1. Błądzenie: 1
  2. Bogini: 1 2 3 4 5 6 7
  3. Bóg: 1 2 3 4 5
  4. Brat: 1
  5. Bunt: 1
  6. Burza: 1 2 3 4 5 6
  7. Ciało: 1
  8. Cierpienie: 1
  9. Cud: 1
  10. Czarownica: 1
  11. Drzewo: 1 2
  12. Duch: 1 2 3
  13. Dusza: 1 2
  14. Dziecko: 1
  15. Dziedzictwo: 1
  16. Dźwięk: 1
  17. Gniew: 1 2 3 4 5
  18. Grób: 1
  19. Gwiazda: 1
  20. Historia: 1
  21. Jedzenie: 1
  22. Jesień: 1
  23. Kara: 1 2 3
  24. Katastrofa: 1
  25. Klęska: 1
  26. Kłamstwo: 1
  27. Kłótnia: 1
  28. Kobieta: 1 2 3 4 5 6 7 8
  29. Kobieta demoniczna: 1 2
  30. Koń: 1 2 3 4 5
  31. Korzyść: 1
  32. Krew: 1 2 3 4 5 6
  33. Król: 1
  34. Lekarz: 1
  35. Lud: 1 2
  36. Małżeństwo: 1
  37. Matka: 1 2
  38. Mąż: 1
  39. Mędrzec: 1
  40. Mężczyzna: 1 2 3
  41. Miasto: 1 2 3 4 5
  42. Miłość: 1 2 3 4 5 6 7 8
  43. Miłość tragiczna: 1 2
  44. Morze: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10
  45. Naród: 1
  46. Natura: 1 2
  47. Nauka: 1
  48. Niebezpieczeństwo: 1
  49. Niebo: 1
  50. Nieśmiertelność: 1 2 3 4 5
  51. Noc: 1 2 3 4 5
  52. Obłok: 1 2
  53. Obowiązek: 1
  54. Obraz świata: 1 2 3 4 5
  55. Obrzędy: 1 2
  56. Obyczaje: 1 2 3 4 5 6 7 8
  57. Odwaga: 1 2 3
  58. Ofiara: 1 2
  59. Ogień: 1 2 3
  60. Ojciec: 1 2
  61. Okręt: 1
  62. Omen: 1
  63. Państwo: 1
  64. Patriota: 1
  65. Piekło: 1 2 3
  66. Plotka: 1
  67. Pocałunek: 1
  68. Podróż: 1 2
  69. Podstęp: 1 2 3 4 5
  70. Pogrzeb: 1 2 3 4
  71. Pojedynek: 1
  72. Polityka: 1
  73. Polowanie: 1 2
  74. Potwór: 1 2 3 4
  75. Pozycja społeczna: 1
  76. Pożar: 1 2
  77. Praca: 1 2 3 4
  78. Proroctwo: 1 2 3 4 5 6
  79. Prorok: 1 2
  80. Przebranie: 1
  81. Przekleństwo: 1
  82. Przysięga: 1
  83. Przywódca: 1
  84. Ptak: 1 2 3 4 5 6
  85. Radość: 1
  86. Religia: 1
  87. Rośliny: 1
  88. Rozpacz: 1 2 3
  89. Rozstanie: 1
  90. Rycerz: 1
  91. Rzeka: 1 2 3
  92. Samobójstwo: 1 2 3 4
  93. Seks: 1
  94. Sen: 1 2 3 4 5
  95. Siła: 1 2
  96. Siostra: 1
  97. Słowo: 1
  98. Sługa: 1
  99. Starość: 1
  100. Strach: 1
  101. Strój: 1 2
  102. Syn: 1 2 3
  103. Szaleństwo: 1 2
  104. Szczęście: 1
  105. Śmierć: 1 2 3 4 5 6 7 8
  106. Śmierć bohaterska: 1
  107. Świt: 1 2
  108. Tajemnica: 1 2
  109. Tłum: 1
  110. Trup: 1
  111. Ucieczka: 1 2
  112. Uczta: 1 2
  113. Upadek: 1
  114. Uroda: 1
  115. Walka: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15
  116. Wąż: 1 2 3 4 5 6 7
  117. Wiatr: 1 2 3
  118. Wierzenia: 1
  119. Wino: 1
  120. Władza: 1 2
  121. Wojna: 1 2 3 4 5
  122. Wróg: 1 2
  123. Zabawa: 1 2 3
  124. Zamek: 1
  125. Zaświaty: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10
  126. Zbrodnia: 1 2 3 4 5
  127. Zdrada: 1 2 3 4
  128. Zemsta: 1
  129. Ziemia: 1
  130. Złoty wiek: 1
  131. Zwierzę: 1
  132. Zwierzęta: 1 2 3
  133. Zwycięstwo: 1
  134. Żołnierz: 1 2 3 4
  135. Żona: 1
  136. Życie jako wędrówka: 1 2
  137. Żywioły: 1 2 3 4

Uwspółcześniono ortografię, np. żóraw > żuraw; brózdy > bruzdy; niesposób > nie sposób; po społu > pospołu itp.; oraz interpunkcję, np. Przedstawił: W grocie Marsa > Przedstawił: w grocie Marsa (…).

WergiliuszEneidatłum. Tadeusz Karyłowski

Księga I

1

Broń i męża opiewam, co z Troi wybrzeża

Do Italii, gnan losem, pierwszy na brzeg zmierza

Lawiński[1], po mórz głębi i lądach pędzony

Mocą niebian, pamiętny gniew znosząc Junony[2];

5

Wiele też w boju cierpiał, nim dźwignął mur miasta

I bogi wniósł do Lacjum, skąd plemię urasta

Latynów, ojce Alby i wielkiej gród Romy.Bóg, Gniew

Muzo, wskaż mi przyczyny, jaki żal kryjomy

Lub boleść skłania bogów królową, iż męża

10

Zbożnego tylu przygód i prac uciemięża

Brzemieniem? Więc gniew taki i niebian pierś pali?

Był gród stary — tyryjscy[3] nim kmiecie władali —

Naprzeciw ujść tybrowych Italii: Kartago,

Przepychem bogactw sławny i bitew przewagą.

15

Nad wszystkie on, jak mówią, był drogi Junonie,

Nad Samos[4] czci go więcej: tam były jej bronie,

Tam wóz[5]; ludom stolicę w nim bogini śmiała,

Jeśliby los dozwolił, już wtedy wznieść chciała.

Lecz wzięła wieść, że z Trojan krwi zbudzi się plemię,

20

Co kiedyś zamki Tyru[6] obali na ziemię,

Że stamtąd sławny w bojach lud z królem przybłędą

Na zgubę Libii przyjdzie: — tak Parki[7] nić przędą.

Przed tym córka Saturna[8] drży, w myśli jej stoi

Bój, który za swe Argos[9] wiodła u bram Troi;

25

Nie zgasło w sercu złości i cierpień zarzewie;

Głęboko w duszy skryty, utwierdza ją w gniewie

Parysa sąd krzywdzący, zapomnieć się nie da[10]

Ród wrogi, porwanego chwała Ganimeda[11].

Tym wzburzona, miotanych w krąg po morzu całem

30

Resztki Trojan, co zbiegły przed Achilla szałem,

Wstrzymywała od Lacjum z dala; przez lat wiele

Błądzili, gnani losem w mórz wszystkich topiele:

Taki trud był, gród Romy na trwałym wznieść zrębie.

Ledwo z oczu Sycylię straciwszy, na głębie

35

Puścili rześko żagle, krając spiżem piany,

Gdy Juno, w której piersi ból wiecznej tkwi rany,

Tak myśli: «Mamże[12] ustać w drodze, pokonana?

Nie mogęż[13] od Italii wstrzymać Teukrów[14] pana?

Nie! Losy bronią! — Pallas mogła spalić łodzie

40

Argiwów[15], a ich samych zatopić we wodzie,

(Z win i szału jednego Ajaksa Ojlosa[16]!)

Jowisza szybkie ognie[17] z chmur miecąc[18] z ukosa,

Roztrąca statki, wichrem bałwany wód żenie[19],

A jego, zionącego z dna piersi płomienie,

45

Porwała i na skały nabiła grań ostrą: —

Ja, niebian pani, któram[20] Jowisza jest siostrą

I żoną, z ludem jednym lat szereg niemały

Wojuję! Któż Junonie hołd winnej[21] da chwały?

Kto kornie jej ołtarzom obiatę[22] uczyni?»

50

Ten w sercu rozognionym spór wiodąc, bogini

W ojczyznę burz, gdzie wichrów tłum dziki się kłębi,

W Eolię[23] wchodzi. Eol król w wielkich jam głębi

Wrące wichry, świszczące rozgłośnych burz szturmy

Powściąga władzą, tłoczy do więzów i turmy[24].

55

One, gniewne, z warczeniem głośnym huczą z bliska

Przy ryglach. Eol siedzi u szczytu zamczyska,

Berło dzierżąc, gniew wichrów wstrzymuje w zapędzie.

Gdyby nie to, wnet morza i ziemic krawędzie

Wraz z niebem w puch by rozniósł gwałtowny ich zamach;

60

Lecz ojciec je wszechwładny w zapadłych skrył jamach,

Tego bojąc się; brzemię gór wielkich niebawem

Nałożył i dał króla, co niezłomnym prawem

Skracać im umie wodze i zwalniać na słowo.

Jego więc Juno korną zagadnie tak mową:

65

«Eolu, tobie ojciec niebian i król ludzi[25]

Dał moc, co fale tłumi i wichrem znów budzi.

Lud wrogi mi po głębi tyrreńskich wód[26] płynie.

Penaty[27] z Ilium[28] niosąc Italii krainie.

Pobite wichrem pogrąż ich statki we fali

70

Lub spraw, by się po morzu rozbici tułali!

W orszaku nimf czternaście mam cudnego ciała,

Z tych kształtem najpiękniejsza Dejopa wspaniała;

Ją tobie dam w małżeństwo stałe za usługi

Tak wielkie, by wraz z tobą lat wszystkich ciąg długi

75

Przeżyła, pięknych dziatek radując cię gronem!»

Na to Eol: «Wyjawić, co chcesz mieć spełnionem.

Twój trud, pani, — mnie spełnić trzeba, co stanowisz.

Ty państwo mi zjednywasz, przez ciebie mi Jowisz

Życzliwy, ty u bogów dasz siadać biesiady,

80

Ty czynisz mnie potężnym nad burze i grady».

Tak rzekł i odwróconym dzirytem[29] w bok trzaśnie

Pieczary skalnej: Burza, Żywioły, Morze, Wiatrwichry jak hufiec hałaśnie

Otwartą bramą w ziemie rwą trąbą huczącą,

Zwarły się z falą, do dna skłębiony nurt mącą.

85

Wraz Eurus[30], Notus[31] gnają i z częstych burz znany

Afrykus[32] — wzdęte pędzą ku brzegom bałwany.

Krzyk ludzi się rozlega wraz z trzaskiem przy sterze.

Chmur nawał wnet blask dzienny i błękit zabierze

Sprzed oczu Teukrów: czarna noc legła na fali.

90

Grzmi niebo, z częstych ogni w krąg przestwór się pali;

Niechybną śmiercią wszystko żeglarzy przestrasza.

Dreszcz zimny obezwładni członki Eneasza;

Westchnął i w niebo dłonie podnosząc wraz obie,

Tak rzecze: «O szczęśliwsi stokroć, co w walk dobie

95

W oczach ojców, pod Troi mury wysokiemi

Paść mogli! O najśmielszy z synów greckiej ziemi,

Tydydo[33]! Czemuż w polu, wśród iliońskich błoni

Nie mogłem ducha oddać, tam polec z twej dłoni,

Gdzie Hektor od Achilla włóczni, gdzie olbrzymi

100

Sarpedon[34], gdzie Symois[35] bałwany wzdętymi

Porwane toczy tarcze, szyszaki i ciała!»

Gdy mówił, Burza, Żywioły, Morze, WiatrAkwilonem[36] świszcząca nawała

Uderza w żagle, w niebo odmęty wód wali.

Pękły wiosła, przód łodzi się skręcił i fali

105

Dał bok; góra urwista uderzy weń wodna,

Tych w przestwór niesie, tamtym, rozdarłszy toń do dna,

Odsłania piach wśród nurtów; wre żwirem lej cały.

Trzy statki Not[37] porwawszy, w tajne skręca skały

(Arami zwą je: skryte, gdy morze wichr skłębi,

110

Grzbiet groźny wznoszą w ciszy) — trzy Eurus[38] od głębi

Gna w Syrty[39] — przykry widok dla oczu tułacza! —

Strąca w brody i piachu nasypem otacza.

Łódź Lików[40] wraz z Orontem, przed jego oczyma,

Ogromny bałwan, który pod niebo grzbiet wzdyma,

115

Uderza z tyłu; sternik, strącon bez pamięci,

Głową w dół spada, — łódź zaś po trzykroć nurt skręci

W lej wirów i gwałtowną paszczęką w głąb chłonie.

Wynurzą się nieliczni nad wielkich wód tonie,

Broń, deski, skarby Troi — pęd fali rozmiata.

120

Łódź mocną Ilioneja, mężnego Achata,

Łódź, którą Abas jechał i Aletes stary,

Zwycięża orkan; w inne bokami, przez szpary

Zwątlonych spojeń — wrogi nurt deszczem się wciska.

Tymczasem huk fal grzmiących z tajnego siedliska

125

Puszczoną burzę odkrył wreszcie Neptunowi

W dnie głębin; oburzenia dreszcz przebiegł go mrowi;

Łagodne lica z fali nad pełne wzniósł morze:

Eneja flotę widzi po całym przestworze

Rozbitą, Trojan nieba zmiażdżonych ruiną;

130

Wie dobrze brat Junony, że z jej gniewu giną.

Zefira[41] z Eurem[42] wzywa, te głosząc im słowa:

«Także to[43] umysł pycha wam mroczy rodowa?

Jużeście, Wichry, niebo z ziemią zmieszać śmieli

Beze mnie, takie wznosząc wód góry z topieli?!

135

Dam ja wam!… Ale trzeba burz stłumić huragan!

Raz wtóry[44] nie do takich ucieknę się nagan.

Uciekajcie, to swemu odnosząc monarsze:

Mórz władzę, srogi trójząb, nie jemu najstarsze

Daje prawo — mnie tylko! Olbrzymie ma skały,

140

Wasz dom, Eurze; tam niechaj dochodzi swej chwały,

Tam niech Eol zamkniętej króluje wichurze!»

Tak rzekł i słowem wzdęte łagodzi wraz burze,

Skłębione spędza chmury i wraca dzień miły.

Cymotoe[45] z Trytonem[46] z raf ostrych co siły

145

Spychają statek; Syrty trójzębem bóg porze[47],

Rozrzuca wielkie zaspy, ucisza w krąg morze

I pełne fale kółmi lekkimi roztrąca.

Tłum, Kłótnia, MędrzecTak często kłótnia w tłumie porywa się wrąca

I zamęt, srogim gniewem pospólstwa czerń płonie:

150

Już lecą głownie, głazy — podaje szał bronie;

Wtem pełen cnót i zasług pojawi się starzec,

Tłum w ciszy słucha, waśni wnet musi się zarzec;

On słowy[48] lud owłada, ucisza pierś w szale:

Tak morza grzmot umilknął wszystek, gdy na fale

155

Spojrzał rodzic; — rumakom pod niebem świetlanem

Puszcza wodze i lotnym pomyka rydwanem.

Zmęczeni Eneadzi[49] w najbliższe wybrzeża

Mkną pędem, kędy[50] Libia swe łany rozszerza.

Zaciszne jest tam miejsce: ujęciem dwu ramion

160

Port wyspa tworzy, kędy wód lazur, niesplamion[51]

Burzą z głębi, zaledwie dreszcz marszczy nieśmiały.

Z dwóch stron razem potężne dwie wznoszą się skały

W niebiosa, pod ich cieniem fal drzemią zwierciadła

Milczące. Lśniąca tęczą barw puszcza usiadła

165

Nad nimi i gaj, mroków spowity w krąg ciszą.

Z przeciwka grota: stromych urwiska ścian wiszą,

W środku zdrój, ze skał żywych ciosane siedziska,

Dom nimf. Łodzi zwątlonych tu łańcuch się ściska,

Ni krzywym zębem ciężka kotwica zahaczy,

170

Tu z całej liczby siedem swych łodzi tułaczy

Wciąga Enej. Ogień, Morze, Podróż, Błądzenie, JedzenieTrojanie, tak bardzo do ziemi

Tęskniący, skaczą w piasek stopami raźnemi,

Na brzegu zmokłe ciała składając w uciesze.

Pierwszy Achat wnet iskrę z krzemienia wykrzesze,

175

Żar chwyta liśćmi, suche w krąg kładzie paliwa:

Wnet ogień ze zarzewia płomieniem się zrywa.

Nadpsute wodą zboże wynoszą i sprzęty;

Znużeni do cna, pokarm — znów morzu odjęty —

Sposobią się piec ogniem i kruszyć go skałą.

180

Tymczasem Enej[52] wstąpił na górę i całą

Objąwszy okiem przestrzeń, patrzy, czy Anteja[53]

Lub fryskich łodzi kędy[54] nie miota zawieja,

Czy Kapys, Kaik statków wysokich nie żenie[55].

Nie dostrzegł naw[56]; Polowanietrzy tylko na brzegu jelenie,

185

Błądzące widzi — z tyłu łań cała gromada;

Długim wieńcem w dolinie tak pasą się stada.

Przystąpił wnet, łuk w dłonie i lotne wziął groty,

Które mu wierny Achat niósł. Pełen ochoty,

Wprzód wodze[57], łby rogate niosące wyniośle,

190

Obala, potem w leśne wtłoczony zarośle,

Strzałami płosząc, pędzi przed sobą tłum hoży[58]

I nie pierwej ustaje, aż siedem położy

Sztuk wielkich: właśnie tyle, ile łodzi mieli;

Do portu wtedy śpieszy i druhom je dzieli,

195

Potem wino, którego płynącej gromadzie

W Trynakrii dobry Acest[59] ogromne dał kadzie,

PrzywódcaRozdziela i otuchę tak wlewa im w łona:

«O druhy — toć wam znana klęsk fala miniona, —

Znieśliście gorsze, tym też bóg koniec położy!

200

Wy szał Scylli i rafy podwodnych wydroży

Huczące, wy Cyklopa złość w znojnych walk buncie

Zmogliście — i dziś z serca lęk smutny usuńcie!

I to pewnie przypomnieć kiedyś będzie miło!

Przez mnóstwo przygód, łamiąc tak wiele zdrad siłą,

205

Do Lacjum dążym, gdzie nam spokojne mieszkanie

Wskazują losy; tam to znów Troja powstanie.

Trwajcie, niech każdy będzie na szczęsny los gotów!»

Tak mówi, lecz sam, pełen najcięższych kłopotów,

Udaje radość w twarzy, ból serca owłada.

210

Ich zasię łup zajmuje i bliska biesiada:

Ze skóry wnętrzne[60] mięsa obnażą ostrożnie,

Część siekają, część pieką drgającą na rożnie,

Inni kubły stawiają, niecą[61] płomień żwawy,

A potem krzepią siły — i leżąc wśród trawy,

215

Starym winem się raczą i tłustych mięs poły[62].

Gdy głód ucztą ukoją i sprzątnięto stoły,

Straconych druhów w długiej przypomną rozmowie,

Wśród nadziei i lęku niepewni, czy zdrowie

I życie ocalili, i słyszą ich z dala.

220

Doli Oronta zbożny Enej się użala,

Amyka opłakuje i Lika los srogi,

Gijasa też z Kloantem, rycerzy bez trwogi.

BógJuż koniec był, gdy Jowisz, śledzący z przestworza

Ziem okrąg, srebrem żagli mieniące się morza,

225

Wybrzeża i lud mnogi, wśród niebios zatrzyma

Swe kroki i w kraj Libii się wpatrzy oczyma.

Gdy takich trosk nawała pierś ciężko mu tłoczy,

Ze smutkiem, łzami wilżąc nadobne swe oczy,

Rzecze Wenus doń: «Królu, co ludziom na ziemi

230

I bogom władasz, gromy śląc, prawy wiecznemi!

Jakież to mój Eneasz popełnić mógł zbrodnie

Z Trojany, iż klęsk tyle cierpiącym, niegodnie

Zamknięty został ziemic Italii krąg cały?

Wszak sam to obiecałeś, że z laty, w dniu chwały

235

Z krwi Teukra — Romy wielcy powstaną mocarze,

Co w morza i ziem wszystkich zawładną obszarze

Potężnie; cóż dziś, ojcze, twe zdanie odmienia?

W upadku smutnym Troi, wśród grozy zniszczenia

Pocieszałam się myślą, że zmienna jest dola!

240

Dziś tenże los pędzonych przez tylu klęsk pola

Znów ściga. Królu wielki, gdzie koniec mozołu?

Antenor[63] wszystkie straże Achiwów pospołu

Mógł zmylić, w illiryjskich mórz odmęt zbiec chmurny,

Tymawa[64] nurt, gdzie mają królestwo Liburny,

245

Okiełzać, gdzie przez dziewięć jam, z wnętrza skaliska,

Ze szumem wzdęte morze przez pola się ciska;

Patawy gród[65] on wielki założył w tej stronie

Dla Teukrów, imię nadał ludowi, wbił bronie

Trojańskie i dziś w błogim pokoju spoczywa; —

250

My, ród twój, których nieba włość czeka szczęśliwa,

Z gniewu jednej[66] (wstyd!) łodzie straciwszy wśród fali,

Zdradzeni, od Italii ziem błądzim w oddali.

Takąż cześć ma nabożność? Tak tron nam stanowisz?»

ProroctwoRodzic ludzi i bogów, uśmiechnął się Jowisz;

255

Z licem, przed którym burzy moc pierzcha wichrowa,

Całuje córę, potem w te ozwie się słowa:

«Rzuć bojaźń, Cyterejko[67]: trwa dla cię niezmienna

Fortuna; gród zobaczysz obiecan i lenna

Lawinium, Eneasza w gwiazd górną krainę

260

Wprowadzisz; raz danego ci słowa nie minę.

Dziś bowiem, gdy cię troska dręczy nadzwyczajnie,

Szeroko przyszłych losów odsłonię ci tajnie:

Bój będzie wieść Italia wielki, praw nieświadom

Lud zwalczy[68], ład i grody da wiejskim gromadom;

265

Gdy lat trzy władać będzie nad Lacjum krainą,

Gdy od klęski Rutulów trzy zimy przeminą,

Dziecię Askań, dziś Julem zwany, Askań młody

(Ilem był, kiedy Ilium stało między grody[69]),

W rządach swoich lat długich wypełni trzydzieści,

270

Przeniesie tron z Lawinium i w Albie pomieści,

Zwanej Długą, potężnie wzmacniając ją wały[70].

Na trzysta lat tam pełnych odzierży[71] tron chwały

Hektora ród, aż Ilia, kapłanka-królowa[72],

Poczętych z Marsa dwoje bliźniątek[73] wychowa.

275

Wilczycy płowej skórą odzian, karmicielki,

Zawładnie Romul ludem, założy gród wielki,

Swym mianem zwąc go: Romy marsową osadę.

Ich władztwu granic w ziemi i w czasie nie kładę:

Bezkresne mają berło — i Juno gniewliwa,

280

Co morze, ziemię, niebo dziś waśnią rozrywa,

Myśl w lepsze mieniąc[74], ze mną wraz świata mocarzy,

Togami strojnych Rzymian, swą łaską obdarzy.

Tak los chce. Assaraka potężny dom[75], z laty[76],

Kraj Ftyji i Miceny, gród w sławę bogaty

285

Podbije — ziemia Argos mu skłoni się sama[77].

Z pięknego rodu Trojan świat ujrzy Cezara

Co sławą w gwiazdy, państwa krańcami w olbrzymie

Sięgnie morza, od Jula wielkiego ma imię

Tego ty z łupem Wschodu do niebiańskich zacisz

290

Bez trosk przyjmiesz, czcią boską i śluby zbogacisz.

Złagodzą się zwyczaje, ustaną w krąg wojny,

A siwa Wierność[78] z Westą[79], z Remusem dostojny

Da Kwiryn[80] prawa; srogie żelaznym łańcuchem

Wrzeciądze zawrą Wojen[81]: w pomroczu ich głuchem,

295

Na broni, ze skutymi stu więzy rękoma

Na plecach, krwawą paszczą Złość ryknie łakoma».

Tak rzekł i syna Mai[82] z górnego śle nieba,

By Teukrów — gród Kartagi nowy i jej gleba

Przyjęły, by im Dydo, losów nieznająca,

300

Nie broniła ziem. Szybko ów skrzydły[83] roztrąca

Powietrze i w libijskiej wnet staje krainie.

Rozkazy spełnia; Penom ze serca złość ginie,

Jak bóg chce; nade wszystko życzliwa królowa

Dla Teukrów myśl łaskawą i szczerą chęć chowa.

305

Pobożny[84] Enej, nocą wiele ważąc w duszy,

Gdy błysnął ranek miły, wnet w drogę wyruszy:

W jakie strony go zniosła fala, wichrem wzdęta,

Jaki lud w nich (bo pustkę widzi) i zwierzęta,

Chce zbadać, aby druhom to odnieść do łodzi.

310

Pod wklęsłą skałę statki, pod leśny gąszcz wwodzi[85],

Gdzie drzewa mrok igliwiem rzucają bogatem

Posępny; z jednym tylko sam rusza Achatem,

Dwa w dłoni z ciężkim grotem wtrząsając oszczepy.

Doń matka wyszła przeciw, przez lasu gąszcz ślepy:

315

Twarz i szaty ma dziewy, w jej ręku broń lśni się

Spartanki lub Harpalki[86], co konie w Treisie

Prześciga i nad Hebru[87] bystrzejsza jest fale;

Łuk składny z barków na dół zwiesiła niedbale,

Wiatr unosi jej włosy, nagie jej kolana,

320

A lekka poła szaty węzłem przewiązana.

Pierwsza ich: «O młodzieńcy — spyta — czyście może

Błądzących sióstr mych kędy[88] nie spotkali w borze?

Kołczan noszą, odzieżą ich rysia, pstra skóra —

Może z krzykiem w odyńca trop gnała tu która?»

325

Tak Wenus; zaś syn rzecze: «W pustkowiu tem głuchem

Nie wzięlim[89] wieści o nich ni okiem, ni uchem.

Jak zwać cię, dziewczę? Ziemskiej daleko królewnie

Do twoich lic i głosu; bogini tyś pewnie,

Siostrzyca Feba[90] albo z plemienia nimf jedna!

330

Kimkolwiek jesteś, witaj i dobądź nas ze dna

Mozołów; pośród jakich tu błądzim niw? Powiedz!

Nie znając miejsc ni ludzi, w ten dziki manowiec

Zabrnęlim[91], gniewem wichru i wzdętych fal gnani.

Obiaty[92] za to hojne złożymy ci w dani».

335

Na to Wenus: «Nie godnam ja żadnej obiaty.

Jest zwyczaj dziewic Tyru nieść kołczan bogaty

I górnie[93] purpurowym koturnem kryć goleń.

Punickie widzisz państwo, gród Tyru pokoleń

Libijskich, Agenora[94] wojowie w nim dzicy

340

Nad grodem Dydo włada, co z Tyru stolicy

Przed bratem uszła. Długa zawiłość jest w sprawie,

Więc główne jeno rysy jej krzywdy wyjawię:

Małżonkiem jej był Sychej, najbogatszy w łany

Wśród Penów i przez biedną wielce miłowany.

345

Jemu to nietkniętą z wróżbami pierwszemi[95]

Dał rodziciel. Lecz królem wśród tyryjskiej ziemi

Pigmalion[96] był, nad innych wylany na zbrodnie[97];

Między nimi gniew wybuchł. Okrutnik niegodnie

Niebacznego[98] Sycheja przed ołtarza drewny[99]

350

Dla żądzy złota zabił żelazem — i pewny

Miłości siostry, długo ukrywał rzecz przed nią,

Łudząc smutną ze sztuką[100] iście niepoślednią[101].

Duch, Sen, Tajemnica, ZbrodniaNiepogrzebion mąż przecież jej zjawił się we śnie:

Twarz bladą w dziwny sposób podnosząc boleśnie,

355

Okropny ołtarz, piersi przebite żelazem

Odsłania, tajną zbrodnię objaśnia jej razem,

Potem radzi uciekać i rzucić swe łany,

Na podróż zaś dobywa ze ziemi nieznany

Skarb stary, wielkie srebra i złota brzemiona.

360

Z druhami podróż Dydo gotuje strwożona.

Wnet ci, których gniew srogi do tyrana bodzie

Lub lęk pędzi, zebrani, porywają łodzie,

Znoszą skarby: skąpego Pigmaliona złoto

Płynie morzem. Kobieta przewodzi nad flotą.

365

Przybyli wreszcie w miejsce, gdzie wzgórza stok nagi

Mur wieńczy dziś, potężny gród nowej Kartagi;

Kupiwszy ziemi tyle, ile się zamyka —

Byrsą[102] zwą ją stąd — skórą rozesłaną z byka…

Lecz wy skąd? Z jakiej wreszcie przyszliście tu niwy?

370

I jaką drogą?» — Na jej zapytań głos tkliwy,

Wzdychając ciężko, z piersi te rzucił on słowa:

«Bogini, jeśli słuchać mnie będziesz gotowa,

To zanim wszystkie nasze wyliczę mozoły,

Wprzód wieczór w niebie zgasi dnia uśmiech wesoły:

375

My z Troi starej; doszło cię może z oddali

To miano; długo gnanych po różnych mórz fali

Przypadkiem wicher w Libię nas rzucił, zły srodze:

Jam zbożny Enej: bogi wyrwane pożodze

Na flocie wiozę, sława ma niebios dosięga.

380

Italii szukam, kędy z Jowisza potęga[103]

Mojego rodu. Z Frygii dwadzieścia jam łodzi

W nurt spychał, a bogini im, matka, przewodzi;

Z tych siedem Eur[104] zostawił, zbitych przez bałwany,

Ja, nędzarz, wśród puszcz Libii tułam się nieznany,

385

Z Europy, z Azji wygnan…» Więcej Wenus tkliwa

Nie zniosła i tak skargę mu gorzką przerywa:

«Ktośkolwiek jest, nie wierzę, byś bogom niemiły

Wiódł żywot, gdy w gród Tyru cię losy zwróciły.

Dalej jeno, wstąp w progi królowej bez zwłoki,

390

Bo druhów twych i flotę (pewnymi wyroki

Wieść głoszę) wiatr w bezpieczną gna przystań w tej chwili,

Chyba, że próżno wróżyć mnie ojce uczyli!

Patrz, leci sześć łabędzi par skrzydłem wesołem;

Przed chwilą ptak Jowisza[105] złowieszczym je kołem

395

Z pełnego spłoszył nieba, związane w rząd długi —

Te opadły, te patrzą, gdzie opaść w pól smugi:

Jak skrzydły[106] igrające te lotne łabędzie

Ze szumem, śpiew podnosząc, przez niebo mkną w pędzie:

Tak samo twoja flota, twojej hufiec młodzi

400

Osiąga port lub pełnym doń żaglem dochodzi;

Śpiesz się tędy iść drogą, gdzie wszystko ci sprzyja!»

BoginiTak rzekłszy, skroń odwróci — różowa jej szyja

Rozbłyśnie, woń ambrozji od włosów uderzy,

Czar boski; do stóp fałdy jej spłyną odzieży.

405

Boginię krok sam wydał. Poznawszy ją, wielce

Zasmucon, tak się zbiegłej skarżył rodzicielce

Eneasz: «Czemu srogość twa prawdę mi słoni[107]

Złudnymi widmy[108]? Czemu, trzymając dłoń w dłoni,

Prawdziwymi się słowy[109] rozmówić nie możem?»

410

Tak wini ją, wskazanym w gród dążąc wydrożem.

ObłokIdących ciemną chmurą troskliwa bogini

Otacza, ze mgły gęstej płaszcz wokół im czyni,

By nikt dostrzec ich nie mógł, ni czynić im szkody

Lub opóźniać, pytając o przyjścia powody.

415

Sama w Pafu[110] dziedziny się wzbiła wesoła,

Gdzie z ołtarzy stu, kwieciem zwieńczonych dokoła,

Kadzideł Saby[111] wonie najświeższe jej płyną.

Oni w drogę tymczasem dążąc za ścieżyną,

Miasto, PracaWstąpili na najwyżej piętrzące się wzgórze

420

Nad miastem, skąd gród widać i zamek w lazurze.

Zadziwią wodza gmachy, przed laty rząd chałup;

Ścisk ludzi, bramy, bruki; z zapałem — jak na łup —

Lud ciśnie się tyryjski: ci mury ochoczo

Zamkowe wznoszą, tamci rękoma głaz toczą,

425

Tam rowem zamykają obszar obran[112] na dom,

Miejsca tyczą, służące senatu obradom;

Tu port kopią, podwalin teatru tam tłumny

Rój dogląda, a inni ogromne kolumny

Ze skał rąbią, co będą ozdobą na scenie:

430

Tak wiosną na wsi kwietnej pszczół słychać brzęczenie

Rojących się na słońcu, gdy pełne swobody

Dojrzały płód wywodzą lub płynne z ziół miody

Przynoszą, napełniając komórki słodyczą,

Pomagają wnoszącym albo wojowniczo

435

Trutni ciżbę precz pędzą od miodowych tkanek:

Wre praca, pachną miody i wonny tymianek.

«O szczęśni, którym mur już siedziby wyrasta!»

Rzekł Enej — i ogląda wyniosły szczyt miasta.

Zakryty mgłą (o dziwy!), przeciska się drogą

440

I w tłum miesza, niewidzian zgoła przez nikogo.

Był gaik w środku miasta pełen miłych cieni,

Gdzie Penowie, falami i burzą pędzeni,

Znak z ziemi wykopali, w miejscu od Junony

Wskazanym: łeb rumaka; tak w bojach ćwiczony

445

Miał być lud, co przez wieki zwycięstwy[113] zasłynie,

Tu Junonie Dydona ogromną świątynię

Stawiała, znaczną dary[114] i boską opieką:

Spiżowe stopnie progów jej błyszczą daleko,

Spiż belki spina, chrzęszczą podwoje ze spiżu.

450

W tym gaju najpierw Enej zobaczył w pobliżu

Rzecz nową, której widok złagodził bojaźnie

I w klęsce brzask wyzwoleń zwiastował wyraźnie.

Gdy się bowiem rozgląda w olbrzymiej świątyni,

Czekając na królową, gdy podziw mu czyni

455

Przepych miasta, artystów dłoń i ciężkie dzieła —

Iliackie widzi bitwy[115], które w kształt zaklęła

Rozgłośna sława, echem płynąca w świat cały:

Atrydów i Pryjama, i wroga ich chwały,

Achilla. Ze łzą stając: «Gdzież gród — rzekł — Achacie,

460

Gdzie naszych nieznające klęsk ziemi połacie?

Oto Pryjam! Zasługa bywa nagrodzona,

Są łzy rzeczy[116] — i wzrusza człowieczy ból łona!

Rzuć bojaźń i ta sława ochłody cień da ci!»

Tak rzekł i złudą niemych wzrok pasie postaci,

465

Ciężko jęcząc i łzami zlewając swe lica.

Pergamu[117] boje jego ogląda źrenica:

Tu Grecy uciekają, młódź Troi naciska,

Tam Frygi[118] z groźną kitą Achil pędzi z bliska

Rydwanem; ze łzą widzi namiotów rząd biały

470

Rezosa[119], w które nocą, gdy pierwszym snem spały,

Na rzeź krwawą Tydydy[120] wtargnęła zasadzka

I w obóz dzielne konie uwiodła znienacka,

Nim Troi paszę jadły i Ksantu nurt piły[121];

Ówdzie, zbroję straciwszy swoją, Troil[122] miły,

475

Biedny młodzian, niezdolen z Achillem biec w starcie,

Niesion końmi, tkwi w wozie pochyły, uparcie

Dzierżąc wodze — w kurzawie kędziory mu toną

I kark, ziemię zaś orze włócznią odwróconą;

Tymczasem z szatą w gniewnej świątynię Pallady,

480

Włos rozwiawszy, Iliadek wyrusza tłum[123] blady

W łzach się korząc i w piersi się bijąc rękoma:

Bogini wzrok utkwiła w ziemię — nieruchoma;

Hektora trzykroć Achil w krąg Troi baszt oto

Wlecze końmi i ciało sprzedaje za złoto. —

485

Ze dna piersi mu jęki żal dobył głęboki,

Gdy łup ujrzał i rydwan z przyjaciela zwłoki[124]

Pryjama, jak wyciąga bezbronne swe dłonie.

Wśród wodzów greckich własna mu postać zapłonie

Ogląda wschodnie szyki, Memnona[125] twarz czarną;

490

Amazonki[126] z krągłymi tarczami się garną

Z groźną Pentezileą, co w środku rycerstwa,

Podpiąwszy złotem piersi, rumiana i czerstwa

Z mężami, dziewką będąc, w bój śpieszy ochoczy.

Gdy tymi obrazami Eneasz swe oczy

495

Nasyca, podziwieniem zdjęty w głębi łona,

Królowa sama, cudnej postaci Dydona,

W świątyni z dziewic liczną pojawia się rzeszą.

Jak nad brzegi Eurotu[127] lub w Cyntu[128] kraj śpieszą

Dyjany tłumne chóry, rozbrzmiewa gór granit

500

Pod pląsami tysiąca rześkich Oceanid[129]

Ona, kołczan zwiesiwszy, nad cały tłum bogiń

Wznosi się, w piersiach matki szczęścia płonie ogień:

Tak piękną była Dydo, tak raźnie się niosła

W tłum ludzi, oglądając zaczęte rzemiosła.

505

Wreszcie w głębi świątyni, pod cieniem jej pował[130]

Zajęła tron; rój zbrojnych w krąg szyki zgrupował,

Ona mężom wyroki ogłasza i prawa,

Zajęcia słusznym działem lub losem rozdawa[131].

Wtem Enej ujrzy z nagła, jak wśród zbiegowiska

510

Antej, Sergest i dzielny Kloant idą z bliska

Wraz z innymi Teukrami, których orkan siny

Rozproszył w morzach, w obce unosząc krainy.

Osłupiał wraz sam, razem Achata dreszcz zdejmie

Radości i obawy; chcąc ścisnąć uprzejmie

515

Braterską dłoń, lecz rzeczy niejasność ich wstrzyma.

Spowici w obłok śledzą pilnymi oczyma,

Jaki mężów los? W jakiej ich flota przystani?

Po co idą? Bo z wszystkich okrętów wybrani

Szli błagać łaski, z krzykiem dążąc do świątyni.

520

Gdy weszli w głąb i mówić im dała władczyni,

Najstarszy Ilijonej kornymi rzekł słowy[132]:

«Królowo, której Jowisz dał stawiać gród nowy

I hardy lud słusznością miarkować w zapędzie,

525

Nędzarze z Troi, gnani przez morską toń wszędzie

Orkanem, prosim, oddal pożogi złość chyżej

Od łodzi, broń pobożnych, rzecz poznać chciej bliżej:

Nie przyszlim, by pustoszyć libijski kraj mieczem,

Ni łupów żadnych od was ku brzegom nie zwleczem,

530

Nie mają pychy tyle i sił zwyciężeni.

Jest ziemia, Hesperyją[133] lud Grajów ją mieni,

Kraj stary, bitwy[134] wsławion, gdzie żyzny łan sieją

Enotrzy[135]; jak wieść niesie, ród młodszych dziś zwie ją

Italią, swego wodza nadając jej imię[136]

535

Tam dążylim.

Wtem Orion[137], wstając, fale z dna ruszy olbrzymie,

Wichrami rzuci łodzie na mielizn głąb ślepy,

Wzdętymi nurty[138] kryje i w skalne wertepy

Rozpędza. Co tu zbiegło, na palcach doliczaj! —

540

Co za ród?! W jakim kraju tak chamski obyczaj

Znoszon będzie? Od brzegów wstrzymują nas zgrają,

Bitwą grożą, na ziemi brzeg wstąpić nie dają!

Gdy ludźmi i ich bronią gardzicie niegodnie,

Pomnijcie: bogi widzą czyn dobry i zbrodnie!

545

Eneasz był nam królem, na świecie nikt drugi

Nie zrównał mu ni z cnoty, ni z miecza zasługi.

Jeżeli los mu służy i dotąd oddycha

Powietrzem, gdy go w cienie nie wwiodła[139] noc cicha,

Bez trwogi my — i tobie żal pierwszej nie będzie

550

Przysługi. Na Sycylii niejednych ziem piędzie

I miasta mamy, Acest z krwi Trojan je grodzi.

Na brzegi ściągnąć dozwól znękanych rząd łodzi,

Wyrąbać z lasu belki, wystrugać w nim wiosła,

By, gdyby druhów z królem fortuna przyniosła

555

I los dał, do Italii iść, na Lacjum niwy.

Jeżeli zaś pochłonął cię, ojcze[140] nasz tkliwy,

Nurt Libii i nadziei nie staje[141] nam, Jula,

W Sycylii niech nas ziemia gotowa przytula,

Skąd przyszlim: dozwól wtedy w kraj płynąć Acesty!»

560

Tak Ilijonej; zawtórzą słów zgodnych szelesty[142]

Dardanidzi.

Natenczas Dydo krótko, skłaniając skroń, powie:

«Oddalcie z serca bojaźń i troski, Teukrowie:

Los twardy, nowość państwa, te dawać mi każą

565

Zlecenia i szeroko obsadzać brzeg strażą.

Któż nie zna Eneadów? Kto Troi? I komu

Obcymi są ród, męstwo i groza pogromu?

Nie takie twarde serca ta żywi kraina,

Nie tak tu odwrócone słońce konie spina[143]!

570

Czy Hesperii, Saturna wdzięk znęci was błoni[144],

Czy w Eryksa[145] kraj Acest król serce nakłoni,

Bezpiecznie was wyprawię i mieniem wspomogę.

Gdy ze mną zostać chcecie, tu kończąc swą drogę,

Gród mój waszym — czas, byście okręty ściągali;

575

Lud Trojan równo z Tyrem ja ważę na szali!

O, gdyby sam król Enej wszedł na to wybrzeże,

Tymże wichrem gnan! Zaraz wytrawne rycerze

Roześlę, krańce Libii niech bada straż czuła,

Czy rzucon gdzie się w lesie lub w grodach nie tuła!»

580

Poruszon słowy, Achat waleczny swą postać

I ojciec Enej dawno już z chmury wydostać

Pragnęli. Pierwszy Achat Eneja zagadnie:

«Bogini synu, jakąż myśl w duszy masz na dnie?

Bezpiecznym widzisz wszystko, flota, druhy[146] z nami;

585

Jednego brak, którego widzielim wprzód sami,

Jak tonął, zresztą[147] matki spełniły się słowa[148]!» —

Ledwie wyrzekł to, z nagła prysnęła tęczowa

Śreżoga chmurki; lekkiej wydarty obsłonce

Promienny Enej w jasne podnosi skroń słońce,

590

Z postaci rówien[149] bogu, bo od swej macierzy

Kędziory wziął prześliczne, rumieniec lic[150] świeży,

A z oczu wdzięk młodości mu tryska wesoły:

Tak zdobią kość słoniową przemysłu mozoły,

Tak w złocie srebro błyska lub z Paru lśni kamień[151].

595

Królowej więc i wszystkim, wśród dziwu omamień,

Rzekł z nagła: «Tutaj jestem! Wywiadów nie stanów,

Królowo! — Enej z Troi jam, z Libii bałwanów

Wyrwan! O ty, co Trojan litujesz się jedna,

Co nas, resztki Danaów, przez morskie bezedna[152]

600

I lądy gnanych klęską, nędzarzy — do zacisz

Domowych swych przyjmujesz i grodem bogacisz,

Dzięk godnych słać ci, Dydo, nasz język nie zdoła,

Ni cały ród Dardanów, po świecie dokoła

Rozproszon. Jeśli bogi czczą zbożnych, jeżeli

605

Coś znaczy prawość, cnoty świadomość weseli,

Bądź wszystkim nagrodzona! Jakiż, w szczęsnej chwili

Wiek cię wydał i jacy ojcowie zrodzili?

Póki rzeki biec będą w morza i gór stocza

Zwiedzać cienie, a niebo gwiazd trzódka urocza,

610

Zawsze imię twe wdzięcznym pierwszeństwem zaszczycę,

W jakikolwiek kraj pójdę!» To rzekłszy, prawicę

Śle w stronę Ilioneja, lewą Sergestowi

Dłoń poda, toż Gijasa, Kloanta pozdrowi

I innych.

615

Zadziwiona widokiem królowa,

A potem losem męża, w te ozwie się słowa:

«Jakiż synu bogini, zawistny los gna cię

Przez klęsk tyle? Co rzuca w tych pustek połacie?

Ty żeś Enej, którego Anchizowi miła

620

Nad falą Symoentu Wenera powiła?

Pamiętam, Teucer[153] przybył w sydońskie zagony,

Wypędzon z ziem ojczystych, by szukać korony

Z pomocą Bela; rodzic mój, Belus, na popiół

Obrócił Cypr bogaty i władzy tam dopiął

625

Pogromem. Odtąd losy waszego znam grodu,

Twe imię, wodzów greckich pamiętam od młodu;

I wrogów wielu — Teukrów nad inny lud ceni:

Stąd mówią, że ze starych są Teukrów zrodzeni.

Wstępujcie więc, młodzieńce, pod moje poddasza!

630

I mnie również fortuna tak sroga jak wasza

Po wielu trudach spocząć na ziemi tej każe.

Nieobca klęsce, umiem wspomagać nędzarze!»

Tak mówi i Eneja w królewskie wrzeciądza[154]

Prowadzi, razem bogom obiaty zarządza.

635

Tymczasem na brzeg druhom śle wybór najlepszy:

Dwadzieścia wołów, setkę szczeciastych da wieprzy

Z grubym karkiem, sto tłustych z matkami jagniątek,

Wesołe dnia podarki.

We wnętrzu domu suto ścian każdy zakątek

640

Przystroją, stoły stawią pomiędzy kolumny,

Szat szkarłat, sztucznie tkanych, połyska w krąg dumny,

Ogromne srebra świecą, w złocie bez usterek

Rzeźbione czyny ojców lśnią, długi dzieł szereg,

Przez tylu mężów wiedzion do rodu ich źródła.

645

Eneasz, bo ojcowska miłość nie wychłódła

W jego sercu, Achata śle szybko, by całą

Askaniowi rzecz odniósł i w miasto go śmiało

Sprowadził. Troska ojca w Askaniu jedynie!

Wraz dary też, iliackiej wyrwane ruinie,

650

Nieść każe: tkany złotem płaszcz sztywny, niesplamion

I akantem obszytą zasłonę dla ramion,

Heleny strój, Argiwki, który z Mycen sama

Uwiozła, gdy na związek wzbroniony[155] w Pergama

Dążyła, matki Ledy[156] dary niezmierzone;

655

Prócz tego berło, które nosiła Ilione,

Najstarsza z cór Pryjama, i naszyjnik złoty

Z perłami, i koronę podwójną z klejnoty. —

Z tym zleceniem szedł Achat śpiesznie w stronę łodzi.

Lecz Wenus nowe sztuki, plan nowy znachodzi[157]

660

W swej myśli, by Kupidyn, odmieniwszy postać,

Mógł miast Jula miłego z darami się dostać

Do królowej, niezgasłe w niej niecąc zarzewie;

Lęka się bowiem Tyru obłudy i nie wie,

Co knuje Juno — troskę nocna zwiększa pora;

665

Tak zatem skrzydlatego zagadnie Amora:

«Synku mój, ma jedyna mocy i rozkoszy,

Którego grot Jowisza tyfejski[158] nie płoszy,

Twojego wzywam bóstwa, byś kornie ubłagan

Mnie wspomógł: brat twój, Enej, morzem przez huragan

670

Gnan wszędy, dla Junony[159] przewrotnej się tuła.

Znasz ją, z tobą jam nieraz ból przez nią odczuła.

Fenicka Dydo trzyma go, słowy słodkiemi

Nęcąc, przecież lęk ciągły Junońska ta śle mi

Gościnność: nie ustanie, gdy rzeczy tak stoją.

675

Królowę więc ja zdradą usidlić chcę moją

I płomieniem, by serca nie zmieniła płocha

Przez Junonę; Eneja niech ze mną wraz kocha!

Jak tego dopiąć, rada wyjaśni ci szczera:

Z woli ojca w sydońskie się miasto[160] wybiera

680

Królewski chłopiec[161], z wszystkich najwięcej mi drogi,

Niosąc dary wyrwane z morza i pożogi;

Jego ja uśpionego na Cytery szczycie

Przechowam lub w idalski chram[162] zaniosę skrycie,

By podstępu nie poznał przed stosowną chwilką;

685

Ty postać jego przybierz na jedną noc tylko

Podstępem; chłopiec, chłopca weź wdzięczne znamiona,

A kiedy cię na łono swe przyjmie Dydona

Przy uczcie, gdy po winie jest w myśli weselej,

Całując wśród uścisków słodkich, wtedy przelej

690

W jej serce płomień skryty, zwodnicze twe wina!»

Amor słucha słów matki drogiej, wnet odpina

Skrzydełka i wesoło udaje chód Jula.

Tymczasem Wenus błogim snem członki utula

Askania i przy piersiach niesie na wysoki

695

Idalski szczyt, gdzie dziecię miłymi pomroki

Kwiecisty gaj osłania i poją ziół wonie.

Kupido, pełniąc prośbę, w tyryjskie ustronie

Wesoło dar królewski niósł wespół z Achatem,

Uczta, ObyczajeGdy wchodził, już królowa, w tle przesłon bogatem,

700

Na złotej sofie w pierwszym się miejscu ułoży;

Już ojciec Enej wchodzi, już Trojan tłum hoży

Przybywa, na rozsłanej się ścieląc purpurze.

Służący niosą wodę do rąk, kosze duże

Z pieczywem i wełniane ręczniki bez skazy;

705

Pięćdziesiąt dziewcząt wewnątrz półmiski i wazy

Rzędem kładzie i bogom kadzideł woń pali;

Sto innych i sług tyleż rówieśnych im w sali

Roznosi jadło, stawia puchary dokoła.

Nie mniej i Tyryjczyków w podwoje wesoła

710

Młódź się kupi, na sofach ścieląc za rozkazem.

Miłość, PodstępDziwi ich dar Eneja, dziwią się zarazem

Promiennej twarzy Jula i złudnemu słowu;

Płaszcz potem i z akantem strój nęci ich znowu.

Szczególnie biedna Dydo, oddana złej doli,

715

Ni oczu, ani serca nie może do woli

Nasycić: równie dar ją, jak chłopiec zachwyca.

On, na szyi nie swego zwisnąwszy rodzica,

Gdy miłość jego pieszczot ukoił zapałem,

Do niej bieży; oczyma i sercem już całem

720

Tkwi w nim Dydo, na łonie pieści, niewiedząca,

Jaki bóg czyha na nią; jemu nic nie zmąca

Poleceń Acydalii[163]: Sycheja[164] więc z wolna

Zaciera w jej pamięci, by była znów zdolna

W odwykłe serce nowej wziąć płomień miłości.

725

Po uczcie, gdy już stoły zabrano, wśród gości

Stawiają wielkie czasze i wina uwieńczą.

Wstał hałas, wrzawą zewsząd rozbrzmiały młodzieńczą

Przybytki; podciągnięte pod pułapy wierzchnie

Błysną lampy, od żaru pochodni noc pierzchnie.

730

Królowa puchar Belów[165], perłami i złotem

Ozdobny, bierze, winem napełni go potem

I w dłonie ujmie — cisza dokoła nastawa[166]:

Obyczaje, Uczta, Zabawa, Wino«Jowiszu, który dajesz gościnności prawa,

Spraw, niechaj dzień ten Tyru i Trojan lud święci

735

Jako błogi, niech w dziatek on żyje pamięci,

Niech radość Bakchus zsyła i dobra Junona!

Wy ucztę, Tyryjczycy, święćcie z głębi łona!»

Rzekła, kroplę dla bogów strąciła w stół pusty

I pierwsza, lekko czaszy dotknąwszy się usty,

740

Z zachętą daje Bicji; ów, pełen ochoty,

Szumiący winem do dna spełnił puchar złoty.

Za nim możni; na cytrze złotej — z włosem po pas,

Ćwiczony przez wielkiego Atlasa gra Jopas:

Trud słońca błądzącego śpiewa i księżyca;

745

Skąd ludzi ród i bydło, żar i nawałnica,

Arktur[167], słotne Hyjady[168], podwójne Triony[169];

Czemu zimą tak śpiesznie w ocean spieniony

Schodzi słońce, a letnia noc idzie mniej żwawo. —

Klaszcze Tyru lud, Troja huczne bije brawo.

750

Niemniej, noc przeróżnymi spędzając rozmowy,

Biedna Dydo miłości żar pije wciąż nowy.

O Pryjama, Hektora wciąż pyta się wiele,

To na jakich Jutrzenki syn[170] przybył wojsk czele,

To jakie Diomeda konie[171]? Jaki Achil?

755

«Owszem — rzecze — o, gościu, do mych próśb się nachyl,

Złość Greków od początku, oraz jaki trud ma

Twa podróż, powiedz; wiosnać to zbiegła już siódma,

Jak tułasz się po ziemiach wszystkich i mórz fali».

Księga II

Zmilkli wszyscy i twarze obrócili bacznie,

760

Więc ojciec Enej z łoża górnego tak zacznie:

«Niewymowne, królowo, wznawiać każesz rany.

Jak trojańskie dostatki i tron opłakany

Wywrócili Danaje; jam widział klęsk mrowie,

W nich udział miałem wielki. Kto, głosząc to w słowie,

765

Z Mirmidonów, Dolopów lub wojska Ulissa

Łzę by wstrzymał? Z niebiosów noc mokra już zwisa.

Schodzące gwiazdy radzą snem siły odświeżyć —

Lecz gdy pragniesz tak poznać wypadki mych przeżyć

I krótko znoje Troi usłyszeć ostatnie,

770

Choć duch wzdryga się wspomnieć, głos z płaczu się zatnie,

Zacznę:

Wojną złamani, losem starci w sile

Danajów wodze, kiedy już zbiegło lat tyle,

Konia-górę, Pallady sztuką wsparci bożą,

775

Budują, z jodeł ściętych żebra mu ułożą;

Udają ślub za powrót — ta wieść się rozszerza.

Wtedy garść wybranego przez losy żołnierza

W głąb pusty wsadzą chyłkiem, wnet bok mu olbrzymi

I brzuch cały mężami wypełnią zbrojnymi.

780

Jest blisko wyspa Tened, słynąca wprzód chwałą

I skarby, gdy się państwo Pryjama trzymało —

Dziś wydmy w niej i przystań dla łodzi zdradliwa,

Tam zgraja ich na pustym się brzegu ukrywa.

My sądzim, że do Micen z wiatrem odpłynęli;

785

Cała Teukria po długim się smutku weseli.

Otworzą bramy; chętnie doryckie[172] obozy

Lud zwiedza, brzeg opuszczon ogląda bez zgrozy:

Tu Dolopy, tam miejsce Achilla namiotów,

Tu floty port, tam szereg się zbiegał, w bój gotów.

790

Część dziwi dar złowieszczy, poświęcon Minerwie

Rumaka kolos. Pierwszy Tymetej się zerwie,

Wieść w mury go i w zamek doradza wysoki —

Bądź ze zdrady, bądź Troi tak chciały wyroki.

Lecz Kapys i ci, którzy dojrzalszą myśl mieli,

795

Zdradzieckie dary Greków w dno morskiej topieli

Stoczyć każą i żary podłożyć ogniska

Albo, wiercąc brzuch, zbadać kryjówki głąb z bliska

Niepewny lud w przeciwne dwie dzieli się strony.

PodstępWtem pierwszy, z wielką rzeszą mężów, zapalony

800

Laokon z wysokiego zamczyska zbiegł śmiele

I z dala: — »Co za zgubny szał, obywatele!

Wierzycie, że złość wroga nad wami nie zwisa,

Że bez zdrady dar Greków? Tak znacie Ulissa?

Albo siedzą w tym drzewie Achiwi ukryci,

805

Lub mury nam machina ta zdradnie podchwyci,

Szpiegując z góry domy i gród; zresztą kto wie,

Jaki fałsz w niej; koniowi nie wierzcie, Teukrowie!

Ja lękam się Danajów, chociaż niosą dary[173]

Rzekł i włócznię ogromną w bok groźnej poczwary

810

I w pogięty od spojeń brzuch z potężną mocą

Ciska — utkwiła, ciężko drgając: zachrobocą

I wydadzą jęk wklęsłe brzuszyska jaskinie.

Gdyby nie wyrok bogów i płochość jedynie,

Skłoniłby nas, by zbroczyć kryjówkę żelazem:

815

Stałabyś, Trojo, z zamkiem Pryjama zarazem!

Wtem młodzieńca, związawszy mu dłonie za plecy,

Z krzykiem wielkim przed króla wiedli niedalecy

Pasterze. On, nieznany, w ich ręce zdradziecko

Sam się oddał, by w Troję wprowadzić czerń[174] grecką,

820

Ufny w duszy, na dwoje się godząc pochopnie:

Czy znajdzie zgon niechybny, czy zdrady swej dopnie.

Ciekawie zewsząd Trojan młódź śpieszy bezwąsa

I w tłoku na wyścigi z jeńca się natrząsa.

Poznaj więc Greków zdrady i z jednego zbrodni

825

Sądź o wszystkich.

Gdy bowiem bezorężny ów tułacz przychodni

Zmieszan stanął i okiem zmierzył Frygów wojsko:

— »Jakaż ziemia dziś, jaka — rzekł — będzie mi swojską

Mórz fala? Ja nieszczęsny! Któż pomoc dziś da mi?

830

Wśród Greków miejsca nie ma dla mnie, a i sami

Dardanie wrodzy śmierci mej chciwie żądają«. —

Te jęki zmiękczą serca, pomruk między zgrają

Ucichnął. Każem mówić: z jakiej krwi zrodzony?

Co niesie? Więźniem będąc, co ma do obrony?

835

On, zbywszy się bojaźni, nareszcie to wyzna:

»Całą prawdę ci powiem, królu. Ma ojczyzna,

Nie przeczę, w Argos: stamtąd przodkowie są tędzy

To pierwsze. Gdy nieszczęście przywiodło do nędzy

Synona, kłamcą przecież nie zrobi na włosek!

840

Może doszło twych uszu z dalekich pogłosek

Coś o mianie Belidy, sławie Palameda[175]:

Z fałszywych go donosów Pelazgów[176] czereda

Bez win, dziko, iż wojnę tę ganił sobaczą,

Skazała na śmierć — teraz zabitego płaczą.

845

Jemu, iż nas ród zbliża oraz towarzyska

Zażyłość od lat pierwszych, w te obozowiska

Ubogi rodzic przydał. Póki królów godło

Nosił i w radzie znaczył, i mnie też się wiodło,

Miałem imię; lecz skoro on, z Ulissa winy

850

(Znaną głoszę rzecz) ziemskie opuścił krainy,

Znękan, życie pędziłem w cieniu, wśród łez wiela,

Gniew żywiąc z niewinnego doli przyjaciela.

Szalony, nie taiłem, że gdy los mi zdarzy

Zwycięsko w Argos wrócić, do swojskich ołtarzy,

855

Mścić się będę; tem srogim gniew wzbudził[177]. Zza kulis

Zło pierwsze odtąd wyszło, odtąd zawsze Ulis

Nowymi straszył pozwy[178], pogłoski sąsiadom

Sprzeczne rzucał, na przebój szedł, winy swej świadom,

I nie spoczął, aż pomoc Kalchasa[179] w tej drodze…

860

Lecz po cóż próżno skargi niewdzięczne rozwodzę

I zwlekam? Gdy równymi są u was Achiwy

I dosyć wam to słyszeć, w zgon wiedźcie straszliwy:

Chce Itak[180], nie poskąpią Atrydzi[181] nagrody…« —

Więc chciwie go badamy, by wyznał powody,

865

Nie sądząc, by w tym podstęp tkwił, zbrodnia i zdrada

On dalej drżącym głosem tak chytrze powiada:

— »Często Grecy, długimi znużeni bojami,

Porzucić chcieli Troję i cofnąć się sami.

Obyż to uczynili! Lecz często ich zima

870

Na morzu, często Auster[182] odstraszy i wstrzyma.

Szczególnie, gdy już pobit klonowymi belki

Stał rumak, całe niebo burz orkan skrył wielki;

Trwożni ślem Eurypila po Feba wyrocznie.

On z przybytku te słowa odnosi niezwłocznie:

875

Krwią dziewicy, Danaje, wichryście zbłagali[183],

Pierwszy raz w kraj iliacki przychodząc z oddali;

I dziś wojsko bez dani z krwi Greka nie ruszy

Z powrotem. — Kiedy głos ten w pospólstwa wpadł uszy,

Ścierpły serca, dreszcz zimny z tak strasznych wyzwolin

880

Wszedł w kości: kogo los chce i żąda Apollin?

Wtem Itak z wrzawą ciągnie Kalchasa, wróżbitę,

W sam środek; jakie bogów wyroki są skryte,

Wypytuje… Mnie podstęp sztukmistrza już wtedy

I srogą przyszłość licznej głos wróżył czeredy.

885

Dziesięć dni milczy wieszczek i ukryty w domu

Nie chce głosem swym śmierci zwiastować nikomu;

Wreszcie, złaman natręctwem Ulissa krzykacza,

Z umowy rwie milczenie i mnie w zgon przeznacza.

Przyklaśli wszyscy; czego dla siebie się bali,

890

To znieśli, gdy w jednego nędzarza los wali!

Już nastał dzień okropny: w ofiarne obrzędy

Krupy, sól i opaski gotują mi wszędy…

Uszedłem śmierci — wyznam — i zerwałem pęta,

W bagniem krył się[184] w noc, kędy trzcina rozrośnięta,

895

Czekając aż odpłyną, jeśli płynąć mieli.

Żadna mi się nadzieja ujrzenia nie ścieli

Ojczyzny, drogich dziatek i miłego ojca!

Zapewne mą ucieczkę mszcząc, srogi zabójca

Za winę jej — tych biednych nasyci się zgonem…

900

Więc na bóstwa, dla których nic nie jest tajonem,

Na wiarę cię, gdy jeszcze została wśród ludzi

Niewzruszona, zaklinam, niech litość twą zbudzi

Ból taki — nad niewinnym się lituj nędzarzem!«

Wzruszeni łzami, trwogę porzucić mu każem

905

O życie; pierwszy Pryjam ciasne mu okowy[185]

Zdjąć zleca, przyjaznymi tak ciesząc go słowy[186]:

— »Ktokolwiek jesteś — Grajów straconych zapomnij,

Naszym będziesz, lecz na me słowa najprzytomniej

Odpowiedz: kto ten kolos stawił[187]? Kto dał plany?

910

W jakim celu? Z religii czy w bój on stawiany?« —

Rzekł; Pelazga[188] podstępny i krętych sztuk majdan

Znający, do gwiazd ręce wzniósł, wolne od kajdan:

— »Wami, ognie wieczyste, waszym bóstwem — rzecze —

Świadczę się, wy, ołtarze i przeklęte miecze,

915

Com was uszedł, opaski, którem niósł w zgon krwawy:

Wolno mi Grajów święte połamać ustawy

Wolno ich nienawidzić i skryte knowania

Wyjawić — ni ojczyzna, ni prawo nie wzbrania.

Ty jeno spełń, coś rzekła, i daruj mnie zdrowiem,

920

O Trojo, jeśli prawdę, gdy wielką rzecz powiem!

Nadzieja cała Greków w tej wojnie — Pallady

Pomocą stała zawsze. Gdy wylan na zdrady[189]

Tydydes[190] i Ulisses, wynalazca zbrodni,

Do świętych jej przybytków wtargnęli niegodni;

925

Gdy po straży wycięciu ich złość się nie sroma[191]

Na święty porwać posąg krwawymi rękoma,

Dziewicze jej opaski kalając zuchwale:

Zaraz chwiać się poczęła i chylić w swej chwale

Ufność Greków, moc prysła, gniew gnał ich bogini.

930

Pewnymi znaki Pallas wiadomym to czyni:

Ledwie posąg stawiono w obozie, straszliwa

Z jej oczu światłość błysła, wnet słony pot spływa

Przez członki i (dziw!) trzykroć podskoczy wspaniała,

Krągłą tarczę swą dzierżąc i włócznię, co drgała…

935

Wnet Kalchas radzi statki powrotną gnać drogą,

Bo miecze Greków zburzyć Pergamu nie mogą,

Jeżeli nie powtórzą wróżb w Argos i sami

Nie wrócą bóstwa, które krągłymi łodziami

Uwieźli. Więc się z wiatrem do Micen puścili,

940

Gotując broń i bogów[192]; w niespodzianej chwili

Wrócą morzem. Tak wróżby im Kalchas wykłada.

Gmach[193] ten z jego namowy wznieśli, by Pallada

Dań wzięła za zniewagę posągu sromotną.

Za rozkazem Kalchasa na kolos ten potną

945

Wielkie dęby, z ich belek on w niebo wyrasta,

By nie mógł być przez bramy wprowadzon w mur miasta

I, jak dawniej, pobożny naród mieć w obronie,

Bo gdyby dar Minerwy święty wasze dłonie

Zgwałciły, wtedy zguba wielka — która, oby

950

Nań spadła! — państwu Priama dzień ześle żałoby;

Gdy zaś w gród ręce wasze go wwiodą dostojnie,

Pod greckie mury Azja przyjdzie w wielkiej wojnie

I na wnukach się naszych ta wróżba wykona!«

KłamstwoTym zaklęciom i sztuce tej kłamcy Synona

955

Uwierzylim; łzy zdradne zwątliły nam serce,

Których Tydyd ni Achil laryski w szermierce

Zmóc nie mógł, ni lat dziesięć, ni okrętów tysiąc!

Wąż, Walka, OfiaraLecz większy i groźniejszy dziw zdołał się sprzysiąc

Na zgon nędznych i z nagła lęk w piersiach nam wznowi.

960

Laokon, losem wybran kapłan, Neptunowi

Przed ołtarzem wielkiego powalić miał wołu,

Gdy z Tenedu, przez głębie spokojne, pospołu

— Strach wspomnieć! — dwa wężyska olbrzymimi skręty

Burzą morze i suną na brzeg wysunięty.

965

Wzniesiona ponad nurty pierś i krwawa grzywa

Nad falą świeci, reszta głąb morza przepływa,

Kłębami wijącymi ciężki czyniąc wymach.

Ze szumem nurt się spieni, gniew w obu olbrzymach

Krwawymi bystrych oczu ogniami połyska,

970

Migoce język, z sykiem liżący skraj pyska.

Pierzchamy, bladzi z lęku; węże niby strzała

W Laokona uderzą i naprzód dwa ciała

Synów jego skrętami oplótłszy dziecięce,

Krępują, biedne członki żrą, miażdżąc w paszczęce;

975

Potem jego, gdy w pomoc nadbiega z pociskiem,

Chwytają, cielskiem wokół okręcając śliskiem.

Dwakroć brzuch, dwakroć szyję spowiwszy morderczo

Łuskatym grzbietem, łbami jeszcze w górze sterczą!

Ów razem dłońmi przerwać usiłuje węzły,

980

Ze wstęgami w krwi czarnej i jadzie ugrzęzły,

Razem wrzask rzuca w niebo, słyszany z daleka:

Tak ryczy byk, gdy zranion od ofiar ucieka,

Niepewne z karku śmierci strząsnąwszy narzędzie.

A smoki oba, pełznąc w świątyni głąb, w pędzie

985

Uciekają, gdzie srogiej Trytonii[194] jest wieża,

Pod stopy jej się kryjąc i obwód puklerza.

Więc piersi wszystkich nowy owłada wskróś przestrach:

Głoszą, że pomstę, w boskich zawartą rejestrach,

Za zbrodnię wziął Laokon, iż świętość buńczucznie

990

Znieważył i w grzbiet konia grzeszną rzucił włócznię.

Wołają, by do miasta wieść dziw i zmyć plamy

Modłami do bogini.

Dzielim mury, warownie miasta otwieramy.

Do dzieła rwą się wszyscy, podkładają kręgi

995

Pod nogi zwierza, inni karkiem powróz tęgi

Naprężą; sunie w mury machina przeklęta,

Ciężarna bronią. Chłopcy wokół i dziewczęta

Śpiewki nucąc, radośnie trącają powrozy…

Ona wchodzi, w głąb miasta pełznie pełna grozy.

1000

Ojczyzno! Ilium święte! Z wojennego dzieła

Sławne mury Dardanów! Czterykroć stanęła

W bram progu i czterykroć w niej bronie zachrzęsną…

Ze szałem naglim, zdjęci ślepotą nieszczęsną,

I dziw zgubny na święte wciągamy warownie.

1005

Na wróżby usta wtedy otwiera wymownie

Kassandra, z woli boga niesłuchana zawsze[195].

My świątyń szczyty w mieście, nędzni, na najłzawsze

Zdani jutro — w zieleni stroim powijadła…

Noc, Koń, Podstęp, Zdrada, WojnaTymczasem gwiazdy zeszły, noc z morza zapadła,

1010

Ziemię, niebo i zdrady Greków gęstym mrokiem

Spowijając; Teukrowie w milczeniu głębokiem

Spoczną w murach; znużonych sen ciężki owładnie.

A już, w szyk wiążąc statki, Argiwów huf zdradnie

Od Tenedu szedł, w cichej poświacie księżyca

1015

Do znanych dążąc brzegów; wraz płomień rozświeca

Łódź królewską. Zrządzeniem losów bronion rzadkiem

Ukrytych w brzuchu Greków z kryjówki ukradkiem

Puszcza Synon; ci z konia w blask niecony łuną

Wystąpią, raźno z dębu wydrążeń się zsuną:

1020

Tessander, Stenel — wodze i Ulisses srogi,

Spuszczeni liną, Toas, Akamas bez trwogi,

Neoptolem, Machaon, pierwszy w zemście ślepej

Menelaus, i sam zdrady wykonawca Epej[196].

Napadną gród, snem zmorzon i winem; straż w bramach

1025

Mordują, przez wyłomy, otwarte na zamach,

Przyjmują druhów wszystkich, szyk łączą zdrad świadom.

Sen, DuchBył czas, kiedy sen pierwszy znużonym gromadom

Zaczyna się, najmilszy dar z niebiańskich kwater,

Gdy oto w śnie, przed okiem mym smutny bohater

1030

Hektor stanął, łzy hojne zlewały mu oczy:

Jak ongi, ciągnion wozem; dokoła go broczy

Kurz krwawy, od przekłutych nóg rzemienie biegą.

Ach, jakiż był! Jak bardzo odmienny od tego

Hektora, co w Achilla zbroi wraca żwawy,

1035

Lub fryskie ognie miota na Danajów nawy!

Zmierzwiona broda jego, w krwi skrzepłej kędziory,

Pierś rany kryją, które, staczając bój skory,

Pod murem wziął ojczystym; przez hojnych łez nawał

Ze smutkiem tak do niego jam mówić się zdawał:

1040

»O światło Troi, Teukrów nadziejo jedyna,

Jakaż cię, o Hektorze, wstrzymała kraina?

Skąd idziesz? iż gdy tyle wsiąknęło w walk pole

Krwi bratniej, po tak ciężkim wojsk, miasta mozole,

Znużeni znów cię widzim? Co twarzy świetlany

1045

Odjęło uśmiech? Czemu oglądam te rany?« —

On nic; próżnych mnie pytań nie wstrzyma przewłoką,

Lecz ze dna piersi mężnej westchnąwszy głęboko:

— »Uciekaj — rzekł — bogini synu, z ognia fali!

Wróg dzierży mur, w gruz Troja wyniosła się wali.

1050

Dość ojczyzna ma z Priamem! Gdyby ludzka siła

Zbawić mogła Pergamon, ma dłoń by zbawiła!

Dziś tobie Troja święte powierza penaty[197],

Weź je w drogę za druhów, na gród im bogaty

Miejsca szukaj, ogromne przebywając morze!«

1055

Tak rzekł, Westę zabiera, opaski jej boże —

I wieczny ogień niesie od przybytków wnętrza.

Miasto, Wojna, Katastrofa, Walka, PożarTymczasem w murach wrzawa wre coraz gorętsza

I coraz bardziej z dala, choć między drzew szczyty

Dom Anchiza rodzica w cień chowa się skryty,

1060

Wrzask dobiega, szczęk broni po domach i sadach.

Otrząsnąłem się ze snu, szybko wbiegłem na dach

Najwyższy i tam stojąc, wytężyłem uszy:

Tak gdy wśród szału wichrów w zasiewy pól ruszy

Pożar lub bystra rzeka, ze stromych gór rwąca,

1065

Stłacza pola, plon bujny, trud wołów roztrąca,

Strzaskane ciągnie bory, ze skalnych igliwi

Nieświadom pasterz grzmotom dalekim się dziwi —

Odkryty wtenczas podstęp, Danaów mi zdrada

Wiadoma! Już Dejfoba[198] dom wielki w gruz pada

1070

Pod kłębami płomieni, najbliższy już płonie

Ukalegon[199], sygejskie jaśnieją z łun tonie[200],

Krzyk mężów się rozlega i głuche trąb dźwięki.

Broń w szale beznadziejną porywam do ręki,

Chcę zebrać oddział w bitwę i w zamek z druhami

1075

Wbiec szybko, dzika wściekłość i gniew w sercu gra mi,

Pędząc naprzód — myśl: pięknie lec[201] z orężem w ręku!

Wtem Pantus, strzał uszedłszy greckich, pełen lęku

Otriada, kapłan Feba, ocalenia szuka,

Świętości, zbite bogi[202] i małego wnuka

1080

Ciągnąc z sobą i pędem biegnąc na wybrzeże:

— »Jak rzeczy stoją, Pancie? Jakie zajmiem wieże?« —

Ledwom rzekł, on odpowie, jęcząc z głębi łona:

— »Ostatni wszedł dzień, doba klęsk nieunikniona

Dardanii: była Troja[203], Ilium i bez miary

1085

Chwała Teukrów! Zły Jowisz do Arg wszystkie dary

Odwrócił; Grek płonący gród zajął w uciesze.

Koń-góra, w środku miasta stojąc, zbrojnych rzesze

Wyrzuca, Synon pożar szerzy ponad Troją

Z szyderstwy[204], inni w bramach otwartych wszerz stoją,

1090

Tysiące, jakie jeno z Micen przyszły kiedy!

Przesmyków ciasnych ulic inne znów czeredy

Strzegą zbrojnie, żelaza zjeżony rząd błyska,

Ścieśniony, na mord gotów; straż ledwie zamczyska

Przy bramach ślepym bojem swe dłonie mozoli!«

1095

Po tych słowach Otriady i z niebianów woli

Rwę się w płomień i bitwę, gdzie pomsta straszliwa,

Gdzie hałas i wrzask w niebo bijący przyzywa.

W księżyca bladym świetle poznani, tymczasem

Rypej, Epyt waleczny, Hypanis z Dymasem

1100

Kupią się przy mym boku, wraz i Koreb młodzian,

Mygdonides[205]: on w dniach tych do Troi niespodzian

Wszedłszy, ślepą miłością Kassandry zapłonie

I jako zięć Pryjama stał w Teukrów obronie —

Nieszczęsny, iż swej lubej, wieszczym zdjętej szałem,

1105

Nie słuchał!

Gdy ich w szyku na boje rwących się ujrzałem,

Tak zacznę: »O młodzieńcy, waleczne daremno

Serca, gdyście w bój srogi gotowi biec ze mną

Niezłomnie — jaki rzeczy stan, widzicie sami:

1110

Ze świątyń i ołtarzy, świecących pustkami,

Uszły bóstwa, przez które stał tron nasz i sejmy,

Gród w ogniu! Umierajmy i runąć w bój śmiejmy!

Pobitym ufność jedna: nie żywić nadziei[206]!…«

To gniew młodzi w szał zmienia. Jak wśród leśnych kniei

1115

We mgle szarej żarłoczne wilki, które sparła

Moc ślepa głodu, w norach zaś ich suche garła

Wyciągają szczenięta — przez strzały, przez wroga

Miasto, Walka, Klęska, WojnaNa pewną śmierć kroczymy, gdzie ściele się droga,

Środkiem miasta; noc mroczna roztacza w krąg cienie…

1120

Kto klęskę onej nocy, kto śmierci zniszczenie

Wypowie albo łzami dorówna zła miary?!

Władnący lat tak wiele — w gruz pada gród stary!

Po drogach, w progach domów i na świątyń stopnie

Rzucone tu i ówdzie, zsiniałe okropnie,

1125

Leżą ciała; i nie sam lud Teukrów w krwi kona:

Raz po raz zwyciężonym moc wraca do łona

I ginie Grek zwycięski; okrutny się ciska

Płacz wszędy, lęk i zgonów licznych widowiska!

Pierwszy z Greków, w pośrodku kolumny wojsk srogiej.

1130

Za bratnie szyki biorąc nas, nadszedł Androgej

Nieświadom i przyjaznym tak słowem zachęci:

— »Śpieszcie męże! Jakimże jesteście dziś zdjęci

Lenistwem! Inni łupią, roznoszą na grzbiecie

Płonący gród; wy z łodzi dopiero idziecie!« —

1135

Rzekł i w mowie, nie słysząc słów pewnych, się zaciął,

Poznał nagle, że w środek wpadł swych nieprzyjaciół:

Wstecz cofnął krok wraz z głosem, zdumiony niezmiernie.

WążJak jeśli niespodzianie kto, wchodząc na ciernie,

Zdepce węża, z wielkimi od strachu oczyma

1140

Ucieka, a gad z gniewem grzbiet modrawy wzdyma:

Tak Androgej uchodził, drżąc na całym ciele…

My w gęstwę rot orężnych uderzamy śmiele;

Nieznających miejsc, trwogą owładniętych, społem

Ścielimy: los się z pierwszym sprzymierza mozołem.

1145

Przebranie, Podstęp, WalkaSkrzepion w duchu zwycięstwem Koreb wojowniczy

— »O druhy, gdzie nam pierwsza fortuna — zakrzyczy —

Wskakuje ocalenia szlak pewny, bez ujmy

Tam idźmy: zmieńmy tarcze, w Danajów się strójmy

Oznaki; kto u wroga pyta: moc czy zdrada?

1150

Broń dadzą sami!« — Rzekłszy to, szyszak nakłada

Włosisty Androgeja, tarcz o zdobnej blasze

Przywdziewa i miecz grecki do boku przypasze;

Toż Rypej, Dymas, cała młodzieńców mych zgraja

Wesoło czyniąc, w łupy się świeże uzbraja.

1155

Kroczymy wśród Danajów, od bóstw opuszczeni,

I wiele bitew pośród ślepej nocy cieni

Zwodzimy, wielu Greków wpędzamy do piekła:

Część ich pędem na brzegi znajome uciekła

Do łodzi, część zaś w trwodze haniebnej się skłębi

1160

W krąg konia, w znanej brzucha znów kryjąc się głębi.

Niestety! Dłoń wbrew bogom nie zdziała nic sama!

Oto z włosem rozwianym dziewicę Pryjama,

Kassandrę, tłum z Minerwy święconych wlókł stoczy.

Ona próżno wznosiła w niebo skrzące oczy —

1165

Oczy tylko, bo drobne dłonie gniotą pęta!

Nie zniósł Koreb widoku, wnet rozpacz zawzięta

Rzuciła go w sam środek zbrojnych, na zgon ślepy.

Biegniem wszyscy z nim, w gęste wpadając oszczepy:

Tu strzały wpierw z wysokiej wierzchołka świątyni

1170

Tłum naszych nas zasypie i srogą rzeź czyni

Dla zbrój kształtu, widokiem grzyw greckich omamion.

Potem Grecy, gdy dziewkę wyrwalim im z ramion,

Z wrzaskiem gniewnym wkrąg biegną: Ajas pełen chwały,

Dwaj Atrydzi wraz, razem Dolopów huf cały:

1175

Tak z przeciwnych stron wichry, gdy burza rozmota

Ich pęta, rwą w bój raźnie, Zefir obok Nota

I Eura[207] zaprząg; trzeszczą lasy w srogim sporze,

Trójzębem wzrusza Nerej[208] spienione z dna morze! —

Tamci też, których w mrocznej nocy, pośród cieni

1180

Zdradą płosząc, po mieście gnalim, połączeni

Nadchodzą, pierwsi zmianę włóczni i puklerza

Poznają, głos odmiennym ich brzmieniem uderza.

Wnet tłum stłoczył nas: pierwszy tam Koreb, cios wraży

Z Peneleja[209] prawicy wziąwszy u ołtarzy

1185

Pallady, runął; bierze Rypeja śmierć krwawa,

Co prawym był wśród Teukrów i pilnie strzegł prawa:

Inaczej sądzą bogi; — pod druhów padł groty

Hypanis wraz z Dymasem; i ciebie tarcz cnoty

Nie broni, Pancie, ani tiara Apollina!

1190

Walka, UcieczkaWas, szczątki Ilium, płomię, co z ruin się wspina,

Za świadki biorę, iżem ni ciosów, ni grotów

Danajskich się nie chronił i umrzeć był gotów,

Gdyby losy tak chciały! Uchodzim zatraty;

Wraz Ifit, Pelias ze mną; z tych Ifit już laty

1195

Podeszły, Pelias z rany Ulissa przystawa.

Pod Pryjama dom głucha wnet woła nas wrzawa.

Tu bitwę srogą widzim, jakby mordu szałem

Nie huczał gród, nie ginął nikt po mieście całem:

Tak Grecy prą na dachy, rozpętan Mars warczy,

1200

Oblega wejście zewsząd spiętrzony dach z tarczy

Tkwią drabiny w mur wsparte tuż przy samej bramie:

Pną się Grecy, tarcz wznosząc ponad lewe ramię

Przeciw strzałom, za gzymsy chwytając prawicą;

Dardanie zasię wieże rwą, dachy rozchwycą

1205

Pałacowe: — takimi, gdy widzą zgon bliski,

W ostatniej walce bronić się myślą pociski!

Ozdoby przodków stare, wyzłacane tramy!

Toczą; z mieczem dobytym u wewnętrznej bramy

Czuwają inni tłumnie, na wszystko gotowi.

1210

Powziąłem chęć biec w pomoc króla pałacowi,

Wesprzeć mężów, pobitym otuchę wlać w łona.

Był próg, skryty dla oka, i furtka tajona

Między gmachy Pryjama: opuszczone w tyle

Podwoje; tu, gdy państwo szczęsne wiodło chwile,

1215

Nieraz szła Andromacha[210] z Astianaksem rada,

Bez sług, dziecię do teściów prowadząc i dziada.

Wstępuję na szczyt dachu najwyższy, gdzie z góry

Pociski próżne Teukrzy miotali na mury.

Wnet wieżę, co nad dachy się strome wysoka

1220

W gwiazdy spiętrza, skąd Troja widoczna dla oka,

Wszystkie łodzie Danajów i obóz ich cały —

Tam, gdzie górne wiązadeł spojenia się chwiały,

Żelazem rąbiąc wokół zrywamy z wysoczy

I pchniem w dół; ona z nagłym łoskotem się stoczy

1225

I szeroko na szyki danajskich rot przednie

Upada — lecz prą inni; tymczasem nie rzednie

Grad głazów i strzał różnych.

WążW przedsionku samym Pyrrus[211], na schodów krawędzi

Błyskając miedzią w słońcu, oręża nie szczędzi:

1230

Tak wąż, jadem opity, którego wpierw zima

Śpiącego kryła w ziemi, na światło pierś wzdyma,

Zbywszy skóry — i pełen młodzieńczej ponęty,

Wygiętym grzbietem, w tyle oślizgłe gnąc skręty,

W słońcu wstaje i język drgający wychyla.

1235

Razem groźny Peryfas i giermek Achilla,

Woźnica Automedon, z całą Scyrów zgrają[212]

Pod dach wchodzą i ogień na szczyty miotają.

On wśród pierwszych, porwawszy za topór, przełamie

Dębowy próg, zawiasy wyrywa wnet w bramie

1240

Spiżowej, potem belkę wyciąwszy, ku tyłom

Wgiął wrota i ogromny otworzył w nich wyłom.

Głąb się domu z długimi krużganki odsłania,

Błysną Pryjama, starych królów pomieszkania

I widać szereg zbrojnych, stojących za progiem.

1245

Wraz tylny dom wśród jęków zamieszaniem srogiem

Napełnia się, po krańce sklepionych sal wnętrza

Od płaczów grzmią niewieścich; krzyk do gwiazd się spiętrza;

Dokoła trwożne matki zbiegają gmach wielki,

Ramiony[213] obejmując całują bram belki.

1250

Prze Pyrrus z mocą ojca, ni wrót go wierzeje,

Ni straż wstrzyma; pod częstym taranem się chwieje

Bramica, z zawias zdarte podwoje upadną.

Dan sile wstęp. Tnąc pierwszych, gromadą bezładną

Wtargną Grecy, od wojów wnet cały gmach pełny:

1255

Nie tak, tamy zerwawszy, pian brudnych śląc wełny,

Wre potok, krusząc złomy spotkanych skał wszędzie,

Przez pola wali w szale, przez wszystek łan w pędzie

Na falach niosąc stada z resztkami ich obór.

Krwawego Neoptola, Atrydów, wojsk dobór

1260

Wiodących w dom — Hekubę i Pryjama z bliska

Widziałem, jak krwią broczył swe święte ogniska.

Pięćdziesiąt łożnic, wnuków nadzieje tak duże,

Bramy w złocie tonące — w zdobycznej purpurze —

Runęły; łupią Grecy, gdzie płomień ustawa!

1265

Pewnie dola Pryjama obejdzie cię krwawa:

Gdy ujrzał klęskę miasta, wśród bitew pożogi

Strzaskane drzwi i w gmachu tłoczące się wrogi,

Na drżące z wieku barki z wolna starowina

Odwykłą kładzie zbroję, do boku przypina

1270

Miecz próżny i w tłum wrogów bieży, by lec społem

Ze swymi. W środku domostw pod niebem stał gołem

Ogromny ołtarz; nad nim, pochylony laty,

Wawrzyn cieniem swych liści osłaniał penaty.

Tu Hekuba i córki przy ołtarzy zrębie,

1275

Jak czarną zawieruchą spłoszone gołębie

Tłoczą się, próżno bogów ściskając posągi.

Gdy Pryjama w zbroicy spostrzegła, jak ongi

Za młodych lat: »O mężu! jakaż złość zaciekła

Skłania cię brać tę zbroję? Gdzie pędzisz? — wyrzekła,

1280

Nie takich to obrońców ciężka wzywa pora

Na nic dziś dłoń samego się zdała Hektora…

Pójdźże tutaj, ten ołtarz śmierci nas odejmie

Lub umrzem razem!« — Rzekłszy to, starca uprzejmie

Na tronie poświęconym przy sobie sadowi.

1285

Król, Śmierć, ZbrodniaWtem oto Polit, wyrwan z ręki Pymisowi

Syn Pryjama, przez strzały, przez wrogów rój tłumny

W głąb pustych sal mknie między krużganków kolumny

Ranny; za nim, krwią dysząc, pędzi Pyrrus z bliska,

Już dłonią go dosięga i włócznią naciska

1290

Ów, zbiegłszy przed twarz ojca, z jękiem niepowszednim

Runął i we krwi hojnej życie oddał przed nim.

Tu Pryjam, choć już śmiercią zagrożon dokoła,

Powstrzymać oburzenia i głosu nie zdoła:

»Za zbrodnię — krzyknął — twoją, za bezwstyd, dłoń boska

1295

(Jeśli w niebie jest słuszność, co o to się troska)

Niech dzięką i nagrodą cię godną uwieńczy,

Kiedyś sprawił, żem ujrzał zgon syna młodzieńczy

I mordu krwią zbroczyłeś ojcowskie me lica

Nie takim, kłamnie przez cię głoszon za rodzica,

1300

Był Achil dla mnie, wroga, lecz święte czcząc prawa

Proszących, martwe ciało Hektora oddawa

Na pogrzeb, mnie odsyła bez szkody w kraj miły«.

To rzekłszy, starzec włócznię niezdatną bez siły

Wyrzucił: ona próżno w spiż dźwięczny uderza,

1305

Odbije się i zwiśnie z naczółka puklerza.

Tedy Pyrrus: »Więc pójdziesz w poselstwie me zbrodnie

Pelidzie głosić, o tym, jak działa wyrodnie

Neoptolem — z nim sobie do syta pogawędź!

Teraz giń!« — To wyrzekłszy, nad ołtarza krawędź

1310

Drżącego, co się ślizga w obfitej krwi syna,

Przyciąga, lewą rękę w kędziory mu wpina,

Prawą w bok po rękojeść lśniący wbija brzeszczot.

Takim był kres Pryjama, wśród takich go pieszczot

Los zgładził: Troi pożar i Pergam w ruinie

1315

Ujrzawszy, ziem i ludów potężny pan ginie,

Król Azji; leży wielki trup nad brzegów skałą,

Odcięta z barków głowa i bez nazwy ciało.

Natenczas srogi przestrach i mnie się udziela.

Zdrętwiałem, drogi obraz wstał mi rodziciela,

1320

Gdym ujrzał, jak rówieśny mu król ciężką raną

Wyzionął życie; Kreuzęm wspomniał[214] zaniedbaną,

Łupiony dom i Julus w myśl przyszedł mi mały.

Rozglądam się, czy jakie gdzie resztki zostały?

Pierzchli wszyscy, w posokach swe ciała, znużeni,

1325

Waląc w ziemię lub w morze huczących płomieni…

Sam już byłem, gdy w dali, gdzie świątynia szara

I próg Westy, kryjącą się córkę Tyndara[215]

Spostrzegłem. Przy pożodze, co jasny blask przędzie,

Tu i ówdzie się błąkam i rzucam wzrok wszędzie.

1330

Ona Teukrów zawistnych dla zburzenia Troi,

Kar Danajów i gniewu małżonka[216] się boi

Zdradzonego; klęsk Troi i kraju współwinna,

Siedzi skryta za ołtarz, posępna Erynna[217].

Gniew spłonął w piersi mojej, zapragnę gorąco

1335

Skarać zbrodnie, ojczyznę pomścić padającą.

— Więc ona ujrzy Spartę i Micen swych niwy,

Królowa będzie triumf obchodzić szczęśliwy,

Małżonka, dom, rodziców i dziatki zobaczy

W Iliadek rzeszy, w tłumie fryskich posługaczy,

1340

Choć Pryjam padł od miecza, choć Troja w pożodze,

Dardański brzeg tak często krwią pocił się srodze?

O, nie tak! Bo, choć nie ma głośnego nazwiska

Kobiety kaźń i chwały zwycięstwo nie zyska,

Zgładzę winną i chwałę wezmę, gdy czyn skarcę

1345

Niegodny, a wywarłszy pomstę na zbrodniarce,

Gniew ukoję i braci nasycę popioły[218]!…

Tom ważył i już biegłem, szalejąc na poły,

Gdy z bliska, nigdy przedtem tak widna dla oczu,

Wśród nocy w czystych świateł mi błyska przezroczu

1350

Miła matka, blask bóstwa odkrywszy i lico

Jak wśród niebian — i dłoń mą ująwszy prawicą,

Tak słodkim ust różanych głosem zastanowi[219]:

»Synu, cóż za ból źródło dał temu gniewowi?

Przecz szalejesz? Gdzie troska o nas? Nie chcesz dociec,

1355

Co porabia Anchizes, sędziwy twój ociec,

Tam zostawion? Czy żyje Kreuza małżonka

I dziecię Askań? Wkoło nich zewsząd się błąka

Czerń greckich wojsk i gdybym nie miała ich w pieczy,

Zmiótłby ich pożar, wrogich wytępił rój mieczy!

1360

Ni wrogiej Tyndaryjki, Lacenki[220] ty nie gań,

Ni Parysa! Dla bogów, dla bogów zabiegań

Niechętnych — można Troja w gruz pada od posad:

Spojrzyj — bowiem ja wszystek skłębionej mgły osad,

Co wzrok twój ludzki tłumi i chmurą w krąg mroczy

1365

Wilgotną, wnet rozproszę; — ty słuchaj ochoczy

Słów matki, jej rozkazom powolne daj ucho:

Gdzie domy roztrącone, walące się głucho

Głazy widzisz, kurzawę kłębiącą się w dymie

Tam Neptun, z posad samych wzruszone, olbrzymie

1370

Trójzębem tłucze mury i miasto od proga

Wywraca. Skajską bramę dzierży Juno sroga,

Pierwsza w szale — i z łodzi sprzymierzone roty

Zakuta w spiż przyzywa…

Na szczycie zamku, patrzaj, odziana w blask złoty

1375

Z Gorgoną dzika siedzi Trytońska Pallada.

Sam ojciec Grekom męstwa i mocy dokłada

Niezłomnej, sam śle bogów przeciw Troi znakom.

Uciekaj, synu, na trud nowy się nie łakom,

Ja, bliska zawsze, ojców cię wrócę krainie!«

1380

Rzekła i gęstym nocy mrokiem się owinie.

Bóstw wielkich, wrogich Troi, twarze dzikie srodze

Ukażą się mym oczom.

Ujrzałem całe Ilium, tonące w pożodze,

Neptuna gród, płomieńmi w przepaści dno niesion:

1385

DrzewoTak pośród gór wysokich, kiedy stary jesion,

Podcięty już żelazem siekiery, częstymi

Ciosami walą chłopi — on jeszcze olbrzymi

Sterczy w niebo, drżąc wstrząsa liściami korony,

Aż wreszcie, z wolna rany ciężkimi zmożony,

1390

Z ostatnim jękiem pada, od skały oddarty…

Zstępuję za boginią przez żar, wroga warty,

Uchodzę; miecz się cofa, uchyla pożoga.

Skorom doszedł nareszcie do samego proga

Starego domu, rodzic, którego ja chciałem

1395

Najpierwej w górach ukryć przed klęski nawałem,

Przedłużać życia nie chce po upadku Troi

I znosić dni tułaczych. — »Wy, o drodzy moi —

Powiada — którym w mocnym uderza krew tętnie,

Wy chrońcie się ucieczką!

1400

Gdyby chcieli niebianie, bym żył, tak doszczętnie

Nie psuliby tych siedzib; aż nadto mi dosyć,

Żem jedną rzeź i grodu szturm musiał przenosić.

Tak, o, tak — pożegnawszy, zostawcie me ciało —

Śmierć znajdę, serce wroga będzie litość miało.

1405

Łup wezmą, brak pogrzebu nie trudno przeboleć

Od dawna, zbrzydzon bogom, przez ziemską gołoledź

Próżno wlokę krok, odkąd król niebian i ziemi

Wichrem zawiał i żary mnie dotknął swojemi[221]«.

Tak spierał się, daleki od wszelkich ugłaskań;

1410

Na próżno my, łzy lejąc, ja, Kreuza i Askań

Błagamy z całym domem: niechaj nie dozwoli

Wszystkim ginąć, tak twardej poddając się doli.

Odmawia, w jeden zamiar i miejsce myśl wwierci.

Do broni znów się zrywam nieszczęsny, chcę śmierci,

1415

Bo jakąż radę, jakąż zostawiał los drogę?

»Jak to, ojcze? Tyś myślał, że ruszyć się mogę

Bez ciebie? Z ust ojcowskich złe padło to zdanie?

Gdy z miasta nic już nie chcą zostawić niebianie,

Ty ze serca dorzucić w ginącą chcesz Troję

1420

Twych i siebie — na zgon ten otwarte podwoje!

Syt krwi Pryjama, przyjdzie tu Pyrrus zabójca,

Co syna przed rodzicem, przed ołtarzem — ojca

Morduje. — Na toż, matko, przez ogień, przez strzały

Wyrwałaś mnie, bym wroga w mej cieniach powały,

1425

Askania, ojca, żonę zobaczył na oczy,

Jak jedno w krwi drugiego przy zgonie się broczy?

Broń, broń dajcie! Pobitych ostatni dzień woła!

Oddajcie mnie Danajom, znów stawię im czoła,

Idąc w bitwę! Nie zginiem dzisiaj niepomszczeni!« —

1430

Znów więc miecz przypasuję, do tarczy rzemieni

Lewicę wkładam, chcąc już wyruszyć zza proga —

Lecz ściskając me nogi, w sieni żona droga

Wstrzymuje mnie, małego Jula wznosi do mnie:

— »Skoro już na śmierć pewną chcesz odejść niezłomnie

1435

I nas zabierz; gdy jaką nadzieję masz w broni,

Ten najpierw dom osłaniaj; kto Jula osłoni

Małego? Komu ojciec zwierzon, żona komu?« —

Tym krzykiem napełniała całe wnętrze domu,

Gdy nagle dziwne znaki z nieba się pokażą:

1440

Między dłońmi rodziców i smutną ich twarzą,

Nad samą oto Jula główeczką, widomie[222]

Leciuchne światło rzuci nieszkodliwe płomię,

Dotykiem miękkim liżąc skroń i bujne włoski…

My włos płonący, pełni bojaźni i troski,

1445

Strząsamy, wodą święte chcąc gasić żywioły,

Lecz ojciec Anchiz oczy podniesie wesoły

Razem z dłońmi i głosem w nieb gwiezdne bezedna:

— »Jowiszu wszechpotężny! Gdy prośba cię zjedna,

Spójrz na nas, choć raz tylko, gdy znaczym coś cnotą,

1450

Daj wróżbę, znak ten potwierdź, błagamy cię o to!«

Ledwo wyrzekł to starzec, gdy z trzaskiem bez zwłoki

Zagrzmiało z lewej strony i z niebios przez mroki

Gwiaździca jasna z świetlnym ogonem upadła…

Ujrzelim ją, jak lecąc nad dachu wiązadła

1455

Najwyższe, w gór idajskich[223] ukryła się lesie

Znacząc drogę, bo z długiej się bruzdy podniesie

Jasne światło, a pola zadymią od siarki.

Natenczas zwalczon rodzic podźwignie swe barki,

Wielbi bogów i świętej da pokłon komecie:

1460

— »Już idę bez odwłoki, gdzie jeno wiedziecie!

Ojczyste bóstwa, brońcie mi domu i wnuka!

Wasz znak to — gród nie darmo pieczy u was szuka.

Ustępuję, i z tobą, synu, pójdę wszędzie!«

Tak rzekł, a już wśród murów w głośniejszym zapędzie

1465

Szedł płomień, coraz bliżej żar toczą pożogi.

— »Nuże więc! Na me plecy wsiadaj, ojcze drogi!

Sam podstawię me barki, nie czując mozołu.

Cokolwiek będzie, jedna nas groza pospołu

I jeden triumf złączy. Niech Julek nie zwleka

1470

Towarzyszyć mi; żona w ślad pójdzie z daleka.

Wy, słudzy, zauważcie dobrze, co wam powiem:

Jest wzgórze poza miastem, otoczon pustkowiem

Cerery chram, zaś obok cyprys, wśród szarugi

Wydarzeń pieczą ojców chronion przez czas długi:

1475

W to jedno miejsce zejdziem się z różnych dróg wielu

Penaty święte w dłonie przyjmij, rodzicielu!

Mnie, który z takiej bitwy i rzezi tu gonię.

Nie godzi się ich dotknąć, póki żywe tonie

Nie obmyją mnie«.

1480

To rzekłszy, na me plecy i na kark szeroki

Z płowego lwiska skórę ścielę bez odwłoki

I ciężar podejmuję; prawicę dziecina

Julek chwyta i krokiem biec drobnym poczyna,

Zaś z tyłu żona idzie. Pod mroków nawałem

1485

Przem naprzód, a mnie, co się strzał dotąd nie bałem

Miotanych, ani Grajów kupiących się z bliska,

Na wietrzyk, na dźwięk każdy pierś trwogą się ściska

I lękiem: drżę o druha i ciężar pospołu.

Do bram już się zbliżalim, już koniec mozołu

1490

Zdał się bliskim, gdy nagle wiatr, zda się, przyżenie

Gromadnych odgłos kroków, a rodzic przez cienie

W dal patrząc: — »Synu — krzyknie — w nogi! Są w pobliżu,

Płonące widzę tarcze i jasny błysk spiżu!«

Tu zlękłemu sam nie wiem już jaki gniew boży

1495

Zmieszany odjął rozum; bo gdy wśród bezdroży

Błąkam się, z drogi znanej zbiegając ukosem,

Żona Kreuza wydarta mi nieszczęsnym losem.

Czy stanęła, zbłądziła, czy siadła w uboczu

Znużona — nie wiem, odtąd straciłem ją z oczu.

1500

Straty mej nie dostrzegłem, zmieszan, aż do chwili,

Gdyśmy w stary Cerery chram święty wstąpili.

Na wzgórzu tam, gdy cała się zeszła drużyna,

Jej brakło; druhów, męża zawiodła i syna.

Kogom z ludzi nie skarżył, z bogów — zdjęty szałem?

1505

Lub co w grodzie zburzonym sroższego widziałem?!

Askania, Anchizesa i Teukrów penaty

Zwierzam druhom i kryję w stok jaru szczerbaty,

Sam wybieram się w miasto, w broń świetną się zbroję,

Zamierzam wznowić trudy, znów całą zbiec Troję

1510

I na wszelkie przygody narazić się śmiało.

Mur miasta najpierw zwiedzam i bramę sczerniałą,

Skąd wyszedłem — ślad każdy mnie w drodze zatrzyma

Rozglądam się wśród nocy bystrymi oczyma:

Lęk wszędy, sama cisza myśl trwożną przestrasza.

1515

Badając, czy nie weszła w domowe poddasza,

Biegnę tam: Grecy, wpadłszy, dzierżyli gmach cały!

Żarłoczny zaraz ogień z wichrem pod powały

Toczy się, bucha płomień, szaleje pożoga!

Zbiegam, do zamków Priama przybliżam się proga:

1520

Wśród pustych już krużganków w Junony świątnicy

Feniks[224] i Ulis srogi, wybrani strażnicy,

Zdobyczy strzegli; zewsząd tam znoszą skarb Troi:

Z płonących sal wydarte, ze świętych podwoi

Ołtarze, kotły złotem zdobne i dostatek

1525

Szat złupionych; chłopięta i trwożny rój matek

Stoi wkoło.

Odważyłem się nawet, przerwawszy milczenie,

Wśród ulic na głos Kreuzy przyzywać przez cienie;

Daremnie po imieniu raz wraz jej wzywałem.

1530

Wśród szału błądzącemu po mieście w krąg całem

Nieszczęsna mara tylko i cień Kreuzy miły,

Większy od znanej ujrzę, zjawisko z mogiły:

Zdrętwiałem, włos się zdębi, głos w gardle mi skona.

Natenczas, kojąc troski, tak ozwie się ona:

1535

— »Dlaczego puszczasz wodze smutkowi, co boli,

O słodki mój małżonku! Nie bez bogów woli

To się stało; nie możesz brać Kreuzy z tych błoni

Ze sobą — tego wielki Olimpu król broni;

Tułaczy trud cię czeka, aż przez wielkie morze

1540

W Hesperii wnijdziesz ziemię, gdzie żyzny łan orze

Lud Lidii[225] i kraj wstęgą Tybr cichy przerzyna:

Tam radość, tron cię czeka, królewska dziewczyna

I gody. Łzy za Kreuzą miłą otrzyj z twarzy!

Ja siedzib Mirmidonów, Dolopów ołtarzy

1545

W Greczynek służbie mymi nie ujrzę oczyma,

Dardana i Wenery synowa…

Mnie wielka bogów matka[226] w krainie tej trzyma.

Bądź zdrów i wspólną miłość dziecka chowaj ze mną!«

Rzekła, z płaczem chcącego rzec wiele daremno

1550

Porzuciła i w lekki obłoczek się skryje.

Po trzykroć chciałem objąć ramiony jej szyję,

Po trzykroć mara pierzchła z dłoni, co ją łowi,

Wietrzykom lekkim równa i lotnemu snowi.

Tak wreszcie z końcem nocy odwiedzam swych znowu

1555

Tu z podziwem oglądam zbiegłe do parowu

Ogromne mnóstwo druhów, tak mężczyzn, jak kobiet:

Na tułaczkę zebrany tłum, tylą klęsk pobit.

Zewsząd zeszli się z mieniem, na każdą przygodę

Gotowi iść, gdziekolwiek ich morzem powiodę.

1560

Już Jutrzenka nad Idy szczytami się schyli,

Prowadząc dzień; Danaje w krąg zbrojnie dzierżyli

Bram progi — żaden promyk nadziei nie płonie:

Uszedłem i wraz z ojcem w gór zbiegłem ustronie».

Księga III

«Gdy tron Azji i Priama lud z wyroków ślepych

1565

Zdało się zgładzić bogom, gdy runął w pył przepych

Ilium i Neptuńska Troja[227] z gruzów dymi,

Innych siedzib, ziem pustych za wróżby bożymi

Szukamy i wnet flotę stawim u stoczyska

Antandru[228], kędy Ida podnosi się fryska[229],

1570

Niepewni, gdzie los zagna, gdzie spoczniem od dzieła;

Gromadzim mężów. Ledwo się wiosna zaczęła,

Już Anchiz żagle każe rozpiąć niespodzianie,

Ze łzami brzeg porzucam, ojczyste przystanie

I łan, gdzie Troja była; tułacz, przez głębinę

1575

Z druhami, synem, z bóstwy i penaty płynę.

Jest w dali ziemia Marsa; lud Traków[230] tam orze

Łan wielki, król jej Likurg władał w dawnej porze.

Niegdyś bóstwy nam bliski kraj, Troi gościna,

Gdy los sprzyjał; tam płynę, kędy brzeg się wcina

1580

Zaklęsły, mury wznoszę pod losów złych gwiazdą,

Od siebie »Eneady« to pierwsze zwąc gniazdo.

Właśnie matce Diońskiej[231] i bogom, pospołu

Z królem niebian — białego zabijałem wołu

Na brzegu, wróżby czyniąc przy zaczętym dziele

1585

Rośliny, Krew, Tajemnica, Zbrodnia, KorzyśćPrzypadkiem obok wzgórek był, kędy się ściele

Krzak mirtu, w krąg ostrymi nasrożon gałązki[232].

Podchodzę, splot krzewiny oderwać chcę wąski

Od ziemi, by zielenią przystroić ołtarze,

Gdy zjaw[233] straszny i dziwny się oczom ukaże:

1590

Gdy bowiem pierwsze drzewko z pękniętych korzeni

Wyrywam, krwią się drzazga jego zarumieni,

Posoką[234] brocząc ziemię; mnie zimny dreszcz ciałem

Zatrzęsie i krew w sercu się zbiegnie struchlałem.

Na nowo pęk podatnej krzewiny gałązek

1595

Wyrywam, tajnych przyczyn wybadać chcę związek:

I z ich kory krew ciemna, jak przedtem, wypłynie.

Więc z wielką troską w duszy czczę leśne boginie[235]

Z Gradywem[236] ojcem, który nad geckimi niwy[237]

Władnie, prosząc, by ujrzał znak — zmienił w szczęśliwy[238].

1600

Lecz skoro trzecią gałąź, już z większym mozołem,

Kolany[239] wparty w piasek, wyrywać zacząłem —

Wymówię czy zamilczę? — żałosny wśród głuszy

Jęk brzmi z kopca i taki głos wpadnie w me uszy:

— »Czemu szarpiesz nędznego? Ach, oszczędź mię w grobie

1605

I zbożnych rąk swych nie plam! Nie obcym mnie tobie

Wydała Troja, krew ta nie z drzewa wytryska.

Ach, rzuć ziemie okrutne, rzuć chciwców siedliska!

Jam Polidor[240]; żelaznych tu wbił mnie do ziemi

Rój pocisków i wyrósł kolcami ostremi…« —

1610

Mnie wtenczas do drżącego lęk wcisnął się łona,

Zdrętwieję, włos się zdębi[241], głos w gardle mi skona.

Onego Polidora, chcąc zbawić mu życie,

Z ciężarem złota Pryjam biedny posłał skrycie

Królowi Tracji, skoro już zwątpił w obrony

1615

Dardańskie i gród Troi ujrzał oblężony.

Ów, skoro Teukrzy padli, złamani od klęski,

Do Atrydy[242] się zwrócił, czcząc oręż zwycięski.

Drwi z prawa, Polidora zabija, nie zwleka

Zabrać złota… Do czegóż nie wiedziesz człowieka,

1620

Przeklęty głodzie złota[243]!… Gdy strach mnie wszelaki

Opuścił, do wybranych i ojca wróżb znaki

Wnet posyłam, pytając pilnie o ich zdanie.

Wszyscy sądzą, by grzeszne opuścić przystanie,

Kraj rzucić splamion, łodzie gnać wiatry lotnemi.

1625

Pogrzeb, ObyczajeWznawiamy Polidora pogrzeb i ze ziemi

Ogromny sypiem kopiec; wnet Manów[244] gromadzie

Na ołtarz ciemne wstęgi i cyprys lud kładzie;

Ilijki włos rozpuszczą, jak zwyczaj rodzimy

Wymaga — z ciepłym mlekiem czółenka wnosimy,

1630

Z czar krew lejem i duszę po życiu tułaczem

W grób wwodzimy[245], po trzykroć żegnając ją z płaczem.

MorzeGdy już burze przestały tłuc morza nurt siny,

A wietrzyk lekkim szmerem wzywał na głębiny,

Ściągają druhy łodzie, napełnią wybrzeże;

1635

Rzucamy port: ląd pierzcha i znanych miast wieże.

Pośród morza wysepka wielce droga leży

Dla Neptuna z Egei i Nereid macierzy[246].

Tę, błądzącą wzdłuż brzegów, srebrnołuki książę[247]

Do Mykonu i górnej Gyjary[248] przywiąże,

1640

By mogła być uprawną i wichrem gardziła.

Tu przybywam; zmęczonych dobrze przystań miła

Przyjmuje. Na ląd wchodzim, czcząc gród Apollina.

Król Aniusz, Feba czciciel, kapłan starowina,

Świętym laurem skroń wieńcząc wśród opasek wiela,

1645

Wybiegł, w ojcu dawnego wita przyjaciela.

Prawice łącząc, raźnie wchodzim pod powały.

Jam uczcił z głazów starych wzniesion chram[249] wspaniały:

— »Daj własny dom, Tymbreju[250]! Znużonym z żeglugi

Daj gród i miasto trwałe, zachowaj ten drugi

1650

Pergam Troi, ostatki Greków i Achilla!

Proroctwo, Bóg, NaródGdzie, z kim każesz iść? Gdzie się nam przystań wychyla?

Daj znak, ojcze, i w nasze zestąpić racz łona!«

Ledwom rzekł, drgnęła nagle świątynia wstrząśniona

I laur boga, zrąb góry w krąg wzruszył się cały,

1655

Z otwartych bram trójnoga spiże zaryczały.

Padamy kornie na ziem, a w uszach głos dzwoni:

— »Dardanie[251] twardzi! Ziemia, co wśród swoich błoni

Zrodziła ojców, chętnie ramiona rozszerzy

Na przyjście wasze; starej szukajcie macierzy!

1660

Eneja dom świat cały owładnie swą wodzą,

Toż wnuki ich i dziatki, co z nich się narodzą!«

Tak Febus; zgiełk radości wnet zbudzi się w tłumie:

Zmieszany każdy pyta, zgaduje, jak umie,

Do jakiej drogi Febus błądzących nakłania?

1665

Wtem rodzic[252], dawnych mężów zbierając podania:

— »Słyszcie — rzecze — o możni, skąd jutrznia nam błyska!

Wśród mórz fali narodu naszego kołyska,

Jowisza Kreta[253] leży, gdzie Idy szczyt znany;

Tam sto miast wielkich, nader urodzajne łany.

1670

Stamtąd ojciec nasz wielki (jeśli dobrze pomnę),

Teucer wszedł do retejskiej ziemi[254] i na skromne

Królestwo obrał miejsce; jeszcze na wzgórz fali

Pergamu zamek nie stał, w dolinach mieszkali.

Stąd kult matki Cybeli, Korybantów miedzie[255],

1675

Idajski gaj, milczenie wśród ofiar się wiedzie

I lwy, co w zaprząg spięte, ciągną rydwan pani.

Nuże więc! Jawnym bogów rozkazem wezwani,

Zbłagawszy wiatry, płyńmy w gnozyjskie[256] zacisza!

Niedaleko są one; z pomocą Jowisza

1680

W dzień trzeci flotę ujrzy kretejski brzeg stary«.

Tak rzekł i godne składa na ołtarz ofiary:

Wołu Neptun wziął, wołu Apollin wziął z chwałą,

Owieczkę czarną Burza, Zefiry zaś białą.

Wieść doszła mnie, że z własnej wypędzon ojczyzny

1685

Idomenej[257] opuścił ziem Krety brzeg żyzny,

Więc wroga[258] nie ma w domach, pustych o tej porze.

Rzucamy port Ortygii[259], płyniemy przez morze,

Mijając Naksos Bakcha[260], Donisy[261] zarośle,

Olear[262], śnieżną Paros[263], Cyklady wyniośle

1690

Sterczące z fali, liczne mijamy wysepki

Wśród cieśnin. Zgiełk podniesie wioślarzy tłum krzepki,

Krzyczą druhy, by Kretę, gdzie pradziadów gniazda,

Nawiedzić; wiatrem z tyłu ułatwiona jazda.

Zaczem w starych Kuretów[264] wpływamy krainę.

1695

Z zapałem mury grodu żądane rozwinę,

Zwę go Pergam; lud, z nazwy wesół niewymownie,

Zachęcam, by dom kochał i podniósł warownie.

Już łodzie o brzeg suchy wsparto do połowy:

Młodzież śluby zajmują i rozdział pól nowy,

1700

Ja prawa, domy znaczę — gdy wtem, pod zgniłemi

Wyziewy, mór nieszczęsny drzewa, siewy ziemi

I członki ludzkie naszedł, zaraza nastała;

Tracili dusze albo chore wlekli ciała.

Bezpłodne pola Syriusz[265] wysuszał i łupał,

1705

Schły zioła, w kłosach niszczał siew, spalon przez upał.

Rodzic znów do Ortygii przez morze niezwłocznie

Każe płynąć i Feba błagać o wyrocznie:

Gdzie wytknie kres znużonym, skąd szukać się godzi

Pomocy w ciężkiej doli, gdzie zwrócić bieg łodzi?

1710

Noc, ProroctwoNoc była i sen ziemskie już ujął zwierzęta,

Gdy bogów i penatów[266] z Frygii rzesza święta,

Którą z Troi, z pośrodka pożogi wyrwałem,

Przed okiem uśpionego błyśnie w świetle białem,

Co przez okna przymknięte strugą jasną przesiąc[267]

1715

Zdołało w izbę — bowiem pełny świecił miesiąc;

Zaczem słowy słodkimi tak koją me troski:

— »Co w Ortygii Apollo miał głosić ci boski,

— Tu głosi; — jego wróżby w poselstwie wyrzeczem:

Z płonącej myśmy Troi za twoim szli mieczem,

1720

Na flocie nas wraz z tobą niosła fala wzdęta;

My pod niebo twe przyszłe wyniesiem wnuczęta

I damy władztwo miastu. Dla wielkich więc panów

Gród wielki wznieś, ucieczki trud znosić postanów!

Siedziby zmienić trzeba: nie wśród Krety dolin

1725

Delijski tobie osiąść rozkazał Apollin.

Jest ziemia, Hesperyji nazwiskiem Grek zwie ją:

Łany stare, zwycięstwy i plony jaśnieją.

Enotrzy na nich żyli, dziś (głosi wieść z dali)

Italią ją od wodza późniejsi nazwali.

1730

Tam gród nasz, na tym Dardan urodził się łanie[268]

I Jazjusz, od którego ród biorą Trojanie[269].

Wstań, nuże! I te słowa wraz ojcu starcowi

Pewne odnieś: Korytu niech szukać stanowi

I Auzonii ziem. Jowisz dyktyjskich pól wzbrania[270]

1735

Na takie zjawy z nieba i boże wezwania

Zdrętwiałem — nie sen bowiem był, ni mara pusta.

Twarz, w opaskach włos mogłem rozpoznać i usta

Wyraźnie; pot mi spłynie wnet po ciele całem.

Zaraz też raźno z łoża się mego porwałem,

1740

Podnoszę dłonie w niebo, bóstwom wdzięczny szczerze

Daniny czyste składam; wesół po ofierze

Anchizowi w porządku dziw głoszę takowy.

Rozpoznał wnet podwójny ród, dwie rodu głowy,

I że dawnych szukając ziem, w nowym był błędzie.

1745

Tedy rzekł: »Synu, losem Troi miotan wszędzie!

ProrokKassandra mi te rzeczy głosiła jedynie,

Dziś pomnę; gdy o naszej wieszczyła rodzinie,

To Hesperię, Italię wplatała we wróżby.

Lecz któż wierzył, że do tych ziem pójdziem i któż by

1750

Uważał, co Kassandra mówi nieszczęśliwa?

Ustąpmy, w przyszłość lepszą idąc, gdzie Feb wzywa!«

Tak rzekł — wszyscy radośnie przyklasnęli słowu

Zostawiwszy niewielu, rzucamy gród; znowu

Stawim żagle i w pełne puszczamy się morze.

1755

Gdy łodzie na toń weszły i żadnej w przestworze

Nie widać ziemi, jeno fale i niebiosa,

Nad głową sina chmura mi zwiśnie z ukosa,

Noc niosąc z burzą — mrokiem nasrożą się fale.

Wnet wicher wzdyma morze, zapienią się w szale

1760

Bałwany, wśród topieli błądzim rozproszeni,

Dzień skrył się w mgle wilgotnej, niebiosa wśród cieni

Zagasły, raz po razu z chmur zdartych żar błyska.

Wypadlim z toru, zdani w fal ślepych igrzyska.

Dnia od nocy na niebie, wśród mgły, co się kłębi,

1765

Nie pozna sam Palinur, ni drogi na głębi.

Trzy dni tedy niepewni w tej ślepej pomroce

Po morzu błądzim, trzy też bez żadnych gwiazd noce.

Czwartego dnia dopiero ziemię zobaczymy,

Piętrzącą z dala góry i toczącą dymy.

1770

Spadł żagiel, chwycim wiosła: wnet majtków drużyny

Z wysiłkiem tłuką piany i sieką nurt siny.

Ocalonych z fal, najpierw nas Strofad pustkowie

Przyjmuje. Mianem Strofad lud Grajów tam zowie

Wysepki w Morzu Jońskim, gdzie Celeno sroga

1775

Potwór, Kobieta, PtakI reszta harpij mieszka, co z Fineja[271] proga

Uciekły, dawne stoły rzucając bezładnie.

Brzydszego tworu bogów i zarazy nad nie

Groźniejszej dotąd fala nie wydała styska:

Twarz dziewic mają, wstrętne ślą kały z brzuszyska,

1780

Szpony ich zakrzywione i od głodu stale

Zbladłe wargi.

Tam, gdy w przystań wstąpilim[272], zniesieni przez fale

Widzimy stada wołów tu i tam na łące,

I kozy bez żadnego pasterza błądzące.

1785

Wpadniem z mieczem i bogów do działu przybierzem

Wraz z Jowiszem. Wnet potem nad wklęsłym wybrzeżem

Ścielim łoża i tłuste zjadamy mięsiwa…

Wtem nagle od gór w locie straszliwym przybywa

Rój harpij, tłukąc głośno ogromnymi skrzydły[273].

1790

Łupi pokarm, w krąg wszystko przez dotyk obrzydły

Plugawi, puszcza brzydką woń i hałas czyni. —

W ustroni więc dalekiej, w sklepionej jaskini,

Zarosłej wokół lasem, w pełnym mroków jarze

Stawiamy stoły, ogień kładziem na ołtarze.

1795

Znów z drugiej strony nieba, z jam ślepych wypadło

Ich stado, z wrzaskiem szpony krzywymi rwie jadło,

Kala paszczą. Natenczas mieczem w srogą zgraję

Uderzyć każę druhom i bój jej wydaję.

Pełnią rozkaz — i miecze, w bujne skryte zioła,

1800

Sposobią, tarcze również chowają dokoła.

Skoro więc łomot wzniecą, wśród krętych wybrzeży

Zlatując, ze strażnicy wnet Mizen uderzy

W spiż pusty; zaraz druhy w bój nowy wypadną,

Chcąc stalą ptaków morskich czerń skrwawić szkaradną

1805

Lecz miecz ran im nie zada, w piórach traci siły

Żelazo: zaczem szybko w niebiosa się wzbiły,

Zostawiając wpół zżarty łup i szpetne piętna.

Proroctwo, KaraNa wysokim urwisku jedna, wieszczka smutna,

Celeno siadła, z piersi głos miecąc nam taki:

1810

— »Bój jeszcze za rzeź wołów, za ległe cielaki,

Laomenidzi! Bój w te wnosicie krainy?

Z ziem własnych wygnać chcecie harpije bez winy?

Słuchajcież wróżb i z waszą poznajcie się dolą:

Co Febowi sam Jowisz, mnie Febus Apollo

1815

Objawił — ja wam, z Furyj największa, odsłonię:

Dążycie do Italii z wiatrem, przez mórz tonie —

Osiągnięcie ją, w próg jej wstąpicie przystani,

Lecz nie wpierw murem miasto zamkniecie znękani,

Aż głód was srogi zmusi za rzezie bydlęce

1820

Nadżarte stoły łupać w wyschniętej paszczęce!«

Tak rzekła i w przestworza skrzydłami uderzy.

Strach zimny nagle w żyłach mej dzielnej młodzieży

Krew zetnie, śmiałość sercom zupełnie odejmie;

Nie chcą walczyć, lecz kornie myślą o rozejmie,

1825

Bądź bóstwa to, bądź ptactwo srogie, co z mórz zbiega

Zaś ojciec Anchiz, ręce podnosząc od brzega,

Przyzywa bogów wielkich i kadzidła pali:

— »Odwróćcie groźbę, bogi, wyrwijcie z klęsk fali!

Darzcie łaską nas!« — Powróz wnet z brzegu ugrzęzły

1830

Rwać każe, lin splątanych rozmotać znów węzły.

Naprężą druhy żagle, nurt skłębią pian koła:

Płyniemy, kędy wicher i sternik nas woła.

Już sponad fal Zacyntu podniosą się gaje,

Już Dulich, Samos, Nerit wyniosła powstaje,

1835

Mijamy brzeg Itaki, gdzie wiele skał zwisa,

Kraj Laerta, wrogiego klniem ziemię Ulissa.

Wnet Leukate, w chmur wieńcu wznosząca się z dolin

I groźny się dla majtków odsłania Apollin[274]. —

Tam, pod mały gród zastęp nasz znużon podchodzi.

1840

Kotwica z dzioba spada, brzeg wieńczy rząd łodzi.

Dobiwszy więc do lądu nad wszelkie nadzieje,

Czcim Jowisza, kadzidło z ołtarzy zatleje.

Na wybrzeżu iliackie wznawiamy igrzyska:

Wśród zapasów ojczystych oliwa rozpryska

1845

Z ciał nagich druhów — piersi ich krzepi wesele,

Że wśród wroga miast greckich minęlim tak wiele.

Tymczasem słońce kończy wielką drogę roczną

I zimne Akwilony nasrażać toń poczną.

Spiżową, wklęsłą tarczę wnet, sprzęt Abantowy,

1850

W podwojach wieszam, tymi skreślając rzecz słowy:

»Eneasz — zwycięskiego łup składa tu wroga«.

Każę port rzucić — ławy zasiada załoga,

W zawody druhy morskie bałwany tną wiosłem.

Wnet miniem kraj Feaków[275] z zamczyskiem wyniosłem.

1855

Epiru[276] brzeg okrążym, w port płynąc bez zwłoki

Chaoński[277], pod Butrota gród dotrzem wysoki.

Tu wieść słyszym, co trudną do wiary się wyda,

Iż miastom Grajów Helen[278] władnie[279], Pryjamida,

Co żonę wziął Pyrrusa i berło za wiano

1860

I tak znów Andromachę[280] ziomkowi oddano.

Zdumiałem się, pierś dziwna mi chęć rozpłomienia

Wypytać męża, poznać tak wielkie zdarzenia;

Biegnę, łodzie rzucając i portu brzeg siny.

Przed miastem właśnie ucztę i smutne daniny

1865

Nad nowym Symoentem[281], wśród gaju, zbolała

Andromacha popiołom i Cieniom składała

Przed mogiłą Hektora pustą, strojną w darnie,

I dwoma ołtarzami, gdzie z płaczem się garnie.

Gdy spostrzegła, że w zbroi trojańskiej nadchodzę,

1870

Biedna, zjawy wielkimi przerażona srodze,

Drętwieje na ten widok i stoczy się blada

Na ziemię — aż po czasie długim tak powiada:

— »Tweż to lice? Prawdziwyż przychodzi to goniec,

Syn bogini? Ty żyjesz? Lub jeśli na koniec

1875

Umarłeś, gdzie jest Hektor?« — Zalała się łzami,

Napełniając gaj krzykiem; boleść ledwo da mi

Coś rzec do nieprzytomnej, aż urwane słowa

Zmieszan rzucę: — »Tak, żyję, zła dola mnie chowa;

Nie wątp, bo prawdę widzisz…

1880

Jakaż dola cię, wziętą takiemu mężowi,

Spotyka? Czy los godnie nagrodził stan wdowi?

Hektora Andromacho, Pyrrusa żeś żoną?« —

Na to cicho tak z twarzą odrzecze spuszczoną:

— »O, szczęsna przed innymi Pryjama dziewica[282],

1885

Co pod Troją, przy stosie, nie rumieniąc lica

Paść mogła, którą z działów wyrwała moc boża,

I branka — pana swego nie tknęła się łoża! —

Gdy gród spłonął, po morzach różnych przez mus twardy

Pędzona, od Pyrrusa wielem zniosła wzgardy,

1890

W niewoli rodząc[283]; potem, gdy jego Hermione[284],

Wnuczka Ledy, uwiodła i wziął ją za żonę,

Mnie, brankę, w moc Helena oddał, niewolnika.

Ale Orest, którego wskróś miłość przenika

Narzeczonej i Furia biczykiem gna wrażem,

1895

Zabija niebacznego przed ojców ołtarzem.

Z Pyrrusa śmiercią, z dzierżaw jego Helenowi

Część dano, który nazwę Chaonii stanowi

Swej ziemi (od Chaona[285] z niw Troi, dosłownie);

Nadto Pergam iliacką tu stawia warownię.

1900

Lecz ciebie jakie wichry i dola przyniosła?

Kto z bogów nieświadome dróg kierował wiosła?

Cóż syn Askań? Czy żyje dotychczas dziecina?

Którego ci już Troja…

Czy zawsze z troską matkę straconą wspomina?

1905

Czy do czynów rycerskich, cnót sławnych wśród ludzi

Ojciec Enej i Hektor wuj żądzę w nim budzi?«

Tak mówiąc, długo lała łzy próżne, gdy z kwater

Grodowych nadszedł Helen Priamida[286], bohater,

Otoczon licznym gronem dworzan i czeladzi.

1910

Poznał swoich i wesół za progi prowadzi,

Łzą hojną każde słowo zraszając rozmowy.

Podążam: małą Troję, Pergamu mur nowy

Poznaję, Ksantu strugę wśród wyschniętych koryt

I Skajskiej bramy ścisnę brzeg, bruzdami poryt.

1915

Nie mniejszych uciech w mieście trojańska młódź zazna:

W krużgankach wielkich króla łaskawość przyjazna

Gości ich; wśród sal złote spełniają puchary

Na cześć Bakcha i winem się; raczą bez miary.

Zbiegł jeden dzień i drugi białe płótna żagli

1920

Wydyma wiatr z południa i w drogę nas nagli;

Natenczas wieszczka[287] słowy takimi zagadnę:

— »Synu Troi, wróżbito, co Feba znasz władne

Wyrocznie, trójnóg, Klaru[288] laur, srebrnych gwiazd mowy,

Głos ptaków oraz skrzydeł ich szelest wichrowy —

1925

Powiedz mi — bowiem szczęsne wróżby do tej chwili

I wszyscy mi niebianie znakami radzili

Do Italii iść, szukać odległej jej ziemi;

Celeno jedna nowy słowami strasznemi

Głosi wyrok i smutne zwiastuje mi szkody,

1930

Szpetny głód; — jakiej najpierw mam strzec się przygody?

Jak przemogę trud, który śle dola tak łzawa?« —

Helen, bijąc wprzód woły[289], jak święte chcą prawa,

O pokój błaga bogów, przepaski odpina

Z poświęconej swej głowy, w progi Apollina

1935

Mnie, drżącego, swą ręką wiedzie bez odwłoki

I z boskich ust te kapłan mi głosi wyroki:

— »Bogini synu — widzę bowiem, że opieka

Bóstw większych wśród fal morza cię wiedzie z daleka;

Tak losem rządzi Jowisz, tak prawa chcą boże:

1940

Nieco z wielu ci rzeczy — byś pewniej przez morze

Mógł płynąć, gdzie Auzonia wam przystań stanowi —

Odsłonię słowy[290]; więcej wiedzieć Helenowi

Bronią Parki[291], Saturna córa głosić nie da.

Naprzód za bliską przez cię uważana scheda[292]

1945

Italii, wraz z portami, gdzie płyniesz nieświadom,

Daleka jest, wstęp do niej licznym podległ zdradom.

We fali wprzód Trynakrii[293] zgiąć muszą się wiosła,

Toń auzońska okręty potem będzie niosła; —

Jezioro piekieł[294], Cyrki wyspę[295] wraz ze swemi

1950

Ujrzysz, nim zdołasz stawić gród w bezpiecznej ziemi.

Dam znaki — ty je z sobą w kraj zabierz daleki:

Proroctwo, MiastoGdy przyjdziesz zatroskany nad skrytej toń rzeki,

Pod dębami, na brzegu, gdzie wiry nurt mącą,

Maciorę ujrzysz wielką, na ziemi leżącą,

1955

U wymion głów trzydzieści, białych jak ich matka:

Tam miejsce miastu będzie, kres trudów ostatka.

Jedzenia stołów również przyszłego się nie bój:

Los drogę znajdzie, Febus powiedzie na przebój.

Te zaś ziemie, tych brzegów Italii krawędzie,

1960

Które blisko nas tłucze burzliwy nurt wszędzie,

Omijaj: wszystkie grody źli dzierżą tam Grecy:

Tam Lokrzy narycyjscy[296] mur wznieśli fortecy,

Żołnierzem salentyński[297] łan bujny tam zbroi

Lyktejski Idomenej; tam wodza z Melboi,

1965

Filoktela, Petelia[298] mur wspiera na skale.

Obrzędy, StrójGdy nawet flota twoja przepłynie już fale

I na brzegu dziękczynne ołtarze zapłoną,

Pamiętaj purpurową włos zakryć osłoną,

By pośród świętych ofiar jaka świętokradzka

1970

Twarz wroga nie zmąciła wróżb twoich znienacka;

Ten i ty, i druhowie chowajcie obyczaj,

W ten obrządek i wnuków twych powtajemniczaj.

Gdy cię zaś ku Sycylii, przez morza powierzchnie

Wiatr rzuci i zapora Peloru[299] w dal pierzchnie,

1975

Na lewo ląd i morze okrążaj z oddali

Wielkim łukiem, brzeg prawy miń i nurty fali.

Te miejsca niegdyś wskutek wielkiego wstrząśnienia

(Tak bardzo długość czasów ziemicy kształt zmienia)

Rozpadły się, wieść niesie, choć wprzód się wiązały

1980

W ląd jeden; z mocą wtargnął fal nurt rozszalały,

Sycylię od Hesperii oddarł[300], grody ziemi

I pola cieśninami dzieląc burzliwemi.

Scylla prawy brzeg, lewy zaś Charybda dzika

Zasiada: z dna otchłani po trzykroć połyka

1985

Rozdarte wirem fale i znów, wzdąwszy płuca,

Na przemian je z paszczęki pod gwiazdy wyrzuca.

Zaś Scyllę ciemnych jaskiń zakrywa głąb ślepy,

Z nich łeb jawi, okręty w skał ciągnąc wertepy.

Z przodu ludzką twarz, pierś ma piękną jak dziewczyna

1990

W pół ciała — wieloryba kadłub, a delfina

Ogony, brzuch obwisły srogiego wilczyska.

Lepiej ci brzeg Trynakrii, co z dala rozbłyska,

I Pachin[301] minąć w pędzie, choć bieg się załamie,

Niźli Scyllę potworną choć raz w wielkiej jamie

1995

Ujrzeć i psimi głosy szczekające skały.

Prócz tego, jeśli na coś Helena się zdały

Wieszcze słowa, gdy prawdę mu głosi Apollin,

Jedenć synu bogini do prędszych wyzwolin

Wskażę sposób[302] i dwakroć go jeszcze przypomnę:

2000

Junony bóstwo najpierw czcij w modłach ogromne,

Junonie śluby składaj, tej możnej władczyni

Ślij hojny dar — zwycięzcą cię ona uczyni —

I dotrzesz do Italii z Trynakrii wybrzeży.

Stąd gdy zajdziesz, gdzie sławny Kumai gród[303] leży,

2005

Szumiący bór i święte jezioro w Awernie[304],

Obłędną wieszczkę[305] ujrzysz w jaskini, co wiernie

Losy głosi, na liściach spisując wyrocznie.

Cokolwiek tak napisze dziewica, niezwłocznie

Pod liczbą kładzie[306], w skalne chowając załomy:

2010

Stos wróżb onych w porządku leży nieruchomy.

Lecz skoro jeno wpadnie wiatr w lekkim przeświście

Przez drzwi groty i wiotkie zmieszają się liście,

Nie chwyta wśród jam skalnych niesionych w lot rączy

Nie składa ich na nowo i wierszy nie łączy:

2015

Lud wracać musi z niczym, klnąc grotę Sybilli. —

Ty nie dbaj o odwłokę, choć będą naglili

Towarzysze, choć żagle okrętów twych z mocą

Przez wiatr wzdęte, pomyślnym szumem załopocą,

Do wieszczki idź i błagaj o boże wyrocznie:

2020

Niezmuszona niech wróżby swe głosić rozpocznie.

Italii ludy tobie wnet i przyszłe wojny

Ona wskaże, jak mijać lub znosić trud znojny,

Pouczy — i uczczona, pomyślną da drogę.

To jest, o czym ja przestrzec słowami cię mogę:

2025

Płyń więc, czyny wielkimi pod niebo wznieś Troję«.

Gdy tak wieszczek przyjaźnie mi rady dał swoje,

Rozkaże zaraz w łodzie kosztowne nieść dary,

Skarby złota, słoniową kość rzniętą, bez miary

Wiele srebra, Dodony[307] kociołki dostojne,

2030

Pancerz złoty, trójnitny[308], sposobny na wojnę

I osadę szyszaka z włosistymi kity[309],

Broń Pyrrusa; dla ojca też dar znamienity,

Rumaki, wodze[310] doda…

Sprawi wiosła i druhom sprzęt różny śle w darze.

2035

Tymczasem płótna żagli rozpinać rozkaże

Anchiz, by z pędem wiatru ich skrzydłem gnać skorem

Wieszcz Feba z wielkim starca tak żegna honorem:

— »Anchizie, przez Wenery świetne uczczon śluby[311],

Przez bogów dwakroć wyrwan z Pergamu zaguby[312]!

2040

Przed tobą ląd Auzonii, tam z wolą płyń nieba,

Lecz ten jej skrawek morzem omijać ci trzeba.

Daleka jest Auzonia, którą Febus śle wam!

Idź, szczęśliw cnotą syna! — Lecz czemuż opiewam

Wciąż jedno, i daremnie wiatr w żagli dmie płótna?«

2045

Również i Andromacha, z rozłąki tej smutna,

Wzorzyste, złotem tkane przynosi kobierce

I płaszcz fryski, nie mniejsze okazując serce

Dla Askania, z darami to głosząc orędzie:

— »Przyjm, dziecię, dar! Pamiątką rąk moich ci będzie,

2050

O stałej Andromachy miłości upewni,

Hektora żony; przyjmij, co dają ci krewni

W rozstaniu, Astianaksa[313] obrazie jedyny

Te oczy miał, te usta, tak trzymał rączyny

I teraz w równej z tobą wzrastałby lat wiośnie!«

2055

Jam żegnał ich, łzą lica zraszając żałośnie:

— »Żyjcie szczęśni, wy, których fortuna już zgoła

Spełniona: nas z burz jednych na drugie los woła.

Wy spokojni, na żadne nie macie iść morze,

Nie szukacie Auzonii, co nam w każdej porze

2060

Wstecz ucieka; kształt Ksantu i przez was stawioną

Widzicie Troję — oby pod lepszą osłoną

Wróżb bożych i zdradnego Greka nie tak bliską!

Gdy dotrę do fal Tybru i ujrzę siedlisko,

Które memu ludowi w tej ziemi los daje —

2065

Pokrewne niegdyś ludy, bliskie sobie kraje:

Hesperię wraz z Epirem, z jednego Dardana

Wiodące ród swój, którym jedna dola dana,

Połączym; wnuki o tym niech mają staranie!«

Płyniemy morzem zaraz przy Ceraunii[314] łanie,

2070

Skąd falą do Italii najbliższa jest droga.

Wtem słońce zaszło, góry ciemność skryła sroga;

Padniem na piach przy fali, stęsknieni do ziemi.

Wyznaczywszy wioślarzy, nad brzegi suchemi

Rzeźwim ciała; — znużonych wnet zmorzy sen skory.

2075

Noc, Gwiazda, Morze, PodróżPołowy dróg nie zeszła noc, gnana przez Hory[315],

Kiedy pilny Palinur wstał z łoża, najcichsze

Szumy bada, moc pędu rozróżnia we wichrze,

Gwiezdny rój znaczy, w ciche niebiosa rzucony.

Arktura, grupę Hyjad, podwójne Triony

2080

I Oriona, co szafir złocistą skrą bodzie.

Gdy wszystko go o stałej upewni pogodzie,

Da głośny znak z okrętu; my według prawidła

Ruszym w drogę i żagli rozpinamy skrzydła.

Już Zorza[316] gwiazdy swymi spłoszyła rozbłyski,

2085

Gdy w dali ciemne wzgórza ujrzym i ląd niski

Italii. Wnet: »Italia!« — pierwszy Achat woła,

Italię krzykiem druhy witają dokoła.

Natenczas ojciec Anchiz wieńczy puchar drogi,

Napełni czystym winem i przyzywa bogi,

2090

W wysokiej stojąc łodzi:

— »Władcy morza i lądów, których ramię sprzęga

Nawałnice — wiatr dobry spuśćcie z widnokręga!«

Żądany wicher zaraz pomyślnie się zerwie,

Port zbliża się, gród błyska poświęcon Minerwie[317].

2095

Zwijają druhy żagle, do brzegu okręty

Pędząc. — Nurtem od wschodu port w łuk był wygięty,

U wejścia z szumem fala się tłucze spieniona,

Port kryje się: dwa nad nim skłaniają ramiona

Spiętrzone skały; chram[318] też od brzegów ucieka.

2100

KońTu pierwszą wróżbę: cztery ujrzałem z daleka

Śnieżne konie, gryzące polnego darń kopca.

Więc Anchiz: »Bój, o ziemio, przynosisz nam obca!

Na bój zbroi się konia, bój wróży to zwierzę;

Lecz również przyuczony koń zaprząg wnet bierze,

2105

Wędzidło znosi, ciągnie wóz kmiotka spokojny,

Znak pokoju!« — Rzekł. Wtedy patronkę my wojny

Palladę czcim, co pierwsza gościną nas darzy

I kryjąc głowy szatą fryską, u ołtarzy

(Na co nacisk kładł Helen) kadzideł wnet wonie,

2110

Jak rozkaz był, argiwskiej składamy Junonie.

Skoro wszelkie spełnilim śluby, gdy czas nagli,

Naprzeciw wiatru reje obróciwszy żagli,

Rzucamy domy Grajów i niepewne łany.

Stąd Tarent, przez Herkula (jak mówią) stawiany,

2115

Widnieje, gród Lacynii boskiej w chmur pomroce,

Kaulonia i Scylacej[319], co łodzie druzgoce.

Już z morza trynakryjskiej Etny widać załom;

Jęk donośny fal słychać, co rwą się ku skałom,

Tłukąc brzeg, wraz i głosy zmieszane bezładnie;

2120

Wrą zatoki, od wirów piach wzburza się na dnie.

Więc ojciec Anchiz: »Patrzcie! Charybda już bliska,

Te rafy Helen, groźne te wieścił urwiska.

Do wioseł, druhy! Razem pochwyćcie za wiosła!«

Jak rzekł, czynią; Palinur, mistrz swego rzemiosła,

2125

Okrętu przód na lewe pierwszy skręci fale:

W lewo wiatrem i wiosły[320] pędzimy wytrwale.

Raz w niebo wzdęta topiel podnosi nas wodna,

To w mrok Manów[321] miotając, pogrąża aż do dna.

Trzykroć wśród skał szczerbatych głos rafy wydały,

2130

Trzykroć gwiazdy ujrzymy przez rwących pian wały.

Już wiatr ścichnął i słońca promienny blask blednie,

Żywioły, Natura, Ogień, ZiemiaNie znając dróg, w Cyklopów kraj wpadniem bezwiednie.

Bezpieczny jest od wichrów sam port ich olbrzymi.

Lecz z bliska straszna Etna grzmi z hukiem i dymi.

2135

Niekiedy z niej pod niebo chmura ciężka, smolna,

Ognisty miecąc popiół, podniesie się z wolna,

Rozrzuci kłęby ognia i stropy gwiazd liże;

Czasem skały i głazy strzaskane we wirze

Miota z głębi, law płynnych dobywa wybuchy,

2140

Wrąc na dnie i z jam wnętrznych[322] wydając jęk głuchy.

Jest wieść, że Encelada[323] spalone wpół ciało

Przez piorun, górą Etny stłoczone zostało

I z dna pieców rozpadłych żar zieje straszliwy.

Gdy znużon na bok drugi się zwali — drżą niwy

2145

Trynakrii całej, niebios krąg chowa się w dymie.

Przez noc tę, skryci w lasach, widziadła olbrzymie

Oglądalim, nie wiedząc, skąd grzmoty w krąg płyną,

Bo ognie gwiazd zagasły i mleczną drożyną

Nie lśnił biegun, lecz niebo ściemniły mgły duże

2150

I księżyc upowiła[324] burzliwa noc w chmurze.

Dzień wtóry już z przedranną jutrzenką nastawał

I zorza rozproszyła wilgotnych chmur nawał

Na niebie, kiedy z kniei, w podartej odzieży,

Mąż obcy, dziwnie chudy, znienacka wybieży

2155

I kornie wznosząc dłonie, ku brzegom się poda[325].

Spojrzymy: — brud okropny, zarosła w pas broda,

Kolcami spięte łachy — Grek zresztą, pod Troję

W ojczyste niegdyś szyki wysłany na boje.

Ów, skoro strój i bronie Dardanów oczyma

2160

Zlękłymi ujrzy, najpierw z przestrachem krok wstrzyma,

Stając — lecz wnet ku brzegom znów puści się w pędzie

Ze łzawą prośbą: »Niebo niech świadkiem mi będzie,

Niebianie i powietrzny ten przestwór świetlany!

Weźcie, Teukrzy, mnie — wiedźcie w jakiekolwiek łany!

2165

Dość mi!… Wiem: z Danajami płynąłem i na tom

Sprzysiągł się, by zagładę nieść Troi Penatom[326]:

Za co, jeśli tak wielka jest w czynie mym zbrodnia,

Zarąbcie i w toń morską błędnego przychodnia

Pogrążcie: — jeśli zginę, to z człowieka dłoni!«

2170

Tak rzekł i za kolana nas biorąc, twarz kłoni

Na klęczkach. Więc pytamy: Kto on? Czyje dziecko?

Niech gada, jaki los go obłąkał zdradziecko. —

Sam Anchiz, myśl młodziana skrzepić pragnąc szczerze,

Bez zwłoki mu prawicę poda na przymierze.

2175

Ów w końcu, lęk złożywszy, te rzeczy nam wyzna:

— »Achemenid me miano, wódz — Ulis, ojczyzna

Itaka. Adamastes, mój rodzic, pod Troję

Z biedy (obym ją znosił!) mnie wysłał na boje.

Potwór, KrewTu mnie druhy, rzucając tych krain brzeg srogi,

2180

W Cyklopa wielkiej grocie[327], nieprzytomni z trwogi,

Opuścili. Dom wewnątrz zbroczon od posoki,

Ogromny, pełen mroków; — sam olbrzym wysoki

Gwiazd sięga (świat od zmory tej chrońcie, bogowie!)

Z wejrzenia już okropny, nieprzystępny w mowie

2185

Wnętrzności żre nieszczęsnych i krew ich ssie ciemną.

Widziałem, jak dwóch moich rodaków przede mną

Rękoma chwyci, schylon wśród jamy, i grzmotnie

O skały, miażdżąc kości, jak krew ich sromotnie

Progi zlała; widziałem, jak ciał ich kawały

2190

Żarł chciwie, ciepłe członki pod zębem mu drżały.

Nie bezkarnie, gdyż Ulis itacki[328], krzywd braci

Pamiętny, pośród ciężkich chwil głowy nie traci.

Skoro bowiem nażarty i zmożon od wina

Na spoczynek w jaskini legnie i kark zgina

2195

Olbrzymi, krew rzygając przez sen i mięsiwo

Zbroczone winem krwawym my, wezwawszy żywo

Wielkich bogów, rzucamy wnet losy i społem

Wpadłszy, oko jedyne ostrym wiercim kołem,

Ogromne, co pod czołem mu sępim się chowa

2200

Jak puklerz argolicki lub tarcza Febowa.

Tak w końcu cienie naszej pomścilim drużyny.

Lecz uchodźcie, nieszczęśni — i od brzegu liny

Zerwijcie!

Bo takich jak Polifem, co w dom ów zadymion

2205

Spędza owce i mleko sam doi z ich wymion,

Stu okropnych Cyklopów wzdłuż krętego brzega

Mieszka i gór wysokich parowy przebiega.

Trzy razy księżyc tarczę wypełnił swą srebrną[329],

Jak życie wiodę w borach, gdzie ledwo gąszcz przebrną

2210

Zwierzęta — na Cyklopy spoglądam z urwiska,

Ze drżeniem głos ich słysząc i tupot nóg z bliska.

Nędzny pokarm wśród ciągłych mi dają zatrwożeń

Jagody, tarki twarde i rwanych ziół korzeń.

Śledząc — tę flotę pierwszą, ku wybrzeżom w pędzie

2215

Mknącąm ujrzał[330]; jej z góry, czyjąkolwiek będzie,

Zdałem się; — dość, żem zdołał potworom ujść skrycie:

Wy raczej, jeśli chcecie, zabierzcie mi życie!«

Ledwo to rzekł, gdy ujrzym, jak na stromej górze

Wśród owiec ciężką stopą kroki stawia duże

2220

Polifem, pasterz, dążąc, gdzie znana zatoka.

Dziw straszny i niezgrabny, ogromny, bez oka;

Odarta z kiści w drodze go wspiera sośnina,

Wełniste owce biegną tuż, rozkosz jedyna

I osłoda niedoli.

2225

Gdy wstąpił na głębinę, gdzie wiry toń mącą,

Z jam oka wybitego krew spłukał płynącą;

Zgrzytając zębem, z jękiem kroczy, gdzie toń modra

Wód pełnych, a nurt jeszcze nie zmoczył mu biodra.

My śpiesznie, wziąwszy z sobą nie bez zasług Greka,

2230

Cichaczem przetniem linę, uchodzim z daleka,

Na wyścigi toń wiosły[331] tłukąc bez odwłoki. —

Poczuł i na szmer głosu obrócił swe kroki.

Lecz gdy spostrzegł, że darmo wyciąga dłoń w szale

I nie zdoła tak prędko przez jońskie biec fale,

2235

Podniesie krzyk ogromny, na który w krąg cały

Nurt zadrży, przerażonych ziem wstrząsną się wały

Italskich, ryknie Etna od krętych jam brzega.

Wraz z lasów i gór stromych Cyklopów ród zbiega

Wzburzony, przed przystani stłaczając się progiem.

2240

Widzimy, jak daremnie grożą okiem srogiem

Bracia z Etny, podnosząc w niebo wielkie głowy —

Straszliwy huf[332]! Tak w górach las sterczy dębowy

Górnymi szczyty, cyprys szyszasty nad granie

Tak wzrasta — Jowiszowi ów święty, ten Dianie.

2245

Przelękłych strach popędza, by jakkolwiek liny

Odwinąć, żaglem wzdętym pędzić przez nurt siny.

Inni rady Helena wspomną, byśmy Scylli

I Charybdy brzeg zgubny z dala okrążyli

Łodziami — najbezpieczniej jest skręcić wstecz żagle.

2250

Wtem od cieśnin Peloru Boreasz wstał nagle,

Słan z nieba; ujść Pantagii[333] omijam opoki[334]

Urwiste, toń Megary[335] i Taps niewysoki.

Wskazywał je, wspomniawszy, gdzie jaki brzeg zwisa,

Achemenid, towarzysz biednego Ulissa.

2255

Wprost Sykańskiej zatoki, przed Plemiru knieją

Wilgotną, leży wyspa — z praojców lud zwie ją

Ortygią. Alfej[336], głosi wieść, Elidy rzeka,

Pod morzem skrytą drogą tu przybył; dziś ścieka

Twym ujściem, Aretuzo[337], w sycylijskie fale.

2260

Na rozkaz — bogów miejsca czcim; stamtąd wytrwale

Okrążam grunt Heloru[338] tłusty, pełen bagna;

Stąd na strome Pachinu skały wiatr nas zagna,

Kamaryn[339] błyśnie z dala, którego wyroki

Nie dają ruszać; gelski łan widzim szeroki

2265

I gród Geli, co nazwę od rzeki tej bierze.

Akragas[340] stromy z dala ukaże swe wieże,

Gród wielki, niegdyś sławną mający stadninę.

Ciebie z wiatrem, Selinie[341] palm pełen, opłynę,

Lilibejski omijam bród[342], gniazdo raf ślepych.

2270

Stąd Drepanu[343] mnie przystań i dzikich skał przepych

Powita. Tu wśród morza, miotan od burz wiela[344],

Osłodę trosk i przygód tracę — rodziciela

Anchiza. Próżno ciosy zmyliwszy zabójcze,

Tu rzucasz znużonego, najlepszy mój ojcze!

2275

Ni Helen wróż, choć różnym złem straszył u proga,

Tej klęski mi nie wieścił, ni Celeno sroga! —

Tu kres trudów i błądzeń mych długich nastaje:

Gdym stamtąd odszedł, w wasze bóg zagnał mnie kraje».

Tak ojciec Enej, jeden wśród wszystkich milczenia,

2280

Fata[345] niebian, tułaczki swej głosił zdarzenia — —

Umilkł wreszcie i spoczął, skończywszy swe słowa.

Księga IV

Miłość, SenKrólowa, ciężką troskę z dawna żywiąc w łonie,

Nie goi lubej rany, ślepym ogniem płonie.

Wysoką cnotę męża i rodu zaszczyty

2285

Rozważa; tkwi lic obraz w dnie serca wyryty

I słowa; troska członkom spoczynku nie daje.

Raz wtóry Feb pochodnią swą rozświecał kraje,

Na niebie mgły wilgotne brzask spędzał poranny,

Gdy wzburzona tak rzecze do siostry swej Anny:

2290

— «Anno, siostro! Bezsenną widziadła mnie straszą.

Pozycja społeczna, OdwagaJakiż to nowy przybysz w siedzibę wszedł naszą?

Jak dzielną ma postawę, jak nie zna pierś trwogi!

Ja wierzę i nie próżno — że rodzą go bogi.

Ród niski — strach wydaje. Ach! Iluż on smagan

2295

Losami! Ileż bitew opiewał bez nagan!

Gdyby nie zamiar w sercu głęboko ugrzęzły,

Że z nikim małżeńskimi nie złączę się węzły[346],

Skoro pierwsza mnie miłość przez zgon tak zawiodła[347]

Gdyby mi ślubne łoże nie zbrzydło i godła:

2300

Tej jednej pewnie ulec zdołałabym winie.

Wyznam ci bowiem, Anno: on jeden jedynie,

Gdy ołtarz z ręki brata krwią zbroczył mąż Sychej,

On jeden w chęci serca niezłomnej, choć cichej,

Zachwiał mnie: rozpoznaję zagasły żar w łonie!

2305

Lecz pierwej niech mnie ziemia w swym wnętrzu pochłonie

Lub ojciec wszechpotężny piorunem swym do dna

Erebu mroków strąci, gdzie noc jest bezbrodna[348],

Nim ciebie, wstydzie, złamię, twe prawa zagrzebię!

Ten, co mnie pierwszy kochał, mą miłość dla siebie

2310

Na zawsze wziął: niech ma ją i pośród mogiły!» —

Tak rzekła — i łzy hojne jej łono zrosiły.

Anna rzecze: «O siostro, nad życie mi droga!

Samaż, smutna, nie zaznasz od młodych lat proga

Miłości, słodkich dziatek, ni nagród Wenery?

2315

Czy sądzisz, że to Cienie cieszy i proch szczery[349]?

Dość, że smutnej wciąż, ongi[350] nie ujęła krasa

Mężów Libii i Tyru; nie chciałaś Jarbasa

I innych wodzów, słynnych z triumfów na łanie

Afryki; dziś chcesz zwalczyć w swym sercu kochanie?

2320

Czy nie wspomnisz, wśród jakiej zasiadłaś tu niwy?

Tu wznoszą mur Getuli, lud w bitwach straszliwy,

Numidzi, co rumakom nie kładą wędzidła —

Tu złe Syrty, tam Barków kraina obrzydła,

Znana z łupiestw. Cóż mówić, że Tyr zagrożony

2325

Przez zbrojną pomstę brata[351]

Ja sądzę, że z łask bogów i pieczy Junony

Iliackie[352] z wiatrem do nas zwróciły się łodzie,

Jakąż siłę, o siostro, i wzrost ujrzysz w grodzie

Po ślubie tym!! Gdy Teukrów dłoń wesprze nas śmiała,

2330

Jak bardzo świetna Penów podniesie się chwała!

Niech jeno dar i prośba gniew bogów odgania —

Gość przybyłych, wynajduj przyczyny zostania,

Póki Orion wilgotny nurt zmąca wśród burzy,

Póki statki zwątlone i niebo się chmurzy».

2335

Tymi słowy miłości podnieci w niej ognie,

Otuchy doda sercu, wstydliwość przemognie[353].

Do świątyń idą naprzód, u progów ołtarzy

Jednają bogów; owce, co lepsza się zdarzy,

Dla Cerery ślą, Ojca beztroski[354] i Feba,

2340

A najpierw dla Junony, co troszczy się z nieba

O stadła[355]. Wznosząc czarę, Dydona dorodna

Między rogi bieluchnej krowy wino do dna

Wysącza albo śpieszy przed tłuste ołtarze;

Darami dzień zaczyna, zabitych tak w darze

2345

Dymiące trzewia zwierząt bada z serca trwogą.

Hej! Błahy rozum wieszczków! Co śluby pomogą,

Co chramy[356] — szalejącej? Żar słodki bez miana

Żre szpik, w piersi głęboko cicha żyje rana.

Płonie Dydo nieszczęsna wskroś i przez gród cały

2350

Błąka się niby łania trafiona od strzały,

Którą gnając przez Krety gaje, niespodzianie

Przeszył pasterz i lotny zostawił bełt w ranie,

Nieświadom: — ona w lasach, po górach się wspina

Dyktejskich[357], lecz w jej boku śmiertelna tkwi trzcina. —

2355

Raz Eneja ze sobą w środek bierze miasta,

Wskazuje, jak sydoński gród w siłę urasta

Gotowy… Chce powiedzieć i przerwie w pół słowo;

To w tym samym dniu ucztę wydaje na nowo,

O trudy Teukrów znowu, na wszystko w krąg głucha,

2360

Wypytuje, powieści z zapartym tchem słucha,

Gdy odejdą i blaski księżyca przybledną,

A gwiazdy zachodzące snem koić skroń biedną

Radzą — na opuszczonej sofie wśród zaciszy

Cierpi: nieobecnego ogląda i słyszy;

2365

To Askania, obrazem ujęta rodzica,

Na łonie pieści, miłość omyłką nasyca…

Nie rosną wszczęte wieże, młodzieży huf zbrojnie

Nie ćwiczy sił, bezpiecznych zasieków ku wojnie

Nie gotuje; z daleka przerwany mur wielki

2370

Sterczy groźnie i w niebo piętrzące się belki.

Widzi żona Jowisza, w jakim grzęźnie szale,

Że niesława w obłędzie nie wstrzyma jej wcale,

Miłość, Małżeństwo, Podstęp, BoginiWięc do Wenery ozwie się córka Saturna:

— «Zaiste, zysk to wielki i chwała dość górna

2375

Dla ciebie i dla synka; dziw wielki urasta,

Że z dwóch bogów zdrad — jedna pobita niewiasta!

Wiedziałam, że cię straszył tych murów zrąb nagi

I miałaś w podejrzeniu gród wielkiej Kartagi.

Lecz dlaczegóż ze sobą spierać się niezgodnie?

2380

Nie lepiej zawrzeć pokój i ślubne pochodnie

Zapalić? Wszak masz, czegoś całą duszą chciała:

Miłością płonie Dydo, szał w kościach jej pała.

Nad wspólnym tedy ludem rząd wspólny sprawujmy,

Fryskiemu małżonkowi niech służy bez ujmy,

2385

Z posagiem zaś lud Tyrów dla ciebie przypadnie».

Jej — poznała wnet bowiem, że mówi to zdradnie,

Aby berło Italii wnieść w Libii krainy —

Tak zasię rzecze Wenus: «Kto mógłby, bez winy

Szaleństwa, przeczyć tobie lub parać się bojem,

2390

Jeśli zechce Fortuna za słowem iść twojem.

Lecz nie wiem, czy los zdarzy, co w sercu stanowisz,

Czy w jeden gród Tyr z Troją zespolić chce Jowisz,

Lud wiązać krwi węzłami lub trwałych przymierzy?

Tyś żoną, tobie prośby próbować należy!

2395

Idź — jam z tobą!» — Królewska odpowie Junona:

«Mój w tym mozół, ty sposób, w jaki się wykona

Bliska sprawa, zważ pilnie i przyjmij gotowy:

Jutro Enej z nieszczęsną Dydoną na łowy

Chcą udać się do gaju, kiedy pierwsze zorze

2400

Wznieci Tytan[358] i światła zapali w przestworze.

Nad nimi ciemną chmurę gradowej zamieci,

Gdy jazdę rozwinąwszy zagarną miot w sieci,

Stoczę z góry i grzmotem całe niebo wzruszę:

Pierzchną druhy i w nocnej znikną zawierusze;

2405

Dydona i wódz Trojan do jednej jaskini

Schronią się. Ja tam będę — skoro się przyczyni

Twa wola, nierozdzielne małżeństwo ich złączy:

Tam ślub zawrą». — Nie przecząc, wnet poklask da rączy

Cyterejka[359] i podstęp uśmiechem pochwali.

2410

Tymczasem Zorza wstała z oceanu fali;

Z pierwszym brzaskiem z bram rusza huf[360] młodzi dobrany:

Oszczepy ciężkie wloką, sieć, rzadkie parkany[361];

Massylscy sadzą jeźdźcy[362], psy czujne z daleka.

U progów pani, która ze wstaniem odwleka,

2415

Czekają pierwsi z Penów; koń, z siodłem okrytem

Purpurą, munsztuk złoty żwa, bijąc kopytem.

Wyszła w końcu, dostojnym gronem otoczona:

Płaszcz sydoński ozdobny jej kryje ramiona,

Kołczan złoty ma, złoto włos wiąże bogaty,

2420

Złota sprzączka podpina purpurę jej szaty.

Przy niej druhów frygijskich tłum i Julus śpieszy

Wesoły! Mężczyzna, Uroda, BógNajpiękniejszy sam z całej tej rzeszy,

Idzie Enej i łączy drużyny ochocze:

Tak kiedy zimną Licję i Ksantu roztocze

2425

W kraj matki, w Delos śpiesząc, opuszcza Apollin[363],

Wiodąc chóry wśród Cyntu[364] pagórków i dolin —

W krąg ołtarza Dryjopi[365], Agatyrsi[366], Kreci[367]

Krzyczą, on sploty włosa, co na czoło leci,

Zielenią wiotką ściska i obrączką złotą,

2430

Przy boku dźwięczą strzały; — z tak raźną ochotą

Szedł Enej, takim wdziękiem twarz piękna mu błyska.

Gdy w góry strome, w głuche weszli uroczyska,

Wnet rój dzikich kóz z grani wierzchołków spłoszony,

Zbiegł ze wzgórzy[368] — i pędem z przeciwległej strony

2435

Jeleni zbite stado w popłochu się tłoczy,

Kurz wznosząc, w szczere pola ucieka z gór stoczy.

Chłopiec Askań, wśród dolin, na dzielnym mierzynie[369]

Z radością raz te w pędzie, raz tamte wyminie.

Pragnie, by wśród bezbronnych zwierząt przez parowy

2440

Spieniony zbiegł odyniec z gór albo lew płowy.

Tymczasem niebo z wielkim się szumem zaczyna

Zaciemniać, ciężka gradem znijdzie chmura sina.

Tyryjskie druhy razem z trojańską młodzieżą

I z dardańskim Wenery wnukiem[370] trwożnie bieżą

2445

Pod dachy; z górskich nurtów w krąg zalew się czyni.

Burza, MiłośćDydona i Trojańczyk do jednej jaskini

Chronią się; pierwsza Ziemia[371] i swachna[372] Junona

Dają znak: błysły gwiazdy i niebo, co świadkiem

Zmów miłosnych, załkają gór nimfy ukradkiem. —

2450

Ten dzień pierwszym dniem zguby był i ciężkiej troski;

Już bowiem pozorami gardząc i pogłoski,

Miłości tajnej nie chce Dydo nieszczęśliwa:

Małżeństwem zwie ją — mianem tym winę zakrywa.

Słowo, PlotkaNatychmiast Wieść[373] przez Libii wielkie idzie miasta

2455

Wieść, nad którą nic w świecie prędzej nie urasta,

Ruchem żyje, nabiera raźniejszych sił w pędzie:

Zrazu mała z bojaźni — wnet widać ją wszędzie,

Po ziemi stąpa, głową chmur sięga śreżogi[374].

Ostatnią — mówią — Ziemia ją, gniewna na bogi,

2460

Wydała, Encelada[375] siostrę i straszydła

Ceusza, szybkie nogi mającą i skrzydła;

Potwór straszny, ogromny; ile piór ma w ciele,

(Jakie dziwo!) ócz[376] czujnych wśród nich równie wiele,

Tyleż ust i języków, i uszu się mieni.

2465

Między niebem i ziemią mknie nocą wśród cieni.

Sycząc — nigdy sen słodki nie zmruży jej oczu!

We dnie, na szczycie dachu lub stromych wież stoczu

Siedząc, czuwa i miasta ogromne przeraża,

Zarówno prawdę głosząc, jak kłamstwa plotkarza.

2470

Ta tedy lud plotkami z radością niemałą

Karmi — o tym, co było i co się nie stało:

Że przyszedł Enej, z rodu trojańskich władaczy,

Z którym wnet piękna Dydo połączyć się raczy,

W zbytkach z sobą przez zimę, jak długa jest, błądzą.

2475

Niepomni państw i szpetną uwikłani żądzą.

Te płatki tu i ówdzie rozsiewa w gmin[377] jędza;

Do króla też Jarbasa wreszcie się zapędza,

Zapala słowy[378] umysł i nieci[379] gniew krewki.

Ów, zrodzony z Hammona[380] i porwanej dziewki

2480

Garamasa[381], sto świątnic wielkich w państwie swojem

Jowiszowi, ołtarzy sto stawił ze znojem,

Żar rozniecił, straż bogów wieczną; grunt bogaty

Krwią zwierząt stłuścił, świątyń próg przystroił w kwiaty.

Teraz zdumion, gdy gorzkie go doszły pogłoski,

2485

Jak mówią, przed ołtarzem, odczuwszy żar boski,

Tak błagał, do Jowisza dłoń wznosząc w przestworza:

— «Jowiszu wszechpotężny, któremu Maur z łoża

Tkanego dar Leneja[382] poświęca w podzięce,

Widzisz to? — Czyż, gdy gromy miotają twe ręce,

2490

Niesłusznie drżym? Na ślepoż w chmurach piorun złoty

Straszy serca i próżne rozszerza łoskoty[383]?

Niewiasta, co w mym państwie pod miasto grunt bierze

Za okup mały, której ja morskie wybrzeże

Dałem orać i berło dzierżeć — śluby memi

2495

Gardzi, władcę Eneja do swej wpuszcza ziemi.

Dziś ten Parys ze swymi miękkimi gagatki,

Meońską[384] mitrą spiąwszy brodę i włos gładki,

Zawładnął łupem, my zaś daremnie dań różną

Ślem chramom twym, nadzieje żywimy na próżno!»

2500

Gdy tak błaga i brzegu ołtarzy się trzyma,

Usłyszał go Wszechwładny, wraz rzucił oczyma

Na miasto, na kochanków niepomnych swej sławy

I zaraz Merkuremu ten rozkaz da żwawy:

«Idź, synu, wołaj wiatry, skrzydłami w łan zaleć

2505

Kartagi, gdzie dardański wódz gnuśny jął szaleć

I gardzi miasty, które dłoń losu dlań chowa.

Przemów doń, te z pośpiechem zanosząc mu słowa:

Nie takim go nam matka, bogata we wdzięki,

Przyrzekła, dwakroć z Grajów wyrywając ręki,

2510

Lecz takim, co państw wiele wśród bitew nawały

W Italii zmoże, Fenkra dzielnego wspaniały

Ród wsławi, ziemi całej nadając swe prawa.

Jeżeli dzieł tak wielkich nie nęci go sława

I nie chce znosić trudów dla własnej wielkości,

2515

Czyż — ojciec — Askaniowi Romy pozazdrości?…

Co czyni? Przecz[385] wśród wrogów bawi, obiecany

Ród Auzoński, lawińskie zaniedbując łany?

Niech jedzie! — W tym poselstwa treść i tajemnica».

Tak rzekł. Ów spełnić rozkaz wielkiego rodzica

2520

Gotuje się i najpierw przypina do stopy

Sandały złote, co go nad wodne roztopy

I ziemi łan w wichrowej niosą zawierusze.

Następnie różdżkę[386] chwyta; nią z Orku on dusze

Pobladłe woła, inne w Tartaru śle tonie,

2525

Sen daje i odbiera, wzrok zwraca po zgonie;

W nią ufny, Obraz światawiatr prześciga i chmury bez zwłoki

Przepływa. — Już ogląda wierzchołek i boki

Atlasa, co niebiosa wspiera głowy szczytem,

Atlasa, który z czołem borami zakrytem

2530

Stoi w chmurach, przez wichry sieczony i burze;

Barki starca śnieg kryje, płyną rzeki duże

Przez szyję, lodem błyska nastrzępiona broda.

Tutaj najpierw Cylleńczyk[387] skrzydłami się poda

Równymi, stąd w dół głową się rzuci na głębie.

2535

Jak ptak, co wokół brzegów rybnych, przy skał zrębie

Nad samą falą leci skrzydłem nieruchomem:

Tak mknęło między nieba i ziemi ogromem,

Ponad Libią piaszczystą, tnąc wichrów zamiecie.

Przez matkę od Atlasa wiodące ród dziecię[388].

2540

Gdy stopy skrzydlatymi przedmieść dotknął z bliska,

Eneja, wznoszącego zamek i siedliska,

Widzi. Żółte jaspisy jak gwiazdy bogaty

Miecz mu zdobią, tyryjskie zwisają szkarłaty

Z ramion, możnej Dydony dar, królewski zbytek,

2545

Z wełny przez nią utkany i ze złotych nitek.

Zaraz wpadnie: «Kartagę ty dzisiaj wieżastą,

Babski sługo, ozdobne z posad dźwigasz miasto?!

Z pamięci tron ci wypadł i ojczyzna miła?

Do ciebie mnie z jasnego Olimpu przysyła

2550

Król bogów, świata całym władnący przestworem,

Sam każe ci rozkazy te skrzydłem nieść skorem:

Co czynisz? Czemu w Libów gnuśniejesz tak ziemi?

Jeżeli się nie wzruszasz dzieły[389] tak wielkiemi

I nie chcesz znosić trudów dla własnej twej chwały,

2555

Na Askania, co rośnie, bacz[390] i jego działy:

Wszak jemu kraj Italii i Romy łan tłusty

Należy się». — To swymi wygłosiwszy usty,

W pół rozmowy, w obłoku, co lekko się wzdyma,

Rozwiał się, przed ludzkimi pierzchając oczyma.

2560

Na taki widok Enej zdrętwiał w głębi łona,

Z przestrachu włos się zdębi[391], głos w gardle mu skona

Uchodzić wraz i ziemię porzucić chce drogą,

Rozkazem wzruszon bogów takim i przestrogą.

Co uczyni? Jak stanie przed licem surowem

2565

Wzburzonej? Jakim najpierw odezwie się słowem?

Pośpiesznie tedy w sercu liczne ważąc plany,

Ku różnym stronom umysł obraca znękany.

W rozterce ta mu rada się zdała szczęśliwa:

Mnesteja i Sergesta z Serestem przyzywa,

2570

Każe flotę po cichu skupić u wybrzeży,

Broń gotować. Przyczynę tych prac im należy

Ukrywać; on tymczasem, gdy zacna Dydona

O stałym serc przymierzu będzie przeświadczona,

Wynajdzie czas i sposób najlepszy wybierze

2575

Złagodzenia rozłąki. — Te rozkazy szczerze

Wypełni zaraz druhów gromadka wesoła.

Królowa przecież podstęp (któż bowiem zwieść zdoła

Kochającą?) przeczuła, pojęła ruch wioseł,

Przed wszystkim drżąc. Nieszczęsnej taż Wieść, niecny poseł,

2580

Doniosła, że do drogi gotują się łodzie.

Ból serce jej przeszyje, po całym wnet grodzie

Błąka się jak Tyjada[392], gdy ją szał zapali

Świąteczny, kiedy Bakcha chór słychać z oddali

I nocnym krzykiem wzywa Cyteronu[393] knieja.

2585

W końcu tymi się słowy ozwie do Eneja:

«Spodziewałeś się, zdrajco, że ukryjesz zbrodnię

Tak wielką, chyłkiem z niw mych uchodząc niegodnie!

Ni miłość cię, ni dana prawica od drogi

Nie powstrzyma, ni biednej Dydony zgon srogi?

2590

Zbierasz flotę, gdy gwiazda zimowa nurt ziębi,

Pośrodkiem Akwilonów chcesz płynąć po głębi,

Okrutny? Wszak, jeślibyś nie obce obszary

I domy gonił, gdyby stał Troi gród stary,

Czybyś płynął do Troi przez burzy huragan? —

2595

Mnie rzucasz? Przez łzy moje, przez twoją bądź zbłagan

Prawicę (gdy innego nic mi nie zostało)

Przez ślub nasz, przez serc związek zaczęty nieśmiało!

Jeżelim zasłużyła, jeśliś zaznał ze mną

Coś słodyczy, miej litość, jeśli nie daremną

2600

Ma prośba — i rzuć zamiar powzięty nieczule!

Zdrada, Ucieczka, Miłość, Kobieta, Mężczyzna, Dziecko, Rozstanie, NiebezpieczeństwoZ twej przyczyny mnie Libów lud, Nomadów króle,

Tyryjcy nienawidzą; dla ciebie wstyd z łona

Odrzuciłam i sławę, którą wprzód wzniesiona

Pod gwiazdy byłam! — Komuż mnie rzucasz zbolałą,

2605

Gościu? — Bo to mi imię z małżonka zostało —

Na cóż czekam? Czy żeby Pigmalion te mury

Rozburzył, mnie w niewolę wziął Jarbas ponury?

Gdybym choć, nim ucieczesz ode mnie zdradziecko,

Poczęła z ciebie syna, gdyby Enej-dziecko,

2610

Podobny do cię, igrał pod ścian tych osłoną,

Nie do szczętu bym czuła się przez cię zdradzoną».

Rzekła. On, jak chce Jowisz, w ziemię utkwił oczy

Nieruchomo i z trudem troskę w sercu tłoczy.

W końcu krótko rzekł: «Zasług, których twoje słowo

2615

Wyliczyć może wiele, nigdy ja, królowo,

Nie zaprzeczę; w mej myśli ciągle będzie stała

Elissa[394], póki duch mój nie opuści ciała.

O rzeczy krótko powiem: tajna mi rozłąka

Nie przyszła na myśl, ani pochodnie małżonka,

2620

Ni ślubów nigdym z tobą nie zawierał skrycie.

Gdyby los według woli urządzić mi życie

Dozwolił, troskom moim kres znaleźć wesoły,

Wpierw gród Troi i drogie mych ojców popioły

Uczciłbym, gmach Pryjama wznowiłbym, znów do dom

2625

Wróciwszy, Pergam wzniósłbym pobitym narodom.

Lecz teraz do Italii grynejski niezwłocznie

Apollo[395] mnie przyzywa i Licji wyrocznie[396]:

Tam miłość, tam ojczyzna! Jeśli ty, Feniska,

Kartagi gród i Libię oglądać chcesz z bliska,

2630

Skąd zazdrość o Auzonię w twym sercu powstaje?

I nam też, Teukrom, wolno w obce dążyć kraje.

Mnie Anchiza rodzica — gdy wilgotne nocą

Mgły skryją ziemię, kiedy gwiazdy zamigocą —

We śnie strasząc, posępna postać napomina;

2635

Boli krzywda Askania, drogiego tak syna,

Któremu berło trwonię i winne[397] mu łany.

Teraz poseł Jowisza znów, przezeń wysłany,

(Na głowy nasze klnę się) rozkazy mi boże

Przyniósł; boga ujrzałem, jak ubrany w zorze

2640

W gród wstępował — głos jego jeszcze w uszach drga mi…

Zaprzestań mnie i siebie rozjątrzać skargami:

Do Italii zniewolon płynę».

Miłość, Zdrada, Gniew, Kobieta, MężczyznaGdy tak mówił, od dawna ona wzrok surowy

Utkwiła weń z odrazą; — od stopy do głowy

2645

Cichym okiem go mierząc, tak rzecze wzburzona:

— «Nie z Dardana tyś rodu, nie bogini z łona

Wydałać[398], zdrajco, ale Kaukaz z twardej skały,

A hirkańskie[399] tygrysy wymiona podały.

Bo czyż, gorszych czekając spraw, skryję gniew kłamnie?

2650

Czy płacz go mój poruszył? Czy zwrócił wzrok na mnie?

Czy uronił łzę? Czy go ma miłość pokona?

Sroższego cóż jest nad to? Już wielka Junona

I Saturna syn złymi to mierzą oczyma. —

Niestała wszędy wierność! Rozbitka, pielgrzyma

2655

Przyjęłam — państwa częścią się dzielę jak mogę,

Krzepię flotę, od śmierci wybawiam załogę…

Ach! Furie mnie unoszą! To wieszczek Apollin,

To wróżby Licji, to znów goniec do tych dolin

Przez samego Jowisza słan, rozkaz mu boski

2660

Niesie! Iście, w tym mozoł niebian, te ich troski

Zajmują! — Jać nie trzymam, nie zbijam słów wcale:

Idź do ziemi Italii, państw szukaj przez fale!

Tuszę[400], że jeśli bóstwa łaskawe coś mogą,

O skały rzucon, miana Dydony ze trwogą

2665

Często wezwiesz. Z płomieni cię będę czeluści

Ścigać, gdy dusza zimne twe ciało opuści,

Jak cień zgonię cię wszędy, kara nieprzewlekła

Dojdzieć zdrajco! — Wieść o niej usłyszę z dna piekła!»

Wśród takich słów głos przerwie, światła nie­szczęśliwa

2670

Unika i przed okiem się w cieniach ukrywa,

Rzucając go w rozterce, gdy jeszcze chciał wiele

Powiedzieć. Służebnice omdlałą na ciele

Na łoże marmurowe odnoszą i kładą.

Zaś zbożny Enej, chociaż zbolałą i bladą

2675

Cieszyć[401] chciałby i słowy[402] trosk stłumić odmęty,

Choć ciężko wzdycha, wielką miłością przejęty —

Rozkazy boże pełni i do floty zbiega.

Kwapią się zewsząd Teukrzy i statki od brzegu

Odwodzą. Smołą zlany rząd łodzi mknie wielki;

2680

Z gałęźmi jeszcze wiosła wynoszą i belki

Dla ucieczki wycięte w lasach.

Z całego miasta pędem wybiega młódź karna:

Praca, ZwierzętaJak gdy w kopiec ogromny skrzętnie piętrzą ziarna

Pamiętne zimy mrówki i pod dachy kładą —

2685

Idzie czarny rój polem, przez trawy, gromadą,

Wąską ścieżką łup znoszą, zboże część rycerek

Na plecach z trudem dźwiga, inne wiążą szereg,

Karcą zwłokę — na ścieżkach wre wszystkich robota.

Jakiż ból, o Dydono, na widok ten miota

2690

Twym sercem? Z jakim jękiem, spod zamku powały

Na brzeg patrząc, widziałaś, jak przestwór w krąg cały

Napełnia wrzawą ciżba żeglarzy stłoczona?

MiłośćZła miłości, do czegóż nie skłonisz ty łona?!

Znów płacze, do próśb znowu się zwraca w rozterce

2695

Znaglona i miłości poddaje znów serce,

By przed śmiercią swą wszystko uczynić, co zdoła:

— «Patrz, Anno, jak się śpieszą na brzegu. Dokoła

Zewsząd zeszli się: wicher dmie w żagiel rozpięty,

Majtkowie raźno w zieleń ubrali okręty.

2700

Jeślim mogła ból przeczuć, co tłoczy mnie biedną,

I znieść go zdołam, siostro. — Nieszczęsnej ty jedno

Uczyń, Anno, bo ciebie czci ów przeniewierca

I tajne nawet czucia powierza ci serca;

Sama wiesz, jak czas znaleźć i sposobność skorą[403].

2705

Idź, siostro ma, i przemów do wroga z pokorą:

Nie jam z Greki na zgon wasz sprzysięgła się w szale

W Anlidzie — naw[404] na Pergam nie słałam przez fale

Nie zgwałciłam Anchiza Manów, grobu głuszy —

Czemuż słów moich w twarde nie chce przyjąć uszy?

2710

Gdzie pędzi? Dar ostatni za miłość niech śle mi:

Niech czeka łatwej drogi pod wiatry dobremi.

Dawnego nie chcę związku, który zdradził kłamnie.

Ni by pięknego Lacjum miał wyrzec się dla mnie.

O marną chwilę błagam, aż spocznie me łono,

2715

Aż los mnie mój nauczy cierpieć zwyciężoną,

Ostatniej błagam łaski, miej litość! Ja za to

Stokrotną mu się w zgonie odwdzięczę zapłatą».

Tak błaga, takie skargi nieszczęśliwa śle mu

Siostra, nagląc. Drzewo, Burza, ObowiązekOn przecież płaczowi żadnemu

2720

Nie ulega, słów żadnych przychylnie nie słucha,

Los broni, łagodnego bóg zhardził mu ducha.

Tak kiedy dąb leciwy, mocno tkwiący w skale,

To stąd, to stamtąd wichry alpejskie zuchwale

Szarpiąc, wyrwać chcą — słychać łom, wzruszon pień rzęzi,

2725

Zaściela ziemię pomiot strzaskanych gałęzi;

On tkwi w grani — jak wierzchem sięga bez zatrwożeń

Niebiosów, tak w Tartaru głąb zapuszcza korzeń:

Nie inaczej bohater, stąd i zowąd smagan

Słowami, w piersi wzniosłej trosk znosi huragan,

2730

Lecz niezłomnie trwa, próżne spadają łzy z lica.

Samobójstwo, OmenWtedy strwożona losy Dydo nieszczęśnica

SzaleństwoChce śmierci; już jej lazur niebiosów niemiły.

By zamiar pełniąc, prędzej w cień zeszła mogiły,

Ujrzała, miecąc[405] wonne na ołtarz kadzidła,

2735

(Strach rzec!) — iż barwa płynu sczerniała i zbrzydła

I wino krwi plugawej rozblaski rozpostrze;

O zjawie tej nie mówi nikomu, ni siostrze.

Prócz tego wśród jej gmachów przybytek stał stary

Małżonka; wielce czczony częstymi ofiary[406],

2740

Wśród śnieżnych wstęg i wieńców świątecznych się chowa

Stamtąd, zda się, szept męża usłyszy i słowa

Przyzywań, gdy nad ziemią noc mroki rozszerzy

I tylko puchacz jękiem żałobnym gdzieś z wieży

Skarżyć się i płaczliwie przeciągać głos pocznie.

2745

Prócz tego liczne wieszczków pobożnych wyrocznie

Przestrogami wciąż trwożą. Przeraża ją we śnie

Okrutny Enej. Ciągle też roi boleśnie,

Że sama, porzucona, długą podróż czyni,

Tyryjców swoich w głuchej szukając pustyni. —

2750

Tak w szale Pentejowi Eumenid złych twarze[407],

Dwa słońca, Teb podwójnych się widmo ukaże,

Takież zjawy Oresta pędzą[408], gdy z daleka

Przed matką, zbrojną w głownię, przed złymi ucieka

Wężami, a na progu mściwe siedzą Jędze.

2755

Kiedy więc z bólu Furyj uległa potędze

I zginąć postanowi — czas, sposób niebawem

Układa i do siostry smutnej słowem żwawem

Odezwie się, uśmiechem lic kryjąc trosk ostrze:

— «Znalazłam, droga, sposób (powinszuj swej siostrze),

2760

Co mi zwróci go albo miłość wyrwie z łona:

Na krańcach oceanu, gdzie słońca blask kona,

Kraina jest Etiopów: tam Atlas olbrzymi

Na barkach niebo dźwiga z gwiazdy płonącymi.

CzarownicaPoznałam wieszczkę, którą wydały te kraje,

2765

Massylkę, stróżkę chramu Hesperyd[409], co daje

Smokowi żer, gałęzie drzew świętych ochrania,

Zlewając miód i maki, nęcące do spania.

Zaklęcia zna, przez które od trosk w mgnieniu powiek

Zwolniony lub brzemieniem ich zmożon jest człowiek:

2770

Rzekę wstrzyma; pchnie gwiazdy wstecz wiersz tajemniczy

I nocne wzruszy Cienie; — ujrzysz, jak zaryczy

Pod stopą twoją ziemia, jesiony w to błonie

Z gór zestąpią… Na bogi klnę się i twe skronie,

Najdroższa, że do magii niechętnie się biorę. —

2775

Ty w dziedzińcu wewnętrznym pod niebem stos w porę

Wznieś; — broń, którą nad łożem przybił przeniewierca,

Strój i łoże małżeńskie, zgubę mego serca,

Włóż nań: zniszczyć to wszystko, co przyniósł mi w darze

Niegodziwiec — i serce, i wieszczka mi każe».

2780

To rzekłszy, zmilknie; bladość jej zmieni oblicze;

Nie wie Anna, że siostry plany tajemnicze

Śmierć kryją, nie przeczuwa, że zdjęta jest szały[410]

Większymi, niż gdy losy Sycheja zabrały.

Więc pełni rozkaz.

2785

Zaś królowa w dziedzińca wnętrznego pomroce,

W ogromny stos porzniętych dębów piętrzy kloce,

Przystraja miejsce w wieńców żałobnych korony

Dokoła; w górze szaty, miecz pozostawiony

I, przyszłości świadoma, posąg w łoże kładzie.

2790

W krąg ołtarzy po trzykroć — z włosami w nieładzie

Kapłanka sto bóstw, Ereb i Chaos[411] przywoła,

I Hekatę, dziewiczej Dyjany trzy czoła[412].

Zdrój Awernu udany rozlewa po ziemi

I ścięte przy księżycu sierpy miedzianemi

2795

Dojrzałe kładzie, czarny sączące mlecz, zioła.

Szuka guza ściętego ze źrebięcia czoła,

Przysmaków wziętych matce.

Dydo mąkę w żar sypie na ołtarz bogaty,

Rozzuje jedną stopę — i podpiąwszy szaty,

2800

Przed śmiercią bóstw przyzywa i gwiazdy, człowieczy

Znające los, i niebian, co mają w swej pieczy

Serca, zdradą w miłości dotknięte boleśnie.

Noc zapadła i błogo spoczywały we śnie

Znużone ciała, zmilknął las i odmęt srogi

2805

Fal morskich, gwiazdy ledwie przebiegły pół drogi,

Śpią łany w krąg; zwierzęta i barwne ptaszęta.

Które żywią jeziora, i wieś zarośnięta

Chaszczami teraz ścichły, snem zdjęte pospołu,

Zapomniawszy trosk dziennych i pracy mozołu.

2810

Lecz nieszczęsna Feniska, w ciężkiej uczuć burzy

W głębi piersi, przez całą noc oka nie zmruży

W śnie słodkim; wstają troski, znów budzi się w łonie

Dawna miłość i wielkim gniewem znowu płonie.

Namiętnie tak więc w sercu do siebie powiada:

2815

— «Cóż uczynię? — ja, dawnym zalotom nierada,

Będęż o ślub Nomadów błagać, których hardo

Tylekroć odrzuciłam od siebie ze wzgardą?

Na flocie Teukrów, niskie ich pełniąc zlecenia,

Popłynę? Wszakże lud ten mą pomoc ocenia

2820

I serca ich wdzięcznością za przeszły czyn płoną!

Choćbym chciała — na łodzie pyszne któż wzgardzoną

Przyjmie?… Jakiż cię zamiar, zgubiona, zaprząta?

Czy nie wiesz, jak zdradliwy ród Laomedonta?…

Cóż zresztą? Samaż z hufcem żeglarzy pośpieszę?

2825

Czy wiodąc z sobą całą Tyryjców mych rzeszę

Wejdę, i ludzi, ledwo ze Sydonu niwy

Wyrwanych, na wir morza znów rzucę burzliwy?

Giń raczej, skoroś winna! Skróć mieczem ból łona!

Ty pierwsza mnie, o siostro, łzy mymi zmiękczona,

2830

Darzysz klęską! Wróg przez cię mnie zgubił przychodni:

Nie mogłam żyć, nie znając co łoże, bez zbrodni,

Jak zwierz leśny, bez troski, od której dziś pałam!

Sycheja szczątkom wierność powinną złamałam!»

Takimi w głębi serca skarżyła się słowy[413].

2835

Enej w łodzi wysokiej, do drogi gotowy,

Pokrzepiał snem swe siły, nie myśląc już zostać,

Znów tedy z tymże licem co wpierw, boga postać

Zjawiła mu się we śnie i tak napomniała,

Podobna Merkuremu głosem, cerą ciała,

2840

Włosem złotym młodości siejąca czar boski:

— «Bogini synu, jakże spać możesz bez troski?

Nie widzisz, jaki wkoło zdrad nawał cię nagli?

Nie słyszysz szumu wichrów, pomyślnych dla żagli?

Ona podstęp i srogą zbrodnię waży w łonie,

2845

Pewna śmierci — i różnych gniewów burzą płonie.

Czyż nie ujdziesz stąd, póki ujść można bez trwogi?

Ujrzysz łodzie na morzu, pochodni rój srogi

Błyszczących, ognie z brzegów bijące świetlanie,

Gdy tylko cię jutrzenka w tej ziemi zastanie.

2850

Nie zwlekaj! Nuże! Zmienna zawsze i niestała

Kobieta[414]!» Rzekł i mroczna noc w cień go schowała.

Wtedy Enej, nagłymi przerażony zjawy[415],

Zrywa się ze snu, druhów budzi na trud żwawy:

— «Śpieszcie się — woła — męże, i siądźcie do wioseł,

2855

Rozpuśćcie prędko żagle! Z niebiosów mi poseł

Skręcone przeciąć liny i płynąć przez morze

Raz wtóry już poleca. — Słuchamy cię, boże,

Ktośkolwiek jest — na rozkaz się bierzem do jazdy,

Ty jeno wiedź łaskawie i pomyślne gwiazdy

2860

Nieć[416] w niebiosach!» —

Rzekł, z pochwy miecz dobył i razem

Błyszczącym niby piorun tnie powróz żelazem.

Jeden żar przejął wszystkich: rwą, pędzą bez słowa;

Opustoszał brzeg, morze pod flotą się schowa —

2865

Z wysiłkiem krają piany i sieką nurt siny.

ŚwitZ Tytona łoża wstając, już ziemskie krainy

Pierwszym światłem dnia Zorza złociła rumiana;

Zdrada, Miłość tragiczna, Przekleństwo, RozpaczKrólowa, skoro z wieży ujrzała brzask rana,

Flotę, co w drogę rusza rozpostarłszy żagle,

2870

Brzeg i port, przez żeglarzy opuszczon tak nagle —

Wielekroć dłonią kształtne swe piersi uderza

I tnie włos płowy: «Pójdzież z mojego wybrzeża

Ów przybysz? Na Jowisza, z państw naszych drwić będzie?

Czyż z bronią z miasta wszyscy nie ruszą nań w pędzie?

2875

Nie porwą łodzi z portu, by fala je niosła?

Dalej! Nieście żar, strzały! chwytajcie za wiosła!

Co mówię? Gdziem jest? Jakiż szał serce ci zmienia,

Biedna Dydo? Dziś niecne cię gnębią zdarzenia?

Nie wpierw, gdyś berło dała? — Oto dana ręka,

2880

Dłonie, co bóstwa brały z ojczystych izb wnęka!

Oto ten, co niósł ojca na barkach wytrwale!

Nie mogłam ciała jego pociąć i na fale

Rozrzucić[417]? Druhów zabić i z Julem pospołu

W potrawie podać ojcu przy uczcie[418], u stołu?

2885

Lecz mógłby zmóc mnie w bitwie? — Niechże więc i zmognie,

Czegóż bać się przy zgonie? Wniosłabym im ognie

W obozy syna z ojcem i rodem zgubiła

Do szczętu — potem mnie by pożarła mogiła!

O słońce, które widzisz wszystkie sprawy ziemi!

2890

Junono, co masz pieczę nad troski takiemi!

Hekate, nocną porą w rozdrożach sławiona!

Mściwe jędze i bóstwa Elissy, co kona!

Przyjmijcie dar, obróćcie wzrok na mnie zbłagani

I prośby mej słuchajcie: gdy wnijść do przystani,

2895

Do lądu dobić zbrodniarz musi z woli nieba,

Gdy z losów i wyroku Jowisza tak trzeba —

To nękan od złych ludów straszną bojów hydrą,

Z dala granic, gdy Jula z objęcia mu wydrą,

Pomocy niech przyzywa, nędzne widzi zgony

2900

Swych druhów, do praw ciężkich rozejmu zmuszony;

Niech berłem się nie cieszy, ni światłem powszedniem,

Lecz padnie w piach wybrzeży, niegrzebion, przede dniem!

O to błagam, z krwią rzucam ostatni krzyk skargi

Wy, Tyryjcy, ród cały wiecznymi zatargi

2905

Prześladujcie, tym darem czcząc prochy me świeże!

Niech ludów nie kojarzy miłość ni przymierze,

A kiedyś niech powstanie mściciel z naszych kości[419],

Co z ogniem do Dardanów i mieczem zagości.

Dziś, jutro, skoro tylko w ramieniu sił stanie!

2910

Brzeg brzegowi, przystaniom wrogimi przystanie

Niech będą! Miecze mieczom! Niech wnuki w bój staną!»

Rzekła i w różne strony myśl waży stroskaną;

Chcąc prędko skończyć życie, obrzydłe już zgoła,

Sycheja mamkę, Barkę do siebie zawoła,

2915

Bo własną w dawnym kraju jej kryje mogiła:

— «Do Anny, siostry, — rzecze — biegnij, nianiu miła,

Powiedz, niech ciało śpieszy źródlaną zmyć wodą,

Niech bydło z nią i dary wskazane przywiodą.

Ty zasię opaskami wieńcz skronie świętemi:

2920

Zaczęte już obrzędy Jowisza podziemi

Spełnić myślę, zakończyć ból dręczący srodze

I wodza trojańskiego stos oddać pożodze».

Tak rzekła; tamta śpiesznie przynagla krok stary.

SamobójstwoDydo, drżąca i złymi zdziczała zamiary,

2925

Krwawymi oczy błądząc, z plamami znaczonem,

Drżącym licem i blada od wzruszeń przed zgonem,

Do wnętrza wpada domu, w szale na wysoki

Wstępuje stos i z pochwy dobywa bez zwłoki

Dardański miecz, nie na to w niedawnej dan porze.

2930

Tu, gdy szaty iliackie i znajome łoże

Spostrzegła, staje, w dłonie spłakaną twarz schowa,

Na łoże pada, takie ostatnie śląc słowa:

«Słodkie szczątki, gdyż szczęście mi wyrok niósł boski,

Weźcie duszę i z ciężkiej zwolnijcie mnie troski!

2935

Żyłam i szłam drogami od losu danemi,

A teraz cień mój wielki zejdzie do podziemi.

Gród sławny wzniosłam, murem umocniłam godnie,

Mszcząc męża, brata mego skarałam za zbrodnie:

Szczęśliwa, zbytnio szczęsna, gdyby mych wybrzeży

2940

Nie tknęły nigdy statki dardańskich szalbierzy».

Samobójstwo, Miłość tragiczna, PaństwoRzekła, łoże całuje: «Bez pomsty więc ginę…

Lecz gińmy! Tak, tak, błogo iść w Cieniów krainę.

Niech widok tego ognia w dno duszy się wwierci

Okrutnika, by z sobą niósł wróżbę mej śmierci!»

2945

Rzekła — a pośród tego, pełni przerażenia,

Ujrzą druhy, jak pada, jak miecz krwią się spienia

I krew broczy jej ręce. W sal wielkich wierzeje

Bije wrzask, wieść po grodzie wstrząśniętym szaleje,

Wśród domostw odgłos płaczów rozlega się w mieście,

2950

Grzmią lamenty, jęk, skargi i wycia niewieście —

Nie inaczej, jak gdyby pod napadem wroga

Ginęła Kartagina lub Tyr, a pożoga

Szła w szale poprzez dachy i bogów świątynie.

Zdyszana biegiem, słyszy krzyk, co zewsząd płynie,

2955

Siostrzyca; drapie twarz swą i pierś nieszczęśliwa,

Przez tłum gna i ginącą imieniem przyzywa:

— «Więc podstęp knułaś, siostro, pod cieniem tych pował?

Tę mi zdradę stos, ogień i ołtarz gotował?

Na cóż wpierw się uskarżę? Gubiąc się żelazem,

2960

Wzgardziłaś siostrą? Trzebaż mnie było wziąć razem!

Ból jeden by nas zabrał i jedna godzina!

Na toż dłońmi stos wzniosłam, na toż, o jedyna,

Wzywałam bóstw, bym ciebie odbiegła bez chwały?

Śmierć, Śmierć bohaterska, BoginiZgubiłaś, siostro, siebie, mnie, lud, senat cały

2965

Sydończyków i gród twój! Dajcie, o najszczersi,

Zmyć rany wodą, oddech ostatni jej piersi

Usty przejąć! — To rzekłszy, wstępuje na stopnie,

Do łona tuli siostrę, pobladłą okropnie,

Z jękiem — i szatą suszy krew, co z ran się toczy.

2970

Tamta, znów ociężałe podnieść pragnąc oczy,

Omdlewa; pod jej piersią krwawa rzęzi rana.

Trzykroć, wsparta na łokciu, dźwiga się znękana,

Trzykroć pada na łoże, błędnymi oczyma

Szuka światła — i znowu jęk piersi jej wzdyma.

2975

Więc można Juno, którą jej boleść wzruszyła

I ciężki zgon, Irydę z Olimpu wysyła,

By duszę jej zbolałą zwolniła od ciała.

Bo nie z losów, należnym zgonem umierała,

Lecz przed czasem, przez obłęd znaglona wichrowy;

2980

I jeszcze Prozerpina złotych włosów z głowy

Nie ścięła jej, skazując do styskich podziemi…

Więc Irys przez niebiosa skrzydły tęczowemi,

Tysiącem w słońcu różnych kolorów spowita,

Zleci i ponad głową stanie: «Ten dla Dita[420]

2985

Wedle zleceń dar święcę i zwalniam cię z ciała!»

Tak rzecze i włos zetnie — ciepło, którym pała,

Pierzchło i w lekkie tchnienia uleciało życie.

Księga V

Tymczasem Enej flotę po morzu spienionem

Gnał, tnąc fale, ściemnione do dna Akwilonem[421],

2990

Na gród patrząc, co biednej Elissy już z dala

Świecił łuną. Kto ogień tak wielki rozpala,

Nie zgadnąć; lecz ból twardy, jaki w sercu wzrasta

Zdradzonym, myśl: co w szale potrafi niewiasta,

Złowrogą wróżbą Teukrów w dnie serca rozgorze.

2995

Morze, BurzaGdy łodzie na toń wpłyną i żadnej w przestworze

Nie widać ziemi, jeno fale i niebiosa,

Nad głową sina chmura mu zwiśnie z ukosa,

Noc niosąc z burzą — w mrokach bałwany się skłębią,

Sam Palinur, ster dzierżąc wysoko nad głębią:

3000

— «O jakież — jęczy — przestwór zakryły obłoki!

Co niesiesz nam, Neptunie?» To rzekłszy, bez zwłoki

Rozkaże zwijać płótna i mocno jąć wiosła. —

Wnet żagli pierś ukosem do wiatru się wzniosła.

— «Eneju — rzecze — choćby sam Jowisz od siebie

3005

Ręczył, że do Italii dotrzem przy tym niebie,

Nie wierzę. Wiatr przeciwny dmie, burza ponura, —

Od zachodu nad morzem zebrała się chmura:

Nie zdołamy zmóc takiej zawiei od czoła

Przebojem. Gdzie przemożna Fortuna nas woła,

3010

Zwróćmy statki. Opodal Eryksa[422] kraj leży

I Sykanów port pośród przyjaznych wybrzeży,

Jeżeli raz widziane dobrze pomnę gwiazdy!»

A zbożny Enej: «Dawno już widzę, że jazdy

Wiatr nam broni i darmo szamocem się w pędzie.

3015

Skręć żagle! Któraż ziemia milszą dla mnie będzie,

Gdzież burzą bite łodzie schronić skorszy jestem,

Jak w kraju, co z dardańskim mnie złączy Acestem[423]

I rodzica Anchiza ukrywa popioły».

Tak mówiąc, mkną do portu, a Zefir wesoły

3020

Wzdyma płótna: ochoczo nurt flota przecina

I wnet radosnych znana przyjmuje kraina.

Ze szczytu góry widząc płynące do brzega

Przyjazne statki, zdumion Acestes wybiega

Z włócznią, w skórze libijskiej groźnej niedźwiedzicy.

3025

Trojanka jego matką, ojcem pięknolicy

Zdrój Krynis[424]; — starych ojców pamiętny, uprzejmie

Wracających powita i hojnie podejmie

Znużonych, krzepiąc strawą z wiejskiego poddasza.

Nazajutrz, skoro tylko gwiazdy porozprasza

3030

Dzień jasny, zewsząd Enej zbiera towarzyszy

I na nasyp wstąpiwszy, tak mówi wśród ciszy:

— «Dardanidzi, z krwi bogów wielkich wzrosłe plemię!

Rok minął cały, odkąd wszedłszy na tę ziemię,

Złożylim w grobie szczątki boskiego rodzica

3035

I ołtarz poświęcilim, łzą zraszając lica.

Ile pomnę, dzień nastał, co zawsze i wszędzie

(Tak bogi chcecie!) smutnym i drogim mi będzie.

Pośród Syrtów getulskich błędne gnając łodzie,

Na morzu argolickim, nawet w Micen grodzie

3040

Doroczne przecież śluby pełniłbym i w darze

Uroczyste obiaty kładłbym na ołtarze.

Dziś na grób sam, co szczątki rodzica ocienia —

Jak myślę w duszy, nie bez niebian zarządzenia —

Przyszlim i w port przyjazny wstąpilim bez ujmy.

3045

Więc nuże! Wszyscy obrzęd radośnie sprawujmy,

Zbłagajmy wiatr! Co roku, gdy gród się rozwinie.

Ofiary tymi będę czcić ojca świątynie.

Wam Acest, zrodzon w Troi, daje po dwa woły

Na łódź każdą; zaproście na obrzęd wesoły

3050

Nasze bóstwa wraz z tymi, których cześć zaprząta

Acesta. — Nadto, skoro dzień błogi dziewiąta

Zorza wniesie[425], promienie w krąg śląc pełne krasy,

Wprzód szybkiej floty Teukrów urządzę zapasy.

Potem, kto w biegu przedni, kto do boju śmiały,

3055

Oszczepem miotać umie lub lotnymi strzały,

Lub zbrojny w rzemień twardy chce walki na pięści,

Niech staje: — palmę weźmie, komu się poszczęści.

Uciszcie się i wieńczcie gałązkami czoła!»

Tak rzekł, mirtem matczynym[426] skroń zdobi dokoła.

3060

Toż Helim czyni, Acest, już wiekiem dojrzały,

Toż Askań; naśladuje ich młódź, żądna chwały.

Ów z wiecu wraz z licznymi wojowniki[427] śpieszy

Na grób, otoczon tłumem cisnącej się rzeszy.

Według obrządku najpierw tam wina dwa kruże[428]

3065

Zlewa w ziemię, toż mleka i krwi czasze duże,

I kwiaty purpurowe rzuca, z taką mową:

— «Witaj, o święty ojcze! Popioły na nowo

Próżno spotkane, duszo rodzica i Many!

Nie moglim do Italii niw, w kraj losem dany,

3070

Wzejść z tobą, gdzie auzoński Tyber nurty spiętrza».

Tak rzekł, Wąż, Gróba wraz wąż śliski — od grobowca wnętrza,

Siedmioma ogromnymi wywinął się skręty,

Z mogiły na ołtarze pełznąc wyciągnięty.

Modrymi mu cętkami grzbiet błyszczy, a łuska

3075

Złotem płonie: tak w niebie tęczowy łuk muska

Obłoki, grając w słońcu tysiącznych barw smugiem

Osłupiał Enej, patrząc — wąż zaś cielskiem długiem

Pełznąc między czasz lekkich i kubków obwody,

Skosztował straw i znowu, bez niczyjej szkody,

3080

Do kopca zbiegł, rzucając z resztkami ołtarze.

Więc Enej nowe ojcu ofiary śle w darze,

Niepewny, czy to Geniusz[429], co chroni grobowiec

Czy sługa ojca; — zatem dań składa z dwu owiec

I tyluż świń, dwa czarne ofiaruje cielce,

3085

Z pucharów zlewa wina; woła, smutny wielce,

Anchiza wielką duszę i podziemne Many.

Toż i druhy, jak mogą, dar znoszą dobrany,

Obarczają ołtarze i biją cielęta,

Stawiają rzędem kotły; — reszta, rozciągnięta

3090

Na trawie, wątpia[430] w ogniu przypieka na gody.

Obyczaje, ZabawaDzień nastał oczekiwan i pełną pogody

Dziewiątą Zorzę wiozły konie Faetona; —

Rzesza sąsiadów, sławą Acesta znęcona,

Przybywa i na brzegu raźnie się gromadzi:

3095

Ci widzieć Eneadów, tamci walczyć radzi.

Naprzód w pośrodku placu przed widzów oczyma

Stawiają dary, które zwycięzca otrzyma:

Trójnogi święte, wieńce, broń, palmy i szaty

Purpurowe, stos srebra i złota bogaty.

3100

Początek igrzysk z wału surmą[431] głosi poseł.

Na pierwszy zawód — płetwy[432] ciężkimi swych wioseł

Cztery płyną wybrane ze wszystkich okręty.

Szybką «Prystę» Mnest wiedzie, Italczyk zawzięty

(Od którego imienia ród Memmiów się bierze),

3105

Tuż Gijas na potwornej szybuje «Chimerze»

Jak na wieżycy; wioseł potrójny rząd gna ją,

Potrójne ławy młodzi Trojanie w niej mają; —

Sergest, z którego Sergiów wywodzi się sława,

«Centaurem» wielkim jedzie; «Scylla» błękitnawa

3110

Kloanta niesie — odeń Kluenci ród biorą.

Blisko brzegów spienionych widać skałę sporą,

Co zwyczajnie pod nurty fal wzdętych się chowa,

Gdy zimą gwiazdy zamieć zakryje wichrowa —

Wśród ciszy nieruchomy grzbiet wznosi nad wodą.

3115

Chętnie tam nury morskie sejmiki swe wiodą.

Na niej metę z gałęzi dębu Enej kładzie,

Na znak żeglarzom, aby wiedzieli, skąd w ładzie

Zawracać i jak długim biegiem skręcać potem.

Losują miejsca; — strojni purpurą i złotem

3120

Z daleka błyszczą świetni kierownicy łodzi;

Topoli liściem wieńczą skroń majtkowie młodzi,

Oliwą zlana błyszczy pierś każda, odkryta;

Zasiędą ławy — każdy wiosło w dłonie chwyta,

Uważnie czeka znaku; ucieszone łona

3125

Społem bojaźń i chwały chęć wzrusza wzmożona.

Skoro gromki dźwięk dała trąba, bez odwłoki

Kuszą z miejsca: wrzask majtków uderzy w obłoki;

Pod parciem rąk żylastych nurt z szumem się spieni.

Zrazu równo trą fale; na całej przestrzeni

3130

Pod wiosły i dziobami toń wzburzy się wszędzie:

Nie tak w konnych zawodach rydwany rwą w pędzie

Na pole, skoro szranków otworzą się wrota;

Nie tak, wodze wstrząsając, woźnica się miota,

Schylony w przód i biczem tnie w lewo i prawo.

3135

Tymczasem w krąg klaskaniem i przychylną wrzawą

Gaj każdy brzmi — daleko głos niosą wybrzeża

Zamknięte, od wzgórz echo rozgłośnie uderza.

Przed innymi, na przedzie, morskie siecze wały

Wśród wrzasku tłumów Gijas, za nim Kloant śmiały:

3140

Lepszy wioślarz — lecz ciężar statku na głębinie

Opóźnia go. Tuż «Prysta» równie blisko płynie

I «Centaur», wzajem pragnąc ubiec przeciwnika:

To «Prysta» górę bierze, to naprzód pomyka

Ogromny «Centaur» — to znów czoła swe połączą,

3145

Równą bruzdą nurt słony odwalając rączo.

Już dochodzą do skały, gdzie meta się ścieli,

Kiedy Gijas zwycięski na pełnej topieli

Tak krzyknie do Meneta, co siedział przy sterze:

— «Czemu na prawo płyniesz? Bieg w lewo niech bierze

3150

Nasz statek i o skalny brzeg ociera wiosła;

Głębinę innym zostaw! — Lecz świadom rzemiosła

Menet, raf się lękając, dziób zwróci na fale.

— «Gdzie skręcasz? Płyńże znowu, Menecie, ku skale!» —

Napomni z wrzaskiem Gijas. — Wtem oto spostrzega

3155

Kloanta, jak nastaje tuż, bliżej od brzega.

Ów między łódź Gijasa a grzmiące urwiska

W lewo gna krótszym łukiem, wyprzedza go z bliska

Nagle, metę okrąża i bezpiecznej fali

Dobiega. — Wtedy młodzian srodze się rozżali,

3160

Łzy zroszą mu policzki; wnet niepostrzeżenie,

Nie bacząc na swą godność i druhów zbawienie,

Na głowę w toń Meneta z wysokiej pchnie łodzi,

Sam zasię rząd obejmie, do rudla podchodzi

I zachęca wioślarzy, ster kręcąc do brzega.

3165

Tymczasem paszczy wodnej ledwo się wybiega

Menet, w szacie płynący mokrej, już niemłody; —

Dosięgnął skały suchej i dobył się z wody.

Śmiali się Teukrzy, widząc, jak spadł, jak się rzuca

Płynąc — i jak wypluwa słoną wodę z płuca.

3170

Zaraz Serga i Mnesta otucha ożywi,

Że Gijasa w odwłoce zwyciężą szczęśliwi.

Naprzód Serg się wysadzi i do skały zbliża,

Lecz nie o całą długość jego nawa chyża

Wyprzedza: część jej dziobem prze «Prysta» zuchwale.

3175

W pośrodku łodzi Mnestej druhów, krzycząc w szale,

Zachęca: «Nuże teraz! Chwytajcie za wiosła,

Hektora druhy, których, gdy Troja wyniosła

Padła, na towarzyszy mej drogi wybrałem.

Dziś wskrzeście ducha, który was pod Syrtów wałem

3180

Gotulskich, przez wód jońskich i Malei fale

Prowadził. Pierwszej palmy nie żądam już wcale,

Chociaż, o!… Lecz niech biorą, którym Neptun szczęści —

Ostatnim być ohyda! Zwyciężcie choć w części,

Odwróćcie hańbę, druhy!» — Ich zapał wraz chwyta,

3185

Tężą dłoń, grzmi od razów łódź spiżem pobita,

Ląd ucieka, z ust wyschłych szybki oddech zionie,

Strugą zewsząd pot spływa w szumiących fal tonie.

Przypadek sam dał mężom żądanej wian chwały,

Bo kiedy Serg gorący łódź skręca na skały

3190

Krótszym łukiem, bezpieczne porzuciwszy głębie,

Nieszczęsny na sterczących raf ugrzęznął zrębie.

Jęknęły skały, w ostrych głazach pękły wiosła,

Ugrzęzła nawa, przodem nad fale się wzniosła.

Skoczą żeglarze, z krzykiem rozgłośnym do ręki

3195

Chwytają żerdzie, kute żelazem osęki

Sposobią, wioseł szczątki zbierają na fali. —

A Mnestej, wesół, skorszym się ogniem zapali,

Rad z przygody, maszt wiosłom przyda i od brzega

W dogodną toń na morze otwarte wybiega.

3200

Jak gołębica, trwogą znienacka przejęta

W kryjówce, gdzie jej miłe się gnieżdżą pisklęta,

Zrywa się przestraszona i skrzydły bez miary

Szum czyni — lecz wnet w ciche wzleciawszy obszary.

Szybuje w locie chyżo skrzydłem nieruchomem:

3205

Tak Mnestej, tak i «Prysta» nad morza ogromem

Naprzód śmiga i dzielnym rozmachem się ciska.

I najpierw ugrzęzłego mija wśród urwiska

Sergesta, co na płytkiej się miota zatoce,

Pomocy próżno wzywa i wiosłami grzmoce[433]

3210

Startymi — wnet Gijasa i wielką pokona

«Chimerę»: ta ustąpi, mistrza pozbawiona.

Już przed nim tylko Kloant zostaje na toni; —

Natęża siły Mnestej i pędem go goni:

Krzyk wzrasta, goniącego zachęcają w pędzie

3215

Widzowie, wrzask uderza o niebios krawędzie.

Tamtych chwała podnieca, zdobyta już prawie,

Do wytrwania — i życie pragną oddać sławie,

Szczęście, ZwycięstwoTych szczęście krzepi: mogą, bo sądzą tak sami.

I może by zgodnymi do mety dziobami

3220

Dotarli, gdyby Kloant, wznosząc dłonie obie,

Nie słał próśb i ślubami nie zjednał bóstw sobie:

— «Bogowie morza, którym łódź moja pomyka!

Na wybrzeżu ochotnie białego wam byka[434]

Poświęcę, ślubem związan; trzewia w słone fale

3225

Wrzucę i pyszne wina wam zleję ku chwale!»

Tak rzekł; Nereid chór cały wśród morskich zaciszy,

Chór Forka[435] i dziewica Panopeja[436] słyszy.

Sam Portun[437] wielką ręką łódź, co naprzód gnała,

Pchnął; ta, szybciej niż wicher albo lotna strzała,

3230

Do lądu mknie i w porcie głębokim przystaje.

Więc Anchiza syn, wszystkich, jak chcą obyczaje,

Zwoławszy przez herolda, zwycięzcą wesoło

Kloanta głosi, laurem uwieńcza mu czoło.

Każdej łodzi w podarku posyła trzy cielce,

3235

Wina i wielki srebra skarb, szacowny wielce.

Samym wodzom szczególne dodaje zaszczyty:

Zwycięzcy płaszcz złocisty, purpurą obszyty

Melibejską[438], w meandra szlaki[439] zdobion duże:

Wyszyty tam królewicz na idajskiej górze[440]

3240

Lesistej: szybkie goni z dzirytem jelenie,

Żywy, z lic mu nieledwie oddechu znać tchnienie;

Lotny goniec Jowisza krzywymi pazury[441]

Porwał go — darmo ręce podnoszą do góry

Starzy stróże i sfora psów w powietrze szczeka. —

3245

Drugiemu w biegu daje przyniesion z daleka

Ze złotych łusek splecion, trójnitny, bogaty

Pancerz (Demoleowi sam zdarł go przed laty

Nad szybkim Symeontem, broniąc Ilium znojnie),

Na ozdobę i pewną osłonę we wojnie.

3250

Ledwo Fegej z Sagarem, dwóch tęgich pachołów,

Niosło go, sparłszy plecy — przecież jak na połów

Biegł w nim Demolej, płosząc blednące Trojany…

Trzeci dar — to dwa kotły z miedzi i dobrany

Srebrny puchar, rzeźbami nasadzon dokoła.

3255

Już wszyscy obdarzeni, dumnie wieńcząc czoła

Punickimi[442] wstęgami, nad morskie szli wały,

Gdy z trudem, ledwo z groźnej dobywszy się skały,

Bez wioseł, z dziurą w boku, wśród szyderczych świstań

Zwątloną łódź swą Sergest bez chwały gna w przystań.

3260

WążJak wąż, którego koło spiżowe na drodze

Zgniotło, albo wędrowiec ciężkim głazem srodze

Zranił i pół-żywego rzucił — rozciągnięty

Próżno ciałem w ucieczce wielkie toczy skręty,

Srogo błyska oczyma i ze sykiem szyję

3265

W górę wznosi; zraniona część próżno się wije,

Skręcając szybko sploty zranionego ciała:

Takimi rzuty łódź się spóźniona miotała.

Z rozpiętym przecież żaglem gna na portu wody.

Enej, wesół, Sergowi nie szczędzi nagrody,

3270

Iż statek mu zachował i druhów ochrania:

Brankę daje mu z Krety, biegłą w sztuce tkania,

Foloję, razem z dwoma przy piersiach bliźnięty.

Po tym zawodzie zbożny Enej w zarośnięty

Jar wchodzi, ku łagodnie pochyłym wzgórz wałom,

3275

Zwieńczonych lasem — kędy skryty za ich załom

Plac widać; tam bohater z wojowników gronem

Zasiada na wzniesieniu w pośrodku spiętrzonem.

Wnet tych, co by do mety biec chcieli w gromadzie,

Zachęca ceną darów i nagrody kładzie.

3280

Schodzą się zewsząd Teukrzy, Sykanów tłum bieży:

Pierwszy Nizus z Eurialem.

Euriala kształt zaleca, młodości wdzięk świeży,

Nizusa tkliwa przyjaźń z chłopięciem tem młodem.

Z nimi Diores, Pryjama króla znaczny rodem,

3285

Dalej Patron i Saliusz — tamtego Akarny

Wydały, ten z Tegei ród wiedzie mocarny;

Helim i Panop, leśne lubiący pustkowie,

Z Trynakrii ziem, starego Acesta druhowie;

Wielu też, których sława nieznaczna w cień chowa,

3290

Pośród nich Enej w takie odezwał się słowa:

— «Słuchajcie i radośnie zapiszcie to w duszy:

Nikt spośród was bez daru z powrotem nie ruszy,

Gnozyjskie[443] z lśniącej stali oszczepy dwa twarde

I rzeźbami ze srebra zdobną halabardę

3295

Dam w nagrodę dla wszystkich; za zawód szczęśliwy

Trzej pierwsi dary wezmą i wieniec z oliwy:

Pierwszemu ze zwycięzców koń z rzędem, wspaniały,

Drugiemu amazoński dam sajdak ze strzały[444]

Trackimi, który zdobi pas z litego złota

3300

Szeroki, wraz ze sprzączką; z niej perła blask miota.

Trzeci tę argolicką[445] przyłbicę dostanie».

Gdy tak rzekł, stają w rzędzie ochotni młodzianie.

Na znak z miejsca się nagle w bieg porwą ochoczy

Jak burza, społem w mecie utkwiwszy swe oczy.

3305

Pierwszy Nizus, nie dając się dognać nikomu,

Odsadził się, od wichru szybszy i od gromu;

Najbliższy mu, lecz w znacznym dość odstępie drogi,

Pędzi Saliusz; po przerwie znowu — szybkonogi,

Trzeci, Eurial.

3310

Euriala Helim goni — za nim zaraz z bliska

Leci Diores i stopę mu stopą naciska,

Plecy piersią — i gdyby większy drogi kawał

Biegli, pierwszy by przyszedł lub wian[446] by zostawał

Wątpliwym. UpadekDobiegali znużeni do mety,

3315

Gdy na skrzepłej krwi Nizus nieszczęsny, niestety,

Potknął się, gdzie ofiarne zabijano cielce

I trawiasty grunt śliski dla stopy był wielce.

Tu młodzian, już zwycięstwem upojon, krok żwawy

Zmyliwszy, głową na dół w zdeptane padł trawy,

3320

W gnój brzydki i posokę, co ziemię w krąg kala.

Lecz i wtedy na przyjaźń pamięta Euriala,

Bo wstając z traw oślizłych, Saliuszowi w drodze

Nastawi się; ów runął, zarywszy w piach srodze.

Z przysługi druha Eurial skorzysta: na czoło

3325

Wysuwa się wśród wrzasków huczących wokoło

I klaskań. Za nim Helim mknie i Diores, trzeci.

Wtedy przed całą widzów rzeszą Saliusz wznieci

Wielki lament, błagając przednich ojców grono,

By mu zdradnie wydartą chwałę przywrócono.

3330

Euriala urok broni, łza w oczach nieśmiała —

Bo cnotę większym wdziękiem darzy piękność ciała.

Wtóruje, gromkim głosem krzycząc, Diores młody,

Co palmy bliskim będąc, ostatniej nagrody

Wziąć nie mógł, gdyby pierwszą Saliuszowi dano.

3335

Więc ojciec Enej: «Chłopcy, pewnymi zostaną

Wasze dary, wbrew prawu nie weźmie nikt palmy;

Lecz doli niewinnego druha się użalmy!»

Rzekł i skórę kudłatą getulskiego[447] lwiska

Ze szpony[448] złoconymi przed Saliuszem ciska.

3340

Więc Nizus: «Gdy zwyciężon taki wieniec łowi

I żal ci upadłego, jakiż dar Nizowi

Godny złożysz? Wszak pierwszy wziąłbym wawrzyn chwały.

Gdyby mnie, jak Saliusza, losy nie ścigały».

To mówiąc, pokazywał twarz, bok i kolana,

3345

Splamione gnojem; Enej uśmiał się z młodziana,

Słynne Dydymaona dzieło mu przysądza:

Neptuna tarcz, przez Greków zerwaną z wrzeciądza[449]

Świątyni; — ten dar cenny dostał junak młody.

Gdy biegi się skończyły i rozdał nagrody:

3350

— «Teraz, kto mężne serce i dzielność ma w łonie,

Niech staje i podnosi w rzemień zbrojne dłonie!

Tak rzekł i dwie nagrody walczącym przedkłada:

Strojny w złoto i wstęgi byk, ozdoba stada,

Zwycięzcy; — pobitemu miecz z pysznym szyszakiem

3355

Wśród głośnej wrzawy tłumu po słowie się takiem

Dźwignie Dares o silnych barach, jeszcze młody,

Co z Parysem sam jeden zwykł chodzić w zawody.

On, kiedy dla Hektora mogiła wstawała,

Zwycięskiego Butesa, ogromnego ciała,

3360

Co z bebryckiej Amyka krwi[450] wiódł pochodzenie,

Wpółmartwego na płowej rozciągnął arenie.

Ten to Dares ku bitwie śmiałe wznosi czoło,

Prostuje bary wielkie, ramiona wesoło

Ściąga w górę — i siekąc powietrze, w bój śpieszy

3365

Szukają mu równego, lecz nikt z takiej rzeszy

Nie śmie przeciw iść, wdziewać rękawic na dłonie,

Więc rześki, rozumiejąc, że u wszystkich w łonie

Zdobycia świetnej palmy zagasła nadzieja,

Trzymając za róg wołu tak rzekł do Eneja:

3370

«Bogini synu! Gdy się nikł nie śmie bić ze mną,

Na cóż mam stać? Jak długo mam czekać daremno?

Każ dary wieść!» — Toż samo lud Trojan stanowi

Zgodnym szmerem nagrodę przyznając mężowi.

Poważny Acest wtedy na łożu z darniska

3375

Tak strofuje Entella, siedzącego z bliska:

— «Entellu, najdzielniejszy z wojów starej daty,

Dozwolisz, by bez bitwy dar taki bogaty

Był wzięty? Gdzież ów boski mistrz, okryty chwałą,

Wspominan próżno Eryks? Gdzie rozgłos na całą

3380

Trynakrię i łup zwieszon pod cieniem twych pował?»

Ów na to: «Starość, Walka, Siła, OdwagaŻądzy chwały lęk mi nie zepsował

Ni gnuśność, jeno starość ciężka, beznamiętna

Zwątla siły i wrącej oziębia krwi tętna!

Gdybym miał dawną młodość, którą świszczypałka

3385

Chełpi się, gdybym teraz miał wiek tego śmiałka.

Nie ceną byczka skłonion, co pięknie się chowa,

Stanąłbym — o dar nie dbam!»

Wyrzekłszy te słowa,

Na środek dwa wielkiego ciężaru rzemienie

3390

Wyrzuca; z nimi Eryks w bój nieustraszenie

Zwykł biec, dłoń uzbroiwszy twardą skórą wołów.

Zdrętwiał tłum, siedem widząc skór byczych, skąd ołów

Zaszyty i żelazo swe guzy wyłania.

Nad wszystkich drży sam Dares — i nie chce spotkania

3395

Szlachetny syn Anchiza z podziwem bez miary

Ogląda sprzęt i waży rękawic ciężary.

Wtedy stary zapaśnik takie słowa przyda:

«Cóż, gdyby kto rzemienie samego Alcyda

Zobaczył i bój smutny wśród tej samej niwy!

3400

Te bronie brat twój Eryks nosił nieszczęśliwy,

(Dotąd krew i mózg na nich piętnem błyszczy nikłem),

Z nimi szedł na Alcyda wielkiego. Ja zwykłem

Walczyć nimi, dopóki jeszcze mocna dłoń mi

Nie drżała i wiek włosa nie zbielił nad skrońmi.

3405

Lecz gdy się Dares z Troi przed bronią tą wzbrania,

Gdy zbożny Enej, Acest takiegoż są zdania:

Zrównajmy bój; Eryksa odpuszczę ci rzemień —

Rzuć bojaźń — lecz ty także trojańską broń przemień».

WalkaTo rzekłszy, płaszcz podwójny zrzuci szermierz stary

3410

Odsłania mięśnie grube i kościste bary

I groźny staje w środku na twardej arenie.

Syn Anchiza jednakie przynosi rzemienie

I dłonie obu równo uzbraja ku walce.

Wnet się każdy z nich silnie wspiął, stając na palce

3415

Ramiona w górę wzniosą na rozmach wichrowy

Bez bojaźni. Przed ciosem uchylą wstecz głowy,

I pięście z pięśćmi plącząc, zaczepką bój wiodą:

Ów zwinnością góruje nóg i siłą młodą,

Ten ogromem — lecz stare mu gną się kolana

3420

I ciężki dech wydaje pierś, wiekiem znękana.

Próżno męże nawzajem częste miecą[451] rany,

To wklęsły bok, to znowu pierś wielka urwany

Jęk wyda; koło uszu i lic nieuchwytnie

Migają pięści, nieraz i szczęka tam zgrzytnie.

3425

Ciężki Entel na miejscu niewzruszon się trzyma.

Chroni się tylko razów ciałem i oczyma

Czujnymi; ów, jak mocarz, co zdobywa miasto

Wyniosłe albo górską fortecę wieżastą,

Raz ten, raz inny dostęp bada, krąży z bliska,

3430

Doskakuje i szturmy[452] próżnymi naciska.

Entel podniósł prawicę na zamach wichrowy

Wysoko; ów — cios pięści, grożący od głowy,

Przewidział i wnet ciało uchylił obrotnie:

Entel w próżnię uderzył i o ziemię grzmotnie

3435

Ciężko całym brzemieniem ogromnego ciała:

Tak w górach Erymantu[453] lub Idy spróchniała

Pada sosna, gdy burza wyważy jej korzeń. —

Skoczą Teukrzy, Trynakrii młódź; okrzyk zatrwożeń

W niebiosa bije; pierwszy doń Acest pomyka

3440

I litośnie podnosi druha-rówieśnika.

Bohater niezrażony, niedostępny trwodze,

Raźniej wraca w bój, siły gniew wzmaga w nim srodze

Wstyd i męstwo go nowym ożywia zapałem.

Jak burza prąc Daresa po boisku całem,

3445

To prawicą, to lewą pięścią zewsząd żga go

Bez przerwy i wytchnienia. Jak nad turnią nagą

Huczą chmury, grad miecąc, tak dłoń bohatera

Gradem razów Daresa tłucze i odpiera.

Więc ojciec Enej dłużej Entella gniewowi

3450

Nie dozwala się srożyć, kres bitwie stanowi,

Omdlałego na poły Daresa w swą pieczę

Zabiera i słowami go krzepiąc, tak rzecze:

— «Nieszczęsny! Jakaż umysł twój mroczy ślepota?

Nie czujesz mocy wyższej bóstw, co tobą miota?

3455

Ustąp bogu!» — Tym słowem bój kończy zawzięty.

Tamtego wierne druhy pomiędzy okręty

Prowadzą; jemu głowa zwisa pod mozołem,

A z ust bucha krew gęsta ze zębami społem;

Przyłbicę i miecz zaraz biorą przywołani.

3460

Palmę i byka Entel otrzymuje w dani.

Pyszny z byka zwycięzca te słowa wypowie:

— «Poznaj, synu bogini, i wy też, Teukrowie,

Jaką siłą mnie darzył młodości wiek luby

I od jakiej Daresa wyrwaliście zguby!»

3465

Rzekł i zaraz naprzeciw głowy byka stanie,

Co jako dar zwycięstwa stał — i niespodzianie

Prawicą, w rzemień zbrojną, wymierzył cios z bliska,

Między rogi: — kość trzasła, z czerepu mózg pryska.

Bez tchu, drżąc, byk na ziemię się wali ukosem,

3470

Ów nad nim z pełnej piersi tym ozwie się głosem:

— «Eryksie! Za Daresa tę lepszą ci duszę

Poświęcam; tu, zwycięzca, broń i sztukę kruszę!»

Zaraz Enej tych, którzy pragną iść w zawody

W miotaniu strzał, zaprasza i stawia nagrody.

3475

Potężną dłonią dźwignie nad toń maszt wysoki

Z Sergesta łodzi, poczem na sznurze bez zwłoki

Gołębia wiąże, jako cel grotów. Łucznicy

Schodzą się. Kładą losy. Z miedzianej przyłbicy,

Wśród gromkich wrzasków rzeszy, co patrzy stłoczona,

3480

Pierwszy los Hyrtacydy padł, Hippokoona;

Za nim, w morskich zapasach, niedawno szczęśliwy,

Mnestej idzie we wieńcu z zielonej oliwy;

Trzeci Eurytion — brat twój, przesławny Pandarze,

Któryś ongi, gdy bogów głos zerwać ci każe

3485

Rozejm[454], w Achiwów pierwszy grot wypuścił zdradnie.

Ostatni los Acesta w hełmie został na dnie:

I on się jeszcze młodych chce parać mozołem,

Potężnymi siłami zgięte łuki społem

Napnie młódź i z kołczanów strzały wyjmie żywo.

3490

Pierwsza w niebo, ze świstem targnąwszy cięciwą,

Młodego Hyrtacydy lotna śmignie strzała:

Trafiła w maszt z przeciwka i w drągu została.

Zadrgało drzewo masztu, zatrzepotał na niem

Przestraszon ptak — brzeg głośnym grzmi wokół klaskaniem.

3495

Potem z napiętym łukiem wystąpił ochoczy

Mnestej; społem grot w górę skierował i oczy,

Lecz, biedny, nie mógł celu dosięgnąć żelazem,

Rwie jeno węzły lniane, poplątane razem,

Którymi nóżkę ptaka maszt więził wysoki;

3500

Ów na wichry ucieka pod ciemne obłoki.

Wtedy szybko, już strzałę dzierżąc na cięciwie,

Eurytion śluby bratu uczyni szczęśliwie

I gołębia, co wesół skrzydłem bije śmiało

W przestworze, hen pod chmurą przeszyje w lot strzałą

3505

Ów spada: życie w górze, kędy gwiazdy płoną,

Traci — strzałę, spadając, odnosi utkwioną.

Sam Acest już bez palmy pozostał jedynie,

Lecz, by sztukę okazać, ku niebios wyżynie

Z cięciwy głośno brzmiącej ze świstem grot ciska.

3510

Tu z nagła oczom wszystkich dziw nagły zjawiska

Ukaże się; potomność po wiekach go jeszcze

Wspominała i wielcy opiewali wieszcze.

Bo lecąc, w chmur otoku zapłonęła trzcina,

Płomiennym szlakiem niebios bezmiary przecina

3515

I na wiatr się rozwiewa, jak w niebie przeźroczem[455]

Zerwane gwiazdy, z długim lecące warkoczem.

Zdumieni zjawą, modły śląc, korzą się przed nią

Trynakrzy[456] i Teukrowie; Enej przepowiednią

Nie gardzi, wesołego Acesta obejmie

3520

I dary czci cennymi, tak mówiąc uprzejmie:

— «Weź ojcze, bo król tobie Olimpu wspaniały

Bez losu wróżbą taką chce wieniec dać chwały!

Anchiza starca weźmiesz podarek bogaty:

Puchar zdobny rzeźbami; tracki go przed laty

3525

Cysseusz[457] oddał w ręce Anchiza, rodzica,

W znak i pamięć przyjaźni, którą go zaszczyca».

Rzekł i laurem zielonym wieńczy starca czoło,

Przed wszystkimi zwycięzcą go mieniąc wesoło.

Wziętej sławy Eurytion zacny nie zazdrości,

3530

Choć on sam ptaka strącił z nieba wysokości.

Zaraz po nim ów idzie, co rozerwał węzły —

Ostatni, co grot w maszcie zostawił ugrzęzły.

Lecz ojciec Enej igrzysk nie zakończył zgoła:

Stróża i druha zabaw Jula do się woła,

3535

Wiernego Epityda, tak nagląc go słowy[458]:

— «Idź, zapytaj Askania, czy ma już gotowy

Orszak chłopiąt, czy gotów swą jazdę gnać w pędzie?

Niech wiedzie huf dziadkowi i w zbroi przybędzie.

Powiedz!» Rzekł. — Zbitej rzeszy sam z wielkiego koła

3540

Zejść każe, aby pola wolne były zgoła.

Przed oczy ojców sprawnie wiedzie chłopców Askań

Na koniach okiełznanych; grzmotem gromkich klaskań

Młódź Trynakrii i Troi jadących powita.

Włos każdego opaska wieńczy z lauru zwita,

3545

Jak zwyczaj chce — dwie włócznie z grotem niosą w ręce,

Część lekkie ma kołczany, a piersi chłopięce

Zdobi wdzięcznie, ze szyi zwieszon łańcuch złoty.

Trzy hufce ich, wodzowie trzej na czele roty

Jadą; chłopiąt dwanaście za każdym z nich bystrze

3550

Dwurzędem mknie — rząd każdy sprawne wiodą mistrze.

Pierwszy hufiec młodzieży, co gracko w pęd rwie się,

Pryjam z dziadka imieniem twój syn, Politesie —

Wiedzie, chluba Italii; koń z Tracji go prędki

Srokaty niesie, lśniący śnieżystymi cętki,

3555

U kopyt biały, w górę czoło wznosi białe.

Drugi — Atys, od niego ród Acjów ma chwałę,

Mały Atys, najszczerszy druh chłopięcia Jula.

W końcu Jul cudny; pod nim koń chrapy roztula

Sydoński; niegdyś chłopcu go Dydo wspaniała

3560

Na pamiątkę i dowód miłości swej dała.

Reszta młodzi na koniach Acesta szerokiem

Sadzi polem.

Klaskaniem przyjmą drżących, ciesząc się widokiem.

Dardanidzi — poznają dawnych ojców twarze.

3565

Gdy radośnie tłum w całym przejrzeli obszarze,

Szukając okiem z koni swych bliskich, hałaśnie

Epityd hasło z dala da i biczem trzaśnie.

Rozbiegną się w szeregu i rzędy rozłączą

Trzy hufce chłopiąt; po czym na nowy znak, rączo

3570

Odwrócą bieg i na się wymierzą dziryty.

Potem w różne ich strony raźnymi kopyty

Niosą konie — naprzeciw siebie toczą koła,

Co obraz zbrojnej bitwy przed widzem wywoła:

To odsłonią w ucieczce plecy, to gromadą

3575

Zwrócą włócznie, to znowu w zgodzie z sobą jadą.

Jako niegdyś Labirynt na kretejskiej ziemi

Mylił kroki, jak głoszą, ścianami ślepemi

W tysiącu dróg zdradliwych, co wijąc się wszędzie

Nieznacznie pogrążały w beznadziejnym błędzie:

3580

Nie inaczej młódź Teukrów w podskokach się ciska,

Ucieczki i walk zwodne dając widowiska,

Podobna do delfinów stada, co wytrwale

Pląsa przez karpatyjskie i libijskie fale.

Te biegi i zapasy, wdzięczne niewymownie,

3585

Pierwszy Askań, gdy Alby zakładał warownie,

Wniósł, wprawiając Latynów w obrzęd, dotąd obcy.

W którym on i trojańscy ćwiczyli się chłopcy.

Alba uczyła swoich. — Przed laty wieloma

Od niej swojski ten zwyczaj wielka wzięła Roma,

3590

Gdzie dotąd hufcem Troi szyk chłopiąt się zowie. —

Takim igrzyskiem ojca wielbili Teukrowie.

Tu pierwszy raz los zmienny nabawił ich szkody

Na nowo: gdy różnymi czczą kopiec obchody,

Irydę z nieba zsyła Juno, gniewna srodze,

3595

Do floty Trojan, wiatr jej pomyślny da w drodze,

Wiele ważąc, bo myśl jej gniew dawny zamąca.

Dziewica, mknąc po łuku z barw różnych tysiąca.

Niewidzialna dla oka, jasną drogą spłynie;

Tłok wielki widzi, wodzi okiem po kotlinie:

3600

Port ją pusty i flota bez straży uderza.

Opodal tłum Trojanek na piasku wybrzeża

Anchiza płakał cicho; na morskie rozłogi

Patrzały wszystkie, płacząc: «Ach! Ileż to drogi

Zostaje biednym!» Jedna chęć przejmie je mocna:

3605

Miasta pragną, żeglugi trud obrzydł im do cna. —

W tłum ich, znając wybornie swobody szkodzenia,

Wmiesza się; twarz bogini i szaty odmienia:

Beroą z Tmaru, żoną Dorykla się stanie,

Od którego ma dzieci, cześć i poważanie;

3610

W takiej to w tłum Dardanek wmiesza się postaci.

— «Biedne! — rzekła — wy, coście obok waszych braci

Z rąk Achajów nie padły pod ojczystym murem!

Jakiż zgon los wam niesie zrządzeniem ponurem?

Już siódmy rok po Troi zburzeniu nastaje,

3615

Jak morza, lądy różne, niegościnne kraje

Przebywszy, przez toń morza wielkiego po fali

Do Italii mkniem, która ucieka w oddali.

Tu bratni kraj Eryksa, Acest chętny szczerze —

Któż broni pod gród rzeszom to obrać wybrzeże?

3620

Ojczyzno! Bóstwa, próżno wyrwane z rąk wroga!

Nie będziesz mieć już nigdy murów, Troja droga?

Fal Ksantu, Symoentu[459] nigdyż nie zobaczę?

Pożar, KobietaNuże! W lot spalcie ze mną te łodzie sobacze!

Wśród snu, Kassandra w dłoń mi płonące łuczywo

3625

Zdała się wkładać: Troi tu stawcie gród żywo,

Tu dom wasz, rzekła. — Czas nam wypełnić, co każe

Cud taki, i nie zwlekać. Ot — cztery ołtarze,

Neptuna — żagwie śle nam dłoń boga życzliwa!»

To rzekłszy, pierwsza żagiew złowrogą porywa,

3630

Machając dłonią mocno rozżarzy jej płomień

I miota. — Dziw przejmuje i dreszcz oszołomień

Iliadki: Pyrgo, jedna z wielu nianiek Priama,

Co tylu synów jego wykarmiła sama:

— «Nie Beroe retejska[460] to, matki! Nie żona

3635

Dorykla! Boskiej krasy uważcie znamiona:

Patrzcie, jak błyszczą oczy, jaka duma w czole!

Jaka twarz! Dźwięk wymowy! Jak kroczy przez pole!

Beroę zostawiłam, odchodząc przed chwilką,

Chorą, narzekającą wciąż, że sama tylko

3640

Powinnej Anchizowi nie może dać chwały».

Tak rzekła…

Kobiety, chwiejne, złymi oczyma patrzały

Na łodzie; w sercach wszystkich miłość płonie żywa

Ziem, które oglądają, i tych, gdzie los wzywa.

3645

Wtem bogini, wzleciawszy; skrzydłami równemi,

Ogromny łuk zatoczy wysoko od ziemi.

Natenczas dziwem zdjęte, zwiedzione od bogiń,

Zakrzykną, z wnętrza domów porywają ogień,

Część ich łupi ołtarze, gałęzie i belki

3650

W żar miota. Wnet, szalejąc, huczy pożar wielki

Przez ławy, zdobne ściany i szeregi wioseł.

Wraz do kopca Anchiza i teatru poseł

Eumelus wieść przynosi. Widzą zresztą sami,

Jak czarna sadza z dymu wybucha kłębami.

3655

Pierwszy Askań, jak wesół wiódł hufiec młodzieży,

Tak spiąwszy konia, w obóz niszczony nadbieży,

Zdyszani mistrze zdążyć nie mogą mu zgoła.

— «Co za szał! W jakim celu, nieszczęsne — zawoła —

Czynicie to? Nie Grekom pożogę niesiecie,

3660

Ale naszym nadziejom! Jam to — spójrzcie przecie! —

Wasz Askań!» — I pod stopy próżny szyszak ciska,

Którym zbrojny, udanej wiódł bitwy igrzyska;

Wraz Enej pędzi, razem Teukrzy zlękli srodze.

Zaś one ponad brzegiem tu i ówdzie w trwodze

3665

Uciekają w bór, w skalne jaskinie ukradkiem

Kryją się; wstyd im czynu, wstyd słońca, co świadkiem

Ich zbrodni; — błąd rzucają i rady Junony.

Lecz niemniej siły pożar nie stracił szalony:

Pod mokrą belką ogień w pakułach na spodzie

3670

Tli, ciężkie zionąc dymy; powoli żre łodzie

Płomień i zguba kadłub ich ogarnia cały.

Na nic się siły mężów, wód strugi nie zdały.

Zbożny Enej na piersi drze szaty w udręce,

Na pomoc bogów woła i wyciąga ręce:

3675

— «Jowiszu wszechpotężny! Gdyś Trojan-tułaczy

Nie do cna znienawidził, gdy tkliwość twa raczy,

Jak wprzód, krzepić nas w trudach, daj klęski ujść, ojcze,

Od floty Teukrów odwróć płomienie zabójcze! —

Lub jeśli zasłużylim na gniewów twych gromy,

3680

Na wszystkich nas prawicą rzuć płomień łakomy!»

Zaledwie rzekł te słowa, gdy z ciemnych chmur lunie

Niezwłocznie deszcz nawalny, piorun po piorunie

Wali w góry i pola, po niebie w krąg całem

Ulewa mętna szumi i wicher dmie z szałem.

3685

Napełnia woda łodzie, na wpół zżarte belki

Wilgotnieją — aż pożar uciszył się wszelki.

Prócz czterech, wszystkie statki wyrwano pożodze.

Zaś ojciec Enej, ciężką klęską wzruszon srodze,

Na różne strony umysł swój waży stroskany,

3690

Niepewien, czy Sycylii zamieszkać ma łany

Wbrew losom, czy na brzegi Italii wypada

Zdążać? Wtem stary Nautes, któremu Pallada

Trytońska sztuką wróżeń dała słynąć w tłumie

(W trafnych on odpowiedziach wytłumaczyć umie,

3695

Co gniewy ściąga bogów i czego surowy

Los wymaga), Eneja tymi cieszy[461] słowy:

— «Bogini synu! Idźmy, gdzie wzywa głos z nieba!

Cokolwiek będzie, każdą nam dolę zmóc trzeba!

Z boskiego rodu Acest cię gości, praw świadom,

3700

Dardańczyk: jego wezwij, jego ufaj radom.

Zdaj mu tych, co na statkach się zmieścić nie mogą,

I tych, którzy przed żmudną wzdrygają się drogą,

Wątłych starców, żeglugą pomęczone baby:

Tych wszystkich, w których siły albo duch jest słaby.

3705

Wybierz, niech na tej ziemi gród mają, znużeni;

Miasto niech, za twą zgodą, Acestą się mieni!» —

Te słowa druha-starca ból nieco ukoją

Eneja, lecz wnet troską znów dręczy się swoją.

Na niebios szczyt Noc czarna wjeżdżała rydwanem,

3710

Gdy z nagła mu Anchiza postać ze świetlanem

Zabłysła licem, słowy tak ciesząc go skrycie:

— «Synu mój! Póki żyłem na ziemi, nad życie

Droższy mi! Ilijackich nawałem klęsk smagan!

Schodzę z woli Jowisza, co ognia huragan

3715

Od floty odparł, litość wam jawiąc bez miary.

Słuchaj rad, które Nautes dziś daje ci stary

Mądrze: wiedź wybór młodzi, śmiałej w każdym czynie,

Do Italii. Lud twardy, co szorstkością słynie,

Masz zwalczyć w Lacjum. Przedtem w Awernu głąb ciemną,

3720

W Plutona wstąp domostwa podziemne, gdzie ze mną

Zobaczysz się, o synu. — Nie Tartar mnie bowiem

Niecny trzyma pomiędzy mar posępnych mrowiem,

Lecz Elizjum, kraj szczęsnych. Gdy czarne bydlęta

Zabijesz, tam Sybilla zawiedzie cię święta;

3725

Natenczas ród twój poznasz i przyszły los Romy.

Już żegnaj! Noc wilgotna wóz zniża ruchomy

I konie Słońca rychło w twarz nozdrzem mi dmuchną».

— Rzekł i niby dym w chmurkę się rozwiał leciuchną.

Wtedy Enej: «Gdzie biegniesz? Gdzie pierzchasz? — zawoła —

3730

Przecz uciekasz? Coć broni uścisków mych zgoła?»

To mówiąc, ogień zgasły z popiołów rozżarzy,

Pergamu Lary z Westą siwą u ołtarzy

Świętą mąką czci, wonne im niosąc paliwa.

Wnet druhów, a najpierwej Acesta przyzywa,

3735

Zlecenia mu Jowisza, rodzica plan kreśli

I wyjawia, co sam ma w tej mierze na myśli.

Bezzwłocznie radzą nad nim; Acest się nie wzbrania:

Spieszą matki z gromadą, chętną do zostania

W nowym grodzie, lud wielkiej niepragnący chwały. —

3740

Sami ławy i belki, co w ogniu zniszczały,

Sprawiają, statki wiosłem opatrzą i sterem —

Nieliczni, lecz w bój sercem garnący się szczerem.

Enej pługiem łan zatnie[462], na sporym obszarze

Wydziela grunt pod domy, gród Ilium zwać każe,

3745

Kraj Troją. — Acest Troi królestwem się cieszy,

Znaczy forum i prawa daje ojców rzeszy.

Na górze Erycyńskiej świątynię stanowi

Wenerze idalijskiej[463], gaj też Anchizowi

Poświęca i kapłana mu przydać rozkaże.

3750

Dziewięć dni już ucztował lud wszystek, ołtarze

Ofiarami czcząc; morza ucichnął nurt siny

I wiatr z południa znowu wzywał na głębiny.

Płacz wielki słychać ponad krętych brzegów skrajem;

Łkając, dzień i noc z sobą ściskają się wzajem.

3755

Nawet matki, dla których wprzód morze olbrzymie

Zdało się twarz mieć srogą i nieznośne imię,

Chcą iść, całej ucieczki trud znosić surowy.

Dobry Enej przyjaźnie pociesza je słowy[464]

I zleca Acestowi, z ócz[465] lejąc łzy duże.

3760

Morze, ObyczajeTrzy cielce Eryksowi bije, uczci Burze[466]

Owcą i rzędem każe odwiązywać liny.

Sam, oliwką uwieńczon, nad falą głębiny

Na przodzie stojąc łodzi z pełną czarą w ręce,

Leje wino, w toń trzewia wyrzuca bydlęce.

3765

W zawody druhy tłuką wiosłami po wodzie,

A wiatr, dmący od tyłu, popędza w przód łodzie.

Tymczasem przed Neptunem Wenus, udręczona

Troską, takie dobywa skargi z głębi łona:

— «Junony gniew i złość jej mściwa mnie przywiodły

3770

Neptunie, by do ciebie wszelakie słać modły.

Nie zbłaga jej czas długi, cnota, ni wyrocznie —

Wbrew zakazom Jowisza, w matactwach nie spocznie.

Nie dość jej, że zburzyła gród Frygów[467], nie dosyć,

Że wszelki trud tułaczki kazała ponosić

3775

Zbiegom z Troi — dziś popiół zniszczonej i kości

Prześladuje; kto powód zrozumie jej złości?

Sam świadkiem byłeś świeżo, w jak straszną nawałę

Libijskie wzdęła nurty z nagła, morze całe

Z niebem wiążąc — w Eola ufna, do nadużyć

3780

W twym państwie go podżegła…

W zbrodniczy sposób oto zdołała podburzyć

Trojanki i zmusiła z łodźmi straconemi

Porzucić garstkę druhów na nieznanej ziemi.

Dziś, błagam, niech bezpiecznie ci, którzy wytrwali,

3785

Laurenckiego dosięgną Tybru po twej fali,

Gdy proszę o rzecz słuszną i Parka[468] nie broni».

Na to rzecze Saturna syn, pogromca toni:

— «Godnać rzecz, Cyterejko[469], że ufasz w me fale,

Skąd twój ród[470]. Wżdyć[471] jam godzien. Wszak nieraz w burz szale

3790

Pod niebo wzdęte nurty stłumiłem mą władzą;

I na lądzie — Ksant wespół z Symoentem dadzą

Świadectwo — o Eneja się troszczę. Gdy dziki

Achil, pędząc do murów Troi wojowniki,

Tysiące kładł, gdy trupem zawalone do dna

3795

Jękły rzeki i Ksantu toń, dotąd łagodna,

Nie mogła spłynąć w morze — dzielnemu Pelidzie[472]

Eneja, co nań ślepo w nierówny bój idzie,

Wyrwałem w chmurze wzdętej, choć chciałem, by klęski

Doznał stawion przeze mnie gród krzywoprzysięski[473].

3800

I teraz taż myśl we mnie. Rzuć serca bojaźnie!

W Awernu port on wstąpi, prowadzon przyjaźnie,

Jednego tylko w toni skłębionej utracisz,

Jeden głowę za wielu da…»

Kiedy tak ją pocieszył wśród niebiańskich zacisz

3805

MorzeW złoty zaprzęg zakłada zapienione srodze

Rumaki dzikie — kiełza i puszcza im wodze.

Mknie lekko modry rydwan przez wodne odmęty,

Cichną fale, pod grzmiącą osią przestwór wzdęty

Fal morskich się układa, chmur gęstwa w dal pierzchnie.

3810

Wówczas twarze potworne druhów nad powierzchnie

Fal jawią się: chór Glauka[474], Palemon, syn Iny[475]

Trytony rącze, Forka wszelakie drużyny[476];

W lewo Tetys[477], Melita, Panopa nurt grzmoce

Dziewicza, Nisa, Spio, Talia, Cymodoce.

3815

Zaczem w umysł Eneja, znękany mozołem,

Wciska się znowu radość; rozkaże wnet społem

Podnieść maszty, ramiona porozciągać żagli.

Wraz wszyscy ściągną sznury, w lewo, jak pęd nagli,

To w prawo puszczą płótna, w tę i ową stronę

3820

Skręcają rogi: niesie wiatr statki spienione.

Przed wszystkimi Palinur rząd statków prowadzi

Zwarty; za nim — jak rozkaz — inni płyną radzi.

Sen, Noc, Morze, ŚmierćPół drogi niemal Noc już wilgotna sięgała

Na niebie; snem żeglarze krzepili swe ciała

3825

Błogo, pod wiosłem twarde zalegając deski,

Gdy lekki Sen[478], rzuciwszy gwiazd przestwór niebieski,

Rozcina mroczny przestwór, cień płoszy głęboki,

Tobie śląc, Palinurze, snów zgubnych uroki —

Niewinnemu. Siadł bożek na wysokiej łodzi,

3830

Forbasowi podobny, i tak się rozwodzi:

— «Jazydo Palinurze! Nurt sam z łaski nieba

Niesie flotę, wiatr równy dmie, odpocząć trzeba.

Złóż głowę, zmruż powieki, co ciężą jak ołów.

Jać na chwilę zastąpię[479] w znoszeniu mozołów!»

3835

Ledwie oczy doń wznosząc, Palinur odrzecze:

— «MorzeCzy sądzisz, że mórz nie znam? Czy myślisz, człowiecze,

Że zaufam w spokojną poczwary tej postać?

Eneja zdać mam fali, której w zdradach sprostać

Nikt nie zdoła? Pogodzie, co zawsze zawodzi?»

3840

Tak mówił, nie puszczając z ręki steru łodzi

I oczy utkwił w gwiazdy, co z wysoka płoną.

Lecz bożek gałąź, w nurtach Lety[480] umoczoną,

Stygijską, sen niosącą, nad skrońmi sternika

Z lekka wstrząśnie i oczy mu senne zamyka.

3845

Ledwo pierwszy sen z nagła owładnął mu ciało,

Z częścią rufy zerwanej, ze sterem, zuchwałą

Pchnął go dłonią i strącił we fali toń ciemną

Na głowę, krzyczącego na druhów daremno.

Sam lotnym skrzydłem wzbił się ku niebios wyżynie.

3850

Niemniej jednak bezpiecznie flota naprzód płynie

Bo Neptun, jak obiecał, opiekę jej zsyła.

Do Syrenich raf[481] gnana wiatrem dochodziła

Dzikich, które od kości rozbitków zbielały

(Z głośnym hukiem tam morze wciąż drze się na skały).

3855

Gdy Enej poznał, że się na fali chyboce

Statek, i sam nim w nocnej kierował pomroce,

Ciężko jęcząc, przygodą druha wstrząśnion do dna:

— «Palinurze, którego toń zwiodła pogodna,

Nagi, na nieznajomym leżeć będziesz piasku!»

Księga VI

3860

Tak mówi, płacząc; flocie puszcza wodze w pędzie

I do brzegu eubejskich Kum[482] w końcu przybędzie.

Ku morzu zwrócą dzioby, osadzi okręty

Kotwica krzywym zębem, rząd łodzi wygięty

Uwieńczy brzegi. Rześko młodzieńcy wyskoczą:

3865

Na brzeg Hesperii[483]; jedni z krzemienia ochoczo

Krzeszą iskry, a inni, mknąc w lasu gąszcz dziki,

Tną drzewa, znalezione wskazują strumyki.

Zbożny Enej wielkiego zamek Apollina

Nawiedza i Sybilli[484] grotę, co się wcina

3870

W jar głuchy; tam Delijczyk[485] mocą niepoślednią

Wieszczkę darzy i przyszłe dni odsłania przed nią.

W gaj Trywii[486] wchodzą, w złoty dom, spiętrzon w niebiosa.

Dedal[487] (jak wieść powiada), z królestwa Minosa

Uciekając, skrzydłami śmiał wzlecieć lotnemi

3875

I drogą tak niezwykłą do północnej ziemi

Zbiegłszy, na Chalcydyjskim zamku skrzydła zwinie;

Tam wróciwszy na ziemię, tobie, Apollinie,

Poświęca wiosła skrzydeł i wielki chram[488] stawia.

Na drzwiach zgon Androgeja[489]; za karę bezprawia

3880

Chłopców siedmiu Cekropsa lud na zamek górny

Co rok śle z losowania: zgubne stoją urny.

Z przeciwka ziemię gnoską[490] oko napotyka

Nad morzem; tu płód sprośnej miłości do byka,

Dwukształtny syn Pazyfy[491] zamieszkał, pół-zwierzę:

3885

Minotaur, zła spuścizna po niecnej Wenerze[492];

Tu bez wyjścia Labirynt podnosi się zdradny; —

Lecz Dedal, gdy go miłość wzruszyła Ariadny[493],

Rozmotał sidła gmachu i podstępy wraże[494],

Kierując krok za nitką; — ty także, Ikarze,

3890

Gdyby nie boleść ojca, ujrzałbyś twe lica:

Dwakroć w złocie chciał rzeźbić cię, dwakroć rodzica

Opadły ręce. — Wszystko zwiedziliby zaraz,

Gdyby Achat, wprzód wysłan, nie przybył na taras,

A z nim Trywii kapłanka i wieszczka Febowa,

3895

Deifobe, córka Glauka[495], głosząca te słowa:

— «Nie takich dziś widowisk czas żąda. Ze stada

Nietkniętego, jak zwyczaj chce, zabić wypada,

Siedem cielców i tyleż owieczek bez skazy». —

Tak rzekła do Eneja. Wnet święte rozkazy

3900

Pełnią męże, za wieszczką w chram wszedłszy wysoki.

Proroctwo, Prorok, Kobieta, Bóg, Kobieta demonicznaJest w Kumach wielka jama wśród skalnej opoki,

Dokąd sto wejść prowadzi, sto bram w noc i we dnie;

Stąd w tyluż głosach płyną wieszczki przepowiednie.

Przystąpili do progu, gdy nagle dziewica:

3905

— «Czas wróżb żądać — zawoła — oto bóg». — Jej lica

Zmienią się przy tych słowach, zdębi się[496] bezładnie

Włos trefiony, oddechem pierś drżąca nie władnie,

Pierś dzikim wzbiera szałem — większą się wydała,

A mowa jej nadludzką, gdy tchnieniem zapała

3910

Bliskiego boga: «Zwlekasz ze śluby[497] — zakrzyczy —

Eneju z Troi? Zwlekasz? Gmach ten tajemniczy

Nie wpuści nas za bramy wpierw». — Po takiej mowie

Zmilkła, Teukrów przeniknie aż do kości mrowie

Zimne, a z piersi króla prośba się dobywa:

3915

— «O Febie, u którego Troja nieszczęśliwa

Znalazła zawsze litość, coś Parysa strzałą

Kierował, gdy miał przeszyć Eacydy[498] ciało!

Pod wodzą twą mórz tyle przebylim i łany

Massylów[499], kraj miałkimi Syrty opasany;

3920

Na Italii brzeg wreszcie, co wciąż nam ucieka,

Weszlim, dokąd los Troi nas pędził z daleka.

Wy, bogi i boginie wszystkie, którym w drodze

Pergamu sława stała, znękanej tak srodze

Przebaczcie już Dardanii! O wieszczko najświętsza,

3925

Znająca przyszłość! Daj nam — błagam z piersi wnętrza

O kraj z losów należny — niech na Lacjum ziemi

Osiędą Teukrzy z bóstwy[500] Troi tułaczemi.

Trywii z Febem z trwałego marmuru do nieba

Chram wzniosę, ustanowię świąteczny dzień Feba,

3930

Tobie też w mym królestwie gmach wielki niezwłocznie

Zbuduję, gdzie twe wróżby i tajne wyrocznie

O losach ludu dobór kapłanów najszczerszy

Przechowa; — ale nie pisz na liściach twych wierszy,

By w nieładzie ich zamieć nie gnała wichrowa —

3935

Sama głoś je!» — Tu umilkł i skończył swe słowa.

Niezupełnie w moc Feba wzięta prorokini,

Chcąc wydrzeć się bogowi wielkiemu, w jaskini

Miota się; — ów tym silniej, im bardziej nierada,

Spiekłe usta i dziką pierś cisnąc, owłada.

3940

Już setne, ciężkie domu otwarły się wrota

Same — i odpowiedzi wieszczki niesie grota:

— «O ty, jakkolwiek wielką na mórz głębi jest twa

Niedola, większej zaznasz na lądzie. W królestwa

Lawińskie wejdą Teukrzy — bądź o to spokojny —

3945

Lecz chcieliby tam nie wejść! — Wojny, straszne wojny

I hojnie krwią spienione widzę Tybru fale!

Symoentu i Ksantu nie zbraknie ci wcale

Ni doryckich obozów. Wśród Lacjum, zrodzony

Z bogini wstanie Achil; nie braknie Junony,

3950

Szkodzącej Teukrom. Ciebie, znękanego nędzą,

W jakież ludy i miasta losy nie zapędzą!

Z dziewki obcej dla Teukrów zło będzie się brało

I z obcych znowu ślubów.

Ty złemu nie ustępuj, lecz przeciw idź śmiało[501]!

3955

Idź nawet wbrew Fortunie! Ratunek w żałobie

(O czym nawet nie myślisz) — Grajów gród[502] da tobie!»

Takimi słowy[503] z groty Kumejska Sybilla

Grzmi i tajnie straszliwe przyszłości rozchyla,

Niejasną prawdę głosząc: tak Febus jej wodze

3960

Rozpuszcza i bodźcami katuje pierś srodze.

Gdy tylko szał jej ustał i porywcze słowa,

Zaczął Enej bohater: — «Rzecz dla mnie nie nowa,

O panno, to, co głosisz; wszystko obmyślałem

Już wprzód w duchu, z niedoli się licząc nawałem.

3965

O jedno proszę: skoro tu brama jest blisko

Podziemia, Acherontu[504] rozlane bagnisko,

Dozwól mi ujrzeć ojca drogiego oblicze,

Wskaż drogę i podwoje otwórz tajemnicze.

W tysiącu strzał, gdy wokół huczała pożoga,

3970

Na tych barkach wyrwałem go z pośrodka wroga;

Mój trud dzieląc, przez morza wszystkie idąc ze mną,

Gniew nieba nieraz znosił i morza toń ciemną,

Niemocny, ponad siły starcze i los srogi;

Owszem prosił, bym kornie przed twoje szedł progi

3975

I dawał mi rozkazy. Więc ojca i syna

Ulituj się! Wszak wszystko twa może przyczyna.

Nie darmo ci Hekate gaj zwierza w Awernie!

Jeśli cień żony Orfej, stroskany niezmiernie,

Mógł wywieść trackiej cytry struny[505] dźwięczącemi,

3980

Gdy mógł Polluks za brata schodzić do podziemi

Tylekroć — o Tezeju zmilczę i Alcydzie —

I mój ród od Jowisza najwyższego idzie».

Takimi błagał słowy i ołtarz oplecie

Rękoma. Wieszczka na to: «O niebianki dziecię,

3985

Anchizjado! Wstęp łatwy do Awerna domu:

Dniem i nocą bram Dita[506] nie bronią nikomu;

Ale wrócić na górny świat spod jego pował,

W tym trud cały. Niewielu, których umiłował

Jupiter lub żar cnoty rozsławił — półbogi

3990

Zdołali to. Te kraje zakrywa bór srogi

I Kocytu[507] fal czarne objęły zwierciadła.

Lecz jeśli taka żądza twym sercem owładła

Po dwakroć bagno Styksu i czarny jak ołów

Tartar przebyć, szalonych nie szczędząc mozołów —

3995

Posłuchaj, co wprzód czynić. Wśród gąszczy igliwia

Jest gałązka, co złotym prętem wzrok zadziwia

I liśćmi: — Prozerpiny krzew święty; głęboki

Jar i gąszcze ciemnymi osłania go mroki[508],

Próżno się wstąpić w skryte podziemie spodziewa,

4000

Kto złotej tej gałązki nie zerwał wprzód z drzewa:

Tę piękna Prozerpina otrzymać chce w darze.

Zerwiesz jedną, wnet druga się złota ukaże

I podobnym metalem jej listki się płonią.

Spoglądaj tedy pilnie — a gdy ujrzysz, dłonią

4005

Rwij zaraz; bo jeżeli wyroki tak padną,

Sama chętnie się skłoni — inaczej jej żadną

Nie zmożesz siłą, na nic żelazo się zdało. —

Prócz tego leży martwe druha twego ciało…

Ach, nie wiesz! — Flotę całą zaraża trup blady,

4010

Podczas gdy tu przebywasz i szukasz mej rady!

Wprzód wprowadź go w te ziemie, spraw pogrzeb bogaty.

Wiedź owce czarne: pierwsze to będą obiaty.

Tak ujrzysz gaje Styksu i kraj, co się chowa

Oczom żywych». — To rzekłszy, urwała swe słowa.

4015

Tedy Enej, utkwiwszy w ziemię smutne oczy.

Opuszcza głąb jaskini i z powrotem kroczy,

Wypadki ważąc[509] ślepe. Wierny Achat społem

Idzie za nim, trosk równych nękany mozołem.

Różnych pytań w rozmowie mieszają niemało:

4020

O kim wieszczka powiada? Jakie grzebać ciało

Im każe? — Wtem, gdzie wydma podnosi się sucha,

Nieszczęsnego Mizena zobaczą bez ducha,

Eolidę; nikt nadeń potężniej w bój śmiały

Nie pędził surmą mężów na wroga nawały.

4025

Hektora on był druhem. Przy Hektorze hucznie

Grzmiał w trąbę podczas bitew albo miotał włócznie

Gdy tamtego Achilles do podziemnych kwater

Strącił, życie mu biorąc, waleczny bohater

Z Enejem się skojarzył, bez ujmy w honorze.

4030

Lecz kiedy w pustą muszlę dmie na pełne morze

Szalony i na boje wyzywa grą bogi,

Jeśli prawdę wieść głosi, wypadł tryton srogi

I pogrążył rywala w spienionej nurt fali. —

Wszyscy tedy z głośnymi go krzyki płakali,

4035

Najbardziej zbożny Enej. Wnet gromadną rzeszą

Za rozkazem Sybilli na wyścigi śpieszą

Z płaczem, by zwozić drzewo na ołtarz wysoki.

W bór stary, leża zwierząt, idą bez odwłoki:

Padają świerki, dzwoni na bukach siekiera,

4040

Jesionów pnie i dęby łupliwe rozdziera

Klin ostry, z urwisk graby olbrzymie się toczą.

Enej pierwszy w tym dziele, zachęca ochoczo

Druhów i sam narzędzia takie chwyta w dłonie,

Przecież smutek głęboki skrycie żywi w łonie

4045

Na widok gęstej kniei — i skargi te miota:

— «Oby teraz rzeczona gałązka nam złota

Błysła w tym gęstym gaju, gdy wróżby znaczenie

Aż nadto się na tobie sprawdziło, Mizenie!»

Zaledwo rzekł te słowa, gdy przed jego oczy

4050

Gołąbków para z niebios nadleci przeźroczy

I siada na murawie; ze szczęsnej oznaki

Wesół, poznał bohater matki swojej ptaki[510].

— «Wodzami bądźcie — błaga — gdy można w te gaje

Prowadźcie mnie, gdzie złota gałązka cień daje

4055

Żyznej ziemi! Ty, matko, tkliwymi oczyma

Spójrz na mnie wśród udręki!» — To rzekłszy, krok wstrzyma

Bacząc, jaki znak dadzą i kędy polecą?

One pokarm zbierają, podlatując nieco,

Tyle, żeby idący dobrze je widzieli.

4060

Gdy doszły do cuchnącej Awerna gardzieli,

Szybko porwą się z ziemi i powietrznym szlakiem

Mknąc, siadają opodal na drzewie dwojakiem,

Kędy złoto przez liście blask rzuca wesoły.

Jak pośród mrozów zimy krzew bujny jemioły

4065

Zielenią błyska nową z nieswojego drzewa[511]

I smukłe pnie okiścią złocistą odziewa:

Tak z dębu gałąź złota blask sieje wspaniały,

Tak blaszki liści z wiatrem lekko szeleściały.

Zaraz porwał pręt Enej, chciwie go nakłania,

4070

Odłamie i w Sybilli zanosi mieszkania.

Pogrzeb, ObrzędyTymczasem już Mizena na brzegu pospołu

Płakali Teukrzy, szczątkom niewdzięcznym popiołu

Niosąc obrzęd ostatni: smolne najpierw belki

I kloce ściętych dębów piętrzą na stos wielki,

4075

Gałęźmi boki zwieńczą, cyprysowe drzewa

Z przodu stawią — szczyt oręż błyszczący odziewa.

Część ich pod kotły z wodą, co wre już niemało,

Drew podkłada, obmywa i namaszcza ciało.

Jęk słychać. Opłakane członki na posłanie

4080

Niosą potem i szaty purpurowe na nie

Narzucą. — Część ogromne podejmuje mary

W posłudze smutnej, twarze, jak zwyczaj chce stary,

Odwracając od głowni; zniesione wnet płoną

Kadzidła, kąski, czasze z oliwą spienioną

4085

Gdy zgliszcza się zapadły i płomień na poły

Przygasnął, winem zleją łakome popioły;

Korynej kości druha do urny gromadzi,

Potem, gałąź oliwki zanurzając w kadzi,

Po trzykroć druhów wodą pokropi dokoła

4090

I ostatnich pożegnań orędzie obwoła.

Zbożny Enej wnet sypie mogiłę wyniosłą,

Na szczycie kładzie męża broń, trąbę i wiosło

Pod górę, co imieniem Mizena nazwana[512],

Do dziś jeszcze, po wiekach, z tego słynie miana.

4095

Spełniwszy to, Sybilli radom zadość czyni.

Jest blisko wielka czeluść przepastnej jaskini,

Chropawa, kryta bagnem i knieją dokoła;

Żadne ptaszę bezkarnie przelecieć nie zdoła

Nad nią; taki ohydny od ciemnych jam głębi

4100

Zionie zaduch i w niebo unosząc się, kłębi

(Stąd Aornu[513] nazwiskiem Grek miejsce to zowie).

Wnet cztery czarne byczki w tym głuchym parowie

Stawia wróżka, na czoła nalewa im wina,

Potem między rogami sierść wierzchnią przycina

4105

I miecąc w ogień święty na pierwsze paliwa,

Hekatę, możną w niebie i w piekle, przyzywa.

Podstawią inni noże i ciepłą krew garną

Do czary. Enej owcę ofiaruje czarną

Dla matki Eumenid[514] i wielkiej jej siostry.

4110

Na twą cześć, Prozerpino, utopił miecz ostry

W jałowicy. W ofierze nocnej na ołtarze

Władcy Styksu[515] całego byka składa w darze,

Tłusty olej na wrące zlewając jelita.

Wtem oto, skoro pierwszy brzask słońca zaświta,

4115

Zaryczy grunt pod stopą, bór z urwisk się ruszy,

I rzekłbyś psów szczekanie wśród cienia grzmi głuszy

Na nadejście bogini. — «Z dala, świeccy goście! —

Krzyknie wróżka — z całego się gaju wynoście!

Ty za mną idź, Eneju — miecz goły weź w dłonie;

4120

Teraz ducha ci trzeba, teraz mocy w łonie!»

Tu zdjęta szałem w groty mrok skoczy głęboki;

On, niezlękły, równymi zdąża za nią kroki.

Zaświaty, Piekło, ŚmierćBogowie, co rząd macie dusz — wy, głuche Cienie,

Chaosie[516], Flegetonie[517], gdzie nocy milczenie,

4125

Dajcie mi to, com słyszał, za waszą przyczyną

Odkryć: rzeczy, co w ziemi i pomroku giną.

Szli w ciszy, noc ich wiodła mgłami zasępiona

Przez puste głusze, państwo milczące Plutona:

Tak przy świetle niepewnym i skąpym księżyca

4130

Wiedzie droga wśród borów, gdy niebiosów lica

Zmroczy Jowisz i rzeczom noc czarna zabierze

Barwy. W samym przedsionku, w pierwszej Orku sferze,

Płacz z Troskami mściwymi swe leże ukrywa,

Choroby zbladłe kryją się, Starość zgryźliwa,

4135

Strach z doradcą złym Głodem, brzydka Nędza, Cienie

Okropne oczom — przy nich Śmierć i Udręczenie,

Brat Śmierci Sen i Rozkosz zła, co ducha wierci;

Z przeciwka zasię Wojna, przesłanniczka śmierci,

Eumenid twarde łoża i Niezgoda sina,

4140

Co żmijowy włos wstęgi[518] krwawymi podpina.

W środku wznosi ramiona od wieku omszały,

Cienisty wiąz ogromny — tam miejsce obrały

Sny[519] płoche: wszystkie liście ich rzesza obsiadła.

Prócz tego w stajni stoją przeróżne widziadła:

4145

Centaury u wrót, Scylla[520] dwukształtna, bezmierny,

Sturamienny Bryjarej[521], drapieżny gad Lerny[522],

Syczący groźnie, zbrojna w płomienie Chimera[523],

Gorgony[524], Harpie, tudzież postać, co się zwiera

Z trzech ciał[525]. Enej ze trwogą, dobywając miecza,

4150

Naprzeciw nadchodzącym pierś swą zabezpiecza;

I gdyby towarzyszka przestróg mu nie dała,

Że w obrazie czczym larwy wzlatują bez ciała,

Wpadłby z mieczem i w ślepym rąbałby je szale.

Stąd wstęp nad tartaryjskie Acherontu fale:

4155

W ogromnych wirach błotnych, zmącona aż do dna,

Z Kocytu miecąc piasek, wre topiel bezbrodna[526].

Nad rzeką straże groźny przewoźnik odbywa,

Okropnie brudny Charon; w nieładzie mu siwa

Na piersi spada broda, wzrok pała, a z ramion

4160

Na węzeł spięty zwisa płaszcz, mułem poplamion.

Sam on tratwę pcha żerdzią i żagle rozwodzi

I sam ciała przewozi na rdzawej swej łodzi —

Starzec, lecz starość boga pełna krzepkiej siły.

Tu wszystkie tłumy na brzeg w rozsypce pędziły:

4165

Matki, męże i ległych bohaterów ciała,

Wśród nich chłopcy, gromada dziewczątek nieśmiała

I młodzieńcy, przed ojców oczyma spaleni[527].

JesieńTak w borach, gdy zawieje chłód pierwszy jesieni,

Opadłe lecą liście, tak na ląd od głębi

4170

Stłoczone pierzcha ptactwo, gdy nurt się oziębi

I za morzem słonecznych ziem szukać im każe.

Stojąc i wznosząc ręce, błagali nędzarze

O przewóz, rwąc się tęsknie na drugi brzeg bagna,

Lecz ponury przewoźnik tych, to owych nagna,

4175

A innych z dala trzyma od piasku wybrzeży.

Enej zdziwion i wzruszon wrzawą, co się szerzy:

«Mów — rzecze — o dziewico, skąd tłum ten nad rzeką?

Czego chcą dusze? Czemu z nich jedna daleko

Od brzegów, druga wiosłem nurt siny przebywa?»

4180

Na to krótko kapłanka tak powie leciwa:

— «Z Anchiza urodzony, bogów synu prawy!

PrzysięgaKocytu widzisz bagna i stygijskie stawy,

Na które klnąc się, bogi są wierni przysiędze.

Pogrzeb, Zaświaty, Obyczaje, Obraz świataTamci — to niegrzebanych tłum, pogrążon w nędze;

4185

Przewoźnik — Charon; ci, co płyną — pogrzebani:

Bo nie wprzód można przebyć brzeg strasznej otchłani

I nurt rwący — aż kości w mogile odpoczną.

Sto lat błądzą wzdłuż brzegów tych ścieżyną mroczną,

Nim w końcu pożądanej toń ujrzą zatoki».

4190

Przystanął syn Anchiza i wstrzymał swe kroki

Wiele ważąc, a w piersi mu litość zapłonie.

Ogląda tam posępnych i bez chwały w zgonie

Leukaspa i Oronta, lickiej wodza floty,

Których w ucieczce z Troi, z płynącymi roty

4195

I statkiem Auster w morzu zatopił do szczętu.

Oto Palinur, sternik nadchodzi okrętu,

Który w drodze od Libii, gdy patrzał na gwiazdy,

Wpadł strącony z pokładu we fale wśród jazdy.

Ledwo ujrzy smutnego przez pomroki duże,

4200

Tak pierwszy rzecze: — «Któryż z bogów, Palinurze,

Nam cię zabrał i w odmęt mórz rzucił głęboki?

Powiedz; bo dotąd zawsze prawdziwe wyroki

Apollina tym jednym mnie zwiodły orędziem,

Mówiąc, że ocalejesz z fal i wraz przybędziem

4205

Do Auzonii. Więc próżno my wróżbie wierzyli?»

Ów zaś rzekł: «Święty Feba trójnóg cię nie myli,

Anchizjado; nie zgubił mnie bóg wśród fal piany:

To ster mnie, wielką mocą ze mną oderwany,

Któremu byłem stawion na straż w każdej porze,

4210

W upadku porwał z sobą. Klnę się na złe morze,

Że nie o siebie trwoga przejęła mnie dzika,

Lecz by statek bez steru i bez kierownika

Nie zginął wśród fal wzdętych przy takiej pomroce.

Gwałtowny wicher morzem gnał mnie przez trzy noce

4215

Burzliwe; — dnia czwartego zaledwie, na fali

Wyniesion, zobaczyłem Italię z oddali.

Zwolnam płynął do lądu, już doń się dowlokłem,

Wtem sroga rzesza na mnie, gdy w odzieniu zmokłem

Za skał zręby kurczowo chwytałem rękoma,

4220

Napadła z mieczem, za łup biorąc nieświadoma.

Dziś fala mną na brzegu miota i wiatr dziki…

Więc przez nieba cię miłe światło i wietrzyki,

Przez ojca twego błagam, przez Jula, co rośnie,

Wybaw mnie — niezwyciężon — z nędz albo litośnie

4225

Złóż w ziemi, przeszukawszy Weliji port wielki,

Lub gdy można, gdy drogę ci dłoń rodzicielki

Ukaże — bo nie wierzę, byś bez bogów sprawy

Tak groźne nurty Styksu przebywał i stawy —

Daj rękę strapionemu, weź z sobą przez fale,

4230

Bym umarły choć spoczął po cierpień nawale

W przystani błogiej!» — Ledwo rzekł, wieszczka przerywa:

— «Skądże to, Palinurze, żądza tak straszliwa?

Niepogrzebion, chcesz Styksu toń ujrzeć od razu

I nad rzeki Eumenid brzeg przejść bez rozkazu?

4235

Przestań mniemać, że prośba bieg losów zniewoli,

Lecz pomnij na me słowa, pociechę w niedoli:

Bo sąsiedni lud, trapion po grodach dla ciebie

Znakami niebiańskimi, twe kości pogrzebie,

Wzniesie kopiec, postara się, by żertwy[528] dano,

4240

A miejsce weźmie wieczne Palinura miano[529]».

Tymi słowy ból troski, co smutną pierś ściska,

Koi nieco — ów cieszy się z ziemi nazwiska.

Śpiesząc naprzód, do rzeki już się przybliżali,

Gdy przewoźnik, ujrzawszy ze styksowej fali,

4245

Jak idą ku brzegowi przez milczące gaje,

Tak pierwszy ich nagabnie słowami i łaje:

— «Ktokolwiek zbrojno śpieszysz nad nurt ten głęboki,

Mów stamtąd, po coś przyszedł, i wstrzymaj swe kroki!

Tu kraj Cieni, snów ciężkich i nocy. Na łodzi

4250

Stygijskiej ciał mi żywych wozić się nie godzi.

Nie cieszę się, żem przyjął Alcyda[530] tak skoro[531],

Żem Tezeja z Pirytem przewiózł przez jezioro,

Chociaż z bogów się rodząc, są niezwyciężeni:

Ów sam w pęta wziął stróża tartaryjskich Cieni,

4255

Od króla tronu wlokąc drżącego po sali —

Ci z łoża Dita żonę uwieść próbowali».

Na to wróżka amfryska[532]: «Napaści znienacka

Nie bój się, żadna tutaj nie grozi zasadzka

Ani rażą pociski. Niechaj niewzruszenie

4260

Ogromny stróż, szczekając, blade straszy Cienie —

Dom stryja[533] Prozerpinę czystą zabezpiecza!

Trojańczyk Enej z cnoty znan światu i z miecza,

By ujrzeć ojca, schodzi do Erebu głuszy.

Jeśli cię obraz cnoty tak wielkiej nie wzruszy,

4265

Tę gałązkę — (tu skrytą gałązkę odsłania) —

Rozpoznaj!» — W jego piersi milkną zagniewania;

Ni słowa więcej. — Charon, niewidzianą z dawna

Gałązkę podziwiając, co z czarów jest sławna,

Nawraca rdzawy statek do brzegów krawędzi,

4270

Długim rzędem siedzące dusze z ław napędzi,

Czyni przejście, przyjmując w czółno o dnie starem

Wielkiego Eneasza. Jękła pod ciężarem

Obszyta łódź, przez szpary moc błota nabiera;

W końcu za rzeką wróżkę oraz bohatera

4275

Wysadzi na muł brudny i szare sitowie.

Zaświaty, Obraz świataTych państw potworny Cerber o potrójnej głowie

Szczekaniem strzeże, leżąc z przeciwka w jaskini.

Widząc, jak węże z karku wzdyma, prorokini

Kąsek w miody zaprawny i ślące sen ziele

4280

Ciska; — ów, z głodu wściekły, trzy rozwarł gardziele,

Rzuconą zdobycz porwał, grzbiet gruby wnet zwinie,

Pada i cielskiem całą zapełnia jaskinię.

Owładnie wejściem Enej, gdy stróż w śnie się wali,

I szybko brzeg przebywa bezpowrotnej fali.

4285

Natychmiast łkanie słyszy wraz z kwileniem srogiem

Dusz dziateczek, płaczących tuż za pierwszym progiem,

Które od piersi matek w słodkiej życia wiośnie

Dzień smutny wziął i w zgonie pogrążył zazdrośnie.

Przy nich na śmierć niesłuszną skazani bez winy

4290

Nie bez sądu i losu te wzięli dziedziny:

Minos urnę tam wstrząsa, milczącym gromadom

Sąd głosi, życie bada i zbrodnie, praw świadom.

Blisko nich ci mieszkają, co w obłędu dobie,

Niewinni zresztą, życie odebrali sobie

4295

Własną dłonią. Jakżeby dziś chcieli na ziemi

Z ubóstwem się i z trudy borykać twardemi!

Los wzbrania; wstrętnych jezior topiel nieruchoma

Więzi ich i Styks trzyma strugi dziewięcioma[534].

Miłość, ZaświatyNiedaleko stąd wokół jest widne pustkowie:

4300

Płaczące pola — tym je nazwiskiem lud zowie.

Tutaj tych, których miłość srogim zżarła jadem,

Tajemne ścieżki kryją i w pomroczu bladem

Mirtowy gaj; trwa troska żywiona wprzód mile…

Widzi Fedrę[535], Prokrysę[536], smutną Eryfilę[537],

4305

Wskazującą z rąk syna okrutnych ran tyle,

Euadnę[538], Pazyfaę[539], Laodamii[540] postać

Cenis, co z dziewki chłopcem wprzód musiała zostać[541]

I znów jej z losu dawna postać przywrócona.

Wśród nich ze świeżą raną fenicka Dydona

4310

Błądziła w wielkim lesie. Trojański bohater,

Skoro tylko wśród mrocznych rozpoznał ją kwater,

Nieuchwytną jak światło niepewne miesiąca,

Kiedy w pierwszych dniach mgliste pomroki roztrąca,

Zapłakał i z miłosnym tak rzecze porywem:

4315

«Nieszczęsna Dydo! Goniec więc słowem prawdziwem

Oznajmił mi, żeś sama się mieczem zabiła?

Jam był przyczyną… Klnę się na gwiazdy, o miła

Na bogi, wierność, jeśli w podziemiach kto zna ją,

Żem niechętnie z twych brzegów ustąpił. Mną gnają

4320

Nakazy bóstw, co dziś też mnie wiodą przez mroki,

Przez pustych pól rozłogi, cień nocy głęboki —

One naglą mnie z mocą. Nie mogłem ja wierzyć,

By odjazd mój tak ciężkich powodem był przeżyć!

Stój! Nie uchodź! Przed okiem nie pierzchaj surowa!

4325

Gdzie uciekasz? Ostatnie to moje są słowa!»

Tak srogą, w gniewnych uczuć tonącą powodzi,

Ze łzami Enej słowy słodkimi łagodzi.

Ona w ziemię wzrok utkwi z obliczem surowem,

I nie więcej rzeczonym porusza się słowem,

4330

Jak twarda grań krzemienna lub Marpejska skała[542].

Niechętna, do ucieczki w końcu się porwała

W cienisty gaj, gdzie troski jej wśród kniei cichej

Miłością swą rozprasza poprzedni mąż, Sychej.

Niemniej Enej, którego myśl rany jej mącą,

4335

Ze łzą litości z dala patrzy za idącą.

Stąd dalej śpieszą. Łany nawiedzą spokojne,

Ostatnie — gdzie mieszkają wsławieni przez wojnę.

Tu przybiega doń Tydej[543], ówdzie pełen chwały

Partenopej[544] i obraz Adrasta[545] nieśmiały,

4340

Tu płakani od swoich, w bojach potraceni

Dardanie[546]. Westchnął, widząc tak długi rząd Cieni:

Medonta, Tersylocha, Glauka wita szczerze,

Trzech synów Antenora, świętego Cererze

Polibota, Ideja[547], co jeszcze broń trzyma. —

4345

Kupią się zewsząd dusze przed jego oczyma

Ze szmerem; nie dość ujrzeć: każda niecierpliwa

Z bliska witać i poznać chce, czemu przybywa.

Przedniejsi z Greków, hufce Atrydy[548], wśród cieni

Męża i miecz błyszczący widząc, przerażeni

4350

Mieszają się: część pierzcha w popłochu po bagnie,

Jak niegdyś do swych łodzi — część wydać głos pragnie.

Lecz zaczęty krzyk w ustach rozwartych zamiera.

Tu Priamidę Deifoba[549] ujrzy, bohatera,

W ranach na całym ciele, z twarzą poszarpaną:

4355

Twarz, skronie, obie ręce — jedną broczą raną,

Uszu brak mu, gdzie nos był — blizna szpetna srodze.

Ledwie go poznał, straszne piętna w niemej trwodze

Kryjącego, i cieszy[550] znanej dźwiękiem mowy:

«Deifobie dzielny, sławny potomku Teukrowy[551],

4360

Któż tak okrutnie pociął członki twego ciała?

Któż na to się odważył? Bo wieść doleciała,

Żeś wśród nocy ostatniej, tnąc na wszystkie strony

Pelazgów[552], na stos trupów runął wycieńczony.

Więc grób pusty w Reteum[553], nad morskim pian wałem

4365

Wzniosłem i trzykroć gromko Many przyzywałem.

Broń i imię go strzeże; mimo starań wielu,

Nie mogłem cię w ojczyźnie pogrześć, przyjacielu!»

Na to Priamid: «Niczegoś nie zaniedbał, miły,

Wszystkoś zrobił dla smutnej Deifoba mogiły;

4370

Lecz los mój i Lacenki[554] zaciekłość namiętna

Zgubiły mnie: z jej ręki zostały te piętna.

Jak ostatnią noc, zwodną radością przejęci,

Spędzilim — pomnisz; zbytnio tkwi ona w pamięci.

Gdy złowieszczy koń w miasto wszedł raźnymi skoki,

4375

Niosąc w brzuchu garść zbrojnych na Pergam wysoki,

Ona, chóry i orgie udając niegodnie,

Trojanki wokół wiodła i wielką pochodnię

Dzierżąc, ze szczytu zamku przyzywała Greki.

Mnie, troską znużonemu, ciężyły powieki,

4380

W nieszczęsne ległem łoże i wnet moje oczy

Sen błogi, tak podobny do śmierci, zamroczy.

Tymczasem zacna żona wszelaką broń z domu

Wyniosła, miecz spod głowy wzięła po kryjomu;

W dom wzywa Menelaja i sale otwiera,

4385

Sądząc, że takim czynem jej miłość nieszczera

Ujmie męża i zatrze dawniejszych ślad zbrodni.

Przecz zwlekam? — Na me łoże wpadają niegodni

Z Eolidą[555], doradcą zła… Grekom, o bogi,

Jeśli słuszna ma prośba, spłaćcie ich czyn srogi! —

4390

Ale ty, jaką dolą gnan, wzajem mi powiedz,

Przybywasz żyw? — Czy jako zbłąkany wędrowiec,

Czyli z bogów rozkazu? Jaka gna cię dola,

Iż smutne, bezsłoneczne nawiedzać śmiesz pola?»

Gdy tak mówili, Zorza z obliczem różanem

4395

Pół obiegu już lotnym przebyła rydwanem.

I może wszystek dany czas tak by strawili,

Gdyby nie krótkie słowa obecnej Sybilli:

«Noc zapada, Eneju; godziny u proga

Na płaczu trawim. Piekło, ZaświatyW miejscu tym dzieli się droga:

4400

Na prawo gród jest, kędy wielki Pluton mieszka,

I pola Elizejskie; w lewo wiedzie ścieżka

Do Tartaru, gdzie ściga grzech Kara-mścicielka».

Na to Dejfob: «Nie gniewaj się, kapłanko wielka!

Odejdę, gdzie me miejsce, i skryję się w cienie.

4405

Idź, chwało nasza, w lepsze niż me, przeznaczenie!» —

Tak rzekł i wśród tej mowy krok cofnie nieśmiało.

Piekło, Zaświaty, KaraPatrzy Enej i z nagła pod nieszczęsną skałą

Gród spostrzega, potrójnym opasany murem.

Tocząc skały ogromne z warczeniem ponurem

4410

Płomiennych fal, Flegeton opasał go dumny.

Od przodu brama wielka: z diamentu kolumny

Twarde — żadna od ludzi uszczerbku nie zazna

Ni bogów; wieża w przestwór się spiętrza żelazna —

Tyzyfone[556] tam w krwawej szacie bez ustanku,

4415

Dniem i nocą bezsenna, pilnuje krużganku.

Z wnętrza słychać jęk, biczów trzask srogi wybucha,

Szczęk żelaza, wleczenie ciężkiego łańcucha.

Stanął Enej i w krzyki te wsłucha się z trwogą:

«Co za rodzaj zbrodniarzy, panno? — za co srogą

4420

Znoszę karę? Skąd wrzask ten bije rozszalały?»

Na to wieszczka: «O wodzu Teukrów, pełen chwały,

Nikomu z dobrych wstąpić w te progi nie dajem.

Mnie Hekate, rząd zdawszy nad Awernu gajem,

Wskazała kary, wszystko odkryła dokładnie:

4425

Gnozyjski[557] tu Radamant[558] twardym berłem władnie,

Rozsądza zbrodnie, zmusza, by wyjawić grzechy,

W których ktoś próżnej szukał za życia uciechy,

Do zgonu przeciągając swe czyny szalone.

Zaraz groźny bicz wznosząc, mściwa Tyzyfone

4430

Chłoszcze winnych wśród szyderstw i srogie u czoła

Wstrząsając węże, siostrzyc huf na pomoc woła.

Z okropnym wtedy zgrzytem zgubna się odmyka

Bramica. — Czy spostrzegasz, jaka stróżka dzika

W przedsionku? Jaki potwór czuwa przed tym progiem?

4435

Z pięćdziesięciu paszcz ziejąc, Hydra cielskiem srogiem

Zalega wewnątrz jamę. Tartaru głąb za nią

Dwa razy tak głęboko w dół sięga otchłanią,

Jak wysoko się Olimp pod nieba strop spiętrza,

Tu Tytani, płód Ziemi stary, do głusz wnętrza

4440

Strąceni gromem, wiją się. Tamem ujrzała

Potwornych Aloidów dwóch[559] ogromne ciała;

Podważyć oni chcieli niebiosów krąg siny

I dłońmi z górnej strącić Jowisza krainy,

Salmoneja[560] też karę ujrzałam, niecnoty,

4445

Który ognie Jowisza udawał i grzmoty:

Czterema końmi pędząc i trzęsąc pochodnię,

Przez kraj Greków, przez miasto Elidy niegodnie

W tryumfie szedł i boskiej domagał się chwały,

Szalony! Niedościgły piorun i burz szały

4450

Spiżem śmiał naśladować i tętentem koni!

Lecz ojciec wszechpotężny ze wzdętych chmur toni

Grom rzucił, nie pochodnię i smolne zarzewie,

I na głowę go burzą strącił w strasznym gniewie.

Płód tam Ziemi, Tytiosa[561] ujrzysz, dziwoląga,

4455

Co cielskiem swym na dziewięć morgów się rozciąga:

Krzywym dzióbem potworny sęp wątrobę żre mu

Nieśmiertelną, nie dając folgi zbolałemu —

W trzewiach grzebie, ucztując, pod wydętą gości

Piersią; odrastające nie spoczną wnętrzności.

4460

Czyż wspomnieć mam Lapitów, Iksjona[562], Piryta[563],

Nad których głową skała bruzdami poryta

Wciąż grozi zawaleniem; blaskami się żarzą

Podpory złote łożnic, uczty przed ich twarzą

Z królewskim zbytkiem. Obok nich jędza łakoma

4465

Spoczywa i tknąć stołów nie daje rękoma,

Pręży się, wznosząc głownię, i przekleństwa miota. —

Tu ci, co źle życzyli braciom za żywota,

Dłoń wznieśli na rodzica, podeszli zdradami

Klienta albo skarbów używali sami,

4470

Nie dając bliźnim w nędzy (tych sporo się błąka),

Cudzołożni, co padli od zemsty małżonka,

Zdrajcy panów i oręż dający złej sprawie —

Zamknięci, kar czekają. Nie pytaj ciekawie,

Na jakie kary mężów tych ciężki los woła:

4475

Ci toczą głaz ogromny, tamci w szprychy koła

Wpleceni wiszą. Siedzi i wciąż siedzieć będzie

Nieszczęsny Tezej. — Flegiasz[564], niedolą gnan wszędzie,

Kara, NaukaWielkim głosem wśród mroków śle słowa przestrogi:

»Uczcie się cnót, karceni, i szanujcie bogi!«

4480

Ten ojczyznę tyranom, nad wszystko zysk ceniąc,

Za złoto sprzedał, prawa złe pisał za pieniądz —

Ów łoże własnej córki zbezcześcił niegodnie:

ZbrodniaNa wszystko śmiali, ciężkie popełnili zbrodnie.

Chociażbym sto języków, sto ust miała jedna

4485

I żelazny głos, jeszcze występków bezedna

Nie mogłabym wysłowić, ni wszystkich kar za nie».

Tu przerwie stara wieszczka swe opowiadanie:

«Pójdź, niech w podjętym dziele nic cię nie opóźni!

Śpieszmy — rzecze — wykute w Cyklopowej kuźni

4490

Mury widzę z przeciwka i bramy zrąb szary:

Tam rozkazy nas naglą powinne[565] nieść dary».

Tak rzekła i oboje razem przez dróg cienie

Śpieszą i wnet pod bramy podejdą sklepienie.

Zajmuje dostęp Enej, wodą ze strumyka

4495

Skrapia ciało i gałąź u progu zatyka.

Gdy tak darem boginię uczcili podniośle,

Niebo, Zaświaty, NieśmiertelnośćWstąpili w miejsca miłe, rozkoszne zarośle,

Szczęśliwych gaje, przystań błogiego wesela,

Jaśniejsze niebo pola tu światłem zaściela

4500

Purpurowym; swe gwiazdy ma kraj ten, swe słońce.

Część rzeszy ciała ćwiczy w gonitwach na łące,

Uprawia gry i walczy na płowej arenie,

Część znów pląsy urządza i podnosi pienie.

Wśród nich i tracki kapłan[566], w płaszcz długi odziany,

4505

Na lutni siedmiostrunnej gra pieśń na przemiany

To palcem, to pałeczką ze słoniowej kości.

Tu stare plemię Teukra, dorodny ród gości

Wojów dawnych, co żadnych się trudów nie boi:

Ilus, Assarak, Dardan, założyciel Troi[567]

4510

Podziwia oręż mężów i wozów czczych rzędy —

Sterczą w ziemi dziryty, a na polach wszędy

Pasą się konie. Jak się rydwanem na ziemi

Lubili bawić, bronią lub końmi pysznemi,

Tak i teraz, pod ziemią, też lubią igrzyska.

4515

Na prawo i na lewo wśród łąki tłum błyska

Ucztujących i pean[568] wznoszących radośnie

W ustroniu, kędy[569] wonnych wawrzynów gaj rośnie,

Skąd Erydan[570] przez lasy rwie i pola żyzne.

Tu ci, co rany wzięli, walcząc za ojczyznę,

4520

Kapłani, czyste życie wiodący jak trzeba,

I poeci, głoszący pieśni godne Feba,

Ci, co sztukami byli za życia zajęci,

Których cnoty się wryły w potomków pamięci —

Wszystkim tym czoła śnieżna przepaska umila.

4525

Do nich, wokół zebranych, tak rzecze Sybilla,

A naprzód do Muzeja[571], który otoczony

Liczną rzeszą, nad wszystek tłum sterczy ramiony[572]:

«Powiedzcie, szczęsne dusze, i ty wieszczu drogi,

Gdzie Anchiz bawi? Bowiem dlań weszlim w te progi,

4530

Wielkie bagien Erebu przebywszy pustkowie».

Krótkimi słowy[573] na to bohater odpowie:

«Nikt domu tutaj nie ma; mieszkamy w pomroczy

Gajów, nad brzegiem strugi, co fale swe toczy

Wśród łąk świeżych. Lecz jeśli taka wasza wola,

4535

Przejdźcie łęg, ścieżką łatwą powiodę w te pola».

Rzekł, pierwszy idzie naprzód i łany urocze

Z góry wskaże; tam zaraz zbiegli przez skał stocze.

Zaświaty, Obraz świata, Dziedzictwo, NieśmiertelnośćWłaśnie tam ojciec Anchiz w dolinie na łące

Dusze na ziemskie światło wychodzić mające

4540

Oglądał; pilnie zastęp opatrując cały,

Drogich wnuków swych losy, dzieje przyszłej chwały,

Obyczaje i czyny ich śledził ciekawie.

Gdy ujrzał idącego z przeciwka po trawie

Eneja, obie ręce wyciągnie ochoczo,

4545

Tak mówiąc wśród łez, które po twarzy się toczą:

«Więc przyszedłeś na koniec? Zmogła ciężką drogę,

Jak ufałem — twa czułość? Twarz twą widzieć mogę,

Synu, znany głos słyszeć, odpowiadać z bliska?

Roiłem ja, że kiedyś przyjdziesz w te siedliska,

4550

Dnie licząc — i nadzieja nie zwiodła mnie wcale.

Przez jakieś, słyszę, ziemie, przez jakie gnał fale,

Ileż przygód miotało tobą, synu miły!

Jak drżałem, by ci Libii państwa nie szkodziły[574]

Ów zaś: Duch«Twój, rodzicielu, twój cień zasępiony,

4555

Często jawiąc się, zmusił mnie dążyć w te strony;

Ma flota na Tyrreńskim Morzu. — Daj uprzejmie

Prawicę, niech cię dłoń ma w uścisku obejmie!»

To mówiąc, rzęsistymi łzami zrasza lica.

Trzykroć wokół za szyję chce ścisnąć rodzica,

4560

Trzykroć, chwytan daremnie, z rąk pierzchnie cień szary,

Podobny do wietrzyka albo sennej mary.

Tymczasem Enej ujrzy w zacisznej dolinie

Ustronny gaj, zarośla, skąd cichy szum płynie,

I rzekę Letę między brzegi szczęśliwemi;

4565

Liczne szczepy i ludy krążą po tej ziemi,

Tak w pogodę, na łąkach rój pszczółek skrzydlaty

Unosi się w krąg ziółek i nad lilij kwiaty

Śnieżnymi — brzęczy zewsząd rzesza pracowita.

Zdumiał się Enej z nagła, o przyczynę pyta

4570

Zjawiska, zgoła bowiem odgadnąć nie umie,

Co za rzeka i męże tłoczący się w tłumie.

Natenczas ojciec Anchiz: «Dusze, którym dała

Łaskawość losów w nowe przyoblec się ciała,

Zapomnień napój piją nad letejskim zdrojem. —

4575

Dawnom już szczere chęci żywił w sercu mojem

Twój ród i jego przyszłość ci odkryć, dziś ciemną,

Byś więcej się Italią cieszył razem ze mną».

«Życie jako wędrówka, Nieśmiertelność, ZaświatyPrawdaż, ojcze, że z pól tych gromada niemała

Na ziemię wraca, by znów śmiertelne wziąć ciała?

4580

Skąd biedni tę za słońcem powzięli tęsknicę?»

«Powiem ci i ciekawość twą, synu, nasycę» —

Rzekł Anchiz — i tak wątek wyłuszcza zaczęty:

«Życie jako wędrówka, Ciało, Dusza, Nieśmiertelność, Zaświaty, Obraz świataZ początku niebo, ziemię, fal morskich odmęty,

Księżyc i gwiazd sklepienie, co w górze się spiętrza,

4585

Żywotny duch swym tchnieniom przenikał do wnętrza,

Moc swoją i ruch dając wszelakiemu ciału:

Stąd ród ludzi i zwierząt, i ptaków pomału

Wyłonił się, i dziwy żyjące w mórz fali.

We wszystkich duszach ogień żywotny się pali,

4590

Wzięty z nieba, o ile zgubna gnuśność ciała

Mocy jego śmiertelnym członkom nie zabrała.

Stąd drżą, pragną, boleją, cieszą się, ze ślepych

Kryjówek nie śmią spojrzeć w niebiańskich sfer przepych.

Stąd i po śmierci ciała dusza, choć swobodna,

4595

Cielesnych przywar pozbyć nie może się do dna,

One bowiem przez długie wzajemne pożycie

W dziwny sposób w jej wnętrze wszczepiają się skrycie.

Więc nim kara występków dawnych ślady zetrze,

Męczarnie cierpią. Jedne zawisły na wietrze

4600

W przestworzu; inne pośród bezmiernych fal głębi

Czyszczą się z win — w krąg innych żar ognia się kłębi.

Każdy z nas los swój znosi — potem się udajem

Do Elizjum, gdzie garstka nas cieszy się rajem,

Reszta czeka, aż długi czas rdzę oszołomień

4605

Zetrze z nich i zostawi czysty ducha płomień,

Niebiański zmysł, żar w górnej poczęty krainie.

Tych wszystkich, kiedy tysiąc lat pełnych przeminie,

Nad rzekę Letę wielką gromadą Bóg woła,

Skąd znowu, swej przeszłości niepamiętne zgoła,

4610

Za ziemią tęskniąc, w ciałach na świat się wychylą».

Tak rzekł Anchiz i syna razem ze Sybillą

Pociąga w środek rzeszy, szemrzącej dokoła,

I na wzgórze wychodzi, skąd zobaczyć zdoła

Długi szereg idących i poznać ich twarze.

4615

«Spójrz, rodu dardańskiego przyszłą ci okażę

Chwałę: jakieć w Italii czekają potomki,

Dusze, co imię nasze wsławią przez czyn gromki,

Opowiem, wskażę losy, co na ciebie idą…

Spójrz! Czy widzisz? Ów młodzian, co wspiera się dzidą

4620

Bez żeleźca, najbliższy jest światła: w okresie

Niedalekim Italii ród pod niebo wzniesie

Sylwiusz, z miana albańczyk[575]; Lawinia, królowa,

Po śmierci twej go zrodzi i w lesie wychowa

Na króla i rodzica królów. Pełne chwały

4625

Dziatki jego nad Albą będą panowały.

Tuż Prokas idzie, Troi w nim świetność rozbłyska,

Kapys, Numitor oraz mąż twego nazwiska:

Eneasz Sylwiusz — cnotą i męstwem zasłynie,

Gdy tylko berło w Alby mu dadzą krainie.

4630

Jaka młodzież! Patrz, jaka moc bije z wejrzenia!

Ich skroń obywatelski wian z dębu[576] ocienia.

Założą Noment[577], Gabie[578] i miasto Fideny[579],

Na górach gród Kolatyn[580] dźwigną wielkiej ceny,

Pomet[581], Kastrum Inui[582], Bolę razem z Korą[583]:

4635

Bez miana dzisiaj ziemie, z nich miana pobiorą.

Marsowy Romul wstąpi w ślad dziadka od młodu:

Ilia, matka z sławnego Assaraka rodu,

Wychowa go. Czy widzisz? Dwie kity znad czoła

Sterczą mu, a sam Jowisz w rząd niebian go woła.

4640

Pod jego wróżbą czegóż Romie będzie trzeba?

Potęgą świat obejmie, cnotą sięgnie nieba,

Siedem swych zamków otoczy jednym murem wkoło,

Dumna z dzieci: Tak wznosi uwieńczone czoło

Berecyntka, jadąca przez frygijskie miasta[584],

4645

Szczęśliwa z płodu bogów, co rześko jej wzrasta:

Sto wnuków, z których każdy niebiański wian trzyma.

A teraz na ten naród chciej rzucić oczyma,

Na twych Rzymian: Tu Cezar i Jula ród cały,

Co niebios kiedyś sięgnie rozgłosem swej chwały.

4650

Tam — patrz: mąż, przyrzekany często, choć daleki,

August Cezar, z krwi bogów, który złote wieki

Na niwy Lacjum berłem swym ściągnie powtórnie

Po błogo królującym przed laty Saturnie;

Garamantów i Indów podbije krainy[585]

4655

Za torem gwiazd i słońca, gdzie nieba strop siny

Na barkach dźwiga Atlas[586] i z gwiazdami kręci.

O przyjściu jego wiedząc z wróżb, lękiem przejęci

Już dzisiaj króle Kaspu drżą i kraj Meota,

I siedem ujść, którymi Nil w morze się miota.

4660

Ni Alcyd ziem nie zwiedził tych, co przygód skory,

Choć ścigłą łanię[587] dosiągł, Erymantu bory[588]

Uspokoił i hydrę z Lerny przemógł strzałą,

Ni Bakchus, co tygrysy winogradem śmiało

Kieruje, z gór niseńskich jadąc[589] na rydwanie. —

4665

Będziemyż jeszcze wątpić, czy męstwu sił stanie,

Będziemyż bać się wstąpić na Auzonii niwy?

Któż to tam postępuje z gałązką oliwy,

Świętości niosąc? Znany mi włos ten i broda

Króla Romy, co pierwszy miastu prawa poda;

4670

Kureci[590] z drobnych siedlisk wysłali go biedni

Na tron wielkiego państwa. Za nim niepośledni

Tullus[591], co pokój przerwie, zgnuśniałych poruszy

Mężów i od tryumfów odwykłe już w duszy

Zastępy. Obok niego z postawą wspaniałą

4675

Ankus, zbytnio cieszący się pospólstwa chwałą.

Chcesz ujrzeć Tarkwiniuszów? Duszę bohatera

Bruta, co mszcząc się, rózgi ciemięzcom odbiera[592]?

Konsulów on majestat, znak siekier dostojny

Ustanowi — i synów rwących się do wojny

4680

Ukarze, piękną wolność wciąż mając na względzie,

Biedny! Co bądź potomność głosić o nim będzie,

Zwycięży miłość kraju i wielka chęć sławy. —

Tam Decjusze[593], Druzusy i z toporem krwawy

Torkwat[594] i Kamil[595], wzięte odnoszący godła. —

4685

Te dwie dusze, na których jednaka, niepodła

Lśni zbroja — zgodne dzisiaj, gdy noc je przyciska,

W życie wszedłszy, na jakież wstąpią bojowiska,

Jak wielkie stawią hufce, ileż krwi wytoczą!

Teść z alpejskich gór, z grodu Moneka ochoczo

4690

W bój zestąpi — zięć[596] cały Wschód wzruszy ku walce.

Tak srogich bojów młodzi przestańcie zuchwalce,

Przestańcie w pierś ojczyzny możne zwracać siły!

Ty wpierw, którego szczyty Olimpu zrodziły,

Odrzuć pocisk z twej ręki, o dziecię!…

4695

Ów z Koryntu swój rydwan zatoczy szczęśliwy

Na Kapitol, pobiwszy na głowę Achiwy.

Tamten Argos, Miceny, gród Agamemnona

Zniszczy i Eacydy ród[597] w boju pokona,

Mszcząc dziady i Minerwy zgwałcone świątynie. —

4700

Któż Katona wielkiego i Kossa pominie?

Kto ród Grakchów, Scypiony, wojenne dwa gromy,

Klęskę Libii? — Fabrycjusz komuż nieznajomy,

W małem wielki? Serrana siewcy komuż imię

Nieznane? Toż Fabiuszów? Tyś to jest Maksymie,

4705

Co wahaniem sam zbawisz kraj w ciężkich klęsk wirze?

PatriotaNiech inni życiem tchnące zręczniej kują spiże —

Nie bronim! Niech w marmurze żywo rzeźbią lica,

Niech mowy głoszą lepiej, przemiany księżyca

Mierzą i wschody gwiazdy, co w przestworze płynie —

4710

Ty władnąć nad ludami pomnij, Rzymianinie!

To twe sztuki: — Nieść pokój, jak twa wola samać

Nakaże, szczędzić kornych, a wyniosłych łamać!»

Tak ojciec Anchiz mówił; ich zachwyt oniemi.

«Patrz! — doda — Marcel kroczy z łupy bogatemi,

4715

Nad wszystkich mężów wyższy, w zwycięskiej purpurze!

On Romę, gdy zahuczą wielkich wojen burze,

Ocali — Penów, Gallów pogromem zasłynie

I trzecią broń zdobytą da tobie, Kwirynie[598]

Tu Enej — ujrzał bowiem idącego społem

4720

Pięknego chłopca, w zbroi lśniącej, ale z czołem

Posępnym i z oczyma spuszczonymi na dół —

«Któż to, ojcze, z nim smutny kroczy przez ten padół?

Syn to czy który z wnuków potężnych mocarzy?

Jaki tłumu szmer wokół, jaka godność w twarzy!

4725

Lecz ciemna noc na głowę smutne rzuca mroki».

Ze łzami ojciec Anchiz odpowie bez zwłoki:

«Nie badaj, synu, jaki płacz wznieci ta postać:

Los pokaże go ziemi, lecz na niej mu zostać

Nie dozwoli. Zbyt wielkiej, według bogów, chwały

4730

Doszłaby Roma, gdyby dar taki był trwały.

Jakiż jęk polem Marsa żałosny popłynie

Na wielkie miasto! Jakiż pogrzeb, Tyberynie,

Ujrzysz, gdy płynąć będziesz przy świeżej mogile!

Żadne chłopię u Rzymian wprzód nadziei tyle

4735

Nie budziło w rodzicach i nigdy się miła

Romula ziemia takim dzieckiem nie szczyciła!

O cnoto, dawna wiaro, nieugięta w wojnie

Prawico! Nikt by jemu nie mógł stanąć zbrojnie

Bez szwanku, czyby pieszo na bitwę szedł srogą,

4740

Czy konia spienionego boki kłuł ostrogą!

Biedny chłopcze, jeślibyś zmógł los, twoja Roma

Marcella by ujrzała! — Pełnymi rękoma

Lilie sypcie, ja kwiaty różane rozprószę:

Tym drobnym chociaż darem wnuka mego duszę

4745

Uweselę». — Tak błądzą po całej przestrzeni

Szerokich pól i wszystko badają zdumieni.

Skoro już Anchiz syna przez Cieni kraj cały

Oprowadził i przejął żądzą przyszłej chwały,

O wojnach, jakie stoczyć wypadnie, wspomina,

4750

O Laurentu narodach i mieście Latyna,

Jakiej doli się podda, przed jaką zachowa…

Sen, ZamekDwie są bramy, jak mówią, Snu: jedna rogowa,

Którą Cienie prawdziwe w ziemskie schodzą włości,

A druga lśniąco biała, ze słoniowej kości,

4755

Właściwa przecież Manom, co złudą w śnie mylą.

Tą bramą Eneasza społem ze Sybillą

Wypuści Anchiz słowy[599] pożegnawszy syna.

Ów śpieszy do okrętów, gdzie czeka drużyna,

I do portu Kajety[600] niebawem dochodzi.

4760

Kotwica z dzioba spada, brzeg wieńczy rząd łodzi.

Księga VII

I twa — mamko Eneja, Kajeto — mogiła

Wieczystą sławą nasze wybrzeża okryła;

I dziś w wielkiej Hesperii grób sławny i miano

(Jeśli w tym chwała) głosi, gdzie kości chowano.

4765

Zbożny Enej, spełniwszy pogrzebu obrzędy,

Wzniósł kopiec, a gdy tonie głębokie już wszędy

Spoczęły, rozpiął żagle i rzuca przystanie.

Wśród nocy wiatr pomyślnie dmie, księżyc świetlanie

Rozbłyska, drżącym blaskiem ziskrzone drga morze.

4770

Najbliższą ziemi Cyrce[601] toń flota już porze[602],

Gdzie córa Słońca[603] w gajach niedostępnych zgoła

Ciągle śpiewa i w pysznym pałacu, wesoła,

Wonny cedr nocną porą zapala i żywo

Grzebykiem ostrym czesze leciuchne przędziwo.

4775

Stękanie lwów tam słychać gniewnych, które nocą

Rycząc, w ciężkich łańcuchach rwą się i szamocą;

Szczeciaste świnie oraz niedźwiedzie przy żłobie

Srożą się, straszne wilki wyją w każdej dobie.

W te postaci zwierzęce tłum ludzi zaciekła

4780

Cyrce mocą potężnych ziół swoich oblekła.

By czarów onych uszli cnotliwi Trojanie

I nie wpadli w tę groźną przystań niespodzianie,

Neptun wichrem pomyślnym wzdął żagle bez zwłoki

I dał im uciec, srogie mijając zatoki.

4785

Już morze zrumieniło się blaskiem, z przestworza

Na różowym rydwanie złota błysła Zorza,

Gdy wichr ustał i nagle wszelkie wiatru tchnienie

Ścichło — wiosła toń gładką tłuką niestrudzenie.

I wnet Enej gaj ujrzy ogromny z mórz fali;

4790

Przezeń Tyber ponętnym nurtem z szumem wali,

Skłębią wiry i żółty piach miota dokoła,

Rwąc w morze. Różnych ptasząt gromadka wesoła,

Nawykła do wybrzeża i koryta rzeki,

Napełnia śpiewem przestwór i gaj niedaleki.

4795

Wesół, rozkaże druhom zwrócić dzioby łodzi

Do brzegu — i ku rzece zacisznej podchodzi.

Jacy króle, jak władli[604] — Erato[605], opowiedz!

Jak żyło stare Lacjum, gdy z flotą wędrowiec

Do auzońskich wybrzeży najpierw dobił zbrojny!

4800

Wyśpiewam one dzieje i początki wojny:

Ty wspieraj wieszcza, boska! Staczane nieczule

Wsławię bitwy, gnające na krwawą rzeź króle[606],

Spędzone pod broń hufce tyrreńskie[607] i całą

Hesperię[608]. — Większe dzieło przede mną zostało,

4805

Większy ważę twór. —

Pola tameczne[609] i grody

W pokoju długim Latyn dzierżył, już niemłody.

Faun go zrodził i Nimfa Laurentu, Marika,

Jak słyszelim; Faun zasię za ojca miał Pika[610],

4810

Ten — Saturna: od niego się ów ród zaczyna.

Z tajnych bóstwa wyroków Latyn nie miał syna,

Bo zrodzon, w pierwszej wiośnie zszedł w Orku bezedna[611].

Tak wielki dom i spadek miała córka jedna,

Już dojrzała, w lat pełni, co ślubów nie bronią.

4815

Wielu z Lacjum i z całej Auzonii się o nią

Starało: przed wszystkimi piękny i z pradziada

Potężny Turn; królewska żona jemu rada,

Ujrzeć w nim zięcia sercem zapragnęła chętnem,

Lecz różne znaki jawnym bronią tego piętnem:

4820

W środku dworca, ukryty w wyniosłych ścian tajnie,

Rósł laur święty, od wielu lat czczon nadzwyczajnie.

Znalazłszy go, gdy wznosił gród wśród biednych chatyn,

Febowi go, jak mówią, poświęcił sam Latyn

I stąd miasto Laurentu mianem się nazywa.

4825

Szczyt tego lauru pszczoły (niepojęte dziwa!),

Z ogromnym brzękiem z niebios zleciawszy w koronę,

Obsiadły — i nóżkami ze sobą sczepione,

Rój z nagła wśród zielonych zwiesiły gałązek.

Zaraz wieszcz: «Obcy — rzecze — mąż małżeński związek

4830

Zawrzeć śpieszy; z nim hufiec z tejże samej strony

Zdąża, by zająć zamek pod niebo spiętrzony». —

Nadto gdy przed ołtarzem, tuż obok rodzica

Stojąc, pali kadzidła Lawinia dziewica,

Zda się, że długie włosy jej ogień łakomie

4835

Pożera, że jej stroje z trzaskiem pali płomię[612],

Płonie warkocz królewny i pyszna korona

Perły[613] zdobna, złotymi blaski[614] otoczona,

Dymiąc, zda się dokoła pożar miotać na dom.

Strasznym się zjaw[615] ten wyda przelękłym gromadom;

4840

Głoszą, że sławną będzie i los jej dostojny,

Lecz ludowi znak taki wielkie wróży wojny.

Król, stroskany dziwami, błaga o wyrocznie

Wieszczego ojca, Fauna; sam śpieszy niezwłocznie

W gaje pod Albuneją[616] wysoką, gdzie tryska

4845

Zdrój święty i złe wonie biją z uroczyska.

Tu Italii i całej Enotrii kraj[617] stary

W wątpliwościach rad szuka. Tu, gdy złoży dary

Kapłan i pośród nocy milczącej zupełnie

Spocznie, i na zabitych owiec zaśnie wełnie —

4850

Spostrzega widma, w dziwny latające sposób,

I różne głosy słyszy nieznajomych osób,

Z bóstwy[618] gada, Acheront ogląda w Awernie…

Tu i sam ojciec Latyn, wróżb spragnion niezmiernie.

Jak zwyczaj chce, sto owiec rznie Manów[619] gromadzie

4855

I na ich skórach łokciem podparłszy się kładzie.

Wtem z głębi gaju z nagła głos huczeć zaczyna:

«Twej córki za żadnego nie dawaj Latyna,

O dziecię moje! Nie wierz w zgotowane łoże!

Obcy przyjdzie zięć, który do gwiazd w bliskiej porze

4860

Ród nasz dźwignie; obydwa Oceanów[620] końce

Owładną jego wnuki; kędy wschodzi słońce

I zachodzi — świat ujrzą pod swoimi nogi[621]!…»

Odpowiedzi tej ojca Fauna i przestrogi

Danej wśród nocy cichej, powróciwszy do dom,

4865

Nie tai Latyn; szybka wieść Auzonii grodom

Poniosła ją, gdy raźnie młódź Laomedonta[622],

Do brzegu wiążąc flotę, przy statkach się krząta.

Enej, pierwsi wodzowie i Jul pełnej krasy

Pod drzewami się kładą, wyjmują zapasy,

4870

Zaczną ucztę i placek pszeniczny podłożą

Pod potrawy, Jowisza wolę pełniąc bożą,

Owoce na nim kładą i Cerery plony.

Skoro wszystko spożyli, głód nieposkromiony

Przynaglił ich, iż śmiało rozpoczęli ręką

4875

I zębem społem kruszyć ciasta tarczę cienką,

Nie folgując kanciastym ćwiartkom. — «Oho! Stoły

Zjadamy nawet» — Julus zakrzyknie wesoły,

Bez dalszych uwag.

Głos ten mozołom niezwłocznie

4880

Kres szczęsny wieścił. Pierwszy niebiańskie wyrocznie

Z ust chłopca podjął ojciec i zdumiał się żywo.

Zaraz: «Witaj mi, z losów przynależna niwo,

Rzekł — i penaty, Troi obrońce niezłomne!

Tu dom nasz, tu ojczyzna! Tak, teraz już pomnę,

4885

Ojciec Anchiz wyroków odsłaniał mi tajnie,

Mówiąc: »Gdzie, synu, głód cię srogi nadzwyczajnie

Na nieznanym wybrzeżu zjeść stoły przynagli,

Tam domu się spodziewaj po zwinięciu żagli,

Tam pierwsze stawiaj miasto i otocz je wałem«. —

4890

To był ów głód! Tej klęski ostatniej zaznałem,

Kres ona kładzie biedom…

Nuże więc! Z pierwszą zorzą dnia, pełni swobody,

Jaki kraj tu i ludzie, gdzie mają swe grody,

Zbadajmy — ląd za portem oglądnijmy sami!

4895

Teraz czcijcie Jowisza libacją — modłami

Anchiza sławcie, wina nieście w to ustronie!»

Rzekł, zieloną gałązką uwieńczy swe skronie,

Geniusza miejsca[623], Ziemi przyzywa opieki,

Pierwszej z bogów — nieznane dotąd wielbi rzeki,

4900

Nimfy, Noc oraz znaki, które przed nią bieżą,

Idajskiego[624] Jowisza wraz z fryską Macierzą[625],

Potem matkę swą w niebie z rodzicem w podziemi.

Tu ojciec wszechpotężny po trzykroć jawnemi

Gromami dał się słyszeć i całą w pożarze

4905

Łun złotych chmurę, trzęsąc sam, z niebios ukaże.

Więc wieść nagle wśród Trojan mknie, że z łaski nieba

Nadszedł dzień, w którym dźwignąć należny gród trzeba.

Na wyścigi tę wróżbę czcząc, wznowi drużyna

Biesiadę, stawia czasze i uwieńcza wina.

4910

Ledwie dnia następnego brzask pierwszy uderzy,

Już badają gród, łany i zręby wybrzeży

Różni gońce: tu nurty powolne Numika[626]

Tam Tybr, ówdzie się mężnych Latynów spotyka.

Natenczas syn Anchiza stu posłów stanowi

4915

Wybranych i ku króla świetnemu grodowi

Iść każe: każdy różdżkę oliwy niech bierze,

Niesie dary i prosi władcę o przymierze

Dla Teukrów. Pełnią rozkaz i szybkimi kroki[627]

Śpieszą. On pod gród bruzdę zakreśla bez zwłoki:

4920

Na brzegu plac wyznaczył jak na obóz, wokół

Wał sypie i ze sosen postawi ostrokół.

Już domostwa Latynów i wysokie z dali

Wieże ujrzą młodzieńcy; pod gród się zbliżali.

Przed miastem chłopcy drobni i młódź w pierwszej wiośnie

4925

Hasa konno, w kurzawie gna wozy radośnie,

Napina rześko łuki giętkie bez bojaźni,

Miota włócznie i w pędzie nawzajem się drażni.

Wnet konny goniec głosi staremu królowi,

Że w obcych strojach wielcy jacyś męże nowi

4930

Nadeszli, ów rozkaże, by podać im dłonie

I w dom wieść. Sam zasiada na praojców tronie.

W górnym mieście, wielkimi stu zdobny kolumny[628],

Piętrzył się laurenckiego Pika pałac dumny,

Otoczon lasem, z dawna czczon. W cieniu tych pował

4935

Z dobrą wróżbą król każdy w dłoń berło ujmował

I rózgi[629]; tu komnata była zbudowana

Dla świątecznych uczt. Tutaj, zabiwszy barana,

Za rzędem stołów zwykło siadać ojców grono;

Tu też przodków posągi szeregiem stawiono

4940

Z dawnego cedru: Ital stał z hodowcą wina

Sabinem, co sierp krzywy ku ziemi nagina;

W przedsionku starzec Saturn, Janusa dwulicy

Posąg i rzędem inni króle-wojownicy,

Co walcząc za ojczyznę, w boju wzięli ranę.

4945

Przy świętych też podwojach oręże zebrane,

Zdobyczne wozy widać i krzywe topory,

Kity hełmów, niejeden z bramic rygiel spory,

Włócznie, tarcze i statków oderwane dzioby.

Sam Pik, kij kwirynalski w dłoni dzierżąc gruby,

4950

Z tarczą krągłą, w płaszcz krótki opiąwszy ramiona,

Siedział, koni pogromca; — żądzą pobudzona

Cyrce złotą go różdżką i jadem, zuchwała,

Zmieniwszy w ptaka[630], skrzydła barwami przetkała.

W przybytku bogów siedząc tak strojnym dokoła,

4955

Król Latyn Teukrów w pałac ojczysty przywoła

I tak się do wchodzących w miłej ozwie mowie:

«Powiedzcie, Dardanidzi — bo wiem, jak się zowie

Miasto i ród, i z wieści jesteście mi znani —

Czego chcecie? Do brzegów auzońskiej przystani

4960

Jakiż powód przez fale przywodzi was sine?

Bądź zbłąkani, bądź burzą gnani przez głębinę

(Bo przygód morze ludziom dostarcza obficie),

Weszliście w ujście rzeki i w porcie siedzicie,

Nie strońcież od gościny, wiedzcie, że Latyni,

4965

Lud Saturna, z ochoty wolę boga czyni

Starego, żadnym zresztą nie zmuszony prawem.

Pomnę ja, chociaż wieść się zatarła niebawem,

Aurunkowie[631] głosili starzy, że zrodzony

W tym kraju Dardan zaszedł w Idy fryskiej strony

4970

I trackiej Samos, co dziś Samotracją zwie się;

Stąd przybysza z Korytu w życia jego kresie

W podwoje złote pałac gwieździstego nieba

Przyjął, i dziś cześć niebian oddawać mu trzeba».

Tak rzekł, a Ilijonej w te ozwie się słowa:

4975

«Królu, Fauna potomku sławny! Nie wichrowa

Zamieć nagli nas, byśmy ląd wasz nawiedzili,

Ani też gwiazda żadna i brzeg nas nie myli.

Umyślnie my i z dobrą wolą tej przystani

Szukamy, z największego królestwa wygnani,

4980

Jakie kiedy widziała tarcz słońca świetlana.

W Jowiszu źródło rodu, w nim młodzież Dardana

Ma dziada; król, któremu sam Jowisz ród daje,

Trojański Enej w twoje przysyła nas kraje.

Jaka ze srogich Micen na idajskie pola

4985

Spadła burza i jaka nas pędzi niedola

W Europie i Azji przez morza toń siną,

O tym słyszał mieszkaniec ziem, co w zmierzchu giną

Z dala od Oceanu, i ostatnie końce

Wielkich pustyń, ustawnie[632] palonych przez słońce.

4990

Z potopu tego gnani przez wzdętych wód wały,

O siedzibę dla bogów i brzeg prosim mały,

Bezpieczny, wszystkim wspólne powietrze i fale!

Nie będziem ujmą państwu, nie przelotną wcale

Pamięć czynu takiego będzie — lecz niestartą.

4995

Poznacie, że w Auzonii Trojan przyjąć warto.

Klnę się na los Eneja, prawicę, dostojnie

Znaną ze swej wierności i biegłą we wojnie,

Że liczne nas narody, że nas (nie gardź nami,

Iż cię z wieńcami w ręku błagać śpieszym sami)

5000

Liczne ludy pragnęły obdarzyć przymierzem;

Lecz za bogów rozkazem do was przedsiębierzem

Wędrówkę. Tu nas Dardan, zrodzon wśród tych dolin,

Tu woła zleceniami wielkimi Apollin,

Gdzie tyrreński Tybr, zdrojów Numika toń święta…

5005

O darach dla cię Enej niewielkich pamięta,

Co resztką są zostałą po Troi pożarze:

Z tej czary złotej zlewał sam Anchiz ołtarze,

Tę tiarę Pryjam nosił, gdy dawał przed laty

Prawa ludom, to berło dzierżył i te szaty,

5010

Iliadek[633] dzieło».

Gdy to mówił Ilionej, Latyn bystre oczy

Weń utkwił; nieruchomo siedząc, wzrokiem toczy

Wytężonym. Nie tyle purpura go sama

Zdobna wzrusza, nie tyle to berło Pryjama,

5015

Ile córki ślub przyszły i małżeńskie łoże.

Zważa w sercu starego Fauna wróżby boże:

Więc o tym zięciu, który z obcej wyszedł ziemi,

Mówiły znaki, jego los wróżby równemi

Na tron przyzywa, z niego potomki powstaną,

5020

Co cały świat owładną mocą niesłychaną…

W końcu wesół rzekł: «Zamiar nasz niech wesprą bogi

I wróżbę swą! — Twe prośby spełnię, Teukrze drogi,

I nie gardzę darami. Pod berłem Latyna

Bogatej Troi dla was odkwitnie kraina.

5025

Niech no tylko sam Enej, gdy chętny mi szczerze,

Gdy droga dlań gościna moja i przymierze,

Przybędzie i przyjaznej się twarzy nie lęka;

Za pokój mi przez niego dana starczy ręka.

Wy odnieście, co wola Latyna stanowi:

5030

Mam córkę, której oddać w małżeństwo ziomkowi

Wróżby w domu i znaki rozliczne mi bronią

Z nieba: zięć z obcej ziemi, głoszą, przyjdzie po nią

Do Lacjum, co me imię i ród pod wysoki

Strop nieba dźwignie. Sądzę, że jego wyroki

5035

Chcą, i gdym prawdy dociekł, jego życzę sobie».

To rzekłszy, wybór czyni ze trzystu przy żłobie

Świetnych koni, co pyszne zajmowały stajnie.

Wnet Teukrom wieść rozkaże ścigłe nadzwyczajnie

Rumaki, strojne w krasne, purpurowe koce;

5040

Na każdym z nich naszyjnik ze złota migoce —

Złotem kryte, zębami żółte żwają złoto.

Dla Eneja zaś rydwan oddaje z ochotą

I dwa konie niebiańskie; żar z nozdrzy im strzela.

Ród ich Cyrce podstępna, zwiódłszy rodziciela[634],

5045

Wywiodła z podstawionej klaczy po kryjomu. —

Z tymi dary i słowy Teukrzy z króla domu

Wracają na bachmatach[635] i niosą przymierze.

Właśnie z Argos, Inacha opuszczając wieże,

Sroga Juno wracała na lotnym rydwanie,

5050

Gdy Eneja i flotę Teukrów niespodzianie

Z sycylskiego Pachinu[636] spostrzega w oddali.

Widzi, jak domy wznoszą, jak poopuszczali

Okręty. — Staje ciężko zbolała królowa

I trzęsąc głową, w takie odezwie się słowa:

5055

«Wrogie plemię! Wyrokom mym wroga prawdziwie

Dolo Frygów! Czyż padli na sygejskiej niwie[637]?

Czy, wzięci, — wziąć się dali? — Czyli[638] od pożogi

Zginęli w Troi? Poprzez szyki, przez żar srogi

Znaleźli drogę. Teraz myślę, że znużona

5060

Spocznę, nienasycony gniew stłumię wśród łona…

Nie! Wydartych ojczyźnie, wroga im, przez fale

Po wszystkich morzach zbiegów ścigałam wytrwale! —

Darmo się niebo z morzem na Teukrów wysila!

Co Syrty, co potworna Charybda i Scylla

5065

Pomogły? Gród budują przy Tybru korycie,

Mórz ni mnie się nie bojąc. Mógł Mars wydrzeć życie

Lapitom wielkoludom[639]; Kalidon[640] był zdany

Przez ojca bogów gniewom obrażonej Diany —

Jakież są złe Lapitów, Kalidona dzieła?…

5070

A mnie, żonę Jowisza, com się nie wzdrygnęła

Przed niczym, com na wszystko ważyła się śmiało,

Zwycięża Enej?! Jeśli ma siła za małą,

Prośbami pomoc zjednam, co jest niezawodna:

Gdy niebo mi oporne, piekło wzruszę do dna[641].

5075

Gdy go od państw latyńskich oddalić nie mogę

I do ślubu z Lawinią pewną znalazł drogę,

Wszelakiej zwłoki wolno mi zażyć sposobu,

Wolno mi rzezią niszczyć ludy królów obu!

Tę nagrodę zięć z teściem weźmie nienaganną:

5080

Krew Trojan i Rutulów jako posag, panno,

Wniesiesz do dom! Bellona swachną[642] twą. Nie sama

Cyssejka żagiew rodzi na zgubę Pryjama[643]:

Podobnie syn Wenery, niby Parys wtóry,

Płomienie zgubne wniesie w pergameńskie mury!»

5085

To rzekłszy, w ciemną otchłań zaraz się zapuści.

Niosącą smutki woła z podziemnych czeluści,

Z mieszkania jędz, Allektę[644], w której sercu zawsze

Podstępy, wszelkie zbrodnie i wojny najłzawsze.

Nienawidzi sam Pluton, nienawidzą siostry

5090

Tartaskiego potwora: w taki wyraz ostry

Twarz mieni, tak wężami nasroża się wściekła. —

Ją tedy zachęcając, Junona tak rzekła:

«Dziewico, córko Nocy, daj pomoc łaskawie,

By w ziemi tej me miano nie było w niesławie;

5095

Niech lud Teukrów Latynek za żony nie bierze,

Niech rzucą Eneadzi Italii wybrzeże.

Ty umiesz gnać w bój braci, co byli wprzód zgodni,

Kłótniami burzyć domy, stos biczów, pochodni

Zgubnych wnosić pod dachy. Tobie objawiono

5100

Tysiące dróg szkodzenia: płodne wstrząśnij łono,

Zburz pokój już zawarty, nieć wojny zarzewie:

Niech młódź broni chce, żąda i porwie ją w gniewie!»

Gorgony jadem zionąc, Allekto straszliwa

Do Lacjum, w laurenckiego gmach króla przybywa

5105

Wysoki — i w zaciszne ustronie Amaty,

Którą o przyjście Teukrów, ślub Turna bogaty,

Niewieścia troska pali i zawiść żre sroga.

Wąż, GniewZ włosów czarnych bogini, przystając u proga,

Jednego węża w pierś jej ciska po kryjomu,

5110

By szalejąc, po całym srożyła się domu.

Między szaty i piersi gad cielskiem swem gładkiem

Wślizga się, zdradnie durząc gniewną i ukradkiem

Tchnąc w nią gniewy żmijowe: łańcuchem się stanie

Złocistym na jej szyi, wstęgą, co świetlanie

5115

Zdobi włos — i nieznacznie przebiega przez członki.

Gdy tak wąż jadem zmysły królewskiej małżonki

Przesycił, sącząc w kości jady oszołomień,

A jeszcze duszy całej nie owładnął płomień —

Łagodnie, jako zwykły matki, na nieluby

5120

Los córki swej narzeka i frygijskie śluby:

«Wygnani tedy Teukrzy Lawinię powiodą?

Ojcze! Więc się nad sobą, nad córką twą młodą,

Nad matką nie litujesz? Gdy pierwszy wiatr wionie,

Podstępny łotr ma dziewczę uwieźć przez mórz tonie?

5125

Czy nie tak w Troję Parys, pasterz z Frygii, wtedy

Helenę z niw spartańskich uwiódł, córkę Ledy?

Gdzie wierność twa? Gdzie troska, co bliskich zaszczyca[645]?

Gdzie krewnemu Turnowi[646] podana prawica

Tylekroć? Gdy do zięcia obcego cię skłania

5130

Twa wola i rodzica Fauna rozkazania,

Spójrz: obok niepodległe ziemice sąsiednie

Obce są — o nich, sądzę, mówią przepowiednie.

I Turn, gdy dzieje domu wybadasz w tej mierze,

Z Inacha, Akryzjusza i z Micen ród[647] bierze!»

5135

Gdy tymi słowy próżno chce zjednać Latyna

Niezłomnego, gdy piersi jej zgubna gadzina

Szałem trapi i wreszcie ogarnie ją całą —

Nieszczęsna, wielkich zjawisk gnębiona nawałą,

Szalejąc, w krąg po mieście ogromnym się błąka,

5140

ZabawaPodobna do gnanego raźnym biczem bąka,

Którego wokół pustych krużganków wesoła

Gromadka chłopców pędzi; on, bity, dokoła

Wśród kręgów mknie. Ciekawym okiem, dziwem zdjęci,

Patrzą malcy na krążek, co wirem się kręci,

5145

Dodają pędu razy.Kobieta, Szaleństwo, Kobieta demoniczna, BuntNie mniej szybko ona

Środkiem miasta i tłumów gna, szałem pędzona.

Ba, nawet w bór, udając obłęd Bakcha zwodnie,

We większy szał wpadając, większą ważąc zbrodnię,

Ucieka, córkę w górach lesistych ukrywa,

5150

By Teukrów zwieść i ślubne odwłóczyć łuczywa.

«Evoe Bakche! — krzyczy, — tyś jeden jedynie

Godzien tej panny, dla cię tyrs[648] liściem owinie

I tańcząc w świętym chórze, rozpuści włos gładki!»

Wieść szerzy się; wnet szałem podniecone matki,

5155

Również nowych szukają siedzib, całą zgrają

Rzuca dom, na wiatr karki i włos odkrywają,

Inne pod niebo głośne wycia wznoszą hucznie;

Odziane w skóry, niosą winem strojne włócznie.

Ona w środku pochodnię płonącą pochmurna

5160

Trzyma w dłoni, opiewa ślub córki i Turna,

Wzrok krwawy tocząc: «Io[649]! Słuchajcie mnie — woła —

Latyńskie matki! Gdy was wzruszy niewesoła

Amaty biednej dola, jeżeli złowieszcze

Gwałcenie praw matczynych oburzy was jeszcze,

5165

Rozpuśćcie włos i Bakcha spełniajcie obrzędy!»

Tak wśród borów, wśród siedzib dzikich zwierząt wszędy

Królowę gna Allekto bakchowymi szały[650].

Gdy pierwszy zamęt wokół wznieciła, gdy cały

Plan Latyna zburzyła i dom wstrząsła do dna,

5170

Czarnymi skrzydły[651] porwie się wiedźma[652] niegodna

Do śmiałego Rutula grodu (Akryzjusza

Plemieniu go Danae wzniosła). Tam wyrusza,

Niesiona wichrem. Niegdyś gród Ardeją zwano,

Do dziś wielkie Ardei pozostaje miano.

5175

Ale dawna potęga przeminęła wcześnie.

W pałacu o północy spoczywał Turn we śnie.

Allekto srogie lica, furii straszne cielsko

Składa, bierze staruszki postać przyjacielską,

Brzydkie czoło zmarszczkami kryje, wstęgą siwy

5180

Włos okrywa, gałązkę weń wplecie oliwy,

Kalibą jest, kapłanką Junony świątyni

I stając przed młodzianem, ten wyrzut mu czyni:

«Czyż, Turnie, tyle starań twych próżno zaginie

I dasz kmieciom dardańskim berło w swej krainie?

5185

Posagu, zdobytego krwią, miłej dla serca

Żony król przeczy — obcy wchodzi spadkobierca

W państwo. Idź i niewdzięcznych mozołów znoś ogrom,

Broń Latynów, na głowę tyrreńską[653] czerń[654] pogrom!

Z tymi słowy, gdy we śnie noc trzyma cię miła,

5190

Wszechwładna mnie Saturnka do ciebie przysyła…

Nuże więc! Uzbrój młodzież na bój niedaleki,

Ochoczo z bram wyjdź: Frygów, co przy ujściu rzeki

Zasiedli, poraź klęską i zdobne spal łodzie!

Bóstwa wielkie tak każą. Gdy król Latyn w zgodzie

5195

Nie zechce dać dziewicy i dotrzymać słowa,

Niech dozna, co potrafi w boju dłoń Turnowa!»

Wtedy młodzian tak rzecze, drwiąc z wieszczki zuchwale:

«Wieść o przybyciu floty na tybrowe fale

Nie uszła mej uwagi, jak mniemasz strapiona.

5200

Nie czyń mi strachów tyle. Królewska Junona

Nie zapomni mnie.

Lecz ciebie, matko, starość przygniata nieczule

Próżną troską, i kiedy chwytają miecz króle,

Fałszywym zgoła strachem prorokinię mami;

5205

O posążki się bogów troszcz, zajmuj chramami[655],

Wojnę i pokój męskie niech sprawują dłonie!»

Gniew, Ogień, BoginiNa takie słowa gniewem Allekto rozpłonie.

Wśród mowy strach młodzieńca przejmie tajemniczy,

Wzrok się zaćmi: tyloma wężami zasyczy

5210

Erynia, tak twarz zmieni, krwawe oczu białka

Obróci na chcącego tłumaczyć się śmiałka;

Odpycha go, dwa węże najeżyła z głowy,

Trzaska biczem, wściekłymi tak karcąc go słowy:

«Otom ja, którą starość przygniata nieczule,

5215

Fałszywym strachem mamiąc, gdy biorą miecz króle!

Patrz! Oto z jędz-sióstr jedna, srogich niewymownie.

Bój i śmierć w dłoni niosę!»

To rzekłszy, na młodzieńca smolną rzuca głownię,

Co zaraz czarnym dymem pierś jego owiała.

5220

Lęk wielki ze snu wyrwał go, z całego ciała

Pot spływa mu obficie. W szale szuka broni

Nad łożem i po gmachu pędem za nią goni.

Sroży się żądza boju z pragnieniem krwi dzikiem,

Nad wszystko gniew: jak kiedy płomień z głośnym sykiem

5225

Ogarnia chrust pod kotłem, wzburzona do głębi

Od żaru woda wewnątrz wre, w szale się kłębi

Dymiący nurt i w górę gwałtownie się spienia

Wzbierając — ciemna para gna w niebios sklepienia.

Więc pokój rwie; by ruszyć do Latyna, straże

5230

Zaraz zwoła i oręż gotować rozkaże,

By strzec Italii, z wrogów oczyścić kraj miły;

Na Teukrów i Latynów wystarczy mu siły.

Gdy to rzecze i bogów na śluby przywoła,

Na wyścigi Rutule broń biorą dokoła:

5235

Tych porusza wdzięk miły i krasa młodziana,

Tamtych ród i prawica, z głośnych czynów znana.

Gdy tak Turn męstwo swoich Rutulów podżega,

Allekto stygijskimi skrzydły mknie do brzega

Przez Teukrów zajętego, podstęp ważąc nowy,

5240

Gdzie piękny Jul gnał zwierza leśnymi parowy.

Tu dziewica z Kocytu niepokoi psiska

I w nozdrza dobrze znaną woń z nagła im ciska,

By goniły jelenia; — stąd pierwsze się krzesze

Zarzewie, co porwało w bój wieśniacze rzesze.

5245

Był jeleń piękny, z rogi ogromnymi; dziatki

Tyreja, spod wymienia porwawszy go matki,

Chowały i sam Tyrej, co królewskie stada

Ma w pieczy i nad wielkim obszarem pól włada.

Nawykły do rozkazów, szczególnie on drogi

5250

Był siostrze Sylwii: nieraz wieńczyła mu rogi,

Czesała, myła w czystym źródełku co rana.

On z ręki jadł — nawykły do zagrody pana,

Błądził po gęstwie lasów w oddaleniu sporem

I sam w znany dom późnym powracał wieczorem. —

5255

Jego szybkie psy Jula od domu daleko

Ruszyły, gdy wzdłuż brzegów cichą płynął rzeką,

Pod cieniem drzew przed słońca się kryjąc upały[656].

Askań, żądzą niezwykłej zapalony chwały,

Z krzywego łuku strzałę weń lotną wymierza.

5260

Prawicę drżącą bogi wsparły: przez brzuch zwierza

I trzewia z głośnym świstem przeszedł pocisk srogi.

Zraniony zwierz ucieka w dobrze znane progi,

Do obory się kryje skrwawion, dom dokoła

Napełnia jękiem: rzekłbyś, że o pomoc woła.

5265

Wnet pierwsza Sylwia dłońmi w ramiona uderzy,

Pomocy wzywa, wiejskich zwołuje pasterzy.

Biegną z nagła, bo sroga jędza, w lesie skryta,

Podjudza ich: ten głownię osmoloną chwyta,

Ów kół sękaty — co im pod ręce podpadło,

5270

Gniew zmienia w broń. Wnet Tyrej czerń skrzyknie zajadłą

I jak łupał klinami dąb na części cztery,

Ciężko sapiąc, ogromnej się ima siekiery.

Korzysta z chwili srogich kłótni przyjaciółka:

Na dach stajni wybiega i z jego wierzchołka

5275

Pasterski gromki sygnał zagra, krętym rogiem

Tartarejski wydając głos; wraz echem srogiem

Odegrzmiał jej gaj każdy, przepastne grzmią bory.

Słyszy ją Trywii topiel[657], słyszy i Nar[658] skory,

Zbielon siarką, i fala Welinu[659] spieniona,

5280

A drżące matki cisną dziateczki do łona.

Wnet szybko na głos trąby i złowrogi sygnał

Chwytając włócznie, zewsząd nieugięty przygnał

Tłum wieśniaków. — I młodzi Teukrzy, w bój gotowi,

Z otwartych bram na pomoc śpieszą Askaniowi.

5285

Zewrą szyk. Już nikt dłoni po chłopsku nie ściąga

Do twardego ożoga lub smolnego drąga:

Halabardą bój toczą, stłoczone we wirze

Dobyte miecze sterczą, rozbłyskują spiże

Na słońcu i pod chmury blask miecą pożogi…

5290

Tak zrazu się zaczyna zapieniać nurt srogi,

Z wolna wzdyma się morze i wyżej swe fale

Dźwiga — wreszcie pod niebo z dna spiętrza się w szale.

Tu pierwszy w szyku młodzian od świszczącej strzały

Najstarszy syn Tyreja runął, Almon śmiały,

5295

Pod samym bowiem gardłem grot utkwił i skrycie

Drogę głosu i wiotkie krwią zaparł mu życie.

Koło niego stos trupów. Padł i Galez, starzec,

Który, w środek skoczywszy, chciał krwawy spór zarzec,

Mąż prawy, najbogatszy na auzońskiej niwie:

5300

Pięć miał stad owiec, tyleż stad wołów szczęśliwie

Wypasał i setnymi ziemię orał pługi[660].

Gdy tak bój z różnym szczęściem toczy się czas długi,

Gdy spełniła zapowiedź jędza, kiedy zlała

Krwią świeżą łan i pierwsze w boju padły ciała,

5305

Opuszcza kraj Hesperii, pod niebiosa wionie

I dumny głos zwycięsko tak rzuca Junonie:

«Patrz! Spełniona niezgoda, śmierć smutny plon bierze

Powiedz, niech przyjaźń zawrą i czynią przymierze!

Gdy krwią Teukrów auzońskie pokropiłam pola,

5310

To jeszcze dodam, jeśli taka twoja wola:

Pogłoskami bój wniosę i w sąsiednie grody,

Rozpalę w sercach krwawej zarzewie niezgody:

Niech zewsząd mkną na pomoc, broń będę im znosić».

Na to Juno: «Dość strachów i zdrady już dosyć!

5315

Dana wojny przyczyna, bój wre w tej krainie;

Przypadkiem porwan oręż krwią nową opłynie.

Taki obrzęd weselny niech święci i śluby

Dostojny syn Wenery[661] i król Latyn luby.

Tobie dłużej nie daje błądzić przez obłoki

5320

Ojciec, co berłem Olimp owłada wysoki.

Ustąp! — Mozoły, jakie los jeszcze mi chowa,

Sama zniosę». — Tak kończy Junona swe słowa.

Wzniósłszy skrzydła wężami groźne, jędza pierzchnie

W Kocytu kraj i górnych niw rzuca powierzchnie.

5325

Wśród wysokich Italii gór leży polana

Czcigodna i we wielu krajach uwielbiana:

Ampsankta Jar[662]. Od obu stron gęste ją gaje

Kryją, między skałami wciąż łoskot wydaje

Ze szumem groźne wiry skłębiająca rzeka.

5330

Tu grota straszna, okno Plutona, z daleka

Widnieje — czeluść Orku, zionąca zaduchem,

Gardziele swe otwiera. W pomroczu jej głuchem

Znikła jędza. Świat cały odetchnął spokojnie.

Niemniej tymczasem córka Saturna[663] ku wojnie

5335

Zapala dalej serca. Gna do miasta cała

Pasterzy rzesza, niosą pokrwawione ciała

Almona i Galeza z zeszpeconym czołem,

Wzywają bóstw, Latyna zaklinają społem.

Wbiega Turn; między mordem rozognioną zgrają

5340

Wzmaga grozę: że Teukrom królestwo oddają,

Jego pędzą, ród fryski przyzywają na tron!

I synowie wśród lasu pląsających matron

Na cześć Bakcha (bo znaczne jest Amaty miano)

Zewsząd biegną i krzyczą, by pokój zerwano.

5345

Wnet, wbrew wróżbom i woli bogów, lud dokoła

Przewrotną żądzą zdjęty o niecny bój woła;

Na wyścigi się cisną przed Latyna domem.

On jak skała stercząca stoczem nieruchomem

Opiera się; tak skała, z głośnym hukiem w szale

5350

Bita wokół przez dziko szczekające fale,

Trwa ciężarem; daremnie spienione urwiska

I głazy grzmią, a morze porosty w nią ciska. —

Lecz w końcu, gdy się ślepym oprzeć nie mógł radom,

Gdy srogiej plan Junony lud spełnia nieświadom —

5355

Na świadki społem bogów biorąc i powietrze:

«Łamią nas losy — rzecze — pęd burzy nas zetrze!

Świętokradzką krwią zbrodnie płacić będzie trzeba

Nieszczęsnym! Ciebie, Turnie, dosięgnie gniew nieba

Srogi — ślubem niewczesnym ołtarze zbogacisz.

5360

Mnie bowiem pokój czeka, przystań pełna zacisz;

Pogrzeb szczęsny mnie minie». — Więcej nie rzekł słowa,

Puszcza z dłoni spraw wodze i w dom swój się chowa.

Taki zwyczaj był w Lacjum przed laty wieloma

Przez grody Alby święcon — i dziś wielka Roma

5365

Chowa go, zanim pierwsze zapasy nastaną,

Czy to Getom[664] nieść trzeba wojnę opłakaną,

Czy Hirkanom[665], Arabom, czy też będzie wiodła

Na wschód droga, do Indyj, do Partów[666], po godła

Zabrane. Wojna, Obyczaje, ReligiaDwie są Bramy Wojny (to im miano

5370

Z religijnej dla Marsa czci ongi nadano),

Stu sztabami ze spiżu i żelazem srogiem

Zaparte, z dębu; Janus czuwa nad ich progiem.

Kiedy już wojnę ojców postanowi grono,

Konsul, modłą gabińską mając zarzuconą

5375

Togę[667], sam te podwoje otwiera ze zgrzytem,

Sam wojnę wieści; staje młódź obecna przy tem,

A surmy ślą wieść gromką do najdalszych chatyn.

Tak wojnę Eneadom ogłosić miał Latyn,

Tak zwyczaj chce, i smutne otworzyć bramice.

5380

Wzdryga się przecież starzec, odwracając lice

Od haniebnej posługi, w mrok ślepy się chowa.

Wtedy niebios rzuciwszy próg, bogów królowa

Własną dłonią pchnie bramę, i zawiasy razem

Rwąc — otwiera podwoje okute żelazem.

5385

Wre zbudzona Auzonia, niewzruszona wprzódy:

Ci pieszo ruszą w pole, tych na krwawe trudy

Wśród kurzawy koń niesie; każdy o broń woła;

Ci lekkie tarcze, włócznie smarują dokoła

Tłustym sadłem, na brusie topór ostrzą płaski.

5390

Niosą godła, rozgłośne wkrąg słychać surm[668] wrzaski.

Pięć miast wielkich, broń kując, do bojów się ślepych

Rwie: Atyna[669] potężna, Tybur[670] strojny w przepych,

Ardeja, Krustumera[671], wieżaste Antemny[672].

Przyłbice twarde drążą, gną wierzby pręt ciemny

5395

Na tarcze; część ze spiżu sporządza pancerze

I srebrne nakolanka na nogi swe bierze.

Odbiegła chęć do pługa, do kosy i radła,

Ojcowskie miecze idą znowu na kowadła;

Już trąby grają, hasła wojny mkną przez błonie,

5400

Ten szyszak raźno chwyta, ów spienione konie

Sprzęga, bierze tarcz złotą o trójnitnej blasze,

Wdziewa zbroję i wierny miecz z boku przypasze.

Otwórzcie mi Helikon[673], boginie! Niech powiem,

Jacy w bój szli królowie, jakich się wojsk mrowiem

5405

Okryły pola, jakich Italii łan miły

Miał mężów wtedy, jakie ich boje wsławiły…

Pomnicie, boskie! Wątek przypomnieć tej treści

Możecie; — do nas ledwo głuche doszły wieści.

Pierwszy w bój rusza srogi król z tyrreńskiej ziemi,

5410

Wzgardziciel bogów Mezent, z hufcami zbrojnemi.

Przy nim syn jego Lauzus, krasy dziwnej zgoła,

Której jeden laurencki Turn dorównać zdoła;

Lauzus, koni pogromca, do łowów jedyny,

Na próżno wiedzie z sobą z miasta Agilliny[674]

5415

Tysiąc mężów — tron ojca godzien zasiąść w chwale

I ażeby mu Mezent nie był ojcem wcale.

Za nimi świetny rydwan gna przez bujne trawy

Zwycięskimi rumaki syn Alcyda[675] żwawy,

Awentyn; z tarczy godła ojcowskie mu płoną:

5420

Sto węży społem z Hydrą, w węże oplecioną.

W Awentynu go lesie[676] Rea z licem gładkiem

Porodziła, kapłanka, przez bożka ukradkiem

Tyrynckiego[677] w laurenckiej ziemi uwiedziona,

Gdy w tryumfie tam przybył, zabiwszy Geriona[678],

5425

I bawoły z Hibernii pól w tyrreńskiej fali[679]

Pławił. Za nim ze spisą[680] i włócznią tłum wali

Dzielny, mieczów błyszczących i spis szereg błyska.

On sam pieszo, odziany w wielką skórę lwiska,

Groźną grzywę, łeb zwierza z zębami białymi

5430

Na głowę zarzuciwszy, tak idzie olbrzymi

Do zamku króla, straszny jak Alcyd za młodu.

Za nim śpieszą bliźniacy dwaj z Tyburu grodu

Który brat ich założył: młody Katyl oraz,

Jak on[681] z Argos wiodący ród, waleczny Koras.

5435

Przed pierwszym szykiem idą, gdzie włóczni las błyska

Jak centaury, synowie chmury[682], gdy z urwiska

Stromego schodzą, Otrys śnieżną i Homolę[683]

Rzucając w szybkim pędzie; ogromny las w dole

Rum im czyni i trzeszczą zarośla od spodu.

5440

Tuż Cekul, założyciel szedł Prenesty grodu[684]

Którego na ognisku pasterska drużyna

Znalazłszy wśród stad, wzięła za Wulkana syna,

W co wszyscy uwierzyli; z nim hufiec stłoczony

Z Prenesty gór, z Gabijów, ziemicy Junony,

5445

Znad Anienu[685], z hernickich skał[686], które zabagnia

Strug wiele; i ci, których bogata Anagnia[687]

Żywi oraz Amazen[688]. Nie wszędzie migoce

Broń, tarcz i huczny rydwan: największa część proce

Z ołowiem niesie albo podwójne dziryty[689]

5450

W dłoni dzierży, zaś kołpak z wilczej skóry szyty

Głowę im kryje; naga jest noga ich lewa,

Prawą proste obuwie skórzane odziewa.

Messap, koni pogromca, co ojcem się chwali

Neptunem, niedosięgły dla ognia i stali,

5455

Lud gnuśny i odwykły od zapasów zgoła,

Dobywszy miecza, z nagła do oręża woła.

Idą szyki z Fescenii, z Faliski Ekwowie[690],

Lud, co zamki Sorakty[691], Flawiny pustkowie,

Cymin dzierży, Kapenę, co w lasy się wtula

5460

Nad jeziorem… Ptak, Dźwięk, ŻołnierzSzli rzędem, wysławiając króla:

Tak pod chmurą skłębioną śnieżyste łabędzie,

Gdy wracają z żerowisk i krzyk miecą w pędzie

Nad wzgórzami — grzmi rzeka i Azji w oddali

Bagnisko. — Nikt by nie rzekł, że hufiec spiżowy w bój wali

5465

Rzędem, lecz że w powietrzu, bijąc w lotne pióra,

Ku wybrzeżom chrapliwych ptaków pędzi chmura.

Oto ze krwi Sabinów dobrane oddziały

Wielkie, sam za huf starcząc, Klauzus wiedzie śmiały.

Z którego ród Klaudiuszów krew bierze i miano

5470

W Lacjum, odkąd w dział Romę Sabińczykom dano.

Razem huf Amiternów i starzy Kwiryci[692],

Ereci, lud Mutusków[693], co chowem się szczyci

Oliwek, Nomentanie, Welińców garść duża,

Ci, co Tetryk, Seweru zamieszkują wzgórza

5475

I Kasperię, Forulcy, znad Himeli fali,

Znad Tybru, Fabarysu lud, mężowie śmiali

Z zimnej Nursji[694], bortyński hufiec, Latynowie

I lud, co się od Allii[695] imieniem jej zowie:

Jak toczą się libijskich fal liczne bałwany,

5480

Gdy srogi Orion w odmęt kryje się wezbrany,

Lub jak z początkiem lata szemrzą nieprzerwanie

Kłosy nad Hermem albo na licyjskim łanie[696]

Dźwięczą tarcze, drży ziemia stopami tłoczona.

Tutaj Halez, wróg Trojan, druh Agamemnona,

5485

Zaprzęga w rydwan konie, dla Turna huf dziki

Tysiąca mężów wiodąc, co wokół Massyki[697]

Uprawia wino, tych też, których ślą ojcowie

Aurunku, Sydycyny pobliskie pustkowie,

Gród Kalesu i brzegi płytkiego Wolturna[698].

5490

Razem ze Satykułu idzie rota chmurna

I hufiec Osków. Lekkie oni niosą włócznie,

Jak zwyczaj chce, rzemieniem opatrzone sztucznie,

W lewicy tarcze krągłe, przy boku miecz krzywy.

I ciebie natchnień naszych nie miną porywy

5495

Ebalu: Sebetydy nimfy ciebie Telon

Zrodził, kiedy Kaprei tron, sobie przydzielon,

Zasiadł, starszy już wiekiem. Ojca swego niwą

Nienasycon syn, wtedy już władał szczęśliwą

Sarrastów ziemią, Sarnu brzeg dzierżył przyjemny,

5500

Kraj Rufrów i Batulów, obszary Celemny,

Gród Abelli, co z chowu jabłek nabył chwały.

Ci zwyczajem Teutonów zwykli miotać strzały.

Z dębowej kory szyszak osłania ich głowy;

Świecą tarcze ze spiżu, miecz błyska spiżowy.

5505

I tobie górskie Nersy[699] w bój każą iść zbrojnie,

Ufensie, pełen sławy i szczęśliwy w wojnie,

Coś władcą Ekwikuli skalnej i narodu

Srogiego, nawykłego do łowów od młodu.

Zbrojno on łany orze i łakomy na łup

5510

Żyje z tego, co zwiezie z wyprawy do chałup.

Od Marruwii[700] pól kapłan też dzielny przybywa.

Którego szyszak szczęsna przystraja oliwa,

Przez Archippa słan króla: Umbro, który zdoła

Żmije i węże, groźnie podnoszące czoła,

5515

Usypiać śpiewem, gniew ich koić niezbłagany

I sztuką leczyć przez nie zadawane rany.

Lecz przed włócznią dardańską sztuka go nie skryła

Lekarska ni śpiew, który łagodne sny zsyła,

Ani na górze Marsów zbierane dziewanny…

5520

Ciebie gaje Angwicji, Fucinu[701] nurt szklanny

I stawy ciche płaczą.

Koń, WierzeniaSzedł też i Hipolita syn, co męstwem pała,

Wirbiusz, którego matka z Arycji wysłała,

Gdzie był w Egerii gajach wilgotnych chowany

5525

Nad jeziorem, gdzie ołtarz jest łaskawej Diany.

Hipolit niegdyś (mówią) obwinion o zbrodnię

Przez macochę, na rozkaz rodzica niegodnie

Rozdarty końmi, znowu rzucił Orku bezdna,

I za sprawą Dyjany toń nieba go gwiezdna

5530

Ujrzała wskrzeszonego przez Peona[702] zioła.

Wtedy ojciec wszechmocny gniewny, że się zdoła

Śmiertelnik wyrwać z Orku pod promienne nieba,

Wynalazcę tych leków, zrodzonego z Feba[703],

Piorunem swym w stygijskiej rzeki strącił tonie;

5535

Lecz Trywia[704] Hipolita w zaciszne ustronie

Skryje, nimfie Egerii zleca wśród gaiku,

Gdzie sam w lasach Italii wśród cierpień bez liku

Przebywał pod zmienionym imieniem Wirbiusza.

Stąd od świątyni Trywii prawo dotąd zmusza

5540

Usuwać konie za to, że morskimi dziwy

Spłoszone, wóz z młodzieńcem stłukły nieszczęśliwy.

Przecież syn jego żwące munsztuk niespokojnie

Zaprzęgał konie w rydwan i rwał się ku wojnie.

Wśród przednich rot Turn piękny, jaśniejący chwałą,

5545

Dzierży broń i przewyższa wszystkich głową całą.

Potrójną kitą strojny szyszak jego świetny

Chimera zdobi, z paszczy zionąc ognie Etny;

Tym srożej ona warczy, żar zgubny śląc z pyska,

Im obficiej wśród bojów przelana krew tryska.

5550

Gładką tarcz, wznosząc rogi do walki gotowe,

Ze złota, Ijo zdobi przemieniona w krowę[705],

Dziw wielki; przy niej Argus, stróż, i rodzic chmurny

Inach, potok lejący ze rzeźbionej urny.

Za Turnem pierwszych hufców rój, głowa przy głowie

5555

Kupią się[706] dzierżąc tarcze młodzi Argiwowie[707],

Aurunków garść, Rutule, lud sykańskiej ziemi.

Sakrani, Labikowie z tarczami barwnemi,

Lud, co Tybru, Numiku brzeg święty w mozole

Orze, co pługi wiedzie na rutulskie pole

5560

I cyrcejski łan — ludy z ziem, gdzie Anksur plony

Ochrania i Feronia gaj dzierży zielony.

Gdzie bagna saturyjskie i przez dolin wnętrza

Zimny Ufens, do morza mknąc, bałwany spiętrza.

Prócz tych, z Wolsków narodu Kamilla nadchodzi,

5565

Prowadząc konny hufiec zakutej w spiż młodzi,

Wojowniczka; — nie bawi jej z wikliny splecion

Koszyczek i Minerwy nie ima się wrzecion;

Bój twardy lubi, wichry szybkie przemóc zdoła,

Biegnąc przez łany zboża po wierzchu i zgoła

5570

Leciuchnych kłosów w lotnym nie trącając pędzie,

Albo przez pełne morze, co wzdyma nurt wszędzie,

Nie maczając stóp szybkich, śmigłym pędem bieży.

LudWybiegając z chat, w polach tłum wiejskiej młodzieży

I niewiast pilnie patrzy na idącą, zwłaszcza

5575

Podziwiając purpurę królewskiego płaszcza,

Co kryje jej ramiona, i obręcz ze złota,

Co spina włos, licyjski kołczan, co blask miota

Z dala, i włócznię, którą pasterski mirt wieńczy.

Księga VIII

Gdy wojny znak z Laurentu zamczyska Turn srogi

5580

Wywiesił i chrapliwym dźwiękiem wrzasły rogi,

Gdy wspiął konie, gdy chrzęsła na nim zbroja tęga,

Wnet wzburzą się umysły, w zgiełku się sprzysięga

Skwapliwie całe Lacjum, młódź sierdzi się srodze

Buńczuczna. Messap oraz Ufens, pierwsi wodze,

5585

Z Mezentem, wzgardzicielem bóstw, zewsząd dobrany

Huf kupią[708], wielkie z żeńców ogołocą łany.

Wenula ślą do grodu wielkiego Diomeda

Z wieścią, że w Lacjum Teukrów wtargnęła czereda,

Że Enej flotą przybył ze zwyciężonemi

5590

Penaty, prawym królem się mieniąc tej ziemi;

Że pośród wielu ludów Dardańcowi dano

Posłuch; szeroko w Lacjum słynie jego miano.

Co knuje, czego dopiąć chciałby w swojej dumie,

Gdy wygra bój — to lepiej on sam wyrozumie,

5595

Niźli obaj królowie: Turn i Latyn stary.

Tak sprawy stały w Lacjum. Widząc te zamiary

Bohater z Troi, miotan trosk wielkich nawałą,

Raz w tę, raz w tamtę stronę obraca myśl śmiałą,

Wszystko ważąc wśród deszczu trwożnych oszołomień:

5600

Tak drżące światło słońca lub księżyca promień

Srebrzysty, w kotle z wodą odbity od brzega

Spiżowych warg, po wszystkich ścianach lekko biega

A wreszcie do najwyższych domu wzlata pował.

NocNoc była i głęboki sen już obejmował

5605

Pomęczone zwierzęta ziemi z ptactwem społem,

Gdy ojciec Enej w chłodną noc, pod niebem gołem

Znużon rozterką myśli splątanych we wojnie,

Położył się i późnym snem krzepił spokojnie.

RzekaNatenczas sam bóg rzeki Tyberyn mu z bliska

5610

Zjawił się wśród topoli, nad gąszcz uroczyska

Wstając, w płaszczu leciuchnym, żółtawym — na głowie

Wplecione we włos bujne się wiło sitowie.

Wraz tak mówi i troski słowami tak koi:

«Synu bogów, co z ręki wroga gród nam Troi

5615

Wracasz i zachowujesz wciąż Pergam sędziwy,

Czekany wśród laurenckiej i latyńskiej niwy!

Tu dom twój i penaty! Nie ustawaj w drodze,

Niech wojny cię nie trwożą: gnębiący cię srodze

Gniew bogów ustał.

5620

Byś nie sądził, że złudne sny twoją myśl mącą.

Maciorę ujrzysz wielką, pod dębem leżącą,

Przy niej płód głów trzydziestu, białych jak ich matka,

Ssać będzie jej wymiona. Kres trudów ostatka

Tam znajdziesz, tam gród przyszły swe mury pomieści.

5625

Gdy od tej chwili pełnych lat minie trzydzieści,

Askań miasto założy z głośnym Alby mianem.

Pewne rzeczy obwieszczam; jak będzie ci danem

Osiągnąć cel ten, w krótkim pouczę cię słowie:

W krainie tej Pallasa plemię, Arkadowie,

5630

Co za królem Ewandrem szli i jego znaki,

Obrali łan i w górach gród nie lada jaki

Stawili: Pallanteum od Pallasa dziada[709]

Zwie się. Tych z Latynami ciągła dzieli zwada.

Z nimi złącz się przymierzem na każdą przygodę.

5635

Ja sam cię do nich rzeką wzdłuż brzegów powiodę,

Byś zmógł wiosły[710] przeciwny prąd wśród żmudnej jazdy.

Powstań, synu bogini! — Zanim zajdą gwiazdy,

Junonie zanoś modły — gniew, groźby niemałe

Pokornymi zmiękcz śluby. Mnie później dasz chwałę,

5640

Zwycięzca. Jam jest, który nurt rzeki wezbrany

O brzeg miotam i bujnych niw przecinam łany:

Modry Tyber, najmilsza dla niebiosów rzeka.

Tu dom mój — źródło w górach wysokich, z daleka».

Rzekł i w nurtów głębokich skryje się czeluści,

5645

Na dno dążąc. Eneja sen nocny opuści.

Wstaje i patrząc w niebo, co brzaskiem zórz płonie,

Zaczerpnie wody z rzeki w złączone wraz dłonie,

Jak zwyczaj chce, i takie do nieba śle słowa:

«Nimfy, nimfy Laurentu, skąd rzek kryształowa

5650

Mknie fala, i ty Tybrze ze świętymi wody,

Weźcie mnie w swoją pieczę, brońcie od przygody

Gdziekolwiek cię, pełnego litości nade mną,

Topiel kryje, gdziekolwiek twarz jawisz przyjemną,

Zawsze sławę i hojne odbierzesz obiaty,

5655

O rzeko, hesperyjskich wód królu rogaty[711],

Jeno broń mnie i bliżej twe określ wyrocznie!»

Tak mówi; dwuwiosłowce dwa z floty niezwłocznie

Wybiera, zbroi druhów i opatrzy żagle.

Wtem oto przed ich okiem dziw zjawi się nagle:

5660

Pod lasem biała, białe karmiąca prosięta,

Na zielonym wybrzeżu świnia rozciągnięta. —

Zbożny Enej wnet tobie, Junono, ją w darze

Zabija i z prosięty kładzie na ołtarze.

RzekaBogini nurty Tybru, co wprzód się wzdymały

5665

Przez całą noc, ukoi; ucichną wód wały,

Niby staw lub zatoka; fal błysną zwierciadła

Pogodne, praca wioseł mozolna odpadła.

Zaczem z pluskiem pomyślnym mkną dalej wytrwale:

Kraje toń smolna jodła, w krąg dziwią się fale,

5670

Dziwią się gaje, widząc tarcze, co migocą

Z dala, i zdobne statki, prące naprzód z mocą.

Oni dzień i noc płyną po spokojnej toni,

Mknąc przez wielkie zakręty: raz rząd ich zasłoni

Drzew różnych, to wśród lasów zielonych nurt sieką.

5675

Ogniste słońce stało w górze, gdy nad rzeką

W dali mur ujrzą, zamek z domy[712] niewieloma,

Które w niebo spiętrzyła dziś potężna Roma,

Wtedy zasię Ewander z biedną dzierżył rzeszą.

Raźno w bok zwrócą dzioby i do grodu śpieszą.

5680

Przypadkiem w dniu tym z rodu Arkadów król stary

Alcydowi[713] i bogom sprawował ofiary

Przed grodem w gaju; Pallas, syn jego, z młodzieżą

I z ubogim senatem kadzideł woń świeżą

Słali — ciepła krew, dymiąc, broczyła ołtarze.

5685

Gdy ujrzą wielkie statki w cienistym wiszarze

Wśród gaju i w milczeniu poruszane wiosła,

Zlękli się nagle, wszystka rzesza się podniosła

Od stołów. Lecz przerywać uczt Pallas ochoczy,

Nie daje — sam z oszczepem naprzeciw poskoczy

5690

opodal z pagórka: «Chłopcy! Co w te sioła

Nieznaną gna was drogą? Gdzie mkniecie — zawoła —

Skąd ród? Gdzie dom wasz? Pokój czy bój was przywodzi?

Więc ojciec Enej, stojąc na wysokiej łodzi

I gałązkę oliwy wznosząc, tak zaczyna:

5695

«Trojan widzisz, lud wrogi zastępom Latyna,

Co w pysze odtrąciły nas, znękanych srodze.

Do Ewandra dążymy. Odnieścież, iż wodze

Dardańscy przyszli szukać u druhów obrony».

Osłupiał Pallas, takim mianem uderzony:

5700

«Ktośkolwiek jest, pójdź — rzecze — i z rodzicem pomów

Do woli; gościem będziesz pośród naszych domów».

Po tych słowach prawicę mu żywo uściska;

Rzucają brzeg i wchodzą w gaju uroczyska.

Wtedy Enej do króla z przyjazną rzekł twarzą:

5705

«Najlepszy z Grajów! Ciebie dziś losy mi każą

Błagać, wstęgami pęki spowiwszy gałązek.

Nie zląkłem się, żeś z Grecji, wódz Greków, że związek

Pokrewieństwa z Atrydy[714] cię łączy oboma.

Mnie męstwo, wola bogów z wyroczni wiadoma,

5710

Wspólny ród nasz i odgłos twej sławy niepodły

Łączą z tobą i tutaj chętnego przywiodły.

Dardan, pradziad, co Troi pierwsze wznosił mury,

Z Elektry — mówią — zrodzon, Atlasowej córy,

W Teukrii osiadł. Elektrę, matkę bohatera,

5715

Atlas rodzi, co niebo barkami podpiera;

Waszym przodkiem Merkury, któremu na szczycie

Cylleny chłodnym piękna Maja dała życie,

Ta sama Maja, twierdzą, jest córką olbrzyma

Atlasa, co gwieździsty strop na barkach trzyma:

5720

Tak ród nas obu z jednej krwi początek bierze.

W to ufając, nie słałem posłów o przymierze

Ni pism — siebie i głowę własną tu bez trwogi

Stawiam i z tymi prośby wstępuję w twe progi:

Nas lud Dauna[715], co ciebie srogim trapi bojem,

5725

Nęka; gdy nas odpędzi, ufa, że pod swojem

Jarzmem całą Hesperię ugnie bez przeszkody,

Zawładnąwszy obydwóch italskich mórz wody[716].

Przyjm i daj nam prawicę. Są u nas ku wojnie

Chętne serca i młodzież ćwiczona przystojnie».

5730

Tak rzekł Enej. Ów, długo w mówiącego lice

I oczy wpatrzon, utkwił w nim bystre źrenice,

W końcu krótko rzekł: — «Jakże oglądam cię chętnie,

Najdzielniejszy wśród Teukrów! Poznaję w lic piętnie

Anchiza lica, w głosie — głos, któremu sprzyjam!

5735

Pomnę: na Salaminę gdy wybrał się Pryjam

Do siostry swej, Hezjony, także chłodną srodze

Arkadię wraz z druhami nawiedził po drodze,

Mnie wtenczas pierwsza młodość rumieniła lica…

Wodzów Teukrów, Pryjama, ich tronu dziedzica,

5740

Podziwiałem; nad wszystkich przecież wyżej skronie

Niósł Anchiz. Wnet młodzieńcza chęć we mnie rozpłonie

Uścisnąć mu prawicę, przemówić doń z bliska;

Przystąpię i w Feneja go wiodę siedliska.

Z licyjskimi on strzały pyszny kołczan potem

5745

Zostawił mi, płaszcz cudny dał, przetykan złotem,

I dwie uzdy ze złota — dziś Pallas je bierze. —

Więc, jak pragniecie, z wami zawieram przymierze

I skoro brzask rozbłyśnie jutro, z hufcem w drogę

Wesołych was wyprawię i skarby[717] wspomogę.

5750

Tymczasem, gdyście przyszli jako przyjaciele,

Dorocznych świąt wraz z nami obchodźcie wesele

I dziś już przywykajcie do druhów zastawy».

To rzekłszy, każe wnosić uprzątnięte strawy,

Stawia czasze i mężów na darni sadowi.

5755

Przed innymi uprzejmie wskaże Enejowi

Klonowy tron, lwa skórą zaścielon kudłatą.

Rześcy chłopcy i kapłan, piękną zdobny szatą,

Pieczone wątpia[718] niosą, kosz, co się ugina

Pod darami Cerery, i wyborne wina.

5760

Spożywa Enej z młodzią trojańską pospołu

Smaczne uda i combry[719] ogromnego wołu.

Gdy już zaspokoili głód, tłumiąc chęć jadła,

Rzekł król Ewander: — «Ucztę, która nam wypadła

Ze zwyczaju, te bóstwa wielkiego ołtarze,

5765

Nie zabobon bóstw starych niepomny nam każe

Poświęcać: z wielkich, gościu trojański, wyrwani

Niebezpieczeństw, obiaty niebianom ślem w dani.

Przypatrz się tym zwieszonym w górze skalnym bryłom:

Strzaskane leżą głazy, opuszczony wyłom

5770

Kryjówki, ległych grani olbrzymie brzemiona.

PotwórJaskinia była wielka tam, w gąszczu tajona,

Srogiego półczłowieka, Kaka[720], skryte leże,

Niedostępne dla słońca; krwi strugi wciąż świeże

Wilżyły wokół ziemię. Nad bramą wysoką

5775

Wisiały głowy, ciemną zbroczone posoką.

Wulkan ojcem potwora był; jego to żary

Z pyska ziejąc, wlókł cielsko swe wielkie bez miary.

Przyszła nam jednak w końcu pomoc upragniona

Ze strony boga: bowiem zabiwszy Geriona

5780

Trójkształtnego[721] i z łupu wielkiego wesoły,

Nadszedł Alcyd[722] zwycięski, pędząc tędy woły

Ogromne: jar i rzekę zajmowały całą.

Lecz Kak dziki, by zgoła nic już nie zostało,

Na co by podstęp jego nie czyhał i zdrada,

5785

Cztery byki ogromne ze stajni wykrada

I tyleż równie pięknych jałowic. By śliski

Grunt zwykłymi się racic nie znaczył odciski,

Za ogony wlókł bydło po urwistej drodze,

Myląc ślady, i w jamie ukrył ciemnej srodze.

5790

Żadne znaki nie wiodły do groty tej z bliska.

Walka, PotwórTymczasem, kiedy Alcyd wypędzał z pastwiska

Swe stada napasione w drogę, zaryczały

Odchodzące już woły; i zaraz gaj cały

Rozebrzmiał rykiem, wzgórza ślą gromkich ech krocie,

5795

Razem i woły w wielkiej ukrywane grocie

Zaryczą: podstęp Kaka od razu się wyda.

Wtedy ból i gniew w piersi rozpłonie Alcyda:

Sękaty dąb porywa w dłonie i bez zwłoki

Szybkim pędem na góry zrąb wbiega wysoki.

5800

Pierwszy raz wtedy Kaka ujrzano z daleka,

Jak z trwogą w oczach, szybszy niż Eurus[723], ucieka

Do jaskini: strach skrzydła mu przypnie u nogi.

Gdy zamknął się i łańcuch rozerwawszy srogi

Strącił skałę, co kunsztem ojcowskiego młota

5805

Wisiała na żelazie, i zaparł nią wrota,

Nadbiegł oto Tyryntczyk i wśród stromych stoczy

Dostępu śledzi, wokół pilnie zwraca oczy,

Zgrzytając zębem. Trzykroć, płonąc gniewu szałem,

Bada stok Awentynu, trzykroć z sercem śmiałem

5810

Podważa głaz — i trzykroć siadł w jarze znużony. —

Niebotyczna grań, z każdej niedostępna strony,

Nad grzbietem się jaskini wznosiła pochyło;

Drapieżne ptactwo chętnie swe gniazda tam kryło.

Tę skałę, jak na lewo od strugi się spiętrza,

5815

Z prawej strony prąc, wstrząsnął silnie i od wnętrza

Z posad wyrwał, a potem z nagła mocno pchnie ją: —

Zagrzmiały od łoskotu przestwory nad knieją,

Rwą się brzegi, przelękły strumień w bok odpłynie.

Odsłaniają się Kaka ogromne jaskinie

5820

Do wnętrza, pełna mroków pieczara głęboka.

Nie inaczej, gdy ziemia pęknie i dla oka

Podziemnych siedzib wnętrzne odsłoni tajniki,

Kraj cieniów, bogom wstrętny, przepaści głąb dziki

Widnieje, drży rój Manów[724], kryjąc się w otchłanie…

5825

Zaczem przychwyconego w świetle niespodzianie,

Ryczącego okropnie z wklęsłej jamy wnęka[725],

Strzałami Alcyd praży, wszelką bronią nęka,

Ogromne głazy miecąc[726] i grube konary.

Ów, nie mogąc uciekać, przerażon bez miary,

5830

Z paszczęki dym potworny (okropne zjawiska!)

Wyrzyga, na dom cały gęste chmury ciska,

Kryjąc widok dla oczu, i mroki olbrzymie

W grocie skłębia: noc z ogniem, błyskającym w dymie.

Nie ścierpiał Alcyd, ale przez płomień do głębi

5835

Na oślep skoczył, kędy najsrożej się kłębi

Fala dymu i ciemną mgłę z jamy dna żenie[727].

Tam Kaka, zionącego w mroku czcze płomienie,

Oburącz chwyta dłońmi za szyję i tłoczy

Suche gardło, aż na wierzch wystąpią mu oczy.

5840

Wraz odsłonią się domu wnętrza tajemnicze

Przez drzwi rozbite: woły, złupione zdobycze

Ukażą się na światło; za nogi tłum ściąga

Potworne cielsko, groźnym oczom dziwoląga

Przygląda się do syta, oblicze, kark spasły

5845

Podziwia i gardziele, gdzie ognie zagasły.

Odtąd cześć dajem zbawcy, w potomnych pamięci

Radosny dzień ten. Potyt nasz pierwszy go święci

I Pinariów ród, starzy Alcyda wieszczkowie.

On w gaju wzniósł ten ołtarz, co wielkim się zowie[728]

5850

I wielkim go na zawsze kraj będzie zwać cały.

Więc, młodzieńcy, tak wielkiej obchodząc dzień chwały,

Uwieńczcie liściem włosy i czasze do ręki

Z winem biorąc, wspólnemu bogu czyńcie dzięki!»

Rzekł, Alcyda topolą wieńczy[729] uroczyście

5855

Swą skroń, we włos dwubarwne wplatając jej liście,

I w puchar wino wlewa. Z nim wszyscy pospołu

Radośnie wielbią bogów libacją[730] u stołu.

Tymczasem słońce już się chyliło ku ziemi.

Już kapłani i Potyt, pierwszy przed wszystkiemi,

5860

Ubrani w skóry, śpieszą niosąc żagwie żwawo.

Wznowią uczty, powtórną nakryją zastawą

Stoły i półmiskami obarczą ołtarze.

Przy ogniu ich tłum Saliów[731] rześki się ukaże,

Gałązkami topoli wieńczący swe czoło —

5865

Tu chłopców, a tam starców chór.

Sławią wesoło Alcyda, jak w kolebce już, dziecina mała,

Dwa węże zdusił, które nań Juno nasłała.

Jak w boju zburzył do cna dwa grody kwitnące,

Troję i Echaliję, jak trudów tysiące

5870

Pod królem Eurystejem, za sprawą Junony,

Ponosił: — «Tyś chmur dzieci, o niezwyciężony,

Hyleja oraz Fola[732], prawicą zmógł śmiałą,

Dziw Krety i lwa zwalił pod nemejską skałą;

Ciebie Styks i stróż Orku zląkł się, w głębokości

5875

Jamy leżąc na stosie wpół zgryzionych kości;

Ciebie żadne straszydło, ni Tyfej niezmierny

Nie przeraził swą bronią, ni groźny smok Lerny[733],

Co gromadą głów wokół siepał nastroszoną.

Witaj, synu Jowisza, wliczon w niebian grono,

5880

W święto twoje racz ku nam raźną zstąpić nogą!»

To w pieśni sławią. Kaka jaskinię też srogą

Wspominają i z pyska miotane płomienie.

Grzmią gaje w krąg, wiatr echa na pagórki żenie[734].

Spełniwszy obrzęd święty, do miasta się rzesza

5885

Udaje zaraz cała. Król stary pośpiesza

Wraz ze synem, Eneja prowadząc na przedzie,

Rozmowy różne w drodze wespół z nimi wiedzie.

Dziwi się, żywo oczy swe zwraca dokoła

Enej, a każde miejsce w nim zachwyt wywoła;

5890

Wiele pyta, spraw dawnych ciekaw niewymownie,

Król Ewander, co Romy założył warownię,

«Złoty wiekFauny — rzecze — i nimfy dzierżyły te kraje,

I ród mężów, co z twardych pni dębu powstaje.

Obcą im była roli uprawa rozumna

5895

I sprzężaj wołów; plonów nie zwozili w gumna —

Owoce ich i łowy mozolne żywiły.

Pierwszy Saturn, Olimpu rzuciwszy szczyt miły,

Uchodząc jako tułacz przed gniewem Jowisza,

Lud szorstki, rozprószony w górzyste zacisza,

5900

Zgromadził, dał mu prawa — Lacjum kraj on zowie,

Ponieważ łacno w ono się ukrył pustkowie[735].

Wieść niesie, że pod królem tym nastał wiek złoty:

Tak w pokoju swym berłem wiódł naród do cnoty.

Lecz z wolna wiek podlejszy ludziom się wyłania:

5905

Szał wojny i niesyta żądza posiadania.

Auzońce potem przyszli, Sykańce olbrzymie,

I nieraz kraj Saturna nowe przybrał imię[736]

Nastali króle: szorstki Tybr wielkiego ciała;

Od niego potem Tybrem Italia nazwała

5910

Albulę, dawne miano odmieniając rzeki.

Mnie, z kraju wygnanego w mórz odmęt daleki,

Los i Fatum, któremu ludzie ujść nie mogą,

Tu przywiodły, tu matka nimfa swą przestrogą,

Karmenta[737], mnie przyzwała i boski Apollin».

5915

Tak rzekł, ołtarz mu wskaże wśród zacisznych dolin

Bramę Karmentalską, w Romie czczoną święcie,

Gdzie z dawna chwałę nimfie oddają Karmencie,

Wieszczce boskiej, co pierwsza przyszłe wielkie dzieła

Teukrów i Pallanteum piękne sławić jęła.

5920

Gąszcz też wielki, co w miejscu Azylu wysterkał[738]

Wskazuje i pod chłodnym urwiskiem Luperkał[739],

(Który tak się od Pana licejskiego[740] zowie),

I gaju Argileta zaciszne pustkowie;

Wskaże plac, gdzie gość Argus z rąk zginął czeladzi,

5925

Na tarpejską grań i na Kapitol prowadzi —

Dziś złoty, wtenczas puszczą zarośnięty srogą;

Już wtedy nań wieśniacy spoglądali z trwogą

Religijną, las straszył ich i głazy duże.

«Ten gaj — rzecze — to lasem porośnięte wzgórze,

5930

Nie wiedzieć który dzierży bóg. Wierzą Arkadzi,

Że widziano Jowisza, jak burze gromadzi

I prawicą Egidy krąg[741] wstrząsa ponury.

Tam dwu grodów oglądasz rozwalone mury,

Zabytki mężów dawnych, cenne niewymownie:

5935

Tę — Janus, tamtę — Saturn zakładał warownię,

Tu Janikuł[742], tam zasię Saturnia[743] jest nasza».

Tak gwarząc, pod ubogie się zbliżą poddasza

Ewandra; tu i ówdzie usłyszą ryk stada,

Gdzie dziś Forum jest Romy i Karyn osada.

5940

Gdy doszli do domostwa, ów rzekł: «W te to progi

Alcyd wstąpił, ten domek go przyjął ubogi.

Śmiej, gościu, gardzić zbytkiem, wnijdź śladem Alcyda

I niech ci niedostatek przykrym się nie wyda!»

Rzekł, wielkiego Eneja w ciasne wiedzie ściany,

5945

Na tapczan suchym liściem suto podesłany

I skórą niedźwiedzicy z puszcz libijskiej ziemi.

Noc padła, ziemię skrzydły objąwszy ciemnemi,

Gdy matka Wenus, zdjęta niedaremną trwogą,

Laurentu groźby słysząc oraz wrzawę srogą,

5950

Na złotym łożu męża Wulkana wśród troski

Tak zacznie, w słowa uczuć wlewając żar boski:

«Kiedy wojną nękali argoliccy wodze

Pergam, co zasłużonej miał ulec pożodze,

Nie prosiłam o pomoc ni oręż — twej siły

5955

I sztuki nie wzywałam, nie chcąc, mężu miły,

By cię darmo nużyła praca tak niełatwa —

Choć wiele czci Pryjama świadczyła mi dziatwa

I płakałam, klęsk syna twarde widząc brzemię.

Dziś z rozkazu Jowisza na Rutulów ziemię

5960

Wstąpił; błagam więc, ufna, że głos mój coś wskóra,

O broń dla mego syna. Wszak Nereja córa[744]

I Tytona małżonka[745] łzami cię zjednała…

Patrz, jakich ludów zewsząd zbiera się nawała,

Wśród murów ostrząc miecze na Teukrów mych zgony!»

5965

Mąż, Żona, Seks, WładzaRzekła, ociężałego śnieżnymi ramiony[746]

Obejmie, wśród rozkosznych pieszcząc oszołomień.

On zwykłe żary przejął zaraz, znany płomień

Wszedł mu w tętna i przebiegł przez bezwładne kości.

Nie inaczej, gdy grzmoty huczą wśród ciemności,

5970

Ognistej błyskawicy smug w chmurach się błąka.

Odczuła to świadoma swej krasy małżonka —

Zaś rodzic, wieczną zmożon miłością, tak powie:

«Czemu z dala zaczynasz w oględnym tak słowie?

Czy nie ufasz mi, boska? Dla takich twych pieszczot

5975

Już wprzódy Teukrom w dłonie tarcz dałbym i brzeszczot.

Ani Jowisz, ni losy nie broniły wcale,

By Pryjama gród dziesięć lat dalszych stał w chwale,

I teraz, gdy wojenną chcesz wzniecić pożogę,

Czegokolwiek po sztuce spodziewać się mogę,

5980

Co się zrobić ze stali da, co ulać ktoś by

Ze spiżu w ogniu zdołał, to… Zaprzestań prośby

I ufaj swojej mocy…» Tak rzekł; upragniony

Uścisk oddał, i chyląc skroń na piersi żony,

W głębokiego snu błogie zapadł ukojenie.

5985

Świt, Praca, Kobieta, SługaPo północy, gdy rzednąć zaczynają cienie

Płosząc sen, gdy niewiasta biedą przyciśniona,

Co żyje z prac Minerwy drobnych i z wrzeciona,

Krząta się, zgasły ogień roznieca z popiołu

W noc pracę ze służebnic swych gronem pospołu

5990

Wszczynając, tak iż czystym męża swego łoże

Zachować i dziateczki swe wyżywić może —

Tak właśnie Ogniowładca[747], rzuciwszy posłanie

Miękkie, do rzemiosł swoich ochotnie powstanie.

Jest wyspa przy Sycylii, tuż obok Lipary

5995

Eolskiej, gdzie ze szczelin skał bucha dym szary.

Pod nią huczy Cyklopów jaskinia zapadła,

Groźna jak czeluść Etny, gdzie jęczą kowadła

Tęgo bite, stal chrzęści, rozpalona w głębi

Wielkich pieców i ogień ze sykiem się kłębi:

6000

Wulkana dom, Wulkanią zwana skalna gleba.

Tam zstąpił Ogniowładca z wysokiego nieba.

Cyklopi tam żelazo z wielkimi mozoły

Kuli: Brontes, Steropes i Pyrakmon goły;

Rękoma ich już wokół była wygładzona

6005

Część gromu, jaki rodzic, ująwszy w ramiona,

Miota w ziemię; część była niedokuta jeszcze.

Do niej trzy strzały z gradu, trzy nawalne deszcze

Dodali, trzy z błyskawic i wichru promienie,

A teraz straszne błyski, huk i przerażenie

6010

Mieszali, oraz płomień niezbłagany zgoła.

Opodal rydwan Marsa i dwa wartkie koła

Kuli, którymi w grody ów niesie strach blady,

I egidę okropną, broń gniewnej Pallady,

Na wyścigi zdobili łuskami ze złota,

6015

Dwa węże i Gorgonę, co dziki wzrok miota

Ze ściętej głowy, dłutem gładząc z każdej strony.

«Złóżcie wszystko — rzekł — rzućcie trud nie­dokończony,

Cyklopy Etny, bacząc na zlecenie z nieba:

Mąż dzielny o broń błaga, teraz sił potrzeba,

6020

Teraz sztuki mistrzowskiej — teraz zwinnej dłoni!

Nie zwlekajcie!»

Nic nad to nie wyrzekł, zaś oni

PracaSzybko porwą się wszyscy i wnet się robota

Zaczyna. Płyną strugi spiżu oraz złota,

6025

Śmiercionośna stal w piecu wre. Ogromnej tarczy

Krąg kują, co sam jeden na wszystkie wystarczy

Latynów strzały — siedem blach zbijają społem

Potężnych. Inni miechy stłaczają, z mozołem

Dmąc w ogień. Reszta spiże syczące zanurza

6030

W wodzie. Szczękiem kowadeł jaskinia grzmi duża.

Oni z mocą ogromną podnoszą ramiona

W takt kując stal, co zgrzyta w obcęgach kręcona.

Gdy tak w Eolii Wulkan kwapi się co siły,

Ewandra w skromnym domu budzi ranek miły

6035

I ptactwo, co pod strzechą świegotać zaczyna.

Wstaje zaraz, przywdziewa szaty starowina,

Tyrreńskie łapcie rześko nakłada na nogi

I przy boku tegejski[748] zawiesza miecz srogi,

Pantery skórą ramię osłaniając prawe.

6040

Przed nim stróże domostwa, dwa psy biegną żwawe.

Z wysokich progów śpiesząc tuż za krokiem pana.

Do komnaty, co była Enejowi dana,

Szedł, słów swych i obietnic pamiętny bohater.

Lecz i Enej już rankiem próg rzucił swych kwater.

6045

Ten Achata ma obok, ów Pallasa, syna.

Spotkawszy się, dłoń ścisną; wśród domu się wszczyna

Rozmowa, której wprzód się zagaić nie dało.

Pierwszy zaczął król:

«O wielki wodzu Teukrów! Gdyś ty wyszedł cało,

6050

Nie przyznaję, iż Troja do cna legła w dymie!

My, by pomoc nieść w boju za tak wielkie imię,

Zbyt słabi: stąd zamyka nas Tybr, stamtąd Rutul

Ze szczękiem broni ciśnie. Przecież troskę utul:

Ja tobie wielkie ludy i bogate kraje

6055

Sprzymierzę w bój, bo pomoc niespodzianą daje

Przypadek; same losy cię tutaj wezwały…

Jest opodal, zbudowan na urwisku skały,

Agilliny gród stary[749], gdzie wsławion we wojnie

Lud Lidów[750] wzgórz etruskich jary zajął zbrojnie.

6060

Ziemię, długo szczęśliwym kwitnącą pokojem,

Pyszny król Mezent w końcu berłem owładł swojem.

Zbrodnia, Zemsta, Władza, LudWspomnęż mordy i zbrodnie, jakie tyran srogi

Spełniał? Weń i w ród jego obróćcie to, bogi!

Umarłych wiązać społem ze żywymi każe,

6065

Z rękoma łącząc ręce, a z twarzami twarze

Ku długiej męce: ropą i krwią zlane ciała

Śmierć powolna w uścisku strasznym zabierała.

Znękane rzesze oręż chwycą po kryjomu

I oblegną zbrodniarza w jego własnym domu,

6070

Mordują druhów, ogień na dachy miotają.

On wśród rzezi uchodzi przed wzburzoną zgrają

Do Rutulów, gdzie Turn go swą bronią osłania.

Więc Etruria, słusznego pełna zagniewania,

Żąda, by wydał króla na pomstę w tej dobie.

6075

Nad wojskiem jej, Eneju, ja władzę dam tobie.

Nad całym brzegiem z łodzi stłoczonych grzmią gwary,

Każą nieść znaki; kapłan wstrzymuje ich stary,

Los wieszcząc: «O Meonii[751] chlubo, młodzi droga,

Kwiecie męstwa! Ból słuszny cię wiedzie na wroga,

6080

Gniew prawy na Mezenta uzbraja twe ramię;

Lecz wiedz: Italczyk ludów tak wielkich nie złamie:

Obcych wodzów szukajcie! — Te bogów przestrogi

Słysząc, hufce Etrusków zdrętwiały od trwogi.

Sam Tarchon mi przez posłów berło i koronę

6085

Przysłał, błagając, abym między zgromadzone

Wszedł szyki i tyrreńskie w mą władzę wziął włości.

Ale mnie zimna starość już berła zazdrości

I siły nie dostaje[752] na żaden czyn wielki.

Wezwałbym syna, ale ten z matki Sabelki[753]

6090

Italską krew dziedziczy. — Tobie starość czoła

Nie marszczy, ród nie broni, a bóstwo cię woła:

Śpiesz, Teukrów i Italii wodzu, pełen sławy!

Z tobą chluba i szczęście moje, Pallas żwawy,

Złączy się. Niechaj śpiesząc pod wodzą twą w boje,

6095

Wdraża się w dzieła Marsa, niechaj czyny twoje

Oglądać i podziwiać przywyknie od młodu.

Dwustu jeźdźców arkadzkich, kwiat mego narodu,

Przydam ci — tyleż Pallas od siebie wieść każe».

Gdy to mówił, schylili zamyślone twarze

6100

Enej i wierny Achat pod twardym mozołem

Troski — i wiele ważą w sercu niewesołem,

Gdy nagle Cyterejka[754] widomy znak dała:

W czystym niebie piorunu błysk nagle zapała

Wśród grzmotu, świat się walić zdaje niespodzianie

6105

I w powietrzu tyrreńskich surm ozwie się granie…

Spojrzą — znów przestwór gromkim zahuczy łoskotem

I na niebie pogodnym, w obłoku, wnet potem

Szczękną bronie, od zbrojnych się hufców zaroi…

Zdrętwieli wszyscy z lęku, lecz bohater z Troi

6110

Poznał dźwięk, obietnice matki uroczyste;

Zaczem powie: «O druhu, nie badaj zaiste,

Co znaczą te zjawiska: mnie to Olimp woła!

Ten znak matka przyrzekła zjawić, gdy dokoła

Bój grozić będzie, mówiąc, że Wulkana bronie

6115

Z nieba w pomoc mi ześle.

Och! Jaki bój w nieszczęsnym Laurencie zapłonie,

Jak skaran będziesz, Turnie! Ileż do twej fali

Tarcz mężów, przyłbic oraz ciał dzielnych się zwali,

Ojcze Tybrze! Niech depcze Turn sojusz, niech rwie go!»

6120

Te słowa rzekłszy, z tronu wstaje wysokiego,

Żar ze stosu Alcyda, jak zwyczaj chce stary,

Roznieci na ołtarzu, penaty i lary[755]

Wesół uczci; wraz owce na ofiarę świeżą

Ewander bije społem z trojańską młodzieżą.

6125

Enej łodzie nawiedza i druhów pozdrowi.

Spośród tych, co na boje ruszyć są gotowi,

Mężniejszych sam wybiera zaraz; pozostali

Bez pracy wioseł płyną rzeką z prądem fali,

By donieść Askaniowi o ojcu i sprawie.

6130

Teukrom konie tyrreńskie król daje łaskawie:

Dla Eneja w dział rumak idzie przystrojony

Lwa skórą płową — złote błyszczą na niej szpony.

Wnet po małym miasteczku głoszona wieść hula,

Że ruszy huf ku brzegom tyrreńskiego króla.

6135

Zdwajają śluby matki, wobec bliskiej trwogi

Drżą serca, większej grozy nabiera Mars srogi,

Wojna, Strach, Ojciec, SynEwander idącego w bój uściska syna

Nienasycon i ze łzą tak mówić zaczyna:

«O, niechby mi Juppiter miniony wiek młody

6140

Wrócił, gdym u Prenesty[756] bram szyki w zawody

Rwał, stosy tarcz podpalał i nieustraszenie

Erula tą prawicą w Tartaru słał cienie —

Dziw, któremu Feronia, matka[757], trzy aż razem

(Straszno rzec!) dała dusze; po trzykroć żelazem

6145

Powalony być musiał, przecież wszystkie społem

Dusze i tyleż mieczy tą ręką mu wziąłem. —

Nigdybym z twych uścisków słodkich, drogie dziecko,

Nie wyrywał się teraz, i Mezent zdradziecko

Drwiąc ze mnie, tak by wielu swym mieczem nie naciął

6150

Wśród miasta, tylu moich nie zgubił przyjaciół!…

Lecz, o bogi! Jowiszu wielki przed wszystkiemi!

Zlitujcie się nad królem arkadyjskiej ziemi

I słyszcie ojca, który błagalne śle słowa!

Jeśli mi los Pallasa nietkniętym zachowa,

6155

Jeśli znowu zobaczyć mam jego twarz młodą:

Pragnę żyć i przed żadną nie zadrżę przygodą. —

Jeśli zaś, o Fortuno, zdradę knujesz skrycie,

Dzisiaj już, dzisiaj gorzkie skończyć pragnę życie,

Gdy wątpliwa jest troska, co w pierś mą się wrzyna,

6160

Gdy cię chłopcze, rozkoszy późna i jedyna,

W objęciu trzymam, gdy mi serca nie rozrania

Wieść gorsza…» Takie rodzic śle mu pożegnania; —

Do domu niosą słudzy bladego, bez siły.

Już przez otwarte bramy hufce wychodziły:

6165

Pośród pierwszych rot Enej wraz z wiernym Achatem.

Potem przedni Trojanie; w odzieniu bogatem

Środkiem Pallas — tarcz barwna mu zorzą się pali:

Tak Jutrzenka skąpana w Oceanu fali,

Gwiazda, co ponad inne Wenerze jest miła,

6170

Pojawia się wśród mroków i cudny blask zsyła.

Żołnierz, Kobieta, MatkaŚledzą matki trwożliwe, wstąpiwszy na mury,

Błyszczące spiżem hufce pośród pyłu chmury.

Oni przez chaszcze, kędy prosta droga wiedzie,

Rwą pancerni; zgiełk dudni, za rotą na przedzie

6175

Gna druga w trop i sypki piach trąca kopyto.

Jest wielki gaj nad Cery[758] rzeczułką w jar skrytą,

Z dawna czczony szeroko; pagórki dokoła

Piętrzą się, ciemne jodły zwieńczają ich czoła,

Sylwanowi, co pola i trzodę swą darzy

6180

Opieką, jak wieść niesie, Pelazgowie starzy

Gaj ten oddali, pierwsi władcy ziem Latyna.

Blisko stąd Tarchon oraz tyrreńska drużyna

Miała obóz; ze wzgórza można było okiem

Dostrzec legie stojące na polu szerokiem.

6185

Tam ojciec Enej, a z nim dobrana młódź cała

Znużeni śpieszą, krzepią rumaki i ciała.

Tymczasem boska Wenus ze śnieżnych chmur spłynie

Z darami; kiedy syna w zacisznej dolinie

Ujrzy, gdzie chłodnej rzeki lśni toń kryształowa,

6190

Przystąpi doń, witając, i rzecze te słowa:

«Oto męża mojego dar, sztucznej[759] roboty:

W zbroicy tej Laurentów pysznych zwarte roty

Zmóc zdołasz i dzielnego Turna wyzwać z bliska».

Tak rzecze Cyterejka i syna uściska,

6195

Pod dębem naprzeciwko broń kładąc wspaniałą.

On, ciesząc się podarkiem i tak wielką chwałą,

Strój, Historia, PolitykaNie może się nasycić — oczyma zdumiony

Po niej wodzi, rękoma pieści i ramiony[760]

Straszliwy szyszak z kitą, miotający płomię[761],

6200

Miecz śmiercionośny oraz potężną w ogromie

Spiżową zbroję, która się krwawo rumieni,

Jak chmura, z dala lśniąca od słońca promieni,

Nakolanka ze srebra i złota, i włócznie,

I piękną niewymownie tarcz, rzeźbioną sztucznie.

6205

Na niej dzieje Italii i triumfy Romy

Wybornie wróżb i czasów następnych świadomy

Po Askaniu i wojny wszystkie nieprzerwanie

Wyrzeźbił Ogniowładca. Tam ród, co powstanie

Przedstawił: w grocie Marsa[762], widać, rozciągnięta

6210

Wilczyca leży, wokół jej wymion bliźnięta

Igrają, chłopcy, mleko ssąc zgoła bez trwogi;

Ona zaś, lekko ku nim zginając kark srogi,

Liże obu i gładzi językiem ich ciała.

Niedaleko tuż Roma potężna jaśniała;

6215

Porywane Sabinki wśród świąt przez tłum zbrojny

Bezecnie, i stąd wszczęte z nagła nowe wojny

Przez Romy lud, Tacjusza[763] i Kuretów społem

Surowych. Lecz wnet bitwy znużeni mozołem

Zbrojni króle maciorę składają w ofierze

6220

Jowiszowi, ucztują i czynią przymierze.

Obok — Metta w dwie strony rwą w pędzie rydwany

(Obyś trwał, Albańczyku, w słowie niezachwiany!).

Wlecze zdrajcę Tul, w gniewie zacięty niezmiernie,

Przez las, a krwią dokoła zrosiły się ciernie.

6225

Tuż Porsenna, gród z mocą oblegając, zmusza

Wygnanego na powrót przyjąć Tarkwiniusza.

Eneadzi za wolność porywają miecze;

On żywo zda się grozić; gniew widać go piecze,

Że rozerwać most Kokles odważył się młody,

6230

A Klelia uszła, płynąc przez tybrowe wody.

Manliusz zamków tarpejskich i świątyni strzeże

Pilnie, dzierżąc wysokie Kapitolu wieże;

Strzechą ze słomy błyszczy Romulowa chata;

Tuż srebrna gęś w krużgankach wyzłacanych lata

6235

Głosząc, że Gallów wojska czyhają za progiem;

W krzach pod zamkiem Gallowie siedzą z licem srogiem,

Głuchą nocą zakryci wśród ciemności ślepych;

Złote włosy ich, płonie złocistych szał przepych

I płaszczy prążkowanych; śnieżyste ich szyje

6240

Spina złoto; z dwu włóczni alpejskich blask bije

Wokół, a długie tarcze osłaniają ciała.

Saliów[764] też i Luperków[765] nagich tam jaśniała

Gromada — czapy z czubem, tarcze niespodzianie

Spadłe z nieba; i matki w wygodnym rydwanie

6245

Wiezione wśród obrzędów przez gród. — Tuż mrok siny

Tartarskich pól, Plutona głębokie krainy

Widać, kary za zbrodnie: przykuty do skały

Katylina, na twarze jędz patrzy struchlały;

Cnotliwi są osobno: tym prawa śle Kato.

6250

W środku lśni morza obraz, rzeźbiony bogato

W złocie: błyska biel piany z tła ciemnej głębiny;

Ze srebra wyrzeźbione naokół delfiny

Wzburzone fale zwinnie w krąg sieką ogonem.

Z przodu flota w spiż strojna. Na morzu spienionem

6255

Aktyjską widać bitwę; Leukate[766] wre w szale

Wojennym; szczerym złotem połyskują fale.

Tu August Cezar wiedzie italskie w bój srogi

Zastępy — z nim lud, senat i potężne bogi.

On na statku wyniosłym stoi, obie skronie

6260

Płomień zioną, rodowa gwiazda z czoła płonie.

Tuż z wróżby pomyślnymi Agryppa dostojny

Wiedzie zastęp potężny; mocarny znak wojny,

Okrętowy mu wieniec błyska wokół czoła.

Antoniusz barbarzyńców pod znaki swe woła.

6265

Zwycięzca z krajów Wschodu, z Czerwonych Wybrzeży,

Z Egiptu hufce zbiera — lud Baktry z nim bieży;

Społem idzie (o hańbo!) Egipcjanka, żona.

Wraz wszyscy gnają, morza toń huczy spieniona

Od wioseł, dziobów, osęk. Suną nad głębiną;

6270

Rzekłbyś, że to Cyklady oderwane płyną

Po morzu lub z turniami zbiegają się turnie:

Tak z mocą walą statki, piętrzące się górnie.

Lecą w krąg szybkie strzały i w kłębach płomieni

Pakuły — krwawą rzezią morze się rumieni.

6275

Królowa w środku, hufce brząkadłem w bój woła,

Dwóch wężów za plecami niewidząca zgoła.

Przeróżnych bogów larwy i szczekacz zuchwały

Anub[767] — w Neptuna, Wenus i Minerwę strzały

Miecą. Sroży się Mawors w okrutnej potędze,

6280

Zakuty w stal, posępne lecą w górze jędze;

Ucieszona Niezgoda w rozdartej odzieży

Gna, a za nią Bellona z krwawym biczem bieży.

Widząc to, łuk Apollo aktyjski napina

Z wysoka: drży Egiptu i Indu drużyna,

6285

I Arabi Sabejcy podają tył nagle.

Królowa sama każe w lot rozpinać żagle,

Puścić liny i z wichrem gnać morzem spienionem.

Ją, wśród rzezi blednący niedalekim zgonem,

Wyrzeźbił Ogniowładca jak z pędem Japyga[768]

6290

Gna; ogromny Nil w dali od smutku się wzdryga,

Otwiera jej ramiona i na ciche łono

Swych modrych fal przyjmuje rzeszę zwyciężoną.

Potrójny tryumf święcąc Cezar, w mury Romy

Wiezion, bogom Italii w znak chwały widomy

6295

Nieśmiertelny ślub czyni, wielkich świątyń trzysta

Wznosi w mieście. Lud z igrzysk wesoło korzysta;

W świątyniach tłumy matron, w zieleni ołtarze,

Przed nimi cielce, bogom poświęcone w darze,

On w śnieżnym chramie Feba siedząc, wybór czyni

6300

Z darów, łupem obwiesza podwoje świątyni

Przepyszne. Długim rzędem idą zwyciężeni,

Różni mową — strój różny i oręż się mieni:

Tu Nomadów tłum, Afrów rzesza rozbrojona;

Lelegi, Kary, łowczych Gelonów plemiona;

6305

Eufrates, już uciszon, szedł drżący od trwogi,

Szedł daleki Morynów naród, Ren dwurogi,

Dzicy Daje i Araks, który mosty zrywa.

Te na tarczy Wulkana oglądając dziwa,

Cieszy się obrazami, choć spraw nieświadomy,

6310

Na barkach wznosząc sławę wnuków i los Romy.

Księga IX

Gdy w innej zgoła stronie te sprawy się toczą,

Saturnka Juno z nieba Irydę ochoczą

Do śmiałego śle Turna. — W Pilumna rodzica

Świętym gaju Turn siedział. BoginiCóra pięknolica

6315

Taumasa[769] różanymi doń usty tak powie:

«Turnie! Czego proszącym obiecać bogowie

Nie śmieliby — nam przyniósł dzień ledwo zaczęty:

Enej, rzuciwszy obóz, druhów i okręty,

Nawiedził gród Ewandra, stołeczny Palatyn.

6320

Nie dosyć! Do najdalszych Korytu wszedł chatyn

I zbiera pod broń Lidów lud nieokrzesany.

Przecz[770] wahasz się? Czas konie kiełzać, brać rydwany.

Nie zwlekaj i lęk miecąc[771], zgnieć obóz obrzydły!»

Rzekła i w niebo wzbiła się równymi skrzydły[772],

6325

Ogromny łuk pod chmurą zatoczy z ukosa.

Poznał ją młodzian, obie wzniósł dłonie w niebiosa

I tak do pierzchającej rzekł, zdumion ogromnie:

«Irydo, nieb ozdobo, któż cię z chmury do mnie

Na ziemię zesłał? Skądże nagle tak pogodna

6330

Jasność? O, widzę, niebo rozchyla się do dna,

Krążące błyszczą gwiazdy tam. Śpieszę w zapale,

Ktokolwiek pod broń woła!» — To rzekłszy, nad fale

Pobiegnie, czerpie wodę z wierzchu i skroń skłania

Przed bóstwy, śluby czyniąc i wznosząc błagania.

6335

Już na pola otwarte za rotą szła rota,

Rwą rumaki, blask bije szat zdobnych i złota.

Pierwszy huf[773] Messap, tylne szyki wiodą młodzi

Tyreidzi; pośrodku Turn wojsku przewodzi,

Broń dzierżąc, a przewyższa wszystkich głową całą:

6340

RzekaTak wielki Ganges, siedmiu rzek wzmożon nawałą,

Cicho bieży, tak Nilu toń pianą okryta,

Gdy spływa z pól i w brzegi się chowa koryta.

Wnet ciemną, zbitą chmurę pyłu niespodzianie

Ujrzą Teukrzy i cienie wstające na łanie.

6345

Pierwszy Kaik zakrzyknął z oszańcowań głębi:

«Jakiż kurz, druhy, czarną zawieją się kłębi!

Bierzcie broń, znoście strzały, wstępujcie na mury!

Wróg blisko, hej!» — Wrzask zewsząd się rozległ ponury.

Przez wszystkie bramy Teukrów tłum w szańce się chowa;

6350

Odchodząc bowiem, dzielny Enej te im słowa

Głosił: jeśli tymczasem przygoda się zdarzy,

Niechaj, szyk wiążąc, w pole nie śpieszą w bój wraży[774],

Lecz obozu i murów strzegą, skryci wałem. —

Więc choć wstyd im i bitwy chęć w sercu wre śmiałem,

6355

Zaprą bramy wszelako i — jak Enej każe —

Czekając wroga, wieżom zbrojne stawią straże.

Ubiegłszy piesze hufce Turn, zuchwały młodzian,

Dwudziestu wiodąc jeźdźców dobranych, niespodzian

Przed szańcem stanie; pod nim koń srokacz się miota,

6360

Tracki; z kitą pąsową przyłbica lśni złota.

«Kto za mną — krzyknie — chłopcy? Kto pierwszy się zetrze

Z wrogiem? — Ot!» Kręcąc oszczep, rzucił go w powietrze

Wszczynając bój, i groźnie po polu rwie płaskiem.

Krzyk druhów mu odpowie, pomkną za nim z wrzaskiem

6365

Gromkim. Zwierzęta, Walka, MiastoDziwi ich gnuśność Teukrów niewymownie,

Iż w pole nie wychodzą na bój przed warownię,

Jeno obozu strzegą. — Turn z konia się sroży,

Bada szańce, dostępu szuka wśród bezdroży.

Jak pod pełną owczarnią pomruki złowieszcze

6370

Wydaje wilk, u płotu wiatr znosząc i deszcze

Po północy; bezpieczne wśród matek jagnięta

Beczą — jego złość zasię zdejmuje zawzięta

Na ukryte, głód długo znoszony go nęka

I wściekłość, schnie krwi ciepłej pragnąca paszczęka

6375

Tak w Rutulu, co mury i obóz w bliskości

Ogląda, wre gniew — twarde ból pali mu kości.

Nie wie, jak znaleźć dostęp, jak za szańców załom

Zwabić Teukrów na pole i wydrzeć ich wałom.

Więc flotę, co port obok miała niedaleki,

6380

Szańcami otoczona w krąg i falą rzeki,

Napadnie; woła druhów, by nieśli łuczywo,

I w dłoń żagiew płonącej sosny chwyta żywo.

Prą z mocą; pierś ich Turna obecność zapali[775].

Wnet wszyscy w dłonie smolne pochodnie porwali,

6385

Rozrywają ogniska — pod gwiazdy wiatr żenie[776]

Snop iskier i zmieszane z popiołem płomienie.

Któryż to bóg, o Muzy, odwrócił tak srogi

Żar od Teukrów? Kto łodzie z tej wyrwał pożogi?

Powiedzcie! Czyn to dawny, lecz wieczystej sławy…

6390

Kiedy na fryskiej Idzie pierwsze łodzie żwawy

Stawiał Enej i flota na głębie zejść miała,

Mówią, że matka bogów, Berecyntka[777] śmiała,

Tak rzekła do Jowisza: «Wprowadzony na tron

Olimpu, słuchaj, synu, głosu pierwszej z matron!

6395

Miałam bór, umiłowan już przed wielu laty —

Na szczycie gaj był, gdzie mi składano obiaty,

W mroku świerków i klonów tnąc chaszcze na pował;

Enejowi go, kiedy floty potrzebował,

Oddałam; dzisiaj troska mi serce rozrania.

6400

Rozprosz mą trwogę, matki wysłuchaj błagania:

Niech statków tych nie niszczy pęd, ni wichru siły

Nie złamią, skoro w moich górach się zrodziły».

Syn, co biegiem gwiazd rządzi, tak zasię rzekł Jowisz:

«O matko, przecz[778] los kusisz? Co zjednać stanowisz?

6405

Czyli[779] dłonią śmiertelną uczynione łodzie

Nieśmiertelne być mogą? Czyż wszelkiej przygodzie

Wyrwany ma być Enej? Kto z bogów to zdoła?

Lecz tym, co celu dopną i falą mórz zgoła

Niezmożone w auzoński port wpłyną szczęśliwie

6410

I Trojan wodza stawią na Laurentu niwie,

Ziemską postać odmienię, skoro prosisz o to:

Bóstwami morza będą, jak nereida Doto

I Galatea, które piersiami tną morze».

Rzekł i na rzekę brata w stygijskim przestworze[780]

6415

Klnie się, na smolne nurty i brzegów ich wały…

Skinął i wraz skinieniem wstrząsnął Olimp cały.

Nastał dzień obiecany i Parek wrzeciona

Dosnuły czas… Okręt, CudWięc szałem Turna przerażona

Cybele śpieszy pożar odwrócić od łodzi.

6420

Blask nagły strzela wkoło, wśród świateł powodzi

Od wschodu wielki obłok przez niebiosa sunie,

Idajskie widać chóry[781], głos straszny grzmi w łunie,

Wśród Trojan i Rutulów budząc lęku mrowie:

«Nie śpieszcie łodzi moich osłaniać, Teukrowie,

6425

Nie zbrójcie dłoni! Pierwej Turn morza zapali,

Niźli święte te sosny… Wy idźcie w głąb fali,

Boginie morza! — Matka każe!»

Wnet nietknięta

Łódź każda od wybrzeża oderwie lin pęta;

6430

Jak delfiny, do morza wnurzając pierś śliską,

W głąb dążą, dziewic biorą kształt (dziwne zjawisko!).

Ile stało przy brzegu krytych spiżem łodzi,

Tyle twarzy dziewiczych nad fale wychodzi.

Zdumieli się Rutule; zatrwożon ucieka

6435

Zlękłymi końmi Messap, cofa się i rzeka

Głośno hucząc, uchodzi Tyberyn z wód głębi.

Lecz Turna zuchwałego bojaźń nie przygnębi,

Słowami krzepi ducha i nie szczędzi nagan:

«W Trojan dziwy te godzą, im Jowisz niezbłagan

6440

Odjął pomoc zwyczajną, ni strzał, ni pożogi

Rutulów nie czekając. Dla Teukrów mórz drogi

Zamknięte: nam połowa odpadła mozołu.

Ląd w ręku naszym — tyle tysięcy pospołu

W Italii oręż wznosi. Zgoła mnie nie trwożą

6445

Głosy Frygów, na wróżbę wskazujące bożą!

Dość losom i Wenerze, że Auzonia żyzna

Trącona stopą Trojan. Mnie też los mój przyzna

Prawo zniszczyć zbrodniczy lud, co się nie wstydzi

Brać cudzą narzeczoną. Nie sami Atrydzi

6450

Zelżeni, nie sam Micen lud zdoła broń nosić.

Lecz dosyć, że raz padli. — Im winno być dosyć

Dawnych win, okrutnikom, co niewiast ród cały

Prześladują, szaleńcom, których wątłe wały

I rów — taka niewielka przed śmiercią osłona —

6455

Krzepią. Czyż nie widzieli, jak Troja, broniona

Neptuna murem, padła w pożodze w noc ciemną? ..

Lecz kto z was, o wybrani, orężem wraz ze mną

Wał przerwie, co obozy przelękłych wojsk grodzi?

Ni Wulkana mi zbroi, ni tysiąca łodzi

6460

Nie potrzeba na Teukrów. Niech wesprze ich zaraz

Etruski huf! Wśród mroków na zamkowy taras

Nie wedrzem się, nie skradniem zabiciu straży

Palladium, ni w brzuch konia nie skryjem się wraży:

Jawnie ogniem ich szańce otoczymy we dnie!

6465

To nie są z Pelazgami zapasy powszednie,

Które w dziesięć lat męstwo przewlekło Hektora!…

Teraz, gdy dzień się chyli i późna już pora,

Spisawszy się, drużyno, pod zbrojami nie sap,

Lecz wesoło krzep ciała przed bitwą!»

6470

—Wnet Messap

Troskę podjął, by bramy poobsadzać z bliska

Strażą i wokół murów rozłożyć ogniska.

Na czaty pod szańcami Rutulów czternastu

Wybrano — stu za każdym pośpiesza ku miastu,

6475

Strojnych w czuby szkarłatne i błyszczących złotem.

Biegną, straż zaciągają i na darni potem

Raczą się winem, dzbany wypróżniając do dna.

Płoną ognie; wśród zabaw noc kryje pogodna

Bezsennych.

6480

Trojanie z wału patrzą na to i jak mogą

Strzegą wielkich baszt, bramy opatrują z trwogą,

Łączą mosty z wieżami, pociski i strzały

Znoszą. Krząta się Mnestej oraz Serest śmiały,

Których sam ojciec Enej, gdyby ciężki srodze

6485

Bój nastał, dał młodzieńcom za mistrze i wodze.

Cały zastęp na szańcach każdego załomu

Z losu strzeże na przemian, jak przypadło komu.

U bramy Hyrtacyda Nizus straże czyni

Dzielny w boju. W Eneja obóz go łowczyni

6490

Ida[782] wysłała; włócznią on walczył i strzały[783].

Obok Eurial: równego mu krasą nie znały

Ziemie Troi, ni kryła trojańska zbroica:

Puch pierwszy, niestrzyżony, ocieniał mu lica.

Ci w boje społem biegli, wzajem sobie mili,

6495

I wtedy też straż razem przy bramie dzierżyli.

Nizus rzekł: «Czy ten zapał pochodzi od boga,

Eurialu, czy też bogiem jest własna chęć sroga?

Chęć boju lub świetnego czynu w sercu moim

Wre i miłym nie mogę się cieszyć pokojem.

6500

Patrz, jak wielka Rutulów napełnia otucha:

Ogniska rzadko błyszczą — w śnie, jakby bez ducha.

Zmorzeni winem leżą. Cisza… Słuchaj tylko,

Co myślę, jaki zamiar powziąłem przed chwilką:

Lud i senat chce wysłać do Eneja posły,

6505

Aby nam jego wolę wyraźną odniosły.

Gdy tobie dar przyrzekną słuszny — bo mnie obcym

Wszystko, prócz sławy — widzę, zda się, za tym kopcem

Drogę, co w pallantejskie zawiedzie mnie wały…»

Osłupiał Eurial, zdjęty wielką żądzą chwały,

6510

I te słowa do druha gorącego rzecze:

«Więc w drogę mnie ze sobą wziąć nie chcesz człowiecze?

Samegoż na wyprawy puszczę? Takiż cel ta

Ma mowa? O, nie takie od ojca Ofelta

Brałem rady wśród bitew, wśród Trojan mozołu,

6515

Nie na to zasłużyłem ja z tobą pospołu

Spiesząc, kędy Eneja wiodła dola twarda.

Tkwi w duszy mojej życia szlachetna pogarda,

Co sądzi, że od sławy życie mniej jest miłem».

Na to Nizus: — «O tobie nigdy nie wątpiłem:

6520

Tak niech mnie wróci tobie Jowisz w czerstwej sile

Lub inne bóstwo, które patrzy na nas mile!

Lecz gdy — jak często bywa, wśród trudnej tak drogi —

Przypadek mnie zabierze lub zawistne wrogi,

Chcę, byś został. Twe życie cenniejsze niemało.

6525

Będzie ktoś, kto odbije lub wykupi ciało,

Pogrzebie je lub, jeśli los nie da, grobowiec

Zbuduje, uczci stypą. Nieprawdaż? Sam powiedz!

I matce twej nie sprawię bólu na ostatek,

Co sama z tobą, chłopcze, spośród wielu matek

6530

Poszła, nie chcąc wśród murów pozostać z Acestem».

Ów zasię: «Próżne słowa, bo niezłomny jestem

W mym zdaniu, nie odmienisz go mową uprzejmą.

Pójdźmy!» — Rzekł. Czatowników zbudzi; ci obejmą

Placówkę. Eurial z Nizem, ze straży zwolnieni,

6535

Spieszą, wodza wśród mrocznych poszukując cieni.

Wszystkie inne stworzenia w krąg, tonąc w sen miły,

Zapomniawszy o trudach, swe troski koiły.

Wodzowie przedni Teukrów i dobór młodzieży

Radzą nad wspólną sprawą: co czynić należy

6540

I jaki poseł spiesznie Eneja przestrzeże.

Na długich włóczniach wsparci i dzierżąc puklerze,

Stoją pośród obozu, kiedy Nizus żwawy

I Eurial posłuchania proszą, aby sprawy

Objawić, godne słuchu. Pierwszy Jul stanowi,

6545

By przypuścić śpieszących, i głos da Nizowi.

Wtedy rzekł Hyrtacyda: — «Słyszcie nas łaskawie,

Eneadzi, nie z naszych lat sądząc o sprawie:

Rutule, snem i wina zmorzeni strugami,

Zmilkli. Miejsce przeprawy upatrzylim sami

6550

Na rozstajach, przy bramie, co morza jest bliska.

Tam rzadsze czaty, czarny dym bucha z ogniska

Pod gwiazdy. Gdy przeciwni temu nie jesteście,

Aby szukać Eneja w pallantejskim mieście,

Pobiwszy wielu, z łupem do szańców tych proga

6555

Powrócim. Wśród wyprawy nie zmyli nas droga:

Widywali gród, często podchodząc pod bramy

Na łowach, brzegów rzeki każdy zakręt znamy».

Na to wiekiem podeszły, poważny rzekł Alet:

«Rodowe bóstwa Troi! Widać dawnych zalet

6560

Pomne, nie chcecie biednych Teukrów zgubić do cna,

Gdy w sercach młodzi naszej goreje tak mocna

Żądza sławy!» — To mówiąc, uściska prawice

Obu chłopców, a hojne łzy zroszą mu lice. —

«Jakiejże ja nagrody godnym nie uznawam

6565

Tak chwalebnego dzieła? Najpiękniejszą da wam

Sumienie i bogowie; resztę zaś nagrody

Zbożny Enej dołoży, wnet i Askań młody,

Co nigdy nie zapomni o tak wielkim czynie».

«Ja, co w ojca powrocie mam ufność jedynie —

6570

Podjął Askań — na lary[784] wielkie i penaty[785]

Assaraka[786], na siwej Westy chram[787] bogaty

Klnę się: jeśli tli jaka w mej piersi nadzieja,

W waszym męstwie ją składam! Stawcie mi Eneja

Przed oczy znowu! Przy nim nic przygoda zła mi

6575

Nie zaszkodzi. Dwie srebrne, zdobione rzeźbami

Dam czasze, łup z Arysby przez rodzica wzięty,

I trójnogi dwa, złota dwa wielkie talenty

I puchar starożytny, który mi Dydona.

Dała. Gdy zaś Italii podbój się dokona,

6580

Po zwycięstwie, gdy łupy dzielić będą moi…

Widziałeś, jaki Turna niósł koń, w jakiej zbroi

Ze złota? — Konia tego, tarcz i krasne czuby

Wyłączę z działu: twym to wszystko, Nizie luby!

Dwanaście też dobranych kobiet w wieku kwiecie

6585

I tyluż jeńców w zbrojach od ojca weźmiecie,

I samego Latyna króla żyzne łany.

Ty zaś, który mi wiekiem swym, chłopcze kochany,

Bliższy jesteś — wiedz, że cię odtąd sercem całem

Za druha na wszelakie przygody obrałem.

6590

Bez ciebie żadnych czynów dłoń moja nie pocznie

W pokoju i wśród bitew, twym słowom niezwłocznie

Dam wiarę!»

Wtedy tak się ozwie Eurial śmiały:

«Żaden dzień do zdobycia tak rozgłośnej chwały

6595

Nieskorym mnie nie znajdzie; byle w zdradne siecie

Fortuna nas nie wwiodła! Ja nad wszystko przecie

O jedno błagam: Matkę mam z grodu Pryjama,

Co nie chciała w iliońskiej ziemi zostać sama

Ani w grodzie Acesta, lecz ze mną szła wszędzie.

6600

Nieżegnaną dziś rzucam ją — wiedzieć nie będzie

O losie mym. Noc świadkiem i twoja prawica,

Żem nie mógł znieść zlanego łzami matki lica!

Ciesz biedną w opuszczeniu, na nią tkliwość przelej!

Dozwól mi w tym zaufać tobie, pójdę śmielej

6605

Na wszelki los». — Wzruszeni Teukrów wojownicy

Łzy ronili, przed innymi sam Jul pięknolicy,

Bo widok tkliwych uczuć poruszył go do dna.

Więc tak rzecze:

«Zaufaj! wszelkich nagród twa dzielność jest godna:

6610

Za matkę mieć ją będę; prócz miana jedynie

Kreuzy, dam jej wszystko. Wdzięczność na nią spłynie

Za syna. Jakikolwiek obrót wezmą trudy,

Na tę głowę mą klnę się, jak ojciec zwykł wprzódy:

Co tobie obiecuję, gdy nie zginiesz w drodze,

6615

Tym matkę twą i całą rodzinę nagrodzę».

Tak rzekł ze łzami. Wszystkich wzruszą słowa, a on

Z barków zdejmie złocony miecz, który Lykaon

W Gnozji ukuł (słoniowa kość na pochwie błyska);

Nizowi Mnestej skórę groźnego da lwiska,

6620

Przyłbicę zasię wierny przemieni z nim Alet. —

Ruszą zbrojni. Z podziwem dla męskich ich zalet

Do bram ich młódź i starzy wiodą wojownicy

Wśród licznych życzeń. Również i Jul pięknolicy,

Młody, lecz już męskiego pełen doświadczenia,

6625

Wiele zleceń do ojca śle. Lecz wiatru tchnienia

Porwą je i w obłoki miotają daremno.

Oni, rowy przebywszy, kryci nocą ciemną,

W obozy zgubne śpieszą, lecz wielu wpierw miała

Dłoń ich pobić. — Na łące bliskiej ujrzą ciała

6630

Snem i winem zmorzone, wyprzągnięte świeżo

Wozy; pod ich kołami męże, miecze leżą

I dzbany z winem. Nizus, nieustraszon zgoła:

«Śmiało, Eurialu! Teraz rzecz sama nas woła —

Tędy droga! Bacz z dala, by z mrocznego wnęka

6635

Od tyłu jaka wraża nie żgnęła mnie ręka!

Tych wytnę i szeroką powiodę cię drogą!»

Tak rzekł i umilkł. Razem godzi bronią srogą

Na pysznego Ramneta, co złożywszy ciało

Na stos kobierców, we śnie dyszał piersią całą,

6640

Król i wieszczek Turnowi nader miły — alić

Od śmierci nie zdołały go wróżby ocalić.

Trzech sług, obok leżących wśród broni bezładnie,

I giermka Rema płatnie, woźnicę napadnie

Pod końmi i w obwisły kark żelazem pchnie go.

6645

Polem panu ich zetnie głowę, tułów jego

Zostawi, bulgocący krwią, w miejscu tem samem;

Krew łoże i darń broczy. Lamira też z Lamem

I młodzieńca Serrana żgnie, co w nocy wiele

Przegrawszy, urodziwy legł, zmorzon na ciele

6650

Winem. Szczęśliwy byłby, gdyby aż do rana

Wśród gry mu upłynęła nocka nieprzespana.

Jak lew głodny, gdy w pełne się wedrze owczarnie

Porwany szałem żeru rozdziera i garnie

Przelękłe, drżące owce i grzmi paszczą krwawą:

6655

Nie inaczej i Eurial na lewo i prawo

Szaleje. Okrom licznej bez rozgłosu młodzi,

Fada, Herbesa, Reta, Abara podchodzi

W śnie. Ret czuwał i widział, jak tamtych śmierć zmiotła,

Lecz z trwogi za wielkiego krąg ukrył się kotła.

6660

Gdy wstawał, ów mu piersi na wylot przewierci

Mieczem i w mrokach gorzkiej pogrąża go śmierci;

Z krwią oddaje wnet duszę, z posoką chlupocą

Strugi wina; — ów dalej następuje z mocą.

Do rot Messapa dążył. Spojrzy: ledwo płonie

6665

Gasnący żar; opodal powiązane konie

Gryzą trawę. Lecz Nizus krótko — spostrzegł bowiem

Że zbytnio się unoszą między wrogów mrowiem:

«Odejdźmy — rzecze — bliska już zorza nam wroga;

Dość pomsty! Przez ich karki uczyniona droga».

6670

Wiele broni, zdobionej srebrem, w poniewierce

Zostawią, również dzbany i piękne kobierce.

Eurial bierze Ramneta napierśnik bogaty

I pas złoty z guzami; Cedyk go przed laty

Remulusowi przesłał razem z upragnionem

6675

Przymierzem; ów wnukowi go oddał przed zgonem;

Kiedy on zmarł, Rutule w bitwie go zabrali. —

Ten łup bierze na barki, które śmierć powali,

Potem szyszak Messapa piękny, strojny kitą,

Wkłada. Biegną z obozu na łąkę odkrytą.

6680

Tymczasem już laurencka jazda, słana przodem,

Gdy reszta legii w polu została pod grodem,

Szła, odpowiedź Turnowi niosąc: trzystu młodzi,

Wszyscy zbrojni tarczami; Wolcens im przewodzi.

Podchodzili pod obóz do wału bliskiego,

6685

Gdy z dala zbaczających na lewo spostrzegą.

Niebacznego Euriala zdradziła przyłbica,

Co błysła przez mrok nocy w promieniach księżyca.

Nie próżno ją ujrzano, Wolcensa surowy

Krzyk zabrzmiał: «Stójcie! Co was prowadzi i kto wy?

6690

Dokąd to?»

Oni słowa nie rzekli, lecz poczną

Skwapliwie w las uciekać, ufając w noc mroczną.

Znanymi dobrze ścieżki skoczą jeźdźcy w pędzie

Tu i tam, każdy dostęp zamkną strażą wszędzie.

6695

Była gęsta dąbrowa, kędy światłem księżyc.

Nie wnika — bór podszyty splotami ostrężyc

Ciernistych; rzadko przesmyk lśnił tam tajemniczy.

Euriala mroczne chaszcze i ciężar zdobyczy

Wstrzymują; strachem zdjęty, nie wie, kędy droga.

6700

Nizus umknął; na oślep gnając, uszedł wroga

I dopadł miejsc, gdzie stało drobnych kilka chatyn; —

Dziś Albą zwą je, wtedy tam stajnie miał Latyn.

Gdy stanął, a nie dostrzegł druha, zlękły srodze:

«Eurialu biedny! Gdzieżem zostawił cię w drodze?

6705

Gdzież cię szukać, gdy słabo tylko księżyc blady

Rozświeca gąszcz?» Wraz, bacząc na własnych stóp ślady,

Błąka się wśród milczących kniej; wtem tętent koni

Słyszy, zgiełk niewyraźny i głosy pogoni.

Niedługo potem wrzawa doleci go z dala;

6710

Biegnie i w tłumie wrogów zobaczy Euriala,

Co, zdjęty trwogą, drogę pomylił w pomroce

I schwytany, w rozpaczy próżno się szamoce. —

Co czynić? Jaką siłą, jaką bronią zdoła

Wyrwać go? Czy w tłum wrogów, nieustraszon zgoła,

6715

Rzuci się na śmierć piękną przez otwarte rany?

Szybko włócznię podnosi w dłoni, na świetlany

Spojrzy księżyc i takich próśb korne śle słowa:

«Przyjdź w pomoc nam, niech biednych twa łaska zachowa,

Latońska gwiazd ozdobo, co borów masz straże[788]!

6720

Gdyć ojciec Hyrtak za mnie ofiary słał w darze,

Gdym ja sam ci łowieckich łupów nie żałował,

Pod stropem w cieniu świętych wieszając ją pował,

Dozwól mi tłum ten zmieszać, mą włócznią go roztrzep!

Rzekł, i z całych sił rozmach biorąc, ciężki oszczep

6725

Miota. Szybko tnie nocy mrok włócznia rzucona,

Pleców odwróconego dosięgnie Sulmona,

Złamie się i pękniętym drzewcem przejdzie płuca.

Ów pada i krwi ciepłej strugę z rany rzuca

Zdrętwiały; pierś raz po raz wstrząsają mu dreszcze,

6730

Rozglądają się jeźdźcy. Nizus, śmielszy jeszcze,

Drugi pocisk w dłoń ujmie; gdy tamtym odwaga

Słabnie w piersi, grot świsnął, obie skronie Taga

Przeszył i utkwił w czaszce, krwią i mózgiem splamion.

Sierdzi się srogi Wolcens — kto z tą mocą ramion

6735

Rzucił oszczep, na kogo uderzyć ma, nie wie.

«Tymczasem ty krwią ciepłą zapłacisz — rzekł w gniewie

Za obu!» Razem, w górę podnosząc miecz nagi,

Na Euriala szedł. Wtedy strwożon, bez rozwagi,

Krzyknął Nizus, ukrywać już nie chce się w borze

6740

I boleści tak srogiej wydołać nie może:

«Na mnie (tu stoję, sprawca!) obróćcie broń — woła —

Rutule! Mój to podstęp; on niewinny zgoła,

Gwiazd światłością się świadczę, co noc rozwesela,

Tylko zbyt nieszczęsnego kochał przyjaciela!»

6745

Wołał, ale miecz, z mocą spuszczony, rozetnie

Żebra i piękną chłopca pierś rozpłata szpetnie.

Runął Eurial nieżywy; z dorodnego ciała

Krew trysnęła, w tył szyja mu zwisła omdlała:

Tak upada pod pługiem ścięty nieoględnie

6750

Kwiat różowy na wątłej łodydze, tak więdnie,

Skłaniając lekko głowę, mak pobity deszczem…

Zaś Nizus w ciżbę wpadnie i okiem złowieszczem

Wolcensa tylko szuka, Wolcensa dogania.

Stąd i zowąd go wrogi w zgiełku zamieszania

6755

Tłoczą. On, piorunowy swój miecz napastniczy

Wznosząc, bieży, aż w usta Rutula, co krzyczy,

Wrazi go i — konając — trupem wroga ściele.

Wtedy pada na martwym druha swego ciele,

Skłuty — i tu nareszcie znajduje śmierć błogą.

6760

Szczęśliwi obaj! Jeśli me wiersze coś mogą,

Żaden dzień u potomnych nie ujmie wam chwały,

Dopóki ród Eneja Kapitolu skały

Dzierżeć będzie i berła nie weźmie los Romie.

Zwycięzcy, łup z pobitych ściągnąwszy łakomie,

6765

Z płaczem nieśli w namioty Wolcensa bez ducha.

W obozie płacz i lament nie mniejszy wybucha,

Gdy Ramneta w krwi ujrzą, a z nim przednich sporo,

Serrana też i Numę. Gromadnie się zbiorą

Przy trupach i wpółżywych; patrzą przerażeni

6770

Na plac rzezi, gdzie w strugach krew ciepła się pieni.

Oglądając łup z trudem odzyskan, ze stali

Hełm Messapa błyszczący i pas rozpoznali.

Już pierwszy brzask na ziemię miecąc, nowa Zorza

Z Tytona złocistego dźwigała się łoża;

6775

Gdy słońce wzeszło, światłem odsłaniając łany,

Do oręża Turn mężów, sam w zbroję odziany,

Budzi; szyki w spiż zbrojne ustawiają wodze

Kolejno, i wieściami gniew ich jątrzą srodze.

Co więcej — iście widok okropny i nowy! —

6780

Z wrzaskiem podnoszą wbite na oszczepy głowy

Euriala i Nizusa.

Eneadzi obsadzą swe oszańcowania

Na lewo, bo ich prawy bok rzeka osłania;

Ogromnych baszt i rowów z sercem niewesołem

6785

Pilnują; ścięte głowy wzruszają ich społem,

Dobrze znane i skrzepłą krwią zbroczone wokół.

Matka, Syn, Żołnierz, RozpaczTymczasem przez gród trwożny Wieść, szybka, jak sokół

Mknie i matki Euriala uszu wnet dopada.

Jej przestrach zmroził kości: zatoczy się blada,

6790

Z rąk wypadnie jej grzebyk tkacki i przędziwo.

Z rozpacznym łkaniem pędzi nieszczęsna co żywo

Ku szańcom, w szale, z włosem rozwianym u czoła;

Dobiega przednich szyków, niepamiętna zgoła.

Na męże, grozę, strzały — i skargę śle skorą:

6795

«Takimż widzę cię, synu, co późną podporą

Starości mojej byłeś?! Samotną mnie, srogi,

Porzucasz? — Gdyś na pewną śmierć ruszał, bez trwogi,

Nie mogłam, matka, słowy[789] cię żegnać tkliwemi!…

Na pastwę psów i sępów na nieznanej ziemi

6800

Rzuconyś, a jam twego nie pogrzebła ciała,

Nie zamknęła ci oczu, ran nie obmywała!

Nie odziałam cię w szaty, które dniem i nocą

Tkałam, słodząc przędzeniem mą starość sierocą.

Gdzież pójdę? Jakaż ziemia pocięte zdradziecko

6805

Członki dziś kryje? Toż mi po sobie, o dziecko,

Dajesz? Za tym goniłam przez lądy i fale?

Przebijcie mnie, na litość! Wszystkie włócznie w szale

Na mnie miećcie, Rutule, mnie pierwszą powalcie!

Albo ty, Ojcze niebian, gdy nade mną żal cię

6810

Zdejmuje — strąć mnie w Tartar, na głowie mej połam

Grom twój, gdy życia stracić inaczej nie zdołam!»

Jej łkanie wzrusza hufce, żal w piersi się wwierci;

Jęk brzmi, chętne ku bitwie zwątliły się serca.

Szerzącą skargi Idej i Aktor utula;

6815

Na rozkaz Ilioneja i smutnego Jula

Pod ręce biorąc, pod dach wiodą ją w pobliżu.

Tymczasem przeraźliwy dźwięk surma ze spiżu

Wydała, zgiełk rozgłośny pod niebo uderzy.

Suną Wolskowie, górą dach tworząc z puklerzy.

6820

Chcą rowy zasypywać i rzucić się na wał;

Śledzą, gdzie by rząd drabin przystawić się dawał

Do murów, kędy szyki obrońców są rzadsze

I luki znać…

Huf Teukrów z góry zasię natrze

6825

Pocisków wszelkich gradem — twarde miecą[790] belki,

Nawykli w drugiej wojnie łamać napór wszelki.

Ogromne głazy toczą, próbują, czy kędy

Nie skruszą krytych szyków — lecz wszystkie zapędy

Łamią się o złączone w dach twardy puklerze.

6830

Niedługo: bo gdzie wrogów czerń większa się zbierze,

Ogromny odłam skały Teukrzy z trudem wloką

I rzucą; on spadając, roztrąca szeroko

Tarcze. Zaczem[791] Rutule, rzuciwszy szturm śmiały,

Usiłują Dardanów tłum lotnymi strzały[792]

6835

Spędzić z wału.

Ówdzie znów Mezent, sosną etruską olbrzymią

Wstrząsając, niesie ognie, co skrzą się i dymią;

Messap, koni pogromca, Neptuna syn śmiały,

Pod murem drabin woła, rozerwawszy wały.

6840

Wy, Muzy, ty, Kalliopo, natchnijcie me pienia,

Jak tam Turn szalał mieczem, jak grozę zniszczenia

Szerzył, kto kogo strącił w Orku otchłań ciemną;

Ogromny obraz bitwy odsłońcie wraz ze mną!

Pamiętacie ją, boskie, i wspomnieć możecie!

6845

Była wieża wysoka, gęstych wiązań siecie

Piętrząca, którą z wielkim wysiłkiem próbował

Italczyków tłum z posad obalić na pował;

Trojanie zaś głazami łamią zapęd ślepy

Napastników i z okien miotają oszczepy.

6850

Pierwszy Turn rzucił głownię płonącą, co sięgła

Rusztowań, rozżarzona od wichru, u węgła

Zapaliła wieżycę i utkwiła w belce

Podwojów. Wewnątrz Teukrzy, zatrwożeni wielce,

Próżno chcą uciec. Kiedy się tłoczą ku części

6855

Nietkniętej ogniem, nagle wieżyca zachrzęści

I runie z trzaskiem. Wokół grzmi niebios krąg cały,

Pod stosem belek widać wpół żywych ciał zwały:

Ci na włóczniach tkwią, tamtych pierś przebita kołem

Twardym; jeden Helenor uszedł z Likiem społem.

6860

Helenor, syn Meonii[793] króla pięknolicy,

Z Licymnii był nadobnej zrodzon służebnicy:

Ta, wbrew ojcu, pod Troję, by okrył się chwałą,

Wysłała go. — Bez pochwy miał miecz i tarcz białą.

Kiedy ujrzał, że Turna tysiączne go zgraje

6865

Otaczają i zewsząd tłum wrogów nastaje,

Jak zwierz, kiedy nań zewsząd naprze łowców rota,

Choć pewien śmierci, wściekle na włócznie się miota

I skacze przez pociski, nim grot go przewierci, —

Nie inaczej w tłum wrogów młodzian, pewny śmierci,

6870

Wpada, kędy najgęściej las włóczni się zjeża.

Lik zasię, szybszy w nogach, przez gęstwę żołnierza,

Przez oręże ucieka i na mur się zacznie

Wdzierać, ręce do druhów ściągając rozpacznie.

Ściga go Turn zwycięski i grożąc oszczepem

6875

Tak karci: «O szaleńcze! W zaufaniu ślepem

Myślałeś, że ujść zdołasz?» Gdy ów nie przestawał

Piąć się, chwyta go silnie i muru z nim kawał

Odedrze: tak łabędzia lub zająca z góry

Dopada ptak Jowisza krzywymi pazury;

6880

Tak wilk, gdy do obory owiec się dobędzie,

Porywa jagnię matce beczącej. — Wrzask wszędzie

Wstaje. Biegną, faszyną zasypują rowy,

Drudzy na szczyty wieżyc żar miecą ogniowy.

Odłamem wielkim skały powali Ilionej

6885

Lutecja, gdy niósł ogień do bramy zwątlonej —

Emationa tnie Liger, Koryneja śmiały

Azylas; tamten oszczep miotał, ten zaś strzały.

Ortyga — Cenej, tego Turn stalą powita;

Kloniusza, Dioksyppa, Promolusa, Ita,

6890

Sagarysa z Idasem Turn kładzie pokotem.

Kapys zwalił Prywerna. Ów, draśnięty grotem

Temilasa, tarcz rzucił i ręką, szalony,

Przycisnął ranę; wtedy w bok, od lewej strony

Przeszywając dłoń, lotna trafiła go strzała

6895

I wraz śmiertelną raną oddech mu przerwała.

Stał syn Arcensa, w zbroję wyborną przyodzian,

W płaszcz z haftem i hiberski szkarłat; piękny młodzian,

Którego rodzic Arcens w bój wysłał radośnie

Znad rzeki Symetejon[794], gdzie matki[795] gaj rośnie

6900

I Palika łaskawe ołtarze migocą[796].

Mezent, włócznie złożywszy, trzykroć straszną procą

Zakręcił koło głowy, nie szczędząc mozołów,

I w głowę wroga miecąc[797] roztopiony ołów,

Rozbił czaszkę. — Ów runął na piaski spłowiałe.

6905

Pierwszy raz, mówią, w boju puścił wtenczas strzałę

Nawykły dotąd ścigać płochliwego zwierza,

Askań — i wraz mężnego Numana uderza,

Co przydomek Remula miał; pięknego ciała

Siostrzyca Turna młodsza rękę mu oddała.

6910

Przed pierwszym szykiem mnóstwo obelg i prze­chwałek

Głosił, pychą z nowego związku wzdęty śmiałek,

Krocząc i wrzask donośny podnosząc zuchwale:

«Nie wstyd wam oblężenie znosić w ciasnym wale,

Dwakroć zbici Frygowie[798]? Kryć się za mur gruby?

6915

Oto jacy małżeńskie zdobywać chcą śluby!

Jakiż bóg czy też obłęd ku naszym osadom

Gna was? Tu nie Atrydzi, nie Ulis, zdrad świadom!

Ród my twardy z pradziada, od wygód daleki,

Dziatki nasze hartujem w mrozie, falą rzeki;

6920

Chłopcom łowy na myśli i leśna gęstwina,

Każdy konno harcuje, łuk dzielnie napina.

Wytrwała w pracach młodzież, przestając na małem,

Łan orze albo stacza bój pod grodów wałem.

W zbroicach wiek nam schodzi; włócznią odwróconą

6925

Bijemy karki wołów. Nawet w starcach płoną

Żywe ognie i wiek im krzepkości nie bierze;

Włos siwy pod przyłbice kryjem. Zawsze świeże

Lubimy znosić łupy i żyć ze zdobyczy.

U was szafran i szkarłat prym w strojach dziedziczy,

6930

Na ospalstwie i pląsach upływa wam życie,

Tuniki z rękawami i mitry nosicie!

O Frygijki, nie Frygi! — po Dyndymie[799], nie tu,

Błądzić wam przy odgłosie dwudźwięcznego fletu,

Brząkadły was, piszczałką Berecyntka[800] wabi

6935

Idajska. Mężom zdajcie broń, do miecza słabi!»

Nie zniósł Askań przechwałek, głoszonych chełpliwie.

Na skręconej ze ścięgna końskiego cięciwie

Kładzie strzałę, naciągnie łuk mocno i stanie.

Wśród ślubów do Jowisza śląc takie błaganie:

6940

«Jowiszu wszechpotężny! W śmiałym mnie zamiarze

Wesprzyj, a cennym darem twe uczczę ołtarze!

Sam byczka ci przywiodę: złocone ma czoło,

Biały, matki dorasta głową — już wesoło

Bije rogiem, racicą raźnie piasek grzebie».

6945

Słyszy go rodzic bogów; przy pogodnym niebie

Grzmi od lewa. Wraz zgubna cięciwa zabrzmiała:

Ze świstem głośnym pierzchła naciągnięta strzała,

Remulusowi wklęsłe skronie i tył głowy

Przeszywa. «Masz! Drwij z męstwa chełpliwymi słowy!

6950

Dwakroć zbici odpowiedź ślą!» — To jeno Askań.

Wtórują Teukrzy zgiełkiem okrzyków i klaskań,

Wre radość i unosi serca pod niebiosy.

Właśnie z chmury Apollo patrzał jasnowłosy

Na Auzońców i obóz, co w szańce się wtula,

6955

I tak do zwycięskiego odezwie się Jula:

«Świetnie, chłopcze, poczynasz! Tak gwiazd się dosięga![801]

Z bogów zrodzon, ród bogów wzbudzisz — a potęga

Plemienia Assaraka wszystkie skruszy wojny.

Nie obejmie cię Troja!»

6960

Rzekł i w blaski strojny

Z wysoka skoczy; lotem, co wichrom mógł sprostać,

Pośpieszy do Askania. Boską swoją postać

Na starego Butesa zmienia po kryjomu —

Giermek to był i wierny stróż Anchiza domu;

6965

Ojciec go Askaniowi przydał. — Szedł przez niwy

Apollo, starca mając twarz, głos i włos siwy,

I broń, co głośnym dźwiękiem dreszczu nieci mrowie,

I do Jula wrącego radością tak powie:

«Dość, Julu, że bezkarnie padł Numan zuchwały

6970

Od twego grotu. Wielki Apollo tej chwały

Użycza, o strzał celny zazdrości nie chowa;

Lecz ustąp, chłopcze, z boju!»

Takie głosząc słowa,

Apollo, jak mgła wiotka, gdy wietrzyki dmuchną,

6975

Zniknął z oczu i w chmurkę rozwiał się leciuchną.

Poznali zaraz boga przedniejsi Trojanie

Po pierzchnięciu i głośno dźwięczącym kołczanie.

Wstrzymują w bój rwącego Askania przestrogą

I wolą Feba. Sami znowu w bitwę srogą

6980

Powrócą i przygodom nadstawiają czoła.

Po wszystkich basztach głośny zgiełk słychać dokoła,

Prężą się łuki, głazów grad miecą rzemienie,

Zaścielą ziemię strzały, w krąg słychać dźwięczenie

Puklerzy i szyszaków — bój srogi nastawał:

6985

Tak, gdy Kozły z zachodu napędzą chmur nawał[802]

Deszcz siecze ziemię wokół; tak nad wzdętą falą,

Wśród wycia wichrów, zimą gęste grady walą,

Gdy pod dłonią Jowisza chmur pęknie zawora.

Pandar i Bicjasz z Idy, syny Alkanora,

6990

Którym w gaju Jowisza ród dała niepodły

Ijera — zuchy rosłe jak góry i jodły,

Zwierzoną sobie bramę, nie znając co trwoga,

Otworzą i w głąb szańców przyzywają wroga.

Na prawo i na lewo, niby wieże sami

6995

Stoją, zbrojni żelazem, błyszczący kitami,

Wyniośli — jak nad Padu kryształową rzeką

Lub nad miłą Atezą[803], cień miecąc daleko,

Dwa dęby ku niebiosom, w liść strojne zielony,

Wznoszą głowy i chwieją wielkimi korony.

7000

Widząc bramy otwarte, Rutulów gromada

Skoczy. Kwercens, Akwikuł w pięknej zbroi wpada,

Mar prędki i marsowy Hemon z całą zgrają;

Lecz wnet albo pierzchając wstecz tyły podają,

Lub w samym progu bramy walą się bez ducha.

7005

Wtedy sroższy gniew w piersiach walczących wybucha:

Już Trojan wielu w tłoku społem się zebrało,

Już walczą wręcz i dalej wybiegają śmiało.

Turnowi, który szalał opodal i głowy

Płatał mężów, donosi goniec, że bój nowy

7010

Rozgorzał i wróg bramy na oścież otworzył…

Rzuca szyki i w gniewie runie niby orzeł

Ku dardańskiej bramicy, na pysznych dwu braci.

I najpierw Antyfata ogromnej postaci

Żgnie, bastarda z Tebanki, syna Sarpedona,

7015

Miotając pocisk. Leci włócznia wyrzucona

Przez powietrze i wbiła w brzuch pod piersią samą

Utkwi; fala krwi zbroję ciemną znaczy plamą,

Spieniona pod żelazem ostrym, z dala widna…

Meropa, Erymasa ściele i Afidna —

7020

Bicjasza też o gniewnych oczach na piach miota,

Nie strzała, boby strzałą mu nie wziął żywota,

Lecz oszczepem, co warcząc i świszcząc pospołu,

Leciał szybki jak piorun; ni skóry dwie z wołu,

Ni podwójna kolczuga złota nie wstrzymała

7025

Zapędu: runie kolos ogromnego ciała.

Jęknie ziemia, potężna tarcz głucho zadzwoni…

Tak tama, którą w Bajów eubejskich ustroni

Spojono żmudnie z głazów na wybrzeżu płaskiem,

Strącona w morze wali się z hukiem i trzaskiem

7030

I legnie wśród mielizny; wre wokół toń wodna,

Piach brudny się podnosi z fal wzburzonych do dna;

Grzmi Prochyta[804] wysoka, twarda Inaryma[805],

Którą Jowisz Tyfeja przywalił olbrzyma.

Wtedy Mars, władny w boju, wlał ogień i siły

7035

W Latynów serca, które wnet żywiej zabiły,

Zaś popłoch i strach zgubny rzucił w Teukrów rzędy.

Zyskawszy pole bitwy, wróg kupi się wszędy

Za sprawą boga wojny.

Pandar, widząc na ziemię zwalonego brata

7040

I jak los wrogi Trojan naokół rozmiata,

Z wielką mocą bramicę na zawiasach skręci,

Podkładając szerokie bary bez pamięci

Na ziomków przed murami, gdzie walka wre dzika,

I prących wrogów, których wśród szańców zamyka

7045

Szalony! Rutulskiego króla, co żelazem

Rzeź szerzy, pośród wałów zamknął z nimi rażeni,

Jak wielkiego tygrysa wśród owiec schroniska.

Tamtemu wraz w źrenicach żar nowy rozbłyska;

Straszliwie chrzęstła zbroja, wiatr kitę czerwoną

7050

Rozwiał mu, z tarczy jasne błyskawice płoną.

Poznają lica wroga i ogromne ciało

Zmieszani nagle Teukrzy; ale Pandar śmiało

Skoczy i wzburzon gniewem za straszną śmierć brata:

«Nie pałac tu — rzekł — który ci daje Amata

7055

W posagu, nie Ardeja przyjmuje cię trwożna!

Obóz wrogi w krąg widzisz, a wyjść stąd nie można!»

Uśmiechając się na to, Turn rzecze bez obaw:

«Zacznij, jeżeliś mężny, i ze mną się pobaw;

Głoś Pryjamowi, żeś i tu znalazł Achilla!»

7060

Rzekł. Ów ramię w zamachu potężnym wysila

I rzuci oszczep ciężki, sękami zjeżony. —

Powietrze przeszył tylko, bo ręka Junony

Odwróciła cios; oszczep w bliskiej utkwił bramie.

«Ale oręża, który wznosi moje ramię,

7065

Nie ujdziesz: dłoń lepszego go dzierży szermierza!»

Tak rzekł Turn; miecz wysoko podniósłszy, uderza

Między skronie, i czoło z mocą niesłychaną

Przerąbie, młode lica straszną dzieląc raną.

Szczęk słychać, pod ciężarem w krąg ziemia zadrżała;

7070

Broń, mózgiem obryzgana, legnie obok ciała

Martwego. Czerep czaszki, równymi częściami

Zwisając z obu barków, krwią ciemną je plami…

Pierzchną Trojanie, przestrach ogarnie ich nowy,

I gdyby ich pogromcy myśl przyszła do głowy,

7075

Rwąc rygle wpuścić druhów za bram umocnienia,

Ostatni dzień by nastał wojny i plemienia;

Lecz szał rzezi, do której sposobność mu dano,

Gna go naprzód, w tłum…

Falerysa powali, — podcina kolano

7080

Gigesa; pierzchającym wstecz wrazi w kark nagi

Ich własne włócznie; — Juno przymnaża odwagi.

Halisa żgnie, Fegeja, strzaskawszy tarcz, zwali;

Nie wiedzących o niczym, gdy na szańcach stali,

Alkandra, Prytanisa, Halja, Noemona

7085

Żgnie w plecy, zaś Lynceja wręcz w starciu pokona,

Kiedy druhów zwoływał: błyszczącym żelazem

Od prawej tnie go strony i z przyłbicą razem

W dal ciska jego głowę. Wraz Amyka kładzie,

Łowcę, co z dawna słynął w myśliwców gromadzie

7090

I umiał świetnie jadem namazywać strzały;

Klicjusza Eolidę i pełnego chwały

Kreteja, Muz kochanka, uśmierci okrutnie,

Który nad wszystko pieśni miłował i lutnię,

Konie, broń opiewając ciągle i bój dziki.

7095

Mnestej i Serest, wodze, słysząc, że ich szyki

W rozsypce, biegną wreszcie, gdzie bitwa wre sroga.

Rozbitych widzą druhów i w okopach — wroga.

Więc Mnestej: «Gdzie pierzchacie, gdzie śpieszycie w pędzie?

Jakiż was — woła — inny obóz chronić będzie?

7100

Jeden mąż, osaczony w krąg przez nieprzyjaciół,

Takie stosy bezkarnie wśród obozu naciął,

Tylu przednim młodzieńcom drogie wydarł życie!

Czyż ojczyzny się biednej, starych nie wstydzicie

Bóstw? Czyż Enej nie natchnie was odwagą dumną?»

7105

Na te słowa się skrzepią[806] i zbitą kolumną

Przystaną. Turn powoli, od lęku daleki,

Ustępuje, rzucając bój, ku falom rzeki.

Tym srożej Teukrzy z wrzaskiem nacierają z bliska,

Tłocząc się. Tak podchodząc do srogiego lwiska,

7110

Wrogimi strzały razi go łowców czereda;

Ów dziko patrząc cofa się — uciec mu nie da

Gniew i męstwo, a łowców z czoła nie dosięże,

Chociaż rad by się rzucić na groty i męże…

Nie inaczej uchodzi wstecz Turn z czołem śmiałem,

7115

Nie nagląc zbytnio kroku, a pierś wre mu szałem.

Dwakroć owszem na zbite znów rzucił się szyki,

Dwakroć gnał je przez szańce, szerząc popłoch dziki,

Lecz wnet ciżba z obozu się zbiegła stłoczona;

Jemu sił nie śmie dłużej Saturnka Junona

7120

Dodawać, bo — Irydę lotną śląc do siostry —

Juppiter nakaz z nieba objawił jej ostry,

Aby Tum szańce Teukrów opuścił niezwłocznie.

Zaczem tarcza młodzieńcza uginać się pocznie,

Prawica słabnie; zewsząd go chmura strzał goni,

7125

Ustawnie dźwięczy szyszak wokół wklęsłych skroni,

Pod gradem głazów gną się zbroi twarde spiże,

Strącona spadła kita, potężną tarcz chyże

Zwątlą razy; z włóczniami prze Trojan nawała

I sam Mnestej ognisty. Z całego mu ciała

7130

Pot spływa; zbrudzon pyłem, wytchnienia nie zazna

Ani chwili; znużona pierś dyszy żelazna.

Wówczas dopiero w pełnej zbroi do fal głębi

Rzuci się.

Płowa rzeka wirami się skłębi,

7135

Przyjmie zbiega, unosi łagodnymi wody

I krew zeń zmywszy, druhom wraca go bez szkody.

Księga X

Tymczasem dom potężny Olimpu się budzi.

Zebranie zwoła niebian ojciec i król ludzi

Do gwieździstej siedziby, skąd cała kraina

7140

Widna, obóz Dardanów i ludy Latyna.

Zasiędą przy otwartych bramach, on zaś zacznie:

«Niebianie wielcy! Czemuż, me zdanie niebacznie

Lekceważąc, tak wzajem zwalczacie się sami?

Nie chciałem, by Italia bój wiodła z Teukrami.

7145

Skąd kłótnia wbrew zakazom? Jakiż lęk was skłania

Tych lub owych wspomagać i siać zamieszania?

Przyjdzie czas słuszny wojny, przyszłość sama da go,

Gdy wielką zgubę Romie okrutna Kartago

Nieść będzie na otwartych Alp urwistym grzbiecie.

7150

Wtedy spierać się, porwać za oręż możecie!

Teraz sza! W błogim dłonie połączcie rozejmie!»

Tak krótko Jowisz. Wenus miła rzecz podejmie

W dłuższej mowie:

«Ojcze, co masz moc wieczną nad świata przestwo­rzem

7155

(Bo kogóż już innego w trosce wezwać możem?) —

Czy widzisz, jak Rutule szydzą, jak Turn goni

Wśród stłoczonych zastępów, dumny z rączych koni

I zwycięstw? Teukrów zwarty mur już nie ukrywa;

W bramach i pośród samych okopów straszliwa

7160

Wre bitwa, już krew w rowach po brzegi się pieni.

Enej z dala, nieświadom. Nigdyż oblężeni

Nie wytchną? Pod dopiero rodzącą się Troją

Znów wróg nowy i nowe zastępy się zbroją;

Znowu od Arp[807] etolskich Teukrzy groźną postać

7165

Tydydy ujrzą? Znowu zraniona mam zostać?

Twe dziecię broń śmiertelna zatnie niespodzianie? —

Gdy wbrew twoim nakazom i planom Trojanie

Do Italii przybyli, ukarz ich i zostaw

Bez pomocy; — jeżeli do śmiałych tak postaw

7170

Niebo ich upoważnia i Many, któż twoje

Rozkazy śmie niweczyć, knuć nowych zdrad roje?

Wspomnęż łodzie, co w kraju Eryksa zgorzały

U brzegów? Podstęp króla burz i wichrów szały

Z Eolii[808] — lub Irydę z obłoków zesłaną?

7175

Teraz i Many — aby przed żadną przyganą

Nie cofnąć się — znienacka wywołuje nie kto

Inny, jak szalejąca po grodach Allekto.

Berła nie chcę — łudziłam się nim w szczęścia chwili;

Niech zwyciężą ci, którym dasz, by zwyciężyli.

7180

Jeśli się w żadnym kraju lud mój nie ostoi —

Jak chce sroga twa żona — przez zburzonej Troi

Dymiący popiół błagam: Askania zbaw, ojcze!

Od wnuka mego odwróć żelazo zabójcze!

Niech Enej przez nieznanych fal błądzi odmęty,

7185

Niech idzie, kędy los go woła nieugięty —

Wnuka, pozwól, niech bój mi srogi nie odbiera:

Mój jest Amat, wysoka Pafos i Cytera[809]

I chram Idalii; tam niech wśród czułych mych pieszczot

Żyje w ciszy, bez chwały. Niech Kartagi brzeszczot

7190

Auzonię ciśnie; grodom Tyryjców nikt śmiało

Nie stanie w drodze! — Na cóż się Teukrom przydało,

Że uszli zguby między greckimi pożary,

Że na morzach i lądach cierpieli bez miary,

Szukając Lacjum z nowym Pergamem pospołu?

7195

Nie lepiej było dzierżeć ostatki popiołu

I łan, gdzie Troja była? — Ksantu czyste strugi

I Symoent wróć, ojcze, biednym! Daj raz drugi

Iliackie znosić klęski!» —

Królewska Junona

7200

Z gniewem na to: — «Dlaczego rozjątrzasz, szalona,

Ból, milczeniem głębokim zabliźnion na poły?

Kto z ludzi albo z bogów w bojowe mozoły

Gna Eneja? Kto każe być wrogiem Latyna?

»Lecz z losów mu Italii przypadła kraina:

7205

Kasandra go szalona pchnęła…« Niech tak będzie!

Lecz czyż ja mu kazałam toń rzeki pruć w pędzie,

Rzucić obóz, chłopięciu zdać szańce i wojnę,

Tyrreńczyków podburzać i ludy spokojne?

Jakaż zdrada tu, fortel mój chytry się wyda?

7210

Gdzież tu Juno i słana z obłoków Iryda?

Nie wolnoż nowej Troi niszczyć italskimi

Pożary? I nie może osiąść na swej ziemi

Turn, Pilumna wnuk, dziecię Wenilii, bogini?

Lecz nic to, że przez Trojan gnębieni Latyni:

7215

Im wolno kraj gnieść obcy, brać łup nieustanny,

Wabić teściów i zwodzić zaręczone panny!

Mogą błagać o pokój, miecz niosąc! — Dalekom

Ja od przygan! — Eneja możesz wyrwać Grekom,

Pchnąć larwę zamiast męża, by z wichrami gnała,

7220

Możesz statki zamienić na tyluż nimf ciała…

W nas zbrodnia, kiedy sprawim, by górą był Rutul?

»Enej z dala, nieświadom«: niech będzie! Płacz utul,

Paf, Idalię, Cytery masz gaj pełen zacisz —

Przecz w twierdzy, podburzając lud srogi, czas tracisz?

7225

Czy mu frygijską kruchą sprawę chcemy sami

Zgubić, czy ta, co biednych Trojan z Achiwami

Zwaśniła? Co przyczyną była, iż przymierze

Rwąc, Europa i Azja do broni się bierze?

Czyż ja wiodłam Parysa po cudze do Sparty?

7230

Ja strzały dałam, żądzą bój krzepiąc uparty?

Wtedy o twoich było dbać — dzisiaj rozrzutnie

Za późno szerzysz skargi, próżne niecisz kłótnie».

Tak mówiła Junona; cały orszak niebian

Szemrał na obie strony. Tak w bór niewytrzebian

7235

Wiatr wpada, po ostępach ślepych szumy nieci,

Żeglarzom pęd ciągnącej zwiastując zamieci.

Wtedy ojciec wszechmocny, co świata posadom

Włada, zaczął; gdy mówi, przestrach pada na dom

Olimpu, milknie drżąca ziemia i w przestworze

7240

Zefiry, wzdęte nurty swe ucisza morze. —

«Słuchajcie i mem słowem przejmijcie się bożem!

Skoro przymierzem złączyć Auzońców nie możem

Z Teukrami i nie widać końca waszej waśni,

Niechże sama fortuna dzisiaj rzecz wyjaśni.

7245

Trojańczyk dziś i Rutul w równej u mnie cenie[810],

Czy z losu hufiec Teukrów znosi oblężenie,

Czyli dla błędów Troi, od wróżb złych zwiedziony.

Rutulów nie wyłączam: każdy prac swych plony

Weźmie i los swój; Jowisz królem nad wszystkiemi.

7250

Fata drogę swą znajdą».

Na rzekę podziemi

Brata i smolnych nurtów wrące klnąc się wały,

Skinął i wraz skinieniem wstrząsnął Olimp cały.

Tu koniec narad. Z tronu złotego powstanie

7255

Jowisz — do progu sali wiodą go niebianie.

Tymczasem Rutulowie do bram walą wokół,

Chcąc wyciąć mężów, ogniem otoczyć ostrokół.

Zaś zastęp Eneadów szańców jego strzeże

Bez nadziei ucieczki. Zajmą wielkie wieże —

7260

Garść niewielka, po murach z rzadka rozstawiona:

Azjusz Imbrasów, Tymet, syn Hiketaona,

Assaraków dwóch, Tymbrys starszy, Kastor świeci,

W pierwszym szyku. Wraz z nimi Sarpedona dzieci

Stoją z Licji górzystej: Klar i Temon śmiały.

7265

Z wysiłkiem dźwiga kamień, wielki odłam skały,

Lirneski Akmon, Klicja, rodzica nadzieja,

Nie mniejszy odeń ni od brata Menesteja.

Ci z włócznią, tamci z głazem w bój stają straszliwy,

Sposobią żar i strzały kładą na cięciwy.

7270

Wśród nich miły Wenery wnuk, młodzian dorodny,

Dardańczyk z gołą głową: tak budząca zgodny

Podziw perła lśni w ramie ze szczerego złota.

Zdobiąc pierś albo włosy, lub taki blask miota

W bukszpan albo terebint orycki wprawiona

7275

Kość słoniowa: rozwiane na śnieżne ramiona

Spływają włosy, giętki krąg spina je złoty.

I ciebie też, Ismakrze, obaczyły roty

Mężne, jak słałeś strzały zaprawne trucizną.

Meonia cię wydała, kędy ziemię żyzną

7280

Orzą męże i Paktol złotonośny płynie.

Był i Mnestej, którego zasługą jedynie

Zwycięskiego już Turna ze szańców wygnano,

I Kapys — gród kampański odeń bierze miano.

Tak oni społem w twardym boju się szamocą —

7285

Enej tymczasem fale siekł, zakryty nocą,

Bo gdy rzucił Ewandra i dotrzeć mu dano

Do Etrusków, przed królem stanął, ród i miano

Wyznał, czego chce i co niesie; jakie szyki

Zbiera Mezent, co w gniewie zamyśla Turn dziki,

7290

Pouczył jak fortuna ludzka bywa krucha;

Przydał prośby. — Bez zwłoki Tarchon go usłucha:

Złączył wojska i zawarł sojusz; z losem w zgodzie

Lud Lidii za rozkazem bóstw wstąpił na łodzie

Pod obcym wodzem.

7295

Przodem Eneja łódź ciska,

Piany; pod dziobem statku frygijskie dwa lwiska,

Wyżej Ida, z Teukrami związana tak ściśle…

Tam siedzi wielki Enej i waży w umyśle

Losy wojny. Na lewo Pallas; to ciekawie

7300

O gwiazdy pyta, w nocnej wiodące wyprawie,

To o znoje na lądzie i morza głębinie.

Odsłońcie wasz Helikon, głoście nam, boginie,

Jakie wojska szły z brzegów tuskich — niech opiejem

Zbrojne łodzie, co morzem płyną za Enejem!

7305

Na zbrojnym w spiż «Tygrysie» mknie Massyk, co tysiąc

Młodzieńców z szańców Kluzjum[811] w bój zdołał zaprzysiąc

I z grodu Kos; ci, mistrze celowania sztuki,

Kołczany lekkie niosą i mordercze łuki.

Tuż srogi Abas wiedzie huf z etruskich dolin

7310

W zbrojach; na statku błyszczy złocony Apollin.

Populonia mu dała sześciuset strzał świstu

Nietrwożącej się młodzi, Ilwa[812] zasię trzystu,

Wyspa, którą szlachetne kruszce rozsławiły.

Trzeci Azylas, ludzi i bogów wieszcz miły,

7315

Co przyszłość z trzewi bydląt[813] i z nieba gwiazd gotów

Obwieszczać, z głosu ptaków, z błyskawic i grzmotów,

Tysiąc ze zjeżonymi prowadzi oszczepy,

Których Pizy[814] alfejskiej gród wysłał w bój ślepy

Z etruskich łanów. Za nim pełen krasy goni

7320

Astur, ufny w rumakach i ozdobnej broni;

Z nim trzystu, rzesza jedną żądzą zjednoczona,

Z grodu Cery, ze żyznych obszarów Miniona[815]

Pyrgowie i z grawiskich ziemic roty chyże.

Ciebie też nie pominę, waleczny Cynerze

7325

Ligurów wodzu; ani też ciebie, Kupawo[816],

Z garstką wojsk; wiatr łabędzie pióra wstrząsa żwawo

Na hełmie twym: postaci ojcowskiej znamiona.

Bo mówią, że Cykn niegdyś, płacząc Faetona,

Śpiewał pod cieniem topól, w które jego siostry

7330

Zmieniono, i pieśniami ból swój koił ostry.

W starości, w lekkie pióra odziany łabędzie,

Wśród śpiewu wzniósł się z ziemi i w niebo wzbił w pędzie.

Syn jego z rówieśnymi społem wojowniki

Na ogromnym Centaurze płynie: potwór dziki,

7335

Nad wodą stercząc, grozi jej głaziskiem grubem

Z góry i głębie morza tnie długim kadłubem.

Z ojczystych niw też płynie Oknusa[817] drużyna:

Wieszczki Manto on synem był i Tyberyna;

Mantui gród założył, matki dał mu miano,

7340

Mantui sławnej z królów; lud różny jej dano:

Trzy plemiona w niej, każde w gmin dzieli się cztery,

Ona władnie — rząd dzierżą tuskie bohatery.

Pięciuset na Mezenta stamtąd chwyta bronie.

Z Benaka ród wiodący, w sitowia koronie,

7345

Przed odmęt wzdęty wiezie ich Mincjusz wyniosły.

Poważny Aulest morze tnie setnymi wiosły,

Z góry; fala spieniona tłucze statku biodra.

Srogi Tryton go wiezie: muszla jego modra

Straszy tonie; do pasa ma kształty człowiecze,

7350

A groźnym wieloryba cielskiem morze siecze;

Spieniony nurt pod piersią wre mu wśród szelestu.

Tylu mężów dobranych na statkach trzydziestu

Na pomoc Troi gnało, tnąc spiżem bałwany.

Już dzień zeszedł i Febe swój rydwan świetlany

7355

Na szczyt nieba ciemnego wtaczała pomału.

Enej, gdy troska spocząć nie dawała ciału,

Sam usiadłszy ster trzymał i w pieczy miał żagle,

Gdy oto towarzyszek chór przed nim się nagle

Pojawi: nimfy morskie, w które matka miła

7360

Cybele jego własne statki przemieniła.

Równo siekąc piersiami nurt, płynęły śmiało

W tej liczbie, ile łodzi u wybrzeża stało.

Z daleka króla swego poznawszy, w pomroce

Poczną pląsać; najbardziej śmiała Cymodoce,

7365

Z tyłu płynąc, prawicą łódź chwyci i z nagła,

Lewą dłonią wiosłując, wychyli grzbiet, smagła,

I tak do zdumionego rzecze: — «Mężu boski,

Czuwasz? — Czuwaj i żaglom puść liny bez troski,

To my, sosny ze świętej Idy — smutek utul —

7370

Twa flota, dziś mórz nimfy. Gdy zdradliwy Rutul

Żelazem i pożogą naparł na nas w szale,

Zerwałyśmy twe pęta i ciebie przez fale

Szukamy. Matka bogów przez litość nimf postać

Dała nam i wśród nurtów dozwala pozostać.

7375

Za szańcem i rowami osaczon twój Askań,

Wśród strzał, w czerni Latynów, co nie zna ugłaskań.

Pełniąc rozkaz, etruska jazda i Arkadzi

Podchodzą do ich szańców. Turn siły gromadzi,

Chcąc hufce w środek rzucić, by wojsk nie łączyli.

7380

Nuże więc! Z brzaskiem pierwszym, nie tracąc ni chwili,

Druhów w boje pchnij, puklerz niezwyciężon ułap,

Złotą tarcz Ogniowładcy, a gdy nieba pułap

Dzień rozświeci, jeżeli znać prawdę mi dały

Bóstwa, trupów rutulskich ujrzysz wielkie zwały».

7385

Rzekła i sprawną dłonią, nurzając się w wodzie,

Pchnie statek. Łódź trącona szybciej fale bodzie

Niż powietrze tną włócznie albo lotne strzały.

Za nią inne pośpieszą. —

Dziw przejął niemały

7390

Anchizjadę, lecz wróżba lęk wszelki odgania.

W niebo patrzy i takie śle krótkie błagania:

«Idajska miast patronko, której piecza straż ma

Nad Dyndymem, dłoń dzikie lwy sprzęga do jarzma!

Ty w boje wiedź mnie, boska, ty chętną zstąp nogą

7395

Na pomoc Frygom, wróżbę spełniając tak błogą!»

Rzekł. — Tymczasem na niebo pełnym światłem zorza

Wschodziła i dzień spędzał noc mroczną z przestworza,

Więc każe druhom, aby posłuszni znakowi

Krzepili się i byli do walki gotowi.

7400

Już ujrzał Teukrów wały i obozowiska

Z wysokich łodzi; tarczę, co świetnie rozbłyska,

W lewicy wzniesie. — Teukrzy na widok Eneja

Krzyk wzniosą: zapał w piersiach im budzi nadzieja;

Miecą włócznie. Tak krzyczy pod ciemnymi chmury

7405

Strymońskich[818] klucz żurawi, mknąc lotnymi pióry

I wichr z radosnym zgiełkiem prześcigając śmiało.

Dziwnym się to Turnowi i wodzom wydało

Auzońskim; aż spostrzegą łodzie, co nurt mącą,

I całą flotę śpiesznie do brzegu płynącą.

7410

Błyska szyszak Eneja, od kity uderza

Snop światła, łunę rzuca guz złoty puklerza:

Nie inaczej wśród nocy pogodnej w pomroce

Komety krwawo płoną lub Syriusz migoce,

Co upał i choroby śląc ludziom, z ukosa

7415

Świeci i zgubnym światłem zasępia niebiosa.

Lecz śmiały Turn nie zwątpił, że roty własnemi

Wprzód zajmie brzeg i wroga wygna z ojców ziemi,

Więc słowy krzepi serca i nie szczędzi nagan:

«Ot! Mamy, czego chcielim! Nam Mars nieubłagan

7420

W dłoń męską ich oddaje. Dziś niech każdy na dach

Pomni swój, na swą żonę! Męstwo, co w pradziadach

Jaśniało, w czynie wskrześmy. Pośpieszmy ku wodzie,

Gdy trwożnie stąpać będą opuszczając łodzie.

Mężnych wspiera Fortuna![819]»

7425

Tak rzekł i waży w myśli, kogo na bój śmiały

Wieść przeciw, komu zwierzyć oblężone wały.

Tymczasem Enej druhów po mostach szczęśliwie

Przeprawi z łodzi. Wielu przy morza odpływie

Skacze w bród, część w poskokach na suchy ląd zmierza

7430

Z pomocą wioseł. Tarchon, patrząc na wybrzeża,

Gdzie wzdętych fal nie widać ni rudych pian szmacisk,

Lecz ląd znosi łagodnie rosnących wód nacisk,

Obraca łódź do brzegu i druhów tak błaga:

«Teraz, młodzi dobrana, do wioseł! Odwaga!

7435

Pędźcie wraz, pchajcie statki! Ot tak, dobrze, świetnie!

Niech w ziemię wroga bruzdą łódź sama się wełnie!

Nie dbam, choćby w tej chwili na drzazgi mi prysła,

Bylem dobił do lądu!

Na takowe hasła

7440

Tarchona druhy dzielnie wiosłem fale grzmocą.

Spienione statki nagle o brzeg trzasną z mocą

Latyński i na suchy ląd wskoczą, nad tonie,

Cało; — lecz inna sprawa z twym statkiem, Tarchonie,

Bo na bród rzucon, skały grzbiet spotka złowieszczy;

7445

Pod naporem fal długo się chwieje i trzeszczy,

Wreszcie pęka. Żeglarzy toń wodna poniosła;

Płynące ławy wokół i strzaskane wiosła

Tłoczą ich — odpychają wstecz mętnych fal wały.

Turn gnuśnie chwil nie traci — porywa szyk cały

7450

Na Teukrów i ustawia na zrębie wybrzeża.

Grzmi znak. Pierwszy na tłumy wieśniacze uderza

Pod dobrą wróżbą Enej i zmiesza Latyny,

Terona waląc, kiedy — do bitwy jedyny —

Szedł nań; pancerz spiżowy mu rozciął, a potem

7455

W bok miecz wraził, tunikę rwąc zdobioną złotem.

Lichasa także w starciu gwałtownym pokona,

Co poświęcon Febowi był, iż z matki łona

Nieżywej go wycięto. Zaś po nim niedługo

Cysseja i Gijasa, walczących maczugą

7460

Pchnął w Letę[820]; Herkulesa broń im się nie przyda,

Dłoń silna i rodziciel Melamp, co Alcyda

Był druhem podczas ciężkich prac jego na ziemi.

Farosowi, co słowy się chełpi próżnemi,

Gdy krzyczał, w gardle strzała utkwiła straszliwa.

7465

I ty, druhu Klicjusza, któremu okrywa

Puch pierwszy wdzięczne lica, nieszczęsny Cydonie,

Zginąłbyś, obalony przez dardańskie dłonie,

Nie troszcząc się o przyjaźń, cenioną od młodu,

Gdyby nie przyszli w pomoc bracia z Forka rodu

7470

Siedmiu ich, siedem włóczni z ich dłoni zawarczy;

Jedne próżno od hełmu odskoczą i tarczy,

Inne Wenus, gdy ciało drasnęły, odmiata.

Zaś Enej do wiernego tak rzecze Achata:

«Przynieś włócznie! — Nie rzucę z nich żadnej daremnie

7475

Na Rutulów, jak tego Grek doznał ode mnie

Na polach Ilium!» — Wielki wraz oszczep porywa

I ciska go: Meona tarcz włócznia straszliwa

Przeszyje, pancerz społem strzaska i w pierś żgnie go.

Mknie brat Alkanor, brata upadającego

7480

Prawicą wesprze. Nagle pocisk jedno z ramion

Przetnie mu i nie traci kierunku, krwią splamion;

Jemu z barków prawica obwiśnie omdlała.

Numitor, oszczep bratu wydobywszy z ciała,

W Eneja godzi — przecież grot darmo wylata:

7485

Ledwie biodro zadrasnął wielkiego Achata.

Klauzus z Kurów, młodości ufając buńczucznie,

Nadbiega i w Dryjopa srogą miota włócznię

Pod brodę, gdy ów krzyczał — głos i duszę społem

Przez gardło mu przebite biorąc. Tamten czołem

7490

Runął i krwią zakrzepłą przez usta piach zrasza,

Trzech także dzielnych Traków z rodu Boreasza

Z trzema syny Idasa z ismaryjskiej niwy

Powiali w różny sposób. Pędzi Halez mściwy

I Aurunków garść, bieży Neptuna syn z mocą,

7495

Messap, koni pogromca… Wzajem się szamocą

Z różnym szczęściem. Wre walka tuż przed samym progiem

Auzonii. — Jak w przestworze wichry z wyciem srogiem

Borykają się, równe siłą, w gniewnym sporze —

Ni one nie ustąpią, ni chmury, ni morze,

7500

Długo waży się walka, wre wokół zgiełk dziki —

Nie inaczej trojańskie i latyńskie szyki

Tłoczą się: noga nogę, mąż męża prze z bliska.

Tymczasem w innej stronie — gdzie krągłe głaziska

Stoczył potok i z brzegów zerwane pni zwały —

7505

Arkadów, nienawykłych iść pieszo w bój śmiały,

W rozsypce widzi Pallas: latyński ich goni

Hufiec, gdy dla wybojów ciężkich zsiedli z koni.

Więc — to jedno zostawił mu los niezbłagany —

Prośbą męstwo ich budzi, nie szczędząc nagany:

7510

«Gdzież, druhy, uciekacie? Na męstwo zaklinam

I na miano Ewandra, co zwycięstwy lśni nam,

Na nadzieję, że ojcu dziś dorównać mogę —

Nie ufajcie ucieczce! Miecz jeden nam drogę

Wyrąbie. Kędy wrogów największa prze gęstwa,

7515

Tam was i mnie ojczyzna woła do zwycięstwa.

Żaden bóg nas nie ciśnie, lecz śmiertelni ludzie

Śmiertelnych; tyleż u nas serc, rąk mężnych w trudzie.

Wielkie morze zamyka nas, stoimy przy niem —

Ląd zabrany! Czyż morzem do Troi popłyniem?»

7520

Tak rzekł i skoczył w tłumy stłoczonego wroga.

Pierwszym, którego dola przywiodła doń sroga,

Był Lag: tego, gdy skały grań, schylon ukosem,

Odrywał, żgnie oszczepem, gdzie żebra ze stosem

Pacierzowym się łączą, i wyciąga włócznię

7525

Tkwiącą w kościach. Daremno go zwalić buńczucznie

Pragnie Hisbo — bo Pallas, gdy z licem zognionem

Ów prze nań, rozżalony srogim druha zgonem,

Natrze i miecz we wzdęte utopi mu płuca.

Steniusza i potomka Reta na piach rzuca,

7530

Anchemola, co skaził łoże swej macochy.

I was w rutulskiej ziemi zgubił zapęd płochy,

Larysie z Tymbrem, Dauka bliźnięta; wpierw lica

Wasze nieraz myliły krewnych i rodzica,

Lecz dziś obu was Pallas rozróżnił okrutnie,

7535

Bo tobie, Tymbrze, głowę Ewandrów miecz utnie,

Ciebie, Larysie, szuka dłoń, odcięta w walce:

Chwytając oręż drgają na wpół żywe palce.

Arkadów zachęconych wnet opuszcza trwoga.

Przykład wodza, wstyd, boleść pędzą ich na wroga.

7540

Reteja, gdy uciekał rydwanem, przewierci

Pallas włócznią. W ten sposób Ilus uszedł śmierci,

Na Ila bowiem włócznię wymierzył z daleka;

Lecz cios jej Retej, kiedy przed Teukrem ucieka

I bratem jego Tyrem, przejął — i strącony

7545

Z wozu, tłucze piętami rutulskie zagony.

Jak kiedy przy wstających wichrach, pasterz w lecie

Na chaszcze tu i ówdzie raźno ogień miecie —

Nagle buchnie dokoła pożoga wezbrana

I przez szerokie pola mkną szyki Wulkana;

7550

On siedząc, pląsem ognia zwycięsko wzrok pasie:

Tak męstwo druhów wzbiera i ciebie, Pallasie,

Wspomaga. Ale Halez, pochopny do wojny,

Biegnie przeciw i siły skupia, cały zbrojny.

Ladona on, Fereta żgnie i Demodoka,

7555

Strymoniowi odrąbie dłoń, mieczem z wysoka

Tnąc, gdy sięgał mu gardła, Toasa w twarz głazem

Trzasnął tak, że z czerepem mózg prysnął mu razem,

Haleza rodzic, losów świadom, krył w pomroczy

Lasów; kiedy starcowi śmierć zamknęła oczy,

7560

Parki go pod Ewandra grot wywiodły za las.

Uderzył nań, te modły zasławszy wprzód, Pallas:

«Ojcze Tybrze! Daj włócznią, którą w dłoni ważę,

Szczęśliwie Halezowi przebić piersi wraże

Na dębie twym broń jego będzie zawieszona».

7565

Słyszy to bóg. Gdy Halez bronił Imaona,

Bezbronną pierś swą włóczni arkadzkiej odsłoni…

Przecież tym zgonem męża Lauz o silnej dłoni

Przerazić nie da szyków; Abasa, co zbrojnie

Szedł nań, zwali — podporę hufców w onej wojnie.

7570

Pada młodzież Arkadii, Etrusków szyk śmiały

I wy, Teukrzy, co Grajów uszliście nawały.

Zwarły się równe siłą hufce, równe wodze —

Z tyłu prą nadchodzący. Wśród stłoczonych srodze

Nie sposób miotać włóczni.

7575

Tutaj Pallas młody,

Tam Lauz, równy mu niemal wiekiem, gna w zawody;

Piękni obaj, lecz los im do ojczystej ziemi

Wrócić nie da; od starcia ich wyroki swemi

Wielkiego król Olimpu wstrzymuje z daleka,

7580

Bo rychły zgon z rąk wroga większego ich czeka.

Tymczasem miła siostra na pomoc Lauzowi

Śle Turna, co gnał lotnym wozem wśród wojsk mrowi.

Gdy ujrzał druhów: «Stójcie! — krzyknie, rad ogromnie —

Sam idę na Pallasa, Pallas tylko do mnie

7585

Należy! Chciałbym ojca mieć widzem w tej chwili!»

Rzekł. Na rozkaz Rutule miejsca ustąpili.

Po cofnięciu się szyków, zdumiony niemało

Rozkazem, spojrzy młodzian na ogromne ciało,

Turna; wzrok srogi miecąc, w ciżbę się nie chowa

7590

I tymi słowy skarci pyszne Turna słowa:

«Albo łup wezmę świetny, albo też, do grobu

Zeszedłszy, zgon przesławny: rodzic godzien obu…

Przestań gróźb!»

Rzekł i wyszedł w bój nieustraszenie.

7595

Arkadom krew zmroziło w piersiach serca drżenie.

Zeskoczył Turn z rydwanu, w bój pieszo się puści

Z przeciwka. Jak lew, kiedy ze skalnej czeluści

Ujrzy w polu do walki gotowego byka,

Nadbiega: nie inaczej Turn śmiały pomyka.

7600

Gdy osądził, że wroga dosięgnie oszczepem,

Pallas, wierząc fortunie, w zaufaniu ślepem,

Choć słabszy, tak się modli, w niebo wznosząc lica:

«Przez gościnność, doznaną niegdyś u rodzica,

Błagam, Alcydzie, wspomóż śmiałe chęci moje!

7605

Niech ujrzy mrąc, jak zedrę z niego krwawą zbroję,

Niech zwycięzcę gasnące ujrzą Turna oczy!»

Słyszy Alcyd[821] młodziana — ból ciężki go tłoczy

I z jękiem łzy daremnie wylewać zaczyna.

Więc rodzic tak przyjaźnie się ozwie do syna:

7610

«Dzień swój każdy ma. Krótki czas naszych jest przeżyć,

Bez powrotu — lecz sławę czynami rozszerzyć,

To rzecz cnoty. — Pod Troi mury wysokiemi

Padały dzieci bogów; na krwawej legł ziemi

Sarpedon, mój potomek… I Turna też woła

7615

Los jego: doli swojej nie wyrwie się zgoła».

Rzekł i oczy odwrócił od Rululów niwy.

A Pallas z mocą oszczep wyrzuca straszliwy

I z pochwy zaraz miecza lśniącego dobędzie.

Włócznia świszcząc o blachę na barkach w rozpędzie

7620

Otarła się, brzeg tarczy przebiwszy, i ciała

Wielkiego Turna w końcu swym ostrzem zarwała.

Wtedy Turn, oszczep ostrym okuty żelazem

Długo ważąc, w Pallasa miota, mówiąc razem:

«Patrz, czy włócznia ma lepiej nie dosięga celu!»

7625

Rzekł i tarczę z blach stali i spiżu tak wielu,

Którą kryje skór byczych zapora straszliwa,

Błyszczącym ostrzem włóczni w pośrodku przeszywa.

Przetnie pancerz i razem niezłomną pierś wierci.

Ów próżno rwie grot ciepły z rany, by ujść śmierci:

7630

Jedną drogą uchodzi krew wraz z duszą piękną.

Padł na ranę, rozgłośnie bronie na nim szczękną.

Konając, wrogą ziemię przez usta krwią plami.

Nastąpiwszy nań z góry Turn:

«Arkadzi — rzecze, — słowa me odnieście sami

7635

Ewandrowi: Pallasa z chwałą, jak należy,

Odsyłam. Niech pogrzebem ukoi ból świeży —

Pozwalam. Ugoszczenie Eneja was drogo

Kosztowało!» To rzekłszy, lewą zdeptał nogą

Martwego. Pas mu bierze, niespotykan co dnia,

7640

Ciężki — na nim Danaid wyrzeźbiona zbrodnia[822]:

Na łożach, w krwi, konając tłum mężów się miota;

Scenę tę Klon Eurytyd wykował ze złota.

Turn z triumfem łup wskaże stłoczonym gromadom…

O, biedny umysł ludzki, przyszłości nieświadom,

7645

Co miary w powodzeniu zachować nie umie!

Przyjdzie czas, że Turn chciałby, nie folgując dumie,

By Pallas żył nietknięty! Że zdobycz wraz ze dniem

Onym przeklnie!…

Z jęczeniem druhy niepowszedniem

7650

I łzami na tarcz złożą Pallasowe ciało:

«O boleści i razem wielka ojca chwało!

Dzień pierwszy, co cię bitwie dał, bierzeć nieczule;

Lecz przedtem liczne w boju pobiłeś Rutule!»

Już nie sama pogłoska, lecz rzetelny goniec

7655

Nadbiega do Eneja, że czas jest na koniec

Wesprzeć druhów, porwanych w zagłady wir dziki.

Więc bliższych ścina mieczem, szeroką przez szyki

Żelazem rąbie drogę, ciebie, pyszny Turnie,

Szukając w nowej rzezi. W oczach mu powtórnie

7660

Pallas, Ewander stanie, uczta zastawiona

I dana przybyszowi dłoń. Młodych Sulmona

Czterech synów i tyluż Ufensa pożenie

Żywych, aby ofiarą zjednać druha Cienie

I aby stos obficie krwią jeńców był polan;

7665

Potem włócznią na Maga ciśnie. Ów do kolan

Przypadł mu — górą włócznia przeniesie wichrowa;

On, ściskając kolana, te korne śle słowa:

«Przez Many cię ojczyste, przez Jula w rozkwicie

Błagam: oszczędź dla syna i ojca to życie!

7670

Mam dom wielki i skarby zakopanych sreber

Rzeźbionych, jest i złota zdobionego ceber,

I surowce. Nie chodzi tu o tryumf zbrojny:

Jedno życie o losie nie rozstrzygnie wojny!»

Rzekł. Zaś Enej tak gniewnie odpowie mu przeciw:

7675

«Skarby srebra i złota niech rodzic twój leciw

I dziatki dzierżą. Turn, gdy wytoczył krwi strumień

Z Pallasa, pierwszy zamknął drogę porozumień;

Cień Anchiza i młody Jul o pomstę błaga…»

Rzekł — lewicą hełm ujął schylonego Maga

7680

I w kark mu po rękojeść wbił miecz niezbłagany.

Opodal Hemonides stał, Feba i Diany

Kapłan, którego czoło wstęgi przystrajały

Infuły — w świetnej szacie i zbroicy cały.

Tego dognał i Manom zabija w ofierze,

7685

Bezmiernym mrokiem kryjąc; zbroję Serest bierze

Na barki, królewskiemu łup niosąc Marsowi.

Dzielny Cekul, potomek Wulkana, bój wznowi

Wraz z Umbrem, którym góry marsyjskie się szczycą.

Enej prze: Auksurowi z nagła wraz z lewicą

7690

Odrąbał mieczem cały spiżowej krąg tarczy;

Ów sądził pewnie, że mu przechwałka wystarczy,

I wielką pychą wzdęty, nie myśląc o grobie,

Siwiznę i wiek długi obiecywał sobie.

Tamże Tarkwit, w błyszczącej zbroi syn Driopy

7695

Nimfy i Fauna, zabiegł mu raźnymi stopy

Z przeciwka. On oszczepem, niby piorun, na skał

Bijący zręby, tarczę i pancerz mu strzaskał.

Potem, nim jeszcze lista szepcące coś skrzepły,

Głowę z karku odrąbie mu i tułów ciepły

7700

Kopnąwszy, tak przemawia, srogi do ostatka:

«Tu teraz leż, zuchwalcze! W grób miła cię matka

Nie złoży, na obiaty się swojskie nie łakom

Na żer pozostawiony będziesz dzikim ptakom.

Lub w morzu głodna ryba ranyć lizać będzie!»

7705

Wnet Anteja z Lukasem, wodzów Turna, w pędzie

Zrąbie — mężnego Numę, Kamersa żgnie mściwy,

Syna Wolscensa, co miał najżyźniejsze niwy

W Auzonii i milczące owładał Amykle[823]. —

Jak Egeon[824], co ramion sto, mocnych niezwykle,

7710

Sto rąk miał, z pięćdziesięciu paszcz ogień łakomy

Zionął, groźnie Jowisza odpierając gromy,

Tyleż tarcz i brzeszczotów potrząsając srogo: —

Jak się zwycięski Enej nie uląkł nikogo,

Gdy raz zbroczył krwią oręż. Do boju ochoczy,

7715

Wnet ku czterem Nifeja rumakom poskoczy;

One, tak pędzącego ujrzawszy, gdy słowa

Groźne miotał, z przestrachu jak zamieć wichrowa

Wstecz pomkną, zrzucą wodza i rwą do wybrzeży.

Wtem Lukag parą białych bachmatów nadbieży

7720

I brat Liger: rumakom ten rozpuszcza wodze,

Dzielny Lukag wywija mieczem groźnym srodze.

Nie ścierpiał Enej rwących w zaufaniu ślepem:

Wpadł i stanął naprzeciw z ogromnym oszczepem,

Doń Liger:

7725

«Nie Diomeda tu konie, nie rydwan Achilla,

Nie Frygii widzisz łany! Nadeszła twa chwila —

Tu koniec wojny!»

Tak to drwił sobie ów śmiałek

Szalony. Zaś trojański wódz, zamiast przechwałek,

7730

Z rozmachem ciężki pocisk miota na Lukaga;

Kiedy ów pochylony drzewcem konie smaga

I lewą wysuwając nogę cios wymierza,

Nadleci włócznia, krawędź lśniącego puklerza

Przeszyje mu i utkwi tuż przy lewym biodrze,

7735

On, strącon z wozu, spada w piach, brocząc krwią szczodrze.

Zbożny Enej gorzkimi tak rzecze doń słowy:

«Lukagu! Nie rumaków cię rozpęd wichrowy

Zdradza, nie majak, miecion koniom przed kopyta:

Sam rzucasz rydwan, skacząc w dół!»

7740

To rzekłszy, chwyta

Bachmaty. Brat, wraz z wozu spadłszy, swe chłopięce

Bezbronne z przerażeniem wyciągnął doń ręce:

«Na rodziców, co takim zrodzili cię, chwało

Trojan, błagam: miej litość i zostaw mnie cało!

7745

Zaś Enej: «Nie tak przedtem, gdy dłoń była czerstwa,

Mówiłeś! Giń i bratu dochowaj braterstwa!»

Wraz w pierś, duszy siedlisko, miecz wraził mu nagi.

Takie w otwartym polu odnosił przewagi

Dardański wódz, jak powódź lub wśród gromów trzaskań

7750

Hucząca czarna burza. — Wreszcie z szańców Askań

Wypada i huf młodzi próżno oblężony.

Tymczasem Jowisz z nagła tak rzekł do Junony:

«O najmilsza małżonko zarazem i siostro!

Jak sądziłaś (nie mylisz się bowiem!), znów ostro

7755

Wspomaga Trojan Wenus, nie zaś dłoń do wojny

Sposobna, duch ochotny i w wytrwałość zbrojny.

A Juno: — «Mężu miły, szyderstwem ty nie łam

Strapionej! I tak wielką się trwogą przejęłam

Przed zakazem twym. Gdybyś małżonkę pokrewną

7760

Jak wprzód kochał, me prośby spełniłbyś na pewno,

Wszechwładny! — Turna mogłabym wyrwać przygodom

I cało go Daunowi ojcu wrócić do dom.

Dziś — niech ginie, dług Teukrom krwią płacąc za młodu

Choć z naszego, boskiego wywodzi się rodu:

7765

Pilumn mu prapradziadem, a często on w darze

Obiaty hojne składał na twoje ołtarze!»

Olimpu władca krótko odpowie jej, Jowisz:

«Jeśli śmierci odwłokę wyjednać stanowisz

Dla młodziana i myślisz, że zgodzę się — na tom

7770

Przystać gotów: ucieczką Turna wyrwij fatom;

Toć wolno. Jeśli sądzisz, że dla twych nalegań

Los cały zmienię wojny, — wyroków w tym nie gań,

Ale próżną nadzieję serce twoje chowa».

Zaś Juno ze łzą: «Gdybyś nic ponad te słowa

7775

Nie knuł w myśli i Turn mój przy życiu mógł zostać!

Lecz ciężka śmierć go czeka, jeślim rzeczy postać

Poznała. Oby próżny przejmował mnie przestrach,

Obyś zmazał ów wyrok w niebiańskich rejestrach!»

To rzekłszy, z wysokiego nieba w ciemnej chmurze

7780

Zaraz zbiegnie, mgłę miecąc naokół i burze;

W iliońskie i laurenckie mknie szyki bogini.

Potem z gęstej mgły larwę bezsilną uczyni:

Eneja kształt zwodniczy (zjawisko nad podziw!)

Dardańską da mu włócznię, tarcz, hełm, urodziw

7785

Kształt głowy i słów dźwięki czcze: przyda bez zwłoki

Bezduszny głos i zwykłe Enejowi kroki.

Tak (głosi wieść) gdy umrze ktoś, mara wybladła

Jawi się — tak w śnie łudzą zmysł próżne widziadła.

Przed pierwszym szykiem biegać kazała tej larwie,

7790

Co drażniąc huf, to włócznią, to słowem go zarwie.

Przypadł Turn i wnet włócznię świszczącą z daleka

Ciska. Larwa odwraca się wstecz i ucieka,

Turn sądzi, że to Enej sam uchodzi przed nim,

I próżno się nadziejom odda niepoślednim:

7795

«Gdzie pierzchasz? Twych zaślubin strzeż! Z tej dłoni zabierz

Ziemię, której przez fale mord niesiesz i grabież!»

Tak krzycząc, gna i mieczem wydobytym błyska

Nie widząc, że wiatr próżne zeń czyni igrzyska.

Przypadkiem łódź tam stała u skalnych obramień

7800

Stromego brzegu, z mostem opartym o kamień;

Król Ozyn na niej przybył z kluzyńskiego brzega.

W ucieczce trwożne widmo Eneja tam wbiega

I chowa się w kryjówki — ale Turn bez zwłoki

Nastaje i most w pędzie przebiegnie wysoki.

7805

Ledwo dopadł pokładu, Saturnka troskliwa

Rwie sznur i łódź na pełne odmęty porywa…

Enej nieobecnego na próżno w bój woła,

Wielu mężów w mrok śmierci strącając dokoła.

Już larwa się w pomroczu nie kryje głębokiem,

7810

Lecz w przestwór lecąc, z sinym się zmiesza obłokiem,

Łódź z Turnem gna po morzu wśród złowrogich trzeszczeń.

On gardząc ocaleniem, patrzy w pustą przestrzeń

I kornie do niebiosów wznosi ręce obie:

«Wszechwładny ojcze! Takżeś mnie winnym w tej dobie

7815

Osądził? Tak za karę moc spętał mych ramion?

Gdzież płynę? Skąd uchodzę, tak szpetnie omamion?

Czyż Laurentu mur ujrzę i wały? Zabioręż

Klątwy mężów, co dla mnie chwycili za oręż,

Których (strach rzec!) na zgony okrutne wydałem —

7820

A teraz widzę z dala, jak przed wroga szałem

Pierzchają! Co tu począć? Gdzież w otchłań dość ciemną

Zapaść? Wy, wichry, litość okażcie nade mną!

Na mielizny, na skały — Turn sam o to błaga —

Rzućcie statek! Niech rafa roztrzaska go naga,

7825

Gdzie Rutule nie dotrą, ni wieści głos wraży!».

Tak biadając, myśl trwożną na dwie strony waży:

Czy po hańbie tej ściągnąć ma dłoń ku żelazu

I srogi miecz przez żebra przepędzić od razu,

Czy rzuciwszy się w morze, płynąć ku brzegowi

7830

Krętemu, co od Teukrów orężnych się mrowi.

Trzykroć jedno i drugie spełnić z głębi łona

Pragnął — trzykroć litosna go wstrzyma Junona.

Łódź raźno siecze fale i wnet po głębinie

Z wiatrem do Dauna grodu starego dopłynie.

7835

Tymczasem na Jowisza rozkaz, Mezent śmiały

Ruszył w bój na zwycięskie już Teukrów oddziały.

Zbiegają się tyrreńskie szyki zbitą zgrają,

Miecąc groty — na męża jednego nastają.

On — podobny w toń morza wysuniętej tamie,

7840

Co skalną piersią wichry i zapęd fal łamie,

Szturmy nieba i morza znosząc niewzruszona —

Naprzód na ziemię Hebra z krwi Dolichaona

Zwali, potem Lataga z trwożnym Palmem razem:

Lataga wyłamanym z gór ogromnym głazem

7845

W lica trzasnął, Palmowi podciąwszy kolano,

Puścił czołgającego się — zbroję dobraną

Dał Lauzowi i zdobny kitą hełm ze stali.

Euanta też i druha Parysa powali,

Mimasa — Amykowi go Teano miła

7850

Tej nocy rodzi, w której Parysa powiła

Cyssejs, głownią ciężarna[825]; ten, walcząc zacięcie,

W grodzie ojców padł — Mimas w dalekim Laurencie.

Jak przez psy z gór wysokich ruszony dzik spory,

Którego przedtem długo wezulańskie bory[826]

7855

Chroniły i laurenckie pełne chaszczy bagna,

Gdy w końcu między siecie myśliwskie się zagna,

Staje, prycha, szczeć stroszy i dziki wzrok ciska —

Łowcy drażnić go nie śmią ani podejść z bliska,

Lecz z wrzaskiem miecą groty od prawa i lewa:

7860

Nie inaczej ci, których słusznie Mezent gniewa,

Nie śmią obces[827] nań bronią natrzeć napastniczą,

Lecz oszczepy z daleka miotają i krzyczą.

On, niezlękły[828], na wszystkie się strony buńczucznie

Rozgląda, zębem zgrzyta, z tarczy strząsa włócznie.

7865

Był Akron, Grek, co rzucił Korytu[829] łan luby

I młodą narzeczoną przed samymi śluby.

Tego gdy ujrzał Mezent między czernią zbitą,

Błyszczącego purpurą z rąk lubej i kitą —

Jak lew, długo stad leśnych podchodzący leże,

7870

Trawiony szałem głodu, gdy trwożną spostrzeże

Kozę lub gdy rogaty zabiegnie mu jeleń,

Sroży grzywę i z rykiem dzikich uweseleń

Wpada na łup, drze trzewia, a paszcza mu sroga

Ocieka krwią —

7875

Tak dzielny Mezent pędzi na zwarty szyk wroga.

Pada Akron nieszczęsny, uderza stopami

Czarną ziemię i oszczep złamany krwią plami.

Mezent pierzchającego nie raczył Oroda

Przeszyć, na ślepe ciosy swej włóczni nie poda,

7880

Lecz z przeciwka zabieży twarzą w twarz i zwali,

Nie podstępom ufając, ale twardej stali.

Na ległym wsparłszy stopę i włócznię zarazem:

«Podpora wojny, Orod tu legł pod żelazem!» —

Zawoła. Druhy pean zanucą zwycięski.

7885

Ów konając rzekł: «Znajdzie się mściciel mej klęski.

Niedługa radość twoja; i ciebie też czeka

Podobna na tych polach śmierć już niedaleka!»

Wpół ze śmiechem mu Mezent rzekł w gniewnym zapędzie:

«Teraz giń! Ojciec bogów i ludzi mieć będzie

7890

Troskę o mnie!» To mówiąc, wyciąga miecz z rany.

Tamtemu wraz żelazny sen i nieprzespany

Ciśnie oczy, wieczystej nocy smętna zaspa…

Cedyk tnie Alkatoja, Sakrator Hydaspa,

Rapo Partenia z dzikim Orsesem pokona,

7895

Messap Kroniusza oraz syna Lukaona,

Erycbeta, — tamtego, gdy z konia spadł przed nim,

Tego pieszo. Agisa, Lika, z niepoślednim

Rozmachem zwalił Waler, świadomy co walka.

Troniusz z rąk Salia, Saliusz z rąk zginął Nealka,

7900

Co dzielnie miotał z dala trafiające strzały.

Już zgony ze stron obu Mars zrównał zuchwały:

Ścielą wrogów i razem padają pod miecze

Zwycięzcy i pobici — nikt wstecz nie uciecze.

Orszak bogów, współczuciem i smutkiem oniemian,

7905

Patrzy z nieba na próżny gniew i znoje ziemian;

Tu Wenus, tam Junona ma oczy zwrócone.

W natłoku wojsk się sroży blada Tyzyfone.[830]

Mezent, w dłoni ogromną potrząsając włócznię,

Niby burza rwie w pole. Jak Orion, co hucznie

7910

Kroczy przez pełną morza toń[831], mącąc do wnętrza

Topiele, a barkami nad fale się spiętrza,

Lub z gór wysokich znosząc w dół jesion wiekowy,

Po ziemi stąpa, w chmurach zaś kryje szczyt głowy:

Tak Mezent w groźnej zbroi prze w boje uparcie.

7915

Enej, z dala spostrzegłszy go w szykach, na starcie

Spieszy przeciw. Ów czeka, nie znając, co trwoga;

Twardo staje, by wstrzymać potężnego wroga

I mierząc okiem przestrzeń, jakiej na rzut trzeba

Włóczni: — «Dłoń ma i pocisk, zamiast bogów z nieba,

7920

Niech mnie wesprą! Ślubuję, że zażarty jędzon

Enej odda Lauzowi łupy, nieoszczędzon

Przez grot ten!» Rzekł i włócznię ciska; ta zawarczy

W powietrzu — i odbita od Eneja tarczy

Dzielnemu Antorowi brzuch przeszywa grotem,

7925

Ów, z Alcydem przybywszy z Argos, został potem

W Ewandra grodzie, zżywszy się z italską glebą.

Nieszczęsny! — Za drugiego cios biorąc, padł; w niebo

Spojrzy, swe słodkie Argos przypomni i skona.

Walka, Wróg, Krew, RadośćNatenczas zbożny Enej śle włócznię, a ona

7930

Potrójny spiż i płótno, które napotyka,

Rwie — i grotem przebiwszy wskroś trzy skóry z byka,

Bez siły już pod brzuchem ugrzęźnie w pachwinie.

Z radością ujrzy Enej krew, co z wroga płynie,

Porwie miecz i za zlękłym skoczy przez zagony.

7935

Jęknął, ojca nieszczęściem do głębi wzruszony

Lauzus, łza mu przez lica dorodne spłynęła.

Tu srogą śmierć twą, chłopcze, i szlachetne dzieła

(Jeśli dawny czyn głosząc, znajdzie wiarę śpiewak)

Wysławię i nie zmilczę junackich twych przewag!

7940

Ów cofał się osłabion i znużon; złowieszcze

Żelazo włóczni w tarczy mu ciągle tkwi jeszcze.

Skoczył młodzian w bój, strzał go nie trwoży zawieja:

Podniesiony do cięcia już oręż Eneja

Odbił z bliska swej tarczy wygłębieniem płaskiem

7945

I wstrzymał. Druhy za nim śpieszą z wielkim wrzaskiem,

By rodzic mógł ujść z pola, tarczą syna kryty,

Wstrzymują wroga, miecąc strzały i dziryty

Z dala. — Enej rozsierdzon tarczą się zasłania.

Jak gdy chmury skłębione wśród gromów błyskania

7950

Grad miecą, z pól uchodzi oracz zatrwożony

I wieśniak, rychłej szuka wędrowiec ochrony,

Pod brzeg rzeki się kryje lub skały sterczące,

By przeczekać ulewę, a gdy błyśnie słońce,

Korzystać z dnia: — tak zewsząd zamiecią strzał smagan,

7955

Czeka Enej, aż bitwy przycichnie huragan,

I Lauzowi samemu tymi grozi słowy:

«Gdzie na śmierć gnasz, nad siły czyn ważąc bojowy?

Twa miłość cię zaślepia!»

Ów niemniej oszczepem

7960

Nastaje w szale. ŚmierćWtedy w rozjątrzeniu ślepem

Dardański wódz nań natrze. Lauzowi ostatnie

Przędzie nici dłoń Parek. Brzeszczotem go płatnie

Enej, aż po rękojeść wbijając miecz nagi;

Przeszywa tarczy chłopca spiż niewielkiej wagi

7965

I kaftan, tkany złotem przez matczyne dłonie…

Krew tryśnie z piersi chłopca — dusza zaraz wionie

Do Manów, pełna smutku, i opuszcza ciało.

Gdy ujrzał syn Anchiza lice, które drgało

W konaniu, szybko tracąc rumieńca ponęty,

7970

Westchnął, rękę doń ściągnął, litością przejęty:

Obraz cnoty synowskiej pierś wzruszył mu do dna.

«Nieszczęsny chłopcze! — rzecze — jakiej chwały godna

Twa tkliwość! Cóż za serce ci oddam dziecięce?

Broń, którą się cieszyłeś, bierz; w rodziców ręce

7975

Odsyłam cię, niech grzebie cię rodzic i macierz!

Tym przynajmniej po zgonie nieszczęsnym się naciesz:

Z Eneja padasz ręki!» — Wnet, karcąc gromadę

Przelękłych druhów, dźwiga z ziemi ciało blade

Chłopca, którego włosy trefione krew plami…

7980

Tymczasem Mezent rany nad Tybru falami

Zmywał wodą i głowę znużoną wsparł na pień

Ległego drzewa, krzepiąc się z ciężkich utrapień.

Hełm zwisnął na gałęzi, broń leży na łące,

W krąg stoi młódź dobrana. On, dysząc, blednące

7985

Skłoni czoło — na piersi mu spływa włos brody.

Wypytuje, jak w polu się sprawia Lauz młody,

Śle przez gońców wezwania i rady dla syna.

Zaś Lauza na puklerzach żałobna drużyna

Z płaczem niosła, ległego od okropnej rany.

7990

Poznał z dala jęk rodzic, przeczuciem złamany;

Proch sypie na włos siwy, ze sercem zbolałem

Podnosi w niebo dłonie i pada nad ciałem:

«Czyż tak mocna mnie żądza trzymała żywota,

O synu! Żem dopuścił, iż w ciebie wróg miota

7995

Cios, mnie należny? Ojcu twemu żyć wypadnie

Przez śmierć twą? Ach, dopiero teraz zgon mnie zdradnie

Bierze, teraz mi ranę głęboką zadano!

Ja to, synu, skalałem zbrodnią twoje miano,

Dla złości berło tracąc i ojców łan żyzny.

8000

Zasłużyłem na własnej nienawiść ojczyzny:

Obym złą duszę zgony oddał tysiącznemi!

Teraz żyję wśród ludzi i nie schodzę z ziemi,

Lecz zejdę!»

Rzekł i dźwiga się na goleń słaby

8005

I choć boli głęboka rana, woła, aby

KońPrzywiedziono mu konia, co bitew trud znojny

Umilał mu: zwycięsko na nim z każdej wojny

Powracał. Przywoławszy smutnego do siebie:

«Długo — gdy wśród śmiertelnych coś długiem jest — Rebie,

8010

Żylim! Dzisiaj poniesiesz zbroczoną krwią ciemną

Eneja głowę, Lauza boleści wraz ze mną

Mszcząc się — lub gdy los zechce, padniesz w tej usłudze

Ze mną: nie wierzę bowiem, byś rozkazy cudze

Mógł znosić, by cię władztwo Teukrów nie ubodło!»

8015

Rzekł i wprawną się nogą dobywszy na siodło,

W obie dłonie wraz ostrych oszczepów pęk chwyta;

Błyśnie spiż hełmu, bujna nasroży się kita.

Walka, Żołnierz, OdwagaW tłum gęsty pędem skoczy, w sercu mu zbolałem

Wre wstyd, żałość ze ślepym pomieszana szałem,

8020

Zraniona miłość z męstwem nieugiętym zgoła.

Po trzykroć wielkim głosem Eneja wywoła.

Enej słyszy i wesół śle takie błaganie:

«Niech Jowisz mi i Febus ku pomocy stanie! —

Zaczynaj bój!»

8025

Tak rzekł i z włócznią srogą podchodzić zaczyna.

Ów zaś: «Czym, okrutniku, mnie po stracie syna

Straszysz? Tym jednem mogłeś mi zadać cios srogi,

Bo śmierci się nie lękam i nie dbam o bogi!

Przestań, bo ten podarek — sam umierać gotów —

8030

Niosę ci!»

Rzekł, na wroga ciska jeden z grotów;

Potem drugim i trzecim, w krąg pędząc, uderza —

Lecz wszystkie odbił złoty naczółek puklerza.

Po trzykroć toczył konia wokół i dziryty

8035

Miotał; bohater z Troi, wciąż stojąc jak wryty,

Trzykroć otrząśnie tarczę lasem dzid zjeżoną.

W końcu, kiedy się znużył przewlekłą obroną

I strząsaniem oszczepów, wyzywan buńczucznie,

Wiele ważąc poskoczy w przód i ciska włócznię

8040

Między skronie rumaka. — Krew ciemna je splami:

Bachmat wspiął się, powietrze bije kopytami,

Zrzuca jeźdźca, sam runie i leżąc na grzbiecie

Ze łbem przy ziemi, ciężkim go cielskiem przygniecie.

Wśród Trojan i Latynów wybuchnie straszliwa

8045

Wrzawa. Wróg, ŚmierćNadbiega Enej, miecz z pochwy wyrywa

I tak woła: «Gdzież teraz ów Mezent ochoczy

I jego dzika siła?» — Tyrreńczyk, gdy oczy

Otworzył, tak z obliczem rzekł oprzytomnionem:

«Wrogu gorzki! Przecz szydzisz i grozisz mi zgonem?

8050

Możesz zabić mnie — po to przygnałem w bój nowy,

I Lauz o życie moje nie zawarł umowy!

O jedno proszę, jeśli błagać można wroga:

Złóż ciało moje w ziemi! Wiem, że ziomków sroga

Złość mnie ściga. W tym jednym odmową mnie nie rań:

8055

Dozwól grób mieć ze synem, broń od sponiewierań!»

Rzekł, spodziewany w gardło przyjął cios, a z ciała

Krew, DuszaOddał duszę z krwią, co się na zbroję wylała.

Księga XI

Ocean już tymczasem Zorza z fal wstająca

Rzuciła. Enej, choć mu myśl troska zamąca

8060

O pogrzeb druhów i choć cierpi nad ich zgonem,

Z pierwszym brzaskiem wypełnia ślub po odniesionem

Zwycięstwie. Dąb ogromny, o ściętej koronie,

Na kopcu stawia; wdziewa nań błyszczące bronie

Mezenta, tobie wznosząc trofej, znamienity

8065

Bojowładco; krwią zlane zwiesza hełmu kity,

Strzaskane włócznie męża; w pancerz stroi drzewo

Dwunastu ciosy skłuty; spiżową na lewo

Tarcz, miecz zdobny w słoniową kość z przodu zawiesza;

Po czym druhów — bo wodzów doń zbiegła się rzesza

8070

Z okrzykami — tak krzepić zacznie na bój srogi:

«Największa rzecz spełniona! Męże, rzućcie trwogi

O przyszłość: Oto zdobycz, z pysznego ściągnięta

Króla — skruszona dłonią mą siła Mezenta!

Do grodu nam Latyna stanęła otworem

8075

Droga: na bój gotujcie broń ze sercem skorem,

By, gdy bogi dozwolą, powyrywać znaki

I młódź wywieść z obozu na bój, przestrach jaki

Albo gnuśność leniwa was nie opóźniała!

Tymczasem druhów ległych rozrzucone ciała

8080

Grzebmy, bo tym się jednym dusze Orku koją…

Idźcie, duszom szlachetnym, które nam krwią swoją

Porodziły ojczyznę, co w sławę urasta,

Ostatnie złóżcie dary! — Do Ewandra miasta

Pallasa nieście, który z sercem niewzruszonem

8085

Zakończył młode życie tak okrutnym zgonem!»

Rzekł i płacząc w próg domu wstąpił, gdzie leżało

Bezwładne i zastygłe już Pallasa ciało.

Strzegł go Acet staruszek, co giermkiem był wprzódy

Parraskiego[832] Ewandra, potem w bitew trudy

8090

Pod gorszą wróżbą jego drogiego wiódł syna.

Wokół orszak sług czekał, trojańska drużyna

Iliadki z rozwianym włosem, rwące szaty.

Kiedy Enej próg wielkiej przestąpił komnaty,

Rozgłośny jęk pod niebo wzniosą i tłuc zaczną

8095

Swe piersi; dom królewski brzmi skargą rozpaczną.

Gdy Enej twarz zobaczył śnieżną, z której krasa

Pierzchła, i ranę w piersi młodziuchnej Pallasa

Od grotu auzońskiego — ze łzami żałości:

«Ciebież — rzekł — biedny chłopcze, dziś los mi zazdrości

8100

Dotąd szczęsny, byś mego nie ujrzał królestwa

I zwycięzcą do ojca nie szedł? Takąż jest twa

Dola? — Nie takiem ojcu Ewandrowi dawał

Obietnice, gdy ściskał mnie, tłumiąc trosk nawał

I na wielkie imperium słał, nie bez przestrogi,

8105

Że dzielni są tu męże i lud w boju srogi.

Może on, złudną zwiedzion nadzieją dziś w darze

Śluby czyni, obiaty składa na ołtarze…

My młodzieńca martwego, co bogom nic zgoła

Nie winien, próżno sławim, smutne chyląc czoła.

8110

Biedny! pogrzeb dziecięcia ujrzysz, które tracisz!

Toż ma być tryumfalny do domowych zacisz

Powrót? To wielka ufność? Lecz, Ewandrze, hańby

Nie ujrzysz w ranach ani niczego, co nań by

Cień rzucało, jeśliby żył splamion!… Krainie

8115

Auzońskiej, tobie Julu, ileż szczęścia ginie!»

Trup, Pogrzeb, Obyczaje, OfiaraSkończywszy żale, zleca, by nieszczęsne ciało

Zniesiono i by tysiąc mężów się zebrało,

Którzy by mu ostatnim stali się orszakiem,

By pośród łez pociechę z nich w nieszczęściu takiem

8120

Niewielką, lecz należną, rodziciel miał stary.

Inni raźnie z gałęzi lekkie splotą mary,

Jeżówki pręciem kryją, z dębu ścielą liście

I wieńcami w krąg łoże stroją uroczyście.

Na marach tych młodzieniec spoczął pięknolicy,

8125

Niby ręką swawolnej zerwany dziewicy

Fijołek lub hijacynt, co jeszcze nie traci

Wiośnianej barwy swojej i wdzięcznej postaci,

Choć soków matka ziemia nie dostarcza. — Potem

Dwie szaty purpurowe, przetykane złotem,

8130

Wyniósł Enej: hafciarskiej sztuki wyuczona,

Własną dłonią je niegdyś sydońska Dydona

Dzierzgała, nitką złotą przetykając wełny.

Z tych jednę na młodzieńca złoży, smutku pełny,

Drugą na włos, co spłonąć ma, ze smutkiem kładzie.

8135

Z laurenckiej bitwy liczny łup druhów gromadzie

Wieść każe: Długim rzędem sunie zdobycz droga,

Rumaki i oszczepy, wydarte z rąk wroga;

Z rękami związanymi w tyle, chyląc głowy

Idą jeńce, co zbroczą krwią stos pogrzebowy;

8140

Potem zdobycz na drogach przez samych niesiona

Wodzów — na niej przybite lśnią wrogów imiona.

Prowadzą i Aceta, starca, co pięściami

Pierś tłucze i drąc lica z bólu, krwią je plami,

Wreszcie runie, o ziemię uderzając czołem.

8145

Rydwany, krwią rutulską zlane, wiodą społem.

Bojowy rumak Eton bez ozdób tuż kroczy,

Wielkimi łzami wilżąc smutne swoje oczy.

Inni włócznie i szyszak niosą — resztę bowiem

Turn wziął. Potem Teukrowie idą z całym mrowiem

8150

Tyrreńców i Arkadzi z odwróconą bronią.

Gdy kłęby pyłu orszak w oddali zasłonią,

Stanął Enej, wśród westchnień dodając te słowa:

«Nas na inne łzy dola wojny tak surowa

Woła!… Żegnaj na wieki, szlachetny Pallasie!

8155

Na wieki żegnaj!» — Rzekłszy to, ku szańcom zasię

Wysokim do obozu iść z wolna zaczyna.

Już posłowie przybyli tam z grodu Latyna;

Z gałązkami oliwek korny orszak cały

Błagał, by martwe ciała, co w polu leżały,

8160

Oddał im i dozwolił pochować je w ziemi:

Wszakże boju zwycięzca nie wiedzie z ległemi!

Niedawnym druhom, teściom, niech łaski nie przeczy!

Dobry Enej proszących o tak słuszne rzeczy

Wysłucha i te słowa doda, wzruszon do dna:

8165

«Jakaż was, o Latyni, fortuna niegodna

Wikła w boje? Przecz naszą przyjaźnią gardzicie?

O pokój dla tych, którym w bitwie wzięto życie,

Błagacie? — Ja i żywym nie bronię go zgoła!

Przyszedłem, bo los do tej krainy mnie woła;

8170

Nie wiodę wojny z ludem. Król pierwszy przymierze

Zerwał ze mną i Turna w pomoc sobie bierze.

Turn raczej winien stanąć na bój, jeśli wojnę

Chce skończyć, jeśli pragnie Teukrów szyki zbrojne

Odpędzić. Przecz mnie zbrojnym starciem nie zaszczyca?

8175

Zostałby żyw ten, komu da bóg i prawica!

Idźcież i biednych druhów oddajcie pożodze».

Rzekł Enej. Oni zmilkli; zadziwieni srodze,

Obrócą na się oczy i zdumione twarze.

Zaś Drances, starszy wiekiem, co wciąż spory wraże

8180

I nienawiść do Turna w sercu żywił swojem,

Rzecze: «O wielki sławą, ale większy bojem

Trojański wodzu! Jakież ci oddam pochwały?

Czy uczczę sprawiedliwość wprzód, czy miecz twój śmiały?

My słowa twe w ojczyste miasto krokiem rączym

8185

Odniesiem; jeśli można, z Latynem cię złączym

Przymierzem. Niech Turn stara się o związek nowy!

Do murów, z losu danych, pomożem budowy,

Pod ciężar głazów chętnie młódź barki wysili».

Tak rzekł i zgodnym szmerem toż wszyscy twierdzili.

8190

Dwanaście dni im dano — i zaraz bezkarnie

Z Teukrami lud Latynów do pracy się garnie

Wśród lasów. Pod siekierą wysoki grzmi jesion,

Wali się bór sosnowy, pod niebo wyniesion,

Zgrzytają kliny w dębie i we wonnym cedrze;

8195

Raz po raz wóz skrzypiący przez gąszcza się przedrze.

A już Wieść, przesłanniczka tak wielkiej boleści,

Dobiegła do Ewandra grodu i przedmieści,

Gdzie świeżo o zwycięstwach Pallasa szły gwary.

Arkadzi do bram biegną; jak zwyczaj chce stary,

8200

Żałobne chwycą głownie — wnet droga rozpłonie

Rzędem świateł, szeroko odsłoni się błonie.

Z przeciwka rzesza Frygów, zawodząc z rozpaczą,

Złączy szyk. Gdy wchodzących do grodu zobaczą

Niewiasty, zgiełkiem miasto napełnią dokoła.

8205

Ewandra żadna siła powstrzymać nie zdoła:

Zbiega w tłum. — Gdy z Pallasem mary staną z bliska,

Pada na ciało, z jękiem i łzami je ściska,

Wreszcie skargą tak koi bolesnych trosk nawał:

«Nie takieś mi, Pallasie, przyrzeczenia dawał,

8210

Że nie złożysz ufności zbytniej w srogim Marsie!

Wiedziałem ja, o dziecię, jak wojenny żar się

W serce wślizga, gdy pierwszy bój wezwie do sławy!

O pierwszyzno młodzieńcza! O początku łzawy

Bliskiej wojny! O modły, których nie spełniono,

8215

Śluby daremne!… Szczęsnaś, o droga ma żono,

Żeś zmarła, tej boleści nietknięta nawałem!

Ja zaś żyję i losy me przemóc musiałem,

Rodzic!… Przecz[833] mnie wśród Trojan, przy oręża zgrzycie,

Nie przeszył grot rutulski? — sam oddałbym życie,

8220

I mnie by, nie Pallasa, do dom odnosili —

Was, Teukrów, nie winiłbym za sojusz w tej chwili

I za dane prawice. — Starości mej właśnie

Ta śmierć się należała! Lecz choć syn mój gaśnie

Przed czasem, wielu przecież rękoma własnemi

8225

Wolsków pobił i Teukrów wwiódł do Lacjum ziemi…

Jać sam nie inny pogrzeb dałbym, synu drogi,

Jak zbożny Enej, wielcy Frygowie bez trwogi,

Tyrreńscy wodze oraz drużyna ich cała.

Wielki łup niosą, który dłoń twoja pobrała!

8230

Twe by zbroje na wielkim słupie teraz lśniły,

Gdyby równy był wiek wasz i te same siły,

Turnie! Lecz czemuż Teukrów zatrzymuję w mieście,

Nieszczęsny? Idźcie, słowa me królowi nieście:

Że po śmierci Pallasa nie schodzę do grobu,

8235

Prawica twa to sprawia: pomstę za nas obu

Winieneś wziąć na Turnie! Tej braknie ci chwały

I szczęścia. — Uciech życia nie żądam, zbolały,

Lecz syna cień ucieszyć wśród Manów przestworza!»

Tymczasem, na znój budząc ludzi, miła Zorza

8240

Rozbłysła ponad ziemią i morza odmętem.

Ojciec Enej i Tarchon na wybrzeżu krętem

Wznoszą stosy. Jak zwyczaj chce, ległych swych ciała

Znoszą na nie. Pożoga smutna zajaśniała,

Wysokie niebo w ciemnym ukryło się dymie.

8245

Po trzykroć w lśniących zbrojach okrążą olbrzymie

Stosy; po trzykroć wodą żar i dymu chmury

Skropią z koni i okrzyk wydadzą ponury.

Ziemię i oręż wokół łez zwilżyła rosa.

Krzyk mężów i trąb dźwięki biją pod niebiosa.

8250

Łup zdarty z ciał latyńskich do ognia tłum wlecze,

W żar miotają szyszaki i ozdobne miecze,

Uzdy i koła — inni zaś znanych tarcz zwały

Na stos kładą i włócznie, co szczęścia nie miały.

Wiele wołów w krąg ognia biją na cześć Śmierci;

8255

Szczeciaste wieprze społem porąbią na ćwierci

I owce z pól spędzone. Tłum patrzy, jak płoną

Ciała druhów, dobywa kość na wpół spaloną,

I nie chce odejść, póki noc nieba w pomroce

Nie skryje i gwiazd skrzących rój nie zamigoce.

8260

Niemniej i z drugiej strony, wśród Latynów, wrzała

Robota. Liczne stosy wznoszą, ległych ciała

Jedne w ziemię zakopią, inne w noc i we dnie

Do bliskich ziem i w miasta odnoszą sąsiednie.

Resztę na stos ogromny pozbierawszy, społem

8265

Bez liczby i wyróżnień palą. Wielkim kołem

Płonące ognie obszar pól złocą szeroki.

Już trzecia zorza chłodne rozproszyła mroki:

Jęcząc, zebrany popiół z kośćmi zbielałemi

Grzebią i kryją kopcem z ciepłej jeszcze ziemi.

8270

Dopieroż w domach, w grodzie możnego Latyna[834],

Największy zgiełk i lament najsroższy się wszczyna.

Tam matki nieszczęśliwe, synowe i siostry,

I chłopcy, których ojców uśmiercił grot ostry,

Przeklinają bój srogi i zaloty razem

8275

Turna. Temu się każą potykać żelazem,

Kto berła chce Italii i najpierwszej chwały.

Szczególnie srogo Drances się miota zuchwały,

Krzycząc, że jeno Turna do boju wróg woła.

Przecież i inne głosy się ozwą dokoła —

8280

Za Turnem, bo królowej osłania go imię,

Wojennych zasług sława i łupy olbrzymie.

Gdy tak w tłumie stłoczonym zgiełk i lament wzrasta,

Oto posły z wielkiego Diomeda miasta

Odpowiedź niosą, że się nie przydały na nic

8285

Zabiegi, złoto, dary kosztowne bez granic

I długie prośby; innej im szukać przystoi

Pomocy lub o pokój błagać króla Troi.

Traci ducha król Latyn. Z płaczem głośnym: «Nie ja —

Rzekł — ale losy jawnie wzywają Eneja.

8290

Gniew bogów świadczy o tym i mogiły świeże!»

Zaraz więc na sejm walny starszych mężów zbierze,

Przez gońce przyzywając ich w zamek wysoki.

Oni schodzą się, tłoczą do gmachu bez zwłoki,

Gromadnie. — Starszy laty i powagą społem,

8295

Zasiadł Latyn w pośrodku z nachmurzonym czołem.

Wzywa, by odprawieni z Etolii posłowie.

Odpowiedź króla całą w porządnej osnowie

Przedłożyli. Umilkła naokół drużyna,

A Wenul, według zleceń, tak mówić zaczyna:

8300

«Widzielim Diomeda i Argiwów cały

Obóz. Żadne nas trudy w drodze nie wstrzymały,

Ścisnęlim rękę, której zburzyć było danem

Ilium[835]. On Argirypy gród z ojczystym mianem

Zakładał wśród Japygów na Garganu niwie.

8305

Kiedy weszlim w próg domu, przyjęci życzliwie,

Niesiem dary — ojczyznę, ród nasz wyznawamy,

Kto zaczął wojnę, co nas wiedzie w Arpiów bramy[836]

Wysłuchawszy, z przyjazną tak ozwie się twarzą:

»O szczęśliwi Auzońce, których losy darzą

8310

Saturna pieczą! Cóż was przynagla spokojny

Rzucać łan i w nieznanej wir puszczać się wojny?

My wszyscy, co miecz wnieślim do iliońskiej ziemi —

Pomijam bój pod Troi mury wysokiemi

I trupy, które poniósł Symoent — bez miary

8315

Wszyscy zgoła za zbrodnie swe ponieślim kary.

I Pryjam czułby litość! O prawdzie słów szczerej

Minerwy smutna gwiazda świadczy i Kaferej[837]

Z wojny też w różne strony zbiegł zastęp nasz dumny:

Menelaj, Atreusza syn, ujrzał kolumny

8320

Proteja[838], Ulis widział Cyklopy przy Etnie…

Cóż mówić o Pyrrusie[839], o wygnanym szpetnie

Idomeneju[840]. Lokrach z libijskiego brzega[841]?

Sam Achiwów wódz[842], ledwo ojczyzny dobiega,

Z rąk złorodniczej małżonki zginął[843] tuż za progiem;

8325

Cudzołożnik owładnął złotem Azji drogiem.

Nie chciały także bogi, bym ja miłej żonie[844]

Był wrócon, Kalidonu piękne ujrzał błonie.

Potem dziw oczom moim się zjawił obrzydły:

Stracone druhy w przestwór uniosły się skrzydły

8330

Jako ptaki nad rzeką (jakąż niebo śle mi

Karę!) — wśród skał się skarżą głosy żałosnemi!

To nieszczęście już w onym czasie mnie czekało,

Gdym z orężem się porwał na niebianki ciało,

Szalony, i prawicę zraniłem Wenerze.

8335

Nie żądajcie, bym w boje szedł, wiążąc przymierze!

Nie walczę ja z Teukrami, odkąd leży w pyle

Pergam, i dawnych znojów nie wspominam mile.

Dary, które niesiecie mi z ojczystej niwy,

Oddajcie Enejowi. Niegdyś bój straszliwy

8340

Zbliżył nas; wierzcie temu, co doznał, jak wali

On w tarcze, jak oszczepem dosięga z oddali.

Gdyby jeszcze dwóch takich w idajskich krainach

Żyło mężów, wśród grodów swych ujrzałby Inach

Dardanów, klęskę Grecy ponieśliby sami.

8345

Kto trzymał nas pod Troi twardymi murami,

Jak nie Hektor i Enej? Mocą mężnej dłoni

Tryumf Grajów o dziesięć lat odwlekli oni.

Obaj szlachetni, sławę miłujący szczerze,

Ten bardziej zbożny. Zatem przyjmijcie przymierze.

8350

Jakie daje, broń rzućcie, co szczęścia wam nie da…«

Oto, królu najlepszy, odpowiedź Diomeda

Słyszałeś, i co sądzi o całej tej wojnie».

Na te słowa wysłańców zawrzał niespokojnie

Tłum Auzońców: jak kiedy skał wielkie odłamy

8355

Zawalą bystry strumień — szum słychać u tamy

I grzmią brzegi sąsiednie, tłuczone przez fale.

Gdy umysły i usta ochłodły w zapale,

Wezwawszy bogów, z tronu świetnego król powie:

«O rzeczy tak dla kraju ważnej, Latynowie,

8360

Wolałbym, i byłoby lepiej, nie w tej chwili

Radzić, gdy mury możny wróg zdobyć się sili.

Bój przykry, druhy, z rodem prowadzimy bożym,

Przeciw niezwyciężonym zastępom się srożym,

Których zgoła nie łamie najcięższych klęsk nawał.

8365

Nadzieję, jaką oręż etolski wam dawał,

Złóżcie — nadzieja w siłach. — Lecz jak one giną,

Jak ciężką nas los wrogi przytłacza ruiną,

Na oczy widzieliście, bolejąc niemało.

Nikogo nie oskarżam: co męstwo zdołało,

8370

Czynilim; lud nasz toczył bój niezmordowanie.

Teraz, jakie myśl trwożna nasuwa mi zdanie,

Posłuchajcie, — krótkimi rzecz streszczę wam słowy:

Mam z dawna ziemię, żyzny ugór nadtybrowy,

Co na zachód Sykanów sięga pasmem długiem;

8375

Auruńcy i Rutule ją sieją i pługiem

Krają stoki, z gór trzody spędzają co jesień.

Ten łan i cały obszar sosnowych zalesień

Przyjaźnie dajmy Teukrom i na słusznym prawie

Zawarłszy pokój, władzą dzielmy się łaskawie.

8380

Niech osiędą, gdy pragną, i założą miasto.

Jeśli zaś w inne kraje chcą ruszyć, niech nas to

Nie trapi, byle z naszych ziem wyszli bez ujmy.

Dwanaście statków z dębów italskich zbudujmy

Lub więcej; leży wszelki nad rzeką budulec.

8385

Liczbę i rodzaj sami przepiszą, my ulec

Winni; — spiż damy, pracę i wszelkie narzędzie.

Nadto stu przednich posłów wybrać trzeba będzie

Z Latynów rodu, z prośbą o przymierza związek.

Niechaj idą, oliwnych pęk niosąc gałązek;

8390

Reszty złoto, słoniowa kość niechaj dokona,

Tron i płaszcz, władzy naszej królewskie znamiona. —

Radźcież więc i wesprzyjcie sprawę nadwątloną!»

Wtedy Drances, któremu gorzkie w piersi płoną

Gniewy i sława Turna spać nie da spokojnie,

8395

Bogaty i wymowny, lecz lichy ku wojnie,

Wśród obrad zawsze gotów wytrwać do ostatka,

W wichrzeniu pierwszy — z rodu możnego go matka

Powiła, lecz o mianie rodzica nikt nie wie —

Wstał i tymi słowami odezwie się w gniewie:

8400

«Rzecz znaną, w której zbędne są rozwlekłe słowa,

Doradzasz, dobry królu: każdy z nas, choć chowa

Milczenie, dobrze świadom jest ludu niedoli!

Niechże nam da przemówić, odetchnąć pozwoli

Ten, którego złe wróżby, złość w sercu szalonem

8405

(Bo powiem, choćby jego miecz groził mi zgonem),

Zgubiły tylu wodzów, tak iż gród nasz cały

Tonie w żałości, kiedy on trojańskie wały

Ucieczką brać próbuje, trwożąc okrąg nieba

Mieczem. — Do darów, których nam wiele słać trzeba

8410

Dardanidom (jak słusznie mówisz), jeden dodaj,

Najlepszy z królów: rękę twej córki — i bodaj

Niczyj gniew nie odstraszył cię, ojcze, w tej mierze;

Z tak godnym zięciem zawrzyj wieczyste przymierze.

Lecz jeśli wszyscy w takiej zostają obawie,

8415

Błagajmy jego, niechaj ustąpi łaskawie

Praw, właściwych królowi i ojczyźnie społem! —

Przecz drugim giąć się każesz pod walki mozołem,

Ty, coś główną przyczyną klęsk Lacjum i zguby!

Nie ma w boju zbawienia! — O pokój cię luby

8420

Prosim, Turnie, z rękojmią trwałą; w pierwszym rzędzie

Ja, którego ty wrogiem zwiesz — i niech tak będzie,

Błagam: litość nad krajem miej i sam się utaj

Na wygnaniu, złóż pychę! Dosyć zgonów tutaj

Widzielim, klęsk, spustoszeń kraju i sieroctwa!

8425

Lub gdy cię sława nęci, gdy taką jest moc twa,

Jeśli posag królewski w tak wielkiej masz cenie,

Sam w bój naprzeciw wroga wyjdź nieustraszenie!

Iście, by Turn królewnę powiódł do zaślubin,

My, nędzni, niepłakani, bez mogił, krwi rubin

8430

Miećmy w pola! Ty także, jeśliś tak ochoczy

I przodków masz odwagę, spojrzysz temu w oczy,

Co cię wyzywa…»

Na takie słowa gniewny szał rozpłonął w Turnie,

Westchnął i ze dna piersi tak rzekł, patrząc chmurnie:

8435

«Wielka iście, Drancesie, jest twoja wymowa:

Kiedy bój rąk wymaga, tyś pierwszy do słowa

W bezpiecznym gronie ojców! W tym ci nie dorównam…

Lecz gdy mur jeno dzieli od wroga, nie słów nam

Potrzeba! — Nie słów, kiedy krew w rowach się spienia!

8440

Więc grzmij zwykłą wymową, o dreszcz przerażenia

Oskarżaj mnie, Drancesie, gdy tak wielkie ścielesz

Prawicą stosy Teukrów, do domowych pielesz

Wracając z łupem świetnym!… Wszak otwarta droga

Do męskich czynów! Szukać nie trzeba nam wroga

8445

Daleko: wszak otacza mury z mieczem w garści.

Ruszmy przeciw! Dlaczego tchórzysz? Czyli Mars ci

Wichrowy język tylko i pierzchliwe łydki

Stale krzepi?

Ja wygnańcem?! Któż słusznie tak, naśmiewco brzydki

8450

Nazwie mnie, gdy Tybr, co się z iliońskiej krwi wzdyma,

Zniszczony dom Ewandra własnymi oczyma

Widział i łup orężny, wydarty Arkadom?

Nie takim doznał Bicjasz mnie, Pandar walk świadom,

I tysiąc, których w jednym dniu w Tartar posłałem,

8455

Zamknięty ciasnym murem w krąg i wrogów wałem

»Nie ma w boju zbawienia…« — Teukrom, głupcze stary,

I sobie pieśń tę śpiewaj! Przestrachem bez miary

Mąć wszystko, wynoś siły niezdolne do czynów

Ludu dwakroć zbitego, lżyj oręż Latynów!

8460

Dziś pewnie Mirmidonów straszy oszczep fryski,

Tydyd, Achill drży trwożnie przed mieczów ich błyski,

Aufid, wstecz płynąc, rzuca Adriatyku fale…

Gdy lęk przed gniewem moim udaje, zuchwale

Obłudną sztuką zdradnych nie szczędzi mi chłostań

8465

Takiej duszy prawicą tą — spokojnym zostań —

Nie wezmę ci: noś w piersi ją, nędzy swej świadom!

Teraz, ojcze, ku wielkim twym zwrócę się radom:

Gdy nadziei w orężu nie daje nam dola,

Jeśli wszystko stracone, gdy raz zeszlim z pola,

8470

Jeśli zmienić nie może się Fortuny lice,

Prośmy o pokój, wątłe podnosząc prawice —

Choć, gdybyż dawnych ojców w nas tkwiła potęga! —

Według mnie, przed innymi ten szczęścia dosięga

I chwały, który nie chcąc widzieć takiej wzgardy,

8475

Padł konając i ugryzł zębami grunt twardy!

Jeśli jednak zasoby i młódź nam została

Nietknięta, jeśli pomoc Italia śle cała,

Jeśli i Trojan triumf został okupiony

Hojną krwią, gdy ich również poprzedziły zgony:

8480

Przecz haniebnie ustajem, tuż na progu jeszcze?

Czemu przed surmą trwożne zdejmują nas dreszcze?

Niejeden dzień obrócił znoje biednych ziemian

Na lepsze; igra zmienna Fortuna na przemian:

Nieraz skrzepi tych, których gnębiła wprzód bieda,

8485

Grród Arpij, lud Etolów pomocy nam nie da,

Lecz Messap da, szczęśliwy w bojach da ją Tolumn,

Tylu wodzów w bój ruszy na czele swych kolumn!

Nie daremnie się Lacjum i Laurent wysila —

Jest i z Wolsków sławnego narodu Kamilla

8490

Z hufcem jazdy, w spiż zbrojnym, pełnym świeżej krasy

Jeśli mnie jeno Teukrzy wzywają w zapasy

I tak chcecie, gdy wspólnej sam szkodzę obronie,

Nie tak zwycięstwo moje opuściło dłonie,

Bym o taką nie walczył nadzieję, gdy tylem

8495

Dla niej zniósł! — Stanę, choćby był wielkim Achillem

I zbroję wdział Wulkana, przed którą tak drżycie!

Wam oraz Latynowi, teściowi, to życie

Ja, Turn, którego męstwem nie przeszedł nikt zgoła,

Poświęcam!… »Enej woła mnie tylko«. — Niech woła!

8500

Lecz czy śmierć mi gniew bogów, czy chwałę przyniesie

Męstwo me — działu mego nie weźmiesz, Drancesie!»

Tak oni między sobą spór wiedli niemały,

Sierdząc się. Enej zasię w bój ruszył oddziały.

Wśród zgiełku do pałacu króla poseł cwałem

8505

Pędzi i wielki przestrach szerzy w mieście całem

Głosząc, że w zwartym szyku, od Tybru Teukrowie

Rwą i w pola Tyrreńców występuje mrowie…

Wraz wzruszą się umysły, wre ciżba wzburzona,

Niemały gniew podnieca wojowników łona.

8510

O broń krzyczą, w orężne młodzież staje rzędy;

Płaczą i szemrzą smutni rodzice. Zgiełk wszędy

Zmieszaną, wielką wrzawą uderza w obłoki:

Tak ptactwa stada drą się, w bór wpadłszy głęboki,

Lub chrapliwe łabędzie, gdy nad rybną tonią

8515

Paduzy[845] w oczeretach hałaśnie się gonią.

«Nuże druhy! — Turn krzyknął, korzystając z chwili —

Zbierzcie sejm, byście siedząc tu, pokój chwalili,

Gdy z bronią wróg naciera!» — Tak rzekł, i bez zwłoki

Porwawszy się, dom króla opuścił wysoki.

8520

«Ty, Woluzie — rzekł — Wolsków i Rutulów prowadź

Kohorty — Messap z jazdą ma szczęścia próbować

W polu; toż Koras z bratem i huf pod ich władzą;

Inni bram niech pilnują i wieże obsadzą.

Wy, drudzy, tam gdzie każę, wraz ze mną bój nieście!»

8525

Natychmiast na mur skoczą, zgiełk w całym wstał mieście;

Opuszcza zgromadzenie z żalem Latyn stary,

Na później odkładając swe wielkie zamiary.

Wini się, że za zięcia ze sercem uprzejmem

Eneja nie wziął, stałym się wiąże rozejmem.

8530

Lud bramy okopuje lub głazy i belki

Zwozi — chrapliwym dźwiękiem wzywa na bój wielki

Surma. Barwną koroną mur zwieńczą dokoła

Kobiety z dziećmi; wszystkich ostatni trud woła…

Do świątyni i zamku górnego Pallady

8535

Królowa trwożnych matron prowadzi tłum blady

Z darami; tuż Lawinia, dziewica nietknięta,

Przyczyna klęsk tych, cudne w dół spuszcza oczęta.

Śpieszą niewiasty, palą kadzidło przed progiem

Świątyni i tak modlą się w strapieniu srogiem:

8540

«Broniowładna Trytonko[846], panno, bojów gwiazdo!

Złam grot zbójczy, którego frygijskie śle gniazdo!

Przed bramą wysokiego grodu nam go powal!»

Turn gniewny w bój się zbroi. Pancerz, który kowal

Z łusek spiżowych ukuł, przywdziewa, a potem

8545

Nakolanka nakłada cudne, lśniące złotem.

Z głową odkrytą jeszcze, miecz, co świetnie błyska,

Przypnie i złoty zbiega z wielkiego zamczyska

Rześko, w myśli już wrogów rozgramiając srodze:

Tak rumak, gdy od żłobu, potargawszy wodze,

8550

Wolny w końcu na pole otwarte wypada

Czy to pędząc na błonia, między klaczy stada,

Czy, nawykły się pławić w znanej rzece, skoki

Szybkimi sadzi, prycha, kark wstrząsa wysoki,

Pląsając — z wiatrem igra mu rozwiana grzywa…

8555

Naprzeciw z hufcem Wolsków Kamilla przybywa,

Królewna; u bram z konia zeskoczy, a za nią

Cały zbrojny jej hufiec, naśladując panią,

Na ziemię spłynie z koni. Wtedy rzecze ona:

«Turnie, gdy słuszną ufność jest mężnego łona,

8560

Sama na Eneadów uderzę gromadę

I na karki tyrreńskiej jazdy sama wjadę,

Mnie pierwszej dozwól w polu rozpocząć bój śmiały;

Ty pieszo stań przy murach i ochraniaj wały!»

Na to Turn, oczy w dzielnej utkwiwszy dziewoi:

8565

«Italii chlubo, panno! Jakież ci przystoi

Składać dzięki? Lecz teraz, skoro nic cię przeląc

Nie zdoła, stań do boju, wraz ze mną trud dzieląc.

Enej, jak godni wiary głoszą wysłannicy,

Podstępnie lekkim pułkom swej lotnej konnicy

8570

Kazał w pole wyjść; sam zaś przez dzikie urwiska

Pod mur grodu wąwozem podsuwa się z bliska.

Zasadzką w jarze leśnym chcąc popłoch wywołać,

Zbrojnym hufcem obsadzę rozstajnych dróg połać;

Ty jazdę złam tyrreńską, co ku nam pośpiesza.

8575

Dzielny Messap wspomoże cię, Latynów rzesza

I Tyburcy. Nad wszystkim dzierż nadzór surowy!»

Rzekł, Messapa i wodzów podobnymi słowy

Zachęca w bój — sam również wyrusza na wroga.

Na skręcie dwu wądołów urwista jest droga,

8580

Dogodna dla zasadzki: z dwóch stron stoki jarów

Gąszcz mroczny kryje; środkiem wąski jeno parów

Zdradliwy nader dostęp w głąb otwiera skrycie.

Nad nim, w dzikich zapaściach, na stromych skał szczycie

Rozciąga się równina, zakryta dla oka,

8585

Czy na prawo lub lewo chcesz wypaść z wysoka

W bój, czy zostać i z urwisk wielkie strącać skały.

Tam znanymi ścieżyny podszedł młodzian śmiały,

Zajął miejsce i zapadł, głuchym skryty lasem.

Latona wśród niebiańskiej siedziby tymczasem

8590

Chyżą Opis[847], dziewicę, z towarzyszek grona

Wywoła i te smutne słowa zasępiona

Wypowie: «Na bój srogi biegnąc, przypasała

(Na próżno!) luby oręż mój Kamilla śmiała,

Droga mi ponad inne; bo nie nową Dianie

8595

Ta miłość, nie powstała w sercu niespodzianie.

Wypędzon dla zawiści, gdy w pychę urasta,

Metab, z murów starego uciekając miasta,

Z Prywernu[848], wśród walk ciężkich z pospólstwem zgniewanem,

Bierze córkę i matki jej, Kasmilli, mianem

8600

Z małą odmianą słowa na »Kamilla«, zwie ją.

Sam, przy piersi unosząc dziecię, między knieją

Przedzierał się ukradkiem, lecz srogich strzał mrowie

Miotając, napierali nań zewsząd Wolskowie.

W poprzek drogi wezbrany Amazen mu stawał,

8605

Po brzegi spienion — taki lunął deszczu nawał.

On przepłynąć chce rzekę, lecz miłość dziecięcia

I strach o nie tamuje śmielsze przedsięwzięcia.

Gdy waha się, ten pomysł mu przyszedł do głowy:

W potężnej dłoni właśnie niósł oszczep bojowy,

8610

Pełen sęków, osmalon; wnet w plecionkę z łyku

Córeczkę swą malutką starannie zamyka,

Giętkim pięciem do włóczni przywiąże w połowie,

I ważąc grot prawicą ogromną, tak powie:

Latonko[849], panno, która w swej pieczy masz bory,

8615

Tę służkę tobie święcę! Pierwszy raz twój skory

Pocisk dzierżąc, przed wrogiem ucieka. Spójrz mile

Na tę, co zdradnych wichrów zawierza się sile.

Rzekł, i włócznię z rozmachem podniósłszy, daleko

Cisnął. Huczą bałwany, a nad bystrą rzeką

8620

Mknie Kamilla nieszczęsna w dal na włóczni chyżej.

Zaś Metab, gdy tłum wrogów nastaje wciąż bliżej,

Skoczy w nurt i wyrywa w darni uwikłany

Oszczep z dziewką, oddaną pod opiekę Diany.

Nie przyjęły go grody, ni wiejskie poddasza;

8625

On sam, dla dzikiej dumy, nigdzie się nie wprasza,

Pasie trzody i w górach przepędza czas cały.

Tam córeczkę swą, między omszałych pni zwały

Wykarmia mlekiem klaczy, ściągniętej ze stada,

Cisnąc wymię, gdy dziecię doń usta przykłada.

8630

Ledwo dziewczę dokoła pastuszych opłocisk

Stąpać jęło, do rączyn jej ostry dał pocisk,

Przez barki kołczan zwiesił i łuczek maleńki.

Zamiast złotej korony i długiej sukienki,

Tygrysia skóra nagość słoniła jej ciała —

8635

Rączyną drobną groty dziecięce miotała.

Od obrotnej jej procy skrwawił zieleń muraw

Niejeden biały łabędź lub strymoński[850] żuraw.

Liczne matki w tyrreńskich grodach, możne panie,

Za synową ją chciały. Ona, wierna Dianie,

8640

Dziewictwo nieskalane i broń, którą władam,

Wyłączną ukochała miłością. Nie radam,

Że ją wojna z Teukrami porwała szalona:

Byłaby teraz jedną z drużek moich grona…

Lecz skoro jej los gorzki żyć dłużej nie daje,

8645

Znijdź, nimfo, z nieba, nawiedź w lot latyńskie kraje,

Kędy w boju złowrogim zgon spotkać ją gotów;

Weź to, wyjmij z kołczanu jeden z mściwych grotów.

Ktobykolwiek jej świętą pierś zranić miał zdradnie,

Trojańczyk czy Italczyk, w krwi własnej niech padnie.

8650

Ja polem w gęstej chmurze nieszczęśliwej ciało

Uniosę w zbroi, aby w ojczyźnie grób miało».

Rzekła. Tamta z niebiosów jak lekki wiatr wionie

Ze szumem, w ciemnej chmury spowita osłonie.

Tymczasem ława Trojan pod mur się zbliżała,

8655

A z nią wodze Etrusków i konnica cała,

Na pułki rozdzielona. — Na polu odkrytem

Rżą konie, szarpią wodze i biją kopytem,

Kręcąc łbami. Żelaza gęstwą nasrożoną

Błyszczą łany, od zbroic świetnych pola płoną.

8660

Już i Messap, latyńscy rześcy wojownicy,

Koras z bratem i hufce Kamilli dziewicy

Z przeciwnej strony w polu się zjawią, buńczucznie

Wstrząsają oszczepami i zjeżają włócznie.

Zmieszany słychać mężów zgiełk, raźno koń parska.

8665

Z obu stron, na rzut włóczni podszedłszy, młódź dziarska

Stanie. Z nagła krzyk wzniosą, puszczą wodze w pędzie

Szalejącym rumakom — świsną groty wszędzie,

Rzekłbyś, że niebo śnieżna zakryła zawieja…

Tyren włócznią z przeciwka prze na Akonteja:

8670

Cwałem zwarli się pierwsi, na wszystko gotowi,

I z głośnym chrzęstem runą, — rumak rumakowi

Pierś piersią miażdży. Z siodła wysadzon od razu,

Jak piorun albo z kuszy rzucony złom głazu,

Padł Akontej i życie swe oddał w kraj Cieni.

8675

Wraz zmieszają się szyki. Latyni strwożeni,

Miecąc tarcze, ku miastu mkną w zbitej czeredzie;

Trojanie prą. Azylas naprzód roty wiedzie.

Już do bram się zbliżali, gdy znowu Latyni

Z wrzaskiem konie nawrócą wstecz — wrzawa się czyni:

8680

Tamci pierzchną, bachmatom rozpuszczając wodze:

Tak topiel morska, wirem kłębiąca się srodze,

Raz prze ku brzegom, falą skał groźnych urwiska

Kryjąc, i na najdalszy piasek piany ciska,

To znów, raźnie cofając wstecz nurt rozszalały,

8685

Ucieka od wybrzeża i porzuca skały.

Dwakroć Tuscy Rutulów aż pod mury gonią,

Dwakroć tyły podają[851], odparci ich bronią.

Za trzecim razem zwarły się w bojowym szale

Szeregi, mąż na męża prze zapamiętale,

8690

Jęk słychać konających w krąg, ziemię krew zlała,

Pada broń, lecą trupy, gniotąc ległych ciała;

Półżywe drgają konie, bój sroży się dziki.

Bojąc się z bliska natrzeć, Orsyloch grot piki

Rumakowi Remula wrazi tuż pod uchem.

8695

Szalejąc z bólu, ranny koń z chrapaniem głuchem,

Wysoko pierś podnosząc, uderza kopyty[852]

Ów, strącon, runął. Katyl, kurzawą okryty,

Jolla zwali z Herminiem groźnym; temu z głowy

Na nagie plecy bujny włos opadał płowy,

8700

Bo hełmem nie krył skroni, nie znając co trwoga —

Tak — ogromny — w tłok walki gna; włócznia mu sroga

Szerokie przetnie bary: padł, z bólu wpół zgięty.

Walka, Krew, ŚmierćKrew ciemna wszędy tryska. Za pełną ponęty

Goniąc śmiercią, śmierć szerzy stłoczona gromada.

8705

Wśród tłoku Amazonka uwija się rada,

Kamilla; odsłoniwszy pierś jedną, w bój ślepy.

Gna w pędzie i raz lekkie wyrzuca oszczepy,

To znów topór prawicą podnosi młodzieńczą;

Łuk złocisty i Diany pociski jej dźwięczą

8710

Na barkach; w samej nawet ucieczce straszliwa,

Zawracając, strzałami goniących przeszywa.

Dokoła rówieśniczki: Larina, dziewica,

Tulla oraz z toporem w dłoni pięknolica

Tarpeja, z cór italskich wybrane, dostojnie

8715

Towarzyszą swej pani w pokoju i wojnie.

Równie nad Termodonem trackim, w jasny dzionek,

W strojnych zbrojach harcują hufce Amazonek

I z rześką Hippolitą lub Pentezyleją

Jadącą na rydwanie huczne pieśni pieją,

8720

W obłączaste puklerze swe bijąc z łoskotem.

Kogo naprzód, dziewico sroga, kogo potem,

Obalasz? Ile mężnych ciał na ziemię ścielesz?

Euneja, syna Klicja wpierw, co z cichych pielesz

Świeżo przybył — pierś grot mu straszną porze raną:

8725

Wylewając krew usty runął, krwią zalaną

Gryzie ziemię konając i rzuca się srodze.

Potem Lira z Pagasem: jeden padł, gdy wodze

Spod ległego rumaka wyrywa, a drugi,

Gdy pomaga mu dłonią bezbronną. W krwi strugi

8730

Runęli wraz. — Amastra, Hippotasa dziecię,

Zwali, potem Tereja, Harpalika zmiecie

Oszczepem, Demofonta i dzielnego Chromka.

Ilekroć z dłoni dziewki świśnie włócznia gromka,

Tylekroć Fryg upada.

8735

Jechał Ornit w zbroi

Nieznanej, na japyskim koniu. Temu stroi

Szerokie bary skóra z byka, zamiast płaszcza,

Głowę kryje mu wilka ogromnego paszcza,

Białymi kłami groźnie błyskająca z dali; —

8740

W dłoni prosty ma oszczep. Przez środek on wali

Szeregów, a przewyższa wszystkich głową całą.

Jego, gdy pierzchających był porwan nawałą,

Przebija i z ległego tak szydzi zawzięta:

«Tyrreńczyku, czyś sądził, że leśne zwierzęta

8745

Ścigasz? Nadszedł dzień, w którym orężem mi dano

Poskromić twe przechwałki! Przecież wielkie miano

Zostawisz, skoroś poniósł śmierć z ręki Kamilli!»

Orsylocha z Butesem, co tęgo się bili,

Wielkoludów, z nóg zwala: Butesa uderza

8750

Tam, gdzie przyłbica łączy się z krańcem pancerza,

I tarcz kończąc się, szyi odsłania bok lewy.

Orsylocha, ucieczką drażniąc jego gniewy,

Wywabia, kołem jadąc, aż nagle bachmata

Zwróci na goniącego: toporem go płata,

8755

Głucha na wszelkie prośby; pęknął[853] hełm krwią zlany

I kość. Mózg ciepły na twarz wyprysnął mu z rany.

Widzi to z lękiem Auna syn, do znacznych figur

Liczon, z gór Apeninu rodem, sprytny Ligur,

Co zawsze umiał zdradą wydobyć się z matni.

8760

Gdy poznał, że przed walką nie zbiegnie w tłum bratni

I zmylić nastającej nie zdoła królewny,

We fortelach przebiegłych powodzenia pewny,

Tak zacznie: «Cóż dziwnego, że sile rumaka

Ufasz, kobieta! Przestań pierzchać, skoroś taka

8765

Dzielna, i pieszo ze mną śmiej stoczyć bój krwawy:

Zobaczysz, że wiatr strzępy poniesie twej sławy!…»

Rzekł; ona, pełne gniewu zwracając nań oczy,

Oddaje konia drużce i pieszo w bój skoczy

Z mieczem gołym i tarczą tylko, niezlękniona.

8770

Młodzian myśląc, że zdradą zamiaru dokona,

Bez zwłoki wstecz się cofa i puściwszy wodze,

Ucieka, ostrogami rumaka tnąc srodze.

«Ligurze, próżnoś nadął się pychą bez granic!

Rodzime twoje sztuczki nie zdały się na nic —

8775

Obłudnemu Aunowi nie wróci cię zdrada!»

To rzekłszy, panna konia prześciga, dopada

Z przeciwka, chwyta wodze i wraz cięciem srogiem

Zwaliwszy jeźdźca, tryumf odnosi nad wrogiem.

Ptak, PolowanieRównie jastrząb, z wysokiej puściwszy się skały,

8780

Gołębia pod skłębionych chmur dosięga wały[854]

I rwąc szpony krzywymi, do uczty się bierze:

Z góry społem krew spada i wyrwane pierze.

Rodzic ludzi i bogów, na niebie wysokiem

Cały przebieg zapasów bystrym śledząc okiem,

8785

Tyrreńczyka Tarchona na bitewne szały

Pobudzi wtenczas, gniew w nim wznieciwszy niemały.

Wśród tłoku pierzchających i w lotnych strzał świście

Gna on konno i hufce zachęca ogniście,

Po imieniu wołając i krzepiąc w nich ducha:

8790

«Jakiż strach, niepoprawna i na wszystko głucha

Gromado, gna cię? Także[855] trwożnymi jesteście?!

Taki szyk dał się strwożyć i rozbić niewieście?

Daremnie więc żelazo nosim i oszczepy?

Do psoty wyście pierwsi, na nocny bój ślepy,

8795

Gdy kręty Bakchusowy flet z oddali załka!

Gdzie uczty, pełne czasze oznajmia piszczałka,

Tam pędzicie, gdy wieszczek do ofiar znak daje

I tłusty udziec nęci, by w ciemne biec gaje!»

To rzekłszy, spina konia, gnając nieubłagan

8800

W tłok; runie na Wenula jak burzy huragan,

Potężną dłonią ściągnie z konia przeciwnika,

I przed piersią go niosąc, do swoich umyka.

Wrzask bije pod niebiosy. Obrócili oczy

Latyni wszyscy. — Tarchon raźno koniem toczy,

8805

Broń i męża unosząc; łamie żelaziwo

Włóczni wroga i w zbroi szpary szuka żywo,

By zadać cios śmiertelny; ów, dłoń bohatera

Powstrzymując od gardła, moc mocą odpiera.

Ptak, Walka, WążJak płowy orzeł w locie wysoko od ziemi

8810

Unosi węża, szpony go dzierżąc mocnemi,

Zraniony gad odpiera zapęd napastniczy,

Łuskate skręca zwoje, łeb wznosi i syczy

Prężąc się w górę; orzeł dziób krzywy w potworze

Zatapia, a wraz skrzydły powietrzny szlak porze[856]:

8815

Tak właśnie Tyburczyka z szyku Tarchon śmiały

Z dumą niesie. Za wodzem meońskie oddziały[857]

Pędzą. — Arruns, co krótkie przed sobą ma chwile

Żywota, dzielny łucznik, okrąża Kamillę,

Próbując, skądby natrzeć: z tyłu, czy od lica.

8820

Gdzie jeno w szale walki zwróci się dziewica,

Tam Arruns milczkiem pędzi i tropi jej ślady;

Gdzie ona z wrogów zlękłej wypadnie gromady,

Tam młodzian rumakowi szybko puszcza wodze.

To na tej, to na owej zasadzi się drodze,

8825

Zewsząd krąży i wstrząsa włócznię w dłoni skorej.

Właśnie dawny Cybeli kapłan, dzielny Chlorej,

W błyszczącej cudnie z dala już, frygijskiej zbroi,

Spienionego rumaka gnał, którego stroi

Złota łuska z podbiciem ze skóry bogatem.

8830

On sam, purpurą obcą świecąc i szkarłatem,

Z lickiego łuku miotał w tłum gortyńskie strzały;

Łuk złoty na ramieniu miał i hełm wspaniały

Złoty; płaszcz o szafranu barwie sprzączka złota

Spinała w węzeł — w pędzie wiatr z chrzęstem nim miota;

8835

Kaftan z haftem miał, obcy strój krył mu golenie.

Dziewica, bądź to pragnąc łup o wielkiej cenie

Przybić w chramie, bądź na się wdziać strój bohatera

Trojański, nań wyłącznie wśród bitwy naciera

Ślepo, i na pociski, które zewsząd lecą,

8840

Nie baczy, żądzą łupu pałając kobiecą.

Arruns czas upatrzywszy, wzniesie oszczep srogi

Zdradziecko i tak kornym głosem wzywa bogi:

«Wielki Febie, co władniesz na świętym Sorakcie[858]

Wszak my pierwsi ci stosy sosen palim, wszak cię

8845

Pierwsi sławim, drużyna opieki twej pewna,

Gołymi stopy depcąc żarzące się drewna!

Daj, ojcze, niechaj hańbę mój grot nienaganny

Obmyje! Pięknej zbroi i trofejów panny

Nie chcę — żadnych mnie łupów żądza nie popędza,

8850

Dość mam chwały z dzieł innych! Byleby ta jędza

Z rąk mych padła, bez chwały wrócę w kraj mój luby!»

Słyszy Febus — i częścią wysłuchać chce śluby,

Częścią modły młodziana na lekki wiatr miota:

Zgodził się, by Kamillę pozbawił żywota

8855

Znienacka, lecz by wrócić miał w ojczyste góry

Nie dopuszcza; głos w szumie się rozwiał wichury.

Zaczem, gdy grot zaświszcze, niecąc lęku mrowie,

Bystry wzrok na królową swą wszyscy Wolskowie

Obrócą.

8860

Ona, naprzód prąc swego bachmata,

Nie słyszy świstu włóczni, co szybko nadlała,

Aż w pierś jej odsłoniętą uderzył grot długi,

Utkwił w niej i panieńskiej krwi wytoczył strugi.

Skoczą drużki przelękłe, podejmą ramiony

8865

Mdlejącą panią. Arruns pierzcha przerażony,

W piersi jego z radością lęk miesza się razem:

Nie śmie dłużej przed panny się jawić żelazem.

Jak wilk, nim strzały za nim pogonią, bez zwłoki

Uchodzi w niedostępnych gór wąwóz głęboki,

8870

Gdy zagryzie pasterza lub wielkiego byka —

Świadom zuchwalstwa, ogon podwinąwszy, zmyka

Z bojaźnią, w głuchych borów się kryjąc pomroczu:

Nie inaczej i Arruns uchodzi sprzed oczu

I szukając schronienia w tłum zbrojny się wciska.

8875

Ona pocisk wyrywa dłonią, zgonu bliska,

Lecz grot między żebrami tkwi w ranie głęboko.

Słania się, tracąc siły; mgłą zajdzie jej oko

Śmiertelną — lica, przedtem rumiane, przybledną…

Konając tedy, Akkę, z rówieśnic swych jedną,

8880

Przywoła, z którą nieraz zwykła w ufnym słowie

Najskrytsze serca troski dzielić, i tak powie:

«Dotąd, siostro, coś mogłam — teraz gorzka rana

Zmogła mnie… ziemia mrokiem przede mną zasłana!

Uchodź! Dla Turna słowa ostatnie me zabierz:

8885

Niech śpieszy w bój i miasta nie wyda na grabież!

Już żegnaj mi…»

To rzekłszy, puszcza wodze z dłoni,

Na ziemię się zsuwając; w dół z wolna się skłoni

Dreszczem śmierci zmrożona pierś i szyja blada;

8890

Bezwładnie zwiśnie głowa, broń z ręki wypada,

A dusza z jękiem skargi pierzcha między Cienie.

Natenczas zgiełk niezmierny o gwiezdne sklepienie

Uderzy; po Kamilli zgonie wre bój dziki

Srożej: uderzą społem zwarte Teukrów szyki,

8895

Tyrreńcy i Ewandra arkadyjskie hufce.

Lecz drużka Trywii[859], Opis, z dawna na placówce

Górskiej czeka i patrzy na rzeź, co się szerzy.

Gdy z dala, w dzikim zgiełku walczącej młodzieży

Zobaczy, że Kamilla śmiertelnie raniona

8900

Upadła — z jękiem tak się skarży z głębi łona:

«Ach! Zbyt ciężko zostałaś skarana, o dziewko,

Iż na Teukrów oręża śmiałaś dobyć krewko.

Nie pomogłoć, żeś Dianę w lasach czciła! Strzały

Jej poświęcone na nic tobie się nie zdały!

8905

Bez sławy nie zostawi cię przecież królowa

W zgonie: pamięć twej śmierci potomność zachowa,

Nie powie, że zabójstwo bez pomsty zostało;

Bo ktokolwiek odważył się zranić twe ciało,

Zasłużoną śmierć dola przyniesie mu zmienna!»

8910

Pod górą wielki kopiec był króla Dercenna,

Władcy Laurentu — dęby cieniste go kryły.

Tam szybko piękna nimfa na ów stok pochyły

Wbiegła. Kiedy dostrzegła bystrymi oczyma

Arrunsa, jak się cieszy i pychą nadyma:

8915

«Czemu — rzekła — uchodzisz, straceńcze? Pójdź do mnie!

Za Kamillę nagrodę szacowną ogromnie

Otrzymasz. Tyś więc godzien od grotu lec Diany?!»

Rzekła i wraz po kołczan sięgnie wyzłacany,

Tracką strzałę dobędzie, z wysileniem srogiem

8920

Łuk napina i ciągnie długo, aż róg z rogiem

Zszedł się — lewa dłoń grotu sięgła wyprężona,

Prawa zaś, przy cięciwie, dotknęła się łona.

Razem grotu świst Arruns usłyszał i razem

Pocisk utkwił mu w ciele morderczym żelazem.

8925

Druhy go, kiedy konał wydając jęk łzawy,

Odbieżeli na polu bitwy wśród kurzawy…

Opis się na Olimpu zręby wzbija wierzchnie.

Po stracie pani, lekki jej hufiec wnet pierzchnie:

Uciekają Rutule i Atynas śmiały,

8930

Pierzchają wodze; przez nich rzucone oddziały

Zwracając konie, pędzą ku murom. Nikt zgoła

Teukrów prących i zgubę niosących nie zdoła

Powstrzymać bronią: w zgiełku tratują i gniotą.

Nie śwista więcej strzała. Rwą… Za zlękłą rotą

8935

Gna druga w trop i sypki piach trąca kopyto.

Pod mury się kurzawa ciemna chmurą zbitą

Toczy. Piersi pięściami tłukąc, matki w mieście

Na wieżach skargi wznoszą do nieba niewieście.

Tych, którzy bram dopadli pierwsi, tłoczy wroga

8940

Nawała — w zgiełku walczyć nie daje im trwoga;

Nieszczęsnej nie uchodzą śmierci, lecz u proga,

W ojczystych murach, pośród ścian własnego domu

Skłuci giną. — Część bramy zamknie i nikomu

Wejść nie da, nie zważając na tłum, co nadpływa

8945

I błaga o wpuszczenie. — Rzeź wstaje straszliwa

W tłumie tych, co bram bronią i prą bez pamięci.

Przed oczyma rodziców płaczących odcięci,

Jedni w rowy na głowę staczają się w trwodze,

Drudzy, koniom na ślepo rozpuściwszy wodze,

8950

Biją w bramy, twardymi umocnione belki.

I niewiasty na murach podnosząc krzyk wielki,

Gdy ujrzały Kamillę — jak miłość im każe

Ojczyzny, dłońmi walą na zastępy wraże

Pnie dębów, osmalone koły miecą[860] z góry,

8955

Gotowe pierwsze polec za ojczyste mury.

Tymczasem już Turnowi, nie szczędząc rumaka,

Do leśnych jarów straszną wieść przyniosła Akka,

Że Wolsków szyki zbite, że Kamilla padła

I w bitwie, szczęsnej dla się, czerń wrogów zajadła

8960

Wszystko zmiotła, pod mury niosąc zamęt trwogi.

On w szale — tak Jowisza wyrok żądał srogi —

Rzuca stoki zajęte w lesistym wądole.

Zaledwie zniknął z oczu, zstępując na pole,

Gdy ojciec Enej, wszedłszy w opuszczone jary,

8965

Przebył wąwóz i mrocznych zalesień gąszcz szary.

Tak więc obaj pośpiesznie pomkną ku grodowi,

Z bliska, zwartymi szyki, do boju gotowi.

Wraz Enej spostrzegł pola, co kurzawą dymią

Szeroko, i laurenckich wojsk ławę olbrzymią,

8970

Turn Eneja w zbroi ujrzał niespodzianie,

Tętent kopyt usłyszał i koni parskanie.

Zaraz by bój zaczęli wśród otwartych dolin,

Lecz rumaki zmęczone różany Apollin

Już wnurzał w toń Hiberu — dzień mroki spędzały.

8975

Więc obozem przed miastem stając, sypią wały.

Księga XI

Gdy Turn spostrzegł, że w klęsce Latynów odwaga

Złamana i lud odeń wzrokiem się domaga

Spełnienia obietnicy, gniewem niezbłaganie

Wre i dumę podsyca. Jak na Penów łanie[861]

8980

Zwierzę, GniewCiężko w pierś przez myśliwców zranion lew straszliwy

Porywa się do walki, wstrząsa kudły grzywy

Na karku nasrożonym — niestrwożon obławą

Ugrzęzły pocisk kruszy i grzmi paszczą krwawą:

Nie inaczej gniew w krewkim zapala się Turnie.

8985

Wzburzony, tak do króla odezwie się chmurnie:

«Nie zwleka Turn, nie żąda, by cofnął swe słowa

Trwożny Enej; niech umów zawartych dochowa!

Wyjdę w bój! Czyń obiaty, ojcze, układ stanów:

Albo tą dłonią w Tartar pchnę mroczny, do Manów,

8990

Wygnańca z Azji (siedząc, niech patrzą Latyni,

Jak Turn sam za ich hańbę zadosyć uczyni),

Albo Enej tron weźmie i Lawinię społem».

Na to Latyn odpowie mu z pogodnym czołem:

«Bohaterski młodzieńcze! O ile ty śmiało

8995

W bój rzucasz się, o tyle mnie pilniej przystało

Ostrożnie szukać rady wśród każdej przygody.

Masz kraje ojca Dauna, masz zdobyte grody

Liczne — złota i chęci na okup mi stanie.

Są inne panny w Lacjum, na laurenckim łanie,

9000

Z możnego rodu… Dozwól, że rzucę manowiec

Wykrętów; chociaż przykre to, prawdy się dowiedz:

Mnie córki z zalotników dawniejszych nikomu,

Według wróżb, nie godziło się wydawać z domu.

Miłość dla cię, krwi związki i łzy smutnej żony

9005

Sprawiły, żem na zakaz nie dbał; — zwyciężony,

Cofnąłem obietnice, za oręż porwałem…

Jakich klęsk odtąd los mnie przygniata nawałem,

Sam widzisz, Turnie — ciebie pierwszego to bodzie!

Dwakroć w boju pobici, ledwo strzeżem w grodzie

9010

Italii; nasza płynie krew Tybru topielą

Dotąd — ogromne łany pól kośćmi się bielą…

Przecz waham się? Przecz zmieniam myśl? Jeślim gotowy

Po zgonie Turna Teukrom dotrzymać umowy,

Czemuż, kiedy żyw, nie dbam, by wojna ustała?

9015

Co powiedzą Rutule krewni, co mi cała

Italia powie, kiedy ciebie, coś królewny,

Córki mej, miał być mężem, na zgon wydam pewny?

Zważ zmienność wojen, niech ci stanie przed oczyma

Rodzic stary, którego z dala w smutku trzyma

9020

Ardei gród…»

Te słowa nie zdały się na nic.

Gniew Turna, miast przycichnąć, rozgorzał bez granic.

Gdy jeno dech pochwycił, rzekł, wzburzon ogromnie:

«Porzuć, ojcze najmilszy, wszelką troskę o mnie,

9025

Dozwól sławę okupić zgonem. Zresztą… co tam

Trwożyć się! Ja też oszczep prawicą mą miotam

Niesłabo, i od moich krew tryska uderzeń!

Daleka będzie matka-bogini — strach przeżeń[862]! —

Wśród ucieczki go w mrocznym obłoku nie schowa!»

9030

Nowego boju grozą przelękła królowa

Ściskała Turna z płaczem i śmiertelną trwogą:

«Turnie! Jeśli Amaty łzy wzruszyć cię mogą

I cześć jej… o, podporo w starości jedyna,

Nadziejo ma i chwało królestwa Latyna!

9035

W tobie domu ostoja, któż inny ją da mi?!…

O jedno błagam: Przestań wojować z Teukrami!

Co ciebie, Turnie, spotka pod wroga żelazem,

I mnie też spotka. Życia zbędę z tobą razem

Wprzód, niżbym, branka, zięciem Eneja ujrzała!»

9040

Ze łzami słucha matki Lawinia nieśmiała,

Na twarzy jej wiośnianej rumieńca czar świeży

Zapała i przez lica spłonione przebieży.

Jak kiedy kto słoniową kość szkarłatem splami

Indyjskim, lub jak świecą splecione z różami

9045

Białe lilie: — tak płonie wstydliwa dziewica.

On, miłością przejęty, patrzy w panny lica,

Rwie się w bitwę i krótko odpowie Amacie:

«Przecz łzami i złą wróżbą pierś mi osłabiacie,

Gdy w bój twardy wyruszam z czołem rozjaśnionem?

9050

O matko! Turn nie może cofać się przed zgonem!

Niech Idmon Enejowi, nie czekając do dnia,

Niesie me twarde słowa: gdy zorza przedwschodnia

Ognistym blaskiem nieba zrumieni toń mroczną,

Niech nie rusza wojsk — Teukrzy i Rutule spoczną;

9055

Naszą krwią się ta wojna rozstrzygnie straszliwa:

W tym polu niechaj Enej Lawinię zdobywa.»

Rzekł, wraca do dom, płonąc ogniem niepowszednim,

Każe wieść konie — cieszy się, kiedy rżą przed nim.

Pilumnowi je niegdyś dała Orytyja:

9060

Każdy bielszy od śniegu, w cwale wicher mija.

Krząta się raźno giermków orszak nieleniwy,

Ten głaszcze je po karku, ów czesze włos grzywy.

On sam zbroję, mosiądzem błyszczącą i złotem,

Na barki tęgie kładzie; świetny puklerz potem

9065

Pochwyci oraz szyszak z czerwonymi kity

I miecz, który dla Dauna kuł mistrz znamienity

Ogniowładca[863] i w Styksu falach zahartował.

Potem w dłoń ujmie włócznię, co pod cieniem pował

W pośrodku gmachu stała przy wielkiej kolumnie,

9070

Z Aktora łup, Aurunka, i wstrząsa nią dumnie,

Krzycząc: «O włócznio, próżno do żadnej rozprawy

Nie brana! Teraz pora!… Ciebie Aktor żwawy

W bój nosił — dziś dłoń Turna. Daj uderzyć śmiało,

Przedrzeć ostrzem kolczugę, co osłania ciało

9075

Fryskiego gacha! Włosy za pomocą szczypiec

Trefione, myrrą zlane, brzeszczotem mu przypiec

W kurzu!» — Tak Turn się miota; z płomiennej twarzy

Iskry lecą, blask w oczach namiętnych się żarzy.

Podobnie na zapasy biegnący byk srogi

9080

Wydaje ryk straszliwy i nastawia rogi,

Na pień drzewa prąc gniewnie, wichry wokół siebie

Razami chłoszcze, miałki piach racicą grzebie.

Świecący zbroją, darem matki, Enej śmiały

Podsyca również w piersi Marsowe zapały

9085

Ciesząc się, że bój skończy nareszcie rozejmem.

Druhów i Jula słowem pociesza uprzejmem,

Jawiąc losy; przez posły każe Latynowi

Odpowiedź nieść i prawa pokoju stanowi.

W następnym dniu, zaledwie rozjaśniła Zorza

9090

Szczyty gór, ledwo konie Słońca wstały z morza,

Zionąc z nozdrzy wzniesionych światło pełne krasy —

Już, znacząc plac pod miastem na bliskie zapasy,

Rutule wraz i Teukrzy krzątają się w gwarze.

W środku dla wspólnych bogów zbudują ołtarze

9095

Z darni. Inni zaś wodę i żar niosą społem,

Strojni w białe fartuchy i wieńce nad czołem.

Spieszy tłum Auzonidów, zbrojnych w długie włócznie.

Z otwartych bram. Stąd wali buf Trojan buńczucznie

I tyrreńskie zastępy z bronią jakby sroga

9100

Bitwa w mozół Marsowy wzywała na wroga.

Jawią się pośród szyków w odzieniu bogatem

Wodzowie, strojni złotem i pysznym szkarłatem:

Mnestej z krwi Assaraka, cny Azylas goni

I Messap, syn Neptuna, poskromiciel koni.

9105

Na dany znak huf każdy swe miejsce zabierze;

Wbijają w ziemię włócznie i skłonią puklerze.

Ciekawych rzesze, kobiet bezbronnych gromada

I starców tłum wieżyce i dachy obsiada;

Inni stoją przy bramach wysokich stłoczeni.

9110

Juno ze wzgórza — co dziś Albańskim się mieni

(Wtedy nazwy nie miało, chwała i ozdoba

Obce mu były) — na gród i zastępy oba,

Laurentów oraz Trojan, rzucała wzrok ostry

I tak z nagła ozwała się do Turna siostry,

9115

Boginki, co ma w pieczy pluszczących rzek fale

I zatok (taki zaszczyt królujący w chwale

Juppiter za zabrane dziewictwo jej zsyła):

«O Nimfo, rzek ozdobo, najbardziej mi miła!

Wiesz, że z wszystkich Latynek, które skłonił Jowisz,

9120

By weszły w jego łoże, ty jedna stanowisz

Wyjątek: ciebie chętnie wśród nieba ujrzałam…

Poznaj boleść, Juturno, twą i dłonie załam!

Dopóki los nie bronił i Parki, by stało

Lacjum, Turna i murów twych broniłam śmiało;

9125

Teraz widzę, że z dolą wrogą walczy młodzian,

Że złość Parek i zgon się doń zbliża niespodzian.

I bój, i rozejm smutkiem me serce przygniata…

Ty, jeśli zdołasz wspomóc nieszczęsnego brata,

Spiesz! Słuszna to rzecz! Może nam błysną nadzieje».

9130

Ledwo rzekła, — łzy z oczu Juturna wyleje

I w piersi się nadobne uderzy strapiona.

«Nie pora na łzy — rzekła Saturnka Junona; —

Śpiesz! Gdy można, broń brata, nim śmierć go zabierze,

Lub bitwę wznieć i wszczęte rozerwij przymierze.

9135

Ja sama cię wspomogę…» To rzekłszy, zmieszaną

Rzuci, serce bolesną zraniwszy jej raną.

Tymczasem śpieszą króle: król Latyn wspaniały

Czterema końmi sadzi; skroń mu pełną chwały

Złoty zdobi z dwunastu promieni dyjadem,

9140

Znak Słońca, przodka. Wraz Turn wali jego śladem

Białymi końmi, trzęsąc oszczepami dwoma.

Tam ojciec Enej, w którym początek ma Roma,

Gwieździstą tarczą błyszczy i złotem kolczugi;

Obok Askań, potężnej Romy twórca drugi,

9145

Kroczy. W śnieżystej szacie kapłan, jako pragnie

Obyczaj, niosąc: prosię i wełniste jagnię,

Przed ołtarzem je kładzie pod żarem płomieni.

Oni, ku wschodzącemu słońcu obróceni,

Posypią mąkę z solą, po czym każdy ścina

9150

Sierść z głów ofiar i bóstwa czci libacją z wina.

Zbożny Enej, wyjąwszy z pochwy oręż goły:

«Świadczcie mi — słońce z ziemią, dla której mozoły

Znosiłem, jakich mało dotąd naliczono! —

Ty, Ojcze wszechpotężny, i ty, jego Żono,

9155

Łaskawą bądź mi, błagam! I ty, sławny Marsie,

Którego świętą mocą wszystkich bitew żar się

Zapala! Rzek i źródeł wzywam, bóstw w przestworze

Powietrznym, i tych, które modre kryje morze:

Jeśli los auzońskiemu da tryumf Turnowi,

9160

My do grodu Ewandra powrócić gotowi;

Jul ustąpi i zbrojne zastępy z nim razem

Nie będą odtąd państw tych pustoszyć żelazem!

Jeśli zaś nam zwycięstwo dać zechce Mars srogi —

Jak sądzę i jak raczej zwiastują mi bogi —

9165

Nie chcę, by Teukrom mieli Italczycy służyć,

Berła nie chcę: na równych prawach, bez nadużyć,

Oba ludy we wiecznym dłoń złączą rozejmie!

Ja dam bóstwa i obrzęd, teść Latyn obejmie

Rząd nad wojskiem i ludem; powstanie osada

9170

Teukrów, miastu Lawinia miano swoje nada!»

Tak pierwszy Enej; po nim Latyn, wznosząc lice

Do nieba i ku gwiazdom podnosząc prawicę:

«Ziemi, morzu i gwiazdom klnę się nieśmiertelnym,

Toż przed dziećmi Latony, Janusem dwuczelnym

9175

Przysięgam; niech słów moich Dit słucha kryjomy[864]

I Rodzic, co przymierza umacnia przez gromy!

Dotykam się ołtarzy i świadczę się szczerze;

Tym ogniem, że będziemy szanować przymierze,

Cokolwiek na nas spadnie. — Słów mych siła żadna

9180

Nie zmieni, choćby ziemia stoczyła się na dna

Topieli, w piekło runął błękit pięknolicy:

Jak berło to — (a właśnie miał berło w prawicy) —

Wiotkiej się latorośli nie umai prętem,

Skoro raz od pnia w lesie zostało odciętem,

9185

Tracąc liście i drobne gałązki naokół —

Niegdyś drzewko, dziś snycerz je spiżem wkrąg okuł,

By władcy Lacjum dzierżeć je mogli w swej dłoni».

Takimi słowy rozejm utwierdzali oni

W starszyzny gronie. Potem nad żarem zarzewia

9190

Zarzynają zwierzęta i wyrwawszy trzewia

Żywym, składają misy na ołtarz sczerniały.

Lecz Rutulom od dawna zapasy się zdały

Nierównymi — lęk dziwny w ich piersi się wciska

Tym bardziej, gdy nierówne siły ujrzą z bliska.

9195

Wzmaga trwogę Turn, który w milczeniu głębokiem

Uczcił ołtarz, podchodząc ze spuszczonym wzrokiem

Kolana drżą, młodzieńcze pobladło mu czoło.

Juturna, słysząc głośne szemrania wokoło,

Widząc lęk w twarzach tłumu wzruszonego szczerze,

9200

W tłok śpieszy i Kamersa postać na się bierze,

Co wielkim rodem oraz sławnym ojca mianem

Chlubił się i sam walczył z męstwem niesłychanem.

Tak wiedząc, co zamierza, w szyb zbity się chowa,

Pogłoski różne sieje w tłumie i te słowa:

9205

«Nie wstyd wam, o Rutule, by wszystek lud w mieście

Jednego w bój słał? Czyliż nierówni jesteście

W liczbie, w sile? Ot, Teukrzy wszyscy w bój gotowi,

Arkadzi i etruski huf, wrogi Turnowi!

Na połowę wojsk naszych ledwo wroga stanie…

9210

Jego, po zgonie, przyjmą w swe grono niebianie,

Żyw zostanie tą sławą, co go opromieni —

My, straciwszy kraj, służyć będziemy zmuszeni

Dumnym panom, gdy boju unikamy z dala!»

Tymi słowy młodzieży pierś męstwem rozpala…

9215

Coraz większy i większy wśród wojsk zgiełk się czyni.

Zmienią myśl Laurentczycy i sami Latyni.

Ci, którzy już z pokoju cieszyli się szczerze,

Teraz miecza chcą dobyć, krzyczą, by przymierze

Unieważnić, nad losem litując się Turna.

9220

Do tego większy jeszcze znak doda Juturna

Na niebie — zjawę dziwną, jaką do tej chwili

Nigdy italscy męże zwiedzeni nie byli:

Ptak, WalkaPłowy orzeł, z przestworza różanego ptaki

Nadbrzeżne śledząc, krążył wokół czas niejaki

9225

I pysznego łabędzia, nagle spadłszy z góry,

Nad falą porwał w locie krzywymi pazury.

Wzniośli wzrok Italczycy: wszystko ptactwo nagle

(Dziw wielki!), odwróciwszy lotnych skrzydeł żagle,

Zaciemniając piórami pogodne błękity,

9230

Prze wroga gęstą chmurą — aż lękiem pobity

I utrudzon ciężarem, łup puścił bez zwłoki

Do rzeki, a sam pierzchnął szybko pod obłoki.

Wrzask radości wybuchnął wśród rutulskich kolumn,

Dłoń ściągną do oręża. Pierwszy wieszczek Tolumn:

9235

«To to było — rzekł — o co tak często błagałem!

Poznaję wróżbę bogów! Broń ze sercem śmiałem

Porwij ludu, gdy na cię zbir obcy uderza

Jak na ptaki niemocne, i twoje wybrzeża

Pustoszy; wnet on pierzchnie przez wzdęte mórz fale!

9240

Zewrzyjcie jeno szyki w bojowym zapale,

Brońcie króla, którego porwały wam wrogi!»

Rzekł i na nieprzyjaciół cisnął oszczep srogi,

Wybiegłszy. Świśnie pocisk okuty żelazem

I tnie powietrze. Buchnął wrzask wielki i razem

9245

Zmieszały się szeregi, wzburzone niemało.

Oszczep gna, gdzie dziewięciu mężnych braci stało:

Dorodni wszyscy, krzepkie mający ramiona;

Gilipowi z Arkadii zrodziła ich żona

Tyrrenka. Z tych jednemu — tam, gdzie pas bogaty,

9250

Zdobny złotem, guz sprzęga podpinając szaty —

Pięknemu chłopcu w zbroi świetnej, włóczni ostrze

Przeszywszy pierś, na płowym go piasku rozpostrze.

Zaś dzielnych braci zaraz owładnie gniew ślepy:

Ci miecze chwycą, tamci, porwawszy oszczepy,

9255

Na przebój runą. Przeciw Laurentczycy skoczą;

Trojanie w tłoku z wrzawą się porwą ochoczą,

Agillińcy i w krasnych zbroicach Arkadzi;

Wszystkich jedna chęć boju na miecze prowadzi.

Rozerwano ołtarze; — z warczeniem złowieszczem

9260

Mkną pociski, żelaznym biją wokół deszczem.

Lecą dzbany i głownie. Ucieka sam Latyn,

Unosząc bogi, bite ostrzami rohatyn[865].

Ci wozy zaprzęgają, a tamci na konie

Skaczą, dobywszy mieczy w ojczyzny obronie.

9265

Messap, którego żądza owładnęła dzika

Zerwać sojusz, Aulesta króla, Tyrreńczyka,

Napiera swym rumakiem. Ów, strwożon okropnie,

Cofając się uderzy o ołtarza stopnie

Głową wraz i barkami. — Jak burzy huragan

9270

Przypadł Messap, w strzemionach stojąc, nieubłagan.

Oszczepem ciężkim wroga skłuje i tak powie:

«Masz za swoje! Dar lepszy tu wzięli bogowie!»

Mkną Italczycy, złupią ciepłe jeszcze ciało.

Korynej, osmalony kół zrywając śmiało

9275

Z ołtarza, Ebusowi — gdy ów w przód się poda

Z mieczem — przytknie do twarzy; jemu wielka broda

Zajmie się, swąd wydając; zaś naparstnik skory

Lewicą strwożonego porwie za kędziory,

Kolanem go do ziemi przyprze i uderza

9280

W bok srogim mieczem. Dzielny Podalir pasterza

Alsa, co w pierwszym szyku przez strzały nań goni,

Mieczem z nagła chce trzasnąć. Ów, w potężnej dłoni

Siekierę wzniósłszy, głowę mu przez środek czoła

Rozłupie i krwią zbroję opryska dokoła…

9285

Tamtego sen żelazny i cisza zamroczy —

Na wieczystą noc jasne zamknęły się oczy.

Lecz zbożny Enej, z gołą głową, wznosząc ręce

Niezbrojne, druhów karci tak w ciężkiej udręce:

«Gdzież gnacie? Skąd tak nagła niezgoda powstała?

9290

O, stłumcie gniewy! Rozejm zawarty i cała

Rzecz skończona: ja tylko bój toczyć mam prawo,

Mnie to zdajcie! Lęk złóżcie! Ja utwierdzę krwawo

Sojusz. Wszak mnie to Turna zwierzył[866] układ święty!»

Kiedy takie przestrogi głosi i zachęty,

9295

Ze świstem nagle lotna uderzy weń strzała.

Nie wiedzieć, czyja ręka ją w tłoku wysłała,

Przypadek li, czy bogi Rutulom tej chluby

Dostąpić dały; — czyn ten osłonił mrok gruby

I nikt z rany Eneja nie chlubił się potem.

9300

Turn widząc, że ustąpił Enej ranny grotem

I wodzów lęk ogarnia, wre znowu ochoczy

Męstwem; o konie woła i oręż wyskoczy

Na pyszny wóz i w dłonie raźno wodze chwyta.

Wielu mężnych uśmierci, wielu, rwąc z kopyta,

9305

Pół żywych rzuca; wozem tłum od trwogi ślepy

Prze, zbiegłym wbija w karki ich własne oszczepy.

Jak nad Hebru falami chłodnymi, krwią splamion,

Mars tarczą grzmi i ufny w potęgę swych ramion

W bój rącze gna rumaki — te polem odkrytem

9310

Sadzą szybsze niż wichry — jęczy pod kopytem

Daleki kraniec Tracji; społem czarna Trwoga,

I Gniew i Podstęp gnają, groźne druhy boga:

Tak Turn w bitwy natłoku pędzi nieubłagan

Dymiące z potu konie i nie szczędzi nagan

9315

Dla ległych wrogów. Krew, Koń, WalkaPryska krew na wszystkie strony

Spod kopyt, które depcą piach krwią przesycony.

Już Stenela, Tamira i Fola powala:

Tych z bliska włócznią bodąc, tamtego zaś z dala;

Glauka też i Ladosa, których w lickiej ziemi

9320

Imbras rodzic wychował, nauczył ostremi

Władać groty i konno gnać z wichrem w zawody.

Z innej strony do boju Eumedes mknie młody,

Przesławny w boju; jego rodzicem był Dolon[867].

Miano dziada on nosił; hart ducha, zespolon

9325

Ze siłą, miał po ojcu, któremu, gdy śmiało

Na zwiady szedł, Pelidy wozu się zachciało

W nagrodę; ale inną wziął z Tydydy dłoni

I odtąd Achillesa nie pragnie już koni.

Tego, gdy Turn na polu zobaczył odkrytem,

9330

Najpierw lekkim go z dala ugodził dzirytem,

Wstrzymał konie, z rydwanu skoczył, z twarzą srogą

Podbiegł do wpół żywego, na kark wstąpi nogą,

Z prawicy miecz mu wyrwie, i gardło żelazem

Przeszywa, tymi słowy karcąc go zarazem:

9335

«Oto, Teukrze, zdobyta ziemia! Leżąc, przemierz

Hesperię! Ten wian biorą ci, co pragną lemiesz

Zapuścić w łan mój, szukać tu siedziby skorej!»

Potem od włóczni jego padł Asbit i Chlorej;

Sybarysa, Daresa, Tersylocha zmiata

9340

I Tymesa, gdy runął z dzikiego bachmata.

Jak gdy w kraju Edonów[868] Boreasz gna w szale

Przez nurt egejski, pędząc ku wybrzeżom fale —

Pierzchają chmury, jasne niebo się odsłania:

Tak przed Turnem, gdzie naprze, w tłoku zamieszania

9345

Uchodzą wstecz zastępy. Jego pęd porywa

Wozu — od wichru kita się trzepie straszliwa…

Nie wstrzymał Fegej gniewu, widząc zapęd taki,

Lecz skoczywszy przed rydwan, spienione rumaki

Za cugle porwał, w bok je ciągnął, co sił w dłoni.

9350

Gdy wiesza się przy dyszlu i pierś swą odsłoni,

Szerokie ostrze włóczni pancerz mu strzaskało

Dwoisty, z lekka tylko zadrasnąwszy ciało.

On przecież, zasłoniwszy się kręgiem puklerza,

Gołym mieczem na wroga cios srogi wymierza,

9355

Gdy wtem z nagła pęd szybkich odtrącił go osi

I powalił na ziemię. Turn skoczy, miecz wznosi,

Tnie między hełm i pancerz, a tułów bez głowy,

Buchający krwią ciepłą, rzuca na piach płowy.

Gdy tak Turn pole żniwem zaściela bogatem

9360

Wokół, Lekarz, BoginiEneja Mnestej wraz z wiernym Achatem

I Askań w obóz wiodą, zlanego obficie

Krwią własną; on na długim wspiera się dzirycie,

Wre gniewem, pragnie pocisk wydobyć złamany,

Na pomoc woła druhów, każe spiesznie z rany

9365

Szerokim mieczem wyciąć do cna żelaziwo

Skryte wśród rany, by mógł w bój wrócić co żywo.

Nadszedł Japyks Jazyda, przed wszystkimi miły

Febowi, co z miłości dlań ziół tajne siły

Wyjawił mu, lekarstwa swe najrozmaitsze,

9370

Sztukę wróżb, strzał miotania oraz gry na cytrze.

Ów, ojcu schorzałemu pragnąc ziemski pobyt

Przedłużyć, kunszt leczenia, cichą pracą zdobyt,

Przekładał ponad życie prowadzone hucznie.

Ciężko jęcząc, oparty o potężną włócznię,

9375

Stał Enej niewzruszony wśród młodzi i Jula,

Co ze smutkiem doń lica spłakane przytula.

Peońskim[869] obyczajem obleczon w płaszcz, starzec

Możnymi zioły Feba daremnie ból zarzec

Usiłuje, daremnie wyśledza grot tęgi

9380

I wyrwać chce żeleźce ostrymi obcęgi:

Los nie szczęści, pomocy nie daje Apollin.

Zaś srogi zgiełk z pagórków pobliskich i dolin

Raz wraz rośnie. Wróg zbliża się. — Obłok kurzawy

Kryje niebo; już widać konnicy tłum żwawy,

9385

Grad włóczni pada w obóz; leci w przestrzeń siną

Wrzask młodzieńców walczących i tych, którzy giną.

Wtedy, syna wzruszona męką, Wenus tkliwa

Z kretejskiej Idy sama dyktamnu krzew zrywa,

Co liście ma szerokie, a kwiatów pręciki

9390

Szkarłatne. Dobrze krzewy te zna kozioł dziki,

Gdy z nagła grot zdradziecki utkwi w jego ciele.

Wenus, chmurą twarz kryjąc, przyniosła to ziele. —

Zaprawia zaraz wodę lekarstwem tak rzadkiem

W pięknym dzbanie, a potem domiesza ukradkiem

9395

Ambrozji sok i wonne panaku odwary.

Tym płynem jął obmywać ranę Japyks stary,

Nie znając jego mocy, kiedy nagle z ciała

Ból ustąpił i z rany krew płynąć przestała;

Bez żadnego nacisku grot wypadł, i siły

9400

Na nowo się pierwotną rześkością skrzepiły.

«Podajcie broń mężowi! Przecz więzi was trwoga?»

Krzyknął Japyks i pierwszy podnieca na wroga.

«To nie jest ludzka sprawa, przed cudem twarz skłońcie!

Nie kunszt żaden, Eneju, i nie moja dłoń cię

9405

Leczy: większy bóg większe dzieła znaczy tobie!»

On, chciwy boju, złotą blachą nogi obie

Ubezpiecza i włócznię wstrząsa ponad głową.

Rycerz, Pocałunek, Ojciec, SynGdy tarcz chwycił i zbroję przyodział na nowo,

Askania tkliwie ściska zbrojnymi ramiony,

9410

Przez przyłbicę całując, i rzecze wzruszony:

«Męstwa i trudu, chłopcze, ucz się od rodzica,

Szczęścia od innych! W boju tym moja prawica

Obroni cię i wielką obdarzy nagrodą.

Ty zasię, kiedy lata ci skrzepią dłoń młodą,

9415

Pomnij w ślady twych przodków ze sercem biec skorem,

Za rodzicem Enejem i wujem Hektorem!»

To rzekłszy, wypadł z bramy obozu, wspaniały,

Wstrząsając wielką włócznią w dłoni. Wraz za wały

Antej i Mnestej runie, z nimi cała rzesza

9420

Wojowników. Kłąb ślepej kurzawy się miesza

W polu; drży ziemia, bita rumaków kopytem.

Widzi Turn mknące szyki wojsk w polu odkrytem,

Widzą Auzońce. Zimny lęk zmroził im łona

Do głębi. Pierwsza pierzchnie Juturna strwożona

9425

Wrzaskiem, nie śmiejąc wytrwać w bojowym mozole,

On zwarty hufiec wiedzie przez otwarte pole.

Obłok, Burza, Wiatr, Siła, Natura, ŻywiołyJak gdy ku brzegom, z niebios oderwana chmura

Przez pełne morze sunie, wnet trwoga ponura

Owłada serca ziemian — wiedzą, że zwalony

9430

Las runie i obsianych pól zniszczeją plony —

Słychać szum wielki wichrów, na brzeg rwących przed nią:

Tak retejski[870] wódz hufce z mocą niepoślednią

Na wrogów gna; wnet w boju szeregi związali,

Tymbrej mieczem groźnego Ozyrysa zwali,

9435

Archecja Mnestej; Achat tnie wśród zbitych kolumn

Epulona, Ufensa Gijas. — Padł i Tolumn,

Wieszczek, co pierwszy pocisk wyrzucił na wroga.

Zgiełk bije pod niebiosy, nagła zdjęła trwoga

Rutulów: pierzchną, pyłu wzniecając zamiecie.

9440

Enej zbiegłych nie raczy ciąć mieczem po grzbiecie,

Mija prących od czoła. Kędy kurzu chmurna

Zawieja rzednie, pilnym okiem szuka Turna,

Tego tylko na walkę przyzywając srogą.

Więc Juturna, o brata nagłą zdjęta trwogą,

9445

Metyska, co powoził, znienacka obala

Z rydwanu i w kurzawie porzuci go z dala;

Sama wskoczy i dłońmi wodze wstrząsa śmiało.

Przybierając Metyska głos, zbroję i ciało.

PtakJak jaskółka, w obszerny dom wpadłszy bogacza,

9450

Czarnymi skrzydły[871] kręgi obrotne zatacza,

Zbierając żer dla piskląt, i raz w głąb się zagna

Krużganków gmachu pustych, raz nad grząskie bagna

Zaleci: — tak Juturna po polu krwią zlanem

Przez tłum wrogów rumaki gna; rączym rydwanem

9455

Tu i tam brata w pędzie zwycięsko podwiezie

I nie dając mu walczyć, krwawe mija rzezie.

Również Enej z przeciwka kręte toczy koła,

Śledzi męża wśród szyków rozpierzchłych i woła

Gromkim głosem. Ilekroć obróci nań oczy

9460

I gnając konie w bystrym zapędzie poskoczy,

Tylekroć wstecz Juturna rącze zwraca konie…

Cóż ma począć, strapiony? Daremnie mu w łonie

Wre burza trosk, daremnie goreje gniew ślepy.

Wtem Messap, co w lewicy dwa dzierżył oszczepy

9465

Lekkie, każdy z żeleźcem misternie wykutem,

Jeden z nich na Eneja sprawnym miota rzutem.

Enej stanie, puklerzem pierś kryje bez trwogi

I klęka na kolano; przecież oszczep srogi

Z wierzchołka hełmu kitę mu strąci znienacka.

9470

Wtedy złość nim owładła; widząc, że zasadzka

W krąg czyha, a w pościgu Turna nie dopadnie,

Klnie się niebem, że układ rozerwano zdradnie,

Na zbite hufce runie i pocznie się srogo

W krwi wrogów pławić, zgoła nie szczędząc nikogo

9475

I pełne gniewom swoim rozpuszczając wodze.

Kto z bogów mi opowie rzeź zawziętą srodze

I różne zgony wodzów, których w polu chwały

Dzielny Turn i bohater z Troi zwalił śmiały…

Takież gniewy. Jowiszu, żywią w sercu swojem

9480

Ludy, co miały wiecznym związać się pokojem?!

Dzielny Enej raźnego Rutula Sukrona —

Pierwsze to było starcie — bez trudu pokona:

Z boku, gdzie najłatwiejsza jest droga dla śmierci,

Przez żebra srogim mieczem piersi mu przewierci.

9485

Turn Amyka, strąciwszy z konia, włóczni grotem

Przebija; brata jego Dyjora wraz potem

Tnie mieczem w pieszym boju; dwie ścięte ich głowy,

Ciekące krwią, na wozie w wir niesie bojowy.

Ów Talosa, Tanajsa z Cetegiein, trzech razem

9490

I smutnego Onita uśmiercił żelazem,

Tebańczyka, Perydki dziecię. Ten śmiałemi

Dłońmi zwalił dwóch braci z Apollina ziemi[872]

I Meneta, co próżno nienawidził wojny;

W Arkadii on, nad rybną Lerną żył spokojny,

9495

Nie chcąc sił swoich możnym zaprzedać w usłudze,

Przy ojcu, co najęte orał łany cudze.

Jak kiedy ze stron różnych niecone pożary

W gęstwie zeschłych wawrzynów szaleją bez miary,

Albo jak szybkim pędem walące strumienie,

9500

Głośno hucząc do morza rwą, szerząc zniszczenie

Każdy na swojej drodze: nie inaczej śmiały

Enej i Turn w bój gnają; gniewnymi zapały

Wrą serca, nieznające lęku wobec wroga;

Całą mocą w krąg bitwa rozpala się sroga.

9505

Enej potomka władców latyńskich, Murrana,

Z rodu, w którym jaśniały sławnych królów miana

Strącił z wozu na ziemię złomem wielkiej skały:

Pod rydwan wartkie koła zaraz go porwały;

Niepomne pana swego, co wił się po ziemi,

9510

Stratowały go konie kopyty raźnemi.

Ów Hyllowi, co naprzód parł pośród przechwałek,

Zabiegł i skronie przeszył włócznią. Runął śmiałek,

Przez hełm złoty w mózgu utkwił oszczep srogi.

I twa prawica w boju, Kreteju bez trwogi,

9515

Nie zdzierżyła Turnowi. Bogi też Kupenka

Nie ustrzegły: Eneja dosięgła go ręka;

Runął — nie pomógł puklerz ze spiżu kowany.

I ciebie też laurenckie zobaczyły łany

Eolu, jak zasłałeś ziemię wielkim ciałem,

9520

Choć nie zmógł cię Argiwów tłum sercem zuchwałem

Ni Achil, co Pryjama królestwo w gruz wali!

Tu był kres życia twego: — pod Idą, w oddali,

W Lirnezie dom pozostał, w Laurencie mogiła…

Tak wszystkich wojsk nawała w bój szyki zwróciła:

9525

Lutyni, Teukrzy, Mnestej, Serest pełen chwały,

Messap, koni pogromca, i Azylas śmiały,

Taskowie i Ewandra Arkadzi prą z mocą.

Mąż na męża uderza, społem się szamocą

Bez przerwy, bez spoczynku, w tłoku zamieszania.

9530

Wtedy matka nadobna Eneja nakłania,

By ku murom gromadę wojsk zwrócił zwycięską

Czym prędzej i Latynów nagłą złamał klęską.

On wśród szyków, za Turnem śledząc, końmi toczy

Tu i ówdzie — ku miastu wreszcie zwrócił oczy,

9535

Które stało bezkarnie, piętrząc się nad taras

Wałów — i śmielszy bitwy plan zaczął snuć zaraz.

Mnesteja ze Sergestem i Serestem społem

Woła, na wzgórek wstąpi z rozjaśnionym czołem;

Nie składając puklerzy i włóczni, Teukrowie

9540

W krąg zbiegną się. On, stojąc na kopcu, tak powie:

«Nie zwlekajmy: Jowisza wspomaga nas ręka!

Niech nikt się przedsięwzięcia śmiałego nie lęka:

Gród ten, wojny przyczynę, gdzie włada król Latyn,

Jeśli jarzma nie przyjmą, do ostatnich chatyn

9545

Zburzę i z ziemią zgliszcza dymiące się zrównam.

Mamże czekać, aż w boje Turn wróci i znów nam

Stawi czoło? Zwyciężon znów ruszy w bój zbrojnie?

Ten gród jest głównym węzłem, jest osią w tej wojnie.

Nieście żagwie, pożogą wymuście przymierze!»

9550

Rzekł. Wraz każdy ochoczo do dzieła się bierze.

Klin tworząc, zwartym szykiem pod mury młódź chwacka

Z drabinami gna — ogień rozbłyśnie znienacka.

Pod bramy drudzy pędzą i sieką obrońce[873],

Inni włóczniami jasne zaciemniają słońce.

9555

Enej wśród pierwszych, gdy się pod murem bój wszczyna,

Dłoń wznosząc wielkim głosem oskarża Latyna,

Przysięga, że zniewolon znów ima się stali,

Gdy dwakroć Italczycy przymierze zerwali.

Pośród trwożnych mieszkańców niezgody zgiełk wzrasta:

9560

Jedni chcą, aby bramy otworzono miasta

Teukrom, samego króla przywodzą ku wałom —

Drudzy, zbrojni, obsadzą każdy murów załom.

Tak kiedy pasterz pszczoły w skalistej czeluści

Znajdzie i z dołu na nie gryzący dym puści:

9565

One z gniewem pośpiesznie woskowe obozy

Obchodzą z głośnym brzękiem wśród lęku i grozy,

Szerzy się woń dusząca — głuchy od jam wnętrza

Szmer słychać i słup dymu pod niebo się spiętrza.

Inny też cios Latynom Fortuna zawodna

9570

Zadała, cios, co miasto całe wstrząsnął do dna:

Samobójstwo, RozpaczGdy królowa ujrzała, że ku murom wrogi

Prą i na dachy miecą zarzewie pożogi,

Rutulów zaś i Turna nie widać — znękana

Sądzi, że śmierć wśród bitwy spotkała młodziana.

9575

Ciężka boleść myśl zdrową zamąci jej w głowie;

Siebie klęski tej źródłem i przyczyną zowie,

Z głośnym jękiem rozpaczy łzami zlewa lica,

Szkarłatny płaszcz rozdziera dłońmi, nieszczęśnica,

I straszną śmierć znajduje na pętli u belki.

9580

Na wieść o tym Latynki podniosą krzyk wielki.

Pierwsza Lawinia dłońmi złocisty włos targa

I różowe policzki szpeci: druhen skarga

Zawtóruje jej: w domu brzmią jęki niewieście.

Stąd żałobna wieść w całym rozszerza się mieście,

9585

Przygnębiając umysły. — W rozdartej odzieży,

Złamany dolą żony i miasta, przybieży

Latyn i swą siwiznę brudnym pyłem szpeci;

Wini się, że wpierw groźnej nie stłumił zamieci,

Eneja jako zięcia przybierając do dom.

9590

Zaś Turn, w polu, ku bitwy najdalszym obwodom

Pędząc, nielicznych zbiegów znużony już goni,

Coraz to mniej się ciesząc rączością swych koni.

Wtem z dala go dochodzi zgiełk i wrzawa głucha:

Zmieszany krzyk przestrachu do bacznego ucha

9595

Doleci mu, zamętu szum i szmer ponury…

«Biada mi! Jakież łkanie wstrząsa grodu mury?

Skąd zgiełk ten, co wśród miasta całego wre srodze?»

Tak rzekł i trwożnym koniom ściągnąć każe wodze.

Doń siostra, twarz i postać mająca Metyska,

9600

Trzymając zaprzęg koni, co rwie się i ciska,

Takimi rzecze słowy: «Tutaj, Turnie śmiały,

Pędźmy Trojan, gdzie droga otwiera się chwały —

Murów miasta tymczasem inni bronić mogą.

Gdy Enej Italczyków gnębi bitwą srogą.

9605

I my też jego Teukrom nieśmy pogrom krwawy:

Nie mniejszych się trofeów doczekasz i sławy!»

Na to Turn:

«O siostro, jam od dawna poznał sztuki twoje,

Gdyś zerwała przymierze i wszczęła te boje —

9610

I teraz próżno zwodzisz! Lecz jakiż bóg, dosyć

Nielitosny, tak wielki trud kazał ci znosić?

Czy chcesz ujrzeć, jak w polu nieszczęsny brat runie?

Bo cóż zrobię? Jak zwodnej zaufam Fortunie?

Widziałem ja, z boleścią straszniejszą od stu ran,

9615

Jak wołając mnie, z druhów mych najmilszy, Murran

Upadał, wielki, wielką zwyciężony raną;

Padł i Ufens nieszczęsny, by na niesłychaną

Nie patrzeć hańbę. Teukrzy broń wzięli i ciało…

Pozwolęż, by gród ginął (co jedno zostało),

9620

Czynem mowę Drancesa stwierdzając sobaczą?

Turna pierzchającego te ziemie zobaczą?

Czyż tak straszno jest umrzeć? — Wy bodaj, o Many,

Sprzyjajcie, kiedy Olimp na mnie zagniewany!

Wolny od skazy, winy tej zgoła nieświadom,

9625

Zestąpię do was, równy mym wielkim pradziadom!»

Ledwo to rzekł, gdy przez tłok wrogów Saces śmiały

Na spienionym rumaku, w twarz ranion od strzały,

Rwie cwałem tuż, wołając Turna jego mianem:

«Turnie! W tobie nadzieja! Nad miastem znękanem

9630

Miej litość! Enej mieczem jak piorun rozbłyska

Grożąc, że w gruzy zwali Italów zamczyska.

Już na dachy w krąg leci płonące zarzewie,

Latyni wzrok ku tobie wznoszą! — Latyn nie wie,

Kogo zięciem swym nazwie i komu dochowa

9635

Przymierza. Stale tobie przychylna królowa

Odjęła sobie życie, nie widząc cię przy nas.

Przed bramą Messap tylko i dzielny Atynas

Podtrzymują szyk. Wokół nich, do rzezi gotów,

Tłum wrogów prze, las nagich zjeża się brzeszczotów

9640

Żelazny — a ty wozem gnasz przez puste trawy!»

Zdumiał się Turn na obraz niedoli tak łzawy

I stanął odrętwiały. W sercu mu zbolałem

Wre wstyd, żałość ze ślepym pomieszania szałem,

Wielka miłość i męstwo, świadome swej siły.

9645

Ledwie mu one mroki z duszy ustąpiły,

Ku murom zwrócił oczy, co żarem mu płoną,

Na wielkie miasto patrząc z twarzą zachmurzoną.

Oto morze płomieni, żrąc piętro po piętrze,

Biło w niebo, objąwszy z trzaskiem wieży wnętrze,

9650

Którą sam z belek dźwignął, sam wzmocnił u pował

Gankami i wysokie mosty pobudował.

«Los zwycięża mnie, siostro! Nie odwódź z walk pola!

Pójdę, gdzie bóg i twarda przyzywa mnie dola,

Stawię się Enejowi i przed gorzkim zgonem

9655

Nie zadrżę: nie zobaczysz mnie z czołem zhańbionym,

Siostro! Lecz wprzód tym szałem poszaleć mam prawo!»

Rzekł i zaraz na ziemię z wozu skoczył żwawo;

Przez wrogów tłum, przez strzały biegnie, smutną siostrę

Opuszcza, w pędzie groty roztrącając ostre.

9660

Jak złom ciężki z gór szczytu oderwanej bryły,

Którą burza strąciła lub deszcze podmyły,

Lub też z laty nadwątlił mokrej pleśni osad,

Z łoskotem leci w przepaść, zerwany od posad,

Przez pola sunie, drzewa, bydło i pasterzy

9665

Rwąc ze sobą: — tak, łamiąc szeregi, Turn bieży

Do murów grodu, kędy krwi strugi po ziemi

Płyną i włócznie lecą ze świsty groźnemi.

Podnosi głos potężny i ręką znak czyni:

«Przerwijcie bój, Rutule, i wy też, Latyni!

9670

Cokolwiek los gotuje, sam zniosę i razem

Za złamane sojusze zetrę się żelazem!»

Rozstąpiono się zaraz i miejsce mu dano.

Zaś ojciec Enej, Turna usłyszawszy miano,

Zaniecha murów, rzuca wysokie warownie,

9675

Przerywa wszelkie znoje wesół niewymownie

I dźwięcząc zbroją śpieszy, by stawić mu czoło:

Tak Atos albo Eryks, tak — szumiąc wesoło

Bujnymi dąbrowami wśród łoskotu pienin —

Śnieżny szczyt w niebo ojciec podnosi Apenin.

9680

Zwrócą oczy Rutule, Trojanie i cały

Huf Italów, wraz z tymi, co dzierżyli wały

I taranem burzyli mur wnętrzny zamczyska;

Złożą broń z barków. Latyn sam podziwia z bliska

Mężów, którzy zrodzeni w różnych krajach, razem

9685

Zeszli się, aby ostrym bój stoczyć żelazem.

Oni, skoro przed sobą plac ujrzą odkryty,

W szybkim pędzie, z daleka rzuciwszy dziryty,

Zerwą się; spiż puklerzy głuchym dudni chrzęstem,

Jęczy ziemia i miecze odezwą się częstem

9690

Szczękaniem. Traf i męstwo ze sobą się splecie.

Jak na Syli ogromnej lub Taburnu grzbiecie,

Pojedynek, ZwierzętaKiedy dwa byki, czoła zniżywszy, na srogą

Kuszą walkę — pasterze cofają się z trwogą,

Zmilknie bydło przelękłe, jałowic gromada

9695

Patrzy, kto władnąć będzie, za kim pójdą stada;

One wzajem raz po raz ranią się rogami

Nastawiając łby z mocą; obfita krew plami

Karki ich i łopatki; gaj echem grzmi gromkiem: —

Nie inaczej trojański wódz z Dauna potomkiem

9700

Zewrą się puklerzami; szczęk bije pod chmury.

Sam Jowisz, równe szale dwie wznosząc do góry,

Losy obu walczących mężów na nie kładzie,

Patrząc, kogo z nich dola przeznaczy zagładzie.

Skoczy Turn, naprzód silnie podawszy się ciałem,

9705

Wzniesie miecz ponad głową — i wraz cięciem śmiałem,

Natrze… Krzykną Trojanie i Latyni; z bliska

W napięciu patrzą szyki. Lecz zdradny miecz pryska.

Turn, rozsierdzon, zostałby zgoła bez obrony,

Gdyby zaraz nie pierzchnął. — Pierzchnie przerażony,

9710

Gdy w dłoni strzaskanego miecza ujrzy kawał.

Mówią, że gdy na pierwszą walkę się udawał,

Pozostawił rodzica oręż z nieuwagi

I woźnicy Metyska w dłoń chwycił miecz nagi;

Póki Teukrów czerń w polu pierzchała zmieszana,

9715

Ów starczył; lecz gdy trafił na zbroję Wulkana

Śmiertelny miecz, jak lodu złom strzaskan w pył miałki,

Prysnął. Na płowym piasku lśnią jego kawałki.

Zaczem Turn bez pamięci ucieka, jak zdoła,

To tu, to tam niepewne zataczając koła,

9720

Bo tłumy Teukrów widzi, gdy naprzód się zagna,

Z tyłu mury wysokie i obszerne bagna…

Zaś Enej, choć dolega mu rana od strzały,

Kolana drżą i w biegu ból znosi niemały,

Pędzi za nim i stopą mu stopy naciska.

9725

Tak gończy, kiedy natknie na jelenia z bliska,

Zdybawszy go nad rzeką lub w sieci, co gaje

Osacza, z ujadaniem nań głośnym nastaje; —

Zwierz, przelękły zasadzką, ucieka przez trawy

Nad brzegiem, tu i ówdzie — lecz umbryjczyk żwawy

9730

Gna ziejąc; już, już, zda się, chwyta zdobycz w kielce[874],

Kłapnie szczęką i — zwiedzion — przystaje, zły wielce;

Zgiełk głośny bije wokół, od jeziora brzega

Grzmią echa, pod niebiosa wrzawa się rozlega.

Turn, uchodząc, Rutulom nie szczędzi przygany;

9735

Po imieniu wołając, błaga o miecz znany.

Enej krzyczy, że w miejscu padnie śmiercią srogą,

Kto by podejść śmiał bliżej — miesza zdjętych trwogą,

Zagładą miastu grozi i nastaje społem.

Pięć razy pędem biegną i skręcają kołem

9740

Nazad, bo nie o małe im chodzi nagrody:

Na szali tutaj Turna krew i żywot młody.

Przypadkiem drzewo Fauna oliwne tam stało

O gorzkich liściach, drogie żeglarzom niemało;

Nieraz na nim, ślub pełniąc, ocaleni z fali

9745

Laurenckiemu bogowi swe szaty wieszali;

Ale Teukrzy krzew święty ścięli, bo nie żartem

Walcząc, chcieli się w polu potykać otwartem.

Tutaj oszczep Eneja, poprzednio ciśnięty,

Tkwił pomiędzy korzenia podatnymi skręty.

9750

Przyskoczył Dardanida, chce wyrwać grot z drzewa,

Aby dosiąc nim wroga, gdy się nie spodziewa

Dopaść z bliska. — Turn wtenczas, nieprzytomny z trwogi:

«Ty, Faunie, i ty, Ziemio! — krzyknie — oszczep srogi

Dzierżyjcie! Wszak jam zawsze czcił wasze ołtarze,

9755

Które hańbi dziś plemię Eneadów wraże!»

Rzekł i nie próżno boga błagał wśród zatrwożeń,

Bo Enej, szarpiąc włócznię wbitą w giętki korzeń,

Darmo trudzi się:, między splątanymi węzły

Korzenia nie drgnął nawet grot, silnie ugrzęzły.

9760

Tymczasem, kształt woźnicy przybrawszy Metyska,

Córka Dauna miecz znowu do rąk bratu wciska.

Wenus, na śmiałej nimfy czyn spojrzawszy gniewnie,

Skoczy i wyrwie oszczep, w twardym tkwiący drewnie.

Zaczem skrzepieni, bronią wstrząsając buńczucznie,

9765

Ten w miecz ufny, a tamten w potężną swą włócznię,

Ciężko dysząc na Marsa znój biegną szalony.

Tymczasem król Olimpu rzecze do Junony,

Co z chmury zrumienionej patrzała na boje:

«Jakiż kres, o małżonko, wezmą plany twoje?

9770

Wiesz dobrze — fatum samo zrządziło tak, nie ja,

Że w grono niebian trzeba nam przyjąć Eneja.

Co knujesz? Czego czekasz w chmur zimnych osłonie?

Słusznaż, by niebian ludzkie miały ranić dłonie?

Słusznaż — bo cóż bez ciebie mogłaby Juturna —

9775

Miecz oddawać i krzepić pobity lud Turna?

Przestań już i do moich się nakłoń nalegań:

Niech ból cię nie przeraża skrycie, losów nie gań,

Niech z ust miłych nie płyną skargi w każdej porze!

Do kresu doszły rzeczy. Przez lądy i morze

9780

Mogłaś gnać Trojan, zbrojnych żar niecić rozterek,

Niszczyć dom, śluby zrywać przez smutnych klęsk szereg:

Dalszych prób zakazuję».

Tak Jowisz ją wini.

Na to z czołem skłonionym Saturnka bogini:

9785

«Znając, wielki Jowiszu, jaką jest twa wola,

Odstąpiwszy od Turna, smutna zeszłam z pola;

Nie widziałbyś mnie pośród powietrznej siedziby,

Znoszącej twe wymówki: tam, w pożodze, niby

Wicher, parłabym szyki w bój. Lecz wola twa tu

9790

Trzyma mnie. Chciałam, żeby nieszczęsnemu bratu

Dopomogła Juturna, ratując mu życie,

Lecz strzał jej z łuku miotać nie kazałam skrycie.

Na zdrój Styksu przysięgam, w ślepej pomście srogi,

Na co jedno niezłomnie przysiąc mogą bogi!

9795

Zbrzydziwszy sobie boje, schodzę bez wahania…

Ale, czego przeznaczeń prawo nie zabrania,

Za Lacjum proszę, twymi wsławione potomki

Gdy szczęśliwym małżeństwom zakończą bój gromki,

Kiedy przymierze naród z nich jeden uczyni,

9800

Nie daj, by stare miano stracili Latyni,

Nie przemieniaj ich w Trojan, do Teukrów nie wliczaj

Dozwól mowę zachować i stroju obyczaj!

Niech wieczne będzie Lacjum i Alby królowie,

Niech Roma z krwi italskiej moc czerpie i zdrowie.

9805

Niech, raz zginąwszy, ginie razem z mianem Troja!»

Z uśmiechem jej król świata rzekł: «Małżonko moja!

Siostrą Jowisza, córką Saturna zaiste

Jesteś, gdy w piersi żywisz gniewy tak ogniste!

Lecz nuże, niech ustąpi zaciekłość tak mocna.

9810

Dajęć wszystko — wyznaję, żem zwyciężon do cna:

Mowę, zwyczaj i miano ojczystej swej ziemi

Zachowają Auzońce. Pomieszani z niemi

Osiędą w kraju Teukrzy. Ja ofiar sposobu

Nauczę, lud Latynów stworzę z ludów obu,

9815

Ród, który z krwi auzońskiej zmieszanej się wzbudzi,

Nad niebian się podniesie cnotą i nad ludzi —

Równej chwały ci żadne nie dadzą plemiona».

Zgadza się, myśl z radością zmieniając, Junona;

Zstąpi natychmiast z nieba i rzuci obłoki.

9820

Rodzic zasię rzecz inną rozważa bez zwłoki:

Jak Juturnę od brata odwołać ze ziemi.

Są dwie jędze okropne, zwane «Straszliwemi»,

Siostry Megery; Noc je ciemna wśród wydrążeń

Zrodziła skalnych; szpetne, z długimi na sążeń

9825

Splotami wężów, skrzydły szybkimi i srogiem

Obliczem. Przed Jowisza zjawiają się progiem,

Gotowe lęk i trwogę do ludzkich nieść komór,

Gdy król bogów choroby lub straszliwy pomór

Chce zesłać, albo bliską wojną grody trwoży. —

9830

Z tych jednę Jowisz wybrał i z górnych przestworzy

Na złą wróżbę Juturnie nieszczęśliwej śle ją.

Ona leci ku ziemi wichrową zawieją,

Jak zgubna strzała, których nędznych dziedzic wioszczyn,

Part lub Cydon[875] w trucizny gorzki wnurzył rozczyn

9835

I z łuku w mroczny przestwór śle niepostrzeżenie;

Grot, świszcząc, niewidzialny raźnie pruje cienie:

Tak ku ziemi śpieszyła córa Nocy chmurna.

Gdy ujrzała Italów i zastępy Turna,

Znienacka bierze na się postać małej sowy,

9840

Co zgliszcza zamieszkując lub puste parowy,

Jęczeniem się naprzykrza w nocy tajemniczem.

Taką postać przybrawszy, przed Turna obliczem

Lata, skrzydłami puklerz potrącając śmiało.

Jemu dziwny lęk z nagła obezwładni ciało,

9845

Włos zdębi się[876] od grozy, głos w gardle mu skona.

Gdy szelest Jędzy pozna Juturna strwożona,

Włos szarpie rozpuszczony, przeczuwszy nieszczęście,

Drapie twarz i na piersi wdzięcznej krwawi pięście.

«Bogini, Nieśmiertelność, Siostra, Brat, CierpienieJak, Turnie, mam cię wspomóc teraz? Biednej siostrze

9850

Cóż pozostaje? Jaką opiekę rozpostrze

Nad twym życiem? Czyż mogę zwyciężyć znak taki?

Już, już opuszczam szyki! Nie trwóżcie mnie, ptaki

Obmierzłe! Rozpoznaję zgubne skrzydeł szumy!

Nie mylą mnie, Jowiszu wielki, pełne dumy

9855

Rozkazy twe! Więc tak mi za dziewictwo płacisz?

Przecz wieczne dałeś życie? Przecz podziemia zacisz

Znać nie mogę? Tam ciężkie znikłoby cierpienie,

Wstąpiłabym z nieszczęsnym bratem między Cienie…

Ja nieśmiertelna!… Jakże szczęścia zaznam, biedna,

9860

Bez ciebie, bracie? Jakież dość mroczne bezedna

Ukryją mnie, boginię, przed bólem bez miary?»

To rzekłszy, głowę spiesznie spowiła w płaszcz szary

Głośno jęcząc i w rzeczne wsiąkła uroczyska.

Enej zasię nastaje, oszczepem rozbłyska

9865

Ogromnym i tak woła, spoglądając chmurnie:

«Czemu zwlekasz? Dlaczego ociągasz się, Turnie?

Nie biegiem, ale srogim czas walczyć żelazem!

Zwróć twarz! Co sił masz jeno i sztuki, zbierz razem

Ku walce — spróbuj w niebo skrzydłami szybkiemi

9870

Ulecieć albo skryć się w głębokościach ziemi!»

Ów głową wstrząsł: «Nie trwożą mnie groźne twe słowa,

Ale bóstwa i wroga mi moc Jowiszowa». —

To rzekłszy, rzucił okiem na wielkie głazisko

Mchem obrosłe, co w polu leżało tuż blisko,

9875

Jako znak na granicy ugorów, wśród chwastu;

Ledwo by je dźwignęło dobranych dwunastu

Ludzi, jakich dziś ziemia wydaje. Turn przecie,

Drżącą dłonią porwawszy głaz, na wroga miecie

W pędzie — lecz zgoła dawnej nie rozpoznał siły

9880

W biegu i w chodzie: dłonie z mozołem wznosiły

Ogromny odłam skalny, chwiały się kolana,

A krew mu w żyłach niemoc mroziła nieznana.

Rzucony drżącą ręką męża kamień srogi,

Nie trafiwszy do celu, padł w połowie drogi…

9885

Jak nocą, wśród ciężkiego snu, na próżno chciwie

Zdajem się rwać do biegu w bezsilnym porywie —

Mimo żmudnych wysiłków, nogi krzepkiej za dnia

Nie ruszym, język skołczał, niemoc obezwładnia

Całe ciało, głos nawet w zapędzie się łamie:

9890

Tak Turna, kędykolwiek mężne zwróci ramię,

Bogini sroga nęka. — W piersi jego gra sto

Różnych uczuć. Na ziomków patrzy i na miasto,

Waha się… z lękiem śledzi grożący mu pocisk;

Nie wie, czy natrzeć, czy do szańcowych opłocisk

9895

Uciekać — nie spostrzega rydwanu ni siostry…

Gdy tak waha się, Enej podniósł oszczep ostry,

Zmierzył przestrzeń oczyma i — podan wstecz — ciska

Z daleka: nie tak z kuszy miecon złom urwiska

Warczy w powietrzu, nie tak z chmur czarnych niezbłagan

9900

Grom z hukiem wali… Leci, jak burzy huragan

Niosąca zgubę włócznia, w brzeg tarczy uderza,

Rwie kolczugę, przebiwszy siedem blach puklerza

I ostrzem udo w środku przeszywa. Bezwładnie

Na kolana olbrzymi Turn z chrzęstem upadnie.

9905

Z jękiem skoczą Rutule, grzmi zgiełkiem stok cały

Wzgórza i głuche bory echem odegrzmiały.

On, oczy i dłoń wznosząc, z licem przygnębionem:

«Zasłużyłem zaiste — rzekł nie drżę przed zgonem.

Użyj praw twych! Lecz jeśli smutne ojca lica

9910

Mogą cię wzruszyć, błagam: i tyś miał rodzica!

Nad Daunem starym litość miej, o Teukrów chwało!

I mnie lub, jeśli wolisz, martwe oddaj ciało

Mym ziomkom! Zwyciężyłeś — i wojsko widziało

Auzońskie, żem dłoń wznosił… Lawinią twą żoną.

9915

Dalej nie sięgaj zemstą!»

Z twarzą rozognioną

Stanął Enej, dłoń wstrzymał, wzrok tocząc surowy

Już, już wahać się począł pod wpływem tej mowy —

Wtem z wielkich barków błyśnie nieszczęsny pas przed nim

9920

I znane guzy blaskiem zalśnią niepoślednim:

Strój młodego Pallasa; Turn, pychą omamion,

Nosił go, jako jedno ze zwycięskich znamion.

Gdy tak ciężkiej boleści pamiątkę na oczy

Ujrzał Enej, wrąc cały gniewem, doń przyskoczy

9925

I groźnie: «Ty, na którym łup z druha się znalazł,

Miałbyś pomsty ujść?! — Pallas cię raną tą, Pallas

Zatraca i w zbrodniczej krwi zmywa zniewagi!»

ŚmierćTo mówiąc, w piersi wrogiej utopił miecz nagi

W szale… Tamtemu członki przeszło śmierci drżenie

9930

A dusza z jękiem skargi pierzchła między Cienie.

Przypisy

[1]

brzeg lawiński — wybrzeże Morza Tyrreń­skiego w okolicy staroż. miasta Lawinium (dziś: Pratica di Mare, część miasta Pomezia, należącego do metropolii rzymskiej, położone 5 km od brzegu morza i 30 km od Rzymu), które wg mit. rzym. miał założyć Eneasz i nazwać na cześć swej żony Lawinii. Lawinium było jednym z miast Związku Latyńskiego, tj. związku miast autochtonicznej ludności Płw. Apenińskiego. [przypis edytorski]

[2]

gnan losem (…) pamiętny gniew znosząc Junony — los wybrał Eneasza na założy­ciela nowego państwa w Lacjum i parł go do wypełnienia przeznaczonej misji; z drugiej strony wszystkie poczynania Eneasza hamował zapamiętały gniew Junony, mściwie prześladującej Trojan. [przypis edytorski]

[3]

tyryjski — fenicki a. punicki; od gł. miasta fenickiego, Tyru. [przypis edytorski]

[4]

Samos — wyspa, jedna z Cyklad na Morzu Egejskim u wybrzeża Azji Mniejszej, na której mieściła się sławna świątynia Hery (w mit. rzym.: Junony). [przypis edytorski]

[5]

tam były jej bronie, tam wóz — aluzja do świątyni Juno Caelestis w Kartaginie, będącej w istocie wcześniejszym miejscem kultu fenickiej i punickiej bogini Tanit. [przypis edytorski]

[6]

zamki Tyru — Kartagina. [przypis edytorski]

[7]

Parki (mit. rzym.) — trzy boginie, a zarazem personifikacje przeznaczenia: Nona, Decima i Morta; odpowiadały Mojrom, prządkom losu ludzkiego z mit. gr. (Klotho, Lachesis i Atropos). [przypis edytorski]

[8]

córka Saturna — Junona. Saturn: staroitalski bóg zasiewów; w mit. rzym. odpowiadający gr. Kronosowi; jego imię wiązało się z mitem „złotego wieku”, którego mieszkańcy Italii mieli zażywać pod jego panowaniem. [przypis edytorski]

[9]

za swe Argos — przen.: za Helladę, za ojczyznę Greków walczących pod Troją. [przypis edytorski]

[10]

Parysa sąd krzywdzący — aluzja do wyroku Parysa, który w lasku Idy przyznał jabłko przeznaczone „dla najpiękniejszej” bogini miłości, We­nerze, nie zaś Minerwie, bogini mądrości ani nie małżonce Jowisza, Junonie. [przypis edytorski]

[11]

Ganimedes — syn Trojańczyka Trosa; chłopiec, który dla swej wyjątkowej urody został porwany przez przemienionego w orła Jowisza na Olimp, gdzie służył za podczaszego przy stole bogów. [przypis edytorski]

[12]

mamże — konstrukcja z partykułą wzmacniającą -że; znaczenie: czy mam, czyż mam. [przypis edytorski]

[13]

mogęż — konstrukcja z partykułą wzmacniającą -że skróconą do -ż; znaczenie: czy mogę, czyż mogę. [przypis edytorski]

[14]

Teukrowie — Trojanie; pan (wódz) Teukrów: Eneasz. [przypis edytorski]

[15]

Argiwowie — mieszkańcy Argos; także ogólnie: Grecy (których wodzem pod Troją był król Argolidy, Agamemnon). [przypis edytorski]

[16]

Pallas mogła spalić łodzie Argiwów (…) — Pallas Atena ścigała swym gniewem Ajasa, syna Ojleusa (króla Lokrów), który dopuścił się świętokradztwa i znieważenia Kasandry: szukającą ochrony w świątyni Ateny wieszczkę uprowadził i zgwałcił w dniu zburzenia Troi; bogini raziła go piorunem i rozbiła jego flotę przy przylądku Eubei. [przypis edytorski]

[17]

szybkie ognie — tu: pioruny. [przypis edytorski]

[18]

miecąc (daw. forma) — miotając; rzucając, ciskając. [przypis edytorski]

[19]

żenie (daw.) — gna, przegania itp.; przestarz. forma 3.os.lp od gnać. [przypis edytorski]

[20]

któram (…) jest — przykład konstrukcji z ruchomą końcówką czasownika; inaczej: która jestem. [przypis edytorski]

[21]

winna chwała — tu: należna chwała. [przypis edytorski]

[22]

obiata — ofiara składana bóstwom, duchom przodków itp. [przypis edytorski]

[23]

Eolia (mit. gr.) — skalista, pływająca wolno po morzu wyspa, która miała być siedzibą władcy wiatrów, Eola; utożsamiana ze Stromboli a. Lipari, należącymi do Wysp Liparyjskich na Morzy Tyrreńskim, na płn. od Sycylii. [przypis edytorski]

[24]

turma — wieża; więzienie. [przypis edytorski]

[25]

ojciec niebian i król ludzi — Jo­wisz. [przypis edytorski]

[26]

tyrreńskie wody — Morze Tyrreńskie; u zach. wybrzeży Italii. [przypis edytorski]

[27]

penaty — bóstwa opiekuńcze domu, domowych zapasów, rodziny; czasem też: całego państwa. [przypis edytorski]

[28]

Ilium — Ilion; Troja. [przypis edytorski]

[29]

dziryt — włócznia. [przypis edytorski]

[30]

Eurus a. Wulturnus (mit. rzym.) — bóg wiatru wsch. (także: płd.-wsch. a. płn.-wsch.); uosobienie Wschodu jako strony świata. [przypis edytorski]

[31]

Notus — wiatr po­łudniowy. [przypis edytorski]

[32]

Afrykus — wiatr zachodni (a. płd.-zach.). [przypis edytorski]

[33]

Tydyda (mit. gr.) — Diomedes, syn Tydeusa (stąd przydomek Tydyda) i Deipyle, heros, ulubieniec bogini Ateny, bohater wyprawy Epigonów i wojny trojańskiej, król Argos. [przypis edytorski]

[34]

Sarpedon — syn Zeusa i Europy, król Lików (mieszkańców Licji); poległ z ręki Patroklosa, przyjaciela Achillesa. [przypis edytorski]

[35]

Symois a. Symoent — rzeka pod Troją. [przypis edytorski]

[36]

Akwilon (mit. rzym.) — bóg wiatru płn.; uosobienie gwałtownego, zimnego wiatru oraz w ogóle Północy jako strony świata; odpowiednik Boreasza w mit. gr. [przypis edytorski]

[37]

Not a. Notus — wiatr po­łudniowy. [przypis edytorski]

[38]

Eurus a. Wulturnus (mit. rzym.) — bóg wiatru wsch. (także: płd.-wsch. a. płn.-wsch.); uosobienie Wschodu jako strony świata. [przypis edytorski]

[39]

Syrty (z gr.) — nazwa dwóch zatok na płn. wybrzeżu Afryki: zachodniej (dziś: między Tunisem a Trypolisem), zw. Małą Syrtą oraz wschodniej, zw. Wielką Syrtą; w starożytności zatoki uważano za groźne dla żeglarzy ze względu na zdradliwe, przemieszczające się wraz z pływami morza mielizny oraz liczne rafy. [przypis edytorski]

[40]

Likowie — mieszkańcy Licji a. Likii, krainy w płd.-zach. części Azji Mniejszej (dziś: płd.-zach. cz. prowincji Alanya w Turcji), położonej w otoczonej przez góry dolinie rzeki Ksantos (daw. Sibris), z miastami Ksantos, Tlos, Patara i Pinara; Likowie (a. Licyjczycy) jako pierwsi mieli przyjść z pomocą Troi w jej sporze z Grecją podczas wojny trojańskiej, a do legendarnych bohaterów z Licji należą Sarpedon i Glaukos. [przypis edytorski]

[41]

Zefir (mit. gr.) — bóg wiatru zach., tj. łagodnego, ciepłego, wilgotnego wiatru, przynoszącego orzeźwienie, a wiosną budzącego przyrodę do życia; uosobienie Zachodu jako strony świata; w mit. rzym. odpowiadał mu Fawoniusz (łac. Favonius). [przypis edytorski]

[42]

EurEurus, wiatr wschodni (a. płd.-wsch). [przypis edytorski]

[43]

także to (…) mroczy — konstrukcja z partykułą -że; znaczenie: czy to tak mroczy (wam pycha rodowa umysł); czyż aż tak mroczy itd. [przypis edytorski]

[44]

raz wtóry — tu: na drugi raz; następnym razem. [przypis edytorski]

[45]

Cymotoe (mit. gr.) — jedna z nimf morskich, Nereid, córek Nereusa (boga morskiego i wróżbity) i Okeanidy Doris. [przypis edytorski]

[46]

Tryton (mit. gr.) — bóg morski, syn Posejdona (w mit. rzym. Neptuna) i Amfitryty, do których orszaku należał; ojciec trytonów, tj. hybrydycznych istot morskich, pół ludzi, pół ryb (odpowiedników lądowych satyrów). Tryton przedstawiany był jako postać o górnej części ciała aż do pasa ludzkiej, zaś dolnej jak u ryb, z ogonem skręconym spiralnie, niekiedy dodatkowo wyposażonej w parę tylnych nóg końskich; jego atrybutem był trójząb i muszla. [przypis edytorski]

[47]

porać (daw.) — ryć, przecinać. [przypis edytorski]

[48]

słowy — dziś popr. forma N.lm: słowami. [przypis edytorski]

[49]

Eneadzi — tu: towarzysze Eneasza. [przypis edytorski]

[50]

kędy (daw.) — gdzie. [przypis edytorski]

[51]

niesplamion — forma skrócona ze wzgl. na rytm wiersza; niesplamiony, nieskalany. [przypis edytorski]

[52]

Enej — Eneasz. [przypis edytorski]

[53]

Antej a. Antheus — jeden z dowódców okrętów trojańskich. [przypis edytorski]

[54]

kędy (daw.) — gdzie. [przypis edytorski]

[55]

żenie (daw.) — pogna; przestarz. forma 3.os.lp od gnać. [przypis edytorski]

[56]

nawy (daw.) — okręty, statki. [przypis edytorski]

[57]

wodze (…) obala — daw. forma odmiany, dziś: wodzów (tj. przywódców stada). [przypis edytorski]

[58]

hoży — zdrowy, dziarski, urodziwy. [przypis edytorski]

[59]

Acest a. Acestes (mit. gr.) — legendarny założyciel Segesty (a. Egesty) na Sycylii, syn boga-rzeki Krimisusa i Trojanki imieniem Egesta (a. Segesta); podczas wojny trojańskiej walczył wspierając rodaków swej matki, a następnie wrócił na Sycylię. Gościnnie przyjął tam Eneasza błąkającego się wraz z niedobitkami Trojan, więc wyrażając swą wdzięczność Eneasz wybudował dla niego miasto nazwane imieniem matki Acesta, Trojanki (innym miastem wzniesionym na Sycylii przez Eneasza na cześć gościnnego Elymusa miało być Elyme). [przypis edytorski]

[60]

wnętrzne (daw.) — wewnętrzne; znajdujące się wewnątrz. [przypis edytorski]

[61]

niecić — krzesać, wzniecać. [przypis edytorski]

[62]

poły — tu: połcie (mięsa). [przypis edytorski]

[63]

Antenor — tu: Trojańczyk, reprezentant stronnictwa ugodowego, optującego za oddaniem Heleny mężowi, załagodzeniem sporu i zażegnania groźby wojny; miał ocaleć po upadku Troi i z częścią swoich rodaków przybyć w okolice Wenecji, by założyć nowe państwo na terenach zamieszkałych uprzednio przez Liburnów. [przypis edytorski]

[64]

Timav, Timavus — rzeczka między Triestem a daw. Akwileją, dziś w Słowenii. [przypis edytorski]

[65]

gród Patawy — Patarium, dziś: Padwa. [przypis edytorski]

[66]

z gniewu jednej — domyślnie: Junony. [przypis edytorski]

[67]

Cyterejka — przydomek Afrodyty, a w mit. rzym. Wenus; od nazwy wyspy Cytery (dziś Kithira), położona u płd. wybrzeża Peloponezu, gdzie miała wyłonić się z piany morskiej bogini miłości i gdzie miała swoje świątynie. [przypis edytorski]

[68]

lud zwalczy — tj. ludy Rutulów i Etrusków, zwalczone przez Eneasza. [przypis edytorski]

[69]

między grody — daw. forma N.lm; dziś: między grodami, tj. między miastami, wśród miast. [przypis edytorski]

[70]

wzmacniając ją wały — daw. forma N.lm; dziś popr.: (…) wałami. [przypis edytorski]

[71]

odzierżyć — otrzymać coś a. owładnąć czymś. [przypis edytorski]

[72]

Ilia, kapłanka-królowa — Rea Sylwia, bohaterka legend rzym.; córka króla miasta Alba Longa, Numitora, zmuszona do złożenia ślubów czystości, została westalką, kapłanką wiecznego ognia Westy; jednak ze związku z bogiem wojny, Marsem, urodziła bliźnięta, Romulusa i Remusa. [przypis edytorski]

[73]

dwoje bliźniątek — Romulus i Remus, legendarni założyciele Rzymu, ocaleni przez matkę w koszyku puszczonym na rzekę, uratowani i wykarmieni przez wilczycę kapitolińską. [przypis edytorski]