Wolne Lektury potrzebują pomocy...


Potrzebujemy Twojej pomocy!

Na stałe wspiera nas 376 czytelników i czytelniczek.

Niestety, minimalną stabilność działania uzyskamy dopiero przy 1000 regularnych darczyńców. Dorzucisz się?

Tak, dorzucę się do Wolnych Lektur!
Tym razem nie pomogę, przechodzę prosto do biblioteki
Znajdź nas na YouTube

Audiobooki Wolnych Lektur znajdziesz na naszym kanale na YouTube.
Kliknij, by przejść do audiobooków.

x

Spis treści

    1. Grób: 1
    2. Pamięć: 1
    3. Przyjaźń: 1
    4. Tęsknota: 1
    5. Żałoba: 1

    pisownia łączna / rozdzielna: zwolna > z wolna

    pisownia joty: symfonji > symfonii; Arjel > Ariel

    fleksja: memi > mymi

    Hugo von HofmannsthalIn memoriam Böcklinatłum. Stefan Napierski

    (Ostatnie takty symfonii, występuje Prolog, za nim dwaj dźwigają opuszczone żagwie. Jest to młodzieniec w stroju wenecjanina, w szatach żałobnych.)
    Muzyko, zmilknij! Oto scena moja,
    I wzniosę skargę, bowiem mi przystoi!
    Młodzieńcom czasu tego jego soki
    Do żył spływają; Żałoba, Przyjaźń, Tęsknota, Gróbów, co ku mnie patrzy
    Z cokołu, był mej duszy miłym druhem!
    O, jakże zbraknie mi jego dobroci,
    W czasie tym bowiem wiele jest ciemności,
    I jako łabędź, stwór płynący błogo,
    Z najady[1] białych ściekających palców
    Na podobieństwo pocałunku pokarm
    Chwyta, tak w mrocznych chyliłem godzinach
    Wargę nad jego dłońmi, by nasycić
    Duszę pokarmem: był nim sen głęboki.
    Twój wizerunek jeno w liść uwieńczę,
    A tyś mi obraz przyozdobił świata!
    I urok wszelkich rozkwitłych gałązek
    Przewyższył takim blaskiem pałającym,
    Żem walił się na ziemię, upojony,
    I czuł w zachwycie, jak opada szata
    Z wolna i stromo, o, lśniąca Naturo!
    Czy słyszysz, przyjacielu? Nie zapragnę
    Na wszystkie strony rozsyłać heroldów,
    By wykrzyczeli twe imię na wiatry,
    Jak kiedy króle mrą: umierający
    Swym spadkobiercom zostawiają diadem,
    PamięćPogłos imienia na mogiły płycie.
    Tyś nadto wielki był czarodziej, twoja
    Widzialność porzuciła nas, a przecie
    Nie wiem, co tam i ówdzie pozostało,
    Potęgą zatajoną i żyjącą!
    Mroczną źrenicą z ponocnego nurtu
    Na brzeg się dźwiga wilgotny — lub ucho
    Kosmate spoza bluszczów, nasłuchując,
    Godzi w nas,
    przeto nie uwierzę nigdy,
    Iżem gdziekolwiek jest[2] osamotniony,
    Gdzie krzewy trwają oraz kwiaty, nawet
    Najbardziej niemy głaz, drobniutki obłok
    Lekko się chwieje w oddali: być może,
    Prawie na pewno, stwór bardziej przeźroczy,
    Niźli sam Ariel[3], za plecami mymi
    Igra, powietrznie zwodząc; nie zaprzeczysz,
    Iż między tobą i niejednym stworem
    Przymierze było splątane w ogniwa,
    Ach! i wiosenna łąka, spójrz, uśmiechem
    Wabiła ciebie, jako śmiechem kusi
    Kobieta tego, któremu noc odda!
    Mniemałem, skargę iż wzniosę o ciebie,
    A warga moja ocieka słowami,
    Które obrzmiałe są pjanym[4] zachwytem:
    Tedy nie godzi się pozostać tutaj.
    Trzy razy laską uderzę w tę deskę,
    Namiot wypełnię postaciami ze snu,
    Olbrzymie brzemię narzucę ci smutku,
    Ciężar, pod którym stąpać będziesz chwiejnie,
    Aby zaszlochał każdy i by odczuł,
    Jaka działaniom naszym przymieszana
    Jest melancholia.
    Niech gra wam ukaże
    Godzinę trwogi w głębi lśniącej lustra
    I mistrza ponad wszystkich mroczne słowo
    Niechaj widmowe wypowiedzą usta!

    Przypisy

    [1]

    najada (mit. gr.) — nimfa wodna. [przypis edytorski]

    [2]

    iżem gdziekolwiek jest — że gdziekolwiek jestem. [przypis edytorski]

    [3]

    Ariel (mit.) — anioł a. demon występujący w Starym Testamencie. [przypis edytorski]

    [4]

    pjany (daw.) — pijany. [przypis edytorski]

    Close
    Please wait...