Potrzebujemy Twojej pomocy!

Na stałe wspiera nas 474 czytelników i czytelniczek.

Niestety, minimalną stabilność działania uzyskamy dopiero przy 500 regularnych darczyńców. Dorzucisz się?

Szacowany czas do końca: -
Julian Tuwim, Kwiaty polskie
  1. Alkohol: 1 2
  2. Antysemityzm: 1 2 3
  3. Artysta: 1
  4. Bezdomność: 1 2
  5. Bieda: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11
  6. Bogactwo: 1 2 3 4 5 6
  7. Bogini: 1
  8. Bohaterstwo: 1
  9. Bóg: 1
  10. Chłop: 1
  11. Chłopak: 1 2 3
  12. Choroba: 1 2 3 4 5
  13. Chrystus: 1 2 3
  14. Ciało: 1 2 3 4 5 6
  15. Ciąża: 1
  16. Cień: 1
  17. Córka: 1
  18. Czarownica: 1
  19. Czas: 1 2 3 4
  20. Deszcz: 1 2 3
  21. Dom: 1 2 3
  22. Dorosłość: 1
  23. Drzewo: 1 2
  24. Duch: 1
  25. Dusza: 1 2 3 4 5
  26. Dzieciństwo: 1 2 3 4 5 6
  27. Dziecko: 1 2 3 4 5 6 7
  28. Dziedzictwo: 1
  29. Dziewczyna: 1 2 3 4
  30. Dziki: 1
  31. Dźwięk: 1
  32. Erotyzm: 1 2 3
  33. Fałsz: 1
  34. Grób: 1
  35. Gwiazda: 1 2
  36. Hałas: 1
  37. Historia: 1 2 3 4 5 6
  38. Interes: 1
  39. Jedzenie: 1 2 3 4 5
  40. Jesień: 1 2 3 4 5
  41. Kara: 1
  42. Kawiarnia: 1
  43. Kłótnia: 1
  44. Kobieta: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11
  45. Kondycja ludzka: 1 2
  46. Konflikt wewnętrzny: 1
  47. Koń: 1 2 3 4 5
  48. Krew: 1 2
  49. Król: 1
  50. Krzywda: 1 2
  51. Ksiądz: 1 2 3
  52. Książka: 1
  53. Kuchnia: 1 2 3 4 5 6
  54. Kwiaty: 1 2 3 4 5 6
  55. Lato: 1
  56. Lekarz: 1 2
  57. Lud: 1 2 3 4 5 6 7
  58. Lustro: 1
  59. Łzy: 1
  60. Małżeństwo: 1 2
  61. Marzenie: 1 2 3 4
  62. Matka: 1 2 3 4 5 6
  63. Mądrość: 1
  64. Melancholia: 1 2 3
  65. Mężczyzna: 1 2 3 4
  66. Mgła: 1
  67. Miasto: 1 2 3 4 5 6 7 8
  68. Miłosierdzie: 1 2
  69. Miłość: 1 2 3
  70. Młodość: 1 2 3 4 5 6
  71. Modlitwa: 1 2
  72. Nadzieja: 1 2
  73. Niebo: 1 2
  74. Niemiec: 1
  75. Nienawiść: 1 2
  76. Nieśmiertelność: 1
  77. Nuda: 1
  78. Obraz świata: 1
  79. Obrzędy: 1 2 3
  80. Obyczaje: 1
  81. Odrodzenie: 1
  82. Ogień: 1 2 3 4
  83. Ojciec: 1 2 3
  84. Ojczyzna: 1 2 3 4 5 6 7
  85. Oko: 1
  86. Opieka: 1
  87. Pamięć: 1
  88. Pan: 1 2 3
  89. Państwo: 1 2 3
  90. Pielgrzym: 1
  91. Pieniądz: 1 2 3 4
  92. Pies: 1
  93. Piękno: 1 2
  94. Pijaństwo: 1
  95. Plotka: 1
  96. Podróż: 1
  97. Poeta: 1 2 3 4
  98. Poezja: 1 2 3 4 5 6 7
  99. Pogrzeb: 1
  100. Pokusa: 1
  101. Polak: 1 2 3 4
  102. Polityka: 1
  103. Polska: 1 2 3 4 5 6
  104. Potwór: 1 2 3
  105. Powstanie: 1
  106. Pozycja społeczna: 1 2 3 4
  107. Pożądanie: 1 2
  108. Praca: 1 2 3
  109. Prawda: 1 2
  110. Prawo: 1
  111. Przemiana: 1 2
  112. Przestrzeń: 1
  113. Przyroda nieożywiona: 1
  114. Przywódca: 1
  115. Pustynia: 1
  116. Radość: 1
  117. Realista: 1
  118. Religia: 1 2 3 4 5 6
  119. Rewolucja: 1
  120. Robak: 1
  121. Robotnik: 1 2 3 4
  122. Rodzina: 1
  123. Rosjanin: 1 2
  124. Rozkosz: 1
  125. Rozpacz: 1 2
  126. Ruiny: 1
  127. Rzeka: 1 2
  128. Salon: 1
  129. Sąd: 1
  130. Seks: 1 2
  131. Sen: 1 2 3 4 5 6
  132. Serce: 1
  133. Sierota: 1
  134. Siła: 1
  135. Słońce: 1
  136. Słowo: 1 2 3 4 5 6 7 8 9
  137. Sługa: 1
  138. Spotkanie: 1 2 3
  139. Sprawiedliwość: 1 2 3
  140. Starość: 1 2 3 4 5
  141. Strach: 1 2 3
  142. Strój: 1
  143. Stworzenie: 1 2
  144. Syn: 1 2 3 4
  145. Szantaż: 1
  146. Sztuka: 1 2
  147. Śmierć: 1 2 3
  148. Światło: 1 2 3 4 5
  149. Świątynia: 1
  150. Tajemnica: 1
  151. Taniec: 1 2 3 4
  152. Teatr: 1
  153. Tęsknota: 1 2
  154. Tłum: 1 2 3 4 5 6
  155. Trup: 1 2
  156. Twórczość: 1 2
  157. Ucieczka: 1
  158. Uczucie: 1
  159. Uroda: 1 2
  160. Urzędnik: 1
  161. Walka: 1 2
  162. Walka klas: 1
  163. Warszawa: 1 2 3 4 5
  164. Wąż: 1
  165. Wdowa: 1
  166. Wiatr: 1 2 3 4 5 6
  167. Wieczór: 1 2
  168. Więzienie: 1
  169. Wino: 1
  170. Wiosna: 1 2
  171. Władza: 1 2
  172. Wojna: 1 2 3 4 5 6
  173. Wolność: 1 2 3 4
  174. Wspomnienia: 1 2 3 4 5 6
  175. Wygnanie: 1
  176. Wzrok: 1 2 3 4 5 6 7 8
  177. Zabawa: 1 2 3 4
  178. Zapach: 1
  179. Zazdrość: 1 2 3
  180. Zima: 1
  181. Zwierzę: 1
  182. Zwycięstwo: 1
  183. Żołnierz: 1
  184. Życie jako wędrówka: 1
  185. Żyd: 1
  186. Żywioły: 1

Poprawiono błędy źródła: pegzem > pegazem.

Zmiana tekstu za źródłem: Krzemiński > Krzymiński.

Uwspółcześnienia: niezaczęte > nie zaczęte, niezmąconej > nie zmąconej, dawno niewietrzonych > dawno nie wietrzonych itp.; Jak barłog suki obłąkanej > Jak barłóg (…); Zabił-ż > Zabiłż; wzion-byś > wzionbyś; po to-żeś > po to żeś

Rozwinięcie skrótu: itd. > i tak dalej [w wersie: „Więc gdyby nawet i tak dalej”, rym do „(…) owszem, ale”].

Uwaga: „pijany”, jak wynika z rytmu wiersza, u Tuwima czyta się jako słowo dwusylabowe: [pjany].

Julian TuwimKwiaty polskie

Próchno się w gwiazdy rozlata…[1]

Słowacki

И всюду страсти роковые
И от судеб защиты нет[2]

Puszkin

Żonie

Część pierwsza

Rozdział pierwszy

I

1
Bukiety wiejskie, jak wiadomo,
Wiązane były wzwyż i stromo.
W barwach podobne do ołtarza,
Kształt serca miały lub wachlarza
5
Albo palety. Z niej to, kwietnej,
Kolory brał bohomaz świetny,
Rafael Rawy[3] i Studzianny[4],
Kiedy ku czci Najświętszej Panny
Malował uczuć swoich kwiaty
10
W tonacji bladej, choć pstrokatej.
Ja nie o wiechciach z byle chwastu,
Stawianych na werandzie na stół,
Nie o wiązankach z kwiatów polnych,
Może i wdzięcznych, lecz dowolnych,
15
Nie o «naręczach», specjalności
Wiochen i starszych dam rozwianych,
Noszących je dla wykazania
Polskości swej lub niewinności;
Praca, Robotnik, Artysta, Twórczość, KwiatyJa o bukietach z kunsztem, ładem,
20
Z przewodnią myślą i układem,
O zaściankowych, niestołecznych,
Lecz ogrodniczych, lecz dorzecznych,
Z kwiatów ścinanych nożycami,
Ściąganych pasemkami łyka
25
Przez popękane, czarnoziemne,
Zgrubiałe ręce ogrodnika.
Spójrz, jak przejmuje i przetyka
Łodygi ich między palcami,
Jak coraz nową barwą plami,
30
Przeplata, więzi i zamyka,
Znów kładzie, przewiązuje, ściąga,
Palcami jak na drutach robi —
I rośnie wizja półokrągła,
On wzmacnia ją, przystraja, zdobi,
35
Śledzi spod gęstych brwi oczyma,
Jak pełznie w górę klombik pnący,
A taśmę łyka w zębach trzyma,
Milczek surowy — bo tworzący.
Patrz: znowu wybrał — odgryzł — wstawił,
40
Na przejmy chwycił i przewinął,
Łyczaną ścieśnił pępowiną
I świeżym rzutem pojaskrawił,
Tu tknął, tu trzepnął, tutaj prztyknął,
A bukiet zaraz się odezwał:
45
Rezedą szepnął, różą krzyknął,
Westchnął, pokiwał się i przestał.
Więc on palcami po bukiecie
Przejechał się jak po szpinecie[5],
Falistym musnął go pasażem
50
I wtem — do góry go nogami.
Łodygi chlasnął nożycami,
Że aż omdlały pod żelazem,
Aż dreszczem poszło przez ogrody,
Aż pobladł w grządkach lud pstrokaty…
55
Więc mistrz nabiera do ust wody
I opryskując cuci kwiaty.
Jakiż to bukiet? Zaraz służę
Opisem ścisłym. Najpierw róże.
Nie Kwiatykarminowe, kosmetyczne,
60
Róże królowe poetyczne.
Pragnące, pachnąc, uszczęśliwić,
Z łodygą jak balowa kibić:
Metr wysokości, płatki rżnięte
W krwawym koralu, zawinięte;
65
Róże Hiszpanki feudalne,
Nieopisanie seksualne,
Przy których by sam rubin pobladł,
Z jakimi na bajeczny obiad
Przychodził bogacz pełnokrwisty,
70
Lawendą woniejący ogier,
Do giętkiej i wysokonogiej
Panny Anieli — smutnej, czystej,
Szarojedwabnej, no i z tymi
Wargami z lekka mięsistymi,
75
Którymi, po koniaku ciemnym
I mocnej kawie na wanilii,
Chwytała róży płomień silny
I warg Alfreda smak korzenny.
Piękna Aniela, utrzymanka,
80
Tańczyła na stołecznej scenie.
Przychodził do niej («po natchnienie»)
Ktoś inny jeszcze prócz amanta:
Marny wierszopis, neurastenik,
Z dziurami w płucach i w kieszeni.
85
Jest właśnie teraz: zły, pijany
I patrzy w róże wzrokiem szklanym;
Patrzy nie widząc; pije koniak
I młotem żar mu wali w skroniach,
I wie — bez róż — że ją zabije,
90
Czy dziś, czy jutro, czy za tydzień,
Choć nie wie nic i róż nie widzi,
I ciągle tamten koniak pije.
A róże niezauważone
Jak rany jątrzą się czerwone,
95
Osypujące pierś kochanki,
Pięknej Anieli-utrzymanki.
I oto krwi morderczej kurzem
Już dymią gorejące róże…
Jak dziś, jak jutro, jak za tydzień,
100
Żegna się i do «Adrii»[6] idzie.
Ja też tam siedzę z moją żoną,
Bardzo daleko zapatrzoną;
I patrzy na nas krwisty, brwisty,
Pijący przy stoliku whisky,
105
I puszcza z gęby kłęby dymne,
A w kłębach widać czerwonawe
Płatki odblasków, prawie krwawe,
I huczy noc pijackim hymnem…
Więc to nie takie róże. Inne.
110
KwiatyW bukiecie wiejskim, jak wiadomo,
Róże są skromne, bo po-domu;
Nie tkwią w kryształach na wystawie
Za lśniącą taflą szkła w Warszawie,
Nie sterczą swą łodygą długą,
115
Jakby połknęły jedna drugą;
Bez aspiracji do salonu,
Bez wywodzenia się z Saronu[7],
Bez dąsów, pąsów i purpury,
Nie zadzierają głów do góry;
120
Jak porzucone narzeczone,
Trzymają główki opuszczone,
A oczy wznoszą — i tak trwają,
I spoglądając — przepraszają.
Owe z cieplarni emigrantki,
125
Sztamowych[8] biedne familiantki[9],
Nie są wyniosłe ni zawistne,
Lecz dobroduszne, drobnolistne.
Gęste i niskie, krasne, kraśne.
Zawsze z żółtawym proszkiem w środku,
130
Dobre przy bluzkach u podlotków
Lub w szklance. Takie róże właśnie.
A woń kwiatowej mają wody,
Świeżej jak w mojej Łodzi młodej
Kwietniowy dyngus na Piotrkowskiej
135
I uśmiech Zosi Opęchowskiej[10].
Wspomnienia, LatoGdzie jesteś dziś, dziewczyno śliczna
O dwu warkoczach wyzłoconych,
Na pierś, wzdłuż ramion, przerzuconych,
Smukła i smagła, i pszeniczna,
140
Miodna, dysząca plonem pszczelnym
I wiatrem w zbożu pochylonem,
I wczesnym na wsi dniem niedzielnym,
Gdy kolorowe, krochmalone,
Krajkami szumiąc wzorzystymi,
145
Ścieżką przydrożną idą z sioła
Kwietne dziewczęta do kościoła:
Z oczyma niebu odjętymi
I chabrom inowłodzkiej ziemi;
Choć wystrojone, idą boso,
150
Trzewiki na ramionach niosą.
Wcześnie na świecie — i po łące
Świeżości płyną parujące.
Ja, siadłszy na zwalonym drzewie,
Patykiem w pniu żywicznym grzebię,
155
Wyciągam bursztynowe pasmo
W nitkę wciąż cieńszą, aż pajęczą;
Las pachnie mocno, kwiaty brzęczą;
Zamykam oczy — jak w nich jasno!
Otwieram oczy — co to? o czem?
160
Urwana nitka… Gdzie warkocze?
Gdzie echo napiętego rymu?
Gdzie wiersz? gdzie sen?
«Kłębami dymu
Niechaj otoczę się»[11]… I płaczę.
165
Drobnomieszczańskie nasze róże,
Różyczki raczej lub różęta,
Tak jak je widzę i pamiętam,
Z barwy przyrównałbym tynkturze[12]
Na siódmej wodzie po purpurze.
170
Coś miały z barszczu i coś z malin
Rosnących dziko śród rozwalin,
Gdzie żużle, cegły, osypiska
I złom kredowy w słońcu błyska,
I rozpalony wielki kamień
175
(I błystki lśniącej miki na nim,
A pod nim wilgny, chłodny piasek
I panika spłoszonych mrówek:
Dla skarbów wymarzony schówek,
Więc ukrywałem je tam czasem…
180
O, czarodziejstwo tych kryjówek!) —
Gdzie stary trzewik szpilki szczerzy,
Gdzie zardzewiały nocnik leży,
Gdzie na cykorii kwiat niebieski,
Falując, siada paź królewski,
185
Progenitury[13] półjaskółczej,
Skrzydełka składa i rozkłada
I w lot — i na dziewannę spada:
Bardziej mu swojsko tam, bo żółciej;
Gdzie stare gonty, klepki z cebra
190
I smród, i żar, i końskie żebra
Albo zbielały kundla szkielet,
I potłuczone szkło butelek,
Przez które widać świat na piwno,
Gdzie rozeschnięte kół obręcze.
195
Gdzie chaos zielska i rozbrzęczeń,
Gdzie parzę się o dzicz pokrzywną
I siekę kijem, mały wariat.
Roślinny lumpenproletariat —
Tam zawsze w rumowisku owem
200
Stał malinowy krzak, przybłęda.
Sam nie wie, jak się tu przyszwendał,
Lecz rósł, lecz trwał — i malinowe
Grube łzy ronił… Jednym słowem,
Róż wiejskich czerwień rozcieńczona
205
Coś miała z malin, coś z buraków,
Coś z pomidorów i coś z raków,
Ot, jakaś niedoczerwieniona.
Ogrodnik, czuły na harmonię
I rozkład sił między barwami,
210
Rezedę przypiął pod różami.
Poeta dałby tu piwonie,
Lewkonie albo pelargonie,
Żeby słuchowi była radość,
By rymem wzmocnić, tę harmonię —
215
Lecz on, kwiecistej znawca flory,
Patrzącym oczom czyniąc zadość,
Dbał nie o rymy, lecz kolory.
Posłuszny tedy barw naturze,
Kępką rezedy podparł róże.
220
Bo jeśli czerwień róż naoczna
Jakaś barszczowa jest, uboczna
(Patrz wyżej, bo już nie powtórzę),
To zieleń, tutaj mu niezbędna,
Też musi w tonie być podrzędna,
225
Inaczej — zginą biedne róże…
Przez zieleń brnąć i jej odcienie
Można, jak wiemy, nieskończenie
(Patrz Zieleń[14], bo już nie powtórzę),
Lecz gdy się pióro raz rozjedzie
230
(Rok nie pisałem, nawet dłużej),
To trudno! muszę o rezedzie.
Jak barszcz (pamiętaj i o uszkach!)
Przedstawił róże-prowincjałki,
Tak o rezedzie — ulęgałki
235
Niech barwą świadczą; owoc miałki,
Bękarty po karlicach gruszkach.
Zgniławe były i rudawe,
A gdy rozgryzłeś miąższ ich cierpki,
Fermentujący, ziarnkowaty,
240
Widziałeś brąz — brąz taki prawie
Jak cukier umoczony w kawie.
A przysypane są te kwiaty
Rdzą bardzo świeżą lub przetartą
Pomarańczową skórką. Rosną — —
245
Nie wiem, jak rosną; lecz że mszyste,
Gąbczaste, wilgne i porzyste,
Jakby szczeliny w nich otwarto,
By chłód chłonęły i ciemń nocną —
I że są rdzawe, więc w pobliżu
250
Musi być woda zielonawa,
Staw zarzęsiony, zgniła trawa
I jar bedoński[15] na Zakrzyżu
— I stąd ten przyrodzony wyrzut,
I leśność kwiatu stąd wynika
255
(Za pozwoleniem botanika,
Który mi tutaj racji nie da,
Bo — ogrodowa jest rezeda).
A pachnie — Właśnie! Jak opiszę
Woń, którą kwiat swobodnie dysze?
260
Ile słów trzeba i łamańców!
Jaki zawiły sprzęgnąć muszę
Metafor i porównań łańcuch!
Jak mózg utrudzę i wysuszę,
Zanim wykrętnie i wymyślnie
265
Pióro tę woń w wyrazy wciśnie,
W słowa bezradne i bezsilne,
W fałszywe słowa i omylne,
Co już, tuż-tuż, są niby blisko,
Już wlazły w kwietny pył jak osa —
270
I nic. A przytknąć kwiat do nosa,
Powąchać raz — i wie się wszystko.
Weź jaśmin. Choćbyś zamknął oczy,
On całą jaśmień mleczną leje
I żółtą farbką złociścieje,
275
I blaski listków swoich toczy,
I pąki jak jajeczka ptasie,
I giętkich krzaków gąszcz i trzepot
— Wszystko na dłoni masz, głuptasie,
Gdy raz nim westchniesz choć na ślepo.
280
A róża, pachnąc samej sobie,
Sobie i głupiej twej osobie
(I niezawodnie innym różom,
Które na wyścig tamtej wtórzą),
Róża, wkrwawiona w dzień rozgrzany,
285
Składa ci paszport swój różany.
Ona w ogrodzie, ty w pokoju,
Ale ci całą siebie powie,
Jeśli na chwilę dzień u znoju
Wybłaga upragniony powiew:
290
Ten aromatów wierny aliant
Przywionie przez otwarte okno
Nią jedną tchnący, oczywisty,
Cudowny dowód osobisty,
Zawierający personalia.
295
Jak pachną niezapominajki
W glinianej misce pod kamieniem?
Jak narcyz, biały książę z bajki,
W kryzie, z zieloną długą szpadą?
Jakim wyrazić mam imieniem
300
Woń miękkiej mięty nad strumieniem?
Za aptekarską stanąć ladą
I poczęstować czytelnika
Pastą do zębów albo proszkiem?
A może pani dobrodzika
305
Pozwoli eliksiru troszkę?
A może podam na ochłodę
Angielkę[16] pepermintu[17] z lodem?
Bardzo orzeźwia zgrzanych gości,
A także, co do zieloności…
310
Rzecz by to była niepojęta,
Gdyby po tylu porównaniach
Ktoś nie wyrobił sobie zdania,
Jak (najdokładniej) pachnie mięta.
Z tym zastrzeżeniem i pointą
315
(Niechaj czytelnik się nie żachnie),
Że to nie mięta nimi pachnie,
Lecz wprost przeciwnie: one miętą.
Stwierdziwszy tedy niewątpliwie,
Że z «opisami» wielka bieda,
320
Należy uznać, że właściwie
Rezeda pachnie — jak rezeda.
A polski bez jak pachniał w maju
W Alejach i w Ogrodzie Saskim,
W koszach na rogu i w tramwaju,
325
Gdy z Bielan wracał lud warszawski!
Szofer nim maił swą taksówkę
Frajerów wioząc na majówkę,
Na trawkie, pifko i muzykie;
Gnał na sto jeden, na rezykie;
330
A wiózł śmietankie towarzyskie:
Kuchtę Walercię, tę ze Śliskiej,
Burakoszczaka z Czerniakowskiej
I Józia Gwizdalskiego z Wolskiej.
Byli spocone i zziajane
335
I wszystka trzech w drebiezgi pjane,
I jak jechali bez Pułaskie,
Fordziak w latarnię wyrżnął z trzaskiem,
I przybiegł (tyż pod gazem krzynkie)
Flimon szarpany za podpinkie.
340
Szofer czarował go natralnie,
Że on zapychał leguralnie
I «Niech ja skonam, niech ja skonam
(Zawsze dwa razy! rzecz stwierdzona),
Skoro jeżeli znakiem tego
345
Nie jest to wina bzu danego,
Któren cholernie się uwietrzniał
I mocny zapach uskuteczniał;
Ciut, ciut mnie z niego zamroczyło
I właśnie bez to się zdarzyło».
350
Policjant mówił: «Ja nie frajer
I pan nie weźmiesz mnie na bajer,
Pan się zatrudniasz ankoholem» —
I nagle krzyk: «To ja chromolę!»
I «Nie bądź pan tu za szemrany!»
355
A kuchta w pisk: «Zabiją! Rany!»
A Józio w pysk, a Józia w mordę,
I już w powietrzu pachnie mordem,
I wszyscy do komisariatu,
A z winy — majowego kwiatu.
360
Potem to ślicznie Wiech[18] uwieczniał,
Z daleka więc do pana Wiecha
Pełen wdzięczności się uśmiecham…
I cóż pan teraz uskutecznia?
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
365
…Więc jak pachniałeś, bzie warszawski,
Kiedy, rażąca i nieznośna,
Przyszła, ruiny strojąc w blaski,
Nowej niewoli pierwsza wiosna?
Gdy szafirami cię uświetnił
370
Bezwstydnie piękny strop niebieski,
Ty, znad ogrodzeń[19] wzdłuż Królewskiej,
Z zarośli przy Teatrze Letnim,
I ty, od Żabiej, od Niecałej
I z tego wzgórza ponad stawem,
375
Na którym, w owym wrześniu krwawym,
Ptaki, od huku oszalałe,
Przed śmiercią — jeszcze pożegnały
Łabędzią pieśnią swą Warszawę!
Jakżeś się wstydem nie zapłonił,
380
Kiściami pachnąc obfitymi?
Nic nie mów. Nie chcę znać tej woni.
Lecz już chrapami rozdętymi
Węszę twój mokry, chłodny zapach,
Gdy znów nurtować będę w krzakach
385
Świeżego bzu na wolnej ziemi.
O, jakie salwy aromatu
Zagrzmią z gałęzi twych kwitnących,
Z pąków na wiwat pękających.
Na zazdrość i na dziw armatom,
390
Armatom tobą umajonym.
Grzmocącym hordy rozgromione
Tych zbirów, łotrów, szuj, psubratów,
Swołoczy, bydła, ścierw, szubrawców.
Łajdaków, chamów, szelm, plugawców,
395
Kanalii, drani, nikczemników,
Opryszków, hyclów, rozbójników,
Zdzierców, pijawek, włamywaczy.
Oszustów, kłamców, podpalaczy,
Bandytów, chciwców, kieszonkowców,
400
Świń, hijen, wściekłych psów, nożowców,
Rabusiów, szantażystów, katów,
Tych zbirów, łotrów, szuj, psubratów
(Proszę powtórzyć znów da capo[20]…),
NiemiecA to nie tylko o gestapo,
405
O hitlerowcach czy «rasistach»
Ta komplementów długa lista…
Nie! To katalog synonimów
(Ozdobny garstką kiepskich rymów)
Do słowa «Niemiec». Nie w szczególe
410
Do Volksdeutsch, ale Deutsch w ogóle.
A że «Dichtery» i «Denkery»[21],
To nie pomoże. Będę szczery:
Bo «Dichtung»[22] jedno, «Wahrheit»[23] drugie.
Nie wdając się w dyskusje długie
415
Przyznam, że wielbię ich poetę
Nazwiskiem Goethe. Goethem Goethe,
Bach Bachem i Dürerem Dürer,
A zbójem jest nie tylko Führer,
Lecz cały szczep — z babami, dziećmi,
420
Cały teutoński ród bezecny!
Miał Goethów czy ich nie ma właśnie,
To niech go jasny piorun trzaśnie,
Łączny: Wotana i Jehowy!
O, strzel najprędzej, bzie majowy!
425
I wy, warszawskie psy, w dniu kary
Psi obowiązek swój spełnijcie,
Zwyjcie się wszystkie i zbiegnijcie
Straszliwie pomścić swe ofiary.
Za psy bombami rozszarpane,
430
Za zmarłe pod strzaskanym domem,
Za te, co wyły nad swym panem,
Drapiąc mu ręce nieruchome;
Za te, co z wdziękiem beznadziejnym
Łasiły się do nieboszczyków,
435
Za śmierć szczeniaczków, co w piwnicy
Jeszcze bawiły się w koszyku;
Za biegające rozpaczliwie,
Pozostawione po mieszkaniach,
W dymie duszące się, półżywe,
440
Pamiętające o swych paniach;
Za nastroszone, za wierzące,
Że człowiek wróci — bo pies czeka:
I tak, w pozycji czekającej,
Siadł ufny pies na grób człowieka;
445
Za wzrok błagalny, przerażony
Tumultem, trzaskiem, pożarami,
Za psy, co same pazurami
W ogrodach ryły sobie schrony —
Za wszystkie męki i niedole,
450
Własne i tych, co was kochali
Śród wspólnych ścian i śród rozwalin,
Zwyjcie się, bracia, na Psie Pole!
Niechaj w was wściekłe piany wzbiorą
I hurmem w trop zdyszaną sforą,
455
W trop, kiedy z Polski będą dymać
I tylko pludry w garści trzymać!
O cegły gruzów kły wyostrzcie
I o zbielałe ludzkie koście,
A gdy ich dopadniecie — skoczcie
460
Do grdyk, brytany, do gardzieli!
Ostrymi kłami wgryźć się, szarpnąć,
By nie zdążyli, hycle, charknąć!
Do grdyk, wilczyce! A pazury
W ślepia! by nawet nie mrugnęli.
465
A powalonych niech opadną
Wojska pomniejszych psów-mścicieli.
Niech ich poszarpią na kawały.
Żeby i matki nie wiedziały,
Gdzie szukać rozwłóczonych cząstek!…
470
Bo nasze — też nie znajdywały
Główek swych dzieci, nóżek, piąstek…

II

Ero kamienia łupanego,
A jeśli bliżej — to Asyrio!
Prawieku, w który myśli biegą,
475
Wspomnień maligno i delirium!
Przedpotopowe czy kopalne,
Znieruchomiałe czasy ludów!
Panopticum prowincjonalne,
Jarmarczna kosmoramo cudów!
480
(O, czarodziejskie widowisko:
Mekka, Wezuwiusz, chińskie mury,
Hamburg, Wenecja z gołębiami
I papież w lektyce — a wszystko
Z wychodzącymi za kontury
485
Bardzo rzewnymi kolorkami…)
O, kalkomanio sprzed lat tylu!
O, «Muchy», «Kolce» i «Bociany»[24]!
Stary, poczciwy wodewilu,
Przez amatorów odegrany:
490
Z kupletem o automobilu,
Z mężusiem, co kobitki lubi,
Teściową, która majtki gubi,
I jak ją podszedł chytry filut.
Słowem — letnisko tuż pod miastem
495
W dawnej «Gubiernji Pietrakowskoj»[25],
I stuknął już, z pomocą boską,
Rok tysiąc dziewięćset dwunasty.
Był to na lato punkt inwazji
Drobnej żydowskiej burżuazji,
500
Tusculum[26] skromnych i bez herbów
Rodzin Goldbergów i Grynbergów,
Abramowiczów, Jacobsohnów
I klanu gubernialnych Konów
(Tu, zawsze czuły na wspominki,
505
Miłośnie wzdycham do Halinki[27]).
Nie było tam potężnych szczepów,
Wsławionych w przemysłowym dziele,
Lecz tacy sobie właściciele
Mniejszych fabryczek, większych sklepów,
510
Bo księstwo o manierach dworskich,
Rody Rotwandów i Przeworskich,
Poznańscy ani Natansony
Nie zaglądały w tamte strony.
Oni po Ritzach[28], Biarritzach[29],
515
Ostendach[30], badach[31], zagranicach,
A moi łódzcy Goldbergowie
I co lepszego w Tomaszowie —
Zjeżdżali tu. I tu, nieśmiała,
Panieńsko smutna i nerwowa,
520
Z Irą[32] i Julkiem przyjeżdżała
Pani Adela Tuwimowa[33][34].
Ojciec[35] jest w mieście. Głowę wspiera
Na lewej dłoni, prawą pisze…
…Była uliczka od Piotrkowskiej,
525
Od tego rogu, gdzie Roszkowski[36],
Co zwała się «Pasaż Majera»[37],
Potem Chopina (— a jak teraz
Przezwały ją piekielne zbiry.
Co z Łodzi Litzmannstadt zrobiły?
530
Ale nam dawną ŁÓDŹ oddacie,
Po strasznej rzezi w Litzmannstadtcie!).
Na tej uliczce, tam gdzie krzaczki,
A naprzeciwko państwo Klaczkin,
Ojciec mój, ojciec nieumarły,
535
W Azowsko-Dońskim Banku siedzi,
Pisze francuskie długie listy
I liczb sumuje ciąg spadzisty,
I siwiejącą głowę biedzi.
Setki tysięcy wstawia w kratki
540
Buchalteryjnych swoich rubryk,
A brak mu sześćdziesięciu rubli
Dla nas, tam na wieś, na wydatki.
A weksel… a krawcowi rata…
Znów się zadłuży i załata…
545
Pisze i pisze w głównej księdze
Fortuny panów fabrykantów,
Zadowolonych posiadaczy
Pałaców, karet i brylantów.
Wybija pierwsza. Zamknął księgę.
550
Wyjął lusterko kieszonkowe,
Małą szczoteczką i grzebykiem
Przyczesał krótki wąs i głowę —
I w marynarce czesuczowej[38],
W słomkowym kapeluszu lotnym,
555
Z laseczką w prawej; lewa z tyłu,
Wychodzi z banku.
Ja, markotny
Myślami o nim, biedą, plamą,
Złymi stopniami, sprzeczką z mamą,
560
Nową miłością, dość zawiłą,
Idę na hamak — z nienawistną
Książką, bodaj ją dunder świsnął,
Mistyczną, apokaliptyczną,
Z abrakadabrą liter greckich,
565
Szatańskich szyfrów, cięć zdradzieckich:
Z kabałą trygonometryczną.
Ojciec wstępuje do cukierni
Na swą partyjkę karambolu[39].
Kładę się. Skwar niemiłosierny.
570
Za łąką ogród. A na polu
Żniwiarze koszą. Ojciec stawia
Trzy ciężkie kule na zielonym
Suknie bilardu. Dwie są białe,
Jedna czerwona. Wonią zawiał
575
Gorący oddech. Skier miliony
Migocą w oczach ociężałych.
Cóż z tą miłością będzie, z biedą,
Z tą plamą, co mi życie truje[40]?
Ach, zamalować by ją kredą!…
580
Cotangens[41]… Ojciec kij smaruje,
Dwa sinus alfa do kwadratu.
Białość i czerwień na zieleni.
Patrzę na łąkę szmaragdową
W kulkach śniegułek, w plamach maków,
585
O, nieszczęśliwa moja głowo,
Zasypiająca na hamaku!
Książka, na której cień gałązki
Buja migotem listków wąskich,
Wypada z rąk — i jedna zwisa,
590
Gdy druga odwróconą dłonią
Zasłania oczy. Chwile dzwonią.
Już hamak w senność się wkołysał
I, skrzypiąc, sznur o korę trze się.
Słyszę cosecans[42] cienki osy
595
I szorstki dźwięk ostrzonej kosy.
I recital kukułczy w lesie,
Metronomicznie odmierzany,
I, w senną sieć zasznurowany,
Wzdłuż ciała czuję złoty tangens
600
I wraz z Pilicą wpływam w Ganges,
Który, indyjskim będąc wężem,
Kukaniem nakrapianym lśniąco,
Ruchami sprężeń i rozprężeń
Pełznie przez trawę, sen, gorąco
605
I, jak kipiącym śniegiem, błyska
Upajającą pianą z pyska.
O, jak mi ciężko w tej podróży!…
Ojciec się schylił, złamał, zastygł
W wyraźny wykres, w kąt kanciasty
610
Dwa sinus beta. Oko zmrużył,
Drugim odmierza. Już odmierzył —
I łokciem w tył! i jak uderzył,
Obudził mnie stuknąwszy białą
W czerwoną, ta znów w białą stuknie,
615
I w pojedynku bil po suknie
Szpadami barw zamigotało.
Otwieram oczy. Po zieleni
Barwa się z barwą w słońcu mieni
Na połyskliwej trawie gładkiej:
620
I wiatrem zwiało, przemieszało
Białe i krwawe kwiatów płatki.
Ogrodnik, palacz i astmatyk,
Więc pokasływacz i chrząkała,
Z gęstą szczeciną, szpakowaty
625
(Rzekłbyś: sól z pieprzem przemieszana),
Siąknął nad wąsem tabaczanym
I znad cynowych okularów
Piwnymi patrzy się oczami[43]
Na duet woni i kolorów,
630
Na róż z rezedą dwugłos miękki
(Rzekłbyś: jak lody malinowe
Z pistacjowymi). Z lekkiej, cienkiej
Paprociej siatki koronkowej
Tło za kwiatami. Mistrz zapala
635
Szczątek zgasłego papierosa,
Przymruża oczy i z ukosa
Ogląda kwiaty — i pochwala.
Kaszlnął, pochrząkał, postanowił:
Ważkości doda bukietowi.
640
Więc znowu parę muśnięć, prztyków
I wziął ze stołu garść goździków.
Najpierw śnieżyście białe, dzienne,
Potem czerwone — nocne, ciemne,
Głębokokrwawe albo ściślej:
645
Bordo, jak małe czarne wiśnie,
Które w pękatej bani szklanej,
Obficie cukrem przysypane,
Stawiano w słońcu, robiąc wiśniak;
I on, i wiśnie — przedni przysmak.
650
Zapach ich także ciężki, ciemny,
Tyleż kwiatowy, co korzenny,
Razem aromat i przyprawa.
A woń i barwa, gdy ich cechy
Zespolić, łącząc dwa oddechy,
655
Dadzą nam wyraz sangwaraba,
Które to drzewo rośnie w mroku,
Pnącz rubinowy je oplata,
I jest moc tajna w jego soku,
Gdy Rhodomelos nad nim lata,
660
A kwitnie w piątej porze roku
I tylko w szóstej części świata…
Gdy on goździki w bukiet wwija,
Na ławce, obok, siada wnuczka:
Wysmukła, czysta, jak lilija,
665
Z wargami z lekka mięsistymi,
Dziewczynka smutna, choć malutka;
Ma sześć lat może. Milcząc patrzy,
Znać, że ją przebieg sztuki zajął.
Ten bukiet bowiem to teatrzyk,
670
Gdzie kwiaty za kukiełki grają.
Ogrodnik w bukiet białość wtrąca,
Która porankiem jest pachnąca,
Przedwakacyjnym w mieście czerwcem,
Kiedy zamierające serce
675
W kolana lękiem zapadało,
Płynęło potem do przełyku,
Słabło po drodze, w dołku mdlało
I ćmiło markotnością słodką
Przelewów, ciągot i dreszczyków:
680
Gdy do gimnazjum na egzamin
Piśmienny szło się — i dlatego
Z rulonem kancelaryjnego
Papieru — razem z narcyzami…
Z obłoków musującej pianki,
685
Z narcyzów i lirycznej tremy
I z jakiejś struchlałości niemej
Brały swą białość te poranki.
Powiesz, że czerwiec czas zieleni,
Błękitu, złota, a mnie — biało…
690
Nie wiem. Białością we wspomnieniu,
Białością ślubną pozostało,
Białością nieodżałowaną…
Na scenie dramat. Do ogrodu,
Gdzie pośród róż i rezed mieszka
695
Błękitnooka białośnieżka,
Królewna z lilijnego rodu,
Wdarł się gorący Murzyn krwawy,
Straszny, błyszczący król z Afryki,
Gdzie smok zamorski pełznie z sykiem
700
I kwitną dzikie sangwaraby.
Nabrzmiały krwią, jak czarne wiśnie,
Rzuca się na nią, w usta wpija,
Przygniata, pierś do piersi ciśnie!
Dygocą kwiaty, kłonią, gną się,
705
I nagle — słodko, błogo, słabo…
W rozkoszy przejmującym wstrząsie
Anielka tonie w ciemnym pąsie,
Durzącym mroczną sangwarabą.
Za dziesięć lat — okrutniej, słodziej
710
W tym samym stanie się ogrodzie;
I w chwili gdy nią rozkosz targnie,
Gdy mu do krwi rozgryzie wargę,
Drgnie jasnym, ostrym przypomnieniem:
Murzyn i śnieżne. Jedno mgnienie.
715
Wstaję z hamaka, jeszcze w sennej
Zmorze widziadeł białodziennej,
Chmurzę się, gniewny, burzą wzbieram,
Kropiisty z czoła pot wycieram.
Cisza. Ta wielka — straszna prawie.
720
Skwarna martwota. Bezruch. Ale
Złowróżbny słyszę szum w upale,
Syczy jak żmija w suchej trawie…
Niby to prosty pejzaż polski.
Ten znany i widziany co dzień,
725
Ale za łąką, już w ogrodzie,
Olśniewający gad zamorski,
Wężysko jakiejś opowieści.
Barwami czarów nakrapiane.
Pijaną z pyska tocząc pianę,
730
Sunie przez życie i szeleści.
Ruchami sprężeń i rozprężeń
To ukazuje się, to znika,
I błyska, i owija wężem
Samotny domek ogrodnika.

III

735
Przed żółtą willą, dzikim stworem,
Z opasującą ją galerią,
Ze zwariowaną boazerią,
Zgniłym budulcem i kolorem,
O oknach, co szarzyzną zioną,
740
O ścianach w sękach, szparach, piętnach,
Z drabiną schodów przystawioną
Na zewnątrz do górnego piętra;
O dachu w asfaltowe łaty,
Skwierczące w słońcu smolnym smrodem,
745
Willą — mieszańcem kurnej chaty,
Bóżnicy, szopy i pagody
— Przy stole, przedobiednią porą,
Mężusiów brzuszkowatych czworo,
W rannych pantoflach, cyklistówkach
750
Na mniej lub więcej łysych główkach,
Bez marynarek, ale w szelkach,
Gra w «telefona» lub «mauszelka»,
Inaugurując letni salon…
(Gdzieżeś, Kostrzewski[44]?) Grają, palą,
755
Kto «Carski Diubek», kto «Renomę»,
A kto cygarko, które ścina
W takim breloczku-gilotynce.
W tymże salonie, tuż przed domem,
Kurczęta hurtem się zarzyna
760
I lody kręci się w maszynce.
(Tradycja! Któż by nie pamiętał?
Niedziela: lody i kurczęta.)
Są to tak zwani «kominiarze»,
Opuszczający miejskie mury
765
Dla łona żony i natury,
I innych poetycznych wrażeń
Od piątku do niedzieli wieczór;
Więc grają, nucąc, głupek z głupkiem
To Oczi czornyje[45], to Puppchen[46].
770
Za kilka lat — zagrają w skeczu
W «Qui pro Quo»[47] (z Tomem[48] i Lawińskim[49]),
Mówiąc «pidginem[50]», nie tym chińskim,
Lecz nie mniej dźwięcznym: tym z Piotrkowskiej,
Berlińsko-łódzko-berdyczowskim.
775
Opodal — na leżakach — panie,
Kolorystyczne niesłychanie:
W szlafrokach kalejdoskopowych,
Pomidorowo-fioletowych,
W pstre kwiaty, ptaki, psy, komety
780
I azjatyckie alfabety.
Wygląda to, gdy spojrzysz na nie
I parę razy szybko mrugniesz,
Jak sen papugi zwariowanej
O pawiu, zwariowanym również.
785
Przy nich na trawie dwaj młodzieńcy.
Jeden, wymokły i cielęcy,
Warszawiak — rzadki gość w tych stronach
W zaprasowanych pantalonach,
Z przedziałkiem, woniejący Pulsem[51],
790
W żółtych sztybletach[52] i koszulce
«A la Słowacki»[53]. Jest to pyskacz.
Dowcipniś, Chlestakow[54] letniska,
Don Juan «zza Żelaznej Bramy»,
Masowo uwodzący damy.
795
Kiedy zaśpiewa — dolce[55], lento[56]
O sole mio czy Sorrento,
Lub, z frywolnością godną Reda[57],
Kuplecik z Krysi leśniczanki[58],
Omdlewa każda z nich jak Leda
800
I któraż się całować nie da
W mroku alejki lub altanki?
Pan Wacio właśnie opowiada,
Jak dobrze z bracią jest aktorską.
Łodzianka marzy, wzdycha z cicha
805
I sama czuje się Bogorską[59]
Drugi, pan Szura, jak maszkara:
W zgniecionych krągłych szarawarach,
W «kosoworotce»[60] malinowej,
W trepkach, binoklach, a na głowie
810
Biała chusteczka z supełkami
Na czterech rogach. Ten marksista
Z pryncypialnymi zasadami,
Słuchając, obojętnie śwista.
Jest w ideowo obcym gronie,
815
Więc gryzie źdźbło zerwanej trawy,
Żeby gryzącą swą ironię
Wyrazić tu dla ich Warszawy.
Patrzy na Wacia z wysokości
«Mieżdunarodnych otnoszenij»[61]
820
I gardzi nim — ale zazdrości,
To w uchu dłubiąc, to w kieszeni.
…Za kilka lat, po krachu carskim,
Zasiądzie w Kremlu komisarskim
(Car właśnie gra w ogrodzie spalskim[62]
825
W tenisa). Za dwadzieścia parę,
Jako wróg ludu, zaprzedany
Faszystom — on, na równi z carem,
Pod Kremlem będzie rozstrzelany.
(Smashem[63] wycięła rzut rakieta,
830
Car woła: «Out!» — i wygrał seta.)
Takie letnisko. Jedno słowo:
Wypisz-wymaluj — Soplicowo.
Przechodząc krokiem Guliwera,
Zagarniam dłonią i zabieram
835
Papuzie damy, dwóch młodzianów
I willę, i grających panów.
Robię to błyskawicznym ruchem
(Jak się na stole łapie muchę)
I dalej idę. Oni, w garści,
840
Bzykają, nudzą, więc ich gniotę
I, gniewny, rzucam gdzieś pod płotem,
Jak sforę biesów do przepaści.
Znowu się chmurzę, burzą wzbieram
I naprzód — krokiem Guliwera —
845
Do mej altany.
Altana była naturalna,
Uformowana z bzu, leszczyny
I jakiejś bujnej plątaniny,
Przez którą przeświecając, słońce
850
Przesypywało blaszki drżące,
Przeróżne złocistości, plamki
I cienkie liści wycinanki.
W altanie stół, jak młyński kamień,
Stojący na kamiennej osi,
855
Upstrzony gęsto nazwiskami,
Inicjałami w dat chaosie,
Gdzie «Kuba bardzo kocha Zosię»,
Gdzie «R. K.» z «M. P.» w jednym sercu,
Przebici strzałą, razem sterczą.
860
Gdzie «Staś jest świnia» («a ty większa»).
Gdzie «Frenkiel» podpis swój upiększa
Profilem wyrzezanym z boku
W tysiąc dziewięćset trzecim roku…
Runiczny kamień! Gdybyż mogli
865
Uczeni w piśmie serc klinowem,
Tych letnisk Champolliony[64] nowe,
Odczytać nam ów głaz-hieroglif!
Zwyczajnych ludzi zwykłe dzieje,
Codzienne sprawy ich i troski.
870
Nie mniej ciekawe niż koleje
Person tragedii Szekspirowskiej.
Tak kwiaty na zwyczajnej łące
Codzienne są, zwyczajne, znane,
A rosną z głębi wstrząsającej,
875
Z walki żywiołów opętanej.
A potem — trzeba by Szekspirów,
By w wiekopomne zakuć słowa
Łódzkich Otellów, królów Learów
I was, Ofelie z Tomaszowa!
880
Przy takim stole, otoczonym
Zmurszałej ławki ośmiokątem,
Siedzę, wzorzyście zaliściony
Słonecznym piątem-przez-dziesiątem,
I scyzorykiem na kamieniu
885
Drapiąc, uwieczniam nowe serce,
Ryję literkę po literce
I stawiam imię przy imieniu.
Przeszywam serce nową strzałą,
Strzepuję pył — i już gotowa
890
Wrzeźbiona w granitowe ciało
I miłość, i tragedia nowa.
Przede mną książka. Lecz już inna.
Wiersze, od których nie potrafię
Oderwać się od dwóch lat prawie,
895
Książka — rozpaczy mojej winna,
Rozkoszy, smutku i zachwytu,
Śmieję się nad nią, wzdycham, płaczę,
Książka — nowina pełna mitów
I starych słów, i nowych znaczeń.
900
Tytuł (litery są czerwone):
Wybór poezyj[65]. Fotografia
Autora w profil nam przedstaffia:
Wysokoczoły i brodaty,
Z opuszczonymi w dół oczyma,
905
Książkę — czy rękę na niej — trzyma,
Za nim, w wazonie, mgliste kwiaty.
Czytam, po stokroć już czytane,
Strofy liściami przeplatane.
Migot poezji i gałązek
910
Drżąc rozkołysał mą altanę.
Czytałem je pod ławką w szkole,
Czytałem w helenowskim parku
Warkoczykowym pensjonarkom
I Jej czytałem na przynętę,
915
Lecz ich słuchała obojętnie.
Czytałem w łóżku i przy stole,
Gdzie każdy łyk rosołu złoty
Popijam haustem złotej strofy,
Nie mówiąc, nie słuchając rozmów…
920
Czytam, miotany. Dłoń na czole,
A druga na kamiennym stole
Gra werblem niecierpliwym, to znów
Grzebieniem palców po czuprynie
Od czoła aż po kark przepłynie;
925
To oczy w strofie, to na niebie.
To nogi w węzeł, to pod siebie.
To się przebiegnę po altanie
I głośno powiem jakieś zdanie,
To znów na ławce klęknę — z książki
930
Ścierając błyskotliwe prążki.
Czytam: «Poezja starych studni»[66] — —
Tak, to poezja: gdy głos dudni
W chłodnym spleśniałym mroku studni;
I to poezja: martwy zegar — —
935
Milczenie, śmierć, a czas ubiega.
Strych, nieme skrzypce, już bez grajka — —
I one martwe jak ten zegar:
Są, ale pieśń się nie rozlega.
Rupiecie strychów — marność, marność.
940
Znieruchomienie i umarłość…
«Księga, gdzie niezapominajka
Drzemie» — znów martwość, zaprzestanie,
Jak zegar, skrzypce: bezruch, trwanie. — —
Dzieciństwo pełne snów, oniemień…
945
Znam to. Przychodzi chwila czasem,
Gdy znużę się hałasem gwarów
I nagle czuję, jak na ziemię
Śmierć spada. Osłupiały, drzemię — —
…«Były dzieciństwu memu lasem
950
Czarów… Zbierałem zardzewiałe
Klucze» — — I znów rupiecie, graty,
Jak zegar, skrzypce, księga, kwiaty
I strych, i studnia — wszystko stare,
Skazane śmierci na ofiarę;
955
Tak od zarania do starości
Trwa niszczycielskiej mocy pościg
(I to poezja? Jak latarki
Magicznej cuda na tapecie?).
Wszystko jak ja: motyle, marki[67],
960
Odjazdy w wszystkie świata częście,
Sen niedorzeczny… sen jak szczęście…
Jak on wie wszystko, ten czarodziej…
We Lwowie[68]? Nie. To było w Łodzi.
To było wszędzie i tak samo!
965
Tak, to poezja, bo — to samo…
Raptem z altany mnie wygoni.
Idę jak ksiądz z modlitewnikiem,
Modlę się szeptem o jabłoni,
O srebrnych brzozach nad strumykiem,
970
O deszczu sennej monotonii,
O rozhukaniu dzwonów dzikiem
I — «gdy mi wspomnień dzwon dziś dzwoni,
Stary żal moim jest dzwonnikiem»[69].
Modlę się w słodkich i gorących
975
Ustach, gdy pachniał bez w ogrodzie —
Ach, i to także było w Łodzi,
Pod nocną burzą drzew szumiących!
Od wolnych ptaków i od włóczęg
Radosnej się mądrości uczę,
980
Bez celu idę w świat, jak oni,
Przyszłość wesołym witam krzykiem
(I gdy mi wspomnień dzwon dziś dzwoni,
Stary żal moim jest dzwonnikiem…).
…I tak, w skrzydlaty prawie sposób,
985
Na wierszach płynę przez letnisko…
Wtem szepty słyszę innych głosów,
Tak blisko!
I taka jasna dal za rzeką,
Taki na prawo bór ciemnieje,
990
Na lewo tak się łąka śmieje
Pod białozłotą słońca spieką,
Taka tęsknota za daleką,
Za zbłękitnioną, legendarną,
Miłośnie wznosi się pod gardło
995
I przejmująco bzami dysze,
W rytmy uwodzi i kołysze
W takie tkliwości i bezkresy,
Że, bazgrząc książki marginesy,
W sąsiedztwie Staffa wierszyk piszę!
1000
Autor wyraża tam swój podziw
Dla dnia letniego i przyrody,
Oświadcza, że po polu chodzi,
Ubóstwia łąki i ogrody,
Prócz tego zaś — dla pewnej panny
1005
Odczuwa afekt nieustanny,
A widząc nieba wspaniałości
I kwiaty na rodzimej glebie,
Jak afekt ten wyrazić — nie wie,
Więc zapytuje w naiwności:
1010
«Jakże ci powiem o miłości,
Jeżeli więcej kocham — ciebie!…»
…Kpisz sobie z niego, kpisz, poeto.
Nieładnie, mistrzu. Spójrz: biedaczek
Nieomal ze wzruszenia płacze.
1015
Nie wolno, mistrzu. Kładę veto.
Nie umie tak jak ty, magiku
Spod ciemnej gwiazdy, strof budować,
Młody jest, trzeba mu darować,
Kocha się, zmartwień ma bez liku…
1020
Niech sobie będą «szczęścia włości»,
Przepuść mu także «śnię jak w niebie»;
Jeszcze nie umie dobrnąć prościej
Do tego swego «…o miłości,
Jeżeli więcej kocham ciebie».
1025
…Chłopcze! przepraszam najgoręcej.
Doprawdy, już nie będę więcej…
Błogosławiącą rękę kłoni
Kpiarz stary nad tym biednym smykiem
I — gdy mi wspomnień dzwon dziś dzwoni,
1030
Stary żal moim jest dzwonnikiem.

IV

Spłakany, lekki i pokorny,
Zamykam książkę i odchodzę.
Wracam do willi. A po drodze
Był sad[70]. BYŁ SAD. Zauważ plagiat,
1035
Dwusłowy wprawdzie, lecz bezsporny.
Lecz jakaż poetycka magia
Ten fakt wczaruje w nowe formy,
Oryginalne, własne? Rad bym,
Ale nie będę usiłował
1040
Dwu słów ubierać w nowe słowa.
Piszę: «był sad», bo właśnie sad był:
Mizerny, rzadki i zwarzony,
Z ubogim sadownikiem-Żydem,
Co klepał w nim nie tylko bidę,
1045
Lecz i obuwie rozłażone
Letników. Gdy owoce nie szły,
Podciągał budżet przez podeszwy
I jako tako w ciągu lata
Łatami nędzę swoją łatał.
1050
Zgarbiony, z głową pochyloną,
Pod gruszą wapnem pobieloną,
Na niskim stołku, przed stolikiem,
W brudnej koszuli, zarośnięty,
Obdarty, siedzi nad trzewikiem
1055
Między kolana zaciśniętym,
Młotkiem zelówkę przybijając,
Drewienka szpilek w ustach mając.
Umorusani, zasmarkani,
W czapkach i brudnych tałesikach[71].
1060
Łażą synkowie sadownika
Zbierając z trawy udeptanej
Twarde jak kamień, cierpkie gruszki,
Że na myśl samą biorą dreszcze;
Dziewczynka zaś, niemowlę jeszcze,
1065
Z trudem czołgając się po ziemi.
Chce rączynami ruchliwemi
Złapać tekturkę po pudełku
Od gilz — i ująć jej nie może,
Więc coś gaworzy i gaworzy…
1070
Skrzywione rozkraczyła nóżki
I widać wszystko. A na płocie
Czerwone wietrzą się poduszki,
Płowiejąc z wolna na spiekocie,
Gdy sadownica, znów brzuchata,
1075
Wyżółkła, gniewna, w barwnych szmatach,
Do żelaznego wgląda garnka,
Parującego na trójnogu,
Jak razem Pitia[72] i Cyganka,
Kradnąca tajemnice bogom.
1080
Mijam sad, to śmietnisko ludzkie,
I dalej idę, chmurny młodzik,
Dumając o fabrycznej Łodzi,
O rozpalonej nędzy łódzkiej.
Muskając dłonią falę pszenną,
1085
Szumiącą sennie piosnkę wiejską,
Skąd chabry śmieją się niebiesko,
Wspomnienia, WojnaIdę przez Wschodnią, przez Kamienną,
Północną, Średnią, Nowomiejską
Tragarze, zgięci najokropniej,
1090
Apoplektycznie purpurowi,
Dźwigają, tępi i surowi,
Garby skrzyń ciężkich. Gdy przystaną,
Odsapną, wesprą się pod ścianą,
Z twarzy ich trądem żrących kropli
1095
Pot na pierś spływa rozchełstaną…
I ja, zziajany, w strugach potu,
Dnia 10 grudnia rano,
W Brazylii, w dusznym piekle roku
Tysiąc dziewięćset czterdziestego,
1100
Uginam się pod kamieniami
Przerażonego serca swego,
Gdy w Londyn, tony za tonami,
Kiedy to piszę, biją bomby[73]
I syren jerychońskie trąby
1105
O pomstę nieba groźnie wyją —
Wojna, Strach, Rozpacz, RodzinaI wszystkie pękające bomby
W maleńką Ircię moją biją,
Co teraz ścieżką inowłodzką
Idzie śród zboża i rwie chabry…
1110
Biegam zdyszany po Otwocku,
Szukam krzyczącej Matki mojej,
Żeby ją, biedną, uspokoić,
Że Ira żyje, zrywa chabry — —
I wtem pod bomb stalową młocką
1115
Wali się Dorset House w Londynie,
Jęczą syreny łódzkich fabryk,
Że moja Ircia, Ircia ginie!
O, jak zawodzą! o, jak wyją!
O, jaki żar od rana w Rio!
1120
I jaki zaduch w czarnym tłoku
Dnia 15 lipca, roku
Tysiąc dziewięćset dwunastego,
Gdy kurzem sypie bies płomienny
W gardziele Wschodniej i Kamiennej!
1125
Z wyostrzonymi twarzyczkami
(Jakbyś z bibułki sinoszarej
Wyciął ich rysy nożyczkami),
Upiorki znad cuchnącej Łódki,
1130
Z zapadłą piersią, starym wzrokiem,
Siadając w kucki nad rynsztokiem,
Puszczają papierowe łódki
Na ścieki, tęczujące tłusto
Mętami farbek z apretury[74]
1135
I płyną w ślad nędzarskich jachtów
Marzenia, a za nimi — szczury.
Wiatr zawiał. A z szumnego wiewu
Napływa śpiew rozkołysany
Szaleńca: «J'ai heurté, savez-vous?
1140
D'incroyables Florides[75] — — Pijany
Rozbujał statek oceany
Śród tłoku cudów, barw zalewu;
Tańcząc na pieśni fal — i nagle:
«Jeżeli jakiej wody pragnę
1145
Tam w Europie, to kałuży,
Gdzie dziecko schyla się nad bagnem
I puszcza o zmrokowej chwili
Statki wątlejsze od motyli»…
Ale wjechała na podwórze
1150
Kloaczna beczka z pompą ssącą;
Półkolem stają więc przy dziurze,
Wpatrzeni w gęstą ciecz chlupiącą,
Gdy wtem, przez obszarpaną zgraję
Dzieci z sąsiedztwa otoczony,
1155
Zjawia się skoczek upragniony,
Niedościgniony wzór artysty;
Zdejmuje palto i zostaje
W trykocie, brudnym, bo cielistym,
Z pstrymi skrawkami szczęścia na nim.
1160
Rozkłada płowy swój dywanik,
Wyjmuje z worka trzy butelki
I — patrz! — w powietrzu pisze niemi
Nieustający bieg ósemki.
Dzieci są w niebie. A na ziemi —
1165
Na ziemi, gdy tak w polu stoję
(A dawno stoję, osłupiały),
Kłosy się wiatrem rozechwiały,
A z nimi — proste myśli moje:
Że też tym ludziom braknie chleba!
1170
Że też się im tak męczyć trzeba!
Że też z tych łanów życiodajnych,
Ze szczodrych, tłustych, urodzajnych,
Ze złotych, srebrnych, takich cudnych,
I z blasku błękitnego nieba
1175
Życie odrzuca tym nędzarzom
Żebraczy kęs czarnego chleba,
Zaduch bałuckich «stancji» brudnych,
Wszy, co po bladych dzieciach łażą,
Samą brzydotę i ohydę
1180
Z kloaką i szczurami złemi!…
Tak sobie myśląc, dalej idę
Po niepojętej, pięknej ziemi,
Rozważający boże dzieło
Cudowne, nędzne i złowieszcze…
1185
Dwadzieścia osiem lat minęło,
Wciąż idę — i wciąż nie wiem jeszcze.
Staję, «gościńców król, włóczęga»[76],
Przed chłopską chatą. Dach jej stromy,
Spadzista strzecha ziemi sięga
1190
Zwichrzoną brodą burej słomy.
Mech, szary liszaj spopielony,
W szczeliny powtykany, sterczy
Jak siwe kłaki starczej piersi
Dziadygi, co na progu sieni
1195
Siadł w gaciach, ćmiąc machorkę[77] czarną…
Przedpotopowe w sieni żarno,
Prosiak pomyje z garnka siorba,
W izbie na stole jedna miska
Z jałową paćką dla sześciorga,
1200
Baba wnukowi w główce iska,
Dzieci i kury na podłodze,
Dym, zaduch, kwaśny chleb razowy,
Gliniasty jak podłoga w izbie…
Wypijam mleko i wychodzę
1205
Od dobrej pani Michałowej
I dalej idę — a po drodze
Coraz gwałtowniej, coraz gęściej
Wyrywam z ziemi garście zboża.
Szarpię i depcę ziemskie — szczęście?
1210
Nieszczęście? Radość? Klęskę? — nie wiem!
Bunt, rozpacz, pasja, w piersi pożar,
Pędzę jak pocisk gnany gniewem!
Sad — łódzkie dzieci — chłopska nędza —
A ziemia żyzna, szczodra, tłusta,
1215
A słońce czystym złotem chlusta!
Tak! pocisk, którym bunt popędza!
Uderzyć! rozbić! Zmiażdżę! zburzę!
Zbuduję nowy! Pomszczę nędzę!
Wyrwę zło! zetrę!
1220
Pisze i pisze w głównej księdze
Już nie jednego — wszystkich banków,
Fortuny panów fabrykantów,
Zadowolonych posiadaczy
1225
Pałaców, karet i brylantów.
«Ojcze!» — w dalekie krzyczę pole —
«Widzisz tę butlę na twym stole?
Chwyć ją! Syn każe! Podnieś! Przechyl!
Zalej majątki ich rozdęte!
1230
Czerwonym chluśnij atramentem
W tę główną księgę, gdzie przeklęte
Wpisujesz zbrodnie ich i grzechy!»
Miasto, PotwórNad kolosalną mordą miasta,
Bruzdami ulic pooraną,
1235
Z zapiekłą rewolucji raną,
Mordą o mętnych podwórz wzroku,
W którym gniew czasem błyskiem stali
Lub łuną ognia się zapali,
Ustach gotowych do krwotoku,
1240
O zębach czarnych kół zębatych,
Mordą oknami dziur dziobatą,
W wypiekach fabryk, wągrach tłoku,
Zżartą kwasami chemikalii[78],
Drgawiącą w epilepsji wrzecion,
1245
Gdy pasów, nici, kół zamiecią
Maszyna trzaskająca chlasta,
Nad kolosalną mordą miasta,
Którą niedawno pręgą przeciął
Kałmuk z kolczykiem, ciąwszy szablą —
1250
— Pychą kominów w chmury wrasta
Stumilionowa Wieża Scheibler[79].
…………………………………………
W okrągłych lat dwadzieścia potem,
Już nie «włóczęga, król gościńców»,
1255
Lecz ważniak z własnym samochodem,
Wpadłem tam: wspomnieć lata młode,
Odwiedzić leśnych pobratymców,
Podumać nad kamiennym stołem,
Jak nad młodości świeżym grobem,
1260
Pożegnać starą wieś nad rzeką,
Powitać życie wolne, nowe —
I napić się zimnego mleka
U dobrej pani Michałowej…
Już jej nie było. Była inna.
1265
I inny dziad w zapadłej chacie
Te same zgrzebne nosił gacie,
Machorkę ćmiąc. Na starczej piersi
Kępami siwe włosie sterczy,
Jak mchu zeschłego liszaj szary
1270
W zapchanych szparach chaty starej,
Co brodą strzechy sięga ziemi…
Przedpotopowe żarno w sieni,
Prosiak pomyje z garnka siorba,
Babka wnukowi w główce iska,
1275
W izbie na stole jedna miska
Z jałową paćką dla… ośmiorga.
Dzieci z kurami na podłodze,
Dym, zaduch, kwaśny chleb razowy…
Wypijam mleko i wychodzę
1280
Od spadkobierców Michałowej…

V

Kurz — konie — powóz — i z powozu
Wysiada Mgła — Ułuda — Pozór —
Bzem wieje — srebrnym bzem z tumanu
Mglistego snu. «Dzień dobry panu».

VI

1285
Zabawa dzisiaj w Inowłodzu…
Weź duży szklany słój pamięci
I nasyp chciwych wpatrzeń swoich
W żywy za szybą sen dziecięcy,
Gdy przed Matiatki sklepem stoisz
1290
(Obok baptystów, na Andrzeja,
Tam gdzie przecina ją Aleja):
Gdzie kordelasy, strzelby, flasze,
Jelenie rogi, patrontasze[80]
I głowa dzika, który kłami
1295
Ściska kopertę z celofanu…
W niej — tysiąc Sjamów, Kong, Tasmanij,
Boliwij, Sumatr i Sudanów.
Zamyśl się sypką mieszaniną
Marzeń o markach i wyprawach
1300
Myśliwskich — pstrych jak dźwięki imion
Onych Gwatemal i Nikaragw.
Wrzuć ją do słoja. Potem dodaj
Zmrużonych spojrzeń przez krysztalik
Żyrandolowy, gdzie się pali
1305
Bengalska i spektralna woda.
Ściągnij oczyma blask z motyli
I z «beija-florów» tej Brazylii
(Tak zwą kolibry: «całuj-kwiatki»,
Bo dziobkiem włażą między płatki).
1310
Wstrząśnij — i napuść w szkło pamięci
Iluminację Barwistanu,
Gdy dzień przymierza swego święcił
Z władcą Vangoghii i Cézannu.
Przysyp to szeptem ust subiekta
1315
(Ach, gdybyś wiedział, jak on szeptał!),
Co jest w klientce zakochany,
Gdy jej zachwala kreton tani
Na wyprzedaży wielokwietnych
Resztek, prześwietnych i tandetnych:
1320
Ceny zniżone, głos ściszony
W temperaturze podwyższonej;
Płyną metrami odwijane
Kwieciste łaszki nieprzebrane
I płyną nieprzerwane, miłe
1325
Szepty kwieciste i zawiłe.
Wrzuć i to niebo nad Czorsztynem
Po burzy apokaliptycznej
(Burzy, co miała dwie przyczyny:
Bożą i moją: narodziny
1330
Zdrady i rany, i zawycia);
I wywróć słownik stujęzyczny
Imperatrycy Katarzyny
(Płonne marzenie mego życia!
Zeszedłbym po tę księgę w Hades!
1335
I nie zastąpił mi jej nigdy
Adelungowy[81] Mithridates).
Wpuść też tęczowy wspomnień balet
O widmach kwiatów zza witraży
I z najfantastyczniejszych palet
1340
Wygnioty z tubek i rozmazy,
Przemieszaj wszystko kilka razy
I w słońcu postaw słój pamięci,
I patrz przez brylantową pryzmę —
— Jeśli chcesz ujrzeć pstrokaciznę
1345
Nowych w bukiecie naszym gości
W całej ich przekolorowości.
Patrz — właśnie na promieniach słońca
Wjeżdża, confetti barw sypiąca
W centrum bukietu, banda pijana
1350
Lwich pyszczków.
Przyjrzyj się tym pyszczkom.
Rozdziawiły się wszystkie i piszczą
Rozgardiaszem weneckiej zabawy
W lesie,
1355
Gdzie skaczące letniaczki się mizdrzą,
Gdzie się
Sypią pstre confettiowe kurzawy.
Galopada mieszczańska śród sosen,
Miotająca farbiarskim bigosem
1360
Strojów,
W bachanalii się wije i niesie
W znoju
Pod dyndaniem lampionów po lesie — —
Lampionów, festonów, kretonów, pomponów,
1365
Krawatów rozwianych, kolorowych balonów,
W girlandowym unosi się roju.
Już z lwich pyszczków — lwie pyski w orkiestrze:
To puzony mosiężne dmą w przestrzeń,
Wydymają balony, syfony,
1370
Mnożą pstre kotyliony w miliony!
Dmą — i z trąb wyfruwają tancerze
(Z trąb, co lśnią jak kuchenne moździerze):
Płuc wydechem ich trębacz wyrzuca,
Potem wdechem znów wchłania ich w płuca,
1375
Więc latają jak ptaki na wichrze
Straszne pyszczki letników, wciąż dziksze…
…Już z lwich pyszczków — sto pysków (parzystych
Twarzy),
W wirującym kolisku mętnieją
1380
Pary,
Ze studentów, dentystek i apte-
karzy,
Z pań rozgrzanych, podlotków i «komi-
niarzy»
1385
Kołujący się zrobił karuzel
Szary.
Zabawa, Taniec, AlkoholJa — wódkę za wódką w bufecie…
Oczami po sali drewnianej —
I serce mi wali.
1390
Pijany.
(Czy pamiętasz?)
orkiestra
powoli
opada
1395
przycicha
powiada,
że zaraz
(Czy pamiętasz, jak z tobą…?)
już znalazł
1400
mój wzrok twoje oczy,
już idę —
po drodze
zamroczy —
już zaraz
1405
za chwilę…
(Czy pamiętasz, jak z tobą tańczyłem?…)
podchodzę
na palcach
i naraz
1410
nad głową
grzmotnęło do walca
i porywam — na życie i śmierć — do tańca.

Grande Valse Brillante

Taniec, Bieda, Bogactwo, Kobieta, ZazdrośćCzy pamiętasz, jak z tobą tańczyłem walca?
Panno, madonno, legendo tych lat?
1415
Czy pamiętasz, jak ruszył świat do tańca,
Świat, co w ramiona mi wpadł?
Wylękniony bluźnierca,
Dotulałem do serca
W utajeniu kwitnące, te dwie,
1420
Unoszone gorąco,
Unisono dyszące,
Jak ty cała, w domysłach i mgle.
I tych dwoje nad dwiema,
Co też są, lecz ich nie ma,
1425
Bo rzęsami zakryte i w dół,
Jakby tam właśnie były
I błękitem pieściły,
Jedno tę, drugie tę, pół na pół.
Rośnie grom i strun, i trąb,
1430
Rośnie krąg i zachwyt rąk,
Coraz więcej kibici
Chciwe ramię ochwyci,
Świętokradczo napełza
Drżąca ręka na pąk
1435
drżący,
Huczą słońca grzmiących trąb,
Kołujący rośnie krąg,
Pędzi zawrót
kolisty
1440
Po elipsie
falistej,
Jednomętnym rozpływem wiruje jak bąk.
Gdy przez sufit przetaczam —
Nosem gwiazdy zahaczam,
1445
Gdy po ziemi młynkuję,
To udaję siłacza.
Wątłe mięśnie naprężam,
Pierś cherlawą wytężam,
Będziesz miała atletę
1450
I huzara za męża.
Wniebowziętym bełkotem
O zabawie coś plotę,
Będziesz miała za męża
Skończonego idiotę,
1455
Słuchasz, chłodna i obca,
Cudo-chłopca, co hopsa,
Żebyś miała za męża
Wytwornego światowca.
A tu noga ugrzęzła,
1460
Drzazga w dziurze uwięzła,
Bo ma dziurę w podeszwie
Twój pretendent na męża.
Ale szarpnę się, wyrwę —
I już wolny, odeszło,
1465
I walcuję, szurając
Odwiniętą podeszwą.
Z jakąś gracją diabelską,
Czardaszowo-węgierską,
Czarcie kręgi zataczam
1470
Tą przeklętą podeszwą,
Trzęsę tyłkiem łatanym
I na pysku mam łatę,
Sześć kopiejek w kieszeni
I nic więcej poza tem.
1475
Palce lewej mej dłoni,
Dziarsko w bok odrzuconej,
Między palce twe wchodzą
I znajdują pierścionek,
Zaciskają się kleszcze
1480
Choć krzyknęłaś, to jeszcze!
Niech cię boli, ty podła,
To kółeczko złowieszcze.
Ja ci inny dam pierścień:
Ja ci moim nieszczęściem
1485
Śliczną szyjkę owinę
Jeszcze przed tym zamęściem.
Mściwą pętlą zacisnę
Tę łabędzią, tę wonną,
Będziesz tańczyć na stryczku,
1490
Wiarołomna madonno.
Krąży koło powroźne i podnosi się, zwęża.
Po wariacku wywija twój pretendent na męża,
A w to koło się wtańcza fabrykańcza szarańcza,
Pan właściciel, posiadacz, kareciarz, brylanciarz!
1495
Jak z piekielnej czeluści wyskakują ci tłuści,
Odbijają cię, kradną, ci złodzieje, oszuści,
W pulchne łapska cię chwycą — żywo, w supeł, pętlico!
I ty w węzeł, berlińska tajemnicza ulico!
Sercem teraz (zmiłuj się, zmiłuj),
1500
Echem teraz (miłuj mnie, miłuj),
Zlituj się, daruj, pożałuj,
Weź w ciemny las — i zacałuj,
Szeptem teraz, cichą namową,
Szeptem tajnym, żalem-żałobą,
1505
Płynną melodią — zwolnioną —
W las cię wytańczam, madonno…
Tajnym szeptem,
żałobą,
Czy pamiętasz,
1510
jak z tobą
W ciemny las mego życia wkroczyłem —
Czy pamiętasz, jak z tobą tańczyłem
walca —
Moja najbliższa
1515
i najdalsza
i najdalsza —
Tańczyłaś z obcym — z twoim mężem…
Z twoim mężem… z tamtym chłopcem
1520
w ten las
na palcach
walca…
— I jak za nami, sunąc wężem,
Ruchami sprężeń i rozprężeń,
1525
Syczący, wieczny, niewidzialny,
Wśliznął się w leśne uroczyska,
Pijaną pianę tocząc z pyska.
On — nienawistnik, Gad Fatalny.

VII

A tam już rojno. Gości tyle
1530
Wtargnęło rozigraną zgrają,
Że już i pszczoły zaglądają,
Że przysiadają już motyle,
Aby pożywić się na nowym
Nieznanym klombie ogrodowym.
1535
Jak wypalane w aksamicie
Serduszka, w barwach pawiookie,
KwiatyBratki, z ciem nocnych konwertyci[82],
Kucnęły pęczkiem pod róż bokiem:
Gdy się im przyjrzysz, zauważysz
1540
Upiorkowaty wyraz twarzy,
Usłyszysz kazirodcze szepty,
Jak bratek uwiódł kwietną siostrę…
Już i mieczyki sterczą ostre
I są strzeliste jak afekty…
1545
Już pachnie groszek najwonniejszy,
Matki mej kwiat najulubieńszy,
I inne godne podziwienia,
Ale nieznane mi z imienia
Dzwoneczki, uszka, mordki, pyszczki,
1550
Miseczki, czarki i kieliszki,
A wszystko wita się, całuje,
Pozdrawia, gwarzy i plotkuje,
Zazdrośnie na ładniejsze łypie,
Błyszczy, dygoce, oczka sypie,
1555
Podzwania, mruga, zerka, wzdycha,
Na pierwsze miejsce się wypycha,
Trąca się, gada, opowiada
Okropne rzeczy o sąsiadach,
Po nogach depce się, uwija,
1560
Przewagi cudzych barw wypija,
Woń własną wzmaga, inne tłumi,
Podkreśla wyższość swą w tym tłumie —
«Vanity Fair»[83] lub imieniny
Prowincjonalnej starościny!
1565
Mistrz mruczy, chrząka, zrzędzi, warczy,
Uśmiechem karci dobrodusznym
Niesfornych kwiatów zgiełk jarmarczny,
Rozkazom jego nieposłuszny,
Tutaj da klapsa, tu znów ręką
1570
Zgęszczenia barw rozluźnia miękko,
Kłąb dymu kwiatom puści w oczy,
Gdy się zanadto bractwo tłoczy —
Nic nie pomaga. Jak dzieciarnia,
Gdy rozkrzyczaną mitygujesz,
1575
Na złość zaczyna głośniej, gwarniej
I jeszcze język pokazuje,
Tak się kwiecista pepiniera[84]
Rozzuchwaliła na wesoło…
Mistrz surowieje, marszczy czoło
1580
I rozbiegane myśli zbiera.
Pociągnął cuga[85]. Postanowił:
Swobody ujmie bukietowi.
Więc by go stłumić, ściszyć, przyćmić
(Rym podpowiada: «umistycznić»,
1585
Ale to byłaby przesada),
Ogrodnik mu obłoczność nada:
Otuli bukiet senną chmurką,
Która nazywa się «przybiórką».
Ona najśliczniej i najprościej
1590
Poskromi owe jaskrawości.
Jest to koronka, jest obsłona,
Mgiełka przez sito przepuszczona,
Perlisty dymek nikłych kwiecin,
Rośne, tiulowe oczka sieci,
1595
Gazowy welon, szron roślinny,
Drobniutka manna z kwiatów innych,
Maczek konwalii bardzo młodej,
Kaszka z kropeczek srebrnej wody.
Fontanny wonnej rozpylenie,
1600
Sen przyprószony jasnym cieniem,
Kurzem świetlistym… prochem czasu…
Bukiet się mglistą złudą zasnuł…
Szepcąc ucicha… milknie… zasnął.
Zmierzch na ogrodzie — i mgła siwa
1605
Nisko po łąkach się rozpływa,
I siwa nad bukietem głowa
Chyli się… twarz śród kwiatów chowa
I już zostaje w nim straceńczo:
I grób ma z kwiatów, co ją wieńczą.

Rozdział drugi

1
O, siwa mgło! O, srebrna mgło!
O, szara mgło! O, mgło bez końca!
Jakbym przez zadymione szkło
Przyglądał się zaćmieniu słońca:
5
Gdy się spacerem lekko szło —
O, gęsta mgło! wciąż gęstsza mgło! —
Sto razy tam i sto z powrotem
Pomiędzy Krótką i Nawrotem[86].
Przez welon łez, przez szary szron,
10
Przez mglistą gazę półwidomą
Znów widzę każdy sklep i dom,
I każde okno w każdym domu.
Wzrok, WspomnieniaPrzez welon łez, przez szary szron
Najbliżej do rodzinnych stron,
15
Bo gdy tak mgliście jest, to właśnie
Tęsknocie lżej, wspomnieniom jaśniej.
Dziś w Rio dżdżysty polski dzień
I polskie chmury niebo kryją.
Jak okręt-widmo, okręt-cień,
20
Dziś Łódź wylądowała w Rio.
Jak zawsze, deszcz wyciąga mnie
Na spacer… Avenidą? Nie.
Od Krótkiej do Nawrotu. Potem
Sto razy tam i sto z powrotem.

I

25
Rozdział z dziecinnej «Farbenlehre»[87]:
Robotnik, BiedaŚródmieście ma ziemistą cerę,
W bramie robotnik usiadł stary,
Suche kartofle z miski je,
A kolor jego żółtoszary,
30
Bo głodno, chłodno, brudno, źle.
Na cmentarz żółta trójka[88] wiedzie,
Do domu szóstka granatowa,
Zieloną czwórką się dojedzie
Do zielonego Helenowa.
35
Popatrz na usta tej dziewczyny,
Podręcznej[89] z magazynu mód:
A kolor ich niebieskosiny,
Bo smutno, trudno, chłód i głód.
Piątka, spod lasu, też zielona,
40
Lecz białym pasem przedzielona;
W tryby maszyny rozpętanej
Robotnik rzuca resztki sił,
A kolor jego ołowiany,
Bo na nim metalowy pył.
45
Dziesiątka jest niebiesko-biała,
Dwójka czerwienią fabryk pała,
W drukarni, znad zecerskiej[90] kaszty[91],
Rumieńcem płonie chuda twarz,
A kolor jego jest ceglasty —
50
— I całą «Farbenlehre» masz.
Już nie pamiętam, jak ósemka…
Żółta z niebieskim? Czy w pasemka?
Nic nie wiem… Przewrócona na bok
Na szynach leży barykadą
55
W poprzek przez jezdnię (gdzie był Zielke[92],
A naprzeciwko Petersilge[93]).
Za barykadą — tłum stłoczony,
A nad nią, w górę podniesiony,
Sztandar-wyzwanie, sztandar-gniew:
60
A kolor jego jest czerwony,
Bo na nim robotników krew[94].
Tak (pod jarzębinowym drzewkiem)
Dróżnik, stojący przed szlabanem,
Czerwoną wznosi chorągiewkę,
65
Gdy pędzi pociąg zasapany,
Łoskocąc w rozpalone szyny,
I maszynista osmalony,
Z lokomotywy wychylony,
Zwalnia powoli bieg maszyny
70
I pociąg w pustym polu staje…
Piotrkowska, w stronę Grand Hotelu[95],
Jak wymieciona. Przed tramwajem
Beczki i skrzynie, a za niemi,
Z browningiem w ręku, przyczajeni
75
Klęczą bojowcy patrząc w szarą,
Bezludną przestrzeń trotuaru
I pustą jezdnię. Nic. Martwota.
Cisza i tam — bo z morza tłumu
Nic nie usłyszysz prócz poszumu
80
Przybywających gromad ludzkich,
Co napływają od Widzewa,
Żeby na rynek iść bałucki:
Z Głównej, Nawrotu i Przejazdu[96]
Strugami się w Piotrkowską wlewa
85
Burzliwy za przewałem przewał,
Zmierzając ku Staremu Miastu;
Ale się mało kto przepycha
Pod Meisterhaus[97] i pod Ulricha[98],
Bo stamtąd, aż po barykadę,
90
W jedną się szczelną zbił gromadę
Milczący tłum, przy głowie głowa.
Jakby głowami wybrukował…
(Ten czarny tłok i nagła pustka
Są jak w dominie «mydło-szóstka».)
95
Ja, skamieniały na balkonie,
W to jedno oczy mam utkwione:
W owo czerwone na wagonie.
Wtem z krańca pustki w naszą stronę,
Od Benedykta, od Zielonej,
100
Sypnęło drobne, rozproszone…
Przed każdym ostry punkcik stali.
Truchcikiem sypią, mętni, mali,
Lecz rosną — już się ludźmi stali,
Sztykami[99] prują pas martwoty,
105
Już rotą stali się piechoty
W krasnych lampasach furażerek.
Stanęli. A na czele roty
Maleńki, skoczny oficerek.
Wysokie buty, błyszcząc glancem,
110
Drepcą bez przerwy drobnym tańcem,
Maleńka rączka w ciągłym ruchu:
To trąci wąsik małym palcem,
Jakby swędziło coś, to w uchu,
Jakby dzwoniło coś, to znowu
115
Przy rękojeści srebrnej «szaszki»[100]
Maca wiszące fatałaszki.
Jak wryty stoi tłum. Nie dyszy.
A cisza taka, że w tej ciszy
Słyszysz, jak sypkim biegiem tyka
120
Szybka wskazówka sekundnika,
Za którą teraz śledzą oczy
Już spokojnego porucznika.
Już tylko one, zimne, szare,
Skaczą, drażnione tym sztandarem:
125
To spojrzą w tłum, to na zegarek.
I ciągle cisza… dech martwoty…
Jekaterynoburskie zuchy
(37 pułk piechoty)[101]
Bezmyślnie patrzą w niemy, głuchy
130
Tłum.
Tylko czasami któryś zerknie
W bok,
Śledząc za małym oficerkiem.
I cisza, ciągle jeszcze cisza
135
Trwa.
Trzasnęło krótko. To koperta
Zegarka pana oficerka.
Właśnie minęło przed sekundą.
Więc chowa go, obciąga mundur,
140
Po szablę sięga dłoń malutka
I wtedy — nikły ruch podbródka,
A rota — jednym zamków szczękiem.
Jednym podrzutem — broń pod szczękę
I gdy wyświsnął szablę z brzękiem,
145
Gruchnęło nagle spod tramwaju.
Od skrzyń, od beczek poszło grzmotem.
Zagrało jak piorunem w maju,
Stalowym sypie się terkotem,
Płasnęła szabla ciętym lotem
150
I — «rota pli![102]» — i plunął z roty
Deszcz ołowiany, ale złoty.
Bo salwą blasków trysło z luf —
I zawył z bólu mur ponury,
Pękł, wzbił się w górę, stoczył z góry
155
I runął bruk stłoczonych głów.
Odchłysnął tłum rozbiegiem rojnym.
Mrowiskiem biega niespokojnym.
Wre jak kipiący kocioł smoły
I oszalałe czarne pszczoły:
160
Chmarami ulatuje w bramy
Lub miota wrzątku odpryskami
I kamienice szare plami
— I biją, trzeszczą, nie ustają
Celne browningi spod tramwaju.
165
Balkony i otwarte okna
Opustoszały. Nieszczęśliwa,
Jakaś krzycząca i okropna,
Matka z balkonu mnie porywa.
Ludzie biegają po pokojach,
170
Jak gdyby tamtych udawali,
A tam, choć głuszej, ciągle wali,
Lecz jakby naprzód… Jakby dalej…
Otwórzcie balkon! Niech zobaczę!
Matka zanosi się od płaczu!
175
Otwórzcie! Patrzcie, co się dzieje!
Patrzcie! Spęczniałe i spienione
Chlusnęły tłumy nad wagonem.
Czarna się fala środkiem leje!
Patrzcie! Porwała to czerwone
180
I płynie, płynie podniesione,
Czerwone płonie ponad czarnem!
Machają, włażą na latarnie!
Mamo! śpiewają, idą, rosną!
Niesie kobieta z twarzą groźną,
185
Usta szeroko… Mamo! Ona
Krzyczy, przeklina, pięścią do nas!
Mamusiu! Za co? Patrz! Wydarła,
O brzuch oparła kij — a na nim
Niesie czerwone z literami
190
Dwa P i S[103]… Litery złote
I złota kielnia na krzyż z młotem.
Tłum, MiastoUlica czarna, w oczach czarno,
Jakby się całe miasto wparło
Między dwa rzędy szarych domów,
195
I z okien krzyk, i tłok z balkonów
W jedną się czarną wrzawę zlewa,
I domy, oblepione mrowiem,
Idą, dach w dach i głowa w głowę,
Dumnym pochodem trzypiętrowym,
200
I już kołysze się nasz dom,
I płynie, morzem uniesiony,
A za sztandarem ciągnie śpiew:
«Niesie on
zemsty grom,
205
ludu gniew.
Przyszłości rzucając siew,
A kolor jego jest czerwony,
Bo na nim robotników krew,
Bo na nim robotników krew»[104]
210
Krew, Walka, Pieniądz, Walka klasPotem do bram wnosili stróże
Zwłoki bojowców i sołdatów.
Zostały po nich krwi kałuże:
Lepka purpura łódzkich kwiatów.
Najpierw je wodą polewano.
215
Potem je piaskiem przysypano,
Nazajutrz zaś pędziły po nich,
Wprzężone w pary świetnych koni,
Powozy panów fabrykantów,
Panów prezesów i bogaczy,
220
Zadowolonych posiadaczy
Pałaców, banków i brylantów.
Padł tam i mały oficerek.
Śmierć mu przypięła na mundurze
Zapiekłą karminową różę
225
Barwy pułkowych furażerek.
Miał piękny pogrzeb. Pop na przedzie
Konstantynowską kondukt wiedzie.
Za nim, z poduszką, szedł żołnierzyk,
Czapka i szabla na niej leży.
230
Potem był wieniec od kamratów,
Jekaterynoburskich chwatów,
Dwóch go trzymało oficerów,
Miał szarfę: «Za caria, za wieru
I za otieczestwo»[105]. Następnie
235
Rota miarowo i posępnie
Kroczyła w rytm warczących bębnów,
I sztyk za sztykiem, sztyk za sztykiem
Armiejskim[106] połyskiwał szykiem,
Potem koledzy nieśli małą
240
Trumnę, kwiatami osypaną,
A wreszcie, dzwoniąc ostrogami,
Brzęcząc szablami, orderami,
Wolno, żałobnie szli panowie
245
Przez pułkownika prowadzona,
Idzie wysmukła oficersza[107]:
Żona.
Idzie — a idąc nienawidzi:
Wszystkich, wszystkiego, ich i siebie,
250
Najwięcej siebie nienawidzi,
Pompy się wstydzi, kwiatów wstydzi
I tych Moskali na pogrzebie,
Tego welonu żałobnego…
I nawet trupa nienawidzi:
255
Jego — biednego, kochanego,
W tej bliskiej trumnie niesionego.
Jezu, niewinnie umęczony,
Najświętsza Matko Boleściwa,
Sprawcie, by tak nie pobrzękiwał
260
Ten tłum w ordery przystrojony!
Nie dzwońcie, szable i ostrogi,
Nie warczcie, bębny, psy żałobne!
Zmiłujcie się nade mną biedną,
Wyrwę się, pójdę, wszystko jedno,
265
Ucieknę! Kostia, miły, drogi!
Matko Najświętsza i jedyna!
(«O, matko Polko!» — przypomina —
«O, matko Polko! gdy u syna
Twego na czole…[108]») — i urywa,
270
I pod welonem, który spływa
Z czoła na łono — gładzi ono
Dzieciątkiem napęczniałe łono,
Błogosławiącą głaszcze dłonią
I z niewinnego czółka ściera
275
Straszliwe piętno, znak Kaina…
Brzęczą ostrogi, szable dzwonią,
Zły z trotuarów tłum spoziera,
Pod welon się oczyma wdziera
I milcząc grozi i przeklina:
280
«O, matko Polko! gdy u syna
Twego na czole…!!» Matko Boża,
Nieszczęścia się mojego pożal!
Brzęk—brzęk—brzęk w oficerskim tłumie.
Bębny żałobne grochem drobnym
285
Biją… Szesnaście pójdzie trumien
Przez miasto… Pójdzie długi szereg
Sierot i wdów… A zamordował
Kto? On, jej mały oficerek…
Przystaje oficerska wdowa,
290
Przystaje tłum — i brzęk ustaje…
Pułkownik twarz nachyla chmurną
Do ucha Zofii: «Szto? Wam durno[109],
Sofia Ignatiewna?» — «Niet… tolko…»[110]
I dalej idzie matka-Polka.
295
W drodze z cmentarza napotkała
Szesnastokrotny, wydłużony,
Gęsto policją otoczony
Pogrzeb tych przedwczorajszych ofiar…
Nie drgnęła. Zimna i zuchwała,
300
Wprost w oczy wdowom spoglądała.
Nazajutrz rano biedna Zofia
Do ojca na wieś pojechała.
Przez trzy miesiące, smutna, dzika,
Chodziła, modląc się, śród kwiatów,
305
Aż legła — córkę dając światu
W samotnym domku ogrodnika.
Jeszcze szepnięto jej: «Pannica!»
Jeszcze szeroko otworzyła
Oczy (zdumione? zawiedzione?
310
Szczęśliwe?), jeszcze się toczyła
Łza przez śmiertelnie blade lica,
Jeszcze coś chciała szepnąć tymi
Wargami, nieco mięsistymi,
Kiedy na pierś opadła głowa
315
I zmarła oficerska wdowa:
Zofia z Dziewierskich Iłganowa
zm. dnia 7 października
r. 1905
320
przeżywszy lat 21.
Prosi o westchnienie do Boga.

II

Na chrzcie dziewczynce imię dano
Aniela. Tak chciał dziadek. «Bo to
Anielskie jest powiedział, miano,
325
A ona właśnie… pod tym względem…»
Pochrząkał, mruknął… «…Co tam będę
Tego… I jeszcze to, że lubię…»
Tu chrząknął znów, i znacznie grubiej.
Różni na świecie są dziwacy,
330
Więc dla porządku dobrze wiedzieć,
Że po sezonie pan Ignacy,
Gdy ogrodniczej nie miał pracy
(A bez roboty nie chciał siedzieć),
Malarstwem świętym się zatrudniał…
335
Najlepiej znał się na aniołach:
Złocił im skrzydła po kościołach,
Niebieścił, srebrzył je, wycudniał,
Rzeźbił im z gipsu trąbki śliczne,
Odznaki dawał hieratyczne,
340
Pucołowatym serafinom
Podkrążał oczki farbką siną,
Kędziory z gliny na cherubie
Powlekał lekkim tchem pozłótki
— Więc przez to właśnie i że lubię
345
Anielcia będzie tej malutkiej.
Nie, czytelniku… Całkiem płonne
Są twe obawy, że rozpocznę
Na temat imion snuć przestronne
Poetyczności zaobłoczne.
350
Nie podejrzewaj, że Anielę
W związku z imieniem wyanielę,
Że wdam się, à la Iłła[111] miła,
Co z tego wierszy tom zrobiła,
W sprawy magiczne i wróżebne;
355
Są one tutaj niepotrzebne…
Nie sądź też, chytry czytelniku,
Że zaraz zrobi się «cudownie»…
Nie myśl o naszym ogrodniku
Pochopnie zbyt i powierzchownie.
360
Religia, Polak, FałszZawczasu nie bój się, że autor,
Posłuszny ustalonym kształtom,
W «świątkowe» zabrnie mistycyzmy,
Tak dobrze znane nam z ojczyzny,
Gdy ze świętkami, jak na hasło,
365
Świętoszkowano ile wlazło,
Gdy frasobliwość wystruganą
Za wykapaną polskość miano…
«Łot, wicie, gazdo, beło, beło
I, tak jak syćko, pseminęło»…
370
O, jakże łatwo z ogrodnika
Sporządzić można by «mistyka»,
Którego by kościelne lalki
Drabiną wzniosły Jakubową,
Aby o gwiazdy stuknął głową
375
I z Bogiem wiódł zażarte walki…
Jak łatwo mógłbym puścić w górę
Te rawskie i studziańskie kukły,
Żeby, zrobiwszy w niebie dziurę,
W zaświatach się z Ignacym tłukły.
380
Już w kwiatach dużo było pokus,
By rozprowadzić fantastyczny,
Psychologiczno-botaniczny,
Bardzo wygodny hokus-pokus.
Lecz pan Dziewierski, człowiek trzeźwy,
385
Nie wierzył w malowane rzeźby,
W tajemniczościach się nie gubił,
Lubił anioły — no bo lubił.
Z gustami bowiem — jak popadnie:
Kto woli popa, kto popadię,
390
Ja — za popadią, jeśli ładna…
Nie lubię zaś motorów, radia,
Wycieczek, sportów, generałów,
Szparagów, wodzów i upałów,
Dyskusji, energicznych twarzy,
395
Mycia żyletki, prasy, plaży,
Jajek, żelaznych charakterów,
Galerii sztuki, biusthalterów[112],
Wielkoświatowych poliglotów,
Truskawek z kremem, samolotów,
400
Wizyt, szpinaku, wszechtalentów,
Historiozofów, monumentów,
Młodzieży, kiedy nazbyt dziarska,
Potęgowiczów, gosudarstwa[113],
Dowcipów niedowcipnych osób,
405
Opiumowanych papierosów,
Babskich pazurów purpurowych,
Balów, a także ich królowych,
Mówców, czekania, histeryczek,
Deklamatorów, zapalniczek,
410
Pieczeni, jeśli nie jest krucha,
Prawników, świąt i Króla Ducha.
A lubię: milczeć, deszcz, słowniki,
Ilustrowanych pism roczniki
(«Kłosy», «Wędrowce», «Tygodniki»),
415
Grochówkę z boczkiem, bzy, jarmarki,
Łacinę, las, pocztowe marki,
Fachowe gwary, psy, Cyganów,
Kolekcjonerów, szarlatanów,
Etymologię, aptekarzy,
420
Ungra warszawskie kalendarze[114],
Wiek dziewiętnasty, bibliografię,
Lawendę, stare fotografie,
Dyliżans, burzę, ozór z chrzanem,
Koniak, gorący barszcz nad ranem,
425
Walce i stare wodewile,
Miłostki, Litwę, wiatr, motyle,
Nie wstawać cały dzień z kanapy,
Krościenko, zegarmistrzów, mapy,
Piwo (choć Niemiec) Haberbusza[115]
430
I kocham Pana Tadeusza.
By w związku z nieszczęśliwą córką
Na konia wsadzić ogrodnika,
Nie, nie na konia! — na konika,
435
Co, kłusem lekkich jambów gnany,
Wystukałby nam podkówkami
Starą piosenkę o małżeństwie
Polki z «Moskalem» — i męczeństwie
Ojca, prawego Polonusa…
440
Przepraszam — nie ruszymy kłusa!
Nie będzie pan Dziewierski kiczem
Z obliczem wielce cierpiętniczem.
On zięcia lubił. On z czułością
Cieszył się młodą ich miłością,
445
Uśmiechał się, gdy zięć wesoły
Przynosił z miasta kwiaty Zońce
I wołał śmiesznie: «Zońka-słońce,
Masz od Moskala polskie kwiaty,
Za to mu ruskiej daj herbaty!»
450
Syczeli ludzie: «Hańba! Zdrada!»
I była racja w tym syczeniu.
Milczała Zosia zakochana
I była racja w tym milczeniu.
PrawdaDwie racje były. Dwa oblicza
455
Prawdy, jak dwie są w prawdzie zgłoski,
Aż jedną — kula robotnicza
Trafiła w serce na Piotrkowskiej.
A druga prawda — czarna fala,
Te tłumy, trupa tratujące,
460
I czarny blask, co nagle zalał
Jasne twe oczy, Zońka-słońce!

III

Jan Mergiel zwał się tkacz ze Zgierza,
Który w ów dzień pamiętny zabił
Ojca Anielki. Pozostawił
465
Synka w pieluszkach, Kazimierza.
Sam bowiem padł pod barykadą.
«Kazinku!» krzyknął, kiedy padał.

IV

Niewola była obojętna,
470
Nie miał wspólnego z Polską tętna;
Kraj cierpiał — on nie cierpiał z krajem,
Kraj żył nadzieją — on jej nie miał,
Kraj broczył krwią, a on kamieniał
I w myślach mruczał swym zwyczajem:
475
«Powstanie robią… cóż, powstanie…
Śmierć przyjdzie, nic nie pozostanie.
Mój ojciec w lasy chodził bić się.
Ja nic nie mówię… chcecie, idźcie…
Tak czy inaczej, tu czy indziej,
480
A ona po każdego przyjdzie.
Ojca złapała na Sybirze,
A tu by miała jeszcze bliżej.
Wy powiadacie: dla wolności…
Ni ma jej, proszę jegomości.
485
Dla dzieci, wnuków, dla pokoleń…
A jaką wy im dacie wolę,
Kiedy niewola i tak skosi,
Tak dobrze u nas, jak i w Rosji.
Szczyrka dopadła w Port Arturze,
490
Galotkę, jak na saksy[116] chodził.
Bielskiego, kiedy śpiewał w chórze,
A moją Andzię w mieście Łodzi».
(Na myśl o żonie, choć umarła,
Posępna złość mu dech zaparła;
495
Westchnął, łzę połknął, jakby kawał
Nieszczęścia, w gardle uwięzłego.
Lecz o tym później. Jest to sprawa
Zupełnie inna.) «No więc… tego…
Chcesz — bij się z carem, nie chcesz — nie bij…
500
Czy Polak jesteś, czy Japoniec,
Zwali Japońca, cara, ciebie,
Ot tobie wolność: klaps i koniec».
Pustynia, Melancholia, DuszaPustynia była w nim. Pustynia
Nieustającej śmierci w duszy.
505
Ciągnęła się tam dal olbrzymia,
Na którą bezustannie prószył
Śmiertelny popiół znikomości,
Skazania, beznadziejnej czczości;
Jak wiatr w kominie zawodziło,
510
Bezkresnym zatroskaniem ćmiło
Natrętne, słotne, bezforemne
I mżące rozrzedzeniem ciemnem
Swej uprzykrzonej obecności…
Pamięta: spadło to wszechmocne
515
Popołudniową pustą porą,
Jak szary i bezgłośny piorun.
Szedł w drugie święto wielkanocne
Ewangelicką. Obok żona
Wlokła się, jak się wszystko wlokło:
520
On — czas — ulica wyludniona —
Dorożkę koń ciągnący stępa[117]
Myśli tej żółtej, co przez okno
Patrzyła na ulicę tępo —
I tacy sami jak i oni,
525
Wlokący się po drugiej stronie
Z chłopcem w ubranku granatowem —
Wszystko, powolne i matowe,
Wlokło się przykro i markotnie…
I coraz było niepowrotniej,
530
Głuszej i martwiej, i samotniej;
Co myśl się zjawi, to obwiśnie…
Szedł coraz wolniej i bezmyślniej…
Pustoszał czas. Dręczyło zmorą.
Upodobniło się upiorom.
535
To były widma: żony — konia —
Tej żółtej — tamtych z chłopcem — — widma…
I nagle cichy, pusty piorun —
I świat śmiertelnie znieruchomiał
W pustynię, co go w nieskończoność
540
Poniosła — i popiołem smętnym
Zamżyła. W ten to dzień pamiętny
Śmierć powziął, rozpacz i znikomość.
Gdy legła przed nim pustka sroga
Żarłocznym mrokiem, siłą ciemną,
545
Sztuka, UcieczkaChciał wyrwać się z zasadzki wroga…
Dokąd z pustyni prosta droga?
O, nie wymawiaj nadaremno
Imienia-echa! Nie do Boga
Pognała go rosnąca trwoga,
550
Nie w starodawne Niewiadome,
Pochłaniające swym ogromem.
Bo znienawidzi «wielkie», «wieczne»,
Bo właśnie puścił się w ucieczkę
Przed tą potęgą przeraźliwą…
555
Więc dokąd?
W bliską, ziemską żywość
W radości sztuki — w Dom Zbawienia:
Dla osaczonych szarą zgrozą…
Sztuki, powiadam…. no, bo sztuki.
560
Łaskawy bowiem Srebrnołuki[118]
(Tutaj: Smintejski[119], co, jak wiecie,
Szarą mysz śmierci stopą gniecie)
Sprzyja nie tylko arcydziełom,
Michel Angelom (lub Anhełłom,
565
Jak go Słowacki zwie), nie samym
Chopinom, w gwiazdach zapisanym,
Dantom astralnym i Horacym,
Lecz i Dziewierskim, tym Ignacym,
I tworom sztuki ich ubogiej:
570
Apollo bowiem lubi ogień
Nie tylko gorejących krzaków,
Ale i świeczek na choince,
I fajerwerków barwne młyńce;
Nie same z ponadludzkich szlaków
575
Eurypidesy i Szekspiry,
Ale i szopkę wiejskich żaków;
Nie tylko psalmy złotej liry
I orle nad skałami skwiry
Czy «huczny lot olbrzymich ptaków»[120],
580
Ale i kosa, który śwista
U szewca na Podwalu w klatce,
I skromny, przepisany czysto,
Prowincjonalny wiersz w szufladce,
I fotoplastikonu cuda,
585
I śmieszną zwrotkę, gdy się uda,
I kicz jarmarczny nieporadny,
I bukiet wiejski, jeśli ładny.
Tak poszedł w kwiaty i anioły,
Tak zaczął lepić chimeryczne
590
Zwierzyńce, armie egzotyczne,
Indiany, Turki i Mongoły,
Tak się zaczęły obrazeczki
Techniką «kolorowej sieczki»:
Bój pod Cuszimą[121], Smok wawelski,
595
Jarmark w Łowiczu, Krąg anielski,
Kolumb pomiędzy tubylcami,
Dno morskie, Sklepik z zabawkami
(W tym czasie także namalował
Śmierć porucznika Iłganowa,
600
Gdzie szereg sztywnych manekinów,
Wszystkie z profilu, z dymiącymi
Rewolwerami w rękach sztucznych
— Przy czym lecące widać kule —
Tyka piersiami wypiętymi
605
Luf nastawionych karabinów;
Za serce trzyma się porucznik
I całą we krwi ma koszulę.)
Tak na kółeczku kartonowym.
Co się w zegarku mogło zmieścić,
610
Kaligraficzny cud wypieścił:
Psalm Dawidowy, przepisany
Czarnym i srebrnym atramentem
«W sprężynkę», dośrodkowo, kręto,
Z mikroskopijną lutnią w centrum:
615
«Jak jeleń krzyczy do strumieni,
Tak dusza moja Ciebie wzywa,
Żywego Boga pragnie żywa!
O, kiedyż przed oczyma Twemi
Stanie spragniona, nieszczęśliwa?
620
Łzy moje są mi zamiast chleba.
Gdy mi codziennie słyszeć trzeba:
Kędyż ten Bóg twój? gdzie przebywa?
Gdy prześmiewają się szyderce.
Wylewam w siebie własne serce:
625
Nie chadzałżem[122] do Twej świętynni
Z weselem, z chwałą, jako inni?
Czemu się, duszo moja, smucisz?
Nie trwóż się sobą, lecz się ucisz:
Dostąpisz Boga, który zbawia.
630
O, jakże będę go wysławiał!…
…Powiem ja Bogu, mojej skale:
Przeczżeś[123] zapomniał o mej trwodze?
I gdy się uciśniony żalę,
Czemu bez łaski Twojej chodzę?
635
Jest jako rana na mym ciele,
Gdy sobie kpią nieprzyjaciele:
»Kędyż ten Bóg twój? Gdzie przebywa?«
Ozwij się, skało, gdy cię wzywam!…[124]»
……………………………………………….
640
Obiecał nawet ksiądz Komoda,
Że o tym do «Kuryera» poda:
«Chwalebne bowiem w tym to dziełku
Zdólności widać; osóbliwie
W powinkszajoncym widzunc szkiełku…
645
A kto ma talent, niech pamienta,
Od kogó wszystkie som talenta.
Cóż, kiedy w tobie »zgryźluk« siedzi…
Jak dawno byłeś u spowiedzi?»
Tak — w sposób ludziom niepojęty —
650
W butelce zjawił się zaklęty
Ogródek — z błystków, koralików,
Paciorków, szkiełek i kamyków…
Tak w słojach zamieszkały żabki,
Jaszczurki, żuki i trytony;
655
Tak napełniły się szufladki
Aromatami ziół suszonych;
Tak mała izba przy sklepiku
(Na zimę bowiem do miasteczka
Przenosił się i z wnuczką mieszkał
660
W zacisznym, ciepłym pokoiku
Przy sklepie pani Tekli Bielskiej,
Której mąż miał «zdólności» duże:
Basem w kościelnym śpiewał chórze,
Po czym powiększył chór anielski)
665
Przybrała wygląd tajemniczej
Wesołej groty czarodzieja:
Pułap gwiazdami powyklejał
Z kołem zodiaku i księżycem;
Pod lampą, prawie Aladyna,
670
Bajeczne żagle swe rozpinał
Korsarski statek holenderski —
Sam go zbudował pan Dziewierski
Według ryciny z kalendarza
«Czytelnia stanu włościańskiego».
675
Kalendarz był od aptekarza
Kamila Rozpędzikowskiego,
Który miał prawe oko szklane
(Na noc podobno wyjmowane),
Szpicbródkę oraz wąsik rudy;
680
Schylony był, wysoki, chudy,
Olejkiem goździkowym pachniał
I koralowa kulka krwawa
Zdobiła biały jego krawat;
Prócz aptekarstwa drugi fach miał:
685
Manipulował tak palcami,
Że cienie ich niezwykle wiernie
Imitowały menażerię;
Gdy palce puszczał w ruch pan Kamil,
Królik uszami strzygł pociesznie,
690
Garbaty wielbłąd klękał śmiesznie,
Kozioł rogaty brodą kiwał,
A pan aptekarz pobekiwał
Wpadając w tony czysto koźle;
Ten jeszcze robi żart, że oto
695
Zakryje dłonią zdrowe oko
I samym szklanym patrzy groźnie
Na wątłą żonę Antoninę,
Jęczącą walce przy pianinie.
Mieszkali w domku «pod lipami»,
700
Więc byli Bielskiej sąsiadami.
Nie wspomnę już o innych w grocie
Zabawkach, fraszkach i igraszkach,
Wiatraczkach, samodziobach-ptaszkach —
I różnych cackach, większych, mniejszych,
705
Którymi półki ponastawiał…
Sto niespodzianek i sto pociech…
Słowem — nie zawiódł się Smintejczyk
(«O, jakże będę go wysławiał!»).

V

TeatrLecz nad czym się najbardziej czulił,
710
Najbardziej srożył jednocześnie,
Co najmiłośniej w sercu tulił
I nad czym cierpiał najboleśniej;
Co majster-klepka nasz magiczny
Najwięcej kochał w czas zimowy —
715
To teatr, teatr swój tragiczny,
Przybytek duchów tekturowy.
Było to wnętrze starej sali
Sellina[125] w Łodzi. Tam przed laty
On z Andzią na galerii stali,
720
Zaczarowani, skamieniali,
Kiedy ów czarny i zębaty
Przewracał błyskające oczy
I z warg mięsistych pianę toczył,
Gdy chytry judził go i kusił,
725
Aż wódz uwierzył — i zadusił.
Sklecił z deseczek i tekturki
Widownię, scenę i figurki
Przedstawiające, tak jak widział,
Wściekłego Negra, generała
730
Weneckich wojsk, i jego żonę,
Pod stropem zaś, na paradyzie[126],
Andzię i siebie. Świeczka stała
Przed teatrzykiem — i drżącymi
Blaskami dramat oświetlała.
735
Trzy razy, wieczór po wieczorze,
Musiał z nią chodzić — tak ciągnęła…
I tak do serca sobie wzięła
Tę smutną bajkę o potworze
Z Afryki i o białej pani,
740
Że była jakby urzeczona
Prześliczna jego narzeczona…
A już na zapowiedzi dali.
Pisze w kronikach starodawnych,
Że gościł w mym rodzinnym mieście
745
Pewien murzyński aktor sławny[127].
Bóg raczy wiedzieć — czy w przejeździe
Skądś dokądś — czy go przeznaczenie,
Posłuszne czarnej jego gwieździe,
Ku łódzkiej skierowało scenie,
750
Dość, że nad Łódkę zawędrował,
Tam na teatrze występował,
Tam zmarł na jakieś zapalenie
Z dala od Afryki-macierzy
I na cmentarzu łódzkim leży.
755
A mieszkał u «Klukasa»[128] — tam gdzie
Pan Ignaś poznał swoją Andzię.
Bo gdy był jeszcze, w czasy tamte,
U pana Salwy[129] praktykantem,
MiłośćOdnosił kwiaty do hotelu,
760
Gdzie Andzia była pokojówką.
I, jak to bywa, uśmiech, słówko,
Mała przejażdżka w karuzelu
Na Promenadzie[130] lub «na Mani»[131]
— I byli w sobie zakochani:
765
On więcej, ona mniej; tak bywa
I często miłość jest szczęśliwa,
Jeśli nie wtrąci się nieszczęście.
Lecz ono wtrąca się najczęściej.
CieńTutaj — dziwacznym, smutnym cieniem
770
Weszło za nimi do kościoła.
Cień echem po imieniu wołał
Za księdzem; cień przyklękał, wstawał,
Ślubne obrączki im podawał,
Ciemniał w bukiecie białych lilii,
775
Sprawnie drużbował im żałobą,
A gdy z kościoła wychodzili,
Cień welon niósł za panną młodą.
A kiedy przyszła na świat Zosia,
Ulżyło im — i cień się rozsiał,
780
Jak gdyby po raz drugi umarł.
Lecz wkrótce wrócił czarny tuman:
Z kumą spiknęła się kumosia,
Z kumosią się zmrugnęła kuma
I pochylone nad kołyską
785
Patrzyły w dziecko bacznie, blisko,
Badając biel małego ciałka,
Świdrując jasnych oczu białka —
Aż przeniknęły tajemnicę
Genialne antropolożyce:
790
«A nie mówiłam? Widzi pani?
Usta, jak żywe, z Afrykanii».
I trzeba przyznać — miały rację…
Była w nich lekka hipertrofia[132].
Zosieńka — Zosia — potem Zofia
795
Miała te wargi nie po matce
I nie po ojcu. Po kim? Nie wiem.
Nie wierzę, żeby tam coś «było»…
Nie wierzę, lecz nie jestem pewien…
Ale niestety uwierzyło
800
Zwierzę, ZazdrośćNajdziksze w duszy ludzkiej zwierzę,
Stugłowa hydra — podejrzenie…
I tu — o, jaka chęć mnie bierze,
By w związku z fantastyczną fauną
Znowu zabawić się uczenie:
805
Opisać hydrę fabularną!
Po uszy zabrnąć w rygor srogi
Erudycyjnej mikrologii,
W wykazy źródeł, bibliografie,
Tak jak to lubię i potrafię…
810
O, jaki wilczy mam apetyt
Zapuścić się w przypisów petit[133],
W owe p., ib., por., cf., l. c.[134]
Itp. drobiazg ważny wielce.
Odezwał się wrodzony nałóg
815
Zgłębiania kuriozalnych nauk,
Szperania po foliałach grubych,
By dwuwierszową złowić wzmiankę,
Gubienia się w drobnostkach lubych,
Z których nie będzie mieć korzyści
820
Ani współczesność, ani przyszłość,
Lecz tacy są już specjaliści:
Im mniejsza rzecz, tym większa ścisłość;
Czytania mądrych traktacików:
O mumiach u Asyryjczyków,
825
O chronostychach[135] lub centonach[136],
O synekdochach[137] Cycerona[138],
De carminibus figuratis[139],
De barba Moysis[140], De castratis[141],
De cantu cygni[142], De cornutis[143],
830
De jure ventris[144], Ligno crucis[145],
De matrimoniis incantatis[146],
De bibliotheca Adami[147],
O św. Jacku z pierogami,
De et cetera[148] bomba… Satis[149].
835
Lecz Monstra Fabulosa[150], postrach
Mediewalnych[151] mrocznych katedr
(Niejeden średniowieczny frater[152]
Biesa się uczył na tych monstrach),
Lecz zoologia legendarna,
840
Teratologia[153] fantastyczna,
Z nauką o demonach styczna,
Dziwy zamorskie i bestiaria[154],
Wysnute z wyobraźni mnichów
I «do Indyey» podróżników,
845
Gnanych cudowną żądzą cudów
W bajeczne kraje barwnych ludów —
— A pletli ci peregrynanci[155]
Troje niewidy z tych awantur —
Te sprawy, czytelniku, znam ci
850
Nie gorzej niż profesor Jan Tur[156].
Znam Lycosthena[157], Aldrovanda[158],
Wiem z Prodigiorum chroniconu[159]
O wszelkich bestiach i potworach
Antarktyki i Septentrionu[160],
855
I wiem, co widział św. Brandan[161]
Na wyspach oraz co w Brazylii
Iwon d'Evreux[162] i Pigafetta[163]
Czy św. Izydor z Sewilii[164],
Znam Singularitéz Théveta[165]
860
I Miroir du monde Brunetta[166],
Księgi Wielkiego Albertusa[167]
Tudzież Olafa (też Magnusa[168]),
Znam groźny i zaczarowany
Diabelskich stworów świat potworny,
865
Te hipogryfy[169], lewiatanty[170],
Kynocephale[171], unicorny[172],
Śród jednorożców[173] nie pomieszam
Eglisseriona[174] z monocerem —
Wszystko to znam jak własną kieszeń
870
I mógłbym tutaj, za Gesnerem[175],
Hydrę[176] opisać… Lecz «referens
Horresco…»[177] PotwórCzuję przerażenie,
Gdy tylko wspomnę tę istotę…
Lecz wierz mi, wierz mi — wiem coś o tem —
875
Gorszą jest bestią Podejrzenie.
Tym gorszą, że to chytre zwierzę…
Wije się, łasi, do stóp ściele
I ani człowiek się spostrzeże,
Jak już jest wroga przyjacielem.
880
Ten z piekła rodem zwierz stugłowy
Staje się wiernym psem domowym,
Co cię na krok nie odstępuje
I służąc panu — sam panuje…
…………………………………………….
885
Tak wrócił cień i szedł przed nimi,
I szeptał «Tak» ustami Zosi…
……………………………………………
Mówiły inne, mniej genialne,
Że się po prostu «zapatrzyła»[178]
890
……………………………………………

VI

W głębokim śnie, w głębokim śniegu
Mieścina leży pogrążona.
Sennego księcia i śnieżnego
Twarz świeci, srebrnie zamrożona,
895
Uśmiechem białym nieruchoma.
ZimaPodpiera domki śnieg pierzasty,
W wysokie nawalony zaspy;
Czasem je wiatr napadnie dmący
I z puszystego wierzchu zwiewa
900
Pył roziskrzony, kołujący.
Dwa bratnie przed sklepikiem drzewa
Są jak śmietaną ochlapane
Lub jakbyś mydlin gęstą pianę
Rozrobił na zwichrzonej brodzie
905
Świętego Mikołaja, który
Śpi stojąc; w ręku ma latarnię:
To szyba okna, cała w lodzie.
A za nią światło planetarne
Mrugliwej lampy. Mróz-kwiatodziej,
910
Co brylantową ma kwiaciarnię,
Bystro tęczuje iskierkami,
Miotając ognik za ognikiem,
Diamencik goniąc diamencikiem
Z takim pośpiechem, że chwilami
915
Sam nie wie, czy jest ogrodnikiem,
Czy wielkomiejskim jubilerem.
Gdy przed witryną, rozigraną
Rozbłysków migających gamą,
Przystaje warszawianka śliczna
920
I, przedgwiazdkowo elektryczna,
Napływem pragnień podniecona,
Klejnoty poleruje wzrokiem…
Oczy, porwane skier potokiem,
Z błyskami skaczą po kamieniach…
925
Rozpromieniona od olśnienia,
Gwiazdeczki mroźne ma na futrze,
A rzęsy w lodowatym cukrze.
Dwie perły po jej licu biegą:
Uriańska[179] z noska zadartego,
930
A z oczka — kałakucka perła[180].
PiesTymczasem ziębnie psina wierna
I niecierpliwie chwile liczy,
Dygocąc na zielonej smyczy;
Więc, żeby skrócić to czekanie,
935
Dżoncio urządza się przy ścianie:
Robi ze siebie trójnóg wschodni
I nagle śnieg topnieje pod nim.
— Piesku najmilszy! Dżenteldogu,
Który umiałeś umrzeć w porę
940
I dziś nie tułasz się upiorem,
I obcych nie obijasz progów!
Nabrałbyś może złych nawyczek
Na tej żebrackiej «emigracji»…
Dżonciu mój luby! Masz pomniczek…
945
Wybacz, że w takiej sytuacji.
Mała w kołysce zakwiliła,
Ogrodnik wstaje i przewija.
Ułożył wnuczkę, uspokoił.
Śpi. On, schylony, dalej stoi
950
I patrzy, szuka wzrokiem szpiega
I zdaje mu się, że dostrzega…
Wtedy na białym tynku ściany
Cień się pojawia zapomniany
I trwa — choć pan Ignacy odszedł
955
I znowu siadł przy swym theatrum.
Coś szepcąc… A ze ściany odszept.
Za oknem cienka aria wiatru
Wtóruje tekstom dwóm szeptanym…
A prawda gdzie? Po wieki wieków,
960
Póki odrzucasz cień, człowieku,
Tylko w Williamie opętanym,
Co wszystkie kręgi piekła obiegł!
«Nie» mówi cień… «Tak» mruczy człowiek…
I myślą, że trafili w sedno,
965
A straszny William, co był na dnie,
Jak duch podnosi się z zapadni
I wyrokuje: «Wszystko jedno»…
…A noc wciąż wyższa i gwiaździstsza
I kręty wiatr wciąż wyżej śpiewa,
970
I gwiezdny w okno pył nawiewa,
Gdy w smutnym teatrzyku mistrza
Barwne figurki tekturowe
Wiodą zmyślonych serc rozmowę,
Prawdziwszą niźli serc prawdziwych,
975
Ach, i tak samo nieszczęśliwych!
Była to noc błogości. Poczuł
Napływające łzy do oczu
I ciepłą słodycz w zakochanym
Jak dawniej sercu…
980
Była to może noc Przemiany
I cudu — wyraźnego cudu:
Bo ręką strącił cień ze ściany,
Na ziemię rzucił i podeptał…
I raptem, w mowie mu nieznanej,
985
«Perdition catch my soul, wyszeptał,
But I do love thee…»[181]
Lecz kto ona?
Usiadła przy nim martwa żona,
Dłoń położyła mu na dłoni
990
I księżycowo wysrebrzona
Boleśnie trwała w ciszy wielkiej,
Potem podniosło się zjawisko
I pochylone nad kołyską
«Zosiu» szepnęło do Anielki…
995
Potem zaczęło mętnieć, szarzeć,
I w bladą mroźność już się wrzynał
Amarantowy brzask zarzewiem…
«Było?» «Nie było?» — nic już nie wiem…
«Prawda?» «Nieprawda?» — wszystko jedno.
1000
Znów się zimowy dzień zaczynał,
Magiczne dekoracje bledną,
W sercu i w izbie coraz jaśniej,
Świeczka do dna dopływa… gaśnie…
Może i «było»… Choć nie sądzę…
1005
Na wszystkim ślubnie śnieżny welon…
«I am declined, jak rzekł Otello,
Into the vale of years…»[182] I błądzę.

VII

Tak jak rosła. Zimą w owej grocie,
W aptece wonnej i sklepiku,
1010
A latem w lasach i w ogrodzie
Lub «na fabryce», śród letników.
Była jej matką pani Bielska
I wątła pani Kamilowa,
A czasem doglądała dziecka
1015
Moja poczciwa Michałowa.
I tak Anielkę Bóg uchował,
Że z sierocego wzrastał zielska
Kwiat polski — panna Iłganowa.
W sklepiku było ciepło, ciasno,
1020
Siedziało się śród worków z mąką
(Szczęśliwy, kto w dzieciństwie zasnął
Wtulony w taką białość miękką,
Gdy świerszcz za ścianą struga cienko,
Gdy w śniegu drzemie ciche miasto,
1025
Gdy jeszcze słychać: «łut rozenków,
Font cukru, mendel jaj, wanilii…»
A już rosnące pachnie ciasto,
A już zapadasz w sen Wigilii,
Już prawda się ze złudą miesza
1030
I ćmi z komina modrym dymkiem:
To Andersen senniki wiesza
Na planetarium twej choinki…
Ściągnąłem to z własnego wiersza
O Zasypianiu.)
1035
Więc, jak mówię,
Siedziało się śród worków z mąką,
Tęczowe brało się landrynki
Z wysokiej cylindrycznej puszki,
Która się trudno otwierała,
1040
Gryzło się «pestki» i «okruszki»,
Chleb świętojański zajadało,
A po szufladach — jak u dziadka:
Inny aromat co szufladka,
Suszone śliwki i migdałki,
1045
Muszkatołowe ciemne gałki,
Angielskie ziele, pieprz, cynamon,
Tłuste pręciki waniliowe,
I czarne, suche i z łebkami
Goździki… Tymiż goździkami
1050
Pachniał z daleka już pan Kamil,
A pochodziło to z balsamu,
Który przepisał sobie sam — i
Polecał bardzo innym panom.
Sam też miksturę tę wyrabiał
1055
Pod nazwą «Balsam Sangwarabia»,
Że niby z jego stosowania
Krew ma się jak arabski ogier
(Tutaj palcami tak małpował,
Że koń na ścianie galopował):
1060
«Browar, proszę ja pana! ogień!
I wiesz pan co? Kobietki skłania
Tak, że pan będziesz się oganiał!»
Lecz wątła pani Kamilowa
Innego o tym była zdania.
1065
Aptekarz się z Anielcią bawił:
To groźne oko swe postawi,
To puści chiński cień z profilu
Z murzyńską wargą. Stary filut!
Oko straszyło, twarz bawiła.
1070
Z tego sen pierwszy: zła, zawiła
Okotwarz jakaś, z kotem w środku.
Seledynowo mżącym, zmiennym
(W aptece był zielonooki
I narkotycznie zawsze senny);
1075
Potem tę twarz miał zegar ścienny,
Pan nieprzyjemny i wysoki.
Wciąż «tak» i «nie» powtarzający
I w sen wchodzący sztywnym krokiem.
Na górze stało nieszczęśliwe
1080
Ogromne zwierzę połyskliwe.
Szczerzące czarno-żółte zęby;
Pani siadała, biła zwierzę.
Krzyczała coś — i od uderzeń
Brzęk drżący płynął z jego gęby.
1085
Najładniej było — i najsmutniej —
Gdy dziadek «figurkami ruszał»
Albo kwiatami… Kiedy plótł je
W powiastki i do życia zmuszał…
Dziecko, DuszaNajładniej było i najsmutniej,
1090
Gdy powolutku w tej malutkiej
Budziła się zdumiona dusza.

VIII

Dziewięć lat miała, kiedy z dziadkiem
Na cmentarz poszła. «Tutaj klęknij.
Paciorek zmów za duszę matki.
1095
Połóż te lilie. Krzyża sięgnij.
Tak. Teraz mów, powtarzaj za mną:
»Opiece Twej, Najświętsza Panno,
Polecam duszę męczennicy,
Matki mej«. Dosyć. Jak usłyszy,
1100
To starczy. A jak nie usłyszy,
To szkoda słów.
Teraz za ojca męczennika
To samo zmów.
Za Konstantina… Konstantego!
1105
Przeżegnaj się. Tak. No i… tego…
Pójdziemy»… Lecz od wrót cmentarnych
Zawrócił nagle — i pod czarny
Matczyny krzyż ją znów skierował
I krzyknął, aż dziewczynka zbladła,
1110
Zatrzęsła się, na klęczki padła,
Tak szarpnął! Pierwszy raz tak krzyczał.
A krzyczał: «Teraz się wyliczaj
Z nie swoich grzechów! Teraz, mała,
Za Polskę módl się! Nie za »Polszę«
1115
Lub, nie daj Boże, za najgorsze…
Rozumiesz?» Nic nie rozumiała,
Więc powtórzyła, co umiała:
«Opiece Twej, Najświętsza Panno,
Polecam duszę męczennicy,
1120
Matki mej»… A on: «Nie płacz. Wstań no.
Już dobrze. Nie płacz! Wstyd pannicy
Być taką beksą»… A sam szlochał
I tulił ją… jak ja tę powieść.
Nie wiedział dotąd, jak ją kochał!…
1125
Kogo? Ach — kogo! — — —
Po odpowiedź
Pojechał autor w antypody.
Wiedział i w Polsce oczywiście,
Lecz że tak mocno go to ściśnie,
1130
O tym nie wiedział, wolny, młody.
Po tamtej stronie Wielkiej Wody,
Daleko — z tamtej strony Wisły,
Gdzie «kąpałásie» wrona,
A pan kapitan myślał,
1135
Że to jego żona;
Panie kapitanie,
To nie twoja żona,
To jest taki ptaszek.
Nazywa się wrona…
1140
Bo ta piosneczka — to też ona,
Jedyna i nieunikniona,
Dokąd poniosą wszystkie żagle.
Chociaż daleka — zawsze bliska…
Ojczyzna jest to Węch — i nagle:
1145
Swąd dymu w polu, choć ogniska
Nie widzisz. + Biała chata niska
W sadku wiśniowym. + Na mokradle
Ognik wieczorem. + Róg Traugutta
I Mazowieckiej. Jak tam zdrowie,
1150
Kochana pani kwiaciareczko? +
— Daleko, panie, do Rdułtowej?
— Pół mili będzie, niedaleczko.
+ Zapach uprzęży mokrej. + Konie
W mróz parujące. + «Moja pani!
1155
Jakie to ludzie są!…» + W wagonie
Nad ranem, zżółkli, niewyspani
Pasażerowie. + Zamek we mgle
Przymrozku. + «Skropić weżetalem[183]
+ W podwórko nasze wozy z węglem
1160
Wjechały. Sypią. + W karnawale
Świt przed «Oazą»[184]. + Targ na Rynku
Zielonym w Łodzi. + Koper w słoju
Ogórków. + Pod Simonem[185] stoją
Taksówki. + Dróżką pogrzeb wiejski;
1165
Śpiewają. + Autem przez Aleje
Piłsudski siwy i niebieski.
+ Noc. W szronie książę Józef[186]. + Dnieje
Nad Wisłą. + Pobekują owce
Na Kalatówkach. + Wielkanocne
1170
Baranki na wystawach. + W Wilię
Ci, co ostatni drzewka niosą
Do domu. + Żółte wodne lilie
Na zzieleniałej wodzie. + Boso,
Z płachtą na głowie, pastuch moknie
1175
W polu. + Trumienka srebrna w oknie,
Na niej «klapsydra». + Małe kartki
Ręcznie pisane, przyklejone
Do muru: «Pokój przy rodzinie»…
+ Hortensja. Wedel[187]. + Mięsa ćwiartki,
1180
Sino ołówkiem poznaczone,
Na haku. + «Wielka rewia» w kinie
Na Woli. + Drobne ogłoszenia
«Kuriera Warszawskiego» (każde:
Nowela Prusa; wnętrza mieszkań).
1185
+ Przez most[188] na Pragę, Nowym Zjazdem[189],
W dorożce. + Imieniny Leszka[190];
Przyrynek, Freta. + Pod Halami
Baby sprzedają na chodniku
Suszone zioła. + «Moniuszkami[191]
1190
Nie przejadzie»… + Park wilanowski
W słoneczny ranek, w październiku;
Miedziany pożar liści. + Ryby
W kramach na rogu Mokotowskiej
I Hożej. + «Szyby — szyby — szyby!»
1195
(Szklarz, stary Żyd.) + Kościół Wizytek
W księżycu. + Nina Morsztynowa[192].
Wódka w południe w Pławowicach.
+ Kwietnik w Sikorzu. + Giętkość witek
Brzozowych (można w supeł). + Kowal
1200
Podkuwa konia, a chłop trzyma
Za uzdę. + Migające ognie
W chatach, gdy jedzie się pociągiem
W zimowy wieczór. + Konik ciągnie
Masztową sosnę leśną drogą;
1205
Skrzypienie kół; chłop zwiesił nogi.
+ Na Solcu «destrebucja». + «Kogo
Szanowny pan uważa?» + Magle.
(Szyld: trup w surducie kręci koło.)
+ «Poprosz-sze o bilety»… + Nagle
1210
Z mariackiej wieży rój gołębi
Sfrunął. + «Choć goło, to wesoło»,
«Grunt nie przejmować się», «Te, wariat,
Wisła się pali». + Smak jarzębin
Cierpki. + Kościołki na Podhalu
1215
Ciemne, drewniane. + Komisariat
W sobotę wieczór. + «To wypada
Dla kurwy tak?» + «Do Malinowskich
Nie chodzę: cugi[193]!» + «Czekolada!
Brukowce, piwo, lemoniada!»
1220
+ «Ta gówno, panie» (akcent lwowski).
+ Śliwki węgierki łamać. + Sztuczne
Kwiaty i wieńce makartowskie[194].
+ Obrzękła z płaczu twarz Wieniawy[195],
Gdy na tańczącym koniu wiedzie
1225
Pogrzeb marszałka[196]. + Zwiedzam Wawel
Na parę dni przed wojną…
……………………………………………….
………………………………………………
Potem — —
1230
Potem to wszystko i mnie przedziel
Atlantykiem tęsknoty. Potem
Przez ten Atlantyk i tęsknotę
Sto razy pomnóż? Tysiąc! Mało!
Tysiąc i jeden! Ojczyzna, DomBędą klechdy
1235
Szeherezady, którą niegdyś
Co dzień się żyło, oddychało,
Nie wiedząc wcale, że mitami
Na każdym kroku oddychamy!
Że Łódź Bagdadem jest bajecznym
1240
Albo La Manczą manczesterską,
Tomaszów — ach! Tobosem[197] wiecznym,
Warszawa — Troją bohaterską
I Jeruzalem, której murom
Śpiewają, płacząc, dwa narody
1245
Jednej niedoli pieśń ponurą…
Któż wtedy wiedział, że daleką
Stanie się Kraków świętą Mekką,
A góra Giewont — Siódmą Górą,
A rzeka Wisła — Siódmą Rzeką?
1250
My country is my home. Ojczyzna
Jest moim domem. Mnie w udziele
Dom Polski przypadł. To — ojczyzna,
A inne kraje są hotele.
Przyroda nieożywiona, OjczyznaMój dom. Mieszkanie. Pokój. Biurko.
1255
A w nim (pamiętasz?) ta szuflada,
Do której się przez lata składa
Nieużywane już portfele,
Wygasłe kwity, wizytówki,
Resztki żarówki, ćwierćołówki…
1260
Leży tam spinka, fajka, śrubka,
Syndetikonu[198] pusta tubka,
Jakaś pincetka czy pipetka,
Stara podarta portmonetka,
Kostka do gry, koreczek szklany,
1265
Bilet na dworcu nie oddany,
Szary zamszowy futeralik,
Zeschły pędzelek, lak, medalik,
Przycisk z jaszczurką bez ogona,
Legitymacja przedawniona,
1270
Brązowe pióro wypalane
Z białym napisem «Zakopane»,
Korbka od czegoś, klucz do czegoś,
Lecz już oboje «do niczegoś» —
Słowem, wiesz, jaka to szuflada…
1275
A gdy jej wnętrze dobrze zbadasz,
Znajdziesz tam małe, zasuszone
Serce twe, w gratach zagubione…
Więc nie wyrzucaj nic, nie sprzątaj…
Przyda, nie przyda się — niech leży.
1280
Oszczędzaj graty przy «porządkach»
W takich szufladach i zakątkach,
Boś z każdym cząstkę życia przeżył
I trwasz, nie wiedząc, z tą starzyzną…
Jak z tą szufladą, tak z ojczyzną:
1285
Nic nie wyrzucisz. Coś ci wzbrania
Przetrząsnąć lamus przywiązania
I «niepotrzebne», «nieużyte»
Usunąć. Niech zostanie z tobą.
Zabobon, mówisz? Tak, zabobon…
1290
Ludzie uczeni zwą to — mitem.
Ojczyzna, Historia, Polska, LudI z tej codziennej mitologii
Nagłych, z zaułka, zjawień, olśnień,
To z barwy, z linii, to z melodii
Chwila ojczyzną ci wyrośnie.
1295
Zjawi się taka niewątpliwa,
Wyłączna, nie do podrobienia,
Że poznasz z echa, zwęszysz z cienia:
To ona — twoja, własna, żywa.
A to silniejsze niż potęga
1300
Batorych, Chrobrych, Jagiellonów,
Niż pompatyczna dziejów księga,
Niż namaszczona rozbajęda
Bombastów, bardów, fanfaronów!
O, te histriony[199] historyczne!
1305
O, ci histerycy historii,
Rymarze «glorii» i «wiktorii»,
Gęsi skrzeczące na zapłotkach
O swych kapitolińskich przodkach!
O, historyczne rymochlasty,
1310
«Patosem dziejów» rozegżone,
Skrzydlate szkapy, zaprzężone
W dziejowy rydwan drabiniasty!
Dalej będziecież Polskę włóczyć
Po «szlakach», «misjach», «przeznaczeniach»?
1315
Znowu się będzie byle szczeniak,
Fuks[200] gazeciarski i codzienniak
Tłustością dawnej chwały tuczyć?
A szlag niech raz te «szlaki» trafi!
Zamiast historii rozbuchanej,
1320
Może by trochę, dla odmiany,
Botaniki lub geografii?
A kysz, bajczarzu bałamutny,
Plotący szumne historyzmy!
Nie okryć matejkowskim płótnem
1325
Nędzy, nagości, ran ojczyzny!
Na wielkość będziesz ją skazywał,
Na przeznaczenia, orły, szczerbce,
A lud ci będzie pokazywał
Łatane portki, zdarte kierpce?
1330
Będziesz swym piórkiem naród wodził
Na historyczne dęte szlaki,
A on o głodzie i o chłodzie
Po kurnych chatach będzie smrodził
I pasem ściskał puste flaki
1335
Albo pogubi je, wyprute,
Na krwawych drogach ku «wielkości»…
Legną kurhany białych kości
Na polach… To jedyny skutek
Arcydziejowych wspaniałości.
1340
Historia! «Historyczne prawa»!
Patrz — «die Geschichte»[201] jest u celu!
Patrz — leży stara kurwa krwawa
W spalonym własnym swym burdelu,
Ofiara własnych swych nakazów,
1345
Przeznaczeń, szlaków, drogowskazów,
Które wbił w rdzeń germańskich mózgów
Jej pierwszy alfons oraz uczeń:
W prościutkiej linii miłe wnuczę
Herulów, Wolsków i Cherusków!
1350
Patrz — drugi! rzymski kipiszczyna[202],
Birbone[203], furbo[204], truffatore[205],
Il grande storico gridore[206],
Antycznych małpujący Rzymian!
Pokazał jeden jak i drugi
1355
Wielkodziejowe swe zasługi
I — trzeba przyznać — zdał egzamin:
Pokazał Orbi[207], dowiódł Urbi[208],
Do czego kurwę swą dokurwił
Historycznymi przesłankami.
1360
Nie chcemy milionowych czeków,
Płatnych na Marsie za sto wieków!
Drobne, lecz na stół! Dzień zwyczajny,
Dzisiejszy dzień strapionym dajmy!
Banknot radości — nie numizmat —
1365
I bilon szczęścia — nie brakteat[209]
A piękny historyczny teatr
W muzeum może mieć ojczyzna!
O, spekulanci! O, rzeźnicy;
Którzy na ladzie swojej jatki
1370
Padlinę macie dla ulicy,
Kości pradziadów i odpadki,
A Dzień Dzisiejszy — tłusty, świeży —
Pod ladą wielkim połciem leży:
To — dla was. To wynagrodzenie
1375
Za patriotyzm i natchnienie.
O, telewizjonerzy świetni!
Zapowiadacze szczęśliwości,
Propagujący «wyścig», «pościg»,
Wszystko dla Jutra, dla Przyszłości,
1380
A dzisiaj — bankiet dla proroka:
Za bystrość przezierczego oka,
Za śmiałość przenikliwych wejrzeń,
Za wiarę, ufność i za «hejże!»…
A innym — generalny pościk.
1385
Moi mocarni i dziejowi
Nieraz wzdychali, zazdrościli:
«Gdybyż to nam… w dziejowej chwili..
Gdybyż naszemu narodowi
Takiego wodza i geniusza!…
1390
Wróg? Niemiec? Owszem, proszę pana,
Ale uchylam kapelusza.
Szatan? Bodajby i szatana
Takiego mieć, proszę ja pana,
Bo to potęga — a nam trzeba
1395
Potęgi, jeszcze raz potęgi —
I naprzód, ufni w pomoc nieba,
Naprzód — po nasze ideały!
Czytał pan przecież wieszczów księgi,
Więc wie pan: wiara wzrusza skały,
1400
Słowo jest czynu testamentem[210]
A Chopin! Gdyby naród cały
Zapalił się tym ogniem świętym
Wiary w potęgę! Gdyby znalazł
Taką jednostkę — oczywiście
1405
Polaka, Piasta, proszę pana —
I zrzucił z nas niewiary balast,
O, wtedy zobaczylibyście,
Co może naród twardy, karny,
Gotowy, zwarty i mocarny!»…
1410
— Znam, proszę pana, te «zwycięskie
Narody». Wiem też, ku przestrodze,
Co taki naród z takim wodzem
Na «historycznej» swojej drodze
Potrafi zdziałać.
1415
Wolę — klęskę,
Niż żeby w Polsce miał być panem
I zaprowadzić ład pogański
Antychryst zmotoryzowany
I chmurnych durniów rząd tyrański.
1420
A cóż to, panie, za ideał:
Ten sam szubrawiec w polskim sosie?
Pięknie by wieszczów polskich wcielał!
(Chopina sądziłby po nosie.)
I gdyby nawet był Polakiem,
1425
Z całą wyższością swego rodu
Nad owym, germańskiego chowu,
Dichterem[211] z nożem za kubrakiem,
Denkerem[212] z jaskiniowym przodkiem,
Jeszcze by wtedy był łajdakiem,
1430
Jeszcze by większym był wyrodkiem.
Żadni nadludzie ni olbrzymy,
Boga o inną moc prosimy,
O inną drogę do wielkości:
1435
Chmury nad nami rozpal w łunę,
Uderz nam w serca złotym dzwonem,
Otwórz nam Polskę, jak piorunem
Otwierasz niebo zachmurzone.
Daj nam uprzątnąć dom ojczysty
1440
Tak z naszych zgliszcz i ruin świętych,
Jak z grzechów naszych, win przeklętych:
Niech będzie biedny, ale czysty
Nasz dom z cmentarza podźwignięty.
Ziemi, gdy z martwych się obudzi
1445
I brzask wolności ją ozłoci,
Daj rządy mądrych, dobrych ludzi,
Mocnych w mądrości i dobroci.
A kiedy lud na nogi stanie,
Niechaj podniesie pięść żylastą:
1450
Daj pracującym we władanie
Plon pracy ich we wsi i miastach,
Bankierstwo rozpędź — i spraw, Panie,
By pieniądz w pieniądz nie porastał.
Pysznych pokora niech uzbroi,
1455
Pokornym gniewnej dumy przydaj,
Poucz nas, że pod słońcem Twoim
«Nie masz Greczyna ani Żyda».
Puszącym się, nadymającym
Strąć z głowy ich koronę głupią,
1460
A warczącemu wielkorządcy
Na biurku postaw czaszkę trupią.
Biegłymi zrób łacinnikami
Ministrów naszych, by wiedzieli,
Że są sługami, nie panami,
1465
A księży naucz ewangelii.
Piorunem ruń, gdy w imię sławy
Pyszałek chwyci broń do ręki,
Nie dopuść, żeby miecz nieprawy
Miał za rękojeść krzyż Twej męki.
1470
Niech się wypełni dobra wola
Szlachetnych serc, co w klęsce wzrosły,
Przywróć nam chleb z polskiego pola,
Przywróć nam trumny z polskiej sosny.
Lecz nade wszystko — słowom naszym,
1475
Zmienionym chytrze przez krętaczy,
Jedyność przywróć i prawdziwość:
Niech prawo zawsze prawo znaczy,
A sprawiedliwość — sprawiedliwość.
Niech więcej Twego brzmi imienia
1480
W uczynkach ludzi niż w ich pieśni.
Głupcom odejmij dar marzenia,
A sny szlachetnych ucieleśnij.
Spraw, byśmy błogosławić mogli
Pożar, co zniszczył nasz dobytek,
1485
Jeśli oczyszczającym ogniem
Będzie dla naszych dusz nadgnitych.
Każda niech Polska będzie wielka:
Synom jej ducha czy jej ciała
Daj wielkość serc, gdy będzie wielka,
1490
I wielkość serc, gdy będzie mała.
Wtłoczonym między dzicz niemiecką
I nowy naród stu narodów —
Na wschód granicę daj sąsiedzką,
A wieczną przepaść od zachodu.
1495
WarszawaDłonie Twe, z których krew się toczy.
Razem z gwoździami wyrwij z krzyża
I zakryj, zakryj nimi oczy,
Gdy się czas zemsty będzie zbliżał.
Przyzwól nam złamać Zakon Pański,
1500
Gdy brnąć będziemy do Warszawy
Przez Tatry martwych ciał germańskich,
Przez Bałtyk wrażej krwi szubrawej.
…A gdy będziemy, Nekropolu,
Przybliżać się do twych przedmieści,
1505
Klękniemy kwarantanną w polu,
Nadziei pełni i boleści:
Nadziei — że nam przyjaciele
Naprzeciw wyjdą z Miasta Krzyżów,
Niosący w oczach przebaczenie
1510
I łzy radości, a nie wyrzut.
Boleści — że nam nie pomogą
Te łzy ni łaska, ni witanie…
MILCZĄCE między nami stanie
Zjawą złowrogą.

IX

1515
Po tym rozdziale — huczny wystrzał
Oklasków: «Prawda to najczystsza!
Mistrzu! Niech żyje demokracja!
Mam zastrzeżenia, ale racja,
Ja zawsze uwielbiałem mistrza,
1520
Zawsze mówiłem, że ten Tuwim — —»
…Cóż to za jeden, co tak mówił?
A to siurpryza[213]! Popatrz, popatrz!
Zamordębierca, totalista,
Podjudzacz, hecarz, dołków kopacz
1525
Do «zgniłej demokracji» przystał!
Co się to stało? Proszę, proszę,
Me diga, faz favor, amigo[214],
Jakżeś z faszyzmu się wymigał
I w Rio aż do tego doszedł,
1530
Że mówisz «łajdak Mussolini»,
Że «bydlę» mówisz o Hitlerze,
Z radości liżesz się i ślinisz,
Gdy Grek albańskie miasta bierze.
W Warszawie — Berlin był ci Mekką,
1535
A Rzym — Betlejem niewątpliwem,
Londyn i Paryż — Tel Avivem,
A Hradczyn — Kremlem. Jakżeś lekko
W drodze wykręcić się potrafił
Z tej politycznej geografii!
1540
Już «w innym świetle» rzeczy widzisz.
Zmieniłeś «w pewnej mierze» zdanie,
Niewiele brak, a powiesz: Żydzi
To także ludzie. (Czyżby, panie?)
Co do przyszłości — to na czele
1545
Zwycięskich wojsk z Sikorskim[215] wkroczysz
I «razem, starzy przyjaciele,
Ludu włościański i roboczy»
(Bo choć w zakresie jak najwęższym,
Aleś socjalizm w Polsce zwęszył).
1550
Słowem: pobita dzicz germańska,
Niech tam kto skoczy Rosję pobić,
A my na piwo, proszę państwa,
I gdzie tu można coś zarobić?…
— Mój demokrato, któryś z wtorku
1555
Na środę tak się zmył do czysta,
Że, myślę, z Rio do New Yorku
Pojedziesz jako… komunista.
Mój anglofilu i zelancie[216]
Wolności, tolerancji, prawa,
1560
Co ze mną jesteś dziś w aliansie.
Za dobrze, mój figlarzu, znam cię…
Kawa na ława!
Gdy zwiądł rozmaryn, kwiat prześliczny
Polskiej paproci romantycznej
1565
(Pamiętasz? «O, mój rozmarynie…»[217]
I pierwsza łza gorąca spłynie,
Że zakwitł… jest… więc ty do kwiecia:
«Rozwijaj się» — i druga, trzecia,
A ty przynaglasz, szerzej, głośniej,
1570
I płynie: «O, mój rozmarynie,
Rozwijaj się!…» I tak miłośnie,
Tak rzewnie kwiat na oczach rośnie,
I coraz więcej łez i wiosny
Na rozmarynie, na miłosnym,
1575
I ciągniesz: «Pójdę do dziewczyny» —
I śpiewasz: «Pójdę do jedynej,
Zapytam się…») —
Zapytaj się:
O podeptane butem kwiecie,
1580
Choćby o jedno pięciolecie —
Kiedy się Wilk Żelazny rozpadł
Na setki piesków skocz-hitlerków,
Kiedy jak trąd, jak czarna ospa,
Pokryła Polskę dzicz burszowska[218]
1585
Szturmowców, stürmerowskich[219] «clerków»[220];
Gdy generalskie Kaffeepflanze[221]
Złapały faszystowską francę[222]
I matkowały bogom nowym:
Pierwszej Kohorcie czy Falandze[223]
1590
Ostatnich mętów i szumowin;
Kiedy ministrom wystraszonym
Na murach pisał epitafium
Wódz, młokos, gówniarz «prześwietlony»,
Z mistyczną misją wprost z Monachium;
1595
Gdy panowali na ulicy
Drobnomieszczańscy drobni dranie,
Już znakomici «katolicy»,
Tylko że jeszcze nie chrześcijanie;
Gdy się szczycili krzepą pustą,
1600
A we łbie grochem i kapustą,
Gdy bili Żydów z tej tężyzny,
Tak bili, rozjuszeni chwaci,
Że większy wstyd był za ojczyznę
Niż litość dla mych bitych braci;
1605
Gdy groził «nocą długich noży»[224]
Liryk, deliryk, satanista[225],
Gdy ksiądz Charszewski[226], sługa boży,
W stolicy sławił Antychrysta,
Ksiądz Trzeciak[227] w Norymberdze[228] zasię
1610
Hołd składał parteitagom[229] wrażym[230],
A księdza Pudra[231] o tym czasie
Policzkowano przed ołtarzem;
Gdy cham i nieuk, jeden z drugim,
Szpik[232], łapacz z «dwójki»[233] czy z «Zadrugi»[234]
1615
Znieważał «Żyda» Mickiewicza
I — nie bał się Jaroszewicza[235],
W dupie miał rząd, opinię, prasę,
Bo szefa miał — na Wilhelmstrasse[236];
Gdy Wielki Łowczy[237] w Polsce gościł
1620
I wielkopańskie pił szampany,
Gdy zesrywały się z radości
Ozońskie[238] błazny i bałwany,
Że podejmują Ribbentropa[239]
(A wyrok był już podpisany,
1625
Na śmierć skazana Europa);
Gdy wielki grzmiał w obozie jubel[240],
Że Józek[241] z Hessem[242] był na wódce,
Że Ciano[243] w tany porwał Dziubę[244],
Że Bolek[245] z Eddą[246] tnie hołubce —
1630
O, danse macabre! Gdy wbijali
Tym tańcem gwoździe w naszą trumnę
I — dobra nasza! A już w dali
Trepakiem[247] przytupywał Stalin
I słusznie mrużył oczko «umne»[248];
1635
Kiedy berlińskich biesów szajka
Ze śmiechu się tarzała, patrząc,
Jak się przyjaźnią z nimi paprzą,
Jak Polskę toczy rak marszałka[249];
Gdy było «byczo» i rząd «amcił»[250],
1640
Śmigły[251] «podciągał» gosudarstwo[252],
A olrajtnicy[253], adiutanci
Stukali obcasami dziarsko;
Gdy się u stóp głuptasa wili
Ten w «szczerym hołdzie», ów na żołdzie,
1645
Gdy honor dziejów plugawili
Nikczemnym marszem na Zaolzie[254];
Kiedy sztrabanclom[255] z oenerii[256]
Miedziński[257] składał ukłon dworski,
A Słonimskiego[258] bił w cukierni
1650
Plagiografoman Ipohorski[259];
Gdy arsenałów nie doglądał
Buławy legendarnej dziedzic,
A dla mnie szubienicy żądał
Poeta polski Pierd-Piertkiewic[260];
1655
Kiedy za rządów twych ozońców[261]
Kto żyw, ten błotem mnie smarował:
Bandyci z rozwrzeszczanych «Gońców»[262],
Klechici z Niepokalanowa[263],
«Myśl (do złudzenia) Narodowa»[264],
1660
AntysemityzmSemi-sarmata z «Mosdorf[265] z mostu»[266]
(A jak słyszałem — Żyd po prostu,
Co sarmackiego majufesa[267]
Na muzykę Goebbelsa tańczył,
Wnuk krakowskiego handełesa[268],
1665
Von Silberfeld[269] — a codreańczyk[270]),
Z «Polski (na pozór) Zbrojnej»[271] młokos,
Marsz, marsz, Dąbrowski[272], herbu Kokos,
Hula-babula Hulewica[273],
Kontryfałowa hitlerzyca[274],
1670
Komersów[275] w deklach[276] sztab wałkoni,
Draby z «Żylecji»[277] i «Pałkonii»[278],
Rydzowi «bierkamraci»[279] mili
(Razem warzyli, razem pili),
Ksiądz Miłaszewski[280] z « Podbipięty»
1675
Z samopiszącą żoną Jentys[281],
Stahl[282], miglanc, śmiglanc i odmieniec,
Co za tasiemcem rżnął tasiemiec
I fetorysta Młodorżeniec[283],
Item[284] — postawię je osobno —
1680
A B C[285] («DEF»[286] podobno,
Jak i tajniaki z «Merkuriusza»[287]);
Kiedy im, głupim, rosła dusza,
Że będzie getto (już jest getto),
Że będą mogli bić po mordzie
1685
«Konstytucyjnie»; gdy in petto[288]
Marzyli o germańskiej hordzie,
Wiernie oddani duszą całą
Tym samym w końcu ideałom,
Bliźniaczym draństwom i ohydzie;
1690
Kiedy w żurnalii[289] robaczywej
Nic, tylko wrzało i migało:
AntysemityzmŻyd, Żyda, Żydom, Żydów, Żydzie,
Żydy parchate czy parszywe.
Żyd jest największym naszym wrogiem,
1695
Żyd z nożem czyha przed twym progiem,
Przez Żyda głód, przez Żyda nędza.
Żyd okradł, Żyd znieważył księdza.
Białego orła Żyd podeptał,
Żyd z niemowlęcia krew wychłeptał.
1700
Żyd otruł, zgwałcił, zdradził, wydał.
Zbezcześcił Żyd, splugawił, splamił,
I znowu: Żyd, Żydowi, Żyda,
Żydom, o Żydach i Żydami;
Gdy zaprawiony w drobnym kancie
1705
Byle kto w łydki mi się wgryzał —
— Gdzie wtedy byłeś, mój aliancie?
Gdzie pies ci wtedy mordę lizał?
«A sio!», jak mówią. «A ze szkody!»
1710
I ogień wiary mojej młodej,
Że się w tej Polsce ucieleśni
Sen z czarodziejskiej opowieści,
Jeśli się ziścił sen wiekowy…
Ale się prześnił… prędko prześnił.
1715
«A sio!» powtarzam. «A ze szkody!»
Nie ma «aliansu»… «NIE MA ZGODY,
MOPANKU»[290].
Taki koniec pieśni.

Część druga

Rozdział pierwszy

I

1
Tworząca? Cóż ty tworzysz? Siebie.
Krzesiwem jesteś — ogniem — dymem —
Żniwem się złocisz w samym siewie.
5
Sypiesz się w ciemność gwiazdospadem,
Więc biegnę w noc na gwiazdobranie.
Nie ma ich. Tylko mi zostanie
Świetlisty w oczach ślad — spadanie:
Ty gwiazdą jesteś i jej śladem.
10
O, czaro, która sama przez się
Już winem jest i upojeniem,
I pieśnią pijaną jednocześnie,
A potem samą sobą we śnie,
A potem — o tym śnie wspomnieniem,
15
Podnoszę cię, kielichu tajny,
Ogniu, gwiazd siewie urodzajny,
Ty, któryś cel jest i przyczyna,
Ty, pierwszość oraz ostateczność!
I winem pijąc zdrowie wina,
20
Tobą wysławiam twoją wieczność.
Poezjo! to na jubileusz
Ten toast. Mija lat trzydzieści,
Jak mi przyniosłaś pierwsze wieści
W tę noc promienną — dziś we mgle już.
25
I odtąd, Adam i Orfeusz,
W raju czy w piekle — w twojej mocy —
Wyżyny zwiedzam i przepaście…
Dziesięć tysięcy dni i nocy
Lub, bądźmy ściśli: jedenaście.
30
Bo komuż tysiąc podaruję?
Godziny jednej nie ustąpię,
Chwila — i chwili też poskąpię:
Tak w ciebie wierzę, gdy całuję,
Tak słodko męczę się, gdy wątpię.
35
Było to gdzieś na przesileniu
Zimy i wiosny nierychliwej,
W porze zamyśleń, rozleniwień
(Leniuch był ze mnie, straszny leniuch);
Było to w pierwsze dni smętnienia,
40
Za miłosnego bezkrólewia,
KońW czas ewangelii, czas Chopina
I — KONIA, co na dachu rdzewiał.
Tak. Z okna widać było konia
Metalowego. Stał bez jeźdźca
45
I dawno nęcił mnie, wałkonia,
By wskoczyć — i galopem z miejsca.
A był to także czas zapatrzeń
W dym, szarość, nudę, czad ponury
I w gwiazdy, słabsze wciąż i rzadsze…
50
Więc się zbuntujmy i ożyjmy,
Rumaku weterynaryjny[291],
I wzlećmy nad ten Kominogród
W pełen astralnych zwierząt ogród,
W świętego Jana sny prorocze!
55
Do pierwszej dowieź mnie mgławicy,
A kiedy się na zodiak wtoczę,
Tam cię już puszczę, tam przeskoczę
Na grzbiet Gwiaździstej Niedźwiedzicy.
Lecz stał jak wryty. Zziąbł i przemókł.
60
Dym gryzł go w oczy, żarła rdza,
A nie odwrócił nawet łba,
Nawet nie zarżał. Trudno. Nie mógł.
MgłaRzucony na posępne tło,
Szarości dżdżystej, dni bez słońca
65
(O, gęsta mgło! o, ćmiąca mgło!
O, dymna mgło! o, mgło bez końca!),
Czekał mój Pegaz bez zajęcia
Na cud, na dziw, na czar odklęcia,
Na właśnie : znającą Słowo.
70
Na właśnie TO: czyniące Słowo.
I przyszła TA, i przyszło TO
(O, modra mgło, złotawa mgło,
Mgło opalowa, mgło od słońca,
Ta od polany parująca,
75
Gdy się po deszczu lasem szło
I dygotały rozelśnione
Liście zarośli, przystrojone
W kropliste diamentowe szkło…).
Kto dał ci adres, dobra mgło,
80
Z której się Ona wyłoniła?
Między przymrozkiem a przedwiośniem,
Między północą a półświtem,
W czas niedomówień i niedośnień,
Mglistą złożyła mi wizytę,
85
SłowoBezdźwięczne wymówiła imię
I słowa, które szczęście znaczą,
A równą szczęściu są rozpaczą…
Za szybą, w księżycowym dymie,
Koń obudzony skrzydleć zaczął.

*

90
«Do Prześwietnego Magistratu
Miasta Bagdadu, czyli Łodzi
(Niegdyś, przejściowo, Litzmannstadtu,
W pień wyrżniętego, jeśli chodzi
O Niemców). Niżej podpisany
95
Tamtejszy uczeń, pętak, mikrus,
Znany obibok i drapichrust,
Zawalidroga i łachmytek,
KońMa zaszczyt prosić, żeby oną
Cudowną szkapę uskrzydloną
100
Uznało Miasto za zabytek.
Niech zawsze ma swój obrok gwiezdny,
Kastalską[292] wodę z rzeki Łódki,
A jeszcze lepiej wiadro wódki;
Niechaj ogląda ją przyjezdny,
105
Kiedy do Łodzi się wybierze
(Trzy gwiazdki z nieba w baedekerze).
A na stajennych dla konika
Proszę przeznaczyć honorowo
Gryzmołów od »Orędownika«[293]
110
I miejską frakcję narodową».

*

PoezjaPoezjo! lampo czarnoksięska
I lampo laboratoryjna!
Misterna wraz i misteryjna
Jak ceremoniał nabożeństwa.
115
O, matematyko anarchii,
Nieubłagana w rozrachunku,
Chemiczko w masce kabalarki.
Trzeźwa szynkarko pijanych trunków!
Znam cię: półnaga, sprośna, bujna,
120
Pod niebo skoczną bijesz nogą,
Gdy własny cię upoi haszysz —
Lecz przedtem, farmaceutko czujna,
W białym fartuchu, z miną srogą,
Każdą dziesiątą uncji zważysz.
125
Wiem: w planetarnym lunaparku
Jak piłką rzucasz wiecznościami,
Lecz najpierw sprawdzisz każdy kamyk,
Każde kółeczko w swym zegarku.
Tak dwujedyny, Faust z Einsteinem,
130
Widzenie do probówki bierze,
Pod światło patrzy w gusła tajne,
A liczby stawia na papierze.
Tak mgiełki srebrne i błękitne,
Tak nawałnice snów i buntu
135
Mierz cyrklem, wagą, logarytmem
I dyscypliną kontrapunktu.

*

KońJa w szkole — koń w ogrodzie szkolnym
Wiosenną ziemię nóżką grzebie,
Ja wódkę piję — koń swawolny
140
Harcuje, robiąc dziury w niebie,
Ja w poetyckich dymów kłębach,
A wrący koń pode mną dęba,
Ja do dorożki, koń trabantem[294],
Ja do łaciny, koń się śmieje,
145
A wkrótce został Rosynantem[295]
I zarżał widząc Dulcyneję[296].
Mój druh skrzydlaty i grzywiasty
Gorącą wtedy miał naturę,
Aż w tysiąc dziewięćset czternastym
150
Wspaniałym skokiem wziął maturę,
Stąd gadka między łódzkim ludem:
«Koń raczy wiedzieć, jakim cudem».
Onże, mój rumak bohaterski,
Gdy sobie z wiadra zdrowo łyknął,
155
Raz mnie w warszawskim szynku spiknął
Z owym cyganem szwoleżerskim[297],
A gdy bywaliśmy pod gazem
(To znaczy zawsze) — koń promieniał,
Mieliśmy bowiem stworzyć razem
160
Pierwszy Pegazów Pułk — imienia
Pięknej Legendy… Mówię o tej
Błękitnej, Siwej, nie o Złotej.
Lecz co za pech! Nieszczęście chciało,
Że się dowódcy pomieszało
165
I pokiełbasił wszystko razem:
Obie legendy, gaz z pegazem,
Konia z rumakiem, rum z koniakiem,
Italską figę z polskim makiem,
Babińską karczmę z Rzymem, Krymem,
170
A wreszcie i Warszawę z Rzymem…
Jeszcześmy (wracam do bachmata)
Zdążyli skoczyć nad Pilicę,
Pijani złotą pieśnią świata,
Miłością, słońcem i księżycem,
175
Jeszcze zwiedziliśmy Rzeczycę,
Liciążnę, Rawę, Żądłowice,
Studziannę i Królową Wolę
(Z tej wsi na przełaj idąc polem
Spotkaliśmy pana Ignaca,
180
Właśnie z cmentarza z wnuczką wracał);
Jeszcześmy pędem na Toboso[298]
Zrobili romantyczny nalot
Dwa serca w jeden łącząc galop —
A tam już popłoch… Tam już grozą
185
Niebo ciemnieje tego dnia,
Wicher spęczniałe chmury gna,
Drży serce jeźdźca i rumaka.
Legendo! —
A na murze plakat:
190
ГЕРМАНИЕЙ НАМЪ ОБЪЯВЛЕНА ВОЙНА[299]!

II

Dwanaście dni, dwanaście nocy
Artyleryjski ogień walił,
Rzucając miastem z rąk do rąk;
To mieli Niemców, to Moskali,
195
Kryli się w lesie, w kartoflisku,
Na pamięć znali jęk pocisków
Przelatujących nad głowami,
Padali plackiem i modlitwę
W gwiżdżące niebo wszeptywali,
200
Aż trzynastego dnia nad ranem
Głuchy zza rzeki łoskot zamilkł
I rozwłóczone nad zgliszczami
Dymy kurzyły się rumiane,
W których to trzaśnie, to zaskwierczy,
205
To belka zsunie się zwęglona,
A jeśli wiatr silniejszy wionął,
OgieńWidać płomyków bieganinę:
Pełgiem przyziemne żmijki płoną
I podgryzają wierny komin,
210
Co do ostatka domu broni
I kościotrupem nagim sterczy…
Deszcz, JesieńUkośnie tnąc jesienną pustkę,
Deszczyk szatkuje swą kapustkę
I szarą siatką dal zasnuwa.
215
Lecz spójrz: ze słoty się wykluwa
Tłumek schylonych zmokłych człeczków
I sadzi z lasu ku miasteczku:
Od leśnych widm, skaczących w błocie,
Roi się pole; zbiegów krocie,
220
Skulone, chyłkiem biegną w strachu,
Czy znajdą dom? czy są bez dachu?
Wpadli na rynek. Już na płocie
Przykleja Niemiec Bekanntmachung[300].
Żołnierz, KońHuzarzy w studni konie poją,
225
Wpatrzone dzieci kołem stoją.
Ruiny, Wojna, BezdomnośćSami jak z kopciu i popiołu,
Więc swoi zgliszczom, nie intruzy,
Ludzie gramolą się na gruzy
I, potykając, ostępując się,
230
W duszącym swądzie i kurzawie,
Co krok z rumowisk wzbijającej się,
Omackiem błądzą śród zamętu,
Ratują szczątki nędznych sprzętów,
Zawodzą w jednostajnej wrzawie.
235
Ten wydarł krzesło wyplatane,
Ów deski dębowego łóżka,
Ten tlący stolik o trzech nóżkach,
Inny okienną ramę taszczy,
Ten drzwi od szafy swej lustrzanej.
240
Gdzie rynek huśta się pijany,
Jakby go nosił szał hulaszczy,
Na kupę walą garnki, stołki,
Miednice, lampy i tobołki,
Wiaderka pełne szklanek, spodków,
245
Lanszafty, fotografie przodków,
Fuksje w doniczkach, pelargonie
Wszystko na rynek. A pośrodku
Pluszowa otomana płonie
I kłaki włosia gorejące,
250
Jak przerażone złote ptaki,
Drzewo, WojnaWiatr w górę niesie i nawiewa
Na obnażone, osmalone
Dwa bratnie przed sklepikiem drzewa.
Są one jak dwaj obłąkani
255
Zastygli w histerycznej pozie
Pokory i megalomanii;
Przed chwilą jeszcze rozmiotani
I wtem zdrętwieli w martwej grozie:
Kaftany w strzępach, oczy w słup,
260
Szyja i usta wykrzywione,
Ramiona sztywne, palce — szpony:
Konwulsjonista poskromiony.
Pionowo postawiony trup.
Już z dala, przez tę bramę śmierci,
265
Ignacy widział, co się święci…
«Nic… Dobrze…» — szeptał do Anielci,
Na ręku niosąc śpiące dziecko…
«Spokój, pani Tekluniu, spokój,
Nie płakać» — mitygował Bielską,
270
StrachA czując, że w nim trwoga rośnie,
«Spo-kój!» — powtarzał coraz głośniej
I w górę, w górę — aż do krzyku
Na zgliszczach «groty» i sklepiku.
O, jakim się zaniosła płaczem,
275
Od tego krzyku obudzona!
O, jak wyrwała mu się z ramion
I w gruzy, w dym — i znów w ramiona:
«Dziadziu! — szlochała — Babciu! Mamo!»
(Do pani Bielskiej tak), a ona
280
Z popiołu jakimś pogrzebaczem
Puszkę landrynek wyciągała:
Maź lepko-gęsta z puszki ciekła…
Pochlipywała cichym płaczem
Nad tym syropem pani Tekla.
285
JedzenieTutaj, żer dając ludzkim kpinkom,
Uwaga na ten temat drobna:
Landrynka lubi być landrynką,
Landrynka jest to rzecz OSOBNA;
Landrynki prawem jest normalna
290
Odrębność indywidualna;
Gdy się w nią ktoś ustami wessie,
Chce mieć walory sama przez się;
Schrupana pragnie być, schrupana!
Ona nie syrop, proszę pana!
295
W pokoju pana Dziewierskiego
Sufitem było szczere niebo,
W wyrwie podłogi — deszcz kałużą…
I burtą na bok przechylony,
Przegrzmiałą obłąkany burzą,
300
Korsarski statek krążył po niej,
Jakby go ciągnął kto magnesem…
Sprawdziło się przysłowie stare,
Że «vivere non est necesse,
Sed est necesse navigare»[301].
305
Żeglujcie tedy, przyjaciele:
Okrętem, gdy wam okręt przypadł,
A jeśli nie — jest barka, krypa,
Jest korab, galar, czółno, koga[302],
Bat[303], nawa[304], szkuta[305], łódź, komiega[306],
310
Prom albo tratwa — co kto woli…
Wsiadać i jazda! Lecz ostrzegam:
Nie trzecią klasą na «Angoli»[307].
Tam pcheł jak gwiazd, a gwiazd nad głową
Myrias myriadum[308] w noc lipcową,
315
Tam szefem kuchni jest Belzebub,
Tam na pokładzie straszy… Przebóg!
To ja, ten upiór w białej płachcie.
Noc w noc, a było ich piętnaście.
Tłukłem się chwiejnie po okręcie.
320
Nurzany w gwiazd i fal odmęcie…
Pięść własna była mi poduszką,
A kołdrą futro Niedźwiedzicy,
I piłem mleko Niedźwiedzicy
Lub whisky z Leszkiem[309] i Sanguszką[310].
325
Kipiała rozchełb ołowiana,
Stadniną srebrną tratowana,
I chlupot barw pod kopytami
Bryzgał na zieleń wysp — kwiatami.
A zwinni chłopcy z kwietnej wyspy
330
Małpio skakali w nurt barwisty,
Gdy się rzuciło im eskuda[311],
I wyfruwali z fali lśniącej
Z pieniążkiem w zębach — a tak chybko
Jak mgliste rybki fruwające
335
(Bryzg piany mknie za taką rybką).
A inna wyspa — czarnoluda,
Tam się dziewczyny biją w uda,
Śpiewając: Wamba negro mbamba
Somba ubumba ay aé!
340
Ay tamba tamba tamba tamba
Yamba mulata yambambé[312]!
A potem woda — nuda — woda —
Nudą i wodą płyną dnie…
Ay, whisky whisky whisky-soda,
345
Yamba, «Angola», yambambé!
Podróż, Gwiazda, Niebo, Pijaństwo…Nagle w sferycznym nocy szkle
Cyrkowy cud, nowiny, zmiany:
Na głowie stanął zwierz gwiaździany,
Ciemieniem na księżyca łbie…
350
Ktoś z nas na pewno jest pijany…
Leżę na wznak, rozkołysany…
Ay, tamba? yamba? yambambé?
Trudno atoli stać na głowie
Takiej niezgrabie przysłowiowej
355
Pośród zawrotu planet, komet,
Sławnych Kasjopej i Andromed,
I tak wysoko. Bo na oko
Była nade mną o kilometr…
Więc już nazajutrz (yamba, kniaziu!
360
Yamba, Leszuniu, yambambé!)
Spadła i wpadła… w whisky, kniaziu?
W niebo, Leszuniu? Kto ją wie…
Bo już ocean jest nad nami,
A gwiezdna noc — pod statkiem wre,
365
I płynie na dół kominami
Nasza «Angola» yambambé!
Trzymaj się, Leszku, mocno trzymaj,
Bremzuj[313], kniaziuniu! Nadszedł czas.
Tu glob najbardziej brzuch wydyma[314],
370
Tu go ten słynny ściąga pas.
I gdyśmy, jak ze skoczni śliskiej,
Zjechali w dno Astralnej Miski —
— Krzyż Południowy pięciobłyskiem
Na obalonym niebie stał,
375
Viva Cruzeiro[315]! Viva Whisky!
Viva Bandeira Nacional[316]!
A jeszcze przedtem (na wyjezdnym
Z północnych niebios, mórz i ziem)
Klepsydrę czasu z piaskiem gwiezdnym
380
Przekręcił sen do góry dnem.
Krążyła statkiem zamieć złota.
Odwrotne wiry morskich trąb,
I wicher lat jak liśćmi miotał
Drzeworytami starych ksiąg.
385
I oto płynie w ślad «Angoli»
Armady mojej tren korsarski,
A ja na dziobie przy busoli —
Ja, ów admirał portugalski,
Pedro Alvarez Cabral[317], z woli
390
Monarchy mego, Manuela
Ku Indiom sterujący sławnym,
Niczym ów Jazon starodawny,
Gdy się po złote wybrał runo…
Ale za aury niefortuną
395
Poniósł nas srogi wiatr przeciwny
Na ląd Brazylu wielodziwny,
Co w słońcu mienił się i świetniał
Jak blask korony luzytańskiej[318].
Dzień był dwudziesty drugi kwietnia
400
W tysiąc pięćsetnym roku Pańskim.
DzikiMiedzianoskóry, długowłosy,
W pstrych piórach powplatanych w kosy[319],
Z gębami w pręgach barwnych szczeżuj,
Dziwolud nagi na wybrzeżu
405
Papuzio skrzeczy wniebogłosy.
W podrygach, trzęsąc oszczepami
Z nasadzonymi czerepami,
Wojennym następuje pląsem,
A łuków brzęk i chrzęst bransolet,
410
I naszyjników kły bawole
Grzechocą śmiercią z każdym wstrząsem.
To się ku ziemi w pałąk zegną,
Czają się, pełzną na czworakach,
To trysną z trawy i pobiegną,
415
Za rzutem dzidy migną w krzakach,
Z wrzaskiem wyskoczą i znów legną
Węsząc zwierzęcych skoków ślady…
Zwabiony wrzawą niepowszednią,
Wyszedł z kryjówek swych na zwiady
420
Zastęp stworzenia wieloraki:
Na dziwoskały — dziwogady,
Na dziwodrzewa — dziwoptaki.
I wtem okropna rzecz się stała…
Niech mnie monarcha mój rozstrzela!
425
Manuel stracił admirała,
Admirał zdradził Manuela!
Bo nie przystoi w takiej chwili
Groźnemu konkwistadorowi,
Żeby rozrzewnił się, rozmilił
430
I zachwyconym wzrokiem krowim
W żywe wpatrywał się ryciny
Cudnej powieści z lat dziecinnych:
Młody wygnaniec[320] (…do Brazylii).
Hańba takiemu almirante[321]
435
Niezwyciężonej Luzytanii,
Gdy woła: «Serwus, ukochani!
Bracia tubylcy, dzikie ludy,
Piękni Tamoje i Guarani,
Tupi, Tapuje, Botokudy!
440
Witaj, szlachetny Moxicambu
Znad rzeki Urucuricara,
Zwany Wątrobą Jaguara!
W hołdzie do twoich stóp się ścielę
I Portugalię składam w darze
445
Razem z monarchą Manuelem.
Hej, na kolana, Blade Twarze!
A ty, potęgo ludożercza,
Spełń najtajniejsze z moich marzeń:
Niech nad ogniskiem raz usmażę…»
450
…Już wiesz:
«Po chwili w ogniu skwierczał
Udziec tapira smakowity,
I zapach smażonego tłuszczu
Podniecał wilcze apetyty
455
Naszych znużonych podróżników…»
…Dym nad ogniskiem… dym nad puszczą…
I w dymie zgiełk wojennych krzyków
Przechodzi w gwar wielojęzyczny:
To port w zatoce Guanabara[322],
460
Przede mną Murzyn atletyczny,
Koloru kawy i cygara,
Białkami błyska i zębami:
«Taxi? Hotel?» i do hotelu
Wzdłuż oceanu, pod palmami…
465
A mój rym o czym? O Otellu.
Dziewierski tylko oczy mrużył
Od łez. Z popiołów teatrzyku
Sterczała główka tekturowa:
Murzyn
470
Tknął palcem. Tak się nieboszczyka,
Czując i lęk, i wstręt, dotyka,
Wziął w garść popiołu i pochował.
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
Ogień, SiłaApteka cudem ocalała,
475
A miałby ogień używanie!
Tam by pokazał, tam zadziałał,
Gdyby te słoje, butle, banie
Lwią łapą zaczął czule głaskać,
Krwawym jęzorem mlaskać po nich…
480
Niechby najmniejszy pękł flakonik,
A wszystko by zaczęło trzaskać,
Rozsadzać, pękać w kanonadzie
Piorunujących karamboli.
Niejeden by się tam wyzwolił
485
Więzień w butelce lub w szufladzie,
Pokazałby niejeden proszek,
Jakim jest prochem-dynamitem,
Jakie w nim siły są ukryte,
Choć go sprzedają za trzy grosze.
490
Wyrwałyby się w niebo swoje
Z chemicznych ciał chemiczne dusze:
Wy, utajonych barw geniusze,
Wy, symbolicznych elfów roje!
Niejeden by się tam rozwiązał
495
Zawiły związek, splot, kompleksik:
O, błyskawiczna analizo
W drgawkach ogniowej epilepsji!
O, ile zerwań, złączeń, strąceń
W eksplodujących sekund trzasku!
500
I wyzwolone ognia łaską
Żywioły dymnym słupem — w słońce.
Żywioły— Pamiętaj, mała, co od teraz
W aptece będziesz usługiwać,
Butelki nosić, słoje dźwigać,
505
Pamiętaj: pasja je rozpiera.
Z dala od ognia! by czasami
Jeniec płomieniem się nie zajął.
Ostrożnie, mała, z żywiołami,
Bo — wyzwolone — zabijają.
510
Rano odwiedził dwie mogiły:
Córki i kwiatów. Córkę kryły
JesieńPożółkłe, zmokłe liście klonu:
Świeży się zapach z nich ulatniał,
Jesiennie rześki, choć przegniły.
515
Druga mogiła była bratnia.
Gniły tam w lejach od granatów
Skoszone bataliony kwiatów
I trupy w rowie, który wił się
Wężyskiem wklęsłym po ogrodzie,
520
A drżąc na chłodzie, moknąc w wodzie,
Do pobliskiego lasu zmykał…
I kupą cegieł, gontów, belek
Jeszcze się w wilgnym tlił popiele
Samotny domek ogrodnika…
525
Wracał do miasta twardym krokiem,
Raz — dwa — trzy — cztery.
Dumy głębokie, dumy wysokie
Niosły go naprzód rwącym potokiem,
Wiatr — dwa — trzy — cztery.
530
Kładła się zwiędła trawa-bylica
W polu szerokiem,
Tęsknie szumiała rzeka-Pilica
Rokiem-Wyrokiem.
Wiatr pogwizdywał ostro i cienko,
535
W uszach dzwoniło starą piosenką:
«Ach, moja droga, ach, moja miła,
Cóżeś ty z sercem moim zrobiła?»
Raz — dwa — a resztę wiatr
Porwał i poniósł w daleki świat…

III

540
Przed Grand Hotelem w mieście Łodzi
Z trzaskiem parademarsz[323] odchodzi.
Brodaty landszturm[324], w lewo łby,
A karną linią za feldfeblem[325]
Wyrzuca sztywno i uparcie
545
Podkute stopy. Trzeszczy werblem
Grzmot pruskich bębnów. A na warcie,
Wpatrzone w marsz jak wierne psy,
Giętkie lejtnanty[326], adiutanty:
Czerwony kołnierz, monokl, trzcinka,
550
Cienka jak ostry gwizd piszczałek:
«Za Ren, za Ren, niemiecki Ren»[327],
I gość dostojny — feldmarszałek[328],
Szkarłatno-siwy Mackensen[329].
A pośród tłumu gapiów łodzian
555
Miota się gniewnie chudy młodzian.
Kapelusz na nos, kołnierz sztorcem,
Wściekłością trzepie jak proporcem,
Oczami krzyczy Marsyliankę[330]
I ostrzem wbija w pruski szyk
560
Nienawiść młodą, mściwy krzyk:
Za Łódź, za wolność, za kochankę,
Z którą umówił się na randkę
W cukierni naprzeciwko. Toć
Nie puści szucman[331], rudy pałkarz,
565
W obliczu sztabu, feldmarszałka
I krajskomendy[332] miasta «Lodz».
Nie wiedzą, jaka to męczarnia,
Nie słyszy Foch[333], nie wierzy Bóg!
I wciąż, i wciąż cesarska armia
570
Paradą rąbie łódzki bruk,
I wciąż rozdyma przez piszczałki
Sekundy w wieki jak balony,
Butami bębnów bataliony
Druzgocą serce na kawałki.
575
Narody! Zaraz koniec! Stąd,
Z armaty w gardle, cios ugodzi
I pęknie front, ostatni front
Przed Grand Hotelem w mieście Łodzi.
Zachód od lewej, wschód od prawej
580
W boki sprężyny wparły dwie —
Rwij! Wyskocz z łuku! Oczy lwie
W powietrze wrył — i skacze, rwie,
Drze uroczysty marsz plugawy,
Między chorążym i doboszem
585
Prześliznął się zwycięskim Fochem
I w tłum po drugiej stronie — szast!
I wtedy jakby tysiąc miast
Runęło za nim. Jakby globus
Pękł wrzaskiem Niemca: «Sie, Mikrobus!
590
Kreuzsappermentrebelle Sie[334]
…Wpadł do cukierni. Śmiech i łzy.
Miłość, Poeta, Kobieta, PoezjaMgiełkami złudy opływana
Jak sen o Wenus snem o fali.
Co chwila topniejąca w dali
595
I o brzeg życia rozbijana
W rozbryzgi piany i konwalii
(Konwalią bowiem upłynnioną
Kipiała białośnieżna piana),
Jeszcze sekunda — a upiorna:
600
Tak niemożliwa, nieprawdziwa,
Wymykająca się, oporna
Spragnionym oczom, trudna słowom
— Siedziała święta i pozorna
I jadła babkę śmietankową.
605
«Pół czarnej, panie Madaliński!
Dolna połowa…» Bez wrażenia.
«Wiesz — mówię — taki zbir berliński…»
I opowiadam. Ani cienia
Uwagi. Mgławi się, odpływa
610
W pienną ojczyznę swej urody
I wraca sztormem konwaliowym,
Wtedy o stolik marmurowy
Druzgoce się kwiecista grzywa…
List przed nią kładę. W liście skowyt
615
Rozpaczy, uwielbienia, modlitw,
Płonę w nim, krwawię się, wyżalam,
Niebo rozdzieram, gwiazdy kradnę —
…Napływa czysta, chłodna fala
I świat zalewa: «Bardzo ładne».
620
W tej to cukierni staromodnej,
Do której i ocean wpełzał,
Czuły się mity najswobodniej,
Powiedzmy: jak u pana Dzeusa
Za piecem. Nieraz się wałęsał
625
Duch błędny w zadymionej sali…
Zwłaszcza wieczorem, gdy kelnerzy
Rachunki w kasie już zdawali,
Gdy światła gasły, gdy ucichał
Brzęk szklanek, ludzi i talerzy,
630
Gdy salę już zamiatał Michał
I na stolikach stawiał krzesła,
A jeszcze wołał pan Bolesław:
«Dwie herbat czarna raz!» — i rzucał
Blaszane na stół kontramarki[335],
635
I tym wołaniem swym zakłócał
Szept czuły zakochanej parki
I mój samotny. Ja — do ściany.
Samotnie byłem zakochany.
W takie wieczory nieraz zawiał
640
Po pustej sali gość z zaświatów,
Marą się zjawiał i rozmawiał
Pukaniem w chłodny marmur blatów,
Jak na seansie… Ja po cichu
Odstukiwałem na stoliku
645
Sylaby przyszłych poematów.
Lecz w biały dzień? Przy pełnej sali?!
I nawet papierosa pali?
Sen? Jawa?
Blaskiem baśni trysnął,
650
Srebrnym orzełkiem czapki błysnął
I siwą zamajaczył kurtką,
Sumiasty wąs, krzaczaste brwi miał,
Przy szabli lewą rękę trzymał,
Prawą zasalutował krótko
655
I szedł przez salę, pochylony,
Jakiś rogaty, nastroszony,
A przecież rześki i żołnierski…
Tak zjawił się w cukierni łódzkiej
Duch w niewątpliwym kształcie ludzkim,
660
On właśnie — stary nasz Dziewierski.
Zdrętwieli ludzie. «Legionista!»
I zaraz poszło szeptem, szmerem,
Ten tego trąca, ten z kelnerem
Półgłosem dyskutuje, tamten
665
Klaruje tej, więc ta brylantem
W talerzyk stuka: «Płacić! płacić!»
Spode łba patrzy wielki przemysł:
Pan prezes z panem fabrykantem
Spurpurowieli — «Nie możemy
670
Rosyjskich rynków przez nich tracić!»
Gestykulują adwokaci,
Zdenerwowani kupczykowie
Guziki sobie wyrywają:
«Nieprawda! Pan mi to nie powie!»
675
Pruskiego Szwaba pyta łódzki:
«Wer ist das eigentlich Piłsudski?»[336]
Endecka[337] morda nienawistna
Dyskretnie a wzgardliwie śwista,
A pannie Krysi błyszczą oczy,
680
Ledwo ze skóry nie wyskoczy:
«Ach, legionista! legionista!»
Tutaj wzruszenie, a tam trwoga,
Ten patrzy z dumą, ów z nadzieją,
A wszyscy niczym na raroga,
685
A gdy się napatrzyli — wieją.
«Ostrożnie, panie, nasi blisko,
Jutro tu będą, głowę kładę,
W Strykowie słychać kanonadę,
A my w cukierni z legionistą[338]».
690
I w nogi.
Słucham nieprzytomny,
Co opowiada pan Dziewierski,
Ach, nie Dziewierski — zjaw rycerski
Stworzony przez fantasmagorię…
695
Przegalopował przez historię,
A pędząc nadział na miecz złoty
Same świetności, same cnoty
I wieszczów pałające strofy,
Więc w dziwny portret się układa:
700
Chrobry en face[339], Anhelli w profil,
Ma coś z Kościuszki i Konrada,
A jednocześnie jest Batorym
Z cechami Piasta, Wernyhory,
Księcia Józefa i Kordiana
705
Taka to postać zawikłana,
Taki to Mąż (czterdziesty czwarty),
O szablę-miecz rycersko wsparty,
Wiódł swą opowieść: «…no więc właśnie…
Jak się to stało, nie objaśnię,
710
Bo nie wiem. Trzasło i gotowe.
U mnie tak zawsze. Jednym słowem:
Mus, proszę Julcia… Gadać szkoda…
Taka już nasza polska moda,
Że trach i mu-si! No, a tego…
715
(Popatrzył na mnie dobrotliwie,
Jak gdyby mówił: »Śmiało, śmiało!
Powiedz mi: co cię powstrzymało?
Zrozumiem cię, usprawiedliwię«) —
…Julcio dlaczego nie w legionach?
720
Zdrów, młody, byłby przystał do nas…
(Ginę, zapadam się pod ziemię,
Stolika się kurczowo chwytam)
Bo przecie, choć Izraelita,
To Polak… Znam od dziecka. No więc…»
725
(Umilkł — i znowu tym spojrzeniem:
«Nie bój się, chłopcze, powiedz, powiedz…»)
Ja gniewem się i wstydem mienię,
Ciemnym zalewam się rumieńcem —
I mocnym szeptem: «Bo wy z Niemcem…
730
Wy — z Niemcem, a ja nigdy z Niemcem…
Nigdy! I nawet gadać szkoda.
Taka znów moja polska moda…»
Uśmiechnął się. «Gorączka z Julcia…
Z Niemcem tam, z Niemcem!… Ano zychier[340].
735
Jak mówił kapral Francek Cieślik,
Jeżeli Niemcem jest manlicher[341].
To z Niemcem… A ta szabla, jeśli
Ona Tatarka, to z Tatarem…
Kto z kim, nie moja rzecz, nie Francka,
740
Ani nie Julcia. — Komendancka[342]!
My się bijemy z ruskim carem.
Z Mosk…». Nie dokończył i sposępniał.
Po chwili, chociaż nie pytany,
Jak gdyby na pytanie odrzekł:
745
«A mała — owszem, wszystko dobrze.
Radość popatrzyć… Będzie piękna
Dziewczyna. Smukłe to jak brzózka…»
I najniespodziewaniej w świecie.
«Bie-rio-zień-ka…»[343] pociągnął z ruska:
750
«Krasotka[344]… Biriuzà bieriozka»
Z ironią ciągnął pieszczotliwą…
«Jak Julcio sądzi — Iłganowska,
Dobre? Co? Czy Dziewierska lepiej?
Bo… tego… nuż się ktoś przyczepi?
755
Więc może by zawczasu lepiej?»
I nie czekając na odpowiedź,
Snuł dalej nieświadomą spowiedź:
«Śliczności, mówię, ta dziewczyna.
Nic z ojca, całkiem poszła w Zochę
760
I te usteczka już ma trochę —
(Pokazał) nawet coraz więcej…».
Pochrząkał, ręką machnął. «I, tam!
Bóg z nią. Nie będę przypominał.
Lecz jak już przyszło, to zapytam:
765
Grają tam jeszcze u Sellina[345]?
Już nie? A gdzie? Na Cegielnianej[346]
To tam, gdzie »Klukas«[347]…» Zadumany,
Do myśli swoich mówił: «No i
Dym, popiół… Trudno. Niech się Julcio
770
W razie by czegoś nic nie boi:
Pokipi, potem się ustoi».
(I to do własnych mówił myśli.)
«Tak to jest… Może byśmy wyszli?»
Nasunął czapkę z miną diablą
775
I szedł Piotrkowską, włócząc szablą,
On, żołnierz polski, żołnierz polski,
Mój pierwszy w życiu żołnierz polski.
Idziemy milcząc. A po drodze:
Najpierw fotograf Tyraspolski[348],
780
Tuż kwiaciarenka, potem bankier
Hieronim Schiff[349]: z łysiną, duży.
Przez długą, długą pipkę kurzył;
Z bramy wychodzi Sergiusz Hofman,
Brunet w cylindrze, córka Stefcia
785
Otruła się; w tym samym domu
Wuj Henryk mieszka. Dalej — mętnie…
Sunę przez szarość niewiadomą.
Migają sklepy niepamiętne —
Tapety? lampy? skład papieru?
790
Sto kroków ginie ze spaceru
(Uzupełnijcie go, łodzianie,
Rówieśni moi!) — i dopiero
Przy «Luwrze»[350] (tam Dziewierski stanie)
Pamięć, Alkohol, KawiarniaNaftowa lampa mej pamięci
795
Płomieniem bucha jasnozłotym:
Tam zalewałem żar tęsknoty
Wymyślną wódek mieszaniną
(Tak pożar gasi się benzyną),
Tam na bufetu ślizgawicy
800
Objawił mi się, schylonemu.
Odblasków metalicznych demon,
Duch wiecznie czynnej tajemnicy
W głębi przedmiotów: duch-alchemon…
Tak, nurek den i dziejów rzeczy,
805
A żeglarz sinych alkoholów,
Zwątpiłem w ważność spraw człowieczych
I popłynąłem, nowy Kolumb,
Wstecz — w chaos — w źródła tysiącwieczy.
Przy «Luwrze» (tam gdzie Petersilge,
810
A naprzeciwko, lecz przed laty,
Sklep z zabawkami miał pan Zielke)
Dziewierski stanął; chmurnym wilkiem
Na jezdnię patrzy; ja — na balkon
(Osiemdziesiąty ósmy numer):
815
Zakotłowało czarnym tłumem,
Czerwienią, strzelaniną, walką…
«Myślę, że rychtyk tu… Lecz Julcio
Był mały, to nie może wiedzieć,
A mnie to krew zalewa żółcią…
820
Bo ona… zresztą, co tam bede…»
(Nic nie rozumiem, ale o nic
Nie pytam.) «Mówią, że tu jeden
Adwokat, co ich wtedy bronił,
Poradzi, jak i co, bo muszę
825
Ratować. Muszę! Prawda?…» Tutaj
Wyciągnął zza cholewy buta
Nagryzmolony karteluszek.
«Piotr Kon[351]. Zna Julcio? Mówią — głowa
I gruba adwokacka ryba…
830
Piotr Kon — powtórzył. — Będzie chyba
Naszego Mocia z Tomaszowa
Brat abo swat. On też mecenas».
(Tu, zawsze czuły na wspominki,
Miłośnie wzdycham do Halinki.)
835
«Przejazd sześć. Czołem». Skręcił w Przejazd.

IV

Dwie sprawy miał do adwokata.
Pierwsza, powiedział, «narodowa»,
Druga «dla duszy i dla świata»:
Czy wnuczka jego, Iłganowa,
840
Sierota, córka oficerska,
Mogłaby (tu powody podał)
Zmienić nazwisko na Dziewierska.
Następnie: szuka prawdy, faktów,
Naocznych, wiarogodnych świadków
845
Tej demonstracji i wypadków
Sprzed lat dziesięciu. Czy widzieli,
Kto «zaczął», tj. kto wystrzelił
Pierwszy? Kto zabił Iłganowa?
Jak zachowywał się oficer,
850
Nim salwę zakomenderował?
Czy jest możliwe, że to szpicel,
Ochrannik, wszystko sprowokował?
Czy można uznać, że Iłganow
Działał w obronie własnej? Moskal,
855
Ale też człowiek. Dostał rozkaz.
Więc musiał. Czy tą salwą splamił
Swój oficerski honor? Wreszcie:
Kto jest «Kazinek»? «Bo na mieście
Mówili potem, że jakoby
860
Prowodyr między bojowcami,
Co pierwszy zginął — blondyn, młody.
Jasny garnitur, cera śniada —
Może by pan mecenas zbadał
Co do zdarzenia i osoby?
865
Mnie jeden letniak opowiadał —
Więc, jak słyszałem, ten prowodyr
»Kazinku!« krzyknął, kiedy padał».
Gdy klient całą rzecz wymruczał,
Mecenas w grubym aktów tomie
870
Odnalazł stare «dieło… nomier»[352],
Stronę po stronie je przerzucał;
Wreszcie, sięgając do binokli
Palcami w szczyptę zebranymi,
Wypalił: «Co będziemy mogli,
875
Zrobimy, panie dobrodzieju».
Mówił mniej więcej jak Franc Fiszer[353],
Dziś jeszcze jak żywego słyszę:
Co słowo, to soczysta wiśnia,
W miąższ dźwięku wpijał się i wmyślał,
880
Rzecz wartko tocząc jednocześnie
(Łakomy był na te czereśnie).
Po punkcie punkt, po kwestii kwestię
Kładł na stół, ufny w swą maestrię,
To — tak, to — nie, a tamto — może,
885
To da się zrobić, z tamtym gorzej.
Świadkowie — słaba to nadzieja,
«Proszę ja pana dobrodzieja,
Można poszukać — owszem, ale
Świadek — to zawsze łeb zakuty,
890
Więc gdyby nawet» i tak dalej,
I — «solche Stiefel[354], takie buty».
…«Co do Kazinka zaś, to nas tu
Najsroższy zawód spotka, sądzę.
Podsądnych było stu dwunastu,
895
Zginęli zaś następujący:
Bednarek, Łuczak, Hanc, Kiełpiński,
Stępień, Chajmowicz, Witusiński,
Kozłowski Jan, Kozłowska Wanda,
Włodarczyk, Mergiel, Mróz, Olanda,
900
Szejnman, Kleinówna i Kołodziej,
Więc, jak pojmuje pan dobrodziej,
Trudno dziś dociec, czyj to synek,
Bo syn, przypuszczam, ten Kazinek…
A czy… śmiem spytać, w jakim celu
905
Wielce szanowny pan dobrodziej
Chce znaleźć chłopca? O co chodzi?»
Dziewierski chrząknął… «Niby… w celu…
Jak by powiedzieć? Niby… że ja…
I! co tam bede… Bardzo długa
910
Historia… Uniżony sługa».
— «Najniższy pana dobrodzieja».

V

Co praczka robi, rzecz wiadoma,
Nie sekret też, co zbieracz znaczy.
Matka chodziła prać po domach,
915
A Kazek przystał do zbieraczy.
Co zbierał? Nie angielskie sztychy
I nie Courbety, Renoiry,
Nie porcelanę, nie zegary,
Ikony stare lub kielichy,
920
Nie owe obrazeczki szklane,
Barwiczką cudnie malowane,
Które wozili ochweśnicy[355]
(Ach, moja wdzięczna panieneczko,
Janosikowa freireczko[356],
925
Co mi cię przysłał ksiądz z Niedzicy!),
Nie Hokusaje[357] czy Fujity[358],
Nie perskie arcytwory tkackie —
Bieda, DzieciństwoNasz kolekcjoner znakomity
W innym zaprawiał się zbieractwie.
930
Węgiel na furze, on za furą —
Wróci do domu z pełną czapką;
Mąka się z worka sypie dziurą —
I mąki nie pogardzi kapką;
W rynsztoku jabłko — a on cap go!
935
Ukraść — broń Boże! to nieładnie,
Lecz łap, co pada, bo kto skradnie.
Co upolował, przyniósł matce.
A gdy bywało (oj, bywało!),
Że jej się pranie nie trafiało,
940
To tyle jedli, ile w czapce.
Jak każdy z sensem kolekcjoner,
Po pewnym czasie zmienił system:
Rzucił zbieranie rozproszone
I poczuł w sobie specjalistę.
945
Zrobił («mark registered[359]») «śpikulec»
(Szpilka wszczepiona w koniec pałki)
I, znów do czapki, zbierał z ulic
Papierosowe niedopałki,
Czyli «kumety» lub «podulce».
950
Z tego powodu chłopcy potem
Nawet przezwali go «Śpikulcem».
W południe chodził pod Grand Hotel,
Gdzie kupcy ćmili i śmiecili,
Latem pod teatr lub do parku,
955
Czasem trafiło się cygarko,
Słowem, nie brakło mu surowca.
W domu to suszył i wykruszał,
Przesiewał, wietrzył na arkuszach
Papieru — i maszynką ojca,
960
Zziębnięty nieraz, głodny, bosy,
Po nocach robił papierosy.
Po pierwszą setkę gilz «Fortuna»
Poszedł na piechtę do Nachuma,
Do Zgierza. NACHUM MAŁOPALNY.
965
RÓŻNYCH TOWARÓW KOLONIALNYCH.
Przyjaciel ojca nieboszczyka,
Nachum od pieluch znał Kazika;
A gdy do Łodzi się przenieśli
(Przez mamę — «żeby bliżej grobu»),
970
Ojca towarzysz i rówieśnik,
Gdy bywał w mieście, to zachodził
I opowiadał, jak ich obu
Tropiły «śpiony[360] i ziandarmy[361]»,
Jak ojciec stał w ten wtorek czarny
975
Pod barykadą… jak «poruczyk
Skakał i tańczył jak ten kucyk,
Śmich było patrzyć! Jeszcze buty
Pamiętam… wszystko! No, a potem
Postawił termin: tri[362] minuty;
980
To ja myślałem, że minęło
Trzy wieki tam i trzy z powrotem.
Potem z tą szablą — o tak — w górę
I z brodą machnął. Tu gruchnęło…
Szkoda tatusia! A szwarc jure[363]
985
Na tych podleców! Żeby znałeś
Jaśka Mergiela, jak ja znałem,
Toby im kiedyś pokazałeś!
Ty powinieneś być ten mściciel!!
Pani Merglowa, nie płacz pani…
990
Tu sprawuneczek jest dla pani…
No, a w ogóle co robicie?»
Interes nieźle prosperował,
Bo szwarcowane[364] były w modzie
Za okupacji. Więc się co dzień
995
Tych parę groszy zarobiło.
Kazek solidny dawał towar,
Więc chętnie cały dom kupował,
Potem i inni. «Bida z nędzą,
Mówili, niech choć tym opędzą[365]».
1000
Poezja, PracaUwagi trzeba i skupienia,
Gdy się wewnętrzne ciemne głosy
W wyraźny, jasny wiersz przemienia.
Uwagi trzeba i skupienia,
Kiedy się robi papierosy.
1005
Zaduma czoło twe ocienia,
Przecina bruzdą zasępienia,
Bo zapatrzony, ważysz losy
Bibułki wątłej. Więc uwaga!
Umiejętności rzecz wymaga.
1010
Nakładać musisz równomiernie,
Blaszany rowek zamknąć szczelnie,
Oskubać wystające kłączki,
Paznokciem jeszcze je wygładzić,
Gilzę na ścięty szpic nasadzić
1015
I pchać ostrożnie pręcik «rączki»,
W pierś ją wpierając słabowitą,
Póki papieros nie wyskoczy…
I gdy sterczący z gilzy tytoń
Pręcikiem znów do wnętrza wtłoczysz
1020
Razem z koniuszczkiem bibułkowym,
Wtedy dopiero jest gotowy
«Prawdziwy przedwojenny prima
Ruski papieros! Lepszych nima!
Pali go Szajbler i Poznański,
1025
A także cały dwór sułtański,
Kajzer Wiluś[366] i jego piesek Miluś,
Cesarz Mikuś[367] i jego piesek Pikuś,
Maks Linder[368] i jego cylinder,
Proszę na ligę popierania
1030
Żołądka!
Paczka, dwaeścia sztuk, dziesiątka!
Pan da zarobić, panie legun[369]
Zagadnął Kazek Dziewierskiego…
Wziął. Dał dziesiątkę. Kazek w piąstkę
1035
«Na szczęście» chuchnął i poleciał.
A pan Ignacy szedł na dworzec
I tak rozmyślał: «Kto wie… Dzieciak
Może głoduje, chory może…
Sierota z grzechu mego zięcia…
1040
Przygarnąć by to… zetrzeć winę…
»Kazinek«… A jak nie Kazinek,
To inny… Ale go pokażcie…
Kto? Gdzie? Jak znaleźć go? Szesnaście
Rodzin… I dziesięć lat minęło…
1045
Mówi, że trudno… Mądra głowa…
Lecz gdyby coś… z pomocą boską…
Toby się chłopca przygarnęło…»
A chłopiec sobie szedł Piotrkowską,
Gdy pociąg ruszał do Piotrkowa.
1050
SenW wagonie sen: że bukiet robi,
A kwiatów nie ma. Wprawne palce
Jakby z powietrzem były w walce…
Nic — niczym, pustkę pustką zdobi,
Manipuluje pełnym kunsztem,
1055
Nie pofolguje drobiazgowi,
Już go w przybiórkę mglistą spowił,
A źdźbła lichego nie miał w ręce;
I coraz zwinniej, coraz prędzej
Latają nieomylne ręce,
1060
Bo jakieś, których nie znał nigdy,
Niewidy, Nieistoty, Nikty
Gwałtują, naglą, krzykiem, stukiem:
«Nasz bukiet na wyjezdne! Bukiet
Pociąg odchodzi za minutę!»
1065
Więc on na koniu widziadlanym
Pędzi z bukietem-niebukietem,
Wpada na rynek, pod aptekę,
A tam aptekarz, ten i nie-ten,
Z utkwionym w ścianę okiem szklanym,
1070
Palcami wężowymi lata,
Zwija, rozwija, skręca, splata,
Spektaklem nad spektakle łudzi:
Cwałują chmary zwierząt, ludzi,
Gwiazd, czartów, kwiatów, wiedźm na mietle
1075
W zielono-balladowym świetle
Kociego wzroku i księżyca…
Wicher w miasteczku — i śnieżyca
Zalepia ociężałe oczy.
Wtem wstrząs. Aż na sąsiada wskoczył.
1080
«Bukiet! Gdzie bu — —? fet» dopowiedział
Wstydliwie. Przecież dobrze wiedział,
Gdzie jest w Koluszkach bufet.
Wyszedł.
Był zły. Gdy wrócił, zmienił przedział.

VI

1085
Śledzące z lękiem za bibułką,
Czy pełna, cała na stół skoczy,
Wcześnie zaczęły chmurnieć oczy,
Wcześnie dziecinne gładkie czółko
Przecięła bruzda zasępienia,
1090
I tak, jak wiosna za jaskółką,
Za sępem jesień przyszła wczesna —
Tęsknota chłopcu twarz ocienia
I ta, co rzeźbi zamyślenia:
Zaciętość smutna i bolesna.
1095
Bo całe noce, trudne noce,
Bezsenne, twarde i robocze,
Gdy z gilz na stół wystrzeliwanych
Nie spuszczał wytężonych oczek —
— O ojcu myślał… Tak jak gdyby
1100
Ojciec, Syn, DziedzictwoZ maszynki starej szły fluidy
Przez dłonie ojca zostawione.
Są takie siły utajone
W najniewinnjejszych przedmiocikach.
«Synowie! Strzeżcie się zegarków
1105
Po waszych ojcach nieboszczykach!»
Rósł ojciec. Rosła noc chłopczyka
I ciężar życia rósł na karku.
Ojciec, Bohaterstwo, Śmierć, Syn, MarzenieWznosił się ojciec z grobu w chmury,
Syn za nim wspinał się i badał:
1110
Któż to był — Ten — Nieznany, który
«Kazinku!» krzyknął, kiedy padał?
Bo to nie on, ten młody, cienki
I nawet (dziwne) uśmiechnięty,
Co na nich z «fotegrafii» zerka,
1115
Gdy mama wyjmie ją z kuferka
I nosem pociągając, patrzy,
Fartuchem najpierw ją obtarłszy.
Nie! To nie tatuś z barykady…
Tamten był chyba wyższy, starszy,
1120
Z marsem na czole, z «lewerwerem»
(Tu jeszcze srożej czółko marszczył).
Tamten był groźnym bohaterem
Jak ubóstwiani półbogowie
Z makulatury zeszytowej:
1125
Nick Carter, Sherlock Holmes, który
«Ręce do góry! — krzyknął, mierząc
W zbrodniarza. — Mam cię, stary łotrze!
Ha, ha! Myślałeś, żeś mnie podszedł!» —
Doktor Moriarty, wściekle rzężąc,
1130
Wił się pod wzrokiem detektywa…
I tutaj zeszyt się urywa.
Macistes, Jacek Texas — oto
Jak mu się rysy ojca plotą
W nadprzyrodzony stwór wyśniony,
1135
W oblicze nie do uwierzenia,
W posąg z tęsknoty i marzenia…
To on, obrońca uciśnionych,
On — Sprawiedliwość zło miażdżąca,
Miecz kary, ludzkich krzywd pogromca…
1140
Tak Wielki Ojciec się wydźwignął,
Ten, co nad życiem mu zaciążył,
Ten, co «Kazinku!» jeszcze krzyknął,
A «pomścij ojca!» — już nie zdążył.
Lecz nakaz zamarłego głosu
1145
Syn spełni kiedyś. Z woli losu
Na rozpacz swoją i nieszczęście.
Tymczasem — ćwicz się, synku, w zemście,
Niech bije mocniej, celniej, gęściej
Kartaczownica papierosów!

VII

1150
Awans maszynki na armatę
Automatycznie spowodował,
Że i «Śpikulec» awansował:
Już z mieczem chodził nasz bohater.
Okleił kijek glansowanym
1155
Złotym papierem — i na sznurku
Przy boku nosił, niesłychany
Szacunek budząc na podwórku,
Tym większy, że na dumne czoło
Nacisnął trójgraniasty pierog
1160
Z «Gazety Łódzkiej» — więc dopiero
Napoleon (przed Waterloo!).
Potęga była w nim monarsza…
I patrz: na front pieroga siadła
Czereda wielkich liter: WARSZA
1165
I z boku dalszy ciąg: WAPADŁA[370].
Dzieciństwo, Książka, Marzenie, ZabawaBył za podwórkiem plac rozległy,
A na nim trawa, kępy chwastów,
Baterie beczek, deski, cegły,
Dół z wapnem, śmiecie i żelastwo.
1170
Plac miał własności czarodziejskie:
Gdy trzeba było, zmieniał miejsce,
Wysoko wznosił się do góry,
Jak ów z arabskiej bajki dywan,
I w obce ziemie ulatywał;
1175
Był więc, zależnie od lektury,
Czym Kazek chciał. Meksykiem bywał,
Pampasem, puszczą, wsią indyjską,
Kopalnią srebra w Argentynie,
Chińską dzielnicą w San Francisco
1180
Lub sławną Baker Street w Londynie[371].
Tym razem… Lecz poznajmy wprzódy
Świtę naszego Bonaparta:
Czesiek — «Cybula», Gieniek — «Rudy»,
Edek — «Mysz», drugi Edek — «Tartak»
1185
(Chwalił się wujem, co miał tartak
W Kaliszu; z tego poszło); wreszcie
Biedaczek Tadzik, zwany «Kulos»
(«Te, Kulos, dużaś dzisia ulozł?»),
Bo kiedyś mu na Starym Mieście
1190
Tramwaj ściął nogę po kolano
I przyprawiono mu drewnianą
(Nawiasem: nieszczęśliwe dziecko
Z dumą znosiło swe kalectwo,
«Przywilej» czując w sztucznej nodze…
1195
Po prostu zazdroszczono mu jej).
Tych pięciu, ze «Śpikułą» wodzem,
Na plac wkroczyło w pełnej gali
Co lepszych strzępów, jakie kto miał,
I rozpoczęto ceremoniał:
1200
Najpierw do dołu nasikali
I, pluszcząc w obrzędowej ciszy,
Popatrywali, który dalej
I kto wytoczy łuk najwyższy.
Potem obsiedli dół, popluli,
1205
Strzykając plwiny[372] rekordowe,
Kredową rozbełtując wodę,
Kto brudną nogą, a kto kijem,
Kto kamyk ciśnie rzutem ciętym
Tak zręcznie, że wapienne męty
1210
Podskakującym ściegiem szyje.
Na tym im zeszło. Ani pluć tam,
Ani już sikać. — «Nie marudźta!»
Dał znak śpikulcem. Odmarsz. Rozkaz.
Ważny dziś, że niech ręka boska…
1215
Cygańskim truchtem, drobnym chodem
Gęsiego idą, a on przodem.
JesieńNa niebie jesień wstrząsająca,
Obłoczne bory we krwi słońca.
Idą pod zachód jak pod górę.
1220
Żarzą się szyby fabryk burych.
Idą, trzepocąc łachmanami
Jak dzień świąteczny chorągwiami.
Przy stercie desek i żelastwa
Zwolniła nieco krok hałastra.
1225
Ten gmera, ten by się pohuśtał
Na deskach… A on: «Nie marudźta!»
Niebo, ŚwiatłoKrwią złotej lwicy niebo broczy,
Od blasku zasłaniają oczy.
Słońce, WieczórWciąż niżej łeb się zsuwa krwawy,
1230
Pożogą rdzawi kępy trawy.
Do beczek doszli. Obstukali.
Gdzie woda była, wypluskali.
On — nic. On nie tknie. Milczy, patrzy
I czeka, na kamieniu siadłszy.
1235
Czegoś mu pilno. Coś wymyślił.
Przywidział sobie coś czy wyśnił.
Aż go podrywa od tych widzeń
I niecierpliwie: «Idziem! Idziem!»
Tęsknota, SenJak ręką z wody rybkę złotą,
1240
Ze snu wyłowił to tęsknotą.
Więc gania, pili, bo to właśnie
Zaczyna na tym niebie dziać się.
Na niebie i na placu razem
Zabudowuje się obrazem.
1245
Do warg śpikulec. Dmie w tę pałkę
Jako szczurołap w swą piszczałkę.
Na wzgórek wiedzie. Oni za nim,
Wpatrzeni w dal, zaczarowani.
A z tego wzgórka — podziwienie:
1250
Niebo zwaliło się na ziemię.
W gruzach czerwone leżą skały,
Złote lodowce i kryształy.
Złomy niebieskie potrzaskane,
W pokrwawie świeżej unurzane.
1255
Zamki srebrzyste i zwierciadła — — —
Aaa! — —
To tak, to tak WARSZAWA PADŁA!
Spadła jak szklana kula z wieży
I w cud rozbita — na placu leży.
1260
WarszawaWyciąga Kazek złotą buławę
I pokazuje miasto Warszawę:
«Patrzta — stolica».
Patrzy Cybula, Tartak, Mysz,
Rudy i Kulos. — «Tam… Widziiisz?
1265
Polska stolica».
Ulice tam jak błyskawice
W żmijowe wiją się pętlice,
Rozruch w stolicy! Słońca młoty
W kowadło grodu ogniem walą,
1270
Tęczową taflą dachy wstają,
Gmachy padają w drobiazg złoty,
Domy w rozłomy, barwy falą
Biją, druzgocąc gród ruchomy,
Palą się garby zwalisk jarkie,
1275
Lawiną farb nieboskłon nawisł
Nad karkiem ziemi! Dudni ziemia
I bezustannym hurmem przemian
Dźwiga, przemiażdża się i kruszy
Polska stolica!
1280
Strop się obruszył — A znów śmiga
Czerwiennych murów roztrzęsieniem.
Żagwią się, pędzą chmur płomienie,
Faetonowa[373] grzmi kwadryga[374]!
Lud, Dziecko, SłowoMówi Cybula: «Tam swoboda.
1285
Tam na rzoncego[375] skargę podam,
Na strupla[376] tyż. Nie bedom, psiamać,
Z podwyrka wont chłopaków ganiać.
A co? Kot sro. Nie jego wydział.
Dracha[377] robiłem. Rudy widział.
1290
Co, nie? Widziałeś? Rudy świadek,
To co mie kiszka? Całpsa w zadek.
Poliwasz, to poliwaj sobie,
A ja przy pompie dracha robie.
Jak jemu w gumie dziurka sika,
1295
To ja? Że ja mam scezoryka?
Ja patyk rznę, bo robie dracha,
To co ja bede kichę[378] ciachał?
Jak woda z kichy bokiem bije,
To co takiego, że ja pije?
1300
A rzonca do mnie: A ty śkrabie!
I śturga[379]…» Surmy grzmią w Warszawie.
Warszawa, KrólZ niebieskich ruin rośnie Dwór
Ze szkarłatnymi oknami,
Siedzi na tronie Warszawski Król
1305
I wiedzie rzecz z dworzanami:
«Jakże się miewa mój łódzki naród?
Co porabiają chłopaki z Bałut?»
Otwiera wrota królewski mistrz
I wchodzą przed tron miłosierny
1310
Śpikuta, Tartak, Cybula, Mysz,
Rudy i Kulos kuterny.
«Moje[380]!» — zawoła król łódzką mową,
«Twoje!» — odkrzyknie chór przepisowo.
«Jak tam, chłopaki? — tak zaczął król —
1315
Dobrze czy źle wam się wiedzie?
Kto ma żal jaki, skargę czy ból,
Niech powie, zaradzę biedzie».
Sześciu ich było. Pięciu mówiło;
Szósty — jak niemy głaz nad mogiłą.
1320
Zatrajkotali w tronowej sali,
Aż ministrowie pouciekali.
Oświergotali królewską głowę,
Jak wiecujące wróble marcowe.
Pięciu gadało, jak pięćset gada,
1325
Gdy o przedwiośniu na drzewo siada.
Szósty — duch szklisty, cień nadmogilny,
Stoi jak wryty, krzyknąć bezsilny.
Nic — tylko patrzy, KTO ich tu wita…
Wreszcie zgiełk ucichł. Król dekret czyta:

VIII

1330
Zabawa, Dzieciństwo, Chłopak«My, z bożej łaski Król Warszawski,
Margraf Bałucki, Książę Łódzki,
Aleksandrowski, Lutomierski,
Brzeziński, Radogoski, Zgierski,
Hrabia na Chojnach, Pabianicach,
1335
Rogowie, Rudzie, Żakowicach,
Wiśniowej Górze i Kraszewie,
Strykowie, Głownie i Widzewie
I innych łódzkich okolicach,
Dokąd pamięcią Swą sięgamy —
1340
CHŁOPACKIE PRAWA ogłaszamy:
I) Podwórza wolne. Stróż ni rządca
Nie będzie się do zabaw wtrącał.
II) Chłopcom dajemy we władanie
Swobodne ulic polewanie
1345
Z gumowych wężów. III) Do wychodka,
Kto chce, ma wolny wstęp do środka,
Choćby z innego był podwórza.
Precz z obyczajem »Klucz u stróża«.
IV) Wolna żegluga na rynsztokach
1350
I na kałużach. V) Każdy chłopak
Ma prawo schodzić do piwnicy
I, jak się trafi, skarb zakopać.
VI) W mróz dozwolone: 1) Siadać w sieni
Pod szóstym. Tam jest ciepła ściana
1355
I chlebem pachnie; 2) od Grynśpana
Rogoże[381] brać i spać pod niemi;
3) Z chłopskich furmanek ściągać słomę,
4) Z rolwag[382] pakuły[383], szmaty, worki
I z bawełnianych bel »wydziorki«,
1360
By opatulać się jak w mieszek;
5) Gdy zbiorą, palić koks przed domem
I kucać. Wszystko dozwolone,
Włączając: 6) wyrywanie desek
Ze skrzyń i płotów na podpałkę.
1365
VII) Gdy ogród murem otoczony.
Zabrania się, by szkłem tłuczonym
Osypywano go po wierzchu.
Od dzisiaj hyca się bez przeszkód.
VIII) Wolno, gdy wjedzie wóz w podwórze,
1370
Na kozioł wliźć i trzymać lejce;
Kulosa zaś, co sam nie może,
Podsadzi furman na to miejsce.
IX) Kto drzewo trzęsie, tego owoc,
Tak jakby zrywał wlazłszy na nie.
1375
X) Jeżeli klipa[384] sztorcem stanie,
Liczyć zaczyna się na nowo.
XI) W grze »w klasy« — linia, choć zatarta,
O-bo-wią-zu-je skaczącego!
(»A nie mówiłem!« syknie Tartak,
1380
Z tryumfem patrząc na Rudego.)
XII) W sprawie chowanki: 1) Blincowanie[385]
Musowo[386] tam, gdzie ruła[387]. 2) W bramie
Giltuje[388], gdy się w szkło zaklepie.
Gwarantujemy to ustawą.
1385
XIII) Gdy drach (latawiec) się zaczepi
O balkon z frontu, ma się prawo
Przejść na ratunek przez mieszkanie.
XIV) Co do guzików, to rzecz oną
Zdecydujemy po zbadaniu,
1390
Albowiem Nam ją przedstawiono
W niedostatecznie jasnym zdaniu:
»Zrówniać palice niemożliwość
I bez to je niesprawiedliwość:
Jak duży rękie rozczapierzy,
1395
Wiency zachwaci jak odmierzy,
To jemu for i kontrol dany,
A maleńciejszy wykiwany«.
XV) W sprawie kaftanów, czyli kapot,
Wniesionej przez chłopacki raport,
1400
To wysuniętym argumentom
Musimy przyznać rację świętą:
Że kiedy chłopak mały wzrostem
Dziedziczy surdut rodziciela,
Strój ten, sięgając mu do kostek,
1405
Ośmiesza go i onieśmiela
Wobec przechodniów. Przyznajemy,
Że to »tyjater[389]«, »naśmichanie«,
Jak zaznaczyli wnioskodawcy.
Będą więc odtąd Nasi krawcy
1410
Obcinać poły przy kaftanie.
XVI) Kurs oficjalny na stalówki:
Jedna grajbera = dwie rondówki.
XVII) Co do chrabąszczów — radzi byśmy
Zmienić obyczaj ich kapryśny,
1415
Lecz prośba, »żeby gęściej niosły«,
Przekracza Naszą kompetencję…
Zwrócimy się do Panny Wiosny,
By ich puszczała jak najwięcej.
XVIII) Z woli Naszego Majestatu
1420
Najuroczyściej się stanowi
Poniższy Tramwajowy Statut:
1) Pasażerowie wysiadając
Dzieciom bilety swe oddają
Tudzież gazety przeczytane.
1425
2) Gdy tramwaj na »końcówce« stanie,
Chłopaki mają dostęp wolny
Do maszynerii na »placformy«;
Nikt nie ma prawa im zabronić
»Poruchać korbkie« i »podzwonić«.
1430
3) Zakazujemy najsurowiej:
a) Jazdy przyczepnej, b) buforowej,
c) Na stopniach, d) »z nogom nawieszonom«
(I o to bowiem Nas proszono),
e) »Skikania« w każdej formie, f) zabaw
1435
I gier na szynach, g) figlów z prądem —
I nie zgadzamy się z poglądem,
Że »śmyrgnąć na bok zawsze zdążem«
(Tu Kulos, przyświadczając wtórem,
W podłogę stuknie swym kosturem),
1440
Jak również mamy wątpliwości
Co do opinii Naszych gości,
Że »pod tranwajem elekstryka
W złoto kwardzieje, jak zapstryka«.
XIX) Z wielkim Naszego serca żalem,
1445
Lecz troską o was kierowani,
Z próśb innych nie spełnimy dalej:
1) Tej, żeby was ze strażakami
Na pożar wozić. 2) By murarze
Odnawiający kamienice
1450
W pustych wiaderkach was spuszczali
Z desek rusztowań na ulicę.
(Rezon[390]: »Jużeśma próbowali[391],
A jak król chce, to my pokażem«
Niedostatecznym jest rezonem.
1455
Nie chcemy patrzyć — i skończone.)
3) Z decyzji Naszej prawomocnej
Nieodwołalnie się zabrania
Ulicznej palby wielkanocnej,
Owego »kalafiorkowania«.
1460
Tym punktem zamykając rejestr
Potężnych praw i nieodzownych
Paru zakazów, zresztą drobnych,
Żywimy wiarę i nadzieję,
Że udzielone przywileje
1465
Wykorzystacie bez nadużyć
I że staraniem waszym będzie
Na szereg nowych praw zasłużyć,
Które wam z góry tym orędziem
Najuroczyściej przyrzekamy
1470
W szczodrobliwości Naszej łaski.
Podpisujemy własną ręką:
Jan IV Dobry, Król Warszawski,
Pieczętujemy zaś Jutrzenką
Swobody, już nadciągającej,
1475
Za którą przyjdzie, rosnąc w blaski,
Zbawienia Słońce[392].
Teraz, Młodości, bądź szczęśliwa!
Teraz, chłopaki, hura! wiwat!
Niech troski idą w zapomnienie!
1480
Niech żyje radość!» — — —
Nic. Milczenie.
Stoją złamani, osowiali,
W posadzkę wbili smutne oczy,
Żyć im się nie chce, świat się mroczy…
1485
Nie! Tego się nie spodziewali!…
Na głowę by włożyli worki,
Popiołem by się osypali —
Taki ich straszny cios przywalił:
Te «kalefiorki».
1490
Wzdycha Cybula, Tartak, Mysz,
Rudy i Kulos: «Masz ci… Tyż!…
I jakże teraz?…
W święta nie pukać? To co ze świąt?
Jak kalefiorki mają iść wont,
1495
Co za interes?»
Sześciu ich stało, pięciu biadało,
A szósty — marą znieruchomiałą,
Nic, tylko patrzy…
A król na niego jak na szklanego,
1500
Nie widzi, nie wie; samym kolegom
Te prawa świadczy.
Przymrużył oczko okrutny król,
Spod wąsa się chytrze uśmiecha:
«Ha, cóż! Na taką klęskę i ból
1505
Przydałaby się pociecha…
A dziś zabawa w królewskim lesie!
Cisowe wrota, otwierajcie się!»

IX

Po błyszczącej trawie,
Po pachnącej świeżo,
1510
Chodzą panny ulubione,
Spódniczkami śnieżą.
Nie byle dziewczyny,
Panów majstrów córki!
Pochrzęstują na staniczkach
1515
Koralików sznurki.
Zobaczyły chłopców,
Otoczyły mgiełką,
Nawionęło, zawoniało
Różowe mydełko.
1520
Prosimy, prosimy
Panów kawalerów!
Na murawie obrus biały,
Tkany przez szpinerów[393].
JedzenieNa obrusie bułki,
1525
Serdelki, ogórki,
Jak zaczęli wtrajać[394],
Nie zostało skórki;
Po bajgiełkach, obwarzankach
Połykali dziurki.
1530
Maczali w musztardzie
Kaszanki, blutwurszty[395],
Jak zajadą w pełny słoik,
To on zaraz pusty.
Chrupali, chrustali
1535
Chrząskie korniszonki,
A w kapuście skwarki były
I kawał golonki.
Oj, śledzie, piklingi,
Oj, wędzone ryby!
1540
Żebyście wy nóżki miały,
Nie zostawiliby!
Nie poodlepiają
Szprotek pozlepianych,
A w rolmopsach nie darują
1545
Zatyczek drewnianych.
Czereśnie-kraszanki
I kwaskowe «szklanki»[396]
Panny z drzewa otrząsały.
Napełniały dzbanki.
1550
Przyfrunęły wróble,
By odziobać resztki,
A na trawie wokoluśko
Ani jednej pestki.
Potem im nosiły
1555
Panów majstrów córki
Wielkie pączki z powidłami
I kremowe rurki,
Irysy, hopjesy[397],
Chałwę i cięguty,
1560
Sachar maroż[398], rachat łukum[399],
Wafle i andruty[400].
Rąbały toporkiem
Białomiodu kamień:
Jak go zagryźć, to się w zębach
1565
«Ciąga» pasemkami.
Wreszcie jabłka na patykach
Dostał każdy smakosz
I ledzieńce do lizania,
Na drewienkach takoż.
1570
Zapijali chlebnym kwasem
I sodową z sokiem:
Malinowy, cytrynowy
Płynęły potokiem.
Jak tę wodę łyżką mieszać,
1575
To ciareczki syczą,
Pęcherzyki pod nos biją
I jest bardzo byczo.

*

Młodość, Tajemnica, Seks, Dziewczyna, ChłopakJak nie umkną te majstrówny w gąszcz leśny!
«Teraz gońcie nas, szukajcie, gdzieżeśmy!»
1580
Zabiegały, zamigały wiewem białym;
Białe sarny tak by w borze biegały.
Z drzew wynurzą się, oczyma zaświecą,
Zaobłoczą i w zadrzewie ulecą.
Byłoż tam mocowań, łaski, zadyszania,
1585
Kiedy chłopak skoczną pannę doganiał!
Byłoż tam całowań, pisku, zamierań,
Gdy do drzewa chłopak pannę przypierał!
A łoskotu, a chichotu, przeciwień!…
Bo majstrówny były bardzo łechczywe.
1590
I mówiły im na ucho sekrety,
I szeptały rozemdlałe: «Oj, rety!…»
Szeleściły panny po mchu, po chruście,
Upraszały ich najmilej: «Oj, puść mie!»
Cycki u nich gumiaste jak graca[401]:
1595
Jak nacisnąć, to wklęśnie, potem wraca.
To sięgali, nagniatali: może strzeli?
Z mlecznych czasów pamiętali. Pragnęli.
A to były już wiedzące dziewczyny,
Miały one tej lubości przyczyny.
1600
A ci chłopcy byli jeszcze bez wieści,
Witkom w kwietniu nierozwitym rówieśni.
Jeszcze byli w domyśle; nie wiedzieli,
Czemu łomot w piersi i zachłyst w gardzieli.
Kto przyciśnie swoją pannę do drzewa,
1605
Temu serce tajna trwoga zalewa.
Jak się która z chłopcem w krzakach szamoce,
On zębami, kolanami dygoce.
Słodko było mówić pannom z imienia:
Erna, Fryda, Olga, Wanda, Terenia.
1610
A i one grzecznie do nich i gładko:
«Ach, prawdziwie, panie Edek, to zanadto!»
«Ach, i cóż pan, panie Czesiek, wyrabiasz?»
«Ależ z pana, panie Gieniek, niezgrabiasz!»
A te panny były wielkie chytrusy:
1615
Tak gadały, a wodziły w pokusy.
Bo tam stało jezioreczko lustrzane,
Otaczały je skały omszałe:
To te panny nogi w wodzie pluskały,
Osrebrzone wychodziły na skały,
1620
A te nogi w jeziorze zostały —
Panny srebrnym ogonem chlastały.
Śmiechu było między chłopakami —
Śpiewające widzieć ryby z cyckami.
Było śmiechu, lecz i łez gorących,
1625
Od tych ślicznych piosenek smucących.
A najsłodziej śpiewała ta Erna,
Tadzikowi-kaleczkowi wierna.
Że on kulos nie mógł ganiać po lesie,
To go sama w swoje gniazdo zaniesie.
1630
Było ono na drzewie-rozłogu,
W leśnym niebie, w liściastym obłoku.
Było ono koszem i łonem,
Gdzie są w matkach dziecięta noszone.
To ten Tadzik w tym gnieździe się skulił,
1635
A ta Erna miłosierna go tuli.
Tuli w ciepłych, pachnących oplotach,
A on płacze, że jest wielki sierota.
Przy chłopakach odstawia chojraka,
A jak sam jest, toby tylko płakał.
1640
W ośmiu latach dziadyga ubogi:
Ani ojca, ani matki, ani nogi.
To ta Erna niebo roztworzyła,
A tam jego noga chodziła.
To on złapał tę nogę, przystawił,
1645
Skoczył z drzewa i z chłopcami się bawił.
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

X

Gasł i zapadał Dwór olbrzymi,
Potem z przepaści tylko dymił.
1650
Zamknęło niebo usta złote
Na klucz marzenia, na tęsknotę.
Już gęsty wieczór plac zacienił,
A jeszcze stali zapatrzeni.
«Chodźta, bo zimno», mówi Tadzik
1655
I kuśtykając ze wzgórka sadzi.
Mówi Cybula: «Te, Śpikuła,
Bier siable, bo ci sie opsnuła».
Podnosi. Drży rycerska szpada
W zsiniałej rączce. I wtem — w ciemię
1660
Cios mroku — głuchy. Padł na ziemię.
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
«Tatusiu!» krzyknął, kiedy padał.

XI

Przed domem stało Pogotowie,
Dzieci do środka zaglądały,
1665
Stróż się użerał z chłopakami,
Merglowa głośno zawodziła,
Na schodach było pełno ludzi,
Kumy stawiały diagnozy,
Piskliwe odprawiały neniae[402]
1670
I obliczały koszt pogrzebu
(Czy znacie słowo «szterbekasa»?[403]).
Pachniało octem, amoniakiem
I walerianą. W smutnej stancji.
Wyglądającej jak banalny
1675
Drzeworyt ekspresjonistyczny
W organie «komunizującym».
Doktor Cybulę wypytywał,
Jak się to stało, więc Cybula
W natchnieniu bujnej pseudologii
1680
Nieopisane plótł androny
(O, wielka żądzo zabłyśnięcia
Własną ważnością, bohaterstwem!
Wieczny «kalifie na godzinę»!).
1685
Leżał bledziutki i pogodny.
Doktor mu mówił «kawalerze»,
Kazał oddychać, nie oddychać,
W kościste plecy młotkiem stukał,
Uderzył też w kolano zgięte
1690
I noga sama odskoczyła
(Cybula parsknął na ten widok),
Wreszcie powiedział: «Poleż sobie
Dzień, dwa w łóżeczku, kawalerze,
I będzie dobrze, a mamusia» — —
1695
Pani Merglowa, uwieszona
Oczyma u doktorskich ust,
Czekała, biednie uśmiechnięta,
To jest pokornie i poddańczo,
Aby powiedział, co mamusia.
1700
«Mamusia, rzekł westchnąwszy, niech się
(Powiesi!!! — ryknął w duchu)… niech się
Nie niepokoi. Do widzenia.
Trzymaj się ciepło, kawalerze».
Zadowcipkował, grzęznąc w błocie
1705
Jakiegoś nikczemnego smutku.
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
Lekarz z trzeciego piętra schodził
Po słotnych stopniach. Stęchłe worki
1710
Ze zmarzniętymi kartoflami
W piwnicy szczurzej — oto zapach
Tych łódzkich schodów. I sam także
Był workiem mgły, niewiedzy, nudy,
Szatanów, troski i tęsknoty,
1715
Żeby tam wrócić, oddać wszystko,
Klęknąć i modlić się.
Nie wrócił.
Miasto, Bieda, LekarzLudzie się w bramie rozstąpili,
Wszedł do karetki słotny lekarz,
1720
Dzieci do środka zaglądały,
A gdy odjechał, długo jeszcze
Gromadka frasobliwych istot
Przed domem stała, komentując,
Klarując, wspominając… Wreszcie
1725
Ludzie po domach się rozeszli
I dalej dziwne dumy snuli…
Bo dla biedoty staromiejskiej,
Od kurzu troski poszarzałej
W jarzmie nudnego niedostatku,
1730
Jest Pogotowie wehikułem
Z krainy zdarzeń czarodziejskiej:
Karocą, którą Grimm powozi,
I w sześć Pegazów zaprzężoną.
A słotny lekarz (mój znajomy)
1735
Powrócił do centrali nieszczęść,
Gdzie już na biało-ceratowej
Wąskiej kanapce leżał bredząc
Niejaki Leon Szulc, perukarz,
Rzymski katolik, lat trzydzieści
1740
Dziewięć, Wólczańska 70,
Mieszkania dziewiętnaście. Leon,
Bez kołnierzyka, świecąc spinką
I medalikiem w formie serca,
Walił się pięścią w brzuch i wołał:
1745
«Ja tobie dam aktora, małpo.
Ja tobie dam aktora!» — Lekarz
Odpiął świecącą spinkę. Potem
Szarpnął koszulę w lewą stronę
I zaczął podsłuchiwać serce.
1750
Wieczór, MiastoA już był wieczór. Przed domami
Ludzie siedzieli na krzesełkach
I wąski złoty pas wszechświata
Ukazał się korytom ulic.
Gwiazdy, niebiańskie zalotnice,
1755
Pomrugiwały na ubogich.

XII

Nie miałem serca dla Warszawy,
Gdy opuszczałem miasto Łódź,
Polami sunął zmierzch zmurszały,
Pogrzebem w mgłę się pociąg wlókł,
1760
Drogę mą w przyszłość zawieszały
Kotary ciężkich, starych dum,
Strach stukał we krwi, przemieszany
Z usypiającym stukiem kół,
A powróz wspomnień, mokry, szary,
1765
Taszczył za sobą miasto Łódź,
Szedł brzęk żałosny przez obszary,
Nie Łódź — łódeczkę ciągnął sznur,
I pociąg trząsł się jak blaszany,
Dziecinny śród dorosłych dróg,
1770
Dzieciństwo, Wspomnienia, DorosłośćI zabierałem do Warszawy
Maleńki światek snów i zmór:
Te dwie, olbrzymie, niegdyś, szafy,
Gobelin płowy, zegar, stół
I gimnazjalnych klas koszary,
1775
I ulic kurz, i fabryk mur,
I nieba łachman strupieszały,
I złote na nim gwiazdy złud,
I po podwórzach bieg zdyszany
W poszukiwaniu gór i burz —
1780
I już mnie z Łodzi do Warszawy
Nie pociąg, lecz karawan wiózł,
I jak żałobnych wieńców szarfy
Zwisały strzępy trosk i trwóg:
Że jestem biedny i myszaty
1785
I że w mieszkaniu będzie szczur,
Że ojciec coraz dalszy, starszy,
I jak ja przejdę przez ten grób?
Że matka roi swe koszmary
I wciąż nad biedną krąży kruk;
1790
Że siostra płaszczyk ma zwiotczały
I kreskę krzywdy w kątku ust;
Że nie podołam sam wierszami,
Kamienie lepiej w Łodzi tłuc,
I po co jechać do Warszawy?
1795
Ach, wrócić, wrócić na twój próg
I w świętych oczu twoich szafir
Wtopić swój los i ból, i trud —
I oto żalu depeszami
Telegraficzny szarpię drut,
1800
A tobie w kinie lśniący szatyn
Wgaduje w uszko rychły ślub,
Silnymi łudzi rozkoszami
I rwie płaczące druty strun,
A szyby dziobie deszcz szurszawy[404]
1805
I pociąg sapie w szumie chmur,
I oszalałe widm orszaki
Podnoszą się ze słotnych pól…
Tak dojechałem do Warszawy,
Gdy opuściłem miasto Łódź.

Część trzecia

Rozdział pierwszy

I

1
Wiatr, Stworzenie, Obraz świata, Poezja, WspomnieniaWiatr Tobie, Boże, huczał pieśni,
Gdyś z mroków wykrzesywał świat.
Chaosu świadek i rówieśnik,
Wiatr Tobie, Boże, huczał pieśni,
5
Wodami wstrząsający wiatr.
Wiatr — gniew otchłani zbuntowanej,
Potęgi Twojej pierwszy bard,
Homer Genezis opętany,
Co w chwiejbę wprawił oceany
10
Rytmicznym rykiem swoich skarg.
I taki był ów zryw stworzenny,
Taki prawichru Tobie hymn,
Że wód wzburzonych ogrom pienny
Do dziś w kołysie trwa bezsennym,
15
Pomrukiem w brzegi bijąc złym.
Do dziś — bylinnik[405], rapsod[406], epik,
Początku chmurobrody dziad,
Pierwotnej wojny wiarus ślepy —
Wspomnienia szumne lubi wiatr…
20
Tak aktor, tragik starej szkoły,
Co w rolach królów grzmiał przed laty,
Wspomina młodych dni żywioły:
Pięcioaktowe swe dramaty.
A ten najczęściej: gdy w zamęcie
25
Rozpaczy starczej, w noc burzliwą,
Przy gromów akompaniamencie
Łbem skołatanym dziko trzęsie,
W chłoszczące niebo wznosi pięście
I klnie swą dolę nieszczęśliwą…
30
Lub gdy, przedśmiertnie obłąkany,
Trupowi córki ukochanej
Żale swe szlocha, klęski, krzywdy,
Rzęzi chwytając się za szyję
I — «Nigdy! nigdy! nigdy! nigdy!»
35
I po raz piąty «Nigdy!» wyje.
Potem umierał. Potem brawa.
Huragan braw. Więc zmartwychwstawał.
Wreszcie na wódkę szli z Gloucesterem,
Edgarem, Kentem[407] i suflerem.
40
Dziś nie Szekspiry i nie Liry…
Dziś za pięć złotych i kolację
Da w Starym Sączu w restauracji
«Wieczór humoru i satyry».
W palcie, z kołnierzem podniesionym,
45
Jeden jedyny w zimnej sali,
Czeka na gości. Blask się sączy
Pomarańczowy i przyćmiony
Wątłego prądu w Starym Sączu
(Pamiętasz chyba, jak się pali
50
Żarówka na prowincji…). WiatrHuczną
Wicher na rynku sztukę gra,
Afisz mu zrywa, strzępy gna…
Słowem, miał rację Gogol: «Skuczno
Na etom swietie, gospodà[408]
55
I wszystko jest jak Bóg przykazał:
Panneau[409] na ścianie, malowane
Przez daltonistę-farbomaza;
Czekoladowo-ciemnolila
Nimfa nad wodą się pochyla,
60
Opodal widać wiatrak w polu,
A w głębi gruzy greckich kolumn…
— I lustro jest jak Bóg przykazał,
Bo co odbicie, to obraza,
I mętnie szkli się śród miraży
65
Półtora wydłużonej twarzy…
Jedzenie— I, jak przykazał Bóg, jest obrus,
Co geografią potraw obrósł:
Sumatrą szczawiu, Grecją marchwi
I czarnej kawy Morzem Martwym…
70
— Przykazał także Bóg, by w karcie
Wodniście hektografowanej[410]
Był barszcz, zraziki, sznycel z jajkiem,
Zupa rosolnik i sztukamięs
(Które to danie, przy atencji
75
Kelnera dla wybranych gości,
Słup szpiku tłusty miało w kości
Mastodontycznej proweniencji)…
— A bufet! Mógłbym Bufetiadę
Napisać polską! Tuzin pieśni!
80
Lecz zakrakaliby współcześni
(A o potomnych marzyć nie śmiem)
Ten temat… Więc pokrótce wspomnę
Delicje przednie, chociaż skromne:
Słoninki różowawe plastry
85
Pod pudrem papryki ceglastej;
Przez pół na długość przekrajane
Czółenka twardych jajek z chrzanem;
Rolmopsy; owczy ser w talarki;
Myśliwskich kabanosów parki
90
(Probierczy kamień wędliniarski);
Chrzanowy sos i sos tatarski;
Kiełbasa w kabłąk — żmija śpiąca,
Własny swój ogon całująca;
W pieprzonym occie ulik[411] w dzwonka
95
I wokół garnir z korniszonka;
Cielęce nóżki w galarecie
(Biedactwa! Jeszcze się trzęsiecie?)
I wreszcie on, srebrzystej wódki
(Koniecznie dużej, zimnej, czystej)
100
Najulubieńszy druh srebrzysty,
Kawior ubogich, ust pokusa,
Bezsenne noce Lukullusa[412],
Modły kartofli parujących,
W niebo podniebień dym wznoszących,
105
Brat mleczny żwawych rybich panien:
Marynowany śledź w śmietanie!
…Jest i w New Yorku ten specyjał
I wódkęm[413] już pod niego pijał,
Lecz wódka nie ta i śledź nie ten,
110
I nie ta aura nad bufetem,
I nie ja nawet… Mówiąc krótko:
Nam w Polsce, śledziu! w Polsce, wódko!
Tam sobie wami człek dogadzał,
Tam bufet był jak Bóg przykazał!
115
StarośćI Bóg przykazał, by na starość
Siąść i obrastać śmiercią szarą.
Siąść, czekać — i, na drzwi zerkając,
Łyżeczką bawić się blaszaną
(Pamiętasz chyba tę odwieczną:
120
Bezblaską, lekką i bezdźwięczną)…
I taki los, i już nie sposób
Inaczej, bo tak przykazano,
By wgniatać resztki papierosów
W kawę na spodku rozchlapaną;
125
Czekać na lichy strzęp gotówki.
Kolację zjadłszy już à conto;
Śledzić zegara twarz z rozpaczą,
Kiedy kwadransem na dziesiątą[414]
Przepołowiły ją wskazówki,
130
A miało się o ósmej zacząć;
Znosić kelnera wzrok litosny,
A w uśmiech stroić się żałosny,
Gdy bufetowa, dość obfita,
Przelotnie trąci go oczyma
135
I znów w warszawskim «Kinie»[415] czyta
Wywiad z fryzjerem Igo Syma[416];
Liczyć minuty coraz pustsze
I oko w oko ze swą krzywdą
Przenicowane widzieć w lustrze
140
Litery ZCIWONIWDUL KIWDUL
YRYTAS I UROMUH RÓZCEIW:
Afisz nieszczęścia, nędzy, włóczęg…
Już nikt nie przyjdzie, bo wichura
W rozłopotanym płaszczu hula,
145
Pustosząc miasto. Ciemne poły
Kołują śmieciem po ulicach,
Rękawy dmą się nad kościołem,
A w kapiszonie[417] — twarz księżyca.
Wiatr…Więc bywa tak, że wiatr przedwieczny,
150
Wiatr przedczłowieczy śpiewa pieśni
O Jakimś — Jednym — Biednym — Śmiesznym
O Nudnym — o Bezużytecznym —
O Zawiedzionym najboleśniej
Wiatr Tobie, Boże, huczy pieśni.

*

155
WiatrNie w Sączu i nie tamtej nocy,
Lecz inny wiatr prowincjonalny,
Choć nad Pilicą, dął jak halny,
W ataku żalu i nostalgii
Za mocą równą bożej mocy;
160
Biblijnie wył wysokie psalmy,
Szlochał i smagał jak prorocy.
I takie brał tonacje wieszcze,
Takim chorałem grzmiał dantejskim,
Że gdyby stał się tekstem, wierszem,
165
Rzekłbyś, że pisał go Ujejski[418]:
Szlachetnie cierpiał ów Jeremi,
Skowytał, skarżył się i żalił,
Lecz w polskiej poetyckiej skali
Nie znajdziesz go między wielkiemi.
170
I wiatr był taki — jako klasa,
Styl, poziom, efekt i tonacja…
Wybaczcie, Wietrze i Poeto,
Że was zestawiam. Wierzcie, że to
Nie zarzut, lecz klasyfikacja.
175
WiatrPod niebem górnolotnie biadał,
W maczugi tężał, hordą spadał,
Lecz gdy rozbijał się o ziemię,
Po ludzku syczał, ględził, zrzędził
I dni ostatnie listopada
180
Jak liście w stronę grudnia pędził.
Co jeszcze robił? Głupie psoty.
Bo cóż na ziemi do roboty?
Z pułapów tynk otrząsał kruchy,
Naporem wgniatał w izbę szyby,
185
W dygot wprawiając je brzękliwy,
I jakimś kubłem przewróconym
Z jazgotem rzucał w próg sadyby
Lub zatkniętymi w kołki płota
Garnkami glinianymi miotał…
190
W tę noc Anielka —
Witaj, mała,
Trzynastoletnia już! Pamiętasz
Goździki, grotę, pożar, cmentarz?
Jakżeś wyrosła, wypiękniała!
195
Pamiętasz «oko»? Zegar-zmorę?
A dziadek, dziadek gdzie najmilszy?
Co z panią Bielską? Z prowizorem?
A co w aptece słychać?
Milczy
200
I coś tam sobie szepce tymi
Wargami z lekka mięsistymi,
Schylona chmurnie nad… A to co?
Książka? Ukradkiem? Późną nocą?
Pokaż!
205
Nieufna i surowa
Podnosi oczy, książkę chowa;
Wyrywam. Zerwie się i krzyknie,
Złymi zabłysły płomykami
Szarotki oczu aksamitne:
210
«A panu co?…» I w płacz. Niech beczy.
«A tobie co się stało, że ty
Zaczęłaś czytać takie rzeczy?
Zawsze się bałem, że tak będzie,
Że to odezwie się, nadejdzie,
215
I widać przyszło… Jak? Dlaczego?
I właśnie dziś, w tę noc upiorów,
W noc polską wiatru ujejskiego,
Co rapsodycznie dmie przez szpary?
Anielko!!»
220
(Tytuł: Krótki zarys
Dziejów narodu rosyjskiego.
Obok pieczątka: «Z księgozbioru
Kamila Rozpędzikowskiego».)

*

Skończenie świata nad parafią,
225
Urwanie głowy i księżyca!
Podrywa śpiących dmuchawica,
Stękną, pomruczą i znów chrapią.
Młyn nocy trzęsie się i miele
Lament pustego kotłowiska,
230
Najsrożej gwiżdżąc przy kościele,
Jakby się bies w igrzysko wświstał.
Spójrz w okno: po kościelnych ścianach
Wędruje blada światła plama,
Błąka się, szuka, a gdy znajdzie
235
Szczerbę lub rysę na obrazie,
Ręka w blask wchodzi — i na skazie
Malarskim pędzlem barwę kładzie.
Owa świetlista plama mglista
Z latarki elektrycznej strzela.
240
Na ludzkiej piersi zawieszonej
Jak szkaplerz. Czujny i wzruszony.
Stary ogrodnik, legionista,
Krąży tej nocy po świątyni
I generalny przegląd czyni;
245
Fryzuje męczennikom włosy,
Nadrabia im przytarte nosy,
Przykrwawia ciernie Zbawiciela,
Maryjne lilie zaś wybiela…
A zwłaszcza stan aniołów sprawdza
250
Przysięgły niebian rzeczoznawca.
Wysoko stojąc na drabinie,
Dziewierski pośpiewuje z cicha:
«O mój rozmarynie!»
A jest przy wątłym cherubinie
255
I dziurę w oku mu zapycha
Srebrzystą glinką — ślad po kuli —
I znów fałszywie, lecz najczulej:
«O mój rozmarynie!
O mój rozmarynie!
260
Rozwijaj się!»
I nawet w stęchłej, mrocznej wnęce,
Gdzie krzyż żelazny zardzewiały
Pół wieku rósł z omszałej skały,
Pootrzepywał z kurzu wieńce,
265
Zszarzałe wrzosy, niegdyś miodne,
Skurczone kępki macierzanki,
Nieśmiertelników żółte wianki,
O grobach oschle szeleszczące
(O, kwiaty-mumie, śmierć wieszczące!
270
O, złudne życia prochowisko!
O, bezcelowe i bezpłodne,
Jak ja, jak wszyscy i jak wszystko!),
Więc nawet tam, w grobowcu prawie,
Przy głuchym głazie, skąd czas wyżarł
275
Nazwisko fundatorki krzyża:
«Ewa Dziewierska» — ach, tam nawet,
Gdy przed śladami liter klęknął
I czule je pogłaskał ręką,
I święte ucałował imię,
280
Powtórzył: «O mój rozmarynie! —
Rozwijaj się!»…
I długo, długo tak we dwoje
Pośpiewywali, każdy swoje:
Wiatr jerychońsko-bohaterski
285
O wiecznym śpiewał i ogromnym,
A człowiek prosty, pan Dziewierski,
O rozmarynie, kwiatku skromnym.
Świtem umilkły obie pieśni
I nastał Wielki Dzień powieści.

*

290
Wiatr, JesieńWył wicher, wył, aż dnia się dowył…
Na ziemi, wymiecionej skrzętnie,
Był suchy ziąb listopadowy,
Cichutko było i odświętnie.
Dął wicher, dął, aż płuca wydął
295
I dzień sprowadził jasnooki,
Oszklone słońce zimną dzidą
Mierzyło w ziemię przez obłoki.
Zwolniła biegu rzeka sina,
Stwardniało błocko w koleinach,
300
Więc miło stawiać prężne kroki
I słyszeć chrzęst przymrozku raźny,
Gdy smacznie chrupią pod stopami
Świeże placuszki kruchych zmarźlin.
I miło, gdy w ten ostry chrzęścik
305
Spod stąpających butów ciężkich
Wdzwania się szabli brzęk i ostróg
I wydłużony krok miarowy
Nóżek w płóciennych pantofelkach,
Strzelistych, młodych nóg… Anielka
310
Dotrzymać kroku chce dziadkowi.
Choć całą noc przy pracy spędził,
Dziewierski wesół jest i rześki,
Burczy coś wprawdzie, lecz nie zrzędzi,
I siwe oczy w strop niebieski
315
Dziękczynnie wznosi, że dzień piękny
Po takiej nocy. Dziś w kościele
Msza uroczysta — pierwsza w wolnej
Ojczyźnie. Jakiś ptaszek polny
Na poczerniałej siadł drzewinie,
320
Pokręcił główką swym zwyczajem,
Zaświstał: «O mój rozmarynie!»
I pierzchnął. Zapachniało majem.
Idą krok w krok i z dłonią w dłoni,
Brzęczą ostrogi, szabla dzwoni.
325
«Dziadziu, odzywa się dziewczyna,
A tatuś…» (ciarki go przebiegną,
Jak zawsze, kiedy mu zaczyna
O ojcu mówić «…tatuś toby
Już generałem był na pewno.
330
Musiałby dziadzio generała
Rozkazów słuchać. Prawda? Musiał!
Szkoda, że nie ma dziś tatusia,
Szedłby tu z nami…» — «Nie pleć, mała».
Ale uparła się i dalej:
335
«A co mnie, dziadziu, powiadali,
Że ja Moskiewka? Gdulów Ewka,
Ta ruda… Ja dla śmiechu wczoraj:
»Zyg, zyg, marchewka!« — a ta zmora:
»Zyg, zyg, Moskiewka!« do mnie…»
340
Stanął,
Zdjął czapkę, otarł pot. — «Mówiłem,
Żeby nie… tego!… A ty, panno,
Wciąż o tym… Przecież tłumaczyłem,
Uczyłem… Dam ja twojej Ewce!»
345
— «Bo tatuś…» — «Dosyć! Słuchać nie chcę!
Ty żaden tatuś! Ty nie ONI!
(Na usta spojrzał) Mama! Mama!»
…Brzęczą ostrogi, szabla dzwoni.
Jakąś gałązkę podniósł, złamał,
350
Cisnął, podeptał. — «No już… dobrze…»
I idzie brzęcząc. I wspomina,
Bo chrzęst, bo brzęk mu przypomina
Straszną opowieść… Zosia sama
Opowiadała… Jak ten pogrzeb…
355
Jak szła… jak szła z tą małą w łonie,
Też taki pochrzęst był i pobrzęk…
A ona — wargi w półuśmiechu
Zagryzła chytrze — i sprężyściej,
Gniewniej nogami, jakby chciała
360
Świetnością kwitnącego ciała
Zemścić się. Bliska nienawiści,
Żołniersko kroki wybijała
I wciąż w tym drwiącym półuśmiechu
Rzucała szare bratki oczu
365
W profil staremu: «Też mi piechur!
O — tak się chodzi!» Wreszcie poczuł,
Co ten złośliwy znaczy wyścig.
— «Gadiuka[419]!» — syknął. — «Szatan w ciele!»
— «Co, dziadziu?» — «Nic». Już są w kościele.
370
(Stary miał rację, przyjaciele!)

II

W pijaną młodą noc zimową
Słyszałem w Łodzi na ulicy
Krzyk rozjuszonej ulicznicy:
«Garrradowoj[420]! Jezusie święty!
375
Ratujcie kurwę!»
Potem nóg tupot, odzew, świstek…
ChrystusBiegłeś na pomoc, Jezu Chryste.
Oszołomiony, wniebowzięty,
Słuchałem w rzymskiej Bazylice
380
Mszy wstrząsająco niepojętej,
Gdy kameowe, smagłolice,
Marquesy[421] wykoronkowane
Wznosiły oczy zapłakane,
Twej krwi przyjmując tajemnicę.
385
W Rio, na szczycie Corcovado,
Stoisz kamiennym wielkoludem
Z ramiony rozkrzyżowanemi;
W dzień jesteś krzyżem, w nocy — cudem:
Bóg, Krzyżo-Człowiek świeci ziemi
390
Jasnością fosforycznie bladą.
Z Brazylii płynąc na Manhattan,
Byłem na groźnym widowisku:
Na statku mszę odprawiał szatan
(W dzieciństwie bies o takim pysku
395
Wyłaniał się z sennego czadu…).
A to był czarny arcybiskup
Z conradycznego Trynidadu.
Wołał: «O, Lamb of God! Redeemer!
O, Lord[422] A potem — Twoje imię,
400
I co wymówi je — przyklęknie.
Ale co więcej i co piękniej:
W ojczyźnie — samym «pochwalony»
Sławiły Cię co dzień miliony!
Więc bezimiennieżeś WIADOMY
405
Imieniem podrozumiewanem!
I jak! «Na wieki wieków amen!»
Chwało ogromna, straszna chwało!
To że się imię Twe na co dzień
Westchnieniem, wykrzyknikiem stało
410
I dźwiękiem pustym trwa w narodzie!
O, czci cudowna! Stać się brzmieniem
O zapomnianej dawno treści!
Być bezpamiętnym przypomnieniem
I bohaterem bez powieści!
415
Lecz zaszczyt rośnie. Gwiazd dosięgnął.
Już w aureoli gwiezdnych legend
Zajaśniał sfer nieziemskich Regent…
Więc, zdałoby się, kres zaszczytom,
Kres wspaniałościom i potęgom,
420
Gdy się na każdym Twoim słowie,
Na kroku każdym — klechdy lęgną.
Bo jedną znam prawdziwą sławę:
Tę doskonałą, znamienitą,
Kiedy CZŁOWIEKA — a Tyś człowiek —
425
Myśl odda we władanie MITOM
I puści w fantastyczny obieg,
W kręgi tajemne, w baśń, w legendę…
Tak pamięć staje się obrzędem.
Więc — mówię — zdawać by się mogło,
430
Zdobywco chwały niedościgłej,
Że nic Cię wyżej nie podźwignie
Niż cudowności złoty obłok:
Niepokalane Twe poczęcie,
Astrologiczne narodziny
435
Znachorsko-czarnoksięskie dziwy
I wzlot bajeczny — wniebowzięcie,
A potem — tajna mszy alchemia,
Sakramentalna teofagia[423],
Spektakl ofiary, święta magia,
440
Codzienna cudów akademia.
To nic, to wszystko nic. Bo ludzie,
My, świat, w malignie uwielbienia,
Uczciliśmy Cię w większym cudzie,
W zawrotnym, nie do pomyślenia!
445
Bo ponad wszystkie chwały inne,
Należne Tobie i powinne
Za Twą naukę i męczeństwo,
Przypadło Ci bezkresne, wieczne,
Już najszczytniejsze, ostateczne,
450
Upajające Dostojeństwo:
ABSURD.
ReligiaNie bluźnię. Credo, quia[424]
Bo oto na opoce szarej,
Na twardym złomie prostej wiary
455
URZĄD namioty swe rozbijał
URZĄD uświęca bogożerstwo!
Ratyfikuje go w dekrecie!
URZĄD i SZEF! O, Ministerstwo
Spraw Zaświatowych! MSZ-cie!
460
O, łasko wiary objawionej!
O, Gabrielu w Nazarecie!
O, watykańskie remingtony[425]!
O, kartoteki! O, budżecie!
O, Rosa Mystica[426]! O, Mario,
465
Schylona słodko nad dziecięciem!
O, buchalterio! Kancelario!
O, konto w banku! O, pieczęcie!
O, ciężki krzyżu męki Pańskiej!
O, Talleyrandzie[427] watykański!
470
Religia, Słowo, ObrzędyWznieś oczy, Piotrze! Spójrz: z wysoka
Skroś Babel ksiąg wielojęzyczny,
Skroś pychę katedr niebotycznych,
Mozaiki rzymskie i marmury,
Przeziera blask wiecznego Oka
475
Z nawisłej nad urzędem chmury,
Oka w Trójkącie. Widzisz, Piotrze,
Promienia rozpalone ostrze?
Widzisz, jak spada i przeszywa
Dyplomatyczne twe archiwa,
480
Strzeliste wieże, skarbce, włości,
Nabożeństw lśniące obfitości,
Ksiąg, bulli i encyklik góry
Zuchwale wyższe niż Oliwna?
Spójrz: skroś ten przepych — żar spojrzenia
485
Na dno przebija się, w podziemia,
Do NAUKI, do SŁÓW proroka,
I pisze: «Piotrze! gdzie OPOKA[428]
Ubi haec Petra?[429] Gdzie ta skała,
Na której wzniósł się malowniczy
490
Wyrodny urząd namiestniczy,
Brednia wymyślna i wspaniała?
Gdzie głaz węgielny? Gdzie testament
Wyraźny nakaz? W ziemię wryty,
Porosły w tajemnice, mity,
495
Pleśnieje w mroku. Lecz to NA NIM,
Na fundamencie zapomnianym,
Władztwo rozparło się wielebne,
To wypiętrzone, to podniebne
Olśniewające Magic City!
500
Lecz ja Twej świętej krwi nie przyjmę
W cienkuszu sakralnego wina,
Ani mi biskup ni kardynał,
Sprawując gusła tragedyjne,
Istoty Twojej nie opowie.
505
I nie w tym winie ani chlebie
Znalazłem Ciebie, kocham Ciebie,
Lecz w Skale — w buntowniczym Słowie.
CO krzyczy pogrzebany kamień.
Lat przywalony dwutysiącem?
510
CZYJ jest ten krzyż, to gniewne ramię,
Ogień skroś wieki miotające?
KOMU On przyszedł? Ślepym, chromym,
Hołocie, nędzy, pokrzywdzonym,
On, w szopie lichej urodzony
515
Rebeliant, Rewolucjonista!
I grzesznej ziemi grożąc niebem,
CO wam przykazał pod tym chlebem,
Wam, możnym i rozwielmożnionym?
Wam, żywcem go pożerającym?
520
KTO jest ten Bóg w pochodach czczony.
Pod baldachimem obnoszony
Przez Tłustych, Zbrojnych, Wyfraczonych,
Przez Chciwych, Pysznych i Rządzących?
Religia, Władza, ChrystusPamiętam, jak w Cielesne Święto,
525
Pod rozjątrzonym gniewnym słońcem,
Procesję wiedli tragedianci,
A żądło ognia pałające
Blasków mieniło się tysiącem
W centrum monstancji;
530
I w ten peryskop tajemnicy
Nos utkwił Książę-Arcybiskup
(Nie nos — ogórek fioletowy);
Szedł, niosąc Ciało dla ulicy…
Dla teatralnej niepoznaki
535
W magicznym stroju był godowym
Ów pałacowy Arcyfakir
I wschodni kołpak miał na głowie,
Kołpak-niewidkę: by zataić,
Że ziemska prawda — w ziemskim słowie,
540
Zataić, że człowieka — człowiek
Wielbi w ulicznym widowisku;
Szedł z myślą: «Patrzcie, prostaczkowie,
To Boga niesie Arcybiskup».
A któż to w kornej adoracji
545
Prowadzi ciebie? Arcyżandarm,
O czarowniku z nominacji
Watykańskiego Talleyranda!
Małpa cezarów! Dzierżymorda!
Kto jego moc? Stalowa horda!
550
Kto jego «lud»? Pochlebców banda!
A kto sług jego i statystów
Pogromca wieczny? Jezus Chrystus.
Jakże to, książę? Herodianin[430]
Pod baldachimem? Pod tym samym?!
555
Szepnij mu w ucho, którym strzyże
Przy sacrosanctum[431] swojej wiary,
On — czciciel hostii i ofiary,
Guseł celebrant i wielbiciel,
Nie krzyż męczeństwa dźwigający,
560
Lecz złote na mundurze krzyże,
Szepnij mu — niech się tak nie liże
Do onej z krwią niewinną czary!
Niech raczej skrzyknie swe janczary,
Paktuje z pękatymi Żydy,
565
Nowy krzyż ciosa, ostrzy dzidy,
Supły na biczach niech zaciąga,
Niech uczy szydzić, plwać, urągać
I gorzką żółcią gąbkę poi!
Tam jego miejsce i ochota,
570
W katowni, nie przy boku Twoim.
Bo niechby tej procesji Sprawcę,
Wiekuistego Światłodawcę,
Mógł w łapy dostać… Książę! Magu!
Wierz mi: znów rozdziałby do naga,
575
Zbił, skopał, oplwał — i rózgami,
Rózgami liktorskimi smagał
Do krwi! do krwi! Tak! DO TEJ SAMEJ!
I ukrzyżowałby! I dobił!
On, on, wiodący cię pod ramię
580
Zbir, wierny tylko cezarowi…
… Książę! I wiedziałby, co robi…

*

Chrystus, Władza, RewolucjaNazajutrz donos miał, anonim,
Że… Zresztą nie czytałem listu.
To tylko wiem, że zaraz po nim
585
Zapisał sobie: «Jezus Chrystus
Agit. wywr. Zbadać. Żyd. Syn cieśli»
(Dwa razy słowo «Żyd» podkreślił.)
Potem się nadął — i zadzwonił,
By Ewangelię mu przynieśli.
590
(Pierwszy raz w życiu ją zobaczył…)
Nie dał się greckim zwieść tytułem,
Długo studiował tę «bibułę»,
Czerwonym ją ołówkiem znaczył,
I taki z niej wyciągnął morał:
595
«Nowina — niebezpieczna raczej…
Szengajsty[432] i żydokomuna…
Zadzwonię chyba do cenzora…»
Trzeba mu przyznać, że zrozumiał…
I gdzieś w tym racja jest głęboka,
600
Gdy mocarz wzywa przed trybunał
Pieśniarza ludu lub proroka:
Bo oto strzała mściwej kary
Przebijająca pierś ofiary
Na wskroś przebija mrok prastary,
605
Błyskiem wskazując, gdzie OPOKA.

III

Świątynia, Obrzędy, Religia, Tłum, WzrokW kościele ścisk i zaduch zimny,
Wyziewy nędzy; para bucha
Z modlących ust i coraz mgławiej
Na ołtarz patrzeć. Obłok dymny
610
Rozsnuwa się po świętej nawie.
A ona w tym tumanie płynnym
Jeszcze na domiar oczy mruży…
A że są popielato-mgliste,
Więc gdy tak patrzy coraz dłużej,
615
Zanurza ołtarz w sennej chmurze
I widzi pole świec gwiaździste,
Zagon migotem kołysany,
Przez łzy mieniący się rzęsiście
Łubinowymi płomykami.
620
Dlaczego łzy? Bo ją opływa
Miłosność słodka, tęskność tkliwa,
Dziwność i żałość… (To nie ona
Te słowa myśli, zamyślona,
Wpłakana ciepłym zapatrzeniem
625
W mgłę, mżącą złocistością świateł:
To ja wyręczam ją uczenie
W doborze brzmień i słów ocenie;
Nie ona rządzi poematem.)
Łzy, Miłosierdzie, UczucieŻałość — żałosność — żałościwość —
630
Jak nazwać tęskność tę i tkliwość,
Tę miłosierdzia błogą falę?
Miłożal… Rzewność bez przyczyny…
Miłożal — tak już zostawimy.
Bądź więc słowiańskim miłożalem,
635
O, sprawco słodkich łez dziewczyny!
Dziewczyna, Młodość, Piękno, TłumJak na skoszonym łanie zboża
Dziewanna ocalała stoi,
Tak ona — prężna, smukła, hoża,
Kwieciście sterczy wśród nabożan
640
I łan łachmanów sobą stroi.
Wyprostowana i bezwiedna,
W cekiny świeczek zapatrzona,
Mgłą miłożalu otulona,
Nad tłokiem chłopskich głów się wznosi
645
I szeptem parnym Boga prosi…
O swoje modli się dziewczyna:
«Za muczenika Konstantina».
Trąca ją dziadek: «Klęknij». — Klęka,
By w swym paletku wyświechtanem
650
Jeszcze się jednym stać łachmanem…
Religia, Tłum, Obrzędy, Modlitwa, SłowoTłum pojękuje, chlipie, stęka,
Modlą się ciemni, dobrzy, prości
Błagają Postać umęczoną
Niby o łaskę nieskończoną,
655
Niby o cud, o blask wieczności,
Bełkocą pozmieniane nazwy
Zapadłych wiosek w Mniejszej Azji,
Imiona groźnych wojewodów,
Rzymskich żołdaków i łajdaków,
660
Żydowskich cieśli i rybaków,
Bo w głębi serc, u dna, u spodu,
Wierzą, że TO, i nic innego,
Że TO wybawi ich od złego,
Od wojny, ognia, moru, głodu…
665
Wybawi — i niechybnie sprawi
Cud urodzaju i przypłodu.
Brzęk dzwonka rozległ się — i senne
Wzdrygnęły się aniołki ścienne.
TłumJak biedne zwierzę w wór zaszyte
670
W ciemności pełznie ślepym torem,
Tak nagle tłum ku ołtarzowi,
Jednym łachmanem, jednym worem
Raz naprzód pełznął, o krok jeden,
O nową nędzę i pokorę.
675
I tak jęknęli przy tym zrywie,
I tak opadli żałościwie,
A na ich twarzach, w bruzdach troski,
Taka czerniała moc surowa,
Jakby to wyśnił Rostworowski[433],
680
A Schiller[434] wyreżyserował.
Więc teatr. Tak. To gra Piotrowy
Ubogi zespół starodawny…
Chwała bożemu teatrowi!
Mistycznym przejmujący mrowiem,
685
Dramat zaczyna się przesławny.
Zgroza na scenie. Syn Józefa
I Marii — Marii z Dłuskich — krągły,
Różowy, dobroduszny blondyn,
Czterdziestoletni Adam Stefan
690
Komoda: znawca starych kolęd,
Szachista, ziolarz i abonent
«Kuriera Warszawskiego» (nawet
I współpracownik: raz w niedzielnym
Numerze, przed dziesięciu laty,
695
Artykuł był: Co mogą kwiaty?
Pod pseudonimem «Adam Zielny».
Dowodził w nim, że wyciąg z bratków
Oczyszcza krew. Aptekarz na to
Wykropił replikę zjadliwą:
700
Że tak, że owszem, jako żywo,
Że milion takich zna wypadków,
Lecz, że to sprawa «od Adama
[Złośliwy, bestial!] taka znana,
Wypróbowana i stwierdzona,
705
Że szkoda czasu i atłasu,
By nowy Adam…» i tak dalej.
A tytuł był: Królowa Bona
Umarła czyli świat się wali.
Ale mu nie wydrukowali.
710
Tak się zaczęła waśń złowroga
I pokłócili się na wieki:
Aptekarz przestał wierzyć w Boga,
A ksiądz nie chodził do apteki.)
I oto — z niepojętych przyczyn,
715
Bo z ludzkich ksiąg, bo własnym trudem —
Wzorowy teologii student
Przywilej zdobył tajemniczy:
Adam Komoda pośredniczy
Między Zarządem Bóstw i ludem.
720
Ach, prawda! Przecież mu święcenia
Na sprawowanie aktów boskich
Biskup Kuczyński w Płocku dawał,
Syn palestranta Stanisława
I Apolonii z Woźniakowskich;
725
A temu — inny. A znów tamten…
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
I oto w mroku lat zamierzchłych
W podziemiach klęczy pierwszy zwierzchnik,
Obdarty rybak galilejski,
730
Przed promienistym Rebeliantem.
Na scenie dziwy. Ksiądz Komoda,
Odziany w ciężki płaszcz chaldejski,
Odgrywa z Szymkiem ministrantem
Dramat judejski — po łacinie.
735
Rzecz ma charakter symboliczny,
Ucudowniony wątek ginie
W błękitach mgiełki poetycznej,
W oparach ciał… w kadzideł dymie…
Rzecz o morderstwie politycznem.
740
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
OgieńBo to są ognia zwykłe dzieje,
Że o nim wieść tajemniczeje:
Że gwiazda staje się zwiastunem,
Że piorun staje się Perunem,
745
A buntowniczy ducha ogień,
Ludzkiego serca żar najświętszy,
Srożeje, wzmaga się i rośnie
W poezji burzę i pożogę —
I tak się człowiek staje Bogiem,
750
I tak się kościół nad nim piętrzy.
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
Dobiega końca adoracja
I dialog księdza z ministrantem.
«Ite, missa est»[435]. — «Deo gratias»[436]
755
Zawiedli basem i dyszkantem.
KsiądzKsiądz w zachwyceniu głowę kłoni,
A potem — zamiast w twarz zabójcy
Z ołtarza rzucić krzyk i płomień —
«Placeat tibi»[437] rzekł do Trójcy,
760
Pokornie prosząc tę Ideę,
Aby dramatu wykonanie
Obsequium servitutis meae»)
Znalazło święte jej uznanie…
Błaga też, manibus prostratis[438]
765
(Jak już łacina, to łacina),
«Ut sacrificium, quod oculis
(= Przed oczy) tuae maiestatis
Indignus (= nie wart jej) obtuli
(= Złożyłem lub przyniosłem) tibi
770
Sit acceptabile; mihique
Et omnibus, pro quibus illud
Obtulit, sit, te miserante,
Propitiabile»…
Tak w cezarów mowie
775
Korzył się Adam, płatny człowiek,
Przed wiekuistym Rebeliantem.

*

W kościele coraz duszniej, gęściej…
Kadzidło nędzy — zaduch parny —
Udaje stary dym ofiarny,
780
A ludzki duch, rozgrzany ciałem
I modłów żarem, i zapałem,
Przez pory lotnie się uwalnia.
Parują łachy odtajałe
I kościół kłębi się jak pralnia.
785
Już i epilog przecudowny
(Niedoceniony na widowni).
Przebrzmiał… «Et verbum caro factum»[439]
I — koniec mistycznego aktu;
Już Actor poszedł do zakrystii.
790
Po jego ciele pot kroplisty
Strumieni się pod szatą mszalną,
Więc zdjął opończę orientalną
I siadł zziajany, wietrząc ciało
I rozgorączkowaną duszę.
795
Kiedy ochłonął, w rzewnej skrusze
Westchnął i szepnął: «Mój Jezusie!»
I znów «O mój Jezusie!» — jakby
W zdumieniu słodkim, w dziwie nagłym
I jakby w coś uwierzyć nie mógł…
800
Uszczypnął się, w policzek trzepnął,
Nie, to nie sen. «O mój Jezusie!…»
Czy nic nie słyszysz w tym westchnieniu,
O, muzykalny czytelniku?
Bądź łaskaw i przysłuchaj mu się…
805
Bo dla mnie ono echem płynie:
Myślę o starym ogrodniku
I słyszę: «O mój rozmarynie,
Rozwijaj się…»
Ocknął się ksiądz i rzekł do Szymka,
810
Co z namaszczeniem należytym
Sceniczne czyścił rekwizyty:
«Skocz no, chroboczku, do Herślika
I przyniś ksiendzu śklanke mlika.
Zimnegó. I niech w Tómaszowie
815
O »Kuryer« się kóniecznie dowie.
Spamiętasz? To się spiesz, bom ochrypł.
»Kuryer«! I mlika mi nie rozchlip».
Potem, zapałką dłubiąc w uchu,
Jakoś się tępo zaniemyślił
820
Wpatrzeniem w pole spustoszone,
W okienną ramę oprawione.
Dzień w uroczystym trwał bezruchu,
Wyraźny, duży, osowiały,
Jak pomnik zapomnianej chwały.
825
Ksiądz rzekł: «I cóż ty, boże dzieło?»
Smutne pramgnienie go musnęło
I znikło, jeszcze niezaczęte.
Gdzieś w polu kozy zabeczały
O swoim, kozim, niepojętem.
830
Już lud wykichał się, wysiąkał,
Wykasłał hucznie i wychrząkał
(W koncercie tym, rzecz oczywista,
Świetny odznaczył się solista,
Kto? Wiemy). Już się gospodynie
835
Łez do sytości nałykały,
Głowami gorzko nakiwały,
Już gospodarze: Drozdy, Binie,
Galotki, Stępnie, Kłosy, Braccy,
Mizery, Kwiatki, Sałagaccy,
840
Rękawem wycierając wąsy,
Ponaszeptali sobie wzajem.
Gwarowym swoim obyczajem,
Moc przygaduszek i parlance'ów[440],
Wątłych, z półsensem, asonansów,
845
Tych różnych «oci gorunc», «jogzez?»,
«Aćcie go jagun», «to i dobze»,
Lub «tyloz tego», «no i cóz wy?»
(Są to właściwie macki drużby[441],
Próbne haczyki konwersacji);
850
Już niepojęty drobiazg żwawy,
Wszędzie ochoczy do zabawy,
Dość się śród ławek nauwijał,
Nazbijał bąków i nawiercił,
A ów drobniejszy, ów przy piersi,
855
Dosyć po chińsku nagaworzył
I smacznie śpi w przybytku bożym
W błogości niczym niezmąconej…
Ksiądz Adam wchodzi na ambonę.
ŚwiatłoSolenne słońce lufą pyłu
860
Z górnego okna w głąb się wbiło,
Miriadyzując mgły gołębie,
I promienisty słup wybuchu
W panicznym roi się rozruchu
Tęczowych dążeń i zakłębień.
865
Olśnienia ciepłe ją oprzędły…
Gorąco. Zdjęła płaszczyk zwiędły,
Siwy sweterek swój obciąga
I wczesne wzgórza piersi prężnych,
Dumna z nich, ślicznie wyokrągla;
870
Gromniczny ogród poza mgłami
Topazowymi kapie łzami…
Tam są jej oczy zachwycone,
Przywarte do sennego lśniwa.
Z uśmiechem żalu je odrywa
875
I wzrok podnosi na ambonę.
Wiotka a rosła, wyśmienita,
Stoi zuchwała Sulamita[442].
Kobieta, Ciało, Piękno, Uroda, ErotyzmOd lata już to w niej wzbierało…
I gdy w czerwcowym blasku rzeki
880
Pluskała przebudzone ciało,
Lubiła, że owocowało,
Zagłaskiwała, przemieniona,
Złocony atłas morelowy,
Smukłości nóg, krąglenie łona,
885
A widząc w zielonawej wodzie
Uwodną kształtów miłościwość,
Potakiwała swej urodzie,
Krzyczała szeptanymi słowy
(Zapamiętajmy tę właściwość)
890
Niepowiązany hymn zmysłowy,
Bezładny potok żarliwości,
Obietnic, błagań i zaprosin —
I rzekłbyś, że to smagłolica
Salomonowa miłośnica
895
Znów swej urody ogród głosi,
Miłego woła pieszczotami,
W ramiona go spragniona garnie:
«Piersi me jak bliźnięta sarnie
Pasące się między liliami!
900
Źródła ogrodne, żywe zdroje
Już się z Libanu gór wybiły,
Wnijdź między wonne drzewa, miły,
Rozkoszne jedz owoce moje!»
Nie taka brzmiała pieśń nad rzeką,
905
Nie tymi słowy śpiew jej dzwonił,
Ale jej było niedaleko:
Tyle, co jabłku od jabłoni,
Z której się teraz z cichym świstem
Gad wypłomieniał, gad ziejący…
910
Ołtarz się nagle stał złocistym.
Dzwoniącym drzewem gałęzistym,
A z drzewa giętkim spełzał wężem
Febryczny, fosforyzujący
Pomiot pamięci podnieconej.
915
Plamami gęstych barw spocony:
Gad gorączkowych zjaw i przejrzeń.
Rozkwitów nagłych i rozbłyskań,
Ruchami sprężeń i rozprężeń,
Pijaną pianę tocząc z pyska.
920
Wił się i drgawił w prochu ziemi
Zwycięskim rytmem nieomylnym
I w susach naprzód bił wszechsilny
Jambami żądz napastliwemi.
DrzewoJak brzoza, gdy ją księżyc rzeźbi
925
Palcami nocy i magnezji,
Wynika w całej srebrnobiałej
Swej brzozowości okazałej,
Tak ona — nagle urzeźbiona,
Kurzawą blasku wyróżniona,
930
Zabłysła księdzu.
— «W imię Ojca
I Syna, i świętego Ducha…»
Szybko przed sobą zawiązała
Kokardkę krzyża w pyle słońca
935
I słucha — cała dygocąca.

IV

Czas, WspomnieniaCzas — wstęgą snu. Na sennej wstędze
Mijanie. Mijam. Śnię i pędzę.
Mknę sekundami, co mnie dzieją.
Sekunda: cięcie. Stań! Ktoś rozciął
940
Ten pęd na dwoje, a ja — między:
Między wspomnieniem a nadzieją,
Między przeszłością a przyszłością.
Jak to już dawno! czy powróci?
Wróciło, raptem, na debiucie
945
I przemieniło teatr w kościół.
Kiedy reflektor z góry rzucił
Snop seledynu przydymiony,
Kiedy zaczęła dziwnie nucić,
Szeptać stopami i ramiony[443],
950
ErotyzmGdy, niepokojąc chciwe zmysły,
Oddała panom na domysły
Skrzydlate piersi swych bliźnięta
I przepływała, zawinięta
W jedwab perłowy i obcisły,
955
Jak tlący platynowy płomień —
— O, jak wyraźnie i widomie
Zaiskrzył w zjawie czarodziejskiej
Ów sprzed lat ośmiu ołtarz wiejski
I ksiądz mdlejący na ambonie,
960
I chłopska ciżba parująca!…
Szelest ze sceny. Sala słucha
I nie wie, że to «W imię Ojca
I Syna, i świętego Ducha…»
Nie z pobożności lub przesądu
965
(Co u aktorów nie nowina)
Tę inkantację wymówiła,
Lecz jakby z uderzenia prądu
Błyskawicowej tożsamości:
Że tak już było — właśnie wtedy —
970
Gdy padło «W imię Ojca, Syna»
I że tak wspięła pierś dziewczyna,
Jak dziś «The Whisper Dancing Lady,
Nelly Devera»… (U Brücknera[444]
Powinno być pod hasłem «dziewierz»[445],
975
Jedyny wywód, innym nie wierz.)
TaniecSwój taniec wzruszająco-śliczny
Anielka sama wynalazła…
«Szeptańcem» Hemar[446] trafnie nazwał
Ten pomysł choreograficzny.
980
Gdy się rzucała wpław melodii,
Z prądem jej płynąc lub pod prąd jej,
Gdy od muzycznej kropli każdej
Drżała jak liście i jak gwiazdy,
Wtedy ten srebrny dygot ciała
985
Drobniutkim szeptem dosrebrzała,
Doszeptywała przejmujący
Niedosłyszalny wtór gorący…
Tak morskiej pod księżycem fali
Danym jest, gdy napłynie z dali,
990
I blaskiem, i pluskaniem nęcić.
Lecz to nie była, jak pisali
Entuzjastyczni recenzenci,
«Pantera» lub «Niesamowita
Kapłanka chuci», «Demonita»,
995
«Sfinks oddający się bezbrzeżnie»,
«Psyche ze żmij i żądz uwita»,
Ani nie «wiła się lubieżnie»…
Czy była «tajemnicza»? Też nie.
Była po prostu — znakomita.
1000
Kto «marzycielkę» by z niej zrobił,
Zrobiłby krzywdę autorowi:
Bo jakże trzeźwy i surowy,
Jak ostro był wypunktowany
Ten atak rytmu opętany!
1005
Jak precyzyjne, wierne, skrzętne,
Uczuciem bujne, a oszczędne
Były akcenty jej, gdy celnie
Stopami na posadzce sceny
A ust szelestem na przestrzeni
1010
Stawiała punkty nut namiętne!
Oto w mazurku teraz bije
Rtęciową strugą słów a niesłów,
Bryzganych na sekundy gestów:
Syrena w biegłych łuskach tętna,
1015
Promienna, a nie uśmiechnięta,
A gdy na moment uśmiech przemknie
Między rzęsami i ustami,
To zamiast krzyku: «O, jak pięknie!»
I rozsypuje się szeptami.
1020
TaniecTo nie mazurek — to algebra,
Rozwiązująca go zachwytem,
Nie pląs — febryczne ciarki srebra.
Natchnienie ciała w dreszcz rozbite!
I gdy z widowni przyciemnionej
1025
Tysiąc strzał oczu ją przeszywa,
Napływa na nią czas miniony,
Pamiętna wizja natarczywa:
Z ambony patrzy sługa boży
(Jak teraz ten we fraku, z loży)
1030
I woła: «Oto zmartwychwstała!»
I załkał kościół — czy załkała
Sala teatru? Słyszy z bliska
Szloch dziadka wcięty w szloch mazurka,
Cień tańczy z nią, strzelecka burka,
1035
Więc szuka trzepoczącą dłonią.
Chwyciła — dziadziu! — rękę ściska
I, wibrująca w drobnych błyskach
Nut, tańca, rampy i ołtarza,
Głos grzmiący słyszy — a powtarza
1040
Najcichszym szeptem: «…I znów słowo
Ciałem się stało…»
«I zmiłowałaś się, Królowo
Koróny Polskiej… W prochu ziemi
Mócarze legli zwycinżeni,
1045
A myźma wolni!» Chłopi w lament,
Co tak nią wstrząsnął, że na sali
Widzowie się zakołysali,
Jak zboża łan przez wiatr porwany
I poniechany:
1050
W taki się nagle rozbieg wdała,
Jak gdyby ze scenicznej ramy
W morze lamentu miała skoczyć,
Samobójczyni oszalała.
Lecz wnet uśmiechem lotnym zbywa
1055
I rozpęd swój, i tłumu odruch;
I gdy śród widzów się rozpływa
Podziwu i zachwytu pomruk
(Tak luby teatralnej szmirze
«Szmerek na sali») — słyszy groźny
1060
Głos księdza, brzmiący wciąż donośniej:
«Za mynczenników tyj wólności,
Co poginęli na Sybirze,
Za owe bezimienne krzyże,
Za bójowników, za ófiary
1065
Carskich siepaczy» — o, pamięta,
Jak ręka dziadka, spazmem tknięta,
Boleśnie rączkę jej ścisnęła
I zabełkotał żołnierz stary:
«Jezzusie! Zocha! Matko święta!» — —
1070
Pamięta… Tańczy. Wir ją niesie,
Wichura w huczny las poniosła!
W mazurku Polski, jak drzew w lesie,
Czerwieni się w mazurku jesień,
Zieleni się w mazurku wiosna!
1075
Śród drzew więdnących, drzew kwitnących
Liści i kwiecia szumna zamieć,
I szept, i szept, i szept gorący
Popędza krew i rytm, i pamięć.
Gdybyż tak wtedy mogła uciec
1080
Od owych spojrzeń litościwych,
Łez jej ciekawych, wstydu chciwych,
Gdy zapłakani parafianie
Westchnęli i spojrzeli — na nią!
Z gniewem? Nie. Raczej ze współczuciem,
1085
Lecz co spojrzenie, to ukłucie.
O, gdybyż wtedy w bór muzyczny,
W skrzypiący chór znajomych sosen,
I rzucić się na ziemię zimną,
I wspólnym z nimi leśnym głosem
1090
SierotaWypłakać krzywdę swą dziecinną,
Sieroctwo trudne i tęsknotę
Za czymś głęboko niedoznanym,
Co przyszło jej utracić, zanim
Poznała imię utracenia:
1095
RODZICE, żal za RODZICAMI
To ci, o których świadczy ziemia
Wzgórzami nadmogilnej darni,
Dwa legendarne nieistnienia
Z ciemnym początkiem: że umarli.
1100
Czy ich kochała? To zagadka.
Nie wiem. A jeśli — to jak matka
Swe dziecko martwo urodzone…
(Tutaj by mógł nastąpić traktat
O bezdzietności odwróconej
1105
Czyli o prasieroctwie dzieci
Lub może tak: Czy słońce świeci
Od urodzenia niewidomym?)
Lecz ją korciły te niewidy,
Tęskniła i marzyła o nich,
1110
Jak patriota Atlantydy
O kontynentach zaginionych.
«Umarli». Rosło w niej to słowo
Woskową różą i żałobą,
Marą i bielą, i gromnicą;
1115
Sterczało obok niej pionowo,
Poważne, ciału równoległe,
Z latami pięło się na szczeble
Chłodną i smutną tajemnicą.
«Umarli». A we wczesnym brzmieniu:
1120
«U-mal-li» — blade trzy sylaby
Widemkiem zapełgały bladym,
Jak zbłąkanemu leśne próchno,
I długo we wspomnieniu trwały
Przedmiotem… Był to dźwięk stężały.
1125
(Daleka Irciu! Czuła druhno
Instynktu mego i sumienia!
Prawdziwa siostro moich widzeń,
Zasłyszeń, doznań, nagłych zdumień!
Kto, oprócz ciebie, to zrozumie?)
1130
Umarli. Szkoda. Trudno. Smutno.
I cisza — pokąd obraz słowa
Nieskazitelną biel zachował.
Aż wtem — czerwone plamy na nim,
Jakby go nożem ktoś poranił…
1135
Umarli — dotąd cisi — krzyczą!
Krew na ekranie. Dramat wtargnął
W balladę sylab oswojoną,
Rozsadził słowa prawdą twardą:
Umarli? Nie! Zamordowani!
1140
Kto ją w tę krwawą mgłę wprowadził?
Kto tajemnicę zdradził? Otóż — — —

V

Otóż tańcząca (co w kościele
Kazania słucha jednocześnie)
Wspomnieniem wpełza pod wspomnienie…
1145
SenSą takie sny: sen śni się we śnie.
Trzy kondygnacje: 1) Wiatr się wzmaga
W muzycznym lesie. Jęk mazurka
Porywa myśli, jak huragan,
I w szopenowym listopadzie
1150
Wiruje oficerska córka.
2) Gdy ksiądz «moskiewskich zbirów» gromi
I «rzundy carskich sług mordercze»
Gniewnie zaczyna tłuc w niej serce,
Na twarz gorące biją pąsy;
1155
Powolnym półobrotem głowy
Wymierza prosto w twarz dziadkowi
Wzrok groźnie o coś pytający…
Bez odpowiedzi. — 3) W tym momencie
Kościół w jej wizji zaczął mętnieć,
1160
Maleć i ściemniać się. Noc duszna
W komórce przy aptece. W sen jej,
W oddech, karmiony zapachami
Leczniczych ziół i mdlącej chemii,
Wdziera się nagle mroczna, dzika,
1165
Przygnębiająca woń goździków,
A gawiedź dźwięków nieposłuszna,
Rojny tłum gwaru, gna głuchymi
Słoworodami strzępiastymi —
W chaosy leci kwiatów ambra,
1170
Zmieszana z sennym dialektem;
Maszynka snu obrabia szeptem
Męczący wyraz: sombra — sangra —
Warga — agawa — arbia — angwa —
Aż wyrzuciła go w okrzyku!
1175
Patrzy struchlała: zwid się wcielił…
Chuda, wysoka postać w bieli
Mątwi się w ciemnym pokoiku.
Ze scenicznego reflektora
Kościelne słońce w oczy świeci.
1180
Dwa snopy blasku. Nagle — trzeci.
Trzy w jednym: ciemnię jej alkowy
Rozśnieża promień księżycowy.
Wysoki jak bocianie gniazdo
I sam jak bocian tokujący,
1185
W dreszczykach, gestach i ukłonach
Aptekarz w długich kalesonach
Stoi w poświacie. Szklane oko
Tkwi w oczodole martwą gwiazdą.
Posępny balsam Sangwarabia
1190
Był to płyn ciemnorubinowy,
Ciężki i gęsty. Gdy magister
Warzył go w tyglu nad ogniskiem,
Zapach wywaru ją przyprawiał
O mętny lęk i zawrót głowy.
1195
Szef, sypiąc z oka cętki iskier,
Specjalnie stawał się nerwowy.
To nowej cieczy w syrop strzyknie,
To proszku drobną doda szczyptę,
To schyli się i okiem lata
1200
Nad starożytnym manuskryptem
Z napisem Magia Venerea[447]
I powie: — «Ósmy cudzie świata!
Podaj »Cyanus Centaurea«[448]
Lub »Menyanthes Trifoliata«[449]».
1205
Daremny trud! Choć biedny Kamil
Coraz innymi składnikami
Udoskonalał swą tynkturę,
Nic nie pomogły zioła, które
Z miłosnej brał farmakopei.
1210
Nic nie wskórały po kolei
Wszelkie sposoby, sposobiki
Ani paryskie specyfiki.
I machnął ręką owczarz Plicha
I królowolska kowalicha,
1215
Gdy go zawiodły «suche mrówki
I we krwi koźlej ikra żabia»…
I nie pomogli mu w Warszawie
Profesorowie ni «fretówki»[450]
Więc w desperację popadł prawie
1220
Twórca balsamu Sangwarabia,
Któremu własny wynalazek,
W najlepszym razie — nie zaszkodził…
Wiadomo: szewc bez butów chodzi.
Starość, Młodość, Pożądanie, Ciało, WzrokAż pomysł olśnił go szalony!
1225
Oślepiający, słodki pomysł:
Że ona… że to giętkie ciało,
Co tak znacząco dojrzewało…
Że tam zbawienie i ratunek!
Zaczął zaloty. Sprośnym cieniem
1230
Puścił na ścianę zaproszenie,
Ruchami podnieconej małpy
Galanteryjnie wił się, skręcał.
Zerkając na jej smukłe kształty,
I, zmysły jej młodziutkie trwożąc,
1235
Niezgodą oczu ją zadręczał:
Żywym błagając, sztucznym grożąc.
Lecz szklaną groźbę dawno znała,
Przyzwyczaiła się od dziecka;
Prośba ją raczej przerażała…
1240
Pokorna niby i nieśmiała,
A rozpaczliwa i zdradziecka.
Na ogół, choć nieswojo było,
Było ciekawie, dziwnie, miło.
Nie mówił nic, nie napastował,
1245
Tylko tym oczkiem gorączkowo
Wgarniał się, wsysał w nią i wklejał,
W fantazji rosła mu w ideał,
W jedyną, cudotwórczą łaskę,
O którą wzywał, zapatrzony…
1250
W imaginacji rozjątrzonej
Świętym stawała się obrazkiem,
Madonną, czczoną przez parafię —
By wtem powalić ją, rozrzucić
I wcielić sen jałowej chuci
1255
W pornograficzną fotografię.
(Miał całe stosy tych arcydzieł
I marzeniami się wyżywał
W nieosiągalnym ich bezwstydzie.
Z równą tęsknotą, głodną, chciwą,
1260
Niegdyś przyglądał się rycinom
W dziecinnych książkach podróżniczych
Lub dziwolągom nazw na mapach;
Patrząc, w wyprawach uczestniczył,
Pławił się w słońcu tropikalnym,
1265
Na kokosowe właził palmy
Lub słyszał złotej, gibkiej lwicy
Stąpanie na sprężystych łapach.)
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
1270
Gdy już (jak muzealny szkielet:
Z rozluźnionymi wiązadłami)
Osypał się, osunął kośćmi
I siedząc w kącie łóżka szarzał
Garbatą stertą znikomości;
1275
Gdy ręce, dotąd rozbiegane,
Ręce karciarza i kuglarza,
Przestały mlaskać po jej ciele,
Tylko je smutnie załamywał,
Gdy klęskę swą rozpamiętywał —
1280
Diabli go wiedzą, co go naszło,
Że wlepił w nią źrenicę straszną
I zdradził sekret… «Ale, mała,
Jeżeli komu słowo piśniesz,
Pamiętaj, będziesz żałowała…»
1285
Tu łypnął ślepiem. Obiecała.
Nie wiem, rozmyślnie czy bezmyślnie,
Czy chciał doznany pomścić zawód
I przykrość zrobić, dopiec, dociąć,
Czy rozczulony jej dobrocią
1290
Chciał się odwdzięczyć opowieścią,
Czy też, po prostu, że bałamut,
Fontanna plotek, gawęd, ramot,
Wpadł z ekscytacji w trans gadulstwa
I zamiast pleść swe zwykłe bzdurstwa
1295
Skierował rzecz na łódzki dramat:
«Ty, nimfo, jesteś pogrobówka»
(Miał takie swoje różne słówka:
Wypęklak, szpunt, niedocof, boczniak,
Którymi z odpowiednim gestem
1300
Rodzaje dzieci uwidoczniał),
«Sierota kwadratowa jesteś…
Korzonki w ziemi… A rodzice» — — —
No i wypaplał tajemnicę.
I dowiedziała się dziewczyna,
1305
Że ojciec «padł od polskiej kuli,
A mamę na śmierć ci zaszczuli
Patriotniki w pejlerynach
A twój dziadunio z nimi trzyma!
Teść porucznika Iłganowa
1310
Z hersztem bandytów spod Rogowa[451]!
Hańba, kniaziówno!» Tu się zerwał
I w patos: «Iłganowa! Krewna
Mieszczerskich!» (zmyślił to). «O! Ty
Bogopodobnaja cariewna[452]
1315
Kirgiz-Kajsackija Ordý!»
Wreszcie zabredził o Drewlanach[453],
O Obotrytach[454] i Wiatyczach[455],
Nawet o runach i Swarogu[456]
«Dam ci książeczkę, to przeczytasz…
1320
Wam — carstwowat'[457], kniażnà, jej Bogu!
Gardź! Stroń, Sławianko, od swołoczy[458]!
Krew twego ojca na ich łapach…
Nu, a tiepier pakojnoj noczi[459]
Wybacz wujkowi, że fajtłapa…
1325
Pocałuj… Nie bądź taka dzika…
Pakojnoj noczi, Anżelika
Konstantinowna»… I poczłapał
Ku drzwiom, przybity, zdruzgotany…
Ale po drodze — oczywiście,
1330
Mrocznego kozła sprezentował
Na popękanym wapnie ściany.
Ważna to była noc. Pomyślcie:
«Dorosły» («z brodą»!), «szef», «mężczyzna»,
«Bogaty» (ona była «biedna»),
1335
Upokorzony klęczał przed nią,
W nikczemnych płaszczył się umizgach,
W tańcu komicznych podrygiwań,
Bełkotem nieprzytomnym bryzgał
I jak kościelny dziad w łachmanach
1340
Jałmużnę jakąś wybłagiwał:
«Królowo!», skamlał, «ukochana,
Uratuj, przytul, dobra, święta,
Jedyna, twój niewolnik, wszystko!»…
I patrzał w nią jak stare psisko,
1345
Co jakieś grzechy ma rzekome
Na psim sumieniu przerażonem,
Więc pysk do ziemi przywarł, leży
I boi się, że pan uderzy,
I tylko oczy, zapłynięte
1350
Łzawiącą urojoną winą,
Spode łba czasem wzniesie smętnie,
Żeby zobaczyć, czy gniew minął.
Z początku dreszcz nią wstrząsał zmienny:
Ze wstydu — żar, ze strachu — zimno,
1355
Lecz gdy dostrzegła wzrok przyziemny,
Wzrok żądzy, ostrej a daremnej,
Gdy się poniżył, unicestwił
I stał się z napastliwej bestii
Bestią bezsilną, nieszczęśliwą,
1360
Wstąpiła w serce ciepła tkliwość,
Poczuła nagle niedziecinną
Litość… łaskawość miłosierną:
Jak ziemia ojca jej bezmierną,
Jak dusza tamtych stron — głębinną.
1365
I była w świecie Wielka Chwila,
Nieznana jak Nieznany Żołnierz,
Bez-sławna… ale w takich Chwilach
Niebo uśmiechem się rozchyla
I w wiecznej światła z mrokiem wojnie
1370
Zwycięska dobroć zło przesila:
Na tę sekundę, na tę jedną,
Niezapisaną, bezimienną.
Ewangeliczna była Chwila,
Gdy, słodką łaską uskrzydlona,
1375
W gołębie wzięła go ramiona
I litościwie przytuliła,
I nagle — warg soczystym spazmem —
Litość mu w usta wcałowała.
Zrozumiał: że się zmiłowała
1380
Nad grzesznym, zrozpaczonym błaznem.
Sposępniał, zgasł. I zapadł, niemy,
Szkieletem w kąt. A dalej wiemy.

VI

Szept — maczkiem dotąd się sypiący.
Usypiającym siewem ciszy,
1385
Tak że go sala ledwo słyszy —
Zaczyna groźnieć i wyraźnieć,
Zaczyna śrutem siec żelaźnie:
Tancerka szepce jak szalona.
Kulomiot zemsty. Cel — ambona.
1390
Za krzywdę, za niesprawiedliwość!
Bo jakże to, na święte rany
Chrystusa!? Podli, podli, podli!
Siepaczem jest — zamordowany,
A ksiądz się za morderców modli!?
1395
Nie krzyknie, ale całą moc swą
Wytęży — odwetowi zadość:
Za pamięć ojca, za sieroctwo,
Za wstyd przed ludźmi, za nieprawość!
Ta moc napina nóg cięciwy
1400
I łuk kwitnących biódr napręża,
Unosi piersi miłościwe
Rozkołysanej krwi napływem,
Rozchyla wargi, źrenice zwęża.
Ta moc jest w Ciepłem, Tajnem, Żeńskiem,
1405
W onem, choć własne, podglądanem
W świtaniu rzeki zwierciadlanej…
O, Mądre! Piękne! O, Zwycięskie!
Przedwczoraj właśnie, duszną nocą,
Unicestwiony ową mocą,
1410
Sam pan magister jęczał, kwiczał,
Na klęczkach trząsł się niewolniczo,
Z modlitwą wspinał się do ust jej…
Więc zaufana w swej potędze,
Chytrze — spokojnie a rozpustnie —
1415
Ciałem zaczyna walczyć z księdzem.
Szept coraz bardziej się nasila
I metalicznym pulsem wali,
Jędrnieją celne rzuty sylab,
W poemat rosną — i na sali
1420
Po widzach ciarki. W loży — trwoga.
Bo w lożę, jak w pozycję wroga,
Jakby to była kazalnica,
Niewiarygodne bije słowa
Zrewoltowana tanecznica.
1425
Loża jest sześcioosobowa,
A jedna siedzi w niej osoba.

VII

Deszcz, Czas, JesieńGdy się to dzieje, deszcz zacina
Szyby plebanii nad Pilicą.
Rozklekotała się mieścina,
1430
Rozchlupotała się mieścina,
Rozsepleniła się mieścina
Listopadową chlustawicą.
I znany, smutny rozszept ciszy
Pluskowi deszczu towarzyszy:
1435
Szemrzące sączy się milczenie,
Czas ciurkiem monotonnie ciecze
I świerszcz nakręca niestrudzenie
Mikroskopijny zegareczek.
Wszystko jak echo. Ksiądz Komoda,
1440
Wsłuchany w noc i niepogodę
Jak w muszlę jeszcze mokrą — słyszy
Jakby stłumiony stuk klawiszy
W struny martwego fortepianu;
Szybkie to, sypkie i dalekie
1445
I klapie pod zamkniętym wiekiem
Młoteczkującą pieśń drewnianą.
Ksiądz znów zagląda do «Kuriera»
I czyta, jak sto razy przedtem:
«Teatr Alhambra… Dziś premiera…
1450
Nelly Devera… Taniec szeptem…»
Deszcz, ŚwiatłoWpatrzył się w szybę. Tam, jak w lustrze,
Stołowej lampy blask się pluszcze,
Rozwidnia kręte dżdżu strumienie,
Rozwadnia ognie złotodrżące
1455
W płynne iluzje i desenie,
Jakbyś przez szkła oddalające
W uciekającą patrzał scenę…
Pod głuchy, tępy werblik rytmu,
Pod echo słów płynących z dala,
1460
Tętniąca pieśnią starożytną
Alhambra wspomnień się zapala.
I widzi ksiądz kościółek wiejski
Z trybunem bożym na ambonie
I ręce swoje roztańczone,
1465
Opadające, wzlatujące,
Załamywane, błagające,
Kiedy w ekstazie kaznodziejskiej
O Polsce mówi. O Niej, o Niej,
Którą w mistyczny obłok spowił,
1470
I niebo widzi, gdy ludowi
O zmartwychwstaniu jej obwieszcza,
Bo ją wyśnioną odziedziczył
Po fantastycznych naszych wieszczach;
Bo nierozumnie, ale święcie,
1475
Jak w Boga wierzy w to widziadło
(Cudoż bo cudo nam przypadło
W owym genialnym testamencie!) —
Więc: gdy w serdecznym uniesieniu,
Płacząc ze szczęścia, myśli o Niej,
1480
Że jest Tęczowa, Chrystusowa,
Ojczyzna Wcielonego Słowa,
«Ty, Co Myśl Boga Nosisz W Łonie
I Losy Świata W Swym Zakonie…[460]
Kościele Widomego Czynu
1485
Ucieleśniony W Bożym Synu…» —
Kiedy w natchnieniu i zapale
Wznosi się ku Niej Wywróżonej,
W Niebiesiech Ducha Zawieszonej
Mesjanistycznym epinalem[461],
1490
I już ma krzyknąć z całej mocy:
«Witaj, Błękitna Jeruzalem!» —
Wzrok— Szare, wilgotne, ciepłe oczy
Mrużkiem muskają jego lica.
Przestały. Potem znów. Na dłużej.
1495
Znikło. I znów. I miga, mruży,
Już źrenicami drga w źrenicach…
Tak, czasem, blada błyskawica
Zwiastunką bywa krwawej burzy.
Zamiera ksiądz. Bo moc niezwykła
1500
To z ziemi w niebo go uwodzi,
To z nieba ściąga go najsłodziej.
(Tu — apropoetycznie — wykład
O przyrodniczym rodowodzie
Tych grzesznych «oczu nad oczami».
1505
Tej «pieśni nad pieśniami». Otóż:
Między gwiazdami i kwiatami
Są, jak wiadomo, silne błyski.
Prąd nieprzerwanie promienisty
Wzajemne rozprowadza iskry
1510
Między gwiazdami i kwiatami.
I właśnie, kiedy na bankiecie
Botaników i astronomów
Śródgwiezdne omawiano kwiecie,
Śledząc świetlany bieg atomów,
1515
Gdy obłyskano toastami
Nokturny urojonych zjawisk,
A Książę-Prezes srebrnorogi,
Wstępując po drabinie, zawisł
Mniej więcej na połowie drogi
1520
Między gwiazdami i kwiatami —
Wtedy to pewien kwiat przeźroczy
Oczyma stał się… etc.
Taka jest moja hipoteza…
Nie będę przy niej się upierał.)
1525
Wyrzuca ksiądz w Błękitne Tam
Pociski modłów, próśb, dziękczynień,
A z nimi — siebie i świątynię,
I z całą Polską w niebo płynie
1530
Za rakietami rąk i zdań!
Ale raz po raz z drogi zboczy,
Gdy nieodstępnie patrzą nań
Zmrużone, ćmiące, mądre oczy.
Tropią go — drwiące, prześladowcze,
1535
Kuszą — tumanne, obietnicze,
Ścigają każde jego słowo,
Myśli czepiają się zmysłowo,
Chciałby oślepić je, przekrzyczeć,
A one w grząską topiel ciągną,
1540
Pokusą wabią go nierządną,
Ach, nie przekrzyczy, nie oślepi!
I coraz częściej a ciekawiej
Szuka ich, łowi, wzrok w nich pławi…
A one: pająk aksamitny
1545
Omotujący go kokonem…
Ratuj mnie, ratuj, śnie błękitny!
Ratuj, mocarstwo objawione!
Utrąć te oczy! zgaś! A one:
Dwie ćmy nadciągającej nocy,
1550
Miękko skrzydłami łopocące,
Szept jakiś wzięły do pomocy,
Szept — echo pieśni starożytnej…
I oto do psalmodii szczytnej,
Do niebosiężnych wzlotów księdza
1555
Żmijkami przebiegłymi wpełza
Pieśń Najprzedniejsza, pieśń orężna:
A oręż jej — nie zbrojne armie
Z rozwiniętymi chorągwiami,
Lecz piersi jak bliźnięta sarnie
1560
Pasące się między liliami!
Lecz wino gęste i gorące
Zdobywczych warg, gdy krwią spływają,
Wino cudownie sprawujące,
Że usta śpiących przemawiają!
1565
Lecz żądnych nozdrzy wonność, świeża
Jak jabłek miazga rozgryziona!
I biódr, i ramion wzniosła wieża,
Rozwierająca się na ścieżaj
Rozkoszom króla Salomona!
1570
I słyszy ksiądz, choć nikt nie słyszy,
Wysoki śpiew śród trwożnej ciszy:
«Źródła ogrodne, żywe zdroje
Już się z Libanu gór wybiły,
Wnijdź między wonne drzewa, miły,
1575
Rozkoszne jedz owoce moje!»
Wątleje głos bożego sługi
I słabną ręce wojujące,
Ksiądz jąka się, wyrazy plącze…
Już Tutivillus[462], księżych błędów
1580
I przejęzyczeń kolekcjoner,
Co na kazaniach jest z urzędu,
Zagarnia słowa zniekształcone,
Poprzepuszczane, przekręcone:
To dar dla Biesa Jegomości,
1585
Co nimi salon w piekle mości…
Krztusi się ksiądz, nabrzmiewa pąsem,
Cały w jej oczach, w grzesznej gędźbie.
Ostatnie słowo w krtani więźnie
Jak czasem jabłka ostry kąsek.
1590
Ksiądz zachłystuje się, bełkoce,
A głos rozkazy słodkie śpiewa:
«Wejdź, miły, między wonne drzewa,
Rozkoszne ze mnie rwij owoce!»
Jeszcze resztkami sił się zrywa,
1595
Odsieczy archanielskiej wzywa,
Parafian wreszcie wzrokiem błaga — —
Na próżno! Już w oplotach księżych
Drga, bije, wije się i pręży,
Króluje, beznadziejnie naga!
1600
I wtedy taka rzecz się stała
Jakiej od wieków nie pamięta
Żadna w Koronie diecezja…
Kobieta, Ksiądz, Czarownica, WygnanieBo nagłą furią ksiądz zapałał
I wrzasnął: «Za drzwi! Precz, przeklęta!
1605
Precz, pokuśnico! Milcz, zuchwała!
Taceat mulier in ecclesia![463]
Striga es! Striga! Vas daemonum![464]»
I palcem wskazał potępioną,
I wiódł tym palcem i oczyma
1610
W świat…
Nie zdziwiła się dziewczyna.
Westchnęła, poszła. Dwa strumyczki
Ściekały ciepło przez policzki.
A za dziewczyną, przerażony
1615
Hańbą niewinnej czarowniczki,
Biegł dziadek, błędny i pobladły,
Potykający się, bezradny,
Niczym w łeb pałką uderzony…
Już przy drzwiach byli, gdy jak kłoda
1620
Zwalił się biedny ksiądz Komoda.
Padł twarzą naprzód. Długie ręce
Przed siebie rzucił z balustrady
I zawisł na niej. Tak na scence
Marionetkowej Pierrot blady,
1625
Przez krawędź ramy przewieszony,
Śpi, głową na dół.
Dosyć. Nie lubi ksiądz Komoda
Tych wspomnień. Wprawdzie to już osiem
Minęło lat, a wciąż na nosie
1630
Znak po wypadku… I to dodam:
Że autorytet podważony,
Gdy się tak zwala ksiądz z ambony…
«Gorunc go wziun», mówili chłopi,
A inni, że «musowo popił»,
1635
A trzeci, że «z ckliwości dusy,
Od tyj galówki… Bo un tsymo
Z legionem, to sie kapkę zrusył…
A w tyj Dziewierce winy ni mo».
Baby mądrzejsze: «Nie inacy,
1640
Ino zadała mu pokusy».
Tegoż wieczora pan Ignacy
Wyruszył z wnuczką do Warszawy.
Co dalej — czytaj, kto ciekawy.

Rozdział drugi

I

1
Loża jest sześcioosobowa,
A jedna siedzi w niej osoba—
Fryderyk Alfred Folblut[465]. W skrócie:
Faf, Fafik, Fafa. Syn Artura
5
I «Muszki» z ***onów — która,
Nawiasem mówiąc, wycierpiała
Gehennę mąk przy swym Folblucie;
Pan Artur bowiem, lew salonów,
Kankana bujny entuzjasta,
10
Z niewiarogodną werwą szastał
Rublami starych ***onów:
W szampitrze[466] topił je, w węgrzynie,
U Stempka[467] i w «Aleksandrynie»[468],
W zawrotnych redutowych[469] salach,
15
Na wszystkich balach i bazarach,
A śród «koryntek» nasz Arturek
Używał jak w haremie Turek.
Ach, te śniadanka, kolacyjki,
Cyrkówki płoche, kamelijki,
20
Te lumpki, bibki, Ziutki, diwy,
Nimfy z «ogródków» i syfildy,
Szelmutki, bałamutki!… Słowem,
Postanowiła pani «Muszka»,
By mu w sypialni na Miodowej
25
W ogóle nie ścielono łóżka.
Przebirbantował ćwierć miliona
Pod fin de siècle[470]. Ale po śmierci
Anastazego ***ona
Zostało jeszcze siedem ćwierci.
30
Śmierć, RozkoszA gdy po latach i pan Artur,
Zwany powszechnie Artiszokiem,
Dał nagle susa w raj lampartów,
Rażony erotycznym szokiem,
Tj., gdy z ramion pewnej Ziutki
35
Zwalił się martwy w słodkich drgawkach
Rzewnie żegnała go Warszawka:
Szum żalu poszedł przez «ogródki».
Chlipały, w trykot obciągnięte,
Skoczne szelmutki i filutki
40
I żałowały go namiętnie
Panny od Wedla[471] waniliowe,
Dziecinnych naszych lat królowe,
Kwiaciarki i kwiaciarze z Alej,
Co zwinnie nocą wskakiwali
45
Na stopnie drynd[472] dwukonnych w biegu,
I subiekt Piotr od Krzymińskiego[473],
I subiekt Leon od Fukiera[474],
I Schmandtke, agent Roederera[475],
I dwaj posłańcy spod Bristolu[476],
50
Bajeczne wspominając «kursa»,
I cwani pikolacy[477] w hallu,
I babcia w katakumbach Lursa[478],
I zmarkotnieli, osowiali
Kelnerzy z Malinowej sali[479],
55
A ober[480], który od Karowej
Prowadził raj gabinetowy
(Umysł sceptyczny i głęboki).
Zapisał w swoim pamiętniku:
«Artiszok klapł. Cios dla epoki».
60
Bogactwo, Pieniądz, InteresPrócz żalu został po Arturze
Pstrokaty melanż majątkowy:
Pieniądze (dużo), domy (duże),
Folwark (olbrzymie, tłuste krowy).
Ogród (ogromne, duszne róże,
65
Z których spleciono mu z mozołem
Wieniec, co mógł być młyńskim kołem;
Czterech musiało nieść przez miasto
Tę zgrozę ciężką i kolczastą;
Nieśli, pocili się, sapali,
70
Zranione palce wysysali);
Sad (słynne śliwki «folblutówki»,
Soczyste, tłuste, słodkie, duże);
Akcje ( — nirwana dla gotówki,
Pieniądze na emeryturze —),
75
Akcje — na mocnym, szeleszczącym,
Na znakowanym, żyłkowanym,
Na prężnym, na «opiewającym»,
Lśniącym papierze drukowane.
Przy nich — kupony, co z macierzy
80
Ciągnęły złoty sok pyszczkami:
Tak z przyssanymi prosiakami
Bezczynna Świnia w gnoju leży;
«Pakiety» akcji — kupy takich
Kopert pakownych i pękatych:
85
Węgiel «Buzowo», szkło «Jaskółka»,
Stal «Rumpel, Loevenherz i Spółka»,
Cukrownia «Ćmierz», garbarnia «Góral»,
Drożdże «Małeczno», cement «Ural»,
Browary «Słód», żegluga «Fala» —
90
Akcje przedsiębiorstw złotodajnych,
Niosących zyski z bliska, z dala,
Akcje kolei, nafty, lasów,
Nawet metalów Hondurasu
I banków, banków… Spamiętajmy
95
Banco Ciudad de Guatemala.
Zostały chytre cyrografy
Przewidujące wszystko w świecie,
Pełne pułapek jak na szczury,
Zasadzek pełne, kruczków, sieci,
100
Haczyków (spójrz na §§§ paragrafy) —
Kontrakty, weksle (dojne z góry),
Złodziejskim prawem prawomocne,
Kładące areszt na waszeci[481],
A nieraz z izby robotniczej
105
Na mróz «eksmitujące» dzieci…
Zostały jakieś tajemnicze
«Salda dywidend» i «rozliczeń»,
To z «conta tantiem», to z «udziałów»,
Z «wkładów», «odsetków», «kapitałów»,
110
Z sum «wierzytelnych» i «podzielnych»,
Z «nadzorczych rad» i «rad naczelnych»,
Z jakichś «zarządów» i «prezesur»
Czterdziestu fabryk i byznesów —
Czterdziestu kolosalnych ssawek,
115
Wytresowanych, karnych nawet,
W imię «wspólnoty interesów»…
Czyich? Familii. Bo familią
Stał Koncern Pomp, co ruble doił,
A każdy grosz i każdy milion
120
Rozdymał wspólne brzucho «swoich».
Siecią pokrewieństw oplątane,
Spółżyły w kazirodztwie wiecznem
Banki braterskie i siostrzane,
Akcje cioteczne i stryjeczne,
125
Akcje-kuzynki, akcje-szwagry,
Firmy-synowe, firmy-teście —
Tak cielska banków, biur i fabryk
W rojnym płodziły się inceście[482].
Wzmagało się rodzinne tarło
130
I oto trzecie pokolenie
Narybek swój kosztowny żarło
I znów miotało grudki złota
Jak jesiotr, który ikrę miota:
Więc astrachańską[483] smarowali
135
Bułeczki grubo namaślone.
Od polskiej słoty uprzykrzonej
Luxami[484] się prześlizgiwali
W lazury adriatyckiej fali,
Łatwiej im było o Riwierę
140
Niż mamie do Bedonia z nami,
Krócej mówili z jubilerem
Niż ona ze sklepikarzami,
Łatwiej im było o szynszyle
Niż jej o kostium od Maszkowskiej[485],
145
A Fafikowi o… mantylę[486]
Niż mnie o nowy płaszcz uczniowski.
Dom, Bogactwo, NudaMieszkało to we troje, czworo
W ośmiu pokojach, w jedenastu,
Było się tedy gdzie rozhulać
150
Złośliwym mieszkaniowym zmorom:
Latały niewidzialną sforą,
Bezczelnie wskakiwały na stół
I w fałdach zblakłych aksamitów
Pełzły od podłóg i z sufitów,
155
Właziły gęsto i powoli
Pod szklane dzwony żyrandoli,
W całun pokrowców otulone,
Na wachlarzowe parawany
Z samurajami i smokami,
160
Na etażerki ufrędzlone,
Na gobeliny idylliczne,
Na meble — raczej Meblozaury
Z samopoczuciem muzealnym —
Znieruchomiałe dynastycznie
165
W zaduchu milionerskiej aury.
Całym ciężarem smutnych istnień
Wpierały nogi w dąb posadzek,
By wrócić — wrosnąć w swoje, bliskie,
I wspominały las dębowy,
170
Zielone wieki wielolistne
I palmom w ziemi doniczkowej
Przypatrywały się zawistnie.
Na wszystkim, w ciężkim śnie, leżała
Nuda żałobna i stężała.
175
Była tu cnotą i nakazem.
Za dawnych lat, gdy się utrudził
Hulanką i do domu wracał,
Artiszok ją czasami budził
I płoszył arią z operetki,
180
Nucąc «Kobietki! ach, kobietki!…»
Potem już nikt. Już była głazem.
Dom, Bogactwo, Bieda, Spotkanie, PrzestrzeńGdy do ubogich przyjdziesz ludzi,
Od razu wszyscy są i razem.
Ubóstwo płytkim jest obrazem.
185
Bogaci — zawsze w głębi, w głębi,
W ramie masywnej i głębokiej,
W domyśle, w perspektywie mrocznej.
Dalecy są i niewidoczni,
Zaszyci w ciszę jak w wojłoki.
190
Idzie się do nich, do bogatych,
Po matach miękkich, po włochatych,
Po pluszach, po dywanach grząskich,
Po śliskich idzie się, po gładkich.
Przez szereg uroczystych komnat,
195
Drogą amfilad i kolonnad,
Aż gdzieś, wgnieżdżeni w ciepłe ściany,
Za siedmią dźwierzy wyściełanych,
Siedzą i trwają, i dumają…
Bogaci nie są — przebywają.
200
Kołem zaklętym otoczeni,
W zawiłej kryją się przestrzeni,
Którą architekt, niczym pająk,
W labirynt uformował kręty.
Tam za pokojem goni pokój,
205
A tajne pokoiki z boku,
Tam korytarze, schodki, schówki,
Nieokreślone przybudówki,
Tam nagłe ciemne zakamarki,
I gubisz się, i błądzisz po nich,
210
Jak po wróżebnych liniach dłoni
Błąka się palec kabalarki.
W centrum królował Arcysalon
W lwich, płowych tonach. Lew był stary
I naśladował piach Sahary.
215
Salon — pustynna instytucja —
Był owej nudy głuchoniemej
Tronową salą i centralą.
Mężczyzna, Młodość, BogactwoTam, w cieniu palmy już nam znanej,
Na sofie o piaskowej barwie,
220
Jak Arab na wielbłądzim garbie
Rozmyślający o Koranie,
Siedział Faf — krwisty, brwisty, czarny,
Żelaznoudy, muskularny,
Barczysty, z atletycznym torsem,
225
Jakby stalowy nosił gorset
Na rozłożystej piersi skalnej;
Siedział w szlafroku orientalnym,
Piękny, dwudziestoczteroletni,
Ciepły z kąpieli i gimnastyk,
230
W obłoku aromatów kwietnych
Z flakonów swych wielograniastych;
Pił mocną parującą kawę
I puszczał z ust obrączki mgławe
Dymków błękitnych i pierzastych.
235
Dzień był trzydziesty listopada,
A rok — o, roku ów![487] — przypadał
Tysiąc dziewięćset osiemnasty.

II

Przemiana, Historia, CzasCzas się rozłamał i podzielił
Czerwoną kresą wielkiej daty
240
Na dwie epoki, na dwa światy.
Już wiek ubiegły, Wiek Nadziei,
Wrośnięty w młody trzon stulecia
Starymi osiemnastu laty,
Dał za wygraną. Już się zwalił.
245
Podmyty nurtem krwawej fali,
A nasz, skrzydlaty, w przyszłość leciał.
Już, przeskakując przez okopy,
Gęstymi ciągnąc się rzędami,
Krzyże na polach Europy
250
Szły krzyżowymi pochodami
Zdobywać nową ziemię świętą,
Nasiąkłą krwią, trupami wzdętą.
Kolczastym drutem pozszywana,
Goiła się olbrzymia rana:
255
Ziemia, rozdarta i popruta
Rydwanem «wiekopomnej chwały»…
KrewDzikie różyczki krwi zrudziałej
Już więdły na cierniowych drutach.
Koń, Wojna, TrupCzcigodne, dobrotliwe konie
260
Padłe w męczeństwie dobrowolnem
Za grzech i pychę ludzkiej hordy
(Było ich kopnąć, bracia-konie,
W zębate bohaterskie mordy!)
Leżały, śmiercią usztywnione
265
I puste wewnątrz. Ptaki polne
W prętach ich żeber gniazda wiły.
Kruki z pikielhaub[488] wodę piły…
Zwabione ukończoną rzezią
Szakale kłusa wyruszyły
270
Dogryzać ludzkość. Gdzieś, z mogiły,
Na cześć zwycięstwa, na znak święta,
Pięść wystawała zaciśnięta,
Tryumfująca zapowiedzią
Rewolucyjna czarna pięść…
275
Wojna, Trup, RobakLicz: jeden — dwa — trzy — cztery — pięć —
Sześć — siedem — osiem — dziewięć — dziesięć — — —
— Dziesięć milionów trupów w ziemi
Miesiła epokowa jesień.
Żercy podziemni, rozjątrzeni,
280
Już dobierali się do kości.
Dziesięć milionów czaszek trupich,
Pustymi ziejąc w mrok oczyma,
Szczerzyło zęby ku wieczności.
(O, królewiczu duński! głupi!
285
Tyś jedną tylko w ręce trzymał!)
Zwycięstwo, Wolność, Państwo, PrzywódcaZa oknem tłum, za oknem chór,
Szum przemieszanej z marszem pieśni,
A czasem trzask ostatnich kul
Zaszczeka krótko od przedmieści.
290
Ktoś jeszcze gdzieś — wspanialszą pieśń
Dogrywa hardo swym naganem:
O lepszy świat, o większy cud —
I w partyturę srebrnych nut
Bemole wbija ołowiane.
295
Za oknem zgiełk: sztandarów las,
Okrzyków grom, bagnetów blask,
I szloch, i śmiech — i Duchów Tren
Z pochodem zgodnie w dal płynący:
Pod rękę z «prawdą» idzie «sen»,
300
Ach, noce snów z wyśnionym dniem
Na spacer wyszły pierwszy raz,
Na spacer oszałamiający!
To wielkie dni. Na zwykły bruk
Misterium zeszło — maszeruje —
305
I każdy łyk dmie w «złoty róg»!
Cudowne dni! To słowu «Bóg»
Za słowo «wolność» lud dziękuje.
I modli się o słowo «moc»,
I w obieg rusza zgłoska pusta,
310
Otwierająca puste O,
Jak głupi tenor głupie usta.
Za nią «potęga» pędzi w ślad
I «miecz», i «rubież», i «do czynu»,
I sto upojnych synonimów…
315
…On jeden milczy: symbol, znak.
Totem Sarmatów, Biały Ptak,
Dumny, samotny — i bez rymu.
Słowo, Plotka, PolitykaJuż się, krzykliwi i zuchwali,
Do jego śnieżnych piór dorwali
320
«Dziejowej misji» misjonarze,
Kpy, szarlatani rozchełstani,
Wróżbici, nekrofile, beksy;
Już je nurzali w kałamarze
I tęczowymi inkaustami
325
Pluskali w przyszłość dzikie kleksy.
Już wyciągali ze słowników
Kleiste taśmy przymiotników
I szły gromadnie na ten lep
Ćmy «wielkich idej» z mgły wysnutych…
330
Lud, Tłum, RealistaA lud — jak lud, ma łeb zakuty
I woli ów zakuty łeb
Czasownik «jeść», rzeczownik «chleb»,
Czasownik «mieć», rzeczownik «buty».
Z gapiami, z muzyką wojskową
335
I z epitetów gminem czczym
Przez miasto kroczy wyraz «Czyn»,
Co dotąd był wyrazem «Słowo».
Polska, Państwo, Wolność, HistoriaWspaniałe dni! Wczorajszy mrok
W zorzę przezłaca się jutrzejszą:
340
To pospolita ciemna rzecz
Zmienia się nam przez «czyn» i «miecz»
W Rzeczpospolitą Najjaśniejszą.
Rodzi się trudne, biedne państwo…
Od Pińska po Zatokę Gdańską,
345
Od Wilna do Zakopanego
Dreszcz serc i iskry depesz biegą[489].

III

Partyzant z twarzą nietzscheańską
Z politykami pertraktuje,
A nocą czyta Słowackiego:
350
«…Kto dziś nie wstąpi w święte ognisko,
Jeno przez oczy ciekawe,
Taki dziś, bracia, pójdzie na sławę,
Jutro na urągowisko.
I to mieć będzie, że gdy my wstajem
355
Zrzucić głaz, co ducha obarczał,
On siedział, głupi, kłamstwa lokajem
I widział prawdę — i warczał».[490]
W salonach dawno nie wietrzonych
Gniewne hrabiny i matrony
360
Contrecoeur[491] przyznawać zaczynają,
Że piękny ten jakobin polski,
A Książę Regent[492] — zachwycony…
Mówi, że wprawdzie krnąbrny, szorstki,
Lecz cóż? — «w powiecie mejszagolskim[493]
365
Jeszcze nie rodzą się Burbony».
Nieswojo lekkim warszawiaczkom…
Obsiedli stolik — i w perory[494],
W domysły, plotki, dąsy, spory
Nad niebywałą do tej pory
370
Figurą żmudzko-austriacką.
Burza u Lursa. Z brzękiem, jękiem
Wali się, rzekłbyś, strop niebieski!
Grzmotami ciska Niemojewski[495],
Błyskawicami gestów Frenkiel[496].
375
Warszawa, Miasto, Lud, Historia…Na wszystkich Hożych, na Grzybowskich,
Na Czerniakowskich, Orlich, Kruczych
Łażą po schodach ludzkie troski,
Drobne żałostki i radostki,
Ten stęka, tamten sobie nuci,
380
Ten kicha, temu w brzuchu kruczy,
A oprócz tego… oprócz tego
«Dzwon dziejów» uroczyście huczy.
W pokoju gęsto nakłębionym
Dymem i «mgłami wyspiańskimi»,
385
Co przytaszczyły się z Łazienek[497]
Udekorować skromną scenę,
Duch, SpotkanieW pokoju tłok. Jak śledzi w beczce.
Tak tutaj masek, widm, potworów…
Zaduszki dziejów, raut upiorów,
390
Roją się, pchają, jeszcze, jeszcze!
Rycerze, króle, dziady, wieszcze,
Duchy wisielców, męczenników,
Ludzie katorżni, ludzie leśni,
Echa wystrzałów, modłów, pieśni
395
I cienie łódzkich robotników…
Hej, panie stróżu, zamknij bramę,
Nie wpuszczać! zaduch! dosyć! amen![498]
Nie, nie ustąpią… — «Jak już, to już!
Jeśli się stało i spełniło,
400
To pozwól krzyczeć nam, mogiłom,
To z szkieletami zawrzyj sojusz,
To słuchaj, co grzechocą kości,
I na tę mszę wielkością zarób,
Uczniu cmentarzysk, rocznic, żałób,
405
Wielkości chcemy!…»
Ba! wielkości…
Widzieliście ją czy wyśnili?
…Na to z kościotrupiego grona
Wychodzi Dama ugreczona,
410
Z krakowskiej sceny przywleczona,
Odziana w powłóczysty chiton,
Z mieczem, puklerzem, w kasku z kitą[499],
I najpierw cudowności kwili,
A potem woła: «Czyn zwycięski!»
415
(Pół życia oddałby w tej chwili
Za Słownik Chimerycko-Ziemski
Mają volapük[500] swój Chimery
I swój rachunek, dziwny wielce:
Na ziemi dwa i dwa jest cztery,
420
U Chimer — o czterdzieści więcej[501].)
Tyle już nocy tak! Do świtu
Te schadzki natarczywych mitów,
Serdecznych, ukochanych widm…
A świt otwiera się jak rana
425
I pięknie ścieka krew zorzana
Na żółty piach wiślanych wydm…
Wąziutką strugą purpurową
Strzyka przez mózg wspomnienia żmijka…
Jakiś moskiewski «stich[502]»… Linijka:
430
Горит восток зарею новой[503]
Горит восток… I któż to ziścił?
Зарею новой… Każde słowo
Przeszywa ostrzem nienawiści,
Zawiści — że na dziejów szaniec,
435
Z pożarem w łapie, jak z chorągwią,
Wszedł obszarpaniec, dzikus, Mongoł,
Nie on — zułowski hardy panicz!
Ach, śnie młodości! śnie przeklęty!…
O, z jaką pasją i rozkoszą
440
Rzuciłby prosto w twarz truposzom
Nie tylko tej wielkości imię,
Ale i adres nienawistny:
«Wschód wszechświatowy! Wschód ognisty!»
Lecz nic nie powie. Zdusi w sobie
445
Ten wściekły żal na całe życie…
I mściwa gorycz całe życie
Będzie go dręczyć.
Po błękicie
Już się jesienny brzask rozpostarł…
450
Wschód… wschód… Zostanie w mózgu wizja:
Wyraźna i błyszcząco-ostra
Jak nóż — jak gwiazda — jak decyzja.

IV

PANOWIE SZLACHTA! BIJE GROM![504] — — —
Faf dopił kawę. Gęsty cukier
455
Wygarnął z dna. Oblizał usta.
Stłumionym wirującym stukiem
Cwałuje w głowie noc rozpustna.
Fruwają kołem majtki, kiecki,
Pończochy, szklanki, tyłki, łydki
460
I pijany Wicek Jałowiecki,
I szafirowa kołdra Litki.
A, byczo było. Wprawdzie sotern[505]
Był siarkowany… za to potem
Dziewczyna — klasa! Jak ta lalka.
465
…Z portretu Lenca[506], z ramy złotej
Artiszok mruga na synalka.
PANOWIE SZLACHTA! BIJE GROM!…
A przedtem — przedtem byli z Wickiem
W nowej kawiarni poetyckiej[507]
470
Wymalowanej zwariowanie
W półtwarze, nuty, ostrokąty,
Ukośne domy i afronty,
A na estradę wskakiwali
Jacyś nieznani i zuchwali,
475
Poezje swe wykrzykujący…
PANOWIE SZLACHTA! BIJE GROM!…
I malarz z gębą jak Indianin[508]
Znieważał gości rykiem pijanym…
Antysemityzm, Obyczaje«Futuryzm» według zdania Wicka:
480
«Kubizm, uważasz… Siewierianin[509]
Sztuka żydowsko-bolszewicka…
Wybacz mi»… — «Co ci mam wybaczyć?»…
«Że niby Żydzi»… «To co?»… «Widzisz,
Jest tak: że gdyby wszyscy Żydzi
485
Byli jak ty, to co innego…»
«Ja? Przecież ja katolik rzymski
Od dziecka»… «Tak… Ale… to znaczy…
Widzisz… jak ci to wytłumaczyć?…»
— «No powiedz…» «Potem. Patrz — Słonimski[510]»…
490
(Antoni! Oto po ćwierćwieczu,
Zza Atlantyku martwych czasów,
Na którym mnie, rozbitka, trzyma
Poezji ratowniczy prom —
Rozognionymi w dal oczyma
495
Widzę nasz brzask, ten pierwszy wieczór,
Gdy razem z nami się zaczynał
Historii Polski nowy tom:
Gdy się na przestrzał nam otworzył,
Może i w nędzy, ale w zorzy,
500
Rozstajny nasz, przydrożny Dom…)
Na karuzeli, obwieszonej
Strzępami kawalerskiej fety,
Krąży przed Fafem twarz poety,
Brzmi głos podniosły i wzruszony:
505
«Panowie szlachta! bije grom!»
Za oknem chór, za oknem szum…
Burzliwy bełkot… Wczoraj tłum
Przeciągał nocą pod kawiarnią,
A dziś pod jego przyszedł dom —
510
Hołota ciągnie groźną armią…
PANOWIE SZLACHTA! BIJE GROM!…
Co dalej? W głowie dymno, gwarno…
Jak w mocnej klatce silny zwierz,
Drapieżny miota się w nim wiersz,
515
Błyskają rymów kły jak noże,
A w ślepiach krew, a rytmy w skok
I biją w pamięć łapy strof,
A ona związać ich nie może.
Jak w mocnej klatce silny ptak,
520
Skrzydlaty wiersz łopoce takt,
Szamoce się, skrwawiony orzeł…
I strząsa strzępki rymów-piór,
Słów rozproszonych słychać wtór,
A myśl zestawić ich nie może…
525
Na karuzelę tyłków, majtek,
Klozetów, pończoch, łóżek, knajpek,
Toastów, ryków «Stolat! Stolat!»,
Koniaków, brzuchów, melb[511], czekolad,
Rachunków, trunków, mord pękatych,
530
Ryb w majonezie, prezerwatyw,
Syfonów, piersi, zrazów, kolan —
Wskoczyła groźna i wesoła,
Z szarfą szkarłatną, w burzy, w łunie,
Pierwsza Wolności Carmagnola[512]
535
I co przefrunie, w pysk go lunie
I jazda! i na alarm woła:
PANOWIE SZLACHTA! BIJE GROM!
I oto w karuzeli głowy,
Jak w mrocznej wieży silny dzwon,
540
Wiersz się rozlega metalowy,
Już przypomniany, już gotowy:
«Niebo się wali, płonie dom,
Chamy się rządzą, chłopy, łyki!
Słyszycie wokół krwawy plusk?
545
To wąż się wije! ogniem łusk
Noże w nim płoną! Bolszewiki!…»
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
Mężczyzna, Młodość, Ciało, UrodaFryderyk Alfred Folblut gładzi
Aksamit twarzy wygolonej,
550
Z włosem… pod włos… Zadowolony.
Przed lustrem staje. Miny stroi:
Wzgardliwą. Dumną. Tajemniczą.
Sceptyczną. Dziką. Wszystko byczo.
Bicepsy maca. Pierś wypina.
555
Pięścią uderza się po biodrze.
Żelazobeton. Bardzo dobrze.
Stan kasy sobie przypomina…
Konta w Zurychu i w Londynie…
A New York pies? All right. Nie zginie.
560
«Panowie szlachta!» —? Gówno! Słowem:
«L'ordre règne à Varsovie[513]», panowie!
A że ten czad i wirwar[514] w głowie,
To sotern… Czuje zgagę żrącą…
Pan Folblut dzwoni na służącą.

V

565
W tych czasach autor tej gawędy
Dla różnych swoich wad i przywar,
Których mu Stwórca nie poskąpił,
KuchniaSalonów jeszcze nie dostąpił,
A w kuchni już nie wysiadywał.
570
Bo dawniej, w swem chłopięctwie lubem,
Gdy spleen dziecinny go ogarniał,
Kuchnia mu była pierwszym klubem,
Jak potem knajpa i kawiarnia.
Następnym był już Pen-Club… Sorry,
575
Wolę ten łódzki do tej pory.
Kuchnia«Od kuchni» było wejście życia —
Wrywało się to obce, rzadkie,
Nowiną nęcąc i przypadkiem…
Otworzyć było drzwi kuchenne
580
I wpadał wiatr innością tchnący
W szary nasz dzień, balansujący
Pomiędzy biedą i dostatkiem.
(Tak między «Słotą» i «Pogodą»,
Niepewna, czy się niebo przetrze,
585
Waha się igła w barometrze…
Nasza domowa, w Łodzi mrocznej,
«Pochmurno» miała w średniej rocznej.)
Kuchnia, Salon, Pozycja społecznaOd drzwi kuchennych do frontowych,
Tam i z powrotem wiodły drogi
590
Mieszczańskiej naszej socjologii
I tak się węch klasowy budził —
Zdecydowany podział ludzi:
Od frontu «pan» przychodził, «pani»,
Od kuchni — «człowiek» lub «kobieta»,
595
Tutaj — «znajomi», tam — nieznani,
Tu — my, tam — oni, jacyś, skądsiś,
Którym zakazał ktoś przez front iść.
Kuchnia, Bieda, JedzenieOd kuchni przychodzili biedni
Po wyproszony chleb powszedni,
600
W mróz sine ręce rozgrzewali
Nad czerwonymi fajerkami,
Chciwie gorącą zupę jedli,
Grochową, gęstą, z zacierkami. —
605
Muzyce maszyn nierówieśnej,
Półfantastyczny, jak z Nestroya[515],
Wędrowny zjawiał się rzemieślnik,
Ostatni świata obywatel,
Dumny, że jest obieżyświatem. —
610
Tam zdun mogilny w piecu gmerał
I z białych kafli go odzierał
Do czerwonego mięsa cegieł;
Chrapał jak we śnie, rzęził, sapał,
Z trudem, jak piec, powietrze łapał.
615
Patrzyłem, jak się paprze, grzebie,
Rękoma grzęznąc w glinnej mazi;
A kiedy za głęboko właził,
Grabarzem był samego siebie. —
Tam czarny handlarz chałatowy
620
Wzrokiem skupionym i surowym
Pod światło badał spodnie stare
I tak je wznosił przed oczyma,
I rozpostarte w rękach trzymał,
Jak kantor, kiedy w nabożeństwo
625
Podnosi Torę znad ołtarza…
Gdyby wypadły z rąk handlarza,
Zostałoby — błogosławieństwo. —
KuchniaPrało się w kuchni. Dzień parował,
Pienił się, syczał. W balii puchła
630
Mydlana burza kolorowa;
Bajeczne pieśni bulgotała
Mirażem opłynięta kuchnia.
Nad balią baśni zgięta stała
Domowa nasza praczka stara,
635
Wróżka tych dni, Teodorowa.
O karbowaną blachę pralki
«Kolory» tarła — lub «kawałki»
Chabrową spłukiwała farbką;
Kobieta, Starość, CiałoZmarszczona jak pieczone jabłko,
640
Chudziutka, krucha i maleńka,
Tak czule żyje we wspomnieniu,
Gdy mamie mówi po imieniu,
A na bieliznę — bieliźnieńka.
Zwano ją u nas «Kociołeczek»
645
I zawsze dostawała w kuchni
«Tyciusienieczki» «naparsteczek»
Swej ulubionej «cytryniuchny».
Musi być w raju dziś. I wierzę,
Że tam aniołom suknie pierze,
650
A czasem krochmalony duch jej
Odwiedza starą łódzką kuchnię. —
Bieda, Bogini, Matka«Drobiara» przychodziła. Wdowa
Po gałganiarzu. Twarz jak ziemia.
Bogini Nędzy i Cierpienia,
655
Godna, by wszędzie, gdzie się zjawia,
Antyczny chór się w krąg ustawiał
I wieszcze rozpoczynał pienia.
Biegła przez miasto, jakby pomór
Ją gnał. A gnał. Na dzieci czyhał.
660
Od jego tchnienia i pogromu
Pędziła za zarobkiem — dzika,
Zaciekła, trwogą oszalała
O «kindełach» — o dzieci. Miała
Jedno przy piersi roztarganej,
665
Dwoje przy sukni uszarganej,
A czworo czekających «w domu»:
W kącie wysłanym zgniłą słomą.
Byłem tam z mamą; zanosiłem
Tłumok starzyzny i posiłek.
670
Leżała chora na barłogu,
Zmierzwionym, stęchłym i skopanym
Jak barłóg suki obłąkanej,
Niemiłej, widać, psiemu bogu…
Po kobiecemu zawstydzona,
675
Starała się uśmiechać do nas,
Zgarniała słomę koło siebie,
Lecz widać było, że myślami
Pędzi po piętrach z kurczętami,
Chleb zdobywając dla swych dzieci,
680
I marzy tylko o tym chlebie;
«Kindełach» zbiły się w gromadkę,
To na nas patrząc, to na matkę…
Byliśmy u niej po raz drugi,
Byliśmy u niej po raz trzeci,
685
Nie byliśmy na jej pogrzebie. —
Mądrość, Lud, KobietaI kuchennymi przyszła drzwiami
Antosia, wieszczka ze wsi, saga,
Indyjska księżna spod Konina
(Gmina Golina). Bunt, odwaga,
690
Hardość z wesołych oczu tryska.
Ach, te jej oczy, gorejące
Jak hebanowe dwa ogniska!
Koścista, żółtozęba, ciemna
(Takie są noce u Mongołów,
695
Takie Cyganki u aniołów)
Przyszła — mędrczyni niepiśmienna…
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

VI

A teraz — trafem czy nie trafem —
700
(Traf, zresztą, to reguła ziemska
Rządząca życiem bez pardonu)
Na dzwonek zjawi się przed Fafem
Znajoma nasza — pani Bielska.
Przeszło dwa lata jest w tym domu…
705
Dostała się tu przez protekcję
Pani dziedziczki Jałowieckiej,
Kiedy kucharza wyrzucono
Za pijaństwo. Fafcio jest gastronom,
JedzenieA Bielską, prócz kupieckiej weny
710
I szczerozłotych serca zalet,
Cechował kulinarny talent.
(Jej zrazy z kaszą! Boże! Zjesz tych
Tłuściochów tuzin — prosisz więcej.
A barszcz jej! A tatarski befsztyk!
715
A gęś! a klops! a stek cielęcy!…)
Pan, Sługa, Kobieta, Mężczyzna— «Teklo», powiedział, «niech mi Tekla…»
Mówiąc przegląda «Porannego»[516],
Nie patrzy na nią, oczy biegą
Po szpaltach depesz, wzmianek, reklam…
720
— «Niech Tekla…» Pauza. Czyta. Zwleka.
Oręż i Duch. A Tekla czeka.
«Niech Tekla»… Miraż. Dziś premiera[517].
Madziarka[518]Łoskot[519]Pikuś[520]Gieras[521].
«Niech Tekla»… Chaos w RosjiPremier
725
U Piłsudskiego[522]Rząd angielski
E. Wedel… «Niech mi»… Bunt w haremie
A Tekla stoi… Tekla czeka…
«Niech… tego…» Wreszcie ją spostrzega,
Odkłada pismo — i do Bielskiej:
730
«Niech Tekla da mi… Nie ma Jana?»
«Nie wrócił, proszę jaśnie pana,
W pochodzie…» — «A, w pochodzie»… Ziewnął.
«Co z Lodzią?» — «Kiepsko. Byłam z rana
W szpitalu, proszę jaśnie pana,
735
To znacznie gorzej… Z tą otrzewną
Jakieś coś… Nie wyżyje pewno».
«Biedactwo», ziewnął. «Trudno, Teklo,
Wypadek… kula…» «Chryste Panie,
I co się tak te ludzie pieklą,
740
Żeby to takie zamieszanie
Na mieście robić! Taki przedział
Między narodem na tym świecie!
Dziewczyna jak ta sarna przecie…
Jaśnie pan wie…» Faf dobrze wiedział.
745
Polak, Państwo, KłótniaTu nastąpiły aforyzmy,
Dygresje i wskazania zbawcze:
Że jaka korzyść dla ojczyzny?
Że u Polaków to tak zawsze,
Że za ruskiego było lepiej,
750
Że jeden się drugiego czepi,
Że każdy w swoją stronę ciągnie
I stąd te niepokoje ciągle,
Że grunt wszystkiego jedność, zgoda,
Że niech brat bratu rękę poda,
755
Że Wiluś[523] z Trockim[524] się pokumał
I to zysk dla nich w tym rozruchu…
Faf słuchał — i o Lodzi dumał
Z markotnym, mdlącym żalem w brzuchu.
«Tak. Święta prawda», rzekł, «i szkoda,
760
Że nie ma zgody… Czy jest soda?
Proszę mi przynieść trochę sody
I wody z lodem… Syfon wody…».
«Już daję». Lecz nie odchodziła.
Coś ją korciło. Widać było,
765
Że «o skutecznym rad sposobie»[525]
Mówiła, by zaskarbić sobie
Sympatię pana, zaufanie.
Wreszcie chlipnęła, łzę otarła:
«I co rzec chciałam, jaśnie panie,
770
Że gdyby, nie daj Bóg, umarła,
Albo, jak bywa po chorobie,
Tej siły już nie miała w sobie,
To chciałam jaśnie pana prosić,
Żeby się jaśnie pan przyczynił,
775
Bo mi się trafia zastępczyni,
Sierota, z dziadkiem, są tu właśnie
W kuchni, wprost ze wsi, proszę jaśnie…»
I potoczyła się zawiła
Historia dziadka, ojca, matki
780
(Z powieści znamy te wypadki)
I że dziewczyna grzeczna, miła,
Mądra, a jaka pracowita,
Po polsku i po rusku czyta.
Nocami sama się uczyła…
785
«I jeszcze, proszę jaśnie pana,
Że z aptekarstwem obeznana,
Więc nada się przy medycynach
Dla jaśnie pani»… Znów chlipnęła.
(Jaka przezorna dyplomatka,
790
Wczorajszy skandal pominęła.)
Zastąpił go potężny pean
I panegiryk na cześć dziadka…
I wyszły z tego arcydzieła,
Że pan Dziewierski, jako wojak,
795
Cebrami krew przelewał w bojach,
Batalie wiódł, prowadził armie,
Sam ruszał przeciw stu w zapasy…
(Muszę poczciwca odbrązowić:
Nie wyszedł poza kancelarie,
800
Gdzie pismem, zdobnym w zawijasy,
Przepustki pisał i «siupasy».
Wieczorem siądzie i wspomina…
Zanuci, pochrząkując z lekka,
Fałszowanego rozmaryna,
805
I, niepoprawny majster-klepka,
Łódeczki zgrabne struga z drzewa.
Chrzci je żeńskimi imionami:
«Aniela», «Anna», «Zofia», «Ewa»,
Lub — mówiąc między nami — «Tekla».
810
Gdzie znajdzie kwiatów parę grządek,
Wnet zaprowadzi w nich porządek,
I chociaż lasy płoną w dali,
Dogląda róż[526]. Co mu się chwali.)
«A jaki kwiaciarz i ogrodnik!
815
Co Urlich, Hozer! Większy od nich!
Gdzież im do niego, tym Hozerom!
Sam Nowakowski[527] przy nim zero!
Więc, proszę jaśnie pana łaski,
Naszym ogrodem na Puławskiej
820
Mógłby się zająć, bo już zarósł.
Artysta, mistrz, ten stary wiarus!
Układa kwiaty w takie wzory,
Że zgadnij, komu je uwije,
Gdzie tu zapachy, gdzie kolory;
825
Takie potrafi fantazyje!»
(Ach, pani Teklo, pani Teklo!
Choć go tak kocham, tobym przeklął
Za pewien bukiet!… Zabiłż mi on
Ćwieka na starość! Prosto w duszę
830
Zajechał nienasytną żmiją!)
«No cóż», rzekł Faf, «sam nie wiem… Muszę
Pomyśleć… Może… Zobaczymy…
Niech wejdzie…» (Ciekaw był dziewczyny.)

VII

Kuchnia, Pozycja społeczna, BogactwoSiedzieli w kuchni, urzeczeni
835
Potęgą jej. Zdumionym wzrokiem
Anielka wodzi po wysokiej,
Szerokiej, z ogromniastym piecem;
A szafy wyższe niż w aptece,
Pod sufit sam. A w nich dopiero
840
Jakie serwisy! Sześciokrotne,
Dwunasto i dwudziestocztero.
Na ścianach — dziwy niewidziane:
Aluminiowe i miedziane
Patelnie lśniącym rzędem wiszą
845
I przypatrują się przybyszom…
Jak wielki pan, co dla poddanych
Wyniosłą ma w spojrzeniu wzgardę,
Tak one z góry patrzą na nich —
Bezczynne, ważne, chłodne, twarde…
850
I czajnik nadął się jak pasza,
Fumy zadartym puszcza nosem
I mruczy nieprzychylnym głosem,
Jak gdyby z kuchni ich wypraszał…
I te na półkach rondle, dzbany
855
Puszą się niby jaśniepany
I brzuchy wystawiają miejskie…
Tylko gliniany, wsiowy, drobny
Dwojaczek na jagody, zdobny
W pstre kwiatki ( — ba! to pan Dziewierski
860
Malował go dla pani Bielskiej!)
Życzliwie patrzy. Ten jest dobry.
Piją herbatę z pańskich szklanek,
Nie byle jakich! powpuszczanych
W srebrne podstawki do połowy,
865
Z rączką, by palców nie parzyły…
Chytre to głowy wymyśliły.
A na łyżeczkach («na platerach»,
Powiada dziadzio) F litera,
Rzadka i obca… mniej ją lubi…
870
(«Własność oznacza», dziadzio mówi.)
F na widelcach, nożach, łyżkach,
F na kieliszkach, F na miskach,
F na talerzach, salaterkach,
F na serwecie, F na ścierkach,
875
F na tej szklance i na spodku,
F — F — od ziemi do sufitu…
I (wybacz żarcik, czytelniku!)
Sufit ma także F pośrodku.
Nieswojo tutaj, choć u chrzestnej…
880
Gdzie dom? gdzie kąt? dlaczego tak nią
Poniewierają jak ostatnią?
Za co ta hańba? co miał do niej?
Dziadzio ma szablę — nie obronił…
A kto z parafian się sprzeciwił?
885
To oni tacy sprawiedliwi?
O, gdyby tatuś był w kościele,
Gdyby się tatuś do nich zabrał,
Pokazałby im, co jest szabla,
Gdy się dziewczynce krzywda dzieje…
890
Wzdycha zmęczona… W główce sennej
Krzyk księdza jeszcze brzmi przeciągle
Miasto, Hałas, DźwiękI podróż całą noc pociągiem,
I tej Warszawy huk kamienny,
Jakby kowale młotem tłukli,
895
I szurgot ludu, tupot domów
I grom tramwajów-iskrodzwonów…
Dudni jak kiedyś, gdy ukradkiem
Łyknęła vinum rubrum[528] z butli…
«Dziadzio da rękę»… I na szorstkiej,
900
Sękatej dłoni wspiera piąstki,
A na nich skroń. Wzrok, Światło, SenI już spod powiek
Sypią się znane złote prążki,
Świetlątka, skierki, ćwieczki, krążki —
To szybkie i usłużne mrowie,
905
Co w mroku snom rozświetla drogę…
I dzicz napływa w smutne oczki
Bezdomnej oficerskiej doczki:
Noc — bójka — żagwie — nabożeństwo —
Chorały — wicher — czarny sztandar —
910
Matka żałobna — powódź czarna —
Tłum wali nieprzebytą gęstwą.
Żagwiami trzęsie — zdrada! zdrada!
A tam gdzie ołtarz (zemsto! zemsto!)
Piorunująca barykada.
915
Tam ojciec zza sztandaru strzela,
Tak, ojciec! ale mundur dziadka…
Aniela, krzyczy, hej, Aniela!
Aniela! gdzie jest twoja matka?
I gdy się wzmaga huk orkanu
920
I ludzi wrzask, i jęk organów —
Sen, Prawda— Sen rozwiązuje się w dziewczynie:
Za Polskę — ach! za Polskę ginie
Porucznik Konstantin Iłganow…
Co jest nieprawdą oczywistą,
925
Lecz może przydać się freudystom.

VIII

A o czym pan Dziewierski dumał?
O różnych rzeczach. — Czy też kuma[529]
Z pomyślną wróci odpowiedzią?
— Że na ogrodzie bardzo chętnie,
930
A w wojsku już by nie usiedział.
— Że mają ziemię dawać. Może
I jemu dadzą. Część zaorze,
A część pod kwiaty i pod owoc;
Dużo, niedużo, zawsze pomoc.
935
— Że mała pójdzie na pokoje,
To i ogładzi się po troszku…
A żeby jeszcze mogła do szkół!…
Śpij sobie, śpij, biedactwo moje…
Małżeństwo, Starość— Że kuma, daj jej Boże zdrowia,
940
Jak arbuz jędrna i różowa,
A jak obliczyć, no to przecie
Ślub był w dziewięćdziesiątym trzecim,
To znaczy… siedem… osiemnaście…
Dwadzieścia pięć… a miała… Iii tam!
945
Miała, nie miała — zuch kobita.
(Tutaj się przejrzał w srebrnej tacy,
Co stała sztorcem na kredensie:
Wcale niczego! «Zuch, Ignacy!
Jeszcze i z ciebie się wytrzęsie!»)
950
— Że jutro (albo czemu nie dziś?)
Kościoły co przedniejsze zwiedzi,
Świętych obejrzy… To go korci.
«Zobaczy się, czy moi gorsi»…
— I jeszcze: sklepik był po drodze:
955
«Radża Svengali, Mistrz Czarodziej»,
Dziwy tam, złudy, zmyślne sztuki…
Musi zaczerpnąć tej nauki.
— Że jak się trafi parę setek,
Otworzy teatr marionetek,
960
Skromny… dla dzieci… dla uboższych…
Za darmo… Lub za parę groszy…
Lalki sporządzi sam. A słowa…
Może Różycki z Tomaszowa?
A może Julcio? Bo to chyba
965
Ten sam, co «na fabryce» bywał…
Co za «Pikador»[530] taki? Czytał
Ulotkę na ulicy… Czy to
Ten łódzki chłopak? rymy składa?
Wstąpi tam kiedy i pogada.
970
— Ba! parę setek… Parę marek!
Popsuty kupiłby zegarek,
Rozebrałby — i na drucikach
Wpuścił mechanizm do słoika;
Pajac na korku — i przez korek
975
Pajacem ruszałby motorek…
PieniądzI jeszcze: jak urządzić, żeby
Człowiek miał środki na potrzeby?
Lub, na ten przykład, z tym zegarkiem…
Albo gdy pragnie mieć tokarkę…
980
Nie że on tokarz… On amator…
Dla przyjemności, dajmy na to…
Sprawiedliwość, Prawo, Krzywda, Więzienie, LudŻe musi nastać sprawiedliwość…
(Lud prosty — prawnik z krwi i kości,
Nie z praw pisanych, lecz z prawości,
985
Chłop, żywe radło ziemnej głębi,
Mistycznie Sprawiedliwość wielbi
I kiedy mówi: sprawiedliwie,
To więcej w tym przysłówku Prawa
Niż w waszych sądach i ustawach.
990
A kiedy powie: krzywda, to z niej
Prawdziwa krzywda krzyczy groźniej
Niż z waszych więzień i katowni,
Gdzie zwykle za wielmożne szuje
Nędza wyroki odsiaduje…
995
Chłop, Sąd, Polska, SprawiedliwośćWięc komu rządzić, temu rządzić,
A chłopu w Polsce sądy sądzić.
Sąd idzie. Wstać! To ludzie prości
Podnoszą Pięść Sprawiedliwości
Przeciwko pięści krzywdy starej!
1000
I ja cię przyjmę, prawo ciemne…
Koślawych twoich słów posłucham,
Choćbyś mnie miało zgnieść, mieszczucha,
Półpanka, tchórza, co uboczem
Wygodnie przeszedł po epoce,
1005
I choć bez winy — przyjmę karę…
Przyjdź, Sprawiedliwe! Rządź, Robocze!
Pieczętuj wyrok, Czarnoziemne!)
— Może i będzie sprawiedliwość…
Powinna… Wszystko przez tę chciwość…
1010
Na co bogatym tyla tego?
Posiadać lubią. I dlatego.
Ruski im teraz daje wnyki…
Kto oni są, te bolszewiki,
Te towariszcze? Kto ich najął?
1015
Pisało, że to Żydków paru,
Co z Niemcem jakieś siuchty[531] mają…
Znaczy, że oni dobry naród,
Jeśli bezrolnym ziemię dają…
Może tej małej na trzewiki,
1020
Na płaszczyk dadzą bolszewiki?
Nie dadzą… «Wasz papasza strzelał
W łódzkich raboczych, marmuzela[532]»…
ŻydŻydki są różne. Stary Zelman
Poczciwość sama, a Śmul — szelma…
1025
I u nas tak: Kołodziej złodziej,
A Gdulę to choć maczaj w miodzie.
Żyd je cebulę. Ja, katolik,
Kapustę lubię. Co kto woli.
(Jeden u Żydów brak i feler:
1030
Świętych nie mają w swym kościele.)
Bądź ty, człowieku, Tatar, Greczyn,
Bądź Murzyn — nie ma nic do rzeczy.
Krzywda, Kondycja ludzkaCzłowieczy bądź. Nie gromadź dobra
Z krzywdy bliźniego. Bądź człowieczy.
1035
Na myśl o Czarnym odruchowo
Zacisnął pięść — obudził śpiącą,
Ojcu odpowiedź swą krzyczącą
Przez chmury, motłoch i chorały,
Przez żagwie, czarne wodozwały
1040
Na tamten brzeg… Podniosła głowę
I coś dopowiadała tymi
Wargami grzesznie mięsistymi,
A w oczach blaszczek pełgał przykry:
Smutny i drwiący, zły i chytry…
1045
Znał go. Nie lubił. Och, nie znosił!…
Tu — Bielska weszła: «Już! Pan prosi!»

IX

Co najpierw oczy jej przykuło
(Jak nieraz punkt świecący z boku,
Na który wcale nie patrzymy,
1050
Przyciąga nieuwagę wzroku),
To F wyszyte na szlafroku,
Wypukłe, bordo, połyskliwe.
Jej — pełne jeszcze snu i cienia,
1055
Jego — zdumione i życzliwe.
Od razu, migawkowym zdjęciem,
Zdarł wszystko, co na sobie miała.
Przewidział nieomylnie: stała
Naga i piękna nad pojęcie.
1060
Więc z miejsca powziął plan. Nazwijmy
Rzecz po imieniu, komercjalnie —
«Cielesny plan inwestycyjny»:
Za dwa-trzy lata (dziś za wcześnie
I dla skrupułów prawnych nie śmie)
1065
Chce tę dziewczynę mieć w sypialni,
Wyhodowaną idealnie.
Wypielęgnuje ją, odkarmi
Na swoje gusta i apetyt,
Dozując klimat jak w cieplarni,
1070
Wzmagając komfort i podniety;
Kosmetykami pańskiej łaski
I kalotechniką[533] dobroci
Uaksamitni ją, dozłoci,
Przystroi w należyte blaski,
1075
Aż świetne ciało, małym kosztem,
Procenty zacznie nieść rozkoszne.
W myślach ją pieszcząc obnażoną,
Płonął. A z miną niby chłodną
Na dziadka patrzył, drgawiąc drobno
1080
Nogą na nogę założoną.
Pan, Pozycja społeczna«Pan… jak? Dziewierski? Pan podobno
Ogrodnik. A panienka? Imię?
Anielka? Mam kuzynkę w Rzymie
Za hrabią Galeazzo Scoda,
1085
Także Anielka»… Plótł, pozował,
Chwalił się, zgrywał, imponował,
I ciągle: «Niech mi Tekla poda
Zapałki… Niech mi Tekla poda
Chusteczkę… Niech mi Tekla poda
1090
To album»… (gdzie im pokazywał
Rzym i palazzo Galeazza
Na piazza Santa Materazza
Czy innej… byle szumieć, dzwonić,
Rozdymać pompą «wspaniałości»
1095
Puste pęcherze swej próżności,
Byle prostaczków oszołomić…)
«Pan legionista? Znał pan może
Majora Sępa-Białynicza?
Nie słyszał pan? Majątek Zworzeń,
1100
W Czerskiem, sto włók»… Dziewierski milczał.
…«Zapali pan? Khedive, prawdziwy,
Z Kairu… Lubi pan khediwy?
Pyszne, nie? Co pan o tym myśli?
Mam zapas, przywiózł mi kapitan
1105
De Chantilly, z francuskiej misji.
A dla panienki? Czekoladki?
Niech Tekla poda czekoladki.
Ta z maraskinem[534] wyśmienita,
To — crême brûlée[535], a to pralinka…
1110
Mój ojciec z Wedlem[536] grywał w winta»…
Słowo, Dusza, Kondycja ludzkaPo co mu było to gadanie?
Po co czarował, dął się, puszył?
Nie wiem. Bezdenne są otchłanie
Nawet najpłytszej ludzkiej duszy.
1115
Tam — raj, potworny Raj Idiotów,
Imperium pragnień utajonych,
Ziszczonych i zaspokojonych,
Tam cyrk tyranów opętany,
Tam władzy gniją lewiatany,
1120
Tam sobie siebie użyj, bracie!
Tam płonie Rzym! Tam Chamów Syjon!
Biesy odwetu na sabacie
Zwycięstwo trąbią, w bębny biją!
Tam szczurza zgraja hitlerydów
1125
Podgryza krzyż paszczęką głodną,
Tam stosy z ksiąg, pogromy Żydów,
Tam — rzezie za rumieniec wstydu,
Masakry za urazę drobną!
Tam — w przepełnionym trzęsawisku
1130
Nędznych tryumfów, szybkich zysków —
Za wszystkie czasy się odbili,
Dorwali się do siebie samych,
Oni — z gnębionych, wyszydzanych
Sami dziś władcy i szydercy
1135
Z opuchłym słodką pychą sercem,
Ze szczeniąt — lwy, a orły z gadzin!
Tam Boska Farsa! Tam, Wergili,
Kolegę było zaprowadzić
Na połów infernalnych tercyn!
1140
Lecz on? Fryderyk Alfred Folblut?
Tak, nawet on się wdał w igrzysko
Nienasyconych żądz «wielkości»…
Zdawałoby się: młody, zdrowy,
Tak górujący «towarzysko»
1145
Nad ludkiem małomiasteczkowym,
Bogaty, piękny! Słowem — wszystko.
A jednak, wciąż sukcesów głodny,
I tutaj, szelma, nie darował:
Czarował. Wreszcie — oczarował.
1150
Szastając szarmem, krągłym, chłodnym,
Barwionym gładko w różne tony
(Tak nonszalancki krupier rzuca
Szczęśliwym graczom śliskie sztony,
By już za chwilę — osowiałym —
1155
Zagrabić tryumf krótkotrwały),
Mój dureń-buffo czarujący
Czadem otaczał ją trującym.
Werbeny zefir, dech wanilii,
Khediwów dym, opary kawy,
1160
Łaskawych słówek wiew słodkawy
(Nawet jej raz powiedział: «Pani»…),
Dywanu miękkość pod stopami,
Pańskość, jedwabiem słów pokryta,
I lepkich oczu dotyk chwytny
1165
(Tak w czułe łapki różę chwyta
Motyl, żałobnik aksamitny),
I zdań stołecznych nowe rytmy,
Dziwne słuchowi prowincjałki,
Gesty, którymi ich kadencje
1170
Serwował, jak rakietą piłki,
I zawsze trafiał bez pomyłki —
Wszystko to w nerwy jej dziewczęce
Wpływało jak morfina w żyły,
I słodkie, ciepłe prądy szczęścia
1175
Nieszczęsną główkę odurzyły,
Kiedy tokował: «Jak panience
Podoba się Warszawa? Szkoda,
Że taka dzisiaj niepogoda
I te pochody… Wziąłbym państwa
1180
Na mały spacer samochodem.
Więc kiedy? Niech mi Tekla poda
Kalendarz… Zaraz: wtorek… środa…
We czwartek, dobrze? Zapisuję:
«Dziewierski (tak?)… Dwunasta… Spacer…
1185
Zamówię słońce…
A jeśli chodzi o tę pracę,
To jeszcze się poradzę matki,
Ale co do mnie — owszem, zgoda,
Na pewno… Niech mi Tekla poda
1190
Mój szary portfel… ten z szufladki…
Proszę… tymczasem… na wydatki,
Zaliczka…»
Pan Dziewierski przyjął
I popłynęły przed oczyma:
1195
Laubzega, komplet farb, tokarka
I wymarzony werk zegarka,
Słoiki pełne barwnych cieczy,
Magiczne sztuczki i latarka,
I dużo innych miłych rzeczy…
1200
Zaczął dziękować mu (swoiście),
Że… zawsze… tego… rzeczywiście…
Że… chrząk, bąk… bardzo… i że właśnie…
(Tutaj na wnuczkę rzucił okiem,
Westchnął i zamilkł. Tak «wyjaśnił»
1205
Dwa życiorysy i epokę.)

X

W sypialni «Muszki», oddalonej
O pięć pokojów od salonu,
Jeszcze się nocna lampka świeci.
O pięć pokojów… A już w trzecim
1210
ChorobaEterem[537] pachnie, walerianą[538]
I duszą na wpół obłąkaną.
A kto przez czwarty pokój szedł, ten
Na palcach szedł, jak do zmarłego,
I milkł, i nawet myślał szeptem,
1215
Bo idąc, już wyczuwał przedtem
Z zaduchu zalatującego,
Że dalej, za piątymi drzwiami,
Z żywego jeszcze ciała, w ciszy,
Umarły duch uparcie dyszy,
1220
Umarłe oczy blask udają,
Umarłe serce w pustkę bije…
Tak niewidomy, wrót szukając,
Uderza w nic żebraczym kijem.
…Na piątych drzwiach, tych do sypialni,
1225
Majaczył napis niewidzialny
(Węchem czytałeś go): «Lasciate
Ogni speranza voi ch'entrate[539]»
Ileż się nad nią nawzdychały
Kuzynki, ciotki i bratowe,
1230
Bardzo poczciwe, ale… zdrowe
Choroba, Serce, Dusza(Choć narzekały na wątrobę,
Na żółć, na serce ostatecznie…
Lecz cóż to są «sercowo chorzy»
Dla tych, co chorzy są serdecznie?),
1235
Ileż zbawiennych dla jej serca
Każda z nich rad gotowych miała!
To Hertza[540] wezwać, nie Landaua[541],
To znów Landaua, a nie Hertza.
Mówiły: Ems, mówiły: Karlsbad,
1240
Albo mówiły: rzuć to wszystko,
I tych doktorów, i lekarstwa,
Tobie potrzebne towarzystwo…
Pytały: tutaj cię nie boli?
1245
Mówiły: trochę silnej woli,
Mówiły: weź na przeczyszczenie,
Stwierdzały: jesteś zbyt wrażliwa,
Myślały: stara histeryczka — — —
A ona, trupia i tragiczna,
1250
Była po prostu nieszczęśliwa
Najgorszym z nieszczęść: bezimiennym…
A z duszą wraz nieszczęśliwiało
Zdumione swym przetrwaniem ciało,
I prawem połączonych naczyń
1255
Równy był poziom ich rozpaczy.
Melancholia, Grób…Najgorszym z nieszczęść: bezimiennym…
Wrośnięte w ziemię i kamienne,
Nagrobki takie są… A tutaj
Wrósł w duszę ów nadgrobny kamień.
1260
Już nieczytelny — nawet dla niej.
Pod konterfektem Marii Panny,
Nubijsko czarnej, ozłoconej
Poblaskiem lampki całonocnej,
Klęczy złamany cień niemocny,
1265
Już o nic nawet nie proszący,
Niepomny siebie, zatracony.
A przecież niegdyś — dwa imiona
Miało jej szczęście i nieszczęście.
Oba umarłe w jednej klęsce.
1270
Matka, Dziecko, Sztuka, CiążaNosiła go w kołysce łona
Jak przez Apolla nawiedzona.
Ledwo się zalągł i ukleił,
Wdała się w czary macierzyńskie,
W magię tęsknoty i nadziei.
1275
Wpatrzona wiosną w niebo rzymskie,
Ściągała je oczyma w trzewia:
Żeby w lazurze płód dojrzewał.
Mimozom kradła czułość złotą,
Ogołacała z kwiatów drzewa,
1280
Noc — z gwiazd i pieśni, świat — z urody,
I wszystko w brzuch z rosnącym płodem.
Przed posągami, obrazami
Zastygłych muzeów i wystaw
Stała, złodziejka, godzinami,
1285
Świadoma celu, uroczysta,
I, jak rentgenem, naświetlała
Zamknięty sezam swego ciała
Cnotami piękna tajemnymi:
By to pokraczne, wczesne brzemię
1290
Duchem przepoił Bóg-Artysta.
A kiedy, wstrząsający sławą
I rudą grzywą, i Warszawą,
Republikański i królewski,
Głaskał fortepian, jak kobietę,
1295
Rycerz muzyczny, Paderewski[542]
— Siedziała z rozchylonym sercem
(I lekko, lekko kolanami…)
I wzbogacała płód koncertem,
Rytmem, harmonią, melodiami,
1300
Wierząc w magiczny prąd, płynący
Ze strun — w jej krew: w prąd kształtujący,
Czując, że się aż tam przedostał,
Pewna, że «przyjmie się», jak ospa.
Pisała listy. Oto próbka:
1305
«Czcigodna i łaskawa Pani!
Pod moim sercem, jeszcze młodym,
Może naiwnym, ale szczerym,
Dojrzewa owoc mej miłości.
Dodaj mi wiary i nadziei,
1310
Ty, która w księdze dusz kobiecych
Tak cudne zapisałaś karty,
Ty — w której święty znicz się pali,
Błogosławiące rzuć mi słowa!…
Tusząc, że Pani»… i tak dalej;
1315
Podpis: Amelia Folblutowa.
Oto odpowiedź: «Droga Pani!
Wzruszona poetycznym listem,
Szlę… Niech otucha… Instynkt matki…
Najzaszczytniejszym posłannictwem…
1320
Dobrobyt i oświata kraju…
Wspólne ogniwa… Społeczeństwo…
Ziarna przyszłości… Hartem stali…
Siew dobra… Wierzę… Wiosna nowa…
Więc oby dziecię»… i tak dalej;
1325
Podpis: Eliza Orzeszkowa[543].
Czytała wiersze. W owych czasach,
W przededniu «purpurowych szałów»,
A tuż po orgii czarnych żałób,
Nauczycielem serc kobiecych
1330
Był Asnyk[544], bukiet «ideałów»;
Dziś — zielnik, wtedy — bukiet świeży.
Błogosławiony wiek, co wierzył!
Syn, PotwórWięc wszeptywała w ołtarz brzucha
«Płomienie prawdy», «walki ducha»,
1335
Hasła «porywów» i «zapału»,
Modlitwą nasycała płód,
Błagając Boga, by wysłuchał…
Daremne modły, próżny trud,
Bezsilne sny, marzenia. Embrion
1340
W folbluta rasowego zjędrniał,
I oto z sacrosanctum[545] biódr
Cesarskim cięciem wydobyty,
Rósł — trzeźwy, sprytny, głupi, syty,
Zakusom czartów i aniołów
1345
Jednako w duszy niedostępny —
Straszny!… Dla ludzi obojętny,
Pełen pogardy dla żywiołów,
Przedmioty cenił — trwałe rzeczy
Z trudu najemnych rąk człowieczych.
1350
Wielbiciel zysku i wygody,
Korzyści i pożytków łowca,
Jeżeli wglądał w treść przyrody,
To jak w nabity skład surowca:
W żywocie miazgi, w masie bryły
1355
Przedmioty niewydarte tkwiły
I dywidendy przemysłowca.
…………………………………………..
Matka, Syn, KaraNie wybaczyła im zawodu:
Ani synowi, ani Bogu.
1360
I dzień za dniem karała obu:
Syna — ironią dramatyczną
(Patosem rażąc go i dręcząc),
Boga — milczeniem. Ale klęcząc.

XI

Praca, Kobieta, Choroba, OpiekaSiedziała dniami, tygodniami
1365
Przy łóżku nieszczęśliwej pani,
W smutek wysoki oprawiona,
W nieszczęściach jak w żałobnej ramie —
Jak obraz — jak anioła obraz —
Milczała, gorejąco dobra,
1370
Nieuśmiechnięta. To jej cecha.
Wiedzcie, że trudno się uśmiecha.
Zastygła w nieprzebytej nudzie:
W cierpliwym, beznadziejnym trudzie.
Wpatruje się w kamienną panią
1375
I działa — wynajęty anioł.
Oto jej praca za pieniądze.
Oto jak spełnia obowiązek.
Oto jak czynem oczywistym
Uprawia trud swój promienisty:
1380
Rozkazująco i świadomie
Wpaja w nią za promieniem promień.
I tu jest światło tych promieni,
Wyraźne i bardzo ważne,
Mówione słowami żelaznemi,
1385
Żeby zostały żelazne.
Żeby były żywcem widziane
I gorąco pamiętne.
A kto rękę po nie wyciągnie —
Żeby były dotknięte!
1390
Bo jeżeli jaką zaletą
Błyśnie ta Kwiatów księga,
To tą jedną: że prądów skrytych
Końcami palców sięgam.
Poeta, MiłosierdzieW nienazwanym, zanim je nazwę,
1395
Dłubię jak monter w ścianie.
Ciągnę w mroku druty żelazne,
Ciągnę druty miedziane.
Jedną sprawę ten wiersz utwierdza,
Jednym blaskiem się złoci:
1400
Sławię techników miłosierdzia,
Elektromonterów dobroci!
Neonową zorzą arktyczną
Świecę, slogan-reklama:
«Instalujcie, jak elektryczność,
1405
Miłosierdzie w mieszkaniach!»

Epilog tomu pierwszego

1
Wierszu mój, dziwne twoje dzieje…
Bo pomyśl: KwiatyRio de Janeiro
Było tych kwiatów oranżerią,
A tam ( — pamiętasz orchideje,
5
Flor de Ipé, Jasmin de Cabo,
Maracujà i Flamboyanty,
Sześciopiętrowe drzew giganty,
Kwiatami osypane krwawo?),
A tam, powiadam, mało trzeba,
10
By z ziemi, jeśli łaska nieba,
Trysnęło, co ci się zamarzy,
I jeszcze więcej, nad marzenia —
Takie tam niebo, taka ziemia.
I nagle — jakbym wonne żniwo
15
Garściami z miodnej łąki zgarniał —
Z Copacabany, z Ipanemy,
Z Tijuca, z Botafogo, z Leme[546]
Wybucha polskich słów kwiaciarnia,
I grzmi po Rio de Janeiro
20
Zgiełkliwa, pstra jak jarmark perski
I jak karnawał cariocański[547],
A w niej — ogrodnik, nie floreiro,
Nie jardineiro brasileiro,
Lecz nasz przyjaciel, pan Dziewierski.
25
O, Rio Barw! O, Colorio,
Mozaik migające żmiją
Na wielkim łuku Avenidy!
O, Rio, kępo Atlantydy,
Cudem na globie ocalała
30
I trzymająca się lazuru
Masztami palm, linami lian,
Zębami wzgórzy i skał stromych!
Rio kolibrów wibrujących
Za oknem, w wilię, mgławym lotem!
35
MiastoO, Rio nocy nieruchomych
I brzasków z rozpalonej miedzi,
Przezłacającej się w spiekotę!
Kto cię wymyślił? Kto wybredził?
Chyba ocean swym bełkotem
40
Wmówił cię brzegom łatwowiernym
I wrzeźbił w ziemię cud bezmierny…
A inni mówią — i uwierzę —
Że to Stworzyciel na spacerze
Pijanym krokiem cię wytańczył,
45
Gubiąc po drodze palmy, skały,
Murzynów, kwiaty i upały…
Błogosławiona eskapado!
Dziękuję. Muito obrigado[548]
Za Rio i za wiersz wygnańczy.

*

50
Wierszu mój, w klęsce, w bólu wszczęty,
Wężysko zamorskiego chowu!
Z kwiatów żeś powstał, pstry i kręty,
I w kwiaty się obrócisz znowu.
Cokolwiek w tej powieści długiej
55
Za ludzi mówię, czynię, czuję.
Gdy czule dzieje ich wierszuję.
Gdy piórem w obcych duszach dłubię
Lub czegokolwiek nie domówię,
Gdy w krzakach wierszy przyczajony
60
Podglądam los ich nieznajomy
(Jak uczniak, z żądzy dygocący,
Nagim przygląda się służącym,
Wieczorem w rzece się kąpiącym:
Ciemnawozłotym, połyskliwym,
65
Gdy wakacyjny księżyc pływa
W rozcieku miodu i oliwy —
I bulgocący słychać tercet:
Chichot i wody plusk, i serce);
Gdziekolwiek tę gromadkę ludzką
70
Zapędzam poetycką rózgą,
Na jakiekolwiek przeznaczenia
Skazuję ją, kapryśny rodzic —
— Zawsze na pamięć mi przychodzi
Jej tajne, kwietne pierworództwo.
75
Jak sztukmistrz, co z cylindra głębi
Wyciąga wielobarwne wstęgi,
Wiązanki róż, rzucane damom,
Królików parkę lub gołębi
I szklankę wina — ja tak samo
80
Pod słów zaklęciem czarodziejskiem,
Spod podwójnego dna pamięci,
Z głębi serdecznej i letejskiej
Dobywam pasma dni kwieciste…
…Był sobie niegdyś bukiet wiejski…
85
(«Bukiety wiejskie, jak wiadomo,
Wiązane były wzwyż i stromo»…
Już mi ten dwuwiersz mży legendą,
Już się śród jego liter przędą
Słoneczne nitki żalu, marzeń…)
90
Był jakiś ogród snów szumiących
I róż jak wróżb… I to rozjarzeń,
To gaśnień znów… I wzruszeń drżących…
Ach, tak się kocha po raz pierwszy!
Był sobie…
95
Nagle wzrok przezierczy
Śród kwiatów dostrzegł ludzkie twarze…
I patrz — zza gęstych sztachet wierszy
Rozbłysły wielkie oczy zdarzeń…
Tam są już ludzie!… Ach, nieszczęsny,
100
Gorliwy uczniu czarnoksięski!
Przebrałeś czarodziejstwa miarkę…
Ach, wierszodzieju zatracony,
Coś ty rozpętał swym szalonym
Magicznym drążkiem firmy Parker[549]!
105
Poeta, Stworzenie, BógZa sztachetami gęstych jambów
Grzmi burza losów, serc, pożądań…
Patrz!
Patrzę. Tak do raju wglądał
Ciekawy swoich stworzeń Pan Bóg.
110
Tam, z kwietnych narodzeni przyczyn,
Ludzie swe losy wróżą z kwiatów
I liczą wiersze poematu,
Jak więzień dni zostałe liczy.
Przypadli niespokojną zgrają
115
Do wierszowanych prętów lśniących
I trwogą oczu, głosów wrzawą
O życie się dopominają,
O łatwy dzień, o noc łaskawą,
Jak pod balkonem wielkorządcy
120
Wzburzony tłum o chleb i prawo.
Chcą szczęścia. Proszą, by im, żywym,
Szczęście na wichrze wierszy przywiać —
Jednym to małe: «Być szczęśliwym»,
Innym to wielkie: «Uszczęśliwiać».
125
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
Poezja, Rzeka, Tęsknota, OjczyznaWierszu mój — z żalu, jak stół z drzewa.
Wierszu z tęsknoty, jak dom z cegieł!
Syrena nad wiślanym brzegiem
130
Cichutko jednostajnie śpiewa,
Że Wisła płynie, Wisła płynie
I co ma przetrwać — trwa w głębinie.
Wierszu mój, ścisły jak zaploty
Srebrnostrunnego jej warkocza!
135
Z twardej wybiłeś się tęsknoty
Jak źródło z kamienistej ziemi…
O, wierszu z gruzów i kamieni
Ojczyzny mojej i młodości!
Płyń, wzbieraj, nurcie namiętności,
140
Łzami grający tęczowemi!
Wydłużaj się — wyciągaj — sięgnij
Dnia-Tam, Dnia-Domu, Dnia w krainie,
Gdzie (słuchaj! słuchaj!) Wisła płynie,
Z płynącą Wisłą bieg swój sprzęgnij,
145
Rozchyl spragnione wargi rymów
I pij — i chłoń — i czule wymów
Te dwa wyrazy godne księgi!
Polsko, matczyne moje słowo,
150
Matko, dla której żadnych nigdy
Słów nie znalazłem prócz modlitwy,
Matko, co swemu niemowlęciu
Śliczności wśpiewywałaś tkliwe,
Do dziś szumiące w głowie siwej,
155
A chłopcu mazurkowe zwrotki,
Gdzie dźwięk z oddźwiękiem się sprzymierzał,
Wprawiając serce w podziw słodki,
I nauczyłaś go pacierza,
A potem «ty jesteś jak zdrowie» —
160
— A wszystko było w jednej mowie,
W tej samej, którą dziś, struchlały,
Nadziei pełen i rozpaczy,
Śpiewam dwusłowy hymn prostaczy,
Jakby to był poemat cały:
165
Że Wisła płynie… Wisła płynie…
Matko i wierszu, i ojczyzno,
Umiłowani trójjedynie!
Płonę i dzwonię: «Wisła płynie!»
Poszum jej gonię: «Wisła płynie!»
170
I przed Poezją zasłuchaną
Poeta, SłowoZeznaję jak przed trybunałem:
Że ja, co mowy tej caliznę[550]
Do dna miłością przeorałem
I znam jej żwir i piasek złoty,
175
Czarnoziem, węgiel i klejnoty,
I jak jagody do kobiałki
Zbierałem rośne jej rozbłyski
I dźwięków samorodny kruszec
Z mięsistych kwiatów brazylijskich,
180
Z drzew w White Plains[551], z trawy w Massachusetts;
Ja, wdany w żywot jej korzeni,
Pnia i gałęzi, i zieleni,
Jak pszczoła w plastry barci leśnej,
Ja, co jej prawdę chwytam bystrzej
185
Niż usta świeży miąższ czereśni,
Ja — radośniejszej i srebrzystszej
W polszczyźnie nie słyszałem pieśni…
Rzeko, co wiernie w swojej fali
Warszawskie powtarzałaś gwiazdy
190
I każdy świt, i każdy zmierzch,
Jak się powtarza piękny wiersz
(Płynnie i drżąco — a czasami
Głos ze wzruszenia się załamie
Jak światło w strumienistej wodzie,
195
Lecz jeszcze wdzięczniej, jeszcze słodziej
Toczy się wtedy razem z łzami),
Rzeka, Miasto, Warszawa, Czas, HistoriaO, rzeko, co na pamięć znałaś
Niebieskie nieba poematy
I strofy chmurek na wyrywki,
200
I sagi burz, i zórz Iliady,
I Pismo Święte naszych gwiazd —
Aż przyszło ci, pieśniarko szara,
Ogniem stolicy swej zapałać
I wyć, gdy wycie usłyszałaś
205
Warszawy, Hioba polskich miast!
Gdy się nad tobą strop roztrzaskał,
Płynęłaś w purpurowych blaskach
Tym samym prądem niewzruszonym,
Płynęłaś dumnie i swobodnie,
210
A domy miasta, jak pochodnie,
Lecz odwrócone w dół żałobnie,
Pochodem w tobie szły czerwonym…
Wrócimy, Wisło, po tę czerwień,
W głębinie twej chowaną wiernie,
215
Wrócimy z wichrem, zbrojnym w gniew
I w nową młodość, wiarę nową…
Ten wicher — naszą pięść poderwie
I blask, i krzyk, i wiersz, i krew!
Rio de Janeiro, listopad 1940
— New York, lipiec 1944

Fragmenty osobne

Dwa fragmenty spoza I tomu poematu
ogłoszone za życia poety[552]

1
WiosnaBył kwiecień-plecień hiacyntowy.
Hiacyntów tłuste, wonne świeczki
Barwnymi olejkami ciekły,
Płynęły aromatem ciepłym,
5
Różowym, białym, fioletowym;
Po świeżym niebie się turlały
Ni to baranki, ni owieczki —
Pełne wełnianych, krętych loków,
Biegły, trącając się i trąc się,
10
Jakby owczarek je zaganiał
Szczekając, zabiegając z boków,
Na zlot obłoków — w dom świtania
Na hiacyntowym horyzoncie.
Szybko i skocznie było wokół.
15
Nawet ponura głąb mieszkania
Zaczęła sypać niespodzianie
Słoneczne żarty i figliki,
Z luster na ściany umykały
Ni to zajączki, ni króliki,
20
Tęczowe plamki i promyki
I śliskie pląsy wyprawiały.
A jeden taki plusk zajęczy
Dał w obraz holenderski nura
(Martwa natura) — i roztęczył
25
Cytrynę i bażancie pióra.
I na ulicach chyżym lotem
Słoneczne gonią się latawce:
Z okien do okien i z powrotem,
Jak piłki i jak kule złote,
30
Szyby rzucają sobie w darze
Przebłyski porozumiewawcze —
Szybko i skocznie, i przelotnie,
Jak w lustrze ptaków, snów i świateł,
Lekko-umkliwe i skrzydlate
35
W drodze mijają się stokrotnie.
Młodość, KobietaTak samo w myślach mojej panny,
Gdy właśnie Mazowiecką kroczy
Z sercem bijącym jak fontanny
Bijące w lustro zakochania:
40
W strop hiacyntowy, w niebo głowy,
W wysoki sufit lazurowy —
Szybko i skocznie, i przelotnie
Mkną po przechodniach szare oczy,
Powiew wiosenny ją pogania,
45
Czasem przystanie przed wystawą,
Poprawi włosów prządź złotawą.
Rozchyli wargi afrykańskie
I doda dniowi nowych błysków:
Zęby w czerwonym ust ognisku,
50
Lśniące jak w słońcu śnieg tatrzański.
Oto wpatruje się w witrynę
Kwiaciarni «Złocień»[553], przy «Ziemiańskiej»[554].
— «Co, wzionbyś[555], Kazek, te titine[556]
Rzekł do koleżki-gazeciarza
55
Wesoły Maniek («Szprotka»), z paką
Grubych niedzielnych pism pod pachą:
«Taką na ksiuty[557] zabrać sobie
I łabadiù!… Uszanowanie,
Panie Antolku!» wrzasnął Maniek
60
I pędem za Słonimskim pobiegł —
Który siekanym, drobnym kroczkiem,
W brązowej kurtce z wełny szkockiej,
Trzcinką-chaplinką wywijając,
Sypie poważny, krótkowzroczny,
65
Z lekka wyniosły a wstydliwy.
Dobiera w myśli słów do wiersza:
Dla spraw nieziemskich — słów potocznych,
A chłodnych słów dla spraw żarliwych.
«Express? Warszawski? Dać? Zarobię!
70
Poranny, Ikac, Wieczór, Goniec?
Nic? Znaczy kryzys. Marny koniec.
Co i raz gorzej i mizerniej…
Te, Cypruś! nie denerwuj! Pcha się
Nie do swojego interesu!
75
Wszystkie panowie już w cukierni:
Hrabia Sobańszczak[558], pan profesór,
Pan Leszek, pan Grydzewski[559]… Czego?!
Mówiłem: nie denerwuj! Zmykaj!»…
(Tu łokciem Szprotka pchnął Kazika.)
80
…«Pan Tuwin z panem pułkownikiem
Do Wróbla[560] poszli na jednego…
Jak dawno? Bedzie pół godziny…
Skoczyć? Nie?… My takie chapliny
Z panem Antolkiem… Express!… Wieczór!…»
85
Lustro, Kwiaty, Radość, KobietaOdbita w tafli kwiaciarnianej,
Anielka siebie wzrokiem wchłania;
Z przenikań światła i załamań
Sama kwiatami jest gdzieniegdzie
W wiosennym lustrze zakochania,
90
A kwiaty znowu, w ten sam sposób,
To tu, to ówdzie, podchwytują
Momenty ust jej, oczu, włosów…
Któremu uśmiech się dostanie,
Ten myśli, że go motyl ujął
95
W czerwone skrzydeł trzepotanie.
Miga: to kwiat to jej osoba,
I bardzo jej się to podoba.
W kwitnącym lustrze zakochania
Majaczy obok niej na kwiatach
100
Dziecko, Chłopak, Bieda, StrójUmorusana twarz pryszczata.
Wyrostek. Dasz mu lat trzynaście…
(A osiemnaście ma już prawie)
Cherlawy jakiś i bezbronny,
Jakby się w duszy zmarszczył, skulił
105
Przed ciosem życia nieuchronnym.
Spodnie przypięte do koszuli
Agrafką; surdut przydługawy,
W dziurach nogawki i rękawy.
(Cały strój spadkiem był po Kosym,
110
Po Józku Kosym, co przed pocztą
Zachwalał niskim, grubym głosem
«Najnowszy plan miasta Warszawy».
A buty? Butów nie zostawił,
Przeto i Kazek nasz był bosy.
115
Znałem Kosego. Pijak, «wojak»,
Gracz — specjalista w «moja-twoja»…
A przygadywał, wpadłszy w hazard:
«Ech, taka moja, taka-i twoja,
Taka-że nasza tam i nazad»)
120
Spotkanie, WzrokW kwiatach spotkały się ich oczy,
W kwiatach przecięły się spojrzenia
I na hiacyntach, na złocieniach,
W jeziorze róż, śród […] zawiłych
Odnajdywały się, gubiły
125
Jego — tropiące, napastliwe,
Jej — nieświadome tej pogoni:
Patrząca ani myśli o nim,
Tylko się wzrokiem w szczęściu pluszcze
I woń ubiegłej nocy wchłania,
130
I nurza się w kwitnącym lustrze
Swego sennego zakochania.
I już ją z lekka niepokoi
Ten ktoś, co o pół kroku stoi
I nosem siąka. Nie wie sama,
135
Czy odejść? Ale odejść szkoda
Od róż, złocieni i hiacyntów…
A może wierny głos instynktu
Coś szepce pod dyktando losu?
Może to rozkaz zmarłych osób
140
Z dwu starych grobów w mieście Łodzi? — — —
Nie wie, dlaczego… Nie odchodzi.
I oto nikną spojrzeń smugi
W kwitnącym zakochania lustrze,
I tu zaczyna się przeciągły,
145
Powolny, długi, bardzo długi
Ruch głowy w stronę tamtej głowy
(Lata w powieści tej opuszczę;
Gdybym wiekami operował,
Wieki bez żalu bym darował,
150
A takim chwilom nie daruję:
Rozciągnę, na sekundy potnę,
Na cząstki sekund wielokrotne,
Utrwalę każdą jak mikrofilm,
Przemieniający Czas na Przestrzeń).
155
Anielka, ciągle jeszcze w profil,
Wolno, wolniutko, jeszcze, jeszcze,
Cedzi ów ruch, ostrożnie sączy,
Jak farmaceuta płyn trujący.
Aż — twarzą w twarz.
160
Więc po to, Boże,
Rozjaskrawiłeś dzień warszawski,
Kazałeś błyszczeć mu urodą
I tą ulewą lazurową?
I w centrum świata złocień-jaskier
165
Po to kipiącym miota blaskiem?
I po to się, wiosenny Boże,
Przebiłeś pięścią przez niebiosa,
By uwydatnić i obnażyć
Te krosty na wylękłej twarzy
170
I gęsty smark cieknący z nosa,
I jedną po trzech zębach szczerbę,
I oczu złych króliczą czerwień…?
Po to się tarzasz w świetle, Boże,
By zobaczyła taką ROŻĘ[561]
175
(To właśnie słowo pomyślała)
I po to żeś dyszące drzewa
Aromatami ponalewał
I kadzielnice kwiatów rozgrzał,
Zapach, BiedaBy oto w jej chwytliwe nozdrza
180
Zaduch uderzył: woń sparciała
Łachmanów i brudnego ciała.
I na to w taki dzień kwietniowy
Zrywały się, za wiatrem wiosny,
Z gęstych zarośli polskiej mowy
185
Skrzydlate stada słów miłosnych
I otrząsnąwszy pył słowników
Siadały na gałązkach wierszy,
I nuż dopiero tkliwić, czulić,
Rytmem trzepotać, w rym się tulić
190
I niepokoić serca dziewczyn —
Na to? By w dniu takiego nieba,
W obliczu kwiatów — w dniu spotkania,
W kwitnącym lustrze zakochania
Nagle usłyszeć — po raz pierwszy:
195
«Hrabini poprze na font chleba,
E-Tatuś w śpitalu, e-Mamusia w grobie,
Mortus! Tak się chce jeść… Zaroooobię…»
I tu ( — aż ją zakłuło mrowie —)
ZAŚPIEWAŁ:
200
«Siedziała pod cyprysem,
Bawiła się z tygrysem,
A potem miała syna,
Titina, ach, Titina…[562]»

Przypisy

[1]

próchno się w gwiazdy rozlata… — cytat z poematu dygresyjnego Beniowski Juliusza Słowackiego; Pieśń III. [przypis edytorski]

[2]

И всюду страсти роковые… И от судеб защиты нет…

„I wszędzie fatum namiętności,
I nic przed losem nie obroni” (tłum. J. Tuwim).

Ostatnie wersy Epilogu poematu Aleksandra Puszkina Cyganie (oryg. Цыганы, 1824).

[przypis edytorski]

[3]

Rawa — od 1924 r.: Rawa Mazowiecka, miasto położone rzekami Rawką i Rylką, notowane od XIII w., prawa miejskie uzyskało w 1321 r.; wśród najcenniejszych zabytków znajdują się ruiny zamku książąt mazowieckich z XIV w.; siedziba powiatu, obecnie w województwie łódzkim. [przypis edytorski]

[4]

Studzianna — wieś położona w województwie łódzkim, w powiecie opoczyńskim, w gminie Poświętne, ok. 25 km na wschód od Tomaszowa Mazowieckiego i ok. 8 km na wschód od Inowłodza; słynna jako cel pielgrzymek religijnych odwiedzających sanktuarium Matki Bożej Świętorodzinnej oraz barokową bazylikę z objętym kultem religijnym Cudownym Obrazem Najświętszej Rodziny, powstałym na pocz. XVII w. zapewne z inspiracji miedziorytem La Benédicité (Błogosławieństwo stołu) Jacques'a Callota (1592–1635), grafika z Lotarynii. [przypis edytorski]

[5]

szpinet — instrument muzyczny strunowo-klawiszowy, popularny w XV–XVII w., odmiana klawesynu; także: spinet, oktawka. [przypis edytorski]

[6]

Adria — modny w l. 30. XX w. lokal gastronomiczno-rozrywkowy, mieszczący się w elegancko urządzonej suterenie (tzw. przyziemiu) oraz podziemiach budynku przy ul. Moniuszki 10 (po wojnie Moniuszki 8) w Warszawie; lokal składał się z hallu, kawiarnianego ogrodu zimowego pod szklanym dachem (z roślinami oraz ptakami), sali kawiarnianej, baru oraz sali dancingowej (tu atrakcję stanowił parkiet obrotowy); kierownikiem i współwłaścicielem „Adrii” był Franciszek Moszkowicz; lokal funkcjonował w l. 1931–1944. W międzywojniu w „Adrii” spotykała się elita towarzyska i kręgi rządowe; w okresie okupacji niemieckiej od 1940 r. była zastrzeżona jako „Nur für Deutsche” i chętnie odwiedzana przez funkcjonariuszy SS i policji niemieckiej (22 maja 1943 r. miał miejsce zamach członka AK na gości lokalu); po wojnie ponownie otwarto „Adrię” w 1973 r., lokal przetrwał do 2005 r. początkowo jako restauracja, potem jako klub nocny. [przypis edytorski]

[7]

Saron — żyzna równina w Izraelu, nad morzem Śródziemnym rozciągająca się między Karmelem a Jaffą; o bujnej roślinności, w tym o kwiatach, a szczególnie różach Saronu nadmienia już Biblia (por. Pieśń nad Pieśniami 2, 1). [przypis edytorski]

[8]

sztamowe róże — róże szczepione na pniu; róże pienne a. drzewkowe. [przypis edytorski]

[9]

familiantka (daw.) — krewna. [przypis edytorski]

[10]

Zosia Opęchowska — według ustaleń Tadeusza Januszewskiego, który opracował wydanie Kwiatów polskich dla Wydawnictwa Czytelnik (1993) była to, podobnie jak Irena Tuwim, siostra poety, uczennica gimnazjum im. Elizy Orzeszkowej w Łodzi, rówieśnica Juliana Tuwima, mógł znać ją przede wszystkim z widzenia, ze spacerów po Piotrkowskiej, głównej łódzkiej ulicy. [przypis edytorski]

[11]

Kłębami dymu niechaj się otoczę — cytat z poematu dygresyjnego Beniowski Słowackiego (Pieśń IV, w. 473); wers rozpoczynający passus będący wspomnieniem o młodzieńczej miłości poety, Ludwice Śniadeckiej. [przypis redakcyjny]

[12]

tynktura (z łac.) — nalewka lecznicza na bazie alkoholu. [przypis edytorski]

[13]

progenitura — potomstwo, dzieci. [przypis edytorski]

[14]

Zieleń — tytuł tzw. fantazji słowotwórczej Tuwima z tomu Treść gorejąca (inc. „O zieleni można nieskończenie”). [przypis edytorski]

[15]

bedoński — tj. położony w okolicy Bedonia, wsi pod Łodzią. [przypis edytorski]

[16]

angielka — rodzaj niewielkiej szklanki używanej zwykle do picia alkoholu. [przypis edytorski]

[17]

pepermint — likier miętowy. [przypis edytorski]

[18]

Wiech, właśc. Stefan Wiechecki (1896–1979) — publicysta i prozaik, satyryk, autor pisanych stylizowanych na warszawską gwarę miejską felietonów, których styl językowy zwano również „wiechem”. Przez lata wraz z rodziną (ojciec był właścicielem sklepu wędliniarskiego) mieszkał w okolicach znanego bazaru na warszawskiej Woli, tzw. Kercelaka, gdzie mógł obficie zbierać materiał pisarski. Następnie zamieszkał na Pradze, gdzie na ul. Stalowej 1 prowadził sklep ze słodyczami. Jako reporter publikował w „Kurierze Warszawskim” i „Kurierze Czerwonym” początkowo sprawozdania ze śródmiejskich sądów grodzkich. W swoich felietonach stworzył komentujące codzienne życie stolicy postacie Teofila Piecyka (historyka amatora), Walerego Wątróbki, jego żony Gieni Wątróbkowej, szwagra Piekutoszczaka i in. Przed II wojną światową ukazał się drukiem zbiór jego humoresek i felietonów pt. Ja panu pokażę! (1938); po wojnie m.in. Wiadomo — stolica! (1946), Helena w stroju niedbałem (1949). [przypis edytorski]

[19]

znad ogrodzeń wzdłuż Królewskiej — chodzi tu o Ogród Saski, pierwszy publiczny park miejski w Warszawie, założony w l. 1724–1748 dla króla Augusta II Mocnego, pierwotnie w stylu geometrycznego ogrodu francuskiego; usytuowany w śródmieściu Warszawy, między placem Piłsudskiego, daw. placem Żelaznej Bramy, ul. Marszałkowską i ul. Królewską, na Osi Saskiej. W ogrodzie znajdował się m.in. działający w latach 1870–1939 Teatr Letni, należący do Warszawskich Teatrów Rządowych (spłonął 9 września 1939 r.). [przypis edytorski]

[20]

da capo (wł.) — od początku. [przypis edytorski]

[21]

Dichtery i Denkery — z niem. Dichter: poeta, Denker: myśliciel. [przypis edytorski]

[22]

Dichtung (niem.) — poezja, poemat. [przypis edytorski]

[23]

Wahrheit (niem.) — prawda. [przypis edytorski]

[24]

„Mucha”, „Kolce”, „Bocian” — ilustrowane czasopisma satyryczne: „Mucha” wyd. w Warszawie w latach 1868–1939 i 1946–1952 (w tym W latach 1905–1907 pod nazwami „Bąk”, „Chrabąszcz” i „Komar”), tu swoje pierwsze utwory publikował Bolesław Prus; „Kolce” wyd. w Warszawie w latach 1871–1914 jako dwutygodnik, a następnie tygodnik, którego współpracownikami byli m.in. Michał Bałucki, Adam Asnyk, Bolesław Prus i Janusz Korczak piszący pod pseudonimem Hen-ryk; „Bocian” wyd. w latach 1896–1932 w Krakowie kolorowy tygodnik dla panów, eksploatujący tematykę erotyczną. [przypis edytorski]

[25]

Gubernia piotrkowska (ros. Петроковская губерния) — obszar administracyjny w zaborze rosyjskim (podział przeprowadzono po powstaniu styczniowym, w 1867 r.) ze stolicą Piotrkowie Trybunalskim, do guberni tej (tu w zapisie fonetycznym ros. nazwy: „Gubiernji Pietrakowskoj”) należała m.in. Łódź. [przypis edytorski]

[26]

Tusculum — w starożytności letnia miejscowość wypoczynkowa zamożnych Rzymian. [przypis edytorski]

[27]

Halina Kon — córka adwokata Maurycego Kona z Tomaszowa Mazowieckiego, pierwsza młodzieńcza miłość Juliana Tuwima, który poznał ją w Inowłodzu latem 1909 r. [przypis edytorski]

[28]

Ritz — nazwa luksusowych hoteli. [przypis edytorski]

[29]

Biarritz — francuska miejscowość uzdrowiskowa, kąpielisko nad adriatycką Zatoką Biskajską. [przypis edytorski]

[30]

Ostenda — kąpielisko morskie i uzdrowisko w Belgii. [przypis edytorski]

[31]

bad (z niem.) — kurort, kąpielisko. [przypis edytorski]

[32]

Tuwim, Irena (1898–1987) — poetka, pisarka, tłumaczka z języka angielskiego i rosyjskiego, siostra Juliana Tuwima, w l. 1922–1935 żona poety i tłumacza z francuskiego, niemieckiego i angielskiego, Stefana Marka Eigera (Stefana Napierskiego) straconego w Palmirach w 1940 r.; przełożyła m.in. utwory A.A. Milne'a Kubuś Puchatek i Chatka Puchatka. [przypis edytorski]

[33]

Tuwim, Adela (1871 a. 1872–1943) — z d. Krukowska, od 22 grudnia 1893 r. żona Izydora Tuwima, matka Juliana i Ireny. [przypis edytorski]

[34]

tu (…) z Irą i Julkiem przyjeżdżała pani Adela Tuwimowa — w Inowłodzu nad Pilicą Julian Tuwim spędzał wraz z matką i siostrą wakacje w czasach szkolnych, w l. 1907–1914. [przypis edytorski]

[35]

Tuwim, Izydor (1857–1935) — ojciec Juliana Tuwima i Ireny Tuwim, pracownik bankowy. [przypis edytorski]

[36]

Roszkowski — popularna cukiernia i kawiarnia w Łodzi przy ul. Piotrkowskiej 76, przy skrzyżowaniu z pasażem Meyera, istniejąca od 1892 r., założona przez Aleksandra Roszkowskiego; miejsce spotkań towarzyskich elity łódzkiej, u Roszkowskiego Reymont prowadził obserwacje do powieści Ziemia obiecana). [przypis edytorski]

[37]

Pasaż Majera, właśc. pasaż Meyera — dziś ul. Moniuszki w Łodzi; istniejąca od lat 80. XIX w., początkowo ulica prywatna, wybudowana przez Ludwika Meyera, fabrykanta i właściciela Grand Hotelu, przekazana miastu w 1905 r. [przypis edytorski]

[38]

czesuczowy — wykonany z czesuczy, ciężkiej tkaniny z surowego jedwabiu naturalnego, charakteryzującej się niejednolitą powierzchnią ze względu na występowanie nieregularnych zgrubień i supełków w przędzy; z czesuczy (nazwa z chiń.; także: szantung) szyto marynarki, suknie i płaszcze. [przypis edytorski]

[39]

karambol (fr. carambolage) — odmiana gry w bilard (tzw. bilard francuski, znany od średniowiecza), rozgrywanej na stole bez otworów bocznych (łuz), polegającej na celowaniu jedną bilą (czerwoną, zw. carambola) w dwie inne (białą i żółtą, względnie białą i białą pikową, tj. z kropką). [przypis edytorski]

[40]

Z tą plamą, co mi życie truje — wzmianka dotyczy sporego znamienia (tzw. myszki) na lewym policzku, które było przyczyną prześladowań ze strony rówieśników w dzieciństwie i powodem strapień w młodości. [przypis edytorski]

[41]

cotangens — jedna z funkcji trygonometrycznych; w trójkącie prostokątnym cotangens kąta ostrego to stosunek długości przyprostokątnej przyległej do tego kąta do długości przyprostokątnej naprzeciwległej temu kątowi; stosunek ten można wyrazić także jako iloraz cosinusa i sinusa tego samego kąta. [przypis edytorski]

[42]

cosecans a. kosekans — jedna z funkcji trygonometrycznych; odwrotność sinusa. [przypis edytorski]

[43]

piwnymi (…) oczami — Dziewierski ma w innym miejscu oczy siwe (a więc jasnoniebieskie). [przypis edytorski]

[44]

Kostrzewski, Franciszek — malarz, rysownik, autor ilustracji obyczajowych z zacięciem humorystycznym; współpracownik warszawskich czasopism, takich jak „Tygodnik Ilustrowany” czy „Kłosy”; autor pierwszych polskich komiksów (Historya Jedynaczka drukowana w latach 1859 i 1860). [przypis edytorski]

[45]

Oczi czornyje (ros. Очи чёрные) — popularna piosenka; jej słowa napisał w 1843 r. ukraiński poeta Jewhen Hrebinka, muzykę oparto na melodii walca Hommage Floriana Hermanna; w ten sposób powstał jeden z najbardziej znanych „cygańskich” romansów rosyjskich, opublikowany w 1884, rozsławiony w zmienionej wersji przez ros. śpiewaka operowego Fiodora Szalapina w początkach XX w. [przypis edytorski]

[46]

Puppchen (niem.) — laleczka; tytuł popularnej piosenki. [przypis edytorski]

[47]

Qui pro Quo — kabaret działający w okresie międzywojnia (1919–1931) w Warszawie przy ul. Senatorskiej 29 (w Galerii Luxemburga) pod kierownictwem Jerzego Boczkowskiego; Julian Tuwim był jednym ze współpracowników „Qui pro Quo” od początków kabaretu. [przypis edytorski]

[48]

Tom, Konrad Adam (1885–1957) — pseud. Tim-Tom; artysta kabaretowy, scenarzysta, piosenkarz, reżyser filmowy i aktor, autor piosenek, librett operetkowych i skeczów (np. szmoncesowego skeczu Sęk), mąż aktorki i tancerki Zuli Pogorzelskiej; związany z wieloma teatrami i kabaretami, m.in. z „Qui pro Quo” (od 1919 r. z przerwami do 1931 r.), zmarł na emigracji w Los Angeles. [przypis edytorski]

[49]

Lawiński, Ludwik (1887–1971) — ur. jako Ludwik Latajner, pseud. Kiwdul Talajner, aktor kabaretowy, recytator, komik, autor tekstów, piosenkarz, monologista (specjalista od szmoncesów); związany z wieloma kabaretami we Lwowie i Warszawie, m.in. „Qui pro Quo” (od 1922 z przerwami do 1932), „Perskie Oko” (pod kierownictwem Konrada Tama, 1925–1927), „Banda” (współkierowanym przez Tuwima) i in., zmarł na emigracji w Londynie. [przypis edytorski]

[50]

pidgin — uproszczony język angielski używany w krajach podlegających wpływom kultur anglosaskich w celach transakcyjnych, urzędowych itp. [przypis edytorski]

[51]

Puls — tu: marka wody kolońskiej produkowanej w warszawskiej fabryce mydła i perfum, zał. w 1851 r. przez Fryderyka Pulsa (1828–1905), przemysłowca wyznania ewangelicko-augsburskiego przybyłego do Warszawy z Prus, od 1870 r. członka Towarzystwa Kredytowego Ziemskiego; w 1892 r. firma została sprzedana Klementynie Neprosowej (1848–1922), z prawem używania wyrobionej już marki, podbijającej m.in. rynek rosyjski i francuski; główny magazyn firmy mieścił się na ul. Wierzbowej 11 przy Placu Teatralnym, istniały też filie przy ul. Nowy Świat 41 i Marszałkowskiej 131. [przypis edytorski]

[52]

sztyblety — buty z cholewką nad kostkę, niesznurowane, wciągane na stopę dzięki wszytym z boku gumom. [przypis edytorski]

[53]

koszula á la Słowacki» — koszula z szeroko wykładanym na boki kołnierzem. [przypis edytorski]

[54]

Chlestakow, Iwan Aleksandrowicz — bohater sztuki Mikołaja Gogola Rewizor, młodzieniec lat około dwudziestu trzech, ubogi urzędnik z Petersburga, niefortunny gracz w karty, z powodu braku pieniędzy niemogący się wydostać z prowincjonalnego miasteczka i wrócić do stolicy; wg autorskiego opisu postaci jest on „cieniutki, chudziutki, z lekka głupawy”, jednakże ubrany według mody. [przypis edytorski]

[55]

dolce (wł., muz.) — słodko. [przypis edytorski]

[56]

lento (wł., muz.) — wolne tempo w muzyce (pośrednie między adagio, a largo). [przypis edytorski]

[57]

Redo, Józef Stanisław (1872–1941) — baryton, śpiewak i aktor operetkowy i filmowy, reżyser teatralny; występował w warszawskim Teatrze Nowości, a także we Lwowie i w Wilnie, gdzie miał własny teatr operetkowy; nagrywał płyty dla wytwórni Syrena Rekord, cieszył się wielką popularnością. [przypis edytorski]

[58]

Krysia leśniczanka — operetka Georga Jarno (1868–1920) z librettem Bernharda Buchbindera (1849–1922), której prapremiera miała miejsce w Wiedniu w 1907 r.; w Warszawie grano ją już w 1908 r., a we wznowieniu na scenie Teatru Nowości grał Józef Redo. [przypis edytorski]

[59]

Bogorska, Helena (zm. 1920) — aktorka, śpiewaczka (sopran); data jej urodzin nie jest znana, debiutowała w 1894 r. w Warszawskim Teatrze Rozmaitości, grała z wielkim powodzeniem w farsach i operetkach w Teatrze Małym, Teatrze Nowym, a w l. 1901–1915 w Teatrze No­wości, gdzie była drugą primadonną, obok Wiktorii Kaweckiej, a następnie Lucyny Messal; po opuszczeniu Teatru Nowości występowała na innych scenach warszawskich; zmarła śmiercią samobójczą w lecznicy w Grodzisku Mazowieckim. [przypis edytorski]

[60]

kosoworotka (z ros.) — tradycyjna rosyjska, koszula męska zapinana z boku, ze stójką; zapięcie i stójka często zdobione haftem. [przypis edytorski]

[61]

mieżdunarodnyje otnoszenija (z ros.) — stosunki międzynarodowe. [przypis edytorski]

[62]

ogród spalski — ogród pałacowy w Spale nad Pilicą; carski pałac został spalony w styczniu 1945 r., ocalały jedynie fundamenty oraz pusty plac w miejscu ogrodu. [przypis edytorski]

[63]

smash (ang., sport.) — w grze w tenisa mocne ścięcie piłki sponad głowy na pole przeciwnika. [przypis edytorski]

[64]

Champollion, Jean-François (1790–1832) — językoznawca, poliglota i archeolog francuski, uznawany za twórcę nowoczesnej egiptologii, w 1822 r. pierwszy odczytał hieroglificzne pismo egipskie. [przypis edytorski]

[65]

Wybór poezyj (…) nam przedstaffia — Leopold Staff, Wybór poezyi. Z portretem autora, Księgarnia Polska B. Połonieckiego, Lwów 1911. [przypis edytorski]

[66]

Poezja starych studni — nawiązanie do wiersza Dzieciństwo Leopolda Staffa, którego początkowy wers brzmi: „Poezja starych studni, zepsutych zegarów”; również poniżej znajdują się urywki i nieco zmienione cytaty z tegoż wiersza. [przypis edytorski]

[67]

marka (daw.) — znaczek pocztowy. [przypis edytorski]

[68]

czarodziej… we Lwowie — Leopold Staff (1878–1957) urodził się i mieszkał do 1915 r. we Lwowie, tam ukończył gimnazjum, na Uniwersytecie Lwowskim studiował prawo, filozofię i romanistykę (1897–1901), należał do lwowskiej grupy poetyckiej Płanetnicy, w czasie I wojny światowej przebywał w Charkowie, następnie zamieszkał w Warszawie. [przypis edytorski]

[69]

gdy mi wspomnień dzwon dziś dzwoni (…) — fragment wiersza Leopolda Staffa Radość i smutek szczęścia i chwili z tomu Gałąź kwitnąca. [przypis edytorski]

[70]

Był sad — Adam Mickiewicz, Pan Tadeusz. Księga druga, w. 404. [przypis edytorski]

[71]

tałes (jid.) a. talit (hebr.) — szal modlitewny; prostokątna chusta nakładana na głowę bądź ramiona w czasie modlitwy przez wyznawców judaizmu; przeważnie biała z czarnymi a. granatowymi pasami oraz z frędzlami (cicit a. cyces) na rogach; tu: forma zdrobn. tałesik. [przypis edytorski]

[72]

Pitia a. Pytia — kapłanka świątyni Apollina w Delfach w starożytnej Grecji, słynąca z niejasnych przepowiedni, które wygłaszała wśród dymów i oparów wydobywających się ze skalnej pieczary; przed wieszczeniem żuła liście laurowe, wróżyła, siedząc na trójnogu. [przypis edytorski]

[73]

Gdy w Londyn (…) biją bomby — naloty niemieckie na Wielką Brytanię podczas II wojny światowej (kampania Blitz) miały miejsce między 7 września 1940 a 10 maja 1941 r., głównym celem ataku, szczególnie na początku kampanii był Londyn, w czasie ataków zginęło ponad 40 tys. osób cywilnych, z czego połowę ofiar stanowili mieszkańcy stolicy kraju. [przypis edytorski]

[74]

apretura — końcowy proces uszlachetniania i wykańczania materiału przy obróbce tkanin, drewna, papieru, skór i in., a także substancja stosowana w tym procesie. [przypis edytorski]

[75]

J'ai heurté, savez-vous, d'incroyables Florides (fr.) — Potrącałem, czy wiecie? Florydy bajeczne (w przekł. Zenona Przesmyckiego „Miriama”); fragm. z wiersza Jeana Arthura Rimbauda (1854–1891) Statek pijany; Poniższy cytat zaczynający się od słów „Jeżeli jakiej wody pragnę (…)” również stanowi nieco zmieniony cytat z tegoż wiersza w tłumaczeniu Miriama. [przypis edytorski]

[76]

Staję, „gościńców król, włóczęga” — por. początkowy wers Sonetu szalonego Leopolda Staffa: „Włóczęga, król gościńców, pijak słońca wieczny”. [przypis edytorski]

[77]

machorka — tytoń bakun (Nicotiana rustica L.), uprawiany również w Polsce, jego suszone liście zawierają kilkakrotnie więcej nikotyny (do 9%) niż tytoń szlachetny. [przypis edytorski]

[78]

chemikalii — dziś popr. forma D.lm: chemikaliów. [przypis edytorski]

[79]

Scheibler, Karol Wilhelm (1820–1881) — niemiecki przemysłowiec, nazywany „królem bawełny”, założyciel (w 1854 r.) potężnej fabryki włókienniczej, kompleksu usytuowanego w Księżym Młynie w Łodzi; od lat 70. XIX w. zakłady Scheiblera były hegemonem nie tylko w Królestwie Polskim, ale również w Cesarstwie Rosyjskim; nagrodzony złotym medalem podczas wystawy światowej w 1878 r. w Paryżu za wysokogatunkowe wyroby, odznaczony przez cara Aleksander II Orderem Świętego Stanisława w 1879 r. Osoba tego przemysłowca-milionera posłużyła za wzór Władysławowi Reymontowi do stworzenia postaci Hermana Bucholca w powieści Ziemia obiecana. [przypis edytorski]

[80]

patrontasz — ładownica; torba na ładunki do broni palnej używana w XVIII i XIX w. [przypis edytorski]

[81]

Adelung, Johann Christoph (1732–1806) — leksykograf, gramatyk i filologa niemiecki, autor m.in. pięciotomowego opisowego słownika języka niemieckiego (właśc. języków: wysokoniemieckiego, częściowo dolnoniemieckiego, archaizmów, słownictwa fachowego, wyd. 1774–1786), a także monumentalnego dzieła z zakresu językoznawstwa ogólnego prezentującego opis pięciuset języków świata, opublikowanego w Berlinie w czterech tomach w l. 1806–1817 pod tytułem Mithridates, oder allgemeine Sprachenkunde mit dem Vater Unser als Sprachprobe in bey nahe fünfhundert Sprachen und Mundarten. [przypis edytorski]

[82]

konwertyta — nawrócony; osoba, która zmieniła wyznanie religijne. [przypis edytorski]

[83]

Vanity Fair (ang.) — Targowisko próżności, tytuł powieści Williama Makepeace'a Thackeraya (1811–1863). [przypis edytorski]

[84]

pepiniera (z fr.) — ośrodek przygotowujący przyszłe kadry zawodowe, naukowe, artystyczne itp.; szkółka drzewek. [przypis edytorski]

[85]

pociągnął cuga — zaciągnął się papierosem. [przypis edytorski]

[86]

Krótka, Nawrot — ulice w Łodzi przecznice ul. Piotrkowskiej. [przypis edytorski]

[87]

Farbenlehre (niem.) — nauka o barwach; także tytuł trzytomowego dzieła J. W. Goethego Zur Farbenlehre (wyd. 1810). [przypis edytorski]

[88]

żółta trójka (…) szóstka granatowa — poszczególne linie tramwajowe w Łodzi miały różna kolory tablic oraz numery. [przypis edytorski]

[89]

podręczna — tu: pomocnica sprzedawcy. [przypis edytorski]

[90]

zecer (z niem. Setzer) — składacz; wykwalifikowany pracownik odpowiadający za ręczny a. maszynowy skład tekstów przeznaczonych do druku. [przypis edytorski]

[91]

kaszta — szuflada drukarska, zawierająca w odpowiednich przegródkach (tzw. króbkach) posegregowane czcionki odpowiednich liter określonego kroju pisma oraz innych elementów (np. justunek) pozwalających składać stronę tekstu przeznaczonego do druku. [przypis edytorski]

[92]

Zielke — sklep z towarami galanteryjnymi i zabawkami przy ul. Piotrkowskiej. [przypis edytorski]

[93]

Petersilge, Johann (1830–1905) — wydawca i drukarz łódzki, założyciel pierwszej gazety w tym mieście „Lodzer Zeitung” (1865–1915), siedziba wydawnictwa Petersilgego mieściła się w wybudowanej w l. 1893–1896 Kamienicy pod Gutenbergiem przy ul. Piotrkowskiej. [przypis edytorski]

[94]

Sztandar-wyzwanie, sztandar-gniew: A kolor jego jest czerwony, Bo na nim robotników krew — nawiązanie do słów pieśni Czerwony sztandar (znanej też pod tytułem od incipitu Krew naszą długo leją katy), będącej polską wersją (tekst Bolesław Czerwieński, muzyka Jan Kozakiewicz, 1881) pieśni szwajcarskich anarchistów Le drapeau rouge (tekst Paul Brousse, muzyka Jacques Vogt, 1877); od roku 1882, kiedy pieśń ukazała się drukiem w Genewie w zbiorze poezji Czegóż chcą, stała się rewolucyjnym hymnem polskiego proletariatu. [przypis edytorski]

[95]

Grand Hotel — istniejący od 1888 r. hotel w łodzi; w czasie rewolucji 1905 r. mieścił się w nim sztab wojsk carskich (pułku symbirskiego) ściągniętych do miasta dla stłumienia rozruchów. [przypis edytorski]

[96]

Przejazd — ulica w Łodzi; dziś: Tuwima. [przypis edytorski]

[97]

Meisterhaus — Dom Majstrów; siedziba Zgromadzenia Majstrów Tkackich przy ul. Piotrkowskiej 100, istniejący w l. 1839–1911. [przypis edytorski]

[98]

Ulrich — cukiernia i kawiarnia zał. przez Michała Ulrichsa w 1896 r. przy ul. Piotrkowskiej 97. [przypis edytorski]

[99]

sztyk — bagnet. [przypis edytorski]

[100]

szaszka (z ros.) — szabla. [przypis edytorski]

[101]

37 Jekaterynburski pułk piechoty — ros. oddział piechoty sformowany w 1796 r. na rozkaz cara Pawła I; brał udział w walkach Imperium Rosyjskiego podczas wojen napoleońskich, wojny krymskiej i I wojny światowej; po wojnie z Turcją stacjonował w Łodzi i brał początkowo udział w tłumieniu strajków robotniczych; rozformowany w 1918 r. [przypis edytorski]

[102]

pli (z ros.) — pal (komenda otwarcia ognia). [przypis edytorski]

[103]

Dwa P i S — PPS, Polska Partia Socjalistyczna, partia polityczna o charakterze niepodległościowym, socjalistycznym i pracowniczym, założona na zjeździe założycielskim 17–23 listopada 1892 w Paryżu początkowo jako Związek Zagraniczny Socjalistów Polskich; po pierwszym zjeździe krajowym w 1893 r. w Lasach Ponarskich, doszło do rozłamu związku na partie: Socjal-Demokrację Królestwa Polskiego i Polską Partię Socjalistyczną, której organem było czasopismo „Robotnik” (wyd. od 1894 r.), której redaktorem od nr. 7 był Józef Piłsudski, członka Centralnego Komitetu Robotniczego PPS. [przypis edytorski]

[104]

Niesie on zemsty grom (…) Bo na nim robotników krew — fragment pieśni Czerwony sztandar. [przypis edytorski]

[105]

Za caria, za wieru i za otieczestwo (z ros.) — za cara, za wiarę i za ojczyznę. [przypis edytorski]

[106]

armiejski (z ros.) — wojskowy. [przypis edytorski]

[107]

oficersza (z ros.) — oficerowa; żona oficera. [przypis edytorski]

[108]

O, matko Polko! gdy u syna / Twego na czole… — nieco zmieniony fragment wiersza Adama Mickiewicza Do Matki Polki z 1830 r.: „O matko Polko! gdy u syna twego / W źrenicach błyszczy genijuszu świetność”. [przypis edytorski]

[109]

Szto? Wam durno (z ros.) — Co? Źle się pani czuje? [przypis edytorski]

[110]

Niet… tolko… (z ros.) — Nie, tylko. [przypis edytorski]

[111]

Iłła — Kazimiera Iłłakowiczówna (1892–1983), poetka i tłumaczka, autorka m.in. zbioru wierszy Obrazy imion wróżebne (1926, we wznowieniach pod tytułem Portrety imion), którego część druga pt. Czarodziejskie zwierciadełka (1929) stanowiła 50 wróżb wierszem. [przypis edytorski]

[112]

biusthalter (z niem.) — biustonosz. [przypis edytorski]

[113]

gosudarstwo (z ros.) — państwo. [przypis edytorski]

[114]

Ungra warszawskie kalendarze — „Józefa Ungra Kalendarz Warszawski Popularno-Naukowy”, ukazujący się w l. 1846–1915 periodyk (rocznik) wydawany przez Józefa Ungra (1817–1874), drukarza i księgarza warszawskiego. [przypis edytorski]

[115]

Haberbusch i Schiele — działająca w l. 1846–1948 warszawska spółka i browar mieszczący się przy ul. Krochmalnej 59, zajmujący się produkcją ciemnego, mocnego piwa w stylu bawarskim, a także wódek, likierów i napojów gazowanych, zał. przez Błażeja Haberbuscha, Konstantego Schiele i Jana Henryka Klawe (ten ostatni wycofał się ze spółki w 1865 r.). [przypis edytorski]

[116]

saksy (pot.) — wyjazd za granicę w celach zarobkowych, zwł. do Niemiec (pierwotnie okresowa emigracja zarobkowa dotyczyła pracy w Saksonii, stąd nazwa). [przypis edytorski]

[117]

stępa — najwolniejszym końskim chodem. [przypis edytorski]

[118]

Srebrnołuki — przydomek Apollina, w mit. gr. boga opiekuńczego sztuk, związanego także z darem jasnowidzenia, światłem i śmiercią; jednym z jego atrybutów jest srebrny łuk, symbolizujący światłość (promienie świetlne), ale też śmierć, która może ugodzić w każdej chwili. [przypis edytorski]

[119]

Smintejski (gr. Σμινθεύς, Smintheus) — przydomek Apollina, oznaczający „Apollo Myszy”, czyli raczej „chroniący przed myszami”. [przypis edytorski]

[120]

huczny lot olbrzymich ptaków — cytat z poematu dygresyjnego Beniowski Juliusza Słowackiego (Pieśń V, w. 471):

Widzę, że nie jest On tylko robaków
Bogiem i tego stworzenia, co pełza,
On lubi huczny lot olbrzymich ptaków,
A rozhukanych koni On nie kiełza

[przypis edytorski]

[121]

bitwa pod Cuszimą — bitwa morska stoczona 27–28 maja 1905 r. w pobliżu wyspy Cuszima w Cieśninie Koreańskiej (pomiędzy Japonią a Koreą) pomiędzy flotą rosyjską a japońską podczas wojny rosyjsko-japońskiej (1904–1905), starcie zakończyło się klęską Rosji i zadecydowało o wyniku wojny. [przypis edytorski]

[122]

nie chadzałżem (daw.) — czyż nie chadzałem (konstrukcja z partykułą pytającą -że, skróconą do -ż). [przypis edytorski]

[123]

przeczżeś (daw.) — dlaczegożeś; czyżbyś. [przypis edytorski]

[124]

Jak jeleń krzyczy do strumieni (…) Ozwij się, skało, gdy cię wzywam! — parafraza Psalmu 42. [przypis edytorski]

[125]

Sellin, Fryderyk (1831–1914) — kupiec, cukiernik i przedsiębiorca, animator kultury teatralnej w Łodzi: 1865 r. początkowo na tyłach swojej cukierni przy ul. Konstantynowskiej w Łodzi, w budynku dawnej ujeżdżalni koni otworzył teatr zwany teatrem Sellina, który zyskał wkrótce nazwę Arkadia, w 1898 r. po przebudowie powstał w tym miejscu teatr letni Apollo, następnie w 1901 r. postawiono zaprojektowany specjalnie przez Adolfa Zeligsona nowy gmach, który stał się siedzibą Teatru Wielkiego w Łodzi; na jego uroczystym otwarciu 28 września tegoż roku obecni byli Henryk Sienkiewicz i Henryk Siemiradzki. [przypis edytorski]

[126]

paradyz (daw., z fr.) — najwyżej usytuowane i najtańsze miejsca na widowni w teatrze; galeria. [przypis edytorski]

[127]

Pewien murzyński aktor sławny — Ira Frederick Aldridge (1807–1867) urodzony w Nowym Yorku aktor brytyjski, zadebiutował w 1825 r. w Londynie w roli Otella. [przypis edytorski]

[128]

u „Klukasa” — hotel „Klukas” przy daw. ul. Cegielnianej 64, którego właścicielem był Fryderyk Wilhelm Klukas (ur. 1854), powstał później, w pierwszych latach XX w., więc brytyjski aktor nie mógł w nim gościć. [przypis edytorski]

[129]

Salwa, Wojciech (1878 a. 1879–1961) — łódzki właściciel popularnej kwiaciarni przy ul. Dzielnej 4, z późniejszą filią na ul. Piotrkowskiej i in.; mistrz bukieciarstwa, autor publikacji na ten temat oraz wspomnień (Moje wspomnienia 1892–1912, Łódź 1912 z Pogadanką o bukieciarstwie oraz Z kwiatami przez kraje i ludzi od 1912 do 1927 r. Łódź-Rosja-Syberja-Nerczyńsk-Irkuck-Łódź. Garść wrażeń, przeżyć i opisów, Łódź 1927). [przypis edytorski]

[130]

Promenada — ulica w Łodzi, popularne miejsce spacerów. [przypis edytorski]

[131]

Mania — fabryka i osada przy drodze z Łodzi do wsi Srebrna zał. w połowie XIX w., otoczone lasem; w międzywojniu powstał park na Mani. [przypis edytorski]

[132]

hipertrofia — przerost; nadmierny rozrost. [przypis edytorski]

[133]

petit — drobna czcionka. [przypis edytorski]

[134]

p., ib., por., cf., l.c. — skróty stosowane w przypisach i bibliografii naukowej: patrz, ibidem (tamże), porównaj, confer (porównaj, zobacz), loco citato (miejsce cytowane). [przypis edytorski]

[135]

chronostych a. chronogram — kunsztowny sposób zapisywania dat rocznych (np. ufundowania budowli itp.) poprzez wyróżnianie w tekście łacińskim niektórych liter, mających odpowiedniki liczbowe (I, V, X, L, C, D, M), rodzaj łamigłówki popularnej zwłaszcza w okresie baroku. [przypis edytorski]

[136]

centon — dosł. płaszcz zszyty z kawałków; poemat złożony z fragmentów innych utworów, tworzących nową całość, znany od starożytności „wierszomontaż” (por. Tuwim, Pegaz dęba, s. 143). [przypis edytorski]

[137]

synekdocha — odmiana metafory (dokładniej: metonimii) i figura retoryczna zarazem; zastosowanie części zamiast całości (pars pro toto) dla przenośnego przywołania znaczenia. [przypis edytorski]

[138]

Cyceron a. Marcus Tullius Cicero (106–43 p.n.e.) — rzymski pisarz, mówca, teoretyk sztuki wymowy, a także polityk, dowódca wojskowy, filozof i prawnik. [przypis edytorski]

[139]

De carminibus figuratis (łac.) — O wierszach obrazkowych; carmina figurata to wiersze ułożone graficznie tak, żeby powstały kształt odpowiadał tematowi wiersza. [przypis edytorski]

[140]

De barba Moysis (łac.) — O brodzie Mojżesza. [przypis edytorski]

[141]

De castratis (łac.) — O kastratach. [przypis edytorski]

[142]

De cantu cygni (łac.) — O łabędzim śpiewie. [przypis edytorski]

[143]

De cornutis (łac.) — O rogach. [przypis edytorski]

[144]

De jure ventris (łac.) — O prawie brzucha. [przypis edytorski]

[145]

Ligno crucis (łac.) — Drzewo krzyża. [przypis edytorski]

[146]

De matrimoniis incantatis (łac.) — O małżeńskim oczarowaniu. [przypis edytorski]

[147]

De bibliotheca Adami (łac.) — O bibliotece Adama. [przypis edytorski]

[148]

et cetera (łac.) — i inne; itp. [przypis edytorski]

[149]

satis (łac.) — wystarczy. [przypis edytorski]

[150]

Monstra Fabulosa (łac.) — bajeczne potwory. [przypis edytorski]

[151]

mediewalny (z łac. medium aevum: średni wiek) — średniowieczny. [przypis edytorski]

[152]

frater (łac.) — brat; tu: zakonnik, mnich. [przypis edytorski]

[153]

teratologia (z gr.) — nauka o potwornościach. [przypis edytorski]

[154]

bestiarium — w literaturze średniowiecznej utwór o charakterze dydaktycznym na temat zwierząt rzeczywistych i legendarnych, często z nawiązaniami biblijnymi. [przypis edytorski]

[155]

peregrynant (z łac.) — pielgrzym, podróżnik. [przypis edytorski]

[156]

Tur, Jan Feliks (1875–1942) — teratolog i embriolog, profesor Uniwersytetu Warszawskiego, prowadził m.in. badania nad działaniem radu na zarodki organizmów żywych, autor wielu publikacji, m.in. Co to są potwory? Ich historia i znaczenie (1899). [przypis edytorski]

[157]

Lycosthenes, Conrad (1518–1561) — ur. jako Conrad Wolffhart, alzacki humanista i encyklopedysta, filolog i teolog protestancki, kaznodzieja w Bazylei, autor m.in. Apophthegmatum sive responsorum memorabilium… (1555), w którym znajdują się np. wywody o feniksie wraz z odnośnymi ilustracjami. [przypis edytorski]

[158]

Aldrovandi, Ulisses (1522–1605) — włoski humanista, lekarz i przyrodnik okresu renesansu; profesor historii naturalnej na uniwersytecie w Bolonii, gdzie założył też ogród botaniczny i muzeum przyrodnicze; naczelny lekarz Bolonii; autor licznych ksiąg, m.in. spisu leków, prac z zakresu ornitologii i entomologii, jednakże wśród gatunków latających przez niego opisywanych znalazły się smoki. [przypis edytorski]

[159]

Prodigiorum ac ostentorum chronicon — dzieło Konrada L. Lycosthenesa z 1557 r., księga cudów i osobliwości, zawierająca wiele rycin przedstawiających zarówno krokodyla czy nosorożca, jak gryfa, człowieka bez głowy (z twarzą na piersi) i wszystkie te dziwy opisująca. [przypis edytorski]

[160]

Septentrion (daw.) — biegun północny i jego okolice. [przypis edytorski]

[161]

Brandan a. Brendan (ok. 484–577 a. 583) — zw. Brendanem Żeglarzem, irl. Naomh Breandán; irlandzki mnich, założyciel i pierwszy przełożony opactwa w Clonfert (irl. Cluain Fearta, hrabstwo Galway), żeglarz i podróżnik, święty Kościoła katolickiego, jeden z dwunastu apostołów Irlandii; wg legendy (Vita Brendani oraz Navigatio sancti Brendani abbatis) przez siedem lat podróżował po nieznanych morzach w poszukiwaniu Ziemi Obiecanej (Edenu, Raju), odwiedzając wiele krain (wysp), w tym Piekło z potępionym Judaszem, raj mówiących ludzkim głosem ptaków, a także wyspę, która okazała się grzbietem potwora morskiego Jasconiusa. [przypis edytorski]

[162]

d'Évreux, Yves, właśc. Simon Michellet (ok. 1577–1632 a. 1633) — historyk i odkrywca fr., autor dzieł traktującego o osobliwościach przyrodniczych Brazylii, gdzie był misjonarzem, pt. Suitte de l'histoire des choses plus mémorables advenues en Maragnan es annśes 1613 et 1614. [przypis edytorski]

[163]

Pigafetta, Antonio (ok. 1491– po 1534) — podróżnik, geograf, obywatel Republiki Weneckiej, uczestnik i kronikarz wyprawy dookoła kuli ziemskiej (1519–1522) dowodzonej przez Ferdynanda Magellana; autor Relazione del Primo Viaggio Intorno Al Mondo (Relacja z pierwszej wyprawy dookoła świata) wyd. we fragm. w 1525 w Paryżu. [przypis edytorski]

[164]

Izydor z Sewilii (ok. 560–636) — arcybiskup Sewilli, doktor Kościoła, przewodniczący IV synodu w Toledo w 633 r., zajmował się publikacją dekretów papieskich i postanowień synodalnych oraz klasyfikacją magii.; pochodził z Kartageny, jego braćmi byli biskup Leander i biskup Fulgencjusz, całe rodzeństwo, wraz z siostrą Florentyną to święci Kościoła katolickiego; św. Izydor jest patronem Internetu; na jego dziełach oparty został tzw. bestiariusz z Worksop z XII w. [przypis edytorski]

[165]

Théveta a. Theuvet, André (1516–1590) — fr. odkrywca, autor dzieł geograficznych, podróżował na Bliski Wschód (do Konstantynopolu, Egiptu, Palestyny i Syrii) i do Ameryki Południowej (Brazylii); autor m.in. Les Singularitez de la France antarctique, autrement nommeé Amérique, et de plusieurs terres et isles découvertes de notre temps (1557) zawierającego ilustracje potworów; dzieło to stanowiło źródło inspiracji dla François Rabelais'go. [przypis edytorski]

[166]

Brunetto Latini (ok. 1220–1294) — pisarz i polityk włoski z Florencji, autor Li livres dou Tresor (Skarbca wiedzy, będącego rodzajem średniowiecznej encyklopedii), poematu Tesoretto („Skarbczyk”); Miroirs du monde to również zbiorowa nazwa tego rodzaju publikacji. [przypis edytorski]

[167]

Albertus Magnus a. Albert Wielki, właśc. Albert von Bollstädt (1193/1205–1280) — średniowieczny uczony, przyrodnik; duchowny katolicki, dominikanin, teolog i filozof scholastyczny, pierwszy wybitny przedstawiciel arystotelizmu scholastycznego, nauczyciel Tomasza z Akwinu; święty Kościoła katolickiego, doktor Kościoła (zw. doctor universalis, doctor expertus). [przypis edytorski]

[168]

Magnus, Olaf, właśc. Olof Månsson (1490–1557) — szwedzki humanista i kartograf, sporządził mapę obszarów nadbałtyckich (Carta Marina, tj. „Mapa Morska”, wyd. 1539 w Wenecji), autor dzieła o ludach zamieszkujących basen Morza Bałtyckiego Historia de gentibus septentrionalis z rycinami („Historia ludów północnych”, wyd. 1555); duchowny rzymskokatolicki, tytularny arcybiskup Uppsali, musiał emigrować ze Szwecji z powodów religijnych, w 1526 r. osiadł w Gdańsku, w 1537 r. wraz z bratem Johanem przeniósł się do Włoch. [przypis edytorski]

[169]

hipogryf — stworzenie fantastyczne, połączenie gryfa (pół orła, pół lwa) i klaczy, opisane w poemacie Orland szalony Ludovika Ariosta. [przypis edytorski]

[170]

lewiatant, właśc. Lewiatan — biblijny mityczny potwór morski, rodzaj monstrualnego węża lub smoka o siedmiu głowach, uosobienie przeciwstawiającego się Bogu zła. [przypis edytorski]

[171]

Kynocephal a. Cynocefal (gr. κῠνοκέφᾰλοι) — Psiogłowy, mitologiczne stworzenie o korpusie człowieka i głowie psa; opisane w dziele O Indiach (Ἰνδικά) gr. historyka i lekarza Ktezjasza (po 440– po 380 p.n.e.), następnie przez Pliniusza (23–79 n.e.) w Naturalis Historia; o ludzie Psiogłowców pisał też Ratramnus z Korbei (zm. ok. 868), mnich benedyktyński i uczony okresu renesansu karolińskiego, oraz wenecki kupiec, podróżnik i pamiętnikarz Marco Polo (ok. 1254–1324). [przypis edytorski]

[172]

unicorn — jednorożec. [przypis edytorski]

[173]

jednorożec — mityczne zwierzę, często pojawiające się w legendach średniowiecznych, podobne do konia, z jednym wyrastającym z czoła rogiem; uważano, że Biblia mówi o tym zwierzęciu w Księdze Liczb, Księdze Powtórzonego Prawa niektórych Psalmach i Księdze Hioba, tam gdzie użyto hebr. słowa re'em (dokładne znaczenie nieznane: zwierz równie dziki, jak silny; wielki tur, dziki byk, dziki wół asyryjski, oryks szablorogi jednorożec, nosorożec); o jednorożcu wspomina gr. historyk i lekarz Ktezjasz (po 440– po 380 p.n.e.), zaś florentczyk Brunetto Latini (ok. 1220–1294) w pierwszej księdze swego dzieła Skarbiec wiedzy (Li livres dou Tresor, cz. V, rozdz. CCI) opisuje jednorożca wśród innych zwierząt świata oraz twierdzi, że myśliwi, aby upolować jednorożca, uciekają się do podstępu i wysyłają na jego spotkanie dziewicę, przy której zwierzę się uspokaja i usypia. [przypis edytorski]

[174]

eglisserion, eglisseron a. egloceron — jeden z trzech typów jednorożców, które wskazał w swym dziele De proprietatibus rerum Bartholomeus Anglicus (Bartłomiej Anglik, ok.1203–1272), franciszkanin, profesor teologii na uniwersytecie w Paryżu, prekursor publikacji encyklopedycznych; pierwszy typ jednorożca to rhinoceros, którego za Pliniuszem opisuje jako zwierzę wielkości słonia, ale o krótszych nogach i z rogiem na nosie, drugi typ to monoceros z ciałem konia, głową jelenia i stopami słonia, trzeci zaś to właśnie egloceron, jednorożec mały, podobny do koźlęcia, a którego nazwa pochodzi od zniekształconego gr. słowa αιγόκερως (koziorożec) i który został opisany we wczesnochrześcijańskim, anonimowym dziele greckim, powstałym w II w. w Aleksandrii Physiologos (gr. Φυσιολόγος, czyli Fizjolog); zapis nazwy tego ostatniego typu jednorożca po francusku to eglisseron (u XIX-wiecznego bibliotekarza i historyka Julesa Bergera de Xivrey), stąd odmiany nazwy. [przypis edytorski]

[175]

Gesner, Conrad (1516–1565) — przyrodnik, lekarz i leksykograf szwajcarski, autor m.in. pięciotomowego ilustrowanego dzieła Historia animalum (wyd. 1551–1587) poliglota, humanista, bibliofil, komentator i wydawca dzieł starożytnych. [przypis edytorski]

[176]

Hydra (mit. gr.) — potwór żyjący w błotach Lerny, wielogłowy wąż, u którego na miejscu odciętej odrastały dwie lub trzy nowe głowy; zgładzenie Hydry było jedną z prac Heraklesa. [przypis edytorski]

[177]

referens horresco — opowiadając o tym drżę; niedokładny cytat z Wergiliusza (Eneida, II, 204). [przypis edytorski]

[178]

zapatrzyć się — przesąd, że jeśli kobieta ciężarna będzie patrzeć na jakiegoś człowieka lub zwierzę odpowiednio intensywnie, dziecko urodzi się podobne do obiektu „zapatrzenia” matki. [przypis edytorski]

[179]

uriańska perła — orientalna, należąca do najdroższych pereł importowanych ze Wschodu, odznaczających się wyjątkowym blaskiem. [przypis edytorski]

[180]

kałakucka perła — właściwie kalikucka, pochodząca z Kalikatu (Kozhikode, daw. Calicut), miasta na płd.-wsch. wybrzeżu Morza Arabskiego w Indiach. [przypis edytorski]

[181]

Perdition catch my soul, wyszeptał, But I do love thee — słowa tytułowej postaci w Otellu Williama Shakespeare'a (akt III, scena 3, w. 90–91) w przekładzie Józefa Paszkowskiego:

„Wieczna kaźń mej duszy,
Jeśli nie kocham cię!”

[przypis edytorski]

[182]

I am declined, jak rzekł Otello, Into the vale of years — Shakespeare, Otello, akt III, scena 3, w. 265–266; w przekładzie Józefa Paszkowskiego:

„Żem już zszedł nieco
W dolinę wieku”.

[przypis edytorski]

[183]

weżetal (z fr.) — kwiatowa woda toaletowa. [przypis edytorski]

[184]

Oaza — otwarta w 1922 r. ekskluzywna restauracja przy ul. Wierzbowej 9 w pobliżu pl. Teatralnego, najmodniejszy lokal Warszawy l. 20. XX w., w którym bywali artyści, politycy i przedstawiciele wielkiego biznesu; słynęła z kuchni francuskiej, z zaprojektowanego przez prof. Wincentego Drabika (autora dekoracji do kilku warszawskich teatrów) wystroju, iście pałacowego, ale ze zdobieniami inspirowanymi motywami ludowymi oraz dancingu. [przypis edytorski]

[185]

Simon i Stecki — istniejąca od 1825 r. winiarnia przy Krakowskim Przedmieściu 38 w Warszawie (tzw. Dom Mikołaja Pszennego, kupca winnego, dziś budynek nieistniejący, na tym terenie znajduje się skwer z pomnikiem Bolesława Prusa); mieścił się tam znany skład win J.F. Flatau, od 1864 r. prowadzony przez spółkę Hermana Simona i Antoniego Steckiego, w 1925 r. również restauracja, tuż przed II wojną światową zakład został wykupiony przez Henryka Fukiera. [przypis edytorski]

[186]

książę Józef — tu: pomnik ks. Józefa Poniatowskiego w stylu klasycystycznym, autorstwa Bertela Thorvaldsena, usytuowany na pl. Józefa Piłsudskiego przed arkadową częścią Pałacu Saskiego w Warszawie (wówczas siedziba Sztabu Głównego), gdzie dziś usytuowany jest Grób Nieznanego Żołnierza; od 1965 r. pomnik znajduje się przed pałacem Radziwiłłowskim (tzw. Namiestnikowskim) przy Krakowskim Przedmieściu 46/48. [przypis edytorski]

[187]

Hortensja. Wedel — na rogu ul. Szpitalnej i Hortensji (dziś Wojciecha Górskiego), mieścił się sklep firmowy fabryki czekolady Wedla (dziś pijalnia czekolady ul. Szpitalna 8). [przypis edytorski]

[188]

most na Pragę — tu: pierwszy warszawski stalowy most na Wiśle, zbudowany w latach 1859–1864 wg projektu Stanisława Kierbedzia, znany jako most Kierbedzia, a oficjalnie most Aleksandryjski; w sierpniu 1915 r. wysadzony przez wojska rosyjskie, odbudowany i funkcjonujący w międzywojniu, ponownie wysadzony we wrześniu 1944 r. przez wojska niemieckie, dziś zastąpiony przez most Śląsko-Dąbrowski. [przypis edytorski]

[189]

Nowy Zjazd — ulica w Warszawie dziś w sąsiedztwie Mostu Śląsko-Dąbrowskiego. [przypis edytorski]

[190]

imieniny Leszka — Jan Lechoń (Leszek Serafinowicz), kolega Juliana Tuwima z grupy Skamander, wyprawiał w swym mieszkaniu przy ul. Przyrynek na Nowym Mieście w Warszawie imieniny, które zapisały się w pamięci jego współczesnych, ponieważ poza Skamandrytami, wybitnymi piórami międzywojnia, bywali na nich politycy i artyści młodszego i starszego pokolenia oraz różnych przekonań. [przypis edytorski]

[191]

Moniuszkami — tj. ul. Moniuszki. [przypis edytorski]

[192]

Morstinowa, Janina (1896–1965) — żona Ludwika Hieronima Morstina (1886–1966), dramaturga, tłumacza, poety i dyplomaty, blisko związanego ze skamandrytami, których gościł u siebie w majątku Pławowice w 1928 i 1929 r. na tzw. zjazdach. [przypis edytorski]

[193]

cug (z niem.) — tu: przeciąg. [przypis edytorski]

[194]

makartowski — w stylu Hansa Makarta (1840–1884), austriackiego malarza, projektanta dekoracji wnętrz, przedstawiciela akademizmu, od 1879 r. profesora Akademii Sztuk Pięknych w Wiedniu, tworzącego obrazy o tematyce mitologicznej, alegorycznej, rodzajowej i historycznej; styl Makarta, określany jako neobarokowy ze względu na zmysłowość i estetykę nadmiaru, zyskał sobie uznanie wśród zamożnego mieszczaństwa jego epoki. [przypis edytorski]

[195]

Wieniawa-Długoszowski, Bolesław (1881–1942) — generał Wojska Polskiego, kawaler Orderu Virtuti Militari; osobisty adiutant Józefa Piłsudskiego w l. 1915–1916 i 1918–1921, dyplomata (m.in. jako ambasador w Rzymie w l. 1938–1940 i poseł polskiego rządu emigracyjnego na Kubie w l. 1940–1942); w międzywojniu stały bywalec kawiarni „Ziemiańska”, przyjaciel skamandrytów, animator życia literackiego; zmarł śmiercią samobójczą na emigracji w Nowym Jorku. [przypis edytorski]

[196]

pogrzeb marszałka — uroczystości pogrzebowe zmarłego 12 maja 1935 r. marszałka Józefa Piłsudskiego odbywały się w dniach 13–18 maja tego roku, 17 maja w Warszawie odprawiono mszę żałobną w katedrze św. Jana, następnie konduktowi żałobnemu, który tłumnie odprowadził trumnę przez całe miasto, na Pole Mokotowskie, towarzyszyło wojsko, a formacji kawaleryjskiej przewodził gen. Wieniawa-Długoszowski; następnie zmarłego przewieziono pociągiem do Krakowa, gdzie spoczął na Wawelu w krypcie św. Leonarda. [przypis edytorski]

[197]

Tomaszów — ach! Tobosem — aluzja do Dulcynei z Toboso, damy serca Don Kichota z la Manchy, tytułowego bohatera powieści Miguel de Cervantesa. [przypis edytorski]

[198]

syndetikon — klej. [przypis edytorski]

[199]

histriony (łac. histrio) — aktor w staroż. Rzymie; wędrowny aktor, sztukmistrz, akrobata. [przypis edytorski]

[200]

fuks — nowicjusz, osoba początkująca (w zawodzie, na uczelni itp.). [przypis edytorski]

[201]

die Geschichte (niem.) — historia. [przypis edytorski]

[202]

kipiszczyna (neol., z ros. kipiaszczij: wrzący) — pogard. nerwus, ktoś pieniący się ze złości. [przypis edytorski]

[203]

birbone (wł.) — szelma. [przypis edytorski]

[204]

furbo (wł.) — spryciarz, osoba podstępna. [przypis edytorski]

[205]

truffatore (wł.) — oszust. [przypis edytorski]

[206]

Il grande storico gridore (wł.) — wielki historyczny krzykacz. [przypis edytorski]

[207]

orbi (łac.) — światu. [przypis edytorski]

[208]

urbi (łac.) — miastu. [przypis edytorski]

[209]

brakteat (łac. nummus bracteatus, od: bractea: blaszka) — pieniądz o niskiej wartości; późnośredniowieczna (XII–XIV w.) moneta srebrna wybijana jednostronnie z cienkiej blaszki kruszcu. [przypis edytorski]

[210]

Słowo jest czynu testamentem — cytat z poematu Cypriana Kamila Norwida Promethidion, którego Epilog rozpoczyna się następującą refleksją:

„Słowo — jest czynu testamentem; czego się nie może czynem dopiąć, to się w słowie testuje — przekazuje; takie tylko słowa są potrzebne i takie tylko zmartwychwstają czynem — wszelkie inne są mniej lub więcej uczoną frazeologią albo mechaniczną koniecznością, jeżeli nie rzeczą samej sztuki”.

[przypis edytorski]

[211]

Dichter (niem.) — poeta. [przypis edytorski]

[212]

Denker (niem.) — myśliciel. [przypis edytorski]

[213]

siurpryza (daw., z fr.) — niespodzianka. [przypis edytorski]

[214]

Me diga, faz favor, amigo (port.) — Powiedz mi proszę, przyjacielu. [przypis edytorski]

[215]

Sikorski, Władysław Eugeniusz (1881–1943) — generał broni Wojska Polskiego; członek Związku Strzeleckiego, żołnierz legionów, premier II Rzeczypospolitej w l. 1922–1923 (po zamachu na prezydenta Narutowicza), minister spraw wojskowych w l. 1924–1925, stopniowo odsunięty na margines polityczny po zamachu majowym 1926 r.; po wybuchu II wojny światowej, 30 września 1939 został premierem rządu Rzeczypospolitej Polskiej na uchodźstwie we Francji, a następnie w Wielkiej Brytanii, twórca i naczelny wódz Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie; zginął w katastrofie lotniczej w Gibraltarze 4 lipca 1943 r. [przypis edytorski]

[216]

zelant — osoba w sposób zbyt gorliwy, wręcz fanatyczny wyznaje jakieś poglądy lub angażuje się w jakieś działania. [przypis edytorski]

[217]

O, mój rozmarynie rozwijaj się — początkowe słowa jednej z najpopularniejszych polskich pieśni wojskowych, z czasów I wojny światowej (wyd. w 1916 r. w zbiorze Żołnierskie piosenki obozowe pod red. Adama Zagórskiego). [przypis edytorski]

[218]

bursz (z niem.) — członek korporacji studenckiej. [przypis edytorski]

[219]

„Der Stürmer” — rasistowski, antysemicki tygodnik, organ propagandy nazistowskiej wydawany w Norymberdze w l. 1923–1945 pod red. Juliusa Streichera, członka NSDAP, organizatora bojkotów i pogromów Żydów. [przypis edytorski]

[220]

clerk, właśc. klerk — tu daw.: intelektualista, artysta, członek inteligencji; por. książkę Juliena Bendy Zdrada klerków (fr. La Trahison des Clercs) z 1927, która opisuje jako tytułową zdradę odejście w XX w. osób zajmujących się nauką, sztuką, filozofią od neutralności (w imię obiektywności i niezależności myśli) w kwestiach politycznych. [przypis edytorski]

[221]

Kaffeepflanze (niem.) — roślina kawiarniana. [przypis edytorski]

[222]

franca (pot.) — syfilis. [przypis edytorski]

[223]

Falanga — Ruch Narodowo-Radykalny Falanga, polska narodowo-radykalna, faszystowska (wg. deklaracji jej założyciela i przywódcy, Bolesława Piaseckiego) organizacja, powstała w 1935, w wyniku rozłamu nielegalnego od 1934 r. ONR (Obozu Narodowo-Radykalnego), propagująca katolicyzm, nacjonalizm, antysemityzm, antykomunizm, antydemokratyzm, ideę wodzostwa oraz uznająca za ustrój idealny państwo totalitarne; falangiści prowadzili akcje terrorystyczne. [przypis edytorski]

[224]

noc długich noży (niem. Nacht der langen Messer) — akcja wymordowania przeciwników Adolfa Hitlera przeprowadzona w nocy z 30 czerwca na 1 lipca 1934 przez oddziały SS (Schutzstaffel NSDAP) i wojsko; ofiarami byli głównie inni członkowie ruchu narodowosocjalistycznego jak Gregor Strasser, związani z SA (Sturmabteilung NSDAP), na czele z dowódcą SA Ernstem Röhmem, ale także prawicowi politycy, jak b. kanclerz Kurt von Schleicher, czy działacze katoliccy (związani z Akcją Katolicką i in.). [przypis edytorski]

[225]

groził „nocą długich noży / Liryk, deliryk, satanista — Konstanty Ildefons Gałczyński w wierszu Polska wybuchła w 1937 roku (druk „Prosto z Mostu” z 21 lutego 1937 nr 9):

Na tych, co biorą wody w usta,
na czytelników wuja Prousta,
na skamandrytów, na hipokrytów,
kalamburzystów rozmaitych
ześlij, zepchnij, Aniele Boży,
Noc Długich Noży.

[przypis edytorski]

[226]

Charszewski, Ignacy (1869–1940) — literat, tłumacz, publicysta, ksiądz katolicki od 1894 r., związany z parafiami w Płocku, Żurominie, od 1905 r. proboszcz w Trzepowie k. Płocka, od 1912 w parafii Szpetal Górny k. Włocławka, od 1932 w Dobrzyniu nad Drwęcą w diecezji płockiej; politycznie związany ze Stronnictwem Polityki Realnej, a następnie z Narodową Demokracją, współpracował z wieloma czasopismami, publikował (pod pseudonimami m.in. „Don Inigo”, „Charix”, „Żegota”, „Lojola”, „Ks. Kolski”, „Ks. Dzięcioł”, „Ten Sam”, „Trzepowiak”, „Troglodyta”, „Żurominiak”) książki propagujące obsesyjny antysemityzm (jak powieść Słońce Szatana wyd. 1932); doskonale operował językiem ros., był też autorem przekładów antysemickich publikacji ros. (np. Królestwo Szatana 1935), ale także Bajek Kryłowa. [przypis edytorski]

[227]

Trzeciak, Stanisław (1873–1944) — ksiądz katolicki, czołowy polski antysemita i ideolog antysemityzmu w międzywojniu i podczas II wojny światowej, doktor teologii; w okresie dwudziestolecia międzywojennego związany z ONR-ABC (drugim obok Falangi odłamem ONR, kierowanym przez Henryka Rossmana i wydającym dziennik „ABC”); w 1898 otrzymał święcenia kapłańskie, studia teologiczne odbywał na Uniwersytecie we Fryburgu Bryzgowijskim oraz w Wiedniu, Rzymie, Krakowie (tu uzyskując doktorat) i Jerozolimie. W l. 1903–1905 prowadził w Egipcie i Palestynie badania obejmujące powierzchownie różne dziedziny związane z tematyką biblijną; 1907–1918 prof. Akademii Duchownej w Petersburgu, od 1912 r. członek Cesarskiego Rosyjskiego Towarzystwa Archeologicznego, współredaktor „Przeglądu Kościelnego”, współpracownik „Monumenta Judaica” i „Małego Dziennika”; w l. 1923–1928 proboszcz w parafii w Dębowcu, od r. 1928 przebywał w Warszawie: był rektorem kościoła św. Jacka przy ul. Freta, następnie proboszczem parafii św. Antoniego z Padwy przy Senatorskiej 31, współzałożyciel Instytutu Wschodniego w Warszawie mającego zajmować się „studiami sowietologicznymi”; współpracował z narodowo-socjalistycznym Institut zur Erforschung der Judenfrage; zdaniem Trzeciaka Hitler chlubnie kontynuował antyżydowskie ustawodawstwo Kościoła katolickiego. Po wybuchu II wojny światowej Trzeciak stał się współzałożycielem (wraz z Władysławem Studnickim, Erazmem Samborskim, Andrzejem Świetlickim i Stanisławem Brochwiczem) proniemieckiej, antysowieckiej i antysemickiej Narodowej Organizacji Radykalnej w październiku 1939 r. [przypis edytorski]

[228]

w Norymberdze (…) Hołd składał parteitagom — w Norymberdze w l. 1927–1939 odbywały się co roku zjazdy niem. partii nazistowskiej NSDAP, które od 1933 r. (czyli po dojściu do władzy Adolfa Hitlera) były wydarzeniami propagandowymi, organizowanymi w okresie jesiennej równonocy, połączonymi z paradami wojska, oddziałów hitlerjugend, wielogodzinnymi przemówieniami Hitlera itp. Obecność na tych uroczystościach była wyrazem poparcia dla ideologii hitlerowskiej. [przypis edytorski]

[229]

parteitag (z niem. der Parteitag) — zjazd partii. [przypis edytorski]

[230]

wraży (daw.) — obcy, wrogi. [przypis edytorski]

[231]

Puder, Tadeusz (1908–1945) — polski duchowny rzymskokatolicki żydowskiego pochodzenia; w 1932 r. otrzymał święcenia kapłańskie, studiował teologię na Uniwersytecie Warszawskim oraz w Papieskim Instytucie Nauk Biblijnych w Rzymie (Biblicum), pracował od 1937 r. w parafii w Rzeczycy, następnie w Warszawie, w parafii św. Jakuba Apostoła św. Jakuba przy ul. Grójeckiej, w 1938 r. mianowany rektorem-wikariuszem kościoła św. Jacka przy ul. Freta, zastępując Stanisława Trzeciaka, przez co stał się obiektem kampanii nienawiści ze strony skrajnej prawicy. 3 lipca 1938 podczas mszy, idąc od ołtarza ku ambonie, stał się obiektem napaści ze strony czeladnika szewskiego, Rafała Michalskiego, który z okrzykiem „to jest Żyd!” spoliczkował lub (według innych relacji) chwycił księdza za włosy i go pięścią w twarz, po czym został obezwładniony przez zebranych w kościele wiernych (nie doszło do pociągnięcia sprawcy do odpowiedzialności karnej, ponieważ został otoczony opieką zwolenników endecji). Po wybuchu wojny Tadeusz Puder pracował w kaplicy prowadzących sierociniec sióstr rodziny Maryi w Białołęce. 24 kwietnia 1941 r. został aresztowany przez gestapo na skutek donosu złożonego przez ks. Stanisława Trzeciaka, denuncjującego go jako Żyda, który nie nosi opaski, jaką wg rozporządzeń hitlerowskich od 1 grudnia 1939 r. na terenie Generalnego Gubernatorstwa powinni nosić wszyscy Żydzi powyżej 12 roku życia. 1 września 1941 ksiądz Puder został skazany na 20 miesięcy więzienia; karę odbywał w zakładzie przy ul. Rakowieckiej, skąd na skutek złego stanu zdrowia został przeniesiony do szpitala św. Zofii przy ul. Żelaznej w Warszawie. 12 listopada 1942 dzięki pomocy znajomych zakonnic udało mu się uciec ze szpitala, po czym do wyzwolenia ukrywał się w Białołęce u sióstr rodziny Maryi; zginął w wyniku potrącenia przez samochód ciężarowy 23 stycznia 1945. [przypis edytorski]

[232]

szpik (gw.) — tu: szpieg. [przypis edytorski]

[233]

dwójka — wywiad; Oddział II Sztabu Głównego (Generalnego) w latach 1921–1939, zajmujący się wywiadem, kontrwywiadem, kryptologią i dywersją pozafrontową. [przypis edytorski]

[234]

„Zadruga” — czasopismo nacjonalistów polskich (zgodnie z deklaracją w podtytule miesięcznika) wydawane w l. 1937–1939, stawiające sobie za cel walkę o „czystość etniczną” słowiańskiej Polski, łączące antysemityzm z antykatolicyzmem. Jeden z głównych ideologów Zadrugi (ruchu powstałego wokół periodyku), Jan Stachniuk, pseud. Stoigniew (1905–1963), w książce Dzieje bez dziejów wskazywał jako przyczynę upadku Polski katolicyzm, w szczególności zaś kontrreformację i działalność jezuitów. Nazwa Zadruga nawiązywała do terminu określającego typ starosłowiańskiej wspólnoty plemiennej; zadrużanie mitologizowali dawnych Słowian, wywodzili ich bezpośrednio od staroż. Greków, przeciwstawiali się zarówno endecji i porządkowi kapitalistycznemu, jak i wpływom chrześcijaństwa, w tym krytykowali przechodzenie na katolicyzm i w ogóle asymilację Żydów w Polsce. Hasłem Zadrugi było „Odkatoliczyć, unarodowić, dowartościować Polaka!”. Autor tego sloganu, Antoni Wacyk pseud. Gniewomir (1905–2000), opublikował na łamach pisma m.in. artykuł Mesjonista Adam Mickiewicz („Zadruga” nr. 4–5, kwiecień–maj 1939), dyskredytując romantycznego wieszcza jako Żyda, a jego światopogląd jako semicki. [przypis edytorski]

[235]

Jaroszewicz, Władysław (1887–1947) — urzędnik państwowy II Rzeczypospolitej, piłsudczyk; inspektor policji, po przewrocie majowym mianowany Komisarzem Rządu na m.st. Warszawę w randze wojewody (1926–1939), któremu podlegała m.in. policja i cenzura; towarzysko związany ze skamandrytami. [przypis edytorski]

[236]

Wilhelmstrasse — tu: synonim Niemiec, hitlerowskiego rządu; przy Wilhelmstrasse w Berlinie mieściły się instytucje rządowe, Królestwa Prus, a następnie zjednoczonej Rzeszy Niemieckiej, m.in. Ministerstwo Finansów (nr 61), Ministerstwo Spraw Zagranicznych (nr 75/76), Kancelaria Rzeszy (nr 77) czy Główny Urząd Bezpieczeństwa Rzeszy (nr 102/103 i 106). [przypis edytorski]

[237]

Wielki Łowczy — tytuł wielkiego łowczego III Rzeszy nosił Hermann Göring (1893–1946), jeden z głównych działaczy nazistowskich i współpracowników Hitlera, uczestnik puczu monachijskiego (1923), członek NSDAP, organizator Gestapo (1933) oraz pierwszych niem. obozów koncentracyjnych w Oranienburgu i Papenburgu (1933), minister lotnictwa (1933–1945), dowódca niem. lotnictwa wojskowego (1935–1945), poseł do Reichstagu (1928–1945), premier Prus (1933–1945). Na zaproszenie prezydenta Ignacego Mościckiego uczestniczył w reprezentacyjnych polowaniach w Białowieży w dniach 27–31 stycznia 1935 r., 19–21 lutego 1936 r., 16–22 lutego 1937 r. i 22–26 lutego 1938, prowadząc przy tym rozmowy dyplomatyczne mające włączyć Polskę w pakt antykominternowski, w lutym 1939 r. zastąpił go na polowaniu szef SS Heinrich Himmler (1900–1945). W dowód wdzięczności za gościnne przyjęcie w polskich lasach, gdzie miał okazję polować na wilki i rysie (w założeniu) oraz dziki (w rzeczywistości) Göring sprezentował prezydentowi Mościckiemu samochód myśliwski, Mercedes-Benz został przekazany 27 sierpnia 1938 roku. Oprócz prezydenta II RP w łowach w Białowieży uczestniczyli również inni najwyżsi polscy dygnitarze, m.in. marszałek Edward Rydz-Śmigły czy minister Józef Beck. [przypis edytorski]

[238]

Ozon — potoczna nazwa Obozu Zjednoczenia Narodowego (OZN), sanacyjnej organizacji politycznej o ideologii nacjonalistycznej i militarystycznej, tworzonej od roku 1936 (jej powstanie oficjalnie ogłoszono 21 lutego 1937) z polecenia marszałka Edwarda Rydza-Śmigłego; pierwszym szefem OZN był płk Adam Koc. W 1937 r. powstał klub parlamentarny OZN; organizacją młodzieżową OZN był Związek Młodej Polski (1937–1939), w 1938 powstała też Służba Młodych Obozu Zjednoczenia Narodowego jako młodzieżówka OZN, skupiająca także inne organizacje; organem prasowym OZN-u została od grudnia 1937 r. była „Gazeta Polska”. [przypis edytorski]

[239]

Ribbentrop, Joachim von (1893–1946) — polityk hitlerowskiej III Rzeszy, członek NSDAP, od 1938 minister spraw zagranicznych; 22 maja 1939 podpisał pakt stalowy z faszystowskimi Włochami, 23 sierpnia 1939 w Moskwie podpisał z ZSRR tzw. pakt Ribbentrop-Mołotow, w tajnym protokole decydujący o planowanym podziale Polski, Litwy, Łotwy, Estonii oraz Finlandii pomiędzy ZSRR a III Rzeszę. Warszawę Ribbentrop odwiedził w dniach 25–27 stycznia 1939 r. [przypis edytorski]

[240]

jubel (pot.) — uroczyste obchody. [przypis edytorski]

[241]

Beck, Józef (1894–1944) — polityk II RP, jeden z najbliższych współpracowników Piłsudskiego, minister spraw zagranicznych w l. 1932–1939; wobec nazistowskich Niemiec prowadził politykę ugodową. [przypis edytorski]

[242]

Hess, Rudolf (1894–1987) — wysoki funkcjonariusz w strukturach III rzeszy; od 1933 r. zastąpił Hitlera jako przywódca NSDAP; w 1941 r. udał się do Wielkiej Brytanii, gdzie został internowany. Nie był goszczony przez przedstawicieli polskich władz państwowych przed II wojną światową; minister Józef Beck podejmował Heinricha Himmlera w lutym 1939 r. [przypis edytorski]

[243]

Ciano, Galeazzo (1903–1944) — wł. minister spraw zagranicznych w l. 1936–1943 i zięć Mussoliniego; gościł w Warszawie w dniach 25–27 lutego 1939 r., gdzie podejmował go Bolesław Wieniawa-Długoszowski, ówczesny ambasador polski w Rzymie. [przypis edytorski]

[244]

Dziuba — zdrobn. od. Jadwiga; tu: o Jadwidze Beck (1896–1974) pisarce i dziennikarce polskiej, prywatnie żonie ministra Józefa Becka. [przypis edytorski]

[245]

Bolek — tu: o Bolesławie Wieniawie-Długoszowskim. [przypis edytorski]

[246]

Edda — tu: Edda Ciano, żona Galeazzo Ciano, wł. ministra spraw zagranicznych i zięcia Mussoliniego. [przypis edytorski]

[247]

trepak — taniec ludowy o b. szybkim tempie, w metrum 2/4, tańczony drobnymi krokami, z przytupywaniem, charakterystyczny dla kultury Ukrainy i Rosji. [przypis edytorski]

[248]

umny (z ros. умный) — mądry. [przypis edytorski]

[249]

rak marszałka — marszałek Józef Piłsudski zmarł 12 maja 1935 najprawdopodobniej na raka wątroby lub żołądka z przerzutami do wątroby. [przypis edytorski]

[250]

amcić (neol., z niem. der Amt: urząd państwowy, biuro) — zajmować urządy, obsadzać stanowiska, szafować posadami rządowymi itp. [przypis edytorski]

[251]

Rydz-Śmigły, Edward (1886–1941) — marszałek Polski (od 1936), wcześniej inspektor sił zbrojnych (od 1921), w obozie sanacji reprezentujący frakcję skrajnie prawicową (stąd związki z Obozem Zjednoczenia Narodowego), po śmierci Piłsudskiego propaganda tworzyła jego kult jako wodza narodu; po wybuchu II wojny światowej wyemigrował do Rumunii, gdzie został internowany; 7 listopada 1939 r. prezydent RP na uchodźstwie Władysław Raczkiewicz zwolnił go ze stanowiska Naczelnego Wodza i Generalnego Inspektora Sił Zbrojnych (na jego miejsce został powołany gen. Władysław Sikorski); w październiku 1941 r., tuż przed śmiercią, Edward Rydz („Śmigły” było przydomkiem z czasów POW i I wojny światowej) wrócił potajemnie, pod przybranym nazwiskiem przez Węgry do Polski. [przypis edytorski]

[252]

gosudarstwo (z ros. государство) — państwo. [przypis edytorski]

[253]

olrajtnik (neol., z ang. all right: tak jest, dobrze, zgoda) — osoba przytakująca wszystkiemu, wypełniająca rozkazy itp. [przypis edytorski]

[254]

marsz na Zaolzie — wykorzystanie przez Polskę słabości Czechosłowacji po konferencji monachijskiej (29–30 września 1938) i aneksja Zaolzia (części Śląska Cieszyńskiego) w 1938 r. Kiedy nazistowskie Niemcy, faszystowskie Włochy oraz liczące na zażegnanie za pomocą ustępstw zbliżającej się wojny Francja i Wielka Brytania zadecydowały o przyłączeniu do Niemiec Kraju Sudeckiego, rząd polski, w porozumieniu z Niemcami, wystosował do rządu Czechosłowacji (która właśnie utraciła ok. 40% terytorium) ultimatum w sprawie Śląska Zaolziańskiego, a kiedy 1 października rząd w Pradze wyraził zgodę, polska policja wkroczyła do Cieszyna. W październiku wojsko polskie pod dowództwem gen. Władysława Bortnowskiego (przygotowane do akcji w tym rejonie od pocz. września) zajęło cały teren Śląska Zaolziańskiego, następnie część Spiszu i Orawy. Akcja propagandowa szowinistycznych środowisk, szczególnie związanych z OZN, przedstawiała aneksję Zaolzia jako triumf polityki mocarstwowej Polski, w oderwaniu od szerszego kontekstu politycznego, społecznego i historycznego, w którym stanowiło to akceptację retoryki i metod działania III Rzeszy. [przypis edytorski]

[255]

sztrabancel (pot., reg., z austr. strawanzen: wałęsać się) — włóczęga, ulicznik, urwis, łobuz. [przypis edytorski]

[256]

oeneria — ONR, Obóz Narodowo-Radykalny. [przypis edytorski]

[257]

Miedziński, Bogusław (1891–1972) — polityk sanacyjny, wojskowy, publicysta; jeden z najbliższych współpracowników Józefa Piłsudskiego, a następnie Edwarda Rydza-Śmigłego; członek PPS-Frakcji Rewolucyjnej, Związku Strzeleckiego, POW (Polskiej Organizacji Wojskowej 1914–1921), podpułkownik piechoty WP, członek wywiadu wojskowego, przez cztery kadencje poseł na Sejm II RP (z list PSL „Piast”, PSL „Wyzwolenie”, BBWR), wicemarszałek Sejmu w l. 1935–1938, uczestnik zamachu majowego, minister ministrem poczt i telegrafów w rządzie Józefa Piłsudskiego i Kazimierza Bartla, senator i Marszałek Senatu II RP; członek Prezydium Rady Naczelnej Obozu Zjednoczenia; w l. 1929–1938 red. nacz. „Gazety Polskiej”, w 1934 r. przejął koncern Prasa Polska SA (od 1935 Dom Prasy SA); zwolennik eliminacji populacji Żydów polskich w drodze emigracji. [przypis edytorski]

[258]

Słonimski, Antoni (1895–1976) — poeta, satyryk, felietonista i krytyk teatralny. Współtworzył kabaret literacki Pikador i grupę poetycką Skamander. W międzywojniu współpracował z „Wiadomościami Literackimi”. Wiele kabaretów (m.in. kabarety Czarny Kot, Qui Pro Quo, Cyrulik Warszawski) korzystało z jego tekstów satyrycznych; bliski znajomy i współpracownik Tuwima (razem pisali nasycone purnonsensem książki zebrane potem w tomie W oparach absurdu, 1958). W czasie II wojny światowej na emigracji w Paryżu i w Londynie, po wojnie wrócił do kraju, działał w Związku Literatów Polskich i w opozycji. [przypis edytorski]

[259]

Ipohorski-Lenkiewicz, Zygmunt Stanisław (1912–1944) — bojówkarz oenerowski, dziennikarz, poeta, dyrektor warszawskich teatrów jawnych w czasie okupacji (od 1943 Teatru Rozmaitości Jar) i organizator zawodów bokserskich w lokalach teatrów, członek AK, płatny stały współpracownik Gestapo. Jako dziennikarz i literat związany był z czasopismami: „ABC” (red. działu literackiego dziennika od 1936), „Szarża” (tygodnik satyryczny, w którym publikował wiersze), „Żołnierz Polski” (tygodnik wojskowy, gdzie ukazywały się jego wiersze i opowiadania), a w czasie wojny „gadzinówek” niemieckich, jak „Nowy Kurier Warszawski”. 13 stycznia 1938 w kawiarni Ziemiańska dwukrotnie spoliczkował Antoniego Słonimskiego z powodu wiersza Dwie ojczyzny, który uznał za „znieważający Polskę”. Plagiat, o którym tu mowa dotyczy wiersza Pierwszy śnieg Ipohorskiego, wzorowanym na Dwóch wiatrach Tuwima (sprawę wyjaśniał autor splagiatowanego utworu w artykule Wiatr i śnieg, „Wiadomości Literackie” 1938, nr 5). Ipohorski został zlikwidowany 25 maja 1944 przez AK z wyroku Sądu Specjalnego Cywilnego Okręgu Warszawskiego w ramach akcji „Kośba” za kolaborację z okupantem. [przypis edytorski]

[260]

Pietrkiewicz, Jerzy (1916–2007) — poeta, prozaik, tłumacz i historyk literatury; nacjonalista związany z ONR, stały współpracownik „Prosto z Mostu”, zajmował się nienawistnymi, antysemickimi atakami na skamandrytów i „Wiadomości Literackie”; w artykule Poezja żydowska w języku polskim. Dywersja polityczna i kulturalna opublikowanym pod pseudonimem Eugenia Zdebska („Jutro Pracy” 1939, nr 14–15) za szerzenie pacyfizmu oraz pochodzenie domagał się konfiskaty książek Tuwima, Słonimskiego i Wittlina oraz powieszenia autorów. Po wybuchu wojny wyjechał przez Rumunię i Francji do Wielkiej Brytanii, gdzie ukończył studia, uzyskując doktorat, i osiedlił się; był profesorem i kierownikiem Departamentu Języków i Literatur Słowiańskich na Uniwersytecie Londyńskim (1950–1979), wykładał literaturę polską i publikował angielskojęzyczne powieści. [przypis edytorski]

[261]

ozoniec — członek OZN, Obozu Zjednoczenia Narodowego. [przypis edytorski]

[262]

„Goniec Warszawski” — dziennik wieczorny, wyd. w Warszawie w l. 1935–1939, prosanacyjny, o endeckim rodowodzie, założony przez b. właściciela „ABC”, Tadeusza Kobylańskiego, do redakcji weszła część współpracowników, z red. nacz. Stanisławem Majewskim na czele. [przypis edytorski]

[263]

Klechici z Niepokalanowa — franciszkanie z Niepokalanowa jako wydawcy m.in. czasopism „Rycerz Niepokalanej” (1922–1939, 1945–1951 i od 1981 do dziś), „Mały Dziennik” (1935–1939) oraz licznych broszur zaangażowanych politycznie w walkę z ruchami postępowymi i „żydokomuną”, kolportowanych przez parafię, wielkonakładowych, niedrogich i obliczonych na masową akcję propagandową. [przypis edytorski]

[264]

„Myśl Narodowa” — czołowy endecki tygodnik polityczno-społeczny endecji, programowo antysemicki, wyd. w Warszawie w l. 1921–1939. [przypis edytorski]

[265]

Mosdorf, Jan (1904–1943) — skrajnie prawicowy publicysta, stały współpracownik tygodnika „Prosto z mostu” Stanisława Piaseckiego; prezes Rady Naczelnej Młodzieży Wszechpolskiej od 1928 r. do rozwiązania Obozu Wielkiej Polski w 1933 r., współzałożyciel i przywódca Obozu Narodowo-Radykalnego w 1934 r. W czasie II wojny światowej działał w Stronnictwie Narodowym; zginął w obozie koncentracyjnym w Oświęcimiu. [przypis edytorski]

[266]

Piasecki, Stanisław (1900–1941) — publicysta i działacz polityczny, jeden z czołowych antysemitów w okresie międzywojennym, głosiciel rasizmu duchowego, związany ze Stronnictwem Narodowo-Demokratycznym, następnie z Obozem Narodowo-Radykalnym. Współpracownik dziennika „ABC” (1927–1935), red. naczelny nacjonalistycznego tygodnika „Prosto z mostu” (1935–1939). Wielokrotnie atakował zarówno Tuwima, jak i „Wiadomości Literackie” z pozycji rasistowskich. Zginął w podwarszawskich Palmirach, rozstrzelany przez hitlerowców. [przypis edytorski]

[267]

majufes (jid., z hebr.) — żydowska pieśń śpiewana podczas niektórych obrzędów zarówno religijnych, jak i zwyczajowych świeckich. [przypis edytorski]

[268]

handełes (z jid.) — kupiec, handlarz. [przypis edytorski]

[269]

Silberfeld — nazwisko rodowe matki Stanisława Piaseckiego, Gizeli Silberfeld, konwertytki na katolicyzm. [przypis edytorski]

[270]

codreańczyk — naśladowca Corneliu Zelea Codreanu (1899–1938), rumuńskiego polityka, założyciela skrajnie nacjonalistycznej partii o mistyczno-religijnych założeniach Legion Michała Archanioła (1927) oraz faszystowskiej organizacji (zbrojnego ramienia partii) Żelazna Gwardia (1931); Legion był odpowiedzialny za co najmniej dwa zabójstwa, w tym premiera Rumunii Iona Duki w 1933 r. Organizacja została zdelegalizowana, a przywódca wraz z wieloma członkami-legionistami na mocy decyzji króla rumuńskiego Karola II aresztowany; zginął w więzieniu. [przypis edytorski]

[271]

„Polska Zbrojna” — dziennik, półoficjalny organ Ministerstwa Spraw Wojskowych, wydawany w Warszawie w l. 1921–1939. [przypis edytorski]

[272]

Dąbrowski, Mieczysław (1878–1958) — polonista, dziennikarz i przedsiębiorca prasowy; założyciel, red. naczelny i wydawca krakowskiego dziennika „Ilustrowanego Kuriera Codziennego” (tzw. „IKC”, wyd. 1910–1939) oraz właścicielem największego w Polsce koncernu prasowego; redakcja (wraz z drukarnią i in. instytucjami koncernu) mieściła się od 1024 r. w reprezentacyjnym, pięciopiętrowym gmachu przy ul. Wielopole 1 na tzw. Psiej Górce w Krakowie (daw. cmentarz kalwiński), zw. Pałacem Prasy, ozdobionym neonem oraz świetlną informacją o najważniejszych wiadomościach dnia. „IKC” miał siedziby również w innych miastach na terenie całej Polski (w Warszawie, Łodzi, Poznaniu, Lwowie, Wilnie, Katowicach, Bydgoszczy, Grudziądzu, Sosnowcu, Lublinie, Kielcach i Zakopanem) i był kolportowany zagranicą, w tym w USA, a koncern wydawał ponadto: dziennik popołudniowy „Tempo Dnia” (od 1933), tygodniki „Światowid” (od 1924), „Na szerokim świecie” (od 1928), „Wróble na dachu” (od 1930), „Raz, Dwa, Trzy” (od 1931), „Tajny Detektyw” (1931–1934), „As” (od 1935). Mimo swego rozmachu i zamożności (Dąbrowski „zrobił kokosy” na swoim przedsięwzięciu, stąd Tuwim przyznaje mu „herb Kokos”) „IKC” słynął z żenująco niskich stawek proponowanych autorom. [przypis edytorski]

[273]

Hulewicz, Jerzy (1886–1941) — dramatopisarz, autor powieści, redaktor poznańskiego „Zdroju”, nast. kierownik literacki warszawskiego „Kuriera Porannego”. [przypis edytorski]

[274]

Kontryfałowa hitlerzyca — Maria Jehanne Wielopolska (1885–1940), autorka zbioru nowel Kontryfałowe lichtarze u św. Agnieszki (1922), publicystka warszawskiego „Kuriera Porannego” (w l. 1929–1939), zwolenniczka silnej władzy, Piłsudskiego, ale i Hitlera, autorka paszkwilów (m.in. Silni, zwarci, gotowi, ale i… czujni. Rzecz o wczorajszych dywersantach, 1939; broszura będąca atakiem na poetów: Broniewskiego, Słonimskiego i Tuwima). [przypis edytorski]

[275]

komers a. komersz (z łac. commercium) — uroczyste spotkanie członków korporacji akademickiej, połączone z bankietem i tańcami. [przypis edytorski]

[276]

dekiel — tu: czapka korporancka. [przypis edytorski]

[277]

Żylecja — żart. o Welecji, korporacji studenckiej powstałej w 1883 r. na Politechnice w Rydze, w wyniku rozłamu w bardziej konserwatywnej Arkonii; Welecja zrzeszała studentów pochodzenia polskiego wszystkich wyznań, wywodzących się z różnych warstw społecznych; od 1916 r. działała w Warszawie. [przypis edytorski]

[278]

Pałkonia — żart. o Arkonii, korporacji studenckiej zał. w 1879 r. na Politechnice w Rydze, skupiającej męską młodzież akademicką narodowości polskiej, po I wojnie światowej przeniesionej do Warszawy, blisko związanej z obozem narodowym. [przypis edytorski]

[279]

bierkamrat (z niem.) — towarzysz od kufla; osoba, z którą razem pije się piwo. [przypis edytorski]

[280]

Miłaszewski, Stanisław (1886–1944) — dramatopisarz, poeta, recenzent literacki; współpracownik pism nacjonalistycznych (m.in. „Myśli Narodowej”), kierownik działu literackiego narodowo-radykalnego tygodnika „Podbipięta” wyd. w Warszawie w l. 1936–1937 pod red. Jana Rembielińskiego; od 1937 r. prezes Zjednoczenia Polskich Pisarzy Katolickich, ultrakatolik, nie był księdzem. [przypis edytorski]

[281]

Jentys, Wanda (1894–1944) — żona Stanisława Miłaszewskiego; powieściopisarka; jako recenzentka tomu wierszy dla dzieci Tuwima (Życie ułatwione dla milusińskich, „Kultura” 1939, nr 7) krytykowała przekaz utworów z pozycji antysemickich. [przypis edytorski]

[282]

Stahl, Zdzisław (1901–1987) — publicysta, jeden z przywódców Ruchu Młodych Obozu Wielkiej Polski, następnie Obozu Zjednoczenia Narodowego, redaktor polityczny „Gazety Polskiej”, po wojnie na emigracji publicysta „Orła Białego”. [przypis edytorski]

[283]

Młodożeniec, Stanisław (1895–1959) — poeta i prozaik, futurysta, współtwórca grupy i współpracownik redagowanej przez Tadeusza Peipera „Zwrotnicy”, nast. „Kuriera Warszawskiego”, związany blisko ze Związkiem Młodzieży Wiejskiej RP „Wici”; w 1937 r. pod pseud. Jan Chmurek w „Gońcu Warszawskim” zamieścił recenzję pt. „Jadzia wdowa”, krotochwila Ryszarda Ruszkowskiego spaprana szmoncesami Juliana Tuwima (1937, nr 220), w której określa wodewilową przeróbkę komedii Ruszkowskiego z 1896 r. pióra Tuwima, wystawioną w Teatrze Polskim w 1937 r. jako wydzielającą „smrodliwy odór”, używając utartego tropu dyskursu antysemickiego (również Miłaszewska piętnowała „moralny klimat” wierszy Tuwima, „który bije w nozdrza polskie znajomym już skądinąd swędem”): stąd kalamburowe określenie „fetorysta Młodorżeniec”. Odpowiedź Tuwima m.in. na recenzję Młodożeńca i inne napaści zamieściły „Wiadomości Literackie” w nr. 47 z 1937 r. [przypis edytorski]

[284]

item (łac.) — także, podobnie, tak samo. [przypis edytorski]

[285]

„ABC” — dziennik związany z ruchem narodowym (najpierw z endecją, od 1935 r. z ONR-ABC, drugim obok Falangi odłamem ONR, kierowanym przez Henryka Rossmana i wydającym dziennik), wydawany w Warszawie w latach 1926–1939, sponsorowany przez faszystowski rząd włoski. [przypis edytorski]

[286]

DEF — żart słowny: kolejne po ABC litery, tworzące skrót od nazwy oddziału tajnej policji zajmującej się zwalczaniem opozycji: „defensywa”. [przypis edytorski]

[287]

„Merkuriusz”, właśc. „Merkuriusz Polski Ordynaryjny” — tygodnik prorządowy, prawicowo-nacjonalistyczny, wyd. w Warszawie w l. 1933–1939 pod red. Juliana Babińskiego i Władysława Zambrzyckiego; do twórców związanych z pismem należeli m.in. Alfred Łaszowski i Jerzy Braun. [przypis edytorski]

[288]

in petto (wł.) — w duszy, w sercu, po cichu (dosł. w piersi). [przypis edytorski]

[289]

żurnalia (z fr. journal) — dziennikarstwo. [przypis edytorski]

[290]

Nie ma zgody, Mopanku — wypowiedziane do Hrabiego podczas opowieści o dziejach konfliktu między rodami słowa Gerwazego z ks. II Pana Tadeusza (w. 256) Adama Mickiewicza: „Nie masz zgody, Mopanku, pomiędzy Soplicą / I krwią Horeszków!”. [przypis edytorski]

[291]

Rumaku weterynaryjny — koń z blachy, którego w tym fragmencie autor wspomina jako element krajobrazu dzieciństwa, zdobił dach kliniki weterynaryjnej w Łodzi. [przypis edytorski]

[292]

kastalska woda — woda ze źródła Kastalia u stóp Parnasu, siedziby Muz w mit. gr. [przypis edytorski]

[293]

„Orędownik” — dziennik Narodowej Demokracji (najważniejszy obok „Gazety Warszawskiej”), wyd. 1871–1939 w Poznaniu, ale mający też oddział łódzki. [przypis edytorski]

[294]

trabant — satelita planety; w średniowieczu: żołnierz należący do straży przybocznej monarchy a. dostojnika. [przypis edytorski]

[295]

Rosynant — koń Don Kichota. [przypis edytorski]

[296]

Dulcynea — ukochana Don Kichota. [przypis edytorski]

[297]

cygan szwoleżerski — o Bolesławie Wieniawie-Długoszowskim. [przypis edytorski]

[298]

Toboso — miasto, z którego pochodzić miała Dulcynea, ukochana Don Kichota. [przypis edytorski]

[299]

Германией намъ объявлена война (ros.) — Niemcy wypowiedziały nam wojnę. [przypis edytorski]

[300]

Bekanntmachung (niem.) — obwieszczenie. [przypis edytorski]

[301]

vivere non est necesse, sed est necesse navigare (łac.) — życie nie jest rzeczą konieczną, ale żeglowanie jest konieczne (sentencja wyjęta z pism Plutarcha, który przytoczył ją jako słowa Pompejusza, właśc. navigare necesse est, vivere non est necesse). [przypis edytorski]

[302]

koga (starop.) — statek; także: typ żaglowca europejskiego używanego od XIII w. do pocz. XVI w. przez miasta hanzeatyckie do celów handlowych, ale dostosowanego do użytku wojennego. [przypis edytorski]

[303]

bat (daw., z fr. bateau) — duża łódź drewniana o płaskim dnie, służąca do prac pomocniczych we flocie. [przypis edytorski]

[304]

nawa (starop.) — statek. [przypis edytorski]

[305]

szkuta — płaskodenny statek używany do transportu śródlądowego ciężkich ładunków. [przypis edytorski]

[306]

komiega a. komięga — flisacki statek bez masztu, obsługiwany za pomocą wioseł, używany od XVI do XIX w., dostosowany do żeglugi po płytkich wodach. [przypis edytorski]

[307]

Angola — nazwa statku, na którym Tuwim z żoną Stefanią, po kilkumiesięcznym internowaniu w Portugalii (przebywali w obozie w Villar Formoso, następnie w Porto i Lizbonie), dokąd emigrowali po upadku Francji, dotarli do Brazylii. Wraz z nimi płynął inny skamandryta, Jan Lechoń. Statek „Angola” wyruszył z Lizbony 21 lipca 1940 r., do Rio de Janeiro przybił z podróżującymi trzecią klasą polskimi uchodźcami 4 sierpnia, po drodze zatrzymując się na Maderze i Cabe Verde. [przypis edytorski]

[308]

myrias myriadum (łac., z gr.) — miriada miriad; mnóstwo, bez liku. [przypis edytorski]

[309]

Lechoń, Jan, właśc. Leszek Józef Serafinowicz (1899–1956) — poeta, prozaik, krytyk literacki i teatralny, współtwórca grupy poetyckiej Skamander (powst. ok. 1916 r.), współredagował czasopismo „Pro Arte et Studio” (1916–1919), był współzałożycielem kawiarni „Pod Picadorem” (1918–1919) i kabaretu literackiego Pikador; redaktor pisma satyrycznego „Cyrulik Warszawski”, publicysta „Wiadomości Literackich”; w l. 1930–1939 attaché kulturalny ambasady polskiej w Paryżu; po upadku Francji wyemigrował do Brazylii, a nast. do Stanów Zjednoczonych, gdzie pracował dla radia i kilku periodyków polonijnych oraz stał się współzałożycielem Polskiego Instytutu Nauk i Sztuk w USA; zginął śmiercią samobójczą, skacząc z okna hotelu Hudson w Nowym Jorku. [przypis edytorski]

[310]

Sanguszko, Roman (1901–1986) — ziemianin z tytułem książęcym, hodowca koni arabskich w Gumniskach k. Tarnowa; ponieważ matka nie akceptowała jego małżeństwa z Wandą z Turzańskich Krynicką, rozwódką, mieszkał stale we Francji, pod Paryżem; jego pierwsza żona zmarła w 1937 r., osierocając dwumiesięcznego synka, Piotra; swoją drugą żonę, Germaine Burhard Sanguszko poznał na statku, którym emigrował do Brazylii; zamieszkali w Sao Paulo. [przypis edytorski]

[311]

eskud, właśc. escudo — waluta portugalska w l. 1911–2002; escudo dzieliło się na 100 centavos. [przypis edytorski]

[312]

Wamba negro mbamba (…) Yamba mulata yambambé — naśladownictwo fonetyczne fraz z wiersza Canto Negro Nicolása Guilléna (1902–1989), poety kubańskiego (o pochodzeniu Afrokubańskim), z tomu Sóngoro Cosongo (wyd. 1931) zawierającego również teksty wykorzystujące onomatopeje, współbrzmienia i paralelizmy, bazujące na gatunku muzyczno tanecznym son cubano:

¡Yambambó, yambambé!
Repica el congo solongo,
repica el negro bien negro;
congo solongo del Songo
baila yambó sobre un pie.
Mamatomba,
serembe cuserembá.
El negro canta y se ajuma,
el negro se ajuma y canta,
el negro canta y se va.
Acuememe serembó,
yambó,
aé.
Tamba, tamba, tamba, tamba,
tamba del negro que tumba;
tumba del negro, caramba,
caramba, que el negro tumba:
¡yamba, yambó, yambambé!

[przypis edytorski]

[313]

bremzować (gw., z niem. bremsen)— hamować. [przypis edytorski]

[314]

Tu glob najbardziej brzuch wydyma — zwyczajowo na statkach przekraczających równik świętuje się ten moment żywiołową zabawą. [przypis edytorski]

[315]

viva vruzeiro (port.) — niech żyje krzyż. [przypis edytorski]

[316]

viva bandeira nacional (port.) — niech żyje sztandar narodowy. [przypis edytorski]

[317]

Cabral, Pedro Álvares (ok. 1467–ok. 1520) — żeglarz portugalski, dowódca sfinansowanej przez króla Manuela I (1469–1521) wyprawy 13 statków, które wyruszyły do Indii szlakiem Vasco da Gamy, jednakże płynąc ku Przylądkowi Dobrej Nadziei, zostały zniesione wiatrem i 22 kwietnia 1500 r. dotarły do wybrzeży Brazylii; Cabral nazwał nowo odkryty przez Europejczyków ląd Terra de Vera Cruz (Ziemia Prawdziwego Krzyża) i uczynił go kolonią Portugalii. [przypis edytorski]

[318]

luzytański — portugalski; od nazwy staroż. prowincji rzymskiej na tych terenach: Luzytania. [przypis edytorski]

[319]

kosa (daw., gw.) — warkocz. [przypis edytorski]

[320]

Młody wygnaniec — tytuł powieści dla młodzieży spolszczonej przez Julię Marię Zaleską (1831–1889) na podstawie oryg. niem. tekstu Richarda Rotha (1835–1915) i wydanej po raz pierwszy w Warszawie w 1889 r. z ilustracjami Stanisława Wolskiego, a następnie wielokrotnie wznawianej (pełny tytuł adaptacji brzmiał: Młody wygnaniec. Przygody wśród puszcz i stepów amerykańskich, oryg. wzoru: Die Heimat in der Wüste. Erzählung aus den wildnissen des südwestens von Nordamerika). [przypis edytorski]

[321]

almirante (port.) — admirał. [przypis edytorski]

[322]

port w zatoce Guanabara — Rio de Janeiro. [przypis edytorski]

[323]

parademarsz (z niem.) — parada wojskowa. [przypis edytorski]

[324]

landszturm (z niem. landsturm) — pospolite ruszenie, żołnierze rezerwy. [przypis edytorski]

[325]

feldfebel (z niem. Feldwebel) — sierżant. [przypis edytorski]

[326]

lejtnant (z fr. lieu tenant: utrzymujący pozycję) — porucznik; w wojsku niem. podporucznik. [przypis edytorski]

[327]

Za Ren, za Ren, niemiecki Ren (niem. Zum Rhein, zum Rhein, zum deutschen Rhein) — jeden z początkowych wersów piosenki (słowa Max Schneckenburger 1840, muzyka Karl Wilhelm 1854) Die Wacht am Rhein („Straż na Renie”), która zyskała popularność w związku z narastającym konfliktem między Francją a Prusami, który kulminował w wojnie prusko-francuskiej (1870–1871); był to jeden z nieoficjalnych hymnów Drugiej Rzeszy Niemieckiej; podczas I wojny światowej i w międzywojniu ze względu na okoliczności i kontekst wykonywania utworu piosenka zyskała tym mocniejszy wydźwięk silnie nacjonalistyczny. [przypis edytorski]

[328]

feldmarszałek (z niem. Feldmarschall) — marszałek polny, najwyższy stopień wojskowy. [przypis edytorski]

[329]

Mackensen, August von (1849–1945) — feldmarszałek niem., dowódca wojsk niemieckich i austro-węgierskich podczas I wojny światowej, nominację ze stopnia generała na feldmarszałka otrzymał za przełamanie frontu rosyjskiego pod Gorlicami i zajęcie Galicji wraz ze Lwowem w 1915 r.; wcześniej, późną jesienią 1914 r. zajął na czele armii niem. Łódź. [przypis edytorski]

[330]

Marsylianka — francuska pieśń rewolucyjna (słowa i muzyka Claude Joseph Rouget de Lisle, 1792), jej pierwotny tytuł odwoływał się do historycznego wydarzenia wymarszu rewolucyjnej Armii Renu Chant de marche de l'Armée du Rhin („Marsz wojenny Armii Renu”), tytuł popularny zyskała jako śpiewana przez rewolucyjnych żołnierzy z Marsylii podczas szturmu na pałac Tuileries; pieśń stała się hymnem Wielkiej Rewolucji Francuskiej, w okresie Restauracji zakazana, od 1879 r. funkcjonuje jako hymn państwowy Republiki Francuskiej. [przypis edytorski]

[331]

szucman (z niem. Schutzmann) — porządkowy; policjant. [przypis edytorski]

[332]

krajskomenda (z niem.) — komenda okręgowa. [przypis edytorski]

[333]

Foch, Ferdinand (1851–1929) — marszałek Francji, od kwietnia 1918 r. naczelny dowódca sił sprzymierzonych. [przypis edytorski]

[334]

Sie, Mikrobus! Kreuzsappermentrebelle Sie! (niem.) — Panie smarkacz! Rebeliancie sakramencki ty! [przypis edytorski]

[335]

kontramarka — numerek np. w szatni, zamówienia w restauracji itp. [przypis edytorski]

[336]

Wer ist das eigentlich Piłsudski? (niem.) — Właściwie kto to jest Piłsudski? [przypis edytorski]

[337]

endecki — związany z Narodową Demokracją. Powstałe w 1896 r. Stronnictwo Narodowo-Demokratyczne było ugrupowaniem programowo antysemickim, w okresie I wojny światowej prorosyjskim, utworzony przez jej zwolenników Legion Puławski walczył jako 739 Nowoaleksandryjska Drużyna w składzie wojsk rosyjskich na froncie wsch. w imię „zjednoczenia ziem polskich pod berłem carów”; od listopada 1914 r. opiekę nad oddziałem sprawował Komitet Narodowy Polski kierowany przez Romana Dmowskiego. [przypis edytorski]

[338]

legionista — tu: żołnierz Legionów Polskich, formacji wojskowej utworzonej 27 sierpnia 1914 r. z inicjatywy polskich stronnictw politycznych w Galicji, w I wojnie światowej walczącej jako oddziały armii austro-węgierskiej po stronie państw centralnych. W skład LP weszły oddziały polskich organizacji paramilitarnych, m.in. Związku Strzeleckiego, Polskich Drużyn Strzeleckich, Polskiego Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół”. W grudniu 1914 sformowano z oddziałów, które pod dowództwem Józefa Piłsudskiego miały już na swoim koncie pewne dokonania militarne utworzono I Brygadę Legionów Polskich, w maju 1915 r. II Brygadę Legionów Polskich tzw. Karpacką (pod dowództwem płk. Ferdynanda Küttnera, nast. płk. Józefa Hallera), i III Brygadę Legionów Polskich; 20 września 1916 utworzono z oddziałów legionowych Polski Korpus Posiłkowy, a 10 kwietnia 1917 Polską Siłę Zbrojną (Polnische Wehrmacht). W lipcu 1917 r. w wyniku sprowokowanego przez Piłsudskiego tzw. kryzysu przysięgowego (I i część III Brygady odmówiły złożenia przysięgi na wierność obcym monarchom) doszło do internowania legionistów (15 tys.) w obozach w Beniaminowie i Szczypiornie oraz karnego wcielenia (3 tys.) żołnierzy posiadających obywatelstwo austr. do armii austro-węgierskiej i wysłania na front włoski. Reszta Polskiego Korpusu Posiłkowego (gł. rekrutująca się z II Brygady), złożywszy przysięgę, pod dowództwem austro-węgierskim kontynuowała walkę na wschodzie. Część, która odmówiła przysięgi, tworzyła nadal Polską Siłę Zbrojną (od lipca 1917 do października 1918 zwiększyła swą liczebność z ok. 3 tys. do 9 tys.), dając początek Wojsku Polskiemu, które 13 października 1918 r. zaprzysiężono na wierność Radzie Regencyjnej; w listopadzie 1918 r. oddziały WP odegrały istotną rolę w rozbrajaniu oddziałów niem. w Warszawie. [przypis edytorski]

[339]

en face (fr.) — twarzą na wprost. [przypis edytorski]

[340]

zychier (z niem. sicher) — pewnie. [przypis edytorski]

[341]

manlicher, właśc. mannlicher — nazwa powtarzalnego, szybkostrzelnego karabinu Mannlicher M1895, skonstruowanego przez Ferdinanda Mannlichera; podczas I wojny światowej był to karabin Armii Austro-Węgier. [przypis edytorski]

[342]

komendancki — należący do komendanta; tak nazywano Józefa Piłsudskiego w międzywojniu. [przypis edytorski]

[343]

bieriozieńka (z ros.) — brzózka. [przypis edytorski]

[344]

krasotka (z ros.) — ślicznotka. [przypis edytorski]

[345]

Sellina teatr — Teatr Wielki w Łodzi przy ul. Konstantynowskiej, ufundowany przez Fryderyka Sellina i uroczyście otwarty w 1901 r., posiadający trzykondygnacyjną widownię na 1250 osób, centralne ogrzewanie, oświetlenie elektryczne i wentylację, mimo sąsiedztwa usytuowanych w tym samym gmachu restauracji, sali balowej i pijalni wód mineralnych, z uwagi na niską frekwencję wkrótce upadł. Próby ratowania instytucji pojęte od sezonu 1905/1906 pod dyrekcją Icchaka Zandberga (odnajmowano scenę m.in. na występy teatru japońskiego czy słynnej tancerki Isadory Duncan) pozwoliły utrzymać scenę do końca wojny; w 1912 r. gmach został sprzedany na licytacji, w czasie wojny służył jako niem. lazaret wojskowy, w 1920 r. spłonął. [przypis edytorski]

[346]

teatr na Cegielnianej — Teatr Polski zorganizowany w 1909 r. w przebudowanym magazynie przez Aleksandra Zelwerowicza. [przypis edytorski]

[347]

Klukas — nazwa daw. hotelu w Łodzi, usytuowanego w narożnym budynku przy przy ul. Cegielnianej 64 w Łodzi (dziś Jaracza 34). [przypis edytorski]

[348]

fotograf Tyraspolski — atelier fotograficzne Jakuba Tyraspolskiego działający od 1899 r., usytuowany przy ul. Piotrkowskiej 76; wcześniej Tyraspolski (tytułujący się jako „Nadworny fotograf”, taką pieczątką opatrzone są jego fotografie) prowadził od 1894 r. zakład w Odessie, a filia łódzkiego mieściła się w Warszawie (przy Mazowieckiej 12 w l. 1899–1905, Marszałkowskiej 130 w r. 1905 oraz Marszałkowskiej 87); choć zakład został przejęty przez Feliksa Buchcara w 1908 r., a następnie jego syna Jana, który był jego właścicielem do 1939 r., firmę prowadzono pod niezmienioną nazwą „J. Tyraspolski”. [przypis edytorski]

[349]

bankier Hieronim Schiff — Dom Bankowy Hieronim Schiff Spadkobiercy mieścił się przy ul. Piotrkowskiej 78 w Łodzi. [przypis edytorski]

[350]

Luwr — kawiarnia i restauracja Henryka Fuglewicza, z nazwą na szyldzie w pisowni fr. „Louvre”, przy ul. Piotrkowskiej 88; bardzo popularny w latach dwudziestych XX w., funkcjonował 1915–1933 r. [przypis edytorski]

[351]

Kon, Piotr (1865–1937) — adwokat, obrońca w procesach robotników oskarżonych o działalność polityczną na ziemiach polskich zaboru rosyjskiego (m.in. uczestników buntu tkaczy łódzkich w 1892 r., następnie uczestników wydarzeń Rewolucji 1905 r.); działacz Organizacji Radykalnej Inteligencji „Wolność” w Łodzi. [przypis edytorski]

[352]

dieło… nomier (z ros.) — sprawa, numer. [przypis edytorski]

[353]

Fiszer, Franciszek (1860–1937) — erudyta i filozof, słynny z charakterystycznego dowcipu, autor i bohater wielu angdot, przyjaciel literatów i artystów (w tym skamandrytów), bywalec warszawskich kawiarni, wysoko ceniony w warszawskim środowisku literackim i wielokrotnie opisywany. [przypis edytorski]

[354]

solche Stiefel (niem.) — takie buty. [przypis edytorski]

[355]

ochweśnik a. obraźnik — daw. rzemieślnik i sprzedawca domokrążny, wytwarzający obrazy i ryciny (gł. odbitki drzeworytnicze na papierze), przede wszystkim o tematyce dewocyjnej, oraz zajmujący się ich sprzedażą, chodząc od domu do domu. [przypis edytorski]

[356]

freireczka a. frajereczka (gw.) — dziewczyna, ukochana. [przypis edytorski]

[357]

Katsushika, Hokusai (1760–1849) — jeden z najwybitniejszych i najpłodniejszych japońskich malarzy, twórców barwnych drzeworytów w stylu ukiyo-e (tj. „obrazów przepływającego świata”); znany szerzej w Europie pod swym imieniem Hokusai. [przypis edytorski]

[358]

Fujita, właśc. Tsuguharu Foujita (1886–1969) — japoński malarz, grafik i rysownik, od 1913 r. w Paryżu, należał do bohemy artystycznej Montparnasse'u, od 1955 r. posiadał obywatelstwo francuskie, po chrzcie w Kościele katolickim w 1959 r. używał też imienia Léonard; tematyka jego prac obejmowała akt, martwą naturę, wizerunki zwierząt (gł. kotów) i pejzaże. [przypis edytorski]

[359]

mark registered (ang.) — firmowy znak zastrzeżony. [przypis edytorski]

[360]

śpion (z ros.) — szpieg; tajny agent policji. [przypis edytorski]

[361]

ziandarm — żandarm. [przypis edytorski]

[362]

tri (z ros.) — trzy. [przypis edytorski]

[363]

szwarc jure (jid.) — ciężkie czasy; czarny rok; rok klęsk. [przypis edytorski]

[364]

szwarcowany — dostarczany nielegalnie, gł. przewożony przez granicę. [przypis edytorski]

[365]

opędzić — tu: zaspokoić (codzienne najpilniejsze potrzeby). [przypis edytorski]

[366]

kajzer Wiluś — Wilhelm II Hohenzollern (1859–1941), cesarz niemiecki i król pruski 1888–1918. [przypis edytorski]

[367]

cesarz Mikuś — Mikołaj II Aleksandrowicz Romanow (1868–1918), cesarz (car) Rosji 1894–1917. [przypis edytorski]

[368]

Max Linder, właśc. Gabriel-Maximilien Leuvielle (1883–1925) — fr. aktor komiczny kina niemego, reżyser, jeden z pionierów kina; jako aktor stworzył typ lowelasa i eleganta w cylindrze i z wąsikiem, Charles Chaplin wskazywał go jako swego mistrza. [przypis edytorski]

[369]

legun — legionista, żołnierz legionów. [przypis edytorski]

[370]

Warszawa padła — chodzi o zdobycie Warszawy przez wojska niemieckie 5 sierpnia 1915 r. [przypis edytorski]

[371]

Baker Street w Londynie — tu określona jako sławna, ponieważ na tej ulicy pod numerem 221 b (nieistniejącym wówczas i aż do r. 1930) miał mieszkać detektyw Sherlock Holmes, bohater szeregu opowiadań i powieści kryminalnych Arthura Conan Doyle'a. [przypis edytorski]

[372]

plwina — plwocina. [przypis edytorski]

[373]

Faeton (mit. gr.) — syn boga słońca Heliosa; na jego prośbę ojciec pozwolił mu przez jeden dzień powozić rydwanem słońca; kiedy Faeton ruszył w drogę, okazało się, że nie potrafi kontrolować koni, które poniosły i zjechały z ustalonej trasy; ponieważ światu groziło spalenie, Zeus zmuszony był zabić Faetona piorunem, który spadł do rzeki Erydan. [przypis edytorski]

[374]

kwadryga — dwukołowy rydwan zaprzęgany w czwórkę koni ustawionych równolegle. [przypis edytorski]

[375]

rzoncego (gw.) — rządcę. [przypis edytorski]

[376]

strupel (gw.) — strażnik; stróż. [przypis edytorski]

[377]

drach (z niem. Drache) — latawiec. [przypis edytorski]

[378]

kicha — dętka; wąż gumowy. [przypis edytorski]

[379]

śturga (gw.) — szturcha. [przypis edytorski]

[380]

Moje! (gw.) — przywitanie, zniekszt. niem. Morgen! (skrót od guten Morgen: dzień dobry). [przypis edytorski]

[381]

rogoża — tu: mata z trzciny. [przypis edytorski]

[382]

rolwaga (gw., z niem. Rollwagen) — platforma na kołach; wóz towarowy. [przypis edytorski]

[383]

pakuły — krótkie włókna słomy lnianej a. konopnej używane do uszczelniania itp. [przypis edytorski]

[384]

klipa — drewienko zaostrzone na obu końcach; na podbijaniu go kijem polegała daw. gra podwórkowa. [przypis edytorski]

[385]

blincowanie (z niem.) — stanie z zamkniętymi oczami. [przypis edytorski]

[386]

musowo (gw.) — koniecznie. [przypis edytorski]

[387]

ruła (z niem. ruhe: cisza, spokój, odpoczynek) — miejsce do „zaklepywania” w zabawie w chowanego. [przypis edytorski]

[388]

giltować (z niem. gilten: brać pod uwagę) — liczyć się; zaliczać. [przypis edytorski]

[389]

tyjater (gw.) — teatr. [przypis edytorski]

[390]

rezon — tu: argument. [przypis edytorski]

[391]

jużeśma próbowali (gw., starop.) — już próbowaliśmy. [przypis edytorski]

[392]

Jutrzenka Swobody (…) Zbawienia Słońce — nawiązanie do Ody do młodości Adama Mickiewicza; por. końcową strofę:

Pryskają nieczułe lody,
I przesądy, światło ćmiące…
Witaj jutrzenko swobody,
Zbawienia za tobą słońce!

[przypis edytorski]

[393]

szpiner (z niem. Spinnerei: przędzalnia) — pracownik przędzalni. [przypis edytorski]

[394]

wtrajać (gw.) — zjadać. [przypis edytorski]

[395]

blutwurszt (z niem.) — kaszanka. [przypis edytorski]

[396]

kwaskowe „szklanki” — pot. nazwa odmiany wiśni. [przypis edytorski]

[397]

hopje — holenderski cukierek, twardy, o prostopadłościennym kształcie, brązowym kolorze i smaku kawowym; nazwa pochodzi od nazwiska wynalazcy, barona Hendrika Hopa. [przypis edytorski]

[398]

sachar maroż (z ros., daw.) — lody. [przypis edytorski]

[399]

rachat łukum a. rachatłukum — wschodni tradycyjny smakołyk, o galaretowatej konsystencji i smaku owocowym (ale także np. różanym), obsypany cukrem pudrem lub wiórkami kokosowymi, wyrabiany ze skrobi pszennej a. mąki ziemniaczanej oraz cukru z dodatkami nadającymi kolor i aromat. [przypis edytorski]

[400]

andrut — cieniutki wafel pszenny. [przypis edytorski]

[401]

graca — tu: piłka z gumy kauczukowej. [przypis edytorski]

[402]

nenia (łac.) — pieśń pogrzebowa w kulturze staroż. Rzymu; w XVI–XVIII w. żałobny utwór literacki; tu forma M lm: neniae. [przypis edytorski]

[403]

szterbekasa (z niem. Sterbekasse) — oszczędności na wypadek śmierci; kasa pogrzebowa. [przypis edytorski]

[404]

szurszawy (z ros. шуршать: szeleścić) — szeleszczący. [przypis edytorski]

[405]

bylinnik — pieśniarz ludowy, spisujący i śpiewający byliny, tj. daw. ros. ludowe pieśni epickie, oparte na tematach historyczno-legendarnych, opiewające czyny bohaterów. [przypis edytorski]

[406]

rapsod — tu: wędrowny śpiewak w staroż. Grecji, recytujący poematy epickie, własne lub cudze, głównie epopeje Homera. [przypis edytorski]

[407]

Gloucester, Edgar, Kent — postaci z dramatu Shakespeare'a Król Lear. [przypis edytorski]

[408]

Skuczno na etom swietie, gospodà (ros.) — Nudno jest na tym świecie, proszę państwa. [przypis edytorski]

[409]

panneau (fr.: płaszczyzna) — dekoracyjna płaszczyzna (malowidło, tkanina, płaskorzeźba) na ścianie, suficie, boazerii, meblu. [przypis edytorski]

[410]

hektografowany — powielany za pomocą hektografu, tj. używanego w XIX w. powielacza do tekstów i rysunków. [przypis edytorski]

[411]

ulik — młody, pełnotłusty śledź pochodzący z połowów dalekomorskich, konserwowany w mocno stężonej solance. [przypis edytorski]

[412]

Lukullus (117–56 p.n.e.) — rzym. wódz i polityk; znany z wystawnego trybu życia, m.in. postawił liczne luksusowe rezydencje, założył wiele ogrodów egzotycznych oraz sprowadzał ze Wschodu wiele dzieł sztuki; słynął również jako smakosz, wyprawiając uczty, których przepych i wykwintność serwowanych dań stał się przysłowiowy. [przypis edytorski]

[413]

wódkęm (…) pijał — wódkę pijałem (daw. konstrukcja z ruchomą końcówką czasownika). [przypis edytorski]

[414]

kwadrans na dziesiątą — tj. piętnaście minut po dziewiątej. [przypis edytorski]

[415]

„Kino. Tygodnik Ilustrowany” — tygodnik filmowy ukazujący się w od 3 marca 1930 do 10 września 1939 r. w Warszawie, cieszący się wielką popularnością w międzywojniu (nakład 50 tys. egz.). [przypis edytorski]

[416]

Sym, Igo, właśc. Karol Antoni Juliusz Sym (1896–1941) — popularny aktor filmowy (debiut Wampiry Warszawy z 1925 r.), odtwórca ról amantów, z pochodzenia pół Austriak (po matce), żonaty z córką słynnego malarza Juliana Fałata, Heleną; od 1929 w filmie pracował głównie w Niemczech, występując m.in. u boku Marleny Dietrich; w 1931 r. zaczął także karierę estradową w warszawskich teatrach rewiowych, śpiewał, grał na pile; jako agent niemieckiej Abwery, zginął zastrzelony na podstawie wyroku sądu polskiej organizacji podziemnej ZWZ; został pochowany z honorami na Powązkach, a jego śmierć stała się pretekstem dla władz okupacyjnych dla rozpoczęcia akcji odwetowych, zwłaszcza w środowisku teatralnym Warszawy. [przypis edytorski]

[417]

kapiszon (z fr. capuchon)— tu: kaptur. [przypis edytorski]

[418]

Ujejski, Kornel (1823–1897) — poeta późnego romantyzmu pol., autor m.in. tomu wierszy Skargi Jeremiego (wyd. anonimowe w Paryżu, datowane Londyn 1847), który za życia autora doczekał się siedmiu wydań; biblijna stylizacja jeremiady posłużyła Ujejskiemu do wyrażenia patriotycznej rozpaczy po upadku rewolucji krakowskiej 1846 r.; pochodzący z tego tomu Chorał (inc. Z dymem pożarów…) stał się hymnem manifestacji w Warszawie poprzedzających powstanie styczniowe. [przypis edytorski]

[419]

gadiuka (z ros. гадюка) — żmija. [przypis edytorski]

[420]

garadowoj (z ros. городовой) — policjant. [przypis edytorski]

[421]

marquesa (hiszp.) — markiza. [przypis edytorski]

[422]

O, Lamb of God! Redeemer! O, Lord! (ang.) — Baranku Boży! Odkupicielu! O, Panie! [przypis edytorski]

[423]

teofagia — zjadanie boga; bogożerstwo. [przypis edytorski]

[424]

Credo, quia…, właśc. Credo quia absurdum (łac.) — Wierzę, bo jest to absurdalne; sentencja cytowana jako zdanie Tertuliana (ok. 160–ok. 240), rzym. apologety chrześcijaństwa, w istocie jest to bardziej soczysta parafraza zdania z rozdz. V, w. 4 dzieła De carne Christi („O ciele Chrystusa”): „credibile est, quia ineptum est”, tj. jest to wiarygodne, ponieważ jest niedorzeczne (komentarz do religijnego dogmatu, że Syn Boży umarł). [przypis edytorski]

[425]

remington — tu: maszyna do pisania; eponim od nazwy firmy E. Remington and Sons działającej w l. 1816–1896 i produkującej broń palną oraz (od 1873) maszyny do pisania. [przypis edytorski]

[426]

O, Rosa Mystica (łac.) — O, Mistyczna Różo; także: O Różo Duchowna; jedno z metaforycznych określeń Marii w religii chrześcijańskiej. [przypis edytorski]

[427]

Talleyrand, właśc. Charles-Maurice de Talleyrand-Périgord (1754–1838) — fr. dyplomata i polityk; mimo że był duchownym (biskupem), co więcej z rodu książęcego, poparł Wielką Rewolucję Francuską 1789 r., patronował przeprowadzeniu ustaw dotyczących sekularyzacji dóbr kościelnych i został przewodniczącym Konwentu, po klęsce Napoleona I był reprezentantem Francji na Kongresie Wiedeńskim i kontynuował karierę również w czasach Restauracji. Talleyrand zasłynął jako inteligentny, cyniczny i bezwzględny pragmatyk, pełniąc funkcje agenta dyplomatycznego lub ministra spraw wewnętrznych kolejnych rządów: Dyrektoriatu, Napoleona, Burbonów i Ludwika Filipa I. [przypis edytorski]

[428]

Piotrze! gdzie opoka? — Por. Mat. XXI, 42–43; I list św. Piotra II. 6–7; Łuk. XXI. 5–6. [przypis edytorski]

[429]

Ubi haec Petra? — Gdzie ta opoka? [przypis edytorski]

[430]

herodianin — członek stronnictwa politycznego skupionego wokół Heroda Wielkiego. [przypis edytorski]

[431]

sacrosanctum (łac.) — święta świętość; największa świętość. [przypis edytorski]

[432]

szengajst (z niem.) — pięknoduch. [przypis edytorski]

[433]

Rostworowski, Karol Hubert (1877–1938) — dramaturg, poeta, kompozytor i publicysta; stronnik Narodowej Demokracji, przewodniczący Straży Narodowej, oboźny Obozu Wielkiej Polski; był autorem tragedii psychologicznej Judasz z Kariothu wyd. w 1913 r. i wystawionej w tym samym roku w Krakowie w reż. Leona Schillera, z udziałem Ludwika Solskiego w roli tytułowej. [przypis edytorski]

[434]

Schiller, Leon (1887–1954) — reżyser, autor scenariuszy, krytyk i teoretyk teatru; zyskał sławę w międzywojniu dzięki swym monumentalnym inscenizacjom wielkich romantyków polskich, m.in. Dziadów Adama Mickiewicza, Kordiana i Snu srebrnego Salomei Słowackiego w latach 30. XX w. w teatrach we Lwowie, Wilnie i Warszawie. [przypis edytorski]

[435]

Ite, missa est (łac.) — Idźcie ofiara skończona; słowa kapłana w rozesłaniu, tj. końcowej części katolickiej mszy w języku łacińskim (tzw. ryt trydencki), odprawianej powszechnie od 1570 r. do soboru watykańskiego II (1962–1965). [przypis edytorski]

[436]

Deo gratias (łac.) — Bogu niech będą dzięki; słowa zebranych wiernych w rozesłaniu, końcowej części katolickiej mszy w języku łacińskim (tzw. ryt trydencki), odprawianej powszechnie od 1570 r. do soboru watykańskiego II (1962–1965). [przypis edytorski]

[437]

Placeat tibi (łac.) — przyjmij z upodobaniem; pierwsze słowa formuły ofiarowania odprawionej właśnie mszy, wypowiadane przez kapłana w rozesłaniu, tj. końcowej części katolickiej łacińskiej mszy w rycie trydenckim. Cytowana dalej fragmentami pełna formuła: Placeat tibi, sancta Trinitas, obsequium servitutis meae: et praesta, ut sacrificium quod oculis tuae maiestatis indignus obtuli, tibi sit acceptabile, mihique, et omnibus pro quibus illud obtuli, sit te miserante propitiabile. Per Christum Dominum nostrum. Amen. tłumaczy się jako: „Trójco Przenajświętsza, przyjmij z upodobaniem hołd swego sługi i spraw, niech ta ofiara, którą ja niegodny złożyłem przed obliczem Twego majestatu, Tobie będzie miła, mnie zaś i wszystkim, za których ją ofiarowałem, niech przez miłosierdzie Twoje zjedna przebaczenie. Przez Chrystusa Pana naszego. Amen”. [przypis edytorski]

[438]

manibus prostratis (łac.) — z wyciągniętymi rękami. [przypis edytorski]

[439]

Et verbum caro factum [est] (łac.) — A Słowo ciałem się stało. [przypis edytorski]

[440]

parlance (z fr.) — mowa, przemówienie; tu: powiedzonko. [przypis edytorski]

[441]

drużba — tu: przyjaźń. [przypis edytorski]

[442]

Sulamita a. Szulamitka — Oblubienica z biblijnej Pieśni nad pieśniami; pot. uosobienie orientalnej, śniadej (najczęściej żydowskiej) pięknej kobiety. [przypis edytorski]

[443]

ramiony (daw. forma) — dziś N. lm: ramionami. [przypis edytorski]

[444]

Brückner, Aleksander (1856–1939) — slawista, historyk literatury i kultury polskiej, autor m.in. Słownika etymologicznego języka polskiego. [przypis edytorski]

[445]

dziewierz (starop.) — brat męża; szwagier (Brückner jako purysta językowy zwalczający w polszczyźnie zapożyczenia, szczególnie z jęz. niem. zwracał uwagę na obcą etymologię tego drugiego określenia). [przypis edytorski]

[446]

Hemar, Marian (1901–1972) — polski poeta, satyryk, komediopisarz, autor tekstów piosenek (np. Titina, Upić się warto), scenariuszy filmowych, szopek warszawskich, kierownik stołecznych kabaretów; urodzony jako Jan Maria Hescheles, pseud. Jan Mariański, Marian Wallenrod. [przypis edytorski]

[447]

Magia Venerea (łac.) — magia Wenery; magia miłosna. [przypis edytorski]

[448]

Centaurea cyanus — łac. nazwa botaniczna dla chabra, bławatka. [przypis edytorski]

[449]

Menyanthes Trifoliata — łac. nazwa botaniczna rośliny zw. bobrek trójlistny. [przypis edytorski]

[450]

fretówka — prostytutka z ulicy Freta w Warszawie. [przypis edytorski]

[451]

herszt bandytów spod Rogowa — na stacji Rogów koło Koluszek dnia 8 listopada 1906 r. członkowie Organizacji Bojowej PPS pod dowództwem Józefa Mireckiego, pseud. Montwiłł (1879–1908) przeprowadzili napad na pociąg pocztowy w celu zdobycia pieniędzy na działalność partii. [przypis edytorski]

[452]

Bogopodobnaja cariewna — pierwsze słowa ody napisanej na cześć Katarzyny II przez wybitnego przedstawiciela ros. klasycyzmu poetę Gawriiła Romanowicza Dierżawina (1743–1816). [przypis edytorski]

[453]

Drewlanie — plemię wschodniosłowiańskie zamieszkujące w dorzeczach Słuczy i Prypeci na Polesiu Wołyńskim (najważniejsze grody: Owrucz, Korosteń), w r. 884 podbici i obłożeni daniną przez Olega, władcę Rusi Kijowskiej; w 946 r. włączeni do Księstwa Kijowskiego. [przypis edytorski]

[454]

Obodryci (łac. Abodriti) — także: Obodrzycy, Obodrzyce; grupa plemion Słowian połabskich zamieszkujących Pomorze Przednie i Szlezwik-Holsztyn,graniczących z Sasami i Wieletami; byli sojusznikami Karola Wielkiego i tworzyli oddziały pomocnicze wojsk cesarza Franków; z czasem, po wiekach zmagań z żywiołem niemieckim, zostali rozbici i wchłonięci (w 2. poł. XII w.), długo zachowując odrębność. [przypis edytorski]

[455]

Wiatycze — także: Wiaticze, Węcicze; plemię słowiańskie zamieszkujące w IX–XII w. nad górną Oką i górnym Donem, wchłonięci przez Ruś Kijowską, długo zachowując odrębność etniczną (kronikarz Nestor z Kijowa wskazywał ich pochodzenie od Lachów, przynależność do Słowian zachodnich). [przypis edytorski]

[456]

Swarog a. Swaróg (mit. słow.) — słowiański bóg ognia i kowalstwa. [przypis edytorski]

[457]

carstwowat' (z ros.) — panować jako car a. caryca. [przypis edytorski]

[458]

swołocz (z ros., pogard.) — osoba zasługująca na pogardę, podła. [przypis edytorski]

[459]

a tiepier pakojnoj noczi (z ros.) — a teraz spokojnej nocy. [przypis edytorski]

[460]

Ty, Co Myśl Boga Nosisz W Łonie I Losy Świata W Swym Zakonie… — por. fragment Przedświtu Zygmunta Krasińskiego: „Bo myśl Boga w twojem łonie I los świata — w twym Zakonie!” [przypis edytorski]

[461]

epinal — eponim od nazwy miasta Épinal we Francji, w regionie Grand Est, będącego stolicą departamentu Wogezy (fr. Vosges), w XVIII w. znanego z produkcji obrazków (tzw. płyt epinalskich): rycin o wyrazistych kolorach i formie, w schematyczny sposób przedstawiających sceny i postaci z życia codziennego, a także sceny religijne; fr. wyrażenie une image d'Epinal, tj. „obrazek z Epinal” oznacza naiwne uproszczenie, sentymentalny stereotyp. [przypis edytorski]

[462]

Tutivillus a. Titivillus — w średniowiecznej demonologii diabeł, który zbierał w worek lub zapisywał ludzkie błędy (początkowo przejęzyczenia mnichów podczas modlitwy i pomyłki skryptorów przepisujących manuskrypty), aby wykorzystać je jako dowody oskarżenia na Sądzie Ostatecznym; imię utworzone prawdopodobnie od łac. titivillicium: bagatela, błahostka, rzecz bezwartościowa. [przypis edytorski]

[463]

Taceat mulier in ecclesia (łac.) — Niech milczy kobieta w kościele (cytat z pism Pawła: 1 Kor. 14, 34). [przypis edytorski]

[464]

Striga es! Striga! Vas daemonum! (łac.) — To jest wiedźma! Wiedźma! Naczynie demona! [przypis edytorski]

[465]

Folblut — nazwisko znaczące, iron., z niem. Vollblut: pełnej krwi, rasowy (gł. o koniu). [przypis edytorski]

[466]

szampiter — szampan. [przypis edytorski]

[467]

U Stempka, właśc. U Stępka — restauracja i winiarnia Antoniego Stępkowskiego (1831–1889) przy ul. Wierzbowej 9, nieopodal pl. Teatralnego w Warszawie (dawniej kamienica Dmuszewskiego), działająca pod tym adresem od 1858 r. (wcześniej przy sklepie na ul. Długiej), wspominana m.in. w Kronikach Bolesława Prusa; następnie, w międzywojniu, mieściła się tu jedna z najpopularniejszych warszawskich restauracji „Oaza”. [przypis edytorski]

[468]

Aleksandryna — lokal nocny i kabaret przy ul. Mokotowskiej 73 w Warszawie, istniejący od ok. 1900 r. (wcześniej w l. 1897–1900 pod adresem Nowy Świat 73 na rogu Świętokrzyskiej 1). [przypis edytorski]

[469]

redutowy — przeznaczony na organizowanie redut, tj. rodzaju zabaw tanecznych (bal maskowy, na który sprzedawano bilety wejściowe). [przypis edytorski]

[470]

fin de siècle (fr.) — koniec wieku; także nazwa ruchu artystycznego u schyłku XIX w., dekadentyzm. [przypis edytorski]

[471]

Wedel — tu: nazwa fabryki słodyczy w Warszawie. [przypis edytorski]

[472]

drynda — dorożka; wynajmowany pojazd konny do poruszania się po mieście. [przypis edytorski]

[473]

Krzymiński — w l. 1829–1939 skład win P. A. Krzymińskiego połączony z częścią degustacyjną i niewielką restauracją (tzw. daw. „handelek”) przy ul. Trębackiej 15 w Warszawie, obok Hotelu Angielskiego (skrzyżowanie z Wierzbową); do jego bywalców zaliczali się m.in. Kornel Makuszyński czy Ferdynand Ossendowski. Lokal reklamował się jako posiadający „Dokumenty i płynne dowody z roku założenia firmy 1828”. W czasie wojny obronnej we wrześniu 1939 r. budynek został zbombardowany, a po wojnie nieodbudowany. [przypis edytorski]

[474]

Fukier — tu: działająca do dziś winiarnia i restauracja o tradycji sięgającej początków XVI w., kiedy słynny handlarz winami, Grzegorz Korab, zbudował przy Rynku Starego Miasta w Warszawie kamienicę, w której piwnicach otworzył skład win; w XVIII w. instytucję tę przejęła rodzina Fukierów. [przypis edytorski]

[475]

Roederer — słynny dom szampański, którego historia sięga 1833 r., kiedy Louis Roederer przejął rodzinny dom szampański, zał. w 1776 roku przez jego wuja; ciesząca się świetną renomą firma miała wiele przedstawicielstw w stolicach Europy, w tym w Warszawie. [przypis edytorski]

[476]

Hotel Bristol — funkcjonujący od 1901 r. luksusowy przy ul. Krakowskie Przedmieście 42/44 w Warszawie (róg Karowej). [przypis edytorski]

[477]

pikolak — chłopiec usługujący w kawiarni a. hotelu. [przypis edytorski]

[478]

Lurs, właśc. Lours — słynna cukiernia warszawska przy ulicy Miodowej 10, istniejąca od 1791 r., założona przez Szwajcara Laurentego (Wawrzyńca) Lourse'a i sławna ze swych wykwintnych wyrobów; kolejny lokal Lourse'a został otwarty w gmachu Teatru Narodowego na placu Krasińskich; w 1888 r. kawiarnię wraz z nawą firmy sprzedano Bernardowi Semadeniemu, po czym rodzina Semadenich prowadziła lokale pod nazwą „Lourse”, z których najbardziej znanym był mieszczący się w Hotelu Europejskim w narożniku od strony Krakowskiego Przedmieścia; bywała tam śmietanka towarzyska i gwiazdy scen stolicy. [przypis edytorski]

[479]

Malinowa sala — sala w hotelu Bristol w Warszawie, usytuowana od strony ul. Karowej. [przypis edytorski]

[480]

ober — przełożony obsługi sali w restauracji; starszy kelner. [przypis edytorski]

[481]

Kładące areszt na waszeci — nawiązanie do słów Mefistofelesa z ballady Mickiewicza Pani Twardowska wypowiedzianych, kiedy diabłu udało się przychwycić Twardowskiego w sytuacji spełniającej warunki podpisanego przed laty cyrografu i pozwalającej przez to ostatecznie zawładnąć jego duszą (dokładny cytat: „Kładę areszt na waszeci”). [przypis edytorski]

[482]

incest — kazirodztwo. [przypis edytorski]

[483]

astrachańska — w domyśle: ikra, czyli kawior; Astrachań od XVIII w. jest ośrodkiem połowu jesiotra i produkcji czarnego (tzw. rosyjskiego) kawioru z jego ikry. [przypis edytorski]

[484]

Luxy — Luxtorpedy; wagony spalinowe o aerodynamicznych kształtach, stosowane w szybkich połączeniach kolejowych PKP w l. 30. XX w., na trasach np. Kraków-Zakopane; w międzywojniu potoczne określenie superekspresowych pociągów w ogóle. [przypis edytorski]

[485]

Maszkowska — pracownia krawiecka Aleksandry Maszkowskiej mieszcząca się w okresie międzywojennym w Łodzi przy ul. Piotrkowskiej 117. [przypis edytorski]

[486]

mantyla (z łac. mantellum: okrycie) — element kobiecego stroju: rodzaj szala zarzucanego na głowę i ramiona, wykonanego cienkiego jedwabiu a. koronki. [przypis edytorski]

[487]

o, roku ów! — cytat z Pana Tadeusza Adama Mickiewicza, początkowe słowa Księgi XI, zatytułowanej Rok 1812, będące inwokacją do roku ogromnych nadziei dla Polaków na wyzwolenie się spod zaborów i odzyskanie niepodległości państwowej w związku z wyprawą armii Napoleona I na Rosję; klęska armii napoleońskiej w tej wojnie unicestwiła polskie nadzieje, które spełnić się miały dopiero w 1918 r. [przypis edytorski]

[488]

pikielhauba (niem. Pickelhaube) — hełm skórzany, z elementami metalowymi, zwieńczony na czubku wysokim szpikulcem, wprowadzony w 1842 r. przez króla Fryderyka Wilhelma IV jako ochronne nakrycie głowy pruskiej piechoty i stosowany w niem. wojsku do 1918 r. [przypis edytorski]

[489]

biegą (daw. forma) — dziś 3 os.lm: biegną. [przypis edytorski]

[490]

Kto dziś nie wstąpi w święte ognisko (…) i warczał — końcowe wersy z wiersza Do Ludwika Norwida w braterstwie idei świętej (incipit „Bracie Ludwiku, módl się gorąco”) opublikowanego w I tomie Dzieł Juliusza Słowackiego pod red. Bronisława Gubrynowicza w 1909 r. [przypis autorski]

[491]

contrecoeur (fr.) — niechętnie. [przypis edytorski]

[492]

Książę Regent — książę Zdzisław Lubomirski (1865–1941), członek Rady Regencyjnej (wraz z arcybiskupem Aleksandrem Kakowskim i hr. Jerzym Ostrowskim), która, ustanowiona jako najwyższa władza w Królestwie Polskim przez cesarzy Niemiec i Austrii 15 października 1917 r., przekazała 11 listopada 1918 r. swoje kompetencje w ręce Józefowi Piłsudskiemu (przybyłemu do Warszawy dzień wcześniej) i po trzech dniach, 14 listopada rozwiązała się. [przypis edytorski]

[493]

Mejszagoła — miasteczko w powiecie wileńskim, tu: jako synonim wschodniej prowincji; Józef Piłsudski (1867–1935) urodził się w Zułowie, w powiecie święciańskim w guberni Wileńskiej, w niezamożnej rodzinie szlacheckiej o tradycjach patriotycznych. [przypis edytorski]

[494]

perora — przemówienie, popis krasomówczy. [przypis edytorski]

[495]

Niemojewski, Andrzej (1864–1921) — pisarz, poeta, dramaturg i publicysta, redaktor czasopisma „Myśl Niepodległa” (1906–1921). [przypis edytorski]

[496]

Frenkiel, Mieczysław (1859–1935) — wybitny aktor komediowy, od 1890 r. związany z warszawskim Teatrem Rozmaitości, znany publiczności przede wszystkim z ról w inscenizacjach utworów Moliera i Fredry: Tartufa w Świętoszku, Orgona w Chorym z urojenia, Cześnika w Zemście), tytułowej postaci w Panu Geldhabie, Szambelana w Panu Jowialskim czy Radosta w Ślubach Panieńskich. [przypis edytorski]

[497]

mgłami wyspiańskimi, co przytaszczyły się z Łazienek — nawiązanie do Nocy Listopadowej Stanisława Wyspiańskiego. [przypis edytorski]

[498]

Hej, panie stróżu, zamknij bramę (…) — nawiązanie do frazy „Zamknijcie drzwi od kaplicy” przed rozpoczęciem obrzędów w Dziadów części II Adama Mickiewicza. [przypis edytorski]

[499]

Dama ugreczona (…) Odziana w powłóczysty chiton, Z mieczem, puklerzem, w kasku z kitą — Pallas Atena, występująca w Nocy Listopadowej Wyspiańskiego. [przypis edytorski]

[500]

volapük a. wolapik — sztuczny język opracowany w 1879 r. w oparciu o łacinę, niemiecki, francuski i angielski przez niem. księdza katolickiego Johanna Martina Schleyera, który pracując w Litzelstetten, natchniony przez Boga, postanowił stworzyć język ogólnoświatowy (nazwa pochodzi od ang. world: świat i speak: mówić); volapük okazał się zbyt zawiły i nie został spopularyzowany. [przypis edytorski]

[501]

Na ziemi dwa i dwa jest cztery, U Chimer — o czterdzieści więcej — żart. nawiązanie do Widzenia księdza Piotra z Dziadów części III Adama Mickiewicza, gdzie pada niejasna przepowiednia przywódcy, który ma poprowadzić Polskę do odzyskania niepodległości „a imię jego czterdzieści i cztery”. [przypis edytorski]

[502]

stich (z ros.) — wiersz. [przypis edytorski]

[503]

Горит восток зарею новой (ros.) — goreje wschód od zorzy nowej; fragment części III poematu Aleksandra Puszkina Połtawa (oryg. Полтава) w wolnym tłumaczeniu. [przypis edytorski]

[504]

Panowie szlachta! Bije grom! — cytat z wiersza Carmagnola Antoniego Słonimskiego, jednego z utworów prezentowanych w kawiarni artystycznej „Pod Picadorem”, istniejącej od 29 listopada 1918 r., początkowo na ul. Nowy Świat 57 w Warszawie, a następnie w podziemiach Hotelu Europejskiego i będącej miejscem spotkań i prezentacji twórczości uformowanej ok. 1916 r. wokół czasopisma „Pro Arte et Studio” grupy literackiej „Skamander” (w której skład wchodzili Julian Tuwim, Antoni Słonimski, Jarosław Iwaszkiewicz, Kazimierz Wierzyński i Jan Lechoń). [przypis edytorski]

[505]

sotern, właśc. sauternes — gatunek białego wina francuskiego. [przypis edytorski]

[506]

Lentz, Stanisław (1861–1920) — rysownik, karykaturzysta, malarz reprezentujący nurt realizmu, portrecista, w l. 1909–1920 dyrektor Szkoły Sztuk Pięknych w Warszawie; większość jego dzieł przedstawia postacie męskie, a najsławniejszym jest obraz Strajk z 1910 r. z grupą trzech robotników; z nielicznych przedstawień kobiecych trzy odrębne typy tworzą: Wino, kobiety i śpiew (grupa w strojach z epoki baroku, dwóch śpiewających mężczyzn, jeden z gitarą, oraz rozbawionej kobiety z obnażonym ramieniem i głębokim dekoltem niemal obnażającym biust); przedstawiający Zofię z Karnkowskich Goldstandową Portret Pani G. (nobliwa kobieta o melancholijnym spojrzeniu, w białej sukni, ze sznurem pereł na szyi, siedząca na jasnej sofie w towarzystwie czarnego pieska; 1913) oraz Portret kobiety (ciemnowłosa postać młodej kobiety ujęta z profilu, ale w półobrocie, od strony obnażonych pleców, w stroju o stylizacji orientalnej, złotych przepaskach na włosach) należący do cyklu obrazów warszawskiej społeczności żydowskiej. [przypis edytorski]

[507]

W nowej kawiarni poetyckiej — kawiarnia „Pod Pikadorem”; w niej 29 listopada 1918 r. odbył się wieczór inauguracyjny grupy Skamander, na którym swoje wiersze recytowali Tuwim, Iwaszkiewicz i Lechoń. [przypis edytorski]

[508]

malarz z gębą jak Indianin — Romuald Kamil Witkowski (1876–1950), malarz awangardowy, prezes Klubu Futurystów, wraz z Aleksandrem Świdwińskim (1887–1952) autor kubistycznego wystroju kawiarni „Pod Pikadorem”. [przypis edytorski]

[509]

Siewierianin, Igor, właśc. Igor Wasiljewicz Łotariew (1887–1942) — przedstawiciel rosyjskiej grupy poetyckiej egofuturystów, po wybuchu rewolucji w Rosji zamieszkał w Estonii; gościł dwukrotnie w Polsce, w 1924 i 1928 r., wywarł wpływ m.in. na twórczość Brunona Jasieńskiego. [przypis edytorski]

[510]

Słonimski, Antoni (1895–1976) — poeta, satyryk, felietonista i krytyk teatralny. Współtworzył kabaret literacki Pikador i grupę poetycką Skamander. W międzywojniu współpracował z „Wiadomościami Literackimi”. Wiele kabaretów (m.in. kabarety Czarny Kot, Qui Pro Quo, Cyrulik Warszawski) korzystało z jego tekstów satyrycznych. W czasie wojny przebywał na emigracji w Paryżu i w Londynie, po wojnie działał w Związku Literatów Polskich i w opozycji. [przypis edytorski]

[511]

melba — deser ze świeżych brzoskwiń, lodów waniliowych i słodkiego przecieru truskawkowego a. malinowego (sos melba), którego przepis opracował na cześć australijskiej śpiewaczki Nellie Melby mistrz kuchni francuskiej, Auguste Escoffier. [przypis edytorski]

[512]

Carmagnola a. Karmaniola — taniec z okresu Wielkiej Rewolucji Francuskiej wykonywany przy wtórze pieśni rewolucyjnej z 1792 o tej samej nazwie, pochodzącej od miasta Carmagnola we Włoszech. [przypis edytorski]

[513]

L'ordre regne a Varsovie (fr.) — Porządek panuje w Warszawie. Słowa informujące o zdobyciu Warszawy przez wojska rosyjskie podczas tłumienia powstania listopadowego, wypowiedziane ministra spraw zagranicznych Horace′a Sébastianiego w sprawozdaniu przed francuską Izbą Deputowanych 16 września 1831; niezwłocznie zyskały wydźwięk ironiczny, szczególnie wobec fali uchodźczej Polaków uciekających do Francji przed rosyjskimi represjami; jeszcze w 1831 r. doczekały się karykaturalno-gorzkiej ilustracji autorstwa Grandville'a (właśc. Jeana Ignace'a Isidore'a Gérarda) ukazującej tytułowy porządek pod postacią przypominającego przedstawienia śmierci carskiego kozaka z długą piką, butami we krwi pomordowanych i z szubienicami w tle. [przypis edytorski]

[514]

wirwar (z niem.) — zamieszanie. [przypis edytorski]

[515]

Nestroy, Johann Nepomuk (1801–1862) — austriacki aktor i komediopisarz, autor popularnych ludowych fars. [przypis edytorski]

[516]

„Kurier Poranny” — dziennik informacyjno-publicystyczny, wydawany w latach 1877–1939 w Warszawie. [przypis edytorski]

[517]

Miraż — kabaret działający w Warszawie w l. 1915–1921 w lokalu Kina Mirage na rogu ulic Nowy Świat i Świętokrzyska; wśród autorów związanych z tą sceną figurowali Andrzej Włast i Jan Brzechwa. [przypis edytorski]

[518]

Madziarka, właśc. Janina Madziarówna (1895–1956) — aktorka kabaretów i rewii warszawskich, występowała m.in. w Kabarecie Miraż. [przypis edytorski]

[519]

Łoskot, Wincenty (1890–1955) — aktor kabaretów i rewii warszawskich, prywatnie mąż „Madziarki” (Janiny Madziarówny). [przypis edytorski]

[520]

Pikuś, właśc. Józef Urstein (1886–1923) — aktor kabaretowy, piosenkarz, występował w łódzkim „Bi-Ba-Bo”, warszawskim „Mirażu”, „Qui pro Quo” i in.; przezwisko popularnego artysty pochodziło od odtwarzanej przez niego postaci scenicznej, monologów Pikusia (mówionych do słuchawki telefonicznej skeczy). [przypis edytorski]

[521]

Gieras, właśc. Romuald Gierasieński (1885–1956) — aktor, tancerz, monologista, jeden z najpopularniejszych aktorów kabaretowych i rewiowych dwudziestolecia międzywojennego, występował w kabaretach warszawskich: „Renaissance”, „Bagatela”, „Venus”, „Żywa Mucha”, „Komedia”, „Praskie Miniatury”, „Miraż”, „Czarny Kot”, „Argus”, „Qui pro Quo”, „Morskie Oko”, „Band”, „Cyrulik Warszawski” i „Wielka Rewia”; występował również w filmie, grając charakterystyczne role drugoplanowe, m.in. w Królowej przedmieścia, Ada! To nie wypada!, a tekże w ekranizacjach powieści Dołęgi-Mostowicza Znachor i Doktór Murek. [przypis edytorski]

[522]

Premier u Piłsudskiego — w roku 1918, dokładniej od 17 listopada 1918 do 16 stycznia 1919, premierem Rządu był Jędrzej Moraczewski (1870–1944). [przypis edytorski]

[523]

Wiluś, właśc. Wilhelm II Hohenzollern (1859–1941) — ostatni król Prus i cesarz niemiecki (od 1888 r.), pozbawiony władzy w wyniku tzw. rewolucji listopadowej w Niemczech, abdykację podpisał 28 listopada 1918 r.; od 10 listopada 1918 r. przebywał w Holandii, gdzie pozostał aż do śmierci. [przypis edytorski]

[524]

Trocki, Lew, właśc. Lejb Bronstein (1879–1940) — rewolucjonista rosyjski, marksista, bolszewik, współtwórca i zwolennik idei permanentnej rewolucji; jeden z twórców i przywódców RFSRR (rewolucyjnego federacyjnego państwa rosyjskiego w l. 1917–1922), a następnie ZSRR i Armii Czerwonej; aktywnie działał w czasie rewolucji 1905 roku, rewolucji lutowej, brał udział w obaleniu caratu i przejęciu władzy przez bolszewików; członek najwyższych organów partyjnych i państwowych rewolucyjnej Rosji, jako ludowy komisarz spraw zagranicznych RFSRR w l. 1917–1918 działał na rzecz opóźnienia podpisania traktatów pokojowych; po śmierci Lenina (1924) wszedł w spór z Józefem Stalinem o władzę i wizję rozwoju ZSRR, w 1927 usunięty z partii i Kominternu, w 1928 zesłany do Ałma-Aty, w 1929 pozbawiony obywatelstwa ZSRR i deportowany z kraju, przebywał na emigracji w Turcji, we Francji, w Norwegii i Meksyku, zginął zamordowany na zlecenie NKWD. [przypis edytorski]

[525]

o skutecznym rad sposobie — por. dzieło Stanisława Konarskiego (1700–1773) o tym tytule na temat reformy sejmu polskiego, wyd. 1763; tu: żart. [przypis edytorski]

[526]

chociaż lasy płoną w dali, dogląda róż — nawiązanie do słów Rozy Wenedy z Prologu dramatu Juliusza Słowackiego Lilla Weneda, które zyskały sobie status sentencji, przysłowia: „Nie czas żałować róż, gdy płoną lasy”. [przypis edytorski]

[527]

Ulrich, Hozer (właśc. Hoser), Nowakowski — nazwiska właścicieli cieszących się renomą i ulokowanych w reprezentacyjnych częściach Warszawy kwiaciarni. [przypis edytorski]

[528]

vinum rubrum (łac.) — czerwone wino. [przypis edytorski]

[529]

kuma — daw. matka chrzestna w stosunku do rodziców dziecka i do ojca chrzestnego (i odwrotnie: matka dziecka w stosunku do rodziców chrzestnych); pot.: sąsiadka, dobra znajoma. [przypis edytorski]

[530]

Pikador — kawiarnia literacka na ul. Nowy Świat 57 i prowadzony przez poetów Leszka Serafinowicza (Lechonia), Antoniego Słonimskiego i Juliana Tuwima kabaret „Pod Picadorem”, którego wieczór inauguracyjny odbył się w piątek 29 listopada 1918 r. [przypis edytorski]

[531]

siuchta (gw.) — klika, zmowa. [przypis edytorski]

[532]

marmuzela (z fr. mademoiselle) — panna; panienka. [przypis edytorski]

[533]

kalotechnika (z gr.) — technika pielęgnacji piękna. [przypis edytorski]

[534]

maraskin a. maraskino (fr. marasquin, wł. maraschino) — bezbarwny likier z gorzkiej odmiany dzikiej wiśni z Dalmacji (maraski), o charakterystycznym aromacie migdałowym. [przypis edytorski]

[535]

crême brûlée (fr.) — deser kuchni francuskiej; zapiekany krem na bazie śmietanki, żółtek i cukru z dodatkiem wanilii. [przypis edytorski]

[536]

Wedel, Emil (1841–1919) — warszawski cukiernik niem. pochodzenia, syn Karola Wedla (1813–1902), który w 1850 r. założył słynną z wyrobów czekoladowych firmę E. Wedel. [przypis edytorski]

[537]

eter — właśc. eter dietylowy, organiczny związek chemiczny z grupy eterów, posiadający właściwości nasenne i znieczulające oraz narkotyczne; od końca XIX w. pojawiła się jako poważny problem społeczny eteromania, czyli nałogowe wąchanie lub picie eteru, stanowiła. [przypis edytorski]

[538]

waleriana — ziołowy środek uspokajający i nasenny, sporządzany z korzenia i kłączy kozłka lekarskiego. [przypis edytorski]

[539]

Lasciate ogni speranza voi ch'entrate (wł.) — Porzućcie wszelką nadzieję, którzy tu wchodzicie; napis nad bramą piekła w Boskiej Komedii Dantego Alighieri. [przypis edytorski]

[540]

Hertz, Maurycy (1872–1931) — sławny lekarz warszawski, laryngolog, redaktor periodyku medycznego „Nowiny Społeczno-Lekarskie”, pełnił funkcję lekarza teatrów miejskich w Warszawie. [przypis edytorski]

[541]

Landau, Anastazy Stanisław (1876–1957) — sławny lekarz warszawski, internista, specjalista chorób wątroby i dróg żółciowych, jeden z pionierów badań biochemicznych jako metody diagnostycznej, ordynator w Szpitalu Wolskim w Warszawie, autor licznych prac naukowych oraz podręczników, członek Towarzystwa Naukowego Warszawskiego; po wojnie profesor Akademii Medycznej w Warszawie oraz członek Polskiej Akademii Nauk. [przypis edytorski]

[542]

Paderewski, Ignacy Jan (1860–1941) — pianista i kompozytor, działacz niepodległościowy, mąż stanu i polityk; bezpośrednio pod wpływem Paderewskiego w ultimatum Stanów Zjednoczonych Ameryki dotyczącym podpisania traktatu pokojowego prezydent Woodrow Wilson umieścił sławny punkt trzynasty domagający się zgody stron na utworzenie niepodległego państwa polskiego, co zostało zapisane w wersalskim. [przypis edytorski]

[543]

Orzeszkowa, Eliza, właśc. Pawłowska, Elżbieta (1841–1910) — pisarka epoki pozytywizmu pol., autorka m.in. powieści Meir Ezofowicz (1878), Nad Niemnem (1888), Cham (1888), Bene nati (1891), Dwa bieguny (1893), Ad astra. Dwugłos (1904); zbiorów nowel: Melancholicy (1896), Iskry (1898); opowiadań Gloria victis (zbiór z 1910 r.), a także społecznie zaangażowanych artykułów publicystycznych (Kilka słów o kobietach 1870, Patriotyzm i kosmopolityzm 1880, O Żydach i kwestii żydowskiej 1882), nominowana do Nagrody Nobla w dziedzinie literatury w 1905; po pierwszym mężu przyjęła nazwisko Orzeszko (rozwód 1869), po raz drugi wyszła za mąż w 1894 r. za swego wieloletniego przyjaciela Stanisława Nahorskiego. [przypis edytorski]

[544]

Asnyk, Adam (1838–1897) — poeta, epigon romantyzmu tworzący w epoce pozytywizmu i Młodej Polski, również autor dramatów i opowiadań; syn uczestnika powstania listopadowego 1830 r. i zesłańca; w czasie studiów prowadził działalność spiskową, był więziony w warszawskiej Cytadeli w 1860, w powstaniu styczniowym zaangażowany po stronie „czerwonych”; po upadku powstania podjął ponownie studia, uzyskując doktora filozofii w Heidelbergu (1866) oraz zaczął publikować pierwsze utwory w prasie lwowskiej (1864–1865); w 1870 r. osiadł w Krakowie, brał czynny udział w życiu samorządowym, był posłem na Sejm Krajowy z ramienia demokratów (1889); autor m.in. wierszy Pijąc Falerno, Między nami nic nie było, Gdybym był młodszy, Jednego serca…, Daremne żale, Do młodych oraz cyklu sonetów Nad głębiami. [przypis edytorski]

[545]

sacrosanctum (łac.) — najwyższa świętość. [przypis edytorski]

[546]

Copacabana, Ipanema, Tijuca, Botafogo, Leme — dzielnice Rio de Janeiro, stolicy Brazylii. [przypis edytorski]

[547]

karnawał cariocański — karnawał w Rio de Janeiro, największe ludowe święto w Brazylii, obchodzone przez cztery dni przed Środą Popielcową, która rozpoczyna Wielkiego Postu; tu przym. od port. Carioca: mieszkaniec Rio de Janeiro. [przypis edytorski]

[548]

muito obrigado (port.) — bardzo dziękuję. [przypis edytorski]

[549]

Parker — firma produkująca pióra wieczne, długopisy i artykuły piśmiennicze; marka piór wiecznych posiadająca patent od 1889 r. [przypis edytorski]

[550]

calizna — niezaorana, nieuprawiana ziemia. [przypis edytorski]

[551]

White Plains — miejscowość nadmorska pod Nowym Jorkiem, miejsce wakacyjnych pobytów Tuwima w czasie wojny. [przypis edytorski]

[552]

ogłoszone za życia poety — Z fragmentu pierwszego za życia poety ogłoszono wersy 1-74, 85-119 [przypis redakcyjny]

[553]

Kwiaciarnia Złocień — istniejąca od 1900 r. w kamienicy przy ul. Mazowieckiej 8 w Warszawie, prowadzona była początkowo przez pannę J. Unszlicht i słynęła z pięknych ekspozycji na wystawie; następną właścicielką była pani Hassfeld, która spopularyzowała mini choineczki ze świeczkami. [przypis edytorski]

[554]

Ziemiańska — także tzw. Mała Ziemiańska: modna przedwojenna kawiarnia w Warszawie, mieszcząca się przy ul. Mazowieckiej 12; miejsce spotkań literatów, poetów, dziennikarzy, aktorów i innych osób z kręgów artystycznych, a także miłośników literatury sztuki. [przypis edytorski]

[555]

wzionbyś (gw.) — wziąłbyś. [przypis edytorski]

[556]

titina — tu: dziewczyna, panna (od popularnej wersji tytułu piosenki kabaretowej Titina, właśc. Je cherche après Titine Léo Daniderffa). [przypis edytorski]

[557]

ksiuty (gw.) — plotki; tu: randka. [przypis edytorski]

[558]

Sobańszczak, właśc. Antoni Sobański (1897–1941) — publicysta i literat, współpracownik „Wiadomości Literackich”, autor m.in. reportażu literackiego Cywil w Berlinie (1934). [przypis edytorski]

[559]

Grydzewski, Mieczysław (1894–1970) — redaktor naczelny miesięcznika „Skamander” (1922–1939) i tygodnika „Wiadomości Literackie” (1924–1939). [przypis edytorski]

[560]

Pod Wróblem — bar mieszczący przy ul. Mazowieckiej 14 w Warszawie (róg Traugutta), w którym w okresie międzywojennym jadała bohema artystyczna. [przypis edytorski]

[561]

roża (z ros.) — gęba, morda. [przypis edytorski]

[562]

Titina, ach, Titina… — słowa refrenu popularnej fr. piosenki kabaretowej Je cherche après Titine skomponowanej przez Léo Daniderffa w 1917; w Polsce znanej dzięki wersji wykonywanej przez Eugeniusza Bodo ze słowami Andrzeja Własta (pseud. Willy) oraz z filmu Dzisiejsze czasy (1936) z Charliem Chaplinem, a także z wersji z rewii Orzeł czy Rzeszka (premiera 31 maja 1939 w teatrzyku Ali-Baba w Warszawie) z nowymi słowami Mariana Hemara (Ten wąsik, ach, ten wąsik), w wykonaniu Ludwika Sempolińskiego. [przypis edytorski]

Bezpieczne płatności zapewniają: PayU Visa MasterCard PayPal

Dane do przelewu tradycyjnego:

nazwa odbiorcy

Fundacja Wolne Lektury

adres odbiorcy

ul. Marszałkowska 84/92 lok. 125, 00-514 Warszawa

numer konta

75 1090 2851 0000 0001 4324 3317

tytuł przelewu

Darowizna na Wolne Lektury + twoja nazwa użytkownika lub e-mail

wpłaty w EUR

PL88 1090 2851 0000 0001 4324 3374

Wpłaty w USD

PL82 1090 2851 0000 0001 4324 3385

SWIFT

WBKPPLPP

x
Skopiuj link Skopiuj cytat
Zakładka Istniejąca zakładka Notka
Słuchaj od tego miejsca