Aby móc stabilnie działać w 2026 roku, potrzebujemy Twojego wsparcia!
dowiedz się więcej

Wpłać
 
300 000 zł

Cześć, jestem Szymon. Jestem realizatorem w Postęp Studio i nagrywam dla Was audiobooki dla Fundacji Wolne Lektury, którą możecie wesprzeć w zbiórce i słuchać ich dalej za darmo. Wolne Lektury rządzą!

Wesprzyj Wolne Lektury — teraz, zanim zapomnisz
Szacowany czas do końca: -
Karl Holtei, Stary wódz
  1. Bohaterstwo: 1 2 3 4 5 6
  2. Dobro: 1 2
  3. Dźwięk: 1
  4. Grób: 1
  5. Honor: 1
  6. Kobieta: 1 2 3 4 5
  7. Małżeństwo: 1
  8. Matka: 1
  9. Odwaga: 1 2
  10. Ojczyzna: 1
  11. Opieka: 1
  12. Patriota: 1
  13. Polska: 1
  14. Próżność: 1
  15. Rozczarowanie: 1
  16. Śmierć bohaterska: 1
  17. Walka: 1 2
  18. Wino: 1
  19. Wojna: 1 2 3 4 5
  20. Wolność: 1
  21. Żołnierz: 1 2 3 4 5 6

Informacja o dokonanych zmianach

I. Poprawiono błędy źródła:

Zmieniono numerację scen począwszy od ósmej, zdublowanej w źródle.

II. Wprowadzono modernizację zapisu w następującym zakresie:

Zmiany leksykalne:

Zaprzestań! > Przestań!;
jawiłyśmy się z wiosną w naszym wiejskim zaciszu > zjawiłyśmy (…);
zjawia się, gdyby duch > zjawia się, niby duch;
Żeby tylko diabli nie nadnieśli jakiego oficera > (…) nie przynieśli jakiego oficera;
jedynasta > jedenasta;
miękiem > miękkim;
tentent > tętent;
lubieć > lubić;
otrętwieniu > odrętwieniu;
zeszlij > ześlij.

Udźwięcznienia/ubezdźwięcznienia, np.: pomódz > pomóc; poledz > polec; strzedz > strzec

Pisownia małą/dużą literą, np.:

Pisownia łączna/rozdzielna, np: z pod > spod; przedewszystkiem > przede wszystkim; przedemną > przede mną

Pisownia joty, np.: Szwajcaryi > Szwajcarii; bestyę > bestię; dyabłów > diabłów

Fleksja, np.: waszem > waszym; innem > innym; polskiem > polskim

Składnia: granym był > grany był; wypchniętym został > wypchnięty został; Jakże możesz być tak spokojną > (…) spokojna; nie był przypadkowo chorym > nie był przypadkowo chory; było wprost niemożliwym > było wprost niemożliwe; obcym będzie troski trud > obcy będzie (…); Pochwyconą zostałaś > pochwycona zostałaś; Czyż to dzikie postępowanie godnym jest > (…) godne jest; Bądźcie dzielnymi > Bądźcie dzielni

Inne zmiany: Czy przedostanie się szczęśliwe do swoich przez nieprzyjaciół? > Czy przedostanie się szczęśliwe przez nieprzyjaciół do swoich?; Tak, jak powodzić się może samotnym kobietom w czasie wojny, skazanym na śmiertelną trwogę > Tak, jak powodzić się może w czasie wojny samotnym kobietom, skazanym na śmiertelną trwogę (szyk zdania);

Wszystkie? Na miłość boską? > Wszystkie? Na miłość boską! (korekta interpunkcji zgodnie z logiką i treścią wypowiedzi)

Cofnięto spolszczenie nazwiska występujące w źródle: Karol > Karl, Holteja > Holteia.

Interpunkcja została uwspółcześniona zgodnie z obowiązującymi zasadami.

Karl HolteiStary WódzEpizod na tle życia
Tadeusza Kościuszki[1]
w jednym akcie
przełożył Adam Stodor[2]
tłum. Adam Cehak

Stary Wódz Karola Holteia, głośnego w swoim czasie autora i zarazem artysty dramatycznego, grany był po raz pierwszy na scenie Teatru Königstackiego w Berlinie z końcem roku 1825, zaś ogłoszony drukiem w wydawnictwie Beitrage für Königstädter Theater w r. 1882. Ustępy wierszowane wygłaszano półśpiewnie przy akompaniamencie muzyki.

Przeszło przed pół wiekiem[3] utwór ten przełożono na język angielski[4]. Niniejszy przekład jest pierwszym całkowitym przekładem na język polski.


OSOBY:

  1. PANI SCHÖNENWERD
  2. ŁUCJA, jej córka
  3. ADAM, służący
  4. TADEUSZ
  5. WACHMISTRZ
  6. ŁAGIENKO, ułan
  7. UŁANIECKI, ułan
  8. SIEDLECKI, ułan
  9. LIPOWSKI, ułan
  10. MILKOŃSKI, ułan
  11. UŁANI, DZIEWCZĘTA WIEJSKIE

Akcja rozgrywa się w Szwajcarii, w posiadłości wiejskiej Pani Schönenwerd. Część ogrodu przed pałacem stojącym w głębi. Jest to budynek o dwu piętrach, do jego wnętrza prowadzą z ogrodu szerokie schody. Między dwoma oknami pierwszego piętra duży balkon. — Adam na przodzie sceny nakrywa stół, przygotowując go do śniadania.

SCENA PIERWSZA

DZIEWCZĘTA WIEJSKIE

przechodzą przez scenę
1
Na łąkę dążmy w wonnym lesie,
by grabić traw pokosy tam…
Niech w dale echo pieśń poniesie,
w szczyty, do śniegu skrzących ram…
5
Potem po pracy w dół wrócimy
wieczorem do zacisznych chat,
tańcem mozolny dzień uczcimy,
a każdy z was nam będzie rad!…
Nikną za sceną.

SCENA DRUGA

Adam

ADAM

9

Idźcie już, odejdźcie już samolubne dziewuchy! Nikt z wami nie powinien zaczynać! Ładne są te czarownice, ale niedostępne! Wymykają się z rąk jak szkło. A przede wszystkim każdemu z naszych, który tu z miasta przybędzie i tylko parę miesięcy letnich tu przebywa. Bo ze swoimi to tak się poufalą, że aż nieprzyjemnie patrzeć. Jeżeli się zaś uda któremu z naszych takiego leśnego diabełka przyprzeć do muru, że już czmychnąć nie może — zaraz usłyszysz piosenkę o żeniaczce, a to na obecne czasy zupełnie niewłaściwa melodia. Wojna, MałżeństwoPodczas wojny? — Żenić się? — O nie!

10
Młodzi ludzie, uważajcie,
zmysłom okpić się nie dajcie!
Strzeżcie się małżeństwa ninie[5],
bo niejedno w wojnie ginie!
A wszak żonę masz dla siebie,
15
li[6] dla siebie!
ŻołnierzŻołnierz nie zna zaś własności,
nadużywa gościnności,
Żona, gdy chce Mars[7] cacany[8],
musi leczyć gościa rany — —
20
A wszak, żonę masz dla siebie,
li dla siebie!
Unikajmyż[9] zalecanek,
aż nadejdzie owy[10] ranek,
co powróci światu pokój — —
25
Dziś w cierpliwość serce okuj!
Żonę bowiem masz dla siebie,
li dla siebie!

SCENA TRZECIA

[Adam], Pani Schönenwerd i Łucja wychodzą z pałacu, schodzą po schodach i zasiadają przy stole do śniadania.

ADAM

cofa się w głąb sceny

ŁUCJA

po dłuższej ciszy
28

Dochodzę do przeświadczenia, droga mamo, że muszę pierwsza zacząć mówić. Milczysz jak grób.

PANI SCHÖNENWERD

29

Gardło zaciska mi lęk i troska. Nie potrafię tego wysłowić, Łucjo, jak dalece trwożę się o Wiktora.

ŁUCJA

30

Ach, ten przecie już dawno za górami, lasami.

PANI SCHÖNENWERD

31

Czy przedostanie się szczęśliwe przez nieprzyjaciół do swoich? Czy bez przygód i bez wypadku dotrze do swego wojska? Czy nie otworzą się na nowo jego zaledwie zabliźnione rany?

ŁUCJA

32

Ależ, droga mamo, wypuściłyśmy go przecie rześkim i wesołym z naszego domowego lazaretu. Że nie mógł czwórką wyjechać przez bramę, tylko wieczorem wyjeżdżał sam, jedynie w towarzystwie konnego pachołka, aby nie zwracać na siebie uwagi; Próżnośćże musiał tu pozostawić swój wspaniały mundur, a zadowolić się najzwyczajniejszym ubiorem — bez wątpienia uraziło to dotkliwie jego próżność.

PANI SCHÖNENWERD

33

Ależ zastanów się tylko… Stąd, gdzie czuwały przy jego wygodnym łożu wierna opieka troskliwej matki i wesoły humor kochającej siostry, gdzie niczego mu nie brakowało, co osłodzić może życie chorego, gdzie otoczony był wygodami, na których łonie mógł wypoczywać po wszystkich utrapieniach wojny — pomyśl tylko, że stąd wypchnięty został w wir i zamęt wojny, oddany na łaskę żywiołów, chytrości i złości nieprzyjaciół. Jakże możesz być tak spokojna!?…

ŁUCJA

34

Śmierć bohaterska, Grób, ŻołnierzCzyż dlatego wyratował się w tak cudowny sposób, by teraz być zgubiony bez ratunku? A gdyby się nawet tak stało, mamo, to mężnego żołnierza nie grzebią nigdy samego. Wówczas otwiera się grób dla wielu naraz. A tam, gdzie niejeden spocznie, pozostawiając na ziemi wierne serca, tam nie powinno być źle i naszemu Wiktorowi. Cóż by to był za świat, gdyby mężczyzna nie był gotów zginąć w obronie swego i swoich honoru?…

PANI SCHÖNENWERD

35

Przestań! Twoje pocieszenia rozdzierają mi serce.

ŁUCJA

36

Mówmy więc o czym innym… Co się dzieje z naszym przyjacielem i sąsiadem, panem Tadeuszem? Już od dawna nie daje się widzieć!…

PANI SCHÖNENWERD

37

Żeby tylko ten dzielny człowiek nie był przypadkowo chory? A my nic o tym nie możemy wiedzieć i pozostawiamy go mimo woli bez opieki…

38

Adamie!

39

Czy nic nie słyszałeś o panu Tadeuszu?

ADAM

40

Nic nie słyszałem, ani go widziałem. Od czasu, jak był u nas po raz ostatni… Proszę mi pozwolić pomyśleć trochę, kiedy to było…

41

W piątek dała mi Elżbietka po gębie, w sobotę ukradłem całusa Rózi, w niedzielę siedziałem w kościele przy Marysi, w poniedziałek pobiłem się z kochankiem Anny w gospodzie, a we wtorek zleciałem…

ŁUCJA

42

Dobry kalendarz.

ADAM

nie przerywając
43

A we wtorek zleciałem z konia. Tak, tak we wtorek to przyjechał do nas konno pan Tadeusz i z diabelskim uporem postanowił wracać pieszo do siebie. A ja musiałem odstawić mu jego konia…

ŁUCJA

44

I zleciałeś z niego?

ADAM

45

Hm, tak. Nie jestem zbyt dzielnym jeźdźcem, ale w tym wypadku wytworzyły się takie przyczyny, że uniewinniłyby nawet samego masztalerza[11]. Nie mogę nawet pojąć, jak taki pan, jak pan Tadeusz, może mieć takiego pełnego wad konia i w dodatku lubić taką bestię. Proszę tylko pomyśleć: ten koń jest narowisty!… Skoro tylko za wieś wyjechałem, spotkał nas, to znaczy konia i mnie, stary ślepiec Jerzy, a skoro tylko usłyszał tętent konia, stanął i wyciągnął prosząco łapę. A mój konisko stanął także. Biję go piętami, ile zdołam — a koń wspina się, staje dęba, coraz wyżej i i wyżej — a ja chlast z niego w piasek…

ŁUCJA

46

Biedny Adamie, upadłeś bez winy Ewy.

ADAM

47

Skoro tylko zmysły moje i siebie samego na nowo odszukałem, otworzyłem oczy i widzę, że my wszyscy troje na siebie wzajemnie patrzymy. Koń patrzy na mnie i na żebraka, ja na żebraka i konia, a żebrak na nas oboje, o ile ślepiec patrzeć może. A koń przy tym obwąchuje mnie podejrzliwie. Chciałem go dosiąść, ale to było wprost niemożliwe. Wreszcie rzecze ślepiec, dowiedziawszy się, na czyim jadę koniu: „Panie, daj mi jałmużnę, a koń będzie znów posłuszny”. Wprawdzie dawanie podarków jest moją słabą stroną, ale skoro się tylko to stało, pozwoliła natychmiast narwana bestia dosiąść siebie i koń ruszył dalej wesoło, dźwigając mnie na swym grzbiecie. Spotkało nas jeszcze kilku żebraków. Przy każdym z nich koń przystawał. Ponieważ jednakże znałem już jego pasję, więc dawałem każdemu jałmużnę i jechałem dalej zupełnie swobodnie — ale wielmożna pani przyzna mi zapewne, że to całkiem ordynarnie ze strony konia, jeżeli się wdaje ze wszystką hołotą.

PANI SCHÖNENWERD

48

To bardzo możliwe. DobroWiem, że pan Tadeusz nie przejedzie obok żadnego żebraka, nie obdarzywszy go jałmużną.

ADAM

49

Dobro, Bohaterstwo, OpiekaTak, tak. Za przeproszeniem, z wszelką hołotą w całej okolicy jest on w prawdziwej przyjaźni. Gdzie tylko w jakiej zapadłej chałupie kto chory leży, tam zaraz jedzie pan Tadeusz bez względu na noc lub mgły. W kieszeniach ma pełno flaszeczek z lekarstwami, w olstrach od pistoletów flaszki z winem — i tak opakowany zjawia się, niby duch, u chorego, a potem znika, zanim się ludziska dowiedzą, kto to taki. Niedawno, gdy stary Tomasz okaleczył się w kamieniołomie, przesiedział całą noc przy jego barłogu, czuwając nad nim. — A trzeba znać tego Tomasza! Co to za wstrętny brudas. Byłbym się wstydził…

ŁUCJA

50

Pozwólmy mu paplać, to nas nieco rozerwie — a przy tej sposobności dowiemy się czegoś nowego o naszym przyjacielu. Adamie, czy znów słychać było strzały?

ADAM

51

Czy było słychać!? Prawdziwą rozmówkę prowadziły armaty z obu stron. Przez całą noc huczało. Teraz dopiero cicho od kilku godzin. Myślałem nawet, że już wszystko minęło. Ale gajowy myśli, że jest nieco inaczej. Austriacy — mówi — cofnęli się, a Parlewusów[12] ujrzymy lada chwila.

PANI SCHÖNENWERD

52

Że też na czas nie powróciłyśmy do miasta!

ADAM

53

To już teraz niemożliwe. Nie można się przedostać. Na trzy mile dokoła roi się od nieprzyjaciół.

PANI SCHÖNENWERD

54

Bardzo niemiłe położenie. Żeby tylko Tadeusz się pojawił. Poradziłby może…

ŁUCJA

55

Kobieta, BohaterstwoJuż ja sobie poradzę z nieprzyjaciółmi!… W najgorszym razie przebiorę się w mundur brata!…

PANI SCHÖNENWERD

56

Aby cię wzięto do niewoli?

ŁUCJA

57

Ale ochroni mnie to przed żołnierskimi wybrykami… Zresztą nie wiem jeszcze, co zrobię. Nie doszło przecież jeszcze do ostateczności.

PANI SCHÖNENWERD

58

A oto nasz miły sąsiad!…

SCENA CZWARTA

Ciż [tj. Pani Schönenwerd, Łucja, Adam], Tadeusz

TADEUSZ

59

Przybywam później, piękne sąsiadki, aniżeli tego pragnąłem. Chciałem was ze snu zbudzić i być waszym gościem przy śniadaniu.

PANI SCHÖNENWERD

60

Lecz pański koń temu przeszkodził?

TADEUSZ

61

Mój koń? Ależ… To miłe stworzenie spełnia zawsze swoje powinności.

PANI SCHÖNENWERD

62

Z wyjątkiem, gdy spotka jakiego żebraka.

ŁUCJA

63

O tak, wiemy wszystko, znamy wszystkie pańskie tajemnice.

TADEUSZ

uśmiechając się
64

Wszystkie? Na miłość boską! — Jakże się wam powodzi, drogie przyjaciółki?

ŁUCJA

65

KobietaTak, jak powodzić się może w czasie wojny samotnym kobietom, skazanym na śmiertelną trwogę.

TADEUSZ

66

Ach, ta twoja „śmiertelna trwoga”, bohaterze w spódniczce.

PANI SCHÖNENWERD

67

Wojna, Matka, KobietaTak, jak powodzić się może kobietom, których syn i brat walczy w polu.

TADEUSZ

68

Jest to obowiązkiem każdego mężczyzny, jeżeli jest zdrowy.

PANI SCHÖNENWERD

wzdychając
69

O tak, ciągle to słyszę…

ŁUCJA

70

Poza tym nieźle nam się powodzi, tym bardziej, że nasz stary, czcigodny sąsiad, nasz zagadkowy, interesujący… niezwykły sąsiad jest obecnie z nami.

TADEUSZ

71

Panno Łucjo?!

PANI SCHÖNENWERD

72

Tak, tak, i ja czuję się niezmiernie szczęśliwa z sąsiedztwa pana! Po przebyciu zimy w dusznym mieście, zjawiłyśmy się z wiosną w naszym wiejskim zaciszu, by tu przepędzić parę tygodni i oto znajdujemy pana, który w międzyczasie osiadł w naszym sąsiedztwie i pierwszy nas powitał przyjaźnie.

ŁUCJA

73

Który nam swą osobą zastąpił całą, pełną salę młodych ludzi, z powodu swej powagi, uprzejmości i mądrości.

TADEUSZ

74

WojnaA który w ostateczności ponosi winę, żeście panie obecnie od miasta odcięte i narażone na wszystkie nieprzyjemności wojenki.

ŁUCJA

75

I któremu ja to z całą ochotą wybaczyłabym, gdyby… Adamie, przynieś wina!

76

…gdyby był bardziej otwarty.

SCENA PIĄTA

Tadeusz

TADEUSZ

77

Bardziej otwarty? — Czyż mam jakie tajemnice? Władze szwajcarskie znają mnie dobrze, a panie nie znacie tylko mego nazwiska. A cóż cię może obchodzić moje nazwisko, miłe dziewczę, które jedynie w czasie zarania twego dzieciństwa znaczyć coś mogło. I tak nie byłybyście panie uprzejmiej mnie przyjęły, gdybym je był podał, gdyż i tak cieszę się waszym zaufaniem, co dumą mnie napawa. Synem wojny jestem i honoru. Znano mnie ongi[13] tu i tam. Dziś zapomniany. A moja ojczyzna??… I ja miałem kiedyś wolną ojczyznę —

O nie pragnijcie znać moich losów,
wy, których życie nadzieją lśni,
80
zbudzić bym musiał zmarłych kolosów
i wyrwać z serca już wyschłe łzy.
Honor, Wojna, BohaterstwoBo z życia mego, co walką wrzało,
bo z zwycięstw strojnych w wawrzynów woń,
nic mi już dzisiaj, nic nie zostało,
85
tylko mój honor i siwa skroń.
Nadzieje moje wszystkie rozwiane,
jedne po drugich pierś pożegnała.
Nawet młodości sny ukochane,
młodzieńcza dusza żegnać musiała.
90
Jako ojczyzny żołnierz pancerny,
po walce wrogom rzuciłem broń!
Tylko mój honor został mi wierny,
tylko skrwawiona została skroń.
Bohaterstwo, Patriota, Polska, WalkaRzuciłem Polski święte podwoje,
95
by wolnej ziemi zostać żołnierzem,
o nie pytajcie o imię moje:
dziś tylko martwym jestem rycerzem.
Żałujcie Polski, nie mojej blizny,
już mi do szabli skostniała dłoń…
100
Do grobu złożę, płacząc ojczyzny,
wierny mi honor i martwą skroń[14].

SCENA SZÓSTA

Adam
Wchodzi Adam, przynosząc wino, stawia je na stole, po czym wychodzi. Dłuższa cisza.

ŁUCJA

napełniając trzy kielichy
102

Na pomyślność starego wodza!

PANI SCHÖNENWERD

103

Na pomyślność naszego przyjaciela!

ŁUCJA

104

Na cześć honoru!

PANI SCHÖNENWERD

105

I tej czcigodnej głowy.

ŁUCJA

106

Ten kielich poświęcam pamięci pańskich zwycięstw, wielki, nieszczęśliwy wodzu.

PANI SCHÖNENWERD

107

Znamy pana!

TADEUSZ

108

Łaskawa pani…

PANI SCHÖNENWERD

109

Znamy męża, który jako żołnierz, polityk, władca i poddany był równie wielki i wzbudzał poszanowanie nawet wśród swych nieprzyjaciół. Człowieka, którego jedynym błędem była zbytnia łagodność, a który mimo to jest najdzielniejszym z dzielnych!… Ale pan nie życzy sobie, aby znane było jego nazwisko — więc daję panu teraz uroczyste słowo, że nigdy nie przejdzie ono przez usta nasze. Jest pan i pozostanie pan tylko naszym przyjacielem i sąsiadem Tadeuszem.

TADEUSZ

110

Aż do śmierci, która, da Bóg, niebawem nadąży.

ŁUCJA

111

Która, za Bożą wolą, jest jeszcze daleko. Nasz ojczulek musi jeszcze długo żyć pośród nas i być wesoły. Pij pan, panie sąsiedzie! Powinieneś mi podziękować za moje pocieszenia. Stary wojownik powinien lubić wino i być wesołym.

Skromność się chowa
w liście wawrzynu…
Niechże znowu lśni,
115
ożywając w czci
górnego przeszłości czynu!
Wina dobrego
moc przeszłość wróci!
Zbudzi czci blaski,
120
i szczęścia łaski —
twe serce troski porzuci.
Wonny nektar wina
urok przypomina
godzin szczęśliwości,
125
co minęły już;
z winogradu grona
wstaje przebudzona,
w dawnej wspaniałości
jaśń zagasłych zórz!
130
Lecz powinien ninie
bohater przy winie,
nie tylko w przeszłości zatapiać się snach;
teraźniejsze chwile
niech grążą go mile
135
w radości, w wesołych szczęśliwości grach!
Serca dziewczęce
kochają ciebie,
bo uczuć dary,
te kwiaty-czary,
140
wciąż rosną na twojej glebie!
Szczęśliw, przy winie,
na srebrne skronie
wdziej wian miłości —
i żyj w ufności —
145
na szczerej przyjaźni łonie!
Kobiety, dziewczęta
serce twoje pęta,
boś Ty, srebrnie-siwy
górnych wojen syn — —
150
Rrwałeś ty kajdany,
dziś zabliźniasz rany,
pokorą cnotliwy —
lecz znanym twój czyn!
Więc, starcze czcigodny,
155
czaru wspomnień godny,
nie tylko ci z wspomnień kielicha dziś pić —
winieneś radośnie,
marząc o swej wiośnie,
bez troski szczęśliwym wśród przyjaciół żyć! —
160
Dobry, pogodny
żyj długo szczęśliwy —
a ja, bohaterze,
złożę ci w ofierze
mej radości dar prawdziwy!
165
Racz tylko skinąć
a dam podarunek — —
dar mojej miłości,
dziewczęcej radości,
na twe usta pocałunek!
Całuje go.

PANI SCHÖNENWERD

170

Nie gniewaj się pan na tego trzpiota.

TADEUSZ

171

Czy przypuszczasz pani, że sprzeniewierzę się mym rodakom? Byłbym jedynym na świecie Polakiem, który się gniewa na pocałunek pięknego dziewczęcia.

ŁUCJA

172

A my dziewczęta, droga mamo, winnyśmy wynagrodzić uwielbianemu bohaterowi brak pieszczot z powodu, że nie żyje w swojej ojczyźnie. Jakże wzruszać się musiały piękne Polki na widok tego męża!… Jestem dziecinnym, niemądrym stworzeniem, jednak w pobliżu ciebie, najszlachetniejszy, który zezwoliłeś mi ojcem siebie nazywać, czuję w duszy tchnienie wielkich czynów, odważnej mocy, bohaterskiego wyrzeczenia się — i zdziwiona spostrzegam przy twym skromnym ubiorze jedynie skromny, zwyczajny kwiatek. Na piersi twej lśnić powinny wszystkie gwiazdy i ordery — wszystkie zaszczytne odznaczenia całej Europy! Na piersi takiego wodza, jak ty! O gdybym była potężnym władcą!! Wówczas, tak jak ten skromny goździk odejmuję od mojej piersi i panu przypinam, tak przypięłabym tobie najbardziej lśniącą gwiazdę, jako nagrodę za cnotę i miłość ojczyzny!

Przypina mu kwiat.

TADEUSZ

całuje ją w czoło
Ordery noszą dzielne królów sługi:
jam za dwa ludy tylko toczył bój;
175
jeden z nich wolny i szczęśliw, a drugi
zakuł w kajdany nieprzyjaciół rój…
Jeden w swej sławy przybrał mnie szkarłaty,
drugiego boleść w głębi duszy mam;
to me ordery: na mej piersi kwiaty,
180
a w piersi serce bez skazy i plam.
Wódz bohaterski w cesarskiej koronie,
chciał mnie obsypać bogactwem swych łask,
lecz on zasiadał na obcym mi tronie,
mój król zmarł — obcych nie olśni mnie blask.
185
Na wolnej ziemi, wolnością bogaty
z szwajcarskich gór spoglądam w niebios złam!
Tak niechaj umrę: na piersi mej kwiaty
a w piersi serce bez skazy i plam!

ŁUCJA

189

Wodzu szlachetny!

Podchodzi doń i całuje go w rękę.

PANI SCHÖNENWERD

190

Oby pobyt w naszym wesołym kraju zastąpił panu pobyt w ojczyźnie.

TADEUSZ

191

Ojczyznę?… Zastąpić?… O, łaskawa pani, gdyby raj w nieskazitelnej swej pierwotnej jaśni jawił się tu przed mymi oczyma, gdyby niebo znaleźć można było na ziemi, rzetelnemu Polakowi nie zastąpi to nigdy ojczyzny! do Łucji Nie czujesz, pojąć nie zdołasz, wesołe dziewczę, wysłowić się niedającego bólu i tęsknoty do czegoś wieczystego, świętego, czego formę zewnętrzną przemoc zniszczyła, a czego wewnętrzne znaczenie tak jest nieśmiertelne, jak dusza ludzka… Tak pogląda starzec, któremu mały kościółek wiejski pochłonęły rozszalałe fale powodzi, tak patrzy on, stojąc na wymulonym brzegu i pochyla się, i czujnie nadsłuchuje. DźwiękAle nie usłyszy brzmienia dawnego, dobrze sobie znanego, dzwonu na kościelnej wieżyczce, fale jeno huczą wokół niego. Ach ten dzwon brzmiał podczas jego chrztu, on powoływał go, gdy był chłopcem, do kościoła, on dzwonił mu podczas ślubu, on radował się z nim, gdy został ojcem, łkał z nim na pogrzebie żony, on brzmiał na trwogę głosem wzywającym ratunku podczas straszliwej powodzi, gdy fale runęły i zalały kościółek, brzmiał tak długo, dopóki fale nie pochłonęły dzwonnika i jego samego. — O tak, gdyby wszystkie dzwony całej ziemi rozśpiewały się starcowi, choćby były ze złota ulane — nie zastąpią one dawnego, skromnego jego dzwonu z kościelnej wieżyczki… Ale gdzie jestem? — Proszę mi wybaczyć! — Panno Łucjo, pani płacze?!

Miłe dziewczę, bądź wesoła wciąż,
w tanecznym królować ci kole,
wśród radości kwiaty w wieńce wiąż —
195
miłe dziewczę, bądź wesoła wciąż.
Wabiły ongi i mnie tany,
w ojczyźnie, kiedym młody był,
czar wiosny dobrze był mi znany —
na skroniach dziś siwizny pył.
200
Lecz starość marzyć nie zabroni,
wraca w wspomnieniu dawny czar,
bo pod dotknięciem twojej dłoni,
odmłodzeń śmieje mi się dar.
Miłe dziewczę, bądź wesoła wciąż,
205
w tanecznym królować ci kole,
wśród radości kwiaty w wieńce wiąż —
miłe dziewczę, bądź wesoła wciąż…
O tak, za szybko młodość znika,
za szybko radość warzy chłód —
210
niech dobrych dobroć twa spotyka,
a obcy będzie troski trud.
A gdy niedługo legnę w grobie,
niech dalej, dziewczę, trwa twój pląs,
a jeśli mnie przypomnisz sobie,
215
na grób mi kwiatów li złóż pąs.
Miłe dziewczę, bądź wesoła wciąż,
w tanecznym królować ci kole,
wśród radości kwiaty w wieńce wiąż —
miłe dziewczę, bądź wesoła wciąż.

ŁUCJA

220
Z zachwytem patrzę się na te kwiaty,
kocham je tak, jak kochasz ty,
upięknia je twój dar bogaty,
twe iście święte, starcze, łzy.
O, najcudniejsze z nich wybiorę,
225
na których łzy twe perłą lśnią,
w wian zwiję kwiaty różnowzore,
by uczcić nimi wielkość twą.

TADEUSZ

Miłe dziewczę, bądź wesoła wciąż,
w tanecznym królować ci kole,
230
wśród radości kwiaty w wieniec wiąż —
miłe dziewczę, bądź wesoła wciąż.

SCENA SIÓDMA

Ciż [tj. Pani Schönenwerd, Łucja, Tadeusz], Adam

ADAM

wbiega szybko, przerażony
232

Ach, panie! Wielmożny panie! Proszę się tylko nie przerazić… Ogień… Konny posłaniec właśnie przyleciał… U wielmożnego pana, tam, pali się!…

TADEUSZ

spokojnie
233

Jeśli nic ponad to —

PANI SCHÖNENWERD

234

Na miłość Boską!… Ogień!… Pański dom!…

ADAM

235

Tak, to żołnierze…

ŁUCJA

236

To niemożliwe!

TADEUSZ

237

Trzeba spieszyć! Przekonam się tylko jak tam jest. Powrócę, o ile możliwości jak najrychlej!

PANI SCHÖNENWERD

238

Błagam pana: nie opuszczaj nas pan w tej trwodze!

TADEUSZ

idąc
239

Do rychłego zobaczenia się!

Wychodzi.

SCENA ÓSMA

Pani Schönenwerd, Łucja

PANI SCHÖNENWERD

240

Pójdźmy do domu… Zaryglujemy się tam… Bałabym się tutaj… Tam oczekujmy jego powrotu… A ty, Adamie, skocz zaraz szybko na wieś i uproś kilku ludzi, by przybyli tu czuwać nad nami!… O gdybym była tak lekkomyślnie miasta nie opuszczała!…

ŁUCJA

241

I mnie jakoś nieswojo…

PANI SCHÖNENWERD

idąc
242

Tracisz twą zuchowatość?

ŁUCJA

243

O nie! Tylko rozmyślam… Zobaczymy…

Obie wchodzą do pałacu.

SCENA DZIEWIĄTA

Adam

ADAM

244

Trzeba się strzec. Po co mam gonić na wieś? Ludzie i tak nie usłuchają i nie przyjdą… Żaden nie odejdzie od swej chałupy… Gdy zauważę, że sprawa stoi źle wcisnę się do piwnicy. Jestem bezsilny, bardzo słaby chłopak. Nikomu nic pomóc nie mogę. Po co mam się narażać na szturchańce żołnierzy? To by było bezwstydnie z mej strony. — — — Wprawdzie, gdyby chcieli co złego zrobić moim państwu, to wtedy bym dopiero im pokazał! — — Co to? Wracają pospiesznie dziewczęta od sianokosów?

SCENA DZIESIĄTA

Adam, Dziewczęta wiejskie

ADAM

245

Hej, leśne straszydła, wracacie już?!

DZIEWCZĘTA WIEJSKIE

246

Ach, żołnierze, żołnierze!

ADAM

kryjąc się za nie
247

Aj, do stu tysięcy!… Gdzież są?

DZIEWCZĘTA WIEJSKIE

248

Pędzą tu! Ścigają nas!

ADAM

249

O, głupie dziewuchy!… Czyście musiały właśnie tu, w tę stronę uciekać? Czyście nie mogły gdzie indziej zwabić ich za sobą?

Pierwsza dziewczyna

250
Na przełaj, przez pole
k'nam[15] żołnierze gonią —
wielcy jak topole,
straszni lśniącą bronią!

Wszystkie

O biada nam, biada!
255
Co się teraz stanie?
Nie obroni łkanie,
gdy wojak napada!
A więc bądźmy głuche,
wzrok spuśćmy ku ziemi —
260
udaniami tymi
zmrozim ich otuchę!

DRUGA DZIEWCZYNA

Gdy który zagada,
przecz mu głowy ruchem,
w odrętwieniu głuchem
265
bądź sztywna i blada!…

WSZYSTKIE

O biada nam, biada!
Co się teraz stanie?
Nie obroni łkanie,
gdy wojak napada!
270
A więc bądźmy głuche,
Wzrok spuśćmy ku ziemi —
udaniami tymi
zmrozim ich otuchę!

TRZECIA DZIEWCZYNA

Zbliżają się, biegą,
275
rozżarci, przebrzydli! —
Niech nas srebrnoskrzydli
Aniołowie strzegą!…

SCENA JEDENASTA

Wpadają: Łagienko, Ułaniecki, Siedlecki, Lipowski, Milkoński i inni ułani. Adam usiłuje czmychnąć do pałacu, ale ponieważ drzwi od wewnątrz zamknięto, nie może doń wejść. Chwilę biega bezradnie, wreszcie wsuwa się pod stół, który nakrywał był do śniadania

SIEDLECKI

278

Hurra, otóż są piękne dzieweczki!

LIPOWSKI

279

Wreszcie dogoniliśmy was!

UŁANIECKI

280

Zerknijcie ku nam oczętami! Nie stójcie, jak słupy!

ŁAGIENKO

podkręcając wąsa
281

Niech mnie diabli porwą! Śliczne dzieweczki!

LIPOWSKI

282

Patrzcie na starego, i tego też rozgrzało!

ŁAGIENKO

283

Cicho, brzdącu! Zakasałbym[16] was wszystkich! Was zaraz męczy marsz, bijatyka… Wszystko was męczy, smarkacze! A ja!?…

WSZYSCY

284

Brawo, stary Łagienko!

ŁAGIENKO

rozochocony
285

Hej, zatańczcie ze mną, jeśli macie ochotę! Dalej, tutaj trębacze! Zagrać mi do tańca! A kto nie jest niedołęgą, do stu kartaczy, wybierze sobie dziewuchę i dalej za mną!

Obejmuje jedną z dziewcząt.

Pierwsza z dziewcząt

286

Ach, teraz tańczyć! Gdy tyle nieszczęść wojny!

ŁAGIENKO

287

Małpiątko moje, nie opieraj się! Ruszaj! I wianuszek dziś stracisz!

Trębacze grają, ułani tańczą, Adam wygląda przestraszony spod stołu.

SCENA DWUNASTA

Wachmistrz

WACHMISTRZ

wchodzi, ręka na temblaku
288

Hej, hej! Wesoło tu, wesoło! A tam przy płocie czekają konie! Ładnie, kamraci, dbacie o konie! Trzeba było je do pałacowych stajen wprowadzić i dać podjeść. A potem rozkwaterujcie się po wsi na godzinkę, bo niedługo ruszamy dalej! — A wy, dzierlatki, ruszajcie do domów i przygotujcie nam co do zjedzenia!…

289

Idę poszukać felczera, by mi postrzał opatrzył… Zachowujcie się spokojnie i nie rabujcie. To surowo zakazane!

Wychodzi. Ułani ociągając się wychodzą także, pozostają tylko Lipowski i Siedlecki.

SCENA TRZYNASTA

LIPOWSKI

290

No cóż? Zostajemy?

SIEDLECKI

291

Już tam inni zajmą się naszymi końmi!… Chciałem z tobą słów parę — — Czyś już łypnął oczkiem na ten pałac?

LIPOWSKI

292

Głupie pytanie! Ja? Pewnie!… Do kogo on może należeć?

SIEDLECKI

293

W każdym razie jest niezamieszkały…

LIPOWSKI

294

Żeby tylko diabli nie przynieśli jakiego oficera.

SIEDLECKI

295

Zdaje się, że przeznaczono go dla generalnego sztabu. — —

LIPOWSKI

296

ŻołnierzDo stu tysięcy ostrych lanc!! Ci panowie zawsze chcą na miękkim leżeć! Dla nas nigdy nie ma nic! Każdy z tych paniczyków niejedno zdobędzie sobie na wojnie, i niejedną ładniutką kobiecinę, a ja, do stu diabłów, niech mnie kozacy rozsiekają, dotąd znalazłem tylko czarny chleb i stare baby, które już uciekać nie mogły!

SIEDLECKI

297

Nam nie zostaje ani okruszyna zdobyczy — — Wszystko dla nich!

LIPOWSKI

298

A kto temu winien, jeśli nie my sami? Dlaczego jesteśmy takie niedołęgi! Czekamy, czekamy i nadsłuchujemy, i zapytujemy pokorniutko po sto razy: Czy będziecie tak dobrzy i pozwolicie i nam najłaskawiej coś wziąć i poweselić się? Nie, nie — dziewięćdziesiąt dziewięć razy słyszymy: nie! A gdy wreszcie za setnym razem pozwolą, to znajdujemy tylko połamane meble i wybite szyby — — Gdyby tak — —

SIEDLECKI

299

Do stu piorunów! Patrz! Stół nakryty! Nie spostrzegli go kamraci podczas tańca! Prędko, zanim wrócą… Lepsze takie śniadanko, aniżeli nic!

LIPOWSKI

300

No, ma się rozumieć!

Zasiadają, piją i jedzą bardzo pospiesznie.

ADAM

wyglądając spod stołu
301

A to parada! Na wety jeszcze mnie zeżrą!

LIPOWSKI

302

Dawaj tu flaszkę!

SIEDLECKI

303

Jeszcześ swego nie skończył!

LIPOWSKI

304

Do stu piekieł, starszy jestem od ciebie!

SIEDLECKI

305

Ale mnie bardziej pić się chce!

Usiłują wyrwać sobie wzajemnie flaszkę, a gdy się tak szamoczą, stół się wywraca.

ADAM

na klęczkach, w wielkiej trwodze
306

Jestem — — Adam, służący — — wielmożnej pani Schönenwerd. Wielmożna pani jest moją panią. Mieszka — — zimą w mieście, w lecie — — tutaj. Właśnie przyjechała tu — — i nie może wrócić. Tu nas odwiedził nasz syn, pan Wiktor. A teraz — — on znów poszedł do armii, ale wielmożna pani i panna Łucja tu pozostały. A dziś, przed chwilą, był tu pan Tadeusz, ale u niego się pali — — i dlatego odjechał. On — — zaraz wróci — — A ja chciałem do pałacu — — drzwi zamknięte od środka, a gdy panowie żołnierzowie, wielmożni panowie, wlazłem pod stół, a teraz tu jestem, powiedziałem wszystko — —

307

Pozwólcie wielmożni panowie żołnierze, że się oddalę — — Ot tak!…

Zrywa się nagle i ucieka.

SCENA CZTERNASTA

LIPOWSKI

grożąc za nim szablą
308

Leć, psie, na złamanie karku!

309

Czyś zrozumiał, co ten gadał?

SIEDLECKI

310

Piąte przez dziesiąte… W każdym razie wiemy, że w pałacu są kobiety… Musimy tam wejść!

LIPOWSKI

311

A syn pani domu jest w służbie u nieprzyjaciół. A może tu się ukrywa?… Powód jest!… Do licha! Tamci wracają!…

SCENA PIĘTNASTA

wchodzą Łagienko, Ułaniecki, Milkoński i ułani

ŁAGIENKO

312

Z końmi już załatwione, a teraz pomyślmy o sobie… Tam do diabła?! Przewrócony stół? A oto jeszcze jedna flaszka na ziemi… Dobra zdobycz!…

Pije.

LIPOWSKI

przywołując na bok do siebie innych
313

Kamraci, powiem wam coś… Ten stary nie potrzebuje słuchać…

Wszyscy grupują się dokoła Lipowskiego i rozmawiają szeptem.

ŁAGIENKO

314

Co te nicponie kryją przede mną?… Pewno nic dobrego… Tak, tak, młody unika cnoty… Już ja się dowiem!… Dobre winko…

Pije dalej.

LIPOWSKI

półgłosem
315

Trzeba mu poddać myśl o piwnicy… Hej, Łagienko, stary kamracie!

ŁAGIENKO

316

No, cóż tam?… Cóżeście nowego wyćwierkali, wróbelki?

SIEDLECKI

317

Krótko i węzłowato: Czyś mężczyzna?

ŁAGIENKO

318

Błaźnie, dziękuj Bogu, że cię uważam za babę, inaczej po mej odpowiedzi leżał byś już jak długi!

LIPOWSKI

319

A więc, mężczyźni mówią do mężczyzny! Dużośmy się nacierpieli i naznosili niedostatku — nie chcemy dalej wciąż szkód ponosić. Ten pałac ma być jeszcze dziś główną kwaterą. Po co się mamy dawać innym wciąż wyzyskiwać?! Przypadkowo słyszeliśmy, ja i Siedlecki, że syn pani domu służy u nieprzyjaciół… Był tu, a może jeszcze jest…..

SIEDLECKI

320

Wobec tego jest naszym obowiązkiem wtargnąć do pałacu… i wszystko przeszukać…

UŁANIECKI

321

Właśnie zastanawialiśmy się, że nikt nam tego za złe wziąć nie może…

MILKOŃSKI

322

A w piwnicy mają być przepyszne trunki…

ŁAGIENKO

323

Piwnica?!… Róbcie, jak uważacie… Nie jestem waszym przełożonym…

LIPOWSKI

Wiwat! Dalej do roboty!

UŁANIECKI

325
Walczyliśmy dzielnie,
dzień i noc na siodle,
cierpieli piekielnie.
nieraz głodni podle.
Więc się nam należy
330
chwileczka wytchnienia,
coś niecoś z odzieży,
coś niecoś z odzienia!

SIEDLECKI

Po co gadać wiele,
wyważ drzwi, kto młody,
335
głupie ceregiele
znów narobią szkody.
Przyjdą generały:
— Tu główna kwatera! —
a ułan nieśmiały
340
znów z głodu umiera…

LIPOWSKI

Niech więc szyby dzwonią —
rozbijemy skrzynie,
by jeść pełną dłonią
w piwnicy, przy winie!
345
Niech tam baby jęczą,
gdy otworzym klamki,
niech skomlą, niech klęczą —
miecz rozbija zamki!
Wyważają drzwi, wpadają do wnętrza pałacu. Słychać niebawem w jego wnętrzu gwar i hałas. Po chwili wylatują to tu, to tam szyby z okien, przez które ułani wyrzucają sprzęty i odzież. Nagle woła ktoś na dole: „Piwnica otwarta!”. Powoli, powoli krzyk słabnie, wreszcie ginie zupełnie w suterenach.

SCENA SZESNASTA

wchodzi Adam prowadząc za sobą Wachmistrza

WACHMISTRZ

349

No, chłopcze, nic nie słyszę!

ADAM

rozglądając się
350

Naprawdę nie słyszy wielmożny pan wachmistrz nic a nic? Pewno już wleźli pod ziemię, gdzie winko mieszka… Słyszy pan tam w dole, pod spodem krzyki?… O, biedni moi państwo! Patrz pan, wielmożny panie wachmistrzu, jak tu wygląda! Okna pobite, drzwi wyważone… Wszystko zniszczone wala się po ziemi…

WACHMISTRZ

351

Tak, tak, ale na to nic ja nie poradzę… Gdy nicponie do piwnicy wleźli, nie będę usiłował ich stamtąd wydostać… Nie mogę niczego innego zrobić, jak tylko iść do rotmistrza i zameldować mu.

Wychodzi.

SCENA SIEDEMNASTA

ADAM

352

No, no, a toś mi pomógł!… Stracha mam znowu… Ale gdybym wiedział, że państwu memu pomóc zdołam…

353

Byłbym w stanie… Bez wątpienia… Do diabła! Idą!…

Ucieka.

SCENA OSIEMNASTA

Ułaniecki, Milkoński i inni ułani wytaczają beczkę z pałacu. Toczą ją aż ku przodowi sceny, stawiają przewrócony stół, na nim beczkę i odszpuntowują ją. Z pałacu schodzą się ułani z najrozmaitszymi naczyniami, rondlami, imbrykami, wazami. Wszyscy podchmieleni.

UŁANIECKI

354

Gdzież się zapodział Siedlecki i Lipowski, do diabła?

MILKOŃSKI

355

Szukają kobiet, które powinny jeszcze być w pałacu.

UŁANIECKI

356

Nic mądrego z pewnością nie znajdą. Już ja wolę taką dziewuchę, co to nie ceregieli się, a co ma, to daje… Hej, hej, wesoło chłopcy, pijmy! W piwnicy dość jeszcze zostało, a nic to nie kosztuje!

MILKOŃSKI

357

Hej! hej! Łagienko! Chcemy pić z tobą braterstwo!

WSZYSCY

358

Łagienko! Ojcze Łagienko!

UŁANIECKI

359

Ten wolał zostać w piwnicy. Tam mu wygodniej. Trzeba go tu sprowadzić.

WSZYSCY

360

Hurra! Niech żyje ojciec Łagienko! Hurra!

UŁANIECKI

361

Niech żyje wojna! Hurra!

WSZYSCY

362

Niech żyje wojna!

UŁANIECKI

Wino, WojnaNiech żyje wojna i niech żyje wino!
Hurra, wiwat, hurra, hopsasa!
365
Lat jeszcze tysiąc pracujmy szabliną!
Hurra, wiwat, hurra, hopsasa!
Lubię ciągnąć winko,
bawić się z dziewczynką!
Więc, co widzisz, to dziś nasze!
370
Hurra, wiwat, hurra, hopsasa!
Kompaniony, zdrowie wasze!
Zatoczy się ułan, ale nie upadnie!
Hurra, wiwat, hurra, hopsasa!
Dobry jeździec zatrzyma się składnie!
375
Hurra, wiwat, hurra, hopsasa!
Chociaż huczą działa,
na koniu, jak skała
we dnie walczy i wśród nocy!
Hurra, wiwat, hurra, hopsasa!
380
A gdy pić, to bez pomocy!
Niech żyje wódz nasz, co do zwycięstw wiedzie!
Hurra, wiwat, hurra, hopsasa!
Całemu światu on dzisiaj na przedzie!
Hurra, wiwat, hurra, hopsasa!
385
Niech żyje wojenka!
Cóż, że granat pęka,
że broń rani lub zabije!
Hurra, wiwat, hurra, hopsasa!
Pijmy, raz się tylko żyje!
Pije.

SCENA DZIEWIĘTNASTA

Pani Schönenwerd, Łucja

PANI SCHÖNENWERD

wewnątrz pałacu
390

Na pomoc, ratunku! Jestem zgubiona!

Wypada z pałacu i pędzi ku przodowi sceny. Lipowski i Siedlecki wypadają za nią i chwytają ją. Parę kroków za nimi pędzi Łucja, przebrana w wojskowy uniform swego brata i rzuca się na nich z dobytą szablą.

ŁUCJA

391

Choćby mnie to życie kosztować miało!

Rani obu.

UŁANIECKI

392

Cha, chłopcze! Zmykaj precz, bo odpokutujesz! Jesteś naszym więźniem!

Chce ją rozbroić wspólnie z Milkońskim. Łucja szamocze się z nimi.

LIPOWSKI

393

Raniono mnie!

MILKOŃSKI

394

Mnie także! Ale mimo to nie puszczę cię piękna kobiecino!

LIPOWSKI

395

Ani ja! — Moją jesteś!

SIEDLECKI

396

Moją jest! — Pierwszy ją spostrzegłem!

LIPOWSKI

397

Lecz ja pierwszy ją pochwyciłem!

UŁANIECKI

398

Nie kłóćcie się, oto jeszcze jedna!

Kobieta, ŻołnierzPodczas szamotania się spada czapka z głowy Łucji, włosy jej opadają w dół, zdradzając, że jest kobietą.

SIEDLECKI

przyskakując do Łucji
399

Ha, przebrana kobieta! Tym śliczniejsza jeszcze!

Dokoła obu kobiet grupują się żołnierze.

ŁUCJA

400

Nie jestem kobietą!

401

Kobieta, Odwaga, BohaterstwoNie chcę być kobietą! Teraz nie! Jestem w mundurze, jestem waszym więźniem, jako takiego prowadźcie mnie zaraz do swego dowódcy. Jestem odważna, nie chcę być kobietą!

SIEDLECKI

402

Jak ona się ślicznie gniewa! — Pochwycona zostałaś, moja śliczna niewolnico!

PANI SCHÖNENWERD

padając na kolana
403

Uszanujcie mnie! Uszanujcie moją córkę! Zaklinam was na wszystkie świętości, puście nas wolno! Na Boga, którego wyznajecie, na święte zwyczaje waszych kościołów, na zbawienie wasze, na szczęście waszych najbliższych, na szczęście waszych rodziców, na zbawienie waszych dzieci…

WSZYSCY

śmiejąc się
404

Nasze dzieci! Cha, cha, cha!

PANI SCHÖNENWERD

zrywając się z klęczek
405

Przeto ty ześlij wybawcę, o Boże! Nic ja nie wskóram, jeśli Ty nie sprawisz cudu!

LIPOWSKI

406

Hm, tak! To jest konieczne… Inaczej nie wiem, co wam pomóc będzie mogło! Gdzież wybawca?

SCENA DWUDZIESTA

Tadeusz

TADEUSZ

zbliżając się szybko
407

Oto jest!

ŁUCJA

408

Chwała Ci, Boże! Jesteśmy uratowane!

PANI SCHÖNENWERD

409

Nasz przyjacielu!… Obroń nas, obroń!

LIPOWSKI

410

Taki starowina, cha, cha, cha!

SIEDLECKI

411

Już jestem w strachu, cha, cha, cha!

TADEUSZ

412

Rozczarowanie, ŻołnierzPolacy! Nie poznaję was! Wyrodne syny dzikiej wojny! Czyż to dzikie postępowanie godne jest bohaterów? Czyż prowadzicie wojnę z kobietami? Czy wam nie wstyd? Odstąpcie precz, bezczelni!

SIEDLECKI

413

Fi, fi! Chce nam kazanie powiedzieć!

LIPOWSKI

414

Szkoda gęby, staruszku, bądź mądry i pij z nami!

MILKOŃSKI

415

Albo wracaj do siebie, starowino!

PANI SCHÖNENWERD

416

Litości!

ŁUCJA

417

Ratuj nas!

SIEDLECKI

418

Cóż to? Czy on cesarzem?

TADEUSZ

419

Czyż widok mój nie budzi w was poszanowania? Patrzcie na moje włosy, które w trudzie o waszą ojczyznę posiwiały! Na blizny patrzcie, które dla was poniosłem!

LIPOWSKI

420

Fi, dlaczego by nie! Co nas to obchodzi? I my mamy rany i blizny.

TADEUSZ

421

Byłem w polskim wojsku.

SIEDLECKI

422

Bardzo dużo jest takich!

TADEUSZ

423

Walczyłem u boku waszych ojców…

LIPOWSKI

424

To wcale nie nadaje ci prawa do rozkazywania ich synom.

TADEUSZ

425

Puście wolno te kobiety!

PANI SCHÖNENWERD

426

Wymień pan swe nazwisko.

ŁUCJA

427

Tylko nazwisko pańskie może nas uratować.

TADEUSZ

428

O biada mi, że dożyłem tego dnia!

LIPOWSKI

429

Jego nazwisko widać za dobre dla nas?… Ale oto Łagienko… To stary wiarus, musi cię znać…

SCENA DWUDZIESTA PIERWSZA

Ciż [Lipowski, Milkoński, Siedlecki, Pani Schönenwerd, Łucja, Tadeusz] i Łagienko
Łagienko wchodzi, silnie się zataczając.

SIEDLECKI

430

Hej, Łagienko, bliżej, tu jest twój dawny kompanion… Nie chce wymienić nazwiska… Może go znasz?

ŁAGIENKO

431

Jeśli służył… ze mną… to go znam… A gdzie on?

432

Tak, to on!

Rzuca się do nóg Tadeuszowi.

TADEUSZ

433

I ja cię poznaję! — Powstań! — Każ tamtym paść na kolana… Albo nie! — Szydzili ze mnie! — Pójdź ze mną, Łagienko, nie chcę już być Polakiem!

LIPOWSKI

434

Kiedyż się skończy ta awantura?!… Kto jest ten starzec?!

ŁAGIENKO

powstając z klęczek
435

To Kościuszko!

WSZYSCY

cofają się zdziwieni
436

Kościuszko!?

TADEUSZ

437

Którego oczy wilżą łzy… którego serce zranili niedobrzy synowie…

Pani Schönenwerd i Łucja padają sobie w objęcia.

PANI SCHÖNENWERD

438

Jesteśmy uratowane!

LIPOWSKI

Wybacz, wybacz nam zuchwałość
440
Ojcze, dzieci wzrok podnoszą
i o litość ciebie proszą —
nie sądź, ale pociesz nas! —
Wszak Twą chwałę zna kraj cały!
usta nasze ją śpiewały —
445
nie karć, ale pociesz nas! —
Wybacz, wybacz nam zuchwałość!…

TADEUSZ

447

Bohaterstwo, Odwaga, Żołnierz, Walka, OjczyznaDość, dość!… Zbliżcie się!… Podajcie mi dłonie!… Polacy, wyście najwaleczniejszymi żołnierzami Europy, czyż nie będziecie najwspaniałomyślniejszymi?… Wypchnięci w szeroki świat, błąkacie się, walcząc wszędzie, obcym panom służąc, dla dobra obcych bereł walcząc… A jednak macie ojczyznę! Nigdy ona nie zginie! Istnieć będzie, dopóki ostatni Polak żyje! Ojczyzna naszych wielkich przodków!… Punkt centralny naszych wspomnień!… Ziemia naszych ojców! Oto tu stoi twój biedny, wierny syn, tu podnosi on bliznami okrytą głowę do jasnego nieba… W kole Polaków stoi jeszcze raz, nim go śmierć powoła!… Boże, ty widzisz moje serce! Tyś kierował mym życiem!… Boże łaski, Ty liczysz wszystkie nasze łzy… Nie dozwól, Boże, zginąć Polsce!

O ciągły celu mych tęsknot żarliwych
i nadziej moich, o ojczysta ziemio!
450
Co dnia cię widzę duszą w barwach żywych,
gdy śpię, twe czary w duszy mojej drzemią,
i we śnie walczę, Polsko, o cześć twoją,
szczęśliw, że więzy już rozrywasz ty! —
Mężczyzna krwią znaczył wierność swoją,
455
starzec ci oddać może jeno łzy!
Z twej purpurowej ogniami ziemicy
wspomnienia wstają prześwięte obrazy —
młodości mojej obraz jasnolicy,
gdy świat mi jeszcze był cudny, bez skazy!
460
Cudne widzenia myśli moje roją,
bo we śnie wolną i potężną ty! —
Mężczyzna krwią znaczył wierność swoją,
starzec ci oddać może jeno łzy!
Czas mój nadchodzi… czuję powiew śmierci,
465
co się do starca powoli nachyla —
ale wy walczcie, acz Polska na ćwierci
rozdarta dzisiaj — to przejściowa chwila!
Walka o wolność niech wam będzie zbroją,
a jej moc zniszczy przemocy czas zły! —
470
Mężczyzna krwią znaczył wierność swoją,
starzec ci oddać może jeno łzy!…
472

Łzy me są nasieniem rzuconym na Bożą rolę! — Wy zbierać będziecie żniwo. A teraz żegnajcie! Odprowadzę kobiety! Jeśli jednak spotkacie kiedy starego żołnierza, bez względu do jakiej armii by się zaliczał, czcijcie go, skłońcie się przed nim z uszanowaniem, gdyż dzielny żołnierz wszędzie równą cześć winien odbierać. Bądźcie dzielni, ziomkowie, oszczędzajcie zagrody spokojnych mieszkańców. W ten sposób uczcicie najlepiej pamięć waszego starego wodza. I jeśli kiedyś — gdy ja już od dawna spoczywać będę w grobie — zaświta jutrzenka — Polacy bądźcie zgodnymi! Dzień ów powitajcie wzniosłymi czynami. Nie dbajcie jedynie o skruszenie kajdan, którymi obcy was spętali! Skruszcie je! Ale skruszcie także własne — wewnętrzne kajdany! Stłumcie zazdrość, egoizm, rozbicie na stronnictwa! — Tylko wolnym sercom daje Bóg wolność! — Wspomnijcie na owe dnie, kiedy to my… Łagienko, czy ty pamiętasz?

Czy pomnisz jeszcze, dzielny mój Łagienko,
jak w polskiej ziemi jam nasz zbrojny lud
475
w bój za ojczyznę naszą pod Dubienką[17]
w cztery tysiące na szesnaście wiódł!
Jakem wybawił was z przemocy wroga,
a gdy mnie obsiadł nieprzyjaciół rój,
tyś mi ocalił życie z łaski Boga —
480
Czy to pamiętasz, o żołnierzu mój?

ŁAGIENKO

Czy pomnisz, jako pod Racławicami[18]
nie szczędząc krwi swej, bez troski o łup
szliśmy w bój straszny mocarni kosami,
a gdzie broń błysła, krwawy padał trup.
485
Zamiast wojennej broni chłop do góry
wzniósł kosę, aby wyciąć wrogów w pień,
zlękły się kosy nieprzyjaciół chmury —
wodzu mój wodzu, czy wróci ten dzień?

TADEUSZ

Czy pomnisz, jako szczytny wawrzynami
490
pragnął za wolność polec dzielny kmieć,
czy pomnisz, jak pod Szczekocinami[19]
zdradnych przyjaciół oplotła nas sieć?
Milczały usta nasze w ciężkim bolu,
sączyła z serca krew, płynęły łzy,
495
a nieprzyjaciel rozparł się na polu —
o, mów żołnierzu, czy pamiętasz ty?

ŁAGIENKO

Czy pomnisz jeszcze, jak w chwili złowrogiej
blaskiem swej szabli otoczytem cię,
gdy opuszczony przez zwycięstwa bogi[20],
500
walczyłeś, wśród nas tracąc moce lwie…
Z tobą upadły nadzieje ojczyzny,
szczęście narodu minęło jak cień,
gdy smutne wówczas padło na me blizny
twe oko, wodzu — pamiętasz ten dzień?

TADEUSZ

505
Czy pomnisz jeszcze… Precz skargi niemiłe,
dosyć tych żalów!… żegnać nam już czas!
Może niedługo nad moją mogiłę
konieczność losów zaprowadzi was…
Lecz wiedzcie, duch mój na ojczystej roli
510
z wami wciąż będzie, i przed Boga tron
zaniesie modłę, by zbawił z niewoli
i wolność dał nam, jako walki plon!

WSZYSCY

WolnośćO Boże! Wybaw nas z kajdan niewoli,
i wolność daj nam, jako walki plon!
Zasłona.

Przypisy

[1]

Kościuszko, Tadeusz (1746–1817) — generał wojsk polskich i amerykańskich, jako pierwsza osoba odznaczony złotym krzyżem Virtuti Militari w 1792 r.; absolwent Korpusu Kadetów Szkoły Rycerskiej (1766; uzyskał stopień kapitana i kwalifikacje inżyniera fortyfikatora), uczestnik wojny o niepodległość USA (od 1776 r.; zaprojektował m.in. fort West Point), Najwyższy Naczelnik Siły Zbrojnej Narodowej podczas antyrosyjskiej insurekcji 1794 r., zw. kościuszkowską; ranny w bitwie pod Maciejowicami dostał się do niewoli; w 1796 r. Opuściwszy więzienie w twierdzy pietropawłowskiej w Petersburgu pod warunkiem bezpowrotnego opuszczenia terenów daw. Rzeczpospolitej Polskiej, udał się do Ameryki, gdzie dzięki przyjacielskiej pomocy Thomasa Jeffersona uzyskał paszport na fałszywe nazwisko, po czym incognito, podróżując jako polski żołnierz doświadczony w walce o wolność kraju, w 1797 r. wrócił do Europy i zamieszkał w Paryżu, wziął udział w tworzeniu Legionów Polskich (w 1799 r. spotykał się też z Napoleonem Bonaparte), następnie wyjechał do Szwajcarii, gdzie zamieszkał w Solury (Solothurn) u wójta tej miejscowości, Franciszka Ksawerego Zeltnera w kamienicy przy Gurzelngasse nr 12, gdzie zmarł 15 października 1817 r. W swoim testamencie wyzwolił chłopów w swym majątku w Siechnowiczach, znosząc wszelkie daniny i zależności i argumentując, że „poddaństwo przeciwne jest prawu natury i pomyślności narodów”, zaś pieniądze zarobione w Ameryce i tam się znajdujące już w 1798 r. zdecydował przeznaczyć po swej śmierci na realizację celu wyzwolenia i edukacji czarnoskórych niewolników. [przypis edytorski]

[2]

Stodor, Adam, właśc. Adam Cehak (1871–1944) — poeta, nauczyciel i literat, urodzony w Soninie, wsi w województwie podkarpackim, w powiecie łańcuckim, zmarł w Zakopanem; publikował również pod pseudonimem Stanisław Adamski, przetłumaczył, oprócz jednoaktówki Holteia Stary wódz, m.in. drobne utwory dramatyczne Ibsena, Wilde'a, opowiadania Chestertona, Gerharta Hauptmanna, Hannsa Heinza Ewersa czy Pieśni duchowne Novalisa; jego wiersze zostały włączone do zbioru Antologia współczesnych poetów polskich pod red. Kazimierza Królińskiego (wyd. Lwów 1908). [przypis edytorski]

[3]

przed pół wiekiem — wydanie pochodzi z 1918 r. [przypis edytorski]

[4]

utwór ten przełożono na język angielski — przekład sztuki Holteia ukazał się w wydaniu dwujęzycznym angielsko-niemieckim (London: A. Schloss, 1842) pt. Kosciuzko, or The old general: an operetta, in one act. [przypis edytorski]

[5]

ninie (daw.) — teraz. [przypis edytorski]

[6]

li (daw.) — tu: tylko. [przypis edytorski]

[7]

Mars (mit. rzym.) — bóg wojny. [przypis edytorski]

[8]

cacany (daw., pot.) — ładny, miły, grzeczny. [przypis edytorski]

[9]

unikajmyż — forma z partykułą wzmacniającą -że, skróconą do -ż; znaczenie: unikajmy koniecznie. [przypis edytorski]

[10]

owy — dziś raczej forma skrócona: ów. [przypis edytorski]

[11]

masztalerz (z czes.) — starszy stajenny; osoba zajmująca się końmi. [przypis edytorski]

[12]

parlewus — określenie utworzone od fr. parlez vous [français] (czy mówi pan/pani po francusku). [przypis edytorski]

[13]

ongi (daw.) — kiedyś. [przypis edytorski]

[14]

O nie pragnijcie znać moich losów (…) wierny mi honor i martwą skroń — Ustęp w przekładzie Henryka Merzbacha. [przypis autorski]

[15]

k'nam (daw.) — skrót od: ku nam; do nas, w naszym kierunku. [przypis edytorski]

[16]

zakasać — tu: przewyższyć kogoś, pobić, pokonać kogoś (por. pot. zakasować). [przypis edytorski]

[17]

bitwa pod Dubienką (18 lipca 1792 r.) — bitwa podczas wojny w obronie Konstytucji 3 maja między siłami polskimi pod wodzą generał majora Tadeusza Kościuszki a wojskami rosyjskimi dowodzonymi przez generała Michaiła Kachowskiego; siły polskie liczyły ok. 5 tys. żołnierzy, rosyjskie ok. 25 tys. Bitwa była taktycznym sukcesem obronnym i powstrzymała natarcie rosyjskie, mimo że wojsko polskie wycofało się, przeprowadzając zorganizowany odwrót, poległych było też dwa razy więcej po stronie rosyjskiej. Przystąpienie króla Polski do konfederacji targowickiej i jego rozkaz zaprzestania walk zniweczył możliwość wykorzystania zajętej przez korpus polski strategicznej pozycji do dalszych działań wojennych. Bitwa pod Dubienką z 1792 r. w bitwie przyniosła Kościuszce rozgłos w kraju i za granicą, został awansowany przez króla Stanisława Augusta Poniatowskiego na generała-lejtnanta, a francuskie Zgromadzenie Prawodawcze nadało mu tytuł honorowego obywatela Francji. W czasie insurekcji kościuszkowskiej (3 czerwca 1794 r.) rozegrała się druga bitwa pod Dubienką, w której siły polskie wykorzystały własne fortyfikacje z poprzedniego starcia w tym miejscu, jednak ponieważ w tekście mowa o wielkiej dysproporcji sił (w 1794 r. było to ok. 1200 żołnierzy polskich przeciwko ok. 4. tys. rosyjskich), odwołanie dotyczy przypuszczalnie pierwszej z bitew. [przypis edytorski]

[18]

bitwa pod Racławicami (4 kwietnia 1794 r.) — bitwa w trakcie powstania kościuszkowskiego stoczona pod Racławicami (woj. małopolskie) między armią Polski pod dowództwem Tadeusza Kościuszki i Rosji pod dowództwem Aleksandra Tomasowa, zakończona porażką Rosjan. [przypis edytorski]

[19]

bitwa pod Szczekocinami (6 czerwca 1794 r.) — bitwa podczas insurekcji kościuszkowskiej, stoczona przez wojska polskie przeciw połączonym armiom Rosji (pod dowództwem gen. Fiodora Denisowa) i Prus (pod dowództwem króla Fryderyka Wilhelma II). Armia polska liczyła ok. 15 tys. żołnierzy, w tym 6 tys. kosynierów (ochotników chłopskich uzbrojonych w kosy przekute na sztorc) i dysponowała 33 działami, siły armii zaborczych wynosiły łącznie 27 tys. żołnierzy i 137 dział; bitwa zakończyła się klęską wojsk polskich, wśród 1200 poległych znalazło się 20 oficerów, w tym dwóch generałów oraz chorąży Bartosz Głowacki, bohaterski kosynier, sam Kościuszko wyszedł ze starcia ranny; wojska polskie wykonały odwrót pod osłoną kosynierów, ewakuując setki rannych i odpierając pościg jazdy rosyjskiej. [przypis edytorski]

[20]

opuszczony przez zwycięstwa bogi — nawiązanie do bitwy pod Maciejowicami stoczonej podczas insurekcji kościuszkowskiej 10 października 1794 pomiędzy korpusem polskim a dwukrotnie liczniejszymi wojskami rosyjskimi, zakończonej klęską wojsk powstańczych i wzięciem do niewoli rannego naczelnika insurekcji gen. Tadeusza Kościuszki. [przypis edytorski]

Bezpieczne płatności zapewniają: PayU Visa MasterCard PayPal

Dane do przelewu tradycyjnego:

nazwa odbiorcy

Fundacja Wolne Lektury

adres odbiorcy

ul. Marszałkowska 84/92 lok. 125, 00-514 Warszawa

numer konta

75 1090 2851 0000 0001 4324 3317

tytuł przelewu

Darowizna na Wolne Lektury + twoja nazwa użytkownika lub e-mail

wpłaty w EUR

PL88 1090 2851 0000 0001 4324 3374

Wpłaty w USD

PL82 1090 2851 0000 0001 4324 3385

SWIFT

WBKPPLPP

x
Skopiuj link Skopiuj cytat
Zakładka Istniejąca zakładka Notka
Słuchaj od tego miejsca