TPWL

Wolne Lektury potrzebują pomocy! Wesprzyj bezpłatną bibliotekę internetową i przeczytaj utwory napisane specjalnie dla Ciebie.

x

Spis treści

    1. Ciało: 1
    2. Śmierć: 1 2
    3. Trup: 1
    4. Wspomnienia: 1

    Tadeusz GajcyDo zmarłej

    1

    Wspomnienia, Ciało, Trup, ŚmierćPusty po tobie powietrza słup

    oczy mi mrozem przekłuł;

    dochodzi do mnie świergot twych stóp

    gołębich: szelest

    5

    sukni najlżejszy, korali dźwięk

    okrągły, nikły jak dzwonków pęk

    u głowy twojej w kościele.

    Ze snu powstaję i cieniem rąk

    nierzeczywistych dla mnie i trudnych

    10

    szukam oddechu twojego. Skroń

    zgina mnie ciężka jak kamień — i

    widzę przez oczy, które mróz przekłuł:

    ciało twe drobne tuli się w trumnie

    w chłodnej koszuli jak w śniegu.

    15

    Rozumiem teraz błyskawic syk,

    wołanie kwiatu, gdy pryska w twarz

    kolorem silnym, i garstkę śpiewu

    w krzaku pobliskim ciemnym jak głaz.

    Lecz język wtedy martwy był. Nie mógł

    20

    odczytać pisma, które u powiek

    nosiłem niemy światłu podobne.

    Kto wyzwał ciebie miłosną tak,

    że ręką zimną, senną jak plusk

    odwiodłaś świat ten? Godzina inna

    25

    była i inny księżyc się kładł,

    sen gęstniał wonny, więc w oczach rósł,

    zagarniał usta. Ciało jak linia

    proste zostawił… Kroplami żal

    świec sinych pada i stopy parzy

    30

    bezradne, kruche w pościeli tej.

    Twarz moja ciemna — noc na mej twarzy

    wilgotna, czujna jak z tobą w śnie.

    Kto głosem wzywał z ciemności nagłej

    i wywiódł ciebie z miejsca miłego

    35

    ciało otworzył i na dnie skały

    ziemskiej zostawił? —

    Wysoki świat

    leży jak słońce ślepe na brzegu

    chmur spadających. I dudnią dna

    40

    wód po kamieniach z lawy i srebra,

    z komet chodzących świetlisty łuk

    tęczy zawisa lekki jak brew

    i jak muzyka toczy się huk.

    Podziemna przestrzeń wyrasta z głębi:

    45

    drzewa jak ryby, skały jak bór,

    szumi jak rzeka zielona węgiel,

    bryła otwiera usta do krzyku,

    spada gwałtownej ciemności nurt

    po mchach żelaznych, grzybach krzemiennych

    50

    i noc kołysze głuchą muzyką.

    Dla mnie, dla ciebie, dla wielu z nas.

    Ty tylko szmer ten pojęłaś szybciej

    i wiesz dlaczego chmur chwiejnych maszt

    nie ma krawędzi i czasu nie zna,

    55

    a człowiek milcząc śpiewa jak skrzypce,

    dłonie złamane śmiesznie wytęża

    i czeka nogą szukając dna.

    Chwilą to nazwij albo strumieniem

    kolorów wszystkich i woni świeżych.

    60

    Jak pejzaż przeszło obok milczenie

    i stoję: w oczach łamie się tło,

    niebo faluje krótkie przez rzęsy

    i znowu nie wiem patrząc w to miejsce,

    jakie w nas struny wyschnięte mrą.

    65

    Podwoję ilość imion daremnych,

    uśmiech przypomnę srebrny jak sierp

    i nad parzystym widmem twej ręki

    oczy zawieszę czarne od świec.

    Ale czy dojrzę, ale czy chwycę

    70

    ten dźwięk, tę nutę wybraną z mrozu,

    co pada za mną i truje liście

    drzew jak posągi rżnięte w złej zorzy?

    Pod słońcem małym dogna mnie tchnienie

    z jarów śmiertelnych; — stuloną dłoń

    75

    położę wówczas w nagim strumieniu

    tych niepojętych wołań za mgłą.

    Ale czy znajdę światłem przebity

    tę chwilę skąpą, jak okno wąską,

    kiedy widnokrąg podobny szybie

    80

    sunął pod chmury perłowy łoskot

    i wiódł falistą sukni twej kroplę?

    ŚmierćDochodzi do mnie powtórny sen:

    jak witraż fiolet u twoich stóp

    i ciało czeka chłodne i proste

    85

    nocy, o której tak mało wiem.

    Close
    Please wait...