Wolne Lektury potrzebują pomocy...



Wolne Lektury są za darmo i bez reklam, bo utrzymują się z dobrowolnych darowizn i dotacji.

Na stałe wspiera nas 373 czytelników i czytelniczek.

Niestety, minimalną stabilność działania uzyskamy dopiero przy 1000 regularnych darczyńców. Potrzebujemy Twojej pomocy!

Tak, dorzucę się do Wolnych Lektur!
Tym razem nie pomogę, przechodzę prosto do biblioteki
Znajdź nasze audiobooki na YouTube

Audiobooki Wolnych Lektur znajdziesz na naszym kanale na YouTube. Kliknij, by przejść do audiobooków.

x

Spis treści

    1. Dekadent: 1 2
    2. Kobieta: 1 2
    3. Kobieta "upadła": 1
    4. Kochanek romantyczny: 1 2 3
    5. Kwiaty: 1
    6. List: 1 2
    7. Małżeństwo: 1 2
    8. Miłość romantyczna: 1
    9. Młodość: 1 2
    10. Namiętność: 1
    11. Nuda: 1 2
    12. Ojczyzna: 1
    13. Pocałunek: 1
    14. Przemijanie: 1 2
    15. Samobójstwo: 1
    16. Seks: 1 2
    17. Starość: 1
    18. Szlachcic: 1
    19. Tęsknota: 1
    20. Uroda: 1
    21. Wspomnienia: 1
    22. Zdrada: 1

    Dokonane poprawki i uwspółcześnienia

    Pisownia joty, np.: krescencyę -> krescencję, lilije -> lilie

    Pisownia łączna i rozdzielna, np.:niema -> nie ma, naprzykład -> na przykład

    Pisownia samogłosek nosowych: ponsem -> pąsem,

    Inerpunkcja, np.: Nudzisz się żonko -> Nudzisz się, żonko

    Pisownia wielką literą, np.: Ach! jeszcze miękką - Ach! Jeszcze miękką

    trwogę niosąc, i jak trumna smutne -> trwogę niosące, i jak trumna smutne (bł. rytmu).

    Kazimierz Przerwa-TetmajerPour passer le temps[1]Oktawą

    Kobieta, MłodośćNigdy mu ramion pierwsza nie otwarła,
    choć się łaskawie obejmować dała;
    nigdy, gdy szepnął z ściśniętego gardła
    „kocham” — nie rzekła nic, tylko słuchała.
    Jemu się z bólu dusza w sztuki darła,
    bo nic w niej znaleźć nie mógł oprócz ciała,
    i to, co pomnieć[2] musiał nieustannie,
    o ile szukać wypadało w pannie.
    Albowiem panną była, a za wiano[3],
    prócz dwóch wsi, miała urodę Dyjanny[4].
    Młodzież w niej cała była zakochaną,
    wszystkie jej również nie cierpiały panny.
    Rodziców dawno w grobie pochowano,
    w klasztorze wiek swój przeżyła poranny,
    gdzie się, w sekrecie przed swą przełożoną,
    najczęściej w żonę i męża bawiono.
    Potem, gdy suknię już zrzuciła krótką,
    gdy się jej wiosna zaczęła siedmnasta,
    w Warszawie z ciotką mieszkała rozwódką
    i poznawała obyczaje miasta.
    Była „naiwną” i trochę „filutką[5]”,
    lubiła jeszcze bardzo szczerze ciasta — —
    tymczasem, jak jest powszechnie przyjętem,
    posag jej gdzieś się zapodział ze szczętem.
    Mówią, że jej opiekun kamienicę
    i wioskę kupił gdzieś około Bałty…
    Zwyczajna potwarz. Śliczną siostrzenicę
    mając u siebie, ciotka jęła[6] rauty[7]
    i bale dawać, różne tajemnice
    toaletowe kłaść na różne kształty,
    myśląc, i słusznie, że z jednego rożna
    często pieczenie dwie zdjąć naraz można.
    MałżeństwoMiała trzydzieści pięć lat i Wilhelma
    Kufkego — był to z zawodu piwowar —
    na oku; wprawdzie „jak but była szelma”,
    lecz sto tysięcy czysto niósł mu browar.
    Eheu! Jak często człowiek próżny cel ma!
    Kufke był kupcem i wiedział, co towar,
    a co tandeta — — oświadczył się wkrótce,
    lecz siostrzenicy, nie ciotce-rozwódce.
    Kochanek romantycznyPrzyjęła… Próżno do nóg jej się ciskał
    kochanek — — miał wieś, ale tylko jedną…
    Prócz plam na spodniach, nic więcej nie zyskał;
    widział, że nawet lica jej nie bledną,
    gdy jemu w sztuki mózg pod czaszką pryskał
    i gdy rękami cisnął głowę biedną…
    Więc zrozpaczony poszedł precz, a ona
    dostała swą rubrykę: Kufke-żona.
    SzlachcicPo tym wypadku on zerwał ze światem
    i cały chłopom oddał się u siebie.
    Był im i ojcem zarazem, i bratem,
    bronił ich, karmił na swym własnym chlebie —
    za to psu jego chłopi oczy batem
    wybili, potem ukradli mu źrebię —
    (psu, bo szedł drogą; źrebię, bo się dało) —
    wreszcie spalili mu krescencję[8] całą.
    To zniechęciło go i osiadł w mieście,
    gdzie z artystami żył, bo lubił sztukę.
    Jednego, rubli mu na miesiąc dwieście
    dając, wyprawił do Włoch na naukę.
    Lecz nagle z banku pewnego w Trieście
    dano mu słodką do wypłat prynukę[9],
    każąc zapłacić przez pozwy naglące
    na sfałszowany podpis dwa tysiące.
    DekadentTo go zmieszało tak, że horoskopów
    już nie pytając żadnych, co mu radzą,
    wyrzekł się swojskich panien, sztuk i chłopów,
    okno idei zasmarował sadzą,
    jeszcze raz złotu przypatrzył się snopów,
    jeszcze raz spojrzał, jak kartofle sadzą,
    i z swym ojczystym rozstawszy się polem,
    zakupił willę gdzieś pod Neapolem.
    Tę willę wielkim otoczył parkanem,
    parkan zaś cały oplótł żywopłotem;
    wewnątrz park kwieciem ustroił różanem,
    pąsem kaktusów i pomarańcz złotem;
    postawił namiot pod chłodnym platanem,
    zawiesił miękki hamak pod namiotem,
    i wodzie w lilie ubrawszy krawędzie,
    flamingi na nią puścił i łabędzie.
    W alejach parku, w cyprysowych cieniach,
    rozstawił białe boginie kamienne;
    na okwieconych stały podniesieniach
    prześliczne, nagie, nieruchome, senne…
    Srebrzyste w srebrnych księżyca promieniach,
    w promiennej słońca jasności promienne,
    na tle drzew ciemnych bieliły się cudnie,
    blade wśród nocy, świetlane w południe.
    OjczyznaZ parku miał widok na morza błękity,
    na ściany Capri, co się lśnią i bielą,
    na Wezuwiusza płomieniste kity,
    na w mgłach różanych widny[10] Sant'Angelo — —
    widok miał bardzo piękny i odkryty,
    i nieraz, siedząc nad morską topielą,
    cieszył się, patrząc na przejrzysty lazur,
    że żaden w parku tym nie bywa Mazur.
    Miał także własną łódkę, którą czasem
    płynął na morze, kiedy woda gładka
    była tęczami świecącym atłasem.
    Zawsze mew za nim leciała gromadka,
    którym jeść rzucał, i nad łodzią pasem
    krążyły śnieżnym, że łódź jako chatka
    zdała się polska pod gołębi sznurem,
    jak łąk zielenią, oblana lazurem.
    NudaTam, na wznak leżąc ku niebu oczyma,
    nieraz dni całe przepędzał samotnie,
    myśląc, że przeszło lato, przyjdzie zima,
    albo też myśląc to samo odwrotnie.
    Myślał, że czego braknie, tego nie ma,
    że tysiąc razy znaczy tysiąckrotnie,
    że fasolowy sos robi się z fasol
    i że od deszczu ochrania parasol.
    Czasem też bawił się wspomnień zabawą,
    niejedną złoto- znał i czarno-brewą —
    z tych jedna miała pierś lewą i prawą,
    a druga miała pierś prawą i lewą…
    Tą przeżuwaną znudziwszy się strawą,
    patrzał bezmyślnie za skrzydlatą mewą,
    albo na nieba patrzał błękit czysty,
    albo na spinek swoich ametysty.
    WspomnieniaA czasem leżąc w łodzi, mimowoli
    wracał pamięcią w swoje dawne strony,
    do swoich łanów i do swych topoli,
    do swoich wiklin — i do Kufke-żony,
    która tymczasem Kufkemu kark woli
    obejmowała białymi ramiony…
    Tak sądził, chwiejną kołysany łódką,
    nie wiedząc, że to trwało bardzo krótko…
    Kochanek romantyczny, TęsknotaI wyciągały mu się ku niej ręce
    i pierś pękała z żalu i tęsknoty…
    Widział jej usta krasne i dziewczęce
    i szafir oczu raz srebrny, raz złoty…
    Widział jej blade, przejrzyste rumieńce,
    półciemnych włosów miękkie, bujne sploty,
    i urokami czarujące łono — —
    i wkoło wodę pustą, nieskończoną…
    Ogromną wodę, po której okręty
    szły, białym żaglem świecąc się pod słońce;
    przestwór niezmierny i nieogarnięty,
    gdzie dusze smutne, błędne i tęskniące,
    jako mar[11] poczet włóczą się zaklęty
    i bóle swoje i skargi palące
    topią w bezdennej głuszy i otchłani,
    idąc, jak ludzie z ojczyzny wygnani…
    Kobieta, Kochanek romantycznyListPani Kufkowa wiedziała najpewniej,
    że jest kochana wciąż i bez pamięci
    z wszystkim, co dobre, i wszystkim, co złe w niej,
    nawet myślała o tym nie bez chęci;
    sądząc, że wielce się przez to „królewni”,
    „anielkowuje”, podnosi i święci,
    i że z Henrykiem, co gdzieś dla niej kona,
    jest ponad wiele kobiet — wyróżniona.
    Miłość romantycznaW jej biurku leżał list. Miał z Bazylei
    pieczęć, pisany być musiał w wagonie.
    List ten brzmiał: „Pani! Więc reszta nadziei
    jak kamień w wodzie niezgłębionej tonie?!
    Więc tak?! Huczące wśród śnieżnej zawiei
    Alpy mi zdają się walić na skronie — —
    Więc tak?!… Napróżnom serce wydarł z piersi
    i do nóg cisnął ci… Lecz czyż my pierwsi?…
    I tylko nie wiem, czemu w mojej duszy
    jest ból, jak gdyby pierwszy ból na ziemi?
    Czemu to serce tak się rwie i kruszy,
    jakby wszystkiemi mękami ludzkiemi
    cierpiało we mnie… Czemu tej katuszy
    we mnie zwyczajna ta myśl nie oniemi,
    że serca mrą z boleści, lecz powoli,
    zapominają o tym, co je boli?
    Tylko w nich smutek pozostaje cichy
    i dziwna smętność marzeń — — bo ja to wiem,
    lecz dziś jest we mnie bunt i piekło pychy,
    i żal, serdeczny żal… Ach! nie wypowiem
    ile jest we mnie żalu… Ot, jak lichy
    robak ci do nóg pełzłem — — życiem, zdrowiem,
    krwią, mózgiem, sercem byłbym o twe szczęście
    walczył… wolałaś z bogatszym zamęście…
    Ja sam już nawet nie wiem dobrze, kto to
    bezmiłosiernie z mych rąk cię wyrywa?
    Nic nie wiem, czuję tylko, że mię gniotą,
    że jakaś krzywda mię łamie straszliwa,
    że mi się serce bólem i tęsknotą
    rwie, że z mych piersi krew ucieka żywa,
    że… sam już nie wiem, co piszę… pod czołem
    wszystko mi nagle stało się popiołem.
    Zrobiłaś duszę mą jedną ruiną,
    pełną strzaskanych kolumn, gruzu, łomu,
    najświętszy ołtarz mój oplwałaś śliną,
    z kraju wygnałaś mnie i z mego domu — —
    wszystkie me czucia, wiedz, przez ciebie giną,
    nie znam już prawdy, nie znam wstydu, sromu[12],
    nie wiem, co żadne święte słowo znaczy,
    nie znam na świecie nic — oprócz rozpaczy…
    Jak pies u nóg twych chciałem leżeć, stopy
    całować twoje i jeszcze to sobie
    mieć za raj szczęścia… Dziś — pół Europy
    dzieli nas… O ty!… Wszakżem twoje obie
    ręce na szyi miał… Jak światła snopy
    na łąkę lecą o porannej dobie:
    tak mi z twych oczu szedł blask w głębię ducha…
    Dziś co?… Ta pustka Alp dokoła głucha…
    SeksPamiętasz? Nie raz to i nie dwa razy
    mdlałaś w ramionach moich, o Irenko,
    niezrozumiałe mi szepcąc wyrazy
    i włosy moje plącząc drżącą ręką…
    Chciałażeś tylko zmysłowej ekstazy?
    Upojeń? Szału? Tak?… Ach! Jeszcze miękką
    twą kibić czuję tu, na moim ręku,
    przegiętą, w włosów rozsypanych pęku…
    I czuję ciepło twego ciała jeszcze,
    ciepło twych westchnień i spojrzeń, o droga!
    Jeszcze na rękach cię tu mam i pieszczę,
    pieszczę, całuję… Na żywego Boga!
    Jak ból to serce w rozpalone kleszcze
    chwyta, jak burza grzmi po Alpach sroga,
    jak się te góry po jeziorach dwoją:
    tak ci przysięgam dziś, że będziesz moją!…”
    MałżeństwoTen list rok leżał u pani Kufkowej
    w biurku; przez ten czas Henryk na wsi bawił[13],
    potem wyjechał, zaś ona miodowy
    czas przepędzała w Nizzy, gdzie się pławił
    pan Kufke w morzu i kwiatach. W okowy
    Amor go srogie wziął i srodze dławił,
    bo wśród akacyj chodząc i wśród bluszczu,
    pan Kufke stracił dziesięć funtów tłuszczu.
    A żona nie utyła… Rok upływa,
    pani Irena jest zawsze powiewna.
    Mówią, że trochę ma wstrętu do — — piwa…
    Mówią — — lecz rzecz to nie jest wcale pewna…
    Ludzka złośliwość jest taka złośliwa…
    Dość, że po świecie chodzi jak królewna,
    a przy niej, kufa[14] z piwem przy kolumnie,
    jej mąż, pan Kufke, poważnie i dumnie.
    (Miał sto tysięcy rocznie.)List Nieczytany
    list leżał w biurku; lecz raz, gdy na balet
    mąż poszedł, ona swej garderobianej
    chcąc wybrać jedną ze starych toalet[15],
    w swym buduarze[16], w którym wszystkie ściany
    świecą tęczami wachlarzów i palet,
    otwarła biurko, gdzie kluczyki kładzie,
    i list przypadkiem spostrzegła w szufladzie.
    Wzięła i zbladła trochę i z powrotem
    chciała położyć — wyjęła z koperty
    i jęła czytać te słowa, z łoskotem
    wielkim pisane, bez logiki, per ty.
    Zarumieniła się, znów zbladła, potem
    zgarnąwszy nowych „Mód paryskich” sterty,
    usiadła na fotelu z listem w ręku,
    przegięta, w włosów rozsypanych pęku.
    Siedziała długo, w tył schyliła głowę,
    list na kolana padł, ręce jej zwisły;
    przez twarz jej bladą szły ognie pąsowe,
    i pierś wznosiła się w sukni obcisłej.
    Dreszcze ją jakieś wstrząsały nerwowe
    i w oczach jakby dwie wielkie łzy błysły — —
    przycięła usta i nogę na nogę
    kładąc, westchnęła… List spadł na podłogę.
    NudaSiedziała długo. Wtem ozwał się dzwonek — —
    drgnęła, wydęła usta, marszcząc czoło,
    i list włożyła między stos koronek.
    Mąż wrócił. Wyszła z twarzą niewesołą,
    siadła do stołu i, biorąc za trzonek
    widelca, naprzód przyjrzała się wkoło
    ścianom, obrazom, zwierciadłu, papudze,
    a potem rzekła z wolna: „Ja się nudzę”.
    „Nudzisz się, żonko?! Mieć takie pokoje!
    Nikt nie ma mebli ładniejszych w Warszawie!
    Nudzisz się?!” — „Nudzę.” — „Chcesz, to, serce moje,
    nowe obicie do salonu sprawię?”
    „Nie.” — No to może pojedziem oboje
    na przykład do Berlina? Nie? To wstawię
    w twoją rubrykę — — nie? To nie mam — słów już!
    Cóż chcesz?” — „Chcę widzieć Baje i Wezuwiusz”.
    „Baje? Lecz baja[17] jest dawno niemodną,
    nikt już nie nosi bai i — —” Spod oka
    patrząc, Irena rzekła na to chłodno:
    „Baje — to, mężu, jest morska zatoka,
    nie sukno; chcę tam brać kurację wodną.
    A zaś Wezuwiusz — to góra wysoka,
    wulkan, nad Neapolem. Pojedziemy?”
    Mąż skinął głową czerwony i niemy.
    DekadentTymczasem Henryk znudził się w swej willi
    i na operę poszedł: grano Mignon[18].
    Wtem, gdy w antrakcie[19] widze brawo bili,
    łaskawą darząc artystów opinią,
    spojrzał do góry — i w tejże go chwili
    dreszcz przebiegł: ujrzał za jakąś Wirginią
    rzymską, cud — — chyba poszła na paradyz[20]
    Eunice — (czytał był właśnie Quo vadis).
    Kobieta "upadła", MłodośćJak się zapoznał z nimi, mniejsza o to;
    dość, że niedługo cudny skarb dziewczęcy
    nabył od matki gotówką za złoto,
    dając w ludwikach franków pięć tysięcy.
    Dziewczyna poszła do willi z ochotą,
    był to zaiste dla niej los książęcy,
    a nadto matka ze stryjem Briganti
    chcieli ją sprzedać w „Casa Fioravanti”.
    Viola poszła z domu z obcym panem
    w brudnej sukience, w podartej koszuli;
    tam wszystko było już przygotowanem,
    kąpiel jej dali, odziali, obuli;
    dali jej pokój zasłany dywanem,
    mnóstwo batystów, koronek i tiuli,
    kilka zwierciadeł, kanapę z poduszką,
    dwa kandelabry i francuskie łóżko.
    Jedno zwierciadło miała z lewej strony,
    drugie po prawej, trzecie u sufitu.
    Tapicer nawet był tym zachwycony
    i w sufit haki bił pełen zachwytu.
    Miała też ganek na morze rzucony,
    na wodę z różu, srebra i błękitu,
    cichą, głęboką, pustą i niezmierną,
    i w szafie asti[21], szampan i falerno[22].
    Było w południe. Siedzieli oboje
    w parku nad morzem. Jej płynęły z głowy
    złotawych włosów wite w loki zwoje
    na smukłych ramion kształt alabastrowy.
    Nosiła w domu na pół greckie stroje,
    które jej wdzięki kryły do połowy,
    i teraz, w białej tuniki rozcięciu,
    widać jej było białe biodro w zgięciu.
    PrzemijanieNa morze oczy obróciła duże,
    łagodne, smętne, czyste oczy Psychy[23],
    i wodząc nimi po złotym lazurze,
    miała w nich morza uśpionego cichy,
    błękitny uśmiech. KwiatyW drobnej dłoni róże
    trzymała, wielkie więdnące kielichy,
    co miały w blasku więdnących szkarłatów
    ten dziwny smutek konających kwiatów.
    UrodaW białej tunice, w wianku róż na głowie,
    z różami w dłoni, cicha, zamyślona,
    była jak nimfy gdzieś w greckiej dąbrowie,
    zrodzone z baśni. A fala złocona
    jej białe stopy brała za wezgłowie[24],
    lub zawisała perłą u jej łona,
    albo na róże i włos rozwinięty
    wielkie i jasne siała dyjamenty.
    SeksHenryk ramieniem otoczył jej szyję,
    lubieżną szyję marzącej Charyty[25],
    i czuł, jak serce u dziewczyny bije
    w piersi okrągłej, pełnej, półodkrytej.
    Ile się żaru pod tą piersią kryje
    wiedział, i wiedział, jak jej ócz błękity
    mdleją spod powiek, gdy na pół zemdlona
    w tył się przechyla, otwarłszy ramiona.
    Przed nimi morze grało zmienną tęczą
    przesrebrzanego w lazur fioletu,
    pokryte gazą oparu pajęczą,
    co od w łuk giętych gór modrego grzbietu,
    hen, ponad siną zatoki obręczą,
    wisiała drżąca, jakby dźwiękiem fletu
    kędyś wśród laurów ukrytego Pana
    w błękitne rytmy sennie kołysana.
    Siedzieli cicho, wsłuchani w milczenie
    odległych pustek, w bezmiar wód wpatrzeni,
    samotni, cisi, bez ruchu dwa cienie,
    wyszłe z cyprysów tajemnej zieleni.
    Tylko swe zgodne jednotonne tchnienie
    słyszeli, wzajem do się przytuleni.
    PrzemijanieTej chwili Henryk znad róży kielicha:
    Verweile doch, du bist so schön!…[26]” rzekł z cicha.
    Verweile doch!…” Poza nim cmentarz życia,
    powiędłe myśli, albo wbite w błoto,
    wszystko stracone i nic do zdobycia,
    i serce próżną stargane tęsknotą…
    Przed nim?… Z przeszłości ciemnego ukrycia
    jutro — twarz bladą śmiertelną martwotą
    wychyla, widmo straszne i pokutne,
    trwogę niosące, i jak trumna smutne.
    StarośćVerweile doch!…” Bo oto wczesna idzie
    starość i nędza ciała, co trupieje;
    starość w swej całej grozie i ohydzie,
    starość, co lodem przerażenia wieje,
    starość, kąpana w fizycznym bezwstydzie,
    wstrętna, okropna; starość, która leje
    na nędzne ciało ludzkie kubeł kału
    i robi zgniłe próchno z „ideału”.
    Starość, co łamie, druzgoce i depce,
    starość, co nurza w szpetności po uszy,
    starość, co żywą krew po kropli chłepce,
    starość, co serce zabija, mózg suszy,
    starość, co pierwsza nad dzieckiem w kolebce
    staje i krokiem się odeń nie ruszy
    i jak śmierć za nim bezustannie chodzi — —
    wybrańcy bogów umierają młodzi.
    Verweile doch!…” Daremnie… Przeszła chwila,
    przeszła i więcej nigdy nie powróci,
    nigdy już więcej… Czuł, że się pochyla
    w nim coś ku ziemi, zasępia i smuci.
    Czar znikł, jak lotnych obłoków flotylla,
    gdy je po morzu w nicość wiatr rozrzuci.
    Zrozumiał, że w tej chwili do zenitu
    doszło u niego uczucie dosytu.
    Zrozumiał, że już więcej tu na ziemi
    wydobyć nic już nie zdoła z użycia,
    zanim go starość z szczękami trupiemi
    chwyci, z ciemnego wypełzła ukrycia.
    Tu, nad wodami siedząc błękitnemi,
    swą najpiękniejszą miał godzinę życia,
    pośród natury jak cud, przy kobiecie
    jak wybujałe w słońcu polne kwiecie…
    SamobójstwoI wolnym ruchem wyjął z kamizelki
    papierek, w którym nosił cyjankali[27];
    spojrzał — — na ręku miał zwitek niewielki — —
    wzdrygnął się — — po tym już nic nie ocali —
    jednak czy warto żyć bez żądzy wszelkiej,
    bez pragnień, złudzeń, nadziei?… W oddali
    zobaczył nagle w parku, wśród topoli,
    panią Irenę, idącą powoli.
    Pani Irena szła, a Henryk wstawał,
    nie będąc pewny, czy widzi na jawie,
    czy też złudzenie go bierze na kawał
    i ambetuje[28], jak mówią w Warszawie.
    Ona! Tak, ona! Czyżby nie poznawał?!
    Ta sama gibkość i smukłość w postawie,
    te same ruchy, rysy… Święte bogi!
    Irena! Ona!… Zerwał się na nogi.
    Wraz z nim zerwała się z ławki Viola,
    która dotychczas patrzała na morze.
    Stanęła smukła, gibka jak topola,
    a na twarz wyszły jej rumieńców róże —
    zażenowała ją szatek swawola,
    które wiatr lekki podnosił ku górze,
    więc się ogarnia rączkami, pół dzika,
    pół przestraszona patrząc na Henryka.
    ZdradaPani Irena stała blada cała —
    w jej oczach tysiąc zaświeciło błysków,
    zda się, że nagle na głaz skamieniała
    i była jak statua z wodotrysków
    albo monument… List, który trzymała
    w ręku, od palców kurczowych uścisków
    zwinął się w biały, pomięty papilot[29]
    a usta były jej, jak działa wylot,
    dopóki lontu kanonier nie zniży…
    Straszliwy otwór… Wtem krew jej na lice
    buchnęła, o krok jeszcze przyszła bliżej
    i na Henryka oczów błyskawice
    zwracając, oczów, jak sierć kolcozwiérzy,
    list odrzuciła precz na fal śnieżyce
    i, lady Makbet ruch z trzeciego aktu
    czyniąc, przez zęby rzekła: „To pan tak tu?!…
    To, gdy ja myślę, że pan schnie z żałoby
    i o mnie tylko myśli, za mną jęczy,
    pan tu z dziewczyną włoską?!… Boże! Kto by
    pomyślał?!… To ja!… A pan tu się wdzięczy
    do jakiejś Włoszki! Ja!… Nie! To warto by
    w powieść!… Ja myślę, że on się tu męczy,
    że on tu kona od przeszło dwunastu
    miesięcy — a on tu… Non! Ça surpasse tout![30]
    Ha! to zaiste godne pana, w taki
    ubliżyć sposób bezbronnej kobiecie!
    Poznaję pana — — zawsześ pan jednaki —
    nic się nie zmienia widać na tym świecie!
    Poznałabym cię wszędzie — ach! Te krzaki!
    Jeszcze się podrę gdzie! — Postępujecie
    zawsze jednako z nami — po tym kroku
    pana poznałabym w największym tłoku!
    Lecz teraz kwita z nami! Już na wieki!
    Słyszysz pan? C'est fini — fini à jamais!
    Je ne veux plus vous voir! Où suis-je? Chez qui?[31]
    W jakąż rozpusty straszną wpadłam jamę!
    Wyprowadź mię pan stąd! Ja bez opieki!
    Mój mąż, ten bałw… to jest… Przez taką damę!
    Przez taką… tak się dać skompromitować!
    Non! C'est trop![32] Zaraz pan mnie stąd wyprowadź!
    Albo… ah! ah! ah!…” — krzyknęła i padła
    prosto ku Henrykowi — ledwo złapał —
    Viola na to patrzała pobladła,
    a deszcz jej cichych kropel z sukni kapał,
    wreszcie spytała, czy by prześcieradła
    nie przynieść, widząc, że Henryk już sapał,
    i położywszy tę signorę na niem,
    zanieść ją do pokoju przed skonaniem?
    NamiętnośćHenryk powoli przytomniał — — na rękach
    miał swoją dawną, kochaną, straconą,
    dawną Irenkę o tych samych wdziękach,
    które mu duszę czyniły szaloną;
    włosy jej znowu rozsnuły się w pękach,
    gdy przewiesiła w tył głowę zemdloną,
    spod gorsu piersi wyjrzały z ostrożna,
    wstydliwie, jakby pytając: czy można?…
    PocałunekNa rękach czuł ją swych całą zwieszoną,
    czuł ciepło ciała jej i jej oddechu,
    przy piersi czuł jej falujące łono,
    czuł krew tętniącą w jej żyłach w pośpiechu,
    czuł swoją dawną, kochaną, straconą —
    a ona z wolna, w smętnym półuśmiechu,
    pół powiek wzniesie i pół ust rozchyli
    zbladłych, podobnych półrozwartej lilii —
    i patrzy… Wszystko pierzchło mu sprzed oczu,
    cierpienia, męka, gniew i wszystko potem —
    zanurzył palce w jej gęstym warkoczu,
    co się pod słońca światło błyszczał złotem,
    schylił twarz — — w oczu jej mglistym przezroczu
    zadrgało światło — — nagle rąk mu splotem
    objęła szyję — i czoło im z czołem,
    usta z ustami spoiły się społem…
    Jak długo trwał ten czar — — któż takie chwile
    liczy — — lecz nawet Henryk uczuł życie…
    On, co przed chwilą chciał się skryć w mogile
    przed nudą: tonął, jak chłopak, w zachwycie,
    jak chłopak, gdy już poczuł się na sile
    schwycić dziewczynę wpół, w owsie lub w życie,
    i w tył przegiąwszy, nieledwie ku ziemi,
    spoił jej usta z ustami swojemi.
    O gdyby chwila pierwszego objęcia
    mogła być wieczną!… Któż tego nie pomni?
    Te tajemnicze, te nieznane wgięcia,
    te skryte czary kształtów… Któż zapomni?
    Pierwsze zbliżenie ust do ust dziewczęcia,
    co oszaleni i unieprzytomni,
    pierwsza płomienna rozkosz nocą późną…
    Verweile doch! du bist so schön!”… Na próżno…

    Przypisy

    [1]

    pour passer le temps (fr.)— dla zabicia czasu. [przypis edytorski]

    [2]

    pomnieć (daw.) — pamiętać. [przypis edytorski]

    [3]

    wiano — posag. [przypis edytorski]

    [4]

    Diana (mit. rz.) — bogini łowów i przyrody. [przypis edytorski]

    [5]

    filutka (daw.) — żartownisia. [przypis edytorski]

    [6]

    jąć (daw.) — zacząć. [przypis edytorski]

    [7]

    raut — oficjalne przyjęcie bez tańców. [przypis edytorski]

    [8]

    krescencja (daw.) — roczne plony. [przypis edytorski]

    [9]

    prynuka (z ukr. a. ros.) — zachęta. [przypis edytorski]

    [10]

    widny — tu: widoczny. [przypis edytorski]

    [11]

    mara — widmo. [przypis edytorski]

    [12]

    srom — wstyd. [przypis edytorski]

    [13]

    bawić (daw.) — przebywać. [przypis edytorski]

    [14]

    kufa — rodzaj dużej, drewnianej beczki. [przypis edytorski]

    [15]

    toaleta — elegancka suknia na specjalne okazje. [przypis edytorski]

    [16]

    buduar — pokój kobiecy, przeznaczony głównie do wypoczynku. [przypis edytorski]

    [17]

    baja — rodzaj miękkiej bawełnianej tkaniny. [przypis edytorski]

    [18]

    Mignon — opera, której kompozytorem jest Ambroise Thomas, z librettem opartym na Wilhelmie Meistrze Goethego, premierę miała w r. 1866. [przypis edytorski]

    [19]

    antrakt — przerwa między aktami. [przypis edytorski]

    [20]

    paradyz (daw.) — galeria. [przypis edytorski]

    [21]

    asti — rodzaj włoskiego wina. [przypis edytorski]

    [22]

    falerno — rodzaj włoskiego wina. [przypis edytorski]

    [23]

    Psyche (mit. gr.) — urodziwa kochanka Erosa, przekonała do siebie zazdrosną Afrodytę swoim łagodnym charakterem. [przypis edytorski]

    [24]

    wezgłowie — storna łóżka, po której kładzie się głowę. [przypis edytorski]

    [25]

    Charyty (mit. gr.) — boginie piękna, wdzięku i radości. [przypis edytorski]

    [26]

    Verweile doch, du bist so schön!… (niem.) — Trwaj! Jesteś tak piękna! [przypis edytorski]

    [27]

    cyjankali — cyjanek potasu, silna trucizna. [przypis edytorski]

    [28]

    ambetować (z fr. embêter) — denerwować, zawracać głowę. [przypis edytorski]

    [29]

    papilot — kawałek zwiniętego papieru, na którym zakręca się loki. [przypis edytorski]

    [30]

    Non! Ça surpasse tout! (fr.) — Nie! To przekracza wszelkie pojęcie! [przypis edytorski]

    [31]

    C'est fini, fini à jamais! Je ne veux plus vous voir! Où suis-je? Chez qui? (fr.) — Wszystko skończone, skończone na zawsze! Nie chcę pana więcej widzieć! Gdzie ja jestem? U kogo? [przypis edytorski]

    [32]

    Non! C'est trop! (fr.) — Nie! To za wiele! [przypis edytorski]

    Close
    Please wait...