TPWL

Wolne Lektury potrzebują pomocy! Wesprzyj bezpłatną bibliotekę internetową i przeczytaj utwory napisane specjalnie dla Ciebie.

x

Spis treści

    1. Bieda: 1 2 3 4
    2. Chłop: 1
    3. Emigrant: 1
    4. Karczma: 1
    5. Miasto: 1
    6. Nadzieja: 1
    7. Omen: 1 2
    8. Pobożność: 1
    9. Potwór: 1
    10. Ptak: 1
    11. Rozpacz: 1
    12. Strach: 1
    13. Wygnanie: 1 2
    14. Ziemia: 1
    15. Zwierzęta: 1

    pisownia łączna / rozdzielna: nakształt > na kształt; z nad > znad; z pod > spod

    pisownia joty: zodyak > zodiak

    pisownia s/z: z pod > spod

    leksyka - pisownia ó/u: żórawie > żurawie

    interpunkcja - usunięto przecinek przed pauzą: , —; dodano przecinek: Szkapy stare, nędzne chude > Szkapy stare, nędzne, chude; A dwa koła, gdzie od lat;

    błąd źródła: stzaskał > strzaskał

    Émile VerhaerenWychodźcytłum. Bronisława Ostrowska

    1

    Wygnanie, Emigrant, BiedaZ burym kotem, z wiernym psem,

    Z chęcią życia Bóg wie czem[1],

    Idą w mroku, brnąc po grudzie,

    Nasi ludzie:

    5

    BiedaWiekuistych dróg tułacze,

    Dżdżów pijaki, mgieł palacze.

    Nic nie mają nasi ludzie:

    Nic a nic —

    Prócz gościńca w mroków chmurze.

    10

    NadziejaKażdy niesie na kosturze

    W swojej chustce w wielkie kraty,

    Mieniąc[2] ramię po kolei,

    Każdy niesie

    Zabrukane[3], stare szmaty

    15

    Nadziei.

    Idą ludzie, nasi ludzie,

    W głuchym trudzie, brnąc po grudzie,

    W nieskończoność mrocznych dróg.

    KarczmaKarczma stoi w suchym lesie,

    20

    W głuchej ciszy:

    Stara karczma nieznanego.

    Gruzów ciszy sowy strzegą,

    Zgrają szczury w niej biegają,

    Szczury, myszy.

    25

    Stara karczma w zbiegu dróg

    Ma stoczone czerwiem[4] ściany,

    Strzechę burą na kształt strupa,

    Trzęsie w wietrze szyld blaszany

    Z piszczelami kościotrupa.

    30

    Nasi ludzie, ludzie trwóg:

    Kładą krzyż na klęskę swą

    I drżą.

    Nasi ludzie mają w duszy

    Dwa bezżarne[5] żużle czarne,

    35

    Żużle czarne dwa — na krzyż!

    PobożnośćW nieskończoność zmierzchniej głuszy

    Polatuje głos podzwonny

    Przez bezdroża zapomniane

    Leśnych cisz:

    40

    To madonny tak wołają

    Z kaplic licznych okolicznych:

    Jako ptaki w mgle zbłąkane

    Madonny!

    StrachNasi ludzie — ludzie trwóg:

    45

    Drżą, że dziewki ich nie mają

    Świec gromnicznych,

    Że kadzidło nie ma woni,

    Że w odludnej chyba niszy

    Nad barwioną z gipsu głową

    50

    Kilka jeno róż się kłoni

    W sennej ciszy.

    OmenBoją się, gdy legnie cień

    Na ich pól stwardniałej grudzie —

    Boją się miesięcznych lśnień

    55

    Nad drętwotą swoich wód —

    Trupa ptaka u swych wrót:

    Nawet ludzi już się boją

    Nasi ludzie.

    Nasi ludzie są niezdolni,

    60

    Niedołężni i bezwolni,

    Choć zaciekli są w uporze

    Nędzą swoją!

    Bieda, Ziemia, ChłopNasi ludzie to biedaki,

    Jeśli liczą jeszcze kiedy,

    65

    To plon chyba własnej biedy:

    Na groszaki.

    Przez różańce długich lat

    Naszych ludzi płonne zboże

    Śnieć toczyła, sporysz jadł!

    70

    Ich lemiesze z spiekłych ról

    Odrzucały grudy skał,

    Głazów zwał,

    Szczęki się zażarły w gniew:

    Wgryźć się w ziemię ornych pól

    75

    Aż do serca! aż do trzew!

    Z burym kotem, z wiernym psem,

    Z klatką, w której drzemie ptak,

    Z mocą życia chyba w tem[6],

    By bunt gnieść, a ból swój nieść,

    80

    Opuszczają pól swych szlak

    Nasi ludzie, ludzie trwóg,

    W głuchym trudzie, brnąc po grudzie

    W nieskończoność zmrocznych dróg.

    WygnanieZa spódnicą swych macierzy

    85

    Dzieci drobnych stadko bieży:

    Drżące stadko i beczące

    W mroku chmury.

    Starców wzrok znużony w mgle

    Żegna jeszcze własny kąt

    90

    Strupieszałej, szarej ziemi,

    Kędy kąsa wiatr, jak trąd,

    Gdzie, jak mróz — zaraza żre!

    A za niemi[7]

    Idą ludzie znad wybrzeży

    95

    O ramionach wyschłych w sznury…

    RozpaczUmęczony orszak kroczy

    W mroku chmury,

    Bez pragnienia, bez wspomnienia,

    Bez zawiści dawnych szczęść,

    100

    Nawet już i bez tej woli,

    By pięć palców ścisnąć w pięść

    Przeciw doli —

    Przeciw śmierci.

    Nasi ludzie, ludzie pól

    105

    W nieskończoność niosą ból.

    Wózki liche i powózki

    Już od świtu tłuką bruk

    Kamienistych polnych dróg.

    Jedne stare jak szkielety

    110

    Pobrzękują w amulety,

    Co z hołobli im zwieszono —

    Inne skrzypią w mroki senne,

    Jak żurawie gdzieś studzienne —

    Inne jak okrętu łono,

    115

    Który w burzy strzaskał ster —

    A dwa koła, gdzie od lat

    Wyrzeźbiono zodiak sfer,

    Zdają się po drożnej grudzie

    Wieść w płóciennej swojej budzie

    120

    Cały świat!

    Szkapy stare, nędzne, chude

    Ledwie wloką się przez grudę,

    Ptak, OmenŻe woźnica wraz idący

    Niby wiatrak szalejący

    125

    Ciska w przestrzeń raz po raz

    Gdzieś podjęty drogą z roli

    Senny głaz —

    Czarnym krukom — ptakom doli

    Mijającej.

    130

    Nasi ludzie, ludzie pól

    Już pokornie niosą ból.

    Zwierzęta, BiedaTrzody nędzne społem z nimi

    Po gościńców twardej ziemi

    Idą w świat.

    135

    Głody gnają je z zagrody,

    Klęsk i nędzy wieczny bat:

    Owce, których umęczenie

    Potyka się o kamienie,

    Co krok nowy —

    140

    Woły rykiem witające

    Rychły zgon —

    Opuchnięte, ciężkie krowy,

    Wymionami zwisające —

    I ciągnący z obu stron

    145

    Mułów rząd, co niesie w mrokach

    Śmierci krzyż na wpadłych bokach.

    Trzody idą, idą ludzie

    Przez gościńce w głuchym trudzie,

    Drogą mroku, i bezmocy

    150

    Drogą, co okrąża świat.

    Z jakich, powiedz, dalekości,

    Morza losów, morza lat?

    Ze spoczynkiem jeno prawie

    Na cmentarnych wzgórz murawie,

    155

    Co im ściele swą zieloność —

    Idąc, wstając, upadając,

    Brnąc w bezdrożach głuchej nocy,

    Jesień, lata, zimy, wiosny —

    Tłum tułaczy, tłum żałosny,

    160

    Dąży skroś[8] — z nieskończoności

    W nieskończoność.

    Potwór, MiastoA w oddali już majaczy

    Spod ciężarnej nieb opony[9]

    Czoło niby szczyt Taboru[10],

    165

    Czarne ssawki, dech czerwony,

    Cały mroczny kształt potworu,

    Który ciągnie wieczny połów

    Polnych ludzi.

    Miasto, co przygasa w dzień,

    170

    W proch i ołów,

    A rozżarza się i pali

    W płomieniste skry ogniowe,

    Gdy je budzi

    Nocny cień.

    175

    Miasto murów

    i marmurów, z drzewa, cegły, złota, stali —

    — Polipowe[11].

    Przypisy

    [1]

    czem — dziś popr. forma N. lp: czym. [przypis edytorski]

    [2]

    mienić — dziś: zmieniać. [przypis edytorski]

    [3]

    zabrukany — pobrudzony. [przypis edytorski]

    [4]

    czerw (daw.) — robak, larwa; stoczone czerwiem — pogryzione przez robactwo. [przypis edytorski]

    [5]

    bezżarne — tu: pozbawione żaru, wypalone. [przypis edytorski]

    [6]

    tem — dziś popr. forma Msc. lp: tym. [przypis edytorski]

    [7]

    niemi — dziś popr. forma Msc. lm: nimi. [przypis edytorski]

    [8]

    skroś — poprzez, na przestrzał. [przypis edytorski]

    [9]

    opona (daw.) — tu: zasłona. [przypis edytorski]

    [10]

    Tabor — góra (562 m n.p.m.) w płn. Izraelu, 17 km na zach. od Jeziora Genezaret. Wymieniona w Biblii; jest uważana za miejsce, w którym Jezus ukazał się uczniom w swojej boskiej chwale, dlatego zbudowano tam Bazylikę Przemienienia Pańskiego. W bitwie pod górą Tabor w 1799 r. wojska fr. pod wodzą Napoleona Bonaparte zmusiły do ucieczki przeważające siły tureckie. [przypis edytorski]

    [11]

    polipowy — tu: przypominający potworną, chorobliwą narośl. [przypis edytorski]

    Close
    Please wait...