Wesprzyj

Wspieraj Wolne Lektury

x

Spis treści

    1. Dusza: 1
    2. Kondycja ludzka: 1
    3. Melancholia: 1
    4. Miłość: 1
    5. Miłość spełniona: 1
    6. Sztuka: 1
    7. Śmierć: 1
    8. Zmysły: 1
    9. Życie jako wędrówka: 1

    Pisownia łączna / rozdzielna: zwolna > z wolna; po społu > pospołu.

    Pisownia poszczególnych wyrazów: oh > och.

    Interpunkcja — dodano kropkę na końcu strofy: spokojem.

    Maciej SzukiewiczSielanka

    1

    Życie jako wędrówkaSzli oparci o siebie ramieniem i twarzą — —

    Niepomni świata, ludzi, czasu i przestrzeni,

    Nie słyszeli, co świerki nad głową ich gwarzą,

    Nie widzieli, że słońce gór szczyty rumieni,

    5

    Nie czuli, że chłód bagien, snując się już w lesie,

    Białą, wilgotną zmorą pada na pierś ziemi

    I że to mech puszysty pod ich stopą gnie się,

    Tłumiąc odgłosy kroków pieszczoty miękkiemi[1],

    I że oto na niebie, z wolna i nieśmiało,

    10

    Noc błysnęła skrą złotą, drobniuchną i małą,

    I majestat swój mnożąc wciąż większym gwiazd rojem,

    Przestwory napełniła ciszą i spokojem.

    Szli oparci o siebie ramieniem i twarzą,

    A jak ważki złociste nad wodą się ważą,

    15

    Miłość spełnionaOni, oczy swe jasne zwróciwszy do wnętrza,

    Badali, która chwila dla duszy jest świętsza:

    Czy gdy jeszcze pożądań roi sny najsłodsze?

    Czy gdy już śnieżne pióra o krwi pożar otrze?

    Czy może kiedy rozkosz dreszczem przejmie ciała,

    20

    A ona precz odchodzi, powiewna i biała?…

    Nad tym oni dumali jak u bliźniąt we śnie

    Każde dla siebie tylko, jednak tak współcześnie,

    Że gdy szyszka z szelestem upadła na chrusty,

    A oni przystanąwszy ust szukali usty,

    25

    I wzajemnie na licach opierając lico,

    W sercach sobie czytali zwiększoną źrenicą —

    Byli, jak przeciw sobie stawione zwierciadła,

    Między które płomienna pożoga upadła

    I jasno się w nich pali i po tysiąc razy

    30

    Tysięcznymi w obudwu odbita obrazy

    Idzie w bezmiar, z bezmiaru niezmienna powraca

    I znów mknąc tam, skąd przyszła, blasku nie zatraca,

    Jeno w nieskończoności mamiącym półmroku

    Coraz większą i czystszą wydaje się oku.

    35

    Mówiła, przytulając się do piersi jego:

    Dziwne… lecz ja tak czuję… — MelancholiaZmysłyOch, powiedz, dlaczego

    Jak cień z światłem, łza z śmiechem pospołu się noszą

    Niewysłowiony smutek z bezbrzeżną rozkoszą?

    Czemu dla tych upojeń, co ciałem kołyszą

    40

    I są napiętym nerwom ochłodą i cisza,

    A dla mniszych umysłów skalaniem i grzechem,

    Tęskność i melancholia koniecznym są echem?

    Jak to tłumaczyć, powiedz? Czy może w tym leży

    Upragnienie rozkoszy nowej, innej, świeżej?

    45

    Czy może jest w tym smutek błędnego motyla,

    Co płacząc startych skrzydeł, nad lilie się schyla?

    Może to brzóz żal niemy, co z rozwianej wici

    Sączy się niewidzialny, a kogo pochwyci,

    Temu najrańszy ranek, najzłocistsze słońce

    50

    Zamienia na wieczory tęskne i płaczące? —

    Czyżby mogła natura karcić twór bezmyślnie

    Za to, że pierś do piersi chciwie się przyciśnie,

    Do warg przytulą wargi i do duszy dusza?

    I czymże jest natura? i cóż ją to wzrusza?

    55

    Snadź inna moc to sprawia… Oto, odkąd pomnę,

    SztukaIle razy patrzyłam na dzieła ogromne,

    Czy była to z Apollem pędząca kwadryga[2],

    Czyli Komedia Danta, czy dzika pieśń Griega[3],

    Czy też nimfa zaklęta geniuszem Böcklina[4],

    60

    Co na słońcu swe ciało różane wygina

    I w paluszkach zagniata perły z fali miękkiej

    I jak piasek wciąż sypie je z ręki do ręki —

    Zawsze, zawsze i wszędzie marmur, ton, rym, płótno,

    Zostawiały mnie z twarzą jednakowo smutną…

    65

    I nie mógł to być refleks tych drgnień i tych skurczy,

    Przez które wykonawców przechodził duch twórczy,

    Bo to samo przymglenie czucia, woli, myśli,

    Miałam, gdyśmy na szczytach nad chmurą zawiśli,

    Poglądali w dal siną, rozmiarem tak mroczną,

    70

    Że zda się oczy nigdy i nigdzie nie spoczną —

    Więc w czymże tkwi ten smutek i kędy ma leże

    I skąd tak niespodzianie, tak nagle się bierze,

    Że w drodze do dusz naszych nic go nie oszuka,

    Ni szał zmysłowych uciech, ani boska sztuka?

    75

    Gdzie szukać jego źródeł? A może… wiesz? może…

    Tylko się nie śmiej ze mnie! — ja, widzisz, wciąż tworzę

    Zawrotne hipotezy, dziwaczne teorie,

    Na przykład: skąd błękitne, przydrożne cykorie,

    Niemal całkiem bezlistne, jak często je widzę,

    80

    Mają kwiat tak ogromny na wątłej łodydze?

    Albo — skoro w wszechświecie nic nie ginie marnie —

    Gdzie spojrzenia, którymi ktoś mrący ogarnie

    Świat cały, nim odetchnie po raz już ostatni?

    Albo — czy chmurka może obawiać się matni?

    85

    Albo gdy na niebiosach księżyc się zapali

    I na wody upadnie, jak dobyć go z fali?

    Albo… i tak bez końca, jak w bajkach Szeheraz[5].

    Otóż widzisz, ja myślę, myślałam już nieraz,

    ŚmierćŻe wszystko, co za «wielkie» wieki wiekom głoszą,

    90

    Czyli[6] to będzie sztuką, czy ciała rozkoszą,

    Przypomina nam zawsze stan ów, który czeka

    Prędzej, później, lecz pewnie każdego człowieka —

    Ów stan, którego żadne słowa nie upiększą,

    Ów stan, co jest rozkoszą z wszystkich snadź największą,

    95

    Ku któremu twór wszelki ciągłe, w nocy, we dnie

    Dąży z woli lub z musu, z wiedzą lub bezwiednie,

    Ów stan, co niepodzielnie zawładnąwszy światem,

    Cel bytu kiedyś spełni i…

    «Śmierć myślisz zatem?»

    100

    Cicho, cicho na Boga! — mój złoty, mój drogi,

    Nie wymawiaj imienia tej Pani złowrogiej,

    Nie wymawiaj go nigdy, nigdy, nigdy głośno!

    Za pusto tu, za ciemno, za smutno łzą rośną

    Gęstwiny płaczą wokół… A jeśli to licho

    105

    Czyha tu kędy z kosą? a jeśli? Więc cicho,

    Nie igrajmy z tą mocą podstępną i wrażą.

    Szli oparci o siebie ramieniem i twarzą,

    Z oczyma w mrok wbitymi, z płonącymi czoły.

    Ona cała istnością w jego istność wrosła,

    110

    On na poły jej więzień, Prometej[7] na poły.

    Wielkich pragnień go burza za świat zjawisk niosła,

    A choć milczał, blask taki ze źrenic mu padał,

    Że tym blaskiem duch jego cały się spowiadał

    I mówił do jej myśli: dlaczego? dlaczego

    115

    Miłości naszej smutek i tęsknica strzegą?

    Dusza, MiłośćOto gdy pocałunkiem usta się nam spoją,

    Oto gdy pierś mą złożę na białą pierś twoją,

    Oto gdy tak bez woli, bez czucia, pamięci,

    Czerpiemy z siebie słodycz uściskiem objęci,

    120

    Dusza z uwięzi zmysłów swobodnie ulata

    W obcą dla nas, mistyczną krainę zaświata.

    Co tam robi? czy słońca tam widzi, czy nowie?

    Nie zgadnąć, tego ona nigdy nam nie powie

    I tylko, gdy z wędrówki swej do nas powróci,

    125

    Niedobrze jej tu z nami i tak się wciąż smuci

    Jak kędy na wygnaniu zbłąkana królewna.

    Bo dla niej za powrotem jednia rzecz jest pewna:

    Że nad żar ust łaknących, nad ciał lube sploty

    Istnieją śluby ducha i ducha pieszczoty

    130

    Stokrotnie rozkoszniejsze i lepsze daleko —

    Coś, jak kiedy się rzeka spotka z drugą rzeką,

    Coś, jak gdy się dwie chmury ciągnąc nieba krajem

    Zetkną i aż do drobin przenikną nawzajem,

    Coś, jak kiedy dwa światła rozszczepione tęczą

    135

    Znów w jeden biały promień wspólnie się zaręczą,

    Coś, co nie ma określeń w naszej mowie lichej,

    Kondycja ludzkaCoś, co bije blaskami z cudnych liców Psychy,

    Gdy szałem z nas wyparta pławi się w eterze

    I dziwną kąpiel z światła, woni, dźwięków bierze

    140

    I oboje nas potem, po swoim powrocie

    Rzuca na pastwę strasznej, bezbrzeżnej tęsknocie

    Za tą kąpielą dziwną, za szczęsnością oną

    Przeczuwaną zaledwo, a tak upragnioną…

    Szli oparci o siebie ramieniem i twarzą

    145

    Jak anioły, gdy w niebie ziemską miłość marzą,

    Szli, nie wiedząc u kogo, u dnia czy u nocy,

    Na to swe utęsknienie szukać im pomocy?

    Szli oparci o siebie, cisi…

    A tymczasem

    150

    Jakiś zbłąkany powiew zakołysał lasem.

    Za nich i za podobnych im całe miliony

    Wyrwał się z mroków leśnych jakiś jęk stłumiony

    Jakby całej ludzkości bolesne westchnienie

    Szło rozbić bramy nieba… A tam — wciąż milczenie…

    Przypisy

    [1]

    pieszczoty miękkiemi — dziś popr. forma N. lm: miękkimi pieszczotami. [przypis edytorski]

    [2]

    kwadryga (z łac.) — rydwan zaprzężony w cztery konie „w poręcz”, tj. jeden przy drugim. [przypis redakcyjny]

    [3]

    Grieg Edward (1843–1907) — kompozytor norweski. [przypis redakcyjny]

    [4]

    Böcklin Arnold (1827–1901) — malarz szwajcarski, zażywający kultu w epoce Młodej Polski. [przypis redakcyjny]

    [5]

    Szeheraz — Szeherazada, bohaterka Księgi tysiąca i jednej nocy, co noc opowiadała sułtanowi inną historię. [przypis redakcyjny]

    [6]

    czyli (tu daw.) — czy. [przypis edytorski]

    [7]

    Prometej — dziś raczej: Prometeusz. [przypis edytorski]

    Close
    Please wait...