Aby móc stabilnie działać w 2026 roku, potrzebujemy Twojego wsparcia!
dowiedz się więcej

Wpłać
 
300 000 zł

Cześć, jestem Dominik. Jestem właścicielem Postęp Studio i razem z Wolnymi Lekturami od ponad dwóch lat realizujemy dla Was audiobooki, których możecie słuchać za darmo.

Z tego miejsca chciałbym Was też zaprosić do wspierania po prostu Wolnych Lektur, bo Wolne Lektury istnieją właśnie dzięki Wam i dzięki Wam mogą takie projekty tu działać. Tylko po prostu liczą na mały gest od Was, od Ciebie, który może przyczynić się do tego, żeby nasza kultura mogła dalej trwać, istnieć i zachować się na lata.

Zapraszam do wsparcia.

Wesprzyj Wolne Lektury — teraz, zanim zapomnisz
Szacowany czas do końca: -
Émile Verhaeren, Wychodźcy

Spis treści

    1. Bieda: 1 2 3 4
    2. Chłop: 1
    3. Emigrant: 1
    4. Karczma: 1
    5. Miasto: 1
    6. Nadzieja: 1
    7. Omen: 1 2
    8. Pobożność: 1
    9. Potwór: 1
    10. Ptak: 1
    11. Rozpacz: 1
    12. Strach: 1
    13. Wygnanie: 1 2
    14. Ziemia: 1
    15. Zwierzęta: 1

    pisownia łączna / rozdzielna: nakształt > na kształt; z nad > znad; z pod > spod

    pisownia joty: zodyak > zodiak

    pisownia s/z: z pod > spod

    leksyka - pisownia ó/u: żórawie > żurawie

    interpunkcja - usunięto przecinek przed pauzą: , —; dodano przecinek: Szkapy stare, nędzne chude > Szkapy stare, nędzne, chude; A dwa koła, gdzie od lat;

    błąd źródła: stzaskał > strzaskał

    Émile VerhaerenWychodźcytłum. Bronisława Ostrowska

    1
    Wygnanie, Emigrant, BiedaZ burym kotem, z wiernym psem,
    Z chęcią życia Bóg wie czem[1],
    Idą w mroku, brnąc po grudzie,
    Nasi ludzie:
    5
    BiedaWiekuistych dróg tułacze,
    Dżdżów pijaki, mgieł palacze.
    Nic nie mają nasi ludzie:
    Nic a nic —
    Prócz gościńca w mroków chmurze.
    10
    NadziejaKażdy niesie na kosturze
    W swojej chustce w wielkie kraty,
    Mieniąc[2] ramię po kolei,
    Każdy niesie
    Zabrukane[3], stare szmaty
    15
    Nadziei.
    Idą ludzie, nasi ludzie,
    W głuchym trudzie, brnąc po grudzie,
    W nieskończoność mrocznych dróg.
    KarczmaKarczma stoi w suchym lesie,
    20
    W głuchej ciszy:
    Stara karczma nieznanego.
    Gruzów ciszy sowy strzegą,
    Zgrają szczury w niej biegają,
    Szczury, myszy.
    25
    Stara karczma w zbiegu dróg
    Ma stoczone czerwiem[4] ściany,
    Strzechę burą na kształt strupa,
    Trzęsie w wietrze szyld blaszany
    Z piszczelami kościotrupa.
    30
    Nasi ludzie, ludzie trwóg:
    Kładą krzyż na klęskę swą
    I drżą.
    Nasi ludzie mają w duszy
    Dwa bezżarne[5] żużle czarne,
    35
    Żużle czarne dwa — na krzyż!
    PobożnośćW nieskończoność zmierzchniej głuszy
    Polatuje głos podzwonny
    Przez bezdroża zapomniane
    Leśnych cisz:
    40
    To madonny tak wołają
    Z kaplic licznych okolicznych:
    Jako ptaki w mgle zbłąkane
    Madonny!
    StrachNasi ludzie — ludzie trwóg:
    45
    Drżą, że dziewki ich nie mają
    Świec gromnicznych,
    Że kadzidło nie ma woni,
    Że w odludnej chyba niszy
    Nad barwioną z gipsu głową
    50
    Kilka jeno róż się kłoni
    W sennej ciszy.
    OmenBoją się, gdy legnie cień
    Na ich pól stwardniałej grudzie —
    Boją się miesięcznych lśnień
    55
    Nad drętwotą swoich wód —
    Trupa ptaka u swych wrót:
    Nawet ludzi już się boją
    Nasi ludzie.
    Nasi ludzie są niezdolni,
    60
    Niedołężni i bezwolni,
    Choć zaciekli są w uporze
    Nędzą swoją!
    Bieda, Ziemia, ChłopNasi ludzie to biedaki,
    Jeśli liczą jeszcze kiedy,
    65
    To plon chyba własnej biedy:
    Na groszaki.
    Przez różańce długich lat
    Naszych ludzi płonne zboże
    Śnieć toczyła, sporysz jadł!
    70
    Ich lemiesze z spiekłych ról
    Odrzucały grudy skał,
    Głazów zwał,
    Szczęki się zażarły w gniew:
    Wgryźć się w ziemię ornych pól
    75
    Aż do serca! aż do trzew!
    Z burym kotem, z wiernym psem,
    Z klatką, w której drzemie ptak,
    Z mocą życia chyba w tem[6],
    By bunt gnieść, a ból swój nieść,
    80
    Opuszczają pól swych szlak
    Nasi ludzie, ludzie trwóg,
    W głuchym trudzie, brnąc po grudzie
    W nieskończoność zmrocznych dróg.
    WygnanieZa spódnicą swych macierzy
    85
    Dzieci drobnych stadko bieży:
    Drżące stadko i beczące
    W mroku chmury.
    Starców wzrok znużony w mgle
    Żegna jeszcze własny kąt
    90
    Strupieszałej, szarej ziemi,
    Kędy kąsa wiatr, jak trąd,
    Gdzie, jak mróz — zaraza żre!
    A za niemi[7]
    Idą ludzie znad wybrzeży
    95
    O ramionach wyschłych w sznury…
    RozpaczUmęczony orszak kroczy
    W mroku chmury,
    Bez pragnienia, bez wspomnienia,
    Bez zawiści dawnych szczęść,
    100
    Nawet już i bez tej woli,
    By pięć palców ścisnąć w pięść
    Przeciw doli —
    Przeciw śmierci.
    Nasi ludzie, ludzie pól
    105
    W nieskończoność niosą ból.
    Wózki liche i powózki
    Już od świtu tłuką bruk
    Kamienistych polnych dróg.
    Jedne stare jak szkielety
    110
    Pobrzękują w amulety,
    Co z hołobli im zwieszono —
    Inne skrzypią w mroki senne,
    Jak żurawie gdzieś studzienne —
    Inne jak okrętu łono,
    115
    Który w burzy strzaskał ster —
    A dwa koła, gdzie od lat
    Wyrzeźbiono zodiak sfer,
    Zdają się po drożnej grudzie
    Wieść w płóciennej swojej budzie
    120
    Cały świat!
    Szkapy stare, nędzne, chude
    Ledwie wloką się przez grudę,
    Ptak, OmenŻe woźnica wraz idący
    Niby wiatrak szalejący
    125
    Ciska w przestrzeń raz po raz
    Gdzieś podjęty drogą z roli
    Senny głaz —
    Czarnym krukom — ptakom doli
    Mijającej.
    130
    Nasi ludzie, ludzie pól
    Już pokornie niosą ból.
    Zwierzęta, BiedaTrzody nędzne społem z nimi
    Po gościńców twardej ziemi
    Idą w świat.
    135
    Głody gnają je z zagrody,
    Klęsk i nędzy wieczny bat:
    Owce, których umęczenie
    Potyka się o kamienie,
    Co krok nowy —
    140
    Woły rykiem witające
    Rychły zgon —
    Opuchnięte, ciężkie krowy,
    Wymionami zwisające —
    I ciągnący z obu stron
    145
    Mułów rząd, co niesie w mrokach
    Śmierci krzyż na wpadłych bokach.
    Trzody idą, idą ludzie
    Przez gościńce w głuchym trudzie,
    Drogą mroku, i bezmocy
    150
    Drogą, co okrąża świat.
    Z jakich, powiedz, dalekości,
    Morza losów, morza lat?
    Ze spoczynkiem jeno prawie
    Na cmentarnych wzgórz murawie,
    155
    Co im ściele swą zieloność —
    Idąc, wstając, upadając,
    Brnąc w bezdrożach głuchej nocy,
    Jesień, lata, zimy, wiosny —
    Tłum tułaczy, tłum żałosny,
    160
    Dąży skroś[8] — z nieskończoności
    W nieskończoność.
    Potwór, MiastoA w oddali już majaczy
    Spod ciężarnej nieb opony[9]
    Czoło niby szczyt Taboru[10],
    165
    Czarne ssawki, dech czerwony,
    Cały mroczny kształt potworu,
    Który ciągnie wieczny połów
    Polnych ludzi.
    Miasto, co przygasa w dzień,
    170
    W proch i ołów,
    A rozżarza się i pali
    W płomieniste skry ogniowe,
    Gdy je budzi
    Nocny cień.
    175
    Miasto murów
    i marmurów, z drzewa, cegły, złota, stali —
    — Polipowe[11].

    Przypisy

    [1]

    czem — dziś popr. forma N. lp: czym. [przypis edytorski]

    [2]

    mienić — dziś: zmieniać. [przypis edytorski]

    [3]

    zabrukany — pobrudzony. [przypis edytorski]

    [4]

    czerw (daw.) — robak, larwa; stoczone czerwiem — pogryzione przez robactwo. [przypis edytorski]

    [5]

    bezżarne — tu: pozbawione żaru, wypalone. [przypis edytorski]

    [6]

    tem — dziś popr. forma Msc. lp: tym. [przypis edytorski]

    [7]

    niemi — dziś popr. forma Msc. lm: nimi. [przypis edytorski]

    [8]

    skroś — poprzez, na przestrzał. [przypis edytorski]

    [9]

    opona (daw.) — tu: zasłona. [przypis edytorski]

    [10]

    Tabor — góra (562 m n.p.m.) w płn. Izraelu, 17 km na zach. od Jeziora Genezaret. Wymieniona w Biblii; jest uważana za miejsce, w którym Jezus ukazał się uczniom w swojej boskiej chwale, dlatego zbudowano tam Bazylikę Przemienienia Pańskiego. W bitwie pod górą Tabor w 1799 r. wojska fr. pod wodzą Napoleona Bonaparte zmusiły do ucieczki przeważające siły tureckie. [przypis edytorski]

    [11]

    polipowy — tu: przypominający potworną, chorobliwą narośl. [przypis edytorski]

    Bezpieczne płatności zapewniają: PayU Visa MasterCard PayPal

    Dane do przelewu tradycyjnego:

    nazwa odbiorcy

    Fundacja Wolne Lektury

    adres odbiorcy

    ul. Marszałkowska 84/92 lok. 125, 00-514 Warszawa

    numer konta

    75 1090 2851 0000 0001 4324 3317

    tytuł przelewu

    Darowizna na Wolne Lektury + twoja nazwa użytkownika lub e-mail

    wpłaty w EUR

    PL88 1090 2851 0000 0001 4324 3374

    Wpłaty w USD

    PL82 1090 2851 0000 0001 4324 3385

    SWIFT

    WBKPPLPP

    x
    Skopiuj link Skopiuj cytat
    Zakładka Istniejąca zakładka Notka
    Słuchaj od tego miejsca