Wolne Lektury potrzebują pomocy...


Potrzebujemy Twojej pomocy!

Na stałe wspiera nas 402 czytelników i czytelniczek.

Niestety, minimalną stabilność działania uzyskamy dopiero przy 1000 regularnych darczyńców. Dorzucisz się?

Tak, dorzucę się do Wolnych Lektur!
Tym razem nie pomogę, przechodzę prosto do biblioteki
Informacje o nowościach

Informacje o nowościach w naszej bibliotece w Twojej skrzynce mailowej? Nic prostszego, zapisz się do newslettera. Kliknij, by pozostawić swój adres e-mail.

x
← Beniowski. Pięć pierwszych pieśni
  1. Alkohol: 1 2
  2. Anioł: 1
  3. Bieda: 1
  4. Bóg: 1 2
  5. Burza: 1
  6. Car: 1
  7. Chłop: 1
  8. Choroba: 1
  9. Cisza: 1
  10. Cnota: 1 2
  11. Czarownica: 1
  12. Czary: 1
  13. Czas: 1
  14. Drzewo: 1
  15. Duch: 1
  16. Dusza: 1 2 3 4
  17. Dworzanin: 1
  18. Dwór: 1
  19. Dziecko: 1
  20. Dziedzictwo: 1
  21. Dziewictwo: 1 2
  22. Filozof: 1
  23. Fircyk: 1
  24. Flirt: 1 2
  25. Głód: 1 2 3 4
  26. Góra: 1
  27. Grób: 1 2 3 4 5 6
  28. Grzech: 1
  29. Grzeczność: 1
  30. Gwiazda: 1 2
  31. Handel: 1
  32. Hańba: 1 2
  33. Historia: 1 2
  34. Honor: 1
  35. Idealista: 1
  36. Jedzenie: 1
  37. Jesień: 1
  38. Karczma: 1
  39. Kłamstwo: 1
  40. Kłótnia: 1
  41. Kobieta: 1 2 3 4 5 6
  42. Konflikt wewnętrzny: 1
  43. Koń: 1
  44. Krew: 1 2 3
  45. Ksiądz: 1 2
  46. Księżyc: 1
  47. Kwiaty: 1
  48. Lekarz: 1
  49. List: 1 2
  50. Los: 1
  51. Lud: 1
  52. Małżeństwo: 1
  53. Marzenie: 1
  54. Matka: 1 2 3
  55. Matka Boska: 1 2
  56. Mądrość: 1
  57. Melancholia: 1 2 3 4
  58. Miasto: 1
  59. Mizoginia: 1
  60. Moda: 1
  61. Morderstwo: 1
  62. Morze: 1
  63. Muzyka: 1 2
  64. Narkotyki: 1 2
  65. Naród: 1 2 3 4
  66. Natura: 1
  67. Niemiec: 1
  68. Niewola: 1 2
  69. Obcy: 1 2
  70. Obyczaje: 1 2 3 4
  71. Ogień: 1 2
  72. Ojczyzna: 1 2 3
  73. Okrucieństwo: 1 2 3
  74. Omen: 1 2
  75. Pamięć: 1 2 3
  76. Patriota: 1 2 3 4 5
  77. Pies: 1
  78. Pijaństwo: 1 2
  79. Plotka: 1 2
  80. Pobożność: 1
  81. Pocałunek: 1
  82. Podróż: 1
  83. Podstęp: 1
  84. Poeta: 1 2 3 4
  85. Poezja: 1 2 3 4 5 6 7
  86. Pogrzeb: 1
  87. Pojedynek: 1
  88. Polityka: 1
  89. Polska: 1 2 3 4
  90. Porwanie: 1
  91. Pozycja społeczna: 1
  92. Pożądanie: 1
  93. Proroctwo: 1 2 3
  94. Przywódca: 1
  95. Ptak: 1
  96. Pustynia: 1
  97. Pycha: 1
  98. Radość: 1
  99. Religia: 1 2
  100. Rewolucja: 1
  101. Rosja: 1
  102. Rosjanin: 1
  103. Rozstanie: 1 2
  104. Rycerz: 1
  105. Sarmata: 1 2
  106. Sen: 1
  107. Serce: 1
  108. Siła: 1
  109. Sława: 1 2
  110. Słońce: 1 2
  111. Sługa: 1
  112. Starość: 1 2
  113. Strach: 1
  114. Strój: 1 2 3
  115. Syberia: 1
  116. Szaleństwo: 1
  117. Szlachcic: 1 2
  118. Sztuka: 1
  119. Śmiech: 1
  120. Śmierć: 1 2 3 4 5 6
  121. Śmierć bohaterska: 1
  122. Śpiew: 1 2
  123. Światło: 1
  124. Świętoszek: 1
  125. Tajemnica: 1 2
  126. Taniec: 1
  127. Teatr: 1
  128. Tęsknota: 1 2
  129. Trup: 1 2 3
  130. Ucieczka: 1
  131. Uczta: 1
  132. Upadek: 1
  133. Upiór: 1 2 3 4 5
  134. Uroda: 1 2 3
  135. Walka: 1 2 3 4 5 6
  136. Wierność: 1
  137. Więzień: 1
  138. Wino: 1
  139. Wojna: 1 2
  140. Wygnanie: 1 2 3
  141. Zabobony: 1
  142. Zdrowie: 1 2
  143. Zemsta: 1
  144. Zmartwychwstanie: 1 2
  145. Żałoba: 1
  146. Żona: 1 2

Juliusz SłowackiBeniowskiDalsze pieśni

Pieśń VI[1]

I

Widzieliście Pana Sawę[2]
Pośród stepów ze Swentyną…
Burzanami szyki płyną
Jak brąz czarne, słońcem krwawe,
I proporce wieją złote
I czerwone z Archaniołem[3]
Przyjechali poprzed grotę,
Wyszli z tłumu dwaj lirnicy,
Uderzyli Sawie czołem,
Uśmiechnęli do dziewicy…
— „Bóg nam ciebie, bohatéra,
Niechaj chowa po wsze czasy!
Przysłał tobie pan Kozyra,
Hetman Siczy… pułk kozacki,
Szczob[4] ty z Rusią szedł w zapasy,
Hulał jak syn hajdamacki[5]…”

II[6]

Tęsknota, MelancholiaPrzybył więc Sawie gdzieś sponad limanów[7]
Kureń[8] kozacki… i wnet się przed grotą
Rozłożył; sotkę[9] zawiesił saganów[10],
Ogień zapalił piramidą złotą.
Tysiąc spis[11], tysiąc szabel i majdanów[12]
Łyska na słońcu; lecz jakąś tęsknotą
Zafarbowane niebiosa nad niemi,
I także jakaś tęsknota na ziemi.
Lirnicy siedli na wyższym kamieniu,
Bajda i Znachor… lecz nie dzwonią w liry;
Konie się włóczą i szukają cieniu[13]
Wysokich orłów dolatują skwiry[14].
Swentyna stoi przy jednym płomieniu,
Rzęsami oczu nakryła szafiry —
Duma… jak kwiaty wpół zwiędłe — jesienne —
Na jej ramionach dwa gołębie senne.
Wszystko ponure; choć bliska wyprawa,
Choć pójdą bić się… wszyscy zadumani.
Na krzywej szabli oparty pan Sawa
Rozmawia cicho, ważnie — ze starcami.
„Gdzież nas powiedziesz? — mruczą — to rzecz krwawa
Bić się z naszemi braćmi rzezuniami[15]
Omen, Słońce, Konflikt wewnętrznyCo za nagroda? co za przyszłość nasza?
GróbKrewWiśniowieckiego[16] pomnij Jeremiasza!
„Oj! ta mogiła kiedyś się otworzy,
Gdzie zasnął stary kat, i miecz wykinie[17];
Na naszych głowach się ten miecz położy
I naszą znowu krwią gorącą spłynie.
Gdy wychodziły pułki, to na zorzy
Cztery świeciły słońca w Ukrainie
Pozadnieprzańskiej! — wojna będzie krwawa,
A tobie w głowie co? — grób czy buława?
„Jeśli mogiła… to dobrze! — pójdziemy,
Z janczarek[18] hukniem Lachom[19] i z moździerzy;
My chcemy ginąć z tobą — i bić chcemy,
Każdemu serce w pałaszu[20] uderzy!
Mieczami tobie kurhan wykopiemy,
Jeśli chcesz spać, jak wódz, co we krwi leży…
Lecz może lepiej krwawej czekać doby,
A tobie przyjdzie kłaść… na ziemi groby.
„Z mohiły na mohiłu[21], taj zalecisz
Aż na Hetmaństwo! Ogień— Ej, podumaj, Sawa!
Komu ty szablą pod okiem zaświecisz,
Ten na trybunał nie pójdzie do prawa;
Rozkaż — a pożar ty taki zaniecisz,
Że go zobaczy z okien — aż Warszawa!
Stepowy ty król!” Tutaj na kolano
Klęknął — i z ognia dobywszy polano,
Podał je Sawie… gdy z płonącej głowni
Szły skry — i mruknął: „Weź, niech Lachy giną!”
Słysząc, jak byli Kozacy wymowni,
Sawa ze smutną pogadał Swentyną;
Alkohol, Wino, PodstępTa szła do groty zaraz — i z lodowni,
Kędy Calińskich było stare wino,
Dawny zabytek szlacheckiego mienia[22],
Dostała spoić czem głowę kurenia —
To jest poetów i starszynę[23]. Potem
Poszła osiadłać rumaka Sawynie[24].
KońGrzywę mu białą przeplatała złotem
Oraz kwiatkami, co na eglantynie[25]
Kwitną. — Pod żadnym Araba namiotem
Żaden koń taką lotnością nie słynie,
Jak ów koń srebrny Sawy, koń jedyny,
Zmyślny jak człowiek, drugi brat Swentyny.
Z grzywy mu polne róże, pełne rosy
Spadają, parska jak płomień czerwono;
Zna różne dźwięki i rozumie głosy,
Wie, kiedy głowę spuścić zamyśloną.
Teraz wargami wziął Swentyny włosy
I niby gryzie, lecz gryzienie ono
W kolory usta ubrało dziewicze…
I przeszedł przez nią dreszcz… Są tajemnicze
Błyski, szmery krwi, nieznane szelesty
W głębi dziewiczych ciał, i te się budzą
Bóg wie jak — są to anielskie incesty[26]
Dusz bratnich. — Ale rymy znów marudzą
I znów się ze strof tych robią Oresty[27]
Szalone, z włosem rozczochranym, z cudzą
Krwią na obliczu, znów jestem gotowy…
Lecz wróćmy lepiej nad kureń stepowy.
PrzywódcaPotem na konia wskoczył Sawa rzesko,
Rycerskie bardzo zamyślając czyny…
A był pod nieba otchłanią niebieską
Jako archanioł Michał, Ukrainy
Patron — choć młody — z powagą królewską
Przemówił do tej kozackiej starszyny
Tak dobrze, że miał echo w setnych głosach
I widział w szablach step — jak w złotych kłosach…
Ojczyzna, Polska, Matka, DzieckoO matko Polsko, jak dawno nie grzmiało
Na twoich stepach takie dzikie hasło!
Jak dawno ludziom na stepie nie dniało
Krwawo — i słońce na szablach nie gasło!
Co dnia się mijasz z twoją dawną chwałą,
Zło się na twoich obszarach rozpasło; —
Zaledwo chłopek dawną wiarę chowa
I serce… A ty się już rodzisz nowa,
W żłobku serc naszych biednych położona
Na zwiędłym kwiecie marzeń i popiołów;
Matki my biedne… bo z naszego łona
Płynie ci ogień — roztopiony ołów,
A ty tak jesteś karmi[28] upragniona[29],
Że ci za matki my — i za aniołów
I za obrońców, za dom — i za szańce
Musimy dziś być… my — sami wygnańce…
…………………………………………….
…………………………………………….

III

Dawna ojczyzno moja! o jak trudno
Zakochanemu w twej śmiertelnej twarzy
Zapomnieć wdzięku, co młodość odludną
Wabił na dawnych opłotki[30] cmentarzy.
Inni już pieją twoją przyszłość cudną; —
Grób, SerceJa zostawiony gdzieś na mogił straży,
Jak żuraw, abym nie spał śród omamień,
Trzymam… me serce w ręku… serce-kamień —
Biedne uwiędłe serce! — Inni mogą
Płomieniem twojej przyszłości oddychać;
Ja, twoje biedne dziecko, stoję z trwogą,
Bo mi płacz twoich dawnych mogił słychać.
DuszaProszę cię w moją duszę, jak w ubogą
Chatę, co już się zaczęła rozsychać,
Rozpadać, tylą wichry rozerwana,
Biedna… tak dawno stojąca… gliniana.
Dawniej — o! dawniej… mogłem ja cię darzyć,
Różami, listki[31] maczanemi w złocie.
Teraz ja muszę chować się i marzyć,
I w coraz większej schroniony prostocie
Podług natury sądnej, szale ważyć
I dbać o ciebie — gdy jesteś w polocie
Ku siedmiu gwiazdom strzałą wyprawiona,
Choć masz na krzyżu ciało i ramiona…
GróbZmartwychwstanieOjczyznaNajbielsza moja! Najsmutniejsza! w tobie
Śpiewają jakieś pieśni — i nad tobą;
Otóż ja złączyć chciałbym pieśni obie
I uczcić grób twój dawny tą ozdobą,
Którą widziałem na rycerzy grobie,
Kamienną, dużą, rycerską osobą,
Dla której kilka lamp grobowych spalisz,
A potem z grobu wstająca — rozwalisz.
I nie pamiętaj o mnie w tej godzinie,
Gdy cię Bóg wielkim darem uweseli…
Lecz póki Ikwa ma rodzinna płynie
Wezbrana łzami po tych, którzy mieli
Serce i ducha, póki w Ukrainie
Dziad chodzi z pieśnią, a z Dniepru topieli
Ciągle niby gwar smętnych duchów mgli się
I Pułaskiego[32] spieszny rumak śni się; —
ŚpiewDopóki ludzie w nowych ducha siłach
Nie znajdą w sobie rycerstwa i śpiewu:
Dopóty ja mam prawo na mogiłach
Stanąć i śpiewać — srogi — lecz bez gniewu.
Bo wiem, jak trudno ruch obudzić w bryłach
I kazać w niebo iść ściętemu drzewu
I z tęczami się połączyć na niebie,
Ja, co nie mogłem wskrzesić — nawet siebie!
Dlatego w dawnych ludziach złotą wiarę
I złote serca miłuję nad własne.
Dalej więc! — mówcie mi znów serca stare, —
Usta umarłe dziś, lecz w oczach krasne!
Odwińcie srebrną trumienną czamarę[33],
Pokażcie mi się duchy… żywe — jasne,
Ubrane w tęcze, gwiazdy i miesiące,
Na urok pieśni — z nieba zlatujące!…
Sawa, co w pieśni mej gra Dyjomeda[34]
Rolę, i może zająć długie księgi,
A który także trochę ma z Tankreda[35],
Pół Kozak — a pół szlachcic, ale tęgi —
Krzyczał, jak wariat, że się wiązać nie da,
A już był mocno różnemi popręgi[36]
Przez swoich własnych ludzi skrępowany
Za to, że nie chciał iść i rzezać pany[37].
Długo prosili go lirniki sępy,
Z Żelaźniakiem[38] mu obiecując księstwo;
Ale Sawa był słuchem bardzo tępy
I rzucił na te znachory przekleństwo;
Takim sposobem utracił zastępy
I Potockiemu[39] wydarte zwycięstwo;
Natura, Kwiaty, Drzewo, WięzieńA ten, co króla miał wiązać w Warszawie[40],
Sam leżał w lesie — związany — na trawie.
Pachły[41] mu wprawdzie gwoździki i smołki[42]
I miodnik miód przypomniał kapucynów
I wyzierały spod trawy fijołki,
Poziomki także oczkami z rubinów
Patrzały… i brzóz lekkie się wierzchołki
Kłaniały, lejąc nad nim płacz bursztynów;
Ale te jasno lasy malowane
Rzucały nań swój wdzięk, jak groch na ścianę.
Tak noc przeleżał bezsenny — i słyszał,
Jak brzozy o czemś tajemnem szeptały,
Jak się las cały by czarem uciszał
I o księżycu stał spokojny, biały;
Potem znów wiatrem jutrzenki zadyszał
I śpiewem ptasząt rannych zagrał cały,
I na zorzowych każda brzoza łunach
Była — jak harfa o stu złotych strunach.
Ale to wszystko nic… i ranny chłodek
Na próżno rzeźwił twarz; Sawa się wściekał —
Próżno się targał, bo na żaden środek,
(Litewski ten tryb mówienia tu czekał,
Aby się cicho wkradł i na rozpłodek
Został) — choć powróz mu bardzo dopiekał,
Choć szamotaniem się bardzo rozniemógł,
Na żaden środek więzów stargać nie mógł.
UpiórWtenczas na pomoc wezwał — nie wiem kogo —
Lecz wiem, że skoro wezwał… upiór szary
Na białym koniu przeniknął go trwogą;
Bo jeszcze w lesie mrok perłowo-szary
Panował… Upiór twarz miał srogą,
Koń po kolana w piekielne gdzieś żary
Albo w krew wstąpił i tak farbowany
W mgle czerwonemi rzucał się kolany[43].
Czemś przestraszony był — może czuł Sawę,
Człowieka, a sam niosący upiora,
Chciał się zawrócić gdzieś w mgły słońcem krwawe;
Czy go brzóz białych przestraszyła kora? —
Cofał się… wspinał… i taką postawę
Miał, jak posążny koń tryumfatora,
Co zda się leci i w lot z oczu ginie,
A nigdy ruin stojących nie minie.
Zabobony, Dusza, Patriota, NiewolaKto inny, w ludu wierzący podania,
Pewnie by wolał leżeć tak związany,
Niż by mu duchy do więz rozerwania
Pomogły, jasną ręką rwąc kajdany.
Lecz Sawa, który duszę miał do dania
I chętnie by ją dał za kraj kochany,
Nie dbał… (stąd wielka bardzo dramatyczność
Poezji)… wdać się z upiorami w styczność.
Zaczął więc krzyczeć: „Hej — pomoży, Bat'ku[44]!” —
I wnet ów stary człowiek koniem kinął[45],
A Sawa mu więc o swoim przypadku
Powiedział krótko; — a że bardzo słynął,
Grób, PamięćTę awanturę czytałem w dodatku
Dumourierowskiej[46] depeszy… Czas minął,
Sawy cień już mgły pamięci zasnuły,
A ten kawałek ówczesnej bibuły
Jeszcze dziś gada o złotej młodości
Rycerza. Boże! gdzież proch jego ciała?
Gdzie potrzaskane wprzód kulami kości?
Gdzie jest mogiła? — Oto w pieśni wstała
I nie brak jej gwiazd ani zieloności,
Jak na wesele znowu się ubrała.
I w tęczowych się darń kolorach skąpał,
Bo wie, że po nim duch znów będzie stąpał
Ten sam… ale już o stopień mogiły
Wyższy i mędrszy swą grobową wiedzą.
Tymczasem więzy zerwawszy, nim siły
Odzyskał, usiadł; on i lirnik siedzą,
Gdzie w lesie wzgórek był lekko pochyły,
Z którego źródła swe perełki cedzą;
Polska, UpiórMiędzy brzozami usiedli i gwarzą
Na złote słońce obróceni twarzą.
O czem? — o Polsce; ona jako zmora
Trzymała wtenczas we śnie wszystkie duchy.
Ten lirnik był to stary Wernyhora[47],
Sławny podówczas, tak że i kożuchy
I karmazyny[48] przed nim drżały wczora
I step przed jego twarzą stanął głuchy
I krew wybuchła parami białemi
I wcześniej srebrny miesiąc wyszedł z ziemi.
…………………………………………….
…………………………………………….

IV

Potem ściemniało, bo mglistej natury
Był dzień — a już się tłuszczą Żeleźniaka
Po brzegach wzdęte najeżały góry,
Sypiąc się jako plewiny z przetaka;
I step się od nich nagle stał ponury
I w obu wojskach była cisza taka,
Że tylko koni słyszano parskanie
I wiatr w chorągwi — albo w szarafanie[49].
Tu mimowolnie mi duch jakiś boju,
Kryjący tych wojsk szalonych zbliżenie,
Głos mój nagina do lepszego stroju
I moim piersiom daje szersze tchnienie;
Opiszę ten bój, ale niepokoju
Nie będzie w rymach… choć strofę odmienię;
Bój ten batalie przypominał rządne
Sobieskich — trąby zagrały już sądne.
Pomnę, że wtenczas Potocki na sobie
Szarafan letni miał — czerwone buty…
…………………………………………….
…………………………………………….

V

Walka, Wojna, ŚmierćDo ostrokołów[50] przyparci, rąbani
Jak pod kowala młotem, pod szablicą,
Cięci i nigdy niepardonowani[51],
Choć złożą ręce i żelazo schwycą —
Przez łeb tak cięci, że porozwalani
Na dwie połowy mieczów błyskawicą,
Jęczą. Szlachciców obłok coraz bliższy,
A nad obłokiem pan Potocki wyższy.
Jeszcze mu swoi ludzie są na przedzie,
On się już naprzód zapalony ciska,
Czasem na człeka lub na trupa wjedzie,
I od całego wyższy bojowiska —
Nad głową obuch[52], co okuty w miedzi
Zda się, jak piorun Jowiszowy, błyska
I wnet poleci ogniem z rąk Polaka,
A oczy jego w oczach Żeleźniaka.
A wkoło pełno spis, które drużyna
Wkoło, dbająca o hetmańskie zdrowie,
Szablami łamie, odwraca, odcina;
A on — z tym jasnym piorunem na głowie —
Gdy Żeleźniaka ujrzy, to się wspina
I czasem cicho coś do swoich powie,
I znowu wspięty, cichszy, coraz bladszy
Żeleźniakowi w oczy ciągle patrzy.
Wreszcie się zaczął pan Żeleźniak trwożyć,
Bladnąć i cofać się na ostrokoły;
Nim się obuchem mógł Potocki złożyć,
On już przeskoczył i biegł na wądoły[53],
By Lachom tabor oporny utworzyć,
Zebrawszy w łańcuch konie, maże[54], woły,
Kobiety, popy, wszystko w kupę spędził,
Zwinął, wozami wkoło okrawędził
I siadł na wozie; a tymczasem Lachy
Lecieli — bijąc w trąby, tnąc od ucha.
Walka, ŚmierćTrupTu Kozak, wzięty na dzidy pod pachy,
Podleciał w górę, krew spod ramion bucha,
A pod nim złote proporce i blachy,
A pod nim cała boju zawierucha —
A on w tej chwili za chorągiew służy,
Ten trup, na spisach wyrzucony z burzy…
A tam w taborze wozy płoną, dymią,
Tam zapalone siano wstaje z jaru
Nad ginącemi pochodnią olbrzymią;
Tam świecą resztki tęczowe sztandaru…
Spokojnie tylko trupy… zda się, drzemią —
Na rękach leżą krwawe śród czaharu —
Bez ruchu — zda się, że z wielką rozpaczą
Padli na ziemię i śpią — albo płaczą.
A tam na wzgórzu, patrz, dziwna korona
Tej straszliwości, stoją trzy osoby:
Był to w kolasie pop, sotnicza żona,
UrodaI jedna, którą będę od tej doby
Pamiętał, bo mi błysła tak czerwona
Nad polem pełnem jęku i żałoby,
I tak od słońca miała piękne barwy,
Jak najpiękniejsze snów straszliwych larwy.
Rozbójniczka to była, co po drogach
Wprzód rozbijała ludzi nad limanem;
Nigdy na pańskich nie postała progach
I nigdy może nie mówiła z panem.
W czerwonych była butach, przy ostrogach
I wydawała się wielkim draganem[55],
To ją to wzgórze oczom powiększało
I koń — i popa przy niej liche ciało.
Hudymą zwana, smagła lecz rumiana —
Widmo malarskich pędzli pewnie godne,
Wesoła, śmiała, niepohamowana,
Wyższa nad wszystkie dziewice dorodne;
Usta jak karmin, oczy jak szatana
Czarne, a piersi krągłe takie chłodne
Jakby z marmuru, a brwi jak dwa łuki,
Czarne, jak piórka zgubione przez kruki.
W uszach dwie wielkie długie z pereł dynie
Wiszą, zdaje się, że łzy rusałczane,
Kapiące cicho po jagód[56] karminie,
Zmrużone, białe, świeże i świetlane.
Taka ta była sławna w Ukrainie
Rycerka, widmo straszne, choć rumiane —
Wesołe, chociaż gotowe na szkodę,
Na mord — krew umie rozlewać, jak wodę.
Otóż na górze ta śród kilku cierni,
Na samym grzbiecie, tam gdzie błękit kona,
Stała, a na nią jacyś dwaj pancerni,
Przeciwko słońcu złote niosąc łona,
Jechali. Widząc, że są nie od czerni,
A śmierć jej niosą, wnet się też i ona
Ruszyła, lecąc czarnym jaru grzbietem
Przeciw dwom, z szablą swą i z pistoletem.
I prędzej, niźli wam w oczach to błyśnie,
Nim serca wasze jasne się rozczulą,
Nim je ból po tych podczaszycach ściśnie,
Co się dziś pod płaszcz Chrystusowy tulą,
Pierwszemu, co się naprzód ku niej ciśnie,
W pancerzem złotą pierś uderza kulą;
A on drgającą ręką ściągnął źrebię
Własne i grzbietem wywrócił na siebie.
A ta drugiemu już sięgała grzbietu
Szablą, który już stał prawie oniemion,
Strzaskała jemu ramię z pistoletu,
Tak że nieborak wyleciał ze strzemion,
Swój zgon dając jej do zgonów bukietu,
Jak najpiękniejszy narcyz lub anemon[57];
Młody był bowiem syn wdowy, sierota —
Wspomniał o matce i prosił żywota.
I byłaby mu piękna rozbójniczka
Młode i miłe zostawiła życie,
Gdy nagle owa przypadła sotniczka[58]
W siermiędze[59], jak ten strach, co stoi w życie —
A tak ją ona tam w dole potyczka
I hajdamaków mordowanych wycie
Do krwi podżegło, że myśląc niewiele,
Toporem siekła tak, że w Lacha ciele
Został. I właśnie pan Potocki, który
Stanął był wtenczas, czoło swoje chłodził
I patrzał na te trzy widma u góry
I widział topór, jak błysł i ugodził —
Choć był zajęty tabornymi mury[60],
Spojrzał na szwadron, co samopas chodził,
I wzgórze szabli ukazawszy krzywcem
Rzekł: „Mój Piwnicki, wziąć te baby żywcem!”
Wnet się Piwnicki, człowiek bardzo żywy,
Wyprawił, z sobą niosąc strach niemały;
Gdy oto nagle owe jaru grzywy
Grzywą się ludzi ogirlandowały —
W kołpaki i w kłos jasnych szabel krzywy
Porosły, w słońca zachodniego strzały,
Co błysły na kształt Mojżeszowych rogów…
Słowem na grzbiecie stanął kureń wrogów.
Stanął, i zrazu jakby w okolicy
Nowo zjawiony — zdawał się zachwiany;
Wtem pokazali się jacyś lirnicy,
Podnieśli ręce na niebieskie ściany…
Widziałeś ich gest — od lir błyskawicy,
Słyszałeś hasło straszne: rezy pany[61]!
I jako po niem lud straszny zaszumiał —
Potocki widział, słyszał — nie rozumiał.
Wszakże to Sawy kureń leci, spada,
Myśli, że Sawę zobaczy na czele;
O pana Sawę wszystkich pyta, bada —
Nikt nie wie, ani śmie zaręczyć wiele;
Tymczasem kureń ów… zapewne zdrada —
Na Piwnickiego wpada karabele[62],
A tak się z góry wielkim pędem toczył,
Ze potratował szlachtę i przeskoczył
I biegł. Żeleźniak także z drugiej strony
Wstaje i zbiera lud, rozpina wozy.
Wtenczas Potocki widzi, że zgubiony,
Że przeciw sobie ma już dwa obozy;
Zwołał więc trąbą goniące szwadrony,
I lejąc prawie z oczu gniewu ślozy[63]
Wracał na dawne swoje stanowisko,
Na owo smętne przy kapliczce rżysko.
Lecz tam trzeciego widzi wroga! Spity
Lud zbrojny wkoło kapliczkę oblewa;
Z nożami stoją chłopy i kobiéty,
Kapucyn zdjęty i Szmigielski z drzewa,
Z obu odarte szaty, grzbiet odkryty,
Kilku zakłutej szlachty także ziewa,
Słowem — z trzech stron…..
…………………………………………….
Zostawmy teraz tę sądną dolinę,
Niech duch od tego krwawego jeziora
Odleci, jako anioł, we mgły sine,
Ciągnąc za sobą kurz krwi… strach upiora…
Wróćmy, gdzie stoją szyki Waszecine,
Oblane światłem skrwawionym wieczora,
Na pokrwawionej harcujące runi[64]
Kapliczka w ręku Gruszczyńskich rzezuni.
Działko kieruje chłop, na szlachtę samą
Obraca, szyki znów Żeleźniak zbiera —
Walka, Słońce, ŚmierćWkrótce te pole będzie krwawą plamą,
Zwierciadłem, gdzie się śmierci trup przeziera…
Słońce się zdaje wielką dla dusz bramą —
Większeje… zda się, płomienie otwiera
I czeka na bój drugi, jeszcze krwawszy,
Bo poszło… duchy rycerzy zabrawszy…
Potocki szpinką z jasnego brylantu
Przeciwko słońcu czerwonemu błyska
…………………………………………….
…………………………………………….

VI

I patrzcie, co to jeden człowiek może,
Gdy duchem, gwiazdą na świata się kirze
Zapali. Jechał przez burzanów morze
Kozak już stary; na mglistym szafirze
Rysował się tak, jak upiór — a Boże
Wiatry mu grały u siodła na lirze;
On jechał, zda się, obumarły, śpiący,
Blady — na białym koniu trup grający,
Bo rąk nie ruszał ani ust… natężył
Ducha i prosto szedł na walki pole;
Zda się, że myśli swe wszystkie zorężył,
Ubrał w pioruny i w skrzydła sokole
I wysłał… i duch kozacki zwyciężył
I przeląkł… sobą samym… Miał na czole,
Zdaje się, jakąś gwiazdę upiornika,
Oczy jako dwie pieczęcie z krwawnika[65].
Może to słońce o szkło się zrenicy
Odbiło, i tak łyskało straszliwie,
Że się Smilańscy zlękli rozbójnicy
I stali w strachu blednący i dziwie.
U hajdamackiej się tylko dziewicy
Znalazła śmiałość, że się sama chciwie
Naparła jechać — by donieść najwierniej,
Czego ten straszny znachor chce od czerni.
Potocki także jednego dragana
Wysłał, by starca obronił w potrzebie.
ŚmiechTymczasem młoda Hudyma, rumiana
Jako brusznica[66], rzucając za siebie
(Pewnie w parobku jakim rozkochana)
Oczy — i śmiechy… którym nie pochlebię
Mówiąc, że były tak głośne i śpiewne,
Jak w lasach, kiedy jękną nimfy drzewne,
A potem echo gra kaskadą dużą
Tonów — śmiejąc się za siebie, zjechała,
KrewGdzie lirnik stary nad krwawą kałużą
Stał, a klacz jego srebrna w krew patrzała.
Tamże się słońca jakieś we krwi nurzą,
Tamże z czerwieni para jakaś biała
Wychodzi, długich pilnując łańcuchów,
Jako girlanda straszna srebrnych duchów.
I coraz bardziej czar się ten czuć dawał,
I coraz szerzej rozchodził po jarach;
I, zda się, księżyc wywołany wstawał,
I, zda się, mocniej czerwienił w oparach;
Zda się, że starzec tam konia napawał[67],
A z koniem jedno był, oczy miał w żarach,
Coraz straszniejsze, — a coraz mgła biała
Gęściejsza przed nim i za nim wstawała.
W tej mgle… któremi już byli okryci,
Zaczęły polskie szyki rzucać pole,
A nie gonieni byli i nie bici
I poszli zaraz, jedni na Podole,
Drudzy — już boju z Kozakami syci —
Do Turczech[68]… Ja zaś tu sobie pozwolę
Wytchnąć… i koniem myśli jechać mimo
Tej mgły… gdzie znachor został się z Hudymą.

VII

Dzisiaj podróżny przejeżdża te stepy
I nie wie o krwi, co się na nich lała
Przed laty, ścieżką, gdzie dziad ciągle ślepy
I skrzypią maże, pył ćmi, słońce pała,
Rzeki gdzieś dalej błękitnieją, krepy
Z czarnej szarańczy ćmią się… Dawna chwała
Już zapomniana; serce tylko nuży
Pól jednostajność, tęknota podróży.
DuchZemstaDuchy gdzieś poszły i nie powiedziały
Swoich boleści tym, co po nich wstaną —
Ach! nie dlatego, by zemsty nie chciały,
Ale że z myślą bólem obłąkaną
Nie mogły mówić — albo by jęczały
Mówiąc lub chwaląc się serdeczną raną,
U Boga by swe straciły zasługi
I swój anielski rząd[69]. Dziś wiek już drugi
Zaczął się; oni jeszcze zadziwieni,
Że nikt nie wspomniał imion, nikt nie słucha,
Co oni mówią, gdy zorza rumieni
Laski brzozowe, kiedy się głos ducha
Z Aniołem Pańskim na stepach ożeni
I ciągle płacze, kiedy wiatr odmucha
Osiny i liść ów srebrny pokaże,
Co tak w księżycu lśni, jak duchów twarze…
Ach! kiedy także wyjdą w step i staną
I gdzieś na wioskę spojrzą, dawniej swoją,
Gdzie żyto gnie się falą kołysaną,
Gdzie ciche dwory pod lipami stoją,
Gdy ujrzą dziatki rumiane pod ścianą,
Które się dziada z lirą srebrną boją,
A już nie wiedzą, co to dawne lutnie: —
O! jak im cicho… tym duchom, jak smutnie!
Nawet gdy ujrzą zaszczepione drzewko
Przez siebie w sadzie, a dziś już stuletnie,
Nawet gdy wróble ze srebrną podszewką
Lecą — i słońcu w takt migają świetnie,
Jak gdyby jaką niewidzialną śpiewką
Takt miały dany — i w gorąco letnie
Spadają w gęste korony czerechów[70],
By harfy srebrne, pełne swarów, śmiechów:
O jak im smutno! bo oni nie mogą
Odlecieć dalej, aż odlecą z nami —
Taki takt w locie, nim się loty wzmogą,
Poeci muszą uczynić pieśniami,
Jak tym wróbelkom czyni Bóg… O! srogo,
Srogo nas uczy Bóg i krwią i łzami
Latać nad domy i pola i sady,
Wydając jeden Boży ton z gromady.
Lecz do powieści!… Gdzież mój stary Grusza,
Cześnik? Co zrobił z oddzielną komendą?
Czy się gdzie w boju jeszcze zawierusza?
Czy mu już Parki[71] wrzecionami przędą?
Śmierć bohaterskaChoć szorstkie ciało, piękna w sercu dusza!
Byłaby szkoda, gdyby ci, co będą
Jak on na stratę komenderowani,
Tak nie umieli jak on paść… nieznani!
Z hufcem się swoim wyprawił i w długi
Jar wjechał ów to za Sasów dygnitarz;
Więc jar ów ciemny, wzięty we dwie smugi
Gór, tak się ciągnął, jak czarny korytarz;
We środku strumień srebrny, co kolczugi
Odbił, a dalej… jak to sam wyczytasz,
Były przez chłopów położone tamy
Wodzie, co w srebrne rozlała się plamy.
…………………………………………….
…………………………………………….

Pieśń VII

RadośćMelancholiaCieszmy się w Bogu, i niech ta pociecha
Poematowi mojemu odbierze
Te smutku wiecznie wtórujące echa,
Gdy o przeszłości grzmi harfa. Grabieże,
Mordy — rzeź, krwawa gruszczyniecka strzecha —
To wszystko są sny… Korsuńscy rycerze
Także nie więcej mają życia w sobie,
Jak ognik z trupów tańczący na grobie.
A jednak dziwna jest piękność w oddali
I w perspektywie poetycznej. — Sawy[72]
Kozacy szli po moście i błyskali,
Bo zachód słońca właśnie świecił krwawy;
Lirnicy w liry swoje dziko grali,
W Korsuniu[73] pełno zgiełku, gwaru, wrzawy;
Dziedziniec pełny Żydów i Cyganów,
Szlachty, Kozaków, żebractwa i panów.
Pod śliwą właśnie stoi prosta ława,
Na niej Potocki[74] regimentarz siedzi,
Jak sułtan, z wielkim bursztynem[75] — Pan Sawa
Zdjął kołpak[76], stanął jak wykuty z miedzi;
Twarz jego smutna i od słońca krwawa;
Chciał mówić… z własnym językiem się biedzi,
Spojrzał wokoło… o Boże litości!
Gruszczyński siedzi stary pośrzód gości…
Na jego twarzy spokojność wesoła,
Zapewne nie wie nic o własnym domu;
Pewno wyjechał przed porankiem z sioła.
Żeleźniak[77] z wieścią nie dał ujść nikomu…
Nad spokojnością srebrzystego czoła
Zdała się wisieć chmura pełna gromu.
Sawie się zdało, że trupa zobaczył —
Odszedł — białego konia rozkulbaczył[78],
Łzy strąca z oczu i klnie. — A tymczasem
Potocki wielką gotuje wyprawę
Na hajdamaków[79], co pod bliskim lasem
Obozy swoje rozłożyli krwawe.
Z ranną mgłą myśli napaść i z hałasem,
Jak wrony, kiedy lecąc czynią wrzawę.
Ledwo na zamek spadły mgły wieczora,
Zaczął czarować kule Wernyhora[80].
Światło, OgieńZamek zabłysnął we środku czerwono
Od wielkich ogni, gdzie lano ołowie[81];
Skry ognia, nimfy, ognistą koroną
Wirzą się, wieżom siadają na głowie —
Płynących się chmur oczerwienia łono;
Czasami gwiazdy — jako aniołowie
Przez czerwień chmury spojrzą srebrną twarzą,
Czasami skrzydło albo miecz pokażą.
Krew, MuzykaStarzec trze lirę krwawą i wybucha
Z strun nieruszonych jakaś pieśń złowroga,
Tajemniczego pełna w sobie ducha,
Zakrwawionego pełna w sobie Boga…
Szlachta na szablach swych oparta słucha,
Kozactwo czasem odwrzaśnie, aż trwoga
Pada na pany, co przy stole siedzą
I smaczno chłodnik zabielany jedzą,
Jak Leonidas — co czarną polewkę
Jadł w Termopilach[82].Poezja Naród, CnotaTo mi porównanie
Przerwało nagle moją dziką śpiewkę,
I żmudne ludzkiej gliny pozłacanie;
Żupan tych ludzi musiał mieć podszewkę,
Albowiem złoto było na żupanie;
A jednak widząc, co jest dziś z narodem,
Boję się… aby wiatr nie był pod spodem
Żupanów. — Ja sam pilnie się otulam,
Aby nie podjął wiatr żupanu ducha —
Dlatego z myślą gdy najbardziej hulam,
Pod myślą są łzy… łzy — nie żadna skrucha!
Nad zabitymi ja się nie rozczulam,
Chyba że ogień z mogił ich wybucha,
Jak te Mojżesza iskier piramidy,
Co do ojczyzny wiodły nowej — Żydy[83]
Z tych ciał otrutych przeze mnie zgnilizny
Sądzę, że taki słup płomienny wstanie
I zaprowadzi żywych do Ojczyzny
Prędzej, niż prorok[84]… i wyspowiadanie
Emigracyjnych wnętrz… Patriota, Zdrowie, TajemnicaSą różne blizny,
Których rozcięcie i poodmykanie
Więcej dobrego zrobi, jak ja sądzę,
Niż dowiedzenie przez księży, że błądzę.
Wreszcie potrzeba czasu w różnych rzeczach,
Już jedni leżą, drudzy jeszcze klęczą
Na wulkanowych czołach i na mieczach
Przed jakąś dziwną niewidzialną tęczą;
Co do mnie, ufam w słowiańskich narzeczach,
Że Boga w służbie wojskowej wyręczą,
I Narodowy Dziennik[85] z całym dworem
Nie będzie nigdy niebios Monitorem[86],
Ani wojskową gazetą… Sam nie wiem,
Dlaczego mówię tak… lecz mam przeczucie;
GróbLud, Naród, UpiórCzuję trumnianym pachnący modrzewiem
Naród, i w trumnie grające zepsucie…
A jednak — pod tym mogił chwastem, plewiem
Jest jakieś dziwne, ciągłe, głuche kucie,
Pod narodową słyszane mogiłą,
Jak gdyby serce ludu w kamień biło.
Proroctwo, RewolucjaW północy — wstają mi włosy na głowie,
I zadziwiony słucham — i to słyszę,
Co muszą Boscy słyszeć aniołowie —
Jakąś okropność przyszłą, co kołysze
Światem… i miastom zapala na głowie
Straszne korony… Czujcie (ja wam piszę
Z ciemnego duchów świata list przestrogi)
Ludy, bo wkrótce będziecie jak Bogi.
Co rozwiążecie wy w żelaznej dłoni,
To rozwiązanem będzie… już na wieki.
A kto odejdzie od was — gdzie się schroni?
Z was będą góry, doliny i rzeki
I morza, które wiatr na słońce goni;
Z was port zatraty będzie i opieki,
Z was będą cienie jak morza rozlane,
Z was nad morzami słońca latarniane!
Czujcie! bo tętno już waszego chodu
W uszach wysokich ludzi — grzmi wyraźnie.
Na górach z cegieł i na igłach z lodu
Słuchałem… a duch swoję wyobraźnię
Przestroił wówczas na harfę narodu,
Me nienawiści dawne i przyjaźnie
Poddając twardej jedności… dlatego
Myśli me same się gryzą i strzegą.
Nie wy, Cheruby, co miecze z łuczywa[87]
Macie, z papieru złotego przyłbice,
Których nie Pan Bóg, lecz człowiek używa,
I wami sławy wysokiej kaplice
Oszyldwachuje[88]… przed tym, co się zrywa
Jak wiatr, i w oczach niesie błyskawice,
Nie wy, brytany, wejścia mi bronicie!
Poeta, GwiazdaJa jestem gwiazdą życia — co o świcie,
Skąpana w krwawej jutrzence, wychodzi
Różana — a dzień będzie wtenczas biały,
Gdy ja zagasnę.BurzaGóraDuch w cierpieniach rodzi
I w gniewie — ale w gniewie tak wspaniały,
Jako Bóg chmurny, gdy piorunem godzi
W najwyższe czoła alpejskie i skały.
CiszaKto chce w pioruny wstąpić i w błyskanie
I śnić to, o czem śnię… niech przy mnie stanie!
PoezjaNa tych wyżynach ducha jest ponura
Dla serc stroskanych cisza; tu ja czerpię
Ogień i maczam w ogniu orle pióra;
Tu na księżyca rumianego sierpie
Piękności dawnych nieśmiertelna córa
Rozwidnia oczy me, a kiedy cierpię,
Przeszłości dawnej cień na szczycie skalnym
Stawia i czyni przede mną widzialnym.
Tak widzieliście próchnem wysrebrzone
Dębów umarłych wnętrza — i kaplice,
Rumaki białe w polach wystrzelone —
Kozaków — księży — szlachtę i dziewice.
Ariost by patrzał sam na te szalone
Miłostki, boje, szturmy, nawałnice,
Rycerzy przy kielichu i w podróży,
Którym za cały czar — fantazja służy.
Zaczarowanych palm tu nie ma wcale;
Dęby i sosny i brzozy rodzime
Odbite w stawów podolskich krysztale
Reprezentują mi nową Solimę[89].
Z krzyżami złotych miast i wież nie walę,
Dla prawdy nagiej wielką mam estymę,
Do rymu nigdy sensu nie naginam,
Nie tworzę prawie nic, lecz przypominam.
Więc Mnemozyno[90], pomóż… niech przypomnę,
Gdzie mój bohater został? — Rzecz nie lada!
ModaCzłowiek, co takie podróże ogromne
Odbył, ten musi jeździć, jak ballada,
Na upiorowym koniu: siodło skromne,
Dwie kości na krzyż, a tam gdzie się siada,
Mała czaszeczka ludzka, co wyszczerza
Oczy błyszczące, jak żar, spod rycerza.
Siodła dziś takie w modzie, oraz z czaszek
Robione w modzie są dzisiaj puhary;
Ja sam się złowić raz dałem jak ptaszek
I piłem z trupiej głowy tokaj stary;
O czem tak wiele już było baraszek[91],
Że… Teatrdalej, pani Muzo, — okulary
Tęczowe włóż mi na nos, niech wypatrzę
Znów bohatera mego na teatrze
Wypadków. — Szekspir mówi, że to życie
Scenicznym bardzo jest podobne zmianom;
Bóg, jako wielki widz, siedzi w błękicie,
Suflerstwo dawnym zostawił kurhanom.
Mimo to jednak jest bardzo obficie
Złych dram… a pierwsze role, dane panom,
Najgorsze! — smętną uderzeni stalą,
Bez żadnej rzymskiej gracji z nóg się walą.
I gdyby u nóg kochanek, wpatrzeni
W oczy błękitne albo w czarne oczy,
Rzucali duszę swą pełną płomieni
Z harfy westchnieniem — Lecz nie… czerw[92] ich toczy!
Śmierć ich zastaje w szambelańskiej sieni
W zielonym fraku!… czasem ich przeskoczy
W biegu tańcząca królowa szkieletów,
Takie zrobili niskie progi z grzbietów!
Ale czas wrócić już i do porządku
Przywołać rymy, chodzące samopas;
Poemat mój szedł tak dobrze z początku,
Kiedy był głodny — teraz, kiedy popas,
Zdaje się, że mu znów zabrakło wątku.
Każda z tych moich strof, jak blady topaz,
Oszlifowana w różne kostki rymu…
Lecz muszę z panem Beniowskim do Krymu.
Gdzieżem zostawił go? — Tak! przy księżycu
Ujrzał rycerzy błędnych koczowisko;
Zbroja błyszczała na jednym szlachcicu —
Zbyt rzadkie na ten już wiek widowisko.
Głód, GrzecznośćBeniowski z miłym uśmiechem na licu,
Widząc, że kuchnia była bardzo blisko,
Zsiadł z konia i rzekł: — „Czy wolno zapytać,
Kogo mam honor i przyjemność witać?…”
Na to pancernik gruby, lecz ostrożny
Jak Litwin: — „A Wać kto sam, Mości Panie?”
— „Jestem Beniowski”, rzekł, patrząc na rożny
Rycerz. — Tu drugi rozpoczął śpiewanie
Opowiadając, że się zwie wielmożny
Borejsza, że ma wielkie zachowanie
U Radziwiłła i wieś do przeżycia[93]
I bardzo grzmiącą, wielką sławę — z picia.
ListDodał, że posłem jest, do Krymu jedzie
Zaprosić Chana w całe sto tysięcy
Tatarów, wrzkomo tylko na niedźwiedzie,
Tylko na białe niedźwiedzie, nic więcej. —
W tym sensie książę Karol[94] po obiedzie
Ręki swej własnej mordując książęcej,
Napisał list do Chana, w najdziwniejsze
Essy… i z listem wyprawił Borejszę.
Pozycja społeczna, Chłop, RycerzPrzydał mu także Tatara spod Waki[95],
Syna jednego Mołły[96], na tłumacza;
Są to od dawna zagnieżdżone ptaki
W Litwie[97], lud prosty; lecz jeszcze oracza
Pozłota wschodnia trzyma się — i znaki,
Które na twarzach rycerstwo wytłacza,
Widome dotąd, z wieśniaczego lica
Błysną, jak krzywych mieczów błyskawica.
Melancholia, TęsknotaGdy ostrzy kosę taki Tatar stary,
To nieraz stanie i w dźwięk się zasłucha;
Sosny mu wtenczas szumią, jak sztandary,
A chmury w oczach, jakby skrzydłem ducha
Mahometańskich wojsk pędzone mary,
Idą na północ; a gdy kosa krucha,
Osełkiem[98] tarta, na puszczę zabrzęczy —
Ałłach! il Ałłach! z puszcz, jak echo jęczy.
PamięćWygnanieW Tatarze wtenczas, jak w ognistym ptaku,
Palą się oczy — stepy przypomina
I słone jakieś jeziora Kipczaku[99],
O których tylko wieść z ojca do syna
Przeszła po mglistym i tęczowym szlaku,
Który nad głową ludu już zaczyna
Gasnąć i zorzę zdejmować różaną —
Aż w ciemnej nocy — bez pamiątek wstaną.
To wtenczas próżno już śród mogił pola
Głupim poetom budzić lutnię smętną;
Zostawić lepiej ją skrzydłom Eola[100],
Nieprzewidziane z niej dobędzie tętno;
Lub skowronkowa ją przyszłości rola
Zaśpiewa pieśnią dziwną, nie namiętną
I tak spokojną, jak wiośniane szmery,
I tak wysoką, jak grające sfery.
Taką pieśń dziwnej do smutku podniety
Śpiewają czarny modrzew z czarnym cisem,
Tuląc skrzydłami wygnańce meczety
I groby z dawnym Koranu napisem;
Kamienie z ziemi tak podniosły grzbiety,
Jakby wstawały na sąd przed Eblisem[101],
Wszystkie na słońce obrócone wschodnie,
O wschodzie błyszczą z trawy, jak pochodnie.
W powietrzu smutny półksiężyc blaszany
Do nieba zda się wznosić srebrne ręce,
Za grobowcami prosząc, co spod ściany
Meczetu, jako pochodnie jarzęce[102]
Palą się ogniem do Pana nad Pany,
O jego życiu i ranach i męce
I o tem, jako z ludzi był najkrwawszy,
Pierwszy raz głucho w ziemi usłyszawszy.
Każda tych liter nieznajomych zgłoska
Zda się w ten kamień coraz głębiej wrywać.
Religia, Matka Boska, ObcyJeśli to prawda, Rodzicielko Boska,
Że umiesz serca zranione odkrywać:
Ty na ten księżyc, który się tak troska
O groby swoje, musisz przylatywać
I w ogniu zorzy, jak róża Jericho,
Na tym meczecie smętnym kwitnąć cicho.
Z twarzą do nieba wzniesioną, śród lasu,
Nad muzułmańskim cmentarzem ty stoisz
I słuchasz sosen smętnego hałasu,
A złotą z twych rąk rosą kwiaty poisz,
Aż groby życia płaczące i czasu
Ty spokojnością swoją uspokoisz,
Jak smutny obóz kamiennych namiotów,
Ten smutny cmentarz bez bram i bez płotów…
Przy jednym z takich cmentarzy syn Mołły,
Pan Abdulewicz Hamet się wychował;
Potem go ojciec dał, by pańskie stoły
Nakrywał, pańskie kolana całował.
Młodzieniec wyszedł z Radziwiłła szkoły
Jak flet przedęty; dzikie serce schował
Głęboko w piersi przed szlacheckim gminem,
I pierś Radzwiłła[103] nakrył karmazynem…
I myślał, że już jako kuropatwa,
Gdy głowę w śniegu pochowa i oczy,
Myśli, że już ją pies ani też dziatwa,
Idąc z podjazdem, nie dojrzy, przeskoczy;
Tymczasem w śniegu skryć się rzecz niełatwa,
Ani też rybie w lodowej przezroczy
Znaleść schronienie przed rybaka ością,
Ni wśród pijaków ukryć się — z miłością.
Łatwiej wulkanom wybuchnąć na morzu
I znów się tylko kryć pod falną skałą;
Łatwiej kwitnącym różom na bezdrożu
Niebiosom liście i woń oddać całą,
Niźli na pańskim pijackim przydworzu
Przed ludźmi miłość jasną i nieśmiałą
Ukryć! Tem bardziej tę strofę zaostrzę,
Mówiąc, że w księcia się zakochał siostrze…
Przypadkie takie są zbyt gęste: Tasso,
RosjaPoeta, RosjaninŻukowski[104], ruski belfer i poeta,
Który balladę odział wielką krasą —
(Podług mnie jeszcze nie wielka zaleta…)
W rosyjskich rymach pachnie skwierne miasso[105],
A wiersze są — jak pasy zdarte z grzbieta
Knutem… prześliczny język… ale razem
Pachnie mi żywym mięsem — i Kaukazem!
Lecz język piękny, pełny dyjamentów
W Puszkinie[106]… w panu Sękowskim[107] podłości…
CarDziś, jak słyszałem, pisze pan Lermentów[108],
Który pół życia na Kaukazie gości —
Takich do niego car doznaje wstrętów,
Do niego i do laurowej parości[109],
Która nietknięta nożem i nożycą
Może rość i być kiedyś — szubienicą…
To o poetach ruskich. — Car jest wspólnik
Poetów, jest Minosem[110], estetyką,
Szleglem; na niego patrzy pan Kukulnik[111]
Tragedię jaką zamyślając dziką,
Za sceną bowiem stoi karaulnik[112]
Z ogromną pałką, szablą lub motyką,
Z kibitką[113], z wielkim budników[114] ogonem,
Jak Débats i Jules Janin[115] z felietonem.
Benkendorf-Reviev[116], pismo zdrowych sądów,
Największy robi ruch w czasowych gwarach,
I sądzę, że ta konnica z wielbłądów
I z krzywych, bladych ludzi w okularach,
Którą zjadł piasek nadkaspijskich lądów
I ziemia w spiekłych pochłonęła szparach,
Owa konnica do Chiwy[117] dramatów
Posłana, była wojskiem z literatów.
Czysty Furieryzm[118] i zastosowanie
Falang do krajów nieznanych zdobycia!
Szkoda, że w piasku zginęli bałwanie
Ci w okularach ludzie, co odkrycia
Mogli porobić ważne. — O! Słowianie!
Długoż pod knutem[119] wytrzymując bicia,
Drżąc jak otruty pies, co tylko skomli,
Będziecie słuchać grających na dromli[120]
Poetów!… Piszczą, jak pod korkiem szklanka,
Na jakąś dziwną nutę, niby świeżą;
Prawda i piękność stoi jak wygnanka,
Harfa się stała skrzypka… urna — dzieżą…
Tam znów uczony miły Czech, pan Hanka[121],
Pieczętuje się… tu mi nie uwierzą
Hermafrodyty[122], Słowiano-Polacy[123],
Że na pieczątce Hanki są — Kozacy!…
Pod Kozakami mu służy za motto
Słóweczko małe, lecz bardzo dobitne:
„В перед[124]”… Nadzieja jest nadzwyczaj złotą
I mędrca w sfery unosi błękitne.
Chciałbym, ażeby — nim mu Parka Kloto[125]
Nić życia i badania starożytne
Przetnie — ażeby mu zrobili rajem
Ten świat Kozacy jego dwaj — z nahajem[126]!
Niewiele żądam… aby w jego domu
Postojem tylko stanęli dwaj Dońce[127]!
Bóg widzi, złego nie życzę nikomu,
I tych, co ludom zapalają słońce
Laurami… rad bym ochronić od gromu;
Innych, co jako piekła są obrońce,
Rad bym uczynić na tym lauru drzewie
Liściami[128]… Strofę tę pisałem w gniewie —
Czy zmazać? — nie! na Boga! niechaj stoi
W dantejskich moich strof gryzącym tłumie!
NiemiecCzech, co Kozaków myślą w Renie poi,
Choć Niemiec[129], może głos ludzki zrozumie.
Ja wracam pod las, gdzie rycerze moi
Jedzą — przy dębów rozwahanych szumie,
Siedząc na srebrnej księżycem lewadzie[130]
Kwiatami wonnej. Już miesiąc się kładzie
Do snu, a oni jeszcze zgodnie gwarzą,
Jaki to będzie wiek dla Polski złoty,
Gdy z niej Barszczanie[131] całą hańbę zmażą,
Wyrzucą Moskwę i króla za płoty…
Tatar, na księżyc obrócony twarzą,
Przemawia hymnem czarownym tęsknoty
Do miesięcznego blasku, i uśmierza
Serce słowami wielbłądów pasterza…
O! ileż razy, ognisty proroku[132]
Boga, śród twoich wielbłądów klęczących,
Z księżycem srebrnym w rozgorzałym oku,
Musiałeś dumać tak, gdy z fal gorących
Wychodził krwawy par[133] na kształt obłoku
I snuł po stepie… Królu konających!
Wiara twa odlatuje i zostawi
Hymn taki smutny, jak echo żurawi…
Religia, Proroctwo, WalkaWkrótce Słowianin z twoich wież postrąca
Śpiewaki, Boga śpiewające imię;
Z wież twoich zrzuci białe półmiesiące[134],
Na piersiach twoich odalisk[135] zadrzymie[136].
Na falach twoich twoja flota drżąca
Stoi, jak wojsko upiorów olbrzymie;
Chciałaby zakryć twoje piersi całe
Spróchniałym żaglem — królestwo spróchniałe.
Próżno — o próżno! rany tajemnicze
Rozryły twoje nieszczęśliwe ciało;
ŚmierćTwoje mi śmiercią już blade oblicze
Umarłych moich ojców przypomniało[137]
I tę godzinę, gdy byli pod bicze
Dani, jak Chrystus… i gdy w nich konało
Serce… i gorszą jeszcze, niż skonanie,
Tę — gdy przestali wierzyć w zmartwychwstanie.
Przez podobieństwo śmierci, przez tę ciszę,
Co się nad tobą teraz rozpostarła,
Zabłądzonemu w twoich palm zacisze
Serceś mi wzięła, moje łzy wydarła!
Meczetów twoich płacz wieczorny słyszę,
I po tem śpiewie wiem, żeś nie umarła,
Ani się podłym uklęknieniem spodlisz,
Bo patrzysz w słońce i o śmierć się modlisz!
Niech ci zgon będzie słodki — a w pustyni
Pod namiotami kiedyś Arab stary
Powieścią swoją wielki płacz uczyni,
Twe księżycowe śpiewając sztandary,
Gdy z wiatrem nieśli je Salahedyni[138]
Przeciwko złotym krzyżom innej wiary.
GwiazdaAraby ogień obsiędą stepowy
I będą słuchać, smutne chyląc głowy;
Lub zapatrzeni w jasnych gwiazd orszaki,
Które od wieków nie zmieniły chodu
I są dla ludów rodzonych, jak znaki,
I takie same po zgonie narodu.
Tymczasem płomyk wstający z kulbaki[139]
Palcami gasi olbrzymi król lodu —
I gaśnie państwo białego księżyca[140],
Jak w poemacie Dziadów druga świéca.
Pieśń moja gaśnie także, z tej posępnej
Barwy nie mogąc wyjść na blaski świtu;
Smutek ma w sobie tyle siły wstępnej,
Że coraz wyżej w krainy błękitu
Prowadzi — a więc do pieśni następnej
Odsyłam wszystkich ciekawych pobytu
Ambasadorów moich śród meczetów
I gór, co mają wszystkie kształt sonetów[141].
Więc tu, kochany czytelniku, chciej się
Zatrzymać… nieco odpocząć wraz ze mną…
Jeśli wesoły jesteś — z ludzi śmiej się;
Jeżeliś smutny, wiedz, że się daremno
Smucisz… Gotuj się być na Kikinejsie
I Czatyrdachu; w noc zupełnie ciemną
Poezja, MałżeństwoSamego z moją Muzą cię zostawię,
Jeśli przyrzeczesz, że… (żałuję prawie,
Żem przyrzekł) jeśli przyrzeczesz na cienie
Ojców, że… zresztą, jak chcesz… dosyć stara,
I panna!… zaraz mówi o hymenie[142],
Za gorsem kontrakt ma ślubny; Ikara
Złowiłaby za skrzydła i sumnienie;
Zaraz się pyta, jaki twój ród, wiara,
Majątek… i wnet łączy się akordem[143];
Mówią, że już raz była za milordem.
Tak mówi Dziennik Narodowy; — przeczę!
Ostrzegam wszystkich was, że jest dziewicą![144]
Nawet zaręczam… Lecz oczyma piecze,
A głowę nosi swą pod błyskawicą.
Dlatego chociaż mnie przed ołtarz wlecze,
Wolę w ciemności żyć, niż z taką świécą
Usque ad mortem[145] kirielejson kirie[146]!
Nie żonę mieć przy sobie — lecz Walkirię[147].

Pieśń VIII

Jak zajechali me ambasadory
Do Krymu — nie wiem… ale pan Borejsza
Mówił, że spotkał na stepie upiory,
Dropie[148], limany[149], a rzecz najdziwniejsza,
Z bodiaków[150] wielkich i kolących bory,
Od których puszcza białowiejska mniejsza;
W tej puszczy wielkie skrzydlate połosy[151]
I ludzie, którzy mają płaskie nosy.
KłamstwoPóźniej to… w Litwie… o swojej podróży
Mówiąc, — jak Ariost[152] jaki nie rymowy,
Mówił, jak okręt pośród wielkiej burzy
Płynąc podpierał i dopłynął zdrowy…
Jak spotkał rybę, co łeb miała kurzy,
A zresztą była kobietą prócz głowy,
A ogon wielki gdyby u Sylena —
Uczta, SarmataSzlachta krzyknęła wnet, że to Syrena!
Na co Borejsza zgodził się, u stołu
To było — wtenczas wszystko prawdą zda się;
Mówił, jak chciano go chmarą popiołu
Zdusić na wieży, a on się na pasie
Spuszczał, tnąc w górze ten pas, a u dołu
Sztukując; potem napomknął w nawiasie
I od niechcenia, że tej sztuki sztucznej
Przyczyną — był mąż jeden trzy-buńczuczny[153]
I rogal[154]; bowiem o jedną godzinę
Spóźnił się ze swą popiołową wieżą…
Tak mówiąc, wino połykał i ślinę,
Mrugał oczyma: „Niechaj mię uderzą
Pioruny, jeśli kłamię! — niechaj zginę!…”
Zaklęcia, którym dziś nie wszyscy wierzą…
Lecz w owym czasie dobre i bezpieczne
Śród ludzi, którym już dziś światło wieczne
Przyświeca. — Mówi wszakże pan Trentowski[155],
Że nie należy kłamać… ja tak sądzę;
I ten poemat drukuję bez troski
O duszę moją, nigdy w nim nie błądzę…
Wszystko jest albo prawda — lub sen Boski,
Przez odemknięte słoniowe wrzeciądze,
Jak mara z tęczy, z niebios wychodząca
O cichej porze, przy blasku miesiąca.
Zamykam oczy… i widzę… i piszę,
Co widzę… W jednym zrujnowanym chanie[156],
Przy którym smutna palma się kołysze,
I źródło szmerem swym radzi na spanie…
Wszystko na Wschodzie ma ogromną ciszę…
Wszystko ze światła złotego ubranie,
Mury ze złota zdają się, choć gliną
Są oblepione — i grożą ruiną…
Na murach dziwne desenie lekkości
Przydają wieżom i ruinom wdzięku;
Wszystkie się zdają ze słoniowej kości,
Że od nimf były niesione na ręku
I postawione śród palm zieloności
Cudownie, śród harf aniołowych dźwięku,
Jak ta w Lorecie Matki Boskiej skała,
Która na skrzydłach złotych przyleciała.
W chanie więc, który dawniej był moskitą[157],
Dziś chanem (tak się zwie karczma na Wschodzie)
Pod jedną wielką framugą rozbitą,
Gdzie wierzchem niebo w słonecznej pogodzie,
Jak turkusowy szlak, albo koryto
Szklanne, zrobione wodociągów wodzie,
Spokojnie płynie nad głową podróżnych,
Ambasadory… w kształtach bardzo różnych
Ci leżą, inni siedzą — trzech ich było,
I czas spędzali swój nie najzabawniej,
Serce w nich troską, utrapieniem biło,
I chleb swój własny jedli najniestrawniej;
Ptak, PatriotaPolskę czuć było już wtenczas mogiłą,
Nie przyjmowano już posłów jak dawniej,
Lecz jak żebraka albo jak natręta,
Witały małe w ruinach ptaszęta…
Wróbel wesołym witał świergotaniem,
Może dlatego, że jadł kiedyś zboże
Polskie; jaskółka, że pod stalowaniem
Polskim rodziła się przy jakim dworze;
Jeżeli żuraw — to z powinszowaniem
Przyleciał, spytać na cudzym ugorze
Posłów w podartym chodaku i szacie,
I smutnym śpiewem wrzasnął: — jak się macie?
O! miecze w ręce… jeszcze raz! i na te
Krainy dajcie runąć z krzykiem Huna[158]!
Wróćcie nam, groby, husarze skrzydlate[159],
Niech nam Czarnieckich całych odda truna[160]!
Godzinę tylko, Boże! niech brodate
Z mogił powstaną dzieciny Peruna
I hej! przez dawne Attyli[161] bezdroże, —
ŚmierćGodzinę tylko życia, wielki Boże!
Za tę godzinę, ja oddam ci… Nie wiem,
Co mógłbym oddać Bogu?… DuszaAnioł zgonu
Przyjdzie po wszystko i pod różokrzewiem
Albo pod liściem drżącego jesionu
Położy żądzy spalone zarzewiem
Ciało, bez żadnej myśli — i bez tonu…
Serce bez bicia, oczy bez światłości,
I zostawi tu nad nim… duszę kości.
Dwie są albowiem podług Niemców; jedna
Duchowa, leci od ciała daleko;
Druga się błąka tu nad ciałem, biedna…
Płacze, Styksową przedzielona rzeką
Od siostry… aż kto pacierzem wyjedna
Lub ją anieli od ciała odwleką
Za włosy z cichej, różanej mogiły,
Tak kocha ten dom młodości i siły…
Ten wiersz z Homera kradnę, ten ostatni;
Niegdyś płakałem nad nim… Zdaje mi się
O Sarpedonie[162] mówi… śpiewak bratni
Mickiewiczowi — ale miał w kirysie[163]
Rycerzy, którzy byli bardzo stratni
I szafowali siłą, życiem; gdy się
Zmienili trochę Litwini dzisiejsi,
Będąc troszeczkę lepsi — ale mniejsi!
Jednak w tej cudnej epopei żyją;
W ich lasach trąba gada… Boskie trąby
Odzywają się wnet w sosnach i wyją,
Patrzcie, jak ten żubr od pękniętej bomby
Cofa się; patrzcie, jakie wianki wiją
Z wiejskiego kwiatu wiejskie dziewosłęby;
Słuchaj i patrzaj, bo jako zjawienie
Litwa ubrana w tęczowe promienie
Wychodzi z lasu. — Z taką chwałą
Potrącał lutnią ten śpiewak Litwinów,
Że myślisz dotąd, że to echo grało,
A to anielskich był głos serafinów.
Grzmotowi jego niebo odegrzmiało!
Chociaż Gofredów nie miał i Baldwinów[164],
Ani mógł morza wiosłami zamącić,
Ani księżyca z wież krzyżowych strącić;
Jednak się przed tym poematem wali
Jakaś ogromna ciemności stolica;
CzasCoś pada… Myśmy słyszeli — słuchali:
To czas się cofnął i odwrócił lica,
By spojrzeć jeszcze raz na piękność w dali,
Która takiemi tęczami zachwyca,
Takim różanym zachodzi obłokiem…
Idźmy — znów czasu Bóg postąpił krokiem.
Ale ten napis łatwo startej krédy
Niechaj zostanie! a ten co przeczyta,
Niech sobie wspomni, żem na piramidy
Wchodził i deptał to, na czym czas zgrzyta;
Że nieraz końcem Pelidowej[165] dzidy
Zrobiona trumna jest — albo rozbita.
Wąż Laokoński[166], który gryzł bez przerwy,
Syty — wlazł znowu pod tarczę Minerwy.
Nie budźcie, niech śpi! — Mówiłem więc w rymie,
Jak moje posły w starym siedzą chanie;
Borejsza w upał południowy drzymie,
Hamet się w ptaszków zasłuchał śpiewanie;
Beniowski wielkie zamiary, olbrzymie
Buduje w myśli: — dziś ma posłuchanie
U Chana Krymu, u Kierim Giraja[167];
Gotuje się więc z mową — i zaczaja.
Przypomniał wszystkie sobie z retoryki
Figury; Chana chce podejść wymową —
Przypominając, wyszedł na brzeg dziki,
Gdzie słońce było mu nad samą głową.
Z dala szum morza i żurawiów[168] krzyki
Pustynia, WygnanieI Bakczysaraj[169] z koroną palmową,
Z minaretowym lasem, stał pod górą,
Lekko gołębi migocących chmurą
Owiany. — Smutno! o, smutno samemu
Na morskim brzegu, gdzie się fale kładą,
Śpiewając ciągły hymn Nieśmiertelnemu,
Który pustynię roześwieca bladą
Gorącym słońcem! smutno tam jednemu
Z europejskich pamiątek gromadą
Śród gorącego pustyni kobierca
Błądzić z strzaskanem sercem — lub bez serca…
Jednak jest jakaś duma, co podnosi
Czoło północnych ludzi, gdy po świecie
Wicher nieszczęścia ich jak liście nosi —
Zniszczyć nie może, Pan Zbigniew był przecie
Kochany; wiedział, że ktoś Boga prosi
Za nim, że go wiatr pustyni nie zmiecie
Bez śladu, wziąwszy pod swych skrzydeł loty,
Jak zwiewa błędne w pustyni namioty.
Wiedział, że w Polszcze[170] ktoś pamiętać będzie,
Błądząc nad stawem, gdzie srebrna topola
Osłania groblę; że zawsze i wszędzie
Dusze kochanków, jak harfy Eola[171]
Albo pod niebem gdzieś, jak dwa łabędzie,
Latają razem, choć je smutna dola
Rozłącza tu na ziemi i rozgania;
Wiedział to i te wszystkie porównania…
Pełny więc melancholii szedł po brzegu;
Wtem ujrzał dziwną rzecz i zbladł na twarzy
Patrząc… I mój rym także stanął w biegu,
A nim opiszę tę rzecz, słowa waży.
Niech mi żurawie zabrzmią hymn noclegu,
Czarownica, CzaryNiech pełny księżyc krwawo się rozżarzy
I stanie jedną czerwoną pochodnią
Nad wiedźmy[172] temi z piekła i tą zbrodnią!
Arabki dwie, w koszulach czarnych, spod zasłony
Patrzące na świat dziko i jaszczurczo,
Siedzą na ziemi, jak dwie czarne wrony
Albo jak żaby w ogniu, gdy się skurczą,
Śpiewają dziwnie i dziwnemi tony
Albo zaklęcia jakieś ciemne burczą,
I palą dzikie bladym ogniem zielska.
Pomiędzy niemi główeczka anielska,
Główeczka tylko leży, ale żywa;
Oczki błękitne w niej ciągle latają,
Czasem się z ziemi jak gołąbek zrywa,
Złote jej włoski już powietrze krają
Jak dwa skrzydełka; ale rzecz straszliwa,
Zlęknione złote piórka opadają,
Nie mogły podnieść z ziemi białej róży,
Która zasypia — i znów oczki mruży.
Anioł lub jakaś nieszczęsna istota
Leżała w mocy czarownic zaklęta;
Rzucały ciągle na nią garście błota,
Mogiła z piasku, jako bąbel wzdęta,
Wstawała… z ogni piramida złota
Lub jak kręcony miecz, z płomieni kręta
Stała z ogromną powagą ogniową
Nad Arabkami dwiema i tą głową.
Pan Zbigniew dobył szabli — brzęk żelaza
Spłoszył dwa widma czarne, i z wybrzeża
Odlatywały żółte jak zaraza,
Jakby na skrzydłach czarnych nietoperza;
Na piasku żadna nie została zmaza,
Tylko ten ogień, jak piekielna wieża,
Tylko ta główka leżąca na ziemi
Z oczkiem niebieskim i z koralowemi
Ustami… Oczka otworzyła, żywa,
Na Beniowskiego głos; ten leciał z krzykiem,
Jak rycerz, który strasznych wież dobywa,
Wołając… polskim wołając językiem:
„Stójcie! to zemsta jest jakaś straszliwa!
To pewnie jaki Basza z sercem dzikiem,
Syryjczyk, lub Cylijczyk, lub Natolak[173]!…”
Na to krzyknęła główka: „Ach! Pan Polak?”
Beniowski stanął i otworzył usta.
Gdyby weń piorun uderzył, nie więcej
Zląkłby się; ale trwoga była pusta,
Poznał to zaraz rycerz najgoręcej
Zagrzany; wnet mu stanęła Prokusta
W myśli — Medea[174] — Cyrce[175], jeszcze więcej
Kobiet z historii dawnej, starożytnej,
I na szabli się oparłszy błękitnej,
Rzekł: „Polak jestem… tak, i Podolanin,
A ty kto, biedna?” — „Ja także z Podola,
Rzekła, targuje mnie teraz poganin,
W haremie ciężka czeka mnie niewola!
Obaczył mnie już także Moskal, Panin[176],
U tutejszego na poselstwie króla.
I ten mnie także kupić chce, targuje;
Ale ja skonam albo się otruję.
„Jestem szlachecką córką, dom nasz cały —
Może słyszałeś o Gruszczyńskich dworze?
Choroba, Okrucieństwo, NiewolaHajdamaki[177] nas w dzień napadli biały,
Ojca nie było, my same w komorze
Kobiety, kiedy rznęli, my krzyczały,
Matkę i babkę i maleńkich — Boże!
Nie mogę o tem ja oświecić Pana,
Ja patrząc, byłam sparaliżowana.
„Kozak mnie jeden, jak kawałek drzewa
Wyprostowaną wziął, i dał popowi[178];
Pop kupił, teraz przedać się spodziewa,
Jeśli mnie piasek ten wrący uzdrowi.
Co dzień mnie błotem, jak widzisz, odziewa;
Co dzień mnie straszny dreszcz przechodzi mrowi
I we łzach oczy się nieszczęsne topią,
Gdy mię w ten piasek włożą i zakopią.
„A jednak biedna lękam się ozdrowieć,
Udaję zawsze martwą i kamienną.
Oto jest cała moja, Panie, spowiedź.
W tym błocie skwarnym leżąc, jestem senną;
Od słońca tego lękam się osowieć,
Taką ma dla mnie straszną twarz płomienną,
A jeszcze gorzej… gdy noc… chociaż zdrowa,
Nie śpię — w mogile mnie pop na noc chowa.
„Stary turecki jakiś domek trupa
Na górach stoi z okrągłą kopułką,
Tam jest nade mną nietoperzów[179] kupa
I gniazda z ciągle piszczącą jaskółką;
Na drzewie także coś ciągle kołupa[180],
A okno jedno nad glinianą półką,
Gdzie mię położą, a drzwi zawsze strzegą,
Świeci księżycem, jak twarz umarłego.
„O Panie, ratuj mnie! choćby potrzeba
Samej się bronić, w noc uciekać ciemną…”
Beniowski przerwał: „Niech ogniste nieba!
Wstawaj Acanna[181] z ziemi i chodź ze mną,
Znajdziesz schronienie i kawałek chleba,
A ja przybyłem tutaj nie daremno,
Jeśli Bóg przez mię sierotę wspomaga…
Wstawaj!” A ona rzekła: „Jestem naga” —
To rzekła cicho i głoskiem dzieciny;
A rzekłszy, cała się ogniem zażegła,
I krew, jak jeden za drugim rubiny,
Po uszkach wstydem rozpalonych biegła;
Szyja się także stała u dziewczyny
Różaną — ale ziemia reszty strzegła,
Ziemia ognista, a nie pokazała,
Czy była cała różana, czy biała.
Beniowski także spłonął, potem zbielał —
Widać, że szukał w głowie prędkiej rady;
Oczyma smętny w różne strony strzelał,
Czuł, że rycerzem był dziwnej ballady.
Czy grób rozkopać?… Jakby się ośmielał,
Postąpił naprzód… wdaje się w układy
Z młodzieńczym wstydem, z rozwagą człowieka;
Wtem główka wrzasła: „Aj! niech Pan ucieka!”
Na ten wrzask rycerz obrócił się, patrzy —
Z pospólstwa chmurą leci pop na czele;
Rycerz za pasem miał naboi na trzy
Głowy, pomyślał sobie, że niewiele.
Obejrzał szablę, jak człowiek, co patrzy
Pierwej na siebie, niż nieprzyjaciele;
I stanął, patrząc srogo na pohańce —
Była to chmura kobiet i rzezańce[182].
Turecki jeden święty, cały nagi
I krzywy, oczów[183] pokazywał białka,
A w ręku jego była wielkiej wagi
Sękata z drzewa darfurskiego pałka;
Tłum cały sobie dodawał odwagi
Wrzaskiem; lecz w tłumie tym nie było śmiałka:
Beniowski więc stał z rycerskim wyrazem
Na twarzy, gotów siec po grzbietach płazem.
Wtem niespodziana rzecz! Gdzie indziej błoto
Rzucają, albo kamień lub kartofel;
Chmury — w krainie, gdzie między hołotą
Zjawi się jaki szary Mefistofel[184];
Na Wschodzie biała płeć, która jest złotą,
Babusz (tak się zwie czerwony pantofel)
Zdejmuje z pięknej nóżki i zwycięża
Pantoflem… gacha, lub wroga, lub męża.
Co by powiedział pan Trentowski, który
W swych Aforyzmach ostrzega małżonka,
Że każda piękność nowa tej struktury,
Jakiej Klorynda[185] była Amazonka,
Chociażby piękną była jak Ahury,
A miała tyle cnot, co Jagiellonka,
Dlatego właśnie, że jest taka chrobra,
Nie jest na żonę zdatna ani dobra.
Co by powiedział — widząc tę gromadę
Z bocianią czarną na nosie kitajką[186],
Którą by każdą wziąć mógł za Palladę[187],
Zwłaszcza że dzida jest u Niemców fajką!
Niech mówi, co chce — a ja dalej jadę
Z tym poematem, powieścią lub bajką
I w miniaturze ten bój, jak Izabej[188],
Dam — lecz z szacunkiem zawsze dla płci słabej.
Więc, jak mówiłem, już chmura babuszów
Czerwonych nagle zaćmiła powietrze;
Świstać zaczęły smutnie koło uszów[189]
Jak afrykański tuman, gdy się zetrze
Z tumanem. Na kształt pierwszych karteluszów[190]
Pantofle naprzód przyleciały leksze[191],
Potem ze starych nóg, ciężkie, schodzone,
Podbite ćwiekiem czarnym… i czerwone.
Jak bomby w ogniu rozgrzane, lub w burzy
Z wulkanów głazy, lub aerolity[192]
Gdyby z kochanek nóg — listkami róży
Takiemi chciałbym być nawet zabity,
Jeden mi taki trzewik teraz służy
Za lampę; płomień wspomnień w nim ukryty
Gore… w różanym ukryty atłasie,
A tak maleńki jest, jako oko w asie.
O! gdyby takie, z listków róż robione
Sylfów trzewiczki padały mu w oczy…
Pewnie by krzyknął: niech w różach utonę,
Niech mię zakryją, niech mnie blask zamroczy!
Ale ogromne babusze, czerwone,
Jak ogień albo grad, co żyto tłoczy,
Albo pioruny z alpejskich obłoków,
Albo też chmura latających smoków,
Z dołu i z góry krzyżują się, lecą —
Świata nie widać, słońce nawet ćmi się.
Próżno w nim gniewy się gorące niecą,
I zęby o ząb zgrzytają tygrysie;
Zamyka oczy — one ciągle miecą
Ten grad, za którym wszystko w oczach mgli się;
Walka, Kobieta, KsiądzZrazu się wahał — potem się ośmielił
I z pistoletu na wiatr w górę strzelił.
Wrzasnęło wojsko wiedźm, turecki święty
Upadł i zaczął wić się… paralityk;
Lecz pop prowadzi znów na bój zaczęty
Baby — szanowny pop — jakiś polityk,
Który chciał, aby pan poseł był wzięty,
A stąd przed Chanem by uniknął krytyk
I kar na popy we wschodnim kościele,
Których oskarżą de raptu puellae[193].
„Jaki wstyd będzie, krzyczy, gdy Giaurowi[194],
Co widział Chana małżonkę w kąpieli,
Zostaną oczy we łbie! Co Chan powie?
Jak się z was będą małżonkowie śmieli!
Ranioną babę święty wnet uzdrowi;
Ja dam na tytuń.” — Tu blask karabeli
Mignął mu w oczach; uderzony płazem
Padł okręcony, jak wężem, — żelazem.
Taka w niej była giętość, w owej szabli,
Którą Beniowski przypasał do boku
Mścić się ojczyzny… więc na kształt korabli[195],
Łamał się rycerz śród szarego tłoku;
Aż uczuł coś we włosach na kształt grabli
I coś kociego razem uczuł w oku,
I coś ciężkiego obciążyło łokcie —
Były to ręce kobiet i paznokcie…
Reszta tej walki i rycerza wzięcie
Nie opisane jest w mojej kronice;
Sądzę, że gdyby nie miał był na wstręcie
Rąbać pałaszem takie czarownice,
Byłby zwyciężył. Więc na dyjamencie
Ryć tę szlachetność lwią! Jeśli krytyce
Jaki bok słaby tu w tych rymach podam,
To odwołuję się wnet zaraz — do dam…
Niech sądzą, niech się litują, niech płaczą,
Niech utyskują na los, piszą treny;
Niech ten kawałek paznokciem naznaczą
I odczytują w dzień słoty, migreny.
A pewnie same sobie wytłumaczą,
Dlaczego dał się wziąć przez te Syreny;
I rzekną: „Ach nieszczęsny — to go broni,
Że na tę biedną płeć nie podniósł dłoni!…”
Tak, to go broni — bo ja mam ważniejsze
Rzeczy i muszę rzucić bez obrony;
A sam do Chana prowadzę Borejszę,
Lutnię na wyższe nastroiwszy tony.
Gdzie o ojczyznę chodzi, rzeczy mniejsze
Muszą ustąpić — więc choć zasmucony
Rycerza mego wzięciem… kropki kładę…
A sam Borejszy śpiewam ambasadę[196].
Chan krymski Kirym Giraj, jak cytryna
Żółty… wąsy miał długie, jak sum, kare[197],
Ciało na szyi jak czerwona glina,
A oczu kocich, jasnych, takich parę,
Jak u tygrysa — dobry starowina,
Ale o buńczuk[198] bardzo dbał i wiarę;
Narkotyki, ObyczajeMinistra także miał przy swoim boku,
Oba siedzieli jak duchy — w obłoku.
Rzekłbyś, że Pluton[199] z brodatym Charonem[200]
Siedzą i palą tytuń — w środku sali
Rozkwitła fajka wywróconym dzwonem,
Jak kocioł, gdzie się dusz tysiące pali.
Dwa węże w kocioł wetknięte ogonem
Do ust im lazły, a oni je ssali,
Smakując bardzo to, co bursztynową
Szyją wziął z kotła gad i oddał głową.
Oba siedzieli niby na przydworzu,
Choć nad głowami wisiała framuga:
Widać im było i błękit na morzu,
Gdzie lekkie skiby szły od wiatru pługa;
Widać meczety, kędy to dwurożu
Dyjamentowe światło wiecznie mruga,
Jak wiersz Bohdana[201], gdzie w ciągłym przymusie
Pała różowy brylant — na turkusie.
Jak turkus bowiem było niebo wschodnie,
A turkus nawet taki bardzo rzadki.
Tatary moje więc siedzą wygodnie,
Nie ściany mając wkoło, ale kratki
Z drzewa, przez które czasem jak pochodnie
Łysnęły… oczy panny lub mężatki,
Oczy gruzyjskie, pełne, skrzące, duże —
I usta, czasem nie usta, lecz róże.
Ciekawość taka żonom pozwolona
Na Wschodzie, byle twarz zakryły samę,
Pokazać czasem wolno trochę łona
Przez rozciętego wskroś gorsetu bramę —
Ale twarz zawsze ściśle zasłoniona,
Jak miesiąc[202], gdy nań ziemia rzuci plamę.
SztukaSzczęściem, że nawet teraz już na Wschodzie
Ten obskurantyzm[203] twarzy nie jest w modzie.
U nas trwa jeszcze… nie w kobiecym stroju,
Lecz w poetycznych szkołach, ale szkoda
Na świegocące te wróble naboju.
Niech katolicka sobie płynie woda!
Niechaj używa wiersz dawnego kroju!
Niech epopeją[204] nam piszą z Heroda,
Z biblii całej porobią obrazki
I o potopie też napiszą… kazki[205]!
BógCo do mnie — wolę Rafaela loże[206]
I te sufity, gdzie nad ludzką głową
Wisi w tęczowych blaskach dzieło Boże,
A taką sztuką odświeżone nową,
Tak nieśmiertelną, że umrzeć nie może,
Lecz o Jehowie będąc — jest Jehową,
Iskierką Jego treści dotykalną,
Ludzkim filarem wspartą — i widzialną.
Ja kiedym w górę spojrzał, to przestrachem
Zdjęty myślałem, że w braku sufitów
Niebiosa wiszą otwarte nad gmachem
I te kolumny są bez żadnych szczytów.
I chciałem myśli tytańskiej zamachem
Zbić to zwierciadło czynów i błękitów,
Gdzie powtórzone wisi Boskie dzieło
I trwa… a nasze co chwila — zginęło.
O tym to cudnie malowanym gipsie
Mówił Jan święty, że będzie zwinięte —
Mówiąc o kartach ksiąg w Apokalipsie,
Gdy trąby zagrzmią, fale staną wzdęte,
A Bóg światowi powie: w gruzy syp się!
A grobom powie: stójcie odemknięte!
A tym sufitom: skrzydłami się nieście
W niebo, bo z myśli i z nieba jesteście!
O biedny Rzymie, jak ty w Słowianina
Pieśni wyglądasz niemyślący, karny!
Na toż to przysłał Bóg Attyli syna,
Aby gitary tam dźwięk taki marny
Rzucił na wiatry?… a tam jednak glina
Z Grachów[207]… i z duchów stoi obłok czarny
Na Koloseum; księżyc je upiększa,
Lecz jest jak tylko jedna z tarcz, nie większa
Od Brutusowej. Z taką to koroną
Stoją ruiny, czarne i zębate.
O! prawda, że tam ptaszków pełne łono,
Że im powoje stanęły za szatę;
Że tam krzyż duma — i gromnice płoną;
Ksiądz, ŚwiętoszekŻe tam, kędy lwom odmykano kratę,
Dzisiaj (widziałem sam biedny wygnaniec)
Wypada jakiś ksiądz, mnich, obłąkaniec —
Rzuca się, pieni, klnie i Carbonari[208]
Krzyczy… la gente d' inferno[209]! i zgrzyta —
Sam jak hijena jest albo wilk szary,
Na żar położy więźnia i wypyta;
Do domu na kształt dymu albo pary
Wciśnie się, zyzem tygrysim powita,
Pieczenię zawsze nadybie gorącą,
Spowiada panią… uwodzi służącą.
I taki brudny czart czasem się chyli
I z pyłu lice odsłoni pomnika;
Ten pył, co leciał przed wojskiem Attyli,
Przed kopytami Hunów, Alaryka[210]
I nakrył dawne miasto, nim przybyli;
I jako ten grób, co się sam zamyka,
Zniknęło, cudzej uchodzące właści
I utonęło przed mieczem w przepaści.
Dzisiaj dobyta kolumna nie cała
Pyta się biedna cicho: „A co w Rzymie?
Czy mi czas było, abym zmartwychwstała?
Czy macie jakie na grobowcu imię,
Abym go strzegła ja i nad nim stała,
Ja co widziałam mogiły olbrzymie
I wiem, co dola ludzi niepowrótna,
I jeszcze po nich jestem dzisiaj — smutna…”
Tak pyta, gdy ją podnoszą na drągi
I stawią znowu czołem na gwiazd wianek.
O mój Bohdanie — ja ci tam posągi
Pokażę smutne piękniejszych poganek;
Ja ci pokażę dawne wodociągi,
Co idą, jako tłum Samarytanek,
Niosąc na głowie dzbany, korowody
Dzbanów! lecz wszystkie na głowach bez wody…
Choćbyś był jako Chrystus upragniony,
Pić ci nie dadzą, zostawią u studni;
Ja ci pokażę od Tybrowej strony
Rzym, co się myciem swej bielizny trudni,
A nie trudni się obmyciem korony,
A syczy, kiedy się dzień rozpołudni,
I gdy nań blaskiem przeraźliwym pała,
Jak wąż, co głowę ma na kłębku ciała…
O miserere[211]! jam go widział z góry
Et de profundis[212] — wiem, jak widać z grobu!
Zielony on jest, a w płaszczu z purpury,
A w ręku uschły kwiat — z świętego żłobu;
Nad nim z ognistych smoków lecą chmury,
A z Dantejskiego nosi płaszcz wyrobu,
Dominikańskim mieniący się jadem,
A każda w nim nić — czartem albo gadem.
O mój Bohdanie! pod ten, co się skłębia,
Płaszcz, i sam przez się jest wiecznie ruchawy,
Ty lecisz z dziwną prostotą gołębia,
Chciwy napoju — i blasku i strawy…
I myśli się twój koń trwogą nie zdębia!
Żeś jest niewinne dziecko — znać z postawy;
Dlatego piecza[213] i strach mię o ciebie,
Bo ten okropny duch żegnaniem — grzebie…
Ja byłem mędrszy z żurawi łańcucha,
Kiedym się zerwał sam i poszedł przodem;
A byłem, gdzie dwie srebrnych fontann bucha,
Przed gmachem wielkim i kolumn ogrodem;
Ja wtenczas silną różdżką mego ducha,
Co w środku ma kwiat — choć okryta lodem,
Zakląłem źródła, tak że w tej potrzebie
Anioły złote mi dwa dały z siebie…
Z tęczy, co wiecznie swoją wstążką pęta
Skrzydła fontannom i włos im ubielą,
Wyszły anioły przewodne, bliźnięta,
Wyszły i wiodły w kościół Zbawiciela;
I tę kopułę, która już pęknięta
Jak czaszka w grobie ludzka się rozdziela,
Wzięły na skrzydła złote, nad tułaczem,
Abym nie zwalił jej echem i płaczem.
Więc póki stałem pod ogromną banią,
To ją trzymała para jasnolica;
Wysokość — z piekieł równałem otchłanią,
Bo ta kopuła — to Alp rówiennica!
Chmury stukają w okna, idąc na nią,
I do kościoła wchodzi błyskawica,
Pioruny wchodzą jak nawałnic wodze,
Spotkawszy kościół powietrzny — na drodze.
Potem bóg Perun, wróciwszy w Łotysze,
Puszczom i sosnom blady opowiada:
„Na chmurach się tam las krzyżów[214] kołysze,
I kościół w chmurach stoi i nie spada —
Choć ja i wichry, — moi towarzysze,
Ja i me dzieci, piorunów gromada,
Bierzem go w ręce, w skrzydła, z kolumn rwiemy
I tu na puszcze litewskie niesiemy.
Ale zwycięstwo kiedyś przy nas będzie,
Tu na piorunach czerwonych przyleci;
Marzanny w nim się zagnieżdżą łabędzie
I orły będą w czerepie mieć dzieci… ”
— Tak mówi Perun — ja wiem, że zdobędzie
Błyskawicami to, co próchnem świeci;
Dlategom bronił gmach od zaginienia
I aniołami ubrałem sklepienia.
A teraz wybacz, Cezarów mogiło,
I wy, Piotrowych fontann Świtezianki,
I ty, wisząca na powietrzu bryło,
I wy, kolumny, jak Pelejad[215] wianki,
Stojące w chmurach… i ty, świata siło,
Krzyżu pokorny! i wy, dawne szranki,
Gdzie lew z Chrystusa walczył apostołem,
Wybaczcie, żem się na was oparł czołem…
Strudzony byłem i smętny — lecz znowu
Wielkim popiołem posypawszy ciemię,
Znów do mojego powrócę narodu,
Do pieśni, ludzi malować i ziemię;
Znów do krymskiego pójdę półostrowu[216],
Rycerzy moich posadzić na strzemię
I nieść w pożarne Ukrainy łuny
Tych, którzy na mój głos powstali z truny.

Pieśń IX

Więc gdy Borejsza przed czerwonym Chanem
Stanął: przeżegnał się naprzód dwa razy
I stanął prosty jak drąg przed Dywanem[217]
Z tłumaczem, który czekał na rozkazy.
Potem się ze swą godnością i mianem
Zaprodukował i rzekł te wyrazy,
Które w lot muza nieśmiertelna chwyta:
List„Daj temu psu list księcia — niech przeczyta!”
To mówiąc, papier wydobył z cholewy,
I podał ów list dziwny przez tłumacza;
Minister, który stał jak anioł lewy,
Wziął list i wejrzał weń okiem puhacza.
Litery były w nim rajskiemi drzewy;
Pomalowany był, jak pasmo tkacza,
Gdy na czółenka różnych blasków bierze
I nicią złotą przerabia szkaplerze[218].
Diabełki miasto[219] liter, dziwolągi,
Floresy, różnym świecą atramentem;
Z tych arabesków[220] były różne ciągi,
A list fantazji był dziwnym odmętem.
Książę się Karol[221] pisząc klął, że ongi
Sam u Sułtana z młodu był skrybentem[222];
Na słowo szlachta zaręczyła dziarska,
Że po turecku pisze — lecz z tatarska.
Ale minister Chana na kulasy
Spojrzawszy i te dziwne malowidła
Ujęte w różne klucze i nawiasy,
Gdzie A chwytało wielkie B za skrzydła,
Skręcił na palec wąsy dwa jak pasy,
I twarz mu dziwnie pomarszczona zbrzydła,
I ząb mu koci zaczął o ząb zgrzytać;
Na co pan poseł rzekł: — „Nie umie czytać!”
Ani przypuścił, by Pan na Nieświeżu
Nie umiał pisać, czekał więc responsy[223].
Wtem przyniesiono wielki pilaw[224] ryżu;
Minister kręcił papier — a Chan wąsy.
Obyczaje, MądrośćW Krymie nie spieszą się tak, jak w Paryżu;
Gardzą tam słowy[225] prędkiemi i pląsy;
Wypadkom Bożym otworzona brama,
Rzecz każda robi się… aż zrobi sama.
Tymczasem ludzie jedzą ryż, sorbety
Piją i palą czarny tytoń dżebel;
U pasa noszą złote amulety,
Świat uważają ten za smutny szczebel
Do nieba. W myślach nie grzebią jak krety,
Pod katolicki też nie biorą hebel
Mądrości; lubią wiersze pełne słońca
I poematy trwające bez końca.
Wniesiono więc ryż i przyszły śpiewaki;
A pan Borejsza do Abdulewicza:
„To polityki wielkie te sobaki!
Nie chcą od razu nam trzasnąć, jak z bicza;
Co odpowiedzieć myślą na list taki.
Ja zaś z mojego pokażę oblicza,
Że nie dbam o nich; lecz proszę Acana,
Pojedynek, Pijaństwo, ObyczajeWyzwij ode mnie ich na próbę dzbana.
„Jeśli nie szelmy i nie knują zdrady,
Niech w wino zajrzy ta wąsata morda!
Zwyciężonemu ja podam układy,
Do mnie należeć będzie złota Orda;
Ochrzcę psów, będę chrzcił całe gromady,
A potem wprawię do polskiego korda,
Potem i haracz na tych psów nałożę.
Wyzwij — bo gotów jestem wypić morze.
„A że, jak sądzę, ten pies niepozorny
Nie ma u siebie takiego kielicha,
Jakim jest sławny kielich mój klasztorny,
Który raz tylko był przez skórkę mnicha
Wypit aż do dna… łajdak był pokorny,
Ale to była tylko skryta pycha,
Bo zadrwił ze mnie, a z jego obrotów
Widać, że wypić piwnicę był gotów —
„Jeśli więc taki kielich nie istnieje
W państwie, które zjeść można jak piernika,
Niechaj w ten kocioł węgrzyna naleje
(Wskazał na lulkę) — sądzę, że zamyka
Trzy garnce… nie upoi… lecz rozgrzeje…
Cóż Waćpan czekasz? czy mnie masz za ćwika?
Wyzwij! — że niosę mu bój, już zobaczył,
A Waćpan jesteś na to, byś tłumaczył.”
Jak to wyzwanie w tatarskim języku
Brzmiało, ja nie wiem; musiało nieść trwogę.
Chan chwilę siedział jak na wężowniku,
Gryzł wąsy — nogę założył na nogę;
Potem na galiun[226] spojrzał, jak do krzyku
Otworzył usta i rzekł: — „Pić nie mogę.
Samby Saladyn, Omar ni Hilderim
Nie wypił takiej beczki — Ałłah Kerim!
„W Koranie także stoi, że człek spity
Jest jak na ludzi waląca się wieża,
Albo wieprz skórą Adama przykryty,
Lub miecz, co w oczy ojcowskie uderza.
Więc ten pies wartby zostać wnet ubity
Na miazgę w głębi wielkiego moździerza,
Który w Stambule stoi — gdzie Salamon,
Nasz Sułtan, tłucze Muftych[227] jak cynamon.
„Ale ja Giaurów[228], psów min belud, Lachy[229]
Oszczędzam jeszcze z wielkiej wspaniałości,
I wziąłem nawet ich pod moje pachy,
By nie zginęli: — więc nawet z litości
Zagram z tym starym mopsem w święte szachy;
NarkotykiAlbo niechaj się tu jak pies umości
I z jednej lulki[230] piersi poi własne,
A tak się spije, jak pies… nim ja zasnę.” —
Tu klasnął; czarny zaraz wszedł rzezaniec[231]
I galiun szarym nasypał haszyszem.
Litwin wyzwany rzekł: — „Tylko pohaniec[232]
Pies dymem poi — musi być hołyszem[233]!
Niech no przyjedzie do mnie ten za…….
Ja go z ministrem jego towarzyszem
Tak spoję kiedyś, krupników gorących
Dawszy, że nawet tych psów ochrzcę śpiących.
„A teraz będę palić, co on pali.
Choćby piekielny tytuń był, nie spoi.”
To mówiąc, usiadł; cybuch mu podali —
W środku już szysze[234] zapalone stoi.
Tymczasem Hamet wzrok wodzi po sali,
Coś mu się w oczach miga, coś się roi,
Jakieś wspomnienia, których się sam wstydzi:
To, o czem w Litwie roił — teraz widzi.
Przez złote kratki zajrzał do ogrodu,
Stamtąd go miła, cicha woń zawiewa;
Kwietnego na twarz coś zachwycił[235] chłodu,
Usłyszał — coś mu jak w dzieciństwie śpiewa,
Coś szumi, jak pieśń własnego narodu.
Ujrzał fontanny, jak trzy srebrne drzewa
Stojące cicho między zielonemi,
Zda mu się, że on kiedyś spał pod niemi.
Może złudzenie duszy, którą z dala
Piękność ojczyzny czarodziejstwem wabi,
W czar zaprowadzi i wyjść nie pozwala,
Jak gąsienicę całą ojedwabi
Tęczami. — KsiężycSpojrzał: księżyc się zapala
Na Czatyrdachu[236], i zrennicę[237] słabi
Ogromnym kręgiem, w których nieco róży…
Jakby zjawisko nowe, taki duży.
Witaj mi, gwiazdo! właśnie w tej altanie,
Którą buduję z duchów i rycerzy,
Twoje mi srebrne potrzebne błyskanie;
Czasem twój promień jako miecz uderzy
I przez zieloność do nimf się dostanie
Alabastrowych; nawet do tej wieży,
Gdzie śpi Danae[238], oczki mrużąc ładne,
Nawet tam deszczem strof lunę i wpadnę.
O! świeć, księżycu! bo mi czas z rycerzem
Do Polski wrócić, do rycerskich szyków,
I moje orle pisklę odziać pierzem.
Więc wam opowiem z dawnych pamiętników,
Jak mu cud przyszedł w pomoc nad wybrzeżem
Euksynu[239], i z rąk wydobył Krymczyków.
O uwolnieniu jego z rąk Tatarek
Z ambony ludziom powiadał ksiądz Marek.
Tej samej nocy, gdy w Borejszy głowie
Kręcił diabelski haszysz bardzo mocno,
Tej samej nocy jedni pastuszkowie
W poleskiej puszczy swą wigilię[240] nocną
Odprawowali[241]; — noc była w połowie,
Godzina, w której bardzo jest pomocną
Zdrowaś Maryja śpiewana żałośnie
Za duszę w czyścu — i ogień przy sośnie.
Mieli więc ogień i głośno śpiewali
Pacierz — a blisko strumień mruczał srebrny,
Właśnie jak dusza, co się w czyścu żali,
Że tych pastuszków pacierz jest potrzebny,
I wierzba srebrna kąpała na fali
Złote listeczki. — O tem ksiądz wielebny
Mówiąc z ambony, płakał; wierzba biała
Także, choć mówić nie mogła — płakała.
Konwalie białe, cicha mgła i rosa,
Trawy zapachem dyszały od kwiecia,
Gdy oto z wierzby trefionego włosa
Wybiegły jedna, potem druga, trzecia
Gwiazdy błękitne, i nie szły w niebiosa
Po niebie latać i trwać przez stulecia,
Ale nad wierzbą stanęły w lazurze,
Dwie obok siebie stojąc — trzecia w górze.
I tak w żurawi klucz uszykowane
Jaśniały, aż las zajaśniał w promyki.
Matka BoskaI przyszły panie dwie w błękit ubrane,
I pod wierzbami ucichły strumyki,
Jak ja — gdy nagle brzmiąc na lutni stanę
Słuchać, czy oklask przyjdzie albo krzyki,
A potem znowu zaczynam nierychły:
Tak właśnie owe strumienie ucichły.
A one smutne przez ów strumień złoty
Podały sobie ręce, mówiąc: Ave!
A obie były tak pełne tęsknoty,
Jak strumień i las; a miały postawę
Lekką, jak gdyby mogły iść w poloty,
Lecz oswojone były i łaskawe;
Jedna twarz miała czarną, druga bladszą,
Pastuszkom zdało się, że we śnie patrzą.
I wszystko zdało się snem w cichym lesie
Na mchach i białej konwalii, pod drzewem
Płonącem w światła cudownym okresie,
Gdy się witały ze łzami i śpiewem.
Jedna pytała drugiej — co ją niesie?
A każda rzekła: „Jestem krwi wylewem
I ogniem grodów owiana gorących
I drżę, królową będąc konających.” —
„Królestwo moje, rzekła matka czarna,
Wyniszczone jest mieczem i płomieniem;
Ptaszęta małe, gdy lecą po ziarna,
Znajdują pola siane kul nasieniem.
Ja jestem matka ludzi gospodarna,
Zbieram, co sieję, i nad pokoleniem
Umarłych — moje wysłałam anioły,
Męczennikami napełniać stodoły.
Wojna„Przyjdzie godzina, że ich dzieci dzieci
Nad plonem tego czasu wzniosą lament;
Lecz teraz wszystko jak liść z drzewa leci,
Kościołów krew nie broni i sakrament;
Kagańcem[242] swoim śmierć kościana świeci,
A przed nią czarne dusze lecą w zamęt;
I nad tem wszystkiem stoję — ja królowa,
I patrzę ze skał moich z Poczajowa[243].
OkrucieństwoMatka„Przychodzą matki w śmiertelnej koszuli
I przed ołtarzem moim klęczą krwawe;
Ta krzyczy: wczoraj syn mój legł od kuli,
O! wskrześ go, wskrześ go! — druga woła: ave!
Płód mój nożami z żywota wypruli,
Poskarż się za mnie! — trzecia mi na ławę
Rzuciła parę niedoszłego płodu[244]
Prosząc: nakarm je, bo umarły z głodu…
„We mgłach srebrzystych, gdy stepem przechodzę,
Spotykam jakieś jęczące gromady;
Ludzie okropni bez rąk są, jak wodze
Tym, co na rękach pełzają jak gady;
Inni umarli zostają na drodze
I są zabójcom strasznym jako ślady;
Inni bez twarzy wzdychają z rozpaczą,
Bez ust się modlą i bez oczu płaczą.
„O siostro moja! morem ja owiana
I czarna dymem smętnego jałowcu,
Do mego Dziecka krwawego i Pana
Każę się często nieść, i na grobowcu
Siedząc, mam dziatek umarłych kolana
Pełne — nie mówię, na jakim manowcu
Zbierałam kwiaty ludzkie nieszczęśliwe,
Lecz On je widzi u nóg — te nieżywe.
„I taką ma twarz, jaką w Nazarecie,
Kiedy się żegnał ze mną mówiąc: Matko,
Idę już umrzeć!… a mnie zorze trzecie
Pod oliwami zastały i chatką,
A jego już nie było… i na świecie
Stał krzyż, nad uczniów płaczących gromadką,
I słońca ani księżyca nie było
I grób był krwawą, lecz pustą mogiłą…”
Tak się skarżyła siostrze, a zadana
Turecką szablą na twarzy obraza[245],
Po której uśmiech pozostał i rana,
Stała się teraz widną, jako skaza
Nowo boląca. Druga zadumana
I w sercu niosąc mieczów trzy żelaza,
Oczu z mlecznego nie spuszczała pasa.
Wtem ciche, krągłe światło wyszło z lasa.
Pastuszki, patrząc niby w jasnowidzie,
Rzekli do siebie, tuląc swe kożuchy:
„Czy widzisz? do nich z lasu słońce idzie…”
Potem zamilkli — bo przytomne duchy
Głos odebrały. Więc jak na Egidzie[246]
Minerwy[247] widać jakąś twarz i ruchy
Oczu i włosa, co w stalnym błękicie
Świadczą, że środek tej tarczy ma życie;
Tak w słońcu owem był środek i plama
Światłu owemu czyniona z człowieka.
Był to ksiądz Marek — twarz jego ta sama,
Jak zawsze, wielka otwarta powieka;
Ale szedł we śnie — i straszliwa szrama
Od dyscypliny[248] krwią gorącą ścieka,
Otwartej piersi tworząc straszny przerys
W krople pół zaschłe… długie, jak berberys[249].
Widać, że będąc na nocnej modlitwie
Wpół obnażony, może na pół senny,
Po jakiej rzezi widzianej lub bitwie
Zasnął — a jego duch tylko promienny
Wyszedł i w słońcu złotem szedł po Litwie
Przez czarne, smutne lasy, do Gehenny[250]
Wędrując może — lecz to, co go niosło,
Słońce, stanęło przy wierzbie i rosło.
A ksiądz znalazłszy pod nogami ziemię,
Na kolana się rzucił na konwalii,
Tak, że pokazał już nie twarz, lecz ciemię,
I krzyknął: — „Idę z rzezi i z batalii.
Zwątpiłem, pierwszy raz poczuwszy brzemię
Mogił na sobie — O! wołajcie z Galii,
Z Rzymu i z Azji… i tych, co za morzem,
Bo nas mordują, rzną mieczem i nożem!
„Królowy niebios! wy nad strumieniami
Cicho w lilije białe rozkwitnięte;
A miecz nad nami i pożar nad nami!
Dzieło upada, choć mądrze poczęte.
Duma rozerwie wszystko, wszystko splami!
Panięta nasze, jak pawie nadęte!
Ja do pacierzy nastroiłem wargę,
Lecz będąc u stóp waszych, niosę skargę.
„Potocki bruździ — nic więcej nie powiem;
Ale Potocki bruździ, w czarty wierzy,
Regimentarzem chce być — nad pustkowiem!
Będzie! bo pustka się na wszędy szerzy.
Niechże upadnie przed księżyca nowiem,
Na którym wasza srebrna stopa leży!
Niechże się schyli duszą cichą, szczérą,
Przed Bogiem — nie przed szatanem i lirą!
„Ta lira… w trumien znaleziona rdzeniach!
Już jej głos serce narodu osłabił,
A na niej szatan czarny gra w płomieniach
I luda już pół z Baru[251] mi wywabił!
Jak wąż, co błyszczy swą koroną w cieniach
I blaskiem ściąga słowika, by zabił,
Tak ów kozacki pół-duch na złe radzi
I swoją smętną pieśnią gdzieś prowadzi
„Na zaginienie! Brońcie od pożarów
I od powietrza nas, ach! i od głodu!
Pycha, BógI brońcie jeszcze nas, Panny, od czarów
I od tej dumy, co z Barskiego grodu
Już oberwała wichrem las sztandarów,
A sama chce być zbawczynią narodu.
Nadłamcie dumie miecza, skruszcie rogów,
Zostawcie Boga nad nami — nie bogów!
„Dajcie mi jedną przynajmniej szablicę
Świętą, a ja z niej wielką tęczę zrobię.
Tęczę i wiecznie trwałą błyskawicę,
Świecącą teraz i później na grobie,
Gdy położymy w proch zmęczone lice,
Nie zostawiwszy nic jak proch po sobie,
I duszę w Boże oddawszy ramiona,
A nasze długo słyszane imiona
„Oddawszy dzieciom. — Poseł mój szwankował
W Krymie, i musi… ciężkie więzy dźwiga;
I tego brońcie, bom go umiłował !…”
Na tym zakończył mój ksiądz pacierz wiga
Papisty; potem w księżyc pocałował,
Co pod nogami Matek Boskich miga,
I był od swojej złoto-jasnej ściany
Wzięty, weselszy już, bo wysłuchany.
Nazajutrz słońce, strzałą brylantową
Zajrzawszy w celę cichą Karmelity,
Obudziło go z bardzo ciężką głową,
A był na kwaśne jabłko cały zbity
I pokapany nie berberysową
Jagodą, ale własną krwią okryty,
I dyscypliny także znalezione
Przy nim — leżały mokre i czerwone.
I zdało mu się, że śpiąc chodził lasem,
A nic nie wiedział, że chodził istotnie
W koronie złotej, z wielkim tęczy pasem.
Wreszcie zapomniał. — Jakiś pan tnie-po-tnie
Do jego celi cichej wszedł z hałasem
I z wódką — było na dworze wilgotnie;
Ksiądz się nie bronił, łyknął gorzałczyny
I ten sen w duchów uleciał krainy.
Lecz skutek? — skutek, jak się to pokaże,
Był na tym nawet świecie dotykalny.
UpadekWkrótce będziemy z moją pieśnią w Barze,
Wtenczas ujrzycie sami, że fatalny
Był pacierz księdza. Runęły ołtarze,
Kościół, i z niemi ten ksiądz runął mszalny;
Lecz ksiądz przez swoje to dokazał cudy,
Że regimentarz z czartem runął wprzódy…
Ut videbitis.[252] — Jak pięknie owiewa
Woń cudów młodość mego bohatyra!
Anieli patrzą przez palmowe drzewa,
Jego więzienie w blaski się ubiéra,
Hymn Betleemski nad głowami śpiewa,
Z duchów się złotych wiąże jakaś lira
Pod sklepieniami i blask bursztynowy,
W tym blasku róże, światełka i głowy.
Był to sen tylko — ale nie zepsuta,
Wrąca młodości krew sny takie daje.
Pan Kaźmierz leżał w jednym Marabuta[253]
Grobowcu. — Wschodnie przebiegając kraje,
Kiedy mię noga wielbłądów niekuta
Niosła w piekielne stepy albo raje,
Stanąłem na noc raz w grobie, i dobrze
Spałem na martwych pościeli i ziobrze.
Była to wielka w żywocie pociecha
Zasnąć, a jeszcze większa, wstać o wschodzie
I otrząść włosy senne z prochu Szecha[254]
I zostawić go w mogilnej gospodzie,
Nie dawszy mu za nocleg nic — prócz echa
Z tej pieśni, — w obcym dalekim narodzie
Śpiewanej. — Ludzie z księżycową twarzą
W mogiłach swoich wschodnich gospodarzą,
Przyjmują na noc smętne wędrowniki,
Czasem przez wieczne nakażą zapisy
Karmić ptaszęta — stąd są ciągłe krzyki
Wróblów[255], i ciągle pełne ziarna misy
I ciągle różom miłosne słowiki
Na cmentarzowe latają cyprysy,
I ciągle szpaki po grobach gawędzą
O trupach, którzy karmią i nie spędzą…
Lubiłem zwiedzać takie gospodarstwa
Umarłych, szpaków podsłuchać rozmowy,
I słyszeć różne ich o zmarłych łgarstwa,
Bo pochlebiają; a posępne sowy,
Grobów latarnie, senatory carstwa,
Z grobów posępne pokazują głowy
I zegarowe, wielkie, krągłe lice
I oczy, co się palą, jak dwie świéce.
W mogiłce Szecha — był to grób osobny
Na górach, z białą kopułą glinianą —
Leżał mój rycerz, nadzwyczaj podobny
Do męczennika, bowiem go związano;
A nad nim śpiewał nocy ptak żałobny
Smutniejszy jeszcze, bo śpiewał za ścianą,
Zrobiwszy wieczną z słowikami ligę,
Oddawszy cyprys im — a czarną figę
Wziąwszy za pałac. Jej ogromne liście
Ciągle po głowie grobowca łopocą;
Ptak umiłował ją sercem ogniście
I nie opuszczał nigdy, nawet nocą.
W grobie podwójne także było wniście[256]
I dwie izdebki; w jednej się szamocą
Owe Tatarki strzegące dziewczyny,
W drugiej Beniowski — skrępowany, siny,
Sam jeden leży na glinie i wzdycha,
Któż mu w nieszczęściu srogim dopomoże?
Nad nim okropna zemsta, zemsta mnicha!
Pod nim umarły! Wspomniał o upiorze,
Potem (weselszą myślą myśl odpycha)
I tej dziewczynie, co w drugiej komorze
Leży i rączki może białe poda,
Lecz ma rumatyzm[257] w rączkach — jaka szkoda!
W kamień członeczki białe Bóg zastudził;
Chociażby chciała wstać i przyjść — nie wstanie,
Chociażby wstała, toby się obudził
Pop lub Tatarki wiedmy[258]. Chryste Panie!
SenTakże Cię rycerz mej powieści znudził,
Żeś mu dał rozpacz, grobowe posłanie,
Więzy na rękach, łzę, co się nie leje,
I odebrałeś w grobowcu nadzieję?
A jeszcze gorzej: jakiś gorączkowy
Sen przyszedł, zamknął gorące zrennice;
Czarne Arabki postawił u głowy,
Ubrał je w brody jako czarownice,
Zamiast warkocza z włosów dał wężowy,
Zamiast paznokci ubrał tygrysice
W ohydne i krwią kapiące pazury,
Zęby przemienił w kły, zawoje w chmury.
Stanęły nad nim, pierś mu obnażyły;
Chce krzyczyć… głos mu w gardle stanął kołem;
Chciał westchnąć — w sercu pękły wszystkie żyły,
Chciał zgrzytnąć — usta nawiane popiołem;
Wszystkie uczucia ludzkie ma — prócz siły…
Leży, z widmami strasznemi nad czołem.
Gdyby już uczuł wreszcie ból serdeczny —
Lecz nie — strach tylko ma — i zda się wieczny…
Do omdlałości przychodzi — a owe
Wiedmy do siebie szeptają — on słyszy…
„Odrąbmy jemu, rzekły, mieczem głowę
I posłuchajmy, jak krew pluska w ciszy.”
A druga rzekła: „Mam krupy perłowe
I dorzucimy nieco szarych myszy,
I masła nam da jaki kat przekupnik
I da nam sadła z psów — zrobimy krupnik…”
Beniowski słyszał, czarne gospodynie
Jak naradzały się, i uczuł zimno
W kościach. Wtem jedna rzekła: „Mam naczynie,
Ale jak zrobię tę rzecz… mury hrymną[259]!
Czekaj; czoło mu językiem poślinię
I zrobię nasz znak nad nim samym i mną…”
W Beniowskim serce aż przez sen zakrzepło,
Uczuł przy twarzy bowiem twarz i ciepło,
Nareszcie usta — ale o! dziwaczne
Sny… usta były świeże, miłe, młode,
Jako dwie wisznie, co się zdają smaczne,
Choć okiem tylko rubinową wodę
Pijesz. — O ustach więc tych śpiewać zacznę
I wejdę z niemi poeta w ugodę,
Aby za wiersz mój lotny bezrozumnie
Tak obudziły mnie tu — albo w trumnie.
Panny Gruszczyńskiej były to usteczka!…
Ona — w grobowcu leżąc z drugiej strony —
Biedna, w Tatarek rękach jak owieczka,
Która na wełnie ma już krzyż czerwony;
A często jednak zachodziła sprzeczka
Między leśnemi Idyll Korydony[260],
Na której owcy były śmierci krzyże —
Bo matka często je całując — zliże,
I sama nie wie, że swem pocałunkiem
Od śmierci małe dziecko obroniła.
Tak właśnie dziwnym to było trefunkiem[261],
A pewnie temu winna ta mogiła,
Że się przed Matki Boskiej wizerunkiem,
Przed tęczą swojej myśli pomodliła
Panna Gruszczyńska, idąc na spoczynek;
Wtem ją obudził wiatr — z niezapominek,
Z róż, z tulipanów, z lilii i z bratków,
I otworzyła na pół senne oczy
I ujrzała się w zawierusze z kwiatków,
Które latały w błękitnej przezroczy.
Środek powietrza tego był z bławatków,
W bławatkach był blask od czarnych warkoczy,
Które przechodząc z jaśni do ciemnoty,
Brały blask dziwny — rubinowo-złoty…
Twarz także była tej przecudnej bieli,
Co od błękitu także coś pożycza;
Pod pachą byli skrzydlaci anieli,
A co dziwniejsza, szata tajemnicza
Z aniołów tkana — a na karabeli
Trzymała stopy ta postać dziewicza —
Stopki tak małe, że z tamtego świata
Idąc, zapewne nie chodzi — lecz lata.
Przed nią — na ziemi niemocą złożona
Panna Gruszczyńska smętne oczki mruży,
Jak alabaster, w którym zapalona
Lampa rzuciła coś blasku i róży;
Wtem święta rzekła do niej: Wstań! — a ona
Uczuła, że jej ruch i życie służy,
I wnet rączkami, które już nie słabną,
Zebrała na pierś koszulę jedwabną,
Potem usiadła, a potem uklękła,
A potem płakać zaczęła w tym grobie.
I wnet ta jasność przecudowna pękła
I znikła sennej podobna osobie.
Ciemność dzieweczkę klęczącą przelękła,
Nie prędko światło ujrzała przy sobie —
Był to kagańczyk, który tam szczęśliwie
Płonął w żelaznej czarce — knot w oliwie.
Wziąwszy więc lampę, wyszła; księżyc w górze
Świecił, lecz zdało się małej dziewczynce,
Że księżyc ćmiły fijołki i róże,
Rzucając nań blask i pył albo sińce;
W powietrzu czuła dziwną kwiatów burzę,
Widziała różne tęczowe gościńce,
Po których odszedł pewnie — anioł biały…
Potem ujrzała dwie Arabki — spały!
Ohydna ich twarz — bowiem te upiorki
Miały zasłonę na czole i brodzie,
A po nosach szły z koralów paciorki
I dwie zasłony te trzymały w zgodzie.
Musiały pływać po wierzchu jak korki
Te czarownice, pławione na wodzie[262];
Musiały latać jako nietopyrze,
Wziąwszy pod siodło łopaty lub krzyże.
Lecz teraz spały, chrapiąc głośno obie,
A tak ohydnie chrapią i śmiertelnie,
Tak się pazurem jedna w udo skrobie,
A druga przez sen tak szczeka piekielnie,
Że panna, światło trzymając przy sobie,
Paluszkami je osłoniła szczelnie
I stała — srebrna dziewczyna w lazurze,
Już nie kaganiec niosąc, ale róże.
Nagle ją strach wziął, obróciła twarzy
I do grobowca szła nazad powoli,
Jak smętna dusza, co się na to skarzy,
Że wrócić musi do smętnej topoli
I grobowcowi ciała być na straży,
Aż ją pokuta albo czas wyzwoli
I znów odeszle[263] w światy przedstworzenia,
Gdzie wyrastają znów dusze z płomienia.
Szła więc pod swoje sklepione framugi
I schyliwszy się weszła. Już mówiłem,
Że w tym grobowcu był katakumb drugi,
Gdzie krwią okryty i potem i pyłem
Mój rycerz leżał na ziemi, jak długi.
Szczęściem, że lampy mojej nie zgasiłem,
Prowadząc moje biedne dziewczę ciche
Do tego grobu po nocy, jak Psyche[264].
Od lampy płomyk tak się nad nią schyla,
Tak się od knotu w powietrze odrywa,
Jak duch miłości na skrzydłach motyla,
Piękniejszy wtenczas, kiedy dogorywa,
Kiedy ostatnia w nim zachwytu chwila
Płomieniem buchnie — piękna i straszliwa
I nad kochanki czołem się rozwinie
Jak płomyk — potem uleci — i zginie…
Tak weszła, światło w zmierzch ulatujące
Niosąc nad głową — potem go spostrzegła…
O! jakie wtenczas jej modły gorące!
Jak krew po żyłkach szafirowych biegła!
UcieczkaChciała go zbudzić… więc usta gorące
Na czole jemu kładąc, sama legła
I jęła więzy rozwiązywać duszkiem,
Ustami mówiąc mu: cyt! — i paluszkiem…
On też obudził się — lecz patrzcie chłopca!
Zaraz zrozumiał, że to nie z jasełek
Jaki aniołek, ani z mogił kopca
Duch, chociaż stała z koroną światełek.
Twarz ta i postać nie była mu obca;
Leżał więc cicho, a ona perełek
Ząbków bielutkich jak szczurek używa
I przegryzione na pół więzy zrywa.
Już wolny!… wstaje, otrząsa się z prochu,
Ona z kagańcem złotym naprzód leci;
Oboje wyszli z grobowego lochu.
Tatarki chrapią — księżyc srebrny świeci…
O! pomóż ty mi, Dante, i ty, Włochu
Z Sorrentu[265]… dwoje tych różanych dzieci
Przez te parowy wieść okropnie, sine,
Tam, na błękitną jak niebo dolinę…
Olbrzymie skały zastępują drogę,
Tam nagle potok jęknie i zaszczeka;
Świat taki dziki naprzód wziął pod nogę
Jehowa, — wprzód nim postawił człowieka,
Dawszy stworzonym skałom na załogę
Węże, co lały się ze skał, jak rzeka,
I po dolinach, gdzie szła noga Boża,
Ze swych błękitnych ciał czyniły morza.
Wystawcie sobie w tym świecie połosów[266]
Duszki dwie, które czekały na ciało,
A jeszcze słońca się trzymały włosów,
Aby nie upaść na świat, co był skałą,
Węży królestwem i bezładem ciosów,
Gdzie od świstania wielkich gadzin grzmiało,
Wystawcie sobie, że nad tym odłogiem
Te duszki drżące dwie idą — za Bogiem…
A obaczycie moją smętną parę
Po skałach wianą wietrznemi poloty.
Wszystko lub białe jak kość, albo szare;
Z daleka wiszą czarne wielkie groty,
Gdzie pastuch Tatar śpiewa pieśni stare,
I trzody beczą, i na księżyc złoty
Szczekają głucho psy, — potoków fale
Huczą — i płaczą w dolinach szakale,
Jak zarzynane dzieci przez Heroda,
Szakale płaczą — a psom jak na sprzeczkę.
Beniowski zbiega z gór, jak srebrna woda,
Kobieta, StrójNa ręce już wziął zmęczoną dzieweczkę;
Czasem mu powój kwietny ręce poda,
Czasem i ona pomoże troszeczkę,
Oczkami skalne przeszywszy obłędy
I mówiąc jemu cicho: „Idź Pan tędy.
„Tę skałę się Pan, mówi, obejść staraj —
Tu mnie puść — sama ten potok przeskoczę —
Ostrożnie, mówi, tu mi nie rozparaj
Koszulki o cierń (było to przezrocze
Jedwabne).” Nagle wrzasła: „Bakczysaraj!
Puść mię!” — Zwinęła na czoło warkocze,
Koszulę także poprawiła z letka[267]
Jeszcze dziewczyna mała — już kokietka…
MiastoDo miasta wchodząc, myślała o stroju;
Przyszły jej na myśl jakieś myśli grzeczne,
Miejskie — a miasto było w świateł roju,
I różne wieńce nad nim jak słoneczne
Wisiały — różne z tatarskiego łoju
Ramazanowe[268] lampy i świąteczne,
Z różnych szkieł różnie na niebie świecące,
Jak wieńce z kwiatów na szafiru łące.
Bo minarety, co je w niebo niosły,
Tak były lekkie, jakby owe kwiaty
Bez żadnych łodyg i pni same rosły
Albo latały; a tak był bogaty
Niemi horyzont, że oczy nie zniosły
I odwracały się na bledsze światy,
Na morze, co swój włos jak owca wełni
I srebrem błyska, lub na księżyc w pełni.
Czasem piękniejszy tem, że stał na stronie,
Minaret, jakby jaki anioł smętny,
Stał w swej ognistej z różnych gwiazd koronie,
Tem milszy oczom, że nie był natrętny.
Beniowski widząc, jak powietrze płonie,
Jak miasto gwary różnemi i tętny
Spokojność nocy lazurowej miesza,
Jak motyl nocny, w blask i brzęk pospiesza,
Wpada w ulice gliną i rogożą
Sklepione. Pełno świecących sklepików;
Osiołki gości po ulicach wożą,
Radosnych pełno tłumów i okrzyków;
Strzeż się! bo zdepcą i w błocie położą,
Gdzie pełno leży zgubionych trzewików…
Rzekłbyś, że pod tą żydowską hołotą
Drogim krwawnikiem brukowane błoto.
Rycerz z dzieweczką ani się ogląda,
Leci a dziewczę swe zasłania młode;
Niekiedy spotka wielkiego wielbłąda,
Wschodnich ubogich krajów woziwodę,
Okręt pustyni — jako struś wygląda,
Skrzydła ma z worków, a gdy przed gospodę
Przyjdzie i stanie, to skórzane boki
Leją fontanny dwie i dwa rynsztoki…
Strój, Uroda, FlirtCzasami wielkim robrontem[269]skrzydlata
(Bowiem kobiety wschodnie chcą być grube)
Leci ogromna czarna trumna, chata,
Jak okręt, co ma parę albo śrubę
Schowaną wewnątrz i blisko przelata;
Ujrzałeś tylko widmo, czarną szubę,
Oczy świecące przez dwa białe kołka,
Na dole głowę i ogon… osiołka…
Z jedwabnym ciebie minęła szelestem,
Oczyma tylko łysnęła — lecz okiem
Już myślisz, że cię spytała: kto jestem?
Już myślisz, że to Wenus pod obłokiem,
Że to jest ogień, który pod azbestem,
Pod niespaloną szubą i szlafrokiem
Płonie i z drogi cię cnoty oddali,
A jeśli dotkniesz go — na popiół spali…
Jednak… częstokroć tak nie jest! Rendez-vous
Gdzieś na cmentarzu dane — diable myli;
Cyprysowemu ją zostawiasz drzewu
Cieszyć… i klniesz wiatr, co szubę odchyli.
Lecz wtenczas tyle jest wschodniego gniewu,
Taki jest wybuch, że dla krotochwili
Wrócisz i ogień hamujesz powoli.
Dalibóg, Muza moja znów swawoli!…
Gawędzi — a wiem, żeście już ciekawi,
Dlaczego miasto iluminowane
I co mój rycerz, lecąc gniewny, sprawi?
Więc tu, ponieważ ta pieśń długa, stanę…
A gdy Apollo mi pobłogosławi,
Znów nowe laury zasadzę różane,
Których mi powieść dostarczy szlachetna.
Dosyć — bo strofa to już blisko setna.

Pieśń X

PodróżKto widział tylko swój dach i swój kurnik
I swoje grzędy i swoją parafią[270],
Ten nie wie, co czuć może awanturnik,
Kiedy go różne losu gromy trafią;
Kiedy poduszkę czasem ma jaszczurnik[271]
Dziś wodę pije, a jutro ratafią[272].
Ta strofa bardzo szanowna i prosta,
Przetłumaczona dosłownie z Ariosta[273].
StarośćDant[274] także, drugi poeta epiczny,
Mówi: O! szczęsny, szczęsny, co się rodzi
I nigdy w życiu za obręb graniczny
Swoich zegarów miejskich nie wychodzi!
W tym wierszu słychać dźwięk melancholiczny
Rodzinnej wieży, który starce wodzi
Wokoło domu… piastunki sposobem
I nie pozwala oddalić się — grobem.
Ale kto zawsze chodził tak, zda mi się
Na starca dobry, lecz na czytelnika
Zły bardzo; w oczach mu książeczka ćmi się,
Nie doczytawszy strof, często zamyka.
O różach jemu mówisz i cyprysie —
Woli w drużbarta zagrać albo w ćwika[275].
Poeta, Sława, Los Patrz, jaki los był biednego Torkwata[276],
Ledwo gdzie o nim wie dom, albo chata.
Dziś jeszcze jego głos harmonią szklaną[277]
Ślizga się, jako Syrena tęczowa,
Po złotym płacząc kanale Orfano[278]
W ciemnym szpitalu[279] wyjęczane słowa.
Lecz moje… i tych dźwięków nie dostaną,
I czas je w długim grobowcu pochowa…
Więc — a więc piszmy, niech rym będzie świeży!
Reszta od Boga i ludzi zależy.
Dwór, KarczmaBeniowski więc mój, przebiwszy się w tłumie,
Dopadł pałacu, drzwi stały otworem;
Wschód się w pałacach zamykać nie umie,
Lecz dwór jest karczmą — a karczma jest dworem.
Więc obłąkany trochę na rozumie
Nocną przeprawą i sennym upiorem
Zmęczony, pełny rozpaczy i troski —
Wpadł do pałacu Chana pan Beniowski.
Za rękę trzymał dziewczynę oblaną
Wstydu rumieńcem, lecz nadzwyczaj ładną;
Spojrzał — Chan siedział na sofie pod ścianą,
Grzech, DworzaninPrzy nim ministry[280], co lud drą i kradną,
A czasem z brody gęstej coś dostaną
I wcale tego na paznokć nie kładną,
Ale puszczają wolno i z uśmiechem,
Bowiem zabijać rzecz żywą — jest grzechem.
Ministry stali w kaftanach z czerwieni,
Na wszystkich twarzach była dziwna radość;
Świateł tysiące, woń drogich korzeni,
I wszystkim ludzkim zmysłom było zadość.
TaniecAlmeje[281] także, te córki płomieni,
W szat przezroczystych osłonięte bladość,
Tańczą przy fontann lazurowych chłodzie
Blisko — a drugie daleko w ogrodzie.
Zda się, że ciągle się roją i rodzą
Z krzewów, z jaśminów, z róż, i znowu nowe
Przez rozwidnione aleje przechodzą,
Lecąc przez słońca różnokolorowe.
W tych słońcach giną smętne, z tych się płodzą
I szybkim tańcem zawracają głowę;
Królowa tańcu[282], młodziutka dziewczyna,
Płeć[283] miała żółto-ciemną, jak cytryna,
Oczy jak węgiel czarne, Indyjanka!
Oczy jak dwoje czarnej kawy ziarek,
Na głowie na kształt kręconego wianka
Koronę, z chińskich jajek i latarek;
Zmęczona, tańcu szybkiego sułtanka,
Siadła na czarnym Chanie, jak kanarek,
A Chan maleńkie złote brał chiryje[284],
Na twarz przylepiał spotniałą i szyję.
MuzykaMuzyka także grała; muzykanty
Na różnokwietnej siedzieli rogoży[285]
U drzwi, i grali okropne drabanty[286],
Zachowując się z taktem jak najgorzej —
Piekielne jakieś muzykalne Danty,
Na których ucho się dziś moje sroży;
Pomiędzy niemi siedział muzyk dworu,
Który w urzędzie był — turbator choru[287].
Więc śpiewał — przy nim siedział cymbalista,
Przy cymbaliście siedział bardzo blisko
Skrzypak, a raczej Orfeusz[288] lutnista
Z wielką glinianą ostrunioną miską,
Na której szczypał struny na kształt Lista[289],
Wysoko biorąc ton, a potem nisko;
Trzeci — co bardzo mały efekt czyni
Na smyczku smyczkiem grał, jak Paganini[290]
Wszyscy z ogromną artystów powagą,
Jak gdyby czuli, że świat dzisiaj cały
Muzykami jest, jak Mojżesza plagą,
Skarany. — Włochy od rulad[291] zgłupiały,
Europa także z polityczną wagą
Rusza się na głos lutni, na kształt skały[292]
Po bizantyńsku swoje ciało kruszy[293]
I serca więdną w niej — a kwitną uszy.
Ten wziąwszy opium zapału — dopóki
Włoch kastrat — krzyczy: o patria[294]! w ruladach —
Czuje się w sercu bohatyrem sztuki,
Rad by w podziemnych zaraz być naradach
I wnet jak wulkan rzucić w górę bruki,
I z mieczem jasnym w ręce iść po gadach,
Strawiony takim serdecznym pożarem,
Jutro znów głupcem jest… nie karbonarem[295].
Zwłaszcza jeżeli na świecie pochmurno,
Klnie świat… i nerwy! O! o! z krakowiaka
Zróbcie mi jakie posępne notturno[296],
Z notturna zróbcie coś alla polacca[297],
Bo mi na świecie tem nadzwyczaj durno!
Poezja, PolskaPrzyszła mi także z poczty cała paka
Lirycznych wierszy — O! Orędowniczko
Polski! Najświętsza Panno! o! kantyczko!
Zmiłuj się, proszę, proszę — nie nade mną,
Ale nad Polską miej ty zmiłowanie!
Jesień, MelancholiaWięcej nie mówię, bo mi od łez ciemno,
I pod oknami także mam płakanie
Drzew, które słońca wołają daremno
I mają z liścia złotego ubranie…
Jesień z liryzmem smutnym przyszli w parze
Na moją duszę, jako dwaj grabarze.
Chciałbym coś pisać z tym niby zachwytem,
Co niby z Boga jest — lecz nie pozwala
Ta pieśń, która jest koroną i szczytem
Awantur krymskich. Potem przyjdzie fala
Nowym czerwonym ozłocona świtem,
Szumiąca krzykiem, czarna krwią Moskala.
Lecz teraz wiersze są śmiechem przesute[298],
Albowiem śpiewam tatarską redutę.
Jedzenie, ObcyMimo całego blasku na tym dworze,
Gdzie wzlatywały tancerki motyle,
Czuć było jakąś dzikość straszną; może
Mleko i świeże kotlety kobyle…
Mleko to stało w ogromnej amforze,
Gdzie ametysty, szmaragdy, beryle[299]
Migały w różne ogniste kolory,
Ale kwas było gorzki czuć z amfory.
Dym także z lulek[300] w kształty się olbrzymie
Mięszał; Beniowski więc wpadłszy do sali,
Jak olimpijski bóg, w błękitnym dymie
Krył się. Wtem ujrzał w rogu kawał stali…
PiesPijaństwoO bogi! poznał, pan Borejsza drzymie!
Jak dąb litewski, kiedy się powali,
Leżał i w tłumie małych charcic krył się,
Które lizały mu twarz — poseł spił się.
Charciczki małe Chana stoją wkoło,
Każda ma pyszczek długi jak gadzinka;
Ta liże uszy posła, druga czoło —
W mrowisku się zda, uwędzon jak szynka
W dymie. W ręku ma jeszcze szablę gołą,
Spostrzegł się widać, że to była drwinka —
Ów haszysz; nie chciał więc odwlekać,
Wydobył krzywą szablę i chciał siekać.
Ale sen — śmierci brat… kochanek maku,
Ujął go w swoje ramiona. Charcice
Uczuły także coś na twarzy smaku,
Więc mu lizały, jak mówiłem, lice.
Beniowski, widząc go w takim orszaku,
Wziął go i wstrząsnął, jak siana kopicę,
Potem o ziemię nim jak beczką trzasnął,
Lecz pan Borejsza chrapnął — i znów zasnął…
Wtenczas Beniowski do Chana — po włosku:
„Także to posłów przyjmujesz, Giraju?”
Krzyknął: „Nad nami śmierć jest jak na włosku!
Przylatujemy tu z krwawego kraju!
A ty…” Chan siedział z cybuchem, jak z wosku,
I pół spity był w zachwycenia raju;
Więc bełknął tylko, zawróciwszy białka
W oczach: „Il Ałłach! stłuc w mozdzierzu śmiałka!”
Rzekł; i wnet cały tatarski paszalik[301]
Wydobył noży, szable, jatagany[302],
A Chan odwrócił oczy, gdzie Moskalik
Mały, od Kassi ruskiej[303] darowany,
Kozaczka[304] trzepał i na kształt się kalek
W powietrzu rzucał, cały połamany,
Zda się, że osa lub torban[305] ruchawy,
Mający czapkę, buty i rękawy…
W Chana się oczach spitych zdaje czasem,
Że torban skacze sam — w różne prysiudy[306],
Że czworo goleń ludzkich ma za pasem,
A wszystkie w torban chowa, jak do budy;
Raz piątką się zda, i znów zda się asem;
Kiwa więc tylko głową na te cudy
I potakuje; czasem jak z butelki
Huknie mu z gardła czkawką: Bóg jest wielki!
Tak, Ałłach kerim! Musi być nie mniejszy
Od tatarskiego — możny Bóg Moskali!
Beniowski szablę chwycił, z rąk Borejszy
Wydarł ją, potem zaczął taniec w sali
Od kozackiego tancerza skoczniejszy;
Rąbie na oślep i po karkach wali —
Podłoga już krwią gorącą spluskana,
Wszyscy go czują i słyszą — prócz Chana.
Ten, ciągle małym Kozaczkiem zajęty,
Oczy zamruża i takt ręką bije;
Kozaczek czasem mu pokaże pięty,
A czasem nogi zarzuci na szyje;
Chan myśli, że to ruski derwisz[307] święty,
Który tym tańcem swoje grzechy zmyje,
Tańcem, co z serca idąc, zda się szczerym;
Po raz więc setny huknął: Ałłach kerim!
Jest to tatarskie brawo. Pan Beniowski
Myślał, że jemu należy wykrzyknik.
Z Tatarów robił już makaron włoski,
Tak że rozchodził się już bal lub piknik
Przez drzwi i okna; miecz się zdawał boski,
A gdzie uderzył skrami, cały szyk nikł.
Ten wiersz ostatni zły, lecz go podeprze
To, że w następnej strofie będą lepsze.
Śród gorącego po komnatach boju
Beniowski mieczem robi peryferium[308],
Tego po plecach, tego po zawoju
Siecze, a naprzód wpadł na ministerium,
I tego, co miał departament łoju,
Ministra oświecenia, Achmet Derium,
Po garbie mieczem zsiekł, tak że minister
Utracił cały swój garb, jak tornister.
Lecz guz strącony zmienił tylko pana,
I wziął go zaraz na czoło koniuszy,
Wielki statystyk także Giraj Chana,
Który obliczał ścięte Giaurom[309] uszy,
Potem na sznurki nizał — dla Sułtana,
Który je marynuje albo suszy,
Właśnie jak w Litwie grzyby borowiki —
A czasem żonom daje na kolczyki.
Po takiej sprawie ministerium całe
Cofaniem się podało do dymisji[310],
Wymowie szabli przypisać tę chwałę,
Że z rządu ludzie ustąpili łysi;
A łatwiej zmusić do odwrotu skałę,
Kaskadzie kazać — niech stanie i wisi!
Powstanie całe kraju przysposobić,
Nawet wybuchnąć łatwiej — niż to zrobić.
Ministerium więc całe już w odwrocie
I muzykanci wszyscy, pole czyste!
Mój rycerz chwilę stanął cały w pocie,
Wtem ujrzał szabel girlandę — O Chryste!
Już na jednego człeka idą krocie,
Ponad głowami niosą szable szkliste
W rząd ułożone, razem w tył zagięte,
Jak fale upaść gotowe i wzdęte.
Rząd jeden żółtych twarzy, płaskich nosów,
Rząd jeden szabel; idą krągłe koła,
Jakby rząd jeden wielkich srebrnych włosów,
Które lwom żółtym wyrastają z czoła.
W tej błyskawicy podniesionych ciosów
Beniowski śmierci zobaczył anioła,
Który się zdawał strasznym i wspaniałym, —
I stał w tych mieczach, jak w zwierciadle białym.
Już idą! rycerz w poprzek się nad głową
Mieczem zasłonił i czekał z powagą;
Już idą — prędzej, niż wymówisz słowo,
Śmierć spadnie; jednak i tu jest odwagą
Mieć podniesione czoło, twarz surową,
Błyszczące oczy i pierś wzdętą, nagą.
Beniowski takim był pod tą framugą,
Gdy ktoś mu nakrył głowę — szablą drugą.
Spojrzał, lecz nie mógł widzieć dobrze twarzy,
Bo ten, kto zakrył go, stał odwrócony;
Na turbanie się drogim kita waży,
Którą wziął brylant wielki wschodni w szpony;
Kaftan miał drogi — i rzekł coś do straży,
A nad Beniowskim trzymał miecz obrony,
Tak, że dwie szable razem miały włosy
I klingi dwie samotne, jak dwa kłosy.
Wahała się straż — wtem ów rycerz nowy
Do Beniowskiego rzekł: „Potrzeba zdać[311] się!”
Po polsku to rzekł, lecz odwracał głowy,
Jak gdyby jego oczów[312] musiał bać się;
A potem dodał cicho: „będziesz zdrowy
I wolny — teraz to nie może stać się;
Wyrok na ciebie jest srogi wydany
I nie odwoła go wnet Giraj pijany;
„Ale się poddaj!” — Tu ręką łagodnie
Z rąk mu wyjmował szablę, ale zawsze
Twarz swą zakrywał, a mógł to wygodnie
Zrobić, bo pan Beniowski widział krwawsze
Grożące sobie oczy, wielkie, wschodnie —
I damasceńskie[313] i nienajłaskawsze
Szable stojących wokoło Janczarów[314],
I do ostatka chciał się bić przez narów.
Ciągle więc groził; gdy mu tamten drugi
Szalem tureckim nagle nakrył czoło;
Chciał się szamotać rycerz, ale sługi
Pomogły temu panu z szablą gołą…
Wydarto mu miecz; potem legł jak długi,
I słyszał cichy gwar tatarski wkoło,
Potem go niosły z lekka owe straże
Długo przez długie, kręte korytarze.
Są chwile w życiu, w których człowiek zda się
Samemu sobie bardzo poetycznym:
Na skały igle, na ruin terasie,
W usposobieniu umysłu wehmicznym[315];
Gdy wołasz szczęścia, stojąc na Parnasie,
A echo głosem ci melancholicznym
Ze wszystkich skalnych kątów odpowiada
Trzykrotnym głosem: biada! biada! biada!
Gdy skończysz wszystkie szkoły i nauki
I za rękę cię uściśnie sam rektor;
Gdy jesteś wybran posłem, gdy cię wnuki
Obsiada, gdy kraj obronisz jak Hektor[316];
Gdy depcesz dawne Herkulanum[317] bruki;
Gdy twój poemat czyta dobry lektor;
Gdy sam rozmyślasz o zbawieniu Lachów[318];
Gdy wygrasz partią[319] bilardu lub szachów;
Gdy cię zapyta kto — jaka grafini[320],
Czyś był w Paryżu; gdy patrząc w obłoki,
Kochanka tobie wyznanie uczyni,
Że kocha… albo rzuci się w potoki
Jaka dziewczyna, która ciebie wini
O zapomnienie, potem ją w głęboki
Dół kładą, sadzą na grobie kamelie
I pokrywają piaskiem, jak Ofelię.
Gdy w tańcu jesteś pierwszym koryfantem[321]
I kręcisz kołem młode pokolenie;
Albo gdy ciebie nazwą obskurantem[322],
To jest, że możesz zgasić oświecenie;
Albo gdy jesteś dział asekurantem
I w Napoliońskie wierząc przeznaczenie,
Słuchasz z powagą kul lecących świstu;
Gdy Comte[323] przeczytasz na kopercie listu…
Z tych i podobnych wrażeń pono żadne
Nie urodziło się w duszy rycerza;
Utracił swoją piękną Aryjadnę[324]
Wzięty, więzieniem jego była wieża,
Co zewnątrz miała desenie tak ładne,
Jak rozkwiecona palma śród wybrzeża,
Wieża ceglana, o wysokim piętrze,
Lecz wewnątrz… bardzo miała smutne wnętrze.
Okna okrągłe bez szyb, gdzie czerwone
Lub srebrne światła upadały snopy;
Z jaskółczych gniazdek uwitą koronę,
A w suchym piasku ponadmorskim stopy.
Huczał w niej sufit, gdy morze szalone
Rzucało wrące na piasek ukropy.
W takiej to wieży smutnej przebył trzy dni,
Czwartego… tu się poemat rozwidni, —
Czwartego ranka skrzypnęły zawiasy,
A jeszcze ranna panowała szarza[325],
Dopiero morza srebrzyły się pasy
W srebro przed wschodem, gdy ktoś z korytarza
Wszedł — cały strojny w dywdyk[326] i w atłasy,
Ktoś niepodobny wcale do grabarza
Ani do kata — miał z baraniej skóry
Kołpak, przyłbicę takąż, w niej dwie dziury.
Z kołpakiem razem ta maska futrzana
Kryła mu lice i twarz, oprócz oczu.
Beniowski poznał w nim wschodniego pana,
Choć ze snu oczy odemknął w przymroczu;
Poznał, że ten sam, który go u Chana
Bronił i był mu z szablą na przyboczu,
A potem zdradził, niby wróg ukryty,
A mówił jako Polak rodowity.
Porwawszy się więc z ziemi, głosu grzmotem
Zawołał: „Zdrajco, czego chcesz? i po co
Przychodzisz do mnie? czy z moskiewskim złotem?
Czy chcesz mnie kupić? czyli wziąć przemocą?
Nie dam się ja krwią zalać ani błotem!
Nim szable twoich katów zamigocą,
Samego ciebie do walki przymuszę;
Chociaż bezbronny… zwalę i uduszę!…”
To mówiąc, stanął w szermierza postawie;
A drugi… nie rzekł nic, ani się ruszył,
I nie wydawał się wcale w obawie,
Choć go Beniowski mową już ogłuszył.
Więc rycerz znowu: „Strojnyś jest, jak pawie!
Aleś tu próżno w ogon się napuszył.
Jak mi Bóg miły, jak słońce na niebie,
Walcz — bo sam pierwszy porwę się na ciebie!”
Na to tatarski rycerz rzekł: „Przychodzę
Uwolnić ciebie; poznasz za godzinę,
Ze jestem tobie bratem i nie szkodzę,
Owszem za ciebie i za kraj wasz zginę.
A teraz zdaj się ty na moją wodzę!
Oto masz ubiór — lubisz barwy sine,
Oto masz kaftan, pistoletów dwoje,
I strzelbę oraz pałasz — wszystko twoje.
„Zwrot to jest tylko, a nie podarunek —
Więc weź i za mną chodź, bo jesteś wolny”. —
Beniowski kaftan wdział i wziął rynsztunek,
Z gniewnego stał się jak owca powolny,
Gniew mu wywietrzał wnet, jak lekki trunek,
Dziw tylko został. Więc jak młokos szkolny,
Ciesząc się w kaftan błękitny ubierał,
Potem próbował broni — i obzierał.
Broń była cudna: rubinów płomienie
Po pistoletach szły jak iskier sznurek;
Rura u strzelby z drutów, a w desenie
Kuta, i bardzo fantastyczny kurek;
Nie był to Lepaż[327], lecz taką na ścienie[328]
Wolałbym wieszać dziś, — niż sto dwururek
Paryskich… Szabla także była krzywa,
A tak się zdała żądać krwi, jak żywa.
Pod wieżą stały dwa piękne rumaki;
Do Beniowskiego znowu rzekł przewodnik:
— „Wybierz! obadwa latają jak ptaki,
Obadwa z Neżdów, i mają swój rodnik[329]
W złotym woreczku na przodzie kulbaki[330];
Jeden drugiemu są jak współzawodnik
Równi: więc wybór zostawuję Waści —
Weź, który lepiej się podoba z maści”.
Czarnego wybrał Beniowski i skoczył
Na siodło drogim sadzone kamieniem;
Potem na piasku koło nim zatoczył —
Koń szedł jak fala lekko pod siedzeniem
I piasku wcale morskiego nie tłoczył,
Dumny szlachetnym swoim urodzeniem
I tą metryką, co go z Neżdów wiodła,
W złotym woreczku wisząca u siodła.
Tatarzyn — zawsze pod szarą przyłbicą,
Szary był bowiem na masce baranek —-
Pospieszył przodem; za nim błyskawicą
Jechał pan Kaźmierz wesół, a już ranek
Palił się w ogniach nad krymską stolicą,
Którą mijali. Cmentarz i palm wianek
Minęli także — oba stepem lecą
Tam, gdzie nad Polską smutne gwiazdy świecą.
A jedna większa, smutniejsza nad inne,
To się błękitem, to się krwią zalewa,
Jakby złociła jakie czoło, winne
Przed Panem Bogiem — bo ciągle omdlewa
I ciągle oczy zamyślone, gminne
W daleki Sybir prowadzi, jak mewa
Białemi skrzydły[331] lecąca i przodem
Przed nieszczęśliwym już dawno narodem.
Mimo galopu i drogich jedwabi
I broni, wtenczas nawet rycerz młody,
Patrząc w tę gwiazdę, myślał, że go wabi,
Jak smętny anioł, gdzieś na jakieś lody,
Gdzie umierają prędko ludzie słabi,
A mocni stoją długo — jak śród wody
Utopionego okrętu iglice,
I długo widzi lud ich smętne lice
We mgłach; więc nawet gdy się cały skarli
I życia szczęście bierze, jak się zdarza:
O tamtych jeszcze wie, że nie umarli,
Że jeszcze cierpią; i to go przeraża,
Że się już w wichrach ciągłych nie podarli
I nie spróchnieli, jak krzyże cmentarza,
I nie opadli, jak dawne sztandary
Ci ludzie — w lodach gdzieś błądzące mary.
Taka jest piękność, taka posągowość
Niedoli, ona jest naszym marmurem!
Motyle tylko wabi każda nowość
I łudzi każdy krzyk śpiewany chórem.
Twarz większa, w ogień i w twardą surowość
Ubrana… z kluczem żurawi i sznurem
Nie chodzi, ale na ustroniu błyska,
A czasem śmiechem z ust, jak krwią, wytryska.
O Dante! czy ty marzyłeś te kręgi,
Gdzie człowiek dobry chciałby ludzkich twarzy,
A wkoło takie figury, ciemięgi,
Taka gromada szara gospodarzy?…
Tak w sznury wzięta dobrze i w popręgi,
Na takie głupstwa się wierszami skarzy,
Tak porobiła gdzieś w niebie otwory
I takie do nich mosty ma — z pokory,
Że człowiek, choćby chciał… by nie być z niemi,
Musi się oddać diabłu — eheu[332], smutno!…
Ale już słońce włosami złotemi
Rzuca na białe mych namiotów płótno.
Beniowski ujrzał siedzący na ziemi
Obóz. — Tu muza nie chce być okrutną
I zaraz (bowiem już do końca dążę)
Wschodni poemat mój cały rozwiąże.
Na złotym stepie — był to niby parów
Pomiędzy dwoma piaszczystemi góry —
Ujrzał Beniowski dwa sotka[333] Tatarów
Nie bardzo pięknej tuszy i struktury;
Przypominali coś dawnych Chazarów[334]
Lub Hunów[335]: kość im przyrosła do skóry,
Mięsa nie mieli wcale, tylko żyły —
Namioty z czarnej skóry, jak mogiły.
Kociołki mieli czarne przy ognisku,
Wielbłądów chudych i starych z dziesiątek;
Chudzi rycerze, w oczach pełni błysku —
Poszliby nawet na rzeź niewiniątek.
Stanąwszy przy tem dzikiem koczowisku,
Rzekł nieznajomy rycerz: „Na początek,
Panie Beniowski, oczu nie otwiéraj!…
Daje ci dwieście Tatarów Chan Giraj.
„Weź ich! Ten obóz zaraz z tobą ruszy;
Wódz jego El Dżin… patrz, ten Tatar stary,
To wąż; do jego ciała, kości, duszy
Masz prawo. Końskie im zostaw sztandary,
Pozwól obcinać wszystkim trupom uszy,
A służyć będą lepiej niż huzary;
Kosztu ci także wiele nie przyczynią,
Zdechliną ich karm wszystkich — lecz nie świnią[336]”.
Potem arabskim coś mówił językiem;
Ałłach! wrzasnęli mu, gdy skończył mowę.
Beniowski wielkim ogłuszony krzykiem
Stał, a zaś wojsko stanęło w podkowę
I ogłosiło go wraz pułkownikiem;
A El Dżin, sam wódz, pokazał na głowę
I szyję, mówiąc mu jak najszlachetniéj:
— „Jeśli nie będę słuchał — to mnie zetnij!”…
Potem Tatarzyn ów i dobroczyńca
Wiódł Beniowskiego, gdzie stał wóz z namiotem,
Wóz jakby wielka maża[337] Ukraińca
Wokoło wielkim ogrodzona płotem —
I rzekł: — „Chan Giraj daje ci gościńca,
Ten wóz; a nie sądź, że napełnił złotem
Skórzane łono owczego namiotu:
Jest to wóz pełny trudu — i kłopotu.
„Podnieś to czarne skrzydło owczej skóry,
A sam hojności Chana będziesz skarzył.” —
Radością pan Beniowski aż ponury —
Wahał się chwilę, potem się odważył
I podniósł skrzydło namiotu do góry;
Potem się cały w ciemny namiot wtwarzył[338],
I powtórzyło łono tajemnicze
Namiotu — dwoje „Ach!…” jedno dziewicze…
I długo głowa mojego młokosa
W namiocie owym była na gościnie.
Ani z garełka[339] uczonego kosa
Taki dźwięk słychać po ciemnej kalinie,
Choć kos — to lutnia ptaszków różnogłosa,
A w przedrzeźnianiu żadnego nie minie,
Lecz wszystkie tony w swym głosie zamyka,
Wszystkie — i nawet śpiewanie słowika;
Ani więc w drzewie, kędy on zasiądzie,
Tak wszystkie listki świszczą i szczebiocą,
Jako te skóry wydęte wielbłądzie,
Na których gałki się mosiężne złocą.
Lecz co w nim było… to chyba na sądzie
Wydam i wielką przymuszony mocą;
Bo mnie obchodzi los dawnych pamiątek,
Aniela… oraz dalszych pieśni wątek.
Gdy więc Beniowski stał jak kuropatwa,
Co głowę swoją pochowała w śniegu…
Jak widzę, rzecz się znowu trochę gmatwa,
A pisząc stanąć znów nie mogę w biegu.
Sztuka rozwiązań jest bardzo nie łatwa,
Przede mną nie mam ubitego ściegu,
Bo nikt nie śpiewał z nas na taki temat,
Ażeby musiał rozwiązać poemat.
Gdy więc Beniowski, pogwarzywszy długo
Z namiotem, oczy wydobył nareście,
Spotkał się nagle ze starą kolczugą
Pana Borejszy: ten był widać w mieście
I teraz przybył z Perkunasem sługą;
Bowiem usłyszał, że Tatarów dwieście,
Których ojciec czart i Tatarka rodzi,
Z jednym Polakiem do Polski wychodzi.
Zabrawszy więc manatki, pełny troski,
Że nic u Chana nie sprawił, Krym rzucał.
Pocałunek— „Jak to?! więc to jest — krzyknął — pan Beniowski,
Którego mię los smętny tak zasmucał?
A to prawdziwy, widzę, wyrok Boski!
A! dajże mi twarz, dajże, niechaj ucał…”
Zamiast sylaby ustami go w usta
Cmoknął, że jękło, tak jak beczka pusta,
Gdy z niej wystrzeli czop. A potem wkoło
Obejrzawszy się: „Cóż to za wędzonki? —
Spytał — ubrani wszyscy prawie goło,
Których by można wszystkich na postronki;
Złodzieje jacyś?” —- Na to mu wesoło
Rzekł rycerz: „Są to rycerze i członki
Konfederacji Barskiej, moi ludzie —
Ci, co na koniach są, i ci, co w budzie.
„Poprowadzimy ich w ogień, Mospanie! —
El Dżin, każ, niechaj wskakują na juki!” —
Kazał i wnet się surm[340] zaczęło granie,
Namioty nikły — błysły szable, łuki,
Wielbłądy wstały na panów chrapanie:
Krz! krz! — za starym ojcem idą wnuki;
Obdarty, stary jakiś Abdel-Kader[341]?
Prowadzi, wielbłąd dziś — dawniej dromader…
Beniowski widząc, że już w pogotowiu,
Rzekł, obróciwszy się do Tatarzyna,
Który go przywiódł, a był w złotogłowiu
Strojny jako gil, a wiotki jak trzcina:
— „Bądźże mi, jasny panie, w dobrym zdrowiu!
Szlachecka dusza łask nie zapomina;
Tyś mi tak serce swą dobrocią spętał,
Że póki będę żył — będę pamiętał”. —
Nic nie rzekł Tatar; z głową pochyloną
Stał albo w błękit ku Polsce spozierał…
Widać pod szatą, że pracuje łono,
Że się płacz w sercu zatrzymany zbierał.
Więc pan Borejsza: — „Cóż to jest za ono
Stworzenie? cóż to za krymski jenerał?
Jam go nie widział wprzód, czy z niebios spada?
Czy nasz przyjaciel? czy po polsku gada?
„Jeżeli gada, powiedz mu, że w Krymie
Został się jeden Tatarzyn spod Waki[342],
Pan Abdulewicz; niech się o to imię
Rozpyta! poszedł gdzieś, jak zając w krzaki;
Może gdzie spity od haszyszu drzymie,
Może nas przedał za szczyptę tabaki,
Przed posłem Moskwy na łapkach, jak pieski,
Może zapomniał, że jadł chleb litewski.
„Porzucać tak się wcale nie godziło
Braci w nieszczęściu i zostawiać w trosce;
Z jednej się razem szklanki nieraz piło,
W jednej się prawie wychowało wiosce…
Myślałem, że mój grób z jego mogiłą
Będą się widzieć, choć on miał dwurożce[343]
Postawić sobie w straż u śpiącej głowy,
A ja oblany krwią krzyż Chrystusowy.
„Ale tak nie jest! odbiegł nas, jak trądem
Okrytych, widząc, że Chan patrzy krzywo.
Sumnienie własne niech mu będzie sądem;
Nie będę o nim gadał — bo to dziwo,
Że Tatar zdradził. Niechże się z wielbłądem
Błąka po stepach i ma starość siwą.
Lecz kiedyś, kiedyś… oj! westchnie on z cicha
Do litewskiego stołu — i kielicha!…”
Podczas tej mowy nieraz na rumaku
Wzdrygnął się Tatar. Raz już podniósł dłoni
I miał ją prawie na swoim kołpaku;
Myślał Borejsza, że mu się ukłoni,
Lecz nie zdjął czapki. Potem jak na ptaku,
Na koniu swoim, który rżał do koni,
Na bliskie piasku odleciał pogórze
I stanął w pyłu złocistego chmurze.
Tak uleciawszy od rycerzy kawał,
Pyłem omglony złocistego blasku,
Znak pożegnania wzniosłą ręką dawał;
Kiedy się wojsko już grzebało w piasku,
Widział, jak z wału wychodzili na wał;
Słuchał dzikiego hord niknących wrzasku —
Znikli, on słyszał jeszcze, jak anieli
Niebios, gdy w stepach Ałła hu! krzyknęli.
Rozstanie, WygnanieAłła hu! miłej krzyknęli ojczyźnie,
Idą na boje, gdzie los pędzi ślepy;
Może niejedna głowa się rozbryźnie
I koń powróci sam na złote stepy,
Gdzie go źrebięta powitają bliźnie
I palmy, niebios trzymające sklepy,
A pan zostanie pod brzozą wieśniaczką,
Która umarłych jest nimfą i płaczką.
Tymczasem Kaźmierz za wojskiem ostatni
Gonił, obzierał się często za siebie
I często patrzał, gdzie ów rycerz bratni
Stał, jako mara tęczowa na niebie,
A potem mniejszy, jak sztandar bławatni;
I słychać było pod nim rżące źrebię…
Spojrzał ostatni raz pod słońca blaski,
A już ów rycerz jasny stał bez maski.
Lecz taka była czerwień i płomyki
W powietrzu, które z ziemi idąc parzy,
A tak daleko ze swymi łuczniki
Już był Beniowski, że nie dojrzał twarzy
Więc dogoniwszy swoje tylne szyki,
Spytał jednego z namiotowej straży,
Kto był ów rycerz pożegnany z rana?
Ten odpowiedział: „Syn Gireja-Chana.”

Pieśń XI[344]

I[345]

Liro żebracka! słyszałem i słyszę
Twój głos, przez lasy lecący brzozowe;
I robię w moich myślach dziwną ciszę,
Aby cię słyszeć… Ty miałaś perłowe
I wydeptane palcami klawisze,
Po których pieśni chodziły stepowe
I w twoje łono — pochylając czoła —
Szły smętne, jak do starego kościoła.
Poezja, NaródNie palce ciebie, liro, wydeptały,
Ale te pieśni ciężką nogą ducha,
Który wywraca zbrojne zamki, skały,
I naród gotów oderwać z łańcucha;
Taki jest silny i taki wspaniały,
Gdy się obudzi z grobu i wybucha!
On stare czasy żebrakowi szeptał,
Żył z nim i srebrne klawisze wydeptał.
Rozłamać nie mógł liry starzec siwy
I rzekł: „Oj bat'ko pane[346] — tak nazywał
Suchodolskiego — wielkie będą dziwy…
Kto inny będzie na tej lirze grywał…
Kto inny będzie u tej szarej śliwy
Grał tobie pieśni złote… i używał
Twojej przyjaźni… ja już idu spaty,
Kto inszyj tobi bude, pane, hraty[347]
„Koń suchą nogą zatętni po Rosi[348],
Zarży, a lira w trumnie mu odpowie;
Stamtąd koń…..” Widząc, że proroctwo głosi,
Pan Suchodolski oczy wylśnił sowie;
Lecz starzec zamilkł… i ta śmierć, co kosi,
Ścięła go; ale zjeżone na głowie
Włosy — powieki, które się otwarły,
Świadczą, że na coś się patrzał — umarły.
PogrzebNazajutrz piątek był — szare kolumny
Żebractwa snuły się po zwykłe grosze;
W dziedzińcu starca włożono do trumny,
Trumnę na czarne postawiono nosze.
Pan Suchodolski sam — choć starzec dumny,
Czarny wdział żupan i czarną wołoszę[349]
Wyszedł pogrzebów smętny regimentarz,
Diak[350] — cały pogrzeb stepem wiódł na cmentarz.
W stepie jęczały głosy niezbyt śpiewne,
A jednak piękne harmonią płaczliwą;
Jasną girlandą chorągwie cerkiewne
Szły — burcząc z wiatrem; świece nieśli krzywo
Chłopięta… Nieraz widziałem te rzewne
Pogrzeby, stepem idące i niwą…
Dawno już świata ogłuszony zgrają,
A jeszcze teraz słyszę — jak śpiewają…
O Hamletowe życie! — raz przez kładkę,
Pod którą wrzała czarna Alpów[351] woda,
Widziałem taką żałobną gromadkę.
Szli — a pod niemi most, rzucona kłoda,
Drzała… Słyszałem cmentarza sąsiadkę,
Kaskadę — księdza głos głuszącą… Szkoda
Pacierzy, skalnej porzuconych ścianie
I na szalonych kaskad urąganie!
Myślałem sobie, że ten człowiek młody
Ten most, co wiedzie smutek z łąk na łąki,
Wyrwał z korzenia i rzucił przez wody,
Ścigając dzikie po górach jelonki,
Lub do dziewczyny trzód pędzając trzody
I dzwoniąc miłą piosnkę jak skowronki,
Wtenczas mu drżała pod stopami giętka,
Teraz — pod trupem drzy… Brała mnie chętka
Apostrofować ją, jak prorok stary
Zebrane kości umarłych na polu…
Ale powróćmy na stepowe jary,
Błękitne od bławatków i kąkolu.
Stał na cmentarzu pogrzeb, a sztandary
Stały tak dumnie, jak na Kapitolu,
W małe i w groby żebrackie wetknione,
Błękitne, białe, żółte i zielone,
Na kijach czarnych rozpięte, a gałki
Błyszczały w słońcu. Cmentarz stał przy Rosi;
Rzekłbyś, że wodą pluskały rusałki —
Tak w takt opada, tak się w takt podnosi,
I na czerwony brzeg swe srebrne wałki
Kładzie i groby brylantami rosi,
Za Rosią był las z brzozowego drzewa,
Który gdy szumi — zdaje się, że śpiewa.
Lirnika jeszcze raz w trumnie odkryto —
Spał… lecz otwarte oczy na blask trzyma.
Jak z porcelaną na polu rozbitą
Słońce igrało z martwemi oczyma.
Obejrzano go i w trumnie zabito
Z lirą… Niech w grobie śnieg i mróz wytrzyma!
Niech także trzyma dawnej pieśni stroje,
Aż ze śpiewakiem spróchnieją oboje.
Pierwsze już garście w dół rzucali diaki,
Gdy z lasu człowiek wyleciał nieznany;
Koń pod nim biały, jak śnieg, bez kulbaki,
Bez uzdy; — dziwnie w oczach obłąkany…
Przeleciał rzekę — ale lot miał taki,
Że się — jak mówi lud — nie tykał piany,
I tylko pod nim wody srebrne biły…
Przybiegł i jeźdźca zrzucił u mogiły.
Zrzucił… i znowu w las poleciał rumak,
Zniknął — a dziś się lud w powieści dzieli:
Ci mówią, że koń — a drudzy, że sumak,
A inni, którzy tętna nie słyszeli,
Że koń-duch. — O tem każdy dziś wie czumak[352],
Że Wernyhorę ten koń w światłej bieli
Przyniósł, zostawił; lecz ma z nim przymierze,
Że znów przed śmiercią przyjdzie i zabierze.
StrójNa grobie usiadł Wernyhora… pana
Znać na nim było: buty srebrem szyte,
Srebrne guziki błyszczą u żupana,
Złoty pas… czoło na wiatry odkryte.
Siadł i rzekł: — „Ludzie! wy lirę Bojana[353]
Schowali w grobie! Liry rozmaite
Brzęczą po świecie, tam gdzie żal doskwiéra —
Lecz nie ma drugiej liry, jak ta lira…
„Przyjechał ja tu po lirę Zaboja
Na białym koniu, hej — i nie odjadę.
Oj, śpisz ty w grobie, córko, liro moja,
To ja się także w dół przy tobie kładę.
Albo ty zabrzęcz tak, jak stara zbroja,
Albo ty jęknij… ja dam tobie radę…
Wyciągnę z grobu…” Wstał i spojrzał dumnie:
Lira zaczęła grać pod piaskiem — w trumnie,
Na jakąś starą nutę, niesłyszaną
Odezwała się w grobie, jak anioły.
Gdy ją wyjęto i z trumny dostano,
Brzęczała jeszcze w ręku na kształt pszczoły.
Potem głos ustał; a tę rozpłakaną
Na łańcuchu swym uwiesił wesoły
Pan Wernyhora. — I wnet gadek mnóstwo
Po kraju szare rozniosło ubóstwo.
Mówiono, że król dum jest pochowany,
A jego wielki syn w Korsuniu[354] siedzi;
Że wkoło grają nocami kurhany —
Co wszystko ucho stroiło gawiedzi
Do większych cudów… lot był raz nadany.
Do Korsunia się zjeżdżali sąsiedzi
Z wielką pociechą dla bab i karczmarzy —
Każdy poetę poznał zaraz — z twarzy.
Milczący bowiem był pan Wernyhora,
Pił — tak jak drudzy… jadł — i do księżyca
Nie wzdychał, ani chodził tak jak zmora.
Owszem, był często wesołego lica,
Aż się zbliżyła rzeź — owa potwora
W skrwawionym płaszczu, z krążkiem półksiężyca
Na głowie — w wichrze sinym od miesiąca,
Zakrwawionemi nożami kręcąca…
Nie jest to wcale figuryczność mowy,
Która mi tego ducha nastręczyła.
Upiór, OmenPrzed rzezią zjawił się upiór stepowy,
Jakaś kobieta, która się krwawiła
Idąc; a często szła wcale bez głowy,
a głowa przed nią jak wężowa bryła
Szła świszcząc — oczy mająca z krwawnika[355],
A dziwnie biały nóż zamiast języka…
I raz, jak mówią, krwawa upiorzyca
O samej przyszła północy… z hukami,
W których i piorun był i nawałnica,
I przed Korsunia stanęła wrotami.
W zamku płonęła jedna tylko świéca
U Wernyhory. Wiedzą tylko sami
Szatani, którzy bańkę ze krwi wydmą,
A potem puszczą na świat krwawe widmo,
Szatani, mówię, tylko wiedzą o tej
Nocnej rozmowie wieszcza oraz ducha.
Powietrze było błyskawicy złotej
Podobne; słychać było szczęk łańcucha —
Potem tętnienie konia śród ciemnoty —
Potem głos liry — potem cisza głucha
I przez ściemniałe niebieskie szafiry
Czasem głos jeszcze piorunu — lub liry…
To tylko pewna, że nazajutrz rankiem
Pan Suchodolski pana Wernyhory
Nie znalazł w domu — choć szukał z kagankiem;
Obejrzał wszystkie drzwi, wszystkie zapory,
Przeliczył konie pasące się wiankiem
W dziedzińcu, zaszedł nawet do obory: —
Nie brakło nigdzie nic… i to przeraża,
Że diabeł cicho tak porwał dumkarza.
Słowem, bez śladu zniknął… Wtem mogiły
Zaczęły gadać ludowi czerwono;
I wieść wyrosła, że gdzieś koło Smiły[356],
Gdzie noże w leśnej kaplicy święcono,
A te sypiąc się z worków, szeleściły
Jak węże, nim swój cały jad wyzioną,
A księżyc patrzał się przez dach rozbity
Na trumny — świece — popy — i kobiéty.
Mówią, że w owej kaplicy zjawiony
Pan Wernyhora zaczął kląć rzezunie[357];
A potem gniewny — jak Lear[358] szalony,
Na ołowianej podskoczywszy trunie[359],
Matka, MorderstwoSłysząc wokoło przekleństwa i dzwony
I krzyki — starzec o jednym piorunie —
(Bo śpiewak jeden piorun ma zamknięty
W lirze) — tam rzucił lirę, gdzie był klęty.
Nagle usłyszał szmer okropny gniewu:
„Mat' swoju zabyw bat'ko Wernyhora[360]!…”
Zrazu nie pojął okropności czynu
I stał — na licu blady, gdyby zmora,
Wtem głos kobiecy: „Zabyw mene, synu[361],
Krzyknął — a krzyk był matki… O nieskora
Pamięci! ten głos, na tej samej wardze —
Śpiewak go w klątwie nie poznał, a w skardze
Zna dobrze!… Jakby anioł go zatrwożył,
Stał nieruchomy i spozierał słupem;
Wtem lud się szary na dwoje roztworzył
I zrobił drogę między nim a trupem;
Lud ją na workach skrwawioną położył,
A kruki, świeżym przywabione łupem,
Stukały w szyby… Krew się w żyłach ścina!
Gromnice gasną — pop klnie — las odklina…
………………………………………………..
………………………………………………..
………………………………………………..

II

………………………………………………..
„Starzec odgonił konia upiornika
W mgłę… i klnąc chodził… depcąc białe grzbiety
Mogił… Ja cały drzał… na kształt czyżyka
W liściach… i w ziemię rad bym wszedł jak krety…
A starzec chodził pośród mogilnika
I pytał… „Córko! łyra moja, hde ty[362]?”
A wtenczas serce grać zaczęło u mnie
Strachem… bo lira ta zagrała w trumnie.
„Na jakąś dziwną nutę niesłyszaną
Odezwała się w grobie, jak anioły.
Starzec… zasłuchał się… padł na kolana
I z płotu stare wyłamawszy koły
Grób rozkopywał… i tę rozpłakaną,
Brzęczącą jemu w rękach na kształt pszczoły,
Lirę ja widział… z mogił zmartwychwstałą
I dotąd nie wiem, Lachu[363], co w niej grało.
„Duch jakiś starej matki Ukrainy,
Co jeszcze nie chciał spać pod mogiłami,
Hetmańska dusza… i hetmańskie czyny,
Groby, kraczące we mgle sokołami,
Dawność stepowa… pomrok mgłami siny
Za…stał w strunach… i szedł klawiszami
Jakby dziecinna rączka nieuważna…
A czasem starca dłoń ciężka i ważna…
Poezja, Historia, Obyczaje„Wy teraz tego nie pojmiecie, Lachy,
Jak to dawnemi czasy, w wasze dwory
Wchodziły stepów pieśni, czarów strachy
I siwe często z lirami znachory
Siadali w progu, a wam lip zapachy
W dom zalatały, i pieśń i wieczory
Mieliście ciche na gankach drewnianych,
I myśl o rzeczach dawno zapomnianych.
„Potem wy dziada lirnika prosili
W dom, lub dzieciątko swoje wysyłali
Z groszem, i zdrowie wy hetmanów pili —
I z pieśnią ludu mogilną płakali,
I sami jakby na pieśń robiąc żyli,
Na koniach waszych po stepie latali
I powracali o smętnych wieczorach
Do domów — w krwawych wozach i taborach.
„A dziady znowu z lirami srebrnemi
Na ucztę lub na pogrzeb, jak sproszeni,
Ciągnęli stepem, siadali na ziemi
Albo pod lipą, albo w waszej sieni,
W płaszczach, co były od słońca złotemi,
A od łat — niby królewskiej czerwieni,
A od błękitnych łat — jeszcze innemu
Podobne były płaszczowi — Bożemu.
„Teraz już nie ma tej z pieśnią przyjaźni,
Ze starym ludem nie ma zażyłości !
Jesteście jeszcze wy do korda raźni,
Jesteście jeszcze wesołej starości,
Jesteście jeszcze w ubiorach pokaźni,
Są jeszcze u was ludzie sercem prości:
Ale już nie ma u waszego proga
Ludu, co wnosi pieśń i imię Boga!”
Proroctwo— Tu się Beniowski porwał: „Kozaczyno!
Przysięgam tobie, że gdy kasztelanem
Zostanę, a mieć będę stare wino
W lochu, nareszcie kiedy będę panem,
A ty zostaniesz dziadem starowiną
I przyjdziesz szarym okryty łachmanem,
A wspomnisz nasze dzisiejsze wędrówki:
Nie pożałuję białej sorokówki.
„Nawet pić będę z tobą, i odprawię
Nie wprzód, aż twoje rubinowe lice
Podobne będzie piwonii, a w stawie
Moim zobaczysz całe trzy księżyce.”
Ledwo to wyrzekł, uczuł na rękawie
Ręce tnące mu żupan, jak nożyce;
I ktoś nań krzyknął po chłopsku: — „Oj panku!
Nie tobie słuchać lirników na ganku
„Przy kasztelańskiej szabli, w siwych włosach,
W złotym żupanie, śród maleńkich wnuków.
Trzy zorze świecą na twoich niebiosach
I trzy tęczowych jest nad tobą łuków,
I żywot słychać twój w trzech różnych głosach,
Podobnych głosach do kościelnych stuków,
Gdy przy grającym na chórze organie.
Słychać podziemne trumien zabijanie!…
Starość„Nie tobie zorza u grobowca złota
Przez szablę twoją i konia zdobyta;
Nie tobie przyjdą przed zamknięte wrota
Żniwiarki w wieńcach łanowego żyta!
Starość — to twoja za krajem tęsknota,
Starość — to chmura piorunami ryta,
Starość — to czeluść nędzy otworzona,
Wygnanie, srebrne morze i… korona.”
Gdy to usłyszał pan Beniowski, wcale
Nie zatrwożył się, bowiem ruskiej mowy
Nie znał, albo ją znał niedoskonale;
Więc nie rozumiał proroctwa połowy.
Ale mu starzec stojący na skale
Przedstawiał wtenczas typ zupełnie nowy
Chłopa, co nie był chłopem ani szlagą[364],
A waryjował z wdziękiem i powagą.
Przypomniał sobie stare pasieczniki,
Co przy dębowych lasach na lewadach
Jak pszczół pasterze siedzą, i kwiat dziki
Znają i znani są w całych gromadach
Jako lekarze, albo czarowniki,
Dobrzy i bardzo potrzebni w osadach.
Takim się właśnie Beniowskiemu zdawał
Ów dziad stepowy, waryjata kawał,
Śledziennik, żółcią złoty, krwią nalany
W oczach; a jednak postać ta lirnika
I różno-farbne te na nim łachmany,
I but czerwony, spłowiały — i dzika
Postać, i ten włos srebrny, często rwany
W żałości, i te zrennice z krwawnika,
Patrzące prosto w słońce, w błyskawicy
Ducha i złości, jak oczy orlicy,
I ten głos, który gdzieś zaskalne głosy
Wyrwał i kazał wkoło gadać skałom,
I ta wyryta na nim wiara w losy,
I te oddanie siebie wszystkim szałom,
I okolica, gdzie stał, i brzóz włosy
Odszeptujące lirniczym zapałom
Piosenką cichą, słodką, a wiosnianą,
Jakoby kobiet płacz za skalną ścianą.
To wszystko dziwnie na mego szlachcica
Działało; strachu jednak nie pokazał
I rzekł: — „Mój ojcze, przyszłość — tajemnica!
Bylem się żadną podłością nie zmazał,
Bylem miał serce, co jest jak kaplica
Święte, a czynił to, co Bóg rozkazał,
Nie dbam, co ze mną na starość się stanie,
Czy w senat poszle[365], czyli na wygnanie.”
— A lirnik: „Śpiąc ja dziś na mojej lirze,
Obaczył ciebie we śnie za mgłą krwawą;
Ludzie wbijali ciebie na trzy krzyże,
A ty się cały opromieniał sławą;
A potem brzoza na nocy szafirze
Zgięła się niby nad twoją postawą,
U twojej niby nachylona truny,
Gałązki lejąc w dół, jak z ognia struny.
„A duch wychodził z jednego krawędzią
I miał otwarte usta, pełne blasku…
Takiego jeszcze ja nie znał narzędzia,
Ani na żadnym go widział obrazku.
Widział ja lirę zmienioną w łabędzia,
Widział ja w cerkwi, przy piorunnym trzasku,
Grający organ na pół roztrzaskany;
Ale tej brzozy sen, o tobie grany,
„Straszniejszy, niż to cerkiewne śród burzy
Granie organów piorunem łamanych;
Dlatego ja klnę, bo mój duch ci służy,
Jak gdyby jeden z szlacheckich poddanych;
Bo mniejszym jest ten, co drugiemu wróży,
Niż ten, o którym w snach ogniem pisanych
Widać; i dosyć blasków sny nie mają,
Gdy o nim we śnie lirnikom gadają.”
Tu się nachylił dziad, i pod kolana
Dawnym zwyczajem szlachcica uścisnął
A ten zdziwiony: „W imię Ojca Pana!
Dopieroś co klął, ojcze, gniewem błysnął,
Jak chmura ogniem wrącym szpikowana:
Teraz gniew twój tak na niczem sprysnął!
Nechaj mię diabli!… lecz w tobie być musi
Szlachecka także nasza krew, z krwią Rusi
„Zmięszana…” Starzec nic nie odpowiedział,
Lecz zdjąwszy czapki baraniej, zaprosił
Do groty; Poetaw grocie jakiś szlachcic siedział
Chudy i oczu wcale nie podnosił;
Pisał proroctwa, których się dowiedział,
Abych ich nigdy drukiem nie ogłosił,
Jak dawniej czynił każdy szlachcic polski:
Był to starosta zamku, Suchodolski.
Lecz gdy mu słońce odjęły trzy cienie
W grotę wchodzących, wziął pióro za ucho
I spojrzał prosto w przyćmione promienie
Słońca, a twarz miał Chrystusową, suchą —
Na twarzy wielkie bardzo zamyślenie —
Włosy zwichrzone myśli zawieruchą;
Słowem, poeta to był, ale o tem
Nie wiedział wcale wtenczas — ani potem.
A jednak wojna mu się ta zaczęta
W dziwacznych bardzo kształtach malowała,
Jak jakaś cudna krucyjata święta,
Która pod tęczą Bożą szła i stała
W niej jako w bramie. Znał polskie panięta;
Ale im większe dał dusze i ciała,
I większą cnotę śnił obywateli,
I większą w sercach odwagę… niż mieli.
Lirnik mu także zdawał się figurą
Podobną do tych dawnych czarodziei,
Których Tassowe[366] malowało pióro
W Jerozolimie… Pełny był nadziei
Jasnych. I gdyby swą twarzą ponurą
Nie straszył szlachty, to z jego idei
Może by wówczas wykwitnęła nowa
Polska, jak chcemy dziś, święta-duchowa…
On to był panem groty, i swe dziwne
Manuskrypta w niej chował pod kamieniem.
Było to w lecie mięszkanie przedziwne,
Zakryte z góry lecącym strumieniem.
Stamtąd był widok na wzgórza przeciwne,
Na płachty lasów, pól obłękitnieniem
Dalekim oczy smętniący, tą siną
I pełną mogił dawnych Ukrainą.
Stamtąd, piszący swoje pamiętniki
Szlachcic, gdy wdumał się i wpatrzył w pola,
Dzwoniły mu gdzieś hufce i lirniki,
Choć ich nie było; a dalej Podola
Domy i gaje, pasieki, słowiki
Grały, jak harfa przez starca Eola
Na to zrobiona, aby wichru szały
Znalazły sobie mowę — i śpiewały.
Stamtąd on wszystkie duchowe męczeństwa
Ukraińskiego ducha widział w pyłach
Kurzu złotego, i słyszał przekleństwa
Dawne, i skargę będącą w mogiłach.
Nie był historyk ten bez nabożeństwa
Dla dawnej szlachty i czuł, że w jej siłach,
Dopóki z ludu nie wytrysną nowe,
Leżało całe życie narodowe.
Znał ją więc, i Polityka, Patriotawnet w Beniowskim wyczytał
Szczery szlachecki typ, szczery, wesoły;
Zaraz więc go tam na wstępie zapytał,
Z jakiej jest partii? jakiej pańskiej poły
Trzyma się? to jest, kto go pierwszy schwytał
Na krupnik i na upieczone woły?
Na to z szczerotą wielką rzekł Beniowski,
Że dotąd, jak wie, jest Radziwiłłowski.
„Spotkałem, rzecze, tego wojewodę,
Błędnego, jak ja, odartego prawie,
Jak ja, stepową pijącego wodę
I cierpiącego nędzę i bezprawie.
Lux[367] jego dawniej moje myśli młode
Nęcił i bawił, jako tęcze pawie,
Pokazujące się z litewskich lasów;
Teraz męczennik to jest naszych czasów.
„Z temi więc, którzy dziś niesprawiedliwość
Cierpią, ja jestem, szlachcic podupadły!…”
Kiedy to mówił, w słowach była żywość,
Lecz z oczu jakieś duże łzy upadły,
Perłowe, jasne; a jakaś straszliwość,
Rycerska wzrok mu zrobiła zajadły;
Widać, że nagle na kształt słońca wschodu
Obaczył krzywdę całego narodu.
I krzyknął: „Radzwiłł czy nie Radzwiłł, ja się
Ojczyzny mojej pomszczę pohańbienia,
Dziś nawet biedny jeden szlachcic zda się,
Gdy przeciw wrogom stanie jak z kamienia.”
To rzekł… a lirnik popchnął na zawiasie
Drzwi i w dalsze go groty wygłębienia
Zawiodł… gdzie dziwne rzeczy wyszły z cieni,
O których inna moja pieśń nadmieni.

III

„Gdzieś przez burzany i gdzieś przez mogiły
I gdzieś w półjasne zorza pidu, pane[368],
I już nie umrę ani zmartwychwstanę,
Lecz mi krew zmarznie i zastygną żyły,
I różne słońca będą w oczy biły
I różne pieśni w słuchu martwym grały,
I różne węże w koronach śpiewały
I różne koń mój będzie deptał groby,
I różne we mgle spotkają osoby.
„Bo ja nie Kozak — jeno duch piekielny,
Bo ja nie sługa, lecz brat jestem panów,
A sam nie hetman, ale duch hetmanów,
Bo ja nie smertny [369]— ale nieśmiertelny.”
„Tak mówi ten dziad, w dumie swej bezczelny,
Gdy wpadnie we sny swoje zwykłe, dziwne,
Co sądom Boskim zdają się przeciwne,
A jednak często, choć się zdają płone[370],
Przeczuciem śnione, wypadkiem stwierdzone.
„Otóż król taki był zapowiedziany
Przez tego, co tu w zamku siedział dziada.
Na pogrzeb jego zeszła się gromada
I długi bardzo poczet chorągwiany.
Pogrzeb szedł cicho, smętnie, przez burzany,
Żurawie snuły się po nieba sklepach[371],
I różne cerkwie dzwoniły po stepach —
Rozsiane w jarach i po okolicach —
Każda w trzech wieżach, jakby w trzech księżycach.
„Pod wieczór Anioł Pański zaśpiewawszy
Nad starcem owym, a z tęsknotą szczérą,
Zakopaliśmy go do grobu z lirą;
I tę posługę nad grobem oddawszy,
Szliśmy do domu; a miesiąc był krwawszy
I okrąglejszy i większego łona,
I ziemia cała pod zachód czerwona,
W rozpłomienione ubrana obłoki,
Jak w nietoperze ogniste i smoki.
„Oddzieliłem się nieco od gromady,
Wtem drogę Kozak mi zaszedł ogromny,
W słowach nadzwyczaj dziwny, nieprzytomny,
Ubrany dosyć nędznie, bardzo blady;
Ten mnie zapytał: „Skąd wracają dziady?
Gdzie pochowano starego lirnika?”
Potem sam cicho szedł do mogilnika,
Ja za nim, dziwną ciekawością zdjęty,
Strach nawet jakiś czując niepojęty.
„Za płotem skryty i poza różaną
Mogiłą jedną, za kalin bukiety,
Słyszę — on pyta chodząc: „Łyra, hde ty[372]?”
A ta — pod grobem będąc zakopaną —
Na jakąś dziwną nutę niesłyszaną
Odezwała się… by[373] dziecina mała;
I tak śród nocy na cmentarzu grała,
Że płacz mój razem z piosenką wybuchał,
A Kozak siedział na grobie i słuchał…
„Potem wstał i wziął dwa od płota koły
I sam robocie tej grabarskiej sprostał,
I śpiewającej liry z grobu dostał;
A gdy ją w ręce wziął, w oczach wesoły,
Jeszcze brzęczała w rękach na kształt pszczoły,
Brzęczące mając i drzewo i struny,
A ten, co dostał ją z grobu i z truny,
Zaraz pomiędzy ludem stanął — nowy
Pan i ostatni, mówią, król lirowy!
„I wnet rozeszły się po Ukrainie
Wieści, jak ze mgły wstające upiory;
Szeptano cicho imię Wernyhory,
A teraz wszędy już ten starzec słynie —
I kupił sobie gdzieś w ciemnej dolinie
Futor[374] z ogromnym sadem, i tam mieszka.
Lecz do Korsunia mu wiadoma ścieżka
I miód mój stary, bursztynowy, gęsty;
Więc mi tu w zamku bywa jak gość częsty.
„I jednej nocy — gdy wiatr kręcił wiry,
A do mnie on miał przyjechać w gościnę,
Słyszałem dziwną głosów mięszaninę;
I przez ściemniałe niebieskie szafiry
Czasem głos leciał piorunu i liry,
Ciągły i coraz niby doskonalszy,
Pieśń coraz bliższa — piorun coraz dalszy,
Jakby toczyły gdzieś na stepach boje…
Nagle — wszedł blady starzec na pokoje.”
— Tu otarł wielkim potem zlane czoło,
I rzekł: „Jeżeli kończyć pozwolicie,
To Wernyhory opowiem przybycie,
Choć powieść nie jest piękną ni wesołą.”
Przy starcu większe zebrało się koło;
Czuć bowiem było, że sam silnie wierzy,
A miał szacunek wielki u rycerzy,
I był staruszek obyczajów świętych,
Lecz szukał skarbów na stepie zaklętych.
A więc słuchaczy otoczony wiankiem,
Rzecz tak prowadził gubernator siwy:
— „Mój starzec czując bliski brak oliwy
I żywot czując gasnącym kagankiem,
Raz mnie zawołać kazał przed porankiem
I na chorobę się już bardzo żalił;
A potem prosił, abym lirę spalił
I do mogiły wsypał mu popioły;
Inaczej — straszne ją wezmą Anioły…
„Mówił o swoim następcy lirniku
I o tajemnym tego króla znaku,
I o zaklętym, o białym rumaku,
Który się zjawił kiedyś w Kahorliku[375];
I że po tego króla z mogilniku,
Kiedy już wszyscy wyginą rycerze,
Po króla tutaj przyleci, zabierze,
I gdzieś daleko wzniesie pod księżyce
Na jakieś dziwne duchów wieczornice.
„O znakach tajnych gadać wam nie mogę,
Bo je słyszałem pod straszną przysięgą.
Mówię o koniu z ognistą popręgą,
Bo o tem już wieść chodzi, siejąc trwogę.
Mój druh się często kładzie na podłogę,
A wtenczas widzę, że pobladłszy słucha,
Czy już nie słychać gdzie tętentu ducha;
A czasem krwawą powiada powieką,
Że już go słyszał — tętni, lecz daleko…
„Klnę się na Boga, że on nie dziwaczy,
Ani też kłamie, co ma z Wernyhory;
Myśl jego w dziwne ubrana kolory
Jak kontusz króla, chociaż um[376] prostaczy.
Czasem na stepach stanie, myślą znaczy
Mogiły w blaskach wieczora różanych,
I słucha dzikich szmerów żurawianych,
I ręką w stepy pokazując, bladnie,
Mówi, że mu tam gdzieś droga wypadnie…”
…………………………………………..
…………………………………………..
…………………………………………..

IV[377]

A Suchodolski na to: — „Jasny Panie,
Nie zawsze ten dziad był taki odarty!
Nie zawsze jako zasmolone karty
Wyglądał — ja go widziałem w żupanie
Jasnym, silnego jak dąb, a mospanie,
Kiedy wziął w rękę puhar, to go zginał
Jak ołów; a gdy pieśni rozpoczynał,
Dreszcz szedł — taki miał w sobie głos ogromny…
A teraz blady, często nieprzytomny,
Z duchami gada lub wątpi o sobie.
Trzeba wam wiedzieć o dziwnym sposobie,
W jakim się pierwszy raz…….
…………………………………………..
…………………………………………..
Płaszcz miał podarty, włosy rozczochrane —
W oczach krew — dziwnie jasną, różnotęczną,
Zrennicę wielką, błyszczącą, miesięczną[378]
Rękami blady oparł się o ścianę
I oczy we mnie topiąc zwierciadlane,
Szepnął mi: „Czarty były Wernyhoru,
Nadybaw mater — hdeś koło futoru,
Taj byw — taj łyru tyskaw w hrud' kobity —
Taj na smert' matku byw — ne moh zabyty[379]!”
I dodał z wielkim strachem: „Piszła[380] żywa!”
Nie mogłem pojąć zrazu, o czem gada,
I miodem słodkim upoiłem dziada,
Chcąc w nim strach zabić mocą tego piwa.
Dowiedziałem się potem, że straszliwa
Mara — dziwnego ubioru i ciała
Różnym się we wsi chłopom pokazała.
A jeśli powieść was nieco obeszła,
Powiem… — Chciał mówić: wtem ktoś — mara weszła.
…………………………………………..
…………………………………………..
…………………………………………..

V[381]

Oj! powiedział ja ci, panie Regimentarz,
Że ty przegrasz walkę na kurhanach.
Oj! prowadził ty szlachtę korsuniecką na cmentarz
I z mieczami i w złotych żupanach!
„Oj! powiedział ja tobie, mości panie Gruszczyński,
Że ci błysną śmiertelni hułani.
W step poleci, jak burza, twój rumak ukraiński
I na koniu cię strach otumani.
„Oj! powiedział ja tobie, mój synaczku Sawyna[382],
Że ty stracisz białego rumaka.
Oj! powiedział ja tobie, że to śmierci dolina
I dolina martwego Kozaka.
Wyszły pany z mgłą białą, jak łabędzie przed ranem
I stanęli na polu przy Rosi.
Między jednym kurhanem, między drugim kurhanem
Szlachta flinty nabite podnosi.
„Oj ! strzelili wy tylko raz tym ogniem czerwonym
I uciekli, Wielmożni Panowie,
I ruszył pan Gruszczyński i biegł na koniu wronym,
Z wielką szablą do cięcia na głowie.
„Oj! hułaniż to byli, co mu drogę zabiegli,
Oj hułaniż to byli boleśni;
Kiedy pana starego na rumaku spostrzegli,
Drogę jemu na polu dwaj hułani zabiegli
Między dwiema mogiłami na cieśni.
OkrucieństwoChorągiewkiż to były u hułanów straszliwe,
Co się w słońca złociły promykach,
Dwie główeczki dzieciątek, dwie główeczki nieżywe
Nieśli oni hułani na pikach.
„Dwie główeczki, główeczki, jak paciorki na prątkach[383]
Nanizane, nieszczęsne i święte!
I poznał pan Gruszczyński krew swoję na dzieciątkach,
Poznał swoje dzieciątka zarżnięte.
„I usta swe otworzył i w krzyż ręce otworzył
I stał stary ojciec na strzemionach —
Aż go szablą ciął Kozak — i na ziemi położył
I krew jemu ciekła po ramionach.
„I żywcem go chwycili i na step ukraiński
Płaczącego ponieśli na żłobie.
Oj! powiedział ja tobie, mości panie Gruszczyński,
Lecz wszystkiego nie powiedział ja tobie!”
— Tu zamilkł starzec; a pan Suchodolski
Rymy śpiewane z uwagą spisywał,
Których nie może wcale język polski
Wydać …………………………….
…………………………………………..
…………………………………………..
…………………………………………..

VI

Lirnik, jak zwykle, sam do siebie gadał,
Potem na księżyc spojrzał — ruszył głową:
„0j!… jutro będzie deszcz skrwawiony padał!
Pomyśl ty, synu, na walkę stepową…
Bo jutro będziesz ty w krzyże układał
Trupy na trupach. Krwawe moje słowo,
Ale i krwawy dzień jutro zaświeci…
Oj! żurawiany to klucz małych dzieci
„Przyleciał tobie… Wróżę, czy nie wróżę,
A ty się gotój w bój!… idzie godzina —
Ciemne ja w uchu mam dzwony i stróże
I dusza we mnie dla ciebie ojczyna.
Wozy na wozach postaw — koła w górze,
Tak jak dom, co się podnosić zaczyna;
A z kawaleryi zrób szpichlerz sieni
A tak do Baru pidem[384], śród płomieni.
„Każy[385] Tatarom wstać, ty budowniczy,
Póki spokojna noc… taj dom stawity[386],
Bo jutro cały step ludem zakrzyczy,
A ty ze swego domu budesz byty[387]
Jak pan starosta… słuchaj… ja
Sławny na stepy. — Teraz ….
Czerwone w oczach łyskają …..
Śpiewają we mnie srebrne ……..
…………………………………………..
…………………………………………..
…………………………………………..

VII

Potem głos dźwięczny — nie drzący i młody,
Głos Beniowskiego wyszedł z głuchej ciszy;
— „Od harmat lękam się w taborze szkody,
Na ochotnika kto mi towarzyszy?
Nim dzień zabłyśnie, wrócim do gospody,
Wpadłszy na wroga prędzej, niż usłyszy;
A jeśli śpiące porozstawiał czaty:
Zaszpuntujemy złapawszy harmaty.
„Harmaty bowiem słyszę; z harmat będzie
Obrona memu drewnianemu miastu.
Panowie szlachta, kto szkapy dosiędzie,
Za mną!” — Stanęło szlachty stu trzynastu;
Ci w niedobranym wystąpili rzędzie;
Reszta została niby dla balastu
W taborze szarym, jak na dnie okrętu
Fuzje bez kurka, szable bez pendentu[388]
…………………………………………..
…………………………………………..
…………………………………………..
…………………………………………..
Potem ze złotych słonecznych promieni
Rycerze jacyś konni i wysoko,
Jakby w powietrznym blasku zawieszeni,
Schodzili na dół; oblani posoką
Husarzów zdają się lecących cieni.
Ale już widać — szlachta działa wloką
Za nimi leksza druga złota chmura,
A nad nią szable — jak kłosy i pióra,
Lekkie i krzywe. Za tą znów gromadą
Widma czarniejsze, na zwinnych rumakach
Spisy[389] i ciała swe na spisach kładą,
I tak schyleni leżą na kulbakach;
Czasem Tatarów na stepach dojadą —
Strzelą… i pierzchną — wiją się po krzakach —
Znowu się łączą… Ałłach dają nowy,
W którym sam El Dżin szablą ściął dwie głowy.
Tymczasem wozy Borejsza odmyka,
Na szlachtę czeka, rozsuwa kolaski;
Rzekłbyś, że widzisz dobrego ptasznika,
Który otworzył swoje samotrzaski.
Leci szarego chmura wojownika,
Turkocą działa, idą z szabel blaski,
Wpadają w tabor… Wódz nie przewodniczy;
Stanął przy bramie i rycerzy liczy.
Jak pasterz stary, gdy pastuszki wiodą
Bydło, nie idzie spocząć do piekarni,
Lecz przy oborze rozlicza się z trzodą;
Tak i wodzowie — gdy są gospodarni,
Wyżsi od ludu sercem i urodą,
A jako żołnierz krwią i prochem czarni —
Nim pójdą w namiot, to wiedzą najpierwsi,
Ile kul padło w sztandar — ile w piersi.
Przed wodzem szlachta przepędza zwycięska,
El Dżin przeleciał, jak wiatr, z Tatarami;
W Beniowskim twarz się stała prawie męska,
A krew mu szablę po rękojeść plami;
Tabor jak harfa szumów czarnoksięska
Wre pieśnią — działa czyszczą żupanami,
Bowiem je wzięto ze krwią bombardierów[390],
Rozciąwszy wiele czaszek i giwerów.
Pułkownik także Salmur w piersi ranny
Wzięty w niewolę; Szwed posępnej twarzy,
Piękny jak młody kochanek Dyjanny,
Który przy działach właśnie stał na straży,
Na Zygmuntówce[391] miecz strzaskał, jak szklanny,
I już mu głowę mieli ściąć Tatarzy —
Beniowski strasznym przywiedziony krzykiem
Wziął go, gdy z lontem już stał nad jaszczykiem[392].
Takie dnia tego było powodzenie;
Cokolwiek także wzięto karabinów,
Prochu, kul — ważne dla taboru mienie,
Droższe niż beczki pereł i rubinów.
I tak Barowi stepem szło zbawienie
I stepem szła wieść Beniowskiego czynów.
Dalsze taboru walki i turnieje
Następna wam pieśń powie i opieje.

VIII

Wystawcie sobie nową Salaminę[393],
Drewnianym murem wkoło opasaną;
Wystawcie sobie idącą mieścinę,
Wystawcie sobie fortecę drewnianą;
Grób, HistoriaWystawcie sobie tę smutną równinę,
Gdzie mogiłami o wiekach pisano,
Jako na karcie najpiękniejszej świata
Najcudowniejsze dawne poemata[394],
Które dziś śpiewa wiatr, gadają krzyże,
Kraczą sokoły, w szumach niosą chmury…
Dziś tabor koła posuwa niechyże
Po wielkiej trawie, a strzelb wytknął rury,
A ma na nogach swoich złote spiże —
Jak ćma, gdy złoty wąs niesie do góry,
Albo jak ślimak, co z domem się toczy,
Wysuwa rogi, na rogach ma oczy…
Wystawcie sobie, że się tak posuwa
Stepem; a wkoło są moskiewskie szyki.
Moskal — wokoło rozwinięty czuwa,
Kozackie błyszczą kulbaki[395] i piki;
W środku głód wszczął się i męstwo zatruwa;
Jedzą kobyły, skóry i trzewiki,
Skra gorączkowa głodu w oczach stoi;
Nie atakuje wróg — lecz niepokoi…Głód
Zaledwie cztery mil na dzień uchodzą —
Do Baru jeszcze takiej drogi trzy dni,
Moskale ciągle lub ranią lub głodzą;
Tatarzy stali się jak psy ohydni —
Chcą zacząć trupy jeść. — Węże się rodzą
W sercach — krew harda oczy im rozwidni;
Patrzą po sobie — i milczą głęboko,
Lecz jak szakale mają twarz i oko.
Zda się, że szczęki wzięły kształt zwierzęcy
I wyciągnęły się, zbielały zęby.
Słońce szło wyżej i piekło goręcej,
A par[396] wychodził czerwonemi kłęby;
I nawet wróble, co w kilka tysięcy,
Licząc w to szczygły, czyżyki i zięby,
Żyły w taborze — ze strasznego grodu
Wygnała je dziś czarownica głodu.
I poleciały chmurą do Moskali
Ptaszęta owe, jako zdrajce[397] kraju;
Głód został — i gry, w karty zawsze grali,
Brzęk złota, jak brzęk trupiego ruczaju,
Mięszał się z brzękiem rozpłakanym stali;
A głód, jak Mojżesz straszny na Synaju,
Siadł na wysokim wozie, w ognia chmurze,
Czarny, jak szabla schowana w jaszczurze[398]
I patrzał na tę ćmę, co stawia złoto
Na karty, i tem wnętrzności ucisza…
Beniowski jeden nad szarą hołotą
Został bez druha i bez towarzysza;
Sposępniał — smutek zrobił go istotą
Wyższą, na głód ma cierpliwość Derwisza,
Na skargi szlachty, wymówki okrutne —
Czoło spokojne, blade — ale smutne…
Jeszcze dziś odparł szturm i na temlaku[399]
Ma lewą rękę — noc spokojną zyska;
Postawił straże i sam na rumaku
Obejrzał tabor, wrogów stanowiska;
Pewnie noc cała przejdzie bez ataku,
Moskal zapalił czerwone ogniska,
Leży po bitwie; pora jest dogodna
Natrzeć, lecz konie chude — szlachta głodna.
GłódTatarzy także przy wielbłądach siedli
I patrzą w ogień straszni, zadumani…
Skra się w zrennicy suchej tak zwierciedli,
Jakby krew ludzka z ogniem były na niej;
Coś grzybów czarnych zebrali i jedli —
Może to z worków swoich ci szatani
Dobyli, aby głód umorzyć krwawy,
Straszniejszy jeszcze, niż szatańskie strawy…
Koło ich kwater przeszedł — nie zagląda
W usta, nie patrzy, co pod jataganem[400];
Śród klęczącego zostawił wielbłąda
Te straszne sfinksy, będące kurhanem;
Bóg od nich jak od grobowców zażąda,
Aby krew cudzą ust wylali dzbanem,
I z prochu swego proch oddadzą cudzy
I z potępionych ludzi — wyjdą drudzy…
Beniowski przeszedł mimo. Noc gorąca,
Step parzy; niebo — choć noc — czerwienieje;
Nie było ani gwiazd, ani miesiąca,
Ani tej rosy, co po stepach sieje
Narcyzy, ani wiatru; — pieśń płacząca,
Co w ukraińską noc po kwiatach wieje,
Odezwała się; — wszystko pokój wróży,
Jednak powietrze gęste — pełne burzy…
Beniowski straże postawiwszy wkoło,
Wszedł do namiotu; tam po jednej stronie
Lirnik, na lirze położywszy czoło,
Leżał, w przegrodzie drugiej stały konie.
Namiot wyglądał odarto i goło,
Ze skór był owczych; kaganiec[401] w nim płonie,
O szable różne i o bronie trąca
Blady, jak złota gwiazda czuwająca…
Lirnik w postawie lwa, na wilczej skórze
Leży na ziemi — włos ma pełny prochu,
Zwinięty, srebrny — jak gniazdo jaszczurze,
Które wylęgła krew i wilgoć lochu.
Blisko przy drugim i skórzanym murze
Siedział pułkownik; garść suchego grochu
Od Perkunasa kupił: — dał zegarek,
I ma to jeszcze prawie za podarek……
…………………………………………..
…………………………………………..

Pieśń XII[402]

Gdy więc zabrano podstępem Ladawę,
Zamek się ten stał jak główna kwatera,
Obaczono tam orła, pana Sawę[403],
Pułaskich[404] obu i Dumuriera[405],
Wiele szlachcianek, które przez obawę
Kozaków, jako w powieści Homera
Strwożone nimfy przed młotem Cyklopów,
Zbiegły się, woląc tę szlachtę, niż chłopów.
Była tam księżna Elżbieta, co ongi
Z książęciem saskim w wiejskim pałacyku
Widywała się… i przez swe pociągi,
Perły łez, tęcze uśmiechów — bez liku
Serc zdobywała. Kobieta, KłótniaInne dziwolągi
W kornetach[406], z kwiatem nawet na trzewiku
Jako w Noego zeszły się korabie[407]
W tym zamku — wojny zaczynając babie.
Jedna żądała Sasa… i fontazie[408]
Robiła z wstążek żółtych saskiej maści
I przypinała je, żółtej zarazie
Podobna. — Druga miała do napaści
Szkaplerze, tarte przy świętym obrazie
Loyoli[409]. — Trzecia, podobna przepaści
Robiła vacuum[410] wielkie, jako sfera,
Sama rządzona przez słońce Woltera.
Przy niej Wybicki[411] pisał pamiętniki,
Nauce baby dziwiąc się… w rozpaczy,
Że się nie uczył w szkołach botaniki…
(Nie takiej, która mówi, co kwiat znaczy,
Ale tej, która każdy listek dziki
Zwie po łacinie). Przez co się tłumaczy
Cała ówczesna Polska za nauką
Lecąca, jak dziś pan Hugo[412] — za sztuką;
Jak Wagner, sługa Fausta, gap uczony,
Któremu zda się, że już wiele umie,
A jeszcze słów są ogromne szwadrony,
Których rozumem swoim nie rozumie…
Słowem, zamek był szlachtą przepełniony.
Potrzeba było jak przy morskim szumie
Używać trąby akustycznej — aby
Powiedzieć jedną prawdę, że kraj słaby.
Szlachcic, Poezja, PobożnośćSzlachta uczona była na Alwarze[413]
Przypadkowania i strachu herezji[414]
Przez ludzi, którzy nie patrzali w twarze,
Ale na nogi; a zaś dla poezji
Pisali złote i srebrne ołtarze,
Podobne pięknym balladom Świtezi
Lub Dziadów… w których spotykał wyrostka
Nie Gustaw — lecz Jan Kapistran lub Kostka,
Z kobiet zaś święta Tima lub Agnieszka
Z kleszczami, które rwą zęby. — Do róży
Poezji trudna bardzo była ścieżka;
Dlatego nikt nie przedsiębrał podróży.
Szlachcic, co w domku pod lipami mieszka
I Panu Bogu czasem szablą służy,
A czasem rąbał łeb przy trybunale —
Że poetycznym był… nie wiedział wcale.
Pułaski, który w szarej się czamarce[415]
Po salach włóczył — a czasem przez wonny
Kłąb lip wyprawiał na swym koniu harce,
Jakoby młody, srebrny anioł konny,
Gdy pod lipami stali chłopy starce
Kiwając łbami — że był jednotonny
W rozmowie, śród bab stał zawsze z daleka
I nie uchodził za orła człowieka.
Fircyk, FlirtZa to był pewien książę Lubor, młody,
Rumiany, pięknej postaci topornej,
Który z Warszawy właśnie przywiózł mody,
Z Warszawy wówczas jeszcze bardzo wolnej.
Ten był brylantem najpiękniejszej wody
U pań, w dowcipie na kształt żupy[416] solnej
Niewyczerpany, pełny zawsze szeptów;
Bo tyle miał par butów — co konceptów…
Z nim zwykle pani Dafnicka Sybilla,
Która umiała już język francuski,
Gadając piekła raka albo gila,
Choć mówią, że ją król szanował pruski
Z dowcipu. Jakoż raz (o! krotochwila[417])
Książę dowodził jej, że polskie kluski
Zowią się wszędzie z drugiej Renu strony
Po towarzystwach wyższych: pedenony.
Z czego ją wtrącił w taki gniew, że z miny
Piorunem była, a ze wzroku furią;
Bo to już wzięła za wyraźne drwiny —
Nie za dowcipu różę, lecz nasturią.
Kluski nazwała larmami z faryny[418],
A księcia błaznem… bo sprowadził z gór ją
Wyższego tonu, i tonem Polaka
Przymusił zawsze bladą — upiec raka.
Żona, KobietaTę panią zawsze wielkie myśli pasły
I książkowe ją napełniały strawy.
Ksiądz ją spowiadał chudy, mąż opasły
Nie miał z nią bardzo dawno żadnej sprawy;
Zwykle chodziła jak wulkan zagasły,
Mając na głowie wielkie sople z lawy,
Których dostarczał ognisty Wezuwiusz;
Synka jednego mając, zwała… Fulwiusz.
Wystawcie więc sobie moją Anielę
W takim żałosnym gronie ze swym tatkiem,
W którym się nagle, jak w starym kościele,
Duch jakiś rzymski pokazał przypadkiem;
Mowy miał od tych słów: — „Obywatele!
Upadających mocarstw byłem świadkiem:
Nie siarka niszczy je, ani saletra,
Ale niezgoda… pijaństwo… et cetra[419]!”
Takiemi mowy, sądził, że pomaga
Nadzwyczaj panom Pułaskim w robocie.
Słowem — że stał się mówcą stary szlaga
I wszystkich bardzo zachęcał ku cnocie;
A choć słów była bardzo mała waga,
Takie dziesiątki wyrzucił i krocie
I tyle skrytych ku Moskwie przyczepnin[420],
Że się dowiedział o tem… tutor[421]: Repnin[422].
A że ze słuchu tego buntowszczyka
Znał tylko, myślał, że to Galeador
Lub Artur, który dom szlachcie odmyka
I dla wolności ludu wpada w ador[423];
Porwawszy więc wprzód biskupa Sołtyka[424]
I Rzewuskiego[425], mądry ambasador,
Który przedsiębrał zawsze drogi proste,
Posłał kibitkę po pana starostę…
Morze, Trup, Upiór, NaródSyberiaPierwsza kibitko ruska! gdy w okręcie
Polskim już zamach strupiały poczuto,
Ty pokazałaś się w śniegu zamęcie
Jako ludożer pierwszy, za tą szkutą[426]
Płynący… TajemnicaInne ryby mają cięcie,
Lub paszczę na miecz srebrzysty przekutą,
I pod wodami są okrętom piłą,
A potem — ludzi pożartych mogiłą.
Spod głębi morza nigdy nie wychodzą,
Ale chowają tam okropne głody;
Jako robaki spodom trumien szkodzą
I połykają okręt paszczą wody,
I tam w ciemnościach za trupami chodzą;
Gdy morze pełne zdaje się pogody,
Błękitne, to się w morzu gonią one
Przez głębie, mordem podziemnym czerwone.
Takie się ryby chowające w ciemni
Zowią…… nie powiem słowa, bo jest trudne,
Bo i dziś są ci morderce podziemni,
Ubrani w blaski Boże, lecz obłudne;
Bo mi jest nawet milej i przyjemniej
Patrzeć na pola Sybiru bezludne,
Na cień kibitki, która w śniegu goni,
A tak, jako ksiądz z Panem Bogiem, dzwoni.
Gdy leci, jakiś smutek goni za nią
I jakaś dziwna świętość wyprowadza
Za pola; drogi całe się tumanią,
Lasowi, zda się, że szumieć przeszkadza;
Kiedy gdzie trzodę rozbije baranią
Jak bomba, która cały szyk rozsadza,
Matki trzód, zdjęte boleścią człowieczą,
Jak za swojemi jagniętami beczą
I długo patrzą; a gdzieś potem morze
Śniegowe, słońca u wołżańskiej wody,
I czerwone ją nadsybirskie zorze,
I gdzieś, jak gromy, pękające lody,
Jakoby wielkie jakieś salwy Boże,
Ostrzeliwają… bo ziarno swobody
Wniosła na ziemię tę martwą i siną,
Którą zwie Tacyt ludów oficyną.
Taka kibitka po pana Starostę
Wysłana, biegła z Warszawy. Kibitka
Jest tu figurą; bo rzeczy są proste,
Że trakt, ta srebrna Aryjadny[427] nitka,
Szkapy — na orły zmienione przez chłostę,
Poczta, ta nowa karczma neofitka
Autokratyzmu, pisarze i szczoty[428]
Nie były znane w Polszcze… wiek był złoty!
Kobieta, CnotaZłoty był to wiek: bo niewinność raju
I nieświadomość u kobiet… Ewiana[429]!
Nie piły jeszcze kawy, ani czaju[430],
Lecz proste piwo grzane jadły z rana;
Rzadko się która kochała w lokaju
……………………………………
……………………………………
……………………………………
Cybernetyka![431]… Zda się dla ochłody
Ksantypa, która czysto dom umiata,
Na Sokratesa leje ceber wody
A potem mydli tę pochodnię świata,
Łeb inclusive[432] z nosem, aż do brody.
Dobra Niemkini[433]! ale nie skrzydlata
Jak Psyche[434] — a swe dziatki pół-niemczyki
Sadząca często do cybernetyki.
Za to mąż kąpie Poznań — a ten z wanny
Wychodząc, strząsa warkocz uperlony,
A uczesany już podług Chowanny[435]
Na kraj, który jak kania dżdżu spragniony…
Lecz wróćmy do Ladawy! — Czas był ranny,
Ogród srebrnemi perły uiskrzony;
Każdy kwiat, każde drzewko w perłach było,
Śpiew, ŻałobaCoś w mgłach śpiewało smętnie — i myśliło.
Powietrzna jakaś myśl i śpiew, podobny
Do requiem[436]… bowiem przez duchy śpiewany;
A że wiedzący przyszłość — już żałobny,
Jakby z aniołów który obłąkany
Śpiewał w szpitalu. Nie był to śpiew drobny,
Perłowy, jak dziś dzwonią fortepiany;
Lecz coś, jakoby w dalekim klasztorze
Śpiewano z wielkim płaczem „Święty Boże!”
Dawnom takiego śpiewu tajemnicy
Śledził i wyznam, żem śledził daremnie;
Czasem go słychać w letniej błyskawicy,
Czasem w błękitach gra — a czasem we mnie,
A czasem w całej wiejskiej okolicy
Słychać go — czasem zaś słychać podziemnie
Grający, z brzękiem pomieszanej stali,
Jakby w kurhanach umarli śpiewali.
Czasem nim buchnie wiatr, a czasem kłosy,
A czasem pies go usłyszy i stanie,
Nastawi uszy i najeży włosy
I warczy głucho. Czasem to śpiewanie
Usłyszy w stepach idąc żebrak bosy
I myśli, że to zebrana na łanie
Wróbli gromada śpiewa, harfa szara
Ptaszków — albo szum gruszy — albo mara…
Owiana takim śpiewem, słuchająca,
Patrz, bieży panna Aniela ogrodem,
A każdy z głosów ją aż w serce trąca,
Choć gorset, stanik złoty ma pod spodem,
Gorset ze złotej lamy, w pół miesiąca
Pod samą szyją cięty; rannym chłodem
Mrozi ją nieco wiatr, ale jej nie czuć
Zimna, bo pełna pamiątek i przeczuć.
Pamiątki smutkiem są i łzami wiszą
Na rzęsach, i są ciężarem i cieniem,
I są na twarzy jakąś wielką ciszą,
I są jakoby jej czoła uśpieniem,
Gdy usta niby przeczuciami dyszą
I oświecają koralem, płomieniem
Jej twarz, i czasem biegają po licach,
Czyniąc widniejszy smutek — w błyskawicach.
Za nią na zamku wszystkie okna gorą,
Jak rząd płonących jasno meteorów.
Tam kląby, brzozy z osrebrzoną korą
Różane teraz słońcem; tam z kolorów
Malw — niby tęcz się zapala siedmioro
Około różnych posągów, upiorów
Dawnego świata, tam pomiędzy róże
Stoją rzezane marmurowe kruże[437].
Dalej staw; i tam zaczyna się miła
Zieleń drzew, głębsze, wilgotniejsze cienie,
I Anielinek chatka, jak mogiła
Pamiątek, i te pod chatką siedzenie,
I ta gołębi chmura, w którą biła
Jutrzenka jak w mgłę białą; i wspomnienie
Siedziało przed tą chatką, jak Noemi
Lub Ruth[438], spuściwszy włosy aż do ziemi…
AniołDziwnie, że czasem cały duch obrazu
Wymaluje się nam jako cherubin
I stanie w myśli widzącej od razu,
W oczach szmaragdy mając, w ustach rubin
I gwiazdę na kształt bladego topazu
Ponad warkoczem! Jest to duch zaślubin
Z naturą, który nad Dźwiną i Preglem[439]
Chodzi w surducie i zowie się Heglem.
Kobieta, Uroda, DuszaAle Aniela — do Heglistki wcale
Nie dorośnięta, bliższa Afrodyty
Pięknością — taka święta, że na fale
Stawu wejść mogła, i staw nie rozbity
Nosiłby nóżki jej… Jestem w zapale!
I oto mówię, że piękność kobiety
Nie jest, jak mówi ksiądz, czartów ułuda,
Lecz może — w duchu będąc, robić cuda![440]
PatriotaAniela była taką duszą; ona
Z Beniowskim tworzy jednego rycerza
I bohatyra. Polska, Trup, ZmartwychwstaniePolska przez nią śniona
Świętą jest, wielką; z góry już uderza
Duchem na wszystkie słowiańskie plemiona
I do żywota budzi i przymierza;
Wielka i silnym podniesiona lotem
Nad ludy, w ludach żywot budzi grzmotem.
Co piorunami ognistemi lunie,
To coraz jeden grób oddaje ducha!
Zagotował się żywot w każdej trunie[441],
Zniedokwasiła się zgnilizna, słucha
I wstaje… Kiedyż, o Boży zwiastunie,
Gołębiu, który szepcesz mi do ucha
Te straszne rzeczy, zrobisz taką ciszę,
Że Polska to usłyszy, co ja słyszę?
Nad morza teraz uciekam, i blade
Tęczą nadmorskich kwiatów, wietrzne pola
Depcę, a wielkich duchów o poradę
Pytam; i często piorunowa wola
Ściąga mi taką moc, że ręce kładę
Na wiatrach, jako na harfy Eola
Strunach, i gra mi wiatr jak najboleśniej,
A ja posyłam na północ te pieśni.
Na północ je posyłam — miejcie czucie!
Bo kiedy głuchy grzmot bez żadnej chmury
Słychać — i kiedy słychać jakieś kucie
Jakby podziemnych zbrój, i kiedy z góry
Słychać jakoby sztandarów rozprucie
I szelest, niby orzeł je w pazury
Chwytał i ciągle darł, jak stare szatry —
Słuchajcie! to ja błogosławię wiatry.
Strach, SiłaI gdy na sennych was uderzą strachy,
I gdy zbudzicie się w łożu spotniali
I usłyszycie, że drżą wasze dachy
I tak trzaskają, jak kość, gdy się pali;
Kiedy was weźmie zimna śmierć pod pachy,
Boga pokaże i przed Nim powali,
A będzie ziemia cicha jak mogiła: —
Słuchajcie! — bo ten strach, to moja siła!…
Kiedy nie wiedzieć skąd, dziecko się małe
Rozpłacze, rączki założy na głowie,
Wpatrzy się w ciemność i stanie się białe,
Jak próchniejąca wilcza kość w parowie;
Gdy włoski staną mu jak zmartwychwstałe
I przedrzy wielki strach, i nic nie powie,
A co innego wam w uśmiechach skłamie: —
To mój go porwał wiatr i moje ramię…
Kiedy wyjdziecie na ziemię różaną
Rankiem, a o mym duchu śnić będziecie: —
Trzody leżące na kurhanach wstaną,
Owce się ruszą, perły łąk — znajdziecie
Tę okolicę całą zasłuchaną
W powietrze, w dźwięki, w smutek. Jeśli w lecie
Żeńce na polach żną, to przy kopicy
Siądą, jak dawni rzymscy niewolnicy
Smętni i groźni: to moja daleka
Moc i pieśń, która serca przeobraża
I niewolnika przedzierzga w człowieka.
Ale cóż znaczy moc i pieśń harfiarza?
Na powieść moją smętną człowiek czeka,
A mnie odleciał anioł, który stwarza;
I muszę przestać strofy, która ludzi
Łamaną sztuką bawi — a mnie nudzi.

Pieśń XIII[442]

Był nad Anielinkami jakiś śpiew aniołowy
Nad chatą… — Może to brzóz rozczesane warkocze
Bijąc o ściany białe, lekko wschodem różowe,
Sprawowały te szmery bolesne i prorocze…
A chata świeciła się na kształt złotej pochodni,
Właśnie jak gdyby zleciał jaki anioł przedwschodni
I stanął na zieleni. A dalej mgłami siny
Gaik, który otaczał szmaragdową lewadę[443];
A około gaika malwy i georginy,
Jakbyś gwiazd aniołowych zapaloną gromadę
Widział w cieniu — tęczami gaj opasywały,
Ptactwo dzwoniło w lutnie — i kaskady grały.
Panna Aniela, widać, że listownie wezwana,
Biegła i otworzyła chatkę swoją zamkniętą.
Ta była cała cicha, także wschodem rumiana,
A pachnąca rezedą wskroś obsianą i miętą,
I ściany z cedrowiny dyszały mocną wonią,
A cichość była taka, że słyszałeś jak ronią
Za oknami Najady[444] swe łzy, perła po perle,
I po skałach rzucają przeczyste diamenty
…………………………………………..
…………………………………………..
…………………………………………..
…………………………………………..
Beniowski stanął przed panną Anielą;
Lecz jak zmieniony — ach, w jakim żupanie!
Jak żebrak — łokcie podarte się bielą,
Guziki wiszą, buty… Boże Panie,
Jak wieloryby, kiedy się ośmielą
Wyjrzeć nad morza błękitne otchłanie
I westchnąć — Taki… ach! czy moje usta
Wymówią — stanął na kształt drapichrusta[445].
Aniela zlękła się; bo nigdy w życiu
Nie wystawiała sobie bohatéra
Kochanka w takim okropnym rozbiciu
Majątku. A on, żałosny kostyra[446],
Stał przed nią… w strasznym bardzo nieutyciu —
Pół Don-Kichota, a pół króla Lira;
Bowiem zupełnie był bez przytomności,
Jak Lir; a skórę miał tylko i kości,
Idealista, Głód, Bieda, FilozofJak Don-Kichote. O! jeśli myślicie
Z Heglem, że czysta idea, na świecie
Zjawiona, wszędy w swoim innobycie
Żyje, to w całym Ladawy powiecie
Nigdzie w smutniejszym ona wołokicie[447],
Nigdzie na gorszej nie była dyjecie[448],
Jak w tym człowieku, ta idea czysta,
Z którą on cały wyglądał — jak glista,
I może nawet skutkiem tej idei
Czystej wychudł tak nieszczęsny nieborak,
Jako poeta, który wiersze klei,
A nie jest ani sektarz ani dworak.
A może też był w krainach nadziei,
Gdzie go zaniosła chuda klacz Elborak[449],
Mahometanka, którą dla igraszki
Borejko Litwin wprzągł do kałamaszki[450],
Spotkawszy ją gdzieś koło Bałty[451]. — Nie wiem…
Ale to tylko wiem, że pan Beniowski,
Nie goniąc wcale pod żadnym modrzewiem
Za Świtezianką, miał butów podnoski
Podarte, albo spalone zarzewiem,
Jako u Danta, gdy ten śpiewak Boski,
Emigrant jak ja, wpadł między straszydła,
Co z kości miały pierś, a z ognia skrzydła.
Beniowski w krótkiej nadzwyczaj włóczędze
Poznał tajemnych rzeczy bardzo wiele.
Mówią, że spotkał jak Makbet trzy jędze
Na pustym stepie; że w starym kościele
(Wszystko znalazłem w jednej dawnej księdze,
Którą na półkach mam oprawną w cielę[452])
Że w starym, mówię, kościele raz zasnął,
A w kościół lunął deszcz i piorun trzasnął.
I bohatera mego jasne oczy,
Błękitne, wielkim swoim płomieniskiem
Oćmił; ślepego chwycił duch proroczy
I zrobił widzeń złocistych igrzyskiem.
Chan Giraj chciał mu dać dziesiątek koczy[453]
I zrobić wodzem nad tym koczowiskiem;
Ale odłożył to na czasy drugie,
Krótki w nim widząc wzrok — a myśli długie.
Borejsza Litwin potem go kaptował
Dla Radziwiłła; lecz mój Węgro-Słowak
Proroczym duchem Litwina zgruntował
I odpowiedział ni tak ani owak.
Litwin jak ślimak zaraz rogi schował
I jak za węży Coopera[454] Pothowak
Utonął w gęstych traw stepowych wniki
I ponurtował w swój las — w mateczniki.
PlotkaLecz pierwej ostrzegł Chana, a prywatnie,
Po przyjacielsku, usta w same ucho
Włożywszy, że się Beniowski w ostatnie
Zgrał i przed sądów ludzkich zawieruchą
Uciekł; dlatego na strzały harmatnie
Szedł tak odważnie i z taką otuchą,
Jak Achill, bo też spod prawa wyjęty,
Nie mógł być ranny nigdzie, tylko w pięty.
Dodał, że to jest duch francuski, z duchów
W Polszcze najgorzej uważany… nawet
Wyklęty; że jest takich wiele zuchów,
Więcej niż harmat w Nieświeżu[455] bez lawet,
Więcej niż w Chana wojsku jest kożuchów,
Więcej niż w kłótni gorzkich słów wet za wet
(Przedrabowawszy[456] wprzód Lindego słownik[457])
Tygodnikowi oddał Orędownik[458].
Dodał, że każdy taki duch francuski
Jest pod klątwami wielkiemi kościoła;
Że jeden się udławił, jedząc kluski,
A inni, chociaż wesołego czoła,
Schną wewnątrz, jakby je kwas palił pruski
Albo Cyrcejskie[459] zaraziły zioła
Świniną. — Nie mógł dociąć niczem lepszem,
Bo Chan Beniowskim wnet zbrzydził, jak wieprzem.
MarzenieI gdy mój rycerz po spaleniu Bałty,
Na co Chan patrzał z wieży, klaszcząc w dłonie,
Myślał i roił — (o jak piękne kształty
Imaginacja ma, kiedy rozpłonie
I rozumowi zadająca gwałty
Gmachy buduje na tęczy ogonie!)
Gdy rycerz, mówię, mój już roi bosko
Z Tatarów — legią niby jakąś włoską
Po jasnych polskich polach latającą,
Dębowych ciemnych lasów oboźnicę,
Chmurę, w której się blaski mieczów mącą,
Tak, że ją bierze chłop za błyskawicę,
A w nocy widząc, za chmurę idącą,
Co wszystkie niebios zabrała księżyce,
Zwinęła w jeden kłąb i mgławo płonie,
Miesiące w srebrne zamieniając konie…
Gdy marzył, mówię, że taką wiatrówkę
Z szarych złodziei i cichą harmatę
Będzie miał wkrótce na komenderówkę,
Gdzie zechce, całą narazi na stratę,
Zgubi w stepowym tańcu jak podkówkę,
Razem z nią legie burłaków[460] brodate
Zgubiwszy, tak że (przechodzi mnie mrowie)
Ruski historyk, o niej… nic nie powie!…
Gdy marzył, mówię, tak i rósł w niebiosa
Nadzieją przyszłej sławy, — aniołowie
Ugwiazdzonego nad nim stali włosa
I owej myślą stawianej budowie
Runąć kazali, strzeliwszy z ukosa
Słońcem po kolumn fantastycznych głowie.
Tak, że z rubinów wzięły blask niezwykły
I szmaragdami stały się — nim znikły.
Spyta mię teraz kto: czyliż nie lepiej,
Aby ci zacni aniołowie Bozi[461]
Pomogli byli ręce, która szczepi
Strach i śmierć, — szabli, która wroga mrozi
I często krzyżem płomiennym oślepi,
Zrobiwszy z siebie krzyż i wiatr?… Ambrozji
Gdyby naleli byli w życia czarę,
Nim usta stracą smak i w ten smak wiarę?
Czyliż nie lepiej, aby w trochę ciała
Oblekli byli marzenia młodości?…
O Trojo! jeszczebyś aż dotąd stała
Pełna cnót dawnych, starych, — i miłości…
Jak dawny kościół cedrowy — spróchniała,
Gdzie jednak Boża woń aż dotąd gości,
A często belka stara w oczach ludu
Rozkwitnie różą lub narcyzem cudu.
DziedzictwoBo i z tych starych łbów szablą naciętych
Mogłaby jeszcze wykwitnąć myśl duża,
Piękniej niż dzisiaj; bo jak z ducha świętych,
Większy by wyszedł kwiat, pełniejsza róża!
I na turkusie skrzydeł rozciągniętych
Mogliby swój duch za anioła stróża
Postawić światu, gdybyś ty był, Panie,
Aniołom twoim kazał mieć staranie
O tych dzieciątkach starych! A to oni
Nie pożegnawszy nas nawet, i woli
Nie zostawiwszy względem starej broni
I względem swojej puścizny[462] i roli,
Odeszli… Ucho jeszcze nasze dzwoni
Brzękiem ich szabel, serce jeszcze boli
Bolem ich serca; lecz pełna zamętu
Myśl, bo odeszli nas — bez testamentu.
Któż słyszał jakie tajemnicze słowo,
Na którem stanąć mogliby synowie?
Wszystko śpi głucho pod deską grobową!
Kto co od trumien zasłyszał — niech powie,
A odbudujem całą Polskę nową
Na tym jedynym, tajemniczym słowie!…
Na tę myśl anioł się we mnie uśmiecha
A razem pełny łez… Cóż? nigdzie echa!
Nigdzie!! Tylko ten rym tętniący bieży,
Jakoby w rzymskiej ruinie kaskada,
Co skrzy i błyska i dymi i śnieży,
I płacze i grzmi i jęczy i gada —
I swój nimfowy włos tęczami jeży,
A spodem głazy powoli wyjada
I tak przy słońcu i tak w blask miesiąca,
Jak Chrystus… ciągle w sobie pracująca.
Więc pod tym grzmotem, pod temi kolory
Jest dziwna, smętna praca; bo to nie to,
Że z myśli różne leją się upiory,
Że z pełną jestem wymyśleń kaletą[463];
Ale wierzajcie… żem rymu podpory
Podłożył sercem — i to moje veto
Przeciw fałszowi kiedy duch mój rzuca,
To więcej mię to kosztuje — niż płuca…
Otóż Beniowski mój powrócił z Wschodu
Właśnie jak veto żywe, lecz obdarte
I biedne; doznał pierwszego zawodu,
Przewrócił tego świata pierwszą kartę
I przyszedł jako nędzarz do ogrodu
Pokazać serce, które więcej warte,
Niż to, co za nie dawali na świecie
Ci, co kupują serca na tandecie.
RozstanieMroczny, wstydliwy, z pochyloną głową,
Po przywitaniach pierwszych rzekł: — „Hrabianko!
Przyszedłem wrócić tobie twoje słowo,
Oddać pierścionek; żadną odtąd wzmianką
Nie będę trudził twych myśli — grobową
Ziemią zasypię oczy… Podolanko,
O! Podolanko piękna, bądź mi zdrowa!
Daruj, że w takim stroju, takie słowa…”
Tu zaczął jąkać się, bo kawalerstwo
Żywe lękało się w nim jakiej wzgardy;
„Daruj, rzekł, dawne z twym sercem braterstwo,
Dawne twe łaski — a teraz los twardy
I moje, patrzaj, żebrackie żołnierstwo
I różne życia mojego azardy[464],
Szczęście wczorajsze i ta, co mię pędza
Po czarnym świecie, ta dzisiejsza nędza,
„Gdy porównane w twojej myśli staną,
Może wycisną łzę, o moja pani!
Bądź mi na wieki teraz pożegnaną,
A nie idź za mną, bo ja do otchłani
Idę.” — To mówiąc, twarz swą obłąkaną
Obracał wszędy, jakby go szatani
Ścigali, nawet nie dając pokoju
U stóp kochanki, przy brzęczącym zdroju,
W pasiece leśnej. A do niego ona,
Z oczu zdziwionych czyniąc słoneczniki,
Bo słońcem była zrennica zatlona,
A rzęsy pełne pereł, jak promyki
Świeciły wkoło; a głos z głębi łona
Wychodził cichy, lecz straszny i dziki —
„Co? rzekła, po toś przybył i mnie z domu
Kazał dziś witać siebie po kryjomu,
„Abym słyszała, ja, która tak wiszę
W powietrzu, jako ta smętna kaskada,
Abym słyszała to, co teraz słyszę,
Że skała, z której ja lecę — upada?
Ty, coś mi sercem Czarnego Zawiszę[465]
Przypomniał — ty wódz tego ludzi stada,
Ty, przez tę szlachtę z wszystkiego odarty,
Sam drzesz ostatek szczęścia? Cóż ty warty?
„Powiedz! Więc i ty na sercu kaleka?
Nie mogłeś wiary zrodzić w serce moje?
O, trup ty! stójże ode mnie z daleka,
Bo ja się próchna i robaków boję.
Cóż ja kochałam, kochając człowieka?
W cóż ja wierzyłam, wierząc w serce? Stoję
Jak nad przepaścią jaką — sama jedna
I opuszczona wiecznie — o ja biedna!
„Gdy patrzę w oczy twoje, widzę jasno,
Że ty naprawdę żegnasz… Wieki miną,
Te gwiazdy, które dziś świecą, zagasną,
A nie odmieni się sercom, co giną,
Nic a nic! Lecz ty nie przez duszę własną
Tak postępujesz ze mną, z tą jedyną
Duszą, co tobie spadła jak z miesiąca[466]
Siostra i matka razem — i służąca.
„Musi być jakaś okropna przyczyna
Tego rozdziału, tej bolesnej rany,
Którą mi dajesz w serce; bo ta sina,
Bo ta wychudła twarz i te łachmany,
Na które patrząc, strach mi głos ucina,
Są przecież ludzkie; a ty jak szatany
Zimny, choć oczy twoje łzą zabiegą,
Masz w skrzących oczach coś nieczłowieczego!
„Powiedz mi, skąd ten blask i takiej dumy
Rys na twym czole? Co? tyś przeciw Boga
Wstał… Co? nie prawda? Słyszę jakieś szumy
W tym lasku, tam na step wychodzi droga…
Choćbyś ty wodzem był upiorów dżumy,
Choćby na twoich piersiach była sroga
Śmierć, jako piorun przychodząca Boży
Głowie, co na twej piersi się położy;
„Ja… kiedy patrzę na świata pustkowie,
Kiedy… a wszystko obejrzałam wzrokiem,
To czuję, że to jedyne węzgłowie,
Ta pierś oblana moich łez potokiem…
Tu na kamieniu tym żałośnej głowie
Pozwól poleżyć — reszta jest obłokiem,
Reszta jest niczem — ten świat, ziemia cała…”
Jękła, przegięła się w pół — i omdlała.
PorwanieBeniowski w trudnej bardzo pozyturze
Stał, bo ją trzymał w pół upadającą.
I razem słyszał, jak się leśne róże
Ruszyły, uczuł i mróz i gorąco —
Usłyszał bowiem szelest, i na wzgórze
Podniosłszy oczy, spojrzał — na patrzącą
Parę schowaną w kaskadowym pyle
I w różach… ujrzał Dafnicką Sybillę
Z księciem Luborem! Wnet poszedł do głowy
Po rozum i choć, zda się, nie wart grosza,
Żebrak — postąpił jak hetman niżowy,
Ludzi dobywszy sobie zaraz z kosza;
Wystrzelił, a na strzał pistoletowy
Zbiegła się jakaś okropna wołosza[467]
Różnego stroju, barwy, różnej broni,
Ludzie, od których człek uczciwy stroni.
Ci wszyscy, słuchać nauczeni giestu,
Poszli na wzgórze; i po krótkiej chwili
Brzęku, bo książę bronił się — szelestu,
Bo się trzepała leksza od motyli
Pani Dafnicka, dawszy we czterdziestu
Radę i księciu i pani Sybilli,
Jako rycerskie pozwalały czasy,
Z parą tych jeńców żywych — poszli w lasy.
Za niemi poszedł Beniowski, a krzywa
Zda mi się bardzo teraz jego ścieżka!
A przy Anieli sennej niańka Diwa
Płakała. — Taka w tym kraju zamieszka
I taka była wtenczas nieszczęśliwa
Krwią zamieszona różnych żądz lemieszka[468],
I taki rycerz mój, co po buzdygan[469]
Idąc, zaczynać musiał jako cygan.

Pieśń XIV[470]

I

W złotej Ladawie dopiero wieczorem
Spostrzegła szlachta, że pani Sybilla
Z księciem, którego nazwano Luborem,
Zniknęła. Oknem patrzano co chwila,
Czy gdzie nie widać ich zajętych sporem
O wiersz Homera, Danta lub Delilla[471];
Ale nie, nigdzie o nich ani słychu…
Liście w ogrodzie szeptały po cichu.
Ale w tych szeptach, co się anielskiemi
Wydają, kiedy brzoza z brzozą gada,
Żaden szept głośny dźwięki francuskiemi
Nie szepnął. Więc żart powiedział nie lada
Kaźmierz Pułaski, że ucho do ziemi
Po wojskowemu przyłożyć wypada
I słuchać. Na to księżna rzekła sucho,
Aby przyłożył do księżyca ucho —
Bo pewnie na nim są. Więc Amfitryjon[472]
Żona, Wierność, MizoginiaStarosta bardzo przytoczył ciekawie
To, co o żonach rzekł filozof Bijon[473],
Że jeśli piękną weźmiesz, toś w obawie;
A jeśli brzydką, toś unieszczęśliwion…
Dylemma[474], które w wielkiej było sławie
Za Jezuitów, w filozofii klasach,
Bo myśl w nim chodzi tak, jak na zawiasach.
Jednak zaczęto się lękać, gdy stary
Szlachcic, Sarmata, AlkoholZegar już dzwonił dwunastą godzinę,
A szlachta wina dolawszy do miary
Była w fantazji… zdjąć pozłotowinę
Z księżyca lub wsiąść zaraz na bajdary[475]
I przez Dniepr płynąć albo też przez Dźwinę
Po szóstą świata część, której odkrycie
Przeczuła — łowiąc muchy po suficie.
I nie dziw, bo świat ich już był opalem
I tęczą, i gwiazd pełną i promieni,
Za którą złota stała Jeruzalem
Drzew szmaragdowych pełna i kamieni,
Z których jeden jest męczeńskim koralem
I ciągle od krwi polskiej się czerwieni;
A bramy, co się przed polskiemi berły[476]
Odemkną, z łzy są jednej, z jednej perły.
Takie się miasto z nich każdemu śniło,
A każdy widział podobnie, jak drugi.
Najbliżej bram był szlachcic Poletyło,
Który pod stołem już leżał jak długi.
Od lotu, widać, nazwisko mu było,
I dotąd, widać, pradziada zasługi
Lotne działały w synie[477], że uderzał
Skrzydłami o strop — gdy pod stołem leżał…
………………………………………..
………………………………………..
………………………………………..
………………………………………..

II

„Podobnie owo oczu się zamknięcie
Zdarza Homerom… Więc bądźmyż my ślepi
Na to, co nasze wielkie przedsięwzięcie
Na przyszłość może tutaj nędzy szczepi;
Puściliśmy się już na tym okręcie,
A więc nikt nie mów, że byłoby lepiéj,
Gdybyśmy byli nie rzucali brzega.
Kto z nami umrzeć chce — ten nasz kolega.
„Wszyscy my bracia!” — Tutaj go powoli
Serce wynosić jęło z retoryki. —
„Wszyscy my bracia! bo równo nas boli
Serce, i równe mamy pamiętniki
W duszach ojczystej sławy i niedoli;
Król narzucony, obce rozbójniki
W kraju, francuskie duchy obok tronu,
My jedni, jakby wodze Askalonu[478]
Z krzyżem na naszych piersiach i sztandarach,
Z łachmanem niby ostatnim bławatu,
Na ukraińskich gołych wichrach, jarach,
Przeciwko wrogu… ba i przeciw światu.”
To mówiąc, w takich był Potocki żarach,
Takiego dostał na policzkach kwiatu,
Jak Achill, kiedy mieczem chce ciąć głosy,
A duch Minerwa chwyta go za włosy.
Pamięć, Sława, OjczyznaWtem jeden szlachcic krzyknął: „O głos proszę!”
Szlachta zwróciła nań oczy ciekawie;
A on z powagą wielką: — „Oto wnoszę,
Abyśmy pana Podczaszego sławie
Wznieśli kolumnę.” — Ja, co kwiaty koszę
W nezabudkowej przeszłości murawie,
Musiałem i tę wspomnieć mowę walną
Szlachcica — co miał myśl monumentalną.
Wniosek ten jednak znikąd nie podparty
Upadł, lecz pana Podczaszego zmieszał.
Obaczył, że to lwy są i lamparty,
Że ten, co go czci, jutro będzie wieszał;
W górę więc swój łeb trzymając zadarty
Rzekł: „Kolumnami Waść nie będziesz wskrzeszał
Ojczyzny ducha… Pierwej trzeba było
Nad Sobieszczyków je wznosić mogiłą!
„Toby Waść, w szkołach będąc małym żakiem,
Napoił się był tej kolumny wonią
I wiedział, jakim trzeba być Polakiem,
Aby kolumna ze złocistą skronią,
Z ogromnym białych posągów orszakiem
Szła na grobowiec, i nad czasu tonią
Na kształt świętego pozostała drzewa,
Co, zda się, oczy ma, a sercem śpiewa.
„My ledwie warci… o jak serce boli,
Że może i to nam wzbronione, Chryste!
My ledwie warci, że pacierz sokoli
Będzie po krzyżach szedł w powietrze mgliste,
Że wróbel, który po śliwach swawoli,
Słysząc… a światło niech im wiekuiste.”
………………………………………..
………………………………………..
………………………………………..
………………………………………..

III

„Ale w nas obu jakiś nieśmiertelny
Grzmot słychać, duszę jakąś doskonałą,
Która jak rycerz występuje dzielny,
Gdzie trzeba, i wnet ubiera się w ciało.
A że my straszni, to Bóg wie piekielny,
Bo zawsze na wspak stawia swoje działo
I wichrem strasznym obu nas rozdziela
I w oczy garścią nam piorunów strzela,
„Gdy chcemy naprzód.” — Rzekł; a w całym gieście
Był taki straszny, że szlachta struchlała
Mówi: — Lekarz, Zdrowie, Walka„Chorobę ma wielką… boleście[479]
Rumatyczne[480] mu nadłamały ciała;
O wiecznym jakimś mówił manifeście,
O włóczni — widać, że w boku została
Włócznia kozacka, którą pod Winnicą
Dostał w bok…'' Szepcą z wielką tajemnicą,
Ażeby Żyda powiesić felczera,
Co nie namacał jej, a rzekł, że trzyma.
O! jakże trudno służyć za Homera
Szlachcie i ciągle za nią iść oczyma!
Pułaski na nich plany swe opiera;
Jemu już w oczach gdzieś karpacka zima
Srebrna, bez dachu i nawet bez płota,
Jednemi tylko sztandarami złota
I ukwiecona świeci się a oni
O powieszeniu Żyda radzą z boku!…
Rzekniesz o wiośnie — to zaraz Fawoni[481]
Z trawkami igra nad brzegiem potoku;
Z tej legii, która po husarsku dzwoni
I w historycznym gdzieś dawnym obłoku
Podnosi miecze ogromne jak młoty
I rząd łabędzich skrzydeł zorzą złoty
Rozwija… z tego dawnego husarza,
Co za Krzyżakiem pędzi się śród błonia,
W kark dzidę swoją mu zabójczą wraża,
Hełm na hełm, konia mu wsadza na konia
I z trupem lecąc, szeregi przeraża,
Bo zda się, paszczę trupa w siebie wchłania
I w strzał srebrzystych mogilnej zamieci
Do piekła, jak coś skrzydlatego, leci…
Zamiast straszydła tego, co na sztabę
Człowieczą wskoczył, zgniótł w skrzydłach i w rękach
A potem rzucił ścierwo w kruki rabe[482]
I dalej leciał, słyszany po jękach,
A potem w domu ściskał swoją babę
I o Chrystusa czerwonego mękach
Śpiewał żałosne godzinki… mam oto
Na Boga! salę mam ogromną, złotą,
Wielką figurę, w szarym szarafanie[483],
W amarantowej czapce aksamitnej,
Na szabli; i mam drugiego, mospanie,
Rycerza wielkiej zrennicy błękitnej,
I mam ogromną wojnę. Bożą w planie,
Podobną wojnie jakiej starożytnej,
I mam podolskich tyle wonnych kwiatów,
I mam ten miesiąc biały — hostię światów.
………………………………………..
………………………………………..
………………………………………..
………………………………………..
………………………………………..
………………………………………..

IV

SzaleństwoCzuje już szlachta, że nie o to chodzi,
Aby wypędzić króla i Moskali;
Tu duch powstaje, a Pan Bóg dowodzi,
A zaś szaleństwa pełna druga szala…
Gdy mówił, drugi chwiał się na kształt łodzi
Gdy przywiązaną ciągle chwyta fala;
Potem rozpłakał się i na kolana
Padłszy, rzekł: — „Imię przenajświętsze Pana!”
I omdlał; potem przyszedłszy do siebie,
Rzekł: — „Więc ty wszystko wiesz, i tę decyzję,
Która już teraz zatrzymana w niebie,
O którem miałem taką straszną wizję,
Żem stracił rozum” ……..
……………………………………………………………
……………………………………………………………
……………………………………………………………

V

A w grotach były światła zapalone,
Tak, że się z każdej lała jasność żywa
Wodzie, i słupy rzucała czerwone
Po stawie, co się wahał jak oliwa.
W jednej z grot, jako Walkirie[484] szalone
Stały trzy wiedźmy i staruszka Diwa,
Natknąwszy szarej do włosa szałwii,
Z wielkim pieniądzem na czerwonej szyi.
Ta coś wróżyła — a szlachcice starzy,
Siedząc przy dzbanach cynowych, słuchali;
Panna Aniela, widząc tych husarzy,
Ten ogień, wiedźmy — a wszystko to w dali
Jeszcze straszniejszej nabierało twarzy —
W podskalnej, drzewy[485] ocienionej sali
Zlękła się; dziewczę drzącą wzięła ręką
I całą grotę obeszła z Helenką.
I tak obiedwie strwożone dzieweczki,
Obiegłszy grotę, zbliżyły się do niéj
Przez inne kręte i ciemne ścieżeczki,
Brnąc po pas w różach, lilijach, lewkonii,
I pod most weszły bardzo małej rzeczki,
I tam w lilijach podobna Dziewonii[486]
Hrabianka rzekła: — „Tu nam doskonale,
Ale co dalej robić, nie wiem wcale.”
Na to Helenka: — „Ja tam, panno droga,
Muszę pod sosną być, gdzie pan nadjedzie.
Wielka to bardzo dla mnie biednej trwoga,
Bo może kogo on z sobą przywiedzie.
Wtenczas nie ujdzie ani jedna noga,
Będą strzelali… a ja tam na przedzie
W mojej błyszczącej zaścierce[487] stojąca
Kulom jaśniejszą będę od miesiąca…
„Ot serce mi tak przewidując puka,
Jakby mnie oni mieli trafić kulą.
Myśl we mnie dawnych smętnych piosnek szuka,
Które ja w chacie śpiewała z matulą,
Oj! jeśli mnie ta wróżba nie oszuka,
Każ mię panienka śmiertelną koszulą
Okryć i grzebać ze świecami jasno,
Jakby ja była ptaszką twoją własną.
„Każ mię tam, panno, pogrzebać pod gajem,
Gdzie my chodziły często po czernice[488];
Bo już nie przyjdę więcej z korowajem[489],
Nie ustrzygą mi włosów mołodyce[490]…”
Na to Anielka: — „Więc tu nad ruczajem
Zostań, ja pójdę tam, zakrywszy lice;
A ty idź, powiedz, niech piastunka Diwa
Wcześnie z tą szlachtą ratować przybywa.”
„Nie! tak nie można, rzekła tamta druga,
On pozna pannę po jedwabnym stroju;
Niech już ja na to odważę się, sługa,
W białej koszuli, w malinowym zwoju.
Dziewictwo, Honor, Hańba, HandelPanienka nie wiesz, jaka męka długa,
Jak to nie można twarzy obmyć w zdroju,
Jak to wstyd długo rumieńcem maluje,
Gdy pan obejmie stan — i pocałuje!”
„Dlaczegoż ty masz…? krzyknęła Aniela,
A potem rzekła: Co? czy nie masz noża?
Ja ci przysięgam w imię Zbawiciela,
Że gdybym sama była śród rozdroża,
A była za mną przepaść i topiela
Pełna gdzieś na dnie ognistego morza,
Skoczyłabym w nią prędzej, niżby kto mię —
Nie, nie — nie można żyć po takim sromie!
„Nie idź tam, ja ci zakazuję, proszę,
Helenko moja, nie idź!” — Na to ona:
„Z konia nie zsiądzie to złote panosze[491],
Szabli nie rzuci i szlachtę pokona.
Niech już ja, panno, mój wstyd sama noszę,
Złoto ja wzięła — ot mi z pokołona
Brzęczą pieniądze jego; ja bogata,
Złotem i wstydem wykupiła brata…”
Na to Aniela: — „W imię Pana Boga,
Ja mu to złoto czarne oddam sama!
Panie Branecki[492], — wykrzyknęła sroga, —
Otworzy ci się nasza dworska brama!
Przysięgam, wyjdziesz, i więcej twa noga
Tu nie postanie! to twój ślad — to plama —
Helenko, razem pójdziem pod sosenkę…”
To mówiąc, już szła i wlokła Helenkę.
Było maleńkie w Anielinkach wzgórze,
Gdzie jedna sosna między inne drzewka
Złocistsze, między kaliny i róże
Weszła i stała, jak smutna Litewka[493]
Tam było miejsce pod drzewem nieduże,
Strumień i jego szemrająca śpiewka,
Dobrze obrane miejsce na dziewiczą
Schadzkę, z Egerią[494] jaką tajemniczą.
Plotka, Hańba, Dziewictwo, PożądanieGdy się zbliżyły, ujrzały z daleka
Dwóch konnych; był to pan Branecki w burce
I przy sobie miał drugiego człowieka,
Z którym rozmawiał o starosty córce.
Ona słyszała, jak ją on wywleka
Z komnat dziewiczych; jak myśli jaszczurce
Pozwala łazić po niej; jak ją plami,
Mówiąc o wdziękach brudnemi ustami.
„Co myślisz, mój ty Dzierzanowski[495]? rzecze,
Czy w Indiach, twoje musztrując Cypaje[496],
Widziałeś jakie oko, co tak piecze
I tyle ognia pod spojrzeniem daje?
Jeśli tu z naszych kto szponów uciecze,
Król powie, żeśmy obadwa mazgaje,
Żeśmy tu poszli szukać tylko sińca,
A nie przywieźli żadnego gościńca.” —
Na to pan Dzierzwa–noski… kłamca wielki,
Lecz człowiek tylko zepsuty w połowie:
„Ja trzymam tylko się każdej butelki,
Bom w Indyach stracił tę rzecz, co się zowie
Miłością. Miałem harem i ród wszelki,
I przynieśli mi syrenę Bonzowie[497],
Co miała ogon rybi i dwie twarze,
A sam uczyłem ją grać na gitarze.
„Otóż kiedy mię raz uśpiła śpiewem,
Śpiewając jako maleńkie słowiczki —
Było to, pomnę, pod korkowym drzewem,
A nauczyłem ją jednej kantyczki —
Otóż widząc mię, że śpię, w ręku lewem
Mając gitarę, a w prawym nożyczki…”
Branecki przerwał: — „Podcięła jak szczygła!
Czemuż języka tobie nie ustrzygła?
„Ja ci o ważnych rzeczach, mój Dzierzasiu,
Gadam, a ty mi znów kłamiesz bezczelnie,
Jak tam się w jakimś kochałeś karasiu;
Gdy strzelasz, strzelajże przynajmniej celnie…
Lecz co to widzę? tam na pozalasiu
Jakieś światełka. Cóż to mojej Elnie[498],
Że nie przychodzi? Czy bierze z migdałów
Wannę?… Słyszałeś? co to? kilka strzałów!…
„Zda się, że gdzieś tam we dworze strzelono.
Czy nie słyszałeś nic? Dali-Bóg, bójka!
Ty jedź do zamku, a ja inną stroną.
Każ, niechaj w bryczce będzie moja trójka…
Patrz, patrz, patrz! brzozy poza nami płoną!
Dobrze, że drutem podszyta ta czujka[499]!
Jedź! lepiej, że dwie obierzemy drogi —
Strzelają — słyszysz, mój Dzierzasiu? w nogi!”
To rzekł, i rzucił się na bok w gęstwinę,
Gdzie mu gałęzie od drzew zawadzały.
Wtem… pannę spotkał i białą dziewczynę
I cofnął od nich konia, choć był śmiały.
Myślał, że duchy po księżycu sine
Na drodze jemu zachodzą od skały;
A one obie także, jak łabędzie,
Śród brzóz czekały strwożone, co będzie.
Wreszcie Aniela, już strzelaniem bliskim,
Bliskiemi także ośmielona groty
I władzą, którą ma nad duchem niskim
Duch wielkiej Bożej miłości i cnoty,
Rzekła: — „Z anioły ja jestem — a ty z kim,
Wodzu Moskali i podłej hołoty?
Dlaczego na mnie za drzewami szczekasz,
A gdy ja stanę w oczy, to uciekasz?
„Panie Branecki! słyszałam i sądzę
Tak, jak są warte, twe brudne obmowy.
Helenko, rzuć mu w oczy te pieniądze!”
Na to on, wcale nie straciwszy głowy:
„Gdzież to hrabianka błądzi?” — „Ja nie błądzę,
Rzekła, lecz przyszłam ci mój próg domowy
Pokazać palcem, byś szedł precz z dziedzińca
Do twego króla pana — bez gościńca!”
Branecki zaśmiał się: — „Hrabianko moja,
Dali-Bóg, gdyby spokojniejszą chwilą,
Przylgnąłbym tutaj, jak pasterz u zdroja,
I pasł twe trzody. Teraz wdzięków tylą
Strwożony więcej, niż napadem zbója,
Drzę.” — Tutaj ujrzał, że się drzewa chylą,
Że wypadają ludzie… porwał w rękę
Szablę, a drugą porwawszy Helenkę,
Bo była bliżej, posadził na siodle
Przed sobą, i z nią cofał się w gęstwiny;
Tak zasłoniwszy się od strzałów podle,
I mając puklerz z krzyczącej dziewczyny,
Jak rycerz, który ma na tarczy godle
Pannę — w rumiane konia pchał kaliny;
Zawsze ku ludziom zwracając jej łono,
Miał znikać w gęstych krzewach… wtem strzelono!
Kto strzelił, pewnie teraz tego dzieła
Żałuje! bo po strasznym, głuchym strzale
Nie on… lecz ona na koniu krzyknęła,
I głos jęczący jej odjęknął w skale…
Potem gąszcz wszystko liściem owinęła:
Rycerz, dziewczyna, koń w kwiatowe fale
I w gęstwę wpadli, a księżyc za niemi
Bił w czarne drzewa mieczami srebrnemi.
Nie człowiek, zda się, lecz wielka jaszczurka
W srebrzoną falę mórz zielonych wpadła,
Potem tam szlachta dała za nią nurka
I krzewy na bok rozdzielając kładła;
A gdy zniknęli — to starosty córka
W ciszy, na mszonym kamieniu usiadła
I przerywała czasem swe korunki
Nabożne, głośno wołając piastunki.
ŚmierćWtem wyszła z gęstwin tych zabójczych Diwa,
Niosąc na ręku Helenkę bez ducha,
W drugiej garść wielką smolnego łuczywa,
Z której dym czarny i ogień wybucha…
SługaAniela wstała: — „Co? czy jeszcze żywa?
O! niech mię Pan Bóg na niebie wysłucha!
Niech ona żyje!” — dotknęła ją ręką,
Leżącej u nóg — „Helenko! Helenko!
Helenko!” rzekła, budząc ją — nie wstała
Dziewczyna na to serdeczne wołanie.
Więc panna widząc, że dzieweczka spała
I tak anielskie miała ciche spanie,
Ust przybliżyła i pocałowała;
I rzekła potem cicho: — „Chryste Panie,
Jakże ją do mnie tu śmierć przybliżyła;
Zda mi się, że to moja siostra miła…”
A Diwa: — „Tobie ta śmierć przeznaczona
Była! taj dobrze, że ją wzięła sługa.
Od rana ja dziś chodzę, jak szalona,
Taj siekierycha w chacie jest, i druga;
Izba jałowcem stoi wykadzona,
Mój mąż do trumny deski, kołki struga,
Pogrzeb gotowy od ranka białego,
A Bóg, co dał sen, dał i umarłego…
„Idy[500] do zamku, panienko! tam stary
Nie wie, co robić, i pieniędzmi dzwoni…
Oj! miałaby ty w zamku srebrne mary,
Gdyby nie ten duch biały, co cię broni.
Idy, panienko, a tu jak świt szary
Przyjdź, mając kwiaty zaszeptane[501] w dłoni
I przynieś jaką tam starą sukienkę,
Co tobie krótka, zda się na Helenkę.”
Rzekła i wzięła znów z jasnej murawy
Ciało, które się łamało na dwoje.
A panna poszła do dworu Ladawy
I zaraz weszła na wielkie pokoje.
Ojciec jej siedział śród ciemnej kurzawy
I zaraz do niej — „Miłe dziecko moje,
Prezentuję ci bohatyry młode —
Ci, którzy tu nam wracają swobodę…
„Oto jest sławny już dawno z imienia
Pan Kosakowski — podobno, żeś rodem
Z Litwy? — to wcale, wierz mi, nie odmienia
Mojego serca; przyjmę ciebie miodem
Litewskim. Dojdziesz pewnie do znaczenia,
Świecąc jak słońce Litwie takim wschodem!
Dusza Waćpana moją duszę zgadła. —
Córko! każ zmienić w izbach prześcieradła…”
………………………………………………………..
………………………………………………………..

Przypisy

[1]

Pieśń VI — w późniejszych wydaniach obowiązuje inna numeracja. Części II niniejszej pieśni odpowiada pierwszych 13 strof Pieśni V [A] (dalszych 15 strof tej pieśni nie pojawia się w niniejszym wydaniu, zostały one przytoczone w przypisie w części II, podobnie jak całość Pieśni VI [A]); części III odpowiada pierwszych 19 strof Pieśni VIII [B]; części IV, V i VI stanowią kolejne fragmenty Pieśni VII [B]; część VII jest tożsama z pozostałymi 8 strofami Pieśni VIII [B]. Części I niniejszej pieśni brak w nowszych wydaniach. [przypis edytorski]

[2]

Sawa — Józef Sawa Caliński (1736–1771), syn pułkownika kozackiego, Sawy Czałego, jeden z najwybitniejszych dowódców konfederacji barskiej, ranny pod Szreńskiem, zmarł w rosyjskim więzieniu. [przypis edytorski]

[3]

Archanioł — Archanioł Michał widnieje w herbie Kijowa i Kijowszczyzny. [przypis edytorski]

[4]

szczob (ukr.) — żeby, żebyś. [przypis edytorski]

[5]

hajdamacki — przym. od rzecz. hajdamaka, oznaczającego buntownika, rozbójnika, uczestnika któregoś z powstań chłopskich na Ukrainie w XVIII w. [przypis edytorski]

[6]

Pieśń VI, część II — ten fragment odpowiada w nowszych wydaniach pierwszej części Pieśni V [A]; pozostałe 8 strof tej pieśni brzmi następująco: ”Lecz późno… czego ja czekam — i stoję?/ Jedź pan… zobaczę, jak przepłyniesz fale”./ Maurycy westchnął i rzekł: ”Oczy twoje/ Zrobiły mnie tu posągiem na skale,/ Dziecino moja piękna; bo się boję,/ Że ciebie wezmą gdzie w stepach Moskale —/ Oczy twe patrzą na mnie jak bławatki;/ Chcesz - odprowadzęć do ojca i matki…”/ Skinęła głową… spuściła zrennice,/ A potem na Boh pokazała dłonią —/ Potem wiatr uniósł ją jak tanecznicę/ Na skały, co nad Bohu stały tonią./ Potem wrzasnęła… i dwie gołębice,/ Jak dwa anioły, niespokojne o nią,/ W błękitnym niebie — zjawiły się — spadły…/ I na ramionach odkrytych usiadły…/ Tak, białe ptaki niosąc na ramieniu,/ Przelatywała ze skały na skałę,/ Czasami w słońcu — czasem cała w cieniu./ A kiedy nóżki ją uniosły białe,/ Nad wodą rycerz został w zamyśleniu/ I serce w sobie wtenczas uczuł małe./ Zdjęła go czułość wielka — pół niebieska,/ Jak Danta, gdy go porzuca Franczeska./ Widział, że go ta porzuciła ładność./ A świat zostawał przed nim — z tęcz odkryty…/ Dalej co? cała żywota szkaradność,/ Realne życie… Gule i Afryty,/ Ludzka obłuda — pół-uczucia — żadność,/ Bez wiary — z czarnej pochwy miecz dobyty…/ Grób bez posągu, teraźniejsza biéda,/ Która się za lat sto poezją wyda./ O! ileż razy… mamy takie czucie/ Poetyczności przyszłej! o jak cudna/ Ta błyskawica, co nas w jednym rzucie/ Przenosi za grób — ale jak obłudna!/ Trzeba — ażeby przeszło ciał zepsucie/ I kości ziemia rozebrała brudna,/ Aż z duszy — z życia… i z wypadków ciągu/ Uderzy białe światło — jak z posągu?/ W tym wietrze rannym, co we włosy wieje,/ W tym słońcu złotym, co ci oczy razi…/ W tej wodzie Bohu, co się wiecznie leje…/ W tym niebie, które żaden dym nie kazi…/ W tej róży polnej, co się na świat śmieje,/ Jest ziarno nudy, co się przeobrazi/ W ziarno tęsknoty… gdy myśl zwiędnie młoda/ Jak róża — i upłynie, jak ta woda…/ Myśl się w ten błękit nieskończony wgryza,/ W tę ozłoconą ziemię się zacieka,/ Jakby… w niej — spała — uczuć Heloiza,/ Która — na trupa kochanego czeka…/ Na łożu z jasnej róży i narcyza…/ Idź spać — gdy z trumny jej podniosą wieka,/ Otworzy ręce ta grobu odźwierna,/ Spokojna — chłodna — zmarła — ale wierna./ Któż nie ma w ziemi — miejsca w jakiej trumnie?/ Chyba przeklęty — lub nadto wysoki,/ Podobny smutnej — na polu kolumnie,/ Co tylko głowa gwiazdy — i obłoki/ Kochała… zawsze wyglądając dumnie…/ Chociaż jej siostry upadły w potoki/ Cefizu… i tam leżą… w modrej fali —/ Lecz kto tak dumnie żył — czemuż się żali?…/ Kto mogąc wybrać, — wybrał zamiast domu/ Gniazdo na skałach orła… niechaj umie/ Spać — gdy zrennice czerwone od gromu,/ I słychać… jęk szatanów w sosen szumie…/ Tak żyłem… teraz widzę pełen sromu,/ Że mam łez pełne — oczy; lecz je tłumię —/ I nie chcę wyznać, że mi przed mogiłą/ Z aniołem śmierci żyć, tak — straszno było…/ Lecz to już przeszło… widma poznikały…/ Do ciebie, M[atko] moja, twarz obrócę…/ Do ciebie znowu tak jak anioł biały,/ Z obłędnych krajów… położyć się wrócę/ U twoich biednych stóp — bez szczęścia — chwały,/ Lecz bez łzy próżnej. — Obojętnie zrzucę/ Resztę nadziei — zwiedzionych przez losy…/ Jak liść — co we śnie mi upadł na włosy…/ Odbiegłem ciebie — w szaleństwa godzinie…/ Lecz ileż razy — z fal — i mórz i burzy/ Patrzałem… na twój cichy dom — w dolinie,/ Jak człowiek, który myśląc — oczy mruży, —/ Myśląc — że myślisz o mnie… o tym… [synie],/ Który Nieszczęścia Bogu… wiernie służy,/ Lecz bez nadziei… łzami twemi żywy,/ Jak — Chrystusowe w ogrójcu oliwy. —/ Z błogosławieństwa twego — miałem blaski,/ Gwiazdom podobne… i cień w puszczach Gazy…/ Nieraz ćwiek rdzawy — u podróżnej laski/ Rył imię twoje, tam… gdzie same głazy,/ I słychać tylko fal libijskich wrzaski —/ Eschylowskiemi budzone wyrazy,/ Echa słyszały twoje święte imię/ I słyszał je ten laurów las, co drzymie./ Ponad potokiem Elektry… tyś była/ Ze mną… na każdym miejscu — gdzie z przeszłości/ Dolata płaczu głos… o moja miła…/ Wszędzie, gdzie w polach się bieleją kości/ I woła — głosem rycerskim mogiła/ O zemstę — wszędzie, gdzie człowiek zazdrości/ Umarłym… i chęć śmierci duszą pije…/ Tyś była ze mną… jam cię czuł — i żyję./ W Ramie — podobny głos twemu głosowi/ Słyszałem — anioł życia zadrżał we mnie —/ Aniołowie mi ciebie nadpalmowi/ Pokazywali świecącą przyjemnie/ W gwiazdach… tam gdzie był żłobek Chrystusowi…/ I anioł życia smętny wyszedł ze mnie,/ Chcąc ręką dotknąć o twe serce krwawe/ I ból twój stłumić pozdrowieniem… Ave…/ Wszędzie… miłośne twoje oddychanie/ Liczyło mi czas… co upływał w ciszy;/ W tych strofach jeszcze… kiedy rym ustanie —/ Niechaj czytelnik — na końcu usłyszy/ Moje twych biednych stóp — pocałowanie,/ Bo łez nie słyszał…/ ………………………………./ ………………………………./ Potem następuje nie objęta niniejszym wydaniem Pieśń VI [A]: Pamiętam jedną godzinę żywota —/ Leżałem w greckiej łodzi… Spało morze…/ A każdy żagiel był jak muszla złota,/ W której się chował… w albańskim ubiorze/ Majtek. Słuchałem, jak fala klekota,/ Kiedy jej złotą pierś kaika porze…/ Księżyc się cicho błyszczał… złoty taki/ Jak słońce… łódź płynęła z Kalamaki…/ I z wolna wschód się oczerwienił siny…/ Ponad Pireą — powiał wiater świeży./ Wzdrygnęła się łódź śród morskiej równiny,/ Jak rycerz, gdy go w piersi wróg uderzy…/ Była to pierwsza fala Salaminy…/ Szła od mogiły, gdzie Temistokl leży —/ Zatrzęsła łodzią… wkoło ją obeszła,/ Zagrzmiała — jękła żałośnie — i przeszła…/ Wstałem — tańczyły fal różane bryły —/ Słońcu się niebios otwierała droga —/ Słońce! — myślałem, że wstaniesz z mogiły/ Temistoklesa, — jak z mogiły Boga/ Zmartwychwstający anioł blasku, siły …/ Lecz nie — gdzie był tron złoty jego wroga,/ Skąd Kserkses — patrzał na zniszczenia dzieło,/ Wyszło ogromne słońce — i stanęło…/ Wtenczas zacząłem urągać się w duchu/ Grobowi, — co był rzuconym w ciemnoty,/ I morzu, które chodziło w łańcuchu —/ I obróciłem się gdzie stał tron złoty,/ Paląc się w słońca czerwonym wybuchu —/ Bo tak stać musiał, gdy ginęły floty/ I marli za kraj rozpaczni obrońce…/ Kserkses… na tronie tym — ubrany w słońce… [przypis edytorski]

[7]

liman — zatoka u ujścia doliny rzecznej do morza, tu mowa o limanach ukraińskich rzek, wpadających do Morza Czarnego. [przypis edytorski]

[8]

kureń — oddział kozacki. [przypis edytorski]

[9]

sotka (z ukr.) — setka, sto. [przypis edytorski]

[10]

sagan — duży garnek żelazny lub miedziany. [przypis edytorski]

[11]

spisa — rodzaj włóczni; Kozacy używali najczęściej spis krótkich, z ostrymi grotami na obu końcach. [przypis edytorski]

[12]

majdan — środkowa część łuku. [przypis edytorski]

[13]

cieniu — dziś popr. forma D. lp: cienia. [przypis edytorski]

[14]

skwir — głos wydawany przez orły i inne ptaki. [przypis edytorski]

[15]

rzezuń (z ukr. rezun) — siepacz, zabijaka, tu mowa o hajdamakach, uczestnikach buntu chłopskiego. [przypis edytorski]

[16]

Wiśniowiecki, Jeremi Michał herbu Korybut (1612–1651) — książę, dowódca wojsk polskich w walkach z Kozakami; ojciec późniejszego króla polskiego, Michała Korybuta Wiśniowieckiego (1640–1673). [przypis edytorski]

[17]

wykinąć (z ukr.) — wyrzucić. [przypis edytorski]

[18]

janczarka — duża, ciężka strzelba tureckiej piechoty. [przypis edytorski]

[19]

Lach (daw., ukr.) — Polak. [przypis edytorski]

[20]

pałasz — broń biała o długiej, prostej klindze. [przypis edytorski]

[21]

na mohiłu (z ukr.) — na mogiłę. [przypis edytorski]

[22]

Calińskich było stare wino, dawny zabytek szlacheckiego mienia — matka Józefa Sawy Calińskiego była szlachcianką. [przypis edytorski]

[23]

starszyna — tu: starszyzna. [przypis edytorski]

[24]

Sawyna — zdrobnienie od imienia Sawa. [przypis edytorski]

[25]

eglantyna (z fr.) — dzika różyczka. [przypis edytorski]

[26]

incest (z łac.) — nieczystość, kazirodztwo. [przypis edytorski]

[27]

Oresty szalone (z mit. gr.) — nawiązanie do Orestesa, który w zemście za śmierć ojca, Agamemnona, zabił swoją matkę, Klitajmestrę, za co był ścigany przez Erynie, demony sprawiedliwości i zemsty. [przypis edytorski]

[28]

karm (z ukr.) — pokarm, pożywienie. [przypis edytorski]

[29]

upragniony — tu: spragniony. [przypis edytorski]

[30]

opłotek — ogrodzenie, obręb. [przypis edytorski]

[31]

listki — dziś popr. forma N. lm: listkami. [przypis edytorski]

[32]

Pułaski, Józef (1704–1769) — wódz konfederacji barskiej. [przypis edytorski]

[33]

czamara — okrycie wierzchnie o kroju zbliżonym do kontusza. [przypis edytorski]

[34]

Diomed a. Diomedes (mit. gr.) — syn Tezeusza i Dejpyli, król Argos, jeden z najwaleczniejszych bohaterów w wojnie trojańskiej, towarzysz Odyseusza. [przypis edytorski]

[35]

Tankred z Hauteville (1072–1112) — bohater pierwszej wyprawy krzyżowej, jeden z głównych bohaterów poematu heroicznego Jerozolima wyzwolona Torquata Tassa. [przypis edytorski]

[36]

popręg — pas skórzany, zapinany pod końskim brzuchem, służący do zamocowania siodła; różnemi popręgi — dziś popr. forma N. lm: różnymi popręgami. [przypis edytorski]

[37]

pany — dziś popr. forma D. lm: panów. [przypis edytorski]

[38]

Żelaźniak — dalej: Żeleźniak; ukr. Zalizniak, Maksym (ur. ok. 1740 – zm. po 1768), Kozak zaporoski, hetman hajdamaków, przywódca powstania hajdamackiego, sprowokowanego przez Rosjan dla osłabienia konfederacji barskiej, wraz z Iwanem Gontą prowodyr tzw. rzezi humańskiej w 1768 r., w której zginęło ok. 20 tys. osób. [przypis edytorski]

[39]

Potocki, Joachim herbu Pilawa (1700–1764) — magnat, starosta lwowski, poseł, generał-lejtnant wojsk koronnych, jeden z przywódców konfederacji barskiej. [przypis edytorski]

[40]

króla miał wiązać w Warszawie — aluzja do nieudanej próby porwania króla Stanisława Augusta Poniatowskiego przez konfederatów barskich w 1771 r. [przypis edytorski]

[41]

pachły (reg., z ukr.) — dziś popr. forma 3 os. lm cz.przesz.: pachniały. [przypis edytorski]

[42]

smołka — własc. smółka, roślina z rodziny goździkowatych. [przypis edytorski]

[43]

kolany — dziś popr. forma N. lm: kolanami. [przypis edytorski]

[44]

pomoży, Bat'ku (z ukr.) — pomóż, Ojcze. [przypis edytorski]

[45]

kinąć (z ukr.) — rzucić, tu: skierować. [przypis edytorski]

[46]

Dumourier — własc. Charles François Dumouriez (1739–1823), generał francuski, jeden z dowódców konfederacji barskiej. [przypis edytorski]

[47]

Wernyhora — postać z ludowej legendy, wędrowny lirnik kozacki z XVIII wieku, który przepowiadał losy Polski. [przypis edytorski]

[48]

i kożuchy, i karmazyny — i chłopi, i magnaci; i biedni, i bogaci. [przypis edytorski]

[49]

szarafan (daw.) — suknia a. płaszcz. [przypis edytorski]

[50]

ostrokół — ogrodzenie z grubych, zaostrzonych u góry, drewnianych pali. [przypis edytorski]

[51]

pardonować — ułaskawiać, darować komuś życie, oszczędzić kogoś. [przypis edytorski]

[52]

obuch — broń w kształcie zaostrzonego młotka, z wygiętym dziobem, służąca w bitwie do rozbijania zbroi przeciwnika. [przypis edytorski]

[53]

wądół — wąska głęboka dolina. [przypis edytorski]

[54]

maża — kryty wóz używany przez czumaków, tj. ukr. chłopów żyjących z handlu solą i innymi towarami. [przypis edytorski]

[55]

dragan — dragon, żołnierz walczący pieszo, a poruszający się konno; tu: kobieta wysokiego wzrostu, męskiej postawy. [przypis edytorski]

[56]

jagody (daw.) — policzki. [przypis edytorski]

[57]

anemon — zawilec, roślina z rodziny jaskrowatych. [przypis edytorski]

[58]

sotniczka — żona sotnika, dowódcy kozackiego. [przypis edytorski]

[59]

siermięga — odzież wierzchnia z grubego materiału, noszona przez chłopów i ubogą szlachtę. [przypis edytorski]

[60]

mury — dziś popr. forma N. lm: murami. [przypis edytorski]

[61]

rezy pany (z ukr.) — rżnij panów. [przypis edytorski]

[62]

karabela — szabla. [przypis edytorski]

[63]

ślozy (daw.) — łzy. [przypis edytorski]

[64]

ruń — zieleniejąca roślinność; wschodzące zboże. [przypis edytorski]

[65]

krwawnik — zwyczajowa nazwa dwóch czerwonawych minerałów: karneolu (kamienia półszlachetnego, odmiany chalcedonu) i hematytu (tlenku żelaza). [przypis edytorski]

[66]

brusznica — jagoda. [przypis edytorski]

[67]

napawać — tu: poić. [przypis edytorski]

[68]

do Turczech — dziś popr. forma D.: do Turków. [przypis edytorski]

[69]

anielski rząd — miejsce w chórze anielskim. [przypis edytorski]

[70]

czerechy — czereśnie. [przypis edytorski]

[71]

Parki (mit. rzym.) — trzy boginie przędące i przecinające nić ludzkiego losu; w mit. gr. ich odpowiednikami były Mojry, córki Zeusa i Temidy. [przypis edytorski]

[72]

Sawa — Józef Sawa Caliński (1736–1771), syn pułkownika kozackiego, Sawy Czałego, jeden z najwybitniejszych dowódców konfederacji barskiej, ranny pod Szreńskiem, zmarł w rosyjskim więzieniu. [przypis edytorski]

[73]

Korsuń (dziś ukr.: Korsuń-Szewczenkiwskij) — miasto na środkowej Ukrainie nad rzeką Roś, w średniowieczu zamek władców kijowskich, w XVII w. rezydencja Wiśniowieckich, w bitwie pod Korsuniem (1648) Kozacy Chmielnickiego wraz z Tatarami zwyciężyli wojska polskie. [przypis edytorski]

[74]

Potocki, Joachim herbu Pilawa (1700–1764) — magnat, starosta lwowski, poseł, generał-lejtnant wojsk koronnych, jeden z przywódców konfederacji barskiej. [przypis edytorski]

[75]

bursztyn — tu: fajka z bursztynu. [przypis edytorski]

[76]

kołpak — wysoka czapka bez daszka, z futrzanym otokiem. [przypis edytorski]

[77]

Żeleźniak — ukr. Zalizniak, Maksym (ur. ok. 1740 – zm. po 1768), Kozak zaporoski, hetman hajdamaków, przywódca powstania hajdamackiego, sprowokowanego przez Rosjan dla osłabienia konfederacji barskiej, wraz z Iwanem Gontą prowodyr tzw. rzezi humańskiej w 1768 r., w której zginęło ok. 20 tys. osób. [przypis edytorski]

[78]

rozkulbaczyć — rozsiodłać. [przypis edytorski]

[79]

hajdamaka — buntownik, rozbójnik, uczestnik któregoś z powstań chłopskich na Ukrainie w XVIII w. [przypis edytorski]

[80]

Wernyhora — postać z ludowej legendy, wędrowny lirnik kozacki z XVIII wieku, który przepowiadał losy Polski. [przypis edytorski]

[81]

lano ołowie — tj. przygotowywano amunicję, odlewano ołowiane kule. [przypis edytorski]

[82]

Leonidas, co czarną polewkę jadł w Termopilach — Leonidas, król Sparty, dowodził wojskami greckimi w bitwie z Persami w wąwozie Termopile w 480 r. p.n.e. Ogromna armia Kserksesa wygrała bitwę, ale została wstrzymana, co pozwoliło Grekom wycofać się, uratować flotę i na morzu pokonać Persów w bitwie pod Salaminą. Czarna polewka, zupa z krwi zwierzęcej, podawana tradycyjnie niechcianym zalotnikom, tutaj symbolizuje śmierć w bitwie. [przypis edytorski]

[83]

Jak te Mojżesza iskier piramidy, co do ojczyzny wiodły nowej Żydy — po wyjściu z niewoli egipskiej Izraelici z Mojżeszem na czele szli do ziemi obiecanej przez pustynię, po której prowadził ich Bóg pod postacią słupa ognia (zob. Wj 13,21). [przypis edytorski]

[84]

prorok — mowa prawdopodobnie o Andrzeju Towiańskim, mistyku, pod którego wpływem pozostawało środowisko emigracyjne w Paryżu. [przypis edytorski]

[85]

Dziennik narodowy — czasopismo wychodzące na emigracji w latach 1840–1847. [przypis edytorski]

[86]

Monitor — czasopismo urzędowe; tytuł ten nosiła pierwsza polska gazeta, „Monitor Polski” (1765–1785) oraz wydawany w Paryżu od 1789 r. Le Moniteur universel. [przypis edytorski]

[87]

łuczywo — drewno na podpałkę, szczapy. [przypis edytorski]

[88]

oszyldwachować (neol., z niem. Schildwache: żołnierz stojący na warcie, strażnik) — ochronić, obstawić strażnikami. [przypis edytorski]

[89]

Solima — Jerozolima; zaczarowane palmy występują w Jerozolimie wyzwolonej Tassa. [przypis edytorski]

[90]

Mnemozyna (mit. gr.) — bogini pamięci, kochanka Zeusa i matka dziewięciu Muz. [przypis edytorski]

[91]

baraszki — fraszki, żarty. [przypis edytorski]

[92]

czerw (daw.) — larwa, robak. [przypis edytorski]

[93]

wieś do przeżycia — tu: dożywotnia dzierżawa wsi. [przypis edytorski]

[94]

książę Karol — Karol Stanisław Radziwiłł herbu Trąby, zwany „Panie Kochanku” (1734–1790), wojewoda wileński, starosta lwowski, miecznik wielki litewski, jeden z najbogatszych arystokratów ówczesnej Europy. [przypis edytorski]

[95]

Waka — wieś tatarska niedaleko od Wilna. [przypis edytorski]

[96]

mołła właśc. mułła (tur.) — mistrz, świątobliwy, sędzia; tytuł nadawany duchownym muzułmańskim. [przypis edytorski]

[97]

Są to od dawna zagnieżdżone ptaki w Litwie — Tatarzy osiedlali się na Litwie od XIV w., kiedy to chan krymski Tochtamysz schronił się przed przeciwnikami politycznymi u kniazia litewskiego Witolda. [przypis edytorski]

[98]

osełek — osełka, kamień do ostrzenia narzędzi. [przypis edytorski]

[99]

Kipczak — tu: ziemie zajmowane przez Kipczaków (a. Połowców), lud pochodzenia ałtajskiego, spokrewniony z Turkami, koczujący początkowo na stepach Kazachstanu; wschodnich sąsiadów Słowian w średniowieczu. [przypis edytorski]

[100]

Eol (mit. gr.) — bóg wiatru. [przypis edytorski]

[101]

eblis (ar., mit. muzułmańska) — diabeł, szatan, zły duch. [przypis edytorski]

[102]

jarzęce — płonące (por. jarzyć się). [przypis edytorski]

[103]

Radzwiłła — forma skrócona, użyta dla zachowania rytmu. [przypis edytorski]

[104]

Żukowski, Wasilij Andriejewicz (1783–1852) — rosyjski poeta i pisarz, tłumacz dzieł literackich. [przypis edytorski]

[105]

skwierne miasso (z ros.) — nieświeże mięso. [przypis edytorski]

[106]

Puszkin, Aleksandr Siergiejewicz (1799–1837) — rosyjski poeta, dramaturg i prozaik, najwybitniejszy przedstawiciel romantyzmu rosyjskiego. [przypis edytorski]

[107]

Sękowski, Józef (1800–1858) — polski egiptolog, poeta, profesor uniwersytetu w Petersburgu, carski cenzor. [przypis edytorski]

[108]

Lermentów — własc. Michaił Juriewicz Lermontow (1814–1841), rosyjski pisarz romantyczny; w 1837 r. za wiersz o Puszkinie Śmierć poety został zesłany na Kaukaz, po roku powrócił do Petersburga, w 1840 r. za pojedynek z synem francuskiego ambasadora znów został zesłany, zginął w pojedynku zaaranżowanym przez carską policję. [przypis edytorski]

[109]

parość (daw.) — pęd, gałązka. [przypis edytorski]

[110]

Minos (mit. gr.) — wielki władca Krety, mecenas sztuki, wspierał genialnego konstruktora Dedala, ale nie zezwalał mu na opuszczenie wyspy. Dedal skonstruował skrzydła, na których uciekł do Aten, ale podczas lotu stracił syna, Ikara. [przypis edytorski]

[111]

Kukulnik — własc. Nestor Wasiliewicz Kukolnik (1812–1868), rosyjski poeta i powieściopisarz. [przypis edytorski]

[112]

karaulnik (z ros.) — wartownik, stróż. [przypis edytorski]

[113]

kibitka — wóz na kołach lub płozach, używany w Rosji w gospodarstwie, a także do przewozu więźniów. [przypis edytorski]

[114]

budnik — drwal, człowiek zajmujący się wyrębem lasu, mieszkający w budzie, tj. kurnej chacie, ziemiance. [przypis edytorski]

[115]

Janin, Jules (1804–1874) — francuski krytyk i powieściopisarz; pisywał słynne felietony w ”Journal des Débats”, piśmie wychodzącym w Paryżu. [przypis edytorski]

[116]

Benckendorff, Alexander von (1782–1844) — dowódca carskiej żandarmerii, organizator tajnej policji; Benkendorf-Reviev — tak ironicznie nazywa Słowacki raporty i donosy, na podstawie których skazywano poetów rosyjskich. [przypis edytorski]

[117]

Chiwa — miasto nad rzeką Amu-Darią w Azji Środkowej, dziś na terenie Uzbekistanu, ok. 500 km na wschód od brzegów Morza Kaspijskiego, w latach 1515–1920 stolica państwa, zwanego Chanatem Chiwy, i bogaty ośrodek handlowy; Rosjanie starali się je sobie podporządkować, co udało im się w 1873 r. [przypis edytorski]

[118]

furieryzm — odmiana socjalizmu utopijnego, którego program sformułował Charles Fourier (1772–1837). [przypis edytorski]

[119]

knut — bat, narzędzie chłosty używane w carskiej Rosji. [przypis edytorski]

[120]

dromla — drumla, prosty instrument muzyczny, pochodzący z Azji, na którym gra się, szarpiąc blaszkę trzymaną w ustach, w strumieniu wydychanego powietrza. [przypis edytorski]

[121]

Hanka, Vaclav (1791–1861) — czeski literat, językoznawca i pedagog akademicki, historyk i działacz narodowy, a także propagator carskiego panslawizmu. [przypis edytorski]

[122]

hermafrodyta (gr.) — obojnak, organizm dwupłciowy. [przypis edytorski]

[123]

Hermafrodyty, Słowiano-Polacy — tak Słowacki nazywa polskich zwolenników panslawizmu, ideologii wyzwolenia i zjednoczenia Słowian, powstałej w Czechach i przejętej przez propagandę carską jako przykrywka dla rusyfikacji. [przypis edytorski]

[124]

В перед (ros., wym.: w pieriod) — naprzód. [przypis edytorski]

[125]

Parka Kloto (mit. gr. i rzym.) — jedna z trzech bogiń losu, zwana Prządką, faktycznie zajmowała się snuciem nici życia ludzkiego, a nie jej przecinaniem, które stanowiło zadanie jej siostry Atropos. [przypis edytorski]

[126]

nahaj — bat, narzędzie chłosty używane w carskiej Rosji. [przypis edytorski]

[127]

Dońce — dziś popr. forma M. lm: Dońcy; Kozacy znad Donu, w XVIII i XIX w. żołnierze na służbie rosyjskiej; oddziały kozackie były używane m.in. do pacyfikowania demonstracji patriotycznych w Warszawie w XIX w. [przypis edytorski]

[128]

liściami — dziś popr. forma N. lm: liśćmi. [przypis edytorski]

[129]

Niemiec — Czesi w XIX w. pozostawali pod silnym wpływem kultury niemieckiej; jest to także nawiązanie do etymologii polskiej nazwy Niemców: ludzi „niemych”, tj. nie mówiących zrozumiałym, słowiańskim językiem. [przypis edytorski]

[130]

lewada (daw., reg.) — polana, łąka okolona drzewami, ogród. [przypis edytorski]

[131]

Barszczanie — konfederaci barscy. [przypis edytorski]

[132]

ognisty proroku Boga, śród twoich wielbłądów klęczących — mowa o Mahomecie (ok. 571–632), twórcy i proroku islamu, w młodości pasterzu wielbłądów. [przypis edytorski]

[133]

par — tu: opar. [przypis edytorski]

[134]

półmiesiąc — półksiężyc, symbol islamu. [przypis edytorski]

[135]

odaliska (z tur.) — biała niewolnica a. konkubina w haremie sułtana tureckiego. [przypis edytorski]

[136]

zadrzymie (daw., reg.) — dziś popr.: zadrzemie. [przypis edytorski]

[137]

Twoje mi śmiercią już blade oblicze umarłych moich ojców przypomniało — Słowacki przewiduje upadek kultury muzułmańskiej i porównuje go do rozbiorów Polski. [przypis edytorski]

[138]

Salahedyn a. Saladyn (ok. 1138–1193) — sułtan Egiptu i Syrii, prowadził walki z krzyżowcami, opisane przez Tassa w Jerozolimie wyzwolonej; Salahedyni — jego potomkowie lub naśladowcy. [przypis edytorski]

[139]

kulbaka — wysokie siodło. [przypis edytorski]

[140]

płomyk… gasi olbrzymi król lodu i gaśnie państwo białego księżyca — północny władca to car, a państwo białego księżyca to Turcja, mowa o kryzysie państwa tureckiego i wojnach rosyjsko-tureckich. [przypis edytorski]

[141]

gór, co mają wszystkie kształt sonetów — nawiązanie do Sonetów krymskich Mickiewicza. [przypis edytorski]

[142]

hymen (z gr.) — wesele. [przypis edytorski]

[143]

akord (z fr.) — tu: zgoda. [przypis edytorski]

[144]

Tak mówi Dziennik Narodowy; przeczę! Ostrzegam wszystkich was, że jest dziewicą! — mowa o „dziewictwie Muzy”, tj. o oryginalności Beniowskiego, któremu w czasopiśmie „Dziennik Narodowy” zarzucano, że jest plagiatem Don Juana Byrona. [przypis edytorski]

[145]

usque ad mortem (łac.) — aż do śmierci. [przypis edytorski]

[146]

kirielejson kirie (z gr.) — Panie, zmiłuj się. [przypis edytorski]

[147]

Walkirie (mit. skand.) — córki boga Odyna, dziewice-wojowniczki, uzbrojone, dosiadające skrzydlatych koni lub wilków, były wysłanniczkami ojca i wychodziły na spotkanie wojownikom, ginącym bohatersko w bitwach. [przypis edytorski]

[148]

drop — ptak z rodziny żurawiowych, najcięższy ptak latający na świecie, gatunek ginący, w Polsce objęty ścisłą ochroną. [przypis edytorski]

[149]

liman — zatoka u ujścia doliny rzecznej do morza. [przypis edytorski]

[150]

bodiak (ukr.) — oset. [przypis edytorski]

[151]

połos — połoz, wąż. [przypis edytorski]

[152]

Ariost — własc. Ariosto, Ludovico Giovanni (1474–1533), włoski poeta renesansowy, autor poematu rycerskiego Orland szalony. [przypis edytorski]

[153]

trzy-buńczuczny — piastujący trzy godności wojskowe; buńczuk — drzewce zakończone kulą lub grotem, ozdobione końskim włosiem, symbol władzy wojskowej. [przypis edytorski]

[154]

rogal (pot.) — rogacz, oszukany mąż. [przypis edytorski]

[155]

Trentowski, Bronisław (1808–1869) — filozof, twórca m.in. prac Chowanna, czyli system pedagogiki narodow… i Wizerunek duszy moralnej przez Ojczyźniaka; autor terminu „cybernetyka”. [przypis edytorski]

[156]

chan a. chana — karawanseraj, zajazd (w krajach muzułmańskich). [przypis edytorski]

[157]

moskito — meczet. [przypis edytorski]

[158]

Hunowie — plemię azjatyckich koczowników, którzy najechali Europę w IV-V w., powodując wędrówkę ludów i przyczyniając się do rozpadu Cesarstwa Rzymskiego. [przypis edytorski]

[159]

Wróćcie nam, groby, husarze skrzydlate — sens: Groby, oddajcie nam skrzydlatych husarzy. [przypis edytorski]

[160]

truna (daw.) — trumna. [przypis edytorski]

[161]

Attyla (406–453) — wódz Hunów, który walczył z Rzymianami. Jego imperium, sięgające prawdopodobnie od Morza Kaspijskiego po Ren (tj. od zach. Kazachstanu po Niemcy), rozpadło się po jego śmierci. [przypis edytorski]

[162]

Sarpedon (mit. gr.) — wódz Licyjczyków w wojnie trojańskiej; zginął z rąk Patroklosa. [przypis edytorski]

[163]

kirys — część zbroi płytowej, obejmująca napierśnik i naplecznik. [przypis edytorski]

[164]

Gofred i Baldwin — rycerze wypraw krzyżowych, opisani w Jerozolimie wyzwolonej. [przypis edytorski]

[165]

Pelida — syn Peleusa, tj. Achilles. [przypis edytorski]

[166]

Wąż Laokoński (mit. gr.) — Laokoon, kapłan Apollina w Troi, rzucił włócznią w konia trojańskiego, aby pokazać rodakom, że koń jest pusty w środku. Z morza wyszły wielkie węże, które zabiły Laokoona i jego synów. Była to kara za złamanie przez Laokoona celibatu, ale Trojańczycy odczytali to jako wolę bogów i wprowadzili drewnianego konia do miasta, co stało się przyczyną ich klęski. [przypis edytorski]

[167]

Kierim Giraj a. Krym Girej (1699–1769) — chan tatarski, panował w latach 1758–1764 i 1768–1769, sojusznik konfederatów barskich, przeciwnik Rosji i Stanisława Augusta Poniatowskiego. Za jego panowania doszło do ostatniego wielkiego najazdu Tatarów na Ukrainę polską i rosyjską. Ostatni wielki i wybitny wódz oraz wojownik tatarski. [przypis edytorski]

[168]

żurawiów — dziś popr. forma D. lm: żurawi. [przypis edytorski]

[169]

Bakczysaraj — Bachczysaraj, miasto na Krymie, stolica Chanatu Krymskiego; od morza dzieli je prawie 30 km. [przypis edytorski]

[170]

w Polszcze (daw.) — w Polsce. [przypis edytorski]

[171]

harfa Eola — harfa eolska, instrument muzyczny, z którego strun dźwięki wydobywa wiatr; Eol (mit.gr.) — bóg wiatrów. [przypis edytorski]

[172]

nad wiedźmy temi — dziś popr. forma N. lm: nad wiedźmami tymi. [przypis edytorski]

[173]

Cylijczyk lub Natolak — mieszkaniec Cylicji lub Anatolii, krain na terenie Turcji. [przypis edytorski]

[174]

Medea (mit. gr.) — królewna Kolchidy, czarodziejka i dzieciobójczyni. [przypis edytorski]

[175]

Cyrce a. Kirke (mit. gr.) — czarodziejka, która uwięziła Odyseusza na swojej wyspie, a jego towarzyszy zamieniła w świnie. [przypis edytorski]

[176]

Panin, Nikita Iwanowicz (1718–1783) — polityk rosyjski, bliski współpracownik Katarzyny II, minister spraw zagranicznych Rosji w latach 1764–1780. [przypis edytorski]

[177]

hajdamaka — buntownik, rozbójnik, uczestnik któregoś z powstań chłopskich na Ukrainie w XVIII w. [przypis edytorski]

[178]

popowi — dziś popr. forma C. lp: popu. [przypis edytorski]

[179]

nietoperzów — dziś popr. forma D. lm: nietoperzy. [przypis edytorski]

[180]

kołupać (daw., reg.) — łupać, stukać. [przypis edytorski]

[181]

Acanna (daw.) — panna. [przypis edytorski]

[182]

rzezaniec — kastrat, nadzorca haremu. [przypis edytorski]

[183]

oczów — dziś popr. forma D. lm: oczu. [przypis edytorski]

[184]

Mefistofel — Mefistofeles, książę piekieł, diabeł. [przypis edytorski]

[185]

Klorynda — bohaterka poematu Torquata Tassa Jerozolima wyzwolona, dzielna wojowniczka muzułmańska, nazywana tu amazonką ze względu na wojowniczość. [przypis edytorski]

[186]

kitajka (daw.) — tkanina, chustka. [przypis edytorski]

[187]

Pallada (mit. gr.) — Atena, bogini mądrości, sztuki i wojny sprawiedliwej, przedstawiana w hełmie i z oszczepem. [przypis edytorski]

[188]

Izabej — Jean-Baptiste Isabey (1767–1855) i Eugène Isabey (1804–1886), ojciec i syn, francuscy malarze, portreciści i miniaturzyści. [przypis edytorski]

[189]

uszów — dziś popr. forma D. lm: uszu. [przypis edytorski]

[190]

kartelusz (z fr.) — liścik, bilecik. [przypis edytorski]

[191]

leksze — dziś popr.: lżejsze. [przypis edytorski]

[192]

aerolit — meteoryt. [przypis edytorski]

[193]

de raptu puellae (łac.) — o porwanie dziewicy. [przypis edytorski]

[194]

giaur — tak pogard. nazywali innowierców muzułmanie. [przypis edytorski]

[195]

korabl (z ros.) — korab, okręt. [przypis edytorski]

[196]

ambasada — tu: poselstwo, misja. [przypis edytorski]

[197]

kary — czarny. [przypis edytorski]

[198]

buńczuk — symbol władzy wojskowej, drzewce, ozdobione końskim włosiem. [przypis edytorski]

[199]

Pluton (mit. rzym.) — bóg świata umarłych, odpowiednik Hadesa w mit. gr. [przypis edytorski]

[200]

Charon (mit. gr.) — sługa Hadesa-Plutona, przewoził dusze zmarłych przez podziemną rzekę Styks do krainy umarłych. Starożytni Grecy kładli swoim zmarłym na języku obol, drobną monetę, jako zapłatę dla Charona. [przypis edytorski]

[201]

Bohdan — Józef Bohdan Zaleski (1802–1886), poeta romantyczny z tzw. szkoły ukraińskiej. M. Mochnacki nazywał jego styl „brylantowym”. [przypis edytorski]

[202]

miesiąc (daw.) — księżyc. [przypis edytorski]

[203]

obskurantyzm — ciemnota, zacofanie; tu: zasłanianie twarzy. [przypis edytorski]

[204]

epopeją — dziś popr. forma B. lp: epopeję. [przypis edytorski]

[205]

kazka (ukr.) — baśń, bajka. [przypis edytorski]

[206]

Rafaela loże — malowidła ścienne Rafaela w Watykanie. [przypis edytorski]

[207]

Grachowie — własc. Grakchowie, znany ród rzymski. [przypis edytorski]

[208]

Carbonari (z wł.) — Karbonariusze, tajne stowarzyszenie rewolucyjne, założone we Włoszech na początku XIX wieku. [przypis edytorski]

[209]

la gente d' inferno (wł.) — lud z piekła. [przypis edytorski]

[210]

Alaryk (376–412) — wódz Wizygotów; pierwszy, który zdobył Rzym. [przypis edytorski]

[211]

miserere (łac.) — zmiłuj się. [przypis edytorski]

[212]

et de profundis (łac.) — i z głębin. [przypis edytorski]

[213]

piecza — staranie, troskliwość. [przypis edytorski]

[214]

krzyżów — dziś popr. forma D. lm: krzyży. [przypis edytorski]

[215]

Pelejady — własc. Plejady, w mit. gr. nimfy, córki tytana Atlasa, zamienione w grupę gwiazd w gwiazdozbiorze Byka. [przypis edytorski]

[216]

półostrów — półwysep. [przypis edytorski]

[217]

dywan (tur.) — zgromadzenie doradców władcy muzułmańskiego. [przypis edytorski]

[218]

szkaplerz — dwa połączone ze sobą kawałki materiału z wizerunkiem Jezusa i (lub) Matki Boskiej, poświęcone, noszone na szyi, na piersiach. [przypis edytorski]

[219]

miasto (daw.) — tu: zamiast. [przypis edytorski]

[220]

arabesków — dziś popr. forma D. lm: arabesek. [przypis edytorski]

[221]

książę Karol — Karol Stanisław Radziwiłł herbu Trąby, zwany „Panie Kochanku” (1734–1790), wojewoda wileński, starosta lwowski, miecznik wielki litewski, jeden z najbogatszych arystokratów ówczesnej Europy. [przypis edytorski]

[222]

skrybent — skryba, pisarczyk. [przypis edytorski]

[223]

respons (z łac.) — odpowiedź. [przypis edytorski]

[224]

pilaw — potrawa wschodnia z ryżu i z tłustej baraniny. [przypis edytorski]

[225]

słowy prędkiemi — dziś popr. forma N. lm: słowami prędkimi. [przypis edytorski]

[226]

galiun — jedna z nazw fajki wodnej. [przypis edytorski]

[227]

mufti — muzułmański znawca prawa i teolog. [przypis edytorski]

[228]

giaur — tak pogard. nazywali innowierców muzułmanie. [przypis edytorski]

[229]

Lach (daw., ukr.) — Polak. [przypis edytorski]

[230]

lulka (z ukr.) — fajka. [przypis edytorski]

[231]

rzezaniec — kastrat. [przypis edytorski]

[232]

pohaniec (daw.) — poganin a. muzułmanin. [przypis edytorski]

[233]

hołysz (z ukr.) — golec, nędzarz. [przypis edytorski]

[234]

szysze — szisza, fajka wodna. [przypis edytorski]

[235]

zachwycić — tu: chwycić, zaczerpnąć. [przypis edytorski]

[236]

Czatyrdach — własc. Czatyr-Dag, masyw górski na Krymie, ok. 35 km na wschód od Bachczysaraju. [przypis edytorski]

[237]

zrennica (daw.) — źrenica. [przypis edytorski]

[238]

Danae (mit. gr.) — królewna z Argos, uwięziona przez ojca, bo według przepowiedni jej syn miał zabić swojego dziadka. Jednak za sprawą Zeusa, który przybrał postać złotego deszczu, Danae została matką herosa Perseusza. Król zamknął więc córkę i wnuka w skrzyni i wrzucił do morza. Uratowani, żyli na wyspie Serifos. Po latach Perseusz zabił króla Argos przypadkiem podczas igrzysk. [przypis edytorski]

[239]

Euksyn — łac. Pontus Euxinus, Morze Czarne. [przypis edytorski]

[240]

wigilia (z łac.) — czuwanie. [przypis edytorski]

[241]

odprawować (daw.) — odprawiać. [przypis edytorski]

[242]

kaganiec — tu: kaganek, lampka oliwna. [przypis edytorski]

[243]

Poczajów — miasto w zach. części Ukrainy, słynące ze wspaniałego klasztoru prawosławnego z cudowną ikoną Matki Boskiej. [przypis edytorski]

[244]

parę niedoszłego płodu — dwoje małych dzieci. [przypis edytorski]

[245]

zadana turecką szablą na twarzy obraza — mowa o cięciach widocznych na obrazie Matki Boskiej Częstochowskiej. [przypis edytorski]

[246]

Egida (mit. gr.) — tarcza Zeusa, używana także przez jego córkę Atenę-Minerwę, która przytwierdziła na tarczy głowę pokonanej przez Perseusza Gorgony Meduzy o zabójczym wzroku. [przypis edytorski]

[247]

Minerwa (mit. rzym.) — bogini mądrości, wojny sprawiedliwej i sztuk, odpowiednik gr. Ateny. [przypis edytorski]

[248]

dyscyplina — krótki bicz, narzędzie kary lub pokuty. [przypis edytorski]

[249]

berberys — krzew o drobnych czerwonych owocach. [przypis edytorski]

[250]

Gehenna — dolina pod Jerozolimą, w starożytności wysypisko śmieci i miejsce pochówku przestępców; symbolicznie: miejsce potępienia, piekło. [przypis edytorski]

[251]

Bar — miasto i twierdza w środkowo-zach. części Ukrainy, położone nad rzeką Rów, ok. 60 km na płd. zachód od Winnicy. [przypis edytorski]

[252]

ut videbitis (łac) — jak zobaczycie. [przypis edytorski]

[253]

marabut — przywódca duchowy w islamie, uważany za świętego o nadprzyrodzonych zdolnościach. [przypis edytorski]

[254]

szech — muzułmański święty. [przypis edytorski]

[255]

wróblów — dziś popr. forma D. lm: wróbli. [przypis edytorski]

[256]

wniście (daw.) — wejście. [przypis edytorski]

[257]

rumatyzm — reumatyzm, tu: paraliż. [przypis edytorski]

[258]

wiedmy (z ukr.) — wiedźmy. [przypis edytorski]

[259]

hrymnąć (z ukr.) — upaść, przewrócić się. [przypis edytorski]

[260]

Korydon — postać występująca w Bukolikach Wergiliusza, idylliczny pasterz. [przypis edytorski]

[261]

trefunek (daw.) — traf, zbieg okoliczności. [przypis edytorski]

[262]

Musiały pływać po wierzchu jak korki te czarownice, pławione na wodzie — nawiązanie do próby wody, której poddawano kobiety podejrzane o czary. Te, które nie tonęły, uznawano za czarownice. [przypis edytorski]

[263]

odeszle — dziś popr. forma: odeśle. [przypis edytorski]

[264]

Psyche (mit. gr.) — piękna kochanka Erosa, boga miłości, który odwiedzał ją co noc pod osłoną ciemności, ale zabraniał jej na siebie patrzeć. Psyche wiedziona ciekawością zapaliła świecę, bóg obudził się i zagniewany jej nieposłuszeństwem odleciał. Psyche wytrwale szukała ukochanego po całym świecie, wreszcie bogowie uczynili ją nieśmiertelną i żoną Erosa. [przypis edytorski]

[265]

Sorrento — popularna już w XIX w. miejscowość turystyczna w płd. Włoszech nad Morzem Śródziemnym, niedaleko Neapolu, miejsce urodzenia Torquata Tassa (1544–1595), wł. poety, autora poematu Jerozolima wyzwolona. [przypis edytorski]

[266]

połos — połoz, duży wąż. [przypis edytorski]

[267]

z letka (reg.) — z lekka. [przypis edytorski]

[268]

ramazanowy — ramadanowy, związany ze świętem kończącym Ramadan, miesiąc postu w kulturze muzułmańskiej. [przypis edytorski]

[269]

robront (z fr.) — szeroka, sztywna suknia kobieca. [przypis edytorski]

[270]

parafią — dziś popr. forma B. lp: parafię. [przypis edytorski]

[271]

jaszczurnik — tu: gniazdo jaszczurek. [przypis edytorski]

[272]

ratafia — rodzaj słodkiego likieru. [przypis edytorski]

[273]

Ariosto, Ludovico Giovanni (1474–1533) — włoski poeta renesansowy, autor poematu rycerskiego Orland szalony. [przypis edytorski]

[274]

Dant — własc. Dante Alighieri (1265–1321), poeta włoski, autor Boskiej Komedii. [przypis edytorski]

[275]

drużbart, ćwik — gry karciane, popularne w XVIII w. [przypis edytorski]

[276]

Torkwato — własc. Torquato Tasso (1544–1595), wybitny poeta włoskiego renesansu, autor poematu rycerskiego Jerozolima wyzwolona. [przypis edytorski]

[277]

harmonia szklana — dziś: harmonika szklana, instrument muzyczny o bardzo czystym, przenikliwym dźwięku, popularny w XIX w.; gra się na nim, pocierając wilgotnymi palcami obracające się szklane dyski. [przypis edytorski]

[278]

kanał Orfano — kanał znajdujący się w Wenecji, w płn. Włoszech; nazwą (dosł. Kanał Sierocy) wpisuje się w nastrój strofy. [przypis edytorski]

[279]

w ciemnym szpitalu — Torquato Tasso cierpiał na zaburzenia psychiczne i spędził 7 lat w szpitalu dla obłąkanych w Ferrarze. [przypis edytorski]

[280]

ministry — dziś popr. forma M. lm: ministrowie. [przypis edytorski]

[281]

almeja — tancerka na Wschodzie. [przypis edytorski]

[282]

tańcu — dziś popr. forma D. lp: tańca. [przypis edytorski]

[283]

płeć (daw.) — tu: skóra, cera, karnacja. [przypis edytorski]

[284]

chiryja — moneta. [przypis edytorski]

[285]

rogoża — trzcina; tu: plecionka. [przypis edytorski]

[286]

drabant — polski taniec z XVII w., połączenie poloneza i mazura. [przypis edytorski]

[287]

turbator choru — śpiewak, przerywający pieśń chóru uroczystymi okrzykami. [przypis edytorski]

[288]

Orfeusz (mit. gr.) — genialny śpiewak i poeta, jego muzyka miała wzruszać nawet zwierzęta i uspokajać wzburzone morze. [przypis edytorski]

[289]

Liszt, Ferenc (1811–1886) — kompozytor i pianista węgierski epoki romantyzmu. Stworzył nowy gatunek muzyczny: poemat symfoniczny. [przypis edytorski]

[290]

Paganini, Niccolo (1782–1840) — wirtuoz skrzypiec, popisywał się grą skomplikowanych utworów na pojedynczej strunie. [przypis edytorski]

[291]

rulada — szybki pasaż w muzyce wokalnej. [przypis edytorski]

[292]

Europa (…) rusza się na głos lutni, na kształt skały — nawiązanie do mitów, według których muzyka Orfeusza poruszała nawet głazy. [przypis edytorski]

[293]

Po bizantyńsku swoje ciało kruszy — tj. gnie się w ukłonach. [przypis edytorski]

[294]

o patria (łac.) — ojczyzno. [przypis edytorski]

[295]

karbonar (z wł.) — karbonariusz, członek tajnego stowarzyszenia rewolucyjnrgo, założone we Włoszech na początku XIX wieku. [przypis edytorski]

[296]

notturno (wł.) — nokturn, nastrojowa instrumentalna forma muzyczna. [przypis edytorski]

[297]

alla polacca (wł.) — po polsku, na sposób polski. [przypis edytorski]

[298]

przesuć — przesypać. [przypis edytorski]

[299]

beryl — drogi kamień koloru wody morskiej. [przypis edytorski]

[300]

lulka (z ukr.) — fajka. [przypis edytorski]

[301]

paszalik a. pachalik — tur. jednostka administracyjna, prowincja rządzona przez jednego paszę; tu: zgromadzenie dostojników. [przypis edytorski]

[302]

jatagan — broń sieczna średniej długości, bez jelca, o podwójnie zakrzywionym ostrzu. [przypis edytorski]

[303]

Kassi ruskiej — mowa o Katarzynie II, carycy rosyjskiej. [przypis edytorski]

[304]

kozaczek — kazaczok, ukr. i ros. taniec ludowy, bardzo żywy i stopniowo przyspieszający. [przypis edytorski]

[305]

torban właśc. teorban — instrument muzyczny podobny do lutni; popularny na Ukrainie. [przypis edytorski]

[306]

prysiudy — przysiady, figura taneczna w tańcach ruskich. [przypis edytorski]

[307]

derwisz — wędrowny mnich muzułmański. [przypis edytorski]

[308]

peryferium (z łac.) — obrót koła. [przypis edytorski]

[309]

giaur — tak pogard. nazywali innowierców muzułmanie. [przypis edytorski]

[310]

dymisji, łysi, wisi — Słowacki, pochodzący z Kresów, wymawiał głoskę ś półmiękko, jak Ukraińcy i Rosjanie, dlatego te wyrazy w jego ustach się rymowały. [przypis edytorski]

[311]

zdać się — poddać się. [przypis edytorski]

[312]

oczów — dziś popr. forma D. lm: oczu. [przypis edytorski]

[313]

damasceńska szabla — szabla ze stali produkowanej w Damaszku w Syrii. Ta bardzo ceniona stal była wytwarzana od X do XVI w., potem technologia została zapomniana. [przypis edytorski]

[314]

janczarowie — piechota turecka a. tatarska. [przypis edytorski]

[315]

wehmiczny (z niem. Wehmut: smutek, melancholia) — melancholijny. [przypis edytorski]

[316]

Hektor — bohater Iliady, syn króla Troi, dzielny wojownik, zabił go Achilles w odwecie za śmierć swojego przyjaciela Patroklosa. [przypis edytorski]

[317]

Herkulanum — jedno z miast pogrzebanych pod popiołami w czasie wybuchu Wezuwiusza w 79 r. Prace wykopaliskowe prowadzono tam już w XVIII w., a odsłonięte motywy zdobnicze miały wpływ na rozwój nurtu klasycystycznego w sztuce europejskiej. [przypis edytorski]

[318]

Lach (daw., ukr.) — Polak. [przypis edytorski]

[319]

partią — dziś popr. forma B. lp: partię. [przypis edytorski]

[320]

grafini — hrabina. [przypis edytorski]

[321]

koryfant a. koryfeusz — przewodnik chóru w tragedii greckiej; tu: wodzirej. [przypis edytorski]

[322]

obskurant (łac.) — człowiek mający wsteczne poglądy. [przypis edytorski]

[323]

comte (fr.) — książę. [przypis edytorski]

[324]

Aryjadna (mit. gr.) — Ariadna, królewna kreteńska, która pomogła Tezeuszowi wydostać się z labiryntu po zabiciu Minotaura; tu nawiązanie do pomocy przy wyjściu z grobowca, jakiej udzieliła Beniowskiemu panna Gruszczyńska. [przypis edytorski]

[325]

szarza — szarość. [przypis edytorski]

[326]

dywdyk a. tyftyk — bogata tkanina turecka. [przypis edytorski]

[327]

Lepaż — Jean Lepage (1779–1822), słynny rusznikarz z Paryża. [przypis edytorski]

[328]

na ścienie — dziś: na ścianie. [przypis edytorski]

[329]

rodnik — rodowód. [przypis edytorski]

[330]

kulbaka — wysokie siodło. [przypis edytorski]

[331]

białemi skrzydły — dziś popr. forma N. lm: białymi skrzydłami. [przypis edytorski]

[332]

eheu (łac.) — niestety. [przypis edytorski]

[333]

dwa sotka — dwie setki. [przypis edytorski]

[334]

Chazarowie — lud koczowniczy pochodzenia tureckiego, żyjący w średniowieczu z pasterstwa i wypraw łupieskich na terenach Kaukazu i Krymu. [przypis edytorski]

[335]

Hunowie — plemię azjatyckich koczowników, którzy najechali Europę w IV–V w., powodując wędrówkę ludów i przyczyniając się do rozpadu Cesarstwa Rzymskiego. [przypis edytorski]

[336]

zdechliną ich karm wszystkich, lecz nie świnią — Tatarom, jak i innym muzułmanom, religia zabrania spożywania wieprzowiny. [przypis edytorski]

[337]

maża — kryty wóz używany przez czumaków, tj. ukr. chłopów żyjących z handlu solą i innymi towarami. [przypis edytorski]

[338]

wtwarzyć się (neol.) — wsunąć twarz, zajrzeć. [przypis edytorski]

[339]

garełko (z ukr.) — gardziołko. [przypis edytorski]

[340]

surma — trąba. [przypis edytorski]

[341]

Abdel-Kader — Abd al-Kader (1808–1883), emir arabski, przywódca walk plemion Algierii z kolonizacją francuską; tu przen.: wojownik. [przypis edytorski]

[342]

Waka — wieś tatarska niedaleko od Wilna. [przypis edytorski]

[343]

dwurożce — mowa o półksiężycach, symbolu wiary muzułmańskiej. [przypis edytorski]

[344]

Pieśń XI — w późniejszych wydaniach obowiązuje inna numeracja. Części I niniejszej pieśni odpowiada w dzisiejszej numeracji [Pieśń VI]; części II odpowiada [Pieśń XII (?)]; część III stanowi kombinację strof od 7-ej do 15-ej i od 2-ej do 6-ej fragmentu publikowanego później jako Odmienne opracowanie historii Wernyhory; część IV stanowi kombinację strof 1-ej, 16-ej i 17-ej z fragmentu Odmienne opracowanie historii Wernyhory; części V, VI i VII stanowią kolejne fragmenty [Pieśni XIII (?)]; części VIII odpowiada [Pieśń XIV (?)]. [przypis edytorski]

[345]

Pieśń XI, część I — w nowszych wydaniach z tą częścią, noszącą tam numer Pieśń VI, łączą się Fragmenty o księdzu Marku: Tymczasem Anioł przyszedł cały złoty/ Do księdza Marka celi, i rzekł: „Księże,/ Zaprzestań twojej z Lachami roboty,/ Bo ich mysl — myśli Boskiej me dosięże./ Są małe duchy — do ziemskiej roboty/ Skazane, które pierwej były węże/ I wiele jadu przetrawiły w sobie,/ A teraz — dają go… na kraju grobie./ Więc weź twój kostur… i szukaj… a prawie/ Obaczysz… kto jest z nich silniejszy w duchu:/ Nie ci, co chodzą jak tęczowe pawie,/ Pas odsłaniając dumy w każdym ruchu,/ Ale ci, którzy w żebraków postawie…/ Imieniem swoim nie trącili słuchu/ I są jak dzieci… zasłużeni wielce/ Myślami Pannie Boskiej Rodzicielce./ Tych dostań… i tych, którzy pokutują/ Za dawne grzechy… a są teraz w ciele,/ Których — tu inni obmowami trują —/ Takich po wioskach znajdziesz bardzo wiele./ Niech tylko w sobie ojczyznę poczują,/ Ze wszystkich onych będą zbawiciele”./ . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ./ . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ./ Tymczasem się ksiądz Marek w czarnym dębie/ Do snu położył… i spał jak zabity…/ I dąb się w próchna wystroił błękity,/ I noc spokojna była — lecz gołębie/ Duchy latały wkoło… jak na zrębie/ Starej kaplicy… zawichrzone wrony,/ I tak śpiewały: „O, błogosławiony!/ W tobie myśl Boża teraz się poczyna,/ Śpij w imię Ojca i Ducha i Syna!/ Co widzisz, prawdą jest… Oto na niebie/ Walkę… i duchów wielkie zamieszanie./ Śpij… boś skazany na ukrzyżowanie/ I wielkie dzieła — dzieją się przez ciebie./ Ty na ojczyzny ostatnim pogrzebie/ Będziesz święconą wodą trumnę zlewał,/ Ty Anioł Pański będziesz smutnie śpiewał./ Potem od Ciebie śpiew raz podniesiony,/ Coraz wyższemi będzie płakać tony”. [przypis edytorski]

[346]

bat'ko pane (z ukr.) — ojcze panie. [przypis edytorski]

[347]

ja już idu spaty, kto inszyj tobi bude, pane, hraty (z ukr.) — ja już idę spać, kto inny tobie będzie, panie, grać. [przypis edytorski]

[348]

Roś — rzeka w środkowej części Ukrainy, prawy dopływ Dniepru. [przypis edytorski]

[349]

wołosza — suknia z grubego sukna. [przypis edytorski]

[350]

diak — pomocnik księdza w kościele prawosławnym, śpiewak liturgiczny i nauczyciel. [przypis edytorski]

[351]

Alpów — dziś popr. forma D.: Alp. [przypis edytorski]

[352]

czumak (daw. ukr.) — chłop ukraiński, żyjący z handlu, przewożący swój towar, często na bardzo duże odległości, wozami zaprzężonymi w woły; włóczęga, koczownik. [przypis edytorski]

[353]

Bojan — mit. bard ruski, wnuk Welesa, bożka pieśniarzy i rycerzy, wspomniany w Słowie o wyprawie Igora, miał żyć na przełomie XI i XII w i należeć do drużyny Jarosława Mądrego; za wcielenie Bojana podawał się w swoich wierszach Józef Bohdan Zaleski (1802-1886), poeta romantyczny z tzw. szkoły ukraińskiej. [przypis edytorski]

[354]

Korsuń (dziś ukr.: Korsuń-Szewczenkiwskij) — miasto na środkowej Ukrainie nad rzeką Roś, w średniowieczu zamek władców kijowskich, w XVII w. rezydencja Wiśniowieckich; w bitwie pod Korsuniem (1648) Kozacy Chmielnickiego wraz z Tatarami zwyciężyli wojska polskie. [przypis edytorski]

[355]

krwawnik — minerał o czerwonym zabarwieniu, hematyt lub chalcedon. [przypis edytorski]

[356]

Smiła — miasto na Ukrainie, w obwodzie czerkaskim. [przypis edytorski]

[357]

rzezuń (z ukr. rezun) — siepacz, zabijaka, tu mowa o hajdamakach, uczestnikach buntu chłopskiego. [przypis edytorski]

[358]

Lear — bohater tragedii Shakespeare'a Król Lear, legendarny król Brytanii, popadł w obłęd, kiedy przekonał się, że córki, którym przekazał władzę, chcą go oszukać i ubezwłasnowolnić. [przypis edytorski]

[359]

truna (daw.) — trumna. [przypis edytorski]

[360]

Mat' swoju zabyw bat'ko Wernyhora (z ukr.) — Ojciec Wernyhora zabił swoją matkę. [przypis edytorski]

[361]

Zabyw mene, synu (z ukr.) — zabiłeś mnie, synu. [przypis edytorski]

[362]

łyra moja, hde ty (z ukr.) — liro moja, gdzie jesteś. [przypis edytorski]

[363]

Lach (daw., ukr.) — Polak. [przypis edytorski]

[364]

szlaga — iron. ubogi szlachcic; szlachetka. [przypis edytorski]

[365]

poszle — dziś popr. forma 3 os. lp cz. przysz.: pośle. [przypis edytorski]

[366]

Tasso, Torquato (1544–1595) — wybitny poeta włoskiego renesansu, autor poematu rycerskiego Jerozolima wyzwolona. [przypis edytorski]

[367]

lux (łac.) — światło; tu przen.: sława. [przypis edytorski]

[368]

pidu, pane (ukr.) — pójdę, panie. [przypis edytorski]

[369]

smertny (z ukr.) — śmiertelny. [przypis edytorski]

[370]

płony (daw.) — jałowy, próżny. [przypis edytorski]

[371]

sklep (daw.) — sklepienie. [przypis edytorski]

[372]

Łyra, hde ty (z ukr.) — liro, gdzie jesteś. [przypis edytorski]

[373]

by — tu: jak, niby. [przypis edytorski]

[374]

futor a. chutor — daw. zagroda oddalona od wsi na słabo zaludnionych obszarach Ukrainy i Rosji. [przypis edytorski]

[375]

Kahorlik — miasto na Ukrainie, ok. 70 km na płd. od Kijowa. [przypis edytorski]

[376]

um (ros.) — rozum. [przypis edytorski]

[377]

Pieśń XI, część IV — po tym fragmencie w późniejszych wydaniach dodaje się Ustęp przekreślony odmiennego opracowania historii Wernyhory: Powiedział nawet, że ten bezmogilny/ Przeżyje Polskę… A tego upiora/ I starca tego imię Wernyhora…/ Że jest jak stary dąb krewki i silny,/ I mówił, że koń to zaklęty, duchowy,/ Z gwiazdami u nozdrza — przez błękit Rosiowy/ Przejdzie jak łabędź — przeleci ją wpław,/ Jasny jak srebru, tęczowy jak paw;/ Przyleci po kręgach księżyca złotego,/ I porwie lirnika przed śmiercią żywego,/ I będzie go nosił… z krwawemi oczyma,/ Jak trupa żółtego, co siodła się trzyma;/ Przez burze i mgły… czerwone i sine,/ Przez krzyże, co złocą czarownic krainę,/ Od ziemi… od świata, od słońc malowany,/ Nam tu niewidzialny… lecz zawsze słyszany./ Tę dziwnąm ja powieść… notował i zbierał,/ A dziad na barłogu… już charkał — umierał,/ Przy bladym ka[ga]nku… bez księdza — i wiary./ Gdy umarł, kazałem położyć na mary,/ A że był to piątek… wiec zeszły się bractwa/ Z chorągiew tęczami i tłumy żebractwa./ Ja sam czarny kontusz… przywdziałem na siebie/ l bytom na króla żebraka pogrzebie…/ I cerkwie dzwoniły… po stepach blaszane,/ Paląc się jak słońce od zorzy różane,/ I diaki śpiewali:….Wieczne odpocznienie… [przypis edytorski]

[378]

miesięczny (daw.) — księżycowy. [przypis edytorski]

[379]

Czarty były Wernyhoru,/ Nadybaw mater, hdeś koło futoru,/ Taj byw, taj łyru tyskaw w hrud' kobity,/ Taj na smert' matku byw, ne moh zabyty (z ukr.) — Diabli bili Wernyhorę,/ Zastał matkę gdzieś koło futoru i bił,/ i lirę cisnął w pierś kobiety,/ i na śmierć matkę bił, a nie mógł zabić. [przypis edytorski]

[380]

piszła (ukr.) — poszła. [przypis edytorski]

[381]

Pieśń XI, część V — po tym fragmencie w późniejszych wydaniach następują strofy: „Wodziłem ja był na boje rycerzy,/ Lecz teraz siędę — i będę spoczywał,/ Bo tu dzieciątek moich para leży…/ Adasiek jeszcze wczoraj kwiatki zrywał,/ A dzisiaj — patrzaj, Boże — trupek świeży,/ Bielutki, jakby srebrem się umywał,/ Jak wosk bielutki… zarznięty biedaczek,/ Najmłodsze moje dziecko — mój synaczek./ O! Matko Boska, zbudź go… wszak ja proszę,/ Tak cię ogniście proszę… Matko Boska,/ Zbudź go… ja twój cud po świecie ogłoszę,/ Ja ciebie, Matko Święta Poczajowska,/ Ubrylantuję… ja różane kosze/ Przyniosę tobie… Każda biedna zgłoska/ Twego imienia i Chrystusa Pana/ Po kraju pójdzie złotem drukowana…”/ Tak stary jęczał… od rozumu prawie/ Odszedłszy… szlachta wokoło wąsata/ Słuchała. Wszystkim śniło się na jawie,/ Że gołąb cudu w tej kaplicy lata…/ Obraz złocony palił się jaskrawie/ Nad głową starca… a krwawa obiata,/ Na ołtarzowe rzucona podnóże,/ Leżała… główki dziatek, jak dwie róże./ A Ona — święta — na ostrzu miesiąca/ Stojąca… łez się i krwi litowała…/ Co było dalej — tego już płacząca/ Ta pieśń nie będzie dalej opiewała./ Więc, że mi radzi Muza latająca/ Znów Beniowskiego wziąć…/ ……………………………………. [przypis edytorski]

[382]

Sawyna — zdrobnienie od imienia Sawa. [przypis edytorski]

[383]

prątek (daw., reg.) — pręcik, patyk. [przypis edytorski]

[384]

pidem (z ukr.) — pójdziemy. [przypis edytorski]

[385]

każy (ukr.) — powiedz, nakaż. [przypis edytorski]

[386]

taj dom stawity (z ukr.) — i dom stawiać. [przypis edytorski]

[387]

budesz byty (z ukr.) — będziesz bić. [przypis edytorski]

[388]

pendent (z łac.) — pas zakładany przez ramię służący do noszenia szabli. [przypis edytorski]

[389]

spisa — rodzaj włóczni; Kozacy używali najczęściej spis krótkich, z ostrymi grotami na obu końcach. [przypis edytorski]

[390]

bombardier (z fr.) — daw. żołnierz obsługujący działo. [przypis edytorski]

[391]

zygmuntówka — szabla zdobiona portretem króla Zygmunta III Wazy. [przypis edytorski]

[392]

jaszczyk (z ros.) — skrzynia na amunicję. [przypis edytorski]

[393]

Salamina — wyspa niedaleko Aten, gdzie w 480 r. p.n.e. Grecy pokonali i zmusili do ucieczki przeszło dwukrotnie liczniejszą flotę perską. [przypis edytorski]

[394]

poemata — dziś popr. forma B. lm: poematy. [przypis edytorski]

[395]

kulbaka — wysokie siodło. [przypis edytorski]

[396]

par — para, opar. [przypis edytorski]

[397]

zdrajce — dziś popr. forma M. lm: zdrajcy. [przypis edytorski]

[398]

jaszczur — skóra cielęca, kozia lub owcza, używana do wyrobu galanterii kaletniczej; tu: skórzana pochwa szabli. [przypis edytorski]

[399]

temlak właśc. temblak — tu: pas rzemienny u rękojeści szabli, umożliwiający zawieszenie broni na przegubie ręki. [przypis edytorski]

[400]

jatagan — broń biała, krótsza od szabli, używana od XVI w. przez Turków, Arabów i Persów. [przypis edytorski]

[401]

kaganiec — tu: kaganek, lampka. [przypis edytorski]

[402]

Pieśń XII — w późniejszych wydaniach obowiązuje inna numeracja. Niniejsza pieśń odpowiada [Pieśni VI (C)]. [przypis edytorski]

[403]

Sawa — Józef Sawa Caliński (1736–1771), syn pułkownika kozackiego, Sawy Czałego, jeden z najwybitniejszych dowódców konfederacji barskiej, ranny pod Szreńskiem, zmarł w więzieniu. [przypis edytorski]

[404]

Pułaskich obu — w działaniach konfederacji barskiej brało udział kilku przedstawicieli rodziny Pułaskich, dwaj najważniejsi to ojciec Józef (1704–1769), współtwórca i marszałek konfederacji barskiej, oraz jego syn Kazimierz (1745–1779), który zginął w bitwie pod Savannah jako generał wojsk walczących o niepodległość Stanów Zjednoczonych. [przypis edytorski]

[405]

Dumurier — własc. Charles-François Dumouriez (1739–1823), generał francuski, jeden z dowódców konfederacji barskiej. [przypis edytorski]

[406]

kornet (z fr.) — dawne nakrycie głowy. [przypis edytorski]

[407]

korab (daw.) — okręt. [przypis edytorski]

[408]

fontaź — nakrycie głowy, wysoki czepek zdobiony trzema rzędami koronek. [przypis edytorski]

[409]

Loyola, Ignacy (1491–1556) — święty Kościoła katolickiego, teolog, założyciel zakonu jezuitów. [przypis edytorski]

[410]

vacuum (łac.) — próżnia. [przypis edytorski]

[411]

Wybicki, Józef (1747–1822) — senator, wojewoda, autor dzieł politycznych, dramatów i pamiętników. Uczestnik konfederacji barskiej. Autor słów hymnu narodowego. [przypis edytorski]

[412]

Hugo, Victor (1802–1885) — francuski pisarz, poeta, dramaturg. Uznawany za najważniejszego przedstawiciela literatury francuskiego romantyzmu. Przedmowa do dramatu pt. Cromwell zawiera jego teorie dotyczące estetyki. [przypis edytorski]

[413]

Alwar — tak powszechnie nazywano w Polsce gramatykę łacińską napisaną przez uczonego portugalskiego, jezuitę i językoznawcę Emmanuela Alvareza (1526–1583). [przypis edytorski]

[414]

herezji, poezji, Świtezi — Słowacki, pochodzący z Kresów, wymawiał głoskę ź półmiękko, jak Ukraińcy i Rosjanie, dlatego te wyrazy w jego ustach się rymowały. [przypis edytorski]

[415]

czamarka (daw.) — czamara, kurtka. [przypis edytorski]

[416]

żupa (daw.) — kopalnia soli. [przypis edytorski]

[417]

krotochwila (daw.) — żart, zabawa. [przypis edytorski]

[418]

larmy z faryny (z wł. a. z fr.) — łzy z mąki. [przypis edytorski]

[419]

et cetra — łac. et caetera: i tak dalej. [przypis edytorski]

[420]

przyczepnina — aluzja, pretensja. [przypis edytorski]

[421]

tutor (łac.) — opiekun. [przypis edytorski]

[422]

Repnin, Mikołaj Wasiljewicz (1734–1801) — książę rosyjski, generał, feldmarszałek. Inicjator konfederacji innowierczych: słuckiej i toruńskiej, później katolickiej konfederacji radomskiej (1767). By doprowadzić do przegłosowania traktatu gwarancyjnego, na tzw. Sejmie Repninowskim (1767–1768) uprowadził przywódców konfederacji radomskiej, których następnie osadził w Kałudze. [przypis edytorski]

[423]

dla wolności wpada w ador — tu: zachwyca się ideą wolności ludu. [przypis edytorski]

[424]

Sołtyk, Kajetan (1715–1788) — biskup krakowski. [przypis edytorski]

[425]

Rzewuski, Wacław (1706–1779) — hetman wielki koronny. W czasie Sejmu Repninowskiego jako jeden z przywódców opozycji antyrosyjskiej został wraz z bp. krakowskim Kajetanem Sołtykiem porwany przez posła rosyjskiego Nikołaja Repnina i zesłany na 5 lat do Kaługi. [przypis edytorski]

[426]

szkuta — statek, barka. [przypis edytorski]

[427]

Aryjadna (mit. gr.) — Ariadna, królewna kreteńska, dała Tezeuszowi nitkę, żeby mógł wydostać się z labiryntu po zabiciu Minotaura. [przypis edytorski]

[428]

szczoty (ros.) — rodzaj liczydła używanego w Rosji od XIV w. [przypis edytorski]

[429]

Ewiana — tu: jak u Ewy, pierwszej kobiety. [przypis edytorski]

[430]

czaj (ros.) — herbata. [przypis edytorski]

[431]

Cybernetyka — aluzja do dzieła B. Trentowskiego Stosunek filozofii do cybernetyki czyli sztuki rządzenia narodem (1843). [przypis edytorski]

[432]

inclusive (łac.) — razem. [przypis edytorski]

[433]

Niemkini — Niemka; tu aluzja do żony Trentowskiego. [przypis edytorski]

[434]

Psyche (mit. gr.) — piękna kochanka Erosa, boga miłości, który odwiedzał ją co noc pod osłoną ciemności, ale nie chciał jej pokazać swojej twarzy. Psyche wiedziona ciekawością zapaliła świecę, bóg obudził się i zagniewany jej nieposłuszeństwem odleciał. Psyche wytrwale szukała ukochanego po całym świecie, wreszcie bogowie uczynili ją nieśmiertelną i żoną Erosa. [przypis edytorski]

[435]

A uczesany już podług Chowanny — aluzja do dzieła B. Trentowskiego pt. Chowanna czyli system pedagogiki narodowej (1842). [przypis edytorski]

[436]

requiem (łac.: odpoczynek, spoczywanie) — modlitwa za zmarłych. [przypis edytorski]

[437]

kruż (daw.) — naczynie, kielich. [przypis edytorski]

[438]

Ruth Moabitka — postać biblijna z Księgi Rut, po śmierci męża nie porzuciła swojej teściowej Noemi i wraz z nią przybyła do Betlejem, gdzie obie wdowy żyły bardzo ubogo. Poświęcenie Ruth docenił bogaty krewny jej męża, który wziął ją za żonę. Była prababką króla Dawida. [przypis edytorski]

[439]

Pregel (niem.) — Pregoła, rzeka przepływająca przez Królewiec (dziś: Kaliningrad). [przypis edytorski]

[440]

Lecz może, w duchu będąc, robić cuda! — w późniejszych wydaniach po tych słowach pojawia się strofa: Lub robić sama przez się — lub się w drugą/ Duszę przelawszy… być w niej siłą… mocą,/ Zaczepną bronią w rękach — i kolczugą/ Sercu… i słońcem, które świeci nocą,/ I panią razem — i razem być sługą,/ I nawet w świecie aniołów pomocą;/ Wdzięcznością cudną ducha nas obarczyć,/ A świat dać, za świat stanąć — i wystarczyć. [przypis edytorski]

[441]

truna (daw.) — trumna. [przypis edytorski]

[442]

Pieśń XIII — w późniejszych wydaniach obowiązuje inna numeracja. Niniejsza pieśń odpowiada [Pieśni VII (C)]. [przypis edytorski]

[443]

lewada (daw., reg.) — polana, łąka okolona drzewami, ogród. [przypis edytorski]

[444]

najady (mit. gr.) — nimfy, opiekunki strumyków, jezior i źródeł. [przypis edytorski]

[445]

drapichrust — tchórz, włóczęga, hultaj. [przypis redakcyjny]

[446]

kostyra właśc. kostera — gracz, ryzykant. [przypis redakcyjny]

[447]

wołokit (z ros.) — włóczęga. [przypis redakcyjny]

[448]

dyjeta — dziś: dieta. [przypis edytorski]

[449]

Elborak własc. Al Buraq (mit. ar.) — biały skrzydlaty koń, który według legendy woził proroków Islamu do nieba. Stworzenie to przedstawiano też z głową kobiety. [przypis edytorski]

[450]

kałamaszka (daw., reg.) — prosta bryczka bez resorów i budy, popularna wśród szlachty na Kresach w XVIII i XIX w. [przypis edytorski]

[451]

Bałta — miasto z płd. części Ukrainy, ok. 200 km na płn. od Odessy, powstałe w XVIII w. z dwóch twierdz, pol. Józefgrodu i tur. Bałty. [przypis edytorski]

[452]

oprawną w cielę — mowa o książce z okładkami ze skórki cielęcej. [przypis edytorski]

[453]

kocz — wóz, powóz. [przypis edytorski]

[454]

Cooper, James Fenimore (1789–1851) — powieściopisarz amerykański, autor powieści przygodowych. [przypis edytorski]

[455]

Nieśwież — miasto na Białorusi, ok. 110 km na płd. zachód od Mińska; w XVI–XVIII w. siedziba Radziwiłłów. [przypis edytorski]

[456]

przedrabować — tu: przejrzeć. [przypis redakcyjny]

[457]

Lindego słownik — pierwszy nowoczesny słownik języka polskiego, zredagowany przez Samuela Bogumiła Lindego (1771–1847), wydany w Warszawie w latach 1807–1814. [przypis edytorski]

[458]

Tygodnikowi oddał Orędownik — „Tygodnik Literacki” i „Orędownik Naukowy”, pisma literackie, wychodzące w Poznaniu w latach 1838–1845 i 1840–1846. [przypis redakcyjny]

[459]

jakby je… Cyrcejskie zaraziły zioła świniną — nawiązanie do czarodziejki Kirke (mit. gr.), która zamieniła w świnie towarzyszy Odyseusza. [przypis edytorski]

[460]

burłak — robotnik rzeczny w dawnej Rosji; biedak, samotnik, włóczęga. [przypis edytorski]

[461]

Bozi, mrozi, ambrozji — Słowacki, pochodzący z Kresów, wymawiał głoskę ź półmiękko, jak Ukraińcy i Rosjanie, dlatego te wyrazy w jego ustach się rymowały. [przypis edytorski]

[462]

puścizna — spuścizna, dziedzictwo. [przypis edytorski]

[463]

kaleta — torebka, woreczek na pieniądze, mieszek. [przypis edytorski]

[464]

azard (z fr. hazard: ryzyko) — koleje losu, przypadki; niebezpieczeństwa, niespodziewane, ryzykowne przygody. [przypis edytorski]

[465]

Zawisza Czarny z Grabowa herbu Sulima (ok. 1370–1428) — sławny polski rycerz, uczestnik bitwy pod Grunwaldem, uosobienie cnót rycerskich. [przypis edytorski]

[466]

miesiąc (daw.) — księżyc. [przypis edytorski]

[467]

wołosza — Wołosza a. Wołoszczyzna: kraina i państwo na terenach dzisiejszej płd. Rumunii, rządzone przez hospodara i zależne od Imperium Osmańskiego; tu: zbieranina dzikich ludzi. [przypis edytorski]

[468]

lemieszka — potrawa z tłuczonych ziemniaków i prażonej mąki; tu przen.: mieszanina. [przypis redakcyjny]

[469]

buzdygan (z tur.) — broń obuchowa pochodzenia wsch., pałka, maczuga; w Polsce w XVI–XVIII w. oznaka władzy wojskowej. [przypis edytorski]

[470]

Pieśń XIV — w późniejszych wydaniach obowiązuje inna numeracja. Części V niniejszej pieśni odpowiada [Pieśń XI]. [przypis edytorski]

[471]

Delille, Jacques (1738–1813) — francuski poeta i tłumacz, autor poematu Ogrody, jego pompatyczny styl był wzorem dla polskich poetów klasycystycznych. [przypis edytorski]

[472]

Amfitryjon (mit. gr.) — dziś: Amfitrion, syn króla Tyrynsu, dzielny wojownik, mąż Alkmeny, jednej z kochanek boga Zeusa; tu: człowiek gościnny, gospodarz, organizator zabawy. [przypis edytorski]

[473]

Bijon własc. Bion z Borystenu — grecki filozof żyjący w III w. p.n.e. [przypis edytorski]

[474]

dylemma (z gr.) — trudny wybór, dylemat. [przypis edytorski]

[475]

bajdara (ukr.) — łódź wiosłowa a. statek rzeczny, używany na Dnieprze. [przypis edytorski]

[476]

przed polskiemi berły — dziś popr. forma N. lm: przed polskimi berłami. [przypis edytorski]

[477]

w synie — dziś popr. forma Ms. lp: w synu. [przypis edytorski]

[478]

Askalon a. Aszkelon — miasto i port morski w Izraelu, ok. 30 km na płd. od Tel Awiwu; istniejące już w XXX w. p.n.e., za czasów biblijnych miasto filistyńskie, potem gr., od VII w. n.e. arabskie; w 1099 r. pod Askalonem wojska I wyprawy krzyżowej pokonały armię muzułmańską, idącą z Egiptu na pomoc Jerozolimie. [przypis edytorski]

[479]

boleście — dziś popr. forma M. lm: boleści. [przypis edytorski]

[480]

rumatyczne — dziś: reumatyczne. [przypis edytorski]

[481]

Fawoni własc. Fawoniusz (mit. rzym.) — wietrzyk wiosenny, odpowiednik gr. Zefira. [przypis edytorski]

[482]

raby (reg.) — pstry. [przypis edytorski]

[483]

szarafan (daw.) — suknia a. płaszcz. [przypis edytorski]

[484]

Walkirie (mit. skand.) — córki boga Odyna, dziewice-wojowniczki, uzbrojone, dosiadające skrzydlatych koni lub wilków, były wysłanniczkami ojca i wychodziły na spotkanie wojownikom, ginącym bohatersko w bitwach. [przypis edytorski]

[485]

drzewy — dziś popr. forma N. lm: drzewami. [przypis edytorski]

[486]

Dziewonia — w mit. słowiańskiej boginka łąk. [przypis edytorski]

[487]

zaścierka (daw.) — zapaska, fartuszek. [przypis edytorski]

[488]

czernica — tu: jagoda. [przypis edytorski]

[489]

korowaj (reg.) — placek weselny. [przypis edytorski]

[490]

Nie ustrzygą mi włosów mołodyce — mowa o postrzyżynach przed ślubem; mołodyca (ukr.) — panna, dziewczyna. [przypis edytorski]

[491]

panosz lub panosza (czes.) — w XIV i XV w. w Polsce i Czechach rycerz służebny nieszlacheckiego pochodzenia. [przypis edytorski]

[492]

Branecki — własc. Franciszek Ksawery Branicki (1730–1819), generał artylerii litewskiej, później hetman wielki koronny. Wierny królowi Stanisławowi Augustowi, walczył z konfederatami i wraz z wojskami rosyjskimi zdobył Bar. [przypis edytorski]

[493]

Litewka (daw.) — Litwinka. [przypis edytorski]

[494]

Egeria (mit. rzym.) — nimfa wodna. [przypis edytorski]

[495]

Dzierzanowski — własc. Michał Dzierżanowski herbu Grzymała (1725–1808), awanturnik, przez jakiś czas miał przebywać na służbie fr. gubernatora Indii, podobno został też samozwańczym królem Madagaskaru (jak nieco później Maurycy Beniowski), po powrocie członek konfederacji barskiej, dowodził nieudaną próbą opanowania Krakowa, skazany przez konfederatów na banicję. [przypis edytorski]

[496]

Cypaj — najemny żołnierz w Indiach. [przypis edytorski]

[497]

bonza — kapłan buddyjski w Chinach i Japonii. [przypis edytorski]

[498]

Elna — zdrobnienie od imienia Helena. [przypis edytorski]

[499]

drutem podszyta ta czujka — kurtka podbita drutem, zbrojona. [przypis edytorski]

[500]

idy (z ukr.) — idź. [przypis edytorski]

[501]

zaszeptane — zaczarowane. [przypis edytorski]

Close
Please wait...
x