Wolne Lektury potrzebują pomocy...

Biblioteka Wolne Lektury to podstawowe źródło bezpłatnych lektur szkolnych dla uczniów i nauczycieli. Jesteśmy za darmo, bo utrzymujemy się z dobrowolnych darowizn i dotacji. Na stałe wspiera nas 321 czytelników i czytelniczek. Niestety, minimalną stabilność działania uzyskamy dopiero przy 1000 regularnych darczyńców. Potrzebujemy Twojej pomocy!

Jak nam pomóc?

1. Wpłacając niewielką, comiesięczną darowiznę. Stałe wpłaty mają wielką moc, bo dają bibliotece stabilność! Z góry dziękujemy!

2. Przekazując na Wolne Lektury 1% podatku. To nic nie kosztuje, wystarczy podać w formularzu PIT numer KRS: 0000070056 i organizacja: fundacja Nowoczesna Polska.

3. Zamieszczając informację o zbiórce na Wolne Lektury w mediach społecznościowych. Czasami wystarczy jedno dobre słowo!

W Wolnych Lekturach często mawiamy, że nasza praca to „czytanie dzieciom książek”. Robimy to od 12 lat. Dziś Wolne Lektury potrzebują Twojej pomocy — bez wsparcia nie będziemy mogli tego robić dalej.

Dorzuć się do Wolnych Lektur!
Przejdź do biblioteki
Wesprzyj nas

Wesprzyj nas!

x

5571 free readings you have right to

Language

Motif: Narodziny,
author: Julien Offray de La Mettrie

  • Julien Offray de La Mettrie X

Motif: Narodziny

Ten początkowy moment życia ma swoją mitologię (wspomnieć tu można i stajenkę Betlejemską, i Atenę zrodzoną z głowy ojca oraz wiele innych obrazów), ma też przypisaną symbolikę: zazwyczaj na narodziny patrzy się jak na znak całego przyszłego życia. Ponadto można mówić także o nowych narodzinach będących wynikiem duchowej przemiany (tak np. w Dziadach ,,rodzi się" bohater romantyczny — Konrad).

Author: Julien Offray de La Mettrie

Ur.
Ur. 23 listopada (25 grudnia) 1709 w Saint-Malo we Francji
Zm.
Zm. 11 listopada 1751 w Berlinie w Prusach
Najważniejsze dzieła:
Człowiek-maszyna (1748), Historia naturalna duszy (1745), System Epikura (1750), Dyskurs o szczęściu (1748)

Lekarz i filozof francuski doby Oświecenia. Uczęszczał do koledżu w Caen, następnie na Sorbonę (Collège du Plessis) w Paryżu, pobierał nauki w zakresie teologii w szkołach jansenistycznych. W latach 1725-1728 studiował filozofię i nauki przyrodnicze w College d'Harcourt, będącym wówczas ośrodkiem myśli kartezjańskiej. Następnie zwrócił się ku studiom medycznym. Po pięciu latach, w 1733 r. wyjechał do Holandii, by w Lejdzie kontynuować studia pod okiem znanego lekarza Hermanna Boerhaave. Następnie przez jakiś czas prowadził praktykę lekarską w rodzinnym mieście, publikował prace z zakresu medycyny i tłumaczył dzieła swego mistrza, Boerhaave'a; w 1739 r. założył rodzinę i doczekał się dwójki dzieci.

W 1742 r. opuścił Saint-Malo, by zatrudnić się w Paryżu jako chirurg wojskowy przy Gwardii Francuskiej (w tej roli wziął udział w kilku bitwach podczas trwającej wówczas wojny o sukcesję austriacką). Wkrótce opublikował swoją pierwszą pracę filozoficzną pt. Historia naturalna duszy (Histoire naturelle de l'âme 1745), przedstawiającą całkowicie materialistyczne stanowisko. Skandal wywołany publikacją zmusił de La Metrie do porzucenia posady chirurga oraz udania się na emigrację do Lejdy, gdzie powstał kolejny traktat, podejmujący i rozwijający poprzednie wątki, Człowiek-maszyna (L'Homme machine, 1747). Tym razem został wydalony również z Niderlandów. W 1748 r. znalazł się pod opieką króla pruskiego Frederyka Wielkiego, który pozwolił mu kontynuować praktykę medyczną oraz mianował go swym nadwornym lektorem. Dzięki temu protektoratowi de la Mettrie mógł napisać Dyskurs o szczęściu (Discours sur le bonheur 1748), który uważał za dzieło swego życia. Głosił w nim wprost hedonistyczne i sensualistyczne wartości, zalecając jako jedynie istotne i cenne dążenie do nieskrępowanego czerpania przyjemności z życia. Nawet oświeceniowi luminarze poczuli się oburzeni.

De la Metrie zmarł nagle, w wieku 42 lat, doznawszy wylewu krwi do mózgu podczas przyjęcia na jego cześć wydanego przez francuskiego ambasadora w Prusach, markiza Tirconnela, któremu wcześniej swą sztuką lekarską uratował życie.

Julien Offray de La Mettrie in Wikipedia
Close

* Loading