Wolne Lektury potrzebują pomocy...


Potrzebujemy Twojej pomocy!

Na stałe wspiera nas 405 czytelników i czytelniczek.

Niestety, minimalną stabilność działania uzyskamy dopiero przy 1000 regularnych darczyńców. Dorzucisz się?

Tak, dorzucę się do Wolnych Lektur!
Tym razem nie pomogę, przechodzę prosto do biblioteki
Ufunduj e-książki dla dzieciaków

Lektury szkolne za darmo dla każdego dzieciaka? To możliwe dzięki wsparciu darczyńców takich jak Ty! Kliknij i dorzuć się >>>

x

Spis treści

    1. Bieda: 1 2 3 4
    2. Chłop: 1
    3. Emigrant: 1
    4. Karczma: 1
    5. Miasto: 1
    6. Nadzieja: 1
    7. Omen: 1 2
    8. Pobożność: 1
    9. Potwór: 1
    10. Ptak: 1
    11. Rozpacz: 1
    12. Strach: 1
    13. Wygnanie: 1 2
    14. Ziemia: 1
    15. Zwierzęta: 1

    pisownia łączna / rozdzielna: nakształt > na kształt; z nad > znad; z pod > spod

    pisownia joty: zodyak > zodiak

    pisownia s/z: z pod > spod

    leksyka - pisownia ó/u: żórawie > żurawie

    interpunkcja - usunięto przecinek przed pauzą: , —; dodano przecinek: Szkapy stare, nędzne chude > Szkapy stare, nędzne, chude; A dwa koła, gdzie od lat;

    błąd źródła: stzaskał > strzaskał

    Émile VerhaerenWychodźcytłum. Bronisława Ostrowska

    Wygnanie, Emigrant, BiedaZ burym kotem, z wiernym psem,
    Z chęcią życia Bóg wie czem[1],
    Idą w mroku, brnąc po grudzie,
    Nasi ludzie:
    BiedaWiekuistych dróg tułacze,
    Dżdżów pijaki, mgieł palacze.
    Nic nie mają nasi ludzie:
    Nic a nic —
    Prócz gościńca w mroków chmurze.
    NadziejaKażdy niesie na kosturze
    W swojej chustce w wielkie kraty,
    Mieniąc[2] ramię po kolei,
    Każdy niesie
    Zabrukane[3], stare szmaty
    Nadziei.
    Idą ludzie, nasi ludzie,
    W głuchym trudzie, brnąc po grudzie,
    W nieskończoność mrocznych dróg.
    KarczmaKarczma stoi w suchym lesie,
    W głuchej ciszy:
    Stara karczma nieznanego.
    Gruzów ciszy sowy strzegą,
    Zgrają szczury w niej biegają,
    Szczury, myszy.
    Stara karczma w zbiegu dróg
    Ma stoczone czerwiem[4] ściany,
    Strzechę burą na kształt strupa,
    Trzęsie w wietrze szyld blaszany
    Z piszczelami kościotrupa.
    Nasi ludzie, ludzie trwóg:
    Kładą krzyż na klęskę swą
    I drżą.
    Nasi ludzie mają w duszy
    Dwa bezżarne[5] żużle czarne,
    Żużle czarne dwa — na krzyż!
    PobożnośćW nieskończoność zmierzchniej głuszy
    Polatuje głos podzwonny
    Przez bezdroża zapomniane
    Leśnych cisz:
    To madonny tak wołają
    Z kaplic licznych okolicznych:
    Jako ptaki w mgle zbłąkane
    Madonny!
    StrachNasi ludzie — ludzie trwóg:
    Drżą, że dziewki ich nie mają
    Świec gromnicznych,
    Że kadzidło nie ma woni,
    Że w odludnej chyba niszy
    Nad barwioną z gipsu głową
    Kilka jeno róż się kłoni
    W sennej ciszy.
    OmenBoją się, gdy legnie cień
    Na ich pól stwardniałej grudzie —
    Boją się miesięcznych lśnień
    Nad drętwotą swoich wód —
    Trupa ptaka u swych wrót:
    Nawet ludzi już się boją
    Nasi ludzie.
    Nasi ludzie są niezdolni,
    Niedołężni i bezwolni,
    Choć zaciekli są w uporze
    Nędzą swoją!
    Bieda, Ziemia, ChłopNasi ludzie to biedaki,
    Jeśli liczą jeszcze kiedy,
    To plon chyba własnej biedy:
    Na groszaki.
    Przez różańce długich lat
    Naszych ludzi płonne zboże
    Śnieć toczyła, sporysz jadł!
    Ich lemiesze z spiekłych ról
    Odrzucały grudy skał,
    Głazów zwał,
    Szczęki się zażarły w gniew:
    Wgryźć się w ziemię ornych pól
    Aż do serca! aż do trzew!
    Z burym kotem, z wiernym psem,
    Z klatką, w której drzemie ptak,
    Z mocą życia chyba w tem[6],
    By bunt gnieść, a ból swój nieść,
    Opuszczają pól swych szlak
    Nasi ludzie, ludzie trwóg,
    W głuchym trudzie, brnąc po grudzie
    W nieskończoność zmrocznych dróg.
    WygnanieZa spódnicą swych macierzy
    Dzieci drobnych stadko bieży:
    Drżące stadko i beczące
    W mroku chmury.
    Starców wzrok znużony w mgle
    Żegna jeszcze własny kąt
    Strupieszałej, szarej ziemi,
    Kędy kąsa wiatr, jak trąd,
    Gdzie, jak mróz — zaraza żre!
    A za niemi[7]
    Idą ludzie znad wybrzeży
    O ramionach wyschłych w sznury…
    RozpaczUmęczony orszak kroczy
    W mroku chmury,
    Bez pragnienia, bez wspomnienia,
    Bez zawiści dawnych szczęść,
    Nawet już i bez tej woli,
    By pięć palców ścisnąć w pięść
    Przeciw doli —
    Przeciw śmierci.
    Nasi ludzie, ludzie pól
    W nieskończoność niosą ból.
    Wózki liche i powózki
    Już od świtu tłuką bruk
    Kamienistych polnych dróg.
    Jedne stare jak szkielety
    Pobrzękują w amulety,
    Co z hołobli im zwieszono —
    Inne skrzypią w mroki senne,
    Jak żurawie gdzieś studzienne —
    Inne jak okrętu łono,
    Który w burzy strzaskał ster —
    A dwa koła, gdzie od lat
    Wyrzeźbiono zodiak sfer,
    Zdają się po drożnej grudzie
    Wieść w płóciennej swojej budzie
    Cały świat!
    Szkapy stare, nędzne, chude
    Ledwie wloką się przez grudę,
    Ptak, OmenŻe woźnica wraz idący
    Niby wiatrak szalejący
    Ciska w przestrzeń raz po raz
    Gdzieś podjęty drogą z roli
    Senny głaz —
    Czarnym krukom — ptakom doli
    Mijającej.
    Nasi ludzie, ludzie pól
    Już pokornie niosą ból.
    Zwierzęta, BiedaTrzody nędzne społem z nimi
    Po gościńców twardej ziemi
    Idą w świat.
    Głody gnają je z zagrody,
    Klęsk i nędzy wieczny bat:
    Owce, których umęczenie
    Potyka się o kamienie,
    Co krok nowy —
    Woły rykiem witające
    Rychły zgon —
    Opuchnięte, ciężkie krowy,
    Wymionami zwisające —
    I ciągnący z obu stron
    Mułów rząd, co niesie w mrokach
    Śmierci krzyż na wpadłych bokach.
    Trzody idą, idą ludzie
    Przez gościńce w głuchym trudzie,
    Drogą mroku, i bezmocy
    Drogą, co okrąża świat.
    Z jakich, powiedz, dalekości,
    Morza losów, morza lat?
    Ze spoczynkiem jeno prawie
    Na cmentarnych wzgórz murawie,
    Co im ściele swą zieloność —
    Idąc, wstając, upadając,
    Brnąc w bezdrożach głuchej nocy,
    Jesień, lata, zimy, wiosny —
    Tłum tułaczy, tłum żałosny,
    Dąży skroś[8] — z nieskończoności
    W nieskończoność.
    Potwór, MiastoA w oddali już majaczy
    Spod ciężarnej nieb opony[9]
    Czoło niby szczyt Taboru[10],
    Czarne ssawki, dech czerwony,
    Cały mroczny kształt potworu,
    Który ciągnie wieczny połów
    Polnych ludzi.
    Miasto, co przygasa w dzień,
    W proch i ołów,
    A rozżarza się i pali
    W płomieniste skry ogniowe,
    Gdy je budzi
    Nocny cień.
    Miasto murów
    i marmurów, z drzewa, cegły, złota, stali —
    — Polipowe[11].

    Przypisy

    [1]

    czem — dziś popr. forma N. lp: czym. [przypis edytorski]

    [2]

    mienić — dziś: zmieniać. [przypis edytorski]

    [3]

    zabrukany — pobrudzony. [przypis edytorski]

    [4]

    czerw (daw.) — robak, larwa; stoczone czerwiem — pogryzione przez robactwo. [przypis edytorski]

    [5]

    bezżarne — tu: pozbawione żaru, wypalone. [przypis edytorski]

    [6]

    tem — dziś popr. forma Msc. lp: tym. [przypis edytorski]

    [7]

    niemi — dziś popr. forma Msc. lm: nimi. [przypis edytorski]

    [8]

    skroś — poprzez, na przestrzał. [przypis edytorski]

    [9]

    opona (daw.) — tu: zasłona. [przypis edytorski]

    [10]

    Tabor — góra (562 m n.p.m.) w płn. Izraelu, 17 km na zach. od Jeziora Genezaret. Wymieniona w Biblii; jest uważana za miejsce, w którym Jezus ukazał się uczniom w swojej boskiej chwale, dlatego zbudowano tam Bazylikę Przemienienia Pańskiego. W bitwie pod górą Tabor w 1799 r. wojska fr. pod wodzą Napoleona Bonaparte zmusiły do ucieczki przeważające siły tureckie. [przypis edytorski]

    [11]

    polipowy — tu: przypominający potworną, chorobliwą narośl. [przypis edytorski]

    Zamknij
    Proszę czekać…
    x