Wolne Lektury potrzebują pomocy...


Potrzebujemy Twojej pomocy!

Na stałe wspiera nas 373 czytelników i czytelniczek.

Niestety, minimalną stabilność działania uzyskamy dopiero przy 1000 regularnych darczyńców. Dorzucisz się?

Tak, dorzucę się do Wolnych Lektur!
Tym razem nie pomogę, przechodzę prosto do biblioteki
Znajdź nasze audiobooki na YouTube

Audiobooki Wolnych Lektur znajdziesz na naszym kanale na YouTube. Kliknij, by przejść do audiobooków.

x

Spis treści

    1. Bieda: 1 2 3 4
    2. Chłop: 1
    3. Emigrant: 1
    4. Karczma: 1
    5. Miasto: 1
    6. Nadzieja: 1
    7. Omen: 1 2
    8. Pobożność: 1
    9. Potwór: 1
    10. Ptak: 1
    11. Rozpacz: 1
    12. Strach: 1
    13. Wygnanie: 1 2
    14. Ziemia: 1
    15. Zwierzęta: 1

    pisownia łączna / rozdzielna: nakształt > na kształt; z nad > znad; z pod > spod

    pisownia joty: zodyak > zodiak

    pisownia s/z: z pod > spod

    leksyka - pisownia ó/u: żórawie > żurawie

    interpunkcja - usunięto przecinek przed pauzą: , —; dodano przecinek: Szkapy stare, nędzne chude > Szkapy stare, nędzne, chude; A dwa koła, gdzie od lat;

    błąd źródła: stzaskał > strzaskał

    Émile VerhaerenWychodźcytłum. Bronisława Ostrowska

    Wygnanie, Emigrant, BiedaZ burym kotem, z wiernym psem,
    Z chęcią życia Bóg wie czem[1],
    Idą w mroku, brnąc po grudzie,
    Nasi ludzie:
    BiedaWiekuistych dróg tułacze,
    Dżdżów pijaki, mgieł palacze.
    Nic nie mają nasi ludzie:
    Nic a nic —
    Prócz gościńca w mroków chmurze.
    NadziejaKażdy niesie na kosturze
    W swojej chustce w wielkie kraty,
    Mieniąc[2] ramię po kolei,
    Każdy niesie
    Zabrukane[3], stare szmaty
    Nadziei.
    Idą ludzie, nasi ludzie,
    W głuchym trudzie, brnąc po grudzie,
    W nieskończoność mrocznych dróg.
    KarczmaKarczma stoi w suchym lesie,
    W głuchej ciszy:
    Stara karczma nieznanego.
    Gruzów ciszy sowy strzegą,
    Zgrają szczury w niej biegają,
    Szczury, myszy.
    Stara karczma w zbiegu dróg
    Ma stoczone czerwiem[4] ściany,
    Strzechę burą na kształt strupa,
    Trzęsie w wietrze szyld blaszany
    Z piszczelami kościotrupa.
    Nasi ludzie, ludzie trwóg:
    Kładą krzyż na klęskę swą
    I drżą.
    Nasi ludzie mają w duszy
    Dwa bezżarne[5] żużle czarne,
    Żużle czarne dwa — na krzyż!
    PobożnośćW nieskończoność zmierzchniej głuszy
    Polatuje głos podzwonny
    Przez bezdroża zapomniane
    Leśnych cisz:
    To madonny tak wołają
    Z kaplic licznych okolicznych:
    Jako ptaki w mgle zbłąkane
    Madonny!
    StrachNasi ludzie — ludzie trwóg:
    Drżą, że dziewki ich nie mają
    Świec gromnicznych,
    Że kadzidło nie ma woni,
    Że w odludnej chyba niszy
    Nad barwioną z gipsu głową
    Kilka jeno róż się kłoni
    W sennej ciszy.
    OmenBoją się, gdy legnie cień
    Na ich pól stwardniałej grudzie —
    Boją się miesięcznych lśnień
    Nad drętwotą swoich wód —
    Trupa ptaka u swych wrót:
    Nawet ludzi już się boją
    Nasi ludzie.
    Nasi ludzie są niezdolni,
    Niedołężni i bezwolni,
    Choć zaciekli są w uporze
    Nędzą swoją!
    Bieda, Ziemia, ChłopNasi ludzie to biedaki,
    Jeśli liczą jeszcze kiedy,
    To plon chyba własnej biedy:
    Na groszaki.
    Przez różańce długich lat
    Naszych ludzi płonne zboże
    Śnieć toczyła, sporysz jadł!
    Ich lemiesze z spiekłych ról
    Odrzucały grudy skał,
    Głazów zwał,
    Szczęki się zażarły w gniew:
    Wgryźć się w ziemię ornych pól
    Aż do serca! aż do trzew!
    Z burym kotem, z wiernym psem,
    Z klatką, w której drzemie ptak,
    Z mocą życia chyba w tem[6],
    By bunt gnieść, a ból swój nieść,
    Opuszczają pól swych szlak
    Nasi ludzie, ludzie trwóg,
    W głuchym trudzie, brnąc po grudzie
    W nieskończoność zmrocznych dróg.
    WygnanieZa spódnicą swych macierzy
    Dzieci drobnych stadko bieży:
    Drżące stadko i beczące
    W mroku chmury.
    Starców wzrok znużony w mgle
    Żegna jeszcze własny kąt
    Strupieszałej, szarej ziemi,
    Kędy kąsa wiatr, jak trąd,
    Gdzie, jak mróz — zaraza żre!
    A za niemi[7]
    Idą ludzie znad wybrzeży
    O ramionach wyschłych w sznury…
    RozpaczUmęczony orszak kroczy
    W mroku chmury,
    Bez pragnienia, bez wspomnienia,
    Bez zawiści dawnych szczęść,
    Nawet już i bez tej woli,
    By pięć palców ścisnąć w pięść
    Przeciw doli —
    Przeciw śmierci.
    Nasi ludzie, ludzie pól
    W nieskończoność niosą ból.
    Wózki liche i powózki
    Już od świtu tłuką bruk
    Kamienistych polnych dróg.
    Jedne stare jak szkielety
    Pobrzękują w amulety,
    Co z hołobli im zwieszono —
    Inne skrzypią w mroki senne,
    Jak żurawie gdzieś studzienne —
    Inne jak okrętu łono,
    Który w burzy strzaskał ster —
    A dwa koła, gdzie od lat
    Wyrzeźbiono zodiak sfer,
    Zdają się po drożnej grudzie
    Wieść w płóciennej swojej budzie
    Cały świat!
    Szkapy stare, nędzne, chude
    Ledwie wloką się przez grudę,
    Ptak, OmenŻe woźnica wraz idący
    Niby wiatrak szalejący
    Ciska w przestrzeń raz po raz
    Gdzieś podjęty drogą z roli
    Senny głaz —
    Czarnym krukom — ptakom doli
    Mijającej.
    Nasi ludzie, ludzie pól
    Już pokornie niosą ból.
    Zwierzęta, BiedaTrzody nędzne społem z nimi
    Po gościńców twardej ziemi
    Idą w świat.
    Głody gnają je z zagrody,
    Klęsk i nędzy wieczny bat:
    Owce, których umęczenie
    Potyka się o kamienie,
    Co krok nowy —
    Woły rykiem witające
    Rychły zgon —
    Opuchnięte, ciężkie krowy,
    Wymionami zwisające —
    I ciągnący z obu stron
    Mułów rząd, co niesie w mrokach
    Śmierci krzyż na wpadłych bokach.
    Trzody idą, idą ludzie
    Przez gościńce w głuchym trudzie,
    Drogą mroku, i bezmocy
    Drogą, co okrąża świat.
    Z jakich, powiedz, dalekości,
    Morza losów, morza lat?
    Ze spoczynkiem jeno prawie
    Na cmentarnych wzgórz murawie,
    Co im ściele swą zieloność —
    Idąc, wstając, upadając,
    Brnąc w bezdrożach głuchej nocy,
    Jesień, lata, zimy, wiosny —
    Tłum tułaczy, tłum żałosny,
    Dąży skroś[8] — z nieskończoności
    W nieskończoność.
    Potwór, MiastoA w oddali już majaczy
    Spod ciężarnej nieb opony[9]
    Czoło niby szczyt Taboru[10],
    Czarne ssawki, dech czerwony,
    Cały mroczny kształt potworu,
    Który ciągnie wieczny połów
    Polnych ludzi.
    Miasto, co przygasa w dzień,
    W proch i ołów,
    A rozżarza się i pali
    W płomieniste skry ogniowe,
    Gdy je budzi
    Nocny cień.
    Miasto murów
    i marmurów, z drzewa, cegły, złota, stali —
    — Polipowe[11].

    Przypisy

    [1]

    czem — dziś popr. forma N. lp: czym. [przypis edytorski]

    [2]

    mienić — dziś: zmieniać. [przypis edytorski]

    [3]

    zabrukany — pobrudzony. [przypis edytorski]

    [4]

    czerw (daw.) — robak, larwa; stoczone czerwiem — pogryzione przez robactwo. [przypis edytorski]

    [5]

    bezżarne — tu: pozbawione żaru, wypalone. [przypis edytorski]

    [6]

    tem — dziś popr. forma Msc. lp: tym. [przypis edytorski]

    [7]

    niemi — dziś popr. forma Msc. lm: nimi. [przypis edytorski]

    [8]

    skroś — poprzez, na przestrzał. [przypis edytorski]

    [9]

    opona (daw.) — tu: zasłona. [przypis edytorski]

    [10]

    Tabor — góra (562 m n.p.m.) w płn. Izraelu, 17 km na zach. od Jeziora Genezaret. Wymieniona w Biblii; jest uważana za miejsce, w którym Jezus ukazał się uczniom w swojej boskiej chwale, dlatego zbudowano tam Bazylikę Przemienienia Pańskiego. W bitwie pod górą Tabor w 1799 r. wojska fr. pod wodzą Napoleona Bonaparte zmusiły do ucieczki przeważające siły tureckie. [przypis edytorski]

    [11]

    polipowy — tu: przypominający potworną, chorobliwą narośl. [przypis edytorski]

    Close
    Please wait...