Aby móc stabilnie działać w 2026 roku, potrzebujemy Twojego wsparcia!
dowiedz się więcej

Wpłać
 
300 000 zł

Witam Was serdecznie. Nazywam się Mateusz i jestem realizatorem w Postęp Studio, miejscu, gdzie powstają audiobooki dystrybuowane dalej przez Fundację Wolne Lektury.

Jako realizator odpowiadam za cały proces tworzenia audiobooka od nagrań lektorskich aż do finalnej postprodukcji. Wolne Lektury to świetna inicjatywa, która daje Wam dostęp do bazy, do dużej biblioteki lektur szkolnych zupełnie za darmo.

Jeżeli zależy ci na tym, aby móc dalej wspierać tą inicjatywę i aby ta inicjatywa mogła się rozwijać, dorzuć się, proszę, przysłowiową cegiełkę do zbiórki, która została, właśnie przez fundację założona. Z góry dziękuję i życzę wszystkiego dobrego.

Wesprzyj Wolne Lektury — teraz, zanim zapomnisz
Szacowany czas do końca: -
Anne Finch, Splin

Spis treści

    1. Kobieta: 1
    2. Melancholia: 1
    3. Poetka: 1
    4. Sztuka: 1

    Anne FinchSplinWiersz pindarycznytłum. Piotr Marcinków

    1
    Czym jesteś, Splinie, skoro kształt swój stale zmieniasz?
    Tyś Proteuszem ludzkości cierpiącej,
    Która przyczyny twej szuka bez końca
    I na próżno próbuje przejrzeć przez twoje złudzenia.
    5
    Coraz to nową przybierasz znów formę:
    Teraz spokojny niby Morze Martwe,
    Ledwie mącone głuchym szumem zmartwień,
    Nagle zrywasz się wściekle, targasz w najgorszym ze sztormów.
    Czasami przyjdziesz drżący jak osika,
    10
    By wtem wybuchnąć trwogą i paniką;
    Nocą pełzną twe cienie, nad śpiącym się zbiorą,
    Łóżko ciche otoczą posępnych zmór sforą
    I sny złowróżbne będą sączyć w głowę smutkiem chorą;
    Lub północ bije, a mimo to człowiek
    15
    Zmrużyć nie może ciężkich, zmęczonych dniem powiek,
    A gdzie nie spojrzy, zwid na każdym kroku:
    Tu zjaw dziwacznych tańczy całe grono,
    Głowy ostre jak szpice rosną, dziwnym ogniem płoną,
    I duchy rodzą się z mroku.
    20
    Podobne wizje szalały w godzinę,
    Kiedy Brutus (z krwią mrozem ściętą na dźwięk głosu,
    Z sercem zdjętym troską o Rzymu przyszłe losy,
    Zanim do bitwy ostatniej wyruszy,
    Zanim senat pokłoni się przed Oktawiuszem)
    25
    Przegrał, padł rażony Splinem.
    Niesłusznie winą obarczamy ciało,
    Tę formę naszą ciężką i nietrwałą,
    Która — zanim grzech w swoim martwym plonie
    Ciebie, ponury gościu, wpuścił do niej —
    30
    Z duszą złączona zgodą względem siebie,
    Nie więziła swej siostry, co w lotu potrzebie
    Przemierzała przestrzenie swego domu w niebie.
    Nigdy też, kiedy w niebie własnym mieszkał,
    Gdy Człowiek w rajskim panował Ogrodzie,
    35
    Ziemi dobrej i płodnej, gdzieś na wonnym Wschodzie,
    Gdy wszystek zapach czuł na swoich ścieżkach,
    Zbrojne słodycze, nim stałeś się królem,
    Nie tumaniły zmysłów ani twarzy
    Przykrym rumieńcem nie mogły obdarzyć.
    40
    Teraz żonkil nam rani umysły zbyt czułe;
    Mdlejąc, padamy pod aromatycznym bólem,
    Aż jakiś zapach ciężki twą srogość oswoi
    I rozkosz odpuścimy dla krótkiej chwili spokoju.
    W każdym, kto się pod władzę twą dostanie,
    45
    Inne wybierasz gesty i przebranie:
    Tu w zagajniku przyjaciel troskliwy
    Wysłuchać musi twych porad fałszywych,
    Zmyślonych żali, westchnień i smutków zawile
    Wyszeptywanych z błyskiem twej łzy krokodylej;
    50
    W pospolitym zaś tłumie na ulicy
    Słychać, jak głośni twoi niewolnicy
    Nagłym śmiechu wybuchem zdradzają twe panowanie.
    Twoje miazmaty dręczą też zaborczą żonę,
    Wznosząc się z pasji gorących kłębami
    55
    Do mózgu nazbyt chłonnego, by potem
    Ciało opuścić i spłynąć z powrotem
    Z oczu zamglonych i wilgotnych łzami
    Wprost na serce jej męża już zmiękczone,
    I w środku kłótni mąż musi się skłonić
    60
    Ku jakiemuś ustępstwu, zawieszeniu broni;
    Aż Pan i władca, co ma wszędzie bez wyjątku
    Rządzić, ogłosi pokój i tryumf rozsądku,
    A żona, Splinem zbrojna, przywoła się do porządku.
    Głupiec, chcąc pokryć intelektu braki,
    65
    Zmyśla, że znosić musi twe ataki —
    Choć z przyrodzenia ciemny, raczej woli
    Przypisać winę twej nad nim kontroli;
    Bo bywa i tak, że do tego dążysz,
    By umysł nawet najtęższy pogrążyć:
    70
    Czasami człowiek o myśli jak kruszec
    Nie wytrzymuje — im głupota śmielej
    Króluje, choć on światu dał z siebie tak wiele,
    Tym bardziej chciałby skryć się, w twoich cieniach zapaść, uciec.
    PoetkaI mnie także, niestety, tak często zwyciężasz:
    75
    Czuję twoją moc, kiedy szarpię się w twych więzach;
    Czuję mojego rytmu rozpad, wiersze leżą w strzępach.
    Cokolwiek widzę, widzę poprzez bielmo czarne,
    I wszystko jak ty jest mroczne, koszmarne,
    Me wiersze wyśmiewane, trud mój wskutek złości
    80
    Zwany pustym głupstwem lub szczytem bezczelności:
    Kiedy kroczę Muz pięknymi ścieżkami,
    Kiedy w gajach sekretnych, przy tajnych krynicach
    Pragnę tropić niezwykłe, odnaleźć, przemycać,
    Unikając dróg prostych, znanych i zdeptanych;
    85
    Sztuka, KobietaNie mojej dłoni naiwnie powtórzyć
    W zgasłych jedwabiach jedyny cud róży,
    Ani kolor dać śmiesznym ptakom w marnym szkicu,
    Na szkle malować władcy niewyraźne lico,
    Anioła z mieczem, ani mówiącą oślicę.
    90
    Wszelakiej krzywdy jawnej możesz być patronem,
    Fałszywą męża wymówką, gdy żonę
    Znów odtrąca i ciszę narzuca grobową,
    A dla przyjaciół zaraz uśmiech ma i dobre słowo.
    Siłę twą zdradza syn Bachusa, który
    95
    Nie może nigdy odpuścić kielicha,
    Choć niby tylko troski twe odpycha,
    Szczęścia godzinę kradnie z szeregu ponurych
    I królestwo twe topi w strumieniach purpury.
    Gdy kokietka, o której każdy głupiec śni w nocy,
    100
    W swej niestałości pozna kartę silną,
    Maski wnet umie wymieniać dowolnie:
    Z psotnej przed chwilą, próżnej i frywolnej
    Staje się nagle cichą i melancholijną,
    Stosy błędnych, gorących iskier sypią jej oczy,
    105
    Jej postura niedbała, odchylona głowa,
    Twarz zamyślona i opanowana,
    Znaczą, że smutek wielki w głębi duszy chowa,
    Fircyk zaś widzi jasny sygnał do działania,
    Więc powód badać pocznie pan grzeczny i uroczy;
    110
    Powodem jest, w istocie, ciężki brak rozumu,
    Choć Splin wskażą, nie widząc w nim znoszonego kostiumu.
    Lecz to nic więcej niż tanie spektakle
    W gorzkim teatrze i jarmarczne sztuczki,
    Które powstały z myślą o maluczkich;
    115
    Prawdziwą zgubę niosą skutki potężniejszych zaklęć.
    Przez ciebie Wiara, która winna przecież
    Wszem ludziom przynieść światło na tym świecie,
    Tonie w ciemności, zmącona do szczętu
    Trwogą, strachem przed karą, sumieniem zawziętym
    120
    I kolejnym zakazem wypaczonym z tekstów świętych.
    Nie kosztuj, nie dotykaj — to obrazoburcze
    Słowa, które wmawiasz nam przeciwko szczodremu Stwórcy.
    MelancholiaZwiodłeś ich swym fałszem, przez ciebie oniemieli,
    Wygnani na pustynię lub do ciemnej celi,
    125
    Złudzeni świątobliwi — chociaż większym zgoła
    Trudom na chwałę Bożą mogliby podołać,
    Twoimi są sługami, Splinie, i twego kościoła.
    Na nic nam nauk i sztuk szeroki dorobek,
    Na nic nam leki i wszelkie sposoby,
    130
    Na nic nam z liści indyjskich napary
    Lub ze zmielonych, ciemnych Wschodu ziaren,
    I zrozpaczonym na nic ciężkich win pełne puchary.
    Na nic harmonia, bo choćby bez końca
    Dźwięk fletu chłonąć lub struny potrącać,
    135
    Harmonia nigdy nie odniesie skutku;
    Tęskna melodia tylko złagodzi cię w smutku,
    A ton radosny porwie w ekstazę zbyt krótką.
    Mimo lekarza rosnącej fortuny,
    Mimo że zwiększa swój dochód obficie
    140
    Doktor po każdej kolejnej wizycie,
    Bada, w głowę zachodzi – wciąż nic nie rozumie.
    I nawet Lower[1] wykształcony ściśle
    Twej przyczyny nie poznał ani w rozkrojonym
    Ciele nie znalazł dziur, gdzie nieproszony
    145
    Gnieździłeś się, żerując na ofiary swej umyśle.
    Pewien, że w końcu kropla każdą drąży skałę,
    W pracy nadludzkiej strawił lata całe,
    Już myślał, że cię dorwał — a to ty jego dorwałeś
    I jak więzień, niewolnik w pełni wierny tobie,
    150
    Zduszony twym łańcuchem, zniknął martwy w ciemnym grobie.

    Przypisy

    [1]

    Lower, Richard (ok. 1631–1691) — lekarz, zasłużony dla rozwoju nauk medycznych, pionier w dziedzinie transfuzji krwi i badaniach mózgu oraz układu krwionośnego. Studiował medycynę naturalną i eksperymentalną na Uniwersytecie w Oxfordzie pod kierunkiem prof. Thomasa Willisa, a następnie współpracował z nim i kontynuował jego odkrycia. Jedną z dziedzin, w której badania te przyniosły zwrot, była teoria dotycząca przyczyn melancholii (uporczywego przygnębienia), stanów lękowych i zmian nastroju; od starożytności tłumaczone były one za pomocą tzw. teorii humoralnej, wyjaśniającej w ogóle dolegliwości zdrowotne jako zaburzenia równowagi płynów: krwi, flegmy, żółci i „czarnej żółci”. Ta ostatnia miała być płynem wypełniającym śledzionę, który dał też nazwę melancholii (z gr. mélas: czarny oraz cholé: żółć). XVII-wieczne badania Willisa i Lowera, oparte m.in. na sekcjach zwłok i analizach cyrkulacji płynów w organizmie, wykazały, że stany melancholiczne nie wynikają z nieprawidłowego działania śledziony, lecz są chorobami układu nerwowego i mózgu. [przypis edytorski]

    Bezpieczne płatności zapewniają: PayU Visa MasterCard PayPal

    Dane do przelewu tradycyjnego:

    nazwa odbiorcy

    Fundacja Wolne Lektury

    adres odbiorcy

    ul. Marszałkowska 84/92 lok. 125, 00-514 Warszawa

    numer konta

    75 1090 2851 0000 0001 4324 3317

    tytuł przelewu

    Darowizna na Wolne Lektury + twoja nazwa użytkownika lub e-mail

    wpłaty w EUR

    PL88 1090 2851 0000 0001 4324 3374

    Wpłaty w USD

    PL82 1090 2851 0000 0001 4324 3385

    SWIFT

    WBKPPLPP

    Skopiuj link Skopiuj cytat
    Zakładka Istniejąca zakładka Notka
    Słuchaj od tego miejsca