TPWL

Wolne Lektury potrzebują pomocy! Wesprzyj bezpłatną bibliotekę internetową i przeczytaj utwory napisane specjalnie dla Ciebie.

x

Spis treści

    1. Artysta: 1
    2. Duch: 1 2 3
    3. Jabłko: 1
    4. Kondycja ludzka: 1
    5. Kwiaty: 1
    6. Lustro: 1
    7. Łzy: 1
    8. Małżeństwo: 1
    9. Modlitwa: 1
    10. Obyczaje: 1
    11. Owoc: 1
    12. Podróż: 1
    13. Poród: 1
    14. Skromność: 1
    15. Sława: 1
    16. Śmierć: 1 2
    17. Tęsknota: 1 2
    18. Zwierzęta: 1
    19. Żałoba: 1 2
    20. Życie jako wędrówka: 1

    pisownia łączna i rozdzielna: zwolna > z wolna; spowrotem > z powrotem; zdala > z dala; niema > nie ma; poczem > po czym; poprostu > po prostu

    pisownia joty: opinji > opinii

    pisownia s/z: spowrotem > z powrotem

    fleksja: tem > tym; wszystkiem > wszystkim itp.; strzępa > strzępu

    leksyka: wymyśleć > wymyślić

    interpunkcja - usunięto przecinek przed pauzą: , —; dodano przecinek: wraca i pili, i wkracza

    Wprowadzono poprawki zawarte w erracie.

    Rainer Maria RilkeRequiem za przyjaciółkętłum. Stefan Napierski

    1

    DuchO, mam umarłych moich, i zwracałem

    im własną wolność, i zdumiony byłem,

    jak utuleni są, jak w tym umarciu

    zadomowieni szybko, sprawiedliwi,

    5

    jak od opinii swej różni. Ty jeno,

    ty wracasz; muskasz mnie, okrążasz, pragniesz

    potrącić o coś, by zabrzmiało tobą,

    by cię zdradziło. Och, ty nie wydzieraj,

    czego się uczę z wolna. Ja mam słuszność;

    10

    mylisz się, kiedy, wzruszona, zatęsknisz

    za jaką rzeczą. My ją przemieniamy;

    tutaj jej nie ma; rzutujemy z głębi

    bytu naszego ją, odzwierciadlamy

    ją tutaj, gdy ją tylko rozpoznamy.

    15

    Znacznie cię dalej sądziłem. Przelęka[1]

    mnie, że to właśnie ty błądzisz i krążysz,

    któraś przeobraziła więcej, niźli

    jaka kobieta inna. Nie to, żeśmy

    strwożyli się, kiedyś umarła; nie,

    20

    że mocna śmierć twa ciemno nas przecięła,

    to, co aż było dotąd, odrywając

    raptem od tego, co nadeszło potem:

    to nas obchodzi: to włączyć w ordynek[2]

    jest pracą naszą, którą czynim[3] z wszystkim.

    25

    Lecz, żeś się sama stworzyła i teraz

    drgasz trwogą tam, gdzie lęku już nie zaznać,

    że z twej wieczności tracisz okruszynę

    i wkraczasz tutaj, przyjaciółko, tutaj,

    gdzie wszystko jeszcze nie jest; że w wszechświecie

    30

    raz pierwszy rozdrobniona, połowiczna,

    drabiny nieskończonych natur tak

    nie uchwyciłaś, jak rzecz wszelką tutaj;

    to, że z koliska, co cię już przyjęło,

    ciążenia siła głucha niepokoju

    35

    jakiegoś ściąga cię w dół w czas znaczony —

    nocą mnie często budzi, jak włamywacz.

    Ach, gdybym wyrzec mógł, że jeno raczysz,

    że z łaskawości przybywasz, z nadmiaru,

    gdyż takaś[4] sama w sobie upewniona,

    40

    że stąpasz wokół, jak dziecko bez drżenia

    przed miejscem, w którym ukrzywdzić je mogą —

    lecz nie: ty prosisz. To mnie tak przerzyna

    po same kości i szarpie, jak piła.

    Ten wyrzut, który skrywałabyś, widmo,

    45

    zapamiętała mi, kiedy się nocą

    w płuca me cofam, w trzewia, w tę ostatnią

    nędzną komorę tego serca mego,

    ten wyrzut nie byłby aż tak okrutny,

    jak to chodzenie po prośbie. Cóż prosisz?

    50

    Podróż, Życie jako wędrówkaPowiedz, pojechaćże mam? Czyż gdziekolwiek

    pozostawiłaś przedmiot, co się dręczy,

    i pragnie iść za tobą? Czyliż mam się

    w kraj udać, niezaznany, choć był tobie

    tak krewny, jak połowa druga zmysłów?

    55

    Na rzekach jego chcę żeglować, pragnę

    przybić do brzegu, o dawny obyczaj

    pytać, gawędzić z kobietami we drzwiach

    i patrzeć, jak swe dzieci przywołują.

    I zapamiętać chcę, jak krajobrazem

    60

    przy dawnej się robocie otulają

    na łąkach i na polach; chcę zażądać,

    by przed oblicze stawiono mnie króla,

    i chcę kapłanów podżegać przekupstwem,

    by mnie rzucili przed najsroższe bóstwo,

    65

    po czym odeszli, drzwi świątyń zawarli.

    ZwierzętaZapragnę jeszcze, gdy dowiem się wiele,

    po prostu przypatrywać się zwierzętom,

    aby cokolwiek z ich ruchów w me stawy

    spłynęło; krótkie zechcę mieć istnienie

    70

    w ich oczach, co mnie chwilę zatrzymają

    i z wolna cicho uwolnią, bez sądu.

    Chcę, aby ogrodnicy po imieniu

    wiele mi kwiatów nazwali, bym w szczątkach

    tych pięknych nazwań jakby drobną resztkę

    75

    ich wielolitych[5] zachować mógł woni.

    Owoc, JabłkoI chcę owoce kupować, owoce,

    gdzie jest raz jeszcze ziemia — aż po niebo.

    Gdyż pojmowałaś to: prężne owoce.

    Na czary układałaś je przed siebie

    80

    i barw ciężarem je równoważyłaś.

    I, jak owoce, widziałaś podobnie

    kobiety, oraz dzieci, równie z wnętrza

    pędzone w kształty, w kształty ich istnienia.

    Lustro, SkromnośćUjrzałaś siebie wreszcie, jako owoc,

    85

    wyjęłaś siebie z sukien, przed zwierciadło

    siebie zaniosłaś, w nie się zapuściłaś

    z wyjątkiem twego patrzenia; zostało

    ono tam, przed nim, wielkie, i nie rzekło:

    otom jest ja[6]; przeciwnie: oto jest.

    90

    Tak ciekawości wyzbyte przy końcu

    było patrzenie twe, ubóstwa pełne,

    że nie pragnęło nawet ciebie: święte.

    Tak cię zachować pragnę, jakeś sama

    w lustrze się ustawiła[7], w wnętrzu głębi

    95

    i od wszystkiego z dala. Czemuż schodzisz inna?

    Dlaczegóż odwołujesz siebie? Czemu

    wmówić mi pragniesz, że w kulach bursztynu

    wokół twej szyi coś niecoś ciężaru

    było: ciężkości, której nigdy nie ma

    100

    w obrazach, które zaświat już ukoił;

    przecz[8] mi postawą zwiastujesz złą wróżbę;

    cóż nakazuje ci kontury ciała

    wykładać, jakby linie jakiej dłoni,

    iż widzieć muszę je pełne przeznaczeń?

    105

    DuchO, podejdź w światło świecy. Wpatrywania

    w zmarłych nie strwożę się. Kiedy nadchodzą,

    w naszym spojrzeniu zatrzymać się mają

    prawo, podobnie, jak inne przedmioty.

    KwiatyChodź tutaj; pozwól, chwilę się uciszmy.

    110

    Spójrzże na różę tę na moim biurku;

    czyż nie jest światło wokół niej tak samo

    onieśmielone, jak wokoło ciebie:

    i jej tak samo trwać by tu nie wolno.

    Powinna zostać była tam w ogrodzie,

    115

    nieprzemieszana ze mną, lub zawiędnąć[9]

    i oto trwa tak: czym jej ma świadomość[10]?

    Nie przeraź się, gdy pojmę teraz, ach,

    oto się dźwiga we mnie: zrozumienie,

    muszę je przyjąć, chociażbym miał umrzeć.

    120

    Pojąć, że jesteś tutaj. Już pojmuję.

    Jak ślepiec po omacku rzecz pojmuje,

    czuję twój los i nie znam dlań[11] imienia.

    ŁzyPozwól, iż razem będziemy się żalić,

    że ktoś cię wyjął z lustra. Zdołasz płakać?

    125

    Nie umiesz. Napływ, moc łez przemieniłaś

    w dojrzałe, trwałe zapatrzenie twoje,

    i z trudem każdy twój sok przesączyłaś

    w istnienie silne, co wznosi się, krąży,

    i równowagę utrzyma, na oślep.

    130

    ŚmierćA wtedy traf cię, twój traf już ostatni,

    wyrwał, zawrócił z twego najdalszego

    postępu w świat ów, gdzie soki wciąż pragną.

    Nie całkiem wydarł; naprzód kawalątko,

    lecz wokół tego strzępu, gdy z dnia na dzień

    135

    tak rzeczywistość obrastać poczęła,

    że zaczął ciążyć, wówczas całą siebie

    zużyć musiałaś; temu się poddałaś:

    z mozołem wyłamałaś się w okruchach

    z prawa, albowiem całej siebie było

    140

    ci trzeba. Wtedy siebie przekopałaś

    i wygrzebałaś z ciepłej ciemnej gleby

    twojego serca zaledwie zielone

    nasienie, z niego zakiełkować miała

    śmierć; własna śmierć twa, śmierć dla twego życia.

    145

    I jadłaś je, te ziarna twojej śmierci,

    jak wszystkie inne, spożyłaś jej ziarna,

    i miałaś w sobie posmak jej słodyczy,

    tej nieczekanej, miałaś słodkie wargi,

    ty: co już z wewnątrz, w zmysłach, byłaś słodka.

    150

    O, pozwól nam się skarżyć. Wieszże, jako

    z niezrównanego krążenia krew twoja

    niechętnie, wzdragająca się, wracała,

    gdyś odwołała ją? Jak, pomieszana,

    niewielki obieg ciała znów podjęła;

    155

    jako, nieufna wielce i zdumiona,

    w łożysko płci przenikła[12] i tam, nagle,

    znużyła się powrotem swym olbrzymim?

    Tyś przynaglała ją, naprzód ją gnała,

    szarpałaś ją do miejsca grozy, jak

    160

    stado się zwierząt ciągnie do ołtarza;

    przy czym pragnęłaś, by radosna była.

    I wymusiłaś to wreszcie: szczęśliwa

    była, nadbiegła i wszerz się rozlała.

    Tobie, przywykłej do innych miar, że to

    165

    na chwilę tylko, zdało się: a przecie

    w strumieniu czasu brnęłaś: czas jest długi.

    I czas przypływa i wzbiera, i czas

    jest jako nawrót przewlekłej choroby.

    Jak krótkie było twe życie, jeżeli

    170

    przyrównasz je godzinom, gdyś siedziała

    i liczne moce rozlicznej przyszłości

    zginałaś, milcząc, ku zarodzi dziecka,

    co w los się przemieniło znów. Bolesny trudzie!

    O, praco ponad siłę wszelką! Tyś

    175

    dzień po dniu ją czyniła, tyś się wlokła

    i z kołowrotka wyciągałaś piękny

    wzór, wszystkie nici wiążąca odmiennie

    twoje. A wreszcie, już przy samym końcu,

    odwagi ci starczyło do zabawy!

    180

    Albowiem, kiedy dokonane było,

    nagrody zapragnęłaś, jako dzieci,

    co słodko-gorzką wypiły herbatę,

    która ozdrawia może. Tak się nagradzałaś:

    od wszystkich ludzi bowiem zbyt daleko

    185

    nawet i teraz byłaś; nikt by nie potrafił

    miłej dla ciebie wymyślić nagrody.

    Wiedziałaś o tym. Zasiadłaś na łożu,

    przed tobą stało zwierciadło, to, które

    wróciło tobie wszystko. Oto teraz

    190

    to wszystko było tobą, a tam wewnątrz

    tylko złudzenie, owa piękna złuda

    kobiety wszelkiej, co chętnie w klejnoty

    stroi się, włosy czesze i poprawia.

    Śmierć, TęsknotaPoródI tak umarłaś, jak niegdyś kobiety

    195

    marły, umarłaś w ciepłym swoim domu

    położnic śmiercią, co pragną z powrotem

    zamknąć się i już nie mogą, albowiem

    ta ciemność, którą urodziły wespół,

    raz jeszcze wraca i pili, i wkracza.

    200

    Żałoba, ObyczajeA czyliż wtedy by nie należało

    jednak odnaleźć było płaczek? Kobiet,

    co za pieniądze wrzeszczą, które można

    płacić, by całą noc szlochały w ciszy?

    Obrządków! My nie mamy dość obrządków.

    205

    Wszystko przemija, przegadane wszystko.

    Tedy, umarła, nadejść musisz, ze mną

    by powetować skargi. Słyszysz, jak się skarżę?

    Pragnąłbym głos mój narzucić, jak chustę,

    na druzgi[13] twojej śmierci i ją szarpać,

    210

    aż się rozleci w kawały, i wszystko,

    co mówię teraz, niechajby w łachmanach

    przed głos ten przeszło, trzęsące się z zimna;

    gdybyż na skargach poprzestać. Lecz oto:

    oskarżam. Nie jednego tego, który

    215

    ciebie z twej własnej wydobył łupiny

    (już nie odróżnię go, jest on jak wszyscy),

    lecz wszystkich w nim oskarżam jednym: męża.

    Jeśli gdziekolwiek we mnie bardzo dawne

    dziecięctwo w głębi wznosi się, a nie znam

    220

    go jeszcze, może najczystsze dziecięctwo

    dzieciństwa mego: niechaj nie wiem o nim.

    Nie patrząc, pragnę urobić Anioła

    zeń, po czym rzucić w najpierwsze szeregi

    Aniołów w krzyku, by przypomnieć Bogu.

    225

    MałżeństwoGdyż to cierpienie trwa już nadto długo

    i nikt nie zdoła mu sprostać; za ciężkie

    jest dla nas zaplątane to cierpienie

    zafałszowanej miłości, co, wsparte

    na przedawnieniu i na nawyknieniu,

    230

    prawem się zwie, a karmi się bezprawiem.

    Gdzież jest mężczyzna, który miałby prawo

    do posiadania? Któż posiadać zdoła,

    co samo siebie nie ma, jeno czasem

    pochwyci siebie błogo, by odrzucić,

    235

    jak dziecko piłkę? Jako wódz podobnie

    nie zdoła Niki[14] na dziobie okrętu

    wstrzymać, tajemna lekkość jej boskości

    gdy nagle wznosi ją w jasny wichr[15] morski:

    podobnie nikt z nas nie może kobiety

    240

    przywołać, która już nas nie postrzega,

    i na wąziutkim pasemku istnienia

    odchodzi cudem, niepokaleczona:

    chyba, że zrodziłby się ów złoczyńcą.

    Gdyż t o jest winą, jeśli co jest winą:

    245

    wolności tego, co się ukochało,

    O całą wolność własną nie pomnożyć,

    na którą zdobyć się można. My przecie,

    kiedy miłujem[16], mamy jedno tylko:

    wzajem opuścić siebie; że się dzierżym[17],

    250

    to jest nam łatwo, uczyć się nie trzeba.

    Czyż tutaj jesteś jeszcze? W jakim kącie? —

    Tyś o tym wszystkim tak wiele wiedziała

    i tyleś mogła[18], skoroś tak odeszła,

    jak dzień wschodzący, otwarta wszystkiemu.

    255

    Kobiety cierpią, kochać — to być samym,

    artyści zaś niekiedy pośród pracy

    to przeczuwają, że przetwarzać muszą,

    kiedy kochają. SławaA tyś rozpoczęła

    jedno i drugie; to bowiem i tamto

    260

    w tym się zawiera, co teraz twa sława

    paczy, ta sława, która cię okrada.

    Ach, tyś daleka była wszelkiej chwale.

    Tyś niepozorna była; swą urodę

    przyjęłaś lekko w siebie, jak chorągiew

    265

    zwija się w szary ranek w dniu roboczym,

    i tylko pracy długiej tyś pragnęła —

    co nie jest dokonana, mimo wszystko.

    Jeśliś[19] jest jeszcze tu, jeśli w ciemności

    tej jakie miejsce jest, kędy[20] wrażliwie

    270

    zjawa twa współdrga płaskim falom dźwięku,

    które rozbudza głos samotny nocą

    w prądzie wysokiej komnaty, Modlitwa, Kondycja ludzka, Artystao, słuchaj,

    pomóż mi. Widzisz, my się tak zsuwamy,

    nie wiedząc kiedy, z powrotem z postępu

    275

    naszego w coś, czego nie zamierzamy;

    zaplątujemy się w tym, jako we śnie,

    i umieramy w tym, nieprzebudzeni.

    Nikt nie wykroczył poza to. Każdemu,

    kto krew swą dźwignął w dzieło, które przetrwa,

    280

    zdarzyć się może, że go nie utrzyma

    na wysokości już i że opadnie

    własnym ciężarem, bez wszelkiej wartości.

    Skrywa się bowiem gdzieś pradawna wrogość

    pomiędzy życiem a olbrzymią pracą.

    285

    Obym ją pojął, wspomóż — ty mnie — rzekła.

    Tęsknota, Żałoba, DuchNie wracaj. Jeśli wydołasz, pozostań

    umarła pośród umarłych. Umarli

    są zatrudnieni. Ale tak mi pomóż,

    by nie rozproszyć się na cały wszechświat,

    290

    najdalsze jak wspomaga czasem: we mnie.

    Przypisy

    [1]

    przelękać — zatrważać. [przypis edytorski]

    [2]

    ordynek (z niem. Ordnung) — porządek, kolejność. [przypis edytorski]

    [3]

    czynim — dziś popr. forma 1 os. lm cz.ter.: czynimy. [przypis edytorski]

    [4]

    takaś — taka jesteś. [przypis edytorski]

    [5]

    wielolity — różnorodny. [przypis edytorski]

    [6]

    otom jest ja — oto jestem ja. [przypis edytorski]

    [7]

    jakeś sama w lustrze się ustawiła — jak sama ustawiłaś się w lustrze. [przypis edytorski]

    [8]

    przecz (daw.) — dlaczego. [przypis edytorski]

    [9]

    zawiędnąć — zwiędnąć. [przypis edytorski]

    [10]

    czym jej ma świadomość — czym jest dla niej moja świadomość. [przypis edytorski]

    [11]

    dlań (daw.) — dla niego. [przypis edytorski]

    [12]

    przenikła — przeniknęła. [przypis edytorski]

    [13]

    druzga — drzazga. [przypis edytorski]

    [14]

    Nika, własc. Nike (mit. gr.) — bogini zwycięstwa; tu: galion, figura na dziobie okrętu, może także symbol losu, szczęścia w morskiej podróży lub walce. [przypis edytorski]

    [15]

    wichr — popr.: wicher. [przypis edytorski]

    [16]

    miłujem — miłujemy. [przypis edytorski]

    [17]

    dzierżym — dzierżymy. [przypis edytorski]

    [18]

    tyleś mogła — tyle mogłaś. [przypis edytorski]

    [19]

    jeśliś jest — jeśli jesteś. [przypis edytorski]

    [20]

    kędy (daw.) — gdzie. [przypis edytorski]

    Close
    Please wait...