Oferta dla Przyjaciół Wolnych Lektur...

Przyjaciele Wolnych Lektur otrzymują dostęp do specjalnych publikacji współczesnych autorek i autorów wcześniej niż inni. Zadeklaruj stałą wpłatę i dołącz do Towarzystwa Przyjaciół Wolnych Lektur.

TAK, chcę dołączyć!
Nie, rezygnuję z tej oferty
1% dla Wolnych Lektur

Czy wiesz, że możesz nam pomóc rozwijać Wolne Lektury, przekazując 1% swojego podatku? To bardzo proste - wystarczy, że w zeznaniu podatkowym podasz nasz numer KRS 0000070056.

x

Spis treści

    1. Dusza: 1
    2. Kondycja ludzka: 1
    3. Melancholia: 1
    4. Miłość: 1
    5. Miłość spełniona: 1
    6. Sztuka: 1
    7. Śmierć: 1
    8. Zmysły: 1
    9. Życie jako wędrówka: 1

    Pisownia łączna / rozdzielna: zwolna > z wolna; po społu > pospołu.

    Pisownia poszczególnych wyrazów: oh > och.

    Interpunkcja — dodano kropkę na końcu strofy: spokojem.

    Maciej SzukiewiczSielanka

    Życie jako wędrówkaSzli oparci o siebie ramieniem i twarzą — —
    Niepomni świata, ludzi, czasu i przestrzeni,
    Nie słyszeli, co świerki nad głową ich gwarzą,
    Nie widzieli, że słońce gór szczyty rumieni,
    Nie czuli, że chłód bagien, snując się już w lesie,
    Białą, wilgotną zmorą pada na pierś ziemi
    I że to mech puszysty pod ich stopą gnie się,
    Tłumiąc odgłosy kroków pieszczoty miękkiemi[1],
    I że oto na niebie, z wolna i nieśmiało,
    Noc błysnęła skrą złotą, drobniuchną i małą,
    I majestat swój mnożąc wciąż większym gwiazd rojem,
    Przestwory napełniła ciszą i spokojem.
    Szli oparci o siebie ramieniem i twarzą,
    A jak ważki złociste nad wodą się ważą,
    Miłość spełnionaOni, oczy swe jasne zwróciwszy do wnętrza,
    Badali, która chwila dla duszy jest świętsza:
    Czy gdy jeszcze pożądań roi sny najsłodsze?
    Czy gdy już śnieżne pióra o krwi pożar otrze?
    Czy może kiedy rozkosz dreszczem przejmie ciała,
    A ona precz odchodzi, powiewna i biała?…
    Nad tym oni dumali jak u bliźniąt we śnie
    Każde dla siebie tylko, jednak tak współcześnie,
    Że gdy szyszka z szelestem upadła na chrusty,
    A oni przystanąwszy ust szukali usty,
    I wzajemnie na licach opierając lico,
    W sercach sobie czytali zwiększoną źrenicą —
    Byli, jak przeciw sobie stawione zwierciadła,
    Między które płomienna pożoga upadła
    I jasno się w nich pali i po tysiąc razy
    Tysięcznymi w obudwu odbita obrazy
    Idzie w bezmiar, z bezmiaru niezmienna powraca
    I znów mknąc tam, skąd przyszła, blasku nie zatraca,
    Jeno w nieskończoności mamiącym półmroku
    Coraz większą i czystszą wydaje się oku.
    Mówiła, przytulając się do piersi jego:
    Dziwne… lecz ja tak czuję… — MelancholiaZmysłyOch, powiedz, dlaczego
    Jak cień z światłem, łza z śmiechem pospołu się noszą
    Niewysłowiony smutek z bezbrzeżną rozkoszą?
    Czemu dla tych upojeń, co ciałem kołyszą
    I są napiętym nerwom ochłodą i cisza,
    A dla mniszych umysłów skalaniem i grzechem,
    Tęskność i melancholia koniecznym są echem?
    Jak to tłumaczyć, powiedz? Czy może w tym leży
    Upragnienie rozkoszy nowej, innej, świeżej?
    Czy może jest w tym smutek błędnego motyla,
    Co płacząc startych skrzydeł, nad lilie się schyla?
    Może to brzóz żal niemy, co z rozwianej wici
    Sączy się niewidzialny, a kogo pochwyci,
    Temu najrańszy ranek, najzłocistsze słońce
    Zamienia na wieczory tęskne i płaczące? —
    Czyżby mogła natura karcić twór bezmyślnie
    Za to, że pierś do piersi chciwie się przyciśnie,
    Do warg przytulą wargi i do duszy dusza?
    I czymże jest natura? i cóż ją to wzrusza?
    Snadź inna moc to sprawia… Oto, odkąd pomnę,
    SztukaIle razy patrzyłam na dzieła ogromne,
    Czy była to z Apollem pędząca kwadryga[2],
    Czyli Komedia Danta, czy dzika pieśń Griega[3],
    Czy też nimfa zaklęta geniuszem Böcklina[4],
    Co na słońcu swe ciało różane wygina
    I w paluszkach zagniata perły z fali miękkiej
    I jak piasek wciąż sypie je z ręki do ręki —
    Zawsze, zawsze i wszędzie marmur, ton, rym, płótno,
    Zostawiały mnie z twarzą jednakowo smutną…
    I nie mógł to być refleks tych drgnień i tych skurczy,
    Przez które wykonawców przechodził duch twórczy,
    Bo to samo przymglenie czucia, woli, myśli,
    Miałam, gdyśmy na szczytach nad chmurą zawiśli,
    Poglądali w dal siną, rozmiarem tak mroczną,
    Że zda się oczy nigdy i nigdzie nie spoczną —
    Więc w czymże tkwi ten smutek i kędy ma leże
    I skąd tak niespodzianie, tak nagle się bierze,
    Że w drodze do dusz naszych nic go nie oszuka,
    Ni szał zmysłowych uciech, ani boska sztuka?
    Gdzie szukać jego źródeł? A może… wiesz? może…
    Tylko się nie śmiej ze mnie! — ja, widzisz, wciąż tworzę
    Zawrotne hipotezy, dziwaczne teorie,
    Na przykład: skąd błękitne, przydrożne cykorie,
    Niemal całkiem bezlistne, jak często je widzę,
    Mają kwiat tak ogromny na wątłej łodydze?
    Albo — skoro w wszechświecie nic nie ginie marnie —
    Gdzie spojrzenia, którymi ktoś mrący ogarnie
    Świat cały, nim odetchnie po raz już ostatni?
    Albo — czy chmurka może obawiać się matni?
    Albo gdy na niebiosach księżyc się zapali
    I na wody upadnie, jak dobyć go z fali?
    Albo… i tak bez końca, jak w bajkach Szeheraz[5].
    Otóż widzisz, ja myślę, myślałam już nieraz,
    ŚmierćŻe wszystko, co za «wielkie» wieki wiekom głoszą,
    Czyli[6] to będzie sztuką, czy ciała rozkoszą,
    Przypomina nam zawsze stan ów, który czeka
    Prędzej, później, lecz pewnie każdego człowieka —
    Ów stan, którego żadne słowa nie upiększą,
    Ów stan, co jest rozkoszą z wszystkich snadź największą,
    Ku któremu twór wszelki ciągłe, w nocy, we dnie
    Dąży z woli lub z musu, z wiedzą lub bezwiednie,
    Ów stan, co niepodzielnie zawładnąwszy światem,
    Cel bytu kiedyś spełni i…
    «Śmierć myślisz zatem?»
    Cicho, cicho na Boga! — mój złoty, mój drogi,
    Nie wymawiaj imienia tej Pani złowrogiej,
    Nie wymawiaj go nigdy, nigdy, nigdy głośno!
    Za pusto tu, za ciemno, za smutno łzą rośną
    Gęstwiny płaczą wokół… A jeśli to licho
    Czyha tu kędy z kosą? a jeśli? Więc cicho,
    Nie igrajmy z tą mocą podstępną i wrażą.
    Szli oparci o siebie ramieniem i twarzą,
    Z oczyma w mrok wbitymi, z płonącymi czoły.
    Ona cała istnością w jego istność wrosła,
    On na poły jej więzień, Prometej[7] na poły.
    Wielkich pragnień go burza za świat zjawisk niosła,
    A choć milczał, blask taki ze źrenic mu padał,
    Że tym blaskiem duch jego cały się spowiadał
    I mówił do jej myśli: dlaczego? dlaczego
    Miłości naszej smutek i tęsknica strzegą?
    Dusza, MiłośćOto gdy pocałunkiem usta się nam spoją,
    Oto gdy pierś mą złożę na białą pierś twoją,
    Oto gdy tak bez woli, bez czucia, pamięci,
    Czerpiemy z siebie słodycz uściskiem objęci,
    Dusza z uwięzi zmysłów swobodnie ulata
    W obcą dla nas, mistyczną krainę zaświata.
    Co tam robi? czy słońca tam widzi, czy nowie?
    Nie zgadnąć, tego ona nigdy nam nie powie
    I tylko, gdy z wędrówki swej do nas powróci,
    Niedobrze jej tu z nami i tak się wciąż smuci
    Jak kędy na wygnaniu zbłąkana królewna.
    Bo dla niej za powrotem jednia rzecz jest pewna:
    Że nad żar ust łaknących, nad ciał lube sploty
    Istnieją śluby ducha i ducha pieszczoty
    Stokrotnie rozkoszniejsze i lepsze daleko —
    Coś, jak kiedy się rzeka spotka z drugą rzeką,
    Coś, jak gdy się dwie chmury ciągnąc nieba krajem
    Zetkną i aż do drobin przenikną nawzajem,
    Coś, jak kiedy dwa światła rozszczepione tęczą
    Znów w jeden biały promień wspólnie się zaręczą,
    Coś, co nie ma określeń w naszej mowie lichej,
    Kondycja ludzkaCoś, co bije blaskami z cudnych liców Psychy,
    Gdy szałem z nas wyparta pławi się w eterze
    I dziwną kąpiel z światła, woni, dźwięków bierze
    I oboje nas potem, po swoim powrocie
    Rzuca na pastwę strasznej, bezbrzeżnej tęsknocie
    Za tą kąpielą dziwną, za szczęsnością oną
    Przeczuwaną zaledwo, a tak upragnioną…
    Szli oparci o siebie ramieniem i twarzą
    Jak anioły, gdy w niebie ziemską miłość marzą,
    Szli, nie wiedząc u kogo, u dnia czy u nocy,
    Na to swe utęsknienie szukać im pomocy?
    Szli oparci o siebie, cisi…
    A tymczasem
    Jakiś zbłąkany powiew zakołysał lasem.
    Za nich i za podobnych im całe miliony
    Wyrwał się z mroków leśnych jakiś jęk stłumiony
    Jakby całej ludzkości bolesne westchnienie
    Szło rozbić bramy nieba… A tam — wciąż milczenie…

    Przypisy

    [1]

    pieszczoty miękkiemi — dziś popr. forma N. lm: miękkimi pieszczotami. [przypis edytorski]

    [2]

    kwadryga (z łac.) — rydwan zaprzężony w cztery konie „w poręcz”, tj. jeden przy drugim. [przypis redakcyjny]

    [3]

    Grieg Edward (1843–1907) — kompozytor norweski. [przypis redakcyjny]

    [4]

    Böcklin Arnold (1827–1901) — malarz szwajcarski, zażywający kultu w epoce Młodej Polski. [przypis redakcyjny]

    [5]

    Szeheraz — Szeherazada, bohaterka Księgi tysiąca i jednej nocy, co noc opowiadała sułtanowi inną historię. [przypis redakcyjny]

    [6]

    czyli (tu daw.) — czy. [przypis edytorski]

    [7]

    Prometej — dziś raczej: Prometeusz. [przypis edytorski]

    Close
    Please wait...
    x