TPWL

Wolne Lektury potrzebują pomocy! Wesprzyj bezpłatną bibliotekę internetową i przeczytaj utwory napisane specjalnie dla Ciebie.

x

Spis treści

    1. Córka: 1
    2. Czas: 1
    3. Kłamstwo: 1 2
    4. Łzy: 1
    5. Matka: 1
    6. Modlitwa: 1
    7. Morderstwo: 1
    8. Odwaga: 1
    9. Prawo: 1
    10. Proroctwo: 1
    11. Radość: 1
    12. Samotność: 1
    13. Sen: 1
    14. Siostra: 1
    15. Słowo: 1
    16. Sługa: 1
    17. Smutek: 1
    18. Sport: 1
    19. Starość: 1
    20. Śmierć: 1 2
    21. Tajemnica: 1
    22. Zemsta: 1 2
    23. Żałoba: 1

    ”krwią zbroczone Pelopidów gniazdo” — w wydaniach z 1916 (Wyd. Akademii Umiejetnosci) oraz 1921 (BN) widnieje ”krwią zbroczone Pelopidów domy” (tłumacz zmarł w 1925)

    Poprawiono błędy zródła: cośkowiek -> cośkolwiek; I szczęściem tamtym na razie przychylne -> I szczęście tamtym na razie przychylne [wg logiki zdania i wyd. 1916, 1921]

    SofoklesElektratłum. Kazimierz Morawski

    OSOBY DRAMATU:

    1. PIASTUN
    2. ORESTES
    3. PILADES (osoba niema)
    4. ELEKTRA
    5. CHÓR MYKEŃSKICH NIEWIAST
    6. CHRYSOTEMIS, siostra Elektry
    7. KLITAJMESTRA
    8. EGIST

    Rzecz dzieje się przed pałacem królewskim w Mykenach.

    1

    Wchodzą: Orestes, Pilades i Piastun.

    PIASTUN

    O synu tego, co kiedyś pod Troją

    Szykom przewodził, ciesz teraz twe oczy

    Tym, za czymś tęsknił od dawna serdecznie.

    5

    Bo otóż Argos stare, upragnione,

    Szalonej córy Inacha[1] siedziba;

    To zaś, Oreście, boga wilkobójcy[2]

    Rynek likejski; z lewego masz boku

    Hery[3] świątynię przesławną; więc wolnoć

    10

    Złotem błyszczące oglądać Mykeny

    I krwią zbroczone Pelopidów gniazdo[4],

    Skąd kiedyś, w strasznym rodzica pogromie[5],

    Ja cię z rąk siostry rodzonej przejąłem,

    By cię stąd uwieść, zbawić i wychować,

    15

    Ażbyś mi wyrósł na ojca mściciela.

    Nuże, Oreście, i ty, druhu miły,

    Piladzie, radźcie, co czynić wypada,

    Bo już nam słonko błysło zza osłonek

    I budzi ptasząt poranne świergoty,

    20

    A noc już zwija gwiaździstą oponę[6];

    Więc zanim z domu kto wyjdzie, rzecz całą

    Ułóżcie dobrze, byście nie zwlekali,

    Kiedy nie pora; dziś czynów trza stali.

    ORESTES

    Sługa, StarośćO wierny sługo, niechybne ty znaki

    25

    Dajesz twej dobrej dla panów swych woli.

    Bo jako rumak szlachetny w złej chwili,

    Pomimo wieku, nie pada na duchu,

    Lecz kark podniesie, ty również podniety

    Nie skąpiąc, w pierwszym zstępujesz szeregu.

    30

    A więc wyjawię ci moje zamysły,

    Ty zaś słuchając uważnie słów moich,

    Gdy w czym pobłądzę, nie poskąp mi rady.

    Kiedym więc stanął przed Pytii[7] wyrocznią,

    By się wywiedzieć, jakim to sposobem

    35

    Pomściłbym mego rodzica morderców,

    To rzekł Apollo, co zaraz usłyszysz:

    Że sam, bez tarczy i zbrojnych zastępów,

    Podstępem słusznej dokonać mam łaźni.

    Że więc tak bóstwo do nas przemówiło,

    40

    Ty, skoro tylko nadarzy się pora,

    Wejdź tam do wnętrza i zbadaj, co czynią,

    Byś nam dokładną dał o tym wiadomość.

    Wiek i czas długi nie dadzą cię poznać,

    A siwe włosy podejrzeń nie wzbudzą.

    45

    Powiesz im tedy, że z dala przybywasz

    Od Fanoteusa, człowieka z Fokidy,

    Co z nimi dawnym przymierzem związany.

    Kłamstwo, ŚmierćRzeknij, przysięgą stwierdzając twe słowa,

    Że Orest poległ za losu dopustem,

    50

    Skoro wśród igrzysk pytyjskich się zwalił

    Z wartkiego wozu. Tak niechaj brzmi mowa.

    My zaś grób ojca — jak to przykazano —

    Ofiarnym płynem i włosów kędziorem

    Uwieńczym, potem zaś tutaj wrócimy

    55

    W ręku dźwigając miedzianą tę urnę,

    Która, jak wiesz to, ukryta wśród krzewów,

    By w zmyślnej mowie wygłosić im chytrze

    Orędzie miłe, że znikłem ze świata,

    Żem na proch starty i żarem zwęglony.

    60

    Bo cóż mi szkodzi, gdy w słowie umarły

    W rzeczy[8] żyć będę i sławy dostąpię?

    Nie groźnym, mniemam, słowo, co zysk niesie.

    Toż mówią często, że i mądrzy ludzie

    Śmierć swą zmyślali; a kiedy do domu

    65

    Potem wrócili, cześć mieli tym większą.

    Więc i ja tuszę[9], że wbrew ludzkim głosom

    Wrogom żyw błysnę, jak gwiazda niebiosom.

    Ojczysta ziemio, opiekuńcze bogi,

    Dajcie mi szczęście na przyszłości drogi!

    70

    Gniazdo rodowe, tchnij we mnie hart męski,

    Bom tu zesłany na pomstę twej klęski.

    Nie dopuść na mnie hańby ni pożogi,

    Że rząd i świetność przynoszę w te progi.

    To się wyrzekło, a teraz wnet, starcze,

    75

    Patrz, byś dokonał swojego zadania.

    My zaś odejdźmy, nim pora odbieży,

    Co w każdej ludzi potrzebie ster dzierży.

    ELEKTRA

    Biada mi, biada!

    PIASTUN

    Jakiś głos, synu, doleciał mych uszu

    80

    Z wnętrza, zapewne jęk domowej sługi.

    ORESTES

    Może Elektry nieszczęsnej: czyż czekać

    Tu nie należy, by skargi wysłuchać?

    PIASTUN

    Bynajmniej. Wprzódy Loksjasza[10] rozkazy

    Wykonać trzeba i od nich poczynać,

    85

    Roszcząc[11] ofiarą grób ojca — a z płynu

    Zejdzie zwycięstwo i siła do czynu.

    Orestes z towarzyszami odchodzi. Z pałacu wychodzi Elektra.

    ELEKTRA

    O święte słońce i wietrzne powiewy,

    Co okalacie tę ziemię,

    Wyście słyszały żałoby mej śpiewy,

    90

    Znacie rozpaczy mej brzemię.

    I wy widzicie me piersi skrwawione,

    Gdy noc uchyli zasłonę.

    A kiedy pomrok nad światłem przemoże[12],

    Z żalami wtedy i boleścią domu

    95

    Dzielę nieszczęsna wciąż łoże.

    MorderstwoPłaczę nad ojcem, bo krwawym zamachem

    Ares[13] nie uczcił go w dali,

    Lecz jak dąb runął, a matka mu z gachem[14]

    Egistem byli za drwali.

    100

    Ostrym mu głowę rozszczepią żelazem

    A nikt nie płacze, że srodze

    Pod tak strasznym zginął razem,

    I sama w bólu zawodzę.

    Lecz w tym żalu nie ustanę,

    105

    Smutek, ZemstaNie zniecham skargi gorącej,

    Dopóki patrzę w gwiazd smugi świetlane,

    Patrzę w jasnego dnia słońce.

    I ze słowikiem, co płacze swe dzieci[15],

    W drzwiach tego domu się puszczę w zawody.

    110

    Aż głos mój wszędzie doleci.

    O wy, Hadesa[16], Persefony[17] grody,

    Hermesie[18] zmarłych, i ty, Pani zemsty,

    Srogie Erynie[19], potomstwo wy boże,

    Zbrodniczych ciosów śledzicie pochrzęsty

    115

    I tych, co w cudze wkradają się łoże;

    Przyjdźcie, wspomóżcie, pomścijcie śmierć ojca,

    I w rodzinną ziemię

    Wróćcie mi prędko bratniego mołojca,

    Bo rozpaczy brzemię

    120

    Tak mnie ugniata, że jedna wśród żarów

    Nie dźwignę takich ciężarów.

    Wchodzi Chór Niewiast.

    CHÓR

    Elektro, matki nieszczęsnej ty dziecię,

    Czemuż tak ciągle roztapiasz się w jęki

    Nad tym, co w matki podstępne wpadł siecie,

    125

    Ze zbrodniczej zginął ręki?

    Klnę temu, co się pokalał w tym czynie,

    Jeśli mi rzec to przystoi — niech zginie!

    ELEKTRA

    O miłe drużki[20], z pociechą w żałobie

    Przyszłyście do mnie — to pewnym.

    130

    Lecz ja nie ścierpię, bym na ojca grobie

    Płaczem nie łkała wciąż rzewnym;

    Choć wy gotowe do wszelkiej miłości,

    Dajcie mi szaleć w żałości.

    CHÓR

    A przecież Hades z wszechwspólnej czeluści

    135

    Na żadne prośby, ofiary,

    Ojca ci już nie wypuści.

    Czemuż się gubisz, tak jęcząc bez miary?

    Czemuż, gdy nic już klęski nie przemoże[21],

    Gonisz mary w twym uporze?

    ŻałobaELEKTRA

    140

    Głupi, kto zgon rodziców w niepamięci fali

    Grzebie! A we mnie współczucie obudzi

    Ptaszę, co nad Itysem[22], Itysem się żali,

    Płochy śpiewak przez Zeusa zesłany do ludzi;

    Cześć oddam bożą nieszczęsnej ja Niobie[23],

    145

    Gdy w kamiennym płacze grobie.

    CHÓR

    Nie w ciebie jedną życia gromy biją,

    Lecz ból twój jednak nadmiernym się wyda,

    Jeżeli spojrzysz, jak siostry twe żyją,

    Ifianassa i Chrysotemida,

    150

    A w młodzi wieńcu, nietknięty od ciosów,

    Ten, w którym kiedyś mykeńska kraina

    Powita zbawcę z ramienia niebiosów

    I cnych ojców przyjmie syna.

    ELEKTRA

    On to, za którym wciąż myślą ja gonię,

    155

    Błądząc bez dziatek, nie związana śluby[24],

    Brnąc w łez i klęski niezgłębione tonie.

    A on tymczasem, mych ofiar i zguby

    Niepomny, żywot daleko gdzieś pędzi,

    Głuchy dla moich orędzi.

    160

    I wciąż tęsknotą się łzawi,

    Lecz — tęskniąc — tu się nie jawi.

    CHÓR

    Odwagi, dziecię! Przecież Zeus na niebie

    Dojrzy wszystkiego, on rządca ogromny;

    Zwierz mu cierpienia, które gniotą ciebie:

    165

    Nie sarkaj — lecz nie zapomnij!

    CzasCzas — to zręczny bóg: on zmieni

    Myśl Oresta, co u skłonu

    Skał kryzejskich[25] dziś się leni,

    On zmiękczy nawet władcę Acheronu.

    ELEKTRA

    170

    A mnie tymczasem uchodzą nadzieje,

    Sił już na życie nie starczy,

    I bez rodziców w sieroctwie marnieję,

    I bez męża bronnej tarczy.

    Toż pogardzonej równa służebnej

    175

    W ojcowskim domu padam od mozołów

    I w przetartej szacie zgrzebnej

    Do pustych zbliżam się stołów.

    CHÓR

    Żałosnym był powrotny jęk,

    Żałosną ta biesiada,

    180

    Od żelaznych kiedy szczęk

    Trupem mąż upada.

    Zdrada radziła, a miłość zabiła,

    Z nich się ta zbrodnia poczęła,

    Czy to że boska działała tu siła,

    185

    Czy rąk śmiertelnych to dzieła.

    ELEKTRA

    O, najstraszniejszy z wszystkich dni,

    Które przeżyłam na świecie!

    O, nocy! Uczty zlanej w krwi

    Klątwa nas gniecie.

    190

    Zabłysły ojcu dwie podłe prawice,

    Zrobiły ze mnie nędzną niewolnicę,

    Życie me starły na nice.

    Niech więc Olimpu potężny pan włości

    Kary im srogie wyliczy,

    195

    Niech nie zaznają już żadnej radości

    Za czyn zbrodniczy.

    CHÓR

    Miarkuj, dziecko, gniewny szał

    I hamuj głos zawzięty,

    Czyż nie widzisz, jak on rwał

    200

    W nieszczęścia cię odmęty?

    Nie widzisz, jako ciągła burza,

    Gdy niecisz ją w zgorzkniałej duszy,

    Coraz cię głębiej zanurza?

    Źle, gdy kto władców na siebie obruszy.

    ELEKTRA

    205

    Zło mnie przemogło, wiem ja, wiem,

    Gniew mnie porywa.

    Nie stłumię go, dopóki w złem

    I pókim żywa.

    Bo, miłe drużki, jakimi wy słowy,

    210

    Któż rozumnymi pociechy namowy

    Troski mi ujmie grobowej?

    Przestań więc, przestań co prędzej!

    Głos wasz rany nie zagoi,

    Nie ma końca dla mej nędzy,

    215

    Kresu skardze mojej.

    CHÓR

    A przecież ja cię jakby matka wierna

    Upominałem serdecznymi słowy,

    Byś do klęsk dawnych nie przydała nowej.

    ELEKTRA

    Czyż złość tamtych nie bezmierna?

    220

    Przepomnieć zmarłych, czyż to rzecz przystojna?

    Kogóż ich pamięć nie wzruszy?

    Niechbym, dopóki źdźbło cnoty mam w duszy,

    Nie żyła z tymi we czci i spokojna,

    Rozdźwięcznych żalów połamawszy pióra,

    225

    Ojców mych wyrodna córa!

    Bo jeśli zmarłych czas w marny proch zetrze,

    Ci krwią nie spłacą za krew i ohydy,

    To ludzi zbożność i wszelakie wstydy

    Wnet się ulotnią w powietrze.

    PRZODOWNICA CHÓRU

    230

    My tu przyszłyśmy, o dziecię, w twej sprawie

    I własnej także; nie uznasz słów naszych,

    To zwycięż, a my pójdziemy za tobą.

    ELEKTRA

    Wstyd mi, niewiasty, jeżeli zawodząc

    Tak bezustannie, niesforną się wydam;

    235

    Lecz życia groza do tego mnie zmusza.

    A więc wybaczcie; bo któraż szlachetna

    Tak nie postąpi na widok klęsk domu,

    Które tak we dnie oglądam i w nocy,

    Że rosną raczej, niźliby znikały.

    240

    Bo naprzód matki, która mnie zrodziła,

    Wstrętne postępki — a potem w mym domu

    Z ojca zbirami[26] przebywać mi przyszło;

    Ci mi panują i od nich zależę.

    Czy mi co dadzą, czy w nędzy pogrążą.

    245

    A dalej, jak się wydadzą dni moje,

    Że tutaj w ojca oglądam sadybach

    Egista, widzę w ojcowskich go szatach,

    Patrzę, jak w miejscu, gdzie jego powalił,

    Spełnia ofiary przy domu ognisku!

    250

    Aż przyszło ujrzeć mi hańbę ostatnią —

    Tego mordercę w ojcowskiej łożnicy

    Z nieszczęsną matką, jeżeli już matką

    Nazwać tę trzeba, co z nim się związała.

    Z wstydu tak ona wyzuta, iż żyjąc

    255

    Z nim drżeć przestała przed kaźnią Erynii,

    I jakby świętym urągając rzeczom,

    Dzień obliczywszy, w którym to zgładziła

    Ojca naszego podstępnie — taneczne

    Stroi obchody i składa ofiary,

    260

    Dla zbawczych bogów miesięczną podziękę.

    A ja, nieszczęsna, oglądać to muszę,

    Płaczę i ginę, i jęczę nad ojca

    Słynną biesiadą, nieszczęściem brzemienną,

    Sama ze sobą; bo płakać do syta,

    265

    Jakbym zechciała, i tego nie wolno.

    Wyniosła bowiem ta w mowach swych pani

    Takie przekleństwa w twarz głośno mi rzuca:

    „Bogów zakało, czyż tobie jedynej

    Zmarł rodzic? Inni czyż próżni żałoby?

    270

    Zgiń ty ze szczętem i niechby cię nigdy

    Z nędzy podziemne nie zwolniły bogi!”

    Taki gwałt czyni, chyba że kto szepnie,

    Iż Orest wraca; wtedy w gniewu szale

    Przystąpi z krzykiem: „Nie tyś temu winna?

    275

    Nie twoimż dziełem, twoim, co mi z ręki

    Skradłaś Oresta, aby go ratować?

    Lecz wiedz, że hojnie mi za to zapłacisz”.

    Tak ona wyje, a wręcz jej wtóruje

    Ów gach jej głośny, z pomocą gotowy,

    280

    Ów całą duszą niewieściuch i truteń,

    Ów kobiet drużba w rycerskiej potrzebie.

    Ja zaś, Oresta czekając jak zbawcy,

    W nieszczęściach moich i nędzy marnieję.

    Bo czyn zwiastując ciągle już zniweczył

    285

    On wszystkie, które żywiłam, nadzieje.

    I wobec tego ja, dziewka, ni miary,

    Ni folgi zdolna, a w złego zalewie

    Wkrótce zło inne zgotuję w mym gniewie.

    PRZODOWNICA CHÓRU

    Powiedz nam, proszę, czy Egist w pobliżu,

    290

    Kiedy to mówisz, czy poszedł gdzie w pole?

    ELEKTRA

    Tak, on na polu, bo gdyby był w domu,

    Nie myśl, bym z wnętrza wychodzić tu śmiała.

    PRZODOWNICA CHÓRU

    Toż się odważniej wdam z tobą w rozmowę,

    Jeżeli rzeczy po prawdzie tak stoją.

    ELEKTRA

    295

    Jego tu nie ma, więc badaj, co zechcesz.

    PRZODOWNICA CHÓRU

    Pytam się tedy, co mniemasz o bracie,

    Czy przyjdzie, czy się ociąga? Mów o tym.

    ELEKTRA

    Przyrzeka, ale nie spełnia przyrzeczeń.

    PRZODOWNICA CHÓRU

    Zwykł mąż, co wielką myśl knuje, rzecz zwlekać.

    ELEKTRA

    300

    A ja bez zwłoki ratowałam jego!

    PRZODOWNICA CHÓRU

    Ufaj, on dzielny i pomni[27] na drogich.

    ELEKTRA

    Ufam, inaczej już dziś bym nie żyła.

    PRZODOWNICA CHÓRU

    Nie mów nic więcej, bo widzę, jak z domu

    Siostrzyca twoja, Chrysotemis, zdąża

    305

    Dary ofiarne dźwigając w swym ręku,

    Jakie się zmarłym pod ziemią należą.

    Z pałacu wychodzi Chrysotemis.

    CHRYSOTEMIS

    Córka, Siostra, MatkaCzemuż, o siostro, przed domu bramami

    Znowu twą dawną zawodzisz piosenkę?

    Przecz[28] nie pouczył cię jeszcze czas długi,

    310

    By próżnym gniewom nie folgować darmo?

    Przecież wiem tyle, że cierpię ja równie

    Nad rzeczy stanem i, gdyby sił stało,

    To bym zjawiła me dla nich uczucia.

    Lecz wśród tej nędzy trza zwijać nam żagle,

    315

    W czyn się nie stroić, co wrogom nie szkodzi.

    Obyś i ty więc czyniła to samo!

    Choć słuszność, wiem to, nie w mojej jest mowie,

    Lecz w twoim sądzie — wolności że pragnę,

    Przeto do władców we wszystkim się nagnę.

    ELEKTRA

    320

    Straszne, że będąc ojca swego córą,

    Jego nie pomnąc o matkę się troszczysz;

    Bo wszystkie twoje dla mnie upomnienia

    Przejęłaś od niej, nie z własnej masz duszy.

    Więc jedno z dwojga: albo myśl twa błędna,

    325

    Albo nie pomnisz świadomie o drogich.

    Mówisz ty przecie, że nabrawszy siły

    Wnet byś odkryła swą dla nich nienawiść.

    A mnie, gdy pomstę gotuję rodzica,

    Ty, miasto[29] poprzeć, odwracasz od czynu.

    330

    Poucz mnie bowiem lub ucz się ode mnie,

    Czy zysk bym miała zniechawszy żałoby?

    Nie żyjęż? Życia mi starczy, choć we mnie

    Ból; a tych gryzę, skąd płynie na groby

    Cześć, jeśli zmarłym ta miłość co znaczy.

    335

    Twoja nienawiść li[30] w słowach się iści,

    W rzeczy[31] przestajesz[32] wśród ojca siepaczy;

    I choćby miano wszelakie korzyści,

    Z których ty dumna, mnie przynieść w daninie,

    Ja nimi wzgardzę. Niech tobie zastawą

    340

    Stół błyszczy, życie dostatkiem opłynie;

    Bo dla mnie będzie jedyną to strawą,

    Że się nie truję[33]. Twe szczęście nie budzi

    Pragnień w mej duszy; gdybyś rozum miała,

    Wzgardziłabyś nim. Najtęższego z ludzi

    345

    Zwano cię dzieckiem; dziś będziesz się zwała

    Twej matki córką[34], w twarz rzucą ci winy,

    Żeś zdrajcą ojca i zdrajcą rodziny.

    PRZODOWNICA CHÓRU

    O, nie zbyt gniewnie, na bogi! Z mów waszych

    Dla obu płynie nauka i każda

    350

    Z przemowy drugiej coś zyskać by mogła.

    CHRYSOTEMIS

    Ja, o niewiasty, do mów jej przywykłam

    Niemal i już bym na nie była głuchą,

    Gdyby nie wieści, że wielka jej grozi

    Kaźń, która głośne te skargi uciszy.

    ELEKTRA

    355

    Mów o tej grozie, bo jeśli przewyższy

    To, co dziś cierpię, natenczas już zmięknę.

    CHRYSOTEMIS

    A więc ci powiem wszystko, co mnie doszło.

    Chcą oni ciebie, gdy skarg nie zaniechasz,

    Wtrącić, gdzie nigdy już słońca promieni

    360

    Nie ujrzysz; żywa, w zamkniętej ciemnicy

    Gdzieś poza miastem masz płakać twe bóle.

    Więc zaradź temu, byś potem wśród klęski

    Mnie nie ganiła; czas teraz namysłu.

    ELEKTRA

    Więc to ich wolą, tę kaźń mi wymierzyć?

    CHRYSOTEMIS

    365

    Tak, skoro Egist do domu powróci.

    ELEKTRA

    Niechby dlatego się zjawił co prędzej!

    CHRYSOTEMIS

    Nieszczęsna, jakąż wypraszasz ty klątwę!

    ELEKTRA

    Aby już przyszedł, jeśli to zamierza.

    CHRYSOTEMIS

    Czegóż pożądasz? Gdzież rozum u ciebie?

    ELEKTRA

    370

    Tego, by od was gdzieś uciec najdalej.

    CHRYSOTEMIS

    I o to życie już nie dbasz zupełnie?

    ELEKTRA

    Pięknym me życie, że podziw aż budzi.

    CHRYSOTEMIS

    Byłoby pięknym, gdybyć rozum służył.

    ELEKTRA

    Nie ucz, bym względem mych drogich zła była.

    CHRYSOTEMIS

    375

    O nie! Chcę tylko, byś władcom uległa.

    ELEKTRA

    Ty się tak składaj — nie dla mnie ta droga.

    CHRYSOTEMIS

    A przecież pięknym — nie upaść wśród szału.

    ELEKTRA

    Padnę, gdy trzeba, na służbie rodzica.

    CHRYSOTEMIS

    Lecz ojciec, wiem to, wybaczy, co czynię.

    ELEKTRA

    380

    Te słowa wniosą ci poklask złych ludzi.

    CHRYSOTEMIS

    A ty czyż rady nie posłuchasz mojej?

    ELEKTRA

    Nie, jeszczem chyba przy pełnym rozumie.

    CHRYSOTEMIS

    Podążę tedy, dokąd mnie posłano.

    ELEKTRA

    Dokądże zmierzasz? Dla kogóż te dary?

    CHRYSOTEMIS

    385

    Matka kazała mi zrosić grób ojca.

    ELEKTRA

    Cóż mówisz? Męża wrogiego nad wszystkich?

    CHRYSOTEMIS

    Którego sama zgładziła — toć w myśli.

    ELEKTRA

    Któż ją nakłonił? Skąd zamysł w niej taki?

    CHRYSOTEMIS

    Nocne widziadła, jak mniemam, powodem.

    ELEKTRA

    390

    Ojczyste bogi! Na pomoc choć teraz!

    CHRYSOTEMIS

    Czyż ty z twej trwogi nabierasz otuchy?

    ELEKTRA

    Rzeknę, jeżeli wyjawisz sny owe.

    CHRYSOTEMIS

    Lecz wiedząc mało, niewiele rzec mogę.

    SłowoELEKTRA

    Choć to mi powiedz, bo i drobne słowo

    395

    Zwali człowieka lub dźwignie na nowo.

    CHRYSOTEMIS

    Sen, ProroctwoMówią, że ona naszego rodzica

    Widziała postać, zjawioną powtórnie

    Na światło ziemi; że on przy ognisku

    Zatknął to berło, które sam piastował

    400

    Niegdyś, zaś Egist dziś dzierży; że z niego

    Bujna latorośl strzeliła, od której

    Cień padł na całą krainę Mykenów.

    Gdy więc sny owe przedkładała słońcu,

    Ktoś to podsłyszał i mnie rzecz powtórzył.

    405

    Nic nad to nie wiem — prócz tego, że ona,

    By strach zażegnać, mnie w pole wysłała.

    A więc na bogi cię błagam rodowe,

    Słuchaj i nie gub się w błędzie. Bo jeśli

    Wzgardzisz mną, w klęsce wnet zwrócisz się do mnie.

    ELEKTRA

    410

    Niechby nic z tego, co w ręce masz twojej,

    Grobu nie tknęło, o siostro ma droga!

    Dar i ofiara ojcu nie przystoi,

    Które posyła niewiasta mu wroga.

    Porzuć to wichrom lub skryj w ziemi łonie,

    415

    Aby nic z tego w głąb się nie dostało

    Na ojca łoże; lecz po onej zgonie

    Niechaj te dary jej umają ciało.

    Bo gdyby z swego bezwstydu nie znaną

    Była wśród niewiast, ofiary tej wstrętnej

    420

    Temu, którego zabiła, za wiano

    Słać by nie śmiała. Czyż mniemasz, że chętny

    Dar z owej ręki przyjąłby umarły,

    Gdy jak nad wrogiem pastwiła się ona,

    Gdy w jego włosach, ażby się zatarły,

    425

    Krwawe tej zbrodni ścierała znamiona?

    Przecież nie zechcesz oczyszczać tej winy?

    Nie! Więc to porzuć, a w dani nagrobnej

    Twoich kędziorów odcięte kończyny

    Ponieś i zwitek mych włosów choć drobny;

    430

    Czym mogę, służę nieszczęsna; weź z sobą

    I tę opaskę, co złotem nie świeci.

    A padłszy błagaj, by on spoza grobu

    Z pomocą przyszedł życzliwą dla dzieci,

    Żeby Orestes zwycięskim pochodem

    435

    Stanął i wrogów podeptał żyw karki,

    Byśmy skrzepione za przyszłym zawodem

    Na grób obfitsze nieść mogły podarki.

    Wierzę ja, wierzę, że i wielki zmarły

    Podżega na nią straszliwe te mary;

    440

    Czas jednak, siostro, byśmy wraz poparły

    Ojca, nas samych — dochowawszy wiary

    Temu, co godzien największej miłości

    Wśród Hadesa spoczął włości.

    PRZODOWNICA CHÓRU

    Zbożnie mówiła ta dziewka, ty przeto,

    445

    Jeśliś rozsądna, o dziecko, posłuchasz.

    CHRYSOTEMIS

    Posłucham; o to przecie, co godziwe,

    Nie trza się swarzyć, w czyn lepiej uderzyć.

    Lecz wy, na bogi, chowajcie milczenie,

    Bo gdyby matce o tym doniesiono,

    450

    Gorzko by przyszło spłacić myśl szaloną.

    Chrysotemis odchodzi.

    CHÓR

    Jeśli mój rozum te znaki przenika,

    Jeśli mi umysł nie kłamie,

    Wróża wnet stanie tu Dika[35]

    I prawem silne podniesie swe ramię;

    455

    Zjawi się, na sąd zasiędzie, o dzieci!

    Nowe otuchy się rodzą.

    A że znów błoga nadzieja się nieci,

    Bo w Hellenów wodzu,

    W rodzicu waszym pamięć nie zadrzemie

    460

    I pomnieć będzie

    To, co go kiedyś zwaliło na ziemię,

    Mordu dwusieczne narzędzie.

    I wielonoga, sturęka[36], w jej tropy

    Zstąpi Erynis[37], co skryta gdzieś zdradnie

    465

    Miedzianymi runie stopy[38];

    Krwawych bo ślubów żądza nimi władnie,

    Miłostek bez czci i wiary.

    Ufam więc, ufam, że za takie czyny

    Senne się ludziom pojawiają mary,

    470

    Gromiąc winy i współwiny.

    I chyba snów by już myśl nie odgadła

    I z znaków wróżyć nie będzie,

    Jeżeli z tego nocnego widziadła

    Dobre nie świta orędzie.

    475

    Pelopsa ów nieszczęsny sprzęg[39],

    Co niósł go kiedyś cwałem,

    O, jakiż on sprowadził jęk

    Z wiekowych klęsk nawałem!

    Bo odkąd Myrtil[40] w głębi śni,

    480

    Poszedłszy w fale na dno,

    Z rydwanu, co się złotem lśni,

    Strącony ręką zdradną,

    Odtąd już nigdy w wnętrzu tego domu

    Nie zabrakło zbrodni ni sromu[41].

    Klitajmestra wychodzi z pałacu, za nią służebna z ofiarami.

    KLITAJMESTRA

    485

    Znów więc, jak widzę, bezkarnie się włóczysz,

    Gdy Egist poszedł, który cię wstrzymywał,

    Byś choć pod niebem nie lżyła rodziny;

    Że go tu nie ma, za nic ty mnie ważysz,

    Co więcej, gadasz przed całym wręcz światem,

    490

    Że ja i słowem, i czynem bezprawnym

    Zaczepiam krzywdząc i ciebie, i twoich.

    A krzywd ja nie chcę, lecz za twe złe mowy

    Równymi tobie odpłacam się słowy.

    Ojciec — to ciągle wszem wobec wywieszasz —

    495

    Poległ z mej ręki. Tak — wiem ja to dobrze

    I nie zamyślam zaprzeczyć uczynku.

    Bo Diki wyrok był to, nie mój tylko;

    Tę byś uznała, gdybyć rozum służył.

    Bo ów twój rodzic, nad którym zawodzisz,

    500

    Sam wśród Hellenów śmiał twoją siostrzycę

    Bogom poświęcić[42], choć pono nie cierpiał,

    Gdy ją posiewał, jak ja, gdym rodziła.

    Dość tego! Rzeknij, komu, którym gwoli[43]

    On ją poświęcił? Mów — czyli Argiwom[44]?

    505

    Ci praw nie mieli mojej córki zgładzić!

    Więc gdy w zastępstwie brata Menelaja

    Zabił mi dziecko, miałamże przebaczyć?

    A czyż Menelaj nie miał dwojga dziatek,

    Którym przed moją umierać przystało,

    510

    Z matki, dla której tę wszczęto wyprawę?

    Czy może Hades więcej się łakomił

    Na moje płody niż tamtej potomstwo?

    Lub czy wyrodny ojciec dla mych dzieci

    Nie miał dość serca, miał dla dzieci brata?

    515

    Czyż to nie zamysł i zły, i przewrotny?

    Sądzę tak, choćbyś inaczej mniemała,

    A głos też zmarłej, gdyby mógł, by wtórzył.

    Ja więc wyrzutów po tym, co się stało,

    Nie mam, a jeśli przyganiasz mej winie,

    520

    Rozważ co słuszne, potem lżyj rodzinie.

    ELEKTRA

    Nie mów choć teraz, że ja mą zaczepką

    Gniewne od ciebie wywołałam słowa.

    Lecz gdy zezwolisz, to prawdę za zmarłych

    I za mą siostrę wypowiem otwarcie.

    KLITAJMESTRA

    525

    Wręcz ci pozwalam, a gdyby twe wstępy

    Zawsze tak brzmiały, mniej byś mnie raziła.

    ELEKTRA

    Wręcz ci więc powiem; żeś ojca zabiła,

    Nie przeczysz. Jestli[45] haniebniejsze słowo —

    Równo czy słusznym czyn był lub niesłusznym?

    530

    Ja zaś dowiodę, że żadne cię prawo,

    Lecz podszept złego podmówił człowieka,

    Z którym przestajesz. Pytaj Artemidy[46],

    Za co w Aulidzie wszelakie powiewy

    Wstrzymała, albo ja ci dam odpowiedź,

    535

    Bo ona zmilknie. Ojciec więc mój niegdyś,

    Jak wieść, wczasując w gaiku bogini,

    Spłoszył jelenia, pstrej barwy, rogala,

    A nad ubitym zaś rzucił przechwałkę.

    Stąd tedy gniewna Letojska dziewica[47]

    540

    Więzi Achajów, aż dałby za zwierzę

    Ojciec swą córę jak okup w ofierze.

    Tak dla niej przyszło; li[48] za tym wykupem

    Wojsko pójść mogło ku domom lub Troi.

    A więc dla sprawy, z musu, po niewoli,

    545

    Ledwie dał córkę, a nie bratu gwoli.

    PrawoA gdyby — powiem z twej myśli — owemu

    Zadość chcąc czynić tak sobie był począł,

    To czyż paść musiał z twej ręki? Gdzie prawo?

    Patrz, byś ty ludziom ten zakon[49] zlecając,

    550

    Kaźni i żalu nie ściągła na siebie.

    Bo jeśli za krew krwią płacić będziemy,

    Pierwsza byś legła z wyroków tych mocy.

    Bacz więc, byś próżnej nie wdziała osłony!

    A jeśli zechcesz, poucz nas, dlaczego

    555

    Tak podle sobie poczynasz, ty, która

    Dzielisz swe łoże z siepaczem, co niegdyś

    Wraz z tobą ojca naszego mordował,

    I dalej płodzisz — dawniejsze i prawe,

    Z prawych zrodzone odtrąciwszy dzieci?

    560

    Mam ja to chwalić? Czy powiesz mi może,

    Że tym się także za córkę mścisz twoją?

    Szpetne to, choćbyś tak rzekła; poślubiać

    Z powodu córki nie przystało wrogów.

    Lecz ciebie ani upomnieć nie można,

    565

    Bo zaraz krzyczysz, że własnej my matce

    Złorzeczym słowem. Po prawdzie ja w tobie

    Nie mniej wciąż pani jak matki zaznaję,

    Ja, co tu żyję wśród nędz i wśród męki,

    Które mi matka i druh jej zadali —

    570

    A on tymczasem, uszedłszy twej ręki,

    Nieszczęsny Orest marnieje gdzieś w dali.

    Skarżysz się ciągle, że złość moja judzi

    W bracie mściciela; wiedz, że bym czyniła

    Tak, gdybym mogła. Dlatego wśród ludzi

    575

    Niechbyś mnie choćby i złą ogłosiła,

    I, jeśli trzeba, oszczerczą, bezczelną!

    Bo jeśli prawda, żem w rzeczach tych celną,

    Że mi gwałtowność i gniewność wrodzona,

    To krwi nie zhańbię ja ni twego łona.

    PRZODOWNICA CHÓRU

    580

    Że gniewem zieje, to widzę, lecz nie wiem,

    Czy w gniewie słuszność ma również na względzie.

    KLITAJMESTRA

    Jakiż ja dla tej bym jeszcze wzgląd miała,

    Która tak matkę swą własną znieważa,

    I to w tym wieku; czyż ona w bezwstydzie

    585

    Wszelkiego czynu nie wyda się zdolną?

    ELEKTRA

    Wiedz ty, żem jeszcze nie wyzuta z wstydu,

    Choć sąd twój inny; rozumiem, że działam

    Nad wiek i płonę nieprzystojnym gniewem,

    Lecz twa złość przecież i twoje to czyny

    590

    Mnie popychają do gwałtu i winy,

    Bo złe postępki są złego posiewem.

    KLITAJMESTRA

    Bezczelna dziewko! Ja i słowa moje,

    I czyny zbytnią tchną w ciebie wymowę.

    ELEKTRA

    Tyś więc wymowna, nie ja! Bo ty działasz,

    595

    A gdy czyn knowa, zawtórzą mu słowa.

    KLITAJMESTRA

    Na Artemidę! Wnet ciężko odpłacisz

    Twoją zuchwałość, gdy Egist się zjawi.

    ELEKTRA

    Widzisz, w gniew wpadasz, choć dałaś mi wolność

    Mówić co zechcę — a słuchać nie umiesz.

    KLITAJMESTRA

    600

    Czyż choć ofiary bez krzyków złowrogich

    Nie ścierpisz, skoro ci usta rozwarłam?

    ELEKTRA

    Nuże, święć, składaj, nie złorzecz mym ustom,

    Bo ja już słowa więcej nie wyrzeknę.

    KLITAJMESTRA

    Złóż więc, służebno, zaraz te ofiary

    605

    Różnoowocne, bym wzniosła do boga

    Modły, które by tej zmory ujęły.

    Służebna składa ofiary na ołtarzu przed pałacem.

    KLITAJMESTRA

    przy ołtarzu

    Wysłuchaj tedy, o Febie[50], obrońco,

    Słów moich skrytych; bo nie wśród przyjaznych

    Mówić mi przyszło, ni można odsłonić

    610

    Wszystkiego światłu, gdy ta jest przytomną[51],

    By snadź[52] zawistnie i z krzykiem skwapliwym[53]

    Marnych posłuchów nie głosiła miastu.

    Tak więc posłuchaj, jako mówić będę.

    Modlitwa, TajemnicaDziwaczne mary, zjawione mi w nocy

    615

    Wśród snu, ty obróć, o Likejski władco,

    Jeżeli szczęście mi wróżą, na dobro,

    A jeśli klęski, na wrogów je skieruj.

    I jeśli z bogactw, co dzierżę, zdradliwie

    Chcą mnie ograbić niektórzy, nie dopuść,

    620

    Lecz zwól, bym żyła tu nadal bez szkody,

    Atrydów[54] domem władając i berłem,

    Wespół z druhami, z którymi dziś żyję,

    W słodkim spokoju, wśród dziatek, od których

    Ani mi zawiść ni gorycz nie grozi.

    625

    O, Apollinie! Ziść wszystkie błagania,

    Które zanosim, skinieniem twym błogim;

    A co przemilczę, w tej modlitwie mojej,

    Tego się domyśl, zaklinam: tyś bogiem,

    A synom Zeusa wszechwiedza przystoi.

    Wchodzi Piastun.

    PIASTUN

    630

    Niewiasty obce, pozwólcie się spytać,

    Czy to jest władcy Egista domostwo?

    PRZODOWNICA CHÓRU

    Tak jest, przybyszu! Sam zgadłeś to trafnie.

    PIASTUN

    Czy jego żoną tę słusznie być mniemam?

    Bo na me oko ma wygląd królowej.

    PRZODOWNICA CHÓRU

    635

    O tak, najsłuszniej. To ona przed tobą.

    PIASTUN

    Witaj mi, księżno! Przynoszę ja wieści

    Słodkie dla ciebie, Egista zarówno.

    KLITAJMESTRA

    Przyjęłam wstępy. Zasię wiedzieć pragnę

    Przed wszystkim, któż cię tu przysłał z orędziem.

    PIASTUN

    640

    Fanoteus z Focys, rzecz wielką sprawując.

    KLITAJMESTRA

    Jaką, przybyszu? Rzeknij, bo ja pewna,

    Że mąż życzliwy życzliwe śle wieści.

    PIASTUN

    Orest nie żyje. Masz wszystko w trzech słowach.

    ELEKTRA

    O, ja nieszczęsna! Ten dzień mnie powalił.

    KLITAJMESTRA

    645

    Co, co? Przybyszu! Mów! Tamtej nie słuchaj.

    PIASTUN

    Jak rzekłem — mówię, że Orest nie żyje.

    ELEKTRA

    Zginęłam, biedna, nie jestem już niczym!

    KLITAJMESTRA

    Patrzże swych rzeczy! A ty prawdę zaraz,

    Jaką zmarł śmiercią, opowiedz, przybyszu!

    PIASTUN

    650

    Na tom posłany i wszystko wypowiem.

    SportOn więc, przybywszy na słynny w Helladzie

    Delfickich igrzysk blask, żądny zapasów,

    Kiedy usłyszał donośny głos męża,

    Co w pierwszym rzędzie obwieszcza wyścigi,

    655

    Wystąpił świetny, na podziw zebranym,

    A dorównawszy biegiem przyrodzeniu[55],

    Wziął cel i szczytną pierwszeństwa nagrodę.

    Z wielu chwał jego bym wspomniał cośkolwiek,

    Nie wiem wprost, kto by mu dorósł w przewadze,

    660

    Jedno zaś rzeknę: czy gier kierownicy

    Podwójne biegi, czyli pięciorakie

    Zapowiadali zapasy, on wszędzie

    Z walki i próby wychodząc zwycięsko

    Zdobywał chwałę, aż wszędzie to brzmiało,

    665

    Jako się młodzian argejski odznaczył,

    Orestem zwany, syn męża, co kiedyś

    Słynnym zastępom Hellady przewodził.

    I tak do czasu. Lecz gdy bóg chce szkodą

    Człeka umniejszyć, to siły zawiodą.

    670

    Bo dnia innego, gdy o słońca wschodzie

    Miały być wozów harce szybkonogie,

    Stawił się Orest z innymi znów w szranki.

    Był tam Achajczyk i Spartańczyk z rodu,

    Dwaj sprzężnych wozów aż z Libii sternicy,

    675

    Piąty on stanął, tessalskie rumaki

    Mając u dyszla, kasztany wiódł szósty,

    A był z Etolii, z Magnezji znów siódmy,

    Ósmy Ajniańczyk postawił dwa siwki,

    Dziewiąty z Aten bożego był grodu,

    680

    Wreszcie Beotczyk dopełniał dziesiątki.

    Stanąwszy w szyku, który im wyznaczył

    Los wyciągnięty przez mistrze zapasów,

    Na odgłos trąby spiżowej ruszyli

    I trzęsąc sprzężą raz wraz swe rumaki

    685

    W głos poganiali, że całe wnet pole

    Brzmiało turkotem kół skrzypnych, a w górę

    Wydął się piasek. Pospołu zmieszani

    Bata nie szczędzą, by tylko wyminąć

    Co prędzej osie i koni parskania;

    690

    Bo piana biła to w grzbiety, to w kolne

    Obręcze razem z prychaniem rumaków.

    A on za każdym obrotem słup z kraja[56]

    Piastą przycierał, ręcznemu koniowi

    Folgując, tego hamując, co w lejcu.

    695

    I tak do czasu szły wozy bez szwanku;

    Gdy nagle źrebce człowieka z Ajnidy

    Poniosły, na kieł biorąc, i przy skręcie,

    W końcu szóstego lub siódmego biegu

    Na łeb się zderzą z barcejskim zaprzęgiem[57].

    700

    Potem już jeden najeżdżał drugiego

    I sam się walił — a kryzejskie pole

    Pełne wnet było i trzasku, i złomów.

    Widząc to zręczny w wyścigu Ateńczyk

    Skręca w bok toru i mimo[58] zostawi

    705

    Wir koni, wozów skłębionych w pośrodku —

    Ostatni jechał, wstrzymując rumaki,

    Orest, szczędzący na dojazd ich siły.

    Kiedy więc widzi, że tamten pozostał

    Jeden na torze, batogiem po uszach

    710

    Świśnie źrebakom. Zrównawszy tak wozy

    Gnali, a pędząc — to jeden, to drugi

    Naprzód się w biegu wysuwa o głowę.

    I z innych zwrotów wyszedłszy tak cało

    Na całym wozie stał śmiało nieszczęsny.

    715

    Wtem lewe lejce zbytecznie puściwszy,

    Przy zwrocie konia uderzy w słup z kraja

    I kolną piastę strzaskawszy przez poły

    Stacza się z kozła i wikła wśród węzłów

    Ciętych rzemieni; wraz z jego upadkiem

    720

    Konie na środek rzucają się ślepo.

    Zoczywszy, jak on nieszczęśnie się zwalił,

    Tłum nad młodzieńcem litośnie zapłakał,

    Że tak począwszy — zakończył tak marnie,

    Wleczon po ziemi, to znowu ramiona

    725

    Ku niebu wznosząc; aż wreszcie woźnice,

    Ledwie ująwszy zbiegane rumaki,

    Krwią zbroczonego zwolnili, że z bliskich

    Nikt by nieszczęsnej nie poznał postaci.

    Więc go spalili i w miedzi maleńkiej

    730

    Wielkie to ciało w proch nędzny rozpadłe

    Niosą tu ludzie wysłani z Fokidy,

    Ażeby w ziemi grób znalazł rodzinnej.

    Tak się rzecz miała. Straszliwa i w mowie;

    Tym, co widzieli, tak pełna boleści,

    735

    Że sroższej chyba nie słyszał nikt wieści.

    PRZODOWNICA CHÓRU

    O biada! Cały mych panów wiekowych

    Ród, jak się zdaje, wyginął do szczętu.

    KLITAJMESTRA

    Jak mam to nazwać, o Zeusie? Czy szczęściem,

    Czy obok ciosu to zyskiem? Choć boli

    740

    Na dzieci zgonach opierać swe życie.

    PIASTUN

    Cóż teraz w słowach tak tracisz wraz[59] ducha?

    KLITAJMESTRA

    Jest jakaś siła w rodzeniu; bo nawet

    Krzywdy zapomnisz tym, których zrodziłaś.

    PIASTUN

    A więc na darmo, zda się, tu przybyłem.

    KLITAJMESTRA

    745

    O, nie na darmo! Jak możesz tak mówić

    Ty, który pewne przyniosłeś świadectwo

    O zgonie tego, co z duszy mej zrodzon

    Pierś mą porzucił i karmę, by uciec

    Gdzieś na obczyznę, i już mnie nie ujrzał

    750

    Zbiegłszy z tej ziemi, a ojca morderstwo

    Wciąż wyrzucając, straszliwe miótł groźby,

    Tak, że sen słodki ni we dnie, ni w nocy

    Mnie nie osłaniał, lecz czas jako sternik

    Wiódł mnie statecznie ku śmierci objęciom.

    755

    A teraz, w dniu tym, pierzchnęły gdzieś strachy

    Przed nim i przed nią; bo gorsza ta plaga

    Mieszkając ze mną krew szczerą mi z duszy

    Wciąż utaczała; więc odtąd w spokoju

    Snadź na jej groźby już baczyć nie przyjdzie.

    ELEKTRA

    760

    O, ja nieszczęsna! Dziś pora opłakać

    Los twój, Oreście, któremu w tej nędzy

    Matka urąga. Cóż, dobrze się dzieje?

    KLITAJMESTRA

    Tobie — nie; jemu dziś dobrze z pewnością.

    ELEKTRA

    Słysz to, Nemezis[60], i pomnij krwi świeżej!

    KLITAJMESTRA

    765

    Co trza, słyszała, i dobrze zrządziła.

    ELEKTRA

    Szydź, bo dziś tobie uśmiecha się szczęście.

    KLITAJMESTRA

    Ni ty, ni Orest nie ujmą mi tego.

    ELEKTRA

    My powaleni, nie nam cię obalić.

    KLITAJMESTRA

    Przybyszu, jakiej ty godny podzięki,

    770

    Jeśliś poskromił tej krzyki natrętne!

    PIASTUN

    Więc czas już odejść, gdy wszystko się składa.

    KLITAJMESTRA

    O nie! Bo to by ni mnie nie przystało,

    Ni temu, który cię przysłał z orędziem.

    Lecz wstąp do wnętrza, a ta niech się dalej

    775

    Nad swego brata pogromem tu żali.

    Wychodzą.

    ELEKTRA

    Czyż wam się zdaje, iż w bólu i jęku

    Srodze płakała, że wyła nad synem,

    Który tak zginął nieszczęśnie? — Bynajmniej,

    Lecz szydząc poszła precz stąd. — O, ja biedna!

    780

    Oreście drogi, śmierć moja w twym zgonie.

    Znikłeś wyrwawszy nadzieję, co jedna

    Jeszcze się tliła i drgała w mym łonie,

    Że żyw tu staniesz, by pomścić rodzica

    I mnie nieszczęsną. — Gdzież pójdę dziś, bracie,

    785

    Po twojej śmierci, po ojca utracie?

    Chyba więc znowu jako niewolnica

    U wrogich ludzi zostanę wśród sromu,

    Wśród ojca zbirów. Czyż to mi nie błogie?

    O nie! Ja nie chcę podzielać już domu

    790

    Z nimi, lecz raczej samochcąc za progiem,

    Bez pociech życia dokonam i marnie.

    A jeśli kogo mój upór oburzy,

    Niech mnie zabije; bo życie męczarnie,

    A śmierć da radość; nie pragnę żyć dłużej.

    CHÓR

    795

    Gdzież Zeusa groty[61], gdzież Helios[62] na niebie

    Błyszczący, jeśli ogląda te sprawy

    I bez odwetu pogrzebie!

    ELEKTRA

    O biada, biada!

    CHÓR

    Cóż płaczesz, dziewczyno?

    ELEKTRA

    800

    O!

    CHÓR

    Nie bluźń tylko.

    ELEKTRA

    Gubisz mnie!

    CHÓR

    I czymże?

    ELEKTRA

    Kiedy ułudne rozsiewasz pogłoski

    805

    O tych, co zeszli w Hadesa dzierżawy,

    Przymnażasz tylko mej troski.

    CHÓR

    Wiem, że Amfiaraj, co w zdradne padł siecie

    Złotą niewiasty pętlicą zmotany,

    Nawet w podziemnym dziś świecie…

    ELEKTRA

    810

    O biada, biada!

    CHÓR

    …Potężnie rządzi.

    ELEKTRA

    Biada!

    CHÓR

    Jej biada, występnej!

    ELEKTRA

    Kaźń wzięła.

    CHÓR

    815

    O pewnie!

    ELEKTRA

    Wiem ja, wiem dobrze! Bo przecież w żałobie

    Znalazł pamiętnych; mój mściciel porwany

    Zniknął i z dala legł w grobie!

    CHÓR

    Klęska ci z klęski się rodzi.

    ELEKTRA

    820

    Świadomym mi to, aż nazbyt świadomym,

    Mnie, w którą pośród nieszczęścia powodzi

    Grom wciąż uderza za gromem.

    CHÓR

    Znamy twe bóle.

    ELEKTRA

    Więc mnie nie wiedźcie gdzieś w złudy krainy

    825

    Tam gdzie…

    CHÓR

    Cóż powiesz?

    ELEKTRA

    Żadna nadzieja nie wschodzi

    Pomsty od mojej rodziny.

    CHÓR

    Zgon śmiertelnych jest udziałem.

    ELEKTRA

    830

    Czyż i to także, by w jeździe szalonej

    Nędznie on poległ, pod końskich stóp cwałem,

    Splotem zaprzęgu wleczony?

    CHÓR

    Straszna to klęska.

    ELEKTRA

    Straszne, jeżeli w dalekiej ustroni,

    835

    Bez usługi mojej dłoni…

    CHÓR

    O biada!

    ELEKTRA

    Nikt go ze swoich nie poniósł do grobu

    Ni łez opłakał żałobą.

    Wbiega Chrysotemis.

    CHRYSOTEMIS

    Radość, ma droga, tak mną poganiała,

    840

    Abym przybiegła nie dbając o miarę.

    Bo niosę radość i ulgę w nieszczęściu,

    Które swym jarzmem łzy ci wyciskało.

    ELEKTRA

    Jakbyś ty mogła znaleźć w mym cierpieniu

    Pomoc, gdy na nie już nie ma lekarstwa?

    CHRYSOTEMIS

    845

    Orest się zjawił, to usłysz ode mnie,

    Tak jasno, jako przed tobą tu stoję.

    ELEKTRA

    Czyś bez rozumu, nieszczęsna, i z twojej

    Jako i z mojej natrząsasz się nędzy?

    CHRYSOTEMIS

    Klnę się na domu ognisko, że mówię

    850

    To bez szyderstwa, iż on tu zawitał.

    ELEKTRA

    O ty nieszczęsna, jakiego człowieka

    Słysząc, zbyt łatwo zawierzyłaś słowom?

    CHRYSOTEMIS

    Od siebie mam to, bom znaki widziała

    Pewne i z nich mi zstąpiła ta wiara.

    ELEKTRA

    855

    Jakiż masz dowód? Cóżeś oglądała,

    Że aż gorejesz szalonym tym żarem?

    CHRYSOTEMIS

    Na bogów, słuchaj, aż rzeczy poznawszy

    Potem osądzisz, czym zdrowa, czy głupia.

    ELEKTRA

    Mów więc, jeżeli to radość ci sprawia.

    CHRYSOTEMIS

    860

    Wszystko ci tedy powiem, com widziała.

    Kiedy tam przyszłam, gdzie ojca grób dawny,

    Widzę, że sączy z samego wierzchołka

    Świeżo wylana ciecz mleczna, a w koło

    Wszelkimi kwiaty kurhan umajony.

    865

    Dziw mnie zdjął wielki, rozglądam się przeto,

    Czy się nie natknę na człeka w pobliżu.

    A kiedy widzę, że cisza wokoło,

    Pomknę do grobu i nagle spostrzegam

    Pęk młodych włosów na szczycie mogiły.

    870

    Więc na ten widok wręcz staje przede mną

    Zżyte z mą duszą zjawisko, i brata,

    Co mi najdroższy, znak widzieć już mniemam.

    W dłoń to ująwszy, ni słowa nie rzekłam,

    Lecz łzą radosną mi zaszły źrenice.

    875

    A teraz, jako i wtedy, tak trzymam[63],

    Że to od niego ta przyszła ofiara.

    Któż by mógł złożyć ją prócz nas obydwu?

    A to wiesz przecie, że nie ja sprawczynią

    Ani ty również; nam bowiem bezkarnie

    880

    Nawet do świątyń wyjść z domu nie wolno.

    Zaś matce czyn ten nie byłby po myśli

    I nie uszedłby przed ludzi oczyma.

    Więc od Oresta te przyszły daniny.

    Ufaj ty przeto; dopusty raniące

    885

    Nie zawsze przeciw tym samym się srożą.

    Źle nam się działo, lecz doby tej słońce

    Może dni jasnych zaświta nam zorzą.

    ELEKTRA

    Biada ci, ślepej, żal ciebie mi dawno.

    CHRYSOTEMIS

    Cóż to? Czy wieść ta nie sprawia ci ulgi?

    ELEKTRA

    890

    Nie wiesz, jak zbaczasz z rozumu i drogi.

    CHRYSOTEMIS

    Jakoż ja wiedzieć nie mam, com widziała?

    ELEKTRA

    Zmarł on, nieszczęsna, a poszły na nice

    Wszelkie nadzieje; więc próżno nań liczyć.

    CHRYSOTEMIS

    O, ja nieszczęsna! Skąd wzięłaś te wieści?

    ELEKTRA

    895

    Od świadka, który przy jego był zgonie.

    CHRYSOTEMIS

    Gdzież on? Dziw wielki przejmuje mnie całą.

    ELEKTRA

    W pałacu matka nim teraz się cieszy.

    CHRYSOTEMIS

    O, ja nieszczęsna! Więc jakiż śmiertelnik

    Na grobie złożył te hojne ofiary?

    ELEKTRA

    900

    Ja bym mniemała, że ktoś po umarłym

    Oreście takie poskładał pamiątki.

    CHRYSOTEMIS

    O, srogi losie! Radośnie przybiegłam

    Z takimi wieści[64], nie wiedząc, że na dnie

    Byłyśmy klęski. I teraz przyszedłszy

    905

    Prócz dawnych nieszczęść zastaję tu nowe.

    ELEKTRA

    Tak rzeczy stoją. Lecz jeśli posłuchasz,

    Mogłabyś ulżyć brzemienia, co gniecie.

    CHRYSOTEMIS

    Czyżbym ja miała znów wskrzeszać umarłych?

    ELEKTRA

    Nie to mi w myśli, nie jestem szaloną.

    CHRYSOTEMIS

    910

    Jakiż więc rozkaz, któremu mam sprostać?

    ELEKTRA

    Byś śmiało moje spełniła zlecenie.

    CHRYSOTEMIS

    Jeśli w nim korzyść, nie cofnę się przed tym.

    ELEKTRA

    Bacz, że bez trudu nie dojdzie rzecz żadna.

    CHRYSOTEMIS

    Baczę i chętnie wedle sił usłużę.

    ELEKTRA

    915

    A więc posłuchaj, co w myśli ja roję.

    Odkąd tych, co nas wśród nieszczęść nawały

    Krzepili, Hades w dzierżawy wziął swoje,

    Wiedz, żeśmy tutaj samotne zostały.

    I pókim jeszcze słyszała o bracie,

    920

    Że zdrów i żyje, czekałam mołojca,

    Aż przyjdzie, pomści zbrodniczy mord ojca;

    Dziś, że go zbrakło, spoglądam więc na cię,

    Aby poparły siostrzane mnie dłonie,

    Gdy godzić będę w mordercę rodzica,

    925

    Egista. Nic bo już ci nie osłonię.

    Gdy czekasz gnuśnie, jakaż ci przyświeca

    Jeszcze nadzieja? Toć stękać już tobie

    Li tylko wolno, gdy mienie wziął zdzierca,

    I więdnąć wolno w tej ciągłej żałobie

    930

    Bez łoża, ślubów, miłości i serca.

    A że to przyjdzie, nie łudź się, szalona!

    Toć Egistowi nie obce rachuby,

    Że dziecię z mego lub twojego łona

    Dlań by stanęło jak zapowiedź zguby.

    935

    Lecz jeśli będziesz mym radom powolną[65],

    To ci od tamtych, co legli w Hadesie,

    Czyn twój świadectwo zbożności przyniesie;

    A potem, jakoś zrodzona, tak wolną

    Będziesz w przyszłości i zwiążesz się śluby

    940

    Godnymi — w każdym bo dzielność dziw budzi.

    A czyż nie widzisz, jak wielkie my chluby,

    Gdy mnie usłuchasz, zyskamy u ludzi?

    Bo jakiż człowiek, obcy czy miejscowy,

    Tak pochlebnymi nie uczci nas słowy:

    945

    „Patrzcie, o mili, na sióstr tych postępki,

    Które dom ojca zbawiły wśród klęski,

    Które swym wrogom, płużącym w dostatku,

    Życia nie szczędząc, śmierć dzielnie zadały.

    Te uczcić trzeba, te wespół szanować,

    950

    Tym w dni świąteczne na ludu zebraniach

    Za męstwo winny hołd oddać należy”.

    Takim nas każdy wysławi sposobem,

    Skąd tutaj chwałę zyszczem i za grobem.

    Więc, moja miła, służ, pomóż co prędzej

    955

    Ojcu i bratu, wyratuj mnie z nędzy

    I ratuj siebie, uznając, że szpetnie

    Żyć temu w wzgardzie, co zrodzon szlachetnie.

    PRZODOWNICA CHÓRU

    W sprawach tak ciężkich zarówno rozwaga

    Tego, kto mówi, kto słucha, wspomaga.

    CHRYSOTEMIS

    960

    Gdyby, o drużki, ona przed mówieniem

    Miała rozsądek, byłaby ostrożność

    Tak zachowała, jak nie zachowywa.

    Bo cóż ty widzisz, że w taką odwagę

    Sama się zbroisz, na pomoc mnie wzywasz?

    965

    Czyś ślepą? — Jesteś niewiastą, nie mężem,

    A siły twoje wrogowi nie równe.

    I szczęście tamtym na razie przychylne,

    A nam pierzchnęło i w nic się rozwiało.

    Któż więc takiego chcąc męża pogromić

    970

    Wyjdzie bez szwanku i cały z potrzeby?

    Bacz, byśmy biedne nie w większe zabrnęły

    Klęski, jeżeli kto przejmie te mowy.

    Bo nic nam z tego, że zyskawszy sławę

    Przyjdzie nam potem w niesławie umierać;

    975

    A nie zgon straszny, lecz kiedy człek zgonu,

    Choć chciałby umrzeć, osiągnąć nie może.

    Przeto cię błagam, nim zginiem doszczętnie

    I ginąc całą zniszczymy rodzinę,

    Pohamuj gniew twój, a ja twoje słowa

    980

    Tak skryję, jakbyś ich nigdy nie rzekła.

    Przejrzyj to wreszcie, o siostro, że teraz

    Bezsilnej trzeba się ugiąć przed siłą.

    PRZODOWNICA CHÓRU

    Słuchaj, bo rozum przecie i rozwaga

    Największym zawsze skarbem dla człowieka.

    ELEKTRA

    985

    Rzekłaś to, czegom po tobie czekała;

    Wiedziałam dobrze, iż myśl mą odtrącisz.

    A więc ja sama przystąpię do dzieła,

    Bo nie dopuszczę, by poszło na marne.

    CHRYSOTEMIS

    Gdyby duch taki był w tobie naówczas.

    990

    Gdy legł nasz ojciec, byłabyś nam zbawcą.

    ELEKTRA

    Ducha już miałam, lecz rady nie stało.

    CHRYSOTEMIS

    Staraj się taką pozostać przez życie.

    ELEKTRA

    Nie chcąc współdziałać, tak mnie upominasz?

    CHRYSOTEMIS

    Bo z czynu złego wyłoni się klęska.

    ELEKTRA

    995

    Twój rozum podziw, trwożliwość — wstręt budzi.

    CHRYSOTEMIS

    Zniosę przyganę, jak kiedyś pochwałę.

    ELEKTRA

    Z mych ust nie doznasz ty nigdy tej drugiej.

    CHRYSOTEMIS

    Przyszłość dość długa, by rzecz tę rozstrzygnąć.

    ELEKTRA

    Idź, boś niezdatna do żadnej posługi.

    CHRYSOTEMIS

    1000

    Owszem, lecz w niczym ty nie chcesz posłuchać.

    ELEKTRA

    Poszedłszy, matce twej wyjaw to wszystko.

    CHRYSOTEMIS

    Wszakże tak bardzo nie jestem ci wrogą.

    ELEKTRA

    Lecz wiedz stanowczo, iż w zdrożność mnie pędzisz.

    CHRYSOTEMIS

    Nie zdrożność przecie, ostrożność ci zlecam.

    ELEKTRA

    1005

    Mam ja więc twoim dać folgę wywodom?

    CHRYSOTEMIS

    Bo gdy zmądrzejesz, ty będziesz przewodzić.

    ELEKTRA

    Dziwne: tak pięknie przemawiać, a błądzić.

    CHRYSOTEMIS

    Trafnie określasz, co tobie dolega.

    ELEKTRA

    Cóż? Czy mą mowę niesłuszną być mniemasz?

    CHRYSOTEMIS

    1010

    Bywa, że słuszność i szkodę przyniesie.

    ELEKTRA

    Nie chcę praw takich stosować w mym życiu.

    CHRYSOTEMIS

    Ale po czynie wnet uznasz me słowa.

    ELEKTRA

    Wręcz go dokonam, nie bojąc się ciebie.

    CHRYSOTEMIS

    Postanowiłaś — i zdania nie zmienisz?

    ELEKTRA

    1015

    Nic bo wstrętniejszym nad zdanie przewrotne.

    CHRYSOTEMIS

    Myśl twoja, zda się, przeciwna mym słowom.

    ELEKTRA

    Dawno już ona, nie teraz powzięta.

    CHRYSOTEMIS

    Więc już stąd pójdę; bo ani ty moich

    Słów nie chcesz uznać, ni ja twych zamysłów.

    ELEKTRA

    1020

    Wstępuj do wnętrza! Nie pójdę za tobą,

    Choćbyś pożądać mnie miała, bo znakiem

    To bezrozumu, gdy mary kto ściga.

    CHRYSOTEMIS

    Jeślić się zdaje, że dobrą myśl twoja,

    Sądź tak; niebawem, gdy zabrniesz już w progi

    1025

    Nieszczęścia, uznasz te moje przestrogi.

    Chrysotemis wychodzi.

    CHÓR

    Patrząc na ptaki przemyślne w błękicie,

    Jako się troszczą, by głodu

    Ci nie zaznali, co dali im życie,

    Kiedyś niańczyli za młodu —

    1030

    Czemuż ród ludzki w ich ślady nie idzie?

    Lecz ma nadzieja w Zeusowym piorunie,

    W niebiańskiej nadto Temidzie[66],

    Że na tych klęska wnet runie.

    Odwaga, SamotnośćO wieści! Zstąp do podziemi

    1035

    I wołaj w głośnej żałobie

    Atrydom, co legli w grobie,

    Jako się hańba tu pleni.

    Że dom ich cały zgnębiony i chory,

    A wśród rodzeństwa i dzieci

    1040

    Gniewliwe wybuchły spory,

    I zamiast zgody rozterka się nieci;

    I że Elektra, zdradzona, jedyna,

    Błądząc wśród skargi żałosnej,

    Ojca wciąż z jękiem wspomina,

    1045

    Jako łkający ptak wiosny[67].

    I ani baczy na trwogę, że zginie,

    Wzrok zajdzie ciemnią śmiertelną,

    Byle zyskała dwoiste Erynie[68],

    Któż by się zrównał z tą dzielną?

    1050

    Nikt ze szlachetnych na świecie

    Życiem wyrodnym nie pokala sławy,

    By w hańbę zabrnąć, o dziecię!

    I tyś wolała wśród biedy żyć łzawej,

    Tak nędzą strojna, że podwójne miano

    1055

    Mądrej i dzielnej córy ci nadano.

    Żyj więc i wznieś się nad wrogi

    W tak górnym wzlocie, mieniem i prawicą,

    Jak dzisiaj los twój jest srogi.

    Bo choć cię widzę biedną niewolnicą —

    1060

    Żeś była wierna najświętszym ty prawom,

    Zbożność okryje cię sławą.

    Wchodzi Orestes w towarzystwie Piladesa i sługi.

    ORESTES

    Czyż, o niewiasty, słyszeliśmy dobrze?

    Czyż dobrze idziem tam, gdzieśmy zechcieli?

    PRZODOWNICA CHÓRU

    Co szukasz? Z jakim przybyłeś zamiarem?

    ORESTES

    1065

    Gdzie Egist mieszka, od dawna już pytam.

    PRZODOWNICA CHÓRU

    Tutaj — i trafnie wskazano ci drogę.

    ORESTES

    Któż by obwieścił więc tym, co w pałacu,

    Nasze przybycie, wielce upragnione?

    PRZODOWNICA CHÓRU

    wskazując Elektrę

    Ta — bo najbliższej to donieść przystoi.

    ORESTES

    1070

    Pójdź, o niewiasto, i wieść, że niejacy

    Męże z Fokidy z Egistem chcą mówić.

    ELEKTRA

    O, ja nieszczęsna! Czyż może nowiny,

    Która nas doszła, znak jasny niesiecie?

    ORESTES

    Twej wieści nie znam; mnie Strofios sędziwy

    1075

    O Orestesie nakazał tu donieść.

    ELEKTRA

    Cóż, o przybyszu? Bo zbiera mnie trwoga.

    ORESTES

    Marne my szczątki w tym drobnym naczyniu

    Dźwigając niesiem, jak widzisz, po zmarłym.

    ELEKTRA

    O, ja nieszczęsna! Więc jako się zdaje,

    1080

    Tuż mi oglądać już przyszło to brzemię.

    ORESTES

    Jeśli tak płaczesz nad losem Oresta,

    Wiedz, że ta urna proch jego zawiera.

    ELEKTRA

    Daj ją, na bogów, przybyszu, do ręki,

    Jeżeli on jest ukryty w tym spiżu,

    1085

    Abym i siebie, i cały ród społem

    Łzami oblała wraz z jego popiołem.

    ORESTES

    do Towarzyszy

    Ktokolwiek ona, dajcie jej, bo żąda

    Nie jak osoba, co wroga uczuciem,

    Lecz albo przyjaźń, lub krew ją nakłania.

    ELEKTRA

    wziąwszy urnę
    1090

    O ty, pamiątko, co jedna zostałaś

    Po mym najdroższym! Zawiodłeś mnie w wierze

    Wracając innym, niż kiedym cię słała.

    Bo dziś w mej dłoni proch marny ja dzierżę[69],

    A wówczas, dziecię, tak byłeś świetlanym!

    1095

    O, czemuż raczej wtedym nie umarła,

    Nim cię wysłałam ku krajom nieznanym,

    Nimem cię chyłkiem z rąk śmierci wydarła!

    Byłbyś w dniu owym legł pomiędzy swymi,

    Ojcowska by ci przypadła mogiła;

    1100

    A dziś za domem, na obcej cię ziemi,

    Z dala od siostry śmierć straszna zdławiła.

    I ani płynów ofiarnych na ciało

    Twe nie polałam, ni z ognia, co płonie,

    Prochów nie wzięłam, tak jako przystało,

    1105

    Lecz przez nieznane pogrzebion ty dłonie

    Drobnym brzemieniem w drobnym wracasz dzbanie.

    O, ja nieszczęsna! Na cóż ja daremnie

    Tak się troskałam, na cóż me staranie

    I trudy słodkie? Bo przecież ode mnie

    1110

    Ani cię matka kochała goręcej,

    I nikt cię w domu nie niańczył: ja tobie

    I niańką byłam, i siostrą, co więcej.

    A dziś to poszło wniwecz w jednej dobie[70]

    Wraz z twoim zgonem; bo jako nawała

    1115

    Rwąc przeleciałeś; i ojca już nie ma,

    Tyś mnie opuścił, jam tobie skonała.

    Śmieją się wrogi, radosny szał wzdyma

    Matkę nie-matkę, przed którą w te progi

    Tajneś mi wieści słał i obietnice,

    1120

    Że przyjdziesz z zemstą… Dziś twój los złowrogi,

    I mój zarówno, starł wszystko na nice —

    Ten, co zawiszcząc najdroższej mi twarzy

    Prochem i cieniem znikomym mnie darzy.

    O, biada mi, biada!

    1125

    O postaci marna!

    O drogo, tylu grozami ciężarna,

    Którą przebyłeś! Zmiażdżyłeś me życie!

    O tak, najdroższy, o głowo rodzona!

    Więc przyjm mnie teraz w twe ciemne ukrycie,

    1130

    Nic do niczego[71], bym z tobą złączona

    Mieszkała nadal; wszak w życiu ja tobie

    Wszystko dzieliłam po równi; w tej chwili

    Umrzeć więc pragnę i lec z tobą w grobie,

    Bo ból nie sięga tych, co tam zstąpili.

    PRZODOWNICA CHÓRU

    1135

    Śmiertelnym ród twój, to pomnij, Elektro,

    I brat śmiertelnym — więc niezbyt rozpaczaj:

    Przecież nas wszystkich tu czeka los równy.

    ORESTES

    O, cóż ja powiem? I jakich wybiegów

    Użyję? Ledwie już mowę powstrzymam…

    ELEKTRA

    1140

    Cóż cię tak tknęło? Dlaczegóż tak rzekłeś?

    ORESTES

    Czyż ta jest słynną Elektry osobą?

    ELEKTRA

    Masz ją przed sobą — w tak nędznym przybraniu.

    ORESTES

    O jakże ciężkie to losu zrządzenie!

    ELEKTRA

    Chyba nie ja ci wyrywam te żale?

    ORESTES

    1145

    O ciało, hańbą i zbrodnią zniszczone!

    ELEKTRA

    A więc ty mojej litujesz się nędzy?

    ORESTES

    Biedne twe życie bez męża i szczęścia!

    ELEKTRA

    Cóż patrząc na mnie tak jęczysz, przybyszu?

    ORESTES

    Bo ja, zaprawdę, nie znałem mej klęski.

    ELEKTRA

    1150

    Któreż z słów moich mogło ci ją zjawić?

    ORESTES

    To, żem cię ujrzał przybraną w tę nędzę.

    ELEKTRA

    A przecież widzisz li cząstkę mych bólów.

    ORESTES

    Czyż można jeszcze gorszego co widzieć?

    ELEKTRA

    To, że żyć muszę tu razem wśród zbirów…

    ORESTES

    1155

    Czyich? Skąd snujesz okropne domysły?

    ELEKTRA

    Mego rodzica. — I służyć im muszę.

    ORESTES

    Któż ze śmiertelnych ten gwałt ci zadaje?

    ELEKTRA

    Matką się zowie, lecz z matki nic nie ma.

    ORESTES

    Cóż czyniąc, gwałtem czy krzywdą to zrządza?

    ELEKTRA

    1160

    Przez gwałt i krzywdy, i wszelkie uciski.

    ORESTES

    A nie masz, kto by ci pomógł, rzecz wstrzymał?

    ELEKTRA

    Nie ma; był jeden — tyś przyniósł go prochem.

    ORESTES

    O biedna! Widok ten dawno mnie wzrusza.

    ELEKTRA

    Wiedz, żeś ty jeden się wzruszył mym losem.

    ORESTES

    1165

    Bom jeden przyszedł, by współczuć w twej doli.

    ELEKTRA

    Czyżbyś był krewnym, gdzieś z dala przybyłym?

    ORESTES

    wskazując Chór

    Jużcić bym wyrzekł, jeśli te życzliwe.

    ELEKTRA

    Życzliwe one i ufać im możesz.

    ORESTES

    Daj więc tę krużę[72], byś wszystko poznała.

    ELEKTRA

    1170

    Na bogi, nie czyń mi tego, przybyszu!

    ORESTES

    Słuchaj słów moich, a pewnie nie zbłądzisz.

    ELEKTRA

    Na twe oblicze! Nie bierz, co mi drogim.

    ORESTES

    Ja nie ustąpię.

    ELEKTRA

    Nieszczęsnam przez ciebie,

    1175

    Bracie, gdy prochów twych grześć[73] mi nie dadzą.

    ORESTES

    Waż to, co mówisz; bo jęczysz niesłusznie.

    ELEKTRA

    Nad zmarłym bratem czyż jęczę niesłusznie?

    PIASTUN

    Nie tym ci słowem przemawiać przystoi.

    KłamstwoELEKTRA

    Czyżbym tak była niegodna zmarłego?

    ORESTES

    1180

    O, nie niegodna! Lecz to… obcym tobie.

    ELEKTRA

    Nie obcym, jeśli proch Oresta dzierżę.

    ORESTES

    To nie Oresta! Zmyślono to w mowie.

    ELEKTRA

    Gdzież by więc grób miał ten biedak nieszczęsny?

    ORESTES

    Nie ma — bo żywy nie posiada grobu.

    ELEKTRA

    1185

    Co rzekłeś, drogi?

    ORESTES

    Nie zmyślam niczego.

    ELEKTRA

    Czyż więc on żyje?

    ORESTES

    Jeśli ja przy życiu.

    ELEKTRA

    Czyżbyś ty był — nim?

    ORESTES

    1190

    Spójrz na tę obrączkę

    Ojca i osądź, czy prawdę ja mówię.

    ELEKTRA

    rzuca się bratu na szyję

    O dniu najmilszy!

    ORESTES

    Najmilszy, przywtórzę.

    ELEKTRA

    Czyż głos twój słyszę?

    ORESTES

    1195

    Nie badaj już innych.

    ELEKTRA

    Mam cię w mej dłoni?

    ORESTES

    I oby na zawsze!

    ELEKTRA

    Najmilsze drużki, kochane rodaczki!

    Otóż Orestes, co zmarł li podstępem,

    1200

    Teraz podstępem został ocalony.

    PRZODOWNICA CHÓRU

    Widzimy, dziecię, a z losu wyrokiem

    Łza mi radosna wytrysła pod okiem.

    ELEKTRA

    O bracie mój, o witaj nam,

    Ty, najmilejszy z wszelkich ciał!

    1205

    Stanąłeś więc u domu bram,

    Znalazłeś, widzisz, kogoś chciał!

    ORESTES

    Jestem, lecz teraz trwać trzeba w milczeniu.

    ELEKTRA

    Czemuż?

    ORESTES

    Trza milczeć, by nas kto z wnętrza nie słyszał.

    ELEKTRA

    1210

    Na Artemidę i na jej dziewictwo,

    Nie doznam więcej już strachu

    Przed kobiet zmorą, co gości w tym gmachu.

    ORESTES

    Bacz jednak na to, że Ares niekiedy

    Wstąpi w niewiastę; wiesz to z doświadczenia.

    ELEKTRA

    1215

    O, biada mi! Odnawiasz ślad

    Przelanej w domu krwi!

    Nie zatrze go mi szereg lat,

    Nie skryją, zmyją mgły.

    ORESTES

    Wiem o tym, dziecię! Gdy pora nam skinie,

    1220

    Ufaj, że pomnieć[74] będę o tym czynie.

    ELEKTRA

    O, w każdy czas i w każdy dzień

    Przystoją o tym mowy,

    Bo prysł niewoli dawny cień

    I prysły z ust okowy.

    ORESTES

    1225

    I ja przyznaję; strzeż więc nowej doli.

    ELEKTRA

    Co czyniąc?

    ORESTES

    Kiedy nie pora, nie chciej mówić długo.

    ELEKTRA

    Któż by zamienił, gdyś ty się pojawił,

    W milczenie szczęścia odgłosy,

    1230

    Gdy wbrew nadziei przywiodły cię losy?

    ORESTES

    Ujrzałaś ty mnie natenczas, gdy bogi

    W rodzinną ziemię mi wrócić kazały.

    ELEKTRA

    Wygłaszasz lepszą jeszcze wieść

    Od dawnych: bo jeżeli bóg

    1235

    Wprowadził cię w ojczysty próg,

    On szczęście da i cześć.

    ORESTES

    Raz nie śmiem wstrzymać twej chwalby radosnej,

    To znów się boję uciechy zbyt głośnej.

    RadośćELEKTRA

    O, skoroś raczył przez najmilszą drogę

    1240

    Po długim czasie się zjawić,

    Nie chciej, gdy widzisz niebogę…

    ORESTES

    Cóż mam zaniechać?

    ELEKTRA

    Tego mnie pozbawić,

    Bym, kiedy brat mój już w domu tym gości,

    1245

    Folgi nie dała radości.

    ORESTES

    Kto by tak czynił, doznałby mych gniewów.

    ELEKTRA

    Więc wolno?

    ORESTES

    Czemuż nie?

    ELEKTRA

    Bracie, wieść miałam straszną, niespodzianą,

    1250

    I w niemej ścięta boleści

    Stałam, słuchając tej wieści.

    Teraz cię dzierżę i w twarz ukochaną

    Radosna patrzę!

    Klęska już chwil tych w pamięci nie zatrze.

    ORESTES

    1255

    Przemilcz, co zbytnim byłoby w twej mowie,

    Ani też ucz mnie, że matka przewrotną,

    Ani że Egist domu ojcowiznę

    Niszczy i trwoni, i marnie rozprasza:

    Bo słowa cenny czas by pochłonęły.

    1260

    Lecz co przydatnym i w porę by było,

    Mów: gdzie zjawieni albo też ukryci

    Stąpiąc, swywolnych ukrócimy wrogów;

    Tak, aby matka snadź nie wypatrzyła

    Jasnej twej twarzy, gdy wkroczym do domu.

    1265

    Więc jak nad ciosem, co głosem zmyślony,

    Żal się: bo gdy się wybijem z niedoli,

    Będziem radować i śmiać się do woli.

    ELEKTRA

    Przecie, o bracie, jako tobie miło,

    Tak ja postąpię, bo wszelkie pociechy

    1270

    Przez ciebie przyszły, nie ze mnie mi płyną.

    I nie chciałabym twym bólem choć drobnym

    Zysk mój okupić; bo tak bym niepięknie

    Się przysłużyła tej chwili obecnej.

    A przyszłość chyba znasz, jeżeli powiem,

    1275

    Że Egist teraz nie gości w tych murach,

    ŁzyMatka zaś w domu; nie trwóż się, by ona

    Twarz mą ujrzała zjaśnioną radością:

    Bo wstręt mi dawny aż wpił się w głąb duszy,

    A odkąd ciebie widzę, nie przestaję

    1280

    Z radości… płakać. Jakżebym przestała,

    Ja, która ciebie za jednym obrotem

    Widziałam żywym i zmarłym — cud istny!

    Toć gdyby rodzic mój żyw tutaj stanął,

    Już bym bez dziwu wierzyła mym oczom.

    1285

    Więc skoroś przybył mi takim sposobem,

    Pocznij, jak uznasz; mnie bowiem tu samej

    Z dwojga by jedno przypadło w udziale:

    Albo żyć podle, lub zginąć wspaniale.

    ORESTES

    Milczeć mi teraz — bo słyszę przy wyjściu

    1290

    Niejakie szmery.

    ELEKTRA

    Wejdźcie, o przybysze,

    Zwłaszcza to niosąc, czego nikt od progów

    Ani odtrąci, ni przyjmie radośnie.

    Wchodzi Piastun.

    PIASTUN

    O wy, niemądrzy i próżni rozwagi,

    1295

    Czy już nie dbacie zupełnie o życie,

    Czy też rozsądku nie dała przyroda,

    Kiedy nie wiecie, że nie u krawędzi,

    Lecz w samym złego jesteście odmęcie!

    I gdybym ja się nie znalazł na straży

    1300

    Przy tych podwojach, to wasze zamysły

    Przed wami w tych by znalazły się progach;

    Lecz ma przezorność was przed tym ustrzegła.

    Teraz więc, długich niechając już gadań

    I tych wybuchów radości zbyt głośnych,

    1305

    Wejdźcie do wnętrza, bo złą w takich razach

    Zwłoka i raźniej się sprawić należy.

    ORESTES

    Cóż więc zastanę wstępując do wnętrza?

    PIASTUN

    Wszystko w porządku, bo nikt cię tam nie zna.

    ORESTES

    Rzekłeś, żem umarł — jak rzec należało?

    PIASTUN

    1310

    Wiedz, żeś w ich myśli Hadesu mieszkańcem.

    ORESTES

    Czy się tym cieszą? Lub jakie ich mowy?

    PIASTUN

    Po czynie powiem; na razie tam wszystko

    Po myśli — nawet co mniej jest po myśli.

    ELEKTRA

    Któż to, o bracie? Objaśń mnie, na bogów.

    ORESTES

    1315

    Czyż nie zgadujesz?

    ELEKTRA

    O, ani mi w głowie.

    ORESTES

    Nie wiesz ty, komu oddałaś mnie kiedyś?

    ELEKTRA

    Komu? Co mówisz?

    ORESTES

    Którego ramiona

    1320

    Stąd do Fokidy mnie wiodły z twej rady.

    ELEKTRA

    Czyż to ów człowiek, co z wielu jedyny

    Wiemy pozostał wśród ojca pogromu?

    ORESTES

    Tak jest, już dzisiaj nie badaj mnie słowy.

    ELEKTRA

    Światło ty drogie, jedyny ty zbawco

    1325

    Atrydów domu, skąd idziesz? Tyż[75] jesteś

    Tym, co mi jego z klęsk tylu wybawił?

    Najmilsza dłoni! — Najsłodszą posługą

    Były twe stopy! Jakimże sposobem

    Takeś się ukrył długo i nie zdradził,

    1330

    Miażdżąc mnie mową, gdyś prawdę niósł słodką?

    Witaj mi, ojcze! — Bo jakbym w rodzica

    Patrzyła. Wiedz to, że z ludzi najbardziej

    Byłeś mi wstrętnym i drogim w dniu jednym.

    PIASTUN

    Dość tego dzisiaj. Co zaszło w tych czasach,

    1335

    O tym dni wielu i nocy obroty

    Jasno cię kiedyś pouczą, Elektro.

    Wam zaś, co tutaj stoicie, wręcz mówię:

    Brać się do czynu! Klitajmestra sama,

    I nie ma mężczyzn w pałacu; a wiedzcie,

    1340

    Że w razie zwłoki z tymi i z chytrością

    Innych, liczniejszych, potykać się przyjdzie.

    ORESTES

    Już długie mowy, Piladzie, do rzeczy

    Nic by nie miały, lecz w dom ten co prędzej

    Wstąpmy, ojczystych uczciwszy wprzód bogów,

    1345

    Którzy mieszkają na straży tych progów.

    Orestes i Pilades wchodzą do pałacu; za nimi Piastun.

    ELEKTRA

    O Apollinie! Błogosław tej parze,

    A i mnie także, bo przecie bywało,

    Że hojnym darem twe czciłam ołtarze.

    Dzisiaj cię wzywam tym, na co mnie stało —

    1350

    Błagam i proszę, o cny Apollinie,

    Wesprzyj nas łaską w tej ciężkiej godzinie!

    A ludziom pokaż, jakimi wawrzyny

    Wieńczą bogowie bezbożne ich czyny.

    Wchodzą do pałacu.

    CHÓR

    Patrzcie, jak runął gwałtownymi stopy

    1355

    Ares i mordu krwią zionie[76],

    Jak społem wtargły pod domowe stropy

    Zbrodni pogonie[77],

    W pościgu rącze — psy gończe.

    Więc ufam, że już niebawem

    1360

    Sny moje staną się jawem[78].

    Bo pobiegł z nimi w zawody

    Umarłych mściciel i zdradnie

    W ojca bogate zagrody

    Jako pogrom z mieczem wpadnie.

    1365

    Hermes[79], syn Mai, swą pomoc mu rai,

    I podstęp przyćmi nocnymi pomroki,

    I kres ukaże bez zwłoki.

    Z pałacu wychodzi Elektra.

    ELEKTRA

    O miłe drużki, niebawem mężowie

    Spełnią to dzieło, więc trwajcie w milczeniu.

    PRZODOWNICA CHÓRU

    1370

    Cóż więc, cóż czynią?

    ELEKTRA

    Ta urnę uwieńcza

    Gwoli pogrzebu; ci stoją w pobliżu.

    PRZODOWNICA CHÓRU

    A po cóż wyszłaś ty z domu?

    ELEKTRA

    Dla straży,

    1375

    By Egist nie wszedł snadź chyłkiem do wnętrza.

    KLITAJMESTRA

    z wnętrza pałacu

    Biada! O domie

    Próżny przyjaciół, a pełny morderców!

    ELEKTRA

    Krzyczy ktoś w domu. Czyście nie słyszały?

    CHÓR

    Jęk niesłychany słyszałam, aż groza mną trzęsie.

    KLITAJMESTRA

    1380

    O ja nieszczęsna! Gdzież jesteś, Egiście!

    ELEKTRA

    Ot, znów ktoś krzyczy.

    KLITAJMESTRA

    O dziecię me, dziecię!

    Litość dla matki!

    ELEKTRA

    Ni on tej litości,

    1385

    Ani też rodzic nie doznał od ciebie.

    CHÓR

    O miasto! Nieszczęsne rodzeństwo!

    Dziś się wypełnia wiekowe przekleństwo.

    KLITAJMESTRA

    O srogi ciosie!

    ELEKTRA

    Tnij znów, jeśli możesz!

    KLITAJMESTRA

    1390

    O! Znów!

    ELEKTRA

    Płacz siebie i jęcz nad Egistem!

    CHÓR

    Spełnia się klątwa i życie wśród grobów się znaczy[80]

    I zemstopłynną krew toczą

    Umarli z swoich siepaczy.

    Orestes z Piladesem wychodzą z wnętrza.

    PRZODOWNICA CHÓRU

    1395

    Otóż i oni; zbroczone ich dłonie

    Cieczą Aresa… Przyganiać nie mogę.

    ELEKTRA

    Jak poszło, bracie?

    ORESTES

    Tam w domu rzecz poszła

    Dobrze — jeżeli bóg dobrze mi wróżył.

    ELEKTRA

    1400

    Czy ta nieszczęsna nie żyje?

    ORESTES

    Nie trwóż się,

    By cię gniew matki dosięgnął już kiedy.

    CHÓR

    Cicho, bo widzę Egista w pobliżu.

    ELEKTRA

    Ustąpcie na bok, o mili.

    ORESTES

    1405

    Gdzież człeka

    Tego widzicie?

    ELEKTRA

    Tu ku nam zza miasta

    Dąży i w twarzy ma wyraz radosny.

    CHÓR

    Stańcie za bramą co prędzej, o mili,

    1410

    Abyście dobrze i z tym się sprawili.

    ORESTES

    Ufaj! Sprawimy!

    ELEKTRA

    Więc raźno do dzieła!

    ORESTES

    Już ja odchodzę.

    ELEKTRA

    A reszta mą troską.

    Orestes i Pilades odchodzą do pałacu.

    CHÓR

    1415

    Szepnij mu słowo i wyraz łaskawy

    Przybierz, by mąż ten nieświadom stąd ruszył

    Do walnej[81] z zemstą rozprawy.

    Wchodzi Egist.

    EGIST

    Któż z was mi powie, gdzie ludzie z Fokidy,

    Którzy tu pono donieśli, że Orest

    1420

    Życie postradał pod wozów złomami?

    Ciebie ja pytam, ciebie, która wprzódy

    Tak byłaś krnąbrną, bo myślę, że ciebie

    Głównie to tknęło i wiesz to najlepiej.

    ELEKTRA

    O, wiem! Jakoż nie? Inaczej bo chyba

    1425

    Najdroższych doli byłabym ja obcą.

    EGIST

    Gdzież ci przybysze? Więc poucz mnie o tym.

    ELEKTRA

    W domu; uprzejmą trafili tam panią.

    EGIST

    A czy prawdziwie wieścili go zmarłym?

    ELEKTRA

    Zjawili oczom, co w mowie wyrzekli.

    EGIST

    1430

    A więc mi wolno to stwierdzić naocznie?

    ELEKTRA

    Wolno — nikt tego nie wzbroni widoku.

    EGIST

    Uciesznie witasz dziś mnie wbrew zwyczajom.

    ELEKTRA

    Ciesz się, jeżelić pociechą to będzie.

    EGIST

    Milczeć więc teraz i bramy otworzyć,

    1435

    By wszyscy z Myken i Argos widzieli;

    A jeśli który swe płonne nadzieje

    Wiązał z tym mężem, niech trupa zobaczy

    I jarzmo przyjmie, nie gwałtem dopiero

    Pod moim knutem do rozumu wróci.

    ELEKTRA

    1440

    Dokonam tego, co miałam, bo czasy

    Mnie nauczyły, by służyć przedniejszym.

    Otwiera bramę. Widać leżące ciało przykryte całunem, przy nim Orestes i Pilades.

    EGIST

    O Zeusie! Widzę zjawisko zesłane

    Z bożej zawiści; czy z kaźni, nie rzeknę.

    Zdejmijcie wszelką sprzed oczu zasłonę,

    1445

    Bym i ja zronił łzę nad tym, co krewne.

    ORESTES

    Sam ty ją podnieś! Twa rzecz to, nie moja,

    Temu się przyjrzeć i słodko przemówić.

    EGIST

    Dobrze ty mówisz, usłucham.

    do Elektry

    Ty zasię,

    1450

    Jeśli jest w domu, Klitajmestrę zwołaj.

    ORESTES

    Ona przy tobie, nie szukaj daleko.

    EGIST

    podnosi całun

    Biada, co widzę!

    ORESTES

    Skąd strach? Nie poznajesz?

    EGIST

    W jakich ja mężów zasadzki i siecie

    1455

    Wpadłem nieszczęsny?

    ORESTES

    Czyż nie wiesz, że dawno

    Mówisz do żywych, jak gdyby pomarli?

    EGIST

    Biada! Już jasnym to słowo, bo chyba

    To sam Orestes, co do mnie przemawia.

    ORESTES

    1460

    I wieszczkiem będąc, błądziłeś tak długo?

    EGIST

    Zginąłem marnie! Lecz pozwól choć słówko

    Mi wypowiedzieć.

    ELEKTRA

    Nie zezwól mu mówić,

    Przebóg, o bracie, ni mowy przedłużać.

    1465

    Cóż by człek zyskał dobrego na zwłoce,

    Gdy kto ma zginąć z przestępców skalanych?

    Lecz wraz go zabij i rzuć go zabiwszy

    Takim, na jakich zasłużył, grabarzom,

    By znikł nam z oczu; że będzie ich łupem,

    1470

    To mi jedynym za klęski okupem.

    ORESTES

    Wstępuj co prędzej do domu, bo walka

    Tu nie na słowa, lecz chodzi o życie.

    EGIST

    Cóż w dom mnie pędzisz? Jeżeli czyn piękny,

    Na cóż mu ciemni, cóż wręcz nie zabijasz?

    ORESTES

    1475

    Nie rządź ty tutaj! Idź tam, gdzieś powalił

    Mego rodzica, byś w miejscu legł zbrodni.

    EGIST

    Więc dom ten musi koniecznie oglądać

    Byłe i przyszłe Pelopidów klęski?

    ORESTES

    Twoje z pewnością — te jasno ci wróżę.

    EGIST

    1480

    Lecz ojca sztuki nie mógłbyś wysławiać.

    ORESTES

    Zbyt ty gardłujesz, a droga się wzdłuża.

    Naprzód więc!

    Śmierć, ZemstaEGIST

    Prowadź.

    ORESTES

    Tobie iść na przedzie!

    EGIST

    1485

    Bym snadź nie uciekł?

    ORESTES

    Byś śmierci nie zaznał

    Według swej woli. Ja gorzką przyprawię.

    Doraźna śmierci kaźń powinna gromić

    Tego, co prawa złamie i znieważy,

    1490

    A mniej by było na ziemi zbrodniarzy.

    Wychodzą.

    CHÓR

    Atreusa siewie, z jak wielkiej ty klęski

    Wybrnąłeś wreszcie, wolnością zwycięski,

    Przez czyn, co zbawił twe syny!

    Przypisy

    [1]

    córa Inacha (mit. gr.) — Io, kochanka Zeusa, z zemsty Hery zamieniona w jałówkę. [przypis edytorski]

    [2]

    bóg wilkobójca — przydomek Apolla jako opiekuna i obrońcy trzody. [przypis edytorski]

    [3]

    Hera (mit. gr.) — bogini niebios i macierzyństwa, żona i siostra Zeusa. [przypis edytorski]

    [4]

    krwią zbroczone Pelopidów gniazdo — dziadek Agamemnona, Pelops, zemścił się na bracie Tyestesie, gdy ten uwiódł mu żonę, zabijając jego dzieci i podając mu je jako potrawę. [przypis edytorski]

    [5]

    w strasznym rodzica pogromie — w momencie strasznej śmierci ojca. [przypis edytorski]

    [6]

    opona (daw.) — zasłona. [przypis edytorski]

    [7]

    Pytia — prorokini wygłaszająca wyrocznie Apolla w Delfach. [przypis edytorski]

    [8]

    w rzeczy — w rzeczywistości. [przypis edytorski]

    [9]

    tuszyć (daw.) — mieć nadzieję. [przypis edytorski]

    [10]

    Loksjasz — przydomek Apolla. [przypis edytorski]

    [11]

    roszcząc — rosząc, skrapiając (mowa o ofierze płynnej, tzw. libacji). [przypis edytorski]

    [12]

    kiedy pomrok nad światłem przemoże — kiedy mrok pokona światło. [przypis edytorski]

    [13]

    Ares (mit. gr.) — bóg wojny i bitewnego szału; jego rzymskim odpowiednikiem jest Mars. [przypis edytorski]

    [14]

    gach (daw.) — kochanek. [przypis edytorski]

    [15]

    I ze słowikiem, co płacze swe dzieci — aluzja do mitu o królewnie ateńskiej Prokne, żonie króla trackiego Tereusa. Tereus zgwałcił jej siostrę Filomelę i, aby ukryć swoją zbrodnię, uciął jej język. Dowiedziawszy się o tym, Prokne w szale rozpaczy zabiła Itysa, syna którego urodziła Tereusowi. Wszystkie trzy osoby tej tragedii zamienili bogowie w ptaki; Prokne w postaci słowika opłakuje swój popełniony w obłędzie czyn. [przypis edytorski]

    [16]

    Hades (mit. gr.) — władca podziemnego świata zmarłych i bogactw ukrytych w ziemi; budzący strach, ale sprawiedliwy bóg, brat Zeusa i Posejdona. [przypis edytorski]

    [17]

    Persefona (mit. gr.) — żona Hadesa, bogini świata podziemnego. [przypis edytorski]

    [18]

    Hermes (mit. gr.) — bóg kupców i złodziei, posłaniec bogów. [przypis edytorski]

    [19]

    Erynie (mit. gr.) — boginie zemsty, karzące zwłaszcza przewiny wobec rodziny i rodu, przedstawiane ze skrzydłami i z wężami we włosach, doprowadzające do szału i dręczące tych, których ścigają. [przypis edytorski]

    [20]

    drużka (daw.) — przyjaciółka. [przypis edytorski]

    [21]

    przemóc (daw.) — pokonać. [przypis edytorski]

    [22]

    Itys (mit. gr.) — syn Prokne i Tereusa, zabity przez tę pierwszą, gdy się dowiedziała, że jej mąż zgwałcił jej siostrę. [przypis edytorski]

    [23]

    Niobe (mit. gr.) — żona króla Teb Amfiona, matka licznego potomstwa, szczyciła się, że ma więcej dzieci niż bogini Latona, która miała tylko Apollina i Artemidę. Apollo i Artemida z zemsty zabili z łuków dzieci Niobe na jej oczach. Rozpaczającą Niobe na koniec Zeus zamienił w skałę, co czasem interpretuje się jako skamienienie z bólu i rozpaczy. [przypis edytorski]

    [24]

    śluby — dziś popr. forma N.lm: ślubami. [przypis edytorski]

    [25]

    kryzejski — związany z Kryzą, miastem w pobliżu Delf. [przypis edytorski]

    [26]

    zbir — tu: zabójca. [przypis edytorski]

    [27]

    pomnieć (daw.) — pamiętać. [przypis edytorski]

    [28]

    przecz (daw.) — dlaczego. [przypis edytorski]

    [29]

    miasto (daw.) — zamiast. [przypis edytorski]

    [30]

    li (daw.) — tylko. [przypis edytorski]

    [31]

    w rzeczy (daw.) — naprawdę. [przypis edytorski]

    [32]

    przestawać (daw.) — przebywać. [przypis edytorski]

    [33]

    Że się nie truję — w domyśle: jedzeniem ze stołu morderców. [przypis edytorski]

    [34]

    twej matki córką — tak mówiono o dzieciach z nieprawego łoża. [przypis edytorski]

    [35]

    Dike (mit. gr.) — bogini sprawiedliwości. [przypis edytorski]

    [36]

    wielonoga, sturęka — sens: mszcząca się na wiele sposobów. [przypis edytorski]

    [37]

    Erynis — jedna z Eryni, bogiń zemsty, karzących zwłaszcza przewiny wobec rodziny i rodu, przedstawianych ze skrzydłami i z wężami we włosach, doprowadzających do szału i dręczących tych, których ścigają. [przypis edytorski]

    [38]

    miedzianymi runie stopy — sens: podepcze ciężkimi stopami. [przypis edytorski]

    [39]

    Pelopsa ów nieszczęsny sprzęg (mit. gr.) — zaprzęg skrzydlatych koni podarowany Pelopsowi przez Posejdona. [przypis edytorski]

    [40]

    Myrtil (mit. gr.) — woźnica Oinomaosa, z którym ścigał się Pelops, starając się o córkę tego ostatniego, Hippodamię. Zdradził Oinomaosa, przyczyniając się do zwycięstwa Pelopsa, ale ten strącił go w morze z rydwanu. [przypis edytorski]

    [41]

    srom (daw.) — wstyd. [przypis edytorski]

    [42]

    śmiał twoją siostrzycę Bogom poświęcić — mowa o Ifigenii. [przypis edytorski]

    [43]

    komu, którym gwoli (daw.) — ze względu na kogo. [przypis edytorski]

    [44]

    Argiwi — Grecy. [przypis edytorski]

    [45]

    jestli — czy jest. [przypis edytorski]

    [46]

    Artemida (mit. gr.) — dziewicza bogini łuczniczka, opiekunka zwierzyny łownej. Bliźniacza siostra Apollina. Jej strzałom przypisywano nagłą śmierć kobiet. [przypis edytorski]

    [47]

    Letojska dziewica — określenie Artemidy (córka Latony). [przypis edytorski]

    [48]

    li (daw.) — tylko. [przypis edytorski]

    [49]

    zakon (daw.) — prawo. [przypis edytorski]

    [50]

    Feb (mit. gr.) — przydomek Apolla, boga słońca, sztuki, wróżbiarstwa i gwałtownej śmierci, przewodnika dziewięciu muz. [przypis edytorski]

    [51]

    przytomny (daw.) — obecny. [przypis edytorski]

    [52]

    snadź (daw.) — widocznie. [przypis edytorski]

    [53]

    skwapliwy (daw.) — szybki i/lub chętny. [przypis edytorski]

    [54]

    Atrydzi (mit. gr.) — synowie Atreusa: Agamemnon i Menelaos. [przypis edytorski]

    [55]

    przyrodzeniu — tj. swojej naturze. [przypis edytorski]

    [56]

    słup z kraja — w trakcie wyścigów konnych zawodnik musiał zawrócić, okrążając wbity w ziemię słup - tak samo jest to opisane w Iliadzie Homera. [przypis edytorski]

    [57]

    barcejski zaprzęg — zaprzęg czterokonny. [przypis edytorski]

    [58]

    mimo (daw.) — obok. [przypis edytorski]

    [59]

    wraz (daw.) — zaraz. [przypis edytorski]

    [60]

    Nemezis (mit. gr.) — bogini zemsty, sprawiedliwości i przeznaczenia; uosobienie gniewu bogów, ale stojąca ponad i poza władzą bogów olimpijskich; córka Nocy (gr. Nyks), strażniczka sprawiedliwości świata, wykonawczyni nieuniknionych praw. [przypis edytorski]

    [61]

    Zeusa groty — pioruny. [przypis edytorski]

    [62]

    Helios (mit. gr.) — bóg słońca. [przypis edytorski]

    [63]

    trzymać — tu: uważać. [przypis edytorski]

    [64]

    z takimi wieści — z takimi wiadomościami (możliwy błąd źródła: wieśćmi). [przypis edytorski]

    [65]

    powolny (daw.) — posłuszny. [przypis edytorski]

    [66]

    Temida (mit. gr.) — bogini sprawiedliwości, często przedstawiana z przepaską na oczach. Należała do tytanów, drugiego pokolenia bogów, starszych od bogów olimpijskich. [przypis edytorski]

    [67]

    łkający ptak wiosny — słowik. [przypis edytorski]

    [68]

    Byle zyskała dwoiste Erynie — linijka ta świadczy i wierze w istnienie osobistych Eryni zamordowanego. [przypis edytorski]

    [69]

    dzierżyć (daw.) — trzymać. [przypis edytorski]

    [70]

    w jednej dobie (daw.) — w jednej chwili. [przypis edytorski]

    [71]

    Nic do niczego — sens: bo oboje jesteśmy niczym. [przypis edytorski]

    [72]

    kruża (poet.) — czara. [przypis edytorski]

    [73]

    grześć (daw.) — grzebać, chować zmarłych. [przypis edytorski]

    [74]

    pomnieć (daw.) — pamiętać. [przypis edytorski]

    [75]

    tyż — ty z partykułą wzmacniającą -ż. [przypis edytorski]

    [76]

    runął gwałtownymi stopy Ares i mordu krwią zionie — tu Ares występuje nie jako bóg wojny, lecz jako bóg przelanej krwi. [przypis edytorski]

    [77]

    Zbrodni pogonie — mowa o Eryniach. [przypis edytorski]

    [78]

    jawem — dziś popr. w r. ż.: jawą. [przypis edytorski]

    [79]

    Hermes (mit. gr.) — bóg kupców i złodziei, posłaniec bogów. [przypis edytorski]

    [80]

    życie wśród grobów się znaczy — sens: zmarli ożywają. [przypis edytorski]

    [81]

    walny — tu: decydujący. [przypis edytorski]

    Close
    Please wait...