Oferta dla Przyjaciół Wolnych Lektur...

Przyjaciele Wolnych Lektur otrzymują dostęp do specjalnych publikacji współczesnych autorek i autorów wcześniej niż inni. Zadeklaruj stałą wpłatę i dołącz do Towarzystwa Przyjaciół Wolnych Lektur.

TAK, chcę dołączyć!
Nie, rezygnuję z tej oferty
Informacje o nowościach

Informacje o nowościach w naszej bibliotece w Twojej skrzynce mailowej? Nic prostszego, zapisz się do newslettera. Kliknij, by pozostawić swój adres e-mail.

x

Spis treści

    1. Grób: 1
    2. Pamięć: 1
    3. Przyjaźń: 1
    4. Tęsknota: 1
    5. Żałoba: 1

    pisownia łączna / rozdzielna: zwolna > z wolna

    pisownia joty: symfonji > symfonii; Arjel > Ariel

    fleksja: memi > mymi

    Hugo von HofmannsthalIn memoriam Böcklinatłum. Stefan Napierski

    (Ostatnie takty symfonii, występuje Prolog, za nim dwaj dźwigają opuszczone żagwie. Jest to młodzieniec w stroju wenecjanina, w szatach żałobnych.)
    Muzyko, zmilknij! Oto scena moja,
    I wzniosę skargę, bowiem mi przystoi!
    Młodzieńcom czasu tego jego soki
    Do żył spływają; Żałoba, Przyjaźń, Tęsknota, Gróbów, co ku mnie patrzy
    Z cokołu, był mej duszy miłym druhem!
    O, jakże zbraknie mi jego dobroci,
    W czasie tym bowiem wiele jest ciemności,
    I jako łabędź, stwór płynący błogo,
    Z najady[1] białych ściekających palców
    Na podobieństwo pocałunku pokarm
    Chwyta, tak w mrocznych chyliłem godzinach
    Wargę nad jego dłońmi, by nasycić
    Duszę pokarmem: był nim sen głęboki.
    Twój wizerunek jeno w liść uwieńczę,
    A tyś mi obraz przyozdobił świata!
    I urok wszelkich rozkwitłych gałązek
    Przewyższył takim blaskiem pałającym,
    Żem walił się na ziemię, upojony,
    I czuł w zachwycie, jak opada szata
    Z wolna i stromo, o, lśniąca Naturo!
    Czy słyszysz, przyjacielu? Nie zapragnę
    Na wszystkie strony rozsyłać heroldów,
    By wykrzyczeli twe imię na wiatry,
    Jak kiedy króle mrą: umierający
    Swym spadkobiercom zostawiają diadem,
    PamięćPogłos imienia na mogiły płycie.
    Tyś nadto wielki był czarodziej, twoja
    Widzialność porzuciła nas, a przecie
    Nie wiem, co tam i ówdzie pozostało,
    Potęgą zatajoną i żyjącą!
    Mroczną źrenicą z ponocnego nurtu
    Na brzeg się dźwiga wilgotny — lub ucho
    Kosmate spoza bluszczów, nasłuchując,
    Godzi w nas,
    przeto nie uwierzę nigdy,
    Iżem gdziekolwiek jest[2] osamotniony,
    Gdzie krzewy trwają oraz kwiaty, nawet
    Najbardziej niemy głaz, drobniutki obłok
    Lekko się chwieje w oddali: być może,
    Prawie na pewno, stwór bardziej przeźroczy,
    Niźli sam Ariel[3], za plecami mymi
    Igra, powietrznie zwodząc; nie zaprzeczysz,
    Iż między tobą i niejednym stworem
    Przymierze było splątane w ogniwa,
    Ach! i wiosenna łąka, spójrz, uśmiechem
    Wabiła ciebie, jako śmiechem kusi
    Kobieta tego, któremu noc odda!
    Mniemałem, skargę iż wzniosę o ciebie,
    A warga moja ocieka słowami,
    Które obrzmiałe są pjanym[4] zachwytem:
    Tedy nie godzi się pozostać tutaj.
    Trzy razy laską uderzę w tę deskę,
    Namiot wypełnię postaciami ze snu,
    Olbrzymie brzemię narzucę ci smutku,
    Ciężar, pod którym stąpać będziesz chwiejnie,
    Aby zaszlochał każdy i by odczuł,
    Jaka działaniom naszym przymieszana
    Jest melancholia.
    Niech gra wam ukaże
    Godzinę trwogi w głębi lśniącej lustra
    I mistrza ponad wszystkich mroczne słowo
    Niechaj widmowe wypowiedzą usta!

    Przypisy

    [1]

    najada (mit. gr.) — nimfa wodna. [przypis edytorski]

    [2]

    iżem gdziekolwiek jest — że gdziekolwiek jestem. [przypis edytorski]

    [3]

    Ariel (mit.) — anioł a. demon występujący w Starym Testamencie. [przypis edytorski]

    [4]

    pjany (daw.) — pijany. [przypis edytorski]

    Close
    Please wait...
    x