Aby móc stabilnie działać w 2026 roku, potrzebujemy Twojego wsparcia!
dowiedz się więcej

Wpłać
 
300 000 zł

Cześć, jestem Dominik. Jestem właścicielem Postęp Studio i razem z Wolnymi Lekturami od ponad dwóch lat realizujemy dla Was audiobooki, których możecie słuchać za darmo.

Z tego miejsca chciałbym Was też zaprosić do wspierania po prostu Wolnych Lektur, bo Wolne Lektury istnieją właśnie dzięki Wam i dzięki Wam mogą takie projekty tu działać. Tylko po prostu liczą na mały gest od Was, od Ciebie, który może przyczynić się do tego, żeby nasza kultura mogła dalej trwać, istnieć i zachować się na lata.

Zapraszam do wsparcia.

Wesprzyj Wolne Lektury — teraz, zanim zapomnisz
Szacowany czas do końca: -
Tadeusz Gajcy, Czas

Spis treści

    1. Ojczyzna: 1
    2. Strach: 1
    3. Wojna: 1 2

    Tadeusz GajcyCzas

    1
    Kiedy po włosach kręte płomyki wiją się pośpieszne
    i iskra wzrok wypala, czoło w sieć zamienia,
    twe ręce przerażone ogromnym powietrzem
    kulistym bardzo — drżą.
    5
    Za oknem jak krawędzią dwu odmiennych światów
    jest ciemna pogoń planet, milczenie kamienia
    i niebo, dymiąc głucho, płynie cieniem statku,
    pod którym wieją skrzydła żegnających rąk.
    A światy są ogniste i oczom dostępne.
    10
    Nie chwila staje w ogniu, lecz horyzont ziemski:
    na morzach drobnych fala ociera się z lękiem
    o brzegi nagich piasków, na których jak kreski
    powstają ciężkie dymy i błysk się wyzwala.
    WojnaTam domy drżą dziecinne w ogrodach zniszczenia
    15
    i pocisk szlak wyznacza, a za nim jak palma
    upada gałąź ognia na miasto z kamienia.
    Ten obszar pełen głosów to ojczyzna ludzka
    i nad nią jest granica z księżyca i chmur.
    Rozwarte chodzą gwiazdy, Ojczyznapowietrze jak z piór
    20
    pod niebem danym ustom jak niebieskie płuca
    granice, co z obłoków dokładnie wypełnia
    i kraj zaludnia chłodny farbami marzenia.
    I chociaż bije ziemia skalista i srebrna,
    pod tobą jest ojczyzna z drżącego płomienia.
    25
    Bo wieją długie trawy i przy każdej drodze
    stanęło lekkie drzewo za kamieniem białym;
    i widzisz prędki pyszczek myszy w polnej norce,
    i księżyce stalowe twarde zboża kładą;
    więc jeszcze tutaj anioł oczyścił sandały
    30
    i miecz na wadze złożył, i dotknął cię światłem,
    że jesteś pełen blasku, w ciało ledwie wierzysz
    i z trwogą słuchasz dźwięków okrutnych, mosiężnych.
    I do kwiatu powiadasz w pieszczotliwej mowie:
    mój bracie. Wciąż ojczyzna wspomnieniem porasta
    35
    i wracasz znów nad rzekę, gdzie jak mały chłopiec
    do ręki piasek bierzesz i w zwierciadło miasta
    na fali niespokojnej jak w szybę się patrzysz.
    Lecz nie widzisz tam wiele: kilka ogni stoi
    milczących pośród domów, a na wodzie płaskich,
    40
    i łuna trąca falę, rzeźbi w drzewne słoje.
    I idziesz coraz głębiej, i wciąż cię zachwyca
    twa własność niepodzielna, zaprzedana stopom,
    i Wojnanie wiesz, jak w tej chwili nad ziemią ci obcą
    krzyknęły usta armat, człowiek dłoń położył
    45
    i inny człowiek upadł; pod światłem księżyca
    zalśniły w drzewach bronie, zahuczały wozy,
    nad miastem ogień zawisł jak kometa długa
    i niebem rzucał gęstym na gwałtownych łukach.
    I trwoży cię dźwięk ostry, i tulisz powietrze
    50
    w powiekach, aby obraz zatrzymać na zawsze,
    gdy szedłeś obok matki tym znajomym miastem
    i pięści małe niosłeś już wtedy bezbronne,
    i lękasz się, gdy mówią, że gorzka jest przestrzeń,
    po której dzisiaj stąpasz, a myślisz wciąż: promień.
    55
    I jeszcze nie dostrzegasz, kiedy brzegiem krążysz,
    jak trudna jest ta ziemia wysoka do łokci
    smugami ciężkich kłosów wezbranych jak nurt.
    Po czole spada światło słoneczne i w pocie
    wypręża zgrzebny człowiek swe mięśnie jak orzech
    60
    nakryty posągami falujących chmur.
    StrachWięc trwożysz się daremnie, powracasz nieustannie
    przez głos krzywdzonych rzeczy i przez człowieka krzyk
    do miejsca wiecznej ciszy, co — w tobie ma posłanie
    i nigdzie więcej nie ma. Uderza w twardy brzeg
    65
    raniona w piersi woda odbiciem twojej ziemi,
    o której myślisz: promień, nie krew, i głaz, i pot —
    znów słuchasz: skrzypi fala i ciągnie nad ciemnemi
    drzewami długim sznurem gwiaździsty zwarty lot.
    Bezpieczne płatności zapewniają: PayU Visa MasterCard PayPal

    Dane do przelewu tradycyjnego:

    nazwa odbiorcy

    Fundacja Wolne Lektury

    adres odbiorcy

    ul. Marszałkowska 84/92 lok. 125, 00-514 Warszawa

    numer konta

    75 1090 2851 0000 0001 4324 3317

    tytuł przelewu

    Darowizna na Wolne Lektury + twoja nazwa użytkownika lub e-mail

    wpłaty w EUR

    PL88 1090 2851 0000 0001 4324 3374

    Wpłaty w USD

    PL82 1090 2851 0000 0001 4324 3385

    SWIFT

    WBKPPLPP

    Skopiuj link Skopiuj cytat
    Zakładka Istniejąca zakładka Notka
    Słuchaj od tego miejsca