Oferta dla Przyjaciół

Czytaj teksty współczesnych autorek i autorów wcześniej niż inni. Ty decydujesz, ile płacisz!

Zadeklaruj stałą wpłatę i dołącz do Towarzystwa Przyjaciół Wolnych Lektur.

TAK, chcę dołączyć!
Nie, rezygnuję z tej oferty
Przekaż 1% na Wolne Lektury

Przekaż 1% podatku na Wolne Lektury. Wpisz w PIT nasz KRS 00000 70056
Nazwa organizacji: Fundacja Nowoczesna Polska

Jeśli zrobiłeś / zrobiłaś to w poprzednim roku, nie musisz nic zmieniać. Kliknij, by dowiedzieć się więcej >>>>

x

Spis treści

    1. Piękno: 1
    2. Pożądanie: 1
    3. Upiór: 1
    4. Walka: 1

    Kazimierz Przerwa-TetmajerŻycie

    PięknoWszedłem — — świat mi się zdał jak jeden cud,
    Czarowna wizja, w ekstazie zrodzona…
    Od gór do lasów, od nieba do wód,
    Biegła ma dusza zachwytem szalona…
    Jakbym ku sobie wszechświat garnąć chciał,
    Młodem ku niemu wyciągnął ramiona…
    Z lasów i łanów, z wód, z wysokich skał,
    Z niebiosów, zewsząd na moje zachwyty
    Bóg szczęścia uśmiech mi w odpowiedź słał.
    Biec chciałem, cudem i czarem niesyty,
    Dalej i dalej!… Wtem owiał mnie chłód
    I w przerażeniu stanąłem, jak wryty.
    UpiórKrew mi się wszystka ścięła w żyłach w lód:
    Straszna przede mną stała upiorzyca,
    Z piekielnych kędyś wyzionięta wrót.
    Trąd jej okrywał trupio-żółte lica,
    A oczy miała żarłoczne, jak sęp,
    Którego nigdy i nic nie zasyca.
    W zmierzwionych włosach gadów wił się kłęb[1],
    Ohydna, straszna weszła mi na drogę,
    Odziana w łachman gnijący i strzęp.
    Śmiertelną czując odrazę i trwogę
    Chciałem uciekać, ale woli wbrew
    Czułem, że nóg mych poruszyć nie mogę.
    WalkaRozpacz mnie wówczas porwała i gniew,
    Chciałem poczwarę usunąć przebojem
    Z drogi mej, w głowie huczała mi krew;
    Chciałem biec dalej za tym szczęściem mojem,
    Którym mi świata uśmiechał się bóg,
    Za pięknem, światłem, weselem, pokojem.
    Lecz próżno! Ruszyć nie mogłem mych nóg,
    A wiedźma ku mnie zbliżała się ona,
    Pełnemu wstrętu i śmiertelnych trwóg.
    I zrozumiałem, że próżna obrona,
    że nie potrafię ujść tych strasznych rąk,
    że mnie przyciśnie poczwara do łona
    I wśród piekielnych obrzydzeń i mąk
    Zapładniać będę musiał tę ohydną
    I w jej uściskach pędzić dni mych ciąg.
    A ona, dłonią bezczelnie bezwstydną
    Jęła[2] obnażać swój okropny kształt
    I w swej nagości stanęła mi widną[3].
    Każdy łachmanów odsłoniła fałd,
    A oczy moje spod powiek skostnienia
    Patrzyły, woli mej zadając gwałt.
    PożądanieI pochwyciła mnie w swe uściśnienia — —
    O dziwna, straszna ironio! Jam czuł
    żądzę wśród wstrętu, rozkosz wśród cierpienia.
    Jej wzrok podniecał, choć jej oddech truł,
    I pot mi czoło zlewał już obficie,
    A jeszczem nie rwał węzła, co nas skuł.
    Ktoś jest? — spytałem. Odrzekła mi: «Życie».

    Przypisy

    [1]

    kłęb — dziś popr.: kłąb. [przypis edytorski]

    [2]

    jąć (daw.) — zacząć. [przypis edytorski]

    [3]

    widny (daw.) — widoczny. [przypis edytorski]

    Close
    Please wait...
    x