TPWL

Wolne Lektury potrzebują pomocy! Wesprzyj bezpłatną bibliotekę internetową i przeczytaj utwory napisane specjalnie dla Ciebie.

x

    Poprawiono błędy źródła: oszędności -> oszczędności; Wzakże -> Wszakże; odezwisz -> odezwiesz; załawiać -> załatwiać.

    Adolf AbrahamowiczJego zasadyKomedja w jednym akcie

    OSOBY:

    1. FILC, były sędzia, właściciel realności
    2. AGNIESZKA, jego żona
    3. EUFROZYNA, HORTENZYA, ROZALINA, córki
    4. WINCENTY
    5. DYONIZY
    6. ANZELM
    7. JAN, służący

    Salon skromnie umeblowany, na ścianach portrety, na biórku zegar.

    SCENA I

    Jan, później Wincenty.

    JAN

    sam
    1

    Nie wiem czy jest na świecie podlejsza służba, jak być lokajem; nieraz już sobie myślałem, co gorsze: lokaj, fiaker czy kominiarz? Jeszcze to lokaj u wielkiego pana, to pół biedy, ale tak jak ja, u urzędnika, co ma żonę jędzę i trzy córki, których wydać nie może, djabeł by nie wytrzymał!… to jedno tylko podoba mi się tutaj, że jestem z moim panem całkiem za pan brat. Często się też zdarza, iż jak nas razem widzą, to nie wiedzą, kto z nas pan, a kto lokaj; z tego wnoszę, że albo my obadwa do lokajów podobni albo do panów.

    WINCENTY

    wchodzi, patrząc na Jana
    2

    Czy to szanowny i kochany gospodarz?

    JAN

    do siebie
    3

    A co? nie mówiłem, ja przecież na pana stworzony. Do Wincentego zwracając się. Nie gospodarz proszę pana, ale lokaj gospodarza.

    WINCENTY

    4

    Mój kochany, czy tu mieszka pan Filc?

    JAN

    5

    A mieszka.

    WINCENTY

    6

    Czy go zastałem?

    JAN

    7

    Wyszedł, powiedział, że wnet powróci — ale pani jest w domu — jak mam oświadczyć?

    WINCENTY

    8

    O nie! broń Boże! chciałbym koniecznie widzieć się z samym panem; proszę cię mój kochany… jak ci na imię?

    JAN

    9

    Jan, proszę Wielmożnego pana.

    WINCENTY

    10

    Zatem mój drogi Jasiu… rozglądając się po pokoju widzę, że z ciebie porządny służący; ani jednej muchy w pokoju…. nie mógłbyś mi powiedzieć, twój pan nie otrzymał przed tygodniem listu?

    JAN

    11

    Co to, to nie wiem.

    WINCENTY

    12

    Niespodziewano się tu wuja?

    JAN

    13

    I owszem — państwo ciągle mówią o jakimś wuju, niecierpliwie oczekują jego przyjazdu.

    WINCENTY

    14

    Czy być może? Powiadasz, że niecierpliwie go oczekują? ale czy z radością?

    JAN

    15

    O! z wielką…

    WINCENTY

    16

    Mój Jasiu, kto tu jest główną osobą w domu?

    JAN

    do siebie
    17

    Umie człowieka sobie ująć. Do Wincentego Kto tu główną osobą w domu, to trudno powiedzieć. Panu się zdaje, że to on, mnie się zdaje, że ja, ale co pani powie na tem zawsze się kończy. Ale pójdę obaczyć, może już pan powrócił.

    wychodzi

    WINCENTY

    sam
    18

    Na mój list nie odebrałem odpowiedzi, a tu oczekują mnie z niecierpliwością? Dwie sprzeczności; mam przytem wszelkie prawo przypuszczać, że mnie przyjmą nie najlepiej. Mam dwa kardynalne błędy: pustą kieszeń i zdrowy żołądek. Rzecz dziwna, wszyscy w Ameryce robią fortuny, ja pojechałem, straciłem resztę grosza i wracam podszyty wiatrem. Sprzysięgły się na mnie losy; nic mi się nie wiedzie. Mówią ludzie, że kto ma nieszczęście w kartach, jest szczęśliwym w miłości i odwrotnie; gdzietam, nawet i z tem przysłowiem jestem w niezgodzie. Ile razy zgrawszy się w karty biegiem do ukochanej, aby się pożalić, tyle razy zastałem ją nie samą; ile razy szedłem się odbijać przy zielonym stole, po zdradzie ze strony ulubionej, tyle razy zgrywałem się jak skrzypce. W końcu zachciało mi się Ameryki. Siadłem na statek i na początek dostałem… morskiej choroby. Przybywam wreszcie do Ameryki i po długiej kampanii z muchami, bąkami, z obrzydłémi gadami i całem iście amerykańskiem zoologicznem plugastwem znów powracam jak syn marnotrawny na łono rodziny — i znów miota mną niepewność czy i jak mnie tu przyjmą? Słowem ciągle mnie coś trapi. Ktoś nadchodzi…. pewno Filc, siostrzeniec w którym sobie upodobałem; ciekaw jestem jak wygląda — nie widziałem go nigdy. Oho! głos kobiecy? Pewno: żona…. wolałbym wprzód z nim się zobaczyć; może jaka jędza. Lepiej będzie dać drapaka i nadejść później; zawsze z mężczyzną sprawa łatwiejsza. Strzeżonego pan Bóg strzeże…. umykajmy!

    Wychodzi.

    JAN

    Wchodząc.
    19

    Proszę Wielmożnego pana, mój Wielmożny Pan nie powrócił jeszcze. rozgląda się Cóżto? już go niema? Ulotnił się jak kamfora! Podejrzana figura. Czy tylko co nie świsnął?

    SCENA II

    JanFilc.

    FILC

    zziębnięty w futrze — do siebie
    20

    Ile razy chcę na czczo pozałatwiać interesa, tyle razy wszystko pozapominam, a do tego zawsze porządnie zziębnę. zwraca się do służącego Cóż ty gapiu, śniadania jeszcze nie przygotowałeś?

    JAN

    21

    Zaraz przyniosę. Cóż ja temu winien, że nie gotowe?

    SCENA III

    Filc sam

    FILC

    22

    Codziennie jadam o pół godziny później; wkrótce do tego doprowadzą, że śniadanie dostanę po obiedzie, obiad po kolacyi, a kolacyę na drugi dzień zamiast kawy. Przysłowie powiada: Chcesz być szczęśliwym, miej skromne żądania. A któż mógł mniej żądać odemnie? Pamiętam gdyby dziś, a lat temu z górą trzydzieści, będąc nieodżałowanej pamięci kawalerem, byłem najszczęśliwszy; pragnąłem jedynie spokoju. Rano kawka z rogalkiem, świeże masełko, później gospodarski ale smaczny obiadek, połyka ślinkę następnie poobiednia drzemka, wieczorem kilka robrów wista, a na dobranoc partja szachów. Najlepsi przyjaciele mawiali mi wówczas: ożeń się, nie szukaj posagu, lecz dobrej gosposi. Otóż nie szukałem posagu i ożeniłem się, lecz zamiast upragnionego spokoju odbywam w domu trzydziestoletnią wojnę. W małych i wielkich utarczkach, zawsze pokonywany, zmuszony jestem nieraz stawać do bitwy z próżnym żołądkiem.

    SCENA IV

    FilcJan.
    Jan wchodzi i na tacy przynosi herbatę, jeden rogalek i dwa kawałeczki cukru.

    JAN

    stawiając herbatę na biórku
    23

    Herbatka dla Wielmożnego pana.

    FILC

    24

    Cóż ty niedołęgo na starość ogłupiałeś, wszak wiesz, że zawsze kawę piję ze śmietanką i kożuszkiem?

    JAN

    25

    Ha, cóż ja na to poradzę, kiedy pani powiedziała, że od dnia dzisiejszego ci co kawę pili dostaną herbatę, a służba — niewyłączając proszę Wielmożnego pana nawet mnie i guwernantki — zamiast herbaty, mleko, i to na wpół z wodą rozpuszczone… bawarka…. Wielmożny panie, popatrz się… wskazuje na surdut dawniej zaledwie wlazłem w pańskie rzeczy, a teraz tak leżą na mnie jak stary worek; ja mleka pić nie mogę.

    FILC

    26

    Ani ja herbaty.

    JAN

    27

    Aha! Zapomniałem panu powiedzieć; był tu jakiś pan.

    FILC

    28

    Kto taki.

    JAN

    29

    Właśnie że tego nie wiem, nie chciał powiedzieć jak się nazywa, rozpytywał się tylko o pana i…

    FILC

    30

    I….?

    JAN

    31

    Kto głową w domu? Ja mu powiedziałem, że to jak czasem.

    FILC

    32

    Byłeś gap, zostaniesz gapiem.

    JAN

    33

    Dziękuję. E! to jakaś podejrzana figura, dobrze, że czego nie świsnął.

    FILC

    34

    A cóż to znów do kata; jeden wyschnięty rogalek i dwa małe kawałeczki cukru? A! to wściekłość porywa! O moja luba pani małżonko dość już tej sekatury wywraca filiżankę, rzuca rogalkiem Wolę pozostać na czczo. Gdybym był lepiej żywiony, dalipan dostałbym z irytacyi apoplektycznego ataku!

    Służący zabiera herbatę i wychodzi — wchodzi Agnieszka.

    SCENA V

    FilcAgnieszka.

    AGNIESZKA

    35

    Cóż pan tak hałasujesz? wiesz dobrze, że ja tego nie znoszę, że lubię spokój.

    FILC

    n. s.
    36

    To wyborne, ona lubi spokój! gł. Chcesz mnie pani zagładzić, pogrzebać, zamiast ulubionej mojej kawki, dajesz mi płukankę do ust?

    AGNIESZKA

    37

    Tylko nie irytuj się pan i nie zakłócaj porządku domowego. Jestem zmuszoną wprowadzać nowe oszczędności, majątku, prawda, nie masz pan, ale za to trzy dorosłe córki.

    FILC

    38

    Ale kiedy oszczędności twoje zawsze się rozpoczynają od mego żołądka, a zresztą to nie ja, ale pani masz trzy córki.

    AGNIESZKA

    39

    Znowu dysputa? wiesz jak jej nie lubię, skoro jednak weszliśmy na tę drogę otwartości, pozwól, że ci przypomnę co powiedziałam, gdy nam się urodziła pierwsza córka.

    FILC

    40

    Co? proszę, proszę.

    AGNIESZKA

    41

    Że to do niczego, kłopot niepotrzebny, lecz moje perswazye puszczałeś pan z wiatrem, aż nareszcie urodziła się druga a wkrótce i trzecia. Zaręczam, że gdyby nie ja, byłbyś pan z cyfrą córek do absurdum doprowadził!… Ale stało się, więc się nie odstanie.

    FILC

    42

    Zapewne….

    AGNIESZKA

    43

    Wychowałam je panu jak Bóg przykazał, a pan co ze swej strony zrobiłeś? czy postarałeś się chociażby o taką bagatelkę jak konkurenci? O! prawdziwie czuły ojczulek z ciebie, o nic się nie troszczysz tylko o swój własny żołądek.

    FILC

    44

    Przedewszystkiem muszę powiedzieć, że wyszukanie konkurentów nie jest znów taką bagatelką, jak ci się zdaje, szczególniej gdy nie ma posagu, pomimo to było ich dosyć, lecz któż temu winien, że pani postanowiłaś wydawać córki po kolei; póki najstarsza nie wyjdzie, młodszej nie dasz. Pani myślisz, że to jak z masłem, dopóki stare nie wyjdzie nie napoczniesz świeżego?…

    AGNIESZKA

    45

    Konkurenci?…. co za konkurenci?…. jacy? bardzom ciekawa….

    FILC

    46

    Naprzód: sędzia powiatowy, mój kolega, z majątkiem, ogólnie poważany.

    AGNIESZKA

    47

    Sędzia? kolega pański? cóż to za partya? we wszystkiem podobny do ciebie… safanduła, bez energii, a nawet tak samo zbudowany jak pan. Nie wierzę w przesądy, założyłabym się jednak, że miałby same córki.

    FILC

    48

    No, pal djabli sędziego, ale cóż miałaś przeciw adjunktowi? Ten już pewnie w twoim guście zbudowany, w każdym razie do mnie niepodobny.

    AGNIESZKA

    49

    Pi!… adjunkt! Cóż to za posada? Jakaż egzystencja?

    FILC

    50

    Młody człowiek, mógł awansować.

    AGNIESZKA

    51

    Awansować… awansować… pięknie by wyszły moje córki czekając na ten wasz awans. A ty, czyż starając się o mnie nieupewniałeś mnie i całą moją rodzinę, iż do dwóch lat zostanę apelacyjną konsyliarzową…. a dotąd czem jestem? he? nędzną sędziną; szczęście jeszcze, że cię nie spensjonowano… a i to zawdzięczasz jedynie mojej protekcji.

    FILC

    52

    Umhu! od czasu jak się ożeniłem wszystko ci zawdzięczam… z resztą nie zapominaj moja pani, iż nie miałaś żadnego posagu i że jedynym moim rywalem był jednooki dyurnista, budową śledzia przypominający.

    AGNIESZKA

    z irytacją
    53

    Jednooki, ale miał wzrok doskonały i nie był dyurnistą, tylko kancelistą; bardzo proszę nie przekręcać.

    FILC

    54

    Niech będzie i kancelista; konstatuję tylko, że brakło mu lewego oka, za to na prawe zézował kapitalnie.

    AGNIESZKA

    55

    Dość! Nienawidzę rekryminacji, tem bardziej, gdy mam panu coś ważnego do powiedzenia.

    FILC

    56

    A prawda, ja miałem pani także coś powiedzieć…. co to u djabła?

    naciera czoło, przypominając sobie

    AGNIESZKA

    57

    Z Anzelmem rzecz prawie ukończona. Oświadczył się wczoraj stanowczo Hortenzji i tylko maryasz zawisłym uczynił od przyzwolenia wuja.

    FILC

    58

    A cóż będzie z Eufrozyną?

    AGNIESZKA

    59

    Cóż ma być?

    FILC

    60

    Przecież starsza….

    AGNIESZKA

    61

    Cóż to ma do rzeczy?

    FILC

    62

    Jestem tego samego zdania, utrzymywałaś jednak, że nie wydasz młodszej, dopóki starsza nie będzie mężatką.

    AGNIESZKA

    63

    Zrobię wyjątek, byle przekonać pana, że nigdy racji nie masz.

    FILC

    64

    No, kto ją zrozumie dam mu dukata.

    AGNIESZKA

    65

    Możesz go sobię schować; témczasem przygotuj się na przyjazd wuja Anzelma…. powiadają, że to ma być dziwak….

    FILC

    66

    Już ja sobie dam z nim radę.

    AGNIESZKA

    67

    Ktoby go nie znał, mógłby myśleć, że to niewiedzieć jaki mąż; a to Boże zmiłuj się!…. na troje dzieci niema ani jednego syna!

    SCENA VI

    Ciż — Anzelm.
    wpada skonfundowany

    ANZELM

    68

    Przepraszam państwa, iż tak niespodziewanie wpadłem, ale nagły interes…

    AGNIESZKA

    69

    Bardzo prosimy, właśnie mówiliśmy o panu.

    ANZELM

    70

    Bardzo dziękuję; jestem zaniepokojony, powiedziano mi, iż mój wuj nagle do państwa przyjechał.

    AGNIESZKA

    71

    Nic o tem nie wiemy.

    ANZELM

    72

    Dziś rano odebrałem list od niego, donosi, że przyjedzie a po drodze mówiono mi, iż go już u państwa zastanę.

    AGNIESZKA

    73

    Tak nagle i niespodziewanie!

    FILC

    74

    Czekajcie no…. coś mi Janek mówił…. namyśla się Patrzcie państwo, byłbym zapomniał! był tu przed chwilą jakiś jegomość….

    AGNIESZKA

    75

    Otóż masz! to dopiero mąż! Od godziny gdéra, a o najważniejszej rzeczy zapomniał.

    FILC

    76

    Wiesz dobrze, iż naczczo nic nie pamiętam. Jan to dokładniej opowie. Janie! Janie!

    wchodzi Jan

    AGNIESZKA

    do Jana
    77

    Mów prędzej, kto tu był?

    JAN

    78

    Kiedy proszę Wielmożnej pani….

    AGNIESZKA

    79

    A to tuman!… przed chwilą?

    JAN

    80

    Był, był, proszę Wielmożnej pani….

    AGNIESZKA

    81

    Ależ kto był?

    JAN

    82

    Jakiś jegomość.

    AGNIESZKA

    83

    Jak się nazywa?

    JAN

    84

    Albo ja wiem!

    AGNIESZKA

    85

    Od czegóż cię trzymam gawronie?

    JAN

    86

    Cóż ja winien, kiedy nie powiedział jak się nazywa….

    AGNIESZKA

    87

    Więc czegoż właściwie chciał? ah! cierpliwości!

    JAN

    88

    Dopytywał się o pana…

    ANZELM

    89

    To on! z pewnością on! przyszedł na zwiady.

    JAN

    90

    Pytał się kto głową w domu.

    ANZELM

    91

    To on, to on!

    JAN

    92

    Jakaś podejrzana figura.

    ANZELM

    93

    To on, to on!

    JAN

    94

    Dobrze, że co nie świsnął.

    ANZELM

    95

    To on, to on!

    AGNIESZKA

    96

    Co też pan pleciesz?

    ANZELM

    97

    Z przerażenia nie wiem co mówię. To bardzo zacny i prawy człowiek. Lecz jak państwo wiecie, jako stary kawaler ma pewne dziwactwa, nawet nieco sfiksował na punkcie zasad i taktu domowego, lecz tutaj nie mam najmniejszej obawy, w tak zacnym domu, jak państwa…. tylko że te jego zasady….

    AGNIESZKA

    98

    Jakież one są, powiedz pan?

    ANZELM

    99

    Zamiast objaśniać bliżej, wolę państwu dać pewne wskazówki…. i tak n. p. co pani Dobrodziejka zarządzi w domu, czy to dobrze lub źle, proszę się zawsze odwołać, iż stało się to na podstawie zasad domowych; na przykład powie pani Dobrodziejka: ja rządzę wszystkiem w domu, ale dla zasady…. namyśla się nie — toby niebyło stosowne; ale tak: mój mąż rządzi wszystkiem w domu, jednak tylko dla zasady… namyśla się nie — to także źle, — tak najlepiej: rządzimy oboje… nie w tym wypadku zasada nie da się zastosować….

    SCENA VII

    Ciż — Hortenzya.

    HORTENZYA

    n. s.
    100

    A! mój narzeczony….

    ANZELM

    101

    Oh pani! W chwili tak ważnej….

    HORTENZYA

    102

    Nierozumiem pana..

    ANZELM

    103

    Wuj przyjechał….

    HORTENZYA

    104

    A!…

    AGNIESZKA

    105

    Panie Anzelmie, radzibyśmy usłyszeć w końcu coś o tych zasadach szanownego wuja….

    ANZELM

    106

    W tej chwili pani Dobrodziejko…. do Hortenzji Jak pani wiadomo chciał panią poznać, a skoro pozna, niewątpliwie….

    AGNIESZKA

    107

    Panie Anzelmie, czekamy….

    ANZELM

    108

    W tej chwili pani Dobrodziejko…. do Hortenzji Skoro panią raz tylko zobaczy, zezwoli bez namysłu…. deklamuje „Tak rzutem oka zaszczepiłasz nam w duszy żar, co nas wiecznie pożera….

    AGNIESZKA

    109

    Ależ panie Anzelmie…

    ANZELM

    110

    Ah!… zasady mego wuja? zaraz…. na przykład: mamy dzieci dla zasady…. nie, źle…. kochamy je dla zasady…. także źle; zresztą to się nie da opowiedzieć. Sama pani Dobrodziejka najlepiej zrozumie mego wuja, skoro go państwu przedstawię.

    FILC

    n. s.
    111

    Postrzelony….

    ANZELM

    112

    Spieszę się; muszę go odszukać…. do Hortenzji „Żegnaj mi żegnaj, moja kochana, za chwilę znowu powrócę….

    AGNIESZKA

    113

    Panie Anzelmie, nie pozwól abyśmy zbyt długo czekali na wuja….

    ANZELM

    114

    Idę, idę…. a w ręce pani oddaję skarby moje.

    odchodzi

    AGNIESZKA

    d. s.
    115

    Sfiksował! gł. Hortenzjo, trzeba się wujowi Anzelma przedstawić jak najlepiej. Bądź poważną, nie trzepocz się, trzymaj się prosto, mów mało…

    FILC

    116

    Lepiej nic…

    AGNIESZKA

    117

    Tylko ty nie gadaj; Boże! Same córki…. i chce mieć głos….

    HORTENZYA

    118

    Już ja go ugłaskam…

    AGNIESZKA

    119

    A przyczesz się… fryzura trochę się popsuła.

    HORTENZYA

    120

    Dobrze mamo.

    wychodzi

    AGNIESZKA

    z godnością
    121

    Mężu! zbliża się chwila stanowcza; zbierz więc wszystkie zmysły aby sprawy nie pokpić. Idzie tu o przyszłość Hortenzji, którą jeżeli pierwej postanowiłam wydać aniżeli najstarszą córkę Eufrozynę, to jedynie, aby cię przekonać, że nigdy nie masz słuszności….

    FILC

    122

    Słyszałem już o tem słyszałem!

    słychać dzwonienie

    AGNIESZKA

    123

    Ach, otóż macie…. już idą, a tu jeszcze nie posprzątane…. i od czegoż pan jesteś głową domu?… a jak wyglądasz dzisiaj.. mizernie, jak po tyfusie!

    FILC

    124

    Nie piłem jeszcze kawy.

    AGNIESZKA

    125

    Dostaniesz czarną po obiedzie.

    FILC

    126

    To mi śniadania nie zastąpi.

    JAN

    wchodzi
    127

    Ten pan co był przed godziną pragnie się z Wielmożnym panem widzieć.

    AGNIESZKA

    128

    Ah…. wuj! do służącego Proś ale bardzo grzecznie. służący wychodzi Co ja pocznę? Alboż ja mam męża? To sto razy gorzej jak być wdową! do męża Jak ty wyglądasz?

    FILC

    129

    Co ona chce od mego wyglądania?

    przypatruje się w lustrze

    SCENA VIII

    Ciż — Wincenty.
    Wchodzi Wincenty z miną radosną i robi gest największego uszanowania.

    WINCENTY

    130

    Przepraszam najmocniej, iż tak natarczywie i obcesowo wchodzę, lecz państwo w porę byliście powiadomieni o mojem przybyciu. Podaje rękę Filcowi, poczem kilkakrotnie się całują Zapewne ściskam drogiego gospodarza?

    FILC

    131

    W jego własnej osobie.

    AGNIESZKA

    132

    Z nieutajoną radością oczekiwaliśmy pana, tak zacny wuj i prawdziwy opiekun zaszczyt tylko przynosi naszemu domowi.

    WINCENTY

    133

    Przeczucie, które często zawodzi, tym razem nie omyliło mnie, ono mi mówiło: w tym domu znajdziesz szczerość, staropolską gościnność i serca otwarte.

    AGNIESZKA

    134

    Gościnność u nas jest zasadą domową.

    WINCENTY

    135

    Łaskawa pani, gościnność nie może być zasadą, cnota ta nie w głowie, lecz w sercu ma swoje siedlisko. Przestąpiwszy raz ten próg, należę de facto już do rodziny państwa, i to dla mnie najwyższe szczęście, zwraca się do Agnieszki Wszakże z zacną gospodynią tego domu rozmawiam, a moją od tej chwili ukochaną kuzynką?… Pozwól przeto niech w dowód wielkiego szacunku uściskam twą śliczną rączkę.

    całuje Agnieszkę w rękę

    AGNIESZKA

    n. s
    136

    Bardzo przyjemny! Niepotrzebnie tak się lękałam.

    WINCENTY

    137

    Nie mogę utaić radości, którą serce me jest przepełnione na widok tej ciszy domowej, tego ogniska rodzinnego, tego przybytku wiecznej miłości i zgody…

    AGNIESZKA

    138

    O tak panie, gdzie są zasady i takt domowy, tam wszystko regularnie jak w zegarku idzie.

    FILC

    139

    Nawet bez nakręcenia.

    WINCENTY

    rozgląda się po pokoju
    140

    Co to za wzorowy porządek u państwa, ani jednej muchy…. ach! to kraj błogosławiony. Ja bo wracam z kraju gdzie muchy, pszczoły, owady i przeróżne gady wiecznie trapią człowieka, tego zaś co życie uprzyjemnia, te dzikie plemiona, wśród których żyłem, nie znają, na przykład: ani ozora z podlewą, ani szczupaka po żydowsku lub indyka z kasztanami….. nawet tak pojedynczych potraw nie mogą sobie przyswoić jak barszcz, zrazy, lub barania głowa z pieprzem i imbirem.

    AGNIESZKA

    141

    Dziś jeszcze każę to wszystko na obiad sporządzić, wszakże łaskawy pan nie odmówisz nam?

    WINCENTY

    142

    Droga pani! Lepiej to może rozdzielić na kilka obiadów…. przyjmuję zaproszenie na wszystkie… Wyobraźcie sobie państwo, że tam…. w tym barbarzyńskim kraju jedyném mojem pożywieniem była kawa.

    FILC

    143

    To mój najulubieńszy napój.

    WINCENTY

    144

    A jednak mogę z własnego doświadczenia upewnić, że kawa jest napojem najszkodliwszym; rozstraja nerwy, odbiera sen i sprawia nieustającą gnuśność i ospałość.

    AGNIESZKA

    do Filca
    145

    Z czem się odezwiesz, to nie ma sensu.

    WINCENTY

    146

    Pozwolicie państwo, że się ośmielę zapytać gdzie jest szanowna rodzina? Wszakże Pan Bóg w swej najwyższej dobroci licznie was obdarzył?

    AGNIESZKA

    147

    Moje córki w tej chwili zajęte gospodarstwem domowem, dla zasady; mogę się pochwalić, że są bardzo gospodarne, przytem lube, jak trzy turkaweczki.

    WINCENTY

    148

    A syna państwo nie macie?

    AGNIESZKA

    149

    Niestety!….

    WINCENTY

    150

    Może umarł?

    FILC

    151

    Wcale się nie urodził….

    AGNIESZKA

    do męża
    152

    Nie masz się czem chwalić.

    WINCENTY

    n. s.
    153

    Umhu, rozumiem!

    AGNIESZKA

    154

    To nie moja wina. Nadysputowałam i nairytowałam się dość, lecz mój mąż widocznie nie dbał o to aby mieć syna.

    FILC

    155

    Cóż ja na to mogę poradzić?

    WINCENTY

    156

    Żal pani Dobrodziejki zupełnie jest usprawiedliwiony; znany mi jest wypadek, że brak syna stał się powodem do rozwodu.

    AGNIESZKA

    157

    Widzisz jak nawet władze ustawodawcze piętnują takich jak ty małżonków…

    WINCENTY

    158

    Ale mój Boże! Ja państwa nudzę… a to ranna godzina… pewnie pani Dobrodziejce zabieram czas drogocenny?

    AGNIESZKA

    159

    Jeśli pan Dobrodziej pozwoli pójdę zajrzeć do obory… czynię to zawsze dla zasady. Mężu, może oprowadzisz tymczasem pana po twojem gospodarstwie; lecz uprzedzam, że dział ten pozostawia nieco do życzenia.

    WINCENTY

    160

    Z przyjemnością służę państwu; może razem oglądniemy? Podaje rękę Agnieszce Zaczniemy jednak od obory… jak pani Dobrodziejka powiada dla zasady. Bardzo to dobra zasada samemu wszystkiego doglądać.

    AGNIESZKA

    161

    Służę, bardzo chętnie! n. s. Podobały się moje zasady. Mądrej głowie dość na słowie… a tak się lękałam…

    FILC

    162

    Do obory na czczo? Chryste Panie! co ona ze mną wyprawia!…

    Wychodzą.

    SCENA IX

    DYONIZY

    wchodzi i przegląda się po pokoju.

    DYONIZY

    sam.
    163

    Cóż to? W całym domu jak po dżumie, nikogo nie ma; czy się może co do miejscowości pomyliłem? wyciąga list i czyta Na tem przedmieściu są trzy dworki: „dom pomalowany na żółto, dach na czerwono, tam są aniołki” do siebie z rożkami — „mój wybór padł na starszą” Niewątpliwie tu, ale szałaput, siostrzeniec pewnie nie uprzedził o mojem przybyciu. Ileż tu jest tych aniołków? zapewne dwa; wybrał starszą. Nie lubię jak kto afektuje… aniołki? Ślamazarnik czułostkowy.

    Wchodzi Jan.

    JAN

    164

    Co Wielmożny pan sobie życzy?

    DYONIZY

    165

    Gdzież państwo? Czy nie oczekiwano tu nikogo?

    JAN

    166

    Owszem, zapowiedziany był przyjazd wuja pana Anzelma.

    DYONIZY

    do siebie
    167

    Przecież uwiadomił ich ten roztrzepaniec.

    JAN

    168

    Lecz tenże przed kwadransem właśnie co przyjechał. Państwo wyszli razem do gospodarstwa.

    DYONIZY

    do siebie.
    169

    A to szczególne zdarzenie; cóż to za wuj Anzelma? przecież drugiego nie ma. do służącego Oświadcz natychmiast państwu, iż pragnąłbym widzieć się z niemi; wiedzą już o mojem przybyciu… tymczasem podaj cygaro; sam się tu rozgoszczę.

    Jan podaje cygaro, poczem spiesznie odchodzi.

    DYONIZY

    sam.
    170

    Zabawne zdarzenie! Drugi wuj Anzelma! To niepodobna; musiało się niedołędze przesłyszeć. Ale gdzież Anzelm? powinien był mnie tu, na miejscu, oczekiwać. Sprzeciwiać się jego woli nie będę; nic nie mam przeciw temu małżeństwu, byle były zasady i takt w tym domu. ogląda się po pokoju Cóż to za bohomazy? o ile z pomieszkania sądzić mogę… biórko stare, cygaro liche… O mój panie siostrzeńcze, zdaje mi się, że prócz błogosławieństwa i nędznej zapewne wyprawy z tego domu nic nie wyniesiesz.

    SCENA X

    Dyonizy, Filc, Agnieszka i Wincenty.

    DYONIZY

    171

    Nie wątpię, iż mój siostrzeniec uprzedził państwa o mojem przybyciu; mam zaszczyt przedstawić się, jestem wujem i opiekunem Anzelma. Zapewne z szanownym gospodarzem mówię? Podaje rękę Filcowi, zwracając się do Agnieszki A to zapewne przezacna małżonka?

    FILC

    pomięszany i zdziwiony
    172

    Kochany wuj Anzelma, czy być może, czy podobna?

    DYONIZY

    173

    To pana tak dziwi? powtarzam wuj, i opiekun; zwracając się do Wincentego zapewne szanowny członek rodziny?

    FILC

    pomięszany
    174

    Także wuj nowo przybyły.

    AGNIESZKA

    do Filca
    175

    Cóż to, aż dwóch wujów? wyraźnie mówił, że ma tylko jednego….

    WINCENTY

    176

    O! wuj panie Dobrodzieju, wuj zatracony i odszukany.

    AGNIESZKA

    177

    Prawdziwie nie pojmuję, Anzelm miałby mieć aż dwóch wujów?

    DYONIZY

    178

    Ja znam tylko jednego wuja Anzelma, a tym jestem tylko ja.

    AGNIESZKA

    do Wincentego
    179

    A jakimże pan wujem jesteś?

    WINCENTY

    180

    W najlepszym gatunku, wujem nielada, bo samego gospodarza. zwraca się, łapiąc muchę Oho! znowu mucha! Nie, to bąk; ukłuł mnie w sam nos…. czekaj kanaljo!

    Goni za muchą z chustką i wybiega aż do drugiego pokoju.

    AGNIESZKA

    do męża się zwracając
    181

    Co to? warjat? Co to wszystko znaczy?

    FILC

    namyślając się
    182

    To wuj amerykański.

    AGNIESZKA

    183

    Nigdy mi o nim nie wspominałeś.

    DYONIZY

    184

    Tem milszą jest niespodzianka….

    FILC

    185

    To ja ci nie mówiłem, że pisał do mnie przed miesiącem?

    AGNIESZKA

    186

    Ani słowa.

    FILC

    187

    Widocznie zapomniałem…. do siebie cóż dziwnego, człowiek cały dzień na czczo….

    DYONIZY

    188

    Spodziewana niespodzianka.

    AGNIESZKA

    189

    Zapewne, zapewne….

    Wincenty powraca.

    DYONIZY

    do Wincentego
    190

    Kogo pan tak goniłeś?

    WINCENTY

    191

    Bąka?

    DYONIZY

    192

    Hę?

    WINCENTY

    193

    Ale omyliłem się, to była mucha, z gatunku zjadliwych; taką trzeba natychmiast dusić. Raz po bankructwie mojem w Ameryce, niemając nic do roboty, wyliczyłem, że z dwóch takich much, samca i samiczki w przeciągu tygodnia 1311 młodych się wywiodło.

    DYONIZY

    194

    O! o!

    WINCENTY

    195

    Zaręczam. Ah, panie Dobrodzieju, szczęśliwy ten nasz kraj, gdzie much mało a owadów, ani gadów zjadliwych niema wcale; bo trzeba panu Dobrodziejowi wiedzieć, że ja wracam od antypodów… Czerwonoskóry i tubylcy już są oswojeni z temi plagami — ja oswoić się niemogłem!

    DYONIZY

    196

    Wiem już, że pan Dobrodziej jesteś amerykańskim wujem; tacy bywają często w rodzinie pożądani.

    WINCENTY

    197

    Co do mnie łaskawy panie, to rzecz wątpliwa, bo ja nie przywiozłem ze sobą ani bryły złota rodzimego, ani dyamentu ważącego 2½ funta, ale natomiast złote, prawdziwie wujowskie serce!

    DYONIZY

    198

    Upewnić pana mogę, że to ma znacznie mniejszą wartość.

    WINCENTY

    199

    Ja też panie dobrodzieju skarbów tych nie przeceniam.

    AGNIESZKA

    do Filca
    200

    Co ty narobiłeś?

    FILC

    do Agnieszki
    201

    Wszystko by się dało jeszcze naprawić, gdybym tego nieproszonego, amerykańskiego wuja mógł za drzwi wyrzucić.

    AGNIESZKA

    do Filca
    202

    Teraz nie można; w tej chwili trzeba go uszanować. O niedołęgo!

    DYONIZY

    203

    A więc państwu prócz mnie przybył drugi wuj z Ameryki… prawdziwie urodzajna gleba… n. s. na chwasty!

    FILC

    204

    Tak, jakkolwiek żadnych na to familijnych dowodów niemamy, ale tytuł wuja z zasady tak szanujemy….

    DYONIZY

    205

    Przyznam się państwu, że jestem wprost przeciwnego zdania. Bez aluzyi…. wuj w rodzinie jest często prawdziwą plagą. Jako nieproszony doradca zakłóca spokój domowy, a umiera zwykle bez testamentu, z czego proces o spadak…. dlatego też wyraźnie zastrzegam się, iż w tej chwili nie występuję jako wuj, lecz jako opiekun mego siostrzeńca.

    FILC

    do Agnieszki
    206

    Widzisz, że miałem racyę, chcąc tego amerykanina za drzwi wyrzucić.

    WINCENTY

    do siebie
    207

    Sytuacya się gmatwa; coś mi się kwaśno robi….

    DYONIZY

    208

    O ile z listu mego siostrzeńca wyrozumiałem, macie państwo dwie córeczki; mają to być anielskiej dobroci i piękności dziewczątka?

    FILC

    209

    Trzy panie Dobrodzieju, wprawdzie liczba nierówna, ale to dla zasady. do siebie Już mu drugą zasadę zaaplikowałem….

    WINCENTY

    210

    Z zasady ćwierć tuzina?

    AGNIESZKA

    211

    Nie do pana mówią.

    WINCENTY

    212

    Aha!

    rozciąga się w fotelu

    DYONIZY

    213

    Zapewne dwie młodsze bliźniaczki, w innym bowiem razie musiałaby być najstarsza, średnia i najmłodsza.

    AGNIESZKA

    214

    Rzeczywiście tak jest; Eufrozyna jest starszą, a między Hortenzyą a Rozaliną jakkolwiek mała różnica w wieku, zawsze jednak nie bliźniaczki.

    DYONIZY

    215

    Więc panna Eufrozyna jest starsza — może nawet i znacznie od swych sióstr? do siebie Rozumiem.

    FILC

    216

    Wielkiej różnicy niema, bośmy się zresztą nie tak dawno pobrali….

    DYONIZY

    217

    Zapewne, przed laty trzydziestu….

    AGNIESZKA

    218

    Coś około….

    FILC

    219

    Jak uciął 35.

    AGNIESZKA

    220

    Nie mieliśmy jednak długo potomstwa.

    WINCENTY

    drzemiąc
    221

    Cóż to za błogosławiony kraj; w każdej chwili można uciąć drzemkę, ani much, ani jadowitych gadów.

    usypia

    DYONIZY

    222

    Uważam, że wuj amerykański nie cierpi na brak snu, każdemu serdecznie go zazdroszczę, ja bowiem sypiać nie mogę, jak zwykle stary kawaler.

    AGNIESZKA

    223

    A tak świeżo pan Dobrodziej wygląda, powiem, że może nawet lepiej jak mój mąż, gdy go pierwszy raz poznałam.

    DYONIZY

    224

    Wolne żarty pani Dobrodziejko; te czasy minęły już niepowrotnie, postarzeliśmy się, przepraszam za otwartość… i pani musiałaś być kiedyś bardzo piękną…

    FILC

    225

    Nadzwyczajnie nigdy; to nasze pobranie się, tak się jakoś skleiło…

    AGNIESZKA

    do Filca
    226

    Co to za mąż, świat się kończy!

    DYONIZY

    227

    Mąż pani musiał być również niebrzydki, skoro zdecydowałaś się wyjść za niego.

    AGNIESZKA

    228

    Przyrzekł mi, że będę konsyliarzową apelacyjną…. ale dlaczego to pan Dobrodziej nie ożeniłeś się?

    DYONIZY

    229

    Moje starokawalerstwo zawdzięczam wyłącznie moim zasadom. Kilkakrotnie w życiu kochałem się, bah! nawet i z wzajemnością, lecz zawsze najnieszczęśliwiej w osobie, w której domu nie wyznawano zasad, które jako jedyną gwarancję szczęścia małżeńskiego uważam.

    AGNIESZKA

    230

    Bardzo słusznie.

    DYONIZY

    231

    Raz nawet zakochałem się szalenie i byłem nawzajem kochany, w chwili jednak gdy się oświadczyłem, cała rodzina panny taką mi radość okazała, iż uważałem za stosowne cofnąć się natychmiast, w zbytniej bowiem radości upatrywałem brak taktu po chwili Nie wątpię, iż państwo mieliście dość aspirantów, pragnących poślubić wasze córeczki?…

    FILC

    232

    Wyznam szczerze, że mieliśmy nadto konkurentów rozmaitego gatunku, lecz wszyscy starali się o młodsze, podczas gdy żona postanowiła wydawać nasze córki po kolei; to była jedyna przeszkoda; do siebie Ta sama manipulacya co z masłem.

    AGNIESZKA

    do Filca
    233

    Palnąłeś głupstwo! do Dyonizego Tak, rzeczywiście — ale w wyjątkowym razie….

    DYONIZY

    234

    Nie pani, nigdy przenigdy! Zasada słuszna lub nie, raz w domu przyjęta, musi być uszanowaną! Podobny wypadek sam w życiu miałem; oświadczyłem się raz o najmłodszą i zostałem przyjęty. Przy hucznych zaręczynach wygadał się ojciec mojej narzeczonej, iż wydając pierwej młodszą, jedynie dla mnie czyni to ustępstwo. Postępek ten uznałem jako naruszenie zasad domowych, zerwałem!…. Zasady domowe uszanować należy!

    FILC

    śmiejąc się
    235

    He! He! Kochany wujaszek miał serduszko gorące….

    DYONIZY

    236

    Miałem i mam; lata serca nie oziębiają.

    AGNIESZKA

    237

    Oh! to prawda! Święte słowa….

    DYONIZY

    238

    Widocznie zeszliśmy na zbyt poważną rozmowę, bo amerykanin chrapie w najlepsze.

    FILC

    239

    Może go zbudzić?

    DYONIZY

    240

    Z zasady nie przerywam nikomu snu. Lecz co się to dzieje z moim sowizdrzałem Anzelmem, na którego państwo tak łaskawi jesteście?

    AGNIESZKA

    do Filca
    241

    Tylko nie dziękuj, bo gotów zerwać…. do Dyonizego Pan Anzelm jest bardzo miłym młodzieńcem…

    DYONIZY

    242

    Szczególnie w towarzystwie córek pani, które pragnę poznać jak najprędzej.

    AGNIESZKA

    243

    O! z przyjemnością. otwiera drzwi wołając Kochane turkaweczki prosimy.

    Wchodzą po kolei Eufrozyna, Hortenzya i Rozalina.

    SCENA XI

    Ciż — Eufrozyna, Hortenzya i Rozalina.

    AGNIESZKA

    244

    Pan Dobrodziej pozwoli, że przedstawię po koleji. Eufrozyna, pierwszy kwiat naszego związku, Hortenzya najdroższa, najukochańsza Hortenzya, istny karmeleczek, wskazując na trzecią a to, luba Rozalinka.

    DYONIZY

    z galanteryą
    245

    Niezmiernie ucieszony jestem taką znajomością, istne kwiateczki, lilija, róża i pączek…. do siebie Mój siostrzeniec wybrał znacznie starszą od siebie, widocznie poszanował zasady, to dobrze, to mu się chwali…

    AGNIESZKA

    246

    Wszystkie je zarówno kochamy, bo też poczciwe to dziatki, przytem utalentowane. Hortenzya gra bardzo ładnie na fortepianie, Eufrozynka na gitarze i śpiewa….

    DYONIZY

    247

    Ale nie fałszywie? bo powiem państwu, że niczego się bardziej nie obawiam, jak fałszywej muzyki.

    AGNIESZKA

    248

    Osądzisz pan dobrodziej sam najlepiej.

    DYONIZY

    249

    I będę otwarty, znam się bowiem na muzyce, bah! nawet sam grywam na wiolonczeli.

    FILC

    250

    To najpiękniejszy instrument.

    DYONIZY

    251

    Jak w czyjej ręce; lecz może pozwolicie państwo, abyśmy usiedli…. przystawia krzesła w półkole O tak w półkolu będzie najlepiej; brakuje nam tylko w pośrodku kominka; Co to za chwila urocza!.. Takie kółko rodzinne, dla mnie zupełnie nie znane. Panna Eufrozyna oczywiście usiądzie koło mnie, tak porządek rzeczy wskazuje.

    EUFROZYNA

    252

    Najchętniej.

    DYONIZY

    253

    Panno Eufrozyno, mój siostrzeniec nieraz wspominać musiał, jakiego ma wuja nudziarza, egoistę, pedanta… I ja jak zwykle wszyscy starzy kawalerowie wzbudzam u pań tylko politowanie, cóż nieprawda?

    EUFROZYNA

    254

    Pański siostrzeniec z Hortenzyą częściej o panu mówił, ze mną mniej….

    DYONIZY

    255

    Otwarcie, szanowna panno Eufrozyno. Mój siostrzeniec podobał się pani? walny to chłopak, trochę roztrzepany, ale to młodość; kto się ożeni, ten się odmieni.

    EUFROZYNA

    do siebie
    256

    Nie pojmuję…. głośno Nie rozumiem dla czego pan mnie o to pyta.

    DYONIZY

    257

    Pojmuję, bardzo pojmuję, skromność… cnotę tę bardzo wysoko cenię. O gdybym to ja mógł być w położeniu mego siostrzeńca, marzyć o swej ukochanej….

    EUFROZYNA

    258

    Myślę, że to od pana jedynie zależy….

    DYONIZY

    259

    Stary jestem.

    EUFROZYNA

    260

    Jedni są starzy od urodzenia, podczas, gdy drudzy nigdy się nie starzeją; do tych sądzę, że pan należysz.

    DYONIZY

    261

    Tak słodkich wyrazów dawno już nie słyszałem.

    EUFROZYNA

    262

    Widocznie unikałeś pan ludzi, którzy pokochać go byliby zmuszeni…

    DYONIZY

    263

    Pani tyle dla mnie łaskawa, że sprzeczać się nie odważę.

    AGNIESZKA

    do męża
    264

    Słyszałeś, gotowo się skleić drugie małżeństwo; to byłoby lepsze ambo, jak na loteryi.

    FILC

    do Agnieszki
    265

    A ja przeczuwam ogromną konfuzyę.

    AGNIESZKA

    do Filca
    266

    Tobie się wiecznie jakieś konfuzye przywidują.

    DYONIZY

    267

    Na dobre się tu rozgadałem i nic dziwnego; godzinę tu spędzoną do najprzyjemniejszych w życiu mojem policzę, — muszę jednak na chwilkę państwa pożegnać, chociażby dla odszukania tego sowizdrzała…. zwraca się do Agnieszki pragnąłbym tylko z panią dobrodziejką kilka słów pomówić.

    AGNIESZKA

    268

    Mężu, może się przejdziesz z córeczkami po ogrodzie, a ja pozostanę z szanownym opiekunem. A zabierzcie ze sobą wujaszka amerykańskiego do córek, bo trzeba wam wiedzieć, że mamy i drugiego, nowego wujaszka.

    HORTENZYA

    269

    Wujaszku! Wujaszku! Wincenty się przebudza Chodź z nami do ogrodu.

    WINCENTY

    270

    A niema tam pasieki?

    HORTENZYA

    271

    Jest, i owszem jest.

    WINCENTY

    272

    To ja w takim razie nie towarzyszę; ja się pszczół boję.

    HORTENZYA

    273

    Nie obawiaj się wujaszku, pasieka jest, ale remanentowa, bez pszczół.

    WINCENTY

    274

    Jeśli tak to służę państwu. do siebie To mi dopiero kraj błogosławiony, pasieka jest i miód zapewne, a pszczół niema. podaje rękę dziewczętom i podskakuje Hip! hip!

    DZIEWCZĘTA

    275

    Hip, hip! Wiwat wujaszek!

    FILC

    276

    Zwaryował!

    wychodzą

    SCENA XII

    DyonizyAgnieszka

    DYONIZY

    277

    Pragnąłbym z panią dobrodziejką otwarcie i bez ogródek pomówić, zauważyłem bowiem, że pani masz tu stanowczy głos.

    AGNIESZKA

    278

    Jak w czem; n. p. co do córek mąż mój zupełnie na mnie polega.

    DYONIZY

    279

    Otóż o jednej z nich chciałem właśnie mówić. Pani Dobrodziejko, jakkolwiek nie jestem wujem amerykańskim, mam jednak pod pewnym względem węch amerykański. Bez przesady, instynktowo czuję, że dom państwa jest pełen zasad i taktu, to też niech mi będzie wolno prosić o rękę panny Eufrozyny dla mego siostrzeńca.

    AGNIESZKA

    skonfundowana
    280

    Hortenzyi….

    DYONIZY

    281

    Wszak wyraźnie powiedziałem: Eufrozyny, bo gdyby mój siostrzeniec ważył się zuchwale sięgnąć po rękę której z młodszych córek i tym sposobem naruszył zasady domowe, nigdy, przenigdy nie podjąłbym się podobnej missyi.

    AGNIESZKA

    coraz więcej pomięszana, ogląda się w około

    DYONIZY

    282

    Czy pani kogo szuka?

    AGNIESZKA

    283

    Mąż mój gdzieś się zapodział. do siebie Ten awansowany dyurnista wszystko pogmatwał, a w chwilach krytycznych mną się wyręcza!

    DYONIZY

    284

    A czy mąż pani koniecznie potrzebny? Sądziłem, że na ten związek od dawna się zgadza, bo gdyby nie był zdecydowany, to ja gotów jestem cofnąć się.

    AGNIESZKA

    285

    Ależ uchowaj Boże! Mój mąż od dawna sprzyja panu Anzelmowi ogląda się mówiąc do siebie Gdzie on się zapodział?

    DYONIZY

    286

    Więc to jest po prostu wahanie się macierzyńskie. Pojmuję je, a nawet wysoko cenię i poważam. Chwila to tak ważna dla matki, która kocha swą córkę…. ale mimo tego zechce pani dać odpowiedź; sprawy takie zwykłem załatwiać krótko i stanowczo: tak lub nie.

    AGNIESZKA

    d. s.
    287

    Co tu począć, gotów zerwać? gł. Możebyśmy zaczekali na siostrzeńca, do odbycia finalnej ceremonii obecność jego jest konieczną, niezbędną….

    DYONIZY

    288

    Wierzaj mi pani, iż obecność Anzelma w tej chwili jest już zbyteczną. chrząka Jako wuj i opiekun wypełniam ściśle jego życzenie i jestem li tłumaczem jego uczuć, dając tem samem przyzwolenie z mej strony. Odbycie ceremonji i zamiana pierścionków, łzy, itp. na co wszyscy członkowie rodziny niewątpię zaproszeni będą, nastąpi i tak później.

    AGNIESZKA

    289

    A, zapewne, zapewne!

    DYONIZY

    290

    A więc dla skrócenia dyskussyi podaj mi pani rękę, a rzecz będzie skończoną. Agnieszka skonfundowana podaje rękę — ogląda się mówiąc Gdzież ten mąż się zapodział?

    DYONIZY

    291

    Widzisz pani, jak od zasady raz przyjętej nienależy odstępywać; któż może zaręczyć, czy Anzelm byłby nie prosił o rękę Hortenzyi lub Rozaliny, lecz to byłoby z krzywdą dla Eufrozyny, która stosownie do wieku powinna pierwsza iść za mąż.

    AGNIESZKA

    292

    Byłam nawet przekonaną, że pan Anzelm o Hortenzyi myśli…

    DYONIZY

    293

    Na cóż byłoby mu się to przydało w obec moich i państwa zasad? po chwili Teraz wypada nam przejść do drugiej niemniej ważnej kwestyi, t. j. do posagu…. w dzisiejszych praktycznych czasach nie wolno tego pomijać.

    AGNIESZKA

    294

    Możeby właściwiej było z moim mężem o tej sprawie pomówić?

    DYONIZY

    295

    Niema potrzeby, gdyż posagu nieżądam; niemam zresztą do tego prawa, bo i ja ze swej strony memu siostrzeńcowi chociaż bym mógł, niedam nic, ani szeląga; niezgadzało by się to z mojemi zasadami, na wstępie zresztą ostrzegłem państwa, iż wuja w rodzinie najmniej cenię, i prosiłem jedyne tytułować mnie opiekunem.

    SCENA XIII

    Ciż — Anzelm.

    ANZELM

    296

    Łaskawa pani, drogi wujaszku! Wyjechałem naprzeciw wuja i rozminęliśmy się w drodze…

    DYONIZY

    297

    Ot, jak zwykle szałaput, zamiast mnie tu oczekiwać gdzieś się zawieruszył…. dobrze, iż masz wuja, starego wyjadacza, dał on sobie radę bez ciebie zwracając się do Agnieszki dzięki pani.

    AGNIESZKA

    298

    Zostawiam panów, i tak macie z sobą dużo do mówienia, odchodząc do siebie jeszcze chwilkę, a byłabym zemdlała. Zasady… zasady… niech go pan Bóg z jego zasadami…. wychodzi

    SCENA XIV

    DyonizyAnzelm

    DYONIZY

    299

    Uściskaj swego wuja, trochę prośbą, trochę groźbą, krótko, oświadczyłem cię, zostałeś przyjęty i sprawa twego przyszłego małżeństwa najpomyślniej zakończona, z taktem i bez naruszenia moich lub cudzych zasad domowych.

    ANZELM

    300

    Najserdeczniejsze dzięki wujowi, niewątpiłem nigdy o twej łasce dla mnie.

    DYONIZY

    301

    Znasz mnie, wiesz przeto, iż niełatwo się decyduję lecz w tym domu, gdzie rządzą się taktem i zasadami łatwo mi to przyszło.

    ANZELM

    302

    Nieprawdaż wujaszku? A jacy to mili ludzie..

    DYONIZY

    303

    Prawda, prawda, jestem więc z wyboru twego zadowolony mój siostrzeńcze, a najbardziej, żeś uszanował zasadę…

    ANZELM

    304

    Jaką zasadę?

    DYONIZY

    305

    Bardzo naturalnie, skoro nie wybrałeś najładniejszej, ale najstarszą.

    ANZELM

    zdziwiony
    306

    Jakto najstarszą? Wszakżeż Hortenzya…

    DYONIZY

    307

    Eufrozyna!

    ANZELM

    308

    Przecież wyraźnie mówię Hortenzya….

    DYONIZY

    309

    A ja najwyraźniej odpowiadam: Eufrozyna.

    ANZELM

    310

    Starsza?

    DYONIZY

    311

    Starsza.

    ANZELM

    312

    Najstarsza?

    DYONIZY

    313

    Oczywiście najstarsza… i dlatego oświadczyłem cię o jej rękę.

    ANZELM

    314

    Na miłość boską! na rany Chrystusa! to straszna konfuzya! przecież ja chciałem poślubić Hortenzyą a nie Eufrozynę!

    DYONIZY

    315

    To trzeba mnie było do stu kaduków wczas uprzedzić, iż od ostatniego twego listu zmieniłeś matrymonialne zamiary. Otóż to zawsze tak z szałaputą!

    ANZELM

    do siebie
    316

    A to historya! Ależ najwyraźniej wujowi napisałem, wuj chyba tendencyjnie przekręca, to… to… brak taktu prawdziwie!

    DYONIZY

    zły
    317

    Mój panie! Jeszcze nikt w życiu nie posądził mnie, o brak taktu, a ty zuchwalcze wujowi i opiekunowi odmawiasz go? Na szczęście mam przy sobie dokument, twój własnoręczny list. wyciąga list, ubiera okulary Dom na żółto, dach na czerwono…

    ANZELM

    318

    Ależ nie o tem mowa, przyjdzie oszaleć!

    DYONIZY

    319

    Nieprzeszkadzaj! Patrz, stoi jak wół, dom na żółto, dach na czerwono.

    ANZELM

    320

    Już słyszałem.

    DYONIZY

    321

    Masz wyraźnie „o starszą”, nawet podkreśliłeś… gdyby nie list byłby mnie okłamał!

    ANZELM

    322

    Czegoż to dowodzi, przecież całkiem jasno napisano: gdzie jest starsza, tam musi być i młodsza, a gdzie jest młodsza i starsza, tam może być i najstarsza.

    DYONIZY

    323

    A może….

    ANZELM

    324

    Widzi wuj, że może…

    DYONIZY

    325

    Więc o co ci chodzi właściwie?

    ANZELM

    326

    O średnią….

    DYONIZY

    327

    A czemużeś łbie postrzelony napisał, że o starszą.

    ANZELM

    328

    Bo starsza nie jest jeszcze najstarszą, tak jak młodsza nie jest jeszcze najmłodszą.

    DYONIZY

    329

    O tem wiem, niepotrzebuję twojej nauki, że młodsza nie jest jeszcze najmłodszą.

    ANZELM

    330

    Na Boga! jak można było tak się pomylić; gdybym ja coś podobnego wujowi zrobił…

    DYONIZY

    331

    Zaraz: wujowi zrobił… tak jak gdyby twój wuj do ciebie się udawał, byś go oświadczał.

    ANZELM

    332

    O ja nieszczęśliwy…

    chodzi prędko

    DYONIZY

    333

    A dla czegóż wyraźnie nie napisać „proszę oświadczyć mnie o starszą Hortenzyę”, po imieniu nazwać, a nie posługiwać się jakąś potrójną rachunkowością?

    ANZELM

    334

    Czy mogłem przypuszczać?

    DYONIZY

    335

    Byłem przekonany, iż są tylko dwie, jak się okazała trzecia, sądziłem, że dwie młodsze bliźniaczki.

    ANZELM

    336

    Argumentów wuja prawdziwie niepojmuję!

    DYONIZY

    337

    Mój chłopcze, jesteś na to jeszcze za młody, abyś wszystko zrozumiał; zresztą ojciec panny wyraźnie powiedział mi: iż trzyma się zasady wydawania córek po kolei; wprawdzie matka coś zabełkotała, że w wyjątkowym razie…. ale że ja, gdy się mówi o zasadach, nie znam wyjątków, przeto nie zwracałem na to uwagi…

    ANZELM

    rozpaczliwie
    338

    Lecz cóż Hortenzya na to?

    DYONIZY

    339

    Cóż mówić mogła, kiedy nie jej, lecz Eufrozynie oświadczyłem się?

    ANZELM

    340

    To stare pudło pewnie nieuważało za stósowne wyprowadzić cię z błędu?

    DYONIZY

    341

    Kiedyż i ojciec milczał — prawda, że był nieobecny…

    ANZELM

    342

    A matka?

    DYONIZY

    343

    Matka przyjęła z rezygnacyą oświadczyny, nawet łzy widziałem, mniemałem jednak, że to zwykłe rozczulenie, bez którego ceremonja deklaracyjna obejść się nie może.

    ANZELM

    344

    Wuju! ja tego ciosu nie przeżyję! Hortenzyę kocham, Eufrozyny znieść nie mogę!

    DYONIZY

    345

    Cóż ja na to poradzę?

    ANZELM

    346

    Przyznaj się po prostu, żeś bąka strzelił, a wszystko da się jeszcze naprawić. Hortenzyę przebłagam, o Eufrozynę jestem spokojny.

    DYONIZY

    347

    Siostrzeńcze! tyle łożyłem na twoje wychowanie, a ty odpłacasz mi się taką niewdzięcznością, chcesz okryć twego opiekuna śmiesznością?

    ANZELM

    348

    Więc mam może żenić się z Eufrozyną?

    DYONIZY

    349

    O cóż ci chodzi? Hortenzya za lat 10 jeżeli nie gorzej, to tak samo będzie wyglądać, jak obecnie Eufrozyna, nie jestże to wszystko jedno?

    ANZELM

    350

    Za lat dziesięć? a to wyborne! Nie, sto razy nie! prędzej w łeb sobie palnę, niż wuja usłucham.

    DYONIZY

    351

    Pomyśl, że tu idzie także o Eufrozynę, cóż sądzić będzie o mnie? chyba, że chciałem z niej zadrwić, panna to nie pierwszej młodości, lecz nader miła, serdeczna, otwarta..

    ANZELM

    352

    Gdyby moją rękę przyjęła, byłaby nikczemną, zresztą jeżeli się tak wujowi Eufrozyna podoba, to niech się wuj sam z nią ożeni.

    DYONIZY

    353

    Szalona pałko!

    ANZELM

    354

    Nie widzę innego sposobu dla uratowania honoru i zasad wuja.

    DYONIZY

    355

    Tak mówisz? do siebie Dyonizy, zbierz no twoje zmysły; wszak rozum to twój nieodstępny towarzysz.. Zmuszać go, kiedy jej nie kocha, byłoby niegodnie… Jak wybrnąć z tej kabały? Również zadrwić z Eufrozyny, z starego panieństwa, tem bardziej, iż ona milutka, skromna… a co najważniejsza, że całe życie salwowałem siebie, a teraz powiedzą, iż żadnego taktu nie mam… ten zarzut byłby dla mnie strasznym ciosem…. niema sposobu, niema wyjścia, chyba sam się z Eufrozyną ożenię… to taka luba dziewczyna, a że nie młoda, będę assekurowany. Tak, sam się oświadczę — ocalę Anzelma! do Anzelma Anzelmie, proś tu całą rodzinę.

    ANZELM

    356

    Co wuj zamierza uczynić?

    DYONIZY

    357

    Polegaj na mnie, twój wuj nie w takich był tarapatach, a zawsze wybrnął.

    ANZELM

    358

    Jak się ta nie komiczna komedya zakończy?

    odchodzi

    SCENA XV

    Dyonizy. sam

    DYONIZY

    359

    Mam niewinnie skrzywdzić Eufrozynę, lepiej siebie zaryzykować; dostanę kosza, pal djabli — dwa razy sam go dałem, mogę raz dostać, jak przyjmie to się ożenię, lepsze to niż poświęcenie honoru.

    SCENA XVI

    WINCENTY

    wchodząc

    WINCENTY

    360

    Panie Dobrodzieju! Co to za kraj, nietylko w pasiece, ale w całym ogrodzie jednej pszczoły niema. widząc Dyonizego zakłopotanego ale co to pan Dobrodziej taki zaambarasowany, zafrasowany? na to najlepszy środek przespać się, chociażby w fotelu, tem bardziej, że tu żadnej muchy niema.

    SCENA XVII

    Ciż, AgnieszkaFilc, za niemi Eufrozyna, Hortenzya i Rozalina.

    AGNIESZKA

    do Filca
    361

    Idź naprzód, ty głowo rodziny.

    FILC

    362

    Nie, ja zostanę w tyle — od lat trzydziestu korzystam z tego przywileju.

    AGNIESZKA

    pomieszana
    363

    Pan Dobrodziej pragnąłeś się z nami widzieć, w jakimże celu? d. s. czego ten człowiek jeszcze chce.

    DYONIZY

    364

    Łaskawa pani…

    namyśla się — chwila przerwy

    AGNIESZKA

    365

    Słucham….

    DYONIZY

    366

    Łaskawa pani — wszyscy nie wyłączając siebie jesteśmy skonfundowani; pozwolę sobie skonstatować powód, jest on prosty: mamy dwie narzeczone, a tylko jednego narzeczonego.

    AGNIESZKA

    oburzona
    367

    To się da łatwo zmienić, w ten sposób, że będzie jeden narzeczony, ale żadnej narzeczonej!

    DYONIZY

    368

    Ja pozwolę sobie zaproponować łaskawej pani coś odpowiedniejszego, przez co nikt nas nie pomówi o brak taktu, a obok tego uszczęśliwimy o jedną osobę więcej — tą osobą będę ja Proszę o rękę panny Eufrozyny dla siebie, a o rękę panny Hortenzyi dla Anzelma.

    AGNIESZKA

    zdziwiona
    369

    Czy to żarty?

    DYONIZY

    przerywa
    370

    Łaskawa pani! Ja z zasady nie żartuję nigdy! Jeżeli i panna Eufrozyna o to mnie posądzi, zrywam po raz trzeci w mojem życiu i ostatni! zwracając się do Eufrozyny Panno Eufrozyno! Zaledwie ujrzałem cię, zaraz poznałem szlachetność i dobroć serca twego. Proszę nie odrzucaj mej ręki, nie jestem młody, to prawda, serce jednak mam gorące. Pomnij zresztą na twe własne słowa: gdybyś pan chciał, kochać by cię musiano… idę więc za twoją radą.

    EUFROZYNA

    skonfundowana
    371

    Tak nagle….

    DYONIZY

    372

    Przebacz pani, ale my oboje nie mamy wiele czasu do tracenia.

    EUFROZYNA

    373

    To zależy od woli rodziców.

    AGNIESZKA

    374

    O tem nie śniłam nawet.. zwraca się do męża czem prędzej pobłogosław zamiast jednej dwie pary.

    FILC

    do Agnieszki
    375

    Zastąp mnie, bo ja z rozrzewnienia i czczości kompletnie zgłupiałem. Agnieszka zwraca się do Dyonizego Zupełnie się zgadzam, i na związek pana i siostrzeńca jego zezwalam i błogosławię, a co do mojego męża, to samo przez się rozumie się.

    DYONIZY

    zbliża się do Eufrozyny
    376

    O tak szczęśliwym zwrocie w mojem życiu nie marzyłem. Serdeczne dzięki państwu. Co do ślubu, to mój chociażby o godzinę pierwej odbyć się musi niżeli Anzelma; zasad domowych naruszać nie możemy. Wszak prawda panno Eufrozyno?

    EUFROZYNA

    377

    Jak mama każe.

    DYONIZY

    378

    Zaręczam pani, że już możesz wyjść z roli niemowlęcia i powiedzieć: tak albo nie.

    EUFROZYNA

    379

    A zatem: tak!

    WINCENTY

    d. ś.
    380

    Gdybym był młodszy, zaraz prosiłbym o rękę panny Rozaliny.

    FILC

    381

    Zbliżcie się dzieci moje do mnie — niech was pobłogosławię, a ciebie żono uściskam.

    AGNIESZKA

    do Filca
    382

    Przebaczam ci pomimo wuja amerykańskiego.

    ANZELM

    383

    Wszyscy więc jesteśmy szczęśliwi.

    DYONIZY

    384

    Ja najwięcej, bo on się żeni, ja się żenię, i to wedle moich zasad.

    JAN

    wchodzi
    385

    Proszę państwa do stołu..

    DYONIZY

    podaje rękę Eufrozynie
    386

    Po starszyźnie, po kolei, nie psujmy porządku domowego.

    FILC

    387

    Obiad na stole, śniadanie djabli wzięli.

    WINCENTY

    388

    Ja zwykle jadam śniadanie i obiad równocześnie; szkoda czasu, czas to pieniądz.

    FILC

    389

    A masz wujaszek dużo….

    WINCENTY

    390

    Czasu? podostatkiem, ty masz pieniądze… to się uzupełni… pogodzimy się… dalej do stołu… hip! hip!

    Zasłona spada.
    Close
    Please wait...