony szczękiem,
Trup na podłodze, Karmelita biały
Nad trupem, blady Starosta, stół krwawy,
Za stołem panna anielskiej postawy,
Jako Sybilla[250] z piórem w ręku. — Basta! —
Na tym się moja pieśń kończy obrazie.
ŻydDalej ujrzycie zapalone miasta,
Szlachcica, z żydem, z psem, na drogoskazie
Wiszących[251] — romans w poemat urasta,
Coś w nim o królu będzie, o zarazie,
O Panu Bogu. Pociągnąwszy hausta[252],
Jak się rozogni myśl, napiszę Fausta.
Jak się rozgniewam na imaginacją[253],
Diabłowi[254] oddam bohatera duszę…
I pewnie zyskam wszystkich aprobacją[255],
A tych, co płakać ze mną nie chcą — zmuszę.
I demokracją, i arystokracją[256]
Do łez głębokich trzecią pieśnią wzruszę,
Wziąwszy następnie za rymów dewizę:
Jeżeli gryzę co — to sercem gryzę.

Pieśń III

MłodośćO! jakże smutno w jasnej życia wiośnie
Być tak samotnym jako pan Kazimierz;
BłotoGdy świat przed tobą w nieskończoność rośnie,
Gdy wszystko tęczą; lecz czego się imiesz,
Błotem. — Dopóki serce wre miłośnie,
Nie żyjesz na tym świecie, ale drzymiesz[257]:
Gdy zgaśnie, wtenczas zaczynasz dopiéro
Pojmować, że ten cały świat — satyrą.
PoezjaDopókiś młody, bawią cię ballady,
Poezja gminna nadzwyczaj zachwyca,
Lubisz w wierszykach chmury, księżyc, gady,
Znajdujesz, że jest jakaś tajemnica
W mgle, w której wiersze brzęczą jak owady,
I brylantują myśl blaskiem księżyca;
I myślisz, że to sam poeta roi,
Skrzy się i błyska, i leci?… On stoi.
Ty sam te wiersze niesiesz w kraj marzenia,
W tej mgle, twych własnych myśli tęcza świta,
W tych dumkach twoje latają westchnienia;
Potem z tych wszystkich wierszy, dumań — kwita!
Potem trzy wiersze Danta[258], pełne cienia,
Ale rozumu: serce twoje chwyta,
Waży, rozbiera. A prawdziwa lekcja,
Która poezji uczy: jest dyssekcja[259].
Szkoda, że z takiej dyssekcji wynika
Jakaś szkodliwa materialność, sucha;
Eureka![260] nasz pan Grabowski wykrzyka[261],
A Tygodnik go Petersburski słucha:
„Oryginalny wieszcz do Tygodnika
Napisał nowy wierszyk pełny ducha,
Który zapewnia mu wieniec osobny,
Wiersz, do niczego przedtem niepodobny!”
Widać, że po tym deszczu w Polsce krwawym[262]
Nowi poeci rodzą się jak grzyby.
Szkoda! że każdy jest nadzwyczaj łzawym!
I w oknie duszy ma zielone szyby!…
Każdy ma język swój, co jest kulawym.
EmigrantSzkoda, że wszyscy są okuci w dyby,
A kiedy straszną opisują burzę,
To chmura piorun zostawia w cenzurze[263].
Z czego korzystam ja — i dwie już dramy
Piorunem bardzo skończyłem wygodnie[264];
Dlatego kraju mam zamknięte bramy,
I żadnej duszy myślą nie zapłodnię…
Cóżkolwiek ma być — wszyscy umieramy!
A czy nad grobem gwiazdy, czy pochodnie,
Czy laur, czy chwasty, czy łza? Dobre i to! —
Wlazłem jak w błoto w tę myśl pospolitą.
Był czas, żem lękał się pospolitości,
Jako święconej duch się lęka wody;
Lecz teraz często schodzę z wysokości,
Dla własnej sławy, pokoju, wygody;
Krytykom jak psom rzucam kilka kości,
Gryzą, lecz przyjdzie czas, że te Herody,
Przez których teraz moje dzieci[265] giną,
Będę gdzieś w piekle gryzł jak Ugolino[266].
Tymczasem wracam do powieści. — Ranek
Błękitnie w polach podolskich zaświtał,
W niebiosach oczy utopił kochanek,
I marzeniami swoją przyszłość czytał,
I widział ją tak uwitą jak wianek
Z dni szafirowych, złotych; już się witał
Ze sławą przyszłą i z tysiącem głośnych
Awantur[267], pragnąc nadzwyczaj — miłośnych.
Już widział dziesięć przynajmniej Andromed[268]
Do skał przykutych srogiemi żelazy[269],
Z warkoczem, który wisi jak u komet.
Młodość, Marzenie, MiłośćKobietaMiłe nadzwyczaj w młodości obrazy!
Młodość albowiem świeża, jak Mahomet
Panteistyczną[270] jest i wszystkie głazy
Zmienia w kobiety, w ogień topi kruszce,
Huryski[271] widzi zamiast ziarnek w gruszce.
UrodaA tu odsyłam mego czytelnika
Do Alkoranu[272], gdzie stoi przypisek,
Że w raju każda się gruszka odmyka
I cztery z siebie wydaje Hurysek. —
Chciałbym tam na czas być za ogrodnika
I z tych owoców co dnia mieć półmisek;
Zwłaszcza że w każdej gruszce, do wyboru
Masz cztery panny różnego koloru.
Słowem, ideał nasz kochanek białych,
Tęczowym jest na Wschodzie dogmatycznie:
U nas, liczono by do rzeczy śmiałych
PoezjaGdyby kto nawet, tworząc poetycznie,
W rymach malując jednę z tych przestałych[273]
Owoców, starą pannę, seraficznie
Rozeskrzydloną w Bogu, bez rozwagi
Rzekł: płeć[274] zieloną miała jak szparagi.
A jednak wielki poeta i prorok
Powiedział to w Koranie i krytyka
Milczy — krytyka owa, która co rok
Tyle wad w moich utworach wytyka,
Jako ostrowidz[275] lub jako nosoróg[276],
Bo widzi ostro i rogiem przenika;
Szczęśliwa — gdybym dbał i był gorący
I włożył imię jej w poemat drwiący.
Imię krytyki? — nie, krytyków, — A! bah!
Któż z nich ma imię? Z. K., S. K., E. K…[277]
Mówią, że Młodą Polskę pisze — baba,
Ale ja, widząc jak kąsa i szczeka,
Sądzę, że jezuita — a ma draba,
Który tłumaczy na język człowieka
Hymny, przestrogi, pacierze i lekcje
W diabelskim napisane dyjalekcie[278].
I stąd się mocno cieszę, jak filolog,
Widząc, że u nas to się da wyszczekać,
Do czego Cerber[279] w piekle czyni prolog
Ze swego wycia. Ale nie czas zwlekać
Pieśni, dlatego, że jakiś teolog
Krytyką mię chciał w kawałki posiekać,
Jakby (w balladach porównania szukaj)
On był przyjaciel wierny, a ja Tukaj[280].
Ale ważniejsze rzeczy radzi Muza.
Oto już słyszę z daleka pukanie
Z dział, z dubeltówek, z flinty[281], z arkebuza[282]:
I czuję w sercu, że nadspodziewanie
Prędko, mój rycerz może dostać guza.
Niechaj się wola Pana Boga stanie,
Ja go prowadzę w ogień: — jeśli zginie,
Poemat się mój wcale nie rozwinie.
Szkoda! czterdzieści cztery[283] pieśni całych!
Czterdzieści bowiem cztery w planie stoi —
Bowiem, do rzeczy dążąc zawsze śmiałych,
Zacząłem epos tak, jak śpiewak Troi[284].
Większą — bo naród mój nie lubi białych
Rymów[285] i nagiej się poezji boi;
Więc rzecz, co działa się tam, gdzieś za Sasa[286],
Muszę opiewać całą wierszem Tassa[287].
Wierszem więc Tassa o czterdziestu czterech
Pieśniach zacząłem epos i niestety
Może nie skończę!… i w gwiaździstych sferach
Nie będę mieszkał pomiędzy poety[288],
Jeśli pan Zbigniew na ruskich giwerach[289]
Jak piorun, co gór prześladuje grzbiety,
Nie zaprobuje miecza i to zaraz…
Zjadłszy przynajmniej trzy plutony na raz.
Trzeba albowiem, aby się pokazał
Świetnie i zyskał czytelników względy.
Właśnie w ten sam dzień Kreczetników[290] kazał
Bar[291] atakować, gdy Rewolucja, Walka klas, Krew, Sprawiedliwośćpo wioskach, wszędy
Lud się krwią swoich dawnych panów mazał,
A ekonomów, bez żadnej kwerendy[292]
Wieszał i przyszłą respublikę kształcił,
Bo żydów palił, a niewiasty gwałcił.
Dwie drogi: jedna jest w naturze rzeczy
I płodzi równość niebieską na ziemi,
Druga, choć trochę Maltusa[293] kaleczy
Systema i to, co za ziomki[294] swemi
Pisze pan Cz…[295], z wolna Polskę leczy,
Katolikami zaludnia rzymskiemi,
A żydom nic nie szkodzi, bo żyd w mig się
Odradza — patrz Tacyta[296] o Feniksie[297].
Wojna, WalkaAtakowano więc Bar, gdy nad Barem
Beniowski się zatrzymał na wyżyni[298].
Na koniu stał jak posąg nad wiszarem[299]
I patrzał i rozmyślał, co uczyni?
ArkadiaBar jak na dłoni widział, lecz oparem
Wpół przesłonięty, blady; Kwiatywojska w linii
Jak małe nitki mrówek, a na murze
Rozwijał się dym z harmat[300] w białe róże.
I w tej girlandzie niby z róż śmiertelnych
Stało miasteczko w powietrznych błękitach,
Wyrzucając błysk do żądeł pszczelnych
Podobny… Kule szumiały po żytach,
Gwizdały do jędz podobne piekielnych;
Lub po moskiewskich trącając jelitach,
Przebiegłszy całe plutony po szarfie,
Na ludziach grały jękiem — jak na harfie.
I wystaw sobie, mości czytelniku.
Że na swój ganek wychodzisz spokojny;
I widzisz pszczoły w słonecznym promyku
Lecące do łąk… dalej — grodek zbrojny
O milę — na równinie; działa w szyku,
Ataki, słowem, krotochwilę[301] wojny;
BrońWszystko się zwija, wre, kole i sieka:
A ty z krużganku patrzysz i z daleka…
PiesTam jakiś starzec stanął na okopach,
Wzniósł rękę, czapkę przekręcił na ucho;
I działa jak psy legły mu przy stopach,
On je pogładził i szczęknęły głucho.
Kule gruchnęły po moskiewskich chłopach,
Szczęsny! któremu to uszło na sucho,
Że pan Puławski[302] jurysta[303] ma ferie,
I zamiast pisać akt — stawia baterie.
Tam widać laski brzozowe i klony
Blade, z gałązek kulami owiane,
Jednym girlandy czarne robią wrony,
Z drugich unoszą się z wrzaskiem, wygnane.
Dalekie miejskie słychać gwary, dzwony,
Wszystko wkoło wre; tylko zadumane
Na szarym polu dwie maćkowe grusze[304]
Jak wróżki pod swój liść chowają dusze.
Tu długim czarnym, mrówczanym łańcuchem
Zbliża się Moskal pieszy ku mieścinie,
Tu kawaleria się wężowym ruchem
Z jaru wywija, zbiera, szczęka, płynie,
Kłania się, kiedy kula ponad uchem
Gwiźnie[305] — i znów się prostuje, gdy minie,
Tu garść Kozaków jakby oczeretów[306]
Kępa — tu błyski szabel — tam, bagnetów.
Na to pan Zbigniew patrzał sponad wzgórza.
Wzdryga się pod nim koń i uchem strzyże.
Beniowski spłonął na twarzy jak róża,
Chciałby iść w ogień — ale, mówiąc szczérze,
Trochę go piękna ta dziwiła burza,
Nad którą barskie się łyskały krzyże.
I tak, co miałby wystąpić jak aktor,
Stał jak tchórz, albo gazety redaktor.
Lecz już nareszcie zbierał się do lotu,
Chciał biec, gdzie burza błyskała czerwona:
Gdy oto nagle, prawie bez łoskotu,
Jakby mu jaka nimfa na ramiona
Złożyła ręce… Wrzasnął głośno: kto tu?
I mocniej w nim pierś zadrżała wzburzona.
Spojrzał — na ramion mu siedziało brzegu
Ptak, TaniecDwoje gołębi jaśniejszych od śniegu:
Czy jastrząb je tu jaki, myślał, goni?
Czy się wydaję w stepach gołębnikiem?
Tak myśląc, zdjął je i trzymając w dłoni
Rzucił w powietrze. Lecz jak z baletnikiem
Związana duszą Elsler lub Taglioni[307],
Gdy udaruje ją car naszyjnikiem,
Taniec w gołębia lot przemienia dziwnie:
Tak owe białe gołębie, przeciwnie
Z lotu zrobiły taniec — i nad głową
Pana Zbigniewa, na skrzydłach trzymane,
Jakby miłośne dając sobie słowo,
Miłośnie dziobki złączyły różane;
I rozleciały się w błękit na nowo
Ważąc się długo smętne, zadumane;
Jakby straciły i szukały siebie,
Podobne zmarłym duszom ludzkim, w niebie.
I obaczywszy się nagle, jak strzały
Znów szły ku sobie lotem błyskawicy,
I znów złączone, jako płatek biały
Śniegu, gołąbek przy swej gołębicy
Kręcił się, skrzydłem ją trącał nieśmiały:
Aż zmordowani obaj tanecznicy
Najmilsze z siebie dali malowidło:
Ptak, Miłość, UrodaSenną kochankę gołąb wziął na skrzydło,
Przyniósł na ziemię, położył na trawie,
I wkoło chodząc budził garłowaniem[308].
Na szyję wyszły mu kolory pawie,
Miłość go takim darzy malowaniem!
Miłość ubrała mu piersi jaskrawie
W ogień tęczowy. Z takim się kochaniem
Zapatrzył gołąb w swoją senną panią:
Że tęcza blasków z niego — przeszła na nią.
I obudziła się. I znów oboje
Leciały prosto na Zbigniewa barki.
On je pogłaskał i wnet wszystko dwoje,
Tęczowe piersi zgasiwszy i karki,
Z ramion mu poszły, i w kręgi i w słoje
Tnące powietrze. Zrazu był nie szparki[309]
Lot — póki rycerz nie ruszył wędzidłem,
Póki nie gonił — wabiły go skrzydłem.
Lecz gdy bezmowne owe dwie istoty
Przelały swoję myśl w serce człowieka:
Coraz prędszemi udały się loty[310];
I wnet zrozumiał rycerz, że go czeka
Awantur nowych, dziwnych, łańcuch złoty;
Zaczarowany zamek, albo rzeka
Pełna rusałek. — O! domysły trafne! —
Może w pokrzywy przemieniona Dafne[311];
Może Minotaur[312] i zaklęte skarby,
Z których jak z dobrej wioski będzie przychód —
Tak młodość wszystko stroi w lśniące farby,
Nigdy się małych nie spodziewa lichot.
O gdyby nie to! — to nigdy Ikar[313] by
Nie latał — nigdy by nie żył Don-Kichot,
Nigdy by w Trzecim Maju[314] nie urosły
Illuzje — na co dziś wrzeszczą posły[315]. —
DrzewoBeniowski, goniąc gołębie i mary,
Obaczył, że na dąb samotny siadły —
Był to ów sławny dąb gaduła stary,
Jak czarownica krzywy i wybladły.
Ogniste zeschła kora miała szpary,
Z konarów liście na poły opadły.
Liść co pozostał — zwiędły i zwalany,
Szumiał po drzewie jak krwawe łachmany.
Bez kształtu, spiekły, podarty, nieżywy,
Zimę i lato wisiał na konarze;
Kruk się go lękał, a jeleń pierzchliwy
Nigdy nie zasnął w tym krzemiennym jarze;
Bo z wiatrem ów liść łopotał straszliwy
Jako szatańskie skrzydło, całe w żarze.
Nocą spod owych skrwawionych warkoczy,
Próchno świeciło się w dębie — jak oczy.
Na drzewo spadły dwa ptaszki Wenery[316].
Beniowski w galop szedł za lotem ptaków;
Albowiem ujrzał dwa ruskie giwery,
I sześć pod dębem kozackich kołpaków[317]
Którzy tam pewnie jako marodery[318]
OgieńSzukali w drzewie skarbów lub Polaków…
I nie znalazłszy w nim nic — dla igraszki
Chcieli zapalić dąb i upiec ptaszki.
Znieśli już bowiem wkoło suchych liści
I oczeretów, jałowców i cierni;
Już jeden krzesał ognia, który czyści
W czyśccu, a na tym świecie wszystko czerni.
I byliby dąb pewnie ci ogniści
Spalili — wiatr dął taki jak w hamerni[319]
Szczęściem! bohater mój napadł na wrogi
I jął ich rąbać tak, że poszli w nogi,
Oprócz ŚmierćKozaków dwóch. — Z tych jeden stary
Zrąbany z konia, Bogu oddał duszę,
I poszedł, mówi Homer, między mary. —
Co się z nim stało? — nie chcę i nie muszę
Mówić; bo Car, Religia, Wierzenia, Piekłota rzecz należy do wiary
Greko-rosyjskiej[320], lecz co do mnie, tuszę
I powiem, strofy nie chcąc robić wściekłą,
Że w tej religii gdzie car — jest i piekło.
Pocieszająca myśl! — lecz nie dla cara,
Który wolałby może z tego względu
Większą bezpieczność. Jedna więc ofiara
Polskiego miecza, młodego zapędu,
Poszła ad umbras[321]; i tam niech się stara
Szczęśliwszą być niż tu — gdzie tyle błędu,
Zawodów, głupstwa, nieszczęścia, przesytów,
Bankructw, poezji głupich, jezuitów,
Heglów[322] poznańskich, krakowskich purystów,
Paryskich kronikarzy, historyków,
Prezydentów gmin, franko-romansistów[323],
Kozako-powieściarzy[324] i krytyków,
Którzy poklaski im zamiast poświstów
Dają — od czego ja aż do równików
Biegłem, unosząc zadziwione słuchy;
I byłbym został tam — gdyby nie muchy,
Nie krokodyle, nie hipopotamy.
Nie muł, tworzący na Nilu oftalmie[325],
Nie dżuma, nie tęsknota, nie Mizoginiate bramy,
Na które patrząc, że zamknięte, żal mię
Brał, że tak naszych żon nie zamykamy
W jednym haremie jak w Armidy[326] palmie
Ta strofa poszła krzywo, bo ze Wschodu
Wygonił mię brak awantur i lodu;
Za to w ojczyźnie Danta, to oboje
Znalazłem. Lecz to rzecz jest tajemnicza.
Poezja, PoetaO to bynajmniej nie dbam i nie stoję,
Aby wiedziano, czy moja dziewicza
Muza kochała się realnie. Roję,
Śnię, tworzę; harfy używam lub bicza,
I to jest moja poetyczna droga —
Lecz z mego życia poemat — dla Boga.
On wie, On widział, nad jakiemi chmury[327]
Stawałem bez łez i pieśni, z myślami
Aniołów w przepaść lecących — te chóry
On słyszał, gdyśmy byli z Bogiem sami.
Nie zwiodły Go te królewskie purpury,
W które ja się tu, jak przed sztyletami
Cezar, obwijam[328], gdy mię w serce rażą,
Ażeby umrzeć z niewidzianą twarzą.
Bóg, Zwątpienie, Cierpienie, MelancholiaBóg sam wie tylko, jak mi było trudno
Do tego życia, co mi dał, przywyknąć;
Iść co dnia drogą rozpaczy odludną,
Co dnia uczucia rozrzucać, czuć, niknąć;
Co dnia krainę mar rzuciwszy cudną,
Powracać między gady i nie syknąć;
Co dnia myśl jedną rozpaczy zaczynać,
Tą myślą modlić się — i nie przeklinać;
On! i pustyni gwiazdy lazurowe,
I zachodzące nad morzami słońce,
I jedno serce ludzkie. — Lecz to nowe
Głosy dla mojej lutni — te cierpiące:
Milcz serce ! Albo się strzaskaj echowe
Narzędzie pieśni, bólu, wiecznie drżące
I obłąkane, niezaspokojone. —
Uderzam ciebie w złości — Milcz szalone! —
O czemże ja mówiłem?… Ha… TrupW tym jarze
Dwóch zarąbanych leżało Moskali,
Którym pan Zbigniew patrzał w blade twarze;
OgieńWtem ujrzał, że się cierń zajęty pali,
Że się już ogień wiesza na konarze
Suchego dębu; a więc cięciem stali
Odrąbał gałąź, ta zaś odrąbana,
Jak płomień zdjęty przez burzę z wulkana,
Leciała, hucząc głucho i czerwona
Kołysała się nad trupami dwoma,
Jak szatan, co chce duszę brać w ramiona,
Albo orlica z płomieni, łakoma
Ciała ludzkiego — więc — O! myśl szalona!
Beniowski, święcie wychowany doma,
Przeżegnał pełną robaczliwych strupów
Gałąź — i wiatr ją pochwycił znad trupów,
Roziskrzył, stargał, skręcił i zwinąwszy
W jeden kłąb, rzucił w ciemną jaru szyję.
Tu nawet zimny rozsądek najzdrowszy,
Słysząc, jak gałąź ta jęczy i wyje,
Zrobiłby utwór i poemat nowszy,
W którym gadają puhacze i żmije: —
Co do mnie, prawda mię epiczna więzi.
Więc nic nie tworząc z ognistej gałęzi,
Prosto ją gaszę w jarze jak rzecz suchą,
A sam do mego wracam wojownika;
Który z dwóch ludzi rzecz uczynił głuchą,
A z dębu, nie chciał uczynić świecznika
Owej dolinie strasznej, gdzie z ropuchą
Wąż między głazy[329] kredowemi syka,
I pachnie gorzki piołun. — Więc mój rycerz
Stał — jakby z głazu go wyrąbał snycerz[330];
I patrzał — owych zaś gołębi para,
Która go tańcem cudownym przywiodła;
Skoro dąb zagasł i ognista mara
Przed znakiem krzyża uleciała podła:
Owe gołębie, których ja z Antara[331]
Pieśni pożyczam i biorę za godła
Miłości — nigdy za małżeński związek! —
Skoro dąb zagasł, zleciały z gałązek,
I okrążywszy go potrójnym lotem,
Skryły się w jego wnętrze wypróchniałe;
Tak był szeroki, że mogł być namiotem,
SławaI zmieścić (nie wiem, czy mógł wojsko całe)
Lecz mógł pomieścić haftowany złotem
Ów sztab, co dzieli naszych wodzów chwałę,
I dzieli się tak cudownie i sztucznie
Jak ową siedmią ryb[332] Chrystusa ucznie[333].
Tak że zostanie i zbiorą z ostatka,
Siedem dla wojska koszów, napełnionych
Okruszynami sławy. Rzecz to rzadka
Tak zły apetyt! w ludziach tak czerwonych!
Ale że to jest cudowna zagadka,
O sławie onej i o rybach onych:
Nie mówię więcej… Na gryzącym zębie
Wolałbym niż tę sławę — te gołębie,
Które, dąb cały okrążywszy pilnie,
Do spróchniałego wleciały ośrodka;
Skrzydłami siekąc powietrze tak silnie,
Jak piskorz kraje wodę albo płotka.
Pomyślał wtenczas rycerz, że niemylnie
Awantura go jakaś w dębie spotka
I nie czekając, skoczywszy z rumaka,
Szedł ku dębowi temu z czasów Kraka.
Dochodząc wejścia, nasz młokosik rześki
Usłyszał w drzewie szmer i pocałunki…
ŚwiatłoCiemny był wewnątrz dąb, ciemno niebieski[334],
Bo próchno, niby brabanckie korunki[335]
Rozbłękitniło chropowate deski,
Jak dla rusałki kościół, lub bogunki[336].
Było tam światło takie, jak w zawiei
Gdy księżyc świeci w mgle — światło nadziei! —
Ktokolwiek deptał ziemię starożytną,
I popiołami nakryte pokoje[337],
Gdzie laury rosną, pomarańcze kwitną;
Ktokolwiek był tam z kochanką, we dwoje,
Ktokolwiek grotę odwiedzał błękitną
Kaprei[338] — i tam ujrzał bóstwo swoje
Nagle, błękitnem powietrzem kościoła,
Zmienione w blade widmo i w anioła;
Ktokolwiek zważał te podmorskie świty
Oblewające ją od stóp do głowy,
I widział, jak się z różanej kobiéty
Czynił duch jasny lecz bezkolorowy,
Błyszczący, żywy posąg Amfitryty[339],
W błękitnym ogniu mórz zniknąć gotowy;
Tak piękny! w skały ukryty i w morze,
Żywy — lecz w niebios pośmiertnym kolorze;
Ktokolwiek w grocie tej, na kruchej łodzi,
Zamknąwszy oczy, znowu je otwierał,
Myśląc, że księżyc nowy z fal wychodzi
W kształcie kochanki; ktokolwiek nie sterał
Imaginacji i ta jemu płodzi
Kształty; ktokolwiek je w księżyc ubierał:
Niech popracuje, albo puści żagle
Myślom — a ujrzy tu znienacka, nagle…
Ujrzy, co pan Kazimierz. W owem drzewie
Od lat szesnastu zaledwie dziewczątko
W błękitne próchien[340] rzucona zarzewie
W grocie z promieni… Nazwałbym ją prządką
Arachną[341] — Muza moja sama nie wie,
Jaką od innych odznaczyć pieczątką
Ów utwór nowy. — W błyskotnej sukience
Stała, na piersiach swych trzymając ręce.
Na skrzyżowanych rękach białe ptaszki,
Sięgały jej ust dziobki różanemi;
W oczach błękitnych przestrach wziął na ważki,
I dwie perłowych łez zrobił równemi;
Spadały obie. Szkła czeskie[342] i blaszki
Wydawały się gwiazdami złotemi,
I z włosów dziwne rzucały promienie;
Bielutką miała twarz — z tęczy odzienie.
Gdy wszedł do dębu rycerz, cała trwożna
Spłonęła, twarz jej spłonęła i szyja:
Wstyd pokazała w sobie nieostrożna,
I ten rumieniec, co w skażonych mija. —
Widzę, że dalej już pisać nie można,
Bo opisowość poetę zabija;
I Pegaz[343] się mój homeryczny zdębi[344].
Stwórzcie więc myślą, panią dwóch gołębi;
I niechaj się wam roją rzeczy cudne,
O czarodziejskim rusałek kościele;
Gdy wkoło jary dzikie i odludne,
I ogryzione przez wilków piszczele,
I trupy czarną krwią zastygłą brudne,
I innych czarnych okropności wiele —
A w głębi dębu gwar innego świata,
Szum liści, próchno się w gwiazdy rozlata;
Miłość niespełniona, Ciało, List, DziewictwoBeniowski z ładną panienką. — Dziewico,
Która te wiersze czytasz, czytaj daléj.
Miłoście moje jako próchna świécą,
Lecz nigdy się krew w marach nie zapali;
Ledwo ustami płomienia zachwycą,
Wnet je strach księdza, albo los oddali,
Rozerwie ręce, strwoży niewymownie,
I dalszą miłość prowadzą — listownie.
SerceW listach dopiero… (a wszystkie umieszczę
W przypiskach[345]) mój bohater będzie czuły:
Już to nie będą moje rytmy wieszcze,
Ale esencja serc, prosto z szkatuły
Wyjęta: serca nią wszystkie rozpieszczę,
A może nawet młodość będą psuły —
Emigrant, Kłótnia, Szlachcic, KsiężycNie emigracją[346], bo tej diabeł nie chce,
I żadną serca żądzą już nie łechce.
Ambicja serce spod żeber wykradła,
Sejm[347] się nie kocha już ani też gminy[348];
Zbiorowa ta osoba będzie jadła,
Piła, wydawać dziennik, biuletyny,
Gwiazdy się każdej spyta co upadła:
Jakie pryncypia ma? — a księżyc z miny
Arystokratą nazwie i dlatego,
Że w smutnej twarzy swej ma coś — srebrnego.
Pryncypia! O! pryncypia! jak bym chętnie
Powiedział prosto dziś, co o was myślę!
Gdyby mi teraz w serca mego tętnie
Nie brzmiała inna struna — Więc przekryślę[349]
Te strofy. — Śmiech, MelancholiaDusza mi zagrała smętnie,
Śmiechu na ustach nie mam, ni w umyśle.
Wszystko prowadzi dziwnie Boża ręka,
Tak dziwnie! — że mi serce wre i pęka.
Więc polityczne moje falanstery[350]
Bądźcie mi zdrowe! — I wy, co bez głowy
Upadli z pańskiej jak z niebieskiej sfery,
W arystokratów gracie: smętne sowy!
Co w grze myślicie bić jako kozery[351]
Asa[352], choć będzie z sercem i laurowy:
Was także żegnam bez miecza rycerze,
A choć mi serce pęka — śmiech mię bierze.
Żeby też jedna pierś była zrobiona
Nie podług miary krawca lecz Fidiasza[353]!
Żeby też jedna pierś, jak pierś Memnona[354]!
Żeby też jedna! — Ha… to mię przestrasza.
Kościuszko przeczuł was, krzycząc: skończona[355]!
Z krzyża swojego krzyknął tak — a wasza
Pierś to pojęła, z tą myślą umiera.
Chociaż mi serce pęka — śmiech mię zbiera.
SercePoetaCo będzie z wami — prosto wam nie powiem,
Nie jestem jako wieszcz wszystko wiedzący.
Krwią do was piłem, moim duchem, zdrowiem;
A teraz ciskam serce, puhar lśniący,
Słyszycie? Pękło. — Teraz mi węzgłowiem
Jedno kobiece serce; jestem śpiący;
Omdlały jestem, ogniem owionięty,
Piekielne rzeczy rzucający, święty.
TeatrNiech się komedia gra. — Może mi przyjdzie
Grać inną: wtenczas was wszystkich przerażę.
Ległem jak czarny Sfinks przy piramidzie
Z grobów ojczystych — patrzą blade twarze —
Może wieszcz, zechcę jeszcze w jasnowidzie,
Rzec co ciemnego? Może wam pokażę
Pełne piorunów usta, piersi, trzewa[356]: —
Może zamilknę jak lew, co poziewa,
Patrząc na małość zielonego węża,
I zasnę — zasnę — ha! —- lecz przebudzenie? —
Niech los i serca szaleństwo zwycięża!
Z mózgu mojego mieliście jedzenie,
Lecz serce moje się jak łuk wypręża,
Zrzuca was, głodne sępów pokolenie.
Ugolin odbył piekło… Ognia fale!
Wyrwijcie resztę sępom. — Precz szakale!
Kto inny teraz jest nade mną, nie wy,
Na których patrzał ja, Akteon[357] blady.
Między ciemnemi położę się drzewy[358],
Słowiki będą mojemi sąsiady,
Księżyc jako mój srebrny anioł lewy,
ZbawienieOna jak złoty mój duch, dobrej rady,
Odgoni czarne Cherubinów[359] stada,
Mówiąc do nieszczęść tak — jak anioł gada.
Przez litość tylko nade mną siostrzaną,
Przez błękit tylko swojej własnej duszy,
Przez gwiazdę swego losu obłąkaną,
Przez moc, co serca wskrzesza albo kruszy;
Przez to, że hymny we mnie zmartwychwstaną,
Jeżeli ona mnie jak harfę ruszy:
Będę zbawiony! dumny, bezpokutny. —
Ale to wszystko sen — i może smutny!
Miłość silniejsza niż śmierćNa Boga! Muzo! Trochę śmiechu! Tyle,
Ile potrzeba dla zabawy gminu.
ŚwiatłoGdy serce moje spod zasłon odchylę,
Widzę, że nie jest jak słońce z bursztynu;
A jednak miało kiedyś światła chwile,
Dawnej miłości winne, temu winu,
Które upaja na śmierć, potem wskrzesza. —
O! chcę miłości uczyć! Gdzie jest rzesza? —
Odbiegła — skarży się na moją ciemność.
Poeto: fiat lux![360] zacięcie krzyczą.
I we mnie dziwną znaleźli wzajemność,
Życzę, aby to było, czego życzą;
Poeta, PoezjaTygodnik jakąś wynalazł odjemność[361]
We mnie; lecz niech się dobrze wtajemniczą,
A ujrzą, żem jest coś — jak grecki antyk
Lecz panteista trochę, i romantyk.
A teraz prosto i bez epizodów
Śpiewam, jak prawy wieszcz, nie jak amator;
Bo mój bohater ma jechać do lodów
Sybirskich i do Chin i pod ekwator[362],
Do innych nagich i dzikich narodów,
Aż mu na grobie wyrżną: sta viator[363].
Wtenczas ratunku już ze śmiercią nie ma;
Zatrzyma się czytelnik i poema.
Lecz nim nastąpi to — cudne mam rzeczy
W tece! cudowna awantur girlanda!
Rycerz mój rąbie, zabija, kaleczy,
Na kształt Hektora[364], Ajaksa[365], Orlanda[366];
Przybywa zamkom w porę do odsieczy,
Pisze kronikę wierszem, jak Wiganda[367],
O awanturach własnych; geografią[368],
Po której ludzie do Kamczatki trafią.
Na starość także napisał: Pomysły
Do dziejów, które się dziać kiedyś mogą.
Z czego korzystał dzisiaj jeden ścisły
Krakowczyk[369], książkę wydawszy niedrogą.
Książka ma polską duszę, a na zmysły
Działa jak Niemiec; mnie zaś szarpie srogo,
Bije po ręku jak rektorska linia —
Jeśliś ciekawy, patrz: Rozdział: Opinia.
O! autorowie z nudy! O! Feniksy
Powstali z trupów, z prochów własnych, z łóżek!
O! polityczne moje nowe Iksy[370]!…
Upadam wszystkim pokornie do nóżek;
Lecz życzę, aby nas dzieliły Styksy[371]:
A teraz z waszych korzystam przestróżek,
I już nie ody piszę ani hymny,
Ale poemat ten — nadzwyczaj zimny.
Bohater w dębie zamknięty z młodziutką
Panną, a jednak stoi o pięć kroków,
Jeśli co mówi ? Mówi bardzo krótko. —
Nie spuszczam żadnych na scenę obłoków…
Bo ani z wód kokietką, z nezabudką[372],
Rozmawia czyściej lilia, pani stoków[373],
Gdy je wiatr zdrajca ku sobie pokłoni:
Jako tych dwoje — których ja mam w dłoni
I mógłbym… mógłbym, lecz nie chcę… A może
Nie mogę, nie mam dosyć serca, żaru.
Próchno świecące księżycowo w korze
Zda mi się pełne widm, pokus i gwaru…
Pełne… zatrzymaj mię, potężny Boże!
Bo gotów jestem dla lepszego czaru
Rzucić na serce mego czytelnika
Trochę awantur własnych spod równika.
Lecz nie… sybirski będę… lodowaty,
Dlatego wchodzę w styl nowych poetów. —
Słyszycie jak się krzą[374] odludne kwiaty?
Słyszycie głuchy łomot oczeretów[375]?
Ktoś jedzie — spiesznie mu pewno za katy!
Odtętnia głucho echo jarych grzbietów…
Wiele być musi jadących rycerzy,
Kiedy przed niemi takie echo bieży.
Na pozłoconym kurzawy tumanie,
Która do dębu ze słońcem się wkradła,
Naprzód ksiądz jakiś wleciał niespodzianie,
Za księdzem jakaś złota mara wpadła.
Ksiądz był w habicie, a mara w żupanie,
W szerokich bardzo szarawarach z radła[376],
Na których złota leżała kurzawa —
Słowem: ksiądz Marek to był i pan Sawa[377].
Ku nim więc moja nimfa srebrnej cery
Pobiegła skocznie i całując w ręce,
Oddała księdzu Markowi papiery
Schowane bardzo tajemnie w sukience,
Potem zaczęła śpiew o sobie szczery; —
Słów jej nie kładnę wszystkich, bo przekręcę,
Albo bym musiał kłaść po kropkach kropki,
Bowiem ta nimfa mówiła jak chłopki.
PoezjaZ płaczem mówiła: jak w dębową szafę
Wlazła przed wrogów okrutnych pogonią,
Jakie tam miało być z niej auto-da-fe[378],
Jak nie pamiętał nikt i nie dbał o nią. —
(O! horor[379]! trzeci rym jest na żyrafę!
Muzy żałosne łzy nademną ronią,
Bo Muzy wiedzą, jakie do łez prawo
Ma wieszcz, piszący poemat oktawą).
Mówiła, jak dwa gołębie siostrzane
Przyprowadziły ze stepów obrońcę…
Mówiąc, płakała — na usta różane
Kapiąc padało kropelkami słońce…
Pan Zbigniew patrzał zaś w stronę, na ścianę,
Ksiądz w ziemię, Sawa łamał ostróg końce.
Widząc, że sądzić są gotowi krzywo,
Rycerz do księdza rzekł dumnie i żywo:
„Jestem Beniowski, jechałem do Baru,
Abym ojczyźnie mojej służył szablą
I całą duszą. Z bliskiego mię jaru
Te dwa gołębie sztuką prawie diablą
Przywiodły tutaj. Znajdziesz śród czaharu[380]
Dwa trupy, które Pluton[381] swoją grablą[382]
Weźmie, i w ogień piekielny zagrabi,
Więcej mu takich dam, na honor hrabi!
„Z Węgier albowiem moje rodowody
Prowadzę i mam hrabiowskie tytuły.
Ale, że jestem bez grosza i młody,
Niewiele sobie ważę te bibuły
I pargaminy[383]; lecz chcę iść w zawody
Z przodkami, jako człek na sławę czuły,
I mocno hańbę ojczyzny czujący;
Niedoświadczony jeszcze — lecz gorący.” —
Gdy tak przemówił, ksiądz Marek otworzył
Ramiona i jął ściskać postać giętką:
„Ja znałem twego ojca; gdyby dożył,
Pewnie by twoją chęć pochwalił prędką.
Bogdajbyś późno się w grobie położył
Jasnym, jak człowiek wielki — ani wędką
Sprośnych rozkoszy tu był ułowiony.
Zlituj się, Matko niebieskiej korony!
Modlitwa„Oto dziecko te[384], oddaję w opiekę
Tobie Dziewico czysta, Matko Boża!
Broń rzuconego w te nieszczęścia rzekę,
Która z nas płynie do wieczności morza.
Pozwól! że z niego tę cielesność zwlekę,
Która tu krwawi ducha jak obroża,
A zaś mu w duszę ognistą przeleję
Rozpacz, co wszystko łamie, i nadzieję.
Ojczyzna, Patriota, Szczęście, PrzekleństwoBiada, kto daje ojczyźnie pół duszy,
A drugie tu pół dla szczęścia zachowa;
Oboje w nim Bóg swym piorunem skruszy,
I padnie kiedyś w popiół taka głowa!
Żadną łzą taki Boga nie poruszy,
W modlitwie nigdy już nie znajdzie słowa,
Które by kiedyś jego Bóg rozumiał,
I będzie jak ten dąb umarły szumiał.
„Będzie miał w sercu władzę odpychania
Ludzi — a węże się doń zbiegać będą,
Utyje kiedyś na chlebie wygnania,
I nieszczęśliwe dzieci go obsiędą
Krzycząc: Ojczyznę nam daj lub do spania
Grobowiec sławny — ale nie posiędą
Grobu ni sławy. — I to jest przekleństwo,
Które ja rzucam na nich! — ich rodzeństwo!
„I niechaj będzie jakoby stoletnie…
Lecz nie… O! Boże! nie słuchaj Jehowa”.
Tu zamilkł; oczy mu błyszczały świetnie
I pięknem srebrem uwieńczona głowa
Pośród głów młodych błyszczała szlachetnie
Jak księżyc, kiedy się nad rankiem chowa
Za morze, albo za egejskie skały;
Nadzwyczaj wtenczas smutny, wielki, biały...
I mój rym także, po tej parafrazie
Kazania, także za skały zachodzi.
Porozciągawszy tęcze na obrazie,
Pokołysawszy na kształt dobrej łodzi,
Idzie spać. — Wyraz został przy wyrazie,
Nie wiem, czego chce? i czego dowodzi?
Jako fajerwerk z gwiazd kilku tysięcy
Chciałem, aby się spalił — i nic więcej.

Pieśń IV

Dąb utrudzone opuścił konary,
Świerszcze sykały, upał był ognisty.
W dębie na ziemi siedział Marek stary,
I na kolanach rozpisywał listy;
A włożył na nos krzywy okulary.
List, Kłótnia, WalkaA taki był list jeden: — „Mój strzelisty
Afekt i łaska Pana Zbawiciela
Z wami… W nawiasie: — Niech was powystrzela
Moskal i diabeł, że się tak kłócicie,
I zostawiacie Bar Moskali pastwą;
A choć szlachetne imiona nosicie,
Jest z was ohyda Boska i plugastwo.
Pan Regimentarz zaś sam mianowicie,
Który obiecał karmić nas jak ptastwo
Indyjskie, imbier przysyłać, muszkatel:
Cierpi, że buty dziś je obywatel!
Venit iudicium[385]. Nie ode mnie, sługi,
Usłyszy wtenczas sąd — lecz przed Chrystusem
Zapłaci swoje zaciągnięte długi;
Toż samo pan Różański[386], co Fabiusem[387]
Jest w naszej partii, także i ten drugi,
Niech wie, że sądu dzień nadchodzi kłusem,
I weźmie wszystkich was jak tuman śmieci.
Piszę to z głębi żalu do Waszeci”.
Takie Ksiądz pisał listy pełne grozy,
A przy nim moja młoda posłannica,
Przelatująca moskiewskie obozy,
Jak głos od harfy, albo blask księżyca,
Lub Afrodyta[388], której ciche wozy
Przez błękit gołąb niósł i gołębica:
Ze świeczką w ręku stała zapaloną,
Od blasku złotą mając twarz i łono.
Święty, SztukaKto by tam zajrzał: myślałby, że który
Z Ojców kościoła siedzi z gołą głową,
I po natchnienie patrzy w ciemne chmury;
A zaś aniołek rączką rubinową,
Dotknąwszy białej jak kamień tonsury[389],
Wyciąga z głowy tęczę brylantową
Podobną róży z gwiazd, lub pełnej malwie…
Gdy starzec siedzi na orle lub na lwie.
I w ciemnym dębie było tylko dwoje,
Ksiądz z piórem w ręku, ze świeczką dziewczyna;
I tylko świerszcze między drzewne słoje
Wrzały piosenką. Była to godzina,
W której tak miło pójść nad jasne zdroje,
Gdzie słońcu broni przystępu leszczyna;
I na murawie legnąć aksamitnej,
W brzęku motyli, przy wodzie błękitnej…
Lecz w owe czasy, któż jednę godzinę
Marzył, spokojnie przedumał nad wodą?
PrzemijanieOjczyzna, ModaKtóż miał czas marzyć, że tak wszystko minie
Jak kwiat, będący motylom gospodą?
Jak nezabudka[390] drżąca przy leszczynie?
Jak łza?… jak wszystko, co się zowie modą?…
Choć dobra moda była w onych czasach
Konfederować się i kryć po lasach!
A jednak i to minęło!… Głód, PoświęcenieOjczyzna
Minęła także! i ów wierszyk złoty,
Że dla niej każda smakuje trucizna[391],
Ów wiersz, co niegdyś zachęcał do cnoty:
Jest dzisiaj… Każdy mi to pewnie przyzna,
Kto w oblężeniu jadł szczury lub koty —
Że ten wiersz bez psów, bez liszek[392], bez czajek,
Jest dziś najlepszą z Krasickiego bajek…
A więc niech wszystko mija! — Wstańcie, burze!
I zwiejcie mój ślad z tej smętnej pustyni!
I moje myśli jak łez pełne kruże[393]
Przechylcie, niech je próżnemi uczyni
Czas. — GóraWszak stawałem na niejednej górze
Bliżej piorunów, niż gadu, co ślini
Pocałunkami nawet twarz człowieka;
Bliżej chmur, co grzmią — niż ludu, co szczeka. —
I dziś od ogniów[394] Boskich w dół zepchnięty,
Z piramid czoła, z wulkanicznych szczytów,
Cierpię — lecz jeszcze gardzę. I ten ścięty
OkrętRym, nieraz kąsa was aż do jelitów[395];
I płynie jako szalone okręty,
Z fal odrzucany do niebios błękitów,
Gdzie mu początek był i koniec będzie,
Gdy śmierć na żaglach okrętu usiędzie.
BurzaTymczasem z szumów żeglowych i waru
Myśli zhukanych jest harmonia dzika,
Którą ja lubię, że tak pełna gwaru,
Że czasem jak wąż pośród ruin syka,
Czasem podobna do aniołów swaru,
Gdy błyskawicą letnią się odmyka
Niebo, i znów się zasuną płomienie
Na dziwny duchów świat, skąd szło westchnienie.
A jednak gdyby twoja o! młodości,
Żelazna niegdyś wola, dumna, twarda;
Gdybym nad sobą miał więcej litości,
Gdyby mi nawet w krew nie przeszła wzgarda
Tego, co teraz jest i co w przyszłości
Być może: lutnią[396] szalonego barda[397]
Skruszyłbym, wziąwszy pod zgięte kolano;
I nową harfę wziął niepokalaną.
SamotnośćLecz późno! późno już! Gdzie są słuchacze?
Czy w grobach klaszczą w ręce zadziwione?
Czy urągają? — nie wiem — i nie raczę
Gonić myślami te smętne, stracone
Mary. — Lecz nieraz, kiedy mi zakracze
Orzeł, lecący na słońce czerwone:
Zda mi się, że to jakaś dusza bratnia
Znów odlatuje ode mnie — ostatnia!
Lubiłem takie dusze, dzikie, smętne,
Rozokolone na niebie szeroko,
Błyskawicowe trochę, trochę mętne,
Nawet gdy w ciało się straszne obloką,
I w pioruny się rzucają namiętne,
Lub nad Safony[398] chwieją się opoką;
KwiatyLubiłem takie dusze — nie bezkarny!
Wybrednie marząc w różach, kolor czarny.
Dziś uleczony na pół — lubię róże
Takie, jakiemi je Bóg stworzył, ładne
I wiotkie. — Teraz wam powieścią służę,
I w żadne więcej ustępy nie wpadnę;
Żadną gawędą pieśni nie przedłużę —
Ale też z faktów wam nic nie ukradnę,
Bo wszystko godne jest pamięci wiecznej,
I wszystko może ujść w kompanii grzecznej.
Stoi więc w dębie moja mołodyca[399]
Ze świecą — jasne dwa gołębie burczą:
Ksiądz pieczętuje sygnetem szlachcica
Listy… Posłuszne się papiery kurczą
W kopertę; z lakiem ożeniona świéca —
Mówiąc Delilla[400] stylem — styl tak sturczą[401]
Poeci, że dziś gwałtem trzeba z Francji
Rozumu — jeszcze więcej elegancji.
Ożeniona więc świeca z laską laku
Wydała tę łzę, która z tajemnicy
Nie da się nigdy odedrzeć bez znaku —
Zwłaszcza, jeżeli Moskal na granicy
Nie czyha na twój sekret, o! Polaku,
Z pomocą drugiej ożenionej świécy,
I chmur z tajemnic twoich nie uchyla
Zdradziecką ręką nocy (styl Delilla).
Już więc ksiądz Marek (tu mnie nie dościgną
Ixy[402] warszawskie) kochanków zaślubił,
I nim oboje w małżeństwie ostygną,
Przypieczętować chciał — już tak naczubił,
Już… już — Wtem szable mu po oczach migną!
Ksiądz wstał — szczęk wielki był — pieczątkę zgubił,
WalkaObrazUjrzał na ścianach boju stereotyp[403],
Bowiem dąb w środku był jak dagerrotyp[404].
Co się więc działo zewnątrz, to się w łonie
Suchego dębu odbiło tęczowie[405].
Był bój, naprzeciw siebie szły dwa konie,
A na koniach szli dwaj bohaterowie,
Nad głową niosąc podniesione bronie,
Szablice; każda jako sierp na głowie.
Teraz ksiądz poznał, że ci wojownicy
Byli to: z panem Sawą[406] pan Maurycy.
Poznawszy, w duchu rzekł: nie pójdę godzić,
Niechajże sobie trochę krwi utoczą,
To może nadto gorących ochłodzić,
Potem z rozwagą większą w ogień skoczą…
Tak mówiąc, Obrazpatrzał: jak chcąc sobie szkodzić,
Na ścianach tęczę tworzyli uroczą.
Światłość ich obu owionęła krwawa;
W ogniu, na białym koniu migał Sawa.
Spotkali się raz, złożyli nad głową,
I znów ich konie rozniosły szalone;
Za drugim razem, tnąc sztuką krzyżową,
KrewKońOkrucieństwo, ZemstaBeniowski, zgrabnie skoczywszy na stronę,
Dał szacht[407]tak płytki koniowi nad głową,
Że mu z przyciętych uszu, dwie czerwone
Trysły fontanny; — jak rubin się żarzą —
W biegu, nadjechał na nie Sawa twarzą.
Więc się na białym wydawał rumaku,
Mając zalane oczy krwi wytryskiem,
Jakby delfina miał w złotym czapraku[408]
Pod siodłem, który krew wyrzucał pyskiem.
Nie dając jednak najmniejszego znaku,
Że był zmieszany tym ostrym dogryzkiem,
Obróciwszy się koniowi do grzbietu,
Strząsł krew i z olster[409] dobył pistoletu.
Straszny był wtenczas. — We krwi, co go broczy,
Spokojną miał twarz i spokojnie mierzył
Do bohatera pieśni, między oczy: —
I gdyby krzemień był spadł i uderzył
W dekę… co skrami pryskając odskoczy[410]
Pewnie by więcej mój bohater nie żył.
Bo sam wyznawał, że w szturmaku[411] onym
Widział przybitą kulę czemś czerwoném.
Więc pewnie by ją był duszy oczyma,
Jak mówi Hamlet, w czaszce swej zobaczył:
Gdyby nie dziwne, a dla piso-ryma[412]
Miłe zdarzenie. — Bóg zachować raczył
Człowieka, a ja zeń zrobię olbrzyma;
Byle mi tylko czytelnik przebaczył,
Że empirycznie[413], minąwszy przyczynę,
Wdałem się w skutek rzeczy, w rąbaninę.
Lecz wpadłszy, muszę kończyć. Sława, Broń, ZabawaWięc pan Sawa
Lewe przymrużył oko i wycelił[414],
A zaś powszechnie o nim niosła sława,
Że nawet pannom, gdy sobie podchmielił,
Wystrzelał korki[415]. — Była to zabawa,
Której bym wcale z innymi nie dzielił,
Gdybym był panną, gdzieś w szlacheckich dworkach
Pod owe czasy i chodził na korkach.
Wycelił już więc prosto, w same[416] czoło,
I palec już giął — gdy nagle… o! dziwy!
Jakoby Irys[417], co rzuciwszy koło
Z tęczy, zlatuje na zamglone niwy:
Lekko jak anioł, jak ptaszek wesoło,
Dzieweczka z dębu dała skok straszliwy,
Skok na dwa łokcie od ziemi wysoki,
W poezji mówiąc, skok aż pod obłoki.
Z obłoków spadła, na ów koń[418] ze śniegu,
Na którym siedział pan Sawa złowrogi;
Nim się obejrzał, już na siodła brzegu
Stojąca za nim, jak Olimpu bogi,
Prosta, i naprzód podana do biegu,
Chwyciła za lejc — i na tylne nogi
Podniósłszy konia z rycerzem do góry,
Tak pomieszała go — że strzelił w chmury.
I nie czekając, aż poprawi strzału,
Lejcem i głosem zagrzawszy rumaka,
Rzuciła w galop taki pełny szału,
Że galop konia był jako lot ptaka.
A ta dzieweczka, by duch ideału,
Stojąc nóżkami na końcu czapraka,
Resztą się ciała — strach przechodzi mrowi!
Oddała całkiem unieść błękitowi.
I błękit ją wziął tak zrównoważoną,
Z rozciągniętemi jako ptak rączęty[419].
Z włosów, co były na głowie koroną,
Naprzód się złoty zrobił wąż zwinięty
W kłęby i leciał wraz za tą szaloną,
W połyskujące ją chcąc winąć skręty;
I różne kwiaty wyrzucał ze skrętów,
Które goniły ją mgłą dyjamentów.
Za włosem i za kwiatami i za nią
Pędziły równym dwa gołębie lotem. —
Nie widzę więcej, jary się tumanią
Dymnej kurzawy przesłonięte złotem;
W kurzawie rycerz znika z moją panią…
Jeszcze raz galop konia runął grzmotem,
Jeszcze raz jeździec, na wierzchołku góry,
Jak z ametystu, z płomienia i z chmury
Błysnął i zniknął. — Teraz kto wypowie
Uczucia wnętrzne w moim bohatyrze?
Zamiast kul srogich pana Sawy w głowie.
Ujrzał… a tu mu wcale nie ubliżę,
Bo wiem, że wiedział, co są Centaurowie[420],
Przypomnieć musiał więc o Dejanirze[421]:
PoetaI miał na twarzy taki wyraz boski,
Jak ten, co wiersze pisząc, liczy zgłoski.
Oczy utopił w kurzu obłok złoty,
Gdzie znikał rycerz, koń, panna, jej włosy,
I za włosami, jak dwa papiloty,
Białe gołąbki na dwóch końcach kosy[422].
I stał i patrzał — gdy z dębowej groty
Wyszedł ku niemu Karmelita bosy,
I przeżegnawszy się Chrystusa znakiem,
Spytał: „dlaczego waść się bił z Kozakiem?
„O! krwi gorąca! że też ja nie mogę
Utrzymać nigdy między wami zgody!
Oto pan Sawa znowu ruszył w drogę,
Bóg wie, czy wróci, a rześki i młody.
O! młodzi! młodzi! pod waszą ostrogę
Trzeba dać woły najleniwsze z trzody;
Dopóki każdy z was na koniu jeździ,
Nigdy się w jednym miejscu nie zagnieździ.
„Skądże wam przyszło, żeście tu z jaszczura[423]
Dobyli szabel i na konie wsiedli?” —
Miłość, Pozory, KonfliktNa to pan Zbigniew: „Oto jest rzecz, która
Zwaśniła obu, gdyśmy tutaj jedli
I pili: oto złota miniatura,
O którą srogi bój obaśmy wiedli.
O taką się rzecz bijemy nie pierwsi;
Ja mu ją, księże, sam zerwałem z piersi.
A zerwawszy ją chciałem serca dostać
Spod żeber jego, tą szablą turecką”. —
Tak mówiąc, strasznie miał marsową postać.
A ksiądz: „O takąż rzecz chodziło świecką?
Wartoby obu dyscypliną chłostać!
Wstydź się, Wielmożny Hrabio! jesteś dziecko!
Tę miniaturę mi dała dla ciebie
Córka Starosty dziś, jak Bóg na niebie!…
Ja zaś nie mając kieszeni w habicie,
I nie chcąc wieszać tej rzeczy na sobie,
Dałem ją Sawie, by ją schował skrycie,
Aż mi ją przyjdzie na myśl oddać tobie;
List, MiłośćA przy tem i list, skropiony obficie
Łzami, a w takim pisany sposobie,
Że choć ksiądz jestem, w miłostkach nie służę,
Podjąłem się ten list schować w kapturze.
Oto jest pismo dziś pisane w nocy,
Czytaj Waść! ja tymczasem na koń siędę:
Bar potrzebuje dziś mojej pomocy
Lub go ocalę, lub niebo zdobędę”.
Beniowski blady, jak duch o północy,
Już nie uważał na księdza gawędę,
Ale otworzył list, czytał i wzdychał,
Bo ten list w niebo rwał i w piekło spychał.
A naprzód w liście było opisanie
Tego, co w drugiej mojej pieśni stoi,
To jest: jak zamek wzięto niespodzianie,
Jak go dostano prędzej niźli Troi,
Jak na śmiertelnym już był karawanie
Pan Dzieduszycki, jak w piwnicach broi
Szlachta, będąca w zamku na załodze;
Jak Ladawiecki pan zdał rządu wodze,
A sam zamyślał jechać do Warszawy,
I córkę z walki uprowadzić pola. —
„O! mój Zbigniewie, nie miej ty obawy,
Pisała Panna, nigdy Ojca wola…
Nigdy ponęta, nigdy przestrach krwawy,
Nigdy szalone szczęście lub niedola
Nie skłonią mego serca do odmiany. —
Bądź sławny; — jesteś mój — jesteś kochany.
RozstanieOdjeżdżam teraz — ale się otoczę
Myślami, kwiatów podolskich zapachem,
Woniami, które były tak urocze,
MiłośćGdy w Anielinkach, pod słomianym dachem,
Ty mię porzucał, — a ja ci warkocze
Dałam całować, przenikniona strachem,
Abyś mi u nóg nie padł konający:
Tak byłeś blady przy gwiazdach i drżący.
Powiem ci teraz, żem się była zlękła,
Abyś ty we mnie nie usłyszał głosów,
Z któremi w sercu jakaś struna pękła,
Gdy się dotknąłeś usty moich włosów…
Pomnisz, żem wtenczas tak jak dziecko jękła,
Chwytałam się szat twoich — drzew i kłosów,
Myślałam, że już ginę z światłem, z echem,
I że westchnienie śmierci — jest uśmiechem.
Kiedy to piszę, słońce wschodzi z wieńcem
Chmur i tak wstydzi mnie, że nie wiem czemu,
Cała się zlałam łzami i rumieńcem —
Ty wiesz, ja zawsze kwiatowi białemu
Podobna, póki mi był oblubieńcem
Chrystus. — Uśmiechnij się słońcu złotemu,
Bo mi się przed nim łza gorąca toczy;
I tak rumieni mnie, jak twoje oczy.
Niespokojności pełne serce moje!
Kwiaty, WspomnieniaSmutno mi rzucać te miejsca, te stawy!
Jeżeli kiedy przywiodą cię boje
Aż do mojego zamku, do Ladawy,
Każ sobie Panny otworzyć pokoje;
Na oknie stoi filiżanka z lawy,
Rzucam dla ciebie w nią maleńki kwiatek —
Nosiłam go dziś całą noc — bławatek.
Nie trać nadziei nigdy! nigdy! — kto ma
Wolą[424], ten wszystko pokona — Addio[425]!
Z wyciągniętemi za tobą rękoma
Miłość silniejsza niż śmierćJeszcze raz wołam ciebie — caro mio[426]!
Przy tobie zawsze będę — niewidoma[427].
I wprzód mi serce, niż ciebie zabiją.
Nie — ty nie możesz zginąć tak jak oni,
Których nie kocha nikt — i nikt nie broni.
Proroctwo, OmenPytałam dzisiaj starej wróżki Diwy,
Czy mi Bóg ciebie zachowa i wróci?
Odpowiedziała: że będziesz szczęśliwy,
Że się o ciebie wiele duchów kłóci
Czarnych i złotych z tęczowemi grzywy.
A czyny twoje ktoś na harfie nuci…
Że zawrzesz z królem indyjskim przymierze —
Nie będziesz temu wierzył — lecz ja — wierzę.
Przepowiadając, mówiła mi stara,
Że widzi ciebie w sankach z wieloryba,
A zaś przy tobie stoi jakaś mara,
Ubrana w szaty dziewicze — to chyba
Ja… czy nie prawda? — O! gdyby ta szpara!
Wzrok, OkoGdyby ta jasna z dyjamentu szyba,
Przez którą Diwa widzi przyszłe rzeczy,
Mogła zastąpić we mnie wzrok człowieczy!
Zgodziłabym się nie widzieć na niebie
Gwiazd ani słońca, nie widzieć błękitu,
Lecz tylko w każdej chwili widzieć ciebie;
Na ciebie patrzeć od zmroku do świtu. —
Zda mi się nawet, że w jakiej potrzebie
Pomagałabym ci oczyma — do szczytu
Szczęścia i sławy… choćby…” Łzy, Rycerz, Chrystus, Wierzenia, ListTu przerwany
Był list i dwoma plamkami zwalany.
Te plamki były do ust podniesione,
Lecz Ksiądz podstawił pod usta szkaplerza[428].
„Te całuj, krzyknął, te rany czerwone,
Które Chrystus miał, godne ust rycerza,
Nie te kropelki łez gorzkie i słone,
Z których rdza pada na kryształ puklerza.
Rzuć ten list — daj go, jak mówią, szatanu[429]
A słuchaj: ważną misją[430] dam Waćpanu.
Piszą mi — że tron odzyskał Chan Giraj[431],
Przyjazny zawsze Polsce był Chanisko[432];
Masz listy, których, proszę, nie otwiéraj,
PtakAż staniesz w Krymie. Wprawdzie to nie blisko;
Jaskółki wiedzą tam drogę na wyraj[433],
I bocian także, z małą szarą pliską[434]
Do tej krainy lecą z wielkim krzykiem;
Bocian okrętem jest — pliska sternikiem.
Ona ptakowi na ogonie siedzi,
I prostą drogę w chmurach rozpowiada.
Tak, jeśli cię duch Chrystusa nawiedzi,
Będziesz jak bocian, co nigdy nie siada.
Lecz, wyciągnąwszy dziób jak włócznię z miedzi,
Prosto wędruje i w gniazdo upada
— Gdzieś na wieśniaczej chacie, zmordowany,
Przebywszy morskie burze i bałwany.
Ufaj mi, synu! jeśli wytkniesz sobie
Drogę, a prostą, — to choćby do słońca
Zalecisz — często na krzyżu lub grobie
Odpoczywając. — Lećże więc bez końca.
A będziesz chodził w anielskiej ozdobie
Jako ojczyzny i wiary obrońca;
A nim zasługi twoje w niebie zginą,
Ziemia przeminie! i gwiazdy przeminą!
Patriota, Cierpienie, ObowiązekPatrz na mnie! — jestem także zmordowany,
A kto wie, co tam w mojem sercu płacze?
A jednak wziąłem w ręku krzyż drewniany,
I chodzę, tuląc do głębi rozpacze.
Wolałbym może już w grób… jak złamany
Dąb i bez liści — lecz mi serce skacze,
Kiedy na działo wstąpi moja noga,
A działo ogniem śpiewa — Imię Boga.
Więc że i starość jeszcze Jowiszowe[435]
Ma brwi, na hańbę ojczyzny zmarszczone,
Więc jeszcze wstrząsa te pola stepowe,
I wulkany z nich rozrzuca czerwone,
I tej ojczyzny martwej wznosi głowę,
I kładzie na nią zbawienia koronę…
Kondycja ludzkaChrzestTakże więc krwawym was obmywam chrzestem[436]!
A pomyśl tylko ty — czemże ja jestem?
Garsteczką prochu, co jutro w dolinie
Będzie rodziła chwasty i lilije;
Dzbanem, z którego strumień wiary płynie,
A który jutro Bóg nogą rozbije.
Sąd OstatecznyNośże ty ducha w twej cielesnej glinie;
A nie lękaj się, gdy wiatr w oczy bije
Z błyskawicami. Na końcu żywota
Czyny człowiecze waży szala złota.
„Tam wszystkie nasze łzy i krew rozlana
Są policzone i nie ginie jedna
Kropelka ani biała, ani różana,
Lecz każda waży i ważąc wyjedna
Światło wieczyste. Idź więc w Imię Pana!
Patriota, Miłość, OjczyznaA byłaby też ta ojczyzna biedna,
Gdyby dla ciebie zginionego młodo
Łez nie znalazła. — Bądźże więc tą wodą
Ochrzczony teraz i w grobowcu późnym.”
To mówiąc, ręce wyciągnął i drżały.
Słuchał go rycerz z czołem smutnie groźném,
I był na twarzy przerażeniem biały,
I skry mu z oczów szły… i dreszczem mroźnym,
Miłością wielką dla nieszczęsnej chwały
Czuł się przejęty. Będąc tak ognisty
Z ręku księdzowskich wziął do Chana listy;
I wraz obrócił konia na południe
Ku wschodzącemu wtenczas miesiącowi…
MarzenieJechał i marzył o przyszłości cudnie.
MłodośćA któż sny takie młodości wypowie?
Choć aniołami te strofy zaludnię,
Choć z ziemi stworzę kraj podobny snowi:
Nie dosyć będzie, przez gościniec z ostów,
Kwiatów z różanych gwiazd i z tęczy mostów.
Austerie[437] chyba z szkła i z diamentu
Zbuduję — w karczmach posadzę Dyjanny[438].
Łódź życia jest jak złota łódź Sorrentu[439],
Co, siekąc kryształ przezroczysty, szklanny,
Ogień dobywa błękitny z odmętu,
I z wioseł ogień leje nieustanny,
I tak jak łabędź ognisty przelata,
Pierś mając w ogniu i ogniem skrzydlata.
Młodości! każ się tej łabędziej marze
Z ognia i złota unosić po świecie.
Niech szumi wino w twej Platońskiej czarze[440],
Na głowie niechaj będzie wonne kwiecie;
A blisko ślubów wysokich ołtarze,
Gdzie Saturnowy wąż się z ogniów plecie:
Tam ślubuj przyszłość… Muza mdleć zaczyna —
Dajcie mi bursztyn[441] i róże, i wina!
Kłębami dymu niechaj się otoczę;
Miłość, Miłość platoniczna, Miłość romantycznaNiech o młodości pomarzę pół senny.
Czuję jak pachną kochanki warkocze,
Widzę, jaki ma w oczach blask promienny;
Czuję znów smutki tęskne i prorocze,
Wtóruje mi znów szumiąc liść jesienny.
Na próżno serce truciznami poim!…
Kochanko pierwszych dni! — znów jestem twoim,
PtakPatrzaj! powracam bez serca i sławy,
Jak obłąkany ptak i u nóg leżę.
PoetaO! nie lękaj się ty, że łabędź krwawy,
I ma na piersiach rubinowe pierze.
Jam czysty! — głos mój śród wichru i wrzawy
Słyszałaś… w równej zawsze strojny mierze…
U ciebie jednej on się łez spodziewał,
Ty wiesz, jak muszę cierpieć — abym śpiewał[442].
Idź nad strumienie, gdzie wianki koralów[443]
Na twoje włosy kładła jarzębina;
Tam siądź i słuchaj tego wichru żalów,
Które daleka odnosi kraina;
I w pieśń się patrzaj tę — co jest z opalów[444],
A więcej kocha ludzi niż przeklina.
I pomyśl, czy ja duszę mam powszedną?
Ja — co przebiegłszy świat — kochałem jedną.
Twój czar nade mną trwa. — O! ileż razy
Na skałach i nad morzami bez końca,
W oczach twój obraz, w uszach twe wyrazy,
A miłość twoję miałem na kształt słońca
W pamięci mojej. — Anioł twój bez skazy
Na moich piersiach spał — a łza gorąca
Nigdy mu jasnych skrzydeł nie splamiła:
Twa dusza znała to — i przychodziła.
W gajach, gdzie księżyc przez drzewa oliwne
Przegląda blado, jak słońce sumnienia,
Chodziłem z tobą, jak dwie mary dziwne,
Jedna z marmuru, a druga z promienia;
Skrzydła nam wiatru nie były przeciwne,
I nie ruszały włosów i odzienia.
Między kolumny na niebie się kryśląc
Staliśmy jak dwa sny — oboje — myśląc.
SamobójstwoZ taką więc ciszą i z taką powagą
Wejdziemy kiedyś w Elizejskie bory;
My, cośmy ziemię tę widzieli nagą,
Przez piękne niegdyś widzianą kolory.
Cośmy poznali, że nie jest odwagą
Rozpacznym czynem skończyć żywot chory;
Lecz uleczeni przez trucizn użycie,
Sercu zadawszy śmierć — znaleźli życie.
Pierwszy to i raz ostatni o! miła!
Mówię do ciebie. Jest to błyskawica,
Która ci chmurę posępną odkryła,
I boleść wyszła z niej jak nawałnica;
W twoim ogrodzie pustym będzie wyła,
Gdy księżyc pełny, jak srebrna różyca[445]
Gmachów gotyckich, biały blask rozleje,
W te — gdzieśmy niegdyś chodzili — aleje.
Miłość silniejsza niż śmierćBądź zdrowa — odejść nie mogę, choć słyszę
Wołające mnie duchy w inną stronę,
Wiatr mną jak ciemnym cyprysem kołysze
I z czoła mego podnosi zasłonę,
Z czoła, gdzie anioł jakiś skrami pisze
Wyrok łamiący mnie między stracone…
Ja czekam, krusząc wyroki okrutne…
Twe oczy patrzą na mnie — takie smutne! —
RozstanieBądź zdrowa! drugi raz cud się powtórzy —
Martwy, odemknę ci w grobie ramiona,
Kiedy ty przyjdziesz, do zbielałej róży
Podobna, zasnąć. — Dosyć! Pieśń skończona!
Oko się moje senne łzami mruży,
Róże uwiędły — czara wychylona,
I pieśń gdzieś leci ode mnie echowa…
Już pożegnałem cię — jeszcze bądź zdrowa!

Pieśń V

Rycerz, GróbPrzez ciemne, smutne gościńce kurhanów
Niesie go czarny koń dniami i nocą.
Pod ziemią tętna zakopanych dzbanów
Z prochem rycerzy, — na niebie łopocą
Kruki, jak stada posępne szatanów.
W czaharach[446] zbroje rycerzy migocą,
I dzidy błyszczą krwawemi płomyki[447]. —
Śpiew, Muzyka, WiatrTam na kurhanach posępne lirniki[448]
Siedzą i grają dumy[449] dawnych czasów.
Dumy wychodzą na rozległe pola,
Wpadają smutne w szum dębowych lasów;
I stamtąd znowu, jak harfy Eola[450]
Zmięszane z szumem liścianych hałasów
Wychodzą na step: a ludzka niedola
Leci wichrami płaczącemi wiana,
Jakby nie ludzi ustami śpiewana.
Tu siedzą wianki na polu czumaków[451],
I ogień palą wielki, jasny, chmurny;
Ptak, PogrzebTam dalej wieńce podróżników ptaków,
A dróp[452] na straży — albo sęp bezpiórny;
Podobni z dala do rzymskich orszaków,
Koło chorągwi albo koło urny,
Gdzie smętne wodza popioły złożone:
Odprawujące straż i zamyślone.
Beniowski przebył Dniepr — gdy raz wieczorem,
Kiedy już księżyc wstawał zamyślony,
Obaczył ogień, pod dębowym borem
W ziemi palący się, wielki, czerwony.
Przy ogniu siedział człek okryty worem,
Dzikiej i strasznej twarzy jak Hurony[453];
Gotował strawę i pazury czarne
Krwawiąc, odzierał ze skór całą sarnę.
Ta wywrócona oczyma szklannemi
Zdała się żebrać u ognia litości.
Dalej siedziało dwóch panów na ziemi.
Na jednym żupan był, skóra i kości;
Drugi utyły i z rubinowemi
Policzki, pełen w sobie wielmożności,
Przepijał głośno do drugiego zdrowiem
Z butla[454], co miał brzuch obszyty sitowiem.
Rycerz, SamotnikÓw pan wspaniałej tuszy — trochę baba
Na twarzy, dziwnej miał zbroję struktury.
Od kołnierza mu szła żelazna sztaba
Malowanemi natykana pióry[455].
Rzekłbyś, że rodzi go królowa Saba[456],
Że z dawnych czasów spadł jak żaba z chmury.
Chociaż się zbroja nam wydaje dzika —
Beniowski poznał zaraz pancernika[457].
Gdzieniegdzie jeszcze snuli się po kraju
Starzy, minionych czasów kochankowie,
Którzy nie pili kawy ani czaju[458],
Żelaza kawał nosili na głowie,
Jak starej kawał arki na Synaju[459];
A Bóg im dawał rumianość i zdrowie,
Zwłaszcza, że słomę wkładali do butów.
Litwin pancernik, jeden z tych mamutów,
Siedział, jak mówię — i z oplecionego
Butla pił. Litwin to był starej daty,
Z chudym się na czas połączył kolegą.
Wierzenia, Zabobony, Religia, SługaA jego sługa czerwono-kudłaty
Perkunas[460], który pana znał małego,
I z miłości mu, a nie dla zapłaty
Służył — choć nosił imię dawnych Bogów:
Kucharzem teraz był — i u trójnogów
Wieszał — ach! nie już dla Znicza[461] kadzidło,
Lecz kawał sarny; już nie dawne runy[462]
Śpiewał, lecz diabła żmujdzkiego[463] straszydło
Krzyżem odpędzał, gdy biły pioruny.
Wybornie umiał wędzić gęsi skrzydło,
I po tatarsku zawijać kołduny[464]
Król perski, który płacił złota minę[465]
Za każdą nową rzecz — to za boćwinę
Dałby dwie. — Jedzenie, PoezjaO! boćwino![466] Hipokreno[467]
Litewska! Ty, co utworzyłaś szkołę!
Waza twa zawsze wytryska Kameną[468],
Która ma oczki gazelli[469] wesołe,
A w ręku białym swym — ni piu ni meno[470],
W rączkach, które są zakasane, gołe,
Wieniec z barszczowych uszów[471]: o! nagrodo!
Że mi ją kiedyś dasz — marzyłem młodo…
Lecz teraz tracę nadzieję — Niestety!
Nie lża[472], jak mówi Kochanowski — próżno!
Próżno deptałem Parnasowe grzbiety,
I miałem nieraz Dyjannę[473] usłużną,
Kiedym chciał zamknąć Sybir w tryjolety[474],
Muza została mi rymami dłużną:
Z tego więc poszło, że pisałem prozą,
Odjemną, mówi Tygodnik[475] — o! zgrozo!
Odjemną! — czy od Tygodnika? Boże!
Kto tam odejmie co, ten będzie mądry;
Ty byś nie odjął sam nic, Pitagorze[476],
Z twoją tabliczką w ręku…….
……………………………………………………………………
……………………………………………………………………
……………………………………………………………………
……………………………………………………………………
PoezjaPo kropkach piszę dalej. — Wiatr był chłodny
I ogień palił się wesoło z trzaskiem;
ModaJedzenie, GłódBeniowski, nie był to bohater modny,
Co się księżyca tylko karmi blaskiem,
Przypomniał sobie właśnie, że był głodny.
Więc jak astronom gwiazdy wynalazkiem,
Albo poeta ucieszony nowym
Rymem, nieznanym i błyskawicowym,
Albo dewotka, gdy grzech jaki stary
Przypomni sobie przed samą spowiedzią,
Albo jak trafne litewskie ogary,
Gdy wpadną razem na łapę niedźwiedzią,
Albo — lecz sposób ten porównań stary
Krasickim trąci i złoconą miedzią,
Więc prosto bez gawędy i odwleczeń:
Beniowski, ludzi ujrzawszy i pieczeń,
Zsiadł z konia… Teraz, kiedy go prowadzą
Tak materialne gusta, moja Muza
Opuszcza, z całą swą harfiarki władzą.
Chociaż tam złota leży kukuruza[477],
Choć kapuściane tam kociołki kadzą,
Choć nerka na kształt czerwiennego tuza[478]
Leży i w maśle na patelni warczy,
Jak serce wroga na Odyna[479] tarczy;
Choć piękny ten las, gdzie o piersi dębów
Ogień czerwony swoje skrzydła łamie,
Chociaż Perkunas ma na kształt trójzębów
Widelec w ręku i Neptuna[480] ramię,
Które do czarnych dymu wchodzi kłębów
Jak ów wąż, co chce Danta chwycić w bramie
Dytejskiej[481] i w żar łeb żelazny kładzie;
Choć uczty prostszej nie było w Helladzie,
Wolę porzucić dym, płomień, pieczywo,
Rycerza, moję szlachtę — a sam w stepy
Jako ognisty koń z rozwianą grzywą,
Jak Ariost[482], nie jak Homer idę ślepy.
Ta rozmaitość może być pokrzywą…
I pieśń na różne podzieliwszy szczepy,
Może do końca nie trafię i ładu;
Lecz rozmaitym będę — dla przykładu.
PoezjaChodzi mi o to, aby język giętki
Powiedział wszystko, co pomyśli głowa;
A czasem był jak piorun jasny, prędki,
A czasem smutny jako pieśń stepowa,
A czasem jako skarga nimfy miętki[483],
A czasem piękny, jak aniołów mowa…
Aby przeleciał wszystko ducha skrzydłem.
Strofa być winna taktem, nie wędzidłem.
Z niej wszystko dobyć — zamglić ją tęsknotą:
Potem z niej łyskać błyskawicą cichą,
Potem w promieniach ją pokazać złotą,
Potem nadętą dawnych przodków pychą,
Potem ją utkać Arachny[484] robotą,
Potem ulepić z błota, jak pod strychą[485]
Gniazdo jaskółcze, przybite do drzewa,
Co w sobie słońcu wschodzącemu śpiewa…
I gdyby stary ów Jan Czarnoleski[486]
Z mogiły powstał: to by ją zrozumiał,
Myśląc, że jakiś poemat niebieski,
Który mu w grobie nad lipami szumiał,
Słyszy, ubrany w dawny rym królewski,
Mową, którą sam przed wiekami umiał.
Potem by, cicho mżąc[487], rozważał w sobie,
Że nie zapomniał mowy polskiej — w grobie.
Więc nie mieszajcie mi się tu harfiarze,
Którym dziś klaska tłum! — precz mowo smętna,
Co myślom własne odejmujesz twarze,
Dając im ciągłą łzę lub ciągłe tętna;
Wolałbym słuchać morza na wiszarze[488]
Jakiej opoki, co wieków pamiętna,
W szumie, jakoby nie w skończonym rymie,
Odrzuca falom jedno — wielkie imię…
Niż… moja Muzo stój… Od imion własnych
Wara! z tej strony zrobiłabyś cmentarz;
Coś na kształt Danta[489] tercetów niejasnych,
Do których trzeba dodawać komentarz.
Krytykę Dońców[490] i Sławian prekrasnych
Zostawmy drugim. Lepiej ją spamiętasz,
Gdy ich, jak złota strzała Meleagra[491],
Przeszyje pióro Pana Michała Gra…[492]
Ej ty na szybkim koniu[493]!… Dalej wiecie…
Wieszcz wielki sobie zapytanie czyni;
A drugi mu wieszcz w przyległym powiecie
Odparł: Skąd, powiedz, wracają Litwini?[494]
That ist the question[495]! Tu pytanie trzecie:
Komu ty jedziesz? jak mówią Żmudzini[496],
Które ja czynię, naśladując metra[497]
Galop w połowie pierwszej heksametra[498].
Komu ty jedziesz? Jadę księżycowi,
Aby się w konia przeglądał kopytach.
Wonnemu jadę na stepach kwiatowi,
Dziewannom, które w złotych stoją kitach;
Anioł mię srebrny, jasny w skrzydła łowi,
I leci za mną sen po błękitach,
Na koniu stojąc rycerskim, jak sława,
I goni mię w kurhany — mówi Sawa[499].
Tak mówiąc leciał. A zaś nimfa ładna
Złożyła złote skrzydełka powoli,
Potem usiadła, ale taka zdradna,
Jak wrona, kiedy z wieśniakiem po roli
Chodzi szykowna i do lotu składna;
Widać, że z chłopa drwi, a z psem swawoli.
Usiadłszy, włosy zrzuciwszy na łono,
Dwie nożek w jedno włożyła strzemiono[500].
Dom, TajemnicaKozak ustąpił i nie mówiąc słowa
Pędził do swego stepowego domu.
Była to grota podziemna, stepowa,
Mało widziana i wiadoma komu.
Koń się w niej mieści i trzoda się chowa,
Kiedy po niebie leją węże gromu.
Tam młody Sawa żył pośrzód burzanów.
Z nim koń, pies wierny i kilka baranów.
PiesPies pod niebytność Pana był pastuchem,
Wyganiał trzodę i wilki zagryzał,
Straszny pies czarny z obszarpanem uchem,
Gdzie krew zawrzała, jakby kto ponizał[501]
Korale; szyja obtarta łańcuchem;
Bo pies swojego pana tylko lizał,
Gości zaś zębem przerażał i białkiem,
Sądząc się w Pana pałacu marszałkiem.
Sawa wracając raz znad Styru[502] dolin —
(Jeździł albowiem nieraz w ziemię Łucką
Z atencyjami[503] do jednej z Podstolin),
MorderstwoWracając… patrzy, pies z mordą kałmucką[504],
Siedzi przed samą grotą, jak Ugolin[505]
Smutny, nad czaszką ogryzioną, ludzką,
I oblizuje się po krwawych chrapach,
Jako egipski Bóg[506] na tylnych łapach.
Lecz czy ta czaszka zjedzonego trupa
Chodziła kiedy nogami szlachcica?
Czy była czaszką Rugieri biskupa?
Nie mogąc się od psa, ni od martwica[507]
Dowiedzieć, Niewolaprzykuł brytana do słupa.
A pies zapatrzył się w oczy księżyca,
Nie jęczał, nie gryzł żelaza, nie skakał:
Ale zapatrzył się w księżyc — i płakał.
Kto widział w Rzymie posąg niewolnika
Germana, który w smutku, cicho stoi,
Wie co twarz, choćby zwierzęca i dzika
Zawiera bolu, gdy się uspokoi
I kraj przeszłości myślami odmyka,
I o wolności kiedyś dawnej roi…
Wie, co czuł Sawa, gdy na łańcuch schwytan
Nie wyrzucał mu nic — milczący brytan.
Więc go potrzymał tak, potem zmiękczony
Na wolność puścił znów antropofaga[508].
Lecz odtąd pies był dziwnie zamyślony,
I smutku wielka w nim była powaga.
Czy to dlatego, że był nakarmiony,
Amerykańskim zwyczajem Osaga[509]?
I czuł dziwną czczość zjadłszy w parowie
Poetę może, z poematem w głowie?…
Nie wiem… i wolę nie dochodzić wcale.
Więc do powieści. Sawa wszedł do jamy.
Sielanka, ArkadiaSłońce wschodzące, przez burzanów fale,
Lało się w grotę ognistemi błamy[510],
Barany białe leżały na skale,
Nad grotą. — Obraz ten oprawić w ramy! —
Za Sawą wszedł koń w jamę wyzłacaną
Słońcem i poszedł do żłobu po siano.
Za Sawą weszło dziewczę z gołębiami,
Pies łasił się, koń rżał, gołębie gruchały.
Brylantowemi jedno źródło skrami
Padało z tętnem, lejąc się ze skały. —
Idyllę moją pies cokolwiek plami
Przeszłością, ale któż jest doskonały?
Pies więc i grota, koń, gołębie, trzoda;
Spokojnie słońce wschodzi, mruczy woda.
Sawa na siodle oparł się; dziewczyna
Siadła przy źródle i czesała włosy.
A do niej Sawa: „Oj moja Swentyna,
Latasz po stepie jak cygańczuk bosy,
A czerwieniejesz teraz, jak kalina.
Oj będzie łycho[511]! — Toż to moje losy!
Chciał ja się mieczem wyrąbać na panka,
A siostra wyjdzie na łycho… Cyganka!” —
— „Na licho wyjdę, czy na spokojnicę[512],
A tobie to co? Ty wyjdź na Hetmana!
I znajdź sobie jaką piękną krasawicę,
Córkę Starosty albo Kasztelana,
Tak się żeń… Ja ci ubiorę w brusznice
Korowaj[513] — sama pójdę w step Bojana[514],
Gdzie mi śpiewają kwiaty i żurawie:
A spać nie będę na wproszonej ławie.
„Mnie świat szeroki! — Jak złotego gila
Przedała[515] kiedyś Włochom Guślarycha.
Ty na kurhanie dumał Czaromyla,
Gdzie tobie dumy piała[516] Janczarycha;
A mnie Włoch bił, bił! Oj! łza mi rozchyla
Palce, gdy myślę, jak ja była licha!
Jaka ja biedna była niewolnica!
A dziś co ze mnie? — Wiatr i gołębica!
Śmierć, GróbNie łaj mnie, ale na stepy wyprowadź,
Pocałuj, zapłacz, świśnij — taj polecę!
Gołębie moje umieją tańcować,
Na chleb zarobią, na cerkiewne świece…
Będzie mnie za co ubrać i pochować.
Albo ja martwa pójdę wpław po rzece,
A gdzieś Rusałki srebrne wezmą sobie,
I pochowają w śpiewającym grobie.
Taj będzie koniec z żałosną Swentyną!
Oj! nalatała się ja po kurhanach!
Oj! nakarmiła się gorzką kaliną!
Jak jemiełuszka[517]! — Była ja przy panach!
I była między chłopami Caryną!
A wszystko smutno — Chodzę jak w kajdanach,
Ni ojca ani matki na tym świecie!
Groszów[518] zebrała co? — Taj wiatr rozmiecie!” —
Dziewictwo, Kobieta "upadła"Sawa, jak szatan, zmarszczył się: „Poganko,
A co? straciłaś już twój srebrny wianek?
Przydybał ciebie ja, moja kraszanko!
Przy tobie jakiś złoty marcypanek
Szlachcic. — Co robisz ty z nim? mów, cyganko?
Co ty robiła z nim przez cały ranek?
Cóż? oszukana? ha? kwiatku kaliny,
A kiedyż prosisz na ślub i na chrzciny?” —
Nie rzekła na to nic; lecz zamyślona
Wstała, cmoknęła i ptaki srebrnemi
Ubrawszy swoje wysmukłe ramiona,
Pokłoniła się bratu aż do ziemi;
I chwilę stojąc przed nim pokłoniona,
Jak brzoza, listki wiejąca złotemi,
Wstała i nogą jakiś zygzak chiński
Kreśląc na piasku, rzekła: „Słysz, Caliński!
Pomiędzy nami stoją te hramoty[519]!
Aż przyjdzie rzeka i ten piasek zmyje,
Aż przyjdzie zjeść ten piasek piorun złoty,
Aż przyjdzie wąż skrzydlaty i wypije,
Ani mnie ujrzysz! — Ani ja wiem, kto ty?
Ani ty wiedzieć będziesz, gdzie ja żyję? —
Łzami kupiła ja ten świat podniebny,
I komu zechcę, dam pierścionek srebrny”.
Dziewictwo, Kobieta "upadła"Tu Sawa wściekły wrzasnął: „Ty wyrodna!
Z pierwszym szlachcicem cyganisz na jarze!”
Na to, jak róża, która nie jest do dna
Białą, lecz w liści kryształowej czarze
Kryje rumieniec, a kiedy swobodna,
Słońcu odemknie łono i pokaże
Swój rubinowy wstyd i tę konieczną
Białego kwiatu rumianość serdeczną:
Podobnie wtenczas się zarumieniła
I ręką bijąc powietrze przed sobą: —
„Nie! nie! ja nigdy”. Białą twarz zakryła.
„Pierwszy raz jestem spłonioną przed tobą;
Teraz się będę zawsze czerwieniła
Przed każdem okiem, przed każdą osobą;
Bogdajbyś ty tak, gdy się będziesz żenił,
Pierwszy raz twoją miłę zaczerwienił!
Gdy, dawniej, w rękach i na linie Włocha
Gięłam się jak wąż, cóż robiły pany,
Aby mię słowem zczerwienić choć trocha!
A byłam jako kwiatek ołowiany.
Nie czerwieni się serce, aż zakocha;
Nie zawsze blady jest, kto nie kochany.
Bądź zdrów, nie będę nadaremnie szlochać,
Jeśli, jak mówisz, kocham, — lecę kochać!
Śmierć, GróbA gdy się dowiesz, że w kurhanie leżę,
O! przyjdź na kurhan mój z psem i sokołem!
Połóż się chwilę na darniny świeże,
Niech sokół czarnem krzyż obleci kołem.
Rycerz, KobietaJa także jestem jak polscy rycerze,
A ksiądz mię posłem nazywa aniołem;
Ja listy noszę, ja zapalam słupy,
Ja zbieram, grzebię i obmywam trupy.
A któż przypomni o mnie, kiedy zginę?
Jeśli ty mówisz, że miłość tak trudno
Zyskać — kto w grobie położy Swentynę?
Kto różę na nim posadzi odludną?
Kto złoży na krzyż moje ręce sine?
O! jak tam w grobie niekochanym nudno
Spać na kamieniu”. — Tak mówiła śpiewna
Ta czarodziejska, stepowa królewna.
Sawie zabrakło na odpowiedź czasu…
Wybiegł na stepy, nad swój dom gliniany,
A za nim nimfa mojego Parnasu,
Jako duch ze mgły, na słońcu różany.
Stanęli. — Burzan podobny do lasu
Purpurowemi podpływał bałwany[520],
By morze blaskiem piorunów rozbite,
W burzanie wojska brzęczały ukryte.
Czasem chorągiew wybiegła nad morze,
Jak maszt łaciński[521] u rybackiej łodzi;
Czasem ujrzałeś, że koń piersią porze[522]
Trawy i z trawy jak delfin wychodzi,
Lecz cały na wiatr wyskoczyć nie może;
Jak posąg, co się u snycerza rodzi,
I cały w głazie osadzony zadem,
Po piersi koniem jest — a po pas gadem.
I tak się wojsko przez burzany pruło,
Jak prąd ogromny sumów lub łososi.
I tak się jako wąż żelazny snuło,
Co czasem ogon, czasem łeb podnosi. —
PoezjaAle się pieśni narzędzie popsuło,
O wypoczynek moja Muza prosi;
Ambrozji słodkiej już zabrakło w krużu[523],
A więc żegnajcie! na stepowem wzgórzu,
Moje posągi dwa od słońca złote!
Me szyki w trawach tonące i ziołach!
Tu Malczewskiego[524] trzeba mieć tęsknotę,
Tęsknotę, co jest w ludziach pół-aniołach;
Tu trzeba śpiewać, a ja baśni plotę,
Bo kiedy grzebię w ojczyzny popiołach,
A potem ręce znów na harfie kładnę:
Wstają mi z grobu mary, takie ładne!
Takie przejrzyste! świeże! żywe! młode!
Że po nich płakać nie umiałbym szczerze,
Lecz z niemi taniec po dolinach wiodę,
A każda, co chce, z mego serca bierze,
Sonet, tragedią[525], legendę lub odę,
Religia, Wierzenia, PolitykaTo wszystko, co mam, co kocham, w co wierzę.
W co wierzę… Tu mię spytasz czytelniku:
W co?… Jeśli powiem — będzie wiele krzyku.
A naprzód ten rym, co drwi lub przeklina,
Ma polityczne credo[526]; jest to sfera
Dantejska[527]. Wierzę sercem poganina
W rym szekspirowski, w Danta[528] i w Homera.
ChrystusWierzę w respublik jedynaka syna —
Mochnacki[529] nim był u nas, ten kostera[530]!
Co wielkich marzeń nie przestając snować[531],
Przez Dyktatora dał się ukrzyżować.
Wierzę, że powstał w człowieczej postaci,
I szedł na wielki sąd, co kraj rozwidni;
Po drodze wstąpił do arystokracji[532],
I w tem bez ognia piekle bawił trzy dni;
Potem w książeczce[533] sądził swoich braci,
Tych co, są prawi, i tych, co bezwstydni.
Weń uwierzywszy z dwóch tomów zaczętych,
W emigracyjnych wierzę wszystkich świętych,
I w obcowanie ich ducha z narodem,
I w odpuszczenie naszym wodzom grzesznym
I w zmartwychwstanie sejmu pod Herodem[534]
Obieranego, co jest bardzo śmiesznem
Ciałem i będzie najlepszym dowodem
Ciał zmartwychwstania, fenomenem wskrzesznym,
Na końcu dodam, o przyszłość bezpieczny,
Że w tego sejmu wierzę żywot wieczny.
Amen… To amen krztusi mię i dławi
Jak Makbetowe amen[535]. — Jednak wierzę,
Że ludy płyną jak łańcuch żurawi,
W postęp… że z kości rodzą się rycerze[536],
Że nie śpi tyran, gdy łoże okrwawi,
I z gniazd najmłodsze orlęta wybierze;
Że ogień z nim śpi i węże i trwoga…
BógWierzę w to wszystko — ha! — a jeszcze w Boga.
Boże! kto ciebie nie czuł w Ukrainy
Błękitnych polach, gdzie tak smutno duszy,
Kiedy przeleci przez wszystkie równiny
Z hymnem wiatrzanym, gdy skrzydłami ruszy
Proch zakrwawionej przez Tatarów gliny,
W popiołach złote słońce zawieruszy,
Zamgli, zczerwieni i w niebie zatrzyma
Jak czarną tarczę z krwawemi oczyma…
Kto cię nie widział nigdy, wielki Boże!
Na wielkim stepie, przy słońcu nieżywem,
Gdy wszystkich krzyżów[537] mogilne podnóże
Wydaje się krwią i płomieniem krzywym,
A gdzieś daleko grzmi burzanów morze,
Mogiły głosem wołają straszliwym,
Szarańcza tęcze kirowe rozwinie,
Girlanda mogił gdzieś idzie i ginie —
Kto ciebie nie czuł w natury przestrachu,
Na wielkim stepie albo na Golgocie,
Ani śród kolumn, które zamiast dachu
Mają nad sobą miesiąc i gwiazd krocie,
Ani też w uczuć młodości zapachu
Uczuł, że jesteś, ani rwąc stokrocie
Znalazł w stokrociach i niezapominkach;
A szuka w modłach i w dobrych uczynkach
Znajdzie — ja sądzę, że znajdzie — i życzę
Ludziom małego serca, kornej wiary,
Spokojnej śmierci. — Jehowy oblicze
Błyskawicowe jest ogromnej miary!
Gdy warstwy ziemi otwartej przeliczę
I widzę koście[538], co jako sztandary
Wojsk zatraconych, pod górnemi grzbiety[539]
Leżą — i świadczą o Bogu — szkielety;
Bóg, Czyn, Łzy, SiłaWidzę, że nie jest On tylko robaków
Bogiem i tego stworzenia, co pełza,
On lubi huczny lot olbrzymich ptaków,
A rozhukanych koni On nie kiełza[540]
On piórem z ognia jest dumnych szyszaków…
Wielki czyn często go ubłaga, nie łza
Próżno stracona przed kościoła progiem:
Przed Nim upadam na twarz — On jest Bogiem!
Pojedynek, PoetaGdzież więc ten człowiek, który jest zwiastunem
Pokory? co się Bogiem ze mną mierzył?[541]
Ja go chcę jeszcze, w głowę tnę piorunem,
Tak jakem wczora go w piersi uderzył.
Czy widzieliście? i on ma piołunem
Zaprawne usta… Lud, co w niego wierzył,
Radość udaje, ale głowy zwiesił,
Bo wie, żem skinął Ja — i wieszcza wskrzesił[542].
Jam z wolna serca mego rwał kawały,
Zamieniał w piorun i w twarz jemu ciskał;
A wszystkie tak grzmią jeszcze jako skały,
Jakbym ja w niebie na sztuki rozpryskał
Boga, a teraz kawałki spadały…
Jam zbił — lecz cóżem dziś u ludzi zyskał?
Za błękitami był bój i zwycięstwo —
Ludzie nie widzą we mnie, tylko męstwo.
Zaprawdę… Gdybyś mię widział, narodzie!
Jak ja samotny byłem i ponury,
Wiedząc, że jeśli mój grom nie przebodzie,
Litwin z Litwinem mię chwycą w pazury.
Już przypomniawszy gniazdo me na wschodzie,
Wołałem ręką Krzemienieckiej góry,
Ażeby weszła rozpędzić tę ciemną
Zgraję — i stanąć za mną — lub pode mną.
Bo się kruszyło we mnie serce smętne,
Że ja nikogo nie mam ze szlachetnych;
I próżno słowa wyrzucam namiętne,
Pełne łez i krwi i błyskawic świetnych,
Na serca, które zawsze dla mnie wstrętne —
Ja, co mam także kraj, łąk pełen kwietnych;
Ojczyznę, która krwią i mlekiem płynna[543],
A która także mnie kochać powinna.
Jeśli wy bez serc! Wy! — To moje serce
Za was czuć będzie, przebaczać bez miary;
Ikwo[544]! płyń przez łąk zielonych kobierce!
Ty także sławna, że fal twoich gwary
Jakoby z Niemnem w olbrzymiej rozterce
Gadają. — Tyś zmusiła Niemen stary
Wyznać, żem wielki, że w sławę płyniemy…
Lecz rzekł: Niech idzie tam, gdzie my idziemy.
Ha! ha! Mój wieszczu! Gdzież to wy idziecie?
Jaka wam świeci! gdzie? portowa wieża?
Lub w Sławiańszczyźnie bez echa toniecie,
Lub na koronę potrójną Papieża
Piorunem myśli podniesione śmiecie
Gnacie. — Znam wasze porty i wybrzeża!
Nie pójdę z wami, waszą drogą kłamną —
Pójdę gdzie indziej! — i lud pójdzie za mną!
Gdy zechce kochać — ja mu dam łabędzie
Głosy, ażeby miłość swoją śpiewał;
Kiedy kląć zechce — przeze mnie kląć będzie;
Gdy zechce płonąć — ja będę rozgrzewał;
Ja go wiodę, gdzie Bóg — w bezmiar — wszędzie.
W me imię będzie krew i łzy wylewał.
Moja chorągiew go nigdy nie zdradzi,
W dzień jako słońce, w noc jak żar prowadzi.
Walka, FałszHa! ha! odkryłeś mi się, mój rycerzu?
Więc teraz z mieczem pod ciebie przypadam!
Naprzód ci słońce pokażę w puklerzu,
Przed słońcem ciebie z trwogi wyspowiadam…
Fałsz ci pokażę w ostatnim pacierzu,
I pokazanym fałszem śmierć ci zadam;
Patrząc na twoją twarz zieloną w nocy
Jak księżyc — słońca wyrzekłeś się mocy?
Jam ci powiedział, że jak Bóg litewski
Z ciemnego sosen wstałeś uroczyska;
A w ręku twem krzyż jak miesiąc niebieski,
A w ustach słowo, co jak piorun błyska.
Tak mówiąc — ja syn pieśni! syn królewski!
Padłem — A tyś już następował z bliska,
I nogą twoją jak na trupie stawał?
Wstałem — Jam tylko strach i śmierć — udawał!
Znajdziesz mnie zawsze przed twoim obliczem,
Nie powalonym, hardym i straszliwym…
Nie jestem tobą — ty nie jesteś Zniczem[545].
Lecz choćbyś Bogiem był — ja jestem żywym!
Gotów wężowym bałwan smagać biczem,
Dopóki świat ten pędzisz biegiem krzywym…
Naród, PatriotaKocham lud więcej niż umarłych kości…
Poeta, WalkaKocham… lecz jestem bez łez, bez litości
Dla zwyciężonych. — Taka moja zbroja,
I takie moich myśli czarnoksięstwo,
Choć mi się oprzesz dzisiaj? — przyszłość moja! —
I moje będzie za grobem zwycięstwo!…
Legnie przede mną twych poetów Troja,
Twe Hektorowe[546] jej nie zbawi męstwo.
Bóg mi obronę przyszłości poruczył: —
Zabiję — trupa twego będę włóczył!
A sąd zostawię wiekom. — Bądź zdrów, wieszczu!
Tobą się kończy ta pieśń, dawny Boże.
Obmyłem twój laur w słów ognistych deszczu,
I pokazałem, że na twojej korze
Pęknięcie serca znać — a w liści dreszczu
Widać, że ci cóś próchno duszy porze.
Bądź zdrów! — A tak się żegnają nie wrogi,
Lecz dwa na słońcach swych przeciwnych — Bogi[547].

Przypisy

[1]

Beniowski — pierwowzorem tytułowego bohatera był Maurycy August Beniowski (1741–1786), szlachcic węg., syn generała austr., wychowany w Wiedniu, który w r. 1755. wstąpił do wojska, po śmierci stryja w r. 1758 zamieszkał na Litwie, gdzie objął znaczny majątek. Po śmierci ojca powrócił na Węgry, lecz wskutek nieporozumień ze szwagrami, których wygnał z majątku, uznany został za buntownika i umknął do Niemiec, stąd do Holandii, a następnie do Anglii. Wezwany do Polski, otrzymał stopień pułkownika w wojsku konfederacji barskiej; w r. 1769, ranny, dostał się do niewoli moskiewskiej i został zesłany na Kamczatkę. Tutaj zyskał zaufanie naczelnika wojennego Nilowa, został nauczycielem jego dzieci, a następnie — choć miał żonę na Węgrzech — ożenił się z jego córką Anastazją. Postanowiwszy uciec, opanował z pomocą innych wygnańców stojący w porcie mały okręt i na nim dostał się do brzegów Chin, następnie na wyspę Formozę, a stąd na wyspę Ile de France (Mauritius). W r. 1772 przybył do Francji; dwór wersalski powierzył mu dowództwo wyprawy na Madagaskar, gdzie został obrany królem. Obrażony tym rząd fr. wysłał przeciw niemu wojsko i Beniowski poległ w bitwie 23 maja 1786 r. Pozostawił pamiętniki, które wyszły w kilkunastu językach; po polsku ukazały się po raz pierwszy p.t. Historya podróży i osobliwszych zdarzeń sławnego Maur. Aug. Hrabi Beniowskiego, szlachcica polskiego i węgierskiego, zawierająca w sobie: jego czyny wojenne w Polszcze w czasie Konfederacyi Barskiej — wygnanie jego naprzód do Kazanu — potem do Kamczatki — waleczne jego z tej niewoli oswobodzenie się — żeglugę jego przez Ocean spokojny do Japonii, Formozy, Kantonu w Chinach — założenie nareszcie przez niego osady na wyspie Madagaskarze z zlecenia francuskiego rządu, jego na tej wyspie wojenne wyprawy, ogłoszenie go nareszcie Najwyższym Madagaskaru rządcą.. Przekład ten, przedrukowywany w XIX w., dokonany został z fr. edycji J. H. Magellana. Słowacki znał te pamiętniki, jednak głównymi źródłami, na których oparł swój poemat, były pamiętniki księdza Kitowicza oraz Histoire de l'anarchie de Pologne Rulhière'a. [przypis edytorski]

[2]

za panowania króla Stanisława (…) — konfederacja w Barze zawiązała się 9 lutego 1768 r.; panował wówczas w Polsce Stanisław August Poniatowski (1732–1798). [przypis edytorski]

[3]

rodne — tu: rodowe. [przypis edytorski]

[4]

szkaplerz — dwa połączone ze sobą kawałki materiału z wizerunkiem Jezusa i (lub) Matki Boskiej, poświęcone, noszone na szyi, na piersiach. [przypis edytorski]

[5]

palestrant (z łac.) — członek palestry, prawnik, adwokat. [przypis edytorski]

[6]

fant (z niem. Pfand) — zastaw, przedmiot zabezpieczający spłatę długu. [przypis edytorski]

[7]

klin — tu: część ziemi wchodząca klinem w obcą posiadłość. [przypis edytorski]

[8]

futor — pojedyncze gospodarstwo, oddalone od wsi. [przypis edytorski]

[9]

szory (z niem. Geschirr: uprząż) — rodzaj uprzęży złożonej z szerokiego napierśnika ze skóry a. materiału oraz rzemieni ułożonych wzdłuż grzbietu i po bokach konia. [przypis edytorski]

[10]

ciemiężyć — uciskać, wyzyskiwać, dręczyć. [przypis edytorski]

[11]

białozor — sokół do polowania. [przypis edytorski]

[12]

regent a. rejent — urzędnik w kancelarii wpisujący dekrety w akta. [przypis edytorski]

[13]

ekspulsja (z łac.) — wypędzenie; odebranie wioski. [przypis edytorski]

[14]

chudoba (z czes. chudoba: bieda) — dobytek, niewielki majątek. [przypis edytorski]

[15]

konwulsji, ekspulsji, czulsi — Słowacki, pochodzący z Kresów, wymawiał głoskę ś półmiękko, jak Ukraińcy i Rosjanie, dlatego te wyrazy w jego ustach się rymowały. [przypis edytorski]

[16]

et si non mi noces fortuna (łac.) — i jeżeli mi nie przeszkodzisz, fortuno. [przypis edytorski]

[17]

Akteon (mit. gr.) — myśliwy; smutny był jego koniec: Akteon zobaczył przypadkiem boginię łowów, Artemidę, w kąpieli; za to świętokradztwo został zamieniony w jelenia i zginął rozszarpany przez własne psy. [przypis edytorski]

[18]

zastawnik — ten, który bierze zastaw. [przypis edytorski]

[19]

regent — rejent, notariusz. [przypis edytorski]

[20]

addio (wł.) — do widzenia. [przypis edytorski]

[21]

pisuj na Berdyczów — frazes iron., znaczący: nie zobaczysz mnie więcej. [przypis edytorski]

[22]

asindziej (daw.) — skrót od: asan dobrodziej, tj. pan. [przypis edytorski]

[23]

splennik (z ang. spleen: nuda, chandra) — człowiek znudzony, melancholik, malkontent. [przypis edytorski]

[24]

zwał się cesarzów plemiennik — uważał się za spokrewnionego z cesarzami (zapewne rzymskimi; budowanie sięgających starożytności genealogii było wówczas w modzie). [przypis edytorski]

[25]

meskolancja (z wł.) — mieszanina. [przypis edytorski]

[26]

folga (daw.) — luz, puste miejsce a. podkładka blaszana mocująca kamienie szlachetne w wyrobach jubilerskich. [przypis edytorski]

[27]

monstrancja — ozdobne naczynie liturgiczne na hostię (uznawaną za ciało Chrystusa i z tego powodu otaczaną szczególną czcią). Monstrancja zazwyczaj jest wykonana ze złota i ma formę słońca, tak że od okrągłego centrum, w którym umieszczona jest hostia, rozchodzą się promienie. [przypis edytorski]

[28]

Rembrandt — Rembrandt Harmenszoon van Rijn (1606–1669), malarz holenderski, znakomity portrecista i malarz historyczny. [przypis edytorski]

[29]

Ladawa — niewielka rzeka, dopływ Dniestru. [przypis edytorski]

[30]

golce rzymskie — tzn. posągi, rzeźby nagich postaci, wykonane na wzór starożytnych rzeźb. [przypis edytorski]

[31]

Kato — Marek Porcjusz Kato (95–46 p.n.e.), zw. Katonem Młodszym (w odróżnieniu od jego pradziada, Katona Starszego, zasłużonego żołnierza i nieprzejednanego rzecznika zburzenia Kartaginy); rzymski polityk, senator i trybun ludowy, a zarazem filozof stoicki, stawiany za wzór prawości i cnót obywatelskich; popełnił samobójstwo (przebił się sztyletem), nie mogąc przeżyć upadku republiki rzymskiej. [przypis edytorski]

[32]

larwa (z łac.: maska) — maszkara, dziwadło. [przypis edytorski]

[33]

krzesany — tu: rzeźbiony. [przypis edytorski]

[34]

Polifem (mit. gr.) — syn Posejdona, jeden z Cyklopów, oślepiony przez Odyseusza, którego więził w swojej jaskini na Sycylii. [przypis edytorski]

[35]

Dyjanna (mit. rzym.) — dziś: Diana; bogini łowów, córka Jowisza i siostra Apollina, jej posąg był popularną ozdobą klasycystycznych ogrodów i pałaców. [przypis edytorski]

[36]

antenat — przodek. [przypis edytorski]

[37]

meszty (daw.) — miękkie, lekkie pantofle. [przypis edytorski]

[38]

papuży — dziś popr.: papuzi. [przypis edytorski]

[39]

Sokrat a. Sokrates (469–399 p. n. e.) — filozof grecki, skazany w Atenach za obrazę moralności na śmierć przez wypicie cykuty, co zostało opisane przez Platona w dialogu Obrona Sokratesa. [przypis edytorski]

[40]

wykowany — dziś: wykuty. [przypis edytorski]

[41]

droga — tu: ukochana. [przypis edytorski]

[42]

oliwy — tu: gaj oliwny, w którym, według Biblii, Chrystus modlił się przed ukrzyżowaniem. [przypis edytorski]

[43]

ruczaj (poet.) — potok, strumień. [przypis edytorski]

[44]

szlachta okoliczna — drobna, uboga szlachta, zamieszkująca wsie szlacheckie, zwane okolicami, i utrzymująca się z własnej pracy na roli. [przypis edytorski]

[45]

Eumenidy a. Erynie (mit. gr.) — boginie zemsty, strzegące porządku moralnego; w mit. rzym.: Furie. [przypis edytorski]

[46]

O! Polsko! jeśli ty masz zostać młodą — aluzja do czasopisma ”Młoda Polska”, wydawanego w latach 1838–1840 w Paryżu; jego redaktorami i wydawcami byli przeciwnicy Słowackiego, Eustachy Januszkiewicz i Stanisław Ropelewski. [przypis edytorski]

[47]

czyli — tu: czy też. [przypis edytorski]

[48]

imać się — tu: wywrzeć szkodliwy wpływ; imie się — dziś popr.: ima się. [przypis edytorski]

[49]

Krzyż twym Papieżem — aluzja do papieża Grzegorza XVI, który w encyklice Cum primum potępił powstanie listopadowe i zalecał posłuszeństwo wobec legalnej władzy zaborców. [przypis edytorski]

[50]

plwać (daw.) — pluć. [przypis edytorski]

[51]

przyczołgnie się — dziś popr. forma 3.os. lp cz.przysz.: przyczołga się. [przypis edytorski]

[52]

Parnas — masyw górski w Grecji; w mit. gr. jedna z siedzib Muz i Apollina. [przypis edytorski]

[53]

konfederatka — noszona przez konfederatów barskich czapka rogatywka, obszyta futrem, często ozdobiona czaplim piórem. [przypis edytorski]

[54]

szpencer a. spencer (daw.) — krótka kurtka. [przypis edytorski]

[55]

burka (z tur. burok) — wełniana opończa chroniąca od deszczu. [przypis edytorski]

[56]

z łapy — dziś popr. forma N. lm: z łapami. [przypis edytorski]

[57]

koń — dziś popr. forma B. lp: konia. [przypis edytorski]

[58]

klasły — dziś popr. forma 3.os. lm cz.przesz.: klasnęły. [przypis edytorski]

[59]

harap — bicz z krótką rękojeścią i długim plecionym rzemieniem. [przypis edytorski]

[60]

wiadoma — tu: świadoma, znająca (ludzką przyszłość). [przypis edytorski]

[61]

sawantka (z fr. savante: uczona; daw.) — kobieta wykształcona. [przypis edytorski]

[62]

sztambuch (daw.) — pamiętnik, do którego przyjaciele wpisują wiersze i aforyzmy na pamiątkę. [przypis edytorski]

[63]

frenologista (z gr.; właśc. frenolog) — osoba zajmująca się nauką o budowie czaszki i wnioskująca z tego o zdolnościach człowieka; frenologia, zapoczątkowana przez F. J. Galla (1758–1828), stała się w XIX i na pocz. XX w. pseudonauką, służącą potwierdzaniu stereotypów rasistowskich i mizoginicznych. [przypis edytorski]

[64]

powieszą w Sybilli — mowa o Świątyni Sybilli w parku pałacowym w Puławach, budynku, w którym księżna Izabela Czartoryska założyła muzeum pamiątek po sławnych Polakach oraz narodowych „starożytności”; napis nad wejściem głosi: „Przeszłość Przyszłości”. [przypis edytorski]

[65]

szpitalu — dziś popr. forma D. lp: szpitala. [przypis edytorski]

[66]

Plater, Emilia (1806–1831) — uczestniczka powstania listopadowego, upamiętniona przez A. Mickiewicza w wierszu Śmierć pułkownika. [przypis edytorski]

[67]

Czarnecki — własc. Czarniecki, Stefan (1599–1665), wojewoda kijowski, hetman polny koronny; wybitny wojskowy, brał udział w walkach przeciw najazdom tatarskim, wsławił się szczególnie podczas pacyfikacji powstania Chmielnickiego na Ukrainie (1648–1655) oraz dzięki prowadzeniu na poły partyzanckich walk podczas potopu szwedzkiego (1655–1660). [przypis edytorski]

[68]

kolczuga — zbroja wykonana z drobnych metalowych kółek, osłaniająca korpus oraz ręce, niekiedy z kapturem. [przypis edytorski]

[69]

nasz sejmowy krater — mowa o sejmie polskim, działającym w czasie powstania listopadowego. [przypis edytorski]

[70]

fuga (z wł. a. z łac.: ucieczka) — utwór polifoniczny, w którym różne głosy (a. instrumenty) kolejno przejmują temat muz. [przypis edytorski]

[71]

kalendarzyk emigracyjny — aluzja do Kalendarza pielgrzymstwa polskiego St. Ropelewskiego. [przypis edytorski]

[72]

przesiąc — przesiąknąć. [przypis edytorski]

[73]

miesiąc (daw.) — księżyc. [przypis edytorski]

[74]

luminarz (z łac. lumen: światło) — osoba wybitna, sławna, znakomitość; tu: bóstwo, heros. [przypis edytorski]

[75]

z okny i krużganki — dziś popr. forma N. lm: z oknami i krużgankami. [przypis edytorski]

[76]

Junona (mit. rzym.) — bogini kobiet, małżeństwa i macierzyństwa, utożsamiana z grecką Herą. [przypis edytorski]

[77]

tuz (daw.) — atut, najwyższa karta w grze, zwykle as. [przypis edytorski]

[78]

sunął się — dziś popr.: zsunął się. [przypis edytorski]

[79]

konfederatka — noszona przez konfederatów barskich czapka rogatywka, obszyta futrem, często ozdobiona czaplim piórem. [przypis edytorski]

[80]

jak z Memnona wydobył jęki — nawiązanie do tzw. słupów a. kolosów Memnona, dwóch kilkunastometrowych posągów stanowiących niegdyś część grobowca faraona Amenofisa IV w Tebach w Egipcie. Jeden z nich, prawdopodobnie uszkodzony przez trzęsienie ziemi w I w. p.n.e., wydawał dźwięk podczas wschodu słońca, kiedy wyziębiony nocą kamień ogrzewał się. Starożytni Grecy twierdzili, że dźwięk ten to jęki Memnona, zamordowanego przez Achillesa, skarżącego się na swój los matce, bogini jutrzenki Eos; od jego imienia utarła się zwyczajowa nazwa rzeźb. [przypis edytorski]

[81]

lozak, właśc. luzak — sługa obozowy. [przypis edytorski]

[82]

kozak — tu: uzbrojony jeździec, wróg. [przypis edytorski]

[83]

Wirgill — własc. Publius Vergilius Maro (70–19 p.n.e.), poeta rzymski, autor eposu Eneida. [przypis edytorski]

[84]

lwica hirkańska — kiedy Eneasz, bohater Eneidy Wergiliusza, porzuca swoją kochankę, królową Dydonę, ta porównuje jego okrucieństwo do obyczajów hirkańskich tygrysic. Zwrotu tego użył także Ariosto, a w polskiej literaturze J.A. Morsztyn; Hirkania — kraj położony na Wyżynie Irańskiej. [przypis edytorski]

[85]

szperka (daw.) — słonina. [przypis edytorski]

[86]

jako żona Eneasza został się w Troi — Kreuza, córka Priama, wyszła wraz z mężem z płonącej Troi, jednak tej samej nocy zginęła. [przypis edytorski]

[87]

ślaz — malwa. [przypis edytorski]

[88]

ex machina deus (łac.: bóg z maszyny) — chodzi o boga pojawiającego się na scenie dzięki maszynerii teatralnej; określenie oznaczające nieumotywowane rozwiązanie akcji. [przypis edytorski]

[89]

koń — dziś popr. forma B. lp: konia. [przypis edytorski]

[90]

Strabon — geograf gr. żyjący na początku n.e.; zajmował się również historią naturalną. [przypis edytorski]

[91]

ibis — ptak brodzący, czczony w starożytnym Egipcie. [przypis edytorski]

[92]

lejc — dziś popr. lejce; być może Słowacki zmienił formę, by zachować rytmikę wiersza. [przypis edytorski]

[93]

z żyły — dziś popr. forma N. lm: z żyłami. [przypis edytorski]

[94]

Sę-Symonistka (właśc. saintsimonistka) — wyznawczyni doktryny Henri de Saint-Simona (1760–1825), socjalisty utopijnego, głoszącego ideały braterstwa i równości (najważniejsze dzieła: Système industriel; Catéchisme industriel; Nouveau Christianisme); tu przen. oznacza żartobliwie tyle, co: rewolucjonistka, feministka. [przypis edytorski]

[95]

zatrzaska — pułapka. [przypis edytorski]

[96]

pasterskie roił ideały — nawiązanie do mody na sielanki, panującej na przełomie XVIII i XIX w. [przypis edytorski]

[97]

Diwa — w mit. słowiańskiej bożyszcze wróżące klęskę; wiara w nią rozpowszechniona była na Ukrainie, Podlasiu i Mazowszu. Tutaj jest imieniem własnym starej kobiety. [przypis edytorski]

[98]

Iryda a. Iris (mit. rzym. i gr.) — bogini tęczy, wysłanniczka bogów, służka Junony (w mit. gr. Hery). [przypis edytorski]

[99]

ksieni — przeorysza, przełożona klasztoru. [przypis edytorski]

[100]

zmięszać — dziś popr.: zmieszać. [przypis edytorski]

[101]

Sand, George (1804–1876) — właśc. Aurora Dudevant, powieściopisarka fr.; jej powieści były w latach 1840–1860 powszechnie czytane. Najgłośniejsze z nich to Spiridion (1839) i Lelia (1833). [przypis edytorski]

[102]

bajronicznym cieniem — mowa o typie romantycznego bohatera z powieści poetyckich George'a Byrona (1788–1824). [przypis edytorski]

[103]

romansowie — dziś popr.: romansowo, tj. poetycznie, stylowo. [przypis edytorski]

[104]

sawantka (z fr. savante: uczona; daw.) — kobieta wykształcona, erudytka. [przypis edytorski]

[105]

Anhelli — bohater poematu Juliusza Słowackiego, podróżuje po Syberii i spotyka polskich zesłańców. [przypis edytorski]

[106]

lewanda — lawenda. [przypis edytorski]

[107]

Medea — córka króla Kolchidy, czarodziejka; pomogła Jazonowi zdobyć złote runo i poślubiła go, kiedy jednak Jazon porzucił ją dla królewny korynckiej, Kreuzy, czarami zgubiła swą rywalkę i zabiła własne dzieci. [przypis edytorski]

[108]

miłoście — dziś popr. forma M. lm: miłości. [przypis edytorski]

[109]

kończą tak, jak Werter w Götym — powieść epistolarna Cierpienia młodego Wertera J. W. von Goethego (1749–1832) kończy się samobójstwem tytułowego bohatera; książka wywołała pod koniec XVIII w. modę na samobójstwa wśród czytelników; dziś popr. forma nazwiska w M.: Goethe, w Ms.: Goethem. [przypis edytorski]

[110]

kompensacja a. kompensata (z łac.) — wyrównanie, wynagrodzenie, odszkodowanie. [przypis edytorski]

[111]

panny — dziś popr. forma N. lm: pannami. [przypis edytorski]

[112]

na rozstajnej drodze — na rozstajach dróg grzebano samobójców, których nie wolno było pochować w poświęconej ziemi cmentarza; rozstaje uznawano tradycyjnie za miejsce szczególnie narażone na działanie złych mocy. [przypis edytorski]

[113]

heroina (z gr.) — bohaterka. [przypis edytorski]

[114]

Fingal lub Ryno — bohaterowie tzw. Pieśni Osjana; miały to być narodowe, pradawne podania irlandzkie przełożone z jęz. gaelickiego na ang. przez Jamesa Macphersona (1736–1796), który ostatecznie okazał się autorem tekstu; Pieśni Osjana zrobiły zawrotną karierę w okresie romatyzmu. [przypis edytorski]

[115]

tryjolet — dziś: triolet; rodzaj wiersza o strofie ośmiowersowej i specyficznym układzie dwóch rymów, w którym czwarty i siódmy wers powtarza pierwszy, a ósmy jest taki sam jak drugi (ABaAabAB). [przypis edytorski]

[116]

strzelna nie była swemi zrennicami — tj. kokietowała mężczyzn, nie „strzelała oczami”; zrennica (daw.) — źrenica, tu: oko. [przypis edytorski]

[117]

kształty (…) uświęcone snycerską powagą — tj. kształt jej głowy przypominał idealne proporcje dzieł wielkich rzeźbiarzy. [przypis edytorski]

[118]

Leda (mit. gr.) — żona spartańskiego króla Tyndareusa, kochanka Zeusa, który ją odwiedzał pod postacią łabędzia; owocem związku Ledy z Zeusem byli Dioskurowie, którzy wykluli się z jaj: Kastor i Pollux oraz Helena i Klitajmestra. [przypis edytorski]

[119]

Witwicki, Stefan (1801–1847) — autor Poezji biblijnych, Wieczorów pielgrzyma; gorliwy katolik, wydał Ołtarzyk polski. Przyjaciel Mickiewicza, a antagonista Słowackiego. [przypis edytorski]

[120]

Bojan — mit. bard ruski, wnuk Welesa, bożka pieśniarzy i rycerzy, wspomniany w Słowie o wyprawie Igora, miał żyć na przełomie XI i XII w i należeć do drużyny Jarosława Mądrego; za wcielenie Bojana podawał się w swoich wierszach Józef Bohdan Zaleski (1802-1886), poeta romantyczny z tzw. szkoły ukraińskiej. [przypis edytorski]

[121]

Złoty Ołtarzyk — mowa o Ołtarzyku polskim Witwickiego; może to być też nawiązanie do tytułu popularnego w XVIII w. zbioru modlitw Złoty ołtarz wonnego kadzenia…. [przypis edytorski]

[122]

à l'antique (fr.) — na sposób starożytny, grecki. [przypis edytorski]

[123]

dusze — tzn. majątek ziemski, którego wielkość mierzono ilością posiadanych chłopów pańszczyźnianych, czyli tzw. dusz. [przypis edytorski]

[124]

Dzieduszycki — pierwowzorem tej postaci był Tadeusz Gerwazy Dzieduszycki (1724–1777), magnat i dowódca wojskowy, cześnik wielki koronny i regimentarz wojsk polskich na Podolu, stronnik króla Stanisława Augusta, przeciwnik konfederatów barskich; był oskarżany o okrutne rozprawianie się z konfederatami, jednak nie zginął z ich rąk, jak pisze Słowacki. W 1770 r. został odznaczony Orderem Świętego Stanisława, uhonorowany tytułem tajnego radcy dworu oraz awansowany do rangi generała. Od 1751 r. był żonaty; miał trzech synów. [przypis edytorski]

[125]

przekabacić — skłonić do zmiany poglądów, przekonać do swoich racji. [przypis edytorski]

[126]

kraszanka (z rus.) — pisanka wielkanocna. [przypis edytorski]

[127]

dzwonią jak kraszanka, kiedy się z drugą spotka w dziecka dłoni — nawiązanie do zabawy wielkanocnej, polegającej na stukaniu jajkiem o jajko; wygrywa ten, czyje jajko pozostanie całe. [przypis edytorski]

[128]

truna — trumna. [przypis edytorski]

[129]

wieniec Petrarki — Petrarca, Francesco (1304–1374), wybitny poeta wł., w 1341 r. został uwieńczony wieńcem laurowym na Kapitolu, co było najwyższym wyróżnieniem, jakie mogło spotkać twórcę. [przypis edytorski]

[130]

kosz — kozacki lub tatarski oddział wojska lub obóz warowny takiego oddziału. [przypis edytorski]

[131]

Grabowski, Michał (1805–1863) — krytyk i powieściopisarz; brał udział w walce romantyków z klasykami. Zasłynął recenzjami publikowanymi w „Tygodniku petersburskim”; swoje prace krytyczne wydał w osobnych tomach: Literatura i krytyka (Wilno 1836–1840), Korespondencja literacka (Wilno 1847–1848) i Artykuły literackie, krytyczne i artystyczne (Wilno 1849). Słowacki nazywa go ironicznie prymasem, uznając jego szczególną pozycję wśród krytyków i literatów. [przypis edytorski]

[132]

nie podobało się już w Balladynie (…) — Balladyna nie podobała się Stanisławowi Ropelewskiemu, który napisał w „Młodej Polsce” ostrą krytykę dramatu. W ogóle w ustępie tym rozprawia się Słowacki z krytykami, usposobionymi dla niego nieprzychylnie. [przypis edytorski]

[133]

że się Balladyna krwawi — tj. że w dramacie Balladyna większość bohaterów ginie tragicznie. [przypis edytorski]

[134]

myrra — mirra, żywica balsamiczna, kadzidło. [przypis edytorski]

[135]

metampsychoza (właśc. metempsychoza) — wędrówka dusz; wiara, że dusze ludzkie po śmierci wcielają się ponownie, ciągle się doskonaląc. [przypis edytorski]

[136]

Anhelli — poemat prozą Juliusza Słowackiego; tytułowy bohater podróżuje po Syberii i spotyka polskich zesłańców. [przypis edytorski]

[137]

Jak szpaki Danta — tj. jak potępieńcy, opisani w Piekle w Boskiej Komedii Dantego Alighieri (1265–1321). [przypis edytorski]

[138]

borealny (z łac.) — północny. [przypis edytorski]

[139]

podobni Bogom rozkutym z łańcuchów — nawiązanie do tytana Prometeusza, który podarował ludziom ogień, wykradziony bogom, za co Zeus przykuł go do skał Kaukazu, gdzie codziennie sęp wydziobywał mu wątrobę. [przypis edytorski]

[140]

Sirius (…) lub Niedźwiadek — Syriusz to najjaśniejsza gwiazda w konstelacji Wielkiego Psa; Niedźwiadek: daw. pol. nazwa gwiazdozbioru Skorpiona. [przypis edytorski]

[141]

per Bacco (wł.) — na Bachusa; Bachus a. Dionizos: w mit. gr. bóg wina i płodności; syn Zeusa i ziemianki Semele, która spłonęła, zobaczywszy ojca swego dziecka w jego właściwej, boskiej postaci. [przypis edytorski]

[142]

drogi — dziś popr. forma N. lm: drogami. [przypis edytorski]

[143]

Roland a. Orlando — bohater poematów Ariosta Orland szalony i Boiarda Orland zakochany, znany z podań o Karolu Wielkim i jego paladynach; zginął w r. 778. w Hiszpanii. [przypis edytorski]

[144]

syredeń (z ukr.: seredyna) — środek, wnętrze. [przypis edytorski]

[145]

myrra — mirra, żywica balsamiczna, kadzidło. [przypis edytorski]

[146]

ochylić (daw.) — otoczyć, objąć, ochronić. [przypis edytorski]

[147]

Różom najbielszym jej żałobę nosić — biel jest kolorem żałoby w kulturze starożytnego Rzymu, w kulturach Dalekiego Wchodu i in. [przypis edytorski]

[148]

Głupi! o sobie dobrze mów! — słowa z monologu Ryszarda III Szekspira. [przypis edytorski]

[149]

wykrzyka — dziś popr. forma 3 os. lp cz. ter.: wykrzykuje. [przypis edytorski]

[150]

krwawnik — zwyczajowa nazwa dwóch czerwonawych minerałów: karneolu (kamienia półszlachetnego, odmiany chalcedonu) i hematytu (tlenku żelaza). [przypis edytorski]

[151]

ksiądz Kiefaliński — właśc. Ignacy Hołowiński (1807–1885), teolog, arcybiskup mohylewski, tłumacz tragedii Shakespeare'a (pod pseudonimem Ignacy Kefaliński). [przypis edytorski]

[152]

moja ariostyczna droga — nawiązanie do poematu Orland szalony Ludovica Giovanniego Ariosta (1474–1533). [przypis edytorski]

[153]

stać na wstręcie (przestarz.) — przeszkadzać, utrudniać. [przypis edytorski]

[154]

d…w — durniów. [przypis edytorski]

[155]

Sancho Pansa — postać z powieści Cervantesa Don Kichot, rubaszny giermek tytułowego bohatera; obiecano mu stanowisko gubernatora wyimaginowanej wyspy. [przypis edytorski]

[156]

alians (z fr. alliance) — sojusz. [przypis edytorski]

[157]

oktawa — strofa ośmiowersowa, którą pisany jest Beniowski. [przypis edytorski]

[158]

sestyna — sekstyna, strofa sześciowersowa; Słowacki użył jej w poemacie Grób Agamemnona. [przypis edytorski]

[159]

patri patriae (łac.) — ojcu ojczyzny. [przypis edytorski]

[160]

harfa Eola — harfa eolska, instrument muzyczny, z którego strun dźwięki wydobywa wiatr; Eol (mit.gr.) — bóg wiatrów. [przypis edytorski]

[161]

driada (starop. dryjada) — nimfa leśna, duch drzewa. [przypis edytorski]

[162]

wdrzewić się (neol.) — czas. utworzony od rzecz. drzewo; synonim: stać się drzewem, wcielić się w drzewo. [przypis edytorski]

[163]

Kleftowie (z gr. kléphtēs: rabuś) — greccy partyzanci, w od XV do XIX w. walczący przeciw Turkom; Kleftowie rekrutowali się gł. spośród ludności wiejskiej, mieszkańców gór; odegrali istotną rolę w powstaniu 1821–1829 r., w wyniku którego Grecja odzyskała niepodległość na części terytorium. Motyw szyb w grobach jest metaforą, użytą w jednym z wierszy, opiewających bohaterskie czyny Kleftów. [przypis edytorski]

[164]

Poznańczyk — aluzja do Karola Libelta, autora krytycznego artykułu o dramacie Słowackiego Mazepa. [przypis edytorski]

[165]

hypogryfując (neol.) — imiesłów utworzony od rzecz. hipogryf, tj. pegaz, połączenie orła i konia; hipogryf występuje w Orlandzie Szalonym Ariosta. [przypis edytorski]

[166]

a priori (łac.: z założenia) — tu: intuicyjnie. [przypis edytorski]

[167]

kares (z fr. caresse) — pieszczota. [przypis edytorski]

[168]

zamek św. Anioła — budynek postawiony w Rzymie przez cesarza Hadriana; w czasach świeckiego panowania papieży służył jako więzienie polityczne. [przypis edytorski]

[169]

Dzieduszycki — pierwowzorem tej postaci był Tadeusz Gerwazy Dzieduszycki (1724–1777), magnat i dowódca wojskowy, cześnik wielki koronny i regimentarz wojsk polskich na Podolu, stronnik króla Stanisława Augusta, przeciwnik konfederatów barskich; był oskarżany o okrutne rozprawianie się z konfederatami, jednak nie zginął z ich rąk, jak pisze Słowacki. W 1770 r. został odznaczony Orderem Świętego Stanisława, uhonorowany tytułem tajnego radcy dworu oraz awansowany do rangi generała. Od 1751 r. był żonaty; miał trzech synów. [przypis edytorski]

[170]

konfederacja barska (1768–1772) — zbrojny związek szlachty polskiej utworzony w Barze na Podolu w obronie wiary katolickiej i niepodległości Rzeczypospolitej, przeciwko Imperium Rosyjskiemu i królowi Stanisławowi Augustowi Poniatowskiemu. [przypis edytorski]

[171]

konfederacji, kaci, wypłaci — Słowacki, pochodzący z Kresów, wymawiał głoskę ć półmiękko, jak Ukraińcy i Rosjanie, dlatego te wyrazy w jego ustach się rymowały. [przypis edytorski]

[172]

Rulhière, Claude — autor stronniczej pracy Histoire de l'anarchie en Pologne (Historia anarchii w Polsce). [przypis edytorski]

[173]

puginał (daw.) — sztylet. [przypis edytorski]

[174]

exemplum (łac.) — przykład. [przypis edytorski]

[175]

oba litewskie biskupy — biskup inflancki Józef Kossakowski (1738–1794) i biskup wileński Ignacy Jakub Massalski (1727–1794) zostali powieszeni jako zdrajcy i stronnicy Rosji podczas powstania kościuszkowskiego. [przypis edytorski]

[176]

Krukowiecki, Jan (1770–1850) — generał wojska polskiego, gubernator miasta Warszawy, w r. 1831. podpisał akt poddania miasta generałowi ros. Paskiewiczowi. [przypis edytorski]

[177]

Gurowski, Adam (1805–1866) — dziennikarz, w 1834 roku redagował w Paryżu pismo pt. „Przyszłość”; autor wielu broszur polit.; uczestnik powstania listopadowego, należał do obozu demokratów, następnie uznał racje Rosji, stał się wyznawcą panslawizmu; przez polską emigrację uznawany za zdrajcę sprawy narodowej. [przypis edytorski]

[178]

odyzm (neol.) — rzecz. utworzony od wł. odiare: nienawidzieć, gardzić. [przypis edytorski]

[179]

Paszkiewicz — właśc. Paskiewicz, Iwan Fiodorowicz (1782–1856), generał wojsk ros., naczelny wódz wojsk Imperium Rosyjskiego stłumił powstanie listopadowe, zdobył Warszawę i został dożywotnim namiestnikiem Królestwa Polskiego. [przypis edytorski]

[180]

meszty (daw.) — miękkie, lekkie pantofle. [przypis edytorski]

[181]

Meszyd a. Medżyd, Abdul (1823–1861) — sułtan turecki, który słuchając wskazówek swej matki Wallidy, wprowadził szereg reform w państwie muzułmańskim. [przypis edytorski]

[182]

Dzieduszycki nie miał jednej kréski od brzegów Dźwiny po hordy Nogajca — tj. Dzieduszycki był bardzo niepopularny, nie popierał go żaden szlachcic na Litwie i na Ukrainie; kreska — tu: głos popierający na sejmiku. [przypis edytorski]

[183]

Dźwina — rzeka na terytorium Rosji, Białorusi i Łotwy. [przypis edytorski]

[184]

Nogajec a. Nogaj (zm. 1299) — jeden z wodzów Złotej Ordy, państwa mongolsko-tatarskiego; hordy Nogaja koczowały nad Morzem Azowskim; utarło się określać tak Tatarów mających siedziby w tym rejonie. [przypis edytorski]

[185]

Gradyw (mit. rzym.) — jeden z przydomków Marsa, boga wojny; gradivus (łac.) — kroczący naprzód; kochanek Gradywa — przen. mężny żołnierz. [przypis edytorski]

[186]

in petto (wł.) — w piersi. [przypis edytorski]

[187]

Włochy — dziś popr. forma M. lm: Włosi. [przypis edytorski]

[188]

stiletto (wł.) — sztylet; tu: sztyletem. [przypis edytorski]

[189]

Kato — Marcus Portius Cato (234–149 p.n.e.), zw. Katonem Starszym a. Cenzorem, polityk rzym., nieprzejednany rzecznik zburzenia Kartaginy, zwolennik tradycyjnych cnót obywatelskich. To samo imię i nazwisko nosił jego prawnuk, Kato Młodszy (95–46 p.n.e.), senator i trybun ludowy, filozof stoicki, także stawiany za wzór prawości i cnót obywatelskich. [przypis edytorski]

[190]

drzewo antenatów — drzewo genealogiczne, szkic ukazujący obrazowo powiązania rodzinne i pokrewieństwo; antenat (z łac.) — przodek. [przypis edytorski]

[191]

wyloty — rękawy kontusza, rozcięte i zwisające luźno lub zarzucane na plecy. [przypis edytorski]

[192]

anewryzm — tętniak, choroba polegająca na miejscowym rozszerzeniu tętnicy; w XIX w. nazywano tak również różne dolegliwości nerwowe. [przypis edytorski]

[193]

kwarta — daw. jednostka objętości, ok. 1 litra. [przypis edytorski]

[194]

w konkur — forma użyta dla rytmu, własc. w konkury; ruszyć w konkury — podjąć zabiegi o rękę panny. [przypis edytorski]

[195]

po pjanemu (daw.) — dziś popr.: po pijanemu. [przypis edytorski]

[196]

arkada — łuk (w architekturze). [przypis edytorski]

[197]

ksiądz karmelita — Marek Jandołowicz (1713–1799), charyzmatyczny kaznodzieja, duchowy przywódca konfederacji barskiej (1768–1772), w czasie której był przełożonym klasztoru karmelitów w Barze. Wsławił się patriotyczną postawą (m.in. wystąpił z krzyżem w ręku przeciw wojskom ros. szturmującym na Bar) oraz męczeństwem poniesionym z tego powodu (był bity, prześladowany oraz więziony). Przypisywano mu autorstwo wiersza (Wieszczby dla Polski a. Proroctwa ks. Marka) przepowiadającego w duchu mesjanistycznym polityczno-duchową klęskę, a następnie odrodzenie Polski. Postać niezwykle inspirująca dla romantyków. [przypis edytorski]

[198]

sztukę Mozarta — w operze W. A. Mozarta Don Giovanni (libretto L. da Ponte na podstawie sztuki Moliera) posąg nagrony Komandora, zabitego w pojedynku przez uwodziciela Don Giovanniego (Don Juana), pojawia się u niego na uczcie, aby ukarać go i zabrać do piekła; opera powstała w 1787 r., jest zatem późniejsza w stosunku do akcji Beniowskiego. [przypis edytorski]

[199]

ptak Minerwy — sowa; Minerwa — mit. rzym. bogini mądrości (odpowiednik Ateny z mit. gr.). [przypis edytorski]

[200]

miesiąc (daw.) — księżyc. [przypis edytorski]

[201]

odruzg — odłam. [przypis edytorski]

[202]

szlaga — kula z drewnianą rękojeścią, bitnia, rodzaj maczugi. [przypis edytorski]

[203]

zmarszczków — dziś popr. forma D. lm: zmarszczek. [przypis edytorski]

[204]

konfederaty — dziś popr. forma M. lm: konfederaci. [przypis edytorski]

[205]

kołpak — wysoka czapka z futrzanym otokiem, popularna w XVIII w. w Europie Wschodniej. [przypis edytorski]

[206]

konfederatka — noszona przez konfederatów barskich czapka rogatywka, obszyta futrem, często ozdobiona czaplim piórem. [przypis edytorski]

[207]

kapuza (z łac. caput: głowa) — futrzana czapka-uszanka. [przypis edytorski]

[208]

pakłak — gruba tania tkanina. [przypis edytorski]

[209]

Sawa — Józef Sawa Caliński (1736–1771), syn pułkownika kozackiego, Sawy Czałego, jeden z najwybitniejszych dowódców konfederacji barskiej, ranny pod Szreńskiem, zmarł w więzieniu. [przypis edytorski]

[210]

Ursa (łac.: niedźwiedzica) — Wielka Niedźwiedzica, gwiazdozbiór okołobiegunowy płn. nieba; najjaśniejsze gwiazdy Wielkiej Niedźwiedzicy tworzą tzw. Wielki Wóz. [przypis edytorski]

[211]

Kasjopea — tu: gwiazdozbiór nieba płn. układający się w kształt litery W; znajduje się w obszarze Drogi Mlecznej. [przypis edytorski]

[212]

Filomela (mit. gr.) — siostra Prokne, królowej Fokidy, zamieniona przez bogów w słowika (lub w jaskółkę). [przypis edytorski]

[213]

J. B. O. — Józefat Bolesław Ostrowski (1805–1871), krytyk, uczestnik estetyczno-literackiego sporu klasyków z romantykami, przebywający na emigracji w Londynie. [przypis edytorski]

[214]

amanty — dziś popr. forma B. lm: amantów; amant — kochanek, ukochany. [przypis edytorski]

[215]

za kratą — tj. w klasztorze. [przypis edytorski]

[216]

kurant — melodyjka, grana przez zegar a. pozytywkę. [przypis edytorski]

[217]

pugilares (daw.) — portfel. [przypis edytorski]

[218]

itd. — w kresowej wymowie Słowackiego „i tak daléj” rymuje się z „rwali”. [przypis edytorski]

[219]

zmięszać — dziś popr.: zmieszać. [przypis edytorski]

[220]

horor (z łac. horror: dreszcz, trwoga) — tu: okropność. [przypis edytorski]

[221]

pinxit (łac.) — namalował; formuła używana przy podpisywaniu obrazów; Rafael Santi (1483–1520) — wybitny włoski malarz i architekt renesansowy. [przypis edytorski]

[222]

Giotto di Bondone (1266–1337) — malarz i architekt wł., wyznaczył drogę renesansowemu malarstwu wł. poprzez przejście od stylu wschodniego, bizantyjskiego do łacińsko-włoskiego. [przypis edytorski]

[223]

pod skrzydły — dziś popr. forma N. lm: pod skrzydłami. [przypis edytorski]

[224]

wnętrzności — tu: wnętrze ludzkie, psychika, umysł. [przypis edytorski]

[225]

Jedno swe oko topiąc w Galatei — nazwiązanie do historii Cyklopa Polifema (mit. gr.), który zakochał się nieszczęśliwie w nimfie morskiej Galatei; dąb przy zamku był rzeźbiony tak, by przypominał Polifema. [przypis edytorski]

[226]

dugena (z hiszp. dueña) — ochmistrzyni, dama do towarzystwa panny a. młodej mężatki; guwernantka. [przypis edytorski]

[227]

falena (wł.) — ćma. [przypis edytorski]

[228]

ciemnota — tu: ciemność. [przypis edytorski]

[229]

zażegać — zapalać, tu: zaczerwienić się. [przypis edytorski]

[230]

błam — skóra, futro. [przypis edytorski]

[231]

transteweranka — mieszkanka dzielnicy Rzymu położonej za Tybrem. [przypis edytorski]

[232]

Elektra (mit. gr.) — córka Agamemnona i Klitajmestry, władców Argolidy, zemściła się na matce za śmierć ojca. [przypis edytorski]

[233]

wstrzęsła — dziś popr. forma 3 os. lp cz. przesz. r.ż.: wstrząsnęła. [przypis edytorski]

[234]

Pułaski, Józef (1704–1769) — wódz konfederacji barskiej. [przypis edytorski]

[235]

jarzęce — dziś popr.: jarzące; świece jarzące — zrobione z bielonego wosku; jarzyć się — świecić się, lśnić. [przypis edytorski]

[236]

statua Komandora — chodzi o postać z opery Don Giovanni Mozarta; Komandor zstępuje z pomnika grobowego, zaproszony przez Don Giovanniego (Don Juana) na ucztę, i porywa go do piekła. [przypis edytorski]

[237]

by — tu: niby, tak jak. [przypis edytorski]

[238]

krzywy — tu: nieprawy, niemoralny, zdrajca narodu; Słowacki nawiązuje tu do orderów rosyjskich, przyznawanych zdrajcom narodu po powstaniu listopadowym. [przypis edytorski]

[239]

z tej samej przędzy winą się — są z tej samej przędzy uwite (skręcone, utkane); przen. podobne, o podobnej strukturze. [przypis edytorski]

[240]

brewiarz — książka modlitw dla księży. [przypis edytorski]

[241]

Kapitoł, własc. Kapitol — wzgórze w Rzymie, dawniej świątynia najwyższych bóstw rzymskich. [przypis edytorski]

[242]

kozak — tu: zbrojny służący. [przypis edytorski]

[243]

et pagina fracta (łac.) — i na kartce papieru złożonej na pół. [przypis edytorski]

[244]

Barskich — konfederatów barskich. [przypis edytorski]

[245]

iuro (łac.) — przysięgam. [przypis edytorski]

[246]

ciemnota — tu: ciemność. [przypis edytorski]

[247]

na Ukrainie zaczęła się rzeź — bunty chłopskie przeciw pańszczyźnie na terenie Ukrainy wybuchały w latach ok. 1730–1770, uczestnicy tych powstań nazywali się hajdamakami, często mieli poparcie duchownych prawosławnych, którzy święcili ich broń. [przypis edytorski]

[248]

chłopy — dziś popr. forma N. lm: chłopami. [przypis edytorski]

[249]

za twą całość — za twoją cielesną nietykalność, dla twojego ocalenia. [przypis edytorski]

[250]

Sybilla (mit. gr.) — wieszczka, przepowiadająca przyszłość; najbardziej znaną Sybillą była kapłanka wyroczni Apollina w Cumae we Włoszech, opisana przez Wergiliusza w Eneidzie; przypisywano jej autorstwo ksiąg z przepowiedniami religijnymi. [przypis edytorski]

[251]

szlachcica, z żydem, z psem, na drogoskazie wiszących — buntownicy ukraińscy (hajdamacy) wieszali szlachcia, Żyda i psa w jednym miejscu, co miało symbolizować ich pogardę. [przypis edytorski]

[252]

hausta — dziś popr. forma B. lp: haust. [przypis edytorski]

[253]

imaginacją, demokracją itp. — daw. forma B. lp rzecz. r.ż. zakończonych na -yja; dziś popr.: imaginację, demokrację itp. [przypis edytorski]

[254]

diabłowi — dziś popr. forma C. lp: diabłu. [przypis edytorski]

[255]

aprobacja (z łac.) — zgoda, poparcie; aprobacją — dziś popr. forma B. lp: aprobację. [przypis edytorski]

[256]

demokracją i arystokracją — dziś popr. forma B. lp: demokrację i arystokrację. [przypis edytorski]

[257]

drzymiesz — dziś popr.: drzemiesz. [przypis edytorski]

[258]

trzy wiersze Danta — tercyna, forma poetycka, w której było napisane Piekło w Boskiej Komedii Dantego. [przypis edytorski]

[259]

dyssekcja (z łac.) — analiza, rozbiór gramatyczny i logiczny wiersza. Dziś wyraz używany wyłącznie w znaczeniu medycznym. [przypis edytorski]

[260]

eureka (gr.) — znalazłem; słowo to miał wykrzykiwać Archimedes, wyskakując z wanny po odkryciu zasady, zwanej potem prawem Archimedesa, według której ciało zanurzone w wodzie traci na wadze tyle, ile waży wyparta przez nie woda. [przypis edytorski]

[261]

wykrzyka — dziś popr. forma 3.os. lp cz.ter.: wykrzykuje. [przypis edytorski]

[262]

po tym deszczu w Polsce krwawym — tj. po powstaniu listopadowym 1830 r. [przypis edytorski]

[263]

A kiedy straszną opisują burzę, To chmura piorun zostawia w cenzurze — aluzja do zaostrzonej cenzury carskiej po powstaniu listopadowym. [przypis edytorski]

[264]

dwie już dramy piorunem bardzo skończyłem wygodnie — tj. Balladynę i Lillę Wenedę. [przypis edytorski]

[265]

moje dzieci — tj. dzieła, utwory. [przypis edytorski]

[266]

Ugolino — postać z Boskiej Komedii Dantego, mściciel, który w Piekle gryzł czaszkę i wysysał mózg swojego dawnego prześladowcy za to, że ten skazał Ugolina i jego synów na śmierć głodową. [przypis edytorski]

[267]

awantura (daw.) — przygoda. [przypis edytorski]

[268]

Andromeda (mit. gr.) — córka etiopskiego króla, przykuta do skały i wydana na łup potworowi, została uwolniona przez Perseusza. [przypis edytorski]

[269]

żelazy — dziś popr. forma N. lm: żelazami. [przypis edytorski]

[270]

panteistyczny — związany z wierzeniem, że Bóg jest we wszystkim, co materialne i duchowe, z poglądem, utożsamiającym Boga ze światem, z przyrodą. [przypis edytorski]

[271]

huryski a. hurysy — niebiańskie dziewice, mające według wierzeń muzułmanów dotrzymywać towarzystwa wiernym w raju. [przypis edytorski]

[272]

Alkoran własc. Koran — święta księga muzułmanów, zawierająca naukę Mahometa; zbiór podstawowych przepisów rel. i prawnych oraz nakazów moralnych islamu; motyw hurys wyskakujących z gruszki występuje nie w Koranie, ale w baśniach arabskich. [przypis edytorski]

[273]

przestały — przejrzały, zbyt dojrzały. [przypis edytorski]

[274]

płeć (daw.) — cera, kolor skóry. [przypis edytorski]

[275]

ostrowidz a. ostrowzrok (daw.) — ryś. [przypis edytorski]

[276]

nosoróg (daw.) — nosorożec. [przypis edytorski]

[277]

Z. K., S. K., E. K. — aluzja do krytyka Stanisława Ropelewskiego, który napisał ostrą recenzję Trzech poematów Słowackiego i podpisał się Z. K. Aluzją tą w Beniowskim poczuł się Ropelewski tak dotknięty, że wyzwał Słowackiego na pojedynek, stchórzył jednak i przeprosił poetę. [przypis edytorski]

[278]

lekcje, dyjalekcie — Słowacki, pochodzący z Kresów, wymawiał głoskę ć półmiękko, jak Ukraińcy i Rosjanie, dlatego w jego te wyrazy w jego ustach się rymowały. [przypis edytorski]

[279]

Cerber (mit. gr.) — trójgłowy pies strzegący wejścia do Hadesu. [przypis edytorski]

[280]

Tukaj — tytułowy bohater ballady Mickiewicza, zawiera pakt z diabłem i szuka wiernego przyjaciela, który podejmie się w razie jego śmierci pociąć ciało na ćwierci i nasmarować przywracającym do życia wywarem. [przypis edytorski]

[281]

flinta — prymitywna strzelba. [przypis edytorski]

[282]

arkebuz — ręczna broń palna używana w XV–XVIII w., następca samopału a poprzednik muszkietu. [przypis edytorski]

[283]

czterdzieści cztery — aluzja do proroctwa z Dziadów Mickiewicza. [przypis edytorski]

[284]

śpiewak Troi — Homer. [przypis edytorski]

[285]

białe rymy — wiersz biały, bezrymowy, oparty na rytmie. [przypis edytorski]

[286]

za Sasa — w rzeczywistości przygody Beniowskiego i konfederacja barska miały miejsce za panowania Stanisława Augusta Poniatowskiego, a nie jego poprzednika Augusta II Sasa. [przypis edytorski]

[287]

Tasso, Torqato (1544–1595) — poeta włoski, autor pisanej oktawą Jerozolimy wyzwolonej. [przypis edytorski]

[288]

poety — dziś popr. forma N. lm: poetami. [przypis edytorski]

[289]

giwer — broń palna a. wojskowe nakrycie głowy. [przypis edytorski]

[290]

Kreczetnikow, Michaił Nikitycz (1729–1793) — generał-lejtnant wojsk rosyjskich; walczył pod Barem na tydzień przed jego zdobyciem przez wojska pod dowództwem Stiepana Fiodorowicza Apraksina. [przypis edytorski]

[291]

Bar — miasto i twierdza w środkowo-zach. części Ukrainy, położone nad rzeką Rów, ok. 60 km na płd. zachód od Winnicy. [przypis edytorski]

[292]

kwerenda (z łac.) — dochodzenie, śledztwo. [przypis edytorski]

[293]

Maltus, Thomas Robert (1766–1824) — angielski ekonomista , który w dziele Essay on the principles of population (Londyn 1798) wykazał, że żywność nie wzrasta w stosunku do przyrostu ludności. [przypis edytorski]

[294]

ziomki — dziś popr. forma N. lm: ziomkami. [przypis edytorski]

[295]

pan Cz….. — Jan Czyński (1801–1867), polski literat i publicysta; publikował szereg prac, w których zajmował się kwestiami społecznymi i sprawą żydowską. [przypis edytorski]

[296]

Tacyt — Publius Cornelius Tacitus (ok. 55–120), jeden z najsłynniejszych historyków rzymskich. [przypis edytorski]

[297]

Feniks (mit.) — mityczny ptak, uznawany przez Egipcjan za symbol Słońca; wg wierzeń miał przylatywać z Arabii do Heliopolis w Egipcie, gdzie spalał się na ołtarzu świątyni na popiół i już następnego dnia miał odradzać się z popiołów. [przypis edytorski]

[298]

na wyżyni — na wyżynie, na wzgórzu. [przypis edytorski]

[299]

wiszar — urwisko skalne. [przypis edytorski]

[300]

harmata (daw.) — armata, działo. [przypis edytorski]

[301]

krotochwila (daw.) — zabawa, żart. [przypis edytorski]

[302]

pan Puławski własc. Pułaski, Józef (1704–1769) — starosta warecki, współtwórca i marszałek konfederacji barskiej, prawnik; w rzeczywistości nie brał udziału w tej obronie Baru przed Rosjanami. [przypis edytorski]

[303]

jurysta — prawnik. [przypis edytorski]

[304]

maćkowe grusze — grusze rosnące na miedzy, na granicy dwóch gospodarstw, stanowiące często przedmiot sporów sąsiedzkich. [przypis edytorski]

[305]

gwiźnie — dziś popr. forma 3.os. lp cz.przysz.: gwizdnie. [przypis edytorski]

[306]

oczeret (z ukr.) — trzciny, szuwary. [przypis edytorski]

[307]

Elsler lub Taglioni — Fanny Elssler (1810–1884) i Maria Taglioni (1804–1884), najsłynniejsze tancerki XIX w., Słowacki widział je w Paryżu; Taglioni występowała przez kilka lat w Petersburgu, zdobywając uznanie cara Rosji, który ofiarowywał jej kosztowne podarunki. [przypis edytorski]

[308]

garłowanie — gruchanie. [przypis edytorski]

[309]

szparki — szybki, energiczny. [przypis edytorski]

[310]

loty — dziś popr. forma N. lm: lotami. [przypis edytorski]

[311]

Dafne (mit. gr.) — nimfa, córka Gai i Penejosa; uciekając przed zalotami zakochanego w niej Apollina, uprosiła ojca, by zamienił ją w drzewo wawrzynu. Symbol miłości niedostępnej i dziewictwa. [przypis edytorski]

[312]

Minotaur (mit. gr.) — potwór, człowiek z głową byka, mieszkający w Labiryncie na Krecie, zabity przez bohaterskiego Tezeusza. [przypis edytorski]

[313]

Ikar (mit. gr.) — syn genialnego konstruktora Dedala; uciekając z ojcem z Krety na zbudowanych przez ojca skrzydłach, podleciał za wysoko w górę, słońce stopiło wosk, którym pióra były zlepione, a Ikar wpadł do morza i utonął. [przypis edytorski]

[314]

Trzeci Maj — pismo konserwatywne, wychodzące w Paryżu w latach 1839–48, propagujące restytucję monarchii w Polsce, co Słowacki nazywa iluzjami. [przypis edytorski]

[315]

posły — dziś popr. forma M. lm: posłowie. [przypis edytorski]

[316]

Wenera (mit. rzym.) — Wenus, bogini miłości; odpowiednik gr. Afrodyty; jeździła rydwanem zaprzężonym w gołębie. [przypis edytorski]

[317]

kołpak — wysoka czapka bez daszka, z futrzanym otokiem. [przypis edytorski]

[318]

maroder właśc. maruder (z fr.) — żołnierz, który pozostał w tyle za swoim oddziałem. [przypis edytorski]

[319]

hamernia (niem.) — kuźnia, fabryka żelaza kutego i stali. [przypis edytorski]

[320]

wiara greko-rosyjska — religia prawosławna. [przypis edytorski]

[321]

ad umbras (łac.) — między cienie zmarłych. [przypis edytorski]

[322]

Hegel, Georg Wilhelm Friedrich (1770–1831) — niemiecki filozof, twórca klasycznego systemu idealistycznego; tu mowa o jego naśladowcach. [przypis edytorski]

[323]

franko-romansista — literat, piszący powieści w stylu francuskim. [przypis edytorski]

[324]

kozako-powieściarz — autor utworów o tematyce ukraińskiej, np. Antoni Malczewski (1793–1826), Seweryn Goszczyński (1801–1876), Michał Czajkowski (1804–1886), Michał Grabowski (1804–1863). [przypis edytorski]

[325]

oftalmia (gr.) — katarakta, tj. naturalna zapora na rzece a. choroba oczu. [przypis edytorski]

[326]

Armida — postać z poematu Torquata Tassa Jerozolima wyzwolona; czarodziejka o wyjątkowej urodzie, która wykorzystywała swoje magiczne zdolności przeciwko rycerzom krucjaty, a zjawiała się, wychodząc z drzewa. [przypis edytorski]

[327]

chmury — dziś popr. forma N. lm: chmurami. [przypis edytorski]

[328]

W które ja się tu, jak przed sztyletami Cezar, obwijam — Gajusz Juliusz Cezar (100–44 p.n.e.), dyktator Rzymu, zasztyletowany przez zamachowców, umierając, zasłonił twarz krajem togi. [przypis edytorski]

[329]

głazy — dziś popr. forma N. lm: głazami. [przypis edytorski]

[330]

snycerz — tu: rzeźbiarz. [przypis edytorski]

[331]

Antar a. Antara ibn Szaddad (525–615) — poeta i wojownik arabski, bohater jednego z najbardziej znanych arabskich poematów rycerskich doby przedmuzułmańskiej. [przypis edytorski]

[332]

ową siedmią ryb (daw.) — dziś popr.: owymi siedmioma rybami. [przypis edytorski]

[333]

I dzieli się… jak ową siedmią ryb Chrystusa ucznie — nawiązanie do opisanego w Biblii cudu rozmnożenia pięciu bochenków chleba i dwóch ryb przez Jezusa tak, że najadły się wielkie tłumy i jeszcze zebrano dwanaście koszy ułomków (J 6,1–15; Mt 14,13-21); ucznie — dziś popr. forma M. lm: uczniowie. [przypis edytorski]

[334]

niebieski — mocno spróchniałe drewno przybiera niekiedy ciemny, zielono-niebieski odcień. [przypis edytorski]

[335]

brabanckie korunki — koronki noszące nazwę od miejsca ich wyrobu, prowincji belgijskiej Brabancji. [przypis edytorski]

[336]

bogunki a. boginki (mit. słow.) — nimfy rzeczne. [przypis edytorski]

[337]

popiołami nakryte pokoje — nawiązanie do Pompei, miasta zasypanego pyłem wulkanicznym w czasie wybuchu Wezuwiusza w 79 r. n.e., a odkrywanego sukcesywnie w trakcie wykopalisk, prowadzonych od końca XVI w. [przypis edytorski]

[338]

Kaprea — własc. Capri, włoska wyspa na Morzu Tyrreńskim w Zatoce Neapolitańskiej; w skałach na jej wybrzeżu ukryta jest Lazurowa Grota, w której panuje błękitnawy półmrok, można tam wpłynąć łodzią przez wąskie wejście. [przypis edytorski]

[339]

Amfitryta (mit. gr.) — jedna z nereid, najpiękniejsza z córek Okeanosa, żona Posejdona. [przypis edytorski]

[340]

próchien — dziś popr. forma D. lm: próchen. [przypis edytorski]

[341]

Arachne (mit. gr.) — prządka, która wyzwała na pojedynek tkacki boginię Atenę, za swą pychę została zamieniona w pająka. [przypis edytorski]

[342]

szkło czeskie — półkryształ, szkiełka podobne do kryształu, z ich wyrobu słyną Czechy. [przypis edytorski]

[343]

Pegaz (mit. gr.) — skrzydlaty koń zrodzony z krwi Meduzy; symbol natchnienia poetyckiego i malarskiego. [przypis edytorski]

[344]

zdębić się — stanąć dęba. [przypis edytorski]

[345]

I dalszą miłość prowadzą listownie. W listach dopiero… (a wszystkie umieszczę w przypiskach) — autor wyśmiewa tu sentymentalne powieści epistolarne. [przypis edytorski]

[346]

emigracją — dziś popr. forma B. lp: emigrację. [przypis edytorski]

[347]

sejm — sejm polski, zorganizowany w czasie powstania listopadowego 1830–1831, jego członkowie wyemigrowali po powstaniu do Francji, Niemiec itp. [przypis edytorski]

[348]

gminy — jednostki organizacyjne polskiej emigracji popowstaniowej na Zachodzie. [przypis edytorski]

[349]

przekryślę — dziś popr.: przekreślę. [przypis edytorski]

[350]

falanster — forma organizacji mająca zastąpić państwo w wizji francuskiego socjalisty utopijnego Charles'a Fouriera (1772–1837), wielki internat, gdzie żyłoby i pracowało wspólnie półtora tysiąca osób obojga płci i wszystkich potrzebnych społeczeństwu profesji. [przypis edytorski]

[351]

kozera — karta atutowa. [przypis edytorski]

[352]

As — prawdopodobnie aluzja do księcia Adama Jerzego Czartoryskiego (1770–1861), polityka, jednej z największych postaci ówczesnej emigracji. [przypis edytorski]

[353]

Fidiasz (490–420 p.n.e.) — jeden z najwybitniejszych rzeźbiarzy greckich okresu klasycznego. [przypis edytorski]

[354]

Memnon (mit. gr.) — król Etiopii, zginął w wojnie trojańskiej, z jego stosu pogrzebowego wyleciało stado białych ptaków, które stoczyły między sobą bitwę; kolosami Memnona nazywano statuy, zbudowane w Tebach w Egipcie na cześć faraona Amenhotepa III, które o wschodzie słońca wydawały jęki, spowodowane nagrzewaniem się powietrza w wewnętrznych pęknięciach. [przypis edytorski]

[355]

Kościuszko przeczuł was, krzycząc: skończona — po przegranej pod Maciejowicami (1794) Tadeusz Kościuszko (1746–1817) krzyknął podobno finis Poloniae tj. koniec Polski. [przypis edytorski]

[356]

trzewa — dziś popr.: trzewia; wnętrzności. [przypis edytorski]

[357]

Akteon (mit. gr.) — myśliwy, który zobaczył przypadkiem boginię łowów, Artemidę, w kąpieli; za to świętokradztwo został zamieniony przez w jelenia, rozszarpały go jego własne psy. [przypis edytorski]

[358]

drzewy, sąsiady — dziś popr. forma N. lm: drzewami, sąsiadami. [przypis edytorski]

[359]

Cherubin a. Cherub — potężna istota nadprzyrodzona, występująca w Biblii, skrzydlaty strażnik, pomagający Bogu w rządzeniu światem. [przypis edytorski]

[360]

fiat lux (łac.) — niech stanie się światło. [przypis edytorski]

[361]

odjemność — tu: strona negatywna, ciemna; z takim zarzutem spotkał się Anhelli w „Tygodniku Literackim” w 1839 r. [przypis edytorski]

[362]

ekwator (daw., z łac.) — równik. [przypis edytorski]

[363]

sta viator (łac.) — stój, wędrowcze. [przypis edytorski]

[364]

Hektor — bohater Iliady, syn króla Troi, dzielny wojownik, zabił go Achilles w odwecie za śmierć swojego przyjaciela Patroklosa. [przypis edytorski]

[365]

Ajaks a. Ajas — bohater Iliady, drugi po Achillesie pod względem dzielności, próbował zabić Hektora, rzucając w niego wielkim kamieniem; rywalizował z Odyseuszem o zbroję po Achillesie. [przypis edytorski]

[366]

Orland — bohater poematu epickiego Orland Szalony Ludovika Ariosta (1474–1533), paladyn Karola Wielkiego. [przypis edytorski]

[367]

Wigand von Marburg (ok. 1365–1409) — średniowieczny kronikarz niem. opisujący walki Krzyżaków z Prusami i Litwinami. Jego wierszowana kronika, została przełożona na łacinę w XV w. z inicjatywy Jana Długosza. [przypis edytorski]

[368]

geografią — dziś popr. forma B. lp: geografię. [przypis edytorski]

[369]

Krakowczyk — tj. Franciszek Paszkowski (1778–1856), generał i historyk, przyjaciel i biograf Tadeusza Kościuszki, który w swojej książce Pomysły do dziejów Polski, w rozdziale „Opinie” skrytykował Kordiana jako przejaw pychy autora. [przypis edytorski]

[370]

Iksy — nawiązanie do grupy recenzentów teatralnych o klasycystycznych przekonaniach, działającej w Warszawie w latach 1815–1819; wszyscy jej członkowie podpisywali swoje publikacje znakiem X. [przypis edytorski]

[371]

Styks (mit. gr.) — rzeka, oddzielająca świat żywych od krainy umarłych. [przypis edytorski]

[372]

nezabudka (ukr.) — niezapominajka. [przypis edytorski]

[373]

stok (daw.) — źródło. [przypis edytorski]

[374]

krzyć się — trzeszczeć, kruszyć się. [przypis edytorski]

[375]

oczeret (z ukr.) — trzcina, szuwary. [przypis edytorski]

[376]

szarawary z radła — szerokie, długie, bufiaste spodnie noszone na Wschodzie i w Polsce XVI–XVIII w., wykonane z płótna. [przypis edytorski]

[377]

Sawa — Józef Sawa Caliński (1736–1771), syn pułkownika kozackiego, Sawy Czałego, jeden z najwybitniejszych dowódców konfederacji barskiej, ranny pod Szreńskiem, zmarł w więzieniu. [przypis edytorski]

[378]

auto-da-fé (z port.: akt wiary) — publiczna deklaracja przyjęcia lub odrzucenia religii katolickiej przez heretyka przed jego spaleniem na stosie; tu: spalenie żywcem. [przypis edytorski]

[379]

horor (z łac. horror) — dreszcz, trwoga. [przypis edytorski]

[380]

czahar (reg.) — zarośla na podmokłych gruntach. [przypis edytorski]

[381]

Pluton (mit. rzym.) — bóg świata umarłych, odpowiednik Hadesa z mit. gr. [przypis edytorski]

[382]

grabla (z ukr.) — grabie. [przypis edytorski]

[383]

pargamin — własc. pergamin; wyprawiona skóra, służąca dawniej do zapisywania ważnych dokumentów; tu: dokument. [przypis edytorski]

[384]

te — dziś popr. forma B. lp r.n.: to. [przypis edytorski]

[385]

venit iudicium (łac.) — nadchodzi sąd. [przypis edytorski]

[386]

pan Różański — Michał Krasiński (1712–1784), podkomorzy różański, jeden z wodzów konfederacji barskiej. [przypis edytorski]

[387]

Fabius — właśc. Quintus Fabius Maximus (ok. 280–203 p.n.e.), rzymski polityk i generał, słynny ze swej ostrożności, jako wódz podczas wojny punickiej otrzymał przydomek Cunctator, tj. zwlekający. [przypis edytorski]

[388]

Afrodyta (mit. gr.) — bogini miłości, jej atrybutem był rydwan zaprzężony w gołębie. [przypis edytorski]

[389]

tonsura (z łac.: strzyżenie, postrzyżyny) — kółko wygolone na czubku głowy, daw. charakterystyczna fryzura księży; łysina. [przypis edytorski]

[390]

nezabudka (z ukr.) — niezapominajka. [przypis edytorski]

[391]

dla niej każda smakuje trucizna — nawiązanie do słów z Hymnu do miłości Ojczyzny napisanego jako hymn dla Szkoły Rycerskiej, a ogłoszonego drukiem jako część Myszeidy Krasickiego: „Święta miłości kochanej Ojczyzny! /Czują cię tylko umysły poczciwe! /Dla ciebie zjadłe smakują trucizny (…)”. [przypis edytorski]

[392]

liszka (daw.) — lis. [przypis edytorski]

[393]

kruża (poet.) — czara, dzban, kielich. [przypis edytorski]

[394]

ogniów — dziś popr. forma D. lm: ogni. [przypis edytorski]

[395]

jelitów — dziś popr. forma D. lm: jelit. [przypis edytorski]

[396]

lutnią — dziś popr. forma B. lp: lutnię. [przypis edytorski]

[397]

szalony bard — prawdopodobnie nawiązanie do Ludovica Ariosta (1474–1533), włoskiego poety, autora poematu Orland szalony. [przypis edytorski]

[398]

Safona (VII–VI w. p.n.e.) — wybitna poetka starożytnej Grecji; opoka Safony: według legendy nieszczęśliwa w miłości Safona popełniła samobójstwo, rzucając się w morze ze Skały Leukadejskiej. [przypis edytorski]

[399]

mołodyca (z ukr.) — młoda dziewczyna. [przypis edytorski]

[400]

Delille, Jacques (1738–1813) — francuski poeta i tłumacz, autor poematu Ogrody, jego pompatyczny styl był wzorem dla polskich poetów klasycystycznych; poniższe strofy stanowią parodię tego stylu. [przypis edytorski]

[401]

sturczyć — przerobić na modłę turecką, udziwnić. [przypis edytorski]

[402]

ixy warszawskie — warszawskie towarzystwo literackie, hołdujące klasycystycznym gustom, jego członkowie gromadzili się w latach 1815–1819 w salonie Tadeusza Mostowskiego i swoje publikacje podpisywali wspólnym pseudonimem X. [przypis edytorski]

[403]

stereotyp — w poligrafii druk czcionek stałych; tu: gra cieni, odbicie, fotografia. [przypis edytorski]

[404]

dagerotyp — obraz fotograficzny utrwalony na płycie srebrnej; technika wynaleziona w 1839 r. przez Louisa Daguerre'a. [przypis edytorski]

[405]

tęczowie — dziś: tęczowo. [przypis edytorski]

[406]

Sawa — Józef Sawa Caliński (1736–1771), syn pułkownika kozackiego, Sawy Czałego, jeden z najwybitniejszych dowódców konfederacji barskiej, ranny pod Szreńskiem, zmarł w rosyjskim więzieniu. [przypis edytorski]

[407]

szacht — cięcie. [przypis edytorski]

[408]

czaprak (z tur.) — tkanina, niekiedy ozdobna, wkładana na konia pod siodło. [przypis edytorski]

[409]

olstro (z niem.) — skórzany futerał na pistolet, przytroczony do siodła. [przypis edytorski]

[410]

I gdyby krzemień był spadł i uderzył /W dekę… co skrami pryskając odskoczy — opis działania XVIII-wiecznej broni palnej. [przypis edytorski]

[411]

szturmak — strzelba z rozszerzającą się lufą. [przypis edytorski]

[412]

piso-rym — rymopis, poeta. [przypis edytorski]

[413]

empirycznie — doświadczalnie, praktycznie. [przypis edytorski]

[414]

wycelić — dziś popr. wycelować. [przypis edytorski]

[415]

korki — tu: obcasy. [przypis edytorski]

[416]

same — dziś popr. forma B. lp r.n.: samo. [przypis edytorski]

[417]

Irys (mit. gr.) — Iris a. Iryda, bogini jutrzenki, wysłanniczka bogów, tęcza. [przypis edytorski]

[418]

na ów koń — dziś popr. forma B. lp: na owego konia. [przypis edytorski]

[419]

rączęty — dziś popr. forma N. lm: rączętami. [przypis edytorski]

[420]

centaur (mit. gr.) — dzika istota o końskim ciele z ludzkim torsem i głową. [przypis edytorski]

[421]

Dejanira (mit. gr.) — ukochana Heraklesa, porwana przez centaura Nessosa. [przypis edytorski]

[422]

kosa (daw.) — warkocz. [przypis edytorski]

[423]

jaszczur — skóra końska lub ośla, wyprawiona chropowato, podobna do skóry jaszczurczej; oprawiano w nią pochwy i rękojeści szabel. [przypis edytorski]

[424]

wolą — dziś popr.: wolę. [przypis edytorski]

[425]

addio (wł.) — żegnaj. [przypis edytorski]

[426]

caro mio (wł.) — mój drogi. [przypis edytorski]

[427]

niewidoma — tu: niewidzialna. [przypis edytorski]

[428]

szkaplerz — dwa połączone ze sobą kawałki materiału z wizerunkiem Jezusa i (lub) Matki Boskiej, poświęcone, noszone na szyi, na piersiach. [przypis edytorski]

[429]

szatanu — dziś popr. forma C. lp: szatanowi. [przypis edytorski]

[430]

misją — dziś popr. forma B. lp: misję. [przypis edytorski]

[431]

Giraj właśc. Krym Girej (1699–1769) — chan tatarski, panował w latach 1758–1764 i 1768–1769, sojusznik konfederatów barskich, przeciwnik Rosji i Stanisława Augusta Poniatowskiego. Za jego panowania doszło do ostatniego wielkiego najazdu Tatarów na Ukrainę polską i rosyjską. Ostatni wielki i wybitny wódz oraz wojownik tatarski. [przypis edytorski]

[432]

Chanisko — zgrubienie od słowa chan. [przypis edytorski]

[433]

wyraj (mit. słowiańska) — bajeczna kraina, do której na zimę odlatują ptaki i skąd przychodzi co roku wiosna. [przypis edytorski]

[434]

pliska — dziś popr.: pliszka, mały ptak z rzędu wróblowatych. [przypis edytorski]

[435]

Jowisz (mit. rzym.) — bóg dnia, nieba i burzy, najważniejszy w rzymskim panteonie, przedstawiany jako brodaty mężczyzna władający piorunem, odpowiednik greckiego Zeusa. [przypis edytorski]

[436]

chrzestem — forma użyta dla rymu, na prawach licencji poetyckiej, dziś popr. forma N. lp: chrztem. [przypis edytorski]

[437]

austeria (daw.) — karczma, zajazd. [przypis edytorski]

[438]

Dyjanna (mit. rzym., dziś: Diana) — bogini łowów, córka Jowisza i siostra Apollina, jej posąg był popularną ozdobą klasycystycznych ogrodów i pałaców. [przypis edytorski]

[439]

złota łódź Sorrentu — prawdopodobnie nawiązanie do czarodziejskiej łodzi, którą bohaterowie Jerozolimy wyzwolonej płynęli na Wyspy Szczęśliwe; Sorrento — popularna już w XIX w. miejscowość turystyczna w płd. Włoszech nad Morzem Śródziemnym, niedaleko Neapolu, miejsce urodzenia Torquato Tasso (1544–1595), wł. poety, autora poematu Jerozolima wyzwolona. [przypis edytorski]

[440]

wino w twej Platońskiej czarze — nawiązanie do dialogu Uczta Platona. [przypis edytorski]

[441]

bursztyn — tu: fajka z bursztynu. [przypis edytorski]

[442]

muszę cierpieć, abym śpiewał — nawiązanie do legendy o łabędziu, który ma śpiewać tylko raz w życiu, tuż przed śmiercią. [przypis edytorski]

[443]

koralów — dziś popr. forma D. lm: korali. [przypis edytorski]

[444]

opal — minerał o różnorodnych barwach i mieniącej się, opalizującej powierzchni; opalów — dziś popr. forma D. lm: opali. [przypis edytorski]

[445]

różyca — rozeta, okrągłe okno wypełnione witrażem lub ażurowym ornamentem. [przypis edytorski]

[446]

czahar (reg.) — zarośla na podmokłych gruntach. [przypis edytorski]

[447]

krwawemi płomyki — dziś popr. forma N. lm: krwawymi płomykami. [przypis edytorski]

[448]

posępne lirniki — dziś popr. forma M. lm grup rzecz. m.-os.: posępni lirnicy. [przypis edytorski]

[449]

duma (z ukr.) — liryczno-epicka pieśń o życiu Kozaków, o tematyce historyczno-bohaterskiej lub obyczajowej. [przypis edytorski]

[450]

harfa Eola — harfa eolska, instrument muzyczny, z którego strun dźwięki wydobywa wiatr; Eol (mit.gr.) — bóg wiatrów. [przypis edytorski]

[451]

czumak (daw. ukr.) — chłop ukraiński, żyjący z handlu, przewożący swój towar, często na bardzo duże odległości, wozami zaprzężonymi w woły; włóczęga, koczownik. [przypis edytorski]

[452]

dróp — drop, ptak z rzędu żurawiowych, uważany za najcięższego na świecie ptaka latającego, dziś gatunek ginący, w Polsce objęty ścisłą ochroną. [przypis edytorski]

[453]

Hurony — dziś popr. forma M. lm: Huroni; plemię indiańskie, znane z okrucieństwa, zamieszkujące okolice jeziora Huron w Ameryce Północnej, opisane w powieści Jamesa Coopera Ostatni Mohikanin. [przypis edytorski]

[454]

butel (reg., daw.) — butla, flasza. [przypis edytorski]

[455]

malowanemi pióry — dziś popr. forma N. lm: malowanymi piórami. [przypis edytorski]

[456]

królowa Saba (bibl., XI w. p.n.e.) — własc. królowa Saby, przedmuzułmańskiego państwa na Półwyspie Arabskim, znana z Biblii pod imieniem Makeda; złożyła wizytę królowi izraelskiemu Salomonowi. [przypis edytorski]

[457]

pancernik — tu: rycerz w zbroi, towarzysz pancerny. [przypis edytorski]

[458]

czaj (ros.) — herbata. [przypis edytorski]

[459]

arka na Synaju — Arka Przymierza, skrzynia, w której Izraelici przechowywali tablice z przykazaniami; Synaj to półwysep i góra w Azji Zachodniej, dziś na terytorium Egiptu, miejsce, gdzie Bóg miał objawić się Mojżeszowi i przekazać mu Dekalog. [przypis edytorski]

[460]

Perkunas (mit. litewska) — bóg gromów i błyskawic. [przypis edytorski]

[461]

Znicz (mit. litewska) — święty ogień, bóg ognia. [przypis edytorski]

[462]

runy — dawne epickie pieśni ludowe fińskie i karelskie, często o treści mitycznej. [przypis edytorski]

[463]

żmujdzki — żmudzki, pochodzący ze Żmudzi, płn.-zach. części Litwy. [przypis edytorski]

[464]

kołdun — pieczony pieróg z ciasta drożdżowego z nadzieniem, tradycyjna potrawa litewska i białoruska. [przypis edytorski]

[465]

mina — starożytna jednostka masy, ok. 0,5 kg. [przypis edytorski]

[466]

O! boćwino! — boćwina a. botwina, tj. zupa z młodych liści buraczanych, była potrawą tak charakterystyczną dla Litwy, że w innych częściach kraju przezywano Litwinów (Polaków litewskich) boćwinkami; Słowacki nawiązuje tu ironicznie do opisów kulinarnych z „Pana Tadeusza”. [przypis edytorski]

[467]

Hipokrena (mit. gr.) — właśc. Hippokrene, źródło w Gaju Muz na Helikonie, symbol natchnienia poetyckiego. [przypis edytorski]

[468]

Kamena (mit. rzym.) — nimfa źródła, obdarzona darem wieszczym, odpowiednik Muzy z mit. gr. [przypis edytorski]

[469]

gazella — gazela, mała antylopa a. utwór poetycki w literaturze perskiej, oparty na jednym rymie, często o tematyce erotycznej, znany romantykom, zafascynowanym kulturą orientalną. [przypis edytorski]

[470]

ni piu ni meno (wł.) — ni mniej, ni więcej. [przypis edytorski]

[471]

z barszczowych uszów — z pierożków, por. barszcz z uszkami; uszów — dziś popr. forma D. lm: uszu. [przypis edytorski]

[472]

nie lża (starop.) — także w formie nie ldza, nie lza: nie można, nie da się. [przypis edytorski]

[473]

Dyjanna (mit. rzym.) — dziś: Diana; bogini łowów, córka Jowisza i siostra Apollina, tu: natchnienie. [przypis edytorski]

[474]

tryjolet — dziś: triolet; rodzaj wiersza o strofie ośmiowersowej i specyficznym układzie dwóch rymów, w którym czwarty i siódmy wers powtarza pierwszy, a ósmy jest taki sam jak drugi (ABaAabAB). [przypis edytorski]

[475]

pisałem prozą odjemną, mówi Tygodnik — w recenzji w „Tygodniku Literackim” w 1839 r. styl Anhellego został określony jako „odjemny”, tj. negatywny, ciemny. [przypis edytorski]

[476]

Pitagor — Pitagoras z Samos (ok. 572–500 p.n.e.), gr. matematyk i filozof. [przypis edytorski]

[477]

kukuruza (ros.) — kukurydza. [przypis edytorski]

[478]

czerwienny tuz — as kierowy. [przypis edytorski]

[479]

Odyn (mit. skand.) — najwyższe bóstwo nordyckie, bóg wojny i wojowników, mądrości, poezji i magii. [przypis edytorski]

[480]

Neptun (mit. rzym.) — bóg morza, odpowiednik gr. Posejdona, jego atrybutem był trójząb do połowu ryb. [przypis edytorski]

[481]

Brama Dytejska (właśc. Dantejska) — w Boskiej Komedii brama prowadząca do piekieł. [przypis edytorski]

[482]

Ariost — własc. Ariosto, Ludovico Giovanni (1474–1533), włoski poeta renesansowy, autor poematu rycerskiego Orland szalony. [przypis edytorski]

[483]

miętki (reg.) — dziś popr.: miękki. [przypis edytorski]

[484]

Arachne (mit. gr.) — prządka, która wyzwała na pojedynek tkacki boginię Atenę i za swą pychę została zamieniona w pająka. [przypis edytorski]

[485]

strycha — strzecha. [przypis edytorski]

[486]

Jan Czarnoleski — Jan Kochanowski z Czarnolasu. [przypis edytorski]

[487]

mżeć — drzemać; śnić (por.: mżonki). [przypis edytorski]

[488]

wiszar — urwisko, występ skalny. [przypis edytorski]

[489]

Coś na kształt Danta tercetów niejasnych, do których trzeba dodawać komentarz — Dante Alighieri (1265–1321) w Boskiej Komedii zamieścił wiele niejasnych nawiązań do znanych sobie osób. [przypis edytorski]

[490]

Dońcy — Kozacy znad Donu, w XVIII i XIX w. żołnierze na służbie rosyjskiej; oddziały kozackie były używane m.in. do pacyfikowania demonstracji patriotycznych w Warszawie w XIX w. [przypis edytorski]

[491]

Meleager (mit. gr.) — Meleagros, uczestnik wyprawy Argonautów po złote runo. Urządził polowanie na ogromnego dzika kalidońskiego, którego zabił, a skórę z niego podarował Atalancie za to, że pierwsza trafiła dzika ze swojego łuku. Na skutek tej decyzji Meleager skłócił się z rodziną, co przypłacił śmiercią. [przypis edytorski]

[492]

Michała Gra… — Michał Grabowski (1804–1863), pisarz, publicysta i krytyk, tworzył powieści o tematyce ukraińskiej, np. Koliszczyzna i stepy i Stannica hulajpolska. [przypis edytorski]

[493]

Ej ty na szybkim koniu — „Ej! Ty na szybkim koniu gdzie pędzisz kozacze?”, pierwsze słowa poematu Maria Antoniego Malczewskiego (1793–1826). [przypis edytorski]

[494]

Skąd, powiedz, wracają Litwini? — „Skąd Litwini wracali? Z nocnej wracali wycieczki”, pierwsze słowa Powieści Wajdeloty z Konrada Wallenroda Mickiewicza. [przypis edytorski]

[495]

That ist the question (ang.) — właśc. That is the question: oto jest pytanie; słowa z monologu Hamleta w tragedii Shakespeare'a. [przypis edytorski]

[496]

Komu ty jedziesz? jak mówią Żmudzini — właściwością reg. polszczyzny na Litwie i Podlasiu jest zastępowanie form C. konstrukcjami z przyimkiem „dla” lub „do” z D. i odwrotnie. [przypis edytorski]

[497]

metr — tu: metrum, wzorzec rytmiczny w poezji. [przypis edytorski]

[498]

heksametr — miara wierszowa, którą napisana jest m.in. Iliada (heksametr daktyliczny) i Pieśń Wajdeloty w Konradzie Wallenrodzie Mickiewicza (heksametr polski); pierwszą połowę heksametru reprezentuje wspomniane w tej strofie zdanie „Skąd Litwini wracali?”; heksametra: dziś popr. forma D. lp: heksametru. [przypis edytorski]

[499]

Sawa — Józef Sawa Caliński (1736–1771), syn pułkownika kozackiego, Sawy Czałego, jeden z najwybitniejszych dowódców konfederacji barskiej, ranny pod Szreńskiem, zmarł w rosyjskim więzieniu. [przypis edytorski]

[500]

strzemiono — forma użyta dla rymu, na prawach licencji poetyckiej, popr.: strzemię. [przypis edytorski]

[501]

ponizać — nawlec na nitkę. [przypis edytorski]

[502]

Styr — rzeka na Wołyniu, w pł.-zach. części Ukrainy, dopływ Prypeci; nad Styrem leży miasto Łuck. [przypis edytorski]

[503]

atencyje (z łac.) — tu: konkury, pretendowanie do ręki panny. [przypis edytorski]

[504]

Kałmucy — naród mongolski o ciekawej kulturze, mieszkający na granicy Europy i Azji nad Morzem Kaspijskim; nazwy tej używało się w polszczyźnie jako pogardliwego określenia dzikich i okrutnych mieszkańców azjatyckiej części Rosji (prawdopodobnie dlatego, że Kałmucy w armii carskiej, z którymi stykali się Polacy, pełnili często funkcję oprawcy). [przypis edytorski]

[505]

Ugolin — własc. Ugolino, postać z Boskiej Komedii Dantego, mściciel, który w Piekle gryzł czaszkę i wysysał mózg swojego dawnego prześladowcy, biskupa Ruggieri, za to, że ten skazał Ugolina i jego synów na śmierć głodową. [przypis edytorski]

[506]

egipski Bóg (mit. egip.) — Anubis, bóg pogrzebów i balsamistów, był przedstawiany w postaci ludzkiej z głową psa lub szakala. [przypis edytorski]

[507]

martwic — trup. [przypis edytorski]

[508]

antropofag (z gr.) — ludożerca. [przypis edytorski]

[509]

Osagowie — Indianie z Ameryki Płn. z rodziny Dakotów, posądzani o kanibalizm. [przypis edytorski]

[510]

błam — zszyte futerka na przykrycie lub do podszycia płaszcza; ognistemi błamy — dziś popr. forma N. lm: ognistymi błamami. [przypis edytorski]

[511]

łycho (ukr.) — licho, bieda, źle. [przypis edytorski]

[512]

spokojnica (z ros.) — nieboszczka. [przypis edytorski]

[513]

korowaj — weselny placek z mąki pszennej, tradycyjny w Rosji i na Ukrainie. [przypis edytorski]

[514]

Bojan — mityczny bard ruski, wnuk Welesa, bożka pieśniarzy i rycerzy, wspomniany w Słowie o wyprawie Igora, miał żyć na przełomie XI i XII w i należeć do drużyny Jarosława Mądrego; za wcielenie Bojana podawał się w swoich wierszach Józef Bohdan Zaleski (1802–1886), poeta romantyczny z tzw. szkoły ukraińskiej. [przypis edytorski]

[515]

przedać (daw.) — sprzedać. [przypis edytorski]

[516]

dumy piała (z ukr.) — śpiewała pieśni. [przypis edytorski]

[517]

jemiełuszka — jemiołuszka, niewielki ptak wędrowny. [przypis edytorski]

[518]

groszów — dziś popr. forma D. lm: groszy. [przypis edytorski]

[519]

hramota (ukr.) — gramota, dokument pisany na dawnej Rusi i Litwie. [przypis edytorski]

[520]

purpurowemi bałwany — dziś popr. forma N. lm: purpurowymi bałwanami. [przypis edytorski]

[521]

maszt łaciński — maszt z żaglem rozpiętym na długiej, ukośnej rejce. [przypis edytorski]

[522]

porze — rozpycha, przedziera się (por. uporać się). [przypis edytorski]

[523]

kruż (daw.) — kielich, czara. [przypis edytorski]

[524]

Malczewski, Antoni (1793–1826) — autor powieści poetyckiej Maria, poeta romantyczny tzw. szkoły ukraińskiej, pierwszy polski zdobywca Mont Blanc. [przypis edytorski]

[525]

tragedią — dziś popr. forma B. lp: tragedię. [przypis edytorski]

[526]

credo (łac.: wierzę) — wyznanie wiary, przekonania; poniższe strofy stanowią wyraźne nawiązanie do tekstu chrześcijańskiego wyznania wiary „Wierzę w Boga”. [przypis edytorski]

[527]

sfera Dantejska — nawiązanie do kręgów piekielnych, opisanych przez Dantego w Boskiej Komedii i wypełnionych przeciwnikami politycznymi autora. [przypis edytorski]

[528]

Danta — dziś popr. forma B.: Dantego. [przypis edytorski]

[529]

Mochnacki, Maurycy (1803–1834) — polski działacz, publicysta polit., jeden z teoretyków polskiego romantyzmu, uczestnik i kronikarz powstania listopadowego. [przypis edytorski]

[530]

kostera — hazardzista, ryzykant. [przypis edytorski]

[531]

snować (daw.) — snuć. [przypis edytorski]

[532]

postaci, arystokracji, braci — Słowacki, pochodzący z Kresów, wymawiał głoskę ć półmiękko, jak Ukraińcy i Rosjanie, dlatego te wyrazy w jego ustach się rymowały. [przypis edytorski]

[533]

w książeczce sądził swoich braci — mowa o pracy publicystycznej Mochnackiego Powstanie narodu polskiego w roku 1830 i 1831. [przypis edytorski]

[534]

sejm pod Herodem obierany — sejm powstańczy i emigracyjny, obierany w Polsce znajdującej się pod panowaniem cara Mikołaja I. [przypis edytorski]

[535]

Makbetowe amen — bohater tragedii Makbet Shakespeare'a po dokonaniu królobójstwa bezskutecznie usiłuje się pomodlić. [przypis edytorski]

[536]

z kości rodzą się rycerze — nawiązanie do mitów i baśni, w których rycerze-mściciele wyrastają z kości, kamyków lub smoczych zębów. [przypis edytorski]

[537]

krzyżów — dziś popr. forma D. lm: krzyży. [przypis edytorski]

[538]

koście — dziś popr. forma B. lm: kości. [przypis edytorski]

[539]

pod górnemi grzbiety — dziś popr. forma N. lm: pod górnymi grzbietami. [przypis edytorski]

[540]

kiełzać — kiełznać, zmuszać konia do spokoju i uległości (za pomocą wkładanego w pysk metalowego wędzidła). [przypis edytorski]

[541]

Gdzież więc ten człowiek… co się Bogiem ze mną mierzył? — aluzja do Mickiewicza. [przypis edytorski]

[542]

żem skinął Ja i wieszcza wskrzesił — Mickiewicz na emigracji zaczął na nowo tworzyć po wyzwaniu, rzuconym mu przez Słowackiego w salonowej improwizacji. [przypis edytorski]

[543]

krwią i mlekiem płynna — parafraza związku frazeologicznego „kraina mlekiem i miodem płynąca”, nawiązująca do krwawej historii żyznej i pięknej Ukrainy, por. też określenie „krew z mlekiem”, odnoszące się pięknej twarzy kobiecej. [przypis edytorski]

[544]

Ikwa — rzeka na Wołyniu, w zach. części Ukrainy, prawy dopływ Styru. [przypis edytorski]

[545]

Znicz — w pogańskiej kulturze litewskiej święty ogień a. kapłan go pilnujący. [przypis edytorski]

[546]

Hektor (mit. gr.) — bohater Iliady Homera, królewicz i najdzielniejszy wojownik trojański, zginął z ręki Achillesa. [przypis edytorski]

[547]

Bogi — dziś popr. forma M. lm: Bogowie. [przypis edytorski]

Close
Please wait...