Wolne Lektury potrzebują pomocy...


Potrzebujemy Twojej pomocy!

Na stałe wspiera nas 435 czytelników i czytelniczek.

Niestety, minimalną stabilność działania uzyskamy dopiero przy 1000 regularnych darczyńców. Dorzucisz się?

Tak, dorzucę się do Wolnych Lektur!
Tym razem nie pomogę, przechodzę prosto do biblioteki
Ufunduj e-książki dla dzieciaków

Lektury szkolne za darmo dla każdego dzieciaka? To możliwe dzięki wsparciu darczyńców takich jak Ty! Kliknij i dorzuć się >>>

x
  1. Alkohol: 1
  2. Bogactwo: 1
  3. Bogini: 1 2 3
  4. Bóg: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13
  5. Brat: 1 2
  6. Broń: 1 2 3 4 5 6
  7. Chciwość: 1 2
  8. Cisza: 1
  9. Dar: 1 2 3 4
  10. Dom: 1
  11. Duch: 1
  12. Duma: 1 2
  13. Dziecko: 1
  14. Głupota: 1 2
  15. Gniew: 1 2 3
  16. Gość: 1 2
  17. Góra: 1
  18. Hańba: 1 2 3
  19. Historia: 1
  20. Honor: 1
  21. Kapłan: 1 2
  22. Kłótnia: 1 2
  23. Kondycja ludzka: 1 2 3 4 5
  24. Koń: 1 2 3 4 5
  25. Krew: 1 2 3
  26. Król: 1 2 3 4 5
  27. Krzywda: 1
  28. List: 1
  29. Los: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10
  30. Łzy: 1 2 3 4 5
  31. Małżeństwo: 1
  32. Matka: 1 2 3
  33. Mądrość: 1 2 3 4
  34. Mąż: 1 2
  35. Młodość: 1 2 3
  36. Modlitwa: 1 2 3 4 5 6 7 8 9
  37. Morze: 1
  38. Mucha: 1 2
  39. Niebezpieczeństwo: 1
  40. Niewola: 1 2
  41. Noc: 1
  42. Odwaga: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13
  43. Ofiara: 1 2 3 4
  44. Ogień: 1
  45. Ojciec: 1 2 3
  46. Ojczyzna: 1 2
  47. Oko: 1
  48. Omen: 1 2 3
  49. Opieka: 1
  50. Pamięć: 1
  51. Pies: 1
  52. Piękno: 1 2
  53. Piętno: 1
  54. Piorun: 1 2
  55. Pobożność: 1
  56. Pocałunek: 1
  57. Podstęp: 1 2 3 4 5 6 7
  58. Pogrzeb: 1 2 3
  59. Pojedynek: 1 2 3 4
  60. Polowanie: 1
  61. Pomoc: 1 2
  62. Posłaniec: 1
  63. Pozycja społeczna: 1 2
  64. Proroctwo: 1 2 3
  65. Przemijanie: 1
  66. Przyjaźń: 1 2 3 4
  67. Przysięga: 1 2
  68. Ptak: 1
  69. Rodzina: 1
  70. Rycerz: 1
  71. Sen: 1 2 3 4 5
  72. Sierota: 1
  73. Siła: 1 2
  74. Sława: 1 2 3
  75. Słowo: 1 2 3
  76. Starość: 1 2 3 4 5 6
  77. Strach: 1 2 3 4
  78. Syn: 1 2 3 4 5 6
  79. Sztuka: 1
  80. Śmiech: 1
  81. Śmierć: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19
  82. Śmierć bohaterska: 1 2 3
  83. Tchórzostwo: 1
  84. Tęsknota: 1
  85. Trup: 1 2 3 4
  86. Ucieczka: 1 2 3 4 5
  87. Uczta: 1 2
  88. Walka: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17
  89. Wino: 1
  90. Władza: 1
  91. Wojna: 1
  92. Wódz: 1
  93. Zaświaty: 1
  94. Zemsta: 1 2 3 4 5 6 7
  95. Zwierzę: 1
  96. Zwycięstwo: 1
  97. Żałoba: 1 2 3 4
  98. Żołnierz: 1
  99. Żona: 1 2 3

Tekst dostosowano do norm ortograficznych i interpunkcyjnych współczesnej polszczyzny. W szczególności dotyczy to przecinków oddzielających grupy imiesłowowe oraz pisowni zaimków (mię > mnie itp.). Wyjątek poczyniono dla przestarzałych form występujących w pozycji rymowej.

Ajas, Odyseusz lub król panujący Krecie
> Ajas, Odys albo król panujący Krecie (poprawka rytmu)

HomerIliadatłum. Franciszek Ksawery Dmochowski

Księga I

1
Gniew, KłótniaGniew Achilla[1], bogini[2], głoś, obfity w szkody,
Który ściągnął klęsk tyle na greckie narody,
Mnóstwo dusz mężnych wcześnie wtrącił do Erebu[3],
A na pastwę dał sępom i psom bez pogrzebu
5
Walające się trupy rycerskie wśród pola:
Tak Zeusa[4] wielkiego spełniała się wola
Odtąd, gdy się zjątrzyli sporem niebezpiecznym
Agamemnon[5], król mężów, z Achillem walecznym.
Kapłan, OjciecOd kogóż tej niezgody pożar zapalony?
10
Od Feba[6], co go Kronid[7] z pięknej miał Latony[8].
Gniewny na króla, wojsku straszną klęskę zadał,
Rozszerzył mór[9] w obozie, codziennie lud padał;
Mścił się, że był zelżony jego kapłan święty.
Przyszedł Chryzes[10], gdzie stały Achajów[11] okręty,
15
Świetną na okup córki przynosząc ofiarę,
A w ręku mając berło i Feba tiarę[12];
Prosił Greki o litość na ojcowskie bóle:
Najbardziej zaś Atrydy[13], dwa narodów króle:
— «Atrydowie i Grecy! Niech wam dadzą bogi
20
Dobyć miasta Pryjama[14], w swoje wrócić progi!
Lecz pomni na łuk Feba[15] strzelający z góry,
Weźcie okup, nie przeczcie[16] ojcu jego córy[17]!
Rzekł. W Grekach szmer przyjazny oznaczał ich zgodę,
Aby uczcić kapłana i przyjąć nagrodę;
25
Nie przypadła królowi do serca ta mowa,
Więc go puścił z obelgą, przydał groźne słowa:
— «Znidź[18], naprzykrzony starcze, z oczu moich pręcej[19],
Nie waż bawić się dłużej ani wracać więcej!
W tiarze, w berle słaba dla ciebie zasłona.
30
NiewolaChyba mi starość córkę twoją wydrze z łona;
Od swych daleko, w Argos[20] na zawsze osiędzie,
Tam wełnę tkać i łoże moje dzielić będzie.
Pójdź precz! Ani mnie gniewaj, żebyś został cały!
Rzekł król; Kapłan, Bóg, Zemstazaląkł się starzec i odszedł struchlały.
35
Szedł cicho ponad morze, gdzie huczały fale,
A gdy już był daleko, wynurzył swe żale
I syna pięknowłosej tak prosił Latony:
— «Boże! Którego Chryza doznaje obrony,
Smintejczyku[21]! Co strzałę wypuszczasz daleką,
40
Co masz Tened[22] i Killę[23] pod możną opieką:
Jeśli wieńcami twoje zdobiłem kościoły,
Jeślim ci na ofiarę bił kozły i woły,
Niech prośba ta od ciebie będzie wysłuchana:
Zemścij się łukiem twoim obelgi kapłana».
45
ŚmierćLedwie skończył, modlitwa doszła ucha Feba;
Wysłuchał go łaskawie, zstąpił gniewny z nieba
Z łukiem swoim, z kołczanem; na ramionach strzały
W bystrym biegu strasznymi szczęki[24] przerażały.
Idzie jak noc posępny; siadł z dala, łuk spina:
50
Leci strzała i świszcząc powietrze rozcina.
Okropnym brzmiąc łuk jękiem psy strzela i muły;
Wnet zgubne jego razy Achaje poczuły:[25]
Palą się bezprzestannie[26] smutne trupów stosy.
Przez dziewięć dni na wojsko śmiertelne szły ciosy,
55
Dziesiątego Achilles cały lud zwoływa[27],
Bo tę myśl w piersi Hera[28] wlała mu życzliwa,
Bolesna, widząc swoich Achajów zagładę.
Zatem, gdy się na walną[29] zgromadzili radę,
Mężny Achilles tymi zaczął mówić słowy:
60
— «Teraz bardzo się lękam, synu Atrejowy[30],
Abyśmy, obłąkani[31] wpośród morskich brodów,
Nie musieli powracać do ojczystych grodów,
Jeżeli tu na zawsze nie zamkniem powieki,
Bo i wojna okrutna, i mór niszczy Greki.
65
Niech wieszcz[32] lub kapłan powie, skąd ta chłosta sroga,
Albo snów tłumacz wierny — wszakże sny od boga?
Niechaj powie, dlaczego Feb[33] naszej chce zguby:
Czy go niedopełnione obrażają śluby?
Czyli[34] stąd, że świętego stugłowu[35] nie bierze?
70
Bijmy owce i kozy dla niego w ofierze,
Aby ubłagan wstrzymał ten mór niebezpieczny»
To powiedziawszy usiadł Achilles waleczny.
Wstał Testora syn, Kalchas, pierwszy w swym urzędzie:
Zna, co jest, zna, co było, zna nawet, co będzie;
75
Mądry i duchem wieszczym od Feba natchnięty,
On do Troi achajskie prowadził okręty.
Więc tak na radzie głosem roztropnym opiewa:
— «Chcesz, bym wyrzekł, dlaczego na nas Feb się gniewa,
Feb, którego łuk srebrny zgubne strzały niesie?
80
Ja powiem, lecz przysięgą zaręcz, Achillesie,
Że mi słowy i ręką dasz potrzebne wsparcie,
Bo widzę, jak się na mnie rozgniewa zażarcie
Mąż, któremu nad sobą władzę Grecy dali.
A gdy król na słabego gniewem się zapali,
85
Chociaż się na czas wstrzyma, w razie nie zaszkodzi,
Znajdzie potem sposobność i zemście dogodzi.
Uważ[36] więc, czyliś zdolny ocalić mą głowę».
Achilles odpowiedział na tę wieszczka mowę:
— «Co tylko wiesz, mów śmiało! Bo na Apollina
90
Przysięgam, Zeusowi najmilszego syna,
Którego ty świętości trzymając na pieczy,
Z daru jego zwiastujesz przyszłe Grekom rzeczy;
Przysięgam, póki widzę to światło na niebie:
Żaden się z Greków skrzywdzić nie odważy ciebie,
95
Ani sam Agamemnon. Nic to nie przeszkadza
Prawdę wyrzec, że jego najwyższa dziś władza».
Ośmielił się tym wieszczek: «Ani dla[37] ofiary,
Ani dla ślubów — rzecze — zesłane są kary;
Wzgarda świętego sługi ściągnęła tę stratę.
100
Nie chciał wydać król córki, odrzucił zapłatę,
Dlatego między nami zaraza się szerzy,
I nie wprzódy się w swoim gniewie Feb uśmierzy,
Aż król powróci zdobycz, którą dotąd trzyma.
I darmo odda brankę z czarnymi oczyma.
105
Gdy do Chryzy poślemy jeszcze stugłów święty,
Może się da złagodzić dla nas bóg zawzięty».
Skończywszy usiadł Kalchas. Natychmiast powstanie
Trzymający szerokie Atryd panowanie,
Straszliwie pomieszany, gniew mu wnętrze ściska,
110
A oko rozpalone żywym ogniem błyska;
I rzekł, krzywym rzucając na Kalchasa wzrokiem:
— «Zawsze ty, widzę, jesteś nieszczęścia prorokiem
I nic nie umiesz dla mnie zwiastować przyjemnie;
Każdy twój czyn i wyraz serce rani we mnie.
115
Teraz nawet rozgłaszasz pomiędzy Achiwy[38],
Iż dlatego zarazą Feb ich trapi mściwy,
Żem zatrzymał dziewicę, okupem wzgardziłem.
Posiadanie tej branki bardzo mi jest miłem,
Byłaby moją w domu pociechą jedyną,
120
Większą niż Klitajmestra[39], którąm wziął dziewczyną.
Wyrówna jej rozumem moja niewolnica
I sercem, i przemysłem[40], i pięknością lica.
Ale gdy trzeba, ojcu wracam ją do ręki,
Bo wolę całość ludu nad jej wszystkie wdzięki.
125
Tylko mi tę osłodźcie stratę, przyjaciele:
Godziż się, bym szkodował sam jeden tak wiele?
Wszakże wszyscy widzicie, co mi z rąk wypada».
Na to Pelid[41] waleczny tak mu odpowiada.
— «Atrydo, jakżeż razem[42] i dumny, i chciwy!
130
Tobież łupu szlachetne odstąpią Achiwy?
Ja nie wiem, jeśli jakie łupy gdzie złożono:
Co z miast było wziętego, to już podzielono;
Wracać nazad[43] i znowu dzielić nie przystoi.
Ale kiedy przemożnej dobędziemy Troi,
135
Wróć tylko brankę bogu, za dzisiejszą stratę
Potrójną i poczwórną odbierzesz zapłatę».
Chciwość— «Luboś[44] mądry, nie zdołasz tego wmówić we mnie
Rzekł król — i chcesz mnie słowy podchodzić daremnie,
Oddawszy moją brankę, będęż smutny siedzieć,
140
Gdy ty cieszysz się twoją? Oddam, lecz chcę wiedzieć,
Czyli tę stratę Grecy nagrodzą mi równie;
Jeśli nie chcą nagrodzić, sam wezmę gwałtownie…
Ale się w innej o tym naradzimy porze.
Teraz okręt na wielkie wyprowadźmy morze
145
I zbierzmy zdolne majtki do takiej wyprawy,
Brankę wsadźmy z ofiarą stugłowną do nawy[45].
Pierwsi z wodzów tę podróż na siebie weźmiecie;
Ajas, Odys, albo król panujący Krecie,
Lub jeśli tak rozkażę, najstraszniejszy z ludzi,
150
Pelid się tą usługą dla Greków potrudzi.
Pewnie[46] bóg zagniewany, który mściwie strzela,
Tą ofiarą się zmieni dla nas w przyjaciela».
Na to strasznie zapalon Achilles zawoła:
— «O łakomco! O człeku bezwstydnego czoła!
155
Któż z Greków chętnie twoje spełni rozkazanie?
Kto pójdzie na wyprawę? Na czele wojsk stanie?
Nie z mojej ja przyszedłem pod Troję przyczyny,
Ród ten przeciw mnie żadnej nie popełnił winy;
Do owoców mej ziemi nie ściągnęli dłoni,
160
Nie tknęli się trzód moich, nie zabrali koni,
Najmniejszej w żyznej Ftyi nie zrobili szkody;
Dzielą mnie od nich wielkie i góry, i wody.
AlePozycja społeczna z tobą-śmy przyszli z odległych stron świata,
Czci twojej nasługiwać, mścić się krzywdy brata.
165
Bezczelniku z psim okiem[47]! Nie znasz tej usługi!
Jeszcze mi to chcesz wydrzeć, com wziął za znój długi
I co mi zgodnie greckie przyznały narody!
Dotąd ja równej z tobą nie miałem nagrody.
Gdy po dobyciu miasta wojsko łup rozbiera,
170
Na moich barkach ciężar wojny się opiera,
Lecz kiedy podział przyjdzie, lepsza część dla ciebie,
A ja — upracowany, zemdlony w potrzebie,
Z małą cząstką na okręt idę z bojowiska.
Do Ftyi, do mojego powracam siedliska,
175
Gdy nie masz moich zasług, śmiesz zdobycz wydzierać;
A nie wiem, czy beze mnie będziesz łupy zbierać«.
Jemu król Agamemnon, równym gniewem zdjęty:
— «Jedź, gdy ci się podoba, spychaj twe okręty!
Czyż to na tobie jednym los Grecyji stoi?
180
Mam drugich, co się zemszczą mej krzywdy na Troi,
A najskuteczniej Kronid panujący w niebie.
Z wszystkich królów najbardziej nienawidzę ciebie…
Idź, rządź Myrmidonami, nie mną, człeku hardy:
Gniewy twoje niczego nie warte prócz wzgardy.
185
Chciwość, DumaLecz wiedz: gdy Feb ode mnie Chryzeidę bierze,
Dam rozkaz, niech ją moi odwiozą żołnierze,
A za to się do twojej posunę nagrody:
Bryzeidę ci wezmę z pięknymi jagody[48],
Byś znał, żem jest mocniejszy. Drugich strach ogarnie,
190
Widząc, że mi się równać nie można bezkarnie».
GniewNa te słowa okrutnie Pelid rozjątrzony,
Niepewny, na obiedwie nachyla się strony:
Czy usunąwszy drugich w Atryda uderzyć,
Czy lepiej gniew powściągnąć i zapał uśmierzyć.
195
Gdy się na obie strony chwieje myśl wątpliwa,
W zapale z pochew miecza strasznego dobywa:
BoginiWtem z nieba z Hery przyszła Pallada[49] przysługi,
Bo równie jej był miły jak jeden, tak drugi.
Z tyłu lekko za włosy pociąga rycerza,
200
Niczyim, jego tylko oczom się powierza.
Zląkł się Pelid, gdy spojrzał za siebie zdumiały,
Widzi Palladę: oczy jej groźnie iskrzały;
I rzecze: «Wielka córo pana błyskawicy,
Po cóżeś to z niebieskiej nadeszła stolicy?
205
Czy widzieć, jaką Atryd obelgę mi czyni?
Oświadczam ci, bo tego dokażę, bogini,
Że dłoń ta wnet za dumę duszę mu wywlecze».
A na to modrooka Pallada tak rzecze:
— «Przyszłam gniew twój uśmierzyć z woli Zeusa żony:
210
Jej Achilles, jej Atryd równie ulubiony.
Nie ruszaj miecza, do krwi nie chciej się zapędzać;
Ale słów obelżywych możesz nie oszczędzać.
Wierz mi, bo to być musi, że dla tej ofiary
Trzykroć będziesz drogimi nagrodzony dary;
215
Tylko bądź nam posłuszny, gniew uhamuj srogi».
A Palladzie Achilles mówi prędkonogi:
Bóg— «Choć cały gniewem pałam, lecz rozum ostrzega,
Iż ten błądzić nie może, kto bogom ulega;
Kto na rozkazy bogów nie zatyka ucha,
220
Tego wzajem łaskawe niebo chętniej słucha».
To wyrzekłszy, przestaje na Pallady radzie,
Powściąga silną rękę i miecz w pochwy kładzie;
A bogini, poselstwo odprawiwszy swoje,
Do bogów spieszy, w górne Zeusa pokoje.
225
Lecz Pelid jeszcze gniewy straszne w sercu warzy
I rzecze, dla Atryda nie szczędząc potwarzy:
— «Z psim okiem, z łani sercem, bezecny opoju,
Wziąłżeś broń, prowadziłżeś lud śmiało do boju?
Poszedłżeś na zasadzki, gdy szły inne wodze?
230
Nigdy! Drżałeś ze śmiercią spotkać się na drodze.
Lepiej dumną w obozie władzę rozpościerać,
A kto ci się sprzeciwi, temu łup wydzierać.
Nad podłymi panujesz, ludożerco, tłumy;
Inaczej już byś zgonem przypłacił twej dumy.
235
PrzysięgaAle ja ci przysięgam teraz uroczyście,
Przez to berło, co więcej nie odrośnie w liście,
Bo kiedy je raz na pniu ostry topór przytnie,
Żywne straciwszy soki, więcej nie zakwitnie,
A dziś je w ręku greccy monarchowie noszą,
240
Którzy święte wyroki prawa ludom głoszą;
Przysięgam ci największą przysięgą na świecie:
Wzywać Achilla Grecy, lecz próżno będziecie!
A ty się dręcząc w sobie nie dasz im pomocy,
Gdy ich do wiecznej Hektor zacznie wtrącać nocy.
245
Zgryzą cię trojańskiego postępy oręża,
Że najwaleczniejszego nie uczciłeś męża».
To powiedziawszy, przodków berło znakomite,
Berło świetnie złotymi gwoździami nabite,
Rzuca gniewny na ziemię i na miejscu siada.
250
Równie się Agamemnon na niego rozjada.
Starość, Mądrość, KłótniaWtem władca pylijskiego powstaje narodu,[50]
Z ust jego słodsze płyną wyrazy od miodu.
Dwa pokolenia Pylów zamieszkały ziemię,
Jak żył, a teraz trzecie ludzi rządzi plemię.
255
W te rzekł słowa, rozumu wielkiego tłumacze:
— «O, jak Achajów ziemia gorzko dziś zapłacze!
Jak się z tej uradują Trojanie nowiny,
Jak ucieszy się Pryjam i Pryjama syny,
Gdy usłyszą, że zgubną ci zjątrzeni zwadą,
260
Którzy innym przodkują i męstwem, i radą!
Lecz starca głos niech w młodszych winną[51] baczność wzbudzi,
Bom ja większych przed laty widział od was ludzi,
A lekce mojej rady nie ważyli przecie.
Nigdym takich nie widział, ni ujrzę na świecie,
265
Jakim był silny Dryjant, Kajnej nieśmiertelny,
Pejrytoj i Eksadios, i Polifem dzielny[52]
Mężni sami, z mężnymi chodzili za barki,
Centaurom, gór mieszkańcom, dumne starli karki.
Z nimi od młodu moje bywały zabawy,
270
Gdy mnie z Pylos do spólnej wezwali wyprawy,
I jam walczył, jak siły pozwalały moje;
Z dzisiejszych nikt by z nimi nie wyszedł na boje.
Tak wielcy, a młodego przyjmowali rady:
I dla was będzie lepiej wstępować w ich ślady.
275
Ty, choć możny, nadobną zostaw mu dziewicę,
Niech ma dar, którym uczcił Grek jego prawicę;
A ty, Achillu, z królem nie bądź tak gwałtowny,
Bo mu żaden ze wszystkich królów nie jest rowny.
Jeżeliś ty dzielniejszy, żeś synem bogini,
280
Jego możniejszym władza obszerniejsza czyni.
Atrydo, głos pokoju między was przynoszę:
Złóż gniew na Achillesa, ja cię o to proszę;
W nim jest obrona floty, w nim wojska podpora».
Agamemnon w te słowa rzecze do Nestora:
285
Duma— «Zacny starcze! Szanuję mądrą twoją mowę,
Lecz nad wszystkich ten człowiek chce wynosić głowę;
On by rad[53] sobie władzę najwyższą przywłaszczył,
A któż będzie tak niski, by się przed nim płaszczył?
Jeżeli mu zaś dzielność nadał bóg odwieczny,
290
Czyż przeto[54] mu pozwala, by tak był złorzeczny?
Przerwał mu Pelid mowę i obelg nie skąpił:
— «Ostatni byłbym z ludzi, gdybym ci ustąpił…
Co ci powiem, to w żywej zachowaj pamięci:
BrońDla[55] branki walczyć bronią wcale nie mam chęci
295
Ni z tobą, ni z innymi Greków rycerzami,
Choć bierzecie dar, który przyznaliście sami;
Ale co na okręcie moim jest w ładunku,
Nic do twego nie możesz podciągnąć szalunku.
Odważ się tylko na to: całe wojsko zoczy[56],
300
Że ta włócznia wnet czarną krew z ciebie wytoczy».
Tak w szkodliwej obadwa rozjątrzeni zwadzie
Powstali, czyniąc koniec narodowej radzie.
Pelid gniewny pod swoje udał się namioty,
Z nim Patrokl[57] nieodostępny i tesalskie roty.
305
Atryd zaś okręt spycha, żagle rozpościera,
Kładzie ofiarę, majtków dwudziestu wybiera,
I śliczną Chryzeidę prowadzi do nawy[58]:
Mądry Odyseusz wodzem został tej wyprawy.
Ci mokrą płyną drogą, wiatry w żagle świszczą.
310
Król nakazał obmycie[59]; więc ludy się czyszczą,
Rzucając wszystko w morze, co brudnego zmiotą;
Potem się zaraz świętą zajmują robotą,
Biją byki i kozy na uczczenie Feba:
Skwarzy się tłustość, dymy się wznoszą do nieba.
315
Gdy tak lud ofiarami błagał Apollina,
Agamemnon się srożył na Peleja syna
I chcąc dokonać swoich zapowiedzi groźnych,
Mówił do Eurybata i Taldyba, woźnych:
Posłaniec— «Do Achilla namiotu śpiesznym idźcie krokiem
320
I przywiedźcie tu jego brankę z czarnym okiem.
Jeśli nie da, sam wezmę, gdy tam z wielą przydę[60],
A to większą mu sprawi boleść i ohydę».
Tak zalecił, groźnymi rozwodząc się słowy.
Struchleli biedni ludzie na rozkaz takowy,
325
Idą powoli, ciężkim ściśnięci kłopotem.
Siedzącego zastają wodza pod namiotem;
Achilles ich spostrzegłszy zasmucił się srodze;
Ci, króla czcią przejęci, w wielkiej byli trwodze,
Stali cicho, ni w jednym wyrzekli co słowie.
330
Poznał rycerz ich trudność, więc pierwszy tak powie:
— «Witajcie woźni, bogów i śmiertelnych posły!
Przystąpcie. Wy nie winni, lecz Atryd wyniosły;
Do niego ja, nie do was, mam żalu przyczynę.
Pójdź, kochany Patroklu, wydaj im dziewczynę!
335
Weźcie ją, ale bądźcie świadki nad mym bólem
Przed niebem i przed ziemią, i przed srogim królem:
Będzie kiedyś dla Greków Achilles potrzebny…
Złym tylko chuciom służy ten człowiek haniebny:
Z przeszłych on rzeczy wnosić przyszłości nie umie
340
I gubi Greki, głupiej dogadzając dumie».
Natychmiast wierny Patrokl z miejsca swego wstaje,
Ślicznego lica brankę posłańcom oddaje;
Wracają się pod namiot Atryda szeroki,
Z nimi niewiasta idzie niechętnymi kroki.
345
Matka, SynOdchodzi od swych Pelid i łzy hojne toczy,
Z dala siada na brzegu, w morze wlepia oczy
I wyciągnąwszy ręce, tak matkę zaklina:
— «Gdyś mnie krótkiego życia dała na świat, syna,[61]
Matko! Przynajmniej Kronid[62], co piorunem włada,
350
Niechaj mi sławne imię i wielką cześć nada;
Lecz nie znam jej, gdy Atryd[63] zdobycz gwałtem bierze,
Którą mi zgodnie greccy przyznali rycerze».
To mówiąc, łzy wylewa rzęsistym potokiem.
Siedząc w morzu, pod ojca podeszłego bokiem,
355
Słyszy te żale matka[64], na kształt mgły wychodzi,
Tuż siada, ręką głaszcze i jęki łagodzi.
— «Czego płaczesz? Skąd, synu, boleść masz tak wielką?
Powiedz i nic nie zataj przed twą rodzicielką».
A na to Pelid rzecze westchnąwszy serdecznie
360
— «Na cóż ci to powiadać, co wiesz dostatecznie…
Więc, matko, wesprzyj syna! Śpiesz do górnych progów.
Opowiedz krzywdę panu i ludzi, i bogów,
Jeśliś na jego dobre zasłużyła chęci.
Com słyszał w domu ojca, mam dotąd w pamięci,
365
Że od ciebie Zeusa wyszła raz obrona;
Bo gdy spisek Pallady, Hery, Posejdona
Dążył na to, by w więzy ująć go haniebne,
W tak złym razie tyś wsparcie dała mu potrzebne:
Sturęcznegoś do nieba wezwała olbrzyma,
370
Który imię u ludzi Ajgajona trzyma,
W niebie zaś Bryjareja dają mu nazwisko.
Silniejszy on od ojca[65]. Kiedy usiadł blisko
Przy panu nieśmiertelnych w straszliwej postawie,
Zlękłe bogi przestały o złej myśleć sprawie.
375
Wspomnij mu to, kolana w czułej ściskaj dłoni,
Żebraj, aby trojańskiej dopomagał broni;
Niech bije Greki, do naw odeprze ze stratą,
Niech widzą, co mądrości ich króla zapłatą,
I niechaj Atryd swego pożałuje błędu,
380
Że dla najdzielniejszego męża nie miał względu».
A Tetys[66] na to, łzami zalawszy się cała:
— «Na com cię nieszczęśliwym losem wychowała!
Obyś przynajmniej siedział w nawie bez boleści!
Lecz i w ciasnym obrębie wyrok dni twe mieści,
385
I zrządza ci na ziemi najnędzniejsze bycie!
Jakżem ci, synu, smutnym losem dała życie!
Wstąpię na Olimp górny, przed Zeusem stanę,
Powiem, jak srogą na czci odebrałeś ranę
Może na prośby moje łaskawie się skłoni.
390
Ty gniewny siedź u floty, nie bierz się do broni.
Wczoraj opuścił Kronid złote nieba progi[67],
Poszedł poza ocean, a z nim inne bogi,
By w uczcie towarzyszył Etyjopom czystym[68];
Za dwanaście dni będzie w swym domu wieczystym
395
Wtedy spieszę do niego, ścisnę mu kolana;
Spodziewam się, że będę w prośbie wysłuchana».
To rzekłszy znikła, w smutku zostawiając syna,
Że mu wzięta niesłusznie prześliczna dziewczyna…
Zagniewany Achilles o dziewicy wzięcie,
400
Nigdzie nie wyszedł, siedział na swoim okręcie;
Nikt go nie widzi w boju, nikt w radzie nie słyszy,
Lecz w smutku pogrążony za bitwami dyszy.
Gdy przeszło dni dwanaście, nieśmiertelne bogi
W niedostępne Olimpu wracają się progi,
405
Kronid[69] przodkuje[70] wszystkim do górnej stolicy.
Śmierć, Sława, MatkaTetys, pomna synowi danej obietnicy,
Zostawia ojca, rzuca niezgłębione morze,
I do nieba o rannej dostaje się porze.
Kronida, który grzmiące pioruny zapala,
410
Na wierzchołku Olimpu był od bogów z dala.
Siada przed nim bogini z pokorną postawą,
Ręką lewą kolana, brodę ściska prawą
I rzecze: «Bogów ojcze, jeślim kiedy ciebie
Lub uczynkiem, lub słowem ratowała w niebie,
415
Skłoń ucho na me prośby, pamiętny przysługi:
Daj cześć synowi memu, gdyś wiek dał niedługi!
Widzisz, jako nad ciężką obelgą łzy roni:
Wydarł mu gwałtem Atryd owoc dzielnej dłoni;
Ale ty go przynajmniej uczcij, mądry boże,
420
Niech ręka twoja w bitwach Trojany wspomoże,
Niech górują nad Greki, odnoszą zwycięstwa,
Aż póki ci nie uczczą mego syna męstwa».
Nic na to chmurowładca Kronid nie odpowie,
Milcząc, całą tę sprawę waży w swojej głowie;
425
Tetys, jak go ujęła, tak się kolan trzyma,
I tak z rozrzewnionymi powtarza oczyma:
— «Odmów mi, albo przyzwól i zaręcz wyraźnie!
Czyż jakie na Zeusa padają bojaźnie?
Niech wiem, czym sama z bogiń okryta pogardą».
430
Kronid ciężko westchnąwszy: «Prosisz o rzecz twardą.
Jakie troski dla mojej stąd wynikną głowy!
Na niepokój mnie, córko, narażasz domowy:
Znowu się będzie trzeba z małżonką ucierać,
A i tak mi wyrzuca, żem Troję rad wspierać.
435
Idź, by cię nie postrzegło zazdrosne jej oko!
PiorunProśbę twoją mam w sercu wyrytą głęboko.
Skłonię głową, byś pewna była mojej chęci;
Tej na stwierdzenie słowa używam pieczęci,
Przed bogi i przed ludźmi znak ten jest konieczny».
440
To wyrzekł i brwi zmarszczył niebios pan odwieczny:
Podniosły się na głowie nieśmiertelnej włosy,
Wstrząsł się Olimp i całe zadrżały niebiosy.
Gdy takie zaręczenie od Zeusa zyska,
Tetys idzie do swego w głębi wód siedliska,
445
On do swego pałacu. Wstają wszystkie bogi
I zabiegają ojcu swemu na pół drogi;
Nikt na miejscu nie został, cała niebian rzesza
Na powitanie władcy piorunu pospiesza.
ŻonaSkoro tylko pan bogów na swym zasiadł tronie,
450
Zdało się podejrzliwej dokuczyć mu żonie;
Postrzegła, że z nim Tetys ciche miała rady,
Takie zatem z Kronidą rozpoczyna zwady:
— «Z kimżeś to, obłudniku, rozmawiał dziś w niebie?
Beze mnie radzić skrycie rozkoszą dla ciebie.
455
Zawsze lubisz przed żoną chować sekret ścisły
I nigdy nie powiadasz, jakie twe zamysły».
— «O wszystkich — rzekł bóg — rzeczach być uświadomioną
Zbytni ciężar dla ciebie, choć mi jesteś żoną;
Jednakże, co ciekawość twoją słusznie budzi,
460
To pierwsza wiesz ode mnie i z bogów, i z ludzi;
Lecz, co sam radzę, bogom nie myśląc powiadać,
O to próżno nie pytaj, tego nie chciej badać».
Na to Hera, wielkimi oczyma wspaniała:
— «Twardy Kronosa synu, cóżem usłyszała?
465
Nigdym ci nie jest przykra, słusznie się tym szczycę,
Że nie chcę wglądać w żadną twoją tajemnicę.
Ta zaś troskliwość moja z tego idzie źródła,
Czy cię córka morskiego starca nie uwiodła.
Bo dziś przyszła do ciebie, ściskała kolana,
470
I podobno już w prośbach swoich wysłuchana:
Jej syna czci, a Greków klęski nic nie zwlecze».
Na to piorunowładca do Hery tak rzecze:
— «Płoche[71] twe podejrzenia są dla mnie zwyczajne,
Jednak ci niedostępne moje myśli tajne.
475
Nienawiść tylko męża odnosisz w korzyści,
Choćbyś zgadła mój wyrok. Co chcę, to się ziści.
Siedź i skromnie się moim powoduj[72] rozkazem,
Bo cię tu nie zasłonią wszystkie bogi razem
Od strasznego tej ręki ogromnej zamachu».
480
Tak rzekł; umilkła Hera i drżała ze strachu;
Musi ulec mężowi niezgięta jej dusza,
Lecz wszystkich bogów czułość jej zmartwienie wzrusza.
Zatem Hefajst[73], Olimpu sławny budowniczy,
Miłą matkę pociesza w tak ciężkiej goryczy:
485
— «Jak to nas wszystkich smuci, jak dotkliwie boli,
Że niebo się poróżnia dla śmiertelnych doli.
Gdy się przykra niezgoda samych bogów ima[74],
Znikną uczty, rozkosze, złe górę otrzyma.
Matce radzę, choć sama sobie radzić zdolną,
490
By na Zeusa była rozkazy powolną[75]:
Bo kiedy w gniew nasz ojciec rozjątrzony wpada,
Cała się dla niebianów zepsuje biesiada.
Gdyby chciał, jak jest mocny, ten wielki pan gromu,
Wszystkich by nas wytrącił z niebieskiego domu.
495
Matko! Ujmij go wdzięcznie, a spojrzy wesoło
I okaże pogodne Olimpowi czoło».
To powiedziawszy Hefajst z miejsca swego wstaje,
Bierze okrągłą czarę, matce ją podaje
I rzecze: «Znoś to, matko, lubo[76] ci nie miło,
500
Żebyć się co gorszego jeszcze nie zdarzyło;
Gniewy jego złagodzi twa powolność[77] wczesna[78].
Jakby dla syna twego była rzecz bolesna,
Nie mogąc dać ci wsparcia, patrzeć na twe jęki:
Trudno wytrzymać siłę Zeusowej ręki.
505
Nigdy mi ten przypadek nie wyjdzie z pamięci:
Gdym cię raz przeciw jego chciał wesprzeć niechęci,
Porwał za nogę, rzucił z niebieskiego gmachu,
Zaledwie ze mnie dusza nie wyszła z przestrachu;
Leciałem przez dzień, w wieczór upadłem na Lemnie,
510
Tam Syntyjowie ducha obudzili we mnie».
Tę Hefajst o przypadku swoim powieść czyni.
A na to z białą dłonią śmieje się bogini
I z uśmiechem odbiera czarę z ręki syna.
On zaś od prawej strony obdzielać zaczyna
515
Słodkim nektarem nieba wysokiego panów,
Który czerpa obficie z poświęconych dzbanów.
Śmiały się, pijąc nektar, do rozpuku bogi,
Że im służył tak grzecznie Hefajst krzywonogi.
Stół do zachodu słońca zasiadają wkoło,
520
Jedzą smacznie i piją, bawią się wesoło:
Apollo na formindze[79] gra, muz chór dobrany
Słodkimi wyśpiewuje głosy na przemiany.
Gdy słońce świetną głowę skryło w oceanie,
Każdego boga własne przyjmuje mieszkanie:
525
Bo w Olimpie ma każdy z bogów pałac złoty,
Cudownej przemyślnego Hefajsta roboty.
Kronid także tam idzie, gdzie swój umysł boski
Snem zasila, wielkimi zmordowany troski.

Księga II

Inni spali bogowie i ziemscy rycerze,
530
Oczu tylko Zeusa sen słodki nie bierze,
Ale noc nad tym całą przemyśla troskliwy,
Jak by Achilla uczcić, a zgnębić Achiwy[80].
Mniema, iż tak dokaże, czego sobie życzy,
Gdy na Agamemnona ześle Sen[81] zwodniczy;
535
Więc się do niego w prędkich słowach tak odzywa:
— «Idź, gdzie achajska flota brzeg cały okrywa.
Gdy wejdziesz w namiot króla, rozciągnion obszernie,
Opowiedz mu, co mówię, a opowiedz wiernie:
Niech bez odwłoki wiedzie do boju lud zbrojny,
540
Bo przyszła Trojan zguba i kres długiej wojny.
Niezgodne przedtem bogi w jednym zdaniu stoją,
Wszystkie Hera[82] skłoniła; złe wisi nad Troją».
Sen, WładzaTo skoro wyrzekł Kronid[83], Sen boski odchodzi,
Szybkim spiesząc polotem do Achajów łodzi;
545
Zaraz do królewskiego namiotu przybywa.
Atryd[84] w łożu spoczynku słodkiego używa:
Stanął nad nim, a tego starca wyobrażał,
Którego król dla rady najwięcej poważał[85].
W tej łudzącej postaci tymi rzeknie słowy:
550
— «Cóż to, śpisz jeszcze królu, synu Atrejowy?
Całą noc spać mężowi rady nie przystało,
Którego pieczy niebo rząd ludzi oddało.
Słuchaj posła Zeusa! Chociaż on daleki,
Ma staranie o tobie. Zwołaj wszystkie Greki
555
I nie zwlekając prowadź do boju lud zbrojny,
Bo przyszła Trojan zguba i kres długiej wojny.
Niezgodne przedtem bogi w jednym zdaniu stoją,
Wszystkie Hera skłoniła; złe wisi nad Troją.
Ty zważaj, co ci każe pan bogów i ludzi,
560
By ci z myśli nie wyszło, gdy cię dzień przebudzi».
To powiedziawszy, poszedł od Agamemnona
Ważącego to w głowie, czego nie dokona.
Głupi, że miasto weźmie Pryjama, uwierzył;
Bezrozumny, nie wiedział, co Zeus zamierzył:
565
Nie mógł tego przeniknąć, że przez krwawe boje
Miał klęskami przywalić i Greki, i Troję.
Budzi się, lecz boskiego jeszcze głosu pełny,
Siada na łożu, wdziewa[86] szatę z miękkiej wełny,
Szatę piękną i nową, płaszcz zarzuca drogi,
570
Także kształtny na białe obuw[87] kładzie nogi,
Błyszczący się od srebra ciężki miecz zawiesza
I wziąwszy berło w ręce, do floty pospiesza,
Od ojców berło w domu trwałe nieprzerwanie.
Już Olimpowi[88] niesie Jutrzenka zaranie,
575
Wejście słońca zwiastując nieśmiertelnym w niebie,
Gdy hukliwych[89] król woźnych przyzywa do siebie
I każe ród Achajów zwoływać do rady.
Ci wołają, niezmierne sypią się gromady.
Ale mając król wielkie odkryć przedsięwzięcie,
580
Składa osobną radę w Nestora okręcie;
Z samych się ona wodzów najcelniejszych zbiera.
Tam Atryd myśli swoje w te słowa otwiera:
— «Przyjaciele, wodzowie, kiedym dzienne troski
Nocnym przerwał spoczynkiem, widziałem Sen boski.
585
Istną-m ja w nim osobę Nestora uważał,
Jego głos, jego postać, jego kształt wyrażał;
I stanąwszy nad głową, tymi mówił słowy:
— «Cóż to! Śpisz jeszcze królu, synu Atrejowy?
Całą noc spać mężowi rady nie przystało,
590
Którego pieczy niebo rząd ludzi oddało.
Słuchaj posła Zeusa! Chociaż on daleki,
Ma staranie o tobie. Zwołaj wszystkie Greki
I nie zwlekając prowadź do boju lud zbrojny,
Bo przyszła Trojan zguba i kres długiej wojny.
595
Niezgodne przedtem bogi w jednym zdaniu stoją,
Wszystkie Hera skłoniła; złe wisi nad Troją».
Rzekł i zniknął; mnie z oczu opadł ciężar słodki.
PodstępZważmy teraz, przez jakie lud wzbudzimy środki
Do dzielnego walczenia. Ja bym serca zgłębił,
600
Czyli[90] się w nich bojowy zapał nie oziębił.
Powiem, niechaj do domu każdy z flotą bieży,
A do was od powrotu wstrzymać lud należy».
To rzekłszy, Agamemnon w miejscu swoim siada,
Aż Nestor, co w piaszczystej Pylów ziemi włada,
605
Wstaje i tak w roztropnej tłumaczy się mowie:
Król, Pozycja społeczna— «Przyjaciele, Argejów przemożni wodzowie!
Gdyby kto inny z Greków senne prawił mary[91],
Moglibyśmy nim wzgardzić i nie dać mu wiary,
Ale tu się królowi raczył Sen objawić:
610
Myślmy zatem, jak w wojsku chęć do boju sprawić».
To powiedziawszy, Nestor miejsce rzuca radne,
Wychodzi, za nim idą króle berłowładne;
A tymczasem do brzegu lud zbiega się cały.
Jako wychodzą pszczoły z wydrążonej skały,
615
Gęstą jedna po drugiej następując rzeszą,
Tak że bez przerwy roje za rojami śpieszą
I kwiat wiosny ścisłymi okrywają grony,
Te się w te, owe w inne rozlatują strony:
Tak lud na niezliczone podzielony roty
620
Na brzeg idzie, rzucając nawy[92] i namioty.
Wieść, posłanka Zeusa, przodkuje ich krokom,
Gromadzi się lud, wrzawa leci ku obłokom.
Jękła ziemia pod tylu narodów ciężarem,
Powietrze się niesfornym[93] rozlegało gwarem.
625
Dziewięciu woźnych woła, wrzask ucisza ludu,
Aby chciał królów słuchać. Dużo było trudu,
Przecież gwar ustał, wzięły swoje miejsca roty[94],
Wstał Agamemnon z berłem Hefajsta[95] roboty,
Wykształconym dla bogów i pana, i ojca:
630
Od tego wziął Hermejas[96], poseł Argobojca[97];
Stąd przeszło do Pelopsa[98], co ujeżdżał konie,
Od tego miał je Atrej, wódz ludu w koronie;
Ten bogatemu w trzody oddał je Tyjeście[99],
Ten Agamemnonowi zostawił nareście,
635
By mu wyspy hołd niosły i Argów kraina.
Na tym berle oparty tak mówić zaczyna:
— «Przyjaciele, wodzowie, Aresowy rodzie,
W ciężkiej mnie Zeus surowy zostawia przygodzie,
Bo, nielitosny, przedtem dał mi obietnicę,
640
Że nie wrócę, aż Trojan obalę stolicę;
Teraz każe mi płynąć do Argów bez sławy,
Kiedym już tyle ludu stracił przez bój krwawy.
Tak chciał Zeus, którego nieodparte ramię
Tylu miast dumne szczyty złamało i złamie…
645
Pamięć, HistoriaCo na to kiedyś wieki wyrzekną potomne,
Że takie wojska Greków, siły tak ogromne,
Próżny bój prowadziły z mniejszą liczbą męża?
Bo jakiż dotąd skutek naszego oręża?
Gdyby z Troją do wiernej przyszedł Grek ugody
650
I rachować obadwa chcieliśmy narody,
Gdyby wszystkie Trojany stały z jednej strony,
A nasz lud na dziesiątki został podzielony
Chociażby każdy z Trojan lał wino dla naszych,
Iluż by to dziesiątkom zabrakło podczaszych!
655
Tak liczbę Trojan greckie przewyższają głowy…
Ale za to lud mają wielki posiłkowy[100],
Ten mi w zamysłach moich zastępuje drogę,
Że dotąd Troi dobyć osiadłej nie mogę.
Już dziewiąty rok widzi nasze tu obozy,
660
Zbutwiały nam okręty, przegniły powrozy,
A żony nasze w domach jękami dni znaczą,
A dzieci wyglądając ojców rzewnie płaczą,
Nas zaś nie dokonana dotąd gnębi praca.
Posłuchajcie, co powiem: niech każdy — powraca,
665
Już czas do ukochanej ojczyzny pośpieszyć,
Gdy zwycięstwem pad Troją trudno się ucieszyć».
Rzekł i nieświadom rady[101] pociągnął lud cały.
Wzrusza się zgromadzenie jako wzdęte wały[102],
Kiedy z chmury gniewnego Zeusa wyleci
670
Not[103] z Eurem[104] i na morzu nawałnicę wznieci.
Albo jak się wydają żyznorodne niwy,
Kiedy na nie gwałtownie natrze wiatr burzliwy
I gniotąc z góry, kłosy do ziemi ugina:
Tak całe zgromadzenie zrywać się poczyna
675
I z żołnierskim pospiesza na okręty wrzaskiem.
Od nóg wzruszonym niebo zaciemnia się piaskiem,
Zachęcając się, ciągną do wód swoje nawy,
Oczyszczają przekopy do morskiej wyprawy,
Już belki spod naw biorą, a niezgodne głosy
680
Odjeżdżających mężów idą pod niebiosy.
Pewnie by się ich podróż dłużej nie przewlekła,
Gdy Hera do Pallady[105] tymi słowy rzekła:
— «Wielka córo pioruny władnącego boga!
Więc już Grekom do domu niecofnięta droga?
685
Ucieczką więc zakończyć tyle prac przystoi[106]?
A przy Pryjamie chwała, Helena przy Troi,
Dla[107] której tyle ludu miecz wytępił mściwy?
Śpiesz zaraz, mową słodką powściągnij[108] Achiwy,
Wstrzymaj powrót, zniszcz zamiar płocho[109] przedsięwzięty
690
I nie daj, by na morze spychali okręty!
Usłuchała wnet Hery Pallas modrooka
I natychmiast na ziemię zniża się z wysoka;
Szybkim pospiesza lotem do Achajów łodzi,
Zaraz do Odyseusza mądrego przychodzi.
695
Ten stoi zasępiony, okrętów nie tyka,
Bo go smutek ogarnia i boleść przenika.
Do niego się przybliża i w to rzecze słowa:
— «Odyseuszu, którego w przemysł[110] płodna głowa,
Tak — że więc bez odwłoki[111] rozpuszczacie żagle
700
I do miłej ojczyzny powracacie nagle?…
Wstrzymaj powrót, zniszcz zamiar płocho przedsięwzięty,
I nie daj, by na morze spychali okręty!»
Tak rzekła, wraz bohatyr z żalu się ocuca,
Poznaje głos bogini, spieszy i płacz rzuca.
705
Podnosi go Eurybat. A gdy Atrydowi[112]
Zabiegł drogę, możnemu narodów królowi,
Bierze od niego w ręce berło znakomite,
Obiega z nim Achaje pancerzem okryte:
A czy wodza, czy kogo z przedniejszych potyka,
710
Ujmuje go wymową słodkiego języka:
— «Zacny mężu, nie stąpaj ludzi podłych śladem,
Wstrzymaj się, drugich twoim zatrzymaj przykładem,
Bo jeszcze nie wiesz dobrze o króla zamiarze;
Teraz wojska doświadcza, potem je ukarze.
715
Nie wszystkim pozwolono wiedzieć jego myśli:
Żeby do jakich nieszczęść Achaje nie przyśli!
Bo wielki gniew na ludzi od monarchy spada,
Który z łaski Zeusa narodami włada».
Gdy z ludu kogo postrzegł, że upornie staje,
720
Tego berłem okłada i słowami łaje:
— «Niebaczny[113]! Siedź spokojnie, ta dłoń ciebie skarci,
Słuchaj drugich, co więcej niźli ty są warci!
Bojaźń i gnuśność[114] w rzędzie najniższym cię kładzie,
Niś ty w boju ceniony, ni poważny w radzie.
725
Czy każdy w wojsku greckim za wodza się sądzi?
KrólNiedobry jest rząd wielu, niech więc jeden rządzi
Król, którego sam Zeus powagą przyodział,
I nam dał posłuszeństwo, jemu władzę w podział».
Tak on wojsko sprawować jak biegły wódz umie.
730
Wnet i z naw[115], i z namiotów ruszają się w tłumie,
Wrzask ludu grzmi jak morza szumnego bałwany,
Kiedy tłucze mokrymi o skałę tarany.
Całe wojsko ucicha i miejsca zasiada:
Tersyt[116] burzy, złośliwie Tersyt jeszcze gada.
735
Człek wielomownej gęby, z niesfornym językiem,
Samym się królom stawił hardym przeciwnikiem.
To, co mu do ust padnie, wszystko płocho bredzi;
Celem jego gryźć wyższych, śmiech budzić w gawiedzi.
Zezowaty, kulawy, potwór w świecie rzadki,
740
Garb mu spycha skręcone na piersi łopatki,
Głowa długa, spiczasta, rzadkim kryta włosem.
Najbardziej on złośliwym śmiał przegryzać głosem
Odysa i Achilla, potwarca ich wieczny.
Teraz na króla język obrócił złorzeczny,
745
Szpetne miotając słowa skrzypiącymi usty:
Sarkali z gniewu Grecy na tyle rozpusty,
On krzyczał i lżył: «Czego twoje serce łaknie?
Skąd to żałość, Atrydo? Na czym tobie braknie?
Pełno w twoim namiocie znajduje się miedzi,
750
Pełno tam ślicznych kobiet, branek naszych siedzi,
Które ci dajem, miasta jakiego dobywszy:
Czy mało masz dostatków, o królu najchciwszy!
Chcesz, by kto z Trojan przyszedł po dzieci z okupem,
Którem ja lub Grek inny wziął na wojnie łupem…
755
Jesteś ty dla greckiego wódz srogi plemienia!
Jakżeśmy podli, mężów niegodni imienia!
Kobiety z nas trwożliwe! Puśćmy się na wody,
Niech on pod Troją nasze przeżywa nagrody,
Niech zna[117], czy bez naszego może co oręża…
760
Skrzywdził Achilla, nadeń dzielniejszego męża,
Daną od nas nagrodę gwałtem wydarł z nawy.
Gnuśny Pelid[118] nie mści się tak niegodnej sprawy.
Gdyby cię jak na męża przystało, był zażył,
Ostatni raz, Atrydo, byłbyś go znieważył».
765
Tak lżył Tersyt wielkiego narodów pasterza.
Wtem Odyseusz do niego szybkim krokiem zmierza
I ostro nań spojrzawszy, groźnym tonem rzecze:
— «Lekkomyślny Tersycie, krzykliwy człowiecze,
Wstrzymaj język zuchwały, ty hańbo natury,
770
Bo ze wszystkich, co przyszli pod trojańskie mury
I królom towarzyszą w rycerskiej potrzebie,
Żaden człowiek nie przyszedł podlejszy nad ciebie.
Nie waż się królów śmiałym pomiatać językiem,
Ani być do powrotu płochym[119] buntownikiem.
775
Jak los padnie, przewidzieć nie dano nikomu,
Czy my z chwałą, czy z hańbą powrócim do domu.
Jeśli króla narodów szarpiesz z tej przyczyny,
Że go hojnie darują łupem greckie syny,
Skąd się ta złość nikczemna w podłym sercu warzy?
780
Zyskałże co od ciebie prócz samej potwarzy?
Ale ja ci oświadczam, co i w skutku będzie,
Jeśli, jak dziś rozpuścisz to złości narzędzie,
Niechaj mi głowę zdejmie okrutny zabójca,
Niech słodkie stracę imię Telemacha[120] ojca,
785
Jeśli cię nie uchwycę, z szaty nie obnażę,
I zdarłszy, co wstyd kryje, ochłostać nie każę;
Wreszcie, rozkwilonego na razy bolące,
Wypchnę ze zgromadzenia i w głąb nawy[121] wtrącę».
To wyrzekłszy, do grzbietu berło mu przykłada.
790
On się zwija i płacze, i drżący usiada;
Od twardego mu razu[122] w tyle guz wyskoczy,
Patrzy szpetnie wokoło i ociera oczy.
Choć smutni, Grecy jednak rozśmiać się musieli;
Każdy tak sąsiadowi swoje myśli dzieli:
795
— «Słusznie lud Odyseusza wśród najpierwszych kładzie.
Męstwem w boju wsławiony, roztropnością w radzie,
Dziś najlepszą rzecz zrobił, że Tersyta zgromił
I zuchwałość brzydkiego potwarcy uskromił.
Odtąd będzie ostrożny, nauczą go bóle,
800
Jak niebezpieczna miotać obelgi na króle».
Tak lud mówił i dobre dzieło wodza chwalił.
A Odyseusz, co tyle możnych miast obalił,
Wstał z berłem; przy nim, w kształcie woźnego, bogini:
Ta wrzask ludu uśmierza, ta spokojność czyni,
805
By pierwsi i ostatni słyszeli go równie;
A on tak zaczął radzić mądrze i wymownie:
Hańba— «Wielki narodów królu, przemożny Atrydzie:
Dziś się Grecy w największej pogrążą ohydzie,
Bo przyrzeczenia w Argos danego nie iszczą,
810
Iż nie wprzódy powrócą, aż Ilijon[123] zniszczą.
Każdy płacze jak dziecko, jak wdowa usycha,
Podłe skargi rozwodzi, do swoich ścian wzdycha.
Smutno wracać, kiedyśmy nic nie dokazali:
Tęsknota, HonorPrawda, choć kto na miesiąc z domu się oddali,
815
Przykro na łodzi znosi, gdy żywioł wzburzony
Nie daje mu do lubej powrócić się żony;
A nas już rok dziewiąty trzyma kraj daleki;
Nie dziw więc, że wzdychają do powrotu Greki.
Lecz brzydko, długo bawiąc, wracać bezskutecznie:
820
Trwajcie więc w przedsięwzięciu, Achaje, statecznie.
Obaczmy fałsz Kalchasa wieszczby lub sprawdzenie;
Bo których nie wtrąciły Mojry[124] w smutne cienie,
Którzy dotąd żyjecie, w was żywe mam świadki:
Gdy do Aulidy[125] greckie zbierały się statki
825
Niosąc tysięczne klęski pod mur Ilijonu,
A my pod miłym cieniem wyniosłego klonu,
Przy którym wody nurtem wytryskały czystym,
Bili święte ofiary bogom wiekuistym
ProroctwoZnak wielki się pokazał, jaki się nie zdarza:
830
Z czerwonymi plamami idzie spod ołtarza
Smok[126] straszny, który zaraz na drzewo się wspina,
Gdzie się ptasząt na wierzchu wylęga rodzina:
Ośmioro było w liściu zagnieżdżonych skrycie,
A dziewiąta samiczka, co im dała życie.
835
Tam on wlazłszy pisklęta świerczące pożera:
Matka smutne nad dziećmi żale rozpościera,
Wtem ją, próżny niosącą ratunek, za skrzydło
Pochwyciwszy, okrutne pożarło straszydło.
Gdy tak połknął smok dzieci i matkę kwilącą,
840
Rzecz cudowna się w porę zdarzyła znaczącą:
Bo Kronida[127], z którego wyszedł przeznaczenia,
Natychmiast w kamień smoka strasznego zamienia;
Na to nas wszystkich wielkie podziwienie bierze.
Pomnijcie, wszak to było przy samej ofierze.
845
Zaraz Kalchas wykłada przeznaczenie wieczne:
— «Czemużeście zamilkły, Achaje waleczne?
Ten znak pewny Zeusa opatrzność nam dała,
Nierychły jego skutek, ale wielka chwała.
Jak ten smok osiem drobnych pisklątek zadławił
850
I z nimi wraz dziewiątą ich matkę też strawił:
Tak walczyć przez lat dziewięć dla nas wyrok stoi,
A dziesiątego roku dobędziemy Troi».
Tak on wróżył: co teraz wnet się uskuteczni.
Bądźcie więc w przedsięwzięciu, Achaje, stateczni,
855
Póki miasta Pryjama nie weźmiem zdobyczą».
Skończył mądry Odyseusz, greckie wojska krzyczą;
Głośny okrzyk, od ludu ochoczego wszczęty,
Odbijały stojące na brzegach okręty;
Wszyscy brzmią pochwałami twymi, Odyssesie.
860
Potem Nestor poważny taki głos podniesie:
— «Ach! Przez bogów! Jużeśmy chłopcami się stali,
Już nas do dzieł rycerskich piękna chęć nie pali.
W cóż się, pytam, obrócą nasze obietnice,
W co przysięgi, podane w co pójdą prawice?
865
Takież to dopełnienie zaręczonej wiary?
Wszystko, jak widzę, znikło z dymami ofiary.
Tak długo tu jesteśmy — i chcemy się wadzić?
Nie mogą nas do celu kłótnie doprowadzić.
Ty, Atrydo, stałością uzbrój piersi twoje,
870
Prowadź nas na kurzawy i na trwałe boje;
Wzgardź tymi, co od rady oddzielać się śmieją:
W niemęskim próżnowaniu niech podło gnuśnieją!
Daremne ich życzenia: nie ruszym stąd kroku,
Aż ujrzym fałsz lub prawdę Zeusa wyroku.
875
Pan bogów nas w zamysłach uszczęśliwi,
Bo kiedy na okręty wsiadali Achiwi,
Niosąc Troi zniszczenie, pomyślne obroty
Wróżąc niebo, prawymi[128] uderzyło grzmoty.
Nie myślcież o powrocie wprzódy, przyjaciele,
880
Aż każdy weźmie ładną Trojankę w podziele
I zemści się Heleny jęków i kłopotu.
Lecz jeżeli kto żąda upornie powrotu,
Niechaj wsiada na okręt; wpośród morskich toni
Zasłużony go wyrok i kara dogoni.
885
Radź sam, królu, i drugich radę miej na względzie;
Co ja powiem, uwagi twojej godne będzie.
Dziel mnóstwo na narody, narody na szyki,
By sobie wzajem niosły pomoc wojowniki!
Gdy to zrobisz, a Grecy nie stawią się sprzecznie,
890
Natenczas możesz, królu, poznać dostatecznie,
Kto jest gnuśny, kto dzielny z wodzów i żołnierzy,
Bo każdy się na placu własną siłą zmierzy;
I czy do wzięcia miasta bogi na zawadzie,
Czy też tchórzostwo ludu zawadę nam kładzie».
895
Agamemnon tak mówi na rzecz[129] Nestorową:
— «Wszystkich celujesz, starcze, radą i wymową.
Gdyby mi Feb[130] i Pallas, i Kronid życzliwy
Dziesięć takich dał radców pomiędzy Achiwy,
Zniszczylibyśmy dawno złe Dardanów plemię
900
I Pryjama wyniosłe miasto wbili w ziemię.
Ale mnie syn Kronosa ukarał bez miary,
Gdy mnie świeżo wprowadził w niepotrzebne swary:
Otom się z Achillesem skłócił o dziewczynę,
Przyszło do ciężkiej zwady, a jam dał przyczynę.
905
Wszakże, gdy niechęć zgaśnie, która się w nas wkradła,
Już zginęły Dardany, już Troja upadła.
Teraz weźcie posiłek, waleczni rycerze,
Gotujcie się do boju, opatrzcie[131] puklerze[132],
Dzidy ostrzcie, obroku nie szczędźcie dla koni,
910
Doświadczcie waszych wozów i wszelakiej broni.
Srogim Aresem[133] cały dzień będziem się bili,
A wytchnąć nie pozwolę ani jednej chwili;
Z samą się chyba przerwie bój okrutny nocą,
Dobrze się tu i piersi, i tarcze zapocą;
915
Bez przerwy rohatyną[134] robiąc, dłoń zdrętwieje,
I konie wóz ciągnące hojny pot obleje.
A kto się na okręty od boju oddali,
Przysięgam, że od zguby nic go nie ocali:
Psom się na brzydką pastwę i sępom dostanie».
920
Skończył, a straszne wojska powstało wołanie:
Grzmi powietrze, jak ryczą na morzu bałwany,
Gdy z innymi Not wiatry walczy zagniewany
I na skałę pobrzeżną całą moc wywiera,
A skała silnym barkiem gniew jego odpiera.
925
Z rady do naw gromada rozchodzi się cała,
W namiotach palą ognie, zasilają ciała…
A gdy już dosyć mieli jadła i napoju,
Szanowny starzec Nestor tak radzi o boju:
— «Atrydo! Mężów królu, to jest moje zdanie,
930
Aby czasu nie tracić, przyśpieszyć spotkanie:
To chwila, którą Zeus daje nam łaskawy.
Niech woźni lud zwołają, niech porzuca nawy
I szeroko zastąpi morza całe brzegi;
A my gęsto ściśnione przechodząc szeregi.
935
Wydamy znak Aresa, że już bitwy pora».
Przyjął król Atryd zdanie mądrego Nestora.
Zatem woźnych do siebie przywołuje głośnych;
Ci krzyk ogromny z piersi wydają donośnych
I do boju waleczne gromadzą Achiwy.
940
Cały obóz napełnia odgłos ich straszliwy.
A Zeusa zastępce, berłowładne króle,
W orszaku lud stawiają i gotują w pole.
W pośrodku ich Pallada z modrymi oczyma
W boskim ręku egidę[135] nieśmiertelną trzyma;
945
Sto złotych frędzli wisi, sztuka w nich cudowna,
Każda w swoim szacunku stu wołom się rowna;
Z taką tarczą obiega Pallas greckie roty,
W piersi mężom dodaje rycerskiej ochoty.
Natychmiast do powrotu wszelka chęć ustała,
950
Wojny wszyscy wołają, wojny chęć w nich pała.
Jak na górze zajadły ogień las pożera,
Wokoło się na pola jasność rozpościera:
Tak kiedy ci mężnymi postępują kroki,
Błyszczy się miedź i rzuca blaskiem pod obłoki.
955
Jak na azyjskiej łące, gdzie Kaistru[136] wody,
Stadami się zbiegają powietrzne narody,
Gęsi i z długą szyją łabędzie, żurawie,
Biją skrzydły powietrze i w niesfornej wrzawie
Zniżają się, a odgłos brzmi po całej łące:
960
Tak i z naw, i z namiotów Achajów tysiące
Na liczne podzielone roty i szeregi
Wylewają się hurmem na Skamandru[137] brzegi;
Drży ziemia, gdy stąpają i męże, i konie.
Ile kwiatów i liści zdobi wiosny skronie,
965
Ile się much uwija latem w tej godzinie,
Gdy słodkim pasterz mlekiem napełnia naczynie:
Tyle w polu Aresa greckich mężów stoi,
Czyhających na zgubę Trojanów i Troi.
Wodzowie do potyczki szykują żołnierze
970
I tak je rozeznają, jak kozy pasterze,
Kiedy się na pastwisku pomieszają z sobą.
Atryd wyższy nad wszystkich jest wojska ozdobą,
Głowę, oko ma takie, jak u Kronijona,
Kształt Aresa[138], a siłę piersi Posejdona[139].
975
Tak on inne przenosi tam powagą króle,
Jak pyszny buhaj stado wypędzone w pole.
Taki w dzień ten majestat, tę mu okazałość
I tę wśród bohaterów dał Kronid[140] wspaniałość[141].
Mówcie Muzy, niebieskie co trzymacie domy,
980
Wy boginie, wasz umysł wszystkiego wiadomy,
My nic nie wiem[142], nas ledwie czczy odgłos dosięże[143];
Mówcie mi wodze Greków i przednieysze męże
Bo wszystkich nie wyliczę, ni ludzi, ni szyków
Chociażbym miał ust dziesięć i dziesięć języków,
985
I głos nieprzełamany i piersi miedziane:
Chyba Muzy, Zeusa[144] córy ukochane,
Mogą wymienić wszystkich, co przyszli pod Troję:
Wspomnieć wodze i nawy dość na zdolność moję.
Penelej, Lejt, Kloni, ściśnionemi roty,
990
Arcesylaj, Protenor, prowadzą Beoty:
Z Hiry, ze Schenu, Skelu, waleczny lud idzie,
W Tespii mieszkający i twardej Aulidzie;
Ci Greą porzucili, Eteon górzysty,
Owi Armę, Mikales drudzy rozłożysty:
995
Ci z Medeonu miasta pięknego przybyli,
Ci z Ilezu, z Etrytów, z Eleony, z Hyli,
Z Eutrezy, Okalei, z Kopów, z Peteony,
Szli i Tysbę gołębną, Haliart zielony,
Koroneą, Plateą, dzierżący mieszkańce,
1000
I Glissę, i warowne nowych Tebów szańce:
Ci w Oncheście siedzieli, przy Neptuna gaju,
Inni w Midei, w Arnie, winorodnym kraju:
Owi trzymali Nissy okolice śliczne,
Ostatni Antedonu miasto pograniczne.
1005
Piędziesiąt ich naw było w trojańskiej wyprawie,
A na każdej Beotów sto dwadzieścia nawie.
Którzy się w Aspledonie, w Orchomenie rodzą,
Idą pod Askalafa i Jalmena wodzą
(Astiocha w Aktora powiła ich domu;
1010
Ares[145] ją natarczywy zdybał po kryjomu,
Próżno się oprzeć bogu czysta panna sili):
Ci trzydzieści w porządku naw przyprowadzili.
Epistrof, Schedy, wodze foceńskiej krainy,
Godne Naubola wnuki, a Ifita syny.
1015
Jedni przyszli z Pitony, wzniesioney na skale,
Z Cyparysu i z Kryssy, wydatnej wspaniale:
Drudzy z Anemorei, z Dauli, z Hiampolu,
Z Panopy, i gdzie Cefiz nurt swój pędzi w polu,
I z Lilei, która się przy Cefizie mieści:
1020
Z nimi wielkich płynęło okrętów czterdzieści.
Po lewicy Focensy szykują się w rotach,
I do zbroi się biorą przy dzielnych Beotach.
Lokrom zaś, Ojleja syn, Ajaks przywodzi,
Ajaksa, Tejamona syna, nie dochodzi:
1025
Lniany kirys na piersiach miał ten Ajaks mniejszy,
A między Greki dzidą robić najzręczniejszy.
Za nim idą, co Bessę, Cyn i Opont sieją,
I Skarf, i Kalliarę i miłą Augeją,
Tarf i Tronią, leżącą nad Boagru wodą.
1030
Mężni Lokrowie z sobą naw czterdzieści wiodą,
Mieszkający przy świętej Eubei krainie.
Abantowie zaś, których ród odwagą słynie,
Eubeę trzymający, Chalcys znamienitą,
Erytrię, i w wino Istię obfitą,
1035
Cerynt nadmorskie miasto, i Dium wspaniałe,
Styrę, Karyst; ich roty wiedzie okazałe
Elefenor: on mężnym Abantom przywodzi:
Z Chalkodona czy, wyżej, z Aresa się rodzi.
Włos noszą z tyłu, z bliska ci walczą rycerze,
1040
Na piersiach nieprzyjaciół dzidą rwą pancerze:
Oni z sobą czterdzieści okrętów przywiedli.
Ci zaś, którzy warowne Ateny osiedli,
Miasto, gdzie nieśmiertelna Erechteja chwała:
Pallas go wykarmiła, ziemia życie dała,
1045
I Pallas posadziła w swym świętym kościele,
Gdzie jej owiec i wołów biją bardzo wiele,
Pobożne Ateńczyki, za pewnym lat biegiem;
Nad tych zacny Menestej przywodził szeregiem,
Syn Peteja; nikt z luzi w tym go nie dosięże,
1050
Jak stawiać w polu jezdne i piechotne męże:
Sam tylko stary Nestor tę sławę z nim dzieli.
Ci w trojańskiej wyprawie, piędziesiąt naw mieli.
Z Salaminy dwanaście Ajaks naw prowadził,
I zastępy przy rotach ateńskich posadził.
1055
Z Argów, z silnej Tyrynty przybyłej młodzieży,
Z Hermijony, a Azyny, co nad wodą leży;
Także, których ojczyzna Trezena, Egina,
Mazet, Eiony, płodny Epidaur w wina;
Tych szykuje Diomed, zastępów nadzieja,
1060
Towarzysz jego Stenel, plemię Kapaneja:
Był i Euryal, bogów mąż idący śladem,
Mecysteja ma ojcem, Talajona dziadem;
Lecz przy wielkim najwyższa władza Diomedzie
On za sobą okrętów osiemdziesiąt wiedzie.
1065
Których Miceny, Korynt, Kleona stolica,
Tamte moc, ten bogactwa, tę zaś kształt zaszczyca;
Męże Areturei, rozkosznego miasta,
Sycjonu, co pierwszym królem miał Adrasta;
Co w Egium, w Ornei, w Hiperezie żyli,
1070
Co z wysokiej Gonessy, z Pelleny przybyli,
Co Helikę i morskie nadbrzeże dziedziczą;
Ci, pod synem Atreia, sto okrętów liczą:
Królem ich Agamemnon, piękny z kształtu ciała,
W miedź świetną przyodziany: lecz największa chwała
1075
Że wpośród bohatyrów tylu był na czele,
I że z kraju swojego ściągnął wojsk tak wiele.
Lud który Lacedemon górzysty posiada,
Farę, Spartę i Messę, gdzie gołębi stada
Bujają, i co Bryzy, i Augeją orze,
1080
I Amiklę, i Helos, którą tłucze morze,
I których mieści Laas, i Etylu strona;
Tych wodzem jest Menelaj, brat Agamemnona:
W sześćdziesiąt nawach przyszli, a na boku stali.
Zapala wódz do boju, nie mniej sam się pali
1085
Gniewem zjęty o wzięcie Heleny mu z ręki:
Chce się pomścić za płacze swej żony i jęki.
Dążą z Pilów i z miłej Areny narody,
Z mocnych Epów, i Tryju, gdzie Alfeja brody:
Z Amfigenii, z Helos, z Ptelei lud staje,
1090
I co ma Cyparyssy, i Doryi kraje:
Tam spotkała Tamira okrutna niedola,
Gdy z Echalii wracał od Euryta króla.
Nadęty swoją sztuką, dumnie się wieszcz chlubił,
Że w pieśniach przejdzie Muzy, i przez to się zgubił.
1095
Oślepiły boginie nędznego Tamira,
Głos jego wiecznie zamilkł, oniemiała lira.
Nestor ich stawia, Nestor poważny rozsądkiem:
Za nim naw dziewięćdziesiąt płynęło porządkiem.
Mieszkańcy spod Cylleny Arkadowie idą,
1100
Gdzie grobowiec Epita, zręczni robić dzidą:
Z Feneju, z Orchomeny trzodami okrytej,
Z Rypy, Straty, z Enispy szumem wiatrów bitej:
Co miłe Mantynei dzierżą okolice,
Parrazyi, Stymfalu, Tegei dziedzice:
1105
Agapenor w sześćdziesiąt nawach ich prowadził,
A wszystkie Arkadami mężnemi osadził.
Nawy od ludów króla miały te narody,
Na nich się przez obszerne przeprawiły wody:
W pośrodku bowiem lądu dzierżący osady,
1110
Nie ćwiczyły się w sztuce żeglarskiej Arkady.
Ci, co Bufras i boską Elidę dziedziczą,
Którzy z Olenu skałą, z Alezem graniczą,
A Hirmina i Mirsyn ostatnie ich krańce;
Czterech wodzów prowadzi tej ziemi mieszkańce:
1115
Każdy wodz ma naw dziesięć, na nich Epejowie:
Talp Euryta, Amfimak Kteata synowie,
Jedną część stawią w polu; drugą Dior żwawy,
Plemię Amarynceja, wiódł w Aresa sprawy:
Tych szykuje Poliksen, człowiek bogom równy,
1120
Ojciec jego Agasten, dziad Augej szanowny.
Nad Dulichu i wysep Echinad młodzieżą,
Które na końcu morza przy Elidzie leżą,
Mężny Meges, Aresowi podobny, przywodził,
Którego Filej, miły Zeusowi, spłodził:
1125
Ten uszedł do Dulichu, na ojca zawzięty:
Meges przybył pod Troję z czterdziestą okręty.
Ulisses Cefalensów prowadzi orszaki,
Mieszkańce lesistego Nerytu, Itaki:
Co Egilip na skale wyniesiony mieli,
1130
W Krocylei, w Zacyncie i w Samie siedzieli,
I co przeciwleżącym[146] cieszyli się lądem;
Pod Ulissa mądrego zostawali rządem:
Z nim dwanaście okrętów z czerwonymi przody,
Pod Troję przypłynęło przez obszerne wody.
1135
Syn Andremona Toas, mężne wiódł Etole:
Mieli oni Pleronę i oleńskie pole,
Pilenę, Chalcys, morza szturmowaną wały[147],
I Kalidon ostrymi nasrożony skały.
Bo szlachetne Oneja już nie żyło plemię,
1140
Umarł sam, Meleager już poszedł pod ziemię:
Zatem się przy Toasie rząd Etolów mieści:
On prowadził za sobą okrętów czterdzieści.
Idomenej przywodzi Kretom, sławny dzidą,
Za nim Gnossy mieszkańcy w wielkiey liczbie idą,
1145
I z Gortyny, murami warownego miasta,
Z Liktu, z Rycjum, z Festu, z Miletu, z Likasta,
I wielu innych siły niezwalczone wiedli,
Co w Krecie, stu słynącej miastami, osiedli.
Idomenej wódz pierwszy, a Merion drugi:
1150
Z nimi naw osiemdziesiąt przybył szereg długi.
Tlepolem zaś Heraklid, z męstwa nieśmiertelny,
Na dziewięciu miał nawach lud Rodian dzielny;
Lind, Kamir, Jalis, miasta dzierżący zamożne,
Lud jeden podzielony na trzy części różne,
1155
Z siły, z wzrostu ogromny, Tlepolem przywodzi:
Astiochea matka z Herkula go rodzi,
Tę przy Selleju, wziętą z Efiry, poślubił,
Gdzie wiele miast i młodzi kwitnącej wygubił.
Gdy wyrósł w domu ojca, otoczon dostatkiem,
1160
Zabił dziada swoiego nieszczęsnym przypadkiem,
Licymna podeszłego, cne Aresa plemię.
Więc zebrawszy lud, rzucił lubą ojców ziemię,
I w obcych krajach szukał schronienia swej głowie:
Bo mścić się nad nim chcieli Herkula wnukowie.
1165
Długo i wiele cierpiąc przybyli do Rodu,
Zrobili trzy osady z jednego narodu:
A pan niebios i ziemi z tego się weselił,
I obficie im wszelkich dostatków udzielił.
Nirej w trzech nawach z Symy przewodniczy młodzi,
1170
Ślicznych liców Aglaja z Charopa go rodzi:
Najpiękniejszy z Greków, co przyszli do Troi.
Jeden wyższy Achilles: bo jako we zbroi
Najdzielniejszy był rycerz, tak i kształtny w ciele.
A Nirej i niemężny, i wojsk miał niewiele.
1175
Lud, co Nizyr i Krapat, i Kazus posiadał,
Kalidny wyspy i Kos, gdzie Eurypil władał,
Zostaje pod Fidyppa i Antyfa wodzą:
Z ojca Tessala, z dziada Herkula się rodzą;
Ci na trzydziestu nawach przepłynęli wody.
1180
Teraz, Muzo, Pelazgów z Argów licz narody:
Lud, co w Alos, w Alopie mieszkał, i w Trachynie,
W żyznej Ftyi, w Helladzie, gdzie płeć wdziękiem słynie,
Na pięćdziesiąt wiódł nawach Pelid niezwalczony:
Ci Acheje, Helleny, ci są Mirmidony.
1185
Ale się już w ich uszach dźwięk Aresa zgładził,
Nie masz wodza, który by w pole ich prowadził.
Siedział bezczynnie Pelid na swoim okręcie,
Rozgniewany o pięknej Bryzeidy wzięcie.
Tę on zyskał nagrodę rycerskiego znoju,
1190
Kiedy Lirnes i Teby wziął po długim boju:
Kiedy wszystkich celując odważnymi czyny,
Epistrofa, Mineta, zbił Ewena syny:
Tam on siedział, w okrutnym pogrążony bolu,
Lecz wnet się miał pokazać na marsowem polu.
1195
Co Filakę i grunta Pirrazu kwitnące,
I Itonę, gdzie owiec pasą się tysiące,
I nadmorskiej dzierżyli przestrzenie Antrony,
I Ptelej w swem dziedzictwie rachują zielony;
Te, póki żył, przywodził Protezylaj siły,
1200
Lecz teraz go już czarne przygniatają bryły:
A tak niewcześnie w smutnym pochowany grobie,
Dom bez podpory, żonę zostawił w żałobie.
Gdy pierwszy z Greków na brzeg trojański wysiadał,
Wtedy mu jeden z Trojan raz śmiertelny zadał.
1205
Nie brakło wojsku wodza, stał Podarces mężny;
Ojciec tego rycerza był Ifikl potężny,
W Filace panujący, a w trzody bogaty,
Jednak pierwszego wodza żałowało straty:
Więcej bowiem brat starszy Protezylaj znaczył.
1210
Tak, choć na czele męża dzielnego obaczył,
Z pierwszego straty, nie był żołnierz bez boleści:
Za nim przybyło czarnych okrętów czterdzieści.
Lud, co ma Jolk mocny, co Glafirę orze,
Męże z Fery i z Beby, przy Beben jeziorze,
1215
Ci pod synem Admeta, naw dwanaście wiodą,
Matka jego Alcesta, najpierwsza urodą:
Nieśmiertelna z cnót swoich płci pięknej zaleta,
A z Peliasa córek najmilsza kobieta.
Melibeę, Metonę dzierżący lud śmiały,
1220
Taumacją i ostre Olizonu skały,
Mężny wiedzie Filoktet: on strzelaniem słynie,
Ma siedem naw, piędziesiąt ludzi w każdej płynie,
A wszyscy zręczni strzały wypuszczać z cięciwy.
Ale w Lemnie Filoktet leżał nieszczęśliwy.
1225
Tam wielkiego Achiwi zostawili męża,
Skaleczonego żądłem jadowitym węża.
Tam on leżał strapiony: wszakże w czas niedługi
Wspomnieli o nim Grecy, wezwali usługi.
Choć ma Medona, z Reny Oileja syna
1230
Pierwszego jednak wodza z żalem lud wspomina.
Których kraj Itom górny i Tryka obfita,
I Echalia miasto sławnego Euryta;
Tych wiodą, biegli w sztuce, sławni Marsa czyny,
Podalir i Machaon, Eskulapa syny,
1235
Lekarze zręczni ludzkie uśmierzać boleści.
Za nimi przypłynęło okrętów trzydzieści.
Lud, co Ormen dziedziczy nad Hipery brzegiem,
Asterion i Tytan obsypany śniegiem,
Temu syn Ewemona mężny przewodniczy,
1240
Eurypil, a czterdzieści naw pod sobą liczy.
Lud w Argissie, w Girtonie, w Orcie zamieszkały,
Trzymający Elonę i Olosson biały,
Stawia silny Polipet: na nim pyszna zbroja,
Dziadem on ma Jowisza, ojcem Pirytoja.
1245
Kiedy Centaurów srogie ukarał potwory,
I z Pelionu przegnał na etyckie góry,
Z Hippodamii tym się synem uweselił.
Lecz nie sam był na czele: bo władzę z nim dzielił
Leontej, Aresowy uczeń, syn Korona.
1250
Z nimi przyszła z czterdziestu naw flota złożona.
Dwadzieścia dwie naw Gunej przywiódł do potrzeby.
Za nim szły Enijeny i mężne Pereby,
I ci, co żyli w zimnej Dodony krainie,
I co trzymali niwy, gdzie Tytares płynie,
1255
Który w Peneju rzekę nurtem wpada czystym,
A nie miesza wód z jego potokiem srebrzystym,
Płynąc wierzchem jak olej; z Styksu też wytryska,
Którego próżno bogi nie wezwą nazwiska.
Protoj Magnetów, których grunta Penej rosi,
1260
Gdzie Pelion zuchwale do nieba podnosi
Ogromny grzbiet, dźwigając na nim dęby wieczne;
W czterdziestu nawach przywiódł zastępy waleczne,
Ci wodzowie z Atrydem, pod Ilion przyśli[148].
Teraz, Muzo, niech gładki twój pędzel okryśli,
1265
Kto był największy z mężów, najdzielnieyszy z koni?
Te, na których wnuk Fera, Eumel roty goni,
Tak szybkie, że nie prędzej ptak powietrze zmiata,
Tenże wzrost, taż maść w obu, i też same lata:
Na Pijerze od Feba wychowane klacze,
1270
Wszędzie Aresa groźby niosą i rozpacze.
Z mężów pierwszy był Ajaks, gdy Pelid się gniewał:
Bo i konie, na których postrachy rozsiewał,
Najdzielnieysze miał Pelid, i między rycerze
Siłą, wzrostem, odwagą on pierwszeństwo bierze.
1275
Teraz gniewny spokojnie siedzi w swojej nawie.
Wojsko jego w rycerskiej niebędące sprawie,
Bezczynność grą przerywa: ci łuk ciągną tęgi,
Ci robią dzirytami, ci rzucają kręgi.
Wozy w namiotach, konie pasą się przy wozie:
1280
Bohatyrowie smutni chodzą po obozie,
Nie kosztując kurzawy i męskiego znoju,
Pragną, by ich wódz wielki prowadził do boju.
Szli jako kraj niszczące ogniste potopy,
Długim stękała jękiem ziemia pod ich stopy.
1285
Jako gdy Zeus ciska na skałę Aryma,
Powtórzone pioruny w Tyfeja olbrzyma,
Przelękła jęczy ziemia; tak się jęk rozlegał,
Gdy lud achajski pola obszerne przebiegał.
Saturnid śle do Trojan Irydę za posła,
1290
Ażeby im tę straszną wiadomość doniosła.
Oni na zgromadzeniu powszechnym w tej porze,
Młodzi i starzy radzą na Priama dworze.
Wzięła postać Polita, trojańskiego szpiega,
Który pilnie achajskich obrotów dostrzega,
1295
Stojąc na starożytnym Ezyeta grobie;
Szybkością nóg mogący łatwo radzić sobie.
W jego postaci Irys tymi słowy rzece:
«Na długich się wam, starcze, rozmowach czas wlecze,
Jakobyście dziś żyli na łonie pokoju,
1300
A tu się zbliża chwila okrutnego boju.
Widziałem wielkie wojska, byłem wśród orężów,
Lecz nigdy nie widziałem takiej liczby mężów.
Bo jako liście wiosny albo piasku chmury
Idzie ogromne wojsko, bój niesie pod mury.
1305
Ciebie, Hektorze, tymi upominam słowy;
W mieście Priama liczny jest lud posiłkowy,
Jako różnych narodów, tak różnych języków:
Niechże każdy wódz stanie na czele swych szyków,
Niechaj każdy do boju porządek uczyni».
1310
Rzekła, Hektor natychmiast poznał głos bogini.
Zrywają nagle radę, chywtają za bronie,
Otwierają wraz bramy: i męże, i konie
Cisną się hurmem w pole: a od tylu tłoków,
Wrzask i zgiełk się przebija do samych obłoków.
1315
Jest za miastem pagórek płasko nachylony,
Zatem łatwy dający przestęp z każdej strony,
Ludzie i bogi różnym zowią go sposobem,
Ci mianują Bateią, ci Myrynny grobem.
Tam trojańskie zastępy biorą się do zbroi.
1320
Na czele Trojan Hektor, syn Priama, stoi:
Z nim wojska najliczniejsze i najtęższe idą,
Gorejące czym prędzej krew przelewać dzidą.
Eneasz, syn Anchiza, prowadzi Dardany,
Z Wenery łona idzie ten syn ukochany:
1325
Uczestnikiem swych pieszczot śmiertelnego czyni,
I syna mu na Idzie powija bogini.
Lecz nie sam wódz Eneasz, dzielą wodza czyny
Archiloch i Akamas, Antenora syny.
Lud bogatej Zelei, co pod Idą żyje,
1330
I bystrego Ezepu czarne wody pije,
Idzie pod Likaona synem, pod Pandarem:
Sam dał mu łuk Apollo, drogim czcząc go darem.
Rycerzy, którzy Apas mają i Piteją,
Góry Teres dziedziczą i Adrastę sieją,
1335
Tych wiodą Amfi, Adrast, kirysem odziani,
Dwaj Meropa z Perkozu synowie kochani.
Ojciec ich z najbieglejszych pierwszy był wieszczbiarzy:
Przeglądając w przyszłości, co się synom zdarzy,
Wstrzymywał ich od wojny, zgubnej krwi szafarki:
1340
Nie usłuchali ojca, ciągnęły ich Parki.
Lud, co z Perkoty, z Sestu i Prakcjum idzie,
W szlachetnej mieszkający Aryzbie, w Abidzie;
Tych wódz Azy Irtacyd, co od Sellej zdroju,
Na dzielnych przybył koniach do krwawego boju.
1345
Pelazgi zaś, co w bujnej Laryssie osiedli,
Hyppotous z Pilejem na plac bitwy wiedli:
Oni z dzidami mężne ustawiają ziomki,
Krew Aresa, choć Leta, Teutama potomki.
Na czele Traków Pirus i Akamas staje,
1350
Których szumny Hellespont ogranicza kraje,
Licznego wiódł z Cykonów Eufem towarzysza,
Syn Trezena, wnuk Ceja, kochanka Jowisza[149].
Łukiem zbrojnym Peonom Pirechm przewodniczy,
Naród ten Amidonę odległą dziedziczy,
1355
Gdzie Aksjusz na pola czyste nurty leje,
Mądry Pilemen mężne Paflagony grzeje.
Z Henetów oni przyszli, gdzie mułów ród dziki,
Także z Cytory, z Sesam dzielnie wojowniki:
Co od Partenu dzierżą pławione krainy,
1360
Mają miasta Egijal, Kromnę, Erytyny.
Ody, Epistrof, wiodą rycerzów z Aliby,
Odległej bardzo ziemi, gdzie srebrne są szyby.
Chromi i Ennom wieszczek są na Mizów czele,
Ale mu w boju wieszczba nie pomogła wiele:
1365
Zwalił go w rzece oręż Pelida zwycięski,
Gdzie on nieprzyjaciołom straszne zadał klęski.
Forcys i Askań, pełne wojwnnej ochoty,
Z Askanii prowadzą silne Frygów roty.
Mestles, Antyf, zrodzeni nad Gygei wodą,
1370
Synowie Pilemena, lud meoński wiodą.
Ojczyste ich dziedzictwo Tmolu się dotyka.
Nastes prowadzi Kary grubego języka,
Którzy Milet i Ftyry leśne uprawiali,
Przy korycie Meandru i górnej Mikali.
1375
Chwała synów ze sławy ojca świetnie wzrasta,
Nomijon Amfimaka był ojcem i Nasta.
Amfimak, jakby dziewka, szedł okryty złotem;
Głupi, to go nie zbawi przed śmiertelnym grotem;
Legnie w rzece z Achilla silnego pocisku,
1380
A zwycięzca zabierze jego złoto w zysku.
Wreszcie, Sarpedon z Glaukiem ustawiają w szyki
Od wartkich Ksantu nurtów zaciągnione Liki.

Księga III

Gdy się uszykowały z wodzami orszaki,
Trojanie postępują z wrzawą jako ptaki:
1385
Tak powietrze w niesfornej przebiegają wrzawie,
Uciekając przed zimą i słotą, żurawie,
Wzbiwszy się pierzchliwymi skrzydły pod niebiosy;
Mija ocean, ciągnie z brzmiącymi odgłosy,
Śmierć i strach niosąc lotna Pigmejom[150] gromada,
1390
Którym wydaje bitwy, gdy z chmur na nie spada.
OdwagaTchnący męstwem, z najgłębszym Grecy szli milczeniem
A wspierać się wzajemnym gotowi ramieniem.
Jako gdy wiatr mgłą szarą wierch[151] góry odzieje,
Złą pasterzom, od nocy lepszą na złodzieje,
1395
Na rzut bowiem kamienia ledwie sięgnie oko:
Tak się tuman rozciąga spod ich nóg szeroko,
Gdy śpiesząc, gdzie ich wiedzie Ares boju chciwy,
Szybkimi kroki długie przebiegają niwy.
Już są blisko, już rzezi znak Ares im daje.
1400
Piękny Parys[152] na czele mężnych Trojan staje,
Mieczem i łukiem zbrojny, panterą odziany,
Dwoma kręci oszczepy; a tak zaufany
Przeciwko najdzielniejszym Grekom się junaczył,
By który swoje męstwo w bitwie z nim oznaczył.
1405
Tego skoro waleczny Menelaj postrzega,
Iż śmiałymi przed roty krokami wybiega
Jak lew uradowany, kiedy go spotyka
Albo jeleń rogaty, albo koza dzika,
Zgłodniałą rwie paszczęką, co mu się dostanie,
1410
Choć go rącze psy gonią i żwawi młodzianie:
Tak Atryd[153] się raduje, gdy Parysa zoczy[154],
Bo chciał pomsty nad zdrajcą. Zatem z wozu skoczy
I gniewem pałający zachodzi mu drogę.
Widzi go piękny Parys, czuje w sercu trwogę,
1415
Więc w zastępach schronienia szuka swojej głowie.
Jako gdy pasterz smoka[155] nadybie[156] w parowie,
Cofa się przelękniony, a bojaźń mu blada
Zimnem kości przeszywa i lice osiada:
Tak mężnego Atryda przeląkłszy się broni,
1420
Gładki[157] Parys wśród pysznych Dardanów[158] się chroni.
Piękno, UcieczkaKarci go Hektor za to: «Podły nikczemniku,
Zręczny tylko do niewiast, chytry płci zwodniku,
Z kształtu[159] twoja zaleta. Obyś się nie rodził,
Obyś był nigdy w śluby małżeńskie[160] nie wchodził!
1425
I mnie by lepiej było, i dla ciebie z zyskiem,
Nie byłbyś się stał ludzkim, jak dzisiaj, igrzyskiem.
Jak tam szydzą Achaje[161], którym twoja postać
Wróżyła, że potrafisz śmiało placu dostać;
Lecz nie masz w sercu męstwa, nie masz w duszy cnoty.
1430
A więc tak nikczemnymi obdarzon przymioty
Jakże śmiałeś na morze spuszczać twoje nawy[162]?
Jak śmiałeś, lud zebrawszy do niecnej wyprawy,
Śliczną dziewkę oderwać od związków weselnych?
Wykraść niewiastę, krewną bohaterów dzielnych?
1435
Skąd szkoda ojcu, państwu zguba ostateczna,
Radość nieprzyjaciołom, tobie hańba wieczna.
Czemuś się na Atryda nie wziął do oręża?
Doświadczyłbyś, jakiego żonę trzymasz męża.
W upominkach Kiprydy[163] próżnej szukasz chluby,
1440
Lutnia, kształt, włos trefiony[164] nie wyrwie od zguby.
Lecz i Trojanie podli, że ciebie w zapłatę
Nieszczęść tylu w kamienną nie odziali szatę[165]».
Na to boskiej urody Parys odpowiada:
— «Słuszna, Hektorze, na mnie dziś nagana pada.
1445
Wielkie twe serce wszystkie trudności odpiera;
Jak ciężka zamach cieśli powiększa siekiera,
Kiedy nią twarde ścina dęby na okręty:
Tak mocny w tobie umysł i niczym nie zgięty.
Bóg, DarPrzecież nie mów o darach Kiprydy z ohydą,
1450
Należy przyjąć dary, co od bogów idą:
Któż, biorąc je, zasłużyć może na naganę?
Teraz, jeżeli żądasz, ja do bitwy stanę,
Lecz niech spokojnie w polu siędą wojska oba,
A twój brat i Menelaj, gdy się tak podoba,
1455
Sam na sam się rozprawią o Heleny wdzięki.
Dla którego zwycięstwo przeznaczone ręki,
Ten sobie i bogactwa, i żonę przyswoi.
Wy, po zawartej zgodzie, żyjcie szczęśni w Troi,
Waleczni zaś Achaje do Argów popłyną,
1460
Które i chowem koni, i wdziękiem płci słyną».
Tak rzekł Parys, a Hektor niezmiernie się cieszy;
Zatem wziąwszy wpół oszczep, między swoich spieszy
Wołając, aby wojska zapęd hamowały.
Achaje zaś rzucają oszczepy i strzały
1465
I gęstym na Hektora zewsząd sypią głazem,
Gdy się z takim król mężów odezwał wyrazem:
— «Nie strzelajcie, chciejcie się Grecy, zastanowić,
Bo widzę, że odważny Hektor ma coś mówić».
Usłuchali, milczenie wszystkim wargi ścina,
1470
A wielki syn Pryjama wpośród nich zaczyna:
Pojedynek— «Zważcie, Trojanie, zważcie, Grecy, słowa moje!
Powiem, czego chce Parys, co te wzniecił boje:
Niechaj wojsko broń złoży i na ziemi siędzie,
A on sam z Menelajem potykać się będzie:
1475
Tak się i o dostatki, i żonę rozprawi.
Kto kogo pojedynkiem na placu zostawi,
Ten Helenę i zbiory do domu zabierze,
My zaś na wieki trwałe uczynim przymierze».
Skończył; na to z obu stron zamilkł lud orężny,
1480
Aż powstał i w te słowa rzekł Menelaj mężny:
— «Ludy! I mnie też bacznie[166] posłuchajcie, proszę!
Ja z tej wojny największe strapienia ponoszę.
Dziś Grecy i Trojanie mogą zostać zgodni,
Długo cierpiący dla[167] mnie i Parysa zbrodni,
1485
Niech ten zginie z nas, komu śmierci wyrok życzy,
Wy ciągłego pokoju kosztujcie słodyczy.
Białą Słońcu, a Ziemi owcę dajcie czarną,
My dla Zeusa głowę poświęcim ofiarną.
Ale zmienni synowie i niepewnej wiary:
1490
Niechże przymierze nasze stwierdzi Pryjam stary,
Bo wezwania Zeusa gwałcić się nie godzi,
A zwykle w swoich myślach wahają się młodzi…
Niezmiernie się cieszyły Greki i Trojany,
Sądząc, że przyszedł wojny koniec pożądany.
1495
Konie w szykach wstrzymali, sami z wozów zsiadli
I zdjąwszy z siebie zbroję, na ziemi pokładli.
Niewielka była przerwa wśród obu narodów.
Hektor zaraz dwóch woźnych śle do Troi grodów,
By przynieśli ofiarę, wezwali Pryjama.
1500
Taltybowi zlecona rzecz była ta sama,
Kazał król do naw śpieszyć i owce przystawić;
On starał się czym prędzej wolę pana sprawić.
Gdy tak siadły spokojnie dwu narodów szyki,
W kształcie Helikaona[168] żony, Laodyki,
1505
Co najpiękniejsza była Pryjamowa córa,
Przychodzi do Heleny Irys[169] złotopióra.
W domu siedzi niewiasta przecudnego wdzięku
Tkająca śnieżne płótno w delikatnym ręku,
Gdzie i Greków, i Trojan sztuką niedościgłą
1510
Aresowe zapasy[170] wyszywała igłą.
Do niej się prędka Irys odzywa tą mową:
Pojedynek, Mąż— «Wstań, śliczna nimfo, obacz rzeczy postać nową!
Ci, którzy bój dopiero zaczynali wściekli,
Nagle się wojennego szaleństwa wyrzekli;
1515
Dzidy tkwią w ziemi, wojsko na tarczach się wspiera,
Wcale[171] się widok inny w tej chwili otwiera.
Parys twój i Menelaj, uzbrojeni dzidą,
Pojedynkiem o twoje wdzięki walczyć idą:
Zwycięstwo cię jednego z nich żoną uczyni».
1520
Tym słowem czułą pamięć wzbudza w niej bogini
Na męża, na ojczyznę, na miłe rodzice;
Zatem łzami prześliczne oblewając lice
I boską twarz śnieżnymi okrywszy zasłony,
Idzie, a z nią dwie, Ajtra z Klimeną, matrony.
1525
Niezadługo przychodzą, gdzie Skajska jest Brama;
Siedzącego wysoko znajdują Pryjama,
Przy nim Lamp, Ukalegon, Hiketaon, Klity,
Tymojt, Pant i Antenor[172], radca znakomity;
Lata pochyłe bronią działać im nie dadzą,
1530
Lecz mądre między sobą rozmowy prowadzą.
Jak na drzewie koników grono[173] słodko gwarzy,
Tak na wierzchołku bramy poszeptują starzy.
Ci Piękno, Niebezpieczeństwopostrzegłszy Helenę, że na wieżę wchodzi,
Rzekli cicho do siebie: «Dziwić się nie godzi,
1535
Że Grek i Troja bronią przez tyle lat czyni
O takową niewiastę: istna z niej bogini!
Ale chociaż jest taka, niech do domu płynie,
Niech przez nią miasto nasze z potomstwem nie ginie».
Tak ci mówili, gdy się Helena zbliżyła,
1540
A Pryjam w głos: «Chodź do mnie, siądź tu, córko miła:
Obacz męża, przyjaciół, obacz krewne twoje!
Nie ciebie ja, lecz bogi o te winię boje;
Oni na mnie zesłali ten pogrom straszliwy.
Wymień mi tego męża pomiędzy Achiwy,
1545
W którym wielkość, wspaniałość sama postać głosi.
Niejeden wysokością wzrostu go przenosi,
Lecz ten kształt, ta powaga znaczą oczywiste
Nad wszystkimi pierwszeństwo: on królem zaiste».
Jemu Helena, z wdziękiem równą łącząc skromność:
1550
— «Cześć i bojaźń mi wraża[174] twa, ojcze, przytomność[175].
Bym była śmierć obrała, niźli twego syna!
Dziś mąż opuszczon, bracia i córka jedyna,
I kochane młodości miłej rówiennice.
Nie chciał los i dlatego łzami zlewam lice!
1555
Lecz ci zaraz odpowiem na twoje pytanie:
To jest król Agamemnon: jego panowanie
Szeroko się rozciąga; z dwóch miar mąż wsławiony.
Bo razem[176] i król wielki, i wódz niezwalczony.
Szwagrem go nazywałam przed moim zhańbieniem,
1560
Jeżelim godna była zwać go tym imieniem».
Wtedy rzecze w te słowa starzec zadumany;
— «O szczęśliwy Atrydo, od bogów kochany!
Wielkie twe berło ileż narodów uznaje!
Niegdyś i ja frygijskie odwiedziłem kraje,
1565
Widziałem ludzi mnóstwo hamujących konie,
Twoje, Otreju, wojska, i boski Migdonie,
Które brzegi Sangaru[177] obozem okryły.
I ja z nimi złączyłem sprzymierzone siły,
Gdyśmy bój z Amazonki zwiedli uporczywy:
1570
Lecz jak daleko nad nich liczniejsze Achiwy!
Postrzegłszy Odyseusza znowu starzec powie:
Zwierzę— «Naucz mnie, córko miła, jak się ten mąż zowie,
Co głową całą niższy od Agamemnona,
Ale piersi ma większe i szersze ramiona.
1575
Jego zbroja na ziemi wszystkorodnej leży,
On jak baran obiega zastępy młodzieży.
Równam go z wodzem trzody, bo w takiej postawie
Z świetnym runem obchodzi owce na murawie».
Na to piękna Helena ojcu odpowiada:
1580
— «To jest mądry Odys, co w Itace[178] włada:
Grunt jego ziemi dla skał wcale nieużyty,
Lecz on sam w mądre rady i sztuki obfity».
Wtedy Antenor zdanie swoje tak otwiera:
— «Pani, z twoich ust prawda odzywa się szczera.
1585
Już od czasu dawnego Odys jest mi znany,
Gdy to był z Menelajem o ciebie przysłany:
Tych ja w domu przyjąłem, dałem im biesiadę,
Gdzie obydwu poznałem i serce, i radę.
Gdy stojących otaczał Trojan lud skupiony,
1590
Menelaj wysokimi celował ramiony;
Odyseusz poważniejszą, siedząc, miał postawę.
Ale kiedy obadwa zaczęli rozprawę,
Słowo, SztukaKrótko, lecz mocno Atryd swoją rzecz prowadził
I choć młody, na słowa niewiele się sadził;
1595
Wszystkie jego wyrazy ściśle rzeczy strzegły.
Kiedy zaś mówić zaczął Odyseusz przebiegły,
Spuścił oczy i berło trzymał niewzruszony,
Do jednej ni do drugiej nie chyląc go strony.
Zdawało się, że obca mówienia mu sztuka,
1600
Niejeden za prostego sądził go nieuka,
Ale gdy głos wypuścił z piersi mocno brzmiących
I słowa na kształt śniegów w zimie spadających,
Nikt by Odyseuszowi dotrzymać nie umiał
I każdy się nad jego wymową zadumiał».
1605
Obaczywszy Ajasa, znowu starzec pyta:
— «Jakaż to jest osoba owa znakomita,
Przenosząca[179] Achaje barkami i głową?
Na to Helena słodką odpowiada mową:
— «To jest Ajas[180], Achajów podpora warowna;
1610
Ów drugi — Idomenej[181], co się bogom rowna.
Tylu tu królów poznać mogę i wymienić…
Lecz próżno dwóch rycerzów chcę ujrzeć w tym gronie!
Kastora, co ujeżdżał niehamowne[182] konie,
I Polideuka[183], w pięści nikt go nie pokona,
1615
Braci moich, z jednego wyszłych ze mną łona.
Czy opuścić nie chcieli ojczystej krainy,
Luby przenosząc pokój nad wojny wawrzyny[184]?
Może też przyszli, może przybili swe nawy,
Lecz wstydzą się iść w pole dla mojej niesławy».
1620
Tak mówiła, a oni już w Lacedemonie[185]
Pochowani, w rodzinnej ziemi słodkim łonie.
Tymczasem przez obszerne wielkiej Troi grody
Niosą woźni rękojmię zapadłej ugody:
Dwa barany i wino w kozim worze mieli,
1625
Rozkoszny owoc ziemi, co umysł weseli.
Idaj niósł wielką czaszę i złote puchary
I rzekł, tam się zbliżywszy, gdzie był Pryjam stary:
— «Laomedona synu! Wojska i wojsk głowy
Wzywają cię, byś stwierdził[186] zawarte umowy.
1630
Parys i młodszy Atryd[187], uzbrojeni dzidą,
Spotkać się pojedynkiem o Helenę idą.
Zwycięzca i dostatki, i żonę zabierze,
A dwa narody wieczne połączy przymierze:
My spokojnie uprawiać będziem nasz grunt żyzny,
1635
Achaje zaś popłyną do swojej ojczyzny».
Zląkł się i zadrżał starzec, słysząc wyraz taki.
Zaraz do wozu każe zaprzęgać rumaki.
Zaprzężono. Siadł Pryjam, wziął w rękę lejc świetny,
Przy nim się obok mieści Antenor szlachetny.
1640
Jadą przez Bramę Skajską, a gdy było blisko
I trojańskich, i greckich mężów stanowisko,
Starce, wpośród wojsk obu, na polu szerokiem
Z wozu wysiadłszy, pieszo wolnym idą krokiem.
Wstał Atryd, wstał Odyseusz, wodze ludów możni;
1645
Szanowni się ofiarą zaprzątają woźni,
Stawią rękojmie stwierdzić mające ugodę,
Mieszają wino, wodzom do rąk leją wodę.
A król mężów tasaka natychmiast dobywa,
Który mu się przy pochwie mieczowej ukrywa,
1650
I zrzyna nim sierść owcom wyrosłą na głowie;
Rozebrali ją Greków i Trojan wodzowie.
Natenczas Agamemnon ręce wzniósłszy obie,
W takim do wielkich bogów modli się sposobie:
— «Kronido[188], rozwodzący moc z Idy[189] szeroko,
1655
Wielki i straszny boże! Słońce! Świata oko,
Przed którego obliczem nic nie jest tajemne!
Ty, Ziemio i wy, Rzeki, i Mocy podziemne,
Srogą krzywoprzysięzcom gotujące karę!
Bądźcie świadki tych umów i stwierdźcie ich wiarę!
1660
Jeśli Parys mężnego Menelaja zbije,
Niech wszystkie trzyma skarby, niech z Heleną żyje:
A flota grecka zaraz do Argos popłynie;
Lecz jeśli z Menelaja ręki Parys zginie,
Helenę Troja odda i Heleny zbiory,
1665
I jeszcze płacić będzie należne pobory,
By do późnych lat przeszła pamiątka tej winy.
A gdy, choć Parys legnie, Pryjam lub też syny
Nie zechcą ich opłacać, ja nie pierwej ruszę,
Aż skończę z chwałą wojnę i winę wymuszę».
1670
Wraz[190] bije owce, święte przymierza zadatki,
Rznie ostrym nożem gardziel, a życia ostatki
Drganiem znaczą złożone na ziemi ofiary.
Potem czerpają wino, wylewają z czary
I wielkie na świadectwo wzywają niebiosy…
1675
Znowu Pryjam, Dardana wnuk, w te słowa zacznie:
— «O Trojanie i Grecy! Słuchajcie mnie bacznie!
Ja do miasta mojego powrócić się muszę:
Widok ten zbyt bolesny jest na moją duszę
I nie mógłbym znieść, kiedy syn, moje kochanie,
1680
Z mężnym do pojedynku Menelajem stanie.
Wie Zeus nieśmiertelny, wiedzą insze bogi,
Na którego z dwóch padnie śmierci wyrok srogi».
To wyrzekłszy, ofiary święte na wóz wkłada,
Bierze starzec do ręki lejce i sam siada;
1685
Z nim się mieści Antenor, zaciął biczem konie,
Skierował wóz i w pysznym stanął Ilijonie.
Hektor z męstwa, Odyseusz zaszczycony z rady,
Rozmierzają plac między zbrojnymi gromady,
Trzęsą losy, w przyłbicy położone na dnie,
1690
Na kogo pocisk rzucić pierwszego wypadnie.
Do bogów zaś narody oba ręce wznoszą
I Grecy, i Trojanie tak Zeusa proszą:
— «Wielki boże! Którego władza z Idy słynie,
Niechaj natychmiast sprawca tylu nieszczęść zginie,
1695
Niech go czarne Hadesa[191] siedlisko zabierze!
Dwa narody zaś wieczne niech złączy przymierze!
Tak się modlą, a Hektor, w tył zwróciwszy oczy,
Wstrząsł szyszak: los gładkiego[192] Parysa wyskoczy.
Siadają w rzędach męże blisko bystrych koni,
1700
A równina od świetnej zajaśniała broni.
Wtenczas prześliczny Parys, mąż prześlicznej żony,
Zaraz na siebie oręż przywdziewa zdobiony:
Na białą naprzód nogę obuw[193] kształtny wciąga,
Który srebrnymi haftki[194] jak najmocniej sprząga,
1705
Na piersi pancerz brata Likaona wkłada,
Bo mu właśnie do wzrostu i miary przypada;
Spiżowy[195] miecz zawiesza, a pochwy srebrzyste
Od świetnych gwoździ blaski wydają rzęsiste.
Nareszcie piersi tarczą niezłomną okrywa,
1710
Na głowie szyszak — nad nim groźna kita pływa,
I długą bierze dzidę, którą zręcznie robi.
Podobnie się Menelaj do boju sposobi.
PojedynekIdą na środek, w sercu nie znający trwogi,
Strasznie patrząc na siebie. Na widok tak srogi
1715
Oba ludy zostały zdumieniem przejete.
A oni, skoro weszli w miejsce im wytknięte,
Długie wstrząsają dzidy, gniew im z oczu błyska;
Natenczas gładki Parys silny oszczep ciska,
W środek tarczy utrafia, lecz jej nie przebija:
1720
Znalazłszy odpór, dzida kończata się zwija.
ModlitwaZnowu z kolei pocisk Menelaj wynosi,
Lecz nim go rzuci, wprzódy tak Zeusa prosi:
— «Boże! Daj pomstę nad tym, co zdradził szkaradnie,
Niech zwodnik Parys trupem z mojej ręki padnie,
1725
By się wiek przyszły brzydził tym, co przyjaźń skaził,
I, gość w domu przyjęty, gościnność obraził».
To rzekł i długą dzidą zgubny cios wymierza,
W koniec Parysowego utrafia puklerza;
Choć twarda miedź, tęgiego ciosu nie odpiera,
1730
Przebija puklerz[196] dzida i kirys[197] przedziera,
I z boku wedle wnętrza szatę mu przewierci:
Schylił się zręcznie Parys i wydarł się śmierci.
Zatem z pochew Menelaj miecz wyrwawszy silny,
Uderzył nim w przyłbicę. I ten raz był mylny;
1735
Strzaskana w sztuki głownia na ziemię upada.
Patrzy w górę, na niebo, w żalu się rozjada:
— «O Zeusie! O z bogów ty najmniej litosny!
Mniemałem, że z tej ręki padnie zdrajca sprosny,
Że się pomszczę obelgi: miecz prysnął w kawały,
1740
Dzida próżny raz niosła, zbrodzień został cały».
Wraz leci na Parysa, ledwie się nie wściecze,
Chwyta go za przyłbicę i ku Grekom wlecze;
On próżno mocniejszemu opierać się kusi,
Idzie, kształtne wiązanie pod brodą go dusi.
1745
I byłby go przeciągnął, chwałę zyskał wieczną,
BoginiGdy Kiprys[198], odwracając zgubę ostateczną,
Przecina rzemień, jaki zarżnięty wół daje;
Tak goły szyszak w ręce Atryda zostaje,
Który on, kilkakrotnie zakręciwszy, ciska,
1750
A wierni go podnieśli słudzy z bojowiska.
Chwyta broń, nowy zamach na Parysa czyni,
Lecz go łatwo ratuje Kiprys, jak bogini:
Uniósłszy okrytego gładysza mgłą ciemną,
Sadza na łożu tchnącym wonnością przyjemną…
1755
Atryd podobny do lwa, kiedy się rozhuka,
Biega pośród zastępów i Parysa szuka,
Ale żaden pokazać nie mógł, gdzie się schronił,
A pewnie by z przyjaźni nikt go nie zasłonił:
Wszyscy się nim jak śmiercią brzydzili Trojanie,
1760
Wtenczas pośród wojsk obu król narodów stanie
I rzecze: «Niech Trojany słowa moje słyszą
I Dardany, i ludy, co im towarzyszą!
Zwycięzcą jest Menelaj. Zatem wy i zbiory,
I Helenę oddajcie, i płaćcie pobory.
1765
Niechaj to potomkowie usłyszą dalecy».
Skończył, głos króla zgodnie potwierdzili Grecy.

Księga IV

W złotym Zeusa domu wspartym na obłokach
Zebrane radzą bogi[199] o wiecznych wyrokach;
Przypijają czaszami, nektar[200] Hebe[201] toczy,
1770
A na trojańskie mury obrócili oczy.
Wtedy Kronid[202], by dumną swą żonę rozdąsać,
Chytre czyniąc docinki, zaczął ją przekąsać:
— «Dwie boginie Menelaj[203] na swej liczy stronie,
Ma pomoc i w Palladzie[204], i w mej wzniosłej żonie,
1775
Lecz je bawią Olimpu[205] rozkoszne pałace,
I tylko na rycerskie jego patrzą prace;
Zaś matka śmiechów zawsze, gdzie jej Parys luby[206];
Teraz nawet od bliskiej wydarła go zguby.
Wszakże nikt Atrydowi[207] zwycięstwa nie przeczy:
1780
My radźmy, jaki obrót mają wziąć te rzeczy,
Srogichli bojów pożar na nowo rozszerzem,
Czyli[208] dwa ludy wiecznym złączymy przymierzem?
Jeżeli rada bogów zdanie to pochwali,
Tak się i możne miasto Pryjama ocali,
1785
I Atryd żonę weźmie krom[209] wszelkiej zatargi[210]».
Na te słowa z Palladą Hera gryzły wargi,
W obu piersiach przeciwko Troi złość zaciekła.
Siedziały blisko siebie: Pallas nic nie rzekła,
Chociaż ją w głębi serca straszliwy gniew zjada;
1790
Hera[211] wstrzymać nie może i tak odpowiada:
— «Twardy Kronosa synu, jakież słowa twoje?
Także więc próżne będą me prace i znoje?
Pozajeżdżałam konie, zgromadzając sama
Wojska greckie na Troi zgubę i Pryjama.
1795
Czyń, jeśli się poróżnić żądasz z niebem całem».
A na to chmurowładca tak mówi z zapałem:
— «O zajadła bogini, cóż Pryjam lub syny
Zgrzeszyły przeciw tobie? Jakie są ich winy,
Że tak zawzięcie dążysz na zniszczenie[212] Troi?
1800
Wtenczas twoja podobno zemsta się ukoi,
Gdy w miasto wszedłszy, które jest Azyi cudem,
Pożresz surowo króla z synami i z ludem.
Nasyć twoją nienawiść! Niechaj od tej pory
Obojga nas nie różnią więcej przykre spory.
1805
Ty zważaj, bo ci moje chcę myśli wynurzyć:
Jeśli ja przedsięwezmę jakie miasto zburzyć,
Gdzie mają ludzie tobie przyjemni mieszkanie,
Nie wstrzymuj gniewu mego, nie wstawiaj się za nie.
To ja ci miasto daję z niemałym zmartwieniem.
1810
Ze wszystkich miast pod słońcem i nieba sklepieniem
Najmilszy sercu memu Ilijon potężny
I król trojański Pryjam, i lud jego mężny;
Tam ofiary, tam święte czynią mi obrzędy
I wszystkie nieśmiertelnym należyte względy».
1815
Na to Hera wielkimi oczyma wspaniała:
— «Trzy miast kocham, tem sobie nad inne wybrała:
W Argos, w Sparcie, w Mykenach mam rozkosz jedyną,
Lecz gdy ci nienawistne będą, niechaj zginą…
Lecz niech i ja cierpię w chęciach mych zawodu,
1820
Bom bogini, bom z tobą jednego jest rodu,
Jako córka Kronosa słusznie uwielbiona,
I stąd niemniej czci godna, żem Zeusa żona.
Wszyscy jednak twe berło najwyższe uznajem.
Odtąd my sobie chciejmy ulegać nawzajem:
1825
Ty bądź dla mnie, ja będę uczynną dla ciebie,
A tak się naszej woli nic nie oprze w niebie.
Teraz zaś bez odwłoki daj rozkaz Atenie,
Niech zaszłą między ludy ugodę rozżenie[213];
Niech Troja z jej namowy, pomimo przymierzy,
1830
Na Greki świeżą chwałą wyniosłe uderzy».
Takie były królowej Olimpu żądania.
Chętnie się do nich ojciec nieśmiertelnych skłania
I mówi do Pallady: «Bież[214], córo, bez zwłoki,
Gdzie i Grek, i Trojanin zajął plac szeroki,
1835
I dokaż, że Trojanin, pomimo przymierzy,
Na Greki świeżą chwałą wyniosłe uderzy».
Tym słowem wrzącą z siebie Palladę podżega;
Wraz Omenbogini z Olimpu śnieżystego zbiega.
Jak gdy zesłana gwiazda od Zeusa błyśnie,
1840
W żeglarzach, w wojsku serca nagły przestrach ściśnie
Z niej tysiąc iskier pada i blask sypie złoty:
Tak się zniżała Pallas między zbrojne roty.
Wszystkich tam zadumienie objęło niezmierne,
I waleczne Trojany, i Greki pancerne;
1845
Na dwie strony[215] ten widok rycerze tłumaczą:
— «Ach! — mówią — znowu krwawe bitwy nam się znaczą,
Albo się też i pokój żądany odrodzi;
Wszak Zeus waśni ludzi i Zeus ich godzi».
Takie wnioski czynili Grecy i Trojanie,
1850
PodstępKiedy Pallas wpośrodku hufców zbrojnych stanie,
Wydając się na twarzy mężnym Laodokiem;
Pandara między szyki bystrym śledzi okiem;
Postrzega bohatera, a przy nim rycerze
Od Ajzepu ściągnieni, przybrani w puklerze.
1855
Do niego Pallas rzecze: «Synu Likaona,
Czy twoja, co ci rzeknę, prawica wykona?
Wypuść na Menelaja z łuku zgubną strzałę,
Pozyskasz stąd u Trojan znakomitą chwałę;
Od Parysa w nagrodę takiego uczynku
1860
Wielkiego się spodziewać możesz upominku.
Czegóż by ten bohater mógł odmówić tobie,
Gdy z twej ręki Menelaj w smutnym legnie grobie?
Nuż więc, na króla Sparty puść grot zaostrzony;
A likijskiemu bogu[216], co łukiem wsławiony,
1865
Ślubuj setne w ofierze jagniąt pierworody,
Gdy w ojczystej Zelei święte wrócisz grody».
Tak mówiła bogini, a chytra jej rada
Niebacznemu[217] mężowi do serca przypada.
Zatem świetny łuk bierze, ów łup okazały
1870
Z dzikiego kozła, który gdy wyszedł ze skały,
Na zasadzce ukryty bohater nań galił[218]
I ugodziwszy w piersi, na ziemię obalił.
Ten długie na szesnaście dłoni nosił rogi;
Przecudnie sztukmistrz umiał wykształcić[219] łup drogi:
1875
Pyszny róg wystrugawszy, łuk z niego wyrobił
I oba jego końce złotem przyozdobił.
Ten łuk napina Pandar i do ziemi chyli;
Wierni go towarzysze tarczami okryli,
Aby go pierwej greckie nie postrzegły męże,
1880
Niżeli zgubnym grotem Atryda dosięże.
Nie używaną jeszcze strzałę wziął w kołczanie,
Strzałę, co tylu bólów przyczyną się stanie,
Piórami nastrzępioną, raniącą straszliwie,
Umiejętnie na tęgiej nakłada cięciwie,
1885
A likijskiemu bogu[220], co strzela z daleka,
W dom wróciwszy, stugłową ofiarę przyrzeka.
Już grot wsparty na wierzchu, pierś dotyka żyły,
Gdy obwód skrzywił z wielkim natężeniem siły;
Szczękła struna, łuk warknął, a strzała skrzydlata,
1890
Okrutny cios niosąca na Greki wylata.
MuchaLecz, Menelaju! Bogi pamiętne o tobie:
Pierwsza na pomoc Pallas w złej przybiegła dobie.
A jak matka z śpiącego dziecka muchę zgania,
Tak ona grot odpędza i ciebie zasłania.
1895
Tam odwróciła strzałę, gdzie spięty pas złotem,
Drugim się stał kirysem[221] przed śmiertelnym grotem.
Jednak i tą przeszkodą nie był cios odparty;
I pas mocny, i kirys od strzały przedarty,
Nawet przeciw tysiącznym pociskom zasłona,
1900
Blacha z miedzi została od niej zdziurawiona:
Dosięga ostrze ciała i skórę rozrywa,
Z niego zaraz krew na kształt purpury wypływa.
Jaką farbę z meońskiej[222] lub karyjskiej włości
Przebiegła robotnica słoniowej da kości,
1905
Gdy ją w purpurze zmacza; tysiąc życzy sobie
Nabyć jej ku wspaniałej wędzidła ozdobie,
Lecz dla króla schowana w domu piękność taka,
Z której chwała dla jeźdźca, świetność dla rumaka:
Podobnie, Menelaju, czystej krwi płynienie
1910
Zafarbowało twoje biodra i golenie.
Wzdrygnął się Agamemnon[223], gdy krew postrzegł z rany,
I Menelaj sam został nie mniej pomieszany,
Ale nabiera serca, gdy widzi, że strzała
Kolcami[224] w pas utkwiwszy, mało sięga ciała.
1915
Z westchnieniem rzekł król, brata czule cisnąc w ręku.
Wokoło pełno wiernych towarzyszów jęku:
— «Bracie, na zgubę twoją wszedłem w te umowy,
Dla Greków nadstawiwszy Trojanom twej głowy,
Gdy cię ranili zdrajcy, złamali przymierze.
1920
Ale umowa w świętej uczyniona wierze
I wina poświęcenie, i prawic podanie,
I z ofiar krew rozlana próżno nie zostanie.
Bóg, ZemstaJeśli pan nieba teraz nie karze tej zdrady,
To w przyszłości da pomsty okropne przykłady
1925
Na ich głowy, na żony, na dzieci ją zleje.
Bo ja zawsze mam w sercu te pewne nadzieje,
Że przyjdzie dzień, gdy Pryjam i lud jego zginie,
A Ilijon się w smutnej zagrzebie ruinie…
Zeus obrażon tej zbrodni nie puści bezkarnie.
1930
Lecz jeśli, Menelaju, ty byś zginął marnie,
Z jakim wtedy mi bólem i w jakiej ohydzie
Powracać się do Argów od tych brzegów przydzie…
A Menelaj go ciesząc: «Ukój ten żal srogi,
Nie trać serca i w wojsku nie rozszerzaj trwogi:
1935
Bo nie wziąłem śmiertelnej rany od tej strzały;
Pas i kirys[225], i blacha, te mnie ratowały».
— «Najukochańszy bracie — król z jękiem odpowie
Ach! Żebyć uiścili te słowa bogowie!
Machaon[226], lekarz biegły, z rany cię wyleczy
1940
I przeciw ostrym bólom plastrem zabezpieczy».
Śpieszno rozkaz woźnemu Taltybowi daje:
«Pójdź, niechaj tu czym prędzej boski lekarz staje,
Godny syn Asklepiosa; niechaj nie odwleka,
Oto Menelaj wsparcia z jego ręki czeka.
1945
Z Trojan czy z Lików[227] zgubną ktoś wypuścił strzałę;
Czego my rzewnie płaczem, z tego on ma chwałę».
Nie odkłada rozkazu spełnić sługa wierny.
Czym prędzej się przeciska przez naród pancerny,
Szukając Machaona. Zaciągnione z Tryki
1950
Otaczają go wkoło mężne wojowniki.
Do niego się odzywa woźny tym wyrazem:
— «Przychodzę tu do ciebie z Atryda rozkazem:
Jak najprędzej cię widzieć król narodów żąda,
Menelaj ranny wsparcia twej ręki wygląda.
1955
Z Trojan czy Lików zgubną ktoś wypuścił strzałę;
Czego my rzewnie płaczem, z tego on ma chwałę».
Zasmucił się Machaon, słysząc wyraz taki;
Idą oba przez gęste Achajów orszaki,
Przychodzą, gdzie Menelaj raz[228] wziął z rąk zdradzieckich:
1960
Otoczony od pierwszych bohaterów greckich,
Stał wpośrodku ich rycerz do bogów podobny.
Zaraz wyjmuje strzałę. Kolce w pas ozdobny
Mocno wbite, gdy ciągnął, skrzywione zostały.
Zdjął z niego pas i blachę lekarz doskonały,
1965
Opatrzywszy zaś ranę, wyssał krew, a potem
Rozlał balsam na miejsce ostrym tknięte grotem.
W cudnych skutkach moc tego balsamu wsławiona,
On go dostał od ojca, ojciec od Chejrona[229].
Gdy ci mają o rannym Atrydzie[230] staranie,
1970
Tymczasem się waleczni zbliżają Trojanie;
Równie się biorą Grecy do Aresa sprawy[231].
WódzWtenczas Agamemnona widać umysł żwawy:
Nie zna trwogi, od bitwy zwlekania daleki,
I sam na plac krwi leci, i prowadzi Greki.
1975
Wysiadł z wozu, a konie, z których ogień pryska,
Eurymedon hamuje wpośród bojowiska,
Powoźnik doskonały, syn Ptolemejowy.
Blisko się trzymać wielą król zaleca słowy,
By gdzie spocząć miał długim zmordowany trudem.
1980
Sam, pieszy, między greckim przechodzi się ludem;
Gdzie widzi serca chciwe kurzawy i znoju.
Takimi jeszcze słowy zachęca do boju:
— «Niech w was, Grecy, ten zapał szlachetny nie stygnie:
Nie za zdrajcami Kronid[232] swą prawicę dźwignie,
1985
Którzy świętą przysięgę złamali niegodnie;
Na brzydką pójdą pastwę sępom za swe zbrodnie:
A my, gdy padnie od nas Ilijon zburzony,
Powieziem na okrętach ich dzieci i żony».
Ale na gnuśnych[233] ostrym wyrazem powstaje
1990
I sprawiedliwym gniewem zapalon tak łaje[234]:
Strach— «Na łup nieprzyjacielskiej wystawiony strzały,
Motłochu podły, czemu stoisz odurzały[235]?
Skąd ta niemęska bojaźń? Skąd to pomieszanie?
Za co, jak długim biegiem zmordowane łanie,
1995
Ledwie się mdłą[236] na ziemi wspierające nogą,
Na plac bitwy patrzycie z zimną w sercach trwogą?
Czekacież, aż się zbliżą trojańskie szeregi
I szeroko zastąpią całe morza brzegi?
Natenczas wy dopiero chcecie, nikczemnicy,
2000
Doświadczyć wsparcia mocnej Zeusa prawicy?»
Tak łaje gnuśnych[237], mężnej zapał wlewa młodzi…
Aż do słodkiego mówcy Nestora[238] przychodzi.
Ten stawia swych, zachęca; z nim, bitew świadomi,
Alastor, Hajmon, Bias, Pelagon i Chromi.
2005
W pierwszym rzędzie z wozami dzielnie stawia konie,
W tyle piechotę liczną, tamtym ku obronie,
A podejrzanych w męstwie we środku zamyka:
Tak gnuśny, choćby nie chciał, żwawo się potyka.
Lecz jezdnym przykazuje wstrzymywać rumaki
2010
I nie lecieć do boju, zmieszawszy orszaki[239]:
— «Niech żaden z was, niewczesnym[240] zapałem zagrzany,
Nie wybiega, rzuciwszy swój szyk, na Trojany!
Zbyt ufny w sztuce jazdy, na los niesie życie;
Lecz nie cofajcie kroku, bo się osłabicie.
2015
Kto z swego wozu rydwan przeciwny dosięże,
Niech wtedy dzidą robi, tak wojują męże,
Tymi niegdy sposoby w wojny sztuce sławni
Brali miasta i pole wygrywali dawni».
Tak w bojach doświadczony starzec ich oświeca,
2020
Co w sercu mężów króla żywą radość wznieca.
Starość— «Oby — mówi — jak dusza w tobie nie złamana,
Tak byś miał dzielne siły i krzepkie kolana!
Lecz cię starość nachyla, która wszystkich gniecie;
By raczej innych gniotła, a tyś był w lat kwiecie!
2025
Starość, Młodość, Walka— «O Atrydo[241]! — rzekł Nestor. — Wiek mnie dziś osłabił.
Czemum ja nie ten, kiedym Ereutala[242] zabił?
Nie wszystkie ludziom niebo daje razem dary:
Wtedym był młody, silny, dziś słaby i stary.
Lecz będę w boju, wesprę walczących przestrogą.
2030
Choć jedno jest, co jeszcze starzy zrobić mogą.
Niechaj ten dzidą w polu nieprzyjaciół zmiata,
Kogo ogniem kwitnące podżegają lata».
Skończył, a król z pociechą serca dalej śpieszy,
Aż nareszcie przychodzi do ateńskiej rzeszy;
2035
Lecz nic przy Menesteju[243] boju nie oznacza:
Bezczynny wódz, bezczynne wojsko go otacza.
Tuż Itak[244], wielki radą, niezmordowan trudem,
Walecznych Kefallenów[245] otoczony ludem;
Jeszcze do nich wojenne nie doszły okrzyki,
2040
Gdyż dopiero się właśnie poruszały szyki
Trojan, jeźdźców odważnych i greckich rycerzy.
Czekali więc, aż który wprzód zastęp uderzy
I zaczynając bitwę na Trojan poskoczy.
Agamemnon im gnuśność wyrzuca na oczy:
2045
— «Krwi Peteja[246], którego Zeus kochał wiele,
I ty, co zawsze chytre przemyślasz fortele,
Czemu z dala stoicie? Nie szukacie znoju?
Czekacie, aż was drudzy uprzedzą do boju?
Wam pierwszym należało mężnie zacząć sprawę[247]
2050
I Aresową w polu poruszyć kurzawę,
Jak was pierwszych przyzywam do mojego stołu.
Bo gdy się zgromadzają wodzowie pospołu,
Dobrze wam zgotowana smakuje biesiada,
Dobrze się wino spija, dobrze mięso zjada;
2055
Lecz gdy mężnie wystawić trzeba w polu życie,
Dziesięciu się uprzedzić wodzom dozwolicie».
Wskróś Odyseusza takie wymówki przebodły:
— «Do mnież — rzekł — królu, wyrzut obracasz tak podły?
Namże wymiatasz gnuśność do rycerskiej sprawy?
2060
Niech się tylko z Trojany rozpocznie bój krwawy,
Chciej patrzyć, a nie będzie tajne twemu oku,
Że Odyseusz nikomu nie ustąpi kroku;
W najpierwszym rzędzie ojciec Telemacha stanie,
A ty wstydzić się będziesz za tak płoche[248] zdanie».
2065
Poczuł Atryd, że wyraz ten z gniewu pochodzi,
Więc z uśmiechem tak pierwsze wyrzuty łagodzi:
— «Przemyślny Odyseuszu, cny Laerta synu,
Nie łaję cię, nie grzeję do mężnego czynu.
Wiem, że w roztropne rady twoje myśli płodne,
2070
Wiem, że twoje uczucia z moimi są zgodne.
Niechże słowo zbyt prędkie nie wzbudza niechęci,
Niech je bogi[249] na zawsze wygładzą z pamięci…
Jak gdy ogromną paszczą morze wiatr ozionie,
Pędzą wały[250] ku brzegom poruszone tonie,
2075
Najpierwej się na głębi zbierają bałwany,
Wnet ziemię hukliwymi szturmują tarany[251]
I wzdąwszy się, nad góry wznoszą się skaliste,
Daleko wybuchają słoności pieniste:
CiszaTak skupione do boju greckie wojsko śpieszy.
2080
Każdy z osobna swojej wódz przoduje rzeszy,
A najgłębsze milczenie w tylu mężów tłumie:
Sądziłbyś, że tak liczny lud mówić nie umie.
Tym szanują milczeniem przewodniki swoje;
Naokoło blask świetne rozstrzelają zbroje…
2085
Z jakim się owce w stajni odzywają bekiem,
Gdy z wymion ich naczynia napełniają mlekiem,
A mać na głos jagnięcia swego odpowiada:
Z takim się wrzaskiem Trojan porusza gromada.
Niesfornymi[252] powietrze rozlega się krzyki[253]:
2090
Różne ludy różnymi wołają języki,
Aresa lub Palladę[254] ma za sobą strona;
Wszędzie Bojaźń i Popłoch, Niezgoda szalona,
Co nigdy krwi niesyta, za wojnami dyszy,
Sroga siostra, srogiemu bratu towarzyszy:
2095
Mała ona w początkach, wnet w górę się wzbije,
Nogami depce ziemię, głowę w niebie kryje;
Ta zajadłą nienawiść w serca ludu wlewa
I przechodząc przez roty, do mordów zagrzewa.
WalkaA skoro się w Aresa polu wojska znidą[255],
2100
Wnet się z puklerzem puklerz[256], dzida miesza z dzidą,
Siła walczy na siłę, tarcza trze się z tarczą,
Zgiełk się szerzy, pociski na powietrzu warczą,
Krzyczą zwycięzcy, smutnie jęczą zwyciężeni,
Ziemia płynie od krwawych rozmiękła strumieni.
2105
Jak z krynic wychodzące dwa bystre potoki
Spadają po urwiskach wyniosłej opoki,
Szum straszny się rozlega po całej krainie,
Nim nurty w przepaścistej połączą dolinie,
A pasterz z dala słucha, co znaczy ta flaga:
2110
Tak gdy ci z sobą walczą, strach i krzyk się wzmaga…
Gdyby kto po tym krwawym przeszedł bojowisku,
Nie lękając się razów gęstego pocisku,
Przez Palladę od szwanku broniącą niesiony,
Obojej by zarówno męstwo wielbił strony:
2115
Bo tak na śmierć Trojanie, jak i Greki biegli
I pole zmieszanymi trupami zalegli.

Księga V

OdwagaPallada[257] nowym ogniem Tydejdę[258] zagrzewa,
Swoje mu w piersi męstwo i swój zapał wlewa,
By wszystkich bohaterów przeszedł rycerz śmiały,
2120
A przez to nieśmiertelnej zyskał wieniec chwały.
Puklerz[259] i szyszak blaskiem otacza promiennym;
Jak się wydaje gwiazda, co w czasie jesiennym
W oceanie skąpana światłość żywą ciska:
Taki mu ogień z czoła i ramion połyska.
2125
Uzbroiwszy tam pchnęła swojego rycerza,
Gdzie się najbardziej pożar wojenny rozszerza.
Żył w Troi Dares, człowiek cnotliwy i możny,
Ojciec dwu synów, kapłan Hefajsta[260] pobożny,
A w bohaterskiej sprawie oba wiele znaczą.
2130
Więc skoro Diomeda mężnego obaczą,
Lecą nań, od trojańskiej odbiegnąwszy rzeszy;
Ci z wozu nacierają, a on walczy pieszy.
Pierwszy uderzył Fegej, ale raz[261] był mylny,
Bo nad ramię bez szwanku przeleciał grot silny.
2135
Co zaś Diomed — próżno oszczepu nie ciska,
Trafia go w piersi, zwala wpośród bojowiska.
Brat skoczył z wozu, jednak nie śmiał trupa bronić;
I ten przed czarną śmiercią nie mógłby się schronić,
Lecz go Hefajst, obłokiem pokrywszy, ocalił,
2140
Żeby do reszty ojca smutek nie przywalił.
Zatem zwycięzca pyszne ich rumaki bierze
I do nawy[262] przez swoje odsyła żołnierze[263].
Obaczywszy, że jeden syn Daresa bieży,
Drugi smutnie na piasku rozciągniony leży,
2145
Zmieszali się Trojanie, trwoga w serca pada.
Wtenczas do boga wojny tak rzecze Pallada:
— «Ares[264], Ares okrutny! Co gubisz narody,
Przelewasz krew, a w gruzy świetne mienisz[265] grody!
Czyliż nam do tych bojów mieszać się przystoi?
2150
Niech pan nieba zwycięstwo da Grekom lub Troi,
My ustąpmy: inaczej obrazimy ojca».
Tak mówiła; usłuchał Ares, ludzi zbojca[266].
Więc go daleko z pola bitwy uprowadza
I na brzegach Skamandru[267] kwiecistego sadza.
2155
Uciekają Trojanie, strach piersi osłabił,
A każdy z wodzów greckich rycerza ich zabił…
Tak męże w bohaterskiej pracowały sprawie,
Lecz w tym zajadłym boju nie rozeznać prawie,
Czyli[268] Diomed z greckiej, czy z trojańskiej strony,
2160
Wszędzie się bowiem miota rycerz zapalony.
Jak wezbrana szumnymi potokami rzeka,
Wyparłszy brzegi, z łoża na pola ucieka,
Wszystkie wywraca tamy, a w biegu gwałtownym
Niesie groblom zwalisko[269] i mostom warownym
2165
I wzdęta od Zeusa nagłymi ulewy[270]
Porywa pracowite rolników zasiewy:
Tak Tydejd[271] gromi Trojan, pędzi roty drżące
Jednemu nie wystarczą rycerzów tysiące.
Postrzegłszy, że bohater całe szyki miesza,
2170
Że trwożna Trojan przed nim ustępuje rzesza,
Przeciw Diomedowi Pandar łuk natęża:
Strzałą rani na siebie lecącego męża;
Pancerz nią nad ramieniem zostaje przeszyty,
Doszła ciała, wypłynął krwi strumień obfity.
2175
Natychmiast Pandar głosem radosnym zawoła:
— «Trojanie! Wróćcie nazad[272], stawcie mężnie czoła!
Ranny najwaleczniejszy mąż między Achiwy[273]
I niedługo przeżyje postrzał z tej cięciwy,
Jeżeli sam bóg łuku z Liki i mnie zwabił».
2180
Tak triumfował Pandar, ale go nie zabił.
Cofa się za wóz Tydejd i wzywa Stenela[274],
Najwierniejszego sobie w życiu przyjaciela:
— «Chodź, kochany Stenelu, daj ratunek wczesny[275],
I wyrwij mi czym prędzej z barku grot bolesny».
2185
To rzekł, Stenel do niego szybkim przybiegł krokiem,
Grot wyrwał, a krew czarnym lunęła potokiem.
Walka, ModlitwaWtenczas Tydejd ślub czyni w takowej modlitwie:
— «Wielka córko Zeusa, jeśliś kiedy w bitwie
Mnie albo ojca wsparła twą prawicą silną,
2190
Dziś usłysz prośbę moją, dziś mi bądź przychylną!
Daj mi tego położyć na pobojowisku
I staw go sama pod sztych mojego pocisku,
Który mnie pierwszy ranił, teraz się nadyma,
Że słońce wiecznie zgasło przed mymi oczyma».
2195
Łatwo do jego prośby skłania się Pallada.
Wraz[276] pierwszą nogom szybkość, rękom dzielność nada,
I zbliżywszy się rzecze: — «Mężny Diomedzie,
Niechaj cię pewna ufność na Trojany wiedzie,
Bom cię dziś równym ojcu zrobiła rycerzem,
2200
Jakim był, groźnym z wozu wstrząsając puklerzem[277]
Już ci więcej mgła ciemna oczu nie powleka;
Zdarłam ją, byś rozeznał boga od człowieka.
Gdyby więc który z bogów twej doświadczał dłoni,
Ty przeciw nieśmiertelnym nie bierz się do broni;
2205
Lecz gdyby się Kiprydzie[278] bój odwiedzić zdało,
Na mdłą[279] boginię możesz użyć ręki śmiało».
To rzekłszy, znikła Pallas; bohater pośpiesza,
I wnet się między pierwsze wojowniki miesza:
Jeśli przedtem trojańskie roty dzielnie walił,
2210
Teraz się trzykroć większą śmiałością zapalił.
Jak lew, kiedy go pasterz pilnujący trzody
Rani, wpadającego do owiec zagrody,
Tym bardziej się rozjada, grzywa mu się jeży;
Nie odpiera go pasterz, lecz do chaty bieży[280],
2215
A owce przelęknione cisną się gromadą,
Potrącają się, jedne na drugich się kładą;
Niosąc zdobycz, wysokie lew przesadza[281] płoty:
Tak Diomed się rzuca na trojańskie roty…
Widząc Ajnejasz, jako rycerz gromi roty,
2220
Spieszy przez krwawe pole, przez świszczące groty
I szukając Pandara, zastępy obiega,
Aż wreszcie męża bogom równego postrzega
I zbliżywszy się, rzecze: — «Gdzież się więc podziały
I twój łuk, i niechybne, cny Pandarze, strzały?
2225
Gdzie sława od nikogo tu nie zaprzeczona
I w kraju, że nad syna nie masz Likaona?
Wznieś do Zeusa ręce, a na tego męża
Puść ostrą z łuku strzałę, który nas zwycięża.
Ktokolwiek jest, okrutną rzeź w zastępach zrobił,
2230
Tylu wsławionych Troi bohaterów pobił.
Może to i bóg jaki, gniewny o ofiary:
Gniewne bogi ciężkimi zwykły chłostać kary».
— «Ajnejaszu! — rzekł Pandar — Ty wojska nadzieja!
Wcale[282] ten mąż podobny do syna Tydeja:
2235
Tak z koni, tak z przyłbicy, tak sądzę z puklerza;
Lecz może i bóg postać wziął tego rycerza.
A jeśli jest Diomed, od bogów ma wsparcie,
Bez nich by się nie miotał w boju tak zażarcie.
Pewnie kto z nieśmiertelnych ukryty w obłoku
2240
Zwraca strzały do jego wymierzone boku.
Jużem grot nań wypuścił, kirys[283] na nim przeszył,
Jużem ramię mu zranił, jużem się ucieszył,
Że odwiedzi Hadesa[284], lecz nie mogłem zwalić:
Jakiś mi bóg niechętny musiał go ocalić…
2245
Już grot mój Diomeda i Atrydę[285] ruszył,
Dobył z nich krwi, lecz tylko bardziej ich rozjuszył.
Złym ja wyrokiem zdjąłem te łuki ze ściany,
Kiedy od szlachetnego Hektora wezwany,
Powolny[286] jego chęci, przyszedłem pod Troję.
2250
Lecz jeżeli ojczyznę jeszcze ujrzę moję
I dom luby, i żonę kochaną uprzejmie,
Niechaj mi nieprzyjaciel głowę z karku zdejmie,
Jeśli ich nie dam ogniom, potrzaskanych w sztuki,
Bo widzę, że mi próżnym ciężarem te łuki».
2255
— «Przestań! — Ajnejasz rzecze — tak podle je cenić!
Inaczej się los wojny nie może odmienić,
Aż my się z tym zajadłym spotkamy rycerzem.
Siadaj na wóz, obadwa na niego uderzym.
Doświadczysz koni Trosa, jak zręcznie koleją
2260
I nacierać, i bystro uciekać umieją;
Te nas ocalą, jeśli mimo nasze męstwo[287]
Zeus Diomedesowi zechce dać zwycięstwo.
Ja się bić będę, w twojej bicz i lejce dłoni,
Lub ty walcz, a ja wezmę kierowanie koni».
2265
Na to Ajnejaszowi Pandar odpowiada:
— «Niechaj raczej wędzidłem twoja ręka włada:
Pod znaną ręką więcej będzie wóz bezpieczny.
Jeżeliby nas przemógł[288] Diomed waleczny,
Zbiegłszy się i nie czując swego pana głosu,
2270
Nie mogłyby nas wyrwać od zgubnego ciosu;
Nieprzyjaciel zaś, nieład obaczywszy taki,
I nas by samych zabił, i zabrał rumaki.
Pod twoją zatem ręką niech do boju idą,
Ja Tydejdy natarcie silną przyjmę dzidą».
2275
Tak wszystkie rzeczy bacznym[289] ogarnąwszy względem,
Siadają, bystrym lecą na Tydejdę pędem.
Nie uszli oni wzroku mężnego Stenela,
Który zaraz w te słowa rzekł do przyjaciela:
— «Najmilszy z młodu sercu memu, Diomedzie,
2280
Dwóch mężów zapalonych przeciw tobie jedzie,
Zręczni oba i silni: jeden starzec sprawny,
Pandar, syn likijskiego Likaona sławny;
Drugi mężny Ajnejasz, co z ojca pochodzi
Wielkiego Anchizesa, a Kiprys[290] go rodzi.
2285
Cofnijmy się, niech ślepy zapęd cię nie miota,
Żebyś wreszcie drogiego nie stracił żywota».
A Tydejd gniewny: — «Nie chciej mego serca kusić,
Bo nikt mnie do ucieczki nie zdoła przymusić.
Nienawykły drżeć albo cofać się nikczemnie,
2290
Jeszcze nienaruszone siły czuję we mnie.
Na wóz wsiadać nie myślę, tak zajdę im drogę,
Nie pozwala mi Pallas[291] w piersi przyjąć trwogę;
Pewnie[292] ich konie obu nie wrócą ojczyźnie,
Jeżeli się z tej bitwy choć jeden wyśliźnie.
2295
Ty pamiętaj, Stenelu, dopełnić mej woli!
Gdy mi obu ich Pallas obalić pozwoli,
Moje przywiąż do wozu, a natychmiast konie
Ajnejasza uprowadź ku Achajów stronie.
Z tych idą, które Kronid[293] dał za Ganimeda:
2300
Po słońcem żadnym koniom nikt pierwszeństwa nie da…
Ci mówią, tu rumaki wartkim grzmią kopytem,
Lecą nieprzyjaciele; wraz silnym dzirytem
Zbrojny tak mówi Pandar: — «Tydejdzie zuchwały,
Jeszcze ziemi od mojej nie zaległeś strzały?
2305
Niedawno próżno łuku na ciebie używszy,
Włóczni doświadczę, jeśli nie będę szczęśliwszym».
To rzekł i długi oszczep natychmiast wymierza:
Zręcznie rzucony pocisk trafił wśród puklerza,
Przebił go, lecz kirysa[294] przewiercić nie zdołał.
2310
Zaraz Pandar wyrazy chełpliwymi wołał:
— «Zginąłeś, aż do wnętrza grot cię sięgnął krwawy,
Ty umrzesz, a ja wiecznej dostąpiłem sławy».
— «Mylisz się — niezmieszany Diomed odpowie
Nie są przyjaźni twojej prawicy bogowie;
2315
ŚmierćLecz ta sroga zajadłość nie wprzód was odbiegnie,
Póki choć jeden trupem na placu nie legnie
I krwią strasznego wojny boga nie nasyci».
To skoro wyrzekł, zaraz silny oszczep chwyci
I rzuca na Pandara. Ten celu nie zboczy:
2320
Ręka samej Pallady niesie go pod oczy,
Utrafia w nos, tnie język i zęby wybija,
Tam wychodzi, gdzie z brodą złączona jest szyja.
Padł, a oręż i świetna zbroja na nim szczękły;
Tym jękiem się ogniste rumaki przelękły
2325
I skacząc, w tył się nagłym usunęły zwrotem,
A on z lubym na zawsze rozstał się żywotem.
By Grecy nie porwali trupa do obozu,
Z długą dzidą Ajnejasz wyskakuje z wozu,
Jak lew, w moc zaufany, staje nad rycerzem.
2330
Obchodzi go i wielkim zasłania puklerzem;
A ktokolwiek się zbliża dla wzięcia zdobyczy,
Temu zagraża śmiercią i straszliwie krzyczy.
Jednak mężny Diomed placu nie odbieżał,
Chwycił ogromny kamień, co na ziemi leżał
2335
(Który dzisiaj dwóch ludzi, choć z największą mocą,
Niżeli z miejsca ruszą, dobrze się zapocą,
Lecz Diomed podźwignął z małym bardzo trudem),
Uderzył w miejsce między biodrami i udem.
Łamie kość, rwie głaz żyły i skórę rozdziera:
2340
On pada na kolana, ręką się podpiera,
A cień mu czarny zaraz się w oczach rozwinął.
UcieczkaJuż by był Ajnejasza zły wyrok nie minął,
Już by się jego dusza była nie wybiegła,
Gdyby w niebezpieczeństwie syna nie postrzegła
2345
Kiprys, co go powiła ojcu, gdy pasł woły.
Ta go pieszczoną dłonią uchwyciwszy wpoły
I śnieżnymi dokoła okrywszy zasłony,
Aby od kogo z Greków nie został raniony
I duszy nie wyzionął, unosiła z pola.
2350
Stenelowi pamiętna Diomeda wola;
Więc daleko od wrzawy Aresa, na stronie,
Swoje lejcem do wozu przywiązuje konie,
A Ajnejasza z grzywą przepyszną rumaki
Czym prędzej między greckie prowadzi orszaki.
2355
Miłego Deipila tą pracą obciążył,
Ażeby z nimi z pola do okrętów dążył;
W nim sobie mężny Stenel najwięcej podoba,
W jednym są wieku, jedne mają myśli oba.
To zrobiwszy, lejc bierze, na wóz pyszny wsiada
2360
I wkrótce przyjaciela swojego dopada.
Bogini, Krew, WalkaTydeid spiżem lśniącą uzbrojony dzidą,
Widząc, że mdła[295] bogini, ścigał za Kiprydą…
Wreszcie ją długim goniąc śmiały rycerz biegiem,
Dopędził między Trojan walecznych szeregiem.
2365
Natychmiast oszczep rzucił i dosięgnął ręki,
Przebił boską zasłonę, którą tkały Wdzięki,
I zdarł jej trochę skóry żeleźcem pociska:
Zaraz z niej krew, a raczej sok czysty wytryska.
Inny jest pokarm ludzi, inny władców nieba,
2370
Nie znają oni wina, sił nie ciągną z chleba,
Więc krwi nie mając, żywot nieśmiertelny wiodą.
Raniona Kiprys, z bogiń najpierwsza urodą,
Krzyczy i rzuca syna. Apollo go bierze,
I by mu życia greccy nie wzięli rycerze,
2375
Nieprzejrzanym dokoła cieniem go oblecze.
Do Kiprydy zaś Tydejd groźnym tonem rzecze:
— «Idź stąd, córo Zeusa, nie tu twe zalety:
Alboż nie dość, że słabe uwodzisz kobiety?
Jeśli ci jeszcze wojny pożądać się zdarzy,
2380
Sama jej wzmianka róże z twojej spędzi twarzy».
Tak mówił, ona wolną stopą rzuca pole,
Pomieszana i ostre z rany cierpiąc bole…
Bóg, Walka, Kondycja ludzkaA tymczasem Diomed Ajnejasza ściga,
Wie, że go w swoim ręku sam Apollo dźwiga,
2385
Lecz się nawet i boga wielkiego nie boi,
Pragnie zabić rycerza i odrzeć ze zbroi.
Po trzykroć nań zabójczym dzirytem[296] naciera;
Po trzykroć go Feb silną swą tarczą odpiera,
Lecz gdy jak bóg, czwarty raz groził zgubnym ciosem,
2390
Apollo tak do niego rzekł straszliwym głosem:
— «Umiarkuj się, Tydejdo, w szalonym zapędzie
I nie chciej się z bogami w jednym stawiać rzędzie!
Inny ród bogów, górne dzierżących siedlisko,
Inny ludzi, po ziemi wlekących się nisko».
2395
Uchodzi ani dalej ścigać się ośmiela,
Chroniąc się gniewu boga, który śmiercią strzela.
Apollo do Pergamu zaniósł Ajnejasza,
Do świątyni, gdzie Troja moc jego ogłasza:
Tam Leto i Artemis mają o nim pieczą[297]
2400
I w przysionku wspaniałym bohatera leczą.
Łudząc Greki, gdzie ranny Ajnejasz się podział,
Feb marę w jego postać i zbroję przyodział.
Przy niej równie trojańscy, jak greccy rycerze
Długimi dzirytami ogromne puklerze
2405
I lekkie tłuką tarcze: trwała walka sroga,
Gdy bóg srebrnego łuku rzekł do wojny boga:
— «Ares, Ares, okrutny! Co gubisz narody,
Przelewasz krew i w gruzy mienisz[298] pyszne grody!
Nie pójdzieszże usunąć z boju tego męża,
2410
Co by się na Zeusa porwał do oręża?
Naprzód Kiprydę zranił zuchwalec, a potem
Mnie, równając się z bogi, krwawym ścigał grotem».
To rzekłszy, na wyniosłym Pergamie[299] usiada.
Ares, którego sercem zapalczywość włada,
2415
Nie mógł dłużej spokojnie na miejscu pozostać;
Wziąwszy więc Akamasa, wodza Traków, postać,
Zapala bohatery trojańskiej krainy,
I szlachetne Pryjama tak zachęca syny:
— «Wielkiego króla plemię, możnego w dostatki,
2420
Pókiż z rot waszych Grecy czynić będą jatki?
Czekacie-li, aż przyprą bój pod same bramy?
Mąż, co go jak Hektora czcimy i kochamy,
Ajnejasz, syn Anchiza, rozciągnion na piasku:
Wyrwijmy towarzysza spośród krwi i wrzasku!
2425
Tak to Ares im wszystkim śmiałości dodaje…
Więc Hektor z wozu skacze, oszczepy wykręca,
Licznie obiega szyki, do boju zachęca.
Idą mężni Trojanie; Grecy roty zwarli,
I murem nieprzełomnym nieprzyjaciół sparli.
2430
Jak gdy wieją rolnicy, czyste ziarnka ciska
Demeter[300], a plewami bielą się klepiska:
Tak lud achajski cały kurzem był okryty,
Który konie twardymi wzruszały kopyty.
Wracają wozy, jeźdźcy nową walczą mocą,
2435
A Ares okrył pole nieprzejrzaną nocą…
Feb[301] Ajnejasza w swoim krytego kościele[302],
Tchnąwszy mu ogień w piersi, postawia na czele;
Niezmiernie towarzysze jego się cieszyły,
Że im wrócił wódz pełen zdrowia, męstwa, siły,
2440
Ale nikt go nie pyta: bitwa nie pozwala,
Którą Feb, Ares, krwawa niezgoda zapala.
Achajom niezwalczeni dowodzą mężowie,
Odyseusz i Diomed, i dwaj Ajasowie;
Nic ich siły trojańskie, nic nie trwożą krzyki,
2445
Stoją na ich wstrzymanie mężne Greków szyki.
Jak się wydają chmury wśród cichych błękitów,
Zawieszone przez Zeusa u urwistych szczytów,
Kiedy Boreasz[303] z wiatry innymi uśpiony,
Bo mgły najgrubsze w różne wnet rozpędzi strony:
2450
Tak stale Trojan greckie oczekują roty.
Agamemnon obiega, dodaje ochoty:
Odwaga, Hańba— «Walczcie śmiało, mężami chciejcie się pokazać,
A nade wszystko hańbą lękajcie się zmazać!
Ludzi, cześć kochających, więcej się ochroni —
2455
Dla tchórza i czci nie masz, i śmierć go dogoni»…
Postrzegł ich wśród zastępów Hektor zapalony,
Leci, pole głośnymi napełniając krzyki,
Za nim tłumem trojańskie śpieszą wojowniki.
Wnet Ares na ich czele i Enijo[304] stanie:
2460
Ta zgiełk szerzy i smutne bojów zamieszanie;
Bóg, PomocAres dzidą wstrząsając, by się we krwi skąpał,
Już przed, już za Hektorem wielkim krokiem stąpał.
Ujrzawszy go, Diomed uczuł w sercu drżenie.
Jak człek wędrowny, długie obiegłszy przestrzenie,
2465
Nad niezgłębionej rzeki wstrzymuje się brzegiem,
Która nurty do morza bystrym pędzi biegiem
I w tył uchodzi, groźnym przerażony szumem:
Tak się cofnął Diomed i rzekł między tłumem:
— «Widzicie, jaki Hektor, mężni przyjaciele,
2470
Jak śmiało dzidą robi, jak zastępy ściele:
Nieustannie go boska zasłania opieka;
Teraz Ares jest przy nim w postaci człowieka.
Cofnijcie się, do Trojan obróciwszy czoła,
Nic przeciw bogom wasza prawica nie zdoła!»…
2475
Gdy został bój straszliwy przez Aresa wszczęty,
Ni z podłą Grecy trwogą biegną na okręty,
Ni nadchodzą, lecz kroku cofają niewiele,
Słysząc, że Ares Troi przywodził na czele…
Widziała z nieba Hera[305] Achajów tysiące,
2480
Pod Hektora, Aresa żelazem ginące,
I zaraz do Pallady[306] tymi rzecze słowy:
— «Można córo, z Zeusa urodzona głowy!
Jakże więc obietnica nasza się ostoi,
Że Menelaj[307] powróci po zburzeniu Troi,
2485
Jeżeli dłużej Ares tyle broić będzie?
Śpieszmy prędzej w szalonym wstrzymać go zapędzie».
Słucha Pallas, co niebios królowa jej radzi:
Zaraz Hera pod złoty szor[308] konie prowadzi,
Śliczna zaś Hebe[309] koło do wozu wynosi,
2490
Wartkim biegiem krążące na żelaznej osi.
Ośm szprych niezłomnych sztuczna[310] dała im robota,
Spiżowa wzmacnia blacha obwody ze złota;
Z czystego srebra piasty[311], a świetne rzemienie
Utrzymują na sobie wspaniałe siedzenie;
2495
Do przywiązania lejców było dwie obwódek,
Nareszcie dyszel srebrny wybiegał na przodek,
Do niego piękna Hebe złote jarzmo[312] wiąże,
A gdy równie bogate cugle[313] mocno sprząże,
Chciwa[314] czym prędzej zbrojne odwiedzić orszaki,
2500
Sama Hera pod jarzmo prowadzi rumaki.
Idzie do ojcowskiego mieszkania Pallada,
Tam przy nogach fałdzista z niej okrywka spada,
Dzieło cudowne, wyszłe z jej przemyślnej ręki.
Sama śpiesząc na walkę, płodną w płacz i jęki,
2505
Gromów boga kirysem[315] piersi swoje kryje:
Mnóstwo wężów na groźnej egidzie[316] się wije,
Strach ją wkoło otacza i co na krew dyszy,
Zwada, Przemoc i Napaść tam jej towarzyszy;
Na środku znak gniewnego Zeusa skrwawiony:
2510
Okrutnego potworu[317], srogiej łeb Gorgony[318].
Czterokitny na głowę mocny szyszak bierze,
Którego nie przełamią ze stu miast rycerze.
Siada na wóz bogini tak groźnie okryta:
Długą, ciężką, ogromną dzidę w rękę chwyta;
2515
Tą, kiedy gniew lub zemsta serce jej zapala,
Największych bohaterów zastępy obala.
Hera biczem ostrzegła bystre konie swoje;
Same się skrzypiąc niebios otwarły podwoje,
Których Hory[319] pilnują czuwającym okiem:
2520
Te niebo i otworzą, i zamkną obłokiem.
Tedy boginie bystre poganiają konie;
Znajdują siedzącego Zeusa na stronie,
Na wyniosłym Olimpie. Tam niebios królowa
Wstrzymuje wóz i rzecze do męża w te słowa;
2525
— «Czy to cię nie obraża, wielki bogów ojcze,
Gdy na Aresa czyny poglądasz zabójcze?
Ile ludzi ten srogi zgubił poniewierca!
Mnie przejmują boleści aż do gruntu serca,
A Kiprys[320] i Apollo już się naigrawa,
2530
Pobudziwszy szaleńca, który nie zna prawa.
Ojcze, alboż tym gniewu twego nie obruszę,
Gdy go zraniwszy, z boju ustąpić przymuszę?
— «Wzbudź na niego Palladę — Zeus odpowiada.
— «Nieraz mu ból zadała i teraz go zada».
2535
Radosna Hera, wyraz usłyszawszy taki,
Zaraz biczem ogniste zacina rumaki.
Te lecą i szybkimi suwając kopyty[321],
Szlak wśród ziemi i nieba mierzą gwiazdolity.
A jak niezmierną przestrzeń ogarnie mąż, który
2540
W ocean się wpatruje z wyniesionej góry,
Kiedy bystrym pociągnie po powietrzu wzrokiem:
Tyle boskie ulecą konie jednym skokiem.
Gdy je przyniósł na pola trojańskie bieg rączy,
Tam, gdzie Symois wody ze Skamandrem łączy,
2545
Hera konie wyprzęga, zamyka w obłoku,
Symois im słodkiego dostarcza obroku.
Niosąc Grekom na wsparcie życzliwe prawice,
Cichym krokiem jak trwożne idą gołębice;
Lecz gdy się tam zbliżyły, gdzie rycerzy wiele
2550
Było przy Diomedzie stojącym na czele,
Bo jak lwy ścierwo żrące albo silne dziki
Otaczają wielkiego męża wojowniki:
Hera w kształcie Stentora[322] męstwo w Grekach budzi,
Co miedzianym grzmiał głosem jak pięćdziesiąt ludzi:
2555
— «O hańbo! Grecy, tylko macie postać męską!
Póki Achilles gromił prawicą zwycięską,
Nie śmiały Trojańczyki z bram wyruszyć nogą,
Tak wielką oręż jego nabawiał ich trwogą;
Teraz się ocierają o nawy[323] zuchwali».
2560
Tymi słowy wojenny w piersiach ogień pali.
Pallas zaś do mężnego Tydejda[324] przychodzi.
Stojąc przy wozie, rycerz ranę swoją chłodzi,
Którą mu Pandar zadał. Pod twardym rzemieniem
Ogromnego puklerza[325] pot ciecze strumieniem;
2565
Stracił moc w ręce, długą pracą zmordowany,
Uniósłszy puklerz, czarną krew ocierał z rany.
Dotknąwszy jarzma Pallas w tym rzecze sposobie:
— «Możnaż wierzyć, że płynie krew Tydejda w tobie?
Ojciec miał umysł wielki, chociaż w ciele małem.
2570
Z jednakim na plac boju wychodził zapałem;
A gdym go chciała czasem w zapędzie utrzymać,
Nie przestawał się rycerz w mężnym sercu zżymać.
Przybył do Teb za posła wspólnej Greków rady,
Jam kazała spokojnie używać biesiady;
2575
Lecz nie dało się jego uhamować męstwo:
Wyzwał wszystkich Kadmejów[326] i odniósł zwycięstwo.
Takie wsparcie ode mnie w każdej miał potrzebie.
Równie ci towarzyszę, równie grzeję ciebie,
Abyś z trojańskim śmiało potykał się ludem;
2580
Lecz albo długim jesteś wysilony trudem,
Albo ci strach nikczemny w piersiach serce ścina:
Jakże od siebie Tydejd różnego ma syna!
A Diomed: — «Bogini! Ciebie ja poznaję,
Przeto ci wszystko powiem i nic nie zataję.
2585
Ani mnie strach osłabia, ani gnuśność ima[327],
Lecz mnie z twoich ust własnych wyszły rozkaz trzyma:
Zakazując podnosić przeciw bogom dłoni,
Wtedyś mi tylko użyć pozwoliła broni,
Gdyby Kiprys odwiedzić śmiała krwawe boje.
2590
I sam się cofam, pomny na rozkazy twoje,
I to każę achajskiej zgromadzić się młodzi:
Bo widzę, że Trojanom Ares tam przywodzi».
A na to modrooka Pallada tak rzecze:
— «Tydejdo, sercu memu najmilszy człowiecze!
2595
Ani się bój Aresa, choć bije zażarcie,
Ani innego boga; masz ode mnie wsparcie.
Już przeciw Aresowi dzielne zwróć rumaki
I boga, co się miota jak szaleniec jaki,
A w niczym statku[328] nie zna, twoją rań prawicą.
2600
Uwiązał się on Herze i mnie obietnicą,
Że będzie wspierać Greki; dzisiaj, wiarołomca,
Trojanom jest pomocnik, a Greków pogromca».
To rzekłszy, ściąga z wozu Kapaneja plemię:
Mężny Stenel natychmiast wyskoczył na ziemię;
2605
Zaraz na wóz bogini siada nieprzelękła
Przy wielkim Diomedzie: oś straszliwie jękła
Pod Pallady i męża dzielnego ciężarem;
Bierze lejce do ręki, a gniewu pożarem
Tchnąca ku Aresowi, rumaki zacina.
2610
Ten dopiero co zwalił Ochezjosa syna,
Etola Peryfanta, olbrzymiej postawy;
Z zabitego rycerza zdarł Ares łup krwawy.
Pędzi ku niemu Pallas, a na głowę wdziała
Niewidkę Aidową[329], bo się ukryć chciała.
2615
Postrzegł Ares idących przeciw sobie śmiało,
Porzuca zabitego Peryfanta ciało,
A sam na nich pośpiesza. Gdy już byli z bliska,
Pierwszy on oszczep silny silną ręką ciska,
Pewny, że jego grotem Diomed polegnie.
2620
Ponad jarzmem i lejcem środkiem pocisk biegnie,
Lecz go chwyta siedząca na wozie bogini,
Na bok zwraca i próżny boga zamach czyni.
Znowu z kolei pocisk Diomed wymierzył:
Od Pallady[330] niesiony, tam oszczep uderzył,
2625
Gdzie nad stanem rycerski pas się rozpościera;
Tam trafia grot i boską ostrzem skórę zdziera.
Wyciągnęła go Pallas; z poniesionej rany
Tak doniośle zaryczał bóg Ares miedziany,
Jako dziewięć lub dziesięć tysięcy by razem
2630
Krzyknęło ludzi, krwawym walczących żelazem.
Równie Greków, jak Trojan zimny strach przeniknął:
Tak straszliwie niesyty boju Ares ryknął.
A jak oczom obłoki wydają się mgliste,
Przypędzone z południa przez wiatry ogniste:
2635
Tak się Diomedowi zda Ares ponury,
Gdy wstępował do nieba uniesiony chmury…
Odegnawszy Aresa od mężów pogromu,
Hera i Pallas wraca do Zeusa domu.

Księga VI

Gdy z pola[331] do Góra Olimpu[332] bogowie wrócili,
2640
Wątpliwy na przemianę los wojny się chyli
I między Symoentu a Ksantu koryty[333]
Z obydwu stron spiżowe latają dziryty[334].
Mur Greków, Telamona syn[335], postrachy sieje[336],
Łamie zastęp trojański, odżywia nadzieje.
2645
Eusora syn, Akamas, rycerz między Traki[337]
I najdzielniejszy bronią, i jak olbrzym jaki
Wzrostem ciała ogromny, legł z jego prawicy.
Silną włócznią uderzył w czub twardej przyłbicy;
Ta przeszła aż do czoła, zgruchotała kości:
2650
Zwalił się, oczy wieczne zamknęły ciemności…
A Menelaj[338] żywego dostaje Adrasta[339].
Gdy biegły przestraszone rumaki do miasta,
O pniak się zawadziły; tak przy smutnej tamie
Wóz się na końcu dyszla Adrastowi łamie:
2655
Konie lecą z innymi wozami przez pole,
A on twarzą na ziemię stoczył się przy kole.
Leży w piasku, wtem widzi, że w rękach Atryda[340]
Do piersi jego długa wymierzona dzida.
Więc żebrząc zmiłowania chwyta go za nogi:
2660
Niewola «Weź mnie żywym, Atrydo, cofnij wyrok srogi,
Bo hojnej za to możesz pewnym być zapłaty.
Mnóstwo ma rzeczy drogich mój ojciec bogaty,
Ma złoto, miedź i różne w żelazie narzędzie;
Niczego on dla syna żałować nie będzie,
2665
Nieskończonymi ciebie darami nagrodzi,
Gdy usłyszy, że żyję u achajskich łodzi[341]».
Tak żebrał, a król jego łzą i prośbą tknięty,
Już rozkazywał słudze wziąć go na okręty
Wtem przybiegł Agamemnon[342] i z zapałem rzecze:
2670
— «O słaby wojowniku! O miękki człowiecze!
Tyż[343] nikczemnej litości możesz teraz użyć!
Musieli ci się dobrze Trojanie zasłużyć.
Zemsta, Śmierć Niechaj zdrajcy trupami naszą legną dzidą,
Niech dzieci z łona matek na łup śmierci idą,
2675
Niech z hańbą, bez pogrzebu, wyginą Trojanie,
I niechaj po nich nawet śladu nie zostanie!»
Rzekł i odmienił brata: już gniewem oddycha,
Więc próżno żebrzącego Adrasta odpycha,
Agamemnon zaś w piersiach dzidę mu utopił.
2680
Konający padł na wznak i krwią ziemię skropił,
Król wyrwał pocisk, trupa nastąpiwszy nogą.
Wtedy się z taką Nestor[344] odzywa przestrogą:
— «Rycerze! Boga wojny uczniowie, Danaje[345]!
Niechaj mi się z was żaden w tyle nie zostaje,
2685
By przyszedł do naw[346] mnogim obciążony łupem.
Usiłujmy słać teraz nieprzyjaciół trupem;
Potem, gdy już Trojanie przestaną nacierać,
Będziecie, podług woli, zdobycze odzierać».
Tymi słowy zapala umysł boju chciwy[347].
2690
Byliby przed mężnymi uciekli Achiwy[348]
I aż w mieście szukali schronienia Trojanie,
Kiedy przy Ajnejaszu[349] i Hektorze[350] stanie
Helen[351], z wieszczów[352] najlepszy, i tak się odzywa:
— «Ajnejaszu! Hektorze! Na was dwu spoczywa
2695
Lików[353] i Trojan ufność, w was nadzieję kładą,
Wy pierwsi do wszystkiego i męstwem, i radą,
Biegajcie, zatrzymujcie lud trwożny przed bramy,
Bo się na nieprzyjaciół szyderstwo wydamy,
Jeśli wbiegłszy do miasta, na ręku żon padną.
2700
Gdy wojsku oszczędzicie hańbę tak szkaradną
I męstwo zagrzejecie, my tu będziem stali;
Choćby z największą siłą Grecy nacierali.
Nie ustąpimy kroku; tak każe potrzeba.
Tymczasem ty, Hektorze, kochany od nieba[354],
2705
Idź do miasta, mów matce: niech matrony zwoła,
Z nimi Ofiara niech do Pallady[355] uda się kościoła
I szatę, która wszystkich zbiorów jest ozdobą,
Najpiękniejszą, największą, niechaj weźmie z sobą
I złoży na kolanach błękitnej bogini.
2710
Niech także zabić dla niej ślub święty uczyni
Dwanaście rocznych cielic i jarzmem nie tkniętych,
Jeśli się zlitowawszy murów Troi świętych
I małżonek trojańskich, i maleńkich dzieci,
Tydejdę[356], który wszędzie strach i pogrom nieci[357]
2715
I całymi zastępy męże nasze wali,
Od murów ilijońskich[358] łaskawie oddali».
Rzekł; Hektor jego rady wykonać nie zwłoczył[359]:
Zatem z wozu świetnego w pysznej[360] zbroi skoczył,
Dwoma kręcąc oszczepy obiega swych roty[361],
2720
Umarza strach, dodaje bojowej ochoty.
Wrócili się Trojanie i mężnie się starli.
Achaje, choć się w boju okrutnie zażarli,
Cofnęli nazad[362] kroku, sądząc, że nie z siebie,
Lecz że z bogów kto, w jasnym panujących niebie,
2725
Dał im pomoc: tak śmiało postawili czoła.
Hektor upominając wielkim głosem woła:
Walka, Modlitwa— «Zaklinam, was Trojanie, w sztuce wojny biegłych,
Was, przyjaciół wezwanych od krain odległych!
Walczcie i nie dajcie się Achajom przemagać[363].
2730
Gdy ja do miasta pójdę, bogi[364] każę błagać
Starcom i żonom naszym, modlitwą i ślubem».
Rzekł i odszedł, na głowie strasznym grożąc czubem;
Skóra czarna, około puklerza[365] krążąca,
Idącemu i głowę, i nogi potrąca.
2735
Wtedy Glauk[366] i Diomed[367], oba śmiałej myśli,
Chciwi spotkać się z sobą, na plac boju wyśli[368]:
W tym Hippoloch[369], w tym Tydejd godnego ma syna.
Pierwszy do Glauka Tydej tak mówić zaczyna:
— «Ktoś ty z rycerzy, ślepym uniesion zapałem?
2740
Jeszcze cię dotąd w polu chwały nie widziałem;
Teraz w dzielności wszystkich przewyższa twa ręka,
Gdy się razu[370] silnego tej dzidy nie lęka.
Ale kto pod mój pocisk śmiałym zaszedł krokiem,
Tego rodzice smutnym wydali wyrokiem.
2745
Jeśli bóg, z nieśmiertelnych przychodzisz siedliska,
Wiedz, że moja dłoń grotów na bogi nie ciska…
Lecz jeśli, jak śmiertelny, trawisz owoc ziemny[371],
Zbliż się, a wnet obaczysz[372] Hadesa kraj ciemny[373]».
Na to Glauk do wielkiego tak mówi Tydyda:
2750
— «Skąd się o ród mój pytasz? Na co się to przyda?
Przemijanie Jako się liście rodzi, tak i ludzkie plemię;
Jako wiatr liście wstrząsa, okrywa nim ziemię,
A inne, w czasie wiosny, drzewo się przybiera:
Jedno plemię się rodzi, a drugie wymiera.
2755
Ale jeśli chcesz poznać ród mój od początku,
Który wielu znajomy, powiem ci w porządku:
Jest na granicach Argos[374] miasto, Efir[375] zwane;
Co było Syzyfowi[376] mądremu poddane,
Z Ajolosa[377] plemienia: z niego Glauk[378] się rodzi,
2760
A z Glauka Bellerofon[379] wsławiony pochodzi.
Dało mu niebo zacną duszę w pięknym ciele,
Ale mu Projt[380] niechętny złego myślał wiele:
Wygnał z miasta młodzieńca król niesprawiedliwy,
Z rąk Zeusa trzymając berło nad Argiwy,
2765
Bo ku niemu Anteja, śliczna Projta żona,
Skrytym gorzała ogniem. Widząc, zawiedziona,
Że złą chucią dobrego serca nie rozżarzy,
Udała się przez zemstę do chytrej potwarzy.
— «Jedno — mówi — o Projcie, z dwojga dziś wybieraj:
2770
Zabij Bellerofona, albo sam umieraj,
Gdyż on chciał niegodziwie twoje skazić łoże[381]».
List, PodstępNa to król gniewu w sobie powściągnąć nie może,
Jednak, przez wzgląd na bogi, sam rąk nie zakrwawił.
Do Likiji go zatem z listami wyprawił,
2775
W których śmierć dla zacnego młodzieńca wyryta;
Mniemał, że go świekr[382] zgubi, skoro je przeczyta.
Wyjechał za boskimi bohater powody
I tam stanął, gdzie wartkie toczy Ksantus wody.
Gość Przyjął go król, przez dziewięć dni zastawiał stoły,
2780
Dawał biesiady, bogów czcił dziewięcią[383] woły[384].
Gdy dziesiąta jutrzenka cień spędziła mglisty,
Dopiero się natenczas rycerza o listy
Przywiezione od Projta, swego zięcia, spytał.
A skoro charaktery[385] złowrogie przeczytał,
2785
Zaraz młodzieńca w prace niebezpieczne wprząga:
Chimerę[386] znieść[387], strasznego każe dziwoląga,
Który nie był ludzkiego, lecz boskiego rodu:
Z przodu lew, koza w środku, kręty smok[388] od spodu,
A z paszczy ognistymi buchała potoki.
2790
Zabił ją, mając nieba pomyślne wyroki.
Wnet się chwałą rycerską z Solimy ozdobił
I w walce, która była najstraszniejsza, pobił;
W trzecim zaś boju zgromił Amazonki[389] srodze.
Gdy wracał, król zasadzki zrobił mu na drodze,
2795
Najprzedniejszego z Lików pozostawiał męża;
Lecz i tych Bellerofon szczęśliwie zwycięża:
Zbici wszyscy i żaden nie wrócił do domu.
Więc uznawszy w nim boską krew z tego pogromu,
Zatrzymał go u siebie, dał córkę za żonę
2800
I na pół z nim królewską podzielił koronę.
Od Lików mu najlepsza ziemia wydzielona,
Równie w zboże obfita, jako w winne grona.
Z tego małżeństwa wyszło na świat troje dzieci,
Laodamija, Izandr i Hippoloch trzeci…
2805
Hippoloch jest tym mężem, który mi dał życie.
Ten pomny[390] i o swoim, i przodków zaszczycie,
Zalecał mi usilnie, gdy mnie słał pod Troję,
Bym się nad innych wsławiał przez waleczność moję[391]
I ojców krwi nie kaził[392], z których wśród Efiry
2810
I Likiji największe były bohatyry[393].
Oto krew, oto przodki, z nich jestem zrodzony».
GośćTymi słowy niezmiernie Tydejd ucieszony,
Utknąwszy w ziemię dzidę okutą żelazem,
Do syna Hippolocha tym rzecze wyrazem:
2815
— «Wiedz, Glauku, że nas dawna połącza gościnność:
Ojnej[394] dla dziada twego wyrządził uczynność
W domu przez dni dwadzieścia, a Ojnej mi dziadem.
Związali się wzajemnym przyjaźni zakładem:
Bellerofon dał kielich Ojnejowi złoty,
2820
A ten — pas purpurowy, przecudnej roboty.
W domum go schował, idąc do krwawej potrzeby[395].
Dziecięciem byłem, Tydej gdy poszedł pod Teby:
Sławna wyprawa śmiercią bohaterów wielu.
Przyjaźń, Bogactwo, GłupotaWięc w Argos ty masz gościa we mnie, przyjacielu,
2825
Ja, gdy w Likiji kiedy stanę, mam go w tobie.
Nie przystoi nam bronią walczyć przeciw sobie!
Dość ofiar w sprzymierzeńców i Trojan szeregu,
Których mi Bóg nasunie lub doścignę w biegu.
I ty na innych Greków twoim bij dzirytem[396],
2830
Ich zwalczając, rycerskim okryj się zaszczytem.
Teraz zamieńmy zbroję[397] i tymi zakłady
Utwierdźmy zawiązaną przyjaźń między dziady».
Tak się więc rozmówiwszy, z wozów wyskoczyli,
Podali sobie ręce i przyjaźń stwierdzili,
2835
I od przodków przesłane słodkie imię gości;
A Zeus zabrał Glaukowi tyle przytomności,
Że zbroję złotą, ceny stu wołów[398], dał z chęcią
Za zbroję z miedzi, kupną wołami dziewięcią[399].
Gdy pod bukiem i Bramą Skajską Hektor stanie,
2840
Biegną naprzeciw córy trojańskie i panie,
Wszystkie wypytując się troskliwymi głosy
O synów, braci, mężów i przyjaciół losy.
On porządną modlitwą błagać każe bogi,
Gdyż nad wielą[400] zawieszon śmierci wyrok srogi.
2845
Dom A gdy do królewskiego przyszedł Hektor dachu[401],
Wysokimi przysionki wspaniałego gmachu,
Gdzie pięćdziesiąt małżeńskich było izb osobnych,
Z marmuru wystawionych, a dziwnie ozdobnych,
W których królewskie syny spały i ich żony,
2850
I gdzie dwanaście było izb z przeciwnej strony,
W których z żonami zięcie mieszkały Pryjama
Przychodzącemu drogę zaszła matka sama,
Idąc do najpiękniejszej z córek, Laodyki.
— «Synu! Dlaczego, w polu zostawiwszy szyki
2855
(Mówi cisnąc go w ręku), idziesz z bojowiska[402]?
Pewnie was Grecy, naród przeklęty, uciska,
Pewnie o mury same ocierają bronie:
Tyś przyszedł podnieść z zamku do Zeusa dłonie.
Wino, Ofiara Zatrzymaj się tu chwilę, przyniosę ci wina.
2860
Wprzód poświęć jego krople dla Kronosa syna[403],
A potem sam się napij: wino moc natęża,
Wino zmordowanego pracą krzepi męża.
Kochany mój Hektorze, jak ponosisz wiele
Bijąc się za ojczyznę, za obywatele!
2865
— «Nie przynoś, matko, wina! Moc tego napoju
Rzekł Hektor — mogłaby mnie osłabić do boju.
Nie obmywszy rąk wodą, nie dotknę się czary
I czynić Zeusowi nie mogę ofiary,
I nie godzi się, kiedym cały krwią zbroczony.
2870
Lecz ty, najszanowniejsze wezwawszy matrony,
Ofiara Tę szatę, która wszystkich zbiorów jest ozdobą,
Najpiękniejszą, największą, zabierz matko, z sobą
I złóż ją na kolanach błękitnej bogini[404].
A razem ślub uczynisz zabić w jej świątyni
2875
Dwanaście rocznych cielic i jarzmem nie tkniętych[405],
Jeśli się zlitowawszy murów Troi świętych
I żon, i drobnych dzieci, i słabych mieszkańców,
Oddali Diomeda[406] od trojańskich szańców…
Ja tymczasem Parysa[407] wezwać w pole idę;
2880
Jeśli brata usłucha, pozna swą ohydę.
Oby zaraz pożarła ziemia nieszczęśnika!
Bo tylko klęska Troi przez niego wynika
I Pryjama, i synów jego zatracenie.
Gdyby go dzisiaj czarne ogarnęły cienie,
2885
Zapomniałbym cierpianych nieszczęść przez czas długi».
Poszła matka do domu, rozesłała sługi,
Aby najszanowniejsze zwołały matrony[408].
Sama idzie do miejsca, w którym jej zasłony
Misternie wyrobione[409] miały swe schowanie,
2890
Robót niewiast Sydońskich szacowne zebranie.
Parys je wywiózł z tego bogatego miasta,
Gdy z Grecyji powracał, a przy nim niewiasta
Sławna urodą, boska płynęła Helena.
Z tych jednę różnofarbną, której pierwsza cena,
2895
Świecącą na kształt gwiazdy, spośród innych bierze
I niesie dla błękitnej Pallady[410] w ofierze;
Liczne ją otaczają matrony dokoła.
Gdy przyszły do świętego na zamku kościoła,
Antenora małżonka, poważna Teano
2900
(Ją tam bowiem kapłanką Pallady obrano),
Otwiera drzwi świątnicy. One ręce wznoszą
I o litość bogini smutnym głosem proszą.
Teano, odebrawszy dar z ręki królowy
I kładąc u stóp bóstwa, tymi wzywa słowy:
2905
— «Pallado, twą opieką Troja się zaszczyca,
Niechże oszczep Tydejda twa złamie prawica,
Niechaj przed Skajską Bramą zgubny cios odbierze;
My ci zabijem cielic[411] dwanaście w ofierze,
Rocznych, jarzmem nietkniętych: ale na ostatek
2910
Zlituj się Trojan, dzieci i trojańskich matek».
Tak się modlą matrony, śluby czynią święte,
Lecz na ich głosy ucho bogini zamknięte.
Tymczasem poszedł Hektor[412] do Parysa dachu;
Sam Parys kształt wymyślił wspaniałego gmachu…
2915
Znajduje brata swego pod domowym cieniem:
Gotował się bohater do Aresa sztuki,
Miał w ręku puklerz[413], kirys[414] i skrzywione łuki,
Helenę otaczało niewiast grono liczne,
Ta ich rozporządzała roboty prześliczne.
2920
Do niego gniewnym słowem rzekł obrońca Troi:
— «Opętańcze, czyż teraz warzyć gniew przystoi,
Gdy pod miasta murami wojska nasze giną?
Tyś jest wojny, tyś wszystkich klęsk Troi przyczyną.
Sam byś tych łajał, co by bitwy unikali:
2925
Wynidź[415] czym prędzej z miasta, nim je ogień spali!
A Parys: — «Znam, Hektorze, prawdę w tym wyrzucie,
Lecz posłuchaj, a moje wynurzę ci czucie[416].
Nie przez gniew przeciw ziomkom[417] opuściłem pole[418],
Ale w cichości gorzkie chciałem strawić bole.
2930
Teraz mnie żona słodkim namawia wyrazem,
Bym wyszedł na plac[419], szczęścia doświadczył żelazem[420]:
I sam dość mam ochoty, będąc przeświadczony,
Że zwycięstwo na różne przechyla się strony.
Zaczekaj więc, aż zbroję na sobie zawieszę,
2935
Lub idź, a ja za tobą nie bawiąc[421] pośpieszę».
Nic Hektor nie rzekł na to, kiedy urodziwa
Słodkimi się wyrazy Helena odzywa:
Los, Małżeństwo— «Bracie tej, co was gubi, co zbrodnią zhańbiona!
Oby wprzód, skorom[422] wyszła z mojej matki łona,
2940
Nagły mnie porwał wicher gdzie pomiędzy skały,
Albo morze szumnymi pochłonęło wały[423],
Niźlim[424], nędzna, na takie puściła się kroki!
Lecz gdy mi przeznaczyły inaczej wyroki,
Czemuż mnie nie złączyło z człowiekiem zamęście[425],
2945
Czułym na wyrzut ludzi, na własne nieszczęście?
Ten statku[426] nie ma, w przyszłe nie będzie miał lata;
Zwykła go więc nie minie płochości[427] zapłata.
Lecz wnidź[428] bracie i usiądź chwilę, zbawco ludu,
Bo ty jeden tak wiele podejmujesz trudu
2950
Dla[429] występku Parysa i mojej niesławy.
Jaki nam los przeznaczył Zeus niełaskawy!
W przyszłości będzie nasze przysłowiem zhańbienie».
— «Nie namawiaj mnie siedzieć — rzecze wódz Helenie.
Słodki bardzo twój wyraz[430], lecz mnie nie porusza;
2955
Stanąć na czele Trojan goreje mi dusza,
Czekają oni wsparcia mojego oręża.
Ty staraj się, Heleno, twego zagrzać męża,
Ażeby z serca gnuśność[431] wyrzucił nikczemną[432]:
Niżeli[433] z miasta wyjdę, niech się złączy ze mną.
2960
Ja na chwilę odwiedzę domowe pokoje,
Chcę widzieć sługi, żonę oraz dziecię moje,
Bo, czyli zdrowy z pola mam wrócić, nie zgadnę,
Czyli też pod Achajów bronią trupem padnę».
Tak bohater na prośbę Heleny się wzbrania
2965
I zaraz do swojego przychodzi mieszkania;
Lecz kochanej nie znalazł w domu Andromachy[434].
Ona bowiem, królewskie opuściwszy gmachy,
Poszła na wieżę, z nią syn i służąca jedna,
Gdzie jękami i płaczem trapiła się biedna.
2970
Nie widząc w domu żony, Hektor miły bogu
Pyta się swych służebnic stanąwszy u progu:
— «Gdzie jest żona, wiernymi powiedzcie mi słowy!
Czy do której z sióstr poszła? Czy też do bratowy[435]?
Czyli[436] do zagniewanej Pallady świątyni,
2975
Gdzie zatrwożona Troja do niej modły czyni?
Na to skrzętna szafarka[437] odpowie w tej mierze[438]:
— «Panie, kiedy ci prawdę mam powiedzieć szczerze,
Ni do sióstr, ni bratowych, ni też do świątyni
Nie poszła, gdzie strwożona Troja modły czyni;
2980
Na ilijońską wieżę niosła krok skwapliwy[439]
Słysząc, że Trojan cisną orężem Achiwy.
Tam, podobna odeszłej od siebie kobiecie,
Pobiegła, za nią mamka, małe niosąc dziecię».
Taką słysząc odpowiedź wiernej służebnice[440],
2985
Nazad[441] Hektor obszerne przebiega ulice.
Gdy przeszedłszy przez miasto, był pod Skajską Bramą
I w pole trzeba było iść drogą tąż samą,
Żona, Syn, OdwagaTam bogato posażna zabiega mu żona,
Andromacha, wielkiego córa Etijona,
2990
Który dziedziczył Teby[442] lasami okryte,
Nad Kiliki trzymając berło znakomite.
Tę więc sobie poślubił Hektor, mąż chwalebny.
Bieży naprzeciw męża; na rękach służebny[443]
Syn maleńki, jedynak, jak wschodzące zorze.
2995
Tyś go Skamandriem[444] zacny nazywał Hektorze,
Insi Astianaktem[445]: sam bowiem od zgonu
Ochraniał wielki Hektor mury Ilijonu.
Patrząc rycerz na syna, uśmiechnął się skrycie,
Andromacha zaś przed nim łzy lejąc obficie
3000
Bierze za ręce męża i tak mówić pocznie:
— «Mężu! Męstwo cię twoje zgubi nieodwłocznie!
Nie masz żadnej litości nad dziecięcia głową
Ni nade mną nieszczęsną, wkrótce twoją wdową.
Na jednego Achaje wszystkie złączą siły
3005
I odbiorą ci życie. Ach! Mój mężu miły,
Jeżeli mam cię stracić, obym legła w grobie!
Nie masz dla mnie pociechy żadnej już po tobie,
Smutki mnie gnębić będą aż do dni ostatka.
Zginął ojciec, kochana mi zginęła matka:
3010
Ojca zabił Achilles, gdy Teby w perzynę
Obrócił[446], silną możnych Kilików dziedzinę…
Rodzina, MążSiedmiu braci, rodzeństwa zaszczyt i kochanie,
Wszystkich w jednym dniu posłał w podziemne otchłanie,
Kiedy paśli na górach liczne ojca woły.
3015
Matkę, z nim berło w Tebach dziedziczącą społy,
Tu z sobą przyprowadził z innym razem łupem,
Później na wolność puścił za drogim okupem.
Ale bogini lasów[447] na nią się rozżarła
I w domu ojca życie strzałami wydarła.
3020
Tyś mi ojcem, tyś matką, kochany Hektorze,
Tyś mi bratem, ty mężem w dni kwitnących porze!
Zostań tu, zbyt rycerską nie uwodź się cnotą,
Nie zostawiaj mnie wdową, a syna sierotą!…
Na to Hektor, największy wódz na krwawe boje:
3025
Ojczyzna— «Kochana Andromacho, czuję żale twoje,
Lecz by Trojów i Trojek[448] głosy mnie przebodły,
Gdybym się z dala boju chronił jak mąż podły.
Nie, nie może się serce moje upośledzać,
Chcę najżwawsze Trojany do boju uprzedzać,
3030
Moją i ojca chwałę utrzymać przykładnie.
Wiem ja, że przyjdzie ów dzień, kiedy Troja padnie,
Kiedy wielki wielkiego ludu król polęże[449],
A z nim zginą trojańscy straszni dzidą[450] męże[451].
Ale nie tak się lękam trojańskiej zaguby[452],
3035
Nie tak ojca Pryjama i matki Hekuby,
Ani kochanych braci, choć nieprzyjaciele
Rycerskich dusz na placu położą tak wiele,
Jako nad stanem twoim serce mi się krwawi,
Gdy cię weźmie wódz grecki, wolności pozbawi.
3040
Pod groźną panią nędzne będziesz życie wiodła,
Z Messei[453] nosić wodę lub z Hiperii[454] źródła:
Tak twardy zgotowany los dla królów córy.
Wtenczas, widząc płaczącą, rzecze z Greków który:
— «Oto żona Hektora, co niegdy pod Troją
3045
Pierwsze męże[455] przechodził walecznością swoją!»
Czym obudzi ból w sercu i męża żądanie,
Który by cię w tak smutnym poratował stanie.
Lecz wprzód[456] niech padnę trupem, niż ujrzę twe płacze,
Niż twe jęki usłyszę lub więzy obaczę!»
3050
Rzekł i wyciąga ręce do swojego syna.
Krzycząc, na mamki[457] łonie[458] tuli się dziecina,
Ojca się kochanego przeląkłszy widoku;
Tak miedź błyszcząca straszna niemowlęcia oku
I pióra, co się wznoszą na wierzchu przyłbice.
3055
Uśmiechnęli się z próżnej[459] bojaźni rodzice.
Zaraz Hektor zdjął szyszak[460], który syna trwożył,
I błyszczące pokrycie na ziemi położył,
A dawszy słodkie dziecku swemu całowanie
I kołysząc go z lekka, bogów prosi za nie:
3060
— «Zeusie i bogowie! Niech przy waszym względzie
Syn mój między Trojany[461] jak ja sławny będzie,
Niechaj z odwagą berło dziadowskie dziedziczy!
Gdy wróci z boju, pełen zwycięskiej zdobyczy,
Niechaj wtenczas kto powie: on ojca przechodzi[462]!
3065
Niech się tym słowem matce uradować godzi[463]».
To rzekł i syna oddał swojej młodej żonie;
Ta z płaczliwym uśmiechem ciśnie go na łonie.
Widok taki wskroś serce Hektora przeszywa,
Zatem głaszcze ją ręką i tak się odzywa:
3070
Los — «Niech cię, najmilsza żono, los mój tak nie boli,
Nikt mi życia nie weźmie bez wyroku woli;
Od wyroku zaś żaden człek się nie wybiega,
Równie mu i bohater, i gnuśnik[464] podlega.
Wróć do domu, weź w ręce kądziel[465] i wrzeciono[466],
3075
Pilnuj robót służebnic, ukochana żono!
O wojnie męże niechaj Ilijonu pomną[467],
A najszczególniej Hektor». Rzekł i wraz[468] ogromną
Przyłbicę bierze z ziemi i kładzie na głowie.
Andromacha się wraca po smutnej rozmowie,
3080
Ale biedna za każdym ogląda się krokiem
I rzęsistym oblewa lice[469] łez potokiem.
Skoro weszła w ozdobne Hektora pokoje,
Zastała zgromadzone służebnice swoje.
Przejmują smutek, panią gdy we łzach obaczą,
3085
Żyjącego Hektora rzewnie w domu płaczą,
Bo się nie spodziewały, żeby przed Achiwy
Mógł się wybiegać w polu i powrócić żywy.
I Parys dłużej w swoim pałacu nie siedzi.
Ale ubrany w zbroję z świecącej się miedzi
3090
Idzie; że szybki w nogach, wielce ufa sobie.
Koń Jak wypasły[470] koń, długo trzymany przy żłobie,
Zerwawszy uwiązanie bieży, piasek miece[471],
I przywykły się kąpać w przeźroczystej rzece,
Pyszny swoją pięknością, leci, dumnie pląsa,
3095
Głowę do góry wznosi, a grzywą potrząsa
I pędzi na znajome sobie klacz pastwiska:
Tak Parys w świetnej zbroi, co wkoło blask ciska
Jak słońce, z pergamskiego zamku[472] prędko śpieszy
I dumną myśl przyszłymi triumfami cieszy.
3100
W tym samym właśnie miejscu i w tej samej porze,
Gdzie się z żoną rozłączył, stanął przy Hektorze.
— «Bracie — piękny rzekł Parys — możem się zabawił[473]
I nie dość prędko według rozkazania stawił?
Hektor na to: — «Ktokolwiek zdrowo sądzi rzeczy,
3105
Ten ci do dzieł rycerskich zdatności nie przeczy:
Masz serce, ale z własnej opuszczasz się woli
I gnuśności[474] poddajesz; a mnie dusza boli,
Gdy słyszę Trojan srodze szarpiących twą sławę,
Którzy tyle przez twoją muszą cierpieć sprawę.
3110
Ale się łatwo z sobą pogodzim w tej mierze,
Gdy bogom nieśmiertelnym przy świętej ofierze
Czarę z winem poświęcić Zeus da życzliwy,
Skoro dumne od Troi odpędzim Achiwy».

Księga VII

To mówiąc, Hektor z bramy natychmiast wyskoczył,
3115
I piękny za nim Parys udać się nie zwłoczył[475],
Równie obadwa chciwi boju z miasta wyśli[476].
Jak się cieszą majtkowie, mając wiatr po myśli,
Kiedy na morzu długo wiosłami robili,
A praca nieprzerwana i znój ich wysili:
3120
Tak uwesela Trojan dwu wodzów przybycie…
Tych skoro Pallas[477] Greki bijących postrzegła,
Bystrym lotem z Olimpu wysokiego zbiegła
Ku świętym Troi murom. Ale gdy ją zoczył[478],
Troi chcący zwycięstwa, natychmiast wyskoczył
3125
Z Pergamu silnej wieży bóg srebrnego łuku[479].
Zabiegli sobie drogę przy Zeusa buku
I zaraz Feb[480] w te słowa pierwszy się odzywa:
— «Po coś przyszła z Olimpu, o bogini mściwa?
Po co spieszysz do boju z twarzą zagniewaną?
3130
Chcesz-li wątpliwą dotąd Grekom dać wygraną?
Żadnej nie masz litości, że giną Trojanie.
Lecz gdybyś tylko chciała przystać[481] na me zdanie.
Lepiej dziś wstrzymać zapał wojny i niezgody;
Znowu potem do broni wezmą się narody,
3135
Aż się na koniec Troja zagrzebie w ruinie,
Kiedyście tak zawzięte przeciw niej, boginie».
A na to modrooka Pallas odpowiada:
— «Taż sama myśl, co tobą, moim sercem włada;
Po to przyszłam z Olimpu. Jakiegoż sposobu
3140
Użyjem, by zatrzymać zajadłość wojsk obu?
— «Jest pewny środek — rzecze bóg łuku Palladzie.
Wzbudźmy w Hektorze męstwo, lecz przy takiej radzie:
Niechaj z Greków którego wyzwie wojownika
I niechaj się z nim w polu sam na sam potyka.
3145
Dotknięci tym Achaje spośród swych rycerzy
Znajdą takiego, który z Hektorem się zmierzy».
Taki środek Palladzie do serca przypada.
Usłyszał Helen[482] wieszczek[483], jaka bogów rada.
Zatem czasu nie tracąc, w tejże teraz porze
3150
Przybliża się do wodza i mówi: — «Hektorze,
Równy w radzie z Zeusem, który rządzi światem,
Przyjmiesz-li zdanie moje? Wszak ci jestem bratem:
I Achajów[484], i Trojan wstrzymaj od oręża,
Sam zaś najdzielniejszego z Greków wyzwij męża.
3155
Jeszcze cię dzisiaj na śmierć nie skazują losy:
Słyszałem ja dopiero samych bogów głosy».
Tak rzekł wieszczek, a Hektor niezmiernie się cieszy.
Zatem wziąwszy w pół oszczep, między wojska śpieszy
Wstrzymując Trojan, których w trud Ares[485] zaprzągnął.
3160
Stanęli: Agamemnon[486] Achaje powściągnął.
Nowym rzeczy widokiem chciwe pasąc oko,
Apollo i Pallada siadają wysoko
Na buku Zeusowym, właśnie jak dwa sępy.
Z obydwu stron ściśnione usiadły zastępy;
3165
Gęste dzidy srożeją i twarde przyłbice.
Jak srogi widok morza, gdy smutne ciemnice
Niesie zrywającego się Zefiru[487] wianie:
Tak srodzy się wydają Grecy i Trojanie.
Hektor w środku, od wszelkiej bojaźni daleki:
3170
Pojedynek— «Słuchajcie mnie Trojany i waleczne Greki,
To, co mi serce każe, odkryję wam szczerze:
Pan górny próżne nasze uczynił przymierze
I nieszczęścia dla obu gotuje narodów,
Aż lub wy dobędziecie pysznych Troi grodów,
3175
Lub ostaniecie zbici przy okrętach sami.
Są wybrańsi rycerze, Grecy, między wami:
Którego więc zapala ogień wojownika,
Niech wyjdzie, niech się z mężnym Hektorem potyka!
To mówię, ty Zeusie bądź świadkiem przysięgi!
3180
Jeśli mnie przeciwnika zwali pocisk tęgi,
Zbroję weźmie, lecz ciało odeśle do Troi,
By mi Trojanki lube i Trojanie moi
Ostatnią cześć oddali w ogniu i pogrzebie.
Śmierć bohaterska, SławaJeśli ja go zwyciężę za twą łaską, Febie[488],
3185
Zbroję wezmę i Trojan tym łupem ucieszę,
Który przy Apollina świątyni zawieszę;
Ciało do naw[489] odeślę, by greckie narody
Sprawiły rycerzowi pogrzebne obchody
I pamiątkę na brzegu Hellespontu[490] wzniosły.
3190
Kiedyś, morze licznymi przerzynając wiosły,
Kto tam przyjdzie, tak powie: — «Tu grób wojownika,
Który, kiedy się mężnie z Hektorem potyka,
Upadł smutnie na ziemię od jego pocisku».
Tak powie, a ja chwałę niezgasłą mam w zysku».
3195
Rzekł, a na to jak wryci wszyscy Grecy stali,
Wstydzili się odmówić, a przyjąć się bali.
Co postrzegłszy Menelaj[491], bardzo się zasmuca,
Wstaje i tę im hańbę na oczy wyrzuca:
— «O kobiety, nie męże! Chełpliwi[492] junacy[493]!
3200
Co za hańba dla Greków, jeżeliście tacy,
Że żaden z was iść nie chce na Pryjama syna!
Kiedy bojaźń haniebna serca wasze ścina,
Obyście, tak niepomni[494] o was i narodzie,
Rozsypali się w ziemi, rozpłynęli w wodzie!
3205
Ja więc na niego w zbrojnej wychodzę odzieży;
Wiem, że od woli bogów zwycięstwo zależy».
To powiedziawszy, wciąga rycerskie pokrycie.
Już byś był, Menelaju, pewnie stracił życie
Pod Hektora prawicą, bo większej był siły,
3210
Gdyby natychmiast wodze Greków nie skoczyły
I nie wstrzymały zguby chcącego zuchwale.
Pierwszy król Menelaja powściąga w zapale,
Agamemnon, którego najwyższa jest władza;
Bierze brata za rękę i tak mu odradza:
3215
— «Skąd w tobie, Menelaju, ten zapęd niewczesny[495]?
Wstrzymaj się, choć krok taki dla ciebie bolesny!
Więc mierzyć się z mocniejszym chęć w tobie tak skora?
Więc na strasznego drugim ty pójdziesz Hektora?…
Usiądź raczej spokojnie pośród twoich ludzi,
3220
Innego nań rycerza naród grecki wzbudzi…
Skłonił król Menelaja rozsądnymi słowy,
Nie wzbrania się uczynić radzie mądrej zadość,
Co niezmierną sprawiło w sługach wiernych radość;
Zaraz więc z ramion króla świetne zdjęli zbroje
3225
Natenczas tak rozwodzi Nestor[496] żale swoje.
Starość— «Ach! Jak smutna dla ziemi achajskiej żałoba!
Jak stary jęknie Pelej[497], Ftyjotów ozdoba,
Dla rady i mądrości godzien wiecznej sławy!
Niegdyś on w domu swoim pytał mnie ciekawy,
3230
Którzy i z jakiej idą krwi bohaterowie;
Dzisiaj, jeśli o takiej niesławie się dowie,
Że wszystkich trwożył Hektor, wzniesie ręce obie,
Prosząc bogów, by poległ jak najprędzej w grobie.
O Pallado! O Febie! I ty, ojcze świata!
3235
Czemuż teraz tych nie mam, jakie miałem lata!
Gdy pod Fei[498] murami, przy Jardanie zdroju
Pylowie z Arkadami stanęli do boju!
BrońTam jako bóg — Ereutal w postaci olbrzyma
Staje pierwszy, a w ręku broń Arejta trzyma,
3240
Którego i dziewice, i męże przed wiekiem
Nazywali «z ogromną maczugą człowiekiem»;
Bo nie łukiem on walczył ani dzidą długą,
Ale żelazną szyki rozrywał maczugą.
Tego Likurg[499] podstępem, nie siłą obalił,
3245
W ciasnej zaszedłszy drodze, ani go ocalił
Żelazny pocisk w ręku, którym postrach szerzył;
Pchnął go Likurg, on ciałem o ziemię uderzył.
Odarłszy z niego łupy, Aresowe zbroje,
Sam się w nie zwykł ubierać, gdy chodził na boje.
3250
Lecz gdy już wieku został przytłoczon ciężarem,
Ereutal je, towarzysz, wziął od niego darem.
Młodość, ZwycięstwoW tej on zbroi wyzywał wszystkie nasze wodze:
Lecz największe umysły w takiej były trwodze,
Iż z tym groźnym olbrzymem spotkania się bały.
3255
Choć najmłodszy ze wszystkich, ja tak byłem śmiały,
Żem wyszedł przeciw niemu z twarzą niezmieszaną.
A Pallas uwieńczyła mój oręż wygraną.
Powaliłem olbrzyma, widziałem, jak brzemię[500]
Ogromnych jego członków upadło na ziemię.
3260
Obym dziś miał tę żywość, tę młodość w tej porze!
Walczyłby godny ciebie przeciwnik, Hektorze!
Z was, których w pierwszym rzędzie rycerzów świat liczy,
Żaden sobie spotkania z Hektorem nie życzy».
Tak starzec ich upomniał. Wraz[501] dziewięciu wstaje:
3265
Agamemnon, którego wodzem lud uznaje,
Potem silny Diomed[502], greckich wojsk ozdoba,
Potem najchciwsi boju Ajasowie oba,
Po nich zaś Idomenej, Krety wódz szanowny,
I Merion, Aresowi z dzidą w ręku równy:
3270
Po nich zacny Eurypil, do bojów pochopny[503],
Po nim Toas, nareszcie Odyseusz roztropny.
LosChęć walczenia z Hektorem we wszystkich gotowa,
Kiedy poważny Nestor przemawia w te słowa:
— «Oddajcie rzecz losowi! Kogo los wyznaczy,
3275
Przez tego się dźwignionym lud grecki obaczy;
I sobie dobrze zdziała, nie tylko ojczyźnie,
Jeśli z tej bitwy strasznej cały się wyśliźnie».
Rzekł, a oni z przydaniem każdy swego znaku
Losy w Agamemnona złożyli szyszaku.
3280
Wojska wzywają bogów, ręce w górę wznoszą
I tymi słowy pana nieśmiertelnych proszą:
— «Daj, niechaj los Ajasa lub Tydejda[504] padnie,
Lub króla, co w Mykenach możnych berłem władnie!»
Tak się modlą, do nieba obróciwszy oczy.
3285
Wtem Nestor zatrząsł szyszak. Natychmiast wyskoczy
Żądany los Ajasa, Telamona syna,
Woźny go z prawej strony obnosić zaczyna
Przez wszystkie, co włożyli swe znaki, rycerze,
Lecz za swój nie uznając, żaden go nie bierze.
3290
Kiedy zaś przed Ajasem niezwalczonym staje,
Ten ściąga po los rękę i za swój uznaje,
I rzuciwszy na ziemię swą radość tłumaczy:
Modlitwa, Odwaga— «Los jest mój, przyjaciele, i dobrze się znaczy:
Że Hektora zwyciężę, mam pewną nadzieję.
3295
Wy tymczasem, nim zbroję rycerską przywdzieję,
Proście za mną Zeusa, ale proście w ciszy,
Niech waszej nieprzyjaciel modlitwy nie słyszy.
Lub raczej proście głośno! Nie znam w sercu trwogi,
Przed nikim z ludzi nie drżę ani cofam nogi.
3300
Mniemam, że gdy w rycerskiej Salaminie[505] wzrosłem,
Znam się niepoczątkowo z Aresa rzemiosłem».
Rzekł, wojsko wzywa bogi w pokornych odgłosach:
— «Panie, co władasz ziemią, co rządzisz w niebiosach,
Co opatrznymi wszystko ogarniasz oczyma,
3305
Daj, niech Ajas zwycięstwo i chwałę otrzyma!
A jeśli i Hektora miła ci osoba,
Niech mają równą siłę, równą chwałę oba!»
Tak się modlą, a rycerz w świetną miedź się stroi;
Kiedy zaś cały stanął w bohaterskiej zbroi,
3310
Sążnistym[506] idzie krokiem. Z jaką Ares miną
Dąży w pole, gdzie wojska w krwawej rzezi giną,
Tak na plac boju wielki Ajas szedł z pośpiechem:
Twarz groźna się uśmiecha, lecz dumnym uśmiechem;
Długą wstrząsając dzidą wielkim stąpa krokiem.
3315
Cieszą się Grecy męża takiego widokiem,
A Trojanie się zlękli na jego spojrzenie:
Nawet serce Hektora zimne przeszło drżenie,
Lecz ni bać się, ni cofać nie była już pora,
Pierwsze bowiem wyzwanie poszło od Hektora.
3320
BrońZbliży się, na kształt wieży niosąc puklerz[507], który
Zrobił Tychej, siedmioma powlekłszy go skóry:
W Hyli[508] mieszkał, ze skórnych pierwszy rzemieślników;
Ten dobrze wytuczonych siedm zarzezał byków
I nie naśladowany w swym wielkim przemyśle[509],
3325
Ósmą blachą umocnił siedm skór zbitych ściśle.
Takim Ajas puklerzem swe piersi okrywa
I zbliżywszy się groźnym tonem się odzywa:
— «Gdy się moja sam na sam ręka z twoją zmierzy,
Poznasz, Hektorze, jakich my mamy rycerzy…
3330
Którym rycerski z tobą niestraszny uczynek.
Ale nie zwlekaj boju, zacznij pojedynek!
A Hektor: — «Cny Ajasie, nie trwóż ty mnie słowy,
Nie doświadczaj jak dziecka albo białogłowy,
Co nie znał dzieł wojennych! Bo rycerskie sprawy
3335
Od kolebki są dla mnie najmilsze zabawy.
Na prawej i na lewej umiem trzymać tarczę,
Tak że niezmordowany długo bić wystarczę,
Piesze w tańcu Aresa zdolnym zwodzić bitwy
I ogniste na dzielnych rumakach gonitwy.
3340
A skoroś taki, skrycie pociskiem nie mierzę,
Lecz jeśli mi się uda, otwarcie uderzę».
To rzekł i dzidę rzucił, a pocisk gwałtowny
Trafia w puklerz Ajasa siedmią skór warowny:
Przebija blachę z miedzi i sześć skór przedarła
3345
Silna dzida, w ostatniej ledwie się oparła.
Znowu Ajas szlachetny swą dzidą niezłomną
Mierzy i trafia w tarczę Hektora ogromną:
I przez tarczę gwałtowny grot drogę otwiera,
I kirys[510], mocno tkany, na ciele przedziera
3350
I na boku od wnętrza szatę mu przewierci:
Schylił się zręcznie Hektor i wydarł się śmierci.
WalkaOba z puklerzów dzidy wyciągnąwszy razem,
Z bliska sobie śmierć niosą zabójczym żelazem:
Bo jak lwy ścierwo żrące lub zajadłe dziki,
3355
Równie oba zawzięte walczą wojowniki.
Uderza w puklerz Hektor, lecz go nie przebija:
Twardą miedzią odparty grot dzidy się zwija.
Ajas razy[511] po razach zadawać pośpieszał,
Wpadającego nagle bohatera zmieszał
3360
I zadrasnął go w szyję żeleźcem pociska;
Jemu natychmiast z rany krew czarna wytryska.
Lecz i tak mężny Hektor pola nie odbieżał[512]:
Cofnąwszy się, głaz porwał, co na ziemi leżał,
Głaz wielki, chropowaty, i silnym ramieniem
3365
W twardy puklerz Ajasa ugodził kamieniem:
Zaraz miedzi chrapliwe ozwały się jęki.
Lecz Ajas jakby młyński kamień wziął do ręki
I kręcąc go, niezmierne swe siły natęża:
Leci ogromny kamień z rąk ogromnych męża.
3370
Strzaskał puklerz, stłukł nogi: bohater się wzdrygnął.
Upadł na wznak z puklerzem, lecz go Feb podźwignął
Już i mieczów rycerze dobywają groźnych,
Gdy się do nich szanownych dwu zbliżyło woźnych
(Urząd poselstwem bogów i ludzi wsławiony):
3375
Idej przyszedł z trojańskiej, Taltyb z greckiej strony.
Ci berła wśród zajadłych bohaterów kładą[513],
A Idej pierwszy rzecze, mądrą znany radą:
— «Przestańcie już, synowie, już walczyć nie trzeba,
Bo obydwu zarówno kochają was nieba.
3380
Znamy[514], żeście obadwa niezwalczonej mocy,
Ale noc się przybliża, ustąpcie więc nocy».
Na to Ajas mądremu rzecze Idejowi:
— «Hektora zobowiążcie, niech on oto mówi:
On nadzwyczajnym wszystkich nas wyzwał przykładem,
3385
Więc, co zrobi, ja chętnie jego pójdę śladem».
A Hektor: — «Gdy, Ajasie, masz od bogów tyle,
Że twa roztropność równa odwadze i sile,
Bo ci w odwadze wszyscy ustąpią Achiwi,
Dar, PrzyjaźńNie chciejmy w pojedynku dziś być uporczywi.
3390
Jeszcze się w polu sławy zetrze nasze męstwo,
Aż wreszcie mnie lub tobie da wyrok zwycięstwo…
Lecz dary wzajemnymi uprzedźmy rozstanie,
Aby o nas mówili Grecy i Trojanie:
— «Walczyli w gniewie, który mężne serce bodzie,
3395
A rozeszli się z sobą w przyjaźni i zgodzie!»
To do Ajasa Hektor wyrzekłszy szlachetny,
Ze srebrnymi pochwami podał mu miecz świetny
I pas rycerski przydał[515] na dowód szacunku;
Ajas mu purpurowy dał pas w podarunku.
3400
Rozchodzą się rycerze: ten do Greków śpieszy,
A Hektor się udaje do trojańskiej rzeszy.
Jaką się ich radością serca rozpływały,
Że spod silnej Ajasa ręki wyszedł cały!
A zatem go do miasta weseli prowadzą,
3405
Lecz że go widzą, ledwie oczom wiarę dadzą…
Grecy czuwają, póki cień nocy nie minie,
I miłej używają ochoty przy winie.
Trojanie jedzą w mieście i ich przyjaciele.
Ale gniewny gotuje Kronid[516] nieszczęść wiele.
3410
Grzmi strasznie. Ci na ziemię zbledli wino leją,
I poty do ust czaszy przybliżyć nie śmieją,
Póki bogu pioruna nie zrobią ofiary;
Kładą się, a sen słodkie na nich sypie dary.

Księga VIII

Już w szkarłatne Jutrzenka przybrana odzienie
3415
Siała złote po całym okręgu promienie,
Gdy ojciec nieśmiertelnych, co piorunem włada[517],
Na wierzchołku Olimpu radę bogów składa.
Wszyscy milczą, on myśli obwieszcza w tej mowie:
— «Słuchajcie mnie boginie, słuchajcie bogowie,
3420
I poznajcie niezmienne wyroki mej woli!
Niech przeciw nim wystąpić sobie nie pozwoli
Nikt z bogów ani bogiń! Chylcie się do zgody,
Bym spełnił me zamysły bez żadnej przeszkody!
A ktokolwiek z niebiańskiej wysunie się rzeszy
3425
I Trojanom lub Grekom na wsparcie pośpieszy,
Ranny wróci do nieba: lub go sam pochwycę
I aż w okropną wtrącę Tartaru[518] ciemnicę,
W te dalekie, pod ziemią wydrążone jamy,
Które wzmacnia próg z miedzi, a z żelaza bramy
3430
Tak głęboko pod Hadem, jak nad ziemią nieba:
Pozna, żem najmocniejszy, że mnie słuchać trzeba.
Bóg, SiłaNa dowód, jak przeciw mnie słabiście i niscy.
Uwiążcie łańcuch złoty, ciągnijcie go wszyscy;
Lecz pracując z największym siły natężeniem,
3435
Ściągnąć nie potraficie złączonym ramieniem
Zeusa rządzącego światem samowładnie.
A ja go wziąwszy w ręce wszystko zrobię snadnie[519],
Pociągnę ziemię, morza i wszelkie istoty;
Gdy do wierzchu Olimpu łańcuch przypnę złoty.
3440
U góry wisieć będzie ten rzeczy zbiór mnogi:
Takem wyższy nad ludzi, tak wyższy nad bogi[520]
Zeus zaprzągł z miedzianymi rumaki kopyty[521],
Włos im na pysznych karkach pływa złotolity;
Równie złotą na boskie ciało szatę wkłada,
3445
Złoty bicz w rękę bierze i na wozie siada.
Ruszył lejc, zaraz bystre suwają rumaki
Między ziemią i nieba gwiaździstego szlaki;
Na wierzchołek wyniosłej Idy prosto zmierza,
Oblanej krynicami[522], płodnej matki zwierza.
3450
Na poświęconym sobie wnet staje Gargarze[523],
Gdzie się kadzidłem jego kurzyły ołtarze.
Tam ojciec nieśmiertelnych zatrzymuje konie
I wyprzągłszy je, w mglistej ukrywa zasłonie.
Sam, chwałą otoczony, usiada wysoko,
3455
Skąd i Troję, i flotę widzi jego oko.
W namiotach swych posiłek wziąwszy greccy męże,
Zaraz kładli na siebie z pośpiechem oręże.
Trojanie w murach miasta przywdziewają zbroje,
A lubo[524] mniejsi w liczbie, gotowi na boje:
3460
Każdy śmiały, potrzebą twardą przynaglony,
Stawić piersi szlachetne za dzieci i żony.
Pełne miasto od miedzi błyszczącej się broni,
Otwarte wszystkie bramy: i mężów, i koni
Cisną się hurmem w pole niezliczone tłoki,
3465
A zgiełk i pomieszanie przebija obłoki.
WalkaGdy się na polu walki oba wojska znidą[525],
Wnet się z puklerzem[526] puklerz, dzida miesza z dzidą.
Siła walczy na siłę, tarcza trze się z tarczą,
Zgiełk się szerzy, pociski na powietrzu warczą,
3470
Krzyczą zwycięzcy, smutnie jęczą zwyciężeni,
Ziemia płynie, od krwawych rozmiękła strumieni.
Póki się dzień przy świetle jutrzenki rozwijał,
Wzajemnie się srogimi razy[527] lud zabijał;
LeczLos gdy słońce ubiegło połowę swej drogi,
3475
Ten, pod którego władzą i ludzie, i bogi,
Wziął złote w ręce szale, włożył dwa wyroki,
W których był oznaczony śmierci sen głęboki;
Ich ciężar przyszłość obu ludów zapowiada.
Waży je, wraz nieszczęście na Greki wypada,
3480
Bo ich do ziemi na dół zniżają się losy,
A trojańskie się w górę wznoszą pod niebiosy.
Sam zaczął grzmieć na Idzie. Skoro gromy padły,
Zmieszały się Achaje[528], zadrżały i zbladły.
Nie śmiał stać Idomenej ni Atryd[529], ni drudzy,
3485
Ni dwa Ajasy, godni Aresowi słudzy.
Sam Nestor[530], czuwający w polu i obozie,
Został, choć mimo chęci: koń przy jego wozie
Ranny w głowę, gdzie z czoła zaczyna się grzywa,
A tam raz odebrany najszkodliwszy bywa;
3490
Od Parysa[531] rzucony grot mu w mózgu siedzi,
Wspina się koń na nogi i pląta się w miedzi.
Gdy wstawszy, lejce starzec swym mieczem przecina.
Niosą Pryjamowego bystre konie syna:
Hektor leci, którego niezwalczona cnota.
3495
Już by był koniec, starcze, twojego żywota,
Gdyby cię nie wsparł Tydejd[532] smutnym tknięty losem;
Więc zawołał straszliwym na Itaka głosem:
— «Zacny synu Laerta, mądry Odyssesie,
Co czynisz? Dokąd ciebie niegodny strach niesie?
3500
Strzeż się, by cię kto z tyłu nie dostał orężem;
Zostań, zasłońmy starca przed zajadłym mężem!»
Tak wołał. Odyseusz tym głosem nie tknięty,
Choć zahartowan w bojach, bieżał na okręty;
Sam się więc Tydejd rzuca na dzidy, na miecze,
3505
Starca wóz swym zasłania wozem i tak rzecze:
— «Przemagają się młodzi, bo są w wieku kwiecie,
Ciebie siła opuszcza i lat ciężar gniecie:
Sługa słaby, mdłe[533] konie. Więc w tak ciężką porę,
Siadaj, szanowny mężu, na mój wóz cię biorę.
3510
Doświadczysz koni Trosa, jak zręcznie koleją
I cofać się na polu, i natrzeć umieją,
Wzięte Ajnejaszowi przez krwawe spotkanie.
O twoich koniach słudzy mieć będą staranie,
Te zwróćmy na Trojany, wnet Hektor obaczy,
3515
Ile ten oszczep w ręku Diomeda znaczy».
Tej przyjacielskiej radzie starzec był przychylny.
Eurymedon[534] cnotliwy, a z nim Stenel silny
Zaraz Nestora konie na stronę odwiedli,
Dwaj zaś bohaterowie na jeden wóz wsiedli;
3520
Nestor wziął lejc do ręki. Krótka była pora,
Gdy się do walecznego zbliżyli Hektora,
Który na świetnym wozie biegł na nich wzajemnie.
Pierwszy Tydejd grot rzucił, ale nadaremnie:
Chybił Hektora, tylko ostrzem swojej broni
3525
Enijopa utrafił, stróża jego koni.
Padł z wozu, konie nagłym cofnęły się zwrotem,
A on z lubym[535] na zawsze rozstał się żywotem.
Nie mógł Hektor nie uczuć nad tą stratą bolu,
Ale choć z umartwieniem[536], zostawił go w polu.
3530
Sam patrzy, czy gdzie jeździec nie nada się śmiały;
Niedługo rządcy jego bieguny[537] czekały:
Widzi Archeptolema, mężnego rycerza,
Wraz go sadza na wozie i lejc mu powierza.
Byłyby srodze zbite dardańskie[538] narody
3535
I do miasta wpędzone jak do stajni trzody,
Gdyby tego nie postrzegł władca wiekuisty;
Zatem strasznie grzmieć zaczął i piorun ognisty
Tuż przed bystrymi końmi Diomeda cisnął;
Z zajętej na powietrzu siarki płomień błysnął.
3540
Tym przestraszone konie pod dyszlem upadły,
Świetny lejc z rąk upuszcza sam Nestor wybladły
Ucieczka, Kondycja ludzka, Bóg— «Tydejdzie — mówi z drżeniem — rzućmy dzisiaj boje,
Czym prędzej do ucieczki zwróć rumaki twoje.
Nie widzisz, że nam Zeus odmawia zwycięstwa?
3545
Dziś dał chwałę dla tego bohatera męstwa,
Drugi raz, kiedy zechce, i nas nią ozdobi.
Lecz przeciw Zeusowi nic człowiek nie zrobi,
Choćby największej siły: bo on wszystkim włada».
A na to Nestorowi Tydejd odpowiada:
3550
Hańba— «Z twoich ust wychodzącą prawdę uznać muszę.
Ale boleść okrutna przejmuje mi duszę;
Wśród Trojan Hektor powie: — «Gdym go w polu gonił,
Przed mym orężem Tydejd aż w nawach[539] się schronił».
Tak on się chlubiąc, przyzna mi duszę nikczemną.
3555
Ach! Niech się raczej ziemia rozstąpi pode mną».
— «Cóż ja to od mężnego słyszę Diomeda?
Niech cię Hektor upodla, nikt mu wiary nie da.
Darmo powie, żeś gnuśny[540], żeś prędko strwożony,
Zawstydzą go Trojanie i trojańskie żony:
3560
Tyle ich trupem legło z twojego oręża,
Niejedna tam młodego opłakuje męża».
Wraz[541] konie pędzi między pierzchające szyki.
A natenczas Trojanie z strasznymi okrzyki
Puszczają na nich groty, gdy zwrócili czoła;
3565
A Aresowy Hektor wielkim głosem woła:
— «Tydejdo, ciebie Grecy szanują biesiadą,
Kruż[542] pełny nalewają i lepszą część kładą.
Teraześ wzgardy godzien, o podła niewiasto!
Leć na twą zgubę, dziewko! Nie ty pewnie miasto
3570
I wieże nasze zwalisz, nie ty weźmiesz żony:
Prędzej legniesz na piasku tą ręką zwalczony».
Rzekł, a w Tydejdzie serce na dwoje się chwiało:
Już chciał konie skierować i spotkać się śmiało,
Trzykroć chciał iść za głosem rycerskiej ochoty,
3575
Trzykroć Zeus hucznymi odezwał się grzmoty,
Dając znak niepewnego Trojanom zwycięstwa.
Hektor woła na swoich, zachęca do męstwa:
— «Trojanie i Likowie! Postawcie się śmiele
Okazać zwykłe męstwo, wierni przyjaciele!
3580
Widzę, co nam przychylny Zeus zapowiada:
Nas pewna czeka chwała, a Greki zagłada.
Głupi! W tych murach słabych, w tej ufają tamie:
Nie zdoła nas odeprzeć, wnet Hektor ją złamie,
Konie me szybkim pędem przeskoczą te rowy.
3585
Gdy do naw przyjdę, ogień niech będzie gotowy,
Flotę grecką na pastwę oddam mu i razem[543]
Przelękłe Greki w dymie wytępię żelazem».
Tak rzekł i tymi słowy zachęca swe konie:
— «Lampie szlachetny, Ksancie, Podargu, Ajtonie,
3590
Nuż dziś godnie waszemu wysłużcie się panu!
Wszak Andromacha[544] moja, królewskiego stanu,
Sama wam niesie obrok[545], dostarcza napoju,
I ilekroć do domu powrócicie z boju,
Pierwej[546] zawsze pamięta o wasze wygody,
3595
Niźli o mnie, choć jestem jej małżonek młody.
Natężcież teraz siły, żebyśmy dostali
Lub Nestora puklerza (świat go cały chwali,
Bo sam złoty i jego rękojeść jest złota),
Lub kirysa Tydejda, na którym robota
3600
Hefajsta[547] wszystkie swoje wyraziła cuda.
Jeśli nam te dwa łupy dziś zdobyć się uda,
Tej nocy wsiadłszy Grecy na szybkie okręty,
Nazad[548] wracając, morskie poorzą zamęty…
Tymi on słowy serca swym koniom dodaje.
3605
Natychmiast aż do rowu odparci Danaje[549].
Hektor na czele swoich śmiałym stąpał krokiem,
Naokoło rzucając zapalonym okiem.
A jako gdy pies żwawy lwa ściga lub dzika,
Wszystkie zważa obroty swego przeciwnika,
3610
Skąd łatwiej pochwycony być może zwierz srogi,
Czyli[550] go za bok urwać, czyli też za nogi:
Tak Hektor ściga Greki, trupem ziemię kryje
I z pierzchających szyków ostatniego bije.
Kiedy już za okopy przeszli i za rowy,
3615
I pod orężem Trojan wielu dało głowy,
Stają, zachęcają się, ręce w górę wznoszą
I bogów nieśmiertelnych o ratunek proszą.
Hektor konie przy rowie pędzi zapalony,
Błyska Aresa wzrokiem i strasznej Gorgony[551].
3620
Postrzegła Hera oręż Hektora zwycięski,
Więc mówi rozbolała nad greckimi klęski:
— «Nie damyż wsparcia Grekom, gdy ten naród luby
Już prawie do ostatniej przybliża się zguby?
Ile mąż jeden dzielnych obalił rycerzy!
3625
Hektor zajadły wszędzie strach i pogrom szerzy,
Gdziekolwiek się obróci, mnóstwo Greków pada»,
— «Już by on dawno zginął — Pallas odpowiada
Orężem greckim w oczach Ilijonu pchnięty:
Lecz twardy na me chęci, na prośby niezgięty
3630
I niesłusznie swoimi szafujący względy[552],
Ojciec wstrzymuje serca mojego zapędy.
Niepomny, że przeze mnie jego syn ocalał,
Gdy go nieznośną pracą Eurystej przywalał.[553]
Tetydzie[554] Kronid[555] sprzyja, Tetys ukochana,
3635
Że go wzięła za brodę, ściskała kolana,
Aby uczcił Achilla, który miasta wali;
Przyjdzie czas, że i moich trosków[556] się użali
I powie, że ma lubą swą córę w Palladzie[557].
Twoja ręka niech jarzmo[558] na rumaki kładzie,
3640
A ja tymczasem w złotym Zeusa pokoju
Orężem ramię moje okryję do boju.
Obaczym, jeśli dumny Hektor się ucieszy,
Kiedy nas ujrzy nagle wśród walczącej rzeszy.
Złamane przy okrętach trojańskie zastępy
3645
Tłustym ścierwem paść będą głodne psy i sępy».
Rzekła; Hera się jednej chwili nie ociąga,
Złoty szor[559] kładzie, w jarzmo rumaki zaprząga,
Do Zeusa zaś domu odchodzi Pallada.
Tam fałdzista zasłona przy jej nogach spada,
3650
Dzieło arcyozdobne jej przemyślnej ręki.
Sama, idąc na wojnę płodna w płacz i jęki,
Ojcowski wdziewa kirys[560], a ręką niezłomną
Bierze tę dzidę ciężką, długą i ogromną,
Którą, gdy gniew jej serce lub zemsta zapala,
3655
Najmężniejszych rycerzy zastępy obala.
Hera biczem ostrzegła bystre konie swoje;
Same się skrzypiąc niebios otwarły podwoje,
Których tam Hory[561] strzegą czuwającym okiem;
Te Olimp i zasłonią, i zamkną obłokiem.
3660
Tędy boginie bystre poganiają konie.
Kronid[562] je obaczywszy strasznym gniewem płonie,
Woła Irydy[563] w złote ustrojonej pióra:
— «Bież! Mów, niech mi się wróci i żona, i córa!
Niechaj mi się przed oczy nie stawią niebacznie[564],
3665
Nienajlepsza się bitwa między nami zacznie,
PiętnoBo co mówię, to zrobię, a wyrok mój taki:
Najpierwej im przy wozie skaleczę rumaki,
Same z wozów postrącam, a wozy połamię,
Na ciele zaś bolesne wypiętnuję znamię:
3670
Dziesięć lat ran nie zgładzi, które piorun zada.
Co to jest walka z ojcem, obaczy Pallada.
Zaś Hery zapalczywość nie tak mi jest dziwna,
Bo ona zawsze moim zamysłom przeciwna».
Irys wyciągająca wiatr lekkim obrotem
3675
Pospiesza z Idy bystrym do Olimpu lotem,
Przy bramie je spotyka, zatrzymać się prosi
I wiernie rozkaz dany Zeusa donosi:
— «Dokądże to spieszycie? Co was tak zapala?
Achajom Zeus wsparcia dawać nie pozwala.
3680
Jeśli spełni, co wyrzekł, los wasz będzie taki:
Najpierwej wam przy wozie skaleczy rumaki,
Same postrąca z wozów, a wozy połamie,
Na ciele zaś bolesne wypiętnuje znamię:
Dziesięć lat ran nie zgładzi, które piorun zada.
3685
Co to jest walka z ojcem, obaczy Pallada».
To powiedziawszy, poszła Irys nieleniwa.
Do Pallady zaś smutna Hera się odzywa:
— «Pallado, serce moje na to nie zezwoli,
Aby walczyć z Zeusem dla śmiertelnych doli.
3690
Niech giną albo żyją, jak wyrok rozrządzi,
Niechaj podług mądrości swojej Kronid sądzi,
Trojan lub Greków szczęście przedłuża czy skraca».
To mówi i natychmiast nazad[565] konie zwraca.
Hory je tam wyprzęgły, zdjęły szor[566] wspaniały
3695
I w żłobach ambrozyjską[567] paszę im podały,
A piękny wóz o ścianę błyszczącą oparły.
Zasępiły się smutkiem, złością się rozżarły,
Siadły jednak boginie w inszych bogów gronie.
I Kronid pędzi z Idy do Olimpu konie:
3700
Lecą bystre rumaki do bogów mieszkania.
Posejdon[568] je wyprząga, wóz pyszny zasłania
Świecącym się pokryciem, w miejscu postawiony.
Wstępuje ojciec bogów na swój tron wzniesiony:
Olimp się trząsł po każdym chmurowładcy kroku.
3705
Gniewna Hera z Palladą siedziały na boku,
Złość zapala ich serca, upór wargi ścina;
Postrzegł ich myśli Kronid i pierwszy zaczyna:
— «Skąd, Hero i Pallado, umysł wasz stroskany?
W krótkiej potyczce od was[569] zniesione[570] Trojany,
3710
Którymeście nienawiść wieczną poprzysięgły?
Wiedzcie, choćby się na mnie wszystkie bogi sprzęgły,
Wszystkie legną pod mojej prawicy zamachem.
Lecz przejęte zbawiennym wprzód[571] byłyście strachem,
Niżeli was ujrzały w polu krwawe boje;
3715
Bo powiadam, a znacie[572], czym są słowa moje:
Gdybyście waszej chciały dokonać niecnoty,
Uderzone ode mnie piorunnymi groty[573]
Już byście nie wróciły do bogów siedliska!
Na te słowa z Palladą Hera wargi ściska;
3720
W obu piersiach na Troi zgubę złość zaciekła.
Siedziały blisko siebie, Pallas nic nie rzekła,
Chociaż ją w głębi serca straszliwy gniew zjada,
Hera wstrzymać nie może, tak więc odpowiada:
— «I dlaczego nas martwisz surowym wyrazem?
3725
Dlaczego się z tak srogim rozwodzisz przekazem?
Któż nie wie, że się twojej nic nie oprze sile?
Żałujem tylko Greków, których legło tyle
I nad którymi jeszcze smutna wisi dola.
Wstrzymamy się od wojny, gdy to twoja wola…
3730
— «Skoro światu Jutrzenka złotym błyśnie włosem,
Obaczysz, Hero — groźnym rzekł Kronida głosem
Jak Hektor będzie Greki bił ręką zwycięską,
Aż powszechną narodu poruszony klęską
Wielki stanie Achilles na pobojowisku,
3735
Niosąc wsparcie Achajom w ostatnim uścisku…
Ty, choćbyś krańce ziemi i morza obiegła,
Gdzie Kronosa z Japetem[574] jaskinia odległa
Kryje, którzy Tartarem[575] czarnym otoczeni
Nie znają wiatrów tchnienia ni światła promieni
3740
Choćbyś tam nawet poszła, twe gniewy mam za nic,
Bo wiem, że zuchwałości żadnych nie znasz granic».
Na to i słowa Hera zmartwiona nie rzekła.
NocTymczasem ziemię czarnym kirem[576] noc powlekła,
A słońce świetną głowę skryło w oceanie.
3745
Z żalem gasnące światło widzieli Trojanie;
Przeciwnie Grekom, tyle cierpiącym od rana,
Przyjemna noc i trzykroć była pożądana.
Ściągnąwszy lud na przestrzeń od trupów daleką,
Hektor miał Trojan radę nad Skamandru rzeką;
3750
Zsiedli z wozów, słuchali słów z ust Pryjamida.
Jedenastołokciowa w ręku jego dzida,
Błyszczy się ostrze złotym objęte pierścieniem;
Wódz tak mówi otoczon licznym zgromadzeniem:
Uczta— «Słuchajcie mnie, Trojanie i Dardany mężne,
3755
I wiernych sprzymierzeńców zastępy potężne!
Mniemałem, że zniszczywszy achajskie narody,
Wrócę dzisiaj zwycięzcą w Ilijonu grody:
Ale noc nieprzyjazne rozpostarła cienie,
Jej winni Grecy swoje i naw ocalenie.
3760
Czarnej ustąpmy nocy, gotujmy wieczerze,
I koń wyprzężon z wozu niech posiłek bierze.
Sprowadźcie z miasta wszystko, co do uczty trzeba:
Woły, owce i wino, i dostatkiem chleba.
Drzewa także przywieźcie, aby niźli ranna
3765
Wnidzie[577] Jutrzenka, światłość biła nieustanna
I błyszczące płomienie, aż do nieba wzniosła;
Bo może Grecy, szybkie zgotowawszy wiosła,
Uciekać zechcą skrycie przez morskie odmęty:
Niech przynajmniej nie wsiędą spokojnie w okręty,
3770
Niech strzała ich dosięgnie albo grot miedziany
I aż w domach głębokie opatrują rany!
Niech klęska ich narodom za naukę stoi,
Aby nigdy nieść wojny nie śmiały do Troi!
Woźni zaś w mieście wielkim to powiedzą głosem,
3775
By młodzież i poważne starce z siwym włosem
Wstąpiły na stawiane boską ręką wieże;
Płeć niechaj ognie pali i niech każdy strzeże,
Ażeby się zdradziecko Achaje nie skradły
I w miasto pozbawione obrońców nie wpadły.
3780
Tak uczyńcie, jak mówię, Trojanie waleczni!
Obmyśliłem, żebyśmy dziś byli bezpieczni…
Dziś przez całą noc pilnie odprawujmy straże!
Rano, skoro się pierwsza Jutrzenka pokaże,
Poniesiem bój okrutny aż pod same nawy.
3785
Obaczę, czy Diomed[578], ów rycerz tak żwawy,
Do murów mnie odpędzi, czy sam legnie trupem
I ozdobi prawicę moją świetnym łupem…
Obym się tak nie starzał i tak nie umierał
I taką cześć jak Pallas i jak Feb[579] odbierał,
3790
Jak pewny jestem w dzień ten Achajów zagłady!
Rzekł, a na to niezmierny powstał okrzyk rady.
Czynią rozkaz rycerze: wraz każdy wyprząże
I do wozu spocone konie lejcem wiąże.
Z miasta zaś sprowadzają, co do uczty trzeba:
3795
Woły, owce i wino i dostatkiem chleba.
Zwożą drzewo, palą się mnogie w polu stosy,
A wiatry wznoszą gęste dymy pod niebiosy.
Przez noc dumną Trojanie pasąc się nadzieją,
Siedzą zbrojni w swych szykach, ognie zaś goreją.
3800
Jako gwiazd grono pięknie przy księżycu błyszczy,
Gdy wiatr tak przyjemnego widoku nie niszczy,
Góry widać i wzgórki, i zielone gaje,
Całe się niebo w swojej świetności wydaje,
A pasterz w miłym sercu raduje się szczerze:
3805
Tak też, gdzie Ilijonu czerniły się wieże,
Między achajską flotą i Skamandrem czystym
Całe się świeci pole płomieniem rzęsistym[580].
Tysiąc ogniów się pali, a przy każdym siedzi
Pięćdziesiąt bohaterów błyszczących od miedzi.
3810
Jęczmień i owies chrupiąc, wyglądają konie,
Aż się Jutrzenka wzniesie na różanym tronie.

Księga IX

Tak czuwali Trojanie, gdy Strachna Greków padła
Zimnego strachu siostra, Ucieczka wybladła:
Ranne bólem, najstarsze umysły się chwieją.
3815
Jak gdy nagle z Zefirem[581] Boreasz[582] zawieją
Burząc ocean od ryb mnogich zamieszkany,
Na bałwanach się czarne podnoszą bałwany
Zielsko i pianę miecąc[583] morskiego łożyska:
Tak strach w Achajów[584] piersiach drżącym sercem ciska.
3820
Obchodzi Agamemnon[585], cały w smutku, w trwodze,
I woźnym rozkazuje zwołać pierwsze wodze,
Lecz razem głos miarkować. Jego wspólna strata
Najmocniej boli, jego najwięcej przygniata.
Usiadły wodze, troski na wszystkich wyryte.
3825
Powstał król Agamemnon, łzy lejąc obfite
Jak zdrój[586], który spod skały bystrym nurtem ciecze,
I gęstym przerywane jękiem słowa rzecze:
— «Przyjaciele, wodzowie, plemię wojny boga!
W ciężką mnie trudność wprawia Zeusa moc sroga:
3830
Bo, nielitosny, przedtem dał mi obietnicę,
Że nie wrócę, aż Trojan obalę stolicę.
Teraz mi każe płynąć do Argos[587] bez sławy,
Kiedym już tyle ludu stracił przez bój krwawy…
Więc czas już do kochanej ojczyzny pośpieszyć,
3835
Bo trudno się nad Troją zwycięstwem ucieszyć».
Rzekł, a na to ucichło całe zgromadzenie,
I długo smutnym wargi ścisnęło milczenie;
Aż nareszcie Diomed[588] waleczny tak powie:
— «Nie miej za złe, że płochej[589] sprzeciwiam się mowie…
3840
Jeśli sam chcesz powracać, powracaj w tej porze,
Nawy[590] twe bliskie brzegów, otwarte jest morze;
Drudzy zostaną Grecy, aż Troi dobędą.
Jeśli i ci chcą wrócić, niech na nawy wsiędą,
Niech płyną; my haniebnej ucieczki nie dzielem
3845
I póki będziem walczyć oba ze Stenelem,
Aż dumne wywrócimy Ilijonu grody,
Bośmy tu za boskimi przybili powody[591]».
Rycerski Diomeda głos wszystkich przenika
I zadziwiona rada z poklaskiem wykrzyka,
3850
Gdy stary powstał Nestor[592]: — «Godny ojca synu!
Nie tylko słyniesz w polu z rycerskiego czynu
I radą pierwszy jesteś w rówienników rzędzie.
Nikt z Greków czucia twego naganiać[593] nie będzie.
Wszyscy, co tu jesteśmy, zgodzimy się na nie;
3855
Najgłówniejsze[594] atoli[595] opuściłeś zdanie…
Starość, MłodośćTeraz nocy słuchajmy, gotujmy wieczerze,
Niech za murem przy rowie straż mają rycerze!
Najlepiej tę powinność poruczyć[596] młodzieży.
Królu, masz moc, do ciebie rozkazać należy.
3860
Wiekiem zaś oświeconych przywołaj na radę
I daj im, jak przystoi, w namiocie biesiadę…
A kiedy się wybrani wodzowie zgromadzą,
Najlepszą radę przyjmiesz, jaką natchną nieba.
Ach! Jak dziś Grekom rady roztropnej potrzeba!
3865
Trojanin ognie pali przy okrętach blisko:
Któż zimno patrzeć może na to widowisko?
Ta noc lub zgubi wojsko nasze, lub ocali».
Tak rzekł, a wszyscy jego radzie się poddali.
Wraz się na straż rycerze wyprawiają młodzi:
3870
Nestora syn, Trazymed, najpierwszy wychodzi,
Za nim Jalmen, Askalaf[597], Aresowe syny,
Afarej i Deipir, i śmiałymi czyny
Sławny Meryjon, siódmy — zacny syn Kreona[598].
Idzie młodzież długimi dzidy[599] uzbrojona,
3875
Siedmiu wodzów, swej rocie[600] każdy przewodniczył,
Każdy pod swoją władzą stu młodzieńców liczył.
Z bronią w ręku przy rowie i murze zasiedli,
Tam zapalili ognie i wieczerzę jedli.
Agamemnon w namiocie swoim stół zastawia
3880
I najcelniejszym[601] wodzom wdzięczną ucztę sprawia.
Nikt sobie tam smacznego pokarmu nie szczędził,
A gdy głód i pragnienie każdy już odpędził,
Starzec, z mądrych mający rad powszechną sławę,
Gorliwy o narodu achajskiego sprawę,
3885
Zaczął swoje wykładać myśli w tym sposobie:
Król, Mądrość— «Królu! Od ciebie zacznę i skończę na tobie.
Ciebie Zeus na czele narodów posadził,
Dał ci berło i prawa, żebyś o nich radził,
Zdania więc pierwszość zawsze przy tobie zostaje.
3890
Ale kiedy kto inny dobrą radę daje,
Słuchać jej powinieneś, a w uważnym względzie
Objąwszy rzeczy, przyjąć to, co lepsze będzie.
Ja wszystko powiem szczerze podług przekonania
I sądzę, że tu nie da nikt lepszego zdania.
3895
Nie dziś je mam dopiero, ale wtedy jeszcze,
Bo klęski przeczuwało we mnie serce wieszcze,
Gdyś, królu, wzięciem branki[602] Achilla rozżalił,
Nikt natenczas postępku twojego nie chwalił.
Ja cię wstrzymać od tego chciałem przedsięwzięcia,
3900
Lecz ty, słuchając dumnej wielkości natchnięcia,
Obraziłeś rycerza, którego czczą bogi,
I dziś jeszcze w namiocie masz jego łup drogi.
Myślmy, jak by w nim zmiękczyć można gniew surowy
Przez miłe upominki, przez słodkie namowy».
3905
Na to król: — «Mądry starcze, zawszem prawdę cenił
I wdzięcznie to przyjmuję, żeś mój błąd wymienił.
Precz, ode mnie nikczemne błędu pokrywanie:
Mąż, którego czci Zeus, sam za wojsko stanie.
Jak tego uczcił, srodze zgromiwszy Achiwy!
3910
Ale kiedy zbłądziłem przez gniew popędliwy,
Chcę go znowu mnogimi złagodzić ofiary.
Wymienię je przed wami, oto moje dary:
Dziesięć talentów złota, siedm[603] trójnogów czystych[604],
Dwadzieścia naczyń, koni dwanaście ognistych…
3915
Siedm dziewcząt, zaleconych przemysłem[605] i ciałem,
Które, gdy podbił Lesbos, dla siebie wybrałem,
Przenoszące[606] pięknością cały ród niewieści,
A między nimi wzięta Bryzeis się mieści…
To wszystko zaraz weźmie, lecz niech się ukoi.
3920
A jeśli nam pozwolą bogi dobyć Troi,
Kiedy zdobytych łupów będziem czynić działy,
Miedzią i złotem okręt wyładuje cały.
Dwanaście w nim Trojanek najpiękniejszych wsiędzie,
To jest, co najpierwszego po Helenie będzie.
3925
Gdy nas wróconych ujrzy ojczysta kraina,
Za zięcia go przybieram, uczczę go jak syna,
Nie różnię go z chowanym w dostatku Orestem[607].
Chryzotemis, z cór pierwsza, których ojcem jestem,
Ifijanassa druga, trzecia Laodyka
3930
Niech wybierze, bez opłat ślub[608] ten go potyka.
Owszem, ja mu dam posag. Nikt tak nie obdarzył
Swej córy, gdy jej związki małżeńskie kojarzył.
Siedm pięknych miast ode mnie wianem[609] odziedziczy…
Otrzyma on to wszystko, lecz niech się nie sroży.
3935
Niechaj da się ubłagać i gniew z serca złoży…
— «Przemożny królu! — Nestor odzywa się stary
Wielkiej ceny przeznaczasz dla Achilla dary.
Wymieńmy zatem wodzów, którzy bez odwłoki[610]
Do rycerza spiesznymi udadzą się kroki.
3940
Ja powiem, byle nie był wybór mój daremny:
Niech Fojniks[611] ich prowadzi, on bogom przyjemny,
Z nim Odyseusz mową, Ajas sławny dzidą
I dwaj woźni, Eurybat i Odyj, niech idą.
Dajcie wody na ręce, nakażcie milczenie,
3945
Może się skłoni Kronid[612] na nasze westchnienie».
Mądry wybór Nestora cała rada chwali.
Zaraz woźni na ręce wody im nalali,
A puchary w kwieciste ustrojone wieńce,
Pełne wina, roznoszą między nich młodzieńce.
3950
Gdy bogom należyte oddali ofiary
I sami do dna z winem spełnili puchary,
Posłowie się do swojej zabierają drogi.
Nestor głosem i ręką daje im przestrogi,
Najbardziej zaś Itaki króla upomina,
3955
Aby zmiękczył Peleja zawziętego syna.
Idą brzegiem, szumnymi szturmowanym wały[613].
I boga, co swym berłem świat ogarnia cały,
Proszą, by mogli skłonić w gniewie duch zacięty.
Wkrótce przyszli, gdzie stały Ftyjotów okręty.
3960
Zastają zajętego graniem bohatyra:
Odzywała się w ręku jego wdzięczna lira
(Łup ten, gdy Teby zdobył, znój jego nagrodził),
Śpiewał rycerskie dzieła, tak swe bóle słodził.
Patrokl siedząc naprzeciw nadstawuje ucha
3965
I w milczeniu do końca jego pienia[614] słucha.
Wtem posłowie wchodzą. Odyseusz na czele,
Stają przed bohaterem. Zadziwiony wiele,
Rzucił lirę i z miejsca natychmiast wyskoczył;
Wstał i Patrokl zdumiony, skoro wodzów zoczył[615].
3970
— «Czyli[616] was tu potrzeba, czyli przyjaźń trudzi
Rzekł ściskając ich Pelid — miłych witam ludzi.
Choć jestem zagniewany, was uważam przecie
Jako moich najdroższych przyjaciół na świecie».
To mówiąc, do namiotu swojego wprowadza
3975
I na krzesłach purpurą okrytych posadza.
Zaraz do Menojtiosa odzywa się syna:
— «Największy mi dzban przynieś, nie oszczędzaj wina,
Niechaj czasza przed każdym napełniona stoi!
Przyszli do mnie najlepsi przyjaciele moi».
3980
Na te słowa czym prędzej Patrokl się zawinie.
Pelid stawia przy ogniu szerokie naczynie,
Kładzie w nie wielkie sztuki kozy i barana,
Mieści się i ćwierć wieprza, tłustością oblana.
Automedon[617] wstrzymywał mięso, Pelid siekał
3985
I porąbane szuki na rożny nawlekał.
UcztaPatrokl wielki podnieca ogień silnym tchnieniem,
A gdy już konającym iskrzył się płomieniem,
Solą mięso potrząsa, węgle rozpościera
I obciążone rożny na głazach opiera.
3990
Skoro się zaś upiekło wszystko jak potrzeba,
Z pięknych koszów wykładał Patrokl sztuki chleba;
Achilles mięso dzieli, siedząc z drugiej strony
Przeciw miejscu[618], gdzie siedział Odyseusz wsławiony.
Lecz i wezwanie bogów nie wyszło z pamięci:
3995
Dla nich Patrokl pierwiastki[619] mięsa w ogniu święci.
Im zgotowana uczta do smaku przypadła,
A kiedy już dość mieli napoju i jadła,
Ajas ostrzegł Fojniksa; lecz Itak nie czekał,
Nalał wina i rzeczy zagaić nie zwlekał:
4000
— «Bądź szczęśliwy, Achillu! Uczty nam nie braknie,
I u Atryda mamy, czego serce łaknie,
I od ciebie jesteśmy przyjęci tak hojnie.
Lecz możnali[620] się ucztą dziś bawić spokojnie?
Wielkiej, bogów kochanku, lękamy się klęski.
4005
Jeśli nie błyśnie w twojej ręce miecz zwycięski,
Nie wiem, czy zginie flota, czyli[621] się ocali.
Już ze sprzymierzeńcami Trojanie zuchwali
Obozem nawy[622] nasze otaczają z bliska,
Ogień ich przed greckimi namiotami błyska;
4010
Grożą, iż do okrętów przedrą się ich roty.
Kronid[623] pomyślne znaki daje im przez grzmoty.
Hektor szczęściem nadęty miota się zażarcie,
A czując, że od władcy pioruna ma wsparcie,
Ni się na ludzi ni też na bogów ogląda:
4015
Wściekły, wzejścia Jutrzenki jak najprędzej żąda,
Ażeby do ostatniej przywiózł nas żałoby;
Mówi, że z naw przepyszne pozdziera ozdoby,
Płomieniem nasze zniszczy okręty, a razem[624]
Zdumione Greki w dymie wytępi żelazem.
4020
Lękam się, żebym skutku tych gróźb nie obaczył
OpiekaI żeby nam okrutny wyrok nie przeznaczył
Daleko od ojczyzny tu zginąć pod Troją.
Wstań więc i choć nierychło, zbaw nas ręką twoją.
Uskrom zuchwałych Trojan w szalonym zapędzie;
4025
Gdy złe już dojdzie kresu, lekarstwa nie będzie.
Po zgubie ból uczujesz, lecz późna ta żałość.
Uprzedź więc dzień okropny i daj Grekom całość[625].
Ach! Przyjacielu, wspomnij na ojca przestrogę,
W sam dzień, gdy cię wyprawiał do Atryda[626] w drogę:
4030
— «Synu — rzekł — jeśli zechce Hera[627] i Pallada[628],
Ich łaska bohaterską odwagę ci nada;
Ty hamuj dumne serce i umysł niezgięty:
Lepsza ludzkość, silniejsze dobroci ponęty»…
Niech więc rozum nad serca zapałem przemaga!
4035
Agamemnon drogimi darami cię błaga
I byś tylko cierpliwie wysłuchać mnie raczył,
Powiem, jakie ci dary dopiero przeznaczył:
Dziesięć talentów złota, siedm trójnogów czystych,
Dwadzieścia naczyń, koni dwanaście ognistych…
4040
Siedm dziewcząt, zaleconych przemysłem i ciałem,
Które, gdyś podbił Lesbos, wziął dla siebie działem,
Przenoszące pięknością cały ród niewieści.
A między nimi wzięta Bryzeis się mieści…
To masz zaraz, jak tylko gniew twój się ukoi.
4045
A jeśli nam pozwolą bogi dobyć Troi,
Kiedy zdobytych łupów będziem czynić działy.
Miedzią i złotem okręt wyładujesz cały:
Dwanaście z tobą niewiast najpiękniejszych wsiędzie,
To jest, co najpierwszego po Helenie będzie.
4050
Gdy wrócim, coś większego masz jeszcze w ofierze:
Uczci cię jako syna, za zięcia przybierze.
Różnicy między tobą i Orestem nie ma.
Rośnie mu trzy cór pięknych, jedna Chryzotema,
Ifijanassa druga, trzecia Laodyka:
4055
Sam wybierzesz, bez opłat ślub ten cię potyka;
Owszem, ojciec da posag; nikt tak nie obdarzył
Swej córy, gdy jej związki małżeńskie kojarzył.
Siedem miast zięć od niego wianem odziedziczy…
Takie skoro gniew złożysz, czyni ci ofiary.
4060
A jeślić nienawistny król i jego dary,
Ulituj się nad Greki w nieszczęściu tak srogiem,
Ty sam będziesz ich zbawcą, ty będziesz ich bogiem.
Oto dzień wielkiej chwały, oto właśnie pora,
Kiedy trupem szczęśliwie położysz Hektora.
4065
Sam się pod oręż stawia w szalonym zapale,
Sam pod oczy przychodzi, chlubiąc się zuchwale,
Że mu żaden z rycerzy greckich nie jest rowny».
Pelid tak odpowiedział: — «Odysie szanowny!
Ja wam szczerze wyłożę czucia mojej duszy
4070
I to powiem, od czego nic mnie nie poruszy,
Abyście, przedsięwzięcia mojego pamiętni,
Więcej dla uszu moich nie byli natrętni:
W równej mam nienawiści z Hadem[629] obłudnika,
W którym chytrze odbiega serce od języka.
4075
Otwieram więc myśl moją: i król wasz daremnie,
I kto z Greków rozumie, że ją zmieni we mnie.
Nie ma tu ceny męstwo, za nic krwawe znoje.
Czy kto z nieprzyjacielem ciągle toczy boje
I szuka niebezpieczeństw, czy podle tył poda[630],
4080
Dla obu tu cześć jedna i jedna nagroda,
Jednak rycerz i gnuśnik[631] równie legną w grobie.
Za tyle prac i znojów cóżem zebrał sobie?
Com zyskał, w każdym boju mogąc paść bez duchu?
KrzywdaJak ptaszek, mając dzieci w miękkim jeszcze puchu,
4085
Szuka żeru, o sobie dla nich nie pamięta,
Byleby tylko lube pożywił pisklęta:
Tak ja w nocach bezsennych ciężkiem znosił trudy,
We dnie się z walecznymi potykałem ludy,
Brodziłem ustawicznie we krwi nie znużony,
4090
Piersi moich za wasze nadstawiając żony.
Dwanaście miast dobyłem z okręty mojemi,
Jedenaściem ich pieszy zwalił na tej ziemi:
Wziąłem łupy, mogłem się zbogacić niezmiernie
Lecz wszystko Atrydowi[632] oddawałem wiernie.
4095
Siedząc przy flocie, z mojej pracy się nadymał,
Mało rozdał, a więcej dla siebie zatrzymał…
Brankę mi wziął, mnie zdradził: próżne teraz żale,
Próżno mnie szuka podejść, znam go doskonale.
Niech z wodzami, niech z tobą radzi, cny Odysie,
4100
Jak odeprzeć te ognie, które Troja niesie.
Niemałych on beze mnie już dokazał rzeczy.
Mur wyniósł, rów wykopał dla Trojan odsieczy.
Jeszcze palami szańce nasrożył dokoła;
Przecież i tak Hektora zatrzymać nie zdoła.
4105
Dopókim ja na czele Greków na plac chodził,
Hektor od murów z dala potyczki nie zwodził,
Pod bramą stał i bukiem — raz na mnie zaczekał,
Ale gdym się przybliżył, natychmiast uciekał.
Już ja na niego więcej nie jestem zawzięty.
4110
Z pierwszą Jutrzenką spycham na morze okręty.
Gdy z bogami Zeusa świętym uczczę darem
I wyładuję nawy kosztownym ciężarem,
Obaczysz je, gdy zechcesz, na płynnej przestrzeni
I jak od gęstych wioseł morze się zapieni.
4115
Jeśli Posejdon dobrą żeglugę dać raczy,
Ojczystą ziemię flota za trzy dni zobaczy…
I drugim Grekom radzę powrócić do domu:
Nie legnie od waszego Ilijon pogromu.
Ma Troja wojska mężne, Zeus jej obrońca;
4120
Nigdy wy pracy waszej nie ujrzycie końca.
Nieścież odpowiedź wierną, jak posłom przystoi,
Że Pelid nigdy gniewu swego nie ukoi,
Że trwały w przedsięwzięciu. Przez inną więc radę
Niech oddalą od wojska i floty zagładę,
4125
Bo na mnie polegają wcale bezrozumnie.
Fojniks niech tu zostanie i nocuje u mnie
Jutro na okręt ze mną wsiędzie, gdy stąd ruszę,
Lecz jeżeli sam zechce, bo go nie przymuszę».
Skończył, a na te słowa oniemiały posły:
4130
Zdziwiła ich odmowa i ton tak wyniosły.
Aż z płaczem Fojniks drżący nad okrętów losem
Przerywanym jękami zaczął mówić głosem:
— «Jeżeli, Achillesie, ruszasz stąd okręty,
Nie chcesz floty ocalić i w gniewie zawzięty
4135
Zamiast uśmierzenia się jątrzysz w sercu ranę,
Jakże tu sam, bez ciebie, mój synu, zostanę?
Mnie ojciec twój powierzył młode lata twoje,
Kiedy cię za Atrydem wysyłał na boje.
Nie znałeś jeszcze ani Aresowej sprawy,
4140
Ani sztuki mówienia, z której tyle sławy.
Chciał więc twą niedojrzałość przeze mnie prowadzić,
Byś umiał dzielnie walczyć i rozsądnie radzić.
Synu! Nic mnie od ciebie oderwać nie zdoła,
Ni choćby zetrzeć zmarszczki chciał bóg z mego czoła,
4145
Wrócić kwitnącą młodość, jaki wtenczas byłem,
Gdy dla niechęci ojca Grecyję rzuciłem…
Uciekałem przez wielkie Grecyi płaszczyzny,
Aż wreszcie obaczyłem Ftyjotów grunt żyzny,
I w trzody zamożysty[633], i obfity w zboże.
4150
Nic z Peleja przyjęciem zrównać się nie może,
Kochał mnie, jak dla syna człowiek ma kochanie,
Gdy wpośród zbiorów ojcem na starość zostanie.
On mnie bogactwy, on mnie chwałą przyozdobił,
On dał berło i królem Dolopów mnie zrobił.
4155
A ty, czym dzisiaj jesteś, Achillesie boski,
To najwięcej sprawiły moje czułe troski.
DzieckoJam cię zawsze na obiad do stołu prowadził:
Pókim cię na kolanach moich nie posadził,
Nie chciałeś brać pokarmu. Jam do ust przytykał
4160
Czaszę, jam dawał sztuczki, któreś ty połykał.
Częstoś na szatę pokarm rzucił z ust dziecięcych.
Przykrość w pielęgnowaniu twych lat niemowlęcych
Znosiłem w tej nadziei, że gdy bóg przeszkodził,
Ażeby się potomek z mych bioder urodził,
4165
Ciebie, plemię Peleja, za syna przyswoję,
I ty przeciw nieszczęściu wesprzesz starość moję.
Uśmierz się Achillesie! Jaki zakał[634] szpetny,
Gdyby był niezbłagany umysł tak szlachetny!
BógBogowie, wyżsi od nas cnotą, stopniem, władzą,
4170
Jednak ludziom grzeszącym ubłagać się dadzą,
I choć już są gotowi ciężkie zesłać kary,
Łagodzą się przez prośby, kadzidła, ofiary.
Kondycja ludzkaWszakże prośby Zeusa wielkiego są plemię:
Ułomne, słabą nogą wędrują przez ziemię,
4175
Z czołem zmarszczką pokrytym, ze spuszczonym okiem.
Idą ciągle za Winą: ona silnym krokiem
Poprzedza je i szkody między ludźmi sieje;
Próśb ręka na jej rany słodki balsam leje.
Gdy przyjdą do człowieka, a ten ich usłucha,
4180
Na jego ślub chętnego nadstawują ucha:
Kto je odrzuca, Zeus mści się tej pogardy,
Zsyła Winę i przez nią karze umysł hardy.
Uczcij je, Achillesie! Hołdów ci nie skąpią,
Którym i najzaciętsze umysły ustąpią.
4185
Gdyby trwał w złości Atryd, uznać błąd swój zwlekał,
Gdyby darów nie dawał, innych nie przyrzekał:
Choć Greków stan okropny, nigdy bym atoli[635]
Nie żądał, byś gniew złożył i wsparł ich w niedoli.
Dziś gdy wiele, na przyszłość więcej jeszcze daje,
4190
Gdy cię przez pierwszych mężów błagać nie przestaje
I którzy są najlepsi przyjaciele twoi,
Ni prośbą ich, ni przyjściem gardzić nie przystoi.
Dotąd żal twój był słuszny, odtąd już nie będzie.
Znamy[636], jak dawni mieli cześć na wielkim względzie,
4195
Zwyciężali gniew jednak i serce uporne,
Błagali się przez dary, przez prośby pokorne»…
— «Ojcze Fojniksie! Starcze kochany od nieba
Rzekł Achilles — mnie wcale takiej czci nie trzeba:
Kronid, pan niebios, chwałą zaszczyci mnie wszędzie:
4200
I sam, póki ożywać te piersi duch będzie
I póki pełen zdrowia kolanami władam,
Zachowam ją. Ty słuchaj, co ja ci przekładam:
Nie przychodź dla Atryda jęczeć tu i szlochać,
Nieprzyjaciela mego ty nie możesz kochać:
4205
Miłego w tobie męża wnet bym znienawidził:
Kim ja się brzydzę, trzeba, byś ty się nim brzydził.
Dziel moją cześć! Odpowiedź przez tych będą mieli;
Ty zostań i na miękkiej śpij u mnie pościeli.
Skoro błyśnie Jutrzenka, za pierwszym zaraniem
4210
Naradzim się, czy ruszym, czy jeszcze zostaniem».
To rzekłszy, Patroklowi przez oka skazanie
Zalecił dla Fojniksa gotować posłanie
Chcąc, by prędzej myślały o powrocie posły.
Natenczas się odezwał tak Ajas wyniosły:
4215
— «Pójdźmy, synu Laerta, nie masz tu co bawić[637],
Żadnego skutku prośby nie są zdolne sprawić.
Na radzie wybór greckich bohaterów siedzi
I niecierpliwie czeka jego odpowiedzi.
Odnieśmy oną wiernie, jakożkolwiek smutna.
4220
Lecz w Achillesie dusza twarda i okrutna:
Niezbłagany! Upornie w swym gniewie się zaciął,
Gardzi czcią wszystkich Greków, szacunkiem przyjaciół.
Zawzięty! Nielitosny! DarA wszakże zapłata
Niejednemu nagradza śmierć syna i brata;
4225
Dawszy okupy, siedzi spokojnie morderca,
Tamten zapał umarza zjątrzonego serca.
Ty duszę masz niezgiętą, ćmiącą twe zalety.
I o cóż ten gniew straszny? Dla jednej kobiety!
Teraz ci dajem siedem prześlicznej urody,
4230
Niesiem dary, Achillu! Nakłoń się do zgody!
Szanuj wreszcie dom własny i pamiętaj o tem,
Że jak posły pod twoim jesteśmy namiotem:
Sama tu przyjaźń krokom naszym przewodniczy,
Nikt cię więcej nie kocha, nikt lepiej nie życzy».
4235
Na to Achilles: — «W pierwszej cenie jesteś u mnie,
Lubię twoją otwartość, mówiłeś rozumnie.
Ale mi serce wzdyma ta sroga ohyda:
Taką krzywdę poniosłem przez dumę Atryda,
Jakbym był najpodlejszy na ziemi wyrzutek!
4240
Wy idźcie i poselstwa opowiedzcie skutek»…
Tak rzekł; oni wracają, Odys im przywodzi.
Patrokl zaleca brankom i przytomnej[638] młodzi
Czym prędzej dla Fojniksa zgotować posłanie:
Ścielą kobierce, płótno i skóry baranie.
4245
Śpi starzec, oczekując Jutrzenki powrotu.
Pelid się kładzie w głębi swojego namiotu…
Przyszły posły, witają ich wodze koleją[639]
Z czaszą w ręku, a między trwogą i nadzieją,
Pytają, jaki skutek ich poselstwo niesie.
4250
Pierwszy rzekł Agamemnon: — «Powiedz, Odyssesie,
Czy chce odeprzeć ogniem grożące Trojany,
Czyli też w swoim gniewie trwa nieubłagany?
Zahartowan był Odys na wszystkie zdarzenia:
— «Królu — rzecze — nic jego serca nie odmienia:
4255
Zamiast by się ubłagał, nie ma w gniewie miary,
Prośby twoje odrzuca, gardzi twymi dary.
— «Niech Atryd — rzekł — z innymi wodzami się trudzi,
Jak by wyrwał od zguby i flotę, i ludzi».
Grozi, że skoro tylko pierwsze błyśnie zorze,
4260
Natychmiast zepchnie swoje okręty na morze.
— «I drugim — przydał[640] — Grekom radzę iść do domu:
Nie legnie od waszego Ilijon pogromu.
Ma Troja liczne wojska, Zeus jej obrońca;
Nigdy wy pracy waszej nie ujrzycie końca».
4265
Takie są jego słowa. Jeśli się podoba,
I Ajas, i dwaj woźni, ludzie mądrzy oba,
To, com powiedział, swoim potwierdzą wyrazem;
Fojniks zaś tam nocuje, za jego rozkazem.
Jutro z nim, jeśli zechce, na okręty wsiędzie,
4270
Lecz ma wolność zupełną, musić[641] go nie będzie».
Skończył, a na to rada oniemiała siedzi,
Dumnym zdziwiona tonem jego odpowiedzi;
I długi czas im smutek słowa wyrzec nie da,
Aż nareszcie mężnego słyszą Diomeda[642]:
4275
— «Obyś był przed Achillem, królu, się nie schylał!
Obyś był się dla niego tak szczodrze nie wylał!
Dość już dumny, na większąś dumę dziś go wsadził.
Nie myślmy więcej o nim. Sam on będzie radził,
Czy ma płynąć, czy zostać. Lecz ujmie się broni,
4280
Kiedy go własny zapał lub który bóg skłoni.
A teraz wszyscy chciejcie pójść za zdaniem mojem:
Gdyśmy się zasilili jadłem i napojem,
Bo niewiele wart rycerz, którego głód ciśnie,
Idźmy spocząć; a skoro Jutrzenka zabłyśnie,
4285
Ustaw, królu, przed flotą jazdę i piechotę,
A głosem i przykładem pobudzaj ochotę».
Tak rzekł wielki Diomed. Jego męska rada
Całemu zgromadzeniu do serca przypada.
Leją wino, wraz każdy do siebie pospiesza;
4290
Kładą się, sen ich prace i troski zawiesza.

Księga X

Inni wodzowie, liczne sprawujący ludy,
W słodkim spoczynku dzienne utopili trudy.
StrachSam Atryd[643], co powszechny trzymał rząd nad Greki[644],
Tysiączne ważąc myśli, nie zamknął powieki…
4295
Gdy na obóz trojański rzuci oczy drżące,
Trwożą go zapalonych płomieni tysiące,
Przeraża głos piszczałek i mężów wołanie.
Lecz patrząc, w jakim flota, w jakim wojsko stanie,
Targa włosy z rozpaczy, władcy gromu wzywa,
4300
A jęk po jęku z piersi gwałtem się wyrywa.
Kiedy się tak myślami dręczącymi trudzi,
Wziął przed się[645] pójść do starca, najmędrszego z ludzi[646],
By z nim spólnie ułożył pożyteczną radę
I wiszącą nad wojskiem oddalił zagładę.
4305
Wstaje prędko, na członki szatę wdziać pospiesza,
Wiąże sandał, na barkach lwią skórę zawiesza
Barwy płowej (od ramion do kostek mu spada),
Nareszcie bierze oszczep, którym dzielnie włada.
Równie od Menelaja[647] oczu sen daleki,
4310
Równa trwoga w umyśle. Drżał, ażeby Greki,
Co dla niego, bój niosąc, wielkie przeszły wody,
Smutnie pod trojańskimi nie poległy grody[648].
Wziął swój oszczep, na głowę z miedzi szyszak włożył,
Pantery cętkowaną skórą grzbiet nasrożył
4315
I biegł obudzić brata, który wyniesiony
Berłem nad wszystkich wodzów, jak bóstwo był czczony…
Agamemnon[649], gdy brata przy sobie obaczy,
Ten swoje troski zaraz w tych słowach tłumaczy:
— «Dlaczego się uzbrajasz, jakie masz układy?
4320
Chcesz-li kogo do Trojan wysyłać na zwiady?
Ale ja bardzo wątpię, aby w tej potrzebie
Chciał kto przyjąć tak trudną powinność na siebie:
Pójść między nieprzyjaciół samemu i w nocy,
Jakiej trzeba śmiałości! Jakiej w duszy mocy!
4325
— «Rady chytrej potrzeba — rzekł król — bracie luby,
Jak by wojsko i flotę zachować od zguby.
Kronid[650] się zmienił, prośby nasze są daremne,
Hektora mu dziś tylko ofiary przyjemne.
Największych bohaterów on dziś chwałę zmazał,
4330
Żaden rycerz w dniu jednym tyle nie dokazał…
Orężem jego wziąwszy klęskę tak ogromną,
Rozumiem, że jej nigdy Grecy nie zapomną.
Bież, przywołaj Ajasa z królem Krety siwym,
Ja do Nestora[651] krokiem pospieszę skwapliwym[652],
4335
Ażeby poszedł ze mną, gdzie są nasze straże:
Najlepiej usłuchają, gdy starzec rozkaże.
Syn jego tam przywodzi. Najwięcej zlecona
Straż obozu na niego i na Meryjona».
A Menelaj się pyta, by uniknąć błędu:
4340
— «Powiedz mi, ze krwi bracie, a królu z urzędu,
Czy na miejscu przy strażach mam na ciebie czekać,
Czy dawszy im rozkazy, powrotu nie zwlekać?
Król na to: — «Zostać, owszem, każe myśl ostrożna:
W takich ciemnościach łatwo pominąć się można.
4345
Przez tyle dróg w obozie nietrudne zbłądzenie.
Gdziekolwiek pójdziesz, głośne zalecaj baczenie[653]
Czuwajmy, zagrzewajmy, bo chciał wyrok boski
Skazać nas od kolebki na prace i troski.
Tak rozkazawszy bratu, sam czym prędzej zmierza
4350
Do Nestora, czułego narodu pasterza.
Obok namiotu w łożu miękkim śpi spokojny.
Tuż przy nim cały jego był porządek zbrojny:
Dwie dzidy, puklerz[654], szyszak z rycerskim też pasem.
Ten brał, gdy niestrwożony Aresa hałasem
4355
Prowadził szyki starzec na okrutne boje
I ciężkie znosił prace mimo lata swoje.
Przebudza się król Pylów, sen opada z powiek,
Pyta, na łokciu wsparty: — «Coś ty jest za człowiek,
Co w nocy po obozie błędne stawiasz kroki,
4360
Wtenczas, gdy oczy wszystkich ujął sen głęboki?
Czy z straży kogo szukasz? Czyli z towarzyszy?
Powiedz! Lecz do mnie, wara! Nie zbliżaj się w ciszy!»
— «O Nestorze! — król mówi. — Ty Greków nadzieja,
Oto nieszczęśliwego syna masz Atreja,
4365
Którego, póki ciągną Mojry[655] życia przędzę,
Więcej nad wszystkich Zeus przeznaczył na nędzę.
Błąkam się, sen mi słodki nie zamknie powieki,
Trwożą mnie srogie klęski wiszące nad Greki,
Upadam na umyśle, drży mi w piersiach serce,
4370
Gaśnie we mnie nadzieja w ostatniej iskierce.
Przeto, jeśli co myślisz, wszak sen cię nie mroczy,
Pójdźmy na miejsce straży i na własne oczy
Zobaczmy, czy pod pracą i snem nie uległa:
Tak bezpieczeństwa wszystkich bardzo by źle strzegła.
4375
Nieprzyjaciel jest blisko. Nie wiemy, czy nocą
Nie przemyśla nas podejść za cieni pomocą».
A na to król sędziwy Pylów odpowiada:
— «Nie lękaj się, by Zeus, co piorunem włada,
Wszystkie myśli Hektora do skutku przywodził…
4380
Idę chętnie za tobą, niech wstaną i drudzy,
Diomed[656] i Odyseusz, Aresowi słudzy,
I prędki Oileid[657], i Meges[658] waleczny.
Jak by ten bieg uczynił dla nas pożyteczny,
Co by się do stanowisk odległych potrudził
4385
I tam Idomeneja z Ajasem obudził!…
Bierze szatę, na stopy sandały przyciąga,
Z purpury płaszcz dwoisty srebrną haftką sprząga,
Którym starzec wygodnie całe ciało kryje:
Miękka wełna krętymi kędziory[659] się wije.
4390
A kiedy już uzbroił rękę długą dzidą,
Oba z Agamemnonem wzdłuż okrętów idą.
Na mądrego Odysa Pylów mówca krzyknął:
Czujne rycerza ucho zaraz głos przeniknął,
Wybiega i takimi pyta ich słowami:
4395
— «Czemu w noc po obozie błąkacie się sami?
Jakie niebezpieczeństwo do tego przymusza?»
A król: — «Niech cię to, wodzu, na nas nie obrusza[660],
Że ci nie pozwalamy spoczywać do woli.
Ach! Lękamy się dzisiaj najsroższej niedoli!
4400
Śpiesz, obudzimy drugich. Spólna[661] skaże[662] rada,
Czy nam wojować, czyli[663] uciekać wypada».
Rzekł; Odyseusz na chwilę do namiotu skoczył,
Wziął tarczę i za nimi udać się nie zwłoczył[664].
Przyszli do Diomeda[665]. Ten, w zbrojnej odzieży,
4405
Pod niebem przy namiocie rozciągniony leży.
Obok snu używają mężne wojowniki[666]:
Głowy na tarczach wsparte; w ziemię wbite piki
Blask na kształt błyskawicy rzucają do góry.
Pod sobą wódz posłanie miał z wołowej skóry,
4410
A przepyszny kobierzec rozpostarł pod głową.
SenTrącił go lekko Nestor i tą zagrzał mową:
— «Wstań! Wstań, Tydeja synu! Wcale nie przystoi,
Że gdy my czujem[667], ciebie jednego sen poi.
Nie razi cię z pagórka wrzask nieprzyjaciela?
4415
Ach! Zbyt mała go przerwa od floty oddziela!
Nagle bohater ze snu twardego się zrywa,
Wstaje i do Nestora prędko się odzywa:
— «Niezmordowany starcze, ciebie nic nie strudzi!
Alboż to między Greki[668] nie masz młodszych łudzi
4420
Dla przywołania wodzów? Lecz w żadnym sposobie
Nie można cię przymusić, abyś wytchnął sobie».
— «Prawdę mówisz — rzekł Nestor — zacny przyjacielu!
Nie braknie mi na synach i na ludziach wielu,
Którzy by dla zwołania przeszli stanowiska;
4425
Lecz najsroższa potrzeba dzisiaj nas przyciska,
Rzecz nasza zawieszona jak na ostrzu stali:
Ta chwila albo zgubi, albo nas ocali.
Jeśli mój wiek szanujesz, który się tak chyli,
Bież, by tu Meges z prędkim Ajasem przybyli».
4430
Wraz[669] Diomed lwią skórę na barkach zawiesza,
Bierze oszczep i budzić tych wodzów pospiesza.
W krótkiej ich do Nestora przyprowadził chwili,
Żołnierz, PiesGdy się na miejscu straży wszyscy zgromadzili,
Widzą, jak pilnie czuwa. Błyszczą się od miedzi,
4435
Każdy rycerz na swoim stanowisku siedzi.
A jako psy, co wiernie ludziom towarzyszą,
Czujnie pilnują owiec, i skoro posłyszą,
Że lew z gór poruszony wyskakuje z lasu,
Wielkiego przy owczarni narobią hałasu
4440
Od psów i od pasterzy spoczynek daleki:
Ten sen mężni rycerze spędziwszy z powieki,
Patrzą na obóz Trojan, czujnymi podsłuchy[670]
Uważając najmniejsze nieprzyjaciół ruchy.
Ta baczność ich w Nestorze wielka radość nieci,
4445
Zachęca ich tym słowem: — «Tak czuwajcie, dzieci!
Precz sen! Waszej gnuśności[671] to byłoby zyskiem,
Iżbyśmy nieprzyjaciół zostali igrzyskiem[672]».
To mówiąc, rów przeskoczył, a za jego ślady
Wszyscy wodzowie Greków zwołani do rady:
4450
Nestora syn za nimi i Meryjon przyśli[673],
Bo ich uczestnikami chcieli mieć swych myśli.
A kiedy przeskoczyli za rowy spadziste,
Tam usiedli, gdzie miejsce od krwi było czyste,
Gdzie się wstrzymała ręka Hektora zaciekła,
4455
Gdy noc przychylna ziemię swym cieniem powlekła.
Myślą, każdy z kolei swe zdanie odkrywa,
Aż mądry między nimi Nestor się odzywa:
— «Czyliż się między nami taki mąż nie znajdzie,
Który, w swym ufny męstwie, między Trojan zajdzie?
4460
Może kogo z Hektora schwyci towarzyszy,
Może ich mowy przejmie i rady usłyszy:
Czy ściśle w oblężeniu flotę trzymać mają,
Czy po zwycięstwie wrócić do miasta żądają.
Kto by to mógł wyśledzić i przyjść do nas cały,
4465
Jakiejże w oczach świata dostąpiłby chwały!
I w nagrodę takiego śmiałego uczynku
Jakiego by nie dostał od nas upominku!…»
Na te słowa ucichło całe zgromadzenie,
Dopiero przerwał śmiały Diomed milczenie:
4470
— «Nestorze! Mimo trudność, mimo czujne straże[674],
Mój umysł mi do Trojan obozu iść każe.
OkoAle gdyby chciał ze mną pójść który z rycerzy,
Serce me więcej swojej śmiałości zawierzy.
Kiedy dwóch idzie, nic ich uwagi nie zmniejszy:
4475
Co ten chybi, ten widzi. Sam człek, najbystrzejszy,
Nigdy tyle baczności[675], tyle oka nie da».
Wielu chce przedsięwzięcie dzielić Diomeda:
Chcą Ajasy, w obydwu chęć zarówno skora,
Chce Meryjon, chce bardzo syn mężny Nestora.
4480
Menelaj[676] tej wyprawy godnym się rozumie,
I Odyseusz, co pracy unikać nie umie,
Mówi, że do obozu Trojan się dostanie.
BratWtedy król Agamemnon otwiera swe zdanie:
— «Tydejdo! Wieczne w sercu mam dla ciebie długi.
4485
Za towarzysza sobie tak ważnej usługi
Wybierz najmężniejszego z tylu mężnych rzędu.
Lecz proszę, nie miej tutaj niewczesnego względu
Na krew, na stopień władzy i na dostojeństwo:
Kto lepszy, nie kto wyższy, niech ten ma pierwszeństwo».
4490
Mówił trwożny, by nie czcił stopnia w jego bracie.
— «Gdy wybór towarzysza przy mnie zostawiacie,
Z którym tak niebezpieczną mam odprawić drogę
Rzekł Tydejd — jakże minąć Odyseusza mogę?
W największych on trudnościach swoim sercem włada,
4495
Nic go nigdy nie zmiesza, kocha go Pallada[677].
Przezorną roztropnością jego prowadzeni,
Potrafim wyjść bez szwanku i z samych płomieni».
A na to mu Odyseusz rzekł niespracowany:
— «Przyjacielu! Oszczędzaj pochwał i nagany,
4500
Mówisz wśród ludzi, którzy sądzić nas umieją.
Już zbliża się Jutrzenka, już gwiazdy blednieją,
Dwie części[678] nocy uszło, a cień się przesila,
I sprzyjająca dla nas niedługa jest chwila…
Uzbroiwszy się, pierwsze zostawują[679] wodze,
4505
A sami pospieszają w przedsięwziętej drodze.
Pallada dla nich czaplę zsyła przewodnikiem.
Nie widzą jej w ciemnościach, ale za jej krzykiem,
Słysząc go po prawicy, kierują swe ślady.
ModlitwaUcieszony Odyseusz tak wzywa Pallady:
4510
— «Słuchaj mnie, córo gromy niosącego pana!
Twoja pomoc we wszystkich pracach mi doznana,
Wiem ja, że mi za każdym towarzyszysz krokiem,
Racz więc i dziś łaskawym na mnie spojrzeć okiem!
Niech zdrowo nas wróconych Achaje obaczą,
4515
A Trojanie naszego czynu długo płaczą!»
Znowu Tydejd z kolei tę modlitwę czyni:
— «Wielka córo Zeusa, przemożna bogini,
Tak chciej wspomagać syna, jakeś ojca wsparła!
Gdy przy Azopie[680] grecka broń się rozpostarła.
4520
Tydeja wojsko do Teb wybrało za posła;
Mowa jego Kadmejom[681] słodki pokój niosła.
Lecz z twej łaski, gdy ludu wolę wytłumaczył,
Niepojętymi dziwy swój powrót oznaczył.
Niechże i ja pomocną mam twoją prawicę:
4525
Poświęcę ci w ofierze roczną jałowicę[682].
Jeszcze jarzmem nie tkniętą, nad to w kruszec drogi
Świeżo wyrastające obwiodę jej rogi».
Nadaremnie wezwali Pallady pomocy.
Jak srogie lwy, pokryte czarnym cieniem nocy,
4530
Idą przez krwi strumienie dwa waleczne męże,
Przez rzeź[683], przez trupów stosy i mnogie oręże.
I Hektor sobie pracy nie umiał oszczędzać,
Nie dał na spaniu nocy Trojanom przepędzać,
Lecz pierwszych zgromadziwszy rycerzów do rady,
4535
Wynurzył im głębokie swej głowy układy:
— «Kto mi wykonać gotów, co myśl moja poda?
Za tę przysługę wielka czeka go nagroda;
Prócz chwały, którą ściągnie na niego czyn taki,
Wóz mu dam najpiękniejszy, najlepsze rumaki,
4540
Jakie mają w obozie swym nieprzyjaciele.
Ale tego wyciągam po nim, aby śmiele
Poszedł do floty greckiej. Tam się mu pokaże,
Czyli[684], jak dotąd, pilne odprawują straże,
Czy naszą bronią starci, pracy się wyrzekli
4545
I tylko myślą o tym, by zręcznie uciekli?
Na to umilkli wszyscy. Był między Trojany
Syn woźnego Eumeda, rycerz Dolon zwany.
Ten i w złocie, i w miedzi wielkie liczył zbiory;
Z wyglądu niepoczesny[685], ale w nogach skory[686];
4550
Pięcia otoczon siostry, sam był jedynakiem.
On się między Trojany okazał junakiem:
— «Hektorze! Tyle czuję rycerskiej ochoty,
Że do naw[687] pójdę śledzić Achajów obroty.
Wznieś berło, wezwij boga, co piorunem grozi,
4555
Że świetny wóz, na którym Achilles się wozi,
I pyszne jego konie otrzymam w nagrodę.
PrzysięgaJa zaręczam, że twoich myśli nie zawiodę:
Będę w obozie, będę w Atrydy okręcie,
Tam usłyszę radzących wodzów przedsięwzięcie,
4560
Czy chcą, aby lud walczył, czy żeby uciekał».
Hektor żądanej zrobić przysięgi nie zwlekał:
— «Niechaj mi władca gromu, Zeus, świadkiem będzie:
Nikt inny na te konie, na ten wóz nie wsiędzie!
Twoja zawsze ta zdobycz, od wielu pragniona».
4565
Tak rzekł i krzywo przysiągł, lecz zagrzał Dolona.
Zaraz wziął łuk i kołczan z strzałami na bary,
Na szerokich ramionach wilk mu wisi szary,
Na głowie ma ze skóry tchórzowej przyłbicę,
A oszczepem stalowym uzbroił prawicę.
4570
Pospiesza ku okrętom, lecz wyrok przeznaczył,
By Hektora z żądaną wieścią nie obaczył.
PodstępWnet daleko od mężów i koni odbiega,
Dąży, a wtem go bystry Odyseusz postrzega
I wraz do towarzysza tak rzecze: — «Tydydzie!
4575
Pewnie ten mąż z obozu trojańskiego idzie.
Albo do floty naszej dostać się on życzy,
Albo się też wyprawił dla zdarcia zdobyczy
Niechaj nas minie! Biegiem nie zdoła się schronić.
Schwytamy go: a jeśli nie można dogonić,
4580
Z długim oszczepem w ręku pędź go na okręty,
Tak mu do miasta powrót zostanie przecięty».
Zeszli z drogi, w zabitych ukryli się kupie;
On szedł nic nie zważając i minął ich głupie[688],
Ale kiedy już od nich był przeciąg tak długi,
4585
Ile wołów uprzedzą muły ciągnąc pługi,
Których siła od tamtych sporzej[689] ziemię kraje,
Wybiegają, a na ten łoskot Dolon staje.
Mniemał, że kto z rozkazu wodza za nim gonił,
By go cofnął i próżnej drogi mu ochronił.
4590
Lecz gdy był na rzut dzidy albo jeszcze bliżej,
Poznaje nieprzyjaciół, a zatem najchyżej
Zaczął uciekać; za nim bohatery w tropy.
Jako biegłe w myślistwie psy szybkimi stopy,
Ostrząc kły, pędzą sarnę lub zająca w lesie,
4595
Zwierz krzyczy, a bieg bystry przed nimi go niesie,
Tak Dolona przeciąwszy do swoich cofnięcie,
Odyseusz i Diomed ścigają zawzięcie.
Już bliski naw, już ledwie między straż nie wpada;
Natenczas Diomeda życzliwa Pallada
4600
Nową ożywia siłą, by nikt się nie szczycił,
Że mu pierwszy cios zadał, a on drugi chwycił.
Więc bieżąc z wymierzonym pociskiem, tak rzecze:
— «Lub stań, lub cię oszczepem doścignę, człowiecze!
Bo nie jesteś od śmierci wybiegać się zdolny!
4605
Natychmiast rzucił pocisk. Ten, chęciom powolny[690],
Śmiertelnym Trojanina razem[691] nie przenika,
Lecz mu ramię ociera i w ziemi utyka.
Stanął Dolon, drżał, szczękał zębami wybladły,
A wtem też uziajane wodze go dopadły
4610
I schwyciły nędznika. Ten rzekł rozpłakany:
— «Chciejcie oszczędzić życia, włóżcie mi kajdany!
Za wolność moją drogi okup dla was będzie.
Mam złoto, miedź i różne w żelazie narzędzie;
Nieskończonymi dary ojciec was nagrodzi,
4615
Gdy się dowie, że żyję u achajskich łodzi[692]».
A na to mu podstępny Itak odpowiada:
— «Ufaj, niechaj ci w serce śmierci strach nie pada,
Jeśli szczery przeciwko prawdzie nic nie zgrzeszysz,
Po co w noc rzucasz obóz i do floty śpieszysz?»…
4620
— «Hektor — rzekł, a drży cały i w nogach się chwieje —
Namówił niechętnego przez wielkie nadzieje,
Przyrzekając dać konie i wóz pyszny z miedzi,
Na którym niezwalczony syn Peleja[693] siedzi,
Żebym w nocy do floty poszedł, tego żądał,
4625
I tam wszystko własnymi oczami oglądał.
A potem jemu doniósł, jak się rzecz pokaże:
Czyli z zwykłą pilnością odbywacie straże,
Czyście też, starci od nas, pracy się wyrzekli
I o tym przemyślacie, jak byście uciekli»?
4630
A Odyseusz z uśmiechem: — «Dobrześ sobie życzył
Pragnąc, abyś Achilla rumaki dziedziczył:
Lecz nimi rządzić ramię człowieka niezdolne,
Pana tylko swojego ręce są powolne[694],
Co z łona nieśmiertelnej matki życie bierze.
4635
Ty mów i na pytania odpowiadaj szczerze:
Gdyś tu szedł, w której Hektor znajdował się stronie?
Gdzie jego straszny oręż? Gdzie są dzielne konie?
Jak straże Trojan stoją? Gdzie są ich namioty?
Jakie są rady? Jakie dalsze ich obroty?
4640
Czy w ścisłym oblężeniu flotę trzymać mają?
Czy po zwycięstwie wrócić do miasta żądają»?
— «Przełożę[695] ci dokładnie — Dolon odpowiada
Hektor i najprzedniejszych wodzów Troi rada
Od hałasu daleko, przy nagrobku Ila[696]
4645
Na różne się wojenne przemysły wysila.
Co do straży, rycerzu, tycheśmy nie dali,
Żebyśmy od podejścia mogli zostać cali.
Trojanie, gdyż ich twarda potrzeba przyciska,
Czuwają tam, gdzie widzisz błyszczące ogniska,
4650
I ciągle sobie hasło podają młodzieńcy.
Lecz z dalekich ściągnieni krain sprzymierzeńcy
Śpią spokojnie, na Trojan całą baczność[697] zdają,
Bo blisko siebie dzieci ani żon nie mają…
Jeśli przedrzeć się do nas jest wasze żądanie,
4655
Oto na boku Traki z zastępy świeżymi:
Syn Ejoneja, Rezus, ich król, między nimi.
Widziałem jego konie: niedościgłym biegiem
Z wiatry się porównają, białością ze śniegiem.
Złotem i srebrem świetny jego wóz się toczy,
4660
Na oręża bogactwo durnieją się oczy;
Nic zbliżyć się nie może do kształtu tej zbroi:
O! Nie ludziom, lecz bogom nosić ją przystoi!
Prowadźcie mnie do floty lub włóżcie kajdany,
Tu waszego powrotu doczekam związany.
4665
Wkrótce się przekonacie, czym prawdę przełamał;
Lecz nie, sami ujrzycie, żem w niczym nie skłamał».
A Diomed, zwróciwszy na niego wzrok srogi:
— «Chociaż nam dałeś ważne, Dolonie, przestrogi,
Skoroś wpadł w ręce nasze, nic cię nie ocali.
4670
Gdybyśmy cię puścili lub za okup dali,
Znowu do floty przyjdziesz na zwiady zdradzieckie
Albo w otwartej walce bić zastępy greckie.
Ale jeżeli stracisz mym oszczepem życie,
Nie będziesz Grekom szkodził ni jawnie, ni skrycie».
4675
Rzekł; on sięga pod brodę i o życie prosi:
Zaś Diomed miecz ostry do góry podnosi:
Ciął go w szyję, na piasek z karku spadła głowa,
Zaczęte jeszcze w ustach domawiając słowa.
Zwycięzcy z zabitego łup Dolona biorą,
4680
Oszczep długi z przyłbicą, z łukiem, z wilczą skorą[698].
Te Odyseusz na ręku do góry podnosi,
Poświęca je Palladzie i o wsparcie prosi:
— «Przyjmij ten łup, bogini, raduj się w tym darze!
Twoje nad wszystkich bogów przenosim[699] ołtarze.
4685
Kieruj więc nasze kroki, daj, byśmy się cali
Do koni i do trackich namiotów dostali!
Skończył, łupy na drzewie zawiesił wysoko,
Których ażeby mogło w nocy dostrzec oko
I aby w ich szukaniu, gdy wróci, nie zboczył,
4690
Trzciną i złamanymi gałęźmi otoczył.
Idą wodze po zbroi, we krwi czarnej brodzą,
Aż nareszcie do trackich zastępów przychodzą.
Spały długą podróżą zmordowane męże[700],
Przy nich leżą w troistym porządku oręże,
4695
Blisko tych są przy każdym jarzmie dwa rumaki;
W środku spoczywa Rezus między swymi Traki.
Naprzeciw stoją konie śnieżyste za wozem,
Przywiązane do niego świecącym powrozem.
Ujrzawszy je Odyseusz Tydejdę ostrzega:
4700
— «Oto mąż, oto konie sławione od[701] szpiega.
Użyj tu, przyjacielu, męstwa i czyń śmiało,
Bo próżnować z orężem w ręku nie przystało.
Odwiąż konie lub jeśli chcesz, ty dobądź broni,
Ty bij, ja nie zapomnę uprowadzić koni».
4705
Rzekł, Pallada śmiałością nową serce grzeje.
Zatem na wszystkie strony rzeź okrutną sieje:
Co razy wzięli, z piersi ciągną jęk głęboki,
Ziemia się od płynącej czerwieni posoki.
Śmierć, Krew, SenJak lew, na nie strzeżone gdy owce napada,
4710
Straszliwą klęskę trzodzie opuszczonej zada:
Tak zaciekły Diomed rzeź w obozie szerzy
I bez życia zostawia dwunastu rycerzy.
Trupy ciągnie Odyseusz i składa na stronie,
Przezorny, aby do krwi nieprzywykłe konie
4715
Szkodliwą nie zostały przerażone trwogą,
Tyle skrwawionych trupów tłoczący[702] pod nogą.
Na koniec się do Reza namiotu przedziera
I życie trzynastemu królowi odbiera.
Jakby sen nieszczęśliwy w oczach jego staje;
4720
Trak jęczy konający i ducha oddaje.
Konie zaś uprowadza Odyseusz z obozu
I łukiem je potrąca, bo zapomniał z wozu
Wziąć z sobą bicz królewski, bicz kształtny i złoty.
Daje znak, by już krwawej poprzestać roboty.
4725
Lecz Tydejd, w miejscu stojąc, waży się na dwoje[703]:
Czyli wóz, w którym były pyszne króla zbroje,
Unieść i nadzwyczajnym czynem się ozdobić,
Czyli też jeszcze więcej śpiących Traków pobić.
Kiedy się tak namyśla, Pallada przybiegła
4730
I kochanego sobie rycerza ostrzegła:
— «Pamiętaj o powrocie, nie chciej dłużej czekać,
By ci nie przyszło potem haniebnie uciekać.
Może wkrótce obudzić Trojan z bogów który».
To rzekła, on zrozumiał głos Zeusa córy.
4735
Wsiadł na konia, na drugim siedzi król Itaki.
Uderza łukiem, lecą ku flocie rumaki…
Gdy stanęli na miejscu, gdzie był szpieg zabity,
Wstrzymuje konie Itak, a trup znakomity
Podjąwszy Tydejd, w ręku towarzysza składa.
4740
Sam na powrót na konia ognistego wsiada.
Gęstych nie szczędzą razów, lecą zadyszali,
Pragnąc, by się czym prędzej do floty dostali.
Pierwszy Nestor ich tętent słyszy i tak powie:
— «Przyjaciele, przemożni Argejów królowie,
4745
Prawda-li? Czy się mylę? Lecz cóż wyrzec broni:
Tętent bystro lecących uderza mnie koni,
Obyć (niech tej pociechy nieba nam użyczą!)
Itak, Tydejd wrócili z tak piękną zdobyczą!
Ale mi smutne staje przeczucie na myśli,
4750
By w tłumie nieprzyjaciół, na zgubę nie przyśli».
Nie skończył Nestor, oni już są między rzeszą.
Zsiedli z koni, wodzowie niezmiernie się cieszą,
Ten słodko do nich mówi, ten za ręce chwyta,
Pierwszy Nestor ciekawy w tych słowach się pyta:
4755
— «Odyseusie! Opowiedz rzeczy niepojęte!
Skąd te konie? Czy z Trojan obozu są wzięte?
Czy was nimi obdarzył który bóg obrońca?
Prawdziwie są tak świetne, jak promienie słońca.
Zawsze walczę z Trojany. Choć spadły na sile,
4760
Choć stary, nikt nie powie, bym zostawał w tyle,
A nigdym jeszcze koni takich nie obaczył;
Pewnie kto z bogów nimi was obdarzyć raczył.
Obu was kocha Zeus, co piorunem włada,
Obu was łaską ciągłą zaszczyca Pallada».
4765
A Odyseusz roztropny: — «Mężu znakomity,
Co twą mądrością greckie pomnażasz zaszczyty!
I lepsze nadać konie, cóż bogom przeszkadza?
Wszak wiemy, że ich żadnych granic nie ma władza.
Te konie tu przybyły świeżo z Traków strony:
4770
Reza, króla ich, zabił Tydejd niezwalczony,
Przy nim dwunastu mężów: wszyscy pierwsze wodze;
Trzynastegośmy szpiega zabili na drodze.
Skrycie śpieszył do naszych okrętów na zwiady,
Z Hektora i przedniejszych Troi wodzów rady».
4775
Rzekł i świsnął na konie; zaraz rów przesadzą[704].
Idzie, za nim weseli Grecy się gromadzą
I wszyscy do namiotu Diomeda dążą.
Tam u żłobu na lejcach trackie konie wiążą,
Gdzie obrok[705] jadły jego rumaki ogniste.
4780
Odyseusz chwały swej świadectwo wieczyste,
Póki Palladzie winnej[706] ofiary nie zrobi,
Zawiesza łup Dolona i nim okręt zdobi.
Nurza się w morzu: ciało liże woda modra,
Spędza pot, który oblał szyję, nogi, biodra;
4785
Z morza do łaźni idą, a po tej kąpieli
Na członki zmordowane oliwę wyleli.
Biorą pokarm, pragnienie słodkim winem gaszą
I oba, z napełnioną w ręku stojąc czaszą,
Palladzie, że ich świetnym zaszczyciła czynem,
4790
Wylewanym na ziemię hołd oddają winem.

Księga XI

Piękna Jutrzenka z łoża Tytona[707] się budzi
Niosąc żądane światło dla bogów i ludzi,
Gdy Zeus do naw[708] greckich śle sprawczynię jęku,
Niezgodę[709], bojów hasło trzymającą w ręku.
4795
Staje wpośród obozu na Odysa[710] łodzi,
Skąd łatwo do dwu floty końców głos dochodzi,
Gdzie Ajas i gdzie Pelid[711] stoi niezwalczony;
Ci swym ludem zajęli dwie ostatnie strony,
Zaufawszy i męstwu, i barkom niezłomnym.
4800
Skoro bogini głosem ryknęła ogromnym,
Zaraz się Aresowy ogień w piersiach pali,
Pragną, by jak najprędzej krwi zakosztowali…
Woła król, by do broni mieli się rycerze,
I sam razem na ramię świetną zbroję bierze.
4805
Kształtny obuw[712] na nodze srebrną haftką sprząga,
Na piersi kirys[713] cudnie wyrobiony wciąga,
Dar Kinyra[714], przyjaźni spólnej zakład miły;
Bo gdy nawet aż w Cyprze wieści rozgłosiły,
Że Grecy na okrętach niosą bój pod Troję,
4810
Tym on darem królowi okazał chęć swoje:
Dwadzieścia pasów sztuczna[715] w nim dała robota
Z cyny, dziesięć ze stali, dwanaście ze złota;
Trzy modre[716] widać węże po obydwu bokach,
Tak się one wydają, jak tęcza w obłokach,
4815
Znak pamiętny dla ludzi na niebie wyryty.
Przypasuje miecz, gwoźdźmi złotymi nabity;
Pochwy go srebrne kryją, ze złota pleciona,
Taśma, miecz trzymająca, obwodzi ramiona.
Całe kryjący ciało bierze puklerz[717] tęgi,
4820
Pyszna go miedź otacza dziesięcią okręgi[718];
Z śnieżnej go cyny garbów dwadzieścia wydyma,
A jeden z czarnej stali, który środek trzyma.
Krwawym wzrokiem błyszcząca, twarzą groźna srogą
Stoi w środku Gorgona[719] z Popłochem i Trwogą.
4825
Tam, gdzie do tarczy rzemień przywiązan srebrzysty,
Uderza zatrwożone oczy smok modrzysty:
Trzy w nim głowy skrzywione jedna rodzi szyja,
A przeciągłą swą postać w wielkie koła zwija.
Nareszcie głowę świetnym szyszakiem przykrywa,
4830
Na którym czub poczwórny, strasznie grożąc, pływa;
I ostre, w miedź okute, dwa bierze oszczepy,
Blask z nich idzie wysoko aż pod nieba sklepy[720].
W tak okazałej zbroi króla widzieć rada,
Czci go, wydając łoskot, Hera[721] i Pallada[722]
4835
Na pagórku Trojany zbroje przywdziewały,
Wodzem ich wielki Hektor i Polidam[723] śmiały…
Hektor z ogromną tarczą śmiałym stąpa krokiem.
Jak odziany posępnym Syryjusz obłokiem,
Raz krwawym błyśnie światłem, drugi raz się skryje:
4840
Tak Hektor, miecz na greckie zaostrzając szyje,
Już w pierwszych widzian rzędach, już w ostatnie leci,
A miedź na nim jak groźna błyskawica świeci.
Jak żniwiarze na polu możnego dziedzica,
Gdzie mu się zrodził jęczmień lub piękna pszenica,
4845
Tną naprzeciwko siebie, gęste lecą kłosy:
Tak Trojanie i Grecy przez okrutne ciosy,
Niepomni o ucieczce, jak wilcy zażarci,
Biją się, w srogim boju zarówno uparci.
Patrząc na to Niezgoda krwawe oczy pasła,
4850
Sama bojom przytomna[724] dawała im hasła;
Insze bogi spokojnie w Olimpie siedziały,
Gdzie każdy z nich dla siebie ma pałac wspaniały…
Póki się dzień przy świetle Jutrzenki rozwijał,
Nawzajem lud srogimi ciosy[725] się zabijał,
4855
Z obu stron równa strata; ale w tej godzinie,
Gdy drwalnik obiad sobie gotuje w dolinie,
Gdy zemdlon pracą czuje swe siły na schyłku,
A wnętrze ckliwie łechce żądanie posiłku
Grecy, bojowej sobie dodając ochoty
4860
I całą moc wywarłszy, łamią Trojan roty[726].
Walka, ŚmierćNajpierwszy Agamemnon[727] na czoło wyskoczył
I we krwi Bianora wodza oszczep zbroczył;
Tuż zaraz Oileja zabił, rządcę koni.
Rzucił się z wozu rycerz i z oszczepem w dłoni
4865
Stanął przeciw zwycięzcy, lecz się nie ocalił:
Silnym go razem dzidy król Myken obalił
Uderzył nią w przyłbicę: trzasła miedź, kość pękła,
Mózg wyprysnął, padł rycerz, ziemia pod nim jękła…
Tych rzuca, gdzie najbardziej roty Ares miesza,
4870
Śmiało na czele mężnych Achajów pospiesza.
Piechotni piesze walą pierzchających szyki,
Wozy walczą na wozy z strasznymi okrzyki,
Rumaki piasek miecą twardymi kopyty,
Tuman gęsty się wznosi pod sklep[728] gwiazdolity,
4875
A król mężów, gdy wojsko Dardanów[729] truchleje,
Ściga, swoich zapala i rzeź srogą sieje.
Jako gdy się zajadły pożar zajmie w lesie,
Gdzie szalony wiatr chmurę ognistą zaniesie,
Upadają gałęzie, nikną pnie z korzeniem:
4880
Tak też pod niezwalczonym Atryda[730] ramieniem
Spadają Trojan głowy, trupy ziemię kryją,
Konie z próżnymi wozy, pyszną kręcąc szyją,
Biegną, nie czując znanej powoźników ręki:
Leżą, sępom z nich pastwa, żonom długie jęki!
4885
Hektora uprowadza Kronida[731] łaskawy
Spośród krwi, zamieszania, rzezi, boju, wrzawy.
Atryd pędzi i Greków lud zagrzewa bitny.
Już Trojanie grób Ila przeszli starożytny,
Uciekają, gdzie w polu stoi dzika figa,
4890
Pragnąc w mieście schronienia. Tuż ich Atryd ściga…
Już zbliżał się pod same mury Ilijonu[732],
Gdy ojciec nieśmiertelnych z niebieskiego tronu
Stąpił na Idę, piorun trzymając w prawicy,
A wezwawszy Irydy[733], bogów posłannicy:
4895
— «Bież[734] — rzecze — do Hektora! I nie szczędząc kroku,
Uwiadom go o moim najwyższym wyroku.
Póki między pierwszymi Atryd wojowniki[735]
Rozjuszonym oszczepem zmiata w polu szyki,
Póty niech ustępuje, powściąga swą śmiałość,
4900
Troi w pracach Aresa zaleca wytrwałość.
Lecz gdy dzidą lub strzałą ranny na wóz wsiędzie,
Dam szczęście Hektorowi, przy nim chwała będzie…»
Rzekł; bogini złotymi ustrojona pióry
Zaraz bieży z Idajskiej do Hektora góry.
4905
Bohater na swym wozie nieprzełomnym stoi;
Zbliżywszy się posłanka do obrońcy Troi:
— «Hektorze! — mówi — Zeus panujący w niebie,
Przysyła mnie z takowym poselstwem do ciebie:
Póki między pierwszymi Atryd wojowniki
4910
Rozjuszonym oszczepem zmiata w polu szyki,
Póty unikaj ciosu, powściągaj twą śmiałość,
Troi w pracach Aresa zalecaj wytrwałość.
Lecz gdy dzidą lub strzałą ranny na wóz wsiędzie,
Wtenczas przy tobie chwała i zwycięstwo będzie…»
4915
Poszła Irys; wódz boga rozkazu nie zwłoczył[736],
Lecz w świetnej zbroi z wozu natychmiast wyskoczył,
Dwoma kręcąc oszczepy, wojska upomina.
Wracają się Trojanie, nowy bój się wszczyna,
Zwyciężeni zwycięzcom niosą grom straszliwy,
4920
Lecz znowu roty swoje zwierają Achiwy.
Z obu stron groźne czoła: najpierwszy uderzy
Agamemnon, chcąc wszystkich wypędzić rycerzy.
Teraz, niebieskie muzy, chciejcie mi objawić,
Kto pierwszy pod broń jego odważył się stawić,
4925
Czy to z walecznych Trojan, czy z ich sprzymierzeńców.
Ifidam, wzrostem, męstwem najpierwszy z młodzieńców,
Godny syn Antenora, w Tracyi chowany,
W domu Kissesa, ojca swej matki, Teany.
Na wstępie lat młodzieńczych, kiedy przedsięwzięcia
4930
Wielkie podnoszą umysł, wziął go dziad za zięcia.
Ale szlachetny rycerz, chwałą zapalony,
Słysząc o wojnie greckiej, z domu młodej żony
Poszedł z dwunastą nawy[737], i w Perkocie swoję
Rzuciwszy flotę, lądem udał się pod Troję.
4935
Walka, Śmierć bohaterskaOn pierwszy z mężów z królem spotkał się w tej chwili,
A kiedy już obadwa blisko siebie byli,
Król Myken oszczep cisnął, lecz chybił rycerza:
Ifidam zaś kierował grot niżej pancerza.
Odparł go pas, i chociaż wielką siłą pchnięty,
4940
Srebrem grot zatrzymany, jak ołów był zgięty.
Ciągnie król oręż jego, wnet w rękach Atryda
Wydarta z Ifidama rąk została dzida.
Zaraz mu w szyję mieczem raz śmiertelny zadał:
Tak życie, broniąc swoich współziomków, postradał
4945
I od żony daleko zginął rycerz młody,
Za którą próżno ojcu liczne oddał trzody…
Brat, ŚmierćStarszy syn Antenora, sławiony przez męstwo,
Koon, śmierć brata widząc, Atryda zwycięstwo,
Tak zabolał, iż oczy stanęły mu w mroku.
4950
Więc się przybliża skrycie do zwycięzcy boku
I natychmiast go w rękę pod łokciem ugodzi:
Na drugą stronę ostre żelazo przechodzi.
Niezmiernym Agamemnon bólem był przejęty,
Ale nie przestał boju, lecz srożej zawzięty
4955
Rzuca się i Koona oszczepem dościga,
Gdy on, wołając na swych, braterski trup dźwiga.
Nieszczęsny! Chcąc ocalić brata, podpadł zgubie:
Król mu głowę odwalił na bratnim tułubie[738]
Dopóki krew mu wrząca wytryskała z rany,
4960
Dzidą, mieczem, kamieńmi walczył na Trojany;
Zwalał wszystkich, ktokolwiek śmiał mu się nawinąć.
Ale gdy z oschłej rany przestała krew płynąć,
Mimo mężne wytrwanie[739] ból wielki go przeszył…
Wsiadł na wóz, każąc słudze, by do floty śpieszył,
4965
Ale wprzód niźli odszedł, lubo[740] cierpiał srodze,
Tak do boju zagrzewał i wojska, i wodze:
— «Przyjaciele! Rycerze pomiędzy Achiwy!
Odpierajcież wy teraz od naw[741] bój straszliwy,
Kiedy Zeusa twarde wyroki nie dały,
4970
Abym dziś z Trojanami walczył przez dzień cały».
Rzekł, a biczem powoźnik bystre konie bije;
Te do naw biegną, pyszne wykręcając szyje,
Kurz im grzbiety okrywa, piana na pierś pryska,
Gdy rannego unoszą króla z bojowiska.
4975
Hektor widząc, że Atryd z boju się oddalał,
Tak do rycerskich czynów Trojany zapalał:
— «Trojanie i Likowie! Postawcie się śmiele,
Okażcie zwykłe męstwo, wierni przyjaciele!
Najstraszniejszy mąż z Greków ranny uszedł z pola,
4980
Nam zwycięstwo przeznacza dziś Zeusa wola.
Nuż! Dla tym większej chwały, ścisnąwszy orszaki,
Na lud grecki dzielnymi natrzyjcie rumaki»!
Tymi słowy zapala umysł boju chciwy.
Jak psy ręką i głosem zachęca myśliwy,
4985
By na lwa lub odyńca[742] uderzyły śmiele:
Tak swoich grzeje[743] Hektor. On pierwszy na czele,
Podobny bogu, który losem wojny włada,
I na zażarte Greki tak gwałtownie wpada,
Jak wicher, gdy się nagle powietrze zachmurzy,
4990
Wylatuje z obłoków i ocean burzy…
Już by Achiwów srogi wyrok nie oszczędził,
Już by zwycięzca Hektor do naw ich zapędził,
Gdy Odyseusz w te słowa zagrzał Diomeda:
— «Cóż to? Czyli nasz oręż odporu już nie da?
4995
Stań przy mnie, spólną bronią ważmy bój zacięty!
Jaka hańba, gdy Hektor zapali okręty»!
— «Nie ustąpię ja kroku — Tydejd odpowiada
Wstrzymam nieprzyjaciela, co nam na kark wsiada.
Ale cóż my dokażem, kiedy zagniewany
5000
Opuszcza Zeus Greki, a wzmaga Trojany»?
Rzekł i Tymbraja zwalił, pchnąwszy go wśród łona:
Odyseusz powoźnika zabił Molijona.
Tych porzuciwszy, wieczną ogarnionych nocą,
Sami z nową na Trojan uderzają mocą.
5005
A jak śmiałe odyńce, kiedy ich psy gonią,
Zwracają się i kłami walecznie się bronią:
Tak ci zwróceni walczą, dając tym odporem
Wytchnienie pierzchającym Grekom przed Hektorem.
Zeus z Idy na równej bitwę trzymał szali:
5010
Tak śmierć zgubnymi ciosy brali i dawali.
Odwaga, ŚmierćTydejd[744] syna Pajona zabił, Agastrofa;
Ten śmiało wszędzie walczy, nigdy się nie cofa,
Nawet nie ma przy sobie do ucieczki koni,
Każąc je słudze z dala trzymać na ustroni;
5015
Pieszo się bił, aż oręż w nim Diomed zbroczył.
Hektor, gdy wśród zastępów zgon rycerza zoczył,
Leci, niebo strasznymi przebijając krzyki,
Za nim trojańskie idą tłumem wojowniki.
Nie mógł nie uczuć Tydejd, choć na chwilę, trwogi.
5020
Mówi do Odyseusza: — «Przyjacielu drogi!
Na nas to mężny Hektor idzie tak zażarcie!
Ale stańmy i dzielne dajmy mu odparcie»!
Rzekł i pocisk z ogromnej wypuścił prawicy.
Nie chybił, w Hektorowej czub trafił przyłbicy,
5025
Jednak czoło nie tknięte, skóra nie przeszyta,
Wstrzymał cios szyszak, miedzią miedź była odbita
Od Feba[745] miał go Hektor, z jego łaski żyje,
Lecz wziąwszy raz[746] tak srogi, między swych się kryje.
Upada na kolana, ręką się podpiera,
5030
A mgła cień gęsty w oczach jego rozpościera.
Tymczasem, kiedy kroki wyskoczył wielkiemi
Tydejd, aby utkwioną dzidę podjąć z ziemi,
Hektor przyszedł do siebie. Zaraz na wóz wsiada
I śmierci unikając, między swoich wpada;
5035
Wierni go towarzysze otoczą gromadnie…
Wtenczas Parys, za słupem[747] ukrywszy się zdradnie,
Wyniesionym na Ila starożytnym grobie
(Niegdyś lud starość jego miał za chwałę sobie),
Przeciw Diomedowi krzywy łuk napina.
5040
Kiedy on świetny zdziera łup z Pajona syna,
Równie chciwy szyszaka, pancerza i tarczy,
Napięty od[748] Parysa nagle łuk zawarczy,
Leci strzała i celu swojego nie mija:
Rani w nogę Tydejda i w ziemię się wbija.
5045
Wesół, że swym takiego męża dosiągł ciosem,
Śmiejąc się wybiegł Parys, rzekł chełpliwym głosem:
— «I tyś przecie posoką twoją ziemię skropił!
Czemużem strzały w sercu twoim nie utopił!
Drżące jak przed lwem kozy na twoje spojrzenie,
5050
Miałyby przecież w boju Trojany wytchnienie!»
— «Próżny strzelcze! — rzekł Tydejd — z łuku twe zalety,
A najmilsza zabawa uwodzić kobiety.
Jeżeliś mężny, w polu oba stańmy śmiele,
Na nic ci się nie przyda twój łuk i strzał wiele.
5055
Chlubisz się, żeś mnie w nogę drasnął? Raz twój słaby,
Gardzę nim, jakby wyszedł od dziecka lub baby,
Bo nikczemnego człeka i pocisk nikczemny.
Co z mojej ręki, nigdy cios nie jest daremny:
Kogo się dotknie, z tego wraz[749] dusza wyleci,
5060
Rwie włosy po nim żona, sieroty są dzieci,
Więcej go miłe niewiast grono nie obsiędzie,
Ale, zgniły, dla sępów brzydką pastwą będzie».
Tak łajał, wtem do niego Odyseusz przypada,
Swym go zasłania ciałem. Rycerz w tyle siada
5065
I grot wyciąga z nogi. Musiał rzucić pole
I spieszyć do okrętów, takie cierpiał bole.
Natenczas sam na placu został król Itaki,
Bo wszystkie trwogą zdjęte pierzchnęły orszaki,
I jęcząc, różne myśli tak rozbiera sobie:
5070
— «Jakżem ja nieszczęśliwy! Co pocznę w tej dobie?
Jeśli ucieknę, ciężką sławie zadam ranę;
Gorsza, gdy otoczony sam jeden zostanę.
Wszyscy pierzchli. Lecz dłużej wahać się nie godzi,
Wiem, że z placu haniebnie sam gnuśnik[750] uchodzi,
5075
Mąż zaś wielkiego serca nigdy się nie boi,
Czy zwalczy, czy go zwalczą, na miejscu dostoi».
Kiedy się tak utwierdza w niebezpiecznym stanie,
Wielkim tłumem nadchodzą pancerni Trojanie,
Wojsko ich zgubcę swego wśród siebie zamyka.
5080
A jak psy i myśliwi obracają dzika,
Gdy się z kniei pokaże, błyszczą groty w ręce,
On białe kły w skrzywionej zaostrza paszczęce,
Zgrzyt zębów grzmi po lesie, a choć zwierz tak srogi,
Psy i myśliwcy w piersi nie przejmują trwogi:
5085
Tak na Odysa biją Trojanie zuchwali.
On, broniąc się, najpierwej Dejopejta wali,
Potem oręż w Toonie i Ennomie zbroczył;
Przy nich zginął Chersydam, gdy z wozu wyskoczył.
We wnętrzności odebrał ciężki raz dziryta[751],
5090
Pada i piasek własną krwią zbroczony chwyta.
Tych rzucił, ale jeszcze nie stępił żelaza:
Poległ brat Soka, Charop, mężny syn Hipaza.
Sokus, mąż bogom równy, ratunek mu niesie
I zbliżywszy się, rzecze: — «Mądry Odyessie,
5095
Równie chytrości niesyt, jak rycerskich czynów!
Albo chlubić się będziesz, żeś dziś obu synów
Hippasa zabił w polu i z nich odarł zbroje,
Albo też tym żelazem ja przetnę dni twoje».
To rzekł i silnym w tarczę pociskiem uderza;
5100
Przebił ją, nawet dzida przeszła wśród pancerza
I zdarła z kości skórę, dosięgnąwszy ciała,
Ale ją od wnętrzności Pallada wstrzymała.
Czuł Odyseusz, iż z rany tak płytkiej nie zginie,
Więc cofnąwszy się rzecze: — «Biedny Trojaninie,
5105
Zaraz się to dla ciebie spełni, czegoś żądał:
Już więcej słońca nie będziesz oglądał…»
KrewSkończył; Sokus ucieczką od śmierci się chronił,
Lecz go pocisk Odysa wśród ramion dogonił…
Wraz z ciała, z tarczy Soka dobywa dziryta;
5110
Ból go przeszył, za grotem płynie krew obfita.
Postrzegłszy krew cieknącą z Odyseusza rany,
Zachęcają się, tłumem lecą nań Trojany,
Zgubcę swego pragnący otoczyć dokoła.
On, cofając się, na swe towarzysze woła.
5115
Trzykroć, ile mu piersi tchu wystarczą, krzyknął,
Trzykroć głos ten Atryda[752] młodszego przeniknął,
Więc mówi do Ajasa, bliskiego rycerza:
Pomoc— «Ajasie, głos Itaka w uszy mnie uderza,
Musi on w niebezpiecznym znajdować się stanie.
5120
Otoczyli go pewnie zawzięci Trojanie;
Woła wsparcia, niezdolny sam oprzeć się wielu.
Wyrwijmy go z rąk zjadłej[753] tłuszczy, przyjacielu!
Choć mężny, lecz sam; liczba i mężnych zwycięża.
Ach! Żeby Grek nie płakał tak wielkiego męża!»
5125
To rzekłszy idzie przodkiem, Ajas za nim śpieszy:
Znajdują Odyseusza wśród trojańskiej rzeszy.
A jako tłum zgłodniałych szakali krwi chciwy
Ugania za rogaczem ranionym z cięciwy[754]
Ten, póki siły starczą i krew nie upłynie,
5130
Szybkim biegiem po gęstej ucieka krzewinie,
Wreszcie pada bez życia, osłabion od strzały,
Przypadają szakale, szarpią go w kawały;
Lecz gdy tam lwa srogiego przypadek zaniesie,
Lew żre zdobycz, szakale rozprysną po lesie:
5135
Tak i liczni, i silni za Odysem idą
Trojanie, a Odyseusz śmierć odpędza dzidą;
Lecz gdy Ajas z puklerzem[755], na kształt wieży, stanie,
W różne strony przelękli pierzchają Trojanie.
Atryd wziął go za rękę, z boju wyprowadził,
5140
I gdy z końmi powoźnik przybył, na wóz wsadził.
Wtedy wielki Trojanom Ajas na kark wsiada:
Natychmiast Dorykl, boczny syn Pryjama, pada,
Przy nim Piraz, Lizander i Pilart z Pandokiem.
A jak rzeka, obfitym wezbrana potokiem,
5145
Kiedy gwałtowne spadną na góry ulewy,
I dumne wali dęby, i poziome[756] krzewy,
Czarny muł pędząc w morze: tak nieprzyjaciele
Gromi Ajas i konie wraz, i męże ściele.
Nie doszła do Hektora klęska tych szeregów,
5150
Na lewym walczył skrzydle u Skamandra brzegów…
By łatwiej rozbił roty i w ich krwi się zbroczył,
Rozżarty Hektor z wozu na ziemię wyskoczył;
Walczył, a wiele silnym dokazując razem
Walił nieprzyjacioły mieczem, dzidą, głazem.
5155
Gdziekolwiek się pokazał, mężnie się potykał,
Z wielkim jednak Ajasem spotkania unikał.
Wtedy strach na Ajasa przypuścił pan górny:
Zdumiał się, na grzbiet rzucił puklerz siedmioskórny,
Uchodzi, wkoło wzrokiem rzuca jak zwierz srogi,
5160
Znowu się zwraca, wolnym krokiem stawiać nogi.
A jak psy i wieśniacy, do bitew zwyczajni,
Nie dają lwu do wołów przybliżyć się stajni,
Całą noc przy niej pilnie odprawując straże;
On wpada rozjuszony, lecz nic nie dokaże,
5165
Próżno na mięso ostrzy kły w krwawej paszczęce,
Bo groty nań rzucają zewsząd śmiałe ręce
I smolne miecą[757] głownie, a tak bez nadziei
Smutnie ryczący rano uchodzi do kniei:
Tak niechętny, tak bólem i smutkiem przejęty,
5170
Cofał się Ajas, trwożny o greckie okręty.
Jak zaś na chłopców mało dba osieł leniwy,
Gdy na okryte kłosem dostanie się niwy;
Ci łamią o grzbiet kije, osieł ścina zboże,
I nic mu mdła[758] ich siła poradzić nie może,
5175
Aż wtedy go wypędzą, gdy już wypcha boki:
Tak się Ajas wolnymi usuwając kroki,
Hamuje zapęd Trojan i ich sprzymierzeńców.
Odbierając pociski w puklerz z rąk młodzieńców,
Już on się zatrzymuje, wszelkie siły zbiera
5180
I natarczywość Trojan zajadłych odpiera,
Już uchodzi powoli, już zwrócony staje
I zbliżyć się Trojanom do floty nie daje.
Mąż ten pośród wojsk obu sam wszystkim wystarczy.
Z śmiałych rąk lecą groty: jedne więzgną w tarczy,
5185
Drugie nie dojdą ciała i w ziemię się wbiją,
Ani się krwi, tak chciwie żądanej, napiją…
Tymczasem Nestor[759] bystrym do naw pędem zmierza
Uwożąc Machaona, narodów pasterza.
Poznał go Pelid[760], stojąc na wierzchołku nawy,
5190
Skąd widział prace mężów i zważał bój krwawy.
Zraz wzywa Patrokla[761] i tak doń powiada…
— «Bież prędzej do Nestora, abyś się dowiedział,
Który to z wodzów ranny na wozie z nim siedział.
Jeżeli sądzić można z podobieństwa, mniemam,
5195
Że to Machaon, lekarz, lecz pewności nie mam.
Z tyłu-m go ujrzał, oczy twarzy nie postrzegły,
Gdy szybkim pędem konie pomimo[762] przebiegły».
Na rozkaz przyjaciela swego Patrokl gotów,
Czym prędzej wzdłuż naw greckich idzie i namiotów.
5200
Oni wtedy, szczęśliwie dopadłszy obozu,
Przed Nestora namiotem wystąpili z wozu;
Spocone wyprzągł konie Eurymedon wierny.
Wodze na morskim brzegu, gdzie wiatr ciągnął mierny[763],
Zamokłe suszą suknie z obfitego potu,
5205
I siadają na krzesłach, wszedłszy do namiotu…[764]
Tymczasem do namiotu mąż podobny bogu
Wchodzi, waleczny Patrokl, i staje u progu.
Widzi go starzec, zaraz z miejsca się podnosi
I za rękę prowadząc, aby usiadł, prosi.
5210
Patrokl się opierając, tymi słowy rzecze:
— «Nie namówisz mnie siedzieć, szanowny człowiecze.
Przyjaciel mój, którego prawem dla mnie wola,
Kazał mi się dowiedzieć, kogoś uwiózł z pola?
Lecz oto Machaona mężnego poznaję.
5215
Biegnę więc do Achilla i znać o tym daję…»
Na to mówi w te słowa Pylów król sędziwy:
— «Skąd ta Achillesowi litość nad Achiwy[765]?
Nie wie, jak ciężko Greki los wojny przyciska:
Pierwsi wodzowie ranni, ci z dala, ci z bliska
5220
Strzałą Tydejd przeszyty, rycerz zawołany,
Odyseusz, Agamemnon dzidą wzięli rany;
Strzała ciężko zraniła w biodro Eurypila
I tego, com go uwiódł, krótka temu chwila.
Chociaż ma wielkie serce i oręż zwycięski,
5225
Litości Pelid nie ma nad naszymi klęski.
Czyli[766] wtedy uzbroi jego rękę dzida,
Kiedy już wszelki odpór na nic się nie przyda?…
Przyjaźń, MądrośćPamiętam, przyjacielu, jaką ci przestrogę
Dał ojciec, wysyłając do Atryda w drogę…
5230
— «Synu! Z rodu Achilles większe ma zalety,
Jeszcze siła i męstwo nad ciebie go kładą,
Aleś ty wiekiem starszy. Bądźże jego radą,
Proś, zachęcaj, przekładaj; nie zatknie on ucha,
I gdy uzna swe dobro, chętnie cię usłucha».
5235
Ty jednak zapominasz, co ojciec zalecił.
Staraj się, byś do boju w nim ochotę wzniecił.
Któż wie, czy go nie skłonisz za pomocą boga?
Jak mocna z ust przyjaźni idąca przestroga!…»
Skończył; głos ten w Patroklu na wskroś serce przeszył,
5240
Powracając czym prędzej do Achilla śpieszył.
Lecz gdy przyszedł, gdzie stały Odysowe nawy,
Gdzie na miejscu publicznym rozsądzano sprawy
I gdzie dla bogów była błagalnia wzniesiona,
Spotkał się z Eurypilem, synem Euemona.
5245
Kulejący, nierównym porusza się krokiem,
Pot i z ramion, i z głowy płynie mu potokiem,
Z głębokiej rany krople krwi czarnej tryskały;
Na ciele srodze cierpiał, lecz w umyśle stały.
Na ten widok Patrokla serce ciężko boli,
5250
I rzecze, Greków smutnej litując się doli:
— «O biedne wodze Greków! O wy biedni Grecy!
Tak-że więc od ojczyzny, od krewnych dalecy,
Wszyscy marnie zginiecie wpośród nieszczęść tylu
I psom będziecie pastwą? Lecz mów, Eurypilu:
5255
Mogą-li jeszcze wstrzymać Hektora Achiwi?
Czyli już bez nadziei zginą nieszczęśliwi?»
— «Nic Greków przed ostatnią nie zbawi ruiną —
Rzekł Eurypil — wnet wszyscy przy okrętach zginą.
Trojan się coraz bardziej moc i zapał wzmaga,
5260
Nasi zaś, których była największa odwaga,
Leżą w okrętach, ranni od srogiego grotu.
Lecz ty mnie ocal życie! Prowadź do namiotu,
Ciepłą wodą krew obmyj, daj ratunek wczesny[767],
Przyłóż plaster, wyrznąwszy z biodra grot bolesny…»
5265
Na to syn Menojtiosa: — «Bohaterze luby!
Jakiż będzie nasz koniec? Jak unikniem zguby?
Biegnę do Achillesa strapiony niezmiernie
I co Nestor zalecił, opowiem mu wiernie.
Ale cię nie opuszczę, gdyś tak osłabiony».
5270
Rzekł i wodza podpiera własnymi ramiony.
Zaraz na ziemi sługa wole skóry ściele:
Kładzie się, on mu ostry grot wyrzyna w ciele:
Krew ciepłą myje wodą i korzeń doznany[768]
Na proch utarłszy w ręku, przykłada do rany.
5275
Wkrótce wszelkie cierpienia musiały przeminąć,
Zwolniał ból, oschła rana, krew przestała płynąć.

Księga XII

Tymczasem, kiedy Patrokl[769] lekarstwem zasila
Okrutnie ranionego w boju Eurypila,
Coraz więcej się w rzezi zażerają strony.
5280
Już Grekom rów głęboki i mur wyniesiony,
Którym flotę i zdobycz swoją zasłonili,
Bardzo się słabą staje obroną w tej chwili.
Wynieśli oni mury, wykopali rowy,
Zaniechawszy wprzód bogom miłe bić stugłowy[770]:
5285
Przeto w niedługim czasie rozpoczęte dzieło
Bez woli nieśmiertelnych smutny koniec wzięło…
Przy owym murze z strasznym krzykiem lud się rzeże,
Od silnych grotów trzeszczą w swych spojeniach wieże.
Okrutny bicz Zeusa poczuwszy nad głowy[771],
5290
Za okopy się Grecy chronią i za rowy,
Lękając się gromiącej Hektora[772] prawicy,
Który na kształt gwałtownej idzie nawałnicy.
Jako lew lub odyniec, gdy nań śmiałym krokiem
Nastąpią psy i męże, krwawym błyska wzrokiem,
5295
Oni się dzielą w czworgran[773], tak zewsząd na zwierza
Brzemię[774] silnych pocisków mnóstwo rąk wymierza,
Lecz mężnego w nim serca podły strach nie zmiesza,
Nie cofa się, i zgubę męstwo mu przyśpiesza…
Tak wszędzie biega Hektor, wściekły na Danaje[775],
5300
Iżby rów przeskoczyli, swym serca dodaje.
Nie śmią jego rumaki bystrym sławne biegiem,
Ale rżą przeraźliwie nad przepaści brzegiem.
Trudno ten rów przestąpić, trudno go przeskoczyć;
Nie zaniedbali Grecy zewsząd go otoczyć
5305
Pochyłą wysokością, a niezmierne doły
Wał umacnia, ostrymi nasrożony koły[776].
Tęgi odpór, niełatwo do niego się zbliży
Ani jeździec waleczny, ani rumak chyży;
Piesze jednak zastępy chciały go przesadzić[777],
5310
Gdy roztropny Polidam tak zaczyna radzić:
— «Hektorze! I wy, Trojan i przyjaciół głowy!
Płocho[778] my chcemy końmi przeskoczyć te rowy.
Z obydwu stron wał ostry przystępu nie daje
I mur ogromny, który wynieśli Danaje.
5315
Trudno tu przejść z wozami, a którzy by wbiegli,
W takiej walcząc cieśninie, pewnie by polegli…
Więc zbawienniejszej rady słuchajcie, wodzowie!
Niech z wozy powoźniki zostaną przy rowie,
LosMy w ścisłych rotach idźmy za Hektora krokiem.
5320
Nie wstrzymają nas Grecy, jeżeli wyrokiem
Dziś dla nich przeznaczona ostatnia zagłada».
Podobała się dobra Hektorowi rada,
Więc zaraz skoczył z wozu w świecącej się zbroi;
Nikt nie został na wozie z bohaterów Troi,
5325
Skoczyli za Hektorem rycerze zuchwali,
Stróżom koni przy rowie stanąć rozkazali,
A na pięć rot[779] ogromnych wszystkie dzieląc siły,
Idą, gdzie ich waleczne wodze prowadziły.
Najliczniejsi, najwięksi rycerze wychodzą
5330
Pod znakiem Polidama i Hektora wodzą;
Ci pragną jak najprędzej zwalić mur warowny,
I przy samych okrętach stoczyć bój gwałtowny…
Idą: wielki ich Hektor i Polidam grzeją[780],
Aż nagle się wstrzymawszy nad rowem, dumieją.
5335
OmenJuż go myślą przeskoczyć, kiedy wzrok młodzieży
Straszna uderza wieszczba: oto orzeł bieży
Z obłoków, przedzielając wojska w lewej stronie.
Skrwawionego on węża w silnej ujął szponie;
Ten drga, żyjący jeszcze, a srodze zawzięty,
5340
Choć był ostrymi orła pazurmi przejęty,
Wykręciwszy się z tyłu, w szyję go ujada[781];
Puszcza go ptak raniony, wąż wśród wojska pada,
A orzeł w chmurach smutne wydając odgłosy,
Na skrzydłach bystrych wiatrów leci pod niebiosy.
5345
Widząc, że z nieba upadł wąż pomiędzy szyki,
Zmieszały się niemało Trojan bojowniki:
Od Zeusa przesłana ta wieszczba straszliwa.
Wtedy się do Hektora Polidam odzywa:
— «Bracie! Choć dobrze mówię, łajasz nieprzystojnie.
5350
Lecz prawy obywatel na radzie, na wojnie
Więcej zważa na prawdę niż na twoją władzę;
Co więc najlepszym sądzę, to ci szczerze radzę:
Nie myślmy, byśmy z Greki o nawy[782] walczyli,
Zły skutek, jeżeli wieszczba mnie nie myli
5355
Widziana, kiedy chcemy te rowy przeskoczyć.
Jak orzeł, co dopiero dał się wojsku zoczyć[783],
Skrwawionego niosący w ostrych szponach węża,
Który zwycięzcę, w szyję raniwszy, zwycięża,
Nie doniósł go do gniazda na pokarm dla dzieci,
5360
Ale, sam obrażony[784], próżen łupu leci:
Tak też i my, Trojanie, chociaż nasze ramię
Przezwycięży te mury i bramy wyłamie,
Choć przed nami uciekną Grecy zdjęci trwogą,
Od brzegu nie powrócim szczęśliwie tąż drogą;
5365
Wielą[785] naszych trupami ziemia się okryje,
Których, walcząc za nawy, mężny Grek pobije,
Tak by wieszcz każdy mówił, znaków nieba świadom,
A lud by był posłuszny dobrym jego radom».
Spojrzawszy nań surowo, Hektor odpowiada:
5370
— «Mogłeś lepiej pomyśleć, gniewa mnie twa rada.
A jeśli szczerze czucia w tej otwierasz mowie,
Widzę, że ci już rozum odjęli bogowie.
Ty chcesz, abym na słowa Zeusa niepomny,
Które stwierdził znakami niebios pan ogromny,
5375
Powodował się[786] raczej płochym ptaków lotem?
Nic ja nie zważam na nie, gardzę ich obrotem,
Czyli[787] na prawo lecą, tam gdzie słońce wschodzi,
Czyli na zachód lewy, skąd się ciemność rodzi.
My słuchajmy Zeusa, on nas nie omyli,
5380
Pod jego władzą niebo i ziemia się chyli.
Jedna prawdziwa wieszczba: bić się za ojczyznę!
Czemu się chronisz boju? Czemu drżysz na bliznę?
Choć pod orężem Greków całe wojsko zginie,
Choć my wszyscy polegniem, ciebie śmierć ominie.
5385
Ty na niebezpieczeństwo nie znasz się narazić!
Lecz gdy nie pójdziesz z nami albo będziesz kazić
Zwodniczą mową zapał, w którym z tych rycerzy,
Wnet ci tu raz[788] śmiertelny mój oręż wymierzy».
Rzekł i stanął na czele zastępom niezłomnym,
5390
Idą za bohaterem z okrzykiem ogromnym.
Kronid[789] łaskaw swojego wsparcia im nie szczędzi,
Wzrusza wiatr: ten na nawy gęsty piasek pędzi,
Miękcząc umysły w Grekach, zapał ich ostudza,
A w Hektorze waleczność i Trojanach wzbudza,
5395
W jego znakach i w męstwie mając zaufanie,
Silą się mur achajski przełamać Trojanie:
Już mocnymi drągami podważają wręby,
Już wierzchy wież wzruszają i ogromne dęby,
I przyciesie[790], na których mur Achajów leży,
5400
Ufni, że wnet wyłamią otwór w środku wieży.
Achaje przed gwałtownym bronią się napadem,
Pod mur idących — grotów obsypują gradem,
Wieże tarcz rzędem kryją; a tymczasem roty
Obiegając Ajasy, dodają ochoty…
5405
Odwaga— «Zacne pierwszego rzędu rycerstwo! I takie,
Coś jest w drugim lub trzecim! Bo męstwo jednakie
Nie zapala nas wszystkich; stańmy teraz wszyscy!
Znacie[791] sami, jakiego nieszczęściaśmy bliscy.
Nie uchodźcież przed groźbą Hektora nikczemnie,
5410
Stawcie się, serca sobie dodając wzajemnie.
Tak za łaską Zeusa tęgi odpór damy,
Ścigając nieprzyjaciół aż pod miasta bramy».
Tym słowem Grek zapalon, niezwruszony stoi.
Jak w zimie, gdy się Zeus w swe groty uzbroi
5415
I nakazawszy wiatrom Północy milczenie,
Skład wilgoci, niebieskie otworzy sklepienie…
Tak tam z obu stron gęste kamieni ciskanie,
Grecy na Trojan miecą, na Greków Trojanie.
Wzdłuż muru bój zawzięty, grzmi powietrze wrzaskiem
5420
I głos mężów z chrapliwym głazów miesza trzaskiem.
Jednak z Trojany mimo najgorętszej żądzy
Nie złamałby bram Hektor i mocnych wrzeciądzy[792],
Gdyby w swym synu Zeus męskiej nie wzmógł cnoty,
Aby jak lew na woły wpadł na greckie roty.
5425
Z dwiema dzidy Sarpedon drze się na mur gwałtem;
Na piersiach gładki, cudnym wyrobiony kształtem,
Z byczych skór, blachą kryty trzyma puklerz[793] tęgi,
Który złoto świetnymi obwodzi okręgi.
Z takim puklerzem idzie wódz Lików narodu.
5430
Jak lew na górach karmion, niecierpliwy głodu,
Długo w krwawej paszczęce nie mając mięsiwa,
I na bronną owczarnię śmiało się porywa,
Choć tam straż czuwającą z każdej widzi strony,
Choć gotowi i męże, i psy do obrony,
5435
Jednak, żwawy, od owiec nie odejdzie wprzódy,
Aż uderzy i albo porwie co z zagrody,
Albo ostrym pociskiem ranny sam polegnie:
Tak do muru Sarpedon zapalony biegnie,
Tym słowem grzeją Glauka, Hippolocha syna:
5440
— «KrólZa co czci nas jak bogów likijska kraina?
Za co na ucztach zawsze pierwsze miejsce nasze?
Lepsza część na biesiadach? Większe z winem czasze?
Za co dzierżym przy Ksancie tak obszerne niwy,
Okryte winnicami i pięknymi żniwy?
5445
Oto, żebyśmy stojąc na wojsk naszych czele,
Tam szli pierwsi, gdzie Ares plon najgęstszy ściele.
Niech się dadzą usłyszeć Lików głosy zgodne:
— «Wodze nasze, prawdziwie swego miejsca godne,
Tłustym się mięsem, słodkim zasilają winem,
5450
Lecz też wszystkich przechodzą bohaterskim czynem».
Śmierć, SławaGdybym wiedział, że jeśli strzec będziem się broni,
Starość nas nie nachyli, śmierć nas nie dogoni,
Ani sam do szlachetnej spieszyłbym kurzawy,
Ani ciebie do pięknej zachęcałbym sławy.
5455
Ale gdy nad człowiekiem wisi wyrok srogi
I tysiączne do śmierci prowadzą nas drogi,
Pójdźmy walczyć i wpośród krwawego pogromu
Lub miejmy z kogo chwałę, lub z nas dajmy komu»!
Tak rzekł; przejął Glauk w serce ten zapał szlachetny.
5460
Idą, za nimi idzie Lików zastęp świetny.
Zląkł się Menestej, widząc spieszących do wieży,
Której bronił na czele ateńskiej młodzieży.
Spojrzał na wszystkie strony upatrując męża,
Co by młódź Aten siłą swego wsparł oręża.
5465
Widzi obu Ajasów słonym zlanych potem
I Teukra, co dopiero rozstał się z namiotem;
Lecz by go nie słyszeli, by najmocniej krzyczał,
Taki od tarcz i przyłbic, i bram łoskot ryczał,
Bo do każdej Trojanie zbiegali się hurmem,
5470
Chcąc koniecznie gwałtownym wywalić je szturmem.
Więc woźnego Toota w tym ostrzega słowie:
— «Pójdź! Mów, niech mężni do mnie przyjdą Ajasowie,
A oba, jeśli można, bo likijskie hordy
Niosą do nas broń straszną i okrutne mordy.
5475
Wodze[794] ich, które zawsze walecznie się biły,
Wszystkie przeciw nam teraz obracają siły.
A jeśli i ich srogą pracą Ares kona,
Niech przynajmniej syn wielki przyjdzie Telamona.
Jemu niech sławny łukiem Teucer towarzyszy».
5480
Skoro woźny takowe zlecenie usłyszy,
Bieży spieszno wzdłuż muru przez dzidy i miecze,
I stanąwszy, do mężnych Ajasów tak rzecze:
— «W ciężkim niebezpieczeństwie Menestej was błaga:
Niechaj na chwilę wasza wesprze go odwaga!
5485
A oba, jeśli można: bo likijskie hordy
Niosą do nich broń groźną i okrutne mordy.
Wodze ich, które zawsze walecznie się biły,
Wszystkie przeciw nim teraz obracają siły.
Jeśli i tu Aresa praca wytężona,
5490
Przynajmniej pospiesz, wielki synu Telamona!
Tobie niech sławny łukiem Teucer towarzyszy».
Ajas, którego serce za bojami dyszy,
Do syna Oileja krótkim rzekł wyrazem:
— «Zagrzewajcie tu Greki z Likomedem razem,
5495
Aby mężnie wstrzymali trojańskie natarcie,
A ja Menestejowi dam potrzebne wsparcie.
Niedługo tu powrócę od ateńskiej rzeszy».
To wyrzekłszy, do wieży Menesteja śpieszy,
Z nim Teucer, brat wsławiony ze strzelania sztuki:
5500
Pandyjon, giermek Teukra, niesie jego łuki.
Poza murem szli, chciwi wzmóc zastępy bratnie,
Już im niebezpieczeństwo groziło ostatnie.
Wodze Lików podobne do gwałtownej chmury
Rzucały się na wieże, darły się na mury;
5505
Tamci się opierają, grzmi wrzaskiem powietrze.
Wraz[795] Ajas Lików męża walecznego zetrze:
Był to Epikl, towarzysz Sarpedona mężny.
Widząc leżący kamień na murze potężny
(Dzisiaj człowiek w lat kwiecie, gdyż tej siły nie ma,
5510
Z trudnością by go dźwignął rękami obiema),
Podniósł i na Epikla spuścił z wysokości.
Czworokończasty szyszak pęknął, trzasły kości,
Pada jak nurek z wieży, a życie z człowieka
Ogromnym skruszonego kamieniem ucieka.
5515
Teucer Glauka ukrócił duszę w bitwach śmiałą,
Bo gdy na mur się miotał, ugodził go strzałą
W miejsce, gdzie jego ramię obnażone zoczył[796].
Musiał ustąpić z boju, zatem z muru skoczył
I czym prędzej ukryty między swymi stanie,
5520
Żeby kto z Greków jego nie urągał ranie.
Zasmucił się Sarpedon, że Glauk odszedł miły,
Lecz, rozżarty, tym bardziej swe natężył siły.
Pchnął Alkmajona dzidą; gdy ją ciągnął z ciała,
Grek za nią upadł z muru, a zbroja szczęk dała.
5525
Potem wieży koronę, uciosaną z dębu,
Bal w silne chwycił ręce, wyruszył ze wrębu,
Odkrył mur i otworzył dla wielu rot wniście[797].
Wtedy na walecznego wodza tak ogniście
Teucer i Ajas razem zgubny cios wymierza:
5530
Przy piersiach Teucer strzałą w pas świetny uderza;
Cios ten mu nic nie szkodził, chociaż go nie minął:
Nie chciał Zeus, aby jego syn przy nawach zginął.
Ajas nań z dzidą skoczył, ta puklerz[798] przedarła
I przecież zażartego rycerza odparła.
5535
Uderzony, cokolwiek od bram kroku ruszył,
Cokolwiek, bo je złamać jeszcze sobie tuszył[799].
Woła na swoich, myśląc o tak wielkiej chwale:
— «Cóż to, Liki, w rycerskim stygniecie zapale?
Złamałem mur, lecz tego dokazać nie mogę,
5540
Bym własnym do naw męstwem otworzył wam drogę.
Nuż, waleczni rycerze! Wstępujcie w me ślady,
Złączone siły wszystkie zwyciężą zawady».
Na ten głos nowy zapał śmiałe przejął Liki,
Zbiegły się pod bok swego króla wojowniki.
5545
Z drugiej strony Achaje roty swoje zwarli,
Żeby się przy tym miejscu skutecznie oparli.
Z równą mocą i męstwem walczą strony obie:
Nie mogą do naw drogi Liki zrobić sobie,
Choć mur już przełamany był dla nich otworem,
5550
Ni Greki Lików z muru silnym zmieść odporem.
A jak z tykami w ręku dwa gruntu dziedzice
Przy krańcach roli swojej walczą o granice,
Nie chcąc sobie ustąpić ziemi ani stopy:
Tak ci między murami i między okopy
5555
W ciasnym miejscu bój toczą, a łoskot rozszerza
Broń tłuczona od broni, puklerz od puklerza.
ŚmierćWielu i tych poległo trupem, których były
Do pierzchliwej ucieczki obrócone tyły
I tych, co mężnie w boju do upadłej trwali;
5560
Nie wstrzymały puklerze ostrej ciosów stali.
Z obu stron mnóstwo ludu w tej rozprawie ginie,
Z wież, z okopów krew Trojan i Achajów płynie.
Stoją Grecy, choć wściekle Troja na nich bije.
Jak skrzętna robotnica, co z kądzieli żyje,
5565
Póty na ścisłej wadze szalę trzyma z wełną,
Aż w obu wagach równość obaczy zupełną,
Aby kochane dzieci czym pożywić miała;
Tak tam z obu stron bitwa w równowadze stała.
Aż wreszcie Hektor chwilę żądaną obaczył,
5570
W której mu Zeus chwałę największą przeznaczył.
On pierwszy na mur leci i na swoich woła:
— «Nic się, mężni Trojanie, oprzeć wam nie zdoła!
Złamcie ten mur i nieście ogień na okręty»!
Usłyszeli, więc każdy tym głosem przejęty
5575
Śpieszy, zuchwałe roty hurmem na mur idą
I wstępują na wieże z wymierzoną dzidą.
SiłaOstry i wielki kamień, co przed murem leżał,
Silną chwyciwszy ręką, do bram Hektor bieżał;
Dzisiaj, nim kamień taki, choć z największą mocą,
5580
Dwa męże na wóz włożą, dobrze się zapocą.
Jak owczarz z runem w ręku prawie nie rozróżnia,
Czy niesie co, bo w ręku nic go nie opóźnia:
Tak lekko Hektor leci do bram z wielkim głazem.
Z grubych tarcic zrobione, okute żelazem…
5585
Staje, jednę w tył nogę, drugą w przód rozszerza,
I wygiąwszy się, kamień ogromny wymierza.
Ten padł w sam środek bramy i zawiasy skruszył,
I poprzeczne ciężarem zapory wyruszył:
Wstrząśnione bramy ciężkim zahuczały grzmotem,
5590
A na bok wyskoczyły podwoje z łoskotem.
Czarnej burzy podobny w bramy Hektor leci,
Miedziana zbroja na nim groźnym blaskiem świeci,
Kręci dwoma wielkimi groty rycerz srogi:
Nikt by go tam nie wstrzymał, chyba same bogi.
5595
Ogień mu w oczach pała, gniew bucha mu z czoła,
I by natychmiast na mur szli, na swoich woła.
Na głos jego posłuszni, ci na wieżę skoczą,
Drudzy tłumem przez bramy otwarte się tłoczą.
Wtenczas do naw strwożeni chronią się Danaje,
5600
A na brzegu zgiełk straszny i wrzawa powstaje.

Księga XIII

Do naw greckich zbliżywszy Hektora[800] z Trojany,
Zostawił ich tam Kronid[801] na znój, śmierć i rany;
Tymczasem konnych Traków przeglądał siedliska
I Mizów, co orężem zręcznie robią z bliska,
5605
I naród Hippomolgów, którzy mleko piją,
Najsprawiedliwsi z ludzi, i najdłużej żyją.
Na Ilijon nie patrzał, pewny, że nikt z bogów
Nie będzie śmiał z niebieskich wysunąć się progów,
Aby na pomoc Grekom pospieszył lub Troi.
5610
Lecz niepróżno na straży Posejdaon[802] stoi.
Wstąpiwszy na wierzch Samu drzewami zarosły,
Które dumny grzbiet jego wyżej jeszcze wzniosły,
Skąd widać Idę, Troję i achajskie łodzie,
Patrzał na mężów prace w Aresa zawodzie.
5615
Przewaga Trojan, Greków bolała go strata,
Przeto się bardzo gniewał na swojego brata.
Zszedł z przepaścistej góry, a lasy i skały
Pod władcy Posejdona stopą się wstrząsały…
Jadąc zaledwie wody szybkim dotknie biegiem:
5620
Przybył, gdzie stały greckie okręty nad brzegiem…
Podobni do pożaru albo nawałnicy,
Za Hektorem trojańscy idą wojownicy;
Ściśnione hufce okrzyk wydają straszliwy
Pewne, że wezmą nawy[803] i wyrżną Achiwy.
5625
Lecz bóg, który grożące wały[804] na świat leje,
Ożywia w Grekach męstwo, zapał i nadzieje;
Udaje głos Kalchasa, jego postać bierze
I Ajasy zapala, dwa pierwsze rycerze:
— «Wy zachowajcie Greków do ostatniej klęski,
5630
Ale nie przez ucieczkę, lecz przez umysł męski.
Gdzie indziej ja trojańskiej nie lękam się siły:
Choć się ich wojska tłumem przez mur przewaliły,
Silny odpór im dadzą Achaje waleczne;
Tu nam niebezpieczeństwo grozi ostateczne.
5635
Hektor[805], co się Zeusa synem być powiada,
Z największą zajadłością tu na Greki wpada.
Lecz jeśli was tą myślą który bóg zapali,
Byście i sami bili, i drugich zagrzali,
Próżno się Hektor wściekły okręty wziąć kusi:
5640
Choćby z nim sam był Zeus, odpartym być musi».
Rzekł i dotknął ich berłem. Nadzwyczajną wodze[806]
Moc w ręku, zapał w piersiach, lekkość czują w nodze.
Zaraz im zniknął z oczu. Jak bystrymi pióry
Upada na dół jastrząb ze skalistej góry,
5645
Gdy lecącego ptaka pod sobą postrzega:
Tak prędko Posejdon tych wodzów odbiega.
Pierwszy to poczuł Ajas, syn Oilejowy,
I do Telamonida tymi rzecze słowy:
Bóg— «Pewnie bóg jaki, pewnie który z nieśmiertelnych
5650
W kształcie wieszczka[807] zagrzewa nas do czynów dzielnych,
Choć przybrał twarz Kalchasa, wyroków tłumacza,
Krok jego, gdy odchodził, coś więcej oznacza.
Na próżno się chciał ukryć; boga w nim poznałem,
Piersi moje niezwykłym przejęte zapałem,
5655
Cały gorę za bojem, nie znam w sercu trwogi,
Drżą mi przez niecierpliwość i ręce, i nogi».
Na to syn Telamona: — «Taż sama odwaga,
Tenże zapał, co w twoim, w mym sercu się wzmaga.
Czuję, jak ręka chciwa broni, noga skora:
5660
Sam jeden bym uderzył śmiało na Hektora».
Tak z nich każdy nad własnym uczuciem się dziwił,
Obadwa pełni boga, który ich ożywił.
Posejdon spieszył znowu tylne zagrzać szyki:
Znużone spoczywały chwilę wojowniki,
5665
Członki zdrętwiałe, już im siły nie wystarcza,
Lecz jeszcze jaki smutek umysły obarcza!
Widzą, że już Trojanie przez mur się przedarli,
I nadziei nie mają, aby ich odparli;
Łzy leją, rozpaczając o nawy, o życie,
5670
Ale wnet ich ożywia Kalchasa przybycie…
Taki głos, pełen ognia, z ust jego posłyszą:
— «O hańbo! Grecka młodzi! Gdzież jest wasza śmiałość?
Na was ja pokładałem floty naszej całość;
Lecz dzień ten smutny, jeśli opuści nas męstwo,
5675
Oświeci zgubę naszą, a Trojan zwycięstwo.
O nieba! Mógłżem kiedy przypuścić do myśli,
Aby Grecy na taką ostateczność przyśli[808]!
Zuchwały nieprzyjaciel bój pod nawy niesie!
Niegdyś do łań podobni rozpierzchłych po lesie,
5680
Co niezdolne się oprzeć, lada czym się straszą,
Przeznaczone być wilków i lampartów paszą
Nigdy Grekom Dardanie[809] nie dostali kroku[810],
Nawet nie mogli strzymać naszego widoku.
Dziś aż pod samą flotę śmiałe hufce wiodą!
5685
Zginiemże błędem króla i wojska niezgodą?…
Wy więc strząście tę gnuśność[811], która grozi zgubą,
Wy, coście chwałą kraju, a rycerstwa chlubą!
Niech serce bojaźliwe od boju unika,
Nie pójdę ja zagrzewać próżno nikczemnika:
5690
Lecz wasza mnie bezczynność obraża i dziwi.
Nie widzicież, co przez nią ucierpią Achiwi?…
Tak im dodał Posejdon do boju ochoty:
Garną się do Ajasów nieprzełomne roty.
Widząc, z jakim przy wodzach stawią się pośpiechem,
5695
Ares[812] by na nich, Pallas[813] patrzała z uśmiechem.
Gęsty rząd, przy szyszaku szyszak, mąż przy mężu,
Puklerz[814] jest przy puklerzu, oręż przy orężu.
Na hełmach pływające mieszają się kity,
W śmiałych ręku ogromne błyszczą się dziryty[815].
5700
Wre zemsta wszystkim w sercach, gniew im z oczu strzela.
Pragną obmyć swą hańbę w krwi nieprzyjaciela.
Wraz[816] się walecznych Trojan zastęp do nich zbliży,
Hektor wpada na czele na ten mur paiży[817].
Lecz jako oderwana siłą wód opoka,
5705
Po ostrych skacząc progach, upada z wysoka,
Leci, trzęsą się lasy — ale na dolinie
Pęd się jej zatrzymuje i ruch całkiem ginie:
Z takim zapędem Hektor na Greki uderzył.
Wszędzie rzeź, pomieszanie, wszędzie postrach szerzył.
5710
Mniemał, że się pod same dostanie namioty,
Aż nagle stanął, wpadłszy na ściśnione roty:
Zasłonili się Grecy gęstym włóczni rzędem,
Przełamać ich daremnym kusił się zapędem.
Wielką odparty siłą, rozbić ich nie zdoła,
5715
Cofa się i na swoich wielkim głosem woła:
— «Trojanie i Likowie! Niech was nie zastrasza
Ten zastęp, trwajcie tylko, a wygrana nasza!
Wnet ja tę Greków rotę w kształcie wieży złamię,
Jeśli dziś bóg pioruna[818] moje wzmaga ramię:
5720
Wszak on nigdy nadziei płonnych[819] nie udzielał».
Tymi słowy swój zapał wszystkim w piersi przelał…
Tymczasem trwała walka, grzmi wrzaskiem powietrze;
Wtedy się Teucer młody z śmiałym Imbrym[820] zetrze…
Pod uchem pchnął go Teucer, Telamona plemię,
5725
A gdy dzidę wyciągnął, rycerz padł na ziemię.
Jak na wierzchołku góry jesion okazały,
Którego niebios pyszne gałęzie sięgały,
Pada z trzaskiem, gdy ostrym toporem go zetną:
Tak z trzaskiem upadł rycerz ze swą zbroją świetną.
5730
Przybiegł Teucer do trupa, obedrzeć go chciwy;
Wtedy nań dzidę rzucił Hektor zapalczywy,
Ale zgubnego razu[821] zręcznie się uchronił;
Amfimach ten cios dostał, który Teukra gonił.
Miał on ojca w Kteacie, a w Aktorze dziada;
5735
Szczękła broń, gdy na ziemię z łoskotem upada:
Hektor chciał zerwać szyszak z Amfimacha głowy,
Kiedy odpór w Ajasie znajduje gotowy.
Rzucił nań Ajas dzidę, lecz się nie przedarła
Do ciała, bo miedź gruba silny raz odparła.
5740
Daremnie mu więc życie odebrać się kusił,
Jednak go do cofnięcia tym razem przymusił;
Lubo[822] nierad, opuścił bohater swe łupy,
Achaje zaś natychmiast oba wzięli trupy.
Stychij, Menestej, którzy wiodą Ateńczyki,
5745
Amfimacha dźwigają między greckie szyki,
Imbriosa Ajasowie w silne wzięli ręce.
Jak łanię, psom wydartą, wysoko w paszczęce
Lwy niosą przez las krzewy[823] gęstymi zarosły:
Tak trup ten bohatery wysoko podniosły.
5750
Już przez nich zdarta zbroja z męża Ilijonu.
Syn Oileja, mszcząc się Amfimacha zgonu,
Uciął głowę Imbremu i Trojanom w oczy
Cisnął: ta na kształt kuli po piasku się toczy
I pod samymi stopy Hektora upada.
5755
Śmierć wnuka bardziej władcę morskiego[824] rozjada:
Nowym gniewem przeciwko Trojanom zawzięty,
Zapalając, obiega namioty, okręty,
Pragnie, by krew dardańska lała się potokiem.
Wtedy mu Idomenej spiesznym zaszedł krokiem.
5760
Ledwie minęła chwila, jak wyszedł z namiotu,
Gdzie swego przyjaciela, rannego od grotu,
Z krwawego uniósł pola: tam o jego ranie
Biegłym lekarzom czułe kazał mieć staranie,
Sam zaś pospieszał jeszcze dzielić męstwa sławę.
5765
Posejdon, wziąwszy na się Toasa postawę,
Który był Kalidonu panem i Pleurony,
A od ludu swojego jak bóg uwielbiony:
— «Królu! Gdzie owa dumna Greków chluba — rzecze
Grożących, że nic Troi upadku nie zwlecze»?
5770
A wódz Kretów: — «Toasie! Mowa twoja próżna.
Mym zdaniem dziś obwiniać nikogo nie można.
Nie znamy trwogi, każdy walecznie się bije,
Nikt przed śmiercią swej głowy przez gnuśność nie kryje
Ale Zeus nas gnębi okrutnym sposobem,
5775
On chce, aby te brzegi były naszym grobem.
Lecz ty, coś zawsze przykład waleczności dawał,
Coś i drugich zapalał, gdy który ustawał,
Dziś trwaj, zachęcaj! W męstwie jest nasza nadzieja».
Posejdon mówi znowu do Idomeneja:
5780
— «Ach! Królu, kto się dzisiaj gnuśnością ohydzi[825],
Niech tu zginie! Niech więcej ojczyzny nie widzi!
Weź twoją broń najlepszą i tu złącz się ze mną,
Będziemy oba sobie pomocą wzajemną.
I słabych broń złączoną wiele może zrobić,
5785
A my i najdzielniejszych potrafimy pobić».
To rzekłszy, władca morza zniknął pośród rzeszy,
Do swego zaś namiotu Idomenej spieszy.
Tam dwa wziąwszy dziryty i świecącą zbroję,
W pole idzie, okazać chcąc odwagę swoję.
5790
A jakim na powietrzu ogniem piorun błyska,
Gdy syn groźny Kronosa gromy z nieba ciska,
Razi ludzi okropną światłością i trzaskiem;
Takim z ramion królewskich miedź strzelała blaskiem…
Meryjones wodzowi Kretów towarzyszy.
5795
A jak na wojnę idzie Ares, ludzi zbojca[826],
Przy nim Postrach, syn krwawy okrutnego ojca…
Tak do boju szli, miedzią błyszczącą okryci,
Meryjon, Idomenej, wodze znakomici…
Skoro ich na kształt ognia idących postrzegli,
5800
Natychmiast wielkim tłumem Trojanie się zbiegli:
Jeden drugiego żwawym głosem upomina,
Nacierają, przy nawach straszny bój się wszczyna.
Jak w gorących dniach lata nagłych wiatrów burza
Piaski wzrusza[827] i całe powietrze zachmurza
5805
Tłukąc się, sprzeczne wichry groźnym warczą szumem:
WalkaTak walczyli rycerze pomieszani tłumem.
Wszystkich serca zajadłość ogarnęła dzika,
Rad by każdy napoić broń krwią przeciwnika.
Tych ścina Ares dziki, tych strzela, tych kole;
5810
Długimi dzirytami nasrożone pole,
Broń o broń starta odgłos wydaje szeroko,
Blask puklerzy, kirysów[828], przyłbic razi oko.
Wielkie by ten miał serce, kto by na tak srogi
Widok patrzał spokojnie i nie uczuł trwogi…
5815
Zachęcając Achiwów i ręką, i głosem,
Staje okryty siwym Idomenej włosem.
Uciekają Trojanie. Król pierwszy na czele
Otryjoneja z Traków kraju trupem ściele.
Ten chciał pojąć Kasandrę[829] i żeby oszczędzić
5820
Zwykłych darów, obiecał Achajów odpędzić:
Przez niego miały greckie starte być narody;
Przystał[830] Pryjam, on walczył dla pięknej nagrody.
Silnym go Idomenej dzirytem dogonił,
Ani go z twardej miedzi puklerz nie zasłonił:
5825
Upada, zbroja dźwiękiem żałobnym szeleszcze,
Zwycięzca zaś tak z niego natrząsa się jeszcze:
— «Otryjoneju! Pierwszym tyś jest mężem u mnie,
Jeśli tego dokażesz, coś przyrzekał dumnie
I za coś miał Pryjama córkę mieć w nagrodę!
5830
My też podobną z tobą uczynim ugodę:
Pierwszą z córek Atryda[831] za żonę ci damy,
Gdy nam pomożesz złamać Ilijonu bramy.
Lecz pójdź ze mną do floty, tam układ nastąpi,
Bo my także jesteśmy ojcowie nieskąpi».
5835
To rzekłszy, ciągnie trupa. Wtem Azjos wyskoczył
Chcąc się pomścić; szedł pieszo, za nim wóz się toczył,
A powoźnik przy panu wiódł konie tak z bliska,
Że ich piana gorąca na ramię mu pryska.
Mierzył, chciwy, by oręż we krwi króla skropił
5840
On mu tymczasem dzidę w gardzieli utopił.
Srogim zwalony ciosem padł na ziemię Azy.
Jak głębokie siekiery odebrawszy razy
Wali się dąb lub sosna na górze wyrosła,
Lub topola, co pyszny wierzch do nieba wzniosła:
5845
Tak padł Azy na ziemię, zębem ostro zgrzyta,
I własną krwią zbroczony piasek ręką chwyta.
Giermkowi zaś przytomność odjął widok taki:
Nie śmie od nieprzyjaciół w tył zwrócić rumaki
I gdy zbladły, przelękły, odurzony siedzi,
5850
Pchnął go Antyloch: przeszła dzida kirys z miedzi;
Mdleje, chyli się, pada z wspaniałego wozu,
A zwycięzca wziąć kazał konie do obozu.
Widząc, że Idomenej Azemu dni skrócił,
Przeciw niemu Deifob swą zemstę obrócił.
5855
Rzuca na niego dziryt. Lecz z przeciwnej strony
Postrzegłszy Idomenej pocisk wymierzony,
Zręcznie się go uchronił i sobie przytomny,
Skupiwszy członki, ukrył pod puklerz ogromny;
Tak więc żywot ocalił przed śmiertelnym ciosem.
5860
Tknięty nim puklerz ostrym zajęczał odgłosem.
Jednak Deifob darmo nie cisnął żelaza:
Hypsenor, pasterz ludu, zacny syn Hippaza,
Dostał raz wymierzony na inną osobę;
Trafił go dziryt w łono i przeszył wątrobę.
5865
Padł, a zwycięzca woła: — «Jednegom pominął,
Lecz drugi legł, i Azy bez pomsty nie zginął!
Nie tak smutny odwiedzi czarne Hada bramy,
Kiedy mu towarzysza w drodze posyłamy».
Rzekł; sarknęły Achaje, że dął[832] tak zuchwale,
5870
Lecz największe Antyloch uczuł w sercu żale,
A choć nad jego zgubą obfite łzy ronił,
Przybiegł i swej obwodem tarczy go zasłonił…
Idomenej pracuje w polu najgoręcej:
Pragnie lub żeby Trojan zgubił jak najwięcej,
5875
Lub ażeby na ziemię i sam się obalił,
Byleby zgonem swoim lud grecki ocalił.
Niedługa uszła chwila, gdy nowym się czynem
Wsławił, walcząc z Alkatem, Ajzyjeta synem.
Starsza z córek Anchiza była jego żona,
5880
Hippodamija, w domu od swych ulubiona,
Wyższa nad rówieśnice wszystkie przez swe wdzięki,
Przez rozum i przedziwne prace biegłej ręki;
Stąd ją najszlachetniejszy mąż w Troi poślubił.
Jego Posejdon ręką wodza Krety zgubił:
5885
Członki mu jakby w więzy ujął, wzrok zamroczył,
Nie ma siły, by uciekł lub żeby odskoczył;
Stał jak słup albo drzewo, sobie nieprzytomny.
W piersi mu Idomenej zadał cios ogromny.
Kirys, który był tyle razy zasłoniony,
5890
Dzisiaj niedostateczny dla jego obrony:
Rozdziera się, chrapliwy dźwięk darciem wydaje.
Pada rycerz, a włócznia do serca dostaje:
To drga i wstrząsa dzidę za każdym swym biciem.
Tak Alkat, rycerz Troi, rozłączył się z życiem.
5895
Pyszny, że swym takiego męża zwalił ciosem,
Do Deifoba wielkim król zawołał głosem:
— «Ty, co lada pomyślność na dumę cię wsadza!
Czyliż trzech śmierć jednego śmierci nie nagradza?
O biedny Trojańczyku! Chlubą dmiesz daremną!
5900
Zbliż się, jeśliś bohater, i spotkaj się ze mną!
Doświadczysz, jakie we mnie Zeusa jest plemię.
Minos mądry, syn jego, rządził Krety ziemię,
W Deukalijonie czysta Minosa krew płynie,
Ja zaś, syn jego, Kretów panuję krainie.
5905
Przybyłem tu, a ze mną towarzysze moi,
Niosąc zgubę dla ciebie, Pryjama i Troi».
To rzekł, a myśl wątpliwa była w Deifobie,
Czy kogo z Trojan przyzwać ma na pomoc sobie,
Czyli też własną siłą spotkać się z nim śmiało;
5910
Lecz wezwać Ajnejasza[833] bezpieczniej się zdało.
Znalazł go w tyle wojska; nie bił on się wcale,
I słuszne miał bohater do Pryjama żale,
Bo chociaż pierwsze w boju przechodził rycerze,
Atoli usług jego nie szacował szczerze.
5915
— «Ajnejaszu! — zawołał. — Wodzu naszej młodzi!
Jeśli cię los twojego krewnego obchodzi,
Pójdź ze mną, daj ratunek mężowi twej siostry!
Idomenej w Alkacie utopił raz[834] ostry,
Zginął; niechże choć Grecy zwłok jego nie biorą!
5920
On twą młodość wychował, on był twą podporą».
Rzekł, a wyraz ten przebił serce Ajnejasza;
Idzie, oręż go wodza Krety nie zastrasza.
Ten się takim, jak dziecko, nie przeląkł widokiem:
Wygląda Ajnejasza niezmieszanym okiem.
5925
Jak odyniec, zaufan w sile, nie ucieka
I śmiało na myśliwców idących tłum czeka,
Najeża grzbiet, kły ostrzy, ogniem błyska żywym,
Gotów dać tęgi odpór i psom, i myśliwym:
Tak Idomenej stoi, w ręku silna pika,
5930
I oczekuje przyjścia swego przeciwnika.
Lecz wzywa swych: Afarej i Askalaf żwawy,
Deipir i Antyloch, mistrz bitewnej wrzawy,
I Meryjon, przed których bronią drżą Trojanie,
Takie Idomeneja słyszeli wołanie:
5935
— «Przybądźcie, przyjaciele! Cios mi grozi srogi,
Oto na mnie Ajnejasz idzie prędkonogi.
Ma siłę: gdzie on w boju, tam pełno rozpaczy,
A jest w kwiecie młodości, co najwięcej znaczy.
Przy tym sercu, gdybyśmy równi w leciech byli,
5940
Wraz ja jego lub on mnie do ziemi nachyli».
Jakby duch jeden wszystkie ożywiał rycerze,
Śpieszą się i zniżają z ramienia puklerze.
Ajnejasz też pomocy równie szuka sobie
W Agenorze, w Parysie, w mężnym Deifobie…
5945
Straszliwy bój się zaczął przy trupie Alkata:
Jęczą zbroje, gdy mnóstwo pocisków wylata,
Lecz w tym rycerzów tłumie, bijących się srodze,
Ajnejasz i król Krety, dwa najpierwsze wodze,
Wszystkie siły zbierają, zręczni bronią władać
5950
I oba chcący sobie śmiertelny cios zadać.
Pierwszy Ajnejasz rzucił grot na przeciwnika,
Ale ten go postrzegłszy, przed śmiercią unika:
Choć silną ręką ciśnion, krwi pocisk niesyty
Chybił, zawarczał tylko i drży w ziemię wbity.
5955
Wódz Krety zgubnym dosiągł Ojnomaja razem,
Przebił puklerz, wnętrzności wyciągnął żelazem.
Pada i konający w zębach piasek gryzie,
A król wyciąga dzidę utkwioną w paizie[835].
Lecz od walecznych Trojan obskoczon dokoła
5960
Pięknej mu z ramion zbroi obedrzeć nie zdoła,
Nie umie tak, jak dawniej, cofać się i gonić,
Swoją dzidę odzyskać, przed cudzą się schronić;
Wstępnym bojem odpędza dzielnie śmierć od siebie,
Ale niezdolny szybko uskoczyć w potrzebie.
5965
Gdy więc wolnymi z pola krokami uchodzi,
Zażarty nań Deifob długą dzidą godzi;
Lecz go chybił, Aresa za to trafił plemię,
Askalafa; ten upadł, gryząc w zębach ziemię.
Dziki Ares o śmierci syna nic nie wiedział.
5970
Z innymi bogi razem i bóg wojny siedział
Na złocistych obłokach: bo Zeus nikomu
Nie pozwolił na wojnę wyjść z górnego domu.
Przy Askalafa trupie nowy bój się wszczyna:
Deifob ściągnął hełm z głowy boga wojny syna;
5975
Pchnięty od[836] Meryjona, upuścił łup z ręki,
Pada na głaz przyłbica, brzmiąc ostrymi dźwięki.
Jeszcze Meryjon skoczył, podobny do sępu[837],
Grot wyrwał i do swego cofnął się zastępu.
Nie była Politowi tajna brata dola:
5980
Bieży, w ręce go bierze, uprowadza z pola;
W tyle rot się znajdował jego wóz wspaniały,
Tam na niego i giermek, i konie czekały.
Jedzie do miasta jęcząc, krwią wszystek[838] oblany,
Która strumieniem z świeżej wytryskała rany.
5985
Wzmaga się rzeź, krzyk wkoło straszny się rozlega;
Nagle na Afareja syn Anchiza wbiega,
Pchnął go w gardziel, chyli się głowa i przyłbica,
I puklerz; padł, wzrok wieczna ogarnia ciemnica.
Postrzegłszy, że się Toon do ucieczki zwrócił,
5990
Antyloch grot nań cisnął i żywot mu skrócił.
Ciągnąca się wzdłuż grzbietu aż do szyi żyła[839]
Ostrym razem przecięta na dwie części była.
Upada na wznak Toon i choć dycha ledwie,
Do towarzyszów ręce wyciąga obiedwie.
5995
Chciwy łupu zwycięzca szybkim przybiegł skokiem,
Pilnym na wszystkie strony poglądając okiem.
Już ciągnął zbroję, kiedy trojańskie dziryty
Zewsząd biją gwałtownie w puklerz miedzią kryty.
Żadnego przecież ostrze ciała nie przewierci:
6000
Posejdon Antylocha zasłania od śmierci.
Nigdy on się nie chronił, ustawnie[840] nacierał,
Pierwszy między trojańskie roty się przedzierał,
Nie spoczywał mu dziryt: lub go z dala ciska,
Lub na nieprzyjaciela następuje z bliska…
6005
Na Deipira Helen ciężką wzniósł prawicę,
Rąbnął go mieczem w skronie, potrzaskał przyłbicę;
Ta upadła na ziemię, podniosły ją Greki,
Jemu noc nieprzespana zamknęła powieki.
Widok ten Menelaja niezmiernie zasmucił,
6010
Zaraz się chciwy pomsty na Helena rzucił.
Przeciw sobie obadwa śmiałym krokiem idą,
Ten krzywy łuk napina, tamten wstrząsa dzidą;
I kiedy jeden grozi drugiemu zajadły,
Razem[841] zgubne pociski z obu stron wypadły.
6015
Pod piersi w kirys trafia Trojanina strzała,
Ale odbita miedzią, precz w bok uleciała,
A tak żądanej Helen nie odniósł korzyści.
Jak w miejscu, gdzie gospodarz ziarna od plew czyści,
Wyskakują z opałki boby albo grochy,
6020
Jak je rolnik podrzuca i wiatr niesie płochy:
Tak grot od Menelaja kirysa odskoczył,
Otarł się o miedź śliską i na stronę zboczył.
Atryd młodszy[842] dzirytem Helena nie chybił:
Rękę, którą łuk trzymał, do łuku mu przybił.
6025
Ustępuje przed śmiercią, krew obfita ciecze,
Zwisła ręka i ciężki grot za sobą wlecze.
BrońAgenor spółziomkowi dał ratunek wczesny[843]:
On Helenowi z ręki wyjął grot bolesny,
Wziął od giermka swojego procę z wełny tkaną,
6030
Tą raniony miał rycerz rękę zawiązaną.
Pejzander szybkim idzie na Atryda krokiem
Pchnięty pod jego ciosy nieszczęsnym wyrokiem;
Spodziewa się zwycięstwa; śmierć, nie triumf zyska.
Zbliżyli się, w obydwu rękach oręż błyska.
6035
WalkaWtedy pierwszy Menelaj pocisk rzuca silny,
Lecz obłąkana[844] dzida poniosła raz mylny.
Pewniejszą ręką dziryt Pejzander wymierza,
Trafił, ale twardego nie przebił puklerza;
A choć na dwoje pocisk złamany obaczy,
6040
Śmiały rycerz nie umie poddać się rozpaczy.
Menelaj na Pejzandra mieczem znów naciera,
Błyszczy się ostra w ręku Pejzandra siekiera
Z oliwną rękojeścią (pod tarczą wisiała).
Obalić przeciwnika chęć w obydwu pała:
6045
Greka w szyszak Trojanin swoim dosiągł ciosem,
Grek w czoło Trojanina ciął nad samym nosem.
Potrzaskały się kości, krwią cały się broczy,
Od razu okrutnego wypłynęły oczy;
Nachyla się, upada wpośród bojowiska,
6050
Król go, na piersi nogą stąpiwszy, przyciska,
Odziera świetną zbroję, pyszny łup dostaje,
I chlubny swym zwycięstwem, tak Trojanom łaje:
— «Tym sposobem od floty będziecie odparci,
Wiarołomni Trojanie, na krew tak zażarci!
6055
I będziecież przydawać[845], o ludzie niegodni,
Do obelgi obelgę i zbrodnię do zbrodni?
Bóg, co się gościnnymi opiekuje stoły,
Pomści się, miasto wasze obróci w popioły!
Żadną nie zaczepieni krzywdą, żadną szkodą,
6060
Wzięliście moje zbiory i małżonkę młodą,
Gdy ona otworzyła dla was dom życzliwy.
Dziś chcecie spalić flotę i wyrżnąć Achiwy!
Nie zdołacie wy Greków ze szczętem zatracić,
Wkrótce musicie drogo zuchwalstwa przypłacić.
6065
Co cię mądrość nad ludzi i nad bogów stawia,
Możesz-że cierpieć takie, Zeusie, bezprawia?
Wspierasz zdrajców, ożywiasz w nich odwagę srogą,
Tym sprzyjasz, co się wojną nasycić nie mogą»?…
To rzekłszy, zdartą zbroję swym ludziom oddaje,
6070
Sam zaś między pierwszymi rycerzami staje…
Gdy tu na kształt pożaru walczą obie strony,
Nie wiedział od Zeusa Hektor ulubiony,
Że mu na lewym skrzydle achajskie narody
Niezmiernie w gęstych szykach zadawały szkody.
6075
Może by nawet Grecy odnieśli zwycięstwo,
Tak ich wspierał Posejdon, tak wzmagał ich męstwo.
Hektor ciągle tam walczył, gdzie przełamał bramy,
Mur przeszedł, roty rozbił, wszystkie przebył tamy…
Wtem do wodza Polidam z tą radą przychodzi:
6080
— «Hektorze! Nierad[846] naszej ty słuchasz przestrogi.
Odwaga, MądrośćŻe ci wyższe nad ludzi dały męstwo bogi,
Toś i w radzie nad wszystkich wynosić się gotów?
Nigdy człek jeden wszystkich nie dostał przymiotów:
Ten z łaski bogów w polu rycerz zawołany,
6085
Ten grą, ten głosem słynie, ów lekkimi tany;
Inszemu wielki nieba władca mądrość nada,
Zna pierwszy jej szacunek ten, co ją posiada:
Ona zbawia narody, zachowuje kraje.
Ja ci powiem, co mi się najlepszego zdaje:
6090
Straszliwy pożar wojny zewsząd cię otoczył,
Lud nasz, jak złamał bramy i mury przeskoczył,
Walczy mężnie, lecz jedni już się zmordowali,
A pozostałych liczbą samą Grek przywali.
Cofnij się, zwołaj wodze! Tam naprędce sobie
6095
Poradzimy, co czynić trzeba nam w tej dobie»!…
Podobała się dobra Hektorowi rada,
Zaraz z wozu bohater w świetnej zbroi zsiada:
— «Niechaj tu, Polidamie! — wielkim głosem woła
Pod twym bokiem Trojanie stawią mężne czoła!
6100
Ja odejdę i w drugich szał Aresa wskrzeszę,
A skoro dam rozkazy, do ciebie pośpieszę».
Podobny śnieżnej górze obiega młodzieńce,
Na Trojany, na wierne woła sprzymierzeńce.
Wszyscy się zgromadzają na rozkaz Hektora,
6105
W Polidamie ich męstwo najtęższa podpora.
Poszedł na lewe skrzydło, gdzie walczyli śmiele
Deifob, Helen, Azjos, Adamas na czele.
Próżno ich szuka zdrowych: jedni już polegli,
Drudzy ranni zostali, kiedy na mur biegli.
6110
Gdy tak boju wypadki okiem wodza znaczył,
Pięknowłosej Heleny małżonka obaczył;
Parys zagrzewa słowem i przykładem razem.
Gniewny Hektor tym rzecze do niego wyrazem:
— «Złowróżbny ty Parysie! W kształcie twe zalety,
6115
A cała na tym zręczność — uwodzić kobiety!
Gdzie Deifob? Gdzie Helen? Gdzie Adamas śmiały?
Gdzie Otryjonej, pełnej mąż rycerskiej chwały?
Dziś się z wierzchołku swego wielka Troja wali
I dzisiaj nic od zguby ciebie nie ocali».
6120
A na to piękny Parys: — «Może w innej porze
Słuszną miałeś przyczynę łajać mnie, Hektorze,
Lecz dzisiaj twego brata obwiniasz daremnie,
Bo nie wydała matka nikczemnika we mnie.
Jakeś tylko przy nawach stoczył bój straszliwy
6125
Ty, bez wytchnienia walczę z mężnymi Achiwy.
Wodze, o których pytasz, już cień śmierci kryje,
Helen z nich tylko jeszcze i Deifob żyje;
Od zgonu zachowała ich Zeusa wola,
Lecz w ręce oba ranni, ustąpili z pola.
6130
Teraz, gdzie chcesz, prowadź nas! Wszyscy za twą cnotą,
Za twym przykładem pójdziem z największą ochotą;
Wszystko zrobim i męstwa w nas nie będziesz winić,
Ale nad swoje siły nikt nie może czynić».
Tymi słowy gniew brata Parys ułagodził…
6135
Śpieszą oba, gdzie walkę Ares straszną zwodził.
Zaraz Hektor z największym zapałem uderzy.
Jako gdy szumem wicher po polach się szerzy,
A Zeus trzaskające pioruny zapala
Wzmaga się hałas, morze straszna tłucze fala,
6140
Wzdyma wody i ryczy ocean zhukany,
Na bałwanach spienione wznoszą się bałwany:
Tak za Hektorem Trojan cisną się tysiące,
Śpieszą hufce po hufcach, od miedzi błyszczące.
Godzien z Aresem chwały podzielać zaszczyty
6145
Idzie Hektor; ma puklerz z wołowych skór zbity,
Nieprzełamana z miedzi blacha go pokrywa,
Na głowie szyszak świetny, nad nim kita pływa.
Naciera mężnie, roty przełamać się kusi,
Patrzy, czy do ucieczki Greków nie przymusi;
6150
Lecz nie trwożył się żaden mąż jego widokiem.
Pierwszy Ajas na przodek wielkim wyszedł krokiem,
I w te wyzwał go słowa: — «Zbliż się więcej ku mnie!
Myślisz, że nas przestraszysz tym, iż grozisz dumnie?
Umiemy walczyć, boju nikt się z nas nie lęka,
6155
Zeusa tylko mściwa przytłacza nas ręka.
Chciałbyś ty ogień rzucić do achajskich łodzi,
Ale nam do odparcia na sile nie schodzi[847]:
Prędzej ręką Achajów miasto wasze zginie
I w wiecznej zagrzebane zostanie ruinie.
6160
Niedaleka ta chwila, gdy chroniąc się zguby,
Zeusowi i bogom będziesz czynił śluby,
Aby twe bystre konie ptaka biegły lotem,
Unosząc cię do Troi przed śmiertelnym grotem».
Rzekł, a wtem orzeł z prawej przeleciał mu strony.
6165
Krzyknął lud grecki, dobrą wieszczbą ucieszony.
A Hektor: — «O Ajasie! Przechwalco zuchwały!
Jakież mi się od ciebie słowa słyszeć dały?
Obym tak był Zeusa syn, tak nie umierał,
I taką, jako Hery[848] plemię, cześć odbierał,
6170
Dzieląc gody śmiertelnych z Febem i Palladą,
Jak dzień ten będzie Greków ostatnią zagładą!
Dostój tylko, a zguba twoja nieomylna
Oto cię ta na ziemię zwali dzida silna;
Białe twe ciało będzie pastwą psom i sępom».
6175
To rzekłszy, krzycząc śmiałym przywodzi zastępom.
Tylne wojska też same powtórzyły krzyki,
Równym głosem zagrzmiały greckie wojowniki.
Silne natarcie, silne było odpieranie,
A nieba przebijało obu stron wołanie.

Księga XIV

6180
Nestor[849] jeszcze w namiocie pragnienie uśmierza,
Gdy go w uszy straszliwy krzyk mężów uderza.
— «Ach! Machaonie — rzecze — jakież nasze losy?
Coraz większe się w polu rozlegają głosy.
Ty pij tymczasem wino, póki Hekameda[850]
6185
Na obmycie twej rany łaźni ciepłej nie da,
Ja wybiegnę, bym widział i stan wojowników,
I co jest za przyczyna tych strasznych okrzyków».
Rzekł i zaraz się starzec uzbrajać poczyna:
Świecący bierze puklerz[851] Trazymeda[852], syna,
6190
Który z ojcowską tarczą w polu się potyka;
W rękach Nestora błyszczy nieprzełomna pika.
Wychodzi. Jak mu widok smutny w oczach stanie!
Tych zbili, drugich pędzą zażarci Trojanie;
Nawet już przełamany widzi mur warowny.
6195
Jako gdy wkrótce powstać ma wicher gwałtowny,
Czujący falę wody Ocean zamroczy,
Ale dopóty czarnych bałwanów nie toczy,
Póki silny wiatr w pewną stronę nie zawieje,
Tak się w swych myślach starzec zawieszony chwieje,
6200
Czy ma się rzucić wpośród pierzchającej rzeszy,
Czy też raczej do króla narodów pośpieszy?
Przemogła myśl ostatnia. Idzie, a tymczasem
Rozpoczęta trwa walka z niezmiernym hałasem:
Szczęk mieczów, broni trwożą przeraźliwe błyski,
6205
Tłukąc się wzajem, jęczą miedziane pociski.
Atryd[853], Odys[854], Diomed[855], ranne w polu wodze,
Wyszły z naw[856] i z Nestorem schodzą się na drodze.
Z dala od bojowiska[857] ich okręty stały,
Często bite od morza pienistymi wały[858],
6210
Te, co wprzód doszły lądu, wyciągniono z wody
I murem zasłoniono od wszelkiej przygody,
Lecz wszystkim największego miejsca jeszcze mało.
Aby się więc gdzie wojsko rozpościerać miało,
Na kształt szczeblów oparte są jedne o drugie
6215
I brzegi wśród przylądków napełniają długie.
Wyszli, żeby się rzeczy przypatrzyli z bliska,
Idą wsparci na dzidach, smutek serca ściska;
Widok Nestora bardziej jeszcze ich zatrwożył.
— «Ty, w którym naród Greków nadzieję położył!
6220
Król Myken rzekł — Ty chwało i podporo ludu!
Po co idziesz, męskiego zaniechawszy trudu?
Lękam się, by nas Hektor zajadły nie zgubił,
Jak na radzie trojańskiej dumnie z tym się chlubił.
Że nie wprzódy do pysznych wróci Troi grodów,
6225
Aż po zniszczeniu floty i greckich narodów.
Tak groził: nie jesteśmy od zguby dalecy…»
— «Nieszczęście — Nestor mówi — ściska nas dokoła,
Zeus z piorunem w ręku wybawić nie zdoła.
Warownia i okrętów, i greckiej młodzieży,
6230
Z tak wielką dźwignion pracą mur zwalony leży.
Zajadły nieprzyjaciel bój przy nawach toczy,
Najbystrzejsze rozeznać nie potrafią oczy,
Z której strony achajskie walczą wojowniki,
W takim zamęcie rzeź, w takim pomieszaniu krzyki.
6235
Naradźmy się atoli[859], co czynić wypada,
Może nam jeszcze natchnie jaki sposób rada.
Was nie wzywam do boju; rzecz byłaby próżna:
Bo jak jesteście, w stanie tym walczyć nie można».
A król: — «Gdy przy namiotach już wrze bój gwałtowny,
6240
Ani nas rów zasłonił, ani mur warowny,
Dzieło, nad którym tyle potu-śmy wyleli,
Żebyśmy w nim zasłonę wojska i naw mieli,
Trudno wątpić, że taka Zeusa[860] jest wola,
By Grecy sprośnie trupem te zalegli pola.
6245
Był czas, gdy triumfami wieńczył nasze boje
Dzisiaj do nieprzyjaciół przeniósł względy swoje:
Ku nim zwycięstwo, szczęście, chwała obrócona,
Nasze ostudza serca, krępuje ramiona.
Słuchajcie! Ja wam powiem, co czynić w tej porze:
6250
Okręty bliskie brzegów ściągnijmy na morze
I tam je obwarujmy, rzuciwszy kotwice;
A skoro noc ponure rozciągnie ciemnice,
Resztę floty przed smutną ocalimy dolą:
Przecież nam wtenczas wytchnąć Trojanie pozwolą…»
6255
A Odyseusz na niego spojrzawszy surowo:
— «Król, TchórzostwoO rado bezrozumna! O haniebna mowo!
Podły królu, bodajbyś podłym ludem władał!
Za co cię wielki Kronid[861] nam za wodza nadał,
Których z młodych lat w bojach doświadczone męstwo
6260
Ma za niezmienne hasło: śmierć albo zwycięstwo!
Więc to miasto opuścisz, z którego przyczyny
Tyle łez i krwi greckie już wylały syny?…
Co? Gdy jeszcze w największym walka trwa zapale,
My wtenczas będziem spuszczać na morze okręty?
6265
Tegoć żąda Trojanin swym szczęściem nadęty;
Śmiałość jego zostanie dwakroć powiększona
I zguby naszej wtedy tym łatwiej dokona.
Gdy wojsko ujrzy nawy ciągnione na morze,
Dotąd trwałe, ostygnie w rycerskim uporze,
6270
Straci męstwo i z pola uciecze szkaradnie.
Królu! Ten zgubny skutek z twej rady wypadnie».
Atryd na to: — «Odysie! Ta nagana żywa
Ostrym ciosem me serce strapione przeszywa.
Jeśli Grecy tchną jeszcze szlachetnym zapałem,
6275
O wstydliwej ucieczce wcale nie myślałem.
Niechaj kto zbawienniejsze da zdanie w tę chwilę,
Czy jest młody czy stary, ja się wraz przychylę».
— «Nie braknie wam na zdaniu — Diomed[862] zawoła
Niedaleki jest człowiek, co wam radzić zdoła,
6280
Jeśli to w piersiach waszych gniewu nie rozżarzy,
Że młody tam śmie mówić, gdzie zamilkli starzy.
Lecz temu, co z krwi zacnej Tydeja pochodzi,
Mniemam, że się otwarcie wszystko wyrzec godzi…
OdwagaMimo stanu naszego, w tak ciężkiej potrzebie
6285
Pójdźmy na nieprzyjaciół, dajmy przykład z siebie!
Nie chcę ja, byśmy, ranni, szli na nowe rany,
Lecz zagrzejmy lud bojem długim zmordowany.
Przytomność[863] nasza męstwo w tych nawet zapali,
Którzy się teraz podłej gnuśności[864] poddali».
6290
Przyjęli z uwielbieniem, co Diomed radził.
Idą w pole królowie, Atryd[865] ich prowadził.
Posejdon[866] nie przeoczył żadnego ich kroku:
Stanął przy bohatera mykeńskiego boku,
W zmarszczonej twarzy starca, siwym kryty włosem,
6295
Wziął ręką rękę króla i rzekł takim głosem:
— «Jak teraz dmie Achilles! Dopiął, czego żąda,
Pomieszanie, ucieczkę, rzeź Greków ogląda.
Nie ma żadnego czucia. Niechże gnuśnie żyje,
Niechaj go niebo wieczną sromotą[867] okryje!
6300
Lecz na ciebie nie wszystkie zagniewane bogi.
Wnet ujrzysz, jak wodzowie Trojan pełni trwogi,
Piaskiem zaćmią powietrze, gdy chroniąc się zgonu,
Pędzić będą rumaki w mury Ilijonu».
Rzekł; wraz rzuci się w pole i straszliwie krzyknie.
6305
Jakim dziesięć tysięcy ludzi głosem ryknie,
Gdy ich pchnie w srogą walkę Ares boju chciwy:
Tak z piersi Posejdona wyszedł ryk straszliwy.
Nagle wszystkich napełnił serce zapał nowy,
Każdy do ostatniego walczyć jest gotowy.
6310
Wtedy na złotym tronie siedząca wysoko
PodstępZ wierzchu[868] Olimpu Hera[869] rzuca na świat oko;
Poznaje brata swego wśród achajskich rzeszy,
Na ten widok jej serce niezmiernie się cieszy.
Ale Kronid, co z Idy Trojan szczęściem darzył,
6315
Gdy go postrzegł, straszną w sercu złość rozżarzył.
Zaraz jakby go podejść, w myśli układ czyni.
Ten sposób za najlepszy uznała bogini,
Żeby poszła na Idę, pięknie wystrojona:
Gdy męża swymi wdzięki[870] przyciągnie do łona,
6320
Wtedy go, niebacznego[871], słodkim snem zamroczy,
Uśpi jego myśl boską i przenikłe[872] oczy…
Sen, gdy pod jego władzą władca gromów legnie,
Do Posejdona z miłą wieścią szybko biegnie
I rzecze, donosząc mu o tym, co się stało:
6325
— «Teraz twoje Achaje możesz wspierać śmiało;
Śpi Kronid. Niech z tej pory korzystają Greki:
Hera zwiodła miłością, jam zamknął powieki».
Te chytre panu morza gdy odkrył zamiary,
Sen poszedł sypać swoje na ród ludzki dary.
6330
Posejdon się w zapędzie utrzymać nie zdołał,
Zaraz naprzód wyskoczył i głośno zawołał:
— «Ścierpicież, Grecy, aby syn Pryjama śmiały
Spalił flotę i wiecznej stąd dostąpił chwały?
Ta nadzieja pochlebna jemu serce łechce,
6335
Że Pelid siedzi w nawie i wojować nie chce.
Lecz nie poczujem, że on wyrzekł się oręża,
Niech tylko rota rotę, mąż zapala męża!
BrońZróbcie tak, jak ja powiem: nąjpierwsi rycerze
I najsilniejsi, weźmy największe puklerze[873];
6340
Na głowy nasze włóżmy najtęższe przyłbice,
A najdłuższymi dzidy uzbrójmy prawice.
Pójdźmy! Ja wam przodkuję. Choć się tak nadyma,
Wiem, że naszego Hektor natarcia nie wstrzyma!…
Tak rzekł; w momencie rozkaz jego wykonany.
6345
Atryd, Itak[874], Diomed mimo ciężkiej rany
Obiegają zastępy, ustawiają w szyki…
Posejdon ich prowadzi, a w strasznej prawicy
Ogromnym wstrząsa mieczem na kształt błyskawicy.
Nikt się nie waży śmiałym mierzyć z nim zamachem,
6350
Wszystkich Trojan przejęte serca zimnym strachem,
Hektor ich stawia, bojaźń z umysłów oddala.
Natenczas się straszliwy w polu bój zapala,
Gdy Posejdon i Hektor od trwogi daleki
Prowadzą — ten Trojany, ten waleczne Greki.
6355
Wzdęte morze namioty tłucze i okręty,
Trwa walka uporczywa, wrzask niezmierny wszczęty.
Nie tak straszliwie ryczy ocean zhukany,
Gdy o skaliste brzegi rozbija bałwany;
Nie taki szum na górach ogień rozpościera,
6360
Kiedy lasy paszczęką niesytą pożera;
Nie z takim hukiem, wyszły z Boreasza[875] gęby,
Gwałtowny wicher wali niebotyczne dęby:
Jak straszne napełniło powietrze wołanie,
Kiedy się starli z sobą Grecy i Trojanie.
6365
WalkaHektor pierwszy Ajasa obalić się silił.
Biegłej rycerza ręki pocisk nie omylił,
Lecz pas, jeden od tarczy, a drugi od miecza,
Krzyżując się na piersiach, męża zabezpiecza;
W to miejsce ugodziwszy, został raz[876] odparty.
6370
Bardzo takim trafunkiem[877] Hektor był rozżarty,
A widząc, że Ajasa próżnym ciosem gonił,
Sam, unikając śmierci, między swych się chronił.
Ajas nie tracił czasu, i w oddaniu skory,
Jeden z głazów służących nawom za podpory
6375
(A mnóstwo ich tam było przy stopach rycerzy)
Silną pochwyca ręką i w Hektora mierzy:
Trafił kamień pod szyję, od tarczy odskoczył
I niemały czas jeszcze po piasku się toczył.
PiorunJak ognistym Zeusa uderzony grotem
6380
Z ogromnym dąb na ziemię wali się łoskotem,
Pełne powietrze siarki przykrego zapachu,
A bliski widz srogiego Zeusa zamachu
Ogłuszony zostaje od ognia i trzasku:
Tak nagle wielki Hektor upada na piasku…
6385
Zostać panami łupu tak wielkiego chciwi,
Zewsząd na niego z krzykiem napadli Achiwi.
Lecz gdy w niebezpieczeństwie Hektora postrzegli
Polidam[878], Glauk, Ajnejasz[879], Sarpedon przybiegli,
I Agenor; ci roty[880] wstrzymują grożące,
6390
A za nimi się Trojan cisnęły tysiące.
W ich puklerzach bezpieczna dla niego zasłona.
Tymczasem go ziomkowie wzięli na ramiona
I w tył wojska unieśli, gdzie wóz jego stoi,
Prowadzą jęczącego rycerza ku Troi.
6395
A skoro tam przybyli, gdzie Ksantu[881] kryształy
Krętymi nurty żyzne pola przerzynały,
Wspaniały wóz i bystre zatrzymali konie,
Zsadzili go na ziemię, wodą zlali skronie.
Odzyskał dech bohater, na nogi się dźwignął,
6400
Otworzył oczy, z piersi krew czarną wyrzygnął,
Lecz upadł znowu, znowu zawarły[882] się oczy:
Tak go ciężko Ajasa cios ogromny tłoczy.
Najlepsza dla Achajów zajaśniała pora,
Gdy z placu schodzącego postrzegli Hektora;
6405
Natarli zatem, nowym zapałem zagrzani.
Ajas, syn Oileja, Satnijosa rani…
Zwalił go Ajas dzidą, rycerz padł na plecy,
Przy nim wszczęli bój krwawy Trojanie i Grecy.
Polidam zgonu ziomka zemścić się pośpieszył,
6410
Oszczepem prawe ramię Protenora przeszył.
Chwytając piasek ręką padł syn Arejlika,
A chlubny tym zwycięstwem Trojanin wykrzyka:
— «Mogę sobie pochlebić, że syn Panta mężny
Wprawną ręką niepróżno cisnął grot potężny!
6415
Ktoś z Achajów odebrał cios hartownej miedzi
I wnet czarne siedliska Hadesa[883] odwiedzi».
Sarknęli[884] Grecy, Ajas bardzo się zapalił,
Obok niego Polidam Protenora zwalił;
Więc na uchodzącego szybkim rzucił grotem:
6420
Polidam śmierci zręcznym uchronił się zwrotem,
Lecz za to Archelocha cios dosięgnął srogi,
Dla niego zgubę mściwe przeznaczyły bogi[885].
W kark go utrafia dzida Telamona syna,
Okrutnym razem żyły obiedwie podcina.
6425
Padł i ziemi, waląc się pod śmiertelnym ciosem,
Wprzód niż kolanem dotknął czołem, twarzą, nosem.
Ajas do Polidama chlubnie rzekł w tę porę:
— «Ciebie ja, Polidamie, za sędziego biorę:
Nie nagradzaż nam straty mąż, co teraz pada?
6430
Niepodły z niego rycerz i ród w nim nie lada.
Że złączon z Antenorem, prawie jestem pewny,
Syn to albo brat jego, a przynajmniej krewny».
Rzekł, znając[886] dobrze, kogo obalił żelazem.
Zasmucili się dumnym Trojanie wyrazem,
6435
Akamas broni trupa i Promacha zmiata
Wtenczas, kiedy za nogi ciągnął jego brata.
Wraz wykrzyknął: — «Na nasze wystawieni sztychy,
Kiedyż, junacy[887], próżnej przestaniecie pychy?
Nie nam tylko w podziale dostały się smutki,
6440
Równie na was padają zgubne wojny skutki.
Patrzcie, jak poległ Promach, gdy po zdobycz bieżał!
Niedługo brat mój drogi bez zemszczenia leżał.
Jak pełne tego losy pomyślności, komu
Łaskawe dały nieba mieć mściciela w domu»!
6445
Głos tak chełpliwy wszystkich Achajów rozżalił,
Lecz najbardziej się mężny Penelej zapalił;
Leci na Akamasa, ale ten się chroni:
Zgubny raz Ilijonej dostał z jego dłoni.
Ojciec, Forbas, największe stada tam posiadał,
6450
Hermejas[888] go pokochał, bogactwami nadał,
A tego tylko żona powiła mu syna.
Zgasła twa, biedny starcze, pociecha jedyna!
Trafił w oko, źrzenicę ruszył grot stalony[889],
Przeszedł na wylot głowę. Rycerz, krwią zbroczony,
6455
Wyciąga obie ręce i na ziemi siada;
Wtedy z mieczem dobytym Penelej przypada,
Tnie w szyję: głowa z włócznią, którą jest przebita,
I z przyłbicą upada. Zwycięzca ją chwyta,
A podniósłszy utkwioną na żeleźcu głowę,
6460
Wielkim głosem do Trojan tak obraca mowę:
— «Niechaj Ilijoneja i ojciec, i matka
Lubego syna płaczą aż do dni ostatka!
Lecz i żonie Promacha ten dzień smutny będzie,
Gdy z powróconej floty mąż jej nie wysiędzie».
6465
Rzekł, a wszystkich Trojanów strach ogarnął blady,
Myślą, jakby ostatniej uniknąć zagłady…

Księga XV

Zwycięską bronią Greków ścigani tuż w tropy[890],
Cofają się Trojanie za rowy, okopy;
Mnóstwo ich legło trupem w ucieczce i zbladli
6470
Dopiero się wstrzymali, jak wozów dopadli.
Wtedy Zeus[891] na górnej Idzie[892] przebudzony,
Wyrwał się z towarzystwa pięknej swojej żony[893],
Wstał, na Greków i Trojan boskim rzucił okiem:
Ci pierzchają, ci mężnym następują krokiem;
6475
Posejdon[894] tam achajskiej przywodzi młodzieży;
Hektor[895] wśród towarzyszów osłabiony leży,
Silną ranion[896] prawicą, krew z piersi wyrzuca
I ledwie mu tchem słabym oddychają płuca.
Zabolał ojciec bogów nad rycerza losem…
6480
I takim do Irydy[897] odezwał się głosem;
— «Posejdonowi rozkaz nieś wiernie, Irydo,
I powiedz, że te słowa od Zeusa idą:
Niech bitwę porzuciwszy, w tej mi zaraz porze
Śpieszy do rady bogów lub skryje się w morze!
6485
Jeśli na me rozkazy nie chce być powolny[898],
Niech zważy, czy mej sile oprzeć się jest zdolny;
I władza mnie nad niego wynosi, i lata.
Więc tak lekce starszego będzie ważył brata?
Więc sobie równość ze mną w pysznej uprządł głowie?
6490
Ze mną, przed którym wszyscy inni drżą bogowie?
Rzekł; zaraz wykonana była jego wola,
Zbiega Irys z Gargaru na trojańskie pola.
A jak śnieg lub grad pada z tchnieniem Boreasza[899],
Który wraca pogodę, a chmury rozprasza:
6495
Tak posłanka złotymi ozdobiona pióry
Szybko do Posejdona z Idy spada góry:
— «Posejdonie! — tak mówi — Zeus władnący w niebie,
Przysyła mnie z takowym zleceniem do ciebie,
Byś porzuciwszy bitwę, w tejże zaraz porze
6500
Szedł lub do rady bogów, lub też skrył się w morze.
Nie będzieszli słów jego miał w należnym względzie,
Sam tu z otwartą wojną do ciebie przybędzie…»
Posejdon rozgniewany tak jej odpowiada:
— «Choć jest mocny, atoli[900] nadto dumnie gada.
6505
Próżno równego w stopniu siłą swą zastrasza,
Trzech nas miała z Kronosa[901] synów matka nasza:
Zeusa, mnie, Hadesa[902], co Ereb[903] dziedziczy
Trzech panów, na trzy części podzielon, świat liczy,
Każdy ma swe dziedzictwo. Za losów udziałem
6510
Hades wziął czarne cienie, ja morze dostałem,
Zeus objął w swej części niebo i obłoki:
Ziemia wspólna jest wszystkim i Olimp wysoki.
Rządzić mną dla Zeusa byłoby za wiele,
Choć mocny, niech spokojny siedzi w swym wydziele[904]!
6515
Mam umysł wyniesiony, więc mu nie przyklęknę,
Ręką niech mi nie grozi, bo się jej nie zlęknę;
Niech na syna i córki te pogróżki chowa,
Co ze drżeniem słuchają jego lada słowa».
Na to bogini urząd sprawująca posła:
6520
— «Chceszli, abym odpowiedź tak twardą odniosła?
Czy ją raczej osłodzisz? Lubo[905] czasem zbłądzi,
Nigdy się wielkie serce uporem nie rządzi.
Znasz doskonale, jakie stopnie są rodzeństwa;
Mszczą się Jędze[906] za prawa zgwałcone starszeństwa».
6525
Postrzegł się bóg, na morzu wzruszający flagi.
— «Czuję — rzecze — Irydo, moc twojej uwagi.
Jak dobrze, gdy w posłańcu i poradnik wierny!
Ale ogarnął serce moje ból niezmierny,
Gdy ten, z którym wyroku zrównały mnie prawa,
6530
Ze mnie się grożącymi słowy naigrawa[907].
Ustąpię, lecz ci serce otworzę w tej chwili:
Jeśli mimo żeśmy się zgładzić ugodzili
Przy pomocy Pallady[908], jego miłej córy,
Zeus zechce ocalić ilijońskie[909] mury
6535
I danej obietnicy Achajom[910] nie ziści,
Niech wie, że będzie w wiecznej u nas nienawiści».
Rzekł Posejdon i zaraz w morzu się zagłębił;
Uczuł to Grek, bo w piersiach zapał się oziębił.
— «Weź pieczę — rzekł do Feba[911] Zeus — o Hektorze;
6540
Chroniąc się mego gniewu Posejdon wszedł w morze.
Gdyby na mnie śmiałymi czekał był rękoma,
Strasznym łoskotem walki między nami dwoma
W swych by posadach niebo i piekło zadrżało.
Ale lepiej dla niego i dla mnie się stało,
6545
Że choć z gniewem, ustąpił nie czekając boju:
Rzecz by ta wiele bardzo kosztowała znoju.
Weź egidę[912] i w groźnej wstrząsaj nią prawicy,
By greccy na jej widok drżeli wojownicy.
Szczególnie miej o wielkim Hektorze staranie,
6550
Z nową w piersiach odwagą niechaj w polu stanie!…
Rozkazał; wykonywa Feb zlecenie ojca.
Jak szybko leci jastrząb, grzywaczów[913] zabojca,
Żaden mu ptak lekkimi nie wyrówna pióry[914]:
Takim on właśnie lotem spadł z idajskiej góry.
6555
Już bohater nie leżał, gdy Feb przed nim staje:
Siedział, odzyskał zmysły, przyjaciół poznaje,
Co mu we wszystkich byli przygodach najszczersi.
Pot nie leje się z niego, nie robią mu piersi[915],
Tak go Zeusa pamięć ożywiła sama.
6560
Apollo rzekł w te słowa do syna Pryjama:
— «Czemu siedzisz na tronie, od wojsk twoich z dala?
Co cię wyzuwa[916] z siły? Jaki ból przyzwala?
Uchylił Hektor powiek i rzekł słabym głosem:
— «Ktoś ty, z bogów najlepszy, moim tknięty[917] losem?
6565
Nie wieszli? Gdym przed flotą stoczył walkę śmiałą,
Ajas wtedy na ziemię obalił mnie skałą.
Mniemałem, że odwiedzę dziś Hadesa progi,
Utraciwszy od ciosu tego żywot drogi».
— «Ufaj! — Bóg odpowiada. — Pan władnący w niebie
6570
Silnego pomocnika przysyła dla ciebie.
Ja, Apollo, przy tobie z mieczem groźnym stoję,
Ja, com dawniej i ciebie zasłaniał, i Troję…»
Tym słowem wzmocnił siły, które w nim już gasły.
Koń Jak przy żłobie trzymany długo koń wypasły,
6575
Zerwawszy uwiązanie, bieży, piasek miece,
I przywykły się kąpać w przeźroczystej rzece,
Pyszny swoją pięknością, leci, dumnie pląsa,
Głowę do góry wznosi, a grzywą potrząsa
I pędzi na znajome sobie klacz[918] pastwiska:
6580
Tak za wzmocnieniem boga, który strzały ciska[919],
Mężny Hektor wielkimi kroki[920] w pole sadzi
I waleczne do boju Trojany prowadzi.
Polowanie A jak biegną, zwierzyny pięknej dostać chciwi,
Za sarną lub jeleniem i psy, i myśliwi
6585
On, gdy mu jeszcze zguby zły wyrok nie niesie,
Chowa się między skały albo w gęstym lesie;
Wtem gdy się lew pokaże, krzykiem ich wzbudzony,
Psy i myśliwcy w różne rozpierzchną się strony:
Tak trwożnych pędzą Trojan szeregami Grecy,
6590
Tną mieczami, dzidami przebijają plecy;
Lecz gdy ujrzą Hektora, przejęci są trwogą,
I cała ich w tym siła, że uciekać mogą…
Idą Trojanie, Hektor wielkim stąpa krokiem,
Apollo go poprzedza odziany obłokiem:
6595
W rękach jego egida nieśmiertelna błyska,
Frędzle ją srożą, groźny blask daleko ciska,
Na postrach ludzi Hefajst[921] dał ją panu nieba[922];
Taka egida rękę uzbrajała Feba.
Ścisnąwszy swe zastępy czekają Achiwy[923];
6600
Z obu stron krzyk powietrze napełnia straszliwy,
Z mocnych rąk dzidy, z brzmiących cięciw lecą strzały:
Jedne się w łono mężów szlachetnych dostały,
Drugie nie dojdą ciała i w ziemię się wbiją,
Ani się krwi tak chciwie żądanej napiją.
6605
Póki Feb trzymał w rękach tarczę niewzruszoną,
Ginął lud, bój za żadną nie ważył się stroną.
Lecz wkrótce przeciw Grekom zwrócona egida —
Wraz[924] nią wstrząśnie i z piersi głos ogromny wyda:
Słabieją[925] w męstwie, bojaźń w umysłach zajęta[926].
6610
Jak gdy w nocy napadną dwa srogie zwierzęta
W nieprzytomności stróża[927] na woły lub owce,
Drżąca trzoda się w różne rozbiegnie manowce[928]:
Tak uciekają Grecy; Feb ich mdłymi[929] zrobił,
A Trojan i Hektora chwałą przyozdobił…
6615
Gdy się zwycięzcy bawią[930] nad krwawymi łupy[931],
Uciekają w nieładzie drżące Greków kupy;
Hektor swoich zachęca, wielkim głosem krzyczy,
By prosto szli na flotę, niechciwi[932] zdobyczy:
— «A kto mi kolwiek od naw[933] na stronę odbiegnie,
6620
W tymże zaraz momencie z mojej ręki legnie[934]!
Ni go bracia, ni siostry nie uczczą pogrzebem,
Ale go psy w kawały rozszarpią pod niebem[935]»!
Rzekł i ogniste biczem rumaki zacina,
Do śmiałego natarcia roty[936] upomina.
6625
Zwracają wszyscy konie z groźnymi okrzyki,
Przodkiem Apollo mężne wiedzie wojowniki.
Zarzuca[937] rów, okopy zwala jego noga:
Wnet się dla nich zrobiła tak szeroka droga,
Ile zasięgnie dzida od męża rzucona,
6630
Gdy doświadcza, jak silne są jego ramiona.
Tą drogą tłumem idą Trojanie zuchwali,
Pod stopą Feba gruby mur Greków się wali.
A jako drobne dziecię, bawiąc swe tęsknoty[938],
Rozmaite na piasku buduje roboty,
6635
Wnet je ręką i nogą igrając zagrzebie:
Tak się mur grecki kruszy pod twą stopą, Febie.
Tyś ich zmieszał, tyś zrobił, że pierzchli nikczemnie[939];
Dopiero się przy nawach wstrzymują wzajemnie…
Morze Jak gdy zhukane[940] wiatry na morzu srożeją[941],
6640
Wzdęte na boki w okręt bałwany się leją
I nic go nie zachowa od gwałtownej fali:
Tak się wojsko trojańskie na mur grecki wali.
Pędzą ku nawom konie śmiałe wojowniki[942],
Trojanie z wozów długie wyciągnęli piki[943],
6645
Grecy z okrętów drągi wzięli na odparcie
Kute miedzią, w ogniowym ustalone harcie[944].
Gdy się bój z dala od naw przy murze wysila,
Patrokl[945] siedział w namiocie cnego Eurypila;
Miłymi w nim tęsknotę rozmowami słodził,
6650
A plastrem bole rany głębokiej łagodził.
Lecz widząc, że Trojany przez mur się waliły,
Że Grecy uciekają bez ładu, bez siły,
Jęczy, bije się w uda, łza mu gęsta ciecze,
I tak do przyjaciela z ciężkim łkaniem rzecze:
6655
— «Mimo twej rany dłużej nie mogę być z tobą,
Wkrótce się Grek ostatnią okryje żałobą.
Niech ci pomoc potrzebną wierny sługa niesie,
Ja biegnę chęć do boju wzbudzić w Achillesie.
Któż wie, czy go nie skłonię za pomocą boga?
6660
Mocna jest z ust przyjaźni idąca przestroga».
Rzekł i opuścił namiot Patrokl rozpłakany.
Tymczasem Grecy dzielnie wstrzymują Trojany,
Lecz ni ci zdolni, lubo[946] mniejsze, odbić roty,
Ni ci Greków przełamać i wpaść im w namioty.
6665
A jak ostrym toporem cieśla zręcznie włada,
Którego sztuki sama uczyła Pallada[947],
I za sznura kres ostrej nie zapuści stali:
Tak ci w równi zupełnej bój utrzymywali.
Po wszystkich stronach walka uparta się szerzy.
6670
Hektor z okrytym chwałą Ajasem się mierzy,
Przy jednej walczą nawie; ni Hektor jej spalić,
Ni Ajas od niej może Hektora oddalić.
Już Kaletor niósł ogień, ów śmiały syn Klity,
Lecz w piersi został dzidą Ajasa przeszyty:
6675
Leci na ziemię, głownia[948] z ręki mu wypada.
Patrząc na śmierć krewnego Hektor się rozjada
I wielkim głosem woła na trojańskie szyki:
— «Trojanie i Dardany, i waleczne Liki!
Nie ustępujcie z miejsca, walczcie w tej ciaśninie[949]
6680
I nie dajcie wziąć zbroi[950] po Klitiosa synie»!
Skończył i długą dzidę w Ajasa wymierzył;
Chybił go, Likofrona[951] mężnego uderzył.
Przymuszony z Kitery uciec dla zaboju[952],
Ajasowi w rycerskim towarzyszył znoju[953];
6685
Przy boku przyjaciela stał bohater dzielny,
Przy nim walczył, gdy w głowę dostał raz[954] śmiertelny;
Bez duszy z wyniesionej nawy na łeb zlata[955].
Ajas przejęty żalem tak mówi do brata:
— «Teukrze! Jakie nas teraz czekają tęsknice[956]?
6690
Syn Mastora[957], kochany od nas jak rodzice,
Którego w domu naszym żaden wzgląd nie minął,
Zajadłego Hektora srogim ciosem zginął.
Gdzie twe strzały niosące śmierć, bóle i jęki?
Gdzie jest łuk otrzymany z Apollina ręki»?
6695
Na głos brata przybiega Teucer, strzelec główny,
Łuk ma w ręku i kołczan strzałami ładowny[958].
Grot wylata po grocie, warczy żyła[959] tęga,
Wraz[960] Pejzenora syna strzałą swą dosięga:
Ranny Klejtos, powoźnik[961] Polidama śmiały.
6700
W Hektora oczach pięknej szukający chwały,
Gardził niebezpieczeństwem, tam pędził rumaki,
Gdzie się najbardziej mężne zgęszczały orszaki.
Nie mogła go od zguby żadna zbawić[962] siła,
Puszczona strzała w szyję z tyłu utrafiła;
6705
Padł na ziemię, śmiertelnym dosięgniony grotem,
Konie wóz próżny[963] z wielkim wstrząsnęły łoskotem.
Postrzegłszy to Polidam, zaraz je uchwycił
I Astynoja rękę strażą ich zaszczycił,
A gdy mu blisko siebie trzymać je zaleci,
6710
Sam znowu między pierwsze wojowniki leci.
Teucer zaś na Hektora nowy grot nakładał,
I pewnie ostateczny byłby mu cios zadał,
Gdyby Zeus srogiego nie wstrzymał wyroku.
On mając bohatera dnia na bacznym oku,
6715
Nadto wyniosłym Teukra zamiarom urąga[964],
Rwie mu w ręku cięciwę, kiedy ją naciąga:
Prysła strzała i łuku dotrzymać[965] nie umiał;
Nadzwyczajnym przypadkiem strwożył się i zdumiał.
— «Bracie — rzekł — boga ręka, nam niesprzyjająca,
6720
Miesza układy nasze i łuk mi wytrąca;
Z tęgich żył[966] dziś ode mnie skręcona cięciwa,
Zdolna nieść strzał tysiące, nagle mi się zrywa».
— «Porzuć twój łuk i strzały — rzekł Ajas żałosny[967]
Gdy ci je z rąk wydziera jakiś bóg zazdrosny;
6725
Weź raczej długą dzidę, piersi okryj tarczą,
Walcz, zachęcaj — bijmy się, póki siły starczą,
Jeśli mają wziąć flotę, niech ją wezmą z pracą[968]
I niech drogo zwycięstwo Trojanie opłacą».
Tak radził; Teucer zaraz namiotu dopada,
6730
Łuk zostawia, na ramię tęgi puklerz[969] wkłada,
Głowę kształtnie zrobionym szyszakiem[970] przykrywa,
Nasrożona piórami groźna kita[971] pływa.
Ogromną bierze dzidę, a nie szczędząc kroku,
Bieży spieszno i staje przy Ajasa boku.
6735
Widząc łuk Teukra, boskim osłabiony cudem,
Hektor między trojańskim głośno woła ludem:
— «Walczcie! Gdzie z taką chwałą bitwa rozpoczęta.
Niech każdy z was o dawnej sławie swej pamięta!
Widziałem na me oczy, jak bezsilne strzały
6740
W ręku najbieglejszego rycerza zostały.
Zeus to sam dokazał i znak jest niemylny,
Dla kogo on niechętny, a komu przychylny:
Dziś od niego Achajów zmniejszona odwaga,
Dziś przeciwko nim bije, a nam dopomaga.
6745
Śmierć, Odwaga, OjczyznaWalczcie więc, bo zwycięstwem pewnym się zaszczyciem[972].
Kto ma paść, niech bez żalu rozstanie się z życiem!
Ach! Jak tu dla rycerza chwały plac jest żyzny!
Pięknie mu z bronią w ręku umrzeć dla ojczyzny,
A dom swój, żonę, dzieci, majątek ocali,
6750
Gdy męstwem swym Achąjów z tych brzegów oddali».
Tak Hektor w serca wszystkich zapał swój przelewał.
Nie z mniejszą Ajas siłą Achajów zagrzewał:
— «Mężowie! Dziś najsroższych klęsk jesteśmy bliscy,
Albo ocalim flotę, albo zginiem wszyscy.
6755
Mniemacieli, gdy Hektor nam panem zostanie,
Że możecie piechotą przejść po oceanie?
Nie widzicieli, jak on rzuca się gwałtownie?
Jak zapala, jak woła na Trojan o głownie?
Nie na tańce ich wzywa, lecz żeby nas dobić.
6760
Ja sądzę, że nie możem nic lepszego zrobić,
Jako gdy nasz zmieszamy oręż z ich orężem:
Niech już raz albo zginiem, albo też zwyciężem»!
W gorących sercach nową wzniecił żądzę sławy:
Miedzianym z tarczy murem otoczyli nawy;
6765
Zeus wzmaga w Trojanach zapał i nadzieje,
A Menelaj[973] tak serce w Antylochu[974] grzeje:
— «Nikt z tobą, Antylochu, z achajskich rycerzy
Ni miłością, ni biegiem, ni siłą się zmierzy.
Wyskocz, byś kogo z wodzów trojańskich obalił».
6770
Tym słowem jego zagrzał, a sam się oddalił.
Z błyszczącą zaraz dzidą przed pierwszymi stanie,
Na jego widok trwożni uchodzą Trojanie;
Jednak nie był rycerza zamach bezskuteczny:
Gdy śmiało biegł do boju Melanip[975] waleczny,
6775
W piersi raz dostał, upadł tym zwalony ciosem,
A zbroja na nim smutnym zajękła odgłosem.
Jak szybko przyskakuje bystry chart do łani,
Gdy ją myśliwiec z kniei wychodzącą rani:
Tak prędko pierwszy z greckiej Antyloch młodzieży,
6780
By z ciebie, Melanipie, ściągnąć zbroję, bieży.
Ale próżny[976] był zapęd[977], bo go Hektor zoczył[978],
I tchnąc zemstą za brata, przeciw niemu skoczył.
Antyloch, lubo[979] dzielny bohater, nie czeka,
Zbiera swe wszystkie siły i co tchu ucieka.
6785
Jak zwierz srogi, niemałe gdy porobi szkody,
Zabije psa lub męża broniącego trzody,
Chroni się wprzód, nim mnóstwo pasterzy się zbiegnie:
Tak on ucieka, skoro Hektora postrzegnie.
Krzyczą za nim Trojanie, gęste miecą groty.
6790
Zwrócił czoło, ze swymi złączywszy się roty.
Jak lwy do naw Trojanie szli wielkimi kroki[980]
Tak się spełniały boskie Zeusa wyroki.
Z jego woli Dardanin[981] śmiałości nabierał,
On w Greku męstwo słabił, chwałę mu wydzierał,
6795
On chciał imię Hektora zrobić wiekuiste,
Iż pierwszy rzucił głownie na flotę ogniste:
Tak Tetydzie[982] uiszczał, co jej przyrzec raczył,
Więc czekał, aby ogień na nawach obaczył.
Od tej chwili przedsięwziął Trojan szczęście skrócić
6800
I zwycięstwo na stronę Achajów obrócić.
W tym zamyśle Hektora sam pchał na okręty,
Lubo już dosyć własnym zapałem był pchnięty.
Jak Ares, gdy zabójczą dzidę chwyci ręką,
Lub jak ogień, gdy lasy zjadłą[983] żre paszczęką,
6805
Wścieczony[984] lata Hektor i z ust pianę toczy;
Zapalone pod groźną brwią iskrzą się oczy,
Niezmordowana robi oszczepem prawica,
A podskakując, skronie tłucze mu przyłbica…
Chcąc złamać Greków, ciosy tam obraca[985] swoje,
6810
Gdzie najdzielniejsze męże i najcięższe zbroje;
Lecz nadaremnie wszystkie swe siły wywiera
Niewzruszony jak wieża zastęp go odpiera.
Jak kiedy szturm przypuszczą do nadbrzeżnej skały
I wiatry rozhukane i spienione wały[986]
6815
Ona ich gniew silnymi wstrzymuje ramiony:
Tak szyk grecki na miejscu stoi niewzruszony…
Widzą cię pośród siebie Achaje, Hektorze!
Jak gdy na pasące się woły przy jeziorze
Wpadnie lew — nieprzywykły walczyć pasterz młody
6820
Już od czoła, już z tyłu broni swojej trzody
On skacze nagle w środek i buhaja[987] zjada,
W różne się strony drżąca rozpierzcha gromada:
Podobnie, gdy wpadł Hektor (Zeus go zapalił[988]),
Wszyscy pierzchli i tylko Peryfeta zwalił…
6825
Z przodu Greki[989] okrętów jeden rząd zamykał;
Stąd wyparci, przy drugim, który morza tykał
Stawają, przy namiotach gęsto się gromadzą
I o daniu odporu najtęższego radzą.
Przez wstyd i strach w obozie rozbiec się nie śmieją,
6830
Jedni krzycząc na drugich krzepią się nadzieją.
Nestor[990], ludu stróż, wszystkich czule[991] upomina,
On rycerzów na imię ich ojców zaklina:
— «Przyjaciele! Chciejcie się mężami pokazać,
A nade wszystko hańbą lękajcie się zmazać!
6835
Myślcie o żonach, dzieciach, majątku, rodzicach,
Czy żyją, czy już w wiecznych zostają ciemnicach[992].
Oni wołają na was tym słowem przeze mnie:
Stójcie! Wstydźcie się tyły podawać nikczemnie!…»
Wielki Ajas za hańbę sobie to rozumie,
6840
By z innymi Grekami dłużej krył się w tłumie;
Wraz na widok trojańskiej pokazał się młodzi,
Z nawy na nawę krokiem sążnistym przechodzi,
Dwudziestodwułokciowym[993] obracając drągiem,
Z okrętów na okręty przeskakiwał ciągiem[994].
6845
Jak, obok cztery konie sprzągłszy, jeździec zręczny
Ludowi ciekawemu chcąc dać widok wdzięczny
Bieży ku miastu, chlubnej szukając zalety[995];
Zbiegają się mężczyźni, zbiegają kobiety,
Obróconych na niego oczu pełno wszędzie,
6850
On z konia na koń skacze w najbystrzejszym pędzie,
Tak po nawach wielkimi skakał Ajas kroki,
A ogromnym swym głosem przebijał obłoki.
Zachęca bezustannie ten mąż nieznużony
Do dzielnej i namiotów, i floty obrony.
6855
I Hektor między swymi nie został orszaki[996],
Lecz jak orzeł, zoczywszy pasące się ptaki,
Uderza na żurawie, gęsi lub łabędzie,
W takimże Hektor śmiały rzucił się zapędzie…
Pod samą flotą walkę stoczyli tak srogą,
6860
Iżbyś rzekł, że wyczerpnąć[997] swoich sił nie mogą;
Taka zjadłość ich piersi, taki ogień pali,
Jakoby w tym momencie bitwę zaczynali.
Wielki do męstwa powód miały strony obie:
Grek już zbawienia prawie nie rokuje[998] sobie,
6865
Trojanin dzisiaj wszystko chce zakończyć razem,
Okręty zniszczyć ogniem, a Greki żelazem.
W tym przekonaniu wszystkie swe siły wywarli,
Jedni, by zwyciężyli, drudzy, by odparli.
Hektor chwycił za okręt, co wiosły[999] licznemi
6870
Protezylaja[1000] stawił na trojańskiej ziemi,
Ale go nie powrócił: zginął z wziętej rany,
O jego walczą okręt Greki i Trojany.
Wojna Nikt tu strzał, nikt oszczepów dalekich nie ciska,
Obie, równo zajadłe, strony walczą z bliska.
6875
Okrutna rzeź: ten kole, ten rąbie, ten siecze,
Błyszczą w rękach dzidy, siekiery i miecze,
Powietrze od orężów tłukących się chrzęści,
Z rąk, z ramion lecą miecze strzaskane na części,
Podruzgotanych zbroi pełno na równinie,
6880
Ziemia cała zbroczona krwi potokiem płynie.
Hektor jak chwycił okręt, tak się ciągle trzyma,
Z zapalonymi na swych wołając oczyma:
— «Nieś pochodnie, następuj śmiało, mężna młodzi!
Dzień ten dziesięcioletnie klęski[1001] nam nagrodzi.
6885
Weźniemy flotę, całkiem wyrżniemy lud grecki.
Bez woli bogów przyszedł ten naród zbójecki.
Gnuśność[1002] starych zrobiła, że się Grek ocalił,
Ja bym był dawno natarł, ich zbił, flotę spalił,
Lecz mnie wstrzymała starców rada zbyt ostrożna.
6890
Dziś wszystkich błędów naszych powetować[1003] można,
Bo Zeus nam łaskawej udziela opieki».
Rzekł; oni z nową mocą natarli na Greki.
Na Ajasa tysiączne zwrócone pociski[1004];
Już on zaczął rozumieć, że jest śmierci bliski.
6895
Schodzi z wierzchu na ławę przed licznymi groty,
Tam staje, pilnie Trojan zważając obroty:
Ktokolwiek z ogniem bieży, dzidą go oddala,
A Greków nieustannym głosem tak zapala:
— «Przyjaciele! Narodzie bogu wojny[1005] miły!
6900
Nie ustawajcie w męstwie, zbierzcie wszystkie siły!
Czyż my to posiłkowe w tyle[1006] wojska mamy?
Czyż nas nowe zasłonią mury, nowe bramy?
Jestże w bliskości[1007] miasto, które by nas trudem
Osłabionych schroniło? Świeżym wsparło ludem?
6905
Tu jesteśmy, daleko od ojczystych brzegów,
Od morza i trojańskich ściśnieni szeregów
Nie gnuśność, dzielne tylko ocali nas ramię»!
Rzekł; jak wściekły uderza, zabija i łamie.
Kto od Hektora pięknym zapałem natchnięty,
6910
Z ogniem w ręku zuchwale bieżał na okręty,
Na tego się okrutnym Ajas ciosem srożył:
Tak dwunastu rycerzy przed flotą położył.

Księga XVI

ŁzyKiedy ci przy okręcie zwodzą[1008] bój okrutny,
Przed obliczem Achilla[1009] staje Patrokl[1010] smutny;
6915
A jako zdrój spod skały hojne wody toczy,
Tak obfitymi łzami płyną jego oczy.
Wzruszon Pelid[1011] tak mówić do niego zaczyna:
— «Patroklu! Czemu płaczesz, jak mała dziewczyna,
Która za matki śladem drobnym krokiem goni,
6920
Chwyta ją za skraj szaty i rzewne łzy roni,
I twarzą jej przesyła chęci niemowlęce,
Aż ją zmiękczona matka weźmie na swe ręce.
Ach! Tak miękkie łzy płyną Patroklowi memu.
Czy zwiastujesz[1012] co wojsku? Czy też mnie samemu?
6925
Czyś odebrał wieść jaką smutną po kryjomu?
Ale mówią, że żyje Menojtijos[1013] w domu;
Że Pelej[1014] Myrmidony[1015] rządzi w szczęściu, w chwale:
Ich by śmierć najdotkliwsze sprawiła nam żale.
Czy nad Grekami płaczesz, że przy nawach[1016] giną?
6930
Własną oni ściągnęli te nieszczęścia winą.
Lecz mów! Oba wszak sobie jesteśmy najszczersi».
Na to Patrokl, westchnąwszy z głębokości piersi:
Gniew— «Daruj łzom, najmężniejszy z Greków, przyjacielu!
Trudno ich nie wylewać wśród nieszczęść tak wielu…
6935
Oby nigdy gniew taki nie zajął twej duszy!
Godnaż chwały w złym stałość? Nic cię więc nie wzruszy?
Jeśli Greków nie wesprzesz w tak okrutnej dobie,
Któż z rąk twych będzie pomoc obiecywał sobie?
Gniew ten ród boski w tobie ściera do ostatka:
6940
Nie jest Pelej twój ojciec ni Tetys[1017] twa matka,
Ale cię wyrzuciły groźne morza wały[1018],
Albo tak twarde serce z twardej kute skały.
Jeśli niechęć do boju wyrok w tobie sprawił
Lub jeśli ci co Zeus[1019] przez matkę objawił,
6945
PodstępPozwól, niechaj ja pójdę z mężnymi Ftyjoty[1020]
I za bogów pomocą zbawię greckie roty[1021].
Daj twą zbroję! Trojanin, tę ujrzawszy postać
I mnie biorąc za ciebie, nie będzie śmiał dostać[1022],
Wstrzyma zapęd; Grek wytchnie, gdy wsparcie obaczy,
6950
A i lekkie wytchnienie wiele w boju znaczy.
Kiedy świezi wpadniemy na lud zmordowany,
Samym krzykiem odeprzem pod miasto Trojany».
Tak Patrokl do Achilla tkliwy głos zanosił.
Nieszczęśliwy! Nie wiedział, że o zgubę prosił.
6955
Pelid, ciężko wzdychając, tych słów mu udziela:
— «Cóż ja to z ust mojego słyszę przyjaciela?
Ani wyrok do boju[1023] niechęć we mnie sprawił,
Ani mi też co Zeus przez matkę objawił,
Lecz mi stoi w pamięci męża czyn gwałtowny.
6960
Co za hańba! Rownego śmiał pokrzywdzić rowny[1024]
I użyć władzy swojej na gwałtu narzędzie!
Ta obelga niełatwo w sercu startą będzie:
Owoc mych trudów, dana po dobyciu miasta,
Gwałtem z rąk przez Atryda[1025] wydarta niewiasta…
6965
Ale przeszłe zostawmy rzeczy w niepamięci,
Nie przystoi mi w wiecznej uprzeć się niechęci!
Powiedziałem: nie pierwej[1026] skrócę gniew zawzięty,
Aż bitwa o tesalskie otrze się okręty…
Teraz idź, wpadnij na nich, Patroklu waleczny,
6970
Oddal od floty greckiej wyrok ostateczny,
By nie rzucili na nią ognistej pożogi[1027]
I nie przecięli wojsku do powrotu drogi!…
A gdy od naw[1028] odeprzesz Trojan, wracaj do mnie,
Choćby ci szczęścił Zeus, użyj szczęścia skromnie
6975
I staraj się powściągać twą zwycięską dzidę!
Beze mnie walcząc, moją zwiększyłbyś ohydę.
Niechże twojego serca zwycięstwo nie poi,
Strzeż się wojska prowadzić aż pod mury Troi!…
Gdy w naw zbawieniu nasze chęci się uiszczą[1029],
6980
Zostaw obadwa wojska, niech się w polu niszczą».
Tymczasem silny Ajas[1030] już ulec był bliski,
Zeus go tłoczy i Trojan biją nań pociski.
Świetna przyłbica, gęstym uderzana ciosem,
Wedle[1031] skroni straszliwym jęczała odgłosem,
6985
Dłoń słabnie pod ciężarem wielkiego puklerza[1032],
Jednak z miejsca nie mogli wyruszyć rycerza.
Zatchnęły mu się piersi tak, że ledwie zieje[1033],
Z członków jego pot słonym strumieniem się leje,
Jedne odeprze, leci druga dzida skorsza[1034];
6990
Zemdlał[1035], coraz się więcej jego stan pogorsza.
Muzy! Które dzierżycie dom Zeusa święty,
Mówcie, jak płomień greckie zapalił okręty!
Na dzidę, którą Ajas walecznie się składał,
Wpadł Hektor[1036] i ogromnym cios mu mieczem zadał.
6995
Odcięta miedź od drzewca przeraźliwie dzwoni
I daleko upada, a bohater w dłoni
Drąg stępiony daremnym obraca zamachem.
Uznał w tym dzieło bogów, zimnym zadrżał strachem
I nie wątpił, że Zeus niszczy jego trudy,
7000
A obdarzyć zwycięstwem chce trojańskie ludy.
Spośród grotów ustąpił, wyparty gwałtownie.
Trojanie zewsząd niosą rozżarzone głownie[1037],
Pali się okręt, smolne zajmują się sosny.
Bije się w uda Pelid i mówi żałosny:
7005
— «Przyspieszaj, o Patroklu, twoje przedsięwzięcie!
Nieprzyjacielski ogień widzę na okręcie.
Ocal flotę, powrotu naszego nadzieję,
Weź oręż, a ja wojsko zbiorę i zagrzeję».
Rzekł; Patrokl się natychmiast uzbrajać poczyna:
7010
Srebrną haftką[1038] na nogach kształtny obuw[1039] spina,
Pyszny[1040] Ajakowego pancerz bierze wnuka[1041],
W który blaski gwiazd cudna wyraziła sztuka;
Miecz ciężki z brązu wiesza na silne ramiona,
Błyszczy mu się głowica srebrem ozdobiona;
7015
Nieprzebitym pokryciem zabezpiecza zdrowie
Mocny na piersiach puklerz[1042], a szyszak[1043] na głowie;
Z końskich włosów na hełmie wspaniałym uwita,
Pływając, strach daleko niesie groźna kita[1044].
Wziął i silne oszczepy[1045], lecz równe swej dłoni;
7020
Dzidy tylko nie zabrał z przyjaciela broni…
Automedon[1046] ogniste zaprzęga rumaki.
Po Achillu, ścielącym trupami orszaki[1047],
Patroklowi najwięcej Automedon miły,
Bo doznał w bojach jego i wiary, i siły.
7025
Koń Ksant i Balios[1048] w zaprzęgu są, dwa bystre konie,
Mogące wiatry w szybkim wyścignąć przegonie…
Pedaz im towarzyszy, śmiertelnego rodu,
Lecz nieśmiertelnym zrówna koniom do zawodu.
Tymczasem zaś Achilles obiega namioty,
7030
Sam uzbraja, sam żwawe zagrzewa Ftyjoty[1049];
Chęć do boju w nich długa powiększyła przerwa.
Walka A jako srogie wilki i niesyte ścierwa[1050]
Na górze rogatego zabiwszy jelenia,
Jedzą go, krew im brzydkie paszcze zaczerwienia;
7035
Potem do źródła kupą idą rozbójniki,
Chłodzą się, chlipiąc[1051] wodę chciwymi języki,
Mięso się z paszcz odrzuca, wzdymają się brzuchy,
A w piersiach niestrwożonych śmiałe rosną duchy:
Tak gorąco Ftyjotów wodze za krwią dyszą
7040
I z takim Patroklowi męstwem towarzyszą.
W środku stoi Achilles, w nim Aresa[1052] mina,
On i męże, i konie żwawo upomina.
Pięćdziesięciu okrętom Pelid przewodniczył,
A na każdym pięćdziesiąt bohaterów liczył;
7045
Pięciu dał wodzów, każdy swój szyk[1053] doprowadza,
Ale przy nim najwyższa zostawała władza…
Gdy więc uszykowany lud z wodzami staje,
Achilles ostrym tonem rozkazy im daje:
— «Przez czas gniewu mojego nieraz ja słyszałem
7050
Burzących się[1054] was wielkim na Trojan zapałem,
I takeście, wodzowie, czynili wyrzuty:
Achillu! Żółcią[1055] karmion lub ze skały kuty,
Czemu w tej nieczynności nasze trzymasz ramię?
Jeżeli już nic gniewu twojego nie złamie,
7055
Nie lepiejż iść do domu, niż gnuśnieć[1056] szkaradnie?
Teście mi słowa nieraz mówili gromadnie.
Męże! Oto dzień boju tak od was żądany.
Idźcież więc i uderzcie śmiało na Trojany!
Tym słowem dodał wszystkim do boju ochoty,
7060
Po głosie wodza bardziej skupiły się roty.
A jak ściśle budownik spaja ściany w murze
Dom stawiać, mocen wiatry wytrzymać i burze:
Tak ściśle się skupili mężni wojownicy:
Puklerz tyka puklerza, przyłbica przyłbicy,
7065
Przy kicie pływa kita, zbroja bliska zbroi,
Mąż przy mężu i dzielne wojsko jak mur stoi.
Na czele bohaterów zapalonych srodze
Patrokl i Automedon, dwa stawają wodze.
Jedna w obydwu śmiałość, jedna w obu dusza,
7070
Za nimi wybór wojska Myrmidonów rusza.
Pelid wszedł do namiotu i od matki[1057] daną
Otworzył skrzynię, drogim sprzętem ładowaną;
Tam się w darach dla syna wylało jej serce:
Były kosztowne szaty, płaszcze i kobierce[1058];
7075
Tam i kształtnie ze złota rżnięta była czasza[1059].
Sam tylko z niej Achilles pragnienie ugasza,
Nikt inny z ludzi swymi usty jej nie spodlił,
Z nią w ręku do samego Zeusa się modlił[1060].
Okurza ją i czyści, rękę myje w wodzie,
7080
W otaczającej namiot stanąwszy zagrodzie[1061],
Leje wino i dłonie do Zeusa wznosi,
Który moc swoją światu piorunami[1062] głosi:
Modlitwa, Przyjaźń— «Boże, siedzący w niebie na wysokim tronie,
Boże Pelazgów[1063], w zimnej wzywany Dodonie[1064],
7085
Gdzie niemyte, na gołej ziemi rozciągnięte,
Selle[1065] w piersi przyjmują twe natchnienia święte!
Wysłuchałeś mej prośby i twój gniew surowy
Za mą cześć obrażoną spadł na greckie głowy.
Racz i dziś prośbę moją wysłuchać łaskawie!
7090
Ja jeszcze sam przy flocie zostaję na nawie,
Lecz do boju posyłam z wojskiem przyjaciela
Niechże mu szczęścia twoja prawica udziela…
Niech wróci, odpór dawszy Trojanom zuchwałym,
Sam cały, z całą zbroją i z mym ludem całym!
7095
Modlitwa, BógTak prosił, lecz inaczej Zeus postanowił,
Jedną część prośby przyjął, a drugą odmówił:
Zezwolił bój odeprzeć, śmiałość Trojan skrócić,
Lecz zaprzeczył[1066] mu zdrowym do floty powrócić.
Taką gdy do Zeusa modlitwę uczyni,
7100
Powraca do namiotu, czarę kładzie w skrzyni.
Wkrótce wyszedł, ciekawe na plac zwrócił oczy
Chcąc widzieć, z jakim skutkiem nowy bój się toczy.
Pod Patroklem w porządku szły mężne Ftyjoty,
Aż też niedługo wpadły na trojańskie roty…
7105
Gdy obaczyli mężni wojownicy Troi
Patrokla z powoźnikiem[1067] w znanej od nich zbroi,
Zmieszali się i widok nagły ich zatrwożył;
Sądzili, że Achilles gniewy z serca złożył
I pojednan z Atrydem[1068] wyszedł floty bronić:
7110
Myślą więc, jak od zguby grożącej się schronić…
Jak szumi chmura, idąc do górnych sklepieni[1069],
Gdy Zeus w straszną burzę dzień pogody zmieni,
Tak też z Trojan ucieczką zgiełk i wrzawa wzrosły…
Wielu rycerzom konie dyszle[1070] połamały
7115
I zostawiły wozy strzaskane w kawały…
Gdzie najbardziej lud zmieszan, Patrokl ku tej stronie
Z przeraźliwym okrzykiem swoje pędzi konie:
Wywracają się wozy, trzaskają się koła,
A strąconych rycerzy w piasku grzęzną czoła.
7120
Już bieguny[1071], którymi obdarzyły bogi
Peleja, rów lekkimi przeskoczyły nogi,
Chciwe na drugiej stronie śmierć i postrach szerzyć.
Hektora szuka Patrokl, jego chce uderzyć,
Lecz go prędkie uniosły konie na przestrzeni.
7125
A jako chmury, w mglistej zebrane jesieni,
Obfite wylewają potoki na ziemię,
Gdy gniewny Zeus ukarać chce przestępne plemię,
Kiedy, z pogardą bogów, na świętym urzędzie
Krzywe[1072] czynią wyroki niegodziwe sędzie;
7130
Nagłym wzdęte ulewem[1073] potoki się wzbiorą,
Mdłą[1074] dla nich najsilniejsze groble[1075] są zaporą;
Przełamawszy je, z szumem pędzą w morze wody,
Niszcząc domy i drogie pracy ludzkiej płody:
Taki się szum rozlegał w trojańskim szeregu,
7135
Takie jęki ich konie wydawały w biegu.
Ale nie tu się Trojan zakończyła nędza[1076]:
Zabiega im od miasta, ku flocie napędza,
Między rowem i rzeką trwożne zbija kupy
I za Greków zabitych liczne ściele trupy…
7140
Widząc na ziemi ległe swoje wojowniki[1077],
Zapalony Sarpedon[1078] tak woła na Liki[1079]:
— «Gdzie pierzchacie? Ach! Waszą uznajcie ohydę!
Ja przeciwko zwycięzcy temu prosto idę,
Ja chcę zaraz doświadczyć jego ręki siły,
7145
Której pociski tylu Trojan obaliły».
Rzekł i natychmiast z wozu w świetnej skoczył zbroi.
I Patrokl, to postrzegłszy, na wozie nie stoi,
Skoczył — oba na wszystkie biorą się sposoby.
A jak z ostrymi szpony i z krzywymi dzioby
7150
Sępy z hałasem walczą na wyniosłej skale:
W takim idą rycerze na siebie zapale.
Widząc tej bitwy skutek, niebios pan wzruszony
Tak się do swej odzywa i siostry, i żony:
— «Zbliża się smutna chwila przeznaczona losem,
7155
W której ma lec Sarpedon pod Patrokla ciosem.
Dwoiste we mnie myśli wzbudza jego dola:
Czyli[1080] go unieść z tego fatalnego pola
I posadzić w zamożnej likijskiej krainie,
Czy przystać[1081], że od tego bohatera zginie?
7160
ŚmierćGniewna Hera: — «Kronosa[1082] potomku surowy!
Mogąż mieć dzikie myśli wstęp do twojej głowy?
Od śmierci śmiertelnego chcesz zbawić człowieka,
Którego wszędzie Mojra[1083] niepochybna czeka?
Czyń, lecz bądź pewny bogów powszechnej niechęci,
7165
A co ci powiem, dobrze zachowaj w pamięci!
Jeśli Sarpedon żywy powróci do domu,
Któryż z bogów nie zechce z krwawego pogromu
Ocalić swego syna? Mnóstwo ich pod Troją,
I każdy z nieśmiertelnych będzie za krwią swoją.
7170
Lecz by twój żal ukoić, kiedy ci tak luby,
Pozwól, niech od Patrokla nie uniknie zguby,
Ale gdy pod zwycięskim orężem już skona,
Niech go słodki Sen[1084] weźmie i Śmierć[1085] na ramiona
I zaniosą do krajów Likiji obszernych.
7175
Tam otoczon od braci i przyjaciół wiernych
Ich łzami uczczon będzie; ci mu pogrzeb sprawią
I grobowiec na wieczną pamiątkę wystawią».
Poddał się Kronid[1086] losów nieodzownej sile,
Lecz ostatnie czcząc syna kochanego chwile,
7180
Który miał z dala zginąć od krain ojczystych,
Hojną rosę na ziemię w kroplach spuścił krwistych.
Gdy dwaj rycerze blisko byli na równinie,
Wraz[1087] Trazymed, towarzysz Sarpedona, ginie,
Z trafnej ręki Patrokla utkwił pocisk w brzuchu,
7185
On z wozu wspaniałego stoczył się bez duchu[1088].
Znowu mężny Sarpedon silny grot wymierzył,
Chybił Patrokla, konia Pedaza uderzył.
Zarżał smutnie, bo w głębi piersi grot utonął,
Wspiął się, nachylił, upadł i życie wyzionął.
7190
Traf ten dwa drugie konie przeraził niemało,
Skoczyły, lejc[1089] się zwikłał[1090], jarzmo[1091] zatrzeszczało:
Koń ich miesza[1092], który się na ziemi wywrócił;
Przecież nieład ten baczny Automedon[1093] skrócił,
Odciął mieczem postronki; zaraz Ksant i Bali
7195
Na swym stanęli miejscu i lejca słuchali.
Z nowym oba zapałem wznieśli ręce silne,
Lecz w dłoni Sarpedona żelazo omylne,
I tylko, lecąc, pocisk nad ramieniem świsnął.
Patrokl zaś grotu z ręki daremnie nie cisnął:
7200
Utrafia tam rycerza dzida zapalczywa,
Gdzie się we wnętrzu serce bezpiecznie ukrywa…
Jak buhaj[1094], który licznym stadom przewodniczy,
W paszczęce ogromnego lwa okropnie ryczy,
Tak też Sarpedon jęczał pod Patrokla ciosem,
7205
Wzywając przyjaciela konającym głosem:
— «Kochany Glauku, sławny przez liczne zwycięstwa,
Dziś trzeba ci śmiałości, odwagi i męstwa!…
Niestarta by okryła plama imię twoje,
Gdyby Grek odarł z twego przyjaciela zbroje,
7210
Który przy flocie śmiało stawił się ich szykom.
Walcz więc mężnie i mężnym dzielnie dowodź Likom»!
To mówiącemu czarny cień zamyka oczy…
Serce w Glauku te jęki żałosne rozdarły,
I że go próżno wzywa przyjaciel umarły.
7215
Wzdycha ciężko, bo w ramię od Teukra zadana,
Gdy walczył na okopie, dolega mu rana:
Wspierając towarzyszów, nie oszczędzał siebie.
Więc wzywa boga łuku[1095] w tak ciężkiej potrzebie:
Modlitwa— «Czy w Likiji, czy w Troi mieszkasz, wielki boże,
7220
Wszak głos nieszczęśliwego wszędzie cię dojść może!
Ulituj się dziś mojej okrutnej niedoli:
Rana ciężka mnie trapi, ramię srodze boli,
Krew płynie i nie władam odrętwiałą dłonią,
Nie mogę dzidy chwycić ani walczyć bronią.
7225
Najdroższemu druhowi śmierć zbieliła lica,
Nie ma żadnej pomocy od Zeusa rodzica.
Ty więc ból uśmierz, wlej mi siły, ulecz ranę,
Daj, niech mężnie na czele dzielnych Lików stanę,
Bym przyjaciela mego drogich zwłok obronił».
7230
Rzekł; Feb[1096] do jego prośby łaskawie się skłonił.
Tamuje krew płynącą, boleści uśmierza
I wielką siłą piersi napełnia rycerza.
Gdy tak miłą odmianę w sobie Glauk obaczył,
Cieszył się, że go prędko bóg wysłuchać raczył,
7235
Zagrzał Lików do walki o ich króla zwłoki;
Potem, Trojan szybkimi obiegając kroki,
Wołał na Polidama[1097], wzywał Agenora,
Mężnego Ajnejasza[1098], wielkiego Hektora[1099],
Na którym świetna z miedzi błyszczała paiża[1100].
7240
Do niego się z takimi słowami przybliża:
— «Hektorze! Tyś nietknięty[1101] sprzymierzeńców stratą!
Oni, rzuciwszy krewnych i ziemię bogatą,
Dla obrony ścian waszych wyziewają życie[1102],
Wy przecież nic w nieszczęściu dla nich nie czynicie.
7245
Oto smutnie na piasku rozciągniony leży
Sarpedon, wódz szlachetny likijskiej młodzieży:
On i sądów słusznością, i odwagą słynął,
Teraz z Aresa woli od Patrokla zginął.
Zapalcie się więc zemstą, bohatery[1103] Troi,
7250
Nie dajcie Myrmidonom zabrać jego zbroi!
Ach! By Grecy zwłok drogich nie dostali łupem
I swoich klęsk nad jego nie mścili się trupem»!
To wyrzekł, oni w serca żal i zemstę biorą,
Bo choć obcy, warowną miasta był podporą
7255
I liczne ściągnął wojska, i mężnie się stawił.
Zgon Sarpedona serce w Hektorze zakrwawił.
Idą Trojanie, klęski tej pomścić się radzi[1104],
Sam Hektor zapalone zastępy prowadzi.
Patrokl bardziej się sroży, zwiększa zapał dziki…
7260
A kiedy ze stron obu wzmocniły się szyki,
Trojanie, Myrmidony, Likowie, Achiwy
Przy trupie Sarpedona zwiedli bój straszliwy…
A jak się jęk daleko po lasach rozlega,
Gdy od siekier padają dęby z wielkim grzmotem:
7265
Z takim jęczą przyłbice i tarcze łoskotem,
Gdy w nie dzidy i miecze, i ogromne głazy
Gęsto powtarzanymi uderzają razy.
Tak były Sarpedona zmienione ostatki[1105],
Iżby go własnej oko nie poznało matki:
7270
Od głowy do stóp groty[1106] i piaskiem okryty.
Oni zajadłe przy nim rzucają dziryty[1107].
Ile się much uwija latem w tej godzinie,
Gdy słodkim pasterz mlekiem napełnia naczynie,
Tyle przy Sarpedonie rycerzów się tłoczy.
7275
Kronid[1108] na ten bój ciągle zwrócone miał oczy,
A na dwoje w swej myśli nie przestawał radzić:
Czy przy synu — Patrokla przez Hektora zgładzić
I dać mu w zbroi godną jego dzieł zapłatę?
Czy powiększyć dnia tego pracę, znój[1109] i stratę?
7280
Długo dwie ważąc myśli, ostatniej się chwycił,
Pozwolił, aby jeszcze Patrokl się zaszczycił,
A do miasta trojańskie z wodzem przegnał roty
I liczne trupy zwalił pod swoimi groty[1110].
Spuszcza strach na Hektora. Zaraz na wóz wsiada,
7285
Uchodzi, za nim trwożna ciśnie się gromada.
Widząc, że Kronid wagę swej przechylił szali,
Ani Likowie dłużej pola nie dostali[1111]:
Wojsko króla na stosie umarłych odbiegło,
Gdzie mnóstwo bohaterów z obu stron poległo,
7290
Gdy Zeus tam zapalił uporczywe boje.
Myrmidony odarły Sarpedona zbroje,
Patrokl do naw odesłał trofej[1112] swego czynu.
Zeus zaś rzekł do Feba: — «Pójdź prędzej, mój synu!
Unieś spośród pocisków Sarpedona zwłoki,
7295
A obmywszy je w wodzie z kurzu i posoki,
Ręka twoja nań wonne balsamy wyleje
I ciało w nieśmiertelne szaty przyodzieje.
Potem Sen słodki i Śmierć, siostra Snu rodzona,
Martwe jego ostatki wziąwszy na ramiona,
7300
Zaniosą go do krain Likiji obszernych.
Tam otoczon od krewnych i przyjaciół wiernych
Ich łzami uczczon będzie; ci mu pogrzeb sprawią
I grobowiec na wieczną pamiątkę wystawią».
Natychmiast wykonana była jego wola:
7305
Zbiega szybko Apollo na trojańskie pola
I spośród strzał unosi Sarpedona zwłoki;
A obmywszy je w wodzie z kurzu i posoki,
Ambrozyjskie balsamy na ciało rozlewa
I w nieśmiertelne szaty rycerza przywdziewa.
7310
Oddał go Snu i Śmierci; te skrzydły prędkiemi
W momencie go zaniosły do ojczystej ziemi.
Patrokl w Automedonie, w koniach zapał nieci,
Ściga Trojan i Lików i na zgubę leci.
Los, GłupotaGłupi — gdyby się sprawił, jak Pelid ostrzegał,
7315
Pewnie by się przed srogą Mojrą był wybiegał,
Ale rada Zeusa nad ludzką przemaga
— Ucieczce się poddaje największa odwaga
Nieraz podniósł w rycerzu męstwo i osłabił,
A wtenczas wzmógł Patrokla na to, by go zabił.
7320
Jakie pierwsze, ostatnie jakie padły głowy,
Gdy cię na śmierć, Patroklu, skazał los surowy?
Legł Adrest i Autonoj, i Echekl, i Muli,
Perym, Pillart, Melanip zgubny cios poczuli,
Epistora, Elaza trup na trupie pada;
7325
Tych zabił, a trwożliwa pierzchnęła gromada.
Już by Grecy trojańskie wyłamali bramy,
Bo nie mogły zwycięzcy żadne wstrzymać tamy,
Gdy na wieży Apollo usiadł zagniewany,
Myśląc Patrokla zgubić, a wesprzeć Trojany.
7330
Po trzykroć go na mury niosła chęć gorąca,
Po trzykroć z szańców miasta Apollo go strąca,
W ogromny puklerz boską uderzając dłonią.
Lecz gdy, jak bóg, czwarty raz wypadał z krwawą bronią,
Przerażającym głosem Apollo zawoła:
7335
— «Pójdź precz! Nic twoje ramię dokazać nie zdoła,
Bo nie tobie wyroki dobyć Troi dały.
Choć mocniejszy, nie będzie miał Pelid tej chwały».
Tak rzekł; on się nacierać więcej nie ośmiela,
Chroniąc się[1113] gniewu boga, który śmiercią strzela.
7340
Pod Bramą Skajską[1114] trzymał rumaki ogniste,
A w głowie Hektor myśli rozważał dwoiste:
Czy jeszcze wpaść na Greków i tłum ich wygładzić?
Czy zastępy trojańskie pod mury sprowadzić?
Wtem Apollo w postaci Azjosa[1115] przychodzi:
7345
Starzec ten, brat Hekuby, z Dymanta się rodzi,
Obszerne dzierży włości we Frygów krainie,
Gdzie biegiem zapieniony bystry Sangar płynie.
— «Czemu — rzecze Apollo — nie walczysz, Hektorze?
Haniebna twa bezczynność w takiej jeszcze porze!
7350
Gdybyś ty nie był mocny, a ja mdły[1116] i stary,
Za tę nikczemność słusznej nie uszedłbyś kary.
Zwróć konie na Patrokla, może go zabijesz
I z łaski Feba wieczną chwałą się okryjesz».
To rzekłszy, w tłum się rzucił. Hektor kazał pędzić
7355
Konie Kebryjonowi[1117] i bicza nie szczędzić.
Apollo między Greki zamieszanie szerzy,
A chwałę dla trojańskich gotuje rycerzy.
Hektor zaś wszystkie inne pomija orszaki
I na Patrokla bystre obraca rumaki.
7360
Ten skacze z wozu, lewą ręką robi bronią,
A Śmierć, Śmiechprawą kamień ostry uchwyciwszy dłonią,
Ciska go — i niepróżno swe siły natęża:
Kebryjona obala, walecznego męża.
Gdy na wozie Hektora trzyma lejce świetne,
7365
Ogromny kamień w czoło uderzył szlachetne:
Odarł brwi, kości złamał i wybił mu oczy.
Rycerz z wozu jak nurek na ziemię się toczy
I na piasku, bez duszy, swe członki rozciąga.
Wtedy się z niego Patrokl w te słowa urąga:
7370
— «Zręcznyż to mąż, który się tak lekko zanurza!
Choćby najgwałtowniejsza morzem tłukła burza,
On między wały[1118] z nawy[1119] zniżyć się gotowy
I obfitymi gości nakarmić połowy.
Prawdziwie, Troja nurków doskonałych liczy»!
7375
To powiedziawszy leci do swojej zdobyczy…
Hektor wyskoczył z wozu. Jak się żrą i ranią
Dwa lwy na górach, walcząc o zabitą łanią[1120],
Oba zarówno mocni, oba równo głodni:
Tak dwaj bohaterowie, z sobą walczyć godni,
7380
Patrokl i Hektor, wielki bój zaczęli toczyć,
Jeden w drugiego ciele chciwi oszczep zbroczyć[1121].
Hektor za głowę chwycił i łup trzymał drogi,
Z drugiej zaś strony Patrokl ciągnął go za nogi;
A wojska swej upornie doświadczały mocy.
7385
Jak wiatry[1122], ten z południa, a drugi z północy,
Walczą, kto z nich obalić ma przyległe lasy,
Dęby i buki jęczą z strasznymi hałasy,
Długie się zawadzając gałęzie szeleszczą,
Łamiąc się, drzewa z hukiem przeraźliwym trzeszczą:
7390
Tak między nimi walka uporczywa wszczęta
I o zgubnej ucieczce nikt z nich nie pamięta.
Dzidy ziemię okryły, krwawe niosąc razy[1123],
I strzały z żył[1124] puszczane, i ogromne głazy,
Tarcze na piersiach mężów uderzając z trzaskiem:
7395
A członki Kebryjona, obsypane piaskiem,
Szerokim ciałem ziemię szeroko zaległy.
Zapomniał jeździec sztuki, w której był tak biegły.
Póki słońce na górne wstępowało sklepy[1125],
Z równą stratą ciskane obu stron oszczepy;
7400
Lecz gdy się już zaczęło chylić do zachodu,
Przemogło wyrok męstwo greckiego narodu:
Mieli korzyść, bo z miejsca Trojanów odparli,
Unieśli Kebryjona i zbroję odarli.
Wtedy się w swym zapale Patrokl nie posiada,
7405
Podobny do Aresa na zastępy wpada,
Trzykroć na Trojan z krzykiem straszliwym naciera,
Trzykroć trupem dziewięciu mężów rozpościera.
Już czwartym grozi razem strwożonej gromadzie
Stój Patroklu! Tu wyrok dniom twoim kres kładzie!
7410
Feb[1126] mu w przerażającej postaci zaskoczył;
Nie mógł go Patrokl widzieć, bo się mgłą otoczył.
On boską dłoń spuściwszy, w plecy go uderza:
Rozciągają się cienie przed okiem rycerza…
On mu wytrąca oręż, obnaża ze zbroi:
7415
Zadumiały, zmieszany, Patrokl w miejscu stoi,
Odrętwienie żadnego nie da zrobić kroku.
Wtedy Euforb z oszczepem przyskakuje z boku;
Śmiały Euforb, którego wsławił się wiek młody
Dzidą, jazdą i w polu szybkimi zawody.
7420
Rycerskie jego dzieła Ares wziąłby sobie:
Z wozu mężów dwudziestu w pierwszej zwalił probie[1127].
Od niego Patroklowi z tyłu cios zadany;
Lecz natychmiast wyciąga długi oszczep z rany…
Boską ręką i ludzkim osłabiony ciosem,
7425
Zaczął uchodzić rycerz przed ostatnim losem.
Obaczywszy to Hektor, wpośród zbrojnej rzeszy
Z żelazną w ręku dzidą za Patroklem śpieszy
I aż w głębi wnętrzności raz[1128] utapia mściwy.
Padł z łoskotem i smutkiem napełnił Achiwy.
7430
A jak odyniec, uciec nieznający podle[1129],
Walczy na górach ze lwem przy maleńkim źródle,
Siłą chcąc rozstrzyc, kto z nich wody się napije,
Wreszcie lew zziajanego odyńca zabije:
Tak Patrokla, co strasznie na Trojan się srożył,
7435
Dzidą przebiwszy, Hektor na placu położył.
Nareszcie z niego w takiej natrząsa się mowie:
— «Więc ty sobie Patroklu, w dumnej prządłeś[1130] głowie,
Że zwalisz mury Troi? Że trojańskie żony
W twardych więzach w achajskie uprowadzisz strony?
7440
Głupi! Daleka od nich służba i niewola!
Dla nich me konie lecą wśród krwawego pola
I ja groźnym oszczepem przywodzę zastępy;
One bezpieczne; ciebie pożrą psy i sępy.
Twój Pelid cię przed smutnym nie zasłonił razem.
7445
Zapewne on cię z takim wysyłał rozkazem:
— «Nie pierwej mi, Patroklu, powracaj do nawy,
Aż na piersi Hektora zadrzesz kirys[1131] krwawy».
Tak ci mówił, tyś jego słów przypłacił zgubą».
Proroctwo, Śmierć bohaterska Patrokl omdlonym głosem[1132]: — «Nadymaj się chlubą!
7450
Woli bogów chce człowiek oprzeć się daremnie.
Od Zeusa i Feba masz zwycięstwo ze mnie…
Ale wyryj me słowa na sercu głęboko:
Światło dzienne niedługo twoje widzi oko.
Nieodzowny[1133] cię wyrok z bladą śmiercią goni,
7455
Zgubny dla ciebie oszczep jest w Achilla dłoni»!
Domawiał, gdy śmierć blada zamknęła mu wargi.
Poszła dusza, żałosne rozwodząca skargi,
Że ją twarde wyroki rzucić przymusiły
Miłe dla niej siedlisko młodości i siły.
7460
Skonał. Hektor do niego w te rzekł słowa jeszcze:
— «Za co mi śmierć rokujesz? Skróć te groźby wieszcze!
I ja oszczepu mego nie ciskam daremnie.
Któż wie, czyli Achilles nie zginie ode mnie?
Rzekł i nastąpił trupa, i natychmiast z rany,
7465
Nogami go kopnąwszy, wyrwał grot miedziany.
Już Automedonowi równym ciosem groził,
Który w polu Achilla biegłą ręką woził,
Ale konie Peleja, bogów dar wspaniały.
Bystrym z niebezpieczeństwa pędem uleciały.

Księga XVII

7470
TrupJuż to przed Menelaja[1134] okiem się nie kryje,
Że Patrokl[1135], ręką Trojan zwalony, nie żyje;
Więc z zastępów prędkimi wysuwa się kroki
I zasłania drogiego przyjaciela zwłoki.
Jak pierwszy płód jałówka złożywszy na ziemię,
7475
Z czułym rykiem troskliwa obchodzi swe brzemię:
Tak on krążył przy trupie, świetną tarczę zniżył,
Grot wytknął, śmiercią grożąc, kto by się przybliżył.
Widząc Patrokla zgubnym zabitego ciosem,
Bieży Euforb[1136] i takim odzywa się głosem:
7480
— «Atrydo[1137], ludów królu, porzuć myśl daremną,
Nie chciej walczyć o zwłoki ni o zdobycz ze mną!
Nikt z Trojan, z przymierzeńców nikt mnie nie uprzedził,
Jam pierwszy pchnął Patrokla, jam porę wyśledził.
Pozwól, niech wielką chwałą u ziomków zabłysnę,
7485
Inaczej — tym oszczepem duszę ci wycisnę».
— «Wielki boże! — zawołał Menelaj w zapale
Możnaż się tak nadymać? Chlubić tak zuchwale?
Ni lwy srogie, pantery, ani silne dziki,
Najzajadliwsze sobie w bojach przeciwniki,
7490
Nie mają tej wściekłości, co Panta[1138] synowie:
Taka śmiałość w ich sercu! Taka duma w głowie!
Lecz twój brat Hiperenor, gdy się ubezpieczył
W swych koniach, czekał na mnie i brzydko złorzeczył.
Zowiąc mnie najgnuśniejszym[1139] wpośród Greków mężem,
7495
W kwiecie wieku swojego mym poległ orężem.
Już się więcej do swego domu nie pośpieszył,
Ni żony swej, ni młodych rodziców ucieszył.
Koniec równy niedługo twojej będzie dumie.
A przeto sam ci radzę, abyś skrył się w tłumie
7500
I nie mierzył się ze mną w Aresa[1140] zawodzie.
Głupi dopiero widzi nieszczęście po szkodzie».
Euforb na to: — «Więc teraz i za brata zgubę
Twoja mi krew odpowie, i za dumną chlubę[1141].
Owdowiłeś mu w świeżej małżonkę łożnicy[1142],
7505
Ojcaś i matkę w wiecznej pogrążył tęsknicy.
Osłodziłbym ich żale, długie jęki skrócił,
Gdybym do nich z twą zbroją i głową powrócił:
Dar ten jak by Pantowi, Frontydzie[1143] był miły!
Teraz doświadczyć naszej nie zwlekajmy siły:
7510
Kto lepiej walczyć umie, niechaj ten przemaga[1144],
Niech się wyda nas obu bojaźń lub odwaga!
Rzekł i uderza w tarczę, lecz jej nie przebija:
Twardą miedzią odparte żelazo się zwija.
Walka, ŚmierćMenelaj, do Zeusa[1145] zaniósłszy modlitwy,
7515
Od którego pomyślny zawisł[1146] koniec bitwy,
Podskoczył za Euforbem, kiedy cofał nogi:
Trafia w brodę, a silnie grot naparłszy srogi,
Na wylot miękką szyję przebija rycerza,
On z łoskotem o ziemię swym ciałem uderza.
7520
Wala w kurzu i we krwi Euforb rozciągnięty,
Śliczny włos i od Charyt[1147] samych złotem spięty.
Jako pielęgnowana w ustroniu oliwa,
Gdzie czysta woda nurtem podskocznym upływa,
Stroi się w liść zielony, kwiaty białe wiszą,
7525
Lekkim ją tchem Zefiry[1148], igrając, kołyszą;
Aż Boreasz[1149] przybywszy z wichry gwałtownemi
Wyrywa ją z korzeniem i zwala na ziemi:
Tak syna Panta mężny Menelaj ugodził
I zaraz na odarcie jego zbroi godził[1150].
7530
Jako gdy lew żarłoczny na bydlęta wpada,
Najokazalszą krowę porywa ze stada,
Chwyta ją, w ostrych zębach potrzaskana szyja,
Żre chciwie jej wnętrzności, posokę[1151] wypija:
Szczekają psy z daleka i pasterze krzyczą
7535
Król zwierząt się spokojnie pasie swą zdobyczą,
Bo zbliżyć się im nie da zimne w sercach drganie:
Tak też daleko stali przelękli Trojanie;
Nikt bić się z Menelajem nie miał dosyć męstwa.
I byłby Atryd łatwo dokonał zwycięstwa,
7540
Łup odarł, jemu drogi, Trojanom żałosny[1152],
Gdy Apollo tej chwały zwycięzcy zazdrosny
Hektora nań pobudził, który mógł mu dostać[1153],
I rzekł, wodza Kikonów[1154] Menta wziąwszy postać:
— «Czemu, Hektorze, próżnej pracy nie oszczędzisz?
7545
Ścigasz konie Achilla, których nie dopędzisz;
Nimi śmiertelne ramię kierować niezdolne,
Pod pana tylko swego ręką są powolne[1155].
Lecz gdy za nimi dążysz zawodnymi kroki,
Wtenczas Atryd, Patrokla zasłaniając zwłoki,
7550
Z najwaleczniejszym Troi spotkał się młodzieńcem,
Poległ Euforb, niejednym zaszczycony wieńcem».
Rzekł bóg i między tłumy waleczne się rzucił.
Hektor się w głębi serca na ten głos zasmucił,
Spojrzał pomiędzy szyki i zaraz postrzega,
7555
Że ten odziera zbroje, ten ziemię zalega;
Krew z rany świeżej czarnym płynęła potokiem.
Wyskakuje z zastępów i sążnistym[1156] krokiem
Jako pożar, którego nic wstrzymać nie zdoła,
W groźnej miedzi[1157] pospiesza i straszliwie woła.
7560
Głos jego wnet uderza w Menelaja uszy;
Jęczy i takie myśli rozbiera w swej duszy:
— «Jakież dzisiaj nieszczęście na mnie się wylało!
Jeśli porzucę zbroję i Patrokla ciało,
Który dla mojej sprawy z życia tu wyzuty[1158],
7565
Lękam się ściągnąć Greków powszechne wyrzuty;
Jeżeli samą chwałę będę miał przed oczy,
Gardząc niebezpieczeństwem — Hektor mnie otoczy,
Bo widzę, że tu wszyscy idą z nim Trojanie.
Lecz za co się niepewne we mnie chwieje zdanie?
7570
Kto na miłego bogom rzuca się człowieka,
Niechybne go nieszczęście za ich wzgardę czeka.
Gdy zejdę Hektorowi, któż mnie stąd obwini?
Nie bez nieba on woli tak odważnie czyni.
Gdybym gdzie mógł Ajasa obaczyć w tej chwili,
7575
Aniby nas bogowie od boju zwrócili;
Wszystkie natężym siły, aby ciało zbawić
I przynajmniej tę ulgę Achillowi[1159] sprawić.
W złym razie to najlepsze». — Wtem nieprzyjaciele
Idą gęstymi roty[1160], a Hektor na czele.
7580
Odszedł i rzucił trupa, lecz w tył zwracał oczy.
Jak lew, co przeciw mężom i psom walkę toczy,
Gdy lud z drągami leci i strasznie nań krzyczy,
Lubo[1161] niechętny, swojej zaniecha zdobyczy
I odejdzie od stajni, do której wpaść żądał:
7585
Tak odchodził Menelaj, a w tył się oglądał.
Złączywszy się ze swymi, stanął niestrwożony,
Wraz[1162] Ajasa na wszystkie upatruje strony.
Na lewym skrzydle wielki głos rycerza słyszy,
Ożywiający męstwo w piersiach towarzyszy,
7590
Które w nich boską mocą Apollo osłabił.
Pobiegł i rzekł: — «Śpiesz! Hektor Patrokla nam zabił!
Przyjacielu, tu całej użyjmy odwagi,
By przynieść Achillowi przynajmniej trup nagi;
Już zuchwały zwycięzca jego trzyma zbroję».
7595
Na to Ajas rozdartą uczuł duszę swoję[1163]
Zaraz za Menelajem wysunął się z kupy.
TrupJuż wtedy Hektor świetne zdarł z Patrokla łupy,
Ciągnął go, chcąc znieważyć sposobem niegodnym:
Odciąć głowę, na pastwę ciało dać psom głodnym,
7600
Gdy Ajas z równym wieży puklerzem[1164] przypada.
Kryje się w tłumie Hektor, szybko na wóz wsiada,
Zlecając swoim, żeby pyszny[1165] łup tej zbroi,
Pamiątkę jego chwały, zanieśli do Troi.
Ajas zasłania drogie swym puklerzem zwłoki.
7605
Jak lwica młodych dzieci wspierająca kroki,
Gdy ją w lesie myśliwców tłum nagle obskoczy,
Gniewna, na wszystkie strony wzrok zajadły[1166] toczy,
Brew ściągniona źrzenice[1167] zasłania jej prawie:
W tak strasznej Ajas trupa obchodził postawie.
7610
Miał przy sobie mężnego obok Menelaja,
Którego każda chwila boleści podwaja.
Wtedy Glauk, co na czele dzielnych Lików[1168] staje,
Ostrym nań patrząc wzrokiem, Hektora tak łaje:
— «Hektorze! Kiedyś łatwo do ucieczki skory,
7615
Jak sobie śmiesz rycerskie przywłaszczać honory?…
Jaka będzie dla niższych rycerzy obrona,
Gdyś pozwolił wziąć Grekom ciało Sarpedona,
Z którym cię i przymierze, i przyjaźń wiązały?
On, póki żył, dla waszej obrony żył cały,
7620
Nieraz ciebie i Troję wsparły jego ręce;
Chciałżeś go wyrwać dzisiaj chciwej psów paszczęce?
Jeśli zechce lud, wracam do mojej krainy:
Nic Troi od ostatniej nie zbawi ruiny.
Gdybyć Trojanie mieli w swych sercach natchniętą
7625
Śmiałość niezwyciężoną, odwagę niezgiętą,
Jaką mieć swej ojczyzny obrońcom przystoi,
Wnet by ciało Patrokla było w murach Troi.
A skoro byśmy jego zostali panami,
Niezadługo by przyszli do nas Grecy sami.
7630
Nic by im dla Patrokla drogim się nie zdało[1169],
Daliby Sarpedona i zbroję, i ciało,
Bo największego męża, który tu przypłynął,
Najmilszy w nim towarzysz i przyjaciel zginął.
Lecz bałeś się wielkiemu Ajasowi dostać,
7635
Sam cię przeraził jego wzrok i groźna postać.
Przyznaj więc, że w nim większa odwaga i śmiałość».
Hektor obrażon: — «Glauku! Skąd twoja zuchwałość?
Mniemałem, przyjacielu, że z likijskiej młodzi
Żaden cię w roztropności rycerz nie dochodzi;
7640
Nie wiem, jak mam osądzić teraz płochość[1170] twoję[1171].
Mówisz więc, że z Ajasem potykać się boję
Nie drżałem ja ni w mężów, ni w rumaków tłumie,
Lecz wszystkie nasze chęci Kronid[1172] zniszczyć umie:
Największego rycerza osłabi on męstwo,
7645
Zapali w nim odwagę lub wydrze zwycięstwo.
Stań przy mnie, abyś próbę potrzebną uczynił,
Czy ja tak gnuśny jestem, jakeś mnie obwinił,
Czy też w tej walce długiej, niżli[1173] zajdzie słońce,
Poznają moją rękę Patrokla obrońce».
7650
Wraz woła: — «Idźcie śmiało, Trojanie i Liki!
Wytężcie wszystkie siły, mężne wojowniki!…
Sam wszędzie biega, wszędzie grzeje[1174] lud orężny.
Mestles, Glauk, Medon, Forkis, Asteropej mężny,
Tersyloch, co achajskie roty dzielnie gromi,
7655
Dejzenor, Ennom wieszczek[1175], Hippotoj i Chromi,
Rycerze, co w Aresa pracach towarzyszą,
Z piersi wodza swojego te wyrazy słyszą:
— «Słuchajcie, niezliczone wojska sprzymierzeńców!
Nie dla liczbym tu waszych zgromadził młodzieńców,
7660
Ale że ich przydana broń do waszej broni
Żony i dzieci Trojan od Greków zasłoni.
Ciągnąc z mojego ludu żywność i pobory[1176],
Nagradzam was, by każdy był do boju skory.
Trzeba zatem, żebyście mężnie nacierali[1177],
7665
Czyli [1178] z was który zginie, czyli się ocali:
Taki jest układ wojny. Kto więc pójdzie śmiało,
Kto Ajasa odpędzi, uniesie to ciało,
Temu ja dam połowę Patrokla zdobyczy
I jednaką z Hektorem chwałę odziedziczy».
7670
Tylko to wyrzekł, długie wyciągnąwszy piki[1179],
Z całymi siły mężne idą wojowniki[1180],
Pewni wydrzeć łup z ręki syna Telamona[1181].
Bezrozumni! Broń jego mnóstwo ich pokona.
Ajas, choć pełen w piersiach odwagi i siły,
7675
Mówi do Menelaja: — «Królu, niebu miły!
Już się ostatnia dla nas przybliża godzina.
Nie tak mnie los obchodzi Menojtija syna[1182],
Który tu psy i sępy swym nakarmi trupem,
Jak — byśmy oba śmierci nie zostali łupem.
7680
Cały lud Hektor na tej zgromadził równinie,
Z wojennym idzie tłumem: zguba nas nie minie.
Niech głos twój najmężniejszych Greków tu przywoła,
Jeśli tylko w tym wrzasku kto usłyszeć zdoła».
Menelaj, równie smutnym przerażony losem,
7685
Woła na Greki silnie natężonym głosem:
— «Rycerze! Co przywodząc w polu wojska nasze,
Przy Atrydach[1183] spełniacie uwieńczone czasze!…
Ze wszech stron pożar wojny zajął się tak srogo,
Że wcale niepodobna z was rozeznać kogo:
7690
Lecz śpieszcie na to miejsce, by przez wasze wsparcie
Psom zgłodniałym nie poszedł Patrokl na pożarcie».
Ajas[1184], syn Oileja, pierwszy głos ten słyszy
I zaraz bieży spośród swoich towarzyszy,
Za nim król Idomenej, a za jego bokiem
7695
Śpieszy Merion, godny stać pod Aresa okiem.
Lecz kto wszystkich imiona ogarnie w swej myśli,
Którzy z nimi dla wsparcia tego boju przyśli[1185]?
WalkaPierwsi na nich Trojanie uderzyli tłumem,
Hektor szedł na ich czele. A jak z strasznym szumem
7700
Przy ujściu rzekę morskie odbijają wały[1186],
Raz noszą ryk po lasach okoliczne skały:
Z takim krzykiem na Greków Trojanie natarli.
Ci jednym tchnący duchem mężne roty zwarli
I murem tarcz Patrokla zasłonili zwłoki.
7705
Zeus przy kitach[1187] ciemne rozciągnął obłoki…
Pierwsi od[1188] Trojan Grecy zostali odparci;
Lecz choć na nich Trojanie wpadli tak zażarci,
Żadnego nie zabili, tym zajęci cali,
Aby zwłoki Patrokla czym prędzej porwali.
7710
Ale niedługo z miejsca Greków strach oddalił:
Nagle się powracają, Ajas ich zapalił.
On męstwem, wzrostem wszystkie przewyższa rycerze
I po boskim Achillu pierwsze miejsce bierze,
On przebił drogę między silnymi orszaki.
7715
Jak odyniec, przez gęste przedarłszy się krzaki,
Rozpędza psów i ludzi, gdy kłami zaszczęka:
Tak wielkiego Ajasa niezwalczona ręka
Skupione przy Patroklu rozbija Trojany,
Mniemające, że wezmą łup tak pożądany…
7720
Przy Patroklu dzień cały bój okrutny wszczęty:
Równie w rzezi Trojanin, równie Grek zawzięty:
Uziajał[1189] ich i zwalał[1190] tam Ares surowy
Potem, kurzem, posoką[1191], od stopy do głowy[1192].
Jak garbarz[1193], namaściwszy tłuszczem skórę z wołu,
7725
Każe ją mnóstwu ludzi uchwycić pospołu[1194];
Ci gdy równo pociągną, wraz[1195] się skóra poci,
A tłustość w nią wstępuje na miejsce wilgoci:
Tak oni ciągną ciało Patrokla ku sobie
I w ciasnym miejscu strony wydzierają obie.
7730
Jedna nadzieja Trojan i Achajów poi,
Tych, że je do naw[1196] wezmą, tamtych, że do Troi…
W śmiałych ręku przy zwłokach długie błyszczą piki,
Wzajemnie sobie grożą srogie wojowniki,
Gęste latają rany, trupów śmierć nie skąpi.
7735
— «Ach! Niech się raczej ziemia pod nami rozstąpi
Wołają Greki — niźli cofniem się do floty!
Śmierć jest dla nas znośniejsza od takiej sromoty[1197]!
Ścierpimyż, by Trojanie prawicą zuchwałą
Wzięli trupa i wieczną okryli się chwałą»?
7740
— «Zgińmy! Zgińmy! — wołają nawzajem Trojanie —
Niechaj raczej z nas żaden żywy nie zostanie,
Niżby nam Grecy ciało Patrokla wydarli»!
Tak grzejąc siebie, jeszcze bardziej się rozżarli:
Wzmaga się zgiełk, szczękają żelazne oszczepy,
7745
Dźwięk ich bije o nieba miedzianego sklepy[1198].
Koń Boskie zaś Achillesa, stanąwszy na stronie,
Rzewnie płakały swego powoźnika konie,
Widząc, że był zabity od Pryjama syna.
Daremnie Automedon biczem je zacina,
7750
Wszystkich używa środków: nic nie znaczą groźby,
Nic wyrazy łagodne i najtkliwsze prośby.
Uparte konie w miejscu niewzruszone stały,
Ni do floty, ni w pole iść nazad[1199] nie chciały:
Tak, gdzie wieczne schronienie zrobił człowiek sobie,
7755
Stoją nieporuszone kolumny na grobie.
Przy świetnym wozie głowy nachyliły smutne,
Serca im rozdzierają boleści okrutne:
Którego rękę znały, zginął mężny człowiek!
Rzęsiste im na ziemię łzy leją się z powiek,
7760
Rozpuszczonymi piasek zamiatają grzywy…
Nad Patroklem trwa walka smutna, krwawa, zjadła,
Pallada[1200] ją zapala; po to z nieba spadła,
Zesłana od Zeusa, żeby zagrzać Greki,
Który już był od pierwszych wyroków daleki.
7765
W jakich się farbach[1201] tęcza maluje na chmurze,
Zwiastująca lub wojny, lub też zimne burze,
Patrząc, jak na sklepieniu górnym rozciągnięta,
Rzucają prace ludzie, smucą się zwierzęta:
Tak Pallada niebieskim odziana obłokiem
7770
Między greckie narody spiesznym wchodzi krokiem
I nowy ogień w sercach wojowników żarzy[1202];
A w głosie Fojniksowi[1203] podobna i w twarzy,
Tymi słowy bliskiego Menelaja grzeje:
— «Jaka hańba na imię twoje się rozleje,
7775
Achilla towarzysza gdy wezmą Trojanie,
Gdy się psom pod murami na pastwę dostanie!
Bij więc śmiało i w wojsku ożyw zapał rowny».
A Menelaj: — «Fojniksie! Mój ojcze szanowny!
Gdybyć Pallada w swojej miała mnie obronie,
7780
Gdyby ogień na nowo rozżarzyła w łonie,
Niestrwożony przy zwłokach Patrokla bym krążył!
Ach! Jak mnie w gorzkich żalach zgon jego pogrążył!
Lecz Hektor, gdy mu Kronid chętny wsparcie daje,
Rozszerza się jak pożar i bić nie przestaje».
7785
MuchaRzekł; cieszy się niezmiernie błękitna bogini[1204],
Że z niebian wszystkich do niej pierwsze śluby czyni;
Rozlewa siłę w członkach i ożywia ducha.
A jak upornie ludziom naprzykrza się mucha
Spędzana — w nacieraniu póty się zacieka,
7790
Dopóki nie skosztuje słodkiej krwi człowieka:
Tak zjadły w jego sercu upór się rozszerzył.
Zbliżył się do Patrokla i oszczep wymierzył.
Był między Trojanami Podes[1205], człowiek rzadki[1206],
Nie zmniejszyły w nim męstwa obfite dostatki;
7795
Hektor go umiał cenić w towarzyszów kole,
Zaszczycał swą przyjaźnią, przy swym sadzał stole.
Gdy się cofał, Menelaj dostał go pod pasem[1207]
I na ziemię obalił z ogromnym hałasem.
Zwycięzca ciągnie trupa i czasu nie traci,
7800
Gdy Apollo w Fajnopa[1208] zbliżył się postaci,
Który w Abydzie domy wspaniałe dziedziczył,
A Hektor w gronie swoich przyjaciół go liczył,
I mówi, przyodziawszy postać tego męża:
— «Któż z Greków będzie twego lękał się oręża,
7805
Gdy już słaby Menelaj twe piersi zatrwożył?
Oto ci w oczach trupem rycerza położył,
Oto go na bok ciągnie dla odarcia zbroi:
Legł Podes, twój towarzysz, dzielny mściciel Troi».
Na to Hektora serce żal niezmierny ścisnął;
7810
Wybiegł naprzód i miedzią[1209] grożącą zabłysnął.
Ogromną wziął egidę[1210] pan władnący chmury,
Nad całą Idą[1211] obłok rozciągnął ponury,
Zagrzmiał i groźnym tarczę wstrząsając zamachem
Trojan męstwem, a Greków napełnił przestrachem…
7815
Ani się wielki Ajas, ani Atryd[1212] mylił,
Że Zeus ku Trojanom los boju nachylił.
— «Już człowiek — Ajas krzyknął — i najprostszy powie,
Że całkiem życzą Troi zwycięstwa bogowie.
Czy silna puszcza groty, czyli słaba ręka,
7820
Wszystkie Grekom śmierć niosą, tak nas Kronid nęka,
A nasze utykają na ziemi bez skutku.
Nie upadajmy jednak pod ciężarem smutku,
Lecz myślmy, jak by trupa stawić pod namiotem
I towarzyszów naszych ucieszyć powrotem.
7825
Ach! Jaka tam boleść, jaki żal przytłacza!
Ku nam wzrok obróciwszy, niejeden rozpacza,
Że niezdolny oprzeć się Hektorowej broni,
Każdy się z nas haniebnie na okręty chroni.
O! Żebyć jak najprędzej doszła ta nowina
7830
Przez którego z rycerzy do Peleja syna[1213]!
On nie wie, że najmilszy przyjaciel mu zginął;
Lecz nikt mi się do tego zdolny nie nawinął.
Nas i wozy otacza wkoło cień ponury.
Wszechmocny niebios panie! Spędź od nas te chmury,
7835
Wróć dzień, daj oczom widzieć, a jeśli do końca
Zawzięty chcesz nas zgubić, zgub przy świetle słońca!
Mówił z płaczem, łzy jego nie były daremne;
Oddalił obłok Kronid, mgły rozpędził ciemne;
Słońce błysnęło, przestrzeń cała w świetle staje.
7840
Ajas Menelajowi to zlecenie daje:
— «Menelaju! Którego wielki Kronid kocha,
Na wszystkie strony okiem szukaj Antylocha[1214]!
Niech zaraz do Achilla z tą nowiną bieży,
Że najmilszy przyjaciel jego trupem leży».
7845
Odchodzi, lecz niechętnie. Jak lew, gdy utrudzi,
Drażniąc ich bez przestanku, psów pilnych i ludzi,
Chce koniecznie do wołów przybliżyć się stajni;
Ale ci napaść zwierza odpierać zwyczajni,
Całą noc wszyscy baczne odprawują straże;
7850
Wpada lew zapalony, lecz nic nie dokaże,
Próżno na mięso ostrzy kły w krwawej paszczęce,
Zewsząd nań gęste miecą[1215] groty śmiałe ręce
I smolne niosą głownie, a tak bez nadziei
Smutnie ryczący, rano uchodzi do kniei:
7855
Tak niechętnie od ciała szedł Menelaj boski,
W głębi serca wielkimi napełniony troski[1216],
Ażeby Grecy trupa nie rzucili w trwodze.
Tymi więc słowy pierwsze upomina wodze:
— «Ajasy! Meryjonie! Stawcie mężne roty
7860
I biednego Patrokla przypomnijcie cnoty!
Póki żył, nikt na jego serce się nie żalił,
Teraz go śmierć i wyrok niezbędny[1217] obalił».
Odchodzi, wzrok na wszystkie obracając strony.
Jak pod niebem lotnymi skrzydły uniesiony,
7865
Powietrze plemię bystrym celujący wzrokiem,
Wiedzie orzeł źrzenicę[1218] za zająca skokiem;
Choć skryje się w zaroślach, on go ujrzy przecie,
Spadnie, pochwyci w szpony i ducha wygniecie[1219]:
Tak Menelaj szukając kogo ujrzeć żądał,
7870
Błyszczącym wzrokiem roty i szyki przeglądał,
Śledzi syna Nestora[1220], czyli jeszcze żyje.
Niezadługo na lewym skrzydle go odkryje:
Zagrzewa swych, by mężnie postawili czoła.
Bieży do niego Atryd[1221] i zaraz tak woła:
7875
— «Posłuchaj, Antylochu, najsmutniejszej wieści!
Czemuż nie oszczędziły nieba tej boleści!
Już sam widzisz zapewne, że bóg zagniewany
Przyspiesza Grekom zgubę, a wspiera Trojany.
Jeden z pierwszych rycerzy i wojska ozdoba,
7880
Legł Patrokl. Jakaż po nim dla Greków żałoba!
Bież, donieś Achillowi o tym, co się stało,
By nam pomógł przynajmniej zbawić[1222] nagie ciało.
Już się Hektor zwycięzca pyszni w jego zbroi».
Na te słowa Antyloch oniemiały stoi,
7885
Mowa mu w ustach kona, żałość serce ściska,
A z oczu łza gęstymi kroplami wytryska.
Lecz go nie zatrzymała boleść tak głęboka.
Oddawszy swe oręże w ręce Laodoka[1223],
Który sprawował jego rumaki ogniste,
7890
Śpieszy, a z oczu w drodze łzy lejąc rzęsiste
Z najsmutniejszą nowiną do Achilla bieży.
Nie chciał przywodzić Atryd pylijskiej młodzieży,
Którą odejście wodza osłabiło wiele.
Mężnego Trazymeda[1224] stawia na jej czele,
7895
A sam dąży, gdzie leżał Patrokla trup nagi,
I zaraz te Ajasom przekłada uwagi:
— «Już do Achilla syna Nestora posłałem.
Lecz choćby był największym uniesion zapałem
Chcąc pomsty na Hektorze, zapęd jego płonny:
7900
Bo jak w pole Aresa może wyjść bezbronny?
Więc jego tu przybycie za niepewne kładę.
Ale sami zbawienną przedsięweźmy radę,
Ażebyśmy i drogie zwłoki zachowali.
I z tej walki okrutnej sami wyszli cali».
7905
— «Bardzo mi się — rzekł Ajas — myśl twoja podoba.
Więc wy, nie tracąc czasu, z Meryjonem oba,
Trzeba, żebyście wziąwszy ciało, z pola wyśli;
My, których jedno imię, jedne łączą myśli,
Blisko walcząc, przywykli dawać sobie wsparcie,
7910
Wstrzymamy i Hektora, i Trojan natarcie».
Rzekł; oni wznieśli ciało: Trojan żal przeniknął,
Cały lud w tyle głosem przeraźliwym krzyknął
I przeciwko nim wszystkie swe siły wywiera.
Jak mnóstwo psów na dzika rannego naciera,
7915
Pędzą, zapuścić w niego zęby ostre chciwi,
Za nimi postępują z daleka myśliwi,
Ale gdy zwróconego ku sobie postrzegną,
Drżące psy nagle w różne strony się rozbiegną:
Tak za nimi tuż w tropy szły przez czas niejaki,
7920
Mieczem i dzidą bijąc, trojańskie orszaki.
Lecz gdy zwróceni groźnym spojrzą na nich okiem
I śmiałym się Ajasy postawią im krokiem,
Blednieje, drży dopiero żwawa Trojan kupa
I nie śmie więcej z bliska nacierać na trupa…
7925
Jak muły, których razem pod jarzmo zaprzągną,
Z góry, po ostrej drodze, bal[1225] ogromny ciągną,
Wszystkie zawady[1226] swoją przezwyciężą mocą,
Jednak bardzo się zdyszą, zaziają, zapocą:
Tak zmordowani niosą ten ciężar mężowie,
7930
A z tyłu odpierają Trojan Ajasowie.
Jako wzdłuż pola grobla[1227], gdy się wody wzbiorą,
Niezwyciężoną rzekom staje się zaporą,
Nąjbystrzejsze ich wały[1228] nazad wraca w łoże[1229],
I grzbietu jej pęd wody przełamać nie może:
7935
Tak Ajasowie Trojan z tyłu odpierali.
Ci przecież nie przestają nacierać zuchwali,
Zagrzani przez Hektora i przez Ajnejasza.
A jak szpaki lub sójki wrzaskliwe zastrasza
Jastrząb, którego drobne ptaki są zdobyczą
7940
Pierzchając w różne strony, przeraźliwie krzyczą;
Tak na ich widok reszta Greków się rozbiega,
A ostry wrzask po całym polu się rozlega.
Wielu Grekom w rów wpadły zbroje w tej gonitwie;
Lecz nie tu jeszcze koniec tej upartej bitwie.

Księga XVIII

7945
Gdy tam na kształt pożaru Ares[1230] boje zwodzi[1231],
Antyloch przed oblicze Achilla[1232] przychodzi.
Rycerz stał przed nawami[1233], na pole pozierał[1234],
A serce najsmutniejszym przeczuciom otwierał:
— «Skąd to jest — słowy tymi sam w sobie narzeka —
7950
Że Grek rozpierzchnion w polu ku nawom ucieka?
Ach! By mnie nie strapiła ma Dola zaciekła!
Ach! By się nie ziściło, co mi Tetys[1235] rzekła…
Pewnie los nieszczęsnego Patrokla[1236] dni skrócił!
Zleciłem, aby ognie zgasiwszy, powrócił
7955
I nie śmiał bronią z mężnym Hektorem[1237] się ścierać».
Gdy nie przestawał myśli tak smutnych rozbierać,
Nestora syn[1238] przychodzi, łza mu gęsta ciecze
I żałosną donosząc nowinę, tak rzecze:
— «Achillu, głos ode mnie usłyszysz zbyt srogi:
7960
Za co nas tak okropnie utrapiły bogi!
Leży Patrokl! O nagie zwłoki Grek się bije,
Bo już zbroja — Hektora pyszne piersi kryje».
ŻałobaRzekł; jemu boleść czarna mgłą oczy zasłoni.
Wraz[1239] gorący w obojej garnąc popiół dłoni[1240],
7965
Sypie na głowę, wściekły z tak bolesnej straty,
Szpecąc nim boskie czoło i prześliczne szaty.
Wyniosłym ciałem ziemię szeroko zakrywa,
W piasku się tacza, z głowy piękny włos wyrywa…
Antyloch łączył rzewne łzy do jego jęku,
7970
Lecz ręce Achillesa w swoich trzymał ręku,
Bojąc się, by tak srogim utrapiony razem,
W rozpaczy sam zabójczym nie pchnął się żelazem.
Achilles stęka żalem ściśniony gwałtownym.
Na dnie morza siedząca przy ojcu szanownym,
7975
Tetys[1241] jęknęła, smutne słysząc jęki syna.
Nereid[1242] grono do niej kupić się zaczyna…
Jęczą, razy gęstymi śnieżne bijąc łona,
Gdy między nimi rzecze Tetys rozkwilona[1243]:
— «Słuchajcie mnie, o siostry! Wam powiedzieć muszę,
7980
Jak okrutne boleści moją cisną duszę:
Matka, SynAch! Jakżem nieszczęśliwa jest matka! Niestety!
Wydałam na świat syna, wszystkie ma zalety:
Największy z bohaterów, zaszczyt swej ojczyzny,
Wyrósł mi na kształt krzewu ssącego grunt żyzny.
7985
Posłałam go na wojnę dla Troi pogromu,
Lecz go więcej w Peleja[1244] nie obaczę domu.
Dręczy się, póki słońce ogląda na niebie,
A z matki nie ma żadnej pomocy dla siebie.
Śpieszę zaraz obaczyć i spytać się syna,
7990
Skąd ta, gdy walczyć przestał, boleści przyczyna».
To wyrzekłszy, głębokie opuszcza jaskinie,
Za nią płaczące tłumem cisną się boginie;
Przed nimi srebrne wały[1245] morze na pół dwoi.
Gdy przybyły do krain żyznorodnych Troi,
7995
Porządkiem na brzeg wyszły, który był zajęty
Achilla i Ftyjotów licznymi okręty.
Rycerz wzdychał, wtem nagle twarz matki zabłyśnie;
Chwyta za głowę syna, z czułym jękiem ściśnie.
— «Synu! — mówi — dlaczego łzami skraplasz lice[1246]?
8000
Odkryj matce twojego serca tajemnice!
Jużeś skutek zupełny twoich próśb oglądał,
Gdyś, obie do Zeusa wzniósłszy ręce, żądał,
By Grek, do naw[1247] odparty, w hańbie i rozpaczy
Poznał, ile dla niego broń Achilla znaczy».
8005
A syn z ciężkim westchnieniem: — «Prawda, matko miła,
Że prośby moje wola Zeusowa spełniła.
Lecz jak pociechę w ciężki żal wyrok zamienił,
Gdy ten, com go najwięcej z towarzyszów cenił
I któregom ukochał jako duszę moję,
8010
Patrokl zginął! Już Hektor pyszną dzierży zbroję,
Wtenczas dan Pelejowi upominek drogi,
Gdy cię w łoże śmiertelne wprowadzały bogi[1248].
Obyś była została w bogiń morskich gronie,
A Pelej był w śmiertelnej pokochał się żonie!
8015
Dziś cię smutne z człowiekiem połączyły śluby,
Żebyś rzewnie płakała twego syna zguby.
Nie uściskasz go więcej po wojennym trudzie!
Ja żyć nie chcę i pierwej nie ujrzą mnie ludzie,
Póki mą dzidą Hektor żywota nie straci
8020
I swą śmiercią Patrokla śmierci nie opłaci».
A Tetys wylewając hojne łez potoki:
— «Ach, synu! Sam przyśpieszasz twej śmierci wyroki.
Jeżeli Hektor zginie, twój zgon się nie zwlecze».
— «Niech zginę zaraz — rycerz zapalony rzecze
8025
Gdy od tego nieszczęścia los mnie nie uchronił,
By umarł mój przyjaciel, a jam go nie bronił…
Choć moja krzywda ciężka, potrzebie ulegnę,
Wraz na zabójcę mego przyjaciela biegnę;
Potem niechaj śmierć na mnie spełni wyrok srogi,
8030
Jak wielki Kronid[1249] zechce i Olimpu bogi[1250]
Nie odradzaj mi, matko! Twe łzy, twe zaklęcia
Niezdolne mnie od tego cofnąć przedsięwzięcia».
Na to mówi królowa srebrnopłynnych toni:
— «Czynu tak chwalebnego matka ci nie broni.
8035
Z niebezpieczeństwa, które wkoło ich ścisnęło,
Wyrwać swych towarzyszów, rycerskie jest dzieło…
Ale póty[1251] się hamuj w bojowym zapędzie,
Dopóki tu do ciebie matka nie przybędzie.
Jutro z pierwszym promieniem obaczysz mnie rano,
8040
Z piękną zbroją przez władcę Hefajsta[1252] kowaną».
Wraz tym słowem ostrzega sióstr Nereid grono:
— «Wy powróćcie się w morza niezgłębnego łono,
Gdzie podeszły[1253] nasz ojciec ma pałac wspaniały,
I powiedzcie mu wszystko, coście tu słyszały.
8045
Ja śpieszę do Hefajsta, czy na prośbę moję
Nie skłoni się dla syna nową ukuć zbroję».
Rzekła; nimfy się skryły w ocean głęboki.
Sama dąży szybkimi do Olimpu kroki,
By przyniosła dla ciebie zbroję, Achillesie.
8050
Gdy Tetydę lot bystry do górnych bram niesie,
Z strasznym okrzykiem Greków Hektor pędzi wściekły:
Zlękłe roty[1254] do brzegów i floty uciekły;
Mimo pracy rycerzy jeszcze nie zostało
Bezpieczne od obelgi zabitego ciało.
8055
Już piechoty, już jazdy orszak[1255] je okrążył
I Hektor, co jak pożar zapalony dążył,
Trzykroć chcąc zostać panem tak srogiej zdobyczy,
Chwyta za nogi trupa i na Trojan krzyczy;
Trzykroć Ajasy, w męską przyodziani śmiałość,
8060
Odparli natarczywą Hektora zuchwałość.
On, rozżarty[1256], już na nich z nową mocą godzi,
Już, stojąc, na swych woła, ale nie uchodzi.
Jak pasterz pilnujący trzód na bujnej paszy,
Głodnego lwa od bydła niełatwo odstraszy:
8065
Tak Ajasy, choć groźni męstwem, bronią srogą,
Zajadłego Hektora zatrwożyć nie mogą.
I byłby wyrwał trupa, wieczną zyskał chwałę,
Gdy Hera, chcąc odwrócić tak wielką zakałę[1257],
Szybką Irydę[1258] zsyła z górnych nieba progów…
8070
Zbliżywszy się posłanka tak rycerza budzi:
— «Wstań, Pelido, ze wszystkich najstraszniejszy ludzi!
Daj pomoc Patroklowi! Dla niego bój krwawy
Obiedwie toczą strony przed samymi nawy;
Mnóstwo rycerzy ginie, okrutna rzeź wzrasta,
8075
Ci chcą ocalić trupa, ci porwać do miasta;
Najbardziej bije Hektor, bo sobie uradził[1259],
Aby mu odciął głowę i na pal ją wsadził.
Wstań więc! I nie leż dłużej w spoczynku niegodnym,
Nie dawaj sam Patrokla na pastwę psom głodnym;
8080
Gdy zwłoki jego będą zelżone[1260] szkaradnie,
Na ciebie stąd, na ciebie cała hańba padnie…»
Poszła Irys, Achilles wstaje, a Pallada[1261]
Swoją tarczę na silne ramiona mu wkłada…
StrachZbliżył się do okopów, lecz pomny przestrogi
8085
Swej matki, tam nie poszedł, gdzie bój huczał srogi.
Krzyknął, ogromnie razem krzyknęła Pallada:
Zaraz trwoga w pierś mężów, w zastępy strach pada.
A jak ostro przenikłym dźwiękiem trąba ryczy,
Gdy nieprzyjaciel chciwy rzezi, krwi, zdobyczy
8090
Do przypuszczenia szturmu znak wydaje zwykły:
Taki z piersi Achilla wyszedł głos przenikły.
Trojanie usłyszawszy to brzmienie straszliwe
Przelękli się niezmiernie: konie pięknogrzywe
Wozy nazad[1262] zwróciły, przyszłe czując klęski
8095
I w piersiach powoźników[1263] struchlał umysł męski…
Trzykroć bohater stojąc nad okopem krzyknął,
Trzykroć strach sprzymierzeńców i Trojan przeniknął.
Tam dwunastu przedniejszych śmierć zwaliła mężów:
Spadli z wozów od własnych przebici orężów.
8100
Wreszcie Grecy, wyrwawszy z rzezi i posoki[1264],
Na łożu pogrzebowym kładą martwe zwłoki.
Koło nich rzewnie wierni towarzysze płaczą.
Achilles napełniony żalem i rozpaczą
Patrzy na smutne reszty ranami okryte,
8105
Idzie, nad przyjacielem łzy lejąc obfite.
Sam pozwolił mu wozu i ognistych koni[1265],
Lecz wróconego w żywej nie uściskał dłoni…
Trojańskie też na drugiej bohatery[1266] stronie
Rzuciły rzezi pole i wyprzęgły konie.
8110
Przed wieczerzą naprędce złożona ich rada,
Wszyscy zdumieni stoją, żaden z nich nie siada.
Strach ściska serca mężów zebranych w tym kole,
Że długo niewidziany rycerz wyszedł w pole.
Mądry Polidam[1267] pierwszy swe zdanie otwiera…
8115
— «Uważcie, przyjaciele — rzekł radca wsławiony
Jakiej się dzisiaj chwycić powinniśmy strony;
Ja radzę, by do miasta powrotu nie zwlekać
I przy flocie, od murów z dala, dnia nie czekać[1268]
Teraz Achilla więzi noc i spoczywanie,
8120
Lecz gdy nas jutro zbrojny w tym miejscu zastanie,
Trudno będzie odwadze jego się obronić.
Szczęśliwy, kto do murów potrafi się schronić!
Mnóstwo Trojan żreć będą psy i sępy sprosne[1269].
Ach! Bogowie! Odwróćcie rzeczy tak żałosne!
8125
Jeśli mnie posłuchacie, choć was troski gonią,
Noc na rynku spędzimy, czuwając pod bronią.
Miasta mury strzec będą i wieże ogromne,
I szańce[1270] nieprzebyte, i bramy niezłomne.
Rano, z Jutrzenką, zbrojni staniemy na wieży.
8130
Niech ten mąż najgwałtowniej, jeśli chce, uderzy,
Cóż przeciw nam dokazać może? — Nic zaiste[1271].
Daremnym biegiem konie spieniwszy ogniste,
Do naw powróci, w smutku pogrążon i wstydzie,
Choćby najbardziej pragnął, do miasta nie wnidzie[1272]:
8135
Nim je złupi, psy wprzódy nakarmi swym ciałem».
Hektor nań ostro patrząc, tak rzecze z zapałem:
— «Polidamie! Twa mowa gniew obudza we mnie.
Chcesz, byśmy w murach znowu gnuśnieli[1273] nikczemnie!
Dziś, gdy mi bóg łaskawszy tę chwałę dać raczył,
8140
Żem Greki zatrwożone przy nawach osaczył,
Przestań obywatelów płochą[1274] radą zwodzić;
Nikt z Trojan nie usłucha, ja zdołam przeszkodzić.
Teraz bądźcie powolni[1275] mym słowom, rycerze:
Niechaj każdy posiłek na miejscu swym bierze
8145
I pilnując obozu w polu czuwa zbrojny…
Rano, skoro Jutrzenkę różopalcą zoczym,
Uzbrojeni, przy nawach srogą walkę stoczym.
Jeśli prawda, że w pole Achilles wychodzi,
Chciwie żądając boju, sam on sobie szkodzi.
8150
Ja przed nim nie ustąpię, mężnie mu dostoję:
Albo mam głowę jego, albo on ma moję[1276];
Jeden się z nas uwieczni. Ares słusznie włada:
Kto chce zwalić drugiego, sam częstokroć pada».
Rzekł; mowę tę z okrzykiem przyjęli Trojanie.
8155
Głupi! Pallas im zdrowe odebrała zdanie:
W Hektorze źle radzącym swoją ufność kładą,
A pogardzają dobrą Polidama radą.
Biorą posiłek, czujnie na obozy baczą,
Przy Patroklu zaś całą noc Achaje[1277] płaczą.
8160
Łono jego Achilles w silnych cisnąc rękach,
Bez przerwy smutne jęki wydawał po jękach.
A jak lew, gdy mu dzieci skryte w gęstym lesie,
Przedarłszy się do kniei myśliwiec uniesie,
Nie widząc ich, wróciwszy, srodze się zasmuca,
8165
Potem ryczy okropnie i wściekły się rzuca
Obiegając doliny za śladem człowieka:
Tak, między nimi jęcząc, Achilles narzeka:
— «Biada mi! Jakżem strasznie zawiódł mego druha
Menojtia[1278], gdy odchodząc dodawałem ducha,
8170
Gdym go ciesząc, zaręczał, że po wzięciu Troi
Syn, pełen sławy, łupów, żal jego ukoi.
Ale układy ludzkie bogów niszczy wola:
Obydwu krwią chce wyrok zrumienić te pola.
I ja do ojczystego nie wrócę siedliska,
8175
Ni mnie tam Pelej[1279] stary, ni Tetys uściska:
ZemstaTa mnie zatrzyma ziemia. Lecz kiedy po tobie,
Kochany mój Patroklu, w smutnym mam lec grobie,
Nie wprzódy czarną bryłą twe ciało pokryję,
Aż Hektora, twojego zabójcę, zabiję!…»
8180
Rzekł i do ognia trójnóg[1280] przystawić zalecił
I obmyć martwe ciało, które kurz oszpecił.
Słudzy wodza ogromne naczynie nalali;
Suchym podsycon drzewem już się ogień pali
I wkoło miedź ogarnia płomieniem gorącym.
8185
A skoro wrzeć zaczęła woda w kotle brzmiącym,
Myją ciało i maszczą w pachnące oleje;
Długo oszczędzon drogi sok w rany się leje.
Potem kładą na łożu: od głowy trup cały
Okrywa[1281] prześcieradło miękkie i płaszcz biały.
8190
A kiedy noc rozwlekła ponure zasłony,
Przy Achillu Patrokla płaczą Myrmidony[1282]
Tetys tymczasem w domu Hefajstowym staje.
Dom ten wśród mieszkań bogów świetnie się wydaje.
Nieśmiertelny gmach z miedzi gwiazdami ozdobił
8195
I własną go prawicą kulawy bóg zrobił.
W kuźni był, wpośród miechów[1283], z ciężkim w ręku młotem,
Cały pracą zajęty, słonym płynął potem.
Razem dwadzieścia pysznych ukształcał trójnogów[1284]
Mających przyozdabiać pałac ojca bogów…
8200
Zoczy Tetydę Charys[1285] pięknie ustrojona,
Krasnych liców bogini, Hefajstowa żona.
Bieży mówiąc: — «Cóż naszej radości wyrowna!
Dawnoś u nas nie była, bogini szanowna;
Jakież przecie znagliły twe przyjście zamiary?
8205
Lecz wnidź i przyjmij wdzięczne gościnności dary».
To wyrzekłszy, boginię do domu wprowadza
I na cudnie zrobionym tronie ją posadza,
Na podnóżku ozdobnym noga jej spoczywa.
Sama wychodzi zaraz i męża przyzywa:
8210
— «Pójdź, bo Tetyda mówić chce z tobą, o panie»!
— «Jakiegoż gościa moje przyjmuje mieszkanie! —
Rzekł Hefajst — jak ją kochać, jak ją czcić należy!
Gdy wstydząc się kalectwa mego, z górnej wieży
Strąciła mnie na ziemię srogiej matki wola,
8215
Doznałem, co to nędza, czułem, co niedola.
Wtenczas Tetys biednego litując się stanu
I Eurynome[1286] skryły w łonie oceanu…
Gdy Tetys do mnie przyszła, uściskam ją mile,
Muszę się jej wypłacić za dobrodziejstw tyle.
8220
Ty idź! Niech zastawiony stół gościnny będzie,
A ja miechy poskładam i całe narzędzie».
To rzekłszy, od kowadła powstał bóg wysoki
I z wolna nierównymi ruszając się kroki,
Oddala miechy z ognia, w kuźnicy ład czyni
8225
I swoich prac narzędzia składa w srebrnej skrzyni.
Gąbką ociera z dymu swe czoło wyniosłe
I ręce, i kark silny, i piersi obrosłe.
Wdział szatę, a do ręki wziął berło złocone;
Dwa zaś posągi w kształcie dwóch dziewic zrobione
8230
Krok niepewny swym pewnym krokiem podpierały:
I ruch, i głos, i rozum bogi im nadały
I przemysł[1287], najcudniejsze dzieła robić zdolny.
Idą, pilnie zważając na pana krok wolny.
Stanąwszy, gdzie siedziała srebrnych wód królowa,
8235
Uścisnął ją za rękę i rzekł w takie słowa:
— «Bogini, której tyle doznałem przysługi,
Czego chcesz? Dom nasz ciebie nie widział czas długi.
Powiedz, ja się do twoich żądań chcę sposobić,
Wszystko zrobię, co mogę i co się da zrobić».
8240
A Tetys rozpłakana: — «Ach! Hefajście drogi!
Któraż z bogiń, dzierżących olimpijskie progi,
Tyle doznała smutków, nędzy i niedoli,
Ile ich na mnie spadło z bogów ojca woli…
Wydałam na świat syna, zaszczyt swej ojczyzny,
8245
Wyrósł mi na kształt krzewu, ssącego grunt żyzny;
Posłałam go na wojnę dla Trojan pogromu,
Lecz go więcej w Peleja nie obaczę domu.
A chociaż krótko słońce ogląda na niebie,
Dręczy się, nie ma z matki pomocy dla siebie…
8250
Więc niech matki nieszczęsnej prośba cię nakłoni:
Daj dla syna, któremu krótki wiek wytknięty,
Tarczę, przyłbicę, pancerz, obuw kształtnie spięty.
Zbroję, którą miał, w ręku Patrokla postradał[1288],
Zgon przyjaciela jemu najsroższy cios zadał».
8255
— «Porzuć troski, szanowna i miła bogini!
I czegóż dla Tetydy Hefajst nie uczyni?
Obym tak mógł zatrzymać srogą śmierć w zapędzie,
Kiedy go niezbłagany wyrok ścigać będzie,
Jak mu zbroję wyrobię, która na kształt cudu
8260
Błyszczeć się będzie w oczach zdziwionego ludu»!
Idzie do kuźni, zwraca wprost ku ogniu miechy:
W dwudziestu piecach gęste ich szumią oddechy,
Na przemiany swe piersi wzdymają i płaszczą,
I różny wiatr posłuszną wyziewając paszczą,
8265
Do roboty, do chęci sztukmistrza[1289] stosowne,
Raz wolne niecą żary, drugi raz gwałtowne.
Potem w piec rozpalony grube kładzie szyny
Z miedzi, z drogiego złota, ze srebra i cyny,
A stawiąc pod kowadło wielkie pniak niezłomny,
8270
Jedną ręką wziął kleszcze, drugą młot ogromny.
Wielki i tęgi puklerz[1290] boski sztukmistrz robi:
Złoty obwód okręgi troistymi zdobi,
Srebrzysty wiąże rzemień. Pięć blach w kupę bije,
A na powierzchni cuda swojej sztuki ryje.
8275
Wydana ziemia, niebo, ocean głęboki,
Słońce nieustannymi biegające kroki,
Księżyc i nieba w gwiazdach ozdobna korona,
Plejady[1291] i Hyjady[1292], i moc Oryjona[1293],
I Arktos[1294], wozem zwany, bo jak wóz się toczy
8280
Na Oryjona ciągle obracając oczy;
W tej części nieba krąży wiecznymi obwody,
A nigdy się nie zniża w oceanu wody.
Ryje także dwa miasta długo nieśmiertelne,
Jedno wyraża śluby i gody weselne:
8285
Prowadzą przy pochodniach z domu nowożeńców,
— «Hymen[1295]! Hymen!» wołają, a grono młodzieńców
Skocznymi tany lekkie zawiązuje koła;
Brzmi fletni[1296] i oboi kapela wesoła.
W progach domów niewiasty chciwym patrzą okiem,
8290
Nie mogąc się tak miłym nasycić widokiem
W tymże mieście na rynku liczny lud się tłoczy,
Między dwoma mężami żwawy spór się toczy
O zabójstwa zapłatę. Ten — lud zabezpiecza
Pod przysięgą, że oddał, a tamten zaprzecza.
8295
Stawią świadki, by prędszy sprawy koniec mieli
Na dwie strony krzykliwa gromada się dzieli.
Woźni lud uciszają; we środku zaś rada
Sędziwych na świecących kamieniach zasiada.
Biorąc z rąk woźnych berło z nim każdy powstaje,
8300
I gdy nań przyjdzie kolej, wyrok w sprawie daje.
We środku dwa talenta[1297] dla tego nagrody,
Kto słuszność najlepszymi wykaże dowody.
Pod murami drugiego miasta wojska stoją,
Straszny blask oręż ciska, lecz w chęciach się dwoją:
8305
Jedni je na łup dzikim skazują zapałem,
Drudzy bogactwa jego chcą wziąć równym działem.
Lecz niestrwożeni knują zasadzki mieszkańce:
Niewiasty, dzieci, starce osiadają szańce,
Do skrytej zaś wyprawy gotują się młodzi;
8310
Ares[1298] srogi i można Pallada[1299] przywodzi,
Oboje złoci, odzież złota, w złotej zbroi,
Wzrostem, kształtem celują, jak bogom przystoi,
Przyszedłszy tam, gdzie zrobić zasadzkę wypada,
Gdzie się nieprzyjacielskie napawały[1300] stada,
8315
Skrycie pochyłe rzeki zasiadają brzegi;
Dwa zaś, wybrane od nich, na pagórku szpiegi
Czekają, aż się zbliżą i owce, i woły.
Nie myśląc o nieszczęściu, trzody stróż[1301] wesoły
Idzie, na fletni nucąc pieśni rozmaite.
8320
Za danym znakiem męże wypadły ukryte,
Krzyk ostry naokoło i postrach się szerzy;
Biorąc trzody, krew leją niewinnych pasterzy.
Głos boju gdy rycerze radzący usłyszą,
Wsiadają na swe wozy, piersi zemstą dyszą,
8325
Lecą na bystrych koniach, aż w niedługiej chwili
Nieprzyjaciół pędzących zdobycz dogonili.
Wszczyna się bój nad rzeką: tamci walczą stale,
Obie rażą się strony w okrutnym zapale…
Ta strona ciągnie trupy, tamta ją odpycha.
8330
Wszystko pod boskim dłutem żyje i oddycha.
Tamże wydał przemyślny bóg obszerne pole:
Liczni rolnicy tłuste przewracają role[1302];
Dopiero w nie po trzykroć zapuścili pługi.
A ile razy zakrój dokańczają długi,
8335
Dziedzic ich tam obchodzi, gdzie się kończy staje,
I pełny wina puchar każdemu z nich daje.
Ci, zagrzani nagrodą słodkiego napoju,
Nowe rysują bruzdy i nie szczędzą znoju[1303].
W złocie czystą wydała ziemię boga sztuka:
8340
Czerni się i zdziwiony wzrok łatwo oszuka.
Druga niwa[1304] okryta dojrzałymi kłosy:
Żeńce[1305] tną zboże, ostre mając w ręku kosy,
Gęste spadają garści; tuż za nimi dążą
Trzej wiązacze, co zboże w grube snopy wiążą.
8345
I mnóstwo drobnych dzieci w pracy nie ustaje,
Zbiera garści i pierwszym do wiązania daje.
W milczeniu król wzniósł berło, którego ta niwa,
Ciesząc się nieskończenie z obfitego żniwa.
Pod cieniem dębu wiejską zajęci biesiadą
8350
Woźni, wołu zabiwszy, mięso w ogień kładą:
I żeńce znajdą pokarm z pola wracające,
Dla nich dłonie niewiasty w miękkiej grzebią mące.
Tuż winnica, obfitym płodem obciążona:
Wśród złota, którym błyszczy, wiszą czarne grona.
8355
Tyki ze srebra rzeźbiarz porządkiem zasadza,
Rowem ze stali, płotem z cyny ją ogradza,
A jedna tylko do niej wiedzie ścieżka kręta.
Tędy weseli chłopcy i raźne dziewczęta,
Gdy czas zbierania przyjdzie, z głośnymi okrzyki
8360
Niosą ładowne[1306] słodkim owocem koszyki.
W środku młodzieniec ruszać formingę[1307] uczony
Gra, sam sobie zgodnymi przynucając tony;
Młodzież idzie i takiej wesołości rada
W takt i nogą, i wdzięcznym głosem odpowiada.
8365
Dalej głowy i silne podnosząc szyje
Ze złota, z cyny, wołów pyszne[1308] stado ryje:
Biegną, rycząc, na paszę, tam gdzie rzeka płynie,
Nurty głośno szumiące w gęstej pędząc trzcinie.
Ze złota czterech idzie pasterzy za trzodą,
8370
A dziesięciu za sobą śmiałych kundli wiodą.
Wtem nagle dwóch straszliwych lwów z kniei[1309] wypada,
Porywają buhaja wśród drżącego stada:
On biedny, gdy go ciągną, przeraźliwie ryczy;
Spieszą psy i pasterze, lecz wziętej zdobyczy
8375
Wydrzeć lwom nie potrafią; już skórę odarli,
Już wypili krew czarną i wnętrze pożarli.
Próżno kundlów[1310] pasterze do natarcia grzeją,
Szczekają one z bliska, lecz ugryźć nie śmieją.
Ryje także dolinę: tej miłe manowce
8380
Śnieżnym okryte runem napełniają owce;
Widać chaty i stajnie, gdzie się kryją trzody,
I w koło otoczone drzewami zagrody.
Ryje i cudny taniec, który Dedal[1311] w Krecie
Wymyślił Aryjadnie[1312], prześlicznej kobiecie;
8385
Skaczą chłopcy i dziewki wziąwszy się za ręce.
Lekka zasłona wdzięki pokrywa dziewczęce,
Na chłopcach zaś bogatsza zawieszona odzież;
Obojej płci z urody najdobrańsza młodzież.
Dziewczęta głowy w piękne ustroiły wieńce,
8390
Na srebrze złote mają mieczyki młodzieńce.
Raz jak koło (ruch jego ledwie wzrok dostrzegnie,
Gdy go doświadcza garncarz, czyli[1313] bystro biegnie)
Uczone stopy w szybkie kręcą kołowroty;
To znowu się mieszając wśród wdzięcznej ochoty,
8395
W tysiącznych kształtach pląsy lekkim robią skokiem.
Liczny lud stoi miłym zachwycon widokiem:
W pośrodku zaś dwa skoczki z wszystkich zadziwieniem
Pokazują swe sztuki i słodkim brzmią pieniem[1314].
Nareszcie świetny puklerz sztukmistrz doskonały
8400
Szumiącymi obwodzi oceanu wały.
Takie zrobiwszy dzieło cudnym wynalazkiem,
Kuje pancerz, płomienie swym gaszący blaskiem;
Ukuta i przyłbica w różne dziwy ryta,
Ciężka, mocna; na hełmie złota pływa kita[1315];
8405
Z cyny obuw[1316] ukształcon. Więc zbroję tak rzadką[1317]
Ukończywszy, bóg złożył przed Achilla matką.
Ta jak jastrząb z Olimpu pośpiesza na ziemię,
Niosąc zbroję Hefajsta, przemisterne[1318] brzemię.

Księga XIX

Opuściwszy Jutrzenka[1319] oceanu wody
8410
Rzucała blask na nieba i ziemskie narody.
Tetys[1320] przyszła do syna z górnego siedliska;
On, jęcząc, martwe zwłoki przyjaciela[1321] ściska,
Z płaczącym wodzem broni towarzysze płaczą.
Matka ściskając syna zdjętego rozpaczą:
8415
— «Czas już, mój synu! — rzecze — by ten ból przeminął.
Niech zmarły leży, z boga wyroku on zginął.
BrońOto zbroja, Hefajsta[1322] przemysłem[1323] zrobiona,
Jakiej żaden śmiertelny nie wdział na ramiona».
To rzekłszy, świetny ciężar składa mu pod nogą.
8420
Jęknęła groźnie zbroja; przerażeni trwogą
Nie śmieli Ftyjotowie[1324] ciągnąć po niej okiem,
Ale się nagle drżącym w tył cofali krokiem.
Pelid, gdy ją obaczył, gniew mu serce ścisnął
I pod powieką ogniem iskrzącym się błysnął.
8425
Chciwą ręką cudowny dar boga uchwycił,
A gdy się już tak miłym widokiem nasycił:
— «Matko! — zawoła — bóg mnie tym darem zaszczyca,
Boska go wyrobiła, nie ludzka, prawica.
Ja nie zwlekając piersi do boju uzbroję;
8430
Lecz kiedy się oddalę stąd, bardzo się boję,
By nieczyste robactwo, padając na rany,
Które liczne odebrał przyjaciel kochany,
W członki nie zapuściło skazy i zepsucia».
A matka: — «Oddal, synu, troskliwe te czucia!
8435
Ręka moja robactwo natrętne oddali,
Chciwie żrące rycerzy, których Ares[1325] zwali.
Nie zepsuje się, choćby cały rok leżało,
Owszem, nową świeżością upięknię to ciało.
Ty na radę zbierz zaraz wodze i narody
8440
I gniew złożywszy, przystąp z Atrydem[1326] do zgody,
A z tą zbroją wdziej męstwo do wielkiego czynu».
Rzekła i bohaterski duch zagrzała w synu.
W nozdrze zaś Patroklowi dla ochrony ciała
Czerwony nektar[1327] z wonną ambrozyją[1328] wlała.
8445
Pelid[1329] obiegał brzegi morskie i hukliwy
Z piersi głos wypuszczając, zwoływał Achiwy[1330].
Liczni na radę tłumem idą wojownicy…
By widokiem rycerza napaść oczy swoje,
Którego długo krwawe nie widziały boje…
8450
Już są wszyscy, milczenie wszystkim wargi ścina,
Gdy powstawszy, Achilles tak mówić zaczyna:
— «Królu! Przez brankę[1331] serce w nas się rozjątrzyło.
Lepiej by to i dla mnie, i dla ciebie było,
Skoro przez nią niezgoda wszczęła się zajadła,
8455
By po wzięciu Lirnessu[1332] z rąk Artemis[1333] padła.
Nie okryłyby ziemi tylu Greków ciała
Przez czas, gdy w sercu moim zapalczywość trwała.
Troja i Hektor[1334] z naszej korzystał niechęci,
Ach! Długo nam jej skutki nie wyjdą z pamięci!…
8460
Ja gniew mój przezwyciężam, anim się nauczył
Tej sztuki, żebym wieczny upór w piersiach tuczył.
Zagrzej Greków, Achilles im staje na czele!
Doświadczymy niedługo, czy nieprzyjaciele
Będą śmieli okręty cały dzień oblegać.
8465
O! Kto z nich przed mą włócznią zdoła się wybiegać[1335],
Jakże będzie się żywo cieszył, gdy nareszcie
Znajdzie swe bezpieczeństwo i spokojność w mieście»!
Rzekł, lud krzyknął; we wszystkich radość i nadzieja,
Że z serca gniewy złożył wielki syn Peleja.
8470
Wstał Atryd, król wśród królów trzymający przodek[1336],
Lecz z miejsca, gdzie był, mówił, i nie szedł na środek:
— «Przyjaciele, rycerze, mężne wojowniki!…
Często skargi ostrymi wojsko mnie przebodło,
Nie ze mnie jednak było naszych nieszczęść źródło.
8475
Gniewny Zeus[1337] i Mojra[1338], i Jędza[1339] szalona
W cieniach nocy błądząca — wlały złość do łona
Wtenczas, gdy Achillowi śmiałem gwałt wyrządzić.
Zaślepiony od bogów, jakżem nie miał zbłądzić?…
Chciał Zeus mym zaślepieniem srodze mi zaszkodzić;
8480
Ja dziś błąd mój uznaję, pragnę go nagrodzić.
Bierz broń, lud zapal, aby w męstwie nie ustawał;
Dam wszystko, com niedawno przez Odysa[1340] dawał.
Lecz choć w pole cię zapał najgorętszy niesie,
Proszę, byś się zatrzymał chwilę, Achillesie!
8485
Wnet słudzy zniosą dary, a wtedy rozumiem,
Sam uznasz, że dla ciebie skąpym być nie umiem».
— «Królu, dzierżący berło twych przodków dziedziczne —
Rzekł Pelid — godny rządzić narody tak liczne!
Czy dasz, czy też zatrzymasz pyszne dary twoje,
8490
Czyń, co ci się podoba. My zaś bierzmy zbroje,
Niechaj na słowach droga chwila nie upływa,
Idźmy walczyć, rąk naszych wielkie dzieło wzywa»!…
— «Bogów synu! — Odyseusz tymi rzecze słowy —
Achillu! Hamuj w sobie zapał Aresowy
8495
I głodnych ludzi w pole nie prowadź niebacznie;
Bo gdy raz bój uparty z Trojany się zacznie,
A bóg w piersi rycerzom odwagę wlać raczy,
Nierychły[1341] bardzo koniec ta walka obaczy.
Każ, niech w namiotach wojsko chleb i wino bierze:
8500
Chleb i wino do boju umacnia rycerze.
Nikt nie dotrzyma pola do słońca zachodu,
Kto cierpi we wnętrznościach przykre czucie głodu;
Przy najdzielniejszym sercu członki mu słabieją,
Pod niebem i pragnieniem kolana się chwieją.
8505
Inny jest mąż, gdy dobrze pokarmu użyje:
Silny, niezmordowany, cały dzień się bije,
Nie osłabi go praca ani ciężar zbroi,
Póki wszyscy nie zejdą, na placu dostoi[1342].
Zatem posiłek wojsku każ wziąć, Achillesie!
8510
Tymczasem Agamemnon upominki zniesie.
Niech je wszystek lud widzi, a ty na nie okiem
Rzuciwszy, tak przyjemnym uciesz się widokiem!…»
Atryd na to: — «Odysie! Dobrze radzić zwykły,
Nowym stwierdzasz dowodem twój rozum przenikły…
8515
Achilles niecierpliwy, że się bitwa zwleka,
Niechaj na prośbę moją kilka chwil zaczeka…
Tobie zaś przyjacielu zdaję to życzliwy:
Najpierwszą młódź wybrawszy pomiędzy Achiwy,
Pójdź do namiotu mego z rycerstwa ozdobą,
8520
Przynieś dary, przyprowadź razem branki z sobą».
— «Przemożny ludów królu! — rzekł Achilles boski —
Proszę, byśmy podobne odłożyli troski
Na ów czas, gdy po walce wytchniemy przyjemnie,
A ogień ten zwolnieje[1343], co się pali we mnie.
8525
Leżą trupy rycerzy: Pryjamid[1344] ich pobił,
Kiedy go chwałą Zeus przemożny ozdobił,
A wy chcecie używać słodyczy biesiady!
Ach! Gdyby mojej chciano usłuchać tu rady,
W tym Grek momencie, gardząc pragnieniem i głodem,
8530
Upartą zwiódłby walkę z zdradzieckim narodem.
Wieczorem stół zastawim, weźmiem w ręce czasze[1345];
Słodka uczta, gdy zmyjem we krwi krzywdy nasze!
Teraz możeż smakować biesiada wesoła,
Gdy zabity przyjaciel mój o zemstę woła,
8535
Gdy towarzysze łzami kropią jego zwłoki?
Nie łaknę, tylko rzezi, jęków i posoki[1346]».
Jemu jeszcze Odyseusz mądry odpowiada:
— «Achillu! W którym zaszczyt lud grecki posiada,
W polu, gdzie twoja włócznia gęste trupy kładzie,
8540
Dam ci pierwszość; ty pierwsze daj mi miejsce w radzie.
Wyższym od ciebie laty i dłuższym poznaniem,
Pozwól, abym twój zapał miarkował[1347] mym zdaniem:
Czyż Grecy czcić powinni pamięć zmarłych postem?
Codziennie śmierć rycerzów obala pomostem:
8545
I kiedyż byśmy wreszcie łzy z oczu otarli?
Oddajmy cześć pogrzebną tym, którzy umarli,
Ale się nam potrzeba stałością[1348] uzbroić,
Przez dzień płakać, a potem jęk smutny ukoić.
Więc, którzyśmy po srogim pozostali boju,
8550
Nie oszczędzajmy sobie jadła i napoju,
Abyśmy twardą miedzią[1349] cali uzbrojeni
Bez przerwy bój stoczyli na krwawej przestrzeni.
Niech drugiego nikt gnuśnie[1350] rozkazu nie czeka,
Biada temu, kto wyjście swoje w nawach zwleka!
8555
Wszyscy się rzućmy, wojsko wyprowadźmy całe
I przy flocie zetrzyjmy Trojany zuchwałe»!…
Atryd rozpuścił radę; porusza się rzesza
I do swojego każdy namiotu pośpiesza.
Chlubni Tesalczykowie z wodza swego chwały,
8560
Niosą darów królewskich ciężar okazały.
Przyszły branki, z nich każda w miejscu swym usiada;
Rumaki do Achilla przyłączone stada.
Bryzeis[1351], być mogąca Kiprydy[1352] obrazem,
Widząc Patrokla srogim skłutego żelazem,
8565
Krzyczy, pada na ciało (rany jego liczne),
Drze łono, miękką szyję, policzki prześliczne,
Wynurzając wśród jęków swój żal, wśród łez wielu:
— «Patroklu! Bryzeidy biednej przyjacielu!
ŁzyŻywegom cię odeszła, rycerzu waleczny,
8570
Dziś, gdy wracam, już ciebie okrywa cień wieczny!
Nieszczęścia po nieszczęściu me ciągnie tęsknice!
Mąż[1353], którego mi dali kochani rodzice,
Widziałam, jak przed miastem pchnięty miedzią zginął;
Tenże smutny los braci lubych nie ominął…
8575
Gdy Pelid zabił męża i miasto obalił,
Tyś moje łzy ocierał, tyś jęków się żalił.
I abym nie tak czuła srogość mojej zguby,
Świetneś mi z Achillesem obiecywał śluby.
Ty miałeś płynąć ze mną do Ftyi przez wody,
8580
Ty mi sprawić weselne przyrzekałeś gody[1354].
Płaczę ciebie, z łez oczu nigdy nie osuszę,
Twa dobroć zawsze będzie zajmować mą duszę».
Inne branki swe jęki łączą z jej rozpaczą:
Lecz na pozór Patrokla, w rzeczy[1355] — siebie płaczą.
8585
Achilla proszą wodze, by się chciał posilić…
Cieszą, nic ku pociesze nie może go schylić,
Aż stanie wśród krwawego Aresa igrzyska.
Dręcząca pamięć nowe jęki mu wyciska:
— «Biedny! Lecz najgodniejszy mojego kochania!
8590
Tyś o mnie, przyjacielu, czułe miał starania,
Tyś gotował posiłek, tyś mój stół nakrywał,
Kiedy na pole sławy dźwięk Aresa wzywał!
Dzisiaj, gdy cię na łożu pogrzebnym oglądam,
Nic nie chcę, łzami tylko zasilać się żądam.
8595
Cóż mi pokarm bez tego, co obok mnie siedział?
Gdybym nawet o śmierci ojca się dowiedział,
Nie czułbym w piersiach moich boleśniejszej rany!
Może teraz we Ftyi starzec rozpłakany[1356]
Wzdycha, pragnąc godnego siebie widzieć syna;
8600
A mnie obca daleko trzyma tu kraina,
Dla złej Heleny[1357] długie toczącego boje…
Tak jęczał i w przytomnych[1358] wodzach tkliwość sprawił:
Każdy westchnął wspomniawszy, co w domu zostawił.
Wzrusza się liczne wojsko i porzuca brzegi.
8605
A jak się gęste bielą na powietrzu śniegi,
Gdy Boreasz[1359] zawieje niosący pogody:
Tak, gdy się z naw ruszyły achajskie narody,
Błysnęły na powietrzu ognie pałające,
Strzelały razem w górę płomieni tysiące
8610
I tarcze, i przyłbice, i silne oszczepy;
Blask z nich idzie wysoko aż pod nieba sklepy[1360].
Tym blaskiem upiękniona ziemia się rozśmiała,
A pod mężów stopami jęczy przestrzeń cała.
Wpośród zastępów chciwy kurzawy i znoju[1361]
8615
Wyprawia się szlachetny Achilles do boju…
Zapalon, ciężkie Troi gotujący[1362] jęki,
Przywdziewa zbroję, dzieło nieśmiertelnej ręki.
Na lekką nogę piękne cholewy zaciąga,
Które mocno haftkami[1363] srebrzystymi sprząga;
8620
Nieprzebitym pancerzem piersi zabezpiecza,
Z ramion zawiesza ciężar ogromnego miecza:
Wziął i puklerz[1364] ozdobny, który ogniem błyskał,
I jako świetny księżyc blask daleko ciskał…
Ciężką przyłbicą czoło wspaniałe pokrywa,
8625
Świecąc się na kształt gwiazdy groźna kita[1365] pływa,
Na złotym hełmie złote wstrząsają się włosy:
Zbroja kształtna i trwała na najtęższe[1366] ciosy.
Doświadcza jej na sobie, czy ciału przystoi[1367],
I czy będzie miał wolny ruch w tak ciężkiej zbroi;
8630
Lecz ta jakby na skrzydłach unosiła męża.
Nareszcie ojcowskiego dostaje oręża:
Wyjęta z pochew długa i ogromna dzida,
Której by nikt nie dźwignął prócz ręki Pelida.
Niegdyś Chejron[1368] ściął jesion, Pelijonu[1369] chlubę,
8635
I dał go Pelejowi na rycerzy zgubę.
Automedon[1370] waleczny, drugi Alkim[1371] skory
Dzielne rumaki w pyszne przybierają szory[1372];
Już hartowne wędzidła w twardych pyskach żują,
Lejc przywiązany w tyle, już na wozie czują
8640
Biegłego powoźnika, który z biczem stoi.
Zaraz Achilles siada w jaśniejącej zbroi,
Jak słońce gdy niezgłębne rzuca morza tonie,
I groźnym głosem — ojca upomina konie:
Koń — «Ksancie i Baliu, których krew Podargi rodzi,
8645
Pomnijcie wrócić pana zdrowego do łodzi,
Gdy się boju nasycim; lepiej mi się sprawić
I trupem jak Patrokla nie chciejcie zostawić».
Ten wyrzut Ksant słyszawszy, Ksant, co bystrze lata,
Schyla głowę i piasek grzywą swą zamiata,
8650
A Hera[1373] dała tymi odezwać się słowy:
— «Bądź pewny, Achillesie, że dziś będziesz zdrowy.
Dzień jednak niedaleki, gdy nie wrócisz z pola
Nie nasza w tym jest wina, lecz wyroku wola.
Nie, że naszymi nogi mniej skory[1374] bieg władał,
8655
Zginął nieszczęsny Patrokl i zbroi postradał;
Syn Latony[1375], niechybne miotający strzały,
Obalił go na czele dla Hektora chwały.
Bieg nasz choćby się równał i z Zefiru[1376] lotem,
Ty musisz zginąć, boga i człowieka grotem:
8660
Nie chybi to, co stoi w smutnej losu księdze».
Na tym wyrazie usta zamknęły mu Jędze[1377].
— «Ty mi zgon wróżysz! — gniewny Achilles zawoła
Wiem ja, że nic od śmierci zbawić mnie nie zdoła.
Tu, daleko od ojca i matki, polegnę.
8665
Jednak ochotnym sercem na Trojany biegnę:
Poznają dobrze oręż mój nieprzyjaciele».
— Rzekł i wołając, pędzi na Achajów czele.

Księga XX

Tak przy okrętach Grecy zażarci na boje,
Koło ciebie, Achillu[1378], przywdziewają zbroje,
8670
Trojanie na pagórku w groźnej błyszczą miedzi[1379],
Gdy Zeus[1380], co na Olimpie[1381] wyniesionym siedzi,
Kazał Temidzie[1382] zwołać zgromadzenie bogów.
Biega skrzętna i wzywa do niebieskich progów…
W gładkim przedsionku rada zasiadła gromadnie,
8675
Który Hefajst[1383] dla ojca wybudował składnie.
I Posejdon[1384] przybycia nadal nie odkłada,
Przybywa, miejsce w górnym Olimpie zasiada;
Wraz pyta się Kronidy[1385]: — «Po co, władco gromu,
Wszystkich bogów do twego przywołujesz domu?
8680
Chceszli dać wyrok między Trojany i Greki?
Już dla nich krwawej rzezi moment niedaleki».
— «Posejdonie, myśl moja tobie nie ukryta
— Rzekł Kronid — twa przenikłość[1386] w moim sercu czyta.
Choć na zgubę skazanych ludzi los mnie boli,
8685
Ale chcę tylko świadkiem zostać ich niedoli
I z Olimpu widokiem wojny napaść oczy.
Wy drudzy pójść możecie, gdzie się walka toczy[1387],
Stanąć, jak wola, w greckim lub trojańskim rzędzie.
Jeśli z Trojany walczyć sam Achilles będzie,
8690
Nie są zdolni na chwilę dotrzymać mu kroku.
Już się dawniej samego przelękli widoku;
Dziś, gdy o przyjaciela na rzeź się zapalił,
Lękam się, aby murów przed czasem nie zwalił».
Tak powiedział i wzniecił wojenne pożogi[1388].
8695
Pobiegły na dwie strony podzielone bogi:
Do floty dąży Hera[1389] i można Pallada[1390],
Posejdon, co ląd wzrusza a morzami włada,
I wynalazca kunsztów, Hermejas[1391] przemyślny…
Za Troją Ares[1392] zbrojny i Feb[1393] z włosem długim,
8700
Artemis[1394], której w strzałach najmilsze uciechy,
Latona[1395] też i Kiprys[1396] kochająca śmiechy.
Póki się bogi w ludzkie nie wmieszały szyki,
Nadymały się chlubnie greckie wojowniki,
Że Pelid[1397] się pokazał wpośród bojowiska…
8705
Lecz gdy Olimp do zbrojnych zamieszał się ludzi,
Krwawa Niezgoda[1398] wściekły zapał w sercach budzi:
Pallada szańce[1399], brzegi, okopy przebiega,
Krzyczy, głos jej po całym polu się rozlega.
Z drugiej zaś strony Ares[1400] niby czarna fala
8710
Straszliwym Trojan rykiem do boju zapala;
Już na nich woła z murów, już z wyniosłej wieży,
Już z przyjemnych pagórków, skąd Symois bieży.
Tak nieśmiertelni, obie zagrzewając strony,
Wzmagają rzeź okropną i zapał szalony.
8715
Ojciec bogów[1401] piorunnym zaczął huczeć grzmotem,
Posejdon ląd i góry strasznym wstrząsł łoskotem,
Chwieje się wielka Ida[1402] ze swymi podstawy,
Drżą mury Troi, greckie podskakują nawy[1403].
Król podziemia[1404] spadł z tronu, krzyknął zdjęty strachem,
8720
Bał się, żeby Posejdon trójzęba zamachem
Nie wzruszył do samego gruntu posad ziemnych
I nie odkrył tych siedlisk, czarnych, pustych, ciemnych
Na które bledną ludzie i same drżą bogi;
Tak wielkiej nieśmiertelnych bój nabawił trwogi…
8725
Tak bogi przeciw bogom idą. Achill dyszy
Przedrzeć się do Hektora[1405] wpośród towarzyszy;
Nad nim zwycięstwem pragnie swą rękę zaszczycić,
Okrutnego Aresa jego krwią nasycić.
Odwaga, AlkoholNatenczas bóg, co łukiem narody przestrasza[1406],
8730
Przeciwko Achillowi wzbudza Ajnejasza[1407];
Młodego kształt na siebie Likaona[1408] wdziewa
I tymi słowy syna Anchiza[1409] zagrzewa:
— «Wodzu! Którego Troja wśród najpierwszych kładzie,
Gdzie twoje słowa, ziomkom dane przy biesiadzie?
8735
Gdzie się podziały groźby, gdy zagrzany winem
Przyrzekałeś się spotkać sam z Peleja synem[1410]»?
— «Pryjamido[1411] — wódz mówi — czemu mnie chcesz kusić?
Czemu mnie chcesz do boju z Achillem przymusić?
Nie pierwszy raz bym jego broni się nastawił;
8740
Lecz mnie dzidą już przegnał, już strachem nabawił,
Kiedy na Idzie nasze opanował trzody
I wywrócił Lirnesu i Pedazu[1412] grody.
Gdyby w tej bitwie Kronid[1413] nie był mnie ochronił,
Gdyby nie dał szybkości, gdy mnie Pelid gonił,
8745
Z rąk jego i Pallady wziąłbym raz[1414] śmiertelny…
Próżno na niego rzuca człowiek pocisk celny;
Wszystkie od niego ciosy odwraca bóg bliski,
A jego w ciele więzgną niechybne pociski.
Gdyby nas obu równą chwałą bóg ozdobił,
8750
Choćby cały był z miedzi[1415], nic by mi nie zrobił».
— «Nie lękaj się — Feb[1416] rzecze — z tym rycerzem starcia.
Nie maszli chętnych bogów dla twojego wsparcia?
Wszakże mówią, że ciebie piękna Kiprys rodzi,
A on z niższej nierównie bogini pochodzi…
8755
Więc hańba, gdybyś groźbą lub wzgardą się trwożył».
Tymi słowy rycerski duch w piersiach nasrożył:
Zatem przed pierwsze rzędy szedł zuchwałym krokiem…
Piersi swoje zasłania tarczą nieprzełomną[1417],
W silnym zaś ręku dzidą wykręca ogromną.
8760
Wielki Achilles prosto przeciw niemu zmierza.
Jako lew, na którego wieś cała uderza,
Zuchwale idzie, gardząc grożącym mu razem;
Lecz gdy go który młodzian dosięgnie żelazem,
Zwraca się, pysk otwiera, kły ostre zapienia,
8765
Jęczy i z piersi straszne wydając ryczenia
Zabiera się do walki z mnóstwem uzbrojonem
I boki oba długim uderza ogonem,
A tocząc wzrok okropny, wpada pośród grotów,
Lub zabić kogo z mężów, lub sam zginąć gotów:
8770
Tak wielkiego Achilla niesie zapał męski,
Aby starł z Ajnejaszem swój oręż zwycięski.
Gdy zaś już mieli z sobą rozpocząć bój srogi,
Do przeciwnika mówi Pelid prędkonogi:
— «Co ty rokować[1418] sobie możesz stąd rozumnie,
8775
Że twe hufce[1419] rzuciwszy, śmiało bieżysz ku mnie?
Sądzisz, że trupem z twojej polegnę prawicy?…
Lecz wątpię, żebyś takiej palmy[1420] się doczekał
UcieczkaI podobnoś już przed mym oszczepem uciekał.
Czyliś zapomniał, kiedy samego u trzody
8780
Napadłszy, z góry Idy ścigałem w zawody?
Nie rzuciłeś w tył okiem, uciekałeś zbladły
Do Lirnesu, którego wkrótce mury padły.
Z Zeusem i Palladą jam to miasto zwalił,
Wziąłem prześliczne branki; ciebie bóg ocalił.
8785
Dziś sobie, że cię zbawi, pochlebiasz daremnie;
Twoim zuchwalstwem gniewu nie pomnażaj we mnie.
Ustąp się z oczu moich i ukryj się w tłumie!
Bezrozumny, kto szkody przewidzieć nie umie»!
Słowo, Walka— «Achillu! — rzekł Trojanin — źle znasz Ajnejasza,
8790
Jeśli mniemasz, że twoja groźba go zastrasza.
Słownych przekazów drobna obawia się dziatwa[1421]:
Na obelgę — obelgą odpowiedź jest łatwa…
Po co kłótnie? Rzemiosło bohaterów inne,
Mężne starcie jest bronią, nie swary[1422] dziecinne…
8795
Język lata i podłych słów nie umie szczędzić;
Nie wiem zatem, byś z pola groźbą mógł mnie spędzić.
W innej walce ci trzeba doświadczyć mnie próbie:
Nuż więc! Długimi dzidy walczmy przeciw sobie!
Wraz ogromnym uderzył w świetny puklerz[1423] ciosem,
8800
Ten silnie wstrząśnion brzęknął straszliwym odgłosem.
Wziąwszy raz tak gwałtowny Achilles się zdumiał,
Wystawił przed się puklerz, zląkł się, bo rozumiał,
Że go na wylot przejdzie oszczep Ajnejasza.
Nieuważny! Jak próżną[1424] trwogą się zastrasza!
8805
Nie wie, że zbroja boska, co mu piersi kryje,
Najtęższego człowieka zamachy odbije.
Teraz jej Ajnejasza dzida nie przedarła,
Złota ją zatrzymała blacha i odparła…
Wtedy z kolei pocisk[1425] Achilles wymierza
8810
I górny brzeg utrafia gładkiego puklerza,
Gdzie z cienką miedzią lekki rzemień się umieszczał;
Przebił go pelijoński jesion[1426] — ten zatrzeszczał;
Ajnejasz zebrał członki, do ziemi się schylił,
Wystawił przed się puklerz i tak cios omylił,
8815
Który mu tuż nad samym grzbietem lecąc, warczy;
Tkwi w ziemi, potrzaskawszy dwa obwody tarczy.
Powstał, ale strach wielki rycerza zamroczył,
Kiedy tak blisko siebie grot straszliwy zoczył[1427].
Pelid miecza dobywa i głośno wykrzyka,
8820
Z nowym ciosem na swego bieżąc przeciwnika.
I Ajnejasz w zapale męskim nie ostygnął,
Silną ręką ogromny kamień z ziemi dźwignął:
Dzisiaj dwóch ludzi wspólna nie ruszy go praca,
On go sam i podnosi, i łatwo obraca.
8825
I byłby Achillowi, co na niego wpadał,
Lub w puklerz, lub w przyłbicę raz nielekki zadał,
Bo od śmierci w swej zbroi życie miał bezpieczne;
Pelid by go zaś mieczem w cienie wtrącił wieczne,
Gdy Posejdon, co bitwie przyglądał się bacznie,
8830
Bogom swoją troskliwość tak wyrażać zacznie:
Los— «Żałuję Ajnejasza, nieśmiertelne bogi!
Wkrótce zwalon odwiedzi czarne Hada[1428] progi.
Porwał się na Pelida zwiedziony od[1429] Feba,
A teraz opuszczony, gdy mu wsparcia trzeba.
8835
Ale za cóż niewinny ma za winnych ginąć,
On, który dnia jednego nie może przeminąć,
Aby nie uczcił panów górnego siedliska?
Oddalmy śmierć od niego, która tak jest bliska.
Zeus by na to sarknął, gdyby się miał zwalić:
8840
Przeznaczenie wyroków jego chce ocalić,
By Dardana zupełnie lud[1430] się nie zagubił.
Jego najbardziej Kronid[1431] ze wszystkich polubił
Dzieci, które mu ziemskie piękności powiły[1432].
Już niebu ród Pryjama od dawna niemiły,
8845
Ajnejasz będzie z chwałą rządził Trojan ziemię
I syny jego synów, i późne ich plemię».
Wspaniała Hera zdanie swoje tak ogłasza:
— «Ty sam radź, królu morza, wzlędem Ajnejasza,
Czy go zachować jako cnotliwego męża,
8850
Czy pozwolić, by zginął z Achilla oręża.
Mnie się w to nie przystoi mieszać ni Palladzie:
Uroczyście na bogów przysięgłyśmy radzie,
Że dłoń nasza nikogo z Trojan nie ocali…»
To słowo usłyszawszy, władca morza śpieszy
8855
Wśród świszczących oszczepów i walczącej rzeszy,
Gdzie Ajnejasz i boski Achilles bój toczył.
Zaraz wzrok rycerzowi greckiemu zamroczył;
Z Ajnejasza puklerza jego ręką dzida
Wyjęta i złożona przy stopach Pelida.
8860
Dźwignąwszy Trojanina pchnął bożek przychylny:
Od niego rycerz dostał taki popęd[1433] silny,
Że lecąc z miejsca bitwy nad polem szerokiem,
Liczne roty i wozy jednym przebył skokiem
I do ostatnich rzędów został zaniesiony,
8865
Gdzie zbroje przywdziewały do boju Kaukony[1434].
Tam się Posejdon zbliża do Anchiza syna
I takimi rycerza słowy upomina:
— «Kto cię z bogów obłąkał? Źleś twej cnoty zażył,
Gdyś z orężem Achilla mierzyć się odważył.
8870
Silniejszy on i więcej kochają go bogi.
Więc kiedy się z nim spotkasz, ustępuj mu z drogi,
Żebyś wbrew przeznaczeniu nie padł w przepaść czarną.
Lecz gdy już smutne cienie Pelida ogarną,
Wtenczas zapału w tobie nic nie może słabić,
8875
Walcz na czele, nikt z Greków nie zdoła cię zabić».
Tak Posejdon rozsądnych przestróg nie oszczędził;
Potem pobiegł, z Achilla oczu chmurę spędził.
Widzi wszystko bohater i z jękiem zawoła:
— «Jakież tu zaszło cudo, niepojęte zgoła!
8880
Mój oszczep jest przy nogach, a ten mi precz znika,
Którego zabić chciałem, nie masz przeciwnika.
Niech żyje! Wszak mi uległ. Raz uszedłszy zgonu,
Nie będzie śmiał mojego doświadczać jesionu.
Teraz Greków na dzielne zagrzejmy spotkanie
8885
I obaczmy, co drudzy umieją Trojanie».
To rzekłszy, skacze w roty i Greków zapala:
— «Dziś przeciwko Trojanom nie bijcie się z dala!
Niech mąż idzie na męża! Niech wstydzi się wzdrygać!
Moja siła niezdolna wszystkich bić i ścigać:
8890
Nieśmiertelnego praca tak wielka obarczy,
Ares, choć bóg, i Pallas wszystkim nie wystarczy.
Lecz, ile mam szybkości w nogach, siły w ręce,
Bez żadnego wytchnienia dla was je poświęcę,
Przedrę się w te zastępy: niedobre tych losy,
8895
Co się zbliżyć odważą pod mej dzidy ciosy».
Hektor groźnie trojańskich zapala rycerzy,
Ręcząc, że na Achilla natychmiast uderzy:
— «Nie drżyjcie przed Pelidem, bohatery dzielne!
Na słowa ja bym wyzwał bogi nieśmiertelne,
8900
Na broń bym ich nie wzywał, bo mocniejsi Wieczni.
Nie wszystkie swe zamiary Pelid uskuteczni:
Jedne spełni we środku, drugie bóg przełamie.
Ja pójdę przeciw niemu, by miał z ognia ramię;
Tak! By miał z ognia ramię, a serce ze stali,
8905
Będziemy oba naszej broni doświadczali».
Na te słowa podniosły dzidy wojowniki
I ścisnęły zastępy z ogromnymi krzyki.
Wtem Feb ostrzegł Hektora: — «Nie chciej sobie wierzyć
I waruj się[1435] sam na sam z Achillesem mierzyć.
8910
W tłumie się mu opieraj, ten cię zabezpiecza,
Byś nie zginął od jego oszczepu lub miecza».
Rzekł, a Hektor się ciśnie wpośród towarzyszy,
Gdy z zadumaniem taką przestrogę usłyszy.
Aresowym zapałem Achilles zagrzany
8915
Straszliwy krzyk wydając wpada na Trojany.
Zaraz Ifityjona[1436] walecznego zgładził,
Syna Otrynta, który liczny lud prowadził…
Gdy rycerz na Achilla zapalony wlatał,
Ten w głowę go uderzył, na dwoje rozpłatał.
8920
Padł z chrzęstem, a zwycięzca chlubny z tego czynu:
— «Leżysz — rzekł — silny mężu, równy ojcu synu,
Urodzony przy sławnym Gygai jeziorze!
Po coś niwy[1437] porzucił, które Otrynt orze,
Gdzie Hyde urodzajna, gdzie Herm płynie kręty?
8925
Czy po to, abyś moim oszczepem był pchnięty?
Tak się natrząsał; jego oczy już zawarte,
Już i ciało kołami na sztuki rozdarte.
Na miejscu, gdzie zachęcał Trojan lud orężny,
Upadł syn Antenora, Demoleon mężny.
8930
Trafił go Pelid w skronie, szyszakiem okryte:
Pękł szyszak, miedzią kości zostały przeszyte,
Aż w mózgu krwi niesyty oszczep mu utonął.
Wywrócił się Trojanin i duszę wyzionął.
Hippodam z wozu skacze, ucieczką się chroni,
8935
Lecz go wnet z tyłu pocisk Achilla dogonił;
Z rycerza dusza z rykiem okropnym wychodzi.
Jak w Helice[1438] wół ryczy, prowadzon od młodzi
Przed ołtarz Posejdona. Tak z tego człowieka
Sroga dusza z okropnym ryczeniem ucieka.
8940
Już na syna Pryjama, Polidora, leci
(Najmłodszy był, najmilszy ojcu z wszystkich dzieci).
Już prędkim skokiem rycerz Achilla pomija,
Ten jeszcze prędzej ściga i z tyłu przebija
W miejscu, gdzie pas zapięty i pancerz dwoisty.
8945
Na drugą wyszedł stronę pocisk zamaszysty.
Wyje, pada zaciemnion[1439] i rękami chwyta
Z ciała srogim żelazem wypchnięte jelita.
Hektor, gdy w takim stanie brata swego zoczył,
Przejął go ból okrutny, cień mu wzrok zamroczył;
8950
Już nie może się wstrzymać, żal w nim śmiałość nieci,
Jak ogień z groźną dzidą na zabójcę leci.
Ten widząc, z radości ledwie się posiada,
Z jaką prędkością, z jakim nań zapałem wpada!
— «Oto — dumnym rzekł głosem — oto jest morderca,
8955
Który mnie najboleśniej przebił w głębi serca:
Z jego ręki najmilszy mój przyjaciel ginie!
Już nie będziem się szukać na krwawej równinie».
To mówi, a wzrok wściekły na Hektora ciska:
— «Zbliż się i leć czym prędzej w podziemne siedliska!
8960
A Hektor nie zmieszany: — «Skróć groźby zuchwałe!
Mniemasz, że się słów zlęknę, jakby dziecię małe?
I ja bym takiej broni mógł użyć wzajemnie.
Znam twą moc, znam, żeś w polu jest wyższy[1440] nade mnie,
Lecz wszystko w mocy boga, on łatwo nas zrówna.
8965
I choć moja od twojej ręka mniej gwałtowna,
Mogę cię zranić, mogę raz śmiertelny zadać;
Mam oszczep niestępiony i umiem nim władać».
Skończył i dzidę silnym wyrzucił ramieniem,
Ale Pallas ją lekkim odwróciła tchnieniem;
8970
Wraca dzida i pada pod Hektora nogą.
Wtedy Pelid przejęty zajadłością srogą
Leci z okropnym krzykiem, by w nim oręż zbroczył,
Lecz Feb wydarł Hektora i chmurą otoczył.
Trzykroć wpada i dzidą zgubny cios wymierza,
8975
Trzykroć próżnym zamachem w cień chmurny uderza.
Gdy próżne wysilenie czwartym postrzegł razem,
Wściekły, z groźnym do niego ozwał się przekazem:
— «O psie zajadły! Jeszcześ zgonu się uchronił,
Któryś tak blisko widział; Apollo cię bronił.
8980
Jemu na wojnę idąc, święte czynisz śluby.
Spotkaj się jeszcze ze mną, a nie ujdziesz zguby,
Jeżeli i mnie z bogów który sprzyja w niebie.
Teraz, kogo doścignę, będę bił za ciebie…»
Jako zajęty pożar na górze szaleje
8985
I gdziekolwiek niszczącym ogniem wiatr zawieje,
Zjada najwyższe drzewa niesytą paszczęką:
Tak Pelid jak bóg straszną broń wstrząsając ręką
Bije, ściga, zaciekły lata na równinie;
Całe pole zbroczone krwi potokiem płynie…

Księga XXI

8990
Już w ucieczce trojańskie wojsko tam się tłoczy,
Gdzie Ksant[1441], z Zeusa[1442] zrodzon, piękne nurty toczy.
Żadna się przed zwycięzcą siła nie ostoi,
Rozbija ich na części: tych pędzi ku Troi
I rozprasza na tejże równinie, gdzie wczora
8995
Uciekali Achaje[1443] przed bronią Hektora[1444].
Rozpierzchli się przelękli. By spóźnić ich kroki,
Hera[1445] przed nimi gęste rozciąga obłoki.
Drudzy lecą z łoskotem w srebrne Ksantu wały[1446],
Rozlega się smutnymi jękami brzeg cały,
9000
Słychać głosy rozpaczy tonącego męża;
Płyną, lecz wartki potok siłę ich zwycięża.
Jak szarańcza niszcząca drogie ziemi płody,
Gdy ujrzy ogień, biegnie chmurami do wody,
Ściga ją bystry płomień, robactwo ucieka,
9005
Aż je bliska pochłonie w swych bałwanach rzeka:
Tak gdy Pelid[1447] zwycięzca trwożnych Trojan goni,
Bród Ksantu był zawalon od mężów i koni.
Sparłszy oszczep o drzewo, rycerz zapalony
Wpadł w rzekę z mieczem, szerzył rzeź na wszystkie strony.
9010
Ci jęczą przeraźliwie, wziąwszy raz głęboki,
A woda się od hojnej czerwieni posoki[1448].
Jako strwożona krain wilgotnych rodzina
Szuka w portach schronienia przed paszczą delfina,
Bo których on dosięgnie zębem, już nie żyją:
9015
Tak wśród zakrętów przed nim Trojanie się kryją.
Znużon rzezią, dwunastu młodych ludzi bierze,
Których krew Patroklowi[1449] ma przelać w ofierze.
Zadumiałych, wyciągnął ich z rzeki jak łanie,
A z tyłu rękom dawszy mocne zawiązanie
9020
Z pasów, którymi każdy miał ściśnioną szatę,
Śle do floty, na smutną przeznacza zatratę.
Lecz niedługo spoczywa; znowu się rozjada[1450],
Na Likaona[1451] z rzeki wybiegłego wpada.
Już dawniej był od niego pojman rycerz młody,
9025
Gdy w nocy ciął gałęzie na wozu obwody;
Schwytał go, wziął chcącego bronić się daremnie.
Wyprawił na okręcie i zaprzedał w Lemnie[1452].
Kupił go syn Jezona: lecz się z nim ugodził
Etyjon, gość Pryjama, więźnia oswobodził
9030
I posłał do Aryzby; stamtąd po kryjomu
Wyrwawszy się, powrócił do rodziców domu.
Jedenaście dni, oddan miłym ojca progom,
Cieszył się z przyjaciółmi; lecz zdało się bogom
Wrócić go dwunastego dnia w ręce Pelida:
9035
Ten go do Hadu[1453] ześle, płacz mu się nie przyda.
Gdy rycerz, co mu żaden w biegu nie wystarczy,
Postrzegł go bez szyszaka[1454], bez dzidy, bez tarczy
(Bo młodzian całą zbroję porzucił na brzegu,
A z trudnością wyrwany z bystrego wód biegu
9040
Mdłym[1455] się porusza krokiem, pot obfity ciecze),
Rozgniewany, rozjadły, sam w sobie tak rzecze:
— «Jakież uderza oczy moje widowisko?
Już Trojan i podziemne nie wstrzyma siedlisko,
Nie uwiężą pobitych Hadesowe ściany[1456]!
9045
Ten, od śmierci ocalon, w Lemnie zaprzedany,
Wrócił, głębokie morza przeskoczywszy wody,
Którego ludziom tylu nieprzestępne brody…
Ale kto wnet żelazny ten oszczep doścignie
Obaczym, jeśli[1457] z czarnych otchłani się dźwignie.
9050
Czyli też zaśnie w ziemi, gdy ducha wyzionie.
W ziemi, co najsilniejszych w swoim więzi łonie».
Gdy Pelid stojąc w miejscu, ten zamysł układa.
Trojanin, by ujść zgonu, zlękły do nóg pada.
Już straszny oszczep w ręce bohatera błysnął,
9055
Likaon padł, rękami za kolana ścisnął;
Otarł się grot o plecy, krwią się nie nasycił.
Młodzieniec go pokornie za nogi uchwycił,
Ręką jedną kolana, drugą oszczep trzyma
I żebrze z łez kroplistych pełnymi oczyma:
9060
— «Zmiłuj się, Achillesie! Nie bądź na mnie mściwy,
Niech gość[1458] u ciebie znajdzie litość nieszczęśliwy!
Pamiętaj, że u stołu twojego chleb jadłem,
Wówczas, kiedy na polu w ręce twoje wpadłem.
Uwiózłszy mnie od ojca, od przyjaciół, w Lemnie
9065
Piękny okup stu wołów zarobiłeś ze mnie.
Dzisiaj trzykroć tak wielkiej bądź pewny nagrody.
Biedny ja! Ucierpiawszy rozliczne przygody,
Dwunasta jest jutrzenka, jak ujrzałem Troję:
Lecz mnie znowu oddaje wyrok w ręce twoje…
9070
Nie zabijaj mnie! Słuchaj! Niech cię to złagodzi[1459],
Że nie jedna mnie matka i Hektora rodzi;
Z jego ręki, nie z mojej, twój przyjaciel zginął,
Co razem i ludzkością, i odwagą słynął».
Tak wisząc u nóg, czułe rozwodzi swe żale,
9075
Gdy Pelid niewzruszony zawołał w zapale:
Zemsta— «Głupi! Milcz z twym okupem i skróć próżne słowa!
Póki mego Patrokla cała była głowa,
Oszczędzałem Trojanów chętnie i niejedni
Stratą samej wolności ocalili swe dni.
9080
Ale żaden z nich dzisiaj nie uniknie zgonu,
Kogo tylko doścignę w oczach Ilijonu[1460].
Najsroższy dla Pryjama synów mściciel we mnie:
Umieraj, przyjacielu! Nie skarż się daremnie!
Zginął Patrokl, od ciebie więcej życia godny.
9085
Widzisz, jaki ja jestem silny i dorodny,
Z ojca wielkiego w łonie bogini poczęty[1461]:
Jednak mnie ściga Mojra[1462] i wyrok niezgięty;
W każdej chwili śmierć grozi i niedługo muszę
Od oszczepu lub strzały wyzionąć mą duszę».
9090
Rzekł; Likaona serce i siła opada;
Puszcza dzidę, rozciąga ręce i przysiada.
Rycerz, miecza dobywszy, utopił go w łonie,
Mocno pchnięte żelazo całe w ciele tonie.
Pada czołem na ziemię, wiecznym zaćmion cieniem,
9095
A krew z rany szerokiej lała się strumieniem.
Zwycięzca zaś trup jego za nogi uchwycił,
Rzucił go w nurty rzeki, chełpliwie się szczycił:
— «Leż pomiędzy rybami w wilgotnej krainie!
Niech piją krew bezpiecznie, która z rany płynie!
9100
Nie złoży cię na marach matka rozkwilona[1463],
Skamander do morskiego zaniesie cię łona,
Gdzie z czarnych wyskoczywszy wałów potwór wodny
Twym ciałem, Likaonie, nasyci brzuch głodny.
Gińcie! Pierzchajcie! Trwożnych ściga dzida moja,
9105
Aż nareszcie i dumna obali się Troja.
Ta was rzeka, choć bystra, nie zasłoni przecie?
Próżno jej liczne woły w ofierze bijecie[1464],
Próżno żywe bijecie konie w jej głębiźnie[1465].
Żaden się z was od srogiej śmierci nie wyśliźnie.
9110
Za zgon Patrokla drogą dacie mi zapłatę
I, w moim oddaleniu, tylu Greków stratę».
Obraził się Ksant groźnym rycerza przekazem,
Więc rozgniewany w sercu przemyśla, jak razem
Achilla wstrzyma zapał, a Trojan ochroni…
9115
I wydając bóg gniewny wyrazy człowiecze,
Z głębi swoich przepaści do Achilla rzecze:
— «Achillu! Ufny w męstwo i od bogów wsparty,
Za co na biednych ludzi tak jesteś zażarty?
Jeśli Zeus już Trojany oddał w ręce twoje,
9120
Przynajmniej nie w mych nurtach srogie czyń zaboje!
Zawalony trupami, ściśnioną mam drogę
I toczyć już do morza wód moich nie mogę.
Czy tu mają Trojanie zginąć nieszczęśliwi?
Przestań! Dość dla twej chwały, że ci się bóg dziwi».
9125
Achilles rzekł: — «Skamandrze! Słuszne twoje żale,
Lecz później cię usłucham, dzisiaj trwam w zapale,
Dzisiaj walczę bez przerwy, mszcząc się za lud grecki,
Aż do miasta zapędzę ten naród zdradziecki
I z walecznym Hektorem zmierzę się wzajemnie.
9130
Czy ja zginę od niego, czyli[1466] on ode mnie…
I nic go już w zapędzie rycerskim nie wstrzyma.
Skacze w koryto: rzeka mąci się i wzdyma,
Wzrusza gwałtownie wody i z swego łożyska
Powałem[1467] obalone trupy na brzeg ciska,
9135
Ryczy jak wół; w głębokich swych otchłań ukryciu
Ocala tych, co jeszcze zostali przy życiu.
Groźne wały o puklerz[1468] bijąc strasznie warczą:
Już się im oprzeć siły Achilla nie starczą,
Już silnym porwanego pędem nurty niosły.
9140
On się za wiąz chwyciwszy, na brzegu wyrosły,
Wyrywa go z korzeniem i kruszy brzeg cały;
Gałęzie jakby tama zatrzymują wały.
Wysoki wiąz na wodzie jak most się roztoczył;
Bohater z czarnych głębi na niego wyskoczył
9145
I zdumiony na pole czym prędzej ucieka.
Sczerniona bardziej jeszcze nadyma się rzeka
I ściga za Achillem, aby go oddalić,
A nieszczęśliwych Trojan od zguby ocalić.
Rycerz na rzut oszczepu[1469] wielkie sadzi skoki;
9150
Albo jak lekkim skrzydłem wzniesień pod obłoki
Orzeł, górny[1470] król ptaków, zdobycz swoją pędzi,
Tak on bystrze się rzuca i kroków nie szczędzi.
Miedź[1471] mu dzwoni na piersiach, krzywym skacze zwrotem,
A rzeka za nim ściga z szumiącym łoskotem.
9155
Jak ogrodnik od źródła, sączącego wody,
Wiedzie strumień przez gaje, przez wdzięczne ogrody
Tylko co uprzątnęła zawady motyka,
Po głazach, po kamieniach słychać bieg ponika[1472];
Na pochyłej on z wolna toczy się równinie
9160
I ubiegłszy wieśniaka, słodko mrucząc, płynie:
Tak tam wody prędkiego Achilla goniły
Przy boskiej sile słabe bohaterów siły,
Ilekroć chciał się oprzeć, mocno stawiać nogi,
I widzieć, czy go wszystkie niebios pędzą bogi,
9165
Tylekroć Ksant wezbrany w trop za nim poskoczył
I groźnymi bałwany ramiona otoczył.
Przerażon wyskakuje, ucieka od brzegu,
Ale Ksant gniewny, w krętym ścigając go biegu,
Mdli[1473] mu kolana, ziemię spod nogi podrywa.
9170
Patrzy w niebo i z gorzkim jękiem się odzywa:
— «Zeusie, czyż bogowie tak są zagniewani,
Że mnie nie wyrwie żaden z tej strasznej otchłani?…
Rycerz, ŚmierćOby, co najdzielniejszym w tej ziemi jest mężem,
Hektor mnie był zwycięskim obalił orężem!
9175
Jak rycerz z rąk rycerza zginąłbym szlachetnie.
Dzisiaj dni moje wyrok najnikczemniej przetnie:
Pogrążony w tych wałach, marnie stracę ducha
I umrę w głębi na kształt lichego[1474] pastucha…
Ale Ksant z strasznym szumem wzniósł wody obfite.
9180
Pianą, krwią i gęstymi trupami okryte,
Na powietrzu zawieszon stanął potok wzdęty;
Już nim zupełnie rycerz został ogarnięty».
Krzyknęła Hera[1475], trwożna, żeby nie utonął,
Żeby go potok w głębiach swoich nie pochłonął,
9185
Więc prędko tymi słowy do Hefajsta[1476] rzekła:
Ogień— «Śpiesz synu! Patrz, jak rzeka sroży się zaciekła!
Ty sam uskromisz Ksantu wody szalejące,
Natęż twe siły, natęż twe tchnienie gorące!
Ja z morza wzbudzę wiatry: przez ich silne wianie
9190
Wzmoże się ogień, pożar niezgasły powstanie.
I trupy, i trojańskie zbroje zniszcz płomieniem,
I drzewa, wdzięczny Ksantu brzeg chłodzące cieniem,
Potem zwróć na koryto ognie nieodporne,
A nieczuły na groźby, na prośby pokorne,
9195
Pal i w zapędzie twoim żadnej nie znaj miary;
Dopiero za mym znakiem wstrzymasz twe pożary».
Wraz[1477] Hefajst ogniom biegu wolnego pozwala,
Ogarnia całe pole i wszystko wypala,
Trawi trupy, niezmiernym pożarem oddycha:
9200
Cofa się rzeka w biegu, równina osycha.
Jak w jesieni hojnymi namoczone wody
Dech Boreasza[1478] czyści z wilgoci ogrody,
Widok ten miłym czuciem gospodarza wzrusza:
Tak Hefajst pali trupy, równiny osusza.
9205
Potem na rzekę zwraca pożary ogniste,
Zjada zielone wierzby, wiązy rozłożyste,
Topole i cyprysy, i te piękne ziela,
Których kwiat Ksantu brzegi tak wdzięcznie wyściela.
Igrające po głębiach ryby ledwie żyją,
9210
Omdlewają od ciepła i na dnie się kryją.
Palą się wody Ksantu, wrą spienione wały.
Więc się smutnym odzywa głosem zaziajały:
— «Hefajście, żaden z bogów sprostać ci nie zdoła!
I ja ogniu strasznemu nie stawiłbym czoła.
9215
Przestań! Pelid[1479] niech mury trojańskie wypróżni!
Na co dane im wsparcie mnie i ciebie różni»?
Kipiała woda gęstą wyziewając parę.
A jako gdy zabiją wieprza na ofiarę,
Rozpalone naczynie na żarze ognistym
9220
Skwarzy tłustość i miota wybuchem pienistym:
Tak Ksant, gdy go pożary swymi Hefajst niszczy,
Uwięziony w korycie, warzy się i świszczy.
Nareszcie mocą jego całkiem przytłoczony,
Pokornym głosem wzywa Hery, Zeusa żony:
9225
— «Za co mnie gniew najbardziej twego ściga syna?
Czyż moja większa, niźli bogów drugich, wina,
Od których pomoc w boju zyskują Trojanie?
Ja wstrzymam się, gdyż każesz; niechże on przestanie.
Przysięgam: Trojan więcej nie bronić od zgonu,
9230
Choćby Grecy dostali murów Ilijonu[1480];
Przysięgam: choćby Troja w żywych ogniach stała,
Nigdy ode mnie wsparcia nie będzie już miała».
Gdy Hera te pokorne usłyszała żale,
Tak mówi do Hefajsta: — «Wstrzymaj się w zapale!
9235
Dość twą moc okazałeś, przestań go już dręczyć!
Czyż bóg boga dla ludzi ma tak srodze męczyć?»
Uśmierza Hefajst ognie i gasi w tej porze,
Rzeka wraca w koryto, pędzi nurty w morze…
Ale między bogami nowa kłótnia wzrosła
9240
I zawziętych nienawiść na dwie strony niosła:
Lecą na siebie, w ręku z groźnymi oszczepy.
Ryknęła ziemia, nieba zatrzęsły się sklepy[1481].
Obaczywszy z Olimpu[1482] Zeus, co się dzieje,
Patrzy na walkę bogów, a w sercu się śmieje.
9245
Już nie stoją osobno, już bitwa się wszczyna:
Dziurawiący puklerze Ares bój zaczyna,
A zbrojną mając rękę zabójczym żelazem,
Do Pallady[1483] zelżywym[1484] tak rzecze wyrazem:
— «Bezwstydnico! Ty tylko mordami oddychasz!
9250
Czemu bogów do boju przez twą dumę wpychasz?
Przypomnij, jakeś na mnie zagrzała Tydyda[1485]:
Twą ręką prowadzona była jego dzida,
Tyś ją utkwiła w ciele, tyś skórę rozdarła.
Dziś mi za to zapłacisz, gdyś ze mną się starła».
9255
Rzekł i zamach na straszną egidę[1486] natężył,
Której by i Zeusa piorun nie zwyciężył:
W nią Ares[1487] popchnął ostrze długiego dziryta.
Cofa się w tył Pallada, ręką silną chwyta
Kamień wielki i ostry: nim starzy dziedzice
9260
Oznaczyli na polu dwóch gruntów granice.
Tym Aresa utrafia i pozbawia siły.
Upadł, a członki jego siedem staj[1488] okryły.
Włos w piasku zwalał, ziemia pod ciężarem, jękła
I z ogromnym łoskotem ciężka zbroja szczękła.
9265
Śmieje się z niego Pallas, chełpliwie zawoła:
— «Szalony! Czyż twa siła mej wyrównać zdoła?
I będzieszże śmiał jeszcze wyzywać Palladę?
Cierp, żeś matkę rozgniewał, żeś popełnił zdradę.
Lękaj się czego więcej za przewrotność twoję:
9270
Tyś Greków śmiał odstąpić, a wspomagać Troję»!
To mówiąc, odwróciła błyszczące się oczy.
On jęczy przeraźliwie, ból go ciężki tłoczy;
Ledwie przyszedł do siebie, gdy zrodzona z toni
Afrodyta[1489], za rękę wziąwszy go, osłoni.
9275
Obaczywszy to Hera tak Pallady wzywa:
— «Pośpiesz, Zeusa córo! Oto niegodziwa
Chce Kiprys[1490] wziąć Aresa spośród szczęku miedzi.
Pójdź, ukarz jej zuchwałość! Niech spokojnie siedzi!
Chętnie to czyni Pallas, co jej zalecono,
9280
Bieży i pięścią w śnieżne uderza ją łono:
Wywraca się natychmiast, zemdlała i zbladła,
I na ziemi przy bogu kochanym upadła.
Zwaleni od Pallady leżeli oboje,
A ona tak zwycięstwo ogłaszała swoje:
9285
— «By cały orszak bogów dla Trojan przychylny
Okazał się na polu tak śmiały, tak silny,
Jak Kiprys, gdy Aresa upadłego broni
I zuchwale się mojej nadstawuje dłoni,
Już dawno z bogów każdy pola by odbieżał[1491],
9290
A Ilijon zniszczony w swych gruzach by leżał»!
Na te wyrazy Hera śmieje się wesoła,
A Posejdon, pan morza do Feba[1492] tak woła:
— «Myż stoimy spokojnie, gdy już walczą inni?
Jaka niesława dla nas, gdy będziem bezczynni,
9295
Gdy wrócimy przez żadne nie wsławieni boje!
Zacznij zatem potyczkę, młodsze lata twoje…
Na to bóg, co strzałami z dala umie ranić:
Bóg, Kondycja ludzka— «Posejdonie, słusznie byś mógł nierozum ganić,
Gdybym się twej dla ludzi nastawiał prawicy.
9300
Czyż takiej pracy warci biedni śmiertelnicy,
Co raz piękni jak liście, kiedy się rozwiną,
Znowu, jak liście zwiędłe padają i giną!
Ustąpmy! Co tu mamy czynić w tym zawodzie?
Dość jest ludziom do zguby na własnej niezgodzie,
9305
I dla stworzeń tak lichych my, bogi, się bijem?»
To rzekł i odszedł nie chcąc walczyć ze swym stryjem.
Gdy to postrzegła lasów sajdaczna bogini[1493],
W obelżywych wyrazach wyrzuty mu czyni:
— «Uciekasz podle z pola! Gdzie więc twoje męstwo?
9310
Bez boju bogu morza zostawiasz zwycięstwo?
Po cóż łuk masz na grzbiecie? Po co liczne strzały?
Niechże więcej nie słyszę w niebie twej przechwały!
Kiedy masz podłe serce, bądźże skromny w gębie,
Śmiało o Posejdona nie gadaj trójzębie,
9315
Żeś bez uczucia trwogi mierzyć się z nim gotów».
Nic na to nie rzekł siostrze bóg niechybnych grotów,
Lecz tym zuchwalstwem pani Olimpu[1494] rozjadła
Do Artemis ze słowy ostrymi przypadła:
— «I ty, bezwstydna — rzecze — wytartego czoła,
9320
Przeciw mnie? Lecz twój kołczan nic zdziałać nie zdoła!
Lwicą jesteś dla kobiet, to twoja ozdoba!
Możesz zabijać wszystko, co ci się podoba,
Ale łatwiej na górach pierzchliwe bić łanie,
Niż w polu z mocniejszymi wytrzymać spotkanie.
9325
Zuchwała! Mierz się z moją prawicą niezłomną,
Ta walka cię na zawsze nauczy być skromną!
Lewą ręką za ręce chwyta zapalczywa,
Prawą zaś jej narzędzia strzeleckie wyrywa
I śmiejąc się, zadaje razy kilkakrotnie.
9330
Wykręca się Artemis, padły strzały lotne.
A opuszczając pole, czym prędzej ucieka.
Jak bystrego jastrzębia chroniąc się z daleka
Kryje się gołębica w wydrążeniach skały:
Tak Artemis, rzuciwszy swój kołczan i strzały,
9335
Biegła, gdy się wydarła z rąk Zeusowej żony.
Natenczas tak tam Hermes mówi do Latony[1495]:
— «Ja nie chcę walczyć z tobą, lękam się tych ręki,
Które Zeusa swymi zwyciężyły wdzięki.
Pójdź, głoś w niebie, żeś bogów pokonała posła,
9340
Żeś nade mną wygraną bez boju odniosła».
Latona podejmuje łuk i liczne strzały,
Co się na piasku w różne strony rozsypały;
Poszła za córką, wziąwszy strzeleckie jej groty.
Ową przyjął w Olimpie dom Zeusa złoty.
9345
Rozpłakana usiadła na ojca kolanie,
Boską wstrząsa zasłonę ciężkie jej wzdychanie.
Ściska ją czule Kronid[1496] i z uśmiechem pyta:
— «Córo! Skąd ta żałoba na tobie wyryta?
I któryż to cię z bogów skrzywdził tak bezprawnie,
9350
Jak gdybyś się występku dopuściła jawnie?
A na to uwieńczona tak mówi łowczyni:
— «Małżonkę twoją, ojcze, córa twoja wini:
Hera mnie pokrzydziła, jej gniew niezbłagany
Wszystkie rodzi niezgody dzielące niebiany».
9355
Tak mówili, gdy Troi Feb osiada wieże
I okopy od losu ostatniego strzeże,
By dziś nie były wzięte od Greków walecznych:
Insi poszli bogowie do swych mieszkań wiecznych
Jednych triumfujący wzrok, drugich ponury,
9360
I usiedli przy bogu, który wzrusza chmury.
Pelid razem obala i męże, i konie.
Jak gdy ogniem straszliwym całe miasto płonie,
Czarny dym ślą pod nieba szumiące pożary,
Drżą ludzie, smutne gniewu boskiego ofiary:
9365
Taki on postrach szerzył w trojańskiej mło