Wolne Lektury potrzebują Twojej pomocy...

Dzisiaj aż 15 770 dzieciaków dzięki wsparciu osób takich jak Ty znajdzie darmowe książki na Wolnych Lekturach.
Dołącz do Przyjaciół Wolnych Lektur i zapewnij darmowy dostęp do książek milionom uczennic i uczniów dzisiaj i każdego dnia!

Tak, dorzucę się do Wolnych Lektur!
Tym razem nie pomogę, przechodzę prosto do biblioteki
Dołącz

Dzisiaj aż 15 770 dzieciaków dzięki wsparciu osób takich jak Ty znajdzie darmowe książki na Wolnych Lekturach — dołącz do Przyjaciół Wolnych Lektur i zapewnij darmowy dostęp do książek milionom uczennic i uczniów dzisiaj i każdego dnia [kliknij, by dowiedzieć się więcej]

x

Spis treści

      Maria Pawlikowska-JasnorzewskaNajpiękniejszy sen

      1
      Wczoraj śnił mi się znów, dla odmiany,
      najpiękniejszy mój sen — niezrównany! —
      o pływaniu w powietrzu jak w wodzie.
      Ludzie ze snu nic o tym nie wiedzą.
      5
      Wciąż się szczycą postępem i wiedzą
      i są z prawem grawitacji w zgodzie.
      Siedzę z nimi, piję czarną kawę,
      omawiamy rzeczy nieciekawe,
      wychwalamy jakąś panią okropną…
      10
      Nagle strącam talerzyk i ciastko,
      skaczę na stół, ręce składam spiczasto
      i wypływam przez otwarte okno.
      W niebie czystym jak turkus i diament
      słyszę z dołu dochodzący lament,
      15
      krzyk, że diabeł mnie porwał w powietrze!
      Tłum ponury zalega ulice —
      zapalają kadzidło, gromnice —
      widzę twarze od papieru bledsze.
      Więc odpływam coraz dalej i dalej,
      20
      bryły wiatru roztrącam jak fale,
      zaśmiewając się z głupiej parafii —
      z sercem twardym, unurzanym w dumie,
      że tej sztuki nikt prócz mnie nie umie —
      każdy patrzy, a nikt nie potrafi.
      25
      Odpoczywam na drzewnych wierzchołkach
      i w obłokach udaję aniołka,
      choć policjant z dołu na mnie woła.
      I znów pływam najnowszą metodą,
      wzdycham piersią niestrudzoną, młodą
      30
      i jaskółki odgarniam znad czoła.
      Potem w dali doganiam pilota,
      co się w chmurach koziołkuje i miota,
      głową na dół, wśród wspaniałych skrętów.
      Ścigam jego samolot po niebie —
      35
      aż mnie wciąga silną ręką do siebie,
      jak syrenę, co się czepia okrętu.
      O, nie całuj, nie całuj, pilocie!
      Nie ogarniaj mnie ramieniem w locie,
      bo za prędko spadniemy na ziemię.
      40
      Twarz masz słodką, brązową i świętą,
      ascetyczną jak mnich z quattrocento,
      szczęście moje pod Twym skrzydłem drzemie.
      A wieczorem powracam piechotą —
      siadam w domu pod żarówką złotą,
      45
      jakby nigdy nic nie było zaszło.
      Wszyscy siedzą, uroczyści ogromnie,
      obrażeni, nikt nie mówi do mnie —
      przecierają okulary i kaszlą.

      Rok 1928

      Zamknij
      Proszę czekać…
      x