Wolne Lektury potrzebują pomocy...

Biblioteka Wolne Lektury to podstawowe źródło bezpłatnych lektur szkolnych dla uczniów i nauczycieli. Jesteśmy za darmo, bo utrzymujemy się z dobrowolnych darowizn i dotacji. Na stałe wspiera nas 326 czytelników i czytelniczek. Niestety, minimalną stabilność działania uzyskamy dopiero przy 1000 regularnych darczyńców. Potrzebujemy Twojej pomocy!

Jak nam pomóc?

1. Wpłacając niewielką, comiesięczną darowiznę. Stałe wpłaty mają wielką moc, bo dają bibliotece stabilność! Z góry dziękujemy!

2. Przekazując na Wolne Lektury 1% podatku. To nic nie kosztuje, wystarczy podać w formularzu PIT numer KRS: 0000070056 i organizacja: fundacja Nowoczesna Polska.

3. Zamieszczając informację o zbiórce na Wolne Lektury w mediach społecznościowych. Czasami wystarczy jedno dobre słowo!

W Wolnych Lekturach często mawiamy, że nasza praca to „czytanie dzieciom książek”. Robimy to od 12 lat. Dziś Wolne Lektury potrzebują Twojej pomocy — bez wsparcia nie będziemy mogli tego robić dalej.

Dorzuć się do Wolnych Lektur!
Przejdź do biblioteki
Wesprzyj nas

Wesprzyj nas!

x

Spis treści

      Heinrich HeineDysputatłum. Konopnicka Maria

      1

      W sławnej auli, w Toledo,

      Uroczyście brzmią fanfary.

      Na duchowny turniej spieszą

      Różnobarwne ludu tłumy.

      5

      Nie jest to potyczka świecka,

      Nie żelazo ma tam błyskać.

      Bronią będzie tylko słowo

      Scholastycznie wyostrzone.

      Nie rycerscy paladyni

      10

      Walczyć będą, w dam obronie,

      Boju tego szermierzami

      Jest mnich szary, oraz rabin.

      Zamiast w hełmach — ten w kapturze,

      Ów w jarmułce szabasowej.

      15

      Jeden szkaplerz ma pancerzem,

      Drugi śmiertelną koszulę.

      Który Bóg prawdziwym Bogiem?

      Czy ten srogi hebrajczyków

      Bóg jedyny, za którego

      20

      Walczy Juda Nawarrejczyk,

      Czy też Bóg troisty w sobie,

      Miłościwy Pan Bóg chrześcian,

      Którego rycerzem Joze,

      Brat gwardyan od Franciszkanów?

      25

      Przez potęgę argumentów,

      Przez logiczne syllogizmy,

      I cytaty autorów,

      Co najwyższą są powagą,

      Każdy z nich chce przeciwnika

      30

      Doprowadzić «ad absurdum»,

      I boskości najprawdziwszej

      Boga swego dowieść światu.

      Uradzono, że ten, który

      W sporze będzie pokonanym,

      35

      Wiarę swego adwersarza

      Przyjąć jest obowiązany.

      Jeśli żyd, to sakramentem

      Chrztu zostanie oczyszczony.

      Jeśli chrześcianin, to się

      40

      Poddać musi obrzezaniu.

      A każdemu z nich przydano

      Jedenastu towarzyszy,

      Którzy w doli i niedoli

      Losy ich podzielać mają.

      45

      Pełna wiary i otuchy

      Jest drużyna gwardyana,

      I święconej wody kubły

      Trzyma do chrztu w pogotowiu.

      I potrząsa kropidłami,

      50

      I kołysze kadzielnice,

      Przeciwnicy zaś tymczasem

      Obrzędowe ostrzą noże.

      Tak gotowe oba wojska

      W szrankach stają w pośród sali,

      55

      A lud pcha się niecierpliwie

      Oczekując walki hasła.

      Pod złocistym baldachimem,

      W otoczeniu dworskiej ciżby,

      Król jegomość i królowa,

      60

      Co wygląda jak podlotek.

      Nosek ma francuskim krojem

      I figlarną, drobną buzię,

      Czarującą rubinami

      Uśmiechniętych ciągle ustek.

      65

      Piękny, ale wątły kwiatek,

      (Niech się Bóg zmiłuje nad nim!)

      Z rozkosznego swego kraju

      Tutaj został przesadzony.

      Tu, na grunt ten zimny, twardy,

      70

      Na hiszpańskiej grunt grandezzy.

      Tam się zwała «Blanche de Bourbon»,

      «Donna Blanca» tu się zowie.

      Król zaś nosi imię Piotra,

      A przydomek ma: Okrutny.

      75

      Lecz dziś jest wesołej myśli,

      Od imienia lepszy swego.

      Więc łaskawie oto gwarzy

      Z dumną szlachtą swego dworu,

      A i żydom też niekiedy

      80

      Grzeczne jakie słówko rzuci.

      Obrzezani ci rycerze

      Są to króla faworyci:

      Rozkazują w jego armii,

      Zarządzają finansami.

      85

      Aż w tem nagle bicie w bębny

      I trąb dźwięki sygnał dają,

      Że języczny bój otwarty,

      Że dysputa się zaczyna.

      Już się gwardyan franciszkański

      90

      Naprzód rwie z pobożnem męstwem,

      A głos jego naprzemiany

      To grzmi, to szyderczo zgrzyta.

      Przedewszystkiem — w imię Ojca,

      Syna i świętego ducha,

      95

      Egzorcyzmuje rabina,

      Złe nasienie Jakóbowe.

      Gdyż przy takich kontrowesach

      Często dyabeł w żydzie siedzi,

      Ażeby go swą chytrością

      100

      I dowcipem opatrywać.

      Gdy wygnany był już dyabeł

      Mocą świętych egzorcyzmów,

      Puścił się mnich do dogmatów

      I katechizm swój roztoczył.

      105

      Prawił, jako w jednym Bogu

      Trzy znajdują się osoby,

      Które przecież są jednością

      Nierozłączną i prawdziwą.

      Tajemnica, którą łatwo

      110

      Pojmie każdy, kto się wyrwał

      Z nieszczęsnej rozumu matni,

      I z okrutnych więzów jego.

      Prawił, jako Pan najwyższy

      W Betleemie się narodził

      115

      Z Dziewicy, która zarazem

      Matką była i Dziewicą.

      Jak położon był Pan świata

      W nędznym żłobku, i jak przy nim

      Wół i osioł w zadumaniu

      120

      Stały, zbożnych bydląt dwoje.

      Prawił potem, jak Pan świata

      Przed Heroda oprawcami

      Do Egiptu uciekł; zaczem

      Zniósł krzyżowej śmierci mękę,

      125

      Pod Poncyuszem, pod Piłatem,

      Co podpisał wyrok krwawy

      Za Faryzeuszów wolą

      I żydostwa sprośnej tłuszczy.

      Prawił, jak Pan pogrzebany

      130

      Z grobu powstał dnia trzeciego,

      I jak potem własną mocą

      Na niebiosa wstąpił w chwale.

      I jak stamdtąd znów na ziemię

      Zstąpi, gdy się spełnią czasy,

      135

      By w dolinie Jozafata

      Sądzić żywych i umarłych.

      «Drżyjcie żydzi!» tak rzecz kończył

      «Przed tym Bogiem, któregoście

      Biczowali i męczyli

      140

      I straszną mu śmierć zadali!

      «Bogobójcą, pomsty ludem,

      Jesteś ty żydowskie plemię!

      Zawsze ty wydajesz na śmierć

      Zbawcę, co cię chce odkupić!

      145

      Wyście grodem tym, o żydy,

      Gdzie szatany rade siedzą.

      Ciała wasze, to koszary

      Dla dyabelskich legionów.

      «Tak mówi Tomasz z Akwinu,

      150

      Którego zwą Wielkim wołem

      Uczoności, a który jest

      Światłem wszystkich bożych wołów!

      «Żydy! wy jesteście wilki

      I szakale i hyeny,

      155

      Które wietrzą po mogiłach,

      Szukając trupiego żeru!

      „Żydy, Żydy! Wyście wieprze,

      Pawjany i jednorożce,

      (Które zwą nosorożcami,)

      160

      Krokodyle i wampiry!

      «Wyście kruki i puszczyki,

      Nietoperze, sprośne dudki,

      Bazyliszki, sępy krwawe,

      Nocy i szubienic ptaki.

      165

      «Wyście trutnie, wyście krety,

      Wyście żmije i ropuchy,

      Jeże, gady… Chrystus kiedyś

      Zdepcze, zetrze wasze głowy.

      «Lub gdy chcecie, o przeklęci,

      170

      Zbawić wasze nędzne dusze,

      Z synagogi starej złości

      Uciekajcie w miasto święte!

      «Uciekajcie w jasne ludy,

      Gdzie z błogosławionych zdrojów,

      175

      Spłynie na was łaski woda!

      Tam zanurzcie głowy wasze.

      «Tam Adama zmyjcie z siebie

      Z pierworodną zmazą jego.

      Tam z serc waszych zmyjcie pleśnie

      180

      Zestarzałe od lat tylu!

      «Czy słyszycie Zbawiciela,

      On was nowem mianem woła!

      Idźcie się na łono Chrysta

      Iskać z win waszych robactwa!

      185

      «Bóg nasz Bogiem jest miłości,

      Przypodoban owcy cichej

      Dla zmazania grzechów naszych

      Umarł on na drzewie krzyża.

      «Bóg nasz jest miłości Bogiem,

      190

      Jezus Chrystus jest mu imię,

      Jego słodycz i pokorę

      Naśladują wszyscy wierni!

      «I dlatego my tak cisi,

      Ludzcy i pokoju pełni,

      195

      Żadnych sporów, żadnych kłótni,

      Bo nasz wzór — Baranek cichy.

      «Za to w niebie będziem kiedyś

      Jako aniołowie boży,

      Z białą lilią w ręku chodzić

      200

      Po kwiecistych, rajskich łąkach.

      «Zamiast grubej guni mniszej

      Nosić będziem białe szaty

      I muśliny i jedwabie,

      Złote kolce i pstre wstęgi.

      205

      «Tam nie będzie tonsur. Z głowy

      Złote spłyną nam kędziory,

      A dziewice najpiękniejsze

      Pleść je będą i rozplatać.

      «Wybornego wina czary

      210

      Znacznie większej miary będą

      Niźli nasze tu szklenice,

      A z nich tryśnie napój złoty.

      «I przeciwnie, znacznie mniejsze

      Niźli tu kobiece usta,

      215

      Będą usta pięknych dziewic,

      Które w dziale nam przypadną.

      «Tak w radości i w rozkoszy

      Przejdzie dla nas wieczność cała.

      Na śpiewaniu: Halleluja!

      220

      Na śpiewaniu: Kyrielejson!»

      Skończył gwardyan. I wnet mnichy

      Pewne, że już światło wiary

      Na niewierne serce spływa,

      Raźno chrzestny sprzęt podają.

      225

      Ale wodowstrętne żydy

      Otrząsają się ze zgrzytem,

      A Reb Juda Nawarryjczyk,

      Tak wywodzi swą replikę.

      «Aby pod swój siew uprawić

      230

      Ducha mego twardą rolę,

      Cały wóz gnojowy obelg

      Wyrzuciłeś na to pole.

      Każdy swoją ma metodę,

      Do której jest nawykniony.

      235

      Ja nie gniewam się za twoją,

      Owszem, dank składam z mej strony.

      «Dogmat Trójcy — ten nie może

      Do naszego przystać ducha,

      Gdyż reguły trzech od młodu

      240

      Każdy z nas wykładu słucha.

      «Że w jedynym twoim Bogu

      Trzy znajdują się osoby,

      To rozumiem. Sześć tysięcy

      Było bogów dawnej doby.

      245

      «Ten, którego zwiesz Chrystusem,

      Obcy mojej jest źrenicy.

      Nie mam także przyjemności

      Matki jego znać, dziewicy.

      «Przykro mi, że dwa tysiące

      250

      Temu lat, czy coś bez mała,

      Jakaś się tam nieprzyjemność

      W Jeruzalem jemu stała.

      «Czy to żydzi go zabili —

      Dowieść dziś nie ma sposobu,

      255

      Skoro sam corpus delicti

      Dnia trzeciego zniknął z grobu.

      «A to, czy był spokrewniony

      Z Bogiem naszym, to z waszeci

      Przeproszeniem, wątpię, bowiem

      260

      Bóg nasz nigdy nie miał dzieci.

      «Bóg nasz nigdy nie umierał

      Jagnięciem na śmierć wydanem,

      On ludzkości nie był nigdy

      Filantropem, pelikanem.

      265

      «Bóg nasz, to nie Bóg miłości.

      Gruchać — nie jest mu nałogiem.

      On jest Bogiem piorunowym,

      Twardej pomsty on jest Bogiem.

      «Grom jego nieubłaganie

      270

      W pierś grzesznika karą bije,

      A za winy ojców swoich

      Późny wnuk w pokucie żyje.

      Bóg nasz żyw jest! On w niebieskim

      Gmachu swoim wolny gości,

      275

      I przed wieki i na wieki

      W swojej trwa nieskończoności.

      «Bóg nasz — On jest zdrowym Bogiem.

      To nie myt jest, nie marzenie,

      Blade, cienkie, jak opłatek,

      280

      Albo jak Kocytu cienie.

      «Bóg nasz mocny jest. On w ręku

      Dzierży księżyc, gwiazdy, słońce,

      Trony drżą, padają ludy,

      Kiedy ściągnie brwi grożące.

      285

      «Bóg nasz — wielki to jest Bóg!

      Dawid śpiewa, że wielkości

      Jego nikt nie zmierzy. Ziemia

      Jest podnóżkiem jego nóg.

      Bóg nasz kocha się w muzyce,

      290

      Lubi hymny, lutni dźwięki,

      Ale, jak chrząkanie wieprzków,

      Są mu wstrętne dzwonów jęki.

      «Lewiatanem zwie się ryba,

      Co nurtuje mórz głębiną,

      295

      Z nią to igra Pan i Bóg nasz,

      Dnia każdego, przez godzinę.

      Za wyjątkiem dziewiątego

      Dnia, w miesiącu «Ab», dnia, który

      Widział upadek Syonu,

      300

      Bo w tym dniu jest zbyt ponury.

      «Sto mil długi jest Lewiatan,

      W płetwach zaś jest tak potężny,

      Jak król Og; a ogon taki,

      Jak cedr bywa niebosiężny.

      305

      «Lecz mięso ma delikatne,

      Lepsze, niźli żółw z rosołu.

      A w dniu wielkim zmartwychwstania

      Pan do swego wezwie stołu

      Cały lud swój, lud wybrany.

      310

      Przyjdą mędrcy, sprawiedliwi

      I wyborną ową rybą

      Każdy wówczas się pożywi.

      «Część podana będzie z czosnkiem,

      Z sosem białym, część na winie,

      315

      Z przyprawami, z rozynkami,

      Jak się karp podaje ninie.

      A po białym owym sosie

      Rzodkiew w główkach pływa sobie…

      Taka ryba, Frater Joze,

      320

      Smakowałaby i tobie.

      A sos szary też wyborny,

      Ma rozynków sporą dozę…

      Ten niebiańskoby uraczył

      Twój żołądek, Frater Joze!

      325

      «Co Bóg warzy, dobrze warzy.

      A ot rada dla waćpana:

      Namyśl się i daj obrzezać,

      A skosztujesz Lewiatana».

      Tak uczony prawił Rabbi.

      330

      Łechce, kusi, jako może,

      A rozkosznie mrucząc żydzi

      Wyciągają już swe noże.

      Aby jako tryumfatory

      Wrogów swoich oskalpować,

      335

      I te «spolia opima»

      Na zwycięstwa dowód schować.

      Ale mnichy twardo stoją

      Przy swych ojców świętej wierze

      I żadnego obrzezańcem

      340

      Zostać, jakoś chęć nie bierze.

      Więc po żydzie znów wziął słowo

      Frater Joze nawróciciel,

      I znów pełne kubły pomyj

      Lał na głowę mu ten chrzciciel.

      345

      I znów Rabbi replikował

      Z żarliwością wstrzymywaną,

      I choć serce w nim kipiało,

      Przecież nie wybuchnął pianą.

      Powoływał się na «Misznę»,

      350

      Komentarze i traktaty.

      Przywiódł też «Taumes-Jantofa»

      Wielce poważne cytaty.

      Lecz spotkała go odpowiedź

      Tak bluźniercza, jak i wściekła,

      355

      Gdyż do wszystkich dyabłów mnich go

      Wraz z «Jantofem» słał do piekła.

      «No, więc dosyć już, o Boże!»

      Wrzasnął Rabbi głosem sowy.

      Cierpliwości mu już zbrakło

      360

      I szał buchnął mu do głowy.

      «Taumus-Jontof» nic nie znaczy?

      Cóż więc znaczy? Biada! Biada!

      Ukarz panie, świętokradcę,

      Niech pochłonie go zagłada!

      365

      «Bowiem »Taumus-Jontof,« Panie,

      Toś Ty sam jest, wielki Boże!

      A bluźnierca Taumesowy

      Gromu Twego ujść nie może!

      «Niech przepaści go pochłoną!

      370

      Jak Korego i Datana,

      Co powstali przeciw Ciebie,

      Przeciw Ciebie, swego Pana!

      «Rzuć twój piorun najognistszy,

      Na bluźniercze te warchoły!

      375

      Wszakże miałeś dość w Sodomie

      I w Gomorze siarki, smoły!

      «Uderz Panie, w tego mnicha,

      Tak jak niegdyś w Faraona,

      Kiedy naszych żydków rzesza

      380

      Uciekała objuczona.

      «Sto tysięcy miał za sobą

      Król ten jeźdźców i junaków,

      Zbrojne stalne, jasne miecze,

      Lotne strzały u sajdaków.

      385

      «Tyś wyciągnął rękę, Boże,

      A te hufce niezliczone,

      Z Faraonem, jak kocięta,

      Morze połknęło Czerwone.

      «Uderz, Panie, tego mnicha!

      390

      Niech wie szalbierz ten opasły,

      Że pioruny w twojej dłoni

      Nie zamokły, nie wygasły!

      A ja Ciebie i Twą chwałę

      Będę śpiewał, będę głosił,

      395

      I jak Miriam w bęben bijąc

      W pląsach będę się unosił!»

      Tutaj nagle wpadł mu w mowę

      Mnich, okropnym gniewem wzdęty:

      «Bogdaj ciebie Pan poraził,

      400

      Potępieńcze ty przeklęty!

      «Niczem twoje mi pioruny,

      Niczem twe piekielne działo,

      Bom pożywał dzisiaj Chrysta

      Utajone Krew i Ciało!

      405

      «Chrystus jest potrawą moją

      Przedniejszą od Lewiatana

      Z białym sosem, z czosnkiem, z rzodkwią,

      Gotowanym przez szatana!

      «Ach! Zamiast tu dysputować

      410

      Jakże chciałbym cię na stosie

      Prażyć, razem z twą czeredą,

      W wrzącej smoły czarnym sosie!»

      I tak turniej ten o Boga

      I o wiarę grzmiał na sali.

      415

      Lecz rycerze nadaremnie

      I wrzeszczeli i sapali.

      Już dwanaście godzin przeszło

      Toczy się ten bój bez tamy,

      Już publika się zmęczyła,

      420

      Już się silnie pocą damy.

      Już i dwór się niecierpliwi,

      Siaki taki w kącie ziewa,

      Gdy do pięknej swej królowej

      Król w te słowa się odzywa:

      425

      «Radbym słyszeć twoje zdanie.

      Powiedz zatem, moja miła,

      Czy za żydem, czy za mnichem

      Raczej byś się oświadczyła?»

      Donna Blanka patrzy pilnie,

      430

      Pilnie myśli, pilnie bada,

      Paluszkami czoło ciśnie,

      I tak wreszcie odpowiada:

      «Kto ma racyę, mnich czy rabin,

      Tego królu, nie wiem wcale!

      435

      Lecz po jednym i po drugim

      Wartoby wykadzić salę».

      Close
      Please wait...