Potrzebujemy Twojej pomocy!

Na stałe wspiera nas 464 czytelników i czytelniczek.

Niestety, minimalną stabilność działania uzyskamy dopiero przy 500 regularnych darczyńców. Dorzucisz się?

Szacowany czas do końca: -
Krzysztof Kamil Baczyński, Zjawy

Spis treści

      Krzysztof Kamil BaczyńskiZjawy

      1
      Dymy pachnące jak kolumny nieba
      nad drzew siwieniem wysoko, wysoko,
      i w niewidzialnym odbicie potoku.
      Czyśmy tak tylko zamyśleni w Bogu,
      5
      czy nas już nie ma?
      To wszystko jesień. Wszystko znów ominie.
      Ciało i popiół, i smutek ten sam,
      i cisza wielka stoi na głębinie,
      nienasycony, ciemny dzban.
      10
      Wiem: to te same kołowroty sklepień
      huczą u świateł wysoko, wysoko,
      kule ogniste i znaki na niebie,
      te same idą posągi obłoków.
      A ja tam w dole jestem człowiek jeno[1],
      15
      ja nie poznaję jesieni i rzek,
      spięty krokami z bolesną ziemią,
      ledwie przeczuwam daleki brzeg.
      A ja tam w dole łaknę i konam,
      Śmierć na mnie ciężka. Burza schylona,
      20
      mknie po mnie górą. Leżę bez dna.
      A ja tam w dole łaknę i oczy
      tylko mi ciążą, grozą spełnione,
      i tyle serc się przeze mnie toczy,
      wszystkie spalone.
      25
      Są tylko te skinienia, które czas przemilczą,
      skrzydeł trzepot czy rąk, czy gwiazd?
      Widzę we mgłach na nowo wędrujący las
      i noc tajemną, wilczą.
      Staję u okna. Okno — zwierciadło,
      30
      ziemię odbije wysoko, wysoko,
      i to, co w ciemność kamieniem spadło,
      spojrzy mi w pamięć jak światła oko.
      Drzewa otworzą się — bramy śpiewne.
      Natchnie mnie liści gorzki zapach.
      35
      Przyjdą zwierzęta — mruczące ciepło —
      na cichych łapach.
      Knieje odwiną po liściu z purpury,
      aż do jeziora mrocznego dna,
      nad jeziorami postawią góry
      40
      te dłonie czyste jak ze szkła.
      Będę rozmawiał z niedźwiedziem złotym
      pod śliw ciężarem, pod jabłoniami
      i tak się wolno zamkną gałęzie
      i świat za nami.
      45
      I tak zostanę liści pełny
      pośród kaskady lasów i zwierząt,
      płynący rzeką ze złotej wełny.
      Wtedy jest cisza. Nim czas nie uderzy,
      nim nie przewali się burza ślepa
      50
      i ciemny łoskot, i chrzęst żelaza,
      a zapomnianym daleko od nieba
      czarny włos śmierci porośnie na twarzach.

      18 październik 1942 r.

      Przypisy

      [1]

      jeno (daw.) — tylko. [przypis edytorski]

      x