Wolne Lektury potrzebują pomocy...

Wspólnie budujemy najpopularniejszą bibliotekę internetową w Polsce.

Dzięki Twojej wpłacie uwolnimy kolejną książkę. Przeczytają ją tysiące dzieciaków!


Dorzucisz się?

Jasne, dorzucam się!
Tym razem nie, chcę przejść do biblioteki
Znajdź nas na YouTube

Audiobooki Wolnych Lektur znajdziesz na naszym kanale na YouTube.
Kliknij, by przejść do audiobooków.

x

Spis treści

    1. Artysta: 1
    2. Duch: 1 2 3
    3. Jabłko: 1
    4. Kondycja ludzka: 1
    5. Kwiaty: 1
    6. Lustro: 1
    7. Łzy: 1
    8. Małżeństwo: 1
    9. Modlitwa: 1
    10. Obyczaje: 1
    11. Owoc: 1
    12. Podróż: 1
    13. Poród: 1
    14. Skromność: 1
    15. Sława: 1
    16. Śmierć: 1 2
    17. Tęsknota: 1 2
    18. Zwierzęta: 1
    19. Żałoba: 1 2
    20. Życie jako wędrówka: 1

    pisownia łączna i rozdzielna: zwolna > z wolna; spowrotem > z powrotem; zdala > z dala; niema > nie ma; poczem > po czym; poprostu > po prostu

    pisownia joty: opinji > opinii

    pisownia s/z: spowrotem > z powrotem

    fleksja: tem > tym; wszystkiem > wszystkim itp.; strzępa > strzępu

    leksyka: wymyśleć > wymyślić

    interpunkcja - usunięto przecinek przed pauzą: , —; dodano przecinek: wraca i pili, i wkracza

    Wprowadzono poprawki zawarte w erracie.

    Rainer Maria RilkeRequiem za przyjaciółkętłum. Stefan Napierski

    DuchO, mam umarłych moich, i zwracałem
    im własną wolność, i zdumiony byłem,
    jak utuleni są, jak w tym umarciu
    zadomowieni szybko, sprawiedliwi,
    jak od opinii swej różni. Ty jeno,
    ty wracasz; muskasz mnie, okrążasz, pragniesz
    potrącić o coś, by zabrzmiało tobą,
    by cię zdradziło. Och, ty nie wydzieraj,
    czego się uczę z wolna. Ja mam słuszność;
    mylisz się, kiedy, wzruszona, zatęsknisz
    za jaką rzeczą. My ją przemieniamy;
    tutaj jej nie ma; rzutujemy z głębi
    bytu naszego ją, odzwierciadlamy
    ją tutaj, gdy ją tylko rozpoznamy.
    Znacznie cię dalej sądziłem. Przelęka[1]
    mnie, że to właśnie ty błądzisz i krążysz,
    któraś przeobraziła więcej, niźli
    jaka kobieta inna. Nie to, żeśmy
    strwożyli się, kiedyś umarła; nie,
    że mocna śmierć twa ciemno nas przecięła,
    to, co aż było dotąd, odrywając
    raptem od tego, co nadeszło potem:
    to nas obchodzi: to włączyć w ordynek[2]
    jest pracą naszą, którą czynim[3] z wszystkim.
    Lecz, żeś się sama stworzyła i teraz
    drgasz trwogą tam, gdzie lęku już nie zaznać,
    że z twej wieczności tracisz okruszynę
    i wkraczasz tutaj, przyjaciółko, tutaj,
    gdzie wszystko jeszcze nie jest; że w wszechświecie
    raz pierwszy rozdrobniona, połowiczna,
    drabiny nieskończonych natur tak
    nie uchwyciłaś, jak rzecz wszelką tutaj;
    to, że z koliska, co cię już przyjęło,
    ciążenia siła głucha niepokoju
    jakiegoś ściąga cię w dół w czas znaczony —
    nocą mnie często budzi, jak włamywacz.
    Ach, gdybym wyrzec mógł, że jeno raczysz,
    że z łaskawości przybywasz, z nadmiaru,
    gdyż takaś[4] sama w sobie upewniona,
    że stąpasz wokół, jak dziecko bez drżenia
    przed miejscem, w którym ukrzywdzić je mogą —
    lecz nie: ty prosisz. To mnie tak przerzyna
    po same kości i szarpie, jak piła.
    Ten wyrzut, który skrywałabyś, widmo,
    zapamiętała mi, kiedy się nocą
    w płuca me cofam, w trzewia, w tę ostatnią
    nędzną komorę tego serca mego,
    ten wyrzut nie byłby aż tak okrutny,
    jak to chodzenie po prośbie. Cóż prosisz?
    Podróż, Życie jako wędrówkaPowiedz, pojechaćże mam? Czyż gdziekolwiek
    pozostawiłaś przedmiot, co się dręczy,
    i pragnie iść za tobą? Czyliż mam się
    w kraj udać, niezaznany, choć był tobie
    tak krewny, jak połowa druga zmysłów?
    Na rzekach jego chcę żeglować, pragnę
    przybić do brzegu, o dawny obyczaj
    pytać, gawędzić z kobietami we drzwiach
    i patrzeć, jak swe dzieci przywołują.
    I zapamiętać chcę, jak krajobrazem
    przy dawnej się robocie otulają
    na łąkach i na polach; chcę zażądać,
    by przed oblicze stawiono mnie króla,
    i chcę kapłanów podżegać przekupstwem,
    by mnie rzucili przed najsroższe bóstwo,
    po czym odeszli, drzwi świątyń zawarli.
    ZwierzętaZapragnę jeszcze, gdy dowiem się wiele,
    po prostu przypatrywać się zwierzętom,
    aby cokolwiek z ich ruchów w me stawy
    spłynęło; krótkie zechcę mieć istnienie
    w ich oczach, co mnie chwilę zatrzymają
    i z wolna cicho uwolnią, bez sądu.
    Chcę, aby ogrodnicy po imieniu
    wiele mi kwiatów nazwali, bym w szczątkach
    tych pięknych nazwań jakby drobną resztkę
    ich wielolitych[5] zachować mógł woni.
    Owoc, JabłkoI chcę owoce kupować, owoce,
    gdzie jest raz jeszcze ziemia — aż po niebo.
    Gdyż pojmowałaś to: prężne owoce.
    Na czary układałaś je przed siebie
    i barw ciężarem je równoważyłaś.
    I, jak owoce, widziałaś podobnie
    kobiety, oraz dzieci, równie z wnętrza
    pędzone w kształty, w kształty ich istnienia.
    Lustro, SkromnośćUjrzałaś siebie wreszcie, jako owoc,
    wyjęłaś siebie z sukien, przed zwierciadło
    siebie zaniosłaś, w nie się zapuściłaś
    z wyjątkiem twego patrzenia; zostało
    ono tam, przed nim, wielkie, i nie rzekło:
    otom jest ja[6]; przeciwnie: oto jest.
    Tak ciekawości wyzbyte przy końcu
    było patrzenie twe, ubóstwa pełne,
    że nie pragnęło nawet ciebie: święte.
    Tak cię zachować pragnę, jakeś sama
    w lustrze się ustawiła[7], w wnętrzu głębi
    i od wszystkiego z dala. Czemuż schodzisz inna?
    Dlaczegóż odwołujesz siebie? Czemu
    wmówić mi pragniesz, że w kulach bursztynu
    wokół twej szyi coś niecoś ciężaru
    było: ciężkości, której nigdy nie ma
    w obrazach, które zaświat już ukoił;
    przecz[8] mi postawą zwiastujesz złą wróżbę;
    cóż nakazuje ci kontury ciała
    wykładać, jakby linie jakiej dłoni,
    iż widzieć muszę je pełne przeznaczeń?
    DuchO, podejdź w światło świecy. Wpatrywania
    w zmarłych nie strwożę się. Kiedy nadchodzą,
    w naszym spojrzeniu zatrzymać się mają
    prawo, podobnie, jak inne przedmioty.
    KwiatyChodź tutaj; pozwól, chwilę się uciszmy.
    Spójrzże na różę tę na moim biurku;
    czyż nie jest światło wokół niej tak samo
    onieśmielone, jak wokoło ciebie:
    i jej tak samo trwać by tu nie wolno.
    Powinna zostać była tam w ogrodzie,
    nieprzemieszana ze mną, lub zawiędnąć[9]
    i oto trwa tak: czym jej ma świadomość[10]?
    Nie przeraź się, gdy pojmę teraz, ach,
    oto się dźwiga we mnie: zrozumienie,
    muszę je przyjąć, chociażbym miał umrzeć.
    Pojąć, że jesteś tutaj. Już pojmuję.
    Jak ślepiec po omacku rzecz pojmuje,
    czuję twój los i nie znam dlań[11] imienia.
    ŁzyPozwól, iż razem będziemy się żalić,
    że ktoś cię wyjął z lustra. Zdołasz płakać?
    Nie umiesz. Napływ, moc łez przemieniłaś
    w dojrzałe, trwałe zapatrzenie twoje,
    i z trudem każdy twój sok przesączyłaś
    w istnienie silne, co wznosi się, krąży,
    i równowagę utrzyma, na oślep.
    ŚmierćA wtedy traf cię, twój traf już ostatni,
    wyrwał, zawrócił z twego najdalszego
    postępu w świat ów, gdzie soki wciąż pragną.
    Nie całkiem wydarł; naprzód kawalątko,
    lecz wokół tego strzępu, gdy z dnia na dzień
    tak rzeczywistość obrastać poczęła,
    że zaczął ciążyć, wówczas całą siebie
    zużyć musiałaś; temu się poddałaś:
    z mozołem wyłamałaś się w okruchach
    z prawa, albowiem całej siebie było
    ci trzeba. Wtedy siebie przekopałaś
    i wygrzebałaś z ciepłej ciemnej gleby
    twojego serca zaledwie zielone
    nasienie, z niego zakiełkować miała
    śmierć; własna śmierć twa, śmierć dla twego życia.
    I jadłaś je, te ziarna twojej śmierci,
    jak wszystkie inne, spożyłaś jej ziarna,
    i miałaś w sobie posmak jej słodyczy,
    tej nieczekanej, miałaś słodkie wargi,
    ty: co już z wewnątrz, w zmysłach, byłaś słodka.
    O, pozwól nam się skarżyć. Wieszże, jako
    z niezrównanego krążenia krew twoja
    niechętnie, wzdragająca się, wracała,
    gdyś odwołała ją? Jak, pomieszana,
    niewielki obieg ciała znów podjęła;
    jako, nieufna wielce i zdumiona,
    w łożysko płci przenikła[12] i tam, nagle,
    znużyła się powrotem swym olbrzymim?
    Tyś przynaglała ją, naprzód ją gnała,
    szarpałaś ją do miejsca grozy, jak
    stado się zwierząt ciągnie do ołtarza;
    przy czym pragnęłaś, by radosna była.
    I wymusiłaś to wreszcie: szczęśliwa
    była, nadbiegła i wszerz się rozlała.
    Tobie, przywykłej do innych miar, że to
    na chwilę tylko, zdało się: a przecie
    w strumieniu czasu brnęłaś: czas jest długi.
    I czas przypływa i wzbiera, i czas
    jest jako nawrót przewlekłej choroby.
    Jak krótkie było twe życie, jeżeli
    przyrównasz je godzinom, gdyś siedziała
    i liczne moce rozlicznej przyszłości
    zginałaś, milcząc, ku zarodzi dziecka,
    co w los się przemieniło znów. Bolesny trudzie!
    O, praco ponad siłę wszelką! Tyś
    dzień po dniu ją czyniła, tyś się wlokła
    i z kołowrotka wyciągałaś piękny
    wzór, wszystkie nici wiążąca odmiennie
    twoje. A wreszcie, już przy samym końcu,
    odwagi ci starczyło do zabawy!
    Albowiem, kiedy dokonane było,
    nagrody zapragnęłaś, jako dzieci,
    co słodko-gorzką wypiły herbatę,
    która ozdrawia może. Tak się nagradzałaś:
    od wszystkich ludzi bowiem zbyt daleko
    nawet i teraz byłaś; nikt by nie potrafił
    miłej dla ciebie wymyślić nagrody.
    Wiedziałaś o tym. Zasiadłaś na łożu,
    przed tobą stało zwierciadło, to, które
    wróciło tobie wszystko. Oto teraz
    to wszystko było tobą, a tam wewnątrz
    tylko złudzenie, owa piękna złuda
    kobiety wszelkiej, co chętnie w klejnoty
    stroi się, włosy czesze i poprawia.
    Śmierć, TęsknotaPoródI tak umarłaś, jak niegdyś kobiety
    marły, umarłaś w ciepłym swoim domu
    położnic śmiercią, co pragną z powrotem
    zamknąć się i już nie mogą, albowiem
    ta ciemność, którą urodziły wespół,
    raz jeszcze wraca i pili, i wkracza.
    Żałoba, ObyczajeA czyliż wtedy by nie należało
    jednak odnaleźć było płaczek? Kobiet,
    co za pieniądze wrzeszczą, które można
    płacić, by całą noc szlochały w ciszy?
    Obrządków! My nie mamy dość obrządków.
    Wszystko przemija, przegadane wszystko.
    Tedy, umarła, nadejść musisz, ze mną
    by powetować skargi. Słyszysz, jak się skarżę?
    Pragnąłbym głos mój narzucić, jak chustę,
    na druzgi[13] twojej śmierci i ją szarpać,
    aż się rozleci w kawały, i wszystko,
    co mówię teraz, niechajby w łachmanach
    przed głos ten przeszło, trzęsące się z zimna;
    gdybyż na skargach poprzestać. Lecz oto:
    oskarżam. Nie jednego tego, który
    ciebie z twej własnej wydobył łupiny
    (już nie odróżnię go, jest on jak wszyscy),
    lecz wszystkich w nim oskarżam jednym: męża.
    Jeśli gdziekolwiek we mnie bardzo dawne
    dziecięctwo w głębi wznosi się, a nie znam
    go jeszcze, może najczystsze dziecięctwo
    dzieciństwa mego: niechaj nie wiem o nim.
    Nie patrząc, pragnę urobić Anioła
    zeń, po czym rzucić w najpierwsze szeregi
    Aniołów w krzyku, by przypomnieć Bogu.
    MałżeństwoGdyż to cierpienie trwa już nadto długo
    i nikt nie zdoła mu sprostać; za ciężkie
    jest dla nas zaplątane to cierpienie
    zafałszowanej miłości, co, wsparte
    na przedawnieniu i na nawyknieniu,
    prawem się zwie, a karmi się bezprawiem.
    Gdzież jest mężczyzna, który miałby prawo
    do posiadania? Któż posiadać zdoła,
    co samo siebie nie ma, jeno czasem
    pochwyci siebie błogo, by odrzucić,
    jak dziecko piłkę? Jako wódz podobnie
    nie zdoła Niki[14] na dziobie okrętu
    wstrzymać, tajemna lekkość jej boskości
    gdy nagle wznosi ją w jasny wichr[15] morski:
    podobnie nikt z nas nie może kobiety
    przywołać, która już nas nie postrzega,
    i na wąziutkim pasemku istnienia
    odchodzi cudem, niepokaleczona:
    chyba, że zrodziłby się ów złoczyńcą.
    Gdyż t o jest winą, jeśli co jest winą:
    wolności tego, co się ukochało,
    O całą wolność własną nie pomnożyć,
    na którą zdobyć się można. My przecie,
    kiedy miłujem[16], mamy jedno tylko:
    wzajem opuścić siebie; że się dzierżym[17],
    to jest nam łatwo, uczyć się nie trzeba.
    Czyż tutaj jesteś jeszcze? W jakim kącie? —
    Tyś o tym wszystkim tak wiele wiedziała
    i tyleś mogła[18], skoroś tak odeszła,
    jak dzień wschodzący, otwarta wszystkiemu.
    Kobiety cierpią, kochać — to być samym,
    artyści zaś niekiedy pośród pracy
    to przeczuwają, że przetwarzać muszą,
    kiedy kochają. SławaA tyś rozpoczęła
    jedno i drugie; to bowiem i tamto
    w tym się zawiera, co teraz twa sława
    paczy, ta sława, która cię okrada.
    Ach, tyś daleka była wszelkiej chwale.
    Tyś niepozorna była; swą urodę
    przyjęłaś lekko w siebie, jak chorągiew
    zwija się w szary ranek w dniu roboczym,
    i tylko pracy długiej tyś pragnęła —
    co nie jest dokonana, mimo wszystko.
    Jeśliś[19] jest jeszcze tu, jeśli w ciemności
    tej jakie miejsce jest, kędy[20] wrażliwie
    zjawa twa współdrga płaskim falom dźwięku,
    które rozbudza głos samotny nocą
    w prądzie wysokiej komnaty, Modlitwa, Kondycja ludzka, Artystao, słuchaj,
    pomóż mi. Widzisz, my się tak zsuwamy,
    nie wiedząc kiedy, z powrotem z postępu
    naszego w coś, czego nie zamierzamy;
    zaplątujemy się w tym, jako we śnie,
    i umieramy w tym, nieprzebudzeni.
    Nikt nie wykroczył poza to. Każdemu,
    kto krew swą dźwignął w dzieło, które przetrwa,
    zdarzyć się może, że go nie utrzyma
    na wysokości już i że opadnie
    własnym ciężarem, bez wszelkiej wartości.
    Skrywa się bowiem gdzieś pradawna wrogość
    pomiędzy życiem a olbrzymią pracą.
    Obym ją pojął, wspomóż — ty mnie — rzekła.
    Tęsknota, Żałoba, DuchNie wracaj. Jeśli wydołasz, pozostań
    umarła pośród umarłych. Umarli
    są zatrudnieni. Ale tak mi pomóż,
    by nie rozproszyć się na cały wszechświat,
    najdalsze jak wspomaga czasem: we mnie.

    Przypisy

    [1]

    przelękać — zatrważać. [przypis edytorski]

    [2]

    ordynek (z niem. Ordnung) — porządek, kolejność. [przypis edytorski]

    [3]

    czynim — dziś popr. forma 1 os. lm cz.ter.: czynimy. [przypis edytorski]

    [4]

    takaś — taka jesteś. [przypis edytorski]

    [5]

    wielolity — różnorodny. [przypis edytorski]

    [6]

    otom jest ja — oto jestem ja. [przypis edytorski]

    [7]

    jakeś sama w lustrze się ustawiła — jak sama ustawiłaś się w lustrze. [przypis edytorski]

    [8]

    przecz (daw.) — dlaczego. [przypis edytorski]

    [9]

    zawiędnąć — zwiędnąć. [przypis edytorski]

    [10]

    czym jej ma świadomość — czym jest dla niej moja świadomość. [przypis edytorski]

    [11]

    dlań (daw.) — dla niego. [przypis edytorski]

    [12]

    przenikła — przeniknęła. [przypis edytorski]

    [13]

    druzga — drzazga. [przypis edytorski]

    [14]

    Nika, własc. Nike (mit. gr.) — bogini zwycięstwa; tu: galion, figura na dziobie okrętu, może także symbol losu, szczęścia w morskiej podróży lub walce. [przypis edytorski]

    [15]

    wichr — popr.: wicher. [przypis edytorski]

    [16]

    miłujem — miłujemy. [przypis edytorski]

    [17]

    dzierżym — dzierżymy. [przypis edytorski]

    [18]

    tyleś mogła — tyle mogłaś. [przypis edytorski]

    [19]

    jeśliś jest — jeśli jesteś. [przypis edytorski]

    [20]

    kędy (daw.) — gdzie. [przypis edytorski]

    Close
    Please wait...